białczyński

Cała prawda o HEKSACH i heksagramach

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 3 Styczeń 2014

Molitoris_TitelUlricus Molitoris – kuchńa heksůw

Heksa – w ńykerych wjerzyńach ludowych: baba zajmujůnco śe czornům magjům, ćepjůnco prziroki, kojarzůno s śiłůma ńyczystymi – czynsto s szatanym. Mynskym uodpowjydńikym je czarowńik. We folklorze pojawjajům śe tyż dobre heksy, kere zajmujům śe tam czystům i dobrům magjům. Postaće heksůw mogymy trefić m. in. w ojropejskij mitolůgji ludowyj, jydnokże tam fůnguje raczyj pod mjanym wjydźmy i mo trocha myńi pejoratywne znaczyńy.

W 1484 papjyż Innocynty VIII wydoł bullym Summis desiderates bydůmcům podsůmowańym wcześńijszych uchwoł potympjajůncych czary i zezwolyńym karańo śmjerćům heksůw a czarowńikůw. Innocynty VIII powołoł śe w ńij na słowa Bibliji Ńy pozwolisz żyć hekśe. (Wj.,22,17.)

Motyw heksy je uobecny tyż w kulturze ojropejskij růżnych epok, m.in. w Makbeće W. Szekspira. Poymat symfůńiczny Antonína Dvořáka s 1896 mo titel Heksa połedńa.

Heksa = Czarownica

Czarownica – osoba[1], w niektórych wierzeniach ludowych kobieta, zajmująca się czarną magią, kojarzona z siłami nieczystymi – często z szatanem. W folklorze pojawiają się także dobre czarownice, które zajmują się białą magią.

Według pewnych założeń czarownica współpracuje z siłami natury, czarownicy jednak są postrzegani jako ci, którzy pracują z duchami i demonami.[potrzebne źródło]

Postaci czarownic możemy spotkać m.in. w europejskiej mitologii i tradycji ludowej, jednakże tam funkcjonuje raczej pod pojęciem wiedźmy.

W 1484 r. papież Innocenty VIII wydał bullę Summis desiderates będącą podsumowaniem wcześniejszych uchwał potępiających czary i zezwoleniem karania śmiercią czarownic i czarowników. Innocenty VIII powołał się w niej na słowa Biblii Nie pozwolisz żyć czarownicy. (Wj. 22:17.)

Motyw czarownicy jest obecny także w kulturze europejskiej różnych epok, m.in. w Makbecie W. Szekspira.

Obecnie wyznawcy religii Wicca uważają się za kontynuację starożytnych kultów czarownic. „Czarownica” jest określeniem, które dotyczy kobiet jak również mężczyzn. Nawiązując do angielskiej nazwy „witch”, która odnosi się do obu płci, dlatego często mężczyźni-wyznawcy Wicca nazywają siebie czarownicami.

John_William_Waterhouse_-_Magic_CircleJohn William Waterhouse – Magic Circle (1886)

Procesy

Procesy o czary – popularna nazwa procesu karnego, w którym oskarżonemu zarzuca się uprawianie magii.

W Europie najwięcej procesów o czary miało miejsce pomiędzy XV a XVII wiekiem[1]. Ich liczba wzrastała aż do okresu reformacji. Wśród zarzutów stawianych oskarżonym najczęściej pojawiały się także czczenie diabła lub paktowanie z nim, latanie do odległych miejsc na miotłach, nielegalne gromadzenie się na sabatach, kopulacja z inkubami lub sukkubami[2], kanibalizm (w tym zjadanie dzieci), sprowadzanie chorób, opętań, śmierci, impotencji, bezpłodności ludzi i zwierząt, profanacja mszy lub konsekrowanej hostii, a także zabicie krowy sąsiada, spowodowanie gradobicia, zniszczenie plonów i kradzież. W oskarżeniach Żydów o mord rytualny i polowaniach na czarownice historycy znajdują kilka analogii, m.in. zarzuty czczenia diabła, porywania dzieci, wytyczania krwi w celach magicznych, a także występowanie obu zjawisk w obrębie chrześcijaństwa zachodniego i jego brak w kościołach prawosławnych.

Polowania na czarownice trwały od końca XIV wieku do połowy XVIII. Ich rozkwit nastąpił w połowie XV wieku, kiedy to papież Mikołaj V w liście do Hugunesa Lenoira, inkwizytora na Francję, przekazał inkwizycji prawo do zajmowania się wszystkimi przypadkami praktyk magicznych i czarów, nawet jeśli nie trąciły jawnie herezją. Wcześniej niejako chronił domniemane czarownice przed śmiercią dokument wydany w 906 roku – Canon Episcopi. Nakazuje on, aby ludzi, którzy uprawiają wróżbiarstwo i praktyki czarownicze, wypędzano z gminy, jednak o karze śmierci nie ma mowy. Canon Episcopi odprawianie guseł uważał za przestępstwo, lecz nie za herezję, gdyż zakładał, iż loty czarownic i ich sabaty to nieszkodliwe dla osób postronnych wytwory wyobraźni. Największe natężenie polowania na czarownice osiągnęły w krajach niemieckich.

Charakterystyka czarownic i czarowników

W 1486 roku wydano najsłynniejszy bodaj „podręcznik” dla łowców czarownic – Młot na czarownice (Malleus Maleficarum) autorstwa Heinricha Kramera (Institorisa) i Jakoba Sprengera. Według ich opinii, czary uprawiają przede wszystkim niewiasty, które są do tego bardziej przystosowane przez naturę, również z uwagi na mniejszą wiarę, jaka ponoć cechuje kobiety. Potwierdzeniem tego ma być samo słowo „kobieta”. Łacińskie słowo femina (kobieta) ma bowiem mieć swoją etymologię w złożeniu: „mniej wiary” (fe = fides, czyli wiara, oraz mina = minus, czyli mniej), ponadto mężczyźni są bardziej odporni na zakusy Szatana przez sam fakt, iż Jezus był mężczyzną. Inne zasady doktrynalne zawarte w Młocie na czarownice głosiły, że wiara w istnienie czarownic jest nieodłączną częścią wiary katolickiej, zaś niedowiarstwo w tej sprawie równa się herezji. Diabelski spisek, który opanował świat, można zwalczyć ludzką dłonią poprzez wiarę i represje. Istotną rolę odegrała tu bulla Summis desiderantes affectibus papieża Innocentego VIII, która upoważniała inkwizytorów do tropienia czarownic.

W praktyce większość osób oskarżonych o czary stanowiły kobiety (szacunki podają proporcje 1 mężczyzna na kilkaset kobiet)[potrzebne źródło]. Znacznie też częściej oskarżano osoby z niższych warstw społecznych niż ze stanu szlacheckiego. Jeszcze większa dysproporcja pomiędzy liczbą osób o niższej i wyższej pozycji społecznej widoczna jest gdy rozpatrujemy procesy zakończone skazaniem osób oskarżonych.

Hexenszene_1700

System polowań

Do polowań na czarownice powołany został cały system prokuratorsko-śledczy oraz lekarski (uznano, iż lekarze potrafią odróżnić sprawy diabelskie od defektów somatycznych). Przyznanie się do winy było koronnym dowodem. Ówczesne prawo zezwalało – dla wymuszenia zeznań – stosować w toku śledztwa tortury. Stosowano też rozmaite próby mające wykazać winę lub niewinność oskarżonej. Do jednej z metod zaliczano próbę wody, która w praktyce dawała niewielkie szanse oskarżonej, która wrzucona do wody zazwyczaj nie szła na dno (co świadczyłoby o niewinności), ponieważ noszone wówczas obfite spódnice utrzymywały ją na powierzchni. Do dowodzenia winy stosowano także próby łez (jeśli nie potrafiła płakać miała być czarownicą), wagi (waga taka znajdowała się np. w Utrechcie, jeśli oskarżona była lżejsza niż 49,5 kg uważano, że może być czarownicą i wzlecieć na miotle) lub ognia. Czasem też szukano na ciele lub pod skórą domniemanej czarownicy diabelskiego znamienia, wiązało się to z nakłuwaniem ciała. Po „udowodnieniu” winy skazywano na spalenie na stosie (w Europie kontynentalnej) lub na szubienicę (na Wyspach Brytyjskich i wśród kolonistów w Ameryce Pn.). Wbrew powszechnemu przekonaniu procesy o czary nie zawsze kończyły się skazaniem na śmierć. Część kończyła się uniewinnieniem, stosowano też lżejsze kary np. chłostę, wydalenie z miejsca zamieszkania czy zmuszano do rekompensaty pieniężnej wobec domniemanej ofiary czarów. Historycy nie są zgodni ani co do liczby ofiar ani proporcji osób skazanych do uniewinnionych.

Statystyki egzekucji

Przybliżone statystyki dotyczące liczby procesów o czary i egzekucji w poszczególnych regionach Europy w okresie 1450–1750:[3]

Region Liczba procesów Liczba egzekucji
Wyspy Brytyjskie i Ameryka Północna ~5000 ~1500–2000
Cesarstwo (Niemcy, Niderlandy, Szwajcaria, Lotaryngia, Austria i Czechy) ~50000 ~25000–30000
Francja ~3000 ~1000
Skandynawia ~5000 ~1700–2000
Europa Wschodnia (Polska i Litwa, Węgry i Rosja) ~7000 ~2,000
Europa Południowa (Hiszpania, Portugalia i Włochy) ~10000 mniej niż 1000
Suma: ~80000 ~35000

Podłoże społeczno-kulturowe

Ten straszliwy fenomen był jedną z najbardziej egzemplarycznych instytucji mechanizmu „kozła ofiarnego” i był konsekwencją wielu czynników społeczno-kulturowych, które kumulowały się i eksplodowały pod koniec średniowiecza. Społeczeństwa europejskie były wtedy w okresie bardzo wielkich niepokojów, zaburzeń gospodarczych, politycznych, społecznych (początki kapitalizmu, przesunięcia w politycznym znaczeniu poszczególnych klas społecznych) i ostrych starć religijnych (wystąpienie Lutra, wojny religijne). Uśmiercając kozła ofiarnego w postaci „czarownicy”, usiłowały zażegnać zagrożenie czy kryzys, powrócić do stanu równowagi. Ponadto były one konsekwencją kultury średniowiecza w zakresie jej stosunku do kobiet, konsekwencją tysiącletniego przekonania, że kobieta jest z natury zła i uległa wobec szatana[potrzebne źródło]. Na dodatek niepokoje religijne, ze szczególnym uwzględnieniem nauk Lutra, wzmogły i rozpowszechniły przekonanie o obecności szatana w codziennej rzeczywistości, wokół człowieka, na każdym kroku, a także o konieczności nieustannej walki z nim.

Ostatni proces w Polsce

Prawdopodobnie w 1775 roku w Doruchowie k. Ostrzeszowa odbył się proces 14 czarownic. Trzy z nich zmarły podczas tortur, resztę zaś spalono na stosie w obecności kilku tysięcy gapiów. Szczegółową relację rzekomego naocznego świadka tego procesu oraz tortur i egzekucji tych niewinnych kobiet (takiego określenia wobec nich używał w swojej relacji autor) wydrukowano w 1835 roku w gazecie „Przyjaciel Ludu” (nr 16, 17 i 18[4]). Józef Siemek w książce Śladami Klątwy informuje iż „wiadomość o tej zbrodni zmobilizowała co śmielsze i uczciwsze umysły do walki z pokutującymi tak długo upiorami średniowiecza. W wyniku tego na najbliższym sejmie w roku 1776 podjęta została uchwała, która zabraniała sądom stosować tortury i rozpatrywać sprawy o czary”.

Współcześni historycy niekiedy kwestionują liczbę ofiar procesu w Doruchowie, uważając, że była ona mniejsza[5], a Janusz Tazbir podniósł, że istnieją przesłanki by uznać całe zdarzenie za wymyślone[6].

Natomiast ostatni na dzisiejszych ziemiach polskich (jednocześnie ostatni w Europie) przypadek spalenia domniemanej czarownicy na stosie miał miejsce w miejscowości Reszel na Warmii 21 sierpnia 1811 roku na terenie ówczesnego Królestwa Prus. Ofiarą była Barbara Zdunk. Oskarżano ją jednak nie tylko o czary, ale przede wszystkim o podpalenie. Podstawą oskarżenia był pożar na zamku w 1807 r., którego przyczyny pozostają niejasne. Proces trwał 3 lata. Sprawa winy budziła kontrowersje, jednak sąd w Królewcu zatwierdził wyrok. Przed spaleniem skazaną uduszono. Należy pamiętać, że Barbara Zdunk nie stanęła przed sądem jako oskarżona o czary i nie można uznać tego przypadku za spalenie ostatniej w Polsce czarownicy.

Ostatnie procesy w Europie

Ostatnią osobą w Europie skazaną za czary na karę więzienia była Helen Duncan – medium spirytystyczne z Wielkiej Brytanii. W roku 1944 została ona skazana na 9 miesięcy więzienia. Wydaje się[potrzebne źródło], iż prawdziwą przyczyną był fakt, iż jako medium przekazywała one informacje objęte tajemnicą państwową. Nie mogąc jednak udowodnić jej ani nielegalnego pozyskiwania tajnych informacji, ani oszustwa, przywołano Witchcraft Act z 1735 roku. Natomiast nieco później – w tym samym roku, również za czary skazano inne medium – Jane Rebeccę Yorke. Również ona przekazywała informacje o osobach walczących na froncie, przy czym oskarżano ją o wywoływanie paniki w społeczeństwie. Prawdopodobnie z uwagi na podeszły wiek (72 lata) skazano ją jedynie na niską grzywnę – 5 funtów i poddano trzyletniemu okresowi próby. Jane Rebecca Yorke była więc ostatnią osobą w Europie, co do której zapadł wyrok skazujący za czary.

Ostatecznie czary przestały być w Wielkiej Brytanii przestępstwem w roku 1951.

Czasy współczesne

Co prawda w różnych rejonach świata (zwłaszcza w krajach Afryki i Indiach) utrzymuje się przekonanie, iż możliwe jest wyrządzenie szkody przy pomocy czarów, to jednak oficjalnie czary nie figurują w katalogu przestępstw tych państw, więc procesy o czary nie są przeprowadzane, aczkolwiek zdarzają się samosądy, w trakcie których osoby zajmujące się magią (lub posądzone o jej praktykowanie) są atakowane, a nawet zabijane[7]. W najbiednieszych rejonach Nigerii częstymi ofiarami oskarżeń o czary są dzieci[8][9].

Współcześnie procesy o czary zdarzają się natomiast niekiedy w krajach islamu, m.in. w Arabii Saudyjskiej, gdzie przestępstwo to zagrożone jest karą śmierci[10]. W 2010 roku, telewizyjny libański prezenter, Ali Husajn Sibat, został skazany na śmierć za uprawianie rzekomych czarów na antenie telewizji[10]. Prezenter wróżył dzwoniącym telewidzom[10]. Arabia Saudyjska jest obecnie jedynym krajem na świecie, w którym sąd może skazać na śmierć za czary.

Również w krajach wysoko rozwiniętych wiara w czary się utrzymuje, a prawo niekiedy musi odnosić się do zjawisk określanych jako czary.

W roku 1999 w stanie Oklahoma w USA 15-letnia Brandi Blackbear została na 15 dni zawieszona w prawach ucznia za „rzucanie uroków”. Zabroniono jej również noszenia w szkole lub rysowania emblematów związanych z ruchem Wicca.

W Krakowie w roku 2003 miał miejsce nie tyle proces o czary, co proces dotyczący pomówienia o czary. Jerzy M. – rolnik z Woli Kalinowskiej k. Krakowa pozwał do sądu swoją sąsiadkę Annę B., która publicznie stwierdziła, że M. jest czarownikiem, który zabiera mleko od jej krów. Jako dowód przytaczała fakt, iż odstawia on 40 litrów mleka z dwóch krów, podczas gdy ona – jedynie 17 litrów. Charakterystyczne było, iż chociaż rolnik podkreślał, że w czary nie wierzy, obawiał się, iż opowieści sąsiadki zepsują mu opinię[11]. Ostatecznie proces zakończył się ugodą.

Etymologie

Hexe

Die_Hexe_(Albrecht_Dürer)

Albrecht Dürer ca. 1500: Die Hexe

Die Wurzeln des deutschen Wortes Hexe finden sich nur im westgermanischen Sprachraum: mittelhochdeutsch hecse, hesse, althochdeutsch hagzissa, hagazussa, mittelniederländisch haghetisse, altenglisch haegtesse: („gespenstisches Wesen“) – im modernen Englisch verkürzt zu hag.[1] Die genaue Wortbedeutung ist ungeklärt; der erste Bestandteil von hagazussa ist wahrscheinlich althochdeutsch hag („Zaun, Hecke, Gehege“), der zweite ist möglicherweise mit germanisch/norwegisch tysja („Elfe, böser/guter Geist“) und litauisch dvasia „Geist, Seele“ verwandt, also vermutlich ein auf Hecken oder Grenzen befindlicher Geist. Eine andere Herleitung versteht zussa als „sitzen“, so dass eine hagazussa eine auf oder in der Hecke sitzende Person bezeichnen könnte.

Aus dieser Sicht steht kein Zweifel an der Zugehörigkeit des Begriffs zur Religion. Allerdings ist nicht nachgewiesen, dass der Begriff Hexe (bzw. dessen Vorgänger) vor der Christianisierung eine Bezeichnung für kultisch tätige Personen war. Es sind auch Menschen mit besonderem Wissen (siehe: Esoterik), niedere mythische Wesen oder Göttinnen vor- bzw. nichtchristlicher Religionen in Betracht zu ziehen.

Wenn die Begriffsintention sich auf die auf verschiedenen Seiten hängenden Beine bezieht, ließe sich der Begriff metaphorisch als Beschreibung einer Wesenheit begreifen, die mit einem Bein im Reich der Lebenden, mit dem anderen im Reich der Toten weilt. Es gibt auch die Varianten, dass der profane und der heilige Bereich hier einander gegenüber stehen und somit die Grenze bilden, oder das Diesseits und das Jenseits.

Gisela Bleibtreu-Ehrenberg[2] dagegen sieht − hier u. a. auf Mircea Eliade, Erik Noreen, Lily Weiser-Aall, Joseph Hansen (Zauberwahn, Inquisition und Hexenprozeß im Mittelalter, München und Leipzig 1900), Hans von Hentig und Jan de Vries fußend − im althochdeutschen hag nicht die umzäunte Hecke, sondern die einzelne Zaunlatte, auf der das Hexenwesen reite und die sich in der volkstümlichen Vorstellung später zum typischen Besen entwickelt habe. Des Weiteren sieht sie in den später als Hexerei bezeichneten Kultpraktiken eine bronzezeitliche, maternale Naturreligion, die sich aus dem steinzeitlichen Schamanismus entwickelt habe, und erkennt im hag ein weltweit verbreitetes anthropologisches Charakteristikum des Schamanismus, nämlich den tranceerzeugende Musik hervorbringenden Trommelschlegel, über den es in den meisten Sprachen schamanistischer Kulturen wörtlich heiße, dass der Schamane auf diesem Schlegel in die Geisterwelt reite. Aus diesem steinzeitlichen Ritt auf dem Trommelschlegel habe sich über Vermittlung der bronzezeitlichen maternalen Religion, die wiederum von ab Beginn der Eisenzeit nach Europa einwandernden patriarchalen indogermanischen Stämmen stark negativ umgedeutet und bekämpft worden sei, die Vorstellung eines auf einer Zaunlatte reitenden, zumeist weiblichen oder weibischen Zauberwesens entwickelt.

Witch

Walter W. Skeats etymologisches Wörterbuch leitet das englische witch (Hexe) ab aus altenglisch wicche, angelsächsisch wicca (mask.) oder wicce (fem.): einer verderbten Form von witga der Kurzform von witega („Seher, Wahrsager“), das seinerseits von angelsächsisch witan („sehen, wissen“) herrührt; ein entfernter indogermanischer Verwandter auch die indischen Veden. Entsprechend entwickelt isländisch vitki (Hexe) aus vita („wissen“) oder vizkr („Kluger, Wissender“). Wizard („Zauberer“) stammt von normannisch-französisch wischard, altfranzösisch guiscart („der Scharfsinnige“). Die englischen Wörter wit („Verstandeswitz, Geist“) und wisdom („Weisheit“) stammen aus der gleichen Wurzel.

Andere Bezeichnungen

Eine ältere deutsche Bezeichnung der Hexe ist Unholde oder Unholdin, männliche Form Unhold. Dieser Ausdruck bezeichnet auch Gespenster oder allgemein dämonische Wesen. In Süddeutschland wurden Drude oder Trude und Truderer, Trudner, in Norddeutschland die niederdeutschen Ausdrücke Töversche und Töverer (= „Zauberische“, vgl. niederländisch tovenaar, „Zauberer“), Wickersche und Wicker (vgl. englisch witch, „Wahrsagende“), Galstersche und Galsterer (mittelhochdeutsch Galster bedeutet „Zauberlied“, vergleiche Nachti-„gall“) oder Böterin und Böter (= Gesund-„Betende“, Heilende) verwendet.

Nach den zugeschriebenen Eigenschaften und Fähigkeiten der Hexen wurden auch die Begriffe Milchstehlerin und Milchstehler[3],Bock­reiterin und Bockreiter, Gabelreiterin und Gabelreiter, Weissagerin und Weissager, Zeichendeuterin und Zeichendeuter, Mantelfahrerin und Mantelfahrer, Kristallseherin und Kristallseher oder allgemein Böse Leute (Malefikanten) verwendet.

Als lateinische Bezeichnungen begegnen, auch in deutschen Quellen, unter anderem: lamia (Dämonin), saga (Wahrsagerin), striga (alte Hexe, griechisch στρίγξ „Eule“), venefica und veneficus (Giftmischende, zu lateinisch venenum malum „böser Saft“, „Gift“), maga und magus (Zaubernde, abgeleitet und umgedeutet vom persischen Mager), malefica und maleficus („Schaden Zufügende“), incantatrix und incantator (mit einem „Zauberspruch“ Belegende), fascinatrix und fascinator (mit dem „Bösen Blick“ Behexende, zu griechisch βάσκανος „neidisch redend, behexend“),[4] sortilega und sortilegus (Losorakel-Deutende), pythonissa (Beschwörerin eines „Python“, griechisch πύθων „Verfaulter; Totengeist“).

Neuere, zeitgenössische Bildungen für die deutschen Ausdrücke Gabelreiterin und Gabelreiter scheinen bacularia und bacularius („Besen“-Reitende, zu lateinisch baculus „Stab“, oder „Zauberstab“-Tragende, zum baculum „Stab“ der Auguren) zu sein; in der lateinischen Bibel (Vulgata) begegnen die Wörter nicht, und mittel- und neulateinisch ist bacularius eine Nebenform zu baccalarius (abhängiger Landmann; auch Baccalaureus).[5] Ähnliches gilt für herbaria (Kräuterfrau, zu herba „Kraut“): herbariae sind „pflanzenfressende“ Tiere, herbarius (Kräuterkundler) ist eine neutrale Bezeichnung des Botanikers.[6]

Im Französischen werden Hexen gelegentlich auch als vaudoises, lateinisch valdenses (ursprünglich „Waldenser“) bezeichnet.

WitchLuis Ricardo Falero 1880: Die Hexe auf dem Sabbath

Antike Wurzeln

Im Alten Testament der Bibel wird Zauberei mit der Todesstrafe bedroht. Besonders die Stelle (2 Mos 22,17 LUT) – die Zauberinnen sollst du nicht am Leben lassen – diente den Verfolgern der Hexen später als Rechtfertigung.

Auch in vielen antiken heidnischen Kulten gab es bereits das Bild der Schadenzauberin und kräuterkundigen Zauberin. Beispiele sind die mythologischen Gestalten Kirke und Medea. Beide sind mächtige Zauberinnen mit Kräuterwissen und verschiedenen magischen Fähigkeiten, die sie einsetzen, um zu helfen und zu schaden.

Vor allem die antike Göttin Hekate war stark mit dem antiken Hexenglauben verbunden. Ursprünglich wurde sie als eine gütige und wohltätige Göttin angesehen, doch ab dem 5. Jahrhundert vor Christus wurde sie zur Schirmherrin aller magischen Künste. Man glaubte, sie führe die Zauberinnen an und lehre diese ihre Künste. Die Hexenbilder des antiken Griechenlandes erinnern stark an die Hexenbilder, die im ausgehenden Mittelalter und der frühen Neuzeit entstanden (Fähigkeit der Verwandlung, das Verhängen von Zaubern, Hexenflug, Kräuterwissen, Menschenopfer und Leichenmissbrauch).

Im antiken römischen Recht stand die Schadenzauberei (z. B. mittels Fluchtafeln) unter Strafe.

Christliche Kirchenlehre

In der spätantiken und frühmittelalterlichen Kirche gab es zwei konkurrierende Ansichten zur Hexerei. Augustinus von Hippo schloss von der physikalischen Unmöglichkeit des Zauberns auf eine implizite Einladung des Teufels zur Bewerkstelligung der sonst unmöglichen Aufgabe.

Diese semiotische Auffassung der Hexerei trat aber zunächst in den Hintergrund zugunsten einer Auffassung, die sich aus den Regelungen der Kirchenväter zum Umgang mit Frauen ableitete, die glaubten, mit Diana des Nachts auszufahren: Diese Frauen, so heißt es dort, seien mit Nachsicht zu behandeln, denn da das, was sie zu tun glaubten, physikalisch unmöglich sei, basiere es auf Einbildung. Ebenso sind die Regelungen Karls des Großen gegenüber den Sachsen zu verstehen.

Später wurde die Lehre vom Teufelspakt entwickelt. Obwohl noch fast 1000 Jahre bis zur organisierten Verfolgung vergingen, ist dies eine der Grundlagen, die zur Hexenverfolgung führten. Im weiteren Verlauf des 15. Jahrhunderts festigte sich das Bild der Hexen als Hexensekte oder -kult mit Zusammenkünften und Riten, die auf die Übernahme der Weltherrschaft führen sollte (J. Baptier u. a.). Dies führte später zusammen mit der Folter als Verhörmethode zu der explosionsartigen Ausbreitung der Beschuldigungen. Das Zeitalter der legalen Hexenverfolgungen hatte begonnen.

Die Römisch-katholische Kirche steht Hexerei wie auch anderen Formen der Magie und Zauberei ablehnend gegenüber. Dem Katechismus der Katholischen Kirche zufolge verstoßen derartige Praktiken „schwer gegen die Tugend der Gottesverehrung“, auch wenn sie dazu dienen sollten, „Gesundheit zu verschaffen“ (KKK 2117).

Hans_Baldung_Grien_-_Die_Hexen„Die Hexen“, Holzschnitt von Hans Baldung (1508)

Wicca

(English pronunciation: /ˈwɪkə/) is a modern pagan, witchcraft religion. It was developed in England during the first half of the 20th century and it was introduced to the public in 1954 by Gerald Gardner, a retired British civil servant. It draws upon a diverse set of ancient pagan and 20th century hermetic motifs for its theological structure and ritual practice. The word witch derives from Middle English wicche, Old English wicce (/ˈwɪttʃe/) (feminine) „witch” and wicca (/ˈwɪttʃɑ/) (masculine) „wizzard”.[1]

Wicca is a diverse religion with no central authority or figure defining it. It is divided into various lineages and denominations, referred to as traditions, each with its own organisational structure and level of centralisation. Due to its decentralized nature, there is some disagreement over what actually constitutes Wicca. Some traditions, collectively referred to as British Traditional Wicca, strictly follow the initiatory lineage of Gardner and consider the term Wicca to apply only to such lineaged traditions, while other eclectic traditions do not.

Wicca is typically duotheistic, worshipping a god and goddess traditionally viewed as a mother goddess and horned god. These two deities are often viewed as facets of a greater pantheistic godhead. However, beliefs range from hard polytheism to even monotheism. Wiccan celebration follows approximately eight seasonally based festivals known as Sabbats. An unattributed statement known as the Wiccan Rede is the traditional basis of Wiccan morality. Wicca often involves the ritual practice of magic, though it is not always necessary.

Horned_God_and_Mother_Goddess_(Doreen_Valiente's_Altar)

Altar statues of the Horned God and Mother Goddess crafted by Bel Bucca and owned by the „Mother of Wicca”, Doreen Valient

Wiedźma

Ведьма (от др. славянского «ведать» = «знать», также вештица, волшебница, колдунья, чаровница[1]) — женщина, практикующая магию (колдовство). Слово «ведьма» имеет также ругательное, завистливое и саркастическое значение.

Исторические представления

Witch_of_Endor_detail

Ведьма летит верхом на черепе, запряженном черным петухом

Людей, владеющих опасными знаниями и умениями, издавна уважали или опасались. В Средние Века сложилось представление, что женщина становится ведьмой, заключив договор с дьяволом. Ведьмам приписывались участие в Шабашах на лысых горах (основной — Вальпургиева ночь), совокупление с демонами в образе мужчин (Инкубы), принесение в жертву младенцев во избежание наступления Конца Света. Подобное суеверие привело к всплеску с конца XV — до середины XVII вв. массовых преследований и казней женщин, считавшихся ведьмами. Этот период в Западной Европе вошёл в историографию под названием Охота на ведьм. Написанный германскими инквизиторами Г. Инститором и Я. Шпренгером в 1486 году трактат «Молот ведьм» послужил одним из поводов для массовых судебных процессов над т. н. ведьмами. Ведовские процессы не ограничивались инквизицией и происходили в Европе не только в католических, но и в протестантских государствах, а также в американских колониях Англии (Салемские ведьмы). Вопреки распространённому заблуждению, ведовство (тайные «знания», колдовство и прочие способности) само по себе не считалось в Западной Европе (как и у славян) преступлением, судебные дела против ведьм возбуждались только по обвинению в нанесении конкретного вреда истцу[2][уточнить].

У славянских народов ведовские процессы были менее распространены.

У славян основными умениями ведьм считались: способность к вредительству; умение отбирать молоко у коров, шерсть у овец, яйца у домашней птицы и сало у свиней; лишать людей урожая и делать их вурдалаками; насылать болезни; портить продукты; ведьма может также руководить погодой: вызвать град, засуху, и т. п. Даже приснившись, ведьма может привести к неприятностям.

Национальный научный фонд (США) относит существование ведьм к одному из наиболее распространённых среди американцев псевдонаучных заблуждений[3].

Дуалистический образ ведьмы

Ведьма («та, кто владеет тайными сведениями») — один из ярчайших персонажей демонологии. Её описания и характеристики довольно детально представлены в этнографической литературе. Она символизирует не только абстрактное зло; иногда она может выступать символом смертоносной язвы или даже смерти, и в этом смысле её действия подобны действиям вампира[4].

Johann_Heinrich_Füssli_019_fragment

Ведьма на христианской карикатуре

«Бледное морщинистое лицо, крючковатый нос, который ловит всяческие запахи, большие алчные губы, каждый глаз по пятаку, недвижимые веки, которые не может пошевелить даже направленный в глаза солнечный луч — вот портрет нечестивого существа в облике женщины, без участия которой не обходилось ни одно нехорошее дело на земле»[5]. От сердитого и мстительного характера некоторых ведьм этимологи выводят происхождение ругательного значения слова «ведьма» — «злая, сварливая женщина». Близко этому и слово «ворожея́»[6] (от «ворог» — «приворожить, вор, враг, вред»). Характерной способностью ведьмы является умение быть «всегда молодой» и перевоплощаться в разные образы («быть разнообразной»). В современной жизни Христианских народов ведьма может быть символом нехорошей, сварливой женщины, а также человека, который много знает и может влиять на ход событий.

Есть две категории ведьм: прирождённые и учёные. Первым таинственная сила мастерства ведьмы дается от природы, вторые приобретают её путем обучения у первых или же получают от духов, общим заблуждением[источник не указан 1176 дней] является утверждение, что ведьмами становятся взамен за жертвенные дары и жреческую службу («собственную душу»). Прирождённые ведьмы в своем отношении к людям добродушнее, чем учёные. Иногда они даже помогают людям избавиться от затей учёных ведьм (утверждение опять-таки является ошибочным)[источник не указан 1176 дней].

Образы ведьм ярко нарисовал в своих произведениях Иван Нечуй-Левицкий. Среди людей бытовала мысль, что вредный тип ведьм портит коров, забирая у них молоко, что они накликают болезни и что некоторые являются вампирами. Языческие праздники ведьмы часто проводят на голых вершинах гор.

Народная классификация ведьм

В народе разделяли ведьм на две категории — «от рождения» и «учёных». Прирождённая, природная, или «от рождения» ведьма появляется, если у кого-то рождается подряд семь девушек, а между ними ни одного мальчика, или является представительницей третьего поколения внебрачных девушек или является просто дочерью ведьмы (в зависимости от региона). Прирождённая ведьма могла родиться у матери, которая, будучи беременной, готовила праздничные вечерние кушанья и ненароком проглотила уголёк, или же когда ребенка ещё в утробе матери прокляли «в такую минуту». Или когда ребёнок рождается вследствие чужой смерти.

«Учёная» ведьма набирается своих сверхъестественных сил от другой ведьмы, или от чёрта, вообще от нечистой силы. Отличия между «прирождённой» и «учёной» ведьмами в том, что прирождённая ведьма может иногда и исправить причиненный вред, но ученая никогда этого не сделает: «Хуже ведьма ученая, чем прирожденная»[7].

Инициация ведьмы

Училась ведьма у другой ведьмы или даже у самого чёрта. Народные пересказы связывают с процессом «инициации» ведьмы ритуалы, такие как, например, топтание иконы, прочтение молитвы наоборот, перебрасыванием через нож. Старшая ведьма также может умывать свою ученицу волшебным отваром, после чего та вылетала на улицу через печь и возвращалась уже ведьмой. Но окончательно обучение заканчивается на Лысой Горе.

Наиболее частое проявление активности ведьм

Специализация славянских ведьм — изымание молока от коров. Коровье молоко с росой — любимое кушанье ведьм. Ведьмы любят принимать у себя по праздникам всякую нечистую силу, но, чтобы её угостить, должны сперва подобраться к чужим коровам и выдоить их до крови. Прирождённая ведьма доит коров, как обычная женщина. А учёная ведьма, после первого выдою, проделывает дырку в одном со столбов своего дома, затыкает её чопиком, и потом молоко течёт оттуда — будто из крана. Согласно другим источникам, ведьме довольно собрать на меже или пастбище фартуком или рубашкой росу и выжать: молоко будет течь без остановки. Порой ведьма бегает доить коров перевоплощаясь в белую собаку. Если же ведьма не может украсть молоко, то она хотя бы навредит корове, у коровы из вымени вместо молока будет течь кровь.

Нет ситуации в сельской жизни, в которую ведьма не могла бы вступить и не наделать вреда: она может вызвать град, разные болезни, и даже смерть, завивая закрутки на ниве; воровать звезды с неба и вызвать затмение солнца и луны.

Paganeu1

Ведьма на метле (XII век)

В древней мифологии ведьмы часто летают, используя для этого веник или метлу. Натираются неким снадобьем или наносят на запястье специальную мазь; вылетают через печь. В восточно-славянской мифологии цель их полета, обычно — Лысая Гора под Киевом, в немецкой — Брокен, в итальянской — Беневентский дуб. Здесь они организуют свои шабаши, то есть сборища («разгульные банкеты»), и отчитываются о совершенных злодеяниях перед высшей нечистой силой. Происходят шабаши обычно на первой неделе каждого нового месяца, или под праздник (например Юрьев день). Возможно, что когда ведьма отправляется на шабаш, улетает только её душа, а тело остается на месте. Если же перевернуть тело ведьмы на 180°, то душа уже не сможет в него вернуться.

A_Visit_to_the_Witch_1882

Перед посещением шабаша. Ведьма (группа ведьм), во время заклинаний, полностью натирает себя особой мазью на основе: змеиного жира, резеды, аконита, белены, белладонны, дурмана, истолченного в порошок сухого красного мухомора, пепла коры волчьего лыка («Вечірній колдовник», 17 вік.). Волосы распущены и, как правило, закрывают лицо. Затем следует погружение в глубокий транс, длящийся до 10-12 часов. Путешествия на шабаш ведьмы описывают, как полет на некоем предмете; характерно ощущение приятной прохлады. Воспоминания о шабаше у ведьм яркие, реалистичные, структурированные; как правило, это: общий сбор, жертвоприношение и оргия. После возвращения с шабаша, ведьма погружается в крепкий сон, длящийся до 2-х дней; по пробуждению чувствует себя бодрой и помолодевшей.

В одном литературном произведении («Грань риска» Робин Кук) Главным героем-ученым, занимающимся проблемами нейронов и воздействию на мозг психотропных веществ, была высказана мысль: Как известно, перед полетом ведьмы на метле, дерево натирали специфическим психоделическим раствором и через женские гениталии это вещество проникало в организм колдуньи, ну а дальше, чего только не привидится и не ощутиться…

После смерти, ведьмы, как и упыри, могут вставать из могил, особенно если испытывали в жизни какую-то несправедливость, за которую хотят отомстить. На вере в это построена повесть Н. Гоголя «Вий».

Ведьмы будто имеют влияние на погоду, могут задерживать дождь и насылать таким образом засуху. В связи с этим суеверием был обычай испытания ведьм водой, о котором упоминает в своём «Слове», 1274 г. Серапион, епископ Владимирский, который был первым архимандритом Киево-Печерской лавры. Он написал свое «Слово» против самосудов над ведьмами на основании своих наблюдений за жизнью украинского народа.

Распознавание ведьм

Испытание водой

Об испытании водой упоминается уже в древнеиндусской книге Ману и в вавилонском кодексе Хаммурапи. Неясные указания даются и в Авесте. В древненемецком обычном праве и в законодательстве также находится описание испытания водой. Идея этого испытания заключалась, видимо, в том, что вода, как чистая стихия, отказывается принять к себе людей, которые служат нечистой силе.

В украинских судебных актах XVIII в. также встречаются непосредственные указания на испытание ведьм водой, так называемый «Суд Божий». Так, в 1709 году крестьяне и шляхтичи испытывали водой шляхтянку Яворскую: её раздели догола, связали накрест, как это обычно в таких случаях делалось — большой палец правой руки привязывали к большому пальцу левой ноги, а палец левой руки привязывали к пальцу правой ноги, — между связанными руками и ногами продели шнур и спустили горемычную в воду. И если она тонула, её признавали невиновной[8].

Описание подобного испытания водой показал и Квитка в своём произведении «Конотопская Ведьма».

Испытание полётом

Девушек, считавшихся ведьмами, приводили к большой скале и давали в руки метлу. Если девушка разбивалась о скалы (что, разумеется, и происходило), то её считали невиновной.

Другие способы

Gallen-Kallela_The_defence_of_the_Sampo

Бой с ведьмой. Иллюстрация к финскому эпосу Калевала

Говорят, что тот, кто хочет увидеть ведьму, должен посмотреть через полено, в котором выпал сучок, или сквозь такое же отверстие в доске, которую тешут на гроб. Можно увидеть ведьму и через осиновую борону, изготовленную за один день.

Обереги против ведьм

Предметами, оберегающими людей от ведьм или их проделок считаются смоляные крестики на двери, сделанные на Юрьев день, мак, которым обсыпают усадьбу. Маком отряхивают также конюшни и хлева, так как ведьмы, которые очень любят мак, собирают по зёрнышку и не имеют времени подойти к скоту. Под половик дома, где живёте, нужно положить железный нож или в крайнем случае кусок железа.

Отличия в представлениях о ведьмах у славянских и западноевропейских народов

Reinkingk_Hexenverbrennung

Сожжение ведьмы. 1662

В свое время профессор В. Антонович обратил внимание на отличия в отношении к ведьмам у славян, и в Западной Европе, где ведьм очень строго преследовали и сжигали — первая ведьма сожжена в Тулузе в 1275 году [источник не указан 49 дней]. В Западной Европе главным основанием для преследования ведьм было подозрение в отношениях с нечистой силой, отступлении от «правильной» религии, то есть в так называемой апостасии. У славян, вместе с тем, все процессы против ведьм были построены на жалобах о каком-то конкретном вреде, который якобы причинила ведьма.

В России ведьмы, наравне с проститутками, находились под защитой закона (пусть и с предельно низким общественным статусом), за их оскорбление полагалась выплата («бесчестье»); ведовство само по себе не являлось преступлением. Судебник 1589 года гласит: «…А блядям и видмам бесчестия 2 деньги против их промыслов»[9]. И если в Западной Европе ведьму привлекали к ответственности государственные, а чаще церковные учреждения, то у восточных славян, как правило, подобные процессы начинали только за иском частных лиц, при наличии обиженной стороны. Примечательно, что церковная иерархия вообще не интересовалась этими делами[источник не указан 49 дней].

Причина мягкости судебных приговоров относительно ведьм у славян и вообще отличного от западного трактования ведьм заключалась не столько в гуманизме православных судей, сколько в отсутствии в России демонологических представлений, вызывающих на западе жестокое преследование колдунов.

« «Допуская возможность волшебного таинственного влияния на бытовые, повседневные обстоятельства жизни, не видели взаимосвязи этих влияний со злым духом; демонология не только не была развита, как стройно упорядоченная система представлений, но до конца XVIII в., насколько можно судить, совсем не существовала в народном воображении. Народный взгляд на волшебство был не демонологический, а исключительно пантеистический. Допуская существование в природе сил и законов, вообще неизвестных, народ считал, что многие из этих законов известны лицам, которые сумели тем или иным способом их познать. Итак, само по себе познание тайны природы не считалось за что-то греховное, противоречащее религиозному обучению…»

В. Б. Антонович
»

Рассматривая и дополняя вышеуказанный взгляд Антоновича, К. Ф. Штепа в киевском «Перв. Гражданстве» (1928, кн. II), в свою очередь, отмечал, что

« «не отсутствие демонологии, как думал Антонович, а особый, отличный от Западной Европы характер её был причиной и особого отношения нашей общины к её адептам»

К. Штеппа
»

и далее

« «Сами волшебники и ведьмы у нас в большинстве своём были не такие как на западе. Анализируя представления связанные с верой в ведьм и волшебников у славянских народов, мы не видим там никаких следов той волны антично-западного чернокнижья, которая прокатилось по Западной Европе и была там главным поводом для преследования ведьм. Демонологии, в понимании законченной теории, у славян не появилось, так же, как не докатились и элементы вульгарной демонологии античных народов. Примитивная демонология сохранялась в своих пережитках у славянских народов, но с верой в ведьм не была связанная, по крайней мере, мы не видим нигде её ярких следов. Кое-где замечается влияние демонологии догматической, то есть догматических представлений официальной Церкви — в представлениях о Сатане и его участии в чародейских актах. Дуалистический мотив вообще, оказывается, здесь очень слаб, хотя и не совсем отсутствующий, — возможно здесь состоялись последние волны большого дуалистического течения, которое прошло по Европе»

К. Ф. Штеппа

Heksagram – heksy – 6 – 7 – 8 – 9

Heksagram TO JEDEN ZE ZNAKÓW STAREGO SYSTEMU WIARY PRZYRODZONEJ SŁOWIAN – Znak magiczny, równie chyba stary jak POJĘCIE CZARÓW I OKREŚLENIE CZAROWNIK, CZAROWNICA (czarna magia),CZARODZIEJ, CZARODZIEJKA (biała magia), WIEDŹMA, WIEDUN. Heksagram pojawia się od hinduskich mandali począwszy, poprzez wyobrażenia europejskie, do rzeźb z Ameryki. Znak heksagramu w starożytności stosowany był jako pieczęć. Heksagram łączy się z judaizmem, co nie jest słuszne, gdyż do około XII wieku w literaturze judaistycznej nie ma nawet wzmianki o heksagramie. Pojawiają się one znacznie później. Korzenie heksagramu sięgają od Europy czasów neolitu na północny i daleki Wschód, gdzie znany był jako Wielka Yantra, w tantryzmie i hinduizmie. Stanowił on połączenie pierwiastka kobiecego z męskim, był symbolem seksualnego zjednoczenia. Żydzi sięgnęli z pełną świadomością do jego seksualnej wymowy. Heksagram, jakkolwiek by o nim nie mówić, to połączenie dwóch pierwiastków. Połączenie przeciwstawnych żywiołów, obecne w wielu kulturach, to najkrócej mówiąc odpowiednik znaku jin-jang, połączenie przeciwieństw i panowanie nad nimi. Połączenie bieli i czerni. To również połączenie seksualności kobiecej i męskiej. Dwa zachodzące na siebie pionowo trójkąty równoboczne, skierowane ku sobie wierzchołkami, stały się symbolem judaizmu, są obecne nawet na fladze Izraela. To połączenie pierwotnych sił symbolizuje tzw. „jedność w dwoistości”. Na poziomie duchowym heksagram jest symbolem równowagi, zrównoważonej boskości w człowieku.

źródło: podręcznik do historii magii by Ev Flamelus

triad

Merkaba nie jest niczym innym jak heksagramem przestrzennym

Merkaba jest przeciwstawnie rotującym polem światła generującym poprzez swój ruch specyficzną geometryczną formę, która symultanicznie (równocześnie) oddziałuje na ducha i ciało. To „wehikuł” pomaga umysłowi, ciału i duchowi uzyskać dostęp i doświadczać innych planów rzeczywistości i całego doskonałego potencjału Życia.

Merkaba jest krystalicznym polem energii obejmującym szczególną Świętą Geometrię, która łączy umysł, ciało i serce razem ze sobą. To pole energii powstało z rozwinięcia Świętej Geometrii dookoła ciała ma średnicę ok. 18 metrów , proporcjonalnie do wzrostu człowieka. To geometryczne pole energii normalnie rotuje dookoła naszego ciała z prędkością bliską prędkości światła, ale większość z nas spowalnia je albo nawet zatrzymuje całkowicie dlatego, że nie kontrujemy się na nim i nie używamy go. Kiedy pole te jest reaktywowane i wiruje prawidłowo, nazywane jest właśnie Merkabą. Całkowicie zaktywowana Merkaba wygląda jak struktura galaktyki albo UFO.

Merkaba umożliwia nam doświadczenie rozszerzonej świadomości, łączy nas z potencjałem świadomości i przywraca pamięć nieskończonych możliwości naszego ludzkiego istnienia. Kiedy medytacja merkaby jest wykonywana prawidłowo, Merkaba płynnie integruje naszą kobiecą (intuicyjną, receptywną) i męską (aktywną, dynamiczną) cząstkę w naszym umyśle i duszy.

Pojęcie Mer-Ka-Ba powstaje przez połączenie trzech słów „MER” „KA” „BA” a słowa te pochodzą z języka starożytnego Egiptu i w dokładnym tłumaczeniu znaczą : Ciało-Umysł-Duch.
Istnieje wiele odmian słowa Merkaba na całym świecie wśród wielu kultur…: Merkabah… Merkava … Merkavah…

 

MER odnosi się to specyficznego rodzaju Światła, tak jak było ono rozumiane w Egipcie w czasie panowania XVIII Dynastii zanim reorientacja religii nie wprowadziła wojny pomiędzy Bogiem a całe Stworzeniem.
MER było widziane jako dwa pola Światła wirujące w przeciwnych kierunkach, ale w tej samej przestrzeni (koło w kole). Te pole jest generowane kiedy osoba wykonuje rodzaj specjalnego oddechu.

Ka nawiązuje do indywidualnej Duszy/Ducha osoby

Ba oznacza sposób interpretacji rzeczywistości przez ducha. W naszej Rzeczywistości Ba jest zwykle definiowane jako ciało lub rzeczywistość fizyczna. W innych wymiarach, gdzie dusze nie posiadają ciała, Ba odnosi się do niesionych przez nie percepcji lub interpretacji rzeczywistości.

Prawidłowo działające pole Merkaby ma średnicę ok. 18 metrów , proporcjonalnie do wzrostu człowieka.Wirująca Merkaba może być wyświetlona na monitorze komputera przy zastosowaniu odpowiednich urządzeń. Wygląda identycznie jak powłoka termiczna Ziemi na zdjęciu w podczerwieni – posiada ten sam podstawowy kształt tradycyjnego latającego spodka.

MERKABA zapewnia osobie, która ją uaktywniła, całkowitą ochronę tworzoną przez Miłość Wszechświata, a także uruchamia proces wewnętrznego uzdrawiania i odmłodzenia ciała fizycznego, emocjonalnego i duchowego.

Merkaba jest wehikułem, „rydwanem” z Boskiego Światła wykorzystywany przez Mistrzów do połączenia się z tymi, którzy dostroili się do wyższych poziomów.

 

Wheel_of_the_YearWiccańskie Koło Roku

]

Sabbat Northern Hemisphere Southern Hemisphere Historical Origins Associations
Samhain, aka Halloween 31 October 30 April, or 1 May Celtic paganism (see also Celts) Death and the ancestors
Yuletide 21 or 22 December 21 June Germanic paganism Winter solstice and the rebirth of the Sun
Imbolc, aka Candlemas 1 or 2 February 1 August Celtic paganism (see also Celts) First signs of spring
Ostara 21 or 22 March 21 or 22 September Germanic paganism Vernal equinox and the beginning of spring
Beltane, aka May Eve or May Day 30 April or 1 May 1 November Celtic paganism (see also Celts) The full flowering of spring; fairy folk[69]
Litha 21 or 22 June 21 December Possibly Neolithic Summer solstice
Lughnasadh, aka Lammas 1 or 2 August 1 February Celtic paganism (see also Celts) The harvest of grain
Mabon, aka Modron[70] 21 or 22 September 21 March No historical pagan equivalent. Autumnal equinox; the harvest of fruit

Etymology of Wicca

The term Wicca first achieved widespread acceptance when referring to the religion in the 1960s and 70s. Prior to that, the term Witchcraft had been more widely used. Whilst being based upon the Old English word wicca, a masculine term for sorcerers, the actual individual who coined the capitalised term Wicca is unknown, though it has been speculated that it was Charles Cardell, who certainly used the term Wiccen during the 1950s.

Application of the word Wicca has given rise to „a great deal of disagreement and infighting”.[2] Gardnerian and Alexandrian Wicca are often collectively termed British Traditional Wicca, and many of their practitioners consider the term Wicca to apply only to these lineaged traditions. Others do not use the word Wicca at all, instead preferring to be referred to only as Witchcraft, while others believe that all modern witchcraft traditions can be considered Wiccan.[3]

Popular culture, as seen in TV programmes like Buffy the Vampire Slayer tends to use the terms Wiccan and Wicca as completely synonymous with the terms Witch and Witchcraft respectively.

Wicca – rozpowszechniona w Europie i Stanach Zjednoczonych religia neopogańska. Została zainicjowana przez emerytowanego brytyjskiego urzędnika, Geralda B. Gardnera, prawdopodobnie w latach 40. XX wieku, ale upubliczniona dopiero od roku 1951. Od tego czasu zdobyła szeroką popularność i podzieliła się na kilka dużych i kilkanaście mniejszych gałęzi zwanych tradycjami. Pierwotnie jednak przez Wicca rozumiano wyłącznie tradycję stworzoną przez Gardnera – jest to inicjacyjna religia misteryjna, nawiązująca do tradycji przedchrześcijańskich.

Wicca celebrowana klasycznie jest religią dualistyczną, zaś przewodnimi bóstwami są Potrójna Bogini oraz Rogaty Bóg. Bóstwa są często postrzegane jako aspekty większej panteistycznej istoty, manifestujące się jako różnorakie bóstwa politeistyczne w różnych kulturach. Niemniej jednak istnieje wiele odmiennych i równoważnych sposobów celebracji wśród wiccan – od monoteizmu do ateizmu. Nieodłącznym aspektem jest praktykowanie magii ceremonialnej, idącej w zgodzie z kodeksem etycznym znanym jako wiccańska porada (ang. Wiccan Rede). Kolejną charakterystyczną cechą jest obchodzenie świąt związanych z porami roku.

Termin „Wicca” zyskał sławę na przełomie lat 60. i 70. XX wieku; wcześniej zjawisko to nazywano „czarostwem” (ang. witchcraft). Słowo pochodzi ze staroangielskiego wicca, oznaczającego czarownika. Istnieje hipoteza, iż korzeniem tego słowa jest proto-indoeuropejskie *weik- „rozdzielać”. Rozpoczynający się od wielkiej litery termin określający religię jest prawdopodobnie dziełem Charlesa Cardella, który używał go w latach 50.

W języku polskim używa się najczęściej nieodmiennego zapisu „Wicca”, zaś wyznawców nazywa się „wiccanami”, „wikkanami”[1] lub „wikanami”.

zawierać w sobie elementy zarówno święta, którego nazwę przyjmują, jak i całkowicie niezwiązane elementy kultur obcych[61].

Sabbat Północna półkula Południowa półkula Korzenie Związki
Samhain lub Halloween 31 października / 1 listopada 30 kwietnia, lub 1 maja Wierzenia celtyckie (patrz Celtowie) Śmierć i przodkowie
Jul (ang. Yuletide) 21 lub 22 grudnia 21 czerwca Wierzenia germańskie (patrz Germanie) Przesilenie zimowe i odrodzenie słońca.
Imbolc 1 lub 2 lutego 1 sierpnia Wierzenia celtyckie Pierwsze oznaki wiosny.
Ostara 21 lub 22 marca 21 lub 22 września Wierzenia germańskie Równonoc wiosenna i rozpoczęcie wiosny.
Beltane lub Noc Walpurgii 30 kwietnia lub 1 maja 1 listopada Wierzenia celtyckie Pełny rozkwit wiosny. Wróżki[62].
Noc Kupały lub Sobótka (ang. Litha) 21 lub 22 czerwca 21 grudnia Słowiańskie, prawdopodobnie neolityczne Przesilenie letnie.
Lughnasadh lub Lammas 1 lub 2 sierpnia 1 lutego Wierzenia celtyckie Zbiory.
Mabon (święto) lub Modron[63] 21 lub 22 września 21 marca Brak historycznego, pogańskiego ekwiwalentu Równonoc jesienna. Zbiory owoców.

Więcej na WIKIPEDII

Widać tutaj wyraźnie różnicę między celtyckimi świętami pogańskimi i  tzw. „germańskimi” świętami pogańskimi, które wiążą się z Przesileniami i Równonocami. Te pogańskie germańskie święta pochodzą w istocie z wierzeń – tzw Wschodu, czyli scytyjskich – prasłowiańskich, mają więc Słowiańskie Pochodzenie, przeniesione zostały  pierwotnie do Skandynawii około 2450 p.n.e. Stamtąd po wyjściu części plemion skańskich powtórnie na kontynet przedostały się w świat celto-germański nad Łabą i Odrą w początku Naszej Ery (n.e.).

Zwracam waszą uwagę na Święto Jesiennego Zrównania Dnia i Nocy, które w tradycji germańskiej w ogóle nie występuje. Ono jest obecne wciąż i przez cały czas tylko u Słowian. Również brak w Wicca, czyli wśród świąt o rodowodzie celtyckim  największego i najwspanialszego naszego słowiańskiego święta letniego, Kresu.  Temu świętu przypisuje się pochodzenie ogólne – neolityczne, a więc związane z upowszechnieniem rolnictwa.

My Słowianie mamy mocno rozbudowaną tradycję rolniczą właśnie i stąd na jesieni pewne problemy nawet bo obchodzimy obecnie dwa święta: Dażbogi –  Pani Niebieskiej Sierpniowej (Matki Boskiej Zbóż – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny) 20-26 sierpnia, Święto Zarzynku – zakończenia zbiorów zbóż oraz Dożynki – Święto Plonów 20-26 września, jest to święto zakończenia zbiorów wszelkich płodów rolnych.

theodor kiltelsen heksenTeodor Kittelstein – czarownica

Wielki kabalistyczny heksagram – obraz „świata ubóstwionego”.

dol12

1. Wąż trzymający w pysku swój własny ogon i oplatający heksagram jest symbolem wysokiego wtajemniczenia okultystycznego. Wyobraża on uniwersalność wiedzy tajemnej i potęgę magów panującą nad światem.

2. Dewiza „Quos superius macroprosopus, suit quod inferius microprosopus” jest prastarą formułą wiedzy hermetycznej. Znaczy „To co jest na górze , jest jak to co jest na dole” (i przeciwnie).

3. Z dwóch trójkątów ten, którego wierzchołek zwrócony jest ku dołowi, przedstawia zstępowanie pierwiastka boskiego – Ducha – w materię. Trójkąt, którego wierzchołek  zwrócony jest ku górze  przedstawia wszystko, co ponownie wstępuje ku „Duchowi” (…)

Heksagram jest więc doskonałym  obrazem „świata ubóstwionego” , a w odniesieniu do człowieka jest dokładnym odzwierciedleniem słów z Księgi Rodzaju: „Eritis sicut dii” („Będziecie jako bogowie”).

1. Saturn jest szóstą planetą od Słońca.

        en.wikipedia.org…

2. Saturn ma tajemniczy sześciobok (heksagon) na swoim biegunie północnym.

en.wikipedia.org…

3. Od Saturna pochodzi też nazwa szóstego dnia tygodnia w wielu językach (np. angielskim).

Nazwano go tak niepózniej niż w drugim wieku naszej ery od nazwy planety (Saturn), która miała kontrolować pierwszą godzinę tego dnia wg. Vettiusa Valensa. Planeta została nazwana tak od rzymskiego boga Saturna (który przybył zresztą do Rzymu ze wschodu). Nazwano go dies Saturni (“Dzień Saturna”),następnie wszedł do staro-angielskiego jako Sæternesdæg aż stopniowo zmienił się w Saturday.

en.wikipedia.org…

Co uderzyło mnie w tych porównaniach to że ma on sześcioboczną chmurę na biegunie, jest szóstą planetą w naszym Układzie i została użyta do nazwania szóstego dnia w naszym tygodniu. Więc jeśli połączymy to wszystko wyjdzie nam interesująca kombinacja 6-6-6.

Dodatkowo mamy pogańskiego bożka łączonego z Saturnem, mowa tu o Satyrze (w angielskim wymawia się “Sater”). Jest on pół-człowiekiem, pół-kozłem.

www.messianictemple.org…

Satyr

Kudłaty. W mitologii greckiej opisywany jako pół-człwoiek pół-kozioł, miał zamieszkiwać dzikie i niebezpieczne regiony. W hebrajskich historiach oznacza on “kozła” ale też “diabła”. Kiedy w Biblii napisano “satyrowie będą tam tańczyć” miało to oznaczać że miejsce te popadnie w zapomnienie, zdziczeje. Niektórzy wspominają o hebrajskim słowie “baboon”, stworze znanym w Babilonie.

W Biblii jest wers kojarzący satyry z kultem demonów (w polskiej Biblii Tysiąclecia tłumaczono satyra zazwyczaj jako kozła):

(angielska Revised Version, RSV)

Odtąd nie będą składać ofiar satyrom (“demonom” w polskiej Biblii Tysiącletniej), z którymi uprawiali nierząd. Będzie to dla nich ustawa wieczysta dla ich pokoleń.

Kapłańska 17:7

Ten kozli bożek był już wcześniej czczony przez starożytnych Izraelitów. Rzymski bóg Saturn często przedstawiany był w heksagonach. Heksagon znajdujemy też na planecie. Ponieważ jest to sześciobok możemy wpisać w jego ramy również heksagram.

Są dowody na to że to król Salomon przedstawił ten pogański symbol swojemu ludowi:

Tzw. Gwiazda Dawida jest tak naprawdę heksagramem, niczym więcej. Nie ma żadnego biblijnego czy żydowskiego dowodu na to żeby powiązywać ten symbol z legendarnym królem Dawidem. Natomiast możemy dowieśc że używany był przez króla Salomona, po tym jak zwrócił się w kierunku pogańskich bóstw i okultyzmu, co rozgniewało Boga.

www.dccsa.com…

Jakie jest znaczenie heksagramu? Wg. tej strony:

Symbolika heksa zawiera jasne i ciemne strony czarnoksięstwa. Bóg jest przedstawiany tu jako dobry i zły, jako światło i ciemnośc. Symbol solarny, wąż, Lucyfer jest tu symbolem wiedzy (gnoza) objawienia wiecznego życia. Macroprosopus ma być zawarty w microprosopus (makro i mikro-uniwersum). Ich Bóg nosi potrójną koronę a na piersi nosi Krzyż Maltański. Wg.nich Bóg jest tym czym jest człowiek, zawiera w sobie pierwiastek męski i żeński (biseksualny), to co na górze i to co na dole, duchowośc i materialnośc. Cała podstawa mistycyzmu Kabały ukryta jest w sześcioboku (heksie).

Mr. Sholem powiedział: “Heksagram nie jest żydowskim symbolem. Nie daję żadnej nadziei. Nie ma nic wspólnego z pobożnym Żydem, przedstawia lęk który może być pokonany przez magię. (strona 259).”

Objawienie 13:16  I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło 17 i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. 8 Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.

Szkoły Tajemnic przechowują starożytną wiedzę magiczną i przekazują ją swoim adeptom dając im również obietnicę iluminacji, niejako obietnicę boskości; Ktoś powie: swastyka to hinduski symbol słońca. Ktoś inny doda: to symbol używany przez starosłowian i ludy bałtyckie. Wszyscy będą mieć rację! Nikt nie wie jak stary jest to symbol, ale był używany i był znany zanim te ludy jeszcze osiedliły się nad Bałtykiem czy na półwyspie Hinduskim. To samo tyczy się sześcioramiennej gwiazdy. Heksagram znany większości ludzi na świecie jako “gwiazda Dawida”, jest niezwykle ważnym symbolem. był używany już w starożytnych religiach jako symbol bóstw: Molocha i Astoretha, jak również jako znak Saturna , planety ważnej w okultyzmie i  Kabale. Bywa też on interpretowany jako symbol równowagi dobra i zła oraz równowagi między duchem a materią. W okultyźmie i czarnej magii symbolu  heksagramu  używano do wzywania i odpędzania demonów oraz do nakładania  klątw i  zaklęć na określone ofiary. Również w  Kabale sześcioramienna gwiazda  stała się jednym z najważniejszych magicznych symboli.

Gwiazda Dawida (מָגֵן דָּוִד Magen Dawid), zwana też Tarczą Dawida – sześcioramienna gwiazda (heksagram) złożona z dwóch zachodzących na siebie pionowo trójkątów równoramiennych (najczęściej równobocznych) odwróconych względem siebie. Wierzchołki Gwiazdy Dawida leżą na okręgu w punktach odpowiadających parzystym godzinom na tarczy zegara. Przez Żydów zwana tarczą Dawida, w gnozie i innych systemach wiedzy ezoterycznej znana jest jako pieczęć Salomona.

Najstarszym zabytkiem gdzie występuje ten symbol jest relief z VII w. p.n.e. autorstwa prawdopodobnie Jehoszui ben Asjahu (wykopaliska w Sydonie — na pieczęci).

W średniowieczu była używana jako herb przez postseldżuckie (powstałe po upadku Sułtanatu Rum), tureckie emiraty w Anatolii np. przez Emirat Karaman.

Od 1897 godło syjonizmu.

Znak ten nie ma nic wspólnego z biblijnym królem Dawidem, lecz jest znacznie starszy. Część badaczy uważa, że chodzi tu o gwiazdę Kijuna (Księga Amosa 5:26), zwaną także gwiazdą Remfana (Dzieje Apostolskie 7:43). Obie nazwy są starożytnymi określeniami planety Saturn, której symbolem była prawdopodobnie sześcioramienna gwiazda. Werset z księgi Amosa sugeruje, iż Izraelici przejęli jej kult od Kananejczyków wraz z kultem Molocha. Dzisiejsza nazwa gwiazdy może wynikać z faktu, iż syn i następca króla Dawida, Salomon, pod koniec życia zwrócił się ku politeizmowi (1 Królewska 11:4-8) i być może wówczas kult gwiazdy Kijuna nabrał szczególnego znaczenia w starożytnym Izraelu.

W żydowskich naukach ezoterycznych heksagram znany jest pod tradycyjną nazwą pieczęci Salomona. Symbol ten sięga korzeniami aż po Daleki Wschód, gdzie znany był jako Wielka Yantra w tantryzmie hinduistycznym. Trójkąt skierowany wierzchołkiem do dołu symbolizował pradawną samicę, istniejącą przed początkiem świata. Wytworzyła ona w sobie nasienie, które wyrosło w ujawnioną męskość, reprezentowaną przez trójkąt skierowany wierzchołkiem ku górze. Heksagram symbolizuje połączenie tych dwóch pierwotnych sił. Żydowska kabała przejęła ten symbol z pełną świadomością jego charakteru płciowego, heksagram kabalistyczny pokazywał złączenie męskiego bóstwa z jego żeńską esencją Szekiną. Tym samym stosunek płciowy mężczyzny i kobiety stał się sakramentem. Na poziomie duchowym heksagram jest najwyższym symbolem zrównoważonej boskości.

Heksagram pojawia się także w przedstawieniach hinduskiej mandali, jako wyobrażenie medytacji, oraz kamiennych rzeźbach z Ameryki Środkowej, niosąc za sobą tajemnicze przesłania. W alchemii heksagram symbolizuje męską/żeńską dwoistość ognia i wody, a także cztery żywioły.

Codex_Bruchsal_1_01v_croppedChristian depiction of the four „animal” symbols of the Evangelists (in corners)

According to Timo Eskola, early Christian theology and discourse was influenced by the Jewish Merkabah tradition.[23] Similarly, Alan Segal and Daniel Boyarin regard Paul‚s accounts of his conversion experience and his ascent to the heavens as the earliest first person accounts we have of a Merkabah mystic in Jewish or Christian literature. Conversely, Timothy Churchill has argued that Paul’s Damascus road encounter does not fit the pattern of Merkabah.[24]

In Christianity, the man, lion, ox, and eagle are used as symbols for the four evangelists (or gospel-writers),[25] and appear frequently in church decorations. These Creatures are called Zoë (or the Tetramorph), and surround the throne of God in Heaven, along with twenty-four elders and seven spirits of God (according to Revelation 4:1-11).

Warnings against children or „excitable persons” reading the Ezekiel story exist in some translations.

tao

In-Yang (I-cing, Yi-Ying)

«w chińskiej filozofii klasycznej: każdy z sześćdziesięciu czterech sześcioliniowych wzorów, odzwierciedlających układ linii jin i jang»

Heksagram 1

Iching-hexagram-01.svg

Heksagram 1 zwany 乾 (qián), „Siła”. Wariacje: „kreatywny”, „moc działania”, „klucz”, „bóg”. Wewnętrzny (dolny) trygram to ☰ (乾 qián) siła = (天) niebo, zewnętrzny (górny) taki sam.

Heksagram 2

Iching-hexagram-02.svg

Heksagram 2 zwany 坤 (kūn), „Pole”. Wariacje: „otwarty”, „przyzwolenie” oraz „przepływ”. Wewnętrzny trygram to ☷ (坤 kūn) pole = (地) ziemia, Zewnętrzny trygram jest taki sam.

Heksagram 3

Iching-hexagram-03.svg

Heksagram 3 zwany 屯 (chún), „Kiełkowanie”. Wariacje: „trudności na początku”, „gromadzenie wsparcia”, „robienie zapasów”. Wewnętrzny trygram to ☳ (震 zhèn) wstrząs = (雷) grom, zewnętrzny trygram to ☵ (坎 kǎn) otchłań = (水) woda.

Heksagram 4

Iching-hexagram-04.svg

Heksagram 4 zwany 蒙 (méng), „Oskrzydlający”. Wariacje: „młodzieńcza głupota”, „świeży strzał/ogień”, „odkrywający”. Wewnętrzny trygram to ☵ (坎 kǎn) otchłań = (水) woda. Zewnętrzny trygram to ☶ (艮 gèn) ograniczenie = (山) góra.

Heksagram 5

Iching-hexagram-05.svg

Heksagram 5 zwany 需 (xū), „Przystępujący”. Wariacje: „czekający”, „wilgotny”, „przybywający”. Wewnętrzny trygram znaczy ☰ (乾 qián) siła = (天) niebo, a zewnętrzny trygram to ☵ (坎 kǎn) otchłań = (水) woda.

Heksagram 6

Iching-hexagram-06.svg

Heksagram 6 zwany 訟 (sòng), „Kłócący się”. Wariacje: „konflikt”, „proces (sądowy)”. Wewnętrzny trygram to ☵ (坎 kǎn) otchłań = (水) woda, zewnętrzny to ☰ (乾 qián) siła = (天) niebo.

Heksagram 7

Iching-hexagram-07.svg

Heksagram 7 zwany 師 (shī), „Przewodzący, przewodniczący”. Wariacje: „armia”, „oddziały”. Wewnętrzny trygram to ☵ (坎 kǎn) otchłań =(水) woda, zewnętrzny to ☷ (坤 kūn) pole = (地) ziemia.

Heksagram 8

Iching-hexagram-08.svg

Heksagram 8 zwany 比 (bǐ), „Grupujący”. Wariacje: „trzymać razem”, „przymierze”. Wewnętrzny trygram to ☷ (坤 kūn) pole = (地) ziemia, zewnętrzny to ☵ (坎 kǎn) otchłań = (水) woda.

Heksagram 9

Iching-hexagram-09.svg

Heksagram 9 zwany 小畜 (xiǎo chù), „Kumulujący maluczkich”. Wariacje: „ujarzmiająca siła maluczkich”, „małe żniwo”. Wewnętrzny trygram to ☰ (乾 qián) siła = (天) niebo, zewnętrzny trygram to ☴ (巽 xùn) grunt = (水) wiatr.

O Śląskiej Świątyni Światła Świata i Wiary Przyrodzoney Słowian i Niemców

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 1 Styczeń 2014

0Zamek Czocha, czyli Zamek Czajków

Mam dzisiaj dla was z okazji Nowego Roku prawdziwy rarytas, coś co zaskoczy, jak sadzę, bardzo wielu, jako że my dzisiaj nie bardzo pałamy namiętnością do naszych niemieckich kolegów.

Podkreślaliśmy jednak od początku, międzynarodowe rozgałęzienie i rozprzestrzenienie  Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, na wszystkie ziemie słowiańskie, niezależnie od tego w czyich się one znajdowały rękach, czy w czyich rekach znajdują się dzisiaj. Zatem w zaborze pruskim, zwłaszcza na Śląsku, czyli w tej części Polski, gdzie publicznie po polsku nie wolno było nawet mówić (dzieci w szkołach za polską mowę karano biciem – upokarzającą chłostą, co było wyrazem zapewne chrześcijańskiej tolerancji niemieckiej i afirmacją „dobrego sąsiedztwa”, podobnie jak to ma miejsce dzisiaj, kiedy w Niemczech zabrania się polskim dzieciom mówić po polsku), a co dopiero utworzyć jakieś polskie organizacje religijne czy społeczne, Polacy i Ślązacy zmuszeni byli szukać innych rozwiązań, aby pielęgnować Wiarę Przyrodzoną Słowian, polskie tradycje, legendy, podania i polską/słowiańską duchowość.  Ten sam problem, który dotyczył Ślązaków i Polaków oraz Pomorzan Zachodnich od XIX wieku, dotyczył też od XVI i XVII wieku Wendlandczyków (Drzewian/Drawenów, czyli Drako-Wenedów) w Pomorzu Przednim, Wieletów nad Łabą w okolicach Berlina, Frankfurtu, rzeki Lech i w Górach Harskich (Harz) jak i Łużyków Serbskich w okolicach Drezna, Lipska i Budziszyna.

hendrich dasmaerchendieblaueblume_579Hermann Hendrich – Niebieski Kwiat

I tak przedstawialiśmy do tej pory związki Świątyni Światła z Chorwacją, Serbią, Bułgarią (Michael Aiwanhow i Peter Deunow), Morawami, Czechami, Słowacją , Ukrainą, Węgrami,  Litwą, Królewcem,  Łużycami oraz emigracyjnymi koloniami słowiańskimi w USA, pokazywaliśmy także śląskie korzenie Świątyni Światła Świata. Pisaliśmy o związkach słowiańsko-skańskich Wiary Przyrodzoney (John Bauer i Teodor Kittelsen). Te skańskie wątki są zresztą na bieżąco podtrzymywane dzisiaj przez Jerzego Przybyła na szwedzkiej Górze Tańczącego Garpa i gdzie indziej.

Pisałem wam też o moich własnych przyjaźniach z artystami z Niemiec (DDR) takimi jak na przykład Nina Hagen (piosenkarka) , czy z Holandii (artysta malarz Piter Torensma), a też o licznych odwiedzinach Niemców u nas w Polsce, w naszym domu, w najcięższych czasach komuny, o przyjaźni z Magdaleną i Kristianą Zastrow, czy Eberhardem Hoeffnerem (poetą, hippisem, pastorem protestanckim w Erfurcie). Sami powiedzcie czy to niemieckie nazwisko ZASTROW – Zastrowowie pochodzili z Pomorza Przedniego.

435810Chram Światła Świata w Szklarskiej Porębie, zwany Halą Baśni/Salą Baji – 1933
Tego co wam tutaj przedstawię jednak pewnie się nie spodziewacie, bo dzisiaj trudno nam sobie wyobrazić taką bliską przyjaźń i zażyłość i wspólnotę polsko-niemiecko-śląską, jaką tworzyła Śląska Świątynia Światła Świata w Szklarskiej Porębie w XIX wieku i w okresie międzywojennym, albo kręgi ezoteryków, okultystów i  gnostyków a też pogan śląskich, polskich, niemieckich, czeskich, morawskich i słowackich w tym samym czasie, na przykład w Cieszynie.
aaaa b5085769744098bf040Jedna z sal
aaaa b5085769744098bf041
Ten artykuł, jaki tutaj daję, to tylko wstępik, przyczynek, sygnał, ponieważ niestety nie mam czasu w tej chwili na opracowanie materiału, który jest wyjątkowo rozległy, co widać po bogactwie dziejów tego konkretnego zgrupowania Czcicieli Światła i Przyrody oraz Krzewicieli Pogańskiej Wiary i Czystej Natury w Karkonoszach.
wa o1916a_pokoj

Wanda Bibrowicz (1878 – 1954) Śląska Strażniczka Wiary Przyrodzoney Słowian

poświęciliśmy jej osobny artykuł jako emancypantce i Strażnice Wiary Przyrodzoney Słowian na Śląsku. Tutaj w domu Carla Hauptamanna, członkini ruchu wyznawców Światła Świata, przy gobelinie „Pokój”, pełnym pogańskich krzyży symbolizujących nie tylko rozsiane po Śląskich górach groby pomordowanych pogan, ale także Cztery Filary Ziemi objęte Kołem Przemian (Kołem Czakr).
Wanda Bibrowicz, pełne nazwisko Wanda Franciszka Bibrowicz-Wislicenus (ur. 3 czerwca 1878 w Grodzisku Wielkopolskim, zm. 3 lipca 1954 w Pillnitz) – polska artystka specjalizująca się w tkactwie, głównie w projektowaniu i wykonywaniu gobelinów.

wislicenusMax Wislicenus (1861 – 1957)

Trudno o bardziej słowiański rdzeń nazwiska – więc mamy tutaj ewidentnie zniemczonego Słowianina z Waimaru.

Max Wislicenus (ur. 17 sierpnia 1861 r. w Weimarze; zm. 25 maja 1957 w Pillnitz) – niemiecki malarz i projektant gobelinów.

Max Wislicenus był synem malarza historycznego Hermanna Wislicenusa. Studiował w latach 1880-1891 na Akademii Sztuk Pięknych w Düsseldorfie i Monachium. W 1894 r. poślubił Else Freudenberg, która pod koniec roku urodziła mu córkę Gonhildę. W 1896 r. został nauczycielem rysunku i malarstwa w Królewskiej Wyższej Szkole Sztuki i Rzemiosła Artystycznego we Wrocławiu W 1900 r. został mianowany profesorem. Pracował na tym stanowisku do przejścia na emeryturę w 1921 r. W 1904 r. zorganizował warsztat tkacki, którego kierownikiem była Wanda Bibrowicz. Propagował styl secesyjny projektując gobeliny, plakaty, druki, meble i witraże. W 1908 r. był współzałożycielem Związku Artystów Śląska.

105

W 1919 r. utworzył wraz z Wandą Bibrowicz Warsztaty Gobeliniarskie w pałacu w Pillnitz. W 1921 r. zamieszkał w bocznym skrzydle palacu.

Po śmierci żony w 1948 r. poślubił Wandę Bibrowicz. W 1955 r. posiadane przez siebie prace darował do zbiorów państwowych w Dreźnie. Po śmierci został pochowany obok swoich żon na cmentarzu „Maria am Wasser” w Dreźnie.

b508576974408e10022Rzeźba Wotana (Wodo, Posiej-Duny, Posejdona) w Hali Baśni
Oto filmowy zapis wykładu z Telewizji Tagen.pl  poświęconego artystom śląskim, niemieckim i polskim będącym krzewicielami Wiary Przyrodzoney na Śląsku przed II wojną światową.
Tworzyli oni w Szklarskiej Porębie ośrodek drzewidów-druidów, który posiadał także własny chram – nazywany dla niepoznaki Chatą/Halą Baśni, a tak naprawdę będący Salą Baji, czyli chramem Światła Świata.
Jak widzicie na filmie członkowie Świątyni Światła Świata gdy to tylko było możliwe stosowali kremację i zakładali naturalne cmentarze/smętarze, które pozostawały w uładzeniu i łączności z otaczającą je przyrodą. Członkami tej społeczności, co widać po nazwiskach rodowych, byli Niemcy, Łużycy, Ślązacy, Czesi i Polacy.
aaa riesengebirgshallewinter_579Zimą
Przedstawiliśmy już w zeszłym tygodniu materiał o Wandzie Bibrowicz – królowej gobelinu, dzisiaj tego rodzaju twórczość uprawia w swoich paczworkach Ewa Ryn, związana z Kodystami Polskimi w Krakowie.
aaa b508576974408e10020Słynna rzeźba Liczyrzepy eksponowana w Sali Baji
Wiele się mówi dzisiaj i usiłuje się pokazać Adolfa Hitlera jako osobę odseparowaną od chrześcijaństwa, a zwłaszcza od kościoła katolickiego, ale prawda jest taka, że Adolf Hitler i jego zbrodnicza ideologia faszystowska miała podłoże chrześcijańskie, opętanie krucjatą „cywilizacyjną”, czystością „moralną” i przekonanie o wyższości „rasy germańskich Panów Świata”. Dowodem na te jego inspiracje są zarządzenia jakie nazistowskie władze Niemiec wydawały na swoim terytorium i na terytoriach okupowanych.
aaa b5085769744098bf042Wnętrze Hali Baśni
Możecie to w filmie wyraźnie usłyszeć, że takie cmentarze jak Smętarz Słońca w Szklarskiej Porębie po dojściu Hitlera do władzy przestały funkcjonować, bowiem zabroniono kremacji ciał i pochówków poza cmentarzami katolickimi i ewangelickimi. Nikt nie mógł już od tej chwili wyznawać wiary pogańskiej – jak wyznawcy przedstawianej tutaj Świątyni Światła Świata. Toteż chowano ich od pewnego czasu na cmentarzu ewangelickim, a też ich działalność musiała odbywać się w ukryciu przed władzami hitlerowskimi.
aaaa sagenhalleaquarelljoachimhennig_579Odtworzenie Sali Baji/Hali Baśni przez Joachima Henninga
Tych którzy pomyśleli, że artyści związani w krąg w Kole Świętego Łukasza to jacyś katolicy, uspokajam, że nazwa ta bierze się tylko i wyłącznie od miejsca ich spotkań, czyli od Młyna Świętego Łukasza w Szklarskiej Porębie.

Fritz-Erler-Portret-Carla-Hauptmanna-1900_referenceFritz Erler, Portret Carla Hauptmanna, 1900

Carl Hauptmann (1858 – 1921) zasłużony dla polskiego noblisty Władysława Stanisława Reymonta

Carl Hauptmann (ur. 11 maja 1858 w Szczawnie-Zdroju, zm. 4 lutego 1921 w Szklarskiej Porębie), pisarz niemiecki.

Brat Gerharta. Karierę pisarską rozpoczął w roku 1893 wydając rozprawę krytyczną „Die Metaphysik in der modernen Physiologie”, wkrótce jednak przeszedł do twórczości literackiej, w pierwszych dramatach („Marianne” 1894 i i.) hołdował naturalizmowi, a w wydanych w r. 1897 i 1900 nowelach i poezjach oddał się zadumie i filozoficznym rozważaniom. W powieściach „Mathilde” (1902), „Einhart, der Lächler” (1907), „Ismael Friedmann” (1913) oraz w drobniejszych opowiadaniach i utworach prozą z tego czasu obok bystrej spostrzegawczości występuje głębia myśli, podobnie w dramatach symbolicznych („Die Bergschmiede” (1902), „Des Königs Harfe” (1903), „Die armseligen Besenbinder” (1913), „Der abtrünnige Zar” (1919), „Musik” (1920) oraz w wielkim poemacie „Krieg. Ein Tedeum” (1914), natomiast jego komedie („Rebhühner” (1916), „Tobias Buntschuh” (1916) i i.) utrzymane są w tonie bardziej realistycznym. Często pisał w dialekcie śląskim. Dom i Muzeum Braci Hauptmannów znajduje się w Szklarskiej Porębie. Na miejscowym cmentarzu zachował się jego grób.

Carl_Hauptmann

Carl Hauptmann był doktorem nauk filozoficznych i literatem należącym do współtwórców kolonii artystów w Szklarskiej Porębie. Położony na uboczu, w Szklarskiej Porębie Średniej, dom Carla Hauptmanna był miejscem spotkań i dzięki osobie właściciela pełnił szczególną rolę w życiu tutejszej kolonii artystów. Charakter tego miejsca przed laty opisywał przyjaciel pisarza – dr Wilhelm Bölsche (Bolsze) „Chyba każdy zna czarowną baśń Musäusa o tym jak karkonoski Duch Gór podczas zimowej zamieci wyczarowuje z lodowato-zimnej, granitowej skały przytulny wiejski dom dla zagubionych, wylęknionych wędrowców. Oto nagle otworzyły się przed nimi przytulne wnętrza pełne muzyki i brzęku szkła. Carl Hauptmann sam urzeczywistnił nieco z tej magicznej wizji, zamieszkując w tym ‘powiecie Ducha Gór’ […]”

Wnetrze-domu-Carla-Hauptmanna-z-widocznym-obrazem-Otto-Muellera-ok.-1910_reference
Czas trwania kolekcji na Śląsku: 1891 – 1921
Charakterystyka kolekcji:W domu Carla Hauptmanna znajdowała się niewielka, choć wartościowa kolekcja dzieł sztuki. Zbiór powstawał stopniowo i pochodził głównie z darów przyjaciół pisarza. Około 1910 r. znajdowały się tutaj trzy obrazy olejne autorstwa Otto Muellera i wykonana w 1916 r. tkanina artystyczna „Pokój” Wandy Bibrowicz. Zapewne w domu Carla Hauptmanna były też pejzaże karkonoskie autorstwa zaprzyjaźnionych z pisarzem malarzy z kręgu Stowarzyszenia Artystów św. Łukasza w Szklarskiej Porębie. Prawdopodobnie część eksponatów znajdowała się następnie w zbiorach powstałego tutaj w drugiej połowie lat trzydziestych muzeum Carla Hauptmanna i szklarskoporębskiej kolonii artystów, które uległy rozproszeniu po II wojnie światowej.
352x500
Kategorie dzieł sztuki w kolekcji: rzemiosło artystyczne (1), malarstwo (2)
hala baśni 1903Hala Baśni – Chram pogański, Świątyni Światła Świata w Szklarskiej Porębie 1903
Bibliografia:Ewa Maria Paradowska-Werszler, W kręgu sztuki Wandy Bibrowicz, Wrocław 2001Przemysław Wiater, Kolonia artystyczna w Szklarskiej Porębie [w:] Wokół niemieckiego dziedzictwa kulturowego na Ziemiach Zachodnich i Północnych, red. Zbigniew Mazur, Poznań 1997, s.127 – 149Johanna Brade, Górska samotność i otwarcie na świat [w:] Wspaniały Krajobraz. Artyści i kolonie artystyczne w Karkonoszach w XX wieku, red. Klaus Bździach, Berlin-Jelenia Góra 1999, s. 129

ernest g 155149Tajemnicze skarby Ernesta Gütschowa (Giczowa) – Zamek Czajków [Czocha]

Autor: Ewa Lenarczyk – 2012-09-01

Wszyscy znamy nazwę Zamek Czocha, a pewnie mało kto wie w jakiej miejscowości się znajduje, więc wyjaśniam. Ten stary zamek leży w polskiej części Łużyc Górnych, we wsi Sucha, nad Zalewem Leśniańskim. Oczywiście na Dolnym Śląsku. Z początku był tam gród warowny wybudowany na rozkaz czeskiego króla Wacława I w latach 1241-1247 i nazywał się po łużycku Cajkow (zapis niemiecki: Caychow), po czesku ejkov, lub po polsku Czajków.

W 1319 roku trafił do księcia Henryka I Jaworskiego, a później przejął gród Bolko II Mały, książę świdnicko-jaworski. Po śmierci jego żony ponownie przeszedł w czeskie władanie. W latach 1389-1453 wszystko należało do rycerskich rodów von Dohn i von Klüks. Po nich zamek stał się własnością rodu von Nostitz z Rothenburga (po łużycku ród Nosticzów) na ponad 250 lat, a następnie Üchtritzów ( po łużycku Ichtrziców) . Z rodem Nostitz wiążę się okrutna legenda i paskudny zwyczaj.

Panowie w dawnych czasach często wyjeżdżali na długie wyprawy, a kiedy wracali i nie daj Boże żona była w ciąży, albo z dzieckiem, wrzucano niewierną do zamkowej studni znanej „Studnią niewiernych żon”. Wedle tej tradycji uczynił Joachim von Nostitz i choć bardzo kochał swoja żonę Ulrikę, utopił ją w studni, a dziecko kazał żywcem zamurować nad kominkiem i dlatego czasem w ponurą, wietrzną noc słychać kwilenie dziecięcia.

Druga legenda opowiada o Gertrudzie, która w czasie wojen husyckich za kilka złotych monet wydała zamek obcym. Historia potwierdza takie wydarzenia, bo gród był długo i bezskutecznie oblegany przez husytów. Zdobyty w 1427 roku przez oddział Czirnina. W czasie walk zginał brat Gertrudy, który ją przeklął. Gertrudę ścięto, a zdrajczyni nie chcieli nawet w piekle. Jej duch więc błąka się w zaświatach, ale raz na sto lat biały obłok odwiedza zamek i rozrzuca złote monety.

Kolejne, bardzo różne są opowieści związane z wielkim łożem, które do dziś ma zapadnie i można z niego wylądować w wodach rzeki Kwisy. Oczywiście pozbywano się tylko kobiet, bo one były grzesznicami, ale nie da się grzeszyć samemu, więc jak zwykle panowie mężowie do „świętych” się zaliczali. Niezaspokojeni stosownie pozbywali się naiwnej w nurtach.

DSCN2907a

Świetność swoją, chociaż na krótko zamek osiągnął dopiero po 1909 roku, gdy kupił go Ernest Gütschow (po łużycku Giczow), który był drezdeńskim (a więc łużyckim) producentem cygar i stać było takiego przemysłowca na zapłatę aż półtora tysiąca marek. Stać też było na gruntowny remont i przebudowę jaka trwała trzy lata pod nadzorem berlińskiego architekta Bodo Ebharda. W założeniach zamek miał zachować stara bryłę, bo wzorowano się na rycinie z XVIII wieku, ale i tak bezpowrotnie zniszczono wiele detali. Ernest Giczow-Gütschow mieszkał w zamku do marca 1945 roku, a opuszczając go wywiózł olbrzymią ilość najcenniejszych rzeczy i tu zaczynają się plotki oraz domniemania. Właściciel podobno był spokrewniony z Rockeffelefami, utrzymywał zażyłe stosunki z koronowanymi głowami Europy i carskiej Rosji. Skupował dzieła sztuki, biżuterię i insygnia królewskie. Na pewno żył w wielkim luksusie i przepychu.

W zamku oprócz licznych tajemnych przejść, była niespotykana komnata, w której podłogę zrobiono ze szkła, a pod nią płynął sztuczny strumień. Ernest Giczow-Gütschow nie zabrał wszystkich swoich skarbów. Były ukryte przez całą wojnę i dobrze strzeżone, choć nieświadomie przez stacjonujących w zamku Niemców, którzy urządzili tam szkołę szyfrantów Abwehry. Pewnie i Wernher von Braun, słynny „rakietowy baron” twórca rakiet V-1 i V-2, który bywał częstym gościem na Czosze chętnie zabrał by takie bogactwa. Nie znaleźli skarbu również rosyjscy szabrownicy, którzy wywieźli jedynie resztki mebli i wyposażenia. Dopiero 1 lutego 1946 roku goszcząca na zamku Krystyna von Saurma, która była zamkową bibliotekarką odnalazła schowek i za zgodą burmistrza Leśnej Kazimierza Lech, albo za sowitą opłatą wywiozła skarb. Były tam ikony, popiersia carów rosyjskich, insygnia koronacyjne Romanowów, cenna porcelana, biżuteria i obrazy. Wszystko przewieziono ciężarówką do amerykańskiej strefy okupacyjnej, a dalej ślad zaginął. Inna wersja mówi, że wojska radzieckie odnalazły pancerną komnatę w podziemiach, ślusarz rozwiercił zamki, wszystko zabezpieczyła nasza milicja, a burmistrz wywiózł.

Po II Wojnie Światowej w zamku mieszkali uchodźcy z Grecji, którzy z pięknej sali rycerskiej urządzili oborę i na szczęście zamek nie poszedł dalej w pegeerowskie ręce, bo nic by nie zostało. Od 1952 roku w obiekcie urządzono Wojskowy Dom Wczasowy i nie wiadomo dlaczego nawet nie występował na mapach. Czyli dalej tajne przez poufne, ale dlaczego?

Publicznie udostępniony dopiero od września 1996 roku i chociaż wszystko znaleziono, to turyści wciąż szukają. Zamek na pewno kryje wiele tajemnic i bogactw, o których wiedział tylko Ernest Gütschow. Stara służba przekazywała z pokolenia na pokolenie ostatnie słowa pana, który opuszczając zamek powiedział: „Pamiętajcie, ktokolwiek tu przyjdzie, Rosjanie czy Polacy, wydajcie im z zamku to co będą chcieli. Gdyby nawet wywieźli stąd wszystko, tu i tak zostanie dużo więcej”.

????????????????????????????????????????Szklarska Poręba tzw Hala Baji-Baśni – chram Wyznawców Światła Świata – projekt Hermann Hendrich (nieistniejąca obecnie)

*

Hermann Hendrich i Świątynia Światła Świata albo Świątynia Baji w Szklarskiej Porębie

ur. w Heringen w 1854 r., zm. w 1931 r. w SzklarskiejPorębie. W latach 1886-89, studiował pejzaż u J. Wengleina w Monachium i E. Brachta w Berlinie. Członek grupy Elf i współzałożyciel Berlińskiej Secesji. Miłośnik Wagnera – zafascynowany mistyką, naturą i narodowymi mitami – wzniósł Świątynię Walpurgii na Hexentanzplatz w Harzu (1901), Świątynię Legend (Baji) w Szklarskiej Porębie (1903) i Świątynię Nibelungów koło Königswinter (1913), w których eksponowano jego malowidła. Zginął śmiercią samobójczą.
hendrich1hendrich2hendrich 3hendrich 4hendrich 5hendrich 6hendrich 7hendrich 8Czego to ludzie nie piszą prawda? Opracowanie to jest jednak mimo niezrozumienia mitologii – co oczywiste u współczesnych ateistów bądź katolików, bardzo cenne i po prostu fantastyczne. Ukłony dla autorki. Każdy jednak kto patrzy na te obrazki i na postacie prezentowane i opisywane tutaj musi sobie przecież zdawać sprawę z tego, że nie chodzi o baśnie, legendy lecz o BAJĘ – mityczną Materię Świata, z której tkane są opowieści Rzeczywiste, czyli Dzieje Świata i na której owe dzieje w postaci mitów-podań są zapisywane. Każdy też musi sobie zadać pytanie dlaczegóż to miano „Wotan” ma tak podobne brzmienie do pojęcia „Wody” (Wodo i Wandy), i dlaczego ma niebieskie jak woda szaty oraz kapelusz. Nie sposób prostować wszystkiego co powyżej napisano – wiemy, że zbudowano tutaj Świątynię Baji – Świątynię pogańską według wzorca słowiańskiego chramu, nawet jeśli pochodziła ona z Norwegii jest teraz dowodem słowiańskości sakralnych budowli norweskich jeszcze w XIII wieku. Możecie sobie ten chram porównać zarówno z odtworzeniami archeologicznymi jak całym ruskim malarstwem, które pokazuje wschodnio-słowiańskie wizje chramu.  

??????????????????????????????????????????????????????Willa Hermanna Hendricha w Szklarskiej Porębie, odrestaurowana przez Politechnikę Wrocławską

Świątynia/Hala Baji/Baśni  (Sagenhalle) – Powstała z inicjatywy Hermanna von Hendricha zafascynowanego germańską, śląską i słowiańską mitologią i dawnymi pogańskimi wierzeniami. Był to drewniany budynek nawiązujący swą formą do budownictwa skandynawskiego i starosłowiańskiego; wykorzystujący w swoim zdobnictwie elementy nordyckie i słowiańskie (węże, smoki, głowy kozłów, napisy runiczne itp.), utrzymany w kolorystyce istu i Baji – żółci, błękitów, czerwieni. Wystawiano tam m.in. wielkoformatowe obrazy związane z legendą Ducha Gór. Tutaj właśnie przechowywano i eksponowano rzeźbę Liczyrzepy – Ducha Gór autorstwa Hugo Schuchardta. Zaniedbana po wojnie popadła w ruinę. Na jej miejscu powstał Ośrodek Wypoczynkowy „Radość”.

?????????????????????????????????

Obraz Hermanna Hendricha – Wielki Szyszak albo Duch Gór jako cień chmury (fot. facebook.com/przemek.wiater)

Hermann Hendrich (31 October 1854 in Heringen, Thuringia, Germany – 18 July 1931 in Schreiberhau in Niederschlesien, Germany) was a German painter.

Hermann Hendrich was born in the vicinity of the storied Kyffhäuser, his parents were Auguste Friederike Hendrich née Ziegler and the baker August Hendrich. From 1870 to 1872 he served his apprenticeship as lithographer; one year shorter than the regular duration due to his evident talent. He then started a job in a Hanoverian lamp factory where he had to draw a catalogue. At that time, he first attended a Wagnerian opera, Tannhäuser, and the wish emerged to be able to draw such musical impressions.

In 1875, Hendrich attended a job at a Berlin art institution where he had to lithograph oil paintings. in 1876, he visited Norway for further art studies. The jury of the „Grosse Berliner Kunstausstellung” (great Berlin art exhibition) disapproved however the exhibition of his paintings. Hendrich then started a job as painter in Amsterdam. In 1882, he married Clara (Kläre) Becker which he met there. On their honeymoon trip they visited Hendrich’s brother in Auburn, New York. Here, he exhibited for the first time his paintings. After some initial sales, the remaining entire amount of pictures was bought by a single art dealer. Using the earned money Hendrich then made a study trip through the USA.

To further deepen his education, in 1885 he went back to Germany. He started lessons by Professor Wenglein in Munich, but then moved to Berlin, and made a study trip to Norway. In 1886, Hendrich entered a studio of the Berlin Academy of Art and received a stipend from the Prussion Ministry of Education and Arts. His paintings were firstly exhibited in Germany.

The Kaiser 1889 bought a picture from Hendrich, a highlight for his recognition.

In 1901, the „Walpurgishalle” in Thale, a building in a pseudo old-Germanic style was inaugurated. Hendrich did the paintings in the interiour and created sketches that were used by Bernhard Sehring to create the architecture. Hendrich considered this as climax of his work.

In Schreiberhau, 1903 Henrich erected the „Sagenhalle”, inspired by the „Walpurgishalle”.

Hendrich was a co-founder of the Werdandibund in 1905, a society against the modern developments of art, considered as decadent.

In 1910 the title professor was awarded to Hendrich.

The „Nibelungenhalle” at the Drachenfels was opened in 1913 on the occasion of Richard Wagner’s centenary. It contains twelve paintings by Hendrich with scenes from Der Ring des Nibelungen.

In 1921, he published illustrations for an edition of Das Märchen (also known as The Green Snake and the Beautiful Lily), a 1795 story written by Johann Wolfgang von Goethe.

In 1926, the „Halle Deutscher Sagenring” in Burg an der Wupper (today part of Solingen) with Hendrich’s paintings from the Percival saga was opened.

Hendrich died 1931 in Schreiberhau in an accident.

??????????????????????????Hermann Hendrich przy swoich obrazach w Hali Baśni/Baji (fot. http://www.facebook.com/przemek.wiater)

?????????????????????????Obraz Hermanna Hendricha „Mały Staw albo Duch Gór jako śpiący olbrzym” (fot. http://www.facebook.com/przemek.wiater)

hh złoty pierścień painting1

Czetlice/Syreny w głębinach

Hermann_Hendrich_Die_Meerfrau

Nimfa Morska

hermann-hendrich-rheingold2

Boska Tęcza

hh odejście brunhildy painting1

Odejście Brunhildy

hh parsifal

Parsifal

CHT207479Świetliki i Wąż

Georg Wichmann

(ur. 1876, zm. 1944) – malarz pejzażysta, uczeń Akademii Berlińskiej, związany z terenem Dolnego Śląska i Sudetów. Współzałożyciel Stowarzyszenia Artystów św. Łukasza.

georg-wichmann-sniezne-kotly-w-karkonoszach-_1486Śnieżne Kotły – Georg Wichman

Urodzony we Lwówku Śląskim, dzieciństwo spędził na Pomorzu Gdańskim. Studiował w Akademii Berlińskiej u Antona von Wernera. W 1897 r. przeniósł się do wrocławskiej Szkoły Sztuki, do Eduarda Kaempffera i C.E. Morgensterna, a rok później do Leopolda von Kalckreutha w Karlsruhe. W latach 1901-1903 pracował jako konserwator w galeriach hr. von Pückler w Szydłowcu Śląskim i hr. von Praschma w Niemodlinie. Od 1903 r. przebywał w Karkonoszach, oprócz okresu służby wojskowej podczas I wojny światowej. W 1924 r. przeprowadził się na stałe do Szklarskiej Poręby i zamieszkał w nowo wybudowanym domu przy dzisiejszym Wzgórzu Paderewskiego 5, w pobliżu „Młyna św. Łukasza”. Aktywny i płodny malarz – pejzażysta. Był zwolennikiem impresjonizmu, z upodobaniem tworząc górskie krajobrazy. Georg Wichmann zmarł w 1944 r. i pochowany został na cmentarzu ewangelickim w Szklarskiej Porębie Dolnej. Obrazy Georga Wichmanna zachowały się w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze, Haus Schlesien w Königswinter, Stiftung Kulturwerk Schlesien, Würzburg, Heimatstube Bad Harzburg oraz u kolekcjonerów prywatnych w Polsce i Niemczech.

Bibliografia

  • Wiater P., „Stowarzyszenie Artystów św. Łukasza” [w:] „Wspaniały krajobraz. Artyści i kolonie artystyczne w Karkonoszach w XX wieku”, red. K. Bździach, Wrocław-Berlin 1999, s. 184-205.
  • Wiater P., „Kolonia artystyczna w Szklarskiej Porębie.” [w:] „Wokół niemieckiego dziedzictwa kulturowego na Ziemiach Zachodnich i Północnych”, red. Z. Mazur, Poznań 1997, s. 127-149.
  • Wichmann H., „Georg Wichmann 1876-1944. Der Maler des Riesengebirges und sein Kreis”, Würzburg 1996.

Hugo Dittrich (1880- 1943)

Kilkadziesiąt nagrobków w gęstym lesie, w tym płytę nagrobkową znanego malarza z Michałowic udało się uratować dzięki fundacji Memento. Ocaliła ona od zapomnienia poniemiecki cmentarz w lesie w Michałowicach.

Ostatnie 3 lata poświęciłam m.in. na rozwikłanie zagadki losów i odnalezienia miejsca spoczynku Hugo Dittricha, znanego malarza z Michałowic – mówi Justyna Spyrka, fundator w fundacji Memento.

(Nic więcej o Hugo Dittrichu znaleźć nam się nie udało)

Smętarz na Kamiennej Górze. Tajemnicza nekropolia dawnej sekty Czcicieli Słońca

Szklarskaporeba.naszemiasto:

Tajemniczy cmentarz – Szklarska Poręba.To jedna z największych przedwojennych tajemnic Szklarskiej Poręby. O dawnych wyznawcach kultu ognia lub słońca, mieszkających u stóp Szrenicy, nie mówią żadne dokumenty. Zarośnięty krzakami cmentarzyk, porozbijane nagrobki i kamienny obelisk z niemieckim napisem to jedyne dowody na istnienie tej społeczności.

52728e073ec71_o

Nie wiadomo nawet jak licznej, bo miejskie archiwum Szklarskiej Poręby zaginęło gdzieś pod koniec wojny. Zresztą nie ma pewności, czy cokolwiek byśmy w nim znaleźli, bo wolnomyśliciele ze Szklarskiej Poręby, zawsze starali się żyć w cieniu. A po dojściu nazistów do władzy w Niemczech, zupełnie zeszli do podziemia. Bo wówczas wolnomyślicielskie poglądy można było przypłacić życiem.

Prawdopodobnie dlatego na starym planie Szklarskiej Poręby z 1933 roku tajemniczy cmentarz nie został w ogóle zaznaczony, choć istniał tu od co najmniej 1929 roku. Wyrysowano jedynie wąska ścieżkę prowadzącą do nekropolii od obecnej ulicy Waryńskiego.
Cmentarzyk usytuowano na wzniesieniu zwanym Kamienną Górą, które według mieszkańców ma dziwną moc przyciągania piorunów. Lokalizacja jest nietypowa, ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo linii kolejowej, która istniała już w chwili dokonywania pierwszych pochówków. Być może jednak dla jego założycieli bardziej istotny był, niezwykle piękny z tego miejsca, widok na Śnieżne Kotły.

Cmentarz o wymiarach 100 na 50 metrów obecnie zarastają gęste krzewy, różowo kwitnącej tawuły, niegdyś wysadzonej tu jako żywopłot. Na trzymetrowym obelisku wyryto symbol kaganka z płonącym płomieniem i inskrypcję w języku niemieckim, która w tłumaczeniu brzmi:

Niech moje ciało nie będzie
pokarmem dla obrzydliwego robactwa.
Tylko czysty płomień może je
zaszczycić. Ciągle kocham
to ciepło i to światło,
dlatego spalcie mnie,
a nie pogrzebcie.

Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku na cmentarzu było kolumbarium, w którym ustawiono wiele urn z prochami. Niestety mur rozebrano, bo kamień był potrzebny podczas remontów okolicznych budynków, a metalowe puszki przeżarła rdza. Do naszych czasów dotrwały jedynie pozostałości dwóch nagrobków. Na każdym z nich wykuto symbol urny. Należą one do Marthy Schon i Hermanna Friede, wieloletnich mieszkańców Szklarskiej Poręby. Prochy kobiety złożono tu w 1929 roku, Hermann Friede zmarł dwa lata później.aa cmentarz wyznawców słońca

Więcej, pod wskazanym linkiem. Ja tutaj dodam tylko, ze Smętarz na Kamiennej Górze nie został zaznaczony na mapie z 1933 gdyż Hitlerowcy chcieli wymazać z pamięci podobne obiekty, dowody jakiejkolwiek niezależności od totalitaryzmu. Dodam też, że społeczność opisywana to nie byli wolnomyśliciele tylko Wyznawcy Pogańskiego Kultu Światła Świata czemu dają wyraz także w nagrobkach ozdobionych TRYSTYKĄ  Słowiańską (trishelionem). Było to mieszane towarzystwo – niemiecko-polsko-śląsko-czesko-łużyckie, a więc „niepoprawne politycznie’ w czasach Hitlera. Jak wielkimi przeciwnikami totalitaryzmu zaś byli Wyznawcy Światła może poświadczyć potrójne samobójstwo rodziny Wilhelma Bolsze (Boelsche, z żoną i córką), które miało miejsce w momencie wypowiedzenia wojny przez Adolfa Hitlera Polsce, 30 sierpnia 1939 roku, na dwa dni przed wkroczeniem armii niemieckiej do naszego kraju.

aa trysytyka trishelion nas kamieniu nagrobnymTrystyka na kamieniu nagrobnym. Smętarz musiał być zaopatrzony w wodę, albo lokalizowano go przy źródle (studni), albo wodę doprowadzano systemem kanałów.

„W Karkonoszach tradycja kultu ognia przejawiała się przede wszystkim w powszechnych obchodach święta Sobótki, które odtworzone zostały pieczołowicie przez Strażników Wiary Przyrody pod koniec XIX wieku. W górach płonęło wówczas dziesiątki świętojańskich ognisk. Od początków lat dwudziestych, w tygodniu, w którym przypadała ta szczególna noc, twórcy zgrupowani w szklarskoporębskiej kolonii artystów organizowali cykliczną imprezę pod nazwą „Johanniswoche” – Tydzień św. Jana. Święto miało specjalną oprawę, część uczestników przebrała się nawet w starogermańskie, śląskie i ludowe stroje.
Ogień i słońce miały też szczególne znaczenie dla członków komuny teatralnej założonej w Szklarskiej Porębie na początku XX w.

– Jej założyciel Bruno Wille to ciekawa postać europejskiego życia intelektualnego przełomu XIX i XX w. Był poetą, filozofem i krytykiem religii. Przyjechał w Karkonosze z Berlina – tłumaczy Przemysław Wiater.

Wedle szczątkowych informacji grupa dr Wille miała wystawiać spektakle w bezpośrednim kontakcie z naturą, na polanach i łąkach w okolicach Szklarskiej Poręby.
Motyw kultu solarnego pojawiał się też w twórczości pisarzy mieszkających w Szklarskiej Porębie. Zresztą Bruno Wille pozostawał w bliskiej przyjaźni z braćmi Carlem i noblistą Gerhartem Hauptmannem.
Między innymi fabuła dramatu „Dzwon zatopiony” z 1892 r., autorstwa tego ostatniego, została oparta na starej śląskiej baśni z motywami kultu słońca. Jeden z jej bohaterów chce wybudować wysoko w górach świątynię, gdzie znajdować się będzie jego dzwon.

– W tym czasie wybudowano nowe schronisko na Śnieżnych Kotłach, które mogło być dla autora symbolem słonecznej świątyni. Hauptmann musiał je widzieć ze swego domu w Szklarskiej Porębie codziennie. Schronisko jest też doskonale widoczne z polany i drogi obok cmentarza wolnomyślicieli – mówi Przemysław Wiater.

Według tego badacza historii regionu, obecnie jedynie w ten sposób, możemy próbować wyjaśnić genezę postania tajemniczego cmentarza. Bliższych szczegółów o życiu grupy wolnomyślicieli, nie są w stanie udzielić nawet dawni niemieccy mieszkańcy kurortu, skupieni w Heimatgemeindschaft Schreiberhau – Szklarskoporębskiej Wspólnocie Ojczyźnianej. Potwierdzają jednak bez wątpienia istnienie tej społeczności.”

 Rafał Święcki
aa sm bez tytułu

Cmentarz nie odszedł w zapomnienie

Kilkadziesiąt nagrobków w gęstym lesie, w tym płytę nagrobkową znanego malarza z Michałowic udało się uratować dzięki fundacji Memento. Ocaliła ona od zapomnienia poniemiecki cmentarz w lesie w Michałowicach.

Ostatnie 3 lata poświęciłam m.in. na rozwikłanie zagadki losów i odnalezienia miejsca spoczynku Hugo Dittricha, znanego malarza z Michałowic – mówi Justyna Spyrka, fundator w fundacji Memento. – Moja babcia twierdziła, i miała rację, że on jest tutaj pochowany. Kilka tygodni temu udało się odnaleźć nagrobek jego małżonki. W minionym tygodniu odnaleźliśmy jego płytę nagrobkową.

Mowa o poniemieckim cmentarzu, znajdującym się w lesie między Michałowicami a Piechowicami. Trudno było tu trafić. Miejsce było mocno zarośnięte, zapomniane. Trzeba było wyciąć samosiejki, wykarczować chaszcze. Pomogli w tym także piechowiccy strażacy a także Stowarzyszenie Michałowice.

– To nie był mały cmentarz, było tutaj minimum 58 pochówków, bo tablicę w takim numerem udało nam się odnaleźć – mówi Justyna Spyrka. – Była tu doprowadzona woda, działała fontanna. Na dwóch nagrobkach odnaleźliśmy stare symbole – krzyże, które prawdopodobnie symbolizują wyznawców słońca. Jeśli uda się to jeszcze potwierdzić, będzie to nie lada sensacją.

Wczorajszą uroczystość rozpoczął ksiądz Kubek. W krótkim przemówieniu powiedział, że nie jest ważne, kto był jakiego wyznania. – Leżą tu ludzie, tacy jak my, cieszyli się życiem, potem odeszli, co i nas też czeka – przyznał.

W uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele organizacji pozarządowych, Lasów Państwowych, władz gminy, strażacy i ludzie przyjaciele fundacji.

aa sm wyznawców Światła swiata szklarska

Podczas spotkania odsłonięto tablicę poświęconą pamięci Dittricha. Była to zarazem inauguracja działalności Fundacji Ochrony Zabytków i Miejsc Pamięci Memento. – Poczyniliśmy już kilka innych działań, m.in. przeprowadziliśmy akcję ratowania i zabezpieczenia zabytku w Maciejowcu – wymienia Justyna Spyrka. – Teraz się ujawniamy, mamy już listę innych miejsc pamięci i nagrobków, o które warto zadbać, przywrócić im pamięć. Zaczęliśmy od Michałowic, bo jest ono mi bliskie, pamiętam je z dzieciństwa, jestem byłą mieszkanką Michałowic.

Gerhard Hauptamann – Czyj jest niemiecki laureat Nagrody Nobla 1912, czy przynależy do Śląska?

Gerhart (Gerhard) Johann Robert Hauptmann (ur. 15 listopada 1862 w Szczawnie Z|droju (Bad Salzbrunn), zm. 6 czerwca 1946 w Agnieszkowie) – niemiecki dramaturg i powieściopisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1912, przedstawiciel nurtu naturalistycznego w teatrze.

Ojciec Hauptmanna był zarządcą hotelu „Zur Preussischen Krone” („Pod pruską koroną”, obecnie: „Korona Piastowska”) w Szczawnie-Zdroju, dzięki czemu syn już w latach młodości miał okazję poznać najróżniejsze typy ludzkie, które później pojawiały się w jego naturalistycznej twórczości. Jego brat Carl Hauptmann był także znanym niemieckim pisarzem. Po krótkich, przerwanych studiach w zakresie rzeźbiarstwa, Hauptmann zwrócił się ku literaturze. W latach młodości odbył liczne podróże, min. do Hiszpanii, Szwajcarii i Włoch. W 1885 poślubił Marię Thienemann, córkę zamożnego kupca i osiadł w Berlinie. Małżeństwo to ustabilizowało jego sytuację finansową, pozwalając na swobodną pracę literacką. W 1891 wraz z żoną przeniósł się do Szklarskiej Poręby, małżeństwo to jednak rozpadło się, a w 1907 Hauptmann ożenił się ponownie. Od 1901 mieszkał na zmianę w Agnetendorf (obecnie: Jagniątków, dzielnica Jeleniej Góry; w dawnym domu Hauptmanna znajduje się Muzeum Miejskie), Berlinie oraz na wyspie Hiddensee we wsi Kloster, gdzie został pochowany. W latach późniejszych często przebywał także we Włoszech.

Po pierwszej wojnie światowej Hauptmann dał się poznać jako zwolennik nowego ustroju republikańskiego, jednak po dojściu do władzy nazistów w 1933 nie zdobył się na słowa krytyki i wycofał się z życia publicznego.

Jego nazwisko figurowało na Gottbegnadeten-Liste (Lista obdarzonych łaską Bożą w III Rzeszy) wśród Niezastąpionych.

Po drugiej wojnie światowej do czasu rozstrzygnięcia konferencji w Poczdamie nie było dokładnie wiadomo jaki będzie status terytorialny Dolnego Śląska. Zarówno administracja radziecka jak i polska odnosiły się do noblisty życzliwie, a on sam, wobec decyzji o przyłączeniu Dolnego Śląska do Polski, otrzymał zapewnienie o zorganizowaniu mu specjalnego pociągu, którym będzie mógł wyjechać wraz ze swoim dobytkiem i otoczeniem do Drezna lub Berlina. Śmierć pisarza 6 czerwca 1946 w jego domu w Agnieszkowie nie przekreśliła wcześniejszych ustaleń, a jego żona Margareta nie zgodziła się na pochówek w przydomowym parku – jednak specjalny pociąg do Niemiec „Hauptmann Transport” zorganizowany został dopiero 20 lipca. Do eskorty pociągu specjalnego z „towarzyszami intelektualistami niemieckimi” do Berlina z trumną pisarza, jego dobytkiem oraz rodziną 17 lipca oddelegowany został wraz z piątką swoich żołnierzy 23-letni podporucznik 10. Sudeckiej Dywizji Piechoty, Henryk Bany. Żołnierze ci wcześniej brali udział w zabezpieczaniu dobytku Hauptmanna i przewożeniu go na dworzec kolejowy w Jeleniej Górze. Pomimo przepustki na wyjazd do Berlina wystawionej przez wicestarostę jeleniogórskiego, Franciszka Rześniowieckiego, polscy żołnierze zostają zmienieni przez czerwonoarmistów na stacji granicznej w Tuplicach, gdzie ppor. Bany w dowód wdzięczności za pomoc otrzymuje od żony pisarza, Margarety Hauptmann, zaświadczenie o sprawnym przebiegu akcji i rękopis Gerharta z okolicznościową dedykacją. W Chociebużu (Cottbus) część składu skierowano do Drezna, natomiast ciało noblisty dotarło do Berlina, gdzie wobec zdecydowanego sprzeciwu żony dotyczącego utworzenia muzeum i mauzoleum pisarza w podmiejskim Müggelheim, zdecydowano się na pochówek na bałtyckiej wyspie Hiddensee (28 sierpnia 1946).

Wyróżniony w 1912 literacką Nagrodą Nobla, Hauptmann należy do najwybitniejszych nowszych pisarzy niemieckich. W swej twórczości często przedstawia środowiska nizin, biedę, wyzysk i niesprawiedliwość społeczną, obnaża ponadto upadek moralny mieszczańskiej klasy średniej. Jest mistrzem charakteryzacji przy pomocy subtelnych środków. W późniejszej twórczości szuka nowego stylu, wynikiem czego jest eklektyczna mieszanka środków naturalistycznych z motywami baśniowymi, np. w dramacie Zatopiony dzwon (1896). Na podstawie utworów Hauptmanna powstało wiele filmów fabularnych – pierwszy już w 1913 (Atlantyda).

Pierwotnie Hauptmann chciał się poświęcić rzeźbiarstwu, studiował nauki przyrodnicze. Pierwszy jego poemat epicki Promethidenlos (1885) nie wywarł wrażenia. Pisarz stał się znany dopiero dzięki dramatowi społecznemu Vor Sonnenaufgang (1889), którego inscenizacja w Berlinie rozpętała ogromną burzę. Pod wpływem Ibsena napisał dramaty rodzinne: Das Friedensfest (1890, tłum. Adolf Strzelecki 1904) i Einsame Menschen (1891, tł. Ign. Suesser 1892). Najgłośniejszym i najważniejszym dziełem Hauptmanna jest sztuka Tkacze (Die Weber) z 1892, opisująca powstanie tkaczy śląskich w 1844 (pierwsza redakcja w narzeczu śląskim, tłum. Wiktor Tusz 1898 i G. Baumfeld), pełen wstrząsającej siły dramat o nędzy tkaczy. Następnie Hauptmann wydał dramaty: Kollege Crampton (1892, tłum. Ludomił German 1900), Der Biberpelz (1893), Hanneles Himmelfahrt (1894, tłum. Maria Konopnicka 1899), Florian Geyer (1895) oraz Die versunkene Glocke (1896, tłum. Jan Kasprowicz 1899). Z późniejszych dramatów naturalistycznych do najlepszych należą: Fuhrmann Henschel (1898, tłum. G. Kempner 1900), Michael Kramer (1900), Rose Bernd (1903. tłum. Jan Kasprowicz), Die Ratten (1911). Ze sztuk romantycznych należy wymienić: Der arme Heinrich (1902, tłum. Jan Kasprowicz 1908), Und Pippa tanzt (1906, tłum. Artur Schroeder), Kaiser Karls Geisel (1908), Indipohdi (1921), Veland (1925).

Hauptmann pisał również prozę – opowiadania: Der Apostel (1892), Bahnwärter Thiel (tłum. polskie 1900), Der Ketzer von Soana (1918), jego najlepszy utwór prozą (tłum. Leopold Staff 1927) oraz powieści: Der Narr in Christo Emanuel Quint (1910, tłum. B. Merwin 1925), Atlantis (1912), Phantom (1922), Die Insel der grossen Mutter (1924, tłum. Stanisław Wasylewski 1930), Wanda (1930).

Wydał ponadto epos Till Eulenspiegel (1927), powieść autobiograficzną Buch der Leidenschaft (1929) oraz parafrazę szekspirowskiego Hamleta (1928).

Wybrane utwory tłumaczone na język polski

  • 1888 Dróżnik Thiel (Bahnwärter Thiel)
  • 1889 Przed wschodem słońca (Vor Sonnenaufgang)
  • 1893 Futro bobrowe (Der Biberpelz)
Tkacze (Die Weber)
  • 1896 Florian Geyer
  • 1911 Szczury (Die Ratten)

  • 1896 Nagroda literacka im. Franza Grillparzera za Hanneles Himmelfahrt
  • 1899 Nagroda literacka im. Franza Grillparzera za Fuhrmann Henschel
  • 1905 Nagroda literacka im. Franza Grillparzera za Der arme Heinrich
  • 1911 Bawarski Order Maksymiliana
  • 1912 Nagroda Nobla
  • 1924 Członkostwo honorowe w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu
  • 1924 Order Pour le Mérite (klasa pokojowa)

  • Mateusz J. Hartwich, Czyj jest Gerhart Hauptmann? Przyczynek do dziejów niemiecko-polsko-niemieckich zmagań z dziedzictwem karkonoskiego noblisty, w: „Rocznik Jeleniogórski”, XL, 2008
  • Janisz Skowroński, Hauptmann-Transport – pociąg pod specjalnym nadzorem, w: „Odkrywca”, nr 5(148) maj 2011

Gerhart Hauptmann – Szczawieński Noblista.

Zainteresowanie polskimi śladami w przeszłości  regionu wałbrzyskiego nie powinno w żadnej mierze umniejszać roli i znaczenia żywiołu niemieckiego w rozwoju gospodarczym, cywilizacyjnym i kulturowym tych ziem,  zwłaszcza że trwało to ponad połowę tysiąclecia Obydwa podwałbrzyskie uzdrowiska, Szczawno-Zdrój, Jedlina-Zdrój, jak również książański zamek są przede wszystkim dziełem ówczesnych gospodarzy, a do ich awansu przyczyniło się wielu zasłużonych niemieckich patriotów. Spośród licznego grona literatów, artystów i uczonych związanych z szczawieńskim uzdrowiskiem na czoło wysuwa się pisarz o światowej sławie, laureat nagrody Nobla, gorący miłośnik i gloryfikator piękna krajobrazów sudeckich, wywodzący się bezpośrednio z  Bad Saltzbrunn, czyli Szczawna-Zdroju.  Nazywa się  –  Gerhart Hauptmann.

Myślę, że wielu z Państwa słyszało już to nazwisko, być może zwróciliście też uwagę przy okazji bytności w Szczawnie-Zdroju na tablicę pamiątkową umieszczoną przy bramie wejściowej do budynku zdrojowego „Korony Piastowskiej”, w którym to urodził się i mieszkał w dzieciństwie i młodości późniejszy wielki niemiecki pisarz. Jego nazwisko stanowi nadal tytuł do chwały  dla samego Szczawna, ale także dla pobliskiej Jeleniej Góry, na pobrzeżach której w Jagniątkowie znajduje się zabytkowa willa, stanowiąca ostatnią życiową przystań  Gerharta Hauptmanna, zaś w Szklarskiej Porębie zabytkowy dom, w którym mieszkali dwaj bracia Hauptmannowie,  Gerhard i Carl, zapisani złotymi zgłoskami w literaturze niemieckiej

Warto poznać nieco bliżej osobę i twórczość znakomitego pisarza i intelektualisty, a jeśli Państwo wytrwają do końca tej opowieści, to okaże się, że znajdziemy w niej również niezwykle interesujący wątek  romantyczny, co zazwyczaj bywa bardzo interesujące.

Dzięki posażnej żonie życie młodego Gerharta uległo zupełnemu przeobrażeniu. Może bez problemów poświęcić się realizacji swoich pasji życiowych, wśród których oprócz pisarstwa wędrówki górskie i podróże zagraniczne odgrywały niepoślednią rolę. Odbywają razem podróż poślubną na bałtycką wyspę Hiddensee Wkrótce zamieszkują w pobliżu Berlina, w Chrlottenburg. Jakiś czas korzysta  Gerhart z gościnności brata Carla w Zurichu, dzięki czemu poznaje uroki Szwajcarii. W 1890 r. Gerhart z żoną oraz z bratem Carlem i bratową odwiedzają Świeradów Zdrój i przechodzą w czasie swoich wędrówek górskimi szlakami przez Szklarską Porębę. Rezultatem tej wędrówki jest zauroczenie Karkonoszami i spontanicznie podjęta decyzja o wspólnym kupnie drewnianego domu w Szklarskiej Porębie Średniej. 9 sierpnia 1891 roku., po remoncie i rozbudowie tego skromnego, wiejskiego domu, Gerhart i Maria wprowadzają się do swojej nowej siedziby, Carl i Martha uczynią to nieco później. Tu właśnie obok innych utworów, („Wniebowzięcie Hanusi”, „Futro bobrowe”) powstaje najgłośniejsze dzieło Gerharda Huptmanna, dramat naturalistyczny „Tkacze” („Die Weber”,  a w dialekcie śląskim „Die Waber”), za który w 1812 roku otrzymał  nagrodę Nobla.

Zanim jednak powiem coś więcej o dramacie tak wysoko ocenionym przez szwedzką Akademię, trochę czasu poświęcę przyziemnym, acz bardzo spektakularnym sprawom sercowym bohatera tej opowieści..
14 listopada 1893 r. z okazji prapremiery dramatu „Hanusia” w Berlinie Gerhart spotyka młodą, osiemnastoletnią Margarethę Marschalk, którą znał już jako podlotka. Jej brat Max jest autorem muzyki do „Hanusi”, a młoda, pełna życia i obyta w świecie Margaretha utalentowaną, debiutującą skrzypaczką. Początkowe zauroczenie Margarethą przyjmuje z czasem coraz poważniejszą formę i w styczniu 1894 r. Gerhart wynajmuje w Berlinie-Charlottenburg dwa pokoje, gdzie może swobodnie spotykać się z ukochaną. Zrozpaczona Maria podejmuje dramatyczną decyzję o wyjeździe z dziećmi do Ameryki. Oznajmia to Gerhartowi w liście pożegnalnym. List zostaje dostarczony przebywającemu w Paryżu pisarzowi: …”nie wyjeżdżam, aby zaostrzyć nasze rozstanie… mam nadzieję, że to cięcie pozwoli zbudować drogę, która nas do siebie poprowadzi, nawet jeśli okrężną ścieżką, … Żegnaj, moje najlepsze życzenia będą zawsze z Tobą.” Nie czekając na paryską premierę „Hanusi” Gerhart wyrusza niezwłocznie za żoną do Nowego Jorku na pokładzie Elby. Ponowne połączenie rodziny ma miejsce u przyjaciela Alfreda Ploetza w Meriden, gdzie Hauptmannowie spędzają resztę pobytu w Ameryce. Po powrocie rodziny do Niemiec w końcu maja, Gerhart prowadzi przez całe lato niespokojne życie między Szklarską Porębą, Berlinem i Dreznem, nie mogąc podjąć żadnej decyzji. Ma do rozwiązania dylemat i uczuciowy, i moralny, i obyczajowy. Więź rodzinna z żoną i dziećmi stanęła na szali z  uczuciem rodzącej się miłości do młodej, bliskiej pisarzowi mentalnie i emocjonalnie skrzypaczki, której nieopacznie zawrócił w głowie. Jesienią rozpad małżeństwa staje się już faktem, wspólne gospodarstwo w Szklarskie Porębie zostaje rozwiązane, Maria przeprowadza się z synami do Drezna, a Gerhart z powrotem do Berlina.

Związku z Margarethą nie udaje się zalegalizować, ponieważ żona Maria, z którą Gerhart nadal utrzymuje przyjazne stosunki i którą odwiedza w Dreźnie, liczy mimo wszystko  na zmianę uczuć swego męża.

W 1897 roku z nową miłością swego życia, młodszą o 13 lat Margerethą, odbywa romantyczną podróż do Włoch. Umocniła ona fascynację pisarza młodą, piękną i subtelną, towarzyszką podróży. Po powrocie Gerhart buduje dla Marii i synów dom w Dreźnie-Blasewitz, sam zaś w roku 1900  nabywa w Jagniątkowie łąkę zwaną „Wiesenstein”. Berliński architekt Hans Grisebach projektuje przyszły dom. Gerhart z Margarethą wprowadzają się rok później do willi, która spełnia marzenia ich obojga o zamieszkaniu w zaciszu górskim u stóp uwielbianych  Karkonoszy. W tym samym roku przychodzi na świat wspólny syn Gerharta i Margarethy, Benvenuto, ale Maria Thienemann wciąż żyje nadzieją, że to wszystko przeminie i jej mąż powróci na łono swej pierwszej rodziny. Na rozwód  zgadza się dopiero w 1904 roku. Zgodnie z aktem rozwodowym pisarz zobowiązuje się zwrócić Marii w ratach w ciągu 10 lat jej wniesiony w małżeństwo majątek i płacić alimenty na nią i na synów do czasu ukończenia przez nich szkół. 18 września tego właśnie 1904 roku  Gerhart poślubia Margarethę w swoim nowo wybudowanym domu Wiesenstein. „Nowe, ciche piękno wypełnia nasz dom.” – napisze o tym w liście do brata.

Podobne problemy stały się udziałem brata, Carla Hauptmanna – jego pierwsza żona, Martha z Thienemannów, mimo rozstania, do końca życia pozostała jednak najbliższą przyjaciółką i powierniczką zamieszkałego w Szklarskiej Porębie pisarza-filozofa.

Okazuje się, że w obu przypadkach Hauptmannów  ich związek z bogatymi mieszczkami był pomyłką. W miarę upływu lat dystans intelektualny, światopoglądowy i emocjonalny pomiędzy małżonkami stawał się nie do wytrzymania. Skutkiem zdobytej sławy, rosnącej pozycji w świecie artystycznym, a także poprawy sytuacji materialnej Carl i Gerhard Hauptmannowie mogli sobie pozwolić na ułożenie dalszego życia zgodnie z potrzebą serca.
Twórczość i postać Carla, dramaturga i filozofa, to osobny temat godny uwagi osób interesujących się literaturą. Warto jednakże wspomnieć o jego zasługach w naszej polskiej literaturze. Otóż jego anonimowa korekta stylistyczna „Chłopów” przyczyniła się do otrzymania literackiej nagrody Nobla przez Władysława St. Reymonta w roku 1924. W niemieckiej wersji powieści Boryna i Antek posługują się dialektem z Karkonoszy, którym doskonale władał doktor filozofii ze Szczawna-Zdroju.

Jak już wspomniałem wyżej w 1904 roku Gerhart rozwodzi się z swoja pierwszą żoną i zawiera związek małżeński z Margariethą. W rok później spotyka go ogromny  zaszczyt, otrzymuje tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Oksfordzie.

W 1907 roku odbywa niezwykle ważną i inspirującą do dalszej twórczości podróż po Grecji Znajduje to odbicie w napisanych po tej podróży utworach literackich, nawiązujących do przebogatej kultury antyku.  Równocześnie jednak nie brakowało w twórczości Hauptmanna motywów, postaci i miejsc związanych z Karkonoszami. Wyszukiwał w górach elementy magiczne, baśniowe i osadzał w nich opowieści ocierające się zgoła o antyk czy stylizację biblijną.

Decyzja Akademii Szwedzkiej z roku 1912 o przyznaniu Gerhardowi Hauptmannowi literackiej nagrody Nobla za odważnie podjęty temat wyzysku robotników przez kapitalistów w  dramacie p.t. „Tkacze”, spadła na niego jak grom z jasnego nieba. W uzasadnieniu wskazywano na wyjątkową „płodność” pisarza. I rzeczywiście Gerhard Hauptmann to tytan pracy pisarskiej.

fragmenty z opracowania Stanisława Michalika

więcej: http://www.ksiaz.eu/64/Warto_wiedziec/Gerhart_Hauptmann_Szczawienski_Noblista/

Gerhart_Hauptmann_1905_Foto_Jacob_Hilsdorf

Dodam tylko że Margareta Marszałek umarła w roku 1957. Zwracam uwagę na związki niemiecko -słowiańskie Hauptmanów, chociażby Carla z Władysławem Stanisławem Reymontem, które stały się „przyczynkiem” do Nobla dla Polaka, ale także z wymienianym tutaj kompozytorem, bratem Margerity, Maksem Marszałkiem, autorem muzyki do jego dramatu „Hanusia”. Trzeba stwierdzić, że była to artystyczna kolonia prawdziwie niemiecko-słowiańska (śląsko-łużycko-czesko-polska), a także wyjątkowe w swojej masowości i jawności do 1933 roku (dojście Hitlera do władzy) zgromadzenie wyznawców pogańskiego kultu Światła Świata.

Hanusia (film niemy)

(1922)

Hanneles Himmelfahrt

1 godz. 45 min.
ocena społeczności: brak oceny
/10
0 głosów
  • 1 osoba chce zobaczyć ten film
Ten film nie ma jeszcze zarysu fabuły.
gatunek:
  • Dramat
  • Niemy
produkcja:
  • Niemcy
premiera: 28 sierpnia 1922 (świat)
reżyseria:
  • Urban Gad
zdjęcia:
Karl Hasselmann
na podstawie:
Gerhart Hauptmann „Hanneles Himmelfahrt” (sztuka)
Max_Marschalk_(BerlLeben_1905-10)

Maks Marszałek (1863 – 1940)  – z niemeickiej WIKI ponieważ ani Łużyczanie ani Ślązacy nie zadali sobie trudu żeby sprostować jego zgermanizowaną biografię

Max Marschalk (* 7. April 1863 in Berlin; † 24. August 1940 in Poberow) war ein deutscher Komponist und Musikkritiker.

Marschalk besuchte die Akademie der bildenden Künste in Berlin und nahm Musikunterricht unter anderem bei Heinrich Urban. Seit 1885 arbeitete er als Musikkritiker, von 1895 bis 1933 für die Vossische Zeitung. Er betätigte sich als Gesangslehrer [2] und war bis 1934 Leiter des Musikverlages Dreililien.

Marschalk komponierte außer Opern auch Bühnenmusik, unter anderem zu Werken seines Schwagers Gerhart Hauptmann, Orchesterwerke und zahlreiche Lieder.

  • Melodramatische Musik zu Gerhart Hauptmanns Traumdichtung Hannele, op. 13 (1893)
  • Musik zu Gerhart Hauptmanns Märchendrama Die versunkene Glocke (1896)
  • Das Wichtelchen. Oper in einem Akt (um 1900)
  • Aukassin und Nikolete : ein romantisches Liederspiel (um 1902)
  • Das böse Prinzeßchen: Märchenspiel für Kinder (Begleitmusik, 1905)
  • Musik zu Gerhart Hauptmanns Und Pippa tanzt, op. 30 (1906)
  • Eine Nachtmusik: für großes Orchester, op. 32 (1913)

  • Deutsche Biographische Enzyklopädie. 2. Ausgabe (Rudolf Vierhaus, Hrsg.), Band 6, Saur, München 2006, S. 751
  • Paul Frank und Wilhelm Altmann: Kurzgefasstes Tonkünstler-Lexikon. Wilhelmshaven: Heinrichshofen’s Verl. 1971
  • Erich Müller: Deutsches Musiker-Lexikon. Dresden: Limpert 1929

  1. Hochspringen ↑ Martin Eybl (Hrsg): Die Befreiung des Augenblicks. Eine Dokumentation. Böhlau Verlag, Köln Weimar Wien 2004, S. 36, Fußnote 71. (Online)
  2. Hochspringen ↑ zu seinen Schülerinnen gehört die Altistin Margarete Klose

Lovis_Corinth_Die_Geigenspielerin_1900Lovis Corthion – Margarete Marschalk-Hauptmann 1900

Margarete Hauptmann (geborene Marschalk/Marszałek)

* 7. Januar 1875; † 17. Januar 1957 in Schäftlarn, Ortsteil Ebenhausen) war eine friedenspolitisch engagierte deutsche Schauspielerin. Sie war die zweite Ehefrau Gerhart Hauptmanns und die jüngere Schwester des Komponisten Max Marschalk.
Zunächst als Geigerin bei Joseph Joachim ausgebildet, arbeitete sie ab 1894 als Schauspielerin bei Otto Brahm am Deutschen Theater Berlin. 1895 wechselte sie ans Lobe-Theater Breslau. 1901 bezog sie gemeinsam mit Gerhart Hauptmann das Haus Wiesenstein im niederschlesischen Agnetendorf. Im Jahr zuvor hatte sie ihren gemeinsamen Sohn Benvenuto (1900-1965) in Hain im Riesengebirge zur Welt gebracht. Ein zweiter Sohn, Gerhart Erasmus, starb 1910 kurz nach der Geburt.

Am 18. September 1904 heiratete sie Hauptmann, nachdem er von seiner ersten Frau Marie geb. Thienemann (1860-1914) geschieden worden war. Durch seine Liebesbeziehung zu der Schauspielerin Ida Orloff geriet auch die neue Ehe vorübergehend in eine Krise.

Als Gastgeberin auf dem Wiesenstein begrüßte Margarete Hauptmann Besucher wie den Lyriker Oskar Loerke, der als Pianist mit ihr musizierte; man tauschte Noten und Geschenke aus. Gelegentlich trat sie auch noch öffentlich als Geigerin auf, so etwa im Februar 1918 bei einem Wohltätigkeitskonzert in Hamburg. 1931 zählte sie – gemeinsam mit Anita Augspurg, Gertrud Bäumer, Vicki Baum, Helene Böhlau, Katia Mann und Ina Seidel – zu den Gründungsmitgliedern der von Constanze Hallgarten ins Leben gerufenen deutschen Gruppe der Ligue internationale des Mères et des Educatrices pour la Paix (Weltfriedensbund der Mütter und Erzieherinnen).[1] Nach der Vertreibung 1946 übersiedelte sie ins oberbayerische Ebenhausen; im dortigen Sanatorium verstarb sie 1957. Ihre Urne wurde am 6. Juni 1983 im Grab ihres Mannes in Kloster auf Hiddensee beigesetzt.

bolsche_fot_1

Wilhelm Bolsze (Boelsche) – Połabianin-Weletab (Wendlandczyk) z Pomorza Przedniego

Był aktywnym członkiem berlińskiej bohemy, która skupiała się w kręgu twórców zwanym „Friedrichshagener Dichterkreis” (Krąg poetów z Friedrichshagen). Należało do niego wielu wybitnych twórców reprezentujących wiele kierunków sztuki i nauki a także narodowości m.in. bracia Carl i Gerhart Hauptmannowie, August Strindberg, Stanisław Przybyszewski, Knut Hamsun, Bruno Wille. Wierny ideałom naturalizmu był członkiem „Deutscher Monistenbund” (Niemiecki Związek Monistów) organizacji krzewiącej nowoczesną wiedzę przyrodniczą opozycji do dogmatów chrześcijaństwa. Należał także do „Gesellschaft für Rassenhygiene” (Towarzystwa Higieny Rasowej). Jego pierwsze powieści nie odniosły sukcesu. Zajął się więc wygłaszaniem wykładów i prelekcji o tematyce przyrodniczej w Towarzystwie Kształcenia Robotników. Przelawszy treść wykładów na papier odniósł sukces. Zapoczątkowała go książka „Liebesleben in der Natur” (Miłość w przyrodzie) wydana w latach 1898-1902. W 1893 r. rozpadło się jego pierwsze małżeństwo. Ożenił się powtórnie i wyjechał na zaproszenie braci Hauptmannów do Szklarskiej Poręby. Od 1903 r. posiadał tu dom, w którym zwykł początkowo spędzać tylko lato. Tu współtworzył lokalną „karkonoską bohemę” razem z Hauptmannami, Alfredem Koeppenem, Alfredem Nickischem i in. Żył i tworzył w cieniu Karkonoszy do końca życia. Zmarł w przeddzień wybuchu II wojny światowej.

Przemysław Wiater

Dr Wilhelm Bölsche

Wilhelm Bölsche urodził się 2 stycznia 1861 r. w Kolonii, jako syn Carla Bölsche, redaktora „Kölnischen Zeitung”. Po okresie studiów humanistycznych przeniósł się w 1886 r. do Berlina, gdzie rozpoczął pracę w redakcji czasopisma „Freie Bühne”. W 1890 r. ożenił się z Adele Bertelt, z którą zamieszkał w podberlińskim Friedrichsagen. Pisarz związał się intelektualnie z grupą filozofów, artystów i literatów, którzy od miejsca spotkań przejęli nazwę „Kręgu Friedrichshagen”. Ewolucjonizm, socjalizm, naturalizm i anarchia były kierunkami, z jakimi to środowisko najczęściej się identyfikowało. Prym wiedli literaci A. Strindberg, C. Schleich, bracia J. i H. Hart, W. Spor, Stanisław Przybyszewski, malarze Fidus i W. Leistikow czy L. Heck, późniejszy dyrektor berlińskiego ZOO. W tym kręgu Wilhelm Bölsche zaprzyjaźnił się z Bruno Wille, Johnem H. Mackay oraz Carlem i Gerhartem Hauptmann.

W 1890 r. bracia Hauptmann postanowili zamieszkać w Szklarskiej Porębie, a z „Kręgiem Friedrichsagen” utrzymywali nadal ożywione kontakty. Od końca XIX w. zaczęła tutaj powstawać kolonia artystów [Wiater I, Wspaniały]. Jesienią 1893 r. w wyniku rozpadu małżeństwa Wilhelm Bölsche znalazł się w głębokim kryzysie psychicznym i wyjechał do Zurichu. Gerhart Hauptmann namawiał przyjaciela do przyjazdu w Karkonosze, a w jednym z listów przekonywał, że:
„tam [w Szklarskiej Porębie-przyp. P.W.] świeci inne, lepsze, słońce, które daje duszy i ciału radość, czyniąc człowieka nowym i zdrowym.” [Niebelschütz].

Wilhelm Bölsche zamieszkał najpierw u Carla Hauptmanna, a następnie przeprowadził się do domu przy ul. Kopernika. Nieistniejący dziś, wiejski budynek o konstrukcji przysłupowej, miał dobudowaną werandę, która stała się miejscem literackiej pracy właściciela. Wilhelm Bölsche żartobliwie nazywał posiadłość, ze względu na niewielkie rozmiary „głównym domem z krainy Liliputów” [ Mrozowicz, s.85]. Dom okazał się szybko zbyt mały dla potrzeb rodziny Wilhelma Bölsche, który powtórnie ożenił się z Johanną z domu Walter (1863-1923), córką zamożnego przemysłowca oraz ich dzieci Karola (1899-1977) i Johanny (1900-1935).

Budynek znajdował się w bezpośredniej bliskości domów, które zamieszkiwali jego znajomi i przyjaciele współtworzący dawną kolonię artystów w Szklarskiej Porębie: dr Georg Reicke, burmistrz Berlina, który w wolnych chwilach parał się literaturą (ul. M. Kopernika 7), John Henry Mackay, anarchista i poeta związany z „Kręgiem Friedrichsagen” (ul. W. Hofmana 17), Felix Deutsch, przemysłowiec, członek zarządu firmy A.E.G. (ul. M. Kopernika 12), dr Alfred Koeppen, historyk sztuki (ul. Muzealna 2), Hermann von Hendrich, malarz, twórca „Sagenhalle” – „Hali Baśni” z cyklem obrazów o karkonoskim Duchu Gór – Liczyrzepie (ul. Muzealna 5), prof. Hanns Fechner, ociemniały malarz i literat (ul. Dolna 9), dr Carl Hauptmann, literat i filozof (ul. 11 Listopada 23), Marta Hauptmann (ul. Muzealna 3), prof. Werner Sombart, światowej sławy ekonomista (ul. Bukowy Gaj 2), Alfred Nickisch, malarz (ul. H. Kolłątaja 17), czy Olly Oltmanns, znany karkonoski antykwariusz (ul. Dolna 6) [Störtkuhl].

W 1918 r. Bölsche sprzedał posiadłość w Dolinie Siedmiu Domów i przeniósł się do „Turmvilla” – „Willi z wieżą” położonej przy ul. 1 Maja 33, niedaleko „Lukasmühle” – „Młyna Łukasza”, który był siedzibą „Künstelrvereinigung St. Lukas in Ober-Schreiberhau” – „Bractwa Artystycznego św. Łukasza w Szklarskiej Porębie Górnej”, z którym był blisko związany. Wilhelm Bölsche często prowadził przez lunetę obserwacje astronomiczne, co budziło wśród mieszkańców Szklarskiej Poręby dla ich autora niekłamany podziw i szacunek. Dzięki temu stał się, jak sam siebie żartobliwie nazywał, „Beherrscher des Riesengebirges”- „władcą Karkonoszy”.

Ten wiecznie uśmiechnięty, tryskający niespożytą witalnością człowiek z rozwianą (później przystrzyżoną) brodą, o błękitnych, dobrotliwych oczach, był jednocześnie skupionym wewnętrznie, pracowitym naukowcem o olbrzymiej erudycji. Zafascynowany osiągnięciami rewolucji technicznej pisał: „Okres czasu od najlepszych dni twórczości Goethego, od urodzin Drwina do budowy Zeppelinów i lotów braci Wright przedstawia taki obszar kulturowy, którego bogactwo pozostawia w cieniu cały wcześniejszy dorobek historii cywilizacji.” [Bölsche I]

Celem życia Wilhelma Bölsche była popularyzacja osiągnięć nauk przyrodniczych oraz dziejów literatury. Był mistrzem felietonów literackich, autorem wielu prac z dziedziny zoologii, botaniki, geologii, dziejów prehistorycznych, literatury, meteorologii czy astronomii. Książki Wilhelma Bölsche wydawane w dziesiątkach i setkach tysięcy egzemplarzy, przetłumaczone zostały na większość języków europejskich, w tym i na język polski. Wilhelm Bölsche zasłużył się jako edytor dzieł Johanna W. Goethe, Aleksandra von Humbolta, Heinricha Heine czy Novalisa. Był cenionym pisarzem, wydając wielokrotnie wznawianą trzytomową powieść „Mittagsgöttin” – „Bogini Południa” (1891), eseje „Hinter der Weltstadt” – „Z dala od wielkiego miasta” (1901), „Auf dem Menschenstern” – „Na człowieczej gwieździe” (1909). W latach trzydziestych nie uniknął fascynacji faszyzmem, w stosunku do którego jednak dość szybko się rozczarował i stał się krytyczny.

Był doskonałym wykładowcą i prelegentem. W Berlinie, Wrocławiu czy Szklarskiej Porębie Wilhelm Bölsche wygłaszał odczyty świadczące o szerokim wachlarzu zainteresowań naukowych. Wśród poruszanych zagadnień zwracał uwagę na zależności zachodzące pomiędzy ekologią, a zmianami klimatu, tak aktualne dzisiaj w dobie „dziury ozonowej” i „efektu cieplarnianego” [Bölsche II]. Gerhart Hauptmann w mowie wygłoszonej podczas jubileuszu 70.-lecia urodzin Wilhelma Bölsche stwierdził: „Jako prawdziwy, wolny i autentyczny nauczyciel narodu nauczałeś setki tysięcy, wręcz miliony Niemców, mężczyzn i kobiet wszystkich stanów. Dałeś im poznać panowanie Boga w przyrodzie i przyrody w Bogu.” [Hauptmann, s. 8].

Dnia 7 sierpnia 1930 r. w przemówieniu z okazji 50.-lecia „Riesengebirgs – Verein” – „Towarzystwa Karkonoskiego” Wilhelm Bölsche zaproponował utworzenie w Szklarskiej Porębie muzeum przyrodniczego. Jako propagator ochrony przyrody wystąpił przeciwko budowie dróg niszczących karkonoskie lasy, chwalił natomiast kolej, której zelektryfikowana w 1922 r. linia prowadziła do Szklarskiej Poręby, apelował o „niezadeptywanie” Śnieżnych Kotłów przez turystów i o aktywną ochronę przyrody i krajobrazu.

Informacja ze strony http://www.karkonosze.ws/wilhelm_boelsche_artykul_587.html – tamże więcej

nickisch3

Alfred Nikisz (Nikisch)

Nickisch Alfred
ur. 1872, Biskupice
zm. 1948, Bamberg

Alfred Nickisch (1872-1948) był synem rolnika z podwrocławskiej wsi Biskupice [Bischdorf]. Wstąpił do wrocławskiego „Matthiasgimnasium” – „Gimnazjum św. Macieja”, gdzie jego zdolności artystyczne odkrył wybitny pejzażysta, nauczyciel rysunku Robert Sliwinski. Kolejnym stopniem edukacji były trzyletnie studia na wrocławskiej Kunstschule w pracowni malarstwa pejzażowego Carla E. Morgensterna. W tym czasie wyruszał na artystyczne wyprawy, podczas których wielokrotnie odwiedzał Karkonosze, a także okolice Trzebnicy, Bolkowa, Kotliny Kłodzkiej czy Wałbrzycha.

Zniechęcony zbyt spokojną kolorystyką i pewną rysunkowością obrazów proponowaną przez Morgensterna Nickisch udał się na dalsze studia artystyczne. Znaczny wpływ na młodego artystę wywarł prof. Akademii Sztuk Pięknych w Karlsruhe Carlos Grethe, impresjonista o mocnej osobowości twórczej, który nauczył go szerokich pociągnięć pędzlem i śmiałego zestawiania barwnych kontrastów. Dzieło malarskie miało oddziaływać całością, zarówno kolorystyką, jak i swoją kompozycją. Takiemu sposobowi malowania Alfred Nickisch pozostał wierny. Podejmując razem z C. Grethe artystyczne wyprawy nad Morze Północne Nickisch malował pejzaże z wsi fryzyjskich. Zaprzyjaźnieni malarze odwiedzili też znaną kolonię artystów na wyspie Sylt. Na Akademii Sztuki w Karlsruhe był też krótko uczniem animalisty Victora Weisshaupta i pejzażysty Gustava Schönlebersa.

W latach 1898-1909 młody pejzażysta odbył na rakietach śnieżnych wiele zimowych wypraw w Karkonosze w towarzystwie przyjaciół – malarza Heinricha Tüpke i poznanego w górach starszego drezdeńskiego grafika i pejzażysty Otto Fischera. Zauroczony Karkonoszami, powrócił tutaj na stałe i od 1917 r. wraz z rodziną zamieszkał w Szklarskiej Porębie Górnej. Jako siedzibę obrał starą wiejską chatę o konstrukcji przysłupowo-zrębowej położoną ustronnie w dolinie Kurzackiej Wody przy dzisiejszej ul. H. Kołłątaja 14. Był jednym ze starszych pokoleniowo malarzy bractwa. Powszechnie znany, lubiany, zwany był jako „ojciec Nickisch”. [Besser, s. 427]

Alfred Nickisch był zaprzyjaźniony z innymi twórcami osiadłymi u podnóża Karkonoszy. Średniego wzrostu, niebieskooki blondyn ze szpiczastą bródką i zaczesanych w tył lekko falujących włosach, w ulubionych pumpach i z nieodłączną fajką, pogodny, dobroduszny, potrafił sobie zjednywać ludzką życzliwość. W styczniu 1936 r. podarował dr Wilhelmowi Bölsche, znanemu przyrodnikowi i pisarzowi mieszkającemu w Szklarskiej Porębie widok na Śnieżne Kotły malowany z grani rozdzielającej Duży Kocioł od Małego. W parę lat potem grań ta otrzymała nazwę „Grani Bölschego”. Jego pejzaże zdobiły dom Carla Hauptmanna, filozofa i literata zamieszkałego również w Szklarskiej Porębie, a z jego młodszym bratem Gerhartem i Carlem E. Morgensternem Nickisch odwiedził kolonię artystyczną w nadbałtyckim Hiddensee. Sam Alfred Nickisch w 1933 r. został sportretowany między innymi przez innych „łukaszowców”, Hermanna van Rietschotena oraz prof. Arnolda Buscha, jak również wrocławskich profesorów malarstwa Maxa Wislicenusa i Eduarda Kaempfera. Dyrektor cieplickiej Szkoły Snycerstwa – Cirillo del’Antonio w 1934 r. na 70.-te urodziny malarza wykonał w brązie medal z jego portretową podobizną. Od wczesnych lat 30.-tych do opuszczenia Śląska w 1946 r. zajmował dawny dom swojego mistrza i przyjaciela Carla E. Morgensterna w Karpaczu – Wilczej Porębie. Następnie zamieszkał w Bambergu, gdzie zmarł w 1948 r.

Jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej w znanym czasopiśmie artystycznym „Schlesien” omawiając twórczość artysty F. Schiller życzliwie stwierdzał: ” Kto choć raz zobaczy obraz Nickischa, nie zapomni go tak łatwo.”[Schiller, s. 136] W malowanych prawie całkowicie w plenerze pejzażach wyczuwalna jest wielka radość tworzenia. Szczególnie znane są widoki Szrenicy czy Śnieżnych Kotłów, często w zimowej lub wiosennej szacie. Artysta przedstawia je z odległej perspektywy, pełne kontrastów czystych barw i zestawień dużych płaszczyzn. Góry są wzniosłe, radosne, a tylko z dolin dociera jakby przytłumiony gwar życia.

więcej: http://jbc.jelenia-gora.pl/Content/103/nickisch.html

JACKOWSKI Franz von (1885-1974)

JACKOWSKI Franz von (1885-1974)

Ur. 1885 r. w Niedziejowie (Wielkopolska) – zm. w 1974r. w Amtzell.

Malarz, pejzażysta, współzałożyciel Stowarzyszenia Artystów św. Łukasza w Szklarskiej Porębie. Uczeń Carla Morgensterna. Kształcił się we wrocławskiej Szkole Sztuki (1906-1910), studia kontynuował w akademii Berlińskiej oraz w Monachium. Od 1920 mieszkał w Szklarskiej Porębie, gdzie związany był z ze środowiskiem malarzy karkonoskich, skupionych wokół Bractwa św. Łukasza. Najczęściej podejmowaną przez Jackowskiego tematyką pejzażową były widoki górskie okolic Karkonoszy.  W 1957 r. wyjechał do Wangen (Bawaria).

Gruppenbild-Dichterkreis-1024x630bb. Friedrichshagener Dichterkreis, Gruppenbild um 1900, v.l.: Wilhelm Bölsche, Bruno Wille, Gustav Landauer, Wilhelm Spohr, Frau Spohr, Frau Bölsche, Albert Weidner, dessen Frau, ein ungarischer Flüchtling, Frau Wille

Bruno Wille

Bruno Wille (6 February 1860 – 31 August 1928) was a German politician. He was born in Magdeburg, and died in Aeschach near Lindau.

He tried to make an end to the collective ideology of the SPD (German labour party) from 1890 until 1892. Influenced by Friedrich Nietzsche, he wanted to end the tyranny of political parties and protect individuality. Politics should help develop a personality and not subdue it.

He was the leader of the radical youth opposition of the SPD. He did not have much support and had to leave the party in 1892. From that moment onwards, he regarded himself as an anarchist.

He lost his radical thoughts when he got older. Instead of complete egoism, he became an advocate of harmony of a community of humans. He became a great admirer of nature and wanted to become one with the world, which he regarded as an organism.

Bruno_Wille

Bruno Wille (* 6. Februar 1860 in Magdeburg; † 31. August 1928 auf Schloss Senftenau in Aeschach bei Lindau am Bodensee) war ein deutscher Prediger, Journalist und belletristischer sowie populärphilosophischer Schriftsteller.
Bruno Wille war der Sohn eines preußischen Gerichtsbeamten. Der spätere Ingenieur Max Wille war sein älterer Bruder. Bis 1872 besuchte Wille das Gymnasium Kloster Unserer lieben Frauen. Später wechselte er an die Gymnasien in Tübingen und Aachen. Als Anfang 1872 der Vater starb, ließ sich die Mutter mit den beiden Söhnen im Sommer desselben Jahres in Bonn nieder.

Zu Ostern 1881 begann Wille evangelische Theologie an der Universität Bonn zu studieren. Doch bereits nach zwei Semestern wechselte er zu Mathematik, Physik und Philosophie. Im letzteren Fach wurde er Schüler von Joseph Dietzgen, der ihn für den Marxismus begeistern konnte. Im Frühjahr 1883 ließ sich Wille mit Mutter und Bruder in Berlin nieder und nach weiteren Studien leistete er dort auch seinen Militärdienst als Einjährig-Freiwilliger ab. 1884 wurde er als Gefreiter entlassen.

Anschließend war er einige Zeit in Berlin als Hauslehrer tätig. Von Sommer 1884 bis Herbst 1886 war Wille Hauslehrer in Bukarest im Hause der Schriftstellerin Mite Kremnitz. Durch Kremnitz lernte er Königin Elisabeth von Rumänien kennen. Am Hof in Bukarest machte Wille auch die Bekanntschaft des Geografen und Kartografen Heinrich Kiepert, der ihn als Reisebegleiter ab Herbst 1886 nach Konstantinopel engagierte.

Ende 1887 kehrte Wille nach Deutschland zurück und schloss im darauffolgenden Jahr sein Studium mit einer Dissertation über Thomas Hobbes ab. Noch im selben Jahr bekam Wille eine Anstellung von Georg Ledebour als Journalist und Redakteur bei dessen Zeitung Demokratische Blätter. In dieser Zeit schloss sich Wille in Berlin der freireligiösen Gemeinde an, zu deren Sprecher und Religionslehrer er 1889 gewählt wurde.[1]

1890 heiratete Wille in Berlin Auguste Krüger.

Als Mitglied des Berliner Naturalistenvereins schloss Wille bald Freundschaft mit Karl Bleibtreu, Wilhelm Bölsche, Heinrich Hart, Julius Hart, Gerhart Hauptmann und Arno Holz, John Henry Mackay, Johannes Schlaf u.v. a. 1888 gründete Wille seinen „Genie-Konvent“, der im Restaurant zum Kuhstall zu tagen pflegte, und unabhängig davon den „Ethischen Klub“. 1890 ließ er sich im Berliner Vorort Friedrichshagen nieder und wurde dort zusammen mit Bölsche zum Wegbereiter des Friedrichshagener Dichterkreis. Neben vielen anderen seien hier als Mitglieder nur Otto Erich Hartleben, August Strindberg und Frank Wedekind erwähnt.
1890 gründete Wille zusammen mit Wilhelm Bölsche und Julius Türk die Freie Volksbühne, um auch „dem einfachen Arbeiter aus dem Volke“ (Zitat Wille) das Theater nahezubringen. Die Premiere hatte die Volksbühne mit Henrik Ibsens Stützen der Gesellschaft am 19. Oktober 1890 im dafür angemieteten Ostend-Theater. Bereits zwei Jahre später war Wille mit dem politischen Konzept (für das u. a. Franz Mehring verantwortlich zeichnete) nicht mehr einverstanden und gründete deshalb die Neue Freie Volksbühne. Die künstlerische, pädagogische und politische Leitung übernahmen neben Wille Max Dreyer, Ludwig Jacobowski, Gustav Landauer, Emil Lessing und Fritz Mauthner.

Konkurrenz entstand, als Otto Lilienthal sich im Sommer 1892 in das Ostend-Theater einkaufte und ebenfalls eine Volksbühne ins Leben rief. Anfang 1892 berief man Wille in den Vorstand des Deutschen Freidenkerbundes und betraute ihn mit der Leitung der Bundeszeitung Der Freidenker. Wille war auch Redakteur der anarchistischen Zeitschrift Der Sozialist des Vereins Unabhängiger Sozialisten um Gustav Landauer.[1] Bis 1894 war Wille hauptberuflich als Prediger der freireligiösen Gemeinde in Berlin tätig, reiste aber auch als Redner für verschiedene Arbeiterbildungsvereine durchs Land. Durch den preußischen Kultusminister wurde ein Berufsverbot erlassen, woraufhin Wille am 9. November 1895 verhaftet wurde. Anlässlich einer Vortragsreise zum Freidenkerkongress nach Wien wurde er am 2. Juli 1897 erneut wegen „Verbreitung von Unglauben“ verhaftet und in Graz interniert.

Erst im Februar 1898 konnte Wille nach Deutschland zurückkehren. In den folgenden Jahren wandte er sich immer mehr religiösen Themen zu. Seit 1899 war er Vorstandsmitglied des Bundes Freireligiöser Gemeinden Deutschlands(BfGD).[2] Zu Ehren Giordano Brunos nannte Wille seine mit Bölsche und Rudolf Steiner 1900 gegründete Vereinigung Giordano-Bruno-Bund. 1901 eröffnete Wille zusammen mit Bölsche in Friedrichshagen die Freie Hochschule ganz im Sinne der Arbeiterbildung und wurde dort auch Dozent für Theologie und Philosophie. 1906 war er Mitbegründer des Deutschen Monistenbundes. Ab 1916 war Wille Herausgeber des Freidenkers bis zur Einstellung der Zeitschrift 1921.[3] Nach dem Ersten Weltkrieg gründete Wille 1919 den Volkskraft-Bund mit dem Ziel der Verständigung und Versöhnung zwischen den Völkern, Konfessionen, Klassen und Parteien,[1] dessen Vorsitzender er wurde, um nochmals kulturpolitisch aktiv zu werden. Der Bund bestand nicht lange und enttäuschte Wille.[4]

Nach seiner Scheidung 1920 heiratete Wille noch im selben Jahr Emmy W. Friedländer, die Witwe des Zoologen Benedict Friedländer. Nach einer kurzen Zeit in Stuttgart ließ sich Wille auf Schloss Senftenau in Aeschach bei Lindau am Bodensee nieder. Dort starb er im Alter von 68 Jahren am 31. August 1928. Bruno Wille wurde am 3. September 1928 in St. Gallen eingeäschert und fand seine letzte Ruhestätte im Parkfriedhof Lichterfelde, Berlin-Steglitz. Seine Urne wurde am 10. Oktober 1928 dort am Heideweg 35 in einem Ehrengrab (Abt. 19, Nr. 566) beigesetzt.

Als philosophischer Schriftsteller vertrat Wille eine „Philosophie der Befreiung“, wobei er sich auf Friedrich Nietzsche, Max Stirner und den Buddhismus berief. In seinem Spätwerk wandte er sich mehr einer pantheistischen Naturmystik zu, mit der er sich an die Philosophie Gustav Theodor Fechners anlehnte, sie aber auch weiter entwickelte.

  • Der Phänomenalismus des Thomas Hobbes. (Inauguraldissertation, 1888)
  • Der Tod. Berlin 1889.
  • Einsiedler und Genosse. Soziale Gedichte nebst einem Vorspiel. Berlin 1890.
  • Das Leben ohne Gott. Berlin 1890.
  • Philosophie der Befreiung durch das reine Mittel Beiträge zur Pädagogik des Menschengeschlechts. Berlin 1894.
  • Die freireligiöse Gemeinde zu Berlin. Geschichtlicher Rückblick. Berlin 1895.
  • Sibirien in Preußen. Ein Weckruf aus dem Gefängnis. Stuttgart 1896.
  • Einsiedelkunst aus der Kiefernhaide. Berlin 1897.
  • Materie nie ohne Geist. Berlin 1901.
  • Offenbarungen des Wacholderbaums, Roman eines Allsehers. Leipzig 1901. (vol. 1-2)
  • Die Christus-Mythe als monistische Weltanschauung. Ein Wort zur Verständigung zwischen Religion und Wissenschaft. Berlin 1903.
  • Auferstehung. Ideen über den Sinn des Lebens. Berlin 1904.
  • Das lebendige All. Idealistische Weltanschauung auf naturwissenschaftlicher Grundlage im Sinne Fechners. Hamburg 1905.
  • Der heilige Hain. Ausgewählte Gedichte. Jena 1908.
  • Die Abendburg. Chronik eines Goldsuchers in zwölf Abenteuern. Jena 1909.
  • Das Gefängnis zum Preußischem Adler. Eine selbsterlebte Schildbürgerei, Roman. Jena 1914.
  • Der Glasberg. Roman einer Jugend, die hinauf wollte. Berlin 1920.
  • Aus Traum und Kampf. Mein sechzigjähriges Leben. Berlin 1920.
  • Hölderlin und seine heimliche Maid. Roman. Dresden 1921.
  • Legenden von der heimlichen Maid. Dresden 1922.
  • Die Maid von Senftenau. Ein Bodensee-Roman. Dresden 1922.
  • Das Bruno-Wille-Buch. Dresden 1923.
  • Der Maschinenmensch und seine Erlösung. 1930.
  • Emmy Wille (Hrsg.): Gesammelte Werke. Pfullingen
    • 1. Der Ewige und seine Masken. 1929.
    • 2. Der Maschinenmensch und seine Erlösung. 1930.
    • 3. Philosophie der Liebe. 1930.

  • Das Bruno-Wille-Buch. Hrsg. von seinen Freunden. Reissner, Dresden 1923, DNB 578367866.
  • Manfred Bosch: „Hier hast Du neue Andacht, leeres Herz!“. Bruno Wille – Genosse und Einsiedler. In: derselbe: Bohème am Bodensee. Literarisches Leben am See von 1900 bis 1950. 2. Auflage. Libelle-Verlag, Lengwil am Bodensee 1997, ISBN 3-909081-75-4.
  • Gertrude Cepl-Kaufmann: in Magdeburger Biographisches Lexikon. Magdeburg 2002, ISBN 3-933046-49-1.
  • Maria Jordan: Die Romane Bruno Willes. Univ. Diss. Wien/ Berlin 1939, DNB 574148051.
  • Hans Mack: Bruno Wille als Philosoph. Univ. Diss. Gießen 1913, DNB 570551439. (Digitalisat bei archive.org)
  • Karl Mühlek: Bruno Wille. In: Biographisch-Bibliographisches Kirchenlexikon (BBKL). Band 13, Bautz, Herzberg 1998, ISBN 3-88309-072-7, Sp. 1310–1312.

♦ Jeszcze kilka słów

Pod koniec XIX w. do Szklarskiej Poręby zaczęli napływać przedstawiciele świata literatury i sztuki, dla których inspiracją stały się Karkonosze. W Europie już wcześniej powstawały ośrodki zamieszkałe przez ludzi sztuki – kolonie artystyczne. Najbardziej znane to podparyskie Barbizon, bretońskie Pont Aven, położone koło Bremy Worpswede, prowansalskie Arles czy środowisko malarzy na wyspie Sylt. Na gruncie polskim takimi miejscowościami były Zakopane i Kazimierz nad Wisłą. Takim miejscem stała się też Szklarska Poręba.

Pierwszy raz o „kolonii artystów Szklarskiej Poręby Średniej” napisano w lokalnej gazecie dnia 8 sierpnia 1906 r., choć sam proces jej powstawania był o kilkanaście lat wcześniejszy.
W 1890 r. dwaj literaci, bracia Carl (1858-1921) i Gerhart (1862-1946) Hauptmann postanowili tutaj zamieszkać. … W Dolinie Siedmiu Domów, w Szklarskiej Porębie przy ul. 11 Listopada 23 Gerhart Hauptmann stworzył największe dramaty, takie jak „Tkacze”, „Futro Bobrowe”, „Woźnica Henschel” i „Wniebowzięcie Hanusi”. Po rozpadzie małżeństwa z Marią z domu Thienemann pisarz zamieszkał w pobliskim Jagniątkowie. W „Domku pisarza”, bo tak bracia nazwali gruntownie przebudowaną w latach 1890-1891 r. wiejską zagrodę, pozostał Carl Hauptmann. Piętrowa willa, z długim balkonem na wysokości całego pierwszego piętra, otoczona została parkiem pełnym wyjątkowych okazów drzew i krzewów, który obecnie jest poddawany pracom pielęgnacyjnym, mającym przywrócić mu dawne piękno. Po uzyskaniu tytułu doktora nauk filozoficznych Carl Hauptmann oddał się twórczości literackiej. Do najbardziej znanych dzieł pisarza zaliczyć należy zbiór „Z mojego pamiętnika” i cykl legend „Księga Ducha Gór”. Carl Hauptmann dokonał korekty tłumaczenia powieści Wł. Reymonta „Chłopi” na język niemiecki. „Nasz doktor” – tak nazywany przez mieszkańców Doliny Siedmiu Domów, był postacią znaną i powszechnie lubianą. Wokół domu Carla Hauptmanna skupiało się życie dawnej kolonii tutejszych artystów.
Kolonię artystyczno-literacką w Dolinie Siedmiu Domów na przełomie XIX i XX w. zamieszkiwali też inni pisarze zaprzyjaźnieni z braćmi Hauptmann. Z Berlina przybył doktor Wilhelm Bölsche (1861-1939) i zamieszkał przy ul. M. Kopernika, w nieistniejącym wiejskim domu przysłupowym zwanym „Na kurzej stopce”…. Po kilku przeprowadzkach w obrębie Szklarskiej Poręby Bölsche powrócił do Doliny Siedmiu Domów w początku lat trzydziestych i zamieszkał przy ul. Muzealnej 5. Wilhelm Bölsche był propagatorem osiągnięć nauki, które opisywał w przystępnej, ciekawej formie – jego książki rozchodziły się w nakładach setek tysięcy egzemplarzy. Był też krytykiem literatury, astronomem, geologiem, a co szczególnie godne upamiętnienia, pionierem idei ochrony karkonoskiej przyrody.
Niedaleko, w miejscu gdzie stoi dziś Ośrodek Politechniki Wrocławskiej „Radość” (ul. Muzealna 5) mieszkał jego przyjaciel, doktor Bruno Wille ((1860-1928), pisarz, krytyk religii, twórca teatru rozgrywającego przedstawienia na łąkach Doliny Siedmiu Domów…. Dosłownie za płotem, przy współudziale Willego, powstała wyjątkowa w charakterze budowla, odwołującą się do starogermańskich tradycji – „Hala Baśni”. Wybudowana w 1904 r. drewniana hala ekspozycyjna przedstawiała cykl ośmiu monumentalnych obrazów z legendą o karkonoskim Duchu Gór autorstwa Hermanna von Heindricha (1856-1931). Po drugiej stronie, przy ul. Muzealnej 2 miał swoją willę dr Alfred Koeppen, historyk sztuki, rektor w berlińskiej Freie Hochschule. Jego dom, projektu Bruno Möhringa, stwarzający „bajkowy nastrój […] chatki Jasia i Małgosi”, należy do najciekawszych obiektów willowych początków XX w. w Karkonoszach….Wśród osobistości zamieszkujących Dolinę Siedmiu Domów przypomnieć należy doktora Georga Reicke (1863-1923), burmistrza Berlina (drewniany, pochodzący z 1907 r., ostatnio wzorcowo odnowiony dom o konstrukcji ryglowej, ul. Muzealna 7). Reicke, sprawny administrator, wsławił się też tym, że jako pierwszy z urzędników magistratu zaczął nosić wielobarwne krawaty, co wzburzyło część berlińskiego mieszczaństwa. Po drugiej stronie ulicy mieszkał z rodziną Felix Deutsch (1858-1928), jeden ze współzałożycieli, a następnie członek zarządu znanego do dziś koncernu elektrycznego „Allgemeine Elektrizitäts Gesellschaft” – czyi popularnego A.E.G. (remontowana obecnie przez KRUS pochodząca z 1907 r. willa przy ul. Kopernika).
Przy ul. W. Hofmana 17 zachował się wiejski dom o programowej nazwie „Wolność” należący do urodzonego w szkockim Greencock anarchisty Johna Henryego Mackey (1864-1933), który swoje idee postanowił rozpowszechniać poprzez literaturę. Przybył on do Berlina i zaprzyjaźnił się z literatami skupionymi w „kręgu Friedrichshagen”, a następnie w początkach XX w. przeniósł się do Doliny Siedmiu Domów. Do niektórych z wierszy Mackeya muzykę napisał Richard Strauss. W tym domu od 1925 r. zamieszkał Hans von Hülsen (1890-1968), który znaczną popularność zdobył rozgrywającą się w Karkonoszach powieścią „Freikorps Droyst”.

W Dolinie Siedmiu Domów często przebywał światowej sławy ekonomista, parający się również literaturą i malarstwem – prof. Werner Sombart (1863-1941), właściciel pochodzącej z 1909 r. nowoczesnej rezydencji przy ul. Bukowy Gaj 2. Niedaleko, przy ul. Górnej 4, od 1921 r. zamieszkali w monumentalnej willi pochodzącej z 1904 r. Johann Guthmann (1876-ok.1955) i Johannes Zimmermann (1875-1947), dwaj kolekcjonerzy i miłośnicy sztuki, których spotkał w Berlinie ostracyzm towarzyski za wieloletni związek homoseksualny. Dom ten zwieńczony został wiatrowskazem z postacią karkonoskiego Ducha Gór projektu zaprzyjaźnionego z nimi wybitnego malarza Maxa Slevogta. Pod koniec II wojny światowej dr Gunther Grundmann, ówczesny generalny konserwator zabytków prowincji śląskiej umieścił tutaj część wrocławskich zbiorów grafiki i malarstwa. Po wojnie była to jedna z ulubionych rezydencji gen. M. Roli-Żymierskiego, następnie nosiła nazwę W.D.W. „Zakręt”, obecnie jest poddana pracom remontowym.
Poniżej, w prostej wiejskiej chacie pochodzącej z 1713 r. przy ul. Dolnej 11 mieszkał malarz, profesor berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych – Hanns Fechner (1860-1931), który swój dom nazwał „Hegal” tzn. „Hege des All” – „Schronienie dla wszystkich”. Pod koniec XIX w. Fechner mieszkał w Berlinie, gdzie był profesorem malarstwa i wziętym portrecistą w kręgach cesarskiego dworu. W początkach XX wieku założył w Szklarskiej Porębie amatorski teatr ludowy. Po nieszczęśliwej chorobie, na wskutek której utracił wzrok, przeprowadził się na stałe do Doliny Siedmiu Domów i tutaj pełen nieprzepartej chęci życia dyktował żonie wspomnienia ze swojego dawnego malarskiego atelier.

Ideą Hannsa Fechnera było zorganizowanie w Szklarskiej Porębie festynu pod nazwą „Johanniswoche”. Była to impreza, podczas której osiadli tutaj artyści spotykali się twórczo z mieszkańcami Karkonoszy. Podczas imprez organizowanych zawsze w tygodniu, na który przypadała Noc Świętojańska, odbywały się przedstawienia teatrów ludowych, występy grup folklorystycznych, wieczory literackie, wystawy miejscowego rzemiosła, wernisaże malarstwa czy różnorodne koncerty muzyczne. Kulminacyjnym momentem tych festynów była Noc Świętego Jana, podczas której na polanach wokół Szklarskiej Poręby rozpalano dziesiątki ognisk będących miejscami wspólnych spotkań i zabaw (chyba, że padał deszcz, jak to miało miejsce w 1923 r.). Tydzień zamykał barwny przemarsz uczestników w strojach ludowych prowadzony przez całą miejscowość.
Na przyległej parceli przy ul. Dolnej 13 około 1924 r. letnią siedzibę w stylu nowoczesnego „Bauhausu” wybudował syn Hannsa, również malarz, Werner Fechner (1892-1973). Nieco powyżej w pochodzącym z 1738 r. wiejskiej chacie przysłupowej przy ul. Górnej 10 w początkach XX w. zamieszkał Franz Metzner (1870-1919) , rzeźbiarz, rysownik, autor pomnika Bitwy Narodów pod Lipskiem. Profesor wiedeńskiej szkoły rzemiosł, należał do kręgu twórców skupionych w wiedeńskiej secesji. Kilkaset metrów dalej przy ul. Dolnej 7 około 1900 r. wybudował dom, w którym prowadził znany na Śląsku antykwariat karkonoski kolekcjoner Olly Oltmanns, który przybył w Karkonosze z małej wsi rybackiej nad Morzem Północnym.

W centrum Doliny Siedmiu Domów, nad Czeską Strugą znajdował się pochodzący z około 1890 r. dom bliźniaczy przy ul. 11 Listopada 8, w którym przez pewien czas mieszkał Willi Oltmanns (1905-1979), najmłodszy brat Ollego, malarz-ekspresjonista, należący do „Bractwa Artystycznego św. Łukasza w Szklarskiej Porębie”. Lekko pod górę, po drugiej stronie drogi stoi niewielki dom doktora medycyny Paula Ripke (ul. 11 Listopada 21), przyjaciela i „lekarza domowego” rodziny Carla Hauptmanna.
Ulubionym miejscem spotkań artystów i uczonych był pochodzący z około 1890 r. zajazd „Zur Sonne”, zwany był w początkach XX w. jako „schronienie dla pisarzy”. Istniejący do dziś lokal położony w sercu Szklarskiej Poręby Średniej, w Dolinie Siedmiu Domów przy ul. 11 Listopada 31 zachował wspomnienie dawnej nazwy „Do słońca”. Na przełomie XIX i XX wieku znany był jako „schronienie dla pisarzy” i specjalizował się w daniach śląskiej kuchni, a panująca tutaj ciepła, domowa atmosfera była powszechnie chwalona. Częstymi gośćmi byli mieszkający w pobliżu pisarze, malarze i uczeni tworzący społeczność „kolonii artystów i uczonych” w Dolinie Siedmiu Domów. Twórcy spotykali się przy wspólnym stole i prowadzili zagorzałe dyskusje o literaturze, sztuce i kulturze. Gerhart Hauptmann miał tutaj kufel z wygrawerowanym na dnie własnym nazwiskiem. Na ścianach wisiały portrety Carla i Gerharta Hauptmannów, Hannsa Fechnera czy Wilhelma Bölsche, który pod podobizną umieścił własnoręcznie napisany dwuwiersz:

„Wesołe godziny przepiłem, kiedyś w „Słońcu” w Szklarskiej Porębie”….

Ze strony Orleizerskie.pl

Przemysław Wiater

Z DZIEJÓW OSADY KARLSTAL-ORLE

5/6

LITERACI I ARTYŚCI NA ORLU

Na przełomie XIX i XX w. na Orlu funkcjonowała gospoda prowadzona przez Heindricha Schneidera, syna Gottlieba i Pauliny Krebs. Był on ożeniony z pochodzącą ze Szklarskiej Poręby Emmą Scheunert, z którą w latach 1898 – 1919 miał piętnaścioro dzieci. Ludność osady Orle w 1910 r. wynosiła 55 mieszkańców. Rodzina Schneiderów zadomowiła się w leśnej osadzie, gdyż zajazd po śmierci ojca przejął Heinrich Schneider, który z bratem Fritzem prowadził równocześnie niewielkie przedsiębiorstwo transportowe przewożąc drewno z okolicznych lasów.

0 Orle, dawna gospoda rodziny Schneider, pocztówka, ok_ 1910
Orle, dawna gospoda rodziny Schneider, pocztówka, ok. 1910

W gospodzie znajdowała się między innymi akwarela autorstwa Franza Röslera pochodząca z 1878 r., która przedstawiała hutę szkła Orle. Nad wejściem umieszczony został wymalowany pod pieczystym prosięciem, pętami kiełbasy i kuflem pełnym piwa zachęcający napis:

Przemierzyłeś te góry,
W spiekocie słońca, na wietrze i w burzy,
Z pewnością też i w brzuchu Ci burczy.
Więc wejdźże do środka, a jedz, a pij,
I na pewno nie pożałujesz
Gdy u gospodarza czegoś dobrego skosztujesz.
(tłum. P. Wiater)
0 F_ Rösler, Orle, akwarela, 1878
F. Rösler, Orle, akwarela, 1878

Właściciele gospody dbali o reklamę, wydając od końca XIX w. kilkanaście czarno-białych i barwnych pocztówek z widokiem osiedla oraz własnego lokalu. Anonsy gospody na Orlu można też znaleźć w wydawnictwach reklamowych Szklarskiej Poręby.

W tym czasie nad Izerą mieszkał Will-Erich Peuckert (1895 – 1969). Oczarowany Górami Izerskimi w latach 1916-1922 został nauczycielem w szkole podstawowej w nieistniejącej dziś wsi Wielka Izera. Zainteresował się dziełami mistycznych myślicieli renesansowej Europy z kręgu J. Böhme, któremu poświęcił obszerne studium, Ch. Rosekreuza, M. Kopernika, Angelusa Silesiusa, różokrzyżowcami, astrologią, wiedzą hermetyczną, kultami tajemnymi, a także podaniami o dawnych walońskich poszukiwaczach skarbów, minerałów i kamieni szlachetnych. W Górach Izerskich odnalazł znaki walońskie, z których pierwsze zlokalizował w formacji skalnej Stary Zamek na obrzeżach Kobylej Łąki. Kierując się zapiskami z ksiąg walońskich w korytach izerskich potoków znalazł niewielkie ilości złota.
0 Will Erich Peuckert

Will Erich Peuckert

W.-E. Peuckert był zaprzyjaźniony z braćmi Carlem i Gerhartem Hauptmann, których zauroczył wiedzą na temat przeszłości Gór Izerskich.

0 Gerhart i Carl Hauptmann, Jagniątków, ok_ 1910, ze zbiorów Ivo-Hauptmann-Archiv
Gerhart i Carl Hauptmann, Jagniątków, ok. 1910, ze zbiorów Ivo-Hauptmann-Archiv

W początkach XX w. w tutejszej gospodzie Schneiderów, która przybrała nazwę „Karlstal”, rozgrywa się pierwszy akt sztuki śląskiego laureat literackiej nagrody Nobla Gerharta Hauptmanna (1862-1946) zatytułowanej „Und Pippa tanzt!” – „A Pippa tańczy!” Dramat został zainspirowany romansem Gerharta Hauptmanna z aktorką Idą Orloff, która była pierwowzorem dla tytułowej postaci. Sam utwór powstał w przeciągu paru tygodni jesienią 1905 r., choć już w kwietniu 1900 r. pisarz zanotował tytuł „Baśń huty szkła”, a w następnych latach powstały dalsze fragmenty niedokończonych dzieł związanych z karkonoskim hutnictwem szkła.
Gospodę Schneiderów odwiedzał też starszy brat Gerharta, filozof i literat Carl Hauptmann (1858-1921), autor „Księgi Ducha Gór”. Carl Hauptmann podziwiał technologiczne dokonania Franza Pohla związane z karkonosko-izerskim hutnictwem szkła.

Karkonosze, a z czasem i Góry izerskie przyciągały też malarzy. Szklarska Poręba już pod koniec XIX w. stała się miejscem letnich plenerów malarskich artystów skupionych wokół prof. Carla E. Morgensterna. sam Morenstern chętnie malował odludne i trochę tajemnicze Izery. W 1922 r. w powstało „Stowarzyszenie Artystyczne św. Łukasza w Szklarskiej porębie”. Utworzyło je kilkunastu malarzy, którzy urzeczeni zostali górskimi pejzażami. W znacznej części byli to uczniowie C.E. Morgensterna. Wśród nich Izery szczególnie upodobali sobie Alfred Nickisch, Franz von Jackowski i Artur Wasner.

G olbricht kobieta na leśnej drodzeG. Olbricht – Kobieta na leśnej drodze

Warto pamiętać o tym wszystkim także i dzisiaj, kiedy między Polakami a Niemcami panuje z jednej strony negatywne napięcie, a z drugiej jednak przecież obustronna chęć bycia dobrymi sąsiadami.  Niektórzy wspominają nawet coś o wspólnym Niemiecko-Polskim państwie które warto by założyć. Nie podzielam ich zapału. Chyba, że będzie to państwo Słowiańsko-Niemieckie z dwoma językami urzędowymi polskim i niemieckim, OBOWIĄZUJĄCYMI NA CAŁYM JEGO TERYTORIUM (dwujęzyczne nazewnnictwo ulic, miast, rzek, obiektów geograficznych, itp. To co innego. Byłbym w takim wypadku spokojny o konglomerat kulturalny, któryby z tego związku powstał.

Przyroda w sztuce: Iwan Szyszkin (Rosja) – Malowanie Sistanu

Posted in przyroda, sztuka by bialczynski on 31 Grudzień 2013

Shishkin_na_severe_dikom1Na Siewierzy

Iwan Iwanowicz Szyszkin, ros. Иван Иванович Шишкин (ur. 25 stycznia 1832 w Jełabudze, zm. 20 marca 1898 w Petersburgu) – rosyjski malarz, pejzażysta, współzałozyciel stowarzyszenia Pieriedwiżników.

ss shishkin_oak_wood_1887Dębowy Święty Gaj

Urodził się w Jełabudze (w dzisiejszym Tatarstanie), w rodzinie kupieckiej. Ukończył gimnazjum w Kazaniu. Jego ojciec po długich wahaniach zgodził się na podjęcie przezeń nauki malarstwa. Przez cztery lata studiował w Moskiewskiej Szkole Malarstwa, Rzeźby i Architektury, a następnie, w latach 1856-1860 w petersburskiej Cesarskiej Akademii Sztuk, którą ukończył z najwyższymi wyróżnieniami i złotym medalem za dwa obrazy pod wspólnym tytułem Widok z wyspy Valaam. Kukko. Akademia umożliwiła mu także w nagrodę kontynuację studiów za granicą.

szyszkin Iwan_Nikolajewitsch_Kramskoj_004Iwan Szyszkin 1873

Przez trzy lata (1862-1865) Szyszkin mieszkał i pracował w Szwajcarii i w Niemczech, a także w Czechach, Francji, Belgii i Holandii. Tam zainteresował się technikami litografii i akwaforty, jego prace wzbudziły wielki podziw publiczności i krytyki w Düsseldorfie w 1865 m.in. za precyzję kreskowania i filigranowy rysunek detali.

sss wind-fallen-trees-1880[kliknij]

Mimo to jego technika malowania pejzaży, skłonność do szczegółowego oddawania wszelkich detali, nie znajdowała poparcia i zrozumienia u malarzy zachodnioeuropejskich, co powiększało jego zniechęcenie i pogłębiało tęsknotę za Rosją. Pod koniec pobytu w Niemczech namalował w 1865 r. Pejzaż pod Düsseldorfem, olejny obraz wystawiony i nagrodzony dwa lata później w Paryżu na Wystawie Światowej. Obraz ten stał się też przepustką dla Szyszkina do członkostwa w petersburskiej Cesarskiej Akademii Sztuk, które przyznano mu po jego powrocie do Rosji w 1865 r.

Shishkin_DozVDubLesu_114Deszcz w dębowym lesie [klik]

Szyszkin w swoich technikach malarskich do perfekcji opanował studium natury, wsławił się doskonałością w malowaniu drzew i lasów, był też wybitnym rysownikiem i grafikiem.

s polna droga RozhPolna droga

Życie osobiste Szyszkina obfitowało w tragedie. Dwukrotnie żonaty, dwukrotnie owdowiał. Przedwcześnie zmarli także jego synowie. Swoich problemów jednak nie przelewał na płótno, jego pejzaże są pełne słońca i życia, co zresztą niektórzy jego przeciwnicy krytykowali, twierdząc, iż jego obrazy są jedynie kolorowymi pocztówkami.

ss russ-spring-nn-shishkin_the_kama_river_near_elabuga_1895Nad Kamą

Sam zmarł w roku 1898 przy sztalugach, rozpoczynając nowy obraz.

Utro_v_sosnovom_lesu

Poranek w sosnowym lesie

(oryg. ros. Утро в сосновом лесу) – obraz Iwana Szyszkina namalowany przy współudziale Konstantina Sawickiego w 1889.

Pejzaże leśne były ulubionym tematem malarstwa Iwana Szyszkina, od młodości zafascynowanego rosyjską przyrodą[1]. Poranek w sosnowym lesie jest kolejną w jego twórczości realizacją tematu lasu sosnowego w świetle słonecznym, któremu malarz poświęcił szereg studiów[1].

Obraz przedstawia las sosnowy oświetlony przez wschodzące słońce. W centralnym punkcie kompozycji znajduje się powalone z korzeniami, złamane drzewo, na którym zgromadziły się cztery niedźwiedzie. Zwierzęta zostały ukazane w różnych pozach: dwa wspięły się na złamany pień, jeden, stanąwszy na tylnych łapach, obserwuje z niego słońce, zaś ostatni siedzi obok powalonego drzewa z półotwartą paszczą. W tle ukazany został las, złożony z drzew o różnej wysokości, oświetlony przez promienie słoneczne przechodzące przez korony drzew. Szyszkin ukazał drzewa z dużą dbałością o oddanie szczegółów ich budowy, starannie oddał również grę świateł w koronach i na pniach sosen. Wygląd lasu został upoetyzowany; artysta nie kryje swojej fascynacji nietkniętą ręką człowieka naturą[2].

Współautorem obrazu był inny malarz, przyjaciel Szyszkina Konstantin Sawicki – to on namalował postacie niedźwiedzi. W związku z tym jego podpis pierwotnie znajdował się na płótnie obok podpisu twórcy większości kompozycji[2]. Jednak Piotr Trietiakow po dokonaniu zakupu obrazu starł podpis Sawickiego; od tej pory w większości opracowań dzieło przypisuje się jedynie Szyszkinowi. Swoje postępowanie kolekcjoner uzasadnił tym, iż pomysł obrazu, jego kompozycja i tematyka były specyficzne dla stylu Szyszkina, co pozwala uznać go za głównego twórcę dzieła[2].

Poranek w sosnowym lesie należy do najbardziej rozpoznawalnych w Rosji obrazów wykonanych przez tamtejszych artystów[3].

ss wind-fallen-trees-1888Drzewa obalone przez wiatr

Iwan Szyszkin w Puszczy Białowieskiej

Iwan Szyszkin malował także Puszczę Białowieską. I to na życzenie samego cara Aleksandra III! Do Białowieży przyjechał 7 maja 1892 roku, w towarzystwie fotografa Eugeniusza P. Wiszniakowa, który na pamiątkę tej wyprawy wydał w 1894 roku w Petersburgu album pt. „Biełowieżskaja puszcza. Nabroski pierom i fotografieju”. Iwan Szyszkin przebywał w Puszczy do końca czerwca. Bardzo często wyprawiał się z paletą do najdzikszych puszczańskich zakątków. Przez miejscowych urzędników był traktowany niezwykle uprzejmie. Ale też bezustanne nadskakiwanie i proponowanie różnych usług z czasem zaczęło malarzowi ciążyć i nużyć go.

sss 1895_Shishkin_Damm_anagoriaBańska Łąka Pajączków Mokoszy

Jakub Minczenkow w swoich „Wspomnieniach o pieredwiżnikach” podaje ciekawy epizod z pobytu Szyszkina w Białowieży. Pewnego dnia, malarz, uwieczniając sosnowy bór, namalował na pierwszym planie usychające drzewo. Zarządca puszczy, oglądając obraz, wpadł w panikę. Długo upraszał Szyszkina, aby usunął z płótna ten kompromitujący, jego zdaniem, detal. Lękał się bowiem, że naczelnicy z Petersburga, po obejrzeniu obrazu, zarzucą mu niegospodarność, skoro dopuścił do tego, aby drzewa w lesie usychały.

sss autumn-forest-1876Jesień

Szyszkin namalował w Puszczy Białowieskiej wiele ciekawych płócien, m.in. „Ścięty dąb”, „W Puszczy Białowieskiej”, „Wiatrował”, „Pasieka”. Na tym ostatnim obrazie utrwalił pasiekę Jana Sawickiego z Bud, którego potomkowie do dzisiaj zajmują się pszczelarstwem.

sss gathering-storm-1884Burza

Puszczańska przyroda wywarła na artyście ogromne wrażenie. Jej motywy pojawiały się w następnych pracach Szyszkina, powstających już poza Białowieżą. Białowieskie prace artysty były eksponowane w 1893 roku na wystawie w Petersburgu, gdzie spotkały się z uznaniem zwiedzających. (oprac. Piotr Bajko)

ss lato-szyszkin-reprodukcja-iwan-niwa-polesieLato na Polesiu

ss shishkin_brook_in_birch_forest_1883Potok w Brzozowym Lesie
 sss  ivan-shishkin-a-promenade-in-the-woods-no-date-1860s-e1276991822388Kamienny krąg

sss a_herd_of_sheep_in_the_forestStado (grafika)

sss Dub_ShishkinDąb

sss herd-under-the-trees-1864Zaloty pod dębem

sss Ivan Shishkin - Swamp - Marshy WoodlandsBagno

sss Ivan Shishkin - The First SnowPierwszy śnieg

MAC_0910_ 290Wyspa

sss Ivan Shishkin - View on the Outskirts of St. PetersburgPod Petersburgiem

sss Ivan Shishkin - WinterZima

sss Ivan Shishkin - Wood in the EveningZachód w lesie

sss mountain-path-crimea-1879Górska ścieżka na Krymie

sss noon-in-the-neighbourhood-of-moscow-1869Południe

¶O Potok

sss view-of-valaam-island-1858Rajski zakątek

Tagged with: , ,

Kraken wiecznie żywy! (rozrywkowo-sylwestrowo!)

Posted in sztuka by bialczynski on 30 Grudzień 2013

krakenKraken – legendarny stwór morski. Prawdopodobnie źródłem legend są spotkania z kałamarnicą olbrzymią[1].

Pierwszy opisał to monstrum w epoce nowożytnej Erik Pontoppidan w swoim dziele Natural History of Norway z roku 1752. Jeszcze wcześniej pisał o nim Pliniusz Starszy – potwór miał blokować Cieśninę Gibraltarską, nie przepuszczając podróżujących tamtędy okrętów.

2408133-the_leviathan_by_nyliirlyccanthanii_d464mhc

Wedle opowieści żeglarskich krakeny były często brane za wyspy. Kiedy marynarze wychodzili na ląd, budzili potwora, który się zanurzał, wciągając pod wodę załogę wraz z okrętem.

W legendach Kraken jest znany również jako Triangul. Jest pod władzą Neptuna, lecz słucha tego, kogo zobaczy zaraz po przebudzeniu. Zasypia na sto lat, by później przez kolejne sto atakować statki.

kraken_by_xibalbha-d48qeizby Xibalbha

Dla nas najważniejszy jest przekaz Pliniusza z którego wynika, że Wikingowie Słowiańscy już w I wieku n.n. blokowali Gibraltar nie wypuszczając z Morza Śródziemnego żadnych okrętów na WódLądStyks (Atlantyk). Neptun to oczywiście PosiejDun (Posejdon, Posiadający Duń-Toń – Deub – Głębinę) i inaczej Wodo-Wodan-Wotan.

O Kreksie (Krakenie) mówi Taja 22 Księgi Ruty:

Sześciu Kruków i K urka
W tej Baji, która zdaje się być najczystszą i najbliższą zapisów tajemnych, zawartych w Wierze
Przyrodzonej, z pąpów zrodziła się jeno Szczęśliwa Siódemka Słowo-Ista. Wśród niej zaś było
Sześciu Kruków, co sczernieli od ognia i jedna Kurka, co była biała jak śnieg, od białego popiołu29.
Z tych sześciu zrodzili się Słowowie, zaś ona Kurka dała początek Istom. Krukowie i Kurka – ich
przeciwieństwo, acz siostra rodzona – rozlecieli się w Siedem Stron i objęli we władanie całą
ziemicę nową, zwaną Lęgią lub Nową Kolibą. A tymi Sześcioma Krukami byli:
Pierwszy – Kreks-Lug, który dał początek wielkiemu ludowi Lęgów. Kreks osiadł nad Morzem
Błotyckim i łupił po nim wszystko, co wpłynęło na wody. Obwołały go ludy morskie i wszy
sąsiadowie morskim potworem. Sam on dziełaniem swoim sprawił, że jego lud zbuntował się
i odwrócił od Błotyku. Plemię, wywiedzione znad morza przez jego syna Lęcha, poszło w bory,
które wypalało ogniem, karczowało siekierami, aż jęło uprawiać rolę radłem. O tych prawią
wtajemniczeni czudesowie, że są Koroną, Wieńcem Wielkiej Skołotii.
Drugi był Krak-Nur, co osiadł nad Nurem, Sanem, Bugiem i u źródeł Duny, czyli Wisły, zwanej
też Wąduną-Wądalem i Wisduną-Wisdułą30, albo Rzeką Ognistą – Atlą-Wątlą, Ątlą-Wijstlą. Z niego
wywiódł się wielki lud Nurów, który się rozszedł szeroko po nowej ziemi i zajął samo jej serce,
a wtajemniczeni czudesowie prawią, że dał Nowej Kolibie nowego ducha i że Jest Duchem
Wielkiej Skołotii, Dawcą Wiary i jej Tarczą Obronną. Z jego krwi zrodził się w późniejszym
pokoleniu Krakus Karodunoński, który walczył z Białym Jędzórem. Część onych Nurów poszła
potem nad Dunaj, uważany przez nich za brata Duny, gdzie założyła gród War.

a kraken_by_katdudev-d4qbdyb

Powiadają czarodziejowie z ląchskiego Kałuża-Kalisza45, że pierwszy narodził się i wzleciał nie
Krak-Nur, ale Kreks-Lug. Może i tak, a może nie. Każdy lud nowej ziemi pierwszeństwo ważkich
czynów i wielkość sobie przypisuje. Czynią tak nieświadomi, że oto dźwigają jeno brzemię kłótni,
którą nałożył na nowych ludzi Swąt. Mądrzy ludzie zmilczą, dając pierwszeństwo głupcom.
Pewne jest, że po tych dwóch zaraz, a może i równocześnie, a może też całkiem wcześniej wzleciał
w niebiosy Kowar-Kowalis, Kyj-Bud, Kriw-Serp, Krwędys, a także łabędzica Kurka-Ista i ptakowężyca
Kąptorga. Wszyscy oni złożyli napełnione boskim istem jajca-wajiczka w stosownych
świętych gniazdach. Każde z nich złożyło po wiele jaj, tylko Kąptorga, jako że była ptakowężycą,
złożyła trzy jaja odmienne, bardzo duże.

Tęż pojmał i wziął za drugą żonę, uwiózłszy ją do siebie Kreks, czyli Krwędys – założyciel Ludu
Wędów. W czasie, kiedy Wędowie zamieszkiwali nie nad samym Bołotykiem, ale w głębi Lądu
nad rzeką Oderą, zwaną też Wiadułą, i kiedy trwały między nimi spory, czy mają obejmować we
władanie morza czy też pozostać w puszczach, stepach i górach na Lądzie, doszło do podziału,
w wyniku którego wyszedł ze Starej Wędii Lud Dawanów (Dachów-Gątów). Część z nich, zwana
Odrakowie, pozostała nad Odrą niedaleko Nowej Wędji, rozłożonej nad morzem Błotyckim.

a kraken_vs_whale_by_srnoble-d5dq3ei

Tak się to stało, że Kruki-Kurki wcale niedaleko jeden drugiego założyły swoje gniazda. Najdalej
ku siewiernemu zachodowi poleciał Kreks – aż do samego brzegu Błotyku, nad Wiadę-Odrę,
Lędę-Łabędę, którą później nazywano Łabą, i nad Grań (Ren), a za nim osiadł Krwędys, poniżej,
nad jeziorami Pasa Jeziornego, od Łabędy po Wiskłę-Wądunę, z głównym leżem nad rzeką
Wielowartą.

 

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)
Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi
Ks Tura 121a18fe5665387004b43b39c5de6

Z początkiem Nowych Wieków na wybrzeżu wądyjskim osiedlili się licznie przybyli ze Skanii
potomkowie Wądów-Dalów, Boranie skańscy (raczej nie mówiący po słowiańsku potomkowie
lęgijskich Boran Kreksa-Luga, zwący siebie dzisiaj Burgundami), kiełto-skanowie, tacy jak: Goci,
Hermundurowie, Rugiowie, Anglowie i Sasini, którzy następnie poszli na zachód i południe,
zabierając po drodze liczne sławskie i skołockie rody i grupy bojowe.

W tym to czasie Kreks skłócił się już był ze swoim nielicznym ludem. Wybudował łodzie śmigłe
i mocne na wzór korabia, bo jemu się trafiła ta karta Księgi Głębi, co o kleceniu statków rzykała.
Uwidział sobie Kreks, zwany Lugiem, że Błotyk wszerz i wzdłuż przepłynie, a do tego jego panem
i władcą się stanie, a jak trzeba, to i z samym Wodo-Bełtem (Wełmem-Posiejdunem) się o koronę
zmierzy.
I stało się tak, że tępił każdego, kto się poważył bez jego wiedzy na ono morze wypłynąć. A kto mu
stanął okoniem, tego zwyciężał, a zabiwszy go wypijał jego krew, by sobie dodać sił i przyczynić grozy
własnej osobie pośród wrogów. Nie bacząc, że każdy czyn pociąga za sobą skutek, ani zauważył,
jak począł się zamieniać w potwora. Wkrótce nieliczni rybacy przestali na morze wypływać, a jego
własny lud w głąb borów łakomie poglądał, mając przecie przed sobą pełne morze.

a 7115937713_f2f96f0dd4

Kreks z niezbyt licznym plemieniem, widząc że brzeg morza zajęty jest przez Wędów, przedostał
się na Wyspy i na nich założył swoje chwilowe królestwo. Na wyspie Rugii, zwanej też Raną lub
Rują, pobudował z wiernymi Lęgami i Wądami Dalami oraz Chąśnikami obwar Garz a naprzeciw
na półwyspie Lądu umiejscowił swoją stolicę Arkonę. Stąd wyspa nazywa się także i Rugi – że
wyrugowany ze swej ziemi Kreks znalazł tutaj schronienie. Gród Arkona zasię zowią stąd w taki
sposób, że świtungowie przenieśli tutaj i posadowili w światyni Swąta Nowy Dzban Świata –
Czarkę-Harkę-Garkę, przez wielu wyznawców Wiary Przyrodzonej z obcych ludów nazywaną
Arką, a wykonaną w Jamie Arki (Arkajamie) na podobieństwo starego Dzbana Zerywanów
– Czary-Hary-Gary, nazywanej też Arą67. Wyspa owa była zarówno Kreksowi, jego chąśnikom
i żegłom, a także świtungom i Arce jako ta arka ratownicza w morzu wrogich plemion, jako
ostatnia wyspa Kreksa i Arki – Arka na Koni, czyli arka na końcu świata, gdyż na końcu Lądu
znalazł on schronienie.
A towarzyszący mu lud zaczęto z czasem nazywać nie tylko Harkonami i Hyrkanami, ale też
Walinami lub Wolinami – jako że woleli przy starym królu trwać, niż poddać się Wharalędom-
Wartanom i Serbomazom, a też że mieszkali już blisko Weli, na samym skraju Wądlądstyku, na
morzu zapadnim – Morzu Wądów, którego Bołotyk jest tylko zatoką, a ono samo jest Przedmorzem
Weli. Z czasem okazało się też, że są to ludzie welej odwagi i welego serca czyli Wielcy (Wilcy,
Wieleci), silni – Walni i Wolni.

 

The Kraken Rum: Strength

Kraken występuje w filmie Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka i Piraci z Karaibów: Na krańcu świata, Starcie Tytanów, Percy Jackson: Morze potworów oraz Zmierzch Tytanów, tyle że tutaj jest przedstawiony jako wielki potwór z czterema ramionami i płetwą. Wystąpił również w jednym z odcinków kreskówki Ben 10, emitowanej na kanale Cartoon Network oraz w kreskówce Spadkobiercy tytanów, emitowanej na kanale ZigZap, filmach animowanych: Atlantyda: Powrót Milo i w 524 odcinku One Piece.

Krakenem jest również Czatownik, ukazany we „Władcy Pierścieni – Drużynie Pierścienia” u bram Morii. Kraken pojawia się w cyklu powieści George’a R.R. Martina – „Pieśni Lodu i Ognia” jako potwór morski, a także symbol rodu Greyjoyów, władających Żelaznymi Wyspami. Ten legendarny potwór morski ma też swój krótki epizod w wydanej pośmiertnie powieści Michaela Crichtona „Pod piracką flagą”. Motywu Krakena używa między innymi Kazik Staszewski w utworze „Mars napada”. Wzmianki o Krakenie pojawiają się również w książce „Miecz Przeznaczenia” Andrzeja Sapkowskiego w opowiadaniu „Trochę Poświęcenia”.

HOW STRONG IS THE KRAKEN? It is said that the Kraken’s strength is greater than the greatest sea creature or largest continent. Release The Kraken – http://www.krakenrum.com

Oczywiście pijąc to mówią: Cześć!

kraken_rough_5_by_lozanox-d5kvs1x

Giant_octopus_attacks_ship

krak 9057-800-613

kraken2

kraken-050912

Zaiste straszliwa musiała być potęga morska WENEDÓW

Tagged with: ,

Imperium Zła – medialne narzędzia zniewolenia. Technologia wysysania ludzkiej energii emocjonalnej przez Pasożytów!

Posted in Polska, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 29 Grudzień 2013

Alien_Queen_by_sk800720Wiadomości – 29 grudnia 2013

  •   Zamieszanie wokół listu biskupów. “To jest nadużycie”
  • W. Brytania nie chce imigrantów? Nowy sondaż
  • Nieznany fakt z przeszłości królowej Elżbiety II
  • Szokujący raport z więzienia.”Wymyślne tortury”
  • Rosja: kolejne kłopoty Pussy Riot z władzami
  • Absurd roku na basenie. Przed sąd za kąpielówki!
  • Pijany 32-latek staranował 12 aut. Zobacz film!
  • Zima zaskoczyła mieszkańców Szczecina
  • “Gruba krecha”: przebiłem matkę Madzi, prawda?
  • Krwawy horror. Giną kolejne osoby, a świat milczy
  • Były premier traci kolejne majątki
  • Wracała z imprezy, zaatakował ją niedźwiedź
  • Która płeć lepiej oszczędza? REKLAMA
Pokaż następne
O tym się mówi
  • Polski wokalista został bezlitośnie wyśmiany
  • 21-letnia gwiazda cierpi na poważną chorobę
  • Producenci “Klanu” podjęli decyzję ws. Kotulanki
  • Zaskakujący finał sprawy ukradzionego wózka
  • Dostałeś drogi prezent? Uważaj na fiskusa

Przytoczony powyżej zestaw wiadomości to czołowe sensacje Portalu Onet z dnia 29 grudnia 2013 roku.

onet1

Że zdobył złoty medal, czy tytuł Mistrza to nieważne, ważne że siedział w więzieniu – Polscy gracze bójcie się! – Bojkot filmu.  Nawet reklama Toyoty oparta jest na negatywnym osobistym skojarzeniu do “nietrafionego prezentu”. Tyle po lewej stronie ekranu, a co po prawej? 13 Negatywnych wiadomości + 5 na dokładkę, jakby ci było mało!

Jeśli ktoś czytał kiedyś książkę Wilhelma Reicha “Mordercy Chrystusa” bez trudu zrozumie do czego zmierzam, i o co tutaj chodzi. Jeśli ktoś nie czytał to polecam, chociaż książka ta w swoich diagnozach jest tylko przyczynkiem i niesłusznie sprowadza całe “zło” świata do jednej jedynej przyczyny.  Jest to podejście “lekko historyczne”, zdezaktualizowane przez Rewolucję Świadomości, ale doskonale został tam ujęty mechanizm, który “zamienia” niejako automatycznie pozytywną z zasady jednostkowość ludzką i pozytywne intencje pojedynczych czynów człowieka oraz pozytywny charakter indywidualnego działania w NEGATYW na poziomie zbiorowości ludzkiej zamkniętej w Klatce Systemu Pan-Niewolnik.

Ktoś ostatnio zwrócił tutaj na blogu uwagę, że ta książka, fundaMENTALNA dla Zmiany Świadomości, została w Polsce wydana tylko 1 raz i od dawna już jest niedostępna w sprzedaży. Dzieje się tak właściwie w odniesieniu do niemal każdej ważniejszej pozycji wydawniczej, filmu dokumentalnego czy fabularnego, i działa tutaj także ten sam mechanizm Negatywnej Selekcji, który obserwujemy na Czołówce Onetu.pl, a który dzieła/wydarzenia ważne, zagrzebuje na dnie kloaki wypełnionej bezsensem i zwyczajnym artystycznym a też i myślowym (intelektualnym) gównem.

onet 2

 

“Oni maja dzieci z różnymi partnerami”, “Do rozwodu jednak nie doszło”   – czyli epatowanie nieudanym życiem małżeńskim tzw. gwiazd, właściwie celebrytów w ogóle nieznanych światu + gołe babki – to po lewej, a co po prawej? “Będą kłopoty z pracą zagranicą”, “Przez lata ktoś kogoś dyskryminował bezkarnie”, “Kara dla Apple”, “UE – skandal korupcyjny”, “Zmiany w składkach ZUS” – to na pewno negatyw, “Nie dostarczono prezentów na święta” – czyli też pomniejszy bzdurny negatyw.  

Pop-propagandowe media są tylko esencją Systemu Zniewolenia w jakim współcześnie żyjemy. Stanowią one skondensowany obraz całości systemu, a zarazem jest to Zbrojne Ramię Systemu, które ma obezwładniać opór Niewolników przeciwko zbydlęceniu ich egzystencji.  Przy okazji artykułów poświęconych Technologii Manipulacji pisałem już o tym mechanizmie wysysania energii społecznej i rozbijania aktywności społecznej, o zasadzie atomizowania społeczeństwa i dzielenia go, stosowanej w pop-propagandowych mediach wobec ich “odbiorców”.

Dwa dni temu przeczytałem znów mądrą analizę na temat przyszłości mediów audio-wizualnych,  a szczególnie telewizji, którą wykonały amerykańskie firmy badania rynku, a więc jest oczywiste, że w Polsce została owa analiza zepchnięta na “zaplecze” Tabloidów typu Onet czy Interia, a więc nie była to wiadomość “pokazywana” na Pierwszych Stronach Owych Brukowców.  Tak, używam pojęcia brukowców do tych portali, bo pod każdym względem w każdym wymiarze, są to internetowe brukowce spełniające wszelkie definicje tego pojęcia stosowane w dziennikarstwie i w socjologii. 

Napisano tam po raz kolejny, że w USA obserwuje się coraz mocniejszą tendencję do odchodzenia ludzi od oglądania telewizji. Proces polega na tym, że zaobserwowano, iż w roku 2013 już 10% Amerykanów zlikwidowało kablówkę w swoim domu i deklaruje, że nie posiadają w ogóle odbiornika telewizji.

Kiedy pisałem o tym, że w Polsce widać podobną tendencję, kilka miesięcy temu na tym blogu, oczywiście odezwali się od razu Moderatorzy Nastrojów Społecznych z Ramienia Partii Rozumu i z Ministerstwa Prawdy, a może po prostu były to Lokalne Lemingi, usiłując tłumaczyć, że to nieprawda, że ludzie odchodzą od telewizji, bo oni tylko przerzucają się z kanału na kanał. 

Mamy więc kolejne potwierdzenie prawdziwości i poprawności Naszych Diagnoz i Obserwacji Wielkiej Zmiany, wykonane za grube pieniądze w USA przez fachowe ośrodki badawcze działające na rzecz rynku, a więc przez Banksterów, którzy pilnie obserwują  rozwój sytuacji i rysujące się zagrożenia dla swojego kapitału.

onet 3Dział Bazujący na Lękach Kobiet – tak bym określił ten segment tego tabloidu. Po prawej aborcja celebrytki Bratkowskiej i ksiądz celebryta – “Mądry Jezuita”! Oczywiście na dokładkę wypadek i oszustwa oponiarzy.

Nie opublikowałem tutaj tego amerykańskiego badania, bo za dużo energii i czasu poświęcamy ostatnio bieżącym wydarzeniom – to wskazuje że sami musimy się przekształcić w portal i czynimy kroki w tym kierunku, ale póki co zdawało mi się, że warto się skupić na Słowiańszczyźnie, genetyce, językoznawstwie, archeologii, historii, bo wiele ciekawego się dzieje w tym sektorze i to tak ciekawego, że świadczy niezbicie, iż rewolucja zdaje się wkraczać już w fazę wysadzania w Powietrze Ostatnich Bastionów Systemu Pan-Niewolnik i porządku Post-Rzymskiego, z wszystkimi jego MITAMI, przedstawianymi do niedawna jako Absolutne Prawdy.

Mam nadzieję, że w 2014 roku przekształcimy się w Portal, a raczej założymy Portal “Słowiańska Sprawa”, i Blog Białczyński będzie mógł wrócić na swoje stare tory  poświęcając się dziejom, świadomości, nauce i wierze, a nie bieżącej polityce, organizacji społeczeństwa obywatelskiego  i socjologii Wielkiej Zmiany.  Możecie być pewni, że Nasz portal nigdy nie stoczy się do roli Rozsiewacza NEGATYWU, czyli narzędzia Systemu Pan – Niewolnik, ponieważ ze swojej istoty musi być i będzie ANTY-Systemowy.

Nagromadzenie NEGATYWU, KŁAMSTWA, MANIPULACJI i SEKSU na Onet.pl pokazuje, że System rzeczywiście wkracza w fazę ostrego chylenia się ku upadkowi. Taka kondensacja Głupoty grającej na najniższych instynktach i emocjach, a do tego oparta wyłącznie na seksie jako narzędziu ostatecznym prymitywnego przyciągania uwagi oznacza, że Polska Klasa Posiadająca, Właściciele Niewolników, nie mają do zaoferowania Lemingom już zupełnie nic co miałoby jakiekolwiek ideowe oparcie. Nie ma tam już nawet śladu tak prościutkich niegdysiejszych idei kapitalizmu jak “pracuj dla własnego dobrobytu” (bo nawet najgłupszym Polakom wiadomo już, że tylko pogłębia się bieda a nie żaden dobrobyt mimo 25 lat pracy), nie wspominając o niegdysiejszych ideach wzniosłych jak “pracuj dla dobra Narodu i dla dobra Polski”.

Spójrzcie sobie w dniu dzisiejszym na pierwsze strony czołowych Tabloidów, czyli Portali Internetowych w Polsce i oceńcie sami co tam jest, oraz jak rozgrywa się tam ludzkie lęki, jak napuszcza się przeciw sobie różne grupy społeczne, jak buduje się zainteresowanie wokół negatywnych tematów i emocji. Na tym polega technologia wysysania ludzkiej energii emocjonalnej przez Pasożytów.

Na trzynaście przedstawionych tutaj na początku wiadomości, dwanaście ma charakter tzw “złej nowiny”, “obwieszczenia czyjegoś nieszczęścia”, a jedna, o królowej angielskiej, każe się domyślać  po prostu jakiejś bzdury kompletnie nieważnej, jaka kryje się pod tym linkiem. Nawet REKLAMA ma tutaj charakter negatywny napuszczania płci na płeć czyli szczucia do “konkurencji kto lepszy”, do “wyścigu szczurów” w dziedzinie “oszczędzanie” (to także nic pozytywnego owo oszczędzanie, bo chodzi tutaj o gromadzenie kapitału osobistego, czyli indywidualistyczne bogacenie się).

Kolejne 5 wiadomości  w “O tym się mówi”  to już zupełny prymityw bazujący na czyimś osobistym “nieszczęściu”, “potknięciu” i opisywaniu tego w tonie sensacji. Oczywiście osoby których to dotyka – tam opisane – to Lemingi, które pozwoliły zrobić z siebie Tarczę do Bicia dla Systemu, czyli tzw Celebryci. Jest to ohydne, bo System w rzeczywistości płaci im nie za marne występy publiczne i nie za marne popisy beztalencia, jakie prezentują po estradach i ekranach, ale właśnie za rolę Wentyla Bezpieczeństwa, Tarczy ku której będą kierowane wszystkie frustracje i negatywne emocje Niewolników zamkniętych w Klatce Systemu.

onet 4Gwałt, alkoholizm, frustracja nowobogackich, niskie zarobki i dyskryminacja kobiet, nagość, celebryci – czyli dalszy ciąg Rozrywki Mas na całego! Cieszyło cię kiedyś jak celebryta Wiśniewski staczał się na dno?! Dzisiaj mamy dla ciebie złe wiadomości,celebryta Wiśniewski ma powody żeby się radować! Ciekawy jesteś co przygotujemy dla Ciebie na jutro??? Jutro będzie na odwrót!!!

Pocieszające jest to, że dla tych i podobnych im innych Brukowców rodzi się prawdziwa POZYTYWNA konkurencja i że od tych  pop-propagandowych mediów także następuje już odwrót – spada również i ich oglądalność, nie mówiąc już o czytelnictwie. Mądrzy ludzie, zwłaszcza  młodzi uodpornieni na te manipulacje tytułami, prawie w ogóle nie klikają linków i nie czytają tych “wiadomości”.

49186-560051386334870

Premiera książki „Resortowe dzieci. Media”!

Dodano: 06.12.2013 [14:01]

Już 17 grudnia oficjalna premiera książki, której boją się elity III RP. Daniel Passent, Ernest Skalski, Aleksander Kwaśniewski, Jerzy Baczyński, Krzysztof Teodor Toeplitz, Mariusz Walter to tylko niektórzy bohaterowie książki „Resortowe dzieci. Media”.

Autorzy publikacji to dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej” Dorota Kania, publicysta Jerzy Targalski oraz dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” Maciej Marosz. Wydawnictwo Fronda oraz autorzy zapraszają na oficjalną premierę książki.

Czas: 17 grudnia 2013r., godz. 18:00
Miejsce: klub Hybrydy, ul. Złota 7/9, Warszawa

O kulisach powstawania książki i jej zawartości rozmawiać będą: autorzy oraz Tomasz Sakiewicz – Redaktor Naczelny Gazety Polskiej i Jacek Karnowski – Redaktor Naczelny Tygodnika „W Sieci”. Spotkanie poprowadzi Bronisław Wildstein – Wiceprezes Telewizji Republika.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)
Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi
nowe przygody okładka
Tagged with: , , ,

Świątynie Wiary Przyrodzoney Słowian – Świdny Las i Ś-Widna Góra oraz Słowiańska Góra

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 28 Grudzień 2013

22693_18062012

Świdny Las i  Świdna Góra

Najwyższym wzniesieniem Świnoujścia jest Słowiańska Góra 53 m n.p.m., którą widzimy po lewej stronie przechodząc granicę z Niemcami

Słowiańska Góra to miejsce, skąd widok zapiera dech w piersiach. Morenowe wzgórza, a na nich świerki, jodły, buki, klony, brzozy omszałe, mchy i paprocie, konwalie i kaczeńcem, a do tego ptasi koncert, miarowe kukanie kukułki, dzięcioł pukający w korę i koncertowanie kosa.

Urokliwe miejsce. Wytchnienie, cisza i ukojenie dla oczu. W okolicy rozlewiska i przyroda nie zmącona ludzką ingerencją. Konary drzew poukładane w przecudne obrazy.

22693_180620121
fot. Czytelnik

Spłoszony olbrzymi jastrząb rozpostarł skrzydła i wzbił się wysoko. Mokradła srebrzą się jak tafle lodu,a w oddali na niezmąconej wodzie dyskretnie i nieśmiało unosi się niewielka łódź.

22693_180620122
fot. Czytelnik

Świdny Las a w nim Słowiańska Góra to najwyższe wzniesienie w Świnoujściu. Doskonałe miejsce do spacerów,rekreacji i odskoczni od plażowego i wielkomiejskiego zgiełku. Słowiańska Góra to piękne miejsce w Świnoujściu, ale to miejsce powinno się nazywać Świdna Góra w Świdnym Świętym Gaju. Pozostaje kwestia do rozstrzygnięcia czy poświęcona była bogu Widowi-Wijowi, znanemu z Latopisów Ruskich czy też Ś-wiatło-Widowi czyli Świętowitowi?

29447409Widuchowa ze Słowiańskiej Góry

Sarbskie Górki i Słowiańska Góra 73 m npm.

Sarbskie Górki – grupa wzgórz morenowych w zachodniej części Równiny Wełtyńskiej na północ od Widuchowej (powiat gryfiński). Od zachodu opadają dość stromo ku Dolinie Dolnej Odry. Kulminację stanowi Słowiańska Góra (72,6 m n.p.m.). Punkty widokowe na dolinę Odry, Wzgórza Krzymowskie oraz na Niemcy w okolicach Schwedt i Gartz (Oder).

image010

Widok na Międzyodrze

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Strażnik Wiary Przyrody z Czech – Wacław Hollar (1607 – 1677)

Posted in sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 27 Grudzień 2013

wenzel_hollar_nach_jan_meyssens portret

Wacław Hollar – jeden z Braci czeskich. Uciekł z Czech po klęsce na Białej Górze i już nigdy nie wrócił. Przez całe życie w swojej twórczości preferował tematy przyrodnicze i  mitologiczne. Poza ttyym wykonywał dziesiątki portretów i innych rycin.

Bitwa na Białej Górze[1] (czes. Bitva na Bílé hoře) – starcie zbrojne między siłami czeskich protestantów a wojskami koalicyjnymi katolickich Habsburgów, które rozegrało się 8 listopada 1620 r. Była to największa klęska w historii Czech i decydująca bitwa, która zmieniła losy kraju. Miejscem bitwy było niewielkie wzniesienie (382 m n.p.m.), które obecnie znajduje się na południowo-zachodnich przedmieściach Pragi.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Pierwotną przyczyną był opór Czechów przeciwko nasilającej się dominacji ekonomicznej, politycznej i kulturowej Niemców (a konkretnie przybyszów z krajów niemieckojęzycznych, głównie Bawarii i Saksonii) na terenie Czech. Ten antagonizm powiększyły od czasów Jana Husa (1371-1415) różnice religijne między dwiema grupami etnicznymi: Czesi byli z reguły zwolennikami husytyzmu, a Niemcy zagorzałymi katolikami. Podczas gdy Czesi bronili przede wszystkim własnej narodowej autonomii, to Niemcy starali się chronić własne wpływy i interesy w Czechach, których bezpieczeństwo gwarantowała im polityczna dominacja.

Wobec nasilającej się dyskryminacji protestantów, w 1618 reprezentanci czeskiej szlachty udali się na Hradczany, aby złożyć protest u przedstawicieli cesarza Macieja Habsburga. Spotkanie miało burzliwy przebieg: dwóch najbardziej znienawidzonych namiestników cesarskich zostało wyrzuconych przez okno na stertę odpadków (ucierpieli tylko na honorze). Była to druga defenestracja praska, która zapoczątkowała czeskie powstanie stanów i wojnę trzydziestoletnią. Cesarz uznał znieważenie swoich namiestników za osobistą obrazę; wojna była nieunikniona.

Mimo wojowniczych deklaracji, obie strony nie były przygotowane do wojny. Czescy protestanci utworzyli odrębny rząd – dyrektoriat z Wacławem Wilhelmem z Roupova na czele. Ten rząd zdetronizował króla Ferdynanda a następnie 26 lipca 1618 roku wybrał na króla Czech przywódcę niemieckich protestantów księcia elektora Palatynatu Fryderyka V, co spowodowało umiędzynarodowienie konfliktu.

Celem Czechów było jak najszybsze opanowanie kraju oraz znalezienie sojuszników na Śląsku i Morawach. Morawianie za radą Karela Żerotina odmówili uczestnictwa w konflikcie, lecz Ślązacy poparli Czechów, przysyłając im dodatkowe zaciągi oraz blokując granicę z Polską, aby nie mogła stamtąd nadejść prawdopodobna prokatolicka interwencja. Powstańcza armia czeska była jednak źle uzbrojona, niezorganizowana i (oprócz von Mansfelda) nie miała uzdolnionych dowódców (którzy ponadto byli skłóceni między sobą). Mimo to, armia czeska (licząca 16.000 żołnierzy), którą dowodzili hrabia Heinrich Matthias Thum i Georg Friedrich Hohenlohe, już w lipcu 1618 zajęła Český Krumlov.

Tymczasem prohabsburski obóz katolicki rozpoczął kontrnatarcie: z pomocą wojsku cesarskiemu przyszedł korpus francuski pod dowództwem Charles de Bucquoi. Armia cesarza (licząca 8.000 pieszych i 6.000 jazdy), dowodzona przez Henri du Val Dampierre, wkroczyła na Morawy, aby wspomóc tamtejsze miasta, wierne cesarzowi. Klęska znacznie słabszej armii czeskiej zdawała się kwestią czasu.

Z pomocą Czechom nieoczekiwanie przyszedł książę siedmiogrodzki Gábor Bethlen, który ze wsparciem Turcji postanowił wykorzystać okazję i odebrać Habsburgom władzę nad Węgrami. W listopadzie 1618 armia czeska i wojska księcia Bethlena obległy Wiedeń. W marcu następnego roku zmarł cesarz Maciej Habsburg, a cesarstwo przygotowywało się do kapitulacji.

Kolejny nieoczekiwany zwrot nastąpił, gdy zaraza zaczęła szerzyć się w armii czeskiej, a książę Bethlen został zmuszony do odwrotu przez polskich lisowczyków, którzy napadli na Siedmiogród.

hollar gryf Wenceslas_Hollar_-_A_griffin kompr

Jak widzicie Polska stanęła po stronie Kontrreformacji a kierowali tą akcją JEZUICI. Ślązacy popierali hustyów czyli Braci Czeskich. Po tej klęsce Wacław Hollar ucieka z Czech. W czeskiej Wiki , poniżej możecie poczytać o niepoewnych preferencjach religijnych Hollara – włóżcie to miedzy bajki. gdyby był katolikiem tak jak to tam sugerują nie miałby powodów uciekać z Czech.

Wenceslas Hollar - The basilisk and the weasel

Václav Hollar (ˈvaːtslav ˈɦolar), known in England as Wenceslaus or Wenceslas and in Germany as Wenzel Hollar (13 July 1607 – 25 March 1677), was a Bohemian etcher, who lived in England for much of his life. He was born in Prague, and died in London, being buried at St Margaret’s Church, Westminster.

800px-Wenceslas_Hollar_-_Four_caterpillars_and_a_snail_(State_1)

Biography

After his family was ruined by the Sack of Prague in the Thirty Years’ War, the young Hollar, who had been destined for the law, determined to become an artist. The earliest of his works that have come down to us are dated 1625 and 1626; they are small plates, and one of them is a copy of a „Virgin and Child” by Dürer, whose influence upon Hollar’s work was always great. In 1627 he moved to the region around Stuttgart; before moving to Straßburg, and then, in 1633, to Cologne.

It was in 1636 that he attracted the notice of the famous nobleman and art collector Thomas Howard, 21st Earl of Arundel, then on an embassy to the imperial court. Employed as a draftsman he travelled with Arundel to Vienna and Prague, and finally in 1637 returned with him to England where he remained in the Earl’s household for many years. Though he became a servant of Lord Arundel, he seems not to have worked exclusively for him, and after the Earl’s death in Padua in 1646, earned his living by working for various authors and publishers, which was afterwards his primary means of distribution. In around 1650, however, probably at the request of Hendrik van der Borcht, he etched a commemorative print done after a design by Cornelius Schut in Arundel’s honour and dedicated to his widow, Aletheia. Arundel is seated in melancholy mode on his tomb in front of an obelisk (perhaps commemorating the one he tried to import from Rome), and surrounded by works of art and their personifications. In 1745, George Vertue paid homage to their association in the vignette he published on page one of his Description of the Works of the Ingenious Delineator and Engraver Wenceslaus Hollar. It featured a bust of Arundel in front of a pyramid, symbolizing immortality, surrounded by illustrated books and the instruments of Hollar’s trade.

During his first year in England he created „View of Greenwich,” later issued by Peter Stent, the print-seller. Nearly 3 feet (0.9 m) long, he received thirty shillings for the plate, a small fraction of its present value. Afterwards he fixed the price of his work at fourpence an hour, and measured his time by a sand-glass. Lord Arundel left England in 1642, and Hollar passed into the service of the Duke of York, taking with him a wife and two children.

He continued to produce works prolifically throughout the English Civil War, but it adversely affected his income. An etching dated 1643 and epitomizing the civil war, entitled as it is: ‚civilis seditio,’ features a snake with a head at each end pulling in opposite directions in front of the Giza pyramids and sphinx. Hollar took his setting, presumably symbolizing longer term values, directly from an engraving published in George Sandys’ Relation of a Journey begun An. Dom 1610, published in 1615.

During the period of the unrest of the Civil Wars he worked in Antwerp, where he produced many of his most renowned works, including views, his „muffs” and „shells”. In 1652 he returned to London, and lived for a time with Faithorne the engraver near Temple Bar.

During the following years many books were published which he illustrated: Ogilby’s Virgil and Homer, Stapylton’s Juvenal, and Dugdale’s Warwickshire, St Paul’s and Monasticon (part i.). His income fell as book-sellers continued to decline his work, and the Court did not purchase his works following The Restoration. During this time he lost his young son, also reputed to have artistic ability, to the Black Death.

After the Great Fire of London he produced some of his famous „Views of London”; and it may have been the success of these plates which induced the king to send him, in 1668, to Tangier, to draw the town and forts. During his return to England a desperate and successful engagement was fought by his ship, the Mary Rose, under Captain John Kempthorne, against seven Algerine men-of-war,–a battle which Hollar etched for Ogilby’s Africa.

He lived eight years after his return, still working for the booksellers, and continuing to produce well-regarded works until his death, for example a large plate of Edinburgh dated 1670. He died in extreme poverty, his last recorded words being a request to the bailiffs that they would not carry away the bed on which he was dying.

Hollar22

Works

Hollar produced a variety of works; his plates number some 2740, and include views, portraits, ships, religious subjects, heraldic subjects, landscapes, and still life in many different forms. His architectural drawings, such as those of Antwerp and Strassburg cathedrals, and his views of towns, are to scale, but are intended as pictures as well. He reproduced decorative works of other artists, as in the famous chalice after Mantegna’s drawing.

Almost complete collections of Hollar’s work are kept in the British Museum, the print room at Windsor Castle and the National Gallery in Prague. Hollar’s oeuvre was first catalogued in 1745 (2nd ed. 1759) by George Vertue. The prints were subsequently catalogued in 1853 by Gustav Parthey and in 1982 by Richard Pennington. A new complete illustrated catalogue has been published in the New Hollstein German series. Much of his work is available online from the University of Toronto in their Wenceslaus Hollar digital collection.

hollar Wenceslas_Hollar_-_Boar_and_mastiffbez kompr

Czeska Wiki

Václav Hollar (13. července 1607 v Praze – 25. března 1677 v Londýně), známý pod latinizovanou formou jména Wenceslaus Hollar Bohemus a poněmčenou Wenzel Hollar, byl český barokní rytec a kreslíř. Od roku 1627 působil v dílnách ve Frankfurtu nad Mohanem u Matthäuse Meriana, ve Štrasburku, v Kolíně nad Rýnem a v Antverpách. Od roku 1636 působil ve službách hraběte Thomase Howarda z Arundelu, s nímž se dostal do Anglie. Za války z Anglie utekl, ale později se vrátil. Jeho syn zemřel při morové epidemii, dotkl se ho velký požár Londýna v roce 1666. I když většinu života prožil v cizině, zůstal Čechem a dával to najevo. Byl pohřben do společného hrobu pro zvláště nemajetnou chudinu na malém hřbitově při kostele sv. Markéty ve Westminsteru.

Hollar je autor realistických barokních leptů, mezi jeho časté náměty patří přírodní motivy, krajiny, veduty, mapy, portréty, městské prospekty, kroje a zátiší na volných listech i v souborech, vytvořil také pohled na Prahu podle svých kreseb z krátké návštěvy v roce 1636.

hollar Wenceslas_Hollar_-_Elephant_and_flowers_(State_2)bez kompr

Mládí

Pocházel z významné a majetné pražské rodiny, dodnes není zcela jisté jakého náboženského vyznání. Léta mládí Václava Hollara spadají na počátek třicetileté války. Otec Jan Hollar byl úředníkem na Pražském hradě a od roku 1600 mohl z rozhodnutí Rudolfa II. používat erb a predikát z Práchně (von Prachenberg). Jeho matka Markéta byla rodem z německé rytířské rodiny z Löwengrünu a Bareytu.

S prvními uměleckými pokusy začínal Hollar již dříve, ale rytí začal praktikovat až ve svých osmnácti pod vedením Aegidia Sadelera, v Bruselu narozeného grafika, který se do Prahy dostal za dob rozkvětu Rudolfova dvora. Mladý Hollar měl také možnost se seznámit s Rudolfovou kunstkomorou, která již v této době byla z části rozprodána nebo odvezena do Vídně. Z této doby pocházejí jeho kopie podle Dürera, kterého si Hollar velmi vážil. Hollarův otec jeho umělecké snažení nepodporoval a chtěl, aby se syn stal právníkem.[3]

hollar Wenceslas_Hollar_-_Lion_and_tulip kompr

První umělecká léta

V roce 1627, podobně jako řada dalších, opustil kvůli Obnovenému zřízení zemskému Čechy a odebral se do Německa. Hollar nejspíše neodešel z důvodů politických, ale spíše z existenciálních, kdy mu zahraničí dokázalo nabídnout lepší uplatnění. Ani náboženské důvody nejsou zcela vyloučeny, protože problematika Hollarova vyznání není dodnes zcela uspokojivě objasněna.[4] (k tomu níže sekce Hollarovo náboženské vyznání)

V Německu se Hollar usadil ve Frankfurtu nad Mohanem, kde se začal učit u nejvýznamnějšího mědirytce své doby, Matthäuse Meriana. Zde se podílel i na Merianově vrcholném díle Topographia Germaniae. Po roce 1630 na čas pobýval ve Štrasburku, v Mohuči a Koblenzi. Hollar byl jedním z prvních umělců, kteří začali soustavně zachycovat krajinu středního Porýní a stal se předchůdcem rýnského romantismu.

V roce 1633 se Hollar dostal do Kolína a zůstal tam tři roky. Zde v roce 1635 vydal svou první knihu rytin u Abrahama Hogenberga. V roce 1636 došlo k důležitému setkání s lordem Thomasem Howardem z Arundelu, který cestoval jako anglický vyslanec k Ferdinandu II., aby vyřešil problém s majetkovým vyrovnáním vdovy Alžběty, sestry krále Karla I. v oblasti Falce.

Arundel byl mimo jiné sběratel umění a Hollara si všiml při nákupu děl od Abrahama Hogenberga. Při cestě se zastavili například ve Frankfurtu, kde Arundel získal dalšího umělce, Henrika van der Borcht, který se stal blízkým Hollarovým přítelem. Dále navštívili Prahu, Vídeň a postupně procestovali celou střední Evropu. Stejného roku ještě při návštěvě dvora císaře Ferdinanda II. byl s pomocí Arundela Hollarovi polepšen erb a predikát po jeho matce, takže si mohl říkat „Hollar Prachenberger von Löwengrün und Bareyt“.[5] Když se jeho sponzor v roce 1637 vracel do Londýna, Hollar ho následoval a nakonec tam strávil větší část svého života.[6]

hollar wenzel hollar.wolf

Život v Anglii

Zpočátku žil Hollar v Arundlově domácnosti, kde se mohl postupně seznamovat s novým prostředím. Ačkoliv již jednou musel odcestovat ze své domoviny, pobýval stále převážně v německých oblastech, které byly v mnohém jeho domovu podobné, proto byl pro něj příchod do Anglie převratnou změnou. U Arundela pracoval především na zdokumentování jeho rozsáhlé umělecké sbírky, což mu umožňovalo být finančně nezávislý. Ve sbírkách se nacházela díla současníků jako byli Daniel Mytens, Peter Paul Rubens, Jan Lievens, nebo Anthonis van Dyck a Hollar zde dokumentoval i díla starších mistrů jako byl Leonardo da Vinci, Rafael, Parmigianino, Dürer, Hans Holbein mladší, Adam Elsheimer a další. Toto dílo má tím větší hodnotu, jelikož některé z těchto originálů zmizely a jsou známy jen z Hollarových kopií.[7]

Zároveň se zde učil anglicky od Margaret Tracy (ta se na oplátku od něho nechávala vzdělávat v kreslení a základech rytí), která byla komornou lady Alethee Howardové.[8] Dalším Hollarovým zájmem bylo proniknout ke královskému dvoru jako umělec. S tím však měl nemalé problémy, protože ohledně umění měl na dvoře hlavní slovo talentovaný vlámsky malíř Anthonis van Dyck, který nebyl Hollarovi nakloněn.[9] (van Dyck jakožto malíř oceňoval na rytectví odlišné hodnoty než Hollar, který byl především rytec a kreslíř)[10]

Hollar_k_0258_0001-1-0

V této době se v Anglii vyhrocovala politická situace a vznikaly dva tábory – těch, co podporovali krále na straně jedné a co reptali proti špatnému královskému vedení na straně druhé. Hollar se snažil být neutrální, ačkoliv ho jeho příslušnost k Arundelovu domu přiřazovala k royalistům. O tom svědčí fakt, že jeden z jeho prvních portrétů, které vytvořil v Anglii, patřil spisovateli a královu odpůrci Johnu Miltonovi, dalším z královských odpůrců byl Hollarem portrétovaný politik John Pym.[11] Vyhrocenost situace lze vidět na pádu králova oblíbence Thomase Wentwortha, prvního hraběte ze Straffordu, kterého Hollar poprvé portrétoval v roce 1640 ještě jako irského místokrále a v roce 1641 zdokumentoval proces s ním a jeho popravu.

Dne 4. července 1641 se Hollar oženil s komornou Margaret Tracy, s níž měl dvě děti – staršího Jamese a mladší dceru. V této době se setkal s Janem Amosem Komenským, který v Anglii do roku 1642 pobýval. Když v roce 1642 vypukla anglická občanská válka, Arundel se nevrátil z cest zpět do Anglie a právě v této době se Hollar dostal do služeb královské rodiny. Často se zmiňuje, že učil kreslit waleského prince a pozdějšího krále Karla II., což první tvrdil již Vertue, ovšem krátká Hollarova biografie vyšlá v Antverpách v roce 1649 toto zcela nepotvrzuje a zmiňuje, že byl ve službách vévody z Yorku, tedy Karlova mladšího bratra Jakuba II.[12]

V Antverpách

Hollar_k_0259_0001-1-0

První Hollarův životopisec a rytec George Vertue uvádí, že Hollar bránil spolu s royalisty Basing House a byl po jeho pádu v roce 1645 vojáky parlamentu zatčen, ale podařilo se mu uprchnout do Nizozemí. Ovšem z jiných pramenů je jasné, že Hollar byl v Antverpách již v roce 1644 a nemohl být tedy při pádu royalistické pevnosti.[13] V Antverpách se setkal s Arundelem, který však roku 1646 zemřel při cestách v Itálii. I ve Vlámsku se věnoval Hollar dokumentaci Arundelových sbírek, alespoň té části, kterou mecenáš stihl přesunout z Anglie na kontinent. Z této činnosti nakonec vzešly i vysoce ceněné tisky motýlů, hmyzu a mušlí. Nicméně Arundel mu již nedokázal zajistit nezávislost, takže se Hollar seznámil s řadou antverpských nakladatelů, z nichž nejdůležitější byl jeho pozdější přítel Jan Meyssens.[14]

Snažil se také vyvrátit tvrzení v této době již mrtvého van Dycka o tom, že Hollarovo dílo je překonané Rubensovou školou. Vytvořil proto řadu kopií obrazů tohoto talentovaného Vláma. O tom, že jeho snaha nebyla marná, může svědčit výrok Vertua, který Hollara označil za nejlepšího van Dyckova interpreta.[15] V této době se Hollar také mohl blíže seznámit s díly Hanse Memlinga, Huga van der Goese a Rogiera van der Weydena.[16]

V roce 1647 publikoval s nakladatelem C. Danckertsem celkový pohled na Londýn a v roce 1649 vyryl velký pohled na Prahu (vyšel v Merianově Topographia Bohemiae, Moraviae et Silesiae v roce 1650). Obě tato díla vyjadřují také určitý stesk po domově, s nímž souvisí i další známá rytina z této doby (1646) Dobrá kočka, která nemlsá. Tu si Hollar zřejmě udělal pro své potěšení, o čemž svědčí český popis, kterému těžko mohl někdo v Antverpách rozumět.[17] Nově tvořil sérii holandských lodí v přístavu, také oblečení a módu, například i rukávníky, které dobře na ztvárnění kožešiny ilustrují jeho cit pro detail.

Hollar_k_0263_0001-1-0

Rosyjska Wiki

Ва́цлав (Венцель) Хо́ллар (Голлар) (чеш. Václav Hollar; 13 июля 1607, Прага — 28 марта 1677, Лондон) — чешский график и рисовальщик.

Hollar_k_0267_0001-1-0 ceresCeres

Биография

После захвата Праги во время Тридцатилетней войны семья Холлара разорилась и Вацлав, намеревавшийся стать юристом, решил учиться на художника. Самые ранние его работы, дошедшие до нас, датируются 1625—1626 годами. Это небольшие гравюры, одна из которых — копия картины Альбрехта Дюрера «Мария с младенцем». Творчество Дюрера оказало сильное влияние на Холлара.

В 1627 году Холлар отправился во Франкфурт, где работал под руководством швейцарского гравёра и издателя Маттеуса Мериана Старшего, затем переехал в Страсбург, а в 1633 года — в Кёльн.

В Кёльне на Холлара обратил внимание известный коллекционер и любитель искусства Томас Говард (21-й граф Арундел), пребывавший в то время у двора императора. С ним Холлар посетил Вену и Прагу и в 1637 году прибыл в Англию, ставшую его домом на многие годы. Холлар проживал в доме графа, но работал не только для него, а вынужден был сотрудничать с издателями, от которых зависел.

Hollar_k_0279_0001-1-0

В первый год пребывания в Англии он создал для одного из продавцов гравюр величественное произведение «Вид Гринвича» длиной около 1 метра и получил за неё 30 шиллингов. Позже Холлар зафиксировал цену за свою работу в размере 4 пенсов за час и замерял время с помощью песочных часов. После начала в 1642 году гражданской войны (см. Английская революция) лорд Арундел покинул Англию и Холлар перешёл на службу к герцогу Йоркскому, переехав к нему вместе с женой и двумя детьми.

Вместе с другими деятелями искусства, Иниго Джонсом и Уильямом Фейторном, Холлар находился в замке Basing House (графство Хэмпшир), в котором укрылись сторонники короля Карла I во время осады (продолжалась до 1645 года). В 1643—1644 годы он написал несколько сотен гравюр, что говорит о его поразительном трудолюбии. Холлар был пленён, но позже либо бежал, либо был освобождён, присоединился к лорду Арундел в Антверпене и оставался там 8 лет (1644—1652). Это было время расцвета его творчества, он создавал прекрасные гравюры разных типов. В 1652 году он вернулся в Лондон и жил у гравёра Уильяма Фейторна около ворот Темпл Бар на западной окраине Лондона.

В последующие годы были изданы многие книги с иллюстрациями Холлара: «Вергилий и Гомер» Дж. Оджилби (John Ogilby, 1600—1676), «Ювенал» Р. Стэплтона (Robert Stapylton, ок. 1608—1669), «Warwickshire, St Paul’s and Monasticon» У. Дагдейла (William Dugdale, 1605—1686). Продавцы книг продолжали обманывать простодушного иностранца, претворяясь, что они откажутся от его работ, и вынуждая его снижать цену за свои работы. Восстановление монархии не привело к улучшению его положения, королевский двор не оказывал помощь Холлару. Во время чумы он потерял сына, который подавал надежды в искусстве рисования.

После разрушительного пожара 1666 года в Лондоне Холлар написал несколько «Видов Лондона». Возможно, что успех этих работ побудил короля в 1668 году отправить его в Танжер для создания видов города и фортов. Во время возвращения в Англию произошёл бой между судном «Мэри Роуз», на котором плыл Холлар, и семью алжирскими военными кораблями, запечатлённый Холларом для «Африки» Дж. Оджилби.

В Англии Холлар прожил ещё 8 лет, продолжая свою работу. В 1670 году он создал одну из лучших своих работ — большую гравюру с изображением Эдинбурга. Умер Холлар в нищете, не дожив несколько месяцев до своего 60-летия.

Hollar_k_0330_0001-1-0

Творчество

Холлар работал в технике офорта. Часто выпускал иллюстрированные серии. Разнообразие его работ впечатляет. Он создал около 2740 гравюр на разнообразные темы: виды городов, портреты, изображения кораблей, пейзажи, натюрморты, произведения на религиозные и геральдические темы, изображения женских костюмов, анималистические композиции. Его виды городов и архитектурных сооружений (таких, как соборы в Антверпене и Страсбурге) топографически точны и в то же время в них присутствует художественный замысел. Холлар мог создавать почти точные копии произведений других художников (например, изображение чаши по рисунку Андреа Мантеньи). Его «Theatrum mulierum» и другие сборники показывают с исторической точностью жизнь людей того времени. Созданные им портреты — область искусства, в которой он был несправедливо недооценён, — отличаются изяществом и художественной силой.

Почти полная коллекция работ Холлара хранится в Британском музее и в библиотеке Виндзорского замка. Первый каталог его произведений создан в 1745 году (2-е издание в 1759 году) Джорджем Вертью. В 1853 году Густав Партей (Gustav Parthey) и в 1982 году Ричард Пеннингтон (Richard Pennington) создали каталоги гравюр Холлара. Сейчас составляется новый полный иллюстрированный каталог для включения его в «Hollstein series».

Hollar_k_0434_0001-1-0satyr i podroznik

Hollar_k_0440_0001-1-0kogut i lis basnie ezopa Hollar_k_0443_0001-1-0 leśnik i niedzwiedz Hollar_k_0449_0001-1-0 orzeł i żuk Hollar_k_0462_0001-1-0 słonce i wiatr Hollar_k_0489_0001-1-0 Hollar_k_0476_0001-1-0 Hollar_k_0480_0001-1-0 Hollar_k_0486_0001-1-0 Hollar_k_0502_0001-1-0 Hollar_k_0498_0001-1-0 Hollar_k_0507_0001-1-0 juupiter Hollar_k_2483_0001-1-0 Hollar_k_2484_0001-1-0 tumblr_lz5ibp9RyJ1r3hvk9o1_1280 tumblr_m9uhw1FGNr1qe866ho1_500  Wenceslas_Hollar_-_A_peony_(State_3) kompr Wenceslas_Hollar_-_Aeneas_and_Charon kompr Wenceslas_Hollar_-_Harpa_major_Roding Wenceslas_Hollar_-_Neptune_and_Venus_(State_3)kompr Wenceslas_Hollar_-_The_bear_and_the_honey kompr

Świadomość: Wolni Ludzie przeciw światowym koncernom farmaceutycznym.

Posted in nauka, Polska, Słowianie by bialczynski on 26 Grudzień 2013

doktor-zakladajacy-biale-rekawiczkiMoże to niestety niezbyt świątecznie, ale będziemy mieli do końca roku wiele okazji na zamieszczenie lżejszych tematycznie artykułów. Wiem, że ciężkie jedzenie i raczenie się trunkami bardziej „sprzyja” trawieniu niż myśleniu, jednak nigdzie w żadnej Biblii ani katechizmie, ani w książeczkach o dobrym wychowaniu, dawniej Savoirvivre  nie jest powiedziane (przynajmniej na razie), że myślenie w święta jest zabronione.

Złamaliśmy w wigilię zwyczaj publikacji bezproblemowych, leciutkich, „pokojowych”, pojednawczych artykulików i łamiemy dalej oportunistyczne obyczaje typowe dla Lemingów, zwane niesłusznie mieszczańskimi. Póki co przeczytajcie więc najnowszą serię artykułów u Astromarii.

Miałem zamiar opublikować dzisiaj artykuł o świadomym i podświadomym działaniu magii spożywania zamkniętego w pokarmach ciała i ducha bóstwa przy okazji uczty wigilijnej, ale temat Przymusowych Szczepień ma dla Wolnych Ludzi i Wolnej Polski zupełnie inną, zasadniczą wagę.

Wolność od przymusu szczepień, czy wolność od przymusu obowiązku szkolnego  w szkołach publicznych, są to jedne z tych postulatów Programu Wolnej Polski, których realizacja jest w przyszłości niezbędna.

Pamiętajmy też  nieustannie, że w Internecie istnieje zalew artykułów medycznych sponsorowanych przez światowe konsorcjum farmaceutyczne, czy przez grupy medycznego nacisku, więc strony takie jak poniższa są dla Wolnych Ludzi szczególnie ważne. Istnieje też terror reklamy, skierowanej do kobiet i dzieci w pop-propagandowych mediach i w Internecie. Gdy dotyczy on medycyny kosmetycznej, czy środków kosmetyki i higieny nie jest to tak groźne, jak kiedy dotyczy zdrowia naszych dzieci i kiedy ma charakter terroru Rozbójniczego Państwa opanowanego przez bezmyślną biurokrację, lub biurokrację skorumpowaną przez międzynarodowe koncerny.

Ciąg dalszy tego 5-cio częściowego artykułu na stronach Astromarii: 

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-2/

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-3/

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-4/

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-5/

CB

i-upixx-rekawice-dzersejowe-biale-meskie

Dr Andrew Wakefield ma rację – autyzm!!! #1

Posted on 15/12/2013 by astromaria

Źródło: PrisonPlanet

Dr Jerzy Jaśkowski

Od kilku lat mas media wszelkiego rodzaju starają się zniszczyć osiągnięcia dr Andrew Wakefielda – A.W.. Najciekawsze, że najczęściej brudną robotę wykonują podstawieni dziennikarze dla kilkuset dolarów, euro, złotych. Nic dziwnego, że potem obserwujemy taki alkoholizm lub narkomanię w tych zawodach. Pan Doktor A.W. zajmował się tylko i wyłącznie zaburzeniami układu pokarmowego dzieci. I miał pecha. Większość jego podopiecznych w pewnym okresie stanowiły dzieci z rozpoznaniem autyzmu. Poniżej trochę historii skrzętnie ukrywanej przed polskimi czytelnikami i przede wszystkim polskimi lekarzami. Jak to staram się udokumentować od 20 lat w Polsce nie ma już czasopism medycznych. Wszelkie wydawnictwa są „obsługiwane” przez przemysł. Czasopisma medyczne od co najmniej 1990 roku są po prostu tubami reklamowymi przemysłu. Jak to podał Richard Smith- redaktor jednego z najbardziej prestiżowych, swego czasu, czasopism medycznych Brithish Medical Journal – ”wszystkie czasopisma medyczne są kupowane lub co najmniej sprytnie wykorzystywane przez przemysł farmaceutyczny”. W Polsce nawet biuletyny Izb Lekarskich są tubami reklamowymi przemysłu. Więcej znajdujemy w nich reklam aniżeli materiałów krytycznych. Nawet takie czasopisma jak Polski Tygodnik Lekarski są już tubami Merck, czy też Medycyna Praktyczna – GSK.

W takiej sytuacji pewne informacje dochodzą do lekarzy z bardzo dużym opóźnieniem, przeciętnie 20- 50 letnim. Opóźnienie to jest szczególnie widoczne i istotne w przypadku sprawy marketingu preparatów medycznych. Niestety większość personelu Służby Zdrowia nie zdaje sobie sprawy z faktów. Konkretnie już w 1992 roku redakcja Annales of Medicine postanowiła sprawdzić jakość reklam zamieszczanych w czasopismach medycznych. Okazało się, że aż 57% tych reklam nie miało żadnej wartości edukacyjnej. A 44% wprowadzało w błąd lekarzy powodując mylne przepisywanie leków, tylko 28% było użytecznych. Nawet FDA w okresie 1997- 2002 wystosowało 88 pism oskarżających firmy o naruszanie zasad reklam. Niestety Annales of Medicine musiało zaprzestać dalszych prac ponieważ zagrożono wycofaniem reklam wartości 1 500 000 dolarów. Inną podobną sprawą było zakazanie publikacji pracy naukowej o leku w Transplantologii i Stacji Dializ przez dział marketingu tego wydawnictwa. Jak się okazało to właśnie dział marketingu decydował co się publikuje w czasopiśmie, a czego nie wolno publikować ponieważ jest sprzeczne z umową zawartą z reklamodawcami. Często stosowanym sposobem dezinformacji środowisk medycznych jest przedrukowywanie innych publikacji czasami będącymi tylko referatami na zebraniach. Takie stosowanie przedruków jest szczególnie częste w np. Medycynie Praktycznej. Wg Richarda Smitha daje to redakcjom ponad 100 000 dolarów zysku rocznie. Jak podaje dr Marcia Angel, były redaktor naczelny New ENGLAND JOURNAL of MEDICINE, w wydanej w 2004 roku, publikacji pod tytułem ”Prawda o firmach farmaceutycznych: jak one nas oszukują i co z tym robić” firmy farmaceutyczne wydały tylko w jednym roku ok. 6 miliardów dolarów na „drobiazgi” dla lekarzy. Oczywiście nie podlega dyskusji, że za te drobiazgi musieli zapłacić pacjenci czyli podatnicy, poprzez wyższe ceny leków. Wiadomo, że ok 30% ceny leków to reklama. Dlatego wprowadzono przymusowe ubezpieczenia i centralną dystrybucję np. szczepionek czy leków refundowanych. Zdziwienie budzi tylko fakt, że te reklamowe z założenia czasopisma mają poparcie Ministerstwa Zdrowia w postaci nadawanych tzw. punktów edukacyjnych. Każdy lekarz, jeżeli chce awansować musi zdobywać punkty np. poprzez kupowanie tych reklamówek.

Dr David L.Sacken z Centrum Edukacji w Ontario i dr Andrew Doxman, Dyrektor Departamentu Zdrowia, w dowcipny sposób opisali w artykule pt. „NIERZĄDNICY – JAK OSIĄGNĄĆ POZYTYWNE WYNIKI bez podawania prawdy”, czyli jak pisać prace naukawe, aby nie podawać prawdy lub oszukiwać nie narażając się na kłopoty. Można to robić np. poprzez dobór odpowiednio małej grupy porównawczej, zamiast placebo stosować inne preparaty co np. nagminnie robi sekta szczepionkowców. itd.

Dzisiaj redaktorzy czasopism medycznych oceniają, że aż 95% tzw. niezależnych recenzentów prac naukowych jest związanych z przemysłem w taki lub inny sposób. Jest to tak pospolity proceder przekupstwa i łapówkarstwa, że wspomniany powyżej NEJM zrezygnował już w 1992 roku z poszukiwania obiektywnych recenzentów ogłaszając, że nie może znaleźć recenzentów będących do zaakceptowania przez ośrodki branżowe przemysłu. Taki recenzent w NEJM zarabia dodatkowo ok. 10 000 dolarów rocznie, ale jeżeli jest szczególnie „pracowity” to może zachapać nawet do 50 000 dolarów rocznie, bez żadnych „negatywnych” skutków dla swojego wizerunku ponieważ sprawy te są tajne. Czyli opinia publiczna nigdy się o niczym nie dowie. Przykładem jest jeden z onkologów z pomorskiego, który w dwa lata zarobił, wg Gazety Wyborczej 40 milionów złotych. Sami musicie się domyśleć PT Czytelnicy: za co! Stąd tylu pracowników naukowych w Polsce pracujących na kilku etatach, a patentujemy tylko ok. 100 nowych wynalazków rocznie. Przypominam nawet Korea Pł. ma ok. 14500 wynalazków rocznie. Także notowania polskich uczelni są na dobrych miejscach od końca. Politechnika Wrocławska na 21000 kwalifikowanych wyższych uczelni zajmuje miejsce jako 19 000 któraś tam. Podobnie uczelnie łódzkie czy szczecińskie.

Firmy farmaceutyczne opanowały także internet. Firma Merck płaci np. witrynom internetowym olbrzymie sumy. Spółka Medscape LLC spółka zależna od WebMD Zdrowie w okresie od 2008 roku do 2012 roku otrzymała od Mercka 3 592 850 dolarów. Nie tylko Web MD otrzymuje takie kwoty. Podobnie inne firmy farmaceutyczne dbają o zadowalanie witryn. Przegląd tzw. niezależnych witryn „medycznych – naturalnych metod leczenia itd” wskazuje, że są one kryptoreklamami firm farmaceutycznych. Przeprowadzone przez mnie badania wykazały, że podawane na tych stronach informacje medyczne są doskonałe co do formy, a zupełnie fałszywe co do treści. Podobnie tajne opinie wprowadzono już przed laty w kraju nad Wisłą. Dobór recenzentów i kryteria tego doboru nadal pozostają ściśle tajne. Autor pracy nie dowiaduje się kto ocenia jego publikację. Pamiętam śmieszne zarzuty będące podstawą odrzucenia pracy przez redakcję, np. recenzent twierdził, że publikacja zawiera niezrozumiałe zwroty w rodzaju „kohorta badana” i kohorta porównawcza ponieważ pojęcie kohorta odnosi się do oddziału rzymskiego, a nie jest stosowane w medycynie. Po kilku miesiącach pojawiła się w czasopiśmie, praca podobna z ośrodka recenzenta.

Trochę Historii

W tym kontekście należy przyjrzeć się „sprawie” dr Andrew Wakefielda. Smutna rzeczywistość, czyli jak konsorcjum urzędników państwowych i przemysłu niszczy lekarza. Już po pierwszych szczepieniach nową potrójną szczepionką MMR rodzice zauważyli niepokojące objawy występujące u szczepionych dzieci. Dzieci “ginęły” zamykały się w sobie. Szczepienia przeciwko odrze – chorobie wirusowej – prowadzono już w latach 60 np. we Francji w 1968 roku. W Wielkiej Brytanii w latach 80 – tych ubiegłego wieku. Wyszczepialność [brzydkie pojęcie mające informować bankierów ile pieniędzy pozostało jeszcze do zebrania z danego rocznika dzieci. Czyli czy warto nasilić reklamę szczepień czy też koszty reklamy będą wyższe aniżeli zysk, że sprzedaży szczepionki], wynosiła tylko 53%. Było więc się o co bić. Do 100% jeszcze daleko!. Wprowadzenie nowej potrójnej szczepionki i pojawiające się powikłania po szczepieniu, mogły jeszcze bardziej utrudnić ściąganie pieniędzy z rynku szczepień. Powikłania były tak istotne, że ok. 1991 roku rodzice wystąpili z pozwem zbiorowym przeciwko producentowi. W W.Brytanii przysługuje w takiej sytuacji pomoc prawna. I tutaj nagle, pięć lat po złożeniu pozwu zbiorowego [tak, tak, nie tylko w Polsce sądy działają wolno] jakiś lekarz z szpitala Royal Free Hospital ośmiela się twierdzić, że po szczepieniu u dzieci występuje stan zapalny jelit. I w dużej części dotyczy to dzieci z rozpoznanym autyzmem. Dr A. Wakefeld w celu zbadania zaburzeń ze strony przewodu pokarmowego u dzieci wykonał podstawowe badania, czyli kolonoskopię [wsadził rurkę do pupy aby zobaczyć czy jelito jest prawidłowe czy też ma np. owrzodzenia]. Jest to badanie wykonywane rutynowo w takich przypadkach przewlekłych zaburzeń ze strony przewodu pokarmowego, żylaków odbytu, krwawień etc. Cała sprawa jest doskonale przedstawiona w wielu publikacjach internetowych i świetnym filmie pt. „Usłyszeć ciszę”.

Nie ma potrzeby opisywania jej po raz kolejny. O wiele ciekawsze jest to co dziwnym trafem usiłuje się ukryć. I tak praca ponad 5 letnia dr Wakefielda i jego 12 kolegów została opublikowana dopiero w 1998 roku. W tym czasie‚ wyszczepialność na MMR doszła w wielkiej Brytanii już do 87%, czyli w ciągu ok. 10 lat podniosłą się o prawie 30%. Proszę to pomnożyć, przez te kilkadziesiąt funtów i kilkaset tysięcy dzieci rocznie. Ładna kwota. Ale w kolejnych 5 latach‚ wyszczepialność podniosła się tylko o 5% tj. do 92%. I to było to, co zaniepokoiło producentów szczepionki czyli firmę Merck, między innymi wydawcę Polskiego Tygodnika Lekarskiego, dawniej wielce szanowanego biuletynu lekarskiego. Jeszcze większy popłoch powstał, kiedy w kolejnych 5 latach „wyszczepialność” spadła do 82%. No tego to już nie mogli podarować jakiemuś tam doktorkowi. Rozpoczęła się nagonka na całego.

Po pierwsze, wynajęto dziennikarza Briana Deer do ataku na dr Wakefielda i jego kolegów. Większość z pośród nich, na te ataki, okazała się mało odporna i wycofała się z dalszych badań. Ministerstwo na wszelki wypadek obcięło wszelkie fundusze na dalsze badania potwierdzające lub wykluczające związek szczepień z stanem zapalnym jelit. Wymaga podkreślenia fakt, że w swojej pracy dr Wakefield podkreślił cyt: „nie udowodniliśmy związku pomiędzy szczepionką MMR a autyzmem”. Było to wybitne, można tak nazwać, asekuranctwo PT Autorów tej pracy, ponieważ na 12 przeprowadzonych badań 11 dzieci cierpiało na rozpoznany wcześniej autyzm. Poza tym wiadomo, że po szczepieniu dziecko „sieje” wirusami poprzez układ oddechowy do ok. 3-4 tygodni, a poprzez przewód pokarmowy przez ok. 5-8 tygodni, zakażając sąsiadów. Wiadomo np. z epidemii kokluszu w żydowskiej szkole w N.Jorku w 2009 roku, że epidemia czyli 3501 chorych, wystąpiła u dzieci prawidłowo zaszczepionych. Wiadomo także, z podstawowych podręczników medycznych, że 75% przeciwciał znajduje się w przewodzie pokarmowym, a nie we krwi. Tak więc podawanie szczepionki bezpośrednio do krwio- obiegu pomija cały naturalny system obrony człowieka. Wiadomo także, z tych samych podręczników, że większość bo aż 70% synaps nerwowych jest w układzie pokarmowym, a tylko 25% w centralnym Układzie Nerwowym CUN. Wiadomo także, że po „normalnym” przechorowaniu odry czasami dochodzi do powikłań tj. do zapalenia właśnie CUN. Czyli istnieje pewne powinowactwo wirusa do układu nerwowego. Różnica jest podstawowa pomiędzy szczepieniem a przebyciem choroby. Przebycie choroby daje odporność do końca życia, a szczepienie tylko na kilka lat, o ile w ogóle daje odporność.

Toksyczne szczepienia. Wywiad z doktorem Jerzym Jaśkowskim.

Na razie brak jakichkolwiek prac naukowych wykonanych zgodnie z zasadami medycyny dowodów, potwierdzających hipotezę, że szczepienia zapobiegają chorobie [czyli odpowiednia grupa badana, grupa kontrolna i obserwacja przez dłuższy czas]. Wręcz przeciwnie, historia medycyny ostatnich 200 lat wskazuje jednoznacznie, że epidemie, poczynając od słynnej „hiszpanki- 1918/20”, wybuchają w środowisku zaszczepionych, najczęściej bezpośrednio po szczepieniu. Stąd ciągłe zwiększanie częstotliwości dawek i jednocześnie zysków koncernów. Najpierw się wmawia ludziskom, że szczepienie go zabezpieczy przed zachorowaniem, a potem wmusza kolejne dawki, ponieważ jak się nie zaszczepisz po raz drugi, trzeci czy dziesiąty to zachorujesz, a my umywamy ręce. Przecież mówiliśmy, że musisz pobrać jeszcze dawkę przypominającą. No i oczywiście nam musisz dodatkowo zapłacić, przecież wiesz głupi ludku, że pieniądze się wydaje i zawsze ich brakuje.

cd:

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-2/

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-3/

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-4/

http://astromaria.wordpress.com/2013/12/15/dr-andrew-wakefield-ma-racje-autyzm-5/

Jeździectwo Rękawiczki bawełniane białe XS

Zobacz też:

Zabijanie pacjentów w imię naukowej medycyny jest sztuką lekarską, a skuteczne przywracanie zdrowia metodami naturalnymi jest przestępstwem

– autor: Astromaria

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)
Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi

nowe przygody okładka

Lukrecjowa Lanckorona latem, z Wołaniem Słońca na Górze Zobrach

Posted in Polska, przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 25 Grudzień 2013

DSC00715 kompr lancZwykle z okazji Święta Światła Świata, Kraczuna, Zimowych Dzikich Łowów na  BodRAKa- Bedrika/Jasną Bożą Krówkę Słoneczną, która będzie górować w Święto Kresu – 26 czerwca gdy Słońce wejdzie w znak RAka, przedstawiałem lukierkowe malarstwo, coś bardzo kolorowego i łagodnego oraz uładzonego, pięknego, spod znaku sztuki.

DSC00724lanc komprTym razem pokażę wam Lukrecjową Lanckoronę, miejsce z którym jestem związany od dzieciństwa, od 6 roku życia.

DSC00722lanc komprDawniej bywałem tutaj regularnie na wszystkich wakacjach i feriach zimowych, a więc przez 3 miesiące w roku, teraz bywam przez kilka dni zaledwie, ale nadal niesłychanie często.

DSC00716 lanc komprUdało mi się tego lata zrobić wyjątkowo piękne zdjęcia, jednakże z żalem musiałem je skompresować żeby się jako tako ładował ten nasz blog na wasze komputery.

DSC00717 lanc komprMoże jednak przynajmniej tym sposobem udało mi się część tego piękna  przenieść dzisiaj do waszych domów.   

DSC00721lanc komprTak fantastycznie wygląda nasza ziemia ojczysta, nasza Polska, ten jej fragment, który leży w Górach Harów, w Harpątach-Karpatach, w tym ich fragmenccie który nazywamy Górami Biesów (Beskidami – Bieskim  Dewanem/Dawanem/Dywanem – Górami Dziwych Biesów/Biesów-Dziewych).

DSC00718lanc komprCiągnie się ona jednak ta nasza Polska/Słowiańszczyzna, od Widjuszu-Indusu i Gęgawy-Gangesu, przez Koszmir-Kaszmir, Dach Świata z Karą Koroną – Karakorum, od Kończudzi-Kamczatki, przez Siewierz-Syberię, od Gór Panów – Uralu po Panonię (Bołotonie-Balaton) i Dunaj, aż nad Morze Sporów- Morze Środka (Śródziemne), i po rzekę Lech oraz Jezioro Body – Bodeńskie, zwane dawniej Wenedzkim, poprzez Bałkany i Morze Ciemne (Czarne) po Kaukaz i Alby – Alpy (Góry Białych i Czarnych Kauków-Alków-Albów).

DSC00720lanc komprGdzie nie popatrzycie jest taka piękna właśnie jak tu na tych zdjęciach. Kto nie wierzy niechaj bierzy na Czarny Pas po prawej, do działu Przyroda Królestwa SIS, i tam sobie do woli poszpera.

DSC00719lanc kompr

Cuda, cuda obwieszczają i objawiają się tamże na Czarnym Pasie cuda, cuda przyrodzone, cuda nie wymyślone ani zmyślone, Cuda Przyrody, najzwyczajniejsze w świecie w tym naszym Kaganacie SIS, który się ciągnie przez pół świata.

DSC00723lanc kompr Zobaczcie też na zbliżeniach jaką niesamowitą energią było naładowane powietrze tego lata. Światło po prostu rozrywa te zdjęcia, przynajmniej sześć z nich będzie bez kompresji, byście mogli je sobie rzucić na pełny ekran i dotknąć głębi tej energii bijącej z Kosmosu, przefiltrowanej przez Płaszcz Naszej Matki Ziemi i Pani Siedliska/Przyrody, na pożytek wszystkiego co Żywe na naszej planecie.

DSC00788lanc komprKawiarenka – tak się tu odpoczywa

Wierzajcie mi, że to tylko skromniusieńka część olbrzymiego dziedzictwa, które w tej małej wioseczce podkrakowskiej przetrwało do dzisiaj mimo zniszczeń jakie zobaczycie na zdjęciach, zniszczeń dokonanych przez PRL.

DSC00789lanc komprWęsiorki u sufitu, czyli trójkątne chorągiewki – staniczki (staniczki – małe stanice, święte chorągwie, słowo stanik stąd pochodzi – trójkątne kawałki materiału na piersi). Buddyjskie chorągiewki trójkątne to to samo co prasłowiańskie (scytyjskie, stepowe, tatarskie, mongolskie, syberyjskie) węsiory – proszalne wstęgi, które mają na sobie tylko barwę odpowiedniego boskiego tynu, nie mają zaś żadnych zapisów.

lanckorona2 Proszalne wstążki z zapisem, które wiesza się na drzewach świętych – to Bajorki (Baja – zapis na Materii Świata). [foto Kira Białczyńska: http://prosterzeczy.pl/2013/10/12/bajkowa-lanckorona/]

Jest to też tylko marny wycinek tej wsi polskiej, tego słowiańskiego cudu, jaki ująłem obiektywem będąc osobą zbyt obytą z tutejszym pejzażem by eksponować banały takie jak kościół, kapliczki, skanseny, galerie sztuki i rękodzieła czy tym podobne miejsca, które na was tutaj czekają.

DSC00724lanc kompr

Dodam też , że to tutaj jako dziecko patrzyłem ze zdziwieniem na gmach Straży Pożarnej z drewniana wieżą zwieńczoną KOGUTEM Słowiańskim i zastanawiałem się po raz pierwszy w życiu, co też ten kogut może u nas Słowian w opowieściach znaczyć, skoro jest taki ważny, żeby go tam umieścić. Kur Ognisty na wieżycy Wojów Ognia. Znak/Ptak Swaroga.

DSC00726lanc kompr2 Znajdź wiele – x – kotów. Ile ich jest? Znajdź kury i świnki i trzy łepetynki.

Niestety drewniana wieża nie przetrwała socjalizmu polskiego, jak i wiele tutejszych przedwojennych pensjonatów z basenami i bajecznymi arkadami.  Z wielu z nich jako tako zachowały się pensjonaty Lorenców (Zamek, Zbyszko) i Willa Bajka – GĄSIORÓWKA, jak zobaczycie NA ZDJĘCIACH, to totalna ruina, innych, jak Pod Różą, czy Domek Pod Blachą nie ma już w tym kształcie w jakim były kiedyś, albo też nie ma ich w ogóle.  Szkoda, ale ważne, że wróciło tu życie i normalność.

DSC00727lanc komprSztuczny kot pojedynczy, przydrożny oraz irysy/kosaćce – kwiaty Przepląta.

DSC00728lanc komprZnajdź pszczołę

DSC00730lanc kompr

DSC00729lanc kompr

DSC00731lanc kompr

DSC00732lanc kompr

DSC00734lanc kompr

DSC00737lanc kompr

DSC00736lanc kompr koty 2Znajdź trzy koty

DSC00739lanc kompr

DSC00740lanc bez kompr

Widok na Beskid Myślenicki (koniecznie powiększ) bez kompresji

DSC00741lanc bez kompr widok beskid myślenicki

(kliknij) – (koniecznie powiększ) bez kompresji

DSC00742lanc kompr

DSC00744lanc kompr bajka i kot

Kot z widokiem na willę Bajka

DSC00746lanc kompr

Ogrody

DSC00747lanc komprBiały Czarny Bez – 2 czerwca 2013

DSC00748lanc komprZnajdź psa

DSC00749lanc kompr gąsiorówkaZrujnowana Gąsiorówka

DSC00750lanc komprNasz pokoik z balkonem na Beskid Myślenicki w Willi Zamek Lorenca

DSC00751 lanc bez komprWidok z pokoiku na spieniony ogród i Beskid Myślenicki (kliknij) – (koniecznie powiększ) bez kompresjiDSC00752lanc kompr zamek lorenca

Wejście do „Zamku”DSC00753lanc święte drzewo przy gąsior i zamek i bajkaŚwięta akacja nasycona słońcem – skrzyżowanie między willami Zamkiem, Gąsiorówką i Bajką a drogą do Źródeł w lesie (niestety nie da się z nich pić tak jak dawniej)

DSC00754lanc kompr

DSC00755lanc kompr

DSC00756lanc komprŚwięty grochodrzew (akacja) – dwadzieścia pni

DSC00757lanc kompr

DSC00758lanc kompr

DSC00759lanc kompr grochodrzewOdchodzimy w stronę Bajki i Góry Zobrach (Lanckorońskiej, Zamkowej)

DSC00760lanc bez komprOd Gąsiorówki na Beskid Myślenicki (koniecznie powiększ) bez kompresjiDSC00761lanc kompr

DSC00764lanc komprZamek Konfederatów Barskich na Górze Zobrach – Niebo eksploduje energiąDSC00765lanc komprTo co z niego zostało po PRLu, pamiętam dwie wieże, dzisiaj nie ma żadnej, pamiętam kolorowe traszki w fosie zamkowej z nenufarami – dzisiaj jest tylko błocko i murecek – wejście wzbronione.DSC00766lanc kompr

DSC00767lanc bnez kompr beskid żywiecki kalwaria wadowiceOd Zamku widok na Beskid Żywiecki (Kalwaria, Wadowice) – koniecznie kliknij i zobaczysz święty klasztor na Świętej  Górze Bugaj, gdzie często się modlę do moich pogańskich bogów – bo Góra Bugaj jest Górą Naszego Boga Gajów – Bugaja-BelbukaDSC00768lanc kompr

DSC00769lanc komprKliknij, jeszcze jedna szansa na Górę Bugaj. Gdzieś tam za nią na Świnnej Porębie postawimy nasz Ośrodek Myśli Słowiańskiej – ten krakowski – nad Jeziorem w Świnnej –  KOSMOS (Krakowski Ośrodek Słowiańskiej Myśli Obrzędowości i Świadomości)

DSC00771lanc bez kompr

DSC00772lanc kompr   DSC00775lanc kompr wołWołanie Słońca (Anna)

DSC00778lanc bez komprOstro „wołamy Słońce”

DSC00779lanc komprTyle zostało z Willi Pod Różą – dziura po przedwojennym basenie

DSC00780lanc komprWołanie Słońca

DSC00773lanc wołanie bez kompr(koniecznie powiększ) bez kompresji – eksplozja energii

DSC00774lanc woł bez kompr(koniecznie powiększ) bez kompresji

DSC00776lanc woł bez kompr(koniecznie powiększ) bez kompresji

DSC00781lanc kompr

DSC00782lanc komprPod Świętą Lipą – pamiętam olbrzymią lipę na ulicy Jagiellońskiej – niestety nie istnieje, ratowała mnie babcia jej kwiatami od przeziębienia. Latem żerowały na niej tysiące pszczół. Miód lipowy był super. Kiedy tutaj przyjeżdżałem jako dziecko chłopi orali jeszcze wołami. Po sąsiedzku był dom, w którym byk zabił gospodarza przygwoździwszy go do bramy rogami. Tutaj pasałem z chłopakami krowy, zapaliłem pierwszego papierosa. Tutaj jako dziecko biegałem po ogniu, z moimi rodzicami, chłopakami i ich rodzicami, chłopami lanckorońskimi. Ich ojciec był tu kowalem, a stryj znachorem.   DSC00783lanc bez kompr wołanieWidok od Kościoła na Beskid Myślenicki (koniecznie powiększ) bez kompresjiDSC00784lanc komprTutaj stał piękny dom który się całkowicie zawalił, poskładał go właściciel Belmebu, pan Pająk, pozbierał zabytkowe sprzęty drewniane z okolicy i zrobił sobie z niego wypoczynkowy pokój w biurach firmy – to doskonała reklama dla firmy meblowej i rzadki przykład zupełnie prywatnej inicjatywy ratowania dziedzictwa.  Tacy żyją tutaj ludzie. Tylko trzeba im dać szansę to uratować. 30% przedwojennej Lanckorony niestety już nie istnieje, i to tej najpiękniejszej.DSC00785lanc kompr

RynekDSC00786lanc kompr

Rynek DSC00787lanc kompr

I jeszcze, zapraszam na drugą porcję lodów i domowe ciasto. Psy mile widziane.

lanckorona1foto Kira Białczyńska [http://prosterzeczy.pl/2013/10/12/bajkowa-lanckorona/]

Z wyjątkiem zdjęć podpisanych inaczej, foto całości CB

Akcja billboardowa „ON nadchodzi”, czyli „Opowieść wigilijna” o hipokryzji w XXI wieku.

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 24 Grudzień 2013

764831_adwent_PL_34Wiem, że temu plakatowi przyświecała szczytna idea ochrony życia poczętego i z drugiej strony nawiązanie do Narodzin Światła Bożego. Nie zwalnia to nikogo od myślenia, zanim się coś zrobi. proszę nie traktować tego artykułu jako atak na tę konkretną organizację. Ten plakat po prostu wpisuje się w Zeitgeist i Znaki Czasu 

Zaledwie cztery dni temu napisałem  ten tekst:

Pisałem wam nie tak dawno o przelocie Trzech Komet, w tym słynnej komety Ison C (Iscon/Iskon) i powiązaniu tego faktu z ostrymi zmianami, gwałtownymi zjawiskami na Ziemi. Pisałem też, byście obserwowali pilnie co przyniesie czas Świąt, czyli czas Narodzin Światła Świata w roku 2013. Ów czas właśnie się rozpoczął i przybrał formy zgodne z zapowiedzią,  szczególnie intensywne, wręcz gwałtowne. Oto wczoraj , dnia 17 grudnia mieliśmy Pełnię Księżyca i jednocześnie Pierwszy Dzień/Noc SłońceStania. Z 17/18 grudnia dzień był najkrótszy a noc najdłuższa, jednocześnie zaś zatrzymał się proces dalszego skracania dnia i wydłużania nocy.

pełnia grudzień 2013Jak widzicie na obrazku, po Księżycu Garbatym w samą tzw. Wigilię Bożego Narodzenia, czyli Narodzin NOVEGO Światła Świata rozpocznie się tzw. Ostatnia Kwadra, która potrwa 3 dni do 26 grudnia. Jeśli komuś by się chciało powinien sięgnąć sobie teraz do kalendarza wschodów i zachodów Słońca, żeby zobaczyć, iż od wymienionej nocy z 17/18 grudnia przez 9 dni trwa zmaganie Światła i Ciemności, Dzikie Łowy na rodzące się Światło BytRa (Bedrika, Byd-RAnkę, Bydełko Boże, Biedronkę). W tym dynamicznym zmaganiu trwa przez 9 dni równowaga, a w nocy z 26/27 grudnia “dzień rusza”. Zaczyna przybywać Dnia, Noc zaś zaczyna się od tego momentu skracać. Kto chce to mieć bardzo wyraźnie udokumentowane powinien sięgnąć do czasów sekundowych wschodów i zachodów Słońca (minutowe są zbyt przybliżone). To jest CZAS właściwych NaROdzin RA (RO-d RA), czas Święta Narodzin RA – Światła Świata – ROdzenie-RA. Oto więc mamy RORAty – pogańskie zabiegi magiczne (zabiegi mocy, mogtu, mogtowiji), msze o świtaniu w kościele podczas adwentu, przyswojone przez chrześcijaństwo, a sprowadzające i wspomagające  Światło Świata w jego Narodzinach. RORAty według “przenajświętszych” wyjaśnień Kościoła Katolickiego  oznaczają, cytuję:

Roraty, msza roratnia – pierwsza msza o wschodzie słońca w okresie adwentu. Jest to msza wotywna do Najświętszej Maryi Panny.Nazwa mszy pochodzi od jej introitu, który zaczyna się od słów „rorate cæli desuper” („spuśćcie rosę niebiosa”). Charakterystycznym elementem rorat jest zapalanie świecy. Świeca ta (roratka) umieszczana jest w pobliżu ołtarza jedynie w adwencie. Symbolizuje Najświętszą Maryję Pannę. Współcześnie z uwagi na udział dzieci i młodzieży roraty odprawia się często wieczorem. W niektórych parafiach dzieci przychodzą na msze roratnie z zaświeconymi lampionami. Dawniej msza odprawiana była codziennie, również poza okresem adwentu. Jak silna była tradycja mszy roratniej w dawnej Polsce, świadczyć może kapela rorantystów na Wawelu.”

Oto jak pięknie, jakby “celowo” w roku 2013 zbiegają się nam Pełnia Księżyca, SłońcaStanie i Odrodzenie Światła, czyli K-RA-czun (Ku RA – [ wiodący – za]CZYN).  Zaczynem owym jest ISK-RA. Słowo Iskon (początek i koniec, zaczątek) już tłumaczyłem w tamtym artykule, tu macie inny jego wymiar, prawdziwie magiczny i prawdziwie starożytny. Tak, starożytny! Dowodem jest, to że został ów przekaz zawarty w naszym obrzędowym, ludowym słownictwie NIEUCZONYM.

Jak widać tradycja chrześcijańska zerżnąwszy go z naszej Rodzimej Wiary Słowian werbalnie, wraz ze skalpem warstwy słownej, semantycznej, wpierw od sanskrytu i perskiego do hebrajskiego, do greki i łaciny, zdążyła już o tym fakcie sto razy zapomnieć. Cóż, mieliśmy czas kalijugi więc ciemność rzucona w ludzkie umysły sprawiła, że “łatwy” stał się ów proces “zapominania” źródeł i tradycji. “RORATE CAELI DESUPER”, czyli “Spuść ROSĘ lub RASĘ  o Pani Niebieska – Pani Nieba, Ma(jąca) RA – Majo RAjo, Ma-RA-jo (Mająca, Rająca, Dająca), Wielka – MAJ (ąca) OR. Oro, orzenie, Z-ORA-nie – wiemy o co chodzi prawda? Anglosasi i Niemce (Słowiano-Celtowie) powiadają, że zaczyna się nowy Jar, OR – oro – jądro, orzech/orjeh-rag – ziarno, jary-jarzęcy-jurny – świeży, nowy, odrodzony – jar-uwity (niem. jahr, norw. år, ang. year, hol. jaar). Po francusko-romańsku zaś mówi się année (rumuńskie an), czyli Nowy Księżyc – ANU/NU/AN/ON (Nuw-Nów), AN-Czudo (Anczutka, An Czur, Ono Czudo, Czuryłło, Una, L-UN-a, Ł-Una, On), Pierwszy Nów. Oto jak pięknie, jakby samo z siebie, układa nam się Noworoczne Obdzieranie Świata z Masek Zakłamania. Pierwsza spada maska pochodzenia obrządku Bożego Narodzenia i rytuałów chrześcijańskich związanych z tym obrządkiem magicznym. 

Jak myślicie, czy to przypadek, że Słońce Stoi dokładnie 9 dni, a kobieta nosi płód 9 miesięcy, a nazwa miesiąca jest inną nazwą Księżyca? Myślicie, że orszaki tak zwanych Zapustnych Dziadów są czymś innym niż magicznym przedstawieniem w MASKACH, niż tylko odwzorowaniem w tańcu (świętym tanie) i gędźbie (melorecytacji i muzyce) zjawisk zachodzących w Przyrodzie?

Kraina Księżyca SHUI znakchiński Shui

Tak wtedy pisałem. Dzisiaj dodałbym do tego jeszcze, że nie jest wcale przypadkowy związek słowa oro – złoto, ze światłem RA, z orzym – świeżym światłem rodzącym się, i że istnieje nieprzypadkowy związek tych wszystkich słów i znaczeń z pojęciem or-szak, czyli pochód Światła, grupa Wiodąca Światło (szag, szagat’ – chodzić, spacerować, iść posuwiście, uroczyście), które to określenie stosuje się zarówno na pochody królewskie, jak i pochody zapustnych Dziadów z Gwiazdą.

To było kilka dni temu, a tu proszę jaki mi Kuria Wrocławska prezent przysłała spod Ślęży, naszej ukochanej świętej góry, za pośrednictwem Gazety Polskiej Codziennie!

Mamy oto ten piękny plakat na górze, który nazywa się „On nadchodzi”, a wyprodukowali go księża spod Ślęży – tak, spod tej samej Ślęży, z której usunięto naszego Świętowita.

Zaraz zaczęła go wychwalać jak i całą ultranowoczesną akcję billboardową Gazeta Polska Codziennie. Taka teraz moda w kościele, a raczej jak sądzę takie korporacyjne zalecenie, które ma poprawić odbiór tej instytucji wśród klientów. A to papież Franciszek na Twitterze, a to w metrze, a to coś tam, a to gdzieś tam, w czapeczce, bez czapeczki, z dzieciątkiem na ręku to prawie obowiązkowy obrazek.

Mało tego w 2013 roku nastąpił nie tylko istny wysyp egzorcystów z kościoła, ale też misjonarzy z MISJĄ w przestrzeń publiczną. Jakiś zakonnik niby nawraca panienki w klubie Go Go, czy też pod klubem, jakiś ksiądz przerabia Park Krajobrazowy, źródło mineralne, Ślężę i Radunię na sanktuarium maryjne, a to znów jakiś organizuje „ucztę duchową” dla Wrocławia, jako że ma powołanie na hiper-grafika i supercybertalent a także „speca od kampanii medialnych”.

Co to wszystko znaczy i dokąd to wszystko prowadzi? MAMY CZAS ODZIERANIA Z MASEK, Czas Wielkiego Czyszczenia Świata z kłamstwa i zakłamania. I ten proces dotyczy także Watykanu oraz wszystkich jego agend rozsianych licznie po Matce Ziemi. Oczyszczenie to Oczyszczenie. Jeśli coś jest z intencji Czyste to pozostaje czyste, jeśli jednak jest „zrobaczywiałe”, to miejsca robaczywe i zgnilizny pokażą się niezawodnie w procesie obnażania. Taki jest bowiem teraz CZAS. Do tej pory kościół obnażał się w tym sensie, że odsłaniał coraz jaskrawiej różne hedonistyczne „świństwa” jakie ukrywał skrzętnie za murami klasztorów i „pod sutanną”. Stały się one JAWNE. Nie z woli kościoła, ale zmowa milczenia nad tymi „przywarami” została z końcem XX wieku nareszcie przerwana.

Teraz kościół przechodzi, tym razem już z własnej woli, kolejne obnażenie –  komercjalizuje się, a przy okazji komercjalizacji posuwa się do niebywałych profanacji. Oto zamienia się JAWNIE na naszych oczach w hipermarket, który zaczyna w przestrzeni publicznej uprawiać pijar (Public Relations) i reklamować się razem ze swoim „towarem”.

 Tak, to prawda – to co ma do sprzedania kościół jest towarem. Rzecz w tym, że ten fakt iż mamy do czynienia ze zwyczajną korporacją, która oferuje TOWAR zwany „zbawieniem”, był raczej dotychczas kamuflowany. I nic dziwnego, bo to zbawienie i do tego po śmierci, to takie trochę „gruszki na wierzbie”, coś co kupującemu dosyć trudno sprawdzić. Towar ten był więc „opakowywany” przez kościół bardzo starannie w kolorowe papierki posłannictwa. Że to zwykły towar dowiadujemy się dopiero obecnie z tychże pi-arowskich akcji prowadzonych przez kościół w pop-propagandowych mediach (TV, prasa), oraz z ulicznych kampanii reklamowych (billboardy to także pop-media). Trzeba na nowo (nowa ewangelizacja) sprzedać podważoną wiarę w kościół jako instytucję, i w kapłana jako pośrednika między człowiekiem a bogiem, więc korporacja to robi. Ale jak to robi? Czy rzeczywiście trzeba a jeśli trzeba to czy właśnie TAK?!

Jezuici, jak wiadomo, to kościelni spece od wojny, a wyciąga się ich jak diabła z pudełka w najcięższych chwilach kościoła. W okresie Reformacji posłużyli do jej rozbicia. W Ameryce Południowej posłużyli do jej kolonizacji i wytępienia tamtejszej wiary przyrody. W Polsce posłużyli do dokonania rozłamu w wielowyznaniowej Rzeczpospolitej Szlacheckiej i doprowadzili nasz kraj do 3 rozbiorów. Metoda jezuitów była zawsze taka sama – komercjalizacja wiary, jej „przystosowanie” do miejsca i czasu, elastyczne rozciągnięcie kanonu, by tzw. „wierni” mieli do dyspozycji produkt „strawny”, nietrudny do przyswojenia. To oni rozpowszechnili do granic absurdu odpusty, na których kościół nieźle zarabiał, a które w ogóle podważają chyba sens wiary. No bo skoro szlachciura mógł sobie kupić odpust za zamordowanie chłopa, a chłop takiej szansy nie dostawał, bo za zabicie PANA zawsze dyndał na szubienicy, to jaki jest sens wiary w Sprawiedliwość Boską i w ogóle w takiego Boga?! To oni jednocześnie palili ludzio na stosach i palili książki, których treść im się nie podobała, wprowadzali cenzurę i organizowali zakulisowe zamachy na „niebezpieczne” ich zdaniem osoby publiczne, które zwalczały Watykan. To oni organizowali w Polsce pogromy innowierców i podpalenia ich domostw, np. w Krakowie, czy w podkrakowskich wioskach. Oni skazywali w Polsce za herezję na banicję i konfiskatę majątku. Teraz przedstawia się ich jako dobrotliwych braciszków, a ich szefa zrobiono szefem Korporacji Watykańskiej.

Mężczyzna podpalił się na placu św. Piotra w Watykanie

2013-12-19 11:45 | Aktualizacja: 13:53
/ Shutterstock)

Wciąż nie są znane przyczyny desperackiego gestu Włocha, który podpalił się na Placu Świętego Piotra w Watykanie. 51-letni mężczyzna w ciężkim stanie przebywa w jednym z rzymskich szpitali. Jego tożsamość ustalono dzięki numerowi telefonu córki, który miał przy sobie.

Jak poinformował Watykan, do dramatycznego zdarzenia doszło rano, na skraju placu. Mężczyzna, po oblaniu się płynem łatwopalnym, stanął w płomieniach. Jednym z niosących mu pomoc był pracujący w Watykanie jezuita, który najpierw swoja peleryną, a potem marynarką, próbował ugasić płomienie. Udało się to dopiero policjantom z przejeżdżającego w pobliżu radiowozu, którzy użyli posiadanej na wyposażeniu gaśnicy.

Mężczyznę odwieziono najpierw do pobliskiego szpitala Ducha Świętego. Tam stwierdzono, że jego stan jest na tyle poważny, iż przewieziono go na specjalny oddział oparzeń szpitala św. Eugeniusza. Mężczyzna jest z zawodu obnośnym sprzedawcą. Jego sprawą zajęła się rzymska prokuratura.

To nie pierwszy przypadek podpalenia się na Placu św. Piotra.

Nic to, że na Watykańskim Placu Świętego Piotra podpala się w wigilię Bożego Narodzenia 50-cioletni Włoch (pisze się o „obnośnym sprzedawcy” – nie wiem co to znaczy, czy to samo co Albańczycy na polskich skrzyżowaniach w dużych miastach, którzy sprzedają wizerunki matki boskiej, jako rekompensatę żebraczą?), o tym się pop-propagandowe media akurat nie rozpisują bo to im nie pasuje do profilu katolickiej publiki którą chcą manipulować. To zbytnio psuje „Święta”.  Za to Watykan po dwóch dniach od faktu „puszcza w świat wiadomość”, że samospaleńca, niedoszłego samobójcę gasił wraz ze strażakami JEZUITA! Czy Jezuici wyślą teraz rodzinie desperata (mamy ich w Polsce znacznie więcej!) świąteczną paczkę?!

Dzisiaj w Polsce zaczęto też sprzedawać kościół i wiarę, jak ciastko, jak piwo, jak sprzęt AGD,  poprzez akcje public relations (PR) i poprzez zwyczajną ordynarną reklamę – jak ta akcja billboardowa we Wrocławiu. Kościół pojawia się pod klubami Go Go ze swoją nachalną krucjatą „zbawienia”, czyli tam gdzie nikt go nie zapraszał, ani nie oczekiwał, przed „burdelami”. Kościół – oczywiście JEZUITA z Krakowa (miasta najświętszego w krucjacie po Watykanie) zaadoptuje dziecko feministki która go nie chce urodzić! Tyle, że feministka nie prosi JEZUITY o żadną adopcję, a zapewne sama myśl, że ktoś z tych kręgów miąłby „wychowywać”  jej dziecko musiałaby wzbudzić niepokój o WOLNOŚĆ umysłu tak wychowanego człowieka. Tak prowadzą krucjatę z nakazu Watykanu Jezuici! Święci Braciszkowie Kościoła, którzy mordowali masowo Indian w „ojczyźnie” papieża Franciszka i maczali palce w faszystowskim zamachu stanu Pinocheta w Chile, Perona w Argentynie, czy Franco w Hiszpanii! Zakon słynący z hipokryzji daje teraz  popisy propagandowe prowadząc medialne kampanie PiaR.  Zakon, który zasłynął skrytobójstwem i tym, że ma na rękach krew nie tylko tysięcy zwyczajnych ludzi, ale władców i przywódców ludowych, reformatorów Kościoła (na przykład Braci Polskich), czy naukowców, którzy odkrywali dla nas prawa wszechświata. Ci krwiożerczy braciszkowie, ćwiczeni w wojnie i skrytobójstwie przedstawiają się nam dzisiaj tak jak i ten Moskiewski Wilk, w Skórze Łagodnej Owieczki, Baranka Bożego. 

au173Kościół wdziera się też bezpardonowo z krucjatą w krajobraz przyrody, w miejsca gdzie ludzie przybywają wypocząć – tam atakuje ich swoimi symbolami i przymusza do „pamięci o sobie” – o kościele, o drodze krzyżowej, o cierpieniu, o torturach i gwałcie, wyrażanych na stacjach krzyżowych w scenach ociekających krwią. 

au174Jezuita przyjął bezdomnych Niewolników, wyrzuconych za chlebem z własnego kraju przez Możnych Tego Świata, a w Rzymie zepchniętych na śmietniki Świata Zachodniego. Niestety nie przyjął tego Włocha, własnego bezrobotnego, który się spalił na Placu Świętego Piotra, ale jego rodzinie pośle na pewno paczkę. Tak działa świat pozorów i System Pan – Niewolnik. Puste gesty, puste słowa.

Oczywiście, jak to w reklamie, dochodzi też do zastosowania adekwatnych dla tej dyscypliny środków. A więc plakat, żeby przyciągnął uwagę musi być odpowiednio „nowoczesny” i odpowiednio „szokujący”, dobrany do odbiorcy czyli wycelowany w target.Na plakacie ukazuje się więc płód. To widok, do którego zdaniem kościoła każde dziecko w Polsce jest „przyzwyczajone”? Kościół nie „zauważa” brutalności własnego języka. Dzieciaki, które idą na wycieczkę na przykład na Ślężę, według kościoła, „powinny” popatrzeć sobie po drodze na postacie obijane batem, wleczone na rzeź, skrwawione i wreszcie powieszone na krzyżu! Czy to przypadkiem nie jest epatowanie gawiedzi przemocą i obsceną graniczące z rodzajem „zboczenia”, sado-masochizmu i perwersji ocierającej się o pornografię? Płód na billboardzie. Niby nic, a jednak…

Tak się składa, że w Agencji Crackfilm, w której pracowałem przez 5 lat (1996-2001) byłem dyrektorem agencji reklamowej i jednym z organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Reklamy, na który zjeżdżali szefowie i specjaliści z największych na świecie agencji reklamowych. Prowadziłem tam również wykłady scenariuszowe z reklamy i komunikacji społecznej.Mogę więc, jako fachowiec powiedzieć, że czegoś tak głupiego i „bezmyślnego”, tak absurdalnego, jak akcja billboardowa pod Ślężą i w okolicach Wrocławia, jeszcze nie widziałem. Pomijam już aspekt epatowania tłumu obrazem płodu.

bogit-n-oiw3_022obr

Przywłaszczony przez chrześcijaństwo pogański znak życia odwrócony – Światła Odbitego RA, czyli ANU- Krainy Księżyca

O Góro Ślężo!!! O Góro Przenajświętsza, jak wielka jest twa Moc żeś tchnęła w umysły ojców z firmy VideCrede.pl tę myśl, która oblekła się w ów billboard!

O Świętowicie Ślężański, który spoczywasz w kurzu magazynów schroniska na tej górze, w upokarzającej pozycji poziomej, przewrócony na bok, odgrodzony od słonecznych promieni, jakże jesteś potężny!

Jak wielki jesteś nasz pogański Boże, jak niesłychanie potężna jesteś o Świadomości Nieskończona, Światło Świata, że prowadzisz tych, którzy zamierzają ci szkodzić prosto ku SOBIE.

TY nie nabijasz a strzelasz! Nie strzelasz, a pozbywasz się swoich wrogów! Jakim sposobem?! Ano z PRZYRODZONYM sobie wdziękiem,  dowcipem i lekkością. Zamiast palić na stosach TY po prostu obnażasz  swoich wrogów, ośmieszasz ich intencje i ukazujesz małość, niewiedzę, głupotę w całej, że tak powiem, rozciągłości!

znak-2

Znak wydawnictwa „Kraina Księżyca”

W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że księża kościoła katolickiego zasypią Wrocław i cały Dolny Śląsk na Święta tak CZYSTO POGAŃSKIM PRZESŁANIEM jakie znajduje się na plakacie „On nadchodzi”!

I NIECH MI KTOŚ POWIE, ŻE NIE MA ŻADNEJ WIELKIEJ ZMIANY! NIECH MI KTOŚ POWIE, ŻE ŚWIADOMOŚĆ NIESKOŃCZONA NIE REALIZUJE SWOJEJ MISJI NA ZIEMI Z KONSEKWENCJĄ ŻELAZNĄ, Z KONSEKWENCJĄ I SIŁĄ NIEMOŻLIWĄ WRĘCZ DO WCIELENIA PRZEZ żadnego Człowieka, przez ŻADNĄ ORGANIZACJĘ, JAKĄ BY BYŁ W STANIE STWORZYĆ CZŁOWIEK.

Powiedzcie sami, czy gdybyśmy jako Ruch Wolnych Ludzi, nawet wszyscy którzy podpisali się pod listem do papieża Franciszka, skrzyknęli się i poszli hurmem na Kurię Wrocławską, albo gdybyśmy wysłali tam delegację, aby przekonać Kurię do rozwieszenia takich pogańskich plakatów, to czy oni by się na to zgodzili?! Nie przekonalibyśmy ich do czegoś takiego do sądnego dnia. Zaraz zrobiliby się czujni i przyjrzeli by się temu plakatowi od podszewki, przewertowaliby go na dziesiątą stronę. Ale tu, że swoi „spece” od cyberprzestrzeni i kampanii medialnych…

I patrzcie co to się dzieje?! Beż żadnej akcji z naszej strony, pod wpływem samej Nieskończonej Świadomości, ROBIĄ TO SAMI! WŁASNYMI RĘKAMI wykonują pogański plakat, i sami rozwieszają go na Święta Bożego Narodzenia, po całym Śląsku i SAMI ZA TO PŁACĄ. BRAWO KURIO WROCŁAWSKA, BRAWO KSIĘŻA Z FIRMY ….jak? … VIDE CREDE?

CZYŻ NIE miała to być odpowiedź Kurii na rozpanoszony po okolicach Dolnego Śląska pogański rytuał? Czyż nie jest to reakcja również na szatański poganizm na Świętej Górze??? !!! Zatem czy całej tej akcji „zaczepnej ewangelizacji” jak się ją w mediach czarnej falangi nazywa, nie rozpętał nasz Świętowit ze Ślęży?!!!

Ależ tak moi drodzy, ON to rozpętał. On ci to jest sprawcą! ON!

Więc opiszmy co my tutaj na tym plakacie widzimy, tak jak powiedziałem, pomijając, ze epatuje się tłum, w tym kilkuletnie dzieci, widokiem płodu w łonie:

Po pierwsze werbalnie czyli słownie. Kto „nadchodzi”? ON! ON to znaczy ANU – Luna – Światło Świata odbite w Księżycu, nie sam RA, lecz AN/ON, NU/Nów. Nie Jezus, tylko ON. Nie bóg, lecz ON.

Gdybym chciał ośmieszyć kościół katolicki nie mógłbym wymyślić nic bardziej diabelskiego i dokuczliwego. Ponieważ dla każdego przeciętnego masona, okultysty, ezoteryka, dla każdego z Wolnych Ludzi i dla bardzo wielu Ludzi Zwyczajnych, których we Wrocławiu nie brakuje jest oczywiste, że ON/ANU/Nów/Luna- Księżyc Nowiu to nie Światło Dnia, Ogień Niebieski rodzący się w Boże Narodzenie, lecz Światło Odbite, Światło Nocy, Światło Zmarłych, Światło Zaświatów. Luna-Łuna to światło słabe, słabo mżące (mrzące, moryjne, morzące, światło Mary-Moru-Marzanny)  Światło Nawi – Bogini Chorsiny. Łuna/ANu/ON, to księżyc, który świeci światłem odbitym od Luci Sferusa, od Słońca-SuaRAżica, od naszego lokalnego przekaźnika Światła RA – Ognia Niebieskiego. Ogień Niebieski – S-WA-RAg, to Światło, Byt-RAgu/Bedrika/Bedraga/Biedronki, które rodzi się w tę noc Bożego Narodzenia.

Zatem co nam ten jezuicki podarek, wkraczający z agitacją kościelną w przestrzeń publiczną, w formie korporacyjnej reklamy hipermarketowej, mówi?!!!

Mówi, że Chrystus jest ON-ANU, Księżycem, Światłem Nocy? Światłem Zmarłych? Mówi, że nie jest Bogiem Jasnym i Promiennym, lecz właśnie tym Ciemnym, tym z Nawi!

Co mówi nam jeszcze ten plakat?

Że Bóg rodzi się z Łona Bogini, z Matki Ziemi? Że pochodzi z jej kulistego brzucha? Czyli że MA-RAja to Matka RAJąca, Matka Ziemia?! Maja-Gaja-Roja? Czyli, że jest to pogański Bóg Matki Przyrody, TEJ PRZY RODZIE Stojącej? Jej to jest Syn Przyrodzony – naturalny? Zaraz też nasuwa się pytanie jak on się z jej brzucha dobył? Czy drogą RODną, rodnią otwartą błyskawicą Peruna? Z Zaródzi powstał, ale jak płód był noszony?

Czy kościół tak daleko zaszedł w chęci sprzedania się,  że doszedł już do własnego zaprzeczenia i przebiera się w szatki pogańskie? Czy bez pogańskich szatek nie potrafi już sprzedać swojego budzącego powszechną wątpliwość towaru, „zbawienia po śmierci”?!

Co my tam jeszcze dostaliśmy za przekaz medialny od speców z tej firmy Vide-Crede, która w nazwie ma naszego Świato-WIDA (vide- widzieć, światło, crede – wiara, a więc Wiara Światła)?! Ano dostaliśmy też światło???! Czy dobrze widzę (vide)? Dziecku jak upiorowi bije z oczu światło, a nad głową unosi się AURA Trzeciego Oka, czyli Z-ORJA?! Rzeczywiście wygląda na to, że rodzi się Światło – tylko dlaczego Nocy (to odbite, księżycowe, ON/Anu). Być może to światło ma pochodzić z serca, ale pewności nie ma ponieważ oczy płodu (być może z wrodzonej „delikatności” zakonników) zasłonięto sprytnie rączką.

Oj braciszkowie, oj księżulkowie – jak ktoś się na czymś nie zna to nie powinien się za to zabierać! Jak ktoś czegoś nie rozumie to powinien się od tego trzymać z daleka! Dwója z symboliki magicznej, dwója z wiedzy o komunikacji społecznej, dwója z reklamy. Dlaczegóż bowiem to dziecię, to Rodzące się Światło Odbite (ON-UN-Lun-Nów) wypiął się pleckami do ludzi, którzy zresztą w te pędy, na wielbłądach, się od niego oddalają, odchodzą, nikną w ciemnościach nocy?! Czemu on BLASKIEM SWOIM nie czyni DNIA z Nocy, tylko to białe, księżycowe światło tonie w ciemnościach, pożerane przez NOC/Nicość?

Dalej. Czy to ma znaczyć, że Jezus ma w pleckach ludzi? A ludzie już się o tym dowiedzieli i odchodzą od katolickiej religii, i to nawet nie na piechotę, tylko żwawym truchtem, na żywym stworzeniu, zwierzynie, którą kościół dozwala ubijać rytualnie w męczarniach? Uchodzą na tworach wzgardzonej przez „boga kościelnego” Przyrody?

A powiedzcie mi drodzy księża, superspece medialni, uczeni graficy, cyberłowcy,  dlaczego mały Jezusek wylądował gołym tyłeczkiem na lodzie Antarktydy?! To już gorzej chyba być nie może?! Sam ten widok mnie boli! To nie jest już nawet jak Zabłocki na mydle! To Jezusek na Lodzie! Czy Pan, którego dumny znak jest postawiony w KOLE litery „O”, zdaniem twórców tego plakatu, właśnie w obecnych czasach, w XXI wieku, „ląduje na lodzie”? O to w tym przekazie chodziło?

Idźmy dalej. A dlaczegóż to Jezus odwrócony do ludzi plecami wbija się podbrzuszem w Indiańską Amerykę Południową, którą „nadziewa” na siebie? A czemuż to jego Światło Upiorne z oczu/serca zalewa Amerykę Północną wyłącznie, CZYLI kieruje się na NOWY JORK I OKOLICE, okolice jak wiadomo znane z tego, że są stolicą światowego Banksterstwa? A dlaczego nie na katolicki Meksyk? Czyż tylko Nowojorczycy i USA zasługują na TO światło? Przepraszam, zdaje się, że nieco go jeszcze tam pada na zdewastowaną „boskim” huraganem Florydę i na „bezbożną” Kubę, a także na pusty ocean Atlantycki!Światło bijące przez plecki i wyglądające na woskowe skrzydła upiora bądź nietoperza (symbolicznego zwierza czarownic i diabła) bije też poświatą na Saharę, pustynię pozbawioną żywych istot.

A czemuż to Jezus odwrócił się plecami od ateistycznej Europy i głodującej Afryki?!

Masę pytań się ciśnie do głowy, których tutaj dalej już stawiał nie będę z litości nad tym chybionym tworem plakatowym.

Na przykład: Czy to jego, ONego, wbijanie się podbrzuszem w Argentynę, to jest jakaś kontr-akcja Kurii wobec Franciszka i afront, czy też na odwrót, jest to jakaś jego, Franciszka, podświadoma admiracja, dokonana tutaj przez twórców plakatu?!

Fuj, to jakieś potworkowate amatorstwo, jakiś straszliwy błąd i wstyd!

Kto spowodował Bracia z Kurii Wrocławskiej, że wydaliście na świat tę antyreklamę katolicyzmu?!!! Czyżby Bóg?! Kto to spowodował, że kompromitujecie Vide Crede.pl, Kurię Wrocławską i jezuityzm?!

Przy okazji kompromitujecie też Gazetę Polską Codziennie, która was reklamuje! au170

Gazeta Polska Codziennie dowiodła tym samym, że pisują tam ludzie, którzy nie znają się wcale na tym o czym piszą. Nie znać się i zabierać głos jako autorytet – skąd my to znamy?!

Ile zapłaciła Kuria Wrocławska postkomuchom z firmy billboardowej za rozlepienie tego plakatu po Dolnym Śląsku? Sam Wrocław to ponad 60 plakatów jak czytamy w Gazecie! Czy to za pieniążki z tacy?!

au171W artykule – jakimś „przypadkiem” umieszczonym pod szyldem papieża Franciszka z redakcyjną „mądrością” wetkniętą niby w jego usta, domorosły komentator tej idiotycznej reklamy, szarga także i jego autorytet, bo jest to antyplakat katolicyzmu, czysta ANTYPROPAGANDA, robota OKULTYSTYCZNA!  Czy nie ma tam we Wrocławskiej Kurii naprawdę nikogo kto by się znał na tym co robi? Jeśli tak „dobrze” znacie panowie Wasze Pismo, jak inne dziedziny, w których działacie, to  jest naprawdę kiepsko z kościołem, straszliwie kiepsko. Ciśnie się pytanie czy tak samo profesjonalnie pomagacie ludziom na tym portalu czynnym 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, i czy to też robicie za pieniądze ludzi, z tacy???

 Kto czyta ten blog wie, że znak przedstawiony na plakacie w Kółku to znak pogański i słowiański i chiński, znak KRAINY Księżyca właśnie – tylko bez tego brzuszka, który czyni tutaj literkę „P”. Ten znak kościół katolicki przywłaszczył sobie i używa go bezmyślnie oczywiście, bo gdyby wiedział czym jest, to by tego zaniechał jak sądzę. Kraina Księżyca! No tak, więc wszystko się niby zgadza tylko jest jakby przekręcone „diabelską ręką”, „tknięte trądem szatanizmu”. Bo to by był dobry plakat na nasze Kupalia, na Święto  K-RA-Sne, KRASZ-KRES, na Sobótkę!!! SOBÓTKĘ! Wtedy to rodzi się Czarny Byd/Byt-RAK, Bedronka, Krówka Światła Nocy, w ten czas, kiedy Króluje na Świecie w Pełni Biała Krowa/Byk, Białe/Wielkie Światło, Światło RA, to wtedy rodzi się ONA, UNA, UN-DAJ, ANU-Cud – Światło Nocy, Księżyc-L-Una!

bogit-n-oiw3_022

W hinduizmie, ale także u Wschodnich Słowian Rudra/Rod = Światło Świata/Świętowit (sanskryt रुद्र , trl. Rudra) – hinduistyczny bóg czasu, życia i śmierci, zdrowia i choroby, trucizny i leków, burzy i ciszy, a także całej przyrody, natury. Ogniowa natura Rudry koresponduje do właściwości wedyjskiego boga o imieniu Agni (Ogień Niebieski, RA).

Prawidłowy, nieobrócony znak Roda-Świętowita, ROd-RA, znak narodzin, symbol związany z czertą 6. Sześcioszprychowe  Koło z osią POZIOMĄ – oznacza rzeczywiście narodziny RA, to symbol RODA rozumianego jako Pierwszego Boga Z-ROD-zonego, czyli Swąta – Światło Świata, a także symbol wszelkich narodzin i wszelkiego Światła i wszelkiego Życia (Rod), a więc także Rudzi, Pąp Rudzi – Paprodzi-Paproci i Kwiatu, który się rodzi w Noc ŚwiętoRUjańską, 24 czerwca.

Może ten plakat powinien zawisnąć u Rafała Święckiego w Quito w Ekwadorze, albo w Peru?! Tam by go bardziej zrozumieli, bo teraz tam jest letnie przesilenie i Kupalia się obchodzi! Co prawda woleliby pewnie być przez Jezusa-oseska potraktowani światłem, a tu są potraktowani nie tak może jakby sobie tego życzyli, czyli nie oświetla ich Pan swym promieniem, ale jednak wyraża „miłosny stosunek” do Ameryki Południowej i Indian Amazońskich, a także potomków Inków i Azteków.

CB NS nowy swiatowit swkan n-1 OST

A trzeba było panowie księża tak niewiele żeby było fajnie. Wystarczyło  sprawę do końca przemyśleć, ustawić płód w pozycji „do porodu” – czyli tak jak to jest w PRZYRODZIE, tak jak powinno to być 24 grudnia u Maryji, główką w dół i wszystko byłoby w porządku. Czy to wam się może za bardzo „kojarzyło” nieprzyzwoicie? Nie powinien też ów płód dotykać ani pupą ani głową lodowej Antarktydy. No i oczywiście ci królowie tutaj. Przecież królowie „przybywali” do niego, a nie „odchodzili”. Więc coś trzeba by było wybrać, albo może jeszcze trochę inaczej obrócić kulę ziemską, gdybyście panowie koniecznie chcieli, żeby ci królowie zdążali do waszej ukochanej Jerozolimy!

 Na koniec powiedzcie mi, dlaczego ci Królowie na obrazku, z którego tak jesteście dumni, jako arcydzieła reklamy, podążają za jakąś gwiazdą czteroramienną, w kształcie równobocznego POGAŃSKIEGO KRZYŻA!? Czy chodzi tu o Gwiazdę Polarną, Krzyż Południa, czy o wszystkie Cztery Okultystyczne FILARY ZIEMSKIEGO ZODIAKU?

Dwa słowa od księdza PijaRowca:

Czy  Kościół – wielowiekowa instytucja, uświęcona tradycją, potrzebuje zabiegów marketingowych?

Jestem PR-owcem. Uważam nawet, że jednym z lepszych w kraju – i mam duże osiągnięcia w tej dziedzinie. Kiedyś odkryłem, że Ewangelia – dobra nowina to nic innego jak fajny „nius”. PR jest wpisany w naturę Kościoła. To nie PR powiedział Kościołowi jak robić reklamę, tylko PR się uczy z Ewangelii, jak się powinno robić dobry PR (śmiech).

Słynie ksiądz z bardzo oryginalnych pomysłów na krzewienie wiary. Według księdza, tak właśnie powinna wyglądać nowa ewangelizacja – spowiedź w hipermarketach albo posypywanie popiołem głów kierowców czekających w korku?

Ja po prostu taki jestem. To nie jest żadna poza społeczna. Miałem w życiu kilkaset, a może nawet kilka tysięcy happeningów, bo tylko niektóre trafiają do mediów. Zresztą, co to za żeglarz, który żegluje tylko po zatoce przy słonecznej pogodzie – sztuką jest żeglować w burzę. Happening jest wyjściem do ludzi i konfrontacją z ich światopoglądem.

Więcej przeczytasz na: Ks. Stryczek: Po co źle mówić o pieniądzach? Lepiej je zarobić [Rozmowa MM]

Drzewo zycia kolor

Myślę, że jeśliby kościołowi rzeczywiście zależało na tym, aby przybliżyć ludziom Boga, jak i POLSKIEGO DUCHA, i uwznioślić ich na Święta oraz przywrócić ich do RODZIMEJ TRADYCJI i KULTURY, to zamiast robić tego typu nonsensowne akcje powinien we Wrocławiu rozdać za darmo po mszy, DVD Henryka Mikołaja Góreckiego z tym utworem

lub z tym:

lub z tym koncertem:

TU bóg uniwersalny, transcendentalny, bóg nas wszystkich, Wszystkich Ludzi,  Wszystkich Polaków jest rzeczywiście obecny! W przeciwieństwie do tych billboardów i durnych wkrętek z Franciszkiem (nie mylić ze świętym), które latają jak muchy-plujki po pop-propagandowych telewizorniach i  śmierdzą namolnym pijarem (nie mylić z Pijarami) na sto kilometrów.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)
Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi
Ks Tura 121a18fe5665387004b43b39c5de6
Tagged with:
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 966 obserwujących.