białczyński

O pochodzeniu Słowian (wykład) – czyli Etnoanimacje w Krakowie

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 18 Październik 2013

3872775ZAPRASZAMY:
27 Października – Kraków

Zapraszamy wszystkich serdecznie na Wielkie Otwarcie naszych działań w Krakowie!

Festiwal „Etnoanimacje” to świetna okazja aby doświadczyć atrakcji ze wszystkich kontynentów jednego dnia!
 
Gośćmi festiwalu są terapeuci, animatorzy, artyści, muzycy, autorytety, osoby pracujące z dorosłymi i dziećmi na co dzień.

Swoimi opowieściami przybliżą etniczną kulturę z wielu krain świata, a za sprawą muzyki i tańców będziemy mogli znaleźć się w samym środku egzotycznych wydarzeń.

To ponadto świetna okazja dla wszystkich chcących twórczo pracować z dziećmi i nie tylko, aby nauczyć się ciekawych metod pochodzących z tradycji odległych zakątków świata i z powodzeniem stosować je w swojej codziennej pracy. To jest naszą misją.

PROGRAM:

12:00 – Otwarcie – AUSTRALIA – Aborygeńska sztuka malowania – Dot Painting – Stworzymy wspólne dzieło.

12:30Opowieści o Aborygenach i ich muzyce – Wykład o wpływie dźwięku na człowieka + muzyka na żywo. 

14:00EUROPAWspólne Tańce Bałkańskie w kręgu – Tradycja i kultura ludów słowiańskich wyrażana w ruchu.

15:00Czesław Białczyński – Wykład o pochodzeniu Słowian.

16:00AFRYKA – Opowieści o czarnym lądzie i warsztaty gry na bębnach afrykańskich.

16:45AZJA – Legendy o herbatach Azjii połączone z degustacją.

17:15 – AZJA – Gongowanie – Wpływ dźwięku na zdrowie, prezentacja azjatyckich instrumentów i koncert.

18:00 – KOKOPELLI – AMERYKA – Indiańskie legendy i zabawy. Pokaz instrumentów + Koncert

19:00 – MAESTRO MANUEL RUFINO – Kultura i sztuka Indiańskiej tradycji Huichol.

20:00 – KONCERT WIECZORU – Niezwykłe improwizacyjne połączenie muzyczne kultur na jednej scenie.

21:00 – ZAKOŃCZENIE

Podczas gdy w głównej sali odbywać się będą występy wspomniane w programie, w salach obok będzie również można skorzystać z warsztatów malowania, tworzenia Indiańskich „łapaczy snów”, czy degustacji egzotycznych herbat. Wszystko to w ramach ETNOANIMACJI przez cały dzień.

Miejsce: „Przestrzeń Ruchu i Tańca – Kontakt” ul. Szpitalna 40. Na przeciwko Teatru Juliusza Słowackiego. KRAKÓW.

Wstęp wolny!

DO ZOBACZENIA! ;-)

Kwartalnik „Słowianić” został jednym z patronów medialnych tego nowego przedsięwzięcia w Krakowie, które mamy nadzieję na stałe zagości w grodzie Kraka.

Tagged with:

O byku, który płakał idąc na rzeź.

Posted in przyroda do ochrony by bialczynski on 17 Październik 2013

k byk potter_bykBYK, KTÓRY PŁAKAŁ… „Pewien byk w Hongkongu zrobił coś, w co ciężko uwierzyć większości ludzi. Może dlatego, że łatwiej jest im myśleć, że zwierzęta w ogóle nie przeżywają emocji. Jak opisuje ‘Weekly World News’, grupa pracowników prowadziła byka na rzeź, gdzie miał być zabity, a jego ciało pocięte na steki. Kiedy wprowadzali go do ubojni, smutny byk nagle się zatrzymał, uklęknął na przednie nogi a po twarzy zaczęły płynąć mu łzy. Skąd wiedział, że będzie zabity, jeszcze zanim weszli do ubojni? Jak mógł wyczuć coś, czego w jego sytuacji nie wiedziałby nawet człowiek? Rzeźnik Sihu wspomina: ‘Kiedy zobaczyłem to tzw. >głupie< zwierzę, łkające, z oczyma pełnymi smutku i strachu, sam zacząłem się trząść. Zawołałem pozostałych, żeby zobaczyli to, co ja. Byli zaskoczeni. Wspólnie podjęliśmy próbę popchnięcia byka do przodu, ale on ani się nie poruszył. Tylko tam klęczał, załamany, smutny, ze łzami w oczach.’ Billy Fong, właściciel rzeźni, mówi: ‘Ludzie myśleli, że zwierzęta nie płaczą, jak my. Ale ten byk naprawdę szlochał jak małe dziecko.’ Ponad dziesięciu silnych mężczyzn było przy tej scenie i wszyscy byli głęboko wstrząśnięci. Ci, którzy mieli byka zabić – zaczęli płakać. Przyszli również pozostali pracownicy rzeźni, chcąc zobaczyć płacz byka. Wszyscy byli zszokowani. Trzech z nich przyznaje, że nigdy tego widoku nie zapomną, i że już zawsze będą o tym myśleć, zabijając inne zwierzęta. W tej sytuacji, jako że zarówno byk jak i mężczyźni płakali, stało się jasne, że nikt nie jest w stanie go zabić. Problemem było tylko, co z nim teraz zrobić. Ostatecznie zapadła decyzja, żeby złożyć się na wykupienie byka i umieszczenie go w świątyni, gdzie do końca jego dni opiekować się nim będą mnisi. Kiedy pracownicy uzgodnili wspólne rozwiązanie, stał się cud. Jeden z pracowników mówi: ‘Kiedy postanowiono nie zabijać byka, ten wstał i zaczął za nami chodzić.’ W jaki sposób zrozumiał o czym mówili ludzie? Skąd wiedział, że mu chcemy pomóc? Pan Sihu stwierdza: ‘Wierzcie w to albo nie. Ale to wszystko prawda, choć wydaje się nieprawdopodobne.’ Nie ma wątpliwości, że ten byk odmienił życie obecnych przy nim wtedy ludzi. Być może jego historia odmieni także twoje.”

Wielcy Polacy: Wacław Niżyński (1889 – 1950)

Posted in Polska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 16 Październik 2013

Nijinsky_(1890-1950)_photographed_at_Krasnoe_Selo,_summer_1907Głównym tematem „Dziennika” jest relacja autora z Bogiem. Niżyński ciągle o Nim pisze, ale nie są to żadne odkrycia, konkrety świadczące o prawdziwej bliskości. Raczej ciągle powtarzane te same zdania, koncentracja na jednej myśli.

Początkowo „Dziennik” może się wydać drastyczny. Niżyński bez zahamowań opisuje swoje intymne przeżycia. Prezentuje siebie jako kogoś szczególnego, obdarzonego wyjątkową misją. Wielokrotnie nazywa siebie Bogiem. Rzeczywiście tak uważa. Można próbować to zrozumieć składając tę hardość na karb choroby.
Z drugiej strony autor ciągle pisze o swojej miłości do wszystkich ludzi. Podkreśla, że nie jest żadnym wielkim myślicielem. Uważa uczucia za o wiele ważniejsze niż myśli i na wszystko patrzy przez pryzmat „czucia”. W pewnych momentach jego postawa jest naprawdę chrześcijańska.

Wielki schizofrenik! Czy to brzmi dziwnie czy dumnie? Mamy problem z oceną wielkości zamkniętej na pograniczu choroby oraz choroby która wywiera wpływ na uruchomienie prawdziwej wielkości w człowieku. Zaliczam Niżyńskiego do Wielkich Polaków – do geniuszy, których ich geniusz stawia na granicy „normy” akceptowalnej społecznie, których dokonania twórcze każą w nich widzieć właśnie geniuszy i których choroba umysłu, świadomości, dotyka w sposób niezaprzeczalny.

O swoim ostatnim występie Niżyński napisał w dzienniku: „Wszystko, co przeżyłem, było okropne. (…) Boję się ludzi, gdyż chcą, bym żył takim życiem, jakie oni prowadzą. Chcą, żebym tańczył rzeczy wesołe. Ja nie kocham wesołości. Kocham życie”. Zapiski artysty są świadectwem życia człowieka wybitnego, który – jako jeden z artystów awangardowych pierwszej ćwierci XX wieku – wyprzedzał swoją epokę własną postawą, myślą i twórczością. W Dzienniku, na który składają się dwie księgi zatytułowane Życie i Śmierć, Niżyński opisuje swoje życie po ostatnim występie, dzieli się przemyśleniami o sztuce tanecznej i ówczesnej publiczności, pisze o nadziei na wyzdrowienie oraz związku z żoną, Romolą de Pulszky i swym impresario Siergiejem Diagilewem. W zapiskach artysta wiele miejsca poświęcił rozważaniom na temat dobra, zła i Boga.

w13

Szalony Tancerz

Tancerz i choreograf polskiego pochodzenia. Zrewolucjonizował sztukę baletu. Jego taniec był pełen emocji, siły wyrazu i szaleństwa. Artysta, stając się granymi postaciami, porywał i oszałamiał publiczność.

Wacław Niżyński (ur. 12 marca [28 lutego s.s.] 1889 w Kijowie[1], zm. 8 kwietnia 1950 w Londynie) –  jeden z najwybitniejszych tancerzy baletu XX w. W bibliografii międzynarodowej znany głównie pod nazwiskiem w formie francuskojęzycznej, jako Vaslav Nijinsky

Dzieciństwo i młodość

Urodził się w 1889 w Kijowie w rodzinie polskich tancerzy występujących w teatrze wędrownym. Rodzice – Tomasz Niżyński i Eleonora (Bereda) Niżyńska byli absolwentami Warszawskiej Szkoły Baletowej, a w młodości występowali w Operze Warszawskiej, jednak zdecydowali się na występy w wędrownej trupie tanecznej. Rodzice ochrzcili Wacława w Warszawie w kościele Świętego Krzyża[2].

Jak wynika z listów Niżyńskiego, uważał się za Polaka (mimo średniej znajomości języka polskiego). W listach do śpiewaka Jerzego Reszke napisał „Moja matka mnie dała mleko i polski język, a dla tego jestem polakiem. (…) Ja nie umię dobrze muwić bo mnie nie wolno było muwić po polsku”[3].

Tomasz Niżyński dość wcześnie opuścił swoją rodzinę. Dla zapewnienia dzieciom lepszych warunków rozwoju, Eleonora Niżyńska zadecydowała o przeprowadzce do Petersburga. Tam w 1900, Wacław wstąpił do Teatralnej Szkoły Imperatorskiej w Petersburgu, gdzie uczył się u Legata, Obuchowa i Cecchettiego.

Talent Niżyńskiego został szybko odkryty w carskiej szkole tańca w Sankt Petersburgu. W wieku 19 lat Wacław był już znanym i podziwianym tancerzem. Jego losy zostały powiązane z mecenasem sztuki Siergiejem Diagilewem. Wraz z jego zespołem Niżyński dawał występy w wielu krajach, nie tylko Europy. Krytycy byli zachwyceni jego umiejętnościami. Nadali mu miano boga tańca.

Zadebiutował na scenie Teatru Maryjskiego w Petersburgu jako osiemnastolatek w Don Giovannim Mozarta. Był partnerem Matyldy Krzesińskiej, Olgi Przeobrajskiej, Anny Pawłowej i Tamary Karsawiny. W tym okresie wielką pomocą w karierze zawodowej, jak i wsparciem finansowym dla matki Wacława był jego kochanek, książę Paweł Lwow[4]. W tym samym czasie zaczął pierwszy raz występować w balecie ze swoją siostrą, Bronisławą Niżyńską. Bronisława stała się jego powiernicą i bardzo bliską osobą, która towarzyszyła mu przez resztę życia.

Balety rosyjskie

Niedługo po swoim debiucie spotkał Siergieja Diagilewa i wstąpił do jego zespołu Baletów Rosyjskich, w którym zatańczył w pierwszym paryskim sezonie w 1909. Tańczył wówczas w takich baletach jak: Le Pavillon d’Aryrmid, Sylfidy (do muzyki Chopina), Cléopâtre, a w sezonie następnym w baletach: Szeherezada i Karnawał. Stał się ulubionym artystą – pupilem, a także kochankiem Diagilewa.

Między jednym a drugim tournée Niżyński wracał tańczyć do Teatru Maryjskiego, jednak w 1911 Niżyński został zwolniony. Stało się tak na skutek „intrygi kostiumowej” – podczas przedstawienia baletu „Giselle” Niżyński miał na sobie tylko trykot, bez krótkich spodenek obowiązujących wówczas tancerzy. Wywołało to ogólne oburzenie (w incydent wmanewrowano także wielką księżnę, która wiele lat później twierdziła, ze z loży cesarskiej nie była w stanie niczego zobaczyć). Kostium ten był kostiumem, w którym Niżyński wcześniej występował w „Giselle” w Paryżu (gdzie nie wzbudzał sensacji). Od 1911 tańczył już tylko u Diagilewa (w 1911 w Duchu róży do muzyki Karola Marii Webera i w Pietruszce Strawinskiego).

W 1912 zadebiutował w roli choreografa, opracowując choreografię do preludium do Popołudnia fauna Debussyego, który był sukcesem, ale i skandalem. W 1913 powstały układy choreograficzne do Święta wiosny Strawinskiego i Jeux (Gier) Debussy’ego. W obu tych układach choreograficznych widoczna jest fascynacja Metodą Jacques’a-Dalcroza. Układy taneczne w „Święcie wiosny” oburzały paryską publiczność swoją pierwotną żywiołowością i brutalnym dynamizmem. Również sama muzyka Strawinskiego była oskarżana o bolszewizm. „Gry” powstały jako balet przyszłości. Diagilew zamówił utwór u Debussy`ego z myślą o Niżyńskim, który przedstawił kiedyś swoją wizję baletu przyszłości – pochwałę sportu, naturalności, z rezygnacją z niektórych technik baletu klasycznego, gdzie ciało ludzkie nie ma żadnych ograniczeń. Tancerze występowali w strojach do tenisa autorstwa paryskiego projektanta mody, a nie kostiumografa, z rakietami tenisowymi jako rekwizytami (akcja toczy się na korcie tenisowym). W ‚okresie paryskim’ Niżyńskiego do grona jego admiratorów należeli m.in. Jean Cocteau i Marcel Proust.

Pod koniec roku zespół Diagilewa wyjechał do Ameryki Południowej, lecz bez samego Diagilewa. Tam Niżyński ożenił się z węgierską tancerką Romolą de Pulszky, co stało się bezpośrednim powodem usunięcia go z zespołu przez Diagilewa zaraz po powrocie do Europy. Wyjechali do Budapesztu, gdzie w 1914 urodziła im się córka Kira, przyszła tancerka.

Później Niżyński występował z własnym zespołem w Londynie, nie odniósł jednak sukcesu, głównie z powodu braku doświadczenia w administracyjnym zarządzaniu zespołem baletowym. Przeniósł się do Budapesztu, gdzie zamieszkał u rodziców żony (zubożałych arystokratów). Niżyński, będąc poddanym cara Rosji, a więc przeciwnika Austro-Węgier, w związku z toczącą się wojną został internowany. W 1916 wrócił do współpracy z Diagilewem, przygotowując kolejną choreografię do baletu Till Eulenspiegel.

Choroba

Po tournée w Ameryce Południowej wyjechał do Szwajcarii, gdzie powoli zapadał na schizofrenię i wycofał się z występów, poświęcając się opracowywaniu nowych choreografii i pisaniu. Leczył go w Zurychu Eugen Bleuler. Po raz pierwszy po przerwie wystąpił publicznie 19 stycznia 1919, był to również jego ostatni występ, dający świadectwo o jego chorobie psychicznej. Rozpoczął również pisanie dzienników w dwóch częściach zatytułowanych „O życiu” i „O śmierci”. Po raz pierwszy opublikowane zostały w okrojonej przez żonę wersji w 1936, pełną wersję opublikowano dopiero w 1995. Przez 30 lat swojej choroby pozostawał pod opieką żony. W latach 30. został poddany nowatorskiej terapii insulinowej, która odniosła skutek pozytywny, lecz krótkotrwały. Zmarł na zapalenie nerek w Londynie 8 kwietnia 1950. Został pochowany w Paryżu na cmentarzu Montmartre (w 1953).

Niżyński był największym tancerzem swojej epoki, o doskonałej technice i niespotykanej ekspresyjności. Pozostał po nim mit tancerza baletowego, któremu udało się osiągnąć doskonałość i całkowitą identyfikację z wykonywaną rolą. Do dziś pozostaje wzorem dla wielu tancerzy baletowych.

W 2001 australijski reżyser Paul Cox nakręcił film „Nijinsky” oparty na jego pamiętnikach.

11 czerwca 2011 roku, w przerwie premierowego przedstawienia Święta wiosny, w foyer Teatru Wielkiego została odsłonięta pierwsza w Polsce rzeźba legendarnych polskich tancerzy-choreografów: Wacława Niżyńskiego i jego siostry Bronisławy w rolach Fauna i Nimfy z baletu Popołudnie fauna. Na zamówienie Polskiego Baletu Narodowego wykonał ją w brązie znany ukraiński rzeźbiarz Gennadij Jerszow .[5]

Upamiętnienie

  • W Supraślu teatr Wierszalin wystawia od 2006 roku przedstawienie pt. „Bóg Niżyński” w reżyserii Piotra Tomaszuka[6].

  1. ↑ Według aktu chrztu, ur. 29 grudnia 1889 (Akta Stanu Cywilnego par. Św. Krzyża w Warszawie, rok 1891, nr 669)
  2. ↑ Piotr Sarzyński, Popołudnie Fauna, [w:] „Polityka” nr 19, 2000.
  3. ↑ Pisownia oryginalna z listu do Jerzego Reszke w art. Hanna Milewska, „Wacław Niżyński – Długi zmierzch fauna”, Magazyn „HiFiM” nr. 7-8/2011.
  4. ↑ Vaslav Nijinsky, Peter Ostwald, Londyn, 1991, ISBN 1-86105-250-2; na str.19
  5. http://www.teatrwielki.pl/wydarzenia/szczegoly/article/rzezba_waclawa_i_bronislawy_nizynskich_ozdobila_foyer_teatru_wielkiego.html
  6. ↑ opis spektaklu „Bóg Niżyński” na stronach internetowych Teatru „Wierszalin”
Wacław Niżyński
  • Niżyński – film biograficzny z 1980 roku w reżyserii Herberta Rossa
  • Michaił Barysznikow
  • Rudolf Nuriejew

Piotr Sarzyński. Popołudnie fauna. „Polityka”. 6 maja 2000. 19 (2244). s. 62.

w7

http://www.nizynski-projekt.com/waclawnizynski_dziennik.php

Ojciec Wacława, który przez pierwsze lata był wzorem do naśladowania dla młodego tancerza, szybko porzucił rodzinę. Natomiast matka, przez swoją opiekuńczość jeszcze w dorosłym życiu Wacława zajmowała szczególne miejsce w jego sercu.

Niżyński tańczył mając już trzy lata. Jego talent został szybko odkryty w carskiej szkole tańca w Sankt Petersburgu. W wieku 19 lat Wacław był już znanym i podziwianym tancerzem, tańczył partie solowe w najważniejszym rosyjskim zespole baletowym. W tym wieku zainteresował się nim Siergiejem Diagilewem. Rosyjski impresario kompletował wybitnych rosyjskich twórców, malarzy, kompozytorów, choreografów, tancerzy i z ich udziałem nadawał kształt swoim wizjom artystycznym, efektami zachwycając zachód Europy. Diagilew dla zamkniętego w sobie, małokomunikatywnego i młodego mężczyzny zastąpował ojca, był dla niego autorytetem i drogą do wielkiego świata sławy. Wraz z jego zespołem Niżyński podbijał serca widowni w krajach Europy, Ameryki Północnej i Południowej. Publicznośc była zachwycona jego umiejętnościami, a krytycy nazwali go “bogiem tańca”.

Wacław Niżyński ożenił się w 1913r. z węgierską tancerką Romolą de Pulszky. To ona, z pomocą tłumacza, w końcu oświadczyła się tancerzowi, po tym jak wcześniej zrobiła wszystko, żeby dołączyć do zespołu. Wkrótce po ślubie na świat przyszła ich pierwsza córka Kira.

Ich małżeństwo doprowadziło do zerwania najpierw intymnej, potem zawodowej relacji Wacława z Diagilewem i wyjście z orbity jego wpływów. Przez pięć lat Wacław był kochankiem swojego menedżera, który roztaczał nad nim swoją opiekę i kontrolę. Charakter tej relacji nie był z nim w zgodzie, z perspektywy czasu czuł on do siebie odrazę i wyrzuty sumienia. Podobnie było w przypadku jego doświadczeń z prostytutkami. Małżeństwo z Romolą było próbą odwrócenia życia.

Od dzieciństwa uwidaczniały się cechy charakteru wrażliwego artysty. Niżyński był małomówny, zamknięty w sobie, wręcz ponury. Jego bogaty świat wewnętrzny budował się na konflikcie postaw i wartości, dopóki znajdował on realizację w życiu twórczym tancerza, unikał on samotnej konfrontacji ze swoją chorobą. Z biegiem wydarzeń, które przerosły artystę, wyrzucenie z zespołu przez Diagilewa, nieudane premiery w Londynie, obcość w relacjach z żoną, jego skłonność do melancholii i depresji nasiliła się i Wacław odciął się od świata, zamykając się w swoim umyśle.

Niżyński umarł w 1950r. w Londynie. Ostatnie lata życia spędził w sanatoriach, zamknięty w swoim wewnętrznym świecie.

Czuję dobrze, gdyż rozumiem wszystko, co pisze. Jestem człowiekiem od Boga a nie od małpy. Jestem małpą, jeśli nie czuję; jestem Bogiem, jeśli czuję. Wiem, że wielu będzie zachwycać się moim rozumem, i zaczną się cieszyć, gdyż mój cel zostanie potwierdzony. Będę tańczyć po to, żeby zarobić pieniądze. Chcę dać mojej żonie dom z wyposażeniem. Ona chce mieć ze mną synka, gdyż boi się, że wkrótce umrę. Myśli, że jestem obłąkany, gdyż myśli bardzo dużo. Ja myślę mało i dlatego rozumiem wszystko, co czuję. Jestem uczuciem w ciele, a nie umysłem w ciele. Jestem ciałem. Jestem uczuciem. Jestem Bogiem w ciele i uczuciu. Jestem człowiekiem, a nie Bogiem. Jestem prosty. Mnie nie trzeba myśleć. Mnie trzeba czuć, a poprzez uczucie pojmować[…].

Dziennik, W. Niżyński

DZIENNIK
19 stycznia 1919r. ikona światowego tańca, Wacław Niżyński w małej szwajcarskiej wiosce Saint Moritz wykonał swój ostatni występ. Przez trzydzieści minut stał nieruchomo, jego ciało było spięte, kiedy zaniepokojana żona podeszła do niego, odpowiedział tylko „To są moje zaślubiny z Bogiem”. Tego dnia Niżyński zaczął pisać swoje “Dzienniki” i nigdy później już nie wystąpił. Pisanie zaproponował mu jego psychiatry, który chciał w ten sposób dotrzeć do jego wewnętrznego świata.

Z jednej strony jest to oryginalne wyznanie kontrowersyjnego artysty, pełne dziwnego języka i świadectwo stanów odmiennej świadomości. Dla osób znających wydarzenia z życia artysty z pewnością jego osobiste wyznania są zaskakującym, niekiedy szokującym dopełnieniem wielu sytuacji z jego życia. Poznać myśli tego nie potrafiącego odnaleźć się w społeczeństwie demonicznego rewolucjonisty baletu – to coś pociągającego. „Dziennika” nie da się jednak czytać pomijając świadomości, że świat tam opisywany widziany jest oczami osoby chorej psychicznie. Już wtedy na sympozjach naukowych psychiatrzy analizowali tę książkę, przyglądając się w ten sposób chorobie psychicznej.

Niżyński rozpoczyna opis codziennej sytuacji, ale wymyka mu się sens i z komunikatu zostaje tylko ciąg skojarzań, opis osoby, która budzi jego żywe, obsesyjne emocje. Lawiruje on między tu i teraz, a ogólnymi refleksjami dotyczącymi życia i świata. Jego uwaga koncentruje się na filozoficznych wywodach, a prowokuje ją do tego, coś tak przypadkowego jak “atrament”. Głównym tematem „Dziennika” jest relacja autora z Bogiem. Temat ten obsesyjnie powraca jak refren, kopiowany z formułek religijnych przez nierozumiejące niczego, zalęknione dziecko.

„Dzienniki” miejscami są szokujące, język wulgarny, prymitywny, tematy naiwne. Autor bez zahamowań opisuje swoje intymne przeżycia. Zdania przez chwilę tworzą sens, może bardziej zdrowa logika nam go podpowiada. Chcialibyśmy go widzieć i czytając dopisujemy go za autora. Wacław prezentuje siebie jako wybrańca, obdarzonego szczególną misją. Nazywa siebie Bogiem. Można to nazwać chorobą, mistycyzmem czy też potrzebą wyrównania krzywd swojej przeszłości. Za chwilę, przerzucony na drugą stronę polaryzacji, wstępuje w role bluźniercy i niszczyciela. Robi to tak, jakby nie trzymał się żadnego kręgosłupa.

Czytanie „Dziennika” jest uciążliwym wyzwaniem, ponieważ zdania są krótkie i proste, a myśl zakręca zaskakująco często. Tam, gdzie rwie się logika pojawiają się uczucia, którym Wacław jak zapewnia, przypisuje rolę nadrzędną. Kolejne fragmenty zaprzeczają sobie. Sensu „Dziennikom” nadaje osoba ich autora. Pryzmat wydarzeń jego życia stawia niezrozumiałe fragmenty w niekiedy tragicznym, niekiedy groteskowym świetle.

Mimo wszystko są pewne tematy i punkty widzenia, do których Niżyński uparcie i jednoznacznie powraca. Są to na przykład: osoba Diagilewa (dawny impresario i kochanek), Romola ( jego żona), dziwki, zepsucie, lęk, giełda, sytuacja polityczna w Anglii, Kira – córka. Chcąc te ślady złożyć w pasjonujący obraz, nie wystarczy zwykłe zainteresowanie, ważny jest kontekst życia i twórczości tego wybitnego artysty.

„Dziennik” Wacława Niżyńskiego w wersji pełnej, nieocenzurowanej przez Romolę, jego żonę zostały wydane dopiero w 1997 roku.

NIJINSKY-PORTRAIT-HEADSHOT

Kim właściwie był Wacław Niżyński?

http://kultura.wp.pl/gid,15260143,galeria.html?T[page]=1

„… JESTEM JEDNOCZEŚNIE CZŁOWIEKIEM I BOGIEM…”

„Jestem jednocześnie człowiekiem i Bogiem, jeśli mój kształt jest cielesny, to dlatego, że powstałem z ciała. Bóg uczynił mnie z ciała. Jestem Bogiem.” – tak mówił o sobie Wacław Niżyński. Kim tak naprawdę był ten genialny choreograf i największy tancerz swojej epoki? Polakiem, biseksualistą, geniuszem, schizofrenikiem…

Rosyjski tancerz i choreograf polskiego pochodzenia, przeszedł do historii jako ten, który zrewolucjonizował sztukę baletu. Jego taniec był pełen emocji, siły wyrazu i szaleństwa, co porywało spragnioną wrażeń publiczność. Jego życie prywatne było naznaczone tragizmem. Niezwykle uzdolniony i wrażliwy, przez całe życie był rozdarty pomiędzy zaborczą żoną, a zazdrosnym kochankiem. U szczytu popularności Niżyński przerwał karierę z powodu postępującej choroby psychicznej.

Urodził się w 1889 w Kijowie w rodzinie polskich tancerzy występujących w teatrze wędrownym. Rodzice – Tomasz Niżyński i Eleonora (Bereda) Niżyńska byli absolwentami Warszawskiej Szkoły Baletowej, a w młodości występowali w Operze Warszawskiej, jednak zdecydowali się na występy w wędrownej trupie tanecznej.

Jak wynika z listów Niżyńskiego, uważał się za Polaka (mimo średniej znajomości języka polskiego).

Tomasz Niżyński dość wcześnie opuścił swoją rodzinę – Wacław miał wtedy 6 lat. Dla zapewnienia dzieciom lepszych warunków rozwoju, Eleonora Niżyńska zadecydowała o przeprowadzce do Sankt Petersburga. Tam w 1900, chłopiec wstąpił do Teatralnej Szkoły Imperatorskiej w Petersburgu, gdzie uczył się u Legata, Obuchowa i Cecchettiego. Matka zawsze zajmowała szczególne miejsce w jego sercu.

Zadebiutował na scenie Teatru Maryjskiego w Petersburgu jako osiemnastolatek w Don Giovannim Mozarta. Był partnerem Matyldy Krzesińskiej, Olgi Przeobrajskiej, Anny Pawłowej i Tamary Karsawiny. W tym okresie wielką pomocą w karierze zawodowej, jak i wsparciem finansowym dla matki Wacława był jego kochanek, książę Paweł Lwow. W tym samym czasie zaczął pierwszy raz występować w balecie ze swoją siostrą, Bronisławą Niżyńską. Bronisława stała się jego powiernicą i bardzo bliską osobą, która towarzyszyła mu przez resztę życia.

Między jednym a drugim tournee Niżyński wracał tańczyć do Teatru Maryjskiego, jednak w 1911 r. został zwolniony. Stało się tak na skutek „intrygi kostiumowej” – podczas przedstawienia baletu „Giselle” Niżyński miał na sobie tylko trykot, bez krótkich spodenek obowiązujących wówczas tancerzy. Wywołało to ogólne oburzenie (w incydent wmanewrowano także wielką księżnę, która wiele lat później twierdziła, że z loży cesarskiej nie była w stanie niczego zobaczyć). Kostium ten był kostiumem, w którym Niżyński wcześniej występował w „Giselle” w Paryżu (gdzie nie wzbudzał sensacji). Od 1911 tańczył już tylko u Diagilewa (w 1911 w Duchu róży do muzyki Karola Marii Webera i w Pietruszce Strawinskiego).

Niedługo po swoich pierwszych sukcesach spotkał Sergiusza Diagilewa i wstąpił do jego zespołu Baletów Rosyjskich. Stał się pupilem i kochankiem impresaria, choć sam pisał: „Diagilew jest człowiekiem zepsutym; kocha chłopców. Powinno się zrobić wszystko, by ludzie nie praktykowali podobnych obyczajów, ale nie należy ich za to więzić, ani sprawiać im cierpienia” („Dziennik”). Relacja między mężczyznami była świadomą kalkulacją, która dopiero później przemieniła się w miłość.

Między jednym a drugim tournee Niżyński wracał tańczyć do Teatru Maryjskiego, jednak w 1911 r. został zwolniony. Stało się tak na skutek „intrygi kostiumowej” – podczas przedstawienia baletu „Giselle” Niżyński miał na sobie tylko trykot, bez krótkich spodenek obowiązujących wówczas tancerzy. Wywołało to ogólne oburzenie (w incydent wmanewrowano także wielką księżnę, która wiele lat później twierdziła, że z loży cesarskiej nie była w stanie niczego zobaczyć). Kostium ten był kostiumem, w którym Niżyński wcześniej występował w „Giselle” w Paryżu (gdzie nie wzbudzał sensacji). Od 1911 tańczył już tylko u Diagilewa (w 1911 w Duchu róży do muzyki Karola Marii Webera i w Pietruszce Strawinskiego).

W 1912 zadebiutował w roli choreografa, opracowując choreografię do preludium do „Popołudnia fauna” Debussy’ego, który był sukcesem, ale i skandalem. W 1913 r. powstały układy choreograficzne do Święta wiosny Strawińskiego i Jeux (Gier) Debussy’ego. W obu tych układach choreograficznych widoczna jest fascynacja Metodą Jacques’a-Dalcroza. Układy taneczne w „Święcie wiosny” oburzały paryską publiczność swoją pierwotną żywiołowością i brutalnym dynamizmem. Również sama muzyka Strawińskiego była oskarżana o bolszewizm. „Gry” powstały jako balet przyszłości.

Diagilew zamówił utwór u Debussy`ego z myślą o Niżyńskim, który przedstawił kiedyś swoją wizję baletu przyszłości – pochwałę sportu, naturalności, z rezygnacją z niektórych technik baletu klasycznego, gdzie ciało ludzkie nie ma żadnych ograniczeń. Tancerze występowali w strojach do tenisa autorstwa paryskiego projektanta mody, a nie kostiumografa, z rakietami tenisowymi jako rekwizytami (akcja toczy się na korcie tenisowym). W okresie paryskim Niżyńskiego do grona jego admiratorów należeli m.in. Jean Cocteau i Marcel Proust.

Pod koniec roku zespół Diagilewa wyjechał do Ameryki Południowej, lecz bez samego Diagilewa. Tam Niżyński ożenił się z zakochaną w nim węgierską tancerką Romolą de Pulszky, co stało się bezpośrednim powodem usunięcia go z zespołu przez zdradzonego kochanka, zaraz po powrocie do Europy. Para wyjechała do Budapesztu, gdzie w 1914 r. urodziła im się córka Kira, przyszła tancerka. Żona Wacława była kobietą zaborczą i wywierała na niego duży wpływ.

Później Niżyński występował z własnym zespołem w Londynie, nie odniósł jednak sukcesu, głównie z powodu braku doświadczenia w administracyjnym zarządzaniu. Przeniósł się do Budapesztu, gdzie zamieszkał u rodziców żony (zubożałych arystokratów). Będąc poddanym cara Rosji, a więc przeciwnika Austro-Węgier, w związku z toczącą się wojną został internowany. W 1916 wrócił do współpracy z Diagilewem, przygotowując kolejną choreografię do baletu Till Eulenspiegel.

Artysta stawał się milczący, drażliwy, cierpiał na manię prześladowczą. Wówczas zaczęto podejrzewać u niego chorobę umysłową. Wyjechał do Szwajcarii i ze względu na pogarszający się stan zdrowia wycofał się z występów. Nawroty schizofrenii były coraz częstsze i uniemożliwiały dalsze występy. Niżyński zatańczył jeszcze w wieku 29 lat – 19 stycznia 1919 roku. Był to jego pierwszy po przerwie i zarazem ostatni występ publiczny.

w11Z córką Kirą, później utalentowaną tancerką

Wacław Niżyński – Boży klaun

„…jestem jednocześnie człowiekiem i Bogiem, jeśli mój kształt jest cielesny, to dlatego, że powstałem z ciała. Bóg uczynił mnie z ciała. Jestem Bogiem…” (Dzienniki). Kim właściwie był Wacław Niżyński?
Największym tancerzem swojej epoki – Bogiem tańca,  genialnym choreografem, zgwałconym efebem, chorym na schizofrenie biseksualistą?
Niżyński urodził się w 1889 roku w Kijowie, w rodzinie polskich tancerzy. Ojciec opuścił rodzinę, gdy Wacław miał osiem lat. Wówczas matka zadecydowała o przeprowadzce do Sankt Petersburga, gdzie Wacław wstąpił do Teatralnej Szkoły Imperatorskiej.
Niżyński zadebiutował na scenie Teatru Maryjskiego jako siedemnastolatek w „Don Giovannim” Mozarta. Wsparcie finansowe i pomoc w karierze zapewniał mu w tym czasie związek z księciem Pawłem Lwow.
Niedługo po swoich pierwszych sukcesach spotkał Sergiusza Diagilewa i wstąpił do jego zespołu Baletów Rosyjskich. Stał się pupilem i… kochankiem impresaria, choć sam pisał: „Diagilew jest człowiekiem zepsutym; kocha chłopców. Powinno się zrobić wszystko, by ludzie nie praktykowali podobnych obyczajów, ale nie należy ich za to więzić, ani sprawiać im cierpienia” (tamże). Relacja między mężczyznami była świadomą kalkulacją, która dopiero  później przemieniła się w miłość.
W 1912 roku Niżyński złożył dymisję i zadebiutował w roli choreografa. Jego układy taneczne miały zarówno zwolenników, jak i zagorzałych krytyków. Z jednej strony były pochwałą naturalności, z drugiej oburzały pierwotną żywiołowością i brutalnym dynamizmem. Tancerz w swym geniuszu znacznie wyprzedzał czasy, w których żył.
Do dziś nie wiadomo, co kierowało Niżyńskim, gdy na statku Avon postanowił się oświadczyć węgierskiej tancerce Ramoli Pulszky. Czy męcząca, egoistyczna miłość Diagilewa? Czy może wpływ nauk Tołstoja propagującego wzorzec szczęścia bazujący na płodzeniu potomstwa?
Za namową żony Niżyński postanowił utworzyć własny zespół, jednakże z uwagi na brak organizacyjnych umiejętności, próby okazały się fiaskiem. Artysta stawał się milczący, drażliwy, cierpiał na manię prześladowczą. Wówczas zaczęto podejrzewać u niego chorobę umysłową. Wyjechał do Szwajcarii  i ze względu na pogarszający się stan zdrowia  wycofał się z występów – nawroty schizofrenii były coraz częstrze, poświęcając się opracowywaniu nowych choreografii i pisaniu. Niżyński wystąpił jeszcze w wieku 29 lat – 19 stycznia 1919 roku. Był to jego pierwszy po przerwie i zarazem ostatni występ publiczny, dający świadectwo o jego chorobie psychicznej. Przez 30 lat swojej choroby pozostawał pod opieką żony, był to czas pobytów w pensjonatach dla obłąkanych, jedynie na krótko przerywany powrotami świadomości. W latach 30. został poddany nowatorskiej terapii insulinowej, która odniosła skutek pozytywny, lecz krótkotrwały.
Niżyński zmarł na zapalenie nerek w Londynie 8 kwietnia 1950. W roku 1953 pochowany został w Paryżu na cmentarzu Montmartre.

Patrycja Reglińska
NIJINSKY

Rafał Orlicki – „Krzyż, jako stwórcza siła światłości u Prasłowian” (polemika z W. Kossakowskim)


Moje głębsze zastanowienie, wywołał artykuł Pana Winicjusza Kossakowskiego, pt. „Czy Polacy znali pismo ideograficzne?”. Zamieszczony w pierwszym numerze „Słowianić”.  Zapewne stało się tak, z racji moich zainteresowań i zajmowania się szeroko pojętą mową, w tym pismem i językiem Prasłowian.  Powyższy artykuł, wzbudził moje głębokie uznanie, przysporzył mi sporo wiedzy. Jednakże pozwolę sobie w tym miejscu na pewne drobne uściślenia i własne hipotezy.

Ogólnie, zgadzam się z interpretacją autora, że zapis obrazowy zamieszczony na urnie odnalezionej w Białej pod Łodzią, ma charakter kultu religijnego i przedstawia wiarę Prasłowian w nieśmiertelność istnienia ludzkiego. Jest w nim zawarta, bardzo wyrazista symbolika przemijania życia i odradzania się po śmierci w innej postaci.

Wielki wpływ wywarł na mnie ten zapis, umieszczony na urnie. Pewnej nocy cały swój sen poświęciłem jej obrazowi. Jakby wypływał z niego wprost do moich emocji, mojego ducha, jakiś znacznie głębszy przekaz. Pamiętam, że zacząłem śnić o poszczególnych obrazach (znakach) a przeszedłem w refleksyjny sen nad sensem ludzkiego bytu. Myślałem w tym śnie o ludziach, którzy gonią za pieniędzmi, aby przy ich pomocy lżej lub radośniej żyć, troszczą się tylko o siebie i swoich bliskich. Nie myślą o społeczności, narodzie, ludzkości, przyrodzie. Nagle pojawia się śmierć kogoś z ich bliskich lub ciężka choroba ich samych i pieniądze przestają być skuteczne, bo nie załatwią wszystkiego. W tym momencie, pojawia się pytanie; -Po co żyjemy?! Chyba najważniejsze pytanie, jakie człowiek może sobie postawić. – Czy dla potrzeb doskonalenia ludzkości w etapach ewolucji? Chyba nie, skoro zaraza może wybić połowę ludzi, wojny światowe podobnie, wybuch jakiegoś potężnego wulkanu unicestwić cały kontynent jak to niegdyś już bywało, uderzenie planetoidy zniszczyć całe życie na Ziemi. Dlaczego więc natura czy jak ktoś woli – Bóg, którzy są doskonali i nie marnują żadnej energii, mieliby stworzyć ludzi i poddać ich później unicestwieniu? A może tak, jak wierzyli pra Słowianie i wierzą buddyści czy też niektórzy chrześcijanie, jesteśmy śmiertelni na Ziemi, lecz w pewnej energetycznej i świadomej (duchowej) postaci nieśmiertelni, żyjąc nadal, w innym wymiarze? W końcu nawet Jezus rozmawiał w ogrójcu z niektórymi zmarłymi prorokami. Z drugiej strony, po śmierci nie możemy na Ziemi nic już uczynić, póki nie ożyjemy w ciele ponownie. (‘Ciało’ ma wiele bliskiego ze słowiańskim słowem ‘światło’. ‘Światło’, najprościej wyjaśnić znajdując znaczenie jego rdzeni w bliskoznacznym wyrazie ‘świt/świta’.  Bowiem ‘świt’ to ‘si-wid’ czyli ‘światła-widzenie’. Od ‘widzenie’ mamy termin ‘witanie’ gdyż ‘powitanie’ to nic innego jak kogoś ‘zobaczenie’. Nasze ‘ciało’ czy rosyjskie ‘tieło’ to skrócona forma wzięta ‘ti-el-ło’ czyli ‘ci-el-ło’; ‘twoje/jego – wybrane/miejsce/to – tu’. Od tego wyrazu pochodzi określenie polskie dla fragmentu ciała, jakim jest ‘czoło’ czy też nazwa młodego zwierzęcia ‘cielak’. Mam jednak poważne przypuszczenia że pierwotną formą słowa ciało był inny zestaw rdzeni, a mianowicie; ‘si-el-ło’ oznaczający ‘światła – miejsce –to’. Stąd ‘sioło’ czyli siedziba ludzka, wieś, a od niej ’siodło’. Miejsca dla ciała. Jednak ‘si’ przeszło bardzo często w ‘ci’ lub ‘ti’. Takie przekształcenie tego morfemu oznaczałoby, że zaimki osobowe, pojęcie istoty ludzkiej, słowa typu ‘ty/wy/oni/tamci/ci’, wywodzą się od energii, ze światłości). A jeśli moje poglądy są słuszne? Jeśli istnieje nieskończoność życia ludzkiego w postaci duszy, która niekoniecznie się reinkarnuje, może ginie na zawsze tylko gdy na życie jakiekolwiek nie zasługuje, lub doskonali się w innych wymiarach?  Jakże podobna byłaby ta prasłowiańska wiara do pierwotnego chrześcijaństwa, bez ocalej tej skomplikowanej otoczki zbawienia przez sakramenty? To cóż jest wówczas wartością, którą możemy przenieść w tamte zaświaty? Czy nasze skarby zebrane na ziemi, które mól i rdza zjedzą? Czyż nie wyłącznie te, niezniszczalne, jak; miłość, wiedza, otwartość na poznawanie, pamięć i szacunek wobec przodków?

Moim skromnym zdaniem, zapis umieszczony na okręgu urny, powinniśmy czytać z prawej strony na lewą, podobnie jak w języku hebrajskim, który swoje starożytne korzenie języka werbalnego, przynajmniej jego podstawowe rdzenie i liczne wyrazy, wyniósł moim zdaniem wprost od Arjów – proto Słowian (Wszystkie te podobne rdzenie; ‘ar, as, al, ał’ oznaczają coś wysokiego, wyniosłego lub wielkiego. Stąd ‘Asowie’ to ludzie wysocy, ‘Arjowie’ szlachetni z racji posiadania wielkiej wiedzy i kultury, góra ‘Ararat’ to ‘ar-ra-ra-ti’ czyli ‘wysoka-wielka-mocna-ta’ bądż ‘wysoka-moc-mocy-ta’, zaś góry ‘Ural’ to ‘ziemia-wysoka’ zaś romańskie ‘Alpi’ czy też germańskie ‘Alpe’ to ‘wysokie-wody’, a góry ‘taj’ to ‘wysokie tajemnicze/niedostępne’ od rdzenia ‘taj’ jaki oznaczał ‘ti-aj’ czyli; ‘te mokre, wilgotne, wodniste’ podobnie jak ‘taj-ga’ to ‘taj-gaj’ czyli ‘podmokłe knieje/zarośla’ bądź rzeka ‘Dunaj’ to ‘dun-aj’ czyli ‘dni/jasność płynąca’ czy nasze dawne ‘źródełko’ czyli ‘ruczaj’ to ‘ru(d/s)-ti-aj’; ‘rodzący-ten/tu-wilgoć’ czy tez nasz miesiąc ‘maj’; ‘ma-aj’; ‘ma-wilgoć’. taj to więc nie żadne tam ‘góry złote’ jak później tłumaczyły tą nazwę ludy mongolskie, przejmując te i podobne nazwy po Arjo-Słowianach. Są to pozostałości jednego języka protoeuropejskiego, jaki zapewne należał do ludów które pierwsze skolonizowały ten kontynent po ustąpieniu lodowca, o prasłowiańskiej proweniencji. Owa pozostałość przeniosła się z języka werbalnego do pisma, gdzie samogłoska oraz litera ‘o’ nawiązuje do kształtu ust przy jej artykułowaniu, litera „r” to szczerzenie zębów i warczenie oznaczające ‘moc, postrach’, zaś duża litera ‘A’ pochodzi od niekoniecznie runicznego symbolu, ale wyobrażenia góry, czegoś wysokiego. Zawarta w niej pozioma kreska, to podstawa tej góry, ziemia, z której wyrasta. Tak też powstała sylaba ‘Ra/Re’ oznaczająca; ‘moc na wysokości’ a później ‘słońce’, od niego ‘boga’ czy też stanowiła cześć imion faraonów twierdzących ze są synami Re, jak choćby Ramzes/Ramasses, gdy północny Egipt został częściowo podbity przez Arjów). Ta refleksyjność (obustronność) zapisu pisma, przetrwała wśród Etrusków, którzy nie będąc sami czystym ludem słowiańskim, zajęli krainę Słowian i przejęli ich pismo, mając, jako przybysze z Anatolii do dyspozycji pismo klinowe Hetytów. Jednak przyjęli właśnie pismo runiczne Słowian, bo to słowiańska kultura i język, widocznie były na tyle silne i przeważyły. Tak jak Bułgarzy, którzy są ludem azjatycko-tureckim, a jednak przyjęli kulturę i język słowiańskich tubylców. Podobnie, acz częściowo i Grecy, którzy przyjęli język słowiańskich Achajów (L-achaje) przybyłych znad nizin Dunajskich, gdzie było niegdyś europejskie centrum rozszerzenia się Słowiańszczyzny staro kontynentalnej (wcześniej były też inne koliby po drodze z Azji, jak ta na Kaukazie – Arjowie, czy ta pod Uralem – Arkaim, czy pod Ałtajem), na północ, zachód, wschód i południe. W tym protoplastów Polan, Lachów (‘Po-la-ha-an-ni’; ‘to/na-nizina/równe/płaskie-życie-on-liczba mnoga’. Zanikły w tym słowie podwójne głoski ‘a’ oraz miękkie ‘h’ słyszalne jeszcze w ukraińskim wyrazie ‘Lahi/Lachy’). Tyle, że język Grecki, który był pierwotnie językiem i pismem Achajów, stał się później formą zupełnie odmienną od dialektów słowiańskich, zachowując w kulturze mowy poza werbalnej, jedynie; ustrój plemienny Słowian, legendy, przekręcone nazwy bóstw i szczątkowe formy słownictwa słowiańskiego w tym nazwę tej krainy jako zapewne pierwotnie wyraz ‘Garbia’ bądź podobny, czyli kraina ‘górzysta’. Podobnie jak nasze ‘Karpaty’ to dawne ‘Harbate’ (stąd słowacka i ruska ‘hara’ czyli ‘góra’ oraz ‘hrad’ czyli wysoko wzniesiony zamek oraz nasza dawna stolica ‘Kraków’ należąca długo do Słowian Czeskich, dawniej być może ‘Horakow’ lub ‘Gorakow’ od rdzeni; ‘hor-ra-ko-ow’; ‘wysoka-silna-kolista(ogrodzona ostrokołem)-ta’. Nie ma ta nazwa nic wspólnego w swoim pochodzeniu od Greków jak niektórzy dawniejsi językoznawcy czy kronikarze polscy sugerowali, zaś odwrotnie, Grecy wiele zawdzięczają w swoich nazwach Słowianom) czyli górzysty, garbaty obszar. Od niej wywodzą swoją nazwę Chorwaci (dawniej Hrabati/Hrabaci a dzisiaj Hrwati) zamieszkujący niegdyś północno-wschodnie stoki Karpat. Czy też polskie słowo ‘Karpa’ określające resztki wystającego z ziemi pnia drzewa, bądź ryba z wyraźnie zakrzywionym grzbietem ‘karp’ bądź wyraz określający wzniesienie na szczątkach człowieka ‘grab/grób’.

Wszystkie te kultury budowane na języku pra słowiańskim, posiadają morfemy piśmienne bardzo często tworzone niejako od tyłu, czyli z prawej strony na lewą. Nawet w mowie werbalnej. Tak jak w naszym wyrazie oznaczającym nazwę miasta; „Rawa Mazowiecka” pochodzącej od pierwotnych rdzeni; ‘ra-wa maz-ow-iec-ka’ co oznacza; ‘moc/siła-tu/ta maż/błoto/mokro-to-jest-ta(młodszy przyrostek)’ a sensualnie ‘miasto/gród obronny na Mazowszu’. Dzisiaj, budując za pomocą współczesnej polszczyzny podobną nazwę, zapisalibyśmy ją zupełnie odwrotnie, jako: „wa-ra ow-iec-maz-ka’ czyli; ‘tu gród to-jest-podmokły-ka’ czy jakoś podobnie.  Żyjemy, korzystając z tak skonstruowanego języka zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy i ten odwrotny sposób ukształtowania składni rdzeniowej wielu słów, utrudnia nam jego sensualne zrozumienie. Ogromnie „wspomogła” ten proces językowej degrengolady i kulturowego odejścia od logiki prasłowiańskich morfemów, prawostronna technika zapisu łaciny, której zasady i wiele słów przejęliśmy. Chociaż i ona, posiada ogromny zasób prasłowiańskich morfemów i pojęć, bo przecież wyrosła na języku Etruskim i Celtyckim.

Przy naszym rozważaniu zapisu na urnie z Białej pod Łodzią, wybór prawidłowego kierunku odszyfrowania zapisu ideograficznego, ma wielkie znaczenie. I tak, ja dostrzegam w tym zapisie następujący przekaz, przy czym powtarzam, że zgadzam się z większością znaczeń podanych przez autora.

Pierwszy jest na nim krzyż równoramienny, który nie oznacza tylko stron świata znanych Słowianom (‘północ’; „pół-nocy” czyli jasne noce polarne, ‘południe’ czyli ‘po-łuń-dnie’ czyli ‘to-słoneczne-dni’ (porównaj do miasta greckiego Saloniki a dawniej Sołuń czyli ‘so-łuń’ > ‘jest/to-jasne/palące’ oraz słowa ‘słońce’ czy rosyjskie ‘sońce’ < ‘so-łoń-si’; ‘to-palące/czyniące-światło’ bądź w wyrazie ‘płomień’ <  ‘po-łoń-je-eń’; ‘to-palący-jest-koniec’. Gdzie ‘łoń’ może mieć wiele wspólnego ze słowem ‘łono’ powstałego ze skrócenia rdzeni ‘łoń-wo’ ; ‘życie/czyniące-to’ podobnie jak ‘dłoń’ < ‘di-łoń’ < ‘ti-łoń’ (jak w j.ruskim ‘dieło’ wymawiane pierwotnie miękko jako ‘tieło’); ‘to-czyni’), ‘zachód’ czyli ‘za-chadi(w domyśle słońce) od;’sa-ha-din’; ‘za/podąża/jest-życie/oddech-dzień/jasność/duch’, ‘wschód’ czyli ‘wa-si-chodzi’; ‘tu – światło/jasność–chodzi/chadi’ od wcześniejszych morfemów; ‘wa-si-ha-din(stąd arabsko-perski ‘dżin’)’; ‘tu-jasność/światło-życia-duch/dzień’), ale całą przestrzeń wszechświata poddaną mocy stwórczej światła. To różne odmiany światła, określają kierunki tej przestrzeni. Przestrzeń wypełniona wyłącznie ciemnością, to niebyt, nieistnienie! Nie ma celu i sensu jakim jest życie dzięki światłu. Porównaj rdzeń ‘si’ występujący w wielu wyrazach do słowa ‘sień’ czyli ‘si-eń’; ‘światła-koniec’ („zacienione pomieszczenie”) co spotkamy jako podobne, staropolskie wyjaśnienie w „słowniku etymologicznym języka polskiego” Aleksandra Brucknera. Bo według niego, ‘cień’ pochodzi wprost od prasłowiańskiego ‘sień’, który to wyraz oznaczał to samo, czyli ‘szarość, półmrok’. Stąd moim zdaniem, podobne wyrazy; ‘szron’ od ‘si-ro-on’; ‘jasność-rodzi-on’ czy też słowo ‘siwy’ od ‘si-wo’; ‘jasne-to’. Na pewno tak było, chociaż rdzeń ‘si’ przyjął często formę ‘ci’ gdzie raz wywodzi się od ‘ti’ (ty/ten) a raz od ‘si’ (światło/jasność). Nasza ‘jesień’ czy rosyjska ‘(w)osień’ to odpowiednio; ‘jes-sień’; ‘jest cień/szarość’ a dokładnie’ ‘je-si-eń’ czyli; ‘jest-światła-koniec’. Zaś ‘wo-sień’; ‘to-cień/szarość’. Przy czym ów przyrostek ‘eń’, prawdopodobnie stanowi jeden z podstawowych morfemów (najkrótszych rdzeni, zwykle dwugłoskowych, chociaż były i morfemy fonemiczne – jednogłoskowe) języka prasłowiańskiego, jaki wyparował w niebyt kulturowy. Gdy rozpoczął swoją wędrówkę gdzieś z krainy Prasłowian znad Ałtaju i zapewne stał się podstawą wyrazu należącego dzisiaj do Brytów, jako ‘end’ pochodząc od ‘eń-ti’; ‘koniec-tego’ a w zasadzie od ‘teń-ti’ czyli; ‘ti-eń-ti’; ‘to-koniec-tego’.

Kiedy ów równoramienny krzyż, wyryty na urnie (jakże więc stary to symbol, u Słowian znacznie przedchrześcijański) nazwany przez autora artykułu „rękoma Boga”, tak odczytamy i zauważymy, że każde z jego ramion wyposażył słowiański pisarz w pięciopalczaste zakończenia, niczym grabie, to zrozumiemy, że chodziło mu o wyrażenie jakiejś czynności stwórczej. Bo dłońmi się stwarza, coś czyni, dokonuje ‘dzieła’. A więc chodzi tutaj o życiodajną moc światła, energii, jaka panuje nad całym światem. Zresztą sama nazwa „świat” pochodzi właśnie od światła. To, dlatego, Słowianie tak czcili ‘ogień’ (‘ogień/agiń’; ‘og/ag/oh-je-iń’; ‘ostry/bolesny-jest-ten/on’, podobnie jak w ‘róg/rog/roh’ < ‘ro-og’; ‘rodzący, czyniący-ostrość/ból’ czy w słowie ‘wróg/wrag’ od; ‘wo-ro-og/ag’; ‘to-rodzi-ból’) że kojarzyli go przede wszystkim ze światłem, ze stwórczą energią dającą życie.

Po lewej stronie krzyża pojawia się wyraźnie postać kobiety, co widać po kropkach obrazujących jej piersi oraz trójkątną wklęsłość tułowia, jakby w kształcie litery ‘W’. Ten kształt litery, wskazuje na poród, bo jej piersi, jak już pisałem, są osobno zaznaczone. Kobieta również posiada ramiona zaopatrzone w liczne palce, bo jest tutaj symbolem dawania życia. Stoi ona, obok pewnego stworzenia. Nie na nim, jak to widzimy na pozostałych obrazkach, tylko obok. To ważny znak.

Stworzenie to, nie jest bowiem koniem, ale symbolicznie ujętą i być może dlatego nieco do niego podobną istotą, lecz bez głowy. Być może chodzi o to, że nie ma oczu i własnej woli, tylko kieruje nią Stwórca. Nie widzi, w jakie ciało wstępuje, nie wybiera go. Jest za to wyposażone w ogon. Pamiętajmy, że Słowianie mieli szacunek do włosów. Stąd długie brody dawnych bojarów, które dopiero car Piotr I-szy pochodzący ze zniemczonej dynastii Holstein-Gottorp-Romanow spowinaconej z wikingowym, nordyckim rodem Ruryka (stąd Rurykowicze) wychowany na zachodzie, w 1698 kazał im pościnać, nie szanując tradycji słowiańskich i prawosławnych a wprowadzając modę zachodnią. Słowianie Ruscy uważali, że we włosach długich mieści się mądrość i siła, stąd kazali się grzebać po śmierci ze ściętymi brodami. Uważali, że z nich pochodzi dusza (‘dusia’; ‘dun-si-an’; ‘dzień/życie-świetliste-jego’ lub ruska ‘dusija’; ‘dun-si-mja’; ‘czyniąca/życie/dni-świetliste-moje’, podaję tu oddzielone znakiem ‘/’ niekiedy różne warianty rdzeni, bo zależą one często od kontekstu i były bliskoznaczne) życiowa siła, dzięki której zmartwychwstaną. Lachy, przyjęli sarmacki zwyczaj golenia głów a w zamian posiadali długie wąsy. Ogon owej czworonożnej istoty na urnie, to więc symbol „ducha i życia”, dzisiaj powiedzielibyśmy; ‘nieśmiertelności duszy ludzkiej’. Jednak na innych wizerunkach, jakby przed wejściem w światło (krzyż) z którego powstaje człowiek, owe dusze ludzkie posiadają przy ogonie również palce (liczne kreski). Jakby miały więc swoja osobowość i możliwość działania. Dopiero później, gdy panuje nad nimi ciało człowiecze, są tej zdolności do samodzielnego bytu pozbawione.

Słowianie mogli wierzyć, że kobieta z chwilą rodzenia dziecka przestaje być  nieśmiertelna, a jej duch przechodzi na inne ludzkie istoty. Jej postać na obrazku wyraźnie przyjmuje w siebie tego ducha (poczęcie od światłości czyli krzyża – bo przecież dawniejsi ludzie nie wiedzieli jak jest stwarzane dziecko) lub go rodzi, gdyż ma szeroko rozstawione nogi i biodra.

Zauważmy, jak wiele jest kultur, w których kobieta nie była uważana w pełni za człowieka. Nawet wyrazy ją określające pochodzą od mężczyzny, jak sumeryjskie ‘an’ (nasz ‘on’ czy hebrajskie ‘Adam’ oznaczające u Żydów ‘człowiek’ to protosłowiański ‘Atan’ czyli ‘to-on’); czyli ‘mężczyzna/on’ zaś kobieta ‘an-na’ stąd w j. rosyjskim ‘ana’ zaś w polskim ‘ona’ (stąd niby hebrajskie imię ‘Anna’ od ‘Hannah’ („łaska”) a w istocie powstałe od rdzeni ‘ha-an-na-ha’; czyli; ‘oddechem/życiem-jego/mężczyzny-ta/tu-żyje’ co sensualnie znaczyło; ‘człowieka/mężczyzny- kobieta/istota’). Nic na to nie poradzimy, ale kulturowe poglądy nie mają nic wspólnego z nauką. Towarzyszą ludzkości od zarania dziejów, szczególnie tam, gdzie pojawia się religijna idea. Tak więc kobieta była szanowana w społeczności słowiańskiej lecz jej rola wypełniania duchowej misji była już za życia, na Ziemi. To rodzenie i przekazywanie w ten sposób swojej duszy. Stąd taki ogromny brak szacunku u ludów pierwotnych do kobiet bezpłodnych, uważanych za umarłe za życia. Natomiast rolą męską było przejść w inny wymiar przez śmierć, aby życie począć na nowo jako świetlista dusza, czasami widzialna jako ‘jawa’ czy tez ‘zjawa’ (stad być może Bóg nazwany przez Żydów jako; ‘Jawe/Jawi/Jahwe’ i wieloma podobnymi imionami, oznaczającymi po prostu inteligentnego ducha, co zapewne wzięli od  Arjo-Słowian).

Następny w okręgu to mężczyzna, stojący już na swoim nieśmiertelnym duchu. Przyglądając się dokładnie wszystkim duszkom, zauważymy, że ich kończyny są zwykle pochylone w prawo a więc niejako galopują one na lewą stronę. Tam właśnie, ze związku kobiety i mężczyzny pojawia się postać dziecka bez wykształconej głowy. Jakby sam tułow z oczami. To wyraźne odniesienie do istoty, która jest mała, nie posiada jeszcze określonej osobowości. A jednak ma swojego ducha, na którym pędzi ku nieskończoności.

Ostatnią postacią, znowu jest mężczyzna, zapewne chłopiec, bo jego głowa jest wyraźnie mniejsza od poprzedniego męża.

Za nim, pojawia się na okręgu symbol ‘swastyki’, czyli pierwotnie ‘ si-wa-as-ti’ (stąd bogini ‘Siwa’ czyli ‘świetlana’ czy Hetycka ‘Sawuszka’) co znaczy; ‘jasność-tu-wysoka-ta’. Zakończone ramiona swastyki są pochylone w jedną stronę i podwójne, co oznacza śmierć jako księżyc i inne gwiazdy nocy. Jak pisze autor, ale nie w sensie dosłownym jako ta planeta druga po słońcu, tylko wszystkie gwiazdy ukryte w ciemności. Bo swastyka to po prostu gwiazdy i układy planetarne w ruchu wirowym. To już nie sama światłość ale konkretne obszary stworzone przez światłość na bezkresnym niebie. W kulturze indyjskiej pozostały do dzisiaj swastyki trójramienne.

To podporządkowanie światów planetarnych, gwiazd i wszystkiego, co jest na niebie, światłości stwórczej, widzimy w symbolu krzyża równoramiennego, w którego wolne pola wbudowane są cztery swastyki. Świetnie zauważa tu Pan Winicjusz, że jest to równoczesna symbolika czasu i przestrzeni a ja dodam że i energii. Truj wymiarowa. Bo czytając znak swastyki słonecznej na przemian ze światłem nocnymi i ponownie słońcem oraz światłem w nocy, otrzymujemy cykl czasu. Ale to światło wyznacza ten upływ czasu. Słowianie nie dostrzegali wirowego ruchu słońca, żadnych jego ramion. Mogli natomiast dostrzegać ruch układów gwiazd. Znak swastyki jest wzięty z obserwacji – tutaj zaskoczę wielu, kształtu i ruchu wirowego układów planetarnych, jaka nie była dawniej możliwa z Ziemi. Cóż, nasi stwórcy przybyli już jako ludzie lub nam podobne istoty, z gwiazd, jeśli wykluczymy powstanie według teorii ewolucji a skłonimy się do kreacjonizmu.

Obok takiego krzyża, znajdujemy dwie samotne dusze, pozbawione postaci ludzkich. Są to bowiem, dusze oczekujące na wejście w ciało a ich życiodajną moc, sprawczy charakter, gotowość do działania, symbolizują ich ogony wyposażone w dłonie jak u każdej ludzkiej postaci wyrytej na urnie.

Moim skromnym zdaniem, jest to urna poświęcona śmierci jakiegoś chłopca, który odszedł do gwiazd (krainy wiecznego szczęścia i pomyślności – dlatego swastykami, górale polscy ozdabiali odrzwia swoich domów) aby wrócić do światłości gdzie narodzi się jako żyjąca dusza. Jest to ewidentny przykład, słowiańskiej, znacznie przedchrześcijańskiej wiary w nieśmiertelność życia ludzkiego. Nieważącej się określać i opisywać postaci siły stwórczej – Boga. Używającej symboliki krzyża, jako życiodajnej mocy światła. Jeden z przykładów obrazkowego pisma Słowian, wyprzedzającego swoim wiekiem, najstarsze pisma alfabetyczno-sylabiczne.

Kształt łacińskiej litery ‘x’ (czytaj ‘iks’) pochodzi od kształtu oznaczającego ‘krzyż’ który dla prastarych ludów symbolizował ‘słonce, światło, tajemnice, niewiadomą, świętość, moc, bóstwo’ i wywodzi się zapewne ze skrzyżowanych włóczni, znaku wielu ludów określającego niedostępność, zagrodzony szlak.  Znak krzyża bądź swastyki nazywano w różnych kulturach podobnie, jako; khi/hi – u Greków (zaś w dzisiejszej Grecji – ‘kru-iks’), chi – w łacinie, czi – u Chińczyków gdzie jednoznacznie oznacza wielka energię i jest wpisany w kształt litery ‘czi’, w Egipcie nazywano go – ‘an-che/chi’. Łatwo zauważyć podobieństwa w tych wszystkich nazwach, świadczące o wywodzeniu się wymienionych wyrazów oznaczających krzyż oraz sam symbol, z jakiegoś starożytnego języka i uduchowionej kultury. Tak wiec pochodzenie tej litery jest niewerbalne, bo wywodzi się z obyczaju. Możliwe ze wpierw myśliwskiego lub religijnego. Dzisiaj, w j.polskim mówimy na literę w kształcie krzyża – iks, u pra Słowian było to – si/szi.

Związek frazeologiczny z sylabą ‘si’, ma zdanie; ‘do si-ego roku’, co precyzyjnie wcale nie znaczy ‘zdrowego roku’ lecz poprawnie; ‘do świetlistego/ciepłego roku’. Dzisiaj, uległo zatarciu jego zrozumienie i myśli się, że chodzi tutaj o życzenie zdrowia, pomyślności. Tak! Ale dlaczego? Bo światło i ciepło to zdrowie! Sylabę ‘si’ występująca w staropolskim języku oraz współcześnie, jako rdzeń wielu slow, nauka tłumaczy, jako dawniejszy morfem a obecnie zaimek przymiotny; „ów, ten, tamten”, rzeczownik, rodzaj nijaki, liczba pojedyncza oraz mnoga. W istocie, jego znaczenie było podwójne, jako ‘światłość’ lub ‘ten’.

Wyraz „słowo’ pochodzi od morfemów; ‘si-łow-wo’, co sensualnie znaczyło; ‘światło-chwycone/złowione-to’ gdyż to co było dostrzegalne w jasności światła, było zarazem wiedzą, informacją. Stąd też nazwa rodziny słowiańskiej, czyli ‘Slowiani/Sloweni/Słowianie’ nie pochodzi od nazwy branych do niewoli ludów słowiańskich gdy cesarstwo rzymskie rozszerzało swoje panowanie na ich tereny i nie od bardzo podobnego języka, lecz od owego światła jakie chwytali niegdyś w swoje słowa, uwięzili w wiedzy. Bowiem ‘słowian-in’ to ‘si-łowia-an/in’ czyli ‘światłości-łowca-on’. Po części zapewne, dlatego, że byli jasnej karnacji, jasnowłosi, przybyli z gwiazd, ale przede wszystkim, darzyli szacunkiem stwórczą energię światłości. To byli myśliwi, łowcy światła w wiedzy, jaką zdobywali i zachowywali w swojej kulturze obficie mu poświeconej, która niestety została zniszczona.

ORLICKI       

Jeszcze z Harmonii Kosmosu – Czesław Białczyński i Tadeusz Mroziński, rozmowa o Słowiańszczyźnie i głagolicy przed kamerami NTV

Posted in Mitologia Słowiańska, Wiara Przyrody by bialczynski on 15 Październik 2013

Herby Kołodyn (Kieł Odyńca), Modry Wąż (Odrowąż) i Łabędź oraz Byk (Wieniawa,Pomian, Nowina).

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 14 Październik 2013

Crossed_circle.svgKot/Lew/Serpent-Wąż/Smok/Dzik/Ziemia/Spor – to jeden z 4 Filarów Ziemi – jedno z 4 ramion równoramiennego krzyża Kirów. Znak związany z Południem, Kresem-Kryszeniem. Jako że leżący na południu w kole wydaje się iż jest na plecach/do góry nogami, czyli – to symbol Nocy i Księżyca (Anu, Anafiel-Onawiel,Andaj, Horos, Hars, Chors), także symbol Nocy Świętorujańskiej, kiedy Słońce północne (jak każdej nocy) przechodzi pod Ziemią z zachodu na wschód przenoszone przez Andaja-Horsa na grzbiecie jego wierzchowca, tego lwa/kota/smoka/węża/dzika, na wstok – wschód.

To jeden z podstawowych 4 znaków zodiaku występujący we wszystkich religiach Euroazji pod różnymi postaciami powyżej wymienionymi.

Pozostałe Filary Ziemi to (tylko dla wtajemniczonych głęboko w wiedę): Krowa/Byk/Ogien/Błyskawica lub Woda/Bór (zachód lub wschód), oraz Biedronka/Wedrik/Skarabeusz/Skorpion/woda/bór/lub ogień/ błyskawica  wschód lub zachód, a także Wodnik/Orzeł/Ptak/Łabędź/Małpy/Niebo/Wiatr – północ.

Skarabeusz/Wedrik zastąpiony w 4 rycerzach Masonów przez skrzydlatego człowieka – mieszkańca Weli/Anioła.

PENTAX Image

W opublikowanych dotychczas na naszym blogu artykułach udokumentowaliśmy w pewnym stopniu (daleko niewystarczająco, ale z wystarczającą dowodową mocą), że wszystkie współczesne religie, które wywodzą się ze starożytności (nie mamy tu na myśli New Age czy kościoła Scjentystów, ani innych tym podobnych) wydają się być:

po pierwsze – gałęziami jednego drzewa

po drugie zatem – wyrastać z jednego „atlantydzkiego” pnia

po trzecie – są przekazem zawierającym istotną „wadę” ukrytą (celowo, bądź niecelowo przekłamaną „prawdę”, czyli fałsz).

Po czwarte, stwierdzamy że te religie które wykazują ciągłość od starożytności do dzisiaj obrosły w kastę pośredników występujących pomiędzy człowiekiem a Bogiem-Bogami/Energią/ Świadomością Nieskończoną. Pośrednicy ci wykluczają bezpośredni kontakt/pracę/obcowanie z owąż Istotą/Energią/Bogami. Czynią takie wykluczenie mimo iż każdy człowiek posiada w sobie cząstkę tejże Istoty/Energii, co umożliwia mu bezpośredni z nią kontakt.

Jeśli uda nam się dotrzeć do prawdy, to prawdopodobnie pozwoli nam to wreszcie ustalić prawidłowe brzmienie tej pierwotnej Struny, której echem są współczesne systemy religijne i filozoficzne. To z kolei powinno pozwolić nam  pogłębić kontakt/pracę/obcowanie z Bogiem-Bogami/Energią/Świadomością Nieskończoną, otworzyć nową płaszczyznę lub wiele płaszczyzn tego kontaktu/pracy/ obcowania, a w najgorszym razie po prostu poznać ten najstarszy przekaz i ustalić jego źródło.

Możliwe że uda nam się także odkryć źródło przekłamania i stwierdzić czy kłamstwo/fałsz powstaje samoistnie jako uboczny efekt ustanowienia kasty pośredników, która deformuje przekaz aby się utrzymać przy władzy na pozycji pasożyta, czy też PRZEKŁAMANIE miało zamierzony charakter.

Istnieją dwie teorie mówiące o celowym fałszerstwie Wiedy z Atlantydy. My Słowianie identyfikujemy Atlantydę z Hiperboreją i Siewierzą – Północą (Arktyką), w jej czasach przed katastrofą, a następnie z D’Arią Nadaralsko-Syberyjską (I Kolibą Zerywanów) i Wharatem-Harią (Kharpatią) Naddunajską (II Kolibą Zerywanów). Zakładamy też iż Północna Borania (Borzania-Bogania, Boreja) zamarzła, lub że Kolebka ta została Zapomniana w kolejnych tysiącleciach Kalijugi. Inni, którzy opierają się na tradycji celtyckiej widzą Atlantydę na Morzu Atlantyckim, jako zatopiony kontynent. Przy tym widzą oni Atlantydę w różnych miejscach Atlantyku poczynając od Zatoki Meksykańskiej (miejsce uderzenia planetoidy lub wybuchu), w pobliżu Teneryfy (według mitów greckich), a nawet w okolicach Wielkiej  Brytanii (Doggerlandia), lub na Pacyfiku (Mu, Lemuria). Istnieje też jeszcze jedna dalekowschodnia hipoteza. Mówi ona, że owa Atlantyda jest utajona jako Szambala lub Agharta gdzieś pod/nad Himalajami, lub że było kolejnych 7 zaginionych lądów. Tę część sporu na razie zostawimy na boku. Panuje po obu stronach zgoda co do tego, że pierwotna Wieda pochodzi z Atlantydy – poprzedniczki obecnej cywilizacji ludzkiej oraz, że Atlantyda uległa zagładzie a niedobitki jej Wiedunów przeniosły wiedę na różne kontynenty ratując resztki cywilizacji z katastrofy.

Jedna z tych teorii opowiada o Reptilianach, istotach Gadoidalnych , które wprowadzają w naszą wiedzę i kontakty ze Świadomością Nieskończoną celowy fałsz i zamęt.  Według tej teorii katastrofa Atlantydy nastąpiła wskutek nieudolnego naśladownictwa „narzędzi” i „urządzeń” energetycznych Bogów i ich użycia w niewłaściwy sposób w wojnie, co spowodowało kataklizm światowy i upadek cywilizacji.

Druga teoria stwierdza, że błędy zakodowano specjalnie w przekazie  i to w taki sposób żeby były możliwe do odkrycia dopiero na końcu Kalijugi. Katastrofa Atlantydy według tej teorii była nieunikniona w związku z początkiem Kalijugi

Mamy zatem trzy teorie. Wszystko czym się w niniejszym artykule zajmujemy ma nas przybliżyć do rozwikłania tego problemu oraz tym samym do prawdy, a może i do jakichś praktycznych odkryć i w konsekwencji praktycznego zastosowania tej wiedzy. Proszę nie liczyć, że dojdziemy do tej prawdy w niniejszym artykule. Na pewno jednak posuniemy się dzięki niemu naprzód w rozwikłaniu obiegowych opinii tak jak to uczyniliśmy w sotsunku do Fali Czasu Zero, Jednoczesności, genotypu i przeszłości Słowian oraz Żydów, Wielkiej Drogi Smoka czy Linii Arkona – Piramida Cheopsa.

Chciałbym być też dobrze zrozumiany w sprawie Reptilian. Jest to dla mnie wyłącznie channelingowa koncepcja. Otwarte jest pytanie czy znajdą się jakiekolwiek logiczne i „obiektywne” (tj. zewnętrzne, pozachannelingowe) ślady bądź dowody, potwierdzające taką możliwość.

Spróbujemy tutaj prześledzić drogę jaką w cywilizacji Północno-Zachodniej przebyła idea Czterech Filarów Ziemi, symbolika tych znaków Zodiaku i bóstw związanych z nimi oraz jak została wytransferowana w sferę użyteczności świeckiej – czyli herbowo-rycerskiej tradycji sarmackiej. Będzie to zarazem studium symbolu, pogańskiego równoramiennego krzyża i innych symboli używanych przez różne systemy filozoficzne i religijne na przestrzeni dziejów.

Starożytny Egipt – Świątynia Ozyrysa i Zodiak

Fala czasu zero – komentarz.
W istocie fALA bezCzasu. Fala, fALA, w „A” LA, w „A” AL.

..czyli bóstwo pierwotne, Phier w „O” `tne. Ogniowe, O-gniO w „E”.

Słowo fala zawiera klucz do tajemnicy poziomu próżni.
Także do (nazwwijmy to) problemu Słowieńsko – hebrajskiego.
..któren to zawiera się w pierwszym znaku.
Pierwsza litera hebr. to aleph (gliph Byka).

Byk natomiast jest WTÓRYM ZooDiAkalnym przedstawieniem.

Phier w O`tnym zaś jest Baran.. od Bara Anu (Bara=Słowo, Anu=One, Phi`erwsze, jedno, iEdeno: zpójność, koherencja). Bara-Barzyńcy ..to Ludzie Słowa PHIerwszego.
Zaś Słowo hebrajskie aleph znaczy tyle, co „A” lep(h)
..czyli klejenie się do Phierwotnego, do tego, co inicjalne.
Tak więc te formy zawsze szukają (i często znajdują ;/ ) drogę do poziomu próżni, po czym ją modulują Energię PHiEr w O tną, wedle swej koncepcji.
Tak więc Słowianski kłopot leży na złączu Baran-Byk (czyli tam, gdzie idee przechodzą w wartości).
Stąd tak silnie zaznaczony w horoskopie polski znak Byka za sprawą chrztu, który przyniósł wiele „wartości” POZORNYCH tej przestrzeni.
(po prostu wpięcie pośrednika, któren wypacza sens idei)
Drugim kluczem tego kłopotu jest nieznajomość pokory.
POKORA. po-Kora, po-Core. Core to RDZEŃ, a KORA – to jego wierzchnia okrywa. Ale i na respect wobec tej wierzchniej zewnętrznej ..wciąż wielu nie jest gotowych.
Mamy też gwiazdozbiory Orła, Cielca, Smoka Wężownika

Niezwykle ważnym astronomicznym wydarzeniem dla Egipcjan była kwadratura czterech stałych konstelacji Lwa, Byka, Skorpiona, Wodnika.

Na portyku kaplicy Ozyrysa w świątyni Hathor w Dendrze znajduje się kolisty zodiak, na pierwszym planie widoczne są cztery postacie w czterech narożnikach, które trzymają sferę niebieską. Czy starożytne cywilizacje mogły wznosić budowle, które były odzwierciedleniem cyklu tych ciał niebieskich?

2160 lat to okres czasu zgodnie, z którym powtarza się cykl heliakalnie wschodzących czterech stałych znaków Lwa, Byka, Skorpiona, Wodnika, które tworzą kwadrat. Zawsze dominuje ten gwiazdozbiór, który wschodzi w dniu wiosennej równonocy. To astronomiczne zjawisko to układ czterech konstelacji, które w trakcie procesów spowodowanych mechaniką nieba tworzą kwadrat. Ten układ gwiazd przez starożytnych uczonych nazwany był „narożnikami” bądź „filarami Ziemi” to oczywiście przenośnia jednak astronomiczne zjawisko spowodowane ruchem czterech ciał niebieskich, które tworzą kwadrat jest rzeczywiste.

Załóżmy, że starożytna cywilizacja, co 2160 lat za pomocą współrzędnych astronomicznych czterech gwiazdozbiorów Lwa, Byka, Skorpiona i Wodnika (tworzących kwadraturę) wytyczyła współrzędne geograficzne pod budowę świątyń. Ta grupa świątyń odzwierciedlała budowle zwane w starożytności „ narożnikami bądź filarami Ziemi”. Czy współrzędne astronomiczne czterech gwiazdozbiorów Lwa, Byka, Skorpiona i Wodnika ( a raczej po jednej z gwiazd tych czterech gwiazdozbiorów) na pewnym etapie cyklu precesyjnego wskażą nam współrzędne geograficzne czterech świątyń, które wchodziły w skład budowli należących do filarów Ziemi?

Syriusz/Sotis = Izyda 20 lipca Lew/Kot, Orion Alnitak = Ozyrys, Isztar – Inanna – An – Księżyc – Wenus planeta Wenus bogini – Dziewanna-Dyana = Lew/Kot oraz Ośmioramienna Gwiazda jej symbol i klucz – gwiazda wskazuje na Swaroga/Dażboga a ona to  Pani Nieba

Marduk Byczek wiązany jest z Jowiszem-planeta a to Zeus-Dzeus-DaZBOG-Jowisz bóg- albo Perun złaczony  z Niebem, pokazywany z wężem -smokiem i trójkątem uznawanym za pług

podstawowe gwiazdozbiory zodiaku Lew, Wół/Byk, Wodnik i Orzeł/Skorpion

Cztery podstawowe symbole Zodiaków kontynentu Eurazji oraz związane ze znakiem tak ustanowionego pogańskiego Krzyża cztery Znaki-Taje, symbole bogów/mocy/żywiołów/energii wszechświata, symbole głęboko ezoteryczne i okultystyczne wyrastające z najstarszych pokładów tradycji Wiary Przyrody Ludów Północy, przekazane w głębokiej starożytności kolejnym kulturom euro-azjatyckim zostały następnie przekształcone w znaki wiary (symbole religijne) różnych religii monoteistycznych i systemów filozoficznych wschodu i Zachodu, w herby  grodów, opoli-pagów (pag, pąg – koło, pąk, kula), plemion i państw, a także w herby wojowników i potem herby rodowe szlacheckie.

https://www.youtube.com/watch?v=yNEruEsb5T4

Krzyż Słoneczny  zwany czasem Słonecznym Kręgiem. W mitologii słowiańskiej spotykany w formie dwu- cztero- sześcio- i ośmioramiennej, często wpisanej w okrąg. Forma sześcioramienna krzyża wpisanego w okrąg widnieje również na posągu Światowida Zbruczyńskiego. Symbol ten pojawia się często na megalitach. Jako sześcioramienne Koło jest symbolem Życia (Roda i Przyrody), jako ośmioramienne koło jest symbolem Ognia (Swaroga i jego rodu), a jako czteroramienne Koło jest symbolem Kirów Świata Sam Krzyż Równoramienny lub pod postacią Swastyki (gdzie boczne kreski oznaczają kolisty nieskończony ruch, jest symbolem Światła Świata – Boga Bogów.  Koło z dwiema przeciętymi osiami to jeden z najstarszych symboli solarnych Indoeuropejczyków. Jednocześnie koło jest tutaj symbolem Nieba – Prawi, a Krzyż wyznacza cztery podstawowe przesilenia na Ziemi i cztery Znaki Zodiaku związane z przesileniami, a także 4 Kiry Świata (pory i kierunki świata oraz kierunki czasu i cztery rodzaje kiru-rozwoju). swietesymbole Trystyka 10

1. Bedrik/Skorpion/Skarabeusz – Bór/Woda, Wschód lub Zachód Ogień/Błyskawica; 2. Lew/Kot – Spor-Bagno/Ziemia, Południe; 3. Byk/Krowa/Wół – Ogień/Błyskawica lub Bór/Woda, Zachód lub Wschód; 4. Wodnik/Orzeł – Wiatr/Niebo, Północ. Cztery Kiry – części Feniksa/Sfinksa  znane z symboliki masonerii i tarota (tam to rycerze) – to 1. Orzeł (Łąbędź, Ptak-Ptah) – -zastąpiony u Masonów Aniołem – a właściwie skrzystym człowiekiem (człowiekiem świetlistym i skrzydlatym)  to jest Demonem- zduszem- Dziadem-Opiekunem – Aniołem oraz; 2. Wół/Byk/Krowa; 3. Żuk/Wedrik/Biedronka/Skarabeusz  4. Lew/Kot – a wszystko skrzydlate. Jednocześnie w chińskim Zodiaku są to: 1. Krowa-Byk, 2. Małpy-Orzeł -Łabędź, 3. Wąż-Biedronka/Skarabeusz i  4. Lew/Kot/Dzik/Wąż-Serpent/Smok  herbu Wrocławia i kręgu przemian rocznych Światła Świata. Krowa Luty-marzec, 2 miesiąc roku chińskiego – 20 luty do 22 marca (Przesilenie Wiosenne, 20-26 marca), Wąż 6 miesiąc roku chińskiego – 2o czerwiec – 20 lipiec (Przesilenie Letnie, 20 – 26 czerwca), Dzik 12 miesiąc zodiaku chińskiego – 20 grudnia – 20 stycznia (Przesilenie Zimowe, 20-26 grudnia), Małpy -Orzeł-Łabędź 9 znak zodiaku chińskiego 20 września – 20 października (Przesilenie Jesienne, 20- 26 września), wtedy właśnie przylatują łabędzie.

Nie wykluczam, że swoim znaczeniem i zawartą w nich wiedą sięgają one kultury atlantydzkiej, poprzedniczki obecnie znanych kultur Ziemi. Wykluczenie takiej możliwości byłoby z punktu widzenia światopoglądu naukowego wielkim nadużyciem. Wiele odkryć archeologicznych ostatnich lat sprawia, że ten temat jest otwarty od czasu pierwszych enuncjacji Ericha Von Daenikena i z każdym rokiem otwiera się coraz szerzej. Z tego samego naukowego światopoglądu wypływa jednocześnie  stwierdzenie przeciwne, że takiej kultury w ogóle nie było. Jednego i drugiego na płaszczyźnie nauki nie sposób wykluczyć, pozostaje nam więc płaszczyzna wiary, a więc mitologii, ezoteryki i okultyzmu oraz Wiary Przyrodzonej Słowian. Wiara ta chociaż nie dysponuje niezbitymi dowodami (wtedy byłaby nauką), to dysponuje wieloma poszlakami i przesłankami dużo mocniejszymi niż tylko channelingowe przekazy, czy intuicje, albo mitologiczne zapisy. Składa się na nią poza mitologicznymi przekazami szereg faktów które można powiązać ze sobą znaczeniowo.

rys_15_zodiak_695

Zodiak (ale jest także Zodiak odwrócony który funkcjonuje jako obraz Cyklu Narodzin Światła Świata

twelvedayfrontcover_354

Oto on – opisałem ten cykl następująco w artykule o Wielkiej Zmianie i Nowym Świętowicie i Nowym Słowie:

Odwrócone  rozmieszczenie czterech Gwiazdozbiorów oraz Żywiołów w Słowiańskim Kole Bogów dla Wielkiej Zmiany:

Bedrik/Skorpion/Skarabeusz – Bór/Woda, Wschód

Lew/Kot – Spor-Bagno/Ziemia, Południe

Byk/Krowa/Wół – Ogień/Błyskawica, Zachód

Wodnik/Orzeł – Wiatr/Niebo, Północ.

Odzwierciedla jednocześnie cykl przemian Światła Świata Schodzący od Szczytu czyli od pozycji Wielkiego Byka/ Krowy Białej/Czarnej na Zachodzie, przez Białego/Czarnego/Czerwonego Orła-Wodnika na Północy do Bedrika Małej Białej/Czarnej Bożej Krówki na Wschodzie i po odwróconego do “góry nogami” Lwa – na Południu, oznaczającego nie Słońce Dnia, lecz Słońce Nocy – Noc (przenoszenie Światła przez Nawie – “dołem, spodem”) – Zamknięcie Cyklu, które jest początkiem Kolejnego  Nowego Cyklu Przemiany.

Bardzo cenne jest odczytanie Anu- Andaja – inaczej Horsa-Chorsa, Boga Księżyca, z nazwą przechowaną u Litwinów – Andaj, którego wiąże się także z chtonicznymi wodami, głębiną wodną, tonią.

A super istotne jest odczytane tutaj OIIO – posłaniec Jutrzny, Posłaniec Światła, którego znakiem jest Lew Stojący  – rozpoczynający Lato.  Jego znak to przewrócona 6 i 9 łączące się jakby na kolistej orbicie. Gdy owe środkowe II złączyć w jeden rdzeń I – pozostają dwa koła – OO albo CC – niedomknięte koła OIO CIC (pierwsze C odwrócone – co daje „ż” rosyjskie  – i szui – chińskie znak Księżyca, Wiatru i Ognia  – w ruchu – merkaba.

72559091_14572639_2109601

To Plot Bogów Krąg Kręgów.

Obiektywne są Trzy Najwyższe Poziomy Kręgu – Kirowie, Działowie i Światło Świata  – To oni nadają rzeczywiste kierunki wszystkiemu pod spodem. Słowem Ład Świata nie steruje Kirem bo nie steruje Czasem, ani Kierunkami Przestrzeni, ani Spinem – Ku Rozwojowi albo ku Zagładzie – tym sterują Kirowie. Słusznie widzimy w Wisznu-Wiosnę, w Siwie – Zimę (Bo Sim-Skała i Sjemia-Ziemia – to żywioł a nie Kir), Jednak Kir Południowy to Jug-Już-Jarz-Orz-Jarzący się inaczej jest to Kwietna Gaja-Roja-Ruja=Raja i postacie przechowane w wierzeniach: Raji i Rajka, Gai i Gaika – Rujewita, itp , a Jaruna – Jaryła – także Runem Jarym – jest, Jar Ryjącym z Ziemi – to inna nazwa sakralna wiosny, która to Wiosna jest u nas nazwą potoczna a u Hindusów jest nazwą sakralną – Wisznu a u Japończyków wręcz świętym drzewem Wiśni, u Persów także przechowana w micie o Górze Kara na Wyspie Kara gdzie rosło Drzewo Nasion wszystkiego co Żywe Na Ziemi – Drzewo Wiszu, Wyspowiszu, KRAsny Wisz Wyspy (Istli, a więc Istu, Istnienia) otoczone strumieniem Orowody – Żywej Wody która to struga przeradzała się w Rzekę Karą-Czarną-Czarowną – RAwę. Drzewo strzeżone było przez Złotorogiego Jelenia i Węża Oplita oraz Rybę Karę. To z tego drzewa zerwał  Owoc Wiedy Burusz – ojciec Zaratusztry i przekazał go na Pustyni Skołockiej synowi – Zar-Zduszowi – Zoroasterowi. Ten zaś dokonał zapisu owej Wiedy za co był ścigany przez CzarnoPanów (Strażników Wyspy Kary-Czary/Dzbana Wiedy/Arki/GRAala/Alaf – czarowników z Gór Panów) i został zamordowany w Jeziorze Kosza (Koszpijskim lub Kosowym na Dachu Świata – Kasawa) pod koniec życia, w 77 roku dokładnie. Sam Burusz został zabity natychmiast przez Czarnopanów tak jak chwilę potem, jego kompan w kradzieży Ziarna z Drzewa -RAgu (- reg – ziarno, zboże, ryż, żyto) znany Romajom jako Dzionizos – Dziwnyjusz – kapłan Dziewy-Dziewanny – jej jusz – wojownik święty, z krwią ichorem związany horem Chorsa – chwareną. Te góry, Góry Panów to Ural. Ci Panowie to władcy Karodunonu – Grodu Kraka i Panonii, ale też Karii w Anatolii, Haratu-Khar-Pątji i innych miejsc w Eurazji – między innymi Haralu =- Aralu – Starej koliby Zerywanów.. Ta Góra, ta wyspa, ta rzeka to wszystko istniało naprawdę?  Na północy znajduje się Morze Karskie i jest tam Wyspa na której prawdopodobnie mogła znajdować się owa mityczna góra zapisana w podaniu przez Persów potomków Skołotów, Parnów i Dahów-Daków – Dawan – Staroeuropejczyków. 

Perun – Jest Panem Runu i Praw Żywiołów – Praw Planetarnych – Więc Także Ludzkich ale nie jest Stwórcą – Stwórca Świata jest tylko Jeden – Ten który Pchnął wszystko w Ruch – Bóg Bogów – Światło Świata/ Nieskończona Świadomość

wk 7 braktet z wapna2

To Plot Bogów Krąg Kręgów.

Hasło Jesus Kristos – jest zlepkiem dwóch pojęć: Kriszny, który się odradza zmartwychwstaje – przeczytaj mit w Taji 19 o obcięciu mu głowy przez Marę-Marenę – czyli Mającą RA (Światło Świata). Jesus – to Jassy – Kir Jesieni, Jasion, Jesion,Jesień, Yesse, Yasza  – nie tak jak sobie to wyobrażają W. Józwiak,  G. Niedzielski i K. Perkowski mówiący o „bogu Polskim” lokalnym – lecz uniwersalny prastary Indoeuropejski a co najmniej Aryjski (Prasłowiański – Słowiano-Indo-Skołocki).

Te cztery postacie Kirów mają swoje odpowiedniki znane dobrze masonom – 4 części Feniksa/Sfinksa – Wiejnyksa/Wennyksa/Zwijn(y)ksa odradzającej się Weny/Weni Zwieńczenia.

Lew/Kot na plecach pod stopami Jeźdźca – Jeźdźcem na koniu jest Słońce – ale ta głowa nad nim nie należy do niego – to Graal=Kir – Naczynie Jaśni/Jaźni – czyli rzeczywiście Głowa Jaźń, która kieruje – a więc Kir – z pióropuszem 12 Mocy osadzonych na przepasce z ogonem (13 – pióro z tyłu a jednocześnie opaska – symbol Ukrytej bogini SwątWoli-Swawoli-Wolności 89- Ukryta Bogini – dająca pełnię panteonu 89=17=8)

Więc Cztery Kiry – części Feniksa/Sfinksa  znane z symboliki masonerii i tarota (tam to rycerze) – to Orzeł; Wół/Byk/Krowa; Żuk/Wedrik/Biedronka/Skarabeusz – zastąpiony u Masonów Aniołem – a właściwie skrzystym człowiekiem (człowiekiem świetlistym i skrzydlatym)  to jest Demonem- zduszem- Dziadem-Opiekunem – Aniołem oraz Lew/Kot – a wszystko skrzydlate jak w herbie Wrocławia.

Yessa-Jasza= Jasny Pan III – Jasność – III Faza Światła Świata – Starość i Światłość – Nad Zapadem gdzie zmierza na Koniu Słońce panuje Jasność-Istność

isty, ist, jest = być –  To opakowanie dla Świadomości Nieskończonej – czyli Światłości Świata – Naczynie.

Znak Świątyni Światła Świata – zawiera  symbolikę Klucza masońskiego Krzyża stojącego Równoramiennego i Krzyża  słonecznego w ruchu – swastyki i dwie „8” – nieskończoność, a jednocześnie jej niedomknięcie (dzięki któremu powstaje pionowo-poziomy krzyż – greckie fi – duże Platończyków – koniczynę czterolistną a to wszystko wpisane w piąte koło – znak Masonów i klucza Piotra-Skały – czyli i 88 mamy w tym znaku i 44 i 4 splecione S i in-yang czerwono niebieski i wszystkie Żywioły i Moce.

Kirowi Jasności, Jasnemu Panu – odpowiada Byk/Krowa/Wół tak zwany, Litera W – w herbie Wrati-Slowo (Wrocław – Wratislawia) – ktoś kto zna mit-baj o czterech Największych Tanach – Równonocach i Przesileniach wie, że tam się odbywają Dzikie Łowy (Przesilenia) albo Wielkie Bitwy Jasności z Ciemnością – i to jest cykl przekształceń od Narodzin Bedrik/Wedrik-wiosna/wschód, przez fazę Orła-południe do fazy Byka/Krowy Skrzystej Białej lub Czarnej – potem Jedna i druga Krowa Jasna i Ciemna znów   maleją  – znak Raka ma symbol 6-9 – to właśnie Jasność w Pełni Królująca (9) i Ciemność w postaci czarnej biedronki-Iskry Ciemnej – Skarabeusza-Karakona – Czarnego (Kary-koń Czarny Koniec – skon – 6 – narodziny)

Reasumując w cyklu Walki Niebieskiej nie ma czwartego Zwierzęcia – bo nie ma fazy całkowitej śmierci którejkolwiek z dwóch dopełniających się form Światła – Działu – jednak w symbolice Kirów – jest ono obecne – to Noc – to Lew leżący na plecach – To nie tylko noc – To poziom Nawi przez które przechodzi Słońce nocą na Wstok-Wostok – Wschód – na Kamczatkę skąd Wschodzi i idzie na zachód w rydwanie czterokonnym RA-DYW-WANie- na Zapad. Radywan pojazd boga Światła Świata.

Oto Wenyks – tworzący Życie RA i umierający Ogień – RA Światła.

Anioł zamiast Skarabeusza-Żuka – jest wyrazem ludzkiej deformacji, pychy, egotyzmu – to zwichnięcie Tory, tarota, kabały, taoizmu, buddyzmu, i wszystkich pochodnych zoroastryzmu – czyli judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Wszędzie przejawia się podobne zwichnięcie – ale sprzedane – tym ludom jakby każdemu w innej fazie i w innej części Wiedy Wiary Przyrodzonej – dopiero gdy się je z każdego z nich usunie widać Holistyczną Całość, która jest w nich wszystkich ukryta „pod powierzchnią ” w proporcji 90% trafności i 10% TREFNOŚCI.

Odyniec ,Wąż, Łabędź i Byk

Odyniec-Lew, Wąż-Biedronka i Łabędź-Orzeł, czyli Dzik,Wąż i Ptak, orzeł jako zastępczy symbol ŁaBĘDZIA/BOCIANA! I Krowa-Byk Połabski? Znaki chińskiego Zodiaku Krowa-Byk, Małpy-Orzeł -Łabędź, Wąż-Biedronka/Skarabeusz i Dzik-Lew herbu Wrocławia i kręgu przemian rocznych Światła Świata. Krowa Luty-marzec 2 miesiąc roku chińskiego – 20 luty do 22 marca, Wąż 6 miesiąc roku chińskiego – 20 czerwiec – 20 lipiec, dzik 12 miesiąc zodiaku chińskiego – 20 grudnia – 20 stycznia, Małpy -Orzeł-Łabędź 9 znak zodiaku chińskiego 20 września – 20 października, wtedy właśnie przylatują łabędzie.

HerbWroclawia_kMostuSikorskiego

Zajmiemy się tutaj związkami rodzinnymi przedstawicieli trzech lądyjsko-mazyjskich rodów wojowników herbowych… My rodzimowiercy polscy i słowiańscy mówimy, że to rody lądyjsko-mazyjskie, bo Europa to po prostu Ląd , lub Biały Ląd – tak nazywali go nasi przodkowie, Afryka to Ląd Czarny, a Azja to Mazja – miano od-imienne pochodzące od Mazy-Maży (pół-boginki – pół-A-Mazonki. Tak samo Ląd bierze miano od boginki i jednocześnie Mazonki –  Lędy-ŁABĘDY.

Herb Kołodyn czyli Kołokolczy Kieł Odyna albo Odyńca-Dzika

Herb Kołodyn hetmana Iwjana  Mazepy – jest nie tylko wariantem lustrzanych liter K czyli cyrylickiego Ж (z zamienioną na poziom podstawą tych liter), ale też wprost pokazuje dwa odwrócone księżyce co jest nawiązaniem bezpośrednim do głęboko ezoterycznych znaczeń i do mitologicznych przekazów Wiary Przyrodzonej Słowian zakorzenionych w najgłębszej asyryjsko-babilońskiej symbolice starożytnej.

Miano Koło-dyn odzwierciedla niebiański charakter Koła Czasu (Koła Czaru, Kola Czakry), tak jak w słowie dyn-ia, dyn-gus, dyn-jamąt – diament – dyj-mąd, dyn-namit (ogień miotany – dyna-miot), den-ga (tęcza, bogini Denga), Ra-Du(n)-ga – (tęcza i woda – duń, toń oraz ruch – duć, dyć, duty, dęty, nadęty-obrzmiały, baniasty (jak słońce i owoc słoneczny – dynia) jak w imionach bogów: Wiatru – Dyj – Dyaus Pater , Deń-Dzień-Dyewana (świetlista, ruchliwa i leśna, bo wan – święty las, Wanowie – Święci Boru, bogowie leśni i ogniści), Dana-Daboga (Pani Dnia i Ognia Nieba, czyli Jassności) – identycznie jak w staropruskim (staroboruskim) słowie  dangus – niebo, dengenennis – niebieski, z niebios pochodzący, czy dag- ogień obecne w imieniu władcy Mieszka Koszańskiego (Koszebskiego) – Dagome, czy w końcówkach imion bogów jako znak światłości i świętości – dag na przykład w Po-DAG-a. Kołodyn – dynamiczne Koło czasu, koło Bogów, Koło Świata, Koło Światła, Koło Czaru (Księżyca – Czuryły), Kala-Czakra.

W tym znaku widoczne też jest słynne OIO związane z najgłębiej „ukrytymi” znaczeniami ezoteryczno-okultystycznymi wypływającymi ze Starej Wiary Przyrodzonej. Dwa Księżyce (Chors/Anu/Kozyrys) z pniem symbolem Drzewa Świata wyrastającym z poziomu Ziemi stanowiącej podstawę ponad Nawią, i przechodzącym przez poziom Jawi do poziomu Prawi, pniem oraz rozwidloną w Prawi Koroną otwartą i bijącą w Sławię powyżej, tworzą jednocześnie literę fi – „Φ”, otwartą, znany ezoteryczny symbol i znak alfabetyczny w pewnym sensie odwrotność „ж”, znaku tabu, zakazu, który także zawiera dwa półksiężyce odwrócone i otwarte na zewnątrz.

zakaz

Są to dwa symbole tego samego jako znaki wiedzy tajemnej (taji księżycowej) niewypowiadalnej , zewnętrznej i wewnętrznej , poznawalnej od wewnątrz i zewnątrz. Pół-Księżyce zwrócone do siebie  tworzą Pełnię, Koło  i Pełny Księżyc. Złoty kolor zaś symbolizuje Słońce – Ist Boski, Światło Świata, a czerwony kolor pola to symboliczny Kres-Czar, krew, kir, ogień, krasz, poprzez barwę oddany obraz Bogów Mocy Miłości i Żądzy – Kraszów (Kupały-Dziwienia-Kryszenia, Dziewanny-Krasopani, Krasy-Krasatiny i Dzieldzieliji-Ziewuny-Kresy-Niekrasy).

Ta symbolika była omawiana osobno w rożnych artykułach. Postaramy się zebrać tutaj część z tych opisanych znaczeń:

Przedstawiony powyżej w polu znak Kołodyn jest fragmentem pełnego znaku Światła Świata, który opisany jest poniżej i niesie on zaszyfrowane te same znaczenia.

4 litery S

splecione w dwie „8″

8 – pełnia

∞ – nieskończoność

znak

8+8 = 16 = 7

4 x 4  = 16 = 7

Zaratusztra umarł dosięgnięty Karą – Karoduną mając dokładnie 77 lat w dniu urodzin 77 – został utopiony przez Czarnopanów w Jeziorze Kosza (losu) Kosowym [jezioro Kasawa] – na Dachu Świata

Symbolizuje Kwiat Paproci (Pąp Rudzi) – Wiarę Przyrody

Centralny punkt – symbol Boga Bogów – Swąta – Światła Świata [Świętowita, Światłowiłta, Światowida, Światowita]

symbol Jedności i wszechwspólnoty

zawiera także prastary symbol słoneczny – swastykę (prawoskrętną – niebieska [Niebo, Wela] i lewoskrętną – czerwona [Ogień, Ziemia])

pełna symbolika 44

4 złączone koła – symbol wspólnoty

brak domknięcia = wolność, symbolizuje też osobę i osobowość, indywidualność

Barwy  słowiańskie – czerwona, niebieska i białe tło

Jest to stary słowiański znak Swadziebnik –  z jednej strony znak ślubów – swadźby, a z drugiej znak wierności wartościom i ślubom rozumianym jako przysięga – Znak Mocnej Więzi – Obwaru i Okołu (gromady) Sjemi – Rodziny i Rodu oraz Zadrugi i Narodu.

Znak Związku  Rodów w Zadrugę, znak świętego pojednania i narodzin Nowej Zjednoczonej Wiary Przyrodzonej – JEDNEJ WIARY PRZYRODZONEJ – WIARY PRZYRODY – Znak Związku Zadrug w Gromadę – Znak Związku Gromad – ZNAK NARODU. Znak złączenia węzłem wieczystym.  Znak związku Ciała, Duszy, Ducha i Światłości w nową Żywą Jedność – połączenie Ognia i Wody – męskiego z żeńskim. W tym znaku widać także:

1 – Centrum – Bóg Bogów,

2 Swastyki żeńska i męska – 2 Bogów Działu,

4 Płatki Kwiatu przy centrum – 4 Bogów Kiru,

4 – Otwarcia Białe – Krzyż Podstawowego Zodiaku – Filary Świata – Kiry

8 Żywiołów – 8 Ramion swastyk,

12 Mocy – (4 Białe Koła + 4 Białe Bramy + 4 Białe Strzałki [ostrza])

O samym herbie

Herb występował w kilku wariantach:

Kurcz (właśnie): W polu czerwonym srebrna litera T wywrócona, rozdarta i pod rozdarciem przekrzyżowana; z lewej jej strony półksiężyc złoty rogami w prawo, z prawej gwiazda złota sześciopromienna. Klejnot: trzy pióra strusie.

Gwiazdy-Światy-Swiety-Cwiety – typowo słowiańskie ozdoby podsufitowe symbolizują ŚwiatłoŚwiata – Boga Bogów

W herbie Kurcz zamiast dwóch Półksiężyców mamy właśnie Gwiazdę i Półksiężyc.  Trzy Pióra Strusie , a właściwie dawny symbol skrzenia, skrzystości i skrzydlatości (Nieba-Weli-Prawi) co charakterystyczne wymieniono w pewnym momencie dziejów tego herbu na rękę z mieczem (równoważny z toporem symbol  sprawiedliwości oraz wojostwa-rycerstwa-prawości).

Kurcz odmienny Mazepy (cz. Kołodyn albo Mazepa II wedł. J. Ostrowskiego): W polu czerwonym między dwoma półksiężycami złotymi rogami do siebie srebrna litera T wywrócona, rozdarta i pod rozdarciem przekrzyżowana. Klejnot: trzy pióra strusie.
Według W. Wittyga istniały trzy odmieny herba Kurcz trzech gałęzi rodziny kniaziowskiej Kurcewiczów. Według J. Ostrowskiego istniały: kniaziowska odmiana herba Kurcz z Pogonią litewskią i z mitrą książęcą (cz. Koryatowicz-Kurcewicz książę albo Pogoń litewska odm.) i kniaziowska odmiana herbu hetmana Mazepy-Koledyńskiego z mitrą książęcą (cz. Mazepa I).

Herbowni

Kurcewicz (Koryatowicz-Kurcewicz), Bułyha (Bułyha-Kurcewicz),

Bielski, Brzeski, Bułykabułat, Kniaź, Kurcz, Kurczewicz, Mazepa-Koledyński (Mazepa-Kołodyński), Opnowicz (Opanowicz, Oponowicz), Taras.

Znani herbowni

  • Kurcewicz Michał, książę, siędzią włodzimierski w 1554, w 1569 podpisał akt na wcielenie Wołynia do Korony.
  • Kurcewicz-Bułyha Dymitr, książę, w 1569 podpisał akt na wcielenie Wołynia do Korony, w 1572 ma sprawę z kniazem Kurbskiem o zabójstwie służącego, podstarosta białocerkiewski, zm. 1596.
  • Kurcewicz Iwan (cz. Job), w zakonie Ezechiel, książę, podstarosta czerkaski 1601, a białocerkiewski 1609, igumen Trachtemirowski, a potem Dermański, władyka (biskup) włodzimierski 1621, władyka (arcybiskup) suzdalski 1625 (na Moskwie), zm. 1626 (cz. 1642).
  • Mazepa Stefan, podczaszy czernichowski 1629, ojciec hetmana.
  • Mazepa Iwan, dworzanin królewski 1662, z generalnego esauła hetman kazaków ukraińskich 1687, zm. 1709.

Mazepowie i ich następcy

Jan Mazepa herbu Kołodyn (ukr. Іван Мазепа), właśc. Iwan Stepanowycz Koledynśkyj (Іван Степанович Колединський), pol. Jan Kołodyński (ur. 20 marca 1639, zm. 2 października 1709) – szlachcic, dyplomata, hetman Ukrainy Lewobrzeżnej w latach 1687–1709.

Urodził się w ruskiej rodzinie szlacheckiej 20 marca 1639 we wsi Mazepinka[1] (ukr. Мазепинка) koło Białej Cerkwi na Kijowszczyźnie. Jego ojcem był prawdopodobnie Adam Mazepa, podczaszy czernihowski, w młodości pokojowy króla Jana Kazimierza, być może w dokumentach obrządku greckiego nazywany Stefanem.

Jan kształcił się w Akademii Kijowsko-Mohylańskiej w Kijowie, kolegium jezuickim w Warszawie, a następnie na uniwersytetach Europy Zachodniej.[potrzebne źródło] W latach 1659–1663 w służbie dyplomatycznej Rzeczypospolitej. W 1663 powrócił na Ukrainę naddnieprzańską, w poselstwie wiozącym buławę hetmańską Pawłowi Teterze i objął po ojcu urząd podczaszego czernihowskiego, a także mocno podupadły na skutek napadów kozackich majątek Mazepińce. W czasie walki o urząd hetmański związał się z obozem późniejszego hetmana Prawobrzeża Piotra Doroszenki. Na jego dworze pełnił funkcję dowódcy gwardii przybocznej, a następnie pisarza generalnego Prawobrzeża.

Podczas misji dyplomatycznej do Chanatu Krymskiego i Turcji został schwytany przez oddział kozacki z Lewobrzeża. Przekazany hetmanowi Iwanowi Samojłowyczowi, od 1682 pełnił funkcję generalnego osauła Lewobrzeża. W 1687, po usunięciu Samojłowicza z urzędu przez Rosję, pod jej naciskiem, został wybrany hetmanem.

Chcąc zyskać przychylność ówczesnego cara Rosji Piotra I, Mazepa zgodził się na udział oddziałów kozackich po stronie Rosji w wyprawach przeciwko Turcji i w III wojnie północnej. Nie protestował również przeciw wprowadzeniu wojsk rosyjskich na terytorium Hetmanatu po rozpoczęciu wojny ze Szwecją, mimo negatywnych reakcji społeczeństwa.

W sierpniu 1704 i lipcu 1705 na polecenie cara Piotra I miał wspierać zbrojnie polskiego króla w walkach ze Szwedami, jednak jego pomoc ograniczyła się do grabienia i pustoszenia ziem polskich.[2]

W 1705, wobec planów Piotra I likwidacji Hetmanatu, Mazepa zmienił front i zaczął prowadzić tajne rozmowy z Rzecząpospolitą i Szwecją, które doprowadziły do zawarcia w 1708 umowy między Mazepą i Stanisławem Leszczyńskim, której gwarantem był Karol XII Gustaw. Po ujawnieniu porozumienia, wojska Piotra I spaliły stolicę Lewobrzeża – Baturyn i wymordowały jego mieszkańców, zaś Rosyjska Cerkiew Prawosławna obłożyła Mazepę klątwą.

Po przyłączeniu się do Szwedów, wojska kozackie wzięły udział w ofensywie na Moskwę, zostały jednak zatrzymane pod Połtawą, gdzie 8 lipca 1709 rozegrała się decydująca bitwa, zakończona wielką klęską wojsk szwedzkich. Mazepa wraz z Karolem XII schronił się na terytorium Turcji. Zatrzymał się pod Benderami (rum. Tighina, obecnie Mołdawia), gdzie zmarł 2 października 1709. Majątek Mazepińce, będący pod zarządem synowca Mazepy, Andrzeja Wojnarowskiego został skonfiskowany, a Andrzej zesłany do Jakucka. Sam Mazepa został pochowany w Gałaczu nad Dunajem (rum. Galaţi, obecnie Rumunia), skąd w 1999 jego prochy zostały sprowadzone do Baturyna.

W historiografii rosyjskiej Iwan Mazepa jest przedstawiany jako zdrajca Rusi i prawosławia. Natomiast na Ukrainie jako człowiek szerokich horyzontów, który swoje talenty dyplomatyczne starał się wykorzystać jak najlepiej w trudnej sytuacji Hetmanatu, podzielonego i wciśniętego między ówczesne europejskie potęgi – Rosję, Polskę, Szwecję i Turcję. Staraniem Mazepy powstało wiele budowli w stylu baroku kozackiego, m.in. nowa siedziba Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, dzwonnica soboru Sofijskiego, cerkiew Objawienia Pańskiego i nowe mury Ławry Pieczerskiej w Kijowie, a także sobór katedralny w Perejasławiu. Z inicjatywy Mazepy powołano do życia kolegium w Czernihowie, obok którego 21 sierpnia 2009 odsłonięto pomnik hetmana (z brązu i marmuru) autorstwa Giennadija Jerszowa. Mazepa jest również tytułowym bohaterem dramatu Mazepa Juliusza Słowackiego. W 2001 kinematografia ukraińska nakręciła film historyczny pt. Molytva za het’mana Mazepu (Молитва за гетьмана Мазепу) w reż. Jurija Ilienki, w którym główną rolę zagrał Bohdan Stupka.

Herb Łabędź

Łabędź (Inne nazwy herbu to: Cygnus, Lambacz, Łabuć, Łambęć, Skrzynno, Skrzyński, Junosza) – herb szlachecki.

441px-Herb_Łabędź_1.svg

Opis herbu: W polu czerwonym, srebrny łabędź. Klejnot samo godło. Występują również jego odmiany: żółte nogi i żółty dziób, ptak pozbawiony nóg (na wodzie lub w trawie), które nie wywodzą się od herbu średniowiecznego.

Pojawiają się również Łabędzie wkomponowane w tarcze i klejnoty innych herbów.

Gott mit uns – godło rzymsko-niemieckie,czyli Order Łabędzia a lechickie godło Białego Lądu (Europy)

441px-Herb_Łabędź_1.svgHerb Łabędź – to herb Śląski używany przez Piotra Włosta już w roku 1054.

Gott mit uns (“Bóg jest z nami” czy “Z nami Bóg”) – dewiza prastarego Orderu Łabędzia, przejęta w roku 1701 jako dewiza państwowa Królestwa Prus, używana do 1945 w armii niemieckiej i aż do lat 70. XX wieku na sprzączkach pasów sił policyjnych RFN.

Historia

Zaczerpnięta ze Starego Testamentu dewiza pojawiła się w historii Niemiec po raz pierwszy w roku 1440 jako dewiza brandenburskiego orderu Łabędzia z okazji nadania mu statutów. Przy swej proklamacji na “króla w Prusiech” Fryderyk I Pruski wybrał ją jako dewizę nowego królestwa. Używana była na sztandarach wojskowych i w detalach umundurowania armii pruskiej i później niemieckiej, zarówno sił zbrojnych Cesarstwa Niemieckiego, Reichswehry w Republice Weimarskiej jak i Wehrmachtu w III Rzeszy. Widniała także na niektórych pruskich orderach.

Ze zrozumiałych względów nie była używana w siłach zbrojnych NRD, “Nationale Volksarmee” skądinąd niestroniących od niektórych pruskich tradycji. W dawnych Niemczech Zachodnich, po roku 1945, Bundeswehra porzuciła tę dewizę, ale policja w RFN używała jej aż do lat 70. XX wieku.

Bibliografia

  • Georg von Alten, Handbuch für Heer und Flotte, 1 – 10, Berlin 1908-1914

wiki english:

Gott mit uns (meaning God with us) is a phrase commonly used on armor in the German military from the German Empire to the end of the Third Reich, although its historical origins are far older. The Russian Empire’s motto also translates to this.

Origins

Nobiscum deus (‘God with us’) was a battle cry of the late Roman Empire and of the Byzantine Empire, used for the first time in German by the Teutonic Order.[1] In the 17th century, the phrase Gott mit uns was used as a ‘field word’, a means of recognition akin to a password,[2] by the army of Gustavus Adolphus at the battles of Breitenfeld (1631), Lützen (1632) and Wittstock (1636) in the Thirty Years’ War.[3] In 1701, Frederick I of Prussia changed his coat of arms as Prince-Elector of Brandenburg. The electoral scepter had its own shield under the electoral cap. Below, the motto Gott mit uns appeared on the pedestal.

Jak widać niemieckie hasło Gott mit Uns kształtowało się na ziemiach słowiańskich , na podkładzie herbowym Lechickim – Łabędzia i jego symboliki rycerskiej związanej nie tylko ze starym Sarmackim Rytem i Znakiem Tamgi leżącym u podstaw, ale z adaptowanym przez słowiańskie rycerstwo znakiem używanym po zdobyciu Rzymu w Nadłabiu i w Lechii, a zmienionym już na potrzeby chrześcijaństwa, fałszywym podaniem i fałszywą symboliką. Hasło to kształtowało się w Prusach położonych w całości na Ziemiach zagrabionych Słowianom, gdzie jeszcze w XVIII wieku większość ludności miejscowej mówiła po drzewiańsku, wielecku, połabsku i łużycku. Kształtowało się ono  w ziemiach Brandenburgii, która do dzisiaj jest Łużycka. Nic zatem dziwnego, że słowa GOD (Gott) “mit” jak i słowo “uns”  są tak bliskie brzmieniem i nieodległe pojęciowo w obydwu tych językach – słowiańskim (lechickim) i niemieckim .  “Mit”  niemieckie –  “z kimś, “z czymś”, to niemal to samo co słowiańskie “mieć coś” , “mieć kogoś”, mit- baj, podanie święte, kazanie i zakaz. “Uns” – “my”, “nami”  to niemal swojskie słowiańskie U-nas, czyli “nasze”.

Pojęcia mitu i mitologii w językach lechickich  są identyczne z mythos i mythologie – niemieckim. Teoretycznie obydwa te pojęcia wywodzą się z greki – według klasycznego językoznawstwa. Tylko że klasyczne językoznawstwo opierało swoje wywody na hierarchii ustalonej przez archeologię, a ta jest arbitralnym zbiorem twierdzeń opartych na ideologicznym postrzeganiu “skorup” przypisywanych arbitralnie do etnosów i grup etnicznych.

Co właściwie znaczy pojęcie mit? Poznaliśmy wywody Aleksandra Brucknera związane z “mitus” a zahaczające o postać Mitry i nawiązania wschodnie perskie, a zatem także indyjskie. Pojęcie mitu nie jest wcale odległe od tego co wyraża spójnik “z”, bowiem jak za chwilę dowiedziemy mit jest właśnie tym: wywodzeniem “z”, wyplataniem, pleceniem baj, splotem-warkoczem, plotem przyrodzonym (naturalnym) – jest opowieścią wypływającą z wnętrza człowieka, z praw Przyrody, ze splotu warkocza-kosy, czyli z łańcucha DNA, ze struktury Kosmosu, z Zapisu jaki nosi w sobie każda żywa istota na Matce Ziemi. Zapis ten jest emitowany przy pomocy mowy i zapisu znaków języka, a jego źródłem jest nasz WEWNĘTRZNY PRZYRODZONY KOD – DNA.

MIT jest “z” NAS a Bóg JEST Z NAMI.

Czy zastanawialiście się kiedyś nad znaczeniem słowa “Mit”? Skąd ono się bierze, dlaczego ma taki kształt i brzmienie? Z tym słowem jest tak jak z wyrazem “zwierzę”. Dlaczego zwierzę a nie animals?!

Odpowiedź jest prosta i nieprosta. Wpierw mamy słowo mówione a dopiero potem pisane. W zgodzie z teorią iż słowa powstają w kontakcie człowieka z przyrodą i na skutek emocji jakie wywołują “odkrywane” czy “spostrzegane” fakty w taki właśnie sposób musiało powstać i słowo “mit”.

Zwykłe definicje odwołują się jedynie do Greki. Tutaj poniżej:

Mit, z greckiego mythos oznacza opowieść, legendę, baśń. Mity to opowieści o otaczającym ludzkość świecie, opisują historię bogów, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia człowieka.

Mit (stgr. μῦθος mythos – “myśl, zamysł, temat rozmowy, opowieść, baśń”) – opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka.

Mircea Eliade postrzega mit jako opowieść, która w sposób absolutny i nie podawany w wątpliwość wyjaśnia świat człowiekowi kultury tradycyjnej. Mit zawiera w tym ujęciu odpowiedzi na wszelkie pytania i problemy egzystencjalne. Wyjaśnia człowiekowi fenomen śmierci, podziału na płcie, różnorodności obecnej w świecie. Mit jest opowieścią, która nie poddaje się ocenie w dwuwartościowej logice (prawda – fałsz), gdyż stanowiąc fundament wiedzy o świecie danego społeczeństwa jest także podstawą wszelkich kategoryzacji. Poznawczym jądrem mitu jest dostrzeżenie przez człowieka hierofanii, czyli obecności w świecie sacrum.

Słownik etymologiczny A. Brucknera  podaje znaczenia jak następuje: odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny, przyjaźń, układ. Czy to przypadkiem  nie jest ten sam podkład, z którego wywodzi się pojęcie plecenia baji, plątania wątków – jak w tkaniu lnu i konopi jak przy snuciu nici-nieci, jak podczas przekładania na krzyż i zaplatania kobów w dywanach perskich, we wzory i znaki w wątki-wątpia wróżebne – w nieci żywota wplatane przez Bogów w Materię Świata w Baję? Moim zdaniem tak, to ten sam archetyp ukształtował te pojęcia . A jak one się mają do podstawowego “mit” – z czegoś, z kogoś? U nas jest to słowo “z” u Germanów “mit” –  lecz wspólnie sięgają one tego samego korzenia związanego z wyplotem materii, ze  snutymi przy tej czynności wyplotu opowieściami o różnych wątkach i tematycznych niciach – mitów, mitusów, mitusiów. Mitwać – plątać! Czy trzeba nam więcej?

Najwcześniejsze wzmianki

Jeden z najstarszych polskich herbów szlacheckich. Wg legendy wywodzi się od rodu królestwa duńskiego, Piotra, palatyna królów polskich. W rzeczywistości pochodzi od Piotra Włostowica z Ołbina.

Po raz pierwszy (w zachowanym dokumencie) pieczęć z herbem Łabędź użył w 1326 Miecław z Konecka, rycerz kujawski.

Pierwszy znany zapis sądowy dotyczący herbu Łabędź pochodzi z 1406.

W wyniku unii horodelskiej w 1413 przeniesiony na Litwę (herb przyjął Andrzej Goligunt, adoptował Dziersław ze Skrzynna).

Średniowieczne znaki pieczętne

1326 Miecław z Konecka

1412 Dunin z Krajowa, podkomorzy brzeski

1414 Dunin, podkomorzy koronny

1427 Jan z Konina, podsędek ziemski sandomierski

1430 Jan Boruta, kuchmistrz królowej (1413), wojski (1419) i podsędek sandomierski (1434)

1434 Raczko Tabutowicz – pieczęć litewska

1438 Paweł Zborzeński i Stanisław Ćwikła z Konina

1445 Maciej z Bieswodów

Dokumenty

Klejnoty Długoszowe

herbarze: Złotego Runa i Bellenville

Księga Bracka Świętego Krzysztofa na Arlbergu w Tyrolu,

Codex Bergshammar w brukselskim Armorial Lyncenich.

Kościoły, katedry i klasztory

kościół parafialny pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Boskiej w Kurozwękach – na zworniku

kościół pod wezwaniem Świętego Antoniego w Opocznie – na chrzcielnicy

kościół pod wezwaniem Świętego Stanisława Biskupa w Świniarach – na ławce

kościół w Ćmielowie – nad wielkimi drzwiami

Kościół farny w Szydłowcu – na szczycie

katedra łomżyńska – w strefie zwieńczenia nagrobka rodu Duninów-Modliszewskich

klasztor Krems w Austrii – w herbie,

kościół parafialny pw. NNMP w Czermnie

Zamki

Baranów Sandomierski

Głębowice – na murach

Zamek hr. Tarnowskich w Dzikowie (dziś osiedle Tarnobrzega)- w górnej partii ryzalitu

Powiaty, gminy i miejscowości

Powiat – kępiński

Gminy – Przasnysz, Kępno, Borkowice

Miejscowości – Rzeczyca, Biłgoraj, Rodaki, Waśniów, Widuchowa, Wrochem, Wysokie Mazowieckie, Zbąszynek, Zbąszyń, Żelechów, Kolonia Jana (dzielnica Bzie), Bełchatów-Grocholice, także wiele miejscowości w Niemczech i krajach nadbałtyckich.

Jest również znakiem własnościowym kluczewskiej papierni.

Herbowni

Audycki, Balbas, Bałaszko, Baniewicz, Bartodziejski, Berwaldzki, Berżański, Białowicz, Białowski, Bielski, Biernacki, Birżyszko, Blinstrub, Błaszkowski, Bogdanowicz, Bogdanowski, Dunin-Borkowski (Wincenty, Franciszek, Tytus, Henryk, Stanisław tyt. hr. austr. 12 X 1818, dypl. 5 II 1821, potw. w Król. Pol. 27 V 1821), Borkowski II nob. 1775, Breański, Krzysztof Fryderyk Brun|Brun, Dunin-Brzeziński, Bujnicki, Burkarth nob. 1532, Butrymowicz, Cielewicz, Ciemnicki, Czajewicz, Damniowski, Dunin-Damujowski, Daszczyński, Dobulewicz, Dobrzyński, Dołgiert, Dowgayło, Dowgird, Dunin (tyt. hr. SIR 1547, potw. pol.-sas. 23 VIII 1738, potw. w Galicji 1782, potw. w Król. Pol. 1837, 1861), Dusznikiewicz, Duszyński, Filipek, Gabryelczyk, Galiński, Ganckow, Giełdowski, Gierdowski, Ginwiłł, Girski odm. Gliszczyński, Głuszewski, Dunin-Głuszyński, Goligunt odm. Golginiewicz, Dunin-Goławiński, Gościkowski, Dunin-Goździkowski, Górkiewicz, Górkowicz, Górski, Grajewski, Grodziński, Grodziski, Gromacki nob. 1550, Grudziński, Gunczerzewicz nob. 1634 (Goncerzewicz, Gąceżewicz), Dunin-Hatnicki, Hatowski, Hołowczyński (kniaziowie), Horbaczewski, Horodyjski, Horoszewicz, Hryszkiewicz, Ibiański, Iszliński, Jagiełło, Jagiełłowicz, Jałgoldowicz, Janczewski, Dunin-Jastrzębski, Jawgiełło, Judycki, Jundziłłowie, Juniewicz, Jurewicz, Kacperski, Kamionomojski, Kaniomojski, Kantowicz, Kapuściński, Karnkowski, Karwacki, Dunin-Karwicki, Kasperski, Kąsinowski, Kęplicz, Kęstowicz, Kęstowski, Kieyzgayło, Kłopocki, Kołaczko nob. 1555, Komorowski, Konczewicz, Konderewicz, Dunin-Koninski (Kuniński), Kormułt, Kos, Kostrzejowski, Kozicz, Kozielecki, Kozicki, Kozielski, Krat, Krajewski(Krajowski), Kroczowski, Dunin-Krzczonowski, Dunin-Krzesławski, Kudrewicz odm. Kulwieć, Kuncewicz, Kunicki, Łabędzinski, Leszczyłowski, Lipczyński, Lutrosiński, Dunin-Lipski, Dunin-Lubsiński(Lubieński), Dunin-Łabęcki, Łabędzki, Łabieniec, Łęgonicki nob. 1547, Maciejowicz, Majewski, Majewski II nob. 1768, Marcinkiewicz, Marcińczyk, Markiewicz, Martusewicz, Matuszewicz (tyt. hr. ros. 1824), Matusewicz, Matyszewicz, Dunin-Mieczyński, Mesojed,Mikołaj Michnowicz Raczkowicz Bakałarz – najstarszy syn Michny, Michalak, Mieszczański, Mikołajewicz, Miłoszewicz (Andrzej tyt, bar. franc. 15 VIII 1809, dypl. 14 IV 1810), Minigaiło, Missopad, Dunin-Modliszewski, Monstołd, Mozeyko (Możeyko), Misiewicz, Naskręski, Niemieksza, Niemieszka, Ortyński, Ostrowski, Otoski, Owadowski, Pałacki, Pantkowski, Petrusiewicz, Pętkowski, Pietraszkiewicz, Piątkowski, Pilecki, Ploetz odm. Polib, Pomieski, Pomirski, Primus, Prokulbicki, Przychowski, Dunin-Przystałowski, Przyszowski, Radoński, Radostowski, Radziwiłowicz, Rafałowski, Dunin-Rajecki Ratyński, Referowski, Rostocki, Russek-Zawadzki, Dunin-Rusinowski, Dunin-Ruskowski, Rychlik, Rymowicz, Dunin-Rzuchowski, Sadkowski, Salomonowicz, Sartoryusz nob. 1792, Sasulicz, Sebastyanowicz, Siemaszko, Siemniszko, Dunin-Skrzyński, Ślepść, Śmiałkowski, Śmiglewicz, Dunin-Smoszewski, Sokołowski, Stanisławowicz, Steckiewicz, Stoss nob. 1790 lub 1791, Dunin-Strzeszkowski, Studziński, Sudywoj, Dunin-Suligostowski, Dunin-Sulgostowski, Szemiot odm. Szempiński, Szostak, Szostakowski, Dunin-Szpot odm. Szpotański, Szpotowski, Sztorc (Sztoc), Szwichowski, Talenti indyg. 1685, Talwosz, Tanajewski, Telefus (Talafus), Todt, Tomasiewicz, Tomaszewicz, Towtwiłł, Trakul(od Walentynowiczów), Trzciński, Trzebicki, Tumliński, Urbanowicz, Walentynowicz, Waleszyński, Warszewski, Waszewicz, Dunin-Wąsowicz (1824 – na liście rodz. uprawn. do użyty. tyt. hr. w Król. Pol.), Weyssenhoff odm. Węcewicz, Widejko odm. Wodziradzki, Wojdat, Wojeński, Wojtkiewicz, Dunin-Wolski, Wołodkiewicz, Woyszko, Zaleski, Zalewski, Zawisza, Dunin-Zborzyński, Zeligowski, Żuchowski, Żukowski.

Związek Łabędzi Włostowica z Odrowążami

Pochodzenie rodu Łabędziów od najstarszego syna Piotra Włostowica – Wszebora przedstawił Janusz Bieniak w pracy „Ród Łabędziów” zamieszczonej w zbiorze „Genealogia, Studia nad wspólnotami krewniaczymi i terytorialnymi w Polsce Średiowiecznej na tle porównawczym”, UMK, Toruń 1987. Na podstawie zawartych w tej pracy informacji, rozmów z profesorem Bieniakiem i wykładu w Firleju sporządziłem w programie GeneWeb drzewa genealogiczne Łabędziów – potomków Piotra Włostowica, które ilustrują wywody wykładu.

Piotr Włostowic z Ołbina ca 1080-1153
&ca 1111 Maria córka ks.Olega +1149/
|









| | | | |
Wszebór Piotrowic (z) Świętosław Konstantyn Piotrowic (z) Idzi Piotrowic (z) 1126- Agafia x +1176/ Beatrycza x +1193/
&1146 *NN (siostra komesa Stefana ?) & ? ? &/1145 Jaksa z Miechowa +1176
| |












| | | | | | |
Piotr Wszeborowic ze Strzelna („Stary”) +1196/ Krystyn Wszeborowic (z) +1161/ Otto Wszeborowic (z) +1161/ Wszebór Wszeborowic (z) + Piotr Świętosławic (z) +1198 Włodzimierz Świętosławic (z) + Leonard Świętosławic (z) +1203/
& ? ? & ? ?
| |
| |
| |
Krystyn Piotrowic (z) + Otto z Wierzbicy +
& *N z rodu Odrowążów & *N córka Grota z rodu Rawiczów
| |
|


| | |
Krzesław Krystynowic + Wszebór ze + Piotr „Duńczyk” +

Piotr Włostowic miał więc trzech synów, z których akurat ten, który w źródłach jako jego syn występuje i stąd jest najbardziej znany, mianowicie Świetosław nie prowadzi do rodowodu Łabędziów. Widać to w monografii Mariana Friedberga „Ród Łabędziów w wiekach średnich”. Mamy tam Swiętosława z gronem jego potomków, następnie pierwszych znanych Łabędziów już w XIV wieku, a między nimi jest pustka, której badacz ów nie zdołał zapełnić. Pokusiłem się więc znaleźć to dojście inną drogą.

W 1193 roku nastąpiła zmiana obsady klasztoru świętego Wincentego – z benedyktyńskiej na premonstrateńską (norbertańską). Zatwierdzający ją dokument papieski wymienia osoby współdziałające przy tej zmianie. Byli to mianowicie: arcybiskup gnieźnieński Piotr, biskup i książę wrocławscy oraz wymienieni jako patronowie tego klasztoru komesi Piotr, Włodzimierz i Leonard, Arcybiskup Piotr oraz komesi Włodzimierz i Leonard to synowie przytoczonego przed chwilą Świętosława. W gronie patronów (więc potomków fundatora) znajduje się jednak jeszcze jeden Piotr, tym razem osoba świecka, ale który jest wymieniony przed Włodzimierzem i Leonardem (ale oczywiście po arcybiskupie). I tego własnie Piotra na podstawie całego szeregu dowodów pośrednich utożsamiłem z Piotrem Wszeborowicem (Wszeborzycem – jak lepiej po staropolsku się mówi), fundatorem klasztoru norbertanek w kujawskim Strzelnie. Wobec tego Wszebór, krótko żyjący wojewoda młodszych książąt – braci Władysława II, został przeze mnie uznany (co przyjęło się następnie w nauce) starszym od Świętosława synem Piotra Włostowica. I akurat znani potomkowie Wszebora noszą dokładnie wszystkie (bez wyjątku) te same imiona, które potem występują wśród wczesnych Łabędziów. Tą przeto drogą – przez Wszebora –  nastąpiło genealogiczne połączenie Łabędziów z Piotrem Włostowicem.

Syn Wszebora, Piotr zwany Starym (w późniejszych źródłach mieszany ze sławnym dziadem – imiennikiem), fundator Strzelna i współpatron klasztoru św. Wincentego, był wojewodą kujawskim i kasztelanem kruszwickim. Po nim patronat Strzelna przejął jego syn Krystyn, wymieniony w tej roli w 1216 roku, kiedy nastąpiła konsekracja tamtejszego kościoła „na cześć Świętej i Niepodzielnej Trójcy i świętej Marii Dziewicy, jak również licznych innych świętych”, podanych następnie z imienia.. Konsekracji dokonał biskup kruszwicki Bartek na prośbę Krystyna, syna komesa Piotra Starego i w jego obecności jako patrona.

Dalsze losy tegoż Krystyna i jego związki rodzinne oświetla nam dokument pozbawiony daty, lecz przez badaczy umieszczany w latach 1223 –1225. Dokument ten zawiera następujący tekst po łacinie: My Grot –  syn Grota, Krzesław –  syn Krystyna, Dzierżykraj –  syn Goworka działając jako prokuratorzy (pełnomocnicy) chłopców synów Krystyna syna Piotra i ich dóbr sprzedajemy Chrystianowi biskupowi Prus (biskup misyjny Prus) Radzyń (miejscowość w ziemi chełmińskiej – dzisiaj miasteczko) z wszystkimi posiadłościami za 90 grzywien czystego srebra za zgodą i radą żony wymienionego Krystyna i synów jego, mianowicie Wszebora i Piotrka oraz wszystkich ich i naszych krewnych. Pieniądze te miały posłużyć, żeby uwolnić z niewoli pruskiej zakładników, którzy zostali tam dani dla uwolnienia owego Krystyna. Nieżyjący już w każdym razie w czasie owej sprzedaży Krystyn zmarł widocznie wkrótce po swym uwolnieniu, a obowiązek uwolnienia danych za niego zakładników spadł na opiekunów jego małoletnich widocznie synów. Przy okazji dowiadujemy się, że Krystyn Piotrowic miał trzech synów z dwóch małżeństw. Z pierwszego pochodził Krzesław, jako majątkowo wcześniej od ojca oddzielony, a w dokumencie występujący w roli jednego z opiekunów swych przyrodnich braci. Kilka lat później został on na krótko (1231 – 1233) wojewodą kujawskim i niebawem zmarł. Imię jego, Łabędziom dotąd nie znane a później bardzo częste, sugeruje pochodzenie jego matki z rodu Odrowążów.  Krzesław był przodkiem linii nazwanej przeze mnie piotrkowską, a więc między innymi Karwickich, Damujowskich, Wąsowiczów. Synami drugiej żony Krystyna byli małoletni jeszcze w chwili zgonu ojca Wszebór i Piotrek. Opiekunowie ich – poza bratem przyrodnim, a więc Grot syn Grota i Dzierżykraj syn Goworka – to Rawicze, z tego rodu pochodziła przeto wymieniona jeszcze w dokumencie ich matka. Można uważać ją za córkę Grota, występującego na czele tej listy. Od Wszebora i Piotrka (lub od jednego z nich) wywodziła się druga – zatem młodsza – linia Łabędziów, którą nazywam konecką. Tu należą między innymi Zbożeńscy, Sulgostowscy, Szpotowie (Szpotańscy), Mieczyńscy, Borkowscy. Ta linia prowadzi też do właściciela pierwszej znanej pieczęci herbowej i pierwszego Donina w rodzie, o których już wspomniałem, a do których wypadnie jeszcze wrócić. Od potomków Krzesława z Piotrkowa odróżniała się ona nieco inną geografią dóbr. Obie linie miały posiadłości w ziemi sandomierskiej (piotrkowska zachodnią, a konecka wschodnią połowę klucza skrzyńskiego) i na Kujawach (odpowiednio rozdzielone klucze piotrkowski i konecki), konecka wszakże prócz tego na Mazowszu, głównie w ziemi zakroczymskiej (klucz miączyński). Można przyjąć, że te ostatnie dobra Wszebór i Piotrek Krystynowice odziedziczyli po matce – Rawiczównie. Podziału zaś majętności sandomierskich i kujawskich dokonał Krystyn z najstarszym synem Krzesławem, zawierając drugie małżeństwo.

Chociaż w latach 1223 – 1225 Wszebór i Piotrek byli jeszcze dziećmi, odtąd znikają nam całkowicie z pola widzenia. Wszebór na zawsze, ponieważ w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nie znajdujemy w zachowanych źródłach nikogo o takim imieniu. Piotra tego zaś trudno odróżnić od innych, jako że imię to nosiło wielu. Kryterium bliskości terytorialnej wskazuje wszak tu na jedną osobę, piastującą urzędy. Jest to Piotr (Pietrzyk), podkomorzy sandomierski (1278), kasztelan radomski (1284) i wreszcie sędzia sandomierski (1287). Geografia tych urzędów, a zwłaszcza kasztelanii radomskiej, jak najbardziej odpowiada właścicielowi połowy klucza skrzyńskiego.

cd : http://web.archive.org/web/20080620035841/http://dunin.oeiizk.waw.pl/wlost/dunin/firlej.htm

Z nim właśnie zamienili działy w  roku 1350 bracia Borzuj, Donin, Lutogniew i Stanisław z Miączyna. Okoliczność, że  przed zamianą obie strony wspłdziedziczyły zarówno w kujawskim Konecku, jak i w trzech wsiach mazowieckich, dowodzi ich stosunkowo bliskiego pokrewieństwa. Sądzę, że chodzi tu o wnuków świeżo omówionego Krzesława. W tej bowiem tylko gałęzi występowało w następnych pokoleniach imię Borzywój (Borzuj), wprowadzone tu widocznie po kądzieli. Borzuj, najstarszy z braci, pisał się z Ninkowa i był potem wojskim lubelskim (1368 – 1369), a w końcu sandomierskim (1374 – 1377). O Doninie nic więcej nie wiadomo. Synem jednego z nich był Donin z Krajowa, kasztelan kowalski, a następnie podkomorzy brzeski, którego potomstwo dziedziczyło dowodnie w Miączynie i Goławinie.

Rodowód kolejnych postaci
(Występowanie imienia Donin lub herbu Łabędź zaznaczono kolorem czerwonym)

Zarówno herb Łabędź, jak i imię Donin rozpowszechniło się szybko w rodzie. Następny po 1326 r. źródłowy przykład użycia pieczęci  z tym herbem dotyczy domu Łabędziów Borkowskich. Synowie stolnika kujawskiego Piotra  z Borkowic, fundatora  tamtejszego kościoła (1364), mianowicie kasztelan kowalski Krystyn, kasztelan ciechanowski Miecław, podkomorzy inowrocławski Otto i ich bratanek  Krystyn ze Świętego wystosowali w 1385 r. list do rady miejskiej Torunia, polecający jakiegoś Mikołaja (widocznie ich kmiecia), który zabiegał o obywatelstwo tego miasta. List ten opieczętował kasztelan Krystyn. Obydwie czternastowieczne pieczęcie  z herbem Łabędź nie były znane dotychczasowym badaczom; monografia Friedberga za najwcześniejszy przykład herbu uważała pieczęć podkomorzego Donina z Krajowa, z 1412 r. Co do omawianego imienia, współcześnie z Doninem z Krajowa nosił je zmarły w 1418 r. podkanclerzy Władysława Jagiełły i dziekan krakowski, Donin z Wistki, częściej piszący się (śladem wielu Łabędziów) ze Skrzyńska, syn Andrzeja Rzeszotki. Inny Donin ze Skrzyńska (ze Świętego), długo żyjacy na Węgrzech, był obecny – widocznie w otoczeniu Zygmunta Luksemburczyka  – na soborze w Konstancji. W XV wieku widzimy w rodzie kilku Doninów, choć przede wszystkim w gałęziach ze Świętego i Borkowic oraz z Krajowa.

Rodowód kolejnych postaci

Z biegiem czasu miano to staje się przydomkiem. Pierwszymi, którzy używali go obok imienia, byli podkomorzy brzeski Andrzej Donin z Modliszewa, a nieco później sławny wódz w wojnie trzynastoletniej (1454-1464), wojewoda brzeski oraz starosta malborski i łęczycki, Piotr Donin (Dunin) z Prawkowic i Ujazdu.

Neun Schweinstein – Nowa Łabędzia Skała i Rycerze Łabędzia

Dosyć to niesamowite co dzieje się wokół tych trzech Herbów – Kła Dzika (Odyńca – Koło-Odyna), Modrego Węża (Odrowąża) i Łabędzia.

Zwłaszcza Łabędź jest centrum cudownosci i niezwykłości tak skoncentrowanych i krystalicznych , że nie wydają się te zbiegi okoliczności przypadkowymi.

Tych którzy nie czytali Taji na czarnym pasku o Białej Łabędzicy Lądzie Łabędzie i Białym Lądzie oraz jego herbowym ptaku Łabędziu polecam ten wawilion-wić- naszej Słowianskiej Baji. Wplatają się weń rody słowiańskie ze Śląska i Bawarii, mówiące po polsku i po niemiecku, lecz jak wszystko wskazuje jednej krwi królewskiej, splecione Błękitną Bają z Merowingami.

Łabędź. Swoją dumną urodą zachwyca ludzi od wieków. Marzyciele uczynili go bohaterem mitów i baśni, naukowcy nazwali jego imieniem jeden z gwiazdozbiorów, natomiast arystokraci umieścili go w rodowych herbach. Jednak dopiero pewna królewska rodzina uczyniła łabędzia nieśmiertelnym. Do wiadomości publicznej z mroków tajemnych stowarzyszeń doszła owa wieść w XIII wieku, za sprawą ano0nimowego pisarza z Francji, który stworzył poemat Le Chevalier au cygne (Rycerz Łabędzia)…

72559091_4344303_1131473
 Dzielny Lohengrin był synem Parsifala i rycerzem zakonu Świętego Graala. Legenda głosi, że członkowie zakonu wyruszali z sekretną misją – mieli ochraniać królestwa, które straciły swych protektorów. Lohengrinowi przypadła w udziale misja w Brabancji, której władca zmarł, a jedyna córka – księżniczka Elsa – została niesłusznie posądzona o zabójstwo młodszego brata, Gotfryda. Lohengrin przypływa do zagrożonego królestwa w łódce-muszli ciągniętej przez białego łabędzia, aby walczyć w imię niewinności księżniczki. Stawia jednak warunek, że jeżeli zwycięży, Elsa pojmie go za męża, nie pytając o imię. Księżniczka zgadza się i wkrótce odbywa się wesele. Szczęście małżonków nie trwa długo – Ortruda, podstępna dama dworu, przekonuje dziewczynę, że ta ma prawo wiedzieć, kto jest jej mężem. Elsa zadaje zakazane pytanie. Rycerz zmuszony jest wyjawić swoje imię i opowiedzieć, że to Graal napełniał go mistycznymi mocami, które działały tak długo, jak długo udawało się zachować sekret. Jeżeli księżniczka nie złamałaby obietnicy, mógłby on przywrócić Brabancji prawowitego władcę. Okazuje się, że to Ortruda zaczarowała brata Elsy w łabędzia. W tym samym momencie ptak znika i z wody wyłania się Gotfryd. Lohengrin odpływa w swojej łodzi, którą w miejsce łabędzia ciągnie gołąb, a zrozpaczona księżniczka umiera na rękach odzyskanego brata.

Cytujemy:

„Legenda Lohengrina przetrwała w sagach arturiańskich. Los chciał, że w XIX wieku zachwyciła trzech ludzi. Każdy z nich, na swój sposób, powołał Rycerza Łabędzia do życia. A wszystko to wydarzyło się w Allgäu, części Szwabii Bawarskiej położonej pomiędzy autostradą z Landsbergu do Memmingen a Alpami Algawskimi.
U stóp gór, pośród gęstych lasów, nad szmaragdowym jeziorem Alpsee stała twierdza obronna. Przez cztery wieki władali nią rycerze z rodu Schwangau, którzy w herbie mieli łabędzia (niem. Schwan). W 1832 roku ruiny zamku kupił książę Maksymilian, późniejszy król Maksymilian II Bawarski. Nowy właściciel przebudował nabytą posiadłość w stylu gotyckim i ozdobił motywami inspirowanymi legendami i poezją o Lohengrinie. Zafascynowany opowieścią, umieścił motyw łabędzia w wielu miejscach, a sam zamek nazwał Hochenschwangau.
Masywny, z wieżami, na tle pięknej scenerii alpejskiej złoci się żółto malowanymi elewacjami.
Na dziedzińcu od razu rzuca się w oczy fontanna przedstawiająca łabędzia zrywającego się do lotu. To chyba jedyny zamek, o którym mogę powiedzieć, że dobrze by się w nim mieszkało. Pokoje są niewielkie, przytulne i fantastycznie wymalowane, a te widoki z okien…! Do zwiedzania udostępniono 14 odnowionych i w pełni wyposażonych pomieszczeń, które znajdują się na 2 kondygnacjach.

Wędrówkę po pierwszym piętrze rozpoczyna się w Pokoju Bilardowym, w którym goście oczekiwali na audiencję u króla. Kolejnym pomieszczeniem jest przebogata Sala Łabędziego Rycerza, która wcześniej była jadalnią. Na ścianach namalowano tu sceny opowiadające historię Lohengrina, sufit natomiast ozdobiono neogotyckimi ornamentami. Dalej znajdują się komnaty królowej Marii. Sypialnia urządzona została w stylu tureckim – malowidła na ścianach ukazują sceny z wizyty księcia Maksymiliana w Grecji i Turcji. W Pokoju Dziennym na ścianach znajdują się malowidła przedstawiające historię poprzedniego zamku oraz osoby z nim związane – Hiltpolda z Schwangau, księcia Kordiana i reformatora Martina Luthera. Natomiast w Pokoju Pani Zamku znajdują się płótna prezentujące sceny z życia pani średniowiecznego zamku – Agnes. Pod sufitem wisi srebrny żyrandol z łabędziami.
Apartamenty króla znajdują się na drugim piętrze. Zwiedzanie zaczyna się od Sali Jadalnej, na której ścianach można podziwiać bohaterów starogermańskich sag. Dalej przechodzi się do garderoby króla, służącej również jako pokój muzyczny. W kaplicy tego pokoju znajdują się 2 cenne ikony, które syn króla otrzymał od cara Aleksandra II. Na ścianach następnego pomieszczenia, Sypialni Króla, znajdują się malowidła przedstawiające sceny z poezji Torquato Tasso, a sufit zmienia swój kolor pod wpływem ukrytych lampek od koloru jasnego nieba aż po gwieździstą noc. Dalej trasa prowadzi do biblioteki króla. Na jej ścianach widnieją malowidła prezentujące sceny z historii rodu Welfenów, książąt rządzących Bawarią przed rodziną Wettelsbachów. Ostatni z rodu Welfenów – Henryk Lew był założycielem miasta Monachium. Czternastym udostępnionym do zwiedzania pomieszczeniem jest Pokój Rycerski. Na ścianach umieszczono malowidła przedstawiające sceny z życia średniowiecznego rycerza. Przy wyjściu zachwyca srebrna tarcza będącą prezentem ślubnym dla księcia Maksymiliana i jego żony od 155 przedstawicieli arystokracji bawarskiej.
Do Hochenschwangau, zamku, w którym ożywały legendy i sagi, król często zapraszał Richarda Wagnera. Zakochany w germańskich mitach i eposach rycerskich kompozytor stworzył w 1850 roku jedno ze swych największych dzieł – operę Lohengrin. Choć zapewne niewiele osób widziało ją na scenie, jednak większość kojarzy Marsz Weselny, który często towarzyszy ślubom (głównie amerykańskim). Nie wiadomo czy to zamek natchnął Wagnera, pewne natomiast jest, że opera i sama osoba kompozytora zainspirowała królewskiego syna, Ludwika.

Ludwika II Bawarskiego, zwanego Bajkowym lub Szalonym Królem, Bawarczycy do dziś otaczają kultem. W swych neoabsolutystycznych fantazjach i bierności politycznej była to postać z innego świata. Pasją króla była architektura i muzyka, a przyjaźń z Richardem Wagnerem zaważyła na całym życiu władcy. Wpędzając kraj w finansową ruinę wznosił baśniowe zamki, marząc o nowych. Żaden z obiektów zbudowanych przez Ludwika z zasady nie miał spełniać funkcji praktycznych – po prostu urzeczywistniały one jego romantyczną wizję średniowiecznego świata. Jego najwspanialszym i najbardziej bajkowym zamkiem jest bez wątpienia Neuschwanstein, znak rozpoznawczy Bawarii oraz inspiracja disneyowskiego Fantasyland.

Oszałamiający zamek Neuschwanstein wyrasta pośród górskich grzbietów i bez wątpienia dorównuje im malowniczością. Jego kremowobiałe wieże oglądane na tle jodeł zdają się unosić w powietrzu. Budowla ta wygląda bardziej „średniowiecznie” niż wszystko, co zbudowano w okresie średniowiecza. Zamek w stylu neoromańskim zaprojektował Christian Jank – monachijski… scenograf teatralny. Jego pierwowzorem była potężna gotycka warownia Wartburg, której wygląd jest jednak nieporównywalnie bardziej surowy. Budowa trwała 17 lat, aż do śmierci Ludwika II i nigdy nie została ukończona – urządzono zaledwie 30 z 90 pokoi znajdujących się w zamku. W Neuschwanstein król spędził tylko 172 dni, z czego 12 ostatnich przed śmiercią. Tutaj też orzeczono o jego niepoczytalności. Obecnie ten jeden z najpopularniejszych zamków w Europie odwiedza rocznie 1,3 miliona osób, a w lecie dzienna liczba turystów osiąga nawet 6 tysięcy.

Wystrój zamku jest oparty na operach Ryszarda Wagnera – głównymi postaciami przedstawianymi na ścianach są: Lohengrin, poeta Tannhäuser oraz władca Świętego Graala – Parsifal. Motywem przewodnim, podobnie jak w Hochenschwangau, jest łabędź. W zamku zamontowano bardzo nowoczesne jak na owe czasu wyposażenie, takie jak: bieżąca zimna i ciepła woda z położonego o 200m wyżej źródła (w kuchni i łazienkach), toalety spłukiwane bieżącą wodą, system centralnego ogrzewania gorącym powietrzem, elektryczny system dzwonków do wzywania obsługi, a na trzecim i czwartym piętrze były nawet telefony. Potrawy były transportowane pomiędzy piętrami za pomocą wind.
Do zwiedzania wewnątrz zamku udostępnionych jest tylko część z ukończonych komnat. Bez wątpienia najwspanialszym pomieszczeniem jest Sala Tronowa, która wystrojem przypomina bizantyjski kościół. Jest ona urzeczywistnieniem wyobrażenia o Sali Graala.

Przy budowie Sali wzorowano się na Hagia Sophia w Konstantynopolu (obecnie Istambuł). Jej wysokość to dwie kondygnacje zamku. Wzdłuż dłuższych boków umieszczono rzędy kolumn (osobne dla każdej kondygnacji) z imitacji porfiru i lazurytu. Zakończenie sali stanowi półokrąg absydy z podwyższeniem, do którego prowadzą schody z białego marmuru kararyjskiego. Miał tam stanąć tron ze złota i kości słoniowej, ale nie został on nigdy zbudowany. Przed podwyższeniem wisi bizantyjski świecznik w kształcie korony z 96 świecami. Na podłodze ułożono posadzkę z motywami roślinnymi i zwierzęcymi składającą się z 2 milionów elementów. Ludwik II nie miał zamiaru wykorzystywać Sali Tronowej w celach reprezentacyjnych. Pragnął jedynie odgrywać w niej rolę Władcy Świętego Graala – Parsifala.

Kolejnym interesującym pomieszczeniem jest Sypialni Króla, która została zaprojektowana w stylu późnogotyckim. Wspaniałe gobeliny przybliżają sceny z opery Wagnera Tristan i Izolda. Królewskie łoże ozdobione jest misternie wykonanym drewnianym baldachimem, którego wykonanie zajęło 14-stu rzeźbiarzom 4 lata. Na nocnym stoliku umieszczony jest srebrny łabędź, z którego dzioba wypływa źródlana woda. Dalej trasa prowadzi do Salonu, który jest największym pokojem w apartamentach królewskich. Cztery kolumny oddzielają główny pokój od „Łabędziego Zakątka”, w którym Ludwik II uwielbiał czytać. W tym pomieszczeniu król był otoczony ilustracjami z legendy o Lohengrinie. Są one namalowane na szorstkim lnie, aby wyglądały jak arrasy. W każdej części tego pokoju przewija się motyw łabędzia. Pomiędzy Salonem a Gabinetem znajduje się Grota będąca najbardziej nietypowym pomieszczeniem na zamku. Kiedy zamknie się drzwi można poczuć się w niej jak w prawdziwej wapiennej grocie. Za czasów Ludwika II szemrał tu sztuczny wodospad, który wraz z kolorowym światłem tworzył romantyczną atmosferę. Ukryty otwór w suficie pozwalał na słuchanie muzyki płynącej z Sali Minstreli. Sängersaal, Sala Minstreli, jest sercem i zarazem największym pomieszczeniem bajkowego zamku. Ozdobiona została scenami z życia Parsifala a na suficie umieszczono znaki zodiaku. Niestety, Ludwikowi nie dane było zobaczyć wystawionej tu opery Wagnera. Pierwszy koncert wagnerowski odbył się w tej sali ponad 60 lat po śmierci króla.
Neuschwanstein najpiękniej prezentuje się z dwóch miejsc. Jednym z punktów widokowych jest żelazny most zawieszony 93 metry na wodospadem. W 1850 roku Maksymilian II wybudował go w prezencie urodzinowym dla swej żony Marii i stąd jego nazwa – Marienbrücke. Budowę zlecono firmie M.A.N. i było to arcydzieło nowoczesnej technologii w owych czasach. Dojście na szczyt Tegelberg, znany z pocztówek punkt widokowy, piechotą z mostu Marienbrücke zajmuje ok. 2-3 godziny, ale można tam się też dostać znacznie szybciej kolejką linową ze Schwangau. Stąd roztacza się najwspanialszy widok na Hohenschwangau oraz Neuschwanstein z Alpami Bawarskimi, Jeziorem Łabędzim i jeziorem Alpsee w tle. Patrząc na romantyczne sylwetki obu zamków czuje się, że baśnie, w które wierzyliśmy w dzieciństwie, mają swoje urzeczywistnienie.”

Aleksandra Barkas

Musieliśmy zamieścić tutaj cały artykuł Alerksandry Barkas ponieważ roi się w nim od symboli i związków pomiędzy różnymi Łabędziami – a wszystkie te elementy składają się na Ów rzeczony Błękitny Bajor naszej Baji o Łabędziach Modrych Wężach i Odyńcach z zakręconymi w Kolisko Kłami.

Przytoczony artykuł pochodzi ze strony Rossnet.pl:  http://www.rossnet.pl/Artykul/Z-labedziem-w-herbie,196389

Herb Odrowąż czyli Modry Wąż

O Herbie Odrowąż

Wileńszczyzna była prawdziwym ogrodem botanicznym szlachty i – jakiej szlachty! Siedzieli tu od pogańskich czasów, bo od Mendoga – Jundziłłowie, Wismontowie, od Giedymina – Dogilowie, Ejgirdowie, od Jagiełły i Witolda – Krupowiczowie, Zapaśnikowie, Krupowiesowie, Wilbikowie, Mickiewiczowie, Koczanowie, Dowgirdowie, Jodkowie, Bartoszewiczowie i inni. W samym lidzkim powiecie (obecnie część rejonu solecznickiego) pod koniec XVIIIw. kwitło jakieś 600 nazwisk szlacheckich, a w tym kilkanaście rodzin o nazwisku, naszego Wieszcza, Mickiewicz

Herb Odrowąż

W polu czerwona rogacina srebrna w słup, u dołu rozłuczona. W klejnocie nad hełmem w koronie na pawim ogonie taka sama rogacina w pas.

Odmianą herbu jest w polu czerwonym rogacina srebrna w słup, pokrzyżowana, u dołu rozłuczona.

Znane są następujące średniowieczne pieczęcie z tym herbem: 1350 Piotr kasztelan dobrzyński i Jakub sieradzki; 1352 Jakub z Dębna; 1380 Jan, starosta ruski; 1384 Prandota, podsędek ziemski sandomierski; 1385 Krzesław, podsędek ziemski krakowski.

Aktem unii horodelskiej herb został przeniesiony na Litwę. Ród Odrowążów reprezentował Jan ze Szczekocin, kasztelan lubelski, do rodu został adoptowany bojar litewski Wyszegerd (W. Semkowicz, O litewskich rodach…, RTH t. V, s. 55 i 57).

Herb ten znajduje się w Klejnotach Długoszowych, herbarzach: Gelrego, Złotego Runa, Lyncenich, Codex Bergshammar i Herbarzu Bellenviller, a także w Księdze brackiej św. Krzysztofa na Arlbergu.

Wizerunek herbu znajduje się między innymi na chrzcielnicach kościołów w Korzennie i Kruźlowie Wyższym z 1486 r. (J. Kuczyńska, Średniowieczne chrzcielnice…, nr 261 i 267, s. 92 i 94), na andependium ołtarza w kościele Końskiem z XV w. (F. Piekosiński, Heraldyka polska…, s. 110), na tablicy fundacyjnej w Gnieźnie – w kaplicy Bożego Ciała – 1460 r. (P. Mrozowski, Gotyckie tablice…).

Herb najbardziej rozpowszechniony był w ziemiach: krakowskiej, sandomierskiej, samborskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, poznańskiej, lwowskiej, halickiej, przemyskiej oraz na Śląsku, Kujawach i Podolu.

Używały go między innymi następujące rodziny: Baranowski, Bębnowski, Białoczewski (z Białaczewa – skąd potem Białczewscy i Białczyńscy), Błaszkowicz, Bielawski, Bieńkowski, Bylina, Cedrowski, Chlewicki, Chomski, Chreptowicz, Czechowski, Durasiewicz, Dziewiatyński, Godowski, Gorski, Jacewicz, Jeleński, Kamieński, Kapuściński, Kietliński, Konecki, Kowalewski, Krajewski, Kwinta, Lasota, Litawor, Łukaszewski, Minkiewicz, Mińkowski, Odrowąż, Ossowski, Parczewski, Pawłowicz, Petrykowski, Pieniążek, Pruszkowski, Rozdrażewski, Siedlecki, Siemaszko, Waligórski, Wizgird, Wolski, Wysocki, Żaba, Żak, Żaranowski.

(S. Górzyński, J. Kochanowski Herby szlachty polskiej, Warszawa 1994).

Starożytni pisarze podają zgodnie, że ów herb został wniesiony do Polski z Morawii, gdzie zwał się “Odrzywąsem” a to z tej okazji, że przeciwnikowi swemu możnemu poganinowi w pewnym zajściu oderwawszy usta z wąsem, takowe wbił na strzałę i jako znak zwycięstwa oddał swemu książęciu, za co od tegoż miał otrzymać nazwę Odrzywąsa, z wyrażeniem tego znaku jako klejnot herbowy, którym dotąd pieczętują się domy Siedlnickich i Tworkowskich w Morawii.

B. Paprocki podaje, że: “Przodek tego domu, mąż jeden sławny w Morawie (w cudzej ziemi) z poganami o sztukę strzelał z łuku, potem z nim i za pasy chodził i dziwnych sztuk rycerskich z sobą próbowali. On poganin, że nań szczęścia z mocy nie miał, przed monarchą krainy onej, znając łaskę pańską; dlatego, że mu się z każdym nieprzyjacielem fortunnie w potrzebach zdarzało, chcąc i nad onym górę otrzymać, o szczudłki (popularna gra ludowa) z nim przed cesarzem czynić chciał. On z gniewu mając to sobie za zelżywość chwycił go za gębę, którą mu z wąsem i nosem oderwawszy, na strzałę wetknął i ukazał panu, który wzgardziwszy onym oszpeconym poganinem, dał temu za wieczny upominek onej jego zwierzchności i nad nim strzałę przez wąs przewleczoną, i nazwał go Odrzywąsem aż per corruptionem sermonis Odrowąż po ten wiek”.

Okólski zaś twierdzi, że przodek herbu tego strzałą z łuku wąsy obydwa i z mięsem mu uciął. W Czechach niektóre przedniejsze domy tym herbem się szczyciły.

W Polsce, nosząc pierwotnie tytuł hrabiów z Końska; zalecał się ów dom przed innymi wydaniem kilku wielkich mężów. Iwo, biskup krakowski, jaśniał swoich czasów ze szczodrobliwości dla ubogich. Pamiątki po nim widzimy po dziś dzień jeszcze: tak klasztor oo. Cystersów w Mogile takiż kanoników reg. Św. Augustyna w Krakowie, w Kaliszu – szpital dla ubogich w Sławkowie, a później w Krakowie kościół Panny Maryi. Będąc jeszcze kanclerzem poruczonem miał sobie od Leszka Białego odprowadzenie królewnej Salomei do Halicza poślubionej Kolomanowi, królowi Halickiemu. Dotąd o Odrowążach z Końska, od których poszli Koneccy; lecz drudzy pisali się z Białoczowa, od tych rozrodzili się Białoczowscy i Staszowie (Straszowie); inni z Chlewisk, od tych Chlewiccy i Szydłowieccy; inni zaś ze Sprowy. Z tych był Prandota, fortunny hetman wojsk polskich przeciw Czechom za panowania Kazimierza W., Jan, arcybiskup gnieźnieński, mąż wielce poważny w Radzie i kochający uczonych. Jako prymas kraju, dał piękny przykład poświęceń dla ojczyzny; tak podczas wojny z Krzyżakami, gdy dla zapłaty wojska zabrakło pieniędzy, kazał przetopić srebro kościelne, w którym to celu złożył też kilka synodów, by z duchowieństwem obmyśleć pomoc potrzebną do wojny z Prusakami. Ustanowiwszy nadto wiele rzeczy pożytecznych, przeniósł się do wieczności w 1464 r. Piotr, wojewoda podolski, potem ruski, pamiętny ze zwycięstw za panowania Władysława Jagiełły, który mu w nagrodę położonych zasług całe Podole i część Rusi nadał. Z domu Odrowążów, piszących się ze Szczekocina albo z Dąbna, piastowało kilku kasztelanie lubelskie. Piotr walczył zaszczytnie w wojnie tureckiej na Węgrzech ze sławnym Zawiszą.

Wł. Chrzanowski “Odrowąż”, Kolekcjoner Polski, październik 1985 r., nr 10 (150), s.14

Herb Odrowąż – do dzisiaj herb Iwanowic

Prawdziwe znaczenie herbu Odrowąż-Odrzywąs-Odrżywąż-Odrawąs.

By dotrzeć do sedna tajemnicy tego herbu trzeba sobie postawić trzy zasadnicze pytania.

Pierwsze pytanie: Co naprawdę przedstawia ten herb jako znak?

Drugie pytanie: Jakie jest prawdziwe znaczenie jego nazwy?

Trzecie pytanie: Jakie stare bóstwa i mityczne sytuacje obydwa te splecione kodem przekazy prezentują, jako logiczna całość plastyczno-semantyczna?

Jest też czwarte pytanie, na które warto odpowiedzieć:  Dlaczego zadbano w przeszłości aby ten znak znalazł sie na chrzcielnicach i w kilku innych bardzo ważnych miejscach  w I Rzeczpospolitej?

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na te pytania po kolei.

Po pierwsze znak.

Oto co podają Dwaj Markowie – Derwich i Cetwiński w “Herby, legendy, dawne mity” – na temat Odrowąża (str 27):

Jak wynika z powyższego opisu, z którym zasadniczo się zgadzam, herb przedstawia piktogram Drzewa, ale nie wszystkie prezentowane w tabeli drzewa są symbolami Drzewa Świata. Strzałka Potrojona oznacza wspornik Nieba – Nieboskłonu. Jednakże ten herb nie jest prostym przekształceniem, czy też rozwinięciem, Herbu Dąbrowa – ani jego wariantem.

Herb Odrowąż miałby odpowiadać według ich analizy i analizy Romulusa Vulcanescu wariantowi 5E z przedstawionej tabeli z tym, że ograniczonemu do pojedynczej strzały. Derwich i Cetwiński piszą, że wszystkie wymienione tu herby i jeszcze kilkanaście innych można sprowadzić do obrazu Drzewa (lub Trzech Drzew) wyrastającego z Ziemi (Ziemi jako Góry lub Niecki-Koliby) i podtrzymującego Niebo , albo do Wszechświata jako Drzewa Trójdzielnego.

Tylko że akurat ten herb i znak 5E, moim zdaniem, nie spełnia zakładanej tezy.  Tak samo jak nie pasują do reszty pokazanych w tabeli “zapisów drzewa” trzy inne znaki: 3B, 3D oraz 5B. W ogóle linia 5 – symbolizuje Drzewo Zakorzenione – to symbol nie drzewa świata a Drzewa w Ogóle – czyli Boru – Żywiołu, który  w  analizie panów Marków (tak ich sobie nazywam dla siebie) występuje jako archetypiczny Las- siedlisko zwierzyny chtonicznej: dzika – kozła – niedźwiedzia – węża – wilka -lisa – żaby – jaszczurki,  stworzeń uważanych za korzenne (obecne u korzenia Drzewa Świata), uważane też za atrybutywne zwierzęta  Mieszkańców Zaświatów-Podziemi, Ciemnych Bogów. Te zwierzęta są też  reprezentantami tzw  “dolnego” szamanizmu (niedźwiedziego, wilczego, wężowego) w odróżnieniu od szamanizmu górnego (ptasiego).  Strzała z pojedynczym a nie potrójnym grotem przedstawia tutaj nie Drzewo Świata lecz po prostu  Drzewo. Drzewo stoi na rogach – strzała wychodzi spomiędzy nich. To z czego strzała wyrasta – nie ulega dla mnie wątpliwości  – to ani Góra ani Koliba – tylko Rogi – rogi skierowane w dół – jak u bawołu, barana i kozy.  Te rogi są rogami welesowymi.

Jeśli idzie o rogi bawoła, krowy, wołu – możemy tu mieć wątpliwości  – bo te zwierzęta podobnie jak tury mają częściej rogi postawione do góry niż zaokrąglone w dół, ale zdarzają się i rogi kręcone w dół.

Pan Lech Natkaniec, który zaprosił mnie na spacer po Iwanowicach, a którego interesujący tekst zamieszczam poniżej,  słusznie zauważył ciągi skojarzeń istniejących w języku polskim, jakie towarzyszyły  ufundowaniu u Polaków Roha jako opiekuna rogatego bydła:

cytuję “… Św. Roch w Polsce … jest patronem … rogacizny, którą chroni przed dżumą. Obrzędy w innych parafiach Św. Rocha wyglądają tak : bydło pędzone jest przez żarzące się ognisko (ogień wykrzesany jest przez pocieranie drewna) a potem bydło kropione jest święconą wodą w celu ochrony przed zarazą morową.

Herb ROCH- indyjski rokh- figura szachowa=słoń bojowy z wieżyczką na grzbiecie  –  Herb Iwanowic także rogi i strzała. Ach te stare herby…. Iwan Odrowąż (Odrżywąż) pokonujący poganina wg legendy czeskiej.

Iwo Odrowąż , biskup krakowski…  Iwan walczący z wężem- żmijem-Welesem. Pełgający lśniący ogoniasty żmij być może stanowiący zoomorficzne wcielenie Welesa tego wielkiego opiekuna bydła.Wielkiego rogatego bydła, roch-groch-fasola-mamut,  Słoń Indyjski jest najbliżej spokrewniony z mamutem a nie z innymi słoniami…”

Mamy tutaj znów połączenie poplątanych wątków Welesa – Pasterza Dusz w Nawiach – Boga Koźlorogiego i Koźlokopytnego  z innym “zwierzęcym” uosobieniem opiekuna sporzenia  w aspekcie rogacizny w ogóle – czyli  bydła, ale także kóz i baranów (Skotnego Boga) – WOŁOSA.

Dodatkowo do całej sprawy zamieszany został Iwo Odrowąż. Iwo-Iwan jest tym świętym, który przejął w chrześcijaństwie funkcje Peruna i jego święta oraz obrzędy z nim związane. Mimo, iż Iwo Odrowąż był biskupem, to rodzina Odrowążów była znana – podobnie jak Białoczewscy z Białoczewa herbu Odrowąż i Strasz Białaczewski z Koszczelników pod Krakowem herbu Odrowąż. Imię w rodzinach wojowników – a takimi była szlachta – przechodzi z dziadów i ojców na synów i wnuki, a Iwa – Wierzba jest co prawda  jednym z symbolicznych obrazów Drzewa Świata – Wierżby-Wierszby, ale jest też jednocześnie drzewem Ziemi i Wód.

Korolkow – Weles – sądząc po rogach Byczy

Tradycja nadawania u Odrowążów tego imienia “po mieczu” skłania mnie dodatkowo do sądu iż Drzewo wyrastające  spomiędzy koźlich – nawskich rogów nie jest Drzewem Świata  tylko zwykłym drzewem zakorzenionym w wodach, rosnącą nad wodami Iwą – Wierzbą. Nawet jeśli jest drzewem świata to tradycja imienna u Odrowążów może wskazywać , że chodziło o Drzewo Welańskie a nie ziemskie – Zwierszenie Weli – Wierszbę.

Stara rycina – Weles jako Lis lub Wilk

Przedstawiam tutaj kilka wizerunków Welesa po to by unaocznić nam iż występują pośród artystów malujących tego boga pewne różnice w interpretacji postaci.

Gusiew – Weles jako Niedźwiedź

Jak widać nie ma jednoznaczności w tej interpretacji. Wskazuje to, że korzystając z odmiennych źródeł i tradycji można Welesa pokazać jako bardzo rożne wcielenia. Jednak większość z nich przedstawiając owego boga podążyła “ślepo” za przekazem mnicha/kronikarza – który pisał o Welesie Skotnym Bogu. Nie jest to jednak  normą. Mamy postać lisią lub wilczą i niedźwiedzią – także chtoniczne. Gusiew jak i Foronsteckij umieszcza nad głową Welesa Niedźwiedzia.

A. Klimenko – Weles – Byk

Dwa zwierzęta z wymieniowej tutaj powyżej  grupy zwierząt chtonicznych (korzennych) są przez ludzi lokowane dwuznacznie: żmija-wąż i kozioł. Te dwa akurat są atrybutami Welesa właśnie – Pana Nawi, czyli Welańskich Zaświatów. Tak zwany Król Wężów zawsze lokowany jest wysoko w górach – tak samo kozioł jest najczęściej przedstawiany jako górska kozica biegająca po szczytach. To właśnie echo, pogłos postaci Welesa i jego zwierzęcych wcieleń.   Żmij nie jest niczym innym jak Pierzasty Wąż Azteków – to skrzysty (skrzydlaty i jarzący się) – Niebiański opiórzony Wąż.

Jerzy Przybył Weles-Wołos

 

Żmij jako rodzaj smoka jest symbolem różnych rzeczy, ale żmija-wąż zaliczana jest do przebywających u korzeni Drzewa lub w dolnej części jego pnia, czyli w rejonach Świata Podziemnego. Misjonarze relacjonujący wierzenia Słowian nie potrafili zrozumieć, że Nawie są Światem Podziemnym Weli – czyli Prawi -Nieba, Nieba położonego w Kręgu wysoko, ponad Jawią – Światem Materialnym (Ziemią i wszechświatem materii). Stąd się bierze zamęt w dalszych odczytaniach znaczeń zapisanych w opowieści i w odczytaniach kolejnych dokonywanych przez nam współczesnych – którzy w dużym stopniu są także przesiąknięci retoryką kościelną (chrześcijańską) i pojęciami filozoficznymi przez jej pryzmat odczytywanymi. Katolicy i prawosławni mogą interpretować Walkę żmija z Perunem jako walkę Dobra ze Złem – owszem ten aspekt jest tam obecny, w kontekście uprawy roli i tego co dla niej dobre a co złe,  ale  generalnie jest to walka Pana Niw Niebieskich z Panem Nawi i jego Żmijami. Dlatego te Żmije są skrzydlate i latają po niebie – że są powyżej Świata Materialnego. Zaświaty – Podziemie Weli (Prawi) leży ponad światem Materialnym Widzialnym (Jawią).

Przysięga składana przez Słowian na Bydło i na Welesa Pana Życia po Śmierci – ma podwójną wagę bo bydło było rzeczą bezcenną – to tak jakby przysiąc na cały posiadany majątek, a do tego na Welesa – wiadomo – złamanie przysięgi tego typu groziłoby i śmiercią i utratą dorobku. Bydło było tak niesłychanie ważne dla egzystencji plemienia, że zasługiwało na osobnego boga – Wołosa – Włochatego Byka ze złotymi rogami (Znanego z odkrycia z Radymna i z wielu wizerunków i glinianych figurek). Tak samo ważne były rośliny uprawne – i zasługiwały na osobne bóstwa – jak choćby Rgieł – Rżęto lub Rgęto (znany z odczytów z figurek prillwitzkich – odczytany nie tylko przez Winicjusza Kossakowskiego), a zapisany także przez kroniki w postaci SimaRgła.

Jak to się dzieje że ta sama symbolika obowiązuje poprzez skojarzenie  w Indiach czy na (Sie)-Lance, czy w izolowanej od Ariów Ameryce Środkowej i Południowej, albo Północnej?

Na TV Religia widziałem film, który rozjaśnia sprawę religii Majów i Azteków i pokazuje jak bardzo zbieżne są te religie z Wiarą Przyrodzoną reszty świata – i jak budowano tamtejsze kalendarze i w jaki sposób obserwacja nieba i świata prowadziła do tego samego – do Takiej Samej Wiary Przyrodzonej.

I tam na szczycie Świata ustawiony jest Bóg Bogów – Światło Świata a pod nim Dział – Biały i Czarny (In i Yang) – Białoboga i Czarnogłów. Według kościelnej (katolickiej) interpretacji przedstawionej w tym filmie Indianie wierzyli, że krwawo zachodzące Słońce ginące w walce z Nocą i znów odradzające się rankiem krwawo, zwyciężające Noc ze stojącymi u jej boku bóstwami księżycowo-gwiezdnymi, trzeba było dokarmiać, tzn. zasilać ludzką krwią. Stąd ich religia obfitowała w krwawe ofiary. Różnica miedzy Wiarą Przyrodzoną Lądu i Mazji (Eurazji) a Wenelądu (Ameryki) sprowadza się zatem do interpretacji  faktów czerpanych z obserwacji nieba. Tu i Tam wyciągano  różne WNIOSKI co do działań jakie należy podjąć przy pomocy obrzędów i kontaktu z bogami. W Azji i Europie sporadycznie w obrzędzie religijnym stosowano ten rodzaj ofiary, a jeśli tak, to w innych celach (jako wzmocnienie sił witalnych osobniczych a nie Słońca czy Księżyca).

Film ten trzeba czytać poprzez “zabrudzoną szybę” kładzioną tutaj przez księży katolickich. Najbardziej zakłamana część to opowieść o Maryji z Gwadalupe, która miała rzekomo pojednać Indian-Ofiary rzezi z Rzeźnikami -Hiszpanami i spowodować przyjęcie przez Ofiary nowej wiary bez przemocy.

Więc jeszcze raz dla utrwalenia: Weles jest Władcą Zaświatów. Nie ma nic wspólnego ze Złotym  Bykiem – Wołosem-Sporzącym Bydło. Weles to Pasterz Dusz w Nawiach – na Weli – Pan Zaświatów – Koziogłowy a nie Byczy. Kozioł – to ten sam kozioł, który jest u katolików upostaciowanym szatanem – Nawny Kozioł z Zaświatów, anioł zepchnięty przez Boga do Piekła. Kozioł jest zwierzęciem symbolicznym, zwierzęcym ucieleśnieniem Welesa. Kozły są jego towarzyszami w zaświatach. Weles jest odpowiednikiem hinduistycznego Siwy – ale w tej części  tylko, która się wiąże z unicestwieniem życia cielesnego i przejściem duszy w Zaświaty, a także jego Odrodzeniem w Zaświatach. Trzy linie poziome ciągłe – nie symbolizują śmierci jako końca – lecz jak w I-Cingu Najwyższą Wartość Czerty (cyfry użytej jako symbol magiczny) w ogóle, oraz najwyższą czertę związaną życiem materialnym (życiem ziemskim bytów duchowych). Po 9 jest już “0″ albo “1″, albo “6″ – zależnie od tego o jakim z Trzech Potrójnych Kręgów mówimy – i o odrodzeniu w jakim z tych trzech kręgów bytu duchowego mówimy.

Krąg 0-3-6-9 – to Prawia – Świat Welański , Niebieski (Nadświadomość) – włada nim Światło Świata (Świętowit)
Krąg 1-3-6-9 – to Nawia – Świat Dusz Niematerialnych (Niewidzialny) – włada nim Weles i Nyja
Krąg 6-7-8-9 – to Jawia – Świat istot Żywych, Materialny (Widzialny) – włada nim Perun i Prowe
Te trzy potrójne kręgi – To Dziewięć Kręgów Ducha – stąd Świątynia Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach (Świętogórach). Trzy potrójne kręgi Ducha to tylko jeden z aspektów dziewiętności Rzeczywistości. Innym jest przykładowo zasada Pełni = 8 Kręgów i kręgu 9  dopełniającego – wstępującego lub zstępującego z kolejnego  poziomu Świata (wyższego w niższy lub niższego w wyższy).

Oznacza to, że w Jawi (na Ziemi i we wszechświecie widzialnym) widzialnych jest 8 Kręgów Życia (rodzajów istot, lub poziomów zaawansowania życia, z którymi powiązany jest poziom duchowości owych żywych bytów). Jednakże faktyczny Krąg Żywota złożny jest z Dziewięciu Kręgów  – do 8 kręgów Jawi dochodzi bądź 1-wszy Zstępujący w Nawie – Świat Zduszów, albo 1-wszy Wstępujący w Prawię – Krąg Duchów Pomocniczych Bogów. 

W. Foronsteckij – Weles

Kozły są symbolami Welesa – ale Rogi zostały też  skojarzone ze sporzącym dostatek Wołosem . I tutaj mamy ów prastary związek, najstarszy ślad rzeczywistej tożsamości tych dwóch postaci w zamierzchłej przeszłości. To że Welesa utożsamia się często ze Skotnym Bogiem bierze się z włochatości ich obu i z ROGÓW – Rahów. Tyle że Słoń i Byk to symbole siły i Słońca i Światła – to na Lance symbol Szczęścia i Powodzenia – właśnie, sporu, sporzenia, dobrobytu.

W Herbie Odrowąż Strzała – Drzewo wyrasta z Welesowych-Kozich Rogów, które są też połową leżącej Ósemki czyli Trójką. Symbol sporzenia i dobrobytu to Trójka  -ω – leżąca rogami do góry , a symbol odwrotny, odwrócony w dół rogami to symbol  zaświatów. Z kolei połowa leżącej rogami do góry trójki to Koliba – kolebka i podkowa – symbole szczęścia, sporu, kosza-losu, kosza pełnego.  Odwrócona Podkowa zaś to symbol oddawania, wylewania lub bramy – otwartej, zapraszająca w gościnę – ale też do Wejścia w Inny Świat – Zaświaty. Wrota Nawi.

Z jakim bogiem połączyć oba te przekazy herbu – lingwistyczny i plastyczny? Okazuje się, że w znaku herbowym mogą tkwić echa różnych mitów – lecz tylko związanych z Welesem:  mitu o walce z Perunem lub mitu o walce z Wołosem/Dziwieniem-Kupałą, czyli mitów  o ochronie Drzewa Świata lub o ochronie Drzewa Ziemi – Boru-Sporu.

Co mówi nazwa Odrowąż i z jakim mitem oraz bogiem poąłczyć te dwa przekazy – plastyczny i lingwistyczny?

Znane są ze Słowiańszczyzny liczne podanie o walce Peruna (Iwo, Iwana) strzegącego Błyskawicą-Pałką Świętej Wierszby – Drzewa Życia-Drzewa Świata o walce z Welesem – bogiem Podziemnym,  o panowanie nad światem. Walka przegrana przez Welesa. Jest też znane inne podanie, o tym jak Weles walczył z Dziwieniem-Kupałą o Miano Pana Płodności, czyli Pana Nasiennego a więc władającego Drzewem Boru-Sporu, w której to walce Weles także  przegrał. Jeden z przydomków Kupały to Wesel [We(l)sel], co jest odwrotnością określenia WELES [ Wel(l)es]. Jeden i drugi z nich ma mieć kozie kopyta! Może przeciwnikiem Welesa nie był w tej drugiej walce Kupała-Dziwień, ale kudłaty, rogaty, kopytny Wołos?

Obie zostały przegrane przez  Pana Welskiego Lasu WEL-LASu – Wel-Leszego – Welesa. Drzewo wyrastające spomiędzy koźlich albo byczych rogów skierowanych ku dołowi – ku poziomowi zaświatów – wskazujących w dół  i czerwone pole – to symbol krwi kraszu – krwi ziemskiej, symbol boru – lasu ziemskiego – drzewo i to z czego to wszystko wyrasta z Nawi to symbole ODRO-DZENIA. W tym miejscu możemy przejść do rozważenia nazwy herbu i co ona nam o treści mitu może powiedzieć.

ks popiołów139 podkr

Odro-Wąż, Odry-Wąż, Odrzyj Wąs, OdraWąż, Odrżywąż, Odrzywąż, Odrohwąs, Modrohwąs, Modrahwąs, Odrahwąż, Odragwąż, Modragwąż, Odrahwąs. Zacznijmy od końca – wąż, -wąs. Wąs to rodzaj węża, który pełznie nad ustami i  po męskiej twarzy, w dół po brodzie, wije się i zwisa, wąż włosów. Od węża-żmija welesowego do wąsa poganina Morawskiego, który to us-wąs – ponoć został odrąbany razem z wargą, droga więc niedługa. Pierwszy człon wyraźnie wskazuje nas Odrę – rzekę odzierającą,  lub na Od-Rawę, od Rawy odchodzącą. Od-RA (Ra-słońce jak wiadomo, występuje też w słowie rah -róg albo RArah- Raróg – Słoneczny Ptak. RAh – róg słoneczny , róg w górę skierowany , róg wskazujący słońce – jak kły słonia  i bycz/krowiee rogi. Od-Rah – odwrotny róg, ten związany nie ze słońcem a z wodami Styksu-WELtawy (Wełtawy – Welskiej Rzeki) w Czechach i na MOR-RAwach – Rzeki Umarłych. Co ciekawe Od-Ra wypływająca rzeka  – jest także Od Ra – odwrócona (od-W-RA-tna), jednocześnie “odwrócona od Słońca”. Także wąż jest symbolem rzeki wijącej się przez ziemię, pomiędzy lasami i łąkami. Ra- Rzwa – Wolga (Welska- Wielka) Rzeka – to Wołga. Od-Ra pochodząca, czyli od Matki Rzek – Wielkiej Ra, Wielkiej Rawy.

970460_123891627814347_841060184_nOdrowąż czyli Modry Wąż Świata na Wawelu. Łapie się za własny ogon. Wąż (Smok, Żmij – jeden z czterech podstawowych znaków zodiaku starożytnego, jedno z czterech ramion krzyża pogańskiego).

A więc Odrowąż to Żmij strzegący Drzewa u Źródeł Odry lub Żmij Od Ra Słońca Odwrócony, Odra- Odzierająca i Odradzająca Rzeka, Jej inne miano to Wiada  – czyli Rzeka Wiodąca – Wid – Pan Wszystkowidzący – Ten który Wwija Nieć Żywota w Baję Świata – jeden z bogów Przeznaczenia, syn Mokoszy. Kolor MODRY – to kolor Baji – Materii Świata – i baja – jej odwzorowanie na Ziemi – niesłychanie szlachetny, bajecznie drogi materiał w kolorze szafirowym lub granatowym lub głębokiego błękitu – kolorze sinym (jak pisze Moszyński – niebieski nazywano sinym) – dawniej łączonym ze śmiercią, materii na którą dawniej stać było tylko najbogatszych ze szlachty sarmackiej.  Odra – Rzeka Odwrócona od RA – słońca – Modra – Wiada – Wiodąca ku Zaświatom – ku samemu Styksowi – ku Welskiej Rzece – co przepływa u stóp Szklanej Góry – Wą Welu  – z Wejściem do Jaskini Skonu – górą której strzeże smok Wizunas (Widunas-Widzunic) , zadający zmarłemu zagadki. Zatem Odra to jedna z rzek Morowej Krainy – tej którą opisuje R. Toklien jako Mordor, leżącej za Bramą Morawską.

Teraz widać też że znak skierowanej ku niebu strzały można także interpretować jako symbol Źródła – tryskającego z Nawi, być może Nawnej Rzeki płynącej przez Trzy Kręgi Ducha – Nawię, Jawię i Prawię – Źródła Rzeki Rzek, ale rzeki odwrotnej, nie płynącej do Nawi z Wierchu Weli tylko z Nawi na Wierzchołek .

Po rozpatrzeniu znaczeń wynikających ze słowa Odrowąż (Odra i Wąż), jego wymowy, możliwych oboczności  znaczenia, a także w nawiązaniu do znaczenia postaci Iwana i Iwa-Wierszby dochodzimy o dziwo do tego samego wniosku. Jakby nazwy nie interpretować będzie ona oznaczać Węża Odry – Żmija Welesowego, Strażnika Zaświatów lub źródeł Odwróconej Od Słońca rzeki która Odziera z żywota i ODRAdza żywoty. Tak więc i Iwo Odrowąż – Iwan Odradzający w walce z Welesem – i święty Roh  i Rah-Rarah, choć pozornie splatają się z tym herbem i jego historią tylko semantycznie w rzeczywistości wywodzą się ze splotu znacznie głębszego – mitycznego – zapisanego w geografii tego miejsca w którym miała się rozegrać legenda rycerska. 

Pozostało nam jeszcze pytanie czwarte, które zostawiam na deser:  Dlaczego herb Odrowąż umieszczono tam gdzie go umieszczono, na wsze czasy. 

Cytuję: “…Wizerunek herbu znajduje się między innymi na chrzcielnicach kościołów w Korzennie i Kruźlowie Wyższym z 1486 r. (J. Kuczyńska, Średniowieczne chrzcielnice…, nr 261 i 267, s. 92 i 94), na andependium ołtarza w kościele Końskiem z XV w. (F. Piekosiński, Heraldyka polska…, s. 110), na tablicy fundacyjnej w Gnieźnie – w kaplicy Bożego Ciała – 1460 r. (P. Mrozowski, Gotyckie tablice…)…”

Na dwóch chrzcielnicach przy tym na jednej w Korzennej, a drugiej w Kruźlowie umieszczono herb Welesa – Żmija Welesowego i znak Drzewa Świata Starej Wiary, albo Drzewa lub Źródła Rzeki Umarłych, wyrastających (Drzewo lub źródło) z Welesowych Rogów, z symbolicznego przedstawienia Nawi.  Zwróćmy uwagę, że Korzenna nawiązuje do korzeni i chtonicznego korzennego charakteru tego herbu, a Kruźlowa do Kruża – rytualnego, ofiarnego kielicha pogańskiego który w obrzędach słowiańskich krążył od ust do ust i z którego każdy upijał łyk somy muchomorowej, albo gańdzi konopnej, albo makiwary – makowej,  zanim wszyscy zjednoczeni transem ruszyli po Kole w Wirowy Tan (Wrzino Kolo – Wrzące Koło, wRAny Krąg) symbolizujący Krąg Odwieczny – Krąg Życia i Śmierci – Przeistoczenia, Przepoczwórzenia  i odRAżenija (odwrócenia się od RA  – czyli śmierci) i – ODRO-dzenia. Dalej herb umieszczono w najważniejszym miejscu Gniezna – w Gnieździe – na tablicy fundacyjnej – fundamentalnej – kaplicy Bożego Ciała – a więc nowego kultu. Oraz na ołtarzu kościoła w Końskiem – Czego symbolem jest Koń – Wierzchowiec Biały i Czarny – Wszystkich Bogów Najwyższych Trzech Kręgów – Czterotwarzowego, Trzygłowych i Dwugłowych – jest symbolem Najwyższego Boga, Działu Działów i Kirów Świata – na raz, jest reprezentantem ich wszystkich. 

Co możemy powiedzieć zatem o przedstawicielach herbu Odrowąż, pochodzących z Moraw i Litwy, z miejscowości Końskie – o tych wszystkich osobach, które umieściły owe herby tak przemyślnie, że przetrwały nienaruszone kilka stuleci i mówią dziś do nas to co miały do powiedzenia zawsze, oraz to czego nikt nie mógł wypowiedzieć w Polsce głośno przez 1000 lat chrześcijańskiego terroru – Mówią, że ci którzy je rozmieścili w charakterystycznych miejscach – na chrzcielnicach w ołtarzach i tablicy fundacyjnej Kaplicy Bożego Ciała w Gnieźnie  – dobrze wiedzieli co czynią. Mówią nam bez słów to co nam chcieli przekazać – Byliśmy i trwaliśmy – kto potrafi czytać ten odczyta, iż Trwaliśmy i nie Poddaliśmy się nigdy – odczyta nasze ślady zawsze i wszędzie. BYLIŚMY – JESTEŚMY – BĘDZIEMY!

Jak odkrywamy ta mapa jest zmanipulowana – przeszła katolicką cenzurę, bowiem nie zaznaczono tutaj że w Krakowie i okolicach Krakowa było kilkanaście ośrodków ariańskich – Braci Polskich – w tym całe wsie ariańskie, takie jak Iwanowice.

Młodsze dzieje – Bracia Polscy

Z okresu VII-X w. ślady osadnictwa plemiennego dokumentują wykopaliska w Damicach. Odkryto tam fragmenty naczyń glinianych wykonanych już przy użyciu koła garncarskiego. Damice to gród zamieszkiwany przez dłuższy czas. Stwierdzono ślady budynków powierzchniowych, budowane na zrąb, jednoizbowe. Odkryto też kamienną formę do odlewania ozdób. Gród w Damicach to typowy Wiślański, rozległy (o powierzchni 7 hektarów)  gród obronny przylegający do Dłubni. Podwójną linię wałów w kształcie podkowy uzupełnia palisada z drewnianych słupów. Dzisiejsza wysokość wałów sięga 2-2,5 m a podstawa ma szerokość nawet 15 metrów.

Innym grodem ze średniowiecza jest Góra Zamczysko w Imbramowicach, wzniesione na cyplu ze stromymi ścianami nad Doliną Dłubni. Dodatkowo ukształtowane na cyplu wały ziemne o kształcie pierścieniowym od strony wzniesienia zabezpieczone fosą. Gród wykorzystał sąsiednią wysoką skałę jako wieżę strażniczą.

W X w. obszary małopolski włączone zostały do państwa Czech a pod koniec wieku Mieszko I zbrojnie zdobywa i na trwale włącza do państw polańskich Piastów.

XIII w. – wieś należała do rodu Odrowążów, później Pieniążków

XVIII w. – wieś należy do ks. Augusta Czartoryskiego

Podobnie jak w Aleksandrowie Toporczyków i tu u Odrowążów a potem Dłuskich działali Bracia Polscy.Przez 70 lat Iwanowice były lokalnym ośrodkiem Arian, przyjeżdżali tu również Bracia Czescy i Kalwini. W 1557 roku zwołany tu został nawet synod Braci Polskich.

Tak się dziwnie składa, że moja rodzina wywodzi się po części z Kościelnik (Koszczelniki) od Strasza z Białczowa (Białoczowa) i że tamci Białaczewscy-Białoczewscy i Białoczyńscy-Białczyńscy posługiwali się herbem Odrowąż – tak samo jak Odrowąże-Pieniążkowie z Litwy i z Iwanowic. Istnieją też więzy rodzinne między Mickiewiczami a Klemensiewiczami i później Tillami i Pagaczewskimi we Lwowie. Rodzimowiercy musieli w długim okresie – przez stulecia – ukrywać swoje prawdziwe poglądy i wierzenia, ale rozpoznawali się i trzymali blisko siebie – często też zawierali związki małżeńskie w bliskim i sprawdzonym kręgu osób, co do których mieli pewność, że nie zostaną zdradzeni.

  Zwracam uwagę na fakt, że wieś należała też do Czartoryskich – których już tutaj wymienialiśmy na naszych łamach wielokrotnie w różnych kontekstach a to Byka z Radymna, a to Księgi Trentowskiego, a to innych masońskich i rodzimowierczych działań.

Chcę tu powtórzyć jeszcze raz wszystkim tym którzy masonów nie lubią, że było wśród nich tak jak i wśród Arian – Braci Polskich wielu “ukrytych” rodzimowierców, i że dzięki swego rodzaju ukrytej koegzystencji z nimi Strażnicy Wiary Słowian mogli przekazać nam – współczesnym – wiele opisów, podań i masę nieocenionej wiedzy o starych Przyrodzonych Wierzeniach Słowian. Oficjalne mapy pokazujące zasięg oddziaływania Arian terenów tych nie obejmują.

Iwanowice były świadkiem wielu zdarzeń historycznych. Tu w XVI wieku działali bracia polscy. W 1557 odbył się tu ich synod. Rekatolicyzacja wsi nastąpiła po przejściu rodziny Dłuskich, właścicieli Iwanowic na katolicyzm. Wówczas kościół wcześniej zamieniony na zbór, po odrestaurowaniu ponownie został konsekrowany w 1624. W 1809 roku przez wieś przeszły w zwycięskim pochodzie wojska księcia Józefa Poniatowskiego, podążające za wojskami austriackimi.

Pierwsza wzmianka o Iwanowicach pojawiła sie w dokumentach w 1218 roku, kiedy to Wiesław Prandota z Prandocina zakupił te wieś. Nazwa Iwanowice to typowa formacja patronimiczna, utworzona za pomocą przyrostka – owice od imienia Iwan. Istnieją dwie teorie wyjaśniające pochodzenie nazwy miejscowości. Pierwsza (bardziej prawdopodobna) odwołuje się do dokumentu wydanego w 1228 roku przez biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża. Znajduje się w nim wzmianka, ze Iwan, syn Sieciesława z Dłubni jest zobowiązany do płacenia dziesięciny na rzecz nowo-powstałego klasztoru Norbertanek w Imbramowicach. Wynika z tego, ze w XIII wieku Iwanowice były posiadłością rycerza Iwana i od jego imienia zostala utworzona nazwa wsi. Druga (mniej udokumentowana koncepcja zakłada, ze nazwa miejscowości powstała od imienia wspomnianego biskupa krakowskiego, Iwo (Iwona) Odrowąża. Początkowo miejscowość ta była określana opisowo – Villa Iwanij filii Setheslai de Dlubnia. W dokumencie z 1279 roku wydanym przez Bolesława Wstydliwego używa się nazwy Iwanowice. Potem rożnie ja zapisywano: Biwanowicze, Janowicz, Iwanowicz czy Giwanowicze. Do pierwotnej nazwy Iwanowice powrócono pod koniec XV wieku. Badania archeologiczne prowadzone pod kierunkiem prof. Jana Machnika z PAN w Krakowie wykazały,ze Kotlina Iwanowicka i otaczające ja wzgórza były zaludnione już w czasach prehistorycznych. Najdawniejsze ślady osadnictwa pochodzą z czwartego tysiąclecia przed nasza era. Ludność trudniąca się rolnictwem i hodowla bydła zamieszkiwała te tereny już w młodszej epoce brązu. Natomiast z okresu wczesnego brązu odkryto osadę obronna, z wczesnej epoki żelaza grobowce całopalne i szkieletowe oraz cmentarzysko szkieletowe wskazujące na wpływy celtyckie. Całkiem prawdopodobne jest, ze w IX wieku tereny te należały do plemiennego państwa Wiślan o przyłączone do państwa Mieszka I zostały prawdopodobnie w 988 roku. Od końca XIII wieku do początku XVI Iwanowice należały do rycerskiego rodu Pieniążków herbu Odrowąż. W 1342 roku wieś została przeniesiona z prawa polskiego na niemieckie. Na początku XVI wieku, Iwanowice odkupił od Stanisława Pieniążka jego ojczym Piotr Dłuski herbu Kotwicz, który był zwolennikiem reformacji. Pod koniec XVII wieku ówczesny właściciel Piotr Firlej sprzedał wieś wraz z okolicznymi dobrami księciu Augustowi Aleksandrowi Czartoryskiemu. Po jego śmierci (poprzez ślub córki Izabeli z księciem Stanisławem Lubomirskim) właścicielem Iwanowie został ród Lubomirskich. Były to czasy świetności tej miejscowości. Wieś oprócz dworu, folwarku miała trzy młyny, swój tartak, folusz, dwie karczmy, olejarnie i browar. Oprócz chłopów mieszkali tu również rzemieślnicy. W 1792 roku dobra iwanowickie przeszły na własność Salomei i Michała z rodu Kolumna Walewskich. Iwanowice po trzecim rozbiorze Polski (1795 r.) znalazły się w zaborze austriackim i weszły w skład powiatu olkuskiego należącego do tzw. Galicji Zachodniej.

Jak widać rodzina Dłuskich, nota bene spokrewniona z Odrowążami-Pieniążkami przez małżeństwo Piotra,  nie zdecydowała się razem z Braćmi Polskimi emigrować do Niderlandów, czy do Ameryki Północnej i zakładać Masonerię w USA, dając Stanom Zjednoczonym ich słynną Konstytucję. Wobec Kontrreformacji  przyjęli linię bardziej spolegliwą – wyrzekli się swoich poglądów i ocalili majątek przed takim losem jaki spotkał Aleksandrowice Toporczyków i Kochanowskich – nie zostali spaleni ani splądrowani, ani zamordowani. Nie wątpimy też o związkach rodzinnych Pieniążków herbu Odrowąż z Białoczewskiemi-Białoczyńskimi herbu Odrowąż z pobliskich Koszczelnik, spod Góry Kościeja. Nie mamy Dłuskim za złe pozornej zmiany poglądów, dokonanej pod naciskiem przemocy i groźby banicji oraz utraty majątku, siedziby piastowanej od pokoleń, bo od XIII wieku. Taką karę przewidywała kontrreformacja dla odszczepieńców od katolicyzmu. A wyobraźcie sobie jaka byłaby kara dla jawnych pogan, skoro dwór w Aleksandrowicach, również należący do rodziny ariańskiej, splądrowano i spalono a właściciela przegnano. Wręcz odwrotnie – dzięki takim rodzinom jak Czartoryscy czy Dłuscy i wielu wielu innym właśnie Wiara Przyrodzona Słowian (pogaństwo) przetrwała.

Pamięć o tych rodzinach i osobach celowo wymazuje się w Polsce (i to od wieków) z oficjalnych dziejów, albo ten aspekt ich działania się w ich życiorysach celowo pomija – wmawiając ludziom – że pogaństwo tj. Wiara Przyrodzona Słowiańska w Polsce nie przetrwała i straciła ciągłość.

NIE, WIARA PRZYRODZONA SŁOWIAŃSKA NIE STRACIŁA NIGDY CIĄGŁOŚCI i cały czas była kultywowana i uprawiana – między innymi dzięki mądrości takich rodów jak Jagiellonowie, Twardowscy, czy Kochanowscy – bo to Jan Kochanowski utrwalił najgłębszy i najbardziej dobitny przekaz o swojej Wierze Jedynej – Wierze Rodzimej – o swoim pogaństwie – w swoich wierszach (czyt. opracowanie Joanny Salamon o jego “słonecznych” ukrytych przekazach we fraszkach i pieśniach i hymnach).

Jeśli prześledzicie uważnie daty, jadąc w dół po Czarnym Pasku po prawej stronie ekranu, przy życiorysach osób będących Strażnikami Wiary oraz przeczytacie opowieści o nich w dziale “Świątynie Światła Świata” (niżej na tymże pasku), albo jeśli przeczytacie o ich życiu i działaniu w innych artykułach np.: o zaginionym Złotym Byku z Radymna, albo o Kopcach i Wzgórzach Świętych – to zobaczycie , że nie ma takiej epoki i takiego czasu, kiedy by oni nie żyli i nie przekazywali sobie wierzeń i obrzędów z ust do ust i nie działali i nie zostawiali po swoim działaniu widomych – OCZYWISTYCH – znaków.

           

Herb Byk/Krowa czyli Wieniawa, Pomian i Nowina

Symbolika tych herbów wyrasta z czasów sarmacko-skołockich z symboliki tamg i znaków taj Wiary Przyrodzonej Słowian. Symbol Krowy i Byka związany jest oczywiście nie tylko z heraldyką rycerską ale również z herbami wielu miast-grodów, opoli-pagów późniejszych Ziem i województw oraz z symbolami totemicznymi określonych plemion, z których uformowały się współczesne narody i narodowości. Poniżej herb Dolnych Łużyc związanych z Lęgią-Lechią-Ślęgią i jego opis symboliczny.

 

niederlausitzwappen

Godło Dolnych Łużyc – Ten Orzeł  wyłania się z korony, przez którą dobywa się na świat. Ośmiosegmentowa, biała korona, jest jednocześnie ośrodkiem szczytu kwiatu okolonego 8 kwietnymi płatami. Z kwiatu rodzi się Biały Orzeł, “wyrasta” on z kwiatu w którego płaty jest spowity niczym w materię chorągwi (materię Świata – Baję), i którego płaty imitują jego skrzydła. Kwiat-stanica (boska chorągiew) biało-czerwony 8+8 = 8 x 2 = 16 Żywiołów dualnych = 7 = Szczęście. Jest to symboliczny Kwiat-Korona Lugii-Lęgii-Ślęgii-Lechii).

Kwiat Ślęgii-Lugii w tym godle ma także 6 głównych płatów zwisających w dół z korony kwiatowej, a każdy z tych 6-ciu jest podzielony na 4 pod-płatki. Daje to 24 podpłatki, symbolizujące 20 wielkich mocy i wielkich żywiołów (12+8) oraz 4 kiry. Liczba 24 symbolizuje tutaj także 24 małe żywioły oraz 24 małe moce, jak również zawarte w niej symbole związane z czertą 12 i jej krotnościami, takie jak 12 miesięcy-godni, 12 godzin dnia, 12 godzin nocy, 12+12  = doba, czy 24 lata-gody Koła Wieków. 24 gody-lata x 4 = 96 (pełne koło wieków w jednej z miar czasu opartej o “krótszy różaniec” z 96 ogniw).

wyrasta z GODŁA – God-vędy (znaku-tamgi gowęda – bydła, podstawy plemiennego bytu, z byka/krowy. Krowę ujęto w “przejściowym” kolorze czerwieni i krwi – rasa polska, ze słonecznymi rogami i ze złotymi kopytami, z ogonem rozwidlonym na kolejne 6 chwostów/kos. Krowa/Byk stoi na trawie, czterema nogami na Trzech Wzgórzach – Trzygławia, Góry Świata i na tle Światła Świata – Jasnego, Białego Nieba (tła herbu-godła).

[Gowinda (w sanskrycie:गोविन्‍द) – jedno z imion (tytułów) hinduskiego boga Kryszny (oraz Wisznu jako awatary). Imię składa się z dwóch słów: go – ma znaczenie krowy, kraj lub zmysły, a winda oznacza opiekun (weneda, węda). Imię Gowinda można tłumaczyć jako: Opiekun krów (kraju, zmysłów). U nas w języku słowiańskim na bydło (od być albo nie być = byt-ło) mamy i słowo skot i słowo gowędo (od czego słowo gawiedź – bydło). Krowa, krow-krew. gow-węda po polsku bez tłumaczenia: Wiodący na wędzidle Bydło – gowiedź, gowędo]

Godło i Zwieńczenie łączy KAGAN/SZŁOM/KIELICH/KOSZ, srebrny odwrócony kielich, tworzący szołm-chełm, ze złotą klatką słońca-kuli-ognia-światła – to symbol Wojów i Wiedunów, Wiary i Wiedy Najgłębszej – tzw graal lub kagan (kogajon, koszająt, koszołm, koszał).

Dział Działów reprezentują tutaj dwa zwierzęta podstawowe z Zodiaku Pierwotnego Krzyża, czyli Zodiaku 4 Kirów – symbole KRESU (czyli Przemiany) – wiosny/lata i jesieni/zimy: Ptak = Łabędź/Orzeł/Bocian = zachód/północ = jesień/zima (odlot) i Byk/Krowa = wiosna/lato, wschód/południe (rozwój). Zwierzęta te (oraz kwiat, zielone wzgórza i złote promienie kaganu-słońca) symbolizują jednocześnie Wiarę Przyrody i Przyrodę w ogóle.

Księżycowe/Bycze rogi obfitości  na głowie bogini Izydy-Mary (Maryanny, Marany, Maryi) albo Dażbogi-Dany-Dawany Matki 108 Księżyców-Swarożyców.

IZYDA – Córka bogini Nut i boga Geba, siostra Ozyrysa, Seta i Neftydy, żona Ozyrysa. Jeden z pierwowzorów Maryji – Matki Bożej, temat tak uwielbiany przez rzeźbiarzy i malarzy – „Matka Boska z Dzieciątkiem” oraz jej kontr-wersja, tzw. pieta. czyli  „Matka Boska z martwym Chrystusem”. Była czczona na obszarze cesarstwa rzymskiego jeszcze w VI wieku n.e.Tutaj jako matka Horusa – Matka Boska. Bogini Nieba – Pani Niebieska. We wszystkich religiach przyrody (wiarach przyrodzonych) jest obecna i funkcjonuje pod takim czy innym imieniem, pierwotnie, już w neolicie jako Wielka Matka – Wielka Macierz. Jej rodowód, tak naprawdę łączy się z początkiem neolitu, a właściwie początek tego kultu niknie w pomroce dziejów. Jest ucieleśnieniem symbolicznym naturalnej siły kosmicznej – „żeńskiego” aspektu Żywiołu Nieba i Światła. U nas Dażboga, Dagboga, Dawana, Dana.

Kiedy Set zabił Ozyrysa, Izyda odnalazła jego poćwiartowane ciało i wraz z Neftydą przywróciła męża do życia. Poślubiła swojego brata Ozyrysa, była matką Horusa. Zaopiekowała się małym Anubisem (synem Ozyrysa i Neftydy) gdy Neftyda (żona Seta) porzuciła synka ze strachu przed mężem. Wszędzie jest ukazywana jako najlepsza Matka, wcielenie dobroci. Wraz z bratem i synem stanowili naczelną triadę bóstw Egiptu.  Izyda przez wielu badaczy jest uważana za protoplastkę Maryi, matki Jezusa Chrystusa w religii chrześcijańskiej.

W mitologicznych opowieściach egipskich, na przykładzie kazirodczych związków bogów (z siostrami, braćmi i dziećmi), widać doskonale , że te postacie mają symboliczny charakter a ich archetypem są siły kosmiczne, które wyrastając ze wspólnego pnia przeplatają się we wzajemnych związkach, przybierając nowe postacie o odmiennych cechach i zakresach działania.

 

Borys Olszanskij – Terem Pani Mrozu, Królowej Śniegu – Marzanny (Matka Boska Gromniczna [Marana, Mar(y)a] – ze świętem 2 lutego, a właściwie,  tak jak  Mor i Marzanna,  po Pełni Księżyca, między 20- 26 stycznia?). Słowiańska wersja Izydy-Koszerady

421px-POL_COA_Wieniawa.svg

Herb Wieniawa

Zanim omówimy „bycze herby” zastanówmy się nad ich czterema nazwami: Nowina, Wieniawa, Pomian i Ciołek. Cztery nazwy dla czterech faz symbolizowanych przez Krowę/Byka/Bierdronkę/Bożą Krówkę w rocznym cyklu Niebieskiej Przemiany Światła  obserwowanej z Ziemi także jako Zmiany Pór Roku-Kiru-Godu i jako Przesilenia/Równonoce.

Zwróćmy uwagę na znaczenie owych czterech nazw herbowych: Nowina – czyli coś nowego, to określenie fazy narodzin Światła Świata w postaci Iskry – Bedrika/Wedrika/Byt-Rronki-Biedronki (BedRA-WedRA). Nowina – nowe światło.   Wieniawa – zwieńczenie – Weń – Najwyższy Ist – to określenie Fazy Pełnego Królowania Światła – Skrzystej Krowy/Byka (Białego  lub Czarnego). Pomian – trzecia faza światła Po- Mianie, czyli gdby minęła Wieniawa, pomianem określano zjawisko echa (nazwa grecka wyparła nasze rodzime pomian – w Polsce) Pomian, czyli tylko odbicie – czegoś co już schodzi, zapada się.  I wreszcie Ciołek, faza która w cyklu przemian światła dorocznych nie występuje, ale która jest obecna w cyklu dziennym. Ciołek jest określeniem kastrata – byka wykastrowanego, bezpłodnego, pokonanego – Ta faza występuje w cyklu dziennych przemian światła – to faza nocy – którą symbolizuje Kot/Lew leżący na plecach, na południu w Kole Zodiaku czy Kole – Kręgu Bogów, Kot księżycowy – który tam występuje gdzie miejsce księżyca w Kręgu Bogów. To Kot/Lew, na którego grzbiecie Hors-Horus przenosi nocą światło na wschodni kraniec Ziemi skąd ono na KońCzudzie wzejdzie.

Wieniawa (Bawola Głowa, Bawół, Bavolina Caput, Caput Bawola, Caput Bubalum, Pierstynia, Ząbrza Głowa, Zubrza Głowa) – herb szlachecki pochodzenia morawskiego, noszący zawołanie Wieniawa. Przekazy legendarne umieszczają początki tego herbu w XI wieku, jednakże najstarsza znana pieczęć z tym herbem pochodzi z 1382 roku. Był najbardziej rozpowszechniony na ziemi poznańskiej, łęczyckiej, sieradzkiej, lubelskiej i sandomierskiej oraz w księstwie oświęcimskim[1].

Spośród ponad 200 rodów używających Wieniawy największe znaczenie uzyskali: Broniszowie, Długoszowie, Leszczyńscy, Zubrzyccy, a na Litwie Białozorowie i Jundziłłowie.

447px-POL_COA_Bawola_Głowa.svgHerb Bawola Głowa

Bawola Głowa (Bawół, Głowa Bawola) − polski herb szlachecki, używany przez kilkanaście rodzin, głównie litewskich.

Opis herbu

Herb znany był przynajmniej w czterech wariantach. Opisy z wykorzystaniem zasad blazonowania, zaproponowanych przez Alfreda Znamierowskiego[1]:

W polu czerwonym głowa bawola czarna. Klejnot: nad hełmem w koronie trzy pióra strusie. Brak informacji o labrach, ale zgodnie z zasadami barwienia labrów powinny być czerwone z podbiciem czarnym.

Symbolika

Bawół symbolizuje szlachetność i siłę. Bawola głowa występuje w herbie Mołdawii (dawnym Bukowiny) oraz w takich polskich herbach jak m.in. Wieniawa, Pomian i Kietlicz II.

Najwcześniejsze wzmianki

Od Książąt litewskich ma swój pierwiastkowy początek, jak informuje Piotr Małachowski[2].

Nie ma pewności co do tego, w jakim okresie pojawił się herb Bawola Głowa. Franciszek Piekosiński spekuluje, że herb ten jest w Herbarzu Arsenalskim jako herb biskupa wileńskiego Wojciecha Tabora[3]. Jednakże ten dostojnik duchowny używał herbu Półkozic. Nietrudno tutaj o pomyłkę, ponieważ oba herby przedstawiają zwierzęcą głowę na czerwonym polu. Według Piekosińskiego, możliwe także, że herb ten przedstawiają pieczęcie z 1454 Jachny z Dworów (Jachna de Dworow)[4] oraz Ondraszowa, bojara litewskiego z 1434[3]. Jednak współczesny heraldyk, Józef Szymański, nie wymienia tego herbu ani wśród herbów średniowiecznych (tutaj wręcz, za zapiską z 1401 utożsamia herb o nazwie Bawola Głowa z Wieniawą)[5] ani XVI-wiecznych[6]. Wówczas pierwszą wzmiankę o tym herbie należałoby przesunąć na wiek XVIII i herbarz Niesieckiego[7].

Herbowni

Lista sporządzona została na postawie wiarygodnych źródeł, zwłaszcza klasycznych i współczesnych herbarzy. Należy jednak zwrócić uwagę na częste zjawisko przypisywania rodom szlacheckim niewłaściwych herbów, szczególnie nasilone w czasie legitymacji szlachectwa przed zaborczymi heroldiami, co zostało następnie utrwalone w wydawanych kolejno herbarzach. Identyczność nazwiska nie musi oznaczać przynależności do danego rodu herbowego. Przynależność taką mogą bezspornie ustalić wyłącznie badania genealogiczne.

Pełna lista herbownych nie jest dziś możliwa do odtworzenia, także ze względu na zniszczenie i zaginięcie wielu akt i dokumentów w czasie II wojny światowej (m.in. w czasie powstania warszawskiego w 1944 spłonęło ponad 90% zasobu Archiwum Głównego w Warszawie, gdzie przechowywana była większość dokumentów staropolskich). Lista nazwisk znajdująca się w artykule (poniżej) pochodzi z Herbarza polskiego Tadeusza Gajla[8]. Jest to dotychczas najpełniejsza lista herbownych. Występowanie na liście nazwiska nie musi oznaczać, że konkretna rodzina pieczętowała się herbem Bawola Głowa.

Aksamitowski, Andrejewicz, Bagniewski, Dowgin, Dowginowicz, Dowgirdt, Dowgirt, Giełwanowski, Jackiewicz, Jączyński, Kirdziewicz, Kordziuk, Kucewicz, Losen, Pawłowski, Pobikrowski, Sesicki, Siesicki, Steckiewicz, Tubielewicz, Złotkowski, Żochła.

436px-Herb_Pomian.svgHerb Pomian

Pomian

Pomian (Bawolagłowa, Pierścina, Perstina, Poman, Pomianowicz, Proporczyk) – polski herb szlachecki, noszący zawołania Nowiny i Pomian. Występował głównie w ziemiach poznańskiej i sandomierskiej. W ramach unii horodelskiej przeniesiony na Litwę[3]. Według legendy herbowej wywodzi się on z herbu Wieniawa.

Spośród około 450 rodów używających Pomiana najbardziej zasłużoną rodziną byli Łubieńscy. Wielu znanych Pomianów pochodziło z rodziny Sokołowskich. Pomiana używał także generał Jan Krukowiecki (wersja hrabiowska), Władysław Grabski oraz, według ustaleń Marka Minakowskiego, rodzina Kaczyńskich (z której wywodzą się Lech i Jarosław Kaczyńscy)[4][5]. Nie należy mylić z Pomianem herbu Bawola Głowa, osobnego herbu noszącego nazwę będącą jednocześnie jedną z nazw obocznych Pomiana.

Przedheraldyczny znak Pomianów

Przedheraldyczny znak Pomianów

Pieczęć Bronisza ze Służewa, znak przedheraldyczny znajduje się u góry
Pieczęć Bronisza ze Służewa, znak przedheraldyczny znajduje się u góry

Zachowały się dwie pieczęcie przedstawiające znak własnościowo-rozpoznawczy Pomianów, używany przed przyjęciem przez nich herbu. Przedstawiał on dwa podwójne krzyże połączone skośną drogą. Znak ten funkcjonował nawet przez jakiś czas równolegle z Pomianem. Dokument z 1306 roku został opatrzony pieczęciami dwóch krewnych: kasztelana kruszwickiego Chebdy i michałowskiego Imisława. Pieczęć pierwszego zawierała Pomiana, drugiego znak przedheraldyczny. Trzeci krewny, Bronisz ze Służewa wystawił między 1301 a 1308 dokument sygnowany pieczęcią ze znakiem identycznym ze znakiem Imisława (ale w lustrzanym odbiciu)[9]. Znak ten znajduje się w tarczy herbowej obok dwóch innych herbów. Piekosiński interpretuje go jako herb Świerczek[10]. Interpretację taką odrzucają J. Bieniak oraz P. Dudziński, według których znak ten jest właśnie przedheraldycznym znakiem kreskowym Pomianów[9][11].

Najwcześniejsze wzmianki

Podług Piekosińskiego najstarsza pieczęć pochodzi z 1306 roku (kasztelana kruszwickiego Chebdy). Inne wczesne pieczęcie z Pomianem należały do: Mikołaja kasztelana kowalskiego (1430), Andrzeja (Andruszki) Sakowicza (zachowana na akcie rozejmu w Czartorysku z 1431), Piotra Sakowicza ziemianina litewskiego (1432), Dowgierda wojewody wileńskiego (1433), Jaranda z Brudzewa dziedzica na Dąbrówce, wojewody inowrocławskiego (1435), Jana z Grabi kasztelana spicymirskiego (1442)[12]. Szymański wymienia dodatkowo pieczęcie Mikołaja z Niewiesza (1433), Jaranda z Brudzewa (1466), Mikołaja z Brudzewa (1479)[13]; Semkowicz – pieczęć Saka (Sakowicza) z aktu unii grodzieńskiej z 15 października 1432, Andruszki Sakowicza przy akcie unii trockiej z 1434 i Bohdana Andruszkowicza Sakowicza, namiestnika bracławskiego, marszałka królewskiego z 1474[14].

Najstarsza zachowana wzmianka w dokumentach sądowych pochodzi z 1402: „…de Poman duobus” [15].

Wszystkie zapiski XV-wieczne używają nazwy Pomian, bądź Pomianowie. W wieku XVI pojawia się zapis Bawolagłowa i to mimo faktu, że zapiska sądowa z 1445 roku wyraźnie mówi, że godłem jest głowa żubra[12].

Wprawdzie Pomianowie nie wystawili własnej chorągwi w bitwie pod Grunwaldem, ale chorągwią Wojciecha Jastrzębca dowodził rycerz herbu Pomian, Jarand z Grabia.

Aktem unii horodelskiej herb Pomian został przeniesiony na Litwę. Ród Pomianów reprezentował biskup włocławski Jan Pella, zaś adoptowany został bojar litewski Sak (z pieczęci znamy jego chrześcijańskie imię Stanisław)[14][16].

Ewolucja wizerunku

Przedstawienia herbu Pomian na przestrzeni wieków
(1/25)

474px-POL_COA_Pomian_średniowieczny.svg
Herb Pomian w pełnej wersji średniowiecznej, zrekonstruowanej przez Józefa Szymańskiego głównie za Herbarzem Bellenville

Od początku swego istnienia, kształt godła i barwy herbu pozostawały ustalone, zmieniały się jedynie drobne szczegóły. Herb przedstawiał przeważnie w polu złotym głowę żubrzą czarną, z rogami złotymi i takimż kolcem w nozdrzach, między rogami miecz srebrny o głowicy złotej w lewy skos[13].

Pole złote przypisano herbowi w herbarzach Bellenville, Złotego Runa, Lyncenich, Klejnotach Długosza i Stemmata Polonica. Ale na fryzie heraldycznym w Lądzie, herbowi dano pole srebrne[13].

Średniowieczni autorzy nie byli do końca pewni, jakiego zwierzęcia głowę mają umieścić w herbie. Głowę przedstawiono jako żubrzą w Herbarzu Złotego Runa, u Długosza w Stemmata oraz na pieczęciach. Z kolei na fryzie w Lądzie widać głowę byka, zaś w herbarzach Lyncenich i Bellenville – bawoła. U wszystkich autorów, barwę głowy określono jako czarną, z wyjątkiem fryzu w Lądzie, gdzie jest ona czerwona[13].

Elementem występującym często w średniowieczu, a który zanikł w późniejszych czasach, jest kolec w nozdrzach zwierzęcia. Kolec złoty dają autorzy herbarzy Złotego Runa, Lyncenich, Stemmata, Bergshammar, zaś w Klejnotach jego barwa jest nieokreślona. W Herbarzu Bellenville zwierzę nie ma kolca, za to jest z jęzorem czerwonym[13].

Wszystkie średniowieczne wizerunki zawierają miecz, nie zgadzają się natomiast co do jego ułożenia. Jest on w lewy skos na fryzie w Opactwie Cystersów w Lądzie, pieczęciach i w Stemmata. Odwrotnie jest w Bellenville w Herbarzu Złotego Runa, Lyncenich i Bergshammar[13].

Herb przedstawiono z dodatkową ozdobą w postaci labrów – czarnych, podbitych złotem w herbarzu Bellenville oraz na pieczęci Mikołaja z Brudzewa, oraz na bloku z herbem w katedrze gnieźnieńskiej. W tych samych miejscach przedstawiono klejnot – głowę żubrzą o długiej szyi, z mieczem między rogami[13].

W wieku XVI, z niezrozumiałych przyczyn, zmianie uległ klejnot herbu. Jeszcze Notaty Jana Zamoyskiego i pieczęć J. Jaranda z Brudzewa z 1504 przekazują wizerunki pierwotnego klejnotu. Natomiast Bartosz Paprocki w Gnieździe cnoty i Herbach rycerstwa polskiego oraz Marcin Bielski w Kronice przekazują już ramię zbrojne z mieczem. Inny wariant klejnotu widnieje na pieczęci z 1566 St. Ławskiego – trzy pióra strusie[17].

Zmiana zaszła w ułożeniu miecza, teraz w większości przekazów nie leżał on między rogami, ale na głowie. Tylko jedno źródło, nagrobek w Siemkach, podaje miecz przeszywający głowę. Wersja taka upowszechni się w późniejszych latach[17].

Przeważająca ilość przekazów XVI-wiecznych opisuje godło i barwy herbu jak w blazonowaniu podanym wcześniej, z dodatkiem kolca w nozdrzach. Jest tak w redakcjach Chigi, Łętowskiego, Arsenalskiej i Kamyna Klejnotów Długosza, Kronice Bielskiego i Notatach oraz w Herbach rycerstwa polskiego. Pewna odmiana jest w Stemmata polonica, gdzie kolec, rogi i głowica miecza są złote, zaś miecz – w lewy skos. Takie ułożenie miecza jest również u Reja w Zwierzyńcu, w herbarzyku Ambrożego z Nysy oraz w Gnieździe cnoty[17].

Na nagrobku w Objezierzu i w Siemkach, głowa pozbawiona jest kolca. Na pieczęci J. Jaranda z Brudzewa, miecz między rogami[17].

W wieku XVII autorzy nadal nie byli zgodni w kwestii ułożenia miecza, pozostałe elementy były już ustalone. Przedstawienie z Kleynotów… J. A. Gorczyna (1630) ma miecz położony na głowie[18]. Podobnie jest u Wojciecha Wijuka Kojałowicza, ale tutaj dodatkowo miecz jest w odbiciu lustrzanym[19]. Wacław Potocki z kolei, dał rysunek, na którym miecz przeszywa głowę[20].

Pierwszy herbarz wieku XVIII, autorstwa Antoniego Swacha, będący kompilacją prac Bielskiego, Okolskiego i Jana Liwa Herbulta (1705), zamieszcza dwie wersje herbu – z mieczem na głowie i z mieczem przez głowę, oraz opis trzech wariantów barwnych – z polem srebrnym, błękitnym i złotym[21]. Najważniejszy herbarz wieku XVIII, autorstwa Niesieckiego (1738) podaje wprawdzie rysunek i opis z mieczem przechodzącym przez głowę, ale wzmiankuje także, że niektórzy używają wersji z mieczem na głowie[8].

Wizerunek w Heraldyce rosyjskiej Aleksandra Łakiera (1854) zawiera miecz na głowie żubra[22]. Herbarz wydany na przełomie XIX i XX wieku herbarz Juliusza Karola Ostrowskiego zawiera kilka wariantów herbu, z mieczem zarówno przeszywającym głowę, jak i przeplecionym z rogami wymienia także (jako Pomian II) wersję z błękitnym polem[23].

Emilian Szeliga-Żernicki w Die polnischen Stammwappen (1904) podał głowę przebitą i nietypowe pole – srebrne[24]. Zbigniew Leszczyc w Herbach szlachty polskiej (1908) zamieścił już pole złote, głowę przebitą[25]. Teodor Chrząński, w swych Tablicach odmian (1909) wymienia herb jak u Leszczyca, razem z kilkoma odmianami klejnotu[26].

Opracowania współczesne, jak Herbarz polski od średniowiecza do XX wieku Tadeusza Gajla i Herbarz rodowy Alfreda Znamierowskiego, wobec rozbieżności w historycznych przekazach, przytaczają najpowszechniejsze zarówno średniowieczne jak i nowożytne wersje herbu[3][27].

POL_COA_Pomian_Wieniawa_Mohyła_Zęby_Swach

Legendy herbowe

Legenda przytaczana między innymi przez Niesieckiego za Janem Długoszem, mówi[8]:

Quote-alpha.png

Łastek Hebda z Grabia, brata swego rodzonego Jaranda, dziekana Gnieźnieńskiego zabił o to, że go często o nieprzystojne życie strofował, działo się to według nich we wsi Lubania, za który excess, krom inszej kary, i tę na sobie bratobójca wyniósł, że z herbu Wieniawa, którym się z przodków swoich pieczętował, kołko zdjęto, a miecz przez głowę, tym kształtem jako widzisz, nadano, i herb sam nazwany Pomian, niby Pomni nań, czyli raczej od pomieniania za herb Wieniawa (…)

Legendę, w której odmiana w herbie nie jest karą (uszczerbienie herbu), przytaczają Marek Derwich i Marek Cetwiński[28]:

Quote-alpha.png

Opowiada się, że herb Pomian nadano jednemu z z Wieniawitów w nagrodę za zabicie przed księciem na łowach mieczem żubra. Inny wariant mówi znów o zabiciu żubra na rzymskich igrzyskach. Oba te warianty znane są już w legendzie Wieniawitów.

Etymologia

Według opinii Józefa Szymańskiego z Herbarza średniowiecznego rycerstwa polskiego, Pomian jest nazwą i zawołaniem imionowym, mającym odniesienie w nazwie osobowej. Autor przytoczył też, przypuszczenie, że Pomian może oznaczać hasło, godło[13].

Wedle legendy natomiast, Pomian pochodzić ma od wyrażenia Pomni nań, użytego w odniesieniu do bratobójcy (Pomnij na niego, czyli na zabitego brata), będź też od pomienienia herbu Wieniawa[8].

Nowiny to nazwa nierozpoznana[13].

W Herbarzu rycerstwa polskiego z XVI wieku, Szymański podał, że pochodzenia innej nazwy herbu, Proporczyk, pozostaje nierozpoznane, choć autor nie wyklucza pochodzenia przezwiskowego[17].

Herbowni

Herb Macieja Łubieńskiego
(1/3)

Herb Macieja Łubieńskiego na murze katedry w Gnieźnie
Herb Macieja Łubieńskiego na murze katedry w Gnieźnie

Lista sporządzona została na postawie wiarygodnych źródeł, zwłaszcza klasycznych i współczesnych herbarzy. Należy jednak zwrócić uwagę na częste zjawisko przypisywania rodom szlacheckim niewłaściwych herbów, szczególnie nasilone w czasie legitymacji szlachectwa przed zaborczymi heroldiami, co zostało następnie utrwalone w wydawanych kolejno herbarzach. Identyczność nazwiska nie musi oznaczać przynależności do danego rodu herbowego. Przynależność taką mogą bezspornie ustalić wyłącznie badania genealogiczne.

Pełna lista herbownych nie jest dziś możliwa do odtworzenia, także ze względu na zniszczenie i zaginięcie wielu akt i dokumentów w czasie II wojny światowej (m.in. w czasie powstania warszawskiego w 1944 spłonęło ponad 90% zasobu Archiwum Głównego w Warszawie, gdzie przechowywana była większość dokumentów staropolskich). Lista nazwisk znajdująca się w artykule (w infoboksie po prawej stronie) pochodzi z Herbarza polskiego Tadeusza Gajla[27], uzupełniono ją dwoma, pominiętymi przez niego nazwiskami, wymienianymi w innych opracowaniach. Jest to dotychczas najpełniejsza lista herbownych (443 nazwiska). Występowanie na liście nazwiska nie musi oznaczać, że konkretna rodzina pieczętowała się herbem Pomian.

Część rodów wymienionych w spisie, zasiliła grono Pomianów za sprawą adopcji herbowej. Wspomniany już wcześniej Sak (Saka) był protoplastą litewskich Sakowiczów[29]. Również Piętkowicze uznawali go za swojego przodka (niektórzy z nich mieli się pisać Piętkowicz Saka)[30]. Z rodu Saka miał też pochodzić Dowgierd, który swoim imieniem dał również początek litewskiemu rodowi (Dowgierdowie)[14].

Pomiana przyjmowano także przez nobilitację w czasach późniejszych. Michała Pawlickiego nobilitowano za zasługi wojenne w 1658[31]. Do Pomiana dopuszczono też Łukasza Rüdigera w 1552 i Wojciecha Bugnerowicza w 1595, ale im nadano herby Pomian z odmianami (odpowiednio Rydger i Bugnerowicz).

Pomiana używało kilka rodzin pochodzenia obcego, m.in. tatarskiego i ormiańskiego.

Ormianin Stefan Hankiewicz, pisarz królewski miał być nobilitowany w 1673[1]. Informacji tej zaprzecza Juliusz Karol Ostrowski[32], który pisze, że nobilitowany Ormianin otrzymał herb własny − Hankiewicz.

Rodami ormiańskimi pieczętującymi się Pomianem według Ludwika Korwina mieli być Awedykowie, Hankiewiczowie, Kasparowiczowie i Zachnowiczowie[1].

Stanisław Dziadulewicz wymienia tego herbu tatarskie rodziny Abramowiczów, Makowieckich, Makowskich. Według niego Makowieccy mieli być gałęzią książąt nogajskich Bazarewskich (pierwszym znanym ich protoplastą miał być kniaź Indyn, syn Bazara, wzmiankowany w 1538). Mieli wywieść się oni ze szlachectwa z herbem Pomian przed deputacją wywodową wileńską w latach 1820-1860[33]. Stanisław Dumin wymienia dodatkowo tego herbu tatarską rodzinę Jankiewiczów[2].

Wieniawa 800px-Dom_Długosza_Wiślica_26Na domu Jana Długosza w Wiślicy

Znani herbowni

Rodziną, która wydała najwięcej zasłużonych Pomianów, była wspominana wcześniej rodzina Łubieńskich. Herbu Pomian używała rodzina Kaczyńskich z Kaczyna Starego i Kaczyna-Herbasów, z której wywodzą się Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Oprócz całych rodzin znanych herbownych, również pojedynczy Pomianowie zapisali się w historii kraju jako mężowie stanu, duchowni, wojskowi i artyści.

  • Jan Krukowiecki – polski generał, uczestnik wojen napoleońskich i powstania listopadowego, hrabia,
  • Stanisław Pomian-Srzednicki – polski sędzia, pierwszy Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego w latach 1917 – 1922,
  • Zygmunt Kaczkowski – polski powieściopisarz i poeta, działacz narodowowyzwoleńczy, szpieg austriacki,
  • Jałbrzyk Jan Sokołowski – komornik króla Czech i Węgier Władysława Jagiellończyka, kasztelan santocki i starosta grudziądzki,
  • Świętosław z Wrzący – kustosz włocławski (od 1426), kanonik poznański (od 1429), archidiakon włocławski (od 1435), wikariusz generalny i oficjał włocławski biskupa Władysława z Oporowa oraz jego następcy Jana z Sienna,
  • Witold Zakrzewski (prawnik) – prawnik, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, poseł na Sejm PRL VIII i IX kadencji,
  • Wincenty Zakrzewski – polski historyk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego,
  • Stanisław Kobierzycki – polski działacz państwowy i historyk,
  • Władysław Krzysztof Grabiński – polski szlachcic, starszy ułan podchorąży, uczestnik powstania warszawskiego,
  • Michał Sokołowski – starosta kowalski,
  • Józef Grabiński – generał brygady armii Księstwa Warszawskiego, generał dywizji armii włoskiej,
  • Jan Sokołowski (wojewoda) – kasztelan elbląski od 1540 roku, a od 1544 chełmiński, następnie wojewoda pomorski i starosta grudziądzki,
  • Jan Gaston Zakrzewski – inż. mechanik, podporucznik rezerwy artylerii Wojska Polskiego,
  • Jarosław Jan Sokołowski – komornik Władysława Jagiellończyka króla Czech i Węgier,
  • Krzysztof Sokołowski – starosta rogoziński,
  • Kazimierz Bogatko – starosta kiślacki,
  • Wojciech Sokołowski – jezuita, filozof i teolog,
  • Konstanty Kotowski – marszałek mozyrski, pułkownik jazdy litewskiej, konfederat wojskowy 1661,
  • Józef Grabiński (kasztelan) – polski szlachcic, starosta janowski (1704), podstoli sandomierski (1710) i stolnik sandomierski (1712), senator (1730, 1740, 1750, 1760), kasztelan sanocki (1720-1733),
  • Aleksander Sokołowski (biskup) – biskup kijowski, opat trzemeszeński,
  • Kazimierz Sokołowski (starosta) – starosta inowrocławski, generał major ziemiański powstania wielkopolskiego w 1806 roku,
  • Jakub Sokołowski – kanonik włocławski.,
  • Władysława Maciesza ps. Sława, Katarzyna, Margarette Wagner − kurier legionowy, senator, żołnierz wywiadu,
  • Józef Bliziński – polski dramaturg i komediopisarz pozytywistyczny. Jest uważany, obok Michała Bałuckiego za spadkobiercę komedii fredrowskiej,
  • Jarand z Grabia – wojewoda sieradzki i inowrocławski w 1427, stolnik brzeski od 1402, uczestnik bitwy pod Grunwaldem,
  • Henryk Sokołowski – polski malarz,
  • Serafin Sokołowski – sekretarz gabinetu Stanisława Augusta Poniatowskiego, konsyliarz Rady Nieustającej, poseł na Sejm Czteroletni,
  • Antoni Dezydery Biesiekierski – kasztelan kowalski, poseł na sejm, kawaler Orderu Świętego Stanisława,
  • Norbert Motylewski – paulin, trzykrotny przeor jasnogórski,
  • Władysław Grabski – polski polityk narodowej demokracji, ekonomista i historyk, minister skarbu oraz dwukrotny premier II RP. Znany powszechnie jako autor reformy walutowej,
  • Mieczysław Sokołowski – oficer WP i AK, dowódca IV Obwodu „Ochota” w czasie powstania warszawskiego.

Herbowni w Rosji

Rosyjski heraldyk Aleksander Borysowicz Łakier w swojej książce Heraldyka rosyjska z 1855 roku przytoczył nazwiska rosyjskiej szlachty, która przejęła niektóre polskie herby. Wśród nich jest Pomian. Autor nie wyjaśnia, w jaki sposób zachodziło takie przejmowanie. Pewne jest, że kilka polskich rodzin osiadło w Rosji. Rdzennie rosyjskie rody mogły zaś przyjmować polskie herby na zasadzie upodobniania wizerunków własnych. Herbem Pomian miały według Łakiera pieczętować się rodziny:

Karmilicyn, Malawko (Malawok[34]), Sokołowski, Jurieniew[35].

Ląd herby 800px-123-bisBardzo ciekawa galeria znaków na ścianie kościoła w Lądzie. Mamy tu modrego Węża (Odrowąża) sześcioszprychowy znak odrodzenia Życia – koło sześcioszprychowe, cztery czterolistne koniczyny swaroże vel poganskie krzyże słoneczne, Trzy Kłosy, Trzy Wieże i Trzy Góry (Działowie – Trygław) i Drzewo Świata oraz Smoka, a także Świat Czteropoziomowy: Sławia – z Ojcem Ojców (Świadomością Nieskończoną), Prawia – gdzie Cztery Królowe Kirów z hołdującym im aniołem, o którym wiemy iż zastępuje Skarabeusza czyli Bedrik-Wedrik, Jawia – w której scena hołdu i szczęśliwe koniczyny oraz góry i drzewo, Nawia – w której herby Dziadów .

Herb w kulturze

Herb ten, obok herbu Odrowąż, wspomina Włodzimierz Wolski w libretcie Halki:

W jedno godło dziś się wiążą Pomian, panie, z Odrowążą.

Herb Pomian miał zostać nadany Janowi Bohatyrewiczowi z powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej.

Występowanie w heraldyce terytorialnej

Pomianowie nie osiągnęli dużego znaczenia i nie wydali wielu posesjonatów. Mimo to, kilka gmin i jedno miasto upamiętniło związki z nimi, umieszczając godło Pomiana w swoich herbach.

Herb Kazimierzy Wielkiej zawiera obok kłosów zboża, także godło herbu Łubieńskich, długoletnich właścicieli miasta. Godło to zostało również użyte w herbie powiatu kazimierskiego. Herb gminy Aleksandrów Kujawski składa się z kamieni z herbu Sulima, oraz żubrzej głowy z herbu Służewskich, Grabskich i Przybranowskich[36]. Herb gminy Zakrzewo (powiat aleksandrowski) składa się z Ogończyka Zakrzewskich, Pomiana Sokołowskich i herbu Karmelitów Bosych. W projekcie herbu użyto wariantu barwnego z fryzu w Lądzie[37]. Herb gminy Szczytniki składa się z Poraja Iwanowskich, herbu dawnego miasta Staw i Pomiana Lubieńskich[38].Wieniawa-Paprocki-1584

Odmiany, wersje alternatywne i utytułowane

Istniało kilkadziesiąt odmian herbu Pomian, powstałych na skutek takich zjawisk jak zniekształcanie rysunków, tworzenie nowych herbów na potrzeby adopcji i udostojnienia. Część z nich była tylko wariantami barw lub drobnych szczegółów rysunku. Zaliczają się tutaj odmiany klasyfikowane przez Ostrowskiego jako: Pomian Ib (miecz wbity pod rogiem a nie między rogami) oraz Pomian II (pole błękitne). Z herbami tymi nie są skojarzone osobne listy nazwisk. Istniały też odmiany, przeważnie herby własne, dające się przypisać konkretnym rodom, a przez to sklasyfikowane jako osobne herby. Tadeusz Gajl, posiłkując się m.in. Niesieckim, Ostrowskim i Szymańskim, podaje następujące odmiany: Bagniewski, Bugnerowicz, Bukaty, Leszyński, Pomian III, Rydger, Saka, Sokołowski, Trlęski. Spośród nich, Bugnerowicz i Rydger pochodzą z nobilitacji, geneza pozostałych jest nieznana.

Istniały też trzy wersje Pomiana, będące herbami złożonym, z oznakami godności arystokratycznych. Krukowiecki, powstał na okazję nadania austriackiego tytułu hrabiowskiego Janowi Krukowieckiemu w 1784. Łubieński hrabia, należał do Feliksa Łubieńskiego, który otrzymał w 1798 dziedziczny tytuł hrabiowski w Prusach. Syn Feliksa, Tomasz Łubieński (generał), otrzymał w 1811 tytuł barona Cesarstwa Francuskiego i stosowne odmiany w herbie.

Juliusz Karol Ostrowski wymienia też warianty herbu oznaczone cyframi od IV do XII[23]. Nie są to oddzielne herby, ale raczej zestawienie różnych przedstawień powstałych na przestrzeni wieków:

  • Pomian IV − Na tarczy głowa żubrza z mieczem prawo ukośnie przewleczonym przez rogi. Jest to przedstawienie z pieczęci Chebdy z 1306,
  • Pomian V − Na tarczy głowa żubrza przebita mieczem w lewo. Jest to wizerunek z pieczęci Mikołaja, kasztelana kowalskiego z 1430,
  • Pomian VI − Na tarczy głowa żubrza z mieczem na poprzek rogów. Jest to wizerunek z pieczęci Dowgierda, wojewody litewskiego z 1433,
  • Pomian VII − Na tarczy głowa żubrza przebita mieczem prawo ukośnie w górę. Jest to przedstawienie z pieczęci Jaranda z Brudzewa z 1435,
  • Pomian VIII − Na tarczy głowa żubrza przebita mieczem lewo ukośnie od góry. Tak przedstawił herb rytownik na pieczęci Jana z Grabi z 1442,
  • Pomian IX (Pomianowie, Proporczyk) − W polu złotym głowa żubrza czarna z rogami złotymi, z pierścieniem złotym w nozdrzach i mieczem z dołu lewo ukośnie przez rogi przeplecionym. Jest to wizerunek z Roli marszałkowskiej z 1461,
  • Pomian X − W polu złotym głowa żubrza czarna przebita mieczem lewo ukośnie od góry. Jest to wariant z Herbarza arsenalskiego z 1530,
  • Pomian XI − Na tarczy, przez głowę żubrzą miecz zza lewego rogu ukośnie ponad prawym okiem końcem w dół obrócony. Jest to przedstawienie z herbarzyka Ambrożego,
  • Pomian XII − Na tarczy, przez głowę żubrzą miecz zza lewego ucha ukośnie pod lewe oko na dół końcem ukośnie leżący. Tak przedstawił herb Wojciech Wijuk Kojałowicz.

472px-POL_COA_Kietlicz.svg

Kietlicz i Kietlicz II

Kietlicz (Kiczka, Kyczka, Kitshka) – herb szlahecki.

  • Opis herbu:

Kietlicz I : W polu złotem; tży złote sznury w usemkę złożone: dwa i jeden, w środku tarczy stykające się. Klejnot: tży piura strusie.

Kietlicz II : W polu czerwonem; tży złote sznury w usemkę złożone: dwa i jeden, w środku tarczy stykające się. Klejnot: tży piura strusie.

  • Najwcześniejsze wzmianki:

Powstał w XIV wieku.

  • Legenda herbowa

Według legendy rodowej Kietlicze (Kittlitz) pohodzili od książąt słowiańskih. Jeden z książąt miał cztereh synuw, kiedy najstarszy z nih został władcą wypędził pozostałyh braci z kraju. Wtedy to ih matka dała im na drogę złoty łańcuh na szyję, ktury podzielili na tży części. W ten sposub miała powstać druga odmiana herbu Kietlicz, pierwsza odmiana herbu w Polsce składała się na tży złote pętle w rozstruj na złotej tarczy.

  • Herbowni:

Brem, Cygan, Kietlicz, Owelt, Owilski, Pilli, Pluzeński, Preteszewski, Preteszowski, Pżedwolszowski, Rajmir, Rajski, Rayski, Skedziński, Skidziński, Skiedeński, Skierkowski, Stresz, Studeński, Zagan, Zigan

kietlicz2-niesHerb Kietlicz II

Herb Ciołek – Cielec czyli Byk

niederlausitzwappenCiołek – w godle Łużyc

wyrasta z GODŁA – God-vędy (znaku-tamgi gowęda – bydła, podstawy plemiennego bytu, z byka/krowy. Krowę ujęto w “przejściowym” kolorze czerwieni i krwi – rasa polska, ze słonecznymi rogami i ze złotymi kopytami, z ogonem rozwidlonym na kolejne 6 chwostów/kos. Krowa/Byk stoi na trawie, czterema nogami na Trzech Wzgórzach – Trzygławia, Góry Świata i na tle Światła Świata – Jasnego, Białego Nieba (tła herbu-godła).

[Gowinda (w sanskrycie:गोविन्‍द) – jedno z imion (tytułów) hinduskiego boga Kryszny (oraz Wisznu jako awatary). Imię składa się z dwóch słów: go – ma znaczenie krowy, kraj lub zmysły, a winda oznacza opiekun. Imię Gowinda można tłumaczyć jako: Opiekun krów (kraju, zmysłów). U nas w języku słowiańskim na bydło (od być albo nie być = byt-ło) mamy i słowo skot i słowo gowędo (od czego słowo gawiedź – bydło). Krowa, krow-krew. ]

Godło i Zwieńczenie łączy KAGAN/SZŁOM/KIELICH/KOSZ, srebrny odwrócony kielich, tworzący szołm-chełm, ze złotą klatką słońca-kuli-ognia-światła – to symbol Wojów i Wiedunów, Wiary i Wiedy Najgłębszej – tzw graal lub kagan (kogajon, koszająt, koszołm, koszał).

Dział Działów reprezentują tutaj dwa zwierzęta podstawowe z Zodiaku Pierwotnego Krzyża, czyli Zodiaku 4 Kirów – symbole KRESU (czyli Przemiany) – wiosny/lata i jesieni/zimy: Ptak = Łabędź/Orzeł/Bocian = zachód/północ = jesień/zima (odlot) i Byk/Krowa = wiosna/lato, wschód/południe (rozwój). Zwierzęta te (oraz kwiat, zielone wzgórza i złote promienie kaganu-słońca) symbolizują jednocześnie Wiarę Przyrody i Przyrodę w ogóle.

Koszerys-Chors-Horos-Horus-Ozyrys – Oko Horusa Świadomość – Ptak – Łabędź – Ptah – Apis (Byk)

Ptah (czyt. pta) – bóg memficki. W mitologii egipskiej jest to bóg stwórca, stojący na czele Wielkiej Trójki Bogów. Razem z lwiogłową Sechmet i Nefertumem tworzyli w Memfis triadę. Ptah był opiekunem sztuk i rzemiosła. Występował pod postacią człowieka, z ogoloną głową i laską (będącą połączeniem symbolu anch, berła uas i filaru dżed) w ręku. Świętym zwierzęciem Ptaha był Apis[1]. Za syna Ptaha uznano Nefertuma oraz półboga Imhotepa, arcykapłana i budowniczego piramidy Dżasera. W okresie hellenistycznym utożsamiany przez Greków z Hefajstosem[2].

Ptah

Zobacz hasło Ptah w Wikisłowniku

Aah (również Aa, Ah, Jah) – w starożytnym Egipcie bóg księżyca. Był odpowiedzialny za Księżyc Roku. Jego imię znaczy „księżyc”. Był przedstawiany jako półksiężyc często ze słońcem. Towarzyszył głównie Totowi i Chonsu. Był utożsamiany z Ozyrysem (jako Ozyrys-Aah) i Thotem (jako Tot-Aah). Jest odpowiednikiem Seleny i Luny.

Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.

Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.

Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.

Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.

W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).

Apis (grecka forma egipskiego imienia Hapi – boga Nilu, który kontrolował wylewy rzeki) – święty byk w Memfis, uważany za wcielenia Ptaha, później Ozyrysa przez co został bóstwem podziemnym kojarzonym z minerałami i klejnotami – przez Greków utożsamiany z Hadesem.

Byk Apis to najbardziej znane spośród egipskich świętych zwierząt. Jego sanktuarium znajdowało się w pobliżu bramy świątyni wielkiego boga stwórcy Ptaha. Byk Apis był symbolem siły i męstwa. Wierzono, że został zrodzony z promienia słonecznego. Wybór konkretnego zwierzęcia jako świętego byka uzależniony był od rozpoznania określonego zestawu 29 znaków[1], podstawowe to posiadanie przez bydlę: białego trójkąta na czole, białej plamy w kształcie skrzydeł na łopatkach i zadzie, sylwetki skarabeusza na języku i rozdwojonego chwostu[2]. Za życia Apis ozdabiany był złotem i klejnotami oraz trzymany w specjalnym sanktuarium. Według wierzeń starożytnych Egipcjan gdy byk umierał, jego istota przenosiła się do następnego zwierzęcia, kapłani rozpoczynali poszukiwanie kolejnego wcielenia. Ostatniej intronizacji Apisa dokonano za panowania cesarza Juliana Apostaty[3] Stare byki uroczyście topiono, zwłoki padłego osobnika poddawano mumifikacji, która trwała 70 dni (40 dni zajmowało suszenie mięsa, a 30 dni zawijanie). Podniosłe uroczystości pogrzebowe odbywały się w Sakkarze, kończyły się złożeniem szczątek Apisa w sarkofagu z drewna i grafitu, w komorach grobowych zwanych Serapeum. Złodzieje wielokrotnie rabowali mumie poszukiwaniu cennych ozdób. Żaden pogrzebany Apis nie przetrwał w nienaruszonym stanie. Ptolemeusz I Soter przeniósł główny ośrodek kultu do Aleksandrii. Kult z czasem rozprzestrzenił się do Aten i Rzymu.

Isztar

tzw. „Waza Isztar” z wizerunkiem nagiej bogini w otoczeniu zwierząt (wielorożna tiara na głowie jest symbolem boskości); Larsa; pocz. II tys. p.n.e.; zbiory Luwru (AO 17000)

terakotowa płytka z przedstawieniem Isztar; Esznunna; pocz. II tys. p.n.e.; zbiory Luwru (AO 12456)

detal z kudurru (steli) króla babilońskiego Meli-Szipaka, ukazujący ośmioramienną gwiazdę – symbol bogini Isztar

Inan(n)a (sum. dinana), Isztar (akad. dištar) – w mitologii mezopotamskiej bogini wojny i miłości, z czasem główna i jedyna licząca się bogini panteonu mezopotamskiego; jej kult rozpowszechnił się szeroko na całym obszarze starożytnego Bliskiego Wschodu – w Syrii i Fenicji (Asztarte) oraz Anatolii (Szauszka); w Babilonii czczona głównie w Uruk w świątyni E-anna („Dom nieba”).

Sumeryjskie imię bogini – „Inana” („Inanna”) – wywodzi się prawdopodobnie z domniemanego Nin-anna („Pani Nieba”) i występuje również w formie Innin. Znak dla zapisania imienia Inany (węgar z pierścieniem) znany jest już z najstarszych tekstów pisanych.

Imię Isztar (wcześniej Esztar) w języku akadyjskim jest spokrewnione z imieniem południowoarabskiego (męskiego) bóstwa Attar oraz z imieniem syryjskiej bogini Astarte (biblijna Asztoret), z którymi to bóstwami była niewątpliwie łączona.

Główne przekazy dotyczące Inany przedstawiają ją jako córkę boga Ana, blisko związaną z sumeryjskim miastem Uruk. Według innej tradycji była uważana za córkę boga księżyca Nanny (Sina) i siostrę boga słońca Utu (Szamasza). W odmiennych przekazach uchodziła za córkę Enlila a nawet Enkiego. Siostrą Inany była bogini Ereszkigal, królowa świata podziemnego Kur. Jej wezyrem (posłanką) była bogini Ninszubur.

Inana nie ma stałego małżonka, ten fakt jest związany z tym, że jest boginią miłości cielesnej. Nawet z Dumuzim, który często jest określany jako jej „umiłowany”, łączą ją niejasne stosunki, a ostatecznie to ona ponosi odpowiedzialność za jego śmierć. Również nie przypisywano jej dzieci (z jednym możliwym wyjątkiem – bogiem Szara).

Wydaje się bardzo prawdopodobne, że w klasycznej postaci bogini Inanny/Isztar zsynkretyzowano pewną liczbę pierwotnie niezależnych bogiń lokalnych. Najważniejszą z nich była Inanna z Uruk[potrzebne źródło]. W Uruk znajdowała się główna świątynia Inanny (E-anna – „Dom nieba”). Jednakże istniały też inne lokalne odmiany tej bogini, otoczone niezależnym kultem: Inanna z Zabalam (w północnej Babilonii), Inanna z Agade (szczególnie czczona przez królów dynastii z Agade), Inanna z Kisz oraz Isztar z Niniwy i Isztar z Arbeli w Asyrii.

Inana była również po przyjacielsku łączona z boginią Nanają i wraz z nią czczona w Uruk i w Kisz.

W „osobowości” Inanny/Isztar można wyodrębnić 3 niezależne postaci (aspekty):

  • bogini miłości cielesnej i zachowań seksualnych (jest ona szczególnie związana z seksem pozamałżeńskim i z prostytucją – w sposób, który do tej pory nie został jeszcze w pełni zbadany, pomimo uwag Herodota na ten temat. Tak zwane święte zaślubiny, w których uczestniczy Inana, nie niosą ze sobą żadnych implikacji moralnych dla związków małżeńskich ludzi. Szósta tabliczka babilońskiego eposu o Gilgameszu, w której Gilgamesz czyni wymówki bogini Isztar z powodu sposobu, w jaki traktowała całą serię kochanków i nie chce stać się ostatnim na tej liście, jest ważnym źródłem informacji o tej cesze bogini Isztar, podobnie jak różne wersje poematów sumeryjskich o Inanie i jej miłości do Dumuziego).
  • bogini wojny (rozmiłowana w walce, metaforycznie określanej jako „plac zabawy bogini Isztar”. Gwałtowna i żądna władzy, staje w czasie walki u boku swoich ulubionych królów. W jednym z poematów sumeryjskich Inana prowadzi wyprawę wojenną przeciwko górze Ebih. Inny mit, Inana i Enki przedstawia jej podróż do Eridu, aby uzyskać me, a jeszcze inny – jej zejście do świata podziemnego. Wszystkie ukazują dążenie bogini do poszerzenia władzy. Dla Asyryjczyków boginią wojny była zwłaszcza Isztar z Arbeli).
  • utożsamienie bogini z planetą Wenus („jestem Inaną wschodu słońca” – mówi bogini o sobie w „Zejściu Inany do świata podziemnego”. W tej formie występowała czasami pod imieniem Ninsianna. Jej transformacja w gwiazdę poranną jest sławiona w poemacie ułożonym prawdopodobnie w okresie kasyckim). Bogini Inany dotyczą także mity: „Inana i Bilulu” – w którym Inana zmienia starą kobietę Bilulu w wóz skórzany, uważając ją za winną śmierci Dumuziego; Inana i Szukalletuda – dotyczący ogrodnika Szu-kale-tudy oraz Gilgamesz, Enkidu i świat podziemny (inna nazwa: Gilgamesz i Enkidu w świecie podziemnym) – w pierwszej części tego mitu bogini Inana przesadza do Uruk święte drzewo halub, z którego drewna zostaną później wykonane jej tron i łóżko).

W sztuce Inana przedstawiana jest jako bogini-wojownik, często uskrzydlona, w pełnym uzbrojeniu, albo też otoczona nimbem z gwiazd.

Zwierzęciem Isztar był lew, a jej symbolem gwiazda lub tarcza z gwiazd. W pewnym okresie symbolem mogła być też rozeta.

Cuneiform sumer dingir.jpgCuneiform sumer inana.jpg

zapis imienia Inanna w piśmie klinowym (okres nowosumeryjski, XXI wiek p.n.e.)

B010ellst.png B153ellst.png

zapis imienia Inanna/Isztar w piśmie klinowym (okres nowoasyryjski, VII wiek p.n.e.)

Niestety na tym przerwiemy – odkładałem tę publikacje przez cały rok – miała się ukazać w roku 2012 w jesieni. Ciąg dalszy nastąpi. Ten artykuł jest przeznaczony dla ludzi zanurzonych najgłębiej w Wierze Przyrody. Przedstawione tu   wiadomości muszą „zapaść” naprawdę głęboko, by możliwa była dalsza kontynuacja.

Winicjusz Kossakowski – ROZWAŻANIA TYCZĄCE DAWNEJ WIEDZY SŁOWIAN

Posted in nauka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 13 Październik 2013

© by Winicjusz Kossakowski

Joachim Lelewel radził szukać religii słowiańskiej w języku Słowian, wychodząc ze słusznego założenia, że to co co jest, w postaci materii czy ducha musi być nazwane. Problem polega na tym, że rozsypała się ta nasza starosłowiańska mowa po krajach i kontynentach, wchłaniając makaronizmy, niekiedy tracąc pierwotne znaczenie słowa.  Czasami pomaga etymologia, lecz nie zawsze musi być prawdziwą.

Tak się dziwnie składa, że większość narodów posiada swoją mitologię. Mitologię słowiańską próbują odtwarzać uczeni i poeci na podstawie tego co zachowało się w folklorze ludowym.

Czy nie popełniają błędu?

Pochodzę ze wsi, w której dopiero „demokracja ludowa” przeprowadziła elektryfikację. Ja jeszcze uczyłem się  przy lampie naftowej. O telewizji, ogłupiającym złodzieju czasu, nikt nie słyszał. Jedyny telefon był na Stacji PKP – dla cywili niedostępny.

Długie zimowe wieczory, pełgające światło lampy i wolny zimowy czas stwarzały odpowiedni nastrój. Młodzież i starsi zbierali się na pogaduszki. Kawalerka, aby odprowadzić panienkę pod dom a przy okazji ukraść całusa, zaludniała ciemność nocy niestworzonymi zjawami, które pojawiały się akurat w tym miejscu, obok których panienki musiały przechodzić idąc do domu. Wyobraźnia szalała, która w ustach zdolnego gawędziarza nabierała cech rzeczywistości.

– To działało.

Wystraszone dziewczyny, rzeczywiście bały się same wracać.

Podsłuchane opowiadania, odpowiednio przerobione, przekazywało  się potem dzieciom w formie bajek. Trafiały one do szkoły i rozpływały  po okolicy.

To był już folklor.

A na podstawie folkloru, próbują niektórzy „odtwarzać” dawne wierzenia Słowian. Z tą „dawnością” może być różnie, ale z pewnością są to już wierzenia i to nasze, przez nasz lud usnute na postawie, który ginie w osi czasu. Kolorowego dywanu folkloru stracić nie można, notuje on czasy dawne i przeplata współczesnością. Daje to pewien ciąg kulturowy.

S. W. Żwirnikowa, kandydat nauk historycznych w filmie poświęconym Gryniewiczowi  prezentuje dywan utkany przez rosyjskie chłopki z dalekiej północy z ornamentem wymyślnej swargi. Jakież było moje zdziwienie, gdy ten ornament znalazłem ryty na brązowej zapince z VI – VII wieku pozyskanej z cmentarzyska grupy olsztyńskiej w Tumianach woj. Olsztyńskie. [Praca Jerzego Gąssowskiego „Kultura pradziejowa na ziemiach Polski,  zarys”].

wk1

W jeszcze większe zdumienie wprowadziła mnie relacja  Żwirnikowej, którą przytaczam poniżej: „Ornament swastyki, meandry, gąski z naszych haftów przyszły nie z Indii czy z Grecji, wszystko to pochodzi jeszcze z paleolitu i wszystko to zachowało się na ruskiej Północy w hafcie ruskich chłopek”.

Ten sam ornament z polskich Tumian i Syberii,  kreśli granice wspólnej kultury. Na ozdobnym szlaczku ruskim mamy na przemian swastykę prostą ze swastyką zakończoną prostokątną literką „S”. Z napisu ideograficznego na urnie z Białej wynika, że znak swastyki  jest ideogramem słońca. Ideogram bardziej wymyślny i ozdobny, może być ideogramem bóstwa nieba.

obraz2

Niedawno słyszałem pieśń – modlitwę indyjskiego wioślarza: „Hari, Kriszna, Hari, Kriszna, Kriszna, Kriszna, Hari, Hari”. Skojarzyłem to z ideogramami na ruskim hafcie.

Krisz, krzyż – Kriszna.

Hari – gorejący, płonący.

Na ruskim hafcie zachowała się modlitwa do bóstwa nieba, jeszcze z paleolitu. Wątpię, żeby tkaczka powtarzająca ten wzór o tym wiedziała. Ale mogło zachować się przekonanie, że wzór ten przynosi szczęście. A o szczęście w życiu modli się cała ludzkość do dzisiaj.

a- Jednak większą dokładność i pewność daje przekaz pisemny pomimo, że zostawiony przez obcych, nierzadko wrogo a na pewno z pozycji wyższości, patrzących poprzez swoją wiarę na naszą kulturę i wierzenia.

b- Znaleziska archeologiczne, szczególnie opisane słowiańskimi runami, które już zostały odczytane –  a takich jest wiele.

c-Dokładna analiza słownictwa związanego z religią, szczególnie – zachowanych imion bóstw.

d- Warto wykorzystać zdobycze współczesnej nauki genetycznej, która potrafi dość dokładnie określić gen i czas jego rozwoju. Ustalić jego rozmieszczenie i gęstość procentową we współczesnych populacjach na terytorium Eurazji i Świata. Podążając tym tropem ze stepów Ukrainy, poprzez Persję czy Babilon trafiamy do Indii, gdzie słowiański gen R1a1 zachował się w najwyższych warstwach społecznych i to w najwyższej gęstości, bo wynoszącej do 80%.  Nie ulega wątpliwości, że razem z masową migracją całych armii i plemion, jak to miało miejsce, przenosiła się i wiedza, ta dotycząca wierzeń – również. A że to były plemiona zdobywców, o czym świadczą geny w najwyższych warstwach klasowego społeczeństwa Indii, ich wiedza musiała zdominować wierzenia tubylczej ludności.

***

Czy Słowianie mieli religię w dzisiejszym rozumieniu tego słowa?

 

Wierzenia religijne były pojmowane jako „Sławienie Prawa”- oczywiście boskiego. W przeciągu dłuższych okresów historycznych idee religijne, niewątpliwie, zmieniały się, świadczą o tym pochówki szkieletowe i ciałopalne.

Budowano świątynie. Istniał system kapłański.

Kapłani, jako znający wolę bóstwa, cieszyli się wielkim poważaniem. Byli doradcami społeczeństwa, książąt i króli, czyli wpisywali się w system władzy.

Czy byli zorganizowani w system, podobny do romajskiego?

Raczej – NIE!

Chociaż idee religijne, przypominały chrześcijańskie. Cyryl i Metody po zapoznaniu się ze słowiańskim Prawem Religijnym, doszedł do wniosku, że „Słowian musiał ochrzcić św. Piotr”.

Do oddzielnej grupy należał system  WIEDZY z wiedźmami, czarownikami, zielarzami, którzy w swej pracy korzystali z pomocy bóstw. Granica pomiędzy nimi a kapłanami zacierała się, kapłani również zajmowali się pomocą wiernym.  Wydaje się, że tuż po chrzcie książąt słowiańskich nasi kapłani przyjęli podobny system hierarchiczny do romajskiego. Na koronacji Bolesława Śmiałego naszych biskupów było dziewięciu a romajskich tylko sześciu.

Podstawową wiedzą, jak nietrudno się domyślić, była wiedza tycząca przetrwania, która dzieliła się na wiele dziedzin, takich jak wiedza rolnicza, budowlana, techniki wytwarzania narzędzi. Zazdrośnie strzeżona wiedza wytopu rusy z rudy, czyli żelaza, obecnie zwaną hutnictwem. Wiedza związana z obroną i wojną. Tajemna broń i techniki walki, dające zwycięstwo, nieraz nad przeważającymi siłami wroga.

Bardzo ważną wiedzą była ówczesna medycyna, ziołolecznictwo i   magia, czyli wiedza na temat samoleczenia organizmu, wykorzystująca psychikę.  Były również, a zresztą są do dzisiaj tzw. „szeptuchy – wiedźmy”, czyli kobiety posiadające moce lecznicze a zarazem zdolność jasnowidzenia, którego wytłumaczyć nie potrafię.

W swoim życiu spotkałem się z takim wypadkiem.

Syn mego brata, przyszły dziedzic fortuny, urodził się w porodzie zwanym – kleszczowym. Coś musiało zostać uszkodzone, ponieważ jeden policzek rozwijał się normalnie a drugi nie – był dużo mniejszy. Dziecku wykręcało buźkę.  Współczesna medycyna była bezsilna. W tym czasie pracowałem z Michałem, który siedział przy sąsiedniej desce kreślarskiej. Podzieliłem się z nim tragedią rodzinną.

„Wiesz co – powiedział – w naszej okolicy jest kobieta o niesłychanych zdolnościach. Nie tylko leczy ludzi lecz i pomaga w innych sprawach”. – Tu opowiedział o swojej matce, której zaginęła krowa. Nie wracała już cały tydzień. Kobieta udała się do jasnowidzącej „szeptuchy” z sąsiedniej wioski.

– „Nie martw się. Zanim wrócisz do domu, krowa będzie na podwórku”.

Była.

– Namówiłem brata by zawiózł dziecko do „szeptuchy”. Brat jest realistą i nie wierzył w moce nadprzyrodzone, ale była to ostatnia deska ratunku z której – ostatecznie skorzystał.

Przyjęła ich starsza kobieta. Pogłaskała dziecko po policzku. Coś szeptem odmówiła,  -zaklęcie czy modlitwę i rzekła: „Nic to. Będzie wszystko w porządku. Proszę o przyjazd za miesiąc. Trzeba to jeszcze raz powtórzyć”.

– Już nie pojechał. Przez miesiąc czasu wielkość policzków wyrównała się.

– Pytałem, czy zapłacił za usługę.

– Nie chciała. Twierdziła, że gdy przyjmie wynagrodzenie straci zdolność pomagania ludziom.

Takie były słowiańskie „wiedźmy”. Miłosierne i bezinteresowne, może temu trafiały na stos inkwizycji.

Dzisiaj babka już nie żyje, ale prawdopodobnie jej moc przejęła najmłodsza wnuczka.  -Zdesperowanym w swoim nieszczęściu podaje adres: Powiat – Bielsk Podlaski. Miejscowość – ORLA.

Inną dziedziną była znajomość run, czyli pisma, które pozwalało na zapis i zachowanie wiedzy. Tego musieli się uczyć Słowianie, a przynajmniej wyższe kasty społeczne. Z pewnością Szczytowie z mazurska Scytowie, które – jak sama nazwa wskazuje, były odpowiedzialne za organizację społeczną i obronę granic.

„Szczyt” to nie tylko wierzchołek, ale i tarcza ochronna. Do dzisiaj pozostały na obrzeżach imperium słowiańskiego  nazwy obwarowanych – obronnych miast jak Szczytno, Szczecin.

W dosyć ciekawym a nie do końca ujawnionym kierunku, poszli rodzimowiercy rosyjscy. Twierdzą oni, że w jaskiniach Uralu znajduje się tajemna biblioteka a w niej „KSIĘGA ŚWIATŁA” spisana a właściwie ryta, na miedzianych i złotych blachach w której jest spisana „starodawna wiedza Słowian”. Część owej wiedzy wyniosły dawniej, plemiona emigrujące poprzez Babilon do Indii, gdzie spisano ją w sanskrycie, czyli tajemnym języku słowiańskim – mówiąc językiem współczesnym – językiem kodującym sens tego, co się oficjalnie czyta, stąd nazwa SENS SKRYTY – ukryta wiedza.

W internecie natrafiłem na krótki film w języku rosyjskim z polskimi napisami, które przepisałem. Umieszczam je poniżej.

***

 KSIĘGA ŚWIATŁA – opracowanie

 

Zawartość tej księgi opiera się głównie na starosłowiańskim źródle: KSIĘDZE ŚWIATŁA. Ale też przywoływane są inne pradawne źródła, które potwierdzają te zdarzenia. Te pradawne źródła przechowane zostały przez różne narody na wielu kontynentach ziemi.

„Księga Światła” wyjaśnia te kwestie, które stanowią fundament słowiańskiego światopoglądu. Poprzez tą księga ta nie zastępuje tamtego źródła, ale stanowi jego istotne uzupełnienie wyjaśniającym jego zawartość i potwierdzającym  jego wiarygodność  i prawdziwość. Poprzez znane współczesnym ludziom odkrycia archeologiczne, jasnowidzenie, przekazy i opowieści zawarte w pieśniach i traktatach.

Ta księga wyjaśnia znaczenie starosłowiańskiej wiedzy, którą podarowali Słowianom i Ariom ich wielcy Przodkowie – Bogowie. Ona w pełni udowadnia, że bez poważnego potraktowania”słowiańskiej wiedzy” niemożliwe jest rozwikłanie kwestii dotyczących powstania świata i powstania życia w naszym wszechświecie, ani wyjaśnienie zagadek przeszłości współczesnej ludności a w szczególności Słowian i Ariów, a także czasów pojawienia się tych cz też innych kultur oraz ich zaginięcia. Bez poważnego potraktowania starosłowiańskiej wiedzy cała przeszłość ziemi, albo staje się fantastyką zmistyfikowaną poprzez pojęcia religijne, albo prymitywne materialistyczne pojmowanie – ginie przy tym prawdziwy obraz bytu a pozostaje obraz iluzoryczny stworzonych przez zainteresowanych tym ludzi obsługujących współczesne struktury władzy. Zupełnie zanika możliwość wiernego prognozowania rozwoju ludzkości w rezultacie staje się ona zakładnikiem w działaniu tajnych i jawnych sił realizujących zgubne cele – cele te realizowane są dziś, przede wszystkim z użyciem narodu słowiańskiego. W związku z tym powstaje pytanie: :Jak to się stało, że słowiańskie narody zostały sprowadzone do tego poziomu istnienia, że zarządzają nimi inni? Wszak jeszcze 1500 – 2000 lat temu władali oni większą częścią Eurazji?

Wtedy gęstość zaludnienia na naszej ziemi była niewysoka co pozwalało na życie Rodowymi Społecznościami, gdzie surowo przestrzegano tradycji ludowych, a tych co je naruszali, po prostu wyganiano. Jednak potem sytuacja zaczęła się szybko zmieniać na gorsze, było ku temu kilka powodów.

Po pierwsze, około 1620 lat temu nasza ziemia wraz z systemem słonecznym weszła pod nie u błagalny wpływ ery „Lisa”., który spowodował u wszystkich ludzi w tym i u Słowian zmianę światopoglądu.

Osłabienie prawidłowego  widzenia świata i wzmocnienie fałszywych poglądów.

Po drugie, pod działaniem  tych wpływów narody przeciwne Słowianom utworzyły i wzmocniły swoje systemy religijne i ich struktury organizacyjne, które w większości były przeciwstawne, a także wrogie światopoglądowi słowiańskiemu, te systemy religijne były obliczone na pojmowanie prymitywne, żeby rozbudzić w ludziach strach, żądze władzy i

po trzecie – w miarę nasilania się wspomnianych wpływów (epoki lisa), wzrostu zaludnienia i zwiększania się wzajemnych kontaktów, naruszający narodowe tradycje otrzymali możliwość chronienia się u wrogów Słowian, przyjmować ich uproszczone światopoglądy religijne a potem powracać jako misjonarze. Bardzo często powracali wraz z wojskami wroga, by ujarzmić Słowian.

Po czwarte: nasilenie się negatywnych wpływów i ostrzeżenie się kontaktów miedzy narodami stało się katalizatorem zmiany poglądów na organizację życia Słowian, przede wszystkim książąt, którzy dostrzegli, że można władać swoim narodem, zamiast mu służyć. W tym środowisku pojawił się popyt na religijne, prymitywne systemy wrogów.

5. Nasilenie negatywnego wpływu ery „Lisa” i oddalenie się od rodowych tradycji prze kniaziów, zachwycenie się przez nich cudzoziemskimi religiami, przede wszystkim przenosi się na ich otoczenie i na tych przedstawicieli narodów, którzy od urodzenia mieli skłonności do łamania narodowych tradycji i dążyli do wyróżnienia się pośród swoich rodaków, nie poprzez właściwa wiedzę, lecz dzięki kłamstwu, chytrości, podłości a także poprzez zdradę.

6. Nasilenie się negatywnego wpływu epoki „Lisa”i zwiększenie się kontaktów międzynarodowych, doprowadziły do zwiększenia się ilości wojen między nimi. Słowiańscy wojownicy, często zwyciężali swoich przeciwników i podbijali ich kraje. Zawojowawszy ich osiedlali się tam i asymilowali z miejscowymi narodami, wzmacniając ich a osłabiając słowiańskie.

7. Pod wpływem negatywnego promieniowania i zmian warunków klimatycznych na gorsze niektóre słowiańskie narody przemieszczały się w rejony o warunkach dużo korzystniejszych dla życia, mieszali się z miejscową ludnością i osiągali wysokie rezultaty w dziedzinie komfortu materialnego co doprowadzało do zamiłowania w komfortach życia i zapomnieniu nakazów rodowych a także poniżaniem rodaków, którzy pozostali w dawnej ojczyźnie.

8. Zdarzały się też przypadki, gdy wojownicy wroga także wkraczali na terytoria słowiańskie, a przy tym nie tylko grabili, lecz i gwałcili Słowianki, które w wyniku tego rodziły dzieci ze zmienioną na gorsze genetyką i niepełnoprawnym statusem wśród Słowian. Było niemało wypadków, gdy słowiańscy wojownicy żenili się z brankami a te rodziły dzieci z takimi samymi cechami  i takim samym statusem. Dorastając, te dzieci starały się zmienić swoje położenie wszelkimi sposobami i środkami często niegodnymi. W wypadku dojścia do władzy powodowali rzeź w środowisku Słowian.

Książę Władimir jest jedną z takich osób w naszej przeszłości. Chrystianizował Kijowskich Polan powodując rozprzestrzenianie się tej religii, pośród innych słowiańskich narodów. Wszystko to doprowadziło do degradacji słowiańskiego społeczeństwa Rodowego i podporządkowanie słowiańskich narodów cudzoziemskim rządom. Jednak wpływ epoki „Lisa” kończy się w 2012 roku. Od tego momentu zaczyna działać promieniowanie ery „wilka”i zaczyna kierować bieżącą sytuacją. Rozumieją to doskonale trzymający się władzy. Aby jeszcze dłużnej utrzymać się przy władzy, już dziś organizują oni poszukiwania starosłowiańskich źródeł pisanych, aby – po pierwsze – skorzystać poprzez nie z pradawnej wiedzy i zastosować ja w interesie rządzących sił – świata mroku. A z drugiej strony- w celu ukrycia lub zniszczenia owych źródeł, aby nie dopuścić do odrodzenia się Słowiańska. Sprzyjają temu współczesne religie światowe i ich sekty, aby utrzymać Słowian tak długo jak się da w nieświadomości i ignorancji. Prawie wszyscy przedstawiciele społecznych struktur sprzyjają umocnieniu w społeczeństwie roli i wpływu światowych religii. Równocześnie, oni sami korzystają z usług jasnowidzów i astrologów starając się w ten czy inny sposób posłużyć się częścią ujawnionej pradawnej wiedzy, aby utrzymać się przy władzy i zachować nieczysto uzyskaną własność. Wszystko to nie sprzyja harmonijnemu rozwojowi ludzkości powodując w nim napięcia i konfrontacje, które powoduje się w rozmaitym czasie rodzące wojny i katastrofy. Aby temu zapobiec, niezbędne jest by ludzie zwrócili się ku dawnej słowiańskiej wiedzy i przebudowali życie społeczne, stosownie do niej. Oznacza to zbudowanie życia według zasad i nakazów BOGÓW- przodków naszych.

Nie przyjmując starosłowiańskiej wiedzy, nie mamy możliwości uwolnienia się z władzy przedstawicieli  świata mroku i przejścia od wrogości między różnymi systemami jednokulturowymi ku wspólnocie i korzystnej wzajemnie współpracy między nimi. Przede wszystkim pradawna słowiańską wiedzę – religię rozumu – powinni dostrzec narody słowiańskie jako oddech dla odrodzenia się  i podniesienia. Wszystkie inne, zrobić tego nie są w stanie i w związku z tym będą wspomagać siły świata mroku, wzmacniając swoją władzę na naszym terytorium.

W końcu XX wieku zaczął się proces ujawniania pradawnej wiedzy słowiańskiej. Jednak ten proces – jak dotąd – jest ostrożnie dozowany. W obecnym czasie dostępna jest tylko ta wiedza, która pozwala ludziom zrozumieć pojmowanie świata.  Także ta wiedza, która sprzyja leczeniu i uzdrawianiu ludzi Wszelka inna wiedza do określonego czasu pozostaje w tajemnicy, gdyż społeczeństwo nie jest jeszcze na nią gotowe i może przynieść sobie, przy jej użyciu szkodę.

To, co dzieje się współcześnie z postępem technologicznym, który doprowadził już do zniszczenia znacznej części surowców naturalnych, lasów i innych bogactw przyrody, pustynnieniu, niegdyś urodzajnej ziemi, zatruciu powietrza, gleby, rzek, oceanów. Wiele terenów wysycha, ociepla się klimat, przybywa różnych zjawisk katastrofalnych. Jeśli ludzie nie zmienią swojego światopoglądu i rodzaju życia, to wszystko zakończyć się może światową katastrofą.  Zadanie jest stosunkowo proste. Ludzkość nie może dopuścić do światowego kataklizmu.

Nie uda się zapobiec temu, bez zmiany światopoglądu i współczesnego  rodzaju życia. Dokładnie to – przede wszystkim – powinny pojąć narody słowiańskie, aby poprowadzić pozostałych prawidłową drogą rozwoju

Zawartość tej „Księgi” opiera się – przede wszystkim – na starosłowiańskim źródle „Księdze światła”.

***

Jaka jest moja opinia na temat tego filmu?

– Lektor mówi dużo, ale okólnikami i sprawia wrażenie, że niewiele może powiedzieć.

Gdyby, z tego co mówi, przynajmniej część była prawdą to droga prowadzi  do Persji.

Na 1500 lat przed naszą erą pojawił się na tamtych terenach człowiek obdarzony „złotymi ustami boga RA”, czyli Zaratustra. Wspomnienie tego imienia  pojawia się wśród idoli postawionych w Kijowie jako: Załatus – (Załat ust?).

Otóż Zaratustra spisał świętą księgę i był założycielem nowego wyznania. Współcześni wyznawcy tej religii, zapomnieli już język w którym została napisana, ale księgę zachowano. Był to święty język boski.

Polski poliglota Ignacy Pietraszewski natrafiwszy na dzieło rozpoznał w tym języku sanskryt, co prawda nieco różniący się od ogólnie znanego bo zawierający większą liczbę słów słowiańskich. Przetłumaczył świętą księgę, nadając jej trochę przydługi tytuł:

 

Miano Słowiańskie

w ręku jednej Familii od trzech tysięcy lat zostające

czyli nie

ZENDAWESTA

a ZĘDASZTA

to jest

Życiodawcza książeczka Zoroastra

albo

AWESTA WIELKA

Książka została wydana przez wydawnictwo „Armoryka” w Sandomierzu w 2011 roku. Zainteresowanym podaje nr telefonu i adres.

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel + 48  158332141

e-mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl

Jak widzimy, sam tytuł mówi, że możemy się spodziewać w niej zawartej, starożytnej wiedzy – wedy Słowian.

Zaratustra twierdzi, że: podczas rytualnej kąpieli pojawił się przed nim olbrzym, dziewięć razy większy od człowieka, w którym uczony rozpoznał Archanioła, on  zaprowadził go do swego szefa, przebywającego w towarzystwie innych Archaniołów. Uczony Zaratustra rozpoznał w nim BOGA. Padł na kolana i zwyczajem wschodnim oddał mu pokłon – uczcił Go. Z opisu wynika, że Bóg i Archaniołowie mieli złociste włosy słońca i biało świecili swym strojem. W dalszej kolejności,  Zaratustra został zabrany na naukę wiedzy, wykładanej przez samego Boga, którego nazywa Ahura Mazdą.

Wiedza składa się z kilku działów. Jeden dotyczy STWORZENIA. Otóż Ahura Mazda uczy, że czasu stworzenia On Sam, przekształcił się i w ten sposób powstał człowiek. Powtarzał to kilka razy.

W innym rozdziale uczy hodowli i ustala prawa.

Jedną z ważniejszej wiedzy jest postępowanie z ogniem,  uświęconym   rytuałem, który nie pozwala na jego wygaśnięcie.

W innym miejscu uczy, jak przetrwać zimę. – „Ma być zbudowany gród, otoczony częstokołem, zaopatrzony w źródło wody. Do grodu mają być wprowadzone zwierzęta, dla których muszą być oddzielne budynki, oraz pasza. W grodzie zgromadzić zdrowych i silnych ludzi wraz zapasem żywności na dziewięć miesięcy”.

Zastanawia nakaz zgromadzenia żywności na okres dziewięciu miesięcy. Czyżby zima miała tyle trwać?

Nie. – Jest to czas wyliczony do następnych zbiorów, co oznacza, ze ludzie mają się zajmować, oprócz hodowli i polowania, rolnictwem.

Trochę, dziwi nas rytuał związany z pogrzebem. Otóż nakazuje on zbudowanie ceglanej wierzy, na której umieszcza się zwłoki zmarłych na żer świętych ptaków.

Zrozumiemy go gdy zapoznamy się z rytuałem słowiańskim.

– Słowianie spopielali zwłoki swoich krewnych. Popioły umieszczano w glinianych urnach.  Dopiero po tym  następował pochówek w „matce ziemi”. Rytuał ten był związany z wiedzą o duszach zmarłych, które tak przywiązywały się do swego ciała, że nie chciały go opuszczać. Stąd konieczność spopielania zwłok.

Urna nad którą krążyła niewidzialna już dusza wędrowała w dziwne miejsce. – Do lasu. Na rozdroże.- Właśnie tam spotykała kukułkę, która służyła jako środek transportu do nieba a konkretnie na księżyc, pod władzę bóstwa Chorsa.

Stąd wycharsły – wychudzony Księżyc.

Prawdopodobnie taką wiedzę przekazał Achura Mazda Zaratustrze. Potwierdzenie  tej koncepcji odnajdujemy w jednej z perskich sekt gnostyckich korzystającej z zoroastryzmu. Chudnięcie i grubienie księżyca tłumaczono brakiem lub nadmiarem dusz.

Pogrzebowy zwyczaj perski  jest związany z brakiem odpowiedniego drzewa służącego do spopielania. Zachowano miejscowy rodzaj pozbywania się zwłok, poprzez wyrzucenie  na pustynię na żer dzikim zwierzętom.

Budowa słupa i powierzenie zwłok ptakom, przypomina obrzęd słowiański, lecz dostosowany do miejscowych warunków i zwyczaju.

Słowianie powierzali ptakom duszę, a Persowie ciało.

Gdy zejdziemy z Nieba na Ziemię i spojrzymy na Zendawestę oczami rozumu, narzuca się tylko jedno wytłumaczenie.

Bogami Zaratustry byli – nazwijmy ich emigrantami – Słowianie, najpewniej z Polskich lasów i stepów Ukrainy. Opis grodu, który zostawili, jest koniecznością w surowszym klimacie Europy Wschodniej. W Persji, do przetrwania , wystarczy namiot beduina.

Oprócz wiedzy „przetrwania”, Zaratustra otrzymał ideę, przy pomocy której naród się jednoczył i organizował w państwo, nazwijmy ją religią.

– Jeżeli się dokładniej przyjrzymy religii Zaratustry to odnajdziemy w niej korzenie chrześcijaństwa. Między innymi wiedzę o duszy człowieka, która mieszka w niebie a nie pod ziemia, jak w innych religiach, np. greckiej. Jest również wiara w piekło, służące do dyscyplinowania wierzących.

Czy pomysł z piekłem, należy do ideologii słowiańskiej?

Jeżeli tak, to musiał się zrodzić już u emigrantów słowiańskich wstępujących, jak do pieca,  w upalny klimat podzwrotnikowy. Słowian łatwiej było straszyć Mrozem, Marzanną, Królewną Śnieżką, Wilkołakami, Utopcami, leśnym Borutą, Marą czy żywym trupem.

Z Wikipedii spisałem pojęcia dotyczące duszy z dwóch religii.

Proszę odgadnąć z jakich.

1)   „Dusze ludzkie po śmierci  do dnia Sądu Ostatecznego tracą swoją cielesność i wędrują przez „Most Dzielący” do piekła, czyśćca, nieba. Na moście, u wrót nieba stoi Mitra, który dzierży w swych rękach szale sprawiedliwości, na których są ważone dobre i złe uczynki, myśli i słowa. Gdy dobro przeważa nad złem w życiu danej duszy – trafia ona do Nieba, gdzie może sobie spokojnie oczekiwać na dzień Sądu Ostatecznego, kiedy to z powrotem uzyska cielesność i wróci na ziemię, aby powiększyć grono Sprawiedliwych. Gdy zło przeważa nad dobrem – dusza jest strącana do piekła z którego już nigdy nie wyjdzie i będzie pod kontrolą Angra Mainju, cierpiała nieskończone męki. Gdy szale doskonale się równoważą – dusza trafia do krainy umarłych, staje się szarym cieniem, nie mogącym czuć radości i smutku”.

2)  „…..żywa dusza była istotnością a nie miała duszę”. Co oznacza, ze dusza rozumiana jest jako życie. Umiera człowiek umiera i jego dusza.

Są trzy słowa używane w rozumieniu duszy:

– NEPHESH (szyja, gardło) – dusza ludzka  lub zwierzęca

– RUAH(wiatr) – dusza, jako zasady etyczne, emocje, wola

– NESHAMAH – inteligencja duchowa

Jak nietrudno się domyślić, pojęcie pierwsze, te z Mitrą, należy do religii Zaratustry.

Pojęcie drugie, pokręcone i niejasne, należy do religii żydowskich. Pojęcie to w różnych grupach religijnych Żydów jest różne, niekiedy nawiązujące do platonizmu itp.

Teraz odpowiedzcie sobie na pytanie: W której religii szukać korzeni chrześcijaństwa?

U Persów, czy u żydów?

Dlaczego przez 2000 lat Kościół Katolicki twierdził, że: „Stary Testament został ukrzyżowany wraz z Jezusem”(Z encykliki papieża Piusa XII. Str. 24) ?

 

Kompilacyjna księga, zwana STARY TESTAMENT,  mogła zostać napisana po powrocie z tzw. „niewoli babilońskiej” przez mędrca żydowskiego, który twierdzić miał, że odnalazł ją w ruinach świątyni.

Problem w tym, że twierdzenie to jest przekrętem. W tym czasie za świątynię żydom mógł służyć jedynie namiot.

Tak zwany „MUR Świątyni Salomona” do którego żydzi wznoszą modły, jest resztką pałacu  wybudowanego dopiero przez Heroda Wielkiego w czasach, gdy ziemie te wchodziły w skład państwa rzymskiego. Obecnie izraelscy archeolodzy dokładnie szukają śladów tzw „Świątyni Salomona” i nie znajdują. Jedynie co znaleźli w byłej łaźni pałacu, to monetę z czasów poprzednika Piłata. Pozwala to ściśle datować czas powstania budowli.

Redakcję „PISMA ŚW.”uczeni przypisują wielu autorom, korzystającym z różnych źródeł, a czas powstania przenoszą do naszej ery i to o kilka stuleci.

Skąd w takim razie wiadomości zawarte w księdze, które dopiero współczesna nauka potwierdza?

Walka Jakuba z Bogiem, który nazwał się potem Izraelem, jest skopiowana z mitów greckich w których grecki bohater Walczy z samym Zeusem. Opowieść mogła być napisana  za czasów panowania Rzymian, czyli w naszej erze. Natomiast – jak wyjaśnić „Sen o Drabinie Jakubowej”, który został skopiowany z mitów asyryjskich? Jego zapis odczytano współcześnie z tabliczek glinianych po odkopaniu  królewskiej biblioteki „tabliczek glinianych” w Niniwie, króla Ascurbanipala. To samo tyczy legendy o potopie i budowie arki Noego.

Monoteizm, czyli idea „Jednego Boga”, „który objawia się Mojżeszowi”, tak jak Ahura Mazda Zaratustrze, znany jest na tamtym terenie z religii Zaratustry, przynajmniej od 3500 lat. W czasach Konstantyna wyznawany przez większość Hellenów pod nazwą „mitraizmu”.

Jeszcze jedna ciekawostka.

Bóg Zaratustry Ahura Mazda, był wielbiony różnymi imionami, między innymi Mitra, Stwórca, Objawiony.

Imię – „Objawiony” zachowało się wykute na tablicy kamiennej i to runami, jak pokazał to w filmiku jeden ze „świadków Jehowy”. Na tablicy był napis JEWE, a dokładniej Jewie. Podobny napis odnaleziono na  kamieniu w Rosji, powtórzony trzy razy, jako modlitwa JWI, JWI, JWI: patrz w dodatku do „Polskie Runy Przemówiły”. Pracy szukać w internecie na stronie Białczyńskiego lub w czytelniach uniwersyteckich Polski i Litwy.

Reforma religijna Faraona Echnatona 1375-1358 p.n.e. wprowadzająca jednobóstwo z bogiem słońca RA, najprawdopodobniej była wzorowana na religii Zaratustry.

Na uwagę zasługuje fakt. „Księga Starego i Nowego Testamentu pojawiła się po raz pierwszy w historii –  ofiarowana w cudowny sposób – cesarzowi rzymskiemu Konstantynowi w roku pańskim 325.

Owy cud utrwalono w obrazie na ścianie katedry Konstantyna. Muzułmanie katedrę zamienili na meczet a obraz zamalowali. Pozostały jedynie liczne kopie. Współcześni ufolodzy widzą w obrazie paradę „spodków ufo”, które pomogły Konstantynowi zdobyć władzę.

Od tego czasu biblia zaczęła spełniać swoją rolę.

Dotąd, była światu nieznana.

Należy wnosić, że ostateczna redakcja tej księgi była dokonana tuż przed cudownym ofiarowaniem.

Nie ma wątpliwości, że jest to księga kompilacyjna, którą można było zredagować na zamówienie w Bibliotece Aleksandryjskiej, bo tylko ona posiadała dostateczną ilość materiału zapisanego w tysiącach starych zwojów i dostateczną ilość kopistów, by podołać tak wielkiej pracy.

Jeżeli tak było, to najłatwiejszym sposobem, aby ukryć ziemskie a nie boskie pochodzenie  rzekomo „Świętych Ksiąg”, było spalenie zbiorów.

Decyzję spalenia Biblioteki w Aleksandrii miał podjąć arcybiskup Teofilus(patrz: „Jak człowiek Nauczył się pisać”). Być może w porozumieniu z papieżem. Można dodać, że w czasach Konstantyna, Aleksandrię zamieszkiwała w dużym procencie ludność grecka i żydowska. To tłumaczy języki w których była zredagowana : grecki i aramejski czyli babiloński.

Aby zrozumieć ruchy religijne na tamtych terenach musimy sobie przypomnieć trochę faktów historycznych.

Imperium Perskie składało się z wielu narodowości, które musiały przetrwać kolejne najazdy. W narodach ukształtował się duch poddaństwa. Religią imperium zawsze bywała religia panującego. Wystarczyło Aleksandrowi Wielkiemu wygrać trzy bitwy, by imperium uznało go za nowego władcę. Aleksander postanowił hellenizować różne pod względem etnicznym narody. Sam pojął za żonę córkę perskiego władcy, to samo nakazał uczynić swojemu wojsku. Z upływem czasu hellenizację etniczną zamieniono na kulturową. Każdy kto znał język grecki i był wykształcony uznawany był za Greka. To działało w obie strony. Grecy w dużym procencie przyswoili sobie perski zaratustryzm, zwany mitraizmem. Na początku naszego wieku powstało dosyć dużo ruchów religijnych, między innymi chrześcijaństwo i gnostycyzm. Nowe ruchy budując swoje koncepcje, korzystały ze znanych im religii. Między innymi i żydowska kabała oparta na gnozie,  odwołuje się często do indyjskich Wed. Z okresu hellenizacji pochodzi przekonanie niektórych żydów, że pochodzą od Greków.

Twórcą nowej synkretycznej religii w Persji był Mani urodzony w 216 r. po Chr. Organizacja i rozwój tej religii przypada na czas panowania SzapuraI (241-272) a za panowania jego następcy Bahrama I, około roku 275 n.e. Mani został ukrzyżowany. Idea Maniego nie nadawała się do budowy imperium. Sasanidzi korzystali z  zoroastryzmu.

Myśliciele chrześcijańscy wykazali więcej sprytu. Zasady religijne przystosowali do potrzeb imperium z głównym założeniem – „Władza pochodzi od Boga”. Poza tym wykorzystali ówczesne przekonania religijne władcy. Podsunięto mu  spisany tekst Wyroczni w którym zakodowano wiadomość o Bogu Chrystusie.  „Święte Księgi”pojawiły się w cudowny, niewytłumaczalny sposób. Ostatecznie Konstantyn  zaakceptował nowy ruch religijny, który poparty mieczem władzy zdołał utrzymać się do dzisiaj.

W tym miejscu kłania się „Spiskowa praktyka dziejów”. Tajne tworzenie nowych ideologii i wykorzystanie ich do objęcia władzy, czyli zakryta, tajna polityka obliczona na  stulecia.

Już po napisaniu tekstu natknąłem się w pracy Antoniego Wacyka „Filozofia polska” na tekst zajmujący się tym samym tematem. Jest bardziej precyzyjny niż moje wywody.

„Żył w Aleskandrii w I w.n.e. teolog hebrajski Philo Iudaeus. On to bezosobowy absolut Greków spersonalizował w postać żydowskiego Jahwe, nazwał go Bogiem, a na jego syna – Chrystusa, przeniósł nazwę i atrybuty stoickiego Logosu.  Torem judaizacji filozofii poszli myśliciele następnych stuleci. Kilka wieków przedtem Grecy uprawiali wraz z kultem umysłu kulturę ciała. Piękno ludzkiej postaci uwiecznili Fidiasz, Praksyteles. Ale następca Filona, Plotyn, prekursor filozofii chrześcijańskiej, wstydził się, że ma ciało”.

  ***

 

 

Powróćmy do tematu „pojęcia duszy”, przez Słowian.

 

Z analizy słownictwa i pozostawionej wiedzy wynika, że owo pojęcie kształtowało się z obserwacji życia i jego interpretacji, przetwarzanych przez ludzką inteligencję.

Nie było „objawione” i podane do wierzenia, jak w przypadku „Spiskowej praktyki dziejów”.

Zanim będziemy rozważać ten temat – musimy zapoznać się ze słowiańskim wyobrażeniem świata, wliczając w to kosmos.

Świat, symbolicznie przedstawiany i tłumaczony był przez „mających wiedzę”, dla łatwiejszego zrozumienia, jako trójdzielne „Drzewo Życia”, lub „Drzewo przodków”.

Koroną tego drzewa był „WYRAJ” czyli widziane przez człowieka niebo w dzień, zwane również „PRAWIEM”. Był to świat istot niematerialnych  – związanych z bogiem.

Korzeniami tego drzewa był wyraj NAWI, przez człowieka widziany nocą. Do NAWI zarządzanej przez Chorsa   dusze po śmierci odlatywały.

Świat JAWI stanowi pień tego drzewa, czyli świat jawny, widzialny, namacalny, materialny.

Spotkałem się z zarzutem, że potrójny napis IWI, IWI, IWI nie dotyczy bóstwa objawionego a JAWI, czyli „Świata widzialnego”.

Kilkakrotne powtarzanie imienia bóstwa zarówno w hinduizmie jak i w mitraizmie jest rodzajem modlitwy. Ale, jeżeli jesteśmy przekonani, że bóstwem jest Kosmos widzialny, na co wskazuje zapis na urnie z Białej, modlitwa do IWI jest uzasadniona.

 

CZŁOWIEK

    „Duszę posiadają  wszystkie istoty oddychające, lecz nie wszystkie taką samą. Dusza jest to przeźroczysta, subtelna antymateria, którą można wyzionąć. Wypełniała całe ciało. Ze względu na jej właściwości była symbolicznie przedstawiana w postaci ptaka, motyla, świetlika, pszczoły”.  /wikipedia/.

Człowiek składa się z  Ciała i Ducha. Duch składa się z kilku elementów zwanych duszami.   Po śmierci owe elementy mogą się rozdzielić. Taka „półdusza” czuje się samotnie i szuka ciała by się w nim osiedlić. Do nowego zasiedlenia wybiera w/w istoty, lub inne ciało ludzkie. Musi wówczas wyprzeć rodzimy element duszy. Może się to stać  wówczas gdy jest on osłabiony lub nieobecny np. w czasie choroby, omdlenia, snu czy śpiączki. W takich wypadkach po obudzeniu człowiek traci własną pamięć, zastępuje go inna, czasami z odległych krain i dawnych czasów. Gdy własny element duszy nie chce opuścić ciała dochodzi do pomieszania pojęć, czyli zmysłów.

– „Półdusza” usiłująca wejść do żyjącego ciała w czasie snu, nazwana została MARĄ- ZMORĄ (zmarłą?). Usiłowanie przejścia do żywego ciała nie było przyjemne, stąd określenie „Mara dusi”.

–  Elementów duchowych w człowieku jest więcej niż jeden a ich losy po śmierci są różne.

Aby łatwiej zrozumieć słowiańskie pojęcie duszy warto wprowadzić pojęcia trzech rodzajów inteligencji:

a) niższą, którą obdarzona jest DUSZA ŻYCIA,

b) średnią, którą posiada DUSZA ŚWIADOMOŚCI,

c) wyższą, zwaną ISKRĄ BOŻĄ, duszą rodzicielską.

Dusza jaźni, czyli myśli, i własnej świadomości zamieszkuje głowę. Jest „inteligencją średnią” która przejawia się w myśli a realizuje w czynach, owe elementy powiązane są Iskrą  Bożą, czyli wyższą inteligencją, która posiada zdolność reinkarnacji. Tylko ona po śmierci może połączyć się z Istotą Boga.

Gdy dusza wybierze powrót – trafia wówczas na Wyraj Chorsa.

Wykorzystuje bociany by dotrzeć do właściwego, nowo narodzonego dziecka.

– Drugi sposób – to przywołanie „Iskry Bożej”należącej poprzednio do  dziadka.

-Do tego służył już pewien obrzęd. „Mający wiedzę”, zwani drugimi rodzicami – krzesnymi (od skrzesania), przywoływali duszę dziadka do kamienia rodowego, ustawianego na grobie. Z owego kamienia „skrzesywali iskrę bożą”, która jako dusza przodka zamieszkiwała od tego czasu we wnuku. Jest to rodzaj inkarnacji w obrębie własnego rodu.

– Dusza życia – oddechu jest obdarzona niższą inteligencją – ma za zadanie utrzymać ciało przy życiu. Zarządza więc wszystkimi elementami życia. Jest zaprogramowana  do swoich zadań. Odrzuca obce  elementy próbujące zakłócić życie. Walczy z chorobą. Jest przechowalnikiem myśli, lecz z ograniczoną inteligencją. Wykorzystując możliwość tworzenia emocji, potrafi czasami zapanować nad Jaźnią – Duszą Rozumu.

Natomiast na odwrót, kontakt jaźni, czyli myśli z Duszą Życia jest utrudniony. Drogą dotarcia do Duszy Życia może być oddech, jest to jedyny element, który poddaje się w pewnym stopniu woli myśli. Pewne rezultaty, wykorzystywane w leczeniu, daje skoncentrowanie myśli na chorym elemencie ciała. W ten sposób, można przywrócić równowagę energetyczną, zachwianą przez chorobę. Wówczas Dusza Życia sama potrafi wyprodukować właściwe lekarstwo i uzdrowić ciało.

Dusza jako „Iskra Boża”, boże ziarno, boski element życia – wyższy rodzaj inteligencji – jest związana z poprzednimi duszami. Dusza jaźni ludzkiej może skontaktować się z Iskrą Bożą, poprzez Duszę Życia. Kontakt taki Słowianie określili słowem  NATCHNIENIE, który polega na przekazaniu „wyższej wiedzy” do jaźni człowieka poprzez Duszę Życia. Ten element duszy ludzkiej, jak wspomniałem wyżej, może być inkarnowany, czyli przesiedlany w nowy byt.

Słowiański obrządek pogrzebowy miał za zadanie pomóc duszy w drodze do WYRAJU NYI, który znajdował się w korzeniach Drzewa Życia, czyli na księżycu. Najważniejszym było, aby elementy duszy się nie rozłączyły i w całości trafiły we właściwe miejsce na wieczny spoczynek. Służyła temu, jak wspomniałem wcześniej – kremacja ciała.

„Dusza Życia” chciała żyć i koniecznie wrócić do martwego ciała – gdy to się jej udało – powstawał twór zwany „Wampirem – żywym trupem”, który wstawał nocą i żywił się ludzką krwią, aby podtrzymać swoje istnienie.

Rozdzielenie duszy po śmierci mogło nastąpić w wypadku nagłych, tragicznych zgonów. Wówczas połówka duszy nie mogła trafić sama do Wyraju, stąd szukanie innego ciała do zamieszkania.

Gdy trafi na ludzkie, powstaje Nawiedzony lub Wariat w zależności od tego, która dusza obejmie w posiadanie nowe ciało. Równie dobrze, może powstać Geniusz.

 Gdy element duszy „postrzegającej” trafi na sowę, powstaje Postrzega –Strzega – Strzyga. Zarządza wówczas ptakiem. W szczególnych okolicznościach może, na czas krótki, powrócić do ludzkiej postaci. Tęskni do Duszy Świadomości. Gdy wyczuje chorego, zjawia się w ogrodzie i hukaniem przywołuje do przejścia w inny wymiar.

 Dusze ludzi złych, po śmierci nie chcą skorzystać z Wyraju. Chcą nadal żyć. Czasami wybierają do życia ciało wilka – powstaje Wilkołak, który ma zdolność powrotu do ludzkiego ciała. Szkodzi żywym.

W czasie obrządku pogrzebowego zapewniano duszom spokojne odejście. Odcinano możliwość powrotu do własnego ciała i stania się wampirem, stąd konieczność spopielania.

– Zachwalano duszy życie w Niebie – Wyraju. Zapewniano, że nie musi pracować a jedynie wypoczywać w spokoju, bez wojny i strachu. Cieszono się, że nareszcie uwolniła się od ciała wymagającego tak wiele zabiegów, by przeżyć. Dlatego obrządek, pomimo naturalnych odruchów smutku, zamieniano na wesoły. Ucztowano i jedynie dobrze wspominano zmarłego (czy nie we własnym interesie?) którego dusza krążyła nad biesiadnikami.

Obrządek pogrzebowy zapewniał duszy spotkanie z Bogiem i możliwość wyboru dalszej drogi. Było to bardzo ważne i dla żyjących. Gdy odeszła dusza do Nieba – Wyraju, żywi mieli pewność, że nie narodzą się pół – demoniczne istoty szkodzące ludziom.

***

Warto zadać sobie pytanie: Czy rytuał i obrządek wymyślili „mający wiedzę”? Czy jest to związane z folklorem?

Wszystko wskazuje, że jest to związane z „wiedzą”, która nakazuje pozbycie się zwłok, choćby ze względu na zarazę. Pomysł straszenia żywych, jest bardzo skuteczny i wykorzystuje się go do dzisiaj w różnych systemach religijnych.

– Pomysł na reinkarnację i odrodzenie się w ciałach wnuków, jest genialny. Służy, wytężonej pracy, gromadzeniu zasobów materialnych i duchowych. To dziadek przekazywał wnukom dawną wiedzę a nierzadko i kiesę. – Przekazując to wnukowi, właściwie przekazywał sobie.

– Mówię o tych sprawach dosyć swobodnie. Można mi zarzucić że zmyślam.

– No – niezupełnie.

Po pierwsze: Opieram się na opracowaniach naukowych ludzi z dyplomami profesorów.

Po drugie: Na zachowanych zapiskach historyków i kronikarzy obcych.

Po trzecie: Na zachowanych zabytkach opisanych słowiańskimi runami, które zostały już odczytane.

Po czwarte: Na własnych spostrzeżeniach, kojarzeniach faktów i wyciągania wniosków. Do tego wchodzi jeszcze etymologia, zrozumienie powstania i znaczenia słów.

Aby nie być gołosłownym wstawiam niżej opisane runami i odczytane znaleziska słowiańskie związane z obrzędem pochówku.  Całość jest opublikowana  w pracy „Polskie runy przemówiły”.

Do dnia dzisiejszego zachowały się dwie płyty kamienne z napisem runowym, którymi był przykryty kamienny grób komorowy z prochami zebranymi w urnie. Zabytek nosi nazwę „Kamienie mikorzyńskie” i jest przechowywany w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.

Na pierwszym miejscu  Figura nr 72 z pracy hr. Jana Potockiego  pt. „Voyage  dans quelques parties de la basse Saxe”(Podróże), wydanej w roku 1795 w Hambourgu.

 

 wk fig 72

Pozwolę sobie opisać ten zabytek,  odczytać i dać swój komentarz.

Jest to odlew wykonany z brązu, opisany dwustronnie. Mnie interesuje płaskorzeźba umieszczona powyżej, na której widzimy proces kremacji zwłok.

Piec do kremacji zbudowano prawdopodobnie z ciosanego kamienia. Na jednej stronie płyty pali się ogień, po drugiej stronie szczątki ludzkie. Obok pieca kłębki dymu.

Przy piecu człowiek obsługujący kremację.

Daje się zauważyć, że ważnym było, by tylko popioły z ciała trafiły do urny, stąd konieczność budowy specjalnego pieca.

Skąd  taka dbałość o skremowane szczątki ludzkie?

Czy nie wiąże się to przypadkiem z wierzeniami?

Jeżeli tak –  to jakimi?

Popiół nie psuje się, jest trwały i zdolny przetrwać w popielnicach przez tysiące lat.

Czy spopielone ludzkie ciało miało za zadanie przetrwać do czasu odrodzenia się z popiołów?

Nie zmartwychwstania, a odrodzenia z popiołów jak Feniks?

Idea zmartwychwstania znana jest z mitologii egipskiej, stąd konieczność konserwacji zwłok i zabiegi związane z ich przechowaniem.

Jak widzimy na rysunku, proces kremacji odbywa się pod kopułą nieba. Aby nie było wątpliwości, artysta umieszcza na nieboskłonie słońce i księżyc, czyli symbole obu „Wyrajów”. Sugeruje to, że Dusza-Inteligencja ma możliwość wyboru. Wyboru Wyraju -„korzeni drzewa życia (księżyc)” i powrót na ziemię, czy Wyraju Prawi (słońce) i złączenie się z Bogiem – Nadinteligencją Kosmosu.

Dym unoszący się z kremowanych zwłok w postaci run idzie do nieba, a tam czeka na duszę   Bóg Słowian – zapisany runami –  o imieniu   RODzIWOLIT  – [stwarzający siłą własnej woli].

Imię  to można uznać za tożsame z imieniem S(t)WARÓG – stworzyciel, czy PERRUN– Pierwszy Run -Pierwszy Stworzyciel.

To Swaróg – Rodziwolit decydował o dalszym losie duszy.

Runy, powstałe z dymu, układają się w napis: ŹIEŹULI .                                  

Zieźula dorobiła się u Słowian kilku imion, między innymi – gżegżółka i kukułka.

W tym wypadku, można się domyślać, zieźula pomaga duszy dotrzeć przed oblicze  Boga. To jej rysunek unosi się nad ołtarzem ciałopalnym.

Do czasów współczesnych przetrwał zwyczaj wykorzystania kukułki do wróżenia.

Przykład: „Kukułeczko miła, ile latek będę żyła?”. – Skąd kukułka to wie?

Czy  nie sięga on do czasów pogańskich i ich wierzeń?

Nie wszystkie dusze używały kukułczego „środka transportu”. Duszyczki przodków Poznaniaków używały w tym celu świętego konika. Dowodzą tego odnalezione na tamtym terenie  dwie drążone płyty kamienne, które przykrywały urnę w tzw, grobie komorowym wykonanym z głazów. Owe płyty zostały ozdobione rysunkami i napisami wykonanymi polskimi, czy jak kto woli, słowiańskimi runami.

Znalezisko, nie miało i nie ma szczęścia do polskich, czy nibypolskich naukowców. Uznano je za falsyfikaty i wciśnięto w podziemia Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Nie są eksponowane. Do dnia dzisiejszego nie doczekały się nawet dokumentacji i fotografii wymaganej w podobnym przypadku. Gdy nawiązałem kontakt i poprosiłem o fotografię zabytku, zaproponowano mi podpisanie umowy, która ograniczała  wykorzystanie fotografii –  uwaga – „Jednorazowo”. np. w pracy naukowej. Oznacza to  zakaz  publikacji.

W literaturze przedmiotu obowiązują więc do dzisiaj ryciny wykonane za „kieszonkowe” synowca Droszewskiego. Dziurawe kieszenie kilkunastoletniego młodzieńca więcej uczyniły dla polskiej nauki niż sowicie wynagradzani przedstawiciele na tłustych fotelach iluzorycznej władzy.

W związku z zabytkiem wdałem się w niepotrzebną  dyskusję.

Niżej rozdział z pracy „Polskie Runy Przemówiły.

wk4Kamienie Mikorzyńskie” są falsyfikatami  czy nie?  

Już się na ten temat wypowiadałem.

W tej chwili muszę cofnąć  swoją poprzednią wypowiedź.

Jest mnóstwo przesłanek, by wyrobić sobie opinie o mistyfikacji, ale tylko przesłanek, nie dowodów.

1) W roku 1846 Joachim Lelewel publikuje swój alfabet, w którym jedna runa jest dla wielu głosek i jedna głoska zapisywana jest wieloma różnymi runami.

2)  W roku 1855 Piotr Droszewski u swego stryja odnajduje kamień, służący za poidło  dla źrebaków z rysunkiem i nieznanym pismem.

3)  W roku 1856 publikuje rycinę znaleziska w gazecie poznańskiej nr 158.

4)  Korzystając z alfabetu Lelewela, tekst odczytuje pan Józef Przyborowski i w  kilka dni po pierwszej publikacji podaje do publicznej wiadomości odczyt: PROWE – SBIR – K – BEL

5) W sierpniu 1856 roku Droszewski powiadamia Przyborowskiego o drugim kamieniu „w ręku Wężyka z Mroczenia pod Kępnem”. W miejsce postaci  ludzkiej  kamień ma wyobrażenie konika i opis runami. Odczyt: ZBIR – WOIN- BOGDAN – S – LNOWOI.

6) Dziennik Poznański nr 104 dnia 23 kwietnia podaje: „Jeden z takich kamieni znaleziono w Kamieńcu pod Grodziskiem, drugi w Zakrzewie pod Kłeckiem, trzy inne w Pawłówku w powiecie pleszewskiem, jeszcze jeden ma się znajdować w Kotwiecku u obywatela Józefa Morawskiego – wszystkie znalezione w miejscu gdzie i urny się znajdują wszystkie podobnie żłobione i z granitu”.

7) 26 marca  profesor archeologii przy Uniwersytecie Praskim z cesarstwa Austrii  Jan Erazm Wolc  podaje swój odczyt: SVIR  BOG  ODIN  VOIN  LUTUOI.

Alfabet J. Lelewela jest mocno „naciągany” i odczyty przy jego użyciu są wątpliwe.

Odczytów moich z „Kamieni Mikorzyńskich”  nie zrozumiałem, stąd przekonanie o fałszywce.

Po wróceniu do tematu, pod wpływem notatki pana Białczyńskiego i dokładniejszym badaniu,  muszę zmienić zdanie.

Runy zabytku z „figurką ludzką” czytają się: *                        -LIŹIRZ  KŹĆO * a z boku imię słowiańskiego bóstwa z zaświatów *                           -MRZĆDA*.

Na podobnej figurce nr 12 (J. Potocki) z Prilwitz jest napis: MRZĆDA ŁŚLAIEW – Mrzćda  łaskawa.

Napis informuje, że bóstwo  łaskawie wybiera duszyczki do swego królestwa.

Jak Słowianin wyobrażał sobie życie w tym królestwie i gdzie się ono znajdowało?

Na to pytanie odpowiada kamień grobowy z Mikorzyna – ten z konikiem.

Słowo „łaskawa” pojawia się przy imionach innych bóstw w Prilwicach i co ciekawe na „Medalu Krakowskim” opisanym runami –                                      –  BDĄ  ŁŚLIIEW.

 wk5

Słowo „łśliew” jest różnie pisane, pismo zniekształcane.

Przypuszczam, że ci Słowianie, którzy nie potrafili  pisać a napisy uważali za magiczne, aby pomóc  krewnym w zaświatach, przepisywali je niezbyt dokładnie. Stąd zniekształcanie słów, podobnie jak to uczynił profesor Strzelczyk, kopiując napis runiczny do swej pracy.

Słowo LIŹIRZ  kojarzę ze słowem  LEZIESZ – idziesz, a słowo KŹĆO – kojarzę ze słowem KSIĄŻĘ   (ten, który każe, nakazuje) A może to imię w rodzaju Kazimierz?

Napis na tej płycie jest zgodny z jej przeznaczeniem, wierzeniami i miejscem znaleziska.

Napis na płycie z konikiem: *

LIŹIRZ DSZIN  * ĆSZ  SĄM  LN  *  LN   LA  DSZI* – na dole runa G.

Liźisz – idziesz powoli

Dszin  –  duszo

ćsz – cisza

sąm – są, jest

ln – lń -leń – leniuchowanie – odpoczynek

Cały napis: *IDZIESZ – ODCHODZISZ  DUSZO * CISZA JEST ODPOCZYNKIEM*

*ODPOCZYNEK  DLA  DUSZY*

wk6

W tym wypadku również treść napisu zgadza się z przeznaczeniem płyty i miejscem znaleziska.

Muszę swą opinię zweryfikować i przyznać, że KAMIENIE MIKORZYŃSKIE NIE MOGĄ BYĆ FALSYFIKATAMI.

Warto zadać sobie pytanie: Czemu inne, znalezione w tym czasie podobne kamienie nie posiadają napisów i rysunków?

Może nie każdy z budowniczych grobów komorowych znał pismo?

Może na pisaną pomoc duszom zmarłych  mogli pozwolić sobie ludzie o wyższym statusie społecznym, znającym sztukę pisania?.

Pytanie następne.

Co miał oznaczać rysunek konika na płycie grobowej?

 wk 7 braktet z wapna

Nasuwa mi się skojarzenie z innym znaleziskiem z tego samego okręgu kulturowego.

W miejscowości Wapno pod Poznaniem odnaleziono złoty medal z napisem runami: GABARZ(słowiański urzędnik sądowy – S.E.J.P. Bruckner) i scenką: Na rumaku galopuje przez niebo ideogram słońca (swarga-swastyka), nad nim unosi się głowa bóstwa słońca i prawa (Swaroga?). Dołem, po drugiej stronie ziemi, lwica(An?), po zachodzie, odnosi  słoneczko na wschód.

Podobne wierzenia zdradzają nam  dwie rzeźby z Prilwitz opisane runami, a mianowicie –  figura 6, str. 110 z pracy Mascha,  i figura nr 7 z pracy Jana Potockiego.

Dowodzi to wspólnej kultury, a może i wspólnego organizmu państwowego. Kamień grobowy z wizerunkiem Mrzćdy „powyższe spostrzeżenie” tylko potwierdza i nie może być „dowodem” fałszerstwa.

Był okres w zwyczajach pogrzebowych Słowian, w którym urnę z prochami stawiano na słupie, na rozstajach dróg, by duszyczka łatwiej trafiła w zaświaty.

Czy przypadkiem wizerunek konika, którym podróżowało słoneczko, nie miał za zadanie dostarczenie duszyczki do Bozi w Niebie, podobnie jak „źieźula” z Prilwitz?

Do czego służyły kamienie podobne do Kamieni Mikorzyńskich ?

Stara się odpowiedzieć na to pytanie dr W. Cybulski, którego tekst podaje poniżej.

„Co się zaś w szczególności  wyżłobionych kamieni dotycze, miały one nadto, mojem zdaniem, przede wszystkiem i to przeznaczenie, że w wklęsłość ich zbierano popiół spalonych ciał; popiół z cząstkami kości zsypywano potem  do właściwych popielnic, i takowe w rzadszych, ważniejszych przypadkach kamieniami temi przykrywano, kładąc na nich niekiedy napisy i wizerunki. Prawdopodobnie kamienie tego kształtu, pokrywane innemi, służyły czasem za popielnice. Poświadcza to Hartknoch, który rozkopując między innemi starożytny kurhan pod wsią Plewiszkami ośm mil od Królewca nad Preglem, sam znalazł popielnicę tego   kształtu, drugim kamieniem pokrytą, nie dodając czy i ten był wydrążony lub nie.”

Inną podobną popielnicę znalazł Narbut i opisał .

W podsumowaniu warto zauważyć;

Wierzenia pogańskich Słowian tyczące życia pozagrobowego i modlitwy za zmarłych do naszych czasów przetrwały i niewiele się zmieniły.

No, może o dodanie hebrajskiego „amen” i „perskiego” piekła z czarną a  rogatą obsługą,  oraz  dodatkową poczekalnią do Nieba.

Wracam  do  przeznaczenia identycznych, płaskich kamieni z wydrążoną misą odnajdywanych w grobach na terenie słowiańszczyzny.

Wydaje mi się, że polemika nie jest konieczną, wystarczy przyjrzeć się rysunkowi pieca do kremacji.

Ten płaski kamień z wyżłobieniem  to nic innego jak blat. Stawiano go na kamieniach, pod spodem palono ogień i kawałeczkami spopielano ciało. Kamienie użyte do budowy pieca, czy jak kto woli – ołtarza, zużywano potem do budowy kamiennego grobu komorowego.

Starano się zebrać wszystkie spopielone szczątki, bez zanieczyszczeń, stąd konieczność kucia i polerowania wyżłobienia w głównej płycie.

Uzasadnione jest przypuszczenie, że Słowianie wierzyli iż popioły z ciała mają wpływ na odrodzenie – reinkarnację, stąd ich wielka dbałość i trud związany z ostatnią posługą. Być może, miały przypominać duszy na Wyraju, że miała kiedyś ciało i w zależności od wspomnień – podejmować decyzją co do dalszego losu. Temat ten rozszerza napis na kobiecym sarkofagu etruskim.

W tym miejscu ukłon w stronę nauki polskiej. Proszę sprawdzić, czy na płytach z Mikorzyna nie zachowały się ślady ognia. Są  magazynowane w piwnicach Muzeum Archeologicznego w Krakowie.

***

 

BÓG – ZAŚWIATY – DUSZA

Pojęcie BOGA, DUSZY i ZAŚWIATÓW zazwyczaj łączy się w jedną całość – w jeden obraz. Uczeni widząc to samo, nie są w stanie uzgodnić poglądów. Różni ich nie zawsze zgodne słownictwo i różne rozumienie tych samych słów i pojęć.

Kłócą się – ale  o co ?

– Chyba sami nie wiedzą.

Ideologia, religia, wierzenia, przesądy – właściwie – służą temu samemu.

Zapanowaniu nad ludem bożym, skupieniem w plemię czy naród i odpowiednim sterowaniu. Religie tworzą własne narody i niszczą lub asymilują obce.

Mądre narody, jeżeli chcą przetrwać, nie przyjmują obcych wierzeń. A jeżeli się już to zdarzyło – muszą to zasymilować. Nie dopuścić by władały poprzez religie – obce, nierzadko wrogie siły. Działają one tak, jak zaraza czy pomór.

 

Wracajmy do naszych, słowiańskich zabytków na których dziadowie nasi przekazali nam własną wiedzę i własne wierzenia. Zauważymy, że pokrywają się one z innymi źródłami. Wystarczy to spostrzec i powiązać w jedną całość.

– W miejscowości Biała pod Łodzią odkryto urnę opisaną pismem ideograficznym. Tekst odczytano dzięki znajomości zasad sterujących ideograficznym pismem chińskim.

Stare ideogramy, niegdyś rozumiane, są współcześnie postrzegane jako symbole. Możemy znać ich znaczenie, lecz nie wiemy czemu przybrały ten kształt.

CZY POLACY ZNALI PISMO IDEOGRAFICZNE ?

Zachowały się do dzisiaj tylko dwa rodzaje pisma. Fonograficzne i ideograficzne. Europa używa pisma alfabetycznego w którym obowiązuje tylko jedna zasada – „Jedna głoska – jeden znak”.  Stworzono wiele alfabetów, ale tej zasady nikt nie może ominąć.

Jakie zasady obowiązują w piśmie ideograficznym?

Zawiłości pisma chińskiego przybliża nieco praca Chuangliang Al Hunga.

„Istnieją dwa główne rodzaje znaków – piktogramy i ideogramy. Gdy patrzycie na piktogram możecie dostrzec szkic czy obraz tego, co on przedstawia. Dla pojęć bardziej abstrakcyjnych trzeba tworzyć ideogramy, które przedstawiają daną myśl”.

Na podstawie ideogramu dla słowa „śmiecie”, autor wskazuje jakie obowiązują zasady przy tworzeniu i rozczytywaniu znaków.

ideogramy chińskie

 Ideogram słowa – śmiecie.

Jak widzimy w jego skład wchodzi wiele rysunków, rozpoznawalnych nawet dla czytelnika polskiego.

1) Jest to rysunek drzewa, podobne można spotkać na polskich mapach terenowych, oznaczają one las iglasty. W wypadku ideogramu rysunek jednego drzewa oznacza liczbę pojedynczą. Aby zapisać liczbę mnogą musimy znak powtórzyć. Rysunkiem trzech drzew zapisuje się słowo las. W rozpatrywanym ideogramie w lewym górnym rogu mamy rysunek trzech drzew, czyli słowo – las.

2) Rysunek nr 2 przedstawia sylwetkę człowieka w rozkroku z rozkrzyżowanymi ramionami, ale bez głowy. Podobny zapis w Polsce sprzed kilku tysięcy lat zachował się w kopalni krzemienia (Krzemionki opatowskie), oraz na urnie glinianej odnalezionej w miejscowości Biała pod Łodzią. Nasze ludziki mają głowy a nawet palce. Znakiem tym zapisano słowo – człowiek.

3) Rysunkiem ludzika z ramionami ułożonymi jak przy trzymaniu dziecka,  zapisano słowo kobieta, matka.

4) Ludzikiem – mężczyzny z dodatkowym znakiem, szachownicy pola ryżowego, na dole znaku, zapisano słowo rolnik, chłop. Jak widzimy dodatkowy znak zmienia znaczenie poprzedniego i stanowi nowy ideogram.

5)  Po prawej stronie znaku –  śmiecie, widzimy rysunek trzech ptaków w locie. Według chińskiej mitologii dusza człowieka odlatuje ptakiem. Rysunki tych ptaków określają stan ludzików leżących pod lasem.

Dokładne znaczenie znaku – „Pod lasem leży dużo trupów”.

No dobrze. Znak w tym wykonaniu jest czytelny, ale gdzie tutaj słowo – śmiecie?

W ideogramach obowiązuje zasada: Trzeba stawiać nasuwające się pytania i szukać na nie odpowiedzi.

Jeżeli pod lasem leży dużo trupów, to co trzeba z nimi zrobić?

– Oczywiście pochować a teren posprzątać.

Jeżeli sprzątamy, to co wynosimy po sprzątaniu?

Śmiecie.

W ten sposób znak został zapisany i odczytany, a przy tej okazji poznaliśmy wiele innych ideogramów którymi możemy się już posługiwać i tworzyć nowe pojęcia.

Pan Chuangliang twierdzi, że tym samym znakiem można zapisać np. pole bitwy, czy inny kataklizm. Znaczenie całego ideogramu określają inne znaki w zdaniu.

To nie wszystko.

Odczyt ideograficzny nie jest ostateczny i zmienia się w zależności od kondycji psychicznej i fizycznej czytającego.

Jak wynika z tego przykładu obowiązują zasady:

1) Poszczególne rysuneczki muszą być rozpoznawalne.

2) Dodatkowe znaki określają już napisane i zmieniają znaczenie ideogramu. Powstaje nowy ideogram traktowany jako całość.

3)  Aby zrozumieć napisany ideogramu należy zadawać sobie pytania wynikające z rozczytanego znaku i tworzyć odpowiedzi. Czyli: Musimy przy czytaniu myśleć. Jeżeli wyłączymy myślenie niczego nie będziemy w stanie zrozumieć.

***

ideogramy

Zaopatrzeni w chińską wiedzę spróbujemy odczytać napis na urnie sprzed wieków, odnalezionej w Białej pod Łodzią. Zakładam, że jest on wykonany pismem ideograficznym.

W pierwszej kolejności spróbuję rozczytać budowę ideogramu słońca zwanego swargą-swastyką, oraz zrozumieć drugi ideogram podobny do swargi. Następnie cały znak uznany przez uczonych za „ Ręce Boga”.  Znak ten, na dole urny, pomaga zrozumieć górny zapis.

IDEOGRAM

Pod Nr 1, mamy zapis stron świata, a tak naprawdę – Stron Nieba, ponieważ wyznaczają je gwiazda polarna i słońce w czasie południa i równonocy.

Pod Nr 2, znakiem czterech stron nieba, czyli krzyżem równoramiennym, zapisujemy słowo – Niebo i od tego momentu jest to ideogram Nieba.

Pod Nr 3, zapisujemy pierwsze i najważniejsze światło na Niebie. Na ideogramie nieba zapisujemy tą wiadomość przez dodanie jednej kreseczki na krańcach krzyża – nieba, co czyta się – Pierwszy na niebie. Sądzę, że zapis jest logiczny.

Mamy ideogram słońca.

Korzystając z chińskich technik budowy i czytania ideogramów, tym znakiem możemy zapisać również inne słowa. Gdy świeci słońce jest dzień i jest światło, zatem możemy tego ideogramu użyć do zapisu tych słów. Jeżeli zestawimy go z sylwetką człowieka, zapiszemy słowa – „człowiek oświecony, uczony”. Przejdźmy do odczytu następnego znaku.

Pod Nr 4,  zapisujemy drugie, pod względem ważności, ciało niebieskie, czyli księżyc. Na planie nieba, czyli krzyża równoramiennego, rysujemy po dwie kreski na końcach ramion. Stworzyliśmy w ten sposób ideogram księżyca. Proszę zwrócić uwagę na budowę tych znaków. Mamy zapis nieba a na nim ponumerowane pod względem ważności ciała niebieskie.

Przez analogie do poprzedniego ideogramu tym możemy zapisać słowo Noc, Ciemno.

Gdy zestawimy ideogram słońca i księżyca, czytamy 1) Słońce i księżyc. 2) Dzień i Noc.

Ponieważ dzień i noc jest dobą,  mamy ideogram dla doby oraz dla czasu. Aby zapisać współczesną godzinę  korzystamy z zasad  matematyki i ideogram doby dzielimy na dwadzieścia cztery.

Aby zapisać miesiąc do ideogramu księżyca dodajemy cyfrę wskazująca kolejny miesiąc np. maj.  Wydaje mi się, że zapis jest czytelny. Teraz rozczytajmy jakie treści  niesie z sobą zapis „Ręce Boga”.

ideogram kosmosu

Ustaliliśmy wcześniej, że krzyż równoramienny jest ideogramem nieba, a dorysowywane kreseczki stanowią zapis ciał niebieskich, zatem mnóstwo kresek na ideogramie nieba może być ideogramem mnóstwa gwiazd. Ideogramem rozgwieżdżonego nieba. Ideogramem kosmosu.

Jak rozczytać wyżej skreślony znak?

W ideogram kosmosu wpisano, na przemian ideogramy słońca i księżyca. Czytamy: słońce, księżyc, słońce, księżyc, słońce księżyc itd. Znaki czyta się bez końca.

Co to może znaczyć?

1) Prawo kosmosu i prawo świata, czyli cykliczny ruch po kole, który trwa bez końca. W ruch ten zaklęte jest również prawo ciążenia. Ruch ten obowiązuje nie tylko kosmos, ale i atomy z których zbudowana jest materia.

2) Nie zdziwiłbym się, żeby to był również ideogram Boga. Takie pojęcie Boga jest  głęboko przemyślane. To nie jest, niezbyt rozgarnięty Jahwe z długą i siwą brodą, którego mądrzy rabini uczą rozumu a któremu imię dał najprawdopodobniej emigrant do Persji sprzed 3500 lat, uznany przez Zaratustrę za Boga. Imię IWI – Jawi- Objawiony, pisane JEWiE, czytane JHWH.

Spodziewam się, że moje wątpliwości rozwieje zapis na górnej powierzchni naczynia.

Spróbujmy napis rozczytać tak jak jest narysowany a dopiero później sięgniemy do chińskich zasad zrozumienia znaku.

***

Z ideogramu księżyca wypada młodzieniec na koniu. Przebywa swoją drogę w czasie i zamienia się w ducha, który również ma swego konia i swoją drogę do przebycia. Z ducha rodzi się następny młodzieniec i po pewnym czasie znowu duch. Cała ta procesja zmierza w kierunku ideogramu kosmosu. Znak, który omawiałem poprzednio sugeruję, że to towarzystwo ma być wpisane w wolne pola krzyża, tak samo jak znaki słońca i księżyca na powyższym ideogramie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że to jest już zapis wierzeń religijnych.

1) Człowiek na koniu, to człowiek w podróży, który ma do przebycia pewien odcinek drogi życia.  Można tym znakiem zapisać podróż i drogę. W tym wypadku mamy zapis: Człowiek od momentu narodzenia aż do śmierci ma  do przebycia swoją drogę. Następuje śmierć, jego dusza nie umiera, ale również ma do spełnienia swoje zadanie. Dusza człowieka jak ziarno, ma zaklęte w sobie życie. Gdy ziarno trafia w ciemność ziemi, puszcza korzenie i z niego rodzi się nowe życie.

Jak widzimy na rysunku – Dusza spełniła swoje zadanie i wyszła z ideogramu księżyca, czyli z ciemności, jako odrodzony człowiek. Po śmierci człowieka znowu wraca na księżyc, by dać życie następnemu pokoleniu.

Jest to zapis słowiańskiej wiary w reinkarnację, ale bez podtekstów politycznych jak w wierzeniach Hindusów.

Te obrazki wpisane w ideogram kosmosu są zapisem cykliczności życia nie tylko człowieka, ale  i życia całego kosmosu a zatem i życia niepojętego Ziarna Kosmosu, Ducha Kosmosu, Boga.

Tekst ten wyjaśnił więcej niż się spodziewałem i potwierdza spostrzeżenia niektórych polskich naukowców.

Pan królestwa Dusz  Nyja wywodzi swoje imię od słowa NYĆ – chudnąć, tak jak to czyni księżyc. Dolna postać ze „słupa” wyłowionego ze Zbrucza posiada trzy twarze. Jedna kwadra jest niewidoczna, sugeruje to, że Tryglaw jest bóstwem księżyca – może Nyjem, z którego wychodzą dusze dając życie ludziom i bogom. To On wykonuje najcięższą pracę i cały świat jest na jego  głowie a spełnia zadanie boskie podobne do zadań ludu, który bierze na siebie najcięższą pracę i żywi cały naród. To z ludu wyrośli ci co są na górze.

Staje się zrozumiała nazwa bóstwa z Prilwitz – Rżatro  – Potrójne Żyto związane z życiem.

***

Ideogram owego krzyża, razem ze słońcem i księżycem jest niewątpliwie zapisem słowa – KOSMOS, ale również i zapisem słowa BÓG.

Opierając się na tym, jak  rozumiemy pojęcie duszy Słowianina i powyższym zapisie – ideogramie , możemy się pokusić o odczytanie i zrozumienie pojęcia  istoty Boga przez naszych przodków.

Aby wyrazić sens składowej duszy słowiańskiej wprowadza się słowa: INTELIGENCJA NIŻSZA dla Duszy życia. INTELIGENCJA WYŻSZA  dla świadomości i rozumu. Oraz INTELIGENCJA   NAJWYŻSZA –  Nadświadomość dla duszy zwanej Iskrą Bożą.

Zakładam, że człowiek jest w stanie zrozumieć Boga jedynie poprzez siebie.

W takim układzie:

BÓG TO NADINTELIGENCJA NADKOSMOSU , która przejawia się poprzez swoje dzieło, poprzez swoje stworzenie.

Boga nie widać, tak samo jak nie widać inteligencji.

Wszystko, czego człowiek dokonał, najpierw zrodziła jego inteligencja. Inteligencję człowieka rozpoznajemy po jego dziele.

Idąc dalej tym tropem, jesteśmy w stanie zrozumieć rolę tzw. bóstw słowiańskich.

Przykładowo, do konstrukcji przysłowiowego cepa, potrzebna w pierwszym rzędzie jest inteligencja. To w umyśle najpierw tworzy się obraz konstrukcji mogącej podołać zadaniu. Potem potrzebny jest materiał i ludzkie ręce.

Analogicznie – w ten sam sposób działa słowiański panteon.

Każdy ze słowiańskich Bogów to Iskra Bożej Nadinteligencji, która spełnia przydzielone jej zadania.

Bóstwo słońca zwane Swarogiem u innych Mitrą, Krysną, Ra ma za zadanie pilnować słońca, które przesyła na ziemię energię konieczną do wegetacji i do życia.

Bóstwo księżyca Chors,  opiekuje się Wyrajem. Jest to świat dusz ludzkich tych które odeszły i tych które czekają w kolejce na drogę życia na ziemi.

Bóstwo ognia – Swarożyc, jest człowiekowi najbliższe.  Ono dało człowiekowi ogień, bez którego  nie można przeżyć zimy. Ogień jako syn słońca był uświęcony. W świątyniach musiał zawsze się palić.  Ustanowiono kapłanki ognia, które jedynie tym się zajmowały.  W wypadku wygaśnięcia, były wypadki, że przełożeni karali ie śmiercią.

Jak zwykle w każdej religii znajdą się idioci, którzy nie potrafią zrozumieć praktycznego znaczenia przyjętych obrządków. Wtedy, gdy trudno było wzniecić ogień, koniecznością było jego utrzymanie. Gdy wygasło ognisko domowe, biegły dzieci do świątyni po żarzące węgielki. Święty ogień dawał możliwość przeżycia całej społeczności, szczególnie zimą, dlatego był tak ważny.

Każde stworzenie i roślina ma duszę stworzycielską z tym, że wszystkim, poza człowiekiem,  przypisuję się zbiorową duszę rodzicielską – jako rodzaj bóstwa. Na przykład RŻATRO – duch rodzicielski rży, czyli żyta, w idolach z Prilwic był wyobrażony w ludzkiej postaci. Sześciogłowy –  jak kłos, z runicznym napisem na piersi RŻATRO W ORAD SIT – Rżatro w oraczu siedzi.

Mówiąc prawdę to – jego życie siedzi w ziarnach zboża. W oraczu jest tylko chleb, który podtrzymuje ludzkie życie.

Patrząc z tego kierunku – spostrzeżenie napisane  na idolu można uznać za trafne.

Słowiańska inteligencja zaludniła ten świat mnóstwem bóstw – duchów rodzicielskich, które były konieczne do funkcjonowania kosmosu i życia na ziemi.

Wszelkie bóstwa, jako Iskry Boże,  są wywodzone ze zdrowego rozumowania. Dlatego, jak zaznaczyłem na początku, była to wiedza  religijna.

„Religie objawione są tworzone  przez „Spiskową praktykę dziejów”.  Patrz na powstanie tzw. „Świętych Ksiąg”, tworzonych często, jak wynika z treści, przez ludzi pozbawionych sumienia, niezdolnych odróżnić dobra od zła. Mam wrażenie, że przez ludzi ze zwichniętym umysłem.

„Kapłani egipscy, aby stworzyć posłuszne rzesze i posłużyć się nimi w walce, nakazali z ludzi robić Stwory. Zauważyli, że u malutkich dzieci które w ósmym dniu życia są poddani silnej traumie – bólowi, przez obgryzienie napletka, następują zmiany w mózgu.

Człowieka ze zmienionym nieco mózgiem zaliczano do Stworów, czyli stworzonych medycznie. Stwory charakteryzują się nieprzystosowaniem społecznym, są niezdolne odróżnić dobra od zła i prawdy od fałszu. Wszystko co przynosi im korzyść np. przez oszustwo, kradzież zabójstwo – jest dobrem. Prawdą jest tylko to co mu pasuje.  Nie są zdolni do współczucia. Tego nie rozumieją. Jeżeli dostaną nakaz mordowania ludzi, robią to z przyjemnością. Przykładów z niedawnej i aktualnej historii mamy aż nadto.

Podejmowanie z nimi jakiejkolwiek dyskusji mija się z celem i tak nie potrafią zrozumieć. Liczy się tylko zysk. Umysł Stworów jest nastawiony na posłuszeństwo etniczne. Pewne zawężenie pojęć, niekiedy skutkuje wyostrzonymi zdolnościami w jednym kierunku np. do biznesu. Stwór nie widzi niczego złego w dążeniu do celu po trupach.  Uważa to za moralne i nigdy nie zrozumie, że to zło. Medycznie stworzona choroba, na stare lata  potęguje się i przejawia w nieuzasadnionej agresji. Około 80% pacjentów, zakładów „Specjalnej opieki” w USA to Stwory – ofiary eksperymentów egipskich kapłanów”.

***

   Są to wiadomości zaczerpnięte z wykładu profesora S. A. Salla -„Ukryta wiedza i nauka cywilizacji przedpotopowych”. Opiera się on na wynikach badań wojskowych naukowców.

***

   Wracając do odczytu ideogramów.

Poniżej zdjęcie zabytku sprzed trzech tysięcy lat, w którym rozpoznałem kalendarz kołowy.

Czy przekazuje również wiedzę na temat budowy Kosmosu?

wk fig 22– Zapoznajmy się teraz z działaniem kalendarza.ideogram2

Może warto zestawić „kalendarz” z „rękami Boga” i zastanowić się nad wspólnymi cechami.

Spodziewam się z tego jakichś ustaleń i wniosków.

***

 

 

    Studiując procesy zachodzące we wszystkich starożytnych cywilizacjach zauważamy powtarzające się prawidłowości.

1. Gospodarka łowiecko-zbieracka.

2. Pasterstwo.

3. Rolnictwo.

Wraz z rozwojem gospodarczym pojawiają się kolejno:

1. Pismo.

2. Zapisywanie obserwowanych procesów.

3. Budowa kalendarza.

Liczenie czasu następowało z chwilą przejścia na gospodarkę rolniczą. Od powtarzających się pór roku, i związanych z tym procesów wegetacyjnych roślin, były uzależnione prace rolnicze. Przewidywanie przyszłości, przynajmniej związanej z pogodą, stało się koniecznością.

Od słońca zależne są pory roku, dnie i noce. Policzone dni w roku, rozbijają na miesiące i tygodnie – fazy księżyca. Obserwując wielkość i kierunek sierpa księżycowego można z dużą dokładnością określić dzień miesiąca. Zapisując te obserwacje, starożytni układali kalendarze. Mając kalendarz zapisywano warunki pogodowe i związane z tym lata urodzajne, susze, powodzie. Zauważono, że warunki pogodowe powtarzają się cyklicznie. Geniusz starożytnych Słowian powiązał to z wpływem księżyca na pogodę. Skonstruowano kalendarz słoneczno-księżycowy w którym uwzględniono cykle księżyca i słońca, takie jak początek roku słonecznego, zrównoważenie dnia z nocą wiosenne i jesienne, najdłuższy i najkrótszy dzień.

Dzień najkrótszy był końcem cyklu słonecznego. Dzień dłuższy o jedną minutę, dawał powrót słońca i początek nowego roku.

Rok słoneczny, na dwanaście, dzieliły cykle  księżyca. Niestety, tych dwunastu cykli było za mało by wypełnić jeden rok słoneczny, dołożono więc jedenaście dni świętych i uwzględniono to w budowie kalendarza.

Cykl księżyca trwa dwadzieścia dziewięć dni i dwanaście godzin. Kalendarz zbudowano  z dwóch cykli księżycowych, co daje równo, pięćdziesiąt dziewięć dni. Według tego podziału określano księżycowe pory roku, których nazwy zachowały się do dzisiaj w polskim języku: zima, przedwiośnie, wiosna, lato, jesień, późna jesień. Podział słoneczny dawał cztery pory: zimę , wiosnę, lato, jesień.

Cykle księżyca pokrywają się z cyklami słońca co dwadzieścia jeden lat. Nawet to spostrzeżenie uwzględnili konstruktorzy kalendarza słowiańskiego.

Według współczesnego kalendarza, długość roku wynosi 365 dni i sześć godzin, czyli 365,25, mnożąc to przez dwadzieścia jeden lat otrzymujemy wynik  7670,25 dni.

Kalendarz słowiański mnoży pory księżyca, czyli 59 dni, przez liczbę 130, daje to wynik 7670. Zatem konstruktorzy kalendarza słowiańskiego w ciągu okresu dwudziestu jeden lat, pomylili się jedynie o sześć godzin.

Rzecz najważniejsza, o czym dziś nikt nie pamięta, nasi przodkowie i to przed trzema tysiącami lat odkryli powiązanie cykli księżyca z cyklami słońca i powiązali to z warunkami pogodowymi. Wiedzą o tym dzisiaj jedynie koneserzy wina. Identyczny smak wina powtarza się co 21 lat, a bardzo zbliżony co lat 7  (7×3=21).(Wiadomość do wykorzystania przez megalomanów). Starzy rolnicy przestrzegali okresów siania zboża, sadzenia ziemniaków i warzyw, uwzględniając fazy księżyca. Młodzież zaopatrzona w nawozy sztuczne, wyśmiewała dziadków. Dzisiaj powraca moda na „rolnictwo ekologiczne”. Wnukowie i prawnukowie, co światlejsi, szukają w literaturze spostrzeżeń swoich prapradziadów.

W pracy Jerzego Gąssowskiego KULTURA PRADZIEJOWA NA ZIEMIACH POLSKICH natknąłem się na kolorową fotografię podpisaną: „Symbolika solarna. Fragment zdobnego diademu brązowego kultury trzcinieckiej z Dratowa, woj. lubelskie”. „Kultura trzciniecka” to okres sprzed trzech tysięcy lat. Zaskoczyła mnie nieudolność rzemieślnicza, przy wykonaniu owego „diademu”. Inne znaleziska z tamtego okresu, wyroby mniej prestiżowe, jak czekany bojowe, czy szpile, broszki, wykonywano z dużą dozą artyzmu i to techniką dużą prostszą, przez odlewanie. Łatwiej jest wykonać matrycę diademu w desce lipowej, odcisnąć ją w glinie, posypać sadzą i wylać roztopiony brąz. Potem, wystarczyło to zwinąć w obręcz i wypolerować. W tym wypadku „diadem” był wykonany z kawałka znalezionej blachy przy pomocy punktaka i młotka. Wykonanie niestaranne.

To nie mógł być diadem. Zatem co?

Narzuciła mi się odpowiedź.

Zapis. Podręczna notatka.  Plan.

Dopiero gdy się biedziłem nad odczytaniem kalendarza Majów, przypomniałem sobie o znalezisku z Dratowa, który przedstawiał krzyż kawalerski, wykonany punkcikami układającymi się w linie a te przypominają odpowiednio postrzyżone igły na gałązkach sosny. W środku wytłoczony guz otoczony trzema kręgami. Pomiędzy ramionami krzyża jeszcze po jednym wytłoczonym guziku. Niby nic szczególnego, ale gdy zacząłem liczyć owe igły ułożyły się one w liczby: 1 – 8 ,  1 – 6,  1-6 , 1-6, razem 30. Na drugiej połowie krzyża układały się: 1-7, 1-6, 1-6, 1-6, razem 29.

Przyzwyczajony do liczenia czasu wg kalendarza współczesnego , spodziewałem się regularnych dni w tygodniu. Coś mi tu nie pasowało. Dopiero po zapoznaniu się z książeczką popularno-naukową Zbigniewa Dworzaka ŚWIAT PLANET zrozumiałem, że autor owego krzyża nie mylił się a zapisał dokładne informacje. Należało je jedynie rozczytać. Miesiąc księżycowy składa  się z 29 dni i dwunastu godzin. Po złożeniu dwóch miesięcy księżycowych razem, daje równą liczbę dni, 59. Właśnie to było cierpliwie wypukane punktakiem na brązowej blaszce, może ze zużytego garnka.   Owe 29 dni i 12 godzin przerobiono na cztery fazy księżyca. Ale jak podzielić te dni na równe części?  Znaleziono rozwiązanie.

Pierwszy tydzień miesiąca, czyli pierwsza faza księżyca ma dni 1+8=9, reszta po dni siedem . Drugi miesiąc zaczynał się od tygodnia 1+7=8, reszta po 1+6.

Skoro uznałem znalezisko za zapis, ważnym był każdy szczegół.

Co miał oznaczać centralnie wytłoczony guz i trzy kręgi wokół niego?

Pojedyncze kreseczki uznałem za jedynki, musiałem tak samo postąpić z owym „guzem” i trzema kręgami. Guz – to liczba sto. Każdy krąg – to dziesięć. Razem – 130.  Po pomnożeniu tego przez liczbę dni 59, otrzymałem 7670. Podzielenie tego przez 365,25 czyli liczbę dni kalendarza słonecznego otrzymałem liczbę 21 lat. Zatem był to zapis cykli słońca i księżyca spotykających się ze sobą co 21 lat.

Jest to zapis obserwacji astronomicznych.

Wszystko stało się proste. Teraz wystarczyło policzyć dni przesileń słońca, i zrównania dnia z nocą by ustalić ważne punkty na naszym kalendarzu. Rok rozpoczyna się 25 grudnia. Liczenie rozpoczynamy od środkowej kreseczki prawego ramienia i liczymy prawoskrętnie. Po 83 dniach: jeden obrót = 59, plus 24, mamy zrównanie dnia z nocą. Wskazuje to punkt wytłoczony pomiędzy dolnym a lewym ramieniem krzyża. Po 275 dniach( 4 obroty po 59, plus 39) dochodzimy do jesiennego zrównania dnia z nocą. Wskazuje to punkt wytłoczony pomiędzy lewym a górnym ramieniem krzyża. Aby dojść do końca roku należy przebiec w okół  kalendarza  sześć razy czyli 59 x 6 = 354, licząc kreseczki dni dalej, po jedenastu dniach napotykamy na pierwszy punkt dolnego ramienia. To koniec roku słonecznego – 365 dni. Przesilenie letnie, czyli zrównanie dnia z nocą następuje po 178 dniach, trzy obroty po59 dni plus 1. Wskazuje to środkowa kreska prawego ramienia. (Wyliczono z godzin wschodu i zachodu słońca).

Wszystko mi się ładnie układa, tylko jest jeden mały szkopuł. Taką konstrukcja kalendarza wymaga obsługi. Musi być ktoś przesuwający o jedną kreseczkę dziennie, jakiś pionek.

Rozwiązano i ten problem. Udowadniają to znaleziska archeologiczne.

Wystarczy je rozczytać.

W niewielkiej rzece Zbrucz, obecnie na terenie Ukrainy, znaleziono obelisk wykonany z wapienia. Czterograniasty. Wysoki na 2, 8 metra. Ozdobiony płaskorzeźbami. Znalezisko nazwano Światowidem i uznano za bóstwo słowiańskie. Jedynie Joahim Lelewel, obdarzony niezwykłą cechą zwaną wyczuciem, nazwał to „alegoriami pór roku”.  Już po II wojnie światowej uczeni radzieccy, niedaleko miejsca znalezienia Światowida odnaleźli spłaszczoną sztucznie górę a na niej trzy kręgi kamienne. W środku kręgów znak po słupie drewnianym. Wokół, ustawione zgodnie ze stronami świata ślady po ośmiu słupach. Jeżeli owe ślady połączyć razem , otrzymamy krzyż kawalerski, dokładnie taki sam jak na „diademie z Dratowa”. Wnioski nasuwają się same. Owy „diadem” był planem kalendarza,  który należało wykonać w odpowiednim miejscu i na świeżym powietrzu, by wszyscy mogli z niego korzystać. Obsługą zajmował się budowniczy, może za kapłana uważany, który musiał gromadzić i inne wiadomości dotyczące np. pogody, czasów zasiewu itp. Z jego  „nadprzyrodzonych” wiadomości korzystała ludność okoliczna, przynosząc jednocześnie dary.

Budowa tego kalendarza na świeżym powietrzu dawała dodatkowe możliwości. Cień rzucany przez obelisk można było wyskalować, by wskazywał godziny. Długość cienia w samo południe wskazywała   pory przesileń słońca. Mały krąg wskazuje przesilenie letnie,  środkowy  – przesilenie wiosenne i jesienne, duży krąg  – przesilenie zimowe. Odległość pomiędzy kręgami dzielona na trzy wskazywała kolejne miesiące.

Do dzisiaj zachowała się pewna prawidłowość związana z podziałem na okresy dwudziesto-jedno letnie.

W wieku dwudziestu jeden lat mężczyzna wchodzi w wiek męski i bierze odpowiedzialność za siebie i rodzinę. Jest to najzdrowszy okres na poczęcie potomstwa. Po 42 latach(2×21) nadchodzi wiek męski, który trwa do  63 roku (3×21). Od  lat 63 do 84 (4×21) możemy cieszyć się okresem dojrzałym. W okresie wieku 84 – 105 (5×21), musimy przygotować się do odejścia „na tamten świat”, porzucić bez żalu doczesne szczątki i zasilić swym ciałem duchowym równoległy świat niewidzialny.

Po zniszczeniu wierzeń słowiańskich przez następujące chrześcijaństwo, nasi uczeni w piśmie wyczyniali różne wygibasy, by odtworzyć „pogańską religię Słowian”, przypisując odnajdywanym znaleziskom z przeszłości przeróżne nazwy i znaczenia, oczywiści formowane według „poglądów chrześcijańskich” na pogaństwo i bałwochwalstwo. Takiej „obróbce” intelektualnej poddano i obelisk ze Zbrucza.

Wracam w tym miejscu do słów Lelewela. „Dawnych wierzeń słowiańskich szukać należy w języku słowiańskim”. Niestety mowę polską zastąpiono „śtucną mową”, czyli sztucznym językiem literackim, który nie tylko wprowadził makaronizmy, ale i zniekształcił dawne polskie słowa. Nawet wierszy Kochanowskiego nie zrozumiemy bez słownika etymologicznego, nie mówiąc  nawet o zrozumieniu etymologi słowa polskiego sprzed 3 tys. lat.

Tak się dziwnie składa, że trudno było by współczesnej wiedzy naukowej udowodnić idiotyzm filozoficzny słowiańskim wierzeniom, a łatwo to uczynić  wyznaniom innych kultur.

Przecież pierwiastki to energia zaklęta w prawie koła, którą przy rozbiciu jądra można odzyskać(patrz przy haśle Perkuna).

Jeden z aktualnie urzędujących arcybiskupów obronił pracę doktorską w której udowadniał, że Bóg (zapewne Jahwe) do ulepienia Adama wziął glinę, która była małpą. I proszę sobie wyobrazić, żaden milicjant się nie obraził, a doktorant miksujący dogmaty starotestamentowe z teorią Darwina, został arcybiskupem z nadzieją na fotel papieża. („Przewodnik Polski”- Nowy Jork rok1992. Ze spotkania, wówczas jeszcze biskupa, z Polonią nowojorską w Domu Polskim w którym jeden z Polonusów, zapewne po drinku, koniecznie chciał sprawdzić czy rzeczony biskup nie posiada śladu po chrzcie egipskim).

W Nowym Jorku, oraz w Rzymie stoją słupy wykonane z kamienia, jeszcze przez starożytnych Egipcjan. Nauka współczesna kojarzy je z dawnymi  wierzeniami Egiptu, według których taki słup miał wyobrażać „środek świata …….itd, itp”. Pominięto badaniami „kolorowy dywan ułożony z kamieni, który godziny wskazywał, gdy słońce świeciło”. (Jedynie na taką notatkę natrafiłem).

Z upływem czasu bruk zerwano. Nikt go nawet nie przerysował. Nikomu do głowy nie przyszło, że może to być „Licznik czasu. – Kalendarz. Wynik obserwacji astronomicznych starożytnego Egiptu”. Tymczasem, owe słupy, miały jedynie rzucać cień. Były tym, czym wskazówka na zegarze.

Europejczycy wskazówki zachowali a „zegary” zniszczyli.

Tak samo, z rozważań naukowych wyłączono polskie znalezisko z Dratowa.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na zapis – jeden punkt w środku i trzy kręgi –  które czytam = 130.

Jest to przecież zapis dziesiętny sprzed 3 tysięcy lat. Znajomość zapisu dziesiętnego w okresie przedchrześcijańskim potwierdzają napisy runami na monetach Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Chrześcijan  obowiązywał rzymski system sześć dziesiętny.

Nie jestem przekonany, czy słusznie naukowcy nadali imię Światowid obeliskowi ze Zbrucza. Mam jednocześnie poważne wątpliwości, czy takie imię kiedykolwiek pojawiło się w wierzeniach Słowian. Istnieje możliwość odczytania słowa pisanego po łacinie nie znającej nosowego słowiańskiego Ę, „Swetowit” jako Świętowit i Światowit. Ten kto nie rozumiał filozofii słowiańskich wierzeń, cztery głowy skojarzył ze stronami świata i wyszło mu Światowit w miejsce Świętowita (Mocarnej Istoty boskiej stanowiącej Jedność w Wielości, być może obrazującej armię).

WYRAJ

 ideogram2

Co mamy wspólnego w obu konstrukcjach?

1) Podstawę konstrukcji w obu wypadkach stanowi krzyż równoramienny odczytany jako ideogram nieba.

2) Pomiędzy ramiona krzyża wstawiono :

a- na ideogramie – znak słońca i księżyca,

b- na znalezisku z Dratowa – w tym samym miejscu wytłoczono guzy.

3) W ideogramie dodatkowe kreski symbolizują gwiazdy, przemawia to za uznaniem tego za kosmos.

– w diademie z Dratowa dodatkowe kreski wykonano pod kątem, co nadało konstrukcji formę krzyża kawalerskiego. Jeżeli, tym razem, uznamy to  jako zapis ideograficzny, musimy  również odczytać jako ideogram kosmosu, jednocześnie jako  ideogram Boga.

Podobieństwa są zbyt duże, by można było się pomylić.

Dodatkowe znaczenie uwidocznione na diademie, to wytłoczony w środku guz i trzy kręgi wokół.

Taki układ odnajdujemy odwzorowany w miejscach kultu, między innymi na Ślęży. Podobnie była zbudowana świątynia na świętej górze Pełce. Trzy kręgi stanowiły kolumny ustawione wokół świątyni. Obraz zachował się na monecie uważanej za słowacką. (Patrz „Księga Popiołów”).

Jeżeli obraz z Dratowa potraktujemy jako wyobrażenie WYRAJU. To w centralnym miejscu musi znajdować się Inteligencja Kosmiczna, przez gnostyków zwana Światłem. Trzy kręgi podzielone krzyżem na cztery,  to wyobrażenie  trzech  światów.

Jakich ?

Cztery wytłoczone guzy, pomiędzy ramionami krzyża, znajdujące się na zewnątrz kręgów

mogą oznaczać cztery ważne bóstwa kosmosu, może te same, które odnajdujemy na idolu ze Zbrucza.

Podobna konstrukcja ułożona z kamieni zachowała się na górze Ślęży a więc:

– Krzyż równoramienny usytuowany zgodnie z kierunkami świata.

– Na nim trzy kręgi.

W środkowym kręgu miejsce po ognisku.

Skorupy naczyń na zewnątrz kręgów.

Specjaliści miejsce w kręgach uważają za święte, przeznaczone  jedynie dla kapłanów. Wierni, uczestniczący w obrządku, musieli ucztować poza kręgami o czym świadczą skorupy po glinianych garnkach.

Wszystko wskazuję,  że konstrukcja była odwzorowaniem Wyraju. Płonący ogień symbolizował Światłość, Oświecenie, Boga, Nadinteligencję Kosmosu.

Niedaleko miejsca odnalezienia idola ze Zbrucza jest góra ze sztucznie zrównanym wierzchołkiem. Uczeni, jeszcze radzieccy, odnaleźli na niej podobną konstrukcję obiektu sakralnego do w/w wymienionych. Przypuszcza się że w środku kamiennych kręgów stał Światowit.

Podobnie jest zbudowany obiekt odnaleziony ostatnio w Rosji. Przypuszcza się, że jest to starożytne obserwatorium astronomiczne. Jest to już budowla, na planie krzyża, składająca się z trzech kręgów podzielonych na komnaty. Komnat jest dokładnie tyle samo co kresek na diademie z Dratowa, czyli 59. Tyle samo dni liczy sobie podwójny obieg księżyca dokoła ziemi. Jeden miesiąc księżycowy to 29 dni i dwanaście godzin.

Obiekt jest odwzorowaniem Wyraju księżyca, czyli „Korzeni Drzewa Życia”.

Wniosek nasuwa się sam. Słowianie przez tysiące lat, miejsca kultu, kościoły czy  ołtarze polowe, budowali odwzorowując Wyraj. Zawsze na planie krzyża równoramiennego którego przecięcie otaczano kręgami w środku których było wyobrażenie bóstwa.

Proszę zwrócić uwagę na stare świątynie chrześcijańskie. Budowano je podobnie, na planie krzyża. W miejscu przecięcia się linii stał ołtarz. Świątynie były usytuowane w  kierunku wschodzącego słońca. Zatem jest to wyraj – Korona Drzewa Życia (za dnia). Budowle wskazują, że chrześcijański Jezus był uważany za bóstwo słońca.

Czy obrządki religijne Słowian były związane z przesileniem zimy – wiosny – lata – jesieni?

Najprawdopodobniej tak.  Wystarczyło w środku kręgu ustawić, słup lub idola a wysokość jego cienia   dokładnie wskaże czas przesilenia. Być może promień kręgów zależał od wysokości idola. Najkrótszy cień – w samo południe –  ustali przesilenie letnie i promień najmniejszego kręgu. Najdłuższy –  wskaże przesilenie zimowe a średni- przesilenie wiosenne i jesienne.

***

Niedawno zapoznałem się z pracą T’ Leledrag Marskiego „Księga popiołów”. Podziwiam autora nie tylko za rozległą wiedzę, ukrywaną przed ludem, ale i za jego intuicję i niezwykle trafne spostrzeżenia.

Sadzę, że duży wpływ na wyciąganie wniosków z faktów i spostrzeżeń mają odruchy wyrobione w trakcie pracy zawodowej, które nazywam „odchyłkami zawodowymi”. Byłem konstruktorem i w artefakcie z Dratowa z kultury trzcinieckiej zwanych przez archeologów „Diademem z Dratowa” spostrzegłem zwykły rysunek techniczny na podstawie którego nasi przodkowie budowali „Żywe mierniki czasu” – czyli kalendarz kołowy.

Nie sądzę, by archeolodzy nazywając znalezisko diademem kapłana, mylili się. Kapłani i nauczyciele, którymi w większości są uczeni, budują swój autorytet tzw. „nieomylnością” – wytwarza to pychę a pycha lubi się wyróżniać z tłumu i stroić w symbole władzy:  łańcuchy, togi, sygnety, diademy. Pycha kapłańska, sprzed trzech tysięcy lat, niewiele się różniła od współczesnej.

To co nazwałem „żywym kalendarzem”, Leledrag Marski nazwał „Kamiennymi kręgami czasu”, pomimo tego, że słowiańskich „ołtarzy polowych” nie kojarzył z „zegaro – kalendarzem” a raczej z ołtarzem i miejscem kultu. Natomiast dziewięć kręgów zbudowane z  kolumn, które otaczały „słowiańską świątynie Wandy, bogów Lady, Ledy”, uważa za rodzaj kalendarza i wywodzi stad nazwy czasu.

Moje spostrzeżenie opiera się na zasadach rządzących cieniem słońca. Kierunek cienia wskazuje godziny. Wysokość cienia pomiędzy kręgami czasu wskazuje porę roku. Najczęściej spotykane trzy kręgi, dzielą rok na cztery pory i wskazują, na kalendarz słoneczny. Rzadko spotykamy kręgów siedem. Nietrudno policzyć przestrzenie czasu pomiędzy nimi. Jest dwanaście, czyli wskazują miesiące. Kalendarz jest więc słoneczno – księżycowy. Kręgów dziewięć, o których wspomina L.Marski, dzieli rok na szesnaście odcinków. 23 dni pomnożone przez szesnaście daje liczbę 368. Według takiego podziału mamy rok dłuższy o niecałe trzy dni.

Czy taki podział można wywieźć z obserwacji gwiazd?

Dosyć ciekawe wnioski wysnuwa uczony indyjski Baldgahkar Kartilog na podstawie wiadomości zapisanych w wedach. Według wed Ziemia miała więcej księżyców. Jeden z nich zbliżał się do ziemi, przez dłuższy okres czasu. Na niebie rosła ogromna czerwona kula, aż wreszcie wpadła do Oceanu powodując największe tsunami, czyli potop, który odnotowało wiele starożytnych kultur. Spotkanie z ogromną masą księżyca miało przyśpieszyć obrót Ziemi wokół swojej osi i zmienić jej położenie. Jeżeli przyjmiemy wiedzę wed za możliwą, staje się zrozumiały podział roku na 16 miesięcy. Ten malutki księżyc mógł obiegać Ziemię w przeciągu 23 dni. Wychodząc z tych danych, jest możliwe wyliczenie masy hipotetycznego księżyca. Siłę uderzenia. Opór wody. Wysokość fali i rozmiar zniszczeń.

Z owych „Dziewięciu kamiennych kręgów czasu” wypływa prosty wniosek: Kultura słowiańska rozwijała się w czasach przedpotopowych.

***

Słoneczne były nie tylko zegary i kalendarze. Spotkałem się ze słonecznym kompasem.  Płaska deseczka w środku kołek. To wszystko. Wystarczyło tylko wyskalować urządzenie na długość cienia – powstanie linia krzywa.

Obracamy deseczką, aż czubek cienia dotknie linii a kompas wskaże godzinę i  kierunki świata. Jedyny problem to ilość krzywych. Na każdy dzień inna, lub godzić się na niedokładne wskazania, możliwe do korekty przez doświadczonego żeglarza.

– Sprawdzałem. To działa. Odchyłka kierunku najwyżej kilka stopni.

***

OBRZADEK RELIGIJNY SŁOWIAN W KAMIENNYCH KRĘGACH CZASU

   MATERIAŁY ŹRÓDŁOWE

Prokop z Cezarei, O wierzeniach Antów i Sklawenów.

Greckie i łacińskie źródła.

Ks. III rozdz. 14 kap. 22-25: Albowiem te plemiona, Sklawinowie i Antowie, nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu. A także co się tyczy innych szczegółów te same mają, krótko mówiąc , urządzenia i obyczaje, jedni i drudzy, ci północni barbarzyńcy. Uważają bowiem, że tylko jeden bóg, twórca błyskawicy, jest Panem całego świata i składają mu w ofierze woły i inne ofiarne zwierzęta. O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy, czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę. Oddają ponadto także cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom. I składają im wszystkim ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby……

THIETMAR, biskup niemiecki w swojej kronice pisze o bóstwie i świątyni Swarożyca u Luciców.

Ks. VI rozdz. 22 i 23-25; Zanim nasi(Niemcy) dotarli do rzeki Odry, połączyli się z nimi dnia poprzedniego Lucicy (plemiona słowiańskie zamieszkałe pomiędzy dolną Odrą a środkową Łabą), którzy kroczyli za poprzedzającymi ich w pochodzie bożkami.

23. Choć wzdragam się mówić o nich cokolwiek, to jednak przedstawię pokrótce, kim są i skąd tu przybyli, abyś poznał kochany czytelniku, czczy zabobon  i ohydny kult pogański tego ludu.

  Jest w kraju Redarów(plemię słowiańskie) pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Redogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy do grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią wizerunki różnych bogów i bogiń – jak można zauważyć patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób; wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy z nich nazywa się ZVARASIZI (Ztvara si zi) i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary, których nigdzie  stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy.

 24. Dla strzeżenia tego wszystkiego z należną pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. Kiedy zbierają się tutaj, by składać bożkom ofiary lub gniew ich przebłagać, kapłani siedząc a reszta stojąc szepcą tajemne wyrazy , i kopią z drżeniem ziemię, aby na podstawie rzuconych losów poznać sedno spraw wątpliwych. Po zakończeniu tych wróżb przykrywają losy zieloną darniną i wbiwszy w ziemię na krzyż dwa groty od włóczni, przeprowadzają przez nie z gestami pokory konia, którego uważają za coś największego i czczą jako świętość. Rzuciwszy następnie losy, przy których pomocy już przed tym badali sprawę, podejmują na nowo wróżbę przez to niejako boskie zwierzę. Jeżeli z obu tych wróżb jednaki znak wypadnie, wówczas owe plemiona idą za nim w swym działaniu, jeżeli nie, rezygnują ze smutkiem całkowicie z przedsięwzięcia. Ze starożytności, którą fałszowano przy pomocy różnych błędnych opowieści, pochodzi świadectwo, że ilekroć grożą im  srogie przykrości długiej wojny domowej, wychodzi ze wspomnianego wyżej jeziora potężny odyniec z pianą, połyskującą na białych kłach, i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród straszliwych wstrząsów.

  25. Ile okręgów w tym kraju, tyle znajduje się świątyń i tyleż wizerunków bożków doznaje czci od niewiernych, między nimi jednak wspomniany wyżej gród posiada pierwszeństwa. Gdy na wojnę wyruszają zawsze go pozdrawiają; gdy szczęśliwie z niej powracają, czczą go należnymi darami i przez losy oraz przez konia, jak wyżej powiedziano, pilnie badają, jaką stosowną ofiarę winni kapłani złożyć bogom. Niemy gniew bogów łagodzą ofiary z ludzi i bydła.

Te zaś wszystkie plemiona, zwane razem Lucicami, nie mają nad sobą jednego władcy. Swoje ważne sprawy roztrząsają na zgromadzeniu w drodze wspólnej narady i aby przywieść jakąś sprawę do skutku muszą wszyscy wyrazić zgodę. Jeżeli jakiś tubylec sprzeciwia się na zgromadzeniu już powziętym decyzjom, okładają go kijami, a jeżeli stawia jawny opór poza zgromadzeniem, wówczas albo pozbawiają go majątku konfiskując go w całości lub podpalając, albo też płaci on w ich obecności  należną wedle stanu sumę pieniędzy. Sami wiarołomni i zmienni od innych jednak stałości wymagają i bezwzględnej wierności. Układ pokojowy umacniają przez podanie prawicy i równocześnie obciętego czuba włosów z wiązką trawy. Łatwo jednak dają się przekupić pieniędzmi, by go naruszyć.

Adam bremeński, O bóstwie Redarów.

Ks. II rozdz. 21: Między nimi (Słowianami połabskimi), w pośrodku i najpotężniejsi z wszystkich są Redarowie; gród ich to osławione miasto Retra, siedziba bałwochwalstwa. Świątynia tam wielka została zbudowana dla bożków; z tych najpierwszy jest Redigast. Podobizna jego ze złota, łoże z purpury przygotowane. Sam gród ma dziewięć bram; zewsząd otoczony głębokim jeziorem; drewniany most umożliwia przejście, ale na przechód zezwala się tylko tym, co spieszą z ofiarami albo zasięgają wróżby…. Jak mówią, do tej świątyni jest cztery dni drogi z Hamburga.

Autorzy żywota św. Ottona z Bambergi. O kulcie pogańskim u Pomorzan.

Herbord, ks. II rozdz. 32: Były zaś w mieście Szczecinie cztery kątiny, ale jedna, będąca pomiędzy nimi główną, była zbudowana z przedziwną czcią i sztuką, wewnątrz i zewnątrz ozdobiona rzeźbami ze ścian wystającymi. Były tam obrazy ludzi, ptaków i zwierząt dzikich tak dokładnie według swych właściwości wyrażone, że zdawały się oddychać i żyć; co zaś uważałbym za rzecz niezwykłą barwy obrazów zewnętrznych przez niepogody śnieżne lub deszczowe sczernieć ani zatrzeć się nie dały, tak je przemyślność malarzy od tego zabezpieczyła. Do tej świątyni, podług zwyczaju ojców zdobyte bogactwa i broń nieprzyjacielską i wszystko, co w walkach morskich lub lądowych zdobywali, nosili jako dziesiątą część zdobyczy. Dzbany także złote i srebrne, których do wróżenia, a możnowładcy do biesiad i picia zwykle używali i w dni uroczyste jakby z świętego ukrycia przynosić kazali, tam ustawione były. Rogi też wielkie dzikich wołów, w złoto i drogie kamienie oprawione, do picia urządzone i rogi do grania, miecze i noże, dużo kosztownych i rzadkich na oku miłych przyborów dla ozdoby i zaszczytu bóstw swych przechowywali, co wszystko biskupowi i księciom zamierzali oddać, kiedy by świątynia została zniszczona….. On jednak, skropiwszy wszystko wodą święconą, polecił, aby rozdzielili to między siebie. A był tam posąg trzygłowy, który na jednym kadłubie trzy głowy mając, nazywał się Trzygłowem; ten tylko zabierając, mianowicie, trzy stykające się ze sobą główki, po utrąceniu kadłuba, uwiózł jako znak zwycięstwa i później na dowód ich nawrócenia przesłał do Rzymu, to jest dla pokazania Papieżowi…..Trzy zaś inne kątiny mniej zażywały czci i mniej były przyozdobione. Ustawione tam były we wnętrzu wkrąg  siedzenia i stoły, ponieważ zwykli tam byli odprawiać swoje narady i zgromadzenia, bo czy to się napić, czy to się zabawić, czy też poważne sprawy załatwić zamierzali, w tych to budowlach w pewnych dniach i porze się schodzili. Był tam poza tym dąb ogromny i liściasty, a pod nim źródełko najprzyjemniejsze, które prosty lud, uważając za święte jako siedzibę jakiegoś ducha, w wielkiej chował czci. Także i ten chciał ściąć biskup(Otton) po zniszczeniu kątin, ale uproszony został przez lud, by tego nie czynił; przyobiecali bowiem, że nigdy nie będą ani drzewa, ani miejsca tego czcili pod pozorem kultu, ale tylko dla cienia samego i przyjemności……

Herbort, ks. II rozdz. 33: Mieli konia nadzwyczajnej wielkości,  tłustego, czarnej maści i bardzo dzikiego; przez cały rok był on wolny od zajęć, a w takiej był świętości, że żaden nie był godny na nim jeździć, miał natomiast jednego z czterech kapłanów świątyń jako gorliwego dozorcę. Skoro więc na lądzie przeciw nieprzyjaciołom wyruszyć zamierzali albo po zdobycz, starali się przez niego  powodzenie wyprawy w ten sposób przepowiedzieć: Rozkładali na ziemi dziewięć włóczni, na łokieć od siebie oddalonych, a kapłan, który miał nadzór nad owym koniem, osiodławszy i ująwszy za uzdę, po trzykroć go przez leżące włócznie tam i z powrotem przeprowadzał. Gdy koń przechodząc, włóczni nie trącił i nie porozrzucał, uważano to za dobry znak; wtedy bezpiecznie przystępowali do dzieła, w przeciwnym zaś razie zaniechiwali go. Ten sposób wróżenia i inne obliczenia z drzew, przy pomocy których przewidywali bitwy morskie i łupy, za boskim wsparciem ze szczętem usunął, mimo że wielu się temu sprzeciwiało, samego zaś wróżebnego konia kazał sprzedać do innej ziemi, by dla prostaczków nie był kamieniem obrazy…..

  Ebbo, ks. III rozdz. 1: Po szczęśliwym powrocie do siebie najświętszego ojca naszego Ottona z pierwszej jego podróży misyjnej do Pomorzan, dwa z najwybitniejszych miast, to jest Julin (Wolin) i Szczecin diabelską zawiścią poduszczone powróciły do pierwotnej brzydoty bałwochwalstwa, mianowicie z następującego powodu: Julin[ [Wolin]  założony i nazwany przez Juliusza Cezara – gdzie także włócznia jego wbita w słup przedziwnej wielkości jest przechowywana na jego pamiątkę – zwykł był na początku każdego lata obchodzić święto jakiegoś bożka przy tłumnym udziale ludzi i pląsach. I gdy miasto zastało oczyszczone słowem wiary i kąpielą chrztu, a większe i mniejsze bałwany, które były pod ręką, były palone przez zbożnego biskupa[Ottona], jacyś głupcy potajemnie ukradłszy niewielkie posążki bożków, schowali je u siebie nieświadomi, jaka stąd dla miasta ich wyniknie szkoda….. Bo gdy wszyscy okoliczni mieszkańcy ze zwykłą gorliwością zbiegli się na wspomniane święto i oddali się przeróżnym zabawom i ucztowaniom, owi pokazując ludowi, oddanemu próżnej zabawie ukryte dotąd posążki bożków, popchnęli go do dawnego obrządku pogańskiego…

Szczecin zaś, bardzo duże miasto i większe od Julina [Wolina], w okręgu swym zamykało trzy wzgórza, z których środkowe wyższe, poświęcone największemu bogu pogańskiemu, Trzygłowowi, posiadało trójgłową podobiznę; a tę zakrywała złocista zasłona na oczach i wargach, przy czym kapłani zapewniali, że dlatego bóg najwyższy trzy posiada głowy, bo trzema włada królestwami, to jest niebem, ziemią i piekłem, a twarz po to zasłania, ażeby na grzechy ludzkie, nie widząc i milcząc, był obojętny. W tym przeto najpotężniejszym mieście przywiedzionym do poznania boga prawdziwego przez zbożnego biskupa, po spaleniu świątyń bożków, zostały wzniesione dwa kościoły, jeden na wzgórzu Trzygłowa pod wezwaniem świętego Wojciecha, drugi pod murami miasta na cześć św. Piotra.  I z tego powodu ofiary, które w dużej mnogości i bogactwie były dostarczane kapłanom i świątyniom bożków, teraz przeszły na kościoły Chrystusa. Tym poruszeni kapłani, widząc się pozbawionymi z dnia na dzień słodyczy poprzedniej okazałości, szukali sposobności ażeby na powrót nawrócić lud do obrządku pogańskiego gwoli swego zysku. A oto zdarzyło się, że na miasto naszła wielka śmiertelność i zapytywani przez lud kapłani orzekli. Że stało się tak z powodu wyrzeczenia się bożków, i że wszyscy wnet powymierają, jeżeli nie będą się starać przebłagać dawnych bogów ofiarami i zwykłymi podarkami. Na to wołanie zgromadzenie ludowe przystępują do działania, odszukują bałwany i wszędzie odradza się powszechny obrządek ofiar i uroczystości, kościoły Chrystusa w połowie ulegają zniszczeniu…

Helmold, o wierzeniach Słowian obodrzyckich

Ks. I rozdz. 52:  Panowały zaś za dni owych w całej Słowiańszczyźnie cześć bałwanów i błędy różnych przesądów. Prócz bowiem gajów i bogów domowych, najpierwszą i szczególną cześć odbierali Prowe [Nazwa tego bóstwa jest kwestionowana. Jedni uważają że mylnie „prawo”, sądy, kronikarz wziął za nazwę bóstwa. Inni dopatrują się zniekształconego przez kopistów słowa Perun], bóg ziemi stargardzkiej, Siwa, bogini Połabian i Radigast, bóg ziemi obodrzyckiej. Na służbę nim poświęceni byli kapłani.  Przynoszoną nim różne ofiary i rozmaitą cześć religijną im oddawano. Kapłan podług wykazania losów przeznaczał uroczystości, jakie na cześć tych bogów odprawiać miano. I wtedy schodzili się ludzie z żonami i dziećmi i bogom  swoim składali ofiary z wołów i owiec, a wielu i z ludzi chrześcijańskich, tych krew bowiem, jak tłumaczyli, szczególnie podoba się bogom. Po zabiciu bydlęcia kapłan krwi jego kosztował, by się zdolniejszym stać do przyjęcia wyroku boskiego; wielu bowiem mniema, że duchy diabelskie łatwiej się krwią wywołują. Po przyniesieniu ofiary podług zwyczaju lud  oddaje się ucztom i weselu. Istnieje u Słowian dziwny przesąd; w czasie uczt bowiem i pijatyki obnoszą czaszę ofiarną[kielich ofiarny] i na nią zlewają w imieniu bogów, to jest dobrego i złego, słowa, nie powiem błogosławieństwa, lecz przekleństwa. Wyznają bowiem, że jak pomyślność od dobrego boga, tak nieszczęście od złego pochodzi. I dlatego też złego boga nazywają w swym języku Diabol albo Czerneboh, to jest czarny bóg. Między różnokształtnymi zaś bogami słowiańskimi szczególniej jaśnieje Świętowit, bóg ziemi Rugian, jako szczególnie skuteczny w swych odpowiedziach. W porównaniu z nim innych jakby   za pół  bożków – uważają. Stąd też dla okazania szczególnej czci zwykle corocznie zabijają mu na ofiarę jednego chrześcijanina, na którego los padnie. Prócz tego z wszystkich krajów  słowiańskich przysyłają tam ustanowione ofiary na wydatki. Ze szczególną też czcią i troskliwością dbają o służbę świątyni. Nie łatwo bowiem dopuszczają przysięgę i nie pozwolą dopuszczenia przestąpienia obrębu świątyni, nawet w czasie najścia nieprzyjaciół.

Ks.I rozdz. 84:  Zdarzyło się[około roku 1156] zaś, że w drodze przybyliśmy do lasu, jedynego w owej ziemi; cały kraj bowiem jest wielką płaszczyzną. Tam obaczyliśmy pomiędzy bardzo starymi drzewami święte dęby, poświęcone bogu owej ziemi, Prowemu, otoczone podwórzem, które opasywał parkan starannie z drzewa zbudowany i mający dwie bramy. Prócz bowiem bogów domowych i posągów, w które każde miasto obfitowało, było to miejsce świętością dla całego kraju i miało dla siebie arcykapłana, uroczystości i różne ofiarne obrządki. Tam drugiego dnia każdego tygodnia lud tego kraju z kapłanem i księciem zwykle zbierali się na sądy. Wejście na podwórze było wszystkim wzbronione, oprócz tylko kapłana i przynoszącym ofiary lub tych, którzy byli w niebezpieczeństwie śmierci; takim bowiem nigdy nie odmawiano schronienia. Taką zaś wielką cześć mają Słowianie dla swoich świętości, że obrębu świątyni kalać krwią nawet w czasie wojny wzbraniają. Na przysięgę z trudnością zezwalają; przysięgać bowiem u Słowian znaczy prawie to samo, co krzywo przysięgać i gniew bogów ściągać na siebie. Słowianie w różny sposób cześć bogom swoim oddają; nie wszyscy bowiem zgadzają się na jedyne obrządki pogańskie. Jedni stawiają w świątyniach posągi fantastycznych kształtów, jak na przykład posąg Płoński[miejscowość w zachodniej Maklemburgii], nazywający się Podaga[W spisie bogów polskich występuje bóstwo o imieniu Pogoda], inni [bogowie] zamieszkują lasy lub gaje, jak na przykład Prowe, bóg stargardzki. I takich bogów jest mnóstwo wizerunków. Wielu rzeźbią z dwiema, trzema lub więcej głowami. Pomiędzy wszakże różnokształtnymi bóstwami, którym poświęcają lasy, pola, radości i smutki, wyznają także że jest jeden Pan Bóg, który w niebie innymi bogami rządzi, że on przechodząc innych swą mocą, niebieskimi wyłącznie sprawami się zajmuje, że inni wykonują tylko poruczone im obowiązki, że z jego krwi pochodzą i że każdy jest tym wyższym, im bliżsi jest owego boga bogów. Gdyśmy przybyli do owego gaju i miejsca bezbożności, biskup [Gerold biskup lubecki] nakłonił nas, byśmy odważnie przystąpili do zniszczenia gaju. Sam też zeskoczywszy z konia zbił drągiem frontowe ozdoby bramy. I gdyśmy weszli na podwórze, zniszczyliśmy całe ogrodzenie podwórza koło tych świętych drzew. I z kupy drzewa ułożyliśmy stos, podłożyliśmy ogień, nie bez obawy wszakże, by na nas przypadkiem nie wpadły tłumy mieszkańców; lecz Bóg opiekował się nami.

Ks. II rozdz. 12 [ O kulcie Świętowita u Rugian]: [ na początku Helmold powtarza legendę, jakoby Rugia została ongiś nadana klasztorowi św. Wita z Korbei przez cesarza Ludwika Pobożnego, syna Karola Wielkiego. Od tego Wita miał pójść kult pogańskiego boga Świętowita ]…. świętego bowiem Wita, którego my sługą Pańskim wyznajemy, Rugianie jako boga czcić zaczęli i wystawili mu ogromny posąg, wolą raczej służyć stworzeniu niż stwórcy. Ten przesąd takiej u Ranów nabrał mocy, że Świętowit, bóg ziemi Rugian, zajął najprzedniejsze miejsce pomiędzy bogami słowiańskimi; on bowiem więcej od innych jaśniał zwycięstwami i od innych był skuteczniejszy wyroczniami. Z tego też powodu jeszcze za naszych czasów nie tylko ziemia wagrska, lecz i wszystkie kraje słowiańskie posyłały tam roczną daninę, wyznając , że on jest bogiem bogów. Król u nich w porównaniu z kapłanem mało znaczy; ten bowiem bada odpowiedzi i wyjaśnia losy; kapłan zależy od skinienia losów, król zaś i lud od jego woli. Pomiędzy różnymi ofiarami kapłan zwykł czasem chrześcijanina przynosić na ofiarę, wmawiając w lud, że bogowie lubią szczególniej krew tego rodzaju.

Sakso Gramatyk, [O wierzeniach i kulcie pogańskim na Rugii].

 

Sakso Gramatyk, kronikarz duński u schyłku XII i początku XIII wieku, zostawił opis napadu na Rugię przez  Waldemara, króla Danii.

Ks. XIV rozdz. 39:  Król[Waldemar] zaatakował Rugię z różnych stron, gdy wszędzie okazję łupienia znajdował, a nigdzie walki, wiedziony żądzą rozlewu krwi podjął oblężenie miasta Arkony. Ta od wschodu, południa i północy nie sztuką rąk, ale przyrodzonymi zaporami broniona, położona jest na samym wierzchołku pewnego przylądka… W środku miasta znajdował się plac, na którym stała świątynia drewniana o misternej budowie, wzbudzająca cześć nie tylko wspaniałością nabożeństw, lecz boskością posągu w niej umieszczonego. Zewnętrzny jej obwód dokładną płaskorzeźbą się oznaczał, przedstawiając prostą nie wydoskonaloną sztuką malarską postacie najrozmaitszych rzeczy. Jedno tylko było wejście. Samą świątynię podwójny rząd ogrodzenia otaczał, z których zewnętrznie, ze ścian złożone, dach czerwony pokrywał, wewnętrznie czterema słupami podparte zamiast ścian świeciło czerwonymi zawieszonymi zasłonami i z zewnętrznymi ścianami było połączone tylko kilku poprzecznymi tramami.

W świątyni stał posąg ogromny, wielkością przewyższający postać ciała ludzkiego, czterema głowami i tyluż karkami wzbudzający zdziwienie, z które dwie w stronę piersi, a dwie w stronę pleców zdawały się patrzeć. Zresztą wzrok umieszczonych z przodu czy z tyłu głów, jedna w prawo, druga w lewo zdawały się zwracać. Brody były podgolone, włosy postrzyżone tak, że widoczny był zamiar artysty, aby przedstawić sposób, w jaki Rugianie pielęgnowali swe głowy.

W prawej trzymał róg z rozmaitego kruszcu zrobiony, który kapłan znający się na ofiarach co rok napełniał miodem, aby z samego stanu napoju mógł wywnioskować o obfitości roku przyszłego. Lewa ręka na boku wsparta tworzyła łuk. Szata dochodząca aż do goleni kończyła się w tym miejscu, w którym, dzięki zastosowaniu rozmaitości drzewa, były połączone z kolanami tak niewidocznie, że miejsce ich spojenia tylko przy bacznej uwadze można było dostrzec. Nogi dotykały gruntu, a podstawy były ukryte w ziemi. Opodal widziało się uzdę i siodło bóstwa i kilka innych oznak boskości. A podziw dla nich zwiększał się z uwagi na miecz znacznej wielkości, którego pochwa i rękojeść rzucały się w oczy zewnętrznym wyglądem srebra i znakomitej ozdoby rzeźbiarskiej.

Uroczysty obrządek na jego cześć w ten sposób się odbywał. Raz do roku po zbirze plonów zbierał się różnorodny tłum przed świątynią bóstwa, a odprawiwszy ofiary ze zwierząt, odbywał uroczystą ucztę pod pozorem kultu. Kapłan świątyni, wbrew powszechnemu miejscowemu zwyczajowi długością spadających włosów, na dzień przed mającym się odbyć nabożeństwem najstaranniej przy pomocy miotły oczyszczał wewnętrzną świątynię, do której on sam tylko miał prawo wstępować. Strzegł się przy tym, aby oddechu wewnątrz świątyni nie wypuścić, tylekroć biegł do drzwi, widocznie, aby obecność bóstwa nie została przez zetknięcie się z oddechem śmiertelnie pokalana.

  Następnego dnia, gdy lud rozłożył się przed drzwiami pod gołym niebem, kapłan, wyjąwszy bóstwu kielich ciekawie badał, czy coś z miary wlanego napoju nie ubyło, co by było oznaką nieurodzaju w przyszłym roku. Gdy to stwierdził, nakazywał zachować płody na czas przyszły. Jeżeli zauważył, że nic ze zwykłej ilości nie ubyło, przepowiadał, że przyjdą czasy urodzaju ziemiopłodów. Zgodnie z coroczną taką wróżbą napominał, bądź do obfitszego, bądź do oszczędniejszego zużywania zapasów. Wylawszy potem w libacji stary miód u stóp bóstwa, nalewał świeżego do pucharu, oddawszy następnie cześć posągowi, jakoby przypijając do niego, prosił uroczystymi słowami to dla siebie, to dla ojczyzny o dobra doczesne, o pomnożenie dostatków i zwycięstw dla obywateli. Poczem przyłożywszy do ust puchar, pijąc jednym haustem, szybko go wysuszał, a napełniwszy świeżym miodem znowu wsuwał w prawą rękę posągu. Przynoszono także w ofierze kołacz, przyprawiony miodem, okrągłego kształtu a takiej wielkości, że dorównywał prawie wielkości człowieka. Stawiając go pomiędzy sobą a ludem, zwykł się pytać kapłan, czy Rugianie go widzą. Gdy ci odpowiadali , że widzą, wypowiadał życzenie, aby za rok nie mogli go [z za kołacza] zobaczyć. Tym życzeniem obejmował on nie tyle swoją lub ludu przyszłość, lecz pomyślny urodzaj w przyszłości w ogóle.

Następnie w imię bóstwa naradzał się z obecnym ludem i upominał go, aby i nadal pilnym składaniem ofiar oddawał cześć bóstwu. I obiecywał jako najpewniejszą nagrodę za tę cześć, zwycięstwo na morzu i lądzie. Zakończywszy w ten sposób[uroczystości] , pozostałą część dnia zużywali na zbytkowanie biesiadowanie i obracali przyniesione na ofiarę zapasy na ucztowanie i żarłoctwo, zmuszając poświęcone bóstwu zwierzęta ofiarne do służenia swej zachłannośći. Przekroczenie wstrzemięźliwości uważano w tej uczcie za czyn pobożny, a jej zachowanie za bezbożne miano.

Każdy mężczyzna i każda niewiasta rocznie składali pieniążek na cześć bóstwa jako dar. Odmierzano mu także trzecią część zdobyczy wojennych tak, jak gdyby zostały dokonane pod jego dowództwem. Bóstwo to miało wyznaczonych do służby 300 koni i tyluż jeźdźców na nich służbę odbywających.

Wszelki zysk przez nich zdobyty, oddawano pod nadzór kapłana, który z tych zdobyczy różnego rodzaju, zbierał ozdoby i upiększenia, i układał w skrzynie zaopatrzone zamkami; a w tych prócz obfitości i pieniędzy było ułożonych wiele purpurowych tkanin ze starości nadpsutych. Tamże znajdowało się dużo darów publicznych i prywatnych, zebranych przez gorliwe śluby tych, którzy prosili o łaski.

Posąg ten, datkami całej słowiańszczyzny wspierany, również sąsiedni królowie, nie bez świętokradztwa obsypywali darami. Pomiędzy nimi także król duński Sweno dla zjednania sobie bóstwa taką dbałością otoczonego, uczcił go pucharem, większą okazując gorliwość dla obcej religii, niż dla swej własnej, którą to obrazę boską zapłacił nieszczęśliwą śmiercią.

Bóstwo to miało także inne świątynie w wielu miejscach, którymi opiekowali się kapłani prawie równej  zażywający czci, ale mniejszej władzy. Oprócz tego posiadało ono konia białej maści; wyrywanie włosów z jego ogona lub grzywy uważano za czyn bezbożny. Jedynie kapłanowi wolno było zadawać mu obrok i dosiadać go, aby przez częste używanie , koń nie stał się pospolity. Na tym koniu, jak wierzono powszechnie na Rugii, Świętowit – tak było na imię bóstwu – prowadził bój przeciwko wrogom swojej świętości. A jako widoczny na to dowód przytaczano to, że ów koń, chociaż w nocnej porze znajdował się w stajni, rano zwykle był pokryty potem i błotem, jak gdyby z nocnych wracając ćwiczeń przebiegał wielkie przestrzenie.

Wróżenie z konia odbywało się w ten sposób: gdy zamierzali oni przedsięwzięć wojnę przeciwko innej krainie, rozkładali słudzy przed świątynią potrójny rząd włóczni skrzyżowanych z sobą po dwie w każdym rzędzie, które wbijano ostrzem w ziemię; rzędy te były w równej odległości od siebie. Gdy miała być podjęta wyprawa, kapłan odmówiwszy solennie modlitwy wyprowadzał ze stajni konia, upiększonego rzemieniami, by przeszedł przez włócznie. Jeżeli przekroczył ustawione przed nim rzędy najprzód prawą, a nie lewą nogą, przyjmowano to jako pomyślny znak do prowadzenia wojny; jeżeli lewą chociaż raz tylko podniósł, porzucano zamiar najechania owego kraju. Nie prędzej też przepowiedziano pewność żeglugi aż stwierdzono trzy po sobie następujące znaki pomyślnego przejścia. Do innych także zajęć się zabierając, z pierwszego przejścia zwierzęcia brali wróżbę dla swych poczynań. Gdy ta była pomyślna, sprawę chętnie dalej przeprowadzano, gdy niepomyślna, zmieniwszy kierunek do domu wracali. Był im także dobrze znany zwyczaj losowania; mianowicie, trzy kawałki drewna, białe po jednej, czarne po drugiej stronie, rzucali na podołek zamiast losów, i określali powodzenie białymi, a niepowodzenie czarnymi. Lecz nawet kobiety nie były wolne od tego rodzaju wróżenia, siedząc przy ognisku kreśliły na chybił trafił linie w popiele i jeżeli wyliczyły parzyste miały to za oznakę powodzenia, jeżeli nieparzyste uważały to za zwiastuna nieszczęścia.

 

Powieść doroczna tzw. Nestora, „O kulcie pogańskim Słowian ruskich”.

   Rozdz. 38 (fragment):  I począł Włodzimierz panować sam jeden w Kijowie[rok 978]. I postawił na wzgórzu zewnątrz dworca teremnego bałwany : Peruna drewnianego, głowa jego srebrna, a wąs złoty; i Chorsa, Dadźboga i Stryboga i Smarogla i Mokosza. Składano im żertwy , mianując ich bogami; przywożono syny swoje i córy na żertwę biesom; plugawili ziemię ofiarami swoimi i zbroczyła się krwią ziemia ruska i wzgórze to. Lecz bóg najłaskawszy nie chciał śmierci grzeszników: na wzgórzu jest teraz cerkiew św. Bazylego, o której niżej powiemy. Włodzimierz tedy posłał Dobrynię wuja swego, w Nowogrodzie. I przyszedłszy Dobrynia do Nowogrodu postawił Peruna, bałwana nad rzeką Wołchowem; składali mu nowogrodzianie żertwy jako bogu.

   Rozdz. 39: Lata 6491 szedł Włodzimierz na Jadźwingi i zwyciężył Jadźwingów i zajął ich ziemię. I szedł do Kijowa i żertwy czynił ze swoimi ludźmi; i rzekli starcy i bojarowie: „Rzućmy los na mołojca i dziewkę; na kogo padnie, tego bogom zareżem!” Był pewien Waręg; miał dom, gdzie jest cerkiew przez Włodzimierza wystawiona, Waręg ten przyszedł z Grecji, wyznawał potajemnie religię chrześcijańską, a był u niego syn piękny licem i duszą. Na niego padł los przez zawiść diabła……. Wysłani tedy ku niemu  przyszedłszy rzekli: „Los padł na syna twojego; bogowie go sobie wybrali, niech więc zrobim żertwę bogom!” I rzekł Waręg: „Niesąć to bogowie, jeno drzewo, dziś jest, jutro zgnije; nie jedzą oni ani nie piją, nie mówią, jeno ręka wyciosała je z drzewa siekierą i nożem, a Bóg jest jedyny, któremu służą Grecy…..Nie dam syna swojego biesom!” Oni zaś poszli i powiedzieli ludziom. Ci wziąwszy oręż poszli nań i otoczyli dwór jego w koło…..I krzyknąwszy , wyrąbali ściany i pozabijali ich; i nikt nie wie, gdzie ich pochowano. Byli bowiem wtedy ludzie prostacy i poganie.

 

 

Relacja Ibrahima Ibn Jakuba  podróż do krajów słowiańskich

 

…Powiada al.-Masudi; Słowianie stanowią liczne plemiona. Do plemion ich należą, as – Sabra i Dulabu i Namgin, a to plemię jest najodważniejsze i najbardziej drapieżne wśród nich – i plemię zwane Srbiu  a to jest u nich  poważane – i plemię zwane Morawa  i Horwatin i Sahin i Haszjabin . Spośród plemion są takie, które wyznają chrześcijaństwo wedle obrządku jakobickiego, a są i takie, które nie mają żadnej księgi (objawionej) i nie uznają żadnego prawa religijnego, będąc poganami, a ród króla z tych(się wywodzi). Plemię o którym wspomnieliśmy, że się nazywa Serbin  palą siebie w ogniu, gdy umrze ich wódz i palą swoje wierzchowce. Postępowanie ich jest( w tym względzie) podobne do postępowania Hindusów, (w czym ) oni łączą się ze Wschodem, a oddalają się od Zachodu. Oni głośno objawiają radość i cieszą się przy paleniu zmarłego i twierdzą , że ich radość i oznaki wesela pochodzą stąd, że PAN jego zmiłował się nad nim. Żony zmarłego krają sobie ręce i twarz nożami, a gdy która z ich twierdzi, że go kocha,zawiesza sznur i wspina się ku niemu po stołku, po czym obwiązuje sobie nim szyję. Potem wyrywają spod niej stołek a ona pozostaje zawieszona, drgając aż skona, po czym zostaje spalona i łączy się ze swym mężem.

 

***

    Nic nowego nie wymyśliłem a jedynie starałem się uporządkować wiadomości, które pozostawiła nam historia. Przykro mi, że niewiele zostało w polskich źródłach pisanych.  Kapłani rzymsko-katoliccy byli bardziej inteligentni i bardziej skutecznie tępili polską kulturę.

Jak zauważyliśmy  relacje tyczące religii słowiańskiej, były spisane przez obcych kapłanów obcego boga. Przepełnione są nienawiścią zdobywcy do pokonanego. Niewiele zrozumieli z zastanej kultury i filozofii słowiańskiej. Rozumienie wierzeń słowiańskich  było przefiltrowane przez własne wierzenia. Głównym celem chrześcijaństwa było zniszczyć kulturę słowiańską, obrzydzając im, ich radosne obrządki i ich radosnych Bogów. Ciosem poniżej pasa, było wmawianie społeczeństwu o składaniu ofiar słowiańskim Bogom z chrześcijan. Kłamstwo szyte grubymi nićmi. Obok tych „informacji”, opis ogólnej uczty rytualnej, ze zwierząt składanych w ofierze bogom. Jakoś żadnemu  z kapłanów chrześcijańskich nie przyszło na myśl, by nazwać Słowian ludożercami, zajadającymi się mięsem z chrześcijan ubitych w ofierze. Po prostu, takich obrządków nie było. A wspólne ucztowanie, wspólne radowanie się życiem, wspólne chwalenie swoich bogów, w porównaniu z ponurymi obrządkami chrześcijan dręczących swoje sumienia wspominaniem męki i ukrzyżowania swego Boga, by w końcu Go pożreć, musiały być solą w oku u kapłanów nowego Boga.

***

Jak możemy przeczytać Sakso Gramatyk dosyć dokładnie opisał obrządki słowiańskie, których mógł być świadkiem. Ale czy cokolwiek z nich zrozumiał – mam poważne wątpliwości.

Obrządek składania  ofiar ze zwierząt to spotkanie z Bogiem. Wierni zadawali interesujące ich pytania a wieszczek, znający dokładnie anatomię zwierząt,  potrafił zauważyć anomalia i na tej podstawie dawał odpowiedzi, które były traktowane jako odpowiedź bóstwa.

Podobnie bóg odpowiadał przez swego rumaka. Koń, jaskółka, orzeł czy reszka, odpowiedzi nie znają, ale zna ją bóstwo, które w czasie obrządku, choć niewidoczne – jest obecne. Słowianin nigdy nie był samotnym. Zawsze w pobliżu czuł bóstwo, które się nim opiekowało i duchy sprzyjające, ostrzegające przed niebezpieczeństwem.  Wyczuwał duchy złe, szkodzące, dzięki temu mógł uniknąć niebezpieczeństwa.

Czy to jest bajka, czy prawda?

Słuchałem wspomnień, uczestniczki Powstania Warszawskiego. Twierdziła ona, że przeżyła dzięki koledze, który posiadał niezwykły dar. Zawsze wyczuwał nadlatującą śmierć. Oto jedno ze zdarzeń.

Jako oddział harcerski, mieli za zadanie utrzymać łączność pocztową. Trafili pod adres do solidnego bunkra. Na zewnątrz ostrzał, świst kul, wybuchy, grzechot odłamków. Bunkier dawał bezpieczeństwo, pomimo tego, kolega wyciągnął ją siłą na zewnątrz.

Warkot bomby.

Wybuch.

Po bezpiecznym bunkrze został jedynie lej. Od tej pory nie musiał używać siły. Oboje przeżyli. Po wojnie zamieszkała w Gdańsku. Pracowała w Stoczni Gdańskiej. Do końca swych dni, była przekonana, że kolega miał ochronę bóstwa, które nie podpowiadało mu do ucha co ma robić, był to wewnętrzny przymus. Przymus, który działał poza jego wiedzą i wolą.

Z wypowiedzi Sakso Gramatyka wynika, że więcej w nim poganina, niż w Słowianach. Oburza się na nich, że mięsiwo przyniesione na ofiarę bóstwu, sami spożywają i to w nadmiarze, weseląc i bawiąc się przy tym. Nie mógł zrozumieć, że Swarożyc, bóstwo ognia, skorzystał z ofiary a prośby wraz z dymem i zapachem pieczonego mięsiwa przesłał do nieba. Boga ciałem, kosmos cały. Bóg mięsa nie jada, ale złożoną mu ofiarę w ogniu zmiękczy, przygotuje do spożycia i daruje wiernym. Dar Boga jest uświęconym pożywieniem i lekarstwem. Kto Bogu odmawia naraża się na zaprzestanie „opieki bożej”. Zatem kto, porządnie napcha żołądek „darem bożym”, przekonany jest, że czyni Bogu radość i zdobywa jego opiekę.

Czy powyższy wywód sam wymyśliłem?

Nie. Są to słowa kapłana Kriszny.

W hinduizmie, którego elementy wywodzą się z kultury słowiańskiej, obrządek ten zachował się do dzisiaj. Dla mnie logiczny i zrozumiały.

Z obrządkiem tym, łączy się chrześcijańskie   bogożerstwo, które naiwni łączą z żydowskimi zwyczajami religijnymi. W żydowskich pismach świętych pobrzmiewa ludożerstwo. Zabijanie swych dzieci na ofiarę Jhwh itp. Według łacińskich sprawozdań, „świątynia żydowska przypominała bydłobójnię, od której bił trupi fetor”.

Największe łgarstwo chrześcijaństwa polega na łączeniu go z judaizmem, gdy tak naprawdę jest zmutowanym mitraizmem, czyli religią Persów o ponad tysiąc lat starszą od mozaizmu.

Elementy judaistyczne miał wcisnąć Samozwaniec Paweł I – żyd obrzezany, wysłannik faryzeuszy, który nie znał nauki Chrystusa i był mordercą apostoła Szczepana.

Czy to postać historyczna?

Chrześcijaństwo to wiara a nie historia i posługuje się prawami wiary. Masz wierzyć a nie szukać prawdy.

Ale jak zrozumieć bogożerstwo chrześcijan, skoro jest to mutacja mitraizmu a nie judaizmu? Wyznawcy Mitry – bóstwa słońca, swego boga nie zjadali. Po pierwsze, że był za wysoko a po drugie – mogli się poparzyć.

W artefaktach z Prilwitz znajduje się sześciogłowa figurka bóstwa rodzicielskiego rży, czyli żyta. Na piersi ma wyryty napis słowiańskimi runami. RŻATRO W ORADO SIT. W tłumaczeniu na nasze: Rżatro w oraczu siedzi.

Po co ten Rżatro w oracza wlazł, można się domyśleć. Żyto to bardzo delikatna trawa, która sama, bez uprawy nie ma szans na przetrwanie, ale wycwaniła się i jej ziarno stało się pożywieniem człowieka.  Człowiek chcąc przetrwać, musi się o nią zatroszczyć. Ziarno zanim stanie się chlebem, musi przejść cały proces z obróbką ogniową włącznie. Pieczenie chleba, jeszcze do niedawna, było u Słowian czynnością magiczną. Gospodyni, przed włożeniem bochenka do piekarnika, robiła na nim znak krzyża równoramiennego, czyli starosłowiański, odwieczny ideogram boga nieba, tym samym ofiarowała go bogu. Bóg ogniem , uświęcał chleb i ofiarowywał go ludziom. Zmarnowanie, nawet kruszynki, było obrazą boga. Jeszcze Słowacki pisał: „W kraju, gdzie okruszynę chleba podejmują z ziemi  przez  uszanowanie”.

Stwory, którzy wkręcili się w interes chrześcijański nie byli w stanie wszystkiego zrozumieć. Bochenek chleba ze znakiem krzyża, który jako dar boży był szanowany przez chrześcijan, zrozumieli po swojemu.

„Skoro na chlebie jest znak boga a chrześcijanie to szanują, to musiał bóg wleźć w ten bochenek”.

Przy opracowywaniu „Pisma Świętego”na potrzeby cesarza Konstantyna w roku 325 n.e., do obrządków głównych wprowadzono zaklinanie chleba i wina. W ten sposób bóg wlazł do chleba, chrześcijanie stali się bogożercami, a kapłani piją bożą krew.

Warto zwrócić uwagę na fakt.

Tylko u Słowian Bóg Słońca – S(t)waróg, ma syna S(t)warożyca – przyjazne i niezbędne do przeżycia bóstwo ognia. To święty ogień uświęca pożywienie, czyli czyni zdatnym do spożycia.

Czy to tak trudno zrozumieć?

Wszystko przygotowane do spożycia jest darem Boga i uświęcone świętym ogniem.

Do żarcia Bóg nie włazi i nie zamienia się w gówno. Jest to wyraźna dywersja Stworów, duchowych synów zła zwanego szatanem i  diabłem, dla poniżenia Boga gojów.

Przy spisywaniu ksiąg religijnych wcisnęli zmyłę, czyli uświęcenie żydów, jako „naród wybrany przez  Boga”. Tym samym zapewnili sobie ciepłe posadki u gojów, jako  kapłani.

Wciska się chrześcijanom, że Jezus jest Bogiem a jednocześnie Żydem.

Jeżeli jest Bogiem, który wzorem Kryszny przychodzi na Ziemię w ludzkiej postaci, raz na kilka tysięcy lat, to nie może, jako przedwieczny, należeć do ludzkiej rasy.

Nie ma żadnej wątpliwości, że chrześcijaństwo jest mutacją  mitraizmu. Czy kapłan głoszący mitraizm, dla którego żydowski bóg jest diabłem, może być żydem?

Jeszcze jedna zmyła, by zakitować umysły gojów i dobrać się do ich kasy.

 ***

  OŁTARZE POLOWE

Jeżeli OŁTARZE POLOWE  były odwzorowaniem Wyraju, wierni mogli oczekiwać spotkań z duchami przodków i prosić o dusze dla mających narodzić się dzieci.

– Być może, chociaż o tym cicho, w spotkaniach z duchami i bogami pomagały środki halucynogenne. Przynajmniej takie były praktyki Greków.

Nam zostawiono jedynie wiadomość, że „największą modlitwą do bóstwa, był obfity posiłek”.

Wiemy na pewno, że halucynogennych trucizn używano w czasie rytualnego przejścia do świata duchów. Zachował się kamień z wyspy Fionia, niegdyś słowiańskiej, ze słowiańskim napisem runami. Drugi kamień w języku słowiańskim uważany za etruski, donosi o tych samych praktykach stosowanych przez Etrusków.

Poniżej oba zabytki z rozczytanym tekstem.

***

STELLA Z NOVILARA

    Z rozczytaniem stelli z Novilara było trochę więcej kłopotu. Bruździło słowo -LIPU, w różnych odmianach. Brałem je początkowo za słowiańskie drzewo – LIPA, ale wówczas tekst był nielogiczny. Dopiero gdy uświadomiłem sobie, że lipa od najdawniejszych czasów była drzewem, z którego wyrabia się leki, przede wszystkim na przeziębienie  i jej nazwa może wywodzić się od słowa  życie, tekst stał się logiczny i zrozumiały.

 wk 8

 

NI  LŃNIM  EDUJ   OJTD  MI  PKĘM

DOJNEŃ  UĄLIN  LP  DJiEW    UM

 LODzEŃ   IMJI   DON  JEJ

MUJ  IDT JNEMI  K DUiE

ŹEMJA  IDUJ  IMEŃ  DOJNEI

LUJU IM  TRIU – IM   LEDIOŃiE  UL

JEM  DOJEJ – JEU   PIJEN  IP  ŃUD

MOJED  ŃE  DLON  KP LPINE

MNI JEJ LPJOM  LPIEN  PDN

UJM  B PLEMJEN PO PNIU  MEJ

MUJ  IPOUJ  JDEIEN   INIE JPU

MŃ  LULEL  JIŃU  MOJ   DIMEUM

Starałem się to poskładać. Oto co mi wyszło:

NIE  LENIUCH   EDUJ  OJCIEC MYM PĄKOM(dzieciom?)

ODDAJE  ŁĄKI    – DZIELĘ  ROZUMEM

LODZEŃ – UJMIJ. STRUMYK – JEJ

MOJĄ IDT I NAZWISKO ODDAJE

ZIEMIA  IDZIE  IMIENIA  DOJMANIEM(przydziałem)

LUJU  IM TROJGU – IM LEGIONÓW  UL

IM DAJE  – ICH   PITNY  MIÓD

MOJEGO   NIE  DŁUGO  DOŻYCIA

MNIE  JEJ  ŻYCIEM –  ŻYCIE PO DNIU(śmierci)

UJM BÓLEM JENO PO  PNIU(rodzinie) MEJ

MÓJ NAPÓJ JEDYNY – INNYCH ŻYCIE MNIE LULEK(trucizna odurzająca podawana Słowianom w chwili agonii),  INNYM MÓJ DOM PAMIĘCI-ROZUMU

wk9

 Ciekawie prezentuje się mapa Etrurii z nazwami miast.

Wybieram niektóre nazwy miast i  próbuje je  przetłumaczyć  na język polski.

VOLISINI – woły niebieskie (Może Wielka Niedźwiedzica?).

VULCI – wilcy.

SOVANA -sowia

TUSKANIA – to samo co Etruria. W kaszubskim, tusk – lisica, chytruska, bezpański kundel.

WEJE- wieje lub wyje.

 wk10

Wydaje mi się, że ważnym jest pokazanie procesu przekształcania się run słowiańskich w litery etruskie a następnie łacińskie.

Nawet pobieżna analiza wykazuje, że podobny proces przeszedł alfabet grecki, wyłaniając się, być może, z alfabetu fenickiego.  Do alfabetów pierwotnych, najbardziej przypominających rysunki narządów mowy, musimy zaliczyć alfabet słowiański i fenicki.

Oba alfabety zbudowane są na tej samej idei.

Który był pierwszy ?

Jeżeli wierzyć uczonym, alfabet  fenicki znamy jako już ukształtowany. Tymczasem, jak pisze pop bułgarski Chrabar, „słowiańskie pismo było nieukształtowane”. Po prostu, rysowano dalej narządy mowy jak komu wygodniej było. Do odczytania napisów konieczna była wyobraźnia i umiejętność kojarzenia. Musimy pamiętać o tej właściwości słowiańskich run przy ich odczytywaniu. Dobrym ćwiczeniem jest robienie tego co nasi przodkowie. Samemu wczuć się we własną mowę i samemu tworzyć swoje własne runy, ale zgodne ze słowiańska zasadą. Po takich ćwiczeniach łatwiej przyjdzie nam czytanie historycznych napisów.

Jak wykazała historia pisma, nauczenie się ujednoliconych znaków alfabetu, choćby nie znając ich pochodzenia, daje lepsze wyniki w czytaniu i pisaniu.  Tym należy tłumaczyć przyjmowanie ukształtowanych w ten sposób alfabetów greckiego i łacińskiego już we wczesnym średniowieczu.

Wczesna cyrylica wykorzystuje alfabet grecki do zapisu słowiańskiej mowy, korzysta jednak ze znaków słowiańskiej głagolicy, gdy brakuje liter greckich. Podobny proces widzimy na tabliczkach brązowych z Prilwic (Fig 103 i 104), z tym, że tutaj do uzupełnienia wykorzystuje się runy słowiańskie.

 wk 11

Wszystko wskazuje, że w tym miejscu  historia pisma zatoczyła koło. Niżej sporządziłem tablicę liter użytych w zabytkach uważanych za etruskie, obok run słowiańskich z Prilwic. Proszę  zwrócić uwagę, w większości wypadków runy są identyczne lub bardzo zbliżone swą konstrukcją. Ja nie mam żadnej wątpliwości, że są nieco zniekształconymi runami słowiańskimi.

KOLUMNA Z GREAT URSWICK W KUMBRII

 wk 12

 

 

Napis czytamy od lewej do prawej:

DUMI  PIEJ  SMIJ  –  dumaj, śpiewaj, śmiej się.

AFT  MREJ  RAJ     –  po śmierci Raj.

TRM   DHM  CZĆI  –  Trzem Duchom cześć.

I.P.H.  MRIJ  ISM      –  I.P.H. umieraj z Nim.

OURI  DLIO  DISI JE –  Ujrzyj, zachowaj dzisiaj je.

Niżej, na postaci ludzkiej napis:

IARIMI – imię słowiańskie od – jary.

 

Napis na kamieniu wykonany mógł być  przez wyznawców chrześcijaństwa. Bóg chrześcijan, Trójca Święta, wyrażone słowami: Trzem Duchom. Trzy literki I.P.H. Mogą odnoszą się  do Jezusa, chociaż nie muszą. W kilku prostych słowach wyrażono ideę chrześcijańską.

Napis w języku Słowian Zachodnich. Powtarza się w wielu napisach słowo; dlić, tlić w znaczeniu – zachować.

Ostatnie zdanie, jakże ludzkie,  kierowane jest do widza: „Obejrzyj i zachowaj w pamięci”.

Miejsce znaleziska; Great Urswick w Kumbrii.

Jedyne imię umieszczone na postaci – Jarimi. W napisie dwie litery A oraz R pisane razem. W runie [A] zapisano literkę [R], rzadka to maniera, jednak odnajdywana w innych napisach słowiańskich. Piszący literę M pisał łacińską, jednak w imieniu pojawia się wcześniejszy zapis.

URNA Z LINCOLNSHIRE

 

wk 13 

 

Urna na prochy po zmarłym, wykonana niestarannie, prawdopodobnie przez sąsiada  lub członka rodziny. Żal po zmarłej podsunęły to zdanie. SIMI – BL – DII – PIKNI  –  LILI

 

Simi  – zdejmij 

Bl – ból

Dii – dzieje – życie

Pikni – pięknej

Lili – imię Lila

 

Gdy próbujemy porozumieć się z innymi Słowianami, czasami zaskakuje inne rozumienie wspólnego słowa. W tym wypadku nie wiem, jak mam rozumieć słowo – SIMI. Może być – zdejmij, – z  nimi,  -z imieniem. Trzeba kierować się zasadą: słowo musi wypływać z kontekstu zdania.

 

 wk 14

KAMIEŃ Z GLAWEN – DRUP  W FIONII

Niedawno natknąłem się na broszurkę angielskiego uczonego  R. I. Page   PISMO RUNICZNE , w tłumaczeniu Joanny Strzelczyk, z konsultacją naukową znanego historyka prof. dr hab. Jerzego Strzelczyka. Już na pierwszej stronie napotykamy kamień runami opisany znajdujący się w Glawendrup w Fionii, wyspie na Morzu Bałtyckim.

Runy nieco różnią się od run z Prilwitz, ale są podobne. Można czytać. Tekst jest w języku starosłowiańskim.

Niektóre runy przejął alfabet skandynawski ze zmienionym znaczeniem.

Spodziewałem się napisów wychwalających bohaterów, tymczasem natknąłem się na literaturę. Jest  to wzruszająca elegia o odejściu z tego świata. Pozwolę sobie podać jej tłumaczenie na język, w miarę, współczesny.

Mam więcej miejsca niż starożytny rodak na kamieniu; inaczej ułożę słowa. Tytuł ode mnie.

ODCHODZĘ W NIEZNANE.

Weź.

Nie rozpaczaj.

Inni gościnni.

Silny idź.

Świeci słońce.

Ślij ludzi po rodzinę.

W bólu dziś oni.

Świętaś Dur.

Nić sunie. Żeńce w uciszeniu.

 Świt.

Przetnij nić.

Idź.

Nocą rośnie ruć.

Sam do snu.

Świętej trucizny nalać.

 – Dur się zjawi.

Do snu.

Ruć.

Dur – halucynogenna trucizna podawana umierającym. Przeciwbólowa. Może być cykuta. Stężony sok z makówek. Stężony Lulek. O trującym zielu lulek, wspomina napis na kamieniu Etrusków, używanym również do eutanazji.

 

Słowianie rutą zdobią się w chwilach przejścia w inne życie.

Rutą zdobią welon panny młodej. Rutą wyściełają łoże konającego.

Ruta miała magiczną moc, przynoszącą szczęście i chroniącą od zła.  Tego nam potrzeba, gdy wchodzimy w nowe. Nieznane.

Utwór jest wzruszającą elegią o śmierci. Umierający sam wydaje ostatnie polecenia. Gani syna za „rozklejanie się” przy umierającym ojcu. Nakazuje siłę i gościnność. Wysyła ludzi po rodzinę, by towarzyszyła mu w chwili śmierci. Świętej śmierci. Śmierci celebrowanej – w asyście rodziny.

Kilka słów wprowadza w nastrój w tak doniosłej chwili.

Nić sunie. Żeńce w uciszeniu. Świt”.

Potem nagłe szarpnięcie;  Przetnij nić (nić żywota). Idź.

I znowu odprężenie. Nocą rośnie ruć. Ruć szczęście dająca. I refleksja. – Sam do snu.  Świt.   Czas umierać. Rozkaz ostatni: Trucizny nalać.  I z rezygnacją: – Dur się zjawi.

Ostatnie słowa. – Do snu. Ruć.

    Te runy to nie bzdurne „bzdyczenie” się wątpliwego zwycięzcy, ale prawdziwa i jakże wzruszająca elegia, aktualna wszędzie i w każdym czasie.

To literatura.

Maluje czas, zwyczaje, wierzenia – wzrusza.

To świat, który odszedł razem z wejściem nowej religii.

To nasza literatura sprzed dwóch tysięcy lat, zachowana do dziś na kamieniu. A my jej nie znamy.

Szkoda.

 

Czy mamy spisaną przez Polaków historię z czasów przedchrześcijańskich?

„Dzieje bajeczne” podane przez mistrza Kadłubka, mogły opierać się na zachowanych w katedrze krakowskiej „polskich księgach”, do których biskup miał dostęp. Okazuje się, że nie musiały to być bajki. Ślady słowiańszczyzny odnajdujemy w wierzeniach i historii innych narodów.  Radzę spojrzeć na pracę Mistrza z pozycji o którą prosił na samym wstępie, z pozycji rozumu a nie wiary.

Nie można wykluczyć, panowania naszych przodków w Persji, którzy w tamtym czasie byli bliskimi krewnymi pochodzącymi ze wspólnych stepów Ukrainy, stąd wspólne wierzenia.

Nie sądzę, by reformator religijny, jakim był niewątpliwie Zaratustra, wymyślił całą religię od podstaw. Nasi przodkowie widocznie nie mieli wysokiego mniemania o umysłowości Persów, potem Partów,  skoro w polskim języku pojawił się wyraz „partolić, spartolić”.

Nikła to nitka, ale pozwala domniemywać, że zaratustryzm jest spartoloną religią Słowian. –  Patrz na  pochówki zmarłych.

Wszyscy reformatorzy opierali się na wcześniejszych wierzeniach powszechnych w narodzie.  Zmieniała się jedynie władza religijna i nieznacznie wierzenia, formowane czasami na zasadzie przeciwności. Zaratustryzm musiał być religią pamiętającą nie tylko stepy Ukrainy, ale i Indii.

Warto zauważyć, że kierunek wierzeń Persów nie wpisuje się w kultury Bliskiego Wschodu.

 

CO ODNAJDUJEMY W „DZIEJACH BAJECZNYCH” SPISANYCH PRZEZ MISTRZA  KADŁUBKA

 

 

Poniższy artykuł znalazłem w internecie. Nazwiska autora brak. Sądzę, że się nie pogniewa za umieszczenie jego tekstu w mojej pracy, tym bardziej, że mamy podobne, ale nie identyczne,  spojrzenie na ten temat.

Zaskoczyło mnie jego przekonanie na temat pisma Słowian.

-Niezwykłe wyczucie i analiza.

Rzeczywiście – wszystko wskazuje, że pismo łacińskie bierze początek z run polskich.

*

 

 

Kadłubek i jego problemy z Kronikami i historykami. (czyli obrona Kadłubka)

(Tożsamości autora nie zdołałem ustalić, podpisuje się pseudonimem Interanonim, zapewne dla odróżnienia od Galla Anonima)

Mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem jest pomawiany przez naszych historyków o kłamstwa czyli dorabianie Polsce Historii, uważam, że nic poza brakiem wyobraźni (zdolności intelektualnych), niezrozumieniem wagi oraz znaczenia słów (nieumiejętnością czytania) i nieznajomością życia (naiwnością), nie usprawiedliwia takiego traktowania naszego Kronikarza, miał on duże ”obiektywne” problemy (choćby ze względu na autocenzurę chrześcijańską) by narodowy przekaz historii Polski uzgodnić z historiami narodów śródziemnomorskich, dodatkowo nasza historia nie była historią ludu miłującego pokój, tylko historią żarliwych czcicieli boga wojny Apoliona (hiperborejczycy), wreszcie państwa zmarłych (upiorna armia harów-mortuzów, mardów ~ morderców, szkieletów, wręgów-waręgów, ljadów-diabłów, paraliżujących przerażeniem paralatów czyli lachów-rusów-chorwatów) w agresywności i wojowniczości prześcigaliśmy wszystko co żywe, a łupiestwo, terror i horror, mord i sama bogini bellona-wojna od naszego imienia lub naszym imieniem, dla naszych przodków wojna była niczym łowy na zwierza, a największym i najbardziej pożądanym łupem były skalpy i a nawet całe skóry wrogów, a z czaszek robiło się puchary do picia, naszym imieniem led ~ lód i szał lud~toll nasi władcy nosili imiona Lesz’ek mac. lesz ~ trup ~ zwłoki, ojciec Piasta czes. Hasićska ~ wąż (a co od kościska ~ kościeja bezśmiertnego pijącego żywą wodę i leczącego swoje rany martwą wodą znanego z dub’iunuszek (dub’ów smalonych) cóż romajska okupacja miała bardziej destruktywny wpływ w Polsce niż w Rosji, stąd nazwisko Kościuszko czy Popiel od kremacji czyli s’popiel’ania.

Paradoksalnie właśnie ta agresywność, zapewniała nam przez tysiąclecia nie tylko niepodległość ale wielkie, wręcz niesłychane sukcesy w ”zgoła pozaościennych” podbojach, a Imię nasze odcisnęło się w psychice i mitach różnych narodów jako imię Olbrzymów, Bogów, Demonów czy potworów dając im legendy, religie i mitologie, można powiedzieć, że zadziałało tu prawo reklamy niech mówią dobrze lub źle, byle by mówili, oczywisty stał się przy tych podbojach sukces naszego języka, nic dziwnego, że istnieje tak zwana wspólnota języków Indoeuropejskich, które są wszędzie językami pochodnymi od naszego języka, który w niewiele zmienionej formie istnieje 5000 lat, choć wszystkie one uległy dużym przemianom, ulegając przekształceniem na lokalnych podłożach. Trzeba tu podkreślić, że Brahma stworzył Raksasów, bHarów do obrony wód ziemi czyli, że była to przez tysiąclecia armia najczęściej obronna, która działała najwyżej kilkaset kilometrów od naturalnych granic matki ziemi, raczej sporadyczne uderzająca (znana jako strażnik raju, Olbrzymi Wąż Niebios niszczyciel bogów Apopis) na dalej położone mocarstwa potencjalnie zagrażające rodom ludzi, operowała ona z centrum przemysłowo militarnego jakim były Święte Góry, przywództwo władcy (boga Amona-Madżak), męża z Hary wśród Słowian, Języków, Skolotów było natury religijnej, był to w zasadzie teokracja znana gdzie indziej jako państwo zmarłych otoczone tajemnicą, przybywający tam podróżni nigdy stamtąd nie wracali bo albo tracili wolność albo ich po prostu zabijano, prawo (zwyczaj) to stosowała jeszcze średniowieczna (g)Arthanija (grody-ziemia-kraj-część Niji, Biała Chorwacja).

Choć wydaje się, że do tych największych podbojów prowokowały nas najazdy przeciwnika lub klęski naturalne, które były niczym kij wsadzony w mrowisko, wywołujący wymrowienie się nas z naszego środkowoeuropejskiego matecznika, nie byliśmy więc najeźdźcami z wyboru tylko z konieczności, można więc nazwać te ekspansje katastroficznymi czyli jako odpowiedź na zaistniałe zagrożenie, bytu biologicznego naszej populacji, chociaż na samym początku Kronik Kadłubka mamy taką informację: ”iż żyła tutaj niegdyś nieprzeliczona moc ludzi, którzy tak niezmierne królestwo cenili sobie nie więcej niż jeden źreb. Tak dalece nie ponaglała ich żądza panowania ani namiętność posiadania, lecz siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem, iż poza wielkodusznością nie uznawali nic za wielkie i przyrostowi swojej dzielności nie stawiali nigdy żadnych granic. Tytułem swego zwycięstwa dorzeźbili oni granice zgoła pozaościennych krajów.”

Później wymieniane są zdobycze w Danii, walki z Galami oraz zdobycze w krajach zapartyjskich (za Partami czyli za Persami) itp. więc były by te podboje wynikiem naszej siły fizycznej i moralnej. Te przytoczenie powyżej współgra z fragmentem dialogu Kritas, co świadczy, że ten akt naszych dziejów, źle jest umiejscowiony w czasie przez Kadłubka, bo Dania jak i Galowie to kraje ościenne, fraza ”nieprzeliczona moc ludzi” co prawda też np. pasuje do czasów ekspansji Słowian których liczbę Grecy określali jako ametra-nieprzeliczoną, tylko, że wtedy byliśmy niesłychanie okrutnymi łupieżcami, co wyklucza raczej ten okres jako nie pasujący do naszej autocharakterystyki Kadłubka.

(Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech miar wielkością. Łagodność i rozsądek objawiali w stosunku do nieszczęść, które się zawsze zdarzają, i w stosunku do siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem dzielności, wszystko, co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby ciężar, masę złota i innych dóbr; nie upajali się zbytkiem i bogactwo ich nie zaślepiało i nie prowadziło do utraty panowania nad sobą. ~ Kritas).

Musimy sobie uprzytomnić, że Kadłubek miał rodzime informacje historyczne, które z mozołem usiłował uzgodnić ze znanymi mu wydarzeniami historii innych nacji, mimo tego, że pisał żeśmy nie zapisywali swej historii z braku pisma to jednak tu Kadłubek się mylił bo to pismo jest nasze, tylko te księgi zostały zniszczone tak jak Księgi z grobowca Numy, zostały zniszczone z powodów politycznych i religijnych, jako księgi wywracające porządek. Bo informacje Kadłubek miał ścisłe, tylko zmieszane pod względem chronologicznym.

Co zresztą nam sygnalizuje, powołuje się na korespondencję Arystotelesa z Aleksandrem Macedońskim, ”odkąd bowiem wlano haniebną daninę w posłów twoich wnętrzności (analogia do czynu Koryntian)” fraza ta pozwoliła zidentyfikować Kadłubkowi agresora, co on pisze, ”Gdyby nie dobrodziejstwo tego opowiadania wyznaję doprawdy, że do dziś bym nie wiedział o kim to powiedziano”. Więc miał Kadłubek rodzimy przekaz historyczny o wielkim zdobywcy świata który został pokonany, lecz nie wiedział jaki to zdobywca i czytając listy o ukrzyżowaniu posłów Aleksandra, domniemywał, że to o niego chodziło, my dowodziliśmy, że Kadłubek źle zidentyfikował tego zdobywcę uważamy, że był to Atylla bowiem w czasach jego panowania nie miał on innych przeciwników oprócz ludzi kultury Przeworskiej czyli Polskiej i tylko Polska mogła zagrozić władztwu Huńskiemu w Panonii. Nie ma też w strefie naddunajskiej rzeki o nazwie Nedao, jedyna rzeka o podobnej nazwie to Nida i mityczna Neda.

Kadłubek też nie mógł dokładne wiedzieć o naszych metodach walki bo były tajemnicą armii śmierci, ale sama już informacja o potraktowaniu posłów, świadczy o tym, że nie byliśmy wojennymi aniołkami tylko upiorną armią aniołów śmierci Lachów, Lachez i Lachesis co znaczy przerażający i groźnica.

Zresztą jak mieli pisać o tym nasi biskupi historycy, że piliśmy krew pokonanych wrogów, zdzierając im skalpy, że od naszego imienia Harów-Mardów, słowa horror i mord, że zabijaliśmy i paraliżowaliśmy przeciwnika samym przerażającym widokiem Paralata, Ljada (ogromnego ognistego, diabła, raroga, kobra), że nasze armie drapieżców (sklawatów-wręgów-szkieletów) w nocnych marszach upiorów broniły naszej ziemi, przecież to starano się zatrzeć i zapomnieć, choć w tym tutaj wypadku z Kadłubka wyjrzało przerażające oblicze, poczciwego olbrzyma-Obra-Lacha kiedy pisze o obdarciu ze skóry posłów, co uważa za sprawiedliwe i w ogóle opisuje to jako dobry żart wymierzony w zuchwałość i groźby wojny ze strony, bezczelnego najeźdźcy. Niestety taka była nasza cecha eponimiczna i inna być nie mogła, po której możemy dochodzić gdzie piszą o naszych Antenatach, bowiem była ona najwyraźniejsza dla dotykanych naszą działalnością militarną narodów i społeczeństw, komuś się może to nie podobać ale prawda historyczna jest ważniejsza od upodobań i uznaniowości, właściwie Lachy ~ eRusy ~ Antowie ~ Awarowie, to nie naród tylko armia Słowian i ich przywódcy, tajemna armia stosująca nekromancję Anteli ~ aniołów śmierci ~ enyi, lele’weli ~ ognistych duchów, lele’dragów ~ ognistych smoków wojowników z ognistego ąpirium góry niebios.

Chociaż nie oznacza to, że zawsze byliśmy tylko dzikimi wojownikami, powyższe zachowania to zachowania wojenne skierowane przeciwko najeźdźcom-wojownikom, Kadłubek opisuje naszych władców jako bardzo skromnych choć dysponujących wielką władzą, władców elekcyjnych, jest to cykl Sklawiński -Obrów -Harów -cHorWatów czyli małopolski, (drugi cykl to bardziej kujawsko-polańsko-połabscy węże Popielidzi choć trudno wyraźnie to podzielić).

W tym względzie wśród innych cnót zajaśniał następujący przykład niezwykłej pokory: ilekroć godność królewska wymagała, aby przyozdobić go regaliami, pomny na pierwotne pochodzenie, wpierw w nędznym odzieniu wstępował na tron, strój królewski wcisnąwszy pod podnóżek; następnie ozdobiony królewskimi znakami siadał na podnóżku, z największym uszanowaniem umieściwszy te najuboższe łachmany na najwyższym wzniesieniu tronu. I o tym zaiste pouczył, że króla bardziej pokora zdobi, niż znacznym czyni purpura. A nawet nie można uważać za człowieka, a cóż dopiero za księcia tego, kogo od innych nie wyróżnia pokora. Stąd u Greków długi czas było zwyczajem, że w godzinie, gdy obierano cesarza, umieszczano go w wykutym grobowcu, zanim nie zasiadł na tronie.” {[Kadłubek tu zrobił z opisu obrzędu intronizacji przypowieść umoralniającą bo nie rozumiał jej symboliki, lecz ten rys opozycji niewolnik (nędzne szaty,) – władca(szaty i insygnia królewskie), należy do starej obrzędowości inicjacji władcy, umierającego i zmartwychwstającego bóstwa(Mitra), powołując się na przykład Greków nie musiał Kadłubek wyjaśniać tego dość dziwnego bo archaicznego szczegółu porządku intronizacji na kamiennym tronie ziemi Słowiańskich Władców, czasowej śmierci zstępowania do grobowca do świata zmarłych, potem wskrzeszenia zmartwychwstania, umarł król niech żyje król], co u Greckich króli nie wiem czy kultywowano, chyba, że analogia do Zeusa który nim wystąpił przeciwko Kronosowi (czasowi) dorastał oraz nabierał sił w jaskini, ale Zeus należy do bajki o Atlantydzie więc naszej historii, a grobowiec wykuty w skale co do istoty konstrukcji jest jaskinią, porównaj dziwne zachowanie Światogora w grobie przykrytym kamienną płytą, które też jest już niezrozumiałe dla przenoszących przekaz bylin Rusinów}.

Nie był to pierwszy Słowiański Król, (u Kadłubka nazwa Słowianie, Lechici, Polacy używane są wymiennie bez odróżnienia, synonimicznie jako nasza nazwa etniczna), Lestek rozpoczyna cykl króli (kagan) po zachwianiu wspólnoty-republiki-związku Lugiów-Ludzi-Antów rządzonej przez 12 wojewodów i jej przekształceniu w królestwo, (takich okresów musiało być więcej kiedy władzę królewską zastępowano władzą kolegialną nazwy typu senat, sejm są nazwami historycznymi i mają ponad dwa tysiące lat podobnie musiało być z instytucją rządów 12 wojewodów, dwunastu apostołów, berserkerów, tuz ~tuzin ~tuzijas-wojsko).

Rozkazywali owi królowie~książęta Partom i krajom zapartyjskim, czyli Persji. Poza tym Król Góry był królem króli jemu podporządkowywali się inni królowie Słowian ”,.. ponieważ przy nim była władza i inni ich (Słowian) królowie jej ulegali…” (‚Złote Łąki’), nie jest to jasne bo na przykład Popielidzi opisywani przez Długosza, to wyraźnie dynastia Połabska co wynika z obszaru panowania, istniało też królestwo Kujawii (polanie, władca zemuZil) wschodnio-pomorskie (polanie, zemu), jednak najsilniejsze było królestwo Zmarłych ~ Obrzymów-Obrów z Świętych Gór czyli, Biała Chorwacja która dominowała przemysłowo (kowalstwo, hutnictwo) i militarnie nad środkową Europą, tworząc otulinę ludów zależnych, etnicznie z nim związanych (przerażająca armia śmierci Harów, zakochanych w żelazie-Eis-Lód-Lud-Ród-Ruthenia, nawet biżuterię robili z żelaza czy nie stąd żelazne korony Longobardów oraz Anglosasów, też Tolkienowskiego Melkora co z mitów Celtyckich, które opowiadają o tych samych walkach celtycko-polskich o których pisze Kadłubek, Kadłubek pisze dość ściśle, pisząc o Celtach twierdzi, że zabiliśmy ich tysiące ale nie chwali się, że ich podbiliśmy (dlaczego skoro zmyśla?), jednak pisze, że walczyliśmy z Cezarem w Galii i mamy archeologiczne dowody na to, że pochodu Ariowista ( ~isty, ~iście, to nasze końcówki fleksyjne) na Galię dokonała ludność kultury przeworskiej (czyli polskiej) z okolic dzisiejszej Brandenburgii, dlaczego nie pisze o tym, że podbiliśmy Celtów naddunajskich do których mamy bliżej, otóż dlatego, że pisze prawdę którą zna z rodzimego przekazu, z Celtami naddunajskimi toczyliśmy ciężkie walki ale nie odnieśliśmy w nich decydującego zwycięstwa, choć musiały być krwawe, to jednak pisze o zawarciu z nimi pokoju, później pisze o naszych zwycięstwach, o rozkazywaniu przez Lestka Partom (scytom, sarmatom) oraz krajom zapartyjskim, czyli Persji mamy tam Lud Airów, Mardów, wreszcie Kurdów którzy twierdzą, że to ich imię znaczy tyle co Kowale, a z czego to nam słynie kultura przeworska, no właśnie z hutnictwa i kowalstwa, nawet imię szacha Arda’szira można zestawić tylko z imionami Arda’gasta (Słowianina) i Arda’ryka (Gepidy) (patrz też kwestia Chorwacji Obrów-Awarów i Kowarów-kowali).

W mitach perskich mamy Mazanderan krainę diabłów rządzoną przez dewy (dajewy), jest Hara-Haraiti święte pasmo górskie gdzie przebywał Mitra (w naszym języku mitra to bogato złotem haftowana czapka, książęca czy biskupia, więc Mitra ktoś koronowany mitrą, koronat, tak jak od purpury purpuraci, frazy ”pan mitrowy” ”mitra papieska… biskupia… książęca” ), przebywający tam z Mitrą Sraosza który walczy, kiedy nocami uzbrojony w włócznię, topór i maczugę, jest Ażdahak (Ażi Dahaka(~Dagaka – ognisty?) ażi-wąż) króla Marów(orm. mar-wąż, czyli Mardów) Zahhak syn arabskiego(?) króla Mardasa, jego tysiącletnie panowanie przerwał Kawe-(kowal-kować-kawe-kowel), wszystko to zmieszane i przekształcone nazwy i historie o władcach i armiach z terytorium Polski którzy bardziej wspierali (niż podbili) Persję w walce z Imperium rzymskim.

To, że ludzie prości, religijni i zwyczajnie ciemni zrobili sobie z tego religie, legendy czy mity (i chwała im za to bałwochwalstwo) nie zmienia faktu, że kanwą ich są realne wydarzenia historyczne, bowiem na Harze(górze) mieszkał Ahuramazda(Nadgóry pan) -Mitra, bóg nocnego gwieździstego nieba, który ustanawiał (wręczane wici) i wspomagał władców Iranu (armia Marów Mardów) w walce z Rzymem, bo miał w tym interes, bo sam powstrzymywał Imperium rzymskie na linii Dunaju, obojętnie jak się nazwał, bowiem trwało to kilkaset lat i czy w Polsce była silniejsza czy mocniejsza władza.

Dlatego też pisze Kadłubek, że Chrobry ujarzmił potężny szczep Chorwatów i Mardów lecz to synonimy, Chrobry nim stał się władcą Gniezna, był władcą Małopolski czyli Chorwatów-Mardów-Morów, dlatego bez problemu uznano jego władzę w Polsce wbrew zapisom Mieszka (dagome judex), bo stała z nim potęga już pomniejszona, ale decydująca o przewadze na ziemiach Polski, te Regnum (królestwo) Oblatum, którego domagał się Bolesław II Czeski by mu zwrócił Mieszek, bo Biała Chorwacja od Starożytności była uznawana za Królestwo i tego Królestwa koroną koronował się Chrobry bez łaski papieża, bo była to korona królestwa starożytniejszego niż Egipt (megalityczne grobowce kujawskie są starsze niż piramidy), którym władali olbrzymi, cyklopi, najwyżsi bogowie (Eda), króle królów oraz książęta książąt (źródła arabskie).

Jedyna wyniosła Hara, jedyna góra w Europie na której kiedykolwiek mieszkali władcy, królowie, bogowie, książęta, jedyny i prawdziwy Olimp, góra Meru na której była Swarga niebo Indry, Harati wokół których krążyły gwiazdy, miejsce gdzie ofiary składał Mitra, to Pełka, Gebalim, Święta Góra, Oś Świata, gdzie w dziewięciu kamiennych kręgach czasu, stał kamienny tron wskrzeszenia, nad symbolicznym grobem-jaskinią-kryptą władców ziemi (góra ta musiała fizycznie być na północy, na równiku nie ma takiego efektu obserwacyjnego, by gwiazdy w nocy zataczały krąg na niebie).

Mówiliśmy, że naszą cechą eponimiczną od naszej armii, jest imię horroru i przerażenia, drugą naszą cechą bardziej naszej ziemi czy naszego państwa jest nazwa Świętych Gór czy też góry Hary, od której nasze imię, trzecie to imię olbrzymów, czwarte imię węży strażników świętych dębów (cedrów) w raju mieszające się z cechą pisma węzów-wężów, piąte imię od węzłów naszej notacji i kobierców-dywanów, następne imię demonów, diabłów i aniołów, znajdując imiona etniczne o takiej etymologii w językach ligi indoeuropejskiej, łatwo dochodzimy do pierwotnych nazw Polski czy imienia Ludu.

To, że dla ludzi prostych w różnych peryferyjnych kulturach, dziewięć kręgów czasu było piekłem państwa zmarłych czy światem podziemi Plutona, nie oznacza, że te piekło-hades było w zaświatach bowiem było pod Górą Świata (przemysł hutniczy cyklopów i hefaj’Stosa), Harą czyli niebem swaraga-niebo Indry znajdowało się na tej górze tak jak siedziba bogów olimpijskich, żoną Zeusa była sama góra Hara-Hera (wyniosła-wyniosłość heram świętość), dziewięć kręgów kultowych twierdzy Ring (piekła) które zniszczone zostały dopiero podczas najazdów Karola Wielkiego na Związek Obrów i to w wyniku zdrady Mojmira i Horwatów czyli Obrów-Awarów południowych którzy przeszli na chrześcijaństwo.

Wszystkie mity ludów ligi indoeuropejskiej opowiadają tą samą historię bowiem dla nich była to najważniejsza historia ich władców czy prześladowców, domagających się od nich zachowań tym władcom potrzebnych, więc nie można się dziwić, że te odniesienia do Hary, olbrzymów i ich władców, zwanych najwyższymi bogami są tak jednoznaczne i powszechne dla ludów rzeczonej ligi.

Znamię ludu ~ lodu ~ Ledian ~ Śnieżan, eis-asir-as, friogus-mrozu, hiberna ~ zima ~ hiber ~ hobjer ~ hobry, okrucieństwa antycznego prawa polskiego (żywcem obdarcia ze skóry posłów i wysłania tych skór wypchanych trawą jako trybutu), za Szacha Bahrama I (273-276) twórcę manicheizmu Maniego (urodzonego niby w rodzie książąt Partów lub Persów żył ok. 216-277) odarto żywcem ze skóry, potem ucięto mu głowę, a jego wypchaną słomą skórę powieszono na bramie w Gundiszapur, oficjalnie była to kara za jego herezję. Ale jaka cecha tej herezji spowodowała tę jego okrutną śmierć, oprócz różnych ciekawostek tej herezji takich jak to, że biblijny Eden był więzieniem przygotowanym przez Króla Ciemności, a Jezus Świetlisty zwany też Jezusem Cierpiącym przekazał tę wiedzę pod postacią węża (wcielony w węża?), Adamowi i Ewie będącym w Raju-więzieniu, czyli bóg biblijny to dla Manichejczyków szatan, a wąż biblijny – szatan, to Jezust (czyli jest na odwrót jak w chrześcijaństwie i judaizmie).

Jednak raczej nie to spowodowało tę jego okrutną śmierć bowiem dla czcicieli ognia zaratusztrian czyli rządzących Persją dihkanów (właścicieli ziemskich), świętymi tekstami były księgi Awesty. Nie jest wykluczone, że była tą przyczyną teoria o wiecznej walce synów ciemności z synami światłości, co dla będących u władzy w Persji Mardów, jak Sraosza walczących nocą, była ta aluzja na pewno czytelna, bowiem Mani tutaj prowadzi krecią robotę przeciw ich władzy. Była by to bowiem dla nich teoria szczególnie wywrotowa utożsamiająca ich z synami ciemności, czyli szatana i w tym kontekście rodzaj śmierci jak i jej przyczyna są dostatecznie jasne, chociaż trzeba założyć, że z tymi kontrowersyjnymi tezami Mani musiał wystąpić dość późno lub musiał je propagować w sposób szczególnie dobitny by wywołać tak zdecydowaną reakcję Mardów-Aryów.

Kadłubek wprost się cieszy z pokonania Krasusa mówi, że Lestek III w Kraju Partów Krasusa znósł ze wszystkimi wojskami, a do jego ust wlewając (rozpalone) złoto rzekł: ”Złota pragnąłeś, złoto pij”. Rozkazywał (Lestek) Getom i Partom i krajom Zapartyjskim. Skąd ta autentyczna radość z klęski rzymian, czemu nie jest na nią obojętny, czego nie jest zasmucony jako łacinnik-papista, odpowiedz jest jedna Kadłubek musiał być wewnętrznie przekonany i nie mieć wątpliwości, że to nasze zwycięstwo, czy można autentycznie cieszyć się z imaginacji i zmyślenia, więc to jest prawda, że byliśmy dla Partów władzą zwierzchnią, potem wygląda na to, że sami bezpośrednio jako lud Mardów-Airów opanowaliśmy Iran, jednak wcześniej rządzący nim Partowie byli zależni od pomocy sił zbrojnych Polski (związku Ludzi-Antów) Lestków i uznawali ich władzę, chyba, że Partowie to nasze imię zredukowane później do (pminus)Artha stąd Artha’Nija.

Sam incydent z Krasusem był w 55 r p.n.e. więc na te lata by przypadały rządy Lestka III, w tym samym czasie Swewowie (Słewowie) walczą z Cezarem w Galii, czy była to skoordynowana akcja sterowana z jednego centrum teokratycznego na Pełce, bowiem jeśli istniało władztwo na Pełce, a to jest niewątpliwe, musiało być ono zaniepokojone wzrostem imperium Rzymskiego.

Musimy pamiętać, że nie było to imperium analogiczne do rzymskiego molocha biurokratycznego, opierało się ono na systemie zależnych od centrum księstw (etnicznie słowiańskich i ludności z nimi mieszanej) rządzonych przez kastę ascetów-wojowników mających wszystko za nic prócz dzielności (bohaterów ~ eterę boga w przypadku bHarów pogardzających złotem, o czym świadczą żelazne ozdoby), a nie jak w przypadku Rzymu systemie prowincji urządzonych na obraz i podobieństwo metropolii oraz bezlitośnie eksploatowanych przez Rzymskich urzędników, władztwo Pełki było bardziej imperium ducha niż formy czy prawnego formalizmu, czyli władztwo Pełki~Hary było dosłownie imperium teokratycznym.

Czy to imperium istniało rzeczywiście i miało Słowiańskiego Imperatora, no cóż grecy piszą o Imperium Skolotów (języczników) których oni nazywają Scytami, terytorialnie to obrzeża Polski(Ukraina), sam Kadłubek opisując zwierzchnictwo Lestków twierdzi, że rozkazywali oni Partom (czyli Scytom) więc imperium Skolotów było by właśnie Imperium Lestków, rządzący w tym imperium Paralaci-Spale-Ispale (Paralat był by kalką słowa Lach-Lachez-Lachesis przerażający, więc Paralat-Lach to synonimy poprzez znamię przerażenia) byli by po prostu armią tego imperium, z czasem mogli się nawet stać odrębnym etnosem tak jak stali się Ukraincy czy Rosjanie (Wiatycze, Radymicze byli jedną z takich ostatnich migracji) emigrujący na wschód od Lachów, nie zmienia to faktu, że przedtem byli Polakami (Lechitami-Lachami-Rusami), tak samo Paralaci jak i inni Scytowie musieli być świadomi swego pochodzenia etnicznego (chociaż Królewscy Paralaci byli dla innych Scytów rodzajem szlachty, a ich stanowisko wśród Scytów, odpowiada stanowisku ludu Walinjana-Warindżana (Madżaka) wśród Słowian, czyli mamy do czynienia z kontynuacją stosunków nie tylko etnicznych ale i politycznych, na tym terenie od 800r pne. tzw. Imperium Skolotów do epoki Mahometa przed 600r n.e.. Związek Słowiański-Walinów-Awali Madżaka).

Wiemy też pośrednio od Kadłubka jaki tytuł przysługiwał temu wyżej rzeczonemu władcy, otóż wspominając księcia czeskiego Konrada III pisze o nim ”od jego skinienia poruszała się oś rzymskiego cesarstwa” (cesarz Fryderyk Barbarosa), Oś-piasta, king-pin, kołek, były to przenośne nazwy władcy uniwersalnego które to znamy też z Indii jako sakrawaratina (obracającego kręgiem ziemi), jest to tytuł króla króli i księcia książąt, skąd taka frazeologia u Kadłubka sam jej nie wymyślił musiała ona funkcjonować w języku którym się posługiwał i widział, że przynależy władcy o największej władzy czyli cesarzowi, [mamy tam też do czynienia z nawiązywaniem frazeologią związaną z kolumną (więc wielkiego kołka) do której porównywany jest książę zwierzchni i przeciwko której sprzysięgają się satrapii], nie można uznać, że tego typu frazeologia powstała w sposób przypadkowy musiał istnieć czas gdy tacy władcy o tej tytulaturze sprawowali rządy w Polsce i wiemy kiedy oni istnieli, więc wiemy kiedy powstała ta frazeologia.

Kadłubek miał co prawda duże problemy z naszą historią bo prawdziwa historia bywa skomplikowana, a na terytorium dzisiejszej Polski przebiegały granice trzech ówczesnych królestw niekiedy ze sobą wojujących czy też dążących do hegemonii w Słowiańszczyźnie, mianowicie Kujawii (Pomorze Gdańskie i Mazowsze, Polesiem sięgającej Dniepru) Chorwacji, Lachów-Rusów (Wielkopolska, Małopolska, Ruś Czerwona, Słowacja, Północny Siedmiogród) oraz królestwo Wieletów z Połabia.

Najwyraźniejszy jest tu przykładowo okres zbieżnie opisywany przez kilka źródeł legendarnych i historycznych z lat 350-400 ery chrystian, jest to historia tworzenia w latach 350-375 przez Hermanaryka króla Ostrogotów wielkiego imperium obejmującego praktycznie całą północ od Bałtyku po Morze Czarne i Kaspijskie który zginął od ran odniesionych z ręki książąt Rosomonów Sarosa oraz Ammiusa (Jordanes).

Na ten sam czas przypada powstanie Imperium Słowiańskiego stworzonego przez połabskiego Wilcyniusza sięgającego Grecji obejmującego Polskę i Ruś którego spadkobiercą i pogromcą miał być Hertnit(kagan) władca Polski i Rusi (Saga o Dytryku z Berna). Do tych czasów i zdarzeń nawiązuje kronika Prokosza która opisuje je jako rządy Wizymira (340-388) który narzucił swą władzę Skani po którego śmierci opanować Polskę(czyli właściwie Połabie) mieli Rusowie (wówczas polscy Chorwaci-Lachy).

Nikt tych wydarzeń nie wymyślił są do siebie podobne Hermanaryk-Wilcyniusz-Wizymir (syn, wnuk?) władca Wieletów (Połabian-Ostrogotów którzy przesunęli się na Krym) to jeden bohater tej historii, a Hertnit-Amm’ius (Jusz hAmon, kagan-Mitra) i Sarosa (mit. Iran ~ Srasosza posłuszny-kaganbek) władcy Roso’monów ~ Polski i Rusi (Rusów-Lachów-Chorwatów) którzy doszli do hegemoni w imperium Słowian po jego śmierci to drugi bohater tej samej historii.

W Skani Hermanaryk nazywany jest Jormun’reekiem (wielkim złem, jormun’gadhar wielki’kołek, oś~piast’a imperium Słowian, ubils~iblis ~ maszt~szatan gocko-perskie) jeśli poczytamy o tym jak Wizymir (Is’marus) rozdzieliwszy swą flotę na trzy części pustoszył jednocześnie Danię, Jucję (Jutlandia) i Skanię (Szwecję) to będziemy wiedzieć dlaczego Jormunreek był dla Skandynawów ‚wielkim złem’.

To musi być ta sama historia w tym samym czasie i miejscu mogło dojść tylko do jednego takiego zdarzenia jak budowa wielkiego imperium, które musiało powstawać co najmniej kilkanaście lat (szybkość jego powstania tłumaczymy częściowo reintegracyjnym charakterem podboju w tym samym środowisku etnicznym, mającym tradycje jedności), dojścia też w nim miało drogą przewrotu do władzy Książąt drugiego plemienia Hamon’jusza i Sarosza, a trwać miało to Imperium do czasu bitwy nad Nidą-Nedao w 454 roku kiedy to władca Polski i Rusi Wala’mir [duch świata, lub (Awal-Awar)-olbrzym świata] syn Hertnita1 (kagana) maił pokonać Hunów Atylli, co za tym idzie musi być to prawdziwa historia której nikt nie zmyślił bowiem została ona zapisana przez co najmniej trzy niezależne źródła które o sobie nie miały jak widać najmniejszego pojęcia bowiem imiona i nazwy bohaterów tych wydarzeń są na pozór różne, jednak czas (lata 350-450), miejsce (na północ od Dunaju) i rodzaj zdarzeń (budowa imperium i śmierć twórcy oraz przewrót i dojście do hegemoni Kagana) są identyczne co przesądza o ich prawdziwości, wzajemna sugestia na temat opisywanych wydarzeń ich różnoetnicznych autorów jest wykluczona.

1Hertnit ~ Kagan-kaganiec to dosłownie ogień płonący w żelaznym koszu (plecionce z drutów żelaznych), Kagnimir to imię archaiczniejsze od kagana i jego przedrostkowy synonim, oraz antonim kazi’mira-kazi’sveta(czeskie wichrzyciel-niszczyciel dosłownie depczący światy, gaszący światy), K-agni-mir( k ogniu kamień mir-świat, mir-kamień, równie stary zrost jak z-agnie-wanie), dosłownym tłumaczeniem tytułu Kagan jest imię Hertnit, kalka niemiecka tytułu władcy Słowian, Herd[he:rt] ognisko, palenisko, Nite-nit, Niten-nitować (więc drutować), więc Hertnit znaczy dosłownie nitowane(odrutowane) ognisko, czyli kaganiec-kagan}

 

2) Upadek króla Bolesława i militaryzmu polskiego

Był w Polsce taki Król który byłby być może największym polskim i słowiańskim królem, jednak przegrał z pewnym systemem prawnym wprowadzonym do Polski przy okazji chrystianizacji czy raczej tego prawa konsekwencjami, oczywiście chodzi nam o Bolesława Śmiałego, łączy się to z upadkiem polskiego militaryzmu czyli polskiej armii, przyczyna ta jest opisywana przez Kadłubka czy Długosza, jednak najpierw powiedzmy sobie co stało się z militaryzmem mongolskim, otóż z czcicieli boga niebios Tangri boga wojowników, zamienili się w buddystów czcicieli boga niedziałania, zaczęli kręcić młynki modlitewne i palić masło na ofiarę bałwanom, jednak to częściowa tylko analogia do polskiej sytuacji, bowiem u nas doszło do czegoś innego jedna cecha prawa kościelnego zaważyła o upadku polskiego militaryzmu, a jest nią monogamiczne święte małżeństwo, co dobre może jest dla mieszczan czy rolników, ale zabójcze dla etosu wojowników którzy z strażników królestwa, stali się strażnikami pośladków swoich żon, (jak i samobójcze dla dynastii, wymarcie dynastii na Kazimierzu Wielkim, problemy Henryka. VIII).

Cóż się takiego stało, Bolesław Śmiały prowadził bardzo przemyślaną politykę popierał separatyzm Saski, a co było niezbędne by złamać przewagę Niemiec które bez Saksonii tracą praktycznie status mocarstwa, po drugie prowadził politykę scalającą Ruś z Polską co było niezbędne by odbudować moc Polski, bo Polska i Ruś to dopiero prawdziwe mocarstwo, trzy czy cztery lata pilnował swej władzy na Rusi (co najmniej trzy-cztery lata) wyprawiając się przeciwko koczownikom by związać Ruś ze sobą interesem zapewnienia jej bezpieczeństwa, jaki dawały wspólne siły zbrojne, cóż mu przeszkodziło w budowie tego Słowiańskiego Mocarstwa, otóż rozwiązłość żon, jego zdyscyplinowanego Rycerstwa z tzw. świętego związku małżeńskiego, prawo małżeńskie, prawo seksualne, prawo naturalne, zadziałało w sposób katastrofalny dla państwa i króla, pisze Kadłubek:

”Gdy bowiem król bardzo długo przebywał to w krajach ruskich, to prawie poza siedzibami Partów [musiały to być wspólne akcje zbrojne polsko-ruskie, a może wspólne z Partami (Pieczyngami)], słudzy nakłaniają żony i córki panów do ulegania swoim chuciom: jedne znużone wyczekiwaniem mężów, inne doprowadzone do rozpaczy, niektóre przemocą dają się porwać czeladzi. Ta zajmuje domostwa, umacnia obwałowania, nie tylko wzbrania panom powrotu, lecz zgoła wojnę wydaje powracającym (więc mieliśmy do czynienia z wojną domową) (wbrew królowi, samowolnie powracającym).

Za to osobliwe zuchwalstwo panowie wydali z trudem poskromionych na osobliwe męki. Również i niewiasty, które własnowolnie uległy sługom, poniosły z rozkazania zasłużone kary, gdyż poważyły się na okropny i niesłychany występek, który nie da się porównać z żadną zbrodnią. Odtąd oliwka zmieniła się w oleaster, a miód w piołun. Bolesław bowiem poniechawszy umiłowania prawości, wojnę prowadzoną z nieprzyjaciółmi zwrócił przeciwko swoim… Mówi, że nie podobają mu się żonaci, gdyż więcej obchodzi ich sprawa niewiast niż względem władcy (interesów królestwa) uległość (czyli zaczął faworyzować bardziej dyspozycyjnych kawalerów). Żali się, iż nie tyle opuścili go wśród wrogów, ile dobrowolnie na pastwę wrogów wydali. Domaga się przeto głowy dostojników… Nawet niewiasty którym mężowie przebaczyli, z taką prześladował potwornością, że nie wzdragał się od przystawiania do ich piersi szczeniąt, po odtrąceniu niemowląt, nad którymi wróg się nawet ulitował! ~ (czyli mężowie owych żon)… A gdy prześwięty biskup krakowski Stanisław nie mógł go odwieźć od tego okrucieństwa, najpierw grozi mu zagładą królestwa, wreszcie wyciąga ku niemu (królowi) miecz klątwy… Rozkazuje (król) więc przy ołtarzu… porwać biskupa (co okrutnym sługom się nie udaje)…Wszak tyran (lżąc sługi którzy mdleli i łagodnieli)… Sam zabija ojca w objęciach córki i syna w wnętrznościach matki (kościoła)… biskupa niewinnego najokrutniejszy świętokradca rozszarpuje poszczególne członki na najdrobniejsze cząstki rozsiekuje… (teraz mamy cud) z czterech stron świata nadleciały cztery orły, które krążąc… nad… odpędzały sępy i inne… żeby nie tknęły (szczątków ciała) męczennika (czyli ciało zostawiono na publicznym widoku, bez prawa pochówku).

Po tym wydarzeniu ów okrutnik ojczyźnie niemniej jak i ojcom obmierzły uchodzi na Węgry… Ówże zaś przebiegły (król), tak dalece zrzucił z siebie podejrzenie świętokradztwa, że niektórzy nie tylko nie uważali go za świętokradcę, lecz (widzieli w królu) najczcigodniejszego mściciela świętokradztw. Albowiem to, że w wolności urodzone niewiasty wydane zostały niewolnym na rozpustę, że świętość małżeńskiego związku tak haniebnie została skalana, że zgraja czeladzi sprzysięgła się przeciwko panom, że tyle głów na śmierć wystawiono, że wreszcie spiskowaniem królowi zgotowano zagładę ~ to wszystko (król) zrzucił na świętego biskupa. Orzeka nadto, że w nim (biskupie) jest początek zdrady i wszelkiego zła… Opojem nazywa go (zarzut pijaństwa) nie biskupem, piekarzem nie pasterzem. Był (biskup) ciemięzcą od ciemiężenia nie przełożonym, bogacicielem od bogactw nie biskupem… I popuszczał (biskup) cugli lubieżności innych dlatego, że wspólnicy tej samej zbrodni nie mają oskarżyciela… całe jego (biskupa) postępowanie było nauką (demoralizującą) dla wszystkich… (czyli zarzut współuczestnictwa w nierządzie mężatek, być może spowiadał je z grzechów na leżąco, więc według Króla był to rozwiązły mnich, czyli taki polski Rasputin).

Czegóż więc – rzecze (król) – dopuszczono się, gdy usunięto zakałę królestwa, (biskupa) potwora ojczyzny… Wkrótce potem Bolesław dotknięty niezwykłą chorobą (a może otruty jak syn), stał się winny własnej śmierci, a syn jego jedyny, Mieszko, zginął otruty w pierwszym rozkwicie męskości (zemsta koalicjantów nierządnic, czy odwet kleru, a może antykrólewskich spiskowców którzy bali się zemsty syna? Wrogów sobie nasz Król narobił, oj narobił, ale tylko miernoty nie mają wrogów, nie był to malowany Król).

Czy zarzuty króla były odosobnione, można powiedzieć, że zarzut chciwości biskupa (bogacicielem od bogactw nie biskupem), potwierdza pośrednio nam Długosz, pisząc o tym jak biskup by potwierdzić swe wątpliwe prawo (nie miał biskup na to żadnego pergaminu czy świadków) do cudzego majątku, biskup wskrzesza czteroletniego trupa na światka, by nieboszczyk potwierdził mu fakt darowizny(?) czy sprzedaży(?), czyli by wywłaszczył swoje dzieci… Co trup mu potwierdza!!! (cud czy zbiorowa hipnoza ala kuglarstwo, czy tylko literatura? Gdyby król wtedy kazał powiesić kuglarza nie miał by z tym arcybezczelnym magikiem-złodziejem kłopotu), więc może i inne zarzuty króla wobec biskupa nie były bezzasadne.

Jednak nie oto nam chodzi by bronić króla wobec stronniczego w tym wypadku Kadłubka (może pozornie bo zarzuty królewskie jednak przedstawił co mu się chwali). Król znalazł się w beznadziejnej sytuacji, musiał zareagować z całą bezwzględnością, na bunt żon* (penelop) i ich zalotników, bo inaczej zostawał królem bez armii, jednak tym Król zantagonizował sobie licznych wrogów czyli krewnych prześladowanych kobiet (to były córki i siostry arystokracji), jak i owe kobiety przecież nie usunięto (spławiono) ich wszystkich, jakąś też liczbę sług powierników mających korzyści materialne z tego procederu, raczej powiedzmy klasy średniej, dworzan bo trudno przypuszczać by byli to jacyś ostatni pachołcy, to, że powracające rycerstwo z trudem pokonało cudzołożników świadczy o bardzo szerokim uczestnictwie związanych z zalotnikami, domowników w tych wydarzeniach, była to krwawa i okrutna wojna domowa mająca cechy rekonkwisty, wreszcie wszystkich tych którzy o tym wiedzieli lecz to tolerowali, a mieli pieczę nad sytuacją w kraju (czyli urzędników i dostojników królestwa), bowiem Król z rycerstwem wojował, aż w krajach zapartyjskich (za stepami ukrainnymi) czyli Krym(?) Kubań(?), później też zantagonizował żonatych (Mówi, że nie podobają mu się żonaci, gdyż więcej obchodzi ich sprawa niewiast niż względem władcy ~ interesów królestwa uległość), których więc odsuwał od władzy (tzw. ojców naturalnych, prawnych, jak i kościoła,), a byli to zapewne często jego kombatanci, można powiedzieć, że zraził sobie wszystkich którzy woleli zgniły pokój i przebaczenie, niż świętą wojnę jaką zdawał się prowadzić samotnie Król z tym niesłychanym występkiem ”który nie da się porównać z żadną zbrodnią”.

Czy było inne wyjście z matni, jeśli znamy przyczynę wywołującą złe skutki, to możliwe jest pozbycie się skutków poprzez usuniecie ich przyczyny, czyli Król powinien dać rycerstwu po kilka żon lecząc zdruzgotane męskie ego swego rycerstwa, czyli stworzyć instytucję państwowego wielożeństwa-konkubinatu dla rycerstwa, ukarał by tym i cudzołożnice obniżając ich status, jak i nie musiałby ich za bardzo prześladować, dałoby to kilka pozytywnych skutków miałby Król znaczne liczniejszą populację z urodzenia szlachecką, co za tym idzie większe możliwości rekrutacji żołnierzy oraz ich selekcję pod względem przydatności służby państwowej, oraz uratował by w ten sposób polskie możliwości obronne, a nawet je liczebnie wzmocnił.

Czy to by się Królowi udało, w momencie powrotu armii i przyłapaniu niewiernych żon na gorącym uczynku często z płaczącym dowodem niewierności na ręku, na pewno największe, Król miałby na to też zapewne większe przyzwolenie społeczne, niż na jego wyżej opisane okrutne reakcje, mężczyźni by się zgodzili na dodatkową młodszą żonę, kobiety nie miały by innego wyjścia, albo przerębel albo zgoda na przyjaciółki w mężowskiej łożnicy, zaś kler wtedy jeszcze chyba sam się żenił, może też by to wykorzystał dobierając sobie dodatkowo zdrowsze żony, (faworyzowanie kawalerów jest jałowe, wydają oni pieniądze i tak na kobiety i uczty, dużo lepiej zaś by wydawali dochody na swoje kobiety które rodziły by im dzieci).

Monogamiczne święte małżeństwo w przypadku rycerstwa okazało się niezwykle szkodliwe społeczne, wręcz doprowadziło do upadku zdolności militarnych państwa polskiego, łamiąc militaryzm polski, zdruzgotane męskie ego rycerstwa doprowadziło do utraty mobilności i dyspozycyjności naszych sił zbrojnych, armia Krzywoustego była już tylko cieniem, armii Bolesławów Chrobrego czy Szczodrego, mogących prowadzić dalekosiężne i długotrwałe operacje zbrojne poza granicami kraju, jak i długotrwałą wojnę obronną. Armia Krzywoustego to już tylko drużyna książątka tyle, że wojowniczego, przypominająca łupieżcze (zbierające dań) drużyny książąt ruskich np. ciągłe łupiestwa Igora? (907?-945r?) na Drewlanach, wymuszające posłuch bardziej terrorem niż mające autorytet obrońców, typowe armie jednej bitwy wygranej wojna zwycięska, bitwy przegranej wojna przegrana.

Wspominaliśmy wyżej, że państwo Bolesławów różniło się od państwa Mieszka I, czy też od państwa Krzywoustego, jest to nie tylko tytularna różnica opozycja królowie~ksiażęta, lecz głównie militarna, armia Chrobrego(Kurhana) toczy jednoczesną wojnę z Cesarstwem Niemieckim, wspierającymi ich Czechami i Połabianami, Mieszko I z trudem sobie radził z samymi Połabianami, jest to wynikiem tego, że Mieszko był księciem polańsko-pomorskim, a Chrobry był królem zjednoczonej ziemi polskiej z główną jej terytorialnie siłą dawniej Chorwacją dziś małopolską, Bolesław Szczodry wprowadza na tron węgierski antyniemieckiego króla, inkorporuje Ruś możliwe, że i Pieczyngów, bo toczy wojny za stepami partyjskimi, wspomaga zbuntowanych Sasów, rozmach jego poczynań jest imponujący, wojny Krzywoustego to praktycznie wojny wewnątrz granic Polski w tym wypadku doszło do zmiany jakościowej sił zbrojnych zdecydowanie na niekorzyść i jest to powtórzmy wynik wprowadzenia chrześcijańskiego prawa małżeńskiego i wynikających z tego konsekwencji czyli seksualnej emancypacji kobiet z wyższych warstw społecznych głównie rycerstwa.

Inna sprawa czy te kobiety nie sugerowały się naszą historią, być może wówczas jeszcze pamiętano u nas zdobywanie Bałkanów i pozostanie tam naszej armii serpens-węży (stąd u nas słowo pa’sierby ~ półsieroty po ojcach wężach~serpens dzieci) jakieś informacje z Rusi czy stepów zapartyjskich zdawały się potwierdzać powtórzenie tej historii, czyli nasz militaryzm w jakiś sensie padł też ofiarą historii naszego Lediańskiego ~ Kurhańskiego militaryzmu.

Wracając teraz do koron Bolesławów Chrobrego i Szczodrego, te korony budziły tak duże kontrowersje w ościennych państwach bo były jednoznaczną zapowiedzią odbudowy władzy zwierzchniej Królestwa Słowian czyli Imperium Słowiańskiego w tamtym czasie było jeszcze poczucie jednego języka Słowiańskiego, czy jednego narodu Słowiańskiego, w kronikach Kadłubka czy kronikach ruskich używa się właśnie tego samego Imienia Słowian jako my Słowianie i nasz język Słowiański, stąd pojawienie się antysłowiańskiej koalicji separatystów Nowogrodzko-Praskich i słowianożerców Niemiecko-Węgierskich, która uderzyła na Królestwo Mieszka II który w sposób jawny dążył do odbudowy heremu Słowiańskiego, dowodzi tego między innymi to, że zawiązał sojusz z pogańskim Połabiem, choć niejasna jest tu postawa Jarosława, w 1022 miał udać się do Brześcia możliwe, że doszło do jakiegoś uznania jego władzy przez Bolesława za poparcie przez Jarosława prawa Bolesława do Korony Chorwackiej czyli Słowiańskiej bo w tym samym roku dochodzi do gwałtownej zmiany polityki Chrobrego wobec obrządku Łacińskiego tzw. prześladowania chrystian z 1022 r, co bez wątpienia związane z jego planami koronacyjnymi.

Jaka korona? Chrobry koronował się koroną Chorwacką pewnie już w 1022~23r. bo innej nie było i to przez arcybiskupa i biskupów bezbożnego obrządku zwanego Ruskim-Słowiańskim, a których to biskupów jeszcze przy koronacji Bolesława Szczodrego było w Polsce dziewięciu, biskupów obrządku chrystiańskiego było tylko sześciu. Władcy Polski nie potrzebowali koron od papieży czy cesarzy bo byli Władcami Królestwa które istniało gdy Rzym był małą wioską okupowaną przez Etrusków, nic tu do rzeczy nie miało uznanie jakichś cesarzy, bo tytuł królowej, niemieckiej żony Mieszka II był respektowany, dlaczego skoro nie był legalny? Regalia królestwa Mieszka II zostały ukradzione i przywłaszczone przez Niemców, nie można ukraść koron i zmuszać do zrzeczenia się tytułu królewskiego który jest czyś nie uznawanym i nieważnym. Nasi Chorwaccy Królowie byli spadkobiercami Króli, którzy dla różnych ciemnych peryferyjnych narodów (miedzy innymi śródziemnomorskich, skandynawskich) byli najwyższymi bogami, którzy byli też wzorcem wyobrażenia boga (płonący krzak, słup ognisty czyli bugaj ~ rokita), którego czci miedzy innymi obrządek chrystiański.

Dlaczego Chrobry rozpoczął prześladowania chrystian i wypędził wszystkich mnichów 1022-3r z Polski, zęby go bolały, miał kaprys, podżegała go Rusinka? To ostatnie może, ale to była przemyślana decyzja, łacinników wygnał bowiem oni pilnowali interesów niemieckich i papiestwa, a było w tym interesie to – by nie odrodził się władca imperium Słowian, którego atrybutem była Chorwacka korona, korona Króla Króli ~ Kagana, a Chrobry był władcą Słowian i tej korony pragnął.

Wtedy to arcybiskup gnieźnieński Gaudenty obłożył klątwą Polskę. Po koronacji Chrobrego bezbożny obrządek Ruski-Słowiański stał się pierwszym i państwowym obrządkiem w Polsce, bo na tym obrządku opierał się tron Chorwacki.

Była to monoteistyczna wiara Aryów-Hariów (zwanych niekiedy też arianami) wyznawana przez wszystkich północnych barbarzyńców, która nie wywodziła się od jakiegoś Ariusza. Była ta wiara starym obrządkiem Słowińskim ~ Ruskim bez wątków biblijnych i nowotestamentowych, bez trójcy świętej i innych związanych z chrystianizmem dogmatów, za to posiadająca religię drzewa życia i kraczuna monarchę teokratycznego, którego intronizowano na kamiennym tronie. Historycznie – cały ciąg monarchów zwanych od mchu tego tronu Meszkami-Rokitami i od Osi Kaganatu Wielkimi Kołkami, czyli Kołodziejami-Koloczasmi, Osiami-Piastami (związku ludzi, bantu antów) unii ludów słowiańskich.

Czy Kadłubek kłamał? Bez wątpienia nie kłamał. Możliwe, że pomieszał często czas wydarzeń, czy zapisał historie które uległy różnym przekształceniom, ale na pewno niczego nie zmyślał, bo są u nas wokół Sandomierza Krakowa, czy Przemyśla grobowce tych władców.

Istnieje też pewne dopasowanie kronik ruskich do kronik polskich, twierdzą one mianowicie, że historia Rusi zaczyna się w roku 862 po przybyciu Ruryka, bo faktyczne jest to historia dynastii Rurykowiczów. Polskie kroniki opowiadają o Krakach, wojnach z rzymianami, panowaniu nad Partani i krajami zapartyjskimi. Zaczynają się mityczną przeszłością, zwłaszcza cykl małopolski. Fakt, że kagan (cesarz) Ruski znany jest z roku 839, dowodzi, że był to władca Chorwacki-Lachski. W związku z kroniką Prokosza – zidentyfikować możemy go z Królem Króli, który z jakichś powodów obalił Popiela (830-840) osadzając w Gnieźnie Piasta (842-860).

Imię ojca Piasta (hasićska po czeskie wąż) Chościsko sugeruje, że był nim Nicz Góry ~ Smok Ogienny z Świętych Gór Ledian-Ljadów, mieszkający w sławnej skale Ruskiej w ziemi Polskiej, inaczej Dagome (het. Tkagan-dagan ~ ziemia) lub od Dag ~ Góry co Awarskie czyli Dagome synonim Hor’wacja, Szczytia, Hor’mania, Peucynia, albo inaczej Storady. A nazywanie Piasta ”synem Koszyczków (od kagańca ~ kosza na smolne drzazgi)” dowodzi, że był to Sauromata (Jaszczur) Kagan Rusów, alias Awarów ~ Chorwatów, np. informacje o maszerujących Awarach na Niemców przez terytorium Illi (Słowian ~ Dalemińców) w 33 roku są raczej informacjami o Chorwatach ~ Pszońcach Bolesława Srogiego, a nie o Węgrach, bo przecież same Czechy były wewnątrz państwa Gebalimów ~ Chrobatów którzy toczyli z Węgrami wojny tak jak i z Niemcami czy Połowcami.

*Niektórzy twierdzą że Penelopa była niewierna i została odesłana na dwór jej ojca. Femina ~ kobieta od (eu’femi dobra plotka), (eu’femizmu dosłownie dobre kłamstwo) czyli femina plotkara – kłamczucha.

Też dopiero ok. 1040r wprowadzono zakaz poligamii tzw. Dekrety Brzetysława. Więc skąd zarzuty o konkubinat z Rusinką wobec Chrobrego w 1018roku. Wyżej napisaliśmy dość by uzasadnić naszą tezę o przyczynie upadku króla i militaryzmu polskiego (z pochodzenia chorwackiego), co prawda istniała i wcześniej instytucja małżeństwa świętego, ale za niewierność żony była bardzo surowa kara, czyli kara śmierci (spławienia). Dlatego w źródłach u kronikarzy różnych nacji istniała opinia o niezwykłej wierności Słowiańskich żon, więc nie wynikało to tylko z ich zalet czy moralności. Dodatkowo wojownik jako człowiek zamożny mógł mieć i kilka nałożnic, powodowało to, że obawa przed zdradą pozostawionej w domu kobiety była stosunkowo mniejsza (kobiety pilnowały się same), niż po rewolucji chrześcijańskiej, kiedy to zmuszając rycerstwo do monogamii podniesiono tak bardzo status kobiety, że co do konsekwencji prawnych nie można sobie było z nimi poradzić, wcześniej jak mężczyzna wracał do domu po nieobecności, a tu jego któraś kobieta witała go z cudzym dzieckiem na ręku to po prostu było to dziecko tej kobiety, chyba, że mężczyzna publicznie w pełni dnia uniósł to dziecko na swych rękach okazując je słońcu, było to prawne uznanie dziecka, dopóki tego nie zrobił, prawnie nie było to jego dziecko i nie miało żadnych praw do jego majątku. Później, praktycznie każde dziecko było uznawane za pochodzące z małżeństwa. Była to więc – wręcz rewolucja feministyczna, ówczesnych feministek z kasty arystokratycznej. Nie przypadkiem wyeksponowana rola Czeszki w Polsce i Greczynki na Rusi w imporcie chrześcijaństwa – bo kobiety z niższych warstw społecznych na tym straciły, (podobno Męzko I wypędził swoje siedem żon i co najmniej kilkanaścioro dzieci. Jakie to zacne, – chrystiańskie).”

Interanonim

Czesław Białczyński w pracy Interanonima rozpoznaje autora  „Księgi Popiołów”, podpisującego się T ‚ Leledrag Marski.

Warto rozszyfrować znaczenie pseudonimu LELEDRAG.

LELE – duch

DRAG – smok

LELEDRAG – Duch Smoka.   – Identyfikuje go z DUCHEM SŁAWII.

Praca Leledraga była napisana, zanim wyniki badań genetycznych uznano w nauce. Okazuje się, że genotyp Scytów R1a1 odpowiada genotypowi Słowian. Istnieje przypuszczenie, że Imperium Słowiańskie miało organizację kastową. Jedną z najważniejszych, była kasta wojowników. Armia w zależności od stawianych zadań i rodzajów walki, podzielona była na szczepy. Szczep Scytów odpowiedzialny był za ochronę granic imperium, stąd nazwa Scyci.

 – Szczyt, z mazurska Scyt, to inaczej tarcza. Na krańcach imperium budowano grody obronne, które spełniały rolę Tarczy. Szczecin bronił ujścia Odry i nie pozwalał na wdarcie się w środek imperium drogą wodną. Podobnych nazw zachowało się więcej.

Inny rodzaj broni stanowił szczep Antów. Na zabytkach z Przylwic (obecnie Prilwitz, na terenie zajętym przez Niemców) na figurce bóstwa nocy, przedstawionego jako hybryda człowieka z lwem, istnieje napis słowiańskimi runami: AN (figura nr 6 w pracy Mascha). Istnieje przypuszczenie, że tak była nazwana formacja wojska walczącego nocą, pod patronatem boga nocy ANA.

 Formacja wojenna zakuta w żelazną zbroję, spełniająca rolę dzisiejszych „pancerniaków”, od nazwy metalu – rusa (z rusy – rudy, żelazo, rdza) była zwana Rusami.

Formacja wojenna wykorzystująca w walce element psychologiczny, miała za zadanie przerazić przeciwnika przed walką. Umundurowanie czarne z naszytymi białymi kośćmi. W świetle pochodni sprawiali wrażenie armii kościotrupów – przerażających – laszy (lesz – trup), którzy aniołkami nie byli. Stąd nazwa Lachy.

Wynika z tego, że nazwy słowiańskich narodów pochodzą od nazw formacji wojskowych, które wywodzą się z jednego narodu zwanego niegdyś Wielkim – Welieti, przez obcych zwany Weneti.(runiczny dyftong LI pisany jest jak łacińskie N).  – Wiadomość zaczerpnięta z pracy Marskiego „Księga Popiołów”.

 

***

   L. Marski w pracy  „Księga Popiołów” cały rozdział poświęca religii słowiańskiej z  początków chrześcijaństwa w Polsce. Dla owych wierzeń używa nazwy „ruska wiara”, wyjaśniając jednocześnie, że biskup Kadłubek nazwy Rusy i Lachy używa zamiennie. Są to po prostu synonimy. Owa religia nie wpisuje się w chrześcijaństwo ani greckie, ani łacińskie. Jest wiarą Rodzimą. Zakon ARIAN, który przez Romai został przepędzony z Polski, identyfikuje z Ariami i wierzeniami słowiańskimi sprzed skatoliczenia narodu.

Czy szesnastowieczni Arianie sięgnęli po tradycje słowiańskie? Społeczny wydźwięk ich nauki no to wskazuje. Jak było z dogmatami?

Dostępna w nauce tylko  jedna strona konfliktu z chrystiaństwem, któremu nie każdy ufa.

 

 

Leledrag Marski

„Obrządek Słowiański (chrystiański), czy Obrządek Słowiański

 (pogański).

Mamy kilka zbieżnych informacji o sytuacji religijnej w Polsce Bolesława Chrobrego, pod koniec jego panowania:

1.Informację o rzuceniu przez arcybiskupa Gnieź. Gaudent’a klątwy na Polskę. (trudno więc by Chrobrego koronował)

2.”Żywot Mojżesza Węgrzyna” powiada pięć lat po wyprawie Chrobrego, na Kijów (1018r czyli ok. 1023) rozpoczął Bolesław wielkie prześladowania mnichów i wypędził ich wszystkich z kraju (wystarczający powód dla klątwy rzuconej na państwo).

3.Kosmas raczej łacinnik podaje, że w 1022r rozpoczęto w Polsce prześladowanie chrystian.

4.Długosz podaje, że 1022r Chrobry stłumił bunt antykościelny (a może jednak bunt katolickokościelny sądząc po skutkach?).

5.Mamy też informacje o małżeństwach zawieranych na prawie krajowym, (czyli chyba z obrzędu pogańskim).

Te fakty kronikarskie tłumaczy się najczęściej w ten sposób, że Chrobry prześladował mnichów, ale obrządku słowiańskiego, bo pomagali jeńcom Rusinom. Gaudent rzucił klątwę na Polskę za to, że Chrobry żył z Rusinką w konkubinacie (co tu im winna Polska, wystarczyło obłożyć klątwą Chrobrego), zaś Kosmas po prostu się pomylił, a małżeństwa na prawie krajowym były nie wiadomo czym. Widać, że to rozumowanie nie trzyma się kupy, abstrahując od sytuacji politycznej, czyli koronacji Chrobrego a tylko obrządek słowiański to umożliwiał.

Więc Gaudent prześladuje Chrobrego, że ten dogadza Rusince. Chrobry prześladuje mnichów którzy pomagają jeńcom ruskim. Kosmas to pomyleniec, a śluby jeden z ważnych ogólnie sakramentów, bierze się zapewne w lesie pod jemiołom lub ówczesnym urzędzie stanu cywilnego, czyli krótko mówiąc absurd i niedorzeczność (to, że brano śluby w świętym gaju pod jemiołą, jest dość prawdopodobne jakaś pozostałość obyczajowy pocałunek pod drzewem życia).

Przypomnijmy sobie pewne inne cechy sytuacji religijnej Słowian, (w owym czasie u Kadłubka nazwa Słowianie, Lechici, Polacy używane są wymiennie bez odróżnienia, synonimicznie jako nasza nazwa etniczna), więc Grek Prokop z Cezarei pisał o ich wierze (VI wiek), a była to cecha dość trwała, religie tak szybko nie mutują:

„(…) Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. (…)Oddają ponadto także cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom, składają im ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby.(…)” (byli więc monoteistami!?!)

Grek Konstantyn Porfironogeta pisał, że 950 r mieszkali na północ od Węgrów(Turków) i wschód od Niemiec Chorwaci Biali nieochrzczeni. Brak wiadomości o chrześcijanach obrządku słowiańskiego, którzy przecież byliby powodem do dumy dla następcy cesarza Bizantyńskiego, który wykoncypował Cyryla i Metodego oraz ich misję. Więc nie omieszkał by o nich wspomnieć jako owocu chrystianizacji.

Ale co ciekawe są jeszcze w latach 1143-5, w Polsce ludzie nazywani Rusinami którzy wyznają jakiś swój bezbożny obrządek i dyscyplinę, niejaki biskup Mateusz pisze do niejakiego św. Bernarda de Clairvaux by on przybył przeciw nim i ich obrządkowi na pomoc, ” ...bezbożnemu Rusinów obrządkowi i dyscyplinie…Lud ruski bowiem ani z kościołem łacińskim, ani greckim nie chciał być zgodny, lecz zupełnie od obu oddzielony z żadnym z nich nie współuczestniczy w przyjmowaniu sakramentów… [więc nie był to z pochodzenia obrządek wielkomorawski, tylko Ruski obejmujący całą Słowiańszczyznę, pisze się w tym kontekście głównie o Polsce ale i o Czechach (o Rusi w dzisiejszym tego słowa znaczeniu w tym piśmie tylko przypominając jako oczywistym tego obrządku występowaniu).

Jacy to więc Rusini w Polsce i Czechach?

Otóż Rusini właściwi czyli Chorwaci, bo Chorwat, Rusin, Sclawin, Słowianin, Obr, a i Lach to synonimy, czyli imię własne tego samego ludu, który dał nazwę różnym państewkom Słowiańskim po rozpadzie Związku-Banta-SpólNoty-Kaganatu Sclawinów-Lugii-Antów-Obrów-Awarów czyli Chrobrów ~ Kobrów ~ Hobrów ~ Obrów ~ Chorwatów ~ Rusinów ~ Lachów ~ Gebalimów ~ Goblimów ~ Mardów ~ MarHarii ~ Harów ~ Walinjana (warinjana-warengowie-wręgowie-szkieleci) itd. patrz też strony „Kwesta Białej Chorwacji”. (a jeśli był to obrządek słowiański pomorawski to dlaczego występuje na obszarze całej Rusi, czyżby Wielka Morawa chrystiańska obejmowała całą Ruś?)].

Tłumaczy się to, że ten bezbożny obrządek Rusinów jest to obrządek słowiański-chrystiański, a może był to jednak obrządek słowiański przedchrystiański. W 999 r synod biskupów ustanowił święto zmarłych. Dlaczego przez tysiąc lat chrystianizmu, nie potrzebowali chrystianie tego święta a trzydzieści lat po tzw. chrzcie Polski, a parę lat później chrzcie Rusi, to święto zmarłych wprowadzili?

Bowiem te święto było u nas ważnym świętem i trzeba było go zaadoptować do chrystiańskiej celebry, by nie było kontrowersji między Słowianami a resztą chrystian.

Jeszcze w XIV-XV wieku w Polsce w Zielone Świątki (stare polskie święto), pisał zdegustowany klecha „…schodzą się starki, kobiety i dziewczęta do kościoła, nie na modły, ale na tańce, nie Boga wzywać, ale diabła, mianowicie Ysaya, Lado, Ylely, Yaya(…) jeśli nie będą pokutować (czyściec) przejdą z Yassa, Lado na wieczne potępienie (piekło)” (schodzą się starki, kobiety i dziewczęta do kościoła na tańce, wzywać diabła Ysaya, Lado, Ylely, Yaya … przejdą z Yassa, Lado na wieczne potępienie), toż to istna demonstracja polityczna i religijna, więc takie to było chrześcijaństwo w Polsce, czy to nie o tym Ruskim ludzie i jego bezbożnych obrządkach pisał parę wieków wcześniej wspomniany wyżej Mateusz (a tak naprawdę chrześcijaństwo w Polsce to zaprowadziła najprawdopodobniej dopiero święta inkwizycja, a raczej wymusił strach przed jej stosami, wcześniej była to religia aparatu państwa, tak jak w 40 lat po wprowadzeniu komunizmu w Polsce była to ideologia 10% ludności kolaborującej z okupantem, zasilanej wszelkiej maści karierowiczami pozbawionymi kręgosłupa moralnego, sprzedającymi się za dobra materialne i przywileje, „możesz sobie i diabła ‚czcić‚ byle byś dziesięcinę płacił”).

Jeśli ktoś myśli, że jestem niechętny chrystianizmowi to muszę powiedzieć, że uważam chrystianizm za pewną mutację naszej religii, która po przekształceniu w środowisku lewantyńskim z nowym wątkiem mesjasza, wróciła do nas rykoszetem, tak więc nie jest to całkowicie obca nam religia i pełna jest ideologii i frazeologii naszej religii, bo u nas zmartwychwstawał na Świętej Peuce Światogor, czyli najwyższy Bóg Amon.

Sam przecież chrystianizm (Chrystus się ochrzcił, więc nie wymyślił chrztu) to miszmasz zapożyczeń z naszej religii poczynając od chrztu ~ krztu ~ okrzesania, poprzez święto zmarłych do opoki piotra, (kalpy-opoki-roki tu z religii kamiennych kręgów Sziwy-Zerwana-Kronosa ~ czasu) wszystko to należy do starej religii Ludu Słowian-Ludu Ariów, jest to religia w której na przykład było drzewo życia, chrześcijaństwo na każdym kroku nawiązuje polemikę lub asymiluje te symbole, nie mając lub też nie chcąc mieć tego świadomości, każdy słyszał na pewno frazę „krzyż jest nowym drzewem życia„, do czego tu nam chrystianie piją (przygadują) i rodzi się też naturalne pytanie czym jest i jak wyglądało stare drzewo życia, oraz z jakiej pochodzi religii? Czyżby o zgrozo pogańskiej?

Te drzewo życia z jego frazeologią znajdujemy też w Edzie (Drzewo Ygga-Strasznego, na którym ‚jedno’oki’ wisiał dziewięć dni sam sobie złożony w ofierze Odin), czczą to drzewo Sasi, liśćmi tego drzewa są pokolenia ludzkie o czym mówi Iliada Homera. Frygowie czcili dąb i lipę wieszając na nich wieńce, u nas czczono Święte Dębowe Gaje, w mitach Egipskich Święte Cedry w raju są strzeżone przez plujące ogniem kobry. Ale głównie symbolizowała drzewo życia winna latorośl, (czy też leszczyna) jako łatwo się szczepiąca, więc się odradzająca, dlatego taką to złotą gałąź (drzewa życia) dostał Brzetysław od naczelnika Giecza na znak, by ten ich przesiedlił (przeszczepił ) do Czech, chociaż byli oni już formalnie chrześcijanami to posługiwali się symboliką starej religii Słowian-Ariów-Awarów, inne jej cechy oprócz kultu drzewa życia (dąb, jawor, święte gaje), to kult ognia, monoteizm czyli kult gromowładcy, kult świętych rzek i źródeł, jej atrybuty oko niebios w trójkącie symbolizującym Świętą Górę, Górę Niebios (Pełkę) „która była szeroko rozsławiona z ‚jedno’okich’ cyklopów”(Długosz) tzw. oko opatrzności, czy diadem półksiężyca na głowie władcy (stąd książę-księżyc), wszystko to było i istniało w ramach obrządku Słowiańskiego, tego bezbożnego obrządku Rusinów-Chorwatów-Obrów o którym pisał rzeczony biskup Mateusz.

Krak Kraczun to Mitra który mieszka na szczycie gór Harati i odradza się 25 grudnia w jaskini.

Czy przypadkowo Chrystus dokładnie powiela ten schemat?

Oczywiście nie i dlatego nasza religia musiała być z taką bezwzględnością niszczona, bo chrystianizm tylko ją naśladował i w końcu sobie przywłaszczył, by uchodzić za rzecz oryginalną, choć jest tylko naśladownictwem. Jest to bez wątpienia herezja  importująca innowację biblijno-nowotestamentową która wyparła pierwotny i właściwy obrządek Słowiański w którym istotnym obrzędem był chrzest.

Herezja ta pozostawiła jednak większość obrzędów starej religii tylko je modyfikując.        a) Róg obfitości ~ kielich krwi-wina,

b) Kołacz ~ opłatek (jakaś ewolucja i mutacja musi zachodzić).

Innymi słowy mówiąc, bezbożny obrządek Rusinów w Polsce i ogólnie pojmowanej Słowiańszczyźnie to monoteistyczna religia przedchrystiańska z której wywodzi się obrzędowość chrystiańska, łącznie z wątkiem zmartwychwstania – ściśle, a pierwotnie mówiąc – wskrzeszenia (problem z podniesieniem kamiennej płyty przez Światogora). Chrystus swoim, zmartwychwstaniem, co do szczegółów (odrzuceniem płyty grobowca i siedzący na nim anioł twierdzący, że Chrystus poszedł już królować w niebie), powiela porządek wskrzeszenia Słowiańskiego Monarchy.

Dobrze zdawali sobie z tego sprawę ludzie kościoła, dlatego tak wytrwale niszczyli wszelkie ślady pierwotnej wiary z której się wywodzili. Bowiem chrzest był zanim powstał chrystianizm i to kilka tysięcy lat wcześniej, nim narodził się oraz zmartwychwstał (skoro w to wierzą) Chrystus, którego przecież ochrzcił wodą Jan Chrzciciel, a chrzczono się wodą i w Indiach i w Skandynawii oraz my wasserpolacy, czyli wodni Polacy nieprzypadkowo tak nazywani, bowiem w przezwisku jest znamię, krestojan~krzeszcijan (nazwa ta już u Herodoa V wiek p.e.ch.).

Bowiem chrzest ten wodny (był też chrzest ogniem, logiką bardziej związany ze wskrzeszaniem – okrzesaniem) oznaczał: Wejście do wód rzeki czasu i narodziny ponowne – jako wyjście z wód płodowych matki ziemi. Narodzenie się na nowo – więc dający nowe życie, które jest szansą na lepsze życie, poprawę, wyzbycie się grzechu, zepsucia i zła, a które jest tak naprawdę wielką nadzieją żywych którzy boją się świata martwych i niewiadomej którą on niesie.

Tego, że nie był to obrządek chrystiański dowodzą słowa o jego bezbożności i niechęci ludu Ruskiego ~ Lachskiego ~ Obrskiego do uczestnictwa w obrzędach kościoła obojętnie czy Greckiego czy Łacińskiego one wtedy się jeszcze mało różniły, jednak między obrządkiem Słowiańskim a chrześcijańskimi istniała zasadnicza różnica a był nią brak w tej religii wątków biblijno-nowotestametowych. Trumna Chrobrego pokazuje kogo oraz jakie królestwo strzegą węże po jego śmierci, (czyli rajskie-kobry-wojownicy, strzegące cedrów-dębów w raju). Był to władca pretendujący do zwierzchnictwa nad państwem teokratycznym, Chorwackim i Kujawskim czy Połabskim, ale zawsze było to królestwo Słowian -Sklawinów-Rusów-Ludu-Ród-Ruth(enia-lud’enia)-Gotów-Polaków, obojętnie czy był tym władcą Madżak waliński, Wilcinius połabski, Hertnit ~ Amm’jusz Roso’monów (ruski-chorwacki), Lesz’ek (chorwacki), Popielida (polański), który jednoczył dzielnice Słowiańskie w kaganat, związek olbrzymów, a tytuł króla królów był tu przecież jak najbardziej adekwatny, ze względu na obszar jak i zróżnicowanie terytorialne i częściowo etniczne Słowiańszczyzny, bo jak mówią „Złote łąki” był wśród Słowian lud (a)Wali’nów(warinów), który był najczystszej krwi, więc inne ludy Słowiańskie musiały być już pomieszane z innorodcami, czyli mieszanej (więc nie najczystszej) krwi, choć wszyscy byli rośli i silni, a włosy ich nie były ani białe ani nie przechodziły zdecydowanie w barwę czarną, lecz wszyscy byli względem greków rudawi, więc od właściwości ciała zwani Rudzi-Rusi, czyli tak czy inaczej nie odbiegali za bardzo od siebie antropologicznie, przynajmniej dla obserwatora z zewnątrz.

Oczywiste w tej książce utożsamiam się z państwowym, czy też związkowym punktem widzenia Słowiańskiego ‚Związku Lugiów ~ Bantaibu Antów’ państwa narodu słowiańskiego, więc do herezji chrystianizmu jako narzędziu ideologicznej ekspansji Franków, czy papieskiego Rzymu przeciwko Świętym Górom, które przyczyniło się do rozpadu kaganatu Obrów mam niechętny stosunek, ale nie jest to dla mnie jakoś szczególnie wiążące emocjonalnie bo to stare dzieje, po prostu tak jak dla związku radzieckiego, narzędziem ekspansji ideologicznej i politycznomilitarnej był komunizm, dla Niemiec nazizm, dla Arabów islam, tak dla Franków chrystianizm i jest to dla mnie wynalazek równie ważki jak włócznie i topory Franków, czyli mam do tego stosunek jak do przedmiotu martwego, bo tym jest ideologia – narzędziem i niczym więcej. Narzędziem walki, przetrwania, czyli organizacji się w celu ekspansji lub obrony, (obrony, czyli na przykład umacniania osiągniętych pozycji).  Niektórzy potrafią z tego narzędzia stworzyć sobie przedmiot bałwochwalczego kultu, a wtedy biada ludziom rozumnym i prawdzie. Chrystianizm jest w istocie, tak naprawdę w 90% historią głównie lewantyńską czy śródziemnomorską.

My mamy swoją słowiańską historię dorzeczy świętych rzek, córek świętej matki ziemi i jest to moja wiara, moja woda, moja ziemia święta, miejsce mego narodzenia, moja przeszłość, cmentarz i znicz, nie mam innych ziemi świętych ani cudzych bogów przed nią i mówiąc językiem archaizowanym, poetycznym i religijnym – iz poryo iz waryo takie wskazanie, z mego ognia z mej wody słowy tako nam antenaci rzeczą.

Niektórym się wydaje, że podobieństwa miedzy słowami są przypadkowe. Oczywiście nieraz tak bywa. Tak jest np. w przypadku podobieństwa słowa krzest-chrzest (dźwiękonaśladowcze chrzęst, o’krzesać, stąd krzest) do słowa greckiego Chrys’tus (pomazaniec, dosłownie ‚złoty tuz’ tak jak chrysos-złoto, chryzo’stom-złoto’usty) spowodowało to, że słowo chrystianizm zmieszało się z naszym słowem krześcijaństwo wynika to z mechanizmów asymilacji języka, czyli odczytywania obcego słowa przez rdzenie rodzimego języka zgodnie z pewną logiką, bowiem chrzest jest ważnym obrzędem chrystianizmu. Przypadkowo słowa Anioły [Anieli, Anya-Ela, dosłownie ‚mara-duch(też śmierć) ~ boga-świata’] wydają się słowem podobnym do greckiego słowa angelos (zwiastun) bo w istocie te słowa znaczyły co innego i są to różne słowa, choć te drugie słowo było używane przez naszą PAPLAJACĄ PO ŁACINIE SZLACHTĘ CZYLI INTELIGENCJĘ, a Anioł czy imię Anielka zachowało się dzięki językowi ludowemu czy mieszczańskiemu tak jak frazy morowi ludzie czyli jaworowi ludzie. Nie jest zaś przypadkiem to, że celtycki bóg Esus dał imię jEzus’owi. Bo Esus i Jesus to te same słowo. Podobno Esus znaczy dobry, więc pierwotnie Iesous Christós ~ Esus Chrystus znaczy dobry pomazaniec czy dobry złoty tuz-wojownik, niekiedy mówimy o kimś szczery(dobry) jak złoto. Możliwa więc taka etymologia tego imienia, co podobne do złotego awatara Wisznu, który ma mieć piękną złotą skórę stąd zwany jest lub będzie Gaurahari lub Gauranga.

Musimy coś sobie uzmysłowić chrystianizm wszędzie usiłował zatrzeć ślady starej religii. W miejscu zburzonej świątyni pogańskiej, czy wykarczowanego świętego gaju stawiano bożnicę chrystiańską. Asymilowano obrzędy, przejmując czy to zielone światki, czy święto zmarłych, którego w judaizmie po prostu nie ma (oni twierdzą, że nie można zakłócać spokoju zmarłym, a co praktycznie jest dość wygodne dla żywych, nie ma też w judaizmie pojęcia duszy, czy niebios). Nawet na lipach, które są wariantem kobiecego drzewa życia, chrystianie przybijali kapliczki matki boskiej tak konsekwentnie, że później zachowało się w folklorze ludowym mniemanie, że w lipie mieszka matka boska.

Zresztą chrystianin wszędzie będzie widział symbolikę chrystianizmu w skrajnych wypadkach nawet w niewyraźnym zacieku na szybie pierwszego lepszego domu zobaczy twarz matki boskiej, czy w plamie sadzy na kominie twarz Chrystusa.

Podobnie jest z umysłami naszych romajskich historyków oni wszędzie widzą Bizancjum i chrystianizm nawet w zdawałoby się dość oczywistej symbolice religii drzewa życia, zapomnianego choć odnotowanego jeszcze w kartach imperium-królestwa Trefl’ańskiego – Drewl’ańskiego.

wk 15

Monety ruska ‚Walan (wanan?) R nasto(jaszczy)-miasto~przedni’?, awarska VII w. fragment korony na monecie czeskiej(?) przypisywanej Brzetysławowi, moneta z terytorium Słowacji VI w. przypisywanej grekom, symbol z płyty w Wiślicy, następnie symbol z monety oraz fragment płaskorzeźby z trumny Bolesława Lackiego. Zamieściliśmy też w środku symbol króla (K) trefl-drewl zwany u nas żołędziem. Jest on związany z dębem, czyli wariantem drzewa życia. Trójkąt Wiślicki z którego wyrasta winna latorośl łączy się kształtem z trójkątem z monety słowackiej na którym z kolei jest symbol ‚żołędny'(dębu), trójkąt ten symbolizuje świętą górę (co miesza się też z dachem świątyni, sama świątynia też miała stać na górze Peuce). Na szczycie kopca Kraka znaleziono korzeń, karcz ~ karpę około 200 ~ 300 letniego dębu. Dąb nie rozsiewa się wiatropylnie ze względu na ciężar żołędzia. Więc zasadzono go na szczycie kopca specjalnie. Ścieli go chrystianie najpewniej w połowie (po pokonaniu tzw. reakcji pogańskiej) lub pod koniec XI wieku (po upadku Bolesława Śmiałego, bo na jego koronacji było jeszcze dziewięciu biskupów obrządku słowiańskiego, którzy to biskupi raczej czcili to ‚drzewo życia’, niż je zwalczali) czyli kopiec usypano w VIII – IX wieku, a wtedy to przecież w środkowej Europie dominowała kultura materialna z symboliką drzewa życia, jego wariantem jest też krzyż czy swastyka choć to symbole bardzo stare.

Krak zanim został królem miał walczyć zwycięsko w Karyntii, czyli chodzi tu o walki Awarów z Frankami więc Krak był władcą Awarów. Monety te świadczą o ciągłości symboliki religijnej u Słowian. Dąb, wina latorośl czy leszczyna jest tylko wariantem symbolicznym drzewa życia, bo przecież drzewo to bardziej jest drzewem genealogicznym dynastii, narodu czy ludzkości niż drzewem pospolitym.

Wyssaliśmy to z palca? Nie – opowiadamy bajki. Będzie to bajka O piastowskim dębie Jana Baranowicza która świadczy, że język pamięta czym było drzewo życia w naszej religii. Tu – czym było dla dynastii.

„Na północ od miasta Brzegu, które rzeka Odra zdobi jak błękitna przepaska jest wieś Szydłowiec… w sąsiedztwie lasu… unosi się stara legenda… znajdował się tu kiedyś prasłowiański święty gaj… w miejscu gdzie kiedyś stał ołtarz, rósł do niedawna jeszcze dąb-wiekowiec… Olbrzym to był nad olbrzymy… konary krzekotały się szeroko, pełne guzów i wygięć ~ więcej podobne do bajkowych węży i smoków niż do odnóg drzewnych… przebąkiwali, że dąb domowił się na Szydłowieckich gruntach od czasów Piasta Kołodzieja…

Różnie plotkowała legenda ale najprawdziwsze… było to, że żywot dębu wiązał się ściśle z żywotem Piastów co mieszkali na zamku w Brzegu. Książątka wychowywali się w zielonym cieniu konarów; odpoczywali po nauce, śmielsi wspinali się niczym wiewiórki na wierzchoły. Małe księżniczki siadywały na węźlistych korzeniach, wiły wianki z pachnących konwalii i fiołków, pląsały u jego stóp jak małe rusałki. Lata dzieciństwa upływały im pod rosochatą opieką.

Żaden drwal nie podniósł nigdy prawicy zbrojnej w topór na sędziwy, piastowski dąb. Ni drwal, ni ktokolwiek inny. Nie tylko dlatego, że jego nietykalność gwarantował przykaz książęcy. Dotknąć kory dębu równało by się świętokradztwu. Nie wiada, jakie moce w swych dziuplach chowało przez wieki drzewo pogańskie. Nie ważył się dotknąć nikt z obcych… życie dębu było związane z życiemPiastów. Nie sok ale krew, żywa krew krążyła pod chropowatością kory, kropla w kroplę ta sama co wypełniała tętnice i żyły Piastowiczów. Umierał książę z brzeskiego zamku, usychała i gałąź dębu. Opadały konary na paproć, zapadały się pod trawnik piastowskie trumny. Tak działo się przez pokolenia… Ostatnia gałąź odpadła z dębu w roku 1675. Wtedy właśnie zmarł ostatni piast, książę na Brzegu.”

Jeśli jeszcze ktoś nie wie czym było drzewo życia i z jakiej było religii to niczego już nie zrozumie.

Wracając jeszcze do monet. Romajscy historycy mają tendencję do jakiegoś specyficznego uwłaczania naszym przodkom. Cokolwiek oni nie zrobili, starają się przypisać obcym wpływom, zapożyczeniom, naśladownictwu czy wręcz fałszowaniu – głównie monet. Mimo tego, że kiedy indziej z zażenowaniem przyznają, że sztuka lania miedzi czy brązu jest znana na naszych ziemiach od 5000 lat. Wybicie monety nie jest więc taką wielką sztuką dla tej naszej prowincjonalnej ziemi. Mamy więc wiele monet, które są przypisywane różnym egzotycznym miejscom, lub wreszcie nazywają te monety fałszywymi z bezsensownymi napisami. Nawet potrafią wymyślić takie coś jak bicie pełnowartościowej monety w Saksonii specjalnie na eksport do Polski i to w czasie, kiedy to Polska toczyła dość ciężkie wojny z Niemcami. Na dodatek Niemcy owi którzy biją dla nas te monety okazują się analfabetami bo nie potrafią prawidłowo zapisać imienia Adelajda więc piszą ‚Ateahlat’ co więcej monety te niekiedy mają też imię Bolizlavz które to imię świadczy, że Polacy przynajmniej lepiej od Niemców znali tzw. łać. alfabet bo poprawniej zapisują imiona. Nazwa ATEA’HLAT może znaczyć na przykład a’tea(deo-teo) – bóg, hlat-glad – miecz, wiec bożymiecz bo chyba nie bez’bożny’miecz (a może hlat to czeskie hlad-głód (też chciwiec), ATEA’HLAT znaczyłoby wtedy bez’bożnych’głód, – bóstwo chciwców). Są też monety np. Hiatmervs, które są niby bite przez jakieś małe plemię słowiańskie. Czyli uznają, że może coś zrobić małe plemię, ale Państwo Bolesława porównywalne z Niemcami, dominujące wówczas w Słowiańszczyźnie, musi wszystko zapożyczać w Niemczech.

Jest moneta Bracislav [en’ces’nus – x‚rzekam (się na) zawsze, napis treścią pasuje do nieszczęsnego Mieszka II ale też możliwe, że wybił ją tzw. Brzetysław ok. 1041r, a może Braci’slav (czy od Braci-braterstwa Słowian, czy Wraci-wróci Wraci’slaw) to Bolesław Zapomniany i en’ces’nus znaczy (nie) wyrzeknę się nigdy] na której niby św. Wacław trzyma koronę z motywem drzewa życia, który to motyw też znajduje się często na dachu kapliczki-świątyni innych podobnych monet. Korona drzewa i korona królewska mają tą samą nazwę, bowiem obie symbolizują koronę drzewa życia. Kiedy król zakładał taką koronę ,symbolicznie wcielał się, czy wstępował w drzewo życia.

Inne monety ze Słowacji mają motyw ołtarza, na dwóch  ,  trzech raczej drewnianych stopniach znajduje się kulista bryła tu raczej kamienna, na niej znajduje się krzyżopodobny przedmiot kultu.

Jest to jakiś uskrzydlony kielich, też może być to jakiś lichtarz ~ znicz (więc czy to zNicz góry? Bardzo prawdopodobne.).

Sam krzyż też jest często symbolem pogańskim w naszych kulturach archeologicznych jest przewodnim (czyli głównym) motywem zdobiącym ceramikę. Krzyże z popielnicy z Białej pod Łodzią, przeworski, cztery awarskie, trzy oksywskie.

wk 16

Jeszcze o napisach, tym razem na mieczach lednickich. Napis IIEIIEII, jest podobny do przyśpiewki pogańskiej Ileli, Ileli – IlEli, IlElI, zapisanej dużymi literami odczytanie jako IIEII’EII – znaczyłoby Ileli Eli, s’ileli eli czyli silny – boże .Krzyże z tego miecza mogą być pogańskie. Patrz wyżej. Możliwe, że IIEIIEII, znaczy tylko tyle co jakiś okrzyk pierwotnie bojowy jjej – jejj, bo drugi napis tzw. NON-NEN, może być zapisany alfabetem chorwackoruskim i znaczyć joj-jej – a w runach słowiańskich LI-OLI  LI-ELI. Same te słowa oj-joj, aj-jaj, ałła (Alki-Ałki), być może są pierwotnie imionami świętymi tak jak w przyśpiewce etruskiej ‚rym tin tin’ (bóg Tin) nasze ‚rym cin cin'(bóg Cin alias Zin), Olaboga (wszech bóg lub wszyscy bogowie), tak tez stało się z imionami chrystianizmu – jest okrzyk Jezu! – Jezus! Maria! Czy choćby dzieci, gdy płaczą czy boją się, wołają do swej obrony – Mamo! Napis OI CRLAb odczytany w runach OJ KRLAM, (OJ – dyszel, ster),znaczy STER KRÓLOM.

Co mówi nam Przypadek Giecza oprócz tzw. oświeceniowej przyczyny zakłamywania i zacierania polskiej historii. Istniał przyczynek interesu politycznego i religijnego (sędziego) Tyrana Polski – Judex Dagome alias Mieszka I, był to interes antydemokratycznej absolutnej władzy uzurpatora.

W Polsce w 966r, niemożliwa była chrystianizacja totalna choćby z powodów fizycznych. Chrzest objął tylko wierchuszkę władzy. W jakimś stopniu grody (stąd łatwość ich opanowania przez Czechów). Należy też liczyć się z pewną liczbą chrześcijan, regionalnie –  do co najmniej kilku procent. Musiały istnieć różnice regionalne w ich występowaniu, jak świadczy przykład Gieczan, którzy wyemigrowali do Czech, zapewne z powodu swojej postawy w wydarzeniach nazywanych tzw. „reakcją pogańską”, która miałaby nastąpić jakoby po 1032-34?-38?r.

Czegóż ci Gieczanie wyemigrowali z Polski w 1038-39r razem z czeskim najeźdźcą? Bowiem byli odosobnieni w swojej wierze od której Polacy (Ljadzi-Ledianie) masowo odstąpili. Nie, jak chcą nasi historycy, w 1032 r., ale 1022r., kiedy to arcybiskup Gaudenty obrzucił Polskę klątwą po tym jak Chrobry przejrzał na oczy i powrócił do prawej wiary ojców, o czym świadczy jego trumna.

Kosmas pisze, że 1022 rozpoczęto w Polsce prześladowania chrześcijan. Oczywiste przesada. Odsunięto ich po prostu od władzy. Stracili przywileje, stali się czym byli – czyli mniejszością wśród większości Obrządku Słowiańskiego. Co mogło być przez nich odbierane jako prześladowania. Zapewne byli podani jakieś presji wywieranej przez pogańską większość, czyli tych, którzy byli obrządku Słowiańskiego. Jednak fakty odnotowane w czasie najazdu czeskiego, świadczą o tym, że miejsca kultu chrystian były nie naruszone. To dopiero czescy katolicy – rabusie – ogałacali kościoły z kosztowności. Opinie o jakimś buncie pogan w Polsce w świetle tego faktu to zwykłe kłamstwa. Raczej doszło do chrystiańskiej kontrrewolucji z elementem klasycznej zdrady, czyli sprowadzenia obcych – czeskich wojsk. Przez spisek ich, Polska wpadła dopiero w zamęt wojny domowej i rozprzężenie.  Dopiero wtedy zaczęto ich prześladować. Był to jednak odruch gniewu ludu a nie sterowane przez państwo czystki. Łatwość najazdu czeskiego, jego sukces wynikał z tego, że ktoś współdziałał z najeźdźcą, a kto?

Ci którzy mieli w tym interes, czyli odsunięci od władzy w Polsce chrystianie. Dlatego Gieczanie, którzy współdziałali bardziej masowo od innych z czeskimi rabusiami, razem z nimi opuścili Polskę w obawie przed odwetem tych, dla których byli kolaborantami najeźdźcy.

Istnieje też pogląd, że to po śmierci Bolesława Zapomnianego, który miał rządzić Polską po Mieszku II, wybuchły w Polsce zamieszki. Więc wydarzenia mogły przebiegać następująco.

1) Spisek chrystian.

2) Obalenie Bolesława (Bracislawa ~ Braczysława?) Zapomnianego (raczej zabójstwo, 1038-39r).

3)Kontrakcja Polskiej pogańskiej większości.

4) Najazd czeski w celu wsparcia zamachowców chrystian.

5) Złupienie przez nich, między innymi chrystiańskich kościołów i wycofanie się ich wojsk do Czech razem z chrystiańskimi religijnymi uchodźcami z Polski (z Giecza i nie tylko).

6) W Polsce dochodzi do porachunków z pozostałymi oskarżanymi o zdradę biskupami obrządku chrystiańskiego, starostami; urzędnikami oskarżanymi o nieudolność, oraz uczestnictwo w antypaństwowym spisku chrystian.

Pełna analogia do przypadku upadku imperium Awarskiego.

Co decyduje, że tak uważamy? Decydująca jest tu jednoznaczna informacja, o wywożeniu olbrzymich skarbów z kościołów i miast wielkopolski przez czeskich najeźdźców [Procesja w Pradze… niesiono… złoty krucyfiks, ważący trzy razy więcej niż odznaczający się wielką tuszą Bolesław Chrobry, oraz trzy wielkie i ciężkie złote płyty zdobne drogocennymi kamieniami… na końcu więcej niż na stu wozach wieźli olbrzymie dzwony (kościelne) i wszystek skarb Polski, za nimi postępował niezliczony tłum znakomitych mężów z rękami skrępowanymi żelaznymi pętami… ],

Przypomina to wywożenie skarbów zrabowanych z Awarskiej Świątyni Dziewięciu Kręgów, ale co bardziej istotne świadczy to o tym, że do 1038-39r w Wielkopolsce państwo jakkolwiek kierowane przez pogan, było sprawne. Był tam zachowany porządek i prawo, oraz rzecz niezrozumiała dla chrystian tolerancja religijna. Świadczą o tym te pełne skarbów kościoły.

Co dzieje się w państwie ogarniętym anarchią i dzikim  buntem ?

Jeśli było to państwo bez rządu, sił zbrojnych, to dlaczego ci dzicy poganie dyszący rządzą mordu nie grabią tych niemiłych im świątyń pełnych złota? Cóż ich to powstrzymuje? Logiczna odpowiedź może być jedna, opowieść o pogańskim buncie to zwykłe kłamstwa tych, którzy byli winni zamieszek i zdrady.

A powiedziała nam o tym chełpliwość czeskich złodziei dowodzonych przez ich księcia rabusia, którzy na rozłamie w Polsce dorobili się wielkich skarbów, co  ukradli głównie w chrystiańskich kościołach pełnych skarbów, kościołach, które nietknięte i bezpieczne stały w państwie tzw. pogan, do czasu najazdu czeskich chrystian-rabusi.

Podsumowując

Kwestia politeizmu Słowiańskiego.

Jest on może pozorny wielość wyobrażeń boga nie przekreśla formalnie jeszcze monoteizmu, choć chyba każda religia musi praktycznie w końcu wyewoluować w politeizm, czy nabrać znamion bałwochwalstwa, czyli kultu obrazów i posągów.

Przykładowo, ktoś z zewnątrz, mógłby nazwać współczesny chrystianizm politeizmem z kultem duchów oraz świętych miejsc. Bóg jest zdecydowanie zepchnięty przez kult Człowieka -Boga Chrystusa. Jest kult wielkiej Matki Boskiej. Mamy też Archaniołów, oraz kult Wielkich Świętych, z podziałem na różne ośrodki kultu. Kult obrazów (Ikonodule kontra Ikonoklaści).

Czym się różni matka boska kazańska od matki boskiej częstochowskiej?

Są to dwie różne ikony tej samej bogini, choć w różnych miastach i wyznaniach, jednak czymś się różnią. Jedna Ikona jest patronką zaciekłej wojny przeciw Polakom-łacinikom, druga Ikona doznaje wielkiej czci Polaków-łaciników.

Innym Wielkim Bogiem tej religii, często wywoływanym, jest Szatan. Bowiem sataniści, bez wątpienia, są jakąś sektą Chrystianizmu. Mamy jeszcze podział na różne wielkie odłamy tej religii. Protestantyzm Opatrzność. Prawosławie Boh i Osiudar znajet szto eto itp. których bohaterowie typu Luter są albo wielkimi świętymi, albo inkarnacjami samego Lucypera (kto zacz?) czy Antychrysta. Tym ostatnim imieniem protestanci często nazywali różnych Papieży opok czasu Chrystianizmu na ziemi według katolicyzmu. Jeśli dodamy tu różne autokefaliczne kościoły, oraz tzw. nadrzędną w logice tego pojęcia, ‚trójreligię’ Abrahama, czyli należący tu oprócz chrystianizmu, islam z Allachem, który samoistnie można uznać za monoteizm, oraz lewantyński judaizm z Jehową – bogiem, bez wątpienia różnym od Trójcy.

Sam Jezus – słowo boga, współistotny ojcu w trójcy jedyny, poczęty z ducha świętego, syn boży. Dogmat o niepokalanym poczęciu – kontra Izraelski epitet: „nieślubny syn legionisty Pandera” – według jego rodaków. Bluźnierca, którego trzeba ukrzyżować. Wymuszanie wyroku przez histeryczny tłum wyznawców Jehowy.  A wcześniej, przecież nawet sama matka Joszuy twierdziła, że Jezus oszalał i przyszła z jego braćmi by go zabrać, ale on się ich wyparł. Czy zapomniała, kto go począł? Więc jak to jej zachowanie się ma do niepokalanego poczęcia. – Więc czy to rzeczywiście ta sama religia?

Inna kwestia w kogo wierzył sam Jezus, bo wzywał imienia boga „Eli, Eli lama sabachtani” , a boga tego imienia żydzi raczej nie znali myśląc, że Jezus Eliasza wzywa żeby go uratował. Więc  nie znali też języka w którym wołał Jezus. Bo zwrot ten jest zwykle wykładany „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił” (E.Mat. E.Mar.) co oznacza, że nie był on jednoznacznie zrozumiały, jeszcze inaczej brzmią ostatnie słowa Jezusa w (E. Łuk). „Ojcze w ręce twoje polecam ducha mego”, czy (E. Jana) „Wykonało się”. W każdym bądź razie słowa powtórzone „Eli, Eli” znaczyły „Boże mój, Boże mój”. Węc były imieniem boga wywoływanego przez Jezusa – jako wyznanie wiary w obliczu męczeństwa i śmierci.

Mamy tu też setki niekiedy szokujących, czy wręcz ludobójczo się zwalczających sekt, Czy wtedy dostrzeżemy tu monoteizm? Może deklaratywnie tak, choć ze znamion praktycznie nie!

Adamici urządzali msze w kościołach kończące się orgiastyczną zbiorową kopulacją. Co do ludobójstwa np. rzeź Hugenotów, ciałopalenie milionów heretyków i tzw. czarownic, czy choćby ostatnio tragedia Jugosłowian, gdzie słowiańska idea narodowa przegrała z separatyzmem konfesjonalnym, czyli rzezie na Bałkanach ludzi mówiących tym samym językiem, różniących się głównie wyznaniem (islam, katolicyzm, prawosławie,) Bo przecież samo imię Serbów i Chorwatów jest dla nich zupełnie pozbawione pierwotnego znaczenia. Serb-serpens – to żmij ogienny. HorWat od haraWata – góra peuka – łysa góra, czyli noszą Imię Smoka, oraz Góry Świata, węża Nicza Góry wysłannika najwyższego Boga Hamona pana (czło)wieków. Władcy kręgów czasu – Światogora ze Świętych Gór. Zaciekłego wroga herezji chrystiańskiej. Ironia losu, czy może świadome działanie starego wroga, „aby pokonać naród wystarczy odebrać mu świadomość jego historii…”. Czyli to narodowości kofesjonalne, a narodowości konfesjonalne to szczyt wynarodowienia.

Podobnie było u Słowian. Patrząc z zewnątrz, można dostrzec politeizm. Jednak w VI wieku wyraźnie byli monoteistami, (Prokop z Cezarei) ” jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata”, Swarog ~ Hefajstos był wielkim królem i bohaterem Słowian. Jego syn Dagbog to s(A)waris ~ Swarożyc – wieli bohater Hiperborejski, zdobywca światów, żyjący 17 wieków p.e.ch. A nasz monoteizm polegał na tym, że władca Swargi-Hary był namiestnikiem Gromowładcy lub tożsamy z Gromowładcą. Bowiem Obrzym Światogor nie występuje przeciw Gromowładcy tak jak Ilja Muromiec, czy Asiłkowie. Światogor przegrywa z paradoksem, czy też ma problemy ze wskrzeszeniem.  Bo sam jest wskrzeszonym, najwyższym bogiem Hamonem.

Uzupełniając

wk 17

Istniała oczywiście jakaś ewolucja władzy. Przewroty, zmiany sił. Doraźne układy sprawowania władzy. Gdzieś koło 1300 roku p.e.ch. władał u nas jakiś trójosobowy władca bowiem Kak(Kakus–Kagan) syn Hefajstosa ~ Swaroga miał być trzygłowy, a w ostatniej fazie przed upadkiem Kaganatu, intronizowano dwóch władców Kagana i Kaganboka Ozyrys(ożyj-rys) miał być wyłaniany z wielkich dziewięciu. Wygląda więc na władcę Atlantydy, czyli z czasów sprzed agresji Awarisa na świat śródziemnomorski. Czyli jego panowanie przypadało by na lata 1700 p.e.ch. Zeus, Hades, Posejdon i ich trójwładza przypomina znów trójgłowego Kakusa (kagana). Czyli byli by władcami z późniejszej epoki niż Swarog ~ Hefajstos, którego miał być synem czy następcą.

Wiadomo, że na Pełce odbywało się święto 1 maja „Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”. Inną pewną datą starego wyznania jest Kraczun narodziny boga 25 grudnia, dzień odrodzenia Mitry.

Innym naszym obrzędem jest Święto Zmarłych inaczej Dziadów. Jakąś jego mutacją jest Halloween w którym przebierające się za duszki i maszkary dzieci symbolizują fakt odradzania się zmarłych, czyli ich powrotu jako dzieci. Stąd u nas słowa dziadki i małe dziatki, oznaczające osoby bardzo stare i bardzo młode – są praktycznie homonimami, bo dla pokolenia średniego jego dzieci oraz pokolenie dziadków względem rodziców tych dzieci byli tymi samymi osobami z ducha-duszy. Dlatego nadawano tym dzieciom – dziatkom imiona dziadków. Wiedziano o tym dobrze jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku.iu ducha), choć tutaj bliższej pokoleniowo, bo ducha ojca w ciało wnuka Słowacki w ”Królu Duchu”.

Inne święta i obrzędy typu noc świętojańska czy topienie Marzanny mają też swoje znaczenie, ale są to mniej ważne uroczystości u „roków czystości” [słowo czysty jest redukcją od słowa (uro)czyście – u’rocz’iście ~ iście u roków „obchody u (kamiennych) roków”, z’iściło (iść-chodzić-i’szło) – przy‚szło – się stało – do‚szło do tego o czym mówiono].

***

Ps. Początkowo chciałem pominąć ostatnie 1000 lecie i sprawy chrystianizacji & religii milczeniem, ale to jest niewykonalne. Nie można logicznie przedstawić naszych dziejów bez wyjaśnienia spraw religii. Wynikało to nie tyle z niechęci wobec tej religii, ale myślałem, że to w zasadzie nic nie znaczący. Rytualizm, ten czy inny Bóg. Tak czy inaczej chodzi o wesela, narodziny i pogrzeby. Ale pisząc rozdział o Białej Chorwacji nie tylko chciałem, ale musiałem zająć stanowisko apologety Bielo ~ Belo Chorwatów i emocjonalnie stałem się Biało Chorwatem. A przecież jestem nim też etnicznie, jak miliony Słowian. Bo wszyscy Słowianie mają się wywodzić od ludu Welo ~ Belo Zeruanów – Chrobatów – Walinów – Antów, potocznie Ludzi. Poza tym nie jestem człowiekiem wiary tylko wiedzy, a jeśli ten świat ma stwórcę, to ze stworzenia można sądzić o tym twórcy, czyli z dzieła świata można wywieść wiedzę o stwórcy świata.

Choć bezsprzecznie z powodów etnicznych i politycznych odrzuciłem chrystianizm.

Joachim Lelewel (1786 – 1861) – Strażnik Wiary Słowian (Wilno – Warszawa – Poznań)

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 12 Październik 2013

520px-Joachim_Lelewel_qJoachim Lelewel  bibliograf[1], numizmatyk, poliglota (znał 12 języków), heraldyk i działacz polityczny.

(1786-1861), wybitny uczony, historyk, polityk, ideolog demokracji polskiej. 1804-1808 student UWil, 1809-1811 profesor w Krzemieńcu, 1815-1818 zastępca profesora historii na Uniwersytecie Wileńskim. 1818-1821 bibliotekarz w Publicznej Bibliotece przy Uniwersytecie w Warszawie, podjął jednocześnie wykłady bibliografii na tymże uniwersytecie i został przyjęty na członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

W 1821 uzyskał nominację na katedrę historii w Wilnie, ale w 1824 został zwolniony za postępowe poglądy i kontakty z Towarzystwem Filomatów. W latach 1824-1831 przebywał w Warszawie, w 1825 wstąpił do Towarzystwa Patriotycznego. Odsunięty od pracy historycznej zaangażował się w życie polityczne.

Pochodził ze spolonizowanej szlachty pruskiej (jego dziadkiem był Henryk Loelhoeffel von Lowensprung, lekarz nadworny króla Augusta III). Profesor Uniwersytetu Wileńskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, poseł na sejm Królestwa Polskiego (1830) i sejm powstańczy z powiatu żelechowskiego[2], przewodniczący sejmowej Komisji Praw Organicznych i Administracyjnych.

Członek kierowanej przez Adama Czartoryskiego Rady Administracyjnej w powstaniu listopadowym (1830-1831), członek Rządu Narodowego Królestwa Polskiego. Był też prezesem założonego w trakcie powstania listopadowego Towarzystwa Patriotycznego – radykalnego odłamu obozu powstańczego, dążącego do wprowadzenia fundamentalnych reform społecznych. Przypisuje mu się zorganizowanie demonstracji patriotycznej 25 stycznia 1831, ku czci dekabrystów. Jest prawdopodobnie autorem hasła Za wolność naszą i waszą, które widniało na sztandarach powstańczych. 5 października 1831 roku wraz z oddziałami powstańczymi pod dowództwem ostatniego wodza naczelnego powstania gen. dyw. Macieja Rybińskiego przekroczył granicę Królestwa Polskiego i Prus w okolicach wsi Jastrzębie gdzie ogłoszono kapitulację i złożono broń. Wraz z armią na emigrację udały się też władze powstańcze z ostatnim prezesem Rządu Narodowego Bonawenturą Niemojowskim, członkowie sejmu, liczni politycy oraz znani poeci porucznik Wincenty Pol i Seweryn Goszczyński. Odchodząc na obczyznę świadczyli, że nie zrezygnują z podjętego celu. Po przekroczeniu granicy pruskiej na rzece Pissie wraz z żołnierzami armii polskiej został internowani w obozie nad Drwęcą w okolicach zabudowań klasztoru franciszkanów w Brodnicy.

Po upadku powstania emigrował z kraju; na emigracji był działaczem, a po kilku latach przywódcą Młodej Polski, założonej w szwajcarskim Bernie 12 maja 1834 roku przez Feliksa Nowosielskiego, Stolzmana, F. Gordaszewskiego, K. Zaleskiego i J. Dybowskiego półtajnej organizacji o charakterze demokratyczno-republikańskim, związanej z Młodą Europą Giuseppe Mazziniego. W 1837 założył i kierował Zjednoczeniem Emigracji Polskiej, które dążyło do politycznego zjednoczenia całej polskiej emigracji (nie mylić ze Zjednoczeniem Emigracji Polskiej powstałym w Paryżu w 1866 roku).

Politycznie był zwolennikiem ustroju republikańskiego, zaś zainicjowana przez niego tzw. Szkoła lelewelowska (badająca procesy historyczne w ich całości) miała istotny wpływ na rozwój polskiej historiografii.

Był również założycielem, w 1815 roku, Tygodnika Wileńskiego – czasopisma o charakterze naukowo-literackim, na łamach którego debiutował m.in. Adam Mickiewicz. Pomysłodawca odznaczenia w randze orderu “Gwiazda Wytrwałości”. Był członkiem honorowym Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk[3].

Brat Jana Pawła Lelewela, inżyniera i malarza, syn Karola Maurycego Lelewela, prawnika i w latach 1778-1794 skarbnika Komisji Edukacji Narodowej.

Rodzina pochodziła z Austrii, gdzie nosiła nazwisko von Loelhöffel. W XVII wieku przeniosła się do Prus Wschodnich, uzyskując indygenat z nazwiskiem Loelhöffel von Löwensprung. W r. 1768 Karol Maurycy von Löwensprung, ojciec Joachima, otrzymał polski indygenat ze zmianą nazwiska na Lelewel.

Genealogia

4. Heinrich Lölhöffel von Löwensprung
2. Karol Maurycy Lelewel
5. Konstancja von Jauch
1. Joachim Lelewel
6. Franciszek Ignacy Szeluta-Małynicki h. Kalwaria
3. Ewa Szeluta-Małynicka h. Kalwaria
7. Antonina Cieciszowska z Cieciszewa h. Pierzchała
  • Kręgi rodzinne niektórych osób z Polskiego Słownika Biograficznego

Twórczość

  • J. Lelewel, Vincent Kadłubek: Ein historisch-kritischer Beytrag zur slavischen Literatur – par hrabia Józef Maksymilian Ossoliński, Joachim Lelewel, Samuel Gottlieb Linde – 1822 – 1250 stron
  • J. Lelewel, Tableau de la Pologne ancienne et moderne: sous les rapports géographiques, statistiques … par Conrad Malte-Brun, Leonard Chodźko, Joachim Lelewel, Michał Podczaszyński – 1830
  • Śpiewy historyczne Niemcewicza: z uwagami Lelewela par Julian Ursyn Niemcewicz, Joachim Lelewel – 1835 – 485 stron
  • Numismatique du Moyen-Age considérée sous le Rapport du Type par Joachim Lelewel, Jozef Straszewicz – 1835
  • Pythéas de Marseille et la géographie de son temps – 1836 – 74 strony
  • Joachim Lelewel’s kleinere Schriften geographisch-historischen Inhalts – 1836 – 270 stron
  • Type gaulois ou celtique: atlas – 1841
  • Notice historique sur Benjamin de Tudèle – par Eliakim Carmoly, Joachim Lelewel – 1852 – 41 stron
  • Épilogue de la géographie du moyen âge – 1857 – 616 stron
  • Dzieje Polski które stryj synowcom swoim opowiedział – 1863 – 510 stron
  • Edda czyli Księga religii dawnych Skandynawii mięszkańców (1807)
  • Rzut oka na dawnosc litewskich narodow i związki ich z Herulami (1808)
  • Uwagi nad Mateuszem herbu Cholewa polskim XII wieku dzieiopisem, a w sczególności nad pierwszą dzieiów iego xięgą (1811)
  • Historyka tudzież o łatwem i pozytecznem nauczaniu historyi (1815)
  • Joachima Lelewela badania starożytności we względzie geografji : część naukowa (1818)
  • Dodatek do Teodora Wagi Historyi książąt i królów polskich : panowanie Stanislawa Augusta (1819)
  • Joachima Lelewela bibljograficznych ksiąg dwoje Tom 1 (1823) Tom 2 (1826)
  • Edda : to jest Księga religii dawnych Skandynawii mieszkańców (1828)
  • Dzieje bibliotek do Dziennika Warszawskiego (1828)
  • Dzieje Polski Joachim Lelewel potocznym sposobem opowiedział, do nich dwanaście krajobrazów skreślił (1829)
  • Początkowe prawodawstwa polskie cywilne i kryminalne do czasów jagiellońskich (1829)
  • Essai historique sur la législation polonaise civile et criminelle, jusqu’au temps des Jagellons, depuis 730 jusqu’en 1403. Paris, 1830.
  • Panowanie króla polskiego Stanisława Augusta Poniatowskiego : obejmującé trzydziestoletnie usilności narodu podźwignienia się, ocalénia bytu i niepodległości (1831)
  • Numismatique du Moyen-âge, considérée sous le rapport du type. Paris, 1835.
  • Polska odradzająca się czyli dzieje polskie od roku 1795 potocznie opowiedziane (1836)
  • Joachima Lelewela porównanie dwu powstań narodu polskiego 1794 i 1830-1831 (1840)
  • Études numismatiques et archéologiques. Bruxelles, 1841.
  • Gilbert de Lannoy i jego podróże (1844)
  • Histoire de Pologne Tom 1 (1844) Tom 2 (1844) Atlas (1844)
  • Dzieje Litwy i Rusi aż do unii z Polską w Lublinie 1569 zawartej (1844)
  • La Pologne au moyen âge. 3 vol. Poznań, 1846.
  • Stracone obywatelstwo stanu kmiecego w Polsce (1846)
  • Polska wieków średnich czyli Joachima Lelewela w dziejach narodowych polskich postrzeżenia Tom wstępny (1853) Tom 1 (1855) Tom 2 (1847) Tom 3 (1851) Tom 4 (1851)
  • Géographie du moyen âge Tome I (1852) Tome II (1852) Tomes III et IV (1852) épilogue (1852)
  • Géographie des Arabes. Paris, 1851.
  • Bałwochwalstwo Sławiańskie, Poznań 1853

  • str73
  • str74

str75

  • Cześć bałwochwalcza Sławian i Polski (1857)

  • Lotniki piśmiennictwa tułaczki polskiej (1859)
  • Geografja. Opisanie krajów polskich (1859)
  • O monetach błaznów i niewiniątek z powodu dzieła Rigollota kilka słów Joachima Lelewela (1860)
  • Trzy konstytucje polskie. 1791, 1807, 1815. Poznań, 1861.
  • Histoire de la Lithuanie et de la Ruthénie jusqu’a leur union définitive avec la Pologne conclue a Lublin en 1569 (1861)
  • Nauki dające poznać zrzódła historyczne (1863)
  • Historya Polska do końca panowania Stefana Batorego : dzieło pośmiertne (1863)
  • Dzieje bibliotek (1868)
  • Pamiętnik z roku 1830-31 (1924)
  • Listy emigracyjne Joachima Lelewela. Wydała i wstępem poprzedziła Helena Więckowska. (Pięć tomów). Tom I (1831-1835) wydany w 1948 i tom II (1836-1841) w 1949 oraz tom III (1842-1848) wyd. w 1952 w Krakowie przez Polską Akademię Umiejętności. Tom IV (1849-1861) wyd. w 1954 i tom V (1831-1860), wyd. w 1956 jako dodatek przez Ossolineum we Wrocławiu i w Krakowie oraz Indeks Ogólny do 5 tomów.

Przypisy

  1. ↑ Julian Krzyżanowski (red.): Literatura polska : przewodnik encyklopedyczny. T. 1: A–M. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1984, s. 555. ISBN 83-01-05368-2.
  2. ↑ Andrzej Biernat , Ireneusz Ihnatowicz , Vademecum do badań nad historią XIX i XX wieku, Warszawa 2003, s. 481, 586.
  3. ↑ Bolesław Erzepki, Spis członków Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, Poznań 1896, s. 3.

lele 1 lele 2

lele 3

cd: Gdańska Biblioteka Cyfrowa

Joachim Lelewel przyszedł na świat 22 marca 1786 r. w Warszawie jako najmłodszy syn Ewy i Karola Lelewelów, w dostatniej i kulturalnej rodzinie. W czasie swego dzieciństwa był niedołężnym, chimerycznym, wymagającym, nieutulonym i nie uciszonym beksą. Będąc dzieckiem nie dawał żyć w spokoju swojej matce, ojcu, a także niańce, zajmującej się także jego siedmiorgiem rodzeństwa. Jako czteroletni chłopiec zrobił swój pierwszy krok na ziemi.
Ojciec Joachima Lelewela był człowiekiem wykształconym, wyjątkowej i skrupulatnej uczciwości, tak rzadkiej wśród Polaków, w epoce prywaty i sprzedajnych głosów sumień. Karol Lelewel był absolwentem prawa w Getyndze, kapitanem dragonów cudzoziemskiego autoramentu. Sprawował przez lat niemal dwadzieścia odpowiedzialną funkcję generalnego kasjera Komisji Edukacji Narodowej. W 1790-92 sejm wielki powierzył mu rewizję starostw królewskich. W insurekcji Karol Lelewel był komisarzem cywilno-wojskowym. Matka Joachima Lelewela Ewa wywodziła się z rodu Cieciszowskich, jej matka była Polką, a ojciec Ukraińcem. Lelewel jednak twierdził, że ona “nie ma krwi Lecha, lecz za to polskie serce i polską głowę”. Ze środowiskiem szlacheckim Lelewelów łączył dom Cieciszowskich, ich dziedziczna Okrzeja (położona blisko Żelechowa) i dwór biskupa łuckiego, Cieciszowskiego, brata babki. Rodzina Lelewelów była przykładna i odpowiedzialna. Lelewel był bardzo przywiązany do ojca, już jako znany uczony radził się ojca listownie w ważnych sprawach.

*

     Pociąg do pracy umysłowej u Joachima Lelewela przejawiał się nader wcześnie, logicznie myślał, formułował dowcipnie i śmiało wnioski już w wieku sześciu lat. Od 9 roku życia pobierał systematyczną naukę z nauczania domowego w Woli Cyganowskiej, a następnie w Okrzei przez 4 lata, gdzie zajmował się także fizyką, astronomią, obserwacją przyrody i kolekcjonerstwem roślin i zwierząt, już wtedy przejawiał niedwuznaczną przychylność do historii. W czasie pobytu na wsi Lelewel napisał swoją pierwszą samodzielną pracę historyczną. W wieku 14 lat rozpoczyna naukę w trzeciej klasie konwiktu O.O. Pijarów w Warszawie. Młody Lelewel żył intensywnie życiem intelektualisty. Żadnych zabaw i rozrywek. Ani przyjaciół, ani miłostek. Zamknięty w sobie, cichy i milczący, nad wiek poważny, choć spostrzegawczy, dowcipny i szczery. Lelewel żył nasiloną pracą badawczą, między innymi układał tablice chronograficzne do dziejów ojczystych. Po ukończeniu piątej klasy i 18 lat rozpoczął naukę na Uniwersytecie w Wilnie.

*

     Podczas studiów Lelewel rozpoczął żywą działalność społeczną w gronie młodzieży wileńskiej. Stał na czele “Towarzystwa doskonalącej się młodzieży”, później “Filomatycznego”. Był sekretarzem i organizatorem towarzystwa. W gronie młodzieży odczytywał własne referaty i wygłaszał śmiałe, płodne myśli. W tych latach Lelewel – racjonalista i myśliciel – ustosunkował się krytycznie do działalności kościoła. Absolwentów konwiktu jezuickiego charakteryzuje tak: “wyćwiczony nieuk, do zwad i kija wprawiony”. Mimo opieki biskupa łuckiego i wpływu wielce pobożnej babki Cieciszowskiej, Lelewel już w Wilnie jest w jawnym zatargu z katolicyzmem. Po ukończeniu studiów podjął krótkotrwałą pracę nauczyciela historii i geografii starożytnej w Liceum w Krzemieńcu, którą zaproponował mu założyciel tegoż liceum Tadeusz Czacki.

*

     W grudniu 1810 roku Lelewel wrócił do Warszawy, gdzie podjął krótką pracę jako urzędnik w Ministerium Spraw Wewnętrznych. W czasie wojny Napoleona z Rosją przebywa w rodzinnej Woli Cyganowskiej. Wiosna 1813 roku przynosi Lelewelowi czas trudu umysłowego. W ciągu 10-ciu tygodni pisze “Historię Polski do końca panowania Stefana Batorego”. W 1814 Lelewel wydaje tom “Pomniejszych pism geograficzno-historycznych”. Zostaje przyjęty na członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wiosną 1815 zostaje zastępcą profesora w katedrze historii na Uniwersytecie Warszawskim. Wykłada także bibliografię na Wydziale Nauk i Sztuk Pięknych oraz historię szesnastego- osiemnastego wieku. W 1815 wyszła “Historyka” Lelewela, w ciągu 1815-17 roku Lelewel jest głównym mentorem “Tygodnika Wileńskiego”, pisma założonego w Wilnie z inicjatywy Lelewela. Jest to bardzo dobry dla niego okres. Z tego okresu pochodzą następujące dzieła: tablice chronograficzne “Badania starożytności we względzie geografii”, “Historia powszechna aż do ustania Rzeczypospolitej Rzymskiej”, wszystkie zaopatrzone w mapy własnego wykonania. Przerobił i uzupełnił także używaną w szkołach “Historię Polską”.

*

     Po przyjeździe do Warszawy Lelewel napisał następnie “Panowanie Stanisława Augusta”, “Ostatnie lata panowania Zygmunta Starego” i gruntownie opracował ” Dzieje starożytne Indyj”, za które Uniwersytet Krakowski nadał Lelewelowi tytuł doktora honoris causa. Od 1822 roku rozpoczyna pracę jako profesor zwyczajny historii powszedniej na Uniwersytecie Wileńskim, lecz już w 1824 zostaje zwolniony za postępowe poglądy i kontakty z Towarzystwem Filomatów. Wrócił wiec do Warszawy pod dach rodzinny. Doświadczenie to załamało Lelewela, w gruzach legły marzenia o karierze naukowej ale szybko podejmuje nowe wyzwania. Bierze udział w pracach Towarzystwa Przyjaciół Nauk, angażuje się także w działalność tajnych związków – Towarzystwa Patriotycznego i Wolnomularstwa Narodowego. Odsunięty od pracy historycznej zaangażował się także w życie polityczne.

*

     W 1828 roku zostaje wybrany posłem do sejmu z powiatu żelechowskiego. Uczestnicząc w obradach sejmu prowadzi działalność opozycyjną, krytykuje projekty rządowe. Jego wystąpienia w obronie konstytucji i zasad liberalnych dały mu wielką popularność.

*

     Po wybuchu powstania listopadowego Joachim Lelewel został powołany do rządu powstańczego, zasiadał w Radzie Administracyjnej, następnie w Rządzie Narodowym aż po dzień 17 sierpnia 1831 roku, kiedy władzę dyktatorską po krwawych wypadkach sierpniowych przejął gen. Krukowiecki.Lelewel jest w rządzie reprezentantem lewicy ruchu. Z mandatem rządowym łączył on przez cały czas godność prezesa Towarzystwa Patriotycznego, ukonstytuowanego w dniu 2 grudnia 1830 roku na ratuszu warszawskim. Tegoż dnia Towarzystwo organizuje pierwsze wielkie zgromadzenie publiczne w salach redutowych. Na tym zebraniu wyłonił się mandat rządowy Lelewela.

*

     Jego stanowisko było trudne i dwuznaczne: przyzwalający na dyktaturę Chłopickiego i najostrzej dyktatora za bezczynność i niewiarę w powstaniu krytykujący; współpracujący w Radzie Administracyjnej z arystokratą Czartoryskim, z przekonanym do związku z Rosją carską, a w Towarzystwie Patriotycznym – z gorącym republikaninem Mochnackim, z admiratorami dekabrystów Czyńskim, Gurowskim i innymi.

*

     By powstanie zwyciężyło, by ze spiskowego ruchu zbrojnego przekształciło się w powstanie całego narodu, by zmobilizować potrafiło miliony chłopów, należało przeprowadzić reformę rolną, znieść pańszczyznę, uwłaszczyć rolników. Wiedział o tym Lelewel, popularyzowało tę prawdę Towarzystwo Patriotyczne. By reformę chłopską zrealizować, trzeba było wydrzeć władzę z rąk arystokracji, z rąk, które gotowe były raczej zacisnąć pętlicę carskiej niewoli na spętanym narodzie, niż wyrzec się bezpłatnej i przymusowej pracy wsi. Lelewel mógł znaleźć oparcie, oręż i siły do walki w obozie lewicy powstańczej, w klubie demokratycznym, w kołach spiskowych i wolnomularskich. Należało wyjść z kompromisowego rządu i stanąć do walki o władzę dla lewego skrzydła ruchu pod hasłem reformy agrarnej. Należało przygotować grunt czy dla orężnej rozprawy, czy dla zamachu stanu. Lelewel, popychany w tym kierunku i przez klubowców, i przez “Nową Polskę”, wahał się zbyt długo. Nie był człowiekiem czynu – był uczonym. Był raczej człowiekiem otwartym, prawdomównym, szczerym, niż dyplomatą. Był lojalistą w najlepszym tego słowa znaczeniu. Sam niewątpliwie szarpał się w tym rozdwojeniu. Doszło do tego, że zjawiał się rzadko i na krótko, aż przestał uczęszczać do Klubu. I w Rządzie czuł się coraz bardziej osamotniony. Tu też często milczał wiedząc, że i tak zostanie przegłosowany. Gdy zdecydował, że innej drogi, jak rewolucja, dla zbawienia powstania i narodu nie ma, było już za późno. Uratować powstania się nie udało.

*

     Lelewel uczestniczył w delegacji, która z ramienia Rady Administracyjnej miała udać się do Wierzbna, by dojść do porozumienia z księciem Konstantym. Szczerze pragnął przyczynić się do jej powodzenia, więc starał się rozwiać nieufność księżny Łowickiej i ułagodzić Konstantego, nawet wbrew własnym przekonaniom. Lelewel zachowuje się jak obywatel z nietuzinkową odwagą cywilną, ale nie jak polityk, a najmniej jak rewolucjonista. Są to jego pierwsze kroki w powstaniu. Wraz z Czartoryskim i Dembowskim stanowi Rząd Tymczasowy. Od 27 grudnia jest zastępcą ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Przed złożeniem powtórnej dyktatury gen. Józef Chłopicki pragnie zlikwidować człowieka, który w każdej chwili stać się może groźny, skoro się tylko odwoła do szerokiego ogółu, który mu ufa i wierzy. Chłopicki występuje przeto z teatralnym oskarżeniem o uplanowany przez Lelewela, Ostrowskiego i Bronikowskiego zamach przeciwko niemu. 17 stycznia 1831r. Lelewel został aresztowany. Ten, któremu wypadło dopilnować egzekucji mandatu o zatrzymaniu, po 24 godz. zwolnił go.

*

     29 stycznia 1831r. został powołany przez sejm skonfederowany na piątego członka Rządu Narodowego, sprawującego opiekę nad wydziałem religii, oświecenia i sprawiedliwości. Swoją funkcje pełnił do wydarzeń sierpniowych w Warszawie, kiedy wzburzony tłum zamordował na Zamku kilku aresztowanych generałów. Po tym wydarzeniu został odsunięty od pełnionego urzędu. Tuż przed upadkiem powstańczej Warszawy (7 wrzesień) jeszcze raz otrzyma funkcję rządową ministra oświaty, by po dwóch dniach w Zakroczymiu złożyć dymisję 9 września. Tak zakończył się jego udział w Powstaniu Listopadowym. Wyrusza razem z rządem, sejmem i wojskiem do Modlina, Stąd we wrześniu 1831 r. staje nad granicą pruską. Na początku października przekroczył ją, udając się na tułaczkę i rozstając się na zawsze z ziemią oj czystą w wieku 45 lat.

*

     W listopadzie już działa w Paryżu. Powstał tu 6 listopada Tymczasowy Komitet Emigracji, do którego wchodzi i Lelewel. 29 listopada odbył się pierwszy obchód wybuchu powstania na obczyźnie. W ciągu dwu lat spędzonych we Francji, zachodzi wyraźny przełom w jego osobowości: zamiast warszawskiego uczonego i wileńskiego profesora, zamiast chwiejnego, skłonnego do kompromisu i bierności przywódcy lewicy powstańczej, zjawia się płomienny apostoł nowej prawdy, nieugięty bojownik demokratycznej, republikańskiej, ludowej myśli polskiej. Jego aktywność wzbudziła zaniepokojenia władz francuskich i został wydalony z Paryża w grudniu 1832 r.

*

     Ruchliwa działalność niepokoiła nie tylko ambasadę rosyjską w Paryż, ale i żandarmerię. Częściowo za podszeptem carskiej dyplomacji, która nazwisko Lelewela umieściła na jednym z pierwszych miejsc proskrypcyjnej listy Polaków, bardziej jeszcze na skutek stwierdzonego udziału polskiej demokracji w przygotowaniach do wybuchu rewolucyjnego, zaplanowanego przez lewicę francuską na lato 1832 r.

*

     Skazany na wygnanie Lelewel uznał za właściwe zamanifestować swoją krzywdę Polaka-wygnańca i krzywdę emigracji. Wielki uczony ruszył ku granicy belgijskiej pieszo, z tobołem na plecach, w niebieskiej bluzie robotniczej. W Belgii zaczyna nowy etap życia. Pozostał tu do śmierci. Brukselskie trzydziestolecie to czas walki o chleb powszedni. Suma 700 fr. Musi mu starczyć na chleb, papier, atrament, mieszkanie, a bez opału może się obejść. Osamotnienie rośnie w miarę lat. Opuszczając kraj, pożegnał matkę, brata, dwie siostry i synowców. W 1837 umiera matka a kontakty z domem są strasznie utrudnione. W 1847 umiera brat Jan, z którym przez 16 lat tułaczki widział się tylko raz.

*

     29 maja 1861 roku o godzinie 8 rano Joachim Lelewel umarł. W ostatnich latach życia cierpiał na słabnący wzrok, silne bóle, dolegliwości serca, przerażający obrzęk nóg, okropne wyczerpanie.

Postać Joachima Lelewela jest postacią dwuznaczną. Podejmował on wiele inicjatyw naukowych dotyczących zabytków dziejów Polski Przedchrześcijańskiej – Lechickiej i starał się być naukowym obalaczem mitów, ale wiele tych jego przedsięwzięć nosiło znamiona działania na korzyść Niemców i germańskiego ciemiężyciela Polski Prus. Nieświadomie bądź świadomie włączył się tym samym w proces walki z prawdziwą historią 3000 letniego państwa Wenedów-Słowian. Mimo wszystko stał sie Strażnikiem Wiary Słowian, a także te jego dzieła obalające rzekomo prawdziwość pewnych podań, kronik i czy artefaktów przyczyniły się do tego iż dzisiaj możemy się im przyjrzeć także dzięki stworzonej przez niego dokumentacji i analizie (najczęściej błędnej a jednak sumiennej) danego tematu.

C.B. 

Tagged with:

Kopce Krakowskie – Prawdziwa Bomba Mentalna 2013!: Władysław Góral – Aspekty geoinformatyczne i astronomiczne prehistorycznych kopców krakowskich i kopca Kraka w Krakuszowicach


Na początek przypominam ważny artykuł z naszego bloga, który poszedł jedynie jako Aktualności na Czarnym Pasie, a dotyczył informacji z Gazety Wyborczej na temat wschodów i zachodów słońca nad Kopcem Kraka i Wandy, z dnia bodajże 23 czerwca br (2013). – Nazwałem, go wprost w czerwcu br. BREDNIĄ. Przytaczam go razem z kilkoma komentarzami – istotnymi spod artykułu na naszym blogu. Oto on:

Brednie o celtyckich Kopcach Kraka i Wandy

w Gazecie Wyborczej

plasz kopiec DSC01624 k3oKopiec Kraka (Swaroga) widziany od Świętego Kamiennego Kręgu Chorsa-Księżyca po drugiej stronie Krzemionek

Uparte przypisywanie Kopców Krakowskich Celtom dobiega końca. Oto Towarzystwo Promocji Podgórza urządziło 21 czerwca o poranku test, który miał obalić lub potwierdzić mity związane z kopcami Wandy i Kraka.  Okazało się ponoć, że rzeczywiście w Przesilenie Letnie – w Słowiańskie Święto Kresu, wchodzące słońce jest widoczne w owym momencie idealnie nad Kopcem Wandy. Niezależnie od tego czy tak jest czy nie, a zamierzamy opublikować artykuł który ostatecznie obali wszelkie mity dzięki dowodom naukowym,  wnioski wyciągnięte przez Towarzystwo z Podgórza czy też może przez niedouczonego redaktora z Gazety Wyborczej, są kompletnie chybione. Dlaczego?

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Celtowie obchodzili swoje święta 1 maja, 1 sierpnia, 1 listopada, 1 lutego itp. Gdyby to były kopce celtyckie to system Kopców powinien idealnie wyznaczać te właśnie daty. Tymczasem system wyznaczanych przez kopce dat nie zgadza się z terminami świąt celtyckich, gdyż jego astronomicznym kluczem są idealnie co do minut zgodne ze wschodami słońca i księżyca daty Przesileń i Równonocy (21 marca, 22 czerwca, 23 września i 22 grudnia), a nie data np. 30 kwietnia/1 maja lub 31 października/1 listopada.

Cóż, nie jest tak!!! Opublikujemy odpowiedni artykuł na ten temat we wrześniu 2013 roku, ale tak naprawdę pomiary geodezyjne zostały wykonane już dawno, więc niezrozumiałe jest zupełnie po co Gazeta Wyborcza i inni za nią, powtarzają te kompletne brednie. To, że dokonano weryfikacji naukowej „faktów” domniemanych i gawędziarskich doniesień baśniarzy z Gazety Wyborczej nie przeszkadza im wcale nadal rozpowszechniać bredni o celtyckim pochodzeniu tych kopców.  

 

W podręcznikach i pracach archeologicznych piszą naukowcy od dawna, że całe otoczenie Kopca Kraka jest usiane artefaktami, skorupami z Kultury Łużyckiej. Po znalezieniu w Eulau, za Łabą szczątków pary królewskiej z 2770 roku p.n.e. o haplogrupie R1a1 jest oczywiste, że Kultura Łużycka jest kulturą Słowiańską. Dla redaktora GW to jednak zbyt trudna wiedza. Trudno mu też zapewne zrozumieć co naprawdę wynika z dokonanych na AGH pomiarów geodezyjnych. Ja jako geodeta praktyk niegdysiejszy (7 lat pracy w Przedsiębiorstwie Fotogrametrii przy mapach lotniczych Śląskiego Okręgu Przemysłowego), wyłożę to wam klarownie, po wakacjach.

0 kopiec Wandy nowahuta_033bKopiec Wandy nocą

Ciała królów scytyjskich są R1a, ciała z królewskiego grobu z Eulau w Niemczech z roku 2770 p.n.e. są R1a. Dlatego Niemcy tak gorączkowo przypisują się teraz do R1a. Jeszcze chwilę temu w ogóle nawet im się R1a badać nie chciało. To Rosjanie są w tych badaniach najbardziej zaawansowani na świecie i Amerykanie.

Jeśli okaże się że Piastowie mają krew r1a1 – to łącznie z innymi dowodami historycznymi, kronikarskimi itp – okaże się, że Goci są nie tylko Słowianami, ale Polakami z R1a1g7 i mutacją L 365. Potwierdzi to także – poprzez wywody kronikarskie i zapiski Ottonów, czyli samych Germanów, że Scytowie i Słowianie to jedno, a ważny ród królewski, pierwszych cesarzy postrzymskich to ród słowiański.

Jak myślicie czy to jest celowe działanie? czy w GW mają wdrukowaną antysłowiańskość w geny? Dobierają tam jakoś ludzi do pracy według kodu genetycznego, czy według testów na nieuctwo i partactwo?

au77

Odpowiedzi: 5

Subscribe to comments with RSS.

  1. Jaksar said, on 23 Czerwiec 2013 at 12:47 (Edytuj)

    Przede wszystkim większość “polskich” mediów jest pod kontrolą i wpływani niesłowiańskich właścicieli czy koncernów miedialnych wobec tego nie można oczekiwać od nich typowo pro – Słowiańskiej treści godzącej w ich imperialny interes. Politycy podejmują decyzje o nauce Historii godzące w wiedzę o własnym kraju i jego Histori, podkreślają swoje żydowskie pochodzenie czy sympatię, przyznają się do “zachodniej” a nie Słowiańskiej kultury jako swojej więc podejmują decyzje w interesie obcych… oto cała tajemnica !

    Odpowiedz
  2. vladov88 said, on 23 Czerwiec 2013 at 21:08 (Edytuj)

    bardzo ciekawy opis ,w który niestety nie wierze. byłem kilka lat temu 1 maja na kopcu Kraka o wschodzie i słońce centralnie wzeszło zza k. Wandy.kiedyś byłem też w czerwcu w okolicach przesilenia i słońca wschód był całkiem w innym miejscu.mogę jeszcze dodać że zachód słońca widziany z k.Wandy na początku lutego i listopada opowiada się za kal. celtyckim bowiem słońce zachodzi za Krakiem.najlepiej sprawdzić to na własne oczy .pozdrawiam wszystkich ambitnych.

    Odpowiedz
    • bialczynski said, on 24 Czerwiec 2013 at 15:33 (Edytuj)

      150 osób zezna w sądzie, pod przysięgą, gdzie o 4.40 wzeszło słońce 21 czerwca, 2013 roku.

      Odpowiedz
  3. Robert said, on 7 Lipiec 2013 at 0:42 (Edytuj)

    GW zostala kiedys trafnie określona jako żgdP, jako analogia do gazet okupacyjnych przeznaczonych dla Polaków.

    Odpowiedz
  4. bialczynski said, on 26 Sierpień 2013 at 19:00 (Edytuj)

    Nie jest prawdą, że słońce powinno wschodzić nad Wandą 1 maja – kalendarze megalityczne – a kopce to megality – mają to do siebie, że są niesłychanie precyzyjne. To nie może być okolica 1 maja, np 5 maja. Naukowe badania geodezyjne z AGH potwierdzają że system kopców krakowskich jest rodzajem kalendarza, że kopce i wzgórza święte w Krakowie tworzą system zamknięty, oraz że wschody i zachody nie powinny mieć miejsca 1 maja ani 1 października tylko kilka dni potem – to bardzo gruba różnica dla Celtów i dla Słowian – co wyznaczają w rzeczywistości kopce – Święta Celtów związane są podobno z datami 1 dnia miesiąca, a słowiańskie nie – dlaczego/ dlatego że Słowiański kalendarz jest księżycowy – ma 13 miesięcy. Stosowny materiał publikujemy we wrześniu lub październiku 2013.
    .

Dowody geodezyjne i matematyczno-logiczne (kalendarzowe) na słowiańskość Systemu Kopców i Świętych Wzgórz Krakowskich, a co za tym idzie Przemyskich, Świętokrzyskich, Ślężańskich, Białowieskich i innych.

 

Wzgórze-Kopiec Węgrzce Wielkie

Lokalizacja Kopca w Węgrzcach Wielkich należącego do Krakowskiego Systemu Kopców Prehistorycznych – żwirownia Pod Kopcem, leży na północ od tego miejsca – tutaj mamy wzgórze – Najwyższy Punkt w Węgrzcach Wielkich.

Wawel Krak Wegrzce WielkieWzgórze Węgrzce Wielkie oraz Wzgórze Kaim w systemie Krakowskich Świętych Wzgórz i Kopców. Czerwona kropka to żwirownia Pod Kopcem. 

Oto otrzymujemy twarde geodezyjne, a więc matematyczne dowody na kalendarzowy charakter Systemu Kopców Krakowskich. To spojrzenie na kopce prehistoryczne jest typowym precyzyjnym spojrzeniem geodety. Tam gdzie autor pisze o czymś tam „celtyckim” odbiega od swojej profesji i myli się po prostu, ale w geodezji jest specem.

Autor wybrał określony zestaw punktów odniesienia nie biorąc pod uwagę  położenia innych świętych miejsc, które my znamy. Jemu te miejsca były nieznane więc dokonał własnego wyboru. Tym sposobem włączył w System te kopce historyczne, stosunkowo młode (Kościuszki, Piłsudskiego, Grunwaldzki w Niepołomicach), które są nowe w systemie.

Dzięki jego pracy otrzymaliśmy nie tylko twardy dowód na kalendarzowy charakter Systemu Kopców Krakowskich i jego związki z astronomicznym systemem Oriona oraz jego odwzorowaniem na ziemi, ale także na działalność Strażników Wiary Przyrodzoney Słowian w Krakowie, którzy budując kopce nowe, wpasowali również i je, w system kalendarzowy starego prehistorycznego zestawu tych budowli.  

Nie uwzględniono tutaj w pracy pana Władysława Górala niestety kopca Esterki ani Skały w Jerzmanowicach.  Jak to bywa w przypadkach, gdy zastosowana zostaje zasada świętej geometrii, i według jej zastosowania odwzorowany zostaje na Ziemi porządek astronomiczny, także i tutaj automatycznie niejako dowiedziono starożytnego podziału na 8 Żywiołów (tutaj na osiem pór roku) – czyli Złotej Zasady postulowanej przez Nassima Harameina w jego wizji organizacji przestrzennej wszechświata (podział na 8 kierunków Żywiołów, wyznaczony przez pory roku (kiry czasu – roku) x 8 (kirów przestrzennych) = 64).

Oczywiście też, jak to bywa w takich przypadkach zastosowania świętej geometrii w starożytności, autor współczesnego opracowania geodezyjnego odkrywa związki równych odległości między punktami tego kopcowego krakowskiego kalendarza, na które to powtarzalne interwały odległościowe wskazywaliśmy i my tutaj w artykułach i na prezentowanych przez nas mapach. Autor czyni to z precyzją matematyczną pomiaru teodolitem. Są to więc fakty niepodważalne i kończące raz na zawsze dyskusyjność owych kwestii. 

Od teraz możemy mówić wprost – Tak, System Prehistorycznych Kopców Krakowskich jest odwzorowaniem prawideł astronomicznych na ziemi  i rodzajem kalendarza dzielącego rok na cztery przesilenia i równonoce – oraz cztery pory dopełniające a więc na osiem równych odcinków czasu astronomicznego związanego precyzyjnie ze wschodami i zachodami słońca w określonych dniach i kierunkach oraz ze wschodami i zachodami księżyca w tych porach i kierunkach.

Mamy zatem absolutnie twarde dowody we wszystkich tych sprawach, które tutaj na naszych łamach badaliśmy i postulowaliśmy intuicyjnie. Te wszystkie dowody wskazują jednak niezbicie nie to co chcieliby autorzy Gazety Wyborczej i inni zwolennicy pobytu na ziemiach Polski Celtów czy Germanów, którzy mieliby być autorami tego systemu kalendarzowego. Na koniec dowiodę prawdziwości moich słów z równie matematyczną precyzją, jaką stanowią pomiary geodezyjne. Ale wpierw artykuł i wyniki pomiarów Władysława Górala. Pomiar wykonano w roku 2006, ale publikacja jest późniejsza.

kopce geod1

kopce geod2

kopce geod3

kopce geod4

kopce geod6

kopce geod7

kopce geod8

kopce geod9

kopce geod10

kopce geod11

kopce geod11a

kopce geod12

Jak widzimy autor pomiarów dowiódł niezbicie działalności Strażników Wiary Przyrodzoney Słowian, którzy wpletli bezbłędnie Nowe Kopce (Kościuszki, Piłsudskiego, Niepołomicki) w Kalendarz Starożytny. Piszę o tym od dawna, ale niedowiarków nie brakuje, więc twarde matematyczne dowody ich działalności są jak znalazł. Jest to także pośrednia odpowiedź dla tych wszystkich, którzy wątpią w istnienie nieprzerwanej dziejowej tradycji i wiedzy pogańskiej, rodzimowierczej, czyli Wiary Przyrodzoney Słowiańskiej, przekazywanej przez Strażników Wiary z pokolenia na pokolenie i wpisanej w wiekopomne dzieła sztuki i budowle tego świata.  

Dowody matematyczne i logiczne – czyli kalendarzowe na słowiańskość Systemu Krakowskich Kopców i Świętych Wzgórz

Megalityczne kalendarze starożytne charakteryzują się niesłychaną precyzją. Nie inaczej jest z przedstawionym tutaj systemem. Autor pomiarów pisze, że od daty 1 maja, kiedy to widać wschód słońca z Kopca Kraka nad Kopcem Wandy i Zachód słońca nad Kopcem Kraka z Kopca Wandy i na odwrót w dniu 1 listopada – zachodzi „niewielkie odstępstwo”.

Otóż owo „niewielkie odstępstwo” z punktu widzenia kalendarzowego i astronomicznego jest dosyć wielkie, bowiem kalendarze starożytne są precyzyjne i nie tolerują żadnych odstępstw. To czego autor dowiódł z absolutną niepodważalną precyzją to:

a ) związek wprost systemu kopców z datami równonocy i przesileń – precyzyjny, niepodważalny, żelazny. 

b) związek kopców z podziałem na Złotą Ósemkę (8 – Świętej Geometrii, Ćwiartki Ćwiartek, 4 + 4 = Pełnia), czyli podział od dat równonocy i dat przesileń na dalsze cztery okresy roczne. 

c) dowiódł pośrednio odstępstwa czasowego – a więc nietrafności – podziału na ćwiartki ćwiartek w stosunku do świąt Celtyckich, a ich trafności w stosunku do kalendarza Księżycowego wychodzącego od dat Równonocy i Przesileń słonecznych. czyli Kalendarza Słowiańskiego z okresu, w którym miał on jeszcze 13 miesięcy księżycowych (12 pełnych 30 dniowych z podziałem wewnętrznym, trzydziewiętnym (3×9  dni tygodnia = 27 dni zwykłych + 3 święta).

Określmy dokładnie te daty:

21. 03  Początek Roku Słowiańskiego (nie prawosławnego roku bizantyjskiego, który ma początek w jesieni i jest przekłamaniem ruskim, powielanym dzisiaj przez Rodzimowierców w Rosji)  – Równonoc Wiosenna

22. 06  Początek Lata – Przesilenie Letnie – Najkrótsza Noc – Najdłuższy Dzień

23 09  Początek Jesieni – (bizantyjski początek roku) – Równonoc Jesienna

22 12 Początek Zimy – Przesilenie Zimowe – Najkrótszy Dzień i Najdłuższa Noc

Jeżeli zachodzą precyzyjne koincydencje wschodów i zachodów słońca oraz wschodów i zachodów księżyca – czego dowiódł autor pomiarów geodezyjnych – w te dni, pomiędzy kopcami krakowskimi to wyznaczają one bez wątpienia kalendarzowe daty astronomiczne. Jeżeli tak jest – czego autor dowiódł – to połówki tych ćwiartek nie zgadzają się z datami obchodów świąt przez Celtów (odtworzonymi w tzw kalendarzu i horoskopie celtyckim i przypadającymi na 1 dzień miesiąca np maja. sierpnia, listopada, lutego – bowiem wypadają one dokładnie następująco:

I Ćwiartka Ćwiartki – w połowie Wiosny – wypada: 05/06 maja – a nie 1 maja

II Ćwiartka Ćwiartek – w połowie Lata – wypada 07/08 sierpnia – a nie 1 sierpnia

III Ćwiartka Ćwiartek – w połowie jesieni – wypada 07 listopada – a nie 1 listopada

IV Ćwiartka Ćwiartek – w połowie Zimy – wypada 05 lutego – a nie 1 lutego.

Te daty zgadzają się precyzyjnie, bez żadnego naciągania z kalendarzem księżycowym 12 miesięcy po 30 dni + miesiąc wyrównawczy – w cyklu znanym Słowianom, kiedy Nowy Rok zaczyna SIĘ OD MIESIĄCA ŚWICIENIA – wyrównawczego. Mamy wtedy następujący kalendarz roczny rolniczy i astronomiczny:

I – Świcień – miesiąc wyrównawczy 6-5 dniowy – od 21 marca do 25 marca (20 – 26 marca – Święto Jaruny i Morów, Nowy Rok Słowiański, Święto Wiosny, Wiosenna Równonoc, Święto Wielkiej Nocy, Spalenie Marzanny, Uplecenie Wierzbina, Bazie-Budzie, Bania Wiosenna, Święto Bab)

II – Marzec – miesiąc 30 dniowy  – od 26 marca do 24 kwietnia (20-26 kwietnia – Święto Boru – Borowiłów i Święto Drzew – Rodów i Przyrody – Zielone Święta, Wierzbin-Jedlina, Święto Wołosowe – Wypędzanie Bydła, Redyk, )

III – Kwiecień – miesiąc 30 dniowy – od 25 kwietnia do 24 maja (5-6 maja: Święto Prowego i Czsnoty – Święto Brzóz, Zapleciny/Postrzyżyny – Święto Dziewów, Zielone Święta; 20 – 26 maja – Rosalia-Rodżanice, Święto Gaików-Palm Jarunnych, Rozpoczęcie Sianokosów)

IV – Maj – miesiąc 30 dniowy – od 25 maja do 23 czerwca (20 – 26 czerwca – Święto Kresu, Święto Stada, Święto Rujńskie Ruji-Gaji-Lata, Święto Rodów – Pępu Ródzi [Kwiatu Paproci, Peruniki], Kupalia, Święto Dziwieniów-Kraszów – Letnie Przesilenie, Święto Narodzin Światła Nocy – Ciemnej Bożej Krówki-Wedrika, Święto Chorsa-Ksieżyca, Wianki, Święto Wody, Ognia, Ziemi i Nieba, Święto Bab)

V – Czerwiec – miesiąc 30 dniowy – od 24 czerwca do 23 lipca (26 czerwca/20 lipca [zależnie od okolicy]: Zażynki – Rozpoczęcie Żniw ze Śpiewami Przepiórek, Żniwa; 20 – 26 lipca – Święto Piorunowe, Perunika oraz Święto Ładów,

VI – Lipiec – miesiąc 30 dniowy – od 24 lipca do 22 sierpnia (7-8 sierpnia: Pani Białobogi – Matki Bogów, Dażbogi – Dawany, Pani Niebieskiej; 20 – 26 sierpnia: Święto Zbiorów – Matki Reży i Ojca Rgła, Panów Gospodarstwa i Pracy, Uprawy i Hodowli, Rzemiosła, Święto Plecenia Przepiórki-Pępy-Perepełki-Brody),

VII – Sierpień – miesiąc 30 dniowy – od 23 sierpnia do 21 września (20 – 26 września – Święto Plonów, Święto Sporów,  Zbiorów Wszystkich Płodów Matki Ziemi , Święto Ziemi, Święto Jeszy-Jesieni – Jesienna Równonoc, Dożynki – Ścięcie i Zaplecenie w Wieńce kłosów z Przepiórki-Pępu,  Wieńce-Wiecha)

VIII – Wrzesień – miesiąc 30 dniowy – od 22 września do 21 października (20 – 26 październik – Święto Wiatru – Strzybogów i Pogody/Podaga – Panów Drogi i Władców Ducha, Mokrida – Święto Mokoszy, Prządki, Święto Dziadów)

IX – Październik – miesiąc 30 dniowy – od 22 października do 20 listopada (7 listopada – Święto Bogów Domu, Radogostów-Bożów – Domowych; 20 – 26 listopada – Święto Nieba – Dażbogów, Panów Światła Niebieskiego, Panów Niebiosów – Weli-Sławi, oraz Welesów – Panów Zaświatów – Władców Dusz, Panów Weli-Nawi

X – Listopad – miesiąc 30 dniowy – od 21 listopada do 20 grudnia (20 – 26 grudnia – Święto Godów, Zimowe Przesilenie, Święto Dziadów, Święto Kostromy – uplecenie Kostromy/Marzanny, Kraczun, Święto Narodzin Światła Świata, Boże Narodzenie-Uwicie Światła i Świata, Szczodry Wieczór, Szczodre Gody)

XI Grudzień – miesiąc 30 dniowy – od 21 grudnia do 19 stycznia (20 – 26 stycznia – Święto Ognia Niebieskiego –  Panów Weli-Jawi i Światła oraz Głosu Błyskawicy – Perperuny-Gromu – Panów Weli-Prawi, Objawienia Światła,  u katolików Objawienie Pańskie 5 lutego – u katolików – Połowa Ćwiartki Roku -Matka Boska Gromniczna)

XII – Styczeń – miesiąc 30 dniowy – od 20 stycznia do 18 lutego (5 lutego  – Święto Przeplątów – Kosze Święto, Kosowe Święto, Święto  Popielnic i Zaświatów oraz Ogni Żglisk, a także Święto Nowego Życia – Święto Wód, Święto Wody Stojącej, u Prawosławnych – Połowa Ćwiartki Roku – Chrzest Wody, Święcenie Wód; 20 – 26 luty -Mokrida, Wiosenne Święto Mokoszy oraz  Matki Ziemi Zapłodnionej, Brzemiennej, Ciężarnej)

XIII –  Luty – miesiąc 30 dniowy – od 19 lutego do 20 marca (20 – 26 marca Święto Jaruny – Wiosny, Nowy Rok Słowiański, Równonoc Wiosenna, itp…)

Proszę o nie traktowanie wyżej wymienionego układu Świąt Słowiańskiej Wiary Przyrodzoney jako systemu zamkniętego. Nasza Wiara Rodzima ma to do siebie, że dopuszcza wiele możliwych tradycji i interpretacji i nie dopuszcza żadnego kanonu ani żadnego pośrednictwa kapłanów.  Powyższy system nie jest jeszcze zamknięty a zostanie zamknięty, czyli dopracowany we wszystkich szczegółach wraz z ukazaniem się Księgi Tanów. Tutaj chodzi nam tylko o to aby dowieść, iż kalendarze świąt katolickich i prawosławnych, a więc przeznaczone dla Słowian Ochrzczonych (dla Chrześcijan Słowiańskich), uwzględniają stary porządek Słowiańskiego Kulędarza Księżycowego oraz żelazną zasadę podziału roku na 8 Pór Żywiołów i 12 Pełnych Miesięcy Księżycowych + 1 miesiąc Kosy (Krzywy, Świcień, trwający 5 – 6 dni).  Każdy miesiąc pełny zawiera w sobie Święta Żywiołów, Mocy, Kirów, Działów i Boga Bogów oraz cztery z nich Święta Przodków. Święta Żywiołów i Mocy są także zwielokrotnione, zależne od obchodzonego aktualnie aktywnego aspektu Ziemi czy Rodu-Przyrody, albo od miejsca obchodów – inaczej na południu inaczej na północy czy wschodzie dalekim. Dotyczy to także nazw miesięcy, które mają charakter regionalny mimo, że wspólny.

Najważniejsze w całym tym wywodzie jest być może jednak uwzględnienie Ćwiartek Ćwiartek przez chrześcijański kościół post-rzymski przy układaniu kalendarza obrzędów chrześcijańskich dla ochrzczonych Słowian – czyli świąt związanych z datami 5-7 luty, maj, sierpień, listopad. Te daty uwzględniają bowiem połowy okresów między Równonocami i Przesileniami w sposób idealnie pasujący do starych słowiańskich świąt.

Tym samym choć autorowi badania geodezyjnego, panu Władysławowi Góralowi, który zmierzył  zależności między kopcami krakowskimi, wydawało się, iż udowodnił coś innego, to jednak dowiódł tym samym czegoś zupełnie innego niż myślał. Przede wszystkim udokumentował on związki miedzy starym a nowym Systemem Kopców – czyli dowiódł premedytacji w usypaniu nowych kopców w miejscach w których powstały. Ich powstaniu rzeczywiście towarzyszył przemyślany zamiar i był ten zamiar wsparty olbrzymią wiedza w czasach, w których nikomu się nie śniło mówić głośno o takiej pogańskiej wiedzy i przemyślności posadowienia starych megalitycznych budowli ziemnych. Nie mówiąc już żeby komuś przyszło do głowy wkomponować w ten system budowle nowe (Kopiec Piłsudskiego, Kościuszki, Grunwaldzki w Niepołomicach).  Okazuje się, że około 1 maja to jest 5 maja, a około 1 listopada to 7 listopada, bo tak wypadają Ćwiartki Ćwiartek. Wschód nad Kopcem wandy ma miejsce 2 maja a nie 1 maja, a gdy uwzględnimy precesję Ziemi otrzymamy najprawdopodobniej

Autor przyjął jako punkt pomiarowy Wieżę Zygmuntowską na Wawelu, czyli praktycznie przyjął miejsce położenia Czakramu Wawelskiego bo Krypta Gereona jest praktycznie częścią Katedry Wawelskiej. My jako ważniejsze przyjmujemy wejście na dziedzińcu do Smoczej Jamy czyli punkt położony o 60 metrów od wieży, ale meandry Smoczej Jamy jakie ona miała oraz przejścia do innych jaskiń tego wzgórza maja nieznany dzisiaj przebieg. Część odnóg została zamurowana. Nie jest wykluczone że Jama jakąś gałęzią sięgała dawno temu pod Kryptę Gereona.  Jama Draka – Smoka jest ziemskim odzwierciedleniem Welańskiego porządku umierania i odradzania się życia na Weli , w Welskim Wąwozie (Wąwel), na Szklanej/Srebrnej Górze, strzeżonej przez Smoka – Wizunasa, w jaskoni – Jamie Iskonu (iskon w języku rosyjskim znaczy: „początek” i „koniec”, dwa znaczenia w jednym).

Pozostaje też sprawa kluczowego ulokowania punktu identyfikacyjnego dla lokalnego, krakowskiego układu współrzędnych geodezyjnych, czyli ulokowanie centralnego punktu triangulacyjnego na Kopcu Kraka. Ta sprawa nie ma charakteru kolejnego przypadku, czyli dziwacznego zbiegu okoliczności – to również działanie przemyślane, przeprowadzone z premedytacją, w kręgach naukowych i politycznych Krakowa Przedwojennego.

Wielcy Polacy- Konstanty Borzęcki (Mustafa Dżaleddin-Pasza, 1826 – 1876)

Posted in Polska, Słowianie by bialczynski on 10 Październik 2013

Konstanty Borzęcki – człowiek, któremu Turcja zawdzięcza nie tylko wprowadzenie alfabetu łacińskiego

Mustafa_dzelaledin

Konstanty Borzęcki

Konstanty Borzęcki (także Mustafa Dżaleddin-Pasza, Mustafa Celaleddin Pasza (ur. 10 kwietnia 1826, zm. w 1876) – uczestnik powstań polskich, turecki generał, strateg[1], także pisarz.

Brał udział w powstaniu wielkopolskim 1848 roku (powstanie poznańskie przeciwko Prusakom) oraz w rewolucji węgierskiej w latach 1848-49 (walczył w Legionie Polskim na Węgrzech w czasie wojny austriacko-węgierskiej). Po upadku tego zrywu wyemigrował do Turcji, gdzie zaciągnął się do armii. Tam przyjął nowe nazwisko Mustafa Dżaleddin-Pasza, a także nową religię – islam w 1849.

W Turcji wsławił się na polu bitwy w licznych wojnach, w których uczestniczył od 1852 roku. Został kapitanem tureckiego sztabu generalnego i naczelnikiem działu kartograficznego, a następnie otrzymał stopień generała dywizji. Jest zaliczany do grona “ojców nowoczesnego tureckiego patriotyzmu”.[2]

Zginął w wojnie z Czarnogórą. Jego ciało zostało złożone w meczecie w Spor nad Driną w Albanii, gdzie został pochowany jako turecki bohater narodowy.

  • Napisał Le Turcs anciens et modernes – pracę historyczną o staro- i nowożytnej Turcji.
  • Jego potomek (prawnuk) to Nazim Hikmet Ran, pisarz (poeta i nowelista).

Tyle z Wiki – jak zwykle gdy postać jest ważna a sprzeczna z wizerunkiem Polaka-Katolika, otrzymujemy niewiele albo nic na interesujące nas tematy.

Tutaj więcej o Borzęckim w artykule poświęconym Lechistanowi i Turcji

au70– dyną po Podole, Krym i kau-

au71

ŁĄTKA JERZY

PASZA Z LECHISTANU MUSTAFA DŻELALEDIN

(KONSTANTY BORZĘCKI)

(streszczenie)

latka

            Borzęccy to jeden z najliczniejszych rodów szlacheckich w Polsce. Poza rodzinnym Kozarzowem zamieszkiwali m.in. na Rusi, Litwie, Mazowszu, Wołyniu, w Galicji oraz w województwach Kijowskim i Poznańskim. W dawnej Rzeczypospolitej piastowali rożnego rodzaju godności i urzędy publiczne. Niektórzy członkowie tego rodu odgrywali,( ważne rolę w życiu politycznym kraju.

Paweł – w roku 1792 był deputatem do Trybunału Lubelskiego. Ożeniony z Salomeą Słubicką z którą miał trzech synów; Franciszka, Wincentego i Tomasza.

            Franciszek – najstarszy spośród synów Pawła i Salomei Słubickiej. Urodzony około 1781 roku był majstrem sukienniczym. Mieszkał w Wieruszowie w domu pod numerem 99.

Tomasz – los rzucił go do Krakowa. Był właścicielem majątku Jeleń koło Chrzanowa, ale równocześnie pełnił jakąś funkcję w biurze referenta. Ożeniony z Józefatą Błaszczyńską z którą mieszkał u Ojców Franciszkanów. Miał z nią dwóch synów: Aureliana i Kulomba oraz córkę Mariannę.

Aurelian – był zarządcą gorzelni w powiecie olkuskim. Aresztowany za powiązania z członkami tajnego związku działającego w Krakowie oraz zamiar założenia takiegoż w Królestwie Polskim, wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 22 lutego 1840 roku został przymusowo wcielony do armii rosyjskiej. Służbę odbywał w Korpusie Syberyjskim. W 1841 roku został ułaskawiony i zwolniony ze służby na mocy ukazu amnestyjnego wydanego z okazji zaślubin carewicza Aleksandra. Zmarł w 1882 roku.

Kulomb – uczestnik powstania krakowskiego w 1846 roku. Po jego upadku aresztowany, skazany na dwanaście lat wiezienia i w dniu 8 sierpnia 1846 roku osadzony w twierdzy Spilberg. Uwolniony na mocy amnestii w dniu 5 kwietnia 1848 roku, wkrótce potem brał udział w Wiośnie Ludów na Węgrzech. W 1849 roku szukał schronienia w Turcji. Przez wiele lat był tam oficerem w pułku Kozaków Mechmeda Sadyka (Michała Czaykowskiego). Zmarł w Jassach w 1869 roku.

Marianna – w 1899 roku jako siostra Kunegunda przebywała w klasztorze Bernardynek w Krakowie.

            Wincenty – przypuszczalnie był najmłodszym z synów Pawła i Salomei Słubickiej. Urodził się w Wieruszowie około 1790 roku. Jego dzieciństwo i młodość przypadły na okres fascynacji Napoleonem i jego wielkich zwycięstw w których wielu Polaków brało czynny udział a następnie druzgocących klęsk. Prawdopodobnie początkowo wybrał karierę wojskową. Wiadomo jest że bliżej nieznany Wincenty Borzęcki od 1816 roku był starszym sierżantem pierwszego pułku piechoty liniowej Królestwa Polskiego. W dniu 15 grudnia 1816 roku rozkazem dziennym naczelnego wodza, wielkiego księcia Konstantego otrzymał żądaną przez siebie dymisję (prosił o nią ze względu na zły stan zdrowia), a wraz z nią, w nagrodę za zasługi i długoletnie dobre sprawowanie awans na stopień podporucznika. Czy ów Wincenty był synem Pawła i Salomey Słubickiej niestety pozostaje sprawą otwartą. Nie wiadomo również kiedy Wincenty pojawił się w Modrzewcu. Ten mały majątek ziemski położony był na terenie wsi Kleczów odległej o 12 kilometrów od Radomska. W 1885 roku liczył 185 mórg ziemi ornej. W czasach Wincentego stały tam dwa domy: jeden stanowił zapewne dwór a drugi oficynę w której mieszkało kilka osób służby. Wincenty był właścicielem Modrzewca, równocześnie jednak pełnił funkcję wójta Kleczowa, co może wskazywać że funkcja ta była przypisana do majątku. Ożeniony z Józefą Kurczewską miał z nią sześciu synów: Ignacego Józefa, Konstantego, Juliana, Narcyza, Teofila oraz Marcina Pawła W 1826 roku Józefa miała 36 lat a wiec podobnie jak jej mąż urodziła się około 1790 roku. Co do ich synów to przypuszczalnie wszyscy dostali staranne wykształcenie.

Ignacy Józef – był najstarszym z synów Wincentego i Józefy Kurczewskiej. Urodzony w 1824 roku ponoć od dziecka miał i powołanie kapłańskie. Gdy ukończył 9 lat rodzice przyjęli dla niego guwernera. W trzynastym roku życia wstąpił do drugiej klasy gimnazjum piotrkowskiego. W cztery lata później przerwał naukę w tej szkole i udał się do Włocławka, gdzie przez rok uczył się łaciny pod opieką księdza Ignacego Borzęckiego. Po przeszkoleniu ksiądz Ignacy dał mu pismo polecające do seminarium. W piśmie tym udzielił Ignacemu Józefowi pozwolenia na poświecenie się stanowi duchownemu według jego powołania i życzenia. Rekomendacja ta wystarczyła, by we wrześniu 1844 roku został on przyjęty do Seminarium Włocławskiego Po dwóch latach studiów w tej uczelni został przeniesiony do Akademii Teologii Rzymsko-katolickiej w Warszawie, gdzie zdał pomyślnie egzaminy końcowe i w dniu 31 października 1847 roku otrzymał świecenia kapłańskie. Jako ksiądz, Ignacy Józef cieszył się dobrą opinią. Od 1851 roku pełnił funkcje kanonika w Kozminku. Tam w spokoju spędził resztę swojego długiego życia poświęcając się całkowicie służbie Bożej i studiowaniu książek. Z tego okresu zachował się tylko jeden ślad jego aktywności publicznej. W 1862 roku zwrócił się do J. I. Kraszewskiego z propozycją opublikowania w „Gazecie Polskiej” jego projektu walki z alkoholizmem. Ksiądz Ignacy żył 60 lat. 14 stycznia 1884 roku po południu udał się na spacer za miasto. Około pól mili od domu upadł i już nieżywego o godzinie 15 znalazły go jakieś przejeżdżające tamtędy panie. Pomimo wszelkich starań jakie na miejscu mogli mu otaczający udzielić, przywrócony do życia nie został. Pogrzeb odbył się nazajutrz, we wtorek 15 stycznia 1884 roku o godzinie jedenastej rano.

Julian – urodził się w 1828 roku. Prawdopodobnie ukończył gimnazjum piotrkowskie. Następnie poświęcił się karierze wojskowej w armii rosyjskiej. Niestety mimo wieloletniej służby dorobił się tylko stopnia podporucznika. Zmarł w Moskwie przed 1875 rokiem.

Teofil – urodził się w 1830 roku. Nie wiadomo czy ukończył jakąś szkołę. Żył z gospodarowania. Po 1862 roku osadzony przez brata Narcyza na majątku rodziców w Modrzewcu, prawdopodobnie przebywał tam aż do śmierci.

Marcin Paweł – urodził się w 1831 roku. Jego imiona pojawiają się tylko w księgach metrykalnych urodzeń, co może wskazywać że zmarł bezpotomnie, możliwe że jeszcze w wieku dziecięcym.

Narcyz – był najmłodszym synem Wincentego i Józefy Kurczewskiej. Urodził się około 1836 roku. Prawdopodobnie ukończył gimnazjum piotrkowskie, po czym poświęcił się karierze wojskowej. Kariery tej nie zrobił gdyż w 1862 roku, że względu na zły stan zdrowia, musiał zakończyć swoją jedenastoletnią służbę wojskowa. Gdy powrócił do Modrzewca zastał już tylko szczątki majątku rodziców (w sumie 60 mórg zadłużonej ziemi i kilkaset rubli gotówką). Dzięki wytężonej pracy z czasem spłacił długi i uporządkował (gospodarkę majątku. Ożeniwszy się z wdową po Weyhorze z domu Gadomską, właścicielką folwarku liczącego 280 mórg ziemi, przeniósł się do żony a na ojcowiźnie osadził swojego brata Teofila. Szczęście jednak nie sprzyjało Narcyzowi. Z powodu nieurodzaju a przede wszystkim w wyniku procesów o ziemię, stracił część majątku żony, a resztę był zmuszony sprzedać. Otrzymał jednak w wieczysta dzierżawę majątek Mierzanowice w powiecie Wieluńskim. Wkrótce niepowodzenia życiowe całkowicie go załamały. Sprzedał, swoją część majątku za 500 srebrnych rubli. Odmówił też pójścia do któregoś z dzieci. Założył własne gospodarstwo, gdzie przez trzy lata wiódł pustelnicze życie, póki nie wyczerpały mu się pieniądze. Zmarł po 1880 roku. Z żoną miał troje dzieci: syna Konstantego, przez najbliższych zwanego Kasprem, oraz dwie córki: Annę i Marię.
Maria – wyszła za mąż za wdowca Majkowskiego z zawodu ślusarza. Żyła w strasznej biedzie mieszkając z mężem i będącym na bezrobociu dorosłym pasierbem, w małej facjatce na ulicy Wolskiej w Warszawie. W czasie czternastoletniego pożycia z Majkowskim urodziła mu sześcioro dzieci. Niestety, czworo z nich zmarło. Maria była bardzo źle traktowana zarówno przez męża jak i przez pasierba. W chwili zwątpienia pisała, że gdyby nie dzieci dawno by sobie życie odebrała.
Losy Konstantego – jedynego syna Narcyza są nieznane. Wszystko wskazuje jednak, że nie zapewnił on ciągłości rodu.

            Ignacy – urodził się w 1775 roku. Był synem nieznanego z imienia Borzęckiego.  Matka Agnieszka w 1817 roku miała 75 lat (urodziła się wiec około 1742 roku). Nie umiała pisać Po śmierci pierwszego męża, a ojca Ignacego, powtórnie zamężna z Wawrzyńcem Dobraczyńskim (lub Dobczyńskim).
Ignacy, przyjaciel domu Wincentego Borzęckiego z Modrzewca był księdzem. Przez długie lata sprawował funkcję proboszcza we wsi Makowiska. Nie cieszył się tam jednak dobrą opinią. W 1807 roku do sądu cywilnego wpłynęła na niesfornego księdza pierwsza skarga. Parafianin Wojciech Słubicki (Słabicki) oskarżył go o wiele poważnych wykroczeń, a swoje zarzuty poparł zeznaniami świadków. Część z tych zarzutów dotyczyła wyłudzania pieniędzy za posługi kapłańskie. M.in. pewnego razu ksiądz Ignacy nie zjawił się o umówionej porze aby udzielić ślubu, a później zażądał od młodych dodatkowej spowiedzi i ponownej opłaty za zapowiedzi. Oskarżono go również o to, że dość często przebywał poza parafią, z drugiej zaś strony kategorycznie zabraniał udawania się z prośbą o udzielenie chrztu choremu dziecku czy też ostatniej posługi umierającemu do innych księży mieszkających w sąsiedztwie. Z tego powodu m.in. w Gajecicach zmarło dziecko bez chrztu. Skądinąd wiadomo ze ksiądz Ignacy miał majątek Naramice w gminie Walichowy (miejscowość Walichowy leży w odległości 15 km od Wieruszowa). Dla majątku tego często porzucał zajęcia w parafii Makowiska. Kilka lat później, a dokładnie w 1817 roku, postępowanie księdza Ignacego znów stało się powodem sprawy sadowej. Zaczęło się od tego, że jeden z parafian zamiast spodziewanych zapowiedzi usłyszał z ambony pod swoim adresem obelżywe słowa. Dotknięty tym do żywego nie pozostał dłużny i wyjawił co wiedział. Według jego zeznań proboszcz miał pobić i wypędzić że wsi męża swojej kochanki, niejakiego Bogumiła Henniga. Ten odchodząc, ponoć przy świadkach, oświadczył, że nie jest ojcem dziecka, którego właśnie spodziewała się jego żona. Ponadto zarzucono księdzu pobicie swojego ojczyma. Sprawa zakończyła się dla Ignacego pomyślnie, gdyż świadkowie zaprzeczyli jakoby oskarżenia były prawdziwe. W latach 1825-1844 Ignacy był proboszczem w parafii pod wezwaniem św. Witalisa w Tuszynie. Tu w 1831 roku jeszcze raz pozwano go do sądu. Tym razem skargę wniosła Rada Obywatelska gminy Tuszyn. Najprawdopodobniej postawiono mu wtedy zarzut bezprawnego korzystania z beneficjum.
Na starość ksiądz Ignacy nieco się ustatkował W 1833 roku zorganizował własną szkolę, a w 1835 roku złożył egzamin ekstraordynaryjny konkursowy uprawniający do korzystania z beneficjum. Po tej dacie nie ma już na niego skarg. Zmarł 24 sierpnia 1844 roku o godzinie piątej rano. Prawdopodobnie ten sam Ignacy kanonik kaliski 1841 roku.

            Konstanty (Mustafa Dżelaleddin) – był potomkiem starego rodu szlacheckiego. Syn Wincentego i Józefy Kurczewskiej. Urodził się 10 kwietnia 1826 roku o godzinie szóstej rano. Pierwsze lata życia z pewnością spędził w rodzinnym Modrzewcu. Później podjął naukę w gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim. W latach 1844-1846 studiował malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Rok 1846 był przełomowy w życiu Konstantego. Będąc na półmetku studiów artystycznych porzucił je nagle by wstąpić do Seminarium duchownego we Włocławku. Podobno to ojciec Konstantego, wbrew woli syna, zapisał go do seminarium. Krok ten można tłumaczyć tylko złą sytuacją materialną rodziny. Studia w seminarium rozpoczął Konstanty w dniu 1 września 1846 roku. Brak kontaktu z otaczającym światem i niezwykle trudne warunki bytowe, musiały na nim wywrzeć wyraźne piętno. Jego dni były całkowicie wypełnione nauką i obowiązkami. Pomimo to Konstanty znajdował czas na malarstwo. Jego obraz przedstawiający św. Wincentego jeszcze w 1908 roku wisiał w ołtarzyku sali filozoficznej seminarium włocławskiego. Może Konstanty, podobnie jak jego starszy brat Ignacy Józef, został by księdzem, a żyjąc później długo i spokojnie w jakiejś wiejskiej parafii, uprawiał by amatorsko malarstwo, ale ważne wydarzenia polityczne zmieniły całe jego życie. W marcu 1848 roku wybuchło powstanie w Wielkim Księstwie Poznańskim. Konstanty, jak wielu jego rówieśników, najprawdopodobniej dał się ponieść fali patriotycznego zrywu i opuściwszy ukradkiem seminarium udał się tam aby przyłączyć się do powstańców. Nie wiadomo w jakich okolicznościach został on wcielony do powstańczych szeregów i kiedy przeszedł chrzest bojowy. Na pewno brał udział w walkach o Nowe Miasto, jako żołnierz 4 kompanii strzelców. W sumie jednak w dziejach powstania zapisał się raczej epizodycznie.

konstanty_01aBitwa pod Sokołowcem w dniu 2.05.1848 roku.
(Litografia E, Lamaitre’a według rysunku Konstantego Borzęckiego).

Po jego upadku nie miał już dokąd wrócić. Jako powstaniec był niewątpliwie poszukiwany przez policję. Z kolei rodzina nie mogła mu wybaczyć ucieczki z seminarium. Jedynym wyjściem dla byłego aluma pozostawała emigracja. Gdy więc dowództwo pruskie wydało odezwę zapewniającą każdemu, kto w ciągu tygodnia zgłosi się do władz, gwarancje wolności osobistej i paszport do Francji, od razu podjął decyzję. Niestety zbyt pochopnie. Natychmiast został aresztowany i osadzony w twierdzy poznańskiej, a następnie doprowadzony do więzienia w Kostrzyniu.

konstanty_02a

Powstańcy wielkopolscy 1848 roku w drodze do więzienia.
(Litografia Konstantego Borzęckiego wedłóg rysunku Polikarpa Gumińskiego).

Nie stracił jednak nadziei i wraz z innymi więźniami wystosował w dniu 10 czerwca 1848 podanie do pruskiej Rady Ministrów z prośbą o wydanie paszportów umożliwiających im wyjazd za granicę. Niestety zamiast tego wszystkich ich odesłano do twierdzy Magdeburg. Beznadziejna sytuacja nie załamała Konstantego. Chcąc poprawić swój byt, wykonał w wiezieniu kilkanaście litografii utrwalających jego niedawne przeżycia powstańcze. Prace te dość życzliwie zostały przyjęte przez krytyków. Nie wiadomo w jakich okolicznościach Konstanty opuścił więzienie. Prawdopodobnie w końcu uzyskał od władz pruskich upragniony paszport. Niezwłocznie tez udał się do Francji podobno z zamiarem zostania oficerem. Francji chwilowo jednak nie zależało na szkoleniu polskich oficerów. Inaczej było natomiast w Turcji, gdzie z sympatią odnoszono się do uchodźców. Każdy kto miał jakiekolwiek pojecie o rzemiośle wojennym mógł otrzymać stopień oficerski i stanowisko w armii sułtańskiej. Był wszakże jeden warunek. Należało przyjąć islam i złożyć przysięgę na wierność sułtanowi. I tym razem Konstanty nie zastanawiał się długo. Jego pobyt we Francji był tak krótki, że zapewne nie zdążył on nawet rozpocząć tam nauki w jakiejś szkole wojskowej. W końcu października lub na początku listopada był już w Konstantynopolu, gdzie niezwłocznie przyjął islam i nowe imię Mustafa, a ponieważ jednocześnie został mianowany oficerem przysługiwał mu również tytuł beja. Zaraz potem Konstantego przeegzaminował oficer francuski będący wykładowcą w Wyższej Szkole Wojskowej państwa osmańskiego. Egzamin musiał dla niego wypaść pomyślnie, bo Mustafa uzyskał stopień kapitana inżynierii i został przyjęty do sztabu generalnego armii sułtańskiej. Z nieznanych przyczyn wkrótce zmieniono te decyzje i miast do sztabu wysłano go Diyarbakiru na głębokiej prowincji, gdzie dobrowolnie raczej nikt się nie wybierał. Mustafa przybył tam przed końcem listopada 1849 roku. Najbliższe dwa lata służby były dla Mustafy nieciekawe i wcale nie zapowiadały jego późniejszej kariery. Nie mając konkretnego zajęcia, nie dostając tez żadnych bardziej odpowiedzialnych zadań do wykonania, czas spędzał w nudzie przerywanej od czasu do czasu utarczkami z miejscową władzą wojskową. Bardzo wtedy tęsknił do piotrkowskich nizin. Nostalgię próbował pokonać robiąc dużo szkiców, głównie swoich współtowarzyszy i niekiedy malując obrazy olejne. W końcu nie mogąc dłużej znieść tej sytuacji zwrócił się do swojego paszy z prośbą o dymisję lub przydzielenie mu jakiegoś ambitnego zadania. W odpowiedzi pasza raczej retorycznie zapytał go, jakie zadanie chciałby otrzymać. Czy byłby w stanie wykonać jakąś fortyfikację np. blokhauz (drewniano-ziemna lub betonowa budowla pełniąca funkcję strażnicy lub punktu oporu). Mustafa wyraził pełną gotowość i w krótkim czasie przedstawił paszy nie tylko komplet planów, ale i model blokhauzu. Szczęście mu sprzyjało. Niedługo potem zaszła pilna potrzeba budowy tego typu fortyfikacji na granicy z Persją. Przysłany w tym celu ze Stambułu pułkownik bej Abdi, pierwszy oficer armii osmańskiej, nie tylko nie słyszał nigdy co to jest blokhauz, to jeszcze pomimo przedstawienia mu rysunków i modelu, nie był w stanie pojąć na czym ma polegać budowa takiego obiektu. Pasza choć bardzo do tej pory niechętny Mustafie, musiał zmienić o nim zdanie i w efekcie mianował go jedynym konstruktorem blokhauzu, odpowiedzialnym za całą budowę. Pułkownik bej Abdi miał mu towarzyszyć tylko jako doradca w sprawach administracyjnych.
25 sierpnia 1850 roku wyjechali oni do Hartumu. Mimo niekorzystnej pory, na zadanie paszy od razu rozpoczęto budowę. Teraz dopiero Mustafa mógł się przekonać o zwyczajach panujących w administracji państwa osmańskiego. Wprawdzie miał on zupełną swobodę w prowadzeniu budowy, jednak pułkownik w ogóle nie dopuszczał go do rachunkowości, gdzie robił ogromne nadużycia. W dodatku Mustafa dowiedział się przypadkiem, że za wybudowanie blokhauzu jego towarzysz ma uzyskać stopień generała. Po cichu liczył jednak na to, że po skończeniu budowy pułkownik spełni swoje obietnice i zabierze go ze sobą do Stambułu. Tym razem wiara nie zawiodła Mustafy. Już w lecie 1851 roku przybył on do Stambułu gdzie uzyskał przydział do sztabu generalnego. Tam Mustafa zwrócił na siebie uwagę dostojników osmańskich. Jeden z nich, pasza Ömer, wziął go do swojego wydziału, a wysoko ceniąc jego umiejętności, wkrótce bardzo polubił i ożenił że swoja starszą córką Saffet.

mustafa_02aMustafa Dżelaledin (Fotografia ze zbiorów Siny Özkok)

Koneksje rodzinne na pewno ułatwiły Mustafie zrobienie kariery wojskowej. W latach 1853-1856 jako dowódca armii sułtańskiej w Batawii brał udział w wojnie Krymskiej. Dał wtedy wyjątkowe dowody swojej odwagi. M.in. podczas bitwy o Szekutil prowadząc oddział na bagnety, pierwszy przekroczył most silnie broniony przez Rosjan. Po zakończeniu wojny w Imperium Osmańskim nastąpiło kilka miesięcy spokoju. Wtedy to prawdopodobnie Mustafa poślubił pannę Saffet. Niestety szczęście pary młodej nie trwało długo. Wkrótce wybuchła nowa wojna, tym razem na terytoriach arabskich. Żona Mustafy nosiła wtedy w łonie jego pierwsze dziecko. On jednak nie bacząc na to, niezwłocznie udał się do Bagdadu jako oficer sztabowy głównodowodzącego, paszy Omera Lutvi. Tam mianowany podpułkownikiem oraz dowódcą armii sułtańskiej w Iraku i Hidzazie, zabawił w sumie kilka miesięcy. Gdy powrócił wreszcie do domu jego syn Enver już chodził i właśnie zaczynał mówić. Do tej pory nie znał ojca to też bał się tego obcego, groźnego mężczyzny i początkowo nie chciał się nawet do niego zbliżyć.

W latach 1861-1862 Mustafa brał udział w tłumieniu powstania Czarnogórców. Była to wojna okrutna i krwawa. Po obu stronach pochłonęła ona liczne ofiary. Również Mustafa został ranny w czasie bitwy o miejscowość Martinici, jednak dzięki zasługom zdobytym w tej kampanii awansował na stopień pułkownika. Niestety w wyniku knowań jednego z wysokich dowódców osmańskich zaraz po jej zakończeniu został odesłany do prowincjonalnego Tyrnowa (dzisiaj w Grecji). Dla Mustafy była to osobista porażka, a dla jego najbliższych najszczęśliwszy okres życia. Mieszkali wtedy w ogromnym kompleksie pałacowym, który tylko w nieznacznej części byli w stanie zagospodarować. Ich życie właściwie ograniczało się do spędzania czasu we własnym gronie. Idylla rodzinna znów nie trwało długo. W 1867 roku wybuchło powstanie na Krecie, gdzie Mustafa musiał się niezwłocznie udać. Pełniąc w czasie tej kampanii funkcje szefa sztabu armii osmańskiej, znów się wyróżnił, ponieważ jeszcze w czasie jej trwania otrzymał stopień generała brygady a wraz z nim tytuł paszy.

 

Po zakończeniu walk na Krecie, pasza Mustafa Dżelaleddin na krótko został skierowany do Szumli, po czym wrócił do Stambułu. Tu wynajął dom, w którym zamieszkał wraz z rodziną. Jego zawistni wrogowie wkrótce znowu jednak dali znać o sobie i pasza Dżelaleddin ponownie został oddelegowany na prowincje, tym razem do Monastyru (dzisiaj Bitola w Jugosławi). Mimo że był wtedy bardzo chory, wykonał rozkaz i z gorączką pojechał do swojego nowego garnizonu. Krotko potem w 1870 roku pojawił się w Jeniszehir (dzisiaj Larisa w Grecji). Tam podczas ścigania w pobliskich górach powstańców greckich, otrzymał dramatyczna wiadomość. Decyzją z dnia 18 maja 1871 roku został zdymisjonowany i przeniesiony na emeryturę oraz wezwany do niezwłocznego powrotu do Stambułu. Dla 44-letniego generała, dla którego wojowanie stanowiło największą namiętność, uznanie za niezdolnego do dalszej służby było największą życiową tragedią.

Dymisja paszy Mustafy Dżelaleddina została podyktowana względami politycznymi. Ostatnimi czasy w rządzie Porty przeważać zaczęły głosy opowiadających się za podjęciem współpracy z Rosją. W tej sytuacji ambasador rosyjski, generał Ignatiew, bez trudu mógł doprowadzić do usunięcia z wpływowych stanowisk, zawsze niechętnych Rosji, Polaków. Los ten spotkał również paszę Dżelaleddina. Jego dymisja była jednak na tyle ważna, że generał Ignatiew niezwłocznie powiadomił o niej, w specjalnej depeszy, samego cara Aleksandra. Dlaczego fakt ten był dla Rosji aż tak ważny? Pan ambasador już od pewnego czasu bacznie śledził poczynania bohaterskiego Polaka. Szczególnie niepokojący był dla niego szybki rozwój zainicjowanego przez pasze Dżelaleddina, ruchu odrodzenia narodowego Turków. Ruch ten miał na celu wzmocnienie siły państwa osmańskiego a to akurat nie leżało w interesie Rosji. Należało zatem jak najszybciej pozbyć się popularnego generała, co osiągnięto właśnie przez doprowadzenie do jego dymisji. Jeszcze bardziej niż dymisja, paszę Mustafę Dżelaleddina, dotknęło inne nieszczęście, zmarł jego młodszy synek Ali Sejfi. To zupełnie go załamało. Emerytowany generał zamknął się w swoim mieszkaniu w azjatyckiej części Stambułu i przez 8 miesięcy z niego nie wychodził. Podobno zajmował się wychowywaniem syna Envera oraz pisaniem i malarstwem.

W międzyczasie w rządzie osmańskim zaszły poważne zmiany. Najwyższy dowódca armii, człowiek który doprowadził do dymisji paszy Dżelaleddina, teraz sam popadł w niełaskę sułtana. Jego następca w dniu 3 marca 1872 roku przywrócił paszę do służby i skierował do sztabu generalnego. W 1873 roku pasza Mustafa Dżelaleddin ponownie wyruszył na wojnę. Tym razem został mianowany jednym z dowódców armii działającej na obszarze Serbii i Czarnogóry. Po kilku miesiącach walk kampania ta została zakończona i generał mógł znowu powrócić na łono rodziny.

W 1875 roku wybuchło kolejne powstanie w Hercegowinie. Wkrótce ogarnęło ono znaczną cześć Bałkanów. Porta posiadała nad powstańcami nieznaczną przewagę liczebną, znacznie natomiast górowała nad nimi uzbrojeniem. Mimo to w połowie 1875 roku powstańcy osiągnęli wyraźny sukces likwidując na znacznym obszarze tureckie garnizony. Nie zdołali oni opanować jedynie kilku najlepiej umocnionych twierdz, ale i te z braku zaopatrzenia broniły się już ostatkami sił.
Dla paszy Mustafy Dżelaleddina skończyły się więc spokojne dni, spędzone w gronie rodzinnym. Najpierw został skierowany do serbskiego miasteczka Nisz, a następnie mianowany szefem sztabu armii, działającej w Hercegowinie. Do Hercegowiny przybył w końcu marca 1875 roku. Wziął tam udział w dwóch kampaniach mających na celu dostarczenie prowiantu do odciętego przez powstańców garnizonu tureckiego w Nikszciu. Pierwsza prowadzona osobiście przez głównodowodzącego armii paszę Muhtara, w skutek popełnionych przez niego ewidentnych błędów, zakończyła się dla oddziałów tureckich totalna klęską. Druga kierowana bezpośrednio przez paszę Dżelaleddina, dzięki jego doświadczeniu wojennemu i zmysłowi taktycznemu, przyniosła pełny sukces armii osmańskiej, powodując jednocześnie duże straty w szeregach powstańców. Sytuacja ta spowodowała, że naczelny wódz postarał się jak najszybciej pozbyć ambitnego paszy. Wkrótce też został on odesłany do Bośni. Tam pasza Mustafa Dżelaleddin odniósł chyba największy w życiu sukces wojskowy. W kilkudniowej bitwie oddziały tureckie dosłownie rozgromiły serbską armię. Osiągnięte zwycięstwo przyczyniło się do awansowania paszy Mustafy Dżelaleddina na stopień generała dywizji. Z kolei w oczach sprzymierzonych sił powstańczych, wyrósł on na jednego z najgroźniejszych dowódców osmańskich. Jak bardzo się go bano, może świadczyć następująca historia. Pewnego razu pasza Dżelaleddin otrzymał zadanie udania się do Sarajewa, w celu zebrania posiłków, a następnie przeprowadzenia ich do Trebinji. Dowiedziawszy się o tym Książe czarnogórski Mikołaj wydał rozkaz wzięcia go do niewoli. Nikt jednak nie odważył się uderzyć na siły kierowane przez paszę Dżelaleddina, w związku z czym zaniechano wszelkiej akcji przeciwko niemu. Mimo więc, że miał on tylko niewielki oddział żołnierzy tureckich, nie niepokojony swobodnie dotarł do celu.
Sukcesy na froncie bośniackim nie mogły jednak odmienić losów tej wojny. W pobliskiej Hercegowinie armii niedawnego rywala Mustafy, paszy Muhtara, groziła całkowita likwidacja. Sytuacja ta zmusiła Ministerstwo Wojny do działania. Wkrótce pasza Mustafa Dżelaleddin otrzymał rozkaz aby pozostawiwszy część swoich wojsk w Sarajewie, niezwłocznie wyruszył na pomoc paszy Muhtarowi. Oddziały powstańców hercegowińskich zamierzały nie dopuścić do połączenia obu armii, jednak na tzw. Popowym Polu zostały oskrzydlone i przy przeważającej sile przeciwnika, musiały się wycofać na bezpieczną pozycję. Pasza Muhtar widząc niepowodzenie swojego planu osaczenia powstańców wpadł we wściekłość. Jako głównodowodzący armii osmańskiej w Hercegowinie, wydał rozkaz pacyfikacji wszystkich wsi jakie tylko oddziały Porty napotkają po drodze. Pasza Dżelaleddin powinien był się temu rozkazowi podporządkować, jednak walka z cywilną ludnością nie była w jego zwyczaju. Stąd też maszerując że Stolacza po stoczeniu potyczki z powstańcami w pobliżu wsi Lubinje (jedynej której nie mógł ominąć a jednocześnie jedynej nie spalonej w tej kampanii), nie zastosował wobec jej mieszkańców żadnych represji. Postępowanie takie zostało przez paszę Muhtara uznane za niesubordynacje. Uwięził on paszę Dżelaleddina w areszcie domowym, a następnie oskarżył o niewykonanie rozkazu. Sprawa ta mogła zakończyć się dla paszy Dżelaleddina sądem wojskowym. Na szczęście zdołał on jakoś oczyścić się z zarzutów. W rezultacie zamiast degradacji, otrzymał rozkaz udania się do korpusu albańskiego w Skutarii, gdzie miał pełnić funkcję szefa sztabu. Wyruszył tam w końcu sierpnia 1876 roku. Albański korpus sił osmańskich uchodził za najgorzej nieprzygotowaną do walki armię padyszacha. Stąd natychmiast po przybyciu, pasza Mustafa Dżelaleddin zażądał wyłączenia osiemnastu z dwudziestu ośmiu stacjonujących tam batalionów i przekazania ich pod jego bezpośrednie dowództwo. Przez około dwa tygodnie jednostki te były intensywnie ćwiczone i uczone nowych zasad walki. Ponadto z każdego batalionu, pasza Dżelaleddin, wybrał najlepszych i najbardziej ofiarnych żołnierzy, tworząc z nich doborowe oddziały awangardowe w skuteczności walki, mające dorównać Czarnogórcom. Rankiem 9 października 1876 roku, głównodowodzący armią osmańską na Bałkanach, pasza Derwisz, po pięciokrotnym fiasku zadania ciosu oddziałom Czarnogórskim od południa, podjął próbę szturmu na ten kraj od strony Albanii. Po zajęciu wsi Nowe Selo, przygotowane przez paszę Mustafę Dżelaleddina doborowe oddziały piechoty, osłaniane ogniem artyleryjskim i karabinowym, rozpoczęły szturm na położone za tą wsią wzgórze Maliani, gdzie znajdowały się umocnienia wojsk czarnogórskich. Pasza Dżelaleddin znów wykazał się bezprzykładnym męstwem. Kroczył w pierwszych szeregach dowodzonych przez siebie oddziałów. Czy wychodził śmierci naprzeciw? Raczej nie. Kochał przecież swoją kobietę i syna, znał również te tereny. Czternaście lat wcześniej, podczas próby przełamania obrony Czarnogórców w okolicy pobliskiej wsi Martinici, został poważnie ranny. Tym razem bój był jeszcze bardziej zajadły. Bitni, walczący na ojczystej ziemi Czarnogórcy, atakując zza osłoniętych pozycji zadawali napastnikom dotkliwe straty. W rezultacie siłom osmańskim udało się wedrzeć na wyżynę dopiero w czasie trzeciego szturmu. Padło wielu żołnierzy paszy Dżelaleddina. On sam również został ranny. Była to już siódma rana odniesiona przez niego w trwającej dwadzieścia osiem lat karierze wojskowej. Tym razem jednak został postrzelony w brzuch. Wiedział co to znaczy. Mając świadomość nadchodzącego końca, zdążył jeszcze wysłać telegram do padyszacha z prośbą o zaopiekowanie się synem Enverem. W ostatnich minutach życia nie odmawiał, zwyczajem muzułmańskich wojowników, wersetów z Koranu tylko mówił coś po polsku. Między innymi kilkakrotnie powtórzył słowa „psiakrew Katerina”. Dla nikogo nie powinno być wątpliwe, że słowa te odnosiły się do Katarzyny Wielkiej, carycy rosyjskiej, głównej sprawczyni wydarzeń, które wiele lat później przywiodły Konstantego Borzęckiego do udziału w tej niesprawiedliwej wojnie. Pasza Mustafa Dżelaleddin konał osiem godzin. Zmarł rankiem 10 października 1876 roku w szpitalu, w miasteczku Spuz, nad rzeka Zeta w Czarnogórze i tam został pochowany na dziedzińcu miejscowego meczetu. Na jego grobie ktoś postawił prostą piaskowcową kolumnę zakończoną rzeźbionym fryzem.
Kilkanaście miesięcy później Spuz został zdobyty przez Czarnogórzan. Grób polskiego szehida znalazł się poza granicami kraju dla którego żył, walczył i zginął. Oczywiście w wolnej Czarnogórze nikt nie opiekował się grobem, przez nikogo niekochanego tu osmańskiego generała. W czasie drugiej wojny światowej miasteczko Spuz zostało doszczętnie zniszczone. Po istniejących tu kilku tureckich meczetach nie pozostał żaden ślad. Nie zachował się również grób paszy Mustafy Dżelaleddina. Nie istnieje również rodzinny majątek Konstantego – Modrzewiec. W miejscu gdzie kiedyś się znajdował, obecnie istnieje olbrzymia odkrywka kopalni węgla brunatnego w Bełchatowie.

Mapa okolic nieistniejącego już majątku Modrzewiec na tle mapy obecnej odkrywki kopalni węgla brunatnego.

Jak już wspomniano Mustafa Dżelaleddin ze związku z Safet Ömar miał dwóch synów: Envera Hassana i Ali Sejfi.
Ali Sejfi – syn Mustafy Dżelaleddina i  Safet Ömer. Zmarł w wieku dziecięcym.
Enver Hassan – syn Mustafy Dżelaleddina i  Safet Ömer urodzony w Stambule 1857 roku. W wieku 10 lat został oddany do szkoły prowadzonej przez zakonników. Przez trzy lata uczeń Galatasaray, najbardziej prestiżowej osmańskiej szkoły średniej. Później ojciec osobiście zajął się jego edukacją. Bez problemu zaliczył jednak ostatnią klasę i uzyskał świadectwo ukończenia tej szkoły. W 1875 roku został przyjęty do Collegium Chantal w Paryżu. W 1876 roku po śmierci ojca na rozkaz sułtana musiał przerwać dalszą naukę i powrócić do Imperium Osmańskiego. Tam postanowił pozostać przy matce w Stambule przyjmując posadę w stopniu kapitana w Sztabie Generalnym Armii. Poślubił Leylę, córkę paszy Mehmeda Ali (Karola Detroi). Miał z nią pięcioro dzieci: Aisze Dżelile. Münevver, Sarę, Mustafę Dżelaleddina i Mechmeda Ali. Pełnił wiele funkcji wojskowych i państwowych. W 1890 roku mianowany attache wojskowym w Wiedniu. W 1897 roku w czasie wojny turecko-greckiej mianowany gubernatorem wojennym w Volos (Grecja). W imieniu sułtana w 1898 roku przebywał z misją w Stanach Zjednoczonych. W 1899 roku podjął myśl powtórnego małżeństwa z córką Wincentego Loffino w związku z czym miał zamiar przejścia na katolicyzm. Korespondował w tej sprawie z siostrą zakonną Kunegundą.  W imieniu sułtana w 1901 roku przebywał z misją w Chinach. W uznaniu zasług mianowany generałem świty sułtana i odznaczony orderem Osmanije. w Erenkoy w Turcji. Po opuszczeniu pierwszej żony przeszedł na katolicyzm i poślubił Hortensję Loffino, córkę Wincentego. Dla zachowania pozorów ślub odbył się jednak w obrządku muzułmańskim.  Ze związku tego narodziło się troje dzieci: Ömar Songar, Enver Songar i Suzan.  Po przejściu na emeryturę założył liceum w Erenkoy. Amatorsko zajmował się również studiami nad historią Turków.
Ajsze Dżelile – najstarsza córka Envera Hasana i Leyli Ali. Poślubiła Hikmeta ?. Była jedną z pierwszych tureckich artystek malarek (znana jako Dżelile Enver). Po rozwodzie z mężem przeniosła się do Berlina.
Münevver – córka Envera Hasana i Leyli Ali. Poślubiła poetę Samiha Rifata, syna Hasana Rifata, pozostałego przy boku Mustafy Dżelaleddina w chwili jego śmierci. SamihRifat był wysokim urzędnikiem osmańskim. Przez pewien okres czasu pełnił funkcję gubernator Trabzonu. Aktywnie działał w ruchu dążącym do utworzenia Republiki Tureckiej. Po jej powstaniu był posłem do parlamentu. Został wybrany pierwszym prezesem Towarzystwa Języka Tureckiego. Był również działacz Tureckiego Towarzystwa Historycznego.
Sara – najmłodsza córka Envera Hasana i Leyli Ali. W wieku 14 lat została wydana za ??, któremu już w następnym roku urodziła córkę. Poślubiła secundo voto inżyniera budowlanego Avni Okçu.Małżonkowie utrzymywali bliskie kontakty z Polakami. Żyła jeszcze w 1986 roku. Mieszkała w Stambule. Na starość zaczęła malować.
Mustafa Dżelaleddin – syn Envera Hasana i Leyli Ali. Poślubił Francuzkę Gabrielę Taron, która powiła mu córkę Münevver. Był tureckim dyplomatą. Zmarł przedwcześnie.
Münevver – córka Mustafy Dżelaleddina i Gabrieli Taron. Żyła w wolnym związku ze słynnym poetą tureckim Nazimem Hikmetem Ranem, synem Ajsze Dżelile. Miała z nim syna Mehmeta. Nazim miał poglądy komunistyczne. Prawdopodobnie za jego namową na początku początku lat pięćdziesiątych XX wieku Münevver opuściła Turcję i przeniosła się do Polski. Nosiła tu nazwisko Borzęcka. Pracowała tu jako lektorka języka tureckiego na Uniwersytecie Warszawskim. Była współautorką książki „Historia literatury tureckiej”. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku wyjechała na stałe do Francji. Wyszła za mąż za ? Volkoff-Andac. Zajmowała się tłumaczeniem literatury tureckiej.
Mehmed Ali – Envera Hasana i Leyli Ali. Brak o nim jakichkolwiek informacji.
Enver Songar – syn Envera Hasana i Hortensji Loffino. Zmarł w 1981 roku.
Ömar Songar – syn Envera Hasana i Hortensji Loffino. Zmarł w 1980 roku.
Suzan – córka Envera Hasana i Hortensji Loffino. Zmarła w 1986 roku.

Źródło: Łątka Jerzy, 1993 – Pasza z Lechistanu Mustafa Dżelaleddin (Konstanty Borzęcki). Społeczny Instytut Historii Kultury Turcji. Kraków.

Turecki generał rodem spod Piotrkowa

Anna Pawlikowska


08-04-2011 / AP

Sto osiemdziesiąt pięć lat temu, 10 kwietnia 1826 r., we wsi Modrzewiec na ziemi piotrkowskiej urodził się Konstanty Borzęcki, bardziej znany jako Mustafa Dżelaleddin, turecki generał, a wcześniej student malarstwa, kleryk, uczestnik powstania wielkopolskiego.

Mustafa Dżelaleddin-Pasza /fot. Internet
Mustafa Dżelaleddin-Pasza /fot. Internet

Pierwsze lata życia spędził w rodzinnym dworze w Modrzewcu – wsi startej obecnie z powierzchni ziemi przez wyrobiska kopalni węgla brunatnego w  Bełchatowie – pod opieką rodziców, Wincentego i Józefy z Kurczewskich. Gimnazjum ukończył w Piotrkowie Trybunalskim, po czym jako osiemnastoletni utalentowany młodzieniec rozpoczął studia malarskie w otwartej właśnie wówczas Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Z niewiadomego powodu – biograf Konstantego przypuszcza, że wbrew jego woli podjął tę decyzję ojciec zdesperowany trudną sytuacją materialną rodziny – dwa lata później wstępuje do Seminarium Duchownego we Włocławku.

Choć zmuszony do obrania tej drogi, przykładał się do nauki pilnie. Nie zrezygnował jednak z malarstwa. Jeszcze na początku XX w. w jednym z ołtarzy seminaryjnych wisiał obraz Borzęckiego przedstawiający św. Wincentego. Z tej koleiny, wiodącej – jakby się mogło wydawać – wprost do zacisznej plebanii, w której mógłby spokojnie dawać upust swoim artystycznym skłonnościom, wypchnęły go gwałtowne wydarzenia. Jak wielu innych młodych mężczyzn porzucił utartą rutynę, by przyłączyć się do powstania, które wybuchło w Wielkim Księstwie Poznańskim w marcu 1848 r.

Powstańcze losy Konstantego Borzęckiego nie są znane – jedyne, co o nim wiadomo, to że jako żołnierz 4. kompanii strzelców brał udział w bitwie o Nowe Miasto. Być może walczył także pod Sokołowem, skoro zachowała się litografia Lamaitre’a według rysunku Borzęckiego. Pewne jest jednak, że tych kilka wiosennych tygodni na zawsze i diametralnie odmieniło jego życie. Po kapitulacji powstania nie miał dokąd wracać. Poszukiwała go pruska policja, zatem o powrocie do seminarium nie mogło być mowy, a skoro je porzucił, nie mógł też liczyć na wsparcie rodziny. Słysząc, że władze chcą pomóc uczestnikom walk w emigracji do Francji, zdecydował się ujawnić – co było błędem, gdyż pruskie deklaracje były tylko zasadzką. Zamiast nad Sekwanę, trafił do poznańskich lochów, a potem do ciężkiego więzienia w Kostrzyniu. Gdy wraz z innymi złapanymi w tę matnię powstańcami złożył petycję wzywającą władze do dotrzymania obietnicy i umożliwienie emigracji, wysłano ich wszystkich do Magdeburga. Z okresu uwięzienia zachowało się kilkanaście litografii o tematyce powstańczej wykonanych według rysunków Borzęckiego.

Nie wiadomo, jak w końcu udało mu się wydostać na wolność. Ale się wydostał. Wyjechał do Francji, gdzie jednak perspektywy zdobycia wykształcenia oficerskiego okazały się marne. Wymarzonym za to miejscem dla powstańczych niedobitków była armia turecka. Mając nawet nikłe doświadczenie w sztuce wojennej można było tam liczyć na stopień oficerski, pod jednym wszelako warunkiem – przejścia na islam i złożenia przysięgi na wierność sułtanowi. Początek roku 1949 Borzęcki powitał już w Konstantynopolu – jako Mustafa Dżelaleddin-bej. Po złożeniu egzaminu (kadra oficerska składała się w dużej mierze z Francuzów) uzyskał stopień kapitana wojsk inżynieryjnych i został członkiem sztabu generalnego. Służył początkowo na prowincji, ale zasługi w budowie fortyfikacji pozwoliły mu po kilku latach powrócić do Stambułu, gdzie wkrótce ożenił się z córką jednego z osmańskich dostojników.

W kolejnych latach uczestniczył w wielu bitwach wojny krymskiej, potem w tłumieniu różnych antytureckich powstań – w Czarnogórze i w Grecji. Dawał dowody bezprzykładnego bohaterstwa, do dziś sławionego w Turcji, dzięki czemu mimo intryg i waśni na sułtańskim dworze stale awansował uzyskując w końcu szlify generalskie i tytuł paszy.

Polityka przerwała jego dobrą passę, gdy w stolicy imperium zaczęło się mówić o zbliżeniu z Rosją. 44-letni generał został niespodziewanie zdymisjonowany, o czym rosyjski ambasador niezwłocznie poufną depeszą powiadomił cara Aleksandra. Widocznie sukcesy wojenne Mustafy, a jeszcze bardziej jego osiągnięcia w budzeniu narodowego patriotyzmu Turków stanowiły poważne zagrożenie dla rosyjskich planów… Zmuszony do przejścia w stan spoczynku generał oddał się wychowaniu syna, sztuce i piśmiennictwu politycznemu. Przypuszczalnie wtedy powstała jego znana książka „Le Turcs anciens et modernes”, która ponoć wywarła wielki wpływ na Mustafę Kemala Atatürka. Dowodził w niej, że miejsce Turcji jest w Europie, zaś Turcy – którzy jego zdaniem powinni przyjąć alfabet łaciński – są takim samym członkiem europejskiej rodziny narodów, jak Francuzi czy Polacy.

Nie trwało to jednak długo. W państwie osmańskim zmiany dokonywały się szybko i gwałtownie. Już kilkanaście miesięcy później Mustafa znowu ruszył na front, tym razem bałkański. W Bośni, w walce z przeważającymi siłami serbskimi, odniósł swoje największe zwycięstwo, po którym jego sława rozniosła się szeroko. Opowiadano nie tylko o jego męstwie, o licznych ranach, o niezwykłym szacunku żołnierzy, ale też o tym, że potrafił zaryzykować swoją pozycję i odmówić wykonania rozkazu, który uważał za niegodny żołnierza – palenia serbskich wsi w odwecie za klęskę poniesioną przez jego zwierzchnika, głównodowodzącego armią.

9 października 1876 r. podczas bitwy z wojskami Czarnogóry nieopodal wsi Nove Selo został ciężko ranny w brzuch. Mając świadomość zbliżającego się końca, poprosił w liście padyszacha o opiekę nad swoim synem Enverem. Opowiadano, że przed śmiercią nie recytował Koranu, jak przystało muzułmaninowi, ale po polsku przeklinał carycę Katarzynę, sprawczynię konfliktu, który przypłacił życiem. Zmarł na drugi dzień w szpitalu w Spużu i tam, na dziedzińcu miejscowego meczetu został pochowany, Dziś po tym meczecie i po grobie Mustafy Dżelaleddina-Paszy nie ma już śladu.

Ślad po nim zachował się jednak w tureckiej kulturze, i to nie tylko jako wspomnienie jego wojennych dokonań czy intelektualnego wpływu na Ojca Turków. Za jego prawnuka podawał się jeden z najbardziej znanych na świecie tureckich poetów – Nazim Hikmet Ran (1901 – 1963), komunista. Wyjechał z Turcji wraz ze swą partnerką Münevver – istotnie prawnuczką Mustafy Dżelaledina, która dożyła swych dni w Warszawie, przyjmując nazwisko Borzęcka. Grób Nazima Hikmeta w Moskwie do dziś przyciąga tureckie wycieczki, zaś w Stanach Zjednoczonych w tym roku odbędzie trzeci już festiwal poezji noszący jego imię. W Polsce jedną z najbardziej znanych krewnych Mustafy Dżelaleddina-Paszy była malarka związana ze Starym Sączem, Bronisława Rychter-Janowska (1868 – 1953).

Korzystałam z książki Jerzego S. Łątki Pasza z Lechistanu. Mustafa Dżelaleddin (Konstanty Borzęcki), Kraków 1993.

Polecam też stronę: http://polacywmacedonii.net/wywiady/konstanty-borzecki-mustafa-dzelaledin/

Biografia

Konstanty Borzęcki 1826-1876 . Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Po dwóch latach od rozpoczęcia studiów został zmuszony do ich porzucenia i wstąpienia do seminarium Duchowego we Włocławku. W 1848 brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Działalność niepodległościowa zmusiła go do emigracji. Początkowo wybrał Francję, ostatecznie trafił do Turcji. W Imperium Osmańskim rozpoczął nowy rozdział życia. Przyjął islam, co ułatwiło mu rozwój kariery wojskowej. Zmarł na terenie dzisiejszej Czarnogóry…..