białczyński

Fala Czasu Zero a Jednoczesność i Wieczność (Koniec Świata, czyli teoria Terence’a McKenny a RzeczyIstność), O „narodzie” żydowskim, czyli Koniec Świata Kłamstw – USA i banksterzy kontra Słowiańszczyzna

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 31 Styczeń 2013

Na początek artykuł za innemedium.pl i film [CB].

Djangos-Tree-ipp®MARK HENSON – Djangos tree

Fala czasowa skończy się w grudniu 2012? Może nas czekać jednoczesność wszystkich zdarzeń

Jedna z najbardziej ekscentrycznych teorii na temat końca świata w grudniu roku 2012 zakładała, że dojdzie do swoistego końca czasu. Koncepcja ta nazywa się Fala Czasu Zero (Timewave Zero) została zaproponowana przez botanika i filozofa, Terence’a McKenna (1946-2000). Uważał on, że czas jest w istocie falą fraktalną o zwiększającym się tempie odkryć.

Innymi słowy McKenna postulował fraktalny charakter rzeczywistości. Fraktalny, czyli taki, w którym jest układ samopodobieństwa wszystkich elementów bez względu na punkt widzenia na nie. Nasz ekscentryczny naukowiec twierdził, że istnieje coś takiego jak „nowość”,  z ang. novelity. Autor definiuje ją, jako ciągłe zwiększanie się złożoności powiązań. To tak jakby coś rosło wokół nas, coś, co nazywamy czasem.

Według Terence’a McKenna na końcu „nowości” jest koniec czasu. To tak zwany punkt osobliwy. Wtedy według teorii złożoność systemu dąży do nieskończoności. Oznacza to, że wtedy wszystko będzie następowało jednocześnie. Co ciekawe McKenna opracował pewną formułę numerologiczną,  która miała dać odpowiedź na to jak kształtują się pływy i zawirowania „nowości„. Oparł ją na Księdze Przemian (I-Ching) . To starożytny kosmologiczny i filozoficzny tekst chiński stanowiący podstawy konfucjanizmu i taoizmu. Księgę Przemian często stosowano w celu wróżenia i McKenna dostrzegał w tym możłiwość „ przeczucia nowości„. Biorąc pod uwagę probabilistyczny charakter wszechświata wykorzystanie figur I Ching, jako doskonale losowych wydawało się być strzałem w dziesiątkę.

Całą teorię „nowości”, McKenna oparł na przemyśleniach oraz na seansach z wykorzystaniem substancji wykorzystywanych od wieków przez szamanów amazońskich. Mowa przede wszystkim o grzybach psylocybinowych i DMT.

To, co sugeruje Terence McKenna to stwierdzenie, że fluktuację czasu da się obliczyć. Pojawienie się informatyki dało doskonałą okazję do zaprogramowania teoretycznej fraktalnej funkcji falowej czasu w formie umożliwiającej zarówno losowanie potrzebne przy I-Ching jak i przeliczenia fluktuacji czasowych. Powstał, więc specjalny program komputerowy początkowo dostępny jedynie na Apple a potem przeportowany do MS-DOS. Do dzisiaj wiele osób z niego korzysta.

Aby jednak ustalić punkt końcowy ostatecznego splotu horyzontu zdarzeń, który ma nastąpić na końcu czasu potrzebne jest ustalenie punktu początkowego, a w zasadzie pośredniego. Za taki punkt obrał on zabójczy nuklearny akcent kończący drugą wojnę światową. Po wprowadzeniu takiego koordynatu czasowego okazało się, że punkt osobliwy powinien wystąpić między listopadem a grudniem 2012.

Czy to oznacza, że słynne oczekiwane oświecenie ludzkości ma być tak naprawdę formą przekształcenia czasu w coś, czego nie rozumiemy dużo bardziej niż jego samego?  Może się okazać, że wszystkie podania na temat tego, do czego ma dojść 21 grudnia 2012 są częściowo zgodne z prawdą jednak istnieje dużo większe prawdopodobieństwo, że żadna z nich się nie sprawdzi.

Źródło: innemedium.pl,

Warto przeczytać:

http://www.eioba.pl/a/3iz6/fraktalna-rzeczywistosc

Wywiad z Terencem McKenna przeprowadzony przez Johna Hazzarda w październiku 1998. Napisy PL

http://www.youtube.com/watch?v=SAnw9AhUyb0&feature=player_embedded

Dodajmy do powyższego opis postaci autora z Wikipedii, która jest oczywiście tak samo narzędziem manipulacji medialnej, jak Encyklopedia Powszechna, która prawdopodobnie postaci Terence’a McKenny nie uwzględnia w ogóle, lub przedstawia go jako beatnika, hippisa, osobę niewykształconą lub kogoś podobnie „bezwartościowego” z punktu widzenia rzetelności przekazywanej wiedzy. Zauważycie ten kierunek dyskredytowania osoby McKenny w tekście wikipedycznym, który tutaj zamieszczam:

Mckenna1

Terence Kemp McKenna (ur. 16 listopada 1946, zm. 3 kwietnia 2000) – pisarz, filozof i etnobotanik. Autor licznych pseudonaukowych teorii: manuskryptu Voynicha, teorii pochodzenia gatunków, teorii nowości (ang. Novelty theory), która zakłada, że czas jest falą fraktalną o zwiększającym się tempie odkryć, które skumulują się gwałtownie w roku 2012. Jego koncepcja ściśle wiąże się z kombinacją: psychodelików, filozofii gajanizmu i szamanizmu.

Terence McKenna wychował się w małym, mocno religijnym miasteczku w zachodnim Kolorado. Już od najmłodszych lat, z powodu słabego wzroku zmuszony był nosić dwuogniskowe okulary korekcyjne. Wada wzroku oraz niesportowa natura spowodowały, że większość dzieciństwa spędził samotnie. Wuj zainteresował go geologią, a samotne poszukiwanie skamielin na dnie wyschniętego strumienia w pobliżu domu stało się jego hobby.

McKenna po raz pierwszy zetknął się ze środkami halucynogennymi w książkach Aldousa Huxleya. Jego pierwszym bezpośrednim kontaktem z psychodelikami było spożycie dostępnych w handlu nasion powoju (morning glory). Jak sam twierdzi to doświadczenie nadało inny kierunek jego życiu.

Po ukończeniu szkoły średniej, McKenna rozpoczął studia na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Przeniósł się do San Francisco latem 1967 r. (ang. The Summer Of Love) przed rozpoczęciem wykładów. To właśnie tam jego kolega z mieszkania naprzeciwko, Barry Melton, zapoznał go z marihuaną i LSD. W 1969 r. Terence otrzymał dyplom licencjacki z Ekologii i Ochrony Przyrody z Tussman Experimental College, w ramach krótko trwającego projektu zrealizowanego na Uniwersytecie Berkely. Lata po ukończeniu studiów licencjackich spędził na nauczaniu języka angielskiego w Japonii oraz podróżując przez Indie i północną Azję, gdzie jego głównymi zajęciami były przemyt haszyszu i zbieranie motyli dla firm komercyjnych.

Po śmierci matki w 1971 r. Terence, jego brat Dennis i trzech innych znajomych pojechali do Kolumbijskiej Amazonii w poszukiwaniu oo-koo-hé, wywaru roślinnego zawierającego DMT. W La Chorrera, po namowach brata, Terence wziął udział w psychodelicznym eksperymencie w trakcie którego, jak sam twierdzi, nawiązał kontakt „Logos” – informującym, objawionym głosem, który jak wierzy Terence był uniwersalnym głosem dla wizjonerskich doświadczeń religijnych. Objawiony głos nakazał mu zbadanie struktury wczesnej formy Yijing, co doprowadziło do stworzenia teorii nowości.

Przez większość lat 70. Terence mieszkał w skromnym podmiejskim domu, utrzymując się z realizacji przepisów pochodzących z książki „The Magic Mushroom Growers Guide”: hodowli i sprzedaży psylocybinowych grzybów. Jak sam mówił, obawiał się tego niebezpiecznego procederu z powodu możliwości poważnych konsekwencji prawnych spowodowanych walką rządu z narkotykami. Właśnie za handel narkotykami był kiedyś poszukiwany przez Interpol.

McKenna był znajomym Ralpha Abrahama, Ruperta Sheldrake’a, i Riane Eisler, uczestnicząc z nimi we wspólnych warsztatach i sympozjach. Był przyjacielem Toma Robinsa.

W późniejszych latach swojego życia stał się uosobieniem kontrkultury. Timothy Leary przedstawił go kiedyś jako „prawdziwego Tima Leary’ego”. Terence miał swój udział w powstaniu wielu psychodelicznych i goa trance albumów takich artystów jak The Shamen, Spacetime Continuum, Zuvuya i Shpongle, a fragmenty jego wykładów były i są wykorzystywane przez wielu innych twórców. W 1993 r. pojawił się jako mówca na Starwood Festival, co zostało udokumentowane w książce „Tripping” napisanej przez Charlesa Hayesa (jego wykład został wydany zarówno na kasecie, jak i płycie CD). Był bardzo utalentowanym mówcą podziwianym przez swoich fanów za elokwencję.

McKenna mówił o psychodelikach, wirtualnej rzeczywistości (w której upatrywał artystycznego sposobu przekazu psychodelicznych wizji), teorii ewolucji, pozaziemskich cywilizacjach, duchach przodków (lub tak jak to nazywał, kontaktujących się ‚zmarłych’). Był zwolennikiem zażywania psychodelików we względnie ekstremalnie dużych dawkach (twierdząc że ci, którzy tylko próbowali psychodelików w małych dawkach nie zdołali dostrzec ich prawdziwego przesłania), szczególnie samotnie, w ciemności, bez muzyki i innych form stymulacji. Timewave_9_11_2001Filozoficznie i religijnie podziwiał Marshalla McLuhana, Pierre’a Teilharda de Chardin, gnostyczne chrześcijaństwo i Jamesa Joyce’a (nazywając „Finnegans Wake” najlepszym literackim odwzorowaniem doświadczeń psychodelicznych). Sprzeciwiał się wszelkim formom zorganizowanych religii lub bazujących na guru formach duchowego przebudzenia. Wierzył że DMT jest apoteozą psychodelicznych doświadczeń i mówił o ‚mieniących się klejnotami, samodryblujących piłkach do koszykówki’ lub ‚samotransformujących się mechanicznych elfach’, które spotykał w tym stanie świadomości. Chociaż unikał jakichkolwiek interpretacji (częściowe odrzucenie i monoteizmu, i monogamii), był otwarty na ideę psychodelików jako międzywymiarowej podróży, pozwalającej jednostce spotkać obce byty, duchy przodków i duchy Ziemi. Razem z Kathleen Harrison (jego przyjaciółką i żoną od 17 lat) Terence był także współtwórcą Botanical Dimensions – niedochodowej, etnobotanicznej organizacji, której celem jest ochrona i utrzymanie przyrody na Hawajach, gdzie żył przez wiele lat przed śmiercią. Przed przeprowadzką na stałe na Hawaje McKenna mieszkał na Hawajach i w mieście Occidental w Redwood-studded Hills, Sonoma County w Kalifornii.

Terence zmarł w 2000 r. z powodu nowotworu mózgu. Miał 53 lata. Pozostawił po sobie dwójkę dzieci – syna Finna i córkę Kleę.

2013green281

„Stoned Ape” – teoria ewolucji człowieka

Być może najbardziej intrygującą z teorii i obserwacji Terence’a McKenny jest jego wytłumaczenie pochodzenia ludzkiego umysłu i kultury. McKenna teoretyzował, że w czasie kiedy północnoafrykańskie dżungle kurczyły się pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, ustępując miejsca terenom trawiastym, zamieszkujące drzewa plemiona naszych prymitywnych przodków opuściły gałęzie i przeniosły swoje domostwa na otwarte przestrzenie. Wśród nowych produktów stanowiących ich dietę wyróżnić można zawierające psylocybinę grzyby rosnące wśród odchodów pasących się tam zwierząt kopytnych. Psylocybina, która w małych dawkach prowadzi do zwiększenia aktywności wzrokowej, w trochę większych powoduje fizyczne pobudzenie seksualne, a w dużych dawkach halucynacje i glossolalię, dała ewolucyjną przewagę plemionom stosującym taką dietę. Zmian spowodowanych przez wprowadzenie tej substancji do diety naczelnych było wiele – McKenna teoretyzuje na przykład, że synestezja (rozmazywanie się granic pomiędzy zmysłami) powodowana przez psylocybinę doprowadziła do wykształcenia się języka mówionego: zdolności do formowania przez dźwięki wokalne obrazów w umysłach słuchaczy. Około 12000 lat temu, dalsze zmiany klimatu powoli usunęły halucynogenne grzyby z diety naszych przodków, powodując szereg głębokich zmian w naszym gatunku, na przykład powrót do przed-grzybowej, brutalnej struktury społecznej, która wcześniej została zmodyfikowana i/lub powstrzymana przez częstą konsumpcję psylocybiny.

Nagrania na żywo z wykładów o teorii „Stoned Ape” można znaleźć na płycie ‚Conversations on the Edge of Magic’ (nagrane na żywo na festiwalu Starwood).

Giver-of-Life-ssp®MARK HENSON – GIVER OF LIFE

Wielka Zmiana w płaszczyźnie Zewnętrznej,

zmian wywołanych wędrówką Ziemi przez Galaktykę

Zacznijmy od tego że Wielka Zmiana ma charakter jednorodny, wszechogarniający  i nierozdzielny. Nie jest to więc zjawisko, które można widzieć jako dotyczące wyłącznie skali mikro – Człowieka i jego Świadomości, albo wyłącznie jako zjawisko skali makro – Kosmiczne, rozgrywające się na planie Galaktyki i jej rdzenia – Czarnej Dziury, czy też Wszechświata (Świata Światów, Światła Świata) i jego Rdzenia – Świadomości Nieskończonej. Bowiem jest tak jak to opisuje Nasim Haramein, każdy punkt odzwierciedla w sobie pełnię praw Wszechświata, więc skala nie ma znaczenia – jak na górze tak i na dole.  To co my ludzie obserwujemy jako istoty biologiczne żyjące na styku materii ożywionej wewnątrz Świata Materialnego, co postrzegamy poprzez naszą osobistą niematerialną Świadomość odbieraną/emanowaną przez narząd bio-fizyczny jakim jest mózg, jest jedynie punktem widzenia istot biologicznych, zawieszonych na skali Wszechświata w punkcie naszej egzystencji. Spostrzeżenia nasze nie mają wymiaru UNIWERSALNEGO, lecz względny, przypisany i wynikający z naszych cech bio-fizycznych (zmysłów). Jest to spostrzeżenie zmysłowe opisane „językiem myśli” i eksportowane na zewnątrz „językiem słowa”, zapisane zaś w Zbiorowej Pamięci Matki Ziemi, w jej Świadomości, podane do wiadomości wszystkich pozostałych Świadomych Bytów tej Planety. Jest to poza tym także (w innym aspekcie) spostrzeżenie „ważne” wyłącznie z punktu widzenia istot trójwymiarowych zanurzonych w czasie (czyli w czwartym wymiarze). Jest to jednocześnie, znów w kolejnym holistycznym aspekcie, spostrzeżenie najwyższej formy Bytu Świadomego, wytworzonej przez Matkę Ziemię,Człowieka, Istoty obdarzonej możliwością korzystania ze Świadomości Nieskończonej poprzez biologiczną ewolucję dokonaną z tworzywa i w warunkach „eksperymentu” Trzeciej Planety Układu Słonecznego – Sol (a właściwie Soł lub Sou). 1205kop1_thumb_350px

Gdybyśmy wyobrazili sobie Kulę Wszechświata/Świata Światów (Punkt o Wymiarach Nieskończonych = RzeczyIstność) i pokroili ją jak pomarańczę, południkowo na plastry, to otrzymalibyśmy, tak jak to wykreowano w systemie współrzędnych geograficznych nieskończoną liczbę przenikających się wzajemnie kół.

RzeczyIstność tyle ma Aspektów ile da się wykreślić owych kół. Jest to liczba skończona, zmienna wyłącznie ze względu na grubość narzędzia użytego do cięcia. Może to być 360 koncentrycznych kół gdy tniemy tę kulę narzędziem o krawędzi 1 stopnia. Lecz każdy plaster grubości 1 stopnia, jak wiadomo, można pociąć na X minut i XX sekund kątowych narzędziami o krawędzi „minuty kątowej” lub „sekundy kątowej”. Kawałkowanie ReczyIstności w Aspektach jest czynnością praktycznie nieskończoną.

kulka1

W życiu codziennym wykonujemy takie cięcia RzeczyIstności dla potrzeb ukazania pewnych zjawisk w płaszczyźnie owego cięcia, np. dyscypliny wiedzy. To jest właśnie Aspekt RzeczyIstnosci.  Wyobraźmy sobie ile Aspektów miałaby RzeczyIstość cięta narzędziem o krawędzi cząstki np. fotonu/fali światła.

CZĘŚĆ 1

 

http://www.youtube.com/watch?v=ei3plYE7QWU

Według jego teorii Geometrii Struktury Próżni planety nie krążą dookoła Słońca, lecz w przestrzeni ruchem spiralnym. Jego zdaniem najbardziej stabilną, najbardziej zrównoważona geometria jaką można znaleźć jest czworościan. Nassim otrzymał ostatnio za to swoje teoretyzowanie prestiżową nagrodę za najlepszy artykuł (na University of Liège, Belgium podczas 9th International Conference CASYS’09) wyznaczający nowy paradygmat w fizyce kwantowej, w którym jądro atomu traktuje się jako mini czarną dziurę…

Według jego teorii kula jest horyzontem zdarzeń z którego rzeczy promieniują. Ma ona najbardziej niestabilną geometrię, nie posiada struktury, posiada największą powierzchnię, więc tym samym nie może utrzymywać całości. Geometrią ,która utrzymuje kulę w całości( w jaki sposób kula pojawia się w próżni) będąca w idealnej równowadze to właśnie geometria czworościanu. Żeby nie było to aż nadto spekulatywne powołuje się on miedzy innymi na książkę pt. Tajemnice Meksykańskich Piramid” Petera Tompkinsa. Opisany jest w niej wynik dwudziestu kilku lat badań wskazujący na to, że przy budowie piramid wykorzystywana była matematyka związana z czworościanem wewnątrz kuli.

Ten artykuł i tekst Wikipedii pokazuje jak wielki zamęt informacyjny panuje w mediach  dostępnych nam na co dzień. To nieprawda, że jest to specyfika Internetu, do którego wszyscy mają łatwy dostęp.Takie wiadomości i sądy rozpowszechniają szczególnie codzienne gazety i tygodniki drukowane, których nakłady dramatycznie spadają w związku z odejściem czytelników od ich kupowania. Powszechnie wiadomo już, że są one  „manipulatorami świadomości”, a treści w nich wygłaszane podlegają cenzurze ustanowionej przez ich właścicieli. Tego typu wiadomości rozpowszechnia również telewizja i radio, media które kreują się na „obiektywne” rzekomo poprzez fakt, iż emisja przez nie komunikatów informacyjnych jest droga. W związku z owymi „kosztami” nadawania stosują one rzekomo „jakościową” selekcję, która nie dopuszcza do głoszenia poglądów każdego człowieka z „ulicy”. Te ostatnie media są szczególnie niebezpieczne,w związku z „siłą rażenia obrazem i mową”, które skoordynowane pozwalają manipulować świadomością odbiorcy ze szczególną sugestywnością.  Kreowanie tych mediów na „obiektywne”  jest oczywiście największą manipulacją. Te media, jako „drogie”, podlegają skumulowanym wpływom największych zasobów kapitału, jakie są na naszej planecie i w sposób szczególny służą różnym grupom nacisku, grupom o charakterze właścicielskim, w interesie których jest wywoływanie stanów zbiorowej „histerii” zwanych „modami”, „trendami”, „poglądami autorytetów”. „faktami”, „prawdą” itp.

Rozważamy problem wiarygodności poszczególnych mediów po to, żeby wyrobić sobie opinię na temat komunikatów Terence’a McKenny, więc jeszcze chwila cierpliwości.

Tak, to prawda, że łatwość dostępu do Internetu dopuszcza i preferuje ludzi szczególnie nakierowanych na pewną problematykę, zanurzonych w niej i przekonanych co do swoich teorii. Oni po prostu są skłonni poświęcić czas i pieniądze na to by dotrzeć z przekazem swojej wiedzy do innych. Często ta wiedza nie sprawdza się po prostu w RzeczyIstności. Pamiętajmy, że teoria osoby z tytułem naukowym nie jest w niczym lepsza od teorii osoby bez tego tytułu, dopóki jedna i druga nie zostanie zweryfikowana przez fakty tj. doświadczalnie. Pamiętajmy jaką drogą zdobywa się tytuły naukowe, często jedyną drogą do ich zdobycia jest konformistyczne poddanie się zbiorowemu sądowi wygłaszanemu od wieków w tzw. środowisku.

Bywają też w Internecie, tak jak w TV i prasie, tanie sensacje i sensacyjki, które mają podnieść oglądalność i czytelniczość komercyjnych stron. Strony i blogi, które zawierają reklamę powinny budzić naszą szczególną czujność. Co są gotowi napisać, powiedzieć i pokazać ludzie z TV, prasy codziennej i kolorowej, radia a także z „komercyjnego” Internetu, mieliśmy okazję obserwować bardzo dosadnie przy okazji lansowania tezy medialnej o „końcu świata”.

Wiele osób powyższą informację z portalu Innemedium.pl wzięło na poważnie, ponieważ tak naprawdę zastosowano w tej informacji, cały system dezinformujących „wiadomości” cząstkowych mających oglądającego i czytającego „przekonać do prawdziwości” przekazu. Wystarczy zobaczyć ile reklam jest na owym portalu, by zrozumieć, że jego celem jest zarabianie pieniędzy a nie rozpowszechnianie rzetelnej wiedzy.

Skojarzenie autora i podanie linku do filmu, na takiej stronie, pełni dla niej rolę naganiacza reklam. Po pierwsze tytuł naukowy, po drugie sympatyczna twarz człowieka „niewinnego” , dobrze ubranego, nienagannego, po trzecie jego sugestywność i „szczerość”, po czwarte wreszcie fakt, iż jego teorie mają charakter oczywistej nowości i sensacji, a oparte są na kontrowersyjnych doświadczeniach z działaniem halucynogenów, o których działaniu tak naprawdę prawie nikt ze „zwykłych ludzi”, szarych zjadaczy chleba, nic sensownego nie wie.

Ten ostatni fakt, oparcia teorii o doświadczenia psychodeliczne budzi szczególną czujność i nieufność człowieka posługującego się logiką „zwykłego stanu świadomości”. Ja sam dałem się początkowo także wprowadzić w błąd, poprzez cały kontekst sytuacyjny, jaki towarzyszył opublikowaniu tej teorii i filmu. Ponieważ znam działanie halucynogenów z własnego doświadczenia w pierwszym odruchu odrzuciłem tę teorię przedstawioną przez Innemedium. Potraktowałem ten materiał jak śmieć lub jak celową dezinformację Yetisynów skierowaną do Lemingów. Nie znałem postaci ani tak naprawdę teorii Terence’a McKenny, ale sposób jego prezentacji w Innemedium.pl już mnie odstręczył. W rozpowszechnianiu tego rodzaju dezinformacji króluje zwykle telewizja, prasa codzienna i kolorowa, więc nieco zdziwiło mnie, że tam tego człowieka się nie upublicznia i nie powiela jego „teorii”, i nie wykorzystuje się go do „robienia kasy”, albo do „robienia ludziom wody z mózgu”. To skłoniło mnie do studium tej teorii i osoby autora. Okazało się, że sprawa nie jest prosta a teoria jest sensowna i logiczna.Natomiast artykuł w Innemedium.pl jest oczywistym wypaczaniem słów autora. Prezentuje on teorię McKenny w „krzywym zwierciadle” taniej sensacji. „Brudna szyba” takiego komercyjnego portalu jest jak podwójna zasłona na drodze do prawdy. Ludzi myślących głęboko bełkot portalu odstręcza od poznania Źródła, a osobom mniej wnikliwym mąci w głowie „sprzedając” fałszywą informację.

CZĘŚĆ 2

 

http://www.youtube.com/watch?v=ZRoNWv-6d5Y

 

 

Po przestudiowaniu filmu doszedłem do wniosku, że przedstawiana teoria „Nowości i Jednoczesności” jest  zjawiskiem rzeczywistym. W dodatku to nic innego jak opis Wielkiej Zmiany w aspekcie biologii i i teorii ewolucji. Nieprawidłowe w całym przedstawionym tutaj rozumowaniu są co najwyżej końcowe wnioski do jakich dochodzi autor. Jestem przekonany, że gdy nasza cywilizacja i informatyka przekroczy, próg zdolności opisu Osoby łącznie z jej Świadomością i zapisu  tejże osoby w postaci fali elektromagnetycznej  w rzeczywistej przestrzeni, nie będzie to oznaczać dotarcia do Eschatonu, czyli punktu ostatecznego, lecz dotarcie do kolejnego Horyzontu Zdarzeń, czyli granicy Czarnej Dziury. Nie osiągniemy Wieczności ani Nieskończoności, lecz jedynie „prawie” wieczność i „prawie” nieskończoność. Jest tak, bo tego typu granicę wyznacza opis Wielkiej Zmiany w aspekcie filozoficznym – tylko Nieskończona Świadomość jest nieskończonością i wiecznością, zatem tylko łącząc się (w sensie „spajając się w jedność” a nie „kontaktując się”) z Nieskończoną Świadomością osiągamy Nieskończoność i Wieczność.

Musimy wziąć pod uwagę, że w czasie, kiedy ta teoria powstała (15 lat temu) pewne fakty i inne teorie były autorowi nieznane.  On sam zauważa, iż jego wyobraźnia i możliwości intelektualne są zbyt małe, aby mógł opisać co będzie „potem” i czym „to w istocie będzie”. Wiedza z 1998 roku a wiedza dzisiejsza to dwie rożne sprawy. Nota bene, ten proces przyspieszenia liczby odkryć i zmian dokonujących się w nauce w tej samej jednostce czasu, jest jedną z cech obserwowanej Wielkiej Zmiany. Tę cechę rzeczywistości bieżącej, autor teorii wychwytuje już w roku 1998. Trzeba powiedzieć, że antycypacja przyszłości jest tutaj zaskakująco duża, tzn. posiada znaczne wyprzedzenie czasowe i wielką głębokość obserwacyjną.  Innym ludziom dotarcie do tych koncepcji i odkrycia na podobnym poziomie przyszły znacznie trudniej i zajęły więcej czasu, bo teorie Russela czy Harameiniego pojawiły się w 2007-2009 roku. Wskazuje to jasno, że poszerzenie świadomości, jakie sobie zafundował przy pomocy psychodelików Terence McKenna, było niezwykle skuteczne. Muszę przyznać, że nie doceniłem tej „drogi” i „siły otwierającej umysł” zawartej w psychodelikach. Jak widać mają ogromny potencjał, ale mnie się zdaje, że ryzyko „ugrzęźnięcia” w destrukcji umysłu, jest zbyt duże, by więcej osób mogło podążyć tą drogą. McKenna osiągnął jednak wielką płodność umysłu i głębię widzenia Świata. Znałem przecież jednak ludzi, którzy posługując się tymi samymi środkami nie wymyślili niczego oryginalnego a dotarli na dno człowieczeństwa.

Wracając do tematu – Na pewno nie można utożsamiać także filozoficznie Jednoczesności z Wiecznością, co uczyniono w artykule w Innemedium. Tamten artykuł jest oczywistą manipulacją i budowaniem na siłę sensacyjki, kosztem ośmieszenia źródłowego tekstu, na który się powołuje. Dowodem manipulacji jest 6 minuta wywiadu/filmu, który zamieściliśmy na początku artykułu. Autor wyraźnie odcina się tam od arbitralnej daty 2012, którą podaje jako możliwą  datę zaistnienia Novelity (Nowości), ale przecież nie datę końca świata. Według jego słów Jednoczesność i Novelity  może się zdarzyć 100, czy 500 lat później. „To nie ma znaczenia, czy to będzie w 2012″ – mówi McKenna. I ma rację, to nie ma żadnego znaczenia w skali czasu jakiego potrzebowała ewolucja, aby wydać na świat Człowieka. Znaczenie ma nieuchronność Novelity, czyli Wielkiej Zmiany.

Jednoczesność i Wieczność są to w pewnym sensie „stany” Rzeczywistości „identyczne”. Piszę w pewnym sensie i biorę identyczność oraz stan w cudzysłów,bo one są takie tylko w wybranym aspekcie RzeczyIstności. Widać też między nimi różnice wyczuwalne intuicyjnie, które nasza czterowymiarowa wyobraźnia jednak słabo obejmuje i z trudem percepuje. Słabością naszej wyobraźni jest „trudność” percepowania innych rodzajów czasu, niż ten jedyny jaki znamy, biegnący jednorodnie w kierunku rozkładu i rozpadu, czyli chaosu. McKenna pokazuje nam inny rodzaj czasu, to czas budujący, nieustanie budujący. Nie miejsce tutaj by rozważać o czterech rodzajach czasu związanych z czterema kirami rozwoju. Film/wywiad czyni rzecz bardzo ważną i pod tym względem, że pokazuje nam te dwa rodzaje czasu, które mkną jak dwa strumienie w przeciwnych kierunkach-kirach, w dwóch różnych Kirach Rozwoju, nieustannie się przenikając. Można by zbudować układ współrzędnych, gdzie jedną osią jest „czas rozkładający” a drugą biegnący równocześnie „czas budujący”. Wydaje nam się, że obydwa procesy zachodzą jednocześnie i wiodą w przeciwnych kierunkach. To nasz ludzki punkt widzenia, punkt widzenia istoty, która jest „uwięziona” w jednym rodzaju czasu. Zauważcie jednak, że zjawiska „budowania” i „burzenia” nie można umieścić na dwóch przeciwnych osiach czasu, gdyż zachodzą one równolegle.  Jesteśmy ograniczeni naszymi zmysłami i potrafimy dostrzec istnienie innego czasu niż ten nasz jedyny dostępny percepcji, tylko jako odbicie, refleks. Widzimy skutki jego działania, „efekt” w naszej rzeczywistości istoty trójwymiarowej, zanurzonej w czwartym wymiarze, „czasie rozkładającym”.

W związku ze zbliżaniem się „Godziny Zero” roku 2012 wielokrotnie przedstawiano mi spiralny zapis przyspieszenia zdarzeń, z informacją, iż ten czas osiągnie punkt zero i będzie to oznaczać „ustanie czasowości” przejście do „wieczności”.

Zajmuję się tutaj tym tematem dlatego, że tego typu informacje nie były celowym wprowadzaniem ludzi w błąd, lecz efektem nie zrozumienia do końca różnicy między Jednoczesnością a Wiecznością. W istocie zrozumienie tej różnicy, jak widać nawet dla człowieka wykształconego, z umysłem otwartym sztucznie dużymi dawkami psychodelików, który studiował problem od roku 1970, jak Terence McKenna, nie jest łatwe.

Obecnie na Ziemi obserwujemy dwa główne nurty zjawisk, które nie były dotychczas obserwowane. Pierwszy nurt ma charakter „zewnętrzny’ i wiąże się z podróżą układu słonecznego przez galaktykę oraz miejscem w jakim się Ziemia znalazła, w płaszczyźnie równika galaktycznego, na osi Rdzenia Galaktyki, czyli jej centralnej Czarnej Dziury, albo inaczej Galaktycznego Horyzontu Zdarzeń. Ten nurt manifestuje się jako esktremalizacja zjawisk naturalnych o skali planetarnej, a właściwie skali systemu słonecznego i galaktyki oraz całego Wszechświata.

SPIRAL-GENESIS-ipp1®Mark Henson  – Spiral Genesis

Onet 13 01 2013

Niepokojąca prognoza. Czeka nas rok katastrof?

48 minut temu

Upały, powodzie, katastrofalne huragany czy ekstremalnie mroźne zimy. Pogoda zmienia się w zastraszającym tempie, a naukowcy nie są w stanie przewidzieć, co jeszcze może nas spotkać. 2013 może okazać się rokiem katastrof naturalnych – donosi w swoim internetowym serwisie „New York Times”.

Chiny walczą z najmroźniejszą zimą od 30 lat. Brazylia niemiłosiernie pieczona jest przez niespotykane upały. We wschodniej Rosji słupki rtęci pokazują temperatury nie notowane od dawna. W Australii szaleją pożary buszu. Na całym świecie ekstremalne zjawiska pogodowe stają coraz bardziej powszechne.

Deszcz w Wielkiej Brytanii wydaje się czymś normalnym, ale nikt nie spodziewał się, że jego intensywność może spowodować powodzie trzy razy w roku. Ostatnio, w Boże Narodzenie, północna Walia została niemalże odcięta od reszty świata przez zalegającą na ogromnych obszarach wodę.

Met Office – brytyjski serwis pogodowy, uznał rok 2012 za najbardziej mokry, od kiedy zaczęto prowadzić statystki, czyli od 100 lat. Cztery z pięciu najbardziej obfitych w opady lat zdarzyło się w ostatniej dekadzie. Charles Powell, rzecznik Met Office podkreślił, że największą zmianą jest częstotliwość anomalii. – Pięćdziesiąt lat temu takie epizody zdarzały się co 100 dni, teraz zdarzają się co 70 – powiedział.

Podobnie jest w Australii, gdzie aktualnie szaleją pożary buszu. Obecna fala ciepła przyszła po dwóch bardzo mokrych latach, kiedy zarejestrowano największą ilość opadów. W miniony wtorek w Sydney odnotowano piąty z najgorętszych dni od 1910 roku. W pierwszej dwudziestce znalazło się pierwszych osiem dni 2013 roku.

Na północnej półkuli skrajności odwróciły się w drugą stronę. W Europie nasiliły się tornada. Na Sycylii odnotowano pierwszą od zakończenia II wojny światowej śnieżycę. Włoskie wybrzeże nawiedziły huragany i trąby wodne.

Syberię zalewa obecnie fala trzaskających mrozów. Tysiące ludzi są pozbawione prądu ze względu na awarie wywołane niskimi temperaturami. Urzędnicy zawiesili komunikację publiczną między syberyjskimi miastami, z obawy na możliwość wystąpienia awarii, co może doprowadzić do zamarznięcia pasażerów. Do kierowców ciężarówek wystosowano apele, aby poruszali się kolumnami kilku pojazdów, by w razie usterki mieli możliwość uzyskania pomocy.

W Chinach panuje najostrzejsza zima w historii. W zachodnim regionie kraju, pod ciężarem śniegu zawaliło się ponad tysiąc budynków. Chłód zdewastował uprawy, co skutkuje wzrastającymi cenami żywności. W sąsiedniej Mongolii mróz zdziesiątkował żywy inwentarz. Zamarzło blisko 200 tysięcy sztuk bydła.

W Brazylii analitycy prognozują, że może zostać wprowadzone racjonowanie energii elektrycznej. Fala upałów i brak deszczu mocno uszczupliły poziom wody w zbiornikach hydroelektrowni. W Rio de Janeiro odnotowano najwyższą temperaturę od 1915 roku.

Na Bliskim Wschodzie także dochodzi do anomalii. Jordania walczy z ulewnymi opadami deszczu i gradu. Wezbrane rzeki wylewają zmywając na swojej drodze wszystko, co stanie na przeszkodzie. Powodzie zagrażają obozom uchodźców, gdzie chronią się uciekający przed wojną mieszkańcy Syrii. Izrael i terytoria palestyńskie zmagają się z podobnymi warunkami. W Jerozolimie a także w innych izraelskich miastach spadł śnieg.

– Każdego roku mamy anomalie pogodowe, ale jest niezwykłe to, że tyle ekstremalnych wydarzeń na całym świecie mamy w jednym czasie – powiedział Omar Baddour, szef zespołu zarządzania danymi przy Światowej Organizacji Meteorologicznej w Genewie. – Fala upałów w Australii, powodzie w Wielkiej Brytanii, śnieżyce na Bliskim Wschodzie. W tym roku możemy spodziewać się skrajnych anomalii w pogodzie – dodał.

Takie wydarzenia przybierają na sile. Zwiększa się też ich częstotliwość. Baddour podkreślił, że zmiany klimatu to nie tylko wzrost temperatur, ale także wzrost intensywności wszystkiego rodzaju anomalii pogodowych.

I-Remember-ssp1®Mark Henson – I remember

serwis korrespondent.net

Największa notowana burza słoneczna w dziejach spodziewana jest przez NASA w roku 2013

Amerykańscy naukowcy z NASA (Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) wieszczą na Ziemi apokalipsę z powodu gigantycznej burzy magnetycznej, która ma nadejść w 2013 roku – podaje serwis korrespondent.net.

W 2013 roku Słońce „przebudzi” się po wielu latach snu, zwiększając radykalnie swoją aktywność. Według prognoz specjalistów może to doprowadzić do pandemii na Ziemi w związku z potężną burzę magnetyczną, która ma uderzyć w naszą planetę. Burze magnetyczne to nagłe i intensywne zaburzenia pola magnetycznego Ziemi. Są one związane ze słonecznymi wyrzutami masy i burzami słonecznymi, które w postaci wiatru słonecznego docierają do Ziemi, wywołując zmiany w polu magnetycznym.

Jak wynika z raportu Richarda Fischera, szefa oddziału NASA zajmującego się obserwacją Słońca, temperatura na jego powierzchni szybko rośnie i w 2013 roku należy oczekiwać, że „idealna burza magnetyczna” nadejdzie.

W wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „The Daily Mail”, Fisher powiedział, że burze magnetyczne powodują awarie systemów łączności i są w stanie wpłynąć na pracę wszystkich systemów komputerowych. Mogą zostać uszkodzone także inne kanały komunikacyjne: telefoniczne, satelitarne. Uczony przepowiada, że grozi nam zupełny paraliż łączności, upadek systemu bankowego, a w efekcie nowy długotrwały kryzys gospodarczy.

Amerykańscy naukowcy już wcześniej ostrzegali, że podobna burza grozi globalną katastrofą. Świadczą o tym przykłady „słonecznych sztormów” z przeszłości. Do jednego z najbardziej intensywnych doszło w 1859 roku, kiedy zaburzenia ziemskiego magnetyzmu spowodowały awarie sieci telegraficznych w całej Europie i Ameryce Północnej, a nawet okazjonalne zapalanie się od iskier papieru w telegrafach.

W dzisiejszych warunkach, zdaniem naukowców NASA, burza wielkości tej z 1859 roku mogłaby zniszczyć cały system energetyczny krajów uprzemysłowionych. „Gdyby tak potężna burza magnetyczna uderzyła dziś w USA tylko w pierwszym roku po katastrofie jej koszty sięgnęłyby 2 bln dol., czyli byłyby 20 razy większe niż te poniesione w związku z huraganem »Katrina «, który w 2005 r. spustoszył Nowy Orlean” – pisali w 2009 roku w specjalnym raporcie amerykańscy naukowcy.

Portal korrespondent.net przypomina także kataklizm z 1921 roku, kiedy w wyniku burzy słonecznej został zupełnie sparaliżowany transport w Nowym Yorku. Natomiast słoneczne harce z 1989 roku doprowadziły do przerwania dostaw energii dla Quebecu. Ponad 6 milionów Kanadyjczyków zostało bez światła i ogrzewania. Słabym punktem, w który uderzyła słoneczna nawałnica były linie wysokiego napięcia, które są czułe na kosmiczną pogodę i wychwytują prądy wywołane przez burze magnetyczne.

Naukowcy z NASA wezwali amerykańskie władze do przygotowania się na wszelkie możliwe techniczne kataklizmy, jakie może spowodować nawałnica, która przyjdzie ze słońca.

Jest maj 2013 r. Stacje radiowe i telewizyjne nagle przerywają program i ogłaszają, że właśnie przed chwilą na Słońcu nastąpił potężny wybuch, którego skutki trudno przewidzieć. Po paru godzinach zaczyna brakować prądu. Stają pociągi, tramwaje, metro, unieruchomione zostają lotniska i dworce kolejowe. Brak sygnalizacji świetlnej powoduje gigantyczne korki na ulicach miast. Nie działają windy, stacje benzynowe, telefony, radio i telewizja, satelitarna nawigacja, staje cały przemysł. Brakuje wody, przestaje działać służba zdrowia, handel, banki, systemy komputerowe. Zaczyna się apokalipsa, której przedsmak mieli mieszkańcy Nowego Jorku i kilku innych miast w sierpniu 2003 r.

Tamten blackout trwał tylko parę godzin. Tym razem cywilizacyjna katastrofa może ogarnąć całe kraje i kontynenty, a nawet glob, i trwać wiele miesięcy, a może nawet lat. To nie scenariusz filmu grozy, lecz wnioski z raportu National Academy of Sciences (amerykańskiej akademii nauk), ostrzegającego przed kataklizmem, którego rozmiarów do tej pory nigdy nie zaznaliśmy.

Nadchodzi wielka burza

Gorzej jest z krótkoterminowymi zmianami aktywności Słońca. Ich skutki tylko z pozoru są mniej groźne od epoki lodowej. Wskazówką tego, co może nas wkrótce spotkać, jest tzw. rozbłysk Carringtona z 1859 r. Wtedy minimum poprzedzające 10 cykl słoneczny miało 654 dni bez plam, a więc mniej niż w obecnym cyklu. 1 września 1859 r. brytyjski astronom Richard Carrington zaobserwował w nowej wielkiej grupie plam (10 razy większej od średnicy Ziemi) ogromny rozbłysk białego światła, trwający około 60 sek . Kilka minut później tsunami wysokoenergetycznych protonów słonecznych dotarło do Ziemi i zostawiło trwały ślad w rdzeniach lodowych (jako ogromny wzrost azotanów), najsilniejszy od 450 lat, kilkakrotnie większy niż po burzach w XX w. 17 godzin po rozbłysku miliardy ton plazmy wyrzuconej z korony słonecznej dotarły do Ziemi. Zaburzenia pola magnetycznego z tym związane trwały na naszej planecie od 2 do 7 września, a wywołane nimi zorze polarne widoczne były nawet na Bahamach, Kubie i w Indiach. Intensywność tych zakłóceń była wielokrotnie silniejsza od kilku innych, jakie pojawiły się w XX w. i spowodowały m.in. niemal natychmiastowe wyłączenie systemu energetycznego całego Quebecu oraz na dużych połaciach północnych stanów USA i w innych krajach.

Rozbłysk Carringtona 150 lat temu nie miał czego uszkadzać i wyłączać, bo nie było jeszcze sieci energetycznych, od których całkowicie jest uzależniona nasza cywilizacja. Skutki tamtego słonecznego impulsu magnetycznego były niewielkie. Najbardziej spektakularne dotknęły dopiero co powstały system telegraficzny. Iskry z aparatury raziły obsługę i wywoływały pożary urzędów telegraficznych. Nawet gdy odłączano baterie, w liniach płynął silny prąd, indukowany przez słoneczny impuls magnetyczny. Według raportu NAS z 2008 r., gdyby rozbłysk taki, jak zauważył Carrington, zdarzył się teraz, spowodowałby zniszczenia infrastruktury sięgające w samych tylko Stanach Zjednoczonych 2 bln dol., a ich odbudowa zajęłaby od 4 do 10 lat.

Wielka burza geomagnetyczna może pojawić się w maju 2013 r., w maksimum 24 cyklu – twierdzi dr Doug Biesecker, szef NOAA. Obecnie wiemy, co może się zdarzyć wskutek słonecznego rozbłysku, ponieważ ogromny impuls elektromagnetyczny towarzyszy wybuchowi broni jądrowej. Badania jego skutków, prowadzone od początku lat 70., wskazują, że współczesna elektronika i oparty na niej światowy system łączności nie są odporne na ten efekt. Być może to jest jeden z powodów, dla którego nikt nie pali się do wojny jądrowej, gdyż impuls elektromagnetyczny uniemożliwia dowodzenie oddziałami powyżej szczebla najniższego, co może sprawić, że wojna taka wymknie się spod kontroli.

Tygodnik „New Scientist” z 23 marca 2009 r. dokładnie opisuje, co może się zdarzyć za cztery lata. Najbardziej narażone na uszkodzenia są sieci energetyczne. Wniknięcie plazmy słonecznej w naszą magnetosferę spowoduje gwałtowne zaburzenia ziemskiego pola magnetycznego, a to z kolei wzbudzi prąd stały w liniach przesyłowych, działających jak ogromne anteny, oraz w samych elektrowniach i transformatorach. Wzrost prądu stałego wytworzy silne pola magnetyczne w rdzeniach transformatorów, prowadząc do ich przegrzania i stopienia. To właśnie stało się w kanadyjskim Quebecu 20 lat temu i 6 mln ludzi nie miało wtedy prądu przez 9 godzin.

Ale w 2013 r. może być znacznie gorzej. Według wspomnianego raportu NAS, nawet wielokrotnie mniejsza burza słoneczna – taka, jaka zdarzyła się 15 maja 1921 r., wzbudziłaby ogromne prądy gruntowe, które w ciągu 90 sekund zniszczyłyby w samych Stanach Zjednoczonych około 350 wielkich transformatorów, a także lokalne stacje, pozbawiając elektryczności ponad 130 mln osób. Natomiast burza tej wielkości, co w 1859 r., mogłaby zniszczyć całą sieć energetyczną krajów uprzemysłowionych. Stany Zjednoczone są na to bardziej narażone z powodu bliskości bieguna magnetycznego, ale europejskie sieci energetyczne, mocno ze sobą powiązane, są mniej odporne od amerykańskich. Wtedy zacznie się kaskada dalszych nieszczęść. Cała sytuacja może trwać miesiące, a nawet lata. Stopionych transformatorów nie da się naprawić, trzeba będzie je wymieniać na nowe. W Stanach Zjednoczonych jest obecnie zaledwie kilka zapasowych dużych transformatorów, a zbudowanie nowego (w fabrykach pozbawionych elektryczności?) zwykle trwa około 12 miesięcy.

Słońce bywa kapryśne

Niestety, nie jest to science fiction, lecz wynik badań sponsorowanych przez NASA i opublikowanych w końcu 2008 r. przez NAS w specjalnym raporcie. Wynika z nich, że im bardziej prymitywna cywilizacja, jak ta w poprzednich wiekach, tym bardziej jest odporna na kaprysy Słońca. Rzecz jasna w ciągu najbliższych kilku lat można przygotować się na wypadek takiej katastrofy. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że rządy zignorują to ostrzeżenie, bo nic podobnego dotąd nie przydarzyło się przecież naszej młodej cywilizacji technicznej. Wyobraźnia zawodzi, gdy nie ma odpowiednich porównań. Ale zdaniem wielu naukowców, wielka burza słoneczna jest zagrożeniem bez porównania większym niż rzekomo katastroficzne ocieplenie klimatu, na którym skupia się obecnie uwaga polityków.

Do maja 2013 r. zostało niewiele czasu. Co prawda NASA może się mylić i cykl 24 może być łagodniejszy od tego z 1859 r., jednak liczenie na taką wspaniałomyślność Słońca jest mało odpowiedzialne. Istnieje możliwość znacznego ograniczenia skutków takiej katastrofy dzięki wprowadzeniu środków zaradczych w skali całego świata. Jednym z nich są wielkie kondensatory chroniące przyelektrowniane transformatory, będące newralgicznymi elementami systemów energetycznych. Poza tym należałoby przystosować sieci przesyłu energii tak, by można je było szybko i bezpiecznie wyłączyć po ogłoszeniu alarmu słonecznego. Mielibyśmy na to najwyżej kilkanaście godzin między rozbłyskiem słonecznym a dotarciem do Ziemi fali plazmy.

Istnieje satelitarny system monitorowania aktywności słonecznej ciągle sprawny, choć przestarzały, który potrafi wykryć słoneczny wybuch. Jednak ten system, przeznaczony głównie do badań naukowych, sam jest mało odporny na burze słoneczne i wymaga ochrony. Znacznie lepiej sprawdzają się tanie satelity wyposażone w proste instrumenty. Obecne prognozy pogody kosmicznej (http://spaceweather.com) są równie mało pewne jak meteorologiczne sprzed 50 lat. Nie wiadomo, czy istniejący system zdąży zaalarmować odpowiednie służby i czy one potrafią z tego zrobić właściwy użytek.

CZĘŚĆ 3

 

http://www.youtube.com/watch?v=Ku3QRroR5vU

 

Wielka Zmiana w płaszczyźnie Nieskończonej Świadomości

i

Zbiorowej Świadomości Matki Ziemi

Inna płaszczyzna, na której toczy się Wielka Zmiana, to płaszczyzna Nieskończonej Świadomości i proces budowy Zbiorowej Świadomości Matki Ziemi, o czym mówi Terence McKenna. Ten proces został opisany przez niego w aspekcie biologicznym. Jest on także opisywany i pokazywany najczęściej w aspekcie fizyki kwantowej czy obserwacji astronomicznych i teorii astrofizycznych. W aspekcie fizyki odkrycia dotyczące Świadomości Nieskończonej zostały  sformułowane w sposób przystępny przez Nasima Harameina, ale też i innych fizyków i astrofizyków. Płaszczyzna ta jest także opisywana w innych aspektach, na przykład przez Kena Russela – w aspekcie filozoficznym, jako Przewrót Kantowski i Megaparadygmat Świadomości.

Proces budowy Zbiorowej Świadomości Ziemi ma charakter zjawiska fizyczno-przyrodniczego, bioelektro-informatycznego oraz eksplozji technologiczno-informacyjnej.  Ten proces ma także charakter rewolucji absolutnej bo wielopłaszczyznowej, rewolucji, która przyspiesza wykładniczo generowanie nowej wiedzy, analizę tej wiedzy, formułowanie wniosków i reformowanie uprzednio ugruntowanego obrazu Świata.

Posłużę się tutaj przykładem, który będzie zaskakujący, ale który ma korzenie w naszej tematyce mitologiczno-słowiańskiej tego blogu.

Lawina informacyjna i wynikający z niej postęp wiedzy, oddziaływującej na różne dyscypliny nauki, doprowadził do szczególnego przewrotu w poglądach na formowanie się języków, mitów, pojęć religijnych i ich wzajemnych zależności w Euroazji. Genetyka przewróciła funkcjonujące od wieków poglądy na temat źródła pochodzenia poszczególnych „odmian” człowieka i „różnic” rasowych. Co za tym idzie obaliła ona nie tylko wielowiekowo utrwalone poglądy w kwestii ludzkich ras, czyli poglądy obowiązujące w materii, której badaniem się zajmuje, ale  jednocześnie przewróciła wszelkie mniej ścisłe dyscypliny humanistyczne. Te dyscypliny (aspekty) z mozołem budowały przez stulecia (co najmniej dwa, ale można ten proces rozciągnąć widząc go jako powolnie postępujący proces dziejowy) obraz świata w swoich dziedzinach, takich np. jak: archeologia, historia, językoznawstwo, antropologia, antropologia kultury i w innych.

Gdyby szereg wywołanych przez odkrycia genetyczne przewrotów w obszarze egzystencji społeczeństwa ludzkiego, wyczerpał się na kilku wymienionych dyscyplinach, to jeszcze nie mielibyśmy do czynienia z rewolucją wielopłaszczyznową. Chociaż skala tego przewrotu zainicjowanego w roku 2007, który na dobre eksplodował w roku 2012, w tych wymienionych dziedzinach jest bezprecedensowa. Sęk w tym, że te odkrycia u podstaw których leży nie sama genetyka, lecz przyspieszający proces  Manifestacji Wielkiej Zmiany (Zewnętrznej i Wewnętrznej), dotykają dokładnie wszelkich możliwych aspektów życia społecznego.

Odkrycia te prowadzą do dziedzin tak zdawałoby się nienaruszalnych i odległych (a obecnych i ważnych w życiu codziennym każdego człowieka na Ziemi),  jak światowy system religijny, czy polityka globalna.

Oto bowiem wskazując prawidłowy proces formowania się ras, genetyka obaliła obraz narysowany w dziedzinie formowania się grup językowych i „wyrzuciła” niejako na powierzchnię, na Światło Dzienne i w obszar widzenia Obserwatorów, fakty, które były ukryte poprzez narzuconą fałszywą wizję poprzedniego stanu wiedzy. Pokazała ona na nowo kierunki formowania się pojęć w języku i związki między językami, usuwając z piedestału na przykład łacinę, która miała być dla Europejczyków źródłem wszelkiej kultury i tradycji. Łacina okazała się wtórna, tak jak greka, w stosunku do innych języków aryjskich. Wywodzone od 300 lat przez etymologów pochodzenie wyrazów słowiańskich od wyrazów germańskich, z języka niemieckiego, utraciło walor prawdy niepodważalnej, a potem okazało się tylko mitem propagandowym okresu wczesnej nauki XIX wiecznej. Mitem związanym z kształtującym się wtedy świeżym zjawiskiem nacjonalizmu narodu niemieckiego. Języki słowiańskie okazały się bliższe perskiemu i hindi, czyli sanskrytowi. Odkryto, że są bardziej archaiczne niż germańskie i mniej skreolizowane (zanieczyszczone i zniekształcone). Konsekwencją tego było poszukiwanie w nich właśnie, źródeł dla wielu pojęć z kategorii mitycznych, odkrycie słowiańskich źródłosłowów mian bóstw i zjawisk nadprzyrodzonych, oraz pojęć przyrodniczych i technicznych takich jak ogień, tlen, koło, czy sierp, ale też bóg, duch-oddech, czy dusza-dech-tchnienie. 

Odkrycie i powiązanie Wiary Przyrodzonej Słowian z Wedami i Gathą  oraz porównanie mitologii i słownictwa tych religii z systemami religijnymi monoteistycznymi, takimi jak islam, chrześcijaństwo, czy judaizm, ujawniło wtórność tych drugich i ich wspólne źródło pochodzenia, najpewniej ukryte w starożytnej Atlantydzie. Tyle, że Atlantyda, jak się obecnie okazuje, leżała najprawdopodobniej w całkiem innym miejscu, niż wszyscy się do tej pory spodziewali.Nie na Atlantyku, tylko w  północnej Eurazji. I owszem „zapadła się pod Ziemię”, ale nie w taki sposób jak myślano, wciąż jest na powierzchni. Bo spadkobierczynią Atlantydy i samą Atlantydą jest Słowiańszczyzna. Tak więc genetyka rozpoczęła lawinę, która przeniosła się w najmniej spodziewane obszary.

CZĘŚĆ 4

 

http://www.youtube.com/watch?v=hdml1Z8l4Lo

 

 

Genetyka rozbudziła też uśpione dotychczas kwestie formowania się tak zwanych narodów i etnosów kulturalnych oraz narodowych tradycji i wartości. Dzisiaj kwestionuje się na przykład aryjskość Niemców, co jest znamienne dla przewrotu jaki się dokonuje.

Oto co okazuje się, gdy zaczniemy rozważać wyłącznie z punktu widzenia genetyki, tak palący w Polsce i wzbudzający ciągłe emocje problem, jak kwestia istnienia, bądź nieistnienia, Narodu Żydowskiego:

Z genetycznego punktu widzenia Żydzi to podobno Semici, czyli haplogrupa Y-DNA J. Teoretycznie nie różnią się zatem od semickiego otoczenia w Małej Azji, np. od Palestyńczyków. Jednych i drugich różni religia, jedni wyznają islam a drudzy jahwizm. Dlaczego zatem tak „się rżną” z Palestyńczykami? Wygląda na to, że jedyną przyczyną jest system społeczny panujący na świecie – kapitalizm. To on generuje tam konflikt. Obie grupy, Żydzi i Palestyńczycy, używają podobnych języków i mają podobny skład genetyczny. Są to podobno grupy tradycyjnie tolerancyjne wobec odmiennych religii.  Żydzi przybyli do Palestyny z USA i innych części świata z wielkim kapitałem, a więc jako Panowie, a ludność miejscowa odmiennego wyznania miała im chyba służyć, pracować u nich, czyli być ich Niewolnikami. 

Do obecnej Polski Żydzi weszli również w kilku falach zainicjowanych najpierw przez wypędzenie z Zachodniej Europy, potem wypędzenie przez Carat Moskiewski, potem „zaproszeni” przez J. Piłsudskiego w II RP (to chyba miała być zakamuflowana realizacja idei Judeopolonii?), a wreszcie na bagnetach armii sowieckiej, jako Zbrojne Ramię kolonizatora zwanego ZSRR. Ramię to kształtowało w PRL system Pan – Niewolnik. Pamiętajmy, że część z nich można uznać za rdzenną „polską” ludność, polską zarówno w rozumieniu I RP, jak i w sensie dużo głębszym, sięgając do korzeni w starożytności. Są to Żydzi Aszkenazyjscy, którzy osiedli w Wielkim Stepie, lub zostali tutaj przyprowadzeni przez Skołotów-Scytów po podbojach Judei, późniejsi Chazarzy a dzisiejsi polscy i ruscy post-Chazarzy. Część z nich współtworzy ze Słowianami i Turkami dzisiejszy tureckojęzyczny Khazachstan i Kirgistan (gdzie dużo R1a1).

Lecz kim oni, owi współcześni Żydzi Polscy w istocie są? Czy ktoś to zbadał? Oczywiście nie, bo oni oficjalnie się do swoich korzeni nie przyznają. Wiemy jednak, że wielu z nich stanowiło czołówkę nowego aparatu „Administracji” instalowanego w Polsce przez Sowietów. Skoro tak, musieli oni być materialistami dialektycznymi a nie jahwistami. Ci nie znają też języka jidisz!

Problem z Żydami w ogóle polega na tym, że to co ich wyróżnia tak naprawdę od innych nacji to wyłącznie język i religia. Nawet słynna wspólnota po linii matek jest mitem, który genetyka obala. Wyłącznie u Żydów Aszkenazyjskich można stwierdzić zdecydowaną przewagę matek z Mt-DNA – K (32%). Ale ta haplogrupa matczyna występuje też często w Anglii i w krajach Alpejskich. To jej występowanie w Anglii i krajach Alpejskich paradoksalnie wskazuje, że mamy do czynienia z kobietami związanymi partnersko i biologicznie (genetycznie) z mężczyznami Hg Y-DNA R1a lub R1b. W ogóle R1 w obu grupach Żydów stanowi 18-19%, czyli występuje na równi z  semickim J1 i J2, gdy się je liczy osobno. Suma J oczywiście przeważa zdecydowanie, bo to 48% u Żydów, ale u Palestyńczyków, których Żydzi usiłują wyrugować z ich ziemi rodzinnej jest jeszcze więcej hg Y-DNA J, aż 56%.

Kiedy się przyglądamy Y-DNA Żydów to jest to konglomerat, w którym znajdziemy prawie wszystkich. Są tam R1a, R1b, E, G, I, T oraz L i Q.

Ashkenazi Jews I 4, R1a 10, R1b 9, G 9.5, J2 19, J1 19, E 20.5, T 2, L 0.5 , Q 5, N 0 , others 1.5
Sephardic Jews I 1, R1a 5, R1b 13, G 15, J2 25, J1 22 , E 9, T 6, L 0 , Q 2 , N 0 , others 2

Palestine I 0, R1a 1.5, R1b 8.5, G 3, J2 17, J1 38.5, E 19.5, T 7, L0, Q 0, N 0, others 5

W tej sytuacji genetyka obala kolejne podstawowe pojęcie współczesnego języka politycznego i światowej geopolityki – antysemityzm!

Cóż to jest antysemityzm? Czy on jest wymierzony w Żydów R1, Słowiano-Celtów, czy on jest wymierzony w Żydów semickich  – J?!

Jeżeli antysemityzm jest wymierzony w przedstawicieli genów Y-DNA J, to czy w takim razie Żydzi od jutra nie powinni zacząć „bronić” przed tym paskudnym zjawiskiem, przed tym  krzywdzącym paszkwilanctwem, także swoich braci w krwi i genach, Palestyńczyków? Czy nie powinni bronić Irakijczyków oraz innych Semitów?

Tymczasem Żydzi właśnie Palestyńczyków mają za „brudasów”? Przeciw Irakijczykom, Afgańczykom, Irańczykom organizują zaś nieustające międzynarodowe krucjaty pod auspicjami USA. Ostatnio wciągnęli nawet Polskę – co uważam za szczególną bezczelność – w mordowanie tamtejszych naszych braci po krwi, Y-DNA R1a.Dzisiaj (31 01 2013 roku) Izrael atakuje też bezpośrednio nalotami bombowymi semicką Syrię.

Czy to nie jest antysemityzm?  Żydzi są w takim razie paskudnymi, paszkwilanckimi ANTYSEMITAMI, którzy poniewierają swoich braci w Palestynie i na Bliskim Wschodzie. Używając pojęcia antysemityzmu okazują się dodatkowo mitomanami i hipokrytami.

Jeżeli Antysemityzm jest wymierzony w Żydów hg Y-DNA R1 to nie jest to antysemityzm tylko ANTYPOLONIZM, RUSOFOBIA lub ANTYCELTYZM. Celtowie współcześni to podobno Galowie-Francuzi  i Walijczycy (raczej są to Germano-Celtowie). Takiego zjawiska jak antyfrankizm, czy antywalizm, a więc jak antyceltyzm, nie znamy (chyba, że występuje w Anglii,lub Szkocji?).

atwalizm

A jednak w Anglii występuje Antywalizm-Antyceltyzm, powyżej mamy dowody.

Natomiast antypolonizm i rusofobia są znane powszechnie wśród tzw Europejczyków z Europy Zachodniej i z USA (USA to kolonia Europejczyków).

 

„Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie (…) Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną.

Każdy czyn Polaków utwierdzał sympatję, a niszczył przesądy nader nieszczęśliwie niegdyś rozpowszechnione w naszej prasie oraz opinji publicznej. Internacjonaliści przedstawiali Polaków jako wyjątkowo niesprawiedliwych względem Prus w roszczeniu pretensji do Ślazka. Polacy skazani byli na poddawanie się temu międzynarodowemu trybunałowi, który internacjonaliści uznali za swój ideał. Polacy byli opisywani jako „histeryczne dzieci”, niezdolne do karności lub praktyczności, lub czegokolwiek innego niż anarchji. Histeryczne dzieci odpowiedziały czynem, zadając jedyną praktycznie klęskę bolszewizmowi, łamiąc go na polu walki, podczas gdy my umieliśmy jedynie szydzić z niego w gazetach i poddawać się mu w handlu.

Europa Środkowa jest pod wielu względami pojęciem ponurym. Europa Środkowa odegrała rolę pośrednika. Uczyniła to w najzwyklejszy sposób przez oszukiwanie obydwu stron. Niemiec, jak sam się wyraził, był przewodnikiem między Zachodnią Europą Francuzów i Anglików, a Europą Wschodnią Polaków i Rosjan. W każdym bądź razie przewodnik jest tłomaczem, a w tym wypadku tłomacz był z pewnością zdrajcą. Pojęcia rosyjskie o cywilizacji Zachodu były przeważnie pojęciami niemieckiemi o cywilizacji Niemiec. Jednakże nie da się zaprzeczyć, że ogół pojęć Zachodu o barbarzyństwie Wschodu, nawet to pojęcie, że wszystko co jest na Wschodzie, jest barbarzyńskim, pochodzą z tegoż źródła. To przedewszystkiem było przyczyną niepojętej pomyłki opinji, oczekującej, że wysoka cywilizacja Polski jest barbarzyńską. Jest to jednym z tysiąca nieporozumień stworzonych przez oszukaństwo Europy Środkowej. Ktoś powiedział, że Petrograd, tak znacząco nazwany Petersburgiem, był oknem zwróconym na Zachód. Jest też niewątpliwie prawdą, że Berlin był jedynym oknem zwróconym rzeczywiście na Wschód. Krótko mówiąc, narody Zachodu, a przedewszystkiem handlowe narody Anglji i Ameryki, widziały zawsze Europę Wschodnią przez okulary niemieckiego profesora; a zezujące te zmory, jeżeli czasem wyolbrzymiały Rosję, to zawsze Polskę poniżały.

Jednakże największe błędy Teutonizmu, o ile są nawet zwalczane, giną bardzo pomału. Angielski patryjota jest dotychczas dalece nieśwadomy tego, że nauczył go niemiecki szpieg trzech czwartych jemu wrodzonych przesądów. Przypuszczam, że przesąd określa przekonanie tego, kto zapomniał skąd ono wypływa. Ktoś powiedział Anglikowi, że Polacy są anarchistycznym rodzajem społeczeństwa. Anglikowi zdaje się, że wie o tem jako o fakcie, chociaż faktycznie zapomniał, kto mu o tem powiedział, lub kto zapewnia, że o tym wie. W istocie, autorytet, który go pouczał, był tym samym autorytetem, który mówił mu, że Niemcy ulegają prawu natury w ekspansji kosztem Belgji i Danji, który głosił, że oszustwa ukute w kuźni emskiej było tylko formalnością umożliwiającą pobożnym Prusom obronę przeciw niemoralnemu militaryzmowi Francji. Był to ten sam autorytet, który wołał o wolność mórz, a potem zamordował kapitana Fryatfa za bronienie się przeciw piratom. Innych autorytetów nie było oprócz jednego, będącego w ścisłym przymierzu z poprzednim – a mianowicie niemieckiego żyda, który współpracował z Niemcem na tem polu. Żyd miał swój własny narodowy spór z polskim chłopem, a nawet i z polską szlachtą. Odtąd żyd stał się bolszewikiem, możliwem jest, że przedstawia ten spór w bardzo odważny sposób, jaki przystoi narodowi. Wobec tego na jedno wychodzi, czy żyd staje się bolszewikiem, czy też staje się Sjonistą. Atakuje Europę swobodnie i odważnie po swej własnej wytycznej. Jednakże, do chwili narodzin bolszewizmu, żyd niemiecki mógł być żydowskim w swych pobudkach, lecz był niemieckim w swej teorji. Wzywał on Teutonizm najpierw przeciw Polakom, tak, jak wzywał go w końcu przeciw Belgom. Leżało to w stanowisku złotowłosego olbrzyma Północy, by Herr Moses Mendora deptał po katolickich relikwiach i po złamanym mieczu polskim.

Lecz głównym źródłem przesądów były Prusy oraz ten niski typ imperjalizmu, jaki one rozprzestrzeniały po Europie. Śmiało możemy powiedzieć, że ten imperjalizm przestanie być zaraźliwym w świecie, gdzie pozostało tyle krzywd i zdziczenia. Siła, która wzbiera w Polsce, żłobi sobie drogę ku powierzchni – siła chłopa i patrjoty. Przy całej skłonności do wyobraźni historycznej wiemy, kiedy ta siła zdobyła się na wolność i obudziła w świecie nową nadzieję. Polska może teraz stać się wielką, czemś więcej, niż tragedją. I prawdopodobnie, oczy jej wnuków, spoglądając po tych wschodnich polach walk, gdzie są już tylko martwe szczątki ukoronowanych katów, będą śledziły lot srebrnego orła wznoszącego się coraz wyżej ku niebu”.

„Prąd”, nr 4-5, 1922r.

GILBERT KEITH CHESTERTON

Jak potoczyły się dzieje i gdzie nadal obowiązuje antypolonizm, wiemy. Antypolonizm występuje u ludzi identyfikujących się najczęściej z kulturą germańską. Antypolonizm jest bardzo dobrze znany ze środowiska amerykańskich Żydów. O dziwo symptomy antypolonizmu, bardzo delikatnie mówiąc, prezentują tak zwani „Polscy Żydzi”.

Co właściwie naprawdę się dzieje?!

Od tysiącleci obserwujemy w Europie bratobójcze starcie ludów o dużej bliskości genetycznej hg Y-DNA R1a i R1b. Jest to starcie słowiańsko-celtyckie, które dzisiaj, po zgermanizowaniu Celtów można nazwać starciem słowiańsko-germańskim.Obóz germańskiego „wroga” Słowian, zwłaszcza Niemcy, został przez te tysiąclecia znacznie genetycznie zinfiltrowany przez R1a+I (razem 40-50%). Jednakże nie udało się tej grupie genetycznej narzucić Germanom języka jakim się posługiwała, czyli słowiańskiego, natomiast udało się jej „zeslawizowć” i następnie „zgermanizować” język celtycki i narzucić Germanom (Germano-Celtom) swoją kulturę (tradycję, mitologię, obyczajowość). Wśród współczesnych Polaków żyje też jednocześnie 20% ludności o haplogrupie Y-DNA R1b oraz 15% ludności o hp Y-DNA I, to razem 35%. Tej grupie, żyjących wśród Słowian Celtów i Staroeuropejczyków, nie udało się narzucić Słowianom języka celtyckiego, ani też nie udało się im owego języka słowiańskiego/polskiego zgermanizować.

Wniosek 1: Toczymy bratobójczą wojnę słowiańsko-słowiańską, słowiańsko-celtycką i celtycko-celtycką, różniąc się między sobą wyłącznie językiem. Powód tej wojny jest podobny jak w Izraelu. Jedni chcą zdominować drugich i obrócić ich w swoich sługów.Kto steruje tą wojną? Czy można to odkryć? Można. I to dosyć łatwo. Zarówno po I wojnie Światowej jak i po II Wojnie Światowej wsparcie dla niemieckiego nacjonalizmu przyszło z Amerykańskich Banków przez udzielone suto kredyty na rozwój Niemiec, kredyty których próżno czekała Polska.

Wniosek 2: W istocie jest to wojna Żydowskich Sefardyjskich pieniędzy  z amerykańskich banków ze Słowiańszczyzną. Im bardziej Niemcy są zwycięskie w tej wojnie, na którą posyłają ich sefardyjskie banki amerykańskie, tym bardziej przegrywają tę wojnę na płaszczyźnie genetycznej, terytorialnej i kulturalnej, a Europę pogrążają w coraz głębszym KRYZYSIE.

Niemcy kompromitowali swoją kulturę przez cały XIX wiek – germanizując Słowian. Niemcy doprowadzili do zaniku języków połabskich, a dzisiaj  w majestacie prawa „likwidują” mowę i pismo łużyckie oraz germanizują Polonię Niemiecką. Nie zapominajmy, że Niemcy już w XV wieku wybiły Prusów i przywłaszczyły sobie na kilkaset lat ich miano plemienne.

Wynaradawianie i niszczenie cudzej kultury jest dzisiaj powszechnie uznane przez ONZ za barbarzyństwo.

Przez wiek XX Niemcy dali dowody jeszcze głębszego upadku kultury rozpętując dwie Wojny i dopuszczając się holokaustu, czyli ludobójstwa na masową skalę oraz niszczycielstwa materialnego i grabieży, także w skali bezprecedensowej w dziejach świata. Zburzenie Warszawy i zrujnowanie Polski oraz holokaust, to zjawiska dzisiaj uznane powszechnie za barbarzyństwo najpodlejszego gatunku. Niemcy prokurując (z podpuszczenia Sefardyjczyków z USA) dwie wojny światowe w Europie i Rewolucję Październikową w Rosji, czyli trzy wojny, które w istocie były wymierzone w Słowiańszczyznę (w Sistan), doprowadziły w XX wieku Europę z pozycji niekwestionowanego Lidera Światowej Cywilizacji do tej, jaką Europa ma dzisiaj, daleko za plecami USA (głównego sprawcy europejskich konfliktów), a obecnie także za plecami Chin, a w niedługim czasie również i Indii. To bezprecedensowy upadek cywilizacyjny Europy, która dzisiaj nie tylko przestała być centrum cywilizacji współczesnej, ale stała się wasalem zależnym od USA, od dawnej swojej kolonii.

Wniosek 3: 20% dzisiejszych tzw. „Żydów Niemieckich – Sefardyjskich” i  20% tzw.  „Żydów Polskich” to ludzie o hg Y-DNA R1, a więc Słowianie i Celtowie.

W tym momencie dochodzimy do obalenia przez genetykę kolejnego mitu, i do kolejnego wniosku:

Wniosek 4: Holocaust Żydów nie istnieje. Był to holocaust obywateli Polski,  Rosji, Węgier i Niemiec oraz innych słowiańskich przeważnie krajów centralnej Europy, obywateli wyznających określoną religię – jahwizm (judaizm), a jakie było ich Y-DNA można się będzie dopiero dowiedzieć badając kości zmarłych. Dzisiaj nie można odpowiedzialnie twierdzić, że byli to ludzie o haplogrupie J, albo R1a, albo R1b, albo E. 

Kolejny wniosek to:

Wniosek 5: R1a wygrywa dziejową konfrontację, bo taka jest biologiczna prawidłowość. Nie da się go puścić przez kominy Auschwitz, ani w żaden inny sposób unicestwić. Im bardziej się go „tępi” tym mocniej się rozrasta. Ludność R1a jest dzisiaj rozlokowana po całym świecie, a lwia część populacji R1a to Indie, gdzie ludność R1a rozprzestrzeniła swoją kulturę i języki aryjskie (współczesne odmiany sanskrytu) wśród 750 milionów osób. Słowianie R1a w pozostałych częściach świata to kolejne 3o0 milionów ludzi. Do tego dochodzą mówiący po słowiańsku przedstawiciele innych haplogrup (zwłaszcza I) współtworzący z nimi liczne kraje.

Nie ulega wątpliwości, że Holocaust dotknął głównie kraje Słowian, że ofiarami zbrodni niemieckich i rzezi wojennej byli głównie Polacy, Rosjanie i Żydzi mówiący po polsku i po rosyjsku (częściowo też Żydzi mówiący po niemiecku). Nie ulega wątpliwości że ten holocaust sfinansowali Banksterzy z USA.

 Tradycja i dzieje Żydów Aszkenazyjskich a tradycja i dzieje Żydów Sefardyjskich i ich rodowody, to dwie różne tradycje i różne dzieje. Genetycznie niewiele się jednak różnią. Główna różnica to ta, że wśród aszkenazyjskich Żydów jest więcej R1a niż R1b oraz więcej E (haplogrupa afrykańska), a wśród sefardyjskich więcej jest R1b niż R1a.

Skoro Aszkenazyjscy Żydzi mają więcej haplogrupy E to muszą oni pochodzić z Egiptu (są to genetyczni potomkowie Mojżesza!). Potem musieli się oni osiedlić w Wielkim Stepie, gdyż są znani  jako współtwórcy Chazarii. Są zatem rdzennymi mieszkańcami Sistanu, a nie żadnymi przybyszami, tzn. są przybyszami, ale bardzo dawnymi.Gdy ktoś popatrzy na mapę Sistanu, który wszak nazywano Wielką Scytią, a potem Sarmacją, ten rozumie, że nie było tutaj „przybyszów”, że raczej o wszystkich plemionach i ludach na tym starożytnym obszarze można powiedzieć, że są tutaj gospodarzami. Równie dobrze można by nazwać w Sistanie „przybyszami” Persów, Asyryjczyków, Turków, Tatarów czy Celtów, albo Hindusów. W całej Małej Azji i krajach arabskich basenu Morza Czerwonego i Eufratu (Nieuwratu) oraz w okolicach Synaju i Górnego Nilu występuje dzisiaj duży odsetek ludności z krwią R1a, ponad 10%, a więc i tam odciśnięte zostało piętno dawnej obecności Sistanu – i tętni dzisiaj krew Scytów-Skołotów, czyli Prasłowian. I tam toczy się obecnie wojna USA i Sefardyjczyków z Izraela z Palestyńczykami, Irakiem, Iranem, Afganistanem.

Wniosek 6: Tzw Polscy Żydzi byli w większości tubylcami a nie koczownikami (na pewno przynajmniej w rozumieniu I RP), wywodzącymi się ze starożytnego plemienia Mojżesza, a ulokowanymi w Chazarii. Współcześni tzw. Żydzi Polscy są w większości ich potomkami. Sefardyjscy Bankowcy (banksterzy) kierujący wojną uderzają zatem w najczystszą mojżeszową krew! Czystszą niż ich własna!!! Oczywiście także przy okazji w tych swoich pobratymców mówiących po polsku i rosyjsku, którzy znaleźli się tutaj w wyniku pogromów w Anglii, Hiszpanii, Holandii i Francji oraz w Niemczech

W Polsce szczególnie jaskrawo widać, że tutejsi współcześni tzw. Żydzi, nie posługują się językiem jidysz. Stanowią oni nieadekwatną nadreprezentację we władzach państwa polskiego oraz w tzw. klasie politycznej w stosunku do swojej „światopoglądowej” liczebności w narodzie polskim. Dlaczego użyłem słów  „światopoglądowa liczebność” wyjaśnię za chwilę. Można powiedzieć, że stali się tutaj kszatrijami, którzy pouczają innych, jak mają żyć i co powinni myśleć.

Wniosek 7:  Tak zwani Polscy Żydzi mówią po polsku, a też być może biegle po rosyjsku, ale nie w jidisz. Na dodatek Żydzi Polscy to głównie ateiści, ludzie którzy w ogóle nie odwiedzają swoich „sufich” i swoich „meczetów”. Argument o ciągłości po linii żydowskich matek już przerobiliśmy – to kolejny mit. Zatem Żydzi Polscy jako „naród” , a też  Żydzi Polscy jako „narodowość” w ogóle nie istnieją. Dzisiaj Żydzi Polscy są całkowicie spolonizowani, są Polakami. Mówiącymi wyłącznie po polsku ateistami.

Uważam, przyjmując stwierdzenia genetyki za prawdę, Prawdę i tylko PRAWDĘ, i posługując się definicjami narodu oraz narodowości, że ani naród Żydowski, ani narodowość Żydowska w Polsce, nie występuje. Współcześni Polscy Żydzi wychodzą zatem na ksenofobów i rasistów.

Istnieje natomiast na świecie sztuczny twór, który kiedyś był związkiem religijno-językowym (bo nigdy nie był związkiem genetycznym), który osadzono w XX wieku w Palestynie i nazwano narodem arbitralnie, podczas Kongresu Syjonistycznego.

Tak zwani Żydzi Polscy, którzy zaliczają SIEBIE SAMI DO TEGO SZTUCZNEGO TWORU, znając kilka słów w języku żydowskim i kilka kawałów o Żydach oraz będąc ateistami, nie mają żadnych podstaw żeby się do tego „narodu” zaliczać. Teorię swojego „pochodzenia” i „wybrania” ludzie ci zaczerpnęli z księgi religijnej jaką jest Stary Testament, a legendę ich spójności genetycznej ustanowił Adolf Hitler i banda podobnych mu „erudytów”. Jedyne bowiem co może wyróżniać Żydów to wspólny język (Żydzi polscy go nie znają) i wspólna religia mojżeszowa (Żydzi polscy dawno odeszli od religii, to przeważnie wzorcowi materialiści). Oczywiście są w Polsce jednostki wśród Żydów, które znają i język i religię Dziadów i ją wyznają, ale nie o jednostkach tutaj mówimy. Problem żydowski we współczesnej Polsce należy rozpoznawać, w zgodzie z ustaleniami GENETYKI i definicjami NARODU. Zatem dochodzimy do kolejnego wniosku:

Wniosek 8: Problem żydowski we współczesnej Polsce to nie problem obcej narodowości, lecz problem istnienia w naszym kraju grupy Polaków, którzy nie identyfikują się z dziejami i tradycją polską, lecz identyfikują się z jakąś inną tradycją zewnętrzną. Dlatego możemy ich nazwać co najwyżej grupą światopoglądową. Wyznawców tego światopoglądu w Polsce jest zdecydowanie bardzo mało.Ich liczebność we władzach jest jednak wynikiem dokonanego przez Naród Polski wyboru. Wyboru dokonanego w akcie demokratycznym.Jakkolwiek być może zataili oni przed wyborcami swoje rodzinne korzenie, to jednak nie zatajali swojego światopoglądu, a to on ma wpływ na sposób myślenia o państwie, zasady rządzenia i cele rządów. Przedstawiali się oni jako Polacy, bo też są Polakami.

Przedstawiciele tego „niepolsko” lub „antypolsko” nastawionego ugrupowania, czyli Niepatrioci, albo Antypatrioci-kosmopolici, których z racji  dawnej przynależności do wspólnoty religijno-językowej żydowskiej ich dziadów, zwykło się w Polsce określać jako Żydów Polskich, nie taili przed wyborcami swojego stosunku do państwa, nie taili przeszłości ideologicznej, ani programu osobistego, czy poglądów na kapitalistyczną gospodarkę. 

Ustalenie „prawdziwej genetyki genealogicznej narodu żydowskiego” przez genetykę współczesną ma, jak widać, niesłychane konsekwencje, także polityczne, dla tego „narodu”.

Powiedzmy jeszcze jakie reperkusje dla bieżącej polityki polskiej, a także dla właściwego rozpoznania celów, nurtów i kierunków w polityce ogólnoświatowej wobec Polski, niesie owo stwierdzenie. Cytuję według portalu Prawym Okiem:

„Kilkaset lat temu pojawiła się w Europie grupa interesów podająca się za Żydów wygnanych z Ziemi Świętej. Jak dowodzą najnowsze badania naukowe – nie ma żadnego narodu Żydowskiego – Izraelczycy nie zostali wygnani z Izraela, oni w nim nadal mieszkają – to dzisiejsi Palestyńczycy. Widać zresztą wyraźnie, że nie są to ci sami ludzie – jedna grupa klepie biedę w Palestynie, druga dyryguje największym mocarstwem na świecie. Jedna nigdy nie była oskarżana o pożeranie dzieci – druga owszem. Kim jest więc grupa interesów podająca się za Żydów?

Grupa o której piszę, początki swe bierze z Hiszpanii, skąd została wygnana i przybyła do Polski /gdzie z czasem wypracowała sobie wiele korzystnych przywilejów/.
Kiedy owe lobby stało się silne, stopniowo opanowało kraj, aż w sytuacji zagrożenia kolejnym wygnaniem (pogromy na Ukrainie) – dokonało na nas sabotażu – nibyżydzi sfinansowali Prusy, a następnie do spółki z Niemcami – rozebrali Polskę. Od tego momentu, ani wcześniej ani później, zaczyna się rozpad monarchii europejskich i stopniowa demokratyzacja społeczeństw. Jeśli się nie mylę….

… Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to nie grupa bankowa tylko bardzo skuteczna długofalowa polityka Niemiec – ale to nie Niemcy weszli do Iraku….”

To fragment z artykułu poświęconego sprawom polityki,  z portalu Prawym Okiem, lecz takich artykułów są dziesiątki, nie tylko tam czy w Nowym Ekranie. 

Inny przykład skądinąd:

„… Partia NSDAP (w skrócie Nazi) wygrała wybory, więc jej szefowi prezydent von Hindenburg powierzył misję utworzenia rządu. Kanclerz Hitler sformował rząd w koalicji z nacjonalistycznymi konserwatystami (DNVP), partii von Stauffenberga, 11 lat później poronionego zamachowca, a dzisiaj bohatera Niemiec…

Specjalne pełnomocnictwa z przekazaniem władzy ustawodawczej kanclerzowi, a po śmierci prezydenta urząd „Fuhrer und Reichskanzler” ustanowione zostały w trybie parlamentarnym i zgodnie z konstytucją. Tak samo uchwalone zostały „ustawy norymberskie”, które homo sapiens podzieliły na nadludzi, ludzi i podludzi oraz upoważniały do mordowania całych narodów zgodnie z ustanowionym prawem…

To nie mityczny lud „nazistów” ustanowił tę bandycką organizację państwa niemieckiego! To uczyniła parlamentarna reprezentacja Niemców, wyłoniona w demokratycznych wyborach. Można zrozumieć Niemców, którzy teraz usiłują się wybielić, ale jak zrozumieć robiących to dzisiaj Polaków, szczególnie tych z żydowskimi korzeniami?…”

W świetle ustaleń genetyki widać, że nie są to podejrzenia „spiskowe”, lecz dosyć realne wnioski wyciągane na podstawie rzeczywistych faktów  z przeszłości, ukazujących się w nowym oświetleniu teraźniejszym, poprzez pryzmat nowych odkryć genetyki. Co prawda nie widzę dowodów na to, że to ci sami Żydzi Sefardyjscy z Polski (I RP) zorganizowali Rozbiory, ale bez wątpienia zrobiła to grupa niemieckojęzyczna, do której zaliczymy także Katarzynę Wielką i jej dworaków niemieckich z Petersburga, jak i jej „wtyczki” nad Wisłą w rodzaju, przekupionych członków Sejmu i króla Stanisława Poniatowskiego, czołowego zdrajcy Polski. Nie mamy pewności, i w tym artykule tego nie rozstrzygniemy, czy to rozpoznanie intuicyjne, co do udziału etnosu Żydów Sefardyjskich w jej rozbiorze, jest do końca prawidłowe. Oni mieli bez wątpienia powiązania finansowe i rodzinne z „Prusami”.Być może wnikliwe badania historyków mogłyby dowieść tej tezy lub ją obalić. No ale badania takie trzeba by podjąć, a nauka polska ma problemy z podejmowaniem „trudnych tematów”.

Świat od 5 lat huczy dosłownie od ustaleń genetyki, a polska nauka  „śpi”. Na szczęście mamy pierwsze oznaki przebudzenia. Naukowcy z Bydgoszczy ustalili że Słowianie „prawdopodobnie” byli nad Wisłą w epoce brązu. Uczynili to badając Mt DNA. Nie wiem dlaczego nie zbadali Y-DNA? Ale lepsze to niż nic, dobry początek godny pochwały. Artykuł nadesłała jedna z czytelniczek naszego blogu, jest to wiadomość dosłownie z ostatniej chwili.

serwis: NaukawPolsce.pap.pl

Przodkowie Słowian mogli być w Europie 4 tys. lat temu

28.01.2013 Archeologia, Przyroda, Historia i kultura

Wbrew opinii części archeologów, Słowianie nie musieli zasiedlić Europy dopiero we wczesnym średniowieczu. Niektórzy przodkowie Słowian mogli mieszkać w Europie już 3- 4 tys. lat temu – sądzą naukowcy z Bydgoszczy, którzy badają zróżnicowanie DNA Słowian.
więcej: NaukawPolsce.pap.pl

Sam tytuł artykułu PAP jest oczywiście tendencyjny. Naukowcy z Bydgoszczy mówią, że Słowianie byli 4000 lat temu nad Wisłą, a nie w Europie. Badania genetyczne Y-DNA w Europie stwierdziły już przed pięciu laty, że Nasi Przodkowie byli nad Adriatykiem i Dunajem 10.000 lat temu! Pokazuje to jak głęboko zakłamani są autorzy depesz PAP i dziennikarze mediów masowych oraz jak są tendencyjni w swoim myśleniu. To nie musi być z ich strony działanie świadome. Są oni bowiem poddani presji i przesączeni na wskroś propagandą najeźdźców/kolonialistów głoszoną od pokoleń.

Archeowieści Z pasją o przeszłości

Badania nad historią Słowian na podstawie mitochondrialnego DNA (mtDNA) przeprowadzili badacze z Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy. Wyniki ich badań opublikowano w styczniu w magazynie „PLOS ONE”.

– Wchodzimy w pewną dyskusję z archeologami, którzy w znacznej większości utrzymują, że etnogeneza Słowian to sprawa stosunkowo niedawna. Według nich Słowianie jako ethnos pojawili się w Europie dopiero we wczesnym średniowieczu. Wnioski takie mogą wynikać z obiektów kultury materialnej odnajdywanych w Europie. Tymczasem my na podstawie badań genetycznych stwierdziliśmy, że niektórzy przodkowie Słowian pojawili się w Europie znacznie wcześniej – nawet 4 tys. lat temu – opowiada w rozmowie z PAP członek zespołu badawczego, prof. Tomasz Grzybowski z CM UMK.

Badania przeprowadzono na próbkach pobranych od 2,5 tys. osób z różnych współczesnych populacji słowiańskojęzycznych. Byli to zarówno Polacy, Czesi, Słowacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, jak i Chorwaci, Serbowie i Słoweńcy.

– Koncentrowaliśmy się na mitochondrialnym DNA. To DNA które jest dziedziczone tylko w linii żeńskiej. Matka przekazuje więc swoje DNA potomstwu, a jej córki przekazują je dalej. Nie dochodzi w nim do rekombinacji materiału genetycznego, a więc nie ma w nim domieszki materiału ojcowskiego. Jedyne zróżnicowanie mtDNA zawdzięcza mutacjom, które się gromadzą w miarę upływu czasu. Jak patrzymy na dziedziczenie mitochondrialnego DNA w skali ewolucyjnej, można wykreślić coś w rodzaju drzewa genealogicznego, które stanowi czystą matczyną genealogię – wyjaśnia prof. Tomasz Grzybowski.

Dodaje, że w mtDNA znajduje się tylko trzynaście genów kodujących białka, które nie mają wpływu na nasze zewnętrzne cechy – są to informacje dotyczące oddychania komórkowego.

Genetycy we współczesnej puli mtDNA wydzielają tzw. haplogrupy, czyli grupy cząsteczek z pewnymi określonymi mutacjami, wywodzące się od wspólnego przodka. Haplogrupy powstały w określonym miejscu i czasie – każda miała swoją „założycielkę”.

– Dzięki znajomości tempa mutacji w mtDNA staraliśmy się określić, kiedy dane haplogrupy powstały. Na podstawie wieku ewolucyjnego tych haplogrup wyciągnęliśmy pewne wnioski dotyczące pochodzenia populacji środkowo-wschodniej Europy – zaznaczył badacz z CM UMK.

Naukowcy doszli do wniosku, że niektóre podhaplogrupy mają podobny środkowo-europejski rodowód, a ich wiek ewolucyjny jest zaawansowany. – Jesteśmy w stanie wskazać kilka takich, które powstały kilka tysięcy lat temu – zaznacza badacz.

cd w Archeowieści.pl

Niestety komentarz na stare kopyto. Nie będę z nim polemizował, bo to próżny trud. Wystarczy się zastanowić nad wygłoszonym przez autora zdaniem, że, cytuję: „… gdzie liczne źródła historyczne stwierdzają obecność germańskiego ludu Markomanów, z którymi Rzymianie walczyli i których ziemie najeżdżali. Wcześniej na terenach Czech żyli zaś Celtowie, za czym przemawiają liczne znaleziska archeologiczne. Bardzo wiele śladów kultury materialnej Celtów (w tym osad i dowodów bicia monet) znajdujemy zresztą również w Polsce….”

Skąd wiadomo, że Markomanowie byli Germanami? Ano z nauki niemieckiej z roku około 1930. Skąd wiadomo jakim językiem mówili owi Markomanowie i Celtowie – ano z nauki niemieckiej tego samego okresu. Czy są jakieś dowody naukowe jakim językiem mówili „Celtowie” w Czechach? Ano nie ma żadnych. Czy osoby  używające samochodów volkswagen w 2010 roku w Polsce mówią po niemiecku? Czy używając pralki Simens stają się od tego Germanami? Czy miał tu w Polsce miejsce jakiś podbój i najazd Germanów po 1989 roku?!Wystarczy tyle, czy należy  jeszcze zadać archeologom polskim kilka podobnych pytań, żeby zrozumieli  iż skorupy nic nie mówią o właścicicielu, poza tym że ich używał i że je nabył?…

Wracając do tez portalu Prawym Okiem. Nie są to  tezy „skrajnie antysemickie” ani poglądy nieuprawnione, czy dziwaczne teorie. To logiczne wnioski, jakie się wyciąga z „odsłoniętej” brutalnie przez genetykę prawdy na temat nacji żydowskiej.Nie napisano tutaj w powyższym tekście o różnicach w postrzeganiu w przeszłości samych siebie przez Żydów, wewnątrz tego etnosu, np. o pogardzie Żydów Niemieckich („w większości sefardyjczyków”) dla Żydów Polskich („w większości aszkenazyjczyków”). Ta pogarda musiała chyba wynikać ze współudziału Żydów Niemieckich (w części też aszkenazyjskich podszywających się już wtedy pod sefardyjskość i niemieckość) w ukształtowaniu Teorii Rasy Panów, tezy lansowanej przecież w innej nieco formie przez religię judaistyczną. Mają i Słowianie swój udział w ukształtowaniu tej teorii, bo jej głównym reżyserem był niejaki Kosina (Kossina po niemiecku), Łużyczanin czy też Połabianin, gorliwy neofita, który błędnie identyfikował siebie jako rasowego Niemca.

Jak jednak widać, pogarda Sefardyjczyków dla Aszkenazyjczyków (Żydów od Scytów pochodzących – z Chazarii) była niczym nieuzasadnioną fobią i wyrazem kompleksów, oraz przeniesieniem nienawiści Niemców do Słowian (z których krwi Niemcy pochodzą!) na Odsłowiańskich Żydów. Bo oni, Sefardyjczycy i Aszkenazowie, różnią się wyłącznie proporcjami osób haplogrupy Y-DNA R1 oraz E w swoim składzie i niczym więcej.

Wniosek 9: Żydzi rozpętując w przeszłości rasizm stali się ofiarą tego rasizmu zgodnie z powiedzeniem „czym wojujesz od tego giniesz”. Sefardyjczycy z USA i sefardyjscy przybysze z USA do Izraela, nie mają żadnych praw do dziedzictwa pozostawionego w Polsce przez Żydów Aszkenazyjskich, tym bardziej, że to oni właśnie – Bankierzy Sefardyjscy z USA – sfinansowali holokaust oraz rzeź wojenną w Polsce.Należy raczej zatem żądać od nich odszkodowań wojennych.

Niech to będzie przestrogą po wsze czasy dla wszystkich. Nie wojujmy własną rasą i nie wojujmy z Rasami, lecz jedynie domagajmy się Prawdy na temat RAS. Nie wojujmy z rasami i narodami bo okazać się łatwo może, że wojujemy sami ze sobą.

W tym miejscu apeluję do tzw. Polskich Żydów, aby nie podlizywali się więcej Żydom Sefardyjskim z USA, którzy ich opluwają, aby nie próbowali też ubolewać nad antysemityzmem Polaków, bo Polacy bardzo kochają i podziwiają dzielny naród Palestyński więc nie są antysemitami, a także współczują Żydom, że ponieśli duże straty podczas II Wojny Światowej, tak jak tylko potrafi współczuć brat bratu, ktoś z najbliższej rodziny, bo też tą rodziną dla Polaków Żydzi byli i są.

Proponowałbym „Żydom Polskim” przebadać genetycznie kości z Auschwitz , bo może się okazać, że gdyby nie Holocaust to wśród Żydów Aszkenazyjskich odsetek R1a1 wynosiłby dzisiaj również 50%, tak jak jest wśród Polaków, a wtedy okazałoby się, że przez kominy Auschwitz Niemieccy Sefardyjczycy puścili z dymem głównie lub prawie wyłącznie tylko Słowian. 

Uświadomcie sobie też „Żydzi Polscy”, że 17 września 2009 roku zawarto Nowy Pakt Ribbentrop -Mołotow, który nazywa się teraz Pakt Obama – Putin. W następstwie tego paktu USA otworzyła sobie drogę do puczów w krajach arabskich i na całym Bliskim Wschodzie, po raz kolejny „sprzedając” Rosji Kraje Kaukaskie, Ukrainę , Białoruś, Polskę i Kraje Bałtyckie, Bułgarię, Czechy, Węgry i całą Środkową Europę. „Efektem” tej transakcji jest realizacja interesów Żydów Sefardyjskich z Izraela, czyli Wojna Banksterów Amerykańskich ze Światem Islamskim. Efektem ubocznym, odpryskiem tego paktu, jest zapewne „Katastrofa Smoleńska”. Jest to kolejna akcja Bankierów Sefardyjskich z USA przeciw Polsce i przeciw wam „Żydzi Polscy”, którzy jesteście dla nich tylko nędznymi Polaczkami, niewartymi nawet amerykańskiej wizy. Jesteście teraz mięsem armatnim OBCYCH, marionetką w ich rękach.  Zatem pora się opamiętać, zanim stanie się ostateczne zło. Czy wydaje się wam, PANOWIE ATEIŚCI I RACJONALIŚCI, że 17 września to jest jakaś przypadkowa data? Czy wydaje się wam, że Zachodowi nie zależy wcale na wyjaśnieniu Katastrofy Smoleńskiej jakimś „przypadkiem”?  Czy widzicie coś „przypadkowego” w wydarzeniach roku 1914 w Europie, 1917 w Rosji, w wydarzeniach w roku 1939 czy w 1945?

Wniosek 10: Wyróżnianie tzw. „Żydów Polskich” jako „narodowości” straciło niniejszym, na skutek 9-ciu poprzednich wniosków, całkowicie  sens.

Nie ma dziś narodowości żydowskiej w Polsce, ani tym bardziej narodu żydowskiego  w Polsce. Są tylko Polacy. Żydzi zostali całkowicie spolonizowani. Natomiast jest pewna grupa osób, która ideologicznie nie identyfikuje się z tradycją polską i ośrodkiem polskim historycznym, dziejowym – Nadwiślańskim. Uzyskała ona na fali przemian po 1989 roku, przy okazji uwłaszczenia złodziejskiego postkomunistycznego, w sposób oszukańczy i w niczym  nieuzasadniony, status klasy Panów w społeczeństwie polskim. Osób tych nie mogę nazwać Żydami, lecz tylko Polakami, którzy ulegli „kosmopolityzacji”, lub z jakichś innych powodów błędnie rozpoznają siebie bardziej  jako „Amerykanów”, „Berlińczyków” czy też „Moskwian” niż jako Polaków. Czas skończyć ze ściemnianiem i  złudą-mayą także wśród tzw. „żydów polskich”. Czas skończyć z mitem o istnieniu Żydów Polskich skoro został obalony przez naukę współczesną!Czas też wyciągnąć prawidłowe wnioski i rozpoznać sytuację w 100%. Nie możemy sobie pozwolić na błędy.

Nie dziwi, że grupę tych ludzi polscy patrioci, ludzie identyfikujący się z dziejami i kulturą Nadwiślańską, Słowiańską, Sarmacką rozpoznają jako „zdrajców” narodu. Poza Polakami są w Polsce oczywiście żydowscy agenci, tak jak i agenci amerykańscy, niemieccy i rosyjscy oraz agenci innych nacji. Byłoby niedobrze dla nas wszystkich gdyby ci którzy nie identyfikują się z Polską  zaczęli utożsamiać swoje interesy z interesami agentur obcych i Sefardyjskich Bankierów z USA. Byłoby to przede wszystkim bardzo niedobre dla nich samych. Nie popełnia się dwa razy tego samego błędu, jeśli się posiada jaką taką inteligencję.  

Patrioci polscy powinni być dla „polskich kosmopolitów” wyrozumiali, i są wyrozumiali przez całe 23 lata. Patrioci Polscy wiedzą, że są to ludzie, którzy ulegli propagandzie i fałszowi Sefardyjczyków z USA i zapewnieniom Kolonialistów rządzących Polską przez ostatnich 200 lat, że tym razem wprowadzą tutaj Wszechdobrobyt zwany UE.Kto nie pamięta przypominam, to komunizm obiecywany przez Rosjan po pakcie Ribentrop-Mołotow miał być poprzednim polskim kluczem do wszechdobrobytu. Ogłoszono go 22 lipca 1944 Ustrojem Wiecznej Szczęśliwości w Polsce i zaraz przystąpiono do masowych mordów.

Ci ludzie, którzy określają się jako „Żydzi Polscy” popełniają błąd niewłaściwego rozpoznania rzeczywistości. Identyfikują się z ośrodkami, do których nie przynależą i nigdy nie będą przynależeć. Panowie Sefardyjscy Żydzi z USA nigdy ich tam nie przyjmą, za to chętnie osiedlą ich na linii frontu w Izraelu, albo powtórzą „doświadczenie” z II Wojny Światowej.

Do Sefardyjczyków z USA mam prośbę: przebadajcie Panowie Banksterzy dobrze swoje geny i wyzbądźcie się szybko antypolonizmu oraz rusofobii, bo po badaniu może się okazać, że macie tę „ciężką chorobę”, która nazywa się R1a1. Wtedy zaś, tak jak Adolf Hitler okazał się Półżydem, wy okażecie się Półpolakami lub Ruskimi. Będzie głupio, gdy Świat się dowie żeście wyrzucili tak ulubione przez was pieniądze w błoto, a raczej na bijatykę z samymi sobą. Byłyby to wtedy pieniądze najgłupiej wydane w dziejach Świata i dowód niezbity, że wasza wrodzona inteligencja to tylko kolejny mit.

Wyobraźcie sobie Sefardyjczycy z USA jaki będzie wasz status po zakończeniu tej bratobójczej III Wojny Światowej, którą właśnie rozpętujecie. Będzie się o was mówić przez wszystkie następne pokolenia, do końca Świata, że jesteście zbrodniarzami, barbarzyńcami, bratobójcami, rasistami, antysemitami i głupcami. Tylu epitetów nie muszą dźwigać dzisiaj Niemcy (wasi poprzedni sojusznicy w II Wojnie), a zauważcie jak im ciężko żyć, choć minęły już 4 pokolenia od ich zbrodni. Gorzej! Będą o was mówić do tysięcznego pokolenia, żeście się okazali kanibalami, którzy pożarli własny Naród.  W następstwie tej waszej nowej krucjaty antysłowiańskiej Stary Testament, a nawet cała Biblia, może zostać zakazana na całym świecie, tak jak dzisiaj zakazano Mein Kampf. Czy chcecie doprowadzić do zakazu używania księgi, która jest podstawą tego co was od innych ludzi na Ziemi odróżnia? Czy to nie będzie prawdziwa samozagłada za własne pieniądze?!

Uff! Myślę, że widzimy tu wszyscy, jak na dłoni, bezwzględność obnażenia mitu,  obnażenia jakiego dokonano w wyniku rewolucji naukowej w genetyce.

Myślę, że widzimy tutaj jak na dłoni Wielką Zmianę z jej skutkami w aspekcie polityki! 

Kolejny wniosek wniosków nr 11: Jeśli ktoś mówi o Żydach rządzących Polską to uprawia myślenie mityczne, nierzeczywiste. Naukowe rozpoznanie Rzeczywistości pozwala  stwierdzić jednoznacznie co innego. Pojawia się nam oto w miejsce narodu Żydowskiego, czy grupy narodowościowej żydowskiej, obraz grupy ludzi błąkających się w ciemnościach w sprawie własnej tożsamości i narodowości, pojawia się obraz grupy kosmopolitów nie czujących się Polakami, grupy zakompleksionych ofiar próbujących „uciec” od swojej tożsamości i teraźniejszości których jednak nikt nie chce przyjąć do siebie, wreszcie grupy Biednych Lemingów pogrążonych w mayi-zaślepieniu, w zakłamaniu własnego EGO, tak głęboko, że stanęli na skraju „Kanibalizmu Narodowego”. 

Wniosek ostatni, 12: Grupa ta, nieidentyfikująca się z dziejami Polski i polską tradycją jest odbierana słusznie, jako „zdrajcy”. Lemingów nie możemy jednak karać za zdradę śmiercią, dla Lemingów karą jest gdy muszą się czegoś nauczyć. Otworzyliśmy im zatem oczy a teraz niech się nauczą SIEBIE na nowo!

Poradźmy im też i pouczmy ich, tak samo jak to oni  nas chętnie bardzo często pouczają, co teraz powinni czym prędzej uczynić, aby wyrwać się z błędu. Doradzałbym tej grupie jak najszybszą rewizję poglądów i postaw. Doradzałbym, jeśli tak nienawidzą Polski, emigrację do tych ośrodków tradycji i kultury, z którymi się identyfikują, a które zechcą ich przyjąć! Wiem, że linia frontu w Izraelu to nie najlepsze miejsce na dom. Ale przecież każdy ma paszport, a czasami pewnie nawet dwa, to nie PRL, i może wyjechać gdzie chce, choćby do Paryża. Jeżeli nie decydują się jednak na wyjazd, to zalecałbym im jak najszybciej, najlepiej od dzisiaj, przestać szkodzić Polsce i Polakom. Prawda bowiem jest taka, że szkodząc Polsce szkodzicie własnym interesom w Polsce, szkodząc zaś Polakom szkodzicie sami sobie.

Moglibyście być dumni z tego, że jesteście Słowianami i Polakami, ale nie wiedzieć czemu nie chcecie. A widać przecież gołym okiem, że Słowianie to niesłychanie pomysłowi ludzie  i niezniszczalni, czy mówią po węgiersku, czy mówią językiem jidisz, czy mówią po niemiecku, czy „przepięknie „śpiewają” po rusku, czy wreszcie „bełkocą po barbarzyńsku” i „obrzydliwie szeleszczą”, czyli mówią po polsku. Słowianie podbijają i podbiją Świat.

Akcja Sefardyjskich Banksterów została zatem obnażona do korzeni, do dna, do sedna! Ona nie ma już żadnych szans powodzenia w Świecie Wolnych Ludzi.

Apeluję do was „Żydzi Polscy” bądźcie dumni ze swojej Słowiańskości, to ona daje wam tę zdolność asymilacji i podboju, tę niesłychaną siłę i żywotność, i twardość. Przestańcie tylko niszczyć ten kraj, który was wykarmił i wykształcił, który był wspólnym domem dla pokoleń i jest dla nas wspólnym domem dzisiaj. No i weźcie wreszcie w obronę Palestyńczyków, przestańcie być hipokrytami i zapiekłymi antysemitami oraz rasistami.

Pragnę nadmienić na koniec tego tragicznego przykładu największej pomyłki w dziejach, która może doprowadzić do nowego zjawiska jakie zostanie nazwane z pewnością w przyszłości „Kanibalizmem Narodowym”, że przyjaźnię się z Post-Żydami spolonizowanymi, którzy czują się Polakami i patriotami i Wolnymi Ludźmi. Którzy czując związki z korzeniami i z przeszłością żydowską, która związała ich z Polską Macierzą, zachowują się i działają i starają się żyć normalnie w Polsce, podobnie jak my wszyscy. Jest ich bardzo wielu wśród ludzi, którzy przyznają się otwarcie do bycia Post-Żydami Polskimi, jest ich większość w ogóle wśród Polaków pochodzenia post-żydowskiego. Jak widać po nich, antypolonizm to nie jest jakaś organiczna przypadłość związana z rasą. Może to jest przypadłość związana z profesjonalnym zajmowaniem się polityką?

Jednocześnie pragnę przeprosić wszystkich moich przyjaciół Post-Żydów Polskich i tych z Izraela, pozostających w związku wyznaniowym judaistycznym i władających językiem jidisz, za ten gorzki tekst, z nutami sarkazmu. Ja osobiście nie mogę przeboleć strat Polski poniesionych w II Wojnie Światowej i tego jej zubożenia kulturalnego, jakie ma miejsce po holokauście i po okrojeniu jej terytorium do dzisiejszych rozmiarów.Trudno mi się też pogodzić z takim zaślepieniem jakie prezentują USA, najbardziej dzisiaj rasistowski i antysemicki kraj Świata, w którym rasizm i antysemityzm ma dzisiaj czarny kolor skóry jego Prezydenta.

Ten tekst nie jest skierowany do was ani nie mówi o was, moi przyjaciele.

Ten tekst jest skierowany do hipokrytów, którzy rządząc Polską uprawiają antypolonizm i myślą, że są jakimiś Berlińczykami czy może Moskwianami, lub nie daj bóg Londyńczykami, Paryżanami albo jeszcze gorzej  – Nowojorczykami. To żałosne, gdyż w oczach tamtych na zawsze pozostaną małymi, fałszywymi Polaczkami, którzy zaparli się swojej ojczyzny i macierzy.

Dodatek 1 z 2

 

http://www.youtube.com/watch?v=qy0aLDOv2Qc&list=PL77D3298B7971D658

 

 

Po tym całym wywodzie, który jest bolesną prawdą, Prawdą i tylko PRAWDĄ, wracam do Wielkiej Zmiany.

Wracając zatem, od przytoczonych tutaj powyżej przykładów odkryć i ich reperkusji, do samej kwestii Wielkiej Zmiany, opisanej w Teorii Novelity przez Trence’a McKennę, należy stwierdzić, że zjawisko owo rzeczywiście zachodzi. Jednakże Jednoczesność nie oznacza Wieczności. Ilość Zdarzeń na kwant czasu będzie się zagęszczać, a kiedy osiągnie punkt Zero czyli Punkt Czarnej Dziury (Horyzontu Zdarzeń), ludzkość uzyska Nowy Stan Osobliwy dla swojej Świadomości.Świadomość Indywidualna i Zbiorowa będzie mogła ekspandować w przestrzeń wszechświata.

Dla niektórych Ludzi, tych którzy zdecydują się na zwirtualizowanie ich ciała fizycznego, nastąpi „prawie” Wieczność. Ciało fizyczne, czy każdy inny psycho-fizyczny obiekt żywy, da się opisać matematycznie/informatycznie, da się „opisać i przeliczyć” z użyciem technologii komputerowej, tak jak obecnie opisano strukturę DNA. Osoba i osobowość to w sensie informatycznym rodzaj zindywidualizowanego „programu” (w istocie zestaw różnych „programów”). Także cała wiedza i tradycja zgromadzona przez Ludzkość na planecie Ziemia, cała tzw cywilizacja, jest zasobem informatycznym i może zostać opisana językiem cyfrowym (matematyki/informatyki).  Utrwalenie pełnej Informacji psycho-fizycznej o Osobie oraz umożliwienie egzystencji tego Bytu osobowego w wirtualnym Świecie Zasobów Informacji Matki Ziemi, bądź w Realu, będzie dla takiej osoby oznaczać „Wieczność”. Osoba ta w formie Pakietu Programowego znajdzie się w Przestrzeni Informatycznej, więc w Innym Wymiarze Czaso-Przestrzennym. Przestanie istnieć fizycznie jako biologiczna istota, a stanie się elektromagnetycznym pakietem/zapisem,  czyli w sensie fizycznym również osiągnie nową jakość. Będzie mogła, dokładnie tak jak mówi Terence McKenna, działać/przetwarzać informacje/kojarzyć zjawiska z prędkością 800 megaherzów (to oznacza zwiększenie prędkości przetwarzania informacji 800 milionów razy w stosunku do naszych obecnych możliwości – 33 minuta wywiadu z Terencem McKenną) i będzie mogła poruszać się w przestrzeni z prędkościami fali elektromagnetycznej. To jest „prawie” wieczność. „Czas wiecznościowy” to trzeci rodzaj czasu, który nam się tutaj właśnie uwypuklił i pozwolił się „dotknąć” wyobraźnią. To „trwanie”, „trwanie wieczyste”, „rajskie bycie wieczne”, trwanie wieczne i niezmienne. Ten rodzaj czasu obowiązywał w „The End of Eternity” Isaaca Asimova w świecie Rury, w świecie Wiecznościowców.

  Jednakże każda osoba fizyczna (niezwirtualizowana), która zdecyduje się na byt fizyczny w postaci materialnej biologicznej, będzie nadal podlegać ograniczeniu długości bytowania fizycznego/biologicznego, do czasu „zużycia się” fizycznej powłoki cielesnej. Taka osoba będzie mogła się oczywiście odnowić poprzez wcielenie się w kolejne ciało. Osoby ludzkie tak w formie cielesnej jak i w formie informatycznej będą miały pełny dostęp do całej Informacji Matki Ziemi. Prędkość przyswajania informacji będzie jednak dla osób cielesnych ograniczona możliwościami fizycznymi ich ciała. Dla tych drugich zresztą też będzie ograniczona ale na znacznie wyższym progu owych 800 megahertzów. Zjawisko Jednoczesności będzie występować zarówno dla istot ludzkich biologicznych jak i być może pojawi się w miarę komplikacji dla istot ludzkich elektromagnetycznych. Bo prędkość w biologicznym organizmie jest ograniczona, ale także w „organizmie” elektromagnetycznym nie jest nieskończona.  Istoty te będą doświadczać „względnej wieczności”. Jedne w związku z ograniczeniem czasu istnienia ciała biologicznego, ale jednoczesną możliwością kolejnych wcieleń. Drugie w związku z niemożnością osiągnięcia prędkości informatycznej większej niż prędkość przyświetlna.

Osoby w formie Informatycznego Wirtualnego Zapisu będą posiadać możliwość poruszania się z prędkością światła, pod warunkiem, że zostanie opracowana technologia (w co nie wątpię) pozwalająca umieścić ten zapis w Realu. Prędkość światła jest graniczna dla fali elektromagnetycznej. Dla nich otworzy się więc nie tylko „Wieczność”, ale i „Nieskończoność”, możliwość podróży do innych Słońc i Galaktyk, a nawet do krańców Wszechświata. Będą w tych podróżach narażeni na to na co jest narażona fala niosąca informację, na „zniekształcenie”, „zakłócenie”, bądź defragmentację i zniszczenie. Wszyscy jednak będą Nieśmiertelni poprzez istniejące niezliczone Informatyczne Kopie  ich Osoby (Osobowości, Wiedzy i Cielesności). Ziemia i Cywilizacja  także uzyska nieśmiertelność poprzez kopie wirtualne i zapisy informatyczne swojej szczegółowej struktury.

Pojawi się możliwość jednoczesnej egzystencji w wielu postaciach a także w dowolnej cielesności.

To jest Świat Bogów i to jest Istota Teorii Novelity T. McKenny, ale także tego o czym mówi N. Haramein i K. Russel i inni. Dzisiaj zbliżamy się właśnie do tej Granicy Komplikacji, granicy możłiwości percepcji zmian i niektórym z ludzi wydaje się, że Jednoczesność już ma miejsce, bo ich możliwość coraz szybszej percepcji zdarzeń się wyczerpała, a liczba zdarzeń i wielość sfer zdarzeniowych (aspektów) zwiększyła się znacznie i wciąż rośnie. Wkrótce liczba zdarzeń na kwant czasu przekroczy próg naszych możliwości percepcji. To jest nieuniknione. To jest ów Eschaton opisywany przez McKennę, ów punkt Zero i Fala Zero, owo Hiperzdarzenie, horyzont Zdarzeń, po przekroczeniu którego człowiek, jako istota biologiczna, przestaje według niego  istnieć.I tu Mc Kenna popełnia błąd. Osiągając tę granicę nie osiągamy prawdziwego Eschatonu, tylko Czarną Dziurę Bytu Biologicznego. Za tą granicą byt biologiczny traci sens jako „fenomen rozwoju” zdążającego ku Świadomości Nieskończonej. Od tego momentu bycie istotą biologiczną należy traktować jako rodzaj „doświadczania biologizmu i cielesności”. Trudno powiedzieć, czy ono będzie praktykowane.

Jednakże nowa istota ludzka w postaci falowo-elektromagnetycznej nie przestanie się przecież rozwijać i poszerzać swojej wiedzy oraz przestrzeni życiowej – wręcz odwrotnie ona uzyska przyspieszony rozwój. Jednak ten rozwój w swojej prędkości ma swoją granicę, jest nią nieosiągalna granica prędkości światła. Eschaton okazuje się więc tylko pozornym eschatonem, jednym z eschatonów, „względnym” progiem, a nie kresem. Prawdziwy eschaton to kres a nie boskość jaką wyobraża sobie trójwymiarowa istota.

Taka istota będzie mogła wcielić się niczym bóg w istotę biologiczną, jakąkolwiek, ale stanem naturalnym niezbędnym do pracy w pełnej symbiozie i z wykorzystaniem pełnych możliwości Świadomości Nieskończonej będzie forma Fali Informatyczno-Elektromagnetycznej. Jednakże dopiero przekroczenie progu materialnego jaki znamy – prędkości światła – może ją zjednoczyć ze Świadomością Nieskończoną . To jest możliwe dla tej Fali Subtelnej którą nazywamy nussonową, eteryczną, której nauka współczesna nie uznaje za byt prawdziwy, realny.

To jest możliwe dla subtelnej fali – takiej z jakimi mamy obecnie Kontakt poprzez nasze umysły, mózgi osób biologicznych zamkniętych w trójwymiarowej przestrzeni i w jednokierunkowym jednorodnym strumieniu czasu nr 1. Czas pierwszego rodzaju (nr 1) jest jednym z czterech rodzajów czasu istniejących w Piątym i Szóstym Wymiarze.

Ta sfera eteryczna Świadomości Zewnętrznej i Nieskończonej istnieje, gdyż doświadczamy skutków działania Świadomości Nieskończonej w naszym rzeczywistym fizycznym świecie trójwymiarowym. Dla nas istot biologicznych, także jest ona faktem. Z tą sferą możemy mieć codzienny kontakt. Doświadczanie tego kontaktu i współdziałanie ze sferą eteryczną to jest właśnie „istota” obecnej Wielkiej Zmiany, która nie jest wcale eschatonem. To jest także powód dla którego możemy dzisiaj osobiście, bez pośredników, kontaktować się jako Cząstki Zbiorowej Świadomości i Cząstki Nieskończonej Świadomości z ową Zbiorową Świadomością Ziemi oraz ze Świadomością Nieskończoną, a także ze Świadomością Indywidualną Istot Wyższych Wymiarów. To są także powody, dla których możemy dzisiaj korzystać z wiedzy i wiedy, z zasobów Świadomości Zbiorowej i Świadomości Nieskończonej oraz Świadomości Istot Wyższych, w życiu codziennym i wykorzystywać je do kształtowania swojego indywidualnego bytu. Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że Świadomość Indywidualna Człowieka kontaktuje się pozawerbalnie z tymi zasobami. Przykłady na płaszczyźnie psychologicznej przedstawiamy poniżej. To nie jest ani Wieczność ani Jednoczesność i te dwa stany nie mają nic wspólnego z obecną Wielką Zmianą.

Obecna Wielka Zmiana to uzyskanie wiedzy o Świadomości Nieskończonej kształtującej Materię i uzyskanie możliwości korzystania z łączności z Nussferą –  ze Świadomością Nieskończoną oraz uzyskanie możliwości współpracy ze Świadomością Nieskończoną i z jej wszystkimi niższymi emanacjami. Namawiam aby praktycznie korzystać z tych nowo otwartych możliwości

Dodatek 2 z2

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=EOPuA9-ikhs&playnext=1&list=PL77D3298B7971D658

Wielka Zmiana na płaszczyźnie Wewnętrznej,

czyli w Psychologii Człowieka

Innym aspektem tego samego zjawiska jest aspekt psychologiczny Wielkiej Zmiany i wiedza psychologiczna, która płynie z uznania paradygmatu Świadomości nad/pod materią:

Stanislav Grof (ur. 1931) – amerykański psychiatra czeskiego pochodzenia, twórca (razem z Abrahamem Maslowem) psychologii transpersonalnej, nowego kierunku psychologicznego podkreślającego znaczenie transcendentalnych obszarów ludzkiej egzystencji. Autor przełomowych dzieł na temat nowego modelu ludzkiej psychiki i odmiennych stanów świadomości, m.in. wydanych w Polsce Obszarów nieświadomości, Przygody odkrywania samego siebie i Poza mózg.

http://pierwotnystan.blogspot.com/2012/11/stanislav-grof.html

Wanda Wegener

Przez ponad 20 lat odmienia życie osób w wielu krajach świata m.in.: Wielkiej Brytanii, USA, Szwajcarii, Austrii, Rosji, Polsce i Niemczech – gdzie, na co dzień mieszka. Wanda Wegener to światowej sławy psycholog, terapeuta i wykładowca. Autorka znakomitej książki „Umysł w walce z chorobą i kreacja zdrowego życia”. Praca naukowa Wandy sprawia, iż uchodzi ona za autorytet w swojej dziedzinie.

Kilkanaście lat temu w wyniku przepracowania doszło do pęknięcia tętnicy mózgowej i wylewu, zniszczenia wielu ośrodków mózgowych i śmierci klinicznej. Przeprowadzona w berlińskiej klinice operacja, polegająca na założeniu na tętnicę metalowego klipsa, uratowała życie, jednak w wyniku nieszczelności opony mózgowej płyn rdzeniowo-mózgowy wlewał się w przestrzeń policzka i oka. Po półrocznym pobycie w szpitalu Wandę wypisano z diagnozą lekarską, według której do końca życia powinna pozostawać na wózku inwalidzkim.

Stosowanie precyzyjnych technik wizualizacyjnych, regenerujących tkankę mózgową i układ nerwowy, umożliwiły osiągnięcie- w ciągu dwóch lat od wylewu- całkowitego zdrowia.

Dziś Wanda Wegener jest inspiracją dla milionów ludzi na całym świecie.

http://www.akademiawandywegener.com/

http://niezaleznatelewizja.pl/2013/01/oblicza-duchowosci-10-01-2013/

Powyższe przykłady pokazują tylko część możliwości ludzkiego Umysłu. Jest to część naprawdę niewielka, a prawdziwą „bombą” przyspieszającą rozwój Świadomości Zbiorowej będzie możliwość wirtualizacji osoby i osobowości. Dla życia biologicznego na Ziemi, dla jego wszystkich istniejących form będzie to oznaczać „prawie” Wieczność i „prawie” Nieskończoność oraz możliwość odtworzenia siebie w postaci fizycznej/biologicznej w dowolnym czasie i gdziekolwiek we Wszechświecie. Zdarzenie to jest dla Świadomości opisywanej w aspekcie biologicznym i fizycznym tym samym co opisywana przez Harameina w aspekcie fizyki Czarna Dziura.

Obecnie manifestująca się Wielka Zmiana to „przyspieszenie” ewolucji społeczeństwa wyedukowanego i scybernetyzowanego, w jego samoorganizacji społecznej. To nie jest jeszcze Stan Osobliwy Świadomości uwolnionej od biologicznej egzystencji, lecz stan Oświecenia Świadomości Indywidualnej i Zbiorowej co do Wagi i Roli Świadomości Nieskończonej w kształtowaniu materii oraz oświecenia co do kierunku dalszej ewolucji Człowieka.

Przykład manipulatorskiego używania różnych teorii i szkód do których takie manipulatorstwo prowadzi to istota tego artykułu. Uważajmy zanim coś bezkrytycznie przyjmiemy, powtórzymy bez zrozumienia, albo zbudujemy bezsensowną teorię na czymś, co nie jest dla nas jasne. Dzisiaj szczególnie dużo głupich i nieprzemyślanych sądów jest wygłaszanych na podstawie niezrozumianych, błędnie zrozumianych i po amatorsku interpretowanych, ustaleń genetyki – bo genetyka niesie światową rewolucję i Wielką Zmianę. Usiłuje się manipulować tymi odkryciami dlatego, że mają one wymiar wielopłaszczyznowy, rewolucyjny, nieodwracalny i powodują „natychmiastowe” reperkusje sięgające istoty systemu społecznego Ziemi. Pewnej inercji materii społecznej (Sfery Świadomości Zbiorowej Ziemi) zawdzięczać będziemy spowolnienie tych przemian, ale będą one mimo tego spowolnienia nieustannie przyspieszać.

Bardzo ważna jest 38 minuta i 50 sekunda filmu/wywiadu z Terencem McKenną. Tam właśnie wyjaśnia on nieodwołalność Wielkiej Zmiany, nieuchronność i nieodwracalność tego procesu. Ktoś powie, że to wszystko tylko futurystyczna wizja. Tak to prawda, to jest na razie jeszcze tylko futurystyczna wizja, ale tempo rozwoju techniki obliczeniowej i obecny proces „naśladownictwa” rozwiązań natury w konstrukcji strukturalnej komputerów i „konstrukcji” ich „pamięci” powoduje, że możemy być świadkami Eschatonu Świadomości za naszego życia. Natomiast sam proces przyspieszenia oraz podążania RzeczyIstności do Jednoczesności i stanu Novelity, jak widać z powyższego praktycznego przykładu z dziedziny genetyki, przewraca nasze wyobrażenie o świecie i wizję świata już teraz.

Szybkość Przeobrażenia Kanonów/Definicji stanowiących oparcie dla Indywidualnej Świadomości oraz zmiany jakościowe związane z koniecznością dostosowania się do Nowego Obrazu Rzeczywistości powoduje, obserwowane obecnie, zjawisko różnej prędkości przyswajania tychże zmian przez poszczególne osoby. 

Część osób wyraża „odmowę”, albo „protestuje” przeciw zmianom. Nie potępiajmy tej postawy, bowiem są ludzie, którzy nie będą w tym wszystkim uczestniczyć i mają do tego jako Istoty Świadome pełne prawo. Staną się oni w przyszłości, jeśli uda się im zorganizować w strukturę plemienną, Amiszami Ludzkości.

[Nie mamy tutaj na myśli protestów społecznych przeciw przejawom niesprawiedliwości, głupoty czy sobiepaństwa, lecz protest organiczny struktury biologicznej jaką jest człowiek].

Zdecydowana większość podąży dalej. Dalsza droga polega na aktywnym braniu wszelkich spraw tego świata w swoje ręce. Dalsza droga polega na aktywnym organizowaniu się w nowe struktury   i wyzwalaniu się z okowów mentalnych. Dalsza droga jest tą samą drogą, którą obserwujemy poprzez całe dzieje cywilizacji. To Droga do wyzwolenia z ograniczeń, do Wolności Osobistej Człowieka i jednocześnie droga do Odpowiedzialności Osobistej za Ziemię, za Świat, za Przyszłość. Innej drogi nie ma, chociaż być może niektórym „przywódcom światowym” krążą po głowach jakieś mrzonki o wszechświatowym zamordyzmie, albo pomysły, że to oni będą Wolnym Ludziom dyktować co wolno, a czego nie wolno.

I jeszcze jedno: Istnienie eterycznej Świadomości Nieskończonej, której wszak doświadcza wiele osób o wystarczającej subtelności psycho-fizycznej, jest bezpośrednim dowodem, że Prawdziwy Eschaton kiedyś nastąpi. Będzie to połączenie Istot Falowych (elektromagnetycznych) na końcu procesu komplikacji Materii, w Prawdziwą Jednoczesność, Wieczność i Nieskończoność – w Nieskończoną Świadomość. Być może owa Nowa Nieskończona Świadomość wyewoluowana z materii planet obecnego Kosmosu, który widzimy, stanie się zalążkiem Nowej RzeczyIstności, a może będzie to po prostu, po przekroczeniu Masy Nieskończonej i Prędkości Światła, powrót do Źródła – Istniejącej już Eterycznej Świadomości Nieskończonej, tej z którą się obecnie komunikujemy.

Macie oto przed sobą zatem opis Końca Świata, ale jest to całkiem inny koniec niż wyobrażali go sobie Piewcy Piekła. Macie też oto opis obecnej wielkiej Zmiany której daleko do końca świata , ale która kończy Świat Kłamstw jakimi żyli Ludzie Niewolni, a otwiera Świat Prawdy Ludzi Wolnych.

Mity i Misteria – Wystawa Jerzego Przybyła w Norrkoeping

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 28 Styczeń 2013

wystawa Jerzego Przybyła w Norkoping

Croats, Serbs, Poles, Ukrainians and Iranians

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 25 Styczeń 2013

It is worth recalling from time to time:

I recommend this film on YouTube to those who have not seen it yet

http://www.youtube.com/watch?v=Dvt3sDRj17Y&feature=related

It is worth bringing to mind especially when everyday life overwhelms us with thousands of opposite things, tons of absurdity, fornication of successive governments, political ineptitude and making use of anything possible by the Mighty of This World.

It is worth recalling as the moment will come – SOON – when this memory determines our further events.

Add to your favourites   I like it

Add your comment
Make your comment in this box

Klub Polski Słowiańskiej w Łodzi i Stowarzyszenie Niklot zaprasza na wykład o rodzimowierstwie na Białorusi

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 24 Styczeń 2013

bialo16

Witold Chomicz (1910 – 1984) – Strażnik Wiary Słowian

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 23 Styczeń 2013

w_chomicz_krakow_miasto_tradycji_plakatWitold Chomicz  to jeden z tych Krakowian, który tak naprawdę był Polakiem z Kijowa. Tam się urodził 1 listopada 1910 roku w rodzinie Leonarda Chomicza (rodzonego brata Bolesława Chomicza) i Ewy Święckiej. I tam pewnie byłby tworzył i żył gdyby nie fatalne dzieje naszej ojczyzny. Przyszło mu jednak działać, żyć i tworzyć w Krakowie czego nie żałujemy a raczej z czego bardzo się cieszymy, bo dzięki temu swoim talentem i niejednym dziełem wzbogacił działalność Strażników Wiary I Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w naszym grodzie.

Witold Chomicz Wanda 1935Wanda, 1935 – To jeden z obrazów poświęconych mitologii i legendom Słowian

Profesor Chomicz to wielki miłośnik książki i folkloru krakowskiego. Muzeum Narodowe w Krakowie w ramach cyklu „Graficy z Krakowa” zaprezentowało w grudniu 2012 roku wystawę poświęconą twórczości Witolda Chomicza – grafika, malarza, miłośnika książki i zasłużonego dla środowiska krakowskiego pedagoga. Od 5 października w Gmachu Głównym można oglądać prace z dziedziny grafiki artystycznej i użytkowej oraz obrazy olejne i projekty witraży, związane głównie z Krakowem i jego tradycjami. Pokaz dopełniają zdjęcia archiwalne dokumentujące życie i drogę artystyczną tego wszechstronnie utalentowanego, a niesłusznie zapomnianego twórcy. Witold Chomicz był mocno zaangażowany w życie kulturalne Krakowa i tworzył dzieła nierozerwalnie związane z tym miastem i jego tradycjami. w_chomicz_dni_krakowa_1938_plakatPrzez kilkadziesiąt lat był związany z Akademią Sztuk Pięknych i intensywnie działał w krakowskim środowisku artystycznym. Swoje zainteresowanie dziejami i kulturą miasta wyrażał w działalności społecznej: zasiadał w jury konkursów szopek krakowskich, organizował wystawy o tematyce regionalnej, projektował ubiory na coroczny pochód Lajkonika, a także druki okolicznościowe z okazji uroczystych obchodów najważniejszych wydarzeń z historii miasta. Wystawę tworzą trzy główne bloki tematyczne, które odpowiadają najważniejszym etapom twórczości Chomicza. Część pierwszą, zatytułowaną „Czasy lubelskie”, wypełniają prace związane z Lublinem, w którym artysta stawiał swoje pierwsze kroki jako grafik i rysownik.

w_chomicz_wawel_zima

W części drugiej, „W cieniu wielkich tradycji”, przedstawione zostały dzieła artysty powstałe głównie w Krakowie, a ukazujące historię, tradycję i folklor tego miasta. Warto przypomnieć, że Chomicz, poza drobiazgowymi studiami architektury miejskiej, często sięgał po tematy inspirowane legendami, zwyczajami i obrzędami ludowymi z terenu Małopolski. Prace, które tworzą część trzecią wystawy, „Kraków nauki, kultury i sztuki”, dotyczą głównie działalności dydaktycznej i społecznej artysty w ramach jego pracy w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

w_chomicz_wjazd_na_wawel_

Ogromna większość z nich bezpośrednio wiąże się z Katedrą Grafiki Książki, w której Witold Chomicz wykładał przez kilkadziesiąt lat, kształcąc wielu znakomitych twórców plakatów, projektantów książek i kierowników artystycznych wiodących wydawnictw polskich (m.in. Romana Cieślewicza, Kazimierza Mikulskiego, Daniela Mroza, Jerzego Panka, Zbigniewa Rychlickiego).

w_chomicz_znaczki_kochanowski_1980Prezentowane prace dotyczą również działalności artysty w rozmaitych organizacjach popularyzujących „piękną książkę”, takich jak Rycerski Zakon Bibliofilski z Kapitułą Orderu Białego Kruka w Krakowie, oraz jego pasji kolekcjonerskiej. Wystawie towarzyszy album przybliżający życie i twórczość Witolda Chomicza oraz sesja naukowa zatytułowana „O miejsce książki w historii sztuki”, która odbędzie się w Krakowie w dniach 5–7 grudnia w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego, w Bibliotece Jagiellońskiej oraz w budynku Akademii Sztuk Pięknych przy ul. Smoleńsk 9. Jej organizatorem jest Oddział Stowarzyszenia Historyków Sztuki w Krakowie we współpracy z Muzeum Narodowym w Krakowie.

Nakład Niewyczerpany o Witoldzie Chomiczu

http://nakladniewyczerpany.blogspot.com/2012/01/cracovia-magica-witolda-chomicza.html

Cracovia magica Witolda Chomicza

 autoportret_640

W często ostatnio omawianej i świetnej skądinąd książce Piotra Rypsona, Nie gęsi. Polskie projektowanie graficzne 1919-1949 (Karakter, Kraków 2011) ani razu nie pojawia się nazwisko grafika i malarza Witolda Chomicza. A szkoda, bo choć jego najbardziej znane i wydawane w milionowych nakładach znaczki i karty pocztowe, druki okolicznościowe oraz ilustracje książkowe czy druki bibliofilskie powstawały w okresie pozostającym poza zasięgiem chronologicznym książki, w latach 50-tych i 60-tych, to projektowane w latach 30-tych plakaty, warte byłyby odnotowania. Choćby plakat „Kraków” z 1935 roku, który, jak pisze w Polskiej sztuce plakatu Szymon Bojko „utrzymany w stylu starego drzeworytu, łączy syntetyczne spojrzenie na bryłę Wawelu z podziwu godną kaligrafią fragmentów, tworzącą mozaikę linii i architektonicznych kształtów. Starannie wydrukowany w 16 wersjach językowych przez Drukarnię Narodową w Krakowie, wielokrotnie wznawiany – zawędrował do biur podróży na całym świecie wówczas, gdy na Wawelu panoszyli się już okupanci hitlerowscy…”.

Plakaty reklamowe związane z Krakowem oraz reklamujące polską sztukę ludową z nawiązaniem do targów kalwaryjskich, plakaty wydawane z okazji Dnia Krakowa przyniosły Witoldowi Chomiczowi kilka nagród na ogólnopolskich konkursach na plakaty turystyczne, a także Nagrodę Prezydenta Miasta Krakowa za całokształt działalności artystycznej, przyznaną w 1938 roku. Dlatego niejako tytułem erraty do książki Rypsona chciałbym nieco przybliżyć postać Witolda Chomicza, na początek opisując jego związki z Krakowem…

Cmentarz Salwatorski i wystawa w Domu Zwierzynieckim (2010)

chomicz_400x400

Cmentarz Salwatorski  to nekropolia, która przyjęła wielu wspaniałych i znamienitych ludzi krakowskiej i polskiej nauki i kultury. Wśród nich także Witold Chomicz, profesor krakowskiej ASP, malarz, grafik, zdobnik – który bezpamięci zakochał się w krakowskim folklorze i zwyczajach. Szczególnie upodobał sobie Zwierzyniec – wielkanocny Emaus, Lajkonika, czy konkursy Szopki krakowskiej. Urodził się w roku „Wielkiego Krakowa” (1910). Zmarł w 1984 r.w_chomicz_ludowa_zabawa_emaus_krakow_1936

Na wystawie Oblicza Zwierzyńca 1910-2010 zobaczycie mnóstwo przepięknych prac Chomicza. Kultowe już dzisiaj wizerunki Lajkonika, drzeworyty krakowskiej Szopki (1938) i Emaus (1968) są znane i lubiane. Poza tym będzie okazja zobaczyć i poznać odręczne projekty strojów orszaku Lajkonika, które obowiązywały do lat 90. XX w.

w_chomicz_miasta_znaczki

Profesor Chomicz w Polskiej kronice Filmowej

http://www.kronikarp.pl/szukaj,42719,tag-689417,strona-6

w_chomicz_mury_florianskie_1946

Witold Chomicz (ur. 1 listopada 1910 w Kijowie, zm. 15 marca 1984 w Krakowie) – malarz, grafik, od 1934 wykładowca w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych, a od 1950 profesor w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Kształcił się w Krakowie, Warszawie i Pradze. Interesowała go przede wszystkim grafika użytkowa, głównie książkowa. Wykształcił wielu wybitnych iluminatorów. Malował również obrazy olejne, tworzył drzeworyty, plakaty i projekty witraży. Inspirował się sztuką ludową i krakowskim folklorem. Był członkiem jury konkursu szopek krakowskich.

w_chomicz_odpust_przy_norbertankach

Był absolwentem II Liceum Ogólnokształcącego im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie. Studiował w Szkole Sztuk Zdobniczych w Krakowie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1937 r. został profesorem i kierownikiem Katedry Grafiki Użytkowej w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych w Krakowie. Po wojnie objął Katedrę Grafiki Książki na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Jedną z jego pasji było bibliofilstwo dlatego właśnie Katedrę Grafiki Książki jego uczniowie nazywali Oficyną Białego Kruka. Malował obrazy olejne, tworzył drzeworyty, plakaty i projekty witraży. Poza tym zajmował się grafiką, projektowaniem znaczków, kowalstwem artystycznym, freskami.

Był przyjacielem domu Witkiewiczów (przyjaźnił się z Kazimierzem Witkiewiczem). Za zasługi dla polskiej książki otrzymał Order Białego Kruka.

w_chomicz_stare_mury_pod_wawelem

„Rodzina Chomiczów, pochodzenia białoruskiego, mieszkała przez wieki w województwie Nowogródzkim. Stąd rozpowszechniła się po polskiej i białoruskiej części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Pierwszym Chomiczem, o którym zachowały się pisemne dane jest Jan (Iwan) z końca XIV wieku i Teodor (Fedłko) z pierwszej połowy XV wieku, uczestnik bitwy grunwaldzkiej, krajczy Wielkiego Księcia Świdrygiełły w latach 1446 – 1457 (Boniecki, tom III, str 67). Za te zasługi zostaje mu nadane szlachectwo.

Od roku 1575 rodzina przestaje używać dawnego godła – łuku ze strzałą skierowaną ku dołowi, a pieczętuje się herbem Poraj – białą różą w czerwonym polu z dodanymi później dwoma strzałami z których jedna – cała, druga zaś bez żelaźca co prawdopodobnie miało jakiś związek z Grunwaldem.
Co do herbu Poraj, to pochodzi on z Wielkopolski. Wiadomo, że Bogumił Poraj był arcybiskupem gnieźnieńskim i rządził kościołem do r. 1172 (prof.Sokołowski t.I str 61). Nie wszyscy jednak Chomiczowie zostali przyjęci do herbu Poraj. Niektórzy otrzymali indygienaty później (herby Pobóg i Oksza).w_chomicz_twardowski_pocztowka

Wspomnienie Zbigniewa Chomicza o stryju ze strony Nasza Chomiczówka,

gdzie serdecznie zapraszam: tutaj

[Ważne o tyle iż eksponuje ono pewne watki – jak choćby przywiązanie Witolda Chomicza do „mistrza” Stanisława Wyspiańskiego. Mogę zapewnić że nie było to tylko przywiązanie wynikające z uwielbienia dla ręki mistrza, lecz także daleko dalej idące, bo wynikające z podzielania tych samych wartości. CB]

Minęło 25 lat od śmierci stryja mego Witolda Chomicza. Nie ma już pracowni przy Grodzkiej 60 z oknami wychodzącymi na kościółek św. Idziego i Kurzą Stopkę, nie ma większości ludzi, którzy pamiętają jego barwną, nieco młodopolską postać kiedy zamyślony wędruje ulicami Krakowa, czy to na ul. Smoleńsk do swej ukochanej Katedry Grafiki Książki czy na kawę w Jamy Michalikowej… Zostały po nim jednak obrazy, grafiki i witraże, w dużej mierze związane z Krakowem, została wdzięczna pamięć dawnych studentów ASP, dziś często wybitnych artystów, zostały wspomnienia rodzinne. Do tych ostatnich chciałbym się przede wszystkim odwołać.

Od podwórka ulokowany był gabinet ciotki Sławy, pierwszej żony stryja Witolda, przed wojną i w latach powojennych wziętego laryngologa, osoby o nieprzeciętnej niegdyś urodzie i mocnym charakterze. W poczekalni można było spotkać krakowską socjetę (pacjentem ciotki był m.in. Karol Wojtyła) obok ludzi, których dziś określilibyśmy marginesem, sporą część swoich pacjentów przyjmowała bowiem za darmo…Wszyscy przychodzący na Grodzką i pacjenci i goście (a odbywały się tam przyjęcia na 30-40 osób) znosić musieli bezczelne, rozwielmożnione koty – persy, z trudem dające się spędzić z foteli. Szczególną niechęcią – zresztą wzajemną – darzyły je kolejne gosposie. Były to zazwyczaj góralki z okolic Szczawnicy. Gosposie nie cierpiały kotów przysparzających im roboty, średnią estymą darzyły panią, wielbiły natomiast „pana profesora”, który miał upodobanie do góralszczyzny we wszystkich postaciach, co wywodziło się częściowo z krakowskich artystycznych tradycji, częściowo zaś było emanacją domu rodzinnego. Matka Witolda, Ewa ze Święckich, prowadziła w Kijowie (gdzie miał praktykę lekarską ojciec – Leonard) dom otwarty. Bywali w nim przed pierwszą wojną światową wybitni polscy artyści, wśród nich Stanisław Witkiewicz, który zbudował dla rodziny Chomiczów w podkijowskim Irpeniu daczę w stylu zakopiańskim…

 Witold Chomicz był jedną z charakterystycznych krakowskich postaci, wdzięcznym obiektem dla karykaturzystów, ze swoją fin de sieclową bródką, galicyjską galanterią, staroświecko-artysowskim stylem ubierania się /fontazie, peleryny/. Była to zresztą kreacja świadoma, skomponowana z nutą pewnej autoironii. Bo przecież na pewno nie można mu zarzucić kabotyństwa czy zgrywania się. Stryj, strojący dziecinne niekiedy żarty, był człowiekiem podchodzącym do życia i sztuki bardzo serio, można by rzec – był człowiekiem ciężkiej pracy.
Przykładał tyleż wagi do portretu, co do projektu piórnika z panoramą Krakowa. Starał się wypróbować swój talent w różnych technikach i rodzajach sztuki, podobnie jak jego niedościgły mistrz – Wyspiański. Tym co nadawało spójność twórczości Witolda Chomicza było nawiązywanie do rodzimej tradycji, do polskiego średniowiecznego drzeworytu, do sztuki ludowej , do programu Warsztatów Krakowskich. No i oczywiście jej tematyka – Kraków, jego folklor, jego legendy i współczesność.
witold-chomicz noc kupalna
Noc Kupalnachomicz01
Tryptyk Krakowski

Zakon Rycerski Bibliofilstwa i Kapituła Orderu Białego Kruka

(fragmenty z Alma Mater)

chomicz 1 biały kruk witkiewiczowie chomicz 2 biały kruk chomicz 3 biały kruk druki prekodystyczne chomicz 5a biały kruk wyspiański

Gott mit Uns, Nasze Godło, czyli jak w nowym godzie, 2013, pogodzić nowe stare ze starym nowym

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Styczeń 2013

niederlausitzwappen

Godło Dolnych Łużyc – Ten Orzeł  wyłania się z korony, przez którą dobywa się na świat. Ośmiosegmentowa, biała korona, jest jednocześnie ośrodkiem szczytu kwiatu okolonego 8 kwietnymi płatami. Z kwiatu rodzi się Biały Orzeł, „wyrasta” on z kwiatu w którego płaty jest spowity niczym w materię chorągwi (materię Świata – Baję), i którego płaty imitują jego skrzydła. Kwiat-stanica (boska chorągiew) biało-czerwony 8+8 = 8 x 2 = 16 Żywiołów dualnych = 7 = Szczęście. Jest to symboliczny Kwiat-Korona Lugii-Lęgii-Ślęgii-Lechii).

Kwiat Ślęgii-Lugii w tym godle ma także 6 głównych płatów zwisających w dół z korony kwiatowej, a każdy z tych 6-ciu jest podzielony na 4 pod-płatki. Daje to 24 podpłatki, symbolizujące 20 wielkich mocy i wielkich żywiołów (12+8) oraz 4 kiry. Liczba 24 symbolizuje tutaj także 24 małe żywioły oraz 24 małe moce, jak również zawarte w niej symbole związane z czertą 12 i jej krotnościami, takie jak 12 miesięcy-godni, 12 godzin dnia, 12 godzin nocy, 12+12  = doba, czy 24 lata-gody Koła Wieków. 24 gody-lata x 4 = 96 (pełne koło wieków w jednej z miar czasu opartej o „krótszy różaniec” z 96 ogniw).

To wszystko wyrasta z GODŁA – God-vędy (znaku-tamgi gowęda – bydła, podstawy plemiennego bytu, z byka/krowy. Krowę ujęto w „przejściowym” kolorze czerwieni i krwi – rasa polska, ze słonecznymi rogami i ze złotymi kopytami, z ogonem rozwidlonym na kolejne 6 chwostów/kos. Krowa/Byk stoi na trawie, czterema nogami na Trzech Wzgórzach – Trzygławia, Góry Świata i na tle Światła Świata – Jasnego, Białego Nieba (tła herbu-godła).

[Gowinda (w sanskrycie:गोविन्‍द) – jedno z imion (tytułów) hinduskiego boga Kryszny (oraz Wisznu jako awatary). Imię składa się z dwóch słów: go – ma znaczenie krowy, kraj lub zmysły, a winda oznacza opiekun. Imię Gowinda można tłumaczyć jako: Opiekun krów (kraju, zmysłów). U nas w języku słowiańskim na bydło (od być albo nie być = byt-ło) mamy i słowo skot i słowo gowędo (od czego słowo gawiedź – bydło). Krowa, krow-krew. ]

Godło i Zwieńczenie łączy KAGAN/SZŁOM/KIELICH/KOSZ, srebrny odwrócony kielich, tworzący szołm-chełm, ze złotą klatką słońca-kuli-ognia-światła – to symbol Wojów i Wiedunów, Wiary i Wiedy Najgłębszej – tzw graal lub kagan (kogajon, koszająt, koszołm, koszał).

Dział Działów reprezentują tutaj dwa zwierzęta podstawowe z Zodiaku Pierwotnego Krzyża, czyli Zodiaku 4 Kirów – symbole KRESU (czyli Przemiany) – wiosny/lata i jesieni/zimy: Ptak = Łabędź/Orzeł/Bocian = zachód/północ = jesień/zima (odlot) i Byk/Krowa = wiosna/lato, wschód/południe (rozwój). Zwierzęta te (oraz kwiat, zielone wzgórza i złote promienie kaganu-słońca) symbolizują jednocześnie Wiarę Przyrody i Przyrodę w ogóle.

Godło jako całość reprezentuje Matkę Ziemię, Przyrodę [Ród(Roda, Ród Ludzki)+Przyrodę(Rodżanę, Siedlisko Ożywione)] i ukazuje Jedność – Światło Świata (w przemianach, działach i kirach)

© copyright by Czesław Białczyński

To jest kolejna „bajka” jaką mam do opowiedzenia wszystkim ludziom otwartym, nieskostniałym umysłowo, sięgającym w myśleniu o naszej słowiańskiej tradycji dalej niż do roku 966, albo do VI czy nawet IV wieku n.e..

godbog906

Długo nie wiedziałem w jaki sposób poruszyć tak ważny temat jak Bóg i Godło. Godło i Godność. Słowo, Prawo, Jawa, Nawa, God, Bog. Osobiście nie mam za dobrych skojarzeń z takim stawianiem sprawy. „Bóg – honor – ojczyzna!” – to hasło zbyt często powiewa na sztandarach zalanych krwią. Jednocześnie jest wymemłane, przeżute i zawłaszczone przez ludzi „obcej wiary”, którzy ją narzucili Słowianom przemocą i wykorzystują ich od wieków jako tarczę owej wiary, czyli mięso armatnie. Samą tę wiarę wypaczyli, skrzywili i oddali w służbę Systemu Pan-Niewolnik czyli w służbę POST-Rzymu. POST-Rzymu reprezentowanego to przez Niemcy i ich spadkobierców, teraz na przykład z USA, to znów przez imperialną Rosję (III Rzym).

Problemy wiary, boga i godności oraz ojczyzny-macierzy mają jednak wiele aspektów. Niektóre z tych aspektów są godne głębokiego rozważenia, ponieważ gdy je zanalizować ujawniają oszałamiające prawdy. Jest bowiem tak, że ofiara krwi nigdy nie jest bezcelowa, nawet jeśli bierze się z manipulacji czy jest nieświadoma. Ofiara krwi jest zawsze ofiarą najwyższą. Mówiąc o ofierze krwi, mamy na myśli ofiarę złożoną ze świadomego życia. Mówiąc świadome życie, mamy na myśli każde życie.

Ofiara z życia, złożona przez pojedynczego człowieka – Jezusa z Nazaretu, stała się podstawą mitu zapładniającego wiele umysłów na wiele pokoleń. Odmienną rzeczą jest „jak” i „do czego” ten mit został wykorzystany, a odmienną jego przesłanie. To przesłanie nie jest zresztą niczym wcześniej nieznanym. Bo ofiara z życia zawsze miała najwyższą wagę. Nie trzeba być wielkim filozofem aby to zrozumieć. Wystarczy poddać się emocjom, żeby to poczuć sercem. Każde pozbawienie życia istoty świadomej, nawet muchy, budzi w nas choćby drobny wstrząs. Wagę ofiary z życia widać dobrze w podaniach wszystkich mitologii, o wiele starszych od chrześcijaństwa. Jednakże ten chrześcijański mit, popychał ludzi nieświadomie od marzenia o sprawiedliwości w Niebie, sprawiedliwości po Śmierci, do marzenia, które wywołało rewolucję, marzenia o sprawiedliwości na Ziemi i za Życia. To nośność tego mitu uwiodła i omamiła rzesze ludzkie, które poddały się jego urokowi, podczas gdy inni sięgnęli po niego wyłącznie, by osiągnąć władzę nad tymi Rzeszami.

Długo myślałem od czego zacząć ten nadzwyczajny 2013 god (rok), rok/god Wielkiej Zmiany, god/rok naprawdę wielkich, wielkich, wielkich wydarzeń. Rok godny, odświętny, niezwykły, rok/god odmiany w Polsce, zmiany na Świecie, przemiany w Świadomości Ludzi. Będzie to czas Wielkiej Zmiany dla Słowian i Wiary Przyrody – Przyrodzoney Wiary i Wiedy Słowian, czas „przepoczwórzenia” dla wszystkich i wszystkiego.

Przez czas poprzedni zajmowaliśmy się tutaj przywracaniem pamięci. Pamięci owego KORZENIA DRZEWA i treści ZAPISU CZARY – Dzbana Zerywanów – Arki. Niektórzy mieli nam za złe, że przywracając Pamięć Słowian i Słowiańszczyzny przywracamy też Pamięć Wiary Słowiańskiej Przyrodzonej – Wiary i Wiedy PRZYRODY. Jednakże przywrócić korzenie to znaczy przywrócić pamięć SŁOWA, a słowo niesie PRAW-WDĘ, PRAW-WIEDĘ i PRAW WDY (wdy=wdały, udatny, udany, ale i za-wdy = zawsze istny), PRAW(D)Y PRZ(E/Y)KAZ. Prawo zaś i Prawda mówią automatycznie niejako o Starej Wiedzie o Wiedzy Praw – czyli Wierze Przyrody, Wierze Słowian.

Adam Mickiewicz prowadząc 150 lat temu w Paryżu swoje wykłady o romantyzmie, o mitologii Słowian, o języku polskim i o naszej rodzimości zwracał uwagę słuchaczy, że „Kto zgłębi podania słowiańskiego ludu ten dotknie istoty Boga”.

Spowszedniałe słowo MIT, które zabrzmiało w tytule tego artykułu, gdy mu się przyjrzymy uważnie i gdy je powtórzymy głośno kilka razy: mit, „mit”, MIT, mit’, mić = mieć, mić – nić, nabiera niesłychanej głębi!

Słowo MIT = Mieć, oraz MIT = Nić, prowadzi Nas  jak po nitce do kłębka do narodowego „Być albo Nie Być”, do hamletowskiego pytania-klucza, które jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Obawiam się, że skojarzenia te wywołują niejako cały szereg hamletowskich pytań w rodzaju:

Jak pogodzić „nowe” stare ze „starym” nowym? Czy takie pogodzenie w ogóle jest możliwe?! Czy to ma sens dla Polski i Polaków – godzenie tych dwóch rzeczy, tych dwóch wiar, tych dwóch rodzajów Polaków, polskich patriotów?

mitus

Słownik etymologiczny A. Brucknera – odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny – takie znaczenia podaje „polsko-berliński” profesor.

To prawdziwe szaleństwo,uwierzyć,

że jest możliwe zmienić świat przez popularyzację MITU i MITÓW. Zmienić choćby mały fragmencik świata, cząstkę mentalności zbiorowej, ułamek świadomości  narodowej poprzez SŁOWO. Zadanie to wydawało się niewykonalne, niemożliwe, nieprawdopodobne – jeszcze 5 lat temu kiedy zaczynaliśmy aktywność Internetową tego blogu, a jeszcze bardziej nierealne wydawało się to zadanie 20 lat temu,  w 1993 roku kiedy wydawaliśmy w Krainie Księżyca po raz pierwszy „Stworze i zdusze”. Wiara, że poprzez ten zmieniony okruch świadomości, niejako z tym przywróceniem nam Polakom „ułomka pamięci”,  z „odkopaniem” tego na wpół martwego KORZENIA, zagrzebanego przez niegodziwców i niegodziwość w pomroce dziejów, zostanie Nam Wszystkim przywrócona GODNOŚĆ – Godność Osobista i Godność Narodowa, a przede wszystkim Świadomość Samych Siebie, ta wiara niezachwiana dokonała jednak przełomu. Wiara uczyniła cuda!

Gdybyście mogli prześledzić gdzie, na jakich forach w Internecie, toczą się dzisiaj zażarte dyskusje o Słowianach i Słowiańszczyźnie, o naszej starej Wierze Przyrodzonej o naszych mitach i podaniach, o naszych najstarszych dziejach , O NASZYM POCHODZENIU I JĘZYKU, GDYBYŚCIE TO MOGLI PRZEŚLEDZIĆ, TO BYLIBYŚCIE JAK SĄDZĘ, PO PROSTU ZADZIWIENI.  Bylibyście też niesłychanie szczęśliwi. Te dyskusje i kłótnie, to drążenie prawdy, trwa po prostu wszędzie. Dzisiaj kwestie duchowości i przeszłości Słowiańskiej zajmują dosłownie wszystkich, a rozprawy toczą się na wszystkich możliwych poziomach intelektualnych. Ta fala toczy się od stron/blogów kulinarnych i ogrodowych, od stron/blogów o tatuażu i wzorach na jajkach wielkanocnych, od stron/blogów poświęconych koronkarstwu i wyplataniu koszy, przez strony/blogi o ziołolecznictwie, zdrowym życiu i odżywianiu, uprawie ekologicznej warzyw i owoców, o budowie domów i wzorach w drewnie, poprzez strony/blogi o wędkowaniu i rzemiośle rycerskim oraz odtwórstwie historycznym, po najtęższe fora genetyczne, medyczne, historyczne, archeologiczne, antropologiczne,czy językoznawcze.  Od forów poświęconych grom RPG i fantastyce, poprzez kółka dyskusyjne licealistów, lokalne fora regionalne i samorządowe, po fora tęgich profesorskich głów związane z wąskimi specjalizacjami uniwersyteckimi, takimi jak choćby religioznawstwo.

Pamiętam, że ktoś się kiedyś obruszył, iż publikujemy TUTAJ muzykę Lao Che czy Bas Tajpana, a tymczasem DZISIAJ słowiańskość zalała już nie tylko reggae,  czy muzykę eksperymentalną, sięga po rap i hip-hop. A słowiańskość moi drodzy równa się polskość. Tak. Słowiańskość/polskość rozlała się na wszystkie dziedziny sztuki i kultury w naszym kraju, ale też szeroko poza ramy kulturalne, na wszystkie obszary życia społecznego i szeroko poza nasz kraj.

Czy to do nas rzeczywiście należycie mocno dotarło

w 2012 roku?

NA WSZYSTKIE OBSZARY ŻYCIA SPOŁECZNEGO

w POLSCE i szeroko poza nią!!!

Naród przebudził się (oczywiście nie tylko) dzięki naszej aktywności – aktywności nas wszystkich, którzy tutaj jesteśmy obecni i którzy przekładamy potem tę obecność tutaj na aktywne obecności gdzie indziej, na współtworzone czy własne portale, fora, blogi, czy w życie codzienne. Naród przebudził się ponieważ drzemała w nim potrzeba Przebudzenia. Nie ze szczególnej miłości i uwagi cytują nas dzisiaj, powielają i linkują masowe media internetowe jak Nowy Ekran, Wiadomości 24, Wpolityce.pl, Nasza Telewizja, Monitor Polski, Wykop.pl, Eioba.pl, WolneMedia,Liveinternet.ru, Facebook, Goldenline, czy bardziej specjalistyczne jak Rodzima Wiara, Polishforums, Anastazja.org, beskidmaly.pl, albo nwonews i inne liczne strony WWW, lecz dlatego, że potrzeba przebudzenia jest powszechna!

Tylko ta jedna słowiano-rodzimowiercza strona WWW – ten blog – miała w roku 2012 jeden milion dwieście tysięcy (1.200.000) widzów! To oznacza, że każdego dnia wchodziło tutaj 3.500 osób. Spośród tych osób 65 – 70%, a więc około 2.000 każdego dnia, czytało któryś z 600 zamieszczonych tutaj artykułów. Czytało, a nie tylko kopiowało hasła na swoje potrzeby!

Czytelników przybywa z godziny na godzinę. Wczoraj było u nas 5.000 osób z czego czytających 3.700! Sądzę, że w styczniu przekroczymy próg 150.000 odbiorców.

To jest Przebudzenie.Przebudzenie narodu.

W roku 2011 i 2012 obserwowaliśmy niebywałe akty owego przebudzenia demonstrowane na tysiące sposobów i manifestowane w niezwykłych okolicznościach. To przebudzenie było manifestowane powszechnie w tak różnych środowiskach jak skrajnie katolickie związane z PIS i TV Trwam, jak środowisko patriotyczno-narodowe, jak środowisko kibiców piłkarskich, których powszechnie uważano  za bezideowych zadymiarzy i chuliganów, a którzy oprawami meczowymi sprawili władzy nie lada problem, a nawet sprawili, że mieliśmy w Polsce pierwszych więźniów  politycznych i pierwsze przypominające żywcem nawet nie PRL, a ZSRR i Chiny, prewencyjne aresztowania masowe przed Euro 2012.

Przebudzenie zademonstrowali solidarnie prawie wszyscy użytkownicy internetu organizując masowe protesty w sprawie ACTA. Przebudzenie demonstrowali rodzice nie godzący się na zamykanie szkół, aptekarze i lekarze, dyrektorzy szpitali, pielęgniarki, nauczyciele, górnicy, kolejarze, oszukani przez obietnice rządowe Szczecinianie, zbankrutowani na autostradach właściciele małych firm, oszukani przez cwane biura i naciągaczy giełdowych i „pseudobankierów-gangsterów” zwykli ciułacze,  i znów rodzice w sprawie usunięcia lekcji historii.

Przebudzenie świadomości zademonstrowali choćby dwaj podpici szaleńcy, którzy wpadli na płytę Basenu Narodowego popływać sobie przed odwołanym meczem z Anglią. Aktywność zademonstrowały środowiska młodych i starych (np. w sprawie przedłużenia wieku emerytalnego i ustanowienia obowiązku składkowego w bezprecedensowej na świecie długości 40 lat obowiązkowego składkowania!!! – to prawdziwe niewolnictwo, najczystszy feudalizm państwowy!), lewicowe i prawicowe, gospodarcze i ezoteryczne.  Skala tego przebudzenia była dla Panów, dla posiadaczy polskich Niewolników naprawdę przerażająca.

Jak odpowiedzieli? Czy podjęli dialog czy też okazali się do dialogu niezdolni?! Próbowali wyjść społeczeństwu naprzeciw, czy też okopali się w twierdzy, za murem wyobcowania?! Czy buta i oderwanie od codzienności pchnęły ich na drogę forsowania siłowego tego o czym oni zdają się być przekonani stanąwszy ponad narodem?! Narodem, który ONI mają za bandę  oszołomów, a który zademonstrował IM niekłamaną wiarę w swoją podmiotowość i równoprawność własnej świadomej wizji państwa, wiarę w służebność państwa wobec społeczeństwa?! Czy podjęli rozmowę, czy zareagowali pozytywnie na jakąkolwiek sugestię?!

Tak? Wycofali się z ACTa?! Ale czy na pewno?! Od razu rozpoczęli prace i przygotowania do zakneblowania Internetu inną drogą. Teraz, po wymierzonej w wolność społeczną prowokacji z tonami trotylu czy plastiku, składowanymi na akademii rolniczej w Krakowie,  opowiadają o instrukcjach terrorystycznych, jakie się tą droga w Polsce propaguje i o mowie „nienawiści”. Kładzenie tamy mowie nienawiści poprzez CENZURĘ, jest w wykonaniu tych ludzi przemawiających oczywiście esencjonalną mową „miłości”,zabiegiem tak jaskrawo cynicznym, że wzbudza wręcz odruch wymiotny. Ustawę w tej sprawie przygotowuje nam  donosiciel Bezpieki PRL!

Nie widziałem w 2012 roku dialogu Władzy ze Społeczeństwem na żadnej płaszczyźnie. Widziałem cynizm i butę i samozadowolenie rządzących. Widziałem nieustanne potrząsanie szabelką, a raczej pojemnikiem z gazem łzawiącym. Widziałem pogardę dla opozycji, cyniczne przypisywanie wszystkim innym głupoty, ograniczenia umysłowego, niezrównoważenia psychicznego i słyszałem ton wyższości! Słyszałem Jedyną SŁUSZNOŚĆ, której organicznie nienawidzę. Ktoś tę Słuszność słusznie nazwał zresztą NASZOŚCIĄ. Taką samą Naszość mamy na Białorusi, na Ukrainie, w Rosji i w Kazachstanie. Naszość w systemie Pan – Niewolnik powstaje wtedy kiedy Właściciele Niewolników nie mają już żadnych logicznych argumentów na rzecz zachowania status quo i jedynym ich argumentem staje się bat – psychologiczny lub fizyczny, czyli gwałt na Narodzie!

Czy Być albo Nie być – to jest pytanie do Polaków na rok 2013?!

Myślę, że wszyscy, którzy czytają ze zrozumieniem te SŁOWA mają obowiązek w roku 2013 aktywnie chwycić za broń.

Nie za broń, która rozleje krew na nasze chorągwie, na nasze święte stanice, na nasze symbole słowiańskie, nie za broń palną, lecz za każdą dostępną broń  służącą aby upowszechniać owo SŁOWO, ów MIT, owo GODŁO i przywracać nadal GODNOŚĆ jak najszerszym rzeszom Polaków. Wywalczyć Godność dla wszystkich to przede wszystkim przyjąć Godną postawę osobistą i zająć GODNE Miejsce dla Siebie Samego, dla swoich Najbliższych, dla Zadrugi, Rodziny, dla Plemienia, dla Grupy, dla Podmiotu Lokalnego, dla miejscowej Społeczności. Przywracając godność samym sobie przywracamy ją także automatycznie całemu Polskiemu Narodowi. Przywracając godność małym grupom przywracamy ją sobie jako całości.

Odrzucając fałsz i manipulację, budując Pamięć o Korzeniach budujemy nową narodową dumę. Z nią, z dumą  nastaje zaś wolność! Bo wolność jest dzieckiem DUMY i poczucia Bycia Sobą oraz u Siebie.

Do tej pory przywracając TUTAJ, na naszych łamach, godność i korzenie, przypominając dawne mity i podania Wiary, opisując postacie bogów Starej Wiary Słowian, wskazywaliśmy przede wszystkim na przyczyny stanu w jakim się znajdujemy, stanu mentalnego, stanu świadomości czy też nieświadomości, stanu wiedzy bądź niewiedzy. Często jednak te analizy stanu Zbiorowej Świadomości objawiały nam jednocześnie winnych. Winni okazywali się nieodmiennie Rządzący nami od ponad 20 lat ludzie. Są oni przede wszystkim, poprzez działania jakie podjęli i jakich nie podjęli, winni stanu materialno-gospodarczego Polski, stanu publicznego państwa w jakim żyjemy, stanu jego posiadania w każdym wymiarze: granic, demografii, finansów, wewnętrznej organizacji i dezorganizacji, jego mocy i niemocy. U podstaw stanu naszego Państwa leży bowiem STAN PODSTAWOWY, stan umysłowy tak zwanych elit rządzących. To tam, w umysłach elity kształtującej programy na przyszłość jest wpierw potrzebna WIZJA CELU, potem zaś wizja drogi do celu. Ta wizja lub jej brak to paradygmat STANU PODSTAWOWEGO, czyli coś co leży u podstawy naszej Doli i Niedoli, bieżących sukcesów i kłopotów. Myślę, że 25 lat które miną w roku 2014 jest wystarczającym CZASEM jaki społeczeństwo dało III RP na spełnienie swoich marzeń o Sprawiedliwości na Ziemi, za Życia. Myślę, że rok 2013 musi być naszym rozliczeniem się z tą EPOKĄ BEZŁADU przez którą szliśmy pod dyktando LUDZI BEZ CELU.

Skupialiśmy się też przez pięć lat TUTAJ na przywracaniu prawdziwego braterstwa między Polską i Rosją, na wzajemnym zrozumieniu siebie przez Polaków i Rosjan, na wzajemnym ponownym otwarciu państwa na państwo, ludzi na ludzi , na oczyszczeniu się nawzajem i otwarciu – na zasadach RÓWNOŚCI dającej RÓWNOWAGĘ i Moc.

Skupialiśmy się także na wskazywaniu jasno przewin naszych przeciwników i sąsiadów, po to by sobie je uzmysłowić i nigdy nie dopuścić do powtórzenia tego CO BYŁO. Mówiliśmy dużo o propagandzie, germanizacji, nazizmie i faszyzmie, o komunizmie i niewoli, o „komunizmie” i „komunistach”, o tak zwanej demokracji socjalistycznej i manipulacji językiem, o propagandzie i totalitaryzmie sowieckim, także o chrześcijaństwie i jego przewinach.

To dziwne o tyle, że przecież pisaliśmy tutaj w artykułach wyłącznie o mitach, mitologii, o dawnych dziejach, o historii, o języku, Słowianach i Przyrodzie! A to wywoływało mowę na inne tematy i sążniste wpisy i dyskusje. Jak to się stało? Jak do tego doszło, że pisaliśmy o mitologii i pradziejach Słowian a nieustannie docieraliśmy do tematu i mówiliśmy o współczesności, o stanie bieżącym Polski?! Ano właśnie? Warto się przez chwilę zastanowić i nad tym, dlaczego ta tematyka wzbudza tak gorącą polemikę, takie zażarte dyskusje, takie wielkie emocje, właśnie teraz, DZISIAJ. Dlaczego te zdawałoby się nieważne, bo ginące w starożytności kwestie, są takie współcześnie PALĄCE i dla każdego emocjonalnie ważne?!

Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, każdy musi znaleźć osobistą odpowiedź na nie, znaleźć ją głęboko w SOBIE.

Po kilkudziesięciu latach działania w celu odtworzenia prawdziwej wiedzy o Słowianach i Słowiańszczyźnie, wiedzy o ich mitologii, bogach i Wierze Rodzimej dawnej, oraz działania na rzecz  odrodzenia tejże wiary współcześnie chcę powiedzieć, że dokonaliśmy wspólnie, my wszyscy którzy tutaj bywamy, a potem rozchodzimy się wychodząc stąd do naszych codziennych „szarych” zajęć, niebywałego dzieła – Dokonaliśmy owej WIELKIEJ ZMIANY!!!

Dzisiaj Polacy z powodu owego szczególnego MOMENTUM DZIEJOWEGO (Wielkiej Zmiany i Końca Epoki), ale i za przyczyną naszej działalności wytężonej, poczuli wreszcie swoją wartość i odbudowali w sobie godność.

O dziwo jest to poczucie masowe, a jego masowość niesie nam inną ZMIANĘ, zmianę położenia narodu polskiego w swoim państwie oraz pośród innych narodów Ziemi. Ten proces przywracania nam miejsca i rangi u Siebie w domu oraz na Świecie jest nie do powstrzymania. Oto stajemy się po 1000 lat Niewoli Mentalnej i po 200 latach NIEWOLI FIZYCZNEJ (prawdziwego ucisku KOLONIALNEGO) PODMIOTEM, a więc zbiorową OSOBĄ! Znów jesteśmy SOBĄ. Odrodziliśmy wiedzę o Sobie, o Korzeniach, z których wyrasta nasza Mowa, Słowo, Wiara, Wieda, Wartości. Odrodziliśmy wiedzę i zrozumienie własnych gestów, zachowań,czynów, sympatii i antypatii, namiętności i miłości, zrozumienie przywiązania do symboli, emocji często dotychczas niezrozumiałych, a przez to wstydliwych, odrodziliśmy jakże często wyszydzane poczucie przywiązania do macierzy i ojczyzny.

Orzel_Bialy_Godlo_Polski-koszulka

Gott mit Uns – Nasze Godło

Nie bez powodu właśnie te słowa znalazły się w nagłówku Wstępniaka w 2013-tym, w roku Wielkiej Zmiany. Nie samo słowo „mit”, nie samo „god”, ani „uns”, lecz „Gott mit Uns”.

W tym roku uczynimy próbę „pojednania” i „przebaczenia” naszym Zachodnim Sąsiadom. Przebaczenie nie oznacza wcale zbratania się, do tego bardzo daleka droga. Tak samo daleka, a może znacznie dalsza, jak droga do równoprawności i braterstwa w stosunkach Polska – Rosja oraz Polacy -Rosjanie. Gdy idzie o stosunki polsko-rosyjskie sprawa jest o tyle prostsza, że stosunki międzyludzkie, czyli relacje Polacy – Rosjanie, są mniej więcej „normalne”. Nie ma tu wielkich animozji. Wydaje się, że Polacy i Rosjanie nieźle się rozumieją, i nieźle się ze sobą nawzajem czują. Z Niemcami na obu płaszczyznach wciąż jest nam o porozumienie bardzo trudno. Z ideą jest jednak jak z tsunami: pierwszy wstrząs jest niewidoczny, potem rzecz się rozgrywa w cichym ukryciu, a spektakularny efekt widać „za jakiś czas” i w „innym miejscu”. Więc na zbratanie z Niemcami długo jeszcze nie liczcie, ale początek zostanie zrobiony właśnie dzisiaj, w tym artykule.

W tym roku spróbujemy za to zbratać się WEWNĘTRZNIE, zbratać się Sami ZE Sobą, ZBRATAĆ SIĘ NARODOWO, czyli  p o r o z u m i e ć  się SAMI ze Sobą. Na to jest już najwyższy czas i to jest możliwe, a nawet jest to niezbędne.

Zacznijmy jednak od sąsiada, naszego niegdysiejszego ciemiężyciela, który – bez złudzeń – nie zaniechał (i być może nie zaniecha jeszcze długo) prób zdominowania Nas, zawłaszczenia Naszego Domu, zrabowania dorobku Naszej Ojczyzny, wykorzenienia nas z Naszej Macierzy. Pojednanie  i przebaczenie nie odbywa się ani między premierami i prezydentami, ani między parlamentarzystami , ani między biznesmenami ani miedzy biskupami. To że biskupi z biskupami „przebaczyli sobie w 1966 nie spowodowało wcale niczego fajnego we wzajemnych relacjach przeciętnych Polaków i Niemców.  To że drużyna Niemiec w piłce nożnej łupi drużynę Polską przy pomocy „przekupionych” Polaków którzy dla nich strzelają bramki też wcale Polaków do nich nie przekonuje. To że wspólnie z Rosją biorą Polskę w Żelazną Obręcz rurociągiem też nie buduje naszego zaufania. Być może moglibyśmy się poczuć zagrożeni w naszym prawie bycia tutaj gdzie jesteśmy, w tej żelaznej obrączce.

Jednak dzisiaj już wiemy, że nasza MACIERZ (DOMENA i EKUMENA)  rozciąga się od Atlantyku do Pacyfiku i biegnie przez całą Północ i Centrum Europy i Azji (Białego Lądu i Mazji), przez cały pradawny, starożytny Kaganat SIS, sięgając korzeniami Cywilizacji Atlantydy. Wiemy, że jest odwieczna, że ma co najmniej tyle lat ile człowieczeństwo, mniej więcej od 40. do 25.000 lat wstecz. Wiemy też więcej o Rosjanach,naszych potomkach lechickich na Północnym Wschodzie i o samych Niemcach, którzy są w 39% naszymi (R1a+ I1 + I2) potomkami na Zachodzie.

Co lepsze powoli także świat zbliża się do konstatacji prawdy, gdzie leży owa tajemnicza Atlantyda, która dała podwaliny pod cywilizację sumeryjską i pod późniejsze systemy religijne i filozoficzne starożytnego świata. Leży oczywiście na północy Eurazji w obszarze europejskich borów i gór, nad Dunajem i na całej szerokości tzw Wielkiego Stepu.

Świat zbliża się do przyjęcia tego punktu widzenia, że Cywilizacja Poprzednia, którą umownie nazywa się Atlantydą, uległa samozagładzie lub zagładzie w wojnie, albo zagładzie na skutek kataklizmu. Być może to ona sama jest sprawczynią upadku Człowieka i Ciemnych Wieków. Ona to być może nie sprostała i nie oparła się tym, którzy do upadku ją przywiedli. Ale to ona właśnie zrobiła także wszystko co możliwe, aby wiedzę o przeszłości przenieść do teraźniejszości, zaszczepić ją ludziom, odtworzyć przeszłość, rzucić na nią Światło i OTWORZYĆ Światłą Novą Przyszłość przed Nami.

Przebaczyć naprawdę i pojednać się z Kimś

to znaczy Być Pewnym, że z jego strony nic nam nie zagraża, że nie narazimy się okazując zaufanie na atak (jawny bądź skryty). Jak okazać zaufanie skoro byliśmy narażeni na atak prowadzący do fizycznej eliminacji (ze strony Hitlera i Stalina, a wcześniej na atak terytorialny i gospodarczy kolonializm tej samej koalicji  przez 150 lat Rozbiorów). Niemcy zaserwowały nam także długofalowy atak na naszą Toż-SAMOŚĆ, czyli bycie Tymże Samym, Bycie SAMOŚCIĄ, SAMYM w SOBIE, OSOBĄ , OSOBNOŚCIĄ, Bycie Sobą. Bycie Sobą to jedyny CEL, poza obroną życia, godny obrony za wszelką cenę. Przeżywamy tego rodzaju atak ze strony Post-Rzymu nieustannie od 1000 lat.

Być SOBĄ to znaczy być Osobą,  być Bytem Zrodzonym lub Urodzonym, być członkiem Rodziny i Rodu (być częścią Siedliska – Przyrody). A być Zbiorową Osobą, to znaczy być NARODEM, posiadać nad-rodową tożsamość.

Jak pana godność? – pytano dawniej kogoś kogo świeżo poznawano. Bo GODNOŚĆ to Miano, Imię. Mieć Imię znaczyło zaś kiedyś Mieć MIT – Świadomość Przeszłości i Korzeni, MIEĆ MIANO – być podmiotem, MIEĆ DOBRE MIANO (IMIĘ) – Godność, Czci-Godność. Godność – imię, miano, cześć. Gody – święta, lata. God – rok. TY-Godnie – czyli „tenże godzień”, też właśnie „godnie”, „ten” właśnie a nie „inny” czas, czas między dwoma świętami-godami. Świętami, czyli dniami, w których bóg (Światło Świata – Swąt – Świętowit, Światłoświat, Świętowid, Świętuwit) po zakończeniu pracy stwarzania Świata Odpoczywał, godził go – ładził go, dostrajał i przystrajał, uk-ładał, udo-godniał.

godbog9069+0+6 = 15 = 6 = Życie i Sześciopłatkowe Koło – Kwiat Życia.

Te słowa „Gott mit Uns”, które dla niejednego z nas są jak zgrzyt, zwłaszcza zestawione w jedno ze słowami „Nasze Godło”, są jednocześnie Dowodem w Sprawie, dowodem procesowym w dosłownym tego słowa znaczeniu, dowodem na nasz rodowód, na naszą tożsamość, na naszą godność, na naszą niezbywalną i niezniszczalną w istocie niepodległość. God-Deło – Dzieło Boga, Dzieło Bogów Rozwoju – Godów, czyli inaczej Bogów Kiru (Stron, Czasu i Zmiany).

Jestem przekonany, że naród który ma tak wielki wpływ na swego teoretycznie zapiekłego wroga, pokonał już tego wroga. Bowiem Naród, który wprowadził na sztandary wroga swoje hasło i to zapisane w swoim własnym języku narodowym i uczynił to bez przemocy, już zwyciężył.

Chcę wam ogłosić teraz na początku roku/godu 2013, Roku/Godu Nowości, Roku OD-Novy, Roku-Godu Wielkiej Zmiany bardzo, bardzo, bardzo Dobrą Nowinę.

Jak pamiętacie zapewne z ostatnich  artykułów publikowanych przeze mnie w 2012 roku ( z 12 12 2012 i z 20 12 2012) udokumentowaliśmy tam i opisaliśmy dając wiele dowodów wprost oraz dowodów pośrednich, zjawisko samorozwiązania się kościoła katolickiego poprzez między innymi encyklikę  „Fides et ratio”. Ustami swymi Jan Paweł II, który ogłosił równoprawność ROZUMU na drodze do poznania Prawdy i Boga, unieważnił  „logicznie” obalone już od dawna przez Rozum Pismo Święte. Udokumentowaliśmy, że  razem z katolicyzmem tracą rację (RATIO) bytu także inne systemy oparte na Księdze i pośrednictwie pomiędzy człowiekiem a Bogiem, takie jak  chrześcijaństwo, judaizm czy islam.

Oczywiście RELIGIE te istnieją i będą istnieć! Będą istnieć zapewne jeszcze dosyć długi czas. Każde działanie bowiem, jak fala  w wodach oceanu ma swoją dynamikę i inercję. Fala, która dokonała TEGO  przewrotu „wód u dna” i spowodowała narodzenie Nowego, już przetoczyła się przez Świat. Ale zanim całe „wody” owego morza się obrócą i Zmiana wypłynie na „powierzchnię”, musi minąć jakiś czas. Będą zatem te religie obecne dotąd dokąd ktokolwiek (jakakolwiek OSOBA, Tożsamość, Świadomość Indywidualna), ktokolwiek, będzie je wyznawał. Nikogo siłą – tak jak to dawniej bywało –  nie będziemy przekonywać, żeby zmienił zdanie i przestał oddawać się przeszłości, a zwrócił się ku Przyszłości, ku Nieskończonej Świadomości, ku naukowemu światopoglądowi, ku Wiedzie i ku Osobistemu Kontaktowi z Bogiem w Sobie i Bogiem Nieskończonym.

Zatem Kościoły owe będą istniały dla tych, którzy „wierzą”, lecz dla nas, dla WOLNYCH LUDZI, Ludzi którzy odzyskali Miano, Imię, Tożsamość, Ludzi Wiedy i Wiary Przyrody one już istnieć przestały. CZY TO NIE WSPANIAŁE  (a jakże dla całego Świata zaskakujące), że w 1980 roku pokonaliśmy satrapię ZSRR, czyli spadkobierców POST-Rzymu uosobionego przez imperializm stalinowski nazywany komunizmem?! Czyż to nie wspaniałe, że w roku 1998 roku pokonaliśmy Watykan ogłaszając naszemu 1000 letniemu ciemiężycielowi ustami papieża-Polaka, Jana Pawła II, w encyklice „Fides et Ratio”, że chrześcijaństwo jest przeżytkiem, ponieważ jego dogmaty oparte o Wiarę w Księgi Święte nie wytrzymują krytyki ROZUMU?! Pokonanie Watykanu to także pokonanie niemieckiego Post-Rzymu, Niemiec ich 1000 letniej Misji Wschodniej.

To były pierwsze Dobre Nowiny w niedalekiej przeszłości, to były zwiastuny ale i pierwsze efekty nadciągającej Wielkiej Zmiany, Jasności WIDZENIA jaką zyskiwaliśmy pod koniec Kalijugi z każdym kolejnym etapem budowy Wielkiej Krystalicznej Sieci Informatycznej pomiędzy Ludźmi na Ziemi. Teraz czas na kolejne dobre, lecz nie ostatnie, Nowiny:

Gott_mit_uns_1WK

Niemcy zostały ostatecznie i nieodwracalnie pokonane przez Polskę!

Tak twierdzę. Nie tylko ich Misja wschodnia i krucjata, czyli napór fizyczny i ideologiczny został unicestwiony, skończyła się także i to nieodwracalnie ich dominacja mentalno-kulturalna oparta na ideologicznej podstawie chrześcijaństwa i wypływającej z chrześcijaństwa fizycznej i psychicznej przemocy. Kilka osób postuka się pewnie teraz w głowę, a kilkanaście bardzo przestraszy.

– Białczyński zwariował, co już od dawna mówiliśmy!!! – powiedzą jedni.

– No nie, do tej pory było z nim jako tako, ale teraz mu odbiło! – powiedzą inni.

Jeszcze inni napiszą o mnie po raz kolejny: „Nie bierzcie go poważnie. To wariat, taki Stach z Warty tylko, że nam współczesny”. Tak pisywali o mnie kiedyś „przemądrzali i bezczelni” historycy.org, dzisiaj pewnie byłoby im wstyd, przynajmniej mam taką nadzieję, że przez ostatnich 10 lat trochę zmądrzeli. Ale i dzisiaj tak o mnie pisują Kochane Lemingi i Szanowne Yetisyny, na przykład  miłośnicy Krakowa na stronach fotograficznych poświęconych pięknu tego miasta! Dziękuję wam kochani czytelnicy ze SkyscraperCity.com. Nie zasłużyłem jeszcze na tak wielki komplement. Stach z Warty! – No, no, musiałbym długo jeszcze pracować żeby mu dorównać, ale dzięki.

I jedna i druga reakcja jest usprawiedliwiona. Postukać się trzeba żeby dobitniej zrozumieć, lęk zaś mobilizuje. Jest to pozytywna oznaka gotowości organizmu do walki. Walka oczywiście jeszcze przed nami. Walka zapewne nieprosta i zaciekła, walka o uznanie tej prawdy, w Sobie i na zewnątrz, w świecie.

Spróbujmy zrozumieć jasno te słowa:

Gott mit Uns

Owo gott brzmi po prostu god. God znaczy bóg, czyli god ist bog. Ist = jest – nawet nie trzeba tłumaczyć, prawda? God, bog, ist – jest to kilka naszych starych słów!  Przy czym słowo bog u Niemców obrócono w god (gott). Jak już kiedyś zauważyliśmy słowo to zostało odbite w lustrze, a ostatnią/pierwszą literę odbitą przekręcono dodatkowo wzdłuż pionowej osi symetrii. Takie lustrzane odbicie i obrót  to znana nam z opisów w poprzednich artykułach figura ezoteryczna (choćby z OIO – Otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie), tajemna zasada kodowania i przekazu Wiedy,  tajemna zasada Świętego Tanu – Tańca Żurawia, który jest tańcem Śmierci i Odrodzenia z Zaświatów, Tanem  Powtórnych Narodzin. W wymowie słowa „bog” została także przekręcona jedna głoska, ale nie ta ostatnia tylko pierwsza. Ta „sprzedaż”, czy jak to mówią językoznawcy „pożyczka językowa”, jest wyjątkowo zabawna, po prostu bardzo inteligentna i dowcipna. Jak zauważyliście obejmuje ona cały tak zwany świat nordycko-anglosaski. Nie wiem co oni zrobią, kiedy dotrze do nich w pełni wymowa tego faktu, ale coś będą musieli w swojej mentalności głęboko przewartościować, „odwrócić” i „przekręcić”, to jest dla mnie pewne. Mam na myśli oczywiście Anglosasów Myślących, a nie tę „papę” na poziomie Lemingów.zakaz

Tabu czyli dlaczego oni a nie my?

Zwykle to nam Polakom, Słowianom wmawiano żeśmy wszystko od innych zapożyczyli i że to oni nas wszystkiego nauczyli. Teraz zrobimy odwrotnie wmówimy coś IM – Anglosasom (Germanom i Romanom), zwłaszcza że mamy wszechstronne do tego podstawy. Oto w latach 2010- 2012 zostało bowiem złamane TABU, nienaruszalne twierdzenie o „starszeństwie Rasy Panów w Europie” i związanym z nim, Prawie Rasy Panów do spuścizny Cesarstwa Panów, czyli Cesarstwa Rzymskiego. To tabu zabraniało europejskiej nauce XIX i XX wieku mówić, iż Rasa Niewolników Sclave może być od nich starsza oraz że czegokolwiek mogliby się od tej rasy nauczyć. Tymczasem genetyka rozwiązała problem tajemniczej nieobecności Słowian na ARENIE DZIEJÓW i wskazała  jednoznacznie starszeństwo R1a1 w Europie. Wskazała, że ktoś inny a mianowicie ludność o haplogrupie Y-DNA I jest gospodarzem Europy zamieszkującym tutaj od Atlantyku po Morze Śródziemne i Czarne od 25.000 lat. Wykazała jednoznacznie, że to Pra (Proto) Słowianie czyli Scyci (hg Y-DNA R1a1) weszli do Europy w okolicach 10.000 p.n.e. zamieszkali tutaj i zmieszali się z ludnością Staroeuropejską hg Y-DNA I1 i I2. Wykazała, że przynieśli ze sobą rolnictwo, koło, hodowlę konia i krów, piwo i konopie, warzenie sera i mak oraz umiejętność wypieku chleba i najstarsze pismo ryte na kamieniach (Vinca). Genetyka wykazała jednoznacznie i  niepodważalnie że Zachodnio-Europejscy Ariowie (hg Y-DNA R1b1) weszli do Europy w głównej masie stosunkowo późno, przepełzając przez północna Afrykę, gdyż najwyraźniej „lepsza” droga była już zajęta i zagospodarowana przez konglomerat R1a+I1 oraz R1a + I2. Tylko części z nich, z tej sławetnej Rasy Panów udało się przemknąć chyżo przez Małą Azję i Bałkany oraz wzdłuż Dunaju na Zimie Nadatlantyckie – dzisiejszej Francji, Belgii, Holandii i Brytanii.  Okazało się też że trzon Rasy Aryjskiej – Blondynów Niebieskookich, którzy rościli sobie odwieczne prawo do zarządzania całym Światem, którzy współtworzą Niemiecką Rasę Panów to po prostu zakamuflowani Słowianie (R1a1). Wreszcie żeby już zupełnie dokończyć demolkę jaka nastąpiła w wymiarze mentalnym i kulturalnym pośród Rasy Panów stwierdzono, że Rasa Panów nie istnieje ponieważ jest mieszaniną Staroeuropejczyków, Celtów i Słowian.  Ale i to nie był jeszcze ostatni cios w koncepcję rasy panów. Ostatnim było stwierdzenie, że ich język jest kreolskim konglomeratem mowy Słowian, Celtów i tychże kompletnie niearyjskich, a więc zupełnie „niepańskich”, Staroeuropejczyków – w dużym stopniu dzieci uważanego za „podczłowieka” Człowieka z Cromagnon. Zatem nie dziwmy się pożyczkom w ich języku germańskim ze staroaryjskich języków prasłowiańskich (scytyjskich) pewnych słów i pojęć, np. dotyczących boga, oraz nie dziwmy się pewnym „przekręceniom” tychże pojęć. U nich pojęcia i słowa uległy bowiem „przemiałowi”, pomieszały się te ich własne, ze Słowiańskimi i ze Staroeuropejskimi i nieco „powykręcały”. Oto podstawa, na której tutaj dzisiaj łamiemy propagandowe TABU narzucone przez Aglosasów i Niemców  i Franków światu w XIX i XX wieku.

Słowo bog, baga, bagha – jest znane nie tylko Słowianom, Irańczykom czy Hindusom, lecz także Chińczykom, Koreańczykom, Japończykom i Tajom. Jak widać większość Starego Świata używa tego słowa bog, bagha jako synonimu bogactwa i pełni. Już to wystarczyłoby, aby ów stan uznać jako ogólniejszą prawidłowość, a nie tylko „wewnętrzną”,  związaną z jednym etnosem. Mamy tu na myśli powiązanie pojęcia „bogactwa” i „pełni” z pojęciem „boga”. Oczywiście znane są także inne powiązania i źródłosłowy, jak choćby dew, diews – i ten nie jest obcy Słowianom, a także Hindusom, Irańczykom i Grekom czy Rzymianom – deus. Co ciekawe Celtowie przyswoili sobie słowo semickie essus, jesse. I to słowo znane jest Słowianom jako określenie boga.  Oczywiście oni mogą, jak to „Nordyko-Anglosasi”,  jeździć „na odwrót” według zasad ruchu lewostronnego, ale dla „zasad przyrodzonych” uznawanych przez większość ludzkości nie ma znaczenia, że członkowie jednego z etnosów mają w sobie coś co im każe „odbijać i skręcać” w nazwach, albo „odbijać” w ogóle prawoskręt w lewoskręt w fizycznym działaniu. Potwierdza tę ich „przypadłość” przyjęta tam ongi powszechnie w transporcie lądowym zasada lewostronnego ruchu ulicznego. Czy to nie charakterystyczne?! Mało kto pamięta, że takie zasady jazdy po ulicach obowiązywały także jeszcze w XX wieku w Skandynawii. Coś w tym być musi, iż Germanie „odwracają” ogólnie przez ludzi przyjęty ruch prawoskrętny. Dla naszych dalszych rozważań będzie to miało jedynie drugorzedne znaczenie. Dla nich może mieć znaczenie zasadnicze.

Jak wykazaliśmy w jednym z artykułów poprzednich indo-irano-słowiańskie słowo baga – określa to samo pojęcie filozoficzne leżące u podstaw filozofii Przyrody także dla całego świata  języka chińskiego, koreańskiego i japońskiego. Jest to zatem wspólne i spójne pojęcie związane z bogactwem i „dawaniem bogactwa”, dawaniem „pełni” Człowiekowi. Jeśli uznajemy paradygmat Świadomości nad/pod Materią to w większości mamy zapewne „dobry” odbiór – good.   Good – dobry. Także i oni Germanie mają dobry odbiór mimo tego „przekręcania”. Wygląda to zatem tak, jakby w językach germańskich pojęcie boga wywiedziono z postaci Kirów-Godów, władców Pór Roku i Stron Świata. Tak, ci (Kirowie, Godowie – Bogowie Godu – Roku) w istocie są good, gut, i przez Prasłowian nazywani byli Godami – Dawcami Godwęda – bydła czyli Postawy BYTU Władcami Hodowli i Uprawy , bogami Roli czyli Kiru. Oni, Godowie, po prostu są „dobrzy” z „natury”, bo pory roku i doby oraz „zasady rozwoju” i „obumierania” w Przyrodzie oraz kierunki świata –  strony Świata – nie mają żadnych konotacji sprawczo-dawczych,  zawsze są „dobre”.

Jeśli zatem pojęcie to, god,  wśród Germanów nie jest pokręconym „przeszczepem” językowym „sprzedanym” w mowie mówionej przez Słowian i zapisanym „zapożyczonymi” znakami, czy też „przyswojonymi” znakami-runami, to odnosi się do innego poziomu RzeczyIstności. Koncepcja boga jako wyłącznie „dawcy dobra” tzw. Dobry Bóg – to wynalazek zoroastryzmu (pochodzenia scytyjskiego) i chrześcijaństwa (które przejęło je z zoroastryzmu), wynalazek Irańczyków i Semitów. Nie posądzamy Anglosasów o to aby wcześniej nie znali pojęcia „boga” jako „dawcy”, jako „istu”, tzn. Istoty Świata – Światła Świata. Przypuszczamy nawet, że to od Celtów pochodzi semickie pojęcie boga Jesse. Pojęcie zaś god, dobry – gut, gott, wynika być może z powiązania w Skandynawii bogactwa  z porą lata, wiosny, jesieni – jesse i god. Zima była tam zbyt śmiercionośna, sroga.

Nie bierzmy tego wywodu do końca poważnie! Nie przywiązujmy się do niego na razie jak do niepodważalnej PRAWDY, nawet jako do „prawdy mityczno-mitologicznej”. Wszak opowiadam wam tutaj BAJKI. Sam jestem dosyć zaskoczony poczynionymi obserwacjami  i wnioskami do jakich prowadzą. Są to jednak na razie tylko sygnały, sygnały za słabo udokumentowane, aby je przyjmować jako pewnik. Na razie jest to intelektualna prowokacja i spekulacja oraz INTUICJA (czaneling). Dla potwierdzenia oczekiwałbym tu wsparcia językoznawców, etymologów, antropologów. Na razie widzę argumenty wspierające tę tezę ze strony osób deszyfrujących pismo runiczne (kryptologów) i ze strony genetyki.

Traktuję zatem te własne wnioski z przymrużeniem powieki, na wpół poważnie,  ale zaznaczam – to jest połowiczne, to znaczy iż w 50% jestem przekonany o słuszności tej INTUICJI. Mam powody tak sądzić, gdyż inne moje dawne intuicje zostały po ponad 20 latach potwierdzone naukowo, i to w 95%.

SSSSS s-1553

Gott mit uns (God with us) – cóż to znaczy?  Bóg z nami!

Podejdźmy do problemu słowiańskiego/polskiego zwycięstwa nad Niemcami (jako nosicielami idei POST-Rzymu) od strony psychologicznej. Z tym hasłem (Gott mit Uns) niesionym na sztandarach niemieckiej armii  próbował nie tak dawno pan Adolf Hitler  z Rasy Panów, spadkobierca Cesarstwa Rzymskiego, za aprobatą narodu niemieckiego,  „wymordować” Słowiańszczyznę, a szczególnie Polskę i Rosję. O czym zaświadcza ta mordercza „ochota”?

Taki atak, jako niebywały akt agresji byłby w sferze osobowych stosunków międzyludzkich przez każdego psychologa odczytany jako wyładowanie skrajnej bezsilności. Kto myśli że psychologia Jednostki (Osoby, Tożsamości Indywidualnej, Świadomości Jednostkowej) nie przekłada się na świadomość Zbiorową i  psychologię społeczną, na świadomość wyrażaną w konkretnym języku i upublicznianą w postaci informacji (propagandy) w tymże języku, oraz realizowaną następnie przy pomocy aparatu przemocy państwowej, armii, policji i administracji, ten  jest w błędzie. Tego chyba dowodzić nie trzeba, jako że mamy świeżo w pamięci, że mowa nienawiści uprawiana z trybun Sejmu może doprowadzić do politycznego morderstwa.

Powodem anglosaskiego poczucia bezsilności jest oczywiście lęk wynikający z urojonego lub realnego poczucia zagrożenia. Germania zwyczajnie boi się Słowiańszczyzny. Boi się nawet jeśli się do tego głośno nie przyznaje. Germania boi się panicznie Słowiańszczyzny z dwóch powodów o jakich wspomnieliśmy wyżej: zagrożenia swojej fizycznej dominacji i oraz psychologicznej porażki w sferze świadomości, filozofii, idei, wartości, w sferze duchowej. Chciałbym przekonać naszych Zachodnich Przyjaciół aby wyzbyli się tych dwóch lęków ponieważ na obu tych płaszczyznach zostali oni już dawno podbici. Tak, podbici. Nie był to podbój bez jednego wystrzału bo po drodze zostało zburzone Cesarstwo Rzymskie Zachodnie  i Wschodnie, sromotną klęskę ponieśli Krzyżacy i Krzyżowcy, klęski doznał Napoleon Bonaparte a także inny pretendent do tytułu cesarza – Adolf Hitler. Słowiański podbój cywilizacji Zachodu dokonał się jednak nie na drodze wojennej, choć i orężnie trzeba się było wykazać. Dokonał się na drodze podboju mentalnego, cywilizacyjnego, na drodze „sprzedaży” (czy też ‚pożyczki”) Zachodowi filozofii R1a1 (zwanej filozofią Wschodu, która jest Filozofią Wielkiego Stepu)  oraz aparatu pojęciowego do obsługi tejże filozofii, czyli języka.

Zjawisko tej germańskiej porażki mentalnej może nie było tak łatwo dostrzegalne w Kalijudze, która kładła mocny cień na każdej świadomej konstatacji, lecz teraz w świetle odkryć genetyki  i odkryć językoznawstwa porównawczego (lingwistyki porównawczej) jest to chyba oczywiste.

Już tamten atak z 1939  roku świadczył o skrajnym poczuciu wewnętrznego zagrożenia i bezsilności ze strony Niemców zarówno wobec żywiołu żydowskiego jak i żywiołu słowiańskiego.Było to być może nie do końca uświadamiane sobie przez ów Naród Wybrany, ale intuicyjnie i podświadomie akceptowane.

Kiedy patrzę dziś z perspektywy blisko 75 lat, na ów barbarzyński akt i na wynik II Wojny Światowej, to muszę powiedzieć, że jestem zaszokowany nie tylko przebiegiem wojny i jej zakończeniem, ale też rolą Polaków jaką w tym wszystkim odegrali.

Nie będę tutaj przedstawiał znanych powszechnie i wielokrotnie nagłaśnianych spraw takich jak powietrzna Obrona Anglii przez Polaków, jak zdobycie Monte Casino, jak udział we froncie Wschodnim czy w bitwach pustynnych przeciw zagonom Rommla. Nie będę przypominał, że dzięki Polakom dowiedziano się o ludobójstwie niemieckim, o budowie przez nich rakiet V1 i V2 oraz próbach V3. Nie wspomnę też o stałej partyzantce polskiej, która paraliżowała niemieckie dostawy sprzętu i żywności na wschód w newralgicznym czasie oblężenia Stalingradu i Moskwy. Nie będę się rozwodził nad Powstaniem Warszawskim, które mogło wybuchnąć w każdej chwili i stanowiło ciągły straszak dla Niemców, a w końcu zostało wspólnie przez Niemców i Rosjan krwawo stłumione po wielomiesięcznej walce i ośmieszającym Rosjan koczowaniu na lewym brzegu Warszawy, które jest dowodem ich współudziału w tej zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciw ludzkości, jaką było zburzenie Warszawy. To właśnie Powstanie Warszawskie odebrało Rosjanom Sowieckim (nie mylić z Rosjanami prawdziwymi) jakąkolwiek możliwość legitymizacji władzy w Polsce w oczach Polaków i uczyniło ich wrogiem niewątpliwym, wrogiem do „ostatecznego pokonania”, do zwalczania do ostatniej kropli krwi. Wspólne sowiecko-niemieckie zniszczenie Warszawy (i Amerykańskie zniszczenie Drezna, Hiroszimy i Nagasaki) to były akty tak barbarzyńskie, że spowodowały powstanie oenzetowskich definicji zbrodni przeciw ludzkości, zbrodni zniszczenia dziedzictwa materialnego. Wtedy Niemcy niszczyli miasto dom po domu, trudno o bardziej barbarzyńskie zachowanie ponoć cywilizowanego narodu. Nawet Talibowie nie wysadzają w powietrze całych miast tylko pojedyncze posągi i obiekty. Sowieci świadomi (z rosyjskiej perspektywy historycznej) „kłopotu” jaki będą mieli w przyszłości z ujarzmieniem Polski, stali całą potęgą po drugiej stronie rzeki i opóźniali zakończenie II Wojny Światowej, zaprzepaszczając swoje szanse na całkowity tryumf w Europie. Woleli by „ujarzmiono” rękami niemieckimi Polskę, wobec której i oni są kompletnie bezradni i bezsilni. O tym wszystkim nie warto przypominać, bo to fakty znane. Jak zwykle najmniej znany jest fakt najważniejszy, ten mianowicie, że to dzięki Polakom II Wojna Światowa trwała lekko licząc jakieś 3-4 lata krócej.

Ten fakt jest znany tylko tym, którzy dobrze zapoznali się ze sprawą Enigmy i złamania szyfru niemieckiego przez trzech Polskich prekursorów Informatyki Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego.

Ponieważ w grudniu 2012 roku minęła niemal zupełnie niezauważona przez „polskie mass media” 80 rocznica złamania niemieckiego kodu, przytaczamy tutaj krótki fragment na ten temat z jedynego medium jakie ten fakt dostrzegło – Gazeta Codzienna i WWW Niezalezna.pl:

36607-372841356950518

80 lat temu polscy matematycy złamali „Enigmę”

Z Niezalezna.pl:

Pod koniec grudnia 1932 roku Marian Rejewski odczytał pierwsze informacje przesyłane za pośrednictwem niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Współautorami złamania kodu „Enigmy” byli Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Matematycy Rejewski, Różycki i Zygalski, studenci Uniwersytetu Poznańskiego, uczestniczyli w kursie dla kryptologów zorganizowanym na tej uczelni przy współudziale wojska. Po ukończeniu kursu zostali zatrudnieni w 1930 roku w Biurze Szyfrów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Rozpracowywali tajemnicę działania niemieckiej elektromechanicznej maszyny szyfrującej „Enigma”. Skonstruowana w latach 20. XX wieku miała służyć utajnianiu korespondencji handlowej. Szybko jednak wykorzystano ją w niemieckich siłach zbrojnych.

Polacy osiągnęli sukces dzięki zastosowaniu metody matematycznej zamiast lingwistycznej. Na ten pomysł wpadł ppłk Maksymilian Ciężki z Biura Szyfrów.

36607-372851356950518 Trzej matematycy zaprojektowali kopię maszyny szyfrującej. Egzemplarze tego urządzenia powstawały w warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA. Kilka połączonych ze sobą maszyn tworzyło tzw. bombę kryptologiczną, przeznaczoną do automatycznego łamania niemieckiego szyfru.

Latem 1939 roku polskie władze wojskowe przekazały do Francji i Wielkiej Brytanii egzemplarze kopii maszyny „Enigma” wraz z informacjami dotyczącymi złamanego szyfru.

Prace nad łamaniem kolejnych wersji i udoskonaleń szyfru „Enigmy” kontynuowano w brytyjskim ośrodku kryptologicznym w Bletchley Park. Zdaniem historyków dzięki temu, że alianci znali informacje przesyłane przez „Enigmę”, II wojna światowa trwała krócej o 2-3 lata.

W 2000 roku Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski zostali pośmiertnie odznaczeni Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski…”

Tyle gazeta i portal prawicowy. 2-3 lata to skromny szacunek – ja przyjmuję 4 lata.

Enigma i Informatyka

Opracowane podczas tej operacji przez Polaków systemy kodów i urządzenia deszyfrujące stały się następnie prototypami pierwszych komputerów i systemów oprogramowania do komputerów. Udział Polski w  komputeryzacji Świata był przez kilkadziesiąt lat po II Wojnie Światowej trzymany w głębokiej tajemnicy (podobnie jak zbrodnia Katyńska). Bezczelni Anglicy przypisywali sobie wszystkie zasługi związane z Enigmą, wystawiali ją chełpliwie w swoim muzeum jako obiekt tryumfu ich myśli, intelektu, techniki, narzędzie narodowego zwycięstwa nad Niemcami. Dopiero całkiem niedawno zostali zmuszeni do „odszczekania” tych swoich kłamstw i przechwałek.   Świat Anglosaski w ogóle by dzisiaj jako centrum cywilizacyjne nie istniał, gdyby nie ci trzej Polacy. Wyobraźmy sobie jaką bronią dysponowaliby Niemcy, gdyby II Wojna potrwała nie 4 lata dłużej, ale kilkanaście miesięcy. Próby V3 były w toku, prace nad bombą atomową były bardzo poważnie zaawansowane, tak poważnie, że Amerykanie jeszcze w sierpniu 1945 roku, w 7 miesięcy po zakończeniu działań wojennych w Niemczech, korzystając z pomocy przewiezionych do USA naukowców niemieckich zrzucili bomby atomowe na Japonię. Mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę z faktu, że świat o włos uniknął zupełnie innej przyszłości: Przyszłości bez Żydów i bez Słowian! Przyszłości pod rządami tylko jednego Imperium ze stolicą w Berlinie – pod rządami Imperium Jedynego Zła!

To właśnie Polacy uniemożliwili Niemcom ten dziejowy, zbrodniczy „sukces”. Uniemożliwili go całą swoją postawą od początku II Wojny – oporem i wojną na noże, na konie przeciw czołgom, na jednostrzałowe karabiny przeciw CKM-om, na armatki przeciw bombardującym samolotom. Ta wojna nie była wojną samego Hitlera, lecz wspierającego go całą potęgą świata Anglosaskiego, Post-Rzymskiego  (USA, Anglii, Francji, Włoch, Hiszpanii) przeciw Słowiańszczyźnie. Jak mówią dzisiaj niektórzy, ta obrona była niepotrzebna, zbyt kosztowna. Mówią, że należało się z Hitlerem zaprzyjaźnić! Mówią tak jakby nie wiedzieli, że „zaprzyjaźnieni” byli Niemcy z Sowietami, a celem Sowietów było także zniszczenie Słowian (Rosjan, Polaków, Ukraińców, Białorusinów). Mówią, że trzeba być niespełna rozumu, aby rzucić się z motyką na Słońce. Ci ludzie, którzy tak mówią zdają się  nie pamiętać podstawowych faktów np. takich, że to Hitlerowi Anglicy, Żydzi i Amerykanie pożyczali pieniądze na zbrojenia i rozwój, pompowali w Niemcy potężne kapitały i kredyty, a odmawiali uporczywie Polsce jakichkolwiek kredytów i uniemożliwiali, paraliżowali jej rozwój od 1920 roku – przez całe 20 lat do wybuchu II Wojny! Dzisiaj propagują oni też hasło, że to Żydzi byli celem ataku. Jednak gdy podsumujemy etniczne straty okaże się że to na Słowian spadł ówczesny HOLOCAUST!

To ci którzy dzisiaj opowiadają że Polska i Polacy są szaleńcami pozbawionymi rozumu, a opór przeciw hitlerowcom od początku wojny i Powstanie Warszawskie były głupotą i dowodem szaleństwa, sami są niespełna rozumu, szaleni, ogłupieni, albo… Albo świadomie kłamią!

Gdyby nie szaleńczy opór Polski, gdyby nie oddanie Anglikom tajemnic Enigmy altruistycznie, bez żądania niczego w zamian, gdyby nie skierowanie tam Polaków do roboty przy tym szyfrze i maszynach szyfrujących i rozwijaniu nadal informatyki, już w 1945  roku Londyn przestałby istnieć po zrzuceniu nań bomby atomowej. Po nim przestałaby istnieć Moskwa i Stalingrad, potem Warszawa i Nowy Jork, Waszyngton, Chicago i Los Angeles – siedliska Żydów w Ameryce.

Kto opowiada dyrdymały, że nie warto bronić się do ostatniej kropli krwi, kiedy odbierają człowiekowi i jego rodzinie prawo do życia, ten właśnie jest niespełna rozumu, gdyż głosi poglądy sprzeczne z Prawami Przyrody, Prawami Przyrodzonymi Człowiekowi – poglądy sprzeczne z Prawem do Wolności Jednostki Świadomej i jej Prawem do Bytu Niepodległego.

…..

I znów wracamy to potęgi słowa, do kodu, do znaku i znaczenia, do potęgi informacji i dezinformacji – jako głównych sprawców „porządku świata”, ŁADU w jakim żyjemy dzisiaj, „demokracji” jaką ustanowiono po II Wojnie dzięki sile i geniuszowi Trzech Polaków. Oczywiście że do tego ich geniuszu należało dołożyć olbrzymi wysiłek operacyjny i wielki potencjał przemysłowy i setki tysięcy uzbrojonych po zęby żołnierzy, a więc wolę i myśl, organizację i czyn. Ale było to o tyle łatwiejsze, że dzięki złamaniu kodów Enigmy rozpoznano prawdziwe zamiary przeciwnika. A przeciwnik zlekceważył sobie te odkrycia, popadł w PYCHĘ, zgubiła go znana niemiecka arogancja i buta.

Czy to wam nie przypomina czegoś? Czy cała ta historia nie pachnie na kilometr „End of Eternity” („Końcem Wieczności”)?! Czy nie widzicie tutaj „operacji” Minimum Pożądanych Zmian. Trzech facetów dokonuje odkrycia, które przesądza o wyniku II Wojny Światowej, przesądza o tym w ostatniej chwili, dosłownie w chwili gdy tykająca bomba zegarowa dochodzi do kreski oznaczającej „zero”?!

Czy Niemcy mogą wybaczyć Polakom tę „zbrodnię” przeciw narodowi Niemieckiemu, przeciw Rzeszy tegoż Narodu?

Myślę, że mogą jeśli zrozumieją, że „uratowaliśmy ich” od jeszcze większej zbrodni niż ta którą popełnili, od ZBRODNI TOTALNEGO LUDOBÓJSTWA na skalę bezprecedensową w dziejach planety. Niech sobie wyobrażą karmę ilu pokoleń by to splamiło, skoro mniejsza zbrodnia plami karmę piątego pokolenia Niemców po II Wojnie!

Myślę, że powinniśmy oczekiwać z ich strony wyrazów wdzięczności , a nie tylko przeprosin, czy zadośćuczynienia materialnego za dokonane w Naszym Domu Rodzinnym BARBARZYŃSKIE ZBRODNIE. Powinniśmy oczekiwać z ich strony „altruistycznego” wkładu w rozwój Polski, która jest im niezbędna, tak niezbędna jak hamulec w Mercedesie, niezbędna żeby nie pogrążyli się kiedykolwiek w przyszłości, w owej bucie i pysze, a przez nią, w zbrodni. Oczekuję postawienia w Berlinie gigantycznego pomnika Polski i Polaków. Uratowaliśmy Niemcy od Niegodziwości Wszechczasów – czy to nie jest warte jednego pomnika?! Myślę, że wykazujemy naprawdę wielką wolę pogodzenia się i przebaczenia i porozumienia. Czekamy przyjaciele Niemcy na ten jeden jedyny pomnik, jaki winniście nam wystawić w zamian za ocalenie karmy milionów waszych obywateli w kolejnych pokoleniach. To oczywiście prowokacja i żart. Niczego się po nich nie spodziewamy.

Mam też prośbę do tych 39% zakamuflowanych Słowian w Niemczech – Przestańcie być tacy nadęci, tacy sztywni, tacy durno niemieccy! Posłowiańcie sobie!

łabędź-niemy

Ten artykuł miał być poświęcony

– o czym świadczą teraz jedynie zamieszczone tutaj tagi – czterem podstawowym herbom, czyli godłom – GODŁOM a więc Znakom GODÓW (Znakom Zodiaku Niebieskiego – Nieba, a więc PRAWI-Weli) – znakom Kirów, Bogów Pór Godu i jednocześnie Bogów Kierunków Świata, Bogów Czterech Ramion pogańskiego Krzyża,  związanych z Godłem Polski. Jednakże, jak widzicie sami, temat tych związków: Godła Łabędź, Godła Byk-Krowa (Cielec czy Nowina), Godła Odrowąż (Modry Wąż Odry) i wreszcie Godła  Kołodyn (Koło Odyńca lub Kieł Dzika albo Koło Dni – Koledni), będziemy musieli odłożyć do innego artykułu. Mamy tutaj ważniejszą Nowinę i Kolędę do zaśpiewania i wiedzę do przekazania.

Cóż bowiem mówi sama mowa, cóż takiego Sławi Słowo, co „godo” GODka polskiego ludu, znana nawet w Iranie jako „Gądba” Zaratusztry (GAThA).

„…Zacznijmy od wagi Czterech Herbów: Kołodyna (Odyńca), Odrowąża (Modrowęża),Łabędzia (Albisa-Białego) i Byka-Krowy (Nowiny).

 Ta bajka rzuca światło na związki herbów rycerskich z tradycją starożytną, sarmacko-skołocką, tradycją jednocześnie ezoteryczną i tajemną, a zarazem związki z tradycją alchemiczno-świątynną Wiary Przyrodzonej Słowian, która pozwoliła przenieść do współczesności wiedzę o tej wierze i jej nosicielach oraz o prawdziwych dziejach Królestwa SIS i Słowiańszczyzny.

Cztery Herby i Krzyż Pogański

….”

Tak miał wyglądać ten artykuł, ale „poszło tam gdzie chciało”, gdzie iść musiało. Ponieważ jest Dzisiaj ważniejsza Nowina niż ta z herbu Nowiny.

Wracamy  jednak do tematu:

Niemcy są przez nas pokonywane codziennie.

Kiedy ktoś wysłuchał uważnie NASIMA HARAMEINA I SPOSTRZEGŁ JAK SOLENNIE INTERPRETUJE ON ZNAKI HEBRAJSKIEGO PISMA, a także kto słyszał ile razy podkreślał on, że coś takiego jak „przypadek” jego zdaniem nie istnieje, ten zrozumiał potęgę przede wszystkim głosu i głoski (fonemu i morfemu), czyli Godki – gadania – co znaczyło dawnej „zaklinania”. Z tej głoski bierze się znak pisma, który również nie jest przypadkowy – dźwięk i litera mają swoje znaczenie. To nie jest tak jak widzieliśmy u Harameina, że tylko znaki hebrajskiego pisma wpisują się niejako w fizyczne ramy Świętej Geometrii i z niej się wywodzą. Na filmach poświęconych tejże geometrii widzieliśmy  taki sam wywód dla alfabetu greckiego. Sam Haramein pokazuje kodon znaku egipskiego Ozyrysa – nie idzie dalej tym tropem, aby wykazać spójność między Geometrią Świadomości Nieskończonej (Światła Świata)  i wytwarzanej przez nią struktury Materialnej zwanej Wszechświatem. Pokazuje jednak zarówno hebrajskie znaki, egipskie jak i chińskie – wszystko sprowadzone do właściwych proporcji 1, 2, 3, 4, 6, 8, 12, 20 i 64. Widzieliście to oczywiście także na rosyjskich filmach poświęconych znaczeniu głosek i znaków (liter) cyrylicy.

Jeśli ktoś myśli, że dźwięki i alfabet jakim my się posługujemy wywodzą się z próżni, lub że nie mają zahaczenia i znaczenia płynąc ku nam – tak jak znaki egipskiego pisma (w tym Oko Ozyrysa, czy Ra) litera R, dźwięk jakże trudny do wypowiedzenia  dla człowieka i dla niektórych niewypowiadalny „rrr” – z Nieskończonej Świadomość czyli z Istu Macierzy, ten znów błądzi. Możemy mieć problem z dostrzeżeniem tego faktu, ale nie powinniśmy, bowiem wielu ludzi którzy to dostrzegli stara się nam to od dawna pokazać.

Nasza prastara mowa – GOD-tka (którą bogowie Kiru „tkają” i w Człowieka „tchną”, w jego „dech” i „duszę”), mowa Ludów Północy została wpierw zapisana w dwóch systemach: kobami i runami. Koby – węzełki pisma Wici widzimy utrwalone w języku pali i w sanskrycie.  ( i to było nasze pierwotne pismo. Niestety to pismo zostało zagubione. Utrwaliło się inne pismo w znakach runicznych zawarte.

Słowo Waruna wywodzi się od wara znaczącego w sanskrycie rozległość.
Jego imię oznacza tego który wszystko przykrywa i jest powiązane z niebem i wodą.
Taka forma imienia jest etymologicznie tożsama z greckim imieniem Uran(os) (Oυράνος – niebo)
lub tybetańskim/sanskryckim słowem Wawel-niebo.

Ciekawe co oznacza słowo sanskryt,może sens skryty?

“Literatura wedyzmu określa następująco Warunę: bogowie idą za jego wolą, bohater , czarodziej, hojny, król, król, łaskawy, mędrzec, mierzący przestrzenie, miłosierny, niezgłębiony, o cudownej mocy, o nieodpartej mocy, odsunął niebo i słońce, ogromny buhaj, pełen mocy , ponad wszystkim, poznaje ponad niebem i ziemią, przedziwny, przemądry władca, przemyślny, rozpostarł ziemię, rozsnuł podniebne przestworza, rozsnuł ziemię własnym prawem, sławny, spełniający prawo , strzeże prawa , surowy, syn nieskończoności, ugruntował dwa światy, umieścił na niebie słońce, utrwalił niebo, wielki mędrzec, wierny prawu , wieszcz nad wieszcze, włada ludem najświetniejszej rasy, władca ziemi, władca, władczy majestat , wymierza ziemię, wysnuł i dzierży obydwa światy, wyżłobił drogi dla słońca, złotolity, zna drogi wielkiego wichru, zna dwanaście miesięcy”

Dziwne że zna 12 miesięcy skoro pierwotnie wedyzm dzielił rok tylko na 10 miesięcy.

http://www.nama-hatta.pl/news.php?readmore=1674
Od 2:15, 2:37!!!! do 3:24

Waruna jest jednym z asurów, jego pochodzenie wywodzi się z okresu,
gdy asurowie byli jeszcze postrzegani jako mniej demoniczne, a bardziej boskie istoty.

Asura (także: assura, asaura, aszura; san. asu – “oddech Prajapati” lub as – “być”) – w hinduizmie i buddyzmie potężne i złe istoty, przeciwnicy dewów.

W języku awestyjskim słowo ahura (odpowiednik indyjskiego asura) oznacza boga
(np. irański Mitra czy Ahura Mazda), a demona określano terminem daeva.
W zaratusztrianizmie to dewy byli źli, natomiast asurowie byli dobrymi bóstwami.

Tak Asurowie – ASOWIE jak i WANOWIE byli bogami. Waruna – SWAR-RAG, Kowal Niebieski, który ma syna Słońce-SWAROżyca. Słowo sans-skryt ma rzeczywiście znaczenie – sens skryty, ale także świętość – swęs skryt – idąc dalej każdy język mówiony zawiera w głoskach wymawianych magiczną moc i modulowanym głosem stwarza się czary. Słowo skryt (skrynt, skręt, kryt, kret) – znaczy dla nas także labirynt, a labirynt jest symbolem wiedzy tajemnej. Wyspa Skryta to Kreta. Na Skrycie ryto labirynt – skrynt, budował go Dedal, który miał syna Ikara- I-Khara – IHarousa – inaczej Igora – a ich plemieniem było plemię Bierygów – kopaczy Ryjnów – tych samych, z których wywodzili się Indyjscy bogacze Skrytowyrwowie z kaganem Kejkajem. Stąd skryt – znaczy też to samo co Skrzat – skrzysty, skrzętny, skryty – skrzynia itp. Dzisiaj z tego samego rdzenia mamy słowo schron – skron – podziemne ukryte miejsce. A więc sansskryt skrywa w sobie prawdę “ukrytą” w swoich głoskach i dźwiękach i w swoich kobalnych zapisach Dawanu gari – dawangari – Dawać Gar – ogień żer, ofiarny ogień , żar i wreszcie har – horzeć, gorzeć Dawan (jak w dywan splot – pleciona, kobalna mowa-zapis) Harów.

Najbliższe wspólnego aryjskiego – sistańskiego języka skołocko-indo-słowiańskiego są te trzy właśnie. Nasz wspólny język musiał powstać 25.000 lat temu, a nie 5000, nawet nie 10.000, bo wtedy już  Lud ARKI zmieszał się nad Adriatykiem, Dunajem i morzem Czarnym ze Staroeuropejczykami.

Jest kilka wskazówek, które zdają się świadczyć jednak na pierwotną bliższość słowiańskich języków  a nie sanskrytu do wspólnego praindoeuropejskiego. Jedną z takich wskazówek są znaczenia słów – sens powiązany z głoską nie z zapisem, ale z brzmieniem (fonemem i morfemem). Dla nich słowo Hara – przejrzysty, przezroczysty, czysty – ma ewidentnie “wtórne” konotacje w stosunku do jego zapewne najprostszego znaczenia: hara – góra, łysy szczyt odbijający światło, pusty gorejący, jarzący się – czyli i góra i grzać i goreć – tak jak to ma znaczenie u nas. Czysty – także znaczy pusty, jak w czysty umysł, jak w czyste łono – czyli puste, pusty wierzchołek czyli czysty, ale ich pojęcie nie obejmuje także innych takich jak gorzeć, ger, jer, or – jądro, światło, blask.

Nie chodzi w tej zabawie wcale o to żeby przypisać sobie, czyli Słowianom praźródło – chodzi o to żeby ustalić prawdę dla samej PRAWDY.

Nie musimy rozstrzygać starszeństwa, bo Haramein tak samo czyta magiczne sensy z hebrajskiego i z zapisów hebrajskiego, a Rosjanie czytają z głosek cyrylicy i znaczeń wymowy słów rosyjskich, Winicjusz Kossakowski czyta z run słowiańskich zwanych polskimi.

Język zawiera w sobie podwójny znak – Pierwszy w Mowie a drugi w Znaku pisanym – obydwa nie są żadnym przypadkiem. Oto wielokrotnie omawiane przeze mnie słowo bog- którego odwróceniem jest celtyckie god – to lustrzane odbicie słowa bog i w wymowie i w zapisie. Jestem sceptyczny do rekonstruowania wyłącznie z zapisu. To może prowadzić do błędów, trzeba potwierdzać miejsce bóstwa – a właściwie Mocy czy Żywiołu bo to przecież Wieda i Wiara Przyrody, na wszelkie możliwe sposoby – jednym z nich jest poza etymologią filozofia czyli WIEDA.

Kolejna sprawa to pierwotność dźwięku w stosunku do zapisu – lepiej czytać z brzmienia i odtwarzać przeszłość z mowy, bo mowa była przed zapisem – mowa wyraża emocjonalny stan, przeżycie związane ze zjawiskiem. Dlatego war-gar-żar-har – jako gorący, ognisty, świetlisty – jest pierwotniejsze w stosunku do zapisu stąd miejsce Z-WAR-RAGARa (Swaroga) – Z żaru Światła Gorzejący.

Źródłem bezcennym jest dla nas Słowian rzeczywiście sanskryt i stary język pali Wed oraz huno-awar – w którym zapisana jest Gathba-Gadka Zaratusztry Obwiesta-Awesta.

Także zróżnicowanie języków hindi, wiedza nasza o tym że jest on zmieszany z drawidyjskim, i jednorodność języka słowiańskiego który nawet jakby się wysilić nie ma 32 gwar o których jest mowa jako o 32 odrębnych sanskryckich językach.

Ktoś inny napisał do mnie

„…Okres Kalijugi, który zaczął się w 3102 roku pne. jest okresem intensywnego doskonalenia świadomości gatunku ludzkiego.
Odcięcie człowieka od podświadomości było w tym procesie najistotniejszym elementem. Podświadomość to ta część naszego “Ja” która łączy nas z niewidzialnym światem duchów i Boga , jest ona silniejsza od świadomości dlatego musiała być stłumiona dając tym samym możliwość wzrostu logicznego świadomościowego rozumowania itd.
Kościół oraz tajne organizacje kontrolowane przez nich wykonały doskonałą robotę dla naszej ewolucji , należy pamiętać że ich działalność jak wszystko inne ma 100% Bożego przyzwolenia. Naszym obowiązkiem jest zrozumieć Boski aspekt we wszystkim czego doświadczamy. Dotyczy to również rozumienia działalności Iluminatów…”.

To prawda. Było jak być musiało. Jest jak być musi. Drogę przebywa się krok po kroku. Każdy człowiek Świadomy ma swoją rolę do odegrania i misję do spełnienia. Rozwój to nie jest linia prosta ku górze ani wznosząca się krzywa. Obserwujemy jak spójnie obejmuje całą planetę. Jednak wkracza to w fazę, która wymaga szczególnego współdziałania z Matką Ziemią i Przyrodą – Przyrodą czyli Naturą, tym co naturalne, co przyrodzone, co dane przez środowisko i siedlisko.  Wielka Zmiana wymaga czujności na ludzką pychę i ukrócenia zaborczości człowieka. Kalijuga zrobiła swoje, swoje zrobiły kościoły i religie, swoje zrobiła nauka, swoje robimy My, każdy razem z innymi i indywidualnie. I teraz też będzie się działo to co ma się dziać.

Jednak zawsze to wymaga naszego świadomego udziału i wysiłku – działania, woli i zrozumienia – jak najszerszej wiedzy, wiedy i wedy. Teraz Świadomość poprzez każdego z nas musi wykonać swoją „pracę” w „materii”, pracę dla rozwoju, dla człowieka, dla Ziemi. Jest bardzo dużo do zrobienia a materia jest tak delikatna jak pajęczyna – jak Śnieć Pajęcza Żywota, Pojedynczego Bytu, Indywidualnej Świadomości. Każda  najdrobniejsza Świadomość i Istność musi być wykorzystana i wpleciona w Materię Baji – a to znaczy nie tylko w Materię, Materię Świata Widzialnego, ale także w Marzenie Śnione od wieków przez Matkę Ziemię (Matkę Niebieską) i przez Przyrodę (Matkę Zielną) i przez Miłość (Matkę Krasną-Dziewą Dziewannę) oraz przez Ojca Rodu Ludzkiego, Ojców Boru i Wód i Ojca Światła i Jasności (Niebieskiego), Ojca Ognia (Słonecznego) i Ojca Ojców- Nieskończoną Świadomość – Światło Świata.

Te wszystkie alegorie będące wyłącznie opisem poetyckim, literackim opowiedzeniem Nadrzędnych Bytów i Sił (Mocy i Żywiołów) Świata, Działów i Kirów, Emanacji Nieskończonej Świadomości formującej Materię Świata, przemawiają POPRZEZ JEJ DZIECI – ŚWIADOME ISTOTY – jakimi jesteśmy.

Odnaleźć Siebie w Sobie i wziąć odpowiedzialność za swoje PRZYRODZENIE oraz za swoje SIEDLISKO – Przyrodę – to właśnie jest przed nami.

Rozwój idzie po spirali, a zawsze ilość przechodzi w nową jakość. Niezbyt wielu ludzi wciąż jest w stanie wygłosić podobną refleksję. To się właśnie zmienia, to jest Przebudzenie i proces będzie teraz postępował jak lawina.

Doskonalenie jest misją.

Misja nie oznacza jedynie działania na rzecz Jaźni czyli dążenia do zjednoczenia z Jaźnią Najwyższą (Jedyną), Absolutem, Bogiem.

Misja to doskonalenie Całego Świata Jaźni – Światło Oświetlające Świat czyli Jaźń. Zatem dzielenie się wiedzą i pomoc w drodze ku Absolutowi i Światłu jest tą misją.

Całkowite Wyzwolenie kończy misję. To nazywam egoizmem buddyzmu, jogi i wedy.

Nie liczę się JA, liczą się Wszystkie JA, liczy się Ja Matki Ziemi i jakość jej Strukturalnego Istnienia.

Zdążamy tak jak powiedział Terence McKenna od bytu biologicznego poprzez „bycie człowiekiem” do bycia bogiem. Być bogiem to znaczy Istnieć w postaci Zapisu, Informacji, Fali niosącej Wiadomość- Ś-Wiadomość. Nie ma innego miejsca poza Ziemią, gdzie ten proces może być dokończony, zatem dbałość o Ziemię i o Świadomość zgromadzonych tutaj Jaźni będących wypustkami/emanacjami Świadomości Nieskończonej, jest naszą misją.

Jak wielka jest waga SŁOWA i jak wielka jest jego MOC. SŁOWO zabija – czyż nie znacie tego powiedzenia?

Gott mit uns – godło rzymsko-niemieckie,czyli Order Łabędzia a lechickie godło Białego Lądu (Europy)

441px-Herb_Łabędź_1.svgHerb Łabędź – to herb Śląski używany przez Piotra Włosta już w roku 1054.

Gott mit uns („Bóg jest z nami” czy „Z nami Bóg”) – dewiza prastarego Orderu Łabędzia, przejęta w roku 1701 jako dewiza państwowa Królestwa Prus, używana do 1945 w armii niemieckiej i aż do lat 70. XX wieku na sprzączkach pasów sił policyjnych RFN.

Historia

Zaczerpnięta ze Starego Testamentu dewiza pojawiła się w historii Niemiec po raz pierwszy w roku 1440 jako dewiza brandenburskiego orderu Łabędzia z okazji nadania mu statutów. Przy swej proklamacji na „króla w Prusiech” Fryderyk I Pruski wybrał ją jako dewizę nowego królestwa. Używana była na sztandarach wojskowych i w detalach umundurowania armii pruskiej i później niemieckiej, zarówno sił zbrojnych Cesarstwa Niemieckiego, Reichswehry w Republice Weimarskiej jak i Wehrmachtu w III Rzeszy. Widniała także na niektórych pruskich orderach.

Ze zrozumiałych względów nie była używana w siłach zbrojnych NRD, „Nationale Volksarmee” skądinąd niestroniących od niektórych pruskich tradycji. W dawnych Niemczech Zachodnich, po roku 1945, Bundeswehra porzuciła tę dewizę, ale policja w RFN używała jej aż do lat 70. XX wieku.

Bibliografia

  • Georg von Alten, Handbuch für Heer und Flotte, 1 – 10, Berlin 1908-1914

wiki english:

Gott mit uns (meaning God with us) is a phrase commonly used on armor in the German military from the German Empire to the end of the Third Reich, although its historical origins are far older. The Russian Empire’s motto also translates to this.

Origins

Nobiscum deus (‚God with us’) was a battle cry of the late Roman Empire and of the Byzantine Empire, used for the first time in German by the Teutonic Order.[1] In the 17th century, the phrase Gott mit uns was used as a ‚field word’, a means of recognition akin to a password,[2] by the army of Gustavus Adolphus at the battles of Breitenfeld (1631), Lützen (1632) and Wittstock (1636) in the Thirty Years’ War.[3] In 1701, Frederick I of Prussia changed his coat of arms as Prince-Elector of Brandenburg. The electoral scepter had its own shield under the electoral cap. Below, the motto Gott mit uns appeared on the pedestal.

Jak widać niemieckie hasło Gott mit Uns kształtowało się na ziemiach słowiańskich , na podkładzie herbowym Lechickim – Łabędzia i jego symboliki rycerskiej związanej nie tylko ze starym Sarmackim Rytem i Znakiem Tamgi leżącym u podstaw, ale z adaptowanym przez słowiańskie rycerstwo po zdobyciu Rzymu na Nadłabiu i w Lechii, a zmienionym już na potrzeby chrześcijaństwa podaniem i symboliką. Hasło to kształtowało się w Prusach położonych w całości na Ziemiach zagrabionych Słowianom, gdzie jeszcze w XVIII wieku większość ludności miejscowej mówiła po drzewiańsku, wielecku, połabsku i łużycku. Kształtowało się ono  w ziemiach Brandenburgii, która do dzisiaj jest Łużycka. Nic zatem dziwnego, że słowa GOD (Gott) „mit” jak i słowo „uns”  są tak bliskie brzmieniem i nieodległe pojęciowo w obydwu tych językach – słowiańskim (lechickim) i niemieckim .  „Mit”  niemieckie –  „z kimś, „z czymś”, to niemal to samo co słowiańskie „mieć coś” , „mieć kogoś”. „Uns” – „my”, „nami”  to niemal swojskie słowiańskie U-nas, czyli „nasze”.

Pojęcia mitu i mitologii w językach lechickich  są identyczne z mythos i mythologie – niemieckim. Teoretycznie obydwa te pojęcia wywodzą się z greki – według klasycznego językoznawstwa. Tylko że klasyczne językoznawstwo opierało swoje wywody na hierarchii ustalonej przez archeologię, a ta jest arbitralnym zbiorem twierdzeń opartych na ideologicznym postrzeganiu „skorup” przypisywanych arbitralnie do etnosów i grup etnicznych.

Co właściwie znaczy pojęcie mit? Poznaliśmy wywody Aleksandra Brucknera związane z „mitus” a zahaczające o postać Mitry i nawiązania wschodnie perskie, a zatem także indyjskie. Pojęcie mitu nie jest wcale odległe od tego co wyraża spójnik „z”, bowiem jak za chwilę dowiedziemy mit jest właśnie tym: wywodzeniem „z”, wyplataniem, pleceniem baj, splotem-warkoczem, plotem przyrodzonym (naturalnym) – jest opowieścią wypływającą z wnętrza człowieka, z praw Przyrody, ze splotu warkocza-kosy, czyli z łańcucha DNA, ze struktury Kosmosu, z Zapisu jaki nosi w sobie każda żywa istota na Matce Ziemi. Zapis ten jest emitowany przy pomocy mowy i zapisu znaków języka, a jego źródłem jest nasz WEWNĘTRZNY PRZYRODZONY KOD – DNA.

MIT jest „z” NAS a Bóg JEST Z NAMI.

Czy zastanawialiście sie kiedyś nad znaczeniem słowa „Mit”? Skąd ono się bierze, dlaczego ma taki kształt i brzmienie? Z tym słowem jest tak jak z wyrazem „zwierzę”. Dlaczego zwierzę a nie animals?!

Odpowiedź jest prosta i nieprosta. Wpierw mamy słowo mówione a dopiero potem pisane. W zgodzie z teorią iż słowa powstają w kontakcie człowieka z przyrodą i na skutek emocji jakie wywołują „odkrywane” czy „spostrzegane” fakty w taki właśnie sposób musiało powstać i słowo „mit”.

Zwykłe definicje odwołują się jedynie do Greki. Tutaj poniżej:

Mit, z greckiego mythos oznacza opowieść, legendę, baśń. Mity to opowieści o otaczającym ludzkość świecie, opisują historię bogów, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia człowieka.

Mit (stgr. μῦθος mythos – „myśl, zamysł, temat rozmowy, opowieść, baśń”) – opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka.

Mircea Eliade postrzega mit jako opowieść, która w sposób absolutny i nie podawany w wątpliwość wyjaśnia świat człowiekowi kultury tradycyjnej. Mit zawiera w tym ujęciu odpowiedzi na wszelkie pytania i problemy egzystencjalne. Wyjaśnia człowiekowi fenomen śmierci, podziału na płcie, różnorodności obecnej w świecie. Mit jest opowieścią, która nie poddaje się ocenie w dwuwartościowej logice (prawda – fałsz), gdyż stanowiąc fundament wiedzy o świecie danego społeczeństwa jest także podstawą wszelkich kategoryzacji. Poznawczym jądrem mitu jest dostrzeżenie przez człowieka hierofanii, czyli obecności w świecie sacrum.

Słownik etymologiczny A. Brucknera  podaje znaczenia jak następuje: odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny, przyjaźń, układ. Czy to przypadkiem  nie jest ten sam podkład, z którego wywodzi się pojęcie plecenia baji, plątania wątków – jak w tkaniu lnu i konopi jak przy snuciu nici-nieci, jak podczas przekładania na krzyż i zaplatania kobów w dywanach perskich, we wzory i znaki w wątki-wątpia wróżebne – w nieci żywota wplatane przez Bogów w Materię Świata w Baję? Moim zdaniem tak, to ten sam archetyp ukształtował te pojęcia . A jak one się mają do podstawowego „mit” – z czegoś, z kogoś? U nas jest to słowo „z” u Germanów „mit” –  lecz wspólnie sięgają one tego samego korzenia związanego z wyplotem materii, ze  snutymi przy tej czynności wyplotu opowieściami o różnych wątkach i tematycznych niciach – mitów, mitusów, mitusiów. Mitwać – plątać! Czy trzeba nam więcej?

mit (język duński)

wymowa:
znaczenia:

zaimek dzierżawczy, pierwsza osoba lp, rodzaj nijaki

(1.1) mój (zob.: min)

min (język norweski (bokmål))

wymowa:
znaczenia:

zaimek dzierżawczy

(1.1) mój
(1.2) swój
odmiana:
(1) f mi, n mitt, lm mine

min (język szwedzki)

wymowa:
wymowa ?/i
znaczenia:

zaimek dzierżawczy

(1.1) mój

rzeczownik, rodzaj wspólny

(2.1) mina (wyraz twarzy)
odmiana:
(1.1) min, mitt, mina

Zobaczmy jak to działa w drugą stronę. Przyimek czy też spójnik „z” (z kimś, czymś, z kogoś, czegoś) w niemieckim i angielskim ma tysiąc form.

of
z, od, o, na, ze, u
with
z, ze, przy, do, u, mimo
from
z, od, ze, u, według
out of
z, ze
in
w, na, z, we, do, po
at
w, na, przy, z, o, do
for
dla, do, na, za, o, z
by
przez, według, o, w, za, z
through
przez, poprzez, dzięki, za, z, ze
about
o, z, dookoła, ze, po, ku
off
poza, od, z, ze, precz, opodal
down
do, po, z, ze
along
wzdłuż, po, z, ze, przez
in the way of
z, ze
spójnik
and
i, a, z, taj

Widzimy tutaj ile form może przybrać w językach germańskich przyimek/spójnik „z”. Fakt, że w germańskich językach doszło do takich uproszczeń gramatycznych, które pociągnęły za sobą taki zamęt głoskowy jaki obserwujemy w związku z fonemem spójnikowo-przyimkowym „z”, który określa jednoznacznie podstawową zależność względem siebie dwóch podmiotowych składników Rzeczywistych reprezentowanych przez przypisane im słowa i znaki, wskazuje, że są to języki kreolskie, mocno uproszczone. W związku z tym uproszczeniem są to języki nie wyrażające pełnej głębi Rzeczywistości. Są one być może doskonałe do „porozumiewania się na poziomie podstawowym” , na poziomie Cywilizacji Mechanicznej, ale są niewystarczające dla pełnego porozumienia się wewnątrz skomplikowanej Cywilizacji Zaawansowanej – Informatycznej.

Informatyka, Informacja i język jako narzędzie Przyszłej Cywilizacji Nieskończonej Świadomości

http://www.youtube.com/watch?v=Iqpo6bb82Pw

Ten prosty przykład reperkusji „zaśmiecenia” jednego języka wpływem drugiego w sferze konstrukcji i porządku gramatyczno-logicznego wskazuje jednoznacznie, że ludzkość „wybierając” którykolwiek z tych języków na początku Nowej Ery i Wielkiej Zmiany jaką obserwujemy, którykolwiek z tych języków (angielski, niemiecki, francuski, hiszpański) do powszechnej komunikacji popełni karygodny błąd. W miarę komplikacji świata, jaka następuje na naszych oczach, wraz z pogłębieniem „odkryć” w jego materialnym obszarze będziemy bowiem potrzebować coraz bardziej precyzyjnego języka w komunikacji między ludźmi, języka coraz bogatszego i nieograniczającego. Języka możliwego do ciągłej rozbudowy w zasoby słów, lecz jednocześnie niebywale precyzyjnego co do komunikatu i znaków. Język chiński i języki słowiańskie są uznawane za najtrudniejsze na świecie. Nie bez powodu.

Już od lat 20-stych XX wieku czyniono próby wprowadzenia wspólnego języka dla wszystkich. Powstało np. esperanto. Ale esperanto nie wiązało się z niczyją dumą narodową ani też wcale nie było takie łatwe do nauczenia jak angielski. Angielski to język, który był doskonały do porozumiewania się między wszystkimi ludźmi Ziemi i który spełnił swoją rolę w czasach słabo zaawansowanych technologii, w których rozwijano „proste” mechaniczne koncepcje. Nauka współczesna próbuje z uporem używać tego właśnie języka do porozumiewania się w ważnych kwestiach. Czyni to wciąż jeszcze z powodzeniem, ale natrafia już na przeszkody, o których dobrze wiedzą np fizycy teoretyczni, psychologowie, biolodzy, i inni przedstawiciele nauk ścisłych, w tym informatyki.Ten język  zbyt „przekłamuje” rzeczywistość, wykrzywia ją tak jak wykrzywił pojęcie „bog” i upraszcza, aby można było na nim oprzeć dalsze precyzyjne OPISYWANIE RZECZYWISTOŚCI lub też by można było przy jego pomocy „odkrywać” sensy skryte w Materii i Świadomości. Język ten sam w sobie stanowi barierę dla dalszego poznania.

Ktoś kto myśli, że to przypadek, że Polska staje się centrum Informatycznym Świata, że polscy programiści komputerowi i wszelkiego rodzaju specjaliści z tej dziedziny są „przypadkiem” po świecie tak mocno rozchwytywani i pożądani , i poszukiwani oczywiście nie ma racji. To nie jest przypadek, że Polacy wygrywają większość konkursów informatycznych i olimpiad matematycznych. Jak już nie Polacy to wygrywają je na przykład Rosjanie. Nie jest przypadkiem, że jako mistrzowie szachowi (z małymi wyjątkami) liczą się tylko Słowianie i Żydzi. Nie jest przypadkiem wysoka pozycja Słowian w grze w brydża, gdzie 90% sukcesu w rozgrywce polega na precyzyjnej słownej licytacji atutów. Nie jest przypadkiem, że w grach na ograniczonym polu, w których nie decyduje siła fizyczna lecz logika myślenia i rozpoznawania sytuacji Rzeczywistej, jakimi są tenis czy siatkówka, światowa czołówka składa się niemal wyłącznie ze Słowian. Gry są symulacjami sytuacji Rzeczywistych. Mówi się o nich nawet jako o „zastępczych” działaniach wojennych. Gry rozwijają się tak dynamicznie nie dlatego, że ludzkość ma „małpie” korzenie. Gry uczą współpracy i rzeczywiście stanowią symulację skomplikowanych „stanów Rzeczywistych” oraz współzależności w Układzie Zamkniętym. Gry nie nudzą obserwatorów, bo mimo istnienia w nich precyzyjnych reguł (które imitują Prawa Przyrody) każda z nich ma inny przebieg i możliwe są różne rozwiązania, mimo powtarzalnych elementów i skończonej liczby rozwiązań formalnych. Sukcesy w nich są pochodną precyzji języka jakiego się używa do ich opisania.

Który język świata byłby lepszy na miejsce angielskiego i ku któremu ludzkość powinna się zwrócić dysponując komputerowymi programami natychmiastowej translacji języka w czasie rzeczywistym?

Zgadnijcie!

Taka jest kolejna Nowina, którą chcę się z Wami, w 2013 roku, Roku Wielkiej Zmiany, na samym jego początku, podzielić.

Jak po-godzić nowe ” stare”  ze starym „nowym” odpowie nam cały ten rok-god.

A to Godło Łużyckie u szczytu naszego artykułu niech nam będzie w owym 2013 roku  przewodnikiem, bo pokazuje ono Orła który się oto Odradza, pokazuje godność i tradycję i prawdziwą wiarę Słowian.

A oto czego Nam wszystkim w roku 2013 życzę: Za Peterem Russelem

http://www.youtube.com/embed/0C8pn6x07OI

To się dzieje na naszych oczach i to jest w naszych rękach – Nie powinno nam To zająć więcej niż następnych 5-10-15 lat!

 

 

Żmijowe Skały w Piekarach nad Wisłą, czyli fotospotkanie z Bogiem/Bogami


   DSC00468 3 obr prawo

00468 3 obroty w prawo – Znad Wisły w Piekarach widok na rzekę i Świętą Górę Grodzisko – Na pierwszym planie widzialne Boginki – Skierki

[kliknij i powiększ maksymalnie]

DSC00469 3obr prawo

00469 3 obr w prawo – Skierki w wodzie i Świetlista Droga Wodna wzdłuż przeciwległego brzegu Wisły, lustrzane cienie drzew w wodzie oraz mgławicowa Góra Grodzisko

[ kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00470 3 obr prawo

00470 3 obr w prawo – Widok od Żmijowych Skał na Skałę Żmija , na której postawiono klasztor w Tyńcu i w której znajduje się Jaskinia Żmija. Trzy Ptaki na Niebie w czasie modłów/kontaktu z Bogami. Od pełnej czerni poprzez czysty błękit do całkowitej bieli.

[kliknij powiększ maksymalnie]

 DSC00456 3obrwprawo

00456 3 obroty w prawo – Skała Ściana z Grotą Żmijową nr1

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00457 3obrwprawo00457 3 obroty w prawo – Piekary naprzeciw Tyńca. Skała Ściana-Cracovia, ze Świętym Dębem na szczycie

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00461 3obrwprawo

00461 3 obroty w prawo – Bajowy Tyniec – Klasztor na Skale Żmija. Na sąsiednim wzgórzu widocznym tutaj  na lewo od klasztoru według naszego planu stanie kiedyś pierwszy obelisk Nadwiślańskiej Doliny Bogów Przyrody – 70 metrowy Świętowit z nowym rytem na ścianach albo Perun na koniu. Będzie dwa razy wyższy niż klasztor. Zapoczątkuje on szereg posągów Żywiołów – na skałach, które nazwaliśmy też Doliną Boskich Obelisków.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00462 3obrwprawo

00462 3 obroty w prawo – Żmijowe Skały w Piekarach – Skała Dębu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00463 3obrwprawo

00463 3 obroty w prawo – Bajeczny widok z nawłociami – złoto-błękitny, na Górę Grodzisko w Tyńcu.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00464 3obrwprawo

00464 3 obroty w prawo – Bajeczny klasztor w Tyńcu na Skale Żmija – Widać Jamę Żmija (Jaskinię Żmija). Po lewej Góra tarasowa i pod nią u podnóża restauracja Tarasy Tynieckie. Na tamtej górze powstanie 70-cio metrowy Obelisk Peruna bądź Świętowita. Pod klasztorem tynieckim jest obecnie przystań statków rzecznych a dawniej w latach 60-tych XX wieku działał prom z Tyńca do Piekar.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00465 3obrwprawo

00465 3 obroty w prawo – Piekary Żmijowe Skały i Żmijowe Groty – Skała Świętych Buków

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00466 3obrwprawo

00466 3 obroty w prawo – Zimowy Tyniec z Piekar nad Wisłą

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00467 30brwprawo

00467 3 obroty w prawo – Piekary, zejście do Wisły od Skał Żmijowych

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00471 3obrwprawo

oo471 3 obroty w prawo Piekary,  Skała Macicy od Wisły

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00472 3obrwprawo

00472 3 obroty w prawo – Skała Macicy

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00473 3obrwprawo00473, 3 obroty w prawo –  Skała Macicy od strony Podpory i Groty Macicy – nasz znacznik Czerni i Bieli Absolutnej uniwersalny na pierwszym planie

[kliknij powiększ maksymalnie]      

DSC00474 3obrwprawo

00474 3 obroty w prawo – Podpora Skały Macicy

[kliknij powiększ maksymalnie]

      DSC00475 1obrwprawo

oo475 1 obrót w prawo  – Wejście do Jaskini/Groty Macicy w Skale Macicy

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00477 3obrwprawo        00477 3 obroty w prawo – Jaskinia Macicy Wnętrze Trikolor

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00478 3 obr prawo 00478 3 obr w prawo – zamarznięta Martwa Odnoga Wisły w Piekarach, równoległa do rzeki. Pełna skala ostrości – To tylko aparat w komórce SonnyE

[kliknij powiększ maksymalnie] 

DSC00498 3obrprawo 00498 3obroty w prawo – Jaskinia Żmijowa nr 3

[kliknij powiększ maksymalnie] DSC00491 3obrwprawo00491 3 obroty w prawo – Tarnina wokół drogi na Płaskowyż Bażantów

[kliknij powiększ maksymalnie]  DSC00488 3obrwprawo

00488 3 0br0ty w prawo – Zaczarowany Wąwóz – srebro i złoto

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00485 3obrwprawo 00485 3 obroty w prawo – Zaczarowany Wąwóz ostro pod górę do Płaskowyżu Bażantów  

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00481 3obrwprawo

00481 3 obroty w prawo – Śniegowa Krzaczasta Brama ukrywająca starannie wejście do Zaczarowanego Wąwozu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00480 3obrwprawo

00480 3obroty w prawo – Wejście do Zaczarowanego Wąwozu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00499 3 obr prawo

00499 3 obroty w prawo – Grota Żmijowa nr 3

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00501 3obrprawo000501 3 obroty w prawo – Skała Kapliczka – na górze widoczna naturalna kapliczka właśnie

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00497 3 obr prawo00497 3 obr w prawo Płaskowyż Bażantów i Promień Słońca – Pierwsze V – Promienia i Góry Grodzisko.

[kliknij, powiększ maksymalnie]

DSC00496 3obrwprawo 00496 3 obroty w prawoPłaskowyż Bażantów – Drugie V – VV – : a – Góra Grodzisko i promień Słońca, b- Promień Słońca i skośna linia Skały Jaskimi Żmijowej po lewej

[kliknij powiększ maksymalnie] 

DSC00493 3 obr prawo 00493 3 obr w prawo Promień Słońca na Płaskowyżu Bażantów i Góra Grodzisko w Tyńcu po przeciwnej stronie Wisły. VVV – trzy litery V utworzone centralnie przez: a – krzewy, b – krzew i promień, c – promień i górę Grodzisko. Pełna gama bieli i czerni.

[kliknij i powiększ maksymalnie]

DSC00492 3obrwprawo

00492 3 obroty w prawo – Płaskowyż Bażantów – Ukośne linie światła i cienia na śniegu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00494 3obrwprawo

00-494 3 obroty w prawo – Modrzew na Płaskowyżu Bażantów

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00495 3obrwprawo0495 3 obroty w prawo – Brzozy na Płaskowyżu Bażantów

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00482 3 obr prawo 00482 3 obr w prawoWejście w Zaczarowany Wąwóz wiodący na Płaskowyż Bażantów. Nasz prywatny znacznik Czerni Absolutnej i Bieli Absolutnej – Czarny Bolo [kliknij powiększ maksymalnie] DSC00483 1 obr prawo00483 1 obr w prawo – Tarnina w Wąwozie. Obraz niebiesko-granatowy z elementem odsłonecznego różu w prawym górnym rogu. Widoczne lodowe iskry na tarninach na pierwszym planie.

[kliknij powiększ maksymalnie]

 DSC00504 3obr prawo

00504 3 obr w prawo. obraz który wyprawiał najdziksze swawole na drodze od mojego komputera do serwera WordPress. Mimo wykonanych 3 obrotów za pierwszym razem wszedł na boku. Zobaczcie poniżej ! Ta sama manipulacja i dwa różne efekty. Widać Jaskinię Żmija w Skale Żmija w Tyńcu. Na pierwszym planie zamrożone nawłocie.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00504 3 obr prawo

Pierwsza próba wstawienia obrazu, który w moim komputerze ma prawidłowe – poziome położenie, tak samo jak w aparacie komórki. Tutaj 3 obroty w prawo i powyżej po raz drugi 3 obroty w prawo. W tej chwili prawie wszystkie zdjęcia wykonane na SonyE moim, lub mojej żony, muszą być obracane, ale to zdjęcie pobija wszelkie rekordy „niesubordynacji” elektronicznej. Te zdjęcia były robione przeze mnie, ale jej aparatem, bo mój był pełny i „nie chciał się ” zrzuić kablem do komputera – zero reakcji, komputer go nie „widział „a do tej pory „widywał ” go całkiem dobrze. Musiałem to zrobić u Sawy przez Bluetooth.

Dusza i fizyka kwantowa – wywiad z Fredem Alanem Wolfem oraz antropozoficzne, teozoficzne i buddyjskie ujęcie tematu (zebrał Mezamir Snowid)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 1 Styczeń 2013

Dusza i fizyka kwantowa

Wywiad z Dr. Fred Alan Wolfem – autorem „Umysł stworzył materię”

Dr Fred Alan Wolf uzyskał stopień doktora w fizyce teoretycznej na UCLA. Kontynuuje on pisanie, prowadzi wykłady na całym świecie i przeprowadza badania na temat związku fizyki kwantowej i świadomości. Jest autorem książki, która zwyciężyła w konkursie National Book Award, oraz wielu innych książek, włączając „The Spiritual Universe”. Jest członkiem Martin Luther King Jr. Collegium of Scholars. Dr Wolf uczył na uniwersytecie w Londynie, uniwersytecie w Paryżu, w Instytucie Fizyki Nuklearnej (Hahn-Meitner Institute for Nuclear Physics) w Berlinie, w Izraelskim Uniwersytecie w Jeruzalem (The Hebrew University of Jerusalem) i w Stanowym Uniwersytecie San Diego w Stanach Zjednoczonych. Jego ostatnia książka jest zatytułowana „Mind into Matter”.

PYTANIE – Pozwól mi zacząć, zadając ci kilka pytań, które odnoszą się twojej ostatniej książki „Mind into Matter” oraz twoich poprzednich książek, szczególnie „Taking The Quantum Leap”. Jak różny jest świat fizyki kwantowej od świata, który widzimy?

FRED ALAN WOLF – To jest niewidzialny świat, choć wprost wpływa on na rzeczy, sprawiając, że je widzimy. To jest świat, w którym musimy sobie radzić w abstrakcyjny sposób myślenia lub postrzegania. Radzimy sobie tu z czymś całkowicie nieuchwytnym, że ja nazywam to qwiff – matematyczny konstrukt – który nigdy nie może być zauważony, zmierzony lub przetestowany. Mimo to qwiffs posiadają obserwowalne, mierzalne i testowane konsekwencje. To jest świat, który opisuje rzeczy, które my nazywamy atomami, molekułami, subatomicznymi częściami i nawet ostatnio częściej komputerami, głębszą kosmiczną komunikacją, tym, jak działają fotokomórki w twoim aparacie, telewizją, nowoczesnym komputerem i tym, jak to zasadniczo pracuje. Wszystkie te rzeczy nie byłyby możliwe bez zrozumienia podstawowych zasad, które my nazywamy fizyką kwantową.

PYTANIE – Czy to nam mówi, jak różny jest świat fizyki kwantowej?

FRED ALAN WOLF – Nie, to tylko tłumaczy, że jest nowa podstawa rozumienia istoty działania świata. Kiedy próbujemy zrozumieć świat w terminach tego, co dziś nazywane jest klasyczną fizyką, która to fizyka została wynaleziona w siedemnastym i osiemnastym wieku przez ludzi takich jak Isaac Newton, odkryliśmy na przykład, że nasze klasyczne rozumowanie było w zupełności wystarczające. Opisuje ono ruchy bardzo dużych obiektów, takich jak planety w ich orbitach, kierowanie pojazdami w dół ulicy i generalnie urządzeniami mechanicznymi. Ale kiedy próbowaliśmy zastosować ten sam rodzaj myślenia do bardzo małych, drobniutkich, atomowych i subatomowych dziedzin, odkryliśmy, że te klasyczne prawa przewidywały zdarzenia, które nie wystąpiły. Rzeczy, które się wydarzyły, były kompletnie nieprzewidywalne. W rzeczywistości fizyka kwantowa wprowadziła cały nowy sposób myślenia na temat nauki. To naprowadziło na fakt, że sposób, w jaki osoba obserwuje atomowe lub subatomowe zdarzenie, może w rzeczywistości przerabiać i zmieniać to zdarzenie w konsekwencje, które nie byłyby przewidywalne przez stare Newtoniańskie modele.

PYTANIE – Jak to działa?

FRED ALAN WOLF – Nawiązując do założeń fizyki kwantowej opartej na zasadzie nieokreśloności oraz zasadzie komplementarności, nie istnieje rzeczywistość do momentu, kiedy ta rzeczywistość jest postrzegana. Nasze percepcje rzeczywistości będą się konsekwentnie pojawiać, jako coś sprzecznego, dwojakiego i paradoksalnego. Jakkolwiek natychmiastowe doświadczenie rzeczywistości z bezpośredniego doświadczenia nie będzie wcale jawiło się jako paradoksalne. Rzeczywistość tylko wydaje się być paradoksalna, kiedy my konstruujemy historię naszych percepcji.

PYTANIE – To ma sens, kiedy patrzmy na cos nowego, decydując, co to znaczy. Ale aktualnie nie zmieniam rzeczywistości, nieprawdaż? Ja tylko zmieniam moje interpretacje na temat rzeczywistości.

FRED ALAN WOLF – Odpowiedź jest subtelna, ale tak zaskakująca, jak to tylko może się wydawać. Zmieniasz rzeczywistość wprost poprzez jej obserwację. W prawdziwym świecie mechaniki kwantowej ostatecznie i całkowicie my wpływamy na wszechświat, kiedykolwiek obserwujemy go lub cokolwiek w nim.

Rozważmy prosty przykład: kwantowa mechanika przedszkolnej piosenki zaczyna się tak: „Gwiazdka świeci, gwiazdka jasna, pierwsza gwiazdka, którą widzę tej nocy”. Qwiff opisujący foton wyemitowany z gwiazdy cztery lata świetlne od ziemi ma bardzo prosty schemat ruchu. Ten schemat przybiera formę kulistej, niekończącej się fali, która marszcząc się, pulsuje w kierunku od centrum na zewnątrz jak warstwy cebuli. Dwuwymiarowa wersja tego jest tworzona kiedykolwiek tylko rzucisz kamień do spokojnego stawu.

Potencjalny obserwator, A, na ziemi mógłby, na przykład myśleć o możliwości gwiazdy egzystującej w tym samym punkcie w przestrzeni. Wyobraź sobie nie odkrytą gwiazdę, wołającą o pomoc, proszącą o znalezienie. Wysyła ona pojedynczy foton qwiff, który rozchodzi się na całą przestrzeń. Każdy punkt na powierzchni jej fali jest prawdopodobnym punktem odkrycia. Ale nie ma we wszechświecie inteligencji by to wiedzieć. Tak więc powierzchnia fali rośnie, rozszerzając się dalej, ale stając się słabszą w miarę postępu. Być może jeśliby się to rozszerzało dalej w miarę postępu, tak jak nadmuchiwany balon, odnalazło by inteligencję. Nagle na ziemi coś wpada do głowy naszego myślącego obserwatora. W błysku szybszym niż światło, obserwator widzi światło gwiazdy. I w tej chwili qwiff zostaje drastycznie zmieniony, jak przekłuty balon. Można powiedzieć, że foton przybył. Na scenie pojawiła się inteligencja. Na scenie pojawiła się też wiedza. Wiedza została zmieniona. Pojedynczy qwiff fotonu, który został rozprzestrzeniony w orbicie o promieniu czterech lat świetlnych, załamał się w jednym atomowym zdarzeniu na siatkówce oka obserwatora. To wydarzenie – załamanie się funkcji fali ze średnicą ośmiu lat świetlnych do jednego punktu na siatkówce widza – jest zmianą wpływającą na cały wszechświat z powodu jednej chwili.

W międzyczasie, kolejny obserwator B, mógł również poszukiwać tego światła gwiazdy. Przypuśćmy, że obserwator B czekał na błysk, będąc na innej planecie, która również znajdowała się w odległości czterech lat świetlnych od gwiazdy, ale po przeciwnej stronie do obserwatora A. B mógł przegapić cały spektakl, ponieważ A uchwycił qwiff. Kiedy A zobaczył światło, zmienił prawdopodobieństwo na całą przestrzeń.

Ale tuż przed odkryciem obserwatora A, oboje, A i B mają równe szanse na odkrycie gwiazdy. W tym świecie zamieszkanym przez qwiffs, foton potencjalnie był w dwóch miejscach, blisko A i blisko B, w tym samym czasie. W rzeczy samej był potencjalnie i jednocześnie w każdym punkcie na tym okręgu qwiff. Później A zobaczył światło.

PYTANIE – Dlaczego?

FRED ALAN WOLF – Ponieważ w chwili, w której B wiedział, że nie ma fotonu, on lub ona od razu zmienił prawdopodobieństwo na możliwość nieistnienia dla niego tej sytuacji. Tak więc B, tak samo jak A był odpowiedzialny za zapadanie się qwiff.

PYTANIE – Czy to nie łamie wszystkich normalnych praw dotyczący przyczyny i efektu?

FRED ALAN WOLF – Natychmiastowe pochwycenie qwiff nie wydaje się przestrzegać zwykłych praw przyczyny i efektu. Z powodu natychmiastowości wydarzeń A i B, nie możemy powiedzieć, kto kontroluje kogo lub co kontroluje co. To jest tak, jakby umysły były chętne tak, jak głodne dzieci, wszystkie czekające tam, na zewnątrz aby pożreć pierwszy qwiff, który się pojawi.

PYTANIE – Podoba mi się ten widok.

FRED ALAN WOLF – Dzięki. Problem w tym, ż pierwszy żarłok nic nie zostawi dla reszty lub inaczej, poprzez jego akt niewiedzy, wytworzy ucztę wiedzy dla następnego.

PYTANIE – Ale jest tak dużo wiedzy. Chodzi mi o to, że gwiazda nie wypuszcza tylko jednego fotonu. Wypuszcza ich biliony. Więc nie oznacza to tylko dlatego, że jeśli ja widzę foton i uchwycę qwiff, to następna osoba nie będzie mogła zobaczyć następnego fotonu i uchwycić następnego qwiff.

FRED ALAN WOLF – Tak, oczywiście, chwilę później kolejny qwiff fotonu mógłby osiągnąć dwóch obserwatorów. I znów A może zobaczyć światło. Ale qwiff nie faworyzuje ani A ani B. Dla niego jest tak samo prawdopodobne, że B zobaczy ten foton. I jeśli go zobaczy, zmieni on rzeczywistość A tylko na chwilę. Później nadejdzie trzeci foton i czwarty i tak dalej. Każdy qwiff fotonu jest zmieniany z dwóch, prawie przeciwległych stron ogromnego, przestrzennego wszechświata. W tej kontynuowanej serii obserwacji ogromna odległość przestrzeni jest postrzegana przez obu: A i B. Tak więc z pewnego i być może z kosmicznego punktu widzenia, istnieje połączenie pomiędzy tymi dwoma obserwatorami A i B. Jakkolwiek oni mogą się o tym nigdy nie dowiedzieć. Przed obserwacjami poczynionymi przez A i B, qwiff był nieprzerwaną całością, rozprzestrzeniającą się na ogromne odległości przestrzeni. Przed obserwacją tego pojedynczego fotonu przez A nie było żadnego obiektywnego rozdzielenia pomiędzy A i B. Podział pojawi się kiedy foton był obserwowany. Poprzez obserwacje wszechświat, każdy obserwator zakłóca całkowitość tego wszechświata. Poprzez obserwację, każdy obserwator oddziela siebie od reszty tworzenia. Poprzez obserwację, obserwator zdobywa wiedzę ale również płaci cenę. Staje się bardziej i bardziej wyizolowany. Być może to jest to, co uważa się za drzewo wiedzy w Ogrodzie Edenu. Pierwszy kęs jabłka jest słodki ale kosztowny. Nasze oczy otwierają się i widzimy, że jesteśmy sami.

PYTANIE – I czy zmieniamy wszechświat poprzez stanie się świadomym tego wszechświata, poprzez koncentracje na nim?

FRED ALAN WOLF – Tak. Świadomość jest tym, co świadomość robi. To odgrywa podwójną rolę we wszechświecie. W świecie kwantów jest to zarówno świadomość, jak i tworzenie doświadczenia. Po krótce wiedza to umysł a bycie to substancja. Ta interakcja pomiędzy umysłem i substancją lub wiedzą i byciem, konsternowała filozofów od wieków i jest nazywana „problemem umysłu – ciała”.

Problem ten wiąże się z wolą. Nie będzie wystarczające, jeśli tylko sprawimy, że praca będzie wykonana – tu jest haczyk.

PYTANIE – Jak poprzez wolę sprawiasz, że cos się dzieje? Innymi słowy, kiedy wybiorę, żeby cos zrobić, jak się to wykonuje i skąd wiem, że ja to robię?

FRED ALAN WOLF – Zaskakująco, to jest kwantowe niezdecydowanie, które prowadzi do zdecydowanych wyborów na normalnym poziomie postrzeganego doświadczenia. Jeśliby to niezdecydowanie w jakiś sposób zniknęło, moja wola nie mogłaby by być wypełniona. W ogóle nie miałbym wyboru.

PYTANIE – Nie rozumiem.

FRED ALAN WOLF – Co to jest za zdarzenie, o którym mówimy? To jest komórka nerwowa, która sama reaguje. Można iść nawet głębiej w dół na skali wydarzeń: ten mniejszy podsystem zawiera jedną złożoną molekułę zwaną metyloamina, która zawiera dwa atomy wodoru i jeden atom azotu, uformowane w trójkąt. To jest część aktywnej grupy atomów, w molekule enzymu, w środku komórki nerwowej i położonej blisko ściany komórki. Możemy myśleć o tym enzymie jako o rodzaju portiera. Mały podsystem, którym jesteśmy zainteresowani leży na końcu ogonów enzymu portiera. Scenariusz idzie jakby w ten sposób: komórka nerwowa reaguje. Białkowa brama przechodzi zmianę w strukturę odpowiednią dla bramy kanałowej. Ogon wchodzi do bramy. Dwa atomu wodoru formują linię podstawową na małym koniuszku ogona, z atomem azotu powyżej lub poniżej tej linii. Jeśli atom azotu jest powyżej linii podstawowej, ogon wpasowuje się do bramy, jak klucz do zamka i brama pozostaje otwarta aby zareagować, kiedy ogon opuści bramę. Jeśli, z drugiej strony patrząc, atom azotu jest poniżej linii podstawowej, ogon ponownie dopasowuje się do bramy, ale jak dobry chłopiec, zamyka on bramę po kontakcie z nią. To są jedyne dwa sposoby dopasowania końcówki ogona – „klucza” do bramy – „zamka”. Jak na razie wszystko idzie dobrze. Trójkąt „do góry” utrzymuje bramę otwartą. Trójkąt „do dołu” zamyka bramę. Więc co się dzieje? To zależy od tego, czy to zauważysz, czy nie. Jesteśmy w kwantowej krainie. To jest akt zauważenia, który sprawia, że komórka reaguje, chwyta qwiff. Od chwili, kiedy wydarzenie jest zauważone, moment, który następuje jest wydarzeniem świadomości, świat jest innym miejscem. Tak jest, ponieważ ocena możliwości, teraz dostępna dla obserwatora, również się zmieniła.

PYTANIE – Więc to jest atom, który postrzega i decyduje, czy otworzyć się, czy zamknąć, czy nie? Czy mówisz, że atomy są świadome? Czy one mogą dokonywać wyboru?

FRED ALAN WOLF – Na poziomie atomowym świadomość jest z konieczności prymitywna i samo – refleksyjna. Neurony zawierają być może kilka miliardów atomowych „samo – refleksyjnych umysłów”. Ta samo – refleksyjna właściwość pochodzi z fizyki kwantowej w subtelny sposób. Te umysły, wszystkie są razem agentami, które ustalają twoją agencję inteligencji. Na poziomie molekularnym każdy agent wykonuje proste zadanie: zauważanie siebie. To jest jakby tak, że jedna potencjalna rzeczywistość zauważa drugą potencjalną rzeczywistość w obrębie tego samego czystego qwiff. W tym małym tajemniczym zdarzeniu, jedna z tych potencjalnych rzeczywistości nagle „pojawia się”. Akt świadomości jest kreowaniem rzeczywistości na poziomie atomowym i molekularnym. Teraz neuron jest zaalarmowany aby dać sygnał do mięśnia. Następnie neuron powiadamia mięsień. I tak dalej i dalej to idzie.

PYTANIE – Więc to jest tak, że umysł dokonuje tych wszystkich wyborów na poziomie atomowym?

FRED ALAN WOLF – Istnieje zamierzona, subtelna różnica pomiędzy jednym umysłem a indywidualnymi atomowymi umysłami. Atomowe umysły wychwytują qwiffs. One operują na poziomie mechaniki kwantowej. One działają w dziwacznym świecie pośród możliwości qwiff. I ich wybory nie są dokonane, dopóki one nie wybiorą. Każda akcja atomowego umysłu wychwytuje qwiff. Kiedy atomowy umysł pracuje, brama jest przygotowana na otwarcie. Jeden umysł normalnie nie zajmuje się rzeczywistościami. Naprawdę on tylko ma do czynienia z atomowymi umysłami i działa z tym, co zostało stworzone poprzez ich wybory. On działa jako zapis danych. Wyobraź sobie swój umysł jako szefa twojego centralnego systemu nerwowego. Wyobraź sobie twoje indywidualne atomowe umysły jako agentów działających niezależnie. Poprzez dodanie doświadczeń atomowych umysłów, jeden umysł tworzy swój rozum. On dosłownie stwarza jedną umysłowość. Robi to automatycznie. Przekształca nowe doświadczenia na stare i wytwarza nawyki.

PYTANIE – Więc jeden umysł jest sumą wszystkich wyborów, dokonanych przez miliardy atomowych umysłów? Gdzie w tym jest wolna wola?

FRED ALAN WOLF – Wyjątkowa wolność umysłu jest taka, że w tym samym czasie istnieją wszystkie atomowe umysły i żaden z nich. Nie ma żadnych, wyraźnych linii dzielących pomiędzy jednym umysłem i jakimkolwiek innym umysłem w obrębie ciała. Ta wolność wzrasta, ponieważ umysł nie ma umiejscowienia w przestrzeni. I tylko sobie wyobraź, jeżeli ten pomysł jest prawdziwy, to świadomość jest w stanie wyczuwać rzeczy na skalę atomową. Daje to niewyobrażalne możliwości. Oznacza to, że nowe lub oryginalne wydarzenia mogą być akceptowane na poziomie atomowym, na poziomie, gdzie potencjalna rzeczywistość staje się rzeczywistością. W mojej niezbadanej wyobraźni rysuję Boga w centrum całego wszechświata, przygotowującego kwantowe uczty wiedzy, wszystkie rodzaje magicznych i smakowitych, przyszłych dóbr, w postaci wspaniałych qwiffs. Qwiffs rozprzestrzeniają się na wszechświat szybciej niż światło, podróżując wstecz i w przód w czasie. A Bóg wykrzykuje, jak dobra Żydowska matka: „Jedzcie, jedzcie moje dzieci. To są wspaniałe, smakowite rzeczy, prawdziwe perły”. Ale niestety jesteśmy publicznością, która bardzo się boi tego, co może nastąpić. Oglądamy wspaniałości i jęczymy. Boimy się śmiać z żartów Wielkiego. Boimy się ucztować przy nowym jedzeniu, z obawy przed niestrawnością.

PYTANIE – Ale świat wydaję się być taki zaburzony. Jak Einstein powiedział: „Bóg nie gra w kości”.

FRED ALAN WOLF – Możemy powiedzieć, że wola Boga jest wykonywana w świecie qwiff, w kwantowej funkcji fali. To jest przyczynowy świat dokładnej, matematycznej precyzji, ale nie ma obecnej materii. To jest świat paradoksu i kompletnego zamętu dla człowieka, ograniczonej inteligencji. Dlatego jest to świat, gdzie rzecz znajduje się zarówno w jednym miejscu i w jednym czasie, jak i znajduje się w niezliczonej liczbie miejsc w tym samym czasie. Mimo to istnieje wyraźny porządek dla tego paradoksu. Jest wzorzec dla wielu pozycji, symetria. Ale my, którzy egzystujemy w świecie materii, możemy tylko zakłócać perfekcję paradoksu poprzez próbę obserwacji wzoru. Płacimy wielką cenę za materialny świat. Ta cena zawiera nasze zdrowie psychiczne. Nie potrafimy zrobić totalnego porządku z naszych obserwacji. Zawsze pojawi się coś, co jest przeoczone. To zaburzenie porządku Boga wydaję się używać nas jako Zasadę Nieokreśloności. Stąd stajemy się bezsilni, mając poczucie niższości i długo dla porządku jesteśmy bezsilni aby tworzyć wszechświat. Wszystko, co możemy zrobić, to iść razem z tym. Z drugiej strony mamy wolność wyboru. Nasza wielka bezsilność w tworzeniu perfekcyjnego porządku zezwala nam na tworzenie. Możesz powiedzieć, że Zasada Nieokreśloności jest mieczem o dwu ostrzach. Uwalnia nas od przeszłości, ponieważ nic nie może być zdeterminowane wcześniej. To daje nam wolność wyboru, jak mamy się poruszać we wszechświecie. Ale nie możemy przewidywać rezultatów naszych wyborów. Możemy wybierać, ale nie możemy wiedzieć, czy nasze wybory zakończą się sukcesem.

PYTANIE – Pozwól mi teraz zatrzymać się na chwilę i zapytać cię konkretnie o związek pomiędzy duszą i fizyką kwantową. Wielu naukowców kwestionuje to, że dusza istnieje. Wielu innych w naszej kulturze kwestionuje, że dusza ma jakiekolwiek znaczenie w zorientowanym naukowo, wyszkolonym technicznie, nowoczesnym społeczeństwie. Ponieważ nauka jest w wielkim stopniu odpowiedzialna za ukazywanie świata jako jedynie kolekcjonowania mechanicznych części działających na siebie, niektórzy ludzie czują się trochę niekomfortowo, kiedy fizyka kwantowa, taka jak twoja, próbuje zdefiniować duszę w naukowych określeniach. Niemniej, coraz więcej ludzi jest uwikłanych w pytanie dotyczące duszy, ludzkiego ducha i duchowości. Co to jest dusza z punktu widzenia fizyki kwantowej?

FRED ALAN WOLF – To jest naprawdę bardzo stare pytanie, jeśli zostawimy część „fizyka kwantowa”. Rozpoczęto to wielką debatą tysiące lat temu w starożytnej Grecji, pomiędzy zwolennikami Platona i jego studentem Arystotelesem. W skrócie dusza to agent rzeczywistości. Platon wierzył, że fizyczne zmysły będą zawsze zmierzać do zaćmienia naszej percepcji wszechświata. Nawiązując do niego, zwykły fakt, że jesteśmy ucieleśnieni, sprawia, że nasza percepcja jest jakoś zniekształcona, jakoś niedokładna, jakaś z iluzji. Podczas pracy nad poziomem ciała i zmysłów Platon sądził, że nigdy nie będziemy mogli doświadczyć rzeczy, takimi, jakimi są „w rzeczywistości”. Nauczał on, że istnieje bardziej doskonałe, niematerialne królestwo istnienia. Natomiast Arystoteles nauczał, że nie ma świata poza naszymi zmysłami. W dzisiejszych czasach naukowcy wynaleźli wyrafinowane instrumenty naukowe, takie jak mikroskop i teleskop, aby rozszerzyć moc naszych zmysłów, ale mimo to znakomita większość naukowców nadal podziela podstawowy pogląd na świat Arystotelesa. Ja wierzę, że odkrycia fizyki kwantowej w większym stopniu popierają Platona. Istnieje dowód, który sugeruje istnienie niematerialnego, nie – fizycznego wszechświata, który posiada rzeczywistość nawet, jeśli nie może to jeszcze być wyraźnie postrzegane przez nasze zmysły i naukowe instrumenty. Kiedy rozważymy doświadczenia bycia poza ciałem, podróże szamanów i świadome stany snu, które nie mogą być powtórzone w prawdziwym, naukowym sensie, one również wskazują na egzystencję niematerialnego wymiaru rzeczywistości. Teraz większość z nas nie jest wyćwiczona aby szukać i doświadczać naszych dusz. Zostaliśmy mniej lub bardziej wyszkoleni aby szukać rzeczy, które mogą być uchwycone – rzeczy, które są fizyczne lub stałe. Nie możesz sobie ot tak sięgnąć i dotknąć duszy. Mimo to, dusza jako ożywiona zasada we wszechświecie jest ostatecznie bardziej ważna, niż wszystko inne, co jest fizyczne lub namacalne.

PYTANIE – Pytanie, które później powstaje to „Jak to jest, że większość ludzi bezpośrednio nie doświadcza obecności swoich dusz”? Mogą czytać o duszy, mogą w nią wierzyć, ale jeśli dusza jest realna, dlaczego mają poczucie utraty duszy, jej nieobecności w swoim życiu?

FRED ALAN WOLF – Odpowiedź może być znaleziona w samej naturze duszy. Dusza jest żywa i pełna energii choć doświadczana subiektywnie. Wchodzę bardziej w detale na ten temat w swojej książce „Mind into Matter”. Świat, który widzimy naszymi codziennymi oczyma – poprzez filtr naszych zmysłów – jest pochodną bardziej „obiektywnego” świata. „Tamten” obiektywny świat i subiektywnie doświadczany „świat duszy” są w konflikcie ze sobą. To odnosi się do tego, co duchowi nauczyciele mówili o tym, co dzieje się, kiedy żyjący duch schodzi w sferę materii – jest walka. Więc jeśli staniemy się za bardzo zaangażowani w przedmiotowe, zewnętrzne procesy życiowe, będziemy tracić kontakt z percepcją z poziomu naszej duszy. Percepcja z poziomu naszej duszy jest wtedy, kiedy podążamy do środka siebie w wewnętrznym wyciszeniu, takim jak podczas medytacji. Możemy wtedy zacząć dostrzegać coś, co jest głębiej i bardziej znaczące, niż tylko przedmiotowa „gdzieś tam zewnętrzność”. Więc to jest bardzo ważne dla tych z nas, którzy utracili kontakt ze swoimi duszami, by spędzać trochę czasu w ciszy – nie w myśleniu, nie w wypełnianiu dziennej listy wszystkiego, co musi być zrobione – ale w byciu ze sobą w sposób, który pozwala na głębszą, wewnętrzną rzeczywistość aby kipiała od wewnątrz twojej świadomości.

PYTANIE – Niektórzy ludzie mają problem z zaakceptowaniem, że coś może być rzeczywiste ale niematerialne. Czy jest cokolwiek w nauce, co jest rzeczywiste ale niematerialne?

FRED ALAN WOLF – W sumie jest dużo, że nauka musi zmienić swój sposób opisywania rzeczywistości. Na przykład magnetyzm jest dobrze znaną sferą studiów, gdzie zaprezentowaliśmy istnienie czegoś, co jest realne ale wciąż niestałe lub nienamacalne. Będąc dziećmi, w klasie naukowej mogliście zobaczyć, jak zgina się końska podkowa, jak pręt magnesu przesuwał żelazne plomby w obręb pola magnetycznego bez fizycznego dotykania magnesem tych żelaznych plomb aby się poruszały dookoła. Tak więc efekty magnetyzmu jasno pokazują, że coś może istnieć, jest prawdziwe, nie jest materialne i stałe i mimo to może wypełnić przestrzeń i poruszać się w czasie – jak wiemy, robią to pola magnetyczne. Jeśli powszechny fenomen, jak pole magnetyczne, działające na żelazne plomby może to zrobić, czy więc dusza nie może być niewidzialna, nie – materialna, super – inteligentna, ożywiająca siły, które podobnie wpływają na i poprzez ludzkie ciało i wszechświat.? Aby dalej odkrywać możliwą naturę duszy w terminach naukowych, możemy spojrzeć w serce fizyki kwantowej. Fizyka kwantowa pokazała w eksperymentach z subatomowymi częściami, że poszczególne pola posiadają rodzaj inteligencji i wydają się być zdolne do robienia rzeczy, których zwykłe pola nie potrafią. Jednym, bardzo dziwnym procesem, który fizycy obserwują, jest to, że elektrony po prostu znikają w obłoczku światła, kiedy wchodzą w interakcję z pewnymi innymi częściami. Na początku nie widzieliśmy, dlaczego to się działo. Później uświadomiliśmy sobie, że te znikające elektrony wchodziły w interakcję z antymaterią. Ponieważ elektrony antymaterii ustawiały się przeciwnie do elektronów, to kiedy przeciwstawne części się spotkają, unicestwiają się nawzajem. Kiedy bliżej studiowaliśmy antymaterię, zaczęliśmy o niej mówić jako o „bąbelkach w absolutnej próżni pustej przestrzeni”.

PYTANIE – Co to jest ta „absolutna próżnia pustej przestrzeni”?

FRED ALAN WOLF – Więc, jak wielu z was kiedykolwiek zasnęło oglądając telewizję późno w nocy i kiedy później obudziliście się, słyszeliście stały, uciszający hałas z ekranu waszego telewizora? Ten hałas, produkowany w środku odbiornika telewizyjnego, jest wzmocnionym odgłosem tej „próżni przestrzeni”. Wielu fizyków kwantowych, włączając mnie, wierzy, że cały wszechświat, całe stworzenie powstało z „absolutnej nicości próżni przestrzeni”. Ta próżnia nicości jawi się jako inteligentna, aktywna i posiadająca świadomość. Źródło duszy wydobywa się i jest obecne w tej próżni. Wprawdzie samo pojęcie, że „coś” może być stworzone z „niczego” jest bardzo trudnym pojęciem dla umysłu do uchwycenia. Teoretyzuję, że dusza pojawiła się w tym samym czasie, co cała materia – w czasie „Wielkiego wybuchu”, 15 miliardów lat temu. Nawiązując do naszego teraźniejszego modelu naukowego, wszechświat i dusza będą kontynuowały egzystencję przez następne 20 miliardów lat, aż do momentu, który nazywany jest przez naukowców „Wielkim Zgnieceniem”, „Wielkim Kresem” lub też „Wielkim Krachem”. Pomiędzy tymi dwoma punktami od Wielkiego Wybuchu na początku czasu do Wielkiego Kresu na końcu czasu – cała materia we wszechświecie pojawia się, rozszerza się do maksymalnego punktu i później kurczy się w nicość. I poprzez to wszystko, najwyższa inteligencja, nazywaj to, jak wolisz, prowadzi i kieruje różnorodność aktywności wszystkiego we wszechświecie, w niezgłębiony, niewidzialny sposób włączając w to wszystkie żyjące formy życia.

PYTANIE – Niektórzy ludzie mówią o świetle, które jest widziane w momencie śmierci i w doświadczeniach bliskich śmierci. Co to jest?

FRED ALAN WOLF – Z naukowego punktu widzenia ciężko jest powiedzieć dokładnie, co się dzieje. I powód, dla którego nie wiemy jest taki, że nie mamy pojęcia, w którym miejscu jest obserwator, który widzi to Światło. Dla przykładu, w tym momencie masz pewne uczucie bycia obecnym w swoim ciele, rozglądając się na świat. Ale nawiązując do tego, co wiemy z fizyki, to jest iluzja percepcji: Nie ma miejsca wewnątrz twojego ciała, gdzie „ty” aktualnie istniejesz. Nie posiadasz szczególnego zakresu przestrzeni lub miejsca, które jest „tobą”. To jest iluzją myśleć, że wszystko na zewnątrz tego zakresu przestrzeni nie jest „tobą” – co jak często się mówi, to jest „na zewnątrz ciebie”. Najlepszym opisem, który możemy dać dla tego uczucia obecności jest, że „jesteś wszędzie”. Głównym powodem, że masz więcej świadomości w ciele jest wprost dlatego, że aparat sensoryczny ciała kieruje dużą ilość swojej uwagi i ta ilość uwagi jest podłączona do twoich fizycznych zmysłów. Mamy uczucie iluzji, że nasze ludzkie ciała są stałe, ale w rzeczywistości one składają się z 99,99% pustej przestrzeni. Jeśli atom zostałby napompowany do wielkości całego stadionu piłkarskiego, jądro atomu mogłoby być porównywane do wielkości pojedynczego ziarnka ryżu umieszczonego na linii 45 metrów. Teraz, dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ w atomie jądro stanowi 99,99% całości materii lub masy. Atomy zbudowane są głównie z przestrzeni. Tak więc, mimo że doświadczamy siebie, jako bycia tymi ludzkimi ciałami, bardziej jest tak, że to „kim jesteśmy” jest świadomością i pamięcią, która żyje w przestrzeni.

PYTANIE – Niektórzy ludzie mogą się zastanawiać, co to jest ten fenomen „światła na końcu tunelu”, który czasem występuje w doświadczeniach bliskich śmierci i być może również w momencie zgonu.

FRED ALAN WOLF – Pozwól mi tu coś zaproponować. Mimo, że wszystkie materialne obiekty nie mogą, według definicji, podróżować szybciej niż prędkość światła, istnieje dowód, że dusza, która jest nie – fizyczna i dlatego nieograniczona przez ruchy w świecie materialnym, może podróżować szybciej niż prędkość światła. Podróżowanie szybciej od prędkości światła nazywane jest „prędkością nadświetlną”.

Tak więc w momencie śmierci lub podczas doświadczeń bliskich śmierci, może równie dobrze się zdarzyć, że osoba przechodzi ze świata materialnego – który operuje w prędkościach mniejszych niż prędkość światła – do świata, który działa szybciej niż prędkość światła, do tak zwanego „nadświetlnego” świata duchowego. W tym transferze efekt tunelu może mieć miejsce w takim samym stopniu, jak w tym, co astrofizycy nazywają „czarną dziurą”. Teraz jesteśmy tu, gdzie zaczyna być naprawdę interesująco. W nadświetlnej prędkości duszy wychodzimy poza czas i przestrzeń, której doświadczamy w tym fizycznym wymiarze. Mamy później fenomen bycia zdolnym do poruszania się w przód i wstecz w czasie i przestrzeni. Ludzie, którzy powracają z doświadczeń bliskich śmierci, opisują coś właśnie takiego. Co ci ludzie prawdopodobnie doświadczają, to okna na ten rodzaj czasu / przestrzeni w wymiarze rzeczywistości.

PYTANIE – Wielu ludzi również donosi, zarówno ci w momencie ich śmierci, jak i ci którzy powrócili z doświadczeń bliskich śmierci, że doświadczyli widzenia nie tylko ich ukochanych, którzy już odeszli, ale też spotkania, jak to nazywam „super świetlistych postaci”, takich jak Jezus, Matka Maria, Mojżesz, Kriszna lub innych świętych osobistości. Czy może to być wyjaśnione?

FRED ALAN WOLF – Specyficzna, super – świetlista postać, która pojawia się, zwykle jest oparta na wychowaniu osoby – Jezus pojawia się dla Chrześcijan, Kriszna dla Hindusów etc. Ale dlaczego te konkretne osoby ukazują się w naszej świadomości? Cóż, ja wierzę, że te istoty są symbolicznymi reprezentacjami naszych duchowych ideałów. Na wyższym poziomie, każdy ucieleśnia archetypowe cechy Jezusa, Kriszny, Mahometa etc. Te archetypy naszych ideałów leczą nasze poczucie utraty duszy i służą nam duchowym ożywieniem, by pomóc nam pamiętać o części nas, o której zwykle zapominamy w codziennym życiu. Fizyka procesu doświadczania tych istot zawiera interakcję pomiędzy nasza duszą i naszym cielesnym umysłem. To nie jest nic mniej niż „fizyka Boga”, o której tu mówimy.

PYTANIE – Niektórzy mogą się zastanawiać – „Dobrze, jeśli fizyka kwantowa oferuje dowód na istnienie duszy, gdzie jest Bóg w tym obrazie”?

FRED ALAN WOLF – Pozwól mi zaoferować spekulatywną ale naukowo uzasadnioną wizję Boga. Po pierwsze, rozmawiając na temat jakiegokolwiek fenomenu, włączając Boga, naukowcy wolą bardziej mówić, że coś lub ktoś zachowuje się w ten lub tamten sposób, niż że coś lub ktoś robi to albo tamto. Więc używając tej naukowej terminologii, jak Bóg zachowuje się we wszechświecie? Cóż, jeśli czytamy biblię, sposoby zachowywania się Boga wydają się być bardzo paradoksalne. Ale jest jeden sposób, w jaki zachowuje się Bóg i wydaje się on być bardzo istotny dla tej dyskusji. Bóg tworzy. Bóg jest uznawany za najwyższego Stwórcę wszystkiego, co jest. Jeśli taka jest kwestia, czy jest więc możliwe aby mówić o „fizyce zachowywania się Boga”, która wyjaśniam jak Bóg tworzy? Zasadniczo, patrzymy na proces, w którym podstawowe źródło wszystkiego – „Bóg”, lub jakiekolwiek imię chcesz mu nadać, przekształca świadomość w materię. Raz, kiedy się to zdarzy, materia właściwie zachowuje się, jak rodzaj odbicia lub lustra inteligencji, z którego wyskoczyła. Kiedy materia modyfikuje siebie wraz z upływem czasu, w trwającym, ewolucyjnym procesie, nowe informacje i inteligencja kontynuują bycie odbijanym we wciąż rozwijającym się wszechświecie. Więc to jest tym, co nazywamy, że Bóg kontynuuje tworzenie, z niezmierzoną inteligencją w każdej miliardowej części sekundy z miliardów sekund, teraz i przez następne miliardy lat, które nadejdą. To, co jest stworzone, wraz z ta idealną inteligencją, odbija i modyfikuje wszystko w każdym momencie i na każdym poziomie. To dzieje się od najmniejszego elektronu do największej galaktyki, włączając wszystkie formy życia we wszechświecie. Teraz na ludzkim poziomie, niektórzy ludzie rozpatrują swoje życie i denerwują się. Oni myślą, Boże , po co ja żyję? Czy to nie jest straszne, że umrę? Życie było już czarne, kiedy się zaczęło. Życie było czarne, kiedy tu byłem i znów będzie czarne, kiedy się skończy. Och, Boże, co to jest to wszystko dookoła? Moim zdaniem, nawet ta ciemność i rozpacz zostały zaprojektowane w Bożym systemie. Możesz nie wierzyć do końca lub nawet w tym momencie nie pamiętać tego, ale w sumie stworzyłeś wszystko z tego. Teraz, „Ty”, który stworzył to wszystko, nie jest osobą czy osobowością. Ten wewnątrz siebie, który identyfikuje się jako „Jestem Joe”, „Jestem Marta”‚ „Jestem Sam” – to nie jest osoba, do której albo o której ja tu mówię. To jest lepsza esencja „Ja”, ta głębsza obecność, ta pracująca sama w sobie świadomość, która jest w tobie, we mnie, w każdym. To „Ja” pracujące w ciele, jest tym samym, co odbite w archetypowym obrazie Jezusa, Mojżesza, Kriszny, wszystkich, którzy przypominają nam o naszej prawdziwej esencji. Istnieje obecność tych bytów, ale są one odbiciami albo reprezentacjami naszej własnej identyfikacji, z naszym własnym, lepszym, głębszym „Ja”.

Kiedy Einstein umarł, naukowcy byli zainteresowani przebadaniem jego mózgu, aby sprawdzić, czy było coś specjalnego w nim, co sprawiło, że był geniuszem. Poza większą ilością komórek glejowych w jego wzrokowej korze mózgowej, nic nie było. Jego mózg nadal znajduje się w słoju na Uniwersytecie Princeton. Nie zamierzamy znajdywać, co sprawia, że jedna osoba jest mądra a inna głupia poprzez patrzenie na ich mózgi, chyba, że występuje uszkodzenie fizyczne. Więc nie będziemy szukać źródła inteligencji i duszy w materialnym świecie. Ja nie postrzegam duszy i świadomości jako epifenomenu (drugorzędny fenomen, który jest produktem poprzedniego) albo produktu materii. To działa w inny sposób. Postrzegam materię jako epifenomen duszy i świadomości. Świat materialny rozwinął się z absolutnej próżni przestrzeni – domu duszy.

PYTANIE – Pozwól mi się jeszcze raz zatrzymać. Chciałbym spojrzeć, jak twoja praca oferuje jakieś światowe perspektywy i dostarcza jakichś wskazówek o przyszłości. Wydaje się, że żyjemy w czasie przyspieszenia. Wielu ludzi mówi o naszych zmieniających się czasach i opisuje je jako niespotykane. Czy my znajdujemy się w środku zmiany? Czy globalna świadomość zmienia się? Jakie jest twoje zdanie na temat zmiany świadomości, jak to niektórzy mówią, ze świadomości dualistycznej do świadomości zjednoczonej?

FRED ALAN WOLF – poprzez przyspieszenie procesu indywidualizacji, własne ja staje się bardziej świadome jedności świadomości. To jest jak paradoks. Wraz z tym, jak stajemy się bardziej inteligentni, stajemy się bardziej świadomi jedności. Bez separacji, bez indywidualności, ta przejrzystość jedności nigdy by nie wystąpiła. Mogłoby to być praktykowane, bezgłośnie mówione lub udawane, że jest rozumiane. Ale dzisiaj ludzie posiadają doświadczenie jedności poprzez indywidualność. To nie jest tylko kwestia jedności. To jest doświadczanie jedności jako jednostka, nie poprzez grupową medytację czy grupowe rozważanie, ale poprzez indywidualne stawanie się świadomym i jest więcej niż tylko jedno własne, indywidualne myślenie. Ten psychiczny poziom świadomości zwiększa się, ale nie poprzez grupowe ćwiczenie. Właśnie teraz istnieje ogromne pragnienie. Jednostki chcą wiedzieć. Dążą one do znalezienia punktu oparcia w nowej bazie wiedzy. Chcą wiedzy. Cóż, one chcą tej wiedzy, ponieważ mogą poczuć zapach, lub wyczuć, lub domyślić się, że istnieje nowa forma świadomości, pojawiająca się wokół nich. Dziś narzędzia technologiczne również prowadzą do tej wspanialszej świadomości. Prawie banalnym przykładem tego jest Internet, który prowadzi do globalnej komunikacji prawie z prędkością światła. Z tym wiąże się wyłaniające poczucie jedności umysłu. Istnieje wielka nadzieja, wielka obietnica. Ale to nie przychodzi do nas, jak to zwykło przychodzić do naszych przodków, kiedy oni byli plemieniem komunikującym się jako całość. Mogli oni jako całość żywić się nawzajem, próbować przywrócić uczucie obecnego zjednoczenia – jedność ducha. Już się tak nie dzieje. Teraz mamy ludzi w małych odosobnionych pokojach. Poza koncertami rockowymi i paroma innymi wydarzeniami, ludzie już nie zbierają się tak często, jak zwykli to robić. Mogą iść w nowe formy mediów, zwiększające jedność ale to jest poprzez bębnienie i wrażenie zewnętrznego technologicznego wpływu, kiedy ludzie przychodzą na te koncerty i podobne wydarzenia. Ubawy i koncerty są przykładami tego, co myślę, że prowadzi do jedności świadomości. Jednostki chcą kąpać się w tym doświadczeniu. Ludzie nie przychodzą aby koniecznie być razem. Oni przychodzą aby być w samotności, kołysząc się w rytm muzyki. To jest inne doświadczenie, choć może ono prowadzić do jedności.

PYTANIE – Chciałbym dotrzeć do czegoś, co fizycy kwantowi nazywają efektem obserwatora. Wielu mistyków i rdzennych szamanów mówiło o przepowiedni i przedstawianiu rzeczywistości. Oni mówią, że wpływamy i przedstawiamy rzeczywistość poprzez zbiorową świadomość. Innymi słowy, wybieramy nasz wynik. Niektórzy wysunęli teorię, że możemy mieć alternatywne rzeczywistości. Jedną z nich na przykład jest destrukcja planety ziemi. Kolejna alternatywna rzeczywistość mogłaby być pozytywna dla ziemi. Czy nowi fizycy mogą wyjaśnić możliwość indywidualnej i grupowej ludzkiej świadomości wpływającej lub przedstawiającej rzeczywistość?

FRED ALAN WOLF – Jest tu kilka rzeczy do przedyskutowania. Każda z nich musi być rozważona oddzielnie, zanim zaczniemy rysować konkluzję na temat tego, co w podsumowaniu to wszystko ogólnie razem znaczy. Po pierwsze, co to jest efekt obserwatora? Po drugie, jaki jest wpływ dużej grupy jednostek na system lub społeczeństwo? Następnie, jakie są rzeczywistości w tym obrazie? Czy istnieją takie rzeczywistości i co to znaczy dokonywać wyboru? Jak to się ma do tej całej gry? Po pierwsze, ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, nie ma alternatywnych rzeczywistości. Jest tylko fizyczny świat i są rzeczy, które robisz aby coś przenieść albo poruszyć się. Nic tak naprawdę nie zmienia się. Wszystko jest zachowane. Obiekt może być przesunięty z jednego miejsca w drugie i gdy się to dzieje, ktoś mówi, że rzeczy zmieniły się. W rzeczywistości nie. One tylko mniej lub bardziej zmieniły pozycję, jak ludzie bawiący się w zabawę z zamienianiem krzeseł. To jest klasyczny punkt widzenia. Przyjmuje się, że obiekty istnieją, niezależnie od tego czy ktoś jest tam, żeby je obserwować czy nie. Jeśli drzewo upada w lesie, robi hałas. Niezależnie, czy jest jakieś ucho do słuchania, czy nie, to drzewo hałasuje. Ludzkie istoty są niczym więcej, jak tylko fizycznym ruchem małych obiektów, w środku rzeczy nazywanych ciałami. Szybki sposób, w jaki ten ruch pojawia się i jego aktywność, daje to, co przedstawia się jako myśl, uczucia i tak dalej. Wszystko to, co się dzieje, jest ruchem czegoś. To jest powszechnie akceptowany, materialny punkt widzenia.

Dalekim od tego punktu widzenia jest idealne, obdarzone wyobraźnią mistyczne doświadczenie. Cokolwiek na zewnątrz materialnego jest nieważne. Obdarzony wyobraźnią lub mistyczny element jest obecnie brakujący z materialnego punktu widzenia i nigdy nie będzie wytłumaczony. Dlatego też, klasyczny pogląd jest tak specyficzny i wąski. Materialny punkt widzenia był bardzo pomocny w dokonaniu naukowej rewolucji. Był bardzo użyteczny, ale osiągnął punkt, gdzie nie można iść dalej. Punkt ten wyjaśnia naturę świadomości. Jak ludzie są świadomi? Wydaje się, że nie potrafimy wyjaśniać, jak ludzie są świadomi, korzystając wyłącznie z procesów materialnych. Jest bardzo wielu ludzi próbujących to robić i są ludzie próbujący budować urządzenia nazywane komputerami ze sztuczną inteligencją. Jest nadzieja, że może to być zrobione. Ale z punktu widzenia tego, co teraz nazywane jest nową fizyką, wydają się istnieć jasne limity dotyczące tego, jak daleko można zajść. To, czego nauczyła nas nowa fizyka, to po pierwsze to, że nic nie jest takim, jak się wydaje być. Obiektywny światopogląd dotyczący obiektów nie jest naprawdę sposobem, w jaki świat jest skonstruowany. Może się wydawać, że jest on skonstruowany w ten sposób, ale jest coś ukrytego, czego nie widzimy, które oznacza, że świat nie jest zbudowany z twardych części. W gruncie rzeczy, obiekty fizyczne nie są tak prawdziwe, jak się ukazują. Idąc od tego nowego punktu widzenia, pojawienie się czegoś może mieć tak drastyczny efekt, jak zwykło się mówić, rzecz sama na siebie. Przykładem tego jest praktyka pewnych form sztuk walki. Ludzie, którzy osiągnęli pewien poziom w stylu sztuk walki, mogą manipulować fizyczną materią poprzez używanie swoich zmysłów w sposób, którego nie zwykliśmy używać w naszej kulturze. Na przykład możesz zobaczyć studenta przewracającego się, jeśli nauczyciel, który naucza, poruszy swoją głową w pewien sposób. Uczeń może wyglądać jakby został przewrócony przez uderzenie. Ale w rzeczywistości nic fizycznego nie wydarzyło się. Dużo więcej dzieje się, niż to wychwytuje oko. Istnieje niematerialna komunikacja, która wydaje się wpływać, mieć efekt i przekształcać materię. To w rzeczywistości zmienia materie ludzi, którzy są w kontakcie. Kiedy oglądasz pewne formy zwierzęcego życia, taki jak mrówki, pszczoły, stada ptaków lub nawet ławice ryb, odkryjesz, że są zdolne one komunikować ze sobą z zawrotną prędkością, dużo większą, niż ich proste systemy nerwowe mogłyby kiedykolwiek na to pozwolić. Nawet w naszych własnych mózgach odkrywamy, że istnieją czasowe paradoksy. Jesteśmy zdolni odpowiadać, pojmować i być świadomymi otaczającego nas świata, z prędkością szybszą, niż nasze mózgi mogą przetworzyć dane. To zajmuje więcej czasu dla mózgu, by przetworzyć dane, które budują poznanie, wyobrażenie, rozpoznanie uczucia, później to zajmuje pewną ilość czasu dla nas aby mieć doświadczenie i wiedzieć czym jest to doświadczenie. Przetworzenie danych zajmuje czas, ale wydajemy się być zdolni tego doświadczyć, zanim nasze mózgi nam na to pozwolą.

Tak więc jasno wynika, że coś innego się dzieje, co nie pasuje do materialnego punktu widzenia. Jest nadzieja aby znaleźć naukę, która to wszystko wytłumaczy. Jeszcze jej nie znaleźliśmy, ale zbliżyliśmy się za pomocą fizyki kwantowej. Fizyka kwantowa świadczy, że jest głęboki związek pomiędzy obserwacją a fizycznym światem. Kluczem tu jest zrozumienie, że idee obserwatora i obserwowanego są dla siebie iluzjami z metafizycznego punktu widzenia. Obserwowany przybiera wygląd twardego, materialnego obiektu. Obserwator przybiera wygląd miękkiego, niematerialnego obiektu. Prawdą jest, ze chodzi w tym o coś innego, co nie jest twarde lub miękkie, ani nie jest obserwatorem lub obserwowanym. Chodzi tu o jedność, która wydaje się mieć dużo dalej sięgające związki. Wygląda na to, że obserwator wpływa na obserwowanego jedynie przez obserwowanie. Okazuje się, że to jest to, co się dzieje, ale nie jest to tym, co się dzieje dalej. Okazuje się, że jest umysł i materia. I jest też umysł obserwatora, który wpływa na materialny świat. Jakkolwiek, materialny świat nie jest sam w sobie naprawdę twardy a umysł obserwatora nie jest naprawdę miękki. Tu chodzi o coś innego.

PYTANIE – Czy nie ma oddzielenia pomiędzy materialnym światem i świadomością?

FRED ALAN WOLF – Punkt, który tam jest, nie jest żadną taką rzeczą, jak świadomość czy materialny świat. Nie ma takiej rzeczy, jak dwoistość. Jest tylko jedna rzecz. To, czym to jest, to jest bardziej tajemnicze, niż mogę kiedykolwiek to zgłębić. Jest to głębokie i tajemnicze. Wydaje się to dzielić na materialny świat i obserwatora obserwującego materialny świat. Nie sądzę aby ktoś, jak dotąd, wiedział, jak to jest zrobione. Podział cząstki subiektywnej i obiektywnej jest bardzo tajemniczy. Ten podział występuje w sposób, który nie jest tak prosty, jak objęta nim, istniejąca cząstka subiektywna i objęta nim, istniejąca cząstka obiektywna, która jest już podzielona. One nawet nie są połączone między sobą. Na różne sposoby są one rozkładane na części. Taniec zawsze toczy się dalej. To jest jak cukierkowa piłka. Jest rozebrana na części, na cząstkę subiektywną i obiektywną. Jest pchnięta i znowu rozłożona na części. Za każdym razem, kiedy to się dzieje, włókna pomiędzy nimi są inne i to czym była cząstka subiektywna i obiektywna zmieniła się. To jest nieustający taniec. Ten cukierek jest wielkim gotującym się kotłem zwanym próżnią. Części, z których jesteś zrobiony w tym momencie – każdy pojedynczy elektron – były w próżni i wybulgotały. Iluzja jest taka, że to ciągle tam powstaje. Coś o wiele głębszego i bardziej tajemniczego pojawia się tworząc, żeby wyglądało to na bardzo stałe i bardzo prawdziwe. Pochodzi to z fizyki kwantowej. To jest całe pole – myśl o tym, jako o polu pszenicy, wielkie pole, gdzieś tam, które zawiera obu, obserwatora i obserwowanego. Coś się wydarza w jednej części pola pszenicy. Wieje wiatr. Coś się wydarza w kolejnej części pola pszenicy. Coś przewraca się, rusza się dokoła. Może ruszają się ziarna pszenicy. Cokolwiek. Teraz, z punktu widzenia obserwatora wygląda na to, że obserwator wpłynął na obserwowanego jedynie poprzez patrzenie na to. Z punktu widzenia obserwowanego, wygląda na to, że coś popchnęło rzeczy dookoła. Tak to wygląda dla nas, patrząc z zewnątrz, patrząc z punktu widzenia fizyki kwantowej. Fundamentem fizyki kwantowej jest coś, co nie jest ani materialne ani niematerialne, nazywane funkcją kwantową lub polem możliwości. To jest zarówno fikcyjne, jak i mające fizyczne konsekwencje. Ale nie jest to ani fizyczne ani nie jest czystą fikcją. To wydaje się być zarówno poza przestrzenią, jak i w naszym mózgach w tym samym czasie. Kiedy pole się zmienia, same materialne obiekty też się zmieniają. Jak się zmieniają? Zmieniają się ponieważ, to co reprezentuje pole, jest polem prawdopodobieństwa dla wszystkich rzeczy do wydarzenia się. Zmiany pola prawdopodobieństwa mogą być porównane do rzucanej monety. Na przykład, moneta, która teraz jest rzucana, ma zamiast prawdopodobieństwa 50/50 – 75/25, w momencie kiedy jest już rzucona w powietrze. Podrzucając monetę wiele razy zobaczysz 7,5 raza orzełka na 10 prób. Przed tym mogłeś mieć po prostu 5/5 orzełków. Umysł, pole prawdopodobieństwa może zmieniać szanse, więc to jak jeden obserwuje, jest zmieniane poprzez ciągłą obserwację, zmieniając i przesuwając drogi obserwacji czegoś. Już wiemy, że to istnieje. Jest to prawdziwe. To odrzuca pogląd, ze obiekt sam w sobie jest stały, niemierzalny, za wyjątkiem siły, kiedy jest on poruszany za pomocą siły fizycznej. Siła, o której mówimy, nie jest siłą fizycznego obiektu nad fizycznym obiektem. To jest zmiana umysłu. To już nie jest bardziej energetyczne lub pełne siły od zmiany myśli lub grymasu, czy zachwiania czyjegoś umysłu, choć to wydaje się mieć efekty. Dziś wiemy, że to prawda. Tak czy inaczej, może to być wyrażone w terminach globalnego efektu przemiany – niezależnie, czy to może być to, co szamani używają, kiedy pracują z ludźmi i uzdrawianiem, – czy to, co narody używają, kiedy chcą zmobilizować ludzi aby szli na wojnę, – czy taki rodzaj efektu przemiany, jak pole prawdopodobieństwa w jednym umyśle, wpływające na inny umysł, że ten grupowy umysł jest pozostawiony jako jedno pole prawdopodobieństwa, które później wpływa na wszystko? – to w rzeczy samej może być tym, co się wydarza.

PYTANIE – Starszyzna z plemienia Hopi wychodzi i przeprowadza taniec deszczu i jest pewne, że będzie padać. Czy z punktu widzenia fizyki kwantowej to może być wyjaśnione?

FRED ALAN WOLF – Mogłoby być ale nie będzie to tym, co ktoś sobie myśli. Praktyka jest bardzo stara. To sięga czasów, kiedy magia była panującą praktyką. Kiedy chciałeś aby coś się wydarzyło, wykonywałeś zaklęcia, mogłeś stworzyć scenariusz „jak powyżej, tak poniżej”. Najprawdopodobniej użyłbyś czegoś. Może nawet stworzyłbyś model w swoich rękach. Później puściłbyś ten model w obieg. Jeśli chciałbyś deszczu aby nadszedł, upuściłbyś na ziemię kamyki. Kiedy zaczęłoby padać, obserwowałbyś bardzo dokładnie, co to było, co zrobiłeś i co było inne w sposobie upuszczania kamyków dzisiaj, niż w tym, w jaki sposób upuściłeś kamyki wczoraj, kiedy nie padało. Tym razem rzuciłem kamyki do góry w powietrze. Zróbmy to następnym razem, kiedy będę chciał deszcz. Podrzucę je trochę wyżej. Kiedy to nie zadziała, spróbuję czegoś innego. Magia zawsze była próbą kontrolowania natury. Jest to możliwe z czystego, materialnego punktu widzenia, że taka praktyka mogłaby zadziałać. Na przykład, rzuć wystarczającą ilość kamyków do góry, w wilgotne powietrze; spowoduje to pojawienie się wydarzeń konwekcyjnych a te wydarzenia mogłyby, tak jak skrzydła motyla, w niestabilnej sytuacji spowodować rozerwanie chmury deszczowej. Mogłoby się to zdarzyć. Myślę, że nie jest to tym, co naprawdę się dzieje. Ale jest to możliwość, ponieważ pogoda jest bardzo nieprzewidywalna, nieliniowa i chaotyczna w terminach modeli, o których aktualnie już mówiliśmy. Nie jest jasne, co umysł mógłby zrobić aby wpłynąć na to wszystko. Ale istnieje tu kolejna możliwość, która jest całkiem inna. Nie chodzi tu wcale o nic do kontrolowania przez szamana. Chodzi tu o świadomość szamana w byciu pogodą. Staje się pogodą. Staje się chmurą. Staje się świadomy chmury. Zaczyna swój taniec, kiedy deszcz ma już nadejść. On nie może pomóc sobie. On staje się pogodą. Teraz nadchodzi deszcz. Dla zwykłej osoby, która to obserwuje, wygląda, że on sprowadził deszcz. Ale on nie sprowadził deszczu. On jest deszczem. Jak mógł sprowadzić coś, czym już jest? Tu jest ta różnica. To naprawdę jest to, w co szaman wchodzi. Szaman jest wrażliwy na to, gdzie i kiedy Wielki Duch się porusza. Szaman wykorzystuje to. Szaman nigdy nie próbuje kontrolować Wielkiego Ducha. Szaman jest całkowicie częścią Wielkiego Ducha. Tak więc wszystko, co szaman robi, to poddanie się dla Wielkiego Ducha, pozwolenie mu na wejście i stanie się świadomym. Ich natura nie jest obietnicą wyniku, takiego, jak deszcz. Ich naturą jest bycie świadomym. Żaden z szamanów, z którymi kiedykolwiek pracowałem, nie próbował mi powiedzieć, że oni potrafią kontrolować. Nawet w leczeniu, czekają aby zobaczyć, czy Duch wejdzie w nich. Oni stają się świadomi całości, postaci.

PYTANIE – Stajesz się uczestnikiem w naturze. Jesteś jakby przewodem dla niej ale nie jesteś procesem samym w sobie. W prawdziwym szamańskim leczeniu czasami czekasz dni, tygodnie lub miesiące i patrzysz czy Duch wejdzie i mówisz: tak, to jest w porządku. Prawdziwy szaman nie zobaczy każdego. Prawdziwy szaman nie może obiecać niczego, zgadzając się intensywnie pomagać, w tym, co chce zrobić natura.

FREAD ALAN WOLF – To naprawdę jest duchowa praktyka. Jest to naturalna praktyka. Zachodnia medycyna jest dużo bardziej magiczna, wścibska i potężniej skonstruowana niż był kiedykolwiek szamanizm lub kiedykolwiek zamierzał być. To jest z powodu złożoności umysłu zachodnich osób. Kiedy oni by po raz pierwszy zobaczyli te praktyki, mogliby przypuszczać, że szaman robił coś aby to się wydarzyło. To jest naturalny wniosek. Magik, który ma przedstawienie na scenie, wykonuje to na wprost naszych oczu i my wszyscy jesteśmy zachwyceni. Wiemy, że magik kontroluje wszystko, co dzieje się na scenie. Założenie jest takie, że szaman jest taki, jak magik. Sami magicy nie wiedzą wiele o praktyce szamana, ponieważ jedyną rzeczą, na której się znają, jest praktyka manipulacji. Przypuszczają, że każdy, kto robi to, czego domagają się szamani aby robić, musi manipulować i dlatego jest oszustem, takim jak oni.

PYTANIE – Istnieje interesujący fenomen. Rdzenni mieszkańcy mają zdolność do dostrajania się do różnych obiektów w ich otoczeniu. Na przykład mogą dostroić się do konkretnej rośliny leczniczej w celu znalezienia jej. Czy ten fenomen jest ci znajomy?

FRED ALAN WOLF – Oni stają się świadomi rośliny, która jest nimi. Świadomość rośliny i osoby nie jest rozdzielona. Pole prawdopodobieństwa jest jedno. My, z drugiej strony, przyjęliśmy pozycję manipulowania naturą. Zachodnia kultura jest naprawdę magiczna. To jest techno – magia. Jest dużo bardziej magiczna niż szamanizm. Spójrz na wirtualną rzeczywistość. W przeciągu dni, tygodni, miesięcy ludzie będą zdolni do chodzenia w rzeczywistości, która nie jest fizycznie prawdziwa i będą mięć doświadczenie jej rzeczywistości. To się już dzieje.

PYTANIE – Jest coś jeszcze, o co chciałbym się zapytać. Chciałbym w skrócie przejść nad kwestią pojawień się UFO. Jak dwoje ludzi może być w tym samym miejscu, w tym samym czasie i jedna osoba widzi UFO a druga nie? Czy taki fenomen jest prawdziwy i jak w tym przedstawia się idea subiektywnej i obiektywnej rzeczywistości.

FRED ALAN WOLF – To dobre pytanie. Nie ma łatwej odpowiedzi. Łatwa odpowiedź byłaby taka, że są obiekty prawdziwe i nieprawdziwe; i prawdziwe obiekty są prawdziwe i każdy może je zobaczyć a nieprawdziwe obiekty są często imaginacją i tylko jedna osoba może je zobaczyć. Nawet jeśli by przypuszczano, że to jest poprawna odpowiedź, wcale tak nie jest. Kiedy podchodzimy do tego całego pola umysłu i materii, odnajdujemy dziwne wydarzenia, które nie mogą być łatwo wyjaśnione a Ufologia jest tylko jedną z nich. Kolejną jest zdolność ludzi, aby sprawiać umysłem, że pojawiają się obiekty. Nazywane są tulpas. Tybetańczycy praktykowali tworzenie tulpas dla więcej, niż jednej osoby. Jest to umysłowy obiekt, który tworzą w umyśle poprzez głęboką medytację. Możesz siąść i medytować ze mną i mimo, że nie wiesz, nad czym medytuję, zobaczysz rzecz, którą ja widzę. Więc pojawia się to, co nazywane jest obiektywną rzeczywistością. Jeśli oboje widzimy obiekt i zgadzamy się z tym, co widzimy, to jest to prawdziwe, niezależnie od tego, czy jest to fizycznie prawdziwe, stałe i ma masę. To nie jest ważne. Jeśli jest to obiektywnie prawdziwe, to możemy oboje wyczuć jego obecność w zwyczajny sposób. Kiedy dochodzi do takich rzeczy, jak UFO lub latające talerze lub tajemnicze obiekty, jak pojawiająca się Dziewica Maryja, nie ma łatwej odpowiedzi. Jest wiele odpowiedzi, dla których te rzeczy się dzieją. Jeśli chciałeś mnie spytać, co się dzieje, mógłbym powiedzieć, że umysły jednostek, które widzą te rzeczy, koniecznie są połączone w jakiejś formie. I one to doświadczają. I są inne umysły, które nie zobaczą ich w ogóle. Może to być odniesione do częstotliwości, wibracji, koloru lub punktu widzenia. Istnieje liczba fizycznych czynników, które mogłyby być w to zaangażowane, ale mimo to, wydają się być one bardziej zaangażowane z umysłem niż z obiektem. To jest na granicy. To jest coś zawierające wszystko. To istnieje pomiędzy cząstką subiektywną a obiektywną. To jest w formie tworzenia. Dlaczego jest to tak szeroko rozpowszechnione i dlaczego tak wielu ludzi ma takie obserwacje i dlaczego zaufani naukowcy, jak John Mack, stanowczo sądzą, że ludzie mają obiektywne doświadczenia tych spotkań. To jest ciągle tajemnicą dla wielu ludzi. To jest fenomen, który jest stosunkowo nowy. Może być tak, że kiedy wchodzimy do wirtualnej rzeczywistości i studiujemy ją jako produkowaną przez technologię, możemy lepiej zrozumieć, jak wyglądają rzeczy. Na przykład są obrazy stereogramowe (trójwymiarowe), na które możesz patrzyć. Jest to pole kropek i wzorów. Kiedy zmieniasz sposób patrzenia, nagle obiekty wyskakują przed tobą. To może być coś takiego. Mogę zobaczyć przedmiot naprzeciwko mnie, wyskakujący w stereogramie. Patrzysz na tę samą rzec, na którą ja patrzę i nic nie widzisz. Używam moich oczu i mózgu w inny sposób, niż ty. Może być tak, że UFO jest związane z efektem stereogramu. Jeśli dwóch lub więcej obserwatorów poprzez trening lub związek, nauczyło się regulować sposób, w jaki oni patrzą na coś, to się pojawia; podczas gdy ktoś inny, kto nie wie, jak to robić, nic nie widzi.

PYTANIE – Mistycy zawsze nawiązują do jedności wszystkich rzeczy, do sieci, która przechodzi przez wszystko. Czy istnieje jakaś podstawa do tej kwestii z perspektywy fizyki kwantowej? Jakie są podobieństwa pod tym względem pomiędzy nowymi naukowcami i poglądem mistyków.

FRED ALAN WOLF – Kluczem do szamana jest wibracja. Szaman mógłby powiedzieć: „Wszystko jest wibracją. Wibracja jest fundamentem całości wszystkiego”. Fizycy kwantowi mogliby powiedzieć: „Wszystko jest kwantową funkcją fali, wibrującym polem możliwości”. Szaman i fizyk widzą tą samą rzeczywistość z innej perspektywy. Dla fizyka kwantowego, raz, kiedy mamy wibrację, mamy fale. Kiedy mamy fale, mamy różne długości fali i różne częstotliwości. Kiedy to mamy, możemy formować pakiety fal. Możemy tworzyć obiekty. Możemy kształtować ograniczenia. Możemy formować limity. Możemy mieć fizyczność. Dla szamana, w momencie, kiedy masz wibrację, nasz rezonans, masz uleczenie, masz zdolność do dostrajania się, posiadasz rozpoznanie, wzór.

PYTANIE – Czy możesz wyjaśnić z punktu widzenia nowej fizyki, jak niektóre z szamańskich fenomenów są możliwe? Czy udało ci się znaleźć odpowiedzi, które mogłyby wytłumaczyć zmianę kształtu lub doświadczenia bycia poza ciałem?

FRED ALAN WOLF – Powiedzenie, że rozwiązałem problem tego, co ci ludzie robią, byłoby pójściem dużo dalej, niż to rozumiem. Nie sądzę aby to całkowicie się udało. Mogłem mieć przeczucie lub pomysły na temat tego, co się dzieje, ale nie sądzę abym odkrył, o co tu chodzi. Kiedy stworzyłem dziewięć założeń, to było najbliżej, jak tylko mogłem podejść, robiąc z nich naukę. I to było bardzo słabe. Nie są to wcale solidnie koncepcje. Jest bardzo trudno zaszufladkować szamana w zachodnio naukowym trybie. Są pewne rzeczy, które jednak pojawiają się, jak uniwersalność wibracji, zdolność wpływu poprzez świadomość i zmiana rzeczy za pomocą świadomości. Pojęci rezonansu w praktyce leczniczej było bardzo kluczową ideą, która miała dla mnie sens. Szaman nie leczy pacjenta poprzez wiedzę, gdzie jest pacjent i próbę wejścia w pacjenta aby poczuć wibrację. Szaman leczy pacjenta poprzez sprawienie aby pacjent się poddał, pozwalając mu odejść od wzorców, które trzymają choroby w ciele osoby. Szaman wie ze swojego treningu, jaka jest uzdrawiająca wibracja w jego własnym ciele. Więc szamani próbują skłonić osobę do uwolnienia niektórych aspektów ich samych, które pozwolą im rozbrzmiewać razem z szamanem. Szaman nie próbuje rozbrzmiewać w wibracyjnym wzorze lub częstotliwości osoby, którą leczy, ale próbuje nauczyć tę osobę wibrować na tym samym co on. Jeśli dwie rzeczy mają inną częstotliwość, wtedy nie mogą być w harmonii. To jest tylko wtedy, kiedy schodzą na tę samą częstotliwość. Wtedy harmonia pojawia się i transfer może mieć miejsce. To również tłumaczy rzeczy, o których mówią szamani. Szamani są bardzo wrażliwi na atak. Większość ludzi tak nie uważa. Myślą, że oni są potężni, ale to nieprawda. Kiedy zaczniesz zmieniać się w szamana i wibrować z szamanem, wtedy ty i szaman jesteście jednym. To oznacza, że on jest bardzo wrażliwy na atak. On też otwiera się na ciebie. Jeśli zechcesz popchnąć szamana, wtedy wywołasz złą atmosferę i szaman odbierze to. Zwykle wiedzą, jak sobie z tym radzić, ale nie zawsze. Nie pamiętam wszystkich dziewięciu hipotez. Ogólnie mógłbym powiedzieć, że odniosłem minimalny sukces w wyczuciu jedności wibracji, jako kluczowego pojęcia lub kluczowego pomysłu, który wydawał się tłumaczyć wiele z tego, co robią szamani. Były jeszcze inne aspekty, np. o naturze czasu, których nauczyłem się od szamanów, którzy byli uświadomieni. Ja uważałem za rzec oczywistą, że oni mogli podróżować w czasie i iść wprzód lub wstecz w czasie i rozmawiać ze zmarłymi duchami. Jakkolwiek, nie mam pojęcia, czy jest wiele w fizyce kwantowej, co by mogło sobie z tym poradzić. Patrząc na ostatnie nowiny fizyki kwantowej, pojęcie rzeczy z przyszłości, wpływające na rzeczy teraźniejsze, jest w dużym stopniu częścią nowych sposobów myślenia o fizyce kwantowej. Więc jest nawet więcej powiązanych możliwości w tym względzie.

PYTANIE – Czy uważasz, że nowi fizycy, będąc nastawionymi przeciwnie do fizyki Newtona, wydają się poruszać w kierunku, który jest bardziej kompatybilny z mistycznym poglądem świata?

FRED ALAN WOLF – Ja tak myślę i wielu ludzi też tak myśli. Ale jest duża liczba osób, która tak nie uważa. Oni myślą, że to jest tylko przeciwstawny punkt widzenia. Na przykład, Ken Wilber, który jest bardzo znanym filozofem, myśli, że fizyka kwantowa jest ślepą uliczką, tak samo jak mistycznie myślenie i doświadczenie i nie prowadzi do niczego nowego. On myśli, że to nie idzie w parze z mistycznym doświadczaniem. Także wielu materialistów, którzy uważają, że fizyka kwantowa może być jeszcze rozumianym fenomenem, wierzą, że nie powinna ona być używana jako podstawa do mistycznego doświadczenia. Nie wierzą, że jest to prawdziwe.

PYTANIE – Jeśli czegoś nie widzisz, nie możesz tego udowodnić. Nie jest to prawdziwe. To jest bardzo ograniczony sposób patrzenia na rzeczywistość. Porozmawiajmy np. o dźwięku…

FRED ALAN WOLF – Dźwięk jest bardzo ważny, ponieważ w gruncie rzeczy wprawia materię w wibrację. To poprzez dźwięk, uleczenie może mieć miejsce. Fundamentalnie to jest to, czym jest leczenie.

PYTANIE – Kontynuuj proszę.

FRED ALAN WOLF – Materiał w ruchu jest dźwiękiem. Kiedy coś porusza się wibrująco, możemy usłyszeć dźwięk. Kiedy my tworzymy dźwięk za pomocą naszych głosów, wprawiamy cząsteczki powietrza w ruch we współbrzmieniu z naszymi strunami głosowymi. Kiedy moje struny głosowe wibrują i twoje bębenki w uszach wibrują są we współbrzmieniu. Gdybym obserwo

PYTANIE – Aby postrzegać inne rzeczywistości, musimy w jakiś sposób zmienić naszą świadomość. Musimy się dostroić do innych rzeczywistości.

FRED ALAN WOLF – To nie jest zawsze w twojej kontroli, żeby to zrobić. Byłoby wspaniale, jeślibyś potrafił. Nie wiem, jak to zrobić poprzez kontrolę. Wierzę, że są pewne rzeczy, które mogę zrobić aby to wzmocnić, ale nie mogę tego kontrolować. Na przykład jedną taką rzeczą, jaką możesz zrobić, jest wziąć narkotyk, jak LSD. To całkowicie przekształci twój umysł. Kolejną rzeczą, którą mógłbyś zrobić jest wyizolowanie się od otoczenia na długie okresy czasu poprzez brak snu, poprzez bycie w samotności, bycie w lesie, bycie w ekstremalnym zimnie, bycie bez jedzenia, co jest typową szamańską praktyką rdzennych Amerykanów, jak wizyjne zadanie. Jest parę sposobów zrobienia tego.

Φ

Rudolf Steiner ciąg dalszy Wykład III

Dornach 29 lipca 1923
Fragment”Człowiek w czasie swojego ziemskiego bytu zmienia stany świadomości
od stanów pełnego czuwania poprzez stany snu i marzeń sennych.Dziś przede wszystkim chcemy sobie postawić pytanie:Czy życie w tych trzech stanach
przynależy do istoty człowieka jako jestestwa ziemskiego?Musimy być świadomi że w ramach ziemskiego bytu jedynie człowiek żyje w tych trzech stanach świadomości.
Zwierzę żyje w istotnie różniących się rytmicznych zmianach.Zwierze nie zapada w głeboki sen pozbawiony marzeń sennych
w jakim człowiek pozostaje przez większość czasu między zaśnięciem a obudzeniem
Nie przechodzi też w porównaniu z człowiekiem w stan pełnego czuwania
w jakim człowiek przebywa między obudzeniem się a zaśnięciem.U zwierzecia stan czuwania jest właściwie podobny do ludzkiego stanu marzeń sennych.
Tylko że przeżycia świadomości u zwierząt wyższego rodzaju są jakby bardziej określone
bardziej nasycone niż ulotne ludzkie sny.Z drugiej strony zwierzę nigdy nie jest tak pozbawione świadomości jak człowiek
znajdujący się w stanie głebokiego snu.
Dlatego zwierze nie odróżnia się od swojego otoczenia w takim stopniu jak człowiek.
Zwierzę nie ma takiego zewnętrznego i wewnętrznego świata jak człowiek.
Właściwie zwierzę z całą swoją wewnętrzną istotą zalicza się do świata zewnętrznego.

„W średniowieczu pod wpływem nauk św. Franciszka z Asyżu zaczęto zastanawiać się czy zwierzęta mają duszę, wolną wolę, moralność i czy powinny odpowiadać za zbrodnie, szczególnie dotyczyło to zbrodni zabójstwa jak człowiek. Tak więc średniowieczne prawo zakładało zrozumienie przez zwierzę faktu popełnienia przestępstwa i odstraszającą rolę kary, dlatego też zależnie od rodzaju przestępstwa stosowano kary wychowawcze, kary łagodne, kary hańbiące i wreszcie karę śmierci. Kodeks Sardynii z roku 1395 przewidywał, że osioł, który wyrządzał szkody na cudzym terenie, był skazywany na karę obcięcia ucha. Gdyby jednak osioł nie zrozumiał nadanej mu kary i popadł w recydywę, tracił również drugie ucho. Podobne metody stosowano wobec zwierząt powodujących plagi takich jak myszy czy szarańcza.
Sądownictwo średniowieczne dzieliło wykroczenia na dwa rodzaje. Wykroczenia przeciw mieniu i zdrowiu, które karane były przez sądy cywilne, miejskie, książęce oraz wykroczenia, w których zachodziło przypuszczenie, że brały w nich udział siły nieczyste.Współudział w zbrodni
Zwierzę mogło być skazane nie tylko za dokonaną zbrodnię, ale również za współudział w niej.
W Burgundii w XVII w. trzy świnie rozszarpały człowieka, po czym wmieszały się w stado.
Na karę śmierci skazano całe stado. Dopiero na usilne prośby właściciela stada, współuczestnikom zamieniono karę na łagodniejszą”.
http://interia360.pl/artykul/zwierzeta-winne-zbrodni,53267
„W sumie artykuł ten pokazuje niewyobrażalną głupotę oraz zwykłe barbarzyństwo jahwistów.
Gdy chcą ‚karać’ zwierzęta – to mają one dusze i odpowiadają za własne ‚czyny’
ale do nieba klęczeć przed tronem plugawego Jahwe/Ojca nie mogą iść, bo nie mają duszy.” opolczyk
Kiedy zwierze widzi jakąś roślinę,nie jest to dla niego odczuciem w stylu:
„Na zewnątrz mnie jest roślina a ja jestem wewnątrz zamkniętej istoty”.
Dla zwierzecia jest to silnym wewnętrznym przeżywaniem rośliny.
Bezpośrednio przemawiającą sympatią lub antypatią.
To co roślina wyraża,zwierzę niejako odczuwa w swoim wnętrzu.
(Pewnie dlatego zwierzeta domowe po jakimś czasie przypominają swoich opiekunów-Mez)Tylko dlatego że w dzisiejszych czasach ludzie tak niewiele mogą zaobserwować z tego
co nie podaje się obserwacj w prosty sposób,nie moga już zobaczyć że mechanizm
zachowanie zwierzecia jest po porstu takie jak powiedziałem.Tylko człowiek może tak ostro rozróżnić swój świat  wewnętrzny od zewnętrznego.
Dlaczego człowiek rozróżnia świat zewnętrzny?
W jaki sposób dochodzi do tego by w ogóle mówić o świecie wewnętrznym i zewnętrznym?Dochodzi do tego dzięki temu że za każdym razem kiedy człowiek jest w stanie snu
swoją Jaźnią i swoim ciałem astralnym jest na zewnątrz swojego ciała fizycznego i eterycznego.
Niejako pozostawia w czasie snu swoje ciało fizyczne i eteryczne samym sobie
a znajduje się przy tych rzeczach które stanowią świat zewnętrzny.
Podczas snu uczestniczymy w losie rzeczy zewnętrznych.
W czasie czuwania stoły,ławki,drzewa i chmury są na zewnątrz naszego ciała fizycznego i eterycznego
dlatego określamy je jako części świata zewnętrznego.Natomiast podczas snu naszym włąsnym ciałem astralnym i naszą własną Jaźnią
stapiamy się ze swiatem zewnętrznym a kiedy do tego dochodzi wówczas coś się dzieje.Aby wejrzeć do tego co się wtedy dzieje,najpierw musimy wyjść od tego co się dzieje
gdy stoimy wobec świata w całkiem normalnym stanie czuwania.Wtedy przedmioty są na zewnątrz nas i naukowe myślenie człowieka zostało stopniowo doprowadzone
do tego że do rzeczy  świata zewnętrznego zaliczał tylko to co można zmierzyć,zważyć i policzyć.
Treść naszej wiedzy fizycznej określana jest poprzez wagę,masę i liczbę.

Obliczamy zgodnie z operacjami rachunkowymi które obowiązują dla rzeczy ziemskich,ważymy rzeczy,mierzymy je.
Poprzez wagę,masę oraz liczbę,określamy właściwie tylko to co jest fizyczne.
Nie określamy jakiegoś ciała jako fizyczne,jeśli nie możemy wykazać jego realności poprzez wagę.
Natomiast to co jest np zabarwieniem,tonem dźwięku,odczuciem ciepła i zimna
a więc to co stanowi właściwie postrzeżenia zmysłowe,wplata się w te ciężkie dające się mierzyć policzalne rzeczy.

Jeśli chcemy określić jakąś fizyczną rzecz,to tym co wyraża jej właściwą fizyczną istotę jest właśnie to
co pozwala się zważyć,policzyć,a fizyk właśnie tylko z tym chce mieć do czynienia.

O barwie,tonie dźwięku itp mówi on:
„Tak,tam na zewnątrz po prostu zachodzi coś,co również ma coś wspólnego z ważeniem lub liczeniem”.

Już o zjawisku barwy mówi on:
„Tam na zewnątrz zachodza oscylacyjne ruchy które wywierają na człowieku wrażenie
i jeśli określa je oko to człowiek nazywa to wrażenie barwą,a jeśli określa je ucho
to człowiek nazywa to wrażenie dźwiękiem,tonem itd”.

Właściwie można powiedzieć że dzisiaj(1923) fizyk nie wie jak poradzić sobie z tym wszystkim
Z tonem,barwą,ciepłem i zimnem.
Traktuje to jako właściwości tego co można określić za pomocą wagi,wymiaru i obliczeń.
Barwy przypisane są niejako do czegoś fizycznego,dźwięk wydobywa się z czegoś fizycznego

(czyli dźwięk gitary i gitara są jednym?-Mez)

Mówi się:”To co ma wagę ma czerwień lub jest czerwone”

Kiedy człowiek jest w stanie między zaśnięciem a obudzeniem się
to z JAźnią i ciałem astralnym jest inaczej.

Wtedy przede wszystkim w ogóle nie ma rzeczy związanych z masą,liczbą i waga.
Kiedy śpimy nie mamy wokół siebie rzeczy które można bezpośrednio policzyć/zmierzyć/zważyć.

Jako Jaźń i ciało astralne w czasie snu nie możemy używać miary.
We śnie istnieją natomiast swobodnie unoszące się.przeplatające się,odczucia zmysłowe.
Tylko że człowieka w obecnym stanie swojego rozwoju nie posiada umiejętności
postrzegania swobodnie unoszącej się czerwieni,fal dźwięków itd.

Można powiedzieć że tutaj na Ziemi mamy dające się zwarzyć stałe rzeczy
i na tych rzeczach jest czerwień lub zieleń a więc to co postrzegają zmysły na ciałach.
Kiedy śpimy to kolor jest swobodnie unoszącą się istotą
nie związaną z takimi uwarunkowaniami ciężaru,lecz swobodnie tkającą i unoszącą się.
Tak samo jest z dźwiękiem,to nie dzwony dźwięczą lecz wplata się dźwięczenie

(Dźwięk jest tym dla dzwonu czym dusza dla człowieka-Mez)

Kiedy chodząc po naszym fizycznym świecie coś gdzieś zobaczymy
to podnosimy to;właściwie dopiero wtedy jest to jakąś rzeczą,bo przecież mogłoby być równie dobrze złudzeniem optycznym.
Do tego musi dojść ciężar dlatego człowiek jest przyzwyczajony
aby coś co objawia się fizycznie bez możliwości odczuwania ciężaru-np barwy tęczy-nazywać złudzeniem.

Gdy otworzą państwo dzisiaj książkę do fizyki to objaśnia się tam że jest to złudzenie optyczne
że w rzeczywistości spogląda się na kropelki tęczy.
Wykreśla się wtedy linie które właściwie nie mają żadnego znaczenia dla tego co tam jest
ale wymyśla się je sobie w przestrzeni;nazywa się je promieniami
Tylko ze tam w tęczy nie ma żadnych kresek/promieni.
Wtedy mówi się:”oko rzutuje to sobie”.
To rzutowanie jest w ogóle czymś co dzisiaj w fizyce znajduje zastosowanie w bardzo szczególny sposób.
Zatem powstaje wyobrażenie:widzimy jakiś czerwony przedmiot
ale żeby przekonać się że to nie złudzenie podnosimy go i jeśli jest ciężki tzn że jest realny.

Ktoś kto będzie świadomy w Jaźni i ciele astralnym poza ciałem fizycznym i eterycznym
dojdzie w końcu do tego że coś tam jest w tym swobodnie unoszącym się kolorze,dźwięku;ale inaczej.

W swobodnie unoszącym się kolorze istnieje tendencja do rozszerzania się na cały świat;ma to pewne odwrotne ciążenie.
Ziemskie rzeczy dążą w dół ku środkowi Ziemi a tamte chcą ulecieć swobodnie w przestrzeń świata
i jest to również już czymś co posiada jakby wymiar.

W świadomości czuwania człowiek widzi tylko zewnętrzną stronę minerałów,roślin,zwierząt(i samego siebie-Mez)
Tym co żyje we wszystkich istotach królestwa przyrody jako duchowość(animizm-Mez)
obcuje człowiek dopiero wtedy gdy śni.
Kiedy po przebudzeniu wraca do siebie to jego Jaźń  i ciało astralne zatrzymują niejako skłonność
powinowactwo do zewnętrznych rzeczy i skłaniają człowieka do tego aby poznawał świat zewnętrzny.
Gdyby człowiek miał organizację która nie jest przystosowana do snu
to nie uznawałby świata zewnętrznego.
Nie chodzi tu oczywiście o to że ktoś cierpi na bezsenność.
Człowiek  cierpiący na bezsenność będzie chory ponieważ  nie jest dopasowany do swojej istoty.

Temu stosunkowi człowieka do snu zawdzieczamy ziemskie pojęcie prawdy.Jak dalece?
Otóż,nazywamy coś prawdą gdy we wnętrzu możemy prawidłowo odtworzyć coś zewnętrznego.
Kiedy coś zewnętrznego przeżywamy w prawidłowy sposób
Do tego jednak potrzebujemy organizacji snu.
Nie mielibyśmy żadnego pojęcia prawdy gdybyśmy nie posiadali snu.
Stanowi snu zawdzięczamy prawdę.
Aby jakiejś rzeczy przypisać prawdziwość musimy przebywać z tą rzeczą przez jakiś czas.
Rzeczy mówią nam coś o sobie tylko dlatego że ich i nasze dusze są przy sobie podczas snu”(sa jedną duszą-Mez).

Czym jest prawda?

Author of this text: Richard Dawkins

Translation: Małgorzata Koraszewska

Odrobina wiedzy jest rzeczą niebezpieczną. Nigdy nie wydawało mi się, by była to szczególnie głęboka lub mądra myśl [_1_], ale nabiera głębi w wyjątkowym przypadku, kiedy owa odrobina wiedzy zaczerpnięta jest z filozofii (jak to często bywa). Naukowiec, który ma czelność wypowiedzenia słowa na „p” („prawda”) narazi się najprawdopodobniej na pewien rodzaj filozoficznego wygwizdywania, które wygląda mniej więcej tak:

Absolutna prawda nie istnieje. Dajesz wyraz osobistej wierze, kiedy twierdzisz, że metoda naukowa, włącznie z matematyką i logiką, jest uprzywilejowaną drogą do prawdy. Inne kultury mogą wierzyć, że prawda znajduje się we wnętrznościach królika albo w majaczeniach proroka na wysokim słupie. To tylko twoja osobista wiara w naukę powoduje faworyzowanie twojego rodzaju prawdy.

Ten typ niedowarzonej filozofii paraduje pod nazwą kulturowego relatywizmu. Jest jednym z aspektów Modnych bzdur ujawnionych przez Alana Sokala i Jeana Bricmonta czy Wyższych przesądów Paula Grossa i Normana Levitta. Feministyczną wersję znakomicie odsłoniły Daphne Patai i Noretta Koertge, autorki książki Professing Feminism: Cautionary Tales from the Strange World of Women’s Studies:

Studentki studiów feministycznych uczą się teraz, że logika jest narzędziem dominacji (…) standardowe normy i metody badania naukowego są seksistowskie, ponieważ są niezgodne z „kobiecymi sposobami zdobywania wiedzy” (…) Te „subiektywistyczne” kobiety widzą metody logiki, analizy i abstrakcji jako „obce terytorium należące do mężczyzn” i „cenią intuicję jako bezpieczniejsze i owocniejsze podejście do prawdy”.

Jak mają naukowcy reagować na zarzuty, że nasza „wiara” w logikę i prawdę naukową jest tym właśnie – wiarą – nie zaś prawdą „uprzywilejowaną” (ukochane modne słowo) wobec alternatywnych prawd? Minimalistyczną odpowiedzią jest stwierdzenie, że nauka osiąga rezultaty. Tak pisałem o tym w Rzece genów:

Trudno o lepszy przykład hipokryty niż kulturowy relatywista na wysokości dziewięciu tysięcy metrów. (…) Jeżeli lecisz samolotem na międzynarodowy kongres antropologów albo krytyków literackich, masz duże szanse, by dolecieć, a nie roztrzaskać się w szczerym polu, właśnie dlatego, że całe mnóstwo wykształconych inżynierów z plemienia nazywającego się cywilizacją Zachodu zrobiło mnóstwo obliczeń, które im się zgodziły.

Nauka podbudowuje swoje roszczenia do prawdy spektakularną zdolnością do zmuszania materii i energii, by skakały przez obręcze na rozkaz, jak również do przewidywania co i kiedy się zdarzy.

Ale czy to, że imponuje nam zdolność dokładnego przewidywania wydarzeń; że imponuje nam zdolność wystrzelenia rakiety tak, by okrążyła Jupitera i dotarła do Saturna, czy przechwycenie teleskopu Hubble’a; że imponuje nam sama logika, czy jest to tylko nasze zachodnie, naukowe skrzywienie? No cóż, przyznajmy tu rację i zacznijmy myśleć socjologicznie, a także demokratycznie. Przypuśćmy, że zgadzamy się traktować prawdę naukową jako jedną prawdę wśród wielu i postawmy ją obok rywalizujących z nią zawodników: prawdy Triobriandczyków, prawdy Kikuju, prawdy Maori, prawdy Inuitów, prawdy Nawahów, prawdy Yanomamo, prawdy !Kung San, prawdy feministek, prawdy muzułmańskiej, prawdy hinduskiej. Lista jest nieskończona – i tutaj dotrzemy do wiele mówiącej obserwacji.

Teoretycznie ludzie mogą przenosić lojalność z jednej „prawdy” na każdą inną, jeśli uznają, że ma ona większą wartość. Na jakiej podstawie mogą to robić? Dlaczego ktoś miałby zamienić prawdę Kikuju na prawdę Nawahów? Takie zmiany oparte na wartościach są rzadkie. Z jednym zasadniczym wyjątkiem. Prawda naukowa jest jedynym członkiem tej listy, który regularnie przyciąga konwertytów swoją wyższością. Ludzie dochowują lojalności innym systemom wierzeń z jednej tylko przyczyny: wychowano ich w ten sposób i nie znają niczego lepszego. Kiedy ludzie mają dość szczęścia, by móc głosować nogami, lekarze i im podobni prosperują, podczas gdy szamani podupadają. Także ci, którzy nie chcą bądź nie mogą otrzymać naukowego wykształcenia, chętnie wybierają korzyści płynące z technologii rozwiniętej dzięki naukowemu wykształceniu innych. To prawda, że misjonarze z powodzeniem nawracali wielką liczbę ludzi w całym słabo rozwiniętym świecie. Odnosili sukcesy jednak nie z powodu zalet swojej religii, ale z powodu opartej na nauce technologii, za którą (co zrozumiałe, ale niesłuszne) otrzymywali kredyt.

Z pewnością chrześcijański Bóg musi być lepszy od naszego Juju, ponieważ przedstawiciele Chrystusa przyszli z karabinami, teleskopami, piłami łańcuchowymi, radiem, kalendarzem, który przepowiada zaćmienie słońca co do minuty, i lekarstwami, które działają.

Tak działa kulturowy relatywizm w praktyce. Inny typ wygwizdywaczy prawdy preferuje powoływanie się na Karla Poppera lub (co modniejsze) na Thomasa Kuhna:

Absolutna prawda nie istnieje. Twoja prawda naukowa to zaledwie hipotezy, które jak dotąd opierały się falsyfikacji, a ich przeznaczeniem jest, by zastąpiły je inne hipotezy. W najgorszym wypadku, po następnej rewolucji naukowej, dzisiejsze „prawdy” będą wydawały się staroświeckie i absurdalne, jeśli nie fałszywe. Najlepsze, czego naukowcy mogą się spodziewać, to seria przybliżeń, które stopniowo zmniejszają błędy, ale nigdy ich nie wyeliminują.

Popperowskie wygwizdywanie wywodzi się częściowo z przypadkowego faktu, że filozofowie nauki tradycyjnie mają obsesję związaną z pewnym fragmentem historii nauki: porównaniem między teoriami ciążenia Newtona i Einsteina. To prawda, że prawo ciążenia Newtona okazało się przybliżeniem, wyjątkowym przypadkiem ogólnej formuły Einsteina. Jeśli tylko tyle wiesz z historii nauki, faktycznie możesz dojść do wniosku, że wszystkie oczywiste prawdy są tylko przybliżeniami, które zostaną zastąpione. W pewnym dość ciekawym sensie całą naszą percepcję zmysłową – „rzeczywiste” rzeczy, które „widzimy własnymi oczyma” – można uznać za niesfalsyfikowane „hipotezy” o świecie, narażone na zmianę. Jest to dobry sposób myślenia o złudzeniach, takich jak sześcian Neckera.

Płaski wzór atramentu na papierze zgodny jest z dwoma alternatywnymi „hipotezami” solidnej formy. Widzimy więc sześcian, który po kilku sekundach „przeskakuje” w inny sześcian, a potem przeskakuje z powrotem w pierwszy i tak dalej. Być może dane zmysłów zaledwie potwierdzają lub odrzucają umysłowe „hipotezy” o tym, co jest w rzeczywistym świecie.

No cóż, to bardzo ciekawa teoria; ciekawy jest również pogląd filozofów, że postęp w nauce dokonuje się przez potwierdzanie i odrzucanie; i ciekawa jest analogia między jednym a drugim. Ta linia rozumowania, że całe nasze postrzeganie to hipotetyczne modele w mózgu, może prowadzić do obaw o przyszłe zamazanie rozróżnienia między rzeczywistością i iluzją u naszych potomków, których życie będzie coraz bardziej zdominowane przez komputery zdolne do tworzenia własnych „ożywionych” modeli. Bez zapuszczania się w wysoce techniczny świat wirtualnej rzeczywistości już wiemy, że nasze zmysły łatwo oszukać. Sztukmistrze – zawodowi iluzjoniści – potrafią nas przekonać, jeśli bardzo brak nam sceptycznego zakotwiczenia w rzeczywistości, że dzieje się coś nadnaturalnego. Faktycznie, wielu notorycznych niegdysiejszych iluzjonistów żyło z tego bardzo dostatnio: znacznie bardziej dostatnio, niż kiedy uczciwie przyznawali, że są sztukmistrzami [_2_]. Niestety, naukowcy nie są najlepiej wyposażeni do demaskowania telepatów, mediów i zginających łyżki szarlatanów. Tę pracę najlepiej powierzyć zawodowcom, a to znaczy innym iluzjonistom. Iluzjoniści, zarówno ci uczciwi, jak i oszuści, uczą nas, że bezkrytyczna wiara we własne zmysły nie jest nieomylnym przewodnikiem prowadzącym do prawdy.

Nic z tego jednak nie wydaje się podważać zwykłego pojęcia o tym, co to znaczy, że coś jest prawdą. Jeśli stoję na miejscu dla świadka i prokurator grożąc surowo palcem pyta: „Czy jest prawdą, że był pan w Chicago w noc morderstwa?”, szybko by się ze mną rozprawiono, gdybym odpowiedział:

Co pan rozumie przez prawdę? Hipoteza, że byłem w Chicago nie została jak dotąd sfalsyfikowana, ale jest tylko kwestią czasu zanim zobaczymy, że jest to zaledwie przybliżenie.

Albo, powracając do pierwszego wygwizdywania, nie spodziewam się, by przysięgli, nawet przysięgli Bongolandii, wysłuchali ze zrozumieniem mojej obrony:

To tylko w waszym zachodnio-naukowym sensie słowa „w” byłem w Chicago. Bongolanie mają zupełnie inne pojęcie „w”, zgodnie z którym jest się naprawdę „w” jakimś miejscu, jeśli jest się namaszczonym członkiem starszyzny, uprawnionym do zażywania tabaki z wysuszonej moszny kozła.

Jest po prostu prawdą, że Słońce jest gorętsze od Ziemi, jest prawdą, że biurko, przy którym piszę, jest zrobione z drewna. Nie są to hipotezy oczekujące falsyfikacji; nie są to tymczasowe przybliżenia do wiecznie umykającej prawdy; nie są to żadne lokalne prawdy, którym można zaprzeczyć w innej kulturze. I to samo można powiedzieć o wielu prawdach naukowych, także kiedy nie możemy ich zobaczyć „na własne oczy”. Jest na zawsze prawdą, że DNA to podwójna helisa, jest prawdą, że jeśli ty i szympans (lub ośmiornica czy kangur) prześledzicie swoich przodków wystarczająco daleko wstecz, natraficie na wspólnego przodka. Pedanci uważają, że te hipotezy wciąż mogą zostać jutro sfalsyfikowane. Ale tak się nigdy nie stanie. Ściśle mówiąc prawda, że w okresie jury nie było istot ludzkich, jest nadal przypuszczeniem, które można obalić lada moment dzięki znalezieniu jednej skamieniałości, wiarygodnie datowanej całą baterią radiometrycznych metod. To się może zdarzyć. Chcesz się założyć? Nawet jeśli nominalnie są to hipotezy w okresie próbnym, te twierdzenia są prawdziwe w dokładnie tym samym sensie, co zwyczajne prawdy życia codziennego; prawdziwe w tym samym sensie jak prawdziwe jest, że masz głowę i że moje biurko jest drewniane. Jeśli prawda naukowa jest otwarta na filozoficzne wątpliwości, nie jest ona na nie otwarta bardziej niż zwykła prawda zdroworozsądkowa. Bądźmy przynajmniej bezstronni w filozoficznym wygwizdywaniu.

Tutaj powstaje poważniejsza trudność dla naukowego pojęcia prawdy. Nauka dalece nie jest synonimiczna ze zdrowym rozsądkiem. Co prawda nieustraszony bohater nauki T. H. Huxley powiedział:

Nauka to nic innego jak wykształcony i zorganizowany zdrowy rozsądek, różniący się odeń tylko tak, jak weteran może różnić się od nowego rekruta: a jej metody różnią się od metod zdrowego rozsądku tylko o tyle, o ile cięcia i pchnięcia gwardzisty Gwardii Królewskiej różnią się od sposobu, w jaki dzikus wymachuje maczugą.

Huxley mówił jednak o metodzie w nauce, a nie o jej wnioskach. Jak podkreślał Lewis Wolpert w The Unnatural Nature of Science wnioski te mogą być niepokojąco sprzeczne z intuicją. Teoria kwantowa jest sprzeczna z intuicją do tego stopnia, że fizycy czasami wydają się walczyć z chorobą psychiczną. Proszą nas, byśmy uwierzyli, że pojedynczy kwant zachowuje się jak cząstka przechodząca przez jeden otwór, zamiast przez drugi, ale równocześnie zachowuje się jak fala wpływając na nieistniejącą kopię samej siebie, jeśli istnieje drugi otwór, przez który ta nieistniejąca kopia mogłaby podróżować (gdyby istniała). Dalej jest jeszcze gorzej, aż niektórzy fizycy uciekają się do olbrzymiej liczby paralelnych, lecz wzajemnie nieosiągalnych światów, które mnożą się, aby pomieścić każde alternatywne zdarzenie kwantowe; podczas gdy inni fizycy, w równej rozpaczy, sugerują, że zdarzenia kwantowe są zdeterminowane retrospektywnie przez nasze decyzje badania ich konsekwencji. Teoria kwantowa wydaje nam się tak dziwaczna, tak wyzywająco sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, że nawet wielki Richard Feynman rzucił uwagę: „Sądzę, że mogę bezpiecznie powiedzieć, iż nikt nie rozumie mechaniki kwantowej”. Niemniej, wiele prognoz, którymi testowano teorię kwantową, utrzymały się z dokładnością tak zdumiewającą, że Feynman porównał to do pomiaru odległości między Nowym Jorkiem a Los Angeles z dokładnością do szerokości ludzkiego włosa. Na bazie tych zadziwiająco udanych przepowiedni teoria kwantowa, lub jakaś jej wersja, wydaje się być równie prawdziwa, jak cokolwiek, co wiemy.

Współczesna fizyka uczy nas, że w prawdzie jest coś więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka; lub niż się wydaje zbyt ograniczonemu umysłowi człowieka, który rozwinął się do radzenia sobie z obiektami średniej wielkości, poruszającymi się ze średnią prędkością na średnich dystansach w Afryce. W obliczu tych głębokich i wzniosłych tajemnic niskogatunkowe intelektualne popisy pseudofilozoficznych kabotynów wydają się niegodne uwagi dorosłych ludzi.

*

Powyższy esej pochodzi z książki A Devil’s Chaplain: Reflections on Hope, Lies, Science, and Love (Phoenix 2003). Publikacja w Racjonaliście za zgodą Autora.

 Rudolf Steiner cd – Wykład III

Dornach 29 lipca 1923 ciąg dalszy

„Inaczej jest z marzeniem sennym.
Marzenia senne są pokrewne wspomnieniu,wewnętrznemu życiu duszy,temu co żyje we wspomnieniu.
Kiedy marzenie senne jest swobodnie unoszącym się światem dźwięku i barwy
to jesteśmy jeszcze częściowo na zewnątrz naszego fizycznego ciałą.
Kiedy się całkowicie pogrążymy we śnie,wtedy te same siły które rozwijamy w tkaniu i życi marzenia sennego
stają się siłami wspomnienia.
Wtedy nie odróżniamy już siebie w ten  sam sposób od świata zewnętrznego
Wtedy nasze wnętrze zespala się ze światem zewnętrznym,żyjemy z naszymi sympatiami i antypatiami
tak silnie w świecie zewnętrznym,że nie odczuwamy rzeczy jako sympatycznych lub antypatycznych
lecz symptie i antypatie same ukazują się obrazowo.

Gdybyśmy nie mieli możliwości śnienia oraz kontynuowania tej siły marzeń sennych w naszym wnętrzu
to nie mielibyśmy możliwości odczuwania żadnego piękna.
To że  mamy w ogóle
założenia dla piękna wynika z tego że możemy snić.
Czymś pięknym można uczynić tylko to co jest chaotyczne.
Kiedy chaos przeobraża się w kosmos ,wtedy powstaje piękno.
Dlatego chaos i kosmos są pojęciami wymiennymi
(Chaos jest matką Kosmosu-Mez)

Kosmosu-tzn pięknego świata-nie możemy wytworzyć z rzeczy ziemskich lecz tylko z Chaosu
gdy formuje je Chaos.
To co robi się z rzeczy ziemskich jest tylko naśldowaniem w materii uformowanego Chaosu.
Tak jest ze wszystkim co jest artystyczne.

Kiedy przebywa się w tych wszystkich światach-w świecie snu,marzeń sennych itp-
kiedy wędruje się tam wszędzie dookoła to nie znajduje się dobra.
Jestestwa które tam przebywają od prapoczątku swojego życia wyznaczone są z góry jako byty pełne mądrości.
Znajduje się w nich władającą,tkającą mądrość,znajduje się w nich piękno
ale nie ma żadnego sensu rozmawiać z nimi o dobru/złu.

O dobru/złu możemy rozmawiać dopiero wtedy gdy istnieje różnica miedzy światem zewnętrznym i wewnętrznym.
Tak więc świat duchowy może za dobrem/złem podążać lub nie.
Tak jak stan snu przyporządkowany jest prawdzie
stan marzeń sennych pięknu a stan czuwania przyporządkowany jest dobru/złu.

Kiedy opuszcza się ziemskość i wychodzi w kosmos
to trzeba porzucić również ziemskie pojęcia by mówić o moralnym porządku świata.
Moralny porządek świata jest w duchowości tak samo wyznaczony z góry
jak na Ziemi przyczynowość,tylko  ze tam jest on właśnie duchowy
jest wyznaczony z góry,określonym w sobie bytem.
Więc nie ma tam żadnej sprzeczności.

Organizm fizyczny i eteryczny człowieka w stanie czuwania nie jest nastawiony na prawdę lecz na dobro/zło.
Do czego zmierza współczesna nauka kiedy chce objaśnić człowieka?
Ona nie chce się wznosić przez objaśnienie człowieka w stanie czuwania od prawdy przez piękno ku dobru
ona wszystko chce wyjaśnić według zewnętrznej przyczynowej konieczności która odpowiada tylko idei prawdy.
Lecz wtedy nie dochodzi się  ogóle do tego co tka i żyje w czuwającym człowieku.
Dochodzi się najwyżej do tego czym jest śpiący człowiek.

Jaki jest ten dzisiejszy człowiek o którym tak pięknie opowiada nam nauka?
On ciągle leży w łóżku,nie może on bowiem chodzić,nie porusza się
Ruch w ogóle nie jest wyjaśniany.
On nieustannie leży w łóżku bo człowiek którego objaśnia nam nauka może tylko leżeć w łóżku.
Nauka objaśnia tylko człowieka śpiącego, jeśli chce się doprowadzić do tego by się poruszał
trzeba to zrobić mechanicznie,dlatego jest on również naukowym mechanizmem.
Trzeba w tego nieprzytomnego człowieka wprowadzić maszynerię która ten ociężały worek wprawi w ruch
a wieczorem znów położy do łóżka.

Zatem nauka nie mówi nam nic o człowieku chudzącym po świecie który żyje który czuwa.

 Φ

Ponieważ przedstawiłem wykłady Steinera(który był antropozofem)

pomyślałem że warto przedstawić również drugą stronę medalu czyli teozofię. [MS]

„Klucz Do Teozofii”

fragmenty które odnoszą się do jaźni i losu duszy po śmierci ciała.

http://opolczykpl.wordpress.com/wedy-a-slowianszczyzna/

Pytanie: Czy wierzycie w Boga?
Odpowiedź: To zależy od tego, co rozumiecie pod tym słowem.
Pytanie: Myślę o Bogu chrześcijan, Ojcu Jezusa, Stwórcy, innymi słowy, o biblijnym Bogu Mojżesza.
Odpowiedź: Nie, w takiego Boga nie wierzymy. Odrzucamy pojęcie Boga osobowego, czy też poza- lub ponadkosmicznego, antropomorficznego Boga, który jest tylko gigantycznym cieniem człowieka, i to nawet nie najlepszego.
Bóg teologii – twierdzimy i udowadniamy – jest zespołem sprzeczności i logiczną niemożliwością.
Toteż nie mamy z nim nic wspólnego.

Pytanie: Czy możecie podać przyczyny?

Odpowiedź: Jest ich wiele, wszystkich nie możemy tu rozpatrywać. Ale weźmiemy parę.
Ten Bóg jest zwany przez swych wyznawców nieskończonym i absolutnym, nieprawdaż?

Pytanie: Tak jest.

Odpowiedź: Jeśli nieskończony, czyli nieograniczony, a zwłaszcza jeśli absolutny, jak może on mieć kształt i być stwórcą czegokolwiek? Forma to ograniczenie, to początek, a więc i koniec; a na to, by stwarzać, wszelka istota musi myśleć i planować.
Jak można przypuszczać, że Absolut myśli, czyli ma jakikolwiek stosunek do tego, co jest określone, ograniczone i uwarunkowane?
Jest to logiczny i filozoficzny absurd.
Nawet hebrajska kabała odrzuca takie pojęcie i czyni z jedynego Boskiego Absolutu nieskończoną Jednię,
którą nazywa Ain-Soph”.

Aby tworzyć, Stwórca musi stać się czynny, wejść w akcję, a że to jest dla Absolutu niemożliwe,
więc ów nieskończony Absolutny Prabyt musi być przedstawiony jako praprzyczyna ewolucji – nie stworzenia,
i to nie w sposób bezpośredni, a przez emanację, czyli wypromieniowane z Siebie
(nowy absurd, tym razem z powodu tłumaczy kabały”) Sefirot.

Pytanie: A jak jest z tymi, którzy pomimo iż są wyznawcami kabały, wierzą w Jehowę lub Tetragramma-ton?

Odpowiedź: Mogą wierzyć, w co im się podoba, gdyż wiara ich lub niewiara nie mogą wpłynąć na oczywisty fakt. Jezuici mówią nam, iż dwa a dwa nie zawsze daje cztery, gdyż zależy od woli Boga, aby dwa razy dwa dało np. 5. Czy mamy zgodzić się z taką sofistyką?

Pytanie: Więc jesteście ateistami?

Odpowiedź: My sami o tym nie wiemy, chyba że epitet “ateista” nadaje się tym wszystkim, którzy nie wierzą w antropomorficznego Boga. My wierzymy w kosmiczny boski Byt, który jest rdzeniem wszystkiego,
‚   Ain-Soph – Nieskończone lub Bezgraniczne w całej przyrodzie
– TO, co nie “istnieje”, lecz JEST, ale nie jako Istota.
” Jak może nieczynny, praodwieczny byt emanować lub promieniować? O Parabrahrnanie Wedanty tego się nie mówi, ani o Ain-Soph chaldejskiej kabały. To odwieczne cykliczne Prawo sprawia, iż czynna, twórcza energia (Logos) emanuje z na zawsze ukrytego i niepojętego, a jedynego rdzenia, czyli Absolutu, u początków każdej maha-manwan-tary, czyli nowego cyklu życia.
z którego wszystko wypływa i w który wszystko powraca, i weń się pogrąża przy końcu wielkiego cyklu istnienia.

Pytanie: To jest prastare twierdzenie panteizmu, ale jeśli jesteście panteistami, nie możecie być jednocześnie deistami, a jeśli nie jesteście deistami, to może być słusznie do was zastosowane miano ateistów.

Odpowiedź: Niekoniecznie. Termin: “panteizm” jest znów jednym z tych nadużywanych terminów, którego pierwotne i prawdziwe znaczenie zostało spaczone przez ślepy przesąd i jednostronność ujęcia. Jeśli przyjąć chrześcijańską etymologię tego złożonego słowa, tj. połączyć pan (wszystko), z łheós (bóg), a potem wyobrazić sobie i głosić, iż to oznacza, że każde drzewo i kamień w przyrodzie jest Bogiem lub Bogiem jedynym, wówczas oczywiście będziecie mieli słuszność przedstawiając panteistów nawet jako czcicieli fetyszów; lecz niezbyt wam się to uda, jeśli słowo panteizm wywieść z ezoterycznej etymologii, jak my to czynimy.

Pytanie: Jakaż jest wasza definicja tego terminu?

Odpowiedź: Chciałabym wam zadać z kolei pytanie – co rozumiecie pod słowem “Pan” lub “przyroda”?

Pytanie: Sądzę, iż przyroda jest ogólną sumą wszystkiego, co wokół nas istnieje,
zespołem przyczyn i skutków zachodzących w świecie materii, stworzenia lub wszechświata.
Odpowiedź: Czyli uosobieniem całości i ciągłości znanych nam przyczyn i skutków,
sumą wszystkich ograniczonych czynników i potęg, jako całkowicie odmiennych i niezależnych
od rozumnego Stwórcy lub twórcy, a może nawet “pojętą jako prosta i samodzielna energia”,
jak się mówi w waszych encyklopediach.Pytanie: Tak, tak sądzę.Odpowiedź: A my nie bierzemy pod uwagę tej widzialnej, materialnej przyrody, którą zwiemy znikomą,
przemijającą ułudą. Nie rozumiemy też pod terminem “Pan” natury w zwykłym znaczeniu tego słowa, pochodzącego od łacińskiego natura (stawanie się), które pochodzi od naści (rodzić się).
Gdy mówimy o bóstwie jako tożsamym, a zatem równorzędnym i współwiecznym z przyrodą, mamy na myśli przyrodę*
nie mającą początku ni końca, przedwieczną i nie stworzoną, a wcale nie tę waszą widzialną,
która jest zespołem przemijających cieni i ograniczonych, nierzeczywistych czynników.
Pozostawiamy autorom hymnów nazywanie widzialnego stropu niebios tronem Boga,
a naszego ziemskiego padołu Jego podnóżkiem. Nasz Bóg nie przebywa w raju ani też w jakimś drzewie,
górze czy specjalnym gmachu. Istnieje wszędzie, w każdym atomie widzialnego i niewidzialnego wszechświata,
we wnętrzu, jak i na zewnątrz, i ponad każdym niewidocznym atomem i podzielną cząstką,
gdyż TO jest tajemniczą siłą inwolucji i ewolucji, wszechobecną, a nawet wszechwiedzącą,
twórczą siłą, o nieskończonej potencjalności przejawów.Pytanie: Zaraz, zaraz, zatrzymajcie się, proszę. Wszak wszechwiedza jest atrybutem czegoś, co myśli, a wy odmawiacie władzy myślenia waszemu Absolutowi,Odpowiedź: Tak, odmawiamy jej Absolutowi, gdyż myśl jest zawsze czymś ograniczonym i uwarunkowanym.
Ale widać zapominacie, iż w filozofii absolutna nieświadomość jest także absolutną świadomością, inaczej nie byłby to Absolut.Pytanie: Więc wasz Absolut myśli?Odpowiedź: Nie, TO nie myśli. Dla tej prostej przyczyny, iż jest samo Myślą absolutną.
Ani też istnieje, dla tej samej przyczyny, bo jest Absolutem istnienia.
‚   W filozofii Indii Muta-Prakriti w sanskrycie (przyp. Iłum.).
Bytem samym w sobie, lecz nie Istotą.
Przeczytajcie wspaniały kabalistyczny poemat Salomona Ben Jehudy Ibn Gabirola,
w księdze Keter malchut, a zrozumiecie to. Pisze on tak:
“Tyś jest jeden, rdzeń i początek wszystkich liczb, lecz nie jako rachunku czynnik;
bowiem jedność mnożenia nie dopuszcza zmiany ani formy. Jeden jesteś t w tajemnicy Twej jedni gubią się mędrcy,
bowiem poznać jej nie są w stanie.
Jeden jesteś, a jedność Twa nigdy się nie zmniejsza, nigdy nie rozszerza,
ani też zmianie ulec może kiedykolwiek.
Jeden Jesteś; żadna myśl nie zdoła ustalić Twoich granic, ni znaleźć dla Ciebie wyrazu.
Tyś JEST. Lecz nie jako „istniejący, albowiem rozumienie i wizje śmiertelników
Twego istnienia nie mogą dosięgać ani określać miejsca Twego, jakości, przyczyny…”
Streszczając: nasz Bóg to praodwieczny budowniczy wszechświata, który nieustannie rozwija go i doskonali, lecz nie stwarza. Wszechświat rozsnuwa się sarn, ze swej własnej treści, nie jest stwarzany.
Jest to w swym symbolizmie kula-sfera bez obwodu ni granic.
Tylko jedną wiecznie czynną posiada cechę, co ogarnia i w sobie zawiera wszystkie istniejące i możliwe do wyobrażenia cechy,
jest nią – Ona Sama. Jest to jedyne Prawo, źródło wszystkich praw przejawionych, wiecznych, niewzruszonych,
płynących z łona tego nigdy nie przejawionego, bo absolutnego Prawa;
Prawa, które w okresach przejawienia jest nieustannym stawaniem się od nowa.Pytanie: Słyszałem raz, jak któryś z waszych członków mówił,
iż owo bóstwo wszechobecne jest wszędzie – w “naczyniach” niegodnych, jak i czci najgodniejszych,
a więc i w każdym atomie popiołu mego cygara. Czyż takie powiedzenie nie jest bluźnierstwem?
Odpowiedź: Nie sądzę, gdyż nie można uważać prostej logiki za blużnierstwo.
Gdybyśmy mieli wykluczyć wszechobecny byt choćby z jednego matematycz-
nego punktu lub z jednej cząstki materii zajmującej jakiekolwiek miejsce w przestrzeni,
czyż moglibyśmy go nadal uważać za nieskończony?Pytanie: Czyż więc nie wierzycie wcale w skuteczność modlitwy?Odpowiedź: Na pewno nie w skuteczność modlitwy wyuczonej w tylu a tylu słowach i powtarzanej ustnie,
jeśli nazywacie modlitwą zewnętrznie wyrażoną prośbę, skierowaną do nie znanego Boga,
czyli tę, która była wprowadzona przez Żydów, a spopularyzowana przez faryzeuszów.Pytanie: A czy istnieje jakiś inny rodzaj modlitwy?Odpowiedź: Oczywiście; nazywamy ją “modlitwą woli”, a jest to raczej wewnętrzny rozkaz aniżeli prośba.”-Bławatska
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.”
C.G.Jung
Dopóki nie uświadomimy sobie nieświadomego,będziemy przez nieświadome kierowani
zgodnie z wolą nieświadomego a nie naszą.
Wolna wola nie istnieje tak długo jak długo nieświadomość kieruje naszym życiem.

Doktryny Thelemy

Główną doktryną, celem Thelemy, jest poznanie i czynienie „Prawdziwej Woli”, co jak twierdzi Crowley jest powinnością każdej istoty.

Można to podsumować kilkoma frazami z Liber Legis:

  • „Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem.” (AL I:40)
  • „Miłość jest prawem, miłość podług woli.” (AL I:57)
  • „Słowem Prawa jest Θελημα.” (AL I:39)
  • „Nie ma prawa poza Czyń wedle swej woli.” (AL III:60)

Prawdziwa wola to mistyczna idea, którą najprościej można opisać jako ścieżkę pewnych możliwych czynności każdego człowieka,
które wykonując nie napotka on żadnych przeciwności. Działanie w zgodzie ze swoją wolą oznacza,
iż wszystko co robimy wspierane jest przez wszystkie siły wszechświata.
Żadne dwie wole nigdy nie wchodzą sobie w drogę, a wszelkie problemy jakie napotykamy w życiu wynikają z tego,
iż większość ludzi nie postępuje zgodnie z ową wolą.
Tak więc postępowanie zgodnie z nią, oznacza również respektowanie woli innych ludzi,
co opisane jest jako „miłość jest prawem” (ale miłość poddana woli – czyli miłość czyniona zgodnie z wolą).
Istnieją różne opinie na temat tego, czy człowiek może rzeczywiście poznać swoją wolę, czy też może jedynie domyślać się,
iż działa zgodnie z nią po „sukcesach” jakie osiąga w życiu.
Thelema kładzie nacisk na osobistą wolność (jednak ograniczoną przez odpowiedzialność),
wrodzoną „boskość” każdego człowieka („Każdy mężczyzna i każda kobieta to gwiazda.” AL I:3),
oraz walkę przeciwko przesądom, tyranii oraz opresji.

Thelema to nazwa systemu religijno-filozoficznego, który powstał w roku 1904 za sprawą Aleistera Crowleya po spisaniu przez niego Liber AL vel Legis, zwanej też Księgą Prawa. Księgę tę, jak Crowley twierdził, podyktowała mu istota duchowa (nazywana Aiwaz) w Kairze, 8, 9 i 10 kwietnia 1904 roku.
Słowo Thelemita pojawia się w Księdze Prawa i jest używane jako określenie osób, które podążają ścieżką Thelemy.
Crowley był wielbicielem XVI-wiecznego francuskiego satyryka François Rabelais’go. Rabelais w jednej ze swoich książek, Gargantua i Pantagruel, zawarł opis miejsca zwanego „Opactwem Thelemy” („The Abbey of Thélème”) co zainspirowało Crowleya i całą jego filozofię.Choć współczesny ruch thelemiczny swoje pochodzenie wynosi bezpośrednio z prac Aleistera Crowleya,
ten ostatni wskazał na kilka ważnych dla niego źródeł z których czerpał swoje poglądy.
Crowley przyznawał, iż „Kochaj, i rób co chcesz” Świętego Augustyna wywarło wpływ na prawo Thelemy.
W renesansie postać nazwana „Thelemia” przedstawia wolę, lub pragnienie,
Hypnerotomachia Poliphili mnicha dominikańskiego Francesca Colonny. Prace Colonny zaś wywarły wpływ na wspomnianego wyżej François Rabelais’go.Różne organizacje i osoby (głównie z Niemiec) twierdzą, iż Thelema nie wzięła swojego początku w pracach Aleistera Crowleya. Postrzegają raczej jego filozofię jako tylko jedną z wielu podobnych. Różne stowarzyszenia które zaakceptowały Księgę Prawa mają swoje własne wskazówki dotyczące tego, jak stosować jej zalecenia w praktyce.
Filozofia i praktyki związane z Thelemą są też często przez nie-thelemitów podejrzewane o kult Szatana. Zarówno Crowley jak i inni Thelemici oficjalnie odcinali się jednak od tego typu pomówień.Nie jest prawdą, że Kościół Szatana wywodzi się z filozofii Crowleya, choć widoczne są tutaj pewne inspiracje pierwszego tym drugim.
Podobnie do inspiracji jego naukami przyznają się prawie wszyscy współcześni okultyści.
Także uznawanie Crowleya za wyznawcę Szatana wynika wyłącznie z niezrozumienia prac i poglądów Aleistera.
Wyznawanie Szatana oznaczało by uznawanie chrześcijańskiego poglądu na świat, w którym istnieje Bóg (chrześcijański) oraz właśnie Szatan.(Satanista to osoba  wierząca w istnienie Szatana.Czy jakiś katolik/neojudaista,wątpi w istnienie Szatana?
Czy świadek Jehowy wątpi w istnienie Szatana?Czy muzułmanin wątpi w istnienie Szatana?
Czy protestańci,anglikanie,adwentyści,wątpią w istnienie Szatana?
Nikt z nich nie ma wątpliwości,wszyscy oni uznają istnienie Szatana,a więc kto jest satanistą jeśli nie oni?
Kult Szatana zawdziecza swą popularność judeochrześcijaństwu.Całą satanistyczną teologię można znaleźć w „piśmie świętym”-Mez)Crowley zaś odrzucał religię chrześcijańską w jej całości, włącznie z wiarą w Złego.
Nazywał się apokaliptyczną Bestią, ze względu na wpływ jaki Apokalipsa Św. Jana wywarła na jego życie w dzieciństwie (patrz życiorys).
Według słów Lona Milo DuQuette’a, Aleister Crowley „uwielbiał posługiwać się dzikim, bluźnierczym słownictwem
do przekazywania absolutnie wzniosłych duchowych koncepcji”.
W Bestii widział symbol osoby, która doprowadzi do końca świata chrześcijańskiego (przez co rozumiał zacofanie,
bezkrytyczną wiarę w Kościół i jego negatywne cechy), zaś pomoże w stworzeniu nowego, lepszego świata,
symbolizowanego przez Horusa (a później Maat).

Thelema błędnie rozumiana jest jako zachęta do robienia co się chce. Crowley wyraźnie w swoich pracach tłumaczy, iż nie powinno się jej tak pojmować. Przez słowo „wola” rozumie pewien cel (to, co w innych systemach nazywane jest geniuszem, kamieniem filozoficznym, summum bonum, czyli WiedząŚwiętego Anioła Stróża) w życiu człowieka, który powinien przez niego zostać odkryty, a gdy to się stanie powinno się zgodnie z nim żyć:

Takoż i ty cały; nie masz żadnego prawa poza czynieniem swej woli. Czyń tak, a nikt nie powie nie. Albowiem czysta wola, nieukojona celem, wolna od żądzy wyniku, jest na każdy sposób doskonała. (AL I:42-44)[5]

Zgodnie z jego naukami człowiek żyjący zgodnie ze swoją wolą nie napotka w życiu żadnych przeciwieństw, i z łatwością wolę tę będzie mógł wypełnić, bez obaw, że może się to kłócić z wolą innych; albowiem jeśli on znajdzie się we właściwym dla siebie miejscu, inni ponoszą winę za wchodzenie mu w drogę:

Bądź silny, o człecze! pożądaj, raduj się wszelkimi rzeczami zmysłu i zachwytu i nie obawiaj się, iż jakiś Bóg za to cię odrzuci. (AL II:22)[5]

Każdą zmianę można wywołać przez zastosowanie właściwej siły, gdyż wszechświat jest powiązany wewnętrznie i doskonale zrównoważony.
Crowley twierdził, że prawdziwe odrodzenie magii nastąpiło właśnie 8, 9 i 10 kwietnia 1904 roku, kiedy to zgodnie z instrukcjami Rose spisywał Liber AL vel Legis. Zainicjowanie tego okultystycznego prądu wywołało wir, bóle porodowe nowego eonu, a kres starego (Równonoc Bogów). Zdarzenie takie pojawia się w odstępach mniej więcej 2000 lat. W Liber AL vel Legis Aiwass uznał Crowleya za „logos nowej ery Horusa”.
Według Crowleya, ludzkość ma za sobą dwa eony: Eon Izydy i Eon Ozyrysa. Eon Izydy stanowił okres, w którym ludzie żyli zgodnie z rytmem natury, na Ziemi panował matriarchat, wierzono, że wszystkim kieruje przeznaczenie. Był to czas niewinności, ale i nieświadomości. Tę niewinność ludzkość utraciła wraz z nadejściem Eonu Ozyrysa, kiedy to patriarchalne struktury zaprowadziły przymus i prawo. Eon Ozyrysa to dyktatura świadomości, która tłumi ludzkie popędy i ustanawia konflikt między ludzkością a światem natury. Eon Ozyrysa to wreszcie wiek wielkich monoteistycznych religii, podpierających struktury państwowe. Crowley twierdził, że w naszym stuleciu rozpocznie się okres przechodzenia do kolejnego Eonu – Eonu Horusa. Nowy Eon narodzi się w bólu i cierpieniach, gdyż ludzkość będzie musiała porzucić dogmaty, z których budowała swoją rzeczywistość. W Eonie Horusa znikną struktury dominacji, matriarchalne i patriarchalne. Każdy przejmie odpowiedzialność za własne życie. Kobiety odnajdą mężczyznę w sobie i mężczyźni odnajdą kobietę w sobie.

Ciało znowu stanie się całością. Crowley, jako Bestia (Słońce, 666, męska zasada, Logos, Wola)”

Cyfra sześć od samego początku miała wygląd zbliżony do współczesnego.
Jako pierwowzór współczesnego symbolu uznaje się znak użyty pierwszy raz przez hinduskich braminów.
Glif ten tworzony był poprzez jedno pociągnięcie pióra i składał się z linii dolnej,
pętli oraz linii górnej. Kiedy symbol został przyjęty przez arabskich uczonych, pominęli oni jego dolną część (linię poniżej pętli).
Po przyjęciu przez Europejczyków zmiany były już niewielkie i wynikały głównie z chęci odróżnienia cyfry 6 od litery G.
http://opolczykpl.files.wordpress.com/2012/06/1.jpg

6

  • liczba paramit niezbędnych dla uzyskania nirwany,
  • liczba doskonałości Wisznu,
  • liczba materialnych poziomów świadomości według Czittamatry,
  • liczba przypadków w językach słoweńskim, serbsko-chorwackim.
  • liczba stóp określających głębokość grobu w krajach anglosaskich

http://horoskop.wieszjak.pl/numerologi/203441,Numerologiczna-6–nauczyciel.html

Liczba doskonała – liczba naturalna, która jest sumą wszystkich swych dzielników właściwych (to znaczy od niej mniejszych).
Najmniejszą liczbą doskonałą jest 6, ponieważ 6 = 3 + 2 + 1. 

Dzielniki właściwe 6 to 1, 2 oraz 3. Jako że suma tych liczb jest równa sześć, jest to liczba doskonała.
Najmniejsza nieabelowa grupa to symetryczna grupaS3, która ma 6 elementów (3!).
Natomiast grupa S6 ma 720 elementów jest skończoną grupą symetryczną cechującą się automorfizmem zewnętrznym.-Mez

„miał dążyć do świętego zjednoczenia z żeńską zasadą, „nierządnicą Babilonu”
„Według Świadków Jehowy Babilon Wielki to „Ogólnoświatowe imperium religii fałszywej” – zaliczają się do niego wszystkie pozostałe religie;
Kościół katolicki uznają za jego bardzo ważną część.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleister_Crowley

“Chrześcijaństwo jest religią wojującą, dlatego uzurpując sobie prawo do jedyniesłuszności działa tak, a nie inaczej
– ale czego innego się spodziewać po religii będącej odłamem judaizmu ?
Judeo chrześcijaństwo jest nie tylko odłamem judaizmu, ale też przenosi ze sobą żydowską mentalność
– żydzi dzielą ludzi na żydów i gojów (niewierzących),
muzułmanie na muzułmanów i niewiernych, a chrześcijanie na wiernych i „pogan”(niewiernych).
Co zrozumiałe każdy odłam judaizmu(katolicyzm/neojudazim,judeochrześcijaństwo ,islam itd)
uważa się za ten jedyny prawdziwy,a każdy inny za herezję.

Taka cecha religii semickich – zawsze jest podział na My(lepsi, ponad wszystkimi innymi)
oraz  Oni(inni,gorsi ). ”

http://www.taraka.pl/cotopoga

Buddyzm uczy: “Szanuj religie innych ludzi, ale bądź wierny własnej”
Judeochrześcijaństwo natomiast uważając, iż bogowie wszystkich innych religii to diabły i Szatany
skazałoby najchętniej wszystkich innowierców na potępienie wieczne.

To wspaniała bezkonkurencyjna religia osób skromnych,pychą się brzydzących
Wierni nieustannie modlą się o armagedon i oczekują tego dnia
w którym większość ludzi zostanie spalona ku uciesze tych pobożnych.

Co zostało zmienione?

Jakie są znaczące zmiany pomiędzy dwiema wersjami “Szeptów z Wieczności” które publikuje obecnie SRF? Nazwijmy je dziewiątą edycją i przedrukiem 1981/1949.

Nauczanie modlitw-żądań – nowy sposób modlitwy

W Szeptach z Wieczności Paramahansa Jogananda nauczał nas, by modlić się nie jako żebracy, ale jako dzieci Boga. Wyjaśnia istotność tego sposobu modlitwy we „Wskazówkach dla Czytelnika”:

„Moim celem w przedstawieniu tych Świętych Żądań, otrzymanych w trakcie mych różnych owocnych kontaktów z naszym Ojcem, jest umożliwić mym współistotom skuteczny z Nim kontakt. Wolę słowo „żądanie” od słowa „modlitwa”, ponieważ to drugie pochodzi z prymitywnej i średniowiecznej koncepcji Boga – władczego tyrana, którego my, żebracy, musimy błagać i pochlebiać.” (1981/1949 przedruk, str.13)

Uważano to za rewolucyjne w 1929 roku, gdy “Szepty z Wieczności” pojawiły się po raz pierwszy. James Warnack z Los Angeles Times napisał w recenzji (wydrukowanej w East-West, marzec-kwiecień 1930): „Prawie wstrząsająca w swym odejściu od ortodokyjnych koncepcji, nowa książka Swami Joganandy – Szepty Z Wieczności – przeciera nowy szlak myśli o modlitwie. Swami utrzymuje, że zwykły błagający o Boską łaskę idzie do Niego jak żebrak i że przez to otrzymuje żebracze ochłapki zamiast prawowitego dziedzictwa jako Syn Boży”. W Przedmowie, Amelita Galli-Curci pisze: „W Szeptach z Wieczności Paramahansa Joganandy, uczymy się jak modlić się do Naszego Niebiańskiego Ojca żądając zamiast żebrania, a przez to jak nie ograniczać do prawa żebractwa. Autor wyjaśnia na początku dlaczego wszystkie nasze modlitwy nie są wysłuchane. Wszelka własność należąca do ojca może zostać zażądana przez jego syna, ale nie przez żebraka.” (przedruk z 1981/1949)

http://www.macierz.org.pl/artykuly/joga_i_budo/szepty_wiecznosci-afera_z_naukami_paramahansa_joganandy.html

 Ciąg Dalszy Klucza Do Teozofii

„Pytanie: Do kogóż się w ten sposób modlicie?Odpowiedź: Do “Ojca naszego w niebiesiech”, w ezoterycznym tego słowa znaczeniu.Pytanie: Czy różni się ono od określeń teologii?Odpowiedź: Całkowicie. Okultysta lub teozof zwraca modlitwę do “Ojca swego, który jest w ukryciu”
(przeczytajcie, starając się zrozumieć Mateusza, 6, 6), a nie do boga pozakosmicznego, więc ograniczonego;
a ten “Ojciec” jest w głębi nas samych.Pytanie: Więc czynicie Boga z człowieka?Odpowiedź: W naszym rozumieniu jedyny Bóg, którego możemy naprawdę poznać, jest w wewnętrznej głębi człowieka.
Jakże mogłoby być inaczej? Gdy przyjmujemy założenie, Iż Bóg jest nieskończonym, wszech-przenikającym bytem, jakże by mógł tylko człowiek być wyjątkiem i nie być przesiąknięty, przepojony i pogrążony w Boskości?
Nazywamy “Ojcem naszym w niebiosach” tę boską Treść, której jesteśmy świadomi w sobie,
w gfębi serca i duchowej naszej świadomości, a ta nie ma nic wspólnego z antropomorficznym pojęciem,
jakie możemy sobie wytworzyć w fizycznym mózgu lub jego fantazjach. “
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że duch Boży (tj. Boga absolutnego) mieszka w was?” (1 Kor 3, 16-17)*.
‚ W książkach teozoficznych spotyka się nieraz sprzeczne ujęcia Chrystusowego ducha w człowieku.
Jedni nazywają go szóstym pierwiastkiem, buddhi, inni siódmym, atma.
Jeśli teozofowie chrześcijanie chcą używać tych terminów, niechże je uczynią filozoficznie ścisłymi,
idąc za analogią symbolów prastarej Religii Mądrości.
Mówimy, iż Ctiristós jest nie tylko jedną z trzech wyższych postaci ducha,
ale trzema wziętymi razem, jako Trójca.
Owa Trójca przedstawia Ducha Św., Ojca i Syna, co odpowiada duchowi abstrakcyjnemu,
duchowi zróżnicowanemu i duchowi wcielonemu.
Chrystus i Śri Krsna są, filozoficznie biorąc, tym samym duchowym pierwiastkiem, w jego troistej postaci przejawienia.
W księdze Bhagava-Gita Śri Krsna nazywa siebie zarówno Atrnanem – duchem abstrakcyjnym,
jak Kszetradżną – czyli wyższą reinkamującą się jaźnią, i wszech duchem; a wszystkie te imiona,
jeśli z kosmosu przenieść na człowieka, odpowiadają w jego duchu atma-buddhi-manas.
Anugita podaje tą samą naukę.
Jednak nie trzeba, aby ten duchowy rdzeń w nas był antropomorfizowany, uczłowieczony.
Niech żaden teo-zof nie mówi – jeśli chce wyznawać boską,
nie zaś ludzką prawdę – iż ten “Bóg w ukryciu” serca słucha jego modlitw lub jest odrębny od ograniczonego człowieka,
jak i od nieskończonej, boskiej w nim treści, bowiem wszystko to stanowi jedność.
Modlitwa nasza nie jest też, jak już wspomniałam, prośbą. Jest ona raczej tajemnicą, jest tajemnym wewnętrznym procesem,
w którym znikome i ograniczone myśli i pragnienia, których duch absolutny nie może przyswoić, będąc sam nieograniczony i nieuwarunkowany, przemieniają się w duchowe akty woli i w wolę samą; proces ten nazywa się “duchowym przemienieniem”.
Intensywność gorących pragnień naszej duszy zmienia modlitwę w “kamień filozoficzny”,
czyli w to, co przemienia ołów w czyste złoto.
Jedyna jednorodna treść, nasza “modlitwa woli”,
staje się czynną lub twórczą energią, wywołującą różne skutki, zależnie od naszych pragnień.
Pytanie: Czy rozumiecie przez to, iż modlitwa jest okultystycznym procesem sprowadzającym fizyczne skutki?
Odpowiedź: Tak jest. Potęga woli staje się żywą energią.
Ale biada temu okultyście czy teozofowi, który zamiast zniweczyć pożądanie swej niższej osobowej jaźni,
czyli fizycznego człowieka, a zwracając się do swej wyższej duchowej jaźni, pogrążonej w światłości atma-buddhi,
i mówiąc “niech się stanie twoja, a nie moja wola”, wysyła jednocześnie prądy potęgi woli w świeckich lub egoistycznych celach!
Jest to bowiem czarna magia, ohyda, szkodliwe duchowe “czary”.
Na nieszczęście jest to ulubione zajęcie naszych mężów stanu i dowódców wojskowych,
zwłaszcza gdy wysyłają dwie wrogie armie na rzeź.
Obie strony, przed bitwą, oddają się takiej ciemnej magii,gdy ślą modlitwy do tego samego Boga,
Pana Zastępów, obie prosząc o Jego pomoc w powaleniu i uśmierceniu wroga.
Pytanie: Ale Dawid też prosił Boga o pomoc w zwyciężeniu Filistynów, a potem Syryjczyków i Moabitów;
“a Bóg chronił Dawida, gdziekolwiek się zwrócił”. Więc my tylko naśladujemy to, o czym czytamy w Biblii.Odpowiedź: Oczywiście.
Ale o ile wiem, lubicie nazywać się chrześcijanami, a nie Izraelitami lub żydami, czemuż więc nie idziecie za tym, co mówił Chrystus?
A On wszak wyraźnie nie każe naśladować “tych, z dawnych czasów”, czyli Mojżeszowego prawa,
a chce, byście postępowali, jak On sam wskazuje; uprzedza tych, którzy chwytają za miecz, iż sami od miecza giną.
Chrystus dał wam tylko jedną modlitwę, a wyście z niej uczynili pustą modlitwę warg i przedmiot dumy,
której nikt prócz prawdziwego okultysty nie rozumie.
Mówicie w niej, według przyjętego przez was znaczenia, czyli martwej litery:
“l odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, a nie czynicie tego nigdy.
Powiedział wam również, byście kochali nieprzyjaciół waszych i dobrze czynili tym, którzy was mają w nienawiści.
Nie jest na pewno zgodne z nauką “łagodnego Proroka z Nazaretu”,
abyście się modlili do “Ojca” o zwycięstwo nad wrogiem i jego śmierć.
Oto dlaczego odrzucamy to, co wy nazywacie “modlitwą”.Pytanie: Ale jak tłumaczycie powszechny i niezaprzeczalny fakt, iż wszystkie ludy i narody
zawsze czciły i modliły się do Boga lub bogów?
Niektóre oddawały też cześć daimonom/duchom/bóstwom, które mogą szkodzić, ale to tylko dowodzi,
że wiara w skuteczność modlitwy jest powszechna.Odpowiedź: Wyjaśnienie tego znajdujemy w fakcie, iż modlitwa ma parę różnych znaczeń poza tym, jakie jej nadają chrześcijanie. Oznacza ona nie tylko prośbę czy błaganie, ale w dawnych czasach była głównie inwokacją,
czyli wezwaniem, oraz zaklęciem.
Mantra, czyli rytmicznie śpiewana formuła-modlitwa hinduizmu ma takie właśnie znaczenie,
bo bramini uważają siebie za wyższych od zwykłych dewów, czyli “bogów”.
Modlitwa może być wezwaniem lub zaklęciem, tak błogosławiącym, jak i złorzeczącym lub przenikającym,
jak w wypadku dwóch armii proszących jednocześnie o wzajemne wytępienie się.
A ponieważ ludzie są przeważnie bardzo egoistyczni i modlą się tylko za siebie i dla siebie, prosząc o “chleb powszedni”,
zamiast nań zapracować, i błagają Boga, aby ich “nie wiódł na pokuszenie, ale wybawił od złego”
(czyli tych tylko, którzy Mu to przypominają ), skutek jest taki, iż modlitwa, tak jak ją się dziś rozumie,
jest podwójnie niebezpieczna, a nawet szkodliwa – niweczy w człowieku wiarę w siebie
oraz rozwija w nim jeszcze bezwzględniejszy egoizm i większy egotyzm niż mu przyrodzony.
Powtarzam, iż my wierzymy w obcowanie (komunię) oraz jednoczesne, w pełnej harmonii,
działanie z “Ojcem w ukryciu” w rzadkich chwilach ekstatycznej szczęśliwości, i w zjednoczenie duszy z wszechduchem,
gdyż jest ona zawsze przyciągana ku swemu źródłu i osi żywota.
Stan ten osiągnięty za życia nazywamy – sa-madhi, a po śmierci – nirwaną.
Nie chcemy modlić się do istot ograniczonych w skoriczoności – bogów, świętych, aniołów itp.,
gdyż uważamy to za rodzaj bałwochwalstwa.
A nie możemy modlić się do Absolutu, z przyczyn, które już wyłuszczyłam,
dlatego też staramy się zastąpić zbędne i bezowocne modlitwy przez zacne, dobre i użyteczne czyny.
Pytanie: Chrześcijanie nazwaliby to pychą i bluźnier-stwem. Czy nie mieliby słuszności?
Odpowiedź: Nie. To oni właśnie wykazują szatańską pychę,
gdy wierzą, że nieskończony Absolut – nawet gdyby istniała możliwość jakiegokolwiek stosunku
pomiędzy nieograniczonym a uwarunkowanym – może zniżyć się, by słuchać każdej niemądrej, samolubnej, osobistej modlitwy.
To oni faktycznie bluźnią, gdy mówią, że słowne modlitwy są potrzebne,
by wskazać wszechwiedzącemu i wszechmocnemu Bogu, co ma robić! Jeśli rozumiecie ezoterycznie słowa Jezusa i Buddy,
to przecież obaj powtarzają nasze rozumienie.
Budda zaleca: “Nie proście o nic bogów, którzy sami są bezsilni; nie powtarzajcie modlitw, raczej działajcie,
gdyż mrok się nie rozjaśni. Nie proście o nic milczenia, bowiem nie może ono przemówić ani usłyszeć”.
A Jezus mówi: “A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje (tj. Christosa), Ja to spełnię” {J 14, 14).
Oczywiście te słowa, jeśli wzięte dosłownie, w ich zewnętrznej treści przeczą naszemu twierdzeniu,
ale jeśli przyjmiemy ich ezoteryczny sens, znając w pełni znaczenie słowa “Chri-stós”,
które dla nas przedstawia wyższą jaźń człowieka
– atma-buddhi-manas – wówczas będzie oznaczać:
jedynym Bogiem, którego mamy uznawać i do niego się modlić, a raczej działać w harmonii i pełnej zgodzie z nim,
jest Duch Boży przebywający w świątyni naszego ciała, utajony w naszym sercu.
Modlitwa niweczy wiarę w siebie
 

Nauka Cudów

W tym filmie jest mowa o tym jak się modlić
29:11
Wola – cecha jednostek przeważnie samoświadomych, umożliwiająca i wspomagająca reagowanie, ogólne działanie i podejmowanie świadomych decyzji.
Byty niesamoświadome mogą posiadać wolę, jednak, z natury rzeczy nie są świadome jej posiadania (np. zwierzęta). Inne byty niesamoświadome (np.rośliny) nie posiadają woli, mogą jedynie reagować na zmiany.
W tym klipie profesor matematyki uniwersytetu oxfordzkiego Marcus Du Sautoy
uczestniczy w eksperymencie przeprowadzanym przez Johna Dylana Haynesa
profesora w Centrum Neuronauki Obliczeniowej Bernsteina w Berlinie. Celem eksperymentu jest odkrycie źródła decyzyjnego w mózgu człowieka.Wygląda na to,że wolna wola nie istnieje. Świadomość jest tylko obserwatorem poczynań mózgo-umysłowych.
Ale przecież mama mówiła,że człowiek ma wolną wole bo jej mama jej tak mówiła – że sam bóg tak powiedział…Wykonuję prosty test. Ustawiam budzik na 10 minut,siadam wygodnie, przede mną kartka i długopis.
Wypisuję każdą myśl jaka jest uświadomiona w takiej postaci w jakiej została. Po skończeniu czasu i przeczytaniu tego co zostało napisane wyciągam wnioski:
-myśli pętlą się,gdy uwaga jest skierowana na konkretny temat
-myślenie jest niekontrolowane
-myślenie się wydarza
-między pojawianiem się myśli jest doświadczenie pustki
Prawie w każdej kulturze na Ziemi ludzie dawno temu zauważyli, że kontrolowanie i manipulowanie innymi jest możliwe poprzez utrudnianie samodzielnego myślenia za pomocą strachu, szerzenia dezinformacji, zwątpienia i ciemnoty.
Zauważyli oni także, że znacznie łatwiej jest kogoś przestraszyć, wyprowadzić z równowagi i zdenerwować – niż go zainspirować, nauczyć czegoś czy poprawić mu samopoczucie.
Sytuacja ta jest podobna jak z wodą – jest znacznie łatwiej ją zanieczyścić niż osunąć z niej zanieczyszczenia czy też zapobiec jej zanieczyszczeniu. Wkrótce ludzie zauważyli, że psychiczne wpływy, jak każdy przekaz telepatyczny, mogą być kierowane do poszczególnych, podatnych osób, w celu wywołania zmian w ich zachowaniu, spowodowania choroby czy nawet śmierci.
Na przykład, jest powszechnie znane, że niektórzy Papuasi z Nowej Gwinei są w stanie zranić czy nawet zabić swoich wrogów na wielkie odległości, po prostu koncentrując sie na tym.
Tak zwana „czarna magia” czy „voodoo” jest po prostu wykorzystaniem naturalnych zdolności telepatycznych w celu wpłynięcia na podatny na sugestie umysł osoby która jest przedmiotem ataku.
Nie kryjąc swoich poglądów na temat Świadomego Rozwoju i Wolnej Woli, otwarcie krytykując wciskanie religijnej ciemnoty i publikując moje myśli przy każdej możliwej okazji, jestem narażony na intensywna krytykę tych, którzy kontrolują innych ludzi oraz propagują doktryny ograniczające Wolna Wole i zapobiegające świadomemu postępowi na Ziemi.
Na przykład 2 Maja 1997 roku 70,000 osób, pod kierunkiem księży z Detroit, zorganizowało moja publiczna „intercezję”. („Promise Keepers Conference”, która sie odbyła na stadionie zwanym Pontiac Silverdome w Detroit, Michigan, USA).
Najważniejsze jest jednak zdać sobie sprawę z tego, że zakłócenie niezależności naszej myśli i woli, osiągnie skutek tylko wtedy kiedy my sami,zgodzimy sie z tym wpływem i otworzymy się na niego.
Nie ma takiej siły we Wszechświecie, która może ci zabrać twoja Wolność Myślenia.
Nasza Wolność Myślenia może być ograniczona wyłącznie przez nas samych.
Tak zwany „psychiczny atak” zwykle ma na celu inwazję czyjejś świadomości i woli. Jeśli jest on „skuteczny” (czyli jego wpływ jest podświadomiezaakceptowany przez adresata), sabotaż świadomości może poważnie wpłynąć na zdrowie i samopoczucie człowieka do którego atak ten jest skierowany.
http://zenforest.wordpress.com/2008/02/24/odpowiedz-na-psychiczny-atak/#more-348

Los? Karma? Wolna wola?

Fragment z : Garma C. C. Chang – “Nauka o karmie”

“Pokuśmy się o bliższe zbadanie siedmiu wymiarów karmy – karmy jako związków.
Diagram składa się z siedmiu koncentrycznych kręgów, z których każdy symbolizuje określony wymiar karmy. Największym jest krąg zewnętrzny, przestawiający “najogólniejszą karmę zbiorową” wielkich grup , nazywaną też karmą najwspólniejszą, najszerszą i najpowszechniejszą.
Drugi krąg jest mniejszy niźli pierwszy, a i stopień ogólności odpowiednio mniejszy. Przeto objęto ją mianem karmy kolektywnej wspólnej. Obszar zakreślony przez każdy z następnych kręgów jest mniejszy od poprzedniego, i tak aż do siódmego kręgu, który przestawia najmniejsze pole oddziaływania karmy, to znaczy karmę indywidualną lub osobową. Ponieważ ta ostania odnosi się do osobowości, czyli Ego, toteż różni się od wszystkich innym rzeczy.

1. karma powszechna
2. wspólna karma kolektywna
3. kolektywna karma narodu
4. kolektywna karma ró¿ni¹ca
5. karma niekolektywna
6. karma skrajnie niekolektywna
7. karma indywidualna

Krąg zewnętrzny, karmę najbardziej zbiorową, wyjaśnić można z punktu widzenia człowieka jako czującej istoty. Ludzie, obojętnie jakiej rasy, stanu czy płci, wszyscy doświadczają skutków karmy, jak zresztą wszystkie w ogóle istoty na kuli ziemskiej.
1.
Najbardziej podstawową potrzebą życiową wszystkich istot tego globu jest obecność światła słonecznego, powietrza i wody – zasadniczych czynników uniemożliwiających przeżycie. Pod tym względem człowiek nie różni się od pozostały istot. Oznacza to, że człowiek w swym uzależnieniu od świata, powietrza i wody posiada wspólną karmę z innymi istotami zamieszkującymi ziemię. 
Dla uproszczenia stosujemy tu termin “karma kolektywna”. W tym wymiarze znajduje się nie tylko człowiek, lecz również wszystkie inne żyjące istoty. Im większy jest krąg, tym bardziej ogólna karma; im bardziej związany jest charakter, tym trudniej coś zmienić. To np. człowiek może zrezygnować z regularnego odżywiania się, z posiadania domu i przyodziewku, a jednak nie spowoduje to gwałtownych i ciężkich konsekwencji czy śmierci. Lecz aby przeżyć, człowiek bezwarunkowo potrzebuje światła słonecznego, powietrza i wody. Toteż pierwszy krąg przedstawia te wszystkie istoty zamieszkujące Ziemię, które mają wspólną karmę, której charakter i nieodmienność są najsilniejsze.
2.
Drugi krąg symbolizuje karmę kolektywną wspólną wszystkim istotom ludzkim; nie dotyczy ona innych istot. Człowiek ma zdolność do tworzenia symboli i zdolność mówienia, co wyróżnia go spośród pozostałych istot. To jest właśnie zbiorowa karma ludzi, której już z nikim nie dzielimy. Używanie symboliki i mowy – z jednej strony – poszerza zakres świadomości człowieka, z drugiej zaś – wzmaga rozmaite związane z tym problemy i trudności. Mowa jest wprawdzie pojazdem myślenia, lecz cechy określonego systemu językowego mogą również oznaczać ograniczenie sposobu myślenia. Korzyści i straty wynikające z zastosowania symboliki i mowy dotyczą wszakże tylko człowieka, nie są udziałem innych istot.[…]
Człowiek posiada jeszcze jedną szczególną właściwość, a mianowicie “samoświadomość” czyli zdolność bycia świadomym samego siebie. Przedstawia to również pewną osobliwość człowieka, która pozwala mu na przekroczenie granic własnego ciała, daje mu możliwość obserwowania samego siebie. Oznacza to, że umysł, świadomość ludzka nie tylko przeżywa zewnętrzne projekcje (jako stojące poza nią) lecz może również traktować samego siebie jako obiekt obserwacji. Ta zdolność do przekraczania, transcendowania samego siebie, przenosi go w położenie zewnętrzne w stosunku do obiektywnych i subiektywnych zjawisk czy stronniczości uczuć, pozwalając na jasne ujęcie prawdziwej formy rzeczy.[…]
3. 
Trzecim wymiarem jest karma określonego narodu.

Człowiek jest istotą społeczną, której życie i aktywność znajdują się pod wpływem takich czynników jak naród czy państwo. Ekstremalny rozwój nauki i związane z nim ułatwienia komunikacyjne, jak nigdy przedtem zmniejszają dystans między narodami, przez co zresztą świadomość należąca do jakiegoś określonego narodu coraz bardziej rozmywa się. Dzisiaj myślenie ograniczone kategoriami narodowymi ustępuje na rzecz myślenia dominowanego przez kategorie dotyczące czynników międzynarodowych, decydujących o wojnie i pokoju.
Natomiast wszyscy obywatele danego państwa muszą przyjąć na siebie specjalne, narzucone przez nie obowiązki. W związku z tym dochodzi do głosu określona i wspólna dla wszystkich obywateli karma. Rozpatrzmy przykładowo państwo izraelskie, w którym okres służby wojskowej jest dłuższy niż w innych krajach. Oto także przykład karmy narodowej, która nie ma już wpływu na losy obywateli innych państw.
4.
Czwarty krąg symbolizuje “karmę kolektywną różnicującą”, która funkcjonuje na poziomie każdej grupy mniejszej niż naród.
 Wyobraźmy sobie wymiar tej karmy w oparciu o przykład pewnej szkoły. Podobno w publicznych szkołach średnich na południu Tajwanu zajęcia w zakresie nauki języka obcego pozostawiły wiele do życzenia, gdyż cechował je niski poziom ogólny, co rzucało się w oczy zwłaszcza w okolicach górzystych. Można to widzieć równie dobrze jako karmę zbiorową uczniów, przejawiającą się w określonym czasie i określonym miejscu, mianowicie na południu Tajwanu, zwłaszcza w okolicach górskich. Wcześniej poziom zajęć z języka chińskiego w szkołach prowincji Seczuan i Hunan (pod administracją chińską) był bardzo wysoki, wyższy niż w uniwersytetach innych prowincji. Oto mamy karmę kolektywną wszystkich uczniów prowincji Seczuan i Hunan. Jeżeli zawęzilibyśmy zakres oddziaływania, to można by mówić – na przykład – o wspólnie wynoszonych korzyściach i radościach, wspólnie wypełnianych obowiązkach, wspólnie przeżywanych przez uczniów jakiejś szkoły troskach.
Kiedy spotkacie się ze złym zarządem instytutu lub z kiepskim profesorem, dzielicie tego pecha wspólnie z wszystkimi studentami instytutu. Kiedy macie maksymalnie złego nauczyciela, wówczas tracicie czas, trwoniąc go nie tylko bezsensownie, lecz również w sposób osłabiający korzyści, które moglibyście wynieść z nauki.
5.
Piąty krąg przedstawia “karmę niekolektywną”. Jest to wymiar rodziny, wszystko jedno – dużej czy małej.
 Jak długo jest się częścią danej rodziny, tak długo, wraz ze wszystkimi jej członkami doznaje się wspólnego losu, zła lub dobra, szczęśliwa i nieszczęśliwa. Jeżeli głową rodziny jest osobnik wpływowy i możny, to korzyści wypływające z zajmowanej przezeń pozycji stają się również udziałem innych członków tej rodziny. Lecz jeżeli popełni on jakiś niehonorowy czyn, wówczas również wszyscy członkowie tej rodziny muszą ponosić z tego tytułu konsekwencje[…]. Długotrwała choroba głowy rodu powoduje skutki odczuwalne również (bezpośrednio lub pośrednio) przez innych, przejawiające się pod postacią rozmaitych obowiązków i obciążeń. Rozmaite rodziny żyją w rozmaitych warunkach karmicznych, dlatego też mówi się w takim wypadku o “karmie niekolektywnej”.
6.
Szósty krąg – “karma skrajnie niekolektywna”, jest obszarem karmicznym, który najlepiej zobrazuje przykład pary małżeńskiej. Rozmaite związki między małżonkami zachodzą między dwojgiem tych właśnie ludzi i nie mogą być udziałem innej pary, czyli nie mogą zaistnieć inaczej jak między mężem i jego żoną. Pole oddziaływania tego rodzaju karmy jest już bardzo ograniczone i bardzo wyraźny jej niekolektywny charakter; dlatego została ona nazwana “karmą skrajnie niekolektywną”. W tym obszarze karmy zachodzą zewnętrzne związki między kochającymi się osobami, również między mistrzem i uczniem, lub związki między przyjaciółmi.
7.
Siódmy krąg – “karma indywidualna”. Jest to karma najmniejszej wspólnoty lub najmniejszego zakresu – karma pojedynczej, jednostkowej egzystencji indywidualnej. Człowiek potrzebuje słońca, tlenu i wody, tak niezbędnych mu do egzystencji na Ziemi, i pod tym względem równy jest wszystkich innym żyjącym na tej planecie istotom. Potrafi używać mowy i symboliki, którą to zdolność dzieli ze wszystkimi innymi ludźmi. Przypuśćmy, że jest on Chińczykiem i ma takie same prawa i obowiązki jak Chińczycy. Jest nauczycielem w jednej ze szkół powszechnych i wraz ze swymi kolegami ponosi odpowiedzialność, dzieli obowiązki ze swą żoną i dziećmi. Tak jak pająk jest ograniczony zasięgiem swej sieci, tak też i jego ogranicza nić sieci jego karmy. Te wielkie i małe, słabe i ciężkie, głęboko i płytko występujące kręgi karmy, określają większość jego myśli i czynów. Jego życie ściśle splata się z życiem innego człowieka. Lecz w głębi swej istoty skrywa on ostatnią twierdzę, do której nikt poza nim samym nie ma wstępu, którą zazwyczaj nazywa się “sobą” lub “ja”. Odczucia i wola tego “ja” ograniczają się do jednostki i nie sposób z nikim się nimi podzielić. Głód, zmęczenie, gniew … są uczuciami doznawanymi jedynie indywidualnie, tak jak sam tylko mogę wiedzieć czy woda, którą właśnie piję, jest gorąca czy zimna. Swej miłości, swej nienawiści, swej przyjaźni i swego bólu może człowiek doświadczać tylko sam. Ta twierdza “siebie samego”, której z nikim nie da się dzielić, jest przykładem na karmę niekolektywną – karmę indywidualną.

Klucz Do Teozofii

„Pytanie: Ale czyż sam Chrystus nie modlił się i nie zalecał modlitwy?
Odpowiedź: Tak mówią podania, ale ta modlitwa jest właśnie tym obcowaniem i jednoczeniem się z “Ojcem w ukryciu” serca,
o której przed chwilą mówiłam. Inaczej
– jeśli utożsamiamy Jezusa z Bóstwem kosmicznym,
byłoby coś nazbyt absurdalnie nielogicznego w nieuniknionym wniosku, iż on – “Bóg we własnej osobie”
– modlił się do siebie samego i oddzielał wolę swego Boga od własnej!Pytanie: Jeszcze jedno: argument bardzo często używany przez chrześcijan.
Mówią oni: “czuję, iż nie zdołam własnymi siłami przezwyciężyć mych żądz i słabości.
A gdy modlę się do Jezusa Chrystusa czuję, iż daje mi siły i że w jego mocy potrafię przezwyciężyć wszystko”.Odpowiedź: Nic dziwnego. Jeśli “Jezus Chrystus” jest Bogiem oddzielnym i niezależnym od modlącego się,
oczywiście wszystko jest, i musi być, możliwe dla wszechmocnego Boga.
Ale wówczas cóż za zasługa, jaka sprawiedliwość w takim zwycięstwie?
Dlaczego pseudozwycięzca ma dostać nagrodę za to, co go kosztowało tylko modlitwy?
Czy na przykład ktoś z nas, zwykłych śmiertelników, dałby robotnikowi zapłatę za pełen dzień pracy, jeślibyśmy sami zrobili większą jej część za niego, a on siedziałby przez ten czas pod jabłonią i tylko ciągle prosił nas o pomoc? Pojęcie, iż można całe życie spędzać w moralnym lenistwie, pozostawiając swą pracę i obowiązek komuś innemu do wykonania – czy Bogu, czy człowiekowi – jest dla nas oburzające, gdyż poniża godność człowieka.Buddyzm mówi: “Szanuj religie innych ludzi, a bądź wierny własnej”, chrześcijaństwo natomiast uważając, iż bogowie wszystkich innych religii to diabły, skazałoby chętnie wszystkich niechrześcijan na potępienie wieczne.O pochodzeniu duszy ludzkiejPytanie: Jakże w takim razie tłumaczycie to, iż człowiek posiada duszę i ducha? Skąd one pochodzą?Odpowiedź: Od wszechduszy. Na pewno nie jest nimi obdarzony przez osobowego Boga.

Skąd pochodzi ciecz w ciele morskiej meduzy? Z oceanu, który ją otacza, w którym żyje,
oddycha, porusza się i w który powraca, gdy się rozpadnie.Pytanie: Więc odrzucacie twierdzenie, iż dusza została człowiekowi dana, iż Bóg ją w niego tchnął?Odpowiedź: Jesteśmy do tego zmuszeni. “Dusza”, o której wspomina Gensis (2, 7),
jest, jak się to wyraźnie mówi, “żywą duszą” – nephesh (nefesz), czyli żywotną, zwierzęcą duszą,
którą Bóg – my mówimy przyroda i niezmiennie prawo – obdarza człowieka, jak i każde zwierzę.
Bynajmniej nie jest to dusza rozumna, myślący umysł, a tym bardziej nie jest to nieśmiertelny duch.Pytanie: Sformułujmy pytanie inaczej: czy to Bóg obdarza człowieka ludzką rozumną duszą i nieśmiertelnym duchem?Odpowiedź: Znów na tak postawione pytanie musimy odpowiedzieć przecząco. Nie wierząc w osobowego Boga, j
akże możemy przyjąć, iż obdarza człowieka czymkolwiek?
Ale przypuśćmy na chwilę, po prostu dla jaśniejszego przedstawienia całej kwestii,
iż Bóg podejmuje to wielkie ryzyko i stwarza nową duszę dla każdego przychodzącego na świat niemowlęcia,
wówczas naprawdę trudno byłoby takiego Boga nazwać rozumnym i przewidującym.
Inne, nieodłączne od takiego pojmowania trudności oraz niemożliwość pogodzenia miłosierdzia,
sprawiedliwości i wszechwiedzy z czynami takiego Boga powodują wiele niebezpiecznych mielizn i raf,
z którymi dogmatyka teologiczna się zderza i rozbija o nie codziennie.Pytanie: Co macie na myśli? O jakich trudnościach mówicie?
 
Odpowiedź: Myślę o pytaniach nie znajdujących odpowiedzi,
jakie raz w mojej obecności zadał słynny kapłan i kaznodzieja buddyjski chrześcijańskiemu misjonarzowi,
nie mniej wykształconemu i biegłemu w prowadzeniu publicznych dyskusji, w rodzaju tej, podczas której to pytanie powstało.
Działo się to niedaleko Kolombo, a misjonarz sam wyzwał kapłana buddyjskiego, imieniem Megittawatti, pytając czemu,
w jego mniemaniu, chrześcijański Bóg nie miałby być przyjęty przez “pogan”.
No i nie wyszedł z tej pamiętnej dyskusji zwycięzcą.
 
Pytanie: Chętnie bym usłyszał, jak się to stało.
 
Odpowiedź: Bardzo prosto – buddyjski kapłan zaczął od zadania ojcu misjonarzowi pytania:
czyjego Bóg dał Mojżeszowi przykazania tylko dla ludzi, a Sam może się do nich nie stosować.
Oczywiście misjonarz z oburzeniem zaprzeczył. Mówicie więc, ciągnął dalej buddysta,
iż Bóg nie czyni wyjątków w tym prawie, i że żadna dusza nie może się pojawić na ziemi bez Jego woli.
Wszak Bóg, między innymi, zabrania cudzołóstwa, a jednocześnie mówicie,
iż Sam stwarza każde nowo narodzone niemowlę i obdarza je duszą.
Czy mam przez to rozumieć, że miliony dzieci zrodzonych z cudzołóstwa i grzechu są tworem waszego Boga?
Że ten Bóg zabrania i karze przekraczanie Jego praw,
a pomimo to stwarza co dzień i co godzinę dusze dla takich dzieci, zrodzonych z wykroczeń przeciw Jego nakazom?
Według prostej logiki należałoby wyciągnąć wniosek, że wasz Bóg staje się współodpowiedzialny za ten grzech,
gdyż bez Jego woli takie dzieci rozpusty nie mogłyby się urodzić.
A gdzież jest sprawiedliwość, jeśli karze się nie tylko rodziców, ale i niewinne dzieci za to,
co się stało z przyzwolenia tegoż Boga, którego jednak uważa się za wolnego od wszelkiej odpowiedzialności?
W tym momencie misjonarz spojrzał na zegarek i nagle uznał, iż jest zbyt późno na dalszą dyskusję.Pytanie: Zapominacie, iż wszelkie podobne, niewytłumaczalne wypadki stanowią tajemnicę
i że religia nasza zabrania dociekania boskich tajemnic.Odpowiedź: Nie, nie zapominamy, ale po prostu odrzucamy to.
To jednak nie znaczy, że chcemy, byście i wy wierzyli tak samo.

Odpowiadamy tylko na zadawane nam pytania. Mamy wszakże inne miano dla waszych “tajemnic”.

Φ 

 

Nauki buddyjskie o tym samym

Pytanie: A co mówi Budda o pochodzeniu duszy ludzkiej?
 
Odpowiedź: To zależy, czy buddyzm egzoteryczny, popularny, czy też jego ezoteryczna, wewnętrzna nauka.

Pierwszy z nich w Katechizmie buddyjskim mówi: “Dusza lo słowo używane przez nieoświeconych dla wyrażenia błędnego pojęcia.
Jeśli wszystko, co istnieje, podlega przemianie, tedy człowiek nie stanowi wyjątku,
więc każda materialna cząstka jego istoty musi się zmieniać.
A to, co podlega zmianie, nie jest trwałe;a więc rzecz, która się zmienia, nie może być nieśmiertelna”.
 
To się wydaje jasne i wyraźne.
Ale gdy przechodzimy do tego, że każda nowa osobowość w każdej nowej inkarnacji jest zbiorem skandh,
czyli cech i tendencji osobowości, i spytamy, czy ten nowy zespół skandh stanowi również nową istotę,
w której nic nie zostało z dawnej, czytamy:
 
“W jednym znaczeniu jest to istota nowa, a w drugim nową istotą nie jest.
Podczas życia danego, tu, skandhy wciąż się zmieniają;
np. pan X, człowiek czterdziestoletni, jest jako osobowość tym samym człowiekiem, jakim był mając lat 18;
a jednak, z powodu nieustannego zużywania się i odnawiania jego fizycznego organizmu,
jak i zmian zachodzących w jego umysłowości i charakterze, jest zupełnie inny, aniżeli był za młodu.
Pomimo to w wieku podeszłym zbiera – zupełnie sprawiedliwie – w postaci nagrody
lub cierpienia plon czynów i myśli każdego z poprzednich okresów swego życia.
Podobnie wcielająca się na nowo istota, będąca tą samą indywidualnością co uprzednio
– ale nie tą samą osobowością – tylko w innej postaci, czyli o nowym zespole skandh, zbiera – sprawiedliwie –
wszelkie skutki swych czynów i myśli z poprzedniego żywota”.
Jest to nieco trudna i zawiła metafizyka, ale i nie wyraża jasno braku wiary w duszę.
Pytanie: Czy coś podobnego mówi również buddyzm ezoteryczny?
Odpowiedź: Tak jest. Nauka ta należy zarówno do ezoterycznego buddyzmu,
czyli Wiedzy Tajemnej, jak i buddyzmu egzoterycznego, czyli filozofii religijnej Gau-tamy Buddy.
 
Pytanie: Ale mówią nam zdecydowanie, iż większość buddystów nie wierzy w nieśmiertelność duszy.
 
Odpowiedź: l my w nią nie wierzymy, jeśli uważać osobowe ja, czyli duszę żywotną, lub nefesz za duszę.
Ale każdy oświecony buddysta przyjmuje istnienie indywidualności, czyli boskiej jaźni w człowieku.
A ci, którzy w to nie wierzą, mają błędne pojęcie.
Mylą się w tym punkcie, podobnie jak chrześcijanie, którzy przyjmują wzmianki o potępieniu i ogniu piekielnym w Ewangeliach,
będące dodatkiem późniejszych ich wydawców, za dosłowne wypowiedzi Jezusa.
Ani Budda, ani Chrystus nie napisali sami ani jednego słowa,
obaj mówili w przenośniach i alegoriach i używali “niejasnych wyrażeń”, jak robili zawsze, i przez długi czas będą jeszcze robić,
wszyscy prawdziwi wtajemniczeni. Zarówno księgi chrześcijańskie,
jak buddyjskie dotykają wszystkich tych metafizycznych zagadnień bardzo ostrożnie, ale zapiski tak jednej,
jak drugiej religii grzeszą zbytnim egzoiery-zmem; znaczenie martwej litery rozrasta się w obu nadmiernie.
 
Pytanie: Czy chcecie przez to powiedzieć, że ani nauki Buddy, ani Chrystusa nie byiy właściwie rozumiane?
 
Odpowiedź: Tak sądzę istotnie. Nauki Buddy i Chrystusowe Ewangelie były dawane ludziom w tym samym celu.
Obaj nauczyciele byli żarliwie miłującymi ludzkość praktycznymi altruistami, głoszącymi – bez najmniejszej wątpliwości  – najszlachetniejszy i najwyższy rodzaj socjalizmu oraz bezkompromisową i zupełną samo-ofiarę.
“Niechaj grzechy świata całego spadną na me barki, abym mógł ulżyć ludzkiej nędzy i cierpieniu”, woła Budda.
 
“Nie dozwoliłbym żadnemu człowiekowi płakać, jeślibym go mógł uratować”,
mówi książę-żebrak, odziany w nędzne łachmany. “Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28), zwracając się do ubogich i wydziedziczonych,
mówi Chrystus, ów “Człowiek Boleści”, który sam nie miał gdzie głowy złożyć.
Nauki obu – to bezgraniczna miłość do ludzkości, wielkoduszność wybaczająca krzywdy, miłosierdzie i zapomnienie siebie,
a litość dla oszukiwanych i łudzonych rzesz; obaj okazują tę samą pogardę dla bogactw i nie czynią różnicy pomiędzy meum a tuum. Pragnęli obaj, nie wyjawiając wszystkim ludziom świętych misteriów wtajemniczeń, dać nieoświeconym, a wciąż zwodzonym,
których brzemię życiowe bywa nazbyt ciężkie, dość nadziei i prawdy, by ich podtrzymać w najcięższe godziny ich życia.
Ale zamiar obu wielkich nauczycieli został udaremniony z powodu zbytniej gorliwości ich późniejszych wyznawców,
Słowa mistrzów zostały źie zrozumiane, spaczone przez mylne interpretacje, a dziś widzimy tego skutki.
 
Pytanie: Ale Budda musiał z pewnością zaprzeczać nieśmiertelności duszy, jeśli wszyscy orientaliści i kapłani buddyjscy właśnie to powtarzają?
 
Odpowiedź: Arhaci z początku szli za przykładem mistrza, ale większość kapłanów po nich to nie byli wtajemniczeni, podobnie jak i w chrześcijaństwie, toteż z biegiem czasu zanikały wielkie prawdy ezoteryczne. Dowodem tego jest, iż jedna z dwóch sekt buddyjskich – istniejących na Cejlonie – wierzy, że wraz ze śmiercią następuje zupełne zniweczenie, tak indywidualności, jak osobowości człowieka, druga zaś wyjaśnia nirwanę tak samo jak teozofowie.
 
Pytanie: Ale w takim razie dlaczego buddyzm i chrześcijaństwo stanowią dwa przeciwne bieguny tej wiary?
 
Odpowiedź: Bo warunki i okoliczności, w których obie religie zostały dane ludziom, były całkowicie odmienne.
W Indiach bramini, pyszni i zazdrośni o swą większą wiedzę,
odsuwali od niej wszystkie inne kasty i doprowadzili miliony ludzi do bałwochwalstwa i niemal fetyszyzmu.
Budda musiał zadać śmiertelny cios wybujałości niezdrowych, fantastycznych pojęć i fanatycznych przesądów,
będących wynikiem takiej ciemnoty, jaka chyba nie ma równej sobie.
Lepszy filozoficzny ateizm aniżeli nabożność ciemnoty – dla tych, którzy “wołają do swych bogów,
a ci ich nie słyszą lub o nich nie dbają”, co przyprawia ich o rozpacz, tak w życiu, jak w śmierci.
Musiał przede wszystkim zatrzymać mętny potok przesądów, wyrwać z korzeniami błędne wierzenia, zanim mógł podać prawdę.
Nie mógł więc dać wszystkiego dla tej samej przyczyny, co i Jezus, który przypomina swym uczniom,
iż tajemnice Królestwa nie są dla nieoświeconych rzesz, a tylko dla wybranych,
i dlatego mówi do nich w przypowieściach (Mt 13, ID-11 ).
Ta sama ostrożność skłoniła Buddę do ukrycia może nazbyt wiele z prawdy.
Odmówił on odpowiedzi nawet mnichowi Waczagotta na jego pytanie, czy istnieje w człowieku jaźń, czy nie.
A gdy z naciskiem go o odpowiedź proszono – “Wzniosły trwał w milczeniu”.
Budda jasno i niedwuznacznie wyjaśnia przyczynę tego milczenia, gdy o nią pyta jego wtajemniczony uczeń, Ananda,
w dialogu przetłumaczonym przez Ol-denburga z Samjuttaka Nikaja:
“Gdybym, o Anando, wędrownemu mnichowi Waczagotta, gdy mnie spytał:
«Czy istnieje jaźń», odpowiedział:
«Tak, jaźń istnieje”, tedy potwierdziłbym nauki szamanów i braminów, którzy wierzą w trwałość i ciągłość.
A gdybym, o Anando, gdy mnie mnich wędrowny Waczagotta pytał:
«Czy jaźń nie istnieje”, odpowiedział: «Jaźń nie istnieje?”,
tedy potwierdziłoby to, Anando, naukę tych, którzy wierzą w unicestwienie.
Gdybym, o Anando, będąc zapytany przez wędrownego mnicha Waczagottę:
«Czy jaźń istnieje?”, odparł:
«Tak, jaźń jest», czy posłużyłoby to memu celowi, Anando, wywołując w nim wiedzę, iż wszystkie istnienia {dhamma) są nie-jażnią?
Lecz gdybym, Anando, odpowiedział:
„Jaźń nie istnieje”, tedy rzuciłoby to tylko wędrownego mnicha Waczagotte z jednego oszołomienia w drugie:
«Czyż moja jaźń nie istniała wpierw? A teraz już nie istnieje?””
Słowa te wskazują lepiej niż wszystko inne, iż Gautama Budda nie dawał takich trudnych metafizycznych nauk szerokim rzeszom,
aby nie stwarzać jeszcze większego zamieszania pojęć.
A miał na myśli różnicę pomiędzy osobową, przemijającą jaźnią, a Jaźnią Wyższą,
która opromienia swą światłością niezniszczalnego ego, duchowe “ja” w człowieku.
 
Pytanie: To dotyczy Gautamy Buddy, ale w jakim znaczeniu dotyczy to Ewangelii?
 
Odpowiedź: Czytajcie historię i pomyślcie nad nią. W czasach, gdy zdarzenia opisywane w Ewangeliach miały miejsce,
taki sam intelektualny ferment panował w całym cywilizowanym świecie,
tylko rezultaty jego były zgoła inne na Wschodzie niż na Zachodzie.
Poczynał się zmierzch starych bogów. Podczas gdy klasy kulturalne, za przykładem niewierzących saduceuszów,
skłaniały się ku materialistycznym negacjom lub trzymały się martwej litery i form Mojżeszowych praw w Palestynie,
a wpadły w krańcową, moralną rozwiązłość w Rzymie, klasy najniższe i najuboższe goniły za czarami i gusłami,
czciły dziwacznych bogów albo tonęły w obłudzie, czy też gorszych rzeczach.
Znów nadeszła godzina na nową naukę duchową. Osobowy bóg żydów, okrutny, na wzór człowieka zazdrosny i mściwy,
ze swymi krwiożerczymi prawami – “oko za oko, ząb za ząb” – i ofiarami ze zwierząt musiał być usunięty na drugi plan,
a zastąpiony przez pełnego miłosierdzia “Ojca w ukryciu”.
Trzeba go byio ukazać nie jako pozakosmicznego boga–władcę, a jako boskiego Zbawiciela każdego cielesnego człowieka,
Boga, który przebywa w jego własnym sercu i duszy, tak w bogatym, jak biednym.
Ani tu, ani w Indiach, misteria wtajemniczeń nie mogły być wyjawione,
gdyż dając rzeczy święte psom, rzucając perły między wieprze, zarówno prawdy wyjawiane,
jak i ich objawiciel byliby stratowani i zniszczeni.
Stąd powściągliwość obu, tak Buddy jak Jezusa – czy żył on w ciągu całego okresu, jaki mu się przypisuje,
czy też nie – doprowadziła w pierwszym wypadku do całkowitej negacji południowego buddyzmu,
a w drugim do rozbieżności w formach Kościoła chrześcijańskiego, z jego dwustoma sektami w samej tylko Anglii.

 Φ

Rozdział VI

NAUKA TEOZOFICZNA O NATURZE CZŁOWIEKA

Jedność wszystkiego we Wszystkim

Pytanie: Poinformowaliście mnie już, czym Bóg, dusza i człowiek według teozofii nie są, może mi teraz powiecie, c
zym są wedle waszej nauki?
Odpowiedź: W samym swym pochodzeniu, u prapo-czątków, w wieczności,
Bóg, dusza i człowiek, jak i cały wszechświat, ze wszystkim co zawiera, są jednym z tą absolutną jednią,
niepoznawalnej, boskiej treści, o której już wspomniałam.
Nie wierzymy w stworzenie światów; raczej w periodyczne, bezpośrednio po sobie następujące jawienia się wszechświatów, przechodzących z subiektywnej (podmiotowej) w obiektywną (przedmiotową) sferę istnienia;
w regularnych, a nieskończenie długich odstępach czasu.
Pytanie: Czy możecie rozwinąć to twierdzenie?
Odpowiedź: Weźmy jako pierwszy przykład, pomocny w wytworzeniu sobie ściślejszego w tej kwestii pojęcia
– rok słoneczny; a jako drugi – dwie tegoż roku polowy,
przedstawiające na biegunie północnym sześciomiesięczny dzień i sześciomiesięczną noc.
Wyobraźmy sobie teraz, jeśli potrafimy, zamiast roku o 365 dniach – wieczność.
Niech słońce przedstawia wszechświat, a polarne, sześciomiesięczne dni i noce –
dni i noce trwające 182 tryliony czy kwadryliony lat zamiast 182 dni.
Jak słońce wschodzi co rano na horyzoncie naszego obiektywnego świata, wynurzając się ze swej subiektywnej (dla nas),
antypodalnej przestrzeni, tak periodycznie wszechświat wynurza się, wchodząc w sferę obiektywności,
a wyłaniając z subiektywności – przeciwieństwa pierwszej. Stanowi to “Cykl Życia”.
l jak słońce znika z naszego widnokręgu, podobnie, w regularnych odstępach czasu,
znika wszechświat, gdy nastaje “powszechna kosmiczna noc”.
Hindusi mówią o tych następujących po sobie cyklach – “Dni i Noce Brahmy”,
lub zwą je manwaniara i pralaja. Ludzie Zachodu mogą, jeśli wolą, nazwać je Dniem i Nocą kosmiczną.
Podczas Nocy wszystko jest w łonie Wszystkiego; każdy atom rozpada się i “rozpuszcza” w Jednorodności.
Ewolucja a ułuda
Pytanie: Ale któż stwarza za każdym razem wszechświat?
Odpowiedź: Nikt go nie stwarza. Nauka nazwałaby ten proces ewolucją; przedchrześcijańscy filozofowie, jak i orientaliści,
zwali go emanacją, czyli wypromienio-waniem; my, okultyści i teozofowie, widzimy w nim jedyną powszechną i wieczystą rzeczywistość, rzucającą co pewien określony czas odbicie siebie na nieskończone głębie przestworów.
A to odbicie, lub refleks, które wy uważacie za obiektywny, materialny świat, my uważamy za przemijającą ułudę i nic poza tym.
Tylko to, co jest wieczne, jest dla nas rzeczywiste.
Pytanie: Według tych pojęć wy i ja jesteśmy też ułudą.
Odpowiedź: Jako przemijające, zmienne osobowości – dziś ta osoba, jutro inna – tak, bezsprzecznie, najzupełniej.
Czy nazywałbm nagły blask zorzy polarnej, tej światłości północy, “rzeczywistością”, choć gdy na nią patrzymy,
zdaje się być jak najbardziej realna? Oczywiście że nie; to przyczyna,
która ją wywołuje – jeśli jest stała i wieczysta – jest jedyną rzeczywistością,
efekt przez nią spowodowany jest zaś tylko przemijającą ułudą.
Pytanie: To wszystko jeszcze mi nie wyjaśnia, jakim sposobem ta “ułuda”,
zwana wszechświatem, powstaje; jak to świadome co ma być, działa, by wyłonić się z nieświadomego, Morę jest.
Odpowiedź: Jest ona nieświadomością tylko dla naszej ograniczonej świadomości.
Możemy użyć parafrazy Ewangelii św. Jana (1,5) – “a światłość {absolutna, będąca dla nas ciemnością)
w ciemności świeci (co jest ułudnym światłem materialnego świata) i ciemność jej nie ogarnęła”.
Owa absolutna światłość jest również absolutnym, niezmiennym prawem.
Czy to przez ema-nację, czy wypromieniowanie – nie będziemy się o to spierać – wszechświat wyłania się ze swego jednorodnego, subiektywnego istnienia, przechodząc w pierwszą sferę przejawienia, a sfer tych istnieje, jak nas uczą, siedem.
W każdej zgęszcza się bardziej i materializuje, aż dosięga naszej sfery fizycznej,
w której jedynym światem znanym i w przybliżeniu rozumianym przez naukę, w jego fizycznym składzie,
jest nasz planetarny lub słoneczny system, sui generis, jak nam mówią, jedyny.
Pytanie: Co rozumiecie pod sformułowaniem sui generis?
Odpowiedź: Chcą przez to powiedzieć, że choć podstawowe prawo i ogólnie działające prawa przyrody są wszędzie te same,
jednak nasz system słoneczny, jak i każdy inny z milionów różnych systemów istniejących
we wszechświecie, a nawet nasza Ziemia, ma swój własny plan i zadanie, w przejawieniu różniące się od zadań innych systemów.
Gdy mówimy o mieszkańcach innych planet, wyobrażamy sobie, iż jeśli są ludźmi,
czyli myślącymi istotami, muszą być podobni do nas. Fantazja poetów, malarzy,
rzeźbiarzy nie omieszkała przedstawić nawet aniołów na wzór i podobieństwo człowieka,
tylko nieco piękniejszych i obdarzonych skrzydłami. A my mówimy, iż wszystko to jest pomyłką i złudzeniem,
bo jeśli nawet na tej małej Ziemi znajdujemy tak nieskończoną różnorodność flory, fauny i ludzkich typów,
od traw morskich do cedrów Libanu, od dziewięciornic do słoni, od Buszmena i Murzyna po Apolla Belwederskiego
– to tym bardziej, przy zgoła innych kosmicznych i planetarnych warunkach, musi być zupełnie inna flora, fauna oraz rodzaj ludzi.
Te same prawa kształtują całkiem inne grupy istot i przedmiotów,
nawet w tej naszej sferze fizycznej, włączając w nią wszystkie inne planety.
O ileż więc bardziej różna i odrębna musi być zewnętrzna przyroda innych systemów słonecznych
i jakim głupstwem jest sądzić o innych gwiazdach, światach i ludzkich istotach wedle znanych, ziemskich danych,
jak to robi nasza nauka.
Pytanie: Ale jakie macie dowody na poparcie tego twierdzenia?
Odpowiedź: To, czego nauka, ogólnie biorąc, nigdy za dowód nie przyjmie – oto wspólne świadectwo bardzo wielu jasnowidzów,
którzy wszyscy jednogłośnie je potwierdzili. Ich duchowe widzenie, prawdziwe badania odkrywcze,
dokonywane za pomocą fizycznych i psychicznych zmysłów, nie zacieśnionych przez ślepotę ciała,
były systematycznie sprawdzane i porównywane, a wszystko, co nie było jednomyślnie stwierdzone i przyjęte jako wspólne doświadczenie – zostało odrzucone.
Jako ustaloną prawdę notowano tylko to, co w różnych wiekach i klimatach
i przez niezliczoną ilość nieustannie powtarzanych obserwacji zostało zgodnie i ponad wszelką wątpliwość
uznane za dowiedzione, i jeszcze wciąż nowe znajdowało potwierdzenia.
Metody stosowane przez naszych uczonych i uczniów w zakresie psychoduchowych nauk
nie różnią się od metod przyjętych przez uczniów w obrębie waszych nauk przyrodniczych, jak to sami możecie sprawdzić.
Tylko nasze pola obserwacji znajdują się na odmiennych płaszczyznach, a nasze narzędzia badania nie są tworem ludzkich rąk,
więc może dlatego są bardziej niezawodne. Retorty, akumulatory i mikroskopy chemików i przyrodników mogą się psuć,
teleskop i zegarowe instrumenty astronomów mogą się nadwerężyć,
a nasze narzędzia nie podlegają ani wpływom pogody,ani żywiołów.
Pytanie: l dlatego tak zupełnie im dowierzacie?
Odpowiedź: Wiara nie jest słowem, które można często spotkać w języku teozoficznym; my mówimy:
“Wiedza oparta na obserwacji i doświadczeniu”.
Zachodzi tu jednak ta różnica, iż obserwacja i doświadczenie uczonych w dziedzinie nauk przyrodniczych
wiodą ich przeważnie do niemal tylu hipotez, ile jest umysłów, które je tworzą.
Nasza nauka natomiast dodaje do swego dorobku tylko te fakty, które okazały się niepodważalne
i które zostały całkowicie udowodnione.
Toteż nie mamy dwóch opinii lub paru hipotez w tym samym przedmiocie.
Pytanie: Czy to na podstawie takich faktów przyjmujecie dziwne teorie przedstawione w książce Buddyzm ezoteryczny!
Odpowiedź: Tak jest. Teorie te w drobnych szczegółach mogą być niezupełnie ścisłe,
a w sposobie ich przedstawiania przez zewnętrznych uczniów nawet nieco błędne,
odpowiadają jednak faktom przyrody i są bliższe prawdy aniżeli jakakolwiek naukowa hipoteza.
O siedmiorakiej budowie naszej planety
Pytanie: Zrozumiałem, iż opisujecie naszą Ziemię jako jedną z części łańcucha podobnych ziem?
Odpowiedź: Tak jest. Ale owe następne sześć “ziem”, czyli globów,
nie znajduje się na tej samej płaszczyźnie obiektywności, czyli przedmiotowości, co nasza Ziemia, toteż nie możemy ich widzieć.
Pytanie: Czy z powodu ich wielkiej odległości?
Odpowiedź: Bynajmniej nie; gdyż widzimy gołym okiem nie tylko planety, ale nawet gwiazdy na niepomiernie większą odległość,
ale po prostu dlatego, że te sześć globów znajduje się poza dostępnymi nam możliwościami percepcji,
czyli poza sferą naszego istnienia.
Nie tylko ich gęstość i materialność, ciężar i struktura są zupełnie różne od naszej Ziemi i innych znanych nam planet,
ale znajdują się one w stosunku do nas na zupełnie odmiennej płaszczyźnie lub,
jeśli można tak powiedzieć, “warstwie” przestrzeni, której nasze fizyczne zmysły ani poczuć, ani ujrzeć nie są w stanie.
Ale gdy mówię “warstwa”, proszę nie wyobrażać sobie przypadkiem, że te warstwy leżą równo ułożone jedna nad drugą,
gdyż to by nas doprowadziło do nowego absurdu.
Mówiąc “warstwa” mam na myśli tę sferę lub płaszczyznę nieskończonej przestrzeni,
która przez samą swą naturę nie może podpadać ani pod zwykłą obserwację naszych fizycznych zmysłów na jawie,
ani naszą zwyczajną percepcję myślową. Istnieje ona w przyrodzie poza zasięgiem naszej normalnej umysłowości,
czy też świadomości, poza naszą trójwymiarową przestrzenią oraz naszym podziałem czasu.
Każda z siedmiu zasadniczych płaszczyzn (warstw) lub “planów” przestrzeni – oczywiście przestrzeni jako całości,
jako “czystej” nieskończonej przestrzeni, wedle definicji Locke’a,
a nie naszej skończonej i ograniczonej – posiada swą własną obiektywność i subiektywność (podmiotowość i przed-miotowość),
własną przestrzeń oraz czas i odpowiadającą im odrębną świadomość oraz zespół zmysłów.
Ale to wszystko jest niezmiernie trudne do zrozumienia dla ludzi wychowanych w dzisiejszym sposobie myślenia.
Pytanie: Co rozumiecie mówiąc “odrębny zespół zmysłów”?
Czy istnieje cokolwiek w naszej ludzkiej sferze, co byście mogli dać jako ilustrację,
by jaśniej przedstawić, co macie na myśli mówiąc o tych odmiennych i różnych rodzajach zmysłów,
przestrzeni i odpowiadających im rodzajach percepcji?
Odpowiedź: Nie, nic takiego nie istnieje, chyba jedno, co byłoby dla nauki tylko dobrym oparciem dla jej odwrotnego argumentu.
Podczas snu mamy inny rodzaj zmysłów, nieprawdaż?
Czujemy, mówimy, widzimy, smakujemy i w ogóle działamy na innej płaszczyźnie.
Zmiana stanu naszej świadomości jest oczywista, a dowodzi tego fakt,
iż szereg czynów i zjawisk obejmujących lata – jak się nam zdaje – dokonywa się w naszej myśli i wyobraźni w jednej chwili.
Ta niezmierna szybkość działania naszej myśli we śnie, a zupełna w tym czasie normalność wszelkich innych funkcji,
wskazuje, iż znajdujemy się w zupełnie innej sferze.
Filozofia nasza mówi, iż tak jak istnieje siedem zasadniczych energii w przyrodzie i siedem sfer,
czyli płaszczyzn lub “planów” istnienia, tak istnieje też siedem stanów świadomości,
w których człowiek może żyć, myśleć, czuć, pamiętać, istnieć. Nie jest możliwe wymieniać je tutaj, chcąc je poznać,
należy zwrócić się do metafizyki Wschodu.
Ale w tych dwóch stanach – stanie jawy i snu – każdy zwykły śmiertelnik,
od uczonego filozofa po ciemnego i prymitywnego człowieka, może znaleźć dowód, iż stany te znacznie się różnią od siebie.
Pytanie: Nie przyjmujecie więc znanych tłumaczeń stanów sennych, jakie nam daje biologia i filozofia?
Odpowiedź: Nie, zupełnie nie. Odrzucamy nawet hipotezy waszych psychologów,
wolimy nauki mądrości Wschodu.
Przyjmując istnienie siedmiu kosmicznych sfer życia oraz siedmiu stanów świadomościwe wszechświecie,
czyli makrokosmosie, zatrzymujemy się na czwartym, uważając za niemożliwe iść dalej i przekroczyć go z jaką taką dozą pewności.
Ale jeśli chodzi o człowieka, czyli mikrokos-mos, spekulujemy swobodnie na temat jego siedmiu stanów
i składników psychicznej budowy.
Pytanie: Jak je tłumaczycie?
Odpowiedź: Przede wszystkim widzimy w człowieku dwie odrębne istoty – fizyczną i duchową;
człowieka, który myśli, i człowieka, który notuje tyle z tych myśli, ile jest w stanie przyswoić.
Dlatego dzielimy jego naturę na dwie różne części: wyższą lub duchową istotę, składającą się z trzech “pierwiastków”
lub postaci czy aspektów, i niższą, czyli fizyczną, składającą się z czterech, a więc razem – siedem.
Siedmioraka natura człowieka
Pytanie: Czy jest to ten sam podział, który mówi o duchu, duszy i człowieku cielesnym?
Odpowiedź: Nie; ten to podział Platona, który będąc wtajemniczonym, nie mógł podawać nie dozwolonych szczegółów;
ale kto zna dawne, starożytne nauki, znajdzie z łatwością właśnie owo siedem w platońskich podziałach:
układach i stosunkach ducha i duszy.
Uważał on, iż człowiek posiada dwie natury – jedna to człowiek wieczny, o tej samej treści co Absolut.
Druga – śmiertelna i skazitelna, a pochodząca w składnikach swych od pomniejszych “stworzonych” bogów.
Wykazuje on, iż człowiek składa się z: 1} śmiertelnego ciała, 2) nieśmiertelnego ducha, lub “pierwiastka” duchowego
i 3} “rodzaju odrębnej, a jednak nie nieśmiertelnej” duszy.
a my to nazywamy – człowiekiem fizycznym, duszą duchową, lub duchem (platoński nouś) i duszą żywotną lub zwierzęcą (psyche).
Ten sam podział przyjął św. Paweł, również wtajemniczony, który utrzymuje, że istnieje ciało “niebieskie” i ziemskie,
czyli psychiczne, które “jest wsiane w skazitelność” (dusza lub ciało astralne, w sensie: eteryczne) i ciało “niebieskie” (duchowe),
które “powstanie w nieskazitelności”.
Nawet św. Jakub potwierdza to (3, 15) mówiąc, iż “mądrość” (naszej niższej duszy) nie zstępuje “z góry”, lecz jest ziemska,
cielesna (psychiczna) i “diabelska”; {raczej daimoniczna, jak należy oddać grecki tekst);a druga jest “mądrością z góry, niebieską”.
(stgr. δαίμων daimon – dosłownie ten, który coś rozdziela lub ten, który coś przydziela, także:nadprzyrodzona potęgadola; łac. daemon) – istoty występujące w wielu wierzeniach ludowych, mitologiach ireligiach, które zajmują pozycję pośrednią między bogami a ludźmi, między sferą ziemsko-ludzką, materialną, a sferą boską, czysto duchową; istoty o cechach na wpół ludzkich, na wpół boskich
Pierwotnie pojęcie to miało charakter ambiwalentny, stanowiło zarówno pozytywne jak i negatywne określenie nadludzkiej istoty
daimony/ demony bywały groźne, ale i dobrotliwe (jako takie pełniły na przykład funkcję duchów opiekuńczych/aniołów –
w takim rozumieniu pisali o demonach m.in. Platon, Sokrates,Heraklit).
Od czasów Ksenokratesa, wraz z rozwojem koncepcji dualizmu, demony zaczęto utożsamiać przede wszystkim ze złem, bowiem wszelkie uwikłanie w materię uważano za złe więc i istoty powiązane z materią choćby częściowo również.
W historii religii można zaobserwować, że często demonami stawały się zdegradowane bóstwa politeistyczne wyparte w toku rozwoju wierzeń z panteonu głównych bóstw. Często też podporządkowywano obcych bogów własnemu Bogu (w religiach monoteistycznych), degradując ich do poziomu demonów (dobrym przykładem takiego zjawiska jest „zdemonizowanie” Baala w Starym Testamencie)
„Daimony (…) są to stworzenia co do swego rodzaju ożywione, co do swej natury rozumne, w swej duszy podatne na namiętności, pod względem cielesnym powietrzne, co do długości życia wieczne. Z tych pięciu cech, które wymieniłem, trzy pierwsze mają wspólne z nami. Czwarta jest tylko im właściwa. Ostatnią dzielą z bogami nieśmiertelnymi”. (Fragment O bogu Sokratesa, XIII). – Apulejusz z Madaury
Jest to tak jasne, że Platon, a nawet Pitagoras, choć mówią tylko o trzech “pierwiastkach” natury ludzkiej,
nadają wszakże siedmiorakie funkcje ich połączeniom. Gdy porównać to z naszymi naukami, uwydatnia się to zupełnie wyraźnie.Czegóż uczy Platon? Mówi o człowieku wewnętrznym, o dwóch “naturach” – jednej niezmiennej i zawsze tej samej,
jednorodnej i w swej treści z bóstwem identycznej, a drugiej śmiertelnej i skazitelnej.
Te dwie natury platońskiej nauki odnajdujemy w wyższej trójcy i niższej czwórni naszej tabeli.
Platon tłumaczy, że gdy dusza (psyche) łączy się i sprzymierza z nous (boskim duchem, treścią, lub duchowym pierwiastkiem)”
czyni wszystko sprawiedliwie i w szczęśliwości.
Dzieje się odwrotnie, gdy się jednoczy z a no i a (głupstwo, bezrozum lub nierozumna zwierzęca dusza).
Więc mamy manas (duszę, biorąc ogólnie) w jej dwóch postaciach: gdy łączy się z ano/a (nasza kamarupa
lub “dusza zwierzęca” z Buddyzmu ezoterycznego), zdąża ku całkowitemu unicestwieniu, jeśli chodzi o osobową jaźń.
Gdy jednoczy się z nous (atma-buddhi)) pogrąża się w nieśmiertelną jaźń (ducha),
to wówczas duchowa świadomość osobowej jaźni, która była, staje się nieśmiertelna.
• W książce Sinnetta Buddyzm ezoteryczny d}, e) oraz f) są nazwane zwierzęcą, ludzką i duchową duszą,
co może być równie dobrą terminologią. Choć w książce tej “pierwiastki” są oznaczone liczbami, właściwie jest to bezużyteczne.
Tylko dwoista monada (atma-buddhi) może być słusznie oznaczona dwoma najwyższymi cytrami: 6 i 7.
Co zaś do wszystkich innych, nie można tu zastosować ogólnego prawidła, bo ten z “pierwiastków”, który w człowieku przeważa,
musi być uważany za pierwszy i najważniejszy. U niektórych intelekt, rozurn wyższy (manas, czyli piąty) ma przewagę nad innymi;
u innych ludzi zwierzęca natura rządzi wszechwładnie, przejawiając bestialskie żądze i instynkty.
•* Św. Paweł nazywa platoński nous “duchem”, ale że duch ten jest “substancją”, więc oczywiście oznacza buddhi, a nie Atmana,
gdyż to ostatnie nie można w żadnym wypadku, nazywać “substancją”.
Włączamy Atmana do postaci lub “pierwiastków” świadomości człowieka, po prostu aby nie stwarzać dalszych trudności
i mieszania pojęć; ale w istocie Atman nie należy do człowieka, a jest powszechnym i absolutnym duchem,
którego przewodnikiem i .naczyniem’ jest b u d d h i, czyli dusza duchowa.
Różnica pomiędzy duszą a duchem
Pytanie: Czy istotnie twierdzicie, jak to wam zarzucają spirytualiści i francuscy spirytyści, iż każda osobowość ulega unicestwieniu?
Odpowiedź: Bynajmniej nie. Nasi przeciwnicy podnieśli ten nonsensowny zarzut,
gdyż kwestia dwójni: indywidualność boskiej jaźni – osobowość ludzko-zwierzęcej duszy
dotyka możliwości ukazywania się na seansach jako zmaterializowanych “duchów” owej nieśmiertelnej jaźni, c
o my uważamy stanowczo za niemożliwe.
Pytanie: Mówiliście przed chwilą o “psyche”, która zdąża do zupełnego unicestwienia, jeśli się wiąże z ano-ia.
Co Platon przez to pojmował, a co rozumiecie wy?
Odpowiedź: Całkowite unicestwienie osobo-w ej świadomości jest bardzo rzadkim wyjątkiem.
Ogólną i niemal niezmienną zasadą jest pogrążenie się jej w indywidualną i nieśmiertelną świadomość jaźni,
przeistoczenie lub boskie przemienienie; a unicestwieniu podlegają tylko cztery niższe pierwiastki.
Czy przypuszczalibyście, że człowiek cielesny lub jego czasowa, znikoma osobowość,
jego “cień” i jego zwierzęce instynkty, a nawet fizyczne życie, mogą przetrwać po śmierci
wraz z “duchową jaźnią”i stać się wraz z nią nieśmiertelne?
Oczywiste jest, że te wszystkie niższe elementy przestają istnieć (jako całość) w czasie fizycznej śmierci albo niedługo po niej.
A po pewnym czasie całkiem się rozpraszają, znikają, ulegając – jako całość – unicestwieniu.
Pytanie: Więc odrzucacie również zmartwychwstanie ciała?
Odpowiedź: Jak najbardziej kategorycznie.
Czemuż my, którzy wierzymy w najdawniejszą ezoteryczną filozofię starożytnych mędrców,
mielibyśmy przyjmować zgoła niefilozoficzne spekulacje teologii chrześcijańskiej,
zapożyczonej od egipskich i greckich systemów gnostycznych?
Pytanie: W Egipcie czczono duchy przyrody, a nawet ubóstwiano cebulę; wasi Hindusi są do dziś dnia bałwochwalcami,
wyznawcy Zoroastra wielbili i wielbią słońce, a najlepsi filozofowie greccy byli albo marzycielami, albo materialistami,
jak Platon i Demokryt. Jakże możecie porównywać ich z chrześcijaństwem?
Odp: Tak mogą mówić o starożytności wasze współczesne chrześcijańskie podręczniki teologiczne,
a nawet podręczniki naukowe, ale nie umysły nie uprzedzone i bezbronne.
Egipt czcił Jednego-Jedynego jako Noute; i właśnie od tego słowa wywodzi się termin użyły przez Anaksagorasa – nous;
albo jak on go nazywa – “Rozum lub duch samosilny, samotwórczy”, który jest sprawcą, motorem, primum mobile – wszystkiego.
Według niego Nous to był Bóg, a Logos – człowiek, jego emanacja.
Nous to duch (czy to w kosmosie, czy w człowieku), a Logos, czy to wszechświat, czy astralne ciało,
jest emanacja poprzedniego; ciało fizyczne zaś to tylko zwierzę. Nasze zmysły zewnętrzne postrzegają zjawiska (fenomeny);
a tylko nous jest w stanie poznawać ich noumena.
l tylko Logos, czyli noumenon może trwać po śmierci, w samej swej naturze i treści jest bowiem nieśmiertelny;
Logos w człowieku to jego wieczna jaźń, ta, która się wielokrotnie reinkarnuje i trwa na wieki.
Ale jak może Logos – znikomy, zewnętrzny cień, czasowa odzież, którą przyobleka ta z Boga wyłoniona cząstka,
która powraca do źródła, z którego wyszła – być tym, który ma “powstać w nieskazitelności”?
Pytanie: Nie możecie jednak uniknąć zarzutu, iż wymyśliliście nowy podział duchowych i psychicznych składników człowieka,
gdyż żaden filozof o nim nie wspomina, choć wy utrzymujecie, że Platon o nim mówił.
Odpowiedź: nadal utrzymuję to samo. Nie tylko Platon, ale i Pitagoras przyjmował ten sam podział*.
Opisywał on duszę jako samotwórczą jednostkę (mona-da), obejmującą trzy czynniki – nous (duch), phern (umysł, dusza) i thumos (życie lub tchnienie żywotne – . “nefesz” kabaiistów);
a ta trójca odpowiada naszej “at-ma-buddhi” {wyższy duch-dusza), manas (jaźń) oraz kamarupa,
w połączeniu z niższym odbiciem manasu. To, co starożytni filozofowie greccy nazywali ogólnie duszą,
my nazywamy duchem lub duszą duchową – buddhi, rozumiane jako naczynie i przewodnik Atmana
(Agathona lub najwyższego bóstwa u Platona).
A z tego, iż Pitagoras i inni mówią, że posiadamy na równi ze zwierzętami phren i thumos, można wnioskować,
iż chodzi tu o niższe odbicie manasu, czyli intelektu (instynkt), io kamarupa (zwierzęce, żywotne namiętności).
A jako że Sokrates i Platon przyjmowali ten sam podział, jeśli do tych pięciu, a mianowicie:
Agathon (bóstwo lub Atman), psyche (dusza, w znaczeniu ogólnym), nous (duch lub rozum), phren (umysłowość fizyczna)
i thumos (kamarupa lub namiętności), dodamy jeszcze eidolon, wspomniany w misteriach “cień”
lub eteryczny sobowtór człowieka, i wreszcie ciało fizyczne, łatwo przyjdzie nam udowodnić,
że idee Pitagorasa, jak i Platona pokrywają się z naszymi.
* Plularch mówi: “Platon i Pitagoras dzielą duszę na dwa czynniki: rozumną (noetic) i nierozumną (agnoia};
i mówią, iż owa rozumna jest wieczna; bo choć sama ni
e jest Bogiem, jednak jest tworem wieczystego Bóstwa;
ale  która jest rozumu pozbawiona (agnoia) – umiera”.
Współczesny termin agnostic pochodzi od agnosis. Dziwne się nam wydaje, dlaczego Huxley,
twórca tego słowa, połączył swój wspaniały intelekl z “duszą pozbawioną rozumu”, która umiera.
Czy jest to przesadna pokora współczesnego materialisty?
Nawet Egipcjanie mieli siedmioraki podział. Nauczali, iż dusza (ego – jaźń) wychodząc z ciała musi przejść przez swych siedem komór,
lub pierwiastków, i to zarówno przez te, które opuszczała i zrzucała z siebie, jak i te, które unosiła ze sobą.
A cała różnica pomiędzy naukami tych wielkich Greków a naszymi polega na tym, iż oni,
pomni na karę za wyjawienie czegokolwiek z tajemnych nauk misteriów – a była nią śmierć –
podawali je tylko w ogólnych zarysach, my zaś rozwijamy je i wyjaśniamy szczegółowiej.
Ale choć podajemy światu tyle, ile nam prawo pozwala, nawet i w naszych naukach wiele ważnych szczegółów musimy przemilczeć,
gdyż tylko ci, którzy studiują filozofię ezoteryczną i którzy złożyli ślub milczenia, mają prawo je poznać.
Nauki Greków
Pytanie: Mamy świetnych uczonych, znawców greki, łaciny, sanskrytu i hebrajskiego,
jakże się to dzieje, że nie znajdujemy w ich tłumaczeniach niczego, co by nam potwierdzało wasze słowa?
Odpowiedź: Ponieważ wasi tłumacze, bez względu na swą uczoność, uczynili dawnych filozofów,
a zwłaszcza Greków, mglistymi – zamiast mistycznymi – pisarzami.
Weźmy jako przykład Plutarcha, przeczytajmy, co mówi o “pierwiastkach” człowieka.
To, co opisuje, bierze się dziś dosłownie i przypisuje metafizycznym przesądom lub nieuctwu.
Przytoczę wam dla przykładu ustęp z tego autora:
“Człowiek jest istotą złożoną; a ci którzy sądzą iż składa się tylko z dwóch części, mylą się.
Bo wyobrażając sobie, iż rozumienie (intelekt mózgowy) stanowi część duszy (wyższej triady),
mylą się nie mniej od tych, którzy uważają duszę za część ciała, czyli tych,
którzy wyższą triadę uważają za część śmiertelnej i ska-zitelnej, niższej czwómi.
Bowiem rozumienie (nous)  o tyle przewyższa duszę, na ile ta jest wyższa i bardziej boska od ciała.
Otóż połączenie duszy (psyche) z rozumieniem (nous) daje rozum; a połączenie jej z ciałem {lub thumos, czyli duszą zwierzęcą)
daje namiętność, żądzę; jedno jest zaczątkiem lub przewodnikiem bólu i rozkoszy,
a drugie – cnoty i występku. Z tych trzech części złączonych razem i sprzymierzonych ziemia dała ciało,
księżyc dał duszę, a słońce dało rozumienie rodzajowi ludzkiemu”.
To ostatnie zdanie jest czysto alegoryczne i może być zrozumiane tylko przez tych,
którzy znają dobrze naukę ezoteryczną o odpowiednikach i wiedzą, jaka planeta czemu odpowiada
i z którym psychicznym pierwiastkiem jest połączona.
Plutarch dzieli składniki człowieka na trzy grupy,a ciało fizyczne uważa za zespół trzech czynników
– fizycznego kształtu, astralnego cienia (czyli eterycznego, przyp. tłum.) oraz tchnienia życia,
czyli za troistą, niższą część, która “z ziemi powstała i do ziemi powraca”.
Drugi, czyli środkowy pierwiastek – dusza, siedlisko instynktów, pochodzi według niego od księżyca i zawsze podlega jego wpływowi*,
a dopiero część trzecią, najwyższą, czyli duszę duchową,
wraz z pierwiastkiem atma i manasu uważa za bezpośrednią emanację słońca, które tu wyobraża Agathon,
czyli Boga najwyższego. Dowodzą tego następujące jego słowa:
“Otóż ze śmierci, które przechodzimy, pierwsza czyni człowieka dwójniązamiast trójpierwiastkowym,
a druga jednopier-wiastkowym zamiast dwójni. Pierwsza należy do sfery podległej Demeterze,
stąd imię nadawane misteriom jest podobne do imienia śmierci.
Ateńczycy nazywali umarłych poświęconymi Demeterze.
 Druga śmierć zaś dzieje się w sferze księżyca i podlega Persefonie.
• Kabaliści, którzy znają stosunek Jehowy, dawcy życia i potomstwa, do księżyca oraz wpływ tego ostatniego na rodzenie,
zrozumieją, o co tu chodzi, a dotyczy to także i astrologów.
Oto macie naszą naukę, która uważa, iż za życia na ziemi człowiek składa się z siedmiu pierwiastków;
po śmierci, w kamaloce z pięciu, a dalej, w Dewachanie – z trzech pierwiastków: jaźni, ducha-duszy i świadomości.
To rozdzielenie się, najprzód na “łąkach Hadesu”, jak nazywa Plutarch kamalokę,
a potem w Dewachanie było integralną częścią świętych misteriów,
gdzie kandydat do wtajemniczenia przechodził przez cały dramat śmierci i zmartwychpowstania,
jako w chwale wznoszący się duch, a pod tym mianem rozumiemy świadomość.
Oto co Plutarch ma na myśli, mówiąc:
“l jak z jednym, ziemskim, tak i z drugim niebiańskim, Hermes przebywa.
On to nagle i gwałtownie wyrywa duszę z ciała, ale Persefona powofi i łagodnie oddziela rozumienie od duszy*.
Dlatego jest ona zwana Monogenes, jedyną poczętą, a raczej poczynającą jednego jedynego, gdyż lepsza,
wyższa część człowieka zostaje sama, jedna, gdy ją Persefona od reszty oddzieli.
Obie te czynności dzieją się wedle praw natury. Los (fatum, czyli Karma) nakazuje,
by każda dusza posiadająca lub nie posiadająca jeszcze rozumienia (manas), gdy wychodzi z ciała,
wędrowała czas jakiś – ale nie bez końca – w sferze rozciągającej się pomiędzy ziemią a księżycem (kamaloka)””.
“Gdyż ci, którzy za życia oddawali się nieprawościom i rozpuście, cierpią teraz karę za swe wykroczenia;
a sprawiedliwi i pełni cnót są w tej sferze zatrzymani w celu oczyszczenia
” Persefona lub Prozerpina symbolizuje tutaj pośmiertną Karmę człowieka, o której się rnówi,
iż rządzi oddzieleniem się niższych od wyższych jego “pierwiastków”: duszy jakonefesz –tchnienia zwierzęcego życia –
które zostaje na pewien czas w kamaloce, od wyższej, złożonej jednostki Jaźni,
która wstępuje w stan Dewachanu, czyli niezmąconego szczęścia.
” Zanim wyższy duchowy pierwiastek nie oddzieli się od niższego, który pozostaje w kamaloce aż do zupełnego rozproszenia się.
szczenią, zanim nie wyrzucą z siebie, przez pokutę, wszystkich jadów, jakimi się mogli zarazić jak chorobą, będąc w ciele fizycznym. Przebywają oni w najgodniejszej części atmosfery tego świata, zwanego «polami», lub «tąkami Hade-su»,
gdzie muszą pozostawać przez pewien czas, z góry wyznaczony i określony.
Po czym jakby wracali po długich pielgrzymich wędrówkach lub wygnaniu do swej ojczyzny,
gdzie zaznają radości i szczęścia, podobnego temu, które przeżywają wtajemniczeni w święte misteria,
a zabarwionego drżeniem, zachwytem i specjalną, u każdego inną nadzieją”.
Plutarch mówi tu o szczęśliwości duchowej, a żaden teozof  nie  potrafiłby  prostszym,
jaśniejszym  i  zarazem  ezoterycznym językiem  określić  radości  duszy w sferze Dewachanu,
gdzie każdy człowiek jest otoczony własnym rajem, stworzonym przez swą świadomość.
Ale trzeba się wystrzegać błędu, w który nawet wielu teozofów popada, a mianowicie – nie należy sobie wyobrażać,
że choć człowiek, według nas, posiada siedem składników, potem pięć, a wreszcie trzy składniki,
jest przez to samo połączeniem siedmiu, pięciu
lub trzech istotności lub jak któryś z teozof i cznych autorów wyraził to dobitnie:
“tyluż skórek, ułożonych jedna na drugiej, które można jak w cebuli od siebie oddzielać”.
Wszystkie te “pierwiastki” {jak już mówiłam, poza ciałem fizycznym, żywotnością i astralnym eidolon, czyli – eterycznym),
które rozpadają się i rozpraszają po śmierci, są to po prostu   postacie,   aspekty,   lub   też stany   jego   świadomości.
Istnieje tylko jeden rzeczywisty człowiek, który trwa stale przez cały cykl, nieśmiertelny w swej treści, jeśli nie w formie,
jest nim   m a n a s,   Myśliciel   lub   wcielona   świadomość. Sprzeciw materialistów,
którzy mówią, iż rozum i świadomość nie mogą się przejawić bez materii, jest dla nas bez znaczenia,
bo choć nie odmawiamy rozsądku tej uwadze, zapytamy tylko naszych oponentów: “
A czy znacie wszystkie  istniejące stany   materii, wy,co do niedawna znaliście tylko trzy?
Skąd możecie wiedzieć czy to, co my nazywamy Absolutną Świadomością albo bóstwem, na wieki niewidzialnym i niepoznawalnym,
nie jest tym, co, choć na zawsze niedostępne ludzkim ograniczonym pojęciom, można by nazwać powszechną lub kosmiczną
duch-materią albo materią-duchem, w swej absolutnej nieskończoności?”
A jedna z najniższych i w swych manwantarycz-nych przejawieniach, rozszczepionych, “rozpryśniętych”
postaci tegoż ducha materii stanowi ową świadomą jaźń (ego), która stwarza swój własny raj,
złudny być może, niemniej jednak pełen szczęśliwości stan.
Pytanie: Ale czymże jest Dewachan?
Odpowiedź: Dosłownie – “krainą bogów”, stanem wewnętrznej szczęśliwości.
Filozoficznie biorąc, jest to stan podobny do snu, ale nieskończenie wyższy i realniejszy od najwyraźniejszego snu.
Większość ludzi przeżywa taki stan po śmierci.

Rozdział VII

O RÓŻNYCH STANACH POZA PROGIEM ŚMIERCI

Człowiek fizyczny i duchowy
Pytanie: Cieszy mnie, iż wierzycie w nieśmiertelność duszy.
Odpowiedź: Nie “duszy”, lecz boskiego ducha, a raczej w nieśmiertelność reinkarnującej się jaźni.
Pytanie: Jakaż jest pomiędzy nimi różnica?
Odpowiedź: Według naszej filozofii bardzo duża. Jest to jednak zbyt trudny i zawiły przedmiot, aby go można pobieżnie potraktować. Musimy zanalizować te pojęcia najpierw oddzielnie, a potem dopiero badać w połączeniu, wspólnie.
Zacznijmy od ducha.
Uważamy, iż duch – “Ojciec w skrytości” Jezusa, czyli Atman, nie należy do żadnej indywidualnej istoty ludzkiej, a jest to boska treść, nie mająca ciata ani kształtu, niepodzielna, niewidzialna, nieuchwytna; ta, co nie    i s t n i e j e    a  J E S T;
jak buddyści mówią o nirwanie. Tylko unosi się nad śmiertelnym człowiekiem, bo to, co weń wchodzi i przenika całą jego istotę,
jest tylko Jego wszechobecnymi promieniami lub świetlistością, promieniującą przez buddhi, które jest jego przewodnikiem i bezpośrednią emanacją. W tym skrywa się tajemne znaczenie twierdzeń niemal wszystkich filozofów starożytności,
gdy mówią że “roz u m n a” część duszy ludzkiej nigdy nie zstępuje całkowicie w człowieka,
a tylko unosi się nad nim i mniej lub więcej go opromienia poprzez “nierozumną” duchową duszę, czyli buddhi”.
Pytanie: Rozumiałem zawsze, iż tylko “dusza zwierzęca” jest nierozumna, ale nie “dusza boska”.
Odpowiedź: Musicie nauczyć się różnicy, jaka zachodzi pomiędzy tym, co jest negatywnie, tj. biernie “nierozumne”,
bo nie jest zróżnicowane, a tym, co jest bezrozumne, gdyż jest zbytnio czynne i pozytywne.
Człowiek jest zespołem współzależnych duchowych mocy i sił, jak i zgrupowaniem fizycznych i chemicznych energii,
wprowadzonych w działanie przez to, co nazywamy jego “pierwiastkami” lub postaciami.
Pytanie: Dużo o tym przedmiocie czytałem i wydaje mi się, że twierdzenia starożytnych filozofów
różnią się znacznie od pojęć kabalistów średniowiecznych, choć mają również pewne punkty wspólne.
Odpowiedź: Największa różnica pomiędzy nimi a nami jest następująca: my przyjmujemy,
razem z neopla-tonikami i zgodnie z naukami Wschodu, iż duch (atma) nigdy nie zstępuje hipostatycznie,
w swej własnej postaci, w żyjącego człowieka, a tylko opromienia, mniejszą lub większą światłością,
wewnętrznego człowieka (psychiczny i duchowy splot jego lotnych pierwiastków),
kabaliści zaś twierdzą, że duch ludzki, odrywając się od oceanu światłości i powszechnego ducha
W tym wypadku sfowo “rozumna” oznacza coś emanującego bezpośrednio z Mądrości Wieczystej,
a “nierozumna” znaczy, iż będąc czystą emanacją kosmicznego, powszechnego ducha (myśli),
nie może mieć swego własnego indywidualnego rozumu w tej slerze materii; a tak jak księżyc,
który bierze swe światło od sfońca, a swe życie od ziemi, tak buddhi otrzymuje światłość mądrości od atma,
a swe rozumowe właściwości od manasu.
A samo w sobie, jako jednorodne, nie ma cech ani atrybutów własnych.
wszechducha – wstępuje w duszę człowieka, w której przebywa przez całe jego życie,
uwięziony i niejako zamknięty w astralnej powłoce. Wszyscy chrześcijańscy kabaliści do dziś dnia wyznają to samo,
gdyż nie są zdolni zerwać całkowicie ze swymi antropomorficznymi, biblijnymi doktrynami.
Pytanie: A co wy o tym mówicie?
Odpowiedź: My utrzymujemy, iż tylko promieniowanie ducha (atma) jest obecne w powłoce,
i tylko jako świetlistość duchowa. Mówimy, iż człowiek i dusza mają zdobyć swą nieśmiertelność, wznosząc się w jedność z Duchem,
z którym, jeśli to wzniesienie w pełni osiągnie, dusza będzie ostatecznie złączona i który ją w końcu całkowicie,
że się tak wyrażę – wchłonie. Indywidualne życie człowieka po śmierci zależy od jego ducha, a nie od duszy ani ciała.
Choć słowo “osobowość”, w znaczeniu, w jakim się je zwykle rozumie, jest absurdem w dosłownym zastosowaniu do naszej nieśmiertelnej treści, jednak ta ostatnia jest, jako nasza indywidualna jaźń, odrębną istotnością, nieśmiertelną i wieczną per se,
sama w sobie. Tylko w wypadku tych, którzy uprawiają czarną magię lub złoczyńców tak zatwardziałych,
iż ich nawrócenie jest zupełnie niemożliwe, i to takich, którzy przez długi szereg żywotów
nieodmiennie oddawali się zbrodni – świetlista nić, która łączy ducha z “osobową” duszą od chwili urodzenia dziecka,
gwałtownie pęka i prawdziwa istota oddziela się od “osobowej” duszy,
która rozprasza się i jest unicestwiona, nie zostawiając najmniejszego po sobie śladu ani piętna na indywidualnej jaźni.
Jeśli zjednoczenie niższego, osobowego manasu z indywidualną, reinkarnującą się jaźnią nie dokonało się podczas życia na ziemi, wtedy osobowość dzieli los niższych zwierząt, a więc powoli się rozkłada i wsiąka w otaczające podłoże, zatracając się całkowicie.
Ale i wtedy duchowa jaźń pozostaje odrębną istnością.
Tylko traci – po tym jednym życiu, i w tym wypadku rzeczywiście zupełnie bezużytecznym – jeden okres Dewachanu,
którym by się w przeciwnym razie cieszyła jako uduchowiona osobowość, i reinkarnuje się prawie niezwłocznie,
po króciutkim okresie swobody, jako duch “gwiezdny lub planetarny”.
Pytanie: W książce Odsłonięta Izyda   mówi się, iż takie duchy planetarne lub anioły, “bogowie pogan, a archaniołowie chrześcijan”, nigdy nie będą ludźmi na naszej planecie.
Odpowiedź: Zupełnie słusznie. Nie “takie duchy planetarne”, ale pewne rodzaje wyższych, planetarnych duchów
nie będą istotnie nigdy ludźmi na naszej planecie, gdyż są wyzwolonymi duchami z poprzedniego, wcześniejszego świata,
i jako takie nie mogą z powrotem stać się ludźmi na tej naszej ziemi.
Jednak wszystkie będą żyć znów, w następnej, o wiele wyższej m a -ha-manwantarze,
gdy się zakończy ten “Wielki Wiek” wraz z jego prą łaj ą Brahmy (jest to “mały” cykl o szesnastu lub więcej cyfrach}.
Słyszeliście zapewne, iż filozofia Wschodu uczy, że ludzkość składa się 2 takich “duchów” uwięzionych w ludzkich ciałach?
Różnica, jaka zachodzi pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, polega na tym, że zwierzę jest ożywione “pierwiastkami” potencjalnie,
a człowiek aktualnie*. Czy rozumiecie teraz różnicę?
Pytanie: Tak, słyszałem; ale ta różnica była przez wieki trudnością, jakby progiem,
na którym potykali się wszyscy metafizycy.
‚ Szczegółowe wyjaśnienie tego znajdujemy w komentarzach cło II lomu Doktryny tajemnej.
Odpowiedź: Tak jest. Cały ezoteryzm filozofii buddyjskiej opiera się na tej tajemniczej nauce,
rozumianej tylko przez bardzo nielicznych, a zupełnie przeinaczanej przez wielu najbardziej uczonych orientalistów współczesnych. Nawet metafizycy są nazbyt skłonni do błędnego utożsamiania skutku z przyczyną.
Jaźń, która zdobyła swe nieśmiertelne życie jako duch,
pozostanie tą samą wewnętrzną istotą przez wszystkie swe wcielenia na ziemi, ale z tego nie wynika,
iż musi albo pozostać panem X lub Z, którym była na ziemi albo całkiem utracić swą indywidualność.
Toteż dusza astralna i “ciało ziemskie” człowieka mogą być w pośmiertnym okresie wchłonięte w kosmiczny ocean lotnych,
subtelnych, czystych elementów, a on może przestać odczuwać swą ostatnią osobową jaźń (jeśli ta nie zasłużyła na wzniesienie się wyżej); a jednak jego boska jaźń pozostanie tą samą, nie zmienioną istnością, choć ziemskie doświadczenia jej emanacji
(promienia świadomości) mogą być zupełnie zapomniane w chwili oddzielenia się jej od swego niższego, niezbyt godnego narzędzia.
Pytanie: Jeśli duch lub duchowa cząstka duszy istnieje jako odrębna istota od praodwiecznych czasów,
jak mówi Orygenes, Synezjos i inni filozofowie, na pół chrześcijańscy, na pół platońscy,
i jeśli jest ona tą samą i niczym więcej aniżeli metafizycznie obiektywną duszą, jakże może nie być wieczna?
l co za różnica w takim razie, czy człowiek prowadzi życie czyste i wzniosłe, czy też niskie i nędzne,
wszak cokolwiek by robił, nie może utracić indywidualności?
Odpowiedź: Teoria ta, jak ją w tej chwili przedstawiacie, jest w swych skutkach równie szkodliwa
jak teoria “zastępczego odkupienia” (czyli odkupienia cudzych grzechów).
Gdyby ten ostatni dogmat wraz z błędnym pojęciem, iż wszyscy jesteśmy nieśmiertelni,
był przedstawiony ludziom we właściwym świetle, przez jego propagowanie ludzkość stałaby się lepsza.
Jeszcze raz powtórzę: Pitagoras, Platon, Timaios z Lokroi, jak i stara szkoła aleksandryjska
wywodziła duszę człowieka (lub jego wyższe “pierwiastki” i atrybuty) z duszy kosmicznej lub wszechduszy,
która była według ich nauki “Eterem” (Pater-Zeus). Stąd żaden z tych “pierwiastków” nie może być czystą, z niczym nie połączoną treścią pitagorejskiego m on as (naszej atma-buddhi), gdyż dusza kosmiczna – Anima M u n d i –
jest tylko wynikiem, subiektywną emanacją, a raczej promieniowaniem tegoż monas. Zarówno duch ludzki, czyli indywidualność,
owa reinkarnująca się duchowa jaźń, jak i buddhi, dusza duchowa, istnieją od prawieków.
Ale podczas gdy jaźń duchowa istnieje jako odrębna istność, zindywidualizowana,
to dusza (buddhi) istnieje jako i uprzednio istniejące tchnienie, jako “niewiedząca” cząstka ogromnej, rozumnej całości.
Obie u prapoczątków wyłoniły się z Wieczystego Oceanu światłości;
ale jak filozofowie ognia – średniowieczni teozofowie – mówili: “w ogniu istnieje zarówno widzialny, jak i niewidzialny duch”.
Robili różnicę między anima bruta a anima divina.
Empedokles mocno wierzył, iż wszyscy ludzie oraz zwierzęta posiadają dwie dusze.
Arystoteles nazywa jedną duszą rozumną (i rozumującą), a drugą – duszą zwierzęcą.
Według tych filozofów dusza rozumna pochodzi z wnętrza duszy kosmicznej, czyli wszechduszy, druga zaś z jej ze wnętrzności.
Pytanie: Czy tę rozumną duszę człowieka lub, jak ją nazywacie, ego, jaźń, moglibyście nazwać materią?
Odpowiedź: Nie materią, ale bez wątpienia “substancją”, choć i słowo “materia”,
jeśli dodać – “pierwotna” lub “prą-” nie byłoby do odrzucenia.
Gdyż tę pramaterię uważamy za równie wieczną jak duch; a nie mamy na
myśli naszej widzialnej, dotykalnej i podzielnej materii, a najlotniejszą, najsubtelniejszą, przeduchowioną jej postać.
Czysty duch od nie-ducha, czyli absolutnej wszystkości, w której duch i materia są jednym, oddziela zaledwie jeden stopień.
Jeśli nie przyjmiemy, iż człowiek pochodzi od tej praduch-materii i przedstawia stopniowaną skalę “pierwiastków”
– od owego nadducha do najgrubszej, najgęstszej materii,
jakże będziemy mogli uważać wewnętrznego człowieka za nieśmiertelnego i za istność duchową, a zarazem śmiertelną?
Pytanie: Dlaczegóż w takim razie nie wierzycie w Boga jako podobną istność?
Odpowiedź: Bo to, co jest nieskończone i nie uwarunkowane,
nie może mieć żadnej formy ni kształtu i nie może być    i s t o t ą ;
w każdym razie nie może być według żadnej filozofii Wschodu, godnej tego imienia. Wszelka “istność” jest nieśmiertelna,
ale tylko w swej ostatecznej treści, a nie w swej indywidualnej formie;
gdy w ostatnim punkcie swego cyklu życia zostaje wchłonięta w swą pierwotną pranaturę staje się duchem,
ale też zatraca wówczas swe imię istoty.
Jej nieśmiertelność jako kształtu ogranicza się tylko do jednego wielkiego cyklu życia, czyli – maha-man-wantary,
a potem wchodzi w jednię i jest tożsama z wszechduchem, a przestaje być oddzielną istotą.
Jeśli zaś chodzi o duszę osobową – a pod tym mianem rozumiemy iskrę świadomości,
która utrzymuje w duchowej jaźni ideę osobowego “ja” ostatniego wcielenia, ta trwa jako oddzielna,
wyraźna pamięć, tylko przez jeden okres Dewachanu; po jego upływie łączy się z szeregiem wspomnień
innych niezliczonych żywotów na ziemi, podobnie jak wspomnienie jednego dnia, w długim ciągu dni przeżytych,
zostaje nam w pamięci przy końcu roku.
Czyż chcielibyście ograniczać nieskończoność, jaką przecież przypisujecie swemu Bogu,
do zakresu określonych warunków? Tylko to, co jest nierozłącznie spojone, zjednoczone przez ducha (atmę),
czyli buddhi-ma-nas, jest nieśmiertelne. Dusza ludzka, czyli osobowość, sama w sobie nie jest ani nieśmiertelna, ani wieczna, ani boska.
Księga Zoftarmówi:
“Dusza, gdy jesl na tę ziemię posiana, ziemską też przywdziewa szatę, dla swej tutaj ochrony,
więc otrzymuje na wierzch jaśniejący płaszcz, aby mogła spoglądać bez szkody w zwierciadło,
którego światło pochodzi od Pana Światłości”.
Poza tym Zohar mówi, iż dusza nie może dosięgnąć przybytku szczęśliwości, zanim nie otrzyma “pocałunku świętości”,
czyli nie zjednoczy się na nowo z treścią, z której się wyłoniła – z duchem.
Wszystkie dusze są dwoiste; dusza jest żeńskim “pierwiastkiem”, a duch męskim.
A człowiek w czasie swego uwięzienia w fizycznym ciele stanowi trójcę, chyba że tak bardzo ugrzęźnie w materii i splugawi się,
iż weźmie rozbrat ze swym duchem, sprowadzając przerwanie z nim łącznika.
“Biada duszy, która od swego boskiego oblubieńca (ducha) woli ziemskie związki małżeńskie”
(tj. ze swym znikomym ciałem fizycznym), mówi Księga Kluczy, jedno z hermetycznych dzieł.
Biada jej zaprawdę, gdyż nic z tej osobowości nie pozostanie do zapisania na niezniszczalnych tablicach pamięci jaźni.
Pytanie: Jak może to, co choć nie jest tchnieniem Boga rzuconym w człowieka, jednak według waszych własnych słów,
jest tej samej treści co Bóg, nie być nieśmiertelne?
Odpowiedź: Każdy atom, każda drobina materii, nie tylko treści, jest niezniszczalna w swej istocie,
ale nie w swej indywidualnej świadomości. Nieśmiertelność zaś jest tylko nieprzerwaną ciągłością świadomości;
a osobowa świadomość nie może istnieć dłużej aniżeli sama osobowość, nieprawdaż?
A ta osobowa świadomość, jak już mówiłam, trwa tylko przez okres Dewachanu, po czym jest wchłonięta z powrotem,
najpierw przez indywidualną, a potem przez kosmiczną – świadomość. Możecie spytać waszych teologów, jak się to stało,
że tak rozpaczliwie wypaczyli święte księgi żydowskie.
Poczytajcie Biblię, jeśli chcecie mieć dobre dowody, że autorzy Pentateuchu, a zwłaszcza Genesis, nigdy nie uważali nefesz,
tj. tchnienia, które Bóg tchnął w Adama (Gen 2), za nieśmiertelną duszę.
Oto kilka przykładów (tu cytaty z Biblii za H. Bława-tską–przyp. wyd.):
“l Bóg stworzył (…) każdy nefesz (życie) obdarzony ruchem” (Gen 1, 21}, czyli zwierzęta; i (Gen 2, 7)
powiedziano jest: “l stał się człowiek istotą żyjącą (nefesz)”, co wskazuje, iż słowo “nefesz” było używane w dwojakim znaczeniu,
w zastosowaniu do nieśmiertelnego człowieka, jak i    ś m i e r t e l n y ch  zwierząt.
“Albowiem krwi życia (nefeszyzm) waszego będę dochodził; na wszelkich zwierzętach, jak i z ręki człowieka” (Gen 9, 5).
“Zachowaj życie (nefesz) twoje” (Gen 19, 17), uciekaj dla twego życia – jest tłumaczone.
“Nie odbierajcie mu życia (nefesz); a: “nie zabijajcie jego nefesz” jest w hebrajskim {Gen 37, 21).
“Nefesz za nefesz” mówi się w Księdze Kapłańskiej (17, 8). “Który uderzył i zabił człowieka śmiercią niech zginie”,
a dosłownie byłoby: “kto porazi nefesz człowieka…” (Kpi 24, 17), a od 18 wiersza i dalej mówi się:
“a kto by zabił bydlę (nefesz) zwróci inne bydlę”, a w oryginale jest: “nefesz za nefesz”.
Jak mógłby człowiek zabić to, co jest nieśmiertelne? To również tłumaczy,
dlaczego saduceusze nie uznawali nieśmiertelności duszy oraz przedstawia jeden więcej dowód,
iż najprawdopodobniej Żydzi za czasów Mojżesza – przynajmniej nie wtajemniczeni – nigdy nie wierzyli w życie duszy po śmierci ciała.
O wiecznej nagrodzie i karze, i o nirwanie
Pytanie: Niemal nie potrzebuję was pytać, czy wierzycie w chrześcijańskie dogmaty nieba i piekła
lub w przyszłe nagrody i kary, według nauki ortodoksyjnych kościołów.
Odpowiedź: Tak jak je opisują wasze katechizmy, odrzucamy je bezwzględnie;
zwłaszcza ich wieczności nie moglibyśmy nigdy przyjąć.
Ale wierzymy mocno w to, co nazywamy Prawem Równoważącym (lub za-dośćczyniącym)
oraz w absolutną sprawiedliwość i mądrość kierującą tym prawem, czyli Karmę.
Oczywiście odrzucamy okrutne i niefilozoficzne wierzenie w wieczną nagrodę lub wieczną karę; mówimy wraz z Horacym:
Ułóżmy prawa, by powściągnąć nasz gniew, l karę mierzmy zbrodni odpowiednią,
Pasów nie drzyjmy z tego, co winą swą Jeno na chłostę zasłużył.
To jest prawem dla wszystkich ludzi i to zupełnie sprawiedliwym.
Czyż możemy przyjąć, że Bóg, o którym mówicie, iż jest wcieleniem miłości, mądrości i miłosierdzia,
miałby przejawiać mniej tej sprawiedliwości aniżeli zwykli śmiertelnicy?
Pytanie: Czy macie i inne przyczyny, aby odrzucić ten dogmat?
Odpowiedź: Główną przyczyną jest niezaprzeczalny dla nas fakt reinkarnacji, czyli powtórnych wcieleń na ziemi.
Jak już mówiłam, odrzucamy pojęcie, iż Bóg stwarza nową duszę dla każdego przychodzącego na świat niemowlęcia.
Przyjmujemy, iż każda istota ludzka jest naczyniem lub przewodnikiem jaźni,
równorzędnej z każdą inną jaźnią, bowiem wszystkie jaźnie są tej samej treści
i wszystkie zostały wyłonione z pierwotnej emanacji jednej, nieskończonej Wszechjaźni.
Platon nazywa tę Wszechjażń – Logos (lub drugim przejawieniem Boga), a my boskim bytem przejawionym,
który stanowi jedność z wszechmyślą lub wszechduszą, ale nie jest antropomorficznym, pozakosmicznym, osobowym Bogiem,
jak wielu teistów wierzy. Proszę uważać, by tego nie utożsamiać.
Pytanie: Ale raz przyjmujecie istnienie przejawionego bytu, dlaczegóż jest wam tak trudno przyjąć,
iż stwarza on duszę dla każdego przychodzącego na świat człowieka, jeśli wszystkie inne dusze przedtem tak byty stworzone?
Odpowiedź: Gdyż to, co jest bezosobowe, nie może stwarzać ni planować wedle swej własnej woli i ochoty,
będąc Prawem powszechnym, niezmiennym w swych periodycznych przejawieniach,
czyli w promieniowaniu i objawianiu swej własnej treści (bytu) na początku każdego nowego cyklu życia.
TO nie może stwarzać ludzi po to, by po paru latach żałować, że zostali stworzeni.
Jeśli mamy w ogóle wierzyć w jakiś boski byt,
musi on być absolutną harmonią, sprawiedliwością i logiką, jak i też absolutną miłością, mądrością i bezstronnością;
a Bóg, który by miał stwarzać każdą duszę na krótki przeciąg czasu jednego żywota, bez względu na to,
czy ma ożywiać ciało bogatego, szczęśliwego człowieka, czy też nieszczęsnego, cierpiącego nędzarza,
któremu od urodzenia do śmierci nic się nie wiedzie, choć niczym nie zawinił i nie zasłużył na tak okrutny los
– byłby prędzej jakimś bezrozumnym szatanem aniżeli Bogiem’.
Nawet żydowscy filozofowie, wierzący w Biblię Mojżesza
(ezoterycznie oczywiście obacz dalsze wyjaśnienia w rozdziale O karze jaźni)
nigdy nie wyznawali takiej idei; przy tym uznawali, jak i my, reinkarnację.
Pytanie: Czy możecie mi dać na dowód tego jakiś przykład?
Odpowiedź: Oczywiście że mogę. Oto Filon Judejski w De Somniis mówi:
“Powietrze jest ich (dusz) pełne; te, które są najbliżej ziemi, zstępując,
by związać się ze śmiertelnym ciałem, powracają do innych ciał, pragnąc w nich zamieszkać”.
Zohar natomiast mówi o duszy, która prosi Boga o wolność:
“O Panie wszechświata! Jestem tu, w tej sferze, szczęśliwa, i nie pragnę iść w inny świat,
gdzie będę służebną oraz na różne pokusy i skalania wydaną”.
Nauka o nieuniknionej konieczności, o wieczystym niezmiennym prawie, wyraża się w odpowiedzi Boga:
“Wbrew woli własnej zostajesz embrionem i pomimo twej woli przychodzisz na świat”.
Światłość nie dawałaby się pojąć bez ciemności, która przejawia się przez kontrast z nią.
Dobro nie byłoby nadal dobrem, gdyby nie istniało zło, wykazujące nieocenioną właściwość daru dobra;
podobnie osobista cnota nie przedstawiałaby żadnej zasługi, gdyby nie przeszła przez probierczy ogień pokusy.
Nic nie jest wieczne i niezmienne prócz utajonego Boga.
Nic, co nie jest nieskończone, czy dlatego że miało początek,
czy że musi mieć koniec, nie może pozostać w bezruchu.
Musi albo posuwać się naprzód, albo się cofać. A dusza, która pragnie powrócić w jedność ze swym duchem i połączyć się z nim,
który jedyny może jej dać nieśmiertelność, musi oczyścić się przez serię wcieleń ponownych,
zbliżając się ku jedynej krainie szczęśliwości i wieczystego spokoju, zwanej w Zoharze “Pałacem Miłości”,
w hinduizmie – Mokszą; wśród gnostyków – “pleromą Odwiecznej Światłości”,
a przez buddystów – nirwaną.
A wszystkie te stany są ograniczone czasem, ale bynajmniej nie wieczne.
Pytanie: Ale w tym wszystkim nie ma mowy o reinkarnacji?
Odpowiedź: Dusza, która prosi o pozostanie tam, gdzie jest, musiała istnieć wpierw,
nie mogła być przed chwilą i na tę chwilę stworzona.
W Zoharze jest jednak 1 lepszy dowód; mówiąc o wcielających się ponownie jaźniach (duszach rozumnych)
tych, których ostatnia osobowość ma się całkowicie rozproszyć, Zohar powiada:
“Wszystkie dusze, które nie są w tym świecie bez winy, już się oddaliły w niebie od Najświętszego –
błogosławione niech będzie imię Jego – i pchnęły siebie w przepaść odrębnego bytu i tym uprzedziły niejako czas,
gdy będą miały ponownie zstąpić na ziemię”.
“Najświętszy” oznacza tutaj ezoterycznie Atman lub atma-buddhi.

Judeochrześcijaństwo widziane z pozycji buddysty tybetańskiego

Lama Anagarika Govinda CRYSTAL MIRROR, vol. IV, Dharma Publishing w Berkley w 1975
„Znaczące i głębokie myśli religijne i filozoficzne nie są dziełem jednostek, mimo, że mogły zostać przez nie przekazane.
Wyrosły one jednak z nasienia twórczych idei, wielkich doświadczeń i głębokich wizji,
podobnie jak drzewa rozwijały się przez pokolenia zgodnie z własnym, wewnętrznym prawem.
Są tym, co moglibyśmy nazwać „naturalnym rozwojem ducha”.Lama Govinda „Podstawy mistyki tybetańskiej”Aby zrozumieć stosunek budyzmu tybetańskiego do chrześcijaństwa, musimy przede wszystkim zrozumieć, czym jest dla niego religia. Najbliższym tybetańskim odpowiednikiem słowa „religia” jest czo (chos, skt. Dharma),
które oznacza duchowe i uniwersalne prawo, zasadę, która podtrzymuje (dhar) wszystko, co istnieje.
Najwyższym celem człowieka jest życie w harmonii z tym prawem, a to oznacza ciągłe przebywanie w stanie prawdy i cnoty.
Dlatego dla Tybetańczyków religia nie oznacza trzymania się określonych zasad i dogmatów,
lecz naturalne wyrażanie wiary w wyższe przeznaczenie człowieka,
czyli w jego zdolność wyzwolenia się z sieci iluzji i ograniczeń własnego ego w celu realizacji uniwersalności swej prawdziwej natury
w Oświeconym Umyśle. Istnieje tak wiele różnych metod i sposobów osiągnięcia tego stanu, ile jest różnych typów ludzkich istot, dlatego też Tybetańczyk uważa wielość religii za niezbędny czynnik rozwoju ludzkości,
a nie powód do kłótni i obustronnych nienawiści.
W konsekwencji tego Tybetańczyk, który posiada wysoko rozwiniętą indywidualność, uznaje i szanuje różne formy praktyk religijnych.
I faktycznie, w Tybecie istnieje tyle szkół buddyjskich, co sekt w łonie chrześcijaństwa;
nie są one jednak wrogo wobec siebie nastawione. Współżyją ze sobą w pokoju, szanując swoją wartość.
Akceptując nauczyciela z jednej szkoły, nie neguje się wartości nauczycieli z innych szkół.
W praktyce bardzo często nauki i metody różnych szkół dopełniają się,
dzięki czemu można je wykorzystać w najbardziej skuteczny sposób.
Indywidualistyczne nastawienie do spraw religijnych wyjaśnia dobrze znane tybetańskie przysłowie:
(Każdy region posiada swój własny dialekt, Każdy lama posiada swoją własną doktrynę)
Zgodnie z tą zasadą ludzie posiadają wolność wyboru lub odrzucenia wierzeń bądź praktyk
i bez obaw wyrażają swe opinie na ten temat.

Dyskusje na tematy religijne są zawsze mile widziane, zaś ludzie, którzy potrafią w przekonywujący sposób wyrazić swe idee,
cieszą się uznaniem i szacunkiem. Sztuka publicznych dysput była kultywowana przez wielkie uniwersytety klasztorne,
takie jak Gnden, Drepung czy Sera.
Równocześnie Tybetańczyk nie jest aż tak naiwny, by wierzyć, że prawdy religijne można udowodnić przy pomocy logiki,
czy ustalić je przy użyciu argumentów.
Tybetańscy nauczyciele zawsze podkreślali fakt, że ostatecznej prawdy nie można wyrazić słowami,
można ją jedynie urzeczywistnić w sobie. Dlatego nie jest ważne to, w co wierzymy, ale to, czego doświadczamy i co praktykujemy,
jak to coś wpływa na nas i na nasze otocznie.

W Tybecie świętego ceni się bardziej niż króla; człowieka, który jest w stanie porzucić światowe dobra ceni się bardziej niż bogacza,
a człowieka, który potrafi poświecić swe życie wypełniając je współczuciem i miłością w stosunku do innych, ceni się bardziej,
niż wielką osobistość. Opowieści o poświęceniach Buddy, gdy jeszcze jako Bodhisattwa przebywał na ziemi,
do dziś opowiada się przy ogniskach, z okazji różnych uroczystości religijnych, w domach i pustelniach,
na pustynnych szlakach karawan i zatłoczonych placach targowych, a mimo to nigdy nie przestaną budzić emocji,
czy to u szorstkiego kierowcy, czy u doświadczonego drobnomieszczanina,
ponieważ opowieści te nie są wspomnieniem przeszłości, która już dawno minęła,
lecz nadal istnieją w postaciach tybetańskich świętych, inspirując pokolenia przeszłości i teraźniejszości.
Można więc łatwo zrozumieć, że opowieść o cierpiącym na krzyżu Chrystusie
głęboko przemawia do uczuć religijnych przeciętnego Tybetańczyka.

Lecz jeśli ktoś powiedziałby mu: „Musisz wyrzec się wszystkich innych świętych i zbawicieli
i czcić tylko tego jednego” byłby zdziwiony i urażony takim żądaniem.
Ponieważ dla niego dowodem na istnienie prawdy jest to, że zawsze i wszędzie pojawiali się religijni przywódcy i święci,
którzy przybywali z posłaniem miłości i współczucia i na nowo wdrażali poznanie ostatecznej Rzeczywistości,
którą chrześcijanie utożsamiają z Bogiem, Hindusi z Brahmanem, a buddyści ze stanem poza słowami i koncepcjami – Oświeceniem.
Jeśli mimo ciepłego przyjęcia pierwszych misjonarzy, chrześcijaństwu nie udało się zakorzenić w Tybecie,
nie stało się to za przyczyną Jezusa Chrystusa i Jego istotnych nauk; przeciwnie –
to, czego nauczał Jezus zgadzało się w pełni z ideałem Bodhisattwy i było praktykowane w Tybecie o wiele bardziej,
niż gdziekolwiek w Europie.

Innym powodem było to, że ci, którzy próbowali zaszczepić chrześcijaństwo na tybetańskim gruncie,
nie byli w stanie rozpoznać i uznać wielkich myślicieli i świętych tego kraju,
a zajmowali się bardziej sobą i stworzonymi przez ludzi dogmatami, niż uniwersalnym przekazem Chrystusa.

Nic nie zilustruje lepiej stosunku Tybetańczyków do chrześcijaństwa jak kilka faktów historycznych,
które potwierdzają moje rozważania. Pierwszym chrześcijańskim misjonarzem, który przybył do Tybetu,
był Portugalczyk Padre Antonio de Andrade.
Został on bardzo gościnnie przyjęty w Tsaparangu przez króla Gule z zachodniego Tybetu.
Król przyjął go z wielkim szacunkiem i zgodnie z duchem buddyjskiej tolerancji pozwolił mu nauczać nowej religii.
Dla niego człowiek, który w imię swej wiary przepłynął pół świata, zasługiwał na najwyższe uznanie i szacunek.
Był przekonany, że prawda nie może skrzywdzić prawdy, dlatego też wszystko, co prawdziwe w religii obcego, mogło w jego przekonaniu jedynie umocnić, uwydatnić i potwierdzić nauki tybetańskich świętych, Buddów i Bodhisattwów. Dlaczego nie miało by się pojawić wielu Bodhisattwów na Zachodzie, w krajach nieznanych dla ludzi Wschodu
? Dlatego wiedziony sercem król Gule wysłał w roku 1625 ojcu Antonio de Andrade list treści następującej:

„My, Król Potężnych Królestw, radując się z przybycia do naszego kraju Padre Antonio Franguim
(jak w Indii nazywano Portugalczyków – przyp. A.G.), który pojawił się, by nauczać nas świętego prawa,
uważamy go za głównego Lamę i udzielamy wszelkich pełnomocnictw do nauczania naszego ludu.
Równocześnie nie pozwalamy, by ktokolwiek próbował mu w tym przeszkodzić. Wydamy także odpowiednie polecenia,
dzięki którym otrzyma on parcelę i wszelką pomoc niezbędną do wybudowania domu modlitwy”.

Król przeznaczył nawet cudzoziemcowi swój własny ogród; prezent ten jak na tybetańskie warunki,
gdzie ogrody są drogim i rzadkim luksusem, był czymś więcej, niż tylko uprzejmym gestem.
Lecz król, w swej wielkiej dobroci nie przewidział niestety, że obcy przybył nie po to,
by wymienić prawdę i wspaniałe myśli z tymi, którzy dążą do podobnych ideałów, lecz po to,
by wyplenić nauki Buddy i zastąpić je tym, co uważał za jedyną prawdę.
Konflikt był nieunikniony: niezadowolenie szerzyło się w kraju, a przeciw królowi powstali jego przeciwnicy polityczni.
Podczas gdy Padre Andrade, zadowolony ze swego sukcesu w Tsaparang, wybrał się do Lhasy z zamiarem rozszerzenia swej działalności na cały kraj, w Zachodnim Tybecie wybuchło powstanie, król został obalony, a wraz z nim dynastia Gule.
Nadszedł koniec świetności Tsaparang. W jakieś sto lat później, w 1716 przybył do Lhasy jezuita Padre Desideri.
Przyjęto go z szacunkiem, otrzymał wspaniały dom, pozwolono mu także głosić swoją religię mową i piórem.
W rzeczywistości napisał książkę, mającą na celu obalenie pewnych nauk buddyjskich, co wywołało wielkie zainteresowanie.
Jak napisał to Desideri: „Przez mój dom przewinęło się wielu ludzi, przeważnie uczonych i profesorów,
którzy przybyli z klasztorów i uniwersytetów, szczególnie z tych najważniejszych – Sera i Drepung,
by uzyskać pozwolenie na przeczytanie książki”.
Tybet był wtedy o niebo bardziej cywilizowany, niż współczesna mu Europa,
gdzie heretyków palono na stosach razem z ich książkami.
Można by sobie wyobrazić, co działoby się w Rzymie, gdyby jakiś obcy próbował publicznie obalić chrześcijańskie dogmaty!
Nie ma się więc co dziwić, że przedstawiciele chrześcijaństwa nie byli w stanie uznać wartości ducha tolerancji,
wykorzystać otwartych im drzwi i odwzajemnić się w tym samym duchu. Stracono wielką szansę! ”

tłum. Karma Mipham Zangpo

„Słowian cechowała wolność – również w wyborze bogów, których
zmieniano,
jeśli było to korzystne dla społeczności. Przy łączeniu się różnych plemion,
wszystkich bogów włączano do kultowych obrzędów, bez urażania uczuć religijnych
nawet małych grup społecznych. I nikomu nie przeszkadzała mnogość kultów
sprowadzająca się przecież do zapewnienia ludziom spokoju sumienia, a plemieniu
– wszelkiej pomyślności. Dlatego pomorscy poganie nie atakowali chrześcijan,
nie prześladowali ich i nie przeciwstawiali się im, rozumiejąc, że każdy
człowiek ma prawo do swojego boga, wyznania i miejsca religijnego kultu. Po
prostu szanowali wolność wyznania.

Misjonarze bez przeszkód znajdowali u Pomorzan gościnę w myśl pogańskiej zasady,
aby spragnionego napoić, głodnegonakarmić, a wędrowcowi zapewnić dach nad głową.
Goście mogli bez przeszkód głosić chrześcijańską religię,chwalić swojego boga,
a nawet wznosić jemu świątynie, byleby nie szargali miejscowych świętości. (…)
Uroczysty chrzest przez zanurzenie się w wodzie, obrządek a nawet i ofiara dla nowego boga
były interesującym uzupełnieniem kultu starych pogańskich bogów.
Stanowiły też dodatkowe urozmaicenie monotonii codziennych zajęć pełnych trudu i znoju
związanego z pracą na roli. (…)Słowianie nie znali siedmiodniowego tygodnia z wolną od zajęć niedzielą.
A lubili uroczystości i uczty, więc cieszyli się z kolejnych dni świątecznych, jakie niosło chrześcijaństwo.
Nie widzieli przeszkód dla zgodnej koegzystencji wielu bogów,
z których każdy wnosił dobro i pomyślność w ich pracowite życie.
Wkrótce po misji chrystianizacyjnej w Szczecinie jeden z pogańskich kapłanów doradził,
aby obok chrześcijańskiego kościoła „pobudować przybytki należne dawnym bogom,
przez co i jego, i ich przychylność mieć będziemy”.
I Słowianie ten pomysł niezwłocznie zrealizowali.Dopiero, gdy kapłani chrześcijańskiego boga zaczęli szkalować
pogańską wiarę oraz żądać, aby Słowianie innych bogów odrzucili, stanowczo
domagając się zniszczenia ich świątyń i posągów, zaczynają się protesty oraz
baczniejsza obserwacja nowej religii.

A gdy do tego dochodzą dużo wyższe datki i ofiary dla nowego boga
oraz dziwne wymagania dotyczące życia osobistego i rodzinnego, małżeństwa i pochówku,
jedzenia z wymuszonym postem wreszcie niezrozumiały zakaz pracy w niektóre dni
nawet w najgorętszym okresie żniwnym, pogański opór staje się wyraźny i jawny.”
Pogańskie tajemnice Pomorza – Wrzesław Mechło

[Myślę, że wszystkie powyższe teksty można potraktować jako wstęp do „Lekcji 9  – Odnowa” . CB]

 

2012 in review

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 31 Grudzień 2012

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2012 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

About 55,000 tourists visit Liechtenstein every year. This blog was viewed about 1 200 000 times in 2012. If it were Liechtenstein, it would take about 22 years for that many people to see it. Your blog had more visits than a small country in Europe!

statyst 1 stat 2 Statystyka ostatnich 9 miesięcy na świecie.

stat 5

Od początku istnienia mieliśmy już 2.760.000 gości.

W zeszłym roku porównywano nas jeśli idzie o liczbę odwiedzających do Luwru, to było ciekawsze.

Liczba odwiedzających wzrosła w każdym razie o 30% w stosunku do poprzedniego roku i to jest naprawdę ważny sygnał dla nas wszystkich, którzy „robimy swoje”.

stat 3

Ponad połowa z odwiedzających to ludzie czytający, czyli wchodzący głębiej w blog, nie tylko po jedną informację, czy  wyłącznie po to co ich skierowało (poprzez google) na ten blog. To ludzie absolutnie świadomi tego co robią i czego potrzebują.

Sadzę, że zainicjowany przekład na język angielski podniesie odbiór naszych informacji przez osoby spoza kręgu języka polskiego.

Statystyka odbiorców zagranicznych nie obejmuje całego roku lecz 9 miesięcy – jest prowadzona od 25 lutego 2012.  To są w każdym razie czytelnicy/odbiorcy absolutnie świadomi tego co robią, zupełnie nieprzypadkowi.

Poniżej wykaz artykułów najchętniej czytanych w okresie roku – 365 dni – Nie pokazuje on dobrze udziału tekstów, które mają wiek krótszy niż 12 miesięcy. Im tekst świeższy tym mniejsze ma szanse, żeby się tutaj znaleźć w czołówce.

stat 6

Dlatego tutaj pokazujemy ranking statystyczny z ostatnich 7 dni:stat 9

Wykaz najpopularniejszych artykułów w ciągu ostatnich 7 dni. Jak widzicie w obu wykazach znalazły się pozycje dla ducha i ciała – Tak powinien wyglądać nasz Kwartalnik – łączyć jedno i drugie. Jest tam i barszcz i wypieki i Taja 20 i dekoracja pisanek, i najbardziej tajemniczy lud Ziemi – Słowianie, i pamięć o Drzewianach i ich germanizacji, i wawelskie czakramy.

Co by tu jeszcze dodać: Mamy 110 stałych subskrybentów oraz kilkuset stałych czytelników z rożnych krajów świata, od Ekwadoru po Katar. Wśród subskrypcji są takie organizacje jak np. Polonia w Stambule, ale bardzo wiele osób – tysiące – po prostu wolą wchodzić przez link w Ulubionych, a nie przez subskrypcję.

Statystyki nie są najważniejsze. Liczy się podnoszenie wiedzy o Słowianach i Wierze Przyrody i „otwarcie” każdej Istoty Świadomej. Liczy się plemię polskie, które tworzymy i jego plemienna kultura.

Tagged with:

Modlitwa Uzdrawiająca Ziemię (Bobby Lake Thom) – brazylijska Zbrodnia Przeciw Ludzkości na Puszczy Amazońskiej (sprawa plemienia Kaypo i Petycja wodza Raoni)


from http://www.nativehealer.net/

6 Giant-Sequoia-Trees--Mariposa-Grove--Yosemite-Na

A oto modlitwa dla Matki Ziemi, Naszych Wszystkich Relacji W Naturze i Człowieczeństwa. Pewnego dnia zachodnie społeczeństwo uświadomi sobie, że Ziemia jest żywym organizmem, tak jak wszystkie żywe rzeczy na Ziemi, wliczając ludzi. Ona żywi nas, ubiera, ochrania, pielęgnuje.
Nie możemy żyć i przetrwać bez tej Ziemi i wszystkich jej zasobów, wliczając w to powietrze, ogień, wodę i duchową energię.
My, jako ludzie, nie możemy wciąż eksploatować Ziemi, zanieczyszczać jej, zatruwać, bezcześcić i niszczyć.
Sprawiamy, że jest ona bardzo, bardzo chora i potrzebuje Ozdrowienia.
Ona potrzebuje naszych Modlitw miłości, respektu, uznania; i naszej dobrej, duchowej mocy i energii by być uzdrowioną, odmłodzoną, zasiloną, ochronioną, zachowaną.
Jedno z najstarszych Praw Wszechświata jest Prawem Wzajemności i wielu rdzennych ludzi i plemion nadal podąża za tym prawem.
Zasadniczo oznacza ono, że nie możesz brać czegoś (np. od Ziemi) nie dając niczego wartościowego w zamian.
W przeciwnym wypadku Krąg Życia zostaje przerwany przez ciągłą eksploatację bazującą na egoizmie i chciwości.
Najczęściej rezultatem są choroby, umieranie, śmierć.
Wiele starożytnych kultur z całego świata i liczne Rdzenne Plemiona posiadały rodzaj rytuału Uzdrawiającego Ziemię
w czasie Wiosennej Równonocy, Letniego Przesilenia, Jesiennej Równonocy i Zimowego Przesilenia.
Czasami ceremonia stawała się bardzo złożona i zawierała święte tańce, rytuały, ale czasami miała bardziej osobisty charakter wraz z rodzinami i przyjaciółmi, którzy mieli święty ogień i wgłębienie w centralnym punkcie swojej wioski lub podwórza, służące do odprawiania modlitw.
Więc w czasie moich wykładów oraz na ich zakończenie uczyłem ludzi w całych Stanach Zjednoczonych, zarówno Indian jak i pozostałych, jak Modlić się w ten sposób.
Mówiłem im, że my wszyscy jesteśmy częścią Wielkiej Sieci Życia i w rezultacie musimy uświadomić sobie,
że my nie jesteśmy i nie powinniśmy być oddzielani od Ziemi i że wszyscy musimy od nowa nauczyć się jak związać się z Nią.
Najlepszym sposobem na zespolenie się jest ponowne włączenie starożytnych rytuałów do naszego życia, takich jak Ceremonia Uzdrawiająca Ziemię.
Taka ceremonia może być przeprowadzona na indywidualnym gruncie lub z rodziną bądź przyjaciółmi; a jeśli twoje podwórze jest zbyt małe by zapalić święty ogień
(rozmiarem przypominający biwakowe ognisko), bądź jeśli twoje miasto ma surowe restrykcje odnośnie palenia ognisk,
wtedy możesz zaimprowizować i użyć rodzaju dołka do barbecue lub metalowego pojemnika.
Możesz skoordynować tę czynność z Wiosenną Równonocą, Letnim Przesileniem, Jesienną Równonocą lub Zimowym Przesileniem, lub nawet z Dniem Ziemi.
Rdzenni ludzie mieszkający w miejskich strefach mogą użyć tej ceremonii jako kulturalno-religijnej czynności
pomagającej przywrócić im ich własne plemienne dziedzictwo i kulturę, lub nawet przekształcić ją w część międzyplemiennej narady
lub część twoich rytuałów w świętym szałasie potów. Częściowo rdzenne ludy, ludy nie posiadające rdzennych korzeni,
ludzie ze wszystkich warstw społecznych, narodowości, religii, zawodów, kultur również powinni wynieść korzyści z Ceremonii Uzdrawiającej Ziemię
i w ten sposób wypełnić swoją rolę i oddać Matce Ziemi, która dawała i wciąż daje tak wiele w zamian.

JAK SIĘ MODLIĆ:

Na początku Wielki Stwórca oraz dobre duchy Ziemi i Natury przynieśli naszym tutejszym ludom (i wszystkim ludziom, rasom i kulturom) pojęcie i wiedzę na temat używania Ognia do modlitw (a poza tym do gotowania, ogrzewania się i ochrony); ogień okazał się również bardzo wartościowym narzędziem służącym przetrwaniu na różne sposoby. Wielki Stwórca oraz Duchy wykształciły nas w użyciu i potrzebie dawania Podziękowań (pokazujących nasz respekt i szacunek). Nauczyli nas Prawa Wzajemności i jak używać tytoniu (lub innych ziół), które były lokalnymi ziołami w naszym środowisku; czasami jako Modlitewna Ofiara były używane pokarmy podczas Inwokacji.

ZACZYNAJ:

Złóż swój Święty Ogień i spróbuj zapalić go od strony wschodnich drzwi.
Gdy zacznie się palić sypnij nad nim trochę cedru, szałwii, liści laurowych lub igieł sosny bądź jodły jako ofiary dla ognia i dla ochrony.
Później połóż na swojej dłoni trochę tytoniu (niektórzy ludzie wolą używać mąki kukurydzianej, owsa, ziołowej herbaty, ryżu lub naci kwiatów, lawendy, rozmarynu itp.).
Stań twarzą w kierunku wschodnim i rozłóż w górze swoje ramiona i dłonie z ofiarą dla Wielkiego Stwórcy i Nieba,
następnie odwróć się na południe i wykonaj tę samą czynność, podobnie na zachodzie i północy.
W ten sposób utworzyłeś kompletny Krąg i zainicjowałeś Ceremonię. Krąg jest Święty, nie ma początku i nie ma końca,
dlatego jest świętym symbolem i jest używany jako forma komunikacji i środek zjednoczenia się z całym Stworzeniem.
Teraz możesz modlić się w następujący sposób w dowolnym języku:

“Wielki Stwórco, Cztery Moce Wszechświata, Matko Ziemio i wszystkie moje Powiązania z Naturą. Przychodzę do Was w pokorze by modlić się i przeprowadzić Ceremonię Uzdrawiającą Ziemię. Ofiaruję Wam ten tytoń (lub inne zioła) jako zapłatę i jako sposób okazania mojego respektu, szacunku i miłości wobec Was. Modlę się i proszę o powszechne błogosławieństwo dla Was i Wszystkich Naszych relacji w Naturze; wszystkich żywych rzeczy, które chodzą, pełzają, latają, pływają, widzialnych i niewidzialnych.

Modlę się za Naród Roślin , Naród Drzew, Naród Owadów, Zwierząt, Ptaków, Żab,
Węży i Naród Jaszczurek modlę się za Naród Ryb i Skał.
Dziękuję również Naturze i wszystkim naturalnym elementom wliczając w nie powietrze, ogień, ziemię i wodę;
i dobre duchy moce i siły, które są nad Ziemią, wewnątrz Ziemi i wokół Ziemi.

Dziękuje Wam wszystkim za tak wiele wspaniałych darów, którymi dzielicie się z nami ludźmi byśmy mogli żyć i przetrwać.
Proszę abyście wybaczyli nam ludziom wszystkich ras, kultur i wyznań nasze krzywdy, które wyrządziliśmy Wam, nasz wyzysk i chciwość,
którą skierowaliśmy przeciwko Wam i za każdy strach, każdą wrogość i brak szacunku Wam okazany.
Proszę wybaczcie nam nasze duchowe lub fizyczne naruszenia, które ja lub moja rodzina i przodkowie popełniliśmy przeciwko Wam.
Pragnę Błogosławieństwa dla Matki Ziemi i Wszystkich Moich Relacji w Naturze abyście mieli długie, zdrowe życie i ochronę.
Modlę się by zawsze panowała Miłość, Pokój, Równowaga i Harmonia pomiędzy Ludzkością, Matką Ziemią i Naturą.

Tłumaczenie DP44

0 nn nn p293338-Orlando_FL-Tree_of_Life

Modlitwa niniejsza nie zwalnia nas z walki z bezmiarem ludzkiej głupoty, której wciąz odnawiajace sie erupcje obserwujemy na Świecie. To pokazuje jak wiele jest do zrobienia, aby zrealizować Zapis z Nowego Świętowita Wielkiej Zmiany 2012, którego na koniec  zastąpi Świętowit Wie- Czystej Karty-Czerty.

Poniższy tekst pokazuje tylko fragment owej bezgranicznej ludzkiej pychy i urojenia Mayi w jakim pogrążone są umysły Yetisynów. [Proszę wszystkich by nie mylili sympatycznego Yeti-Wielkiej Stopy ZwierzoCzłeka, z Yetisynami, którzy są według koncepcji S. Szukalskiego nie zwierzętami, lecz Ludźmi Czystej Krwi  o zdeformowanej krwiożerczej psychice pogrążonej w Ciemności a nastawionej „Wyłącznie na: Tu i Teraz, Dla Mnie i Tylko Dla Mnie, po Trupach Wszystkiego co Żywe”.]

222320_10152340005605514_1806157462_n

„Niech to zdjęcie obiegnie cały świat. Podczas gdy czasopisma i kanały telewizyjne opowiadają o życiu celebrytów, Szef Plemienia Kayapo otrzymuje najgorszą wiadomość swego życia (4 grudnia): Dilma, prezydent Brazylii wyraża zgodę na budowę potężnej zapory hydroelektrycznej (trzecia w świecie pod względem wielkości). To wyrok śmierci dla wszystkich ludów żyjących nad rzeką, gdyż tama zaleje około 400 000 hektarów lasu. Ponad 40 000 Indian będzie musiało znaleźć nowe miejsca, by żyć. Zniszczenie naturalnego siedliska, deforestacja i zniknięcie wielu gatunków są faktami! Wiemy, że jeden obraz jest wart tysiąca słów i pokazuje prawdziwą cenę, jaką się płaci za ”jakość życia” naszego stylu życia zwanego „nowoczesnym”. Nie ma już w naszym świecie miejsca dla tych, którzy żyją inaczej, wszystko musi być zrównane, każdy, w imię globalizacji, musi stracić swoją tożsamość, swój sposób życia. Proszę was, jeśli was to oburza, przekażcie ten obraz i prześlijcie wszystkim tym, których znacie. Dziękuję w imieniu życia i różnorodności”

Prośba o międzynarodowe poparcie wodza Raoni i przedstawicieli rdzennej ludności Xingu (Brazylia) przeciwko budowie

40

Podpisanie petycji

My, rdzenna ludność Xingu, nie chcemy Belo Monte. My, mieszkańcy Xingu walkczymy o nasz naród, naszą ziemię, o przyszłość naszej planety. Prezydent Lula powiedział, że martwi się o Indian i był zaniepokojony o Amazonię, i że nie chciał, by miedzynarodowe organizacje pozarządowe sprzeciwiały się budowie zapory Belo Monte. My, wodzowie 62 wiosek Bacajá, Mrotidjam, Kararaô, Terra-Wanga, Boa Vista 17 km, Tukamâ, Kapoto, Moikarako, Aykre, Kiketrum, Potikro, Tukai, Mentutire, Omekrankum i Cakamkubem Pokaimone, przecierpieliśmy już wiele najazdów i niebezpieczeństw.

Kiedy Portugalczycy przybyli do Brazylii, to my, Indianie, już tam byliśmy; wielu zginęło, wielu straciło ogromne terytoria, większość swoich praw, wiele z nich straciło część swojej kultury, a inne grupy całkowicie zniknęły.

Las jest naszym żywicielem. Nie chcemy, by bieg rzeki Xingu został naruszony i by wioski nasze i naszych dzieci, które wychowaliśmy zgodnie z naszymi obyczajami, narażone zostały na niebezpieczeństwo. Nie chcemy zapory wodnej Belo Monte, ponieważ wiemy, ona przyniesie tylko zniszczenie. Nie wierzymy, że bedzie tylko zjawisko lokalne, ale myślimy o wszystkich szkodliwych następstwach tamy: przyciągnie ona jeszcze więcej firm, więcej gospodarstw, promować będzie inwazję na nasze ziemie, konflikty, a nawet wzniesienie nowych tam. Jeśli biały człowiek bedzie to kontynuował, wszystko będzie zniszczone. Zadajemy sobie pytanie: „Czego rząd chce więcej? Co dobrego przyniesie nam tyle energii, po tak dużym zniszczeniu? „

Zorganizowaliśmy już liczne spotkania i braliśmy udział w najważniejszych spotkaniach protestacyjnych przeciwko Belo Monte, w roku 1989 i 2008 w Altamira, aw 2009 r. we wsi Piaraçu gdzie było obecnych wielu naszych przywódców. Rozmawialiśmy już osobiście z prezydentem Lula, aby go przekonać, że nie chcemy tej zapory i obiecano nam, że nie zostanie ona nam narzucona. Rozmawialiśmy także osobiście z Eletrobrás i Eletronorte, z FUNAI i IBAMA. Uprzedziliśmy rząd, że budowa zapory oznacza rozpoczęcie wojny, za którą będzie on odpowiedzialny. Rząd nie zrozumiał naszego przesłania, a nawet sprowokował plemiona indiańskie stwiedzeniem, że zapora zostanie zbudowana za wszelką cenę. Prezydent Lula, pokazał, że nie wziął pod uwagę słów rdzennych mieszkańców i nie że nie uznaje naszych praw. Jego brak szacunku spowodował, iż doszło do przetargu na Belo Monte podczas Tygodnia Ludności Rdzennej.

W związku z tym my, Indianie z regionu Xingu, zaprosiliśmy Jamesa Camerona i jego zespół, przedstawicieli Xingu Movimento para Sempre (i organizacje ruchu kobiecego, ISA i Cimi, AmazonWatch i inne ) . Chcemy, aby pomogli nam prowadzić nasze przesłanie do świata i Brazylijczyków, którzy sami nie wiedzą co się dzieje w Xingu. Zaprosiliśmy ich, bo wiemy, że jest wielu ludzi w Brazylii i gdzie indziej, którzy chcą pomóc nam chronić nasze prawa i terytoria. Są oni mile widziani w naszym gronie.

Walczymy o nasz naród, nasze ziemie, nasze lasy, nasze rzeki, nasze dzieci i chwałę naszych przodków. Walczymy również o przyszłość świata, bo wiemy, że lasy te są potrzebne ludności tubylczej, jak i społeczeństwu Brazylii i całego świata. Wiemy również, że bez tych lasów wiele osób cierpiałoby bardziej niż przez te wszystkie zniszczenia, które miały miejsce w przeszłości. Całe życie jest ze sobą połączone, jak krew, która jednoczy rodziny. Cały świat musi wiedzieć, co się tu dzieje, musi on zdać sobie sprawę, jak bardzo niszczenie lasów i ludów autochtonicznych przyczynia się do ich własnej zagłady. Z tych powodów nie chcemy Belo Monte. Tamy oznaczają zniszczenie naszego narodu.

Podsumowując, głosimy, że jesteśmy zdecydowani, mocni i gotowi do walki, a przypomnijmy sobie słowa listu, który pewien Indianin Ameryki Północnej kiedyś wysłał do prezydenta: ” Dopiero wtedy, gdy biały człowiek zniszczy cały las, kiedy zabije wszystkie ryby i wszystkie zwierzęta i osuszy wszystkie rzeki, zda sobie sprawę, że nikt nie może jeść pieniędzy „.

Autorzy: Wódz Bet Kamati Kayapo, Wódz Raoni Kayapo i Yakareti Juruna

Podpisanie petycji