białczyński

Kamil Dudkowski: Holocaust [na Wspaniała Rzeczpospolita.pl]

Posted in nauka, Polska, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 20 Styczeń 2015

Polecam wszystkim z całego serca ten artykuł, tak samo jak wszystkie inne artykuły Kamila. Szczególnie młodzi Polacy, którzy stoją dzisiaj przecież na pierwszej linii frontu tej  odwiecznej antysłowiańskiej i antypolskiej krucjaty, powinni poznać tę prawdę obowiązkowo. Artykuł ten będziemy drukować w którymś z kolejnych numerów kwartalnika „Słowianić” (w najbliższym, wiosennym, numerze 8 – „Sloveniska Samskrta”) . Chodzi przede wszystkim oto by cenna myśl, nie zaginęła gdzieś w pomroce dziejów cywilizacji cyfrowej, lecz utrwaliła się po wsze czasy. CB

http://wspanialarzeczpospolita.pl/2015/01/17/holokaust/

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co o Polsce międzywojennej pisała zachodnia prasa
  • Że Holokaust to NIE zagłada Żydów
  • Że Holokaust (słowo) jest słowiańskiego pochodzenia
  • Że Holokaust II wojny światowej dotyczył PRZEDE WSZYSTKIM Słowian, a nie Żydów
  • Że 1/3 wszystkich ofiar 2 WŚ to Rzeczpospolitanie

Prolog

UWAGA! Ten artykuł jest dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach i naprawdę otwartym umyśle. U większości ludzi może odwrócić do góry nogami cały wpajany im od dziecka sens drugiej wojny światowej. Jest jak do tej pory najbardziej kontrowersyjnym artykułem ze wszystkich. Jeśli trafiłeś tu z zewnętrznego linku zacznij od innych artykułów, najlepiej w poniższej kolejności, to Cię wprowadzą w temat. Byłeś manipulowany przez całe życie i dowody na inną wersję mogą być przez Twój umysł odrzucane bez ich sprawdzenia (pamiętaj, że w szkole i TV okłamują Cię, nie podając żadnych dowodów). W tym artykule, ze względu na jego moc, podaję więcej źródeł niż zazwyczaj. Ma to na celu pozbawienie Cię myśli, że to ja Cię okłamuję, a nie szkoła i media. Jeśli nie masz pewności, że przeczytasz do końca, NIE ZACZYNAJ WCALE. Zarezerwuj minimum 1 godzinę w ciszy, spokoju i samotności, byś po artykule mógł sobie to spokojnie przemyśleć. Przerwanie w połowie spowoduje zakończenie czytania z niesmakiem i z poczuciem, że „czytasz głupoty”.

Jeśli jesteś tu nowy, najpierw KONIECZNIE przeczytaj:

  1. Sloveniska Samskrta
  2. Pierwsze przykazanie lingwistyki: Zawsze ignoruj rdzeń słowiański
  3. Niemcy? Jacy Niemcy? – Historia Europy 600 – 1000 A. D.
  4. Niemcy? Jacy Niemcy? – Niemcy NIE są starsze od USA!

Potem daj sobie trochę czasu na przemyślenie i sprawdzenie tych informacji. Chodzi o to, byś wiedział, że nie ma tu kłamstw. Są tylko dowody i poszlaki na to, że to czego Cię uczono o historii Polski i świata (i robi się to dalej), po prostu NIE JEST PRAWDĄ. Podkreślam, wszystkie dane są weryfikowalne. Jeśli coś jest nie jasne, poproś w komentarzu o wyjaśnienie, wtedy spróbuję pomóc.

Jeśli nie interesują Cię słowiańskie etymologie, to jak się zaczną, zjedź od razu do akapitu: Zagłada.

Zaczynamy

Przeciętny zjadacz chleba na słowo Holokaust reaguje jak na termin „Zagłada Żydów”. Termin ten oczywiście ma inne znaczenie, a został przeinaczony jak chyba wszystko w naszej historii.

Całopalenie

Co to w takim razie jest ten Holokaust?

Holokaust to nic innego jak Całopalenie ofiary (najczęściej zwierzęcia), najczęściej o podłożu religijnym. Polega ono po prostu na tym, że cała ofiara jest palona i dzięki temu nikt nie może sobie czegoś zabrać. Ofiara cała trafia do np. bóstwa i nie zostanie potem rozszarpana np. przez dzikie zwierzęta lub głodnych współplemieńców.

W nowszym znaczeniu jest to również masowe ludobójstwo np. Holokaust Nuklearny.

Wikipedia na ten temat mówi tak:

Całopalenie (ofiara całopalna) – ofiara składana bóstwu, całkowicie trawiona przez ogień. Palenie ofiary ogniem jest symbolem, że składający ofiarę niczego z niej nie zabierze ze sobą z powrotem.

Całopalenie pierwotnie określane było terminem holokaust.

Proszę zwrócić uwagę na zapis przez K, a nie przez C.

Holokaust czy Holocaust?

Kliknięcie w link natomiast przeniesie nas już do wersji przez C, która jest błędna. Oficjalna etymologia (z tej samej Wikipedii) mówi:

Holocaust[1] (gr. ὁλόκαυστος holokaustos „całopalenie”) ← i tu już jest przez K, bo grecką Kappę na polski przekłada się poprzez K, a nie C.

Podsumowując: HOLOKAUST, a nie holocaust.

Etymologia

Oficjalną etymologię już widać powyżej i oczywiście jest prawdziwa, ale za krótka (jak zawsze), bo jakoś nikt sobie nigdy nie zadaje pytań, skąd Ci Grecy brali słowa?

Otóż Holokaust to Holos (Cały) + Kaustos (Spalony).

Holos

Holos to nic innego jak polskie Cały tylko ze „znikniętym C”. Od tego samego słowa pochodzą germańskie: en:All (Cały, Wszystko), de:Alles (Wszystko) czy de:All (Kosmos)

Kojarzący się z Holokaustem Heil Hitler, to Heil to nic innego, jak właśnie nasze Cały (tu w znaczeniu – Ocalały czyli Zdrowy).

https://en.wiktionary.org/wiki/heil#Old_High_German

Adjective[edit]

heil

  1. whole
Descendants[edit]

https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Proto-Germanic/hailaz

Adjective[edit]

*hailaz

  1. whole, unbroken, intact
  2. entire, complete
  3. healthy, sound

I tą drogą dochodzimy do np. angielskiego: Health (Zdrowie). Tak, ma słowiańską etymologię.

Niemiecki odpowiednik Health czyli Gesundheit (Zdrowie) to Ge + Sund + Heit. Ge to kreator imiesłowu. Heit to kreator rzeczownika. A Sund to nic innego jak nasze Święty, Światło. Tę samą etymologię mają de:Geschwind (Szybki) – stąd polski „szwindel” i angielskie Sound (Zdrowy, Silny). Uwaga! Nie mylić z bardziej popularnym en:Sound (Dźwięk), które pochodzi od łacińskiego Sonare (Brzęczeć), stąd polski Sonar. Nie mam pewności, czy pochodzi to też od światło czy nie, więc na ten moment pozostawiam tę kwestię nierozstrzygniętą.

Tu jest dowód poprzez wyprowadzenie do wymyślonego słowa praindoeuropejskiego i kompletne pominięcie połączenia, że święty to „oświecony”, więc pochodzi od światła: https://en.wiktionary.org/wiki/Appendix:Proto-Germanic/sundaz. Do tej pory nad świętymi umieszcza się słońce (boga) lub jego namiastkę czyli aureolę.

Rzymianie też nie pożałowali sobie importu tego słowa (tu wracam do Cały i pomijam Święty), i tak oto otrzymujemy:

  • Salus = Zdrowie – Często przychodnie czy apteki się tak nazywają
  • Salut = Zdrowy – W Rzymie tak się witano – odpowiednik naszego cześć, ale tłumaczyć można również jako „Bądź zdrów”, „Bądź pozdrowiony”, czy „Bądź cały” (niech Cię nic nie rozwali).
  • Salutować
  • Salve = Przeżyj (Pozostań CAŁY). Inne powitanie rzymskie.
  • Salwy (wystrzały z dział)
  • Salwacja to też przeżycie (oCALenie)
  • Salvator = Wyzwoliciel (ten, który oCALi). Jedno z określeń Jezusa.
  • San Salwador – Święty Wybawca – stolica państwa Salwador.
  • Salwator – Dzielnica Krakowa

Na pewno zastanawiacie się, dlaczego we wszystkich pozostałych językach słowo Cały zaczyna się na S, H lub w ogóle jest zanik tej litery. Otóż jest tak dlatego, że Grecy, Rzymianie i Germanie generalnie nie potrafią wymówić C. Wymawiają je jako S, TS, TZ i teraz nawet tak zapisują. Stąd Micubisi (na końcu: S-I) zapisywane jest Mitsubishi, bo transliteracja na łacinę zrobiona jest przez ułomny język, który nie ma ogromnej ilości dźwięków.

Wyjątkami od tego są Niemcy np. Zentrum i Włosi np. Pizza. Z tym, że u Niemców ten dźwięk występuje tylko w zapożyczeniach (tych nowszych) i wymowa może być już wyuczona od autochtonicznych Słowian, a u Włochów ten dźwięk jest jednak inny niż nasze C i jest to dźwięk między Z, DZ i C.

Moim zdaniem słowo jest spokrewnione ze słowami Koło i Słońce. Cały znaczy tyle co skończony, zamknięty i gdybym miał wybrać symbol takiego słowa, wybrałbym właśnie koło. Pochodne znaczenie: zdrowie, znów można łatwo kojarzyć ze słońcem.

Kaustos

Kaustos to znów nic innego, jak polskie „Kuć” (NIE mylić z „Kłuć”!). Pochodnymi od tego słowa w języku polskim jest Kuźnia, a inni krewni to Kowal czy Kowadło. Wiem, że na pierwszy rzut oka nie wygląda na to samo, ale zaraz to udowodnię. Najpierw kilka ciekawostek:

Zapewniam was, że najciekawsze dopiero się zaczyna po tych ciekawostkach! Tam, u Kamila Dudkowskiego docieramy do istoty Holocaustu (ale Słowian) – o czym tutaj pisaliśmy w kilku artykułach – lecz docieramy do tego faktu od bardzo ciekawej strony! WARTO!

więcej: http://wspanialarzeczpospolita.pl/

 

Zaiste mamy oto czas Wielkiego Czyszczenia tego załganego Śmietnika nazywanego Historią, czas Wielkiego Oczyszczania Świata. [Ciekawa też jest dyskusja pod tym artykułem na Wspaniałej Rzeczpospolitej.]

 

 

 

Tagged with:

Marika & Maleo Reggae Rockers – Piosenka o Wojtku (PANNY WYKLĘTE „WYGNANE” VOL.1)

Posted in Polska, Teksty społecznie zaangażowane, Wiara Przyrody by bialczynski on 19 Styczeń 2015

https://www.youtube.com/watch?v=2Xt8iKsvmVs

 

 

Marika & Maleo Reggae Rockers – Piosenka o Wojtku (PANNY WYKLĘTE „WYGNANE” VOL.1)

Tagged with:

Bardzo wysokie pozycje pogańskich blogów na WordPress.com!

Posted in Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 14 Styczeń 2015

Podsumowanie roku na blogu bialczynski

podsumowanie 1podsumowanie2

Kiedy ogląda się codzienne rankingi Blogów Polskich WordPress, które oczywiście są zmienne i każdego dnia inaczej lokują poszczególne tytuły blogowe, warto zwrócić uwagę na kilka faktów które z tego rankingu wynikają. Ale najpierw może przedstawmy ranking z dnia 13 10 2014 roku, który posłużył nam za przykład. 

Blogs of the Day

Top Blogs

The most popular WordPress.com blogs are ranked here according to a special formula.

Polski (RSS)

  1. Pokolenie Ikea

    Czy możesz żyć bez seksu?

  2. Medycyna naturalna, nasze zdrowie, fizyczność i duchowość

    Primum non nocere

  3. Wirtualna Polonia

    “-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

  4. Dziecko Królowej Pokoju

    Pokój musi zapanować pomiędzy człowiekiem i Bogiem, a także między ludźmi

  5. W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej

    MARANA THA! JEZUS JEST PANEM!

  6. • K-POP LivePolska• ❤ • BLOG o Zespołach K-POP

    BLOG z najnowszymi Informacjami o waszych Ulubionych zespołach KPOP… Dużo Informacji Zdjęć Ciekawostek… ZAPRASZAMY …

  7. czadrow.pl

    Informacje i wydarzenia z regionu

  8. Czy Franciszek to fałszywy prorok?

    Niniejszy blog dokumentuje wątpliwe poczynania Jorge Mario Bergoglio, który w 2013 roku zasiadł na tronie piotrowym. Czy …

  9. Złoty Wiek Gai

    (poprzednio: Transformacja 2012). „Pośród roztrzaskujących się światów, bądź wyciszony i koncentruj się na Mojej …

  10. Polskie Minibrowary

    Przewodnik po miejscach, w których warzy się i serwuje prawdziwe piwo

  11. S t r o n a • byłych działaczy • Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża

    strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

  12. Tajne Archiwum Watykańskie

    czyli o czym miałeś nigdy się nie dowiedzieć…

  13. Never Ending Freestyle Voguing

    Tobiasz na evencie, czyli o polskich pokazach. I nie tylko.

  14. kaszka z mlekiem

  15. Replay Team ★ SHINee Poland

    Strona polskiego fanklubu SHINee

  16. pracownia

    stroju

  17. Premium Brazzers Accounts

    We’re giving you all premium porn accounts and Brazzers Accounts, daily!!!!

  18. Jerry Brewery

    Dobrze wywarzony blog

  19. My Fitspirations

    by Kamila Szczawinska

  20. forumdlazycia Tradycji Katolickiej

  21. ania-maria

    love * inspiring * art

  22. Tychy liceum Norwida

    witaj na blogu szkoły przy cmentarzu

  23. radcaminister

    Jak działa MSZ

  24. WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

    Ojczyzna Wolna Niepodległa Nasza Polska

  25. Exignorant’s Blog

    Just another WordPress.com site

  26. białczyński

    oficjalna strona Czesława Białczyńskiego

  27. How Gee ~ 하우지

    dramy, filmy, kpop, koreańska popkultura

  28. LONG RED THREAD

    szycie na maszynie, ubrania handmade, tutoriale krawieckie i różne projekty DIY

  29. blog polski

    Polska, Słowiańszczyzna, polityka

  30. Stary Chemik bloguje

    blog dla użytkowników e-papierosów

  31. Uniwersytet Trzeciego Wieku w Czarnkowie (Stowarzyszenie)

    „Człowiek uczy się przez całe życie z wyjątkiem lat szkolnych” – Gabriel Laub

  32. DARIUSZ WOZNIAK.NET

    Blog o programowaniu, C# i TDD.

  33. Mistyka Życia

Zatrzymaliśmy się na 33 pozycji nie tylko z racji, że to wiek chrystusowy ale także dlatego że stare z nas masony a ja sam jestem numeryczną 33 i mistrzem 44. Ponieważ 44 to za dużo, niech będzie 33.

 

Co więc ten ranking pokazuje?

 

Na 33 pozycje mamy w czołówce aż 3 blogi pogańskie do szpiku kości i do tego blisko ze sobą zaprzyjaźnione: 26. Białczyński, 29. Blog polski, 33. Mistyka Życia oraz na pozycji 12. bardzo bliski, poświęcony Wielkiej Zmianie blog Tajne Archiwum Watykańskie.

Przyznam, że jest to szokujące jak na kraj zamieszkały przez podobno 99% katolików. Nasze blogi – Mistyka Życia poświęcona w całości Duchowości i Świadomości Nieskończonej, Tajne Archiwum Watykańskie, które obejmuje zmiany duchowe, ale i społeczne i inne zachodzace na świecie, słowianofilski promoskiewski Blog Polski Opolczyka, czy nasz blog Białczyński – to blogi do cna pogańskie, czarownicze,  anty judeo-chrześcijańskie, antyklerykalne. Jak to zatem możliwe, że cieszą się taką popularnością? Ktoś powiedziałby, że tematyka słowiańska jest tą dźwignią, ale w odniesieniu do Mistyki Życia i Tajnego Archiwum nie jest to trafne. Ktoś powiedziałby że blogi poświęcone duchowości i wierze mają taką wysoką pozycję, ale w kraju katolickim chyba nie te poświęcone pogańskiej duchowości, czy duchowości agnostyckiej, lub po prostu racjonalizmowi? Do tego Blog Polski zupełnie nie spełnia kryterium duchowości, jest z gruntu antyklerykalny, antysyjonistyczny, po prostu polityczny. Więc i takie kryterium nie jest właściwe.

Możemy też dodać blogi/portale bardzo pokrewne w wymowie tym czterem, które pochodzą można rzec z tej samej rodziny: 

„Medycyna naturalna, nasze zdrowie, fizyczność i duchowość” (2), „Złoty wiek Gai (dawniej Transformacja 2012- nr 9 na liście)”, „Exignorant’s Blog” (25), „MY Fitspirations” (19), czy też czysto antykościelne: „Czy Franciszek to fałszywy prorok?” (8).

Moglibyśmy do tego dodać jeszcze ze trzy pozycje, które głoszą po prostu pochwałę życia i seksu oraz nowoczesny światopogląd i mielibyśmy zestaw 12 blogów na 33 najwyżej notowane, które wyznają zupełnie inny punkt widzenia na Rzeczywistość niż katolicki, a nawet bardzo szeroko rozumiany chrześcijański. Z tego 4 wyrażają czynny sprzeciw obłudnemu systemowi wartości jaki chrześcijaństwo prezentuje i sprzeciw jego instytucjom. 

 

Przytoczyłem tutaj ranking akurat z 13 października 2014 roku, bo tego dnia piszę ten artykuł, w związku z tym takie pozycje zajmowały nasze blogi, ale dzień wcześniej Blog Polski był 15., trzy tygodnie wcześniej Blog Białczyński był 4., a jeszcze wcześniej Blog Mistyka Życia był 20. Także przez długi czas numerem jeden była oczywiście „Medycyna naturalna…”.

  Nie wiem jak inni, ale Blog Białczyński nie wykonuje żadnych manipulacji, żeby się windować w hierarchii rankingu. Nie posiadamy u nas bogatej linkowni, nie piszemy o rozrywkowej muzyce, ani seksie. Także nie zabiegamy, aby się pojawiać na wysokich pozycjach w Google, po prostu jesteśmy w Google lokowani automatycznie wysoko z powodu zainteresowania jakim ten blog się cieszy, i jakie wzbudza tematyka przezeń poruszana. Jest to oscylacja naturalna związana z pojawianiem się nowych oryginalnych artykułów.

 

Czwarte miejsce dla blogu o trudnej tematyce, o tematyce słowiańsko-pogańsko-ekologicznej i trochę społeczno-politycznej, 12.500 wejść czy 10.800 wejść w ciągu dnia?! Chyba jednak żyjemy w jakimś innym kraju niż ten który przedstawiają pop-propagandowe media i kościół katolicki, w kraju który co prawda dla wszystkich nazywa się Polska, ale jest to inna Polska dla tych ludzi, którzy wolą czytać Blog Białczyński niż Wirtualna Polonia, albo Dziecko Królowej Pokoju, czy „W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej”, lub inne tego typu blogi/portale. Akurat w tym zestawieniu nie było z jakichś powodów jeszcze jednego blogu poświeconego rozumeiniu świata i duchowości, a bliskiego nam – PRACowniA.

 

Obecność tych tytułów katolickich w czołówce rankingu WordPress zupełnie nie dziwi, jest oczywista, ale za bardzo dziwną uznać należy obecność dwóch blogów pogańskich słowianofilskich (oficjalnie według działów wydawniczych i działów marketingu czasopism i wydawnictw popyt na tę tematykę w ogóle nie istnieje) oraz obecność dwóch okultystycznych, z punktu widzenia kościoła, blogów poświęconych rozwojowi duchowemu Człowieka, a także dwóch antywatykańskich blogów i portalu Medycyny Naturalnej, która jak wiadomo skupia wśród siebie czystych wrogów katolicyzmu (czarowników i wiedźmy) takich jak: różdżkarze, fizjoterapeuci, psychologowie, ziołolecznicy, jasnowidzowie, homeopaci i inni umysłowi „wariaci”.

 

Odważę się w podsumowaniu tego artykułu postawić tezę, że wśród użytkowników Internetu Króluje już dzisiaj zupełnie inna Polska, niż ta Dzieci Królowej Polski – Matki Pokoju.

 

Mieliśmy 1.500.000 wejść w tym roku. Pobiliśmy kolejny rekord.

Tagged with: ,

Wandal Winnicki z Ruchu Narodowego bezcześci religijne symbole polskich Rodzimowierców!

Posted in Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 12 Styczeń 2015

72cd37cfe07edc196275c164976e5670Wódz „polskich” narodowców-katolików niejaki Robert Winnicki, ksywka „Debil” zbezcześcił Święte Wota Rodzimowierców Polskich na Ślęży. Zapewne namówił go do tego tamtejszy watażka judeo-chrześcijański Czarnej Sotni, znany „Święty” księżulek z Sulistrowic i równie święty wójt Sobótki.

aaPierwszy i drugi „święty” od lewej.

Działanie Winnickiego wpisuje się doskonale w krucjatę prowadzoną na Ślęży przez Kurię Katolików z Wrocławia. Wpisuje się też oczywiście pięknie w ideologię głoszoną przez szefa tej Cosa Nostra „Świętego Franciszka” z  centrali w Watykanie. Za coś o wiele mniejszego kalibru Islamiści mają zwyczaj zabijać podobnych idiotów i obwiesiów intelektualnych np. we Francji. Tam bezkarnie poniewiera się wszelkie świętości. Może to miało być kontra Islamowi arabskiemu według Winnickiego, ale wyszło inaczej. Być może Winnicki, jako człowiek nikłych horyzontów i jeszcze mniejszej odwagi osobistej woli nie ryzykować, bo islamiści skróciliby go bez wahania o głowę gdyby dosiadł ich Świętego Kamienia.  Winnicki liczy być może na wojnę religijną w Polsce. To być może działanie i w duchu klechy Stasiaka z Sulistrowic i jego świętego przyjaciela wójta z Sobótki, ale oni stosują w tej wojnie subtelniejsze metody.

 

 

SSSSS s-1553Starosłowiańska Świątynia Światła Świata przyłącza się do protestu Stowarzyszenia Niklot w tej sprawie. Winnicki wystawił sobie sam wystarczające świadectwo prezentując się jako osoba tak ograniczona umysłowo, że wręcz nieświadoma swoich czynów. Nie wiem czy mamy gratulować czy zazdrościć Katolickim Hunwejbinom tak przemądrego politycznego  przywódcy? Czy też mamy ich żałować skoro dają się prowadzić tego pokroju mendom.

Jeśli ktoś taki mieni się przywódcą polskiego Ruchu Narodowego, to jego umysł zaiste został do cna wyprany przez judeo-chrześcijaństwo, ze wszelkich śladów Tradycji Słowian, a tym bardziej tradycji i wiary Polaków.

 

 

niklot winnicki

 Odpowiedź Roberta Winnickiego na FB

 

Robert Winnicki

14 stycznia o 09:42 ·

Dla tych, którzy jeszcze nie doczytali w moich odpowiedziach na komentarze w sprawie zdjęcia, które kilka dni temu anty-RN-owskie trolle wrzuciły w internet a środowiska rodzimowiercze, kolokwialnie mówiąc, łyknęły temat, cytuję fragment maila do prezesa Niklota:

„Po pierwsze zdjęcie nie jest aktualne, pochodzi sprzed kilku lat. Po drugie zostało celowo wydobyte i użyte przez ludzi zajmujących się
„zawodowo” zwalczaniem RN. Po trzecie – nie byłem autorem napisów na rzeźbie, nie pochwalam tego. Po czwarte – uważam, że siadanie na tej rzeźbie nie było właściwe ani odpowiedzialne. Podkreślam, ze nie miało w sobie żadnej ukrytej intencji, będąc wyrazem niefrasobliwej, wycieczkowej beztroski. Po piąte – jeśli ktoś uznaje to zachowanie za niestosowne proszę by przyjął moje zapewnienie, że jest mi z tego powodu przykro.”

Na marginesie sprawy jedna uwaga. Liczę, że te osoby ze środowisk rodzimiowierczych, które zabierały głos powołując się na wrażliwość związaną z pra-historią ziem polskich (którą, przy okazji, cenię w oderwaniu od kontekstu religijnego) w sprawie trochę bezmyślnej ale przede wszystkim nieumyślnej, wykażą się podobną wrażliwością gdy w ich otoczeniu będą ewentualnie miały miejsce akty umyślnie antykatolickie.

„Hippiesi, kudłacze, chwasty.” – książka Instytutu Pamięci Narodowej o polskim ruchu hippisowskim lat 1967-1975.

Posted in Polska, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 3 Styczeń 2015

 hipisi_okladka_m

hip1 hip2

Hippiesi, kudłacze, chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967–1975

Miniaturka

Bogusław Tracz, Hippiesi, kudłacze, chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967–1975, Oddział IPN w Katowicach & Wydawnictwo LIBRON, Katowice – Kraków 2014, 564 s.

Pojawili się na ulicach polskich miast w momencie, gdy ruch hipisowski w Ameryce i w Europie Zachodniej osiągnął swoje apogeum. Początkowo mówili o sobie „hippiesi”, lekko tylko spolszczając angielską nazwę. Od większości swoich rówieśników odmienni stylem bycia, a przede wszystkim wyglądem, zostali uznani za „zjawisko o potencjalnych warunkach kryminogennych” oraz zagrożenie dla wychowawczych i ideologicznych działań wobec młodzieży, nad którą wyłączne prawo do sprawowania rządu dusz rościły sobie władze partyjne i państwowe. Od początku byli przedmiotem zainteresowania instytucji represyjnych państwa komunistycznego, przede wszystkim Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Od połowy 1970 r. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa inwigilowali hipisów nad Wisłą w ramach sprawy operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Kudłacze”. W licznych artykułach prasowych i reportażach pisano o hipisach najczęściej negatywnie lub z pobłażaniem. „Chwasty” – antyteza kwiatów, do których symboliki odwoływali się hipisi – to jedno z licznych pejoratywnych określeń, jakimi obdarzano ich na łamach prasy. Z łatwością wykorzystywano przy tym niechęć do długowłosej młodzieży, okazywaną przez znaczną część społeczeństwa: rodziców, wychowawców, osób starszych.

W książce przedstawiono genezę, narodziny i rozwój ruchu hipisowskiego w Polsce oraz przeciwdziałania ze strony instytucji państwa komunistycznego na tle przemian społeczno-kulturowych, obyczajowych i politycznych pod koniec lat sześćdziesiątych i pierwszej połowie lat siedemdziesiątych XX w. Fenomen polskich hipisów zaprezentowany został w kontekście szeroko rozumianej kultury młodzieżowej (oficjalnej i nieoficjalnej), stylu, mody, sposobów samorealizacji, istnienia grup towarzyskich i rówieśniczych, sposobów spędzania wolnego czasu oraz różnorodnych postaw społecznych wobec ruchu hipisowskiego.

 

IPN wydał książkę nt. hipisów w PRL

 

hippie
IPN wydał książkę nt. hipisów w PRL

Choć hipisowska rewolucja poniosła klęskę, pozostawiła trwałe ślady w kulturze masowej i obyczajowości; emancypacja kobiet, czy prawa mniejszości stały się trwałym elementem zachodniej cywilizacji – pisze Bogusław Tracz z IPN w książce poświęconej polskim hipisom.

W pracy pt. „Hippiesi. Kudłacze. Chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967-1975″ autor przedstawił genezę, narodziny i rozwój ruchu hipisowskiego, stosunek hipisów do polityki, katolicyzmu, rewolucji seksualnej i narkotyków oraz to, w jaki sposób zwalczał ich aparat PRL – za styl bycia, wygląd, a przede wszystkim poglądy, zwłaszcza odrzucenie jurysdykcji państwa i negatywny stosunek do służby wojskowej.

Tracz wyraził przekonanie, że subkultury młodzieżowe były forpocztą kulturowych i obyczajowych przemian zachodniej cywilizacji, które z opóźnieniem docierały także nad Wisłę. Hipisi pojawili się na ulicach polskich miast w czasie, gdy ruch hipisowski w Ameryce i w Europie Zachodniej osiągnął swoje apogeum.

W Stanach Zjednoczonych hipisi brali wówczas udział w demonstracjach sprzeciwu wobec wartości kultywowanych w tym kraju i wojnie w Wietnamie. Tracz ocenia, że rodzimi hipisi, którzy początkowo mówili o sobie „hippiesi”, nie pojawiliby się w PRL, gdyby nie przemiany, które nastąpiły podczas „odwilży” 1956 r. Chodzi o częściowe otwarcie granic, zwiększenie wymiany towarowej i rozwój ruchu turystycznego z Zachodem.

Autor przyjął, że ruch hipisowski w Polsce narodził się w 1967 r., w czym istotne znaczenie odegrały właśnie kontakty z ludźmi, przebywającymi na stałe lub czasowo za „żelazną kurtyną”. Tracz opisuje losy urodzonego w Stanach Zjednoczonych rodzeństwa Polaków, które – wypełniając wolę dziadka – przyjechało studiować na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Od razu zainteresowała się nimi Służba Bezpieczeństwa, nie tylko ze względu na kraj, z którego przyjechali przede wszystkim z powodu ekstrawaganckiego ubioru i liberalnego stylu bycia.

„Wynajmowane przez nich mieszkanie szybko stało się miejscem spotkań gliwickiej młodzieży. Słuchano tam głośnej muzyki i urządzono prywatki i bez opieki i kontroli dorosłych (…) Przechodnie widzieli, że gospodarze chodzą po mieszkaniu nago, a na ulicy noszą pomalowane ubrania oraz kożuchy (…) ozdobione dzwoneczkami” – pisze historyk z katowickiego IPN.

Ruch rozwinął się przede wszystkim w dużych miastach – np. w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Wśród pierwszych liderów ruchu hipisowskiego autor wymienia Józefa Pyrza, zwanego „Prorokiem” i Ryszarda Terleckiego ps. Pies.

Ze względu na styl bycia i wygląd przez władze PRL hipisi zostali uznani za „zjawisko o potencjalnych warunkach kryminogennych” oraz zagrożenie dla wychowawczych i ideologicznych działań wobec młodzieży. Od połowy 1970 r. funkcjonariusze SB inwigilowali hipisów nad Wisłą w ramach sprawy operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Kudłacze„. W licznych artykułach prasowych o hipisach najczęściej negatywnie lub z pobłażaniem, czasem nazywano ich „chwastami”.

SB prowadziła działania przeciwko hipisom przez sześć lat, z różnym natężeniem. Były to inwigilacje liderów, budowa sieci tajnych współpracowników, zatrzymania, przeszukania, uniemożliwianie wyjazdów na zloty. Autor ocenia, że SB nie zlekceważyła ruchu hipisowskiego, wyolbrzymiała jego możliwości i znaczenie.

Tracz podkreśla, że w Polsce hipisi nie stworzyli ruchu masowego, nie byli też w stanie dostosować pochodzącej z USA ideologii do ówczesnej sytuacji w PRL, ograniczając się najczęściej do zewnętrznych atrybutów. „Za nieprawdziwe należy uznać twierdzenia pojawiające się w prasie z lat 1967-75 i powtarzane w późniejszych publikacjach, że polscy hipisi byli tzw. bananową młodzieżą bądź znudzonymi dziećmi z dobrych domów” – wskazał autor.

W opinii Tracza, wbrew dzisiejszym twierdzeniom niektórych dawnych członków hipisowskiej subkultury, polscy hipisi nie byli ani ruchem politycznym, ani opozycją antysystemową w takim znaczeniu, jakie przypisuje się legalnej lub nielegalnej opozycji politycznej. Choć uczestniczyli w protestach studenckich w 1968 r., a interwencja w Czechosłowacji była ważnym punktem odniesienia, to już kampania antysemicka, grudzień 1970 r. i późniejsza zmiana na szczytach władzy nie miały
zasadniczego wpływu na sytuację w ruchu. Nigdy też polscy hipisi nie zbudowali trwalszych struktur – przekonuje Tracz.

Historyk pisze, że hipisi nie spowodowali w PRL gwałtownych zmian w sferze seksualności, natomiast byli katalizatorem różnych eksperymentów ze środkami odurzającymi. To właśnie narkotyki stanowiły początkowo najważniejszą przyczynę zwalczania ich przez państwo.

Hipisi przestali już być widoczni w drugiej połowie lat 70. Długie włosy nie raziły już tak jak wcześniej, wiele zwyczajów, uważanych wcześniej za ekscentryczne upowszechniło się, a sam ruch stracił na popularności.

„Hipisowska rewolucja poniosła klęskę, a projekt stworzenia społeczeństwa +pokoju i miłości+ okazał się kolejną utopią. Większość dzieci kwiatów z czasem obcięła włosy i brody, a kolorowe stroje zamieniła na miej wyzywające ubrania” – napisał w zakończeniu autor.

Mimo to – zaznaczył Tracz – ruch hipisowski pozostawił trwałe ślady w kulturze masowej i obyczajowości. „Kwestie emancypacji kobiet, praw mniejszości, przemian w sferze seksualności, ekologii itp. stały się trwałym elementem zachodniej cywilizacji i wciąż są podnoszone przez kolejne pokolenia radykałów” – przypomniał.

Dodał, że kontrkultura lat 60. pozostawiła też po sobie sceptycyzm wobec autorytetów – szkoły, rodziny i religii. „Jej dziedzictwem pozostaje też bezsprzecznie problem narkotyków i narkomanii” – wskazał Tracz.

Dawni członkowie ruchu poszli różnymi drogami. Niektórzy wyjechali z Polski, inni podjęli przerwaną naukę lub zawarli związki małżeńskie.. „Prorok” wyjechał z kraju jeszcze w latach 70., do Francji, gdzie przez lata specjalizował się w rzeźbie sakralnej w drewnie. Do dziś identyfikuje się z ruchem hipisowskim.

Terlecki ukończył studia historyczne, w czasach PRL działał w opozycji demokratycznej, a w wolnej Polsce kontynuował karierę naukową i polityczną. Dziś jest wykładowcą akademickim i posłem PiS. W latach 2006-2007 był szefem krakowskiego IPN. Nie wypiera się udziału w ruchu hipisowskim, ale też nie uważa się już za hipisa, traktując ten rozdział życia za zamknięty.

Książka została wydana przez katowicki IPN i Wydawnictwo Libron.

PAP/run

Nie wiem dlaczego uznano rok 1975 za koniec ruchu hippisowskiego. On nigdy się nie skończył.

CB

Uzupełnienie 1

Skończyłem poprzedni odcinek nieoczekiwanym pojawieniem się milicji na klasztornym wzgórzu. Nie pamiętam, czy było to 15 sierpnia, wiem jedynie, że był to ostatni dzień zlotu. Kładliśmy się spać, było już ciemno, kiedy dotarł do naszych uszu złowieszczy okrzyk: – milicja!!! W kilkanaście minut złożyliśmy namiot i spakowaliśmy się, dołączyliśmy do tworzącej się kolumny. Okazało się bowiem, że musimy natychmiast opuścić teren zlotu. Dlaczego? Na takie pytanie zazwyczaj w tamtych latach nie znano odpowiedzi. Nawet jeżeli ktoś odważył się je postawić. Na przedzie i po bokach kolumny ustawili się ojcowie Paulini, oddzielając nas od oddziałów milicji i niejako powagą samego autorytetu i charyzmą białych habitów chronili nas przed interweniującymi milicjantami. Nie wiem, czy ktoś dziś potrafi odpowiedzieć na pytanie: ilu z nas znalazło schronienie na terenie klasztoru? Pamiętam, że w zwartej kolumnie wkroczyliśmy tam i ulokowani zostaliśmy w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej. Ilu z uczestników zlotu znalazło nocleg u ojców Paulinów? – myślę, że kilkuset. Ilu zaś zostało na zewnątrz murów klasztornych, przed którymi zamknięto bramę – tego nie wiem. Podnoszenie przez niektórych uczestników tamtych wydarzeń zarzutu, że nie wszystkich na teren klasztoru wpuszczono – jest co najmniej nieodpowiedzialne. Trzeba pamiętać o ówczesnych realiach. Żyliśmy w państwie komunistycznym, państwie, gdzie milicja mogła wszystko – dlatego miast pretensji – należy ojcom Paulinom podziękować – za ten akt odwagi. Bo niewątpliwie aktem odwagi było udzielenie azylu części zgromadzonych hipisów. Dlaczego nie pozwolono wszystkim ewakuować się na teren Jasnogórskiego klasztoru? Nie wiem dlaczego. Może dlatego by nie przeciągać struny, być może na skutek nacisku na przeora, nagłego telefonu, etc…  Zapewne nigdy się tego nie dowiemy. Jeden fakt pozostaje bezsporny: dużej części uczestników zlotu udzielono realnej pomocy i o tym nie należy zapominać. Tak, jak nie należy zapominać o tym, że akcja milicji na tyle skutecznie spacyfikowała uczestników zlotu, że nazajutrz, po nocy spędzonej przed obliczem Jasnogórskiej Pani, chyłkiem opuszczaliśmy Częstochowę. Podobnie zresztą, jak i ci, którym nie pozwolono wejść do klasztoru. Jakiejś części, w miarę swoich możliwości pomocy udzielił Andrzej – „Belfegor”. Opuszczaliśmy Częstochowę wystraszeni brutalną akcją milicji, ale po niedługim czasie, w wielu z nas zaczęło narastać przeświadczenie, że, to co robimy jest słuszne. Skoro ta władza jawiąca się wszystkim, jako uosobienie zła wszelkiego, zła którego egzemplifikacją było rozstrzelanie w grudniu 1970 r. kilkudziesięciu mieszkańców Wybrzeża: bez powodu, bez sądu, bez zadania racji, skoro ta władza, fałszująca historię, spychająca na cywilizacyjny margines większość Polaków, skoro ta władza stara się nas hipisów zniszczyć – znaczy to, ze nasza postawa, nasz wybór jest dobry i słuszny. Nie chcę, broń Boże twierdzić, że miało to związek z jakąś formą świadomości postawy politycznej. Przynajmniej w klasycznym rozumieniu polityki, jako „rozumnej troski o dobro wspólne”. Nie, tego nie twierdzę, uważam jednak, że wrogie nastawienie władzy w pewien sposób, niechcący nobilitowało nasz ruch, przydawało mu aury kontestacji i nonkonformizmu. Za długie włosy i dziwaczny w tamtych czasach, kolorowy strój, u dobrego milicjanta mogłeś spodziewać się sarkazmu i drwiny, u złego zaś, przymusowego strzyżenia, nękania wielokrotnym „czterdziestuośmiogodzinami”, preparowania kryminalnych zarzutów. A bywało, że i niezawiśli sędziowie wlepiali kilkuletnie wyroki więzienia.
Wielki francuski filozof Henryk Zbytkower, bardziej znany , jako Henri Bergson (niewielu pewnie wie, iż „Szmulowizna” w Warszawie, to dawny majątek dziadka Bergsona – Szmula Zbytkowera pisał, że mózg nasz jest odciśnięciem się ducha w materii.
Parafrazując: duch tamtych czasów, duch zarówno Haight Ashbury, jak i duch siermiężnej Polski przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku odcisnęły swój ślad w mózgach i świadomości części młodzieży.
Nasz własny hipisowski i polski „Titanic” wyruszył był właśnie w swój dziewiczy, jedyny i niepowrotny rejs…

Uzupełnienie 2

Wspomnienia Hipisa cz. V

2013-02-16

Podczas nocnego listopadowego spotkania Andrzej „Belfegor” zwrócił uwagę, że opowieść moja mija się z prawdą. Chodziło o moją relację z  interwencji milicji podczas częstochowskiego zlotu 1971 r.
Głównym zarzutem było, iż nadmiernie pozytywnie odnoszę się do roli o.o. Paulinów. Nie miałem przed oczami swojego tekstu – nie mogłem więc odnieść się do pewnych detali, które jakoby przeoczyłem, czy może pominąłem. Zdaję sobie sprawę, że historia o której piszę, z autopsji znana jest kilku może osobom. Niewielu z uczestników tamtych wydarzeń dożyło, niewielu czyta podobne wynurzenia – możliwość więc weryfikacji pewnych zdarzeń praktycznie nie istnieje. Gwoli jednak zdania relacji z tego, czego uczestnikiem byłem, po raz ostatni wrócę do tamtego wydarzenia.
Na początek małe dopowiedzenie do mojego poprzedniego wpisu:
Sam klasztor Jasnogórski, jak i jego bezpośrednie sąsiedztwo wyglądały mocno inaczej. W roku 1971 – jak słusznie zwrócił mi uwagę Andrzej, do klasztoru prowadziło jedno tylko wejście. To od strony miasta. Drugie z wejść usytuowane w dzisiejszych okolicach Domu Pielgrzyma – w tamtych latach było jedynie wejściem gospodarczym, poprzez które pielgrzymi nie mieli możliwości wchodzenia na teren klasztoru.
Teraz fakty nie budzące wątpliwości: W sierpniu 1971 r. odbył się zlot hipisów. Ostatniego dnia tego zlotu milicja brutalnie rozpędziła jego uczestników. Pewna ich część znalazła schronienie na terenie klasztoru. Pewnej zaś części tego schronienia odmówiono. Ja jako ten, który skorzystałem z azylu udzielonego przez o.o. Paulinów jestem im za to wdzięczny.
Cóż więc w mojej poprzedniej relacji wywołało wątpliwości w Andrzeju „Belfegorze”. Ano to, że napisałem był, iż kolumny wkraczających do klasztoru hipisów ochraniali niejako powagą swych białych habitów o.o. Paulini. Po głębokim namyśle postanowiłem z tego stwierdzenia się wycofać. Mam co do tego zdarzenia wątpliwości i nie jestem już pewien, czy zakonnicy wprowadzali nas do klasztoru, czy może była to moja projekcja z późniejszych nieco wydarzeń, kiedy to ojcowie rozmieszczali nas w przedsionku Matki Bożej Częstochowskiej.
Teza „Belfegora”  zda się wyglądac następująco: to, że część hipisów znalazła schronienie w Klasztorze wynikała z czystego przypadku, a może nawet wbrew woli władz klasztoru. Niestety, a może raczej stety fakty mówią co innego, musieliśmy zostać wpuszczeni na teren klasztoru za wiedzą i zgodą Paulinów, bowiem weszliśmy na jego teren nie poprzez bramę główną, dostępną dla wszystkich, ale przez bramę gospodarczą, zawsze zamkniętą, a otwieraną tylko w wyjątkowych okolicznościach. Nie sposób pojąć, że to jakiś ogrodnik klasztorny uchylił nam furty, albo, że ktoś zapomniał jej zamknąć.
Zwracam się bezpośrednio do Belfegora – Andrzeju, czy potrafisz do siebie dopuścić myśl, że Paulini, – nie będący jak można by sądzić Twoimi ulubionymi bohaterami – świadomie podjęli taką decyzję, która zaowocowała konkretnym dobrem?
Koniec, koniec z tym tematem, który miast łączyć zdaje się niektórych z nas dzielić. A poza tym łapię się czasami na refleksji, że wspomnienia moje mogą być tak zajmujące, jak powiedzmy przed 40-stu laty były zajmujące dla mnie rugi chłopskie w Prusach zachodnich.
Zatem wróćmy do opowieści:

Z podwiniętymi ogonami opuszczaliśmy Częstochowę i w nastroju psiaka, który wypadł z sań. Nie trwało to jednak długo, gdyż nazajutrz byliśmy już w Sopocie, korzystając z uprzejmości Polskich Kolei Państwowych. Istniała niepisana umowa, na mocy, której rewizorkolejowy na widok podobnych nam obywateli, rezygnował z absurdalnego pytania o ważny bilet, a zwyczajnie, często z uśmiechem na ustach wyciągał, przepasany niedostępną gumką bloczek mandatowy i chemicznym ołówkiem wypisywał dane swej ofiary. Nie ma się czym chwalić ale ja tych mandatów uzbierałem kilkanaście.
Podjęliśmy z Hermesem wyprawę do Sopotu w zupełnie konkretnym celu. „Monitor”, czy może „Geminus” twierdzili, że w Sopocie „ferma” jest dostępna bez recepty, a Morfina też bez większych problemów sprzedawana jest w  aptekach. Jakkolwiek jeszcze, żaden z nas nie był jeszcze uzależniony, to jednak doświadczenie nasze ze środkami, trwające od ponad roku, czyniły, że w kategorii potrzeb stawały się owe środki dobrem coraz bardziej pożądanym.
W tamtych czasach istniały dwa sposoby zdobywania narkotyków:
Albo kupowałeś je na czarnym rynku, co było raczej trudne, bowiem rynek taki praktycznie nie istniał, sporadycznie tylko do transakcji takich dochodziło (pierwszy mój zakup to 10 ampułek morfiny za 0,02 g. za 200 zł.) albo sposób drugi polegający na fałszowaniu recept. Samego zaś fałszowania istniało kilka sposobów. Od najprostszych polegających na wywabieniu oryginalnego wpisu i w jego miejsce umieszczeniu własnego, po profesjonalne techniki, kiedy to posiadając trzy pieczątki: odpłatność 30%, imienną pieczęć lekarza konkretnej przychodni oraz bloczek recept – produkowało dla własnych potrzeb żądany środek. Użyłem zwrotu „produkowałem” świadomie, bowiem w latach 1970-1972 posiadanie jako tako podrobionej recepty równało się faktycznie wejściu w posiadanie morfiny. Brałeś receptę, przygotowywałeś 3 zł. 75 gr. drobnymi i wchodziłeś do pierwszej lepszej z brzegu apteki i po chwili bez żadnych problemów wychodziłeś z 10 ampułkami środków. Potrzebna była tylko chęć, recepta i parę groszy w kieszeni. Skoro w takich realiach żyliśmy, jasne jest, że chcąc nie chcąc weszliśmy na naszą drogę do nikąd, kiedy to „chodząc za marnością, marnością się staliśmy”. Ale to dopiero się stanie; na razie jest słonecznie i błękitnie; wokół rozkwita tysiące kwiatów a my wierzymy, że życie to radość i wieczna beztroska. W procederze opisanego wyżej sposobu zdobywania „środków” istniał jeden słaby punkt, o który potknie się w końcu każdy prawie, kto próbował wcielać go w życie. Otóż wchodząc do apteki z receptą i drobnymi musiałeś mieć jeszcze dowód osobisty, z którego pani magister farmacji zanim skierowała cię do osobnego okienka z napisem „kasa” – spisywała komu narkotyk jest sprzedawany. Początkowo posługiwaliśmy się własnym, później w miarę zdobywania doświadczenia i nadchodzących refleksji – „gubiło” się własny dowód osobisty, „gubiło” oczywiście na potrzeby Milicji Obywatelskiej, wyrabiało nowy dowód, a na ten rzekomo zgubiony dalej realizowało się recepty. Dotąd, dokąd nie trafiło się na dociekliwego farmaceutę. Trudno ocenić dlaczego ale przez blisko dwa lata tych dociekliwych jakby nie było, jakby nikomu do głowy nie przychodziło, że można recepty fałszować.
Oprócz opisanego przeze mnie sposobu falsyfikacji dokumentów publicznego zaufania jakimi recepty były, istniał jeszcze sposób, nazwę go bez przesady – artystycznym. Otóż sposób ten polegał na tym, że oryginalne pieczęci umieszczone na jakimś dokumencie, kopiowało się na blankiet recepty w ten sposób, że posługując się specjalną lupą, twardym rysikiem i kalką ołówkową odwzorowywało się pieczęcie na umieszczoną pod spodem receptę. Sposób ten jednak dostępny był tylko dla osób uzdolnionych plastycznie, jednym z takich był „Hermes”, którego w tajniki rzemiosła wprowadził, przyszły jego szwagier – Jarek „Rasputin”. Hermes okazał się uczniem na tyle zdolnym, że produkowane przez nas recepty nie wzbudzały jakichkolwiek podejrzeń, czy wątpliwości. Nikomu z nas nie przychodziła do głowy wówczas myśl, że z faktu, iż wykupujemy zwyczajowo receptę opiewającą na 10 amp. Morphini hydrochlorici 0,02 g, za kwotę 3 zł 75 gr, co stanowiło 30% z 12,50 zł – Ktoś, kiedyś wymierzy dla nas art. 199 K.K. Artykuł groźny, mówiący o przestępstwie gospodarczym przeciwko własności publicznej (czyt. komunistycznej). Przewidujący karę do 10 lat pozbawienia wolności. Ale to dopiero się stanie, za czas jakiś.

Na razie jest sierpień roku 1971, jest Sopot Kamienny Potok, Sopot Wyścigi, Sopot Monte Casino i my z głowami w chmurach z radością budzący się do przeżycia kolejnego dnia, naszej niedomyślanej młodości. Budzący się zwyczajowo na taniutkim campingu (dzisiaj na jego miejscu postawiono Aqua Park) w Kamiennym Potoku, który posiadał kilka nieocenionych zalet. Po pierwsze był tani, po drugie obsługa nie była nazbyt dociekliwa, co pozwalało unikać zbyt częstego sięgania do zazwyczaj pustawych kieszeni, po trzecie camping  sąsiadował z istniejącym do dzisiaj campingiem wyższej klasy zaopatrzonym w normalne ubikacje i ciepłą wodę (nie muszę chyba pisać, co z tego wynikało) i po czwarte wreszcie nasze ukochane pole namiotowe bezpośrednio sąsiadowało z gwałtownym obniżeniem prowadzącym wprost do morza. Podczas zdarzających się nocnych nalotów milicji łatwo było wymknąć się w niedostępną dla nich strefę nadmorskiej stromizny, jarów, wykrotów i zbyr. Choć każdy dzień wyglądał inaczej to były elementy stałe: rano wędrówka po jakieś bułki, jakiś nieśmiertelny paprykarz szczeciński czy innego wędzonego dorsza (jedzta dorsze bo g…… gorsze – mawiano), później plaża, morze, po południu zaś gwóźdź każdego dnia czyli wędrówka na „Monciak” – główną promenadę Sopotu.

Monciak czyli Aleja Monte Cassino – lata 70-te

Idąc mroczną, zacienioną ogromnymi bukami aleją Sępią przysiadaliśmy na stojących wzdłuż niej ławeczkach i następowało to, co stanowiły preludium każdego popołudnia – Andrzej „Hermes”  z przepastnej torby z wyhaftowaną żółtą pacyfką wyciągał szklaną strzykawkę i dwie ampułki morfiny, ja – wyciągałem wbitą w kieszeń przedwojennego munduru igłę i wzajemnie dokonywaliśmy na sobie iniekcji. Już wtedy dożylnie, już z pełnym kopem. Nie mówię o trwającym wówczas kilkanaście godzin błogostanie i euforycznych myśli łagodnym przepływie, ale o zewnętrznych znamionach, po których podobnych sobie rozpoznawaliśmy i rozpoznawani byliśmy. Po jakimś czasie po przeżyciu „kopa” biegło się nieomal do stojących co i rusz saturatorów.

Gdyby zabrano mnie kiedyś do wehikułu czasu i kazano na podstawie pojawiających się przedmiotów przez ludzi użytkowanych wskazać epokę – bary mleczne i saturatory właśnie, nieomylnie wskazywały na epokę PRL-u.
Biegliśmy tedy do owych saturatorów, mobilnych punktów dystrybucji wody sodowej i raczyliśmy się po 30 gr. szklanka, napojem, którego organizm owładnięty płynącą żyłami morfiną pozornie potrzebował. Pozornie, gdyż po jakimś, niedługim zazwyczaj czasie następowały torsje i gwałtowne wydalanie płynu. Potem znów saturator, czasem nawet woda z czerwonym za złotówkę, czy żółtym za złote dwadzieścia sokiem i na powrót torsje. Nie było to wszak czymś nieprzyjemnym, wręcz przeciwnie papierosy i woda sodowa na tym etapie narkotycznej  wędrówki, wzajem się uzupełniały i stanowiły dla nas nierozdzielną całość.

Tak jak i rozmowy o wszystkim i o niczym, które toczyliśmy przysiadając na kamiennych płytach alei Monte Cassino obok ustawionego buta, który po pewnym czasie – zapełniał się jakimiś, najczęściej brzęczącymi datkami. To była ostateczność, która najczęściej pod koniec lata bywało, wkraczała w nasze życie. Tak zresztą, jak i posiłki na sępa. Ten kto bywał w tych latach w Sopocie, pamięta zapewne bar szybkiej obsługi, który usytuowany był około stu metrów od wejścia na teren molo. Zwał się ów bar „Meduza” i poza piwem serwowanym na zewnątrz, oferował całkiem przyzwoite jedzenie. Bywały różne sposoby sępienia: od najprostszych, kiedy to siadałeś na wprost, ucinającego dymiącą botwinkę i zerkającego na stojącą obok kaszę gryczaną z cynaderkami obywatela, robiłeś smutną minę skrzywdzonego przez życie, a przy tym głodnego oberwańca – czekałeś na rozwój wydarzeń. Zazwyczaj przynosiło to zamierzony efekt i cynaderki stawały się twoją własnością. Bywało  jednak, że los postawił na twojej drodze – przy jednym stoliku nieczułego gbura. Wtedy Andrzej, bo on to właśnie, jako człowiek wszechstronnie uzdolniony demonstrował swoje talenty aktorskie. Bez mrugnięcia oka, z kamienną twarzą rzucał serię spojrzeń od talerza do oczu nieczułego gbura i na powrót. I tak przez przeciąg talerza gorącej botwinki. Mało, kto wytrzymywał. Jeżeli los wyjątkowo ci nie sprzyjał i twoje vis a vis było wyjątkowo bezczelnym i na domiar niezłym gburem istniało w repertuarze Hermesa rozwiązanie ostateczne. Rozpoczynał palcami spacer po stole – od siebie ku upragnionej kaszy z cynaderkami. Zrazu na sposób koci: delikatnie i skradającego, trzy-cztery razy w te i we wte, przy tym spojrzenia, okraszone znaczącymi chrząknięciami. Nie było na to silnych ale oczywiście jak to w życiu, los mógł z ciebie zakpić i danego dnia postawić przed tobą mało, że wyjątkowo bezczelnego, to jeszcze gbura, który ubzdurał sobie, że to on zjadał będzie kaszankę z grzankami. Nic z tych rzeczy i nie z Hermesem. Następowała faza ostateczna. Kocie skradanie kończyło się pośrodku talerza z pożądanym daniem, uchwyceniem kęsa posiłku, przeniesieniem do ust własnych i po chwili delektowania się, wyrażenie opinii: znowu nie dosolili…
Wierzcie lub nie wierzcie, ale nie było na Hermesa silnych. Nikt, kogo sobie upatrzył nie dotrzymywał mu pola. Trudno dziś dociec na ile pomocne w tym były jego talenty aktorskie, a na ile słuszna postawa i gdzieś tak lewitujące wokół jego postaci wrażenia, że jakby co, to i w mordę przyłożyć potrafi…
Nie jeden i nie jedna przyzwoity posiłek w sopockiej „Meduzie” Hermesowi zawdzięczali.
Ale dość z przyziemnością. Nadchodził wieczór i w kilkadziesiąt zazwyczaj osób przenosiliśmy się do Wyścigów, gdzie tuż obok torów kolejki, pod zadaszeniem z wielkiej plandeki królował Non-Stop. Kultowe miejsce gdzie przy dźwiękach żywej muzyki tańczyło się do północy. Gdzie poznawało się nowych ludzi, najchętniej płci przeciwnej, toczyło rozmowy, najczęściej o muzyce i które to muzyczne dysputy kończyły się nierzadko czułymi objęciami na ławeczkach sopockiego „monciaka”.

Wszystko jednak co dotyczy naszej doczesności ma swój koniec. Nawet to co najpiękniejsze ustąpić musi miejsca – nowemu. Tak też i piękne wakacje roku 1971 dobiegały z wolna do swego końca. Zrealizowawszy kilkanaście recept, bogatsi w parę nowych znajomości i wrażeń jakie zazwyczaj temu towarzyszą a również w środki, w tym deficytową już wówczas w Łodzi „fermę” opuszczaliśmy przyjazny nam Sopot. Kolejką miejską do Gdańska Głównego, później tramwajem na dawną E-16 – to była coroczna marszruta zwiastująca koniec letnich wojaży. Stawaliśmy na dzisiejszym trakcie św. Wojciecha i mając za plecami płynącą Radunie z ufnością unosiliśmy swe autostopowe książeczki w kierunku przejeżdżających samochodów. Łódź, szara ale przecież kochana stawała się naszym najbliższym celem.

31.01.2013r.

Uzupełnienie 3 Kamil Sipowicz

 http://savagesaints.blogspot.com/2008/11/hipisi-w-prl-u.html

cover

My tu gadu gadu o muzyce, a w międzyczasie ukazują się inne, nie mniej ciekawe publikację np. z dziedziny literatury. Ukazała się bowiem wspaniała książka Kamila Sipowicza „Hipisi w PRL-u”. Kto czuje się emocjonalnie związany z czasami głębokiej komuny, kto dojrzewał w tym klimacie powinien absolutnie zapoznać się z tą pozycją. Zanim ją zakupiłem przeczytałem w sieci wiele zgryźliwych uwag pod jej adresem i pod adresem autora. Zastanawiam się jakże wielka ignoracja zagnieździła się w naszym społeczeństwie, które nie umie wykorzystać potencjału swojej niby-wolności i demokracji. Nikt nie ma prawa wypowiadać się na temat czasów, których nie przeżył. Kamil wykonał tytaniczną pracę gromadząc materiały do swojej książki sprawiając, iż jest ona pomnikiem i hołdem dla ludzi wśród, których kaształtowała się jego – ale nie tylko jego – wrażliwość i światopogląd. Tak więc nie ma co psioczyć tylko lecieć do księgarni i wysupłać między 70 a 80 złotymi na prawie 440 stron podróży w inny świat.

 

Łukasz Medeksza
(artykuł znaleziony na portalu pardon.pl)

Wstrząsające wyznania dawnych kontestatorów.- [Morfinę] przyniósł mi facet. Nawet nie on przyniósł do mnie, tylko zaprosił do siebie do domu – wspomina Józef „Prorok” Pyrz, pod koniec lat 60. uważany za przywódcę polskich hipisów. – Elegancki. Zaprosił mnie i wstrzyknął morfinę. I następnego dnia pojawił się u mnie na Filtrowej. Dla mnie to nie był facet normalny. Dzisiaj wiem… Wtedy on mówił, że nie może być hipisem, ale podziwia hipisów. Dla mnie, dzisiaj, gdy patrzę na tego faceta z perspektywy, to zwykły ubek, który chciał mnie wciągnąć w aferę narkotykową albo mnie uzależnić.„Prorok” ma prawo nie cierpieć ubecji. Inwigilowany, nękany, został przez nią niemal zaszczuty. W latach 70. wyemigrował. Mieszka we Francji. Jest cenionym twórcą rzeźb sakralnych.

– Gdy trzeci raz przyszedł i mi zaproponował, żebym odbył podróż po morfinie, powiedziałem: nie! – ciągnie swoją opowieść „Prorok”. – Zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Bo naprawdę to było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. I zrezygnowałem, a on się odczepił. Dlatego też historia Tri [substancja chemiczna zażywana przez niektórych polskich hipisów – red.] jest dla mnie historią zmontowaną przez KGB.

Opowieść „Proroka” pochodzi ze znakomitej, świeżo wydanej, obszernej książki Kamila Sipowicza „Hipisi w PRL-u”. Jej autor – również stary hipis, a prywatnie życiowy partner Kory z Maanamu – tak komentuje rewelacje „Proroka”:

„… twierdził, że za rozpowszechnianie śmiesznie wówczas taniej morfiny odpowiedzialna była milicja, która w ten sposób pragnęła spacyfikować niebezpieczny dla socjalistycznego państwa ruch. Rzeczywiście na początku lat siedemdziesiątych pojawiła się grupa podejrzanych osobników rozprowadzających wśród hipisów ampułki chemicznie czystej morfiny i innego środka uśmierzającego ból – dolarganu. Podobne teorie na temat CIA, która pacyfikowała narkotykami amerykańskich pacyfistów, głosił w swoich książkach pisarz Thomas Pynchon”.

 

Grupa hipisów (Warszawa 1969)

 

Jak potraktować te domysły? Wszak stereotyp głosi, że hipisi ćpali na potęgę. A skoro tak, to niepotrzebna była żadna ubecja, by sprowadzić ich na złą drogę. Tyle że – jeśli wierzyć starym hipisom, których odpytuje w swojej książce Sipowicz – narkotyki były raczej marginesem tego ruchu. Zaś „gębę” narkomanów przyprawiła hipisom PRL-owska propaganda.Kolejne wspomnienie „Proroka”: – W pewnym momencie, ja wtedy mieszkałem na Broniewskiego, pojawił się u mnie człowiek, który przyniósł butelkę kleju, to było Tri, i kazał mi to wąchać. Więc ja to wąchałem, miałem jakieś dzwonienie w głowie i napawało mnie to takim obrzydzeniem, że powiedziałem, że mnie to nie interesuje, i nigdy nikomu tego nie proponowałem. (…)… po kilku miesiącach zatrzymano mnie na Mostowskich [siedziba MO – red.] i powiedziano, że ten człowiek (…) umarł. Skąd ja wiem dzisiaj, czy on w ogóle umarł, czy on nie był jakimś policjantem, który przyniósł Tri.

Fantazje nawiedzonego hipisa? Czy może dobra intuicja? Sipowicz zapytał o to Ryszarda „Psa” Terleckiego – 40 lat temu czołowego hipisa w Krakowie, obecnie polityka PiS (do 2007 r. był szefem krakowskiego oddziału IPN, dziś jest posłem). Oto fragment ich rozmowy:

Sipowicz: – Prorok uważa, że to SB dawała narkotyki, sprzedawała tanio morfinę po 2 złote, że SB specjalnie zdegenerowała ten ruch. Oczywiście nie bardzo się musieli wysilać. W Stanach Thomas Pynchon napisał książkę, że FBI też rozprowadzała narkotyki, żeby ruch spacyfikować, zamienić szybko w narkomanów, żeby go politycznie zniszczyć. Są takie koncepcje. To by było naprawdę diaboliczne.

 

Kamil Sipowicz z synem

Terlecki odpowiada ostrożnie: – To mało prawdopodobne, ale warto sprawdzić.

Inna rzecz, że i bez narkotyków, hipisi mieli przechlapane u ubeków. „Prorok” szczegółowo opisuje, jak był nękany. Wpierw trafił do aresztu za brak meldunku. Potem było już tylko gorzej: – Podstawili mi dziewczynę, która oskarżyła mnie o gwałt. A ja już miałem żonę, z którą jestem do dziś. Zostałem aresztowany. Skazano mnie na dwa i pół roku więzienia.

Z kolei Terlecki wspomina hipisa „Antka”, który spotykał się z ubekiem Piekarskim: – Całkiem możliwe, że ten Piekarski zarejestrował Antka jako tajnego współpracownika – opowiada. – Całe nasze środowisko wiedziało, że Antek się z nim spotyka. Analizując pytania, jakie zadawał Piekarski w czasie tych spotkań, staraliśmy się przewidzieć, co nam grozi.

W innym miejscu Sipowicz pyta Terleckiego o hipisa o ksywie „Koń”: – … jego podejrzewaliście, że był współpracownikiem SB?

Terlecki prostuje: – To nie on, to jego przyjaciel Jakub (Marek) był konfidentem. Gdy zacząłem pracować w IPN-ie, przeczytałem materiały z 68 roku i wtedy się okazało, kto był donosicielem. Donosił także dawny przyjaciel Kory, jeszcze z harcerstwa, Krzysztof. Bezpieka kazała mu podtrzymywać znajomość z Korą, którą poznałem w kwietniu ’68, żeby przez nią zbierać informacje o mnie. Nic im z tego nie wyszło, a Krzysztof, który został dziennikarzem TV, niedawno przyznał się do swojej roli.

 

Kamil Sipowicz podczas promocji książki

 

Tu warto dodać, że po latach okazało się, iż tajnym współpracownikiem SB był również ojciec Ryszarda Terleckiego – znany pisarz Olgierd Terlecki.W książce Sipowicza są kopie esbeckich dokumentów na temat hipisów. Jednak najbardziej wstrząsające są przedruki artykułów o tym ruchu, jakie ukazywały się w prasie reżimowej. To popis wyjątkowego plugastwa medialnego. Głównym propagandzistą działającym na tym odcinku był niejaki Jerzy Andrzej Salecki, dziennikarz (?) magazynu „itd”.„… Salecki za głównego bohatera artykułów i zarazem wroga obrał sobie Proroka, czyli Józefa Pyrza” – pisze Sipowicz. – „Już w 1968 w artykule „Prorok z Gałówka” (…) Salecki przy pomocy kłamstw i inwektyw wprost zachęca organa ścigania do zajęcia się Prorokiem. Co też za jakiś czas się stało”.

Gazetowe donosy Saleckiego można podziwiać w książce Sipowicza – są tam ich pełne reprinty.

Sipowicz komentuje: „[Salecki] prawdopodobnie korzystał z materiałów operacyjnych milicji. Wzajemna inspiracja milicji i dziennikarza w czasach PRL-u była na porządku dziennym”.

Salecki popełnił w „itd” cały cykl artykułów o hipisach. W ostatnim z nich – pisze Sipowicz – „utożsamia hipisów z narkomanami i namawia wprost do ich aresztowania”. O uczestnikach ruchu ów niesławnej pamięci propagandzista pisał jako o „bękartach z importu”, a całe zjawisko nazwał „Kwiatami Zła”.

Warto przywołać – za Sipowiczem – nazwiska innych autorów paszkwili na hipisów. To m.in. Helena Kowalik z „Życia Warszawy”, czy choćby wspomniany już Olgierd Terlecki, ojciec „Psa”. Zaatakował hipisów – czyli bądź, co bądź przyjaciół własnego syna – na łamach „Życia Literackiego”. A przecież – jak dodaje Sipowicz – był to „prywatnie bardzo miły człowiek, co potwierdza większość hipisów, którzy mieszkanie Terleckich odwiedzali”.

Paszkwilu na swój temat doczekał się czołowy łódzki hipis „Dziki”. Tak o tym opowiada Sipowiczowi: – Był na przykład taki dziennikarz w Łodzi, kolega Brychta [Andrzej Brycht, w latach 60. czołowy PRL-owski reportażysta – red.], Andrzej Makowiecki, który napisał najpierw w łódzkiej prasie (chyba „Odgłosach”) artykuł o hipisach łódzkich, o mnie między innymi. Artykuł głupi, nieprawdziwy i nieetyczny, bo ten Makowiecki nawet cytował mnie, a nigdy się ze mną nie spotkał, choć mieszkał w tym samym mieście. Korzystał więc z jakichś ubeckich protokołów i napisał obrzydliwy artykuł, a później ten artykuł kupiła „Polityka”. To był ostry donos społeczny. (…). W każdym razie w Warszawie był taki facet w Pałacu Mostowskich.

 

 

Sipowicz uściśla: – Było dwóch: Fijałkowski, Piekarski.”Dziki”: – Mnie przesłuchiwano m.in. na zlocie w Opolu. Była nas cała olbrzymia grupa. Mnie pierwszego wygarnęli na przesłuchanie (właśnie ten ubek z Warszawy), mieli to wszystko doskonale przygotowane. Jak zasadzka. Bardzo się bali, że nasz ruch odciąga młodzież, że rozmiękcza ideologicznie, że to jest rodzaj dywersji ideologicznej Zachodu. (…) A ten artykuł, o którym mówiłem, wszedł jeszcze później do książki Makowieckiego: „Enklawa z ulicy Wschodniej”. Maksymalne więc wykorzystanie komunistyczno-sensacyjnej bzdury.Czy polscy hipisi – jako element wywrotowy w świecie komunizmu – byli atrakcyjni dla zachodnich służb specjalnych? Taką śmiałą tezę stawia „Prorok” (najwyraźniej lubi snuć sensacyjne domysły). W rozmowie z Sipowiczem wspomina komunę hipisowską w Ożarowie. I w pewnym momencie mówi: – Przyjeżdżali tam do nas Amerykanie. Mieliśmy wtedy bardzo dobre kontakty z Amerykanami. Oni nam przywozili różne pisma i prawdopodobnie – choć być może nie mam prawa tak mówić – prawdopodobnie byli specjalnie jako studenci wysyłani do Polski, ale prawdziwym ich celem było pomóc opozycji. Bo nie można zapomnieć, że ruch hipisów był pierwszą zorganizowaną opozycją w Polsce. (…) Ale wracając do Amerykanów, według mnie, ich zadaniem było wejść w środowiska opozycji.

W innym miejscu „Prorok” opowiada o manifestach, jakie pisał. Pierwszy z nich powstał w 1967 r. – Były trzy kopie – mówi „Prorok”. – Jedną kopię dałem Toniemu. Toni to był taki facet, niby student amerykański, ale patrząc dzisiaj na to z pewnego dystansu, podejrzewam, że to był jeden z ludzi FBI, który przyjechał tutaj jako student, żeby wspomagać opozycję w Polsce. I jeszcze kilku było takich ludzi, miałem z nimi wszystkimi dobre stosunki, oni mnie otaczali opieką.

Co to za opieka? „Prorok” przyznaje, że czasem brał od tych ludzi jakieś niewielkie pieniądze. I tu następuje dość zaskakujący wtręt: – Jeden z nich – … również [Adam] Michnik może przypomnieć, jak on się nazywał – posiadał wszystkie moje teksty. Mieszkał w Holandii, ale był Amerykaninem. Dlaczego Michnik? Dlatego, że był taki moment, gdy spotkaliśmy się właśnie tam na Powiślu. Na Rozbrat. (…) [W jakimś mieszkaniu] … nie wiem, czy Kuronia, czy Lipińskiego. Nie wiem. Zaproszono mnie, siedzieliśmy w nocy. Tam był chyba Michnik, Kuroń i kilka dziewczyn.

Z jednej strony – morfina i Tri. Z drugiej – poważna działalność polityczna. Czy to możliwe, że hipisi byli narzędziem walki wywiadów w czasach Zimnej Wojny?

W Zdrowym Ciele Zdrowy Duch – KRACZUN – Przesilenie Grudniowe! Wolna Ludzkość – Wolna Polska: O duchowości, polityce i kooperatywach spożywczych (ekologia w parze z ekonomią)!


W ciągu 25 lat działania w Polsce tzw. „demokracji parlamentarnej” i systemu gospodarczego zwanego kapitalizmem,  jedyne co osiągnęliśmy to stworzenie państwa nieprzyjaznego jego obywatelom, a więc z punktu widzenia logiki po prostu „niepotrzebnego”.

Banda Politykierów, która dosiadła Polskiego Sejmu 25 lat temu na mocy fałszywki Okrągłego Stołu i ujeżdża go nieustannie, jak przysłowiową  „łysą kobyłę”, kompletnie wypaczyła i zdeformowała nie tylko ideę Rewolucji 1980 roku, ale w ogóle zasady współżycia społecznego.

Z posiadanych za czasów PRL dóbr społecznych oraz tych, o których poszanowanie robotnicy i intelektualiści polscy apelowali w słynnych „21 Postulatach Gdańskich” Solidarności, takich jak:

– bezpłatne usługi medyczne powszechnie dostępne,

 – bezpłatny i powszechny dostęp do nauki i wykształcenia,

 – system wytwórczy w gospodarce tworzący dobra użyteczne i miejsca pracy gwarantujące każdemu obywatelowi bezpieczeństwo i pełny udział w życiu społecznym i kulturalnym,

– powszechnie dostępna zdrowa żywność, w dostatecznej ilości w obrocie towarowym, oparta na tradycyjnym rolnictwie polskim i jego starych, zdrowych recepturach,

– bezpieczeństwo emerytalne i ubezpieczeniowe ludzi wyeksploatowanych długoletnią pracą (starych, chorych przewlekle i niepełnosprawnych)

- stworzenie systemu powszechnie dostępnego budownictwa mieszkaniowego i warunków dla rozwoju rodziny

- stworzenie pola publicznego do wolności myśli i wypowiedzi

doszliśmy do przeciwieństw i zaprzeczeń tychże osiągnięć i postulatów w każdej możliwej dziedzinie życia w Polsce.

Na przykład PRL-owski system opieki medycznej, działał z zachowaniem elementarnej odpowiedzialności lekarzy za wyniki terapii. Obecnie zaś doszliśmy do systemu niewydolnego, do zaprzeczenia idei lecznictwa w ogóle. Podobne wnioski jak w opisie tzw. „postępu” w medycynie można wyciągnąć dosłownie we wszystkich dziedzinach wspólnoty zwanej Państwem Polskim.

Żyjemy w państwie policyjnym, w którym manipulacja i propaganda w miejsce rzetelności i informacji stały się narzędziami społecznego i politycznego zniewolenia obywateli. Państwo zamiast stać się OBYWATELSKIE , co leżało u podłoża rewolucji Sierpnia 1980 roku, stało się państwem wąskiej elity.

Jak na tzw Zachodzie Europy rządzi „technokracja”, tak w Polsce 2014 roku, w której technologia i wszelka działalność na polu nauki znajduje się w ciężkim kryzysie i zaniku, rządzi  banda „pasożytów” i „pośredników”, którzy nie tworzą żadnych dóbr, a jedynie wysysają soki z obywateli i producentów.

Rządzi Polakami Biurokracja i Grupa Politykierów, których nadrzędnym celem jest urządzenie sobie i swoim rodzinom wygodnego życia kosztem innych, albo osiągniecie tzw „kariery europejskiej” , czyli zaprzedanie się Europejskiemu i Światowemu Diabelstwu – Banksteryzmowi. Owi Biurokraci i Politykierzy tworzą w Polsce  jawnie anty-obywatelskie struktury i system policyjny, który ma zniewolić Polaków czyniąc z nich niewolników pracujących dla Systemu Pan – Niewolnik do upadłego, aż do przedwczesnej śmierci z wyeksploatowania.

Przypomina to żywcem Średniowiecze, razem z jego feudalnym niewolnictwem chłopstwa. W tę niewolniczą klasę zamieniono DZISIAJ 99% społeczeństwa, a 1% stał się Właścicielami Niewolników.

Nic dziwnego zatem, że Społeczeństwo, zepchnięte tymi manipulacjami zadowolonych z siebie Sprzedawczyków Polski, Siewców Niezgody i Zamętu, Kreatorów Podziałów Wewnętrznych, Piewców Kłamstwa, Geszefciarzy i Reklamiarzy Cudzych Interesów w naszym kraju, znalazłszy się na krawędzi życia i śmierci, w tak niebezpiecznym dla zdrowia i życia „środowisku” organizuje się w obronne struktury. Niestety w orbicie tychże Środowisk Niewolących Obywateli znajduje się także dotychczasowa ostoja duchowa Polaków -Kościół Katolicki. Kościół wprost wspiera tenże „porządek”! Przykładem może być popieranie przez Kartel Watykański bestialstwa pod nazwą „rytualnego uboju zwierząt”, czy popieranie przez polski kler  idei „posłuszeństwa” tzw. „państwu prawa”, czyli obojętność Kościoła wobec ewidentnego bezprawia szerzącego się w Polsce¹.

Zbliża się 24 grudnia, Dzień Przesilenia, kiedy Siły Ciemności stracą oparcie dla ofensywy, jaką obserwujemy na różnych polach od 20 czerwca, ze szczególnym nasileniem w drugiej połowie 2014 roku . Atakowi Sił Ciemności poddana została cała Słowiańska Rodzina Narodów.Także Brać Zrzeszenia Słowian w Polsce.

Wszyscy, którzy mieli i mają być może jeszcze, nadzieję na wrogie przejęcie duchowego i fizycznego zarządu Zrzeszenia Słowian, przeżyją wielkie rozczarowanie.

Nigdy nie dopuścimy do wypaczenia idei Wolnych Ludzi i idei Wolnej Słowiańszczyzny oraz Wolnej Polski, również wolnej od pasożytów mentalnych i pośredników duchowych w samym Zrzeszeniu Słowian, czy w naszych mediach; telewizjach, portalach, czasopismach lub wydawnictwach. Tego rodzaju próby zawładnięcia bądź podzielenia naszego środowiska i naszych organizacji pozostaną na zawsze bezowocne. Selekcja jest samoistna, gdyż jest dziełem Wielkiej Zmiany i Świadomości Nieskończonej. Jest doskonała. Żadne siły nie mają takiej mocy aby ten proces zakłócić lub zniekształcić! Z tej ciężkiej próby wychodzimy, jak zawsze, zwycięsko, a więc jeszcze mocniejsi niż byliśmy!

Zgodnie z Naszą Słowiańską Duchowością i Tradycją Dziejową, do wszystkich Zabłąkanych w Ciemnościach (także Lemingów), a nawet do Głodnych Duchów (także Guiltów i Yetisynów), wyciągamy rękę, po to by mieli szansę Zrozumieć i po to, aby dać im szansę na Wspólną Drogę. To ostatnia szansa.

Dla Słowian Grudniowe Przesilenie Duchowe i Materialne to był i jest, KRACZUN – Święto Narodzin Światła Świata.

W tym skrócie, w znaku symbolicznym, w SŁOWIE KRACZUN, zawarto esencję naszej słowiańskiej mentalności i chwili, jaka ma miejsce w Przyrodzie  i Kosmosie: Ku-RA-Czyń! Ku RAkowi Czyn!

A więc ruszajcie mentalnie Moi Drodzy w to Wielkie Święto Przyrody, w Narodziny Światła Świata, KU RA – KU ŚWIATŁU Świata! Ku zwycięstwu nad wszelkimi Siłami Ciemności i destrukcji, jakie nas w naszym kraju osaczają! Niech nadchodzący Święty Czas natchnie Naszego Ducha i Nasze Ciała CZYNEM, Mocą Wielkiej Zmiany Polski na Lepsze!

Artykuł poniżej pochodzi z portalu Fundacji Wolna Ludzkość, a przedrukowujemy go, bo stanowi praktyczną wskazówkę do zakładania kooperatyw, jak i odsyła na portale już istniejących kooperatyw spożywczych, czyli realizuje w praktyce naszą (Wolnych Ludzi) ideę SPÓŁDZIELCZOŚCI, która nie jest teorią, ale  NATYCHMIASTOWYM SKUTECZNYM DZIAŁANIEM OBRONNYM SPOŁECZEŃSTWA: tutaj

Zgodnie z jakże prawdziwym porzekadłem naszych Słowiańskich Przodków Zdrowy Duch może działać jedynie w Zdrowym Ciele.

 

¹ Artykuł został napisany kilka miesięcy temu, zaplanowano go 3 miesiące temu na12 grudnia i opublikowano go 12 grudnia o godzinie 11.58. W kilka chwil później 5 biskupów Kościoła Katolickiego, którzy znajdowali się w Komitecie Honorowym zaplanowanego na 13 grudnia 2014 Marszu  Pamięci Stanu Wojennego oraz w obronie demokracji w Polsce (przeciw aresztowaniom dziennikarzy i wypaczaniu wyborów powszechnych), organizowanego przez PIS, wycofało swoje poparcie dla tego marszu, w imię „jedności Polaków”. Jedności Niewolników i Rządzących nimi Właścicieli Niewolników???

SSSSS s-1553

ANNA FELSKOWSKA  Ekologia w parze z ekonomią

Uprawianie żywności wydaje się być dzisiaj najbardziej radykalną i jedyną efektywną formą zmiany świata. Samowystarczalność żywieniowa uniezależnia bowiem od korporacji. Sadząc i zbierając, będąc w kontakcie z Naturą, zmieniamy przede wszystkim siebie, jednocześnie zapewniając innym istotom bioróżnorodność oraz przestrzeń do życia. W wielu miejscach powstają inicjatywy dążące do takiej żywieniowej samowystarczalności.

 

Rodziny prowadzące gospodarstwa, małe społeczności, wioski, regiony, a czasem całe kraje podążają w tym określonym kierunku. Przykładem mogą być choćby Kuba i Wenezuela, które dokonały swoistej rewolucji poprzez powrót do rolnictwa tradycyjnego. Powstają ogrody w miastach (tzw. urban gardening): przy szkołach, na trawnikach, przed urzędami, czy na zaniedbanych skwerach. Niekiedy w warzywne ogrody zamieniają się całe osady (np. Todmorden w Wielkiej Brytanii). Nie wszyscy mają jednak taką możliwość. Tym, którzy sami nie uprawiają ziemi, pozostaje nawiązać kontakt z lokalnymi rolnikami.

Polacy nie zostają w tyle. Szerokie grono osób zamiast ceną i wyglądem, kieruje się lokalnym pochodzeniem i gwarancją naturalności produktów. Kupując warzywa, olej czy miód bezpośrednio od rolnika możemy mieć pewność, że są świeże i nie dojrzewały w samochodzie jadącym tysiące kilometrów. Niewielkie odległości pozwalają zmniejszyć zużycie energii i paliwa, co wpływa na koszty, jak i służy środowisku. Ponadto, konsument ma szansę poznać producenta swojej żywności i wesprzeć konkretnego człowieka zamiast ponadnarodowe korporacje. Ma także gwarancję, że nie kupuje żywności genetycznie modyfikowanej, która jak wiadomo, powoduje choroby, w tym – alergie, raka, i prowadzi do skażenia środowiska. Korzystnym rozwiązaniem dla dużych polskich miast są właśnie powstające Kooperatywy Spożywcze.

Kooperatywa jest obywatelską inicjatywą konsumentów o nieformalnym i niehierarchicznym charakterze, której celem jest przede wszystkim stworzenie, choćby na skalę lokalną, alternatywy wobec kapitalistycznego systemu dystrybucji żywności. Najprościej mówiąc, to otwarte i dobrowolne zrzeszenie osób, które dokonują kolektywnych zakupów spożywczych – głównie warzyw i owoców – oraz innych (niespożywczych) produktów ekologicznych. Istota kooperatywy spożywczej sprowadza się więc do kupna towarów bezpośrednio od producentów. Pominięcie łańcucha narzucających swą marżę pośredników prowadzi do konkretnych oszczędności finansowych (nieraz 50-70 % ceny jaką zapłacilibyśmy w detalicznym sklepie spożywczym). W cenę zakupów wlicza się oczywiście koszt transportu oraz 10 % na tzw. fundusz gromadzki, a pomimo tego finalny odbiorca oszczędza przeciętnie ok. 20 % ceny sklepowej.

Wielką zaletą jest możliwość wpływu na jakość produkcji rolnej. Wykluczając pośredników w nabywaniu żywności kooperatywa kreuje możliwość bezpośredniego kontaktu z rolnikami. Tworzy się więc ludzka więź pomiędzy nabywcą a sprzedającym. Z czasem powstaje cała sieć producentów rolnych, a dzięki bezpośredniej współpracy, kupujący uzyskuje wpływ na sposób produkcji i jakość żywności oraz jest w stanie utrzymywać stosunkowo niskie ceny. Uczestnikom kooperatyw zależy bowiem na budowaniu z producentami bliskich relacji, opartych na wzajemnym poszanowaniu, dialogu i sprawiedliwym handlu. Kupując warzywa i owoce na targu kooperatyści kierują się najpierw do indywidualnych hodowców, dopiero w ostateczności do lokalnych mini-pośredników składujących swe towary w halach targowych. Docelowo każda kooperatywa dąży do współpracy z rolnikami. Szczególnie uprzywilejowane są oczywiście gospodarstwa organiczne, niestosujące nawozów sztucznych ani modyfikacji genetycznych. Członkowie kooperatyw słusznie wspierają regionalnych wytwórców żywności, poszukują rolników chętnych do współpracy, którzy już produkują lub są zainteresowani produkcją eko-żywności oraz innych źródeł zakupu produktów ekologicznych (sklepy, e-sklepy itp.).

Efektywność zakupów oraz udział sprawdzonej pod kątem ekologicznym i zdrowotnym żywności są wprost proporcjonalne do ilości osób zaangażowanych w finanse i wielkość ich wkładu. Im większy „kapitał założycielski” przed rozpoczęciem działalności (kaucja członkowska wynosi ok. 20-30 zł od osoby), tym większy tzw. „zwrot od zakupów” otrzymuje kooperatywa na późniejsze potrzeby. Kupno i sprzedaż towaru odbywa się wyłącznie za gotówkę, co może stanowić pewną niewygodę, ale ogromną rekompensatą jest stabilność dostaw i płynność finansowa kooperatywy. W przeciwnym wypadku każda kredytowana sprzedaż groziłaby uzależnieniem od kolejnych kredytów, a w konsekwencji – widmem bankructwa. Kooperatywę spożywczą może założyć każdy, wystarczy kilka zaangażowanych osób. Konieczny jest środek transportu, a także miejsce, gdzie uczestnicy będą się spotykać, aby odebrać towar, rozliczyć się i porozmawiać. System składania zamówień bywa różny, jednak najczęściej odbywa się to po uprzedniej rejestracji w internetowym systemie zamówień. Do sfinansowania zakupów służą wcześniej zebrane pieniądze, dlatego tak ważne jest funkcjonowanie tzw. funduszu gromadzkiego – który przeznaczany jest na działalność, rozwój, cele edukacyjne i kulturalne.

Kooperatywy umożliwiają zaistnienie licznych inicjatyw o tematyce ekologicznej. Organizowane są warsztaty np. z eko-gotowania, projekcje filmów o tematyce ekologicznej oraz dyskusje, których celem jest wzajemna eko-edukacja, zakupy urządzeń umożliwiających produkcję zdrowej żywności we własnym zakresie (np. młynek do mielenia ziaren, prasa do tłoczenia oleju). Wielką zaletą tego typu inicjatyw jest integrowanie zaangażowanych w nią osób, wzajemna pomoc i tworzenie trwałych więzi społecznych. Kooperatywa uczy jak wspólnie działać, jak podejmować decyzje i jak organizować. Zebrania przy ważeniu i odbiorze żywności to nie tylko kupiecka formalność odbioru towaru, lecz scalające społeczność spotkania ze wspólną degustacją, podczas których uczestnicy wymieniają się doświadczeniami i spostrzeżeniami. Fundusz gromadzki służy dodatkowo do realizacji celów socjalnych oraz wspieraniu działań na rzecz sprawiedliwości społecznej. Warszawska Kooperatywa Spożywcza oprócz zakupów organizuje dodatkowo spotkania Klubu Dyskusyjnego WKS, a także urodziny kooperatywy, na których propagowane są polityczne idee. Gdańska Kooperatywa Spożywcza ostatnio zorganizowała prezentację filmu dotyczącego zaangażowania Palestyńczyków w kooperatywy spożywcze, spółdzielcze markety oraz inne oddolne inicjatywy.

Aspekt społeczny ma więc tutaj zasadnicze znaczenie. W działalności kooperatystów widać zainspirowanie myślą polityczną Edwarda Abramowskiego – ojca polskiego kooperatyzmu. Abramowski odrzucał wszechwładzę państwa i postulował budowę „Rzeczpospolitej Kooperatywnej” opartej na aktywności obywateli zrzeszonych w związki, stowarzyszenia i kooperatywy. Postrzegał kooperatywy jako sposób na zmianę społeczną i walkę z niesprawiedliwościami kapitalizmu od strony konsumpcji i zbytu towarów (Dla zainteresowanych link do książki E. Abramowskiego pt. Braterstwo, solidarność, współdziałanie – http://soo.org.pl/doc/e-book/abramowski-braterstwo-solidarnosc-wspoldzialanie.pdf). Członkowie powstałych spółdzielni mają nadzieję, że swoimi działaniami będą w stanie zmieniać rzeczywistość, gdyż świat ludzki nie jest ostatecznie ukształtowany i od twórczego wysiłku obywateli w dalszym ciągu może wiele zależeć.

Kooperatywy istnieją już w większych miastach w Polsce, między innymi w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Poznaniu, Lublinie. Toruniu i Gdańsku. Prekursorami byli działacze z Warszawy, którzy jako pierwsi w Polsce w 2010 roku zdecydowali się na założenie spółdzielni, a później współuczestniczyli (udostępniając internetowy system zamówień oraz dzieląc się doświadczeniami) w powstawaniu innych grup. Warszawscy aktywiści w różnych miastach organizowali spotkania rozpowszechniające ideę kooperatywizmu, co w efekcie zaowocowało powstaniem kolejnych punktów np. w Poznaniu, Krakowie. 14 – 15 kwietnia 2012 roku w Warszawie podczas I Zjazdu Kooperatyw Spożywczych członkowie z całego kraju mieli okazje spotkać się i wymienić doświadczeniami. Ciekawe były okoliczności zawiązania Gdańskiej Kooperatywy. Działo się to 25 maja, w dniu ogólnopolskiego dnia protestów związkowych przeciwko drożyźnie i przerzucaniu kosztów kryzysu na społeczeństwo. Dla założycieli taki przypadkowy zbieg okoliczności okazał się jak najbardziej pasujący do kontekstu – by równolegle do słusznych protestów stworzyć alternatywę wobec nieefektywnego modelu gospodarki.

Gdyby kooperatywy stały się z czasem zjawiskiem masowym w Polsce (dla porównania w krajach skandynawskich tworzą 1/3 udziału w rynku spożywczym), mogłyby dostarczyć choćby częściowej recepty na trend spadku stopy wydatków polskich gospodarstw domowych na żywność. Biorąc pod uwagę przewidywane podwojenie cen żywności na światowych rynkach, do których w Polsce dokłada się jeszcze wzrost kosztów utrzymania wynikający z drastycznego wzrostu VAT, tendencja ta prawdopodobnie może się nasilać. Sieć kooperatyw – najlepiej w każdym mieście, a nawet dzielnicy – opartych na ścisłej współpracy z rolnikami stworzy potężną siatkę bezpośredniej współpracy między producentami i konsumentami. Wzorem jest tzw. CSA – (community supproted agriculture, czyli rolnictwo wspierane przez społeczność) – w którym ścisła współpraca z gospodarstwem polega na tym, że konsumenci dzielą z rolnikami odpowiedzialność za zbiory – płacą za żywność z wyprzedzeniem, niezależnie od tego, czy zbiory w danym roku będą udane, czy nie, oraz pomagają w pracy na roli (np. w czasie żniw).

Powstające platformy internetowe umożliwiające konsumentom dotarcie bezpośrednio do producenta żywności również jawią się jako niezwykle pożyteczne. Znajdź zdrową żywność w swojej okolicy! to projekt, który przy pomocy strony Polak potrafi zyskał duże poparcie i zebrał sumę niezbędną do stworzenia portalu o lokalnych produktach. Portal promuje lokalne źródła żywności, handmade oraz wymianę barterową. To prosty i wygodny sposób wyszukiwania produktów lub usług dostępnych w najbliższej okolicy. Inna strona, Lokalna Żywność, przedstawia się jako baza producentów miejscowych produktów spożywczych (tradycyjnych, regionalnych, świeżych, sezonowych, ze znanego źródła, a przede wszystkim zdrowych). Wybierając lokalnie, wspieramy bowiem zrównoważony rozwój regionu integrując lokalne rolnictwo, przetwórstwo, dystrybucję i konsumpcję. To autentyczny wpływ na najbliższe środowisko, wzrost ekonomiczny i zdrowie społeczności lokalnej. Filozofia lokalnej żywności nie wspomina nic o atestach – wszystko tutaj opiera się na wzajemnym zaufaniu, natomiast oceny wiarygodności dostawcy dokonują sami konsumenci. Oferowanie lokalnych produktów przyczynia się jednoznacznie do spójności społecznej, krzewi poczucie wspólnoty oraz zachęca do zachowań przyjaznych środowisku naturalnemu. Zgodnie z filozofią ruchu Slow Food, dotyczącą społeczności zrównoważonej żywności (Sustainable Food Communities), konsumenci mają podstawowe prawo do żywności lokalnie produkowanej, smacznej i zdrowej. Slow Food zakłada, że społeczności powinny łączyć się w globalną sieć, ponieważ łatwy i szybki dostęp do świeżych produktów wspomaga zróżnicowane odżywianie i zachowanie wszystkich walorów organicznych produktów żywnościowych (które zmniejszają się w systemach długoterminowej konserwacji), a co za tym idzie – przyczynia się do poprawy zdrowia publicznego.

Fundacja Wolna Ludzkość została powołana do istnienia, aby w tych niejednoznacznych czasach wskazywać na to, co jest ważne z punktu widzenia zdrowia i świadomości człowieka, a także by stać się praktycznym narzędziem realizacji marzeń dotyczących przyszłości. Fundacja WL ma na celu łączenie jednostek i środowisk, w których budzi się świadomość faktu, że każdy z nas jest nie tylko konsumentem, ale przede wszystkim aktywnym współtwórcą rzeczywistości. Tym samym zwraca uwagę na fakt, że życie na kredyt w zabetonowanych pustyniach, skoncentrowane wokół pracy, która prócz pieniędzy nie przynosi ani rzeczywistej satysfakcji, ani zadowolenia, nie jest jedynym możliwym sposobem na życie. Wspólnymi siłami realizując swoje założenia stworzyła portal WOLNY HANDEL (http://www.wolnyhandel.org/index.html), gdzie oprócz zdrowej żywności odbywa się wymiana także innych najwyższej jakości produktów.Z portalu mogą korzystać wszyscy, jednak sprzedaż jest udostępniania jedynie tym, którzy zostali poleceni, ponieważ produkty dostępne na portalu WOLNY HANDEL charakteryzują się najlepszą jakością zgodnie z sumieniem każdego z użytkowników. Zachęcamy małe gospodarstwa ekologiczne (i nie tylko) do kontaktu na adres fundacja@wolnaludzkosc.pl z propozycjami i ofertami. Razem budujmy świat, w którym każdy będzie miał szansę jeść zdrowo i żyć w zgodzie z naturą.

Zaangażowanie obywateli w kooperatywy wciąż rośnie. Na naszych oczach powstaje niespotykany dotąd pod względem celów i działań ruch społeczny, który powoduje zacieśnienie więzów w grupie osób, których łączą wspólne idee i wartości. Działania kooperatystów wzbudziły zainteresowanie mediów i tym samym przyczyniły się do tego, że o kooperatyzmie zaczyna się coraz częściej i głośniej mówić. Od nas zależy, czy idea ta rozwinie się, i czy za jakiś czas w każdym polskim mieście będzie działała prężna kooperatywa spożywcza.

Kooperatywy spożywcze w Polsce:

Kraków: wawelskakooperatywa.wordpress.com/
Poznań: www.pokospokoo.blogspot.com/
Gdańsk: www.kooperatywa-gdansk.pl/
Warszawa: kooperatywy.pl/
Białystok: www.facebook.com/kooperatywa.wspolpracownia
Łódź: lodz.kooperatywy.pl/
Lublin: lubelskakooperatywa.wordpress.com/
Opole: kooperatywa.opole.pl/
Podlasie: www.vivateco.pl/kooperatywa-nie-tylko-spozywcza/

Autor: Anna Felskòwskô

Źródła:

http://www.facebook.com/wolnaludzkosc/posts/512886112068053

http://www.facebook.com/photo.php?fbid=528415570525308&set=a.357899687576898.89646.356585197708347&type=1&ref=nf

http://lubelskakooperatywa.wordpress.com/

http://myobywatele.org/baza-wiedzy/inspiracje/kooperatywy-przeciwko-systemowi/?fb_action_ids=396530830432501&fb_action_types=og.likes&fb_ref=AL2FB&fb_source=aggregation&fb_aggregation_id=246965925417366

http://www.vivateco.pl/kooperatywa-nie-tylko-spozywcza/

http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=1006

http://wiemycozjemy.pl/wspolne-zakupy.html

Wybory 16. 11 .2014 – „Kraków – Przeciw Igrzyskom!” – Zacznijmy obalać SYSTEM – już od jutra!

Posted in Polska, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 14 Listopad 2014

 Czy to ma sens? Nigdy więcej nie głosuj na PO!  – PSL! – SLD! Oni rządzili Polską przez ostatnie 23 lata! PIS rządził przez 2 lata! Czego dokonał? Samorozwiązania Sejmu! Głosujcie na Młodych!

10418229_1564942223740340_3027345702446032874_n

Czy warto? Zacznijmy obalać System już jutro, od Samorządów – 16 listopada 2014! W wyborach do Europarlamentu było nas 8% – ile będzie teraz?!

 

https://www.youtube.com/watch?v=yERSQefwzFE

 

Jak obalić system? Realny plan działania

https://www.facebook.com/obalamysystem
Dołącz do akcji Obalamy system!
Co zrobić, żeby wyrzucić wszystkie sejmowe partie? Zobacz prosty plan.

ostatnia aktualizacja 14.11. 2014

wizualizacja szkieletor10. 10. 2014

Skończmy wspólnie z niemocą tego MIASTA!!!

Zgodnie z deklaracją  złożoną na tym blogu nie poprzemy mentalnie ani w żaden inny sposób Nowej Prawicy w wyborach lokalnych do Samorządu w Krakowie. Młodzi, a także Starzy (tym bardziej!) powinni popierać Młodych Krakowian a nie starą sitwę!

Inaczej nie uwolnimy się od głupich pomysłów typu Igrzyska Olimpijskie w Krakowie, albo inne równie fajne ciekawostki, za które nasze wnuki będą jeszcze spłacać kredyty zaciągnięte przez Dętą Władzę.

Tak jak Kraków przez 25 lat nie dorobił się właściwej liczby żłobków, ścieżek rowerowych, wymiany palenisk węglowych na ekologiczne, odpowiedniej Karty Rodzinnej, czy Becikowego dla Krakowianek, ani nawet wymiany żarówek na energooszczędne w samym Ratuszu, tak starzy wyjadacze będą w każdym roku wyborczym serwować nam kawałek estakady tramwajowej czy kolejny stadion piłkarski zamiast tego co jest niezbędne do życia, np. przedszkola w zasięgu ręki i w zasięgu kieszeni młodych ludzi, czy kawałka zieleni za oknami domu, w którym mieszkamy na co dzień. 

4

Wystraszony Jacek Majchrowski rzucił tym razem na wyborczą tacę w formie kiełbachy i obwarzanka Park Łobzów przy Podchorążówce, dawnym letnim Pałacu Królewskim. Udaje wielkiego ekologa, zadeklarował nawet ścieżki rowerowe byle utrzymać stołek. Dosyć tego zaśniedziałego garnituru kabotynów! Z godziny na godzinę rośnie poparcie dla Tomka Leśniaka z Inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom. Zagłosujmy wszyscy na niego i jego Komitet – Niech Zwyciężą w Krakowie naprawdę Młodzi i niech nastąpi wymiana pokoleń w tym zgnuśniałym, zaściankowym Ratuszu, który przez 25 lat rządów nie wyprodukował żadnej godnej Krakowa wizji Miasta XXI wieku, potrafił jedynie wywalić kasę na mrzonkę w rodzaju Olimpiady i na niepotrzebne stadiony piłkarskie, a teraz omamia wyborców urojonym metrem.

browar_lubicz_w_krakowie_625x0_rozmiar-niestandardowy

Jeszcze w czerwcu pop-propagandowe media gorąco popierały Inicjatywę, ale teraz próżno szukać coś na temat Inicjatywy Leśniaka w TVP , TVN i gdzie indziej. Strach zajrzał w oczy starych konformistów! Już na samym starcie Tomek Leśniak ma 4,5% poparcia według sondaży, które oczywiście są nie do końca prawdziwe, zwłaszcza gdy chodzi o wyniki kontrkandydatów Jacka Majchrowskiego. Sprawmy niespodziankę Starej Władzy i poślijmy ich na Zieloną Trawkę.

Dajmy im popalić!!! Nawet jeżeli tym razem nie udałoby się wygrać to przynajmniej Policzymy Swoje Zielone Siły!!! Pokażemy im Zieloną Moc!!! Ale dlaczego miałoby się nie udać – Skoro chcemy wygrać, to wygramy! Zwizualizujcie to sobie i tak się stanie! „Wygraliśmy Wybory samorządowe w 2014 w Krakowie!!!” – to sobie powtarzajmy jak mantrę przed snem każdego dnia. No, ale jeszcze trzeba to oczywiście zrobić! Ani kruchta ani stadiony, tylko Miasto dla Młodych, Miasto w którym Młodzi chcieliby żyć!!!

Wszyscy studenci którzy chcieliby w przyszłości mieszkać w nowoczesnym, pełnym miejsc pracy, przyjaznym dla Młodych Krakowie, powinni się koniecznie zorganizować i zarejestrować do wyborów w Krakowie i tutaj oddać swój głos, na kogo chcą, ale najlepiej na Tomka Leśniaka, na WIELKĄ ZMIANĘ!!!

WIELKA ZMIANA W KRAKOWIE!!! Dajmy przykład całej Polsce!

krakow_zakopaneKraków – Zakopane?

Nikt nie da Młodym szansy jeśli nie dadzą jej sobie sami, nikt nie zadba o nich lepiej niż oni sami! Zrzeszenie Słowian i Ruch Wolnych Ludzi jest z WAMI! To Wy Jesteście WIELKĄ ZMIANĄ!

22664

Walczyli z igrzyskami, idą po władzę. Leśniak kandydatem na prezydenta Krakowa

Walczyli z igrzyskami, idą po władzę. Leśniak kandydatem na prezydenta Krakowa

 Foto: TVN 24 Kraków  Tomasz Leśniak chce, by Inicjatywa Kraków Przeciwko Igrzyskom przejęła stery w mieście

  Zachęceni storpedowaniem pomysłu organizacji igrzysk olimpijskich, działacze Inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom ogłosili, że wystawią swojego kandydata w wyborach na prezydenta miasta. Będzie nim zaledwie 28-letni socjolog Tomasz Leśniak.

- Zostaliśmy przy tej nazwie, bo sprzeciwiamy się uprawianej przez prezydenta Majchrowskiego i Platformę Obywatelską polityce igrzysk, czyli polityce efekciarstwa i arogancji – zapowiada Tomasz Leśniak. – Całe miasto jest dla nas kluczowe, dlatego chcemy zasiąść także w radzie miasta i radach dzielnic – dodaje.

 

Tomasz Leśniak przedstawił kandydatów do rady miasta

Swoich kandydatów do rady miasta przedstawił Tomasz Leśniak z komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom. To głównie ludzie młodzi.

- Wystartuje 31 kobiet i 33 mężczyzn, średnia wieku to 32 lata – zachwala swoich kandydatów Leśniak, lider KPI. Sam wierzy w to, że zmierzy się z faworytem rywalizacji – Jackiem Majchrowskim, w drugiej turze wyborów prezydenckich.Do rady liczy wprowadzić co najmniej pięciu radnych. – Mieszkańcy dobrze przyjmują nasz program. Mam nadzieję na drugą turę wyborów – mówi Tomasz Leśniak. – Licze też na dobry wynik do rady miasta, bo nasi kandydaci od lat angażują się w sprawy lokalne i są rozpoznawalni – dodaje. To m.in. ludzie, którzy protestują przeciw budowie trasy wolbromskiej, stawianiu bloków obok fortu Bronowice, czy też zabudowie w okolicy Zakrzówka.

Młodzi nie dajcie się zahukać staruchom! Głosujcie na Tomka Leśniaka i Kraków Przeciw Igrzyskom!!!

 

DLOKR

http://wiadomosci.onet.pl/krakow/sondaz-majchrowski-liderem-ciekawie-dalej/hpbrm

Sondaż: Majchrowski liderem, ciekawie dalej

Piotr Ogórek, Dziennikarz Onetu

W naj­now­szym son­da­żu wy­bor­czym do­ty­czą­cym kan­dy­da­tów na pre­zy­den­ta Kra­ko­wa li­de­rem wciąż jest Jacek Maj­chrow­ski. Dru­gie miej­sce zaj­mu­je kan­dy­dat PiS Marek La­so­ta, a trze­ci jest Łu­kasz Gi­ba­ła. Na czwar­tym miej­scu znaj­du­je się kan­dy­dat­ka PO Marta Pa­te­na. Za­ska­ki­wać może w szcze­gól­no­ści wynik Pa­te­ny, który może zwia­sto­wać zde­cy­do­wa­ną po­raż­kę PO w wy­bo­rach sa­mo­rzą­do­wych.

 Ba­da­nie zre­ali­zo­wał kra­kow­ski CEM In­sty­tut Badań Rynku w dniach 2-4 paź­dzier­ni­ka na re­pre­zen­ta­tyw­nej gru­pie 1015 miesz­kań­ców me­to­dą bez­po­śred­nią. W son­da­żu brały udział osoby, które gło­so­wa­ły przy­naj­mniej raz w wy­bo­rach w ciągu ostat­nich czte­rech lat lub za­mie­rza­ją za­gło­so­wać w naj­bliż­szych.

 Jak przed­sta­wia­ją się wy­ni­ki? Po­dob­nie jak w po­przed­nich son­da­żach li­de­rem jest Jacek Maj­chrow­ski, który uzy­skał 32,2 proc. gło­sów. Dru­gie miej­sce, po­dob­nie jak w ostat­nim son­da­żu dla RMF FM, ma Marek La­so­ta. Kan­dy­dat PiS uzy­skał 21,8 proc. gło­sów.

Cie­ka­wie jest dalej, bo­wiem kan­dy­dat­kę Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej Martę Pa­te­nę wy­prze­dził Łu­kasz Gi­ba­ła z wy­ni­kiem 13,1 proc. gło­sów. Pa­te­na może li­czyć na 11,1 proc. gło­sów po­par­cia. Taki wynik to ewi­dent­na po­raż­ka PO, któ­rej kan­dy­dat­ka zo­sta­ła wy­prze­dzo­na przez by­łe­go po­li­ty­ka tej par­tii.

Na ko­lej­nych miej­scach znaj­du­ją się: Kon­rad Ber­ko­wicz z Nowej Pra­wi­cy Ja­nu­sza Kor­win-Mik­ke­go (8 proc.), To­masz Le­śniak z ko­mi­te­tu Kra­ków Prze­ciw Igrzy­skom (4,5 proc.) oraz Sła­wo­mir Ptasz­kiewcz (2,8 proc). 2,1 proc. an­kie­to­wa­nych stwier­dzi­ło, że na ich głos nie za­słu­gu­je żaden z po­wyż­szych kan­dy­da­tów, a 4,2 proc. nie wie, na kogo odda głos w nad­cho­dzą­cych wy­bo­rach.

Son­daż CEM jest więc cie­ka­wy zwłasz­cza w jego dal­szej czę­ści – zwra­ca uwagę przede wszyst­kim słaby wynik Marty Pa­te­ny, którą wy­prze­dził Gi­ba­ła, a także dość wy­so­ki (4,5 proc.) wynik To­ma­sza Le­śnia­ka, który do tej pory oscy­lo­wał ra­czej wokół jed­ne­go pro­cen­ta.

112125.forumW Londynie potrafią rewitalizować – A co z Nową Hutą?! My nie potrafimy?!

13-VIEW-OF-ATMOSPHERIC-TOWERS-635x295Możemy WSZYSTKO!!!

 

 

15. 10 . 2014

http://lovekrakow.pl/aktualnosci/wiecej-przedszkoli-i-walka-z-prochnica-w-szkolach_7085.html

Więcej przedszkoli i walka z próchnicą w szkołach

Kandydaci KPI do rady miastafot. Krzysztof Kalinowski

Przedstawiciele komitetu wyborczego Kraków Przeciw Igrzyskom zaprezentowali program dotyczący polityki edukacyjnej. Główne założenia komitetu Tomasza Leśniaka to budowa przedszkoli publicznych, zmniejszenie liczby uczniów w klasach czy wdrożenie „dentobusów”, które pomogłyby w walce z próchnicą w krakowskich szkołach.

– Drobne, ale istotne zmiany w krakowskiej edukacji będą w najbliższych latach kluczowe – powiedział podczas wtorkowej konferencji prasowej przewodniczący KPI Tomasz Leśniak przekonując, że polskie nakłady na edukację utrzymują się na bardzo niskim poziomie. – 2,5% PKB to bardzo mało, mimo że średnia unijna wynosi około 5% – wyjaśniał.

Zdaniem przedstawicieli KPI ostatnie lata, oprócz konfliktów prowadzonych wokół zieleni miejskiej czy igrzysk, to czas największych sporów dotyczących edukacji. – Widzieliśmy politykę cięć, która była wspierana przez radnych Platformy Obywatelskiej. Pamiętamy likwidację szkół i publicznych stołówek szkolnych, komercjalizację żywienia w szkołach, masowe zwolnienia czy pomysł likwidacji młodzieżowych domów kultury – wymieniał Leśniak.

Uczniowie nie korzystają ze stołówek

Wśród najważniejszych problemów, z jakimi boryka się krakowska edukacja, znajduje się także rosnące rozwarstwienie poziomu nauczania w szkołach. – Powoli tworzą się getta edukacyjne, do których uczęszczają uczniowie osiągający słabe wyniki w nauce. Mamy podział na szkoły elitarne i pozostałe. Miasto na to nie reaguje – mówił Tomasz Leśniak.

Według KPI, problemem pozostaje spadek uczniów korzystających z obiadów po prywatyzacji stołówek. – Od 25% do nawet połowy mniej uczniów korzysta ze stołówek – informował przewodniczący KPI. – Trzeba wrócić do publicznych stołówek – przekonywał natomiast Marcin Szewczyk, kandydat okręgu 4.

„Dentobus” w walce z próchnicą

Jak przedstawił Tomasz Leśniak, Małopolska to rejon najbardziej zaniedbany pod względem dentystycznym. 90% uczniów w wieku 12 lat cierpi na próchnicę zębów. – W Szwecji ten odsetek wynosi 3% – mówił. Dlatego wzorem edukacji, według członków komitetu Kraków Przeciw Igrzyskom, są kraje nordyckie, gdzie dbanie o zdrowie jest obszarem priorytetowym. – Mam nadzieję, że rozwiązania prezentowane przez nas zbliżą Kraków do modelu fińskiego – dodał Leśniak.

„Dentobusy” to propozycja pilotażowa, która miałaby pozwolić określić potrzeby zdrowotne dzieci. – Nie będzie tak, że z dnia na dzień pojawi się 27 takich autobusów, ale chcemy, aby profilaktyka zdrowotna była rzeczywistym działaniem również Urzędu Miasta Krakowa – wyjaśniał Szewczyk.

25 osób w klasie i nowe przedszkola

– Uważamy, że likwidacja szkół w okresie niżu demograficznego jest rozwiązaniem krótkowzrocznym i ukierunkowanym na oszczędności – tłumaczyła z kolei Marta Dębosz-Warchoł. Według KPI, tego rodzaju cięcia sprawiają, że dostęp do dobrej edukacji staje się przywilejem, a rodzice uczniów muszą uzupełniać szkolne budżety. – Proponujemy podnieść jakość pracy wychowawczej i edukacyjnej. Chcemy zmniejszyć liczebność klas do 25 osób – sugerowała.

Z danych przedstawionych przez Dębosz-Warchoł wynika, że w tym roku około 1 900 krakowskich dzieci nie zostało przydzielonych do przedszkoli wybranych przez rodziców. – 32% dzieci korzysta z przedszkoli niesamorządowych – przedstawiła. Konieczna jest więc budowa nowych placówek publicznych oraz przywrócenie dwóch nauczycieli opiekujących się grupą, co poprawi bezpieczeństwo najmłodszych. – Chcemy, aby przedszkola powstały w Dębnikach, na Podgórzu Duchackim, w Łagiewnikach i Borku Fałęckim – wymieniała przedstawicielka KPI startująca z okręgu 5.

 

24 10 2014 – Dentobusy w kampanii wyborczej

 I to ma sens, a nie antyrosyjski jazgot PISu w kampanii Samorządowej, czy jakieś tam Igrzyska Olimpijskie Majchrowskiego! Miejmy nadzieję, że na tych igrzyskach profesor się wreszcie przejdzie! Tak na uboczu – redaktorzy lovekrakow.pl (bo to ich tekst jest pod tym zdjęciem) zapominają „przypadkiem”, że Tomasz Leśniak kandyduje również na Prezydenta Miasta.  Rozumiemy, że wygodniej jest tego nie przypominać.

CB

 

Kraków: dentobusy w kampanii przed wyborami samorządowymi
Na zdjęciu dentobus z USA
„Kraków Przeciw Igrzyskom”, kiedyś ruch obywatelski bojkotujący ideę organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w Krakowie, dziś komitet, który wystawia kandydatów do wyborów samorządowych, domaga się zakupu dentobusów przez władze miasta.

Przedstawiciele komitetu wyborczego „Kraków Przeciw Igrzyskom” zaprezentowali program dotyczący polityki edukacyjnej. Przypominają w nim m.in., że Małopolska to rejon wyjątkowo zaniedbany pod względem dentystycznym. – 90 proc. uczniów w wieku 12 lat cierpi na próchnicę zębów. W Szwecji ten odsetek wynosi 3 proc. – mówi Tomasz Leśniak lider KPI.

I to właśnie kraje nordyckie Komitet wskazuje jako wzór do naśladowania w kwestii profilaktyki i opieki stomatologicznej. Zakup dentobusów członkowie KPI nazywają propozycją pilotażową, która pozwoliłaby określić potrzeby zdrowotne dzieci z regionu. Autorzy pomysłu są świadomi kosztów związanych z organizacją mobilnych centrów dentystycznych, przekonują, że pomysł ma przede wszystkim zwrócić uwagę na problem.

– Chcemy, aby profilaktyka zdrowotna była rzeczywistym działaniem również Urzędu Miasta Krakowa – apelują.

Więcej: lovekrakow.pl

 

30 10 2014

 4. dzień mgły i smogu w Krakowie. Nic nie widać panie Prezydencie Majchrowski!

Panie prezydencie Majchrowski – Czwarty dzień w Krakowie trwa Smog Wawelski. Końca nosa nie widać kiedy człowiek wpada na ulicy pod czyjś rower albo samochód!  Normy zagazowania są przekroczone 2,5 raza w stosunku do tych z Auschwitz! Tam stosowano Cyklon tutaj stosuje się Benzopiren.

Piszę do Pana bo to pan rządzi w Krakowie już 20 lat niemal i wciąż nie udało się panu załatwić tej sprawy.

Zamiast tego w ramach Igrzysk dla Ludu zbudował pan dwa potężne stadiony i Arenę Sportową które zieją pustką. Czy te miejsca są przygotowywane przez pana ekipę jako lazarety dla zagazowanych Krakowian?!

 Czy uważa pan, benzopiren za humanitarne narzędzie, które  Ostatecznie Rozwiąże Problem Ledwie Zipiących Krakowian?

Panie prezydencie, a idź pan już do Diabła i oddaj władzę Młodym z Komitetu „Kraków – Przeciw Igrzyskom!”

z Braterskim Pozdrowieniem w ramach KAMPANII – Na wpół uduszony już Autor Nowych Przygód Smoga Wawelskiego i Baltazara Gąbki oraz Jego Kompanii

 nowe przygody okładkaKsiążka jest do nabycia tutaj: Slovianski Sklepik

27 paź, 16:10

Mgła w Krakowie? To „smoke and fog”, czyli smog

Od nie­dzie­li w Kra­ko­wie nie­wie­le widać, bo wszyst­ko prze­sła­nia gęsta mgła. Choć jak się oka­zu­je, nie do końca cho­dzi tylko o mgłę. – To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog – wy­ja­śnia An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

Mgła Smog Kraków

Foto: Norbert Litwiński / Onet Mgła Smog Kraków

Je­sien­na słota i coraz niż­sza tem­pe­ra­tu­ra to wy­raź­ne znaki po­cząt­ku se­zo­nu grzew­cze­go w Kra­ko­wie. A pod Wa­we­lem ozna­cza to jedno – po­wrót smogu. Przy ta­kiej po­go­dzie jaką mamy obec­nie, smog staje się nie tylko wy­czu­wal­ny, ale i wi­dzial­ny.

- To co mamy za okna­mi, to w dużej mie­rze smog. To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog. To taki nie­przy­jem­ny kok­tajl – mamy złe wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne, do tego lu­dzie od­pa­li­li piece i efekt jest jaki jest – mówi An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

KAS już od dłuż­sze­go czasu wal­czy o czy­ste po­wie­trze w Kra­ko­wie, a także stara się uświa­da­miać miesz­kań­ców na temat za­gro­że­nia dla życia i zdro­wia, jakie nie­sie ze sobą smog. Kra­ków jest bo­wiem jed­nym z miast z naj­bar­dziej za­nie­czysz­czo­nym po­wie­trzem na świe­cie. Wpływ ma na to głów­nie niska emi­sja, bę­dą­ca efek­tem pa­le­nia wę­glem czy śmie­cia­mi w pie­cach do ogrze­wa­nia.

Głów­nym skład­ni­kiem smogu są pyły za­wie­szo­ne PM10 i 2.5, czyli benzo(a)piren. Norma śred­nio­do­bo­wa to 50 mi­kro­gram (µg) na metr sze­ścien­ny. Tej je­sie­ni w Kra­ko­wie jest ona już nie­raz prze­kra­cza­na dwu­krot­nie. – Ponad 100 µg/m3 PM10 śred­nio­do­bo­wo w in­nych mia­stach by­ło­by już po­wo­dem do ogło­sze­nia alar­mu smo­go­we­go. A u nas cie­szy­my się, że norma jest tylko dwu­krot­nie prze­kro­czo­na. To marne po­cie­sze­nie, bo to war­to­ści po­wo­du­ją­ce re­al­ne za­gro­że­nie dla życia i zdro­wia – do­da­je An­drzej Guła.

Żeby po­czuć po­pra­wę w ja­ko­ści po­wie­trza, cał­ko­wi­cie mu­sia­ły­by być wy­eli­mi­no­wać źró­dła ni­skiej emi­sji smogu. – Je­że­li mamy ok. 50 tys. pa­le­nisk wę­glo­wych we­dług sza­cun­ków mia­sta, a w ciągu ostat­nich dwóch lat wy­mie­nio­no 1,5-2 tys. pa­le­nisk, to wciąż je­ste­śmy na po­cząt­ku drogi. Nie spo­dzie­waj­my się więc, że bę­dzie le­piej od razu. Trze­ba jed­nak za­chę­cać do ko­rzy­sta­nia miej­skie­go pro­gra­mu do­płat na wy­mia­nę pie­ców. Zwłasz­cza, że jest on jak na razie bar­dzo atrak­cyj­ny – mówi pre­zes KAS.

Po­mi­mo uchy­le­nia przez sąd ad­mi­ni­stra­cyj­ny uchwa­ły sej­mi­ku wo­je­wódz­kie­go o za­ka­zie pa­le­nia wę­glem w Kra­ko­wie, wła­dze mia­sta nie re­zy­gnu­ją z pro­gra­mu wy­mia­ny pie­ców w Kra­ko­wie. Jest on cały czas roz­bu­do­wy­wa­ny, a miesz­kań­cy są za­chę­ca­ni do prze­cho­dze­nia na eko­lo­gicz­ne sys­te­my grzew­cze. W nie­któ­rych przy­pad­kach można uzy­skać nawet 100 proc. do­pła­ty na wy­mia­nę pa­le­ni­ska.

Warto przy­po­mnieć, jak smog ne­ga­tyw­nie wpły­wa na nasze zdro­wie. Co roku miesz­ka­niec Kra­ko­wa przyj­mu­je z po­wie­trzem ra­ko­twór­cze sub­stan­cje, któ­rych ilość od­po­wia­da wy­pa­le­niu 2,5 tys. pa­pie­ro­sów. Przez za­tru­te po­wie­trze zwięk­sza się także za­cho­ro­wal­ność na no­wo­two­ry zło­śli­we.

Na­ra­że­ni są wszy­scy, ale przede wszyst­kim osoby z cho­ro­ba­mi ukła­du od­de­cho­we­go, osoby z astmą, aler­gi­cy, a także ko­bie­ty w ciąży, dzie­ci oraz osoby star­sze. W skali ogól­no­pol­skiej na astmę oskrze­lo­wą cho­ru­je 6 proc. dzie­ci. W Kra­ko­wie pra­wie trzy razy tyle – aż 16 proc.

(NZ)

10418229_1564942223740340_3027345702446032874_n

01. 11. 2014 – Muzeum-Ośrodek Słowiańszczyzny i Polski – Pałac Kultury i Nauki! (Propozycja dla wszystkich Słowian – Polaków)

Posted in Polska, sztuka, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 31 Październik 2014

z5247328XPałac Dziejów Słowian – Polaków

 

Kilka dni temu (dokładnie 28 października 2014) Rafał Orlicki zgłosił w jednym z wpisów na naszym blogu, w związku z otwarciem Muzeum Historii Żydów Polskich oraz ślimaczącym się od 25 lat brakiem organizacji takiego muzeum jak Muzeum Historii Polski i Dziejów Polaków, projekt przekształcenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w gigantyczne Muzeum Polski i Słowiańszczyzny.

 

Jest to oczywiście proponowana nazwa robocza, która ma oddać ideę oraz zarysować koncepcję zawartości wnętrza gmachu. Stworzyć ramy dyskusji jakie konkretnie galerie powinny się tam znaleźć. Od lat nie wiadomo jak traktować ten gmach. Jedni chcą go burzyć inni go bronią, różne pomysły na jego zagospodarowanie już były, różne projekty przekształcenia także. Rzeczywiście jest tak, że III RP cierpi na niemożność powołania do życia Muzeum Historii Polski.

 NowaWileńska-panorama-Solidarności1Muzeum Słowiańszczyzny i Polski

Na początek proszę zapoznajcie się z propozycją Rafała Kopko Orlickiego, czyli z jego roboczym wpisem na naszym blogu  i jego argumentacją:

 

MUZEUM HISTORII SŁOWIAN I POLSKI – PKiN

Zamiast dzielić Polaków powinniśmy się dzisiaj zgodnie zająć tematem braku „Muzeum Historii Słowian i Polski”, gdy otwarto właśnie „Muzeum Historii Żydów Polskich – Polin”. Żaden inny naród poza naszymi prasłowiańskimi przodkami, nie zbudował naszej państwowości, tylko My sami! Z udziałem wielu przybyszów, ale w oparciu o nasz wiodący, etnos słowiański! I to znacznie wcześniej niż miał miejsce chrzest Mieszka. To jest temat, wymagający wielkiej zgody i zjednoczenia. Inaczej, dla Świata, będzie wyglądało to tak, jakby Polska narodziła się dzięki tej czy innej nacji, co będzie kłamstwem z winy naszego zaniedbania i przemilczenia oraz celowej niechęci polityków.

Dlatego uważam, że w centrum Warszawy, powinno stanąć Wielkie Muzeum Historii Słowian i Polski! Jedni bez drugich nie zaistnieli. Jesteśmy wielką, słowiańską rodziną i państwowość każdego narodu słowiańskiego wywodzi się z tej wspólnoty. Aby takie Muzeum przebiło liczne kłamstwa, musi być wielkie, bo mamy znacznie większą historię i jeszcze więcej milionów zgładzonych współplemieńców, przez najazdy; Franków, Rzymu, Germanów, niestety i Rosjan, w tym obozy zagłady dla Polaków i Rosjan, zsyłki milionów na Sybir.

Proponuję, aby w tym celu przekształcić Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Cały, na taki właśnie cel! Np. Jest tam muzeum techniki. Niech to będzie Muzeum wynalazczości i odkryć Słowian, z podziałem na narodowości. I tak dalej. Sal ledwo wystarczy w tym dużym gmachu, na wszystkie wystawy i tematy! Nie potrzebne jest nam osobne Muzeum II wojny światowej, tylko podobnie, w tym jednym budynku. Po to, aby wszyscy cudzoziemcy odwiedzający Warszawę, mieli to, co jest ważne dla naszej historii, na miejscu! Zjednoczmy się teraz, chociaż w tym jednym celu!
Kto jest za?!

Rafał Kopko – Orlicki
adres kontaktowy: wiarygodni@op.pl

Zapraszam do odwiedzenia ciekawych stron i zapisywania się:

https://pl-pl.facebook.com/RedutaDobregoImienia
https://www.facebook.com/RedutaDobregoImienia/photos/a.147163995442096.32618.147151028776726/148672925291203/?type=1
http://reduta-dobrego-imienia.pl/
http://www.eprudnik.pl/spotkanie-reduta-dobrego-imienia-polska-liga-przeciw-znieslawieniom/
http://www.eprudnik.pl/wp-content/uploads/2013/02/cropped-baner_RDI_PLAD1.jpg

 

2011_11_11_-_005_-_Warszawa_-_wiezowce_w_centrumMuzeum Słowiańskie – Muzeum Historii Polski

Ja osobiście podpisuję się pod tym projektem obiema rękami, ale zaznaczam – na razie tylko ja osobiście.

Wydaje mi się, że ten pomysł rozwiązuje wszystkie problemy PKiN i staje się Osią Łączącą nie tylko Polaków w Jedność, ale także ma szansę zaspokoić oczekiwania innych Słowian, w tym również  na przykład Rosjan względem tego budynku. Przecież był to prezent ZSRR i jego Narodów, a więc nie tylko Rosjan ale i innych narodów które były częściami ZSRR, takich jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Litwa, Łotwa, Estonia, Gruzja, Kirgizja. Był ich darem dla zrujnowanej Warszawy i dla Polski.

 Sam w sobie budynek ten musi się kojarzyć polskim patriotom z upokarzającym stanem 45 letniej zależności od ZSRR po II Wojnie Światowej. Ale kiedy jego wnętrze wypełni Muzeum Słowian i Polaków, Muzeum Słowiańszczyzny i Polski, w tym galerie takie jak Słowiańskiej Nauki i Wynalazczości, Kultury Słowiańskiej i Polskiej, Polskiej i Słowiańskiej Sztuki Ludowej, czy inne muzea, dla których obecnie ani nie ma lokalizacji, ani nie ma budynków,  ani często nawet koncepcji, to jestem pewien, że ten ładunek koncepcyjny zawarty w Idei i Wnętrzu budowli tchnie w nią zupełnie innego ducha, Ducha Słowiańszczyzny XXI Wieku, Ducha Słowiańszczyzny i Polski Nowoczesnej, wreszcie Ducha Słowiańszczyzny Zjednoczonej.

warszawa_001Muzeum Słowiańskie i Polskie

 Jest to idealne miejsce na odbywanie kongresów, prezentacji zdobyczy słowiańskiej i polskiej nauki i techniki, kultury i sztuki. Posiada PKiN Salę Kongresową i sale kinowe, posiada zaplecze magazynowe i niezbędną infrastrukturę. To wszystko wymaga odnowienia, a nowoczesne myślenie o muzealnictwie pozwoli stworzyć z tego obiektu w Sercu Warszawy Ośrodek promieniujący na wszystkie kraje Słowian. Tak był ten pałac pomyślany i tak był nazwany: Pałacem Nauki i Kultury. Niech pełni swoje funkcje w Nowy Sposób i niech będzie teraz nazywany Pałacem-Muzeum Słowiańszczyzny i Polski.

Rozważcie proszę bardzo starannie ten projekt, jest on bowiem pomysłem dla uczczenia  Wszystkich Pokoleń Słowian i Polaków. Z tego powodu składamy przed Wami ten projekt w dniu Święta Pamięci Naszych Przodków – 1 listopada 2014 roku.

 

Jesteśmy winni szacunek naszym Przodkom , naszym Dziadom.Wyrażanie owego szacunku nie może polegać na pustych deklaracjach ludzi rządzących obecnie Polską. Do nas należy zmusić ich do działania zgodnie z Wolą Narodu Polskiego, zgodnie z Naszą Wolą, jeżeli im samym takiej woli brakuje.

W przeddzień Święta Zmarłych, Święta Pamięci Naszych Przodków – POLAKÓW, zgłaszam pod rozważenie ten projekt wszystkim Słowianom i wszystkim Polakom w Polsce i zagranicą. Postawię też tę sprawę na najbliższym Pierwszym Zjeździe i Pierwszym Wiecu Zrzeszenia Słowian, zaraz po jego formalnej rejestracji. Mam nadzieję, że uczyni to ze mną w imieniu Wiarygodni.pl pomysłodawca Rafał Kopko Orlicki i inni, którzy się przyłączą.

 

Warszawa-Kraków 01. 11. 2014 roku

 z6427011Q,W-mysl-planu-Park-Swietokrzyski-ma-byc-poszerzony-Pałac Dziejów – Kultury i Nauki Słowian

 Uzupełnienie – 1. listopada 2014

1. Droga do Unii Słowiańskiej, do Polski Nieśmiertelnej, Wolnej i Sprawiedliwej jest tak długa, że niejeden z nas jej ziszczenia nie dożyje. Ta droga wymaga pracy wielu osób, bo to jest – jak wszyscy chyba widzą – praca u podstaw, która zaczyna się od oczyszczenia pamięci. Dla mnie ta droga trwa odkąd pamiętam, odkąd stałem się dorosłym facetem. Dzielenie Polaków zapalonych do idei Słowiańskiej i wykopywanie rowów z powodu różnic światopoglądowych między nimi zupełnie kładzie ideę tworzenia takiej Polski o jakiej marzymy – Która Jest Domem Dla Każdego Kto Ma Polskę w Sercu.

2. Walczmy z Kalifatem Watykańskim który ZAWŁASZCZA ale nie z wyznawcami chrześcijaństwa, czy judaizmu, czy islamu , czy buddyzmu czy ateistami, którzy chcą Wolnej Polski dla Wolnych Polaków i są Słowianofilami, chcącymi tejże Unii Słowian. Warunkiem by było Nam po drodze z Nimi i Im po drodze z Nami – jest Wolna Polska dla Wolnych Ludzi – czyli Polska Wolnych Plemion Światopoglądowych – Miejsce dla Wszystkich Polaków i w perspektywie dla Wszystkich Wolnych Słowian w jednej Słowiańskiej Unii. Tę Wolność Słowiańską możemy roznieść po całym Świecie wszędzie gdzie żyją Polacy – bo Naszą Ojczyzną i Macierzą jest teraz cała Matka Ziemia i cały Ojciec Kosmos, którego sięgamy.

3. Trzeba by wokół tej idei – tak jak wokół idei Muzeum/Ośrodka – jednoczyć Polaków, a nie dzielić. Muzeum – jak mam nadzieję dosyć jasno napisałem – nie ma być skansenem, jak np. Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest nowoczesne i żywe, i buduje wokół siebie postawy patriotyczne poprzez różne akcje i pomysły ożywiające, ale jest klasycznym choć nowoczesnym muzeum.

<strong>4. To co proponuje Rafał Orlicki z Grupy Wiarygodni to ma być w zasadzie Ośrodek Słowiański, ma być bardziej Pałacem Kultury i Nauki Słowian, a w tym Polaków, ale też być Muzeum Dziejów Słowian i Polski i Polaków. Pałacem Kultury i Nauki, czyli Ośrodkiem Kultury i Nauki jakim miał być według nazwy, a jakim nigdy nie był! </strong>

A więc ma być miejscem współczesnym, zawsze żywym, miejscem kongresów, spotkań Słowian i Myśli Słowiańskiej, miejscem prezentacji współczesnych osiągnięć czy też przeglądów w różnych dziedzinach nauki i kultury, np. miejscem wystawy AKTUALNYCH osiągnięć i Kongresu Słowian w sprawie Wolnej Energii i Energetyki Przyszłości. Czy np. Zjazdu Genetyków Genealogicznych ze świata i przeglądu idei na jej obecnym etapie rozwoju.

5. NOWOCZESNOŚĆ i WSPÓŁCZESNOŚĆ oraz PRZESZŁOŚĆ i PRZYSZŁOŚĆ w Jednym Ośrodku Słowiańskim. To wymaga zupełnie nowego podejścia. Bo np. pojęcie „zjazdu” dzisiaj nie tyle wymaga fizycznej obecności ludzi z tej dyscypliny ze świata – co Inicjacji w Ośrodku Słowiańskim i spotkania na wielu liniach telekomunikacyjnych w jednym czasie.

6. Pałac Kultury jest dosyć duży by można było na jednym piętrze pomieścić Muzeum Dziejów Słowiańszczyzny, czyli wszystkich słowiańskich narodów, także tych których już między nami nie ma, na innym Muzeum Dziejów Polski i Polaków. Jest dosyć duży by pomieścić np. siedziby Wspólnoty Polskiej i Kongresu Kongresów Polonii z poszczególnych państw świata, czy innych związków słowiańskich, czyli działających teraz i dla przyszłości organizacji społeczności Słowiańskiej i Polskiej.

7. Nawet jeżeli mamy świadomość że to się stanie za trzy pokolenia to trzeba to zacząć i działać. Nie ma na co czekać. Inni nie czekają.  

8. Zaczyna się czas w którym możemy Odzyskać Polskę. Co to znaczy? Dam przykład z wczoraj. Polacy przestali kupować w portugalskiej sieci – Biedronce. Była warta na giełdzie 10 miliardów euro a w ciągu roku straciła 5 miliardów wartości jako sieć globalna, z powodu kłopotów w Polsce. Powinniśmy myśleć o jej wykupieniu przez Polaków. PKO BP wykupił bank który był w obcych rękach bodajże Nordea, czy jakiś inny. Włosi chcą zamknąć fabrykę samochodów, czy jedną czy drugą linię produkcyjną – trzeba by to wykupić i zacząć produkować te nostalgiczne własne samochody, które się projektuje (nowe Warszawy, nowe Syreny i co innego) – bo mamy linie produkcyjne których tamci nie chcą a postawili je u nas – dali nam know how, wiedzę i narzędzie, którego nie mieliśmy, zbudowali to od podstaw. NA TYM POLEGA PROCES ODZYSKIWANIA POLSKI DLA POLAKÓW. TO WYMAGA WSPARCIA PAŃSTWA POLSKIEGO.

9. Wytyczanie DRÓG PRZYSZŁOŚCI  i WIZJI ROZWOJU Technologii – To jest zajęcie dla Działu tego Muzeum-Pałacu-Ośrodka, który już tam jest i nazywa się Muzeum Techniki i Wynalazczości. To kwestia nowoczesnego podejścia do funkcji tzw „muzeum” które nie ma być skansenem, ale żywą instytucją mającą przegląd tego co było, gdzie jesteśmy teraz i tworzącego wizję co robić dalej!  TO MUSI WESPRZEĆ PAŃSTWO POLSKIE.

10. To wszystko co napisałem to są cele dla nas Wszystkich – dla Starych i Młodych, przede wszystkim dla Młodych. Czas żeby brali sprawy w swoje ręce, bo na co tu czekać. Na pewno Zrzeszenie Słowian też nie zrobi wszystkiego tylko może zainicjować procesy. Jak choćby proces odzyskiwania dla wiary przyrody Świętych Gór, proces odkłamywania przeszłości, proces budowania wspólnoty międzynarodowej kultury i nauki Słowian.

11. Pod Wzgórzem Wawelskim stoi kopia Świętowita – przyjdzie czas że przeniesiemy go na Święte Wzgórze i tam na placu obok katedry odbędą się obrzędy uświęcenia tego Palwanu według Słowiańskiej Wiary, tak jak widzieliśmy na filmie u Południowych Przyjaciół, a jednocześnie odbędą się Postrzyżyny i Zapleciny tysięcy polskich dzieci i pójdzie w miasto Wiosenny Pochód z Jaryłą i Jaruną.

12. Nie wchodzimy w konflikt z wyznawcami chrześcijaństwa i nigdy w taki konflikt nie wejdziemy (chyba że oni zaczną nas nawracać i odbierać nam prawo do życia w zgodzie z naszymi zasadami), ale będziemy pokazywać czym jest chrześcijaństwo i katolicyzm, czym było w dziejach i jakie jest obecnie wszędzie tam gdzie czyni ono szkody, choćby poprzez rozpasanie swoich pośredników korporacyjnych Kościoła Katolickiego i ich uzurpację np. wpływania na politykę państwa w myśl ich krucjaty. W Polsce nie będzie się odbywać żadna krucjata przeciw innowiercom czy niewierzącym, ale ktoś (MY) musi tego dopilnować, zadbać o to by była równowaga. My robimy swoje, a chrześcijanie którzy zrozumieją, że światopogląd naukowy jest bardziej racjonalny niż ten chrześcijański i tak odejdą od Pośredników, którzy pędzą żywot pasożytniczy ich kosztem.

13. Pokazujmy ludziom prawdę i zakłamanie tam gdzie ono występuje, ale przecież to oni wybierają w co wierzą a w co nie. Tak ma być. Na tym polega Wolność, bycie Wolnym Człowiekiem, na tym polegać ma Wolna Polska.

 Niech Pałac Kultury i Nauki w Warszawie stanie się Oś-RODkiem, Osią RODu Słowian, prawdziwym twórczym Ośrodkiem Kultury i Nauki Słowian i Polaków, w którym Przeszłość połączy się w Teraźniejszości z Przyszłością!

WARSZAWA – KRAKÓW 1 . 11. 2014 r.

 

Niniejszy artykuł znajdzie się w Zimowym numerze Kwartalnika „Słowianić nr 7″.

Młodzi z Komitetu „Kraków – Przeciw Igrzyskom” wezmą Kraków?! 4. dzień mgły i smogu w Krakowie. Nic nie widać panie Prezydencie Majchrowski!

Posted in Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 30 Październik 2014

30 10 2014

 4. dzień nieprzerwanej mgły i smogu w Krakowie. Nic nie widać panie Prezydencie Majchrowski!

Panie prezydencie Majchrowski – Czwarty dzień w Krakowie trwa Smog Wawelski. Końca nosa nie widać kiedy człowiek wpada na ulicy pod czyjś rower albo samochód!  Normy zagazowania są przekroczone 2,5 raza w stosunku do tych z Auschwitz! Tam stosowano Cyklon tutaj stosuje się Benzopiren.

Piszę do Pana bo to pan rządzi w Krakowie już 20 lat niemal i wciąż nie udało się panu załatwić tej sprawy.

Zamiast tego w ramach Igrzysk dla Ludu zbudował pan dwa potężne stadiony i Arenę Sportową które zieją pustką. Czy te miejsca są przygotowywane przez pana ekipę jako lazarety dla zagazowanych Krakowian?!

 Czy uważa pan, benzopiren za humanitarne narzędzie, które  Ostatecznie Rozwiąże Problem Ledwie Zipiących Krakowian?

Panie prezydencie, a idź pan już do Diabła i oddaj władzę Młodym z Komitetu „Kraków – przeciw Igrzyskom!”

z Braterskim Pozdrowieniem w ramach KAMPANII – Na wpół uduszony już Autor Nowych Przygód Smoga Wawelskiego i Baltazara Gąbki oraz Jego Kompanii

nowe przygody okładkaKsiążka jest do nabycia tutaj: Slovianski Sklepik

27 paź, 16:10

Mgła w Krakowie? To „smoke and fog”, czyli smog

Od nie­dzie­li w Kra­ko­wie nie­wie­le widać, bo wszyst­ko prze­sła­nia gęsta mgła. Choć jak się oka­zu­je, nie do końca cho­dzi tylko o mgłę. – To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog – wy­ja­śnia An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

Mgła Smog Kraków

Foto: Norbert Litwiński / Onet Mgła Smog Kraków

Je­sien­na słota i coraz niż­sza tem­pe­ra­tu­ra to wy­raź­ne znaki po­cząt­ku se­zo­nu grzew­cze­go w Kra­ko­wie. A pod Wa­we­lem ozna­cza to jedno – po­wrót smogu. Przy ta­kiej po­go­dzie jaką mamy obec­nie, smog staje się nie tylko wy­czu­wal­ny, ale i wi­dzial­ny.

- To co mamy za okna­mi, to w dużej mie­rze smog. To po­łą­cze­nie mgły i dymu, jak to się z an­giel­skie­go mówi, „smoke and fog”. Co daje nam wła­śnie wi­docz­ny smog. To taki nie­przy­jem­ny kok­tajl – mamy złe wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne, do tego lu­dzie od­pa­li­li piece i efekt jest jaki jest – mówi An­drzej Guła z Kra­kow­skie­go Alar­mu Smo­go­we­go.

KAS już od dłuż­sze­go czasu wal­czy o czy­ste po­wie­trze w Kra­ko­wie, a także stara się uświa­da­miać miesz­kań­ców na temat za­gro­że­nia dla życia i zdro­wia, jakie nie­sie ze sobą smog. Kra­ków jest bo­wiem jed­nym z miast z naj­bar­dziej za­nie­czysz­czo­nym po­wie­trzem na świe­cie. Wpływ ma na to głów­nie niska emi­sja, bę­dą­ca efek­tem pa­le­nia wę­glem czy śmie­cia­mi w pie­cach do ogrze­wa­nia.

Głów­nym skład­ni­kiem smogu są pyły za­wie­szo­ne PM10 i 2.5, czyli benzo(a)piren. Norma śred­nio­do­bo­wa to 50 mi­kro­gram (µg) na metr sze­ścien­ny. Tej je­sie­ni w Kra­ko­wie jest ona już nie­raz prze­kra­cza­na dwu­krot­nie. – Ponad 100 µg/m3 PM10 śred­nio­do­bo­wo w in­nych mia­stach by­ło­by już po­wo­dem do ogło­sze­nia alar­mu smo­go­we­go. A u nas cie­szy­my się, że norma jest tylko dwu­krot­nie prze­kro­czo­na. To marne po­cie­sze­nie, bo to war­to­ści po­wo­du­ją­ce re­al­ne za­gro­że­nie dla życia i zdro­wia – do­da­je An­drzej Guła.

Żeby po­czuć po­pra­wę w ja­ko­ści po­wie­trza, cał­ko­wi­cie mu­sia­ły­by być wy­eli­mi­no­wać źró­dła ni­skiej emi­sji smogu. – Je­że­li mamy ok. 50 tys. pa­le­nisk wę­glo­wych we­dług sza­cun­ków mia­sta, a w ciągu ostat­nich dwóch lat wy­mie­nio­no 1,5-2 tys. pa­le­nisk, to wciąż je­ste­śmy na po­cząt­ku drogi. Nie spo­dzie­waj­my się więc, że bę­dzie le­piej od razu. Trze­ba jed­nak za­chę­cać do ko­rzy­sta­nia miej­skie­go pro­gra­mu do­płat na wy­mia­nę pie­ców. Zwłasz­cza, że jest on jak na razie bar­dzo atrak­cyj­ny – mówi pre­zes KAS.

Po­mi­mo uchy­le­nia przez sąd ad­mi­ni­stra­cyj­ny uchwa­ły sej­mi­ku wo­je­wódz­kie­go o za­ka­zie pa­le­nia wę­glem w Kra­ko­wie, wła­dze mia­sta nie re­zy­gnu­ją z pro­gra­mu wy­mia­ny pie­ców w Kra­ko­wie. Jest on cały czas roz­bu­do­wy­wa­ny, a miesz­kań­cy są za­chę­ca­ni do prze­cho­dze­nia na eko­lo­gicz­ne sys­te­my grzew­cze. W nie­któ­rych przy­pad­kach można uzy­skać nawet 100 proc. do­pła­ty na wy­mia­nę pa­le­ni­ska.

Warto przy­po­mnieć, jak smog ne­ga­tyw­nie wpły­wa na nasze zdro­wie. Co roku miesz­ka­niec Kra­ko­wa przyj­mu­je z po­wie­trzem ra­ko­twór­cze sub­stan­cje, któ­rych ilość od­po­wia­da wy­pa­le­niu 2,5 tys. pa­pie­ro­sów. Przez za­tru­te po­wie­trze zwięk­sza się także za­cho­ro­wal­ność na no­wo­two­ry zło­śli­we.

Na­ra­że­ni są wszy­scy, ale przede wszyst­kim osoby z cho­ro­ba­mi ukła­du od­de­cho­we­go, osoby z astmą, aler­gi­cy, a także ko­bie­ty w ciąży, dzie­ci oraz osoby star­sze. W skali ogól­no­pol­skiej na astmę oskrze­lo­wą cho­ru­je 6 proc. dzie­ci. W Kra­ko­wie pra­wie trzy razy tyle – aż 16 proc.

(NZ)

Góra Wielka Sowa – kolejny szczyt zdobyty przez Kalifat Watykański!

Posted in Polska, przyroda, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 28 Październik 2014

Wielka_Sowa_in_2014Piękna czysta Wielka Sowa w masywie Gór Sowich

Inwazja Kościoła Katolickiego w Przestrzeń Wspólną Polaków trwa nieustannie. Każdego dnia. Oto kolejny jej przykład. Kolejna góra w oczywisty sposób związana z Wiarą Przyrodzoną Słowian, góra emanująca dobrą i czystą energię astralną i elektromagnetyczną jest zaśmiecana przez Czarną Sotnię obiektem, który neutralizuje jej ochronne pole i czyni dziurę w jej astralu.  Pod pretekstem postawienia tutaj małej kapliczki klechy ze Świdnicy walą na szczycie kolejną czarną kupę, stertę obcych kamieni i wylanego betonu, czyli tak zwany  kościół, a w istocie katakumbę kultu śmierci, obiekt magiczny który ma odczynić naturalną moc i zniwelować dobrą energię tego miejsca. Miejsce które będąc symbolem i ziemskim wcieleniem Sił Mądrości chroniło dotąd Polskę przed wpływami Reptilów ma przejść w ręce tychże Reptilian, Sługów Ciemności, Orędowników Ludzkiego Zniewolenia, Umysłowego i Fizycznego Niewolnictwa.

CB

201410193818

 

Tam ich jeszcze nie było…. Zawłaszczanie przez kk wspólnej przestrzeni na swoje interesy trwa. Na bardzo atrakcyjnym szczycie górskim w Górach Sowich, czyli na Wielkiej Sowie, 1015 m. n. p. m., którą przy pięknej pogodzie odwiedzają setki turystów, od kilku tygodni trwa budowa katolickiej kapliczki.

Jest tam piękna wieża widokowa, oczywiście wieża z antenami telefonicznymi, i … teraz dojdzie kaplica katolicka. Dołączam zdjęcia.

Góra znajduje się na terenie gminy Pieszyce.

Wg tablicy informacyjnej, inwestorem jest Świdnicka Kuria Biskupia

Budowa, wg tablicy: kapliczka wraz z instalacją elektryczną

 

201410193819Nadesłał: Jacek M. Kwiatkowski

 

I jeszcze niespodzianka w skrzynce mailowej – takie niespodzianki dostają nasi współpracownicy z Sobótki/Sulistrowic/Sulistrowiczek/ ogólnie spod Ślęży:

ze skrzynki pocztowej

 

Wielka Sowa (niem. Hohe Eule, po 1945 przez krótki okres pol. Góra Sowia[1], 1015 m n.p.m.)[2] – najwyższy szczyt Gór Sowich w Sudetach Środkowych, z najbardziej zniszczonym ekologicznie drzewostanem w tych górach, należy do Korony Gór Polski; położony jest w województwie dolnośląskim.

1280px-Rozciszow_001Widok z Wielkiej Sowy z wieży widokowej na Masyw Ślęży

Góra leży w dorzeczu Odry, a dokładniej na granicy między dorzeczami jej dopływów – Bystrzycy i Nysy Kłodzkiej.

Góra zbudowana jest ze skał metamorficznych z prekambru.

Zbocza Wielkiej Sowy są znakomitymi terenami narciarskimi. Znajduje się tu wyciąg orczykowy i trasy zjazdowe.

Na szczycie znajduje się wysoka na 25 metrów kamienna wieża widokowa wybudowana w roku 1906. Z racji położenia w środkowej części Sudetów jest wspaniałym punktem widokowym. W drugiej połowie XIX wieku zainicjowano budowę pierwszej drewnianej wieży widokowej na wierzchołku góry. Jej uroczyste oddanie do użytku odbyło się w lipcu 1886 roku. Konstrukcja ta znajdowała się około 30 metrów na południe od miejsca, gdzie obecnie stoi żelbetowa wieża. Drewniana konstrukcja przetrwała jednak tylko do 1904 roku. Jeszcze w tym samym roku powstał plan wzniesienia nowej, drewnianej konstrukcji. Ostatecznie stało się inaczej.

Prezes dzierżoniowskiego Towarzystwa Sowiogórskiego Richard Tamm przeforsował ideę budowy trwałej kamienno-żelbetowej wieży. Prace przy jej wznoszeniu rozpoczęły się w lipcu 1905 roku, a uroczyste otwarcie, które odbyło się 24 maja 1906 roku, zgromadziło tłumy ludzi. Wieży nadano wówczas imię Otto von Bismarcka (Bismarckturm). Na tarasie widokowym podziwiano panoramy od Śnieżnika po Śnieżkę oraz od Wzgórz Trzebnickich po Broumovské stěny. Po II wojnie światowej wieży nadano imię Władysława Sikorskiego, a 27 września 1981 polskiego turysty i krajoznawcy Mieczysława Orłowicza. Wizerunek wieży stał się symbolem Pieszyc, znajduje się w herbie tego miasta.

Masyw położony jest w Parku Krajobrazowym Gór Sowich.

 

GórySowie_wieża_widokowa_na_Wielkiej_Sowie_46Góra ta nigdy nie była własnością katolików – i nie powinna być, Śląsk znajdował sie pod wpływem Wiary Przyrodzonej Słowian i ewentualnie Ewangelików, którzy nie mają takiego głupiego zwyczaju by wszystkie góry zabudowywać katakumbami Pustynnej Religii – Oni stawiali wieże widokowe dla wszystkich, a nie Reptiliańskie Domy Czarnej Magii i Kultu Śmierci.

Czy III RP jest już państwem wyznaniowym – Kalifatem Watykańskim?! Pozwolimy im na to?

Tagged with:
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 843 obserwujących.