białczyński

Teodor Narbutt (1784 – 1864) – Strażnik Wiary Przyrodzoney Słowian (IV SSŚŚŚ Wilno)

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 28 Sierpień 2013

484px-Teodor_NarbuttTeodor Narbutt herbu Trąby (ur. 8 listopada 1784 w Szawrach, zm. 26 października 1864 w Wilnie), polski historyk, badacz dziejów Litwy, bibliofil, inżynier wojskowości w stopniu kapitana. Uczestnik walk armii carskiej przeciwko Napoleonowi Bonaparte. Syn Joachima i ojciec Ludwika Narbutta.

W 1803 r. został absolwentem Wydziału Matematyczno-Inżynieryjnego Uniwersytetu Wileńskiego. Następnie wyjechał do Petersburga gdzie pełnił służbę jako inżynier wojskowy. Uczestniczył w walkach pod Tylżą i Ostrołęką, gdzie został ranny (1807). W 1812 r. zwolniono go ze służby wojskowej. Powrócił do majątku w Szawrach, gdzie zajął się unowocześnianiem rozwiązań rolniczych oraz badaniami historycznymi. Następnie aresztowano go pod zarzutem napisania antyrosyjskiego paszkwilu (1831).

W latach 1846-1852 zaprojektował i wybudował kościół w Ejszyszkach pw. Wniebowstąpienia Pańskiego[1].

Natomiast w 1864 r. został skazany na zesłanie na Syberię. Wyrok zapadł w związku z udziałem jego dzieci w powstaniu styczniowym (Ludwika, Bolesława i Teodory). Do wykonania wyroku nie doszło ze względu na chorobę, a następnie śmierć Narbutta.

Teodor Narbutt prowadził badania: historyczne (dotyczące Litwy) oraz archeologiczne (1810). Publikował artykuły w takich czasopismach jak m.in.: Atheneum, Biblioteka Warszawska i Tygodnik Petersburski.

Swoje opinie historyczne opierał m.in. na legendach. Fałszował również źródła historyczne, napisał m.in.:

  • kronikę litewską, tzw. rękopis raduński opatrując go data powstania w 1488 r. – dynastia Jagiellonów wywodziła się tam od Ja Gellona;
  • Dziennik poselstwa Krzyżaków do księcia Witolda.

Nagrody i odznaczenia

  • Kawaler orderu św. Włodzimierza 4 stopnia;
  • Kawaler orderu św. Anny 4 stopnia;
  • Kawaler orderu św. Anny 2 stopnia (za budowę twierdzy w Bobrujsku w 1809 r.);
  • pamiątkowy sygnet cara Mikołaja I za twórczość literacką (historia litewskiej Rusi)[2].

Twórczość

  • Rys historyczny ludu cygańskiego (1830)
  • Wyborowe ody i kantaty Jana Babtysty Rousseau/wierszem przetł. przez Teodora Narbutta (1832)
  • Horacego ody wszystkie/wierszem pol. przeł. przez Teodora Narbutta (1835)
  • Dzieje starożytne narodu litewskiego (t. 1–9, 1835–1841)
  • Pomniki do dziejów litewskich (1846)
  • Dzieje narodu litewskiego w krótkości zebrane z dołączeniem potoku pochodzeń ludów narodu litewskiego (1847)
  • Teodora Narbutta pomniejsze pisma historyczne szczególnie do historyi Litwy odnoszące się (1856)

Wakacyjnie: Genetycy potwierdzają indoeuropejskość cywilizacji minojskiej


Potwierdza się to co piszemy tutaj na łamach naszego blogu oraz to co zawiera Księga Ruty – genetycy wykonali badania dzięki którym ustalono, że cywilizacja minojska była cywilizacją indoeuropejską. Stwierdzono to na podstawie badań żeńskiego haplotypu mtDNA. Czekamy na potwierdzenie udziału w tej cywilizacji naszych przodków po linii męskiej, o haplogrupie Y-DNA R1a1. 

CB

Mysterious Minoans were European, DNA finds

The conclusion was drawn by comparing DNA from Minoan skeletons with genetic material from people living throughout Europe and Africa.

By

Tia Ghose, LiveScience

Tue, May 14 2013 at 11:40 AM

Photo: Andrei Nekrassov/Shutterstock

The Minoans, the builders of Europe’s first advanced civilization, really were European, new research suggests.
The conclusion, published today (May 14) in the journal Nature Communications, was drawn by comparing DNA from 4,000-year-old Minoan skeletons with genetic material from people living throughout Europe and Africa in the past and today.
“We now know that the founders of the first advanced European civilization were European,” said study co-author George Stamatoyannopoulos, a human geneticist at the University of Washington. “They were very similar to Neolithic Europeans and very similar to present day-Cretans,” residents of the Mediterranean island of Crete.
While that may sound intuitive, the findings challenge a long-held theory that the ancient Minoans came from Egypt.
First European Civilization
The Minoan culture emerged on Crete, which is now part of Greece, and flourished from about 2,700 B.C. to 1,420 B.C. Some believe that a massive eruption from the Volcano Thera on the island of Santorini doomed the Bronze Age civilization, while others argue that invading Mycenaeans toppled the once-great power.
Nowadays, the Minoans may be most famous for the myth of the minotaur, a half-man, half-bull that was fabled to lived within a labyrinth in Crete. [10 Beasts & Dragons: How Reality Made Myth]
When British archaeologist Sir Arthur Evans discovered the Minoan palace of Knossos more than 100 years ago, he was dumbstruck by its beauty. He also noticed an eerie similarity between Minoan and Egyptian art, and didn’t believe that the culture was homegrown.
“That’s why Evans postulated the civilization was imported from Egypt or Libya,” Stamatoyannopoulos told LiveScience.
Genetic clues
To test that idea, the research team analyzed DNA from ancient Minoan skeletons that were sealed in a cave in Crete’s Lassithi Plateau between 3,700 and 4,400 years ago. They then compared the skeletal mitochondrial DNA, which is stored in the energy powerhouses of cells and passed on through the maternal line, with that found in a sample of 135 modern and ancient populations from around Europe and Africa.
The researchers found that the Minoan skeletons were genetically very similar to modern-day Europeans — and especially close to modern-day Cretans, particularly those from the Lassithi Plateau. They were also genetically similar to Neolithic Europeans, but distinct from Egyptian or Libyan populations.
The findings argue against Evan’s hypothesis and suggest that locals, not African expats, developed the Minoan culture.
“It was a period of excitement around the Mediterranean,” so although the Minoans definitely had contact with their African neighbors across the Mediterranean, any similarities in art were probably the result of cultural exchange, Stamatoyannopoulos said.
Ancient language?
The findings suggest that the ancient Minoans were likely descended from a branch of agriculturalists in Anatolia (what is now modern-day Turkey and Iraq) that fanned out into Europe about 9,000 years ago. If so, the Minoans may have spoken a proto-Indo-European language derived from the one possibly spoken by those Anatolian farmers, the researchers speculate.
Knowing that the Minoan language has Indo-European roots could help archaeologists decipher a mysterious Minoan writing system, known as Linear A, Stamatoyannopoulos said.
The prevailing theories hold that Minoan was a separate language family.
The analysis of DNA from the Lassithi cave is a “valuable contribution,” said Colin Renfrew, an archaeologist from the McDonald Institute for Archaeological Research at the University of Cambridge, who was not involved in the study.
However, to make a clearer connection to the Anatolian migration, the researchers should have compared the Minoan DNA with more DNA samples from modern and ancient Anatolia, he said.
This story was originally written for LiveScience and is republished with permission here. Copyright 2013 LiveScience, a TechMediaNetwork company.

Starożytną    kultura minojska na Krecie była z pewnością cywilizacją europejską. Powstała około 3000 p.n.e. a upadła omkoło 1500 p.n.e. Ostatnie ustalenia wskazują, że cywilizacja ta powstała w wyniku kolonizacji wyspy przez Europejczyków w późnej epoce kamiennej. Dotychczas uważano, że główny udział w jej formowaniu mieli uchodźcy z Egiptu i Libii.

Kultura minojska została odkryta wraz z Knossos przez brytyjskiego archeologa Arthura Evansa w roku 1900. W kolejnych latach, naukowcy odkryli w pałacach Knossos ślady tajemniczej cywilizacji. Posiadała cechy obydwu kultur Egiptu i Libii, a także narodów z Bałkanów.  To odkrycie wywołało wiele kontrowersji wśród archeologów i podzieliło środowisko naukowe na zwolenników wersji “europejskiej” i “afrykańskiej”.

Naukowcy zajmujący się paleogenetyką pracujący pod kierownictwem George’a Stamatoyannopoulosa z University of Washington w Seattle podważyli afrykańską teorię pochodzenia Minojczyków . Dokonano tego porównując fragmenty genomu dawnych mieszkańców Krety. Badacze byli w stanie wyodrębnić DNA z fragmentów kości z osób żyjących w epoce minojskiej.  Po przeanalizowaniu ich struktury, udało im się odtworzyć mitochondrialne DNA. Jest ono przenoszone z matki na dzieci, co pozwala na prześledzenie powiązań rodzinnych między ludźmi  poprzez analizy mutacji w mtDNA.

Według naukowców, żaden z żeńskich haplotypów kreteńskich nie należał do haplogrupy L, która jest charakterystyczna dla Egipcjan i Libijczyków, a także innych narodów Afryki Północnej. W większości przypadków mtDNA Minojczyków było podobne do genomu mieszkańców Bałkanów i Azji Mniejszej (Anatolia). Uczeni opublikowali na ten temat artykuł w periodyku naukowym Nature Communications .

Źródło:

http://www.mnn.com/green-tech/research-innovations/stories/mysterious-minoans-we…

Jak wiemy Bałkany i Azję Mniejszą zamieszkiwali od około 8.000 roku p.n.e  między innymi Indoeuropejczycy o genotypie Y-DNA hg R1a1 oraz R1b1 (w Azji Mniejszej).

CB

90-te urodziny cioci Maryny Gorzkowskiej w Tabaszowej (2012)

Posted in Polska, przyroda, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 26 Sierpień 2013

DSC00028Przedburzowo – poburzowo

DSC00032

Tęcza w prawdziwie burzowej scenerii

DSC00053Widok z Tabaszowej, z naszego balkonu, na wybrzeże i drugą stronę, w porannych mgłach (do cioci Gorzkowskiej idzie sie na dół i w prawo)

DSC00033Widowisko z serii niemal codziennych w Tabaszowej.

DSC00002

Typowe rośliny naszej tabaszowsko-rożnowskiej „plaży”

DSC00021To ostatnie urodziny urządzone w tym domu. W 2012 roku został sprzedany.

DSC00019

Był to jeden z pierwszych dużych domów letnich postawionych w Tabaszowej nad brzegiem jeziora Rożnowskiego w latach 70-tych XX wiekuDSC00022

Dom z ogrodu

DSC00050Od lewej: Anna Pagaczewska-Białczyńska, Czesław Białczyński, Kira Białczyńska, Maria Gorzkowska z Pagaczewskich, siostra Stanisława (tutaj: lat 90), i jej syn Wacław Gorzkowski  DSC00041

Troszkę zamglone, niewyraźne , alew mamy solenizantkę i jej ciotreczne wnuczki , obie Sawę i Kirę , razem ze mnąDSC00027

Spotkanie autorskie z “Księgą Ruty” w Nowym Julianowie (pod Wałbrzychem) oraz Inicjacja Ogniem – wrzesień 2013

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 25 Sierpień 2013

Już teraz zapowiadam wrześniowe spotkanie autorskie w Nowym Julianowie oraz Inicjację Ogniem, ponieważ jeśli idzie o to drugie wydarzenie jest po prostu ograniczona liczba miejsc. Nie można tego zrobić w grupie większej niż 40 osób. Decydować więc będzie,  jeśli idzie o ogniową ścieżkę, kolejność zgłoszeń. Ograniczona jest także ilość miejsc noclegowych. Za to na spotkaniu autorskim ze mną  liczba miejsc jest nieograniczona. Spotkanie rozpoczyna się o godzinie 15.00, a obrzęd inicjacyjny o 18.00 tego samego dnia.  

aaaa sun-and-moon-artwork

Słowianie- dzieci Słońca

I Ognia-jego gońca

przywołani Żywiołem

stańcie tutaj wielkim kołem!

LIT MIT Gabija Bogini Ognia Midsummer_bonfire_closeup

Inicjacja Żywiołem Ognia, dla tych co pierwszy raz, terapia dla tych którzy doświadczyli zdrowotnego działania rozżarzonej ścieżki. Dla wszystkich uczestników mocne DUCHOWE przeżycie i dobra zabawa- pod pieczą Marka Wójtowicza, ogniomistrza z 12-sto letnim doświadczeniem.

Wydarzeniem specjalnym przygotowanym przez organizatorów będzie wieczór autorski Czesława Białczyńskiego [autora MITOLOGI SŁOWIAŃSKIEJ]

 ♦

ZAPRASZAMY 28 WRZESIEŃ 2013 [SOBOTA] do Nowego Julianowa [ Wałbrzych] na teren gospodarstwa agroturystycznego ,,Różany Ogród”.

iv nnn nnn Midsummer_bonfire_closeup

PROGRAM:

do 15-tej- przybycie uczestników

15.30-17.00 – „Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” – Spotkanie autorskie z Czesławem Białczyńskim i „Mitologią Słowian”

     18.00- rytuały wstępne

     18.30 – podpalenie ognia

ok.20.00- chodzenie po rozżarzonej ścieżce

ok.21.00 zakończenie –  dla chętnych zabawa przy ognisku

  

      Możliwość nabycia MITOLOGI SŁOWIAN-KSIĘGA RUTY

 iv nnn nnn Midsummer_bonfire_closeup

KOSZTY UCZESTNICTWA;

 

- ,,chodzenie po ogniu”                                                                             50PLN

- spotkanie autorskie                                                                                    gratis

Noclegi- miejsce w pokojach 3-4 osobowych z łazienkami          45PLN

Nocleg ze śniadaniem                                                                                    55PLN

 

Ilość miejsc ograniczona!

- ,,chodzenie po ogniu”                40 osób

- noclegi                                       29 miejsc

W przypadku wyczerpania miejsc noclegowych można rozbić własny namiot  10PLN od osoby

-udział w wieczorze autorskim    bez ograniczeń

 

DECYDUJE KOLEJNOŚĆ ZGŁOSZEŃ!!!

 W przypadku większej ilości chętnych ,,chodzenia po ogniu”, możemy je powtórzyć w następną sobotę tj. 05-10-2013 na warunkach jak wyżej.

 

Rezerwacji wraz z odpowiednią wpłatą należy dokonywać tel. na nr.

74-840 50 50 lub 609 461 816/19

e-mail: krzysztof@agro-farm.com.pl

 

Potwierdzeniem rezerwacji jest wpłata na konto bankowe:

 09 2030 0045 1110 0000 0087 9830

 iv nnn nnn Midsummer_bonfire_closeup

Organizatorzy:

 

Kwartalnik ,, SŁOWIANIĆ by żyć”

Gospodarstwo Agroturystyczne ,,Różany Ogród”

Nowy Julianów 187

58-308 Wałbrzych

www.agro-farm.com.pl

Metodiusz Romanow – Strażnik Wiary Słowian (III Starosłowiańska Świątynia Światła Świata – Lwów)

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 24 Sierpień 2013

Jest kilkanaście takich osób ewidentnie związanych ze Starosłowiańską Świątynią Światła Świata i Szczepem Rogate Serce, czy Kołem Czcicieli Światowida, o których do naszych czasów przetrwało bardzo niewiele wiadomości lub wiedza o nich została zagrzebana w przepastnych archiwach specjalistycznych spisów i bibliotekach szczególnego rodzaju. Dotyczy to głównie terenu Śląska, ale także Ukrainy i Białorusi, które przed II Wojną Światową były w części terytorium  Polski. Tak jest między innymi ze Lwowem i Kijowem.

Jedną z tych postaci jest Metodiusz Romanow, członek Lwowskiej III Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, związany też z Katowicami i Wydawnictwem „Odrodzenie” oraz z Kołem Czcicieli Światowita w Krakowie w czasach przedwojennych Władysława Kołodzieja i braci Chobotów.

metodiusz romanow

Niewiele o nim wiemy poza tym że był leśnikiem , ezoterykiem, rodzimowiercą i że miał bliskie związki z postaciami z krakowskiego kręgu Wiary Przyrodzoney Słowian (J. Chobot i Władysław Kołodziej – Wydawnictwo Odrodzenie) oraz że napisał kilka książek. Prezentujemy te strzępy wiedzy jakie posiadamy z prośbą do wszystkich, którzy lepiej znają dzieje jego osoby by uzupełnili tę wiedzę.

CB

ZARYS ŻYCIORYSU DO MOMENTU WYDANIA KSIĄŻKI W 1925 ROKU – z przedmowy

rom1

rom2

rom3

Książka treść

romanow 155679-352x500

rom4

rom5

rom6

rom7

rom8

rom9

rom10

rom11

rom12

rom13rom14

rom15

rom16

rom17

rom18

rom19

rom20

rom21

Zrozumienie przyrody, jej tajemnic, ciągłe z nią obcowanie w dużym stopniu pomoże nam odczuć przejawy życia naszej duchowej jaźni, a co więcej, wskaże nam, że najwspanialszym wyrazicielem życia przyrody jest las.”
Metodiusz Romanow, przedwojenny leśnik, ezoteryk

Puszcza i jej duchowe skarby
Pierwszą osobą, która publicznie zwróciła uwagę na ezoteryczne wartości tamtejszych terenów był Metodiusz Romanow – leśnik, okultysta i ekolog pracujący w latach 20. przy ochronie białowieskich lasów. Wyrazem jego fascynacji Białowieżą była opublikowana w 1925 w katowickiej „Książnicy Wiedzy Duchowej” książka Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej. Autor tej znakomitej pracy proponuje spojrzenie na puszczę nie jako wytwórnię masy drzewnej, ale jako rezerwuar energii duchowej. Nie bez przypadku nasi przodkowie czcili bóstwa w gąszczach lasów, na polanach i świętych gajach. Romanow przypuszcza, że nazwa Białowieża ma związek z prasłowiańskim kultem Białoboga. Lechici nazywali Boga m.in. Drzewowidem i czcili pod symbolem Drzewa Wiedzy. Romanow w swojej pracy podaje metodę rozwoju duchowego poprzez kontakt z przyrodą. Puszcza jest dla niego przykładem harmonijnego życia społecznego w naturalnym stanie. Obcowanie z przyrodą i zrozumienie jej tajemnic może pomóc człowiekowi odczuć przejawy jego własnej duchowej jaźni. Metodiusz Romanow dostrzegł, że to właśnie w Białowieży i jej okolicach następuje jakaś niezwykle koncentracja energii przyrody. We wspomnianej książce napisał: Istnieją na kuli ziemskiej punkty, które posiadają jakąś niewytłumaczalną siłę wpływu na rozwój duchowy człowieka. Właśnie istnieniem takiego punktu w Białowieży tłumaczył fakt, iż Puszczą Białowieską opiekowali się polscy królowie.

Sergiusz i Tamara T. o słowach Metodiusza Romanowa

2002-12-10 01:07:00 sergiusz tamara t.
Puszcza Bialowieska ma unikalne Swiete Miejsca – Krynoczke oraz ostatnio odkryte Bialowieskie Miejsca Mocy.
Jest niezbywalnym rezerwuarem, gdzie koncentruja sie pozytywne energie Ziemi i Kosmosu. Sila rzeczy, a kwestja tylko czasu bylo zrodzenie w tym miejscu Wielkich Talentow bedacych darem z Woli i Mocy Boga. Mam tu na mysli poete Borysa i malarke Tamare. Przyszli na swiat z Talentem od Boga jako wybitni artysci gotowi, ktorym nie potrzeba ni nauk, ani tez dyplomow by zostawic slad w historii rozwoju cywilizacji. Mamy nadzieje, ze ziemia ta jest w stanie zrodzic z siebie jeszcze wiele wybitnych talentow. To objawienie talentow przewidzial Metodiusz Romanow w „Duchowe Skarby Puszczy Bialowieskiej” w 1925 r. Jego proroctwa szeptane przez Ducha Puszczy (Boga) sprawdzaja sie po latach…

Leon Wyczółkowski – świątynia poganska i ksiązka Romanowa

Leona Wyczółkowskiego „filozofia drzewa”

„Jestem dzieckiem lasu (…). Las cudowny, liściasty, dębowy. Pamiętam zapach w jesieni i na wiosnę”. Las i mgły, zapamiętane z arkadii dzieciństwa, z Podlasia – jako klimat dzieł, głównie grafik artysty. Wyczółkowski, który ponad 30 lat był związany ściśle z Krakowem, „robił wypady” z miasta w  Tatry,  na  Ukrainę,  Litwę,  ale  też  inspiracji  poszukiwał  w  Puszczy  Białowieskiej czy w Rogalinie Raczyńskich. Powstawały wówczas grafiki, które artysta ujął w tekę „Wrażenia z Białowieży” – 10 litografii oraz plansze poza teką. Wspominał: „Dąb Królewski w Puszczy Białowieskiej, 4 m grubości. 2 dni malowałem korę, ciekawe rzeczy. Cały poemat z kory, krokodyl. [Dąb Jagielloński, lit. 1921]. Dąb malowany tuszem, kapitalne rzeczy tuszem wyłącznie [1922]. Trzy dęby tuszem malowane [1921]. Dąb pokryty śniegiem w Białowieży [1924] i drugi dąb jak koronka [Sędzielina, lit. sposób pędzlowy, 1924]. Młode dęby – najciekawszy eksperyment, trzy drzewa bezpośrednio na kamieniu malowane, na prawo jakby cerowane; inna faktura, bo nie mogłem skończyć tego samego dnia. Przejście tonów od wiolinu do basu. W Paryżu otrzymałem złoty medal za to”.

Wyczółkowski utrwalał w puszczy dęby, brzozy, świerki, sosny, poszycie leśne, kamienie, w bieli, czerni, kolorze i w różnorodnym oświetleniu. Miał dar postrzegania koloru słysząc przy tym muzykę. „Z tej muzyki widzę dywan perski przebogaty. Fortepian to sam ołówek. Widzę, że mam skalę barw odpowiadających tonom muzycznym (…). Trzy dęby, flet; cis, świerk – silne kontrasty to organy”. Lakoniczne, z tym większą siłą, przemawiają jego  wypowiedzi o plenerze z leśnym „bohaterem” – drzewem, a szerzej borem i puszczą, w których to przestrzeniach widział jakąś świętą, podniosłą i pierwotną siłę.

W 1922 r. stał się Wyczółkowski szczęśliwym właścicielem dworku w Gościeradzu pod Bydgoszczą. Zaprzyjaźnił się natychmiast z Kazimierzem Szulisławskim, nadleśniczym z Puszczy Tucholskiej i dzięki niemu mógł kontynuować studia drzew w Świętym Gaju we Wierzchlesie i przepięknych okolicach. „Ten bór Wierzchlasu daje mi wspomnienie mojego dzieciństwa ze strony jeziora Mukrz” – opowiadał Kleczkowskiemu. Dęby nad Wisłą, dęby rogalińskie, dęby wśród anemonów, dęby martwe. Dąb z ofiarnikiem i Dąb z Madonną Częstochowską z dzieckiem, Cis, Świerk [1930], to tylko kilka przykładów tej niezwykłej fascynacji. Artysta wykonywał z pasją plansze alei świerkowej w Gościeradzu w różnym oświetleniu, sosen gościeradzkich, drzew kwitnących w sadzie, pejzaży ze ścianami lasu w tle do „Teki pomorskiej”. Twierdził, że drzewa i kwiaty mają własną duszę; podobną myśl znajdziemy również u Guido Ceronettiego: „Drzewa nie są zielenią: to bracia unieruchomieni, dawne plemię porośnięte sierścią, pełne wilgoci, obrosłe rogami i obdarzone dla człowieka cechą niepojętą: bezmierną dobrocią”.

Wspominałam mistrza Leona właśnie na Podlasiu, w czasie urlopu, kontemplując krajobrazy bliskie jego duszy, niewiele zmienione przez ostatnich 100 lat, bliżej granicy z Białorusią.

W Białymstoku natrafiłam też na publikację Leszka Mateli Geomancja z ciekawymi spostrzeżeniami o duchowych aspektach puszczy, energii drzew i drzew jako tematu medytacji. Ponowne skojarzenie z Wyczółkowskim, potrojone niejako, z jego pracami graficznymi, opublikowanymi wypowiedziami, wreszcie całokształtem swoistej holistyczno-kolorystycznej „filozofii przyrody”, więcej nawet – historiozofii.

W Świętym Gaju Wyczół szczególną czcią darzył cisy, uwieczniające je legendy. Mawiał, że na korze tych wiekowych drzew brakuje jedynie podpisu Bolesława Chrobrego. Projektował na cisowym uroczysku stworzenie prasłowiańskiej świątyni na Pomorzu.

Niegdyś drzewa traktowano jako żywe istoty, oddawano im cześć, istniało przekonanie, że są siedzibą bogów. W mitologii skandynawskiej pojawiło się wyobrażenie drzewa jako osi wszechświata, która łączy niebo z ziemią, nieskończoność. W koronach mieszka wiatr, korzenie spoczywają w matce ziemi przerabiającej nieśmiertelny proch. „Czczę je… Są one jak samotnicy” – pisał Hermann Hesse – laureat literackiej Nagrody Nobla w pięknym eseju o drzewach. Z Białowieżą zaś związany był Metodiusz Romanow – leśnik i ezoteryk. Głosił w książce Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej powrót do harmonii człowieka z Naturą za pośrednictwem subtelnych wibracji puszczy, twierdził, że na spotkanie wychodzą tam istoty duchowe. Zaryzykował nawet w swojej publikacji wizję Puszczy Białowieskiej jako „Wielkiego Kościoła przyszłej Religii Ducha”. W 1991 r. na ściętym konarze dębu w Parku Pałacowym w oddziale 495 pojawiła się tajemnicza ikona z obliczem w aureoli. I choć dzisiaj wizerunek już się zaciera, nadal odczuwa się szczególne, mierzalne oddziaływanie, podobnie w oddziale 496. Badana częstotliwość radiacji rosnących tam dębów odpowiada rytmowi oddychania człowieka i bicia serca. W tej części parku znajduje się 15 starych dębów na terenie dawnego miejsca kultu plemiennego i pochówku. Co więcej, odnotowano nieadekwatne do miejsca zjawiska akustyczne. Czy te wszystkie niezwykłości, dźwięki, wibracje, moce chłonął Wyczółkowski obcując w plenerze z białowieskimi dębami oraz wszystkimi innymi drzewiastymi braćmi, którym poświęcił tak wiele uwagi i tkliwości przy pracy? Czy zdołał w swoich dziełach przekazać całą ich tajemnicę? Kunszt warsztatu artysty uhonorowano Złotym Medalem w Paryżu właśnie za Młode dęby, to bezsprzeczne. Szczęśliwie nam pozostaje możliwość osobistego obcowania z bogatą spuścizną mistrza w polskich muzeach, a w szczególności zaś w gościnnych salach muzeum jego imienia – Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.

Inne

Książki

Metodiusz Romanow, Las

Walka o miejsce mocy – Dzikie Życie

http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2271,article,4836

Listy

W odpowiedzi panu Bobcowi

Współczesny człowiek coraz bardziej odczuwa potrzebę kontaktu z przyrodą. Zaczyna dostrzegać jej niezwykłą siłę oddziaływania i jej ukryte moce. […] Być może już wkrótce chroniąc nasze obszary leśne będziemy uwzględniać nie tylko ich znaczenie ekologiczne, ale również lecznicze i duchowe.

Otylia Sakowska i Leszek Matela, „Uzdrawiające energie przyrody”

Pan Andrzej Bobiec w wypowiedzi zamieszczonej w „Dzikim Życiu” nr 19/20, zatytułowanej „Tu jest pies pogrzebany miejsca mocy”, poddał totalnej krytyce tzw. miejsca mocy odkryte przez nas w ostatnich latach w Puszczy Białowieskiej.

Zacznijmy od tego, że autor krytycznego tekstu nie ma najmniejszego pojęcia o „szeroko rozumianym różdżkarstwie”. Świadczy o tym chociażby fakt, że zalicza do niego, jak leci, radiestezję, reinkarnację, chińską medycynę. Nie chcemy w tym miejscu dawać wykładu o tych dziedzinach wiedzy, ale warto przynajmniej określić co jest czym.

Różdżkarstwo to tylko dział radiestezji zajmujący się badaniem i opracowywaniem praktycznych programów wykorzystania różdżki do wykrywania, lokalizowania i określania cech interesujących obiektów, głównie cieków wodnych, złóż podziemnych, przedmiotów itp.

Radiestezja zaś to umiejętność albo zdolność odczuwania emisji promieniowania elektromagnetycznego o bardzo szerokim paśmie wysokiej częstotliwości, a niskiej energii, wyczuwanie jonów wydzielanych przez substancje nieradioaktywne, lokalizowanie źródeł emisji wolnych elektronów oraz pól magnetycznych i elektrycznych posiadających ładunki ujemne bądź dodatnie.

O ile można utożsamiać różdżkarstwo z radiestezją, to już reinkarnacja zupełnie do nich nie przystaje. Medycyna chińska z kolei to ukształtowany wielowiekową tradycją i doświadczeniem system medycyny tradycyjnej.

Pan Bobiec wyraża się o radiestezji dezaprobująco, rzekomo w kontekście nauczania Kościoła katolickiego. Może więc warto przypomnieć, że ów Kościół już na początku XVII w. wyraził pogląd, że różdżka jest zjawiskiem naturalnym, działającym pod wpływem wyziewów wody i metali. Zresztą, wielu wybitnych radiestetów wywodzi się ze stanu duchownego! Że radiesteci nie czują się „dziećmi Szatana” świadczy chociażby fakt, że na Węgrzech patronuje im św. Krzysztof. Sprowadzanie dzisiejszej radiestezji na pogranicze magii i czarów jest cokolwiek nie na miejscu.

Wróćmy jednak do Puszczy Białowieskiej. Na początek wyjaśnijmy; że „miejscem mocy” w radiestezji określa się obszar o pozytywnym promieniowaniu, oddziaływującym na organizmy ludzi oraz ich psychikę.

Pan Bobiec myli się stwierdzając, że miejsce mocy w oddziale 495 jest „otoczone czcią jako centrum osobliwego kultu”. Tutaj nic takiego się nie dzieje! Niezwykłość tego miejsca wyjaśniana jest na drodze zjawisk fizycznych. Dotychczas dość dokładnie przebadali je radiesteci, przy użyciu technicznej aparatury pomiarowej. Potwierdzili oni występowanie cech pozwalających zaliczyć ten obszar do „miejsc mocy”. W najbliższym czasie swoje badania przeprowadzą archeolodzy. Żywimy nadzieję, że stopniowo uda się rozszyfrować wszystkie zagadki.

Pan Bobiec mija się także z prawdą twierdząc, że „specjalnością tego miejsca jest ‘tajemniczy’ betonowy odlew…” Betonowy murek i oparta o niego płyta z wyrytym krzyżem prawosławnym nie ma z miejscem mocy żadnego przyczynowego związku. Ten pomniczek upamiętnia tragiczny wypadek, jaki wydarzył się w czasie prac przy odbudowie zniszczonej przez Niemców linii kolejowej Hajnówka Białowieża. W jego rezultacie zmarł młody mieszkaniec Białowieży, Sergiusz Wołkowycki. Poruszeni tym zdarzeniem koledzy Sergiusza postanowili oddać cześć zmarłemu wykonując ten symboliczny nagrobek (Sergiusz Wołkowycki pochowany został na cmentarzu w Białowieży). Twierdzenie pana Bobca, że pod murkiem pochowano psa jest bezmyślnym powtarzaniem zasłyszanej nieprawdy. Przy okazji godzi w dobre imię tragicznie zmarłego, także jego bliskich, którzy jeszcze żyją.

Gani pan Bobiec pisma i inne media za to, że angażują się „w bezkrytyczną reklamę tak wątpliwego zjawiska w czasie, gdy toczy się batalia o ratowanie pozostałości cudownej Puszczy Białowieskiej”. Ręce po prostu opadają na taki zarzut! Czy naprawdę pan Bobiec nie rozumie, że to „tak wątpliwe zjawisko” jest dodatkowym argumentem dla ekologów? Wskazuje bowiem na jeszcze jeden aspekt, o którym tak rzadko się mówi, a który również sprawia, że Puszcza jest „cudowna”. Właśnie w tym, tak przez pana Bobca krytykowanym, „miejscu mocy” jest chyba najlepsza okazja do zwrócenia uwagi turystom i wszystkim, którzy tu się znajdą na pozamaterialne wartości białowieskiej przyrody – zazwyczaj niezauważane, ignorowane. Na to, na co bezskutecznie wskazywał przed siedemdziesięcioma laty leśnik Metodiusz Romanow, w opublikowanej w 1925 r. rozprawce „Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej”.

Wizyta w „miejscu mocy” może stać się impulsem do wstąpienia na drogę osobistego rozwoju duchowego. Cóż bardziej wspaniałego może zaoferować nam Puszcza Białowieska? Trudno w tym miejscu nie wspomnieć także o terapeutycznych zaletach owego obszaru, zupełnie dotąd nie wykorzystanych. Nie bez przyczyny przecież przyjeżdżała tutaj wielokrotnie Eliza Orzeszkowa, by leczyć „skołatane nerwy”.

Zupełnie niezrozumiały wydaje się nam komentarz Redakcji do tekstu pana Bobca, w którym wyraża obawę, iż miejsca mocy mogą wzmocnić kasę przedsiębiorstw turystycznych. „Miejsce mocy” jest ogólnodostępne, a za wizytę w nim nikt nie pobiera opłat. Zresztą wątpliwe, czy wpływy z ewentualnych opłat zrekompensowałyby komukolwiek wydatki ponoszone na jego utrzymanie, nie wspominając już o zyskach. A z drugiej strony jak owa „troska” ma się do propozycji rozwoju turystyki w związku z proponowanym wstrzymaniem wyrębu Puszczy? Przecież takie rozwiązanie proponują mieszkańcom tego rejonu ekolodzy! Powyższa sytuacja jest „papierkiem lakmusowym” ich prawdziwych intencji.

Chyba tylko przez niezrozumienie można twierdzić, że ta sprawa może „odwrócić uwagę od prawdziwych problemów” Puszczy Białowieskiej. W rzeczywistości jest to jeszcze jeden atut, który z powodzeniem da się wykorzystać w obronie Puszczy. Konstatujemy to ze smutkiem, albowiem widzimy jak powierzchownie i jednostronnie podchodzą do problemów Puszczy ci, którzy mienią się jej obrońcami.

Tymczasem atrakcyjność tego miejsca ściąga coraz większe rzesze turystów. I to nas cieszy!

Piotr Bajko, inż. Borys Russko, dr n. med. Sergiusz Tarasiewicz

***

Od redakcji: Dla nas „papierkiem lakmusowym” intencji jest stosunek do wstrzymania wyrębu Puszczy i tyle. Puszcza jest święta – z jej miejscami mocy i miejscami słabości. Matka natura wiedziała przecież co robi. Jeśli „miejsca mocy” zostaną użyte jako dodatkowy argument, by nie wycinać Puszczy i objąć ją całą parkiem narodowym – będziemy się z tego tylko cieszyli.

Wakacyjnie: Kamila Baczyńskiego Czesław Śpiewa i Mela Koteluk

Posted in Polska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 23 Sierpień 2013

„Baczyński – Pieśń o szczęściu”;Czesław Śpiewa i Mela Koteluk;muz. Czesław Mozil; fragment poematu „Szczęśliwe drogi” K. K. Baczyńskiego; realizacja teledysku: Kordian Piwowarski, Anna Piwowarska;zdjęcia do teledysku: Łukasz Żal.
Utwór pochodzi z filmu „Baczyński”;reżyseria: Kordian Piwowarski & Anna Piwowarska;
Dołącz do nas na Fb:https://www.facebook.com/pages/Baczy%…
Music video by Czeslaw Spiewa & Mela Koteluk performing Baczynski – Piesn O Szczesciu. (P) 2013 The copyright in this sound recording is owned by Artrama under exclusive licence to EMI Music Poland Sp. z. o. o.

Lato w Królestwie Sis: Przyroda Sielanki (Sielan-Dewy, Sri-Lanki) – część 2

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 22 Sierpień 2013

® by Kira Białczyńska

IMG_1935

 

IMG_1564

 

 

IMG_1566

 

 

IMG_1568

 

 

IMG_1576

 

 

IMG_1577

 

 

IMG_1583

 

 

IMG_1584

 

 

IMG_1611

 

 

IMG_1617

 

IMG_1620

 

 

IMG_1622

 

 

IMG_1626

 

 

IMG_1643

 

 

IMG_1644

 

 

IMG_1660

 

 

IMG_1668

 

 

IMG_1669

 

 

IMG_1684

 

 

IMG_1697

 

 

IMG_1702

 

 

IMG_1723

 

 

IMG_1731

 

 

IMG_1733

 

 

IMG_1750

 

 

IMG_1754

 

 

IMG_1768

 

 

IMG_1775

 

 

IMG_1792

 

 

IMG_1804

 

 

IMG_1810

 

 

IMG_1830

 

 

IMG_1869

 

 

IMG_1881

 

 

 

IMG_1885

 

 

IMG_1902

 

 

IMG_1908

 

 

IMG_1912

 

IMG_1915

Wakacyjnie: Kopiec Babki Kraka i Kopiec Stradom oraz Wzgórze Wisielców na szwedzkiej mapie z 1773 roku!

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 21 Sierpień 2013

[ostatnia aktualizacja: 27 08. 2013]

Dotarła do nas rzeczona mapa, na którą się kiedyś powoływaliśmy i jeśli mnie oko nie myli to rzeczywiście mamy na niej potwierdzenie dokładnie takiego położenia Kopca Babki Kraka jak w moim opisie. To  miejsce leży obecnie na terenie Parku Bednarskiego, za kościołem Świętego Józefa (to jest grubo powyżej kościoła na wzgórzu). Wybrano stąd olbrzymie masy kamienia – można powiedzieć, że na tym kamieniu z Krzemionek  “Kraków Zbudowano”.

1733-1734bKliknij i powiększ inaczej tego nie zobaczysz. [Nieprawidłowe ułożenie planu w stosunku do północy – o 90 stopni]

A może to Wzgórze Wisielców? Tutaj zidentyfikowane z Zakrzówkiem? Nie. Jednak Wzgórze Szubieniczne w Krakowie było na Zakrzówku. Te skały obok Wzgórza Szubienicznego, które też stało się olbrzymim kamieniołomem i dziurą w ziemi, będącym dzisiaj Zalewem na Zakrzówku, to Skałki Twardowskiego z jego Grotą, która miała być pracownią alchemiczną czarnoksiężnika (prawidłowo mówiąc czarodzieja i poganina, rodzimowiercy).

Kopiec Babki Kraka – MOIM ZDANIEM – leży jednak na Placu Lasoty, tj. tuż obok. W takim razie  czy kopiec, który tutaj jest opisany przez nas jako Kopiec Babki Kraka to jest ten słynny Trzeci Kopiec – opisywany z kolei w przewodnikach PTTK jako Kopiec przy Stradomskiej (Kopiec Stradom) . KOPIEC STRADOM = KOPIEC BABKI KRAKA? Nie. to nie jest możliwe.

Czy Wzgórze Wisielców nie znajdowało się na Lasocie? Albo czy Lasotą nie nazywano nie tego wzgórza co obecnie, lecz Wzgórze Zakrzówek ze Skałkami Twardowskiego? Istnieje szereg poszlak dotyczących pomieszania nazw i tradycji między Zakrzówkiem i Skałami Twardowskiego a Wzgórzem Lasota. Między innymi pracownia alchemiczna Jana Twardowskiego ma dwie lokalizacje: na WZGÓRZU ZAKRZÓWEK-SKAŁKI TWARDOWSKIEGO, ALBO NA WZGÓRZU LASOTA. Jak by nie było, ułożenie kopców Kraka i Babki Kraka względem Skałki i Wawelu wydaje się niepodważalne. Zatemgdzie leżał Kopiec Stradom zwany też “Kopcem przy Stradomskiej”? Wydaje się, ze możliwa jest tylko jedna lokalizacja wskazana również na tej mapie. W tym miejscu gdzie był Kopiec Stradom stoi dzisiaj Hotel Royal, naprzeciw Wawelu  u zbiegu ulicy Grodzkiej i Stradom. Tu jest Kopiec Stradom, którego już nie ma, gdzieś na Plantach – do dzisiaj znajduje się tutaj wysokie wzgórze wzdłuż całej ulicy Gertrudy, na którym posadowione są duże budowle, między innymi kościoły.  Oto jak to wygląda na mapie współczesnej:

Wewel Krak Twardowski Babka Kraka wspolczesna

Oto info z Historycy.org na temat szubienic na wzgórzach kaźni

Miejsca kaźni mieściły się w różnych dziwnych miejscach. Zbójców często zabijano na szczytach gór. W Gorcach np odbywało się to, na najwyższym szczycie, na Turbaczu. Nadal część zbocza, koło Polany Świderowej nazywa się Wisielakówka. Byli to zbójcy skazani wyrokiem sądu w Nowym Targu, który posiadał tzw prawo miecza, czyli prawo do zasądzania wyroków śmierci. Pisze o tym m.in. Kazimierz Sosnowski. Innym miejscem w Gorcach był położony nad Porębą Bucholowym Wierchu. Wg tradycji skazano tam kiedyś dwunastu zbójców za kradzież w Krakowie, wieszano ich na szubienicy, na którą drewno dał dwór. Szubienica stała jeszcze długo, chyba, żeby przypomnieć mieszkańcom o surowości kar. Innymi miejscowościami posiadającymi prawo miecza, a w związku z tym szczególnie znienawidzonymi przez zbójników był Cieszyn, Żywiec, Oświęcim, Kraków, Biecz, czy po węgierskiej stronie Lewocza, Bardejov. Zbójców w Krakowie wieszano na Krzemionkach, w Żywcu na Grojcu (tam chyba skończył słynny Bury, który nawet wieszany na haku śpiewał: „wio Bury do góry”), w moich okolicach wieszano na Makowskiej Górze, górującej nad Makowem Podhalańskim. Nazwą być może związaną ze zbójeckimi kaźniami jest też Szubieniczna Góra, wznosząca się nad Jeziorem Czorsztyńskim w Pieninach Spiskich.

Dokładniej mieściło się ono na dzisiejszym Pl. Lasoty. Tu miedzy innymi nabito na pal Kostkę Napierskiego. Zachowała się też dawna droga, którą szli skazańcy. Obecnie nazywa się Tatrzańska, a kiedyś Na Zbóju.
Druga szubienica miejska w Krakowie była tam gdzie dziś jest więzienie przy ul. Montelupich. Prowadziła do niej z Rynku ul. Sławkowska, a potem: Długa i Pędzichów.

Dodam że ta ostatnia działała dokąd nie zniesiono w Polsce kary śmierci.

Wielcy Polacy: Mikołaj Kopernik (1473 – 1543)

Posted in nauka, Polska, Słowianie by bialczynski on 20 Sierpień 2013

Nikolaus_KopernikusMikołaj Kopernik (łac. Nicolaus Copernicus[1], niem. Nikolaus Kopernikus; ur. 19 lutego 1473 w Toruniu, zm. 24 maja 1543 we Fromborku) – polski[2][3][4] astronom, autor dzieła De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich)[5] przedstawiającego szczegółowo i w naukowo użytecznej formie heliocentryczną wizję Wszechświata. Wprawdzie koncepcja heliocentryzmu pojawiła się już w starożytnej Grecji (jej twórcą był Arystarch z Samos[6]), to jednak dopiero dzieło Kopernika dokonało przełomu i wywołało jedną z najważniejszych rewolucji naukowych od czasów starożytnych, nazywaną przewrotem kopernikańskim[7].

Od 1497 roku sprawował funkcję kanonika warmińskiego, od 1503 scholastyka wrocławskiego, a od 1511 kanclerza kapituły warmińskiej.

Był wybitnym polihistorem Renesansu, zajmował się między innymi astronomią, matematyką, prawem, ekonomią, strategią wojskową, astrologią[8][9], był także lekarzem oraz tłumaczem.

Mikołaj Kopernik urodził się 19 lutego 1473 roku w Toruniu, przy ul. Św. Anny (obecnie ul. Kopernika), w rodzinie kupca Mikołaja i Barbary[10] pochodzącej z rodziny Watzenrode (zm. po 1495).

Ród Koperników pochodził ze śląskiej wsi Koperniki nieopodal Nysy. W XIV wieku członkowie tej rodziny osiedlali się w miastach księstw śląskich (Ząbkowice, Nysa, Wrocław, Zgorzelec), następnie w dużych miastach Polski (Kraków – 1367, Lwów – 1439) i państwa zakonu krzyżackiego (Toruń – 1400). Ojciec astronoma Mikołaj Starszy wywodził się z krakowskiej linii rodziny, która została przyjęta do prawa miejskiego pod koniec XIV w. W źródłach jest po raz pierwszy poświadczony w 1448 r. jako krakowski kupiec hurtownik, prowadzący handel miedzią z Gdańskiem. W czasie wojny trzynastoletniej, w sierpniu 1454, brał udział w negocjacjach finansowych pomiędzy kardynałem Zbigniewem Oleśnickim a miastami pruskimi. Około 1458 przeniósł się do Torunia, gdzie przed 1464 zawarł małżeństwo z Barbarą Watzenrode[11].

Z małżeństwa z Barbarą Mikołaj miał czworo dzieci: Andrzeja, Barbarę, Katarzynę i Mikołaja. Osieroconym po śmierci ojca (1483) Mikołajem zaopiekował się brat matki Łukasz Watzenrode, wybrany w 1489 roku na biskupa warmińskiego.

Edukacja i młodość

Mikołaj Kopernik ukończył w 1491 roku naukę w szkole parafialnej przy kościele św. Jana w Toruniu, (w którym to kościele był również ochrzczony). W tej szkole nauczył się łaciny, podstaw matematyki i astronomii. Na przełomie 1491/1492 rozpoczął studia na Akademii Krakowskiej, wpisując się do metryki jako Nicolaus Nicolai de Thuronia. Czasy jego krakowskich studiów przypadły na okres świetności tzw. krakowskiej szkoły astronomiczno-matematycznej. Był m.in. uczniem astronoma Wojciecha z Brudzewa. Studia ukończył bez uzyskania tytułu magister artium w 1495. W tym też roku został kanonikiem warmińskim, funkcji tej jednak jeszcze wtedy nie objął wobec oporu kapituły warmińskiej.

Dzięki staraniom wuja Łukasza w 1496 roku rozpoczął studia prawnicze w Bolonii, wpisując się w styczniu 1497 do albumu nacji niemieckiej bolońskiego Uniwersytetu Jurystów (ówczesny podział uniwersytetów na nacje nie miał nic wspólnego z segregacją narodową – do nacji niemieckiej zaliczano wówczas m.in. Polaków, Czechów i Węgrów). W Bolonii został bliskim współpracownikiem astronoma Dominika Marii Novary. Pod jego wpływem, ugruntowanym lekturą świeżo wydanego dzieła Epitome in Almagestum Ptolomei Georga von Peurbacha i Regiomontanusa (Wenecja 1496), rozpoczął badanie sprzeczności w teorii ruchu Księżyca, opisanej przez Klaudiusza Ptolemeusza, wynikających z założeń teorii geocentrycznej. 9 marca 1497 przeprowadził w Bolonii obserwację Aldebarana, najjaśniejszej gwiazdy w gwiazdozbiorze Byka, która to obserwacja potwierdziła tylko jego wątpliwości.

20 października 1497 objął przez pełnomocników kanonię warmińską. W roku 1500 odbył wraz z bratem Andrzejem Kopernikiem praktykę prawniczą w kancelarii papieskiej w Rzymie. Tam obserwował w nocy z 5 na 6 listopada zaćmienie Księżyca. W Wiecznym Mieście dał serię prywatnych wykładów, podważających współczesne mu założenia matematyczne astronomii. W 1501 na krótko powrócił na Warmię, po czym uzyskał zgodę kapituły warmińskiej na rozpoczęcie kolejnych studiów medycznych w Padwie, kontynuując studia prawnicze. Wraz z bratem Andrzejem wkrótce udał się do Włoch.

10 stycznia 1503 do sprawowanych przez siebie funkcji kościelnych przydał jeszcze scholasterię wrocławską św. Krzyża. 31 maja 1503 roku w Ferrarze został doktorem prawa kanonicznego. W Padwie skończył studia medyczne i uzyskał prawo do wykonywania praktyki lekarskiej.

Działalność

Przekład dzieła Teofilakta Symokatty, na okładce: herby Polski, Litwy, Krakowa

Z nominacji kapituły warmińskiej został w 1507 roku osobistym sekretarzem i lekarzem swojego wuja biskupa warmińskiego Łukasza Watzenrode. Odtąd rezydował i mieszkał na zamku w Lidzbarku Warmińskim. Brał udział prawie we wszystkich czynnościach dyplomatycznych i administracyjnych biskupa. Uczestniczył m.in. w zjazdach stanów Prus Królewskich. W 1507 był obecny na koronacji Zygmunta I Starego w katedrze wawelskiej. W 1509 uczestniczył w sejmie krakowskim.

Wtedy też dał do druku w krakowskiej oficynie Jana Hallera swój przekład prozą na łacinę z greki zbioru 85 wierszy w postaci fikcyjnych listów “obyczajowych, sielskich i erotycznych” bizantyjskiego historyka z VII wieku Teofilakta Symokatty, wydany pod tytułem Theophilacti scolastici Simocati epistolae morales, rurales et amatoriae interpretatione latina z dedykacją swemu wujowi biskupowi warmińskiemu Łukaszowi Watzenrode.

W tym samym roku opracował tzw. komentarzyk pod tytułem Nicolai Copernici de hypothestibus motuum coelestium a se constitutis commentariolus o teoriach ruchu ciał niebieskich, zarys teorii heliocentrycznej i rozpowszechnił go w licznych odpisach. Fragment tego dzieła zamieścił Tycho Brahe w swoim traktacie Astronomiae instauratae progymnasmata, wydanym w Pradze w 1602.

W roku 1510 przeniósł się do Fromborka i sporządził mapę Warmii[12]. Pierwszym utworem poetyckim Kopernika był zamieszczony w epitalamium Jana Dantyszka grecki epigramat z 1512, napisany z okazji ślubu Zygmunta Starego z Barbarą Zápolyą.

W kwietniu 1512 uczestniczył w wyborze nowego biskupa warmińskiego Fabiana Luzjańskiego. Wraz z kapitułą warmińską podpisał 7 grudnia 1512 tzw. układ w Piotrkowie, który gwarantował kapitule prawo wyboru biskupa. Złożył następnie przysięgę wierności królowi Polski Zygmuntowi I. Na apel Soboru Laterańskiego w 1513 roku opracował i wysyłał do Rzymu własny projekt reformy kalendarza. Wówczas też otrzymał od kapituły warmińskiej dom we Fromborku, gdzie w 1514 kupił na własność za 175 grzywien srebra basztę północno-zachodnią w obrębie wewnętrznych murów warowni fromborskiej. Było to miejsce dogodne do obserwacji astronomicznych, a na jej zapleczu zbudował płytę obserwacyjną (pavimentum) i sporządził wzorowane na starożytnych instrumenty astronomiczne (kwadrant, triquetrum i sferę armilarną). We Fromborku przeprowadził około 30 zarejestrowanych obserwacji astronomicznych. Obserwował m.in. Marsa i Saturna, przeprowadził serię czterech obserwacji Słońca. Odkrył wówczas zmienność mimośrodu Ziemi i ruch apogeum słonecznego względem gwiazd stałych.

W 1516 został wybrany przez kapitułę warmińską administratorem dóbr wspólnych kapitulnych, z siedzibą w Olsztynie. Stąd w latach 1516–1521 zarządzał folwarkami kapituły w komornictwach olsztyńskim i melzackim. W latach 1516–1519 przeprowadził zakrojoną na szeroką skalę akcję kolonizacji opuszczonych łanów we wsiach, będących w posiadaniu kapituły. Świadectwem tego są sporządzone przez niego regesty Locationes mansorum desertorum. W czasie wojny polsko-krzyżackiej 1519–1521, wobec opuszczenia Warmii przez większość członków kapituły, na barkach Kopernika spoczęło zadanie obrony zamków warmińskich. Wzmocnił wówczas m.in. fortyfikacje zamku olsztyńskiego, tak, że nadciągające w 1521 wojska krzyżackie zrezygnowały z jego oblężenia.

W styczniu 1520 został wydelegowany przez kapitułę do negocjacji z wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem w sprawie zwrotu zagarniętego przez Krzyżaków Braniewa. W dowód uznania kapituła przyznała Kopernikowi tytuł komisarza Warmii. Do zadań tego urzędu należała odbudowa gospodarcza zniszczonego w czasie wojny dominium warmińskiego. 25 lipca 1521 na Sejmie Stanów Pruskich w Grudziądzu Kopernik wystąpił z napisaną przez siebie mową Querela Capituli contra mgrum Albertum et eius ordinem super iniuriis irrogatis 1521 sub induciis belli (Skarga kapituły na mistrza Albrechta i jego zakon z powodu krzywd wyrządzonych w roku 1521 podczas zawieszenia broni).

W 1517 powstała nieoficjalnie pierwsza wersja traktatu monetarnego zidentyfikowana jako napisana przez Mikołaja Kopernika[13]. W 1519 napisał on drugą wersję traktatu monetarnego, różnie nazywaną, w zależności od tłumaczenia i przekładu, między innymi Traktatem o monetach. Na zjeździe stanów Prus Królewskich w Grudziądzu (rozpoczętym 17 marca 1522 roku)[14], wygłosił publicznie traktat o monetach (21 marca)[15]. Kopernik w zwięzły sposób sformułował pięć podstawowych postulatów, współcześnie nazywanych monetarnymi, które zostały wyjaśnione poprzez przykłady, porównania i paralele historyczne. Kopernik opowiadał się między innymi za ścisłą kontrolą liczby mennic działających na obszarze Prus. Myśl ekonomiczna, w dziedzinie określanej obecnie jako polityka pieniężna, została później jeszcze bardziej rozwinięta. W 1528 Kopernik ukończył dzieło tłumaczone jako Sposób bicia monety.

De revolutionibus orbium coelestium, 1543.

W czasie wojny polsko-krzyżackiej w latach 1520–21, na zamku w Olsztynie w dniu 16 listopada 1520 roku własnoręcznie zredagował list do króla Zygmunta Starego prosząc go o pomoc zbrojną przeciw Krzyżakom i zapewniając o wierności pisał, że czynić będzie to, “co przystoi ludziom szlachetnym i uczciwym oraz bez reszty oddanym Waszemu Majestatowi – nawet jeśliby przyszło zginąć”. List Kopernika został przejęty przez Krzyżaków i nie dotarł do adresata. Jednakże król inną drogą dowiedział się o zagrożeniu głównej twierdzy w południowej Warmii i w końcu listopada 1520 nadesłał posiłki – stu zbrojnych pod dowództwem Henryka Peryka z Janowic[16].

Śmierć Mikołaja Kopernika, grafika Aleksandra Lessera

Współpracował z Bernardem Wapowskim w opracowaniu mapy Królestwa Polskiego i Litwy.

W 1537 został zatwierdzony przez króla jako jeden z czterech kandydatów na biskupa warmińskiego.

W latach 1538-39 biskup Jan Dantyszek posądził Mikołaja Kopernika o konkubinat, nakazując mu zwolnić gospodynię, Annę Schilling i przygotowując proces kanoniczny[17].

W Bazylei w 1541 roku wyszło drukiem drugie wydanie Narratio prima, a Mikołaj Kopernik dokonał ostatniej w swym życiu obserwacji astronomicznej (zaćmienia Słońca).

W 1629 Jan Brożek odnalazł i opublikował łaciński poemat Mikołaja Kopernika Septem sidera.

Zmarł we Fromborku 24 maja 1543 roku na skutek wylewu.

Swój bogaty księgozbiór przekazał w testamencie diecezji warmińskiej. Książki te wraz z archiwum biskupów warmińskich i księgozbiorem kapituły warmińskiej[18] w 1626 roku wpadły w ręce Szwedów, którzy splądrowali bibliotekę przy katedrze we Fromborku. Z polecenia Gustawa II Adolfa zbiory te trafiły do biblioteki uniwersyteckiej w Uppsali. Dzięki takim kulturalnym aspiracjom Gustawa Adolfa biblioteka w Uppsali posiada najsłynniejsze na świecie kopernikana. Ze szwedzkiego raportu Bibliotheca Copernicana z 1914 roku wynika, że z 46 tomów kopernikańskich z notatkami astronoma 39 znajduje się w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali, dwa w uppsalskiej bibliotece Obserwatorium Astronomicznego i jeden w Szwedzkiej Bibliotece Narodowej. Obecnie zbiory te są obiektem polsko-szwedzkich projektów naukowych[19].

Kopernikowska wizja wszechświata z De revolutionibus orbium coelestium

Wkład Kopernika w rozwój nauki

Pierwsze wydanie epokowej pracy De revolutionibus orbium coelestium, dedykowanej papieżowi Pawłowi III[20], wydrukowane zostało w Norymberdze[21] w 1543 r. w nakładzie 400–500 egzemplarzy. Egzemplarz pierwszego wydania znajdował się w zbiorach Collegium Hosianum w Braniewie. W 1626 roku dzieło to wraz z innymi łupami trafiło do Szwecji.

  • rozpowszechnienie teorii heliocentrycznej (astronomia), pierwszy raz sformułowanej przez Arystarcha z Samos;
  • sformułowanie prawa Kopernika-Greshama (ekonomia);
  • sformułowanie twierdzenia Kopernika (geometria).

Przeciwko systemowi Kopernika wystąpili w oparciu o Biblię m. in. Marcin Luter i Filip Melanchton. Według teologów katolickich teoria Kopernika nie była udowodniona w stopniu, który usuwałby wątpliwości natury naukowej i teologicznej. Najwybitniejsi filozofowie i astronomowie epoki: Tycho Brahe, Justus Lipsius, Joseph Scaliger, Francis Bacon opowiadali się za systemem Ptolemeusza. W 1620 roku Kongregacja Indeksu Ksiąg Zakazanych uznała, że nowej teorii nie można podawać jako pewnik, zezwalając jednak na traktowanie jej jako hipotezy. Dopiero w 1757 roku dzieło Kopernika zdjął z indeksu papież Benedykt XIV[22].

Odnalezienie grobu Kopernika i ponowny pogrzeb

Sarkofag ze szczątkami Kopernika w Bazylice katedralnej w Olsztynie

Grobu Mikołaja Kopernika poszukiwano kilkakrotnie. Pierwsze takie prace podjęło Warszawskie Towarzystwo Naukowe w 1802 roku, kolejne przeprowadzono w 1909 i 1939. Prawdopodobnie w czasie II wojny światowej poszukiwania prowadzili także Niemcy, a po jej zakończeniu Rosjanie. Wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem.

Od roku 2004 podejmowane były próby odnalezienia grobu Kopernika w archikatedrze we Fromborku przez zespół prof. Jerzego Gąssowskiego oraz pracowników Instytutu Antropologii i Archeologii Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku. Zespół opierał się na zmodyfikowanej przez olsztyńskiego historyka – dr Jerzego Sikorskiego[23] teorii niemieckiego badacza dziejów Kopernika – Leopolda Prowego[24], który zwrócił uwagę, że do XVIII wieku obowiązywał zwyczaj oddawania kanonikom pod dożywotnią opiekę poszczególnych ołtarzy w katedrze, pod którymi spoczywali po śmierci. Kopernik był kanonikiem fromborskiej katedry, z dokumentów pisanych wynikało, że jego pieczy powierzono ołtarz Świętego Krzyża. Dlatego pod tym ołtarzem prowadzone były wykopaliska[25]. W 2004 nie udało się odnaleźć szczątków astronoma, lecz podczas poszukiwań odkryto kilka innych grobów z różnych epok. W 2005 roku poszukiwania zaowocowały odnalezieniem trumien i kilku szkieletów. Dokładne wyniki badań potwierdziły, że jeden z niekompletnych szkieletów należał najprawdopodobniej do Kopernika. Świadczy o tym m.in. pozytywny wynik porównania zrekonstruowanego, prawdopodobnego wyglądu twarzy na podstawie odnalezionej czaszki pochowanej osoby (wykonanego przez podinspektora mgr Dariusza Zajdla, eksperta z zakresu antroposkopii kryminalistycznej z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji w Warszawie) z zachowanymi portretami astronoma[26]. Na etapie prowadzonych badań antropometrycznych i dokumentacyjnych wykonano także trójwymiarowe (3D) skanowanie czaszki (wykonane przez antropologa mgr Sebastiana Tyszczuka i Pracownie Pomiaru Przestrzennego 3Database.pl), dokumentacja taka pozwoli między innymi na wykonanie rekonstrukcji twarzy metodą Gierasimowa w oparciu o model czaszki wykonany z tworzywa sztucznego w technice produkcji sterowanej numerycznie. W przypadku potwierdzenia postawionej przez archeologów tezy o odnalezieniu czaszki Mikołaja Kopernika, uzyskano by formę odlewniczą do wykonania naturalistycznego modelu głowy i popiersia Mikołaja Kopernika w chwili śmierci.

Rekonstrukcja twarzy metodą plastyczną (metoda Gierasimowa) stanowić będzie także weryfikację poprawności wcześniej wykonanej zmodyfikowanej rekonstrukcji graficznej. Wiadomo, że w nowej rekonstrukcji Kopernik będzie miał jasne oczy[27].

Metody plastycznej nie można było zastosować bez uzyskania kopii czaszki. Metoda ta polega na oblepianiu czaszki masą plastyczną – zgodnie z morfologią budowy czaszki oraz średnimi grubościami tkanki miękkiej. W metodzie Gierasimowa oblepiona masą plastyczną czaszka stanowi szkielet dla wykonanej rekonstrukcji.

Potwierdzenie autentyczności odnalezionej czaszki początkowo zamierzano uzyskać dzięki zbadaniu DNA[27] biskupa warmińskiego i zarazem wuja astronoma Łukasza Watzenrode, lub innych jego krewnych, jednak miejsca ich pochówków są obecnie nieznane. Ostatecznie, pozytywna identyfikacja szczątków Kopernika stała się możliwa w roku 2008 dzięki należącej do astronoma księdze Stöfflera, ktorą po potopie Szwedzi zrabowali a obecnie jest w muzeum w Uppsali. Materiał genetyczny pobrany z kilku włosów znalezionych w księdze w dwóch okazał się identyczny z materiałem genetycznym osoby, której szczątki odnaleziono w katedrze fromborskiej[27][25]. Syn Mikołaj odziedziczył od Barbary Kopernik haplogrupę H[27].

19 lutego 2010 roku, w 537 rocznicę narodzin astronoma IUPAC nazwało pierwiastek 112 copernicium. W tym samym dniu w Bazylice katedralnej św. Janów w Toruniu odbyła się uroczysta msza, podczas której był wystawiony sarkofag z doczesnymi szczątkami Mikołaja Kopernika. Następnie sarkofag został przewieziony do Olsztyna, gdzie do 16 marca wystawiony był na widok publiczny w Bazylice konkatedralnej św. Jakuba, a następnie do 21 maja na Zamku Kapituły Warmińskiej. Stamtąd 21 maja sarkofag został przewieziony do Fromborka, gdzie 22 maja w Bazylice Katedralnej odbyła się ponowna ceremonia pogrzebowa Mikołaja Kopernika. W drodze do Fromborka kondukt z sarkofagiem Kopernika zatrzymał się w miastach z nim związanych – Dobrym Mieście, Lidzbarku Warmińskim, Ornecie, Pieniężnie i Braniewie. Prezentacja szczątków Kopernika otrzymała publiczne wsparcie finansowe – marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki przeznaczył na ten cel 270 000 złotych[28].

  • MF Mikołaj Kopernik
  • kopernicja
  • pomnik Mikołaja Kopernika w Warszawie
  • pomnik Mikołaja Kopernika w Toruniu
  • pomnik Mikołaja Kopernika w Łodzi
  • Kopernik (krater księżycowy)
  • Kopernik (krater marsjański)
  • (1322) Coppernicus
  • licea Ogólnokształcące im. M. Kopernika
  • Federacja Miast Kopernikowskich
  • okręt ORP Kopernik
  • Port lotniczy Wrocław-Strachowice im. M. Kopernika
  • Rok Kopernikański
  • Szlak Kopernikowski
  • Uniwersytet Mikołaja Kopernika
  • Centrum Astronomiczne im. Mikołaja Kopernika PAN
  • prawo Kopernika-Greshama w ekonomii
  • lokacje łanów opuszczonych
  • Wydział Nauk Medycznych UWM im. Mikołaja Kopernika
  • Oratorium Braniewskie “Mikołaj Kopernik”

Janusz Pagaczewski – Gdzie obserwował i mieszkał Mikołaj Kopernik

Janusz Pagaczewski (1906 – 1975) był bratem Stanisława Pagaczewskiego, autora trylogii o Profesorze Gąbce, astronomem i sejsmologiem i wielkim popularyzatorem wiedzy o astronomii wśród młodzieży. Zawdzięczamy mu poniżej opisane odkrycie obserwatoriów i mieszkań Mikołaja Kopernika. Przez całe życie związany był z Krakowem i od przedwojnia z Obserwatoriami Astronomicznymi, zwłaszcza tym w krakowskich Przegorzałach.

Mikołaj Kopernik (1473-1543) – słynny obraz Jana Matejko

Poniższy artykuł został opublikowany w miesięczniku “Urania” w czterech kolejnych numerach z lutego, marca, kwietnia i maja 1973 r. Publikacja za zgodą redakcji czasopisma “Urania-Postępy Astronomii”.

Tekst pochodzi ze strony: http://stalker.republika.pl/obserwatoria_Kopernika.html , tekst jest objęty licencją Creative Commons 3.0 Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 3.0 Polska (http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/3.0/pl/deed.pl)

Część 1. Mit o obserwatorium na ganku obronnym

Na wstępie należy stwierdzić, że dawniejsi biografowie Kopernika nie zdawali sobie jasno sprawy, z jakiego miejsca dokonywał on we Fromborku obserwacji ani na czym ustawiał on swoje drewniane, nieporęczne i ciężkie narzędzia.

Leopold Prowe uważał, że Mikołaj Kopernik wybrał sobie na mieszkanie jedną z wież w murach obronnych opasujących Katedrę, mianowicie północno-zachodnią, tylko dlatego, że “dla swoich obserwacji nieba potrzebował podwyższonego i możliwie wolno położonego obserwatorium”. Wieżę tę kwalifikuje Prowe — laik w sprawach astronomii — jako względnie korzystną dla obserwacji astronomicznych, imputując czytelnikowi w pełnych emfazy słowach, że Kopernik musiał ją zajmować od samego początku swego pobytu we Fromborku, tj. od wiosny 1512 r., czego jednak wcale nie uzasadnia. Tak oto tworzą się mity, i to za pośrednictwem skądinąd bardzo solidnych i zasłużonych badaczy.

Prowe podaje też opis wieży Kopernika: “Curia Copernicana, zwana także wieżą (turris) lub wieżyczką (turricula) starszego pochodzenia i staranniej niż inne zbudowana, zawiera oprócz sutereny trzy kondygnacje [w istocie cztery — przypis JP oraz zdjęcie]. Sięgający do jej drugiego piętra mur obronny otaczający wzgórze katedralne łączy ją z niższą wieżą bramną dziedzińca katedralnego. Przez drzwi, które istniały jeszcze za poprzedniego pokolenia, można było bezpośrednio z wieży wejść na rozszerzający się w rodzaj ganku mur. Ten ganek wykorzystał Kopernik — oprócz wieży — do obserwacji”.

Na czym opierał się Prowe, formułując w r. 1883 w ten sposób swoje twierdzenie? Otóż cytuje on w przypisie niepewne i nieco mętne świadectwo szwajcarskiego fizyka i matematyka Johanna Bernoulliego, który w podróży po Brandenburgii, Pomorzu i Prusach zahaczył w 1778 r. o Frombork, by zwiedzić pamiątki po Koperniku: “Wziął nas natychmiast ze sobą i po zwiedzeniu mieszkania Kopernika poprowadził nas schodami na górę do czystego pokoju, z którego rozlegał się piękny widok, i w którym znajdował się portret Kopernika dobrze zachowany, ale zapewne w nowszych czasach malowany. Tutaj miał ten największy z kosmologów i astronomów wykonać większość swoich obserwacji; z tego pokoju idzie wąski ganek do blisko położonej dzwonnicy, który to ganek pod gołym niebem służył czasem do obserwacji”.

Relacja ta, krótka i niedokładna, relacjonuje po prostu tradycję zakorzenioną w końcu XVIII wieku we Fromborku, że Kopernik wykonywał swoje obserwacje częściowo z okien wieży, a częściowo z obronnego ganku biegnącego wzdłuż murów. Ganek ten, o szerokości około jednego metra, nie był nakryty dachem i opasywał wieżę od wschodu i południa, łącząc się z dalszymi gankami prowadzącymi do wieży bramnej i oktogonu z dzwonnicą. Na ganek ten miały wychodzić rzekomo drzwi z najwyższego pokoju wieży i który miał jakoby Kopernik używać do celów obserwacji. Tradycję tę przekazywał Bernoulliemu ówczesny proboszcz katedry, kanonik Borowski. Bernoulli zastrzega się zresztą, że to nie jest pewne, gdyż pisze ostrożnie: “według wszelkiego prawdopodobieństwa”.

Architekci z Politechniki Warszawskiej badając wieżę w latach 1948-1964 znaleźli zamurowane drzwi na miejscu później wprawionego okna wschodniego tylko na czwartej kondygnacji wieży, a więc na wyższym poziomie ganków obronnych. Na ostatniej zaś, piątej kondygnacji, żadnych starych otworów drzwiowych nie znaleziono.

Należy w tym miejscu jak najmocniej podkreślić charakterystyczną okoliczność, że w relacji Bernoulliego nie ma nigdzie mowy o żadnym tarasie obserwacyjnym ani o rozbudowanym czy też poszerzonym ganku. Gdyby taki istniał, szwajcarski uczony musiałby go zauważyć podczas zwiedzania wieży. Pisze on tylko o małym ganku i przypuszczalnie chciał przez to podkreślić, że był on wąski. Przeciętna szerokość ganków obronnych wynosiła około metra, nie nadawały się więc one do ustawiania dużych narzędzi.

Okazuje się więc, że notatka Bernoulliego, ceniona prawdopodobnie wysoko przez Prowego jako źródło historyczne, nie wytrzymuje krytyki. Opierając się na niej Prowe popełnił błąd, który powtarzali za nim bezkrytycznie następni kopernikolodzy, np. Eugen Brachvogel, nie wyłączając naszego Jeremiego Wasiutyńskiego. Ten ostatni opisuje ze szczegółami widok z okien pracowni Kopernika, nie będąc nigdy we Fromborku.

W opisie Bernoulliego i tych, którzy mu zawierzali, kryje się zatem źródło mitu o wieży Kopernika — Turris Copernicana — jako równoznacznej z jego obserwatorium. Brachvogel, fromborski wikary katedralny w latach 1912-1942, rozwinął ów mit do maksymalnych granic, wmawiając dodatkowo czytelnikom istnienie “poszerzonego ganku drewnianego” do ustawiania narzędzi — tak dalece obserwacja z wąskiego ganku obronnego wydawała się wszystkim nieprawdopodobna i nie przemawiająca do przekonania. Tak też namalował Kopernika Jan Matejko ok. r. 1873, gdy w zachwycie nad pięknem i tajnikami wszechświata siedzi na jakimś ganku opodal instrumentu zwanego triquetrum. W jakiejś więc mierze i Matejko, wspaniały malarz ale nie historyk nauki (w treści jego obrazu kryje się szereg znanych anachronizmów), przyczynił się do rozpowszechnienia owego mitu.

Minimalne rozmiary hipotetycznego balkonu czy ganku, potrzebnego do obserwacji, trzeba by ocenić co najmniej na 2×2 lub 3×3 metry. Jednakże ani architektom, ani archeologom (kopiącym w tym celu w 1963 r. pod wieżą) nie udało się odnaleźć śladów domniemanego balkonu, po którym musiałby zostać jakiś fundament, jeśli miał on stanowić względnie stabilną podstawę dla ciężkich instrumentów. Może i Matejko korzystał z pamiętników Bernoulliego; na pewno opierał się na zdjęciach fotograficznych nadesłanych z trudno wówczas dostępnego dla Polaka Fromborka. Zdjęcia te są przechowywane w Domu Jana Matejki w Krakowie.

Na tę sprawę, powikłaną przez historyków niemieckich, pada wiązka światła ze strony polskiej. Mianowicie Jan Śniadecki napisał w 1802 r. pierwszą w języku polskim rozprawę o Mikołaju Koperniku, tłumaczoną na wiele języków obcych.

Jest tam wiadomość o podróży naukowej Tadeusza Czackiego i Marcina Molskiego po dawnych polskich Prusach i Warmii, przedsięwziętej z ramienia Towarzystwa Naukowego Warszawskiego w celu poszukiwania pamiątek po wielkim astronomie. Obaj uczeni zreferowali Śniadeckiemu naukowe wyniki swej podróży w liście datowanym w Królewcu dnia 12 sierpnia 1802 r., zamieszczonym przez Śniadeckiego w przypisach: “W drodze naszej przedsięwziętej dla zebrania pamiątek zgasłej Ojczyzny, szukaliśmy także Mikołaja Kopernika pomników. Odkrycia nasze, chociaż małe, składamy i z naszej chęci i z woli Zgromadzenia przed tym, który rozbiór dzieł jego z opisem życia przedsięwziął… Mikołaj Kopernik był kanonikiem warmińskim i administratorem dóbr kapitulnych Olsztyn. Dzieląc w obydwu miejscach swoje bawienie, w jednym i drugim miał swoje Gwiazduważnie, czyli Obserwatoria… Pokazują nad drzwiami wykutą dziurę, przez którą promienie słoneczne wpuszczone były od punktów naznaczonych w drugiej izbie, lecz sześć lat temu dopiero, jak teraźniejszy mieszkaniec kilkunastą cegłami te próżne miejsca złożył [Śniadecki komentuje: „Był to zapewne gnomon astronomiczny, który sobie w swym mieszkaniu sporządził Mikołaj Kopernik do czasu południa, do wysokości południowych Słońca, do obserwacji Solstitiorum et Aequnoctiorum i dochodzenia pochyłości ekliptyki”]… Wieża bliska, na którą wchodził Mikołaj Kopernik i tam noce trawił, jest źle utrzymywana, a na dole więźnie teraz osadzeni, kajdanami brzęczą”.

Najistotniejszy jest następujący ustęp: “Byliśmy w jego domu: niewielką na wyższym piętrze zawiera izbę, z której jest galeria do dawnej jego Gwiazduważni i schody jeszcze z dołu można w ułomku widzieć”. “Galerią” tą musiał więc Kopernik dochodzić do jakiegoś opodal leżącego miejsca, najprawdopodobniej do jednej z sąsiednich wież. Mogła to być zarówno baszta bramna, jak i nieco dalszy, lecz bardziej nadający się do tego celu bastion ośmioboczny. Autorzy listu wcale nie sugerują, że tą “gwiazduważnią” miała być wieża Mikołaja Kopernika lub poszerzony ganek obronny, zwany przez nich “galerią”.

Rozważając źródła polskie należy przytoczyć nadzwyczaj interesującą wzmiankę w pamiętnikach podróży Juliana Ursyna Niemcewicza. Pisze on: “Trwa dotąd kanoniczne mieszkanie, które wielki ten człowiek zajmował. Składa się z niewielkiego przedpokoju, pokoju i alkierza. Na drugiej stronie izba do ksiąg i nauki; z niej ganek wąski drewniany, spróchniały już całkiem, prowadzący do wieżyczki, gdzie było obserwatorium”.

Podobnie więc jak Czacki i Molski, wskazuje Niemcewicz na jakąś wieżyczkę, gdzie miało był obserwatorium. Widocznie chodziło tu jednak o inną wieżę (“wieżyczkę”) niż ta, w której znajdowało się mieszkanie — wszak trzeba było do niej dopiero dochodzić po drewnianym, wąskim ganku, spróchniałym już w czasie pobytu Niemcewicza we Fromborku w 1817 r. i prawdopodobnie wkrótce potem rozebranym. Wiadomość o obserwatorium ma duże cechy prawdopodobieństwa, jak to okaże się dalej, natomiast opis mieszkania Kopernika nie może mieć wartości, gdyż izby w wieży były od czasu śmierci astronoma wielokrotnie przebudowywane przez kolejnych lokatorów.

W sumie można zatem stwierdzić, że ani Bernoulli w 1778 r., ani Czacki i Molski w 1802 r., ani Niemcewicz w 1817 r. nie widzieli przy wieży Kopernika żadnego pomostu czy ganku, który mógłby ich zdaniem służyć astronomowi jako miejsce obserwacji. Przeciwnie, mówią o ganku, którym się dopiero idzie do miejsca obserwacji. W sprawie obserwacji i obserwatorium Kopernika wypowiada się także Brachvogel. Powracał on do wersji szerzonej przez Prowego, a więc uznającej Turris Copernicana równocześnie za pracownię, mieszkanie i obserwatorium astronoma. Toteż praca ta byłaby właściwie mało ciekawa, gdyby nie zawierała niezmiernie interesującej wzmianki o wypowiedzi współczesnego Kopernikowi kanonika Dytryka z Radzynia. Brachvogel pisze, że kanonik ten w swoich wspamnieniach mówi o “obserwatorium z rusztowaniem, stołkiem obserwacyjnym i wałem, przeto o jakiejś budowie w terenie i o wieży, nie wspominając o żadnym balkonie albo ganku obronnym”. Brachvogel nie komentuje tego arcyciekawego znaleziska — jest nim wyraźnie zaskoczony. Niestety, cytuje w tym miejscu jedynie Spicilegium Copernicanum F. Hiplera, gdzie na str. 115 można znaleźć wprawdzie pewne szczegóły o samym Dytryku z Radzynia, nie ma natomiast żadnych cytatów z jego pism czy listów, a w szczególności wyżej cytowanego fragmentu. Wiadomo, że Dytryk z Radzynia należąc do grona najbliższych przyjaciół Kopernika był obok Niederhoffa, Donnera i Loitscha jednym z wykonawców testamentu astronoma. Toteż znalezienie oryginału tego dokumentu, tak cennego dla naszego problemu, mogłoby mieć olbrzymie znaczenie.

Notatka brzmi bardzo wiarygodnie i przekonywująco. Wszak oprócz narzędzi musiał Kopernik posiadać jakiś zydel obserwacyjny, służący chociażby do zapisywania dostrzeżeń. W niektórych pozycjach, zwłaszcza przy znacznych odległościach zenitalnych ciał obserwowanych, triquetrum wymagało na pewno jakiegoś podium, schodków, względnie podestu. Taki podest mógł Dytryk z powodzeniem nazwać rusztowaniem czy też pomostem (Ger¨st). Najtrudniej — zdawałoby się — wytłumaczyć, do czego służył ów “wał” (Wall).

Tu należy zatrzymać się dłużej nad pewnym ustępem z pracy wybitnego niemieckiego historyka astronomii, Ernsta Zinnera, który pisze:

“Istnieje jednak stara wiadomość o miejscu obserwacji Kopernika. Brahe mówi, przy sposobności opisywania obserwacji swojego współpracownika we Fromborku w 1584 r. (był nim Eliasz, syn Olafa, Morsianus Cimber), że Kopernik obserwował — według relacji współmieszkańców — na wieżyczce (turricula), wznoszącej się bardzo niedaleko na wschód od zabudowań kanonika Ekharda z Kępna (Ecardus de Kempen). Co oznacza słowo wieżyczka — turricula? Otóż wiadomo, iż w ten sposób określał Tycho Brahe dwie wieże obserwacyjne, wysokości 18 stóp, w swoim obserwatorium “Uraniborg” na wyspie Hven (Ven). Wobec tego słowo to nie może się odnosić do dwa razy wyższej wieży Kopernika. Do tego dochodzi jeszcze okoliczność, że na zachód od niej, gdzieś bardzo blisko, położone było domostwo Ekharda z Kępna. Bezpośrednio na zachód od wieży Kopernika znajduje się głęboki wąwóz, tak że określenie miejsca przez Tychona Brahe nie może się zgadzać. Czy była wówczas jakaś niższa, nie mająca dachu wieża, która mogłaby tu wchodzić w rachubę?” I tu, pozbawiony właściwej informacji architektonicznej, autor gubi się i konkluduje: “Ponieważ nie wiadomo, gdzie stało domostwo Ekharda z Kępna, przeto możemy sobie zaoszczędzić dalszych rozważań”. Zresztą Zinner wątpi, czy Kopernik w ogóle miał kiedykolwiek jakieś “obserwatorium”.

Tymczasem prawda była już bardzo blisko, należało tylko odpowiednio zinterpretować przekaz Tychona Brahe. Mimo wszystko niektóre stwierdzenia Zinnera stanowią znaczny krok naprzód. Po pierwsze, w sposób autorytatywny i stanowczy — jako pierwszy z astronomów fachowych — wypowiedział się przeciwko tradycji o drewnianym ganku obserwacyjnym Kopernika. Bowiem obserwacja z takiego balkonu jest z astronomicznego punktu widzenia kompletnym absurdem. Każdy krok obserwatora lub pomocnika musiałby wpłynąć na zmianę nachylenia przyrządu, którego utrzymanie w pionie jest jednym z kardynalnych warunków udania się obserwacji. Sam to stwierdziłem, próbując z drem J. Gadomskim obserwować we Fromborku przy pomocy zrekonstruowanego triquetrum. Zinner słusznie więc zwrócił uwagę, że obserwatorium Kopernika należy szukać gdzie indziej.

W sumie istnieją aż trzy źródła zaprzeczające istnieniu mitycznego obserwatorium na poszerzonym ganku przy wieży Kopernika.

  1. Wnioski, jakie wypływają z opisu wieży Kopernika dokonanego przez T. Czackiego i M. Molskiego oraz przez J. U. Niemcewicza.
  2. Poszukiwania archeologiczne w r. 1963, które nie ujawniły żadnego śladu ewentualnego podmurowania ganku.
  3. Odpowiednie stwierdzenie E. Zinnera.

Część 2. Pavimentum przy kurii i ośmiościenna wieża

Gdzie w takim razie należy szukać obserwatorium, skoro nie było go na poszerzonym ganku obronnym przy wieży Kopernika?

W 1961 r. inż. Adam Penconek wystąpił z hipotezą, że obserwatorium znajdowało się na ośmiobocznej, niskiej wieży (patrz rysunek poniżej) w południowo-zachodnim narożu warowni. Ośmiobok ten wykazuje cechy budowli obronnej z początków XV wieku. Czy pierwotnie stała jakaś inna wieża na tym miejscu? Dotychczasowe badania ośmioboku nie dały na to pytanie odpowiedzi; sądząc jednak z analogii, mogła na tym miejscu stać niegdyś wieża narożna, podobna do wieży Kopernika albo do również kwadratowej wieży południowo-wschodniej, którą później, w pierwszej połowie XVI w. wchłonął pałac biskupi, czy też do wieży północno-wschodniej. Możliwe, że ta pierwotna wieża została rozbudowana później, około XV w., w najsilniejszy obiekt obronny całej twierdzy fromborskiej. Świadczą o tym mury siedmiometrowej grubości. We wnętrzu tego unikalnego na ziemiach polskich bastionu znajduje się również ośmioboczny podworczyk; do niego uchodzą otwory kilku wnęk obronnych zakończonych strzelnicami, służących do ustawiania hakownic.

Plan sytuacyjny okolicy bastionu ośmiobocznego (1) i wieży Kopernika (2). Kanonie: św. Stanisława (A), św. Michała (B) i św. Piotra (C). Poniżej wieża ośmioboczna wg rekonstrukcji inż. A. Penconka z domniemanym tarasem obserwacyjnym Kopernika (astronom obserwujący za pomocą triquetrum).

Zachowało się świadectwo, że już w 1448 r., za czasów biskupa Franciszka Kuhschmalza, wystawiono na ośmioboku drewnianą zapewne dzwonnicę, co najwyżej wykonaną metodą muru pruskiego, tzw. szachulca (Fachwerk), gdzie wiązania z belek wypełnione są murem. Po dwustu latach była ona już w stanie grożącym katastrofą i trzeba było ją podeprzeć kilkudziesięcioma pniami drzewnymi. Nie byłoby to możliwe, gdyby była zbudowana z masywnego muru. Po tej XV-wiecznej wieży najdrobniejszy choćby ślad się nie zachował.

Dalsze losy wieży nie są już tak bardzo interesujące, warto tylko wspomnieć, że po długich pertraktacjach kapituły z biskupem Janem Stefanem Wydżgą doszło wreszcie do budowy nowej barokowej dzwonnicy, którą w 1685 r. doprowadzono do konstrukcji dachowej, ale dopiero wtedy gdy spadkobiercy zmarłego jesienią 1685 r. biskupa Wydżgi wpłacili 60 000 złotych polskich. Wieżę wykończono dopiero za biskupstwa Michała Radziejowskiego.

Wydaje się, że gdy Kopernik powrócił na stałe do Fromborka w 1521 r., zaniedbał ostatecznie i całkowicie ogrodową platformę na rzecz ośmiobocznego bastionu. Dokoła dzwonniczki było jeszcze dużo miejsca na ustawienie narzędzi obserwacyjnych. Między ścianą wieży a murem zewnętrznym rozciągało się sześć metrów płaskiego, nadzwyczaj solidnego tarasu, którego część musiał Kopernik dokładnie spoziomować przy pomocy chorobates czyli hydroscopium. Zewnętrzny mur, ponacinany w zęby strzelnic, osłaniał w sposób niemal doskonały narzędzia i obserwatora od wiatru, nie stanowiąc jednak równocześnie przeszkody w obserwacji, odcinając co najwyżej kilka stopni tuż nad horyzontem.

Jak wiadomo z zapisków Dytryka z Radzyna, prócz narzędzi pozostało jeszcze “podium-rusztowanie” konieczne przy obserwacjach za pomocą triquetrum wówczas, gdy wysokość obserwowanego ciała niebieskiego była niewielka. Składało się ono zapewne ze schodków połączonych z małą platforemką i poręczami. Zydel i latarnia, tzw. “ślepa”, a więc dobrze osłonięta, dopełniały akcesoriów.

A. Penconek uzasadnia swoją hipotezę argumentem, że Astronom znalazł na ośmiobocznym bastionie niezawodnie najlepsze warunki obserwacyjne, spokój od ludzi, zacisze od wiatrów, które nad morzem musiały być silne, a przede wszystkim solidną podstawę pod swoje instrumenty i odsłonięty horyzont. Pocóż więc szukać sztucznych hipotez z poszerzaniem ganków obronnych, skoro tuż obok, w miejscu zupełnie łatwo dostępnym, znajdowało się idealne obserwatorium astronomiczne?

Aby rozwinąć tę hipotezę należało tylko przebadać raz jeszcze wskazane przez Zinnera źródło: przekaz Eliasza Morsianusa Cimbera z roku 1584, dotyczący jego obserwacji we Fromborku. Znajdujemy go w tomie 10 zbioru prac Brahego Tychonis Brahe Dani Opera Omnia. Już sam tytuł jest źródłem niezmiernie ważnym dla nas wiadomości o obserwatorium Kopernika we Fromborku. Brzmi on w tłumaczeniu na język polski:

Dodatek do obserwacji roku 1584. Obserwacje astronomiczne dokonane w Niemczech roku 1584 przy pomocy sekstansu trygonicznego.
Następują obserwacje południkowe niektórych wysokości Słońca i niektórych gwiazd wykonane nowym sekstansem we Fromborku w Prusach, gdzie niegdyś żył Kopernik, w celu znalezienia dokładnej wysokości bieguna tej miejscowości i także niektóre z tej samej przyczyny wykonane w Królewcu.
We Fromborku w Prusach czyli na Warmii, w zabudowaniach Pana Ecarda z Kępna, najbliższych od zachodu tej wieżyczki, na której Mikołaj Kopernik — według świadectwa współmieszkańców — wykonał wszystkie swoje obserwacje.

Ów przydługi tytuł, a zwłaszcza jego ostatni człon, jest dla omawianego zagadnienia rewelacyjny, bowiem określa miejsce obserwacji Kopernika jako wieżyczkę stojącą na wschód od zabudowań kurii Ekharda z Kępna i to najbliższej od nich. Lecz jaka to była wieżyczka i które zabudowania?

Spójrzmy na plan sytuacyjny najbliższych okolic wzgórza katedralnego (rysunek powyżej). Po stronie zachodniej ciągu zabudowań obronnych — wieża Kopernika, baszta bramna, dzwonnica — znajdują się trzy stare kanonie: św. Stanisława Kostki, św. Michała Archanioła i św. Piotra. Ich dzisiejszy wygląd zewnętrzny nosi raczej późny charakter (barok, XVIII w.). Gdy jednak zważymy, ile razy domy te od swego powstania były niszczone oraz palone, a następnie odbudowywane i przebudowywane, możemy śmiało przypuścić, iż wszystkie trzy kurie musiały powstać prawie równocześnie jeszcze w średniowieczu.

Według brzmienia przytoczonego dokumentu należy jednak wybrać te domy, które leżały najbliżej wieżyczki. Z tego powodu kanonia św. Michała musi chyba definitywnie odpaść, jako że jest ona najbardziej oddalona od zabudowań obronnych. Wyboru należy więc dokonać z pomiędzy dwóch pozostałych kurii — św. Stanisława i św. Piotra.

Pozostawałoby więc wybrać wieżyczkę, a więc jedną z trzech wież zachodniego ciągu murów obronnych. Skoro jednak wieża Kopernika odpada jako obserwatorium, a baszta bramna również do obserwacji się nie nadawała, pozostaje jedynie przyjąć hipotezę, że Cimber miał na myśli ośmioboczna wieżę południowo-zachodnią, na której w czasie późniejszym (w r. 1685) wybudowano wysoką, masywną dzwonnicę katedralną. Jeśli przyjąć to założenie, na planie bardzo łatwo można znaleźć domostwo położone najbliżej owego ośmioboku od strony zachodniej. Jest nim odległa od niego tylko o 29 m kuria św. Piotra. Byłyby to więc zabudowania, z których obserwował Eliasz Morsianus Cimber.

Świadectwu Cimbera o miejscu obserwacji Kopernika należy przyznać pełną wiarogodność. Powstało ono zaledwie 41 lat po śmierci Astronoma, gdy jeszcze starsi ludzie mogli dobrze pamiętać sędziwego kanonika przechodzącego do swej wieży po gankach ochronnych do obserwatorium na ośmiobocznym bastionie.

Warto z kolei powrócić do lektury dziennika Cimbera. Następuje wykaz obserwacji, jakie wykonał w dniach od 17 maja do 4 lipca (tj. od 27 maja do 14 lipca według kalendarza gregoriańskiego, który już wówczas obowiązywał w Polsce).

I tu natrafia się na zupełną nowość, nie dostrzeżoną dotychczas przez żadnego z kopernikologów. Morsianus Cimber pisze bowiem:

Dnia 17 (= 27) maja, ustawiwszy instrument w przybliżeniu w południku, obserwowałem częściej wysokość Słońca, aż doszło do największego wzniesienia nad horyzontem i znalazłem ją równą 57°0′10″. Potem wysokość stale malała. Dnia tego około południa niebo było bardzo czyste, chociaż później niekiedy chmury przesłaniały Słońce, jednak upewniłem się cokolwiek co do kierunku linii południkowej biegnącej przez płaszczyznę, trwale spojoną z trzonem (= cokołem).

Uwagi te, będące wstępem do pracy Eliasza Cimbera, zdradzają oprócz pewnych wskazówek metodycznych, jak np. sposób ustawienia narzędzia — niezmiernie ciekawy fakt, że Cimber umieszczał swój trygoniczny sekstans na specjalnym podmurowaniu, mającym — jak pisze — płaską podłogę (planities). W dodatku przez tę płaszczyznę przebiegała linia południkowa (linea meridiana), która była w sposób trwały i zapewne bardzo mocny, połączona (a więc chyba wmurowana) z trzonem (fundamentu). Można wnosić, że linia ta była sporządzona z jakiegoś metalu, dobrze zabezpieczonego przed korozją, przetrwała bowiem przy nie zmienionym położeniu co najmniej 70 lat, jakie dzielić je musiały od zbudowania platformy. Można bowiem założyć, że zbudował ją sam Mikołaj Kopernik po przybyciu do Fromborka i osiedleniu się w otoczonej ogrodem kanonii za murami, a więc między rokiem 1512 a 1514, kiedy to rozpoczął już systematyczne obserwacje Słońca kwadrantem słonecznym z pavimentum.

Wniosek powyższy wydaje się łatwy do przyjęcia, jeśli przypomni się odpowiedni ustęp z De Revolutionibus (księga II, rozdział 2) opisujący taką właśnie platformę (pavimentum):

“Mając tak przygotowane narzędzie [mowa o kwadrancie] należy oznaczyć linię południkową na podstawie brukowanej, ustawionej w płaszczyźnie poziomej i jak najstaranniej wyrównanej przy pomocy hydroscopium czyli chorobates, by się na żadną nie nachylała stronę. Po nakreśleniu na niej koła, w środku jego utwierdźmy wskazówkę i kiedy niekiedy uważając przed południem, tam gdzie koniec cienia dotknie okręgu koła, znak połóżmy. Podobnie zrobimy po południu, a łuk koła między dwoma zaznaczonymi punktami zawarty, podzielimy na dwie równe części. Linia prosta poprowadzona od środka koła przez punkt podziału łuku, wskaże nam niemylnie południe i północ. Do tej jakgdyby bazy przykłada się płaszczyznę narzędzia i ustawia się ją prostopadle z obróconym ku południowi środkiem, aby z niego spuszczona linia pionowa (pion) tworzyła kąty proste z linią południową. Tym sposobem płaszczyzna narzędzia będzie wyobrażała koło południkowe.”

Już sam fakt, że Kopernik daje tak szczegółowy opis wymaganej, koniecznie murowanej podstawy, nasuwa wniosek, że musiał taki postument posiadać, skoro posługiwał się kwadrantem. W opisie Cimbera truncus (trzon fundamentu) a także linea meridiei planities (linia południkowa i płaszczyzna) odnoszą się niewątpliwie do czegoś realnego, co istniało w rzeczywistości, a nie w wyobraźni.

Ostatnie zdania zapisku pozwalają ponadto mniemać, że nie chodzi tu o nową podstawę pod sekstans trygoniczny, świeżo przez Cimbera zbudowaną. Gdyby bowiem budował ją Cimber, starałby się na samym początku obserwacji nakreślić nowy południk, a nie upewniałby się “co do (kierunku) linii południka biegnącego przez płaszczyznę i bardzo trwale połączonej z trzonem”.

Do tego dochodzi jeszcze ta okoliczność, że Cimber przybywszy z Danii do Fromborka w dniu 13 (23) maja, absolutnie nie miał czasu na zbudowanie nowej podłogi obserwacyjnej na solidnym fundamencie kamiennym. Niepodobna wyobrazić sobie, by przy największym nawet pośpiechu w ciągu trzech dni zdołano wykopać w ziemi otwór na fundament, chociażby tylko minimalnych rozmiarów około 2×2 m, wyłożyć go najpierw płaskimi kamieniami, “podstawkami”, a następnie kamieniami narzutowymi, wyrównać gruzem, a wreszcie ułożyć na tym wszystkim podłogę ceglaną lub z kostki kamiennej, używając do umocnienia zaprawy murarskiej, a zatem jeszcze powierzchnię jej spoziomować. Stanowczo takiej sztuki nikt nie mógłby dokazać. Eliasz prowadził dokładny dziennik meteorologiczny, z którego odczytujemy, że dnie 13, 14, 15 i 16 maja tego roku były we Fromborku wybitnie dżdżyste i chmurne; wiały silne wiatry z kierunków północnych. Dopiero dzień 17 maja i następująca po nim noc były pogodne i nadające się do obserwacji.


Pomnik Mikołaja Kopernika z 1853 roku .Odlany z brązu pomnik wybitnego toruńczyka Mikołaja Kopernika autorstwa Fryderyka Chrystiana Tiecka znajduje się przed Ratuszem na Rynku Staromiejskim. Na pomniku widnieje napis: “Mikołaj Kopernik, toruńczyk, ruszył Ziemię, zatrzymał Słońce i niebo”. Pomnik zaraz obok Ratusza i jego wieży.

Najprawdopodobniej więc Eliasz Morsianus spędził te pierwsze dni pobytu we Fromborku na odczyszczaniu i przygotowywaniu do obserwacji starej platformy Kopernika, która w ciągu kilku dziesiątków lat dzielących od śmierci Astronoma mogła zniknąć pod grubą darnią. Trzeba też było oczyścić linię południkową, pewnie też nieco draśniętą zębem czasu.

Istnieje jednak jeszcze jedna zapiska — w księdze kasy budowlanej kapituły fromborskiej — z daty około 31 marca 1513 roku, która już chyba rozprasza wszelkie wątpliwości, czy Kopernik budował pavimentum. Dokument poświadczony przez Baltazara Stockfischa wymienia Kopernika pośród innych kanoników, antonitów, proboszczów, jako nabywcę w cegielni katedralnej i wapienniku 800 sztuk kamienia murarskiego oraz wapna. Taka ilość kamienia ciosanego o przybliżonych wymiarach 50×30×25 cm wystarczała w zupełności do zbudowania podmurowania wymaganych wymiarów 4×4×2 m. O dokumencie tym wspomina E. Brachvogel.

Inne zapiski w dzienniku Cimbera nie są już dla niniejszych dociekań istotne; dotyczą bowiem głównie warunków atmosferycznych w czasie obserwacji, mogących wpłynąć na ich dokładność. Pobyt we Fromborku Eliasza Morsianusa był na pewien okres przerwany dla analogicznych pomiarów w Królewcu.

Cel ekspedycji wysłanej przez Tychona Brahe na Warmię został osiągnięty. Szerokość geograficzna Fromborka, równa wysokości bieguna tego miejsca, wypadła 54°22′00″ (z obserwacji Słońca 54°21′42″, z gwiazd — 54°22′18″), podczas gdy średnia wartość z dwu podanych na dwóch różnych miejscach De Revolutionibus, a więc przyjmowana przez Kopernika, wynosi 54°19′34″. Wartość dzisiaj przyjmowana (54°21′34″) leży między wartościami przyjmowanymi przez Kopernika i Tychona Brahe.

Fakt istnienia na platformie kopernikowskiej specjalnej linii południkowej i to najprawdopodobniej metalowej, nasuwa przypuszczenie o szczególe konstrukcyjnym podstawy kwadrantu słonecznego. Musiała ona zapewne mieć odpowiednie wycięcia w poziomych podstawach kwadrantu, aby możliwe było automatyczne ustawienie narzędzia w południku. Sposób, w jaki rozwiązali to zagadnienie Feliks i Tadeusz Przypkowscy w Jędrzejowie około 1948 r., nie znając oczywiście wyników ostatnich badań, nie pozwoliłby na stabilne ustawienie narzędzia w południku, co było sprawą nadzwyczaj ważną. Narzędzie ustawione w sposób zaproponowany przez Przypkowskich chwiałoby się przy najlżejszym nawet podmuchu wiatru.

Tu należy powrócić do wspomnianej już wypowiedzi Dytryka z Radzyna, którą E. Brachvogel wykrył w jakichś aktach. Ta pierwotnie niezrozumiała wiadomość stała się nagle prawie zupełnie jasna. Dytryk opisuje kopernikowski fundament, pavimentum, pozostały po nim — jak to już wiadomo — w ogrodzie kanonii poza murami. Jasne staje się teraz zastosowanie owego zagadkowego “wału”: po prostu Kopernik dla zabezpieczenia się przed spadnięciem z bądź co bądź wysokiej podmurówki, mógł otoczyć pavimentum wałem ziemnym, zamiast budować niewygodne, drewniane poręcze. Podłoga pavimentum wznosiła się zapewne do 0,5 m ponad sąsiedni teren i należało koniecznie pomyśleć o zabezpieczeniu się przed upadkiem z tej wysokości, co było zwłaszcza aktualne w czasie obserwacji nocą. Przyjmując hipotetyczne wymiary podłogi jako kwadrat o boku 4 m, sporządziłem model pavimentum otoczonego wałem ziemnym i uzbrojonego metalowym południkiem. Szyna metalowa przecina jedynie połowę szerokości podłogi; gdyby bowiem była dłuższa, utrudniałaby przesuwanie po planities pavimenti innego instrumentu — triquetrum, jak również chodzenie.

Obserwacje Słońca i szerokości geograficznej Fromborka (a tym samym nachylenie ekliptyki do równika) rozpoczął Kopernik z pavimentum nie wcześniej niż w lecie 1513 r. Prowadził je na pewno w roku najintensywniejszych badań długości roku zwrotnikowego, od jesieni 1515 do jesieni 1516 r. Nie popełni się chyba błędu datując wykonanie przez Kopernika jego drewnianych narzędzi właśnie na lata 1512-1515.

Obserwacje z platformy przerwał wyjazd Kopernika do Olsztyna związany z objęciem funkcji administratora dóbr kapitulnych. Nie wiadomo, czy wiedział on, na jak długo opuszcza Frombork; przypuszczalnie sądził, że powróci po trzech latach, na taki bowiem okres mianowano administratorów. Dla astronoma wyjazd na czas dłuższy bez możności kontynuowania obserwacji jest rzeczą bardzo przykrą. Ale jakże Kopernik mógł zabrać ze sobą kwadrant, skoro ten związany był organicznie z murowaną podstawą? Takie same pavimentum trzeba by zbudować w Olsztynie. Nie było to zapewne takie łatwe, skoro tego nie uczynił. Po prostu zostawił kwadrant w domu, co było — jak się okaże — brzemienne w następstwa.

Teraz jest już chyba oczywiste, dlaczego Eliasz Morsianus Cimber swój trygoniczny sekstans umieścił dla obserwacji w zabudowaniach pana Ekharda z Kępna zamiast na “wieżyczce”. Dowiedziawszy się w jakiś sposób o istnieniu pavimentum na terenie kurii, nie mógł jednak zająć stanowiska obserwacyjnego na ośmiobocznej wieżyczce, pomimo że Kopernik miał tam jakoby wykonać “wszystkie” swoje obserwacje fromborskie. Dla astrometry, jakim był Cimber, było rzeczą oczywistą, że obserwacje szerokości geograficznej należy przeprowadzić z tego samego miejsca, z którego obserwował jego wielki Poprzednik, zamiast dopiero potem nawiązywać geometrycznie oba miejsca do siebie. Odnośnie tego musiał Cimber otrzymać ścisłe instrukcje od Tychona Brahe. Co się tyczy słów “wszystkie obserwacje” użytych w tytule dziennika Cimbera, to odnosi się wrażenie, że jest to przykład dość powszechnie stosowanego uproszczenia, kiedy się mówi “wszystkie” zamiast “prawie wszystkie”. Można by to również tłumaczyć brakiem pamięci współczesnych Kopernikowi mieszkańców Fromborka, których badał Cimber. Pamiętali oni dobrze, skąd Astronom obserwował niebo w późniejszych latach swego życia, mogli natomiast zapomnieć, a nawet nie wiedzieć, skąd oglądał je w pierwszych latach swego tu pobytu, zwłaszcza, że platforma mieściła się gdzieś na uboczu, zapewne w ogrodzie kwiatowym lub warzywnym, wewnątrz folwarczku ogrodzonego opłotkami, jeśli nie murami.

Frombork

Część 3. Mieszkania Kopernika we Fromborku

Pierwszym udokumentowanym mieszkaniem Kopernika we Fromborku było położone poza murami obronnymi alodium (kuria zamurna), które otrzymał w 1499 r. przez opcję, która odbyła się po śmierci dziekana kapituły, Krzysztofa Tapiau. Odpowiedni dokument ma następujące brzmienie (w tłumaczeniu z łaciny):

“W roku pańskim 1499 nazajutrz po św. Dorocie [7 lutego] dokonano opcji folwarków przez podpisanych kanoników: kanonik prepozyt optował alodium w Czawer, niegdyś kanonika dziekana, kanonik Kasper otrzymał…, kanonik Andrzej [Kopernik] zatrzymał…, kanonik Baltazar [Stockfisch] otrzymał…, kanonik Wojciech…, kanonik Michał [Fox]…, kanonik Mikołaj Kopernik optował wolne alodium po kanoniku Michale [Fox], kanonik-kantor Jan Sculteti optował alodium w Zandekowie”.

Następny dokument pochodzi z 1512 r. i stwierdza, że Kopernik zamienił alodium otrzymane w 1499 r. na inne, tym razem po Baltazarze Stockfischu. Ta kanonia, znajdująca się poza murami, stanowiła według wszelkiego prawdopodobieństwa w czasach późniejszych, tj. około 1584 r., alodium kanonika Ekharda z Kępna, skąd obserwował Eliasz Cimber. A oto polskie brzmienie owego dokumentu:

“W roku 1512… kanonik Baltazar [Stockfisch] optował alodium prepozyta, jego [alodium] Doktor Mikołaj Kopernik, jego [kurie] Pan Doktor Jan Archidiakon, jego zaś [kurię] optowałem ja Jan…”

Tu przypomnieć należy, że każdy z kanoników fromborskich miał prawo posiadać dwa mieszkania: jedno wewnątrz murów (curia intra muros) oraz drugie, położone na zewnątrz murów katedralnych (curia extra muros). Były to dobra kanoników (bona canonicorum), zwane w skróceniu alodiami. Był to rodzaj folwarków, gdzie oprócz domu mieszkalnego stały zabudowania gospodarcze, do nich zaś przytykały ogrody oraz sady i pola uprawne.

Wydawałoby się, że sięgnąwszy do akt kapituły nie powinno być rzeczą trudną ustalenie, jakie kurie zajmował Kopernik. Niestety, materiał archiwalny kapituły fromborskiej jest w tej dziedzinie bardzo skąpy, a istniejące zapiski bardzo lakoniczne. Sprawę komplikują jeszcze bardziej częste zmiany kurii; członkowie zespołu katedralnego rzadko zatrzymywali zajmowane kurie na stałe. Nowy kanonik miał prawo wybierać między wolnymi kuriami, a później, gdy zwalniały się dalsze, mógł prosić o zmianę na inną.

W przypadku śmierci kanonika ruchomości zabierali spadkobiercy; za nieruchomości następca musiał w ciągu dwóch lat zapłacić swemu poprzednikowi, jego zastępcy lub egzekutorowi testamentu ustaloną przez kapitułę sumę taksacyjną. Kanonik obejmujący kurię po raz pierwszy musiał zapłacić kapitule dwadzieścia grzywien za inwentarz żywy. Jeżeli przebywał wówczas poza Fromborkiem, mógł swoje prawa opcji wykonać przez zastępcę (per procuram). W przypadku zmiany dotychczasowego właściciela przeprowadzano wizytację kurii i wykonywano na koszt posiadacza wszelkie naprawy.

Moneta z 1968 roku

Brak informacji o położeniu pierwszego domu Kopernika, otrzymanego w r. 1499 po Michale Foxie. L. Prowe uważa, że nie ma to większego znaczenia gdyż do 1512 r. Kopernik przebywał we Fromborku tylko dorywczo. Inaczej przedstawia się sprawa drugiego alodium, otrzymanego w 1512 r. Zlokalizowanie jego jest bardzo ważne, szczególnie wobec przyjęcia hipotezy, że w przyległym doń ogrodzie znajdowało się pavimentum. Do tej kurii-alodium Kopernik wprowadzić się musiał gdzieś z początkiem czerwca 1512 r., gdyż w dniach 3-5 czerwca brał już udział w ogólnej opcji alodiów, a 5 czerwca obserwował planetę Marsa w opozycji. Z braku dokumentu o zmianie tejże kurii na jakąś inną można przyjąć, że alodium to Kopernik zachował aż do śmierci, po czym przeszło ono na dziekana katedralnego Leonarda Niederhoffa.

Na zachód od wieżyczki ośmiobocznej znajdują się dwie stare kanonie: św. Stanisława Kostki i św. Piotra. Zapewne Kopernik zajmował jedną z nich, jednak dopiero odszukanie na tym terenie szczątków lub przynajmniej śladów pavimentum pozwoliłoby ustalić to z wszelką pewnością. Nie można sobie wyobrazić, by Astronom budował pavimentum na terenie należącym do folwarku innego kanonika. Pola poszczególnych folwarków były z pewnością dokładnie odgraniczone od siebie murami albo opłotkami i nie zmieniały swych granic przez dziesiątki, jeśli nie setki lat. Chyba nie będzie się z daleka od prawdy przyjmując, że granice tych posiadłości wyglądały w XVI wieku niemal tak samo, jak na planie sytuacyjnym z pierwszej połowy XIX wieku. Jeżeli więc uda się odkryć jakieś ślady pavimentum na terenie jednej z dwóch wskazanych wyżej kurii, będzie to dowodem, że ta właśnie kuria należała niegdyś do Kopernika, a później, w latach osiemdziesiątych XVI wieku — do Ekharda z Kępna [patrz Uzupełnienie na końcu tej części].

W regestach kopernikowskich znajduje się trzeci, niezmiernie ciekawy dokument hipoteczny z 1514 r. Chociaż nie było wówczas żadnej opcji, w dniu 17 marca Kopernik wpłacił kapitule zaliczkę w kwocie 75 grzywien “dobrej monety” na nową kurię; miała to być kanonia należąca niegdyś do zmarłego w 1512 r. proboszcza kapituły Enocha z Kobelawy. Dokument stwierdza poza tym, że Kopernik pozostał dłużny kapitule 100 grzywien płatnych w ciągu następnych dwu lat, a więc do 1516 r.:

“Czcigodny Pan Doktor Mikołaj Kopernik wpłacił na poczet nabycia kurii niegdyś należącej do prepozyta Enocha jako pierwszą ratę 75 grzywien dobrej monety, pozostając dłużnym grzywien 100 płatnych w ciągu dwu lat”.

Wprawdzie brak dokumentu stwierdzającego uiszczenie drugiej raty, można jednak chyba przypuszczać, że owe sto grzywien wpłynęło do kasy kapituły w terminie, tj. w 1516 r., po czym Kopernik stał się właścicielem jakiegoś dużego obiektu czy może nawet kilku obiektów. Zastanawiająca jest bowiem wysokość wpłaconej sumy: czyżby aż tyle kosztowała jedna, mocno zapewne podniszczona wieża północno-zachodnia? Chyba, że liczono łącznie z kosztami remontu? A może w tej cenie Kopernik nabywał prawa do użytkowania także drugiej wieży, którą chciał przeznaczyć na nowe obserwatorium — ów ośmiobok — co jednak nie zostało wyraźnie w dokumencie zaznaczone? Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby już w r. 1514 Kopernik miał zamiar przenieść w przyszłości swe obserwatorium na ośmiobok, a wieżę północno-zachodnią wykorzystać jako pracownię naukową, gdzie przechowywałby najcenniejsze rzeczy jakie posiadał — rękopis De Revolutionibus oraz kilkadziesiąt bezcennych książek liczącą bibliotekę podręczną. Dokoła dzwonnicy katedralnej, która najprawdopodobniej była jakby wbudowana w podwórko bastionu, pozostawało na pewno jeszcze dużo miejsca. Taras miał bowiem około 6 m szerokości, a więc przyjmując nawet, że dzwonnica stała po środku, dość go było dla celów Kopernika.

Tu warto zwrócić uwagę, że kanonię znajdującą się poza murami oceniano po jego śmierci na 100 względnie 90 grzywien (w dwu dokumentach występują obie te wartości), a wieżę północno-zachodnią tylko na 30 grzywien. Czyżby pozostałe 145 grzywien (175 minus 30) przedstawiało cenę za ośmiobok? Nota bene, jeśli w ogóle można porównywać ceny obiektów nowo odnowionych ze zniszczonymi po kilkudziesięciu latach użytkowania.

Jest wielce nieprawdopodobne, żeby Kopernik wprowadził się do nowo nabytych obiektów przed rakiem 1516. Wszak w latach 1515-1516 bardzo intensywnie obserwował Słońce, a przyjęto przecież że poczynił to w ogrodzie swej kurii zewnętrznej. Poza tym wieża północno-zachodnia stała przez długi czas pustką, przynajmniej od śmierci proboszcza Enocha, a więc od wiosny 1512 r. Nie można się było do niej wprowadzić przed gruntownym remontem. Na lata 1516-1521 przypada pobyt Kopernika w Olsztynie, a więc znów nie miał on okazji zająć się wieżą.

Ustawiczne niepokoje i stan wojenny naraziły Kopernika na dotkliwą stratę. Oto w dniu 23 stycznia 1520 r. silny podjazd krzyżacki nadciągnął niespodziewanie z Braniewa i zmusił nieliczną załogę polską Fromborka do zamknięcia się w murach otaczających katedrę. Podjazd był jednak zbyt słaby, by ryzykować dłuższe oblężenie, wobec czego Krzyżacy ograniczyli się do splądrowania i spalenia wszystkiego, co pozostało poza murami inkastelowanej katedry. Pastwą płomieni padła wówczas, wraz ze wszystkimi innymi kuriami zewnętrznymi, również kuria Kopernika, z pozostawionym tam kwadrantem słonecznym. Kopernik uskarżał się pono na zniszczenie tego zasłużonego narzędzia, którego już nie odtworzył nigdy. Natomiast w jakiś sposób ocalały z pogromu pozostałe dwa narzędzia: triquetrum (instrumentum parallacticum) oraz sfera armilarna (sphaera armillaria). Zapewne miał je Kopernik ze sobą w Olsztynie.

Po powrocie z Olsztyna do Fromborka jesienią 1521 r., tym razem już na stałe, Kopernik musiał się zająć najpilniejszymi sprawami życiowymi. Trzeba było przecież przystąpić do odbudowy spalonych domów położonych poza murami i remontu nadwątlonych zębem czasu murów obronnych. Jak stwierdza H. Zins, “po zakończeniu wojny kanonicy musieli szukać sobie mieszkań zastępczych w obrębie umocnień katedralnych, w wieżach muru obronnego czy w budynkach stojących na dziedzińcu katedry. Sam biskup Ferber przeniósł swą siedzibę do odbudowanego przez swych poprzedników, a wykończonego przez siebie pałacu stojącego w obrębie pierścienia obronnego”.

Zewnętrzny dom mieszkalny Kopernika był spalony i wymagał gruntownej odbudowy; o wiele łatwiej można było doprowadzić do stanu zamieszkalnego wieżę północno-zachodnią, dotąd niezamieszkałą, szczególnie że była ona w dobrym stanie i tylko wnętrza wymagały przeróbek.

Otóż przypatrzywszy się dobrze obrazowi wieży z połowy XIX wieku, można łatwo spostrzec na jej najwyższej kondygnacji od strony zachodniej dobrze zachowany, późno gotycki ornament w kształcie jakby baldachimu; te tzw. “ośle grzbiety” musiały powstać jeszcze w XV wieku, może — i to najprawdopodobniejsze — w r. 1499, gdy do wieży wprowadził się pierwszy jej lokator, Marcin Achtsnicht. To dowodzi, że od tego czasu aż do połowy XIX wieku najwyższe piętro wieży nie było przez nikogo przerabiane. Mógł więc Kopernik swobodnie korzystać ze swojej wieży od 1521 r. Posiadanie w pobliżu obserwatorium pokoju wypoczynkowego i pracowni naukowej było dla Astronoma bardzo wygodne, chociaż zapewne to mu jeszcze nie wystarczało: 21 października 1521 r. nabył on jeszcze jeden dom: optował wówczas kurię po Piotrze Wolffie, położoną jednak zdała od katedry, gdzieś zapewne w pobliżu klasztorka antonitów, którzy niedawno temu wyemigrowali na stałe do Niemiec.

“Potem optowano dom i zabudowania kurii (szpitala) Ducha Świętego, należącego do antonitów niegdyś… I tak Pan Mikołaj Kopernik optował dla siebie dom Piotra Wolffa” — czytamy w jednym z dalszych dokumentów.

Po śmierci Kopernika, pod datą 1 czerwca 1543 r. zapisano: “Czcigodna kapituła oceniła wieżę wewnątrz murów niegdyś zajmowaną przez Pana Doktora Mikołaja i ustaliła cenę na grzywien trzydzieści. Działo się dnia 1 czerwca 1543. Podobnie oceniono kurię tegoż czcigodnego Pana Doktora leżącą poza murami; jej wartość oceniono na 100 grzywien obiegowych. Działo się jak wyżej. Podobnie optował czcigodny Pan Achacy Trenck wieżę wewnątrz murów, która opróżniła się przez śmierć czcigodnego Pana Doktora Mikołaja. Działo się jak wyżej”.

Jak widzimy, następcą Kopernika w wieży był kanonik Achacy Trenck. W miesiąc później, dnia 6 lipca 1543 zapisano znowu: “Czcigodny pan Jerzy Donner w interesie i imieniu czcigodnego pana Dziekana wymógł na kapitule opcję wolnej po śmierci Pana Doktora Mikołaja kurii, leżącej poza murami. Notariuszem był Bartłomiej Danckwart”.

Dziekanem optującym wówczas alodium po Koperniku był Leonard Niederhoff. Opcję tę potwierdza jeszcze jeden dokument-protokół z dnia 4 grudnia 1543 r.: “Oceniona była w tym czasie kuria zewnętrzna czcigodnego pana Dziekana, którą otrzymał po śmierci czcigodnego pana Mikołaja Kopernika za dziewięćdziesiąt grzywien”.

O szacowaniu obu mieszkań Kopernika mówi jeszcze jeden zapisek w aktach kapitulnych: “W tym samym roku w dniu 1 czerwca oszacowano dwie kurie Kopernika: jedną wewnątrz murów, którą od tego czasu nazywa się wieżą Kopernika, ocenioną na 30, drugą, zewnętrzną, na 100 grzywien”.

Dokumenty nie wspominają, co stało się z kurią po Piotrze Wolffie, nabytą przez Kopernika w październiku 1521 r. Cel nabycia tego domu można teraz wytłumaczyć. Mianowicie, gdy Kopernik wrócił z Olsztyna jesienią 1521 r., stan jego posiadłości we Fromborku był na pewno opłakany: kuria zewnętrzna musiała być doszczętnie spalona, a z powodu nieobecności we Fromborku dotychczas nie zdołał przeprowadzić prac adaptacyjnych na wieży, skąd wniosek, że wieża musiała stać pustką od czasu jej nabycia przez Kopernika w 1514 r. W tym więc stanie łatwo wytłumaczyć nagłą potrzebę znalezienia sobie mieszkania zastępczego do czasu odbudowania kanonii zamurnej.

Sumując posiadane wiadomości o mieszkaniach Kopernika we Fromborku, można stwierdzić, że:

  1. nie ma żadnego dokumentu potwierdzającego tezę L. Prowego, że Kopernik zamieszkał w wieży północno-zachodniej zaraz po przybyciu na stałe do Fromborka w 1512 r., jest to zatem zupełnie dowolne przypuszczenie tego uczonego.
  2. w 1512 r. Kopernik optował alodium po Baltazarze Stockfischu, oddając w zamian dawne alodium przydzielone mu jeszcze w r. 1499 po kanoniku Michale Foxie.
  3. w 1514 r. Astronom wpłacił pierwszą ratę za kurię po prepozycie Enochu, a w 1516 r. zapewne resztę należności za wieżę (czy też może dwie wieże) w wysokości 100 grzywien.
  4. w styczniu 1520 r. Krzyżacy spalili doszczętnie zewnętrzny folwarczek; wieża północno-zachodnia stała pustką, nie odnawiana od śmierci Enocha.
  5. wróciwszy jesienią 1521 r. na stałe do Fromborka Kopernik, będąc chwilowo bez mieszkania, optował dom po Piotrze Wolffie i mieszkał w nim czasowo, zapewne około roku względnie tak długo aż przygotowano mieszkanie w wieży i odbudowano kanonię za murami.

Te dwa mieszkania zatrzymał Kopernik aż do śmierci.

Pomnik Mikołaja Kopernika pod Uniwersytetem Jagiellońskim na Plantach krakowskich

Uzupełnienie

Z powyższych wywodów wynikałoby, że sprawa zlokalizowania kurii Kopernika (czy kanonia św. Stanisława Kostki, czy św. Piotra) jest dotąd nie rozstrzygnięta. Tymczasem Jerzy Sikorski odnalazł trzy dalsze dokumenty dotyczące tej sprawy.

Jeden z nich brzmi: “11 grudnia 1545 r. Jan Tymerman, kustosz kapituły warmińskiej, optował w siedzibie kapituły alodium “Seblek nr 2″, zwolnione z powodu śmierci Leonarda Niederhoffa dziekana, które poprzednio posiadał Mikołaj Kopernik”.

Tegoż dnia oszacowano kurię dziekana Leonarda Niederhoffa, położoną zewnątrz warowni fromborskiej, którą otrzymał on po śmierci Mikołaja Kopernika, na 90 grzywien.

Wreszcie dokument z 28 stycznia 1551 r. głosi, że Eggert Kempen (dziekan kapituły warmińskiej) optował kurię “zamurną” niegdyś Leonarda Niederhoffa.

Z dokumentów tych wynika jasno, że Mikołaj Kopernik mieszkał w kurii św. Stanisława Kostki. Dom ten zajmuje obecnie Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze we Fromborku. Jego fundamenty są w większości gotyckie.

Tak znaleźliśmy nieznany dotąd zamurny dom Mikołaja Kopernika. Koło tejże kurii Eliasz Morsianus Cimber wykonywał więc swoje obserwacje.

Przypis redakcji “Uranii”: publikowania seria dr J. Pagaczewskiego stanowi treść Jego pracy pt. “Obserwatoria Mikołaja Kopernika na Warmii” (Olsztyn, 1967), zaadoptowanej przez Autora dla “Uranii”. Tekst uzupełnienia napisany jest w roku 1972 i dotąd nie był publikowany.

kopernik3

Część 4. Obserwatorium Mikołaja Kopernika w Olsztynie i Lidzbarku

Dnia 11 listopada 1516 r. Kopernika obrano administratorem dóbr kapitulnych. Siedziba administratora, któremu podlegały okręgi Olsztyna i Pieniężna (Melzaku), znajdowała się w Olsztynie. Jak pisze Jeremi Wasiutyński, “Kopernik był tam już na św. Marcina i obejmował urząd”. Rezydencją administratora był gotycki zamek obronny, zbudowany na skarpie nad Łyną w XIV wieku przez kapitułę warmińską. Kopernik zajmował ostatnią z sal w skrzydle północno-zachodnim zamku.

Wzdłuż południowej ściany tego skrzydła zamkowego, równolegle do sali mieszkalnej administratora, biegnie kryty, wczesnogotycki krużganek arkadowy z którego otwiera się widok na podwórze zamkowe i wysoką, spodem kwadratową, górą zaś okrągłą wieżę strażniczą. Ów gotycki krużganek Kopernik postanowił wyzyskać jako zastępcze obserwatorium astronomiczne, w braku kwadrantu i platformy, jaką — jak już wiadomo — posiadał we Fromborku, a której budowa była z pewnością pracochłonna i kosztowna. Ganek był kryty od początku swego istnienia; piękne ostrołukowe arkady, zupełnie analogiczne do arkad powstałego współcześnie zamku kapitulnego w Lidzbarku, zwracają się ku południowemu wschodowi. Słońce tylko niedługo oświetla go przed południem; w pobliżu samego południa pada nań cień wysokiej wieży strażniczej, ukończonej z początkiem XVI st., niedługo przed przybyciem Mikołaja Kopernika. Wkrótce po przybyciu Kopernika, a chyba najpóźniej wiosną 1517 r., dużą połać ściany wewnątrz krużganka, tuż pod powałą, pokryto nowym tynkiem i starannie wygładzono. Na płaszczyźnie 140×705 cm nakreślił Kopernik najpierw grafitem, pociągając następnie przywiezionymi z Italii farbami, szereg linii hiporbolicznych. W ten sposób powstała słoneczna tablica obserwacyjna, mało mająca wspólnego z jakimkolwiek zegarem słonecznym, jak się to często słyszało w odniesieniu do tego niezmiernie cennego zabytku. Metoda konstrukcji tablicy zasadza się na metodzie wykreśleń refleksyjnych zegarów słonecznych, stosowanej jednak powszechnie w gnomonice dopiero od XVII wieku. Należy podziwiać geniusz naszego Astronoma, który — można powiedzieć — wynalazł metodę kreślenia zegarów słonecznych refleksyjnych, metodę, której nigdzie niestety nie opisał, wskutek czego została ona zaprzepaszczona dla nauki. Jest to więc przyrząd Kopernika o nowej metodzie obserwacyjnej, o której nie ma wzmianki w dziełach starożytnych astronomów i gnomoników.

Nowe spojrzenie na olsztyńską tablicę astronomiczną Kopernika zawdzięczamy drobiazgowym badaniom Tadeusza Przypkowskiego. Jeszcze E. Zinner, pierwszy który w nowszych czasach zwrócił uwagę na ten bezcenny zabytek, nie znał właściwego charakteru tej tablicy, a nawet właściwego typu zegara słonecznego za jaki ją uważał. Zdradzając swą niewiedzę w sprawach praktycznej i teoretycznej gnomoniki, poszukiwał on ustawicznie “brakującej” wskazówki, uważając tablicę za zwykły zegar słoneczny. Przypuszczał nawet, że krużganek — ponad wszelką wątpliwość pochodzący z XIV wieku — został po 1521 r. przebudowany, a za czasów Kopernika “zegar” znajdował się na zewnętrznej, południowo-wschodniej ścianie zamku. Na podstawie opublikowanego przez Zinnera rysunku, a nie mając dostępu do oryginału, Feliks Przypkowski już w 1943 r. odkrył w Jędrzejowie właściwy charakter typu gnomonicznego tego zabytku, zwróciwszy uwagę na fakt, że linie godzinowe zbiegają się u dołu wykresu, czyli odwrotnie niż miałoby to miejsce na zwyczajnym zegarze słonecznym.

Kopernik posługiwał się ową tablicą na zasadzie refleksji promieni słonecznych w lusterku osadzonym na wgłębieniu drewnianej ramy na parapecie okna. Otwór po tym lusterku widział jeszcze H. R. Hein, proboszcz ewangelicki w; Olsztynie, który ten pseudo-”słoneczny zegar” Kopernika opisywał w swoich wspomnieniach. Jednakże Hein zgoła niewłaściwie rozumiał, a właściwie zupełnie nie rozumiał konstrukcji “zegara”, wprowadzając tylko w błąd innych badaczy. Wymyślił on hipotezę dwóch luster: jednego wielkiego, zawieszonego na wieży strażackiej, drugiego małego na ramie okiennej. To wielkie lustro miało kierować promienie słoneczne na małe. Nie potrzebujemy tu chyba udowadniać absurdalność tego pomysłu. Hak wskazywany na wieży służył do zupełnie innych celów.

Metoda obserwacji przy pomocy tablicy słonecznej wydaje się łatwo zrozumiała. Gdy w dowolnym miejscu tablicy, na pewien czas przed lub po wiosennym zrównaniu ukazał się w danym momencie “zajączek” będący odbiciem światła słonecznego w rtęciowym lusterku, Kopernik — zaznaczywszy grafitem jego miejsce na tablicy — mógł obliczyć przy pomocy graficznej metody interpolacji, ile czasu po tym momencie upłynie jeszcze do chwili równonocy, względnie, w jakim czasie po momencie równonocy nastąpiła obserwacja. Średnia arytmetyczna z kilku lub kilkunastu tego rodzaju dostrzeżeń pozwalała na obliczenie średniego momentu równonocy, co w konsekwencji prowadziło do obliczenia długości roku zwrotnikowego, zwłaszcza w połączeniu z dawnymi obserwacjami. Ten sam wynik otrzymał Kopernik we Fromborku przy pomocy kwadrantu; każdorazowa obserwacja w momencie prawdziwego południa dawała wysokość Słońca, co przy pomocy interpolacji pozwalało obliczyć moment równonocy i, co za tym idzie, długość roku. Wszystko zaś razem miało znaczenie praktyczne: służyło sprawie reformy kalendarza, ustalenia terminów świąt ruchomych, nad czym pracowało wielu współczesnych astronomów.

Przy tej sposobności natrafiamy na ślad jeszcze jednej obserwacji Kopernika, nigdzie przez niego nie wyszczególnionej ani też nie zamieszczonej w spisie Ludwika Antoniego Birkenmajera (Mikołaj Kopernik, Kraków 1900, str. 317). Mianowicie, chcąc gnomonicznie wykreślić na murze krużganka zamkowego doświadczalną tablicę słoneczną, musiał Kopernik koniecznie uprzednio wyznaczyć szerokość geograficzną zamku, ok. 53°45′, oraz — co nie jest już tak ważne — azymut kierunku ściany (ok. 33°03′). Pisze o tym Przypkowski:

Na czas pobytu Kopernika w Olsztynie przypada pięć obserwacji (nr nr 25-29 katalogu Birkenmajera). 7 czerwca 1518 r. obserwował zaćmienie Słońca — choć prawdopodobnie nie w Olsztynie lecz w Krakowie (ma to wynikać z odręcznego dopisu Kopernika pod ryciną: “In fine altitud. 32 Crac”).
Druga obserwacja datowana 12 grudnia 1518 r. dotyczy opozycji Marsa. Birkenmajer przyjmuje jako miejsce Olsztyn ze znakiem zapytania, to samo odnosi się zresztą także do dalszych trzech obserwacji. L. Prowe twierdzi, że okres od jesieni 1515 do jesieni 1520 Kopernik spędził we Fromborku, opierając się na niezbyt pewnym przypuszczeniu, że w przypadkach, kiedy Kopernik tego nie zaznaczył, należy przyjąć Frombork za miejsce obserwacji. Jednakże zarówno Zinner, jak i H. Schmauch uważają powyższe obserwacje za wykonane w Olsztynie. Schmauch zauważył bowiem bardzo bliską zbieżność daty jednego z listów pisanych przez Kopernika z Olsztyna z datą jednej obserwacji: data obserwacji opozycji Jowisza w dniu 30 kwietnia 1520 r., która jest najprawdopodobniej średnim wynikiem kilku obserwacji (“godzina 11 przed południem”) koincyduje z datą listu pisanego ręką Kopernika 29 kwietnia 1520 r.

Wszystkie te fakty świadczą, że Kopernik miał w Olsztynie dwa narzędzia: triquetrum i sferę armilarną, a przynajmniej tę ostatnią.

Z którego miejsca w zamku wykonywał Kopernik te obserwacje? Najlepszym i chyba jedynym punktem dogodnym do tego celu była wieża strażnicza, a w szczególności okrągły, otwarty taras na jej szczycie, otoczony krenelażem. Podobne przypuszczenie wyrazili Tadeusz Czacki i Marcin Molski w liście do Śniadeckiego z 2 sierpnia 1802 r.: “Wieża bliska, na którą Kopernik wchodził i tam noce trawił…” Nie można się jednak zgodzić z twierdzeniem Zinnera, iż “Kopernik nie miał żadnej konieczności ustawiania swej armilli na wieży. Przy wysokim położeniu zamku wystarczyło zupełnie ustawienie narzędzia na najwyższym piętrze wieży schodowej, która znajduje się w zachodnim narożniku zamieszkiwanego przez niego skrzydła zamku i obserwowanie przez zamurowane obecnie okno. Również krużganek biegnący przed pokojami biurowymi (urzędowymi) mógł w tym celu wchodzić w rachubę”.

Otóż nie potrzeba dowodzić absurdalności tego twierdzenia, zważywszy że sam Zinner zwalcza w innym miejscu możliwość obserwacji przez okno wieży Kopernika we Fromborku, chyba że to były obserwacje nie wymagające narzędzi. Dodać należy, że obecnie zamurowane okno na szczycie wieży schodowej w Olsztynie nie jest żadnym oknem. Są to typowe dla gotyku blendy, imitacje okien w celach dekoracyjnych. Taras na szczycie wieży miał 7 m średnicy (38,5 m2) i pozwalał na zupełnie swobodne rozlokowanie się z niewiele zabierającą miejsca sferą armillarną. Przypadkowe użycie krużganka do obserwacji nie było wykluczone, ale nie mogło być regułą, gdyż widoczna była stamtąd bardzo ograniczona część nieba.

Również i w Lidzbarku, gdzie do r. 1512 Kopernik przebywał na dworze swego wuja, biskupa Łukasza Waczenrodego, miejscem jego obserwacji była zapewne narożna, wysoka wieża strażnicza zamku.

L. A. Birkenmajer przypuszcza, że Kopernik wykonał w Lidzbarku dwie obserwacje: zaćmienia Księżyca dnia 6 października 1509 r. i położenia Marsa w dniu 1 stycznia 1512 r. Obie te obserwacje wykonał najprawdopodobniej bez narzędzi. Jest to oczywiste odnośnie pierwszej, w drugim przypadku była to koniunkcja Marsa z α2 Librae, przy czym odległość Marsa od gwiazdy była bardzo mała, co wskazuje raczej na ocenę gołym okiem; mogła być wykonana skądkolwiek, nawet z jakiegoś okna.

Należy zaznaczyć nawiasowo, że 64 pozycje wykazu Birkenmajera nie oznaczają, że Kopernik tyle tylko wykonał obserwacji w ciągu swego życia. I tak, nr 5 listy obejmuje obserwacje nachylenia ekliptyki do równika w latach 1497-1500, mogło ich być kilkadziesiąt! Podobnie obserwacje równonocy są wartościami obliczonymi z kilku lub kilkunastu poszczególnych dostrzeżeń. Wydaje się, że taki sam charakter mają obserwacje opozycji planet: trudno wyobrazić sobie, aby Kopernik przychodził do narzędzia właśnie w chwili opozycji. Na pewno robił wiele doświadczeń w okresach opozycji i albo obliczał z nich najlepszy moment przeciwstawienia planety do Słońca, co jest najprawdopodobniejsze, albo po prostu publikował tylko obserwację leżącą najbliżej tego momentu. Taki sam charakter nosi nr 9, zawierający pięcioletnie obserwacje Słońca oraz nr 8: obserwacje α Virginis (Spica) w latach 1497-1504.

Ciekawym, ale już nieco marginesowym zagadnieniem jest, w jaki sposób Kopernik wyznaczał i “przechowywał” czas. Najprawdopodobniej jego zegarem “normalnym” był zegar wieżowy fromborskiej katedry, pochodzący z czasów zapewne ok. 1513 r., gdyż z tego czasu pochodzą pierwsze o nim wzmianki. Z dochowanych rachunków wynika, że od 1513 czy 1515 roku zegar ten był pod troskliwą opieką. Kupiono nowy sznur za jedną grzywnę, potem drut mosiężny i klucz. Sprowadzono też majstra do jego gruntownej naprawy, płacąc za tę pracę trzy dukaty. Te wszystkie wzmianki dowodzą, że Kopernik (bo któżby inny?) przywiązywał dużą wagę do regularnego chodu zegara. Mimo to podawał on czas swych obserwacji tylko z dokładnością ułamka godziny (1/2, 1/3, 1/4, 1/5, 1/8 i 1/12) z wyjątkiem obserwacji zaćmień Słońca, przy których podaje czas z dokładnością jednej minuty, posługując się w tych przypadkach oczywiście zegarem słonecznym, wykonanym również własnoręcznie. Nocą musiał Kopernik wyznaczać poprawki dla zegara wieżowego z obserwacji gwiazd.

Kopernik jako obserwator wzorował się niestety dość niewolniczo na astronomach starożytnych, którzy na ogół nie podawali szczegółów swoich obserwacji, uważając je za zbędne, a wprowadzając do swoich opisów już gotowe, obliczone wyniki dostrzeżeń. Toteż poza wzmianką w Revolutiones, że większość swoich obserwacji astronomicznych wykonał we Fromborku, nie znajdujemy prawie nigdzie uwagi, w jakim miejscu obserwował, ani jakiego używał narzędzia, a nawet często czas obserwacji nie jest podany.

Dlatego prawie wszystkiego, co dotyczy prac obserwacyjnych Kopernika, musimy się jedynie domyślać.

Collegium Maius – tutaj uczył się Mikołaj Kopernik

Zakończenie

Przekazane tradycje, że Kopernik we Fromborku obserwował z wieży północno-zachodniej, bądź też z obronnego ganku przy tej wieży, rozbudowanego w taras obserwacyjny od strony południowej, należy ostatecznie odrzucić jako mity.

Nie obserwował on nigdy na chwiejnych gankach czy drewnianym tarasie, lecz od samego początku na mocnym, murowanym i wypoziomowanym fundamencie, przez którego płaską powierzchnię biegła linia południkowa, zbudowanym w pobliżu zewnętrznej kurii, które posiadał według dokumentu od czerwca 1512 r. Potem, po wojnie z Zakonem, już do śmierci pracował na masywnej, otoczonej murami i blankami wieży południowo-zachodniej, zwanej dzwonnicą albo oktogonem, gdzie na 6-metrowym tarasie znalazł świetne warunki do obserwacji nieba.

Przejściowo w Olsztynie dokonywał obserwacji również z murowanej wieży strażniczej, z tarasu u jej szczytu oraz przy pomocy przemyślnie wykreślonej tablicy obserwacyjnej na murze krużganka.

Zatem wbrew twierdzeniom Zinnera, który jednak znajdował się już na drodze do prawdy, oraz idących za nim niewolniczo innych autorów, stwierdzić można tu z całym naciskiem i stanowczością, że Kopernik posiadał swoje obserwatorium i to tak we Fromborku, jak i w Olsztynie, a więc budowle służące stale celom obserwacji ciał niebieskich. Te dwa obserwatoria Kopernika należy koniecznie umieścić w spisie obserwatoriów astronomicznych średniowiecznych, bezpośrednio po obserwatorium Walthera i Regiomontana w Norymberdze, gdzie na przysposobionym do tego celu balkonie przy Rosengasse wykonywano setki obserwacji położeń planet i innych ciał niebieskich.

Jest rzeczą oczywistą, że w przypadku Kopernika (i w ogóle średniowiecznych astronomów) do nazwy “obserwatorium astronomiczne” nie można przywiązywać tej samej miary, co do wielkich obserwatoriów dzisiejszych, gdzie i pawilonów jest wiele, a pracujący astronomie liczą się na dziesiątki lub nawet setki. Trzeba jednak zgodzić się że tam, gdzie był choć jeden astronom obserwujący niebo i jakiś postument murowany, którego współrzędne geograficzne zostały pomierzone lub dadzą się jeszcze pomierzyć, i jeżeli z postumentu tego były dokonywane systematycznie obserwacje przy pomocy jednego lub kilku narzędzi, jak to było w przypadku Kopernika — był to nie punkt obserwacyjny, lecz obserwatorium.

Collegium Maius Kraków

Tagged with:

Wakacyjnie: Trzy Wielkie Tamary, czyli coś więcej niż tylko fotoreportaż z Gruzji (Swanetia w Hruszji-Horusji)

Posted in Mitologia Słowiańska by bialczynski on 19 Sierpień 2013

© by Czesław Białczyński

® foto by Lidia Czopkiewicz

L1030641Daleki widok na Górę Welburz (Wielki Brus Elbrus). Wel-Burz to także Góra Wielkich Burz. [brus – osełka, ostrzałka]

Jak zwykle latem rozjechaliśmy się wszyscy po Królestwie SIS i nie tylko. Polaków spotkać mogliście na wszelkich możliwych szlakach. Nasze wysłanniczki wyruszyły w Góry Czarnych Kauków (Kaukaz), czyli tę część Sistanu, którą po długiej nieobecności Ario-Słowian odbili wreszcie Bagratydzi i przywrócili tam sistański ład. Trafiły tam do Swanetii w Horusji (Hruszji, Gruzji, Har-Rusji, Har-RAsenie), by sprawdzić czy legendy pokrywają się z rzeczywistością i jest tam tak pięknie i tajemniczo, jak opowiadają.

L1030585Góry czarnych kauków zwane dzisiaj Kaukazem (Kaukowie – Alkowie – trójgłowi bogowie Działu Działów, inaczej Dzięgle, z których chrześcijanie zrobili swoich Arcydzięgli-Archaniołów-Arcy Niosów, Nyjosów Niebianskich )

Przy okazji zanotowały na fotografiach wspólnotę kulturową słowiańsko- gruzińską (starosistańską) w znakach solarnych, swastykach, sprzętach, hodowli zwierząt, przedmiotach gospodarskich, ludziach, obyczajach  i budowlach.

L1030637Słynna Swanetyjska wieża – jedna z tysięcy

Żeby zaś było to coś więcej niż fotoreportaż z udanej podróży, przytaczamy wiadomości o Trzech Wielkich Tamarach – królowych, Amazonkach – także po to to czynimy żeby zwrócić waszą uwagę, że Kobieta w Sistanie zawsze miała bardzo wysoką pozycję.

L1030591Przyroda Sistańska, czyli Matka Nasz Przy Rodzie Stojąca

Równość kobiet i mężczyzn to bardzo stary, wiekowy już, wynalazek Słowian a nie kultury chrześcijańskiej i tzw. „cywilizacji Zachodu”.  Ta prosta konstatacja niezaprzeczalnej prawdy dziejowej powinna otworzyć oczy tym, którzy postęp widzą w Zachodzie. On płynął i płynie ze wschodu, z Sistanu, z Wielkiego Królestwa SIS, ze Słowiańszczyzny. Także obecnie.

L1030592

Księga Ruty

amazones w skołockich czapkach

Tamara I Wielka

strona 81

A po Łuce rządziła Łukomorzanami królowa Lęda, co miała dziewięciu synów, potem Lena,
a po niej Moryk, a po nim Mądoch, który porzucił Łukomorzan, zabierając całe bogactwo i całą
drużynę wojów. Z tych powstało plemię Mądochów, a potem po Wonie o Taje – w Nowej Lęgii
odrodziło się z Pępów w Jaskini Waru plemię Mężogątów, którym przewodził kniaź Doniec, to
samo, które później rozeszło się w różne strony pod Skołopętą i Jelinosem, pod królową Mazją
– założycielką wojowniczego plemienia Mazonek oraz pod Tamarą I Wielką.

amazones008

str 308

Czarownicy Nurscy z Caroduny prawią, że te dziewoje były trzema z dwunastu córek Kąptorgi,
spłodzone zostały z nią przez Ładziwca, podczas gdy pozostałe zostały poczęte również po
trzy: w drugiej kolejności – przez Nura (Kęcina-Gontyna, Tamara i Odziera), w trzeciej grupie
trojaczków – przez Kriwędysa (Zaręba-Żarewa, Dumna i Mirna) i w czwartej grupie po trzy
– z Pałomęża I Pylajmena z Nuruso-Buro-Istów lub Ojca z lęgijskiego plemienia Ojców (Miodewa-
Medeja, Tugomira i Kejkaja-Kiedykęda).

amazon-small

str 309

Tylko Tamara, która poszła na Wschód, i Lęda-Łabęda, porwana znad rzeki przez Boga Byka
i uprowadzona na Skrytę, nigdy już do nich nie wróciły. Ale powiadają mudrowie Cakonów,
że wśród założycielek plemienia Mazów i Mazonek były też dwie nad wyraz mocarne dziewice,
kropla w kroplę podobne do Lędy-Łabędy, o białych płonących oczach, o białej łabędziej
skórze, o białej, a więc wielkiej sile, które przybyły znad rzeki Łaby i Jeziora Gołdapi, a zwały się
Lęgosępa-Lędoisepa z Lęgów i Gołaja-Kalja z Golemów-Stolemów.

Romaje powiadali, że Mazonki pochodzą znad rzeki Termodont, czyli Cieplenicy. Nie jest to
prawda. Pochodziły znad Dźwiny i Dunaju. Nad Dunajem Mazonki osiadły wpierw w Tyrsie-Bierle,
czyli w obwarze po Bierle-Obdzierle, który umocniły, rozbudowały i ożywiły. Do ich przybycia
obwar stał podupadły i niemal pusty, choć opodal żyło plemię Dachów-Gątów i Chatów-Gątów.
Z tymi się zaprzyjaźniły, zżyły i w końcu zawładnęły nimi. Potem za zdobywczą tyrsą Kąciną-
Gontyną powędrowały jednak nad Don i po jego lewym brzegu, patrząc od morza, założyły
swoje siedziby, dołączając do wojowniczek kniagini Mazji. Stąd dopiero Mirna, Lęgosępa, Tamara,
Kejkaja, Gołaja-Kalja i Miodewa poszły ze swoimi wyprawami.

Amazones 4

str 310

Tamara poszła Wschodnim Szlakiem Widnurowym z Mazogątami, którzy się stali jej plemieniem.
Potem sprzęgła się z Sakami i dokonała wielkich czynów, więc zwano ją Wielką Tamarą. Zarówno
ona sama, jak i jej Święta Wnuczka Tamara II Tomirysa i jej Bohaterska Prawnuczka córka
Tomirysy – Lodowija-Lodowika, przeszły do bajnych dziejów jako bogatyrki, lecz nigdy już nie
wróciły do Mazonek, choć też nigdy nie przestały być Mazonkami.

amazonka 2

str 428

Krukowie i Kurka, w przeciwieństwie do Kąptorgi i jej dzieci, byli okrutnie długowieczni. Chociaż
w wielu ziemicach zrzekli się władzy dobrowolnie i nie rządzili już sami, lecz rządziły ich wnuki,
to wciąż przewodzili swoim drużynom przybocznym i chodzili własnymi drogami. Kiedy oni po
wojnie z Sargonem II, około 110 i 120 roku Nowej Koliby, zabierali się wreszcie powoli w swoją
ostatnią drogę do Krainy Wiecznych Łowów, do stóp Wieczystego Wyraju, dawno już nie żyła
Kąptorga ani Kołak, Karpok i Lipok. Nie żył też Radomudra, Serpęta, Mąż II Mążynos, Kęcina,
Tugomira, Mężotur, Ichorus, Dodoł, Siwanda, Dumna, Radoprym, Pałomąż I Pylajmen, Tamara
I Wielka, Mirna, Czarodana i wielu jeszcze innych bohaterów Starych Czasów Nowej Koliby.

amazonki 1

str 441

Zdobywczą i zwycięską wyprawę perską przeciw kolejnemu faraonowi Psametykowi III w Medirze
poprowadził brat Gąbizuna Bardijata. Psametyk próbował się bronić, a że wiedział, iż walka
przeciw skołockiej jeździe konnej występującej po stronie Persów jest beznadziejna, sprowadził
po kryjomu znad Danapru zastępy Mazonek Siwandy wnuczki Kęciny, czyli wojowniczki
z plemienia Gątów, rządzących też wtedy Wędami Nadciemnomorskimi. Plemię Gątów było
pokrewne zarówno Mężogątom Środkowym Kęciny i Mazogętom Wschodnim Tamary I Tomirysy,
jak również Wędom znad Błotyku.

amazonki wzór ozdobny kuty złoto 230

str 467

Długie rozmowy i przeciągania popleczników ze starszyzny, a też poszczególnych zadrug,
doprowadziły w końcu do tego, że plemię Mężogątów podzieliło się na trzy części. Część
z nich poszła na zachód, gdzie wkrótce napotkali wołosko-odrackie plemię Dachów-Chatów,
tych samych, którzy trzy wieki później połączyli się z Parnami i poszli po raz kolejny zdobywać
Bogtoharię. Ci przyjęli miano Gątów. Część plemienia, pod wodzą kniagina Dońca, pozostała
na miejscu nad Orakiem, ci trzymali się swojej starej nazwy Mężogątów. Większość jednak
opowiedziała się za wędrówką na wschód i tak uczyniła trzecia grupa – najliczniejsza.
Tych powiodła na wschód Tamara i ci zmieszali się wkrótce z zamieszkującymi tam skołockimi
Sakami, Bujanami i Bajanami oraz wolnymi Bogtoharami. Żyli tam oni wszyscy razem w mirze
przez całe kołwieka, nazywano ich zaś Mazogętami Tamary Wielkiej.

6271332d66b0b751903ab0acf0893054Tamara II Tomirysa

str 120

Królestwo Sis miało także inne miana, takie jak Serbomazja (Sorbomazja) i Wielka Skołotia. Niektórzy
twierdzą, że miano Sis jest najstarsze. Do dzisiaj przetrwało ono w nazwie tylko jednego skołockiego
pradawnego plemienia, zamieszkującego dzisiejszy Iran i Afganistan, w krainie zwanej Sisanem albo Sistanem
(w prowincjach Północny Beludżystan w Iranie i Nimroz w Afganistanie), czyli tam, gdzie dawniej żyli słynni
Mężogątowie kagantyrsy Tamary II Tomirysy, gdzie rozciągała się Bogtoharia.

str 467

Wiele, wiele później, pewnego dnia, ponad 50 lat od wielkiej zdrady Wisztaspęty, który się oddał
pod władanie Persów i został satrapą Partii, 28 lat od śmierci Żar-zdusza, którego Wisztaspęta
wziął pod swe zdradliwe opiekuńcze skrzydła, dokładnie w 271 roku Nowej Koliby – a więc
w Okresie Żelaznym, czyli w Starych Czasach – nienasycony w podbojach, a przekonany o swej
boskości i wielkości król perski Kirus II Wielki, zwany też Kirkusem Drugim, usłyszawszy, że
królowa Wschodnich Mężogątów-Mazogętów, żona wielkiego Kusaka, wnuczka Tamary Wielkiej,
Tamara II Tomirysa99 owdowiała, zapragnął także i ten lud dostać pod swą władzę.

images

str 469 – 471

Poza wszystkim już raz ścierał się ze Skołotami, co prawda nie Mazogątami, ale z Sakami i pokonał
kagana Skunchę, ojca Kusaka, tego samego, co później był mężem Tamary II Tomirysy. Było to
ważne zwycięstwo, chociaż nawet wtedy nie udało się Kirusowi wedrzeć głębiej w ziemie Saków
tak, żeby sięgnąć ich ważnych grodów Czaryku czy Babisza101.
Wiedząc o śmierci kagana Kusaka, posłał więc Kirus do królowej Tamary Tomirysy dziewosłębów,
jakoby chciał ją mieć za żonę, ale uczynił to nieszczerze. Tamara, która dobrze wiedziała, że
zabiega on nie o nią samą, tylko o panowanie nad Mazogętami, nie zgodziła się na jego przybycie.
Gdy więc Kirusowi nie udał się podstęp, pomaszerował nad Orak i jawnie rozpoczął wyprawę
przeciw Mazogętom. Początkowo trzykrotnie pokonał w otwartym boju Tamarę, aż ta skryła się
za rzekę. Kirus rozpoczął więc budowę przeprawy.
Tamara przerwała mu tę robotę przez posłańców, obwieszczając, że jeśli Kirus chce walczyć na
jej ziemi, to ona odstąpi swoją harmią na trzy dni marszu od brzegów, a jeśli chce ją przyjąć
do bitwy u siebie, sam powinien po swojej stronie brzegu się usunąć. Rzekła mu też: – Królu
Miodewów, przestań tak gorliwie się spieszyć; nie możesz bowiem wiedzieć, czy na twój pożytek
praca twoja będzie skończona. Zaniechaj jej, panuj nad własnymi poddanymi, a nam pozwól
panować nad naszymi krajami. Ty oczywiście nie zechcesz pójść za tą radą, lecz wszystko raczej
uczynisz, żeby doszło do wojny.
Kirus Wielki natychmiast, usłyszawszy to, zwołał starszyznę Persów, przedstawił zebranym sprawę
i zapytał o radę. Doradzano mu przyjąć Tamarę we własnym kraju, lecz pokonany Lędyjczyk
król Krezus (nazywany przez Sistanów Chorjuszem, czyli Juszym Wojem Chorsa), który był przy
tym i nie pochwalał tego poglądu, przedstawił zapatrywanie wręcz przeciwne. Kirus wybrał radę
Krezusa i sam w nocy przeprawił się z wojskiem przez rzekę.
Powiadają niektórzy, że Chorjusz umyślnie tak poradził Kirusowi, czym pchnął go do klęski.
Miało to być zemstą za to, że go król perski pobił i wygnał z własnego królestwa. Sistanie
nazywali go Chorjuszem – Rozjuszonym Wojem Chorsa, dlatego że przez wiele lat dzielnie
stawał Romajom, łupił ich grody, zbierał daniny od nich i był wyjątkowo dzielnym wodzem.
W swojej stolicy zgromadził słynne z opowieści bogactwa, które z powodu klęski w bitwie
z Kirusem ten ostatni mu zabrał. Chorjusz nie miał jednak korzeni skołockich a miodewskie, był spowinowacony z nowym królem Miodewii, tym, co nastał po odejściu Madeja I Wielkiego
za Czarne Góry Kauków, a o którego uwięzienie pobił się z Kirusem II Wielkim i przegrał
sromotnie.
Wróćmy jednak do wojny Kirusa II i Tamary II Tomirysy.
Śpiąc na ziemi Mazogątów, Kirus miał widzenie, że najstarszy z synów Wisztaspęty, Darjusz, który
jako że za młody do wojska pozostał w Persji, unosi się na niebie, mając na ramionach skrzydła,
z których jedno zacienia Mazję a drugie Ląd-Łabędę. Rankiem rzekł do Wisztaspęty: – Okazuje
się, że twój syn czyha na mnie i na moje panowanie. Otóż kiedy spałem zeszłej nocy, ujrzałem
najstarszego z twoich synów; miał na ramionach skrzydła, z których jedno zacieniało Mazję,
a drugie Ląd-Łagodę. Po tym widzeniu sennym nie mam wątpliwości, że on przeciwko mnie coś
knuje. Ty zatem jak najspieszniej wybierz się w drogę powrotną do Persji i postaraj się, abyś mi
twego syna stawił do śledztwa, skoro po podbiciu tych ziem tam przybędę.
To wypowiedział Kirus w mniemaniu, że Darjusz przeciw niemu knuje jakieś miarunki. Ale
bóstwo objawiało mu tym sposobem, że on sam ma tam zginąć, a jego panowanie przejdzie
kiedyś w końcu na Darjusza.
Tego dnia Kirus posunął się naprzód o jeden dzień drogi od Oraku i tam założył obóz. Na koniec
dnia główne siły Kirusa zawróciły za rzekę, a pozostali w obozie wojowie przygotowali olbrzymią
ucztę. W uczcie tej wzięła udział tylko niewielka liczba wojów Kirusa, ci niezdolni do walki. Nocą
zaś główne siły zawróciły na powrót ku Orakowi. Gdy uczta w obozie miała się ku końcowi,
nadciągnęła trzecia część armii Mazogętów i po krótkiej walce wytłukła pozostawionych żołnierzy
Kirusa. Widząc zastawioną ucztę, wszyscy zasiedli do niej po pokonaniu przeciwników i ucztowali,
po czym, nasyceni jadłem i winem – posnęli. Teraz naszli ich Persowie, wielu z nich wymordowali,
a jeszcze większą ich liczbę wzięli żywcem do niewoli. Między innymi też syna królowej Tamary
Tomirysy, wodza oddziałów Mazogętów, Swargospisę.
Kiedy Tamara dowiedziała się o doli wojów i syna, zwróciła się do Kirusa ze słowami życzliwej
rady: – Zwróć mi syna i odejdź bezkarnie z tego kraju, aczkolwiek trzecią część wojska Mazogętów
okryłeś hańbą. Jeżeli tego nie uczynisz, przysięgam ci na Boga Słońca, że ja ciebie, choć jesteś
nienasycony, krwią nasycę.
Kirus jednak na te słowa wcale nie zwracał uwagi i zabił Swargospisę. Tamara, widząc że
jej nie usłuchał, a nawet nie zrozumiał, że przysięgała na Boga Opiekuna Swargospisy – jej
pierworodnego syna, zebrała całą swą potęgę i wydała mu bitwę.
Była to bitwa mordercza, najbardziej zajadła ze wszystkich. Naprzód z pewnej odległości
wzajemnie zarzucano się w niej strzałami, następnie, gdy im strzał zabrakło, zderzyli się lancami
i nożami i wzięli się za bary. Przez długi czas walcząc dotrzymywali sobie placu i żadna strona nie
chciała ustąpić. W końcu Mazogąci uzyskali przewagę.
Całe wojsko perskie poległo, a z nimi także sam Kirus zginął. Tamara napełniła bukłak krwią wojów
perskich i szukała wśród poległych Persów zwłok Kirusa; a znalazłszy je, wsadziła jego głowę do
bukłaka, lżyła trupa i wyrzekła nadto te słowa: Tyś mnie zniweczył, choć żyję i zwyciężyłam cię w bitwie, boś mego syna podstępem wziął do niewoli i zabił; za to ja ciebie, jak ci zagroziłam,
krwią perską nasycę”.
„Ze wszystkich stron doliny dobiegały charkoty i jęki. Mazogąci i Mazonki czekanami i sztyletami
dobijali Persów. Ziemia była zryta kopytami, grząska, a ciemne chmury przesłaniały zachodzące
słońce. Trupy leżały często na sobie, wielu bowiem padło sczepionych razem w boju, który
przetoczył się z taką furią, jakby starły się harmie bogów i zduszów. Zwłoki końskie i ludzkie,
z podobnie wytrzeszczonymi oczami i wyszczerzonymi zębami, zakrzepły jakby powykręcane
przez jakąś nadprzyrodzoną moc. Połamane strzały i lance wystające z wdeptanych w ziemię
ciał, zmiażdżone czaszki, odrąbane dłonie i stopy taplające się w kałużach ludzkiej i końskiej krwi
– wszystko to wyglądało upiornie. A kiedy jeszcze zabłysł ostry sierp księżyca i zaczęły szczekać
lisy i wyć wilki, a kruki, sępy, i wrony zawtórowały im krakaniem, nawet ludzi obdzierających
zwłoki przechodził dreszcz. Ślizgając się w błocie i krwi pospiesznie kończyli swoje mroczne
żniwo. Mazonki zaś, zarzuciwszy półksiężycowe tarcze na plecy, zrywały trupom naszyjniki
i obcinały palce z pierścieniami.
Nikt z Persów nie przypuszczał, że Tamara, ta sama uciekająca przed nimi przez trzy dni królowa,
którą dopiero co pokonali w otwartym polu, udawała tylko odwrót po to, by wciągnąć w wąwóz
całą harmię, a następnie wybić ją do nogi! Nie oszczędziła nawet tego, który obdarzony mocą
i chwałą Mądrego Pana, był równy bogom. Tego, przed którym padał na twarz każdy, od
żebraka po najwyższego kapłana, strażnika świętych hymnów Obwiesty i nauk Zoriana. Ona nie
ulękła się Króla Królów, boskiego władcy Ziemic Persów i Medów rozciągających się od Windii
po wyspy Romajów, Pana Syrego Kraju, Ozerii, Arabii, Kąpodachji-Kapadocji, obu Pragii-Frygii,
Lędii-Lidii, Kasii, Fenicji, Małmazji-Cypru i Mlekomediru, króla Wawelonu (Babilonu), Sumeru
i Akkadu, władcy Czterech Stron Świata, z którym nie mógł równać się żaden śmiertelnik” – tak
opisywał tę klęskę ocalały cudem pod zwałami trupów Wisztaspęta.
W nocy po bitwie, gdy Mazogąci odurzeni konopiami i zdobycznym winem świętowali pod
ostrym sierpem księżyca swe wielkie zwycięstwo, wyjąc jak stado wilków, tańcząc jak nawiedzeni
i parząc się z równie rozszalałymi Mazonkami. Kniagini Tamara Tomirysa już o północy poczuła
się tak znużona, że zniknęła w swoim namiocie i zasnęła kamiennym snem.
Tuż przed świtem przyśniła jej się brodata głowa Kirusa brocząca krwią. Gdy zbudziła się
z bijącym sercem, widziała ją nadal przed sobą. Gdy się umyła i ubrała w jasnozieloną, jedwabną,
przetykaną srebrną nicią szatę, kazała wezwać do siebie kagana Saków Kłokocisa, pierwszego ze
swych nałożnych i rzekła doń: – Dziś wieczór Kłokocisie przyjdziesz do mej sypialni, wykąpany
i namaszczony. Chcę bowiem mieć córkę, aby odziedziczyła po mnie królestwo. Ciebie wybrałam,
bo Ciebie kocham najbardziej i pragnę, by moja córka miała Twoją siłę, urodę i męstwo, bowiem
chociaż, my Mazogątowie najbardziej czcimy Dażboga i Swarożyca-Słońce, ja, Tamara, słucham
również Chorsiny-Pani Księżyca, której nie znasz, bo jesteś mężczyzną. Przysięgam Ci, nikt nie
poskromi tej Bogini. Nawet Słońce oddało jej Noc. Persowie są za głupi, by to zrozumieć i musieli
przegrać. Jeśli urodzę tę dziewczynę, będzie jeździć konno i strzelać z łuku w wieku pięciu lat, tak
jak ja to czyniłam, a syn Kirusa Gąbizun, mając tak wielkie królestwo do pilnowania, może długo nie
zechcieć wyruszyć w nasze stepy. Kiedy po latach Persowie tu nadciągną, wystarczy, by nasza córka
natchnęła swą królewską postawą dowódców jazdy, a pokonamy Gąbizuna, tak samo jak Kirusa
wczoraj. A teraz weź mnie tak jak ogier bierze klacz na pastwisku. Tak lubię najbardziej. Kochaj
mnie długo i cierpliwie, a Twoje nasienie niech spłynie tam, gdzie czeka na nie Bogini. Chodź! (1)

(1) – tekst kursywą na podstawie fragmentu utworu Jacka Dobrowolskiego „Tomirys, królowa Masagetów – opowieść trzech Persów”

I tak się stało…
Gąbizun – Król Królów odzyskał ciało ojca i pochował je w kamiennym grobowcu w Pasargadzie,
ale nie pomścił ojca, bowiem nigdy nie pokonał Skołotów. Nigdy więcej nie ruszył też przeciwko
samej Tamarze i bojąc się Saków Kłokocisa nie przekroczył granic Królestwa Sis.

artlib_gallery-57320-b

str 478

U boku Nurusów, przez cały czas do tego decydującego starcia, walczyły dzielne Mazonki Lodowiji
z Mazogątów, córki sławnej kniagini Tamary II Tomirysy, tej samej, która pobiła i uśmierciła Kirusa II
Wielkiego, króla Persów. Onaż Tamara, owinąwszy sobie wokół palca władcę Saków Kłokocisa, nie
dopuściła też, aby syn Kirusa Drugiego, Gąbizun, kiedykolwiek postawił stopę w ziemiach Królestwa Sis.
Przez całe lata walki z Persami towarzyszyła Tamarze Tomirysie i Kłokocisowi ich córka Lodowija,
o skórze białej jak śnieg, jasnych jak len włosach, a oczach niebieskich niczym Rzeka Błękitna.
Towarzyszyła im i uczyła się wojaczki, aż została największą wojowniczką Mazogątów. Wtedy
powierzono jej oddziały walecznych Mazonek.

str 507

Tamara-Tomirysa znana Romajom i Persom jako Tomyris, królowa Mazogętów (według Romajów Massagetów),
która pokonała w 271 roku czasu NK (529 r. p.n.e.) wojska perskie pod wodzą Cyrusa II Wielkiego, który sam
wówczas poległ w bitwiea.
a Jak podaje Herodot w Dziejach (I, 205–214)

queen-tamara-of-georgia--63

Tamara III Tamar, z Bagratydów

str 310

Miodewa z Gołają zdobyły Gołgolidię, Swanetię i Złotą Horusję‑Hruszję, gdzie niegdyś Kościej
uprawiał Złotą Gruszę Spora, a w której strumieniach płynęło czyste złoto. Dobywano je
z wód przetakami i wybierano spośród piasku baranim runem. Tę ziemię o pięknych górskich
dolinach usłanych czarownym, ognioodpornym krokusem, zdobyła bohaterskim czynem Gołaja.
Tu spotkała także Kołaka i zakochała się w młodym kaganie. Dlatego właśnie nazwano ową krainę
Gołgolidią albo Kołgolidią, a później Romaje nazwali ją Kolchidą (Kolholidią), czyli Ziemią Kołaka
i Kalji (Gołaji). Gołaja jako trzynasta Mazonka, zrodzona z Golemów, razem z Miodewą zyskała
przybranego ojca w Ojcu z plemienia Ojców-Osiów, którzy w tej ziemi i ziemicach sąsiednich
zamieszkali.
Królestwo Sis wróciło tutaj, do Ziemi Ojców, po czasach Pięciosiły, Pałomężów, Pawiolęgończyków,
Orojów, Kąpodachów i Parnów, dopiero w osobach władców z rodu Bagratydów. A działo się to
w roku 1686 czasu Królestwa Sis51, a więc po 1000 godach nieobecności i obcych rządów.

W żyłach Bagratydów płynęła krew Bogatyrsów i Mazonek, i oni dokonali zjednoczenia
Gołgolidii, Horusji-Gruzji, Swanetii i Oroji-Armenii oraz Ojcy-Osetii. Niech to wydarzenie będzie
przestrogą dla wszystkich, którym się wydaje, że Królestwo Sis może kiedykolwiek zaniechać
odwetu za jakiekolwiek wyrządzone mu krzywdy, lub zaniechać żądania zapłaty jakiejkolwiek
należności.
Miodewa okazała się zdrajczynią, pomocnicą Romaja Jędzona, który przybył do Horusji i Swanetii
po Złote Runo i dzięki niej je zdobył. Mimo że udało jej się wspólnie z Nurusami na krótko
podbić zbrojnie Ziemię Urartu (Oroję), to nie potrafiła nad nią zapanować. Za to Nurusowie
wracali tam niejednokrotnie, a władzę w Oroji w imieniu Wielkiego Królestwa Skołotów, Istów
i Słowian sprawowali ich wodzowie: Rusa I (65–87 NK), Rusa II (115–155 NK), Rusa III (195–202
NK) i Rusa IV (202–210 NK).
Miodewę zapamiętano wyłącznie jako zdrajczynię. Cóż, nie wszystkie Mazonki były niepokalane
i bohaterskie. Jednak, jak wszystkich zdrajców, wyrodnych synów i córy Wielkiej Skołotii
i Królestwa Sis, spotkała ją za jej sprzeniewierzenie kara boska. Jędzon ją porzucił dla jednej ze
swoich Wyrodomajek z Koryntu, a wtedy od zranionej dumy oszalała i wymordowała wszystkie
dzieci, które mu zrodziła.

Wiki

Tamar, Tamara I Wielka (gruz. თამარ) z rodu Bagratydów (1160–1213) – królowa Gruzji od 1184.

Była najstarszą córką króla Jerzego III i Burudukan, córki króla Alanii – Kuddana. W 1178 jej ojciec ogłosił ją współwładczynią i następczynią tronu Gruzji. Kiedy umarł w 1184 Tamara została samodzielnym królem (Tamar Mepe).

W 1185 grupa gruzińskiej szlachty wybrała dla Tamary męża – księcia suzdalskiego Jurija Bogolubskiego (znanego w Gruzji jako Giorgi RusiJerzy Rusin). Tamara i Jerzy nie mieli potomstwa, a królowa szybko zniechęciła się do męża – prawdopodobnie z powodu jego zachowania[1]. Para rozwiodła się w 1187, a królowa sama wybrała dla siebie drugiego męża. Jej wybrankiem został książę Dawid Soslan z Osetii, potomek gruzińskiego rodu królewskiego Bagratydów. Ich ślub odbył się w 1188. Dawid Soslan nosił tytuł króla tylko nominalnie, Tamara nie dzieliła się z nim władzą (nazywano ją Królem królów i królową królowych).

Genealogia Dawida Soslana

Pierwszy mąż Tamary – Jerzy razem z potężną partią szlachty gruzińskiej w 1191 dwukrotnie próbował przejąć władzę i dwukrotnie został pokonany.

Okres jej panowania uznawany jest za „Złoty Wiek” Gruzji. Na dworze Tamary wychowywali się prawdopodobnie jej siostrzeńcy, wnuki cesarza Bizancjum Andronika I Komnena – Aleksy i Dawid[2] . Tamara pomogła im w 1204 zająć Trapezunt i utworzyć na południowo-wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego Cesarstwo Trapezuntu. Królowa zmarła w 1213 i według legend została pochowana w sekretnym miejscu w monastyrze Gelati, niedaleko Kutaisi, w zachodniej Gruzji. Historycy gruzińscy twierdzą, że pochowano ją w jednej w nisz klasztoru. Tamara jest świętą prawosławną i katolicką[potrzebne źródło].

Potomstwo

Tamara miała kilkoro dzieci, ale tylko dwoje przeżyło dzieciństwo:

  • Łasza Giorgi (1192-1223), przyszły król Gruzji – Jerzy IV,
  • Rusudan (ok. 1194-1245), przyszła królowa Gruzji, żona księcia seldżuckiego Muhammada Mughisa ud-din Turkan Szacha.

Strona o Oblicza Gruzji (fragment)

http://obliczagruzji.monomit.pl/reportaze/krolowa-tamar-jedna-z-najwiekszych-wladczyn-swiata

Miała 18 lat, gdy została współwładczynią potężnego kraju, a 24 lata, gdy objęła samodzielne rządy. Wszechstronnie wykształcona i piękna. Rozwiodła się z mężem, zwyrodnialcem i alkoholikiem. Drugiego męża poślubiła z miłości, jednakże zastrzegając, iż będzie tylko królem-małżonkiem, nie ingerującym w jej rządy. Kobieta dynamiczna, odważna i władcza…

Pomimo swojej silnej wiary w Boga potrafiła twardo negocjować z hierarchami kościoła oznajmiając im: “Wy słowem – ja czynem, wy kazaniem – ja prawem, wy wychowaniem – ja nauczaniem. Będziemy czynić starania o powierzone nam przez Boga dusze naszych poddanych”.

Cóż za wspaniała emancypantka, prawdziwa reprezentantka dzisiejszych idei kobiecych ruchów?!

Królowa Tamar urodziła się w 1160 r. w Mcchecie jako najstarsza córka króla Gruzji, Georgiosa III i królowej Gurandukht. Ojciec mianował ją w 1178 r. współwładczynią. Sześć lat później po jego śmierci objęła tron. Była o dziwo tytułowana “Tamar Mepe”, czyli król a nie królowa. Jej imię jest używane w dwóch formach: Tamara i Tamar.

Zaaranżowane przez radę możnowładców gruzińskich małżeństwo z ruskim księciem Jerzym Bogolubskim z Suzdala okazało się nieudane i bezpłodne. Mimo pięknie brzmiącego nazwiska Jerzy upodobał sobie bardziej pijaństwo i rozpustę, niż uwielbienie Boga. 27 letnia Tamar rozwiodła się z nim i kolejnego małżonka wybrała sama i jak mówią przekazy – z miłości. Został nim książę Dawid Soslani z Osetii, potomek gruzińskiej dynastii Bagratydów Widać już wtedy animozje do Rosji były silne i gruzińska królowa wolała krewniaka. Tamar dzieliła z wybrankiem łoże i pole bitwy, ale nie władzę. To ją nazywano “Królem Królów i Królową Królowych”. Urodziło im się dwoje dzieci, syn Georgios IV i córka Rusudan.

Tamar na wzór mitycznych amazonek sama stawała na czele swych wojsk i prowadziła je do walki, a przyszło jej stoczyć wiele bitew. Walczyła dwukrotnie przeciw byłemu małżonkowi i zbuntowanym gruzińskim arystokratom. Po ustabilizowaniu sytuacji w Gruzji wróciła do agresywnej polityki swego ojca i zaczęła podbijać sąsiednie kraje.

Złoty Wiek Gruzji, czyli wojny i budowanie

Mapa rejonu kaukaskiego z 1213 roku - okres końca panowania Królowej Tamar

Kolejne dwadzieścia lat upłynęły Tamar na wojnach i budowaniu. Mąż dzielnie jej towarzyszył jako dowódca wojsk i odniósł ogromne zwycięstwo nad armią Seldżuków, podobno liczącą 400 000 oddziałów. Wojny z Armenią i okrążającymi Gruzję muzułmanami, a w międzyczasie rozwój kultury, architektury, malarstwa, piśmiennictwa, filozofii neoplatońskiej, nauk przyrodniczych i medycyny. W okresie panowania Tamary Wielkiej Gruzja stała się największą potęgą liczącą się nie tylko na Kaukazie, ale na całym Bliskim Wschodzie. Zarówno polityczną, ekonomiczną jak i kulturalną. Okres ten jest nazywany „Złotym Wiekiem Gruzji”, a ona sama największym monarchą w historii tego kraju.

Podczas podróży po Gruzji mieliśmy wrażenie, iż czasy Tamar są bardzo niedawne. Pamięć o niej jest żywa, pojawia się w legendach, podaniach i w toastach na ucztach.

Ile kobiet chciałoby mieć odwagę i upór Tamar w dążeniu do celu? A ilu mężczyzn dorównałoby jej sile charakteru? Była wspaniałą kobietą, ale większość tych przymiotów zawdzięczała wychowaniu. Świadomemu kształtowaniu osobowości i poczucia własnej wartości przez jej ojca.

Królowa Tamar jest dowodem, iż kobieta nie upokarzana, nie szufladkowana jako “słaba płeć” może odnosić sukcesy równe mężczyznom, a nawet ich przewyższać. To, że o niewielu kobietach tamtych czasów mówi historia jest dowodem na patriarchalny i religijnie doktrynerski styl wychowania inny dla dziewcząt, a inny dla chłopców.

Most Królowej Tamar

Walka, miłość i wędrówka

To największe tematy zarówno w życiu jak i literaturze. Niejednokrotnie życie i literatura splatają się stając “życiopisaniem”, jak mawiał wędrujący poeta-bard Edward Stachura.

Portret poety gruzińskiego Szoty Rustaweliego

Historia Wielkiej Tamar splotła się z historią Wielkiego Poety, Szoty Rustaweliego. Miłość niezrealizowana i platoniczna, a dała dzieło przetłumaczone na podobno wszystkie języki świata. 1600 strof jednakowo rymujących się szesnastogłoskowych czterowierszy to alegoria Złotego Wieku Gruzji, gdzie czcigodny władca Arabii Rostewan zrzeka się tronu na rzecz córki Tinatiny. Tak jak król Georgios III na rzecz Tamary.

Mowa o “Rycerzu w tygrysiej skórze”, czyli poemacie nader aktualnym w dzisiejszych czasach, bo o przyjaźni, umiłowaniu prawdy, miłości i zdradzie, bohaterstwie, honorze i wierności.

Według legendy Rustaweli pobierał nauki w Atenach, podróżował po Azji, a potem zajmował wysokie stanowisko podskarbiego królowej Tamary. Podobno zakochany w niej do szaleństwa porzucił życie na dworze królewskim i wstąpił do gruzińskiego monasteru Świętego Krzyża w Jerozolimie. Legenda mówi, że wyznał na piśmie: “Dla niej, której posłuszne są niezliczone rzesze, straciłem głowę, umieram”.

I rzeczywiście umarł, ale wcześniej uwiecznił ją w poemacie. Pozostawił drobiazgowy i barwny opis życia na dworze, zwyczaje, etykietę, tajniki rycerskiego rzemiosła. Do tego dynamika gwarnych miast, ruchliwych portów i zmienność ludzkiego życia w rytmie fortuny kołem się toczącej…

Horusja-Hruszja-Gruzja w obiektywie

L1030621

L1030623

L1030638

L1030639

L1030653

L1030654

L1030656

L1030657

L1030664

Na tronie Tamary?

L1030666

L1030668

L1030673

L1030676

L1030682 smuga

L1030684promienie

L1030691

L1030694

L1030703

L1030709

L1030720

L1030723

L1030726

Wieża

L1030735

L1030736

L1030737

L1030738

L1030739

L1030745

L1030752

L1030764

Obrazki – Światło

L1030768slonce

Promienie

L1030788

L1030798

L1030805

L1030803

L1030800

L1030820

L1030822

L1030827

Polski zagon motorowy w horuskiej Swanetii

Przyroda

L1030843

Szczeciniaste wolne świnie – w normalnej ludzkiej hodowli nieprzemysłowej, zdrowe fizycznie i psychicznie

L1030857

L1030862swinki

Wolne, normalne świnki, prowadzące normalne świńskie życie

L1030870welburz

Welburz

L1030871wel

L1030875

L1030876

L1030886

L1030888

L1030889

L1030896

Wolne, normalne Krowy Karmicielki Człowieka

L1030902

Sprzęty, znaki solarne, swastyki, przedmioty

L1030905

L1030908

L1030910

L1030911

L1030917

L1030941

L1030942

L1030943

L1030946

L1030947

L1030948swastyka

L1030949swastyka

Swastyki na sąsieku

L1030952

Warsztat tkacki

L1030954krzyz rownoramienny

Krzyż Równoramienny – znak Pogańskiego Zodiaku Podstawowego (tzw Cztery Filary Świata)

L1030955patkowęzyce

Symbole Ptakowężycy- Kurki i Kąptorgi

L1030972

Pomnik Tamary i jego ornamentyka

L1030982

L1030986

L1040026tamara pomnik

L1040028

L1040030

L1040031

Pamiętajmy że pierwszą Wielką Kobietą była Ptakowężyca Kąptorga (Torgi-Taos, Boża Mać, Boska Matka) – Rodzicielka Scytów (Skołotów, Sokołów) Królewskich.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 843 obserwujących.