białczyński

Karolina Mysłek – Z inspiracji Przyrody

Posted in Polska, sztuka by bialczynski on 19 Październik 2014

Z niciZ-nici

Reprodukcje są celowo bez kompresji abyście mogli docenić jakość prac

W południeW południe

KorzeńKorzeń

Pnący układPnący układ

Przed burząPrzed burzą

PrzejściePrzejście

Stos ( Resztki martwego drzewa))Stos – resztki martwego drzewa

ŚwiatłoŚwiatło

 

„ Zapomniany ogród”

Niezwykłe w swej formie drzewa porośnięte pnączami.

Odkąd pamiętam podziwiam naturę, szczególnie drzewa i ich kształty ale nie zawsze wiedziałam co konkretnie i jak bym chciała namalować.

Przyroda sama podsunęła mi pomysł. Pewnego dnia, bardzo wczesną wiosną przeszłam się nieopodal domu, do miejsca, które już znałam. Mimo to dopiero wtedy dotarło do mnie jaki niesamowity klimat tworzy. Tego samego dnia zaczęłam je malować, te dziwne, czasem niepokojące formy roślinne

Poza inspiracjami z natury, była inspiracja wprost od impresjonistów. Do pomysłu przedstawienia krzaków o różnych porach dnia, doprowadził mnie Cloude Monet malując swą „Katedrę w Ruen”. Ponieważ każda z prac jest trochę inaczej malowana, dzięki temu ukazują one różne emocje wywołane na mnie przez naturę. Po słonecznym spokojnym dniu następuje pochmurny wieczór, a wraz z nim nadchodzi wiatr, który sprawia, że pnącza    i cała przyroda zaczynają się poruszać. Innym razem o wczesnym poranku, kiedy jeszcze wszystko pokrywa mgła, zarośla wyłaniają się po cichu. Po czym o zachodzie słońca opływają gorącą czerwienią i niemal krzyczą.

Poranek -zimnoPoranek – Zimno

 

ZachódZachód

 

Natura, a przede wszystkim drzewa, była dla mnie inspiracją odkąd pamiętam. Jednak główną inspiracją od której zaczęły się moje przedstawienia malarskie drzew, było miejsce nieopodal którego mieszkałam, gdzie dzikie wino porastało pnie drzew tworząc piękne, dziwne i niepokojące czasami kształty. I tak dwa lata temu powstały pierwsze obrazy z pnączami inspirowane właśnie tamtym miejscem. Malowanie ich było tak wciągające i absorbujące, że zapragnęłam to kontynuować i stworzyć kolejną serię obrazów z tymi pięknymi tworami natury jakimi są rośliny i drzewa.

Obrazy , które teraz prezentuję są w pewnym sensie kontynuacją malarską wspomnianych prac z przed dwóch lat („ Poranek” –„ zima”, „Zachód”, „W południe”, „ Przed burzą”_ 2011). Jednak przyroda podsunęła mi kolejne inspiracje. Tym razem było to drzewo leżące na podwórku, pnącza oplatające pergole czy korzeń wyłowiony z wody. I choć często fotografuję przyrodę, są to prace stworzone głównie z pamięci, wyobraźni i bez przygotowawczych szkiców. Zależało mi aby każdy z tych obrazów miał inny nastrój dlatego namalowałam formy wyłaniające się z ciemności jak i te w kształcie linii nałożone na szerokie plamy barwne tworząc w ten sposób zgeometryzowania,     swego rodzaju witraże. W tworzeniu nastroju danego obrazu nieodłącznym elementem była kolorystyka pnączy, gdzie nie bałam się zestawiać kolorów zimnych z ciepłymi. Cały proces tworzenia był bardzo zajmujący. Formy malowane były poprzez nawarstwianie plam barwnych aby uzyskać głębię przestrzeni.

 

Karolina Mysłek

Tagged with:

John Porter – stare dobre lata siedemdziesiąte XX wieku w Krakowie (1976) i dzisiaj (2014), czyli 40 lat w Polsce.

Posted in Blackblueardzi (Black Blue Art), Kodyzm, Polska, sztuka, Wiara Przyrody by bialczynski on 18 Październik 2014

https://www.youtube.com/watch?v=8ASS7HjN7MI

 

Opublikowany 6 paź 2014

“Honey Trap” to pierwszy klip promujący najnowszy album Johna Portera o tym samym tytule. Premiera płyty 06.10.2014 r. Album do nabycia:
iTunes: http://j.mp/1ukS4sy
Mystic Production: http://ww

 

a335john portera336john porter

O Johnie Porterze jest dzisiaj głośno, jednakże przez 40 lat, odkąd zamieszkał w Polsce nie pieszczono się z nim tutaj specjalnie. Kiedy zakładał Porter Band, za czasów końcówki PRL i koncesjonowanej przez Wydział Kultury PZPR rockowej „opozycji” na antenach Polskiego Radia (Trójka), uważano go za niebezpiecznego, bo posiadał zagraniczne obywatelstwo i istniało podejrzenie, że zacznie wyśpiewywać coś anty-komunistycznego swoją walijską gębą. Nie było łatwo, kiedy w 1976 roku zamieszkał w Krakowie i jeździł z pierwszymi koncertami po Polsce.Nie było łatwo, kiedy powstawały pierwsze  manifesty i kiedy tworzyliśmy sztukę i bawiliśmy się popalając trawkę, było deczko bidno i głodno, siermiężnie, po gierkowsku, ale stanowiliśmy zgraną paczkę z Promienistych, My Kodyści Polscy i cała grupa artystów blisko z nami związanych. Jednym z najbliższych był John, który mieszkał u mnie zaraz po przyjeździe do Krakowa, a potem mama mojej żony wynajęła jemu i Oli Ulatowskiej małe mieszkanko przy ulicy Biernackiego, gdzie spędzili koło dwóch lat, jeśli mnie pamięć nie myli. Nie mogliśmy się doczekać wydania Helicopters, płyty którą nagrali w Opolu w 1979 roku. To był prawdziwy przełom w polskim rocku – ta właśnie płyta! Ale tak tej przełomowej płyty, jak i w ogóle kodyzmu literackiego, fotograficznego i malarskiego – po prostu nie zauważano przez lata, pomijano i umniejszano. Powieści kodystyczne „Śmierć buntownika”, „Proste związki”, „Stworzenie pustyni”, „Antypoemat NEO” pozostają niewydane do dzisiaj. Udało się opublikować w Czytelniku tylko pierwszą z nich – „4/5 maja 80″, a kilka utworów poetyckich – komunikatów kodystycznych i Manifest Kodystów, w formie skróconej do minimum, w Przekroju w 1987 – kiedy zbliżała się nieuchronnie Wolność i Upadek Komuny. Cały ten epizod to oczywisty wskaźnik „wolności sztuki” w PRLu – ona po prostu istniała szczątkowo i marginalnie, była ledwo tolerowana przez partię, która decydowała o wszystkim, poczynając od koloru materiału na sukienki i wzorach mebli a kończąc  na tym co wolno publikować a co nie i jak to należy oceniać w krytyce sztuki.

https://www.youtube.com/watch?v=GXLp4_iLtEs&list=PLn4VDQB8pVKWFoTVQq-cK6Hse3zm7jQ9L

 

 

Helicopters (1980) Ain’t Got My Music – Porter Band[Okres Krakowski]

Helicopters – płyta zespołu Porter Band, wydana w 1980 roku nakładem wytwórni Pronit.
Album nagrano w Studio Polskiego Radia w Opolu w dniach 10-13 grudnia 1979 r. Foto: Chris Saw. Projekt: Wojtek Mazurek / Disco Frisco. Dziś jest ona uważana za podwaliny polskiego rocka lat 80.

Mieszkając na Biernackiego w dozorcówce John musiał odwalać w zimie śnieg sprzed kamienicy za marny grosz. Media PRL obwołały największą gwiazdą z Krakowa Maanam i Korę Jackowską i wyścielały przed muzykami tej grupy drogę różami. Do dzisiaj jest pupilką TVN. Nie umniejszając w niczym Korze, ani talentu literackiego ani kompozytorskiego, sukces zawdzięczała tyle sobie co Markowi Jackowskiemu. Porterowi walono kłody pod nogi. Nigdy nie doceniono nad Wisłą jego olbrzymiego talentu, ani nie wspomagano jego rozwoju. Dzisiaj Trójka i inne pop-propagandowe media próbują „żyć” z jego ciężko wypracowanego sukcesu, próbują grzać się w aurze jego talentu. Mrugają do nas okiem: „Patrzcie jaki fajny był PRL, przecież on w PRLu zaczynał karierę, za Jaruzelskiego, w naszej Trójce, u Kaczkowskiego!” W PRLu popalał sobie trawkę i publikował płyty!

Nie mrugajcie do nas okiem, Popłuczyny po PRLu, bo nas, hippisów, od pałowania przez waszych ojców wciąż bolą jeszcze plecy! Żeby popalać sobie wtedy trawkę trzeba było mieć  twarde jaja!!! My nie zapominamy i wy nie zapominajcie!

 porter100Maanam był windowany w dużej mierze sztucznie na piedestał „gwiazd polskiego rocka”, po roku 1990. Korę zapraszano do Opola i lansowano na wszystkich frontach. Podczas gdy muzyka Johna Portera była z o wiele wyższej półki, naprawdę rockowa z ducha, odmawiano mu należnego – najwyższego miejsca na polskiej scenie rockowej. Poklask uzyskał komercjalizując się z Anitą Lipnicką, odchodząc w mniemaniu polskiego „establiszmentu kulturalnego” od stylu życia kontrkulturowego i od kontrkulturowych brzmień na rzecz mieszczańskiej papki lirycznej.

 

https://www.youtube.com/watch?v=nQQLg3mHaz0&index=7&list=PLn4VDQB8pVKWFoTVQq-cK6Hse3zm7jQ9L

PORTER BAND – HELICOPTERS  – (1980) – I‚m Just A Singer [Okres Krakowski]

Ale z Johnem Porterem jest tak jak z nami wszystkimi, starymi hippisami, nie jesteśmy do kupienia i cały czas konsekwentnie „robimy swoje”. Dlatego teraz, kiedy John nagrał najlepszą płytę w swoim życiu i jest chwilowym „bohaterem” pop-propagandowych mediów, zarówno Gazety Wyborczej jak Gazety Polskiej Codziennie (czyli od lewa do prawa), dalej „robi swoje” i nie przynależy do żadnej z tych medialnych „kultur”. Jest sobą, człowiekiem Trzeciej Drogi, Ruchu Wolnych Ludzi, jest Wolnym Człowiekiem, kimś nie do kupienia.

 

https://www.youtube.com/watch?v=cDhsF3EzTEY

 

PORTER BAND – GARAGE (Helicop[ters – 1980 – [Okres Krakowski]

Przesłany 4 cze 2011

Helicopters – płyta zespołu Porter Band, wydana w 1980 roku nakładem wytwórni Pronit.
Album nagrano w Studio Polskiego Radia w Opolu w dniach 10-13 grudnia 1979 r. Foto: Chris Saw. Projekt: Wojtek Mazurek / Disco Frisco. Dziś jest ona uważana za podwaliny polskiego rocka lat 80.

Że pozostał sobą i jest wierny rewolucji lat siedemdziesiątych XX wieku świadczy tekst z Gazety Wyborczej (zamieszczony na początku artykułu). Polska kultura – krytycy, wydawcy, producenci, media – nie pomaga takim ludziom jak John, dlatego płytę, która jest jego wielkim osobistym sukcesem i została doceniona w USA nagrano w Londynie.

porter kodyści 1Kraków, ul. Promienistych – 1976, John  – stare, dobre lata siedemdziesiąte XX wieku

porter kodyści 2

 

taniec 1976Komuna na Tynieckiej – 1976 – Taniec Żurawia 1 – Anna i JaZ olą w lustrzeKomuna na Tynieckiej, Taniec Żurawia 2, 1976 – Anna, Ola Ulatowska-Porter i Ja (foto Bohdan Zimowski)

 

John Porter ~ Black With the Blues (2014)

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=NXcJxJ7e2N4

 

Opublikowany 12 paź 2014

The song was taken from album John Porter ~ „Honey Trap”
Released: October 6th, 2014

 

[Black Blue Art]

Mikołaj Rerich/Raróg (Nicholas Roerich) „Twierdza Szambali” (Białowodzia)

Posted in sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 3 Październik 2014

Twierdza Szambali
Shambhala

http://www.gardenoftherosecross.com/index.php?title=Nicholas_Roerich_-_The_Stronghold_of_Shambhala/pl

ShamBala – Z Hamona i Bala/Baala – Hamboga-Wida i Bieli-Białobogi – a więc Biało-Wodzie (od widzieć, wiedzieć, wodzić, woda-uotar-ądar-otar-eter), Ham – Al-Hammboh – AlHem/Hammon/Amon – WszystkoWiedzący, twórca Alchemii- Nauki/Wiedy o Stwarzaniu i Stworzeniu Rzeczy Świata.

r nnnn N.Roerich_'Gibel_Atlantidy'Mikołaj Rerich „W Głębi Atlantydy”

“Lamo, opowiedz mi o Szambali!”


„Ale przecież wy, tam na Zachodzie, nie wiecie nic o Szambali i nie chcecie wiedzieć. Pytasz, prawdopodobnie, z ciekawości jedynie i nadaremnie wymawiasz to święte słowo.”

 

“Lamo, ja nie przypadkowo pytam cię o Szambalę. Wszędzie ludzie wiedzą o tym Wielkim Symbolu, jednakże różnie go nazywają. Nasi naukowcy poszukują jakiejkolwiek iskierki wiedzy o tym wspaniałym miejscu. Czoma de Keresz dowiedział się o Szambali, kiedy przebywał przez dłuższy czas w Buddyjskich klasztorach. Grunwedel przetłumaczył książkę słynnego Taszi Lamy, Pal-den Ye-she – Droga do Szambali. Mamy przeczucie, że pod świętymi symbolami kryje się Wielka Prawda. Zaiste, żarliwy uczony pragnie wiedzieć wszystko o Kalaczakrze.”

 

„Jak to może się zdarzyć, jeżeli mieszkańcy Zachodu bezczeszczą nasze świątynie? Palą w naszych sanktuariach. Nie rozumieją i nie chcą uznawać naszych wierzeń i naszych nauk. Wykpiwają i wyśmiewają nasze Symbole, których znaczenia nie potrafią pojąć. Gdybyśmy odwiedzali wasze świątynie, nasze zachowanie byłoby zupełnie inne, ponieważ wasz Wielki Bodhisattva Issa jest naprawdę wzniosłą osobistością. Nikt z nas nie będzie szkalować nauk miłosierdzia i sprawiedliwości.”

 

„Lamo, uwierz mi, tylko bardzo ciemni i głupi ludzie naśmiewają się z waszych Nauk. Wszystkie Nauki sprawiedliwości mają swe źródło w tym samym świętym miejscu. I każdy, kto to odczuwa, nie profanuje świętych miejsc. Lamo, dlaczego myślisz, że Zachód nie zna istoty Błogosławionych Nauk? Dlaczego jesteś pewien, że na Zachodzie nie wiemy nic o Szambali?”
„Lamo, oto na moim stole możesz zobaczyć Kalaczakrę – Nauki, przyniesione przez Wielkiego Attiszę z Indii. Wiem, że kiedy wzniosły duch jest już gotów, słyszy wówczas wołający głos “Kalagija!” – wezwanie do Szambali. Wiemy, który Taszi Lama odwiedził Szambalę. Znamy księgę Wysokiego Kapłana, T‘aishan – Czerwona droga do Szambali. Znamy nawet mongolską pieśń o Szambali. Kto wie, być może nawet znamy wiele szczegółów nieznanych tobie. Wiemy, że właśnie niedawno pewien młody lama z Mongolii wydrukował nową książkę o Szambali.”
Lama uważnie obserwuje nas. Następnie mówi:

 

 

„Wielka Szambala znajduje się daleko za oceanem. Jest to potężna niebiańska siedziba. Nie ma nic wspólnego z naszą ziemią. Jak i dlaczego wy, ziemianie, zainteresowaliście się nią? Jedynie w kilku miejscach , na Dalekiej Północy, możecie zauważyć jaśniejące promienie Szambali.”

 

„Lamo, wiemy o wzniosłości Szambali. Wierzymy w rzeczywistość tego nie dającego się opisać królestwa. Lecz znamy też rzeczywistość ziemskiej Szambali. Wiemy też o tym, że kilku Wysokich Lamów wyruszyło do Szambali i widziało na swojej drodze zwykłe fizyczne przedmioty. Znamy opowieść pewnego lamy z Buriacji o tym, jak został przeprowadzony przez bardzo wąskie tajemne przejście. Wiemy, jak inny odwiedzający widział karawanę górali, wiozących sól z jezior, znajdujących się na samej granicy Szambali. Ponadto, sami widzieliśmy biały graniczny słup, jeden z trzech granicznych słupów Szambali. Dlatego nie mów mi jedynie o niebiańskiej Szambali, mów również o ziemskiej. Ponieważ wiesz równie dobrze jak ja, że ziemska Szambala powiązana jest z niebiańską. Właśnie w tym miejscu łączą się dwa Światy.”
Lama pozostawał w milczeniu. Spod wpół opuszczonych powiek uważnie obserwował nasze twarze. Następnie, w wieczornym zmroku, rozpoczął swoją opowieść:

 

„Zaiste, nadchodzi czas, kiedy Nauki Błogosławionego znów skierują się z Północy na Południe. Słowo Prawdy, które rozpoczęło swoją drogę z Bodhigaya, ponownie powróci do tych samych miejsc. Powinniśmy przyjąć to tak, jak jest: prawdziwe Nauki opuszczą Tybet i znów pojawią się na Południu. We wszystkich krajach zamanifestują się nauki Buddy. Zaprawdę, będziemy świadkami wielkich wydarzeń. Oto wy przychodzicie z Zachodu i przynosicie wieści o Szambali. Zaiste, powinniśmy to przyjąć. Widocznie promień z wieży Rigden Jyepo dotarł już do wszystkich krajów.”

 

„Jak diament, jaśnieje światło na Wieży Szambali. On jest tam – Rigden Jyepo, niestrudzony, wiecznie czuwający dla dobra ludzkości. Jego oczy nigdy się nie zamykają. W swoim magicznym zwierciadle widzi wszystkie ziemskie wydarzenia, a moc jego myśli dociera do odległych krain. Nie istnieją dla niego odległości; potrafi w mgnieniu oka okazać pomoc godnej tego osobie. Jego jaśniejące Światło potrafi zniszczyć każdy mrok. Jego niezliczone bogactwa przygotowane są dla okazania pomocy wszystkim potrzebującym – tym, którzy poświęcili się służeniu sprawiedliwości. Potrafi nawet zmieniać Karmę istot ludzkich…”

 

 

 

Lamo, wydaje mi się, że mówisz o Maitreji, czyż nie tak?””

 

„Nie wolno nam mówić o tej Tajemnicy! Istnieją sprawy, których nie wolno rozgłaszać. Dużo istnieje rzeczy, które nie powinny krystalizować się w dźwięku. W dźwięku objawiamy naszą myśl. W dźwięku rzucamy projekcję naszej myśli w przestrzeń i może się zdarzyć, że nieświadomie wyrządzimy tym olbrzymią szkodę. Dlatego wszystko, co zostanie odkryte przed zapowiedzianym Terminem, doprowadzi do niezliczonych nieszczęść. Nawet największe katastrofy mogą zdarzyć się z powodu takich lekkomyślnych działań. Jeżeli Rigden Jyepo i Błogosławiony Maitreja są dla ciebie tą samą osobą – niech tak będzie. Ja tego nie powiedziałem! Niezliczona jest ilość mieszkańców Szambali. Mnóstwo nowych wspaniałych sił i osiągnięć przygotowywanych tam jest dla ludzkości…”

 

 

 

„“Lamo, Wedanta mówi, że już wkrótce ludzkość otrzyma nowe energie. Czy to prawda?”

 

„Niepoliczalne jest to, co wielkie, przepowiedziane i przygotowane. Wiemy z Pism Świętych o Naukach Błogosławionego, o mieszkańcach dalekich Gwiazd. Z tego samego źródła słyszeliśmy o latającym stalowym ptaku… o żelaznych smokach, które ziejąc ogniem i dymem połykają przestrzeń. Tathagata, Błogosławiony, przepowiedział wszystko, co ma się zdarzyć. Wiedział, w jaki sposób pomocnicy Rigden Jyepo przyjmą wcielenia w odpowiednim czasie; jak święte wojsko zbawi Lhassę od wszystkich jej gnuśnych wrogów oraz w jaki sposób będzie ustanowione królestwo sprawiedliwości.””

 

 

 

„Lamo, jeżeli wielcy wojownicy przyjmą wcielenia, czyż Szambala nie będzie wówczas działać tu, na tej ziemi?”

 

„Wszędzie – tu i w niebiosach. Wszystkie siły Dobra połączą się, żeby zniszczyć mrok. Każdy, kto pomoże w tej Wielkiej sprawie, otrzyma wynagrodzenie stokrotnie, nawet na tej ziemi, w tym wcieleniu. Wszyscy zaś grzeszący przeciwko Szambali zginą w tym samym wcieleniu, ponieważ wyczerpali miłosierdzie.”

 

 

 

„Lamo, oczywiście, że wiemy, Pan-czen Rinpocze jest wszędzie wielce szanowany. W różnych krajach słyszeliśmy, jak nie tylko buddyści, lecz również ludzie innych wyznań wysoko cenią Jego Świątobliwość. Mówi się nawet, że na długo przed jego wyjazdem, na freskach jego osobistej komnaty były już zaznaczone wszystkie szczegóły jego przyszłych podróży. Wiemy, że Pan-czen Rinpocze dochowuje zwyczajów wszystkich Wielkich Lamów. Opowiadano nam, jak w czasie jego ucieczki on i jego uczniowie uniknęli wielu ogromnych niebezpieczeństw.”

 

„Słyszeliśmy o tym, jak pewnego razu, kiedy prześladowcy z Lhassy byli już bardzo blisko, potężny zwał śniegu zsunął się i zagrodził im drogę. Innym razem, gdy Pan-czen Rinpocze zbliżał się do górskiego jeziora, stanął przed trudnym do rozwiązania problemem. Jego wrogowie byli tuż za nim, ale żeby uciec przed nimi, należało przejść długą drogę dookoła jeziora. Wówczas Pan-czen Rinpocze pogrążył się na jakiś czas w głębokiej medytacji. Po wyjściu z medytacji, rozkazał karawanie, by mimo grożących niebezpieczeństw, pozostała całą noc na brzegu jeziora. Wtedy zdarzyło się coś nadzwyczajnego: w nocy chwycił potężny mróz, a całe jezioro pokryło się lodem i śniegiem. Przed wschodem słońca, gdy było jeszcze ciemno, Taszi Lama rozkazał swoim ludziom szybko wyruszyć w drogę i razem z trzystoma swoimi zwolennikami przekroczył jezioro najkrótszą droga, unikając w ten sposób niebezpieczeństwa. Gdy wrogowie zbliżyli się do jeziora, słońce znajdowało się już wysoko i lód roztopił się. Pozostała im jedynie okrężna droga. Czyż nie tak było?””

 

” “Zaiste, tak było. Pan-czen Rinpocze w czasie swych podróży otrzymywał pomoc ze Świętej Szambali. Widział wiele cudownych Znaków, gdy przekraczał wzgórza, śpiesząc na Północ.””

 

 

 

„Lamo, nieopodal Ulan-Davana widzieliśmy wielkiego czarnego sępa, który przelatywał w pobliżu naszego obozu. Miał zamiar przeciąć drogę jaśniejącemu i pięknemu obiektowi w kształcie kuli, lecącemu w kierunku południa nad naszym obozem i błyszczącemu w promieniach słońca”
W oczach Lamy pojawił się błysk. Z niecierpliwością zapytał:

 

 

„Czy czuliście zapach świątynnych kadzideł na tej pustyni?”

 

 

„Lamo, masz całkowitą rację: na kamienistej pustyni, znajdującej się kilka dni drogi od jakiegokolwiek zabudowania, wielu z nas jednocześnie odczuło powiew subtelnego aromatu. To powtórzyło się kilka razy. Nigdy wcześniej nie wąchaliśmy czegoś tak przyjemnego. Zapach przypomniał mi pewne kadzidełko, które dał mi kiedyś mój przyjaciel w Indiach – nie wiem, skąd je dostał.”

 

„Zatem jesteście chronieni przez Szambalę. Wielki czarny sęp to wasz wróg, który stara się zburzyć waszą pracę. Lecz ochraniająca moc Szambali towarzyszy wam w postaci tego promieniującego materialnego obiektu. Moc ta zawsze znajduje się obok was, ale wy nie zawsze potraficie ją odczuć. Przejawia się niekiedy po to, ażeby was wzmocnić i pokierować wami.”

 

Talaj-Pho-Brang, 1928 r.

 

 

Source

  • (pl)..Nikołaj Roerich. Twierdza Szambali.
    Przełożyła na język polski : Marinella Braszka. Korektorzy : Małgorzata Śreniawska, Elżbieta Gerlecka.
    Web. Accessed January 18, 2014 .Emrism.agni-age.net

Copyright © Courtesy of Emrism.agni-age.net . Flag of Canada

rerich matka Nieba nn 21742471_NMikołaj Rerich/RAróg – Matka Nieba – RANA/Dana/Dawana/Daboga

 

Witold Jabłoński – Wojciecha Dzieduszyckiego „Baśni nad baśniami” ciąg dalszy


Polecam naszym czytelnikom kolejne części opracowania Witolda Jabłońskiego poematu Wojciecha Dzieduszyckiego „Baśń nad baśniami”. Wojciech Dzieduszycki był członkiem Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata we Lwowie, jest też w jakimś stopniu krewnym naszej rodziny poprzez rodzinę mamy mojej żony, Janinę Pagaczewską z Olszowskich.

Strzybóg-Czech-560x840

Słowiańska „Baśń nad baśniami” Wojciecha Dzieduszyckiego(5): Wanda, pierwotna feministka

Opublikowano 18 września 2014, przez Smaki z Polski w kategorii Słowianie

http://www.smakizpolski.com.pl/slowianska-basn-basniami-wojciecha-dzieduszyckiego5-wanda-zmij/

Słowiańska epopeja się rozwija, saga toczy się dalej, a baśń plecie w coraz piękniejszą Baję, jak pewnie by powiedział Czesław Białczyński.

Bohaterką, w każdym znaczeniu tego słowa, piątego epizodu Baśni nad baśniami jest doskonale wszystkim znana, lecz nieodmiennie zaskakująca królewna Wanda, mocarna i niezłomna wojowniczka, co nie chciała… czy tylko Niemca? Zdaje się, że po prostu żadnego męża. A jak było w istocie, a raczej w wersji ukraińskiego barda, zaraz wszystkim opowiem.

 

Wiatr od morza czyli nieudany wypad

Na fali nieokiełznanej wyobraźni hrabiego Dzieduszyckiego wędrujemy tym razem na dno Bałtyku, którym włada boska para: Rosa Pięknowłosa („Rosa, matka i królowa duchów wodnych rusałek występuje jeszcze często w weselnych pieśniach małoruskich” – objaśnia poeta w Dopiskach) i jej dosyć nieobliczalny, choć z gruntu poczciwy małżonek Strzybóg, nazwany przez autora nieco ryzykownie Czechem. „Kronikarze ruscy świadczą, że Strzybóg był bogiem wichrów i królem morza. (… ) Czech… nadał swoje imię ludom, które poszły w kraje germańskie, „uciekły, ciekły”. Jest przedstawicielem tego, co niestałe, co upływa i ciecze. Dlatego pozwoliłem sobie nadać jego powszechnie znane imię królowi morza, sądząc, że imię Strzyboga byłoby zbyt pompatyczne dla toku moich gawęd” – tak wytłumaczył autor swą kontrowersyjną koncepcję. Jak później zobaczymy, w dalszych partiach utworu wybrnął z niej zresztą całkiem zgrabnie, a nawet zabawnie.

Para uosobionych morskich żywiołów wnosi zresztą do poematu sporo niewymuszonego humoru, gdy obserwujemy ich nieustanne sprzeczki i przekomarzania, owocujące naturalnie sztormami i innymi pogodowymi zawirowaniami. Rosa jest jednak znudzona życiem w głębinach i jak wiele żon z długim stażem czuje, że się trochę dusi, pragnie więc jakiejś odmiany. Postanawia wyjść na suchy ląd i zaznać w Gdańsku portowych uciech. Czech/Strzybóg nie jest zachwycony owym pomysłem, w końcu jednak ulega małżonce, nie mogąc znieść jej ciągłych narzekań i utyskiwań….

 

cd: http://www.smakizpolski.com.pl/slowianska-basn-basniami-wojciecha-dzieduszyckiego5-wanda-zmij/

Chorwacka wersja Baji Słowian – Mijo Kovacic

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 10 Wrzesień 2014

mojo człowiek z jagodami tn_medium_1298129095-0-25

Człowiek z jagodami

mijo żniwa tn_large_1298130154-0-43Żniwa

nijo nad drawą tn_large_1298656096-0-nadraviNad Drawą

mijo zew życia n_large_1298654214-0-zivotzvunvremenaZew Życia

mijo ruczak w polu tn_large_1298129175-0-27Posiłek w polu

mijo powrót z drzewosiecza tn_large_1298129754-0-37Powrót z drzewosiecza

 

na-obali-stare-drave-1996

Na brzegu Starej Drawy

mijo burza nad jarką tn_large_1298128019-0-05

Złota Rybka – Burza

mijo kradzieżcy jaj tn_large_1298651070-0-kradljivci

Zaczarowane jezioro – Łowcy ikry

mijo przed potopem tn_large_1298127931-0-01

Przed potopem

mijo tn_large_1298128596-0-18

Zaczarowane jezioro

mijo zbiory jabłek tn_medium_1298128323-0-14

Zbiór jabłek

miljo kovacic 22

W Świętym Gaju

miljo 34

Winobranie

miljo 33

Nadciąga burza

 

 

miljo21

Przed świętem – Drzewościęcie

miljo23

Rajski pejzaż

miljo25

Złota Rybka

miljo36

Jesienne spotkaniaMijo Kovacic rybacy na łódce

RybołowcyMijo kovacic Chorwacja

Biesiada

miljo 14Uroczysko

Rosyjskie nieci słowiańskiej Baji 2014 (część 7)

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 31 Sierpień 2014

Nella Gienkina

ng żela i karnaŻela i Karna (Ziewuna-Dzieldzielija i Sądza)

n g atlantydaAltantyda

Nela Gienkina Za Trzecie MorzeZa Trzecie Morze

ng BiałomorzeBiałowodzie

ng brzeginiaBrzeginia Lęda (Lada/Łada)

ng jezioroJezioro Łady

ng kapisztaKapiszta

ng lelLel

ng ładaŁada

ng ŁukomorzeŁukomorze

ng nowogród Umiła w Nowogrodzie

ng rusałkiRusałki

ng swarogSwarog

ng Tri cwieta wrjemieniTrzy Światy w Czasie

ng trzygłowaTrigława (Białoboga)

ng welesWeles

Wsiewołod Iwanow – Czasy Hiperboreji (Darii)

Borej wiatr odwetu-zemstyWyspa Posejdona (Posiejduny)

wysłannik asgarduWysłannik Asgardu

W Iwanow miraże arktykiMiraże

Światło ŚwiataŚwiatło Świata

światynia kolistaKolista Świątynia Kręgów.

Stara Rusa Rus nadlatuje w skrzystej łodziRus nadlatuje Skrzystą Łodzią nad Starą Rusę

święto letniego śłońcestania 2Święto Letniego Słońcestania 1

Święto letniego słońcestaniaŚwięto Letniego Słońcestania 2

wiankiWianki

swiątynia swarogaŚwiątynia Swaroga

swiatliszcze nad jezioremŚwiatliszcze nad jeziorem

skrzysta łóź kolesnicaPozostałości po skrzystej kolesnicy

siewierzSiewierz

sen o Arce AtlantówczArka Atlantów

Rujania Rugia chram świętowita i bogini RanyRugia-Ruja- – chram bogini Rany

sergiej mnich odkrywa Białowodzie szmabalęBiałowodzie

pożegnanie atlantydyOdpłynięcie Arki

okołonas studzień lodowaty polarnyOkołonas Studziniec  Lodowaty – CZARA-DZBAN-ARA Zerywanów

okręt w krainę PosiejdunaOkręt w Krainę Posej-Dona (Wodo-Wodana-Odyna)

odwyrtOdwyrt

obrzędy jesieniObrzedy Jesieni (Jasnowita)

mokosza lub krasatinaKrasa – Krasatina

kosciej bezśmiertnyKościej Bezśmiertny -Stara Koliba,  Przed Wojną o Taje

KorzenieKorzenie

miesiąc sieczeń lutySieczeń (luty)

mamuty indryki windrykiMamuty-Indryki-Windryki

kapliczkaKapliczka

granica artaniji koło stolicy tomska nad rzką ćmą TiemnojGranica Artanji nad rzeką Ciemną

Góra Kary Wyspa Kary Morze KaryGóra Kary, Wyspa Kary, Morze Kary

gniew bogówGniew bogów

chram dziewannyChram Dziewanny

chram znicza ognia ziemi watryChram Znicza (Ognia Ziemi – Watry)

centaurzy PołkoniePołkonie (Centaurzy)

Brzeg Białego Lądu nad Białym Morzem PomorowiePomorowie – Brzeg Białego Lądu nad Białym Morzem

borowił i żarptakiBorowił, Łuna i Zorza

bogini Joga-Juga-RajaBaba Jaga-Raja (Ruja)

bog wiatruBóg Wiatru

białobóg i czarnobógBiałobóg i Czarnobóg

złoty wiek ostrow PosejodonaZłoty Wiek – Wyspa Posejdona

Niesamowite zagadki: 150 metrowy posąg kobiety w Mali, czy naturalny utwór skalny?!

Posted in nauka, sztuka by bialczynski on 25 Sierpień 2014

Dame_de_Maali,_Mount_LouraKlaus Dona twierdzi stawiając na szali swoje nazwisko, autorytet i wiarygodność, że na granicy Mali i Gwinei znajduje się wyrzeźbiony w skale posąg kobiety czy też jej popiersie o gigantycznych rozmiarach , datowane  na co najmniej 12.000 lat wstecz.

 

Klaus_Dona_2_html_m15293afdGwinea, Afryka Zachodnia  – utwór skalny czy rzeźba starożytna?

Ta skała to granit, a rzeźba lub utwór skalny ma kształt popiersia. Rozmiar posągu od czubka głowy do połowy tułowia to dokładnie 150 metrów. Jeśli uznamy iż jest to dzieło czyichś rąk i technologii to pojawia się wielki problem i kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt pytań, na które rzeczywiście nie widać sensownej odpowiedzi. Popiersie jest podobno datowane na 10 do 12.000 lat wstecz. Nie jestem specjalistą od datowania takich kamiennych obelisków, czy też tworów skalnych, więc na razie zakładam, że to datowanie ma jakieś zakotwiczenie w metodach naukowych.  Podobno popiersie badał i fotografował włoski geolog Angelo Pitoni, którego tytułuje się profesorem (nie znalazłem uniwersytetu z jakiego pochodzi, ani potwierdzenia że ma tytuł profesora), a odkrycie nastąpiło w roku 1997. On też datował płaskorzeźbę/popiersie na podstawie jakichś badań ziemi u podstawy tej góry. Nie znalazłem informacji jakiego rodzaju badania ziemi pozwoliły mu datować kamienną rzeźbę, czy też utwór skalny.

 

Klaus Dona zasypuje nas podobnymi rewelacjami. Czy one jednak rzeczywiście znajdują potwierdzenie w twardych faktach? Mamy okazję się przekonać. Jeśli uwierzymy panom A. Pitoniemu i powtarzającemu jego rewelacje Kalusowi Donie to mamy nie lada problem.

Wykluczając naturalne pochodzenie tego fenomenu stajemy przed pytaniem: Kto byłby w stanie zrobić taki wielki kamienny monument 12 tysięcy lat temu? Nie jestem pewien czy byłoby to możliwe nawet dzisiaj na początku XXI wieku, a jeśli nawet tak to kosztować by musiało furę grosza.

Jeśli spojrzeć na zbliżenie twarzy, można stwierdzić, że kobieta nie ma rysów europejskich. Ktoś powie nic dziwnego, jesteśmy w Afryce. Zgoda, ale tutaj w koło brak śladów jakiejkolwiek starej cywilizacji. 12.000 lat temu panowała w Europie i Azji epoka brązu, a twarz kobiety nie jest też twarzą o rysach afrykańskich. Jakimi narzędziami wykonano i w jakim celu na tym pustkowiu umieszczono rzeźbę w skale. Rzeźba kojarzy się ze sztuką Południowej Ameryki lub kulturą Azji. Jednak w jednym i drugim wypadku stoimy przed pytaniem jakim cudem wykuto w skale ten monument?  To jest jeszcze mniej prawdopodobne niż zbudowanie przez pierwszych rolników Świątyni Pępka na Gobekli Tepe. Czy to jest sztuka starożytnej Atlantydy? Albo artefakt z wcześniejszej zaginionej kultury?

1365556024_merveilles_02l

Podobno w Sierra Leone w kopalniach diamentowych, dla których był zatrudniony Angelo Pitoni, robotnicy przekazują plemienne legendy  (z plemienia Fulah), według których bóg rozeźlony na anioły zaklął je w kamień i rzucił na ziemię. Bóg uformował tę skałę z Kamiennego Nieba i Lśniących Gwiazd. Skała ma nienaturalnie niebieski kolor właśnie dlatego, iż jest częścią Kamiennego Nieba. 

Opowiada się o jakichś badaniach przeprowadzonych w Wiedniu, które miałyby potwierdzać, że jest to nienaturalny kamień, nie granit lecz stiuk.

dame2

Oto inne, bardziej przewodnikowe, turystyczne informacje o Pani  Mali z Góry Lour.

Ta góra ma 1500 metrów, to znaczy jej wierzchołek znajduje się na wysokości 1500 metrów nad poziomem morza.  Przypomina ona rzeźbę popiersia kobiety jest jednak arcydziełem natury. Ten niezwykły obraz pięknej kobiecej twarzy i figury został wyrzeźbiony w skale przez erozję wietrzną w ciągu wieków. Według legendy, Lady Mali oszukała męża w piątek, w dzień święty, i Bóg ukarał ją zaklinając w kamienny posąg-górę. 

Faktycznie jeśli przyjrzymy się innym fotografiom góry zauważymy, ze ma ona charakter naturalny, lub została co najmniej niedokończona. Czy jednak granit – jeśli to nie kłamstwo iż jest to skała granitowa – wietrzeje w taki sposób?

images

Na innych fotografiach zauważymy też że skała wcale nie ma niebieskiego koloru.

według Wikipedii – Góra nazywa się Loura

 

3 (37)Na tej fotografii widać wyraźnie, że tzw. „rzeźba” to przypadkowe płyty skalne o różnych kątach ułożenia.

Mount Loura, alt. 1515 m (Fello Loura in the Pular language) is the northernmost point and highest peak in the Fouta Djallon in northern Guinea. It is 7 km from the prefecture of Mali (also Mali-ville or Mali-Centre). It is part of a complex of mountains called the Massif de Tamgue, which rises to steep cliffs on three sides, and provides views into Senegal and Mali.

 

Monte Loura en Guinea

 

Gdzie indziej czytamy znowu że pan Pitoni wysłał kamienie z Góry Loura do Instytutu Nauk Przyrodniczych w Genewie i Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie oraz że otrzymał stamtąd odpowiedź, iż przesłany materiał jest sztucznym kamieniem – rodzajem stiuku, wykonanym w dalekiej starożytności. Zatem w legendzie z plemienia Fulah byłoby ziarno prawdy – kamień ma boskie, niebiańskie wręcz pochodzenie, ponieważ na pewno nie jest wytworem ludzkiej cywilizacji – w każdym razie nie tej, o której wiemy. Czy może to być zatem artefakt pochodzący z Cywilizacji Cyklopów albo Anunakich, czy też z okresu Słowiańskiej Atlantydy (bo innej, morskiej Atlantydy, po opracowaniu tematu przez T. Marskiego w Księdze Popiołów – ja osobiście raczej nie uznaję), czy też może cywilizacji Południowej Atlantydy, czyli Mu? Może, jeżeli w ogóle badanie kamienia w instytutach Rzymu, Genewy czy Wiednia miało kiedykolwiek miejsce, a także jeśli taki wynik o jakim się pisze w internecie, rzeczywiście zostałby przez te instytuty oficjalnie potwierdzony.

 

Zawsze można też przecież wykonać kolejne badanie kamienia pochodzącego z tej skały. Jak by nie było, jest to fajna ciekawostka na ostatnie dni wakacji.

 

Istotne uzupełnienie (27 sierpnia 2014) – nadesłał Stanislav

 

Angelo Pitoni

Vi sono nella storia moderna degli esploratori che hanno scoperto cose sensazionali, ma spesso vengono dimenticati poiché ci si ricorda solo delle loro scoperte. Vi sono addirittura casi di esploratori che hanno scoperto cose sensazionali e ci si dimentica sia di loro che delle loro scoperte.
È senza dubbio il caso del professor Angelo Pitoni, un esploratore che ha scoperto oggetti che teoricamente non dovrebbero esistere, e proprio per questo motivo non se ne parla molto, nonostante tali scoperte si possono sia vedere che toccare.
Il professor Angelo Pitoni è una persona fuori dal comune, e descrivere la sua vita è davvero un impresa titanica. In breve si può dire che egli è un geologo della FAO, botanico, scopritore di miniere di smeraldi, esperto in pietre rare, esploratore di luoghi remoti e scopritore di reperti archeologici unici. E prima di essere tutto ciò, Pitoni è stato anche medaglia d’oro della resistenza e commando delle Special Force inglesi e dell’Oss americano (antenato della CIA).
Pitoni nella sua vita di esploratore ha fatto innumerevoli scoperte di “piccola” importanza, che vanno da statuette antichissime ad una città Maya. Ma egli ha anche scoperto alcune cose di un importanza notevole come la Sky Stone e la Dama del Mali.

La Skystone


Nel 1990 Angeli Pitoni ha scoperto in Sierra Leone (Africa occidentale) l’esistenza di una anomala pietra azzurra che egli ha poi portato ad analizzare presso diversi laboratori nel mondo. Gli esami effettuati ai laboratori dell’università di Ginevra, della Sapienza di Roma, di Utrecht, di Tokyo e di Freiberg affermano tutti la stessa cosa, cioè che la pietra azzurra ”non esiste” perché non è neanche simile a qualsiasi tipo di roccia conosciuta in natura. Di conseguenza deve trattarsi di una pietra artificiale.
Poiché tale pietra è di colore azzurro con sottili venature bianche, essa è stata chiamata „Skystone”, cioè pietra del cielo.
La sua composizione è risultata essere oltre il 77% di ossigeno, e il rimanente per la gran parte essere carbonio, silicio, calcio, sodio. La composizione della Skystone la rende simile a quella di una specie di cemento o di stucco, e sembra che sia stata colorata artificialmente.
Gli indigeni del luogo della scoperta già conoscevano tale pietra, poiché a volta essa saltava fuori quando scavavano buche nel terreno. E a volte tale pietra circolava anche fuori dalla Sierra Leone, dato che la stessa pietra fu rinvenuta anni prima in un mercato del Marocco, fu chiamata “Kryptonite” e fu analizzata a Londra ottenendo gli stessi risultati, finendo però per essere dimenticata come avviene per tutti i reperti archeologici che non trovano spiegazione.
Un ulteriore mistero è che questa pietra risulta trovarsi sempre in strati del terreno risalenti ad almeno circa dodicimila anni fa, cosa abbastanza strana visto che la Skystone è certamente stata prodotta da una civiltà molto evoluta ma ufficialmente non esistevano civiltà evolute in quelle epoche.

I Nomoli

Sempre in Sierra Leone, nello stesso terreno in cui Pitoni ha trovato la Skystone, egli ha anche trovato delle statuette di individui dall’aspetto deforme, che la gente del luogo chiama “Nomoli”. Pitoni ha dichiarato che, in base ad analisi, risalgono a circa dodicimila anni fa.
Tali statuette furono scoperte anch’esse anni prima, ed alcune di esse si trovano al British Museum di Londra e al Musèe de l’Homme di Parigi, dove non è stato possibile attribuirle a nessuna cultura africana conosciuta e alla fine le statuette hanno finito per essere dimenticate.

La Dama del Mali

La terza scoperta rilevante di Pitoni nella zona è quella che è stata chiamata la “Dama del Mali”, una gigantesca scultura femminile alta 150 metri che domina la vetta inaccessibile di un monte in Guinea, alto tra l’altro ben 1500 m.
La “Dama del Mali” si presenta come l’inequivocabile gigantesca effigie di una figura femminile con in testa una specie di corona, scolpita su un’enorme parete di granito che in tempi antichissimi potrebbe essere stata una costa rocciosa di un lago o di un mare, considerando anche il fatto che essa è rivolta verso l’Atlantico.
I tratti somatici della figura femminile sono decisamente indoeuropei, ed in particolare colpisce l’espressione regale ed imponente, che ben si accosta con la specie di corona sulla testa e con il vestito simile ad una tunica regale.
È inoltre d’obbligo sottolineare la perfetta modellazione della testa e del dorso, nonché il loro pressoché ottimo stato di conservazione. Questa scultura fu già scoperta da alcuni studiosi, che incredibilmente la ritennero l’effetto di una erosione eolica, e questo è sicuramente il mistero più grande dato che anche un bambino capirebbe che si tratta di una raffinata scultura umana, senza contare che analisi hanno dimostrano l’inesistenza di fattori perché si verifichi una erosione eolica, e senza contare che la scultura è stata studiata anche dal dottor Moussa Courouma, archeologo e direttore del Museo Nazionale della Guinea.
La “Dama del Mali” si trova su una parete di roccia alta ed uniforme sopra un baratro vertiginoso ed è meglio conservata sul lato ovest poiché esso è più protetto dalle intemperie rispetto al lato est.
La testa è alta circa 25 metri, mentre l’intera scultura è alta circa 150 metri, e sotto di essa la roccia continua a picco per altri 200 metri, tenendo presente che l’intero monte su cui è posta è alto 1500 metri. Il volto guarda verso sud-sud est, rivolto però leggermente in basso verso la grande valle circostante, e stranamente l’intera scultura è di colore diverso dalla formazione geologica di cui fa parte.
La roccia sulla quale è scolpita la “Dama del Mali” è un’emersione di granito con una faglia intermedia che la divide in due con un bradisismo che spinge verso l’alto la parete dove è la scultura e spinge verso il basso la parte opposta. L’effetto di scorrimento causato dal bradisismo è di qualche centinaia di metri, per cui la parte di roccia che contiene la “Dama del Mali” risulta molto più in alto del resto del monte. Di conseguenza l’opera fu scolpita prima dell’inizio del bradisismo e quindi molto più in basso della posizione attuale.
In breve, Pitoni ha dichiarato che, in base ad analisi sul tipo di bradisismo, l’età minima della scultura è di 20.000 anni.
A causa del sua aspetto regale e di quella che sembra una corona, tale scultura sembra rappresentare una regina non identificabile poiché non riconducibile a nessuna nozione posseduta dall’uomo moderno, dato che teoricamente quando fu scolpita la “Dama del Mali” non esistevano ufficialmente civiltà tanto progredite da poter compiere un opera simile, per non parlare poi della Skystone che nemmeno oggi si riesce a capire come l’abbiano prodotta.
Analizzando la struttura geografica in cui è posta, si ha l’idea che tale scultura sia stata realizzata in epoche remotissime quando delle acque arrivavano nei pressi del monte dove vi è la “Dama del Mali”, dato che sembra essere scolpita appositamente su una specie di scogliera affinché guardasse verso una distesa d’acqua, probabilmente l’oceano o un grande lago.
Inoltre la “Dama del Mali” sembra essere logicamente collegata alla “Skystone”, tracciano così i confini di una antica civiltà avanzata che si estendeva dalla Sierra Leone alla Guinea (ma forse anche nel Mali), risalente ad un periodo che va dai 12.500 ai 35.000 anni fa. Ciò è in realtà molto possibile, dato che ci sono reperti archeologici tangibili dell’esistenza di civiltà avanzate in quell’epoca in tutto il mondo, come dimostrano la molte strutture sommerse al largo della costa di Cuba e l’enorme struttura sommersa a Yonagumi (Giappone), entrambe frutto di civiltà avanzate sviluppatesi nell’ultima era glaciale, che va appunto dai 12.500 ai 35.000 anni fa.
A questo punto è evidente l’esistenza anche in quelle zone dell’Africa di un’antichissima civiltà evoluta oramai dimenticata, forse proprio Atlantide, di cui ci rimangono ampie tracce concrete, come i resti di materiali artificiali e la gigantesca scultura scoperti da Angelo Pitoni. Di conseguenza è ovvio che una tale civiltà abbia lasciato anche altre tracce consistenti nella vasta zona in cui sembra che si sia sviluppata, ma non ci si deve stupire che non sono siano state ancora trovate, dato che la ricerca archeologica in questa zona continua ad essere nulla, se si escludono i pochi tentativi del coraggioso esploratore Angelo Pitoni.
Angelo Pitoni è purtroppo morto, pertanto spetterà ad altri svelare i misteri delle sue scoperte. Se si vuole essere scettici, si può obiettare che alla fine rimane da chiarire se la Dama del Mali sia davvero una struttura di origine artificiale o sia un incredibile scherzo della natura, ma davanti alla Skystone sembra cadere anche lo scetticismo più duro.

 

Mniej więcej znaczy to, że:

(tłumaczenie moje CB)


Niebiański Kamień

Został odkryty przez A. Pitoniego w Sierra Leone (Afryka Zachodnia) niezaleznie od skały zwanej Panią Mali. Ponieważ stanowił on anomalię był potem analizowany podobno w różnych laboratoriach na całym świecie. Testy przeprowadzone w laboratoriach Uniwersytetu Genewskiego, Uniwersytetu w Utrechcie, Rzymu, Tokio i Freibergu mówią to samo, a mianowicie, że niebieski kamień nie ma prawa istnieć, ponieważ nie jest nawet podobny do żadnego znanego rodzaju skały jaka występuje w naturze. W związku z tym musi to być sztuczny kamień.
Ponieważ ten kamień jest jasnoniebieski z cienkimi białymi żyłkami, został nazywany Skystone”, czylikamień niebiański/niebieski”.
Jego skład to (podobno – przypis mój CB) w ponad 77% tlen, a pozostała część w dużym stopniu węgiel, krzem, wapń, sód. Skład Skystone sprawia, że ​​jest on podobny do rodzaju betonu lub stiuku, i wydaje się, że został sztucznie zabarwiony.

Tubylcy z miejsca odkrycia widzieli już ten kamień, bo pojawiał się podczas kopania dziur w ziemi. Kamień ten krążył czasami poza Sierra Leone, ponieważ stwierdzono że jest znany od lat na rynku w Maroko i nazwany tam „kryptonite”. Analizowano ten marokański okaz w Londynie, uzyskując takie same wyniki. Znalezisko Angelo Pitone spotkał los typowy dla wielu znalezisk archeologicznych czy geologicznych, których nie daje się sklasyfikować według przyjętego przez naukę schematu.
Kolejną tajemnicą jest to, że ten kamień znajdowany jest zawsze w warstwach gleby, które datuje się na co najmniej około dwunastu tysięcy lat temu, co jest dość dziwne, biorąc pod uwagę, że Skystone musiałby być z pewnością produkowany przez bardzo rozwinięte cywilizację, ale przecież oficjalnie zaawansowane cywilizacje nie istniały w okresie 10.000 lat p.n.e..

I Nomoli

Także w Sierra Leone, w tych samych pokładach ziemi, w których znajdują się Skystone, Pitoni odkrył również posągi osób zdeformowanych, które mieszkańcy nazywają Nomoli”. Pitoni  stwierdził,na podstawie analizy, że należy je datować również na około dwunastu tysięcy lat wstecz.
Statuetki te odkryto także lata wcześniej , a niektóre z nich znajdują się w British Museum w Londynie i Musée de l’Homme w Paryżu, lecz nie można było im przypisać jakiejkolwiek znanej kultury afrykańskiej i na koniec statuetki spoczęły w magazynach zapomniane.

Pani z Mali

Trzecie znaczące odkrycie Pitoniego w okolicy jest to skała którą nazwanoLady of Mali„, gigantyczna płaskorzeźba kobiety (w szczytowej partii góry) o wysokości 150 metrów na niedostępnym wysokim urwisku  w Gwinei, która sięga wierzchołkiem 1515 metrów nad poziom morza.
Dama z Maliprezentuje się jako jednoznaczny gigantyczny wizerunek postaci kobiecej z głową jakby w koronie, wyrzeźbiony na ogromnej granitowej ścianie, która w dawnych czasach mogła być skalistym brzegiem jeziora lub morza (biorąc pod uwagę fakt, że jest stąd widok wprost na Atlantyk).
Cechy kobiecej figury są zdecydowanie indoeuropejskie, w szczególności dobrze współgra rodzaj korony na głowę i strój jakby królewskie szaty.
Należy także podkreślić, idealne modelowanie głowy i kręgosłupa, a także niemal doskonały stan rzeźby. Rzeźba ta została odkryta i zbadana już przez niektórych badaczy, którzy nie bardzo wierzą w efekt erozji wiatrowej jako naturalnego sprawcę tego wyrzeźbienia. Zdecydowanie największą tajemnicą jest właśnie fakt jak rzeźba powstała, ponieważ nawet dziecko rozumie, że to jest udana rzeźba człowieka, nie wspominając, że testy wykazały, brak czynników charakterystycznych dla erozji od wiatru. Rzeźbę badał także dr Moussa Courouma, archeolog i dyrektor Muzeum Narodowego w Gwinei.
Płaskorzeźba Damy z Malizawieszona jest wysoko nad zawrotną przepaścią i jest najlepiej zachowana po zachodniej stronie, ponieważ jest tam bardziej chroniona od pogody niż od strony wschodniej.
Głowa ma około 25 metrów wysokości, a cała rzeźba ma około 150 metrów wysokości, a pod nią ciągnie się skała od podstawy do szczytu przez kolejne 200 metrów. To wszystko od wierzchołka góry wysokości 1500 metrów.Twarz „patrzy” w kierunku południowo-południowo-wschodnim, ale jest skierowana lekko w dół, w kierunku ku wielkiej dolinie poniżej, i dziwne, że cała rzeźba jest w innym kolorze od formacji geologicznej, do której należy.
Stwierdzono, w oparciu o analizę typu bradyseismu, że minimalny wiek rzeźby wynosi 20.000 lat.
Rzeźba ta wydaje się pokazywaćkrólową”, ale w tym czasie kiedy została wyrzeźbiona teoretycznie nie istniała oficjalnie cywilizacja tak zaawansowana, że mogłaby  wykonać podobną pracę, nie mówiąc już o wyprodukowaniu Skystone, którego nie dało by się wyprodukować nawet obecnie. 
Analiza geograficzna wskazuje, że rzeźba ta powstała w odległych wiekach, gdy wody zbliżyły się do góry, gdzie znajduje się Dama z Mali„, ponieważ wydaje się być specjalnie wykuta w rodzaju urwiska, które nachyla się w kierunku powierzchni wody, prawdopodobnie oceanu lub dużego jeziora.

Ponadto, Dama z Mali” wydaje się być logicznie połączona z Skystone”, więc rysują się granice starożytnej rozwiniętej cywilizacji, która rozciągała się od Gwinei do Sierra Leone (ale być może także w Mali), datowanej na okres od 12.500 do 35.000 lat temu. Jest całkiem możliwe, że są to znaleziska archeologiczne dające namacalny dowód istnienia zaawansowanych cywilizacji na świecie w tym czasie, jak wynika z wielu struktur zatopionych u wybrzeży Kuby i ogromnej struktury Yonaguni (zanurzonej w Japonii), jak wynika z innych zaawansowanych cywilizacji, które rozwinęły się w czasie ostatniej epoki lodowcowej na Południu, która to epoka czasowo rozciąga się włąsnie od 12500 do 35000 lat temu.


Angelo Pitoni niestety nie żyje (zmarł w 2009 roku), tak więc trudno będzie o innych pasjonatów, aby rozwikłać tajemnice jego odkryć. Jeśli chcecie możecie być sceptyczni, możecie postawić zarzut , że w końcu nie jest jasne, czy Pani z Mali jest naprawdę budowlą sztucznego pochodzenia a nie tylko niesamowitym wybrykiem natury, ale jak wytłumaczycie sobie wtedy fenomen niebiańskiego kamienia „Skystone”? 

Rosyjskie nieci słowiańskiej Baji 2014 (część 6: Aleksander Ugłanow)

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 19 Sierpień 2014

aleksander ugłanow Wela Światło ŚwiataAleksander Ugłanow: Prawia- Światło Świata na Górze Gór

au skrzysta łódź arkaAleksander Ugłanow: Skrzysty Okręt (łódź/arka)

au Kraina MorówAleksander Ugłanow: W Krainie Morów

au Marzanna-Marmuriena i ŚwicieńAleksander Ugłanow: Marzanna-Marmuriena i Świcień

a ugłanow chram OstromyAleksander Ugłanow: Kolada-Zimaa ug pałac władcy hiperborejiAleksander Ugłanow: Pałac Władców Hiperboreji (Zaborzanii/Darii)

a u DariaAleksander Ugłanow: Daria

a ugłanow chram GajiChram Gaji-Ruji

a ugł bórAleksander Ugłanow: Bania w Borze

a ugłanow bannikAleksander Ugłanow: Bannik

a ugłanow proszalne bajorkiAleksander Ugłanow: Proszalne Bajorki

au czaRADo Królestwa Posejduny – Brama Czaru

aleksanderObrzędy

au chram jarunyChram Jaruny

aleksander wieda beregyniaAleksander Ugłanow: Wieda – Beregynia Lęda (Lada/Leda)

au obrzędyAleksander Ugłanow: Świętoruja- Kres – Letnie Słońcestanie

au łada-łabędaAleksander Ugłanow: Łabęda-Łagoda – Lęda

więcej: http://www.ostrov-gallery.ru/artists/aleksandr_uglanov/gallery/

Александр Борисович Угланов родился в 1960 году в городе Тверь.

В 1979 году он окончил художественное училище имени Венецианова (бывшее Калининское художественное училище), где учился на оформительском отделении у педагога Владимира Ивановича Бурова. Опытный мастер учил своих последователей строгим канонам академического искусства, требовал от них внимательного изучения натуры и качественного рисунка, как основы станковой живописи, а вместе с тем, способствовал развитию индивидуального таланта ученика.

Особо следует сказать об эллинском периоде творчества Угланова. Дело в том, что с октября 2003 по май 2004 года художник жил и работал в Греции, сотрудничал с галереями Афин, Солоник и Верии. Здесь он создал такие полотна как «Похищение Елены», «Богиня Мудрости», «Дионисий» и др. На балканской почве мастер увидел родные корни и достойно дополнил коллекцию русской эллинистики.

Постепенно художник из Твери находит свою тематику и формирует свой авторский стиль. Он сосредотачивается на Руси Гиперборейской и Ведической, более близкой нам по времени и пространству. Появляется серия фольклорных образов: князя Словена, Ведуньи, Банника. На полотнах «Туманы Гардарики», «Святилище леса», «Испытание» перед нами предстаёт строгая природа Северной Евразии, с её дремучими чащами, мохнатыми скалами и чистыми реками.

Zapraszam w imieniu Joanny na Przypiecek – Rewelacyjny zespół Hoverla

Posted in Polska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 14 Sierpień 2014

http://przypiecek.blogspot.com/2014/08/hoverla-rozmowa-z-perkusista-zespou.html

 

1941548_566010713506683_4329862838007211599_o

Odkąd po raz pierwszy usłyszałam Hoverlę, jestem nią oczarowana. Co ciekawe, wszyscy moi przyjaciele, z którymi się „odkryciem” podzieliłam, używali dokładnie tego samego słowa, swoje wrażenia po przesłuchaniu opisując jako oczarowanie.

Mamy więc do czynienia z czymś bardzo silnie oddziałującym, czarownym i czarującym, mocnym energetycznie.

W czym tkwi źródło owej mocy?

*

Chcąc dowiedzieć się o Hoverli i jej przesłaniu nieco więcej, poprosiłam o rozmowę perkusistę zespołu – Yana Gałygę.

 

 

– Słowiański Duch odradza się w coraz bardziej widoczny i wyczuwalny sposób. Przejawia się to między innymi w muzyce. Muzyka jest sztuką czarowną, przemawiającą zarówno do świadomości człowieka, jak i do jego podświadomości. Mnie cieszy najbardziej, kiedy porusza dawno nieużywane struny poczucia własnej słowiańskiej tożsamości. Hoverla gra na tych strunach w sposób naprawdę zachwycający. To jest takie autentyczne, porywające, radosne… czyste, a zarazem uwodzicielskie… Chciałabym, żebyś podzielił się ze mną swoimi wrażeniami – jakie to uczucie, poruszać w ludziach te właśnie struny i jak słuchacze na to reagują?

– Często na naszych koncertach widzę jak ludzie słuchając takich utworów jak „Huculska dziewczyna” albo „Noc Kupały” wzruszają się. Zamykają oczy, przenoszą się myślami do świata, który my im w naszych piosenkach przedstawiamy. Nie było chyba takich występów, gdzie sam bym się nie przeniósł wraz z nimi. Kiedy gram np. „Noc Kupały” zawsze zamykam oczy i wyobrażam sobie jak skaczę przez ognisko, później jak wyławiam z rzeki wianek (tak jak tradycja nakazuje) dla pięknej ukraińskiej dziewczyny. Podobnie kiedy gramy „Kalynę” albo „Tyż mene pidmanula” często śpiewam tekst utworu – automatycznie, nawet nie panuję nad tym. :) Chcę powiedzieć, że te utwory działają trochę w sposób mantryczny na słuchaczy, a tym bardziej dla takich jak ja – ludzi pochodzących z Ukrainy.

….

SPIS UTWORÓW:

  1. Lemkowyna
    2. Historia miłosna
    3. Prutu
    4. Lyubov moja
    5. Werchowyna
    6. Kalyna
    7. Kozacy
    8. Huculska dziewczyna
    9. Horilka
    10. Noc Kupały
    11. Ty ż mene pidmanula
    12. Hańczowska lyubov
    13. Roztańczona życiem
    14. Nasza muzyka

Dzięki Joanno – REWELACJA!!!

 

więcej: http://przypiecek.blogspot.com/2014/08/hoverla-rozmowa-z-perkusista-zespou.html

Tagged with: ,

Witold Jabłoński o „Baśni nad baśniami” Wojciecha Dzieduszyckiego (polecam dalsze części tej publikacji)

Posted in Polska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 9 Sierpień 2014

Popiel-CzarnobógPopiel – Czarnobóg

Zapomniany bard, zapomniany epos

Opublikowano 18 lipca 2014, przez Smaki z Polski w kategorii Recenzje, Słowianie i mitologie

http://www.smakizpolski.com.pl/zapomniany-bard-zapomniany-epos/

Habent sua fata libelli… Książki miewają swoje losy… stwierdził Terentianus Maurus (III w.), mając na myśli, że nigdy nie wiadomo, kiedy jaka książka utrafi w gust czytelnika. Omawiany w niniejszym szkicu utwór nie miał, niestety, szczęścia. Tak czasami bywa, że jakieś dzieło nie zyska uznania w swoich czasach, potem zaś, pokryte grubymi warstwami bibliotecznego kurzu, czeka na odkrywcę, który pochyli się nad nim z zaciekawieniem i dobrą wolą, by wydobyć z otchłani niepamięci – pisze Witold Jabłoński.

Wiele lat mego życia musiało także upłynąć, zanim natrafiłem na ów smakowity rarytas. Choć jestem z wykształcenia polonistą i od dawna penetruję obrazy Słowiańszczyzny w rodzimej literaturze, wyznaję szczerze, że nie tylko go do niedawna nie znałem, ale wręcz nie wiedziałem o jego istnieniu. Natrafiłem nań przypadkiem, wpisując w Google hasło: „baśń słowiańska”… i niespodziewanie dla siebie znalazłem prawdziwy skarb.

Mowa o poemacie w XII Księgach wierszem Baśń nad baśniami Wojciecha Dzieduszyckiego (1848 – 1909).

.

Zapomniany bard

WojciechDzieduszycki-e1405685995704Na początek kilka słów o autorze. Był w ówczesnej Galicji nie byle jaką personą. Arystokrata z hrabiowskim tytułem, pan z panów, potomek ruskich wielmożów, dziedzic rozległego majątku Jezupol pod Stanisławowem, polityk konserwatysta, aczkolwiek przeciwny grupie ultrakonserwatywnych „Stańczyków”, wieloletni poseł do Sejmu Krajowego Galicji i parlamentu austriackiego, cesarsko-królewski minister dla Galicji 1906 – 1907, doktor filozofii na Uniwersytecie Wiedeńskim (1871), od 1896 profesor filozofii i historii estetyki Uniwersytetu Lwowskiego, gdzie jego wykłady cieszyły się ogromną popularnością. Autor powieści, nowel, dramatów i rozpraw filozoficzno-estetycznych. Bez wątpienia bardzo wiele osiągnięć jak na jednego człowieka, nawet uwzględniając finansowe możliwości rodu i wielkopańskie koneksje. Rozkochany w kozaczczyźnie zwolennik ugody z Rusinami, a zarazem gorący patriota i wielki światowiec bez trudu brylujący w wiedeńskich salonach.

Prywatnie był także postacią barwną, można rzec nawet ekscentryczną. Tak opisywał go w anegdotycznym, nieco karykaturalnym przerysowaniu jeden ze współczesnych mu lwowskich luminarzy, Antoni Chołoniecki: „Mięszanina barbarzyńcy z człowiekiem kulturnym w najdziwaczniejszem znaczeniu — kozacka natura zafarbowana zachodnią cywilizacyą. O ile nie wykłada estetyki i filozofii we Lwowie, gdzie mu przyszedł kaprys być docentem uniwersytetu, albo nie robi polityki w Wiedniu, mieszka w dziedzicznym Jezupolu i jest tam do pewnego stopnia tem, czem był książe Panie Kochanku dla Nieświeża a Mikołaj Potocki dla Kaniowa. (…) Trzyma sobie tylko służbę w starych kozackich strojach i po kozacku ubiera i wychowuje syna. We Lwowie miewa okresy studentomanii. Otacza się wówczas młodzieżą szkolną, urządza jej małe biby, poczem osobiście prowadzi „gęsiora“ przez miasto. Przybycie jego do stolicy na zimę zapowiada zawsze pojawienie się nadwornych kozaczków w czarnych guńkach i szerokich szarawarach. (…) Jako literat i uczony podobny jest do olbrzymiego muzeum, w którem nagromadzone są bez numerów i katalogu, w chaotycznym nieporządku, najcenniejsze przedmioty. Zna się na wszystkiem i pisze o każdej sprawie z jednakową swobodą. Książki jego traktują o filozofii, estetyce, malarstwie, archeologii, wychowaniu, ekonomii, polityce. Badał starożytności egipskie i układał wiersze, szukał kolebki ludów i pisał dramaty i powieści. (…) Książka Ateny zjednała mu popularny tytuł „podolskiego Ateńczyka“ i świadczy o bardzo gruntownem znawstwie sztuki, równie jak Historya malarstwa we Włoszech. Przed dwoma laty studyował gorliwie hipnotyzm i usypiał swoich kozaczków — nudami… Jest doskonałym mówcą i potrafi mówić o wszystkiem bez przygotowania. W ważnych chwilach chodzi po kurytarzach sejmowych, gestykuluje i rozmawia z sobą. Jest mu jednak bardziej do twarzy z filozofią, aniżeli z polityką” [Nieśmiertelni. Fotografie literatów lwowskich, Lwów 1898, ortografia i interpunkcja oryginalne].

Utwór ewidentnie nie trafił na sprzyjający grunt, ponieważ ówczesna literacka publiczność nie była jeszcze gotowa na tak nowatorskie, niekonwencjonalne ujęcie rodzimych mitów i legend. Przez wiele lat niewoli wszczepiano Polakom przekonanie o ich duchowym ubóstwie i wtórności, a nasza słowiańska, przedchrześcijańska kultura była świadomie, celowo marginalizowana, infantylizowana, traktowana jak wstydliwy epizod z dzieciństwa, o którym najlepiej jak najszybciej zapomnieć. „Upupione” (by posłużyć się dobrze tu pasującym gombrowiczowskim określeniem) podania o Lechu, Kraku, Wandzie i Popielu sprowadzono do rzędu poczciwych bajeczek i zepchnięto do dziecinnego pokoju. Dlaczego tak się stało? Niezwykle trafnej odpowiedzi udzieliła wybitna uczona Maria Janion: „Poniesiona wskutek brutalnej nieraz chrystianizacji klęska Słowian – stwierdza w Niesamowitej Słowiańszczyźnie – zwłaszcza zachodnich Słowian, przyłączenie ich do cywilizacji łacińskiej, przejawiły się między innymi w utracie własnej mitologii, tego ważnego spoiwa lokalnej wyobraźni”.

Sytuacja taka miała swoje dalsze, złowróżbne dla naszych kulturowych korzeni konsekwencje: „Warto… wspomnieć o znamiennym rysie chrystianizacji Polski – o stosunku łacińskich misjonarzy do pogańskiej mitologii i religii Słowian. Zostały one w taki sposób zlekceważone i bezwzględnie zniszczone, że wśród badaczy powstało nawet przekonanie – poparte brakiem źródeł – iż w ogóle prawie nie istniały. (…) Stąd wymazana dawność, stąd biała karta, stąd puste pola, stąd wyrażane nawet całkiem niedawno przekonanie, że nic nie przemawia za tym, aby u Słowian istniały opowieści o bogach, o ich życiu, działalności, stosunkach pokrewieństwa. Lud słowiański byłby zatem, jak pisze historyk religii słowiańskiej „dziwacznym ewenementem wśród kultur świata” [Aleksander Gieysztor]. Można w tym widzieć również miarę (niezasłużonej, ale rzeczywistej) pogardy dla rzekomo wszechstronnie „prymitywnej” Słowiańszczyzny”.

więcej: http://www.smakizpolski.com.pl/zapomniany-bard-zapomniany-epos/

ciąg dalszy: http://www.smakizpolski.com.pl/basn-basniami-wojciecha-dzieduszyckiego/

Oto rzeczona „Baśń nad baśniami” (fragmencik), który daje orientację w stylu i języku, barwnym i pięknym, godnym mistrza pióra. Jak się zorientujecie Mistrz tenże prowadzi znany wtajemniczonym dialog „nad/pod Kulturą”, który potwierdza jego przynależność do pogańsko-teozoficzno-masońskiej elity kulturalnej Polski. Postacie występujące w tej pieśni to nie są zwykłe postacie, lecz personifikacje bogów pogańskich Wiary Przyrodzoney Słowian z Pogańskiego Panteonu tejże wiary: Żywa – oczy piwne, włosy jasne, bławatkiem strojone (bogini Żywia-Siwa); Jaga Baba Jaga Jędza (bogini Rada-Rodzica) oraz jej córki Złote Zazule: Sapucha (Zapucha, jak w Zapustach, Pucha-Pusta) i Welinda (od Wela, Welańska, Weli-Nada) ; Czuryło (Chorsiniec-Księżyc/Łuna-Anu); Czarna Krowa – Ciemne Światło Świata (Swątlnica). Baja zaś, czyli Materia, którą się plecie na łące pełnej czerwonych maków (Łąka Mokoszy – Pani Przeznaczenia) z konopnego sznura (atrybut i nić kosza/losu Mokoszy i tworzywo Baji) dzięki magii Czarnej Krowy przez jedną Zaczarowaną Noc – to nie jest zwykła baja, lecz prawdziwa Baja Słowian, która znajduje się w rękach Baby Jagi – czyli bogini przekazującej młodzieży wiedę, Pani Inicjującej – Rady-Radzicy. Stąd i zadania-wyzwania jakie ona stawia Żywi wymagają od niej zastosowania sił magicznych (mogtycznych, związanych z mocą-mogtowiją). Kto czytał „Księgę Ruty”, „Księgę Tura” i „Stworze i Zdusze” ten odnajdzie w „Baśni nad baśniami” pudełka wyskakujące z pudełek – jak w Ruskiej Babie – drugie i trzecie dna, a zwłaszcza ów dialog nad/pod kulturą toczony między wieszczami i wiedunami polskimi, znajdzie w postaciach pierwszego planu plan drugi i ich boską funkcję we wcieleniu w ziemskie postacie.

Oddajmy zatem głos Wojciechowi Dzieduszyckiemu, który jest jednym z odwiecznych ciągnących Wącie Baji przez tysiące lat zakazu i prześladowań chrześcijańskich, Strażników Wiary Przyrodzoney Słowian, wyjątkowo zasłużonym dla przetrwania Polskiej Słowiańskiej Kultury i Tradycji.

♦ 

Polecam również bardzo dobry esej tego samego autora na temat Słowiańszczyzny Przedchrześcijańskiej, zniszczeń dokonanych przez kościół katolicki i odbicia tego zaginionego zafałszowanego świata w polskiej literaturze i kulturze:

Witold Jabłoński „Słowiański Świat Odnaleziony”

http://www.smakizpolski.com.pl/slowianski-swiat/

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 937 obserwujących.