Pomorska wizja Słowiańskiej Baji – Marek Hapon



Pamiętajmy że Pomorze Słowian sięgało od Zatoki Wenedzkiej czyli Gdańskiej aż po półwysep Jutlandzki i duńskie dziś wyspy. Także po północnej stronie Bałtyku (Morza Wędzkiego) siedzieli Wędzi Dalowie (Wądale – haplotyp R1a1a1g7) i Gąci (Goci – haplotyp R1a1a1 i I1 oraz I2) – to wszystko po północnej stronie morza nazywano Skanią, a potem doszli tam do nich Celtowie (Kiełtowie). Przedstawiana tutaj wizja Baji jest nie tylko wizją Kaszubów (Koszewian) ale całego Pomorza, także Obodrzyckiego i Drzewiańskiego, Wendlandzkiego – Słowiańskich Wikingów. [CB]


Zaklinacz

©® by Marek Hapon

Urodziłem się w Gdyni w 1966 roku. W 1978 roku wyjechałem z mamą do USA gdzie od 1970 roku przebywał mój ojciec. Chicago jakie zastałem wyglądało dość zaniedbane i śmieszne – coś jak miasteczko kowbojskie tylko że z cegły.


Spór bogów (1991- 1995)

Od początku zostałem potraktowany jako intruz z wrogiego kraju i nielubianej nacji. A więc moja asymilacja w Ameryce została bardzo ograniczona poprzez pewną brzydotę która mnie otaczała. To że jestem Polakiem dobrze wiedziałem kiedy przyleciałem do USA. Byłem świadomy polskiej historii a jedną z dwóch moich walizek miałem wypełnioną polskimi żołnierzykami.  Natomiast w Chicago uświadomiłem sobie że jestem czymś więcej niż Polakiem.


Nocny (1991 – 1995)

Uświadomiłem sobie że jestem też Europejczykiem. Natomiast Polonusy jakich spotkałem w Chicago wydawali się bardziej nieprzyjaźni Polakom niż nawet Amerykanie innego pochodzenia. Moją reakcją na to wszystko było większe pogrążenie sie w polskości i europejskości.


Nalegacz wśród poczwar (1991 – 1995)

Z czasem prawie wszystko co amerykańskie zaczęło wyglądać na powierzchowne i nudne. Polonijna kultura miała mało do zaoferowania – wydawała się za bardzo prowincjonalna i w pewnym sensie bezbronna wobec wszechobecnej popkultury Hollywoodu.


Licho w słońcu (1991 – 1995)

Moje pierwsze kontakty z informacją na temat słowiańszczyzny przedchrześcijańskiej odbyły się w bibliotece mojej katolickiej szkoły podstawowej w Chicago. Tam na mapie odkryłem dwa tajemnicze terytoria czyli Pomeranię i Połabie. Dalsze czytania rozpaliły we mnie ciekawość i poszerzyły moje pojecie własnego pochodzenia. Np. ludowe gusła mojej babci nabrały szerszego znaczenia. Mój ojciec marynarz stał się dla mnie przedstawicielem morza i Pomorza – tak inny wydawał się od spotkanych przeze mnie Polonusów. Wtedy uświadomiłem sobie że poprzez moją babcię doznałem bezpośredniego kontaktu z wierzeniami starszymi od religii katolickiej, a poprzez Gdynię i ojca marynarza byłem Pomorzaninem.


Stolem powalony (1991- 1995)

Jednocześnie nie poprzestałem na wiedzy tyczącej sie pogańszczyzny, kontynuowałem swój rozwój jako Europejczyk, Polak, i ostatecznie Pomorzanin. Ważnym etapem w moim rozwoju był kontakt w latach osiemdziesiątych z twórczością Guntera Grassa a następnie nawiązanie bliskich kontaktów z inteligencją kaszubską i poznaniem literatury kaszubskiej. Liczne wyjazdy do Polski jak i cudowna podróż po Islandii kształtowały mój rozwój duchowy jak i artystyczny.

 
Wołchw w zachwycie (1991 -1995)

Tworzenie rysunków tuszem jest wynikiem mojego zamiłowania do kształtu i wzoru. Może w średniowieczu byłbym rzeźbiarzem. Jako dziecko uświadomiłem sobie że większość naszej spuścizny kulturowej została stracona, a więc może dlatego tak bardzo zależy mi na tworzeniu kształtów, na stworzeniu postaci, w których raz jeszcze zamieszkać mógłby duch.

 

Nabrzeżny trębacz (1991 – 1995)

Do Korei Południowej trafiłem jako nauczyciel języka angielskiego. Pobyt ten miedzy innymi pozwolił mi bliżej poznać świątynie buddyjskie i kulturę koreańska. Korea zainspirowała mnie to stworzenia serii rysunków na temat moich wrażeń względem tego kraju. Część tych prac podarowałem szkole w której gościłem a połowę opublikowałem w koreańskiej prasie internetowej…

1996 – 1999


Bannik



Matrona z porożem

Gostk głębin

Święty rumak

Smok morski

Czart w sianie

Szalinc zaspokojony

Kania

Stolem pomorski

Głowa syreny

Oblicze Marzanny

Muzykant Antek Kania

2000 – 2005

Źródło

Autoportret z dziadkami

Kaszubskie wesele

Pogański chłopiec

Na zachodzie ziemie czekają

Widma na wydmach

Władza Jedynego

Demony bezsilności – Niewarto, Zatrudno i Zastraszenie

od 2006 roku

Drzewo Świata

Dwuwierze

Bogowie Ranów

Boruta

 

Trygław (2011)

[kliknij-powiększ]]

Marek Hapon

Księga Tura do posłuchania – odcinek 5


Prezentujmy kolejny odcinek radiowego nagrania Księgi Tura w wykonaniu Ewy Kolasińskiej  i reżyserii Romany Bobrowskiej. To dzień moich urodzin, ale i czas wielkiego Święta Matki Ziemi (od 20 do 26 sierpnia – w związku z pełnią księżyca, tym razem pełnia we wrześniu dopiero, na Święto Plonów, będące otwarciem Jessy-Jesieni, inaczej Owsienia-Tausienia oraz świętem bogów gospodarstwa Rgłów). Pozdrawiam wszystkich miłośników Mitologii Słowian i czytelników Księgi Tura

odcinek 5

CB

Taja 24 – O Bogach według Burów-Czarnosiermiężnych


Taja 24 –  (fragmenty burowijskie)

© copyright by Czesław Białczyński

Z boskich dziejów podług Burów:


Wydobycie Matki Ziemi

– w podaniach burowijsko-skołockich

Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Walka ze Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Czur-Chorsiniec

Mniejsi Bogowie Burów

W swoich podaniach Burowie nie powiadają nic o stopniach ważności bogów, o ich rozmieszczeniu w Kręgu Bogów na Równi, ani o ich ułożeniu w Drzewie Świata. Toteż Mniejsi Bogowie, którym Burowie nie przypisują wcale niższych pozycji w Kręgu Bogów, bo i o Kręgu nic w swoich przekazach nie mówią, są dziećmi bogów z bogami lub płonnymi dziećmi bogów z innymi świętymi bytami. Narodzili się oni wszyscy z różnych związków pomiędzy Żywiołami i Mogtami Większymi i Mniejszymi a także pomiędzy Kirami, Dzięglami i Mogtami oraz Żywiołami i boskimi pomocnikami ich wszystkich.  Ci są wśród pozaburskich kącin i gromad kapłanów zwani przeważnie Starszymi Stworzów czyli Prabogunami i Praboginkami, ale wielu z nich to po prostu Mniejsi Żywiołowie i Mniejsze Moce. Krąg Małych Żywiołów i Małych Mogtów utworzony przez burowijskie taje Wiedzy Przyrodzonej nie jest wcale mniejszy od kręgu przedstawianego przez kapiszty innych tradycji. Stąd pełny Krąg Bogów tworzą i tutaj  postacie Osiemdziesięciu Ośmiu Bogów  i postać jednej Ukrytej Bogini – Osiemdziesiątej Dziewiątej (Skrzystej Świętej Krowy – którą jednak nie jest Zemuna jeżeli zgodzimy się, iż Zemuna to Świętogłaza, a koza Seduna to Świćgałęza).

Jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia to osiągniemy zgodność z kątynami burskimi. Wymieniane przez Burów jako bogowie byty boskie należy, według kącin Wschodu, Zachodu i Południa, zaliczyć do najszlachetniejszej warstwy Bogów Mniejszych i do Przedstworzy, czyli Starszych Stworzów, których Krąg (Święte Koło Bogów sporządzone przez te kąciny) – nie pokazuje, a których jest tylu, ile jest rodzajów bogunów i boginek – czyli Osiemdziesiąt i Ośmiu. W burskich podaniach poświęcono im wiele miejsca, a dzieje ich są wplecione na równi w boskie dzieje.

Tych dziejów, potyczek, spotkań, związków  i wydarzeń nie będziemy w Księdze Ruty przedstawiać, bo nimi zajmie się szczegółowo Pierwsza Taja Księgi Tanów, nazywana Tają Burowijską. Tu tylko pokażmy kilka z owych postaci, by niejako uprzedzić czym będzie owa Taja i co Księga Tanów prócz samych Tanów objawia.

Tak więc ważną postacią burskich podań jest Windra (Wędra), który był synem Dyja – bogunem-dyjawołchem jednym z Przedstworzów, a więc Starszym Stworzy Dyjbołtów.

Ra-Wołch jest także jednym z Przedstworzów (jednym ze Starszych) – Synem Roda i Swary lub Roda i Siemi, albo żmija Wędryka i Siemi – to prabogun Swarków – słoneczny, niebiański prabyt boski. Ra-Wołch zakochał się w żmijcicy Peraskji – Pani Wód Wołgi i w jej toniach wziął z nią ślub. Chciał podbić Welę i Nawie, ale zobaczył na brzegu rzeki piękną Ładę w kąpieli. Pokazał się jej jako młodzieniec-wojownik, bohater Wołch. Stał się kochankiem Łady, która zdradzała mu sekrety wiedzy wojennej i łowów. Pod wpływem miłości zaniechał służby Ciemnym Bogom i stał się sługą Swąta oraz Swaroga-Czarnogłowa. Przemienił się w rzekę Wołgę i pozostał w jej toniach jako mąż Peraskji. Znany jest jako, Ra, Rwa, Rzwa lub Rawa – a są to też inne miana rzeki Wołgi-Rwy.

Alinka (Alija, Alka, Aljenka) córka Czarnogłowa-Swaroga i Plejony, miała córkę Ogidelę-Ognidawę (Agidel-Agnidewę, Ogniodzielę). Owa przedstworzyca, praboginka ogniowa, która urodziła Ogniodzielę, nazywana też była Alką, jako że była córką Alka – Czarnogłowa (Kauka-Dzięgla) i jest Starszą Stworzy Skierek.

Ałtynka – duch Gór Złotych, (Z)Ałtajskich – Starsza Stworzy Obiłuchów, była córką Amelfy-Omołwy (Obrytej).

Ważniejszą postacią Tajemnika Burowijskiego jest jej matka, sama Amelfa (Obryta, Omołwa). Jest ona córką Krowy Zemuny (Świętogłazy). Ona także widywana jest jako Krowa lub koziogłowa Nawka – Przedstworzyca, Starsza Nawek, a więc służka Zaświatów. Kąciny Zachodu przedstawiają ją jako boginkę służkę bogini Nyi, a w Bylinach jest ona matką Wasilija Busłajewa lub Aleszy Potapowicza. Kąciny Południa powiadają, że to ona może być burowijską odpowiedniczką Swątlnicy – Osiemdziesiątej Dziewiątej Bogini, która pokazuje się pod postacią Wedrika bądź Krowy Skrzystej, a która swój ród wywodzi z rodu Swątowego jak i Świętogłaza, i Świćgałęza, i Światyr-Ałatyr, i kwiat-gwiazda Świetlik-Aster i orzeł Wostrogot i wierzchowiec Świchrz.

Kąciny Wschodu, zwłaszcza Kijowska z Góry Bogit i kącina Chorsa z wyspy Hortycy powiadają jednak że odpowiednikiem Swątlnicy w Tajemniku Burowijskim jest Kryszeń-Iskra, który jest tam również wcieleniem Swątwoli-Swątbody.

Omelwa-Omołwa (Amelfa-Obryta) znaczy – Dająca Omrytę, napitek nieśmiertelności. Skołocki napój boski Amritę u Słowian nazywano Obrytą lub Omołwą (obróta – oburta – burtować, obrucać, bertać, oberek, obroty – odwracać normalny bieg zdarzeń czyli np. odradzać od śmierci, albo odbierać żywot i obracać żywych w zmarłych).  Omołwa znaczy odbierająca mowę, bo nieśmiertelni nie porozumiewają się ze Śmiertelnymi przy pomocy mowy, a co najwyżej poprzez dawane znaki, lub pokazywanie swej obecności. Taż obryta umożliwia Swątlnicy przemiany od biedronki poprzez orła do skrzystej korowy, czasami przez żeńskie a czasami przez męskie postacie (czarnego i białego byka).

Arij-Oryj to według wołchwów znad Wołchwowa syn Dażboga i Żywi, i prarodziciel ludów Aryjskich, w tym ludów Rusi[iii].

Bosokrun to smok, jeden z Ażdahów, sługa Czarnogłowa.

Bura Jaga Usonsza to Popielnica, służka Sowicy-Popioła Polela, córka Wiły-Borany.

Wawiła – syn Donu-Dani i Naniły jest bogunem wesela i radości, chmielu, opiekunem skomorochów Starszym Stworzy Chocholików, pomocników bogini Gogołady-Holdy.

Wołynia – córka Swaroga, to władczyni Morza, Starsza Stworzyc Topielic, żona Rzwy-Ra, urodziła mu córki-topielice Radę i Plejanę.

Sida to Starsza Stworzy Zemun-Ziemlanocek, która jest przedstawiana jako wcielenie Mazy (Azowki) i Neniły (Niemiły), Jasuny, bądź Domny, albo Mazy-Azji Gwiazdnicy.

Jara Taja jest córką Sima-Światogora i rusałki Plejany, która została uratowana przez Jaryłę przed Żmijem Łamią. Taja została narzeczoną Jaryły. Była ona także Zemuną, siostrą zemuny Sidy. To boginka utajania i odtajania, czyli tajania, a więc i tajemnicy.

Chmiel, to Starszy Bogunów Kąpielników – bogun Radości  i Cielesności, oblubieniec bogunki swarki Sury – córki Swarożyca i Jaruny

Mazja-Azja Gwiazdeczka, która jest Starszą Stworzyc Zmierzchnic, córką lub przybraną córką Sadki-Nura.

W Tajach Burowijskich znaleźć też można Święte Miejsce na Ziemi, a właściwie między Ziemią a Niebem nazywane Białowodziem, lub Wielowodziem, które ma być niczym Raj. Inne Kąciny Sistanu Wielowodziem bądź Wielodrożem nazywają jednak nie Raj, ani Rajec lecz Założę.

O tych miejscach i innych oraz o wszystkich powyższych boskich bytach i ich dziejach opowie wam jednak Taja Burowijska – Dwudziesta Piąta w Wielkim Tajemniku Słowiańskim.

Korolkow – Posłaniec Peruna (Pąćdagżwik)


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

[iii] Jak powiada jeden z rosyjskich strażników wiary przyrodzonej – spadkobierca tradycji burowijsko-skołockiej, kaziciel Moskiewskiej Świątyni Swaroga Oleg Asow, imię to nosi nie tylko praszczur wszystkich Ariów ale i ojciec Kija, Szczeka i Choriwa.

Księga Tura: Taja Siódma – SŁOWO O DRZEWIE DRZEW (ilustrowana pracami Bogumiła Znicza)



I o czterech obliczach Swąta oraz o jego piątej postaci. Słowo o trzech obliczach Kauków, podwójnym obliczu Kirów oraz o czasie Ziemi, Weli i Nieba.

ilustrowana obrazami i rysunkami Bogumiła Znicza

Copyright © by Czesław Białczyński, ® all rights reserved by Bogumił Znicz

Według mików plemienia Wądletów z Czerwiszcza i Mogilska1 oraz podań wieszczek z Gardźca na świętej Rui2, z grodu Kruków i kapiszty zakrzowskiej w uroczysku Świętoborze3, jak również wołchwów z Turowa nad Prypecią4 w Ziemicy Budynów


Bogumił Znicz – Święte Drzewo

Słowo o Drzewie Świata, Nieba, Ziemi i Życia, czyli o Drzewie Drzew

Zwykło się uważać, że były cztery ważne Drzewa we wszym świecie, a każde z nich było inne i gdzie indziej rosło. Tobalarowie i toblaczki załabskiego plemienia Drzewian5, które zajmuje ziemicę zwaną Drawenją, powiadają jednak, że sprawa z Drzewem Drzew nie jest taka prosta. Według nich jest tylko jedno Drzewo Drzew i zawsze tylko ono jedno było. Ma jednak różne postacie i rośnie w różnych miejscach. Z jego gałęzi, liści, pnia, kory i korzeni, kwiatów oraz owoców pochodzić mają wszystkie drzewa i rośliny Ziemi, Weli i Nieba. Drzewem tym nie jest ani Gwózd, ani Stóżar, ani Ósica, ani welańska Wierżba. Według kapłanów i wróżek draweńskich był nim, i do dziś pozostaje, Wspór Swąta.

Drzewianie, jako mały lud (duże plemię) złożony z rozprzestrzenionych dziś po różnych miejscach wielu plemion, pochodzą wszyscy od wielkiego ludu Nurów. Dlatego wyznają pogląd, że Wspór był jeno prątem-prąćcem Światłoświatowym. Przeszywszy nim Głąb podczas miłosnych igraszek Bóg Bogów złamał go i Wspór się rozprysnął na Cztery Strony Świata. Z jego czterech wielkich członów zrodzili się Kirowie, z drzazg powstali ich pomocnicy Światłogońce, reszta zaś uleciała w Głąb. Tę resztę średnich i małych odłomków pieczołowicie pozbierał Swąt i zawił się z nimi w Kłódź.

Niektórzy prawią, że po tym nie do końca udanym wyczynie wstyd zagnał Boga Bogów w Kłódź, i że wtedy się onże Wstyd narodził. Są to tylko wraże bajania, bo nikt potem o takim bóstwie nie słyszał, a wstydliwość to wyłącznie wymysł ludzi.

Swąt przystąpił w Kłódzi do czynienia Trzeciej Rzeczy. Witungowie arkońscy z Rugii mówią, że Swąt nie mógł odżałować śmierci Strąprzy-Wspóry i pozbierawszy szczątki swej ukochanej córki zawił się w Kłódź, by je zeżglić i pochować na wieczność blisko siebie.

Oba Kościoły, nurski i wądyjski, są zgodne co do tego, że Swąt zmienił zdanie, poniechał zamiaru zeżglenia Wspóry, a ze szczątków zebranych po Głębi, zmieszanych z innymi składnikami, znanymi tylko sobie, ukształcił Bułę – Trzecią Rzecz z Rzeczy Pierwszych.

Źrzeb i wierg Wspóry-Strąprzy, a zapewne główne cechy jej budowy były jednak takie, że także jako Buła-Byta uległa rozerwaniu. Witungowie witowscy twierdzą, że Bóg Bogów nie ze słabości do córy zebrał jej strzępy z Głąbi, ale właśnie dlatego, że chciał wykorzystać jej przyrodzone cechy do stworzenia Buły, która mnożąc się we wtórne byty utrzymałaby blisko przy sobie Kauków- Dzięgli. Tym samym to, że za pierwszym razem nie udało jej się wesprzeć i spoić Głębi, targanej przez rozchodzących się Czarnogłowa i Białobogę, miało być przez nią teraz osiągnięte pod inną postacią.

Dokładnie tak się właśnie stało. Wspóra mająca być pierwotnie Drzewem Świata wspierającym Głąb i podtrzymującym w jedności wszy świat przerodziła się w Bułę-Bytę, a następnie w Ziemię, Welę i Niebiosa-Poświatło. Jak wiadomo z Tai Czwartej, Spor wydobył z głębin Matki Ziemi zanurzony w glinie zarodek, ziarno, które znalazł w dziwnie miękkim miejscu jej doliny, zanim ją zalały wody. Otulił ów zarodek własnymi dłońmi i ogrzewał oddechem, aż wypuścił się zeń kiełek. Zasadził go pod samym szczytem Trzygława w otoczeniu drzew ustrojonych6 przez Wiłów-Knów. Wyrosło zeń potężne Drzewo Ziemi, zwane inaczej Ósicą.

Draweńskie toblaczki twierdzą, że początkowo Drzewo Ziemi stało zupełnie samotnie na Górze. W jedną noc dorosło cudownie do swych pełnych rozmiarów, okryło się kwieciem i sypnęło ziarnem w takiej obfitości i różnorodności, że w mgnieniu oka dookoła wywił się wielki bór z wszystkimi roślinami i drzewami, jakie do dziś ozdabiają Ziemię. Wiłowie-Knowie brali stąd szczepki, Pędy oraz ziarno do obsiania nie tylko ziemskich niw, ale i Weli i Niebios7.

W tym samym czasie na Niebiosach, u wschodniego krańca Głębi, wyrósł sam z siebie w Niebieskim Borze Stóżar8 – Drzewo Świata, a na południowym krańcu w Niebieskiej Zagrodzie obok Niebieskiego Młyna Gwózd9 – Drzewo Nieba.

Mikowie z wenedyjskich grodów w Czerwiszczu i Mogilsku nad Łabą prawią znów, że z nasion Ósicy Wiłowie nasadzili tylko ziemskie bory. Niebieskie knieje miały wzróść z nasion Gwózdu, a welańskie z nasion Stóżaru.

Tym sposobem strzelista Wspóra-Strąprza ucieleśniła się ponownie w trzech postaciach i trzech nowych miejscach, dając życie roślinom całego świata.

Potem w bitwach Potworów Ósica i Stóżar uległy zupełnemu połamaniu, a Gwózd poważnie nadpękł i nie mógł utrzymać na sobie ciężaru wszystkich Niebios.

Bóg Bogów wychynąwszy z Kłódzi zabił Porusza-Światogora, którego cielsko bogowie Żywiołów i Mocy rozczłonkowali wydając na świat Przedstworzów. Szkielet i moszcze10 z Porusza zostały jednak wbite w Górę Gór-Wierch Weli, i od dotknięcia ręką Swąta okryły się złotą korą, listowiem i kwieciem, przeradzając się w Wierżbę. Na Wierżbie wsparło się Niebo Wysokie i stała się ona Drzewem Życia. Trup Światogora został przebity przez Swąta kołkiem ułamanym z Ósicy po to, by się jako potwór nigdy już nie odrodził.

Wspóra-Strąprza przetrwała w ciele Wierżby nie tylko w postaci ósicznego kołka, ale i jako ciało samego Porusza-Światogora. Jak mówi bowiem Taja Piąta, Porusz-Światogor urodził się z litych skał, zaczerpniętych z samego dna ziemi, z grudy welańskiej, a także z bocznego korzenia Ósicy wyrwanego rękami Leszy-Borany.

Gwózd, niezdolny do dźwigania nieboskłonu, ułamał się i pozostał już tylko Niebiańskim Słupem, wokół którego do dzisiaj kręcą się niebiańskie skrzyste11 zwierzęta.

Wierżba stała się więc jedynym Drzewem Świata. Na jej czterech wierzchołkach wsparły się wszystkie Cztery Niebiosa, czyli całe Niebo.

Według zaklinaczy ludu Serbów z południowego plemienia Raszan12 na Wierżbie wsparło się tylko Niebo Wysokie – Kopuła Weli i Niebo Głębokie, Powłoka wsparła się na Gwóździe, Niebo Niskie zaś opiera się do dzisiaj na wierzchołku Góry Trzygław.

Jakkolwiek by było, Wierżba, a właściwie Wspóra (albo Kłódź-Kłoda), jest Drzewem Drzew, od którego pochodzą wszystkie inne drzewa, jest jedynym Drzewem Świata, Drzewem Nieba i Drzewem Życia13.

Bardzo mądrzy wróżowie z ziemicy Ślęgów (wielkiego plemienia ludu Lęgów) z kościoła Leszy-Borany w Świętoborzu pod grodziskiem Zakrzów powiadają, że wszystkie Drzewa, a także Wspóra-Strąprza, pochodzą z jedynego prawdziwego Drzewa Drzew – Kłódzi-Kłody, ta zaś jest cząstką Swąta. Ostatecznie i tak wszystko jest jego, Swąta, częścią i odpryskiem. Tyle było, według nich, owych Drzew Świata, ile jest obliczy Swąta, a więc cztery i to piąte, najważniejsze, najtajemniejsze, ukryte, będące zwieńczeniem, źródłem i jednością – jądrem wszystkiego. Wierżba zrodziła się z Ósicy i Światogora, a także z gleb Weli. Ósica i Światogor powstali z Matki Ziemi. Ziemia, Wela oraz Niebiosa powstały z Buły. Buła zrodziła się ze Wspóry, Wspóra z Kłódzi, a Kłódź powstała z istu Swąta – wszystko od niego zawsze w końcu pochodzi.

Dzisiejsze Drzewo Drzew, Wierszba, czy jak ją inni nazywają Wierżba, Wiersznia, Wircha, Wiecha albo Świrżba, posiada pięć korzeni powstałych z członków Porusza wbitego po szyję w Wierch Weli. Dwa z korzeni sięgają w Nawie, jeden w Niwę Niw, a dwa kończą się w Górze Gór. Ma też ono jeden pień szczerozłoty, rozchodzący się w trzy potężne konary. Na samym zaś szczycie główny, środkowy konar, rozszczepia się na dwie wierchnie części i tym sposobem Drzewo Drzew jest zwieńczone czterema wierzchołkami. Drzewo Drzew jest wiecznie zielone Liśćmi Piękności, stale okryte Kwieciem Powodzenia, wydaje Owoce Mądrości i Nasiona Natchnienia. Kto posiądzie kawałek kory tego drzewa, ten osiągnie powszechne poważanie. Kto otrzyma Gałązkę, ten posiądzie niespożyte siły. Komu dostanie się choćby drobny kawałeczek korzenia, ten zyska wieczystą wiarę i moc przekonywania innych.

Wołchwowie w Grodzie Kija prawią, że ziemska wierzba jest jedynym drzewem powstałym wprost z Wierzchy, na jej wieczyste podobieństwo. Jako żywo, z pnia wierzby wyrasta głowa jak u Porusza, z onej głowy zaś gałęzie na kształt włosów tego potwora. Od „głowy” często też drzewo rozchodzi się w trzy główne konary.

Wieszczki z Grodu Kruków (Karoduny-Krakowa) powiadają, że drugim ziemskim odpowiednikiem Wierżby jest jemioła-imjela. Tę wyniósł z Wierchu Weli bóg Diw-Ładziw, a pochodzi ona z płonnej gałęzi Drzewa i dlatego nigdy sama nie rośnie ani się nie przerodziła w ziemskie drzewo. Nie chce też zejść na ziemię z wierzchołków innych drzew, na których wyrasta, lecz stara się być jak najbliżej nieba, skąd pochodzi i dokąd chciałaby wrócić. Opowieść o Jemiole-Starzęśli, czyli o ukaranej pysznej bogini Swątlnicy to jednak zupełnie inna taja.

Bogumił Znicz- Świętowit – 1

Słowo o czterech obliczach Swąta i jego piątej postaci

Bóg Bogów Swąt ma cztery twarze. Każda z nich odpowiada jednej jego Stronie – jednemu obliczu. Każda patrzy w świat szeroki, w jednym z czterech kierunków. Takie też są wszystkie przedstawienia Najwyższego z Bogów.

Jego pierwsze oblicze zostało objawione wraz z Pierwszym Dziełem, Pierwszym Działem i Pierwszą z Rzeczy Pierwszych. Ukazał je w pierwszym Dziewiątym (lub siódmym) Dniu Stwarzania Świata, ale przebywał w owej postaci od Początku (poczęcia) do owego Pierwszego Dzieła. Wiąże się ona z najwcześniejszym okresem jego bytu, czasem, który Pierwszy Dział wieńczy i zamyka. Chwila owego działu była jednocześnie chwilą Pierwszego Przepoczwórzenia (Przepotworzenia) Swąta. Odtąd osiągnął on nowy stan i inny poziom własnej istności – drugą postać.

Pierwszą postać i pierwsze oblicze ukazał również Bóg Bogów nieco później, opuszczając Kłódź po raz pierwszy, kiedy rozsądzał pierwszy spór i zabił Potwory na końcu Wojny o Bułę-Bytę. Jego działanie było wtedy stanowcze, lecz łagodne, a odpowiedź na wrogie światu działania bogów pobłażliwa i wyrozumiała.

To jego oblicze jest skierowane twarzą ku wschodowi, objawiło się o wschodzie stworzenia. Pierwsza twarz Swąta odpowiada pierwszemu okresowi – jego dzieciństwu, i pierwszej postaci, Światłowiłta (Światłowita). Jest ona okrągła, gładka, usta ma zamknięte, ale uśmiechnięte, a oczy szeroko otwarte, jakby w zadziwieniu. Rysuje się na niej wyraz radości i zachwytu. Bije z niej otwartość i łagodność. Ta postać objawia Swąta jako Światło Witalne (czyli żywe), Światło Wiłte, Łowcę Światła. Jest to oblicze Samozaródzi posiadającej możności stwórcze, moc samozalęgu, zdolności dowolnego przekształcania wewnętrznego oraz swobodnego kształtowania rzeczy zewnętrznych. Oblicze owo odpowiada stanowi Pierwni i jest związane z Niebem Dalekim, zaraniem Ziemi, jarunną porą Weli oraz Założną Nawią Zaświatów – skąd dusze wracają wcielone w kolejne postacie żywych istności. Pierwsza postać Swąta pokazuje drogę „ku sobie”, czas rozpoznawania samego siebie, wewnętrznego kształcenia, poznawania świata i własnych możliwości działania oraz dokonywania zmian.

Z powodu czworoistności Boga Bogów, a właściwie jego wszechobejmującego bytu, wszystkie wyobrażenia boskiej postaci wykonuje się jako czwórgraniaste, trójpoziomowe posągi lub słupy-kumiry (kapy). Cztery ściany kumirów odpowiadają czterem obliczom, twarzom i postaciom Swąta, zaś trzy poziomy trzem światom (Niebu, Ziemi, Zaświatom-Weli) obejmowanym wejrzeniem trzygłowych bogów Działu (Dzięgli-Kauków) – Białobogi i Czarnogłowa14. Wschodnia ściana posągów pokazuje na najwyższym poziomie pierwsze oblicze – gładkie, dziecięce, łagodne, niepłciowe. Postać obrócona w tym kierunku dzierży w dłoni Pierścień albo Jajo – Zalążek Świata. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura kobieca, pierwsza z ludzkich postaci połączonych poprzez inne ściany w tańczący krąg – święte koło obrzędowego tanu. Postacie tego poziomu obrazują następstwo pór roku i bogów Kiru oraz życie Ziemi. Wschodnia jest Jaruną-Jaryłą. Na trzecim najniższym poziomie uwidaczniającym Welę – Zaświaty, przedstawieni zostali Kaukowie-Alkowie – Dzięgle, postacie Trzygłowych, którzy nie opuszczają Weli i sprawują nad nią nieprzerwanie pieczę. Ten poziom odzwierciedla Podziemne Moce związane z kręgiem księżycowym i świat zmarłych – Nawie. Postać podtrzymująca w Nawi Założy Ziemię i Niebo klęczy zwrócona ku południu – następnej Nawi, następnej porze roku, kolejnemu kierunkowi bytu niebieskiego, ziemskiego, zaświatowego.

Kiedy wraz z Pierwszym Dziełem dokonało się pierwsze z przepotworzeń Swąta, Bóg Bogów przerodził się w Światłoświata (Światłoświta) – Światło Świata (Światło Świtu). Ta jego postać trwała aż do Drugiego Działu. Dopiero podczas owego Działu Bóg Bogów ukazał ją światu – w drugim Dziewiątym (Siódmym) Dniu Stwarzania. Pokazał ją również potem, wychodząc po raz drugi z Kłódzi, kiedy rozsądzał spór wynikły z Wojny o Krąg.

Tak więc ujawnienie drugiego oblicza wiąże się z chwilą Drugiego Działu, powołaniem do życia bogów Kiru i Drugą z Rzeczy Pierwszych. Drugi Dział był drugim przepoczwórzeniem-prze(po)tworzeniem Swąta, chwilą, w której osiągnął on trzecią postać.

Podczas rozsądzania drugiego sporu działanie Swąta było nie tylko stanowcze, ale i surowe. Ukarał wielu bogów, wielu odebrał ich niwy, wielu zepchnął w Ciemności.

To jego oblicze jest skierowane twarzą w stronę południową i odpowiada drugiemu okresowi – jego młodości. Twarz ta ma rysy dorosłe, ale tak samo gładkie, jak poprzednia i owalny kształt nawiązujący do żeńskości lub młodzieńczości. Usta ukazują lekki uśmiech, ale spojrzenie jest czujne, zamyślone.

Rysuje się na niej wyraz uwagi i zastanowienia, chytrość i surowość. Ta postać pokazuje Swąta jako Światło Świata, Świt Świata, Leże-Łoże (Łożysko), Siedlisko, konieczne do wylęgli życia, Zewnętrze, Byt, Łono. Jest to oblicze żeńskiej strony Działu posiadającej moc płciowego pomnażania bytów i ich karmienia, powodowania wzrostu i rozwoju. Oblicze owo odpowiada stanowi Głębi i jest związane z Niebem Głębokim, południem Ziemi, rujną porą Weli oraz piekielną Nawią Zaświatów. Druga Postać Swąta pokazuje drogę „w sobie”, ku własnej głębi, całkowitemu opanowaniu i umocnieniu możliwości, ku zrozumieniu posiadanych mocy.

Południowa ściana kumiru pokazuje na najwyższym poziomie drugie oblicze – gładkie, młodzieńcze, żeńskie, przebiegłe, surowe. Postać obrócona w tym kierunku dzierży w dłoni Róg –Naczynie Płodności, napełnione życiodajnym płonem. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura kobieca w tańczącym kręgu świętego koła. Obrazuje ona Ruję-Rajka i lato Ziemi. W górnym rogu, obok kobiecej postaci, znajduje się mała postać ludzka, dziecko – owoc płodności, nowe życie. Na trzecim poziomie postać Trzygłowa podtrzymującego w Nawi Piekła Ziemię i Niebo, klęczy zwrócona ku południowi swoją drugą twarzą.

Wraz z zakończeniem Drugiego Dzieła, kiedy dokonało się drugie przepotworzenie Swąta, przybrał on swoją trzecią postać – Światowida (Światowieda). Oblicze to ukazał Bóg Bogów wraz z Trzecim Działem na trzeci Dziewiąty Dzień Pierwszy. Swąt pokazał ją także wiele później, wychodząc po raz trzeci z Kłódzi, kiedy rozsądzał spór wynikły z Wojny o Taje.

Tak więc objawienie trzeciego oblicza wiąże się z Trzecim Dziełem, powołaniem do bytu Buły-Byty – trzecią z Rzeczy Pierwszych. Chwila dokonania Trzeciego Działu była jednocześnie czasem trzeciego przepotworzenia Swąta. Z tą chwilą osiągnął on ostatnią, czwartą postać.

Podczas rozsądzania trzeciego sporu działanie Boga Bogów było surowe, straszne, okrutne. Swąt zamierzał wtedy, wiedziony wielkim gniewem, zniszczyć bogów i ludzi, ale powstrzymał się, dając swemu światu jeszcze jedną możliwość ułożenia.

To jego oblicze jest skierowane twarzą ku zachodowi i odpowiada trzeciemu okresowi – jego dojrzałości. Twarz ta ma rysy stateczne, jest pobrużdżona i smagła, męska, okryta zarostem. Usta są zacięte, a wzrok gniewny. Jest to oblicze zatroskane i jednocześnie waleczne.

Na tej twarzy Swąta widać zdecydowanie, odwagę i męstwo, moc i gniew. Jest w niej ogień wojownika i okrucieństwo, a zarazem mądrość i zasmucenie. Pokazuje ona Swąta jako Wiodącego Świat, Wiedzącego i Widzącego Świat. To oblicze Wieszczego Dawcy Praw, Wojownika, Istności, Wnętrza i męskiej strony Działu posiadającej moc płciowego pomnażania bytów, zdolność nadania kształtu wyobrażeniom i przedmiotom oraz zdolność unicestwiania. Twarz owa odpowiada Wysokiemu Niebu – Kopule Niebios, zachodowi Ziemi, Jeszowej porze Weli oraz rajskiej Nawi Zaświatów.

Trzecia postać Swąta pokazuje drogę „ku pełni”, ku zewnętrznemu światu, który należy przekształcić własną mocą i zmusić do uległości, a gdyby to się nie powiodło, zmienić go mądrością tak, by nie zniszczyć ani jego, ani siebie. Jest to oblicze osoby pewnej swego działania i zdecydowanej.

Zachodnia ściana kumiru pokazuje na najwyższym poziomie trzecie oblicze – dojrzałe, męskie. Postać obrócona w tym kierunku dzierży w dłoni Miecz – Narzędzie Walki i Sądu i dosiada biegnącego wierzchowca – Wichrza, na którym Swąt przybywa rozdzielać walczących, rozstrzygnąć spór lub bitwę. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura męska, w tańczącym kręgu świętego koła. Obrazuje ona Jesza i jesień Ziemi. Na trzecim poziomie postać Trzygłowa podtrzymującego w Nawi Raju Ziemię i Niebo klęczy zwrócona na południe swoją trzecią twarzą. Jest ona odwrócona plecami do północnej, czwartej ściany – ku życiu, tyłem do śmierci.

Zakończenie Bitwy o Bułę, czyli o panowanie nad Światem widzialnym, kończy okres powstawania Trzeciego Dzieła Światowida, czyli Trzeci Dział i rozpoczyna Dział Czwarty. Jest to chwila trzeciego przetworzenia Swąta, narodzin czwartej postaci Boga Bogów noszącej miano Światowita (Światuwiłt, Światuwit, Światpowit, Światłowiłt), jako że świat został wtedy ostatecznie uwity.

Narodzeni w owej chwili ludzie i Gałęzowie są uważani za czwarte Dzieło Swąta. W to Ostatnie Święto Stworzenia Światowit ulitował się nad Upadłymi Bogami, swymi synami Zniczami i odczarował ich, uwalniając z gwiazd Powłoki. Wtedy też przydzielił ludziom zmarłym Nawie Weli, zbudował trzemy, tumy i tyny boskie na welańskich niwach, przydzielił bogom Taje, a Umorom wyznaczył pracę polegającą na przewożeniu dusz zmarłych. Od tej chwili Moce są związane z Człowiekiem, tak jak Żywioły z Siedliskiem, Kirowie z Głębią oraz Czasem, zaś Kaukowie-Alkowie z Działami Pierwni.

Tego oblicza Swąt jeszcze nigdy nie pokazał światu. Kiedy to uczyni, wszystko zostanie zniszczone, znikną Ziemia, Niebo i Wela – to będzie koniec wszego świata i koniec wszelkiego życia. Ocaleje tylko Ostatnia Łódź uczyniona z Kłódzi, która wyniesie z pogromu jedynie ziarno tego, co było w tym świecie najlepsze.

Czwarte oblicze Boga Bogów jest skierowane twarzą ku północy i odpowiada czwartemu okresowi – jego starości. Twarz ta ma rysy starcze, jest poorana głębokimi zmarszczkami. Rysuje się na niej obraz obojętności i rezygnacji. W oczach Swąta widać smutek i ból. Usta są otwarte w ostatnim okrzyku. Dobyty z nich głos obróci świat w perzynę.

Jest to Oblicze Sędziego, Sędziwego Starca, Pełni (poprzedzającej upadek), Wiekowości, Wieczności oddalającej się od życia. To twarz osoby bez płci, bez pragnień, obraz schyłku. Twarz owa odpowiada Niskiemu Niebu – Sklepieniu Niebios, północy Ziemi, kostromnej porze Weli oraz otchłannej Nawi Zaświatów.

Czwarta postać Swąta pokazuje Pełnię, oddalenie od życia, stopienie się w jedność ze Światłem, śmierć, która jest wlaniem się w ciało Boga Bogów, ponownym zamknięciem Kręgu Przemian.

Północna ściana kumiru objawia na najwyższym poziomie czwarte oblicze – starcze, zniszczone. Postać obrócona w tym kierunku ma puste dłonie, nie posiada niczego, żadnej rzeczy ani narzędzia, bo nie są jej one potrzebne. Nic nie jest potrzebne, gdy nadchodzi śmierć. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura męska w tańczącym kręgu świętego koła. Obrazuje ona Kostruba-Kostromę i zimę Ziemi. Na trzecim poziomie nie ma żadnej postaci. Znajduje się tutaj Krąg -Ośmioszprychowe Koło obrazujące Żywioły Świata. Krąg umieszczony jest w górnym rogu poziomu i sąsiaduje ze ścianą wschodnią, wiosenną, co jest znakiem nadziei na ponowne odrodzenie z bezistnienia, z Otchłani.

Jest jeszcze jedna, piąta postać Boga Bogów, której obraz stanowi, we wszelkich kumirach, wieńcząca je Kopuła-Kołpak-Czapa, obwiedziona jednoczącym Otokiem-Kręgiem. Ta postać to Jedń, w której zlewają się wszystkie cztery poprzednie oblicza, to całość, istota wszechrzeczy, prawda prawd, taja taj, piąta strona świata i piąty kir –Środek, Jądro – Bóg Bogów – Świętowit.

Czterem obliczom Swąta, czterem stronom Świata, czterem porom, czterem Kirom -kierunkom zalęgowi i dzieciństwu – Jarunie, młodości – Rui, dojrzałości – Jeszy, oraz starości i pełni –Kostromie) odpowiadają w świecie ludzi cztery stopnie dojrzewania, jak również cztery stany społecznego położenia, na jakie, wzorując się na boskim porządku, podzielili swe plemię Zerywanie.

Osiągnięcie wszystkich tych stopni, a także przyjęcie do stanów, czci się obrzędami będącymi odpowiednikiem i przypomnieniem boskich świąt wieńczących narodziny każdego z Dzieł Swąta.

Pierwszy okres ludzkiego żywota-dzieciństwo kończy się z chwilą osiągnięcia płciowej dojrzałości. Zerywanie, a za nimi kolejne pokolenia ludzi czczą je obrzędem Postrzyżyn chłopców i Siuda-Baby dziewczynek. Obrzędy owe kończą dzieciństwo i zaczynają młodość, która trwa aż do Zaślubin- Wesela. Obrządek Weselny oznacza przejście osoby do stopnia dojrzałości, chwilę, w której może ona założyć nową rodzinę i przejąć rolę gospodarza w nowym domu. Zaślubiny zawsze odbywano latem lub jesienią. Kolejnym stopniem jest objęcie roli głowy rodu, czyli przywództwa zadrugi lub plemienia – dojście do godności starosty. Obrzęd objęcia starostwa miał miejsce zawsze jesienią. Ostatni stopień nadchodzi z chwilą, gdy stary gospodarz i gospodyni usuwają się oddając gospodarstwo swym następcom, osiągają wtedy ostatni szczebel – starość. Jest to uroczysty dzień, który dawnymi wieki wiązał się z Odejściem Starców – szli oni w świat dokonać Żywota lub zostawali jako osoby bez prawa głosu (podobnie jak dzieci)15. Działo się to zawsze zimą. Ten krąg zamykają śmierć i obrzędy związane z ciałopaleniem oraz pogrzebem. W najdawniejszych zerywańskich czasach śmierć czczono najuroczystszymi obrzędami.

Stopniom dojrzałości i kolejnym obliczom Swąta odpowiadają w plemieniu ludzkim poszczególne stany. Pierwszemu obliczu przyporządkowano wolnych chłopów-gospodarzy, czyli wieśniaków (kmieci), których rolą jest karmienie plemienia. Drugiemu obliczu przypisano wojów (wytędzów, gardziców, bohatyrów), których rola polega na obronie plemienia i łowach. Trzeciemu obliczu odpowiadają wodzowie (królowie, książęta i guślarze-kapłani). Ich rolą jest rządzenie plemieniem. Czwarty stan to ludzie niewolni, ci, którzy nie przeszli obrzędów wtajemniczenia (postrzyżyn, wianowania, zaślubin, zakładzin gospodarstwa, powicia potomstwa, starostwa, przekazania), ci, którzy zostali pojmani jako wrogowie, a także starcy i dzieci. Ci wszyscy wykonywali różne czynności służebne – z nich pochodzą rzemieślnicy i słudzy.

Z przynależnością do odpowiednich stanów, zmienianych wraz z przekraczaniem odpowiednich progów dojrzałości i spełnianiem kolejnych obrzędów przejścia, wiążą się odpowiadające im przywileje plemienne. W każdej świątyni, dworze, grodzie są trzy wejścia, trzy bramy – jedna dla kniaziów i kapłanów, druga dla wojów, trzecia dla wieśniaków. Trzy są rodzaje sum zastawnych –tym niższa suma, im wyższy stan. Niewolnym nie przysługuje żadna brama do świątyni ani żadne z głównych wejść do dworu. Cztery są za to rodzaje napojów odpowiednich dla stanów: wino dla kniaziów i kapłanów, piwo dla wojów i miód dla wieśniaków, dla niewolnych zaś woda.

Cztery rodzaje narzędzi zrzucili z Nieba bogowie, a ten tylko mógł być zerywańskim królem, kto je wszystkie podniósł. Były to: Czara-Dzban (dla kniaziów i kapłanów), Topór-Siekiera (dla wojów), Pług-Radło (dla wieśniaków) i Jarzmo-Dyby (dla niewolnych). Czterech bogów przedstawia sobą cztery rodzaje praw, jakim podlegają ludzie, zależnie od stanu, w jakim się znajdują, i od stopnia dojrzałości, jaki osiągnęli. Swąt-Światowit ma dla kapłanów i królów prawa boskie – przed nim oni odpowiadają i przez niego tylko mogą być sądzeni. Perun daje swe prawa wojownikom i on ich sądzi ręką króla lub kapłana. Prowe daje swe prawa wieśniakom i sądzi ich ręką wojownika, króla albo kapłana. Przepląt panuje niepodzielnie nad niewolnymi i jest ich jedynym dawcą praw oraz sędzią, który karze ich ręką panów.

Cztery oblicza Boga Bogów odzwierciedlają również cztery rodzaje bytu (istnienia we wszechświecie): byt wyobrażony (potencjalny), byt zewnętrzny (przedmiotowy), byt wewnętrzny (podmiotowy) i byt pełny (duchowy, boski).

Boski Krąg (Koło Bogów) nie przedstawia też nic innego w swych zstępujących od środka ku dołowi szczeblach, jak właśnie owe cztery oblicza. Pierwszy Krąg zajmują w nim bogowie Działu Działów, Drugi Krąg bogowie Kiru, Trzeci Krąg bogowie Żywioły i ich dzieci Mniejsze Żywioły, Czwarty Krąg bogowie Mocy i ich dzieci Małe Moce. Dalsze kręgi to już byty półboskie, ludzkie i przedmiotowe.

Bogumił Znicz  – Trygław -1

Słowo o trzech obliczach Kauków-Dzięgli – według gardziców świątyń rujańskich i wołchwów turowskich

Jak wiadomo Kaukowie-Dzięgle mają w jednym ciele trzy przyrodzenia, a dwa z nich się nienawidzą. Wiedźmarowie, kapłani z Turowa nad rzeką Prypecią, twierdzą, że nad pierwszym –swarliwym i wojowniczym oraz trzecim – statecznym, milkliwym przyrodzeniem Kauków górę bierze zwykle przyrodzenie drugie – żądza i namiętność – płynące z cielesności prarodzicieli. Tak więc, nienawidząc się dążą ku sobie, bez siebie zaś nie potrafią istnieć.

Kaukom-Dzięglom odpowiadają trzy konary Drzewa Drzew, trzy poziomy posągów-kumirów Swąta i trzy postacie na najniższym poziomie owych kumirów. Owe postacie obrazują na posągach trzy głowy bogów Działu Działów i ich trzy przyrodzenia. Ku czemu zaś owe trzy oblicza Białobogi i trzy oblicza Czarnogłowa się kierują, zdania są między kątynami, chromami i kapisztami mocno podzielone.

Według jednych, na przykład żerców uroczyszcza z Góry Hyszowej16, pierwsza z nich ma mieć wzrok skierowany ku górze, w Niebiosa, i czuwa nad gwiazdami oraz tymi złyródziami i dobródziami17, które są wplatane w Materię Świata Baję, nadając znaczenie wyrokom i doli wszech światowych istności. Drugie oblicze ma patrzeć na wprost, to jest na Ziemię i dziejące się tutaj sprawy oraz działy. Trzecie oblicze patrzy ponoć w dół, na Welę, w Podziemne Zaświaty, czuwając nad tamtejszymi sprawami.

Według innych zaś, na przykład gardziców świątyń Działów-Dzięgli oraz Kirów z Gardźca, jedna głowa Trzygłowych patrzy na Ziemię, druga na Welę (czuwając nad sprawami dziejącymi się pośród bogów i Stworzów), a trzecia głowa patrzy w Podziemia-Zaświaty, czyli Nawie. Tam, w Nawiach, wiele się, zdaniem owych kapłanów-wojowników, dzieje. Czarnogłów i Białoboga toczą najzaciętszy i nieustający bój o ludzkie dusze, o zmarłych i o nienarodzonych. Wędrówka dusz po Zaświatach często przebiega zależnie od tego, czy dusza na swej drodze napotyka złyródzie, czy dobródzie. Czasem jedno dobre ziarno potrafi przed błąkającym się zmarłym otworzyć Bramę Raju, a jedno złe pchnąć go ku Nawi Piekielnej. Dobre ziarna, zbierane przez zmarłych na nawskich łąkach, mogą posłużyć okupieniu się od ciemnych mocy napotkanych na ścieżkach Podziemi (od zduszów i potworów). Ciemne moce karmią się dobródziami, pożerając je po to, by zmniejszyć siłę dobra, jakie się nachodzi w świecie. Modły i pamięć żywych o zmarłym są jako łuczywo rozświetlające jego wędrówkę po podziemnych bezdrożach. Każda dobra myśl poświęcona zmarłemu zbliża go do Raju Założy albo do osiągnięcia ponownego żywota ziemskiego, oddala zaś od Piekła i Otchłani.

Jak wykładają gardzińskie kapiszty, myśli łudzi żywych i ponawiane obrzędy ku czci zmarłych oraz bogów Zaświatów kierują ręką Czarnogłowa i Białobogi w ich nawskim siewie. Im częstsze, tym bliżej wędrowca pada dobródź, a dałej od niego złyródzie się sieją. Rzecz jasna, wielkiego trudu trzeba, by odmienić zaziemską dolę nikczemnika, a są wśród żywych i tacy zbójowie, którzy Żadną miarą nie wydostaną się z Piekła.

Według tej wykładni bajów żadna z głów Trzygłowych nie patrzy w Niebo, a wyroki, dola i przypadki w owym obszarze zależą od baczenia Smoków i Żnujów.

Trzygłowi bacząc na Welę, w Podziemie-Nawie i na Ziemię ani na chwilę nie przestają czuwać, bo ich oblicza zasypiają na przemian.

Jeszcze inni powiadają, że trzecie twarze Praoćca i Pramaci mają całkiem zamknięte oczy i nie patrzą w świat zewnętrzny, lecz tylko do wnętrza, w głąb siebie. Tak sądzą wróżowie z wielkiego plemienia Wiślan z ludu Nurów (spadkobiercy podań kątyn z Nurza-Nawaronu).

Kołoduni wielkoruscy prawią, że Kaukowie mają trzecie oblicza skierowane ku sobie i patrzą sobie prosto w oczy – tak bardzo się miłują.

Złośliwi kołbiowie wędzcy i istyjscy rozgłaszają, że Czarnogłów gapi się tak zawzięcie w Białoboże lico, a Białoboga nie spuszcza ócz z oblicza Czarnogłowskiego, bo sobie nie ufają, pilnują się i śledzą wzajem każdy swój ruch.

Obrazoburcy i burzyciele posągów odważają się nawet głośno krzyczeć, że trzecia głowa jest Trzygłowym niepotrzebna, bo nigdy nic nie mówi i ciągłe śpi. Ci nigdy nie wsiądą do Nawy – Łodzi Osta, a ich samych i wszelkie ich ziarno Świętowit wypleni ogniem i żelazem.

Trzy oblicza Białobogi i trzy oblicza Czarnogłowa oddają trójpodział Świata na Niebo, Ziemię i Zaświaty, na trzem boski (niebiańsko-welański, wysoki, duchowy), trzem ludzki (cielesny, ziemski, doczesny) i trzem dusz (podziemny, nawski, dusz zmarłych izduszów). Są to jednocześnie trzy konary życia i trzy drogi, którymi każda istota może podążać w swoim rozwoju.

Bogumił Znicz – Dwugłowy -1

Słowo o podwójnym obliczu Kirów-Godów oraz o czasie Ziemi, Weli i Nieba

Kirowie, przez pomieszczenie w jednym ciele dwóch przeciwnych przyrodzeń, nie potrafią dojść do zgody w sobie, choć łatwo im przychodzi godzenie innych zwaśnionych. Nieustannie też podążąją za sobą, jeden za drugim, i wciąż się z jednej strony odpychają, a z drugiej przyciągają. Podobno mieli być doskonalsi od wciąż skłóconych Kauków-Dzielnych i zdolni do pomnożenia boskiego potomstwa. Ale to się Swątowi nie udało, bowiem dwa przyrodzenia znalazłszy się w jednym ciele okazały się niemal bezpłodne. Kirowie wydali na świat wielu inogów, a także Miesiące, ale całe ich potomstwo nie posiada mocy umysłu ani siły ducha mogącej postawić je w rzędzie Bogów, a przy tym wszystkie ich dzieci mają dziwaczne kształty i usposobienie.

Według jednych, dwie głowy Kirów są zrośnięte potylicami, poza tym całe plecy mają wspólne, tak że nigdy się wzajem nie widzą. Według drugich, zrośnięci są jednym bokiem, lecz zwróceni w tę samą stronę, a jeszcze podług innych, zrośnięci są bokiem, ale w taki sposób, że jedno patrzy do przodu, drugie zaś do tyłu. To ostatnie stwierdzenie może być prawdziwe, bo kiedy Wiosna-Jaruna jedną ręką trzyma się jeszcze Zimy-Kostromy, to drugą już chwyta Ruję-Lato.

Na posągach i kumirach obrazuje Kirów środkowy poziom, gdzie przedstawione są dwie postacie żeńskie i dwie męskie, złączone rękami we wspólne koło. Obraz ten objawia ich dwupłciowość, dwie strony tej samej osoby, a jednocześnie zamknięty krąg następujących po sobie pór roku i zamknięte koło czasu.

Kirowie dawniej niepodzielnie władali czasem. Dziś, poprzez swoje Światłogońce, czuwają już tylko nad połową dorocznych dni świątecznych oraz nad różnymi rodzajami (kierunkami) upływających miar i nad ćwiartkami Koła Godów. Przez cały czas kształcą osobiście rozmaite pory mijającego roku i jego czas. W Wojnie o Krąg stracili Miesiące oraz poszczególne pory dnia na rzecz Żywiołów i Mogtów.

Tak więc kiedy jedna głównia Kostromy-Kostruba przygląda się wieczności, to druga chwili, gdy jedna twarz Jaruny-Jaryły zwraca się ku kołwiekowi18, druga widzi godziny, kiedy jedno oblicze Rui-Rajka baczy na gody (roki), to drugie sprawdza dni, a gdy pierwsze oczy Jeszy-Jesienia przypatrują się Miesiącom, drugie wyglądają niedzieli.

Dzień Niebiański jest najdłuższy, Dzień Welański Średni, a Dzień Ziemski jest najkrótszy. Pierwszy jest Dniem Swąta, drugi Dniem Bogów, a trzeci Dniem Człowieka.

Dzień Ziemski składa się z jasnego dnia i ciemnej nocy i jest pod opieką bogini Daby-Pani Dnia. Podług miary słonecznej ma 24 godziny19. Dni Ziemskie składają się na niedzielę (tydzień). W Miesiąc Ziemski wchodziły trzy niedziele po dziewięć dni i święto na koniec miesiąca lub cztery niedziele po siedem dni i święto (według miary księżycowej). Miesiąc Ziemski miał więc 28 dni i święto. God (rok) Ziemski tworzyło 13 miesięcy (trzynastu Braci Miesiąców), licząc wcześniejszą i starszą miarą księżycową. Teraz obejmuje on 12 miesięcy, a liczy się go miarą młodszą i późniejszą, słoneczną. Na Pełne Koło, czyli Wiek (Kołwiek), to znaczy jeden Obrót Ziemskich Lat, składa się 48 godów (roków). Jest to zatem 17 484 Dni Ziemskich albo 2496 Niedziel Siedmiodniowych (1872 Niedziele Dziewięciodniowe + 624 Święta), albo 624 Miesiące Księżycowe (576 Miesięcy Słonecznych). Dokładnie tyle czasu, według Miary Ziemi, czyli miary ludzkiej, zajmuje jeden Pełny Obrót Ziemskiego Koła Godów-Kołwiek. Każdy rok Kołwieku jest pod opieką jednego z czterdziestu ośmiu Małych Bogów – dzieci boskich Żywiołów i boskich Mocarzy.

Najdłuższą miarę tworzy Koło Kół (Koło Kołwieków). Wieki znajdują się pod opieką Białobogi i Czarnogłowa. 28 wieków (czyli 28×48 godów) to jeden pełny obrót tego Koła. Czternaście wieków znajduje się pod opieką Białobogi, a czternaście posiada Czarnogłów, ale rządzą oni wiekami w porządku naprzemiennym, przekazując sobie Buławę Czasu co siedem wieków. To ostatnie koło nazywa się też Kołoczasem – Wiecznością.

Według tej samej miary (ludzkiej, ziemskiej) jeden Dzień Welański trwa cały kołwiek Ziemi, czyli 48 ziemsich roków, albo 624 ziemskie miesiące, czyli 17472 dni ziemskie. Niedziela Welańska składa się odwiecznie z dziewięciu Dni Welańskich, a Miesiąc Welański z trzech Niedziel i jednego święta Welów, czyli z 28 Dni Boskich. Kołwiek, pełny obrót welańskiego Koła Wieków, trwa 48 Godów (roków) Weli. Zatem jedna Niedziela Bogów trwa 432 lata ziemskie, Miesiąc Weli obejmuje 1344 lata ludzkie, Rok Boski mierzy 17472 lata Ziemi, Kołwiek zaś, czyli jeden Wiek Welański, biegnie przez 838656 godów człowieka. Koło Kołwieków trwa zatem dla Welów 23 miliony 482 tysiące 368 godów czasu człowieka.

Z kolei jeden Dzień Niebiański trwa tyle co pełny obrót koła godów Weli, liczy więc on sobie 838 tysięcy 656 lat Ziemi. Jedna Niedziela Swąta trwa zatem 7 milionów 547 tysięcy 904 lata ludzkie. Jeden Miesiąc Swąta ma 23 miliony 482 tysiące 368 lat ziemskich. Jeden Rok Niebiański biegnie 305 milionów 270 tysięcy 784 lata Ziemi. Pełny Obrót Niebieskiego Koła Godów, czyli jeden Niebieski Wiek – Wiek Swąta, trwa 14 miliardów 625 milionów 997 tysięcy 632 lata człowieka.

Jak więc widać z najnowszych wyliczeń wędyjskiej świątyni Rujewita, dokonanych przez oglądy niebiosów w pomorskich Kamiennych Kręgach Nieba, a także z nurskich wyliczeń świątyni Jesse-Jesza, wykonanych dzięki baczeniu na ruchy Słońca, Księżyca i gwiazd na szczytach Kopców Mogilanów znad Wisły, zanim dokonał się Pierwszy Dział i Swąt na Pierwszy Dziewiąty Dzień ze swych Dni Stwarzania wyrzucił z Kłódzi Pierwszą Rzecz, upłynęło, podług miary ludzkiej, 7 milionów 547 tysięcy 904 lata. Kiedy zaś skończył tworzenie, wydając na świat Ludzi w ostatnich chwilach dwudziestego dziewiątego niebiańskiego dnia – dnia własnego odpoczynku i kąpieli, minęły 24 miliony 321 tysięcy i 24 lata20.

Ziemskie Koło Godów – Wiek – dlatego trwa tyle, co jeden Dzień Weli, że tyle czasu rosły na równi Swątowe Wiechcie, z których wylęgli się Zerywanie-Ludzie. Kolejnego dnia Weli Zerywanów strącono na Ziemię w ich ziemską Kolibę.

Tyle dokładnie czasu trwało stwarzanie Ludzi przez Swąta – czyli krótka chwila-mgnienie, gdy Bóg Bogów obtarł się Wiechciem i rzucił go za mury zamyku Kłódź 21.

Bogumił Znicz – Święte Koguty

Przypisy

1 Wądletowie – nazywani przez zachodnich kronikarzy Weltami, a także Wilkami lub Lucicami, są dużym plemieniem wywodzącym się z ludu Wędów-Wenedów. Wądletowie do końca II wieku n.e. zamieszkiwali nad Zatoką Wędzką (Wenedyjską – Ueneticos Colpos) w sąsiedztwie Wądów-Warów i Wądów-Węsówa. Wędrówka Gotów w I-III wieku n.e. ze Skandynawii spowodowała rozbicie ziemicy Wędów, bowiem Gotowie na blisko 100 lat zamieszkali wśród Słowian, sadowiąc się u ujścia Wiskły-Wądalub. Część Wędów-Warów wyruszyła wtedy na północny wschód i osiadła w ziemicy Kurzeme. Inni, z plemienia Wądów-Letów, Weletabowie, osiedli nad Pregołą. W późniejszych wiekach nazywano ich po prostu Letamic. Zostali wchłonięci przez ludność istyjską (Bałtów) i przekazali swą plemienną nazwę Letgalom (Łotygołom), którzy obrali sobie spośród Weletabów pierwszego króla (także nazwa Litwy może mieć związek z Wędami-Letami). Również pozostała część Wądów-Letów musiała opuścić swe tereny; ci ruszyli na zachódd. Weltowie przesunęli się znad zatoki Wenedyjskiej na środkowe Pomorze, a następnie podjęli wędrówkę, która w IV-V wieku dla części z nich (Wieletów, Lutyków, Wilców) zakończyła się na Połabiu. Tam zajęli ziemicę między środkową Odrą i Środkową Łabą. W VI wieku duża część Wądletów, całe plemię Wełtów, poszła razem z Obodrytami na południe. Wełtowie nie dotarli do Adriatyku, lecz osiedli nad Wełtawą, gdzie zmieszali się z Czechami króla Kroka. W skład dużego plemienia Weltów Nadłabskich wchodzili: Wełtowie, Wieleci, Lutycy i Wilcy. W IX wieku rozpoczął się niemiecki nacisk na ziemice Wieletów wyludnione z powodu wędrówek Serbów, Sysłów i Wełtówe. Na przestrzeni X wieku większość tych ziem Wieleci stracili. W wyniku powstania w roku 943 odzyskali niepodległość i utworzyli państwo zwane Związkiem Wieleckim, rządzone przez własnego króla. Prócz rdzennych Wądletów tworzyli je Chyżanie, Czrezpienianie, Dołężanie i Redarowie oraz Morzyczanie, Doszanie, Stodoranie, Sprewianie i Wkrzanief. Ich ziemica została ostatecznie opanowana przez Germanów w XIII wieku. Język połabski uległ zagładzie wcześniej niż drzewiański.

Nadłabskie Czerwiszcze i Mogilsko to grody małego plemienia Czerwów, odłamu Chorwatów-Mogilanów, którzy zawędrowali tu razem z Lęgami-Kolędzicami i dostali się pod panowanie Wieletówg.

a Wymienia ich w swoim dziele Ptolemeusz (w II wieku n.e.). Ptolemeusz pisze o Weletabach, czyli odłamie Wądletów, który pod naciskiem Gotów wyruszył na wschód i osiadł nad Pregołą [L. Niederle Slovanske starożitnosti, str. 131-135].

b PP t. I, 260-278.

c PP t. II,51.

d PP t. III, 195-222.

e O wędrówkach Wenedów-Wędów i ich odłamów Sysłów, Węsów, Warów, Wątów-Antów i innych patrz także przypisy do Tai Pierwszej, Drugiej oraz Piątej – hasła związane z Wędami. Także przypis 5 do tej Tai.

f MSKDS str. 402; T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice…, str. 115.

g Zarówno Czerwowie jak i Czrezpienianie byli najprawdopodobniej odłamami nadwiślańskich Białochorwatów, małymi plemionami, które wywędrowały stąd na północny zachód. Świadczy o tym choćby nazewnictwo w Ziemicy Nadpieniańskiej zbieżne z małopolskim, np. Piana-Pieniny, Jezioro Krakowskie – Kraków, Mogiła – Mogilsko itp., a także miana samych plemion wywodzące się z rdzenia cer, kar [patrz także SSS – Czerwiszcze, Czrezpienianie].

2 Gardziec, leżący na południu Rugii, był świętym grodem plemienia Ranów. W nauce uznaje się tożsamość tego grodu z Korzenicą opisywaną przez niemieckich kronikarzy wczesnośredniowiecznych. Nie jest to jednak stwierdzenie do końca pewne. W grodzie znajdowały się trzy świątynie. Czczono tu bogów o imionach Rujewit, Porewit (Poreuithus) i Porenut. Według innego źródła, skandynawskiego, w Gardźcu czczono także Rinvita, Turupita i Puruvita. Bogowie mieli w Świątyniach wspaniałe posągi olbrzymich rozmiarów. Budowle były przykryte dachem i wsparte na kolumnach, słupach drewnianych. Oprócz tego w Arkonie miał swoją świątynię Światowit, a w Jasmundzie znajdowały się świątynie dwóch kolejnych bogów: Pizmara i Tiarnoglofiego (Czarnogłowa)a. W źródłach stwierdza się również, że na Rugii czczonych było jedenastu bogów i znajdowało się jedenaście cmentarzy.

Możemy mieć pewność, że siedmiu z tych bogów tworzyło najwyższy krąg – Krąg Wielogłowych (byli to bogowie Działu, Kiru i sam Bóg Bogów). Rujewit, Pizmar i Puruvit to odpowiedniki: Rui-Rajka, Kostromy-Kostruba i Jeszy-Jesienia. Poza tym w kronikach wymieniono Czarnogłowa, Światowita (o czym wspomniano wyżej) i Poreuitasa-Perunica. Trzech pozostałych, których imiona znajdujemy w zapiskach, to synowie Peruna (Poreuit, Porenut, Turupit). Jest oczywiste, że spośród nie wymienionych imiennie bogów musieli mieć na Rugii swoje świątynie Jarowit i Bela-Białoboga, a także pozostali Runowie – Perun i Perperuna. Rugia jako Święta Wyspa, rodzaj kościelnego państwa, musiała być siedzibą kultu wszystkich najwyższych bogów Kręgu. W skład czczonych tu bóstw musieli wchodzić więc także wszyscy Perunowie jako najwyższy ród Żywiołów. Świątyń i smętarzy powinno być zatem co najmniej dwanaście. Dla ludzi ówczesnych, kierujących się magicznym widzeniem świata, umieszczenie na Świętej Wyspie jedenastu świątyń nie miałoby żadnego sensu, byłoby po prostu nielogiczne. Przyjmujemy, że istniało na Rugii dwanaście świątyń. Być może wcześniej, gdy obowiązywał kalendarz księżycowy, było ich trzynaście, ale na pewno nigdy nie jedenaścieb. Rugia była siedzibą nie tylko zboru witungów, ale także gromady gardziców. Gardzice-gradzice mieli swoją siedzibę właśnie w Gardźcu i byli kapłanami-wojownikami związanymi ze świątyniami Kręgu Kirów – bogów Czasu, oraz Runów (w tym głównie Perperuny-Gardy, Pani Burz i Gradobicia). Specjalną umiejętnością gardziców było nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z bogami przez wprowadzenie się w szał środkami odurzającymi. W tym stanie gardzice wieszczyli o przyszłości. Władcy Czasu (Pór i Stron) znają przyszłość najlepiej ze wszystkich bogów. Gardzice, korzystając ze znajomości środków wyzwalających wizje, używali tej umiejętności jako środka bojowego, wyzwalając u siebie tzw. szał bojowy. Szał znieczulał na ból i pozbawiał lęku. Stąd ich przysłowiowa po-garda dla śmierci i brawura w walce. Miano tych wojów-kapłanów z Gardźca stało się w późniejszych czasach synonimem bohatera, wojownika walczącego w szale, nie znającego strachu. Stosowanie podobnych sposobów dla wzmożenia dzielności i zaciekłości w boju było znane i innym grupom wojowników słowiańskich, zwanych Bractwem Wilkówc, czy germańskim Berserkom.

a Dane te są potwierdzone przez Knytlingsagę i Saxo Gramatyka [XIV-39].

b Gardziec został zanotowany po raz pierwszy jako Carentia (Karenz, Korzenica). Jest to jeden z typowych przykładów przekręcania nazw słowiańskich przez Germanów albo nieścisłości geograficznej, co było częstym grzechem wczesnośredniowiecznych kronikarzy piszących o Słowiańszczyźnie. Być może Karenz-Korzenica była innym grodem niż Gardziec, i tam znajdowały się świątynie nie wymienionych w Arkonie, Gardźcu i Jasmundzie bogów rugijskich. Obce źródła pisane przez duchownych chrześcijańskich niezorientowanych w systemie religii naturalnej pominęły istotne imiona ważnych w układzie hierarchicznym bogów pogańskiego kręgu. Poza trzema najwyższym i kręgami: Boga Bogów. Działu Działów (Kauków) i Kirów, w centrum religijnym Słowiańszczyzny północnej musiały się znajdować obiekty, gdzie oddawano cześć przynajmniej rodowi Perunów (w całości) albo poszczególnym bogom tego rodu. Najprawdopodobniej znajdowały się tutaj obiekty ubóstwienia wszystkich Ośmiu Żywiołów – a więc 15 świątyń, tyleż posągów i równa im liczba smętarzy-żalników. Brakujących do tej liczby czterech świątyń należałoby szukać zapewne w Korzenicy, która nie byłaby tym samym grodem, co Gardziec [na temat liczby cmentarzy i świątyń oraz bóstw na Rugii patrz: H. Łowmiański Religia Słowian i jej upadek. str. 197-200].

c Patrz L. P. Słupecki Wilkołactwo.

3 Nie ma dziś zgody między uczonymi co do położenia Wielkiego Swiętego Boru – „Sutibure” (Świętoborza)a.  Jedni podają, że znajdował się on całkiem na zachodzie, nad górnym Menem (Mieniem-Mohanem), inni uważają, że bardziej na północ, na ziemicach Pomorzan, o czym ma też świadczyć późniejsze przyjęcie przez książęcy ród pomorski, jako imion rodowych, mian Świętobór i Świętopełk. Władcy ci mieliby pochodzić z gromady kapłanów świętoborskich – Świętoborów.

Do spadku po owych kapłanach kandyduje także drugi ród książąt pomorskich, Świętoborzyceb, władający między dolną Odrą a jeziorem Miedwie. Niewykluczone, że Świętoborze znajdowało się jednak na Śląsku i otaczało gród Zakrzówc, gdzie istniała wielka kapiszta bogów Boru: Borowiła i Borany, a także ośrodek władców Lęgów podległych Języtomd. Najsławniejsza kątyna Boruty mieściła się w okolicach dzisiejszej Łęczycy.

Świątynia bogów Boru-Knu, czyli Wiłów, była posadowiona w całości na rogach turów, żubrów i kłach dzików. Główne miejsce w tamtejszym Kręgu zajmował Borowił, a otaczały go posągi czwórki pozostałych bogów rodu: Borany, Wilca, Rokity i Boruty. Świątyni strzegły niedźwiedzie, które rozszarpywały każdego, kto niepowołany przekroczył święty krąg. Tu myśliwi, łowcy i zbieracze, a także podróżnicy wędrujący często przez bory, składali ofiary owym bogom Boru, uważanym za pokrewnych władcom Zaświatów i Ciemnych Mocy. Innym uroczyskiem Wiłów-Knów była Góra Ślęża. Takie umiejscowienie świątyni, a zatem i gromady kapłanów-wojowników Świętoborzyców, mogłoby wiązać ich z wielkomorawskim rodem Świętopełków. Niewykluczone, że królowie ci wywodzili się z dawnej świętoborskiej gromady kapłanów.

a Opisanego przez kronikarza Thietmara.

b Świętoborzyce Zachodniopomorscy, spośród których pierwszym historycznym księciem był Wrocisław, to inny ród niż potomkowie Świętobora – książęta władający Pomorzem Wschodnim do czasów Bolesława Krzywoustego [SSS t. V, str. 583,586; MSKDS str. 380].

c Jest to koncepcja wynikająca z powiązania odkrycia archeologicznego świątyni, czy też świętego kręgu (będącego obiektem wiary przyrodzonej) i notatki kronikarza piszącego o wielkim uroczysku (obiekcie kultowym, miejscu świętym) związanym z Borowiłami, a zwanym z niemiecka Sutibure.

d Języci (Jazygowie) to plemię sarmackie, które objęło zwierzchnictwo nad Lęgami około II-III wieku. W Zakrzowie odkryto grobowiec władcy-kapłana, z bogatym wyposażeniem, uznawany za grób królewski [np. W. Hensel Polska starożytna; MSKDS str. 157].

4 Plemię Turówa, choć zamieszkuje ziemice ludu Budynów, ma pochodzenie burskie. Wędrując na zachód zatrzymało się nad Prypecią i tutaj osiadło. Głównym ich grodem był Turów, gdzie szczególnie mocno czczono Dażboga. Turów to ośrodek jednego z małych plemion, wchodzących w skład wielkiego plemienia Dregowiczów. Do XIII wieku istniało tu odrębne księstwo, jako że wciąż pamiętano, iż była to ziemica rodowa Turów.

a Turami, oprócz plemion słowiańskich, nazywano też cały wielki lud Turków, którego odłamem zaledwie są dzisiejsi Turkowie. Należeli do niego również dawni Protobułgarzy. O Turowie patrz np. MSKDS str. 391.

5 Drzewianie Załabscy – od drzewa biorą swe miano, jako że wszyscy oni są potomkami króla Derwana, zrodzonego ze Świć-Gałęzy (która wszak wzięła się prosto z Drzewa Drzew). Inni prawią, że Drzewianie (Drewlanie, Derewlanie) stąd wywodzą swe nazwanie, że tylko „drewniane chaty i chyże stawiają, w drewnie rzeźbią, a nawet drewniane miecze mają miast żelaznych”. Są też tacy, którzy powiadają, że to najdawniejszy ród, czyli drzewy – prastary, i że są oni jedynymi pozostałymi przy żywocie Zerywanami. Najzłośliwsi zaś twierdzą, że ich miano płynie od tego, że po borach między drzewami się kryją, pól nie uprawiają i jeno pożytkami lasu się żywią. Ich władcy często noszą imię Derwan, a Derwan VII panował zarówno nad Drawenją, Wędią Wielecką i Obodrzycką, jak nad Łużycami. Potem jednak popadł w zależność od króla Franków Dagoberta. W 631 roku władca ten sprzymierzył się z Samonem, po klęsce Franków pod Wołgostem (Wogastisburgiem)a.

Ci załabscy Drzewianie byli najdalej na zachód wysuniętym ludem Sławian, a ich północna ziemica była zwana Drawenią.

Germanie cały kraj nadłabski zwali Wendlandem, czyli Krajem Wędów (Wenedów), ale prawdziwa Wenedia-Wędia sąsiadowała z Drawenią od wschodu i południowego wschodu. Na południu nadłabskim leżała Lęgia-Łużyce, a jeszcze dalej Sławja (Soławja), od której wszystkie te ziemice wzięły miano Sławji. Drugim mianem określającym słowiańskie ziemice nadłabskie jest, używana do dzisiaj, nazwa wzięta od Łużyc i rozciągnięta na wszystkie te tereny. Sławja graniczyła od wschodu z Czechami. Wszystkie wyżej wymienione kraje mają od zachodu Germanów, chociaż wcześniej, oddzielone od Macierzy, znajdowały się tutaj krainy nadrzecznych Radęców i Mieniów (nad Renem, Menem i Łabą), nadmorskich Windów z Białej Ziemi, wyspowych Wądalów czy górali Bodów i Lęchów, zwanych Durzyńcami, rozłożonych w dolinach zachodnich gór Kauków (w dzisiejszych Alpach austriackich i szwajcarskich). Drzewianie są częścią wielkiego plemienia Drewlan. W dawnych wiekach (III-IV w.) wywędrowali oni z ziemic ludu Nurów na zachód. Na wschodzie pozostała część plemienia Drewlan zwana Derewlanami, a jeszcze inna jego część odeszła na południe, wędrując z Wędami-Antami. Razem z Drzewianami wyruszyło też na północny zachód jedno z małych plemion Krywiczów, którego władcy uznali zwierzchność króla Drawenii. Po drodze przyłączyli się do tej grupy również nadwiślańscy Świnowie i Czerwowieb. Drzewianie osiedli na Załabiu już w wieku IV-VI.

Drzewianie Załabscy stanowili duże plemię i posiadali własnych królów panujących nad związkiem małych plemion o rodowodzie niekoniecznie drzewiańskim. Wspólnotę Draweńską tworzyły zamieszkujące w Drawenii z Górnodrzewianami i Dolanami (Drzewianami Dolnymi) plemiona: Krywiczów, Drogan, Zagoran, Gainów (zwanych też Chejnami), Wustrowian (Wustrów), Lemgowian (Lemgów) i Łucjan, a także Hajdanie, Bruckowie i Świnowie. Za koniec istnienia tego ludu uznaje się datę zaniku języka połabskiego (drzewiańskiego) w okolicy Wustrowa, w drugiej połowie XVIII wiekuc. Słowiańska krew tego plemienia, jak wszystkich zamieszkujących Nadłabie i Załabie, zlała się z krwią germańską (niemiecką), do dziś jednak całe wschodnie Niemcy noszą ślady kultury starosłowiańskiej zarówno w folklorze, podaniach, mitach, baśniach i pieśniach (uznawanych za niemieckie), jak i w samych nazwach miejscowych czy rzecznych, świadczących o prastarym słowiańskim rodowodzie tych ziem. Połabie (Nadłabie i Załabie) jako jedna z ziemic należących około 1500 lat p.n.e. do tworzących kulturę łużycką Prasłowian jest odwieczną ziemią sporną między Słowianami i Germanami, przechodzącą ustawicznie z rąk do rąk. Dziś całe Połabie jest już germańskie. Wyjątkiem są tylko Górne i Dolne Łużyce, gdzie żyje 100-tysięczna społeczność Serbów Łużyckich pozbawiona swojego państwad.

Duża grupa badaczy nie zgadza się z identyfikowaniem kultury łużyckiej jako prasłowiańskieje. Naukowcy ci nie potrafią jednak logicznie wykazać, w jaki sposób, między wiekiem VI a VIII, zdołali Słowianie podbić i zagospodarować 2/3 Europy. Według nich, Prasłowianie wyszli ze swej ojczyzny ulokowanej w dorzeczu Dniestru i Bohu w V-VI wieku, stanowiąc niezbyt liczne i słabo zorganizowane grupy plemienne, w dodatku zdominowane wpierw przez Hunów, a potem przez Awarów. Jeśli się przyjmie taką interpretację, niskiego ucywilizowania i organizacji Prasłowian dowodzą badania archeologicznef.

a O Derwanie patrz: SSS lub MSKDS str. 84.

b Fakt współistnienia Krywiczów z Drzewianami nad Łabą jest powszechnie znany w nauce. W kulturze Drzewian z Drawenii występuje wiele elementów wschodniosłowiańskich, które wskazują na wschodnie pochodzenie całego tego wielkiego plemienia. Czerwowie, którzy dołączyli do nich po drodze (w Małopolsce), rozdzielili się na dwa człony Czerwiszczów i Czrezpienian [patrz np. A. Fischer Etnografia słowiańska, zeszyt 1 – Połabianie].

c O języku Drzewian patrz np.: MSKDS – J. Nalepa Charakterystyka językowa dawnej Słowiańszczyzny, także T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice str. 119-129.

d W xx wieku Połabie było już całkowicie germańskie.

e Np. prof. K. Godłowski i jego uczniowie.

f Badacze ci nie potrafią również wyjaśnić, jak to się stało, że Słowianie są obecnie najliczniejszą nacją europejską (ok. 300 milionów ludności), mimo że nieustannie przez całe tysiąclecie ponoszą największe straty ludnościowe w wojnach. Pomijają również bizantyjskie zapisy kronikarzy mówiące o dobrze zorganizowanych Antach-Wątach (Wędach Nadciemnomorskich) króla Boza w IV wieku. Pomijają też fakt utraty przez Słowian wielkich połaci ziem i ludności – zgermanizowanej, zhellenizowanej, zromanizowanej i sturczonej (w Nadłabiu, Austrii, na Śląsku i Pomorzu, w Rumunii, północnych Włoszech i na Sycylii, w Grecji), czy masowo uprowadzanej w strefie stepowej nad Morzem Czarnym i Azowskim przez Turków i koczowników pochodzenia tureckiego. Takich strat nie ponosili Germanie, Romanie ani Celtowie (Galowie).

6 Ustrojony – zbudowany, zrobiony, stworzony, uczyniony. Większość roślin i zwierząt Ziemi, Weli i Nieba została stworzona rękami Wiłów-Knów z materiałów danych przez Spora, Śreczę, Matkę Ziemię oraz jej córkę Obiłę.

7 Jeśli chodzi o rodowód drzew i w ogóle wszystkich roślin, a w tym świętych ziół, istnieje kilka różnych mitów o ich pochodzeniu. Niektórym roślinom przypisuje się pochodzenie od Wiechcia urwanego z Wierżby, inne miały powstać wtórnie z ludzi zaklętych w kształt roślin. Podobnie jest ze zwierzętami. Inne mity na ten temat podajemy w tai o stworzeniu Ludzi.

8 Stożar (Storzar) – podpora niebios. Miano to zawiera kilka znaczeń: storzący się – dumnie wzniesiony, wzwiedziony, sterczący – stojący, stępor – pałka, tłuk, stępołować – gnieść, odciskać, stąpel – podpora, storny – rozpostarty, storzący – dający przestrzeń, przestronie, stronny – będący po którejś (jednej lub drugiej) stronie (tutaj łączący dwie strony, górę i dół), strop – dach, słup, filar, stropy – srogi, upiorny, stróża – czuwanie, strażowanie (w sensie religijnym) – czuwania przy bóstwie, także straża – danina na rzecz świątyni, kapłanów i bóstw, stróż – słup strażniczy, storg – ostrzeżenie, strój – budowla, ubiór, ozdoba (także obrzędowa, świąteczna), strojny – bogaty, stroić – budować, przygotowywać, przybierać, struna-strona (struga) – płynąca, dźwięcząca (co odnosi się tutaj do światła-żaru płynącego w Stożarze i dźwięku, który niesie się od niego). Słowo to zawiera również znaczenie ustokrotnienia – stukrotny żar, a także blasku, światła, ognia – żara. Z tych wszystkich określeń rysuje się obraz Stożara jako drzewa rozgałęzionego, rozpostartego, strojnego, jaśniejącego stukrotnym blaskiem. Drzewa ognistego, którego pniem i konarami płynęło dźwięcząc prące światło (światło-prąd), Było to drzewo łączące i wspierające poszczególne Niebiosa, strzegące całości Światab.

a SEB str. 517-520.

b O Drzewie Drzew i innych drzewach istnieje w Słowiańszczyźnie wiele podań i mitów. Zebraliśmy je tu w spójną całość, odróżniając od siebie poszczególne rodzaje drzew ze względu na ich funkcje i, w związku z tym, ich miejsce w mitach [patrz: K. Moszyński Kultura ludowa Słowian, O. Kolberg Lud. A. Gieysztor Mitologia Słowian, R. Vulcanescu Kolumna Niebios. i R. Tomiccy Drzewo Życia, MNM, A. M. Kempiński Słownik mitologii ludów indoeuropejskich].

9 Gwózd – słowo to nawiązuje znaczeniem do gwiazd (gwiaździsty słup – świecący światłem gwiezdnym, sięgający wierzchołkiem gwiazd, mający kształt gwiazdy) oraz do pojęcia gwizdu – świstu (dźwięku, jaki się od słupa niesie). Pierwotne znaczenie tego słowa jest też identyczne z gwozd (gozd) – las, drzewo, gałąź zakończona ostro. Gwozd – kołek spajający, gwóźdź, klin. W wielu językach słowiańskich zachowało się to słowo na oznaczenie metalu, żelaza: słowackie hvozd, dolnołużyckie gózdź, górnołużyckie hózdź, serbochorwackie gvóde, rosyjskie gvozd’, ukraińskie hvizd’a. Zatem Gwózd był drzewem – słupem o gwieździstym kształcie pnia, nierozgałęzionym, jaśniejącym i gorejącym tak samo, jak Stożar, ale odlanym jakby z ciekłego żelaza. Od Gwózdu – spojnika Niebios – niósł się w dal silny gwiżdżący dźwięk prącego przez nie światła-mocyb.

a SES t. l, str. 387.

b Książki będące źródłem wiedzy o mitycznej i ludowej wizji drzewa oraz o poszczególnych drzewach mitologicznych wymieniono w przypisie 8b,

10 Moszcze – wnętrzności, wewnętrzne części ciała, które dają moc i moszczą – wypełniają ciało od środka.

11 Skrzysty – słowo to posiada dwa znaczenia: a) jaśniejący, migoczący, błyszczący, mieniący się, b) skrzydlaty. Nie istniejące już dzisiaj, wspólne dla wszystkich Sławian prasłowo skrzyć znaczyło latać, unosić się. Określenie to dotyczyło zresztą nie tylko unoszenia się w powietrzu, ale i przemieszczania się w wodzie, gdzie skrzelać (skrzeć) – pływać. Skriżyć znaczyło też ciąć, ciosać. Łotewskie skritulis –koło, skrit – piasta. Skrynja – otok, otwór, skąd skrzynia, skrytkaaprzedmiot otaczający, otwierany. Podwójne znaczenie bierze się z pradawnej mitologii mówiącej o jaśniejących, boskich, świecących zwierzętach skrzydlatych (wilkach, łosiach, niedźwiedziach, koniach, łaniach itp.), oraz Zniczach (skrytobójcach, ukrytych bogach) zamienionych w Umory, Potworach i inogach niebiańskich.

a Patrz SEB str. 497-498.

12 Raszanie, małe plemię serbskie, które po dojściu na Południe osiadło nad rzeką Raszką, obierając sobie na stolicę gród Rasza – jedną z późniejszych stolic Serbii Bałkańskiej.

a Patrz SSS Raszka lub MSKDS str. 325.

13 Dokładny opis samej Wierżby, jej porównanie z Wyrajem, omówienie właściwości życiodajnych tego drzewa oraz opisy innych drzew i krzewów welańskich znajdują się w tai poświęconej Weli.

14 Zbruczański Słup Boga Bogów – kumir Swąta-Światowita (Świętowita) zawiera w sobie wiele symboli i stanowi powiązane znaczeniowo przedstawienie słowiańskiej kosmogonii, wizji całego Wszechświata, wizji życia, cyklu rocznego i związków oraz następstw między poszczególnymi bóstwami słowiańskiego Kręgu. Posąg zawiera w sobie wiele znaków i przenośni, opis hierarchii Kręgu oraz wykład głównych założeń mitologii Słowian (Baju słowiańskiego). Posąg jest, jak przystało na wizerunek Boga Bogów, wzorem całości, pełnią, Tają Taj.

Jest to najpełniejszy i jedyny przetrwały tysiąclecia pomnik-zapis religii przyrodzonej (naturalnej, religii Przyrody), z którego można odczytać nie tylko główne linie ideowe owego kultu, ale także niektóre podstawowe mity. Wszystkie cztery ściany i zawarte na nich ryty przedstawia ilustracja po Tai Czwarteja. Podobnych zbruczańskiemu posągów odnaleziono więcej, lecz wszystkie uległy zniszczeniu.

a Patrz także A. Gieysztor Mitologia Słowian i L. E. Stefański Magiczny Krąg Świętowita.

15 W najdawniejszych czasach starców zjadano z chwilą, gdy stali się zniedołężniali. Był to obyczaj powszechny i zmienił go podobno dopiero Aleksander Macedońskia. Rzecz odbywała się oczywiście z zachowaniem odpowiednich obrzędów, po złożeniu ofiar bogom, podczas rytualnych uczt, kiedy to starców upijano i zabijano. W czasach późniejszych starcy usuwali się z gospodarstwa, by nie być ciężarem dla rodziny. Odchodzili i ruszali na wędrówkę. Żyli wtedy tylko tym, co znaleźli w lesie lub otrzymali od ludzi. W trakcie tej wędrówki powoli umierali z wycieńczenia albo zamarzali. Obrzęd odbywał się zawsze zimą. Obrzęd odejścia nie miał jednoznacznego związku z chwilą osiągnięcia dojrzałości przez ostatnie dzieci osoby przechodzącej w stan starczy. Był to moment przekazania gospodarstwa i władzy nad rodem przez starców już niedołężnych, niezdolnych do wypełniania swoich powinności. Zwyczaj ten podlegał najgłębszym przemianom na przestrzeni dziejów, inaczej niż pozostałe obyczaje związane z osiąganiem innych stopni dojrzałości. Bogactwo przekształceń należy wiązać z mocnym wpływem zmian gospodarczych na ten obrzęd. Dostatek pozwalał utrzymywać przy Życiu niedołężnych członków rodziny. Wpływ na ten zwyczaj miało również wydłużanie się życia jednostek, co powodowało rozluźnienie związku chwili przekazania władzy nad rodem i chwili niedołężności i śmierci.

a Patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu.. J. G. Frazer Złota gałąź i inni.

16 Góra Hyszowa w Sudetach to odwieczne uroczyszcze, w którym do XIX wieku urządzano tajemne zbory i odprawiano obrzędy. Góra składa się z dwóch szczytów, zwanych Małą i Wielką Hyszową (dzisiaj Mały i Wielki Szczeliniec). Są to najwyższe szczyty Gór Stołpowych (dziś Stołowych). W którejś z pobliskich wiosek zawsze zamieszkiwał żerca Strażnik Góry, należący najpewniej do gromady stróżya. Był on opiekunem tamtejszego uroczyszcza poświęconego Kaukom-Alkom – Czarnogłowowi i Białobodze. Wielka Hyszowa była miejscem kultu Czarnogłowa, zaś Mała Hyszowa ośrodkiem czci Beli-Białobogi. Mała Hyszowa mieści naturalny ukryty amfiteatr, sacrum pogańskie – miejsce kultu. Dostęp na szczyt Wielkiego Szczelińca, gdzie odbywały się spotkania – zbory Gromady Gromad – najwyższego kręgu kapłanów wiary przyrody, a potem adeptów i czcicieli dawnych bogów (w XIX wieku), był bardzo trudny. W roku 1804 górę powszechnie znaną z odbywanych tutaj mistycznych praktyk odwiedził osobiście królewicz pruski. Wtedy ostatni potwierdzony zapisem kronikarskim żerca-stróż sanktuarium, sołtys Pabel (znany jako uzdrawiacz i czciciel bogów pogańskich), wykuł kamienne schodyb wiodące na sam szczyt. Żeby potomnym zostawić niewątpliwy znak swojego wtajemniczenia i odwieczny ślad świętości Góry Hyszowej, wykonał dokładnie 665 stopni. Wtajemniczonym liczba ta mówi wszystko. 665 = 17 (bo 6 + 6 + 5) = 8 (bo 1 + 7) – czerta Pełni, znak skończonego Kręgu. Szóstki są czertami oznaczającymi Życie, lecz gdyby ich było 3×6, czyli 666 stopni, oznaczałoby to Śmierć (18 = 9). Uważając, że Góra Hyszowa jest i pozostanie zawsze sanktuarium żywym, tak jak żywa jest wiara przyrody, tę symbolikę – pełni i życia wiecznego – zawarł Pabel w swoich 665 stopniach wiodących na szczyt Świętej Góry.

a O gromadzie stróży patrz w przypisach do Tai Ósmej, gdzie także o wieszczkach jelonach z Pliski.

b H. Waniek Hermes w Górach Śląskich.

17 Więcej o złyródziach i dobródziach, czyli wszystkich ródziach będących we władaniu Kauków, mówi taja o Pracach Bogów. Tu warto wspomnieć, że tak zwany Czarny Pył to Czarna Mąka, która powstaje w Niebiańskich Młynach i jest mielona z ziaren złyródnych, zbieranych przez Czarnogłowa w jego Czarnogórach na Weli. Ziarna i Mąkę noszą Smoki, pomocnicy Czarnogłowa. Dobródzie w ten sam sposób tworzą Mąkę Siną – Niebieską, a rozsiewają ją po świecie Żnuje, wysłannicy Białobogi.

18 Kołwiek = 48 lat, co stanowi jeden pełny obrót ziemskiego Koła Godów, jednego z trzech powiązanych ze sobą mitycznych kół-kręgów czasu. Wszystkie przedstawione w Słowie o czasie wyliczenia są oczywiście współczesne, ale odpowiadają ściśle idei, na której zasadza się konstrukcja całego kalendarza. Odpowiadają też ściśle jego związkowi z realnymi wydarzeniami astronomicznymi i cyklami Nieba oraz wiążą oczywiście Miary Czasu z mitem o stwarzaniu Ludzi przez Swąta i o uprawie Ludzi na welańskiej Przełęczy Równi przez prarodziców – Kaukówa. Opis podziału roku pomiędzy Miesiące i inne szczegóły kalendarza Słowian znajdują się w rozdziale Bitwa o Miesiące w tai Wojna o Krąg.

a Podobnie rzecz wygląda w mitologii hinduskiej, chińskiej i innych. Np. w Egipcie długość pełnego cyklu wynosiła 28 lat – tyle ile przemawiał Ozyrys. Ta liczba lat odpowiadała liczbie dni w miesiącu księżycowym. Podziały roczne i miesięczne wyglądają bardzo podobnie w kalendarzu celtyckim.

19 Dokładne miary liczbowe godzin są produktem najświeższej daty. Najdawniejszą najkrótszą miarą były ćwiartki pełnej doby – przedpołudnie, popołudnie, północek (nocka) i przedświtanie (poranek, rano).

20 Znamienne, że ta liczba – 24 321 024 – składa się z trzech szóstek (24=6, 321=6, 024=6) czyli potrojonej cyfry symbolizującej życie. Znamienne jest również to, że suma magiczna trzech 6-tek (jak i ogólna magiczna suma całej liczby) = 18 , a to = 9, czyli stanowi symbol Śmierci (Welesa) i symbol boga Zagłady, Mora (czerta 18). Rzeczywiście, przez to, że „uprawę” Kauków na Równi Welańskiej podlał Czarną Wodą Mor, ludzie stali się śmiertelni. Możliwe również, że jest to wieszcza przepowiednia końca rodzaju ludzkiego, jego ostatecznej zagłady, czyli Czwartego Wyjścia Swąta z Kłódzi, i ukazania przezeń światu czwartego oblicza. Stworzenie ludzi nastąpiło w 1392 roku według miary Weli, ale narodzenie miało miejsce o dzień później według czasu Swąta, czyli w 1441 roku według miary Weli. Magiczna suma tej pierwszej liczby daje czertę 6. Suma drugiej liczby daje czertę 9. Był to 30. dzień Swąta (sam jego początek lub koniec 29 dnia), a zatem czerta 3 (30=3). Kombinacja 3×6 lub 3+6 także daje 9.

21 Stwarzanie ludzi, czyli ożywiające Wiecheć dotknięcie Boga Bogów trwało – według czasu Niebiańskiego (czasu Swąta) – mgnienie równe czasowi 5 niebiańskich sekund (gdyby do obliczenia zastosować znane nam dzisiaj dokładne miary i podziały czasu na godziny, minuty i sekundy). Jedno ziemskie Koło Godów, czyli ziemskie Koło Wieków (Kołwiek) trwa 5 sekund nieskończonego Niebiańskiego Czasu.

Bogumił Znicz – Kapiszcze -3

Mit odtworzono na podstawie ogólnej tradycji Słowian Północnych i Wschodnich, a szczególnie podań Rugian, Pomorzan, Połabian i Białorusinów.

Księga Tura – Taja 3: O Zniczach


Copyright © by Czesław Białczyński


Znicz Senmurg (Jerzy Przybył) – Jeden z późniejszych Umorów – Upadłych Bogów, czyli Straszy Welańskich nazywanych przez Taje Burowijskie Wieszczymi Ptakami ( w tradycji Ładogskiej: wieszczy ptak – Sirin)

O ZNICZACH

Buncie Dziesięciu synów Boga Bogów, ich upadku i odrodzeniu w Umorach-Straszach, zwanych Orłami Weli

według zinisów ludu Istów (Aistów)1 z Romowego nad Pregołą, nawęzników plemienia Osów2 z kątyny osowskiej i podań guślarzy ludu Mazów z Kołbieli3

Orły-Strasze – Upadli Zniczowie

Słowo o iście4 Zniczów – według kątyny Istów w Romowem

Pierwsze dzieci Boga Bogów narodziły się, jak wiadomo, z jego zmieszania z Nicą, której wdziękom uległ na samym początku. Na jej lędźwiach wypróbował Światłowiłt po raz pierwszy swą jurność i moc stwarzania. A że był niedoświadczony, drogo mu przyszło za tę chyżość zapłacić.

Światłowiłt zbliżył się do Nicy, zachwycony czernią jej długich włosów, miękką obłością jej wnętrza i otchłannością przyrodzenia. Zapłodnił ją świetlistnym istem, i od tej chwili w jej wątpiach rośli Zniczowie. A kiedy urośli już dosyć, zaczęli się dobywać na świat, a ona poczuła, że jej brzuch płonie wielkim ogniem. Wypluła ów żar z siebie i wydała dziesięciu synów. Tak narodzili się Zniczowie, którzy się stali zmazą tego świata, największym i jedynym błędem Boga Bogów.

Znicz Złocisty – po obcięciu dwóch głów

Światłowiłt dał im najlepszą materię samoródczą z siebie i płomienną światłość, i Nica dała im, co miała najlepszego – przepaścisty niebyt, czarną ciszę, gładziste nic. Srodzy i dzierżcy byli Zniczowie, bo dzieci zrodzone z wielkiej żądzy są zawsze mocarne, ale i niecni.

W zamiarze Boga Bogów było podzielenie świata między synów. Niecąc ich w wątpiach Nicy, dał im po cztery głównie, na własne podobieństwo, dał im wiele rąk zdolnych utrzymać w ładzie wsze rzeczy świata, które miały się zrodzić, i dał przebiegłą mądrość. Wszystko to od początku było jednak skażone nicą.

Jedni Znicze byli wysocy, a drudzy niżsi. Wysokim przeznaczone zostało władanie Wysokim Działem, czyli Przedniebiesiem, a tym drugim, Działem Niżnym, czyli Przedbytem złożonym z Przedziemi i Przedmorza5. Na tak pomyślanym świecie nie miało być wcale zaświatów i nie miało też być śmierci ani strachu.

Nawęznicy6 z kątyny w Osowie, leżącej w puszczach Krainy Jezior7, powiadają, że na tamtym świecie, tak pięknym z założenia, nie było jednak miejsca dla Ludzi, których Bóg Bogów w ogóle nie zamierzał stwarzać. Ludzie powstali według nich przypadkiem, czemu nie da się zaprzeczyć, jeśli się przyjrzeć dalszemu biegowi wydarzeń.

Znicze już jako Strasze Umory na projektowanej okładce Księgi Tura, autorstwa Marcina Oczkowskiego z wykorzystaniem obrazu Jerzego Przybyła. Koncepcja ta na razie nie została zrealizowana.

Zniczowie oglądają przyszły świat

Od urodzenia dzieci Nica stała się nieznośna. Suszyła nieustannie głowę Światłowiłtowi, by oddał władzę synom i dla nich urządził wygodny świat, a sam osiadł na niebiesiech. Bóg Bogów tak miał dosyć tych nagabywań, że odgrodził się od Nicy uwiłtą z jasnych swych nieci Kłódzią8, która miała mu być twierdzą i ochroną, ostoją dla jego myśli. Tam przesiadywał, w owym przemyślnym zamyku, zastanawiając się nad kształtem przyszłych bytów.

Wreszcie, gdy jego zamysł stał się jasny, Światłowiłt zebrał Zniczów i wybrał się z nimi na przechadzkę. Szli rozległymi połaciami Pierwni, a on przystawał co kawałek i roztaczał przed synami obrazy przyszłości, i ukazywał im obszary ich władania. Zamierzał im oddać to wszystko, ale wpierw chciał ich wypróbować. Nie miał pewności, czy jego synowie będą umieli rządzić sprawiedliwie. By ich poddać próbie, opowiedział im o tym, jak zrodzi się Głąb-Gołuba, potem Strąprza-Wspóra i wreszcie Buła-Byta. Rzekł im, że będą tylko nad bytami widzialnego świata panować, zaś trzy Światłowiłtowe córy nad Działem Działów, Kirem i Żywiołami Świata.

Znicze – płaskorzeźba

Kiedy zobaczyli wyczarowane przez ojca gwiazdy, niebiosa, zorze, tęczowe mosty, skrzydlate stwory, bezkresne rzeki, tajemne bory i przedmorze, a także istoty, co miały zaludnić owe niwy, wzmogło się w nich pragnienie władania tym wszystkim. Pragnienie owo narastało gwałtownie, aż przerodziło się w chciwą żądzę, by z nikim nie dzielić przyszłego władztwa. Nie spodobało się Zniczom, że narodzą się jeszcze ich siostry. Kiedy wracali z Pierwnych Pól, miast się weselić, miny mieli smętne, a głowy zwieszone. Szczególnie Miłorod, który rozsmakował się w obrazie górskich połonin, zwierzyny, stad białych owiec, soczystej zieleni traw przeplecione i kępami białych stokroci, szemrzącej, kryształowej strugi, co przecinała błękitem polanę, gdy mu to wszystko zniknęło sprzed oczu jak zdmuchnięte, był przygnębiony bardziej niż inni i wlókł się gdzieś z tyłu. Wiedział już, że to ma się dostać nie jemu, lecz Zielwodzieowi. Równie spodobała mu się dumna dziewka w modrej sukni, co nad strugą wiła wianek ruciany i doglądając stada owiec, pięknym głosem nuciła smętną pieśń. Choć ona miała być w jego przyszłym niepodzielnym władaniu, zdawało mu się, że to zbyt mało. Żądza szeptała mu, że mógłby władać bardziej, mieć więcej – wszystko, dokładnie wszystko, co jest dookoła.

Kiedy stanęli znowu u wrót Kłódzi, Bóg Bogów zapytał ich o przyczynę smutku, ale oni ukryli prawdę w głębiach serc, a Miłorod nawet nie patrzył mu w oczy.

Lecz Światłowiłt, Prawda Prawd, Wied Wiedów, poznał ich najskrytsze pragnienia i zoczył w Miłorodzie myśl straszną, która się już była zalęgła. Nie spodobało mu się to, jednak odszedł spokojnie na spoczynek, jako że bardzo się całym tym pokazem zmęczył.

Zniczowie zostali ze swoimi myślami. Każdy miał w wyobrażeniu wciąż żywy obraz, który go oczarował: skalne jary Przedziemia, powolne zakola Rzeki Rzek – Pętlicy, klejnoty tysięcy Gwiazd, gorejące Słońce i sreboskrzyste, kniesiące9 Księżyce oraz wielomastne10, pełne Łuny Niebios. A Miłorod wciąż miał przed oczami pasterkę o różanym licu, jej owce, trawę, strumień i słyszał w uszach jej śpiew, szmer wody i szum nieprzeparty ciemnego boru. Te trzy pieśni splecione niczym ruciany wieniec dziewczyny w jedną czarowną nutę11 powodowały, że gotował się w nim boski ist.

Relief Strasz – Jerzy Przybył

Bunt Zniczów

Gdy Światłowiłt zasnął w swej alkowie, jego synowie zebrali się potajemnie na Pierwnym Polu i poczęli radzić, co by uczynić. Wszyscy myśleli o tym samym i takie same miotały nimi żądze. Podjudzali się wzajemnie, jeden przegadywał drugiego, coraz ostrzej występowali przeciw swemu Ojcu, coraz mocniejsze padały słowa, a w końcu groźby. Najbardziej zapiekły był Miłorod i wreszcie z jego ust dobyły się najcięższe zarzuty i pomysł, żeby Światłowiłta zabić. Po tych słowach zapadła najpierw cisza, bo strach położył się na nich swoim pierwszym cieniem, ale zaraz podchwycili to inni: Wił chmur, Swarład – któremu marzył się ogień Słońca i Gwiazd, Chorłyskot – który chciał władać nie tylko piorunami i burzą, lecz i wszelką tajemnicą, Siemargł – który rozkochał się tak samo jak Miłorod w Przedziemi, Porewiłt – który rozsmakował się w kirze i czasie, a także Czarnobił – który miał nadzieję objąć Dział Działów. Trzech pozostałych Zniczów wahało się długo. Prowgołd był zbyt prawy, Wełtomarz zbyt zajęty myślami o umorze, którym i tak nikt inny władać nie chciał, zaś Zielwodzieł czuł, że bracia chcą mu wydrzeć władanie tym, co ukochał. Jednak gdy Porewiłt pokazał im tajemny klucz do pierwszych wrót Kłódzi, o którym wiedzę posiadł podglądnąwszy Światłowiłta, rozterki się skończyły.

Zwieńczenie chorągwi

Czarnobił zakrzyknął, że bez Swąta lepiej będą władać, bo mają moc samoródczą i sami uczynią to wszystko, co im już ukazał. Wystarczy, że wydobędą z niego ostatnie słowo-klucz, Dwudziestą Ósmą Taję, która otwiera cały boski zamiar – w tym władanie nieciami Kłódzi, Pierwnicą, ich matką Nicą i wszemi rzeczami, co były, są albo będą.

Powinni byli wiedzieć, że do istnienia pełnego Świata potrzebna jest znajomość Trzydziestu Taj i jeszcze tej jednej, Trzydziestej Pierwszej, Tai Taj, znanej tylko Jemu – Bogu Bogów. Już to świadczyło, że zamiar przerasta ich siły. Ale pewni siebie i butni, srodzy Zniczowie nie popuścili – postanowili działać natychmiast.

Tedy Czarnobił podprowadził ich pod wrota Kłódzi, Porewiłt otworzył je tajemnym, gorejącym kluczem, co leżał zawiłty w wiechcie pod progiem, Chorłyskot pierwszy przekroczył zakazany próg i powiódł innych Zniczów za sobą. Potem, kiedy stanęli przed kolejnymi wrotami wiodącymi ku tronowi Boga Bogów, zabrakło mu odwagi. Strach coraz cięższy unosił się nad nimi z każdym krokiem stawianym w głąb zamyku Kłódzi. Dalej więc wiódł resztę Siemargł. Schodzili w dół i w głąb. Korytarz był coraz ciaśniejszy i zimniejszy, a światło w nim jaśniało coraz bardziej niebieskie. Duszność potężniejąca ścisnęła ich za piersi. Tak zbliżyli się do trzecich wrót – Wrót Alkowy. Te błękitne wrota rozwarł delikatnym tchnieniem Wił chmur. Kiedy się otwarły, spostrzegli śpiącego w jaskrawej śnieci Boga Bogów. Dech im całkiem zaparło i chcieli się cofnąć.

Miłorod podniósł pierwszy rękę na Ojca. Inni rzucili się za nim chmarą i przygnietli Światłowiłta. Zdawało się, że go pokonali. Nagle, kiedy już myśleli, że zwyciężyli, Swąt błysnął oślepiającym światłem i przeistoczył się w olbrzyma Światłowołota. Ich oczom ukazał się stuczłonki Postrach – Potwór Potworów! Postrach wczepił się w nich swymi stu rękami, schwycił ich za gardziele tysiącem pazurów, zionął w ich głównie żywym ogniem ze stu paszcz, zaryczał gromem dobytym z niezliczonych otchłannych trzewi. Rzucił w nich grzmiącą zaklątwę. Za klątwą ową odebrał im wszelką moc, wsączył na zawsze w ich serca strach, i zaklął Zniczów w gwiazdy.

Te były pierwszymi Gwiazdami, a było ich dziesięć – zawieszonych na Skraju Pierwnicy, blisko zamyku ich matki Nicy. A jedna z gwiazd, ta w którą zmienił się Miłorod, kapała po Przedniebiosach ognistymi łzami z tęsknoty za utraconym władaniem. Wydawało się, że wszystko w koło się od owej Gwiazdy-Znicza zapali.

Wtedy przyszła do Światłowiłta Nica prosić, by się ulitował nad synami i przywrócił ich. Ale on nie chciał. Więc i ona broniąc synów rzuciła się na niego z pazurami. Chwycił ją za włosy, i powlókł na Skraj Pierwni, po czym rzucił w przepaść. Zepchnięta w Pierwnicę Nica wciąż na swych włosach się Świata trzymała. Obciął jej włosy srebrnym sierpem i zrobił z nich Powłokę, a Nica spadła na zawsze z Pierwni.

Dlatego Powłoka nazywa się powłoką, że powstała z włosów Nicy, za które ją Swąt powlókł do Pierwnicy.

Tak prawią zinisi Aistów-Istów znad Pregoły.

Znicze z okładki powyżej – inna wersja (Jerzy Przybył)

Upadek Zniczów i Nicy według guślarzy Osów i Mazów

Guślarze Osów wspierani przez czarowników mazowskich twierdzą, że było na końcu trochę inaczej.

Według nich, kiedy Światłowiłt pokonał zbuntowanych synów, kazał ich matce Nicy utkać dla nich z własnych włosów kłodę. Ściął jej te włosy osobiście srebrnym sierpem za to, że rozbudzała w synach żądzę władzy. Tak po- wstała Powłoka z warkocza Nicy, i w tej kłodzie uwięził Zniczów zamienionych w gwiazdy. Jedna z tych zniczy – Miłorod – iskrzyła się i kapała płomiennymi łzami z tęsknoty i żalu, i rozpalała co chwilę Przedniebiosy żywym ogniem.

Swąt nie miał czasu zająć się kapiącą gwiazdą. Musiał szybko wprowadzić ład, bo wszystko skłaniało się nieuchronnie ku ciemności.

Dokonał więc pomnożenia z Głębią wyłonioną z własnej Czeluści, stwarzając Pierwszy Dział. Z pierwszym działem narodzili się Kaukowie-Dzielni. Oddał im na służbę Ażdahy. Potem uczynił Drugi Dział mnożąc się ze Stąprzą, z której zrodzili się Kirowie i Światłogońce. Wreszcie uczynił Trzeci Dział, a w nim wyłonili się bogowie Żywiołów i bogowie Mocy.

Kiedy już ci wszyscy byli na świecie, i Głęzowie, i Ludzie, i uczyniona została Ziemia, Wela i Niebo, Bóg Bogów spoczął. Na znak Peruna dany błyskawicą rozpoczęło się święto trwające trzy dni i trzy noce.

Według guślarzy ludu Mazów w ten dzień właśnie przyszła do niego Nica prosić o łaskę dla synów. Zgodził się i odczarował ich, nadając Upadłym Bogom (Ubogom) kształt Umorów-Straszów. Każdemu jednak odrąbał tyle główni, na ile sobie ów zasłużył swoją rolą w buncie. Jako że nawet Bóg Bogów nie mógł zmienić raz ustalonych Zasad Świata, a wyrok raz wydany nie mógł być odwołany, Nica musiała zająć miejsce swych synów. Wtedy właśnie została zepchnięta w Pierwnicę, i tam przebywa trzymając się pazurami Świata w czterech miejscach. Tylko jej ciemne włosy i te pazury zostały na tym świecie przylgnięte do Pierwni, i one zwą się właśnie Powłoką Niebiańską albo Najdalszym Niebem.

Jednemu ze Zniczów Światłowiłt nie mógł wybaczyć – Miłorodowi. Zdjąwszy go z Nieba cisnął o Ziemię z takim rozmachem, że rozpadł się ów Znicz na tysiąc tysięcy iskrzących kawałków, drobnych niczym drzazgi. Z jego ciała powstały świecące zielono robaczki świętojańskie.

Guślarze Osów mówią, że z jego ciała powstały świetliki, bogunowie, którzy jako jedyni nie pochodzą z ciała żadnego potwora.

Jak głosi podanie, z tego powodu, że Miłorod górskie połoniny tak bardzo umiłował, w Noc Kresu robaczki świętorujańskie pokazują się najliczniej na podhalnych łąkach.

Nica

O Umorach-Straszach czyli Orłach Welańskich

Dziewięciu pozostałym przy życiu Zniczom nadał Bóg Bogów razem z nową postacią nowy wierg. Dola Umorów nie jest lekka, jako że musieli ponieść karę. Od tamtej pory nieustannie krążą między Ziemią i Welą albo między Niwami Weli a jej Nawiami, i nigdzie nie mogą ani na chwilę odpocząć. Nie wolno im dotknąć stopami ziemi. Raz jeden w roku odpoczywają, przez trzy dni Święta Wiosny, na Zimowej Gwieździe12, która leży u północnego Skraja Dali. Tam wolno się wtedy Umorom spotkać z matką Nicą. Nie mogą w tym zimnie przebywać dłużej, bo zamarzłyby na kamień.

Ich miano Umory bierze się stąd, że według nowego wiergu-przeznaczenia zadaniem upadłych bogów jest noszenie na swych grzbietach dusz zmarłych z Ziemi na Welę.

Nazywa się je Straszami dlatego, że kiedy się pokazują strach pada na ludzi. Wiadomo bowiem, że w okolicy, nad którą nisko lecą, Nyja, Pani Śmierci, zaraz zbierze swe żniwo. A gdy ich leci więcej kluczem to znak, że pomór będzie, bitwa krwawa, napad łupieżczy, susza albo inna, klęska, która zbiorową śmierć przyniesie. Najgorzej kiedy w pełnym dniu niebo nagle pokryje się czerwoną łuną, bo to zapowiada wielką zarazę.

Są Straszami także dlatego, że zostały zarażone strachem przez Światłowołota Postracha i za jego przyczyn, są tym, czym są. Wciąż noszą w swych piórach strach i rozsiewają go po świecie. Mówią ludzie, że gdyby nie one, nie znaliby, co to strach, i nikt by się niczego nie lękał. Jest to święta prawda. Strasze mają też straszny wygląd.

Nazywane są Ubogami dlatego, że to upadli bogowie dawni Znicze, co mieli władać wszym światem.

Ich miano Orły Welańskie bierze się stąd, że mają wygląd wielogłowych i wieloskrzydłych obrych orłów (orłów olbrzymów)13. Większość czasu spędzają krążąc nad Welą

Umory-Strasze oprócz zmarłych noszą na grzbietach także dusze tych, którzy się mają narodzić.

Dusza taka wchodzi w jeszcze nienarodzonego, kiedy jest w łonie matki. Z chwilą, gdy człowiek przyjdzie na świat, opuściwszy owo łono, Lelij-Smęt zapala jego znicz-gwiazdę, a Makosz wplata nieć-śnić w Baję – Materię Wszego Świata14. Wtedy też Dodola daje wierg Stworzycom – boginkom Narodzin i Przeznaczenia15, a on niosą go dziecku i wkładają pod poduszkę, przypisują tym sposobem dolę na całe życie.

Strasz albański – mozaika

Oprócz dusz zmarłych i rodzących się Umory noszą na swych grzbietach także samych bogów w ich wędrówkach niebieskich, kiedy przybywają oni na Ziemię lub inną Niwę Weli, albo gdy lecą na boski Zbór. Noszą też rzeczy, którymi ich bogowie obarczają, by je przekazać z Weli na Ziemię albo odwrotnie, albo między Niwami, albo z Niw do Nawi. Noszą również bogów podczas dorocznych wielkich Bitew i Dzikich Łowów. Właśnie zaraz po Wielkiej Bitwie Wiosennego Zrównania (równonocy wiosennej) lecą na odpoczynek na Zimową Gwiazdę. W tych dniach – wielkiego święta Nowego Roku – nikt nie powinien umierać ani się rodzić. Są to dni wyjątkowo ku temu niesposobne, właśnie dlatego, że Umory nie noszą dusz. Jeżeli ktoś wtedy zemrze albo się narodzi, jego byt, wierg, źrzeb i dola będą na pewno niezwyczajne. Nie znaczy to niestety, że dobre. Osoba taka łatwo pada ofiarą Zduszów, które wcielają się w nią, zanim wejdzie w ciało prawowita dusza. Tak rodzą się na przykład Dwudusznicy16. Dusza zmarłego błąka się w tym czasie bezpańska mimo odprawienia wszelkich obrzędów i jest narażona na spotkanie ze Zduszami lub porwanie przez nie.

Kiedy Umory fruną nad Welą, jarzą się niczym czerwono-złote pochodnie. Nad Ziemią pojawiają się zawsze o krwistym świcie lub takimż zachodzie. Kiedy lecą, ciągną za sobą ogniste ogony długie na wiele mil. Ma to przypominać zarówno ich dawny byt Zniczów, jak i krwawą zbrodnię, jaką zamierzyli.

Orzeł- chimera

Miana Umorów i ich wygląd

Zinisi Istów twierdzą, że wszystkie Umory mają tylko po jednej głowie. Jednakże według guślarzy Osów i Mazów z Łężan mają one po wiele głów. Światowit, jak prawią, oberwał synom po jednej albo po dwie głównie, zależnie od stopnia winy.

Ponieważ wymawianie dawnych imion Zniczów zostało po wsze czasy zakazane (który zakaz z narażeniem własnym, w imię dawania świadectwa, tu łamiemy), ludzie nadali Umorom nowe miana i nimi ich zowią.

Chorłyskota zwą dziś Tugarinem, Wiłchmura Sołowiejem-Rzepiórem, Swarłada Rarogiem, Siemargła Senmurgiem, Porewiłta Ponurtem, Zelwodzieła Dziwolągiem, Prowgołda Rochwistem lub Rohatyniem, Czernobiła Biełozórem, Wełtomarza zaś Krogulcem-Skruchtem17.

Biełozór ma dwa łby rogate i pstrokate, Ponurt ma trzy głowy dziobate, Sołowiej ma dwie – a obie ogniste i Śpiewne (jego śpiew-gwizd zabija), Dziwoląg ma trzy łby: złoty, zielony i niebieski, Krogulec także trzy: syczący, jadowity i czarowny (tym czarownym osłupia człowieka). Guślarze Osów prawią, że Rohatyń-Rochwist ma jedną głowę z rogami prostymi, jedną z kręconymi i jedną o rogach falistych. Nawęznicy z Małomorawy mówią, że Rarog ma dwa łby purpurowe, a każdy z ostrym i płaskim rogiem pośrodku. Tugarin w jednym odgłówiu ma oczy białe, w drugim cytrynowe i z owych ócz ciska błyskawice. Senmurg także ma dwa łby: pierwszy porośnięty kręconym włosem i drugi z kozią brodą, która się za nim wlecze.

Wszystkie Umory mają po dwie pary skrzydeł, twarde pióra, przenikliwy wzrok i ostre zęby w dziobach. posiadają także straszne szpony krogulcze, w które chwytają zmarłego, kiedy zniżają się w locie nad ziemią. Dlatego ciało zmarłego człowieka zawija się w całun, żeby nie został szponami poraniony. Kładziwo zaś, czyli Kładki i Mosty, daje się zmarłym po to, by po owych drabinach i mostach mogli zejść łatwo na Welę, na Sowi Przyląd (Sowiniec), wdrapać się na Szklaną Górę, a potem przejść przez Wąwóz Smętu do Dworu Welesów, gdzie w nurzy18 mieści się Komora Polela. Z owej Komory wiedzie Dziewięcioro Drzwi w Dziewięć Nawskich Drógl19.

Niektóre ludy, by ułatwić Omorom zabieranie zmarłych, składają ich w koronach drzew. Inne w tym samym celu palą zwłoki na stosie i stawiają urny z prochami na drzewach lub słupach albo na szczytach wzgórz – bugryszczy. Jeszcze inni po spaleniu rozsypują prochy, które wzniesione wysoko w powietrze, są dla Straszów20 łatwiejsze do wzięcia w ostatnią drogę.

Według tobolarów z chramu w Tłoce21, który się znajduje w ziemicy Wędywarów, wszystkie Omory mają jednakowy wygląd i wykonują jednakową pracę. Różnią się tylko umaszczeniem: trzy z dziewięciu Omorów są białe, sześć zaś jest czarnych. Maść białą otrzymali ci trzej byli Zniczowie, którzy nie chcieli się przyłączyć do buntu. Według onych tobolarów Strasz e mają ptasi łeb na ptasim ciele, ale łeb ten zaopatrzony jest w straszliwe przymioty: kozią, wijącą się brodę, przenikliwe oczy zdolne ciskać błyskawice, zęby w dziobie, jadowity język, rogi ostre jak miecze i kręcone, orle szpony u wielkich chwytliwych stopisk oraz powłóczysty ogon o żelaznych piórach. Strasze są wielkości skrzydlatych byków.

Ich przybycie zapowiada nie tylko krwista łuna na niebie, ale i zawodzenia Lelków lub pojawienie się Nawek (zwykle towarzyszących Nyi) albo Upierzyc (boginek pomocnic Marzanny i Mora).

Inni kołbiowie22 z Północy wykładają jednak, że prace białych i czarnych Straszów różnią się bardzo. Białe Strasze mają lżejszy wierg (wyrok) i co za tym idzie lżejszą dolę. Mają oni nosić wyłącznie dusze nowo narodzonych z Weli na Ziemię i bogów (wtedy gdy nie dosiadają oni skrzydlatych zwierząt welańskich, Inogów, ani nie przemieszczają się samodzielnie tajemnym boskim sposobem). Czarne Orły Weli muszą nosić prócz zmarłych bardzo wielkie ciężary.

Znicz Garuda i Kriszna

Nowe nadziały Niw po Ubogach (upadłych bogach)

Wszech Świat inaczej został ułożony po upadku Zniczów, niż to miało być. Ich niwy Bóg Bogów rozdzielił między tych wszystkich bogów, którzy narodzili się później.

Niwa, co miała być działem Czernobiła-Biełozóra, dostała się Kaukom-Dzielnym, Czarnogłowowi i Białobodze. Jej resztka zaś, tak mocno zmieszana i splątana, że nie dała się rozdzielić, przeszła w ręce rodu Plątów (Przepląta-Perepułta, Plątwy-Przepigoły i ich dworu).

Niwa Porewiłta-Ponurta przypadła bogom Kiru -Godom.

To, co miał otrzymać Wiłchmur-Sołowiej, wzięli Strzybogowie (Świstowie) i Dażbogowie (Sołowie).

Niwę, którą miał władać Zielwodzieł-Dziwoląg, dostali w swą moc Wiłowie (Kienowie), Wodowie oraz Sporowie (Grubowie).

Niwę po Wełtomarzu-Skruchcie wzięli Welesowie (Nawiowie) i Morowie oraz Bożebogowie (Radogostowie). Niwę przeznaczoną kiedyś Prowdgołdowi-Rohatyniowi otrzymali Mokosze (Źrzebowie).

Niwę Swarłada-Raroga zajęli Swarogowie (Żgwiowie) i ród Łada.

Królestwo Chorłyskota-Tugarina zatrzymały rody Peruna (Runowie) i Chorsa (Ksnowie), Pogodowie (Weniowie) i ród Prowego (Czystowie).

Niwę Siemargła-Senmurga dostali Simowie (Ziemowie) i Rgłowie.

Wreszcie ostatnią niwę, tę po Miłorodzie, co się roztrzaskał o Ziemię, przejęli Rodowie i Dziwieniowie (Kupałowie).

Znicz Wełtomarz

Przypisy

1 Lud Aistów-Istów zamieszkiwał południowe wybrzeże Błotyku (Bałtyku). Jego ziemica ciągnęła się na wschód od Wisły, za krainą Wędywarów (Vidivari)a. Lud ten był znany już starożytnym dziejopisom w I wieku n.e.b. Kroniki piszą o nich na podstawie dawniejszych danych z rzymskich wypraw. Ciągłe zamieszkiwanie tej okolicy przez Aistów potwierdzają w kolejnych wiekach różni kronikarze i podróżnicyc. Istowie (Aistowie) są ludem równie starym jak Nurowie czy Budynowie. Nie ma zresztą na Ziemi ludów młodszych ani starszych –„wszyscy pochodzą od Zerywanów, a oni od Boga Bogów i Kauków-Dzielnych”.

Nazwą Aistowie określano wszystkich dzisiejszych Bałtów. Z niej wywodzi się zarówno miano Estów-Ostów (dzisiaj przyczepione do fińskich z rodowodu Estończyków), Auksztów – plemienia, które wraz ze Żmudzią stało się zalążkiem państwa litewskiego, jak i Osów-Osjów zamieszkałych nad rzeką Osą.

Był okres, w którym Istowie zajmowali dużo rozleglejsze tereny, obejmujące zarówno ziemie opanowane później przez Budynów, jak Nurów i Wędów (Mazury, północne Mazowsze, Białoruś – po linię Prypeci, północno-zachodnia Wielkoruś – aż po górną Okę i Wołgę). Istowie dzielili się na wiele mniejszych ludów, których język i obyczaj dosyć wyraźnie się od siebie różniłyd.

Tybetański wizerunek wielogłowego Znicza Chorłyskota-Tugarina na Niebiosach

Istyjskie ludy Prusów, Jaćwięgów i Kurów wymarły. Ocaleli do dziś Żemigołowie (Żmudzini), Łotygołowie (Łotysze) i Auksztoci (Litwini). Każdy z mniejszych ludów istyjskich składał się, tak samo jak u Słowian, z wielu plemion, z tym że były to u Istów plemiona o wiele mniejsze, złożone z kilku zadrug. Przykładowo lud Prusów stanowiły plemiona: Pomezanów, Pogezanów, Warmów, Natangów, Sambów, Bartów, Nadrowów, Skalowów, Galindów i Sasinów. Każde z plemion miało swego królae. Jak wskazują dane językoznawcze, przez długi czas Istowie i Słowianie stanowili jedność, tzw. Wspólnotę Bałto-Słowiańską. Także po rozpadzie tej wspólnoty związki cywilizacyjne i kulturowe między tymi ludami były bardzo mocne. Powoduje to, że pełniej zachowana mitologia i wierzenia religii naturalnej (wiary przyrodzonej) Istów-Bałtów mogą służyć rekonstrukcji wielu mitów także mitologii słowiańskiej.

Kątyna w Romowem, świętym miejscu kultowym Istów nad Pregołą, jest jednym z najstarszych ośrodków religijnych, czynnym od niepamiętnych czasów aż do XV wieku, czasu chrystianizacji Litwy. W Romowem rósł wiecznozielony dąb, w którego pniu mieli kaplice bogowie istyjscy. Znajdowała się tam wielka kątyna poświęcona wielu bóstwom, palono wieczny ogień podtrzymywany przez zinisów. Była to siedziba naczelnego kapłana Kriwego, który trzymał zwierzchnictwo nad wszystkimi Kriwejtisami. Kriwejtisi byli gromadą kapłanów.

Istniało wiele gromad kapłanów, tworzących jedną wielką wspólnotę – Gromadę Gromad, a różniących się sposobami sprawowania obrządków, interpretacją mitów, podejściem do praktyk wróżbiarskich, rytuałem modlitewnym, specjalizujących się w różnych „boskich” dziedzinach, np. w nawęznictwie, znachorstwie i zielarstwie, wieszczeniu, zaklinaniu, odczynianiu uroków itp. Swoje gromady, tak samo jak kriwejtisi, mieli burtnicy, wajdeloci, wejunasowie, ligasze, żybinci, wursajci, kołoduni, kołbiowie, tobolarowie, witungowie (Światowita w Arkonie), mikowie (w połabskiej Radogoszczy), guślarze, żercy, kudiesnicy, wołchwowie, czarownicy i inni.

Pierwszym kriwe, założycielem gromady kapłańskiej Kriwejtisów był Bruteno. Niektórzy znawcy tematu twierdzą jednak, że Bruteno był założycielem gromady Burtników, zaś Kriwe, kapłan i pierwszy władca Krywiczów założył to zgromadzenie. Podobną rolę jak Bruteno wśród Istów – założyciela najstarszego klanu-gromady kapłańskiej – spełnił Drug, brat Pirsta, wśród Sławówf. Romowe było dla Istów tym, czym była dla Słowian Święta Wyspa Światowita-Swąta Rugia i jej Arkona. Jest wymieniane przez wszystkich ważnych późniejszych kronikarzyg. Wymieniają oni też Świętą Górę za rzeką Niewiażą, kątynę w Wilnie (która ma oczywiście o wiele starszy rodowód niż sam gród, a znajdowała się na Rossie) i inne miejsca święteh.

Miano Istów wywodzi się od Swaistigsowego istu (istu Światowita), jako że wszyscy Zerywanie pochodzili z wiechcia, którym się Bóg Bogów wytarł, dając ludziom swój ist. Bierze się ono także stąd, że zajmowali pierwotnie względem Słowian położenie wschodnie – na istoku lub inaczej wstoku – wschodzie (ros. wostok). Miano to wywodzi się w językach Bałtów od „ludzi mieszkających nad wodami”. Taki sam jest zresztą rodowód słowiański miana Słowianie (od sou – wilgoć), miana ludu Wądów-Wędów (od wody – mieszkający nad wodami, czciciele bogini Wądy, a także od rdzenia prasłowiańskiego węt – większy, wielki)i, czy Mazów (od maża – błoto).

Wizerunek Wieszczego Ptaka – echo postaci Znicza i Strasza-Umora z Północnej Rusi – Gamajun

Wraz z Istami zamieszkiwał te ziemie także lud Liwów (pochodzenia fińskiego) i Wędowie (aż do XIII)j. Osadnictwo słowiańskie na tym terenie potwierdzają nazwy miejscowe w ziemicy Kurzeme (Kurów): grody Vendenpils, Veneden, rzeka Venta czy gród Grobia. W XIII wieku wymarli ostatni Wędowie, którzy opanowali te tereny w czasie pamiętnej ekspansji Wędów-Wężów na wschód. Wśród Istów przez cały czas zamieszkiwali jednak inni Słowianie (Polacy, Białorusini, Małorusini, Wielkorusowie) i ten stan trwa do dzisiaj.

a Według kronik dziejopisa Jordanesa – VI w.

b W swoim dziele wymienia ich Tacyt. Praca Tacyta, powstała w I wieku n.e., zawiera liczne informacje wcześniejsze, np. z I wieku p.n.e.

c Cassiodor (VI wiek), informacje Eincharda, biografa Karola Wielkiego (ok. 800 r.) oraz Historia świata króla Alfreda Wielkiego (890 r.). Różne plemiona wchodzące w skład ludu Aistów (np. Sudynów czy Galindów) wymienia też Ptolemeusz (prawdopodobnie na podstawie wyprawy rzymskiej z 5 r. n.e.) i inni.

d Badania archeologiczne potwierdzają istyjską ciągłość kulturową nad Bałtykiem od 1500 roku p.n.e. oraz rozłam około 500 roku p.n.e. na Istów Wschodnich i Zachodnich. Rok 500 p.n.e. to okres wielkiej wojennej ekspansji Wędów, czas, kiedy pobili oni Nurów nad Bugiem. Wtedy nastąpiło zmieszanie części Istów z ludnością wędzką z grupy mazursko-warmijskiej kultury łużyckiej (chodzi tu o Wędów-Syslów zwanych Wędsami lub Węzami-Węsani). W tym czasie wśród zachodnich Istów upowszechnił się np. obrządek ciałopalny, typowy dla Słowian [patrz np. MSKDS str. 12-14,24; T. Lehr-Spławiński Z pradziejów Słowian; H. Łowmiański Dzieje Polski t. I; M. Kosman Litwa pierwotna… str. 14-25, i inni].

e Według podróżnika anglosaskiego Wulfstana, na którego relacji oparł się król Alfred Wielki.

f O nich obu w Księdze Ruty.

g Miejsce to jest wymieniane przez kronikarzy opierających się na ustnych przekazach – Długosza (1413 r.), Piotra Dusburga, Szymona Grunaua.

h Patrz np. SLLB rozdz. IV Prusowie i przypisy str. 199, 215; A. Mierzyński Romowe. O władzy Criwego; A. Prochaska Czy istniał kriwe na Litwie; W. Szafrański Religia Bałtów str. 646.

i Patrz: J. Powierski Najdawniejsze nazwy, str. 175-179; SSS t. I-I, str. 8 i n. ; V. N. Toporov Prusskij jazyk, str. 65 i n..; A. Brückner Starożytna Litwa i przypisy do niej w opracowaniu J. Jaskanisa, i inne.

j Kronika Henryka Łotewskiego – patrz: PP t. I, str. 50 i n.

Znicze zachowane w tradycji burowijskiej (północno-rosyjskiej) jako Wieszcze Ptaki – Tutaj Sirin i Alkonost na obrazie Wasniecowa

2 Plemię Osjów-Osów zamieszkiwało nad rzeką Osą, prawym dopływem Wisły i było jednym z małych plemion Jaćwięgów podobnie jak Połekszowie, Sudawowie czy Zlińcya. Od północy i zachodu otaczali ich Wędowie osiedleni nad Zatoką Wądzką (Wenetyjską), czyli Gdańską, od południa Mazowie. Kątyna Osowska pełniła ważną rolę w Jaćwieżyb.

a Wymienia ich już Ptolemeusz (II w.).

b J. Widajewicz Przy ujściu Odry… str. 23-24.

Znicze

3 Lud Mazów – jest ludem o jednym z najbardziej starożytnych poświadczeń, ponieważ wywodzi się on wprost od Amazonek znanych już mitologii Greków. W czasach przed Homerem jego siedziby znajdowały się nad Meotydą. Inna nazwa tego morza – Azowskie – wykazuje daleko idące pokrewieństwo z nazwą Mazowie oraz mianem Amazonki. Szczepy Zerywanów, z których wywodzić się mają wszyscy Słowianie, wywędrowały z Koliby. Położenie Koliby Zerywanów nie jest jasne. Rodowód Mazów, nawiązania Czechów do kaukaskich Zinhi, wędrówka Serbów, wreszcie ogólna aryjska wędrówka ludów z terenów przyazjatyckich są zdarzeniami przemawiającymi za jej umiejscowieniem w okolicach Kaukazu. Istnieją jednak inne poglądy, umiejscawiające Kolibę (i w ogóle języki indoeuropejskie) nad Dunajem, bądź na terenach między Wisłą a Dnieprem lub szerzej: między Łabą a Uralem.

Weda zachowała pamięć postaci Zniczów – Garuda Boski Ptak

Amazonki scytyjskie (znad Meotydy) miały się tam znaleźć po klęsce zadanej im przez Tezeusza, który wypędził je z Hellady. Tam osiadły, nad rzeką Tanais (Don – słowiańskie Toń, Duń – głębina, głąb, dół), biorąc mężów spośród ludzi miejscowycha. Tam też zostały pokonane przez Heraklesa. Założyły trzy terytoria plemienne z trzema grodamib. Mazowie są potomkami jednego z tych plemion, które wyruszyło na północ i osiadło w ziemicy zwanej dziś Mazowszem. Istnienie ludu wywodzącego się od Amazonek, a nawet samych Amazonek i Grodu Kobiet w dzisiejszej północno-wschodniej Polsce jest potwierdzone przez średniowieczne źródła kronikarskiec. We wczesnym średniowieczu było to powszechne mniemanie, przekazywane z ust do ust od starożytności.

Hinduistyczne (wedaistyczne) wyobrażenie Strasza, czyli Upadłego Znicza – tu niesie Wisznu i inne postacie na Welę

Ziemica Mazów rozciągała się na zachód od Rusów i na północ od ziemicy Charwatów-Chrobatów. Głównym grodem od pewnego momentu (VI wiek) stały się Szeligi koło Płockad. Proces przemieszczania się Mazów znad Donu ku Mazowszu dokumentuje geografia Ptolemeuszae, gdzie jest mowa o Górach Amadokijskich i mieszkających tam Amadokach-Amadzokach, sąsiadujących z Nawarami-Nauarami (Nurowie). Góry te identyfikuje się z Wyżyną Wołyńską. Zmiana członu amaz na maz w nazwie ludu nastąpiła w drodze aliteracji. Mazowie z Sorabami (Surwami, Serbami) i Charwatami (Karwatami-Chrobatami) tworzyli w tamtym czasie wielkie państwo sarmacko-słowiańskief.

Stwierdzono występowanie na Mazowszu w wiekach od IV do V grobów, w których są pochowane wyłącznie kobiety i dzieci, a później (VI-VIII wiek) cmentarzysk kurhanowych, także jak zwykle ciałopalnych, ale bez śladów spalonych kości i ludzkich popiołówg.

Groby szkieletowe na tych ziemiach wiążą się z przemarszem germańskich Gotów i Gepidów. Po ich odejściu nastąpił sześćsetletni okres ciałopalenia zakończony dopiero z chrześcijaństwem.

Garuda jako Znicz – złocisty (z płomieniami na głowie)

Słuszność powiązania Amazonek ze Słowianami zdaje się potwierdzać wyjątkowo wysoka pozycja kobiet w słowiańskich społecznościach przedchrześcijańskich, wynikająca zapewne z długotrwałego matriarchatu, a także zachowane podania o słowiańskich Amazonkach (np. czeskie o Valaszce, o grodzie Dziewinie, i inne). Potwierdzają to także legendy innych sąsiadujących ludów.

Miano Amazonek wywodzili Grecy od a-mazos – „bez piersi” (miały obcinać sobie lewą pierś, by lepiej strzelać z łuku). Nazwę tę należy jednak wywodzić stąd, że tak samo jak Charwaci, Mazowie byli czcicielami Chorsa, bóstwa księżycowegoh. Ich królowe były jednocześnie kapłankami Księżyca-Miesiąca (starosłowiańskie mesinc, mesonc – księżyc).

W języku kaukaskich Ormian słowo mazos oznacza dokładnie kobiety księżycowe. Inny, równoległy słowiański rodowód miana Mazów wywodzi je od mazać, maź-błoto, i nawiązuje do położenia ziem tego ludu na błotach. Tak jest położone Mazowsze – na błotach w Krainie Jezior, czy ziemia Mazów nad Morzem Azowskim – u błotnistego ujścia rzeki Don do morza. W tym miejscu warto porównać nazwę Morze (M)azowskie z nazwą Morza Bałtyckiego (Bałtyk-Bołotyk – od bełtać i błoto) czy Morza Bołotoń (Balaton-Bołotoń – również od błota), a także z ogólną nazwą oznaczającą wielką wodę – morze (ta nazwa ma głębokie mitologiczne uzasadnienie)i. Słowianie budowali swe grody na błotach nad wodami lub niemalże na wodzie od czasów kultury łużyckiej (1500 p.n.e.) do późnego średniowiecza. Znalazło to również odbicie w nazwie Wądów – mieszkających nad wodami. Słowo mazać wiąże się także z malowaniem, czyli mazaniem maściami, jak również oznacza „budować z gliny lub lepić z gliny”j. Maź i maźlowanie osi wozów maślakami zostało wprowadzone podobno przez Mazów. Maża to wóz kryty budą, używany powszechnie przez Mazów. Wreszcie określenie maźlaki=grzyby. Według kronik, w odróżnieniu od Niemców, którzy grzyby zbierają niechętnie, Słowianie są zbieraczami i amatorami grzybówk.

W Kołbieli znajdował się prastary ośrodek wiary przyrodzonej (religii naturalnej). Był on miejscem obrzędowym obsługiwanym przez gromadę Kołbiów, centrum wieszczbiarstwa opartego na kołbieniu – czyli wróżbach z kolistego lotu ptaków. Znajdował się tam jeszcze po II wojnie światowej kamień ofiarny z miseczkowatymi wgłębieniami (takie kamienie służyły jako ołtarze do ofiar krwawych), na którym składano ofiary z żywności, zwane Jościem, w Wielkanoc (starosłowiańskie Święto Wiosny i jednocześnie Nowego Roku) Obrzęd ten jest znany z innych okolic i związany z Dziadami Wiosennymi, Radunicą (został włączony w obrządek greko-katolicki). Innymi miejscami ważnych kątyn Mazów były: Ciechanowiec, Jazdów (dziś centrum Warszawy), Płock, Mokobudy (związek nazw: z mianem bogini Mokoszy), Wyszogród i Płońskl.

a R. Graves Mity greckie str. 324-327.

b Mity greckie str. 442-449.

c Paweł Diakon (VIII wiek), Alfred Wielki (IX wiek), Ibrahim ibn Jakub (X wiek). Następnie o Mazowszanach piszą Latopisy ruskie (XI w.) i Powieść doroczna [w opisie geograficznym str. 6 oraz „O drugiej wyprawie Jarosława na Mazowszany”, str. 197 PVL].

d Prace archeologiczne potwierdziły w Szeligach ciągłość osadniczą i kulturową sięgającą czasów starożytnych oraz wspólne cechy z obszarami naddnieprzańskimi [patrz np. MSKDS str. 372; PP t. 11, str. 78-87].

e II wiek n.e.

f SSS – Sarmacja t. V, str. 56-72.

g Groby samych kobiet i dzieci w tym okresie wskazują na wielką zbrojną wyprawę mężczyzn, którzy opuścili wtedy rodzime siedziby i ruszyli na południe oraz zachód razem z Serbami i Wądami. Możliwe nawet, że był to wspólny ruch słowiańsko-gocki [patrz przypis 19 do tej tai].

h KLS t. 1, str. 458-459.

i Rozwinięcie w kolejnych tajach (Taja Dziewiąta, Siedemnasta i inne).

j SEB str. 326,

k Z. Gloger Encyklopedia staropolska, str. 201

l B. Gierlach Świt Mazowsza, str. 88-100.

Znicz nadlatuje – po dusze zmarłego

4 ist – istota, jestestwo bytu, jądro osoby lub rzeczy (nośnik wiecznego żywota) -nie tylko przyrodzone cechy ducha, ale i cechy fizjologiczne. Ist jest materią Boga Bogów, której cząstka występuje we wszystkim, co spłodzone przez niego, jest płynnym samoródczym światłem, rodzajem boskiej krwi. To ist, odnawiany pokarmami welańsko-niebiańskimi, daje bogom nieśmiertelność i wieczną młodość.

Ist przybiera trzy różne postacie:

a) białą (srebrzystą) – nazywaną płonią; taki jest np. ist Swarożyca czy Podaga oraz Wodów. Stąd wywodzi się nazwę płynu, czyli wszystkiego, co ciekłe. Żercy Wędów-Wagrów z Płoni twierdzą, że woda, która wszak posiada życiodajne i uleczające właściwości, powstała właśnie z płoni.

b) czerwoną – nazywaną kraszem; taki jest ist Krasy-Krasatiny, Dziewanny, Dziwienia-Kupały oraz wielu innych bogów, np. Yesse-Jesenia. Stąd wywodzi się nazwę krwi, która ożywia ciało Ludzi i Zwierząt. Krew miała powstać z kraszu (według kudiesników Budynów z Glenia).

c) błękitną (niebieską) – nazywaną ichorem (juchorem lub chwarem); taki jest między innymi ist Chorsów, Welesów, Strzybogów. Stąd wywodzi się nazwę juchy, czyli posoki, która ożywia Pobogów, czyli Ludzi o półboskim pochodzeniu (wytędzów, królów, kapłanów), a także wszystkie Rośliny-Zróstów (wedug czarowników nurskiego plemienia Charwatów ze Stradowa).

Kątyna gleńska prawi, że ist Swąta składa się ze wszystkich trzech Małych Istów (płoni, juchoru i kraszu) tak jak Materia Wszego Świata – Baja, składa się z Welonu-Czechołu, Kiru i Sieci (o takich samych barwach: białej, niebieskiej i czerwonej), a Dusza składa się z Trzech Duszyczek. Ist Swąta ma mieć barwę złotą podobnie jak Baja.

Z tego powodu od dawien dawna (XV wiek p.n.e.) do dnia dzisiejszego wszystkie narody słowiańskie wywodzące się z pradawnych Zerywanów używają tylko tych trzech kolorów w swoich świętych chorągwiach, które stały się później flagami narodowymi: białego, czerwonego, niebieskiego (Polska, Czechy, Słowacja, Łotwa, Białoruś, Rosja, Serbia, Czarnogóra, Chorwacja, Słowenia, Bośnia, Macedonia i Łużycea). Są one symbolem Boga Bogów i wszelkiego życia oraz symbolami nieba, wody (śniegu) i krwi. Są również symbolami Przeznaczenia (źrzebu, wiergu i doli). Tylko Ukraina używa barwy żółtej (symbolizującej Baję i ist Swąta) zamiast białej. Również Bułgaria (prócz białej i czerwonej) używa zamiast barwy niebieskiej koloru zieleni, który się bierze z czasów panowania nad nimi ludu pochodzenia turskiego, koczowniczych Bułgarów Ałtajskich ze związku plemiennego Hiung-nub. Turscy władcy narzucili im zwierzchnictwo, nazwę plemienną oraz część symboliki pasterskiej. Nie zdołali jednak narzucić ani obyczajów, ani języka. Rozpłynęli się w owym słowiańskim rodzie, pozostawiając po sobie niewiele w kulturze i niemal żadnych śladów w nazewnictwie miejscowym -jak zwykle, kiedy łupieżcze armie wojowników przemierzają obce ziemie zagospodarowane od wieków przez kogo innegoc.

Niezrozumiała, oderwana od tradycji (nieobecna na przykład w herbie Pogoni – gdzie mamy barwę białą i czerwoną) wydaje się zielona barwa współczesnej chorągwi Litwy. Barwy czerwona i żółta biorą się w tej chorągwi rzecz jasna z istu i kraszu.

Zwraca uwagę nawiązujące do ichoru i kraszu pochodzenie słowa chorągiew (prasłowiańskie cerk. chorjugov, łotew. karuogs)d związane, jak prawie całe bałto-słowiańskie nazewnictwo religijne, z językami indo-irańskimi.

a Patrz np. W. Dorosz „Zeszyty Łużyckie” nr 8, 1994. str. 70-75.

b O pochodzeniu Protobułgarów, stanowiących turecki składnik słowiańskiego ludu, z którym utworzyli oni państwo Bułgarów, pisze dokładnie S. Waklinow w Kulturze starobułgarskiej, str. 15-57.

c Podobny jest efekt działalności najeźdźczych grup Germanów, które rozpłynęły się bez śladu w autochtonicznej ludności Italii, Sycylii, Afryki Północnej, Iberii, Francji, krajów Bałtów, krajów naddunajskich, Polski czy Ukrainy. Ich ślad symboliczny przetrwał w chorągwi Estonii (barwa czarna dodana do białej i niebieskiej). Echo obecności germańskiej utrwaliło się (zarówno w języku, jak w budowlach czy kulturze) tam, gdzie stanowili zwarte wielkie grupy osadnicze, a nie wojenne armie (np. Nadłabie – od XII wieku, Śląsk – od XVI wieku, Pomorze, Mazury). Tak samo Słowianie nie odcisnęli swego istotnego śladu w Azji Mniejszej, Italii, Sycylii, Iberii ani na Krecie. Za to ich ślady w nazwach miejscowych (częściowo także sam język) przetrwały do dzisiaj w północnej i zachodniej Grecji, również w Nadłabiu, mimo wieków uporczywej germanizacji i hellenizacji.

d Patrz SES t. I, str. 76.

Wisznu nad Welą – dosiada strasza Garudy

5 Przedniebiesie, Przedziemia, Przedmorze, Przedbyt – są to określenia tego wszystkiego, co miało istnieć na Świecie w pierwotnym zamiarze Boga Bogów przedstawionym Zniczom. Owe dzieła nie zaistniały w przeciwieństwie do Niebios i Nieba, Ziemi, Byty-Buły czy Wszechmorza (Morza okresu, gdy Wodowie zalali Ziemię).

Walka Strasza ze Żmijem w czasie Wojny o Taje

6 Nawęznicy – specjalna gromada kapłanów, znawców nawęzów.

Nawęzy, czyli amulety – środki odczyniające działanie złych, ciemnych mocy lub w ogóle mocy wrogich danej osobie albo społeczności. Jak widać z nazwy, służyły do wiązania na ciele osoby lub na przedmiocie, który miał być chroniony (np. zagroda bydła, krowa, sad, pojedyncze drzewo itp). Słowo nawęz także dlatego, że więżący, związujący złe moce. Słowo nawęz zawiera konotacje takich pojęć, jak wąski i wstęga, jako że był to sznur albo wąski pasek skóry, na którym wieszało się atrybut. Pozostaje w łączności ze słowem wąż – istota wąska, wstężysta. Węże były szczególnie czczone jako zwierzęta przekształcające się, zmieniające skórę, a więc posiadające magiczną moc. Z owej skóry często robiono nawęzy. Najprostsze i najstarsze nawęzy składały się po prostu z szeregu węzłów zawiązanych na sznurze w specjalny sposób. Taki nawęz był najskuteczniejszy, ale jaki węzeł odpowiadał jakiej mocy czy żywiołowi (albo konkretnemu bóstwu), wiedział tylko wtajemniczony kapłan – nawęznik. Nawęzy robiono także z kości, kłów i pazurów zwierząt, kamieni różnego rodzaju (zwykłych i szlachetnych), tzw. strzałek piorunowych i wielu roślin oraz ziół. Rzecz jasna, nie mogły to być byle jakie części byle jakich zwierząt ani byle jakie rośliny – to wszystko musiało mieć moc czarowną, a więc musiało mieć pochodzenie atrybutalne od bóstw (atrybuty bogów – symbole bóstw). Nawęznicy, znając się na ziołach, często byli też znachorami, lekarami. Zielny wieniec, spotykany i dziś w chatach wiejskich (święcony przez kapłanów), jest rodzajem nawęzu chroniącego całe gospodarstwo.

Zioła i części roślin, puch ptaków (atrybutalnych) i tym podobne przedmioty zamykało się również w wełnianych lub skórzanych woreczkach przyczepionych do sznura nawęzowego (wstęgi). Taki woreczek nazywano kaptorgą. Z czasem kaptorgi przybrały bardzo skomplikowane, bogato zdobione formy – pełne ornamentów i symbolicznych rytów, płaskorzeźb, znaków magicznych itp. Kaptorgi bywały kute w srebrze i noszone na srebrnych łańcuchach. Miano kap-torga znaczy po prostu kapisztna (kapliczna) torebka. Rdzeń prasłowiański kap- oznaczał jeszcze przed chrześcijaństwem pojęcia związane ze świętością i czarownością, takie jak kapłan, kapiszta, kaplica, kaptorgaczy miano boga: Kupała-Kapała (Dziwień).

Garuda Strasz

7 Kraina Jezior – rozciągała się na całym południowym wybrzeżu Błotyku (Bałtyku), obejmując pas jezior polodowcowych między Półwyspem Jutlandzkim a brzegami Morza Białego. Krainę Jezior zamieszkiwali Wędowie, Istowie i Fenowie (Finowie). Od I wieku p.n.e. była ona też terenem osadnictwa Germanów przybywających ze Skandynawii i wędrujących następnie wzdłuż dolin rzek na południe, w rejony Naddunajskie.

Garuda naturalnej wielkości w Jimbaranie na Bali

8 Kółdź-Kłódź – kłoda, kół, kloc, pień, rdzeń. Od słowa kłódź wywodzi się cały ciąg pokrewnych słów o istotnym znaczeniu, co wskazuje na jego pierwotną wagę. Jest ono źródłem takich słów, jak: kien – pień, stąd knieja – leśny ostęp, miejsce niedostępne, łowisko pełne zwierzyny i wszelkiego dostatku, kniaź – pień, kłoda, kloc (może to być jedno ze źródeł słowa kniądz [kniaź] na oznaczenie władcy, ostoi, osoby wiążącej, podstawy porządku plemienia), knivy – zdrewniały, knień – gałąź, pień (u Polaków przetrwało w słowie konar), kłót, kłodź – pień, skąd kloc – pień, pniak (obcięty pień), połabskie kluc – pałeczki do bębnienia (czynność rytualna), kij, polskie klucz – otwierający zamyk, czyli kłodę, kołoda – kłoda (kołatka, kłódka, kładka, klatka, łódka), kłoda – zamknięcie, więzienie, dyby, kłódź – łódź (dłubana w pniu), kłyn-kłon-klon – określenie gatunku drzewa (klon-jawor). Poza znaczeniami dosłownymi, rzeczowymi, wywodzi się z tego rdzenia cały szereg pojęć wyższych, nawiązujących do kłódzi, np. kluć się, wykluwać, wykłuwać, kłwać – wydobywać się z zamknięcia, rodzić, dziobać, uderzać, śląskie kludzić (chludzić) – prowadzić, wieść, sprowadzać, porządkować, czyścić, ale i wynosić się, iść precz, czeskie kliditi – zbierać plony, sprzątać, uprawiać rolę, pleść, kljuda – spokój, połabskie klaud – myśl, polskie kład – skarb, skarb ukryty, pokład – podstawa, położenie, spód, zakładzina – ofiara składana pod fundamenty przy stawianiu zrębów budowli, kładziwo – obrzędowe pieczywo ku czci Welesa i zmarłych dziadów (w formie drabin, kładek i mostów), zakładać – rozpoczynać. Także rosyjskie kłast’ – wznosić ofiarę, wnosić wkład, klud (w dialekcie kostromskim) – piękność, porządek, czeskie klad – wartość, pozytywna strona czegoś, kłasti – kuć, uderzać, kładziwo – młot obrzędowy do zabijania ofiar, prasłowiańskie kyj – młot, litewskie kujis – młot kowalski (kowale – prastara gromada wtajemniczonych w obróbkę żelaza czarowników i znachorów).

Również litewskie kamenas – pień, łodyga, rdzeń (w jakiś sposób nawiązujące także do: kamień) – jest prapokrewne z prasłowiańskim kom – skąd w rosyjskim kom – bryła, gruda, czy głuda – gruda. Także polskie do cna-kna (do knu) – zupełnie, do końca, całkowicie czy litewskie ku nas – ciało, łączone bywa znaczeniowo z kny-kien – pieńa.

Jest to tylko część z długiej listy znaczeń związanych z pojęciem Kłody. Po drugiej stronie tej listy mamy równie długi ciąg konotacji negatywnych, na przykład kłóć, kłótnia, zagłada, skłon – upadek, skon – koniec, konanie itd.

Ważny jest także związek bajeczny i językowy pojęcia Kłody z postacią stworza, bogu na Kłobuka oraz z kolei związek kłobuków z kołbieniem – wróżbąb.

a Przez A. Brücknera.

b Patrz SES t. II, str.150, 230-246,.256-260.

Mlekomedirski (egipski) wizerunek Znicza ze Starożytności

9 Kniesiący Księżyc – mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, słabym, bladym, klśniący, lkśniący, kniosący (kniosać – nieść ku czemuś) – niosący, przynoszący światło, sączący i mieszający je (z ciemnością). Podobnie jak: lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczącya. Różnica między tymi pojęciami polega na ujęciu, z typowym wyczuleniem dla ludzi współistniejących z przyrodą, trzech rodzajów energii widzialnej w postaci światła. Kśniący-lkśniący- łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym, łyszczący-błyszczący – gorejący, świecący światłem jasnym, mocnym i gorącym, łyskający-błyskający-krzeszący – rozświecający się jasno i mocno, lecz na krótkob.

Warto też pamiętać o takich znaczeniach związanych z Księżycem, jak ksiądz – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, tenądz-wytędz – bohater (heros o półboskim pochodzeniu), księżyc – miesiąc, knysić – bełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać -kołysać, falować, wzburzać, poruszać (co związane z przypływami), knysać – wzruszać, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywoływać ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę.

Miano to stanowi także drugi równoprawny człon imion rodu bogów księżycowych: Chors-Książ (Ksiądz), Chorsina-Księża, Chorsiniec-Księżyc (Ksiemżyc – mżący, mały, młody kniądz)c. Cały ród owych bogów mieni się Ksnami.

Obrzędowe pieczywo wypiekane na cześć Chorsów nazywało się knysz. Miało ono kształt dużego pieroga o trzech rogach, nadziewanego mięsem i tłuszczem zwierząt ofiarnych.

a SES t. Y, str. 262-266.

b SES t. II. str. 292.

c Patrz także przypis 8 do tej tai.

Strasz czarnogórski wersja biała – powstała z płoni

10 Wielomastne – wielobarwne, wielokolorowe. Maść – prastare słowo oznaczające dawniej kolor, barwę. Przetrwało w języku polskim wyłącznie w odniesieniu do barwy konia; umaszczony – ubarwiony.

Dawne farby, którymi malowano drewniane ściany świątyń (kątyn, chramów, świetlic), nazywano również maściami, ponieważ (tak jak i dzisiaj w farbach olejnych) barwnik był rozpuszczany w tłuszczu. Ściany pokrywano maścią, czyli nie malowano ich, lecz je mazanoa.

a SEB str. 325.

Strasz czarnogórski – wersja złota (istowa, powstały z istu)

11 Dziewczyną ukazaną Miłorodowi dla próby przez Swąta była Wozgrza, córka ziemianki i Sima, Pana Gór; półbogini, która wielokrotnie rozpalała żądze ludzi i bogów. Jej imię znaczy Wilgotny Gorący Wzgórek. Polskie wozgrza, rosyjskie wozgrja, łużyckie wozhorja, czeskie wozheria – śluz, sok, wilgoć, nierządnica, wiecznie wilgotna; łotew. wasa – wilgoć ziemi i sok drzew. Także we wszystkich tych językach – wzgórze, wzgórek, góra.

Gdy zakończyła swój byt ziemski, zamieszkała na Niwie Godów na Weli, na wzgórzach zwanych Wozgrzą lub Wozgohorami. Plotła czarowne wieńce, czarowne opowieści (baje), czarowne tkaniny (baje) i czarowne pieśni (śpiewy ze słowami) oraz równie czarowne nuty (melodie bez słów; prasłowiańskie nytu – nucić, zawodzić, śpiewać). Przy pomocy wszystkich tych swoich zdolności rozkochiwała w sobie napotkanych mężów.

12 Zimowa Gwiazda – Gwiazda Północna albo inaczej Siewierna.

13 Obre – wielkie, olbrzymie. Plemię Obrów ma pochodzić od Umorów-Straszów.

Strasz indonezyjski – Garuda ptak godłowy

14 Dokładny opis Bai, jak jest zrobiona, i o Bajorkach oraz o wszystkich innych rzeczach związanych z Materią Wszego Świata plecioną przez Mokoszów, zawarto w Tai Szesnastej o pracach bogów, w części Roboty Mokoszów na Bańskich Łąkach. Tamże o nieciach-śniciach i pająkach Mokoszych, które je snują.

Orzeł i niedźwiedź – spotkanie w naturze

15 Boginki Narodzin – służące Rodżanie i Mokoszom (Źrzebom) oraz Prowom (Czystom). Stworzyce, czyli niższe byty niebiańskie: Rodzanice, Sudienice, Narecznice, przychodzą z wiergiem pojedynczo albo we trzya. Dokładnie o tym w Tai Szesnastej, o pracach bogów, w części poświęconej robotom Rodów i Źrzebów.

a Dokładne opisy wyglądu boginek Narodzin można znaleźć w książce Cz. Białczyńskiego Stworze i Zdusze, str. 335

Strasz rosyjski

16 Dwudusznik (dwodysznik) – osoba o dwóch duszach wcielonych w jedno ciało. Do dwuduszności mogło dojść między chwilą przyjścia na świat a momentem, gdy boginki Narodzin i Przeznaczenia dostarczyły wierg, zaś Umory doniosły prawowitą duszę. W tym czasie mógł się w ciało nowonarodzonego wcielić Zdusz (demon). Wcielenie takie zdarzało się również w trakcie późniejszego życia, kiedy to nieostrożny, niezabezpieczony nawęzami człowiek mógł paść ofiarą nawiedzenia przez Zduszaa.

a Dokładnie o dwudusznikach w książce Cz. Białczyńskiego Stworze i Zdusze, str. 335

Orzeł i niedźwiedź – typowy obraz przyjaźni polsko-rosyjskiej

17 Wszystkie imiona Umorów-Straszów oraz opisy ich postaci można znaleźć w folklorze i podaniach ludowych zachowanych do dzisiaj. Wiele z nich (np. Senmurg, Tugarin, Sołowiej) przetrwało w ruskich bylinach – cyklu pieśni bohaterskich powstałych na Rusi Kijowskiej i Nowogrodzkiej w X wieku, na podstawie tradycji ustnej przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Byliny zawierają, zwłaszcza w najstarszym cyklu i cyklu nowogrodzkim, wiele wątków mitologicznych i przechowały wiele mitycznych postacia.

Postacie Krogulca i Dziwoląga zachowały się np. w podaniach południowo-wschodniej Polski, Rohatynia (Stracha-Raha) w podaniach czeskich, słowackich i obrzędach śląskich, Ponurta na Łużycach i Połabiu, Raroga w podaniach czeskich, Biełozóra w tradycji północnorosyjskiej (nadilmeńskiej).

a Patrz w: J. Propp Russkij gieroiczeskij epos; SFP str. 55 i hasła odpowiadające poszczególnym bohaterom, oraz w SSS i MSKDS.

Orzeł i niedźwiedź – pomnik przyjaźni na Białorusi

18 Nurza, nyr (cerksłow.) – odwrotna wieża, zbudowana w głąb ziemi, wieża zanurzona w ziemię, także nurta (staropol.) – loch.

Strasz polski

19 Dokładny opis Dworu Welesów oraz wszystkiego, co się dzieje ze zmarłym (lub jego duszą) po śmierci – opis zejścia do Wąwozu Lelija, obrządku gaszenia ożogiem nieci żywota przez Lelija-Smęta, obrządku ważenia uczynków i wskazywania dalszej drogi w Komorze Sowiego-Polela, znajduje się w Tai Szesnastej – O pracach bogów, w części poświęconej Welesom i Morom.

Opis Dziewięciu Dróg do Nawi, zwanych Dziewięcioma Nawskimi Drogami (Nawnymi Pąciami), i Dziewięciu Drzwi Sowiego-Polela znajduje się w Tai Dziewiątej – Opisanie Weli.

Orzeł – ziemskie, pomniejszone odbicie welańskiego Strasza

20 Obrządek ciałopalny – był powszechnym (do zetknięcia z Germanami i później chrześcijaństwem) sposobem odprawiania obrzędu grzebalnego u Słowian. Wśród różnych słowiańskich ludów i plemion występował w różnych wariantach. Jedni grzebali spalone prochy w miejscu palenia stosu, czyli na żglisku, inni przenosili je w całości na żalniki i smętarze do grobów lub kurhanów, jeszcze inni część prochów zakopywali pod progiem rodzinnego domostwa (z tego powodu próg uważano za miejsce szczególne, objęte różnymi zakazami, np. witania się nad głowami zmarłych, przez próg).

Niektórzy zamykali prochy w garnkach glinianych, przekształconych z biegiem czasu w naczynia o ludzkich kształtach z wyrzeźbionymi oczami, nosami, uszami (będącymi jednocześnie uchwytami). Wieko garnka stanowiło jakby czub głowy postaci. Takie naczynia nazywamy popielnicami (urnami) twarzowymi. Były one wtórnikami Złotego Dzbana zrzuconego Zerywanom przez bogów. Niektórzy chowali prochy zmarłych w urnach o kształcie domków na nóżkach (popielnice domkowe). Różny był też sposób chowania zmarłych na żalnikach – jedni chowali urny lub prochy i przepalone kości bezpośrednio w ziemi, kładąc je na powierzchni i następnie przysypując warstwą ziemi, inni kładli je w dołach (wykopach – grobach), przeznaczonych dla pojedynczych urn lub całego rodu, a nawet zadrugia.

Jeszcze inni (jak Mazowie od IV wieku) stawiali urny na szczytach kurhanów żgliskowych i przykrywali kamienną płytą. Niektórzy zamykali urny wewnątrz kurhanu w drewnianych bądź kamiennych skrzynkach albo wstawiali je pod rodzaj ochronnego glinianego klosza – większego garnka obróconego do góry dnem. Niektóre plemiona miały zwyczaj „wznoszenia” popielnic bliżej nieba, np. na pnie drzew do świętego gaju albo umieszczania ich w konarach świętych drzew na rozstajnych drogach, gdzie powstawały kapliczki poświęcone Dziadom (przodkom). Tak robili np. Czesi, o czym poucza zakaz tego rodzaju praktyk, i odbywania w miejscach rozstajnych igrzysk zadusznych, wydany przez księcia Brzetysława w czasach, teoretycznie, od dawna chrześcijańskich. Rozstaje miały więc nie tylko dosłowne znaczenie rozstajnych dróg, ale i wymiar symboliczny miejsc rozstania z bliskimi i zmarłymi. Pokazuje to, jak wysoka była wrażliwość ludzi tamtej doby i jak krzywdzące są sądy uznające ich za prymitywnych, niewrażliwych, niezdolnych do myślenia abstrakcyjnego, nie posiadających wyobrażenia o śmierci, Życiu pozagrobowym, cierpieniu.

Zmarłym dawano na drogę różne przedmioty życia codziennego, pożywienie, miód, zwierzęta, a czasami niewolników i żony. To wszystko miało im się przydać na Weli – w Zaświatach, gdzie powinni trafić do Raju, boskiego lasu Rajca lub pod samo drzewo Wyraj przeznaczone najznamienitszym. Pojęcie Raju i Piekła było znane przed chrześcijaństwem, a z nim inne pojęcia, dziś zapomniane, takie jak Otchłań, Założa, Nawie i wiele innych. Zmarłego zaopatrywano także w Kładziwo (kładki i mosty), po którym schodził bezpiecznie w Nawie, królestwo Welesa i jego rodu.

Odbywanie cztery razy do roku obrzędu z paleniem ognia na grobach i karmieniem dusz zmarłych było warunkiem ich szczęśliwego bytowania w Zaświatach, a także spokoju żyjących, którzy dzięki temu nie byli nękani przez zmarłych, a nawet zyskiwali ich przychylność i opiekę w życiu codziennym i w ważkich przedsięwzięciachb.

a W. Hensel Polska starożytna. W. Szafrański Prahistoria religii na ziemiach polskich, RSU, MSiP i wielu innych.

b Patrz np. MSiP, W. Hensel Polska starożytna, RSU, A. Gieysztor Mitologia Słowian.

Strasz germański – a właściwie łużycki używany przez Germanów (Słowiano-Skano-Celtów) jako godło własne

21 Wędywarowie – jedno z plemion ludu Wędów-Wenedów, najdalej wysunięte na północny wschód z początkiem średniowieczaa. Zajmowało ziemie u ujścia Wisły, na wschód od Zatoki Wędzkiej (Wenetyjskiej-Gdańskiej) po rzekę Łynę i dolną Pregołę. Póżniej odepchnięci na zachód przez Prusów.

W początkach nowej ery (zwanej naszą erą) jeszcze dalej na wschód był wysunięty odłam Wędów-Węsów (Wężów-Wesiów, zwanych także Wędsysłami lub Susłami). Nazwa Wes’ zachowała się, lecz przypisano ją plemieniu fińskiemu znad Jeziora Białego -dokąd być może sięgali w starożytności Węsowie (lud Wisu – według źródeł arabskich z X wieku). Niedobitki tych Wędów-Węsów (Wisów) jeszcze w XV wieku zamieszkiwały Kuronięb. Wędywarowie od południa graniczyli z Jaćwięgami (Osjami) i Mazami (Mazurami), od zachodu z Wędami-Kaszebami, od wschodu z Prusami (Pomezanami).

Tłoka – Tłokowo to jedno z najstarszych sanktuariów świata. Archeolodzy odkryli tu w 1994 roku jezioro idealnie okrągłego kształtu (krąg miał zawsze wielkie znaczenie religijne), na którego dnie spoczywały setki drewnianych figurek wielkości 30-50 cm, zakonserwowanych w pokładach gliny. Figurki miały kształty ludzkie z wyraźną głową, rozstawionymi w kształt krzyża ramionami oraz rozstawionymi lub złączonymi nogami. Metodą „C 14” określono wiek znaleziska na 10000 lat p.n.e. Ludność okolicznych plemion przychodziła tutaj i wrzucała figurki do wody. Inne sanktuarium to Święty Gaj koło dzisiejszego Elbląga – miejsce kultu z dwiema równoległymi drewnianymi drogami wiodącymi do uroczyszcza (znalezisko z 1996 roku). Na Mazurach odkryto także najstarszą na świecie kopalnię krzemienia, z tego samego okresu.

a Według Jordanesa – VI wiek.

b Patrz też przypis 1 do tej tai.

Orzeł i kozica

22 Kobiowie-Kobcy-Kołbiowie-wróżowie. Kobienie (kołbienie) jest rodzajem wróżby wysnuwanej z kołującego lotu ptaków. Jest to najstarszy rodzaj wróżby, a kołbiowie uchodzą za najbardziej wtajemniczoną gromadę kapłanów. Mają sobie oni ustnie przekazywać słowa-klucze otwierające przyszłość i są jako jedyni w posiadaniu Pierwszego Trebnika zapisanego znakami starodawnych taj. Ukrywają ów Trebnik, ale i tak nie wiedzą, jak odczytać stare taje. Podobno znajomość tego prastarego pisma posiadają kołoduni, równie archaiczna gromada kapłańska, wywodząca się z ludu Burówa. Kształt taj był okryty od najdawniejszych czasów tajemnicą i nie wolno ich było używać do zwykłych celówb. Podobna sytuacja miała miejsce w starożytnej Grecji i doprowadziła do całkowitego zaginięcia pierwszego alfabetu przedfenickiego, który był tajemnicą religijną przechowywaną przez kapłanki księżyca Io lub trzech Mojr. Był on ściśle związany z kalendarzemc.

Ptakami Kołbiów używanymi do wróżb były wrony, kruki i koguty. Wchodzili oni w bliski kontakt z kłobukami, które znosiły im wszystko, co potrzebne do życia. Niektórzy twierdzą, że kołbiami są wyłącznie kapłanki-kobiety. Pierwszą kołodunką miała być Koba-baba Kobia, ojca króla Pirsta. Stąd ma pochodzić miano płci żeńskiej – kobiety, które dawniej nie było z powodu zakazu używane.

a O Burach – patrz przypisy do Tai Piątej.

b Dokładnie o tajach i ich losie w tai o tajach (Księga Ruty).

c Patrz Robert Graves Mity greckie, str. 174.

Mit odtworzono na podstawie Słowa o wyprawie Igora, cyklu najstarszych bylin ruskich oraz (głównie) podań Czechów, Ślązaków, Słowaków, Łotygołów, Żmudzinów, Mazowszan, wschodnich Małopolan, Małorusów i Mołdawian.

Polska wizja Baji Słowiańskiej – to przede wszystkim Jerzy Przybył


Zastanawiałem się czy tutaj umieszczać dzieła Jerzego, bo głównie one znajdują się w Księdze Tura i Księdze Ruty, a przede wszystkim w Poczcie Bogów. Jest oczywiste, że jego właśnie – Jerzego Przybyła – wizerunki bogów, uważam za najdoskonalsze, przesycone głęboką symboliką, zdecydowanie i doskonale zakorzenione zarówno w tradycji słowiańskiej jak i w stylistyce sztuki ludowej, do której zresztą nawiązują niemal wszyscy twórcy przedstawiający postacie ze Słowiańskiej Baji. Drugi nurt to nurt nowoczesny, autorzy którzy „targani” są raczej przez wewnętrzne demony i wizje Zaświatów – sztuka symboliczna czy też nadrealistyczna. Tamte przeważnie są mroczne i powikłane chociaż przyznam że sztuka Iwana Marczuka chwyta mnie za serce – idea dosłownego wicia nieci żywota przez obraz i z tej nieci wywicia całości z jej głębokim sensem – to porywająca rzecz. Rzecz tę stosuje zresztą bogato Jerzy Przybył. Zdecydowanie wolę radość bijącą z prac nurtu który się osadza w ludowości słowiańskiej.

W końcu daję tu prace Jerzego, bo dochodzę do wniosku, że  bez jego wizji cały ten dział jest niepełny. Ale tych obrazów tylko kilka wybranych, żeby nie powtarzać tego co jest gdzie indziej. Za to z moim komentarzem, jako szczególnie przeze mnie ukochane. Podziwiam prace Jerzego – co do jednej  i te skandynawskie i nawiązujące do tradycji chrześcijańskich i zupełnie ludowe, które on nazywa kiczami, lubię bardzo – rzecz jasna – wszystkie prace Jerzego poświęcone Mitologii Słowiańskiej , ale kocham tylko kilka. Oto one:

Wydaje się, że Rgła na tym obrazie nie ma, ale on zawsze jest ukryty w zbożu.Jest tutaj bo jest jego skrzysty Czarny Pies. Im dłużej wpatruję się w ten obraz, tym bardziej dostrzegam postać Rgła. Złote zboże to właśnie on. Srebrzyste tło wycina z całości zbożowego łanu sylwetkę – dla mnie to Głowa Rgła. Srebrzystość jest czymś co  się w mojej wyobraźni wiąże z łanami Żyta. Złoto to Pszenica.  A więc u góry wyróżnionej sylwetki (zarysu głowy) – złota czupryna pszeniczna – wspaniałe pełne kłosy – esencja pszeniczności, słońce zamknięte w ziarnach. Poniżej widzę jego czarne oczy wyzierające spomiędzy kłosów owsa.  Owies, który tu Jerzy namalował , tak trochę nietypowo, chyli się, jakby był reżą-regiem znanym w Azji-Mazji, czyli być może są to kłosy ryżu. Mamy tu więc trzy najważniejsze zboża, a może nawet cztery. I te zawsze obecne w zbożu zielone, strzeliste jak i ono chwasty, kwiaty, kąkole – Ich regularna – kwietna linia – oddziela czapę włosów od zarysu twarzy. Z głębi, z cienia, z ciemności patrzą ku nam właśnie te ciemne, czarne oczy Rgła. Czarny Pies Skrzydlaty jest jak totem – znak jego obecności i jednocześnie zwieńczenie złotej , królewskiej, zbożowej korony. A może nic tu nie ma? Bo ten pies może być skrzystą myszą, nie jest do końca czarny, a właśnie szary – więc może nie ma tu Rgła – jest tylko jego Boski Łan, Boskie Zboże i Buszujący w Zbożu…. Może to tylko moja wyobraźnia. Ten obraz robi wielkie wrażenie kiedy się go widzi w oryginale, w jego prawdziwych wymiarach, w jego rzeczywistej fakturze. Widziałem go na trzech wystawach – w Katowicach, w Krakowie i w Warszawie. Zawsze mnie zatrzymuje i skupia na sobie uwagę, łapie człowieka i nie puszcza. Bardzo dobre malarstwo, które mając zupełnie inną formę i nie skupiając się na geometryczności i symetrii – Jest jednocześnie i opowieścią i mandalą, która może wywołać trans i posłużyć skupieniu się na modlitwie czy medytacji.

Doskonałość. Dzięki. 

Weles, który łączy w sobie z idealną ” ładnością” idee Welesa i Wołosa, jest tajemniczy i łagodny. Dziwny jest ten słowiański Władca Zaświatów, Pan Weli. Weles jest Panem całej Weli, ale szczególnie ulubił sobie Nawie.  Zaświaty welańskie, Nawie – Podziemie. Oczy Przodków patrzą na nas, zawsze bacznie patrzą z przeszłości. Z tyłu Drabina Trzydziewiętna – ta po której Zmarli opuszczają się do wnętrza Welańskiej Góry – Wąwelu, Góry Onawielnej, Szklanej Góry -0 na dno do Komory Sowiego. Takie „Drabiny” i „Mosty” z ciasta, wypiekało się i wypieka dzisiaj w domach ludzi Wierzących, na pogrzeb – do trumny zmarłego i na uroczyste Dziady. A Dziady są Wiosenne i Jesienne. Na wiosnę piecze się je razem ze zwierzętami i ptakami – symbolami Dusz Zmarłych – Bo Dusza Ptakiem Uchodzi do Nieba. Wypieka się zwierzęta gospodarskie takie jak krowy, baranki, króliki-zające. Przy czym baran jest symbolem Ognia, a Zając jest symbolem szybko odmieniającego się Losu – Zmiennego, Kapryśnego Przeznaczenia.

W dolnych rogach Czaszki – symbole jego Tronu, zawsze towarzyszące mu w czasie Sądu.

Weles Jerzego Przybyła, ale też Weles Księgi Ruty i całego Czwórksięgu – Weles Wiary Przyrodzonej nie jest ani postacią czarną, ani ziejącą grozą, ani postacią nienawistną czy krwiożerczą. jest postacią łagodną, tak spokojną, że aż prawie nieistniejącą. Jest jak bagienna otchłań która zabiera życie z obojętnością i w ciszy. Weles to postać prawdziwie zagadkowa – ten Weles-Wołos przez to dziwne skrzyżowanie w jego postaci tak zaskakujących cech fizycznych i zestawu symbolicznych narzędzi (Topór i jego Śmiertelne Berło-Kostur) jest właśnie Esencją Tamtego Świata – Największą Zagadką – Zagadką Nigdy Przez Człowieka Nie Zgłębioną. Weles po prostu nie mógł zostać oddany lepiej.

Czterogłowy Światowit wyłania się z Nicy, startuje w BYT, którego nie ma, Stwarza swoim dynamicznym działaniem ów Byt, Uwija go. Jakby z Nicości (z Jądra jej Ciemnej Myśli) ruszała ku Jądru Wszechświata (którego jeszcze nie ma), w Górę, zwyciężająco i tryumfująco, gigantyczna siła – przełamująca z ogromną mocą, rwąca w strzępy –  jej „ciemną” grawitację, czerń jej przyrodzoną, moc która ciągnie w Dół.  Jest w tym coś ze startu gigantycznej rakiety w kosmos – przełamanie grawitacji i idea sięgnięcia do kresu czegoś niewyobrażalnego – niemożliwego. Jeszcze ten refleks we włosach i trzy widmowe postacie u dołu – jak duchy, Które Się Staną Rzeczy Istnością – zaistnieją za ułamek czasu. Dla mnie osobiście to jest absolutne arcydzieło.


Rgiełc Z Trzema Kłosami.

Ten obraz (płaskorzeźba) jest po prostu święty. To nie jest zwykły obraz – to jest Ikona Wiary Słowiańskiej Rodzimej-Przyrod(zone)y.

Jest tu całe bogactwo naszych pól, ich złoto i srebro, przepleciona przez zboża i kwiaty zwierzyna, idea roku zamkniętego w koło, przeploty i związki wszystkiego ze wszystkim i przyszła starość – jesień, owoce – Jakby następna twarz – żniwo, które nieuchronnie nadejdzie, idea dojrzewania – Jest tutaj po prostu wszystko i ani słowo więcej niż trzeba. Złota Przyroda za jego plecami bucha w niebo jak ogień, jak płomień, ale jest uładzona, ułożona, uporządkowana, symetryczna – nie dzika. To władca Upraw i Hodowli, a nie Pan Dzikiego Boru. Nie mówiąc o samym pomyśle, żeby go tak wyróżnić spośród wszystkich bogów całego Pocztu – tym osadzeniem w siodle, na koniu – będącym esencją słowiańskiego świata zwierząt, zwierzęciu bez którego świat nie mógłby się obejść, a gospodarzenie ani wojowanie nie zaistniałyby w ogóle, świętym wierzchowcu Pana Świata. A wszystko to jak w ludowej kapliczce. Hołd i Świętość. Doskonałe, a na pierwszy rzut oka wydaje się proste.

To Czarodana  – Wam jeszcze ten obraz nie może wiele powiedzieć. To jest centralna historia i centralna postać Księgi Ruty – Czarna Pani. Powinniśmy ją czcić Jako Czarną Królową i właściwie tak mówiąc prawdę to chyba Polacy ją czczą – nawet o tym nie wiedząc  – we wszystkich obrazach Matki Boskiej Królowej Polski. To jest prawdziwa Wielka Matka i Macierz zarazem. Tylko postać tak niezłomna może być polską królową  – bo istota polskości to jest NIEZŁOMNOŚĆ i dążenie do celu ZAWSZE, do KOŃCA WSZYSTKICH POKOLEŃ, dopóki żyje choć JEDEN JEDYNY, który będzie kontynuował Ich Dzieło. PRZYJAŹŃ NIEZŁOMNA, MIŁOŚĆ NIEZŁOMNA, SŁOWO NIEZŁOMNE, ZEMSTA NIEZŁOMNA. Biały Kruk – Lasota – na jej dłoni: czarowny, czrodziejski, nieziemski, jej królewski brat, wielki wróż – Ten Który Widzi Pierwszy – a w jego piórach wiją się Nieci Żywota, Nieci Baji, Nieci Losu (Zrębu i Wyroków i Doli). To są Taje, które poznacie dopiero, kiedy Księga Ruty wyjdzie drukiem.  Cała ta wielka opowieść, która właściwie ciągnie się od Taji 19 do Taji 24, jest jednak tutaj opowiedziana, zamknięta w jednym obrazie. To niezwykłe dzieło, możliwe do zrealizowania tylko, gdy się ma największy talent – wielki Dar od Bogów.

Dziewanna Dziewa – Pani Miłości. Ten obraz pokazuje ją rzecz jasna nie jako wyłacznie Panią Miłości Człowieczej bo Dziewanna jest uosobieniem nie tylko tego rodzaju miłości lecz Każdej Miłości. A ten obraz jest Samą Miłością do całego Świata . Jest tutaj bowiem cały świat – ten ludzki, zwierzęcy, roślinny, niebiański – poprzetykany, złączony, spleciony ze sobą w nierozerwalnym związku.

Swarożyc -Sołrożicz (Słońce)

Znicze

Żywia-Żniwa

Jaruna-Jaryło. Jerzy Przybył w swoich słowiańskich obrazach nieustannie używa motywu nieci-nici, która wplata się w obraz i która plecie opowieść. To istota bytu, upływ czasu i wydarzeń, to dzieje, losy, wyroki boskie. Tu dwa czasy są zderzone ze sobą na cienkiej linii in-yang (taiji).  Złoto zamienia się w czerwień, zieleń w biel, młodość w starość, a żeńskość w męskość.

Pogoda – wypuszczająca deszcze, ptaki, Słońce, – Pogoda Wedra i Weń – Pogoda-Zgoda.

Matka Ziemia – Siem-Siemia (czyli także Rodzina – bogini blisko związana z Rodem i Przyrodą-Rodżaną, nic dziwnego: bo sjemia w jęz. ros. – rodzina). Zieleń – przenikające się faktury i materie, bezlik symboli, z których każdy ma dziesiątki znaczeń w sobie zawartych. Nie sposób ogarnąć krzyżujących się znaczeń pomiędzy tymi symbolami, które są zawieszone w rozsłonecznionej przestrzeni Powietrza – które przecież także przynależy jest po bratersku-siostrzanie związane z Matką Ziemią. A w jej wnętrzu, w jej trzewiach, jej jestestwie, w jej karmicielskich piersiach wzbierają i wznoszą się , wyrastają jedne z drugich, kolejne pokolenia Ludzkie, ku którym ona z góry spogląda. Te jej spuszczone oczy są esencją tego obrazu, bo przez nie jej twarz nabiera cech  niepokoju – Troszczy się czy Lęka własnych Dzieci? Żeby opowiedzieć wszystko co się tutaj dzieje trzeba by napisać gruby rozdział książki. O tych sprawach – Przekazu, zawartości informatycznej znaku – różnic między środkami wyrazu i ładunkiem informacyjnym słów języka pisarskiego i języków malarskich mówi  KODYZM. Jerzy Przybył jest jednym z najdoskonalszych kodystów na świecie, a na pewno najlepszym polskim kodystą w dziedzinie malarstwa.


Księga Tura – Taja 4: Wojna o Bułę-Bytę


Copyright © by Czesław Białczyński

Relief głowy

WOJNA O BUŁĘ

Czyli o Trzecim Dziale, narodzinach bogów Żywiołów i Mocy, ich rozmnożeniu oraz o bitwie o Ziemię, Welę i Niebiosy

według wieszczek z kościoła1 Wądy w Mogile nad Wiskłą, w ziemicy Mogilanów2 i podań guślarzy kątyny3 Matki Ziemi w Sieradzu, w ziemicy Ląchskiej, czyli na podstawie wierzeń wschodnich Lęgów4

Z Buły-Byty5 rodzi się Ziemia, Wela-Zaświaty i Niebiosy

Po kilku dniach, gdy nastały już na świecie Dział Działów, a także Strony, Pory i Kir, Bóg Bogów wyrzucił z Kłodzi na zewnątrz Trzecią Rzecz.

Wieszczki kościoła Wądy w Mogile twierdzą, że działo się to na Trzeci Dziewiąty Dzień Stworzenia, zaś guślarze z Sierdza Ląchów, zgodni z tradycją zachodnią, mówią o Trzecim Siódmym Dniu.

Owo trzecie dzieło Swąta było właściwie pierwszą Rzeczą, choć utarło się mówić o nim jako o Rzeczy Trzeciej. Jedni stawiają znak równości między dziełem a rzeczą, inni uważają za rzecz tylko to, co jest widzialne i dotykalne.

Rzecz ta miała postać wielkiej niekształtnej buły Żelaznej o pokroju kulistym. Nazwano ją więc trzema mianami: Bułą – dla jej wyglądu, Bytą – jako że był to pierwszy pozaboski byt, a także Byłą – jako, że była to pierwsza rzecz widzialna i dotykalna – rzecz, która była.

Buła żarząc się wiśniowym blaskiem przeleciała przed oczami zadziwionych Kauków i Kirów oraz wszystkich ich pomocników, i z wielkim syczeniem spadła w Głąb – na samo jej dno, w miejsce zupełnie ciemne. W tym krótkim przelocie błysnęła bogom prawdziwym pięknem i wszyscy nagle zapragnęli ją posiąść. Kaukowie-Dzięgle nigdy niczym się ze sobą nie chcieli dzielić. Podeszli więc bogowie na Skraj Głębi i zaczęli się przemawiać dowodząc, komu to też ona Buła bardziej się należy.

Głąb-Głębia Wszego Świata

Białoboga uważała, że jej, choćby z tego powodu, iż spoczęła na dnie Głębi, a Głąb była przecież w niepodzielnym Białobożym władaniu.

Czarnogłów dowodził, że twardość onej Buły, żar, jaki z niej tryskał, i inne cechy wyraźnie wskazują, iż przynależy się ona właśnie jemu.

Kirowie prawili, że oni powinni się zająć Bułą, bo któż inny mógłby jej nadać kierunek i kształt – rozciągnąć ją w strony i pory.

Przekrzykiwali się i kłócili dłuższy czas, ale nikt nie kwapił się, żeby zanurkować na dno Głębi i sobie Bułę wyciągnąć. Najgłośniej wrzeszczał Czarnogłów, złorzecząc wszystkimi trzema gębami i odpychając innych sześcioma rękami. Kirowie, którzy razem mieli osiem gąb, a rąk dwa razy po osiem, także nie byli gorsi i przepychali się mocno ku skrajowi Głębi. W tej szarpaninie Kostrom a pchnęła Czarnogłowa, który zatoczył się i wpadł w bezdenną toń. Białoboga śmiała się z niego na trzy głosy, a jej trzy brzuszyska trzęsły się od tego śmiechu tak, że mało jej nie odpadły. Nie pozostało mu nic innego, jak zanurzyć się na dno i wydobyć Bułę dla siebie.

Dno

Czarnogłów zebrał się w sobie i zanurkował, ale za pierwszym razem tak go przeraziły ciemności, że nie dobił do dna. Szybko wypłynął. Stało się to powodem prześmiewek jego bliźniaczej siostry i docinków Jaruny oraz Rui. Kirowie mający nadzieję, że zawładną łupem wydobytym jego rękami, ustawili się po czterech stronach Głębi, czyhając, aż się ponownie wydostanie na wierzch. Ale i za drugim razem Czarnogłów wyłowił z dna tylko trochę szlamu, skorup i drzasek, co się tam widać ostały po tym, jak się Strąprza rozpękła rodząc Kirów i Światłogońce.

Dopiero trzecie zanurzenie pozwoliło Czarnogłowowi dobrze wymacać Bułę. Uchwycił ją mocno i wyniósł z Głębi na Skraj Widnego Świata. Gdy tylko to zrobił, pozostali rzucili się na zdobycz. Kirowie złapali Bułę z czterech boków, Białoboga chwyciła od góry. Czarnogłów, który musiał wpierw wyjść na brzeg, zdołał ją ująć k od dołu. Każdy pociągnął w swoją stronę. Tym sposobem Buła rozciągnęła się na wschód, południe, zachód i północ oraz w górę i w dół. Zaczęła przy tym okrutnie trzeszczeć, i co chwilę tryskało z niej barwnymi snopami iskier poświatło – zlepiszcze Swąta. Skry poświatła zbierały się w krople i strugi, po czym skapywały w dół, tonąc w ciemnej Głębi.

Tryska swątowe poświatło w Koronie

Rozgorzała okrutna bitwa, która trwała aż do całkowitego wyczerpania się boskich sił. Gdy to nastąpiło, bogowie przywołali swych pomocników. Smoki chwyciły Bułę od dołu, Żmijowie od góry, a Jarogońce, Rujgońce, Jeszogońce i Ostrogońce z boków. Tak mocno pociągnęli, że Buła zadrżała, jakby się zaraz miała rozsypać.

Od tego nieustannego szarpania w różne strony, pory oraz działy, od tego, że ją tak strasznie bogowie kowali6, niepomiernie spuchła i stała się gorejącą wielką kulą. Dzięgle i Kirowie, odsapnąwszy chwilę, ponownie przyłączyli się do boju.

Po dłuższym czasie, który nie przyniósł rozstrzygnięcia, osłabły Światłogońce i odleciały odpocząć w gniazdach. Po nich opadły z sił Smoki i Żmije. Wreszcie i Kirowie mieli dosyć, okazali się za słabi, by zwyciężyć. Na placu pozostali tylko Dzięgle. Buła była już tak rozdęta i ciężka, że przygniatała ich swoim ciężarem.

W tej samej chwili oboje Kaukowie opadli z sił i puścili ją. Sapali z przesilenia, a świecąca kula Buły spoczywała na samej krawędzi Głębi, skapując w nią poświatłem sączącym się z licznych zapadlisk i pęknięć. Lada chwila gotowa była się stoczyć, a wtedy przebiwszy Głąb swym ogromem wpadłaby raz na zawsze w królestwo Nicy. Poświatło buchało z niej kłębami i ciekło licznymi strugami. Za te niebieskie obłoki, kłęby i strugi wzięli się Kirowie ze Światłogońcami, goniąc je po wszystkich zakamarkach Przedniebiesia. Ażdahy zstąpiły w Głąb i łowiły w niej kryształowe krople poświatła, składając zdobycz na skraju otchłani.

Buła-Byta kowana przez bogów

Kiedy Białoboga nabrała sił, stwierdziła, że w ten sposób nikt nie wygra. Nie oni zapanują nad Bułą, lecz Buła nad nimi, i ona będzie Światem rządzić, a nie oni. Czarnogłów zgodził się z siostrą dodając, że nawet jeśli nie zapanuje nad światem, to spadnie w nicość. Wtedy również nikt nie wygra, a tylko wszyscy stracą.

Jak to zwykle między Dzięglami, od początkowej zgody przyszło jednak do wymówek i rzucania obelg. Poszturchiwania przerodziły się w bijatykę. Kaukowie sczepili się ze sobą, złapali za czuby, a wkrótce obalili się w splocie i potoczyli z hukiem przez świat. Aż się wszystko od tego ich toczenia trzęsło.

Kirowie, widząc Bułę bezpańską, zmiarkowali, że mogą ją opanować i ponownie rzucili się ku niej. Tym razem ciągnięto tylko z czterech boków. Buła była już popękana i nadwerężona w wielu miejscach. W pewnej chwili z okropnym wizgiem sypnęła iskrami, buchnęła poświatłem, gruchnęła niebieskimi kłębami i trzasła! Grzmot był tak potężny, że Kaukowie od razu oprzytomnieli. Gapili się ogłupiali w stronę Buły, której już nie było. Kirowie grzmotnięci po łbach gromem, odpadli daleko i leżeli przy swych skrajnych tronach, nie wiedząc, co się też wydarzyło.

Bryła-Gruda – Chondryt węglisty CB3a (benkubinit)
Meteoryty z tego spadku należą chyba do najbardziej niezwykłych – wspaniałe metalowe ‚chondry’ pośród wielobarwnego rumoszu tworzą malarską fakturę! Benkubinity to meteoryty silnie zróżnicowane w obrębie grupy i sprawiające wiele kłopotów klasyfikacyjnych.

[Zdjęcie i opis ze strony:http://www.woreczko.pl/meteorites/beststructure/beststructure.htm]

Buła, ciągniona w cztery strony, pory i kiry, zrobiła się płaska jak placek, potem pocieniała w samym środku, pękła na dwa równe kawałki i rozleciała się na dwie strony!

Jeden z tych kawałków zawierał jednak prawie wyłącznie Bryję (Glinę), która przylgnęła grubą warstwą do Buły na dnie Głębi, a potem została z nią dokładnie przez kowanie rozmieszana.

Drugi kawałek miał w sobie prawie wyłącznie żelazo i stanowił Bryłę (Grudę).

Zlepiszcze do sklejenia, czyli Poświatło na Niebiosy

Poświatło – zlepiszcze swąte7 – trysnęło w takiej obfitości, że całe jego rzeki zlewały się w Głąb, a ogromne kłęby waliły w Przedniebiesie. Światłogońce i Ażdahy łapały wielkie calizny zestalonego w Głębi poświatła i układały je obok siebie na skraju.

Tak właśnie powstała Bryja-Glina zwana później Ziemią, Bryła-Gruda nazwana Welą i Niebiosy z Poświatła, znacznie później sklepione w jedno lite Niebo.

Bryja-Glina – Tektyt
Wszystkie inne tektyty nie mają struktury wewnętrznej, ich szkliwo jest jednorodne. Tylko w mołdawitach widać wewnątrz skomplikowane struktury, wijące się kanały, zestalone strumienie powietrznych pęcherzy… bajka.

[Zdjęcie i opis ze strony:http://www.woreczko.pl/meteorites/beststructure/beststructure.htm]

Narodziny bogów Żywiołów i bogów Mocy

Nikt nie wie, jak to się stało, że od tej bijatyki Kauków Białoboga stała się ciężarna. Zobaczyła, że puchną jej dwa brzuszyska. A rosły tak szybko, że w boską godzinę była już osiem razy większa. Przeraziła się bardzo, lecz w kilka chwil potem wszystko się rozwiązało. Spod jej licznych sukien wyskoczyło raźno osiem par bliźniaków – ośmiu chłopców i tyleż dziewczynek. Wyglądali dziwnie, każde miało tylko po jednej głowie i jednej parze rąk.

Tak Białoboga powiła szesnaścioro bogów Żywiołów – ośmiu braci, którzy mieli przyrodzenie przeciwne niż ona, i osiem sióstr, które stanęły za nią murem.

Żywiołowie ci zostali nazwani Perunem i Perperuną-Perperudą, Dobą-Dabogą i Dażbogiem, Sporem i Śreczą, Bełtem-Wełmem (Wodo) i Wądą-Wędą, Borowiłem i Leszą-Wiłą, Simem i Siemią-Matką Ziemią, Swarogiem i Swarą oraz Strzybogiem i Stryją8.

Czarnogłów od razu spostrzegł, że niespodziewane narodziny nie są złe, siły Kauków uległy bowiem pomnożeniu i miał kto zamiast nich ruszyć do boju. Posłali więc szybko nowonarodzone dzieci, bogów Żywiołów, nad Bryję-Ziemię. Sami zaś Kaukowie jeszcze raz się sczepili, by się pomnożyć po raz wtóry.

Perun – najgłośniejszy więc najważniejszy pośród Żywiołów – spalający (niszczący i scalający, zespalający, otwierający Ziemię na wzrost i życie)

Tym razem wszystkie nowe dzieci zalęgły się w trzecim brzuchu Pramaci. Wyskoczyło z niego rychło na świat dwanaście par bliźniąt Jednogłowych. Tak narodzili się bogowie Mocy: Czstnota-Pirwa i Prowe, Makosz i Mokosza, Przepląt-Perepułt i Plątwa-Przepigoła, Kupała-Dziwień i Dziewanna, Bożebóg-Radogost i Domacha-Radogódza, a Rgieł-Rogł i Reża-Ragana, Łado i Łada-Łagoda, Chors-Książ i Chorsawa-Księża, Rod i Rodżana-Przyroda, Podag i Pogoda, Mor i Marzana oraz Weles i Nyja-Śmierć.

Chors-Książ – Jeden z przywódców Mogtów, jego działanie czujemy na Ziemi, nie mniej niż innych Mocy

Tych, gdy tylko nieco okrzepli, posłali Prarodzice, by walczyli dla nich o Welę.

Bitwa rozgorzała więc na nowo po obu stronach świata: ziemskiej i welańskiej.

Rychło okazało się, że dzieci Kauków również słabną, niezdolne przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Białoboga widząc, że jej córki opadły z sił, odwróciła uwagę Czarnogłowa pozorując atak na Welę, a rzucając się ku Ziemi. Zauważył to i ruszył za nią. Sczepili się znowu, po raz trzeci, i tym razem byli na siebie bardzo źli.

Kiedy uchwycili się Ziemi, Białoboga z wściekłością walnęła Czarnogłowa w plecy. Uderzenie było tak mocne, że wypluł na Ziemię wiele bryłek Grudy, które miał ukryte pod językiem. Z tych brył materii welańskiej powstały łańcuchy górskie, twarde skały, pojedyncze góry i wyspy. Przede wszystkim zaś najwyższa góra Ziemi – Góra Trzygław9, nazwana tak nie tylko dla swego trójwierzchołka, ale na pamiątkę, że dzięki trzygłowym Dzięglom-Kaukom wyrosła.

Uderzony Czarnogłów puścił Ziemię, a złapał się za Welę. Byłby nad Welą całkiem zapanował, ale się Białoboga spostrzegła, że za chwilę już całkiem będzie stamtąd wyzuta. Nadbiegła chyżo i złapała się za krawędzie Grudy, a Czarnogłów walił ją po palcach z całej siły, żeby puściła. A że miała ręce unurzane w glinie, spod paznokci trysnęło sporo gliny na sam środek Weli, a wilgoć Białoboża i posoka spłynęły wzdłuż krawędzi. Tak powstała welańska Niwa Niw na samym środku, otoczona głębokimi żelaznymi Nawiami, których dnem płynie Rzeka Rzek. Gdyby nie to, Wela byłaby cała ze złota, żelaza, srebra i brązu i nie byłoby na niej w ogóle wody.

Wela – Nawie

Słowo o przemyślności Swąta i mądrym ułożeniu Świata

Tak to urządził Swąt, że dzieciom Dzięgli odjął po jeszcze jednej główni i obdzielił je męskim oraz żeńskim przyrodzeniem. Bóg Bogów wyciągnął mądrość z przypadku Zniczów i tak pomieszał wszystko, by trudno się było nowonarodzonym spoić w jedność i wystąpić przeciw niemu.

Umyślił, że tak długo będzie władał Wszym Światem, jak długo wsze byty nie złożą się w spójną Jedń, która swoją mocą mogłaby się z nim równać.

Wcześniej już postąpił z Kaukami tak, że Czarnogłowa skierował przeciw Białobodze. Kaukowie-Dzięgle mają w jednym ciele trzy przyrodzenia, a dwa z nich się nienawidzą. Nad pierwszym i trzecim przyrodzeniem Kauków górę bierze jednak zwykle przyrodzenie drugie. W owym drugim przyrodzeniu Kauków króluje żądza płynąca z żywotności i namiętność biorąca początek w cielesności. Nienawidząc się, nieodparcie dążą ku sobie, bez siebie wręcz nie potrafią żyć.

Również Kirowie przez pomieszczenie w jednym ciele dwóch przeciwnych przyrodzeń nie potrafią dojść do zgody w sobie, ale nieustannie jeden za drugim podąża i wciąż się z jednej strony odpychają, a z drugiej przyciągają.

Z potomstwem Dzięgli-Kauków Swąt postąpił podobnie. Mogły się Kaukom rodzić tylko jednogłowe dzieci, ale zawsze w bliźniaczych parach. A w tych parach jedno miało być przyrodzenia żeńskiego, a drugie męskiego, i zawsze powinny być sobie przeciwne. A Syn winien stawać za Ojcem, Córa zaś zawsze za Matką.

I tak się stało. Owe dzieci Kauków nigdy nie będą mogły do końca się ze sobą pogodzić, ale też nigdy nie będą się mogły bez siebie obejść. Tak jak Białoboga nigdy nie pokona Czarnogłowa, bo bez niego nie może istnieć, tak i one muszą współdziałać ze sobą, by złożyć się w Jedń, i być sobie jednocześnie przeciwne, by Jedń z nich złożona mogła w pełni zaistnieć.

Bitwa o Ziemię między Żywiołami

Obydwie części Buły zostały przez kowanie Kirów naciągnięte od wschodu do zachodu, od południa do siewierzy, od wiosny do jesieni, od lata do zimy, a także od Świtu do zmierzchu i od północka do półdnia.

Na początku na Ziemi nie było nic poza Przedmorzem powstałym z posoki Białobogi i Przedgórami z grud Czarnogłowa.

W pierwszych chwilach, gdy Żywioły nadciągnęły nad Ziemię, siostry wystąpiły przeciw braciom. Kiedy Wodo zaczął wypełniać doliny i wyże słonymi wodami, tworząc morze, Wąda w te same doliny wpuszczała wody słodkie chcąc, by tu powstały jeziora. Gdy Strzybóg rozdmuchał wicher od zachodu, by odegnać z owych miejsc bajoro, Stryja duła wiatrami od wschodu i wody pozostawały w bezruchu. Kiedy Siem-Siemia zaścielała upatrzoną dolinę glebą, Sim przywalił ją litą skałą. Pierwszy dogadał się Swarog ze Swarą, razem poczęli grzać i prażyć, aż wody z wyżyzny wyparowały w białych kłębach nad ziemię. Spowodowało to gniew Wądy, bo Swarogowie zniszczyli nie tylko dzieło jej brata Wodo, ale i jej własne. Wodowie rozdzielili się i podczas gdy jedno napełniało różne małe wgłębienia słodką wodą, drugie zalewało wielkie doliny wodą słoną.

Wszyscy inni poszli za ich przykładem łącząc się w pary. Od tej chwili było już tak, że Żywioły z przyrodzenia przypisane do trzem u Czarnogłowa nieustannie ścierały się z tymi, które miały w sobie przyrodzenie Białobogi. Gdy Siem przykryła w swojej dolinie caliznę glebą, chcąc ją uczynić swoim władztwem, Spor czynił w niej zalęg, usiłując ów skrawek zabrać dla siebie. Gdy Wodo zapełnił wielki rów morzem, Śrecza zbudowała na dnie owego rowu jaskinię kłów, i rzuciła w nią różne kiełki oraz zarodki. Kiedy Sim stawiał góry zachodnie ku czci Czarnogłowa, Perun obalał je i roztrzaskiwał swoją siekierą.

Dwie opowieści o narodzinach Watry

Według podania wieszczek Wądy z Mogiły, w pewnej chwili Simowie na dnie doliny Siemi przysypali oboje Wodów ziemią i kamieniami. Tylko stłumiony jęk Wądy dobywał się z głębiny, a Wodo-Bełta w ogóle nie było słychać. Niedługo jednak Simowie sycili się zwycięstwem, bowiem Sporowie widząc, co się stało, zaraz po ich pięknej, suchej dolinie poczęli kłaść kipiący zaczyn. Na dodatek wezwali Perunów, by wyzwolili Wodów z pułapki, bo zaczyn bez wody nie mógł zaowocować. Wtedy Perun kamienną siekierą rozciął brzuch Siemi i wypuścił Wodów. Wodowie zaraz zalali ląd i zmyli skały, ziemię i piasek na dno morza. Śrecza skwapliwie z tego skorzystała, by powiększyć Jaskinię Kłów (zwaną też Pieczarą Waru), tworząc cały bezlik komór wypełnionych na dnie żyzną ziemią. Zrozpaczona Siemia poszła do Swarogów po pomoc. Swara wysłuchała jej i razem wróciły w dolinę. Swara znalazła po drodze, w Górach Zachodu, olbrzymi krzemień w skale rozbitej wcześniej przez Peru na. Tym krzemieniem po trzykroć uderzyła Sima w pierś, a za trzecim razem zrodziła się iskra – Watra10. Było to pierwsze dziecko bogów Żywiołów. Zrodziło się z Sima i Swary, lecz Siem zazdrosna o męża niedługo potem przegnała jego córkę, która na stałe weszła do rodu Swarogów, i gdy już mieli swój dwór na Weli, zamieszkała z nimi. Póki co Siem jednak nic nie mówiła i Watra zapłonęła jasno, a od jej żaru wody cofnęły się z doliny Siemi.

Guślarze kątyny Siemi w Sierdzu podają jednak inny opis przebiegu wypadków. Otóż, według nich, pierwsi w dolinie Siemi znaleźli się Swarogowie. Wodowie pokonali ich w walce orężnej i przepędzili z doliny. Wtedy Siemia uderzyła na Wodów i przysypała oboje zwałami gliny. Walczyli jednak twardo, próbując się wydobyć na wierzch. Co chwilę w innym miejscu spod gliny tryskały w dolinę nowe źródła. Sim przywalał je kamieniami, ale wynik bitwy był niepewny. Wtedy Siemia przywołała Swaroga. Ten wbił się w jej brzuch dębowym członem i tarł. Tym sposobem od tarcia w trzewiach Siemi zrodziła się Watra-Wierta, Skra – Pani Ognia Podziemnego (Ognia Krzesanego). Od jej żaru Siemia zagrzała się okrutnie i Wodowie poczęli się gotować. Ale uratował ich Perun, rozcinając siekierą brzuch Siemi i wypuszczając Wodów na świat. Razem z nimi przyszła na świat również Watra wypuszczona z wnętrzności matki.

Sposób ten został jakiś czas później zdradzony niebacznie ludziom i stąd wzięły się wierła ogniowe, którymi do dziś zażega się w obrzędach iskrę ogniska domowego, a które kiedyś były jedynym narzędziem służącym dobywaniu ognia. Nazwa wiertło ogniowe wzięła się właśnie od Wierty-Watry.

Sim nie był zadowolony z takiego sposobu rozwiązania sprawy i przegnał Watrę z doliny ciskając w nią skałami. Watra-Wierta ukryła się przed rozgniewanym Simem na dnie morza.

Niektórzy prawią (zwłaszcza kołoduni Burów z Bieło- ziera), że Wierta z powrotem wskoczyła w trzewia Siemi i nie chciała wyjść. Dlatego Sim walił Siemię po brzuchu swym kamiennym nasiekiem11 i od tego tłuczenia zalągł się w jej trzewiach ich wspólny syn Skalnik. Skalnik pojmał Watrę i wywlókł ją ze sobą na świat. Wtedy dopiero przegnana przez Sima miała się ukryć w Jaskini Kłów (Warze) na dnie morza. Koźlarze ze Żnina, prastarego grodu Goplanów, ze świątyni Welesa, mówią, że Sim spłodził Skalnika po to, by uratował Watrę, która spłynęła porwana przez Wodo-Bełta w chwili, kiedy Perun rozciął brzuch Siemi. Wodowie mieli uwięzić Watrę w głębinach wielkiego rowu. Nikt nie mógł tam dobić do dna, bo każdego morze wyrzucało na powierzchnię. Sim ze swą żoną spłodzili więc Skalnika. Ich syn był tak ciężki, że przy każdym kroku zapadał się w skały po kolana. Bez trudu zanurkował i wyzwolił Watrę z podwodnego więzienia. Skalnik pozostał w głębinach i na stałe zamieszkał w podziemiach, bo tam czuł się naprawdę dobrze ze swoim ciężarem.

Pamiątką po tej bitwie Swarogów i Simów przeciw Wodom i Sporom i po owych narodzinach Watry mają być ukryte w ziemi i skałach kamienie, które krzeszą iskrę – krzemienie. Podobno też ogień zażgnięty wtedy w brzuchu Siemi nigdy już nie wygasł i do dziś tam płonie. Może to być prawda, bo pojedyncze ogniska, opary siarkowe i strugi żarzących się kamieni wydobywają się niekiedy z ziemi w różnych miejscach świata, a przy tym trzęsie się ona i wije w boleściach, jakby ponownie rodziła Watrę.

Wieszczki Wądy z Mogiły prawią, że to kara, na jaką została Siemia skazana za zdradę męża – co jakiś czas wciąż musi w bólach rodzić swą córkę, spłodzoną przez Swaroga.

Triglaw

Bitwa o Górę Trzygław

Jakkolwiek by było, Wodowie uwolnieni przez Peruna zalali całą Ziemię. Z Przedmorza wystawała tylko Góra Trzygław i położone w połowie jej zbocza Lęgowisko Spora. Watra po uwięzieniu w podwodnej jaskini Śreczy zbyt była słaba, by wspomóc Swarogów w osuszaniu Ziemi. Wierzchołek Trzygławia i cała jego okolica spowiły się nagle oparem, który wydali z siebie Wodowie przypalani ogniem. Strzybóg i Stryja rozdymali ów opar – Śląkwę, pierwszą córkę Wodów, nad wszystkimi połaciami Ziemi. Śląkwa ochraniała rodziców przed palącymi promieniami Swaroga i Swary. Ponieważ to rozpędzanie szło Strzybogom-Świstom niesporo, spłodzili syna, Pogwizda, który się narodził z ich złączonych oddechów. Zbyt był delikatny, żeby sobie poradzić. Pomnożyli się więc raz jeszcze. Z ich gorącego pocałunku przyszedł na świat Poświst. Lecz i on nie potrafił rozegnać chmur Śląkwy. Dopiero trzeci ich syn, zrodzony z mocnego splotu Strzyboga-Śwista i Stryi – Dyj-Poświściel, okazał się wielkim mocarzem. Najpierw odarł Śląkwę z chmurnych sukien, przez co ją strasznie zawstydził, a potem przegonił ją na cztery wiatry. Nic jednak nie było w stanie powstrzymać Wodów. Poziom Przedmorza stale się podnosił i zdawało się, że lada chwila fale pochłoną Lęgowisko. Borowił i Lesza-Wiła nasadzili z drzew i krzewów cały szereg obronnych ostrokołów. Rośliny wchłaniały wodę i zatrzymywały w swoich korzeniach. Spor idąc doliną zauważył dziwnie grząskie miejsce. Wbił się w nie. Dobył z głębi Ziemi kilka zarodków i ziaren. Wziął je w dłonie i ogrzał swym zapładniającym oddechem. Z jednego z kiełków, troskliwie otulonego dłońmi Spora, wylęgło się wielgachne drzewo, które wyrosło trój wierzchołkiem wysoko ponad szczyt Trzygławia. Była to Osica-Ósica – Drzewo Ziemi. Na nim właśnie Dażbogowie wsparli pierwszy przywleczony z Dali kawał Niebiosów. Dażbóg i Daboga wydali na świat Płona, który rozpłomieniał krawędzie płaszczyzn zrobionych z poświatła i próbował je złączyć w jedność. Swarogowie wznieśli się do Dażbogów na Niebiosa. Swarog pomagał Płonowi, kując ową niebieską caliznę swoim młotem i zespalając ją w Sklepienie.

Wał Wiłów okazał się skuteczną zaporą tylko na jakiś czas. Perunowie, widząc bezsilność swego oręża, wznieśli się na Niebiosy z obawy przed rychłym zatopieniem. Strzybogowie osiedli w koronie Ósicy. Sim osadził się na samym wierzchołku Trzygławia. Tylko Sporowie i Wiłowie stawiali czoło Wodom w na pół zalanym Lęgowisku. Mściwi Wodowie zatopili Siem i deptali ją bezustannie tak, że już prawie przestała dychać pod ich ciężarem. Mimo że Wodowie, Wiłowie, Sporowie i Simowie należą do jednego trzemu – Białobogi, każdy z tych rodów działał wyłącznie dla siebie. Dlatego nie mogli się oni pogodzić z nadciągającą klęską. Ponieważ byli bezsilni, w decydującej chwili poparli bogów trzem u Czarnogłowa radzących nad sposobem ocalenia. Wydawało się, że Trzygław, a z nim cała zalana Ziemia staną się domeną Wodo-Bełta i Wądy oraz ich dzieci i sługów.

Śląkwa i jej chmurne suknie

Dyj porozrzucał suknie Śląkwy po skrajach Ziemi. Tym sposobem nad Ziemią rozciągnęło się z oparów powietrze. Śląkwa pobiegła na krańce Ziemi szukać swoich rozdartych, rozgonionych chmur-sukien, bo była naga. Pozostawionym bez opieki powietrzem zajęła się Stryja i została po wsze czasy jego panią. Perperuna ruszyła na pomoc Śląkwie, bo chociaż jej nie lubiła, to jeszcze bardziej nie lubiła Dyja i uważała, że zupełna nagość nie przystoi bogini. Zbierały więc chmurne sukienki razem. W trakcie tej czynności Perperuna stwierdziła, że chmury, zwłaszcza te czarne, granatowe i sine, są piękne i że wcale nie ma ochoty oddawać Śląkwie jej własności. Poprosiła Swaroga, by wykuł dla niej w Wielkim Ognisku złotą szkatułę, kłódkę i rozwidlony klucz-berło do owej kłódy. Kiedy to robił, przymiliła się do niego, żeby też wykuł tarczę – zwierciadło, w którym będzie się mogła w nowych sukniach przeglądać i bronić nim przed przewidywaną zemstą Wodów. Swaróg wykonał oba zamówienia12. Wtedy Perperuna schowała do Szkatuły wszystkie suknie, jakie miała, a potem podstępnie zwabiła Śląkwę, by przyszła ze swoimi obejrzeć się w Zwierciadle. Śląkwa przybyła chętnie, bo do tej pory boginie miały możność przeglądać się tylko w mętnej tafli Wądy, a poza tym nie podejrzewała podstępu ze strony Perperuny, która tak ochoczo pomagała jej zbierać suknie. Tymczasem, gdy się przeglądała, każ- da odłożona suknia lądowała w Szkatule pod Kluczem. W końcu została jej tylko jedna, najgorsza, szara prosta opończa. Zdziwiona zapytała Perperunę, co się stało z resztą jej strojów. Perperuna roześmiała się tylko szyderczo, wskazała najpierw na Szkatułę, a potem na Berło-Klucz, które trzymała w dłoni, po czym odwróciła Zwierciadło tak, że stało się Tarczą, i za nim się skryła. Śląkwa nie mogła się dobić do Perperuny, tłukła w Tarczę pięściami i nawet wezwała znad Weli Łada z oszczepem. Ale oszczep się złamał, a Łado musiał wrócić do toczącej się o Welę bitwy, w której właśnie kształcono pierwszego Potwora. Śląkwa została sama i musiała odejść jak niepyszna. Tak Śląkwa na wieki została tylko w jednej szarej sukienczynie, którą każdy może zobaczyć, kiedy nadciąga ona nad Ziemię, czyli gdy śląpi z nieba wielodniowy, jednostajny deszcz, zwany też dżdżem. Niektórzy prawią, że deszcz to łzy Śląkwy, która do dzisiaj żałuje swej próżności i nie godzi się ze stratą. Suknie Śląkwy odegrały wielką rolę także przy narodzeniu Swarożyca.

Narodziny Swarożyca i jego dziewięciu braci

Stadko bogów przycupniętych przy wierzchołku Trzygławia wyglądało raczej na zmoknięte kury niż na władców świata. Rada trwała długo, a żadne działanie nie mogło się jakoś z bujnych przemów urodzić. W końcu uradzono, że skoro Perun Wodów wypuścił, to teraz musi naprawić powstałe zło. Chcąc nie chcą musiał coś wymyślić, bo inaczej rozgniewani Żywiołowie rozszarpaliby go na kawałki. Rzeczywiście, gdyby Perun nic nie wymyślił, nikt poza Wodami nie miałby już czego na Ziemi szukać. Perun myślał i myślał, aż pomogła mu w tym Perperuna.

Dziecko Swaroga i Siemi, Watra, okazało się bardzo słabe. Po uwięzieniu przez Woda i Śreczę w podmorskiej jaskini Watra stała się lękliwa i bezsilna. Swara nawet nie chciała słuchać o rodzeniu dzieci, zajęta wyłącznie czesaniem swych płomiennych długich włosów. Perperuna wymyśliła, że Swarog powinien się pomnożyć z krzepką i świetlistą Dabą. Daba od początku budziła mocne żądze w Swarogu, więc przekonanie go do tego nie nastręczałoby kłopotu. Kłopot był w tym, że Daba-Daboga słynęła z wierności bratu-mężowi Dażbogowi, któremu dopiero co powiła wspaniałego syna Płona, ukochane dziecko zrodzone z ich skrzystej, namiętnej miłości. Pozostał tylko podstęp i przemoc. Perperuna zwabiła do siebie Płona, oferując mu swoje wdzięki. Kiedy już zaspokoiła żądze młodego, jurnego boga, wydobyła od niego, że Dabodze marzą się suknie po Sląkwie, szczególnie te jasne: białe, błękitne, złote i różowe, przypominające do złudzenia Baję, Czechół, Welon i Kir Mokoszów, którymi zawsze chciała władać, a nigdy jej się to nie udało.

Perun i Perperuna uradzili podstęp. Perun przekonał Swaroga, że powinien zdobyć siłą Dabogę, a w tym celu ukryć się w Szkatule Perperuny. Daboga zwabiona darem miała otworzyć sobie Szkatułę, żeby przymierzyć suknie przed Zwierciadłem. Wtedy miał ją Swarog posiąść i zapłodnić, a Perunowie przyrzekli, że będą go osłaniać przed wzrokiem Dażboga. Swarog zgodził się, i tak się dokładnie stało, jak wymyślili Perunowie.

Daba przybyła chętnie, a kiedy otwarła Szkatułę, Swarog wyskoczył i zniewolił ją. Perperuna odwróciła Zwierciadło tak, że stało się od strony komory Tarczą i Daba nie mogła uciec. Od drugiej strony w Zwierciadle odbijały się spokojne Niebiosy i Dażbóg nie widział nawet, że coś złego się dzieje. W tym czasie, gdy Swarog swawolił z jego żoną, on spokojnie wykuwał Sklepienie, pracując z Płonem. Perun stał obok i zabawiał ich obu rozmową. Początkowo Daboga broniła się mocno, ale im większy stawiała opór, tym bardziej rozpłomieniał się Swarog. Aż mu uległa i oddała się z takim zapamiętaniem, że zaszła z nim w ciąż.

Kiedy to się stało, naszedł Dabogę, Panią Jasności, taki wstyd, że uciekła najdalej, jak tylko można. Zrozpaczony Dażbóg najpierw chciał zabić Swaroga i oboje Perunów, ale potem poszedł szukać żony. Z odejściem Dabogi nad Ziemią nastała ciemność i Wodowie skuli Siem lodem tak, że wydawało się, iż całkiem już umarła. Daboga ukryła się na Weli w jednej z Nawi, Założy-Wielodroży, gdzie Weles udzielił jej gościny w jednym z czterech swoich nawskich dworów.

Swarog napotkał na swej drodze Podaga – Pana Dróg. Ten znał drogę, jaką poszła Władczyni Jasności, ale nie chciał jej zdradzić. Wcześniej pytał go już o nią Dażbóg i też nic nie usłyszał. Dopiero kiedy towarzysząca Swarogowi Stryja obiecała oddać Pogodzie-Wiedrzel3 rządy nad gorącym powietrzem stepowym i ciepłym powiewem z południa, Podag wskazał im właściwą drogę i poprowadził ich osobiście.

Zabicie dziewięciu synów Dabogi i ocalenie Swarożyca według podania tobalarów Drzewian z Węziny i Swaideła14

Przez Bezdroża Założy szło dziesięciu Mocarzy15. Przez jej Wielodroże, czyli labirynt, przedarli się: Swarog, Wid-Wij i Podag. Do dworu Welesa dotarł już samotnie tylko Swarog. Rozbił ściany dworu swoim ognistym młotem. Wszedł w korytarze, rozbił ścianę komory, w której ukrywała się Daboga, i rozciął jej brzuch.

Tak Daboga powiła dziesięciu synów: trzech złotych, trzech srebrnych, trzech brązowych i jednego kamiennego. Swarog namawiał ją, by zaraz wrócili na Ziemię. Wszyscy ich synowie byli dorodni i gorejący, i gdyby tylko weszli na Niebieską Drogę, żar by powstał tak okrutny, że Ziemia byłaby uratowana. Ale Daboga nie chciała. Więc wydarł jej czterech synów i wyniósł z Nawi, pozostawiając pod opieką towarzyszących mu bogów Mocy. Potem wrócił po pozostałych. Tu czekali już jednak na niego słudzy Welesa-Welesożary: Jednogłowy, Dwugłowy i Trzygłowy, jako że Weles nie zamierzał oddawać Swarogowi dzieci. Pierwszy pilnował syna Brązowego, drugi dwóch synów Srebrnych, trzeci trzech synów Złotych. Swarog pokonał ich, uciął im łby i wyrzucił na Niebiosa. Wyprowadzał synów po kolei z podziemi, a ostatnim był Swarożyc i jego matka Daba.

Tymczasem narodzony w trakcie Bitwy o Welę potwór Pożara16 zauważył szybujące pomiędzy Niebiosami głowy Welesożarów i wpadł we wściekłość. Welesożary urodziły się z obciętego przez Welesa w bitwie ogona Pożary, były więc niejako jej dziećmi. Pożara zapałała zemstą. Rzuciła się na dzieci Swaroga, gdy szły Niebieską Drogą17, rozpędziła przerażonych Mocarzy i Stryję i pożarła dziewięciu synów Swaroga, wchłaniając ich w swe przepaściste brzuszysko. Dopiero kiedy pojawił się Swarog, stawił Potworowi czoło, ale ten, widząc swoją przegraną, uciekł i ukrył się w gwiazdach Głębi. Tak to ocalał tylko jeden syn Swaroga i Daby, złoty Swarożyc. Po czterdziestu dniach18 pobytu Dabogi w Nawiach jasność wróciła nad Ziemię, a Swarożyc tak był gorący, że sam sobie doskonale z Wodami radził. Dażbóg, widząc swą małżonkę szczęśliwą, zrezygnował z wróżdy19. Złoty Swarożyc pokonał Wodów i jaśniał tak wspaniale, że Dażbóg przyjął go do swojego rodu i dworu. Swarog, żeby zadośćuczynić Dabie, odebrał Zwierciadło – Tarczę Perperunie, rozdzielił je na pół i Złotą Tarczę dał Swarożycowi, zaś Niebieskie Zwierciadło podarował Dabodze. Perperuna, by przebłagać Dabogę, oddała jej wszystkie jasne suknie Sląkwy ze Szkatuły. Swarog wykuł swoim młotem Sklepienie Niebios razem z Dażbogiem i tak powstało nad Ziemią Niebo Niskie. Dażboga stała się Panią Jasności, Władczynią Jasnego Nieba, boginią Dnia. Wyłożyła swoim Zwierciadłem Sklepienie i za każdym razem, kiedy przychodzi nad ziemię, ubiera się w swoje czerwone, różowe, niebieskie, białe i złote suknie i przegląda się w nim. A razem z nią idzie po Sklepieniu Niebieskim Swarożyc ze swoją Złotą Tarczą-Słońcem. Perperuna ma tylko suknie czarne, bure, sine, granatowe i brązowe. Zamykała je w Szkatule, ale potem Szkatułę wykradła jej Plątwa-Przepigoła, a z nią także Klucz. Tylko Płon od tamtego czasu zostaje między gwiazdami, w odosobnieniu, i rzadko pokazuje się na Ziemi. Nie mógł sobie wybaczyć zdrady, jakiej dopuścił się względem matki. Zajmuje się nieceniem gwiazd na niebie każdego wieczora. Od tamtego czasu zwą go Płonetnikiem, czyli Niecnym Płonem albo Płonem Niecącym Gwiazdy. Żeby stale pamiętał, co uczynił, musi teraz razem ze swoimi pomocnikami bogunami Płanetnikami (którzy są Stworzami), za każdym razem pomagać Perperunie – Władczyni Burzy. Czyści jej suknie, ubiera ją, ale nie wolno mu dotknąć jej ciała palcem. Potem z Płanetnikami napełnia chmury wodą z jezior. Dzieje się to wtedy, kiedy nad Ziemię nadciąga burza. W tej pracy, to znaczy w moczeniu sukien Perperuny i przywracaniu im pięknej maści, często pomaga Płonetnikowi Denga – Tęcza, Pani Maści.

Wieszczki Wądy z Mogiły twierdzą, że Denga potajemnie kocha się w Płonie i że jest najbliższą przyjaciółką wiecznie płaczącej Śląkwy-Dżdży. Sląkwa wciąż chodzi za Perperuną i molestuje ją o swoje suknie, ale tamta w ogóle jej nie słucha.

Mikowie z kątyny Dażboga nachodzącej się w grodzie Milsko w ziemicy małego plemienia Milczan, które przynależy do dużego plemienia Łużyczan, podają inną wersję wydarzeń. Według nich to Dażbóg sam odszukał Dabę. Tak był rozwścieczony, kiedy się o zgwałceniu swej żony dowiedział, że starł się ze Swarogiem i młot świetlisty wyrwał mu z rąk. Swarog nie dotrzymał mu pola w boju i uciekł kryjąc się w Głębinie. On też miał odebrać Strzybogom gorące powietrze i wiatr południowy, i oddać je Pogodzie, nie pytając nikogo o pozwolenie, jako że Strzybogowie także byli w spisek przeciw Dabie wmieszani. Sam odnalazł komorę w dworze Welesa i zabił po drodze strzegących bram Welesożarów – Jednogłowego, Dwugłowego i Trzygłowego. Później obalił ściany dworu młotem, rozkuł nim brzuch Dabogi i pożarł wszystkich zalęgłych w jej wątpiach synów Swarogowych. Jednego jednak ukryła pod językiem, i to był właśnie Swarożyc. Dażbóg pobiegł następnie mścić się na Perunach. Dopadł Perperunę, pobił ją i odebrał jej Zwierciadło – Tarczę. Potem gniew mu przeszedł i kiedy zobaczył wędrującą po Niebieskiej Drodze Dabogę ze złotym Swarożycem, pokochał chłopca. Wtedy miał rozłamać na pół zwierciadło-tarczę i jedną stronę, Zwierciadło, podarować z przeprosinami małżonce, drugą zaś stronę, Tarczę, Swarożycowi, którego przyjął do swego dworu, ale nigdy nie przyjął do swojego rodu. Prawdą jest, że w boskim Kręgu Swarożyc zawsze pokazywany jest w rodzie Swaroga, pośród jego dzieci.

Równowaga między Żywiołami na Ziemi

Swarożyc ogrzał Siem tak mocno, że zrzuciła lodowe pęta i odetchnęła głębiej. Wodowie zaczęli uciekać. Przedmorze zamieniło się w zwykłe morza, jeziora i rzeki. Wyspy połączyły się w lądy, a szczyty górskie wyłaniające się z wód zrosły się w łańcuchy i pasma gór. Wiłowie (Borowił i Lesza-Borana) zazielenili ziemskie niwy. Sporowie czynili stały zalęg po lądach. Narodziła się córka Siemi, Obiła, i powstały bagna tętniące życiem roślinnym. Leszanorana powiła Wilca, który zszedł w wody i zazielenił dna rzek oraz mórz. Strzybogowie złagodzili wichry, tak że nie groziły powaleniem wzrastającym borom. Pogoda pchała ciepłe powietrze ku północy, lody ustępowały. Perun, Dażbóg i Swarog zapanowali na Niskim Niebie. Perun co chwilę uderzał toporem-błyskawicą w wody i lądy – żeby przyspieszyć wzrost. I tylko od czasu do czasu wydobywał się z brzucha Siemi ogień, a dym buchał z jej pępka.

Żywioły zaniechały bitwy o Ziemię. Bój pozostał nierozstrzygnięty, ułożył się nowy ład, w którym zapanowała równowaga. Łada-Łagoda rozpostarła swe skrzydła nad polami i łąkami. Nie był to jednak koniec. Żywiołowie zawarli rozejm tylko po to, żeby wymyślić coś, co by przechyliło szalę zwycięstwa na ich stronę.

Słowo o świętych wodach i świętych górach Ziemi przeznaczonych ku czci bogów

Mikowie Milczan mówią, że Pępek Siemi jest tam, gdzie się znajduje Góra Swaroga, która pluje ogniem i miota z brzucha Siemi płomienne wnętrzności zażgnięte przez Watrę. Góra ta miałaby się zwać inaczej Wyziew, jako że wyzuwa Siem z jej skarbów i wnętrzności oraz wyrzuca na powierzchnię smrodliwe wątpia i zieje ogniem.

Góra Trzygław i Lęgowisko Sporów ma się znajdować w paśmie Gór Kauków. U podnóża owego pasma po siewiernej stronie nachodzi się ponoć dawna Koliba Zerywanów20.

Wieszczki Wądy z Mogiły nad dunajem Wisłą mówią, że Perun rozciął Siem swoim toporem i otwarł jej brzuch, wydobywając uwięzłe wody w miejscu zwanym Górami Charwackimi, czyli Karwatami21. Tam właśnie, pod Górą Wądy, trysnęło morze i rozlało się po dwóch stronach w doliny. Góra Swarogowa ma leżeć niedaleko Góry Wądy, a obok nich nachodzi się też Góra Śląkwy. Dalej na wschód ma zaś leżeć Góra Peruna, a na zachód Góra Siemi22. Trzygław miałby się znajdować na południu, a u jego stóp Lęgiel Sporów.

Według żerców nurskich z Nurza-Nawaronu, morze rozlane po północnej stronie Gór Charwatów (tam gdzie potem zamieszkało plemię Charwatów-Karpiów) przynależało się Białobodze, i stąd zwało się Białym albo po prostu Wodą. Morze na południe od Charwatów, które spłynęło w tamtejsze doliny, było Czarnogłowa, więc zwało się Czarnym (Ciemnym) lub po prostu Dunajem. Kiedy oba wielkie morza wyschły, zostały z nich tylko resztki – małe morza oraz rzeki i jeziora.

Na północy z wielkiego Morza Białobożego pozostało tylko Morze Wądy, nazywane też Bołotykiem albo Morzem Wędów, i Morze Białe. Po tejże stronie gór narodziła się również rzeka Wiskła-Wiszła (jako że z owego morza i Góry Wądy wyszła albo z rany Siemi oraz że niejako z Morza Białobożego wyschłego powstała), zwana inaczej Wądalem lub Wisłą. Drugie jej miano, Wądal, stąd się wywodzi, że do morza Wądy w dal płynie, z morza Wądy powstała, a też sama bogini Wąda upodobała ją sobie spośród wszystkich rzek Ziemi. Z Morza Białobożego spłynęła poza nią Odra-Audra, czyli woda drąca, odzierająca, odradzająca siebie samą i wszystko dookoła. Podobno także w tamtym miejscu przywalona przez Simów Wąda darła się o pomoc.

Jest również na północy rzeka Watry-Wierty – zwana Wartą (tam podobno była owa podmorska Jaskinia Kłów -War Spora, gdzie Watrę więziono). Jest rzeka Wilca, zwana Wilgą, Wilnią lub Wilją, i rzeka Dażboga, zwana Bogiem lub Bugiem, i Wiprz-Wąprz, czyli woda prąca, rodząca (podobno tam się Śląkwa narodziła, a inni prawią, że to rzeka Wąpierzy lub wodnych odyńców i błotnych loch zwanych wieprzami) oraz Łaba, czyli Łabęda, jako że zawładnęła nią Daboga, której ptakiem jest łabędź.


Guślarze kościoła Siemi w Sierdzu i lekarowie serbscy z Sarbakonu dodają do tego, że pierwszą strugą wyszłą po uderzeniu Peruna w Siemię był Dunajec, więc Góra Trzygław to trójgłowa góra w paśmie zwanym Pieniną. Miano Pieniny wywodzi się stąd, że u jej podnóża pleniło się  w pianach wodnych Lęgowisko Sporów. Górą Swaroga są według nich Gorce. Wymieniają też dunaj Welesa-Wełtawę, rzekę Plątwy-Przepigoły-Pregołę, rzekę Dziwienia – Dźwinę, Desnę-Dengi (córki Dażbogi), Świętą (północny dunaj Swąta), Łować – dunaj Łowica-Ładziwa, syna Łada, i jezioro Ładoga poświęcone Ładzie-Łagodzie. Prawią również o Świsłoczy-Śwista-Strzyboga i Stryju – bogini Stryi, o rzece Spora – Sporowie (Sprewie) na Połabiu i Lechu (gdzie miał być lęg Śreczy) czy o rzece Niemej, czyli Niemenie przypisanym Makoszowi, który jest niemy. Na północy pozostała też rozległa Kraina Jezior Pomorskich (po morzu powstałych) – wiele z nich jest poświęconych bogom.

Na południe od Gór Charwatów, po Morzu Czarnogłowa (rozciągającym się od zachodnich do wschodnich Gór Kauków) pozostały: morze zwane Czarnym, jeziora: Bołotoń, jezioro Body oraz jeziora Mokoszy (Moszyńskie) i Makosza (Nezyderskie), dunaje: Dunaj (ciągnący się przez całą dolinę dawnego Morza Dunaj, zwany tak dlatego, że ma być ziemską Rzeką Rzek albo też nazywany Istrem – południową rzeką Swąta, powstałą z jego istu), Dunaper-Dnieprz (rzeka Perperuny płynąca u podnóża góry Peru na, czyli dunaj prący), Łybed’ (rzeka Dabogi, bo łabędź jest jej ptakiem), dunaj Boh (rzeka Bożeboga), Du- naster-Dniestrz (rzeka Strzybogów), dunaje Don i Doniec (dane Dażbogowi i Domasze), Prut i Prypeć (rzeki Peruna i Perunica), Cisa (niektórzy mówią, że tam padł cios Peruna, i w tej okolicy znajduje się Lęgiel, a nawet Koliba, inni znów, że to rzeka Ciosny – syna Perunowego), Marusza – Marzany, Morawa – Mora, Sawa (rzeka Swarożyca – tak jak na północy Soła, niejako od jego tarczy – Sułońca, Souonca nazwana) oraz rzeka Auków – Oka i rzeka Welesa – Wołga (niektórzy prawią, że to jest rzeka wielka albo dunaj Wołosa-Sporzca syna Spora, zaś prawdziwa rzeka Welesa to Wełtawa na północy). Kudiesnicy Burów uważają, że Wołga to rzeka Rady-Radogódzy i zwąją Rawą (Rady wodą), północna Raba zaś, co spływa do Wiskły, ma być według nich dunajem Rady-Rudzi23, zwanym inaczej Rzeką Pstrą.

Płynie tu jeszcze wiele innych rzek i jest wiele gór, a wszystkie duże wody i wielkie góry są czczone i poświęcone bogom.

Znajduje się także w całej ziemicy Słowian wiele Świętych borów, miejsc zwanych uroczyskami, świętych gajów poświęconych bogom i czczonych źródeł, kamieni oraz świętych wzgórz-kopców. Wiele nazw rzek, gór, jezior i całych połaci ziemic rozdziela się także (z powodu mocno zakorzenionych wierzeń i czci dla Kauków-Dzięgli oraz niegdysiejszego podziału morskiego) na białe i czarne. Przy tym dziś często o białym mówi się wielki, o czarnym zaś – mały, ale dawniej tak nie było, co widać choćby po Białej i Czarnej Wisełce, które są sobie równe24.

Kaukaz – Czarne Góry Kauków, w odróżnieniu od tych powyżej – Alp – Białych Gór Kauków

Słowo o ukształceniu Weli

Wela zrodziła się z bryły i grudy oddzielonej w walce od Buły. Była więc początkowo tylko skałą kamienną i metalem. Kaukowie nanieśli jednak na nią bryjogliny, czyli ziemi, i w ten sposób dali początek welańskiej glebie. Wgłębienia Weli zrosiła również obficie wilgoć potu i oddech u Białobogi. Stąd wzięły się, co prawda nieliczne, jeziora welańskie i Rzeka Rzek, która spłynęła z Wierchu wieloma spadami, rozgałęziając się w odnogi. Kiedy Kirowie rozciągali Welę, ustaliły się na niej strony, pory i kierunki. Powstał środek i bokikrawędzie, a także dół i góra. Rozciągnęła się Wela w wierch i przepaść. Strony wierchnie nazwano Niwami, przepaście zaś Nawiami. W dole – Nawiach rozeszła się ziemica welańska od otchłani po Piekło i od Założy po Raj25. Na Niwach rozeszła się w stronę jarunną, rujną, jesienną i kostromną26. Po stronie, w którą ciągnęła Welę Jaru na, skupiło się żelazo. Od skraja ciągnionego przez Ruję skupiła się miedź – jej pokład nachodzi się aż do tumu Rui, a nawet prześwieca caliznami w Górach Białoboskich. Tam gdzie się skraja Weli uczepił Jesza, skupiło się złoto, i ono zalega stronę jesienną od Raju aż do Gór Czarnogłowskich. Tam gdzie ciągnęła Kostroma, skupiło się srebro i przejrzyste kryształy. Srebrny, diamentowy i kryształowy pokład ciągnie się od Otchłani przez Brzeg Północny do tumu Kostromy i dalej w górę aż po Wierch. Niwy utworzyły jeden ląd – wyspę krągłego kształtu, rozciągającą się wokół środka i zwaną Niwą Niw, jako że tam znalazły się niwy wszystkich bogów Kręgu. Dookoła, przy bokach-krawędziach Weli, rozciągnęła się Przepaść, czyli Nawie lub jak mówią inni Nawa Nawi (Naw Nawi).

Niwa Niw szła od brzegu Nawi rozległymi dolinami, które ku środkowi – Wierchowi podnosiły się przechodząc w Równiny Żywiołów, wzgórza Wozhory Kirów, Góry Czarnobielskie i wreszcie sam niebotyczny Wierch-Wierzchowinę o pionowych ścianach. Na dnie Nawi rozlało się jedyne wielkie jezioro wyplute przez Białobogę i zwane Martwym. Wschodnia Naw zwana Założą spowita jest wieczystym oparem mgły, który się wziął z ręki Czarnogłowa. Północna Naw – Otchłań, usiana jest także z jego ręki pochodzącymi pustkami.

Tak wyglądała Wela, zanim przybyli Mocarze (Mogtowie) – bogowie Mocy zrodzeni przez Kauków-Dzielnych.

Bitwa o Welę między Mocarzami (Mogtami)

Gdy na Welę przybyli Mocarze, działo się tli podobnie, jak i na Ziemi. Kiedy Dziwień-Kupała zaczął kuć na Wierchu studnię, by dobyć z głębin Źródło Źródeł, jego siostra Dziewanna otwierała w Nawiach szpary, żeby powstały małe jeziora, i skupiała w nich nieliczne wody tak, że źródło wciąż nie mogło trysnąć. Kiedy Weles próbował zbudować dwór w Otchłani, jego siostra Nyja pogłębiała tę Naw, wciąż podkopując zręby budowli. Kiedy Rgieł chciał zasypać jezioro Dziewanny, jego siostra Reża wybierała zeń grudki, które kruszyła, zaścielając niwy glebą. Pierwsi zespolili się Dziewowie, a za nimi Rod z Rodżaną. Od razu zaczęło przybywać zakątków bogatych w zarodki, ziarno, rośliny i źródła. Dzięki temu w sto godzin trysnęło Źródło Źródeł, rozlało się po Wierchu w Modry Banior (Jezioro Jezior) i spłynęło z Góry Gór potężnym Spadospadem w Niwę, gdzie rozlało się w wielką Rzekę Rzek – Pełnicę. Pełnica teraz opływa całą Welę, a kończy swój bieg w Nawi Otchłani, gdzie wpada do Martwego Jeziora. Rozpętała się wtedy na całego bitwa, jako że Makosze i Rgłowie wpuścili w Nawie zwierzynę i ptactwo, rozpostarli tam łąki i rozsnuli przędzę nieci życia. Nie mogło się to spodobać Welesowi i Nyi. Welesowie wezwali na pomoc Morów i wykuli dziewięć Czarnych Źródeł, z których jedno wpuścili do płynącej przez Nawie Pętlicy, czyniąc ją Martwicą. Byliby zatruli czarną, martwą wodą wszystko, gdyby Dziwień nie poprosił Przepląta o pomoc. Ten tak ze swą żoną-siostrą Plątwą wszystko pomieszał, że Welesowie pokłócili się z Morami. Jednak nad całą Welą zaległ nieprzebyty opar-mgła, ćmica plątowa, i to nie spodobało się innym. Chorsowie powili wtedy swych stu synów, a Łado wykuł dla nich sto srebrzystych łodzi. Sto Księżyców zapałało na niebiosach welańskich wielkim blaskiem. Szła od nich pożoga i Plątowie musieli ustąpić. Mgły ćmicy rozerwały się. Żar Księżyców przetrzebił stada Rgłów, spalił skrzydła ptakom, wysuszył rośliny i zwycięstwo, które zdawało się w zasięgu ręki Mocarzy trzem u Białobogi, oddaliło się od nich. Wtedy Ładowie wzięli wszystkie sprawy Weli w swoje sto rąk i trzymali je mocno, nie dając nikomu dojść do przewagi.

Od Ziemi nadciągnęli na koniec Żywiołowie i starli się z Ładami, burząc ich ład, ale bitwa nie została rozstrzygnięta. Sim i Kupała-Dziwień razem z Perperuną i Mokoszą zbudowali nad Welą Kopułę Nieba z kawałków okolicznych Niebiosów i oddzielili stu Księżyców od Weli, przez co żar zelżał. Tak powstało Niebo Wysokie. Ukształciła się nowa równowaga i bogowie zawarli rozejm po to, by radzić, co począć dalej. Spotkali się na przełęczy Równi przy Spadospadzie Pełnicy, gdzie poczęli się rozglądać w koło. Wtedy ich oczy obróciły się na Niebiosa, między którymi walczyły Ażdahy przeciw Światłogońcom.

Bitwa o Niebiosy między Ażdahami, Światłogońcami oraz Żywiołami i Mocarzami

Najpierw były tylko Niebiosy przejrzyste od poświatła, które w kryształowych caliznach Smoki, Żmije i Światłogońce wyciągały z Głębi, a Kirowie lepili w wielkie płaszczyzny. Kiedy je już ulepili w litą całość, poczęli naciągać w strony i pory. Tym sposobem powstało Niebo Głębokie o przejrzystej maści, rozciągnięte ku Ciemni i Pierwni, od Wieczności do Chwili i od Nieskończoności do Miejsc Osobliwych. Ze skrzystych kropel i żelaznych kul, razem z poświatłem ze Swątowej Buły (Świętej Byty) tryskających, powstały w owej przestrzeni gwiazdy jasne, ciemne, gorące, zimne, lepkie, suche, wielkie i małe. Wtedy Kaukowie pchnęli ku onym skrzystym kwiatom27 swych pomocników, by przygnali do nich jak najwięcej tych pięknych kul. Kirowie również chcieli je mieć i wysłali Światłogońce. Spędziwszy gwiazdy w liczne stada, każdy z osobna gnał je ku własnej zagrodzie, by je dla siebie umocować na Przejrzystym Niebie.

Po drodze jednak podkradali sobie co ładniejsze sztuki. Smoki wyrywały zimne gwiazdy ze szponów Żmijic, Żnujowe wyrywali Jarogońcom gwiazdy gorące, Rujgońce Kostrogońcom gwiazdy najjaśniejsze, a wszyscy wszystkim te najpiękniejsze. Zrobił się bałagan, a gwiazdy jak stado baranów, korzystając z zamętu, rozeszły się po Niebiosach, i trzeba je było znów zaganiać. Kilka z nich nawet wpadło w Głąb, ale nikt ich już nie ratował, bo nikomu nie chciało się zanurzać. Smoki niedaleko Głębi zaczęły z calizn Niebiosów, wciąż w dużej ilości luźno latających, układać zagrodę i oddzielać swoje zdobycze. Każdy wkrótce lepił dla siebie, a kiedy już miał wielką caliznę niebieską, to chciał mieć jeszcze większą, i wszyscy zaczęli lepić własne Nieba. Jedni lepili białe, inni czerwone, trzeci sine, jeszcze inni zielone, czwarci srebrne, a dziesiąci złote. Żywiołowie i Mocarze (Mogtowie), obserwując te wyczyny, także zapragnęli się przyłączyć do Niebiańskie.j Bitwy, ale że na razie wielu wciąż walczyło zarówno o Ziemię, jak i o Welę, pomnażali się i posyłali w bój swoje córki i synów. Tak wkrótce przybyła Denga z rodu Swarogów i postawiła wielomastne mosty między Niebiosami, a zaraz za nią Zorza z domu Dażbogów kująca mżyste mury, a po niej Płon rzucił się między gwiazdy, a Ródź-Ruda kształciła na czarnych gwiazdach żgoty-zygoty świetlistne i ożywiała one martwe bryły. Przybywali też Wielcy Żywiołowie i Wielcy Mogtowie na pomoc swym dzieciom. Makosz i Mokosza upletli Welon – piękny, iskrzący, którym złączyli Ziemię z Welą, żeby się wciąż nie rozbiegały. Welon ów upleciony został z cienkich, wilgnych nieci świetlistych pajączków. Nieci wymoczono w wodach żywota z Bańskich Łąk na Niwie Mokoszów. W tym czasie było już gotowe zarówno Sklepienie, jak i Kopuła Nieba, no i oczywiście Nieboskłon – Niebo Dalekie, zwane też Powłoką. Niebo Głębokie też byłoby już dawno gotowe, gdyby nie to zamieszanie, jakie powstało. Stu synów Chorsa – Księżyców, odgrodzonych od Weli Kopułą, poczęło się przechadzać po Welonie i co chwilę go darło. Bo owi Księżyce tak byli różni, że sami ze sobą się dogadać nie mogli i wciąż się wyzywali na pojedynki. Był tam jeden Jajowaty, drugi Plackowaty, trzeci Kulisty, czwarty Krzywy, siódmy Płaski, dziewiąty Kosmaty, dwunasty Łysy, trzynasty Kusy, dwudziesty pierwszy Pełny, dwudziesty czwarty Wielgi, dwudziesty siódmy Blady, trzecidziewiąty Wycharsły, czterdziesty czwarty Nowy, a setny Pałający.

Dopiero Ładowie ze swoimi dziećmi, kiedy utracili władztwo nad Welą, przybieżali i wzięli Nieba w swoje ręce, a zrobili na tyle porządku, że przynajmniej gwiazdy przestały się zderzać i wciąż topić na dnie Głębi. Ładowie przybyli dwoma bojowymi Wozami. Wielkim Wozem powoził sam Łado, a ciągnęły go welańskie skrzydlate niedźwiedzice, Małym zaś, zaprzężonym w skrzydlate łanie, kierowała Łada-Łagoda. Ruszyli za Księżycami po niebieskim gościńcu-welonie i przepędzili ich z tej drogi.

Wieszczki Wądy z Mogiły twierdzą, że ta droga, zwana dziś Drogą Umorów albo Straszów, albo Ptasią, albo Mleczną, jest zrobiona przez Ładów z maleńkich gwiezdnych kamieni. Łączy ona Ziemię i Welę z Głębią, a poprzez Głąb z Niebieską Bramą Bram wiodącą do Pierwnicy. Przed tą bramą stanęło dwóch stróżów – Ślepiec Mora i Kostucha Welesowa. Stąd, zdaniem wieszczek tej kątyny, drogi wiodące do kapiszt albo święte kręgi wykłada się na pamiątkę i podobieństwo Drogi-Welonu drobnymi ziemskimi kamieniami dostępnymi śmiertelnikom.

U wrót owej drogi niebieskiej postawili Rgłowie z polecenia Łada trzech Kosiarzy, by pilnowali porządku. Bożebogowie i Reża wzięli białą gwiazdę i skupili wokół niej wiele małych, żeby ich pilnowała – ta stała się Kwoką gwiezdnego świata, a jej dzieci Kurczętami. Prowe dorzucił też Ogiera i Krowę. Córka Sporów Rada-Zboża powiła cały Łan Kłosów, z których sypnęło się od razu Ziarno Welesowe. Ziarno to zbierały Baby (nazywane też Babkami) prosto do Dzierzy i sypały pod Tłuk syna Perunowego Ciosny albo w Młyn z Ognistym Kołem (był to ten sam Młyn i to samo Koło, którego Obręcz pożarł później potwór Ponicz). Dalej duła ukształcona przez Strzybogów Paszcza rozwiewając Warkocz w bezładne Rozgwieździsko. Na wschodzie Niebiosów znalazły się Obręcz, Węzeł, Wielodroże (Labirynt) oraz Wielki Bór Wiłów, w którym rosło Drzewo Nieba – Stóżar. Na Stóżarze trzymało się Niebo Głębokie tak jak Sklepienie na Ósicy, Kopuła na Wierchu Weli, a Powłoka na Gwóździe. Za Borem rozciągał się Tron i Niebieskie Bagnisko, a z tego Bagniska wypływała gwiezdna rzeka Dań. Dalej stał Dwór Kirów, pilnowany przez Tarczę i Smokożmija-Wężownika, rozświetlony Swiecidłem i ogrzany niebieskim Ogniskiem. Do zagrody przy dworze, gdzie na środku wyrastał Gwózd – urobiony z drzewa tak mocnego i wysokiego, że sięgał wierzchołkiem aż do Nieboskłonu, Wołos-Sporzec przygnał gospodarską trzodę: Tura, Niedźwiedzia, Łosia, Barana, Żubra, Wilka, Dzika, Jelenia i Łanię. Wokół Gwozdu – Słupa Niebios – kręciły się Żarna mlące marne gwiazdki na Gwiezdny Pył, Siną (niebieską) Mąkę.

Żercy kościoła Siemi z Sierdza w ziemi Ląchów pouczają dokładnie o różnicy między Stóżarem a Gwózdem, które nigdy nie były tym samym (tak jak Welesożary nie są tym samym, co Baby), a dziś, po zwaleniu ich obu w bitwie Potworów, często są przez ludzi mylone. Stóżar był Drzewem Niebiosów, Gwózd zaś Słupem Nieba, oba te wyobrażenia są czczone przez kościoły wszych Sławian28.

Choć wszystko zdawało się iść ku dobremu, tak naprawdę wciąż było dwoje niezadowolonych – Czarnogłów i Białoboga. Zatem ona wezwała przed swe trójoblicze Plątwę, a on przywołał Przepląta. Nie wiadomo, czy to przez owo spotkanie, czy też z innych powodów przyszło wtedy na świat Licho, pierwsze dziecko Plątów. Od samego początku było niewidzialne i łapczywe. Poczęło grasować po Niebiosach i wciągać do swej nory to i owo, odbierając Żywiołom i Mocarzom spokój.

Tym razem bogowie, nauczeni poprzednim doświadczeniem, nie ruszyli już do boju. Postanowili ukształcić Potwory podobne do Stuczłonkiego Postracha i spuścić na nie rozstrzygnięcie długotrwałej Wojny o Bułę-Bytę. Wiedzieli, że pojedynczo nie potrafią zrobić nic podobne- go, ale kiedy zespolą siły, kto wie?

Usiedli na Równi przy Dziewięciu Ogniskach, a potem zrobili, jak pomyśleli.

Relief głowy

Przypisy

1 Kościół – świątynia bóstwa. Nie każda świątynia jest jednak kościołem. Mianem tym należy określać wyłącznie świątynie najwyższego rzędu, które sadowiono na zrębie z kości świętego zwierzęcia atrybutalnego danego bóstwa. Czasami cała świątynia opierała się na kościanej podstawie, czasami zaś pod budowlą zakopywano kości jednego albo kilku świętych zwierząt. Jak wykazują wykopaliska archeologiczne, zawsze były to zwierzęta jednego gatunku. Jest to ważna wskazówka pozwalająca odtworzyć, jakiemu bóstwu mógł być poświęcony określony kościóła. Obrządek ten wykazuje ciągłość od XIII w. p.n.e.b aż do późnego średniowiecza, kiedy wciąż jeszcze ważniejsze budynki grodów, wały obronne, mosty, a nawet zwykłe domy sadowiono na czaszkach zwierzęcych bądź całych szkieletach, które stanowiły ofiarę zakładzinowąc. Fakt sadowienia świątyń na kościach zwierząt potwierdzają także relacje kronikarzyd. Kościoły sadowione na rogach turów (jak w Radogoszczy na Połabiu) miały związek z kultem słońca i służyły bogom Nieba. Znane są kultowe znaleziska czaszek koni, szkieletów psów i wilków, dzików, niedźwiedzi, rogów wołów, jeleni, kozłów i innych zwierząt. Każde z tych zwierząt związane było z innym kultem. Nie należy przy tym mylić ofiar zakładzinowych ze znajdowanymi w jamach przy ołtarzach ofiarnych kośćmi zwierząt i szczątkami ludzkimi, związanymi z wykonywaniem zwyczajnych treb i obiat.

ofiara zakładzinowa – czaszka bydlęca

Wiele kościołów zakładano w połączeniu ze Świętym Gajem, Świętym Źródłem, Świętym Wzgórzem, a także żalnikiem i żgliskiem, czyli smętarzem. Takie miejsce skupiało w sobie wszystkie niemal funkcje religijne i miało szczególnie duże znaczenie – wysokie umocowanie w kulcie. Z biegiem czasu słowo kościół nabierało szerszego wymiaru oznaczającego z jednej strony cześć bóstwa, z drugiej zaś spólnotę sławców (wspólnotę wyznawców) określonego boga. Wraz z chrystianizacją nazwę kościół przejęto i zastosowano na oznaczenie świątyń chrześcijańskich, jak wiadomo, budowanych najczęściej dokładnie na miejscach dawnych świątyń czy ośrodków wiary przyrodzonej albo przy cmentarzach.

Noc Wojna 13

Noc Wojniksa – modły, ofiara  zakładzinowa pod kościół

a Patrz, np. Pradzieje ziem polskich t. I-II, część 2; W. Hensel Polska starożytna; W. Szafrański Prahistoria religii na ziemiach polskich.

b Jest to moment uznany umownie za początek kultury łużyckiej, która objęła swym zasięgiem ziemie od dorzecza Łaby po Dniepr i kilka enklaw, np. nad Jeziorem Bodeńskim, u ujścia Renu, na Półwyspie Jutlandzkim czy w Bretonii.

c Patrz np. SSS – hasło: zakładzinowe ofiary.

d Np. Helmold w Chronica Slavorum (obejmującej okres od 750 do 1171 roku); Adam Bremeński Gesta Hammaburgensis (dzieło powstałe w latach 1072-1076) – o kulcie i świątyni Radogosta w Retrze i świątyni w Radogoszczy.

2 Kościół Wądy w Mogile i Mogilanie znad Wiskły – terytorium Mogilan rozciągało się z całą pewnością od okolic Tyńca na zachodzie, przez Igołomię (okolice dzisiejszych Proszowic) na północy, po Górę Mogilańską (okolice dzisiejszych Myślenic) na południu. Działał tutaj rozległy ośrodek z wieloma prasłowiańskimi osadami, który około III wieku p.n.e. znalazł się pod mocnym wpływem Celtówa. Kraina ta została w tym czasie, razem z całym Śląskiem aż po górną Wartę i Wisłę, podbita przez kulturę celtycką. Władzę przejęli królowie obrani spośród Celtów. Celtowie jednak, będąc w zdecydowanej mniejszości, zmieszali się z ludnością o pochodzeniu wędyjsko-nurskim czy wędyjsko-ląchskim. W I-II wieku n.e. ziemie Śląska weszły w skład Związku Lęgówb.

Obecny klasztor Cystersów na miejscu Kościoła Wądy w Mogile – zamiast Figury Bogini Wód – Wądy postawiono coś co było do przyjęcia – inna bogini . Miejsce święte Słowian – do dzisiaj emanuje wielką mocą i sprzyja skupieniu, będąc niesamowitym zakątkiem spokoju i piękna w oceanie otaczającej je brzydoty i pośpiechu. Niedaleko wielkie hale przemysłowe Bieżanowa-Prokocimia, Łęg i Elektrownia, Huta Sendzimira. W tym wszystkim zatopione Trzy Zakątki Wiary – Beszcz, Mogiła i Kopiec Wandy

Celtowie założyli tu liczne warsztaty garncarskie, w których na skalę masową wytwarzano ceramikę toczoną na kole, zwaną ceramiką siwąc. Nad Ziemicą Nadwisklańską, o której pisze kronikarz, zapanowało plemię Mogilanówd.

Nie wiadomo do dzisiaj, kiedy powstały kopce Kraka i Wandy, które są budowlami o charakterze archaicznym – megalitami. Archeologowie znaleźli w ich otoczeniu przedmioty pochodzące z czasu kultury łużyckiej. Dwa krakowskie kopce stanowią ocalałą część obiektów religijnych związanych z księżycowym systemem kalendarzowym. Wyznaczają wschód i zachód słońca w dnie równonocy. Jeżeli usypano je wcześniej (w czasach kultury łużyckiej), to najdalej w czasach celtyckich (III wiek p.n.e.) zostały poświęcone bogom Nieba i Wody (tzw. Kopiec Kraka Swarogowi lub Świstowi-Strzybogowi, a Kopiec Wandy – Wądzie). W pobliżu obu kopców znajdowały się świątynie wiary przyrodzonej (religii naturalnej), na miejscu których wraz z chrześcijaństwem zbudowano nowe kościoły. Wcześniej na wzgórzu Lasoty, w pobliżu Kopca Kraka, mieścił się ośrodek wiary przyrodzonej – kościół (kątyna) Śwista lub Swaroga, a w Mogile kościół Wądy (dzisiaj Cystersów). W VII wieku Kopiec Kraka został splądrowany przez Awarów poszukujących w nim skarbue.

Kopiec Wądy (Wandy) – Bogini Wód

Kopce są miejscami ukopanymi, takimi, gdzie zakopano relikwię lub kap – posąg bóstwa, a usypano (ukopano) je sztucznie, rękami ludzi. Są to miejsca święte, służące również często jako punkty wyznaczające daty i elementy kalendarza, usytuowane specjalnie jako np. wyznaczniki równonocy czy przesilenia. Mimo że Słowianie sypali takie obiekty prawie wyłącznie z ziemi, to należy je zaliczyć do budowli megalitycznych o olbrzymich rozmiarach. Na kopcach odbywano wiele obrzędów w czasie różnorakich świąt, chociaż na co dzień nie były one objęte zakazami czy nakazami szczególnych zachowań, poza oczywistym zakazem profanacji. Na Kopcu Kraka (Śwista albo Swaroga) jeszcze w XIX wieku w równonoc wiosenną obchodzono święto zwane Rękawką, które zawierało wiele elementów pogańskich mimo długich wieków ich tępienia i stosowania zakazów prawnych. Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że do systemu tego należał także zniszczony po II wojnie światowej Kopiec Esterki, jak również Sowiniec, ewentualnie Wzgórze Bieżanowskie i Wzgórze Prądnickie, gdzie należałoby szukać śladów po owych dodatkowych sanktuariach. Wzgórze Bieżanowskie uchodzi w tradycji za miejsce diabelskie, istniał tam cmentarz wyklętych i ofiar epidemii, a w okresie międzywojennym postawiono pomnik poległym tu w bitwie żołnierzom.

Wzgórze Bieżanowskie – Peruna, zwane też Kaim – pomnik Obrony przed Rosjanami Twierdzy Kraków w 1914 roku

Miały się tam odbywać zloty czarownic, pojawiały się duchy, i tam właśnie palono ogniska sobótkowe w letnie przesilenie. System świętych wzgórz – kopców – wyznaczał miejsca niebiańskich przesileń na Ziemi (zimowego i letniego). Dokładnie w połowie odległości między krakowskimi kopcami znajduje się nadwiślańska miejscowość Łęg, gdzie w rozlewiskach Wisły na Isepie (najpewniej w miejscu o archaicznej nazwie Beszcz) znajdowało się grodzisko wielkiego plemienia Mogilanów, potem zalane przez liczne wylewy Wisły. Może wcześniej było to grodzisko Biesówf?

Beszcz Kraków

Niewiele dalej znajduje się Lednia Góra (Góra Łady) i miejscowość Lednica oraz Wieliczka, okolice znane z przechowania archaicznego obrządku Siuda-Baby, będącego obrzędem inicjacyjnym kobiet i świętem wiedźm-kapłanek kątyny Łady-Łagody, w trakcie którego polowały one na młode dziewczyny, czyniąc ze złapanych swoje następczynie i Strażniczki Wiecznego Ognia.

Lednica Górna – widok z Ledniej Góry na Wieliczkę. Miejsce Święte Łady i Strażniczek Ognia. Tak samo na Ostrowie Lednickim czczono Ładę lub cały ród Ładów. Dzisiaj miejsce zawłaszczone przez kościół katolicki. Odbywają się tam doroczne zloty młodzieży i obrzędy w charakterze niemal czysto pogańskim – łącznie z tańcami w koło, śpiewami, przystrajaniem się w wieńce i paleniem ogni. Mają one przyciągnąć do kościoła katolickiego młodzież.

Zlot lednicki

W jednej z krakowskich legend znajdujemy odbicie rzeczywistego wydarzenia: zatopienia dawnego królestwa, siedziby króla – zwanego później pogardliwie Żabim Królem (lub Żabikrukiem), którego pałac ma się znajdować na dnie Wisły w okolicy Krakowa. Niewykluczone, że to właśnie była Karoduna-Carodunong, starożytny gród Mogilan albo Biesów, zatopiony bądź zniszczony w jakiejś bitwieh.

Góra Golców pod Limanową – bugryszcze Gogołady. Podobna Góra Golcowa znajduje się pod Brzozowem w pobliżu miejscowości Blizne (również jest to zapewne bugryszcze Gogołady). Na bugryszczach chrześcijanie umieszczali kaplice (Golcowa kaplica św. Michała) lub cmentarze – na Górze Golców cmentarz wojenny z 1914 roku. Są to charakterystyczne samotne wzgórza podobne do widocznego na zdjęciu

Bugryszcza – były naturalnymi górami bądź wzgórzami poświęconymi bogom. Na szczytach znajdować się mogły kamienne kręgi, kręgi posągów, słupy centralne, wyobrażenia bóstw albo kątyna czy nawet kościół. Nie były one jednak miejscami ofiarnymi. Nie musiało się tam budować nic szczególnego ani osadzać posągów, jako że była to po prostu święta góra czczona sama w sobie jako miejsce konkretnego boga – jego cząstka. Na szczycie lub u podnóża bugryszcza powinno tryskać źródło świętej wody na podobieństwo Góry Gór i Rzeki Rzek oraz Trzygławiu – Góry Ziemi, z której spływa najważniejsza rzeka Ziemi.

Na szczycie trebiszcza znajdowała się przeważnie płyta ofiarnicza lub kamień ofiarny – gdzie składano ofiary i ich dokonywano (jeśli były krwawe) – płyta ofiarnicza w Meżigorje

Trebiszcza – bugryszcza ofiarne, miejsca, gdzie bóstwom składało się ofiary zarówno krwawe, jak i bezkrwawe. Na trebiszczu często nie stawiano kątyny ani kościoła, czasami bywał chrom, chromina albo kapła. W każdym razie musiała istnieć budowla, jako że gdzieś musiano przechowywać narzędzia kultu ofiarnego, a także gdzieś musiał przebywać sam ofiarnik.

Kurhany

Kurhany – wielkie grobowce osób znacznych, niekoniecznie władców, często bohaterów, wytędzów, gardziców. Nad grobowcami wznoszono nasyp, nie tak znaczny jednak, jak prawdziwy kopiec. Czczono to miejsce jako grób osoby uświęconej. W związku z tym na kurhanach odbywały się cztery razy do roku (w święta Dziadów) uroczystości, obrzędy i igrzyska. Poza tymi Świętami kurhany nie stanowiły miejsc zbiorowych obrzędów.

Uroczysko z dębami

Uroczyska – święte miejsca wyróżniające się czymś szczególnym, np. układem topograficznym, odpowiadające jakimś mitom czy też niesamowite lub dziwne ze względu na właściwości otaczającej je przyrody (miejsca koncentracji pól energetycznych Ziemi, występowania dziwnych zjawisk, jak gejzery, czarne czy rude wody, rozdwajające się i ponownie zrastąjące drzewa – romboty itp.).

Uroczysko z posągiem

Najczęściej były to odludne zakątki, ukryte w borach ostępy, piękne naturalne polany i łąki, stawy i jeziorka, wodospady, skały czy bagna. W tych miejscach stawały czasami kąciny, ale najczęściej tylko kapły. Uroczysk nie nawiedzali wszyscy członkowie społeczności, tylko ci, którzy złożyli bogom specjalny ślub z jakiejś okazji – obiatę. Miejsca te były punktami spotkań i odbywania tajemnych praktyk przez zamknięte, strzegące taj i tajemnicy gromady kapłanów i zakony czarowników.

Uroczyszcze – łąka, fragment całego kompleksu ze świętym źródłem, strugą i płytkowodziem

To samo Uroczyszcze – płytkowodzie. Wokół Święty Gaj

Święte gaje – najczęściej otaczały budynki święte (kościoły, kątyny, chromy), ale czasami były też samodzielne (jak na przykład w znanym opisie kronikarskim świętego gaju i źródła w ziemicy Głomaczów). Wszystko, co się w nich znajdowało, było nietykalne. W święty gaj włączone były najczęściej święty kamień, święte drzewo i święte źródło. Składano w nich ofiary, odbywano zbiorowe święta i modlono się.

Święty Gaj dębowy – fragment

a Archeologicznie udokumentowano w okolicy Krakowa rozległy ośrodek z wieloma osadami kultury łużyckiej (uznawanej przez większość naukowców słowiańskich za kulturę prasłowiańską), który około III wieku p.n.e. zetknął się z kulturą celtycką i uległ jej wpływom. Mieściły się tu bardzo liczne warsztaty garncarskie, a nawet mennice odlewające monety celtyckie [patrz J. Wyrozumski Dzieje Krakowa, i inni].

W Świętych Gajach rosły Święte Drzewa,  – romboty, rozdwojone, wielokrotnie rozszczepione, wiekowe i nietykalne

b Lęgowie (Lugiowie) utworzyli silne państwo zwane Związkiem Lugijskim, o czym donoszą, podając skład plemienny Związku, kronikarze rzymscy z I-II wieku n.e.: Tacyt, Ptolemeusz i Strabon [patrz też przypis 4 do tej tai].

c Ceramikę produkowano głównie w Wyciążu – II wiek p.n.e.

d Plemię Mogilanów wymienia w swych zapisach Strabon. O rzece Wiskłe pisze Pliniusz.

e Patrz T. Lehr-Spławiński O pochodzeniu i praojczyźnie Słowian. Rozprawy i szkice… str. 90; PP t. 1 str. 187-260; L. Niederle Slovanske starożitnosti; Teksty źródłowe do dziejów Słowian; W. Hensel Polska starożytna str. 426-480; J. Wyrozumski Dzieje Krakowa t. 1, str. 32-35; SSS i inne.

Uroczysko Brosno

f Miano Beszcz jest związane z małym plemieniem celto-słowiańskich Biesów wymienianych przez Pliniusza i innych pisarzy starożytnych. Mogło mieć ono także mieszany charakter tracko-słowiański.

g Nazwy Łęg, Beszcz i Carodunon są wyraźnie związane z wielkim plemieniem Lugiów-Lęgów i z Celtami, tak jak Mogiła i Mogilany nawiązują do Strabonowych Mougilones-Mogilanów.

h W legendzie o Żabim Królu zastanawia bliskość określenia „Żabikruk” czy „Żabi Król” z pojęciem „zabit Krak”, sugerująca nieodparcie zwyczajne wypaczenie sensu zatartego z biegiem wieków w świadomości zbiorowej podania z odległej przeszłości.

Kącina o podstawie prostokątnej – Arkona

3 Kątyna – kącina – była to budowla najczęściej drewniana, czworokątna, czasami znacznych rozmiarów. Jej miano wywodzi się od owej czworokątności, ale także i zwieńczenia dachem – gontem, stąd używana gdzieniegdzie nazwa gątyna lub gontyna. Kątyna to świątynia, w której główne miejsce zajmował posąg wielkich rozmiarów. Otoczona była zawsze ogrodzeniem. Wejście do jej wnętrza dozwolone było tylko kapłanowi, i to po spełnieniu obrządków oczyszczających.

Kącina Chorsa

W kątynie znajdowały się chorągwie-stanice bóstw. Na ścianach wewnętrznych malowano sceny mitów i obrzędów, ściany zewnętrzne pokrywano maściami (farbami, kolorami) danego boga. Kątyny (kąciny) były stawiane w miejscach szczególnych, zaklętych. Były miejscem tajemnego kultu, siedzibą tajemnicy, miejscem przechowywania relikwii. Były także siedzibą gromady kapłanów, a więc rodzajem znanej dzisiaj instytucji klasztoru i zakonu. Gromady noszą zresztą również drugie miano – zakonów, czyli wspólnot kapłańskich objętych wtajemniczeniem i zakazami wyjawiania tajemnicy pod groźbą śmierci (skon – śmierć, konać – umierać, kon – koniec). W zakonach (gromadach) kapłańskich przechowywano taje wiary – czyli baje (mity), zasady obrzędów, modlitwy, wiedzę wszelkiego rodzaju.

Hram Swąta Znicza – mała kątyna

Chram – chrom – chromina (hram) (prasłowiańskie chorm – dający schronienie) – miejsce święte, budowla czworokątna podobna do kątyny, zwykle mniejsza, czasem stojąca obok kątyny w tym samym kompleksie, w ogrodzie (wewnątrz ogrodzenia świątynnego). Chrom był mieszkaniem strażników świątyni, kapłanów podsycających wieczny ogień i strzegących relikwie. Był też miejscem dającym schronienie uciekinierom i skazanym, którzy byli tutaj nietykalni. Wreszcie spełniał rolę sali zebrań starszyzny plemienia, księcia i naczelników oraz kapłanów, którzy razem stanowili Radę. Rada ustanawiała tu prawa, ustalała zasady, podejmowała decyzje o wojnie i wyprawach. W chromie znajdowały się najwyżej małe posążki bóstw albo same chorągwie.

Kap – święty posąg – w kącinie, podobnie było w słowiańskich  świątyniach

Kapiszta lub kapiszcze to świątynia, w której środku ustawiono święty posąg -kap. Mogła ona mieć kształt wielokątny lub kolisty. Nie musiała być zadaszona ani otoczona ścianami. Najczęściej stanowiła obszar odkryty, lecz ogrodzony. Jej centralnym miejscem był czworoboczny posąg-słup głównego bóstwa.

strop Kapiszty

W otoczeniu kapu głównego mogły się znajdować kapy innych bogów z nim związanych lub poczwórne (albo popiątne – gdy chodzi o bogów Żywiołów) kapy przedstawiające jako jedń cały boski róda.

Typowy kap – Kap, któregoś z bogów Godów-Kirów

Kapiszty przybierały formę odgrodzonego od świata świętego koła (słowo kap nawiązuje etymologicznie do pojęcia kół: kołek, koło, kolić-kłuć-kluć i kołbić – wróżyć)b. Posadowione były na szczytach obłych gór lub wzgórz wynoszących się znacząco nad okolicę i uznawanych za święte. Otaczano je często kamiennymi wałami lub przy pomocy kamieni wyznaczano krąg – odzwierciedlenie Kręgu Bogów.

Kapiszcze – miejsce z posadowionymi posągami-kapami, często wzgórze z jednym posągiem-palem (kapem) albo kręgiem kapów. Tutaj świecka reminiscencja dawnych tradycji wierzeniowych.

Kaplica – nosiła dawniej nazwę kapły. Kapły były małymi budynkami przy kapisztach, w których przechowywano przedmioty kultu (np. Czarnego Ogiera Trzygława w Szczecinie, chorągwie, małe posążki) i narzędzia kultu (np. topory ofiarne, naczynia), a także skarby ofiarowane bogu.

Kamienny Kap (nieobrobiony) na kapiszczu

Typowa słowiańska kaplica, czyli miejsce dla KAPU- ŚWIĘTEGO POSĄGU, lub mieszkanie dla kapły – kapłana. Świadomie nawiązano do tego wzoru wprowadzając chrześcijaństwo.

Kapły budowano również przy świętych źródłach, obejmując je niejako i zakrywając ścianami budowli, aby je uchronić przed profanacją. Kapka-kapla-kapja-kapelka – kropla. Kapła mogła otaczać nie tylko źródło kapiące świętą wodą, lecz i ołtarz ofiarny.

święte źródło w Rosji (współcześnie) 15 km od Moskwy

Wtedy była rodzajem półziemianki, a kapała tu nie woda, lecz krew ofiarna. Kapła była także domem kapłana czy ofiarnika sprawującego kult przy większym obiekcie w kompleksie świętym. Najprostsza i najmniejsza kapła była stawiana kapowi, czyli posągowi boga czczonego przez zdrugę, ród, indywidualnie, przez społeczność wsi czy opola. Mieściła ona w sobie tylko posąg albo była zredukowana do daszku chroniącego bóstwo przed kapaniem-deszczem. Nazywano ją kapliczką i stawiano pod świętymi drzewami, na rozstajach, w szczególnych miejscach.

kaplica smętarna – dzisiaj chrześcijańskie, kiedyś smętarze i żalniki pogańskie

Pojęcia kaplicy i kapliczki przejęło chrześcijaństwo, tak samo jak pojęcie kościoła.

Kapliczka – czyli okap nad kapem

Warto zaznaczyć bliski związek pojęć takich, jak: kap – posąg bóstwa, kapiszta – świątynia, kaplica-kapła – rodzaj małej świątyni, Kupała – Dziwień, bóg Żądzy, kapłan -osoba sprawująca kult i obrzędy, kapa – czechół (obrzędowy obrus), kapica – strój kapłański, kapalica (kapałka) – serwatka, która była obrzędowym napojem (mieszana z wodą deszczową spadającą z nieba, jako płyn powstający przy robieniu sera)c; czy nawiązujących do śmierci pojęć opartych na znaczeniu kapać – marnieć, umierać.

Inna kapliczka słowiańska – w pniu obumarłego świętego drzewa, z okapem

Świątynia – dzisiaj nazwa ogólna dotycząca wyłącznie budowli – była po prostu miejscem świętym, zwykle położonym na uroczysku, ze świętym drzewem jako punktem centralnym lub ze świętym źródłem albo Świętym ogniem. Znajdowała się zawsze w miejscu szczególnym, pod opieką kapłanów, którzy w świętym gaju stanowiącym otoczenie świątyni opiekowali się zwierzętami, drzewami i roślinami atrybutalnymi danego boga.

Świątynią była np. Góra Ślęża, świątynią była też Świątynia Dziewięciu Kręgów z gołoborzem w Górach Świętych (Świętogórach – Łyskogórach, dzisiaj Świętokrzyskich)

Na przykład w świątyniach Dażbogów rosły wiekowe lipy i otaczały je dzikie róże (szypszyny) oraz bielunie i rumianki, sadzone specjalnie w dużych ilościach. W świętym gaju Dażbogów (Sołów) przebywały też święte tury, a kapłani hodowali i karmili tam święte sokoły. Wszystko to było symbolicznym ekwiwalentem przyrodniczym rodu Dażbogów, reprezentującym ich Niwę w świecie śmiertelników.

Trzem – określenie to obejmuje wyłącznie świątynie i kąciny lub kościoły poświęcone Trzygłowym, czyli Kaukom-Dzięglom (Białobodze i Czarnogłowowi), będące namiastką ziemską ich boskich trzemów. W istocie są to więc także kąciny wszystkich podległych Kaukom Mocy i Żywiołów. Były one trójkątne lub otoczone trójkątnym ogrodzeniemd.

a Posąg pięciogłowy Poreuitasa w Gardźcu przedstawiał jako jedność cały ród Perunów (Peruna, Perperunę, Perunica, Porenuta-Łyska i Turupita-Ciosnę).

b Patrz MSiP str. 51.

c Ważnej obrzędowej roli sera w kulcie naturalnym, jako ofiary składanej np. Rodowi czy Rodznicom, ale także przy narodzinach i zaślubinach, co wiąże ją również z Kupałą i Ładą, dowodzi ustaw cerkiewny Jarosława z XI wieku [patrz MSiP str. 188].

d Obszernie piszą o świątyniach religii naturalnej w Starosłowiańszczyźnie np. S. Urbańczyk w Religia pogańskich Słowian, str. 61-67, T. Palm w Kultstatte der wendischen Slaven czy A. Bruckner w MSiP.

4 Sierdz-Sieradz, ziemica Lęchów. Lęchowie byli jednym z plemion wielkiego ludu Lęgów, wymienianego przez starożytne źródła rzymskie i greckie w I-II wieku n.e. pod nazwą Lugiones lub Longionesa. Ich siedziby znajdowały się między Sudetami, Odrą i Wartą aż po górną Wisłę. Był to lud, który można identyfikować z kulturą łużycką. W III wieku p.n.e. wśród plemion słowiańskich osiedlili się Celtowie, a w dwa wieki później nastąpiła wędrówka Germanów ze Skandynawii, którzy zbrojnymi i osadniczymi grupami zamieszkiwali początkowo wśród pomorskich Wędów-Wenedówb, a potem przemieszczali się w ciągu trzech następnych stuleci na południe ku Dunajowi, by wejść około roku 100 n.e. w granice cesarstwa rzymskiego. W różnych momentach historycznych różni byli władcy ludu Lęgów i Związku Lugijskiego. Odkryto sporo grobów-kurhanów królewskich. Były momenty zwierzchnictwa zarówno słowiańskiego, celtyckiego, jak germańskiego. Rdzenna ludność była słowiańska, toteż ci Germanie i Celtowie, którzy pozostali w ziemicy Lęgów, zeslawizowali się, nie pozostawiając po sobie żadnych nazw miejscowych ani rzecznych. Po chwilowym załamaniu spowodowanym przemarszami germańskimi i huńskimi w okresie wędrówki ludów Lęgowie oraz Wędowie opanowali ponownie dawną ziemicę Sławów, czyli dorzecze Łaby. Jak wiadomo kultura łużycka sięgała pierwotnie Połabia, a niektóre jej kolonie znajdowały się dalej na południowym zachodzie i na wybrzeżu Germanii (nad Jeziorem Bodeńskim, u ujścia Renu, tzw. Biała Ziemia, na Półwyspie Jutlandzkim czy Bretońskim).

Miano ludu Lęgów bierze się nie tylko od Lęgowiska Sporów, które miało się w ich ziemicy znajdować, i od słowa legać – leżeć, być położonym czy wylęgać się – wykluwać, ale i od lęg-łęk – co znaczy łąka, moczary, zarośla, łęgi, ługi. Zasługuje na uwagę bliski związek etymologiczny rdzenia lęd-lęda – ziemia uprawna, ląd – ziemia stała z ład – porządek i z mianem rodu bóstw Ładów. Także luk – łuk, łąka, tęczac.

Z ludu tego, rozdzielanego już przez pisarzy starożytnych na wiele plemion, wśród których wymienia się choćby Mogilanów (Mougilones), Burów (Buroi) czy Ślęgów (Silingai) albo Didunów (póżniejszych Dziadoszan), Łomanów (Omanoi) i innych, wywiodły się później takie plemiona, jak Łużyczanie, Łuczanie, Lądowie, Lędzice, Lęchowie, Ślężanie, Lupiglowie, Listkowice i inni.

W II i III wieku Lęgowie-Lugiowie pojawiali się sporadycznie na pograniczu dunajskim Rzymu i występowali przeciw osiedlonym tam germańskim Swebomd.

Sierdz-Sieradz był ośrodkiem religijnym Matki Ziemi-Siemie. Tam właśnie utrwaliła się w ustnych podaniach aż do XVIII wieku część mitu o walce Czarnogłowa i Białobogi o Bułę-Bytę.

Związek Lęgów rozpadł się pod uderzeniem Wędówf.

a Wymieniani przez Tacyta, Strabona, Ptolemeusza. Tacyt pisał o nich jako o wielkim związku plemiennym.

b W archeologii jest to utożsamiana z Germanami kultura jastrofska [patrz MSKDS; W. Hensel Polska starożytna i inne].

c SEB str. 297.308; SES t. IV. str. 113, 204. t. V, str. 77-87.

d Wiąże się to z faktami archeologicznymi. Wtedy właśnie pojawiają się po raz pierwszy na Morawach i w Czechach obiekty i przedmioty kultury pomorskiej będącej kontynuatorką kultury łużyckiej.

e Przez wielu poważnych uczonych jest utożsamiany z wymienianym przez Ptolemeusza grodem Setidava. Część uważa, że odpowiada on Rougonionowi albo że Setidawa i Cetidawa to dwa różne grody. Niektórzy uważają Setidavę za Szczecin.

f Patrz np. T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice…. str. 89-94; PP t. l. str. 224-260; W. Hensel Polska starożytna, str. 470-480; Lubor Niederle Slovanske starożitnosti t. III. i inni].

5 Buła-Byta-Była – będąca, czyli istniejąca, pierwsza Rzecz, która była rzeczywista, widzialna, dotykalna. Słowo byt’ (byt, być) wykazuje związki etymologiczne, informujące o rozwoju i zmianie znaczeń, jakie obejmowało. Rudymentarność, rozległość podstawowych znaczeń, ich jedność na gruncie ogólnosłowiańskim i oczywista wspólność z innymi językami aryjskimi pozwala przypisać mu ważkie pierwotne funkcje. Na tej podstawie można też odtworzyć mitologiczną, świętą rolę tego pojęcia, a nawet pewne mityczne fakty. Byt oznaczał kiedyś nie tylko istnienie, bycie. Jest to prasłowo rozgałęzione w trzy rdzenie byt-byt’ (bud’) -bud. Pierwotnie rdzeń ten znaczył róść. Ma on także znaczenie mieszkać. W grece zachował pierwotne znaczenie płodzę, daję róść, rosnę, rodzę się, stawam się i wykazuje bliski związek wynikowy z drzewo, roślina, liść, przyroda. Ros. zabudiet’ – zapomnieć, nezabudet – na pamiątkę, ku pamięci, zabyty – zapomniany, zabytek – rzecz z przeszłości. Od być pochodzi wyraz bydło, który oznacza nie tylko byt, ale stan i mieszkanie, zwierzęta domowe, także dobytek – czyli to, co się posiadło. Inna gałąź znaczeń opartych na tym samym rdzeniu to budować, budynek, buda – mieszkanie, dom, ukształcanie. Jeszcze inny budzić – czyli czuwać, powstać. Badniak -nie tylko imię boga, przechowane w obrzędach i podaniach Serbów, ale i określenie święta tego boga obchodzonego 24 grudnia, w Narodziny Światła (Swąta), także miano symbolu światła biedronki (bodryj, biedroń – dzielny, raźny), bożego bydełka – nosicielki świeżego światła z Nieba. Jest także bdit i bdyna – czuwać, czuwanie obrzędowe przy zmarłym połączone z płaczami nad nim. Do mitu o Bożej Krówce nawiązuje pruskie słowo baudźiu – naganiać [patrz: Taja o Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach, Taja o Swątlnicy-Strzęśli]. Indyjskie bodhati – czuwa, uważa, spostrzega, uznaje, budzi, poznaje, awestyjskie baodaiti – czuć, budzića. Buła-Byta była więc czymś, co rosło, a potem pozwalało rosnąć ziemskiemu światu, życiu. Z niej się owo życie (rośliny, drzewa, bydło) narodziło. Stała się ona matką przyrody. Była domem, mieszkaniem, budowlą, istnieniem, dała ludziom dobytek i bydło.

a O rozległości rozgałęzień i ważności słowa patrz SEB str. 47,51-54.

6 Kowali, czyli kuli, od czego stała się kulą, czyli krągłą, gorejącą, wykowaną-wykutą Bytą. Słowo kula ma wyraźny związek z kuć. Kowale parający się kowaniem, czyli kuciem, ale i różnymi czarownymi praktykami związanymi z ogniem i żelazem, stali się gromadą kapłańską (wtajemniczonych w wiedzę o magii ognia i żelaza), a później wraz z upowszechnieniem tajników tej wiedzy zostali zdegradowani, choć jeszcze w XIX wieku w licznych miejscach zapadłej Słowiańszczyzny cieszyli się szczególnym nabożeństwem i jednocześnie praktykowali jako wracze i znachorzy. Podobną gromadę stanowili zinisi (zniczownicy, znicziusowie), z tym że ich wtajemniczenie dotyczyło podtrzymywania ognia, ofiar i obrzędów ogniowych oraz zaklinania ognia i wróżb z ognia.

7 Zlepiszcze swąte – święte. Z rdzeniem swąt wiąże się cały kompleks pojęć świętości: święto, światło, świt, kwiat (cwiet), gwiazda (zwiezda), proswiet – pieczywo obrzędowe, także wieść, wiedza, wedat’ – mówić, i inne ważne. Łączy się z nim także pojęcie swąd, które oznaczało dawniej dym unoszący się do nieba z ogniska ofiarnego, a także zapach związany z paleniem ofiary, czyli swąd palonego mięsa i kości. Swąd unosił się do Boga Bogów za pośrednictwem i z pomocą Pośwista, Wilców-Sjenów (Sjenwilców) i Podagżyka syna Podagaboskiego Posłańca. Tym samym sposobem wznosiły się wraz z dymem-swędem dusze zmarłych palonych na żglisku. Dym ofiarny jest imitacją poświatła, z którego obłoków powstały Niebiosy. Z bliskiego rdzenia smąt wywodzą się wyrazy smuga – płożący się dym odrzuconej ofiary, smutek i smętek, smęta – pieśni żałobne uświęcające obrzęd palenia zmarłych i duszę wznoszącą się przed oblicze Swąta-Światowita, a także słowo śmierća. Zlepiszcze i poświatło to dwie różne nazwy tego samego istu Swąta-Światowita. Poświatło – substancja pozostała po Swącie. Zlepiszcze – lepny, lepszy ist.

a Patrz nr. SES str. 527, 535-537.

8 Miana bogów Żywiołów i bogów Mocy oraz ich funkcje są poświadczone w starych źródłach pisanych, zarówno zapiskach kronikarskich (własnych słowiańskich i obcych) i kazaniach zabraniających ich czci, jak opisach panteonów słowiańskich.

Miana te pochodzą z wieków od VI do X i późniejszych. Imiona bóstw zachowały się także w licznych podaniach o wyraźnych rysach mitologicznych na terenie wszystkich krajów Słowian.

Przy tak wielu imionach trudno w jednym miejscu odnieść się do związków etymologicznych, źródeł, badań porównawczych z innymi religiami. Ograniczmy się na razie do podstawowych źródeł pisanych.

Tak więc miano Peruna podaje w panteonie Włodzimierzowym Powieść doroczna, dodatkowo jest ono poświadczone przez mitologię Bałtów i etymologiczne odniesienia na obszarze całej Słowiańszczyzny. Perperunę-Perperudę przechowały podania i obrzędy Serbów, Chorwatów, Słoweńców i Bułgarów, podobnie jak Dabogę-Dabę (chociaż w formie męskoosobowej – inne dane wskazują jednak na związek tej postaci z ukrywającą się w podziemiach Dabą, przekształconą następnie w postać złego, demonicznego cara Daboga przez chrześcijańskich bogomilców). Dadźboga i Swaroga potwierdzają Powieść doroczna i kronika Thietmara, która wymienia również Swarożyca – syna Swarogowego. Powieść doroczna i Słowo o wyprawie Igora podają także Strzyboga, Chorsa, Rgła, Sima, Mokosz i Welesa. Inne źródła staroruskie wymieniają wielokrotnie Roda i Rodżanice, Wołosa, Perepułta-Przepląta, Dziwa, Czura (Chorsawę-Czarę-Czuriłłę), Dyja. Tradycja ruska zachowała też Spora i Śreczę (również południowosłowiańska), Leszę i Leszego (Leśnego Boga), Wodianoja (Wodo-Wełma), Mora (Moroza) i Kupałę, a polska Wądę i Borowiła (pod postacią Borowca oraz Boruty). Borowił (Borowiłt-Porewit) jest znany także ze źródeł niemieckich dotyczących Połabia. Z kronik Thietmara, Adama Bremeńskiego, Helmolda, Knytlingasagi pochodzą dane np. o Turupicie-Ciośnie, Podadze, Żywii-Siwie (także u Długosza), Pripegali-Przepigole (Plątwie), Prawe, Porenucie-Łysku czy Radogoście. Z czeskiej „Mater Verborum” pochodzą całkowicie zbieżne z panteonem Długosza: Devana (Dzyewana-Dziewanna), Morena (Marzyana-Marzana), Lada (Lyado-Łado), Zizlila (Dzydzyleya-Dzidzilela). Od J. Długosza ponadto Nyja, Pogoda, Lel (Illeli ze źródeł ruskich), Polel-Sowi (także w zapisie Machowskiego). Gajek z Liboczan potwierdza Krosinę-Chorsinę i Krasatinę (słowacka Krasopani). Kromer wymienia Pochwista. Wszyscy bogowie Żywiołów i Mocy mają także dodatkowe potwierdzenia w folklorze i różnorodnych obrzędach oraz podaniach, jak choćby Siuda-Baba znana z okolic Krakowaobrzęd Łady-Łagody albo Ostoi-Oślady, podania serbskie o Usudzie-Prawicu, żywieckie o Wiercie-Watrze i inne. Rzecz jasna, różne wierzenia i obrzędy mają poświadczenie w dużo starszych źródłach pisanych, jak np. cześć oddawana wilkom czy wężom już u Herodota w V wieku p.n.e. O kultowej roli różnych zwierząt, takich jak woły, konie, psy, żółwie, ptaki, wiadomo także ze źródeł archeologicznych, z rytów na naczyniach, kurhanów itp. Jednakże najwcześniejsze przekazy imion bogów słowiańskiego Kręgu wiążą się z okresem wprowadzenia chrześcijaństwa i zwalczania starej religii naturalnej.

9 Góra Trzygław – to inaczej Góra Ziemi, najwyższy szczyt, na którym wspierało się Sklepienie Niebieskie, czyli Niebo Niskie. Potem, gdy wyrosła na Trzygławiu Ósica-Osica, Niebo wsparło się na jej trój wierzchołku. Istnieje kilka lokalizacji tej góry związanej najwyraźniej z kultem Alków-Kauków i przedsłonecznymi kultami księżyca. Troistość wiąże się z trójpodziałem na świat niebiański, ziemski i zaświaty. Według tradycji Trzygław mógłby się znajdować w Górach Kauków (Alpach lub na Kaukazie), w Serbii (gdzie do dzisiaj istnieją: góra o tej nazwie uważana za świętą i liczne podania na ten temat) albo w Pieninach (Trzy Korony).

10 Watra – ubóstwiony ogień ziemski (podziemny, skalny), z biegiem czasu bogini Ogniska Domowego – bóstwo powiązane ze światem kobiecym w przeciwieństwie do boga Ognia Słonecznego Swarożyca, noszącego Tarczę-Swońce, i boga Ognia Niebiańskiego Swaroga, ojca ich obojga. Miano bogini, jak wiele w panteonie starosłowiańskim, nawiązuje do okresu wspólnoty aryjskiej (indoeuropejskiej) i wykazuje bliski związek z irańskim watra – ogień oraz indo-irańskim bogiem Waruną, rezydującym w złotym pałacu o tysiącu kolumn, czy pożerającym słońce żmijem-smokiem Wrytrą, a także Waragną. Watra także mieszka osobno, obok dworu Swaroga na Weli, w pałacu (pałac – pałający blaskiem) ognistyma. Do tego samego aryjskiego rdzenia nawiązuje swym imieniem inna bogini słowiańska Warza-Cica, opiekująca się ogniskiem domowym i warzeniem potraw. Scytyjskie wary, półziemianki wypełnione sporami-przetrwalnikami wszystkiego, co żywe, wiążą się również w jakiś sposób z mianem Watry i Warzy oraz, przez podobieństwo, z Jaskinią Kłów (kiełków-sporów Śreczy i Spora) zwaną też Warem, w której Watra była uwięziona, a Warza-Cica wręcz została powita. Watry nie wymieniają imiennie żadne stare źródła, jednakże cały kompleks bóstw ogniowych i w ogóle układ Żywiołów w Kręgu wskazuje dokładnie jej miejsce. Miano bóstwa, zachowane w podaniach beskidzkich i żywieckich (jako Wiertek-Wartek-Bartek), zostało przez naleciałości folklorystyczne złączone ze złośliwym, gorącym wiatrem południowo-wschodnimb. Miano przeszło bezpośrednio w określenie ognia domowego i krzesanego ogniska. U nas zachowane w gwarze Podbeskidzia, gdzie watra to specjalne ognisko krzesane i biesiadne, odświętne. Identycznie u Czechów, Słowaków, Serbów i Rusinów oraz w całej posłowiańskiej Europie (np. Wołoszy, Rumunii, Albanii). Nieprzypadkowy wydaje się związek etymologiczny między watra a war, wrzeć, warta, wartość, wardęga.

a Patrz o watrze np. MSiP str. 137; M. Składankowa Mitologia Iranu, i inni.

b Jest poprzez człon Srala nawiązaniem do irańskiego miana Sruwary, przez Wiertek do Wrytry [patrz M. Składankowa Mitologia Iranu, str. 142].

11 Nasiek kamienny – maczuga-pała Sima. Nasieki wykonywano z konarów drzew, które nacinano w wielu miejscach, a potem w owe nasieczone rany wkładano ostre ułomki skalne, np. granitowe. Drzewo rosnąc zasklepiało w konarze te kamienne fragmenty. Wtedy odcinano konar i nasiek był gotowy. Nasiek-pała Sima był w całości wykuty z granitowej skały. Żercy z Caroduny twierdzą, że potężna maczuga wapienna koło Ojcowa jest nasiekiem Sima. Inni prawią, że Biała Maczuga (a taką jest ta pod Ojcowem) może być wyłącznie narzędziem Dażboga. Bożyc-Bodnic (Badnjak) miał Czarną Maczugę.

12 Mówi się, że Zwierciadło-Tarcza (czyli Tarcza-Słońce i Zwierciadło Nieba) zostało przez Swaroga wykute z jego własnej kości łonowej, łońca. Stąd nazwa tarczy S-łońce – coś, co powstało z łońca Swarogowego. Druga strona owej tarczy pochodzić zaś miała z łona Nicy i została przez Swaroga zwarta z pierwszą częścią w jego niebieskiej kuźni, we wrzących płomieniach Ognia Ogni. Stąd ma pochodzić nazwa Z-wierciadło, czyli część tarczy w warze zwarta przez Swaraga ze Słońcem. Później obie te części Swarog rozłączył.

13 Pogoda-Wiedra – bogini dobrej słonecznej pogody, wymieniona przez J. Długosza w jego kręgu-zborze bóstw. Wiadra – zapomniane prasłowo oznaczające jasną, ciepłą pogodę, gorąco, upalnie. Wedr – jasny, wedriti se – rozjaśniać się. Wiedra to przydomek Pogody, jedno z jej trzech dodatkowych imion. Wjedra (łużyc.) – pogoda. Inny jej przydomek – Weń – znaczy przestwór, powietrze. Weniowie to ogólna nazwa całego rodu Podaga i Pogody. Wedernica – tęcza, to z kolei przydomek Dengi, która według tobalarów połabskich była córką Swaroga i Wiedry-Pogody. Także bogini Zorza ma przydomek Witrana (Utrabaga; utro (rus.) – poranek), co wiąże ją z Podagami. Występowała w starych kronikach jako Jutrybog-Jutrzenka. Cały kompleks bogów Drogi i Pogody niesłusznie wyśmiany został przez A. Bruckneraa.

a Jego sąd został zakwestionowany przez współczesnych badaczy [patrz MSiP str. 230-233; A. Gieysztor Mitologia Słowian].

14 Węzina u ujścia Łaby do Morza Północnego – gród Drzewian z kątyną; Swaideło (Grod Swaideło, Swaidełogord), późniejszy germański Dannenberg – gród, gdzie znajdował się kościół Swantewita, a potem Yessy oraz Dażboga nad rzeką Jesną. Także Swaidełogord leżał na terytorium draweńskim (drzewiańskim; ziemica Drzewian – Drawenja).

15 Mocarzami tobalarowie z Węziny nazywali bogów Mocy. Inne ich miano to Mogtowie. Są to równoważne miana całego rodu tych bogów. Cały ród bogów Żywiołów nazywano po prostu Żywiołami.

16 O powstaniu Potworów opowiada następna Taja Piąta, ponieważ wszystkie one, poza Pożarą, zrodziły się po zakończeniu pierwszej części Wojny o Bułę, toczonej bezpośrednio przez Żywiołów i Mocarzy-Mogtów.

17 Niebieska Droga, Droga Mleczna, zwana też Drogą Umorów albo Drogą Ptasiąa – droga łącząca Ziemię z Welą i wiodąca dalej do jednej z trzech (lub czterech) Bram do Pierwnicy-Przednicości (Wielkiej Bogini – Pramatki wszystkiego, Przedistności, w której łonie samouwił się Swąt z Nicą).

a Patrz KLS.

18 Chodzi tu o dnie boskie – jeden taki dzień równa się całemu kołwieku według miary ziemskiej. Czas ciemności na Ziemi trwałby wtedy 40×48 lat = 1920 lat. Rzecz jasna chodzi tu o dni welańskie, a nie o niebiańskie dni Swąta. Swąt, jak wiadomo, dokonał Stworzenia w 3×9 (27) lub 4×7 (28) dni, ale były to dni Swąta – dni niebiańskie. Jeden dzień niebiański = 48 roków Weli, czyli 48 godów bożych. Jeśli zatem przyjąć czas stwarzania na 28 dni niebiańskich, to trwało ono 1344 lata boskie, a to równa się 23 546 880 lat ziemskich. Daboga przebywała w Podziemiu 40 dni welańskich, to jest niecałe 4 minuty czasu niebiańskiego. [Dokładne informacje o miarach czasu znajdują się w Tai Siódmej].

19 Wróżda – zwyczajowa zemsta, która była rodzajem obowiązującego, niepisanego prawa wśród Słowian. Synowie musieli mścić na zabójcach śmierć ojca, ojcowie śmierć synów. Ród mścił się na męskiej linii rodu zabójcy. Zadruga (czyli gromada rodów jednej krwi) mściła się za wymordowany ród lub ród niezdolny do zemsty. Wróżda, czyli oddanie czynem drugiej stronie własnej krzywdy, nie pociągała za sobą kary ze strony plemienia czy władcy i wyrównywała rachunki, kończąc spór. Nie był to więc rodzaj wendety w stylu sycylijskim, kiedy jedno zabójstwo pociąga drugie, a to następne, aż do całkowitego wyniszczenia.

20 Kolibę lokalizuje się w różnych miejscach. Tutaj chodzić może o wschodnie góry Kauków, czyli o Kaukaz, Pamir lub Himalaje. Znajdowałaby się ona wtedy pod górą Elbrus albo u podnóża Czomolumgmy, rzeczywiście najwyższej góry Ziemi.

21 Góry Charwackie, Karwaty – góry zwane dzisiaj Karpatami. Były one górami Karpów, a Karpowie byli plemieniem charwackim mocno zmieszanym z Celtamia. Część Karpów-Karpianów poszła na północ (Kurpie), część pozostała na miejscu (Podhalanie – górale tatrzańscy), część przeszła Tatry i osiadła na ich południowych stokach (Słowacy), część poszła dalej na południe z Charwatami Karoduńskimi (Krakowskimi). W kronikach średniowiecznych Karpaty nazywano także Górami Krakowskimi. Do czasu inwazji Gotów w II-III wieku mieszkało tu także plemię Biesów. Od Biesów pochodzi nazwa Beskidu i Bieszczad. Żercy z Caroduny twierdzą, że nazwa tych gór bierze się od Zduszów-Biesów, które nawiedzały te „błędne” góry, i że wszyscy mieszkańcy tych gór, choć są Charwatami, jak i inni, mają w sobie tyle krwi onych Biesów, że do dziś krew się w nich z byle powodu łatwo gotuje i złe im z oczu patrzy.

a Potwierdzają to wykopaliska archeologiczne na terenie Małopolski [patrz J. Wyrozumski Dzieje Krakowa t. I].

22 Chodzi O Górę Baranią, Ślężę, Radunię, Gorce, może o Łysiec (Peruna), Górę Kijowską albo Perynię na Ukrainie, o Trzygław w Serbii, może o Giewont (Gniewąd – który mógłby być Górą Wądy, Swaroga albo Dażboga), a także o połabskie Góry Siemi – zwane przez Tacyta Siemana Hyle.

23 Raba może być dunajem Rady-Rudzi, zwanej też Rudzicą, jako że słowo raby znaczy w prasłowiańskim po prostu pstry, a Ruda miała skórę pstrą, jak wszyscy rudowłosi. Także w okolicach Rzeki Pstrej miało się znajdować jej lęgowisko-moczar Raby Bagr, z którego korzystał Kupała wydając na świat Stwolinów [o Stwolinach i nieudanej uprawie Kupały i Rady-Zboży w Rabym Bagrze napisano w dalszych tajach].

24 Białe i czarne równa się wielkie i małe dopiero w późniejszej nomenklaturze. Biały oznacza wielki, większy, np. boleje (rus.) – większe, Bolek, Bolko – Wielki, Bolesław – Wielsław i odwrotnie: Wielkopolska to Białopolska, Wielka Charwacja to Białochorwacja, Biała Serbia to Wielkoserbia, Białogóra (na Łużycach) to Wielkogóra itp. Słowo czarny nie ma żadnych bezpośrednich odniesień i powiązań ze słowem mały, tak jak się to utarło w późniejszych odróżnieniach: Małoruś (Czarnoruś), Małogóra (Czarnogóra). Pierwotnie obowiązywał podział na białe i czarne nazwy wywodzący się od Działu Działów i Kauków-Dzielnych – Czarnogłowa oraz Białobogi. Ten system nazw dotyczy nie tylko rzek i gór czy pojedynczych szczytów, które często przy tej samej nazwie głównej otrzymują rozróżniający przydomek biały lub czarny. Tego rodzaju nazewnictwo dotyczyło od dawien dawna słowiańskich grodów (Belgrad, Białogard, Belgren, Biała, Białystok, Biały Gród, Biełgorod – Czernihów, Czersk, Czermno, Ciani, Czarnolas, Czarnorzeki, Caroduna-Karków-Kraków, notabene stolica późniejszej Małej Polski, czyli Czarnopolski), a także całych obszarów geograficznych (jak np. Biała Ziemia, Białowieża – Czarnogóra) i mian całych ludów, narodów i krajów (np. Białoruś i Białorusini – Czarnoruś, Czarnorusini). W późniejszych wiekach zastąpiono opozycję biały-czarny parą wielki-mały.

25 Otchłań znajduje się w tej stronie Dołu-Nawi, którą na Ziemi nazywalibyśmy północą, Piekło, zwane też Nawią Smoczą, znajduje się w stronie, która na Ziemi jest południem, Założa, zwana również Wielodrożem, znajduje się w stronie określanej na Ziemi jako wschód, a Raj, Naw Wiecznoszczęśliwych, w stronie zwanej na Ziemi zachodem.

26 Strony jarunna, rujna, jesienna i kostromna znajdują się w miejscach odpowiadających na niwach ziemskiemu wschodowi, południu, zachodowi i północy. Strony te są związane na stałe z porami i kirami, czyli z porami dnia, roku i kierunkami (wzrost-obumieranie). Tak więc strona jarunna, po której na Wozhorzu (w paśmie wzgórz poniżej Gór Czarnobielskich) znajduje się tum i niwa Jaruny-Jaryły, leży na wschodzie; panuje tam wieczysty poranek i ciągła wiosna. W stronie rujnej panuje pełnia dnia, pełnia rozrodu i wieczne lato. W stronie jesiennej – na zachodzie – jest ciągła jesień, jasne zmierzchanie i panuje dojrzałość, czyli wieczne owocowanie. W stronie kostromnej, na północy, jest ciągła noc, wieczna zima i martwota. Nie jest jednak tak, że wszędzie w jednej stronie panuje jednakowa pogoda i do końca jednolita pora. Gdybyśmy lecieli od skraja strony jarunnej ku stronie rujnej, posuwalibyśmy się od niemalże ciemnego świtu i ledwo rozkutej młotem Swarogowym zimy przez pory coraz pełniejszego dnia i przedwiośnia do godzin tuż przypołudniowych i pełnego rozkwitu wiosny buchającej kwieciem.

Inaczej byłoby, gdybyśmy przez boską Niwę Niw posuwali się od krawędzi, na przykład zachodniej, ku środkowi. Pomijając przepaść-Nawie, które obwodzą wszystko dookoła i w których po tej stronie znajduje się na ich dnie Raj, lecielibyśmy wtedy wciąż przez złotoczerwony jasny zmierzch i złotą jesień z babim (mokoszym) latem, przemierzając tę ziemicę od doliny na skraju Nawi przez pasmo środkowych równin zajętych Niwami Żywiołów do tumowych wzgórz Wozhorza, zajętego przez Kirów i do strzelistych Gór Czamobielskich (gdzie panuje już złączona w półjedność jesień i zima), aż na Wierch zajęty Kłódzią – twerem Swąta, gdzie w jednej chwili trwają wszystkie pory roku i cały czas jest jednością niepodzielną.

Przy zgłębianiu opisów kosmograficznych Weli, Ziemi i Nieba należy zawsze pamiętać, że z mitów nie wynika jasno, czy mamy do czynienia z przestrzenią kulistą, czy też płaską – dwuwymiarową. Opisy ogólne mówią o kulach (Buła, Ziemia, Wela) i przestworzach (Niebo Dalekie, Głębokie, Wysokie, Niskie), ale w opisach szczegółowych chodzi, jak się wydaje, nie o gwiazdy oddzielone przestrzenią, lecz o wyspy oddzielone Siedmioma (lub Trzydziewięcioma) Morzami, Górami, Lasami, Niebami. Niebo jest tu traktowane wyraźnie jak Powłoka, Sklepienie, Kopuła, czyli lita przegroda dwuwymiarowa, na której są zawieszone gwiazdy i inne rzeczy boskie. Są też opowieści, zwłaszcza znane z Rusi, według których Ziemia wspiera się na grzbietach Czterech Wielkich Ryb lub Czterech Złotorogich Jeleni (jak uważają Serbowie i Chorwacia). Wela miałaby się wspierać na Czterech Zwierzętach Skrzydlatych.

a Patrz A. Gieysztor Mitologia Słowian, str. 84, KLS.

27 Kwiaty, cwiety, swiety, zwiezdy – wszystkie te słowa mają osobne znaczenia i jedno wspólne źródło: światło.

28 Cały poprzedni fragment wymienia dawne słowiańskie nazwy gwiazdozbiorów Nieba, z których część przetrwała niemal nienaruszona w tradycji ludowej różnych krajów Słowiana. O wielorakich wyobrażeniach Drzewa Nieba, Drzewa Świata, Drzewa Życia i innych oraz tego samego typu Słupach Niebios, Świata, Ziemi itp. pisze dokładnie Romulus Vulcanescu w książce Kolumna Niebiosb.

a Patrz KLS, MNM.

b R. Vulcanescu Kolumna Niebios.

Mit odtworzono na podstawie Setnika południowosłowiańskiego, Księgi gołubiej, Podań sieradzkich, zapisków Powieści dorocznej i Słowa o wyprawie Igora oraz głównie podań Drzewian, Łużyczan, Wielkopolan, Morawian i Słoweńców.


Relief głowy

Świąteczny prezent dla miłośników Mitologii Słowian – Taja 19 „Ostatnie dni Starej Koliby” (fragmenty – 12 opowieści Wigilii Narodzin Światła Świata i pełne przypisy)


Copyright © by Czesław Białczyński

Taja Dziewiętnasta

Ostatnie Dni Starej Koliby

według: zorjów[1] pałkińskich[2] kąciny Łady i rzekaczy plemienia Łyskowiców[3] z kącin Body oraz Lela ze Świętej Góry Pałki[4], a także mudrów-żegłów cakońskich i skyrtyjskich ze Skryty[5]

Sad Oryj – czyli także Sad Ariów, a w nim zagony Mokoszów złożone z Konopi strzeżonych przez Konopielkę – Panią Konopnych Łanów , Władczynię Zbiorów Makoszy-Źrzebów

Konopielka, Rosomoch i Mąż

Różne są podania kącin o strażniczce konopnych łanów i jej pochodzeniu. W niektórych bowiem ziemicach pokazuje się ona jako piękna dziewica o białych włosach i jasnej skórze, gdzie indziej zaś przyjmuje postać okrutnego szczeciniastego zwierza z kłami, który rozszarpuje swoje ofiary. Jedną z tych postaci nazywają żercy kącin zachodu z Lężna, Winety i Caroduny Konopielką, drugą zaś kudiesnicy kącin wschodu z Glenia, Rosi, Świtaża i Wębłotonia w ziemicy Wędów-Błoniów (zwanych też Wędobłotoniami lub Webłoniami[6]), przezywają Rosomochem.

Wbrew niektórym sądom, zwłaszcza o Konopielce, nie jest ona żadną zmarłą dziewczyną, której duch błąka się w konopnych zagonach, nie jest też boginką podobną do przypołudnicy, południcy czy brzegini. Nie pochodzi też wcale z żadnych nowych związków między bogami, lub bogami i ludźmi, zawartych w okresie Nowej Koliby, czyli po Wojnie o Taje i Siedmiu Krukach. Jej rodowód jest równie stary co Gółki-Zazuli córy Gogołady, Stwolinów Dziwienia, Golemów Obiły, czy Stawra i Gawry oraz Siedmiu Czarnych Psów Reży.

Konopielka narodziła się ze związku Obiły i Rgiełca, którzy w czasach początków Zerywan na Ziemi, spotykali się często i próbowali spłodzić liczne potomstwo. Zamiarowali objąć przy pomocy swego przychówku liczne uprawy, ale tak naprawdę zbyt mało mieli ze sobą wspólnego, by to się stało możliwe. Z ich licznych przygód w różnych zakątkach Weli i Ziemi narodziła się tylko Konopielka-Rosomoch, Wężoryg i Sitowił.

Z tych trojga jeno o Konopielce-Rosomochu wiele się mówi. A to dlatego, że najbardziej się daje ludom słowiańskim we znaki. Sitowił – strażnik sitowia, ma bardzo łagodne usposobienie, Wężoryg zaś poszedł podobno któregoś ranka na dalekie Wostoczne Pola, w krainy pradawnych Skołotów, a stamtąd jeszcze dalej na wschód i południe, i już nie powrócił. O Wężorygu niewiele zatem prawią baje Skołotów, Serbomazów, Hakościrów Stepowych, Harów Pustynnych czy Karakałpatów (potomków Horoszy znad Oralu i Bałchaszu), za to znacznie więcej mówią o nim podania Turkutów[7] i Kitajów-Kutajów, bowiem jest on groźnym strażnikiem pól Zboża Wodnego, czyli rgiełcu[8]

Konopielka-Rosomoch jest jako poronne dziecko Młodych Bogów inogiem, ale inogiem niezwykłym – dwubytem. Niewiele jest przykładów we wszych podaniach całej Ziemi takich właśnie postaci. Przeważnie mamy bowiem do czynienia ze zduszami, którzy bywają dwudusznikami, i przez to przybierają dwie postacie. Tak na przykład Płanetnicy-Zduszowie, żyją jako zwykli ludzie, a kiedy odezwie  się ich druga dusza, zamieszkująca w tym samym ciele, zmieniają postać. Dokładnie tak samo jest z Wąpirzami, Ąpijami czy Wilkołakami i niektórymi Zwierzoludami. Dwubyt zasię jedną ma duszę, stale tę samą, w wypadku inoga nieśmiertelną, lecz dwie różne postacie.

Dlaczego zatem Konopielka ma różne oblicza, i dlaczego jedno pokazuje jednym, a drugie zawdy jeno drugim. Początkowo tak nie było i widywano ją w konopnych łanach, jako śliczną płowowłosą dziewczynę, która tym tylko się różniła od innych, że miała rogi. Lubiła też zwabiać młodych chłopców pieśnią i odurzać ich dymami z konopnych kwiatów i wonnych liści. Potem kochała się z nimi, aż opuszczała ich przytomność. Nie stroniła też od dziewek, które kończyły tak samo w jej objęciach. Dlatego to utarło się starodawne powiedzenie: „Wyglądasz jakbyś z konopi wypadł”.

Dawno temu, w czasach gdy Zerywanie wciąż jeszcze przebywali w Starej Kolibie, żyło dwóch braci, Wudnar (Widnur) i Mąż (Maż) z rodu Wędów Webłoniów. Obaj byli z tej samej matki, ale różnych mieli ojców.

Jednakże mudrowie-żegłowie z Kapiszt Południa przynależący do plemienia Cakonów i Mynżan oraz sprawujący wiarę przyrody pośród innych Słowian Wyspowych powiadają, że braci było trzech, tyle, że ten trzeci o imieniu Serpęto nigdy z nimi do boju nie stawał, był wobec obydwu nieufny, a jako słabszy traktowany był przez nich z pobłażliwością. Kazują też owi mudrowie, że wszyscy trzej bracia z jednej byli matki, ale nie była nią wcale Węda z Ludu Wędów, ani żadna inna wędyjka, lecz mazonka Łagodna-Lęda, nazywana także Łabędą – córka władcy wędyjsko-istyjskiego, a ojcem wszystkich trzech synów był według nich sam Chors. Ponadto wskazują oni, że Widnur znany też był powszechnie pod innym imieniem, jako że był mężem niesłychanie mądrym i sprawiedliwym, zwano go zatem Radomudrą. Według nich cała rzecz zdarzyła się też nie pośród Webłoniów a właśnie pomiędzy Cakonami na wyspie Skrycie, a Radomudra stał się założycielem wielu grodów i nowych plemion, ale przede wszystkim był założycielem ich gromady mudrów-żegłów.

Z kolei czarownicy burscy z Czarnej Wyspy i nuruscy z Caroduny powiadają, że Wudnar-Widnur I i Mąż-Maż I byli zupełnie kim innym niż Widnur II Radomudra oraz Mąż II Mążynos i ich trzeci brat Serpęto, którzy pochodzili od Łabędy-Łagody-Lądy i boga o postaci Świętego Byka.

Jak by nie było Wudnar, czy też Widnur-Radomudra był dzielnym wojem, który ulubił sobie wsze wody i wodne łowy, a Mąż wciąż go próbował we wszystkim doścignąć. W różne stawali zawody, a Wudnar nigdy nie przywiązywał do wyniku boju wagi. Mąż gryzł się za to każdą porażką.

Jednego razu stanęli obok siebie na dwóch równych zagonach konopi, które mieli zżąć, oprawić, a ze sznura wykonać motki. Następnie każdy miał swój motek ubarwić i wypleść dywany z całej nici. Kto wyplecie dywan dłuższy, bardziej wielomastny, wzorzysty, wielowątkowy i bardziej wymowny, ten zwycięży i otrzyma urobek z obu zagonów. Same dywany miały przypaść Konopielce jako dar rodu Webłoniów dla niej i Bogów Źrzebu. Urobek nie był tyle ważny w tym wszystkim, co mir jaki zwycięzca osiągał pośród ludzi z Koliby.

Zwyciężył Widnur, a Mąż tak był zraniony i zły, że oba zagony i oba dywany spalił, a potem złorzeczył Mokoszy i oskarżał Mąda-Mikułę[9] o sprzyjanie Widnurowi. Bogowie Źrzebu byli bardzo o to na niego zagniewani, ale najbardziej wściekła się Konopielka. To wtedy jej dwubyt ukazał się oczom ludzkim w całej potędze. Piękna dziewczyna przybrała nagle postać potwora o czterech kłach i szczeciniastej grzywie – Rosomocha. Potwór rzucił się na Męża, a ten walczył z nim długo, póki mu oręża stało, lecz kiedy złamał ostatni miecz, ratował się ucieczką. Wtedy to wypadł z konopi z szaleństwem i przerażeniem w oczach, zbroczony posoką i oszołomiony do bezprzytomności – od tego powstało inne znane porzekadło tyczące się oszołomów: „Wyskoczył jak Mąż z konopi” – czyli bez przygotowania, bez myśli.

Od tej chwili Rosomoch obrócił się przeciw wszystkim, którzy wchodzili w zagony konopne. Ział przeciw nim trującym oparem, kąsał, tłukł piłowatym ogoniskiem. Każdego kogo dopadł rozszarpywał kłami i pożerał.

Rosomoch dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku ścigał zaciekle Męża, aż go zagonił na Szare Bagna, ale nie zdołał go dopaść. Mokosz, żeby dotkliwiej ukarać woja postanowiła, że Rosomoch nie spocznie, lecz będzie ścigał Męża aż do jego śmierci, a gdy ten tylko się zbliży do konopnych zagonów będzie przez Rosomocha pokonany, pojmany i pożarty. Klątwa została rzucona nie tylko na niego samego, ale w razie gdyby się go nie udało Rosomochowi pokonać, rozciągnięta także na wszystkich jego potomków, aż do końca świata. Mieli się oni już wiecznie bać Rosomocha i być narażeni na rozszarpanie, za każdym razem, kiedy poważą się wejść w konopie.

Mąż, nie uląkł się klątwy bogów, nadal im się odgrażał i wyzywał ich na bój. Jednak strzegł się bardzo, żeby jego noga nigdy w konopiach nie postała. Żył w ciągłym strachu przed Rosomochem, bo wcale nie był pewien czy się przypadkiem do jakiegoś zagonu konopnego na tyle nie zbliżył, że obudził już potwora. Z drugiej strony naśmiewał się z bogów, że stchórzyli i nikt się do boju przeciw niemu nie kwapi.

Rzeczywiście bogowie jakby pozostawali głusi na jego słowa i nie czynili nic dla zadośćuczynienia mimo, że przestał im składać żertwy, a ich drzewa święte siekł biczem, ciął toporem, łamał i pluł na nie. Wydawało się, że nie umrze nigdy. Był siwiuteńki, ale twardy, prosty, węźlasty, a wejrzenie miał z biegiem lat coraz straszniejsze, nieulękłe. Kpił sobie z Praw Świata i Ładu Świata i z innych bogów. Po cichu wielu z Zerywanów się to podobało, zwłaszcza tym co sami byli marnego ducha i serca, i często brakło im odwagi by się przeciwić komukolwiek.

Aż któregoś razu, wyszła na bańską łąkę w Kolibie Mokosz. Zwykle jest ona łagodna i cicha, opiekuje się prządkami, bo sama jest Największą Niebiańską Prządką Wiergu. Tym razem stanęła naprzeciw Męża mierząc weń wrzecionem, a na wrzecionie nawinięty miała sznur. Mąż choć był po zęby uzbrojony, dostrzegł w jej wzroku wyrok. Przeszedł go zimny dreszcz i poczuł, że to ostatnie już chwile życia na Ziemi. Kiedy to tylko pomyślał, przyfrunął złoty puszczyk i przysiadł w polu za jego plecami. Zrozumiał woj, że to nie puszczyk, lecz lelek. Wyciągnął jednak miecze i sztylet i ruszył przeciw bogini. Nie zdążył jednak nawet zrobić kroku, gdy Mokosz cisnęła weń motek-oczkur[10] i zadzierzgnęła sznur wokół jego szyi. Chociaż zasłonił się sztyletem a motek oparł się na ostrzu, nie mógł go Mąż poluzować. Nie udało się też ciąć sznura, tak był mocny. Gdy się tak z oczkurem mocował, z niebytu i ćmy wyłonił się Rosomoch, który go rozszarpał na strzępy. Ciało Męża zostało rozwleczone po konopnych zagonach.

Był to konopny sznur z wrzeciona Mokoszy, a kiedy rzucony oczkur zamknął krąg wokół głowy i szyi Męża, ten znalazł się niejako otoczony konopiami i oddał się tym samym we władanie Rosomocha. Klątwa się jednak wcale nie spełniła, bo nie Rosomoch pokonał Męża a Mokosz. Tak więc Rosomoch przez wszystkie pokolenia ściga dalej po konopnych zagonach potomków Męża. Tedy nim kto w konopne łany wejdzie niechaj lepiej sprawdzi, czy w nim przypadkiem nie płynie choćby kropla mężej krwi.

Rzeką podawcy wiary przyrodzonej ze wszech kącin, że od tegoż Męża dopiero męskich potomków zaczęto nazywać mężami. Wtedy też zaczęto od nich dopiero wymagać postawy jaką przybrał Mąż ostając przy swoim. Takie właśnie zachowanie – nieugięte, nieulękłe nazywa się mężnym. Wcześniej mężczyzn nazywano po prostu ludźmi i nie miano im za złe, gdy postawą nie różnili się często tak bardzo od kobiet.

Od owych stwierdzeń o braku męskości przed narodzinami Męża i przed wojną z Konopielką-Rosomochem, wyłączamy rzecz jasna władców, wojów i wytędzów zerywańskich, którzy boskie przymioty dziedziczą po swych niebieskich przodkach. Kobiety zwano kobietami dużo wcześniej niż mężczyzn mężczyznami, a miano to wzięły one od Kobi, żony pierwszego guślarza-kołoduna Kołbia.

Nikt nie odważył się w jakikolwiek sposób pogrzebać zwłok Męża. Stał się więc Mąż zduszem, który pokazuje się od tamtego czasu w postaci ptakoluda – dwudusznika zwanego Majszem[11]. Majsz jest podobny do orła o dwóch głowach, gdy przybiera swą napastliwą, krwiożerczą postać. Kiedy podstępnie przywabia do siebie ofiary nad wodami i w bezdrożach, pokazuje się jako niepozorny, wychudzony człeczyna.

Zanim Mąż został zabity w pojedynku z Mokoszą, zdążył w czasie swych wędrówek i ucieczek przed Rosomochem mieć synów  i córki, w tym córę Mażę, lub jak chcą inni Mażenę[12]. Od niej poszło liczne potomstwo i całe plemiona ludne po dziś dzień. Na nich wszystkich ciąży owa klątwa Rosomocha-Konopielki, która nie została boskimi zaklęciami odczyniona i musi pozostać rzuconą już po wsze czasy.

Chociaż wiele kół wieków upłynęło od tamtych wydarzeń i wiele dziejów, łącznie z wybiciem prawie wszystkich Zerywan po Wojnie o Taje, to przyjęte jest przez kąciny wędyjskie oraz lęchskie, że wszyscy Rusowie i Porusowie pochodzą od tej właśnie Mażeny, która została zaklęta w lochę, ocalała od Potopu i Pożaru w Jaskini Rudzi, gdzie złożyła pęp. Z onego pępu, przez kolejne związki zrodziła się Wielka Matka Maza-Mazja, królowa Mazonek. Ona z kolei miała córkę Iwnę. Rusini pochodzą od tej Iwny, którą kiedyś uratował Rusłan i miał z nią syna Rusa, urodzonego nad rzeką Rosią[13].

Nurusowie (czyli Nurowie i Budynowie, a więc i Rusowie), Istowie (a wśród nich Porusowie-Prusowie) i Burowie (a między nimi Porusowie-Poruszowie i Borusowie) a także Skołoci mieli na ten temat zawsze odrębne zdanie prawiąc, że Rosomoch ma prześladować potomków Mazów, Lęgów i Wędów, a więc nie uważają się za potomków tegoż Męża, co wszedł w drogę Rosomochowi.

Co dziwne Serbomazowie w ogóle na ten temat milczą.

Słowianie z Zachodu, pochodzą, według gadaczy Wędów, od potomstwa Wudnara-Widnura, lub innych jeszcze mężów i dlatego nigdy nie widują strażniczki konopi w innej postaci niż dziewczyny Konopielki. Jeśli jednak będą szkodzić polom i uprawom, bezmyślnie je niszczyć i psuć, przeciw nim także użyje ona swoich kłów przybierając kształt Rosomocha.

Telawel-Czarodziej iczej Wielki Wel (Teli Wel) – zależnie od kraju znano go pod różnymi imionami: Ilji Muromca, Illmarinena, Telawela, Światogora, Świętopełka, Iwiana-Jawana, Feta Frumosa i wielu innhymi – poniżej różne jego wcielenia

Kłokis, Telawel[14], Golemowie i Swarożyc

O Golemach niewiele napisano w Księgach. Ich narodziny Księga Tura wspomina na uboczu i to ledwie w kilku słowy. A przecie wywiódł się z nich ród znaczny, po którym liczne ślady zostały we wszych ziemiach, gdzie stanęła stopa ludów Sis – Skołotów, Istów i Słowian.

Golemowie, jak wiadomo poczęci zostali podczas uczty jaką Boda wydała dla swych przyjaciółek w Golem Beudzie. Boginie niezbyt chętnie u Body bywały, bo skąpiła jadła i napitku, a nie była też wcale wesołą towarzyszką zabawy. Tym razem więc postanowiły same zadbać by na stole niczego nie brakło. Rada Zboża naniosła kołaczy, jasnego pieczywa i miodu, Warza nastawiła rosół i pieczyste, Rosza ułożyła delikatne zioła co je od Rokity dostała, a Żywia zadbała o omastę i owoce.

Chorzyca przyniosła bukłak Gorejącej Wody, Gogołada zaś wraz z Obiłą dostały od Spora sporą beczułkę złocistego napoju co go Pan Dostatku pierwszy raz onego czasu z brzeczki i chmielowych szyszek nastawił. Krasa zaścieliła polanę kwietnymi łanami a Dodola okryła ją orzeźwiającą rosą. Zaprosiły też Osidłę, bo Młode Panny Welańskie lubiły, kiedy weń pachniała tak pięknie jak to tylko możliwe, a nikt jak Podagowie nie potrafił pachalicą łagodniej poruszać powietrza, dla dobycia woni z wszech rzeczy.

Początkowo boginie dobrze się bawiły w swoim gronie, ale rychło znudziło je jedzenie i rozmowy, a napitki welańskie przywiodły je do wesołości. Zaprosiły więc do towarzystwa swoich boskich pomocników bogunów, a to skrzące Koboldy-Kubołcziki, zwinne Pleciugi – Liszki, kudłate Skotniki, koźlonogie Czarty, kędzierzawe Wilce i tęgie Chochołdy-Kowalisy. Wkrótce ogromne wesele na Golem Beudzie nastało, śmiechom i przyśpiewkom nie było końca, a coraz przaśniejsze żarty i przytyki czyniono.

Korolkow – Płacz Słowian (Swoich) Odejście Swarożyca

Pod wieczór w boskich głowach tak już szumiało, a krew bogiń tak była rozgrzana, że poczęły się wymykać w bardziej skryte zakątki z gromadami bogunów. Wtedy to Gogołada poszła w bór z hordą Chochołdów co jej zawsze wiernie służyły, Osidła zaś z Obiłuchami w tajemną zatoczkę się udała, a Obiła z Czartami ruszyła w dzikie tany. Chociaż wszystkie boginie zabawiały się wtedy bez umiaru dwie z nich okazały się następnego ranka brzemienne: Gogołada i Osidła.

Osidła urodziła wkrótce trzy razy po dziewięciu Asiłków, a Gogołada trzynastu Golemów. Asiłkowie byli przysadziści, kudłaci, o mocarnych barach. Niscy, ale silni niemożebnie, krakowici. Golemowie zaś urodzili się łysi i goli, ani jednego włosa na całym ciele, i tacy po wsze czasy zostali. Olbrzymi jak dęby, jednoocy i szpetni. Siłę także posiedli wielką, ale największym ich darem były oczy, którymi widzieli daleko, widzieli wszystko w koło, widzieli to czego nawet nie widać i mogli wypatrzeć co chcieli także w nocy. Osidła nie wstydziła się swoich poronnych dzieci i zezwoliła na początku zamieszkać Asiłkom w swojej niwie. Dopiero potem, kiedy na Ziemi zaczęli wojować Obrowie nakazała im ruszyć do walki i oddała im na dom wyspę na morzu, Osilię. Zamieszkali tam i wojowali na morzach a potem też zmieszali się z Łukomorzankami dając początek rodom Siłlęgów, którzy się odrodzili z pępów w Nowej Kolibie i poprzez szereg wcieleń przeszli w Ślęgów z Ludu Lęgów[15].

Gogołada za to nie chciała się przyznać, że ma synów tak szpetnych, niezgrabnych, nieruchawych i łysych. Rzuciła ich zatem od razu w Puste Pola, gdzie żywy duch nie zaglądał i nikt się nie mógł przerazić ich szpetoty.

Tak to trafili Golemowie w Puste Pola, w czasie kiedy się jeszcze nikomu nie śniło, że Zerywanie rozejdą się z Koliby, Łukomorzanie najdą brzeg morza Bołotyku, a Zełgin ukradnie Złoty Dzban i powstanie osobne plemię Istów. Niektórzy kołbiowie powiadają jednak, że nic się nie dzieje koszem, czyli przypadkiem, jako że wszystko od samego początku do samego końca jest zapisane w Baji Mokoszów, cały źrzeb wszego świata i wierg każdej rzeczy, ziarna piasku, kamyka czy człowieka.

Byli więc Golemowie w Pustych Polach, gdy gniew boży obrócił się przeciw Zełginowi i jego wojom, kiedy ci porwali Złoty Dzban ze świątyni zerywańskiej pod Trójwiązem. Widzieli jak Strzybóg miota na świętokradców burzę i jak Bożebóg okrywa ich czarną ziemią. Widzieli jak bogowie wyrwali Dzban z ręki Zełgina i gdzie on upadł i jak się roztrzaskał. Wiedzieli też dobrze, że został okryty czarnoziemem, gliną, przysypany piachem i pyłem zapomnienia. A potem szli za niedobitkami Zełginowego plemienia i wiedzieli, gdzie ono osiadło. Śledzili z daleka jego dalsze dzieje i jak mu przewodzi Jista. Zdarzało się im nie raz spotkać z Istami na Pustych Polach, kiedy się tamci na nie zapuszczali. Zdarzało im się takoż podejść pod sioła, najść we śnie niewiastę, porwać dziewki istyjskie, kiedy prały kijankami nad potokiem, bo oni posiąść kobietę mogli tylko siłą. Żadna im się po dobrej woli nie oddała – raz z powodu ich szpetoty, dwa ogromu a trzy, że rodząc ich olbrzymie potomstwo kobiety pękały jak źrzałe gruszki i konały w mękach.

Opowiadali o nich Istowie dziwne baje, ale woleli ich nie drażnić. Dawali im dary Istowie na skrajach Pustych Pól, i nigdy nie próbowali walczyć z nimi żeby ich przepędzić. Golemowie na swój sposób byli im wdzięczni za dary, za spokój, i za potomstwo. Toteż uradzili, że kiedy nadejdzie czas odwdzięczą się Istom i wesprą ich swoją siłą.

W czasie, gdy od Koliby zaczęły iść wyprawy w poszukiwaniu Dzbana, przykazała Golemom Gogołada strzec tajemnicy miejsca jego położenia. Czynili to tak skutecznie, że żadna wyprawa nie dotarła do celu i Dzban leży do dzisiaj tam, gdzie go rzucili bogowie.

W. Wasniecow – Ilja Muromiec

Tak się złożyło, że kiedy Zełgin odchodził z Koliby nie poszedł z nim żaden kowal, a właściwie był jeden, lecz ten w czasie burzy na Pustych Polach zaginął. Został po nim jedynie miesięczny osesek, Telawel. Zginęła też jego matka, żywcem w ziemi pogrzebana. Telawela wykarmiła suka Bywra, jako że żadnej brzemiennej niewiasty w tym czasie pomiędzy uciekinierami nie było a jeno ta szczenna suka.

Wyrósł Telawel na silnego młodzieńca, ale dziwny był. Niechętnie się do ludzi zwracał, stronił od obrzędów i kiedy przyszedł czas odpowiedni nie przyniósł wiechy z boru, ani nie stanął do walki, by stać się pełnoprawnym mężem i wojem. Zaczęli go mieć ludzie za ciurę, często też czereda dzieciaków biegała za nim, naśmiewała się i obrzucała go kamieniami. Chodził tylko sobie znanymi ścieżkami, a widywano go nieraz z daleka, kiedy w samo południe patrzył prosto w Słońce – Tarczę Swarożyca i ani mu powieka drgnęła. Przezywali go też z tego powodu Światłopełkiem.

Źle się wiodło Istom bez kowali. Nikt nie potrafił narzędzi wykuć, ni broni. Nikt nie wiedział gdzie szukać rudy i jak ją w piecu wytopić. Za czasów kiedy Jista była już starą królową, kilku jej przybocznych wojów starało się o schedę po niej, chcąc się z nią ożenić.  Okazało się bowiem, że Istyj, syn co został po Zełginie nie nadaje się na władcę.

Konstantin Wasiljew – Ilja Muromiec  oswobadza pojmanych

Zalotników było tylu, a każdy prześcigał innych chcąc królowej dogodzić, że nie wiedziała co czynić. Zebrała ich więc pod sjenowitym dębem Zapisem i rzekła:

– Ten mą rękę dostanie, który najbardziej mnie kocha. Który to jest? Ten, który przyniesie mi najwspanialszy dar. A ten dar najwspanialszy to jest tajemnica kowania, której widać bogowie za karę, przez zełginowe świętokradztwo, Istom wzbraniają.

Zaraz kilku zalotników ubyło, bo prawdą jest, co żercy Krasy z Krasnystawu prawią, że tylko bohaterskim czynem da się sprawdzić siłę męskiego pociągu ku niewieście. Trzech poszło w świat szukać tajemnicy, ale dwóch z nich nie zamierzało wracać. Ci osiedli między Łukami, bo im wstyd było, że się nie sprawili.

A jeden co zwał się Kłokis i ponoć miał w sobie krew półboską po matce ziemiance, która się oddała laskowcom Borowiła, najbardziej pożądał Jisty. Może nie tyle Jisty co władzy nad plemieniem. Ta żądza pchnęła go ku wielkim acz haniebnym czynom.

Powiadają guślarze i witungowie Swąta z Arkony, a takoż rzeką żybintowie znad Wilji: Nieprawa żądza pcha człeka ku nieprawym czynom, a co przez nieprawość nabyte, w nieprawym jest władaniu i prędzej czy później prawowita ręka ku temu się wyciągnie. W walce nieprawego z prawem tylko jeden jest zwycięzca, ten, za którym Prowe i Sądza stoją, ten nad którym czuwa Czsnota, i którego rękę Prawic prowadzi.

Borys Olszanskij – Iwian (Jawan-Światłopełk, albo Iwian Drak – syn Iworody, wnuk Czarodany)

[niektórzy twierdzą, że to jest obraz Bilibina, ale moim zdaniem nie jest]

Nie namyślał się długo Kłokis co czynić, lecz od razu na Puste Pola poszedł gotów błagać Golemów o pomoc. W tym jednym miał prawdę i może nawet w rzeczy samej w jego żyłach boska krew płynęła, bowiem skąd mógł wiedzieć, że Golemowie są po pierwsze synami Gogołady, która jest wszak Dawczynią Wszelakiej Wiedzy, a po drugie, że ich ojcami są Chochołdowie, jej bogunowie, zwani też Kowalisami, z tego powodu że są opiekunami kowalstwa.

Kłokis oszukał Golemów mówiąc im, że działa z polecenia królowej Jisty, którą z dawien dawna znali, i że jest jej mężem. Przyrzekli Golemowie pomoc dla Kłokisa. Sprawa wydawała się prosta. Powiedli Kłokisa ku Chochołdom, ale te nie chciały tajemnic kowalstwa zdradzić, prawiąc, że sam Swarog zabronił o tym opowiadać ludziom.

Powiedli Kłokisa przed oblicze Gogołady, która pod postacią białej kukułki na Puste Pola zstąpiła, ale i ona odmówiła tłumacząc się, że Weles każdego kroku bogów pilnie teraz strzeże i każdego słowa wypowiedzianego przez nich, i każdego danego ludziom znaku, i tej tajemnicy także. Ledwie to powiedziała w niebo uleciała i tyle jej było. Wstyd się zrobiło Golemom i nie wiedzieli co począć bo przecież przyrzekli, że pomogą Kłokisowi.

Konstantin Wasiljew – Ilja Muromiec i golcy w gospodzie

– Tedy – powiada Kłokis – Z waszą pomocą samego Swarożyca porwę i pod górą go schowam, aż jego ojciec Swaróg, Bóg Wiecznego Ognia, wszystkich tajemnic kowalstwa mi nie ukaże.

Wzdragali się Golemowie, ale cóż mieli czynić skoro przyrzekli. Zasadzili się razem z Kłokisem na Zapadnim Morzu, gdzie się Swarożyc po dniu pracy na noc chował. I schwytali go w sak, a powiedli w grotę podwodną, w jednym z jezior w borze, i tam trzymali.

Następnego ranka zaraz po spacerze Zorzy, Daboga dzień uczyniła, ale na niebo nie wzeszło słońce, jeno świat okryła ćmica bura jak noc. Nad światem zapadły ciemności. Strach zdjął ludzi i zwierzynę. A po tym dniu burym znowuż noc nastała i następny dzień po nim taki sam, jakby Matkę Ziemię płaszczem pyłu nakryto. Zrobiło się też zaraz zimno, a nocą przyszedł mróz i już nie odszedł.

Usiadły dzieci Słońca, jego córy rodzone i synowie przaśni na zimnych kamykach i ściskając w ręku rumiane jabłuszka płakali z chłodu i strachu. A Mor mrozem rzeki skuł i z lasów wygonił przerażoną zwierzynę, a w sadach jabłonie zwarzył, i w polach zboża ściął. Golemowie z Kłokisem zasię nad jeziorem Świtaź na Swaroga czekali.

I doczekali się, ale nie tak jakby chcieli. Zszedł Swarog na Ziemię po syna swego. Lecz nie nad Świtazią się pojawił, ale u Istów. Tu na polanie napotkał Telawela i tak mu powiada:

–          Tyś jest Telawel z Zerywanów, tyś jest wnukiem moim, tobie mój młot chcę dać. A kiedy nauczysz się nim władać, co jemu każesz to on zrobi. Idź do królowej Jisty, a potem przyjdź do mnie. Musisz wyzwolić mego boskiego syna, a jeśli trzeba wykujesz mu nową tarczę-słońce.

A. Klimenko – Swarog – Kowal Pamięci i Sławy przemawia do Światogora przed bojem

Poszedł Telawel do królowej. Ale najpierw nie chcieli go puścić przed jej oblicze, boć przecie nawet wojem nie był. Jednakże, gdy zobaczyli młot na jego ramieniu i jego wzrok twardy jak kamień, ustąpili mu z drogi. Przyjęła go Jista i przyrzekła mu rękę, jeśli wyzwoli Słońce.

Wrócił Telawel do srebrzystowłosego starca[16], a ten zabrał go do siebie. Przez trzy dni i noce bez wytchnienia uczył go sztuki kowania w swojej boskiej kuźni, a Telawel okazał się nadzwyczaj pojętnym uczniem. W mig przyswajał sobie wszelkie tajemnice i czwartego dnia kiedy starzec kazał mu wykuć kunsztowną zapinkę, niebieski wóz żelazny i trzy zaklęte miecze samosiecze, wykonał zadania bezbłędnie. Tedy dał mu starzec jeden ze swoich młotów na własność i posłał Telawela na pomoc Swarożycowi.

Ruszył Telawel na Puste Pola szukać Golemów. Przez trzy dni szukał aż znalazł. Sześciu ich przebywało na Pustych Polach. Zapytał się, gdzie ich bracia i czy o Słońcu czego nie wiedzą, czemu go nie ma na niebie. Zwodzili go, kłamali, ale poznał się na tym i wyzwał ich do boju. I stawali mu Golemowie olbrzymowie jednoocy, jeden po drugim a od jego młota padali. A gdy do szóstego przyszło ten błagał go o zmiłowanie i wskazał drogę nad jezioro Świtaź i rzekł, że tam przebywa uwięziony w podwodnej grocie Swarożyc ze swą Tarczą Słońcem. Powiedział mu też, że Golemowie nie chcieli porywać Słońca, lecz przyrzekli pomoc Kłokisowi i prosił by darował jego braciom żywot.

Golem

Poszedł Telawel nad Świtaź, lecz zanim przemówił trzej bracia rzucili się na niego. Pobił ich młotem Swarogowym i padli martwi. Wtedy stanął przed nim rozwścieczony Kłokis i jemu Telawel głowę młotem strzaskał. Pozostali Golemowie uciekli, a Telawel zszedł na dno i rozbił więzienie Swarożyca i Słońce nad świat wypuścił. Nim na powrót z głębiny wychynął, ciało Kłokisa rozniesione zostało na strzępy przez stado dzików.

Powiadają, że to Borowił ukarał pysznego Kłokisa, jako że zdaniem Władcy Boru hańbę przyniósł nie tylko swojej matce i laskowcom, z których jeden był jego ojcem, ale całemu rodowi Knów. Tedy nie pozwoliwszy odbyć nad ciałem Kłokisa praktyk grzebalnych, a oddając jego ciało krukom i wronom, skazał go na los zdusza, który pod postacią zwierzoczłekoupiora, niedźwiedzioluda po puszczy będzie się po koniec świata błąkał. Takoż  po dziś dzień północne bory onże przemierza i dziko po nocach wyje, a wędrowców napada. Ten jest szczególnie na Litwie znany jako Lokis, a po słowiańskich krainach zwą go Łukim.

Poślubiła Jista Telawela, radość i wesele zapanowały nad światem, kiedy Swarożyc ze swoją tarczą Słońcem na niebie znów objął rządy. Trzeciego dnia po weselu Telawel zebrał gromadę krzepkich młodzieńców. Spośród nich wybrał dwunastu i tych uczył wiedzy kowalskiej przez kolejne trzy lata.

A kiedy skończył i całą wiedzę o kowaniu broni, ozdób, narzędzi posiedli, ruszył w świat. Chciał obejść całą ziemię i dokonać wielu bohaterskich czynów. Wieści różne o nim i czynach jego docierały przez długi czas do Istów, to od Harów z gór tęgich, to od Morzan znad rzek wielkich,  aż w końcu i ta przez gołębie została przyniesiona, że wziął go Kowal Niebieski – Swarog do swojej kuźni na kowala, bo ze wszystkiego co w życiu czynił to jedno robił najlepiej.

Golem wśród Istów

Jista powiła spłodzoną przez Telawela córkę Mażę, która objęła królestwo po niej. Niektórzy złośliwcy powiadają jednak, że ojcem Maży był Mąż I, bo Telawel nie spłodził potomstwa z Jistą i to było jednym z powodów, że musiał odejść, ustąpiwszy miejsca u boku królowej kolejnemu kniaziowi, a tym był właśnie Mąż I. Wiekszość Kapiszt przychyla się jednak do sądu iż Mażena Telawela i Jisty nie jest ta samą księżniczką co Maża.

Powiadają mudrowie i kudawowie Świątyni Światła Świata, by nie mylić też przypadkiem Mazji-Mazowki z owymi dwoma Mażeną i Mażą, bo te narodziły się i żyły jeszcze przed Wojną o Taje.

Potomkowie ocalałych Golemów[17] zamieszkali z Istami i z nich się wywiodło plemię Goljadziów, a z niego z kolei zmieszani z Wędami-Węsami i Jątami Jadźwięgowie (Jąćwindowie). Sami zaś Golemowie ukryli się tak dobrze jakby się zapadli pod ziemię. Tak im wstyd było ich uczynku oraz klęski w boju przeciw Telawelowi.

Powiadają jednak mazowscy żercy z dawnej kąciny Płockiej i Góry Pułtuskiej, że gdyby kto znów jednak zechciał szukać Złotego Dzbana po Pustych Polach, wyjdą na świat widny, bo z rozkazu swej matki nie dopuszczą nigdy, żeby Dzban na powrót znalazł się w rękach ludzi.

Zamyk Dziwotwora

Inna opowieść o wyzwoleniu Słońca

Powiadają wołchwowie kapiszt wschodu, ze Śwjatych Bogow i z Glenia, a także innych uroczysk Słowian, a zwłaszcza ze Slania, świętego grodu Siedmiu Rodów, że wyzwolenie Słońca inny miało przebieg niż twierdzą Istowie i Mazowie.

Jako, że Telawel w wielu krainach bywał i wielu jeszcze czynów dokonał, przypisywano mu tamże swojskie imiona, i pod nimi jest do dziś w owych krajach znany. Morawiany, którzy są potomkami Morusów i Chorwaci Nadbużańscy, Małopolscy i Śródziemnomorscy, praprawnuki Wielkiej Harii – Wharatu, czyli Horusów – Białych Harów (Charwatów, Chrobatów, Chawarów) i Nurów zapamiętali go pod mianem Światłopełk. Biali Rusowie i wszyscy którzy się wywiedli z Ludu Budynów znają go pod imieniem Iwan (Iwo-Drak czyli Drak Iworodzian lub Jawan), a Siedmiorodzianie mający korzenie w starym plemieniu Białych Serbomazów Naddunajskich i isto-bursko-nuryjscy Porusowie-Prusowie, zapamiętali go jako Jonike. Znają go też Wołoszanie, potomkowie pomieszanych Getów, Gotów-Gątów, Dawów, Dachów, Sokołowinedów i Wątów-Ątów co ich zwą dzisiaj Mołdową, Naddniestrzem i Rumunią. Ci zapamiętali go jako Fet Frumos – Syn Skrzysty, Malowany. Horole-Karakałpaci znad Morza Orol oraz tamtejsi Porusowie-Poruszowie i Koszetyrsowie ze stoków Gór Świata, potomkowie dawnych Harów i Saków z Horoszy, Wierchanii-Hyrkanii (Wierszanii)[xviii], Bogtoharii, Bajanii i Bujanii nazywają go po prostu Kawe, czyli Kowal. Złoci Tajhowie (z Gór Złotych Taj – Załatajhu-Ałtaju) – a to Szyszacy, Spisowie, Ojcy-Osiowie, Bierygowie i Orole z Gór Kamiennych, Załtajhowie z Ałtaju i Tajchowie z Żywca w Harpątji (dzisiejszej Małopolsce) oraz plemiona Burowii nazywają Telawela Ilią lub Ilją Muromcem, a Fenowie-Wenowie i inne ludy Suomi oraz Ogórowie zwą go Ilmarinenem (Ilią Marinenem), podobnie jak Mieniowie znad Ilmienia. Różne się zatem zachowały podania o wielkim czynie Wyzwoliciela Swarożyca, co na Niebo Przywrócił Tarczę Słońca, a wszystkie one odmienne są jeno w szczegółach.

Konstantin Wasiliew – Bitwa Dobrynii ze Żmijem

Tak więc, według onych przeróżnych plemion Słowian, Słońce zostało zamknięte w Zamyku Dziwotwora, który był synem (lub też córką) Mroka, czyli Mora. Dziwotwór ten zwany był Kłoką. Już po samym mianie inoga widać, że jego matką musiała być Borana albo Obiła.

Rusowie prawią, że matką Dziwotwora była żmijica, służka Dzięgli, a ojcem Borowił. Morawiany powiadają zaś, że Dziewanna była jego matką a Mor ojcem, albo Dziwień ojcem a matką Marzanna. Harowie kazują, iż matką była Borana a ojcem Mor lub nawet Czarnogłów.

Według tych wszystkich podań przeciwnik Telawela był inogiem niebiańskim, który żyje wiecznie, a dopiero trzykroć pokonany i zabity musi zmienić postać. Możliwe, że Dziwotwór Kłoka był smokiem lub żmijem prawdziwym, czyli Ażdachorem, którego matką była Ażdacha, smoczyca albo żnuja, a ojcem któryś z Bogów Ciemności, co zawsze przeciw Panom Ognia stają[19].

Takoż podług słów żerców z Glenia Światłopełk starł się z Kłoką na Kalinowym Moście nad rzeką Maliną[20].Wcześniej zaś spotkał Czarnego Starca, który zabrał go ze sobą do pieczary by mu dać oręż. Nim się Światłopełk połapał, że starzec nie jest zwyczajnym czarownikiem, a pieczara pieczarą, już starca ni pieczary nie było.

Konstantin Wasiliew -Walka ze żmijem Kłokisem-Dziwotworem

W ręku dzierżył młot[21] a przed nim pieniła się rzeka Czerwona. Tak to, przez pieczarę ową, przez którą wiodło ziemskie wejście tajemne, wszedł Światłopełk niespodzianie na Welę, w Naw Smoczą Piekielną, gdzie Rzeka Rzek w całym swym welańskim biegu jedynie przybiera maści krwawe – Czerwienicy i Czernicy. Sam Swarog naszedł wytędza w onej grocie, pod postacią Czarnego Starca o Płomiennej Brodzie i on wskazał mu drogę, i Zamyk, gdzie uwięziono Swarożyca, z jego Złotą Tarczą[22].

Pierwszej nocy, gdy Światłopełk starł się z Kłokisem, na przybycie Dziwotwora wzburzyły się wody czerwone, a orły podniosły krzyki na dębach, zaś   dziwotwór miał postać trzygłową[23]. Wszystkie trzy głowy od jednego uderzenia młodzieńca wtedy stracił. Światłopełk zakopał odrąbane łby Kłokisa pod mostem, a ciało wrzucił do rzeki, która je pochłonęła.

Konstantin Wasiliew – Bitwa na Kalinowym Moście

Kolejnej nocy dziwotwór miał sześć głów i tak samo jak poprzednio je stracił. Trzeciego dnia po ciężkim boju także został zabity, a jego dziewięć odrąbanych głów zostało pogrzebanych pod mostem[24].

Światłopełk podkradł się pod zamyk i podsłuchał jak matka Kłoki, Wielka Wężyca, obmyśla zemstę wraz z trzema córkami-żmijicami. Dzięki temu wiedział, gdy na drodze do zamyku napotkał studnię z chłodną źródlaną wodą, że to jest siostra Kłoki żmijica, przemieniona w źródło trujące. Pokonał ją i przegonił.

Druga córa Wężycy stanęła mu na drodze pod postacią zatrutej jabłoni co kusiła go pięknymi owocami. Zrąbał jabłoń i poszedł dalej. Trzecia przybrała postać łąki co zachęca do spoczynku i snem morzy, a podczas tego snu żywym ogniem pali. Tę też pokonał.

Na koniec starł się ze starą Wężycą, która przybrała postać lochy i chciała go pożreć. Wzniósł ją w powietrze i rzucił o ziemię tak, że się w proch rozsypała. Proch ten zaraz wiatr porwał i rozniósł po ziemi[25], a wtedy Słońce na powrót weszło na niebo.

W. Wasniecow – Iwian (Iwan, Iworodzian) zwany inaczej Jawanem „Ucieczka z księżniczką na skrzystym wilku”

Podług podań z Moraw, Światłopełk (Iwan, Jonike, Telawel, Kawe, Ilia) ruszył przeciw dziwotworowi z drużyną wojów a nie samopas, a było tych wojów dwunastu. Trzech z nich wypiło wodę z zatrutej studni czym uratowali mu po raz pierwszy życie, trzech zjadło jabłka z zatrutego drzewa i tym sposobem po raz drugi uratowane zostało jego życie, trzech spłonęło gdy zasnęli na palącej łące, a trzech ostatnich padło rozszarpanych przez lochę[26], ci ostatni wyratowali więc Światłopełka po raz czwarty od niechybnej śmierci.

To na jego cześć, bohatera, wytędza co Wyzwolił Słońce, królowie Morawian przybierali potem przez wieki święte imię Światłopełk.

Mororzyk (Moroz)

Mororzyk i Marzanna

Kiedy Kłokis kradł Słońce, wśród Łukomorzan wiele już było różnych rodów, a ich sioła licznie się rozrosły po puszczach i całej nadmorskiej krainie. Każdy ród posiadał własnego naczelnika, a wszyscy oni podlegali kniaziowi, który sprawował władzę i kierował sprawami wiary. W tych czasach bogowie, boginki, bogunowie a także zdusze i wszelkie niebiańskie stwory – skrzyste zwierzęta, skrzyste zrósty czy inogi, żyły w bliskich stosunkach z ziemianami (ludźmi, inogami, zwierzyną i roślinami) i nikt się temu nie dziwił. Często dochodziło do przyjaźni welańskich istot z ziemskimi i różnorakich związków miłosnych oraz rodzinnych.

Liczba ludzi co pochodzili ze związków z Welanami, albo ich inożnym ziemskim potomstwem, do ludzi co się zrodzili wyłącznie z ludzi, miała się jak jeden do dwu. Toteż nikogo nie zaskakiwał odmienny wygląd istot, ich różnorakie cechy, rozmiary i zachowania.

Wielkim szacunkiem darzono wsze byty świata i czczono każdy przejaw istności wiedząc, że najdrobniejszy kamyk, pyłek kurzu, owad, źdźbło trawy, korzonek, ziarnko, grudka kopalna, drobinka światła czy cząstka wody ma boskie pochodzenie. Plemiona i rody miały własne zwyczaje, stroje i obrzędy domowe. Nikt się do spraw nie swoich nie wtrącał, nikt rodom niczego przemocą nie narzucał. Plemiona, gdy nie było w nich zgody, dzieliły się i rozchodziły.

Panował zaś jeden język zrozumiały dla wszystkich. Wszyscy rozmawiali tedy ze wszystkimi, wymieniali się przedmiotami wytworzonymi własną ręką na te co ich potrzebowali, a nie umieli wykonać. Tak było na wszym ziemskim padole aż do Wojny o Taje. Wtedy dopiero bogowie splątali ludzkie ścieżki i języki, czyniąc jako rzekł Bożebóg w gniewie: „Jak wilki obszczekiwać się będziecie i gryźć wzajem, a też chadzać będziecie osobnemi ścieżki, jako dzikie knury chadzają”.

Póki co bogowie wciąż zsyłali potomkom Zerywanów nowe, a liczne dary.  Ci nieraz już jednak dawali poznać swoją pychę, nieraz też złe cechy brały w nich górę nad dobrymi. Po czasach Jisty i Telawela-Światłopełka oraz dawnych królów przyszedł czas, że nad wielkim plemieniem z Łukomorza, zwanym Łukomorzanami-Morzykami przewodził Mororzyk – Mrozek.

Marzanna Królowa Śniegu

Mororzyk był synem czelticy Rzeki (córki Ługa i Oblęży) i jak powiadano, samego Mora. Ponoć właśnie Mor uczynił Rzekę władczynią wszystkich płynących średnich wód północy i sprawił, że te nie zamarzały. Trochę to dziwne, bo Mor rzekami nie włada, ni morzem. Jednak nie jest to wykluczone, bo na siewierzy wielka jest waga jego dziełania dla wszystkiego co żywe i dla wód takoż[27]. Niektórzy nazwę morza od Mora wywodzą.

Są też głosy, że Oblęża nie była brzeginią, a samą wcieloną w postać krasnej dziewki czy brzegini, albo ziemlanocki, boginią Obiłą. Według wielu kątyn wschodu dla zapewnienia Łukomorzanom powodzenia i dobrych związków z morzem oddała się Oblęża-Obiła potajemnie Wodo Bełtowi i z tego związku zrodziła się czetlica-czeltica Rzeka, a może nawet i wszystkie czeltice ziemskie. Prawdą jest, że Rzeka była jedynym inożnym potomstwem Ługa i Oblęży. Jej rybi ogon sprawiał, że lepiej się czuła w wodzie niż na lądzie, a zimy spędzała na morzu, lub u ujścia rzek do morza.

Inni znów powiadają, że Rzeka była córką nie Ługa i nie Wodo-Bełta, lecz Mora i Oblęży, a Mororzyk był tylko jego wnukiem, z lędźwi kniazia Moryka i z ciała Rzeki poczętym.

Prawią też, zwłaszcza wszystkie zarzycki, rzekaczki i zaklinacze kątyn Wodo i Wądy, że to od tej czetlicy Rzeki, średnie wody – te które miały własną mowę i rzekały ludziom, wzięły nazwę rzeki – czyli wody rzekającej. Inne zaś, te co bezgłośnie a wolno swe szerokie tonie toczą, zwie się dunajami.

Jedno jest pewne, że Mororzyk był synem lub wnukiem Mora i synem Rzeki. Urodził się z białymi włosami, białym wąsem i białą brodą. Od samego początku porośnięty był też siwą szczeciną na całym ciele, niczym dziki knur.

Marzanna nigdy nie miała wątpliwości skąd się Mororzyk wziął na świecie, jako że nie cierpiała ani Rzeki, ani jej syna.

Mororzyk od samego początku czuł się dobrze tylko zimą, kiedy błoto już było skute w grudę. Gdy spadały wielkie śniegi, a jeziora zamierały pod lodem i białe góry wypływały na morze Mororzyk rósł w siłę i podejmował zarówno morskie jak i lądowe wyprawy. Przez resztę miesięcy zalegał we dworze ospały, jak mucha w mazi. Ciężko było wojom podołać z takim panem, a i jemu nie było lekko, jako że wiedział, iż więcej mógłby zdobyć, gdyby nie ta przypadłość. Miał więc Mororzyk jedno marzenie, chciał posiąść moc czynienia mrozu latem i chłodu przez cały rok. Chciał w środku lata móc się wyprawić ku Białym Górom Kauków.

Jedni powiadają, że do owej przygody Mororzyka doszło kiedy Kłokis ukradł Słońce, inni że było to w innym czasie, kiedy Swarożyc ze Słońcem ukrył się na dnie jeziora na trzy dni, czyli prawdopodobnie wtedy, kiedy Swara zabiła jego przyjaciela Złotysza. Są też tacy którzy prawią, że to było kiedy Swarożyce i Dagboga ukryli się w Zaświatach.

Kiedy tylko pociemniało i ochłódło Mororzyk od razu poczuł się lepiej i kazał wojom wyprawę ku górom sposobić. Sarkali wojowie, bo czas to był dziwny, niebo bure, weń ćma, a niepokój wśród ptactwa i zwierzyny w borze wielki, ale cóż było począć. Zebrali się szybko i ruszyli nie czyniąc nawet wielkich zapasów. Poszli przez bory, poszli przez bezdroża, a spieszyli się bardzo, morząc nieraz wierzchowce. I wszystko było dobrze, dokąd Swarożyc pozostawał w ukryciu. W trzy dni, które się niczym nie różniły od nocy dotarli do Gór Kauków, a szczęśliwe oblicze władcy wynagrodziło im wszystkie trudy. Namawiali Mororzyka, żeby zawrócić, skoro już góry zdobyte, ale jemu było mało, chciał więcej i więcej i jeszcze jeden szczyt i jeszcze jedna góra biała od śniegu i jeszcze jeden żleb, co się otwierał przed nimi.

Aż gdy się wreszcie zmęczył Mororzyk i chciał już wracać na niebie pokazało się Słońce. Przez pierwsze godziny, idąc w palących promieniach posuwali się dosyć szybko, ale Mororzyk czuł jak słabnie. W kolejne dni słońce paliło już tak mocno, że Mororzyk popadał ciągle w malignę  i kirsen, i nie potrafił drogi właściwej do powrotu im wskazać. Uwięźli w górach na dobre, zapasy im się skończyły, a wciąż jeszcze stąpali po gołych skałach, gdzie nawet trawa nie rosła. Wezwał Mororzyk na pomoc swego ojca. Przez cały dzień głośno o pomoc go prosił, a pomian niósł jego rzekanie przez góry na ich niebieskie szczyty i w niebo.

Usłyszał go Mor i chciał przyjść z pomocą, ale rzekła mu Marzanna:

– Mężu i Panie mój, Bracie mój i Władco nie trudź się i głowy sobie Mororzykiem nie zajmuj, ja mu z pomocą pójdę.

Zdziwił się Mor, bo Marzanna nigdy dotąd skłonności żadnych ku jego synowi nie okazywała, ale zgodził się i przykazał jej by wyposażyła Mororzyka w umiejętność mrożenia powietrza, wody, ziemi, ognia i pokarmu, tak żeby już nigdy nie groziło mu niebezpieczeństwo.

Poszła Marzanna w ziemskie Białe Góry Kauków i ukazała się Mororzykowi w kirśnie. Nie powiedziała mu wcale, że z polecenia ojca przychodzi i że ma mu dać tajemnicę jako przykazał, lecz rzekła, że da mu ów dar mrożenia i morzenia, ale tylko jeśli się do niej zgodzi na służbę, kiedy go o to poprosi. Mororzyk tak bardzo pragnął daru bogów, że zapomniał o ostrożności i zgodził się.

W jednej chwili ów dar posiadł i kiedy się przebudził zamroził od razu cały żleb w którym popasali. A działo się to tak jakby sam Mor-Moroz zstąpił z niebios. Słońce zaświeciło mocniej, jaskrawo i zaduł przejmujący zimny wicher północny, a ziemia i drzewa zaczęły trzaskać niczym skowane przez bogunów mrozków-trzasków[28]. Poczuł się rześko Mororzyk, a umysł miał jasny. Orszak ruszył ponownie w drogę. Gdzie się zaś zatrzymali tam Mororzyk sił próbował i morzył, a to bór w środku lata, a to rzekę lodem, a to sarnę, którą upolowali przymroził by się nie psuło mięsiwo, a to wodę w źródle ochładzał.

Marzanna Starucha

Tak wielce go ten dar cieszył, że począł go bez umiaru używać. Kiedy wrócili do sioła chciał jak najszybciej swoje umiejętności pokazać oblubienicy, Morzyżenie, ale tak to nieopatrznie uczynił, że ją od razu w sopel lodu zamienił.

Wiele razy tego lata Mororzyk odbywał wyprawy i poznawał coraz żyźniejsze krainy. Trafił do Istów i z nimi do wielkiej przyjaźni przyszedł. Obiecywał sobie, że kolejnego roku przeprowadzi plemię w te miejsca mlekiem i miodem płynące, bliższe nowych przyjaciół. Jeno wojów wciąż ubywało w jego drużynie, umorzonych i odmrożonych po drodze.

W Kres pojął za żonę Lenę, wnuczkę Leny Zełginowej i ta zaraz okazała się brzemienna. Jej też niezwłocznie swój dar przekazał. Tak się cieszył z nabytych umiejętności, że musiał się z żoną tajami o nich podzielić. Nauczył ją dokładnie wszystkiego. Ale nie doczekał Mororzyk urodzin syna. Ledwo dziecię spłodził i zaczęła się jesień, jak nawiedziła go Marzanna.

Wielkie dziwy były w siole. Niespodzianie spadły śniegi i zjechała Królowa Śniegu w złotych saniach. Nic jeno przed bramą dworu Mororzykowego stała. Chciał nie chciał pożegnał się z ukochaną i wsiadł w sanie ciągnięte przez skrzyste jelenie. Tylko jedno jej przykazał, by syna nauczyła tego co wie i nie zaniedbała nowej przyjaźni z ludem istyjskim.

Powiadają wołchwowie, że na dalekiej siewierzy, tam gdzie kończy się ziemia, jest góra, którą zwą Siewiernym Czubem, a w tej górze jest Lodowy Zamyk, w którym Królowa Śniegu na ziemi przebywa. Tam to u Marzanny na służbie Mororzyk został. Niektórzy wołchwowie i kudawowie przekazują wieść, że to ta sama góra co ją zwą Kara, która sięga czubem Nieba.

Powiadają też, że długo jej nie służył, bo z każdym kto z Panią Zapomnienia i Starości, Królową Śniegu przebywa, tak jest, że traci pamięć i serce mu lodowacieje[29]. Kiedy Mororzyk zrozumiał, że ukochanej nie pamięta, a o Łukomorzanach z nienawiścią myśli, kiedy pojął, że stał się zimny i zły jak sama śmierć, sam się własnymi czarami w kawał lodu przemienił.

Lena urodziła z wiosną syna, któremu dano imię Dewut, jako że dziewięć jest czertą śmierci, a on był pogrobowcem. Słynnym stał się wojem i potomni zapamiętali go jako Wojdewuta. Wojdewut pomny nakazów matki ożenił się z istyjską księżniczką. Łukomorzanie i ich istyjscy potomkowie pilnie strzegli tajemnicy jak czynić lód latem i trzymać żywność zamrożoną by wciąż była świeża. Niejeden raz też sposobem czarownym skuwał Wojdewut morze by wraże łodzie zatrzymać, albo przejść po nim na którąś wyspę, jak po stałym lądzie.

Kościej Bezśmiertny i śmierć uwięziona według Korolkowa

Kościej Bezśmiertny i Złota Grusza Spora

Niewiele wiadomo o trzech synach Sowicy z Zerywanką Korzenią, czy też jak twierdzą ligasze z kąciny Jaćwięgów w Szurpiłach, z samą Chorzycą-Groźnicą. Jeno tyle, że wszyscy trzej zostali zabrani przez ojca do Nawi, a potem z nich wyszli na powrót i zamieszkali w Kolibie, a jednym z nich był Kościej.

Kiedy Kościej usypiał w Zaświatach Sow