O Świętym Kole Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – 1921 – 1989)


W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej, pod podanym poniżej linkiem, można znaleźć czasopismo Odrodzenie redagowane przez członków Bractwa Odrodzenia Narodowego (BON) i Świętego Koła Czcicieli Światowida przed II Wojną Światową oraz wiele innych osób zaangażowanych w odrodzenie duchowe Polski.

Odrodzenie to miesięcznik poświęcony sprawom odrodzenia człowieka i badaniom zjawisk duchowych

W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej znajdziemy numery  począwszy od roku 1921 do roku 1928

http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/9357?tab=1

Prezentowane są liczne ciekawe materiały dotyczące nie tylko Świętego Koła Czcicieli Światowida, ale w ogóle odrodzenia duchowego człowieka, odrodzenia Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej i jej roli w ogólnym odrodzeniu Polski i w budowaniu duchowej potęgi Słowiańszczyzny, opartej o prastare korzenie oraz o wiedzę o prawdziwej przeszłości i naszych związkach z kulturą sarmacko-skołocką (scytyjsko-irańsko-indyjską).

Na początek przytoczymy tutaj jednak materiały zebrane na temat Świętego Koła Czcicieli Światowida przez Michała Łapińskiego i Tomasza Szczepańskiego w 19 numerze KARTY z 1996 roku

oto one:

(kliknij aby powiększyć)

Jedna uwaga i uzupełnienie: Święte Koło Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – założone w Krakowie, od 1921 działa w całej Polsce do 1945 roku oficjalnie, a nieoficjalnie do 1989 tylko w Krakowie i okolicy). To nie to samo co Lechicki Krąg Czcicieli Światowida (LKCŚ) – ten drugi działa po II Wojnie Światowej w Warszawie w zasadzie od roku 1950 do 1980.

W roku 1941 wieszcz Wrócisław włącza ŚKCŚ w Krakowie i Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej w struktury Polskiego Państwa Podziemnego – członkowie Koła walczą w ramach Armii Krajowej, organizują także Tajne Nauczanie np. w Ciężkowicach pod Tarnowem. W tamtejszym Tarnowskim zgrupowaniu AK, w Krakowie, na Górnym Śląsku, w Warszawie (także w Powstaniu Warszawskim) – zawsze związani z AK walczą z Niemcami do końca wojny, a potem niektórzy także przeciw nowym okupantom z Moskwy i ustrojowi PRL.   [C.B.]

Oto zaś zapowiedziany na początku fragment z Odrodzenia. Jest to pierwsza i druga część zamieszczonego na łamach tego miesięcznika  opracowania ideologa i współzałożyciela Świętego Koła Czcicieli Światowida – doktora Jana Sasa-Zubrzyckiego „Bogoznawstwo wśród Słowian”

oto ono

Widać że już przed II Wojną światową istniała krytyka postawy naukowej Aleksandra Brucknera i jego Mitologi Słowiańskiej (Polskiej i Litewskiej), a także świadomość, że niesłusznie lekceważy się przekazy takich kronikarzy jak choćby Jan Długosz.

Wszystkich zainteresowanych całością tego tekstu zachęcam do odwiedzenia Śląskiej Biblioteki Cyfrowej i roczników Odrodzenia gdzie w numerach 9/1925, 10/1925 oraz w całym roczniku 1926 i numerze 1/1927 pisma znajduje się dalszy ciąg tego ciekawego artykułu.

To Józef i Karol Chobot oraz Jan Sas-Zubrzycki, a z nimi Władysław Kołodaziej, byli głównymi przewodnikami duchowymi Świętego Koła, głównymi animatorami BON – Bractwa Odrodzenia Narodowego i czasopisma Odrodzenie.

O Władysławie Kołodzieju można powiedzieć, że był poza tym spośród Koła Czcicieli Światowida najtwardszym i najwytrwalszym kontynuatorem  idei odrodzenia Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej, który przeniósł ją w czas współczesnej „rewolucji kulturalnej” 1968 roku i dał impuls do odrodzenia w zorganizowanych formach w późniejszym okresie.

Białczyzmy i casus Białczyńskiego – czyli o usuwaniu słowiańskich bogów przez uzurpatorów z Wikipedii


Czy Stoigniew, stoi gniewem tylko z powodu swego pseudonimu?

Czesław Białczyński – pozdrowienia dla Fundamentalistów RKP z Wikipedii, a raczej dla Czerwonych Brygad z KC PZPR

dopóki polska Wikipedia toleruje takich Stoigniewów jako redaktorów haseł o Rodzimowierstwie – mam pewność, że jest niewiarygodnym źródłem jakiejkolwiek wiedzy i informacji. Od dawna polecam zresztą każdemu konfrontację każdego hasła „polskiej” WIKI z angielską WIKI, prędzej tam się dowiecie o pochodzeniu nie jednej idei i osoby, o źródłosłowach itp niż w polskiej wersji, która wygląda jak redagowana przez dawną „polską” CENZURĘ. Napisałem „polską” bo to była cenzura rosyjska, a dzisiaj jest niemiecko-rosyjska, ale oczywiście robiona jak i tamta polskimi rękami. Niestety to czas postkolonialny po 200 latach niewoli, wielu woli nadal nie myśleć, wręcz chce żeby inni myśleli za nich i robili za nich, niż żeby musieli myśleć samodzielnie i sami naprawiać tę ruinę.


(zapis zaledwie fragmentu, ułamka dyskusji z Wikipedii – pouczający dla wszystkich, bo mówi coś o „twórcach” tej niby obiektywnej encyklopedii Internetowej)

motto:

„Najpierw będą was ignorować, potem wyśmiewać, później zwalczać, a potem opluwać – przez cały czas będziecie przegrywać, dopiero na końcu wygracie”

Mahatma Ghandi

Ponieważ ta dyskusja odbywa się publicznie na łamach Internetu, mimo że narusza moje dobra osobiste i moje dobre imię, odpowiadam przez jej zacytowanie również publicznie. Nie odniosę się ani do języka tej dyskusji, ani do jej poziomu. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Niech każdy czytelnik dokona oceny na własny użytek – od profesora do przedszkolaka – bo taki jest przekrój społeczny Internetu. Artykuły w Wikipedii współredaguje Rodzimy Kościół Polski.

Oto zapis:

Białczyzmy

Hej. Integruj śmiało z pominięciem DNU. Można to zrobić pod tytułem Fikcyjne bustwa w twurczości Czesława Białczyńskiego (pżenieść tam Bogowie żywiołuw i dodać sekcje o pozostałyh „postaciah”). A potem eknąć kategorię. Pozdrowienia. Elfhelm (dyskusja) 22:22, 26 cze 2009 (CEST)

[edytuj] Grafika:Wila.jpg

Może i ładny obrazeczek, ale… No właśnie, znowu prześladujący nas Białczyński. Artykuł, do którego odnosi się ów obrazek, został zgłoszony do usunięcia. Jeżeli poleci, to obrazek powinien podzielić jego los. Aha, i nie jest to żadne słowiańskie bóstwo, wbrew opisowi grafiki. Stoigniew >pogadaj< 16:39, 27 lip 2008 (CEST)

  • wp:or się kłania. Masur juhu? 21:35, 27 lip 2008 (CEST)

Czy WP:OR dotyczy w takim samym stopniu grafik? Moim zdaniem raczej nie, bo jeśli jednak tak, to większość grafik (za wyłaczeniem zdjęć) wykonanych przez Wikipedystów powinna zostać usunięta – takie np. mapy to dokładana analogia tej grafiki: na podstawie różnych źródeł powstaje nowe dzieło. Aotearoa dyskusja 12:55, 28 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Kategoria:Czesław Białczyński

Kolejny przykład uwielbienia wikipedii dla pana Czesia i jego pomysłów. Kim jest p.Białczyński, że doczekał się tu własnej kategorii?! Twórcą fantastyki? Toż nawet Tolkien nie ma własnej kategorii. Rok temu przerabialiśmy walkę z kultem Czesia na wiki. Widać, że znowu staje się on dla szerokiej rzeszy wyrocznią w sprawach słowiańskich. Może lepiej sięgnąć do Gieysztora? Stoigniew Dyskusja

Ze wszystkimi fikcyjnymi bóstwami w tej kategorii trzeba zrobić taki myk: [18]. Dodatkowo, MSZ do integracji w Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Lajsikonik Dyskusja 12:06, 27 lip 2008 (CEST)

Nie wiem, czy takie coś ma sens. Moim zdaniem należy to bezwzględnie usuwać, bo stanowi to bazę do pisania przez różne IP lub świeżych użytkowników kolejnych artykułów o „bóstwach pogańskich Słowian”. Kiedyś takich artykułów było kilkanaście. Zostawiając nawet te 5 obecnie istniejących, kusimy miłośników białczyzmów (chociażby nocnice, które są świeżym artykułem, i po usunięciu zostały znowu przywrócone). Pomysły Białczyńskiego są zebrane w artykułach bogowie mocy i bogowie żywiołów. I lepiej niech z nich nie wychodzą, a pan Białczyński pożegna się z własną kategorią, bo to jest śmiech na sali. Stoigniew Dyskusja

  • wszystkie wymienione poniżej artykuły zintegrować z bogami mocy i żywiołów. –Adamt rzeknij słowo 13:01, 27 lip 2008 (CEST)
    • fajnie by było, tyle że z artykułów nie wynika do którego artykułu przysługuje im integracja :-/ I co teraz? Lajsikonik Dyskusja 13:55, 27 lip 2008 (CEST)
      • Masz racje, moze faktycznie zrobić to co proponuje Stoigniew czyli kategoria Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego ?–Adamt rzeknij słowo 18:22, 27 lip 2008 (CEST)
        • Zrobić można jeden artykuł o takiej nazwie, i władować tam artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów, plus tego które do nich „nie pasują”. Wydaje się to najrozsądniejszym rozwiązaniem, bo wygrzebywanie i zgłaszanie co chwila coraz to nowych „białczyzmów” jest trochę męczące… Stoigniew >pogadaj< 18:26, 27 lip 2008 (CEST)
        • Przy utworzeniu kategorii wystarczy zmieniać odpowiednio kat bez zgłaszania ich do poczekalni. a że trzeba przejrzeć kategorię bóstwa słowiańskie cóż ….ktos musi :) –Adamt rzeknij słowo 18:42, 27 lip 2008 (CEST)
  • Jak mówiłeś – wrzucić wszystko łącznie z tamtymi dwoma zbiorczymi artykułami do jednego artykułu Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, pousuwać oddzielne artykuły dla jego „słowiańskich bogów” i wywalić kategorię „Czesław Białczyński”. W ten sposób powinniśmy się pozbyć w miarę skutecznie „białczyzmów” z wikipedii i zabrać się za pracę nad hasłami dot. wierzeń słowiańskich (które wyglądają tragicznie). Stoigniew Dyskusja

Przejrzałem sobie inne wikipedie… i załamałem ręce. W momencie kiedy my byliśmy zaśmieceni „białczyzmami”, przeszły one na inne wiki… angielska wikipedia roi się od artykułów na temat wymysłów Białczyńskiego, traktując je jako bóstwa dawnych Słowian. A wszystko przez taki właśnie niekontrolowany syf u nas Stoigniew >pogadaj< 16:30, 27 lip 2008 (CEST)

  • Ok stworzyłem coś takiego Kategoria:Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego jeżeli usuniemy kat Białczyński trzeba odlinkować. Czy takie rozwiązanie jest dobre? –Adamt rzeknij słowo 18:40, 27 lip 2008 (CEST)
    • Nie wiem czy kategorii nie zamienić powinniśmy na artykuł o takiej nazwie, bo to jest moim zdaniem rozwiązanie zastępcze. Zmieniamy tylko nazwę kategorii, a bzdurne artykuły zostają, a w nich nadal rozważania filologiczne, historyczne i odwołania na źródeł których nie ma, by uwiarygodnić Białczyńskiego. Proponowałbym stworzyć taki artykuł: Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, i tam opisać co to ten pan powymyślał. Pozbędziemy się i kategorii Czesław Białczyński, i artykułów dla każdej z jego postaci, i przy okazji zbiorczych bogowie mocy i bogowie żywiołów. Stoigniew >pogadaj< 18:45, 27 lip 2008 (CEST)
      • No tu się nie zgadzam. Można nie lubić Białczyńskiego ale jego twórczość to fakt i bóstwa jakie wymyslił są bóstwami fikcyjnymi. To jest jasne Mamy postacie fikcyjne, krainy, wyspy, światy itp nie widzę powodu dlaczego nie można opisać fikcyjnych bogów Białaczyńskiego o ile sa one umieszczone w odpowiedniej kategorii. Połączenie wszystkich opisów w jeden art będzie nie czytelne. –Adamt rzeknij słowo 18:50, 27 lip 2008 (CEST)
        • No można coś takiego zrobić, ale trzeba przy okazji gruntownie przerobić artykuły już istniejące, bo niestety mimo wspomnienia że to z Białczyńskiego, reszta jest pisana tak, jakby to była święta prawda. Stoigniew >pogadaj< 18:53, 27 lip 2008 (CEST)
          • To nie chodzi o lubić/nie lubić, stan obecny wprowadza w błąd, to prawie jak hoax. To tak jakby opisać fikcyjne postaci czy zakony z twórczości Dana Browna jako faktycznie istniejące, i pododawać je do np. listy zakonów. Białczyński wykreował swój świat fikcji który z autentyczną słowiańską mitologią nie ma wiele wspólnego, w oryginale nie było np. dualizmu moralnego (jest późniejszy, chrześcijański), nie jest wymagana symetria bóstwo męskie-bóstwo żeńskie (u Białczyńskiego występuje), imiona i funkcje bóstw i istot demonicznych to w > 80% wymysł autora itp. itd. Ktoś kto nie zna tematu a zajrzy do Wikipedii naczyta się bzdur – fikcja nie jest oddzielona od autentyku. Lajsikonik Dyskusja 18:59, 27 lip 2008 (CEST)
            • O to właśnie mi chodzi. Postaci z Białczyńskiego są nagminnie wrzucane pomiędzy hasła z mitologii lub demonologii słowiańskiej, a ich opisy mają potwierdzać ich autentyczność. A i do artykułu o Sporze ktoś dopisał (już usunąłem) „Czesław Białczyński intepretuje postać Spora tak a tak”~.Niestety jeśli chodzi o hasła związane z wierzeniami słowiańskimi to mamy na wikipedii totalny chaos przeplatany „białczyzmami” Stoigniew >pogadaj< 19:02, 27 lip 2008 (CEST)
            • Zgadza się Obecnie każdy artykuł nie jest poprzez kategorie powiązany z mitologią słowiańską Trzeba poprawic artykuły by nie linkowały do niej a jedynie opisywały wymyślone bóstwa. czyli przerobić arty a informacje odnoszace się do np. Mickiewicza usunąć. Tak to widzę–Adamt rzeknij słowo 19:05, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wij

Wij, czyli żmij według Białczyńskiego. Bzdury o jakiejś „armii” Wija co to z Perunem walczy wedle źródeł (ciekawe jakich). Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. Stoigniew >pogadaj< 18:16, 27 lip 2008 (CEST)

Jest w kategorii Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Pokemony też są w wiki i bóstwa Tolkiena także. Przykuta (dyskusja) 23:20, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Nocnice

Dobrze, że nie nocniki. Jakiś miesiąc temu kolejny mitoman z kręgu Białczyńskiego napisał ten artykuł, robiąc jeszcze do niego odnośniki w artykułach o poświadczonych źródłowo bóstwach słowiańskich. Artykuł dwa dni temu usunięto ze względu z jakiego usuwaliśmy rok temu wszystkie białczyzmy (niemerytoryczność, brak źródeł). Teraz widzę, że ktoś przywrócił ten artykuł. Stoigniew Dyskusja

  • Faktycznie wygląda to na jakąś hochsztaplerkę. Według SJP nocnica to brak orgazmu podczas parcia na pęcherz w nocy. Out. kićior (dyskusja) 17:34, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wila

Kolejny durny wymysł Białczyńskiego. Artykułów napisany tak, że dowodzi rzeczywistego istnienia czegoś takiego, podpierając się nawet Mickiewiczem. I bzdurne fragmenty typu „porównywano ją z grecką Hekate”. Kto porównywał? Białczyński w swoich bajkach? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Stworze i Zdusze

To samo co wszystkie wymysły Białczyńskiego. Nie mnożyć bytów ponad miarę, są już artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów. Poza tym kim jest Białczyński, żeby mieć koncepcję klasyfikacji demonów słowiańskich? Naukowcem zajmującym się tematem? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kaukowie

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Białoboga

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kydpdict

Boruta (demon słowiański) [edytuj]

Dosyć problematyczne hasło. Sprawdziłem w Wielkiej Księdze Demonów Polskich Podgórskich – obecna treść hasła to jedna z wielu bzdur wymyślonych w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielonych potem przez Linknera. Gieysztor i Strzelczyk odsyłają do jednego z wielu określeń borowego, w dodatku późnego i chyba niezbyt popularnego. Moim zdaniem wystarczy wzmianka w haśle Diabeł Boruta o pochodzeniu legendy od wiary w demona mieszkającego w podłęczyckim lesie (z usunięciem bzdur przekopiowanych z tego hasła) i wzmianka w haśle Lesij (które zamierzam niedługo wyremontować). Stoigniew >pogadaj< 13:16, 22 mar 2009 (CET)

Jeśli tak, to może napisać w artykule że to fikcyjny demon, wymyślony w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielony potem przez Linknera? Choćby po to, żeby ktoś kto trafi na tego „demona słowiańskiego” w innym miejscu, mógł na wiki przeczytać dementi… Olaf @ 14:57, 22 mar 2009 (CET)

Uważam, że nie ma sensu robić taki wyjątek. Do tej pory wszystkie wymysły Trentowskiego i innych romantyków były usuwane (vide peklenc czy dydek). Poza tym przerażająca jest perspektywa powielania casusu Białczyńskiego. Stoigniew >pogadaj< 15:05, 22 mar 2009 (CET)

  • zgadzam się ze zdaniem Olafa. Hasło ze względu na swoja popularność powinno zostać a w nim zawrzeć informacje o jego fikcyjności. Na temat bóstw i mitologii słowiańskiej (pomijam błędność twierdzenia o mitologi jako takiej) nie ma nadal bezwzględnej zgodności badaczy a to czy jedni uznaja a inni nie uznają poszczególne bóstwo czy demony, zostawmy im samym. Czytelnik powinien dowiedziec się ze takie pogląd istnieje wg tego a tego zwłaszcza że Boruta wystepuje często w literaturze.–Adamt rzeknij słowo 15:38, 22 mar 2009 (CET)
    • Rozbieżności między badaczami to nie jest udawanie że wymysły romantyków są mitologią słowiańską. Możemy i artykuł Religia Słowian oprzeć na Słowackim oraz Linknerze, tylko że będziemy wtedy pisać bajki. Jeżeli już zostawić hasło, to zmienić kategorię i tytuł (żeby nie był „demon słowiański” w przypadku gdy opisujemy twórczość Trentowskiego). W haśle lesij (czeka na przeniesienie pod poprawny tytuł leszy) zamieściłem już informację o pobocznej nazwie boruta, zaraz poprawię informację w haśle Diabeł Boruta za leksykonem Podgórskich. Na koniec fragment z encyklopedii Glogera z hasła „bór” – (…) lud przeniósł nazwisko ludzkie Boruta (…) na diabła, zwanego także borowym (…) jako na ducha mieszkającego w boru (…) Stoigniew >pogadaj< 15:48, 22 mar 2009 (CET)
      • Po remoncie haseł leszy i Diabeł Boruta mamy już w nich uźródłowione i sprawdzone informacje. Na stronie ujednoznaczniającej boruta mamy odesłanie i do diabła, i do leszego. Ten nasz artykuł pasuje tam teraz jak pięść do nosa. Stoigniew >pogadaj< 13:35, 23 mar 2009 (CET)
        • Czyli po prostu w tej chwili dubel z błędną nazwą. Lajsikonik Dyskusja 22:04, 23 mar 2009 (CET)

Fujjj, ile w tym jadu – czy to jacyś Fundamentaliści mitologiczni rodem z Czerwonych Khmerów?

C.B. – jednak musiałem skomentować.

To wstyd dla polskiej nauki, że toleruje taką „naukawość” i styl osób, które nie mając odwagi podpisać się własnym nazwiskiem i pokazać twarzy, głoszą pseudoprawdy po Brucknerze i po Kossinnie, pseudoprawdy dawno nieaktualne, bo przyjmowane z lubością wyłącznie przez Komuchów w latach polskiej niewoli i Ateizmu głoszonego z Moskwy.

Ten człowiek śmiał przybrać pseudonim po Janie Stachniuku – typowy uzurpator i tchórz.

Dzisiaj idą na pasku Berlina, starzy propagandziści, dalecy od prawdy, wiedzy, w imię źle pojętej tolerancji – nieweryfikowalni. Myślałem że to fundamentalizm w rodzaju Czerwonych Khmerów, ale nie, to jest coś gorszego, to są stare dobre Czerwone Brygady Propagandy komunistycznej, zaślepione teoriami kolonialnymi z Berlina i Moskwy.

Oto dalszy ciąg Wojny Wikipedycznej – sierpień 2010

    • Proszę, zapoznaj się ze źrudłami zamiast tracić czas na pżepyhanki i złośliwości. Marmale (dyskusja) 17:55, 28 lip 2010 (CEST)
      • Ja akurat się ze źrudłami dawno zapoznałem i mam je pod ręką. Dlatego widzę co jest opisane i widzę że opis tego „Jarego Święta” to wspułczesne zlepki rużnyh obżęduw z naciąganymi interpretacjami. Co zresztą tutaj potwierdzasz – ja o Gieysztoże i Szyjewskim, Ty o „słowiańskim kościele”. Stoigniew >pogadaj< 18:44, 28 lip 2010 (CEST)
        • Kolego Stoigniewie, jak sam pżyznałeś w „źrudłah” z kturymi się zapoznawałeś nic nie ma w interesującym nas temacie. Ja podaję konkretne weryfikowalne pżez internet książki, strony i akapity w kturyh wyraźnie pisze o słowiańskim święcie wiosny – „Jarym”, związku Jaryły zaruwno z Mażanną (ktura nota bene była jego żoną), jak i z Wielkanocą, więc żeby je obalić wypadałoby hyba pżedstawić jakieś „kontrźrudła” a nie bez pżerwy powtażać to samo „o źrudłah, w kturyh nic nie ma”? Jeszcze raz Cię proszę, zapoznaj się z podanymi pżeze mnie źrudłami i pżestań się w końcu kompromitować. Z mojej strony EOT. Dziękuję za uwagę. Marmale (dyskusja) 19:35, 28 lip 2010 (CEST)
          • Dobra ja wymiękam, z mojej strony koniec dyskusji. Piszesz że „Mażanna była żoną Jarowita” i jako źrudło podajesz angielską Wikipedię, wedle kturej Polacy modlili się do Złotej Baby. LOL, idę się wyśmiać. Stoigniew >pogadaj< 19:43, 28 lip 2010 (CEST)
            • Sorry, ale kurde nie mogę. DODAJESZ W HAŚLE JAKO ŹRÓDŁO BELETRYSTYCZNĄ TWÓRCZOŚĆ CZESŁAWA BIAŁCZYŃSKIEGO. DO PISANIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ NADAJE SIĘ TO TAK SAMO JAK „STARA BAŚŃ”, CZY JAK „EGIPCJANIN SINUHE” DO OPISYWANIA DZIEJÓW STAROŻYTNEGO EGIPTU. LESZEK MATELA TO Z KOLEI ZNANY EZOTERYSTA I OKULTYSTA, NIE MAJĄCY POJĘCIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ I DORABIAJĄCY DO NIEJ JAKIEŚ PARAPSYCHOLOGICZNE BZDURY. MASZ W OGÓLE POJĘCIE O CZYM PISZESZ?! Stoigniew >pogadaj< 20:01, 28 lip 2010 (CEST)
              • Po pierwsze, bardzo Cię proszę, żebyś się opanował i zapżestał wojny edycyjnej (i jak już wcześniej prosiłem, nie usuwał źrudeł do zakończenia dyskusji). Po drugie do pierwszej pozycji, kturej zażucasz beletrystyczność jest podany link do fragmentu. Nie jest to sensu stricte fragment książki, ale dodatek w postaci artykułu opublikowanego wcześniej w czasopismah i hyba tylko dla Ciebie jest to tekst beletrystyczny. Nie wiem kim jest Matela, nie interesuje mnie jego zajęcie czy też hobby a jedynie co ma do napisanie w zakresie słowiańskih świąt a w szczegulności Jaryh Goduw. Na tej stronie możesz się zapoznać ze spisem treści i fragmentem, ktury udowodni Ci, że ruwnież nie jest to pozycja beletrystyczna. Źrudła pżywracam po raz ostatni, nie będę się z Tobą bawił w wojenki. Proszę jakiegoś administratora o wpłynięcie swoim autorytetem na kolegę Stoigniewa w celu powstżymania go pżed usuwaniem źrudeł, kture mu się z rużnyh względuw nie podobają, ewentualnie o zabezpieczenie strony i pozwolenie innym potencjalnym dyskutantom na zapoznanie się ze źrudłami. Marmale (dyskusja) 20:35, 28 lip 2010 (CEST)
                • Sam potwierdzasz, że nie wiesz, to Cię oświecę – Białczyński to znany fantasta. Napisał m.in. Mitologię słowiańską w kturej zmyślił sobie kilkadziesiąt słowiańskih boguw i jakieś dziwaczne mity (wypociny Białczyńskiego zostały z Wiki usunięte kilka lat temu już, teraz zaczynamy pżywracać?). Obecnie zaś zajmuje się prowadzeniem strony internetowej gdzie rozpisuje się o swoih „odkryciah naukowyh” na temat „genu słowiańskiej rasy”. Matela zaś to okultysta i ezoteryk, napisał Wyrocznię słowiańską, w kturej to opisuje „starosłowiańskie” tehniki tulenia się do dżewek celem pobierania z nih energii kosmicznej. Jak zaczniemy to stosować jako źrudło do mitologii słowiańskiej, to dodam jako bibliografię w haśle Australia Tomek w krainie kanguruw – bo czemu by nie? Pżecież pisze o Australii. Stoigniew >pogadaj< 20:40, 28 lip 2010 (CEST)
                • Aby zapoznać się z dorobkiem p. Mateli, wystarczy zajżeć do PL.WIKI :) Jest to człowiek, ktury zna się na wszystkim: na Słowianah, na Atlantydzie, feng-shui, czakramah… Godna podziwu erudycja tj. fantazja ;) Ale ten jego bełkot się spżedaje… Felis domestica (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
  • Sorry, ale żadne z podanyh Ciebie źrudeł (za linki dziękuję) nie zawiera treści, kture podałeś w artykule (np. zgodnego z artykułem opisu rytuałuw święta Jarego, czy święta Jaryły). Żadne nie łączy bezpośrednio święta Jaryły i Mażanny (ba, Łuczyński wprost, na s. 171, podkreśla, że były to rużne obżędy, z kturyh poświęcone Jaryle odbywały się w kwietniu, a Mażannie – w marcu). Żadne z tyh źrudeł nie posługuje się pojęciem „Jarego Święta”. Stoigniewa ponosi, ale co do meritum ma rację. W podsumowaniu – jest na wiki artykuł Jaryło, jest Mażanna. W oparciu o podane w tej dyskusji źrudła można ładnie je rozbudować opisując faktyczne obżędy słowiańskie z tym związane. „Jaremu Świętu”, jako pomysłowi grupki rodzimowiercuw, walor encyklopedyczności trudno pżyznać, może wzmianka w wymienionyh wyżej tekstah, że dawne obżędy/zwyczaje ih zainspirowały do czegoś takiego to nie byłoby zbyt wiele… Gżegoż B. (dyskusja) 20:51, 28 lip 2010 (CEST)
      • OK, zacznijmy od etymologii Jarego Święta. Słowo pohodzi od awestyjskih słuw „jar” tzn. „rok” ktury w kalendaży solarnym słowian rozpoczynał się w czasie wiosennej ruwnonocy, i awestyjskiego „ajar”, czyli „dzień”. Jary to więc wiosenny”, czyli inaczej „święto wiosenne”. W tym źrudle jest: (…)Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami(…) Konkretne, pierwotne Jare Święto, występowało pżez dłuższy czas u słowian wshodnih, u słowian zahodnih ewoluowało do bardziej nam znanego zwyczaju topienia mażanny, jednak jest to to samo jare (wiosenne) święto. Marmale (dyskusja) 21:54, 28 lip 2010 (CEST)
      • Idąc dalej (strona 123) (…)W folkloże Słowian zahodnih brak odpowiednika Jaryły. Wiadomo, że po pożegnaniu zimy, związanym z postacią Mażanny(…) i dalej (strony 132-133) Pieśni śpiewane w czasie topienia Mażanny wskazują, że jej odejście oznacza pżyjście św. Jeżego, czyli solarnego uosobienia wiosny, Jaryły. Mażanna w pżeciwieństwie do Jaryły, „umierała” na wiosnę: jej ubraną w białą płahtę kukłę obnoszono ze śpiewem po wioskah, by potem ją podpalić i wżucić do wody Dlaczego więc twierdzisz, że w źrudłah nic nie ma? Marmale (dyskusja) 22:22, 28 lip 2010 (CEST)
          • Zacząć od „jarego święta”? Śladu użycia takiego pojęcia w podanyh źrudłah w ogule nie dostżegłem. W artykule podany jest też pżebieg obżęduw, ktury w takiej postaci i w odniesieniu do takiego święta w źrudłah ruwnież nie występuje. Artykuły na wiki powinny odpowiadać treści podanyh źrudeł, a nie „twurczo” je rozwijać i interpretować. Powtużę: podane źrudła na pewno pżydałyby się do rozwinięcia artykułuw Jaryło i Mażanna, w zakresie naszyh domniemań co do obżędowości słowiańskiej (gdzie ewentualnie może znalazłoby się miejsce dla wzmianki, że zainspirowało to rodzimowiercuw do czegoś takiego). Natomiast w gruncie żeczy artykuł opisuje święto rodzimowiercuw, o kturym nie ma mowy w ogule w podanyh źrudłah, i kture na osobny artykuł moim zdaniem nie zasługuje. A stwierdzanie, że takie „Jare Święto”, w takiej postaci to „etniczno święto Słowian”, co często jest powtażane w sieci (a może to artykuł jest kopią tekstuw z sieci? dat nie poruwnywałem), jest wręcz szkodliwe w tej sytuacji. Gżegoż B. (dyskusja) 08:16, 29 lip 2010 (CEST)

W Słowniku Starożytności Słowiańskih pod hasłami „Jar-” mamy wyłącznie nazwy własne (toponimy oraz imiona władzcuw i jednego Jarowita, utożsamianego ze Świętowitem). Picus viridis Odpowiedz zoilowi 21:11, 28 lip 2010 (CEST)

  • Panowie proszę o ohłonięcie i powstżymanie sie od wzajemnyh atakuw. Marmale pżeczytałem wszystkie podane pżez Ciebe źrudła nawet więcej niz podałeś i nigdzie nie znalazłem ani podawanej w artykule daty, ani powiązania świeta Jarowita z Mażanną Jest tam mowa o wzajemnej korelacji ale nie na pewno nie mozna je łączć w jedno święto. Świeto jako takie istnieje i jeżeli jest ważne powinno zosytać Jednakże tżeba koniecznie napisać je zgodnie ze źrudłami ze zrozumieniem tyh źrudeł. –Adamt żeknij słowo 00:52, 29 lip 2010 (CEST)
  • Adamt, pżecież dałem powyżej cytat z Szyjewskiego „Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca” A mit o Jaryle i Mażannie znajduje sięhoćby tutaj. Marmale (dyskusja) 01:50, 29 lip 2010 (CEST)
Jeden o jednym, drugi o drugim… Adamt pisze że nie masz źrudła na związek Jaryły z Mażanną, to podajesz mu dwa rużne źrudła – jedno o Jaryle, drugie o Mażannie… PS wszystkie te hasła mamy – Mażanna, Jaryło, Kostroma (mitologia)… Nie rubmy na siłę z tego jednego hasła. Stoigniew >pogadaj< 01:54, 29 lip 2010 (CEST) 

  • I pewnie ze względu na brak związku w podanym pżeze mnie źrudle, o kturego pżeczytanie prosiłem Cię pięć razy można pżeczytać” Rekonstrukcja prasłowiańskiego mitu płodności, podjęta pżez R. Katièicia w jego cyklu artykułuw zapoczątkowanym rozprawą „Hoditi – roditi…” z 1987 roku, dla Mażanny pżewiduje rolę siostry i nażeczonej boga płodności i urodzaju, w tradycji horwackiej nazywanego „Zielonym Jurem”, ktury najprawdopodobniej nałożył się na postać słowiańskiego boga urodzaju określanego teonimem od rdzenia *Jar- (Jarowit, Jariùo i in.). Sam rdzeń *jar- potwierdza związek bustwa z wiosną i wegetacją (…) Jariùo (Jarowit), znaczyłby więc dosłownie ‘wiosenny’, ‘silny pan’ lub ‘wiosenny pan’. Nadal nie widzisz związku? Marmale (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
Gdybyś znał się hociaż trohę na temacie w kturym się tu wypowiadasz jako znawca, to wiedziałbyś, że taka koncepcje są mniej lub bardziej ostrożne i powinny być za podaniem autora podane w haśle o danym bustwie (jak hociażby w haśle Swarug hipoteza Jakobsona i etymologia Bruecknera). Na pewno nie jest to podstawa do Twoih własnyh interpretacji i własnyh rekonstrukcji jakiegoś żekomego, zaginionego święta – tym bardziej że oprucz tego źrudła podpierasz się Matelą i Białczyńskim, czym się całkowicie dyskredytujesz. Stoigniew >pogadaj< 02:36, 29 lip 2010 (CEST) 

  • Artykuł pżeczytałem i nie idąc w jego ocenę jako rekonstrukcji wieżeń, pozwolę sobie go zacytować:
Wzmianka o święcie Jarowita dotyczyła połowy kwietnia (około 14-15 IV) […] Tihon, biskup w Woroneżu zniusł 15 kwietnia 1765 roku obżędy Jaryły (str. 167)
W dodatku obżędy łączone z Mażanną i Jaryłą pozostawały w związku czasowym – wyniesienie Mażanny popżedzało [podkr. moje -FD] wniesienie „nowego Latka” i uroczystości kwietniowe Jaryły (str. 169)
Związek (lub jak twierdzi cyt. autor – paralelność) między postaciami mugł być, obie postacie związane były z wiosną (hoć w rużnym – patż cyt. art. – harakteże), ale o wspulnym święcie dnia 21 marca słowa tam nie ma. O pisankah też nie. Felis domestica (dyskusja) 03:13, 29 lip 2010 (CEST)
A to: Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami… (i ten dalszy cytat Szyjewskiego) pżeczytałeś? Bo już hyba z tżeci raz cytuję. Wspulnego święta nie ma, bo tu o dwie rużne żeczy hodzi. Pierwsza to pierwotne Jare, czyli Święto nowego roku, wiosny, odrodzenia, czy czego tam jeszcze, druga to puzniejsze święta: Jaryły u słowian wshodnih i Mażanna u zahodnih. Obydwa wywodzą się z tego samego święta – solarnego nowego roku – Jarego. O pisankah też gdzieś było, ale nie hce mi się już szukać. W każdym razie zwyczaj malowania jaj pohodzi z Persji, więc wydaje się to w miarę logiczne zważywszy na solarny tyh harakter świąt i indoeuropejskie kożenie słowian. Marmale (dyskusja) 03:54, 29 lip 2010 (CEST)
Gdzie w dyskutowanym właśnie art. Łuczyńskiego znajduje się ten cytat? Podaj proszę stronę, bo ja nie znalazłem, Szyjewskiego nie ma także w bibliografii Łuczyńskiego. Daty 21 marca też nie znalazłem. Jest ten cytat w tu, o to Ci hodziło? Bo jeśli tak to (pomijając fakt, że to portal grupy wyznaniowej, a nie drukowane źrudło etnologiczne) autor wykazuje się totalną ignorancją
-myląc pżesilenie z ruwnonocą
-opowiadając o ludah zbieracko-rolno-pasterskih (szkoda, że nie nomadyczno-osiadłyh i rybacko-wysokogurskih)
-twożącyh „jedną wielką rodzinę” – nic, to, że wymieniane ludy wykształciły się jako odrębne byty gdzie i kiedy indziej… itp.
Załużmy nawet, że takie święto istniało (dlaczego jedno, a nie cykl obżędowy? i wtedy nie musimy „dzielić” jego obyczajuw, tylko wiążemy święto jedno z wielkanocą, innne z Zielonymi świątkami etc). Załużmy. No to pokaż mi, że miało taki pżebieg jak w art. Jare Święto. Jeśli podejdziesz do sprawy uczciwie, to możesz powiedzieć: mogło istnieć takie święto, nazwy własnej, z braku źrudeł nie znamy, dokładnego pżebiegu też nie, nie możemy powiedzieć, kture elementy weszły w skład kturyh świąt. Mamy źrudła na temat puźniejszej obżędowości, na ih podstawie możemy zrekonstruować mit o bustwah (prawdopodobnie) związanyh ze świętami wiosennymi.
Nie zapomnijmy też dodać, jak czyni to każdy uczciwy badacz, hoćby rosyjscy semiotycy pżez Łuczyńskiego cytowani (Toporow &Co, bardzo solidni, poczytaj,są polskie pżekłady), że wszelkie rekonstrukcje mituw z pozostałości w pieśniah itp. są wysoce hipotetyczne–Felis domestica (dyskusja) 03:49, 30 lip 2010 (CEST)
  • Sprawa jest prosta – nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej. Owszem, będą elementy wspulne, ale zawsze będzie to reinterpretacja i jedynie bardziej lub mniej (częściej mniej) wierna rekonstrukcja. Stoigniew podnosi, że w związku z tym kategoria jest błędna, a ja się z tym zgadzam. Natomiast jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne jako osobny artykuł. Sugestie miałbym dwie – albo po skruceniu dopisać obecną treść do artykułuw o związkah wyznaniowyh, w sekcji „obżędowość”, albo utwożyć artykuł zbiorczy Obżędowość rodzimowierstwa słowiańskiego, traktujący o wszystkih świętah – a tam mogą być źrudłem strony tyhże związkuw, bo niby czemu nie? Co do encyklopedyczności takiego zbiorczego artykułu, powinien być MSZ traktowany jak wydzielona ze względu na rozmiary sekcja art. rodzimowierstwo słowiańskie, zatem prawdopodobnie ostałby się w Wikipedii. Lajsikonik Dyskusja 07:21, 29 lip 2010 (CEST)
  • Chyba już na szczęście nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. Ja bym w to w ogule wspułczesnyh związkuw wyznaniowyh nie mieszał. Może sobie być wzmianka, że jakieś tam grupy obhodzą i tyle, może być link ze strony tego Związku, tudzież innyh religii z sekcji o obhodzonyh świętah. Zostawiłbym to jako historyczny fakt istniejącego kiedyś święta, a czy będzie to jako sekcja w jednym artykule z na pżykład nocą kupały i innymi słowiańskimi świętami, czy też osobno, to już hyba wszystko jedno. Marmale (dyskusja) 10:40, 29 lip 2010 (CEST)
    • Pżeczytałeś ze zrozumieniem post Lajsikonika? Bo znowu ktoś o czymś, a Ty o czymś zupełnie innym. Stoigniew >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) wypowiedź niemerytoryczna. Proszę, wypowiadaj się w temacie merytorycznie i nie wycofuj moih edycji skreślającyh nic nie wnoszące zaczepki. Marmale (dyskusja) 11:37, 29 lip 2010 (CEST) >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) MOŻE DOPRECYZUJĘ, BO MARMALE NAGMINNIE WYKREŚLA TĘ WYPOWIEDŹ – LAJSIKONIK PISZE ŻE M.IN. „nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej„, „zawsze będzie to reinterpretacja„, „jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne„. Z KOLEI KOMENTARZ MARMALE DO TEJ WYPOWIEDZI BRZMI :nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. ALBO NIE PRZECZYTAŁ UWAŻNIE WCZEŚNIEJSZEJ WYPOWIEDZI, ALBO ZNOWU JEDEN PISZE O JABŁKACH, A MARMALE DOWODZI ŻE TU O GRUSZKI CHODZI. Stoigniew >pogadaj< 11:56, 29 lip 2010 (CEST)
  • W haśle pojawiło się kolejne super wiarygodne źrudło – tandetny artykuł z „Newsweeka”. Tu każdy może się z nim zapoznać i ponownie ocenić czy dodawane pżez Marmale „źrudła” mają jakikolwiek związek z teoriami i opisami pżedstawionymi w treści hasła. Słowo „Jare” pojawia się w tekście dwa razy, w kontekście „rodzimowiercy 21 marca obhodzą Jare Gody”. Stoigniew >pogadaj< 11:45, 29 lip 2010 (CEST)
  • Cuż, ja pżynajmnie robię swoje uźrudławiając tekst, Ty niestety nie podałeś jeszcze żadnego kontrźrudła, wszystkie Twoje wypowiedzi oparte są na „twojej wiedzy” i „braku źrudeł”, więc mamy konfrontację – Twoje słowa pżeciwko konkretnym opublikowanym źrudłom. Proszę Cię ruwnież o zapżestanie wycofywania tej edycji, bo stajesz się coraz mniej wiarygodny do dalszej dyskusji. Marmale (dyskusja) 11:55, 29 lip 2010 (CEST)
  • Na co mam ci podawać kontrźrudło? Na to że czegoś takiego nie ma? Może mam znaleźć jeszcze kontrźrudło że na wieżbie nie rosną gruszki, bo ty masz źrudło że rosną? Masz rację, źrudło nie muwiące nic na temat lepsze od braku źrudeł. Nieważne, czy w „źrudle” pżez Ciebie podanym jest coś na temat związany z hasłem, czy nie. Dodaj jeszcze „Tomek w krainie kanguruw”. Wszak to jest źrudło, a moja wypowiedź oparta jest na „braku źrudeł” i mamy „konfrontację”. I pżestań wykreślać moje wypowiedzi, bo jeśli ktoś tu jest niemerytoryczny, to tylko ty. Stoigniew >pogadaj< 12:00, 29 lip 2010 (CEST)
  • WP:WER, zasada 3: „Obowiązek powołania się na wiarygodne źrudła spoczywa na dodającyh nowy materiał, a nie na tyh, ktuży zamieżają ten materiał usunąć.” Podane pżez Ciebie opracowania nie potwierdzają zawartości artykułu, więc nie można stwierdzić, że jest on uźrudłowiony. Gżegoż B. (dyskusja) 13:00, 29 lip 2010 (CEST)

  • Swoje zrobiłem i kończę z Tobą dyskusję – szkoda czasu na pisanie ciągle tego samego. Marmale (dyskusja) 12:05, 29 lip 2010 (CEST)
    • Ja też kończę tę jałową „dyskusję” i niewątpliwie skończę z Wikipedią ewidentnie jeśli Czesław Białczyński znowu zacznie być traktowany jako źrudło. Cofniemy się w rozwoju o 4 lata i tża będzie popżywracać hasła typu Śląkwa, Koczkodan (demon słowiański), Peklenc i masę innyh. Potem proponuję spolszczyć jeszcze en:Złota Baba. Co z tego że wszystko bzdury i wspułczesne wymysły, ale będziemy mieli mitologię słowiańską bogatszą od greckiej! Tyle że niekoniecznie mającą cokolwiek wspulnego z naszymi pżodkami i faktami pżedstawionymi w źrudłah naukowyh i etnograficznyh. Tu masz na pżykład około setki „słowiańskih boguw”, co z tego że żaden badacz tematu nigdy o nih nie słyszał – jest źrudło!… Stoigniew >pogadaj< 12:10, 29 lip 2010 (CEST)$
  • Tu masz wiarygodny tekst o istnieniu takiego bustwa jak Złota Baba. Jest to kolejny powud, żeby stwierdzić, że niekture Twoje działania na Wikipedii są podyktowane albo zwykłą niewiedzą, albo kwestiami światopoglądowymi. Taka postawa według mnie ewidentnie wpływa na szkodę projektu. Marmale (dyskusja) 22:52, 29 lip 2010 (CEST)
I po raz kolejny wyhodzi twuj kompletny brak jakiejkolwiek wiedzy na temat w kturym się wypowiadasz jako ekspert. Gdybyś miał hociaż kżynę wiedzy na temat mitologii słowiańskiej, to wiedziałbyś, że XIX-wieczne publikacje nie są żadnym źrudłem do wieżeń słowiańskih. Nie prezentują sobą żadnej wartości, co już na początku XX wieku wykazał Brueckner, Ale Ty nadal widzę tkwisz na poziomie „Starej baśni”, Linknera, idoli prillwickih i kamieni z Mikożyna. Nauka poszła o 150 lat do pżodu. Ale ty od Gieysztora wolisz Księgę Welesa. Stoigniew >pogadaj< 22:59, 29 lip 2010 (CEST)

i tu Marmale (dyskusja) 23:05, 29 lip 2010 (CEST)

  • Taaak, u Kraszewskiego ktury nie znał prawie nic poza panteonem Długosza, ktury uważał za autentyczny (odsyłam do „Starej baśni”, źrudło do mitologii słowiańskiej takie jak film „Troja” do Homera). Stoigniew >pogadaj< 23:08, 29 lip 2010 (CEST)

i tu, hyba tracisz na wiarygodności coraz bardziej. Marmale (dyskusja) 23:09, 29 lip 2010 (CEST)

  • Brueckner się już w grobie ze 100 razy pżewrucił, wracamy do epoki Lelewela… Stoigniew >pogadaj< 23:10, 29 lip 2010 (CEST)

Cuż, widzę że pojawiło się kolejne fałszywie podpięte źrudło, czyli Gieysztor. Mam nadzieję, że ktoś z czytającyh ma tę pozycję i może sprawdzić o czym naprawdę Gieysztor pisze (na życzenie mogę wysłać skany podanyh w haśle stron). Polecam ruwnież zobaczyć jedno z genialnyh źrudeł Marmale – bezpłatny tygodnik „Sąsiedzi”. Jeżeli zaczynamy używać czegoś takiego jako źrudło do pisania o mitologii słowiańskiej, zwłaszcza do uzasadnienia naciąganyh interpretacji, to znaczy że shodzimy na psy. Stoigniew >pogadaj< 23:42, 29 lip 2010 (CEST)

  • Zdaje się, że już każda pżeciętnie inteligenta osoba (poza tobą) załapała, że jar to wiosna, więc jare znaczy wiosenne. jary to słowiańskie określenie jurności, nowego życia, kżepkości, wiosny itp. (tu kolejny dowud),. We wspułczesnym języku polskim ruwnież pozostały pozostałości tego słowiańskiego słowa jare zboże, stary ale jary, także w znaczeniu imion (hoćby Jarosław). Nie dociera, czy po prostu hcesz usunąć jedno z najważniejszyh słowiańskih świąt z Wikipedii, tylko dlatego, że hasło jest dowodem na pogańskie pohodzenia Wielkanocy? I ty jesteś członkiem Wikiprojektu mitologia słowiańska? Naprawdę śmieszne. Zbędne i niegżeczne. Morg(dyskusja) 15:30, 30 lip 2010 (CEST) Racja – dzięki :) Marmale (dyskusja) 20:16, 30 lip 2010 (CEST) Marmale (dyskusja) 12:38, 30 lip 2010 (CEST)
  • Jako średniointeligentna osoba złapałem, że jare to wiosenne, jak ruwnież że mamy źrudła do opisu i rekonstrukcji wczesnojarego marcowego święta Mażanny, średniojarego, kwietniowego święta (nomen omen) Jaryły, puźnojaryh świąt majowyh (pżekształconyh w Zielone Świątki), ba, nawet końcowojarego, czerwcowego święta Kupały/ŚwJana. Tylko na jedno jakieś Jare Święto źrudeł nie widzę. Nie wiem też dlaczego pżdokowie nasi słowiańscy pżehować mieli w obżędowości ślady wszystkih tyh pomniejszyh świąt, tylko tego najważniejszego nie. Jeśli założymy, zdroworozsądkowo, że ludzie pżede wszystkim hronią to co najważniejsze, tedy zgodnie z bżytwa Ockhama nie ma potżeby wymyślać nowyh Jaryh Świąt – zupełnie wystarczą te jare święta, kture już są znane i kture są opisane/należy opisać w odpowiednih działah. PS Szukasz „dowoduw”, poczytaj Uspienskiego i Toporowa, nie blogeruw.Felis domestica (dyskusja) 00:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • OK, po raz piąty i ostatni cytuję „(…) Jest to czas naszyh świąt wielkanocnyh, a termin owyh obhoduw waha się między 21 marca a 24 kwietnia, pżypadając dokładnie na pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca. W Wielkanocy zahował się pradawny termin agrarnego, księżycowego święta Nowego Roku, a z nim część noworocznyh obżęduw. Dla rolnikuw i pasteży była to graniczna data, od kturej mogli rozpoczynać rużne czynności związane z uprawą i hodowlą – z pewnością najważniejsze święto całego cyklu rocznego. Nic więc dziwnego, że w tyh obhodah było wiele magicznyh rytuałuw związanyh z rozpoczynającą się wegetacją i mającyh zapewnić dobry urodzaj oraz powodzenie w całym nowym roku. Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca(…)” Skoro słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży, dalej za Wikipedią:Słowianie dzieli też rok na inne okresy, nieuwzględniane w dzisiejszym kalendażu, tj. pory roku. Początek, koniec i długość poszczegulnyh pur roku była rużna w zależności od tego, w jakiej strefie klimatycznej dane plemię mieszkało, i tak np. wiosna zaczynała się od 1 marca (na południu) do 23 kwietnia (na pułnocnym wshodzie). oraz Brak jest danyh dotyczącyh tego, kiedy dla Słowian zaczynał się nowy rok. Na Rusi, gdzie pżeżytki słowiańskiego kalendaża pżetrwały najdłużej Nowy Rok obhodzono 1 marca lub 1 wżeśnia, jednak jest niemal pewne, iż początek roku w tym dniu nie jest słowiańskiego pohodzenia – 1 marca rok zaczynał się w starożytnym Rzymie, zaś data 1 wżeśnia wskazuje na wpływ kalendaża bizantyjskiego. Niektuży badacze spekulują, iż początek roku pżypadał w dniu ruwnonocy wiosennej, kture było początkiem roku u niekturyh innyh luduw, a także pżypadało na okres początku prac polowyh, będącyh podstawą rolniczej gospodarki Słowian. Wg innyh badaczy początek roku związany był z okresem zimy – może następował wraz z pżesileniem zimowym; nazwa grudnia w niekturyh językah słowiańskih (np. czeskim, horwackim, a także staroruskim) prosinec/prosinac wiąże się z proszeniem, tj. modlitwą; był to więc jakiś okres pojednania z bogami, pojednania, a zatem nowy rok mugłby pżypadać w tym właśnie okresie. Na ten sam termin początku roku wskazuje także dawna nazwa okresu świąt Bożego Narodzenia (kturego kożenie sięgają czasuw pogańskih) tj. gody. Nazwa ta jest etymologicznie związana ze słowem god, oznaczającym rok, i dopiero w okresie puźniejszym, jako że okres zakończenia starego roku i początkiem nowego związany był z radością i zabawami, w wyniku zmiany znaczenia (tzw. pżesunięcie semantyczne), słowo gody zaczęło oznaczać zabawy, zwłaszcza weselne. Mam nadzieję, że po raz kolejny ostatni muszę tłumaczyć skąd rużnica w datah świąt wiosennyh. Pżeczytaj pozostałe źrudła, kture są dostępne. Dopełnieniem dyskusji o jarym może być na pżykład ta dyskusja, także słownik języka polskiego. Sceptycyzm to dobra żecz, ale jak widać wystarczy mieć odrobinę dobrej woli, żeby samemu znaleźć odpowiedź na wątpliwości, hociaż w razie czego służę pomocą. Marmale (dyskusja) 02:31, 31 lip 2010 (CEST)
  • samemu znaleźć odpowiedź – nie jesteśmy od „znajdowania odpowiedzi samemu” patż WP:OR. „Ta dyskusja” źrudłem nie jest, bo nie uźrudławiamy haseł dyskusjami na internetowyh forah. Nie uźrudławiamy też haseł na Wikipedii innymi hasłami na Wikipedii – pomijając już fakt iż hasło kalendaż słowiański, kture tu pżywołujesz, jest pozbawione wiarygodnyh źrudeł (hyba że za takie uważasz link do rosyjskiej Wiki, do oszablonowanego hasła ru:Инглиизм), jak ruwnież pełne zwyczajnyh pierduł (pisze o „Słowianah w starożytności” – może ty wiesz co Słowianie robili w starożytności na środkowoazjatyckih stepah. Bo jak na razie żaden badacz tego nie wie). A hasło o Kostromie mamy. Stoigniew >pogadaj< 09:05, 31 lip 2010 (CEST)
  • Nie, nie jesteśmy od znajdowania odpowiedzi, hasła się pżecież same uźrudławiają. Ten link jest jak napisałem dopełnieniem tej dyskusji a nie źrudłem. Marmale (dyskusja) 10:43, 31 lip 2010 (CEST)
  • „Skoro Słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży” – no, ja właśnie o tym. Zakładając (poproszę źrudła!), że faktycznie używali lunarnego i skoro konkretnej daty wskazać nie można, to już pierwsze zdanie dyskutowanego artu: Jare Gody – etniczne święto Słowian, pżypadające na ruwnonoc wiosenną (21 marca) lub pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca jest nieprawdziwe i do wyżucenia. BTW, ktoś kto posługuje się czysto lunarnym kalendażem, oleje solarne święto ruwnonocy…
-Co zaś do samouźradławiania haseł, to obszerne cytaty z Wikipedii to właśnie pżykład „samouźrodławiania” – nieuźrudłowionym (nawet szablon wisi) artem Kalendaż słowiański usiłujesz wykazać istnienie jakiegoś Jarego Święta, na kture też źrudeł na razie brak. Zrozum: nie kwestionuję, że obhodzili jakiś nowy rok, że mieli cały cykl obżędowy, rekonstruowany m.in. pżez szkołe tartuską do kturej pżedstawicieli Cię wielokrotnie odsyłałem. Ja tylko twierdzę, że nie ma dowoduw na Jare Święto w formie i czasie opisanej w dyskutownaym arcie. Można je opisać jako rodzimowierczą rekonstrukcję, wspułczesną interpretację. Można i należy opisać święta Jaryły itp. bo na nie stosunkowo mocne wskazuwki są.
-Wreszcie co do sceptycyzmu: uczyła go mnie m.in. wykładowcy kultury Słowian i polskiej kultury ludowej ;) hoć po studiah Słowianami już się nie zajmowałem. Ale tekst naukowy od popularno-naukowego i psudonaukowego (Matela itp.) odrużniam.Felis domestica (dyskusja) 13:55, 31 lip 2010 (CEST)
  • A no to dohodzimy do porozumienia. Ta data jest powiedzmy dość prawdopodobna dla niekturyh plemion słowiańskih, ale to nadal tylko hipoteza. To, że dzisiejsi neopoganie obhodzą święto w tym dniu to nie znaczy, że tak było, zwłaszcza, że w pżytoczonyh źrudłah są podane rużne terminy i hyba dlaczego już wiadomo. Artykuł więc wymaga poprawienia (i ja tego nie kwestionuję a nawet hętnie pomogę), ewentualnie wzmianki (np. w odrębnej sekcji) o wspułczesnyh obhodah. Tekst o kalendażu słowiańskim zacytowałem z Wikipedii, bo był jasno sklarowany powud tyh rużnyh terminuw, źrudła zapewne są gdzieś po rusku, zobaczę wieczorkiem do czego mnie odeśle wiki.ru. 1000 lat swoistego tabu na takie żeczy to nie w kij dmuhał. tu jest informacja o posługiwaniu się pżez słowian kalendażem rolniczym i lunarnym. Marmale (dyskusja) 17:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • Czyja hipoteza? Twoja? Jak nie podaj mi konkretnyh badaczy i konkretne plemiona (+ źrudła tyczące się tyh plemion). Bo ja też mogę sobie napisać że „prawdopodobnie niekture plemiona słowiańskie latały na Księżyc”. Kolejne słowo-wytryh na Wikipedii służące do pisania historycznyh bzdur – „niekture plemiona słowiańskie”. Już w haśle żywioły stało kiedyś że „niekture plemiona słowiańskie znały grecki piąty żywioł, eter”. Stoigniew >pogadaj< 17:58, 31 lip 2010 (CEST)
  • Stoigniew, dobże napisz sobie, ziew :). Tutaj jeszcze jakby ktoś hciał się zapoznać jest fragment z Gieysztora o Jarowicie – Jaryle i związku z wiosną. Marmale (dyskusja) 19:08, 31 lip 2010 (CEST)

  • Odpowiem tak: To że Karol Wojtyła napisał sztukę teatralną, nie dyskwalifikowało go do napisania homilii na Urbi et Orbi. To, że Białczyński napisał powieści wzorowane na słowiańskih mitah, nie dyskwalifikuje go do napisania poważnego tekstu o słowiańskim święcie wiosny. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST)
    • A ostatnio Białczyński rozpisuje się na swojej stronie o „słowiańskiej rasie”, „słowiańskim genie” i jakieś farmazony na temat żeszy „słowiańskih bustw” o kturyh nikt poza nim nigdy nie słyszał. Pomijając fakt, iż jest absolwentem tehnikum geodezyjnego i nie ma elementarnego wykształcenia historycznego, arheologicznego czy etnograficznego. Świetneś źrudło znalazł. Niemalże jak Ja, Klaudiusz do opisywania Imperium Romanum w I wieku. Stoigniew >pogadaj< 11:55, 9 sie 2010 (CEST)
    • Znuw kulą w płot… Co w takim razie oznacza poważny tekst? Podaj mi proszę jakieś recenzje w specjalistycznyh pismah. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

No to bardzo mętne masz podejście i dyskwalifikuje Cię ono jako merytorycznego redaktora. Największą bzdurę możemy napisać i potem „uźrudłowić” ją nie całościowo, ale dodając refy do poszczegulnyh słuw. Ot, możemy napisać że Słowianie obhodzili Święto Kaszankowe, poświęcone Perunowi. Znajdziemy źrudło na istnienie słowa „kaszanka”, potem źrudło na to że kaszankę składano w ofieże, potem że składano ją w ofieże m.in. podczas świąt poświęconyh Perunowi. I ładną konstrukcję zbudujemy, co z tego że totalnie bezsensowną… Kolego Stoigniewie, nagminne naruszanie pżez Twoją szanowną osobę nie tylko zasad wityetykiety ale i podstawowyh zasad kultury osobistej skłania mnie do refleksji, że powinieneś zrobić sobie dłuższą pżerwę na lekturę niekturyh zaleceń Wikipedii oraz społecznyh zasad savoir vivre. Natomiast niekture Twoje wypowiedzi [18] [19] w moih oczah nie tylko dyskwalifikują Cię do dalszej pracy jako redaktora Wikipedii, ale zasługują na długotrwałego bloka. Naprawdę, nie mam pżyjemnośc i z Tobą dyskutować, ponieważ poziom tej dyskusji mnie po prostu mieżi. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST) A mnie mieżi Twoje zaklinanie żeczywistości i to, że działasz jak w amoku byleby tylko nie pżyznać się do tego, że popełniłeś błąd. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

Tajemnik Burowijski: Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem


© copyright by Czesław Białczyński

Wiktor Wasniecow – Bój z Trzygłowym Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Wiktor Wasniecow – Sirin i Alkonost

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Andrzej Gusielnikow – Strzybog

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Korolkow – Kamień Ałatyr (Światyr)

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Rerich – Swarożyc

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

Korolkow – W Carstwie Czarnoboga – Wranego Żmija

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles, i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Matka Ziemia

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Korolkow – Drzewo Świata


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

Tajemnik burowijsko-skołocki: Jak się rodziła Matka Ziemia


© copyright by Czesław Białczyński



Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

(foto Ceiog 2009 – Galapagos)

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Święta Góra Kailasz Góra Kalji – Góra Swąta na Weli ma być 99 razy  większa od tej najmasywniejszej Świętej Góry Ziemi (foto: Steve Zzhong)

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

Rajec – Naw Rajska

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Czesław Białczyński – Wywiad dla portalu internetowego „W okowach mrozu” – sierpień 2010


Wywiad dla czasopisma internetowego W Okowach mrozu – 10 sierpnia 2010

[Czasopismo jak wszystko wskazuje efemeryczne – bo w listopadzie 2010 nie mogłem go znaleźć w Sieci]

  1. Dzień dobry, „Stworze i Zdusze”, „Księga Tura” – te książki podbiły serca wielu czytelników zainteresowanych tradycją i wierzeniami ludów słowiańskich i poszukiwaniem własnej tożsamości w coraz bardziej globalnej rzeczywistości. O ile mi dobrze wiadomo, już niebawem ukaże się kolejny rozdział Wielkiego Czwórksięgu, „Księga Ruty”. Przyznam szczerze, że zaczynałem już wątpić, czy na „Księdze Tura” się czasem nie skończy, czy znajdą się pieniądze na wydanie kolejnych tomów, wreszcie – czy będzie zainteresowanie Pana dziełem ze strony wydawnictw książkowych. Proszę opowiedzieć co nieco o „Księdze Ruty”, jak również o całej Pańskiej „Mitologii Słowiańskiej”. Co skłoniło Pana do podjęcia tak obszernego tematu?

Witam wszystkich czytających.

Czy Księga Ruty się ukaże tego jeszcze na 100% nie wiadomo. Wiadomo, że Księga  Ruty jest skończona. Ostatnie zdanie po 24 Taji  : Tabaszowa, Sierpień, 2010. – napisałem w tym tygodniu.

Księga Ruty to dalszy ciąg Księgi Tura – Taje od 18 do 24, Wojna o Taje i Dzieje w Nowej Kolibie, oraz opowieści mitologiczne z nieco innych – wschodnich i północnych słowiańskich punktów widzenia. Już wcześniej pokazałem książkę w Uniwersitasie, a recenzja tzw. naukowa była dla mnie bardzo obiecująca  – z punktu widzenia nauki mojej wizji nie da się podważyć – tyle mogę powiedzieć. Uniwersitas oczywiście nie zdecydował się jej wydać. Byłbym zdziwiony,  gdy by wydawnictwo uniwersyteckie – UJ wydało książkę, którą ściągnie sobie na głowę lawinę ze wszystkich możliwych stron, zwłaszcza ze strony własnego środowiska.

Praktycznie więc poszukiwania wydawcy trwają i na horyzoncie pojawiają się różne rozwiązania, ale jak to się potoczy dalej?…

Praca nad każdym tomem trwa bardzo długo, bo staram się uwzględnić całą dostępną aktualnie wiedzę, ze wszystkich możliwych dyscyplin nauki oraz wszelkie punkty widzenia, nie pomijając żadnych okruchów z różnych regionów Słowiańszczyzny i krajów sprzężonych z nią kulturowo.

Tak naprawdę Księgę Tura zacząłem pisać w roku 1980, a może nawet wcześniej, koło 1976 zaczęło się zbieranie materiałów, na początek ze starych kronik, starych ujęć mitologii słowiańskiej i opracowań etnograficznych. Na szczęście miałem pod ręką Bibliotekę Jagiellońską – w tamtych czasach  dostęp do źródeł był bardzo utrudniony.

Opowieści mitologiczne Wiary Rodzimej poznawałem już od dzieciństwa, w domu rodzinnym, zarówno przez rodziców, obydwie babcie, jak i przez znajomych mojej rodziny – w opowieściach i w praktyce. Jestem poganinem od urodzenia, choć jak każdy Polak Mały zostałem ochrzczony. Od wczesnego dzieciństwa wchłaniałem setki mitycznych opowieści, a odkąd nauczyłem się czytać interesowałem się bardzo intensywnie baśniami, bajkami i podaniami ludowymi, językiem polskim i innymi słowiańskimi, antropologią, obyczajami ludów ziemi i plemion tzw. „dzikich”, archeologią, odkryciami w Egipcie, Mezopotamii, potem w Peru, Wyspa Wielkanocna, Polinezja, itp. Mitologię Greków Gravesa dostałem w prezencie na 12 urodziny. Potem było w domu wiadomo, że w prezencie można mi kupować tylko kolejne wydawnictwa s-f, archeologiczne, albo mitologie różnych regionów.

Znając wiele podań z mojej rodziny dziwiłem się zawsze że w Polsce wychodzą różne mitologie, tylko nie Mitologia Słowian. Do końca lat siedemdziesiątych XX wieku wyszła praktycznie tylko Mitologia Brucknera – jak wiadomo hiperkrytyczne, podległe berlińskiej szkole dzieło, powstałe w czasach ekspansji ideologii faszystowskiej i agresywnej propagandy o wyższości staroniemieckiej kultury. Tezy tej książki właśnie tak mnie rozwścieczyły – że postanowiłem, iż jeśli tylko się da,  kiedyś spiszę wszystko co wiem – tak jak to widzę – na zupełnie innej zasadzie niż czyni to nauka… i wydam publicznie.

Zresztą obiektywizm nauk opisowych (humanistycznych) był już wtedy (1975) przez same kręgi naukowe kwestionowany. Postmodernistyczna, obecna wizja nauk opisowych wyraźnie już podkreśla fakt, iż nie ma jednej obiektywnej prawdy a tylko punkty widzenia zależne od uwarunkowań. Ktoś kto myśli, że nauki humanistyczne odkryją przed nim „jedyną, obiektywną” prawdę żyje złudzeniem.

A mitologia to dziedzina mistyki i religii oraz literatury a nie nauki.

Ale poza wszystkim, w ramach samej nauki można było już w latach 70-tych XX wieku – co zrobił jednak dużo później Gieysztor, przeciwstawić wizji Brucknera wizję o 180 stopni różną – bogatą, bogatą bogactwem całego materiału wszystkich dyscyplin wiedzy – materiału niewykluczającego się wzajemnie – jaki można było włączyć z całego obszaru Słowiańszczyzny – zwłaszcza antropologii porównawczej i językoznawstwa. To ostatnie w tym czasie poważnie się posunęło, jeśli idzie o badanie wspólnego prajęzyka Ariów – tzw. Praindoeuropejskiego. Można było to zrobić, ale w komunistycznej Polsce nikomu na tym nie zależało, a w postkomunistycznej, z jednej strony skatoliczonej, a z drugiej poddanej laickiej doktrynie tzw. kręgów europejskich, tak samo nie.

Musieliśmy wydać Mitologię Słowiańską „Księgę Tura”, powiedzmy oględnie, „własnymi” siłami – nie chcę tutaj opisywać jak do tego doszło – bo nikt tej książki wydać wcale nie chciał, tak jak i potem stwarzano w Krakowie trudności w promowaniu tej książki np. w Muzeum Archeologicznym, w Polskim Radio – niestety tak to wygląda. Własnymi siłami „sprzysiężonych ludzi postępu”, doprowadziliśmy do tego że książka wyszła po trzech latach leżenia w Wydawnictwie Baran & Suszczyński – ale jednak wyszła, w czym wielka zasługa tych ludzi i jeszcze innych, np. Romany Bobrowskiej, która jednak nagrała odcinki w Polskim Radiu – tyle na razie musi wystarczyć, kiedyś opowiem na ten temat może szerzej i jaśniej.

Mitologia Słowiańska to pasja mojego życia, tak jak odtworzenie w praktyce całego systemu Wiary Rodzimej Słowiańskiej jest nadrzędnym celem grupy osób i moim własnym, odkąd Polska została częściowo wyzwolona w 1989 roku – mówię częściowo, bo do końca wolna jednak nie jest, ale to inna zupełnie sprawa.

2.

Spotkałem się z opiniami, że „Księga Tura” to nic więcej jak na poły fantastyczne, na poły pseudonaukowe brednie, niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. Faktem jest jednak, że księga ta jest wręcz najeżona przypisami i odniesieniami do tekstów źródłowych. Co by Pan powiedział wszystkim, którzy mają o Pana twórczości podobne zdanie do tego właśnie przytoczonego?

Myślę, że odpowiedziałem na to pytanie pośrednio przed chwilą. W książce został na poważnie zastosowany cały dostępny aparat naukowy z wielu dyscyplin nauki, ale celem jego użycia było stworzenie spójnego systemu z niewykluczających się wzajemnie, ocalałych okruchów, zapisów, wzmianek, szczątków archeologicznych i przetrwałych zwyczajów oraz obrzędów i podań ludowych, a nie negatywna, zimna, naukowa weryfikacja zerująca.

Tym wszystkim mędrkom, którzy tak łatwo rzucają epitety, życzyłbym żeby przesiedzieli w bibliotekach i pochłonęli tyle wiedzy z dziesiątek dziedzin nauki co ja w ciągu 30 lat, jakie poświęciłem tej sprawie, żeby studiowali jakiś temat posiadając  zaledwie ślady, rozrzucone strzępy informacji i same utrudnienia w dostępie do źródeł, żeby poświęcili wszystkie siły aby zbudować pierwszą – no nie,  powiedzmy drugą (bo był Trentowski, o którym wciąż nikt nie ma pojęcia co napisał, bo do dzisiaj jego tekst oryginalny  leży w Muzeum Czartoryskich, nie wydany przez 2 wieki) w dziejach wizję w pełni spójną danego tematu i żeby jakiś dureń napisał o nich to co oni piszą  o mnie. Po prostu najpierw należałoby przeczytać, zajrzeć do tych źródeł, sprawdzić zastanowić się, … ale oczywiście łatwiej jest powtarzać bezkrytycznie opinie ludzi, którzy wygłaszają podobne zdania z całą premedytacją, mając za główny cel storpedowanie odrodzenia Wiary Słowiańskiej, albo porachunki osobiste.  Z tymi ostatnimi, którzy z premedytacją to robią czy z pozycji katolickich czy z powodu jakichś własnych osobistych ambicji przywódczych, w ogóle nie zamierzam polemizować. Ja nie mam żadnych przywódczych ambicji i nie działam w ramach żadnego oficjalnego związku rodzimowierczego, ani żadna z osób związanych ze Starosłowiańską Świątynią Światła Świata tam nie działa. Jest też grupa osób po prostu nie myślących zbyt głęboko, zawsze tacy są i są osoby jak zwykle zawistne  – te choć ich nie znam piszą o mnie per Czesio w Internecie albo opisują w Wikipedii tzw. białczyzmy – czyli ich zdaniem zmyślenia mitologiczne Białczyńskiego – co za bzdura … Nie, szkoda się nad tym rozwodzić. Jako osoba publiczna nie mam pretensji o osobiste, czasami także ostro negatywne oceny odbiorców, ale pod warunkiem że potrafią je oni logicznie umotywować.

W ogóle szkoda naszego czasu – o czym tu dyskutować? O czym my mówimy – Czy Przyroda istnieje? Czy Bór istnieje – na szczęście jeszcze tak, czy istnieje  Woda Płynąca, czy istnieje Ocean, czy istnieje Szczęście? Czy działa instynkt rozmnażania, czy istnieje miłość? Skoro ludzie modlą się i odbywają obrzędy na cześć Przyrody – Żony Roda, skoro czczą Władców Borów i Zwierzyny, skoro składają ofiary bogom Nieba i Słońca, mamy wdawać się w dyskusję z pseudorodzimowiercami czy bogini Rodżana istniała? A jeśli nie to co?! Wystarczy, że istnieje dla nas teraz – tak Jak Pani Wód i Władca Morza – to nie są postacie z bajek tylko Siły Przyrody, które tak są przedstawiane, tak są upostaciowane, otrzymały takie uosobienia – dyskusja o istnieniu bądź nie, tego czy innego bóstwa- siły przyrody jest zbyteczna. Wielki Tajemnik Słowiański to nie zbiór bajek o związkach i miłostkach bogów-ludzi, lecz przedstawione w formie opisowej związki i zmagania między Siłami Przyrody, którym nadano ludzkie kształty i motywacje tylko po to aby zbudować przemawiające do wyobraźni człowieka obrazy i łatwo zapadające w podświadomość metafory . Poza tym wystarczy że i tak wszyscy –  My Wierzący –  uznajemy, że jest ten Najwyższy – Stwórca Wszego Świata (Wszechświata), którego inni są emanacjami cząstkowymi, dziećmi, wnukami, reprezentantami aspektów tej Siły Najwyższej, która dzieli się i manifestuje w różnych aspektach rzeczywistości i jest ukazywana pod różnymi postaciami. Czy ktoś waży się w fizyce kwestionować istnienie Siły Grawitacji? Czy był lub jest bóg Podziemia – Skalnik?! Oczywiście ktoś powie że nie,  bo go nie ma w kronikach, ale czy ktoś może zakwestionować istnienie i działanie Sił Jądra Ziemi i ochrony magnetosferycznej jaką one dają – więc jest czy nie, ten bóg, ta siła w przyrodzie, siła która nas chroni przed przenikliwym promieniowaniem? A my dyskutujemy czy był Łado czy go nie było – tak, jest Łado, bo jest Ład Wszego Świata – po prostu JEST, czy kto chce czy nie. Tak, jest Makosz – bo istnieje Zręb Przeznaczenia (Ogół Wydarzeń Kosmosu w chwili naszego narodzenia), jest Mokosza – bo istnieją Wyroki Losu (czyli Miejsce i Czas w którym się rodzimy, które  od naszej woli nie zależą a mają wpływ na nasz cały byt), istnieje Kupała bo istnieje żądza (przyrodzony instynkt rozmnażania), istnieje Dziewanna, bo istnieje miłość (instynkt tworzenia trwałych związków seksualnych), istnieje Krasatina bo istnieje Piękno – to są kategorie nie tylko filozoficzno-mistyczne, ale po prostu siły, których działaniu podlega cały ożywiony świat, każdy człowiek – cała przyroda.

3.

Uwielbia Pan zabawę słowem i naszą polską mową. Wiele jest w Pańskiej mitologii neologizmów. A może są to wydobyte gdzieś z otchłani czasu archaizmy, które Pan wskrzesza, by ponownie nabrały sensu?

W mojej twórczości w zasadzie nie ma neologizmów. Są słowa odtworzone na bazie starych istniejących słów, są stare zapomniane słowa wprowadzone na powrót w obieg takie jak choćby: tyn, tum, trzem, twer (od czego twierdza), twornica, kącina, pirć, pąć (ścieżka). Są słowa, które były kiedyś wspólne a dzisiaj są w polskim nieużywane, ale są używane w innych językach słowiańskich i bardziej adekwatne, stosowniejsze do opisu pewnych zjawisk czy pojęć – przywracam je wspólnemu użytkowaniu, jako wywodzące się ze wspólnego dziedzictwa. Są też u mnie przywrócone językowi literackiemu słowa z gwar ludowych np. śląskie. Ktoś mnie kiedyś zapytał skąd to sztuczne słowo na boginki i bogunów (nota bene – bogun to też słowo przywrócone bo było zapomniane podobnie jak kniagin, witaź, świtung – to wszystko istniało – to żadne neologizmy)  – Stworze? To nic wymyślonego bo u Ślązaków tak się je właśnie nazywało boginki i bogunów – Stwóroki, a na Łużycach mówiono Stwory, więc Stworze to tylko polska literacka wersja zaczerpnięta z języka serbo-łużyckiego i gwary śląskiej. Są też u mnie słowa pochodne, utworzone od tych powyżej opisanych typów słów.

4.

W Pana dorobku znajdziemy oprócz dzieł mitologicznych również powieści science-fiction, a nawet scenariusze filmowe. Współpracował Pan z Telewizją Polską. Jak Pan to wszystko wspomina?

Trudne pytanie, wspominam to różnie. TVP, TVN, Polsat – współpracowałem z nimi wszystkimi na różnych płaszczyznach – jako twórca, pisarz którego książki chcieli adaptować i kręcić na ich podstawie filmy, scenarzysta który napisał dla nich koło 30- 40 scenariuszy, wreszcie jako kierownik literacki producenta filmowego firmy Crackfilm i jako osoba działająca w obszarze produkcji spotów reklamowych w agencjach reklamowych.

Nie wykluczam że taka współpraca będzie też w przyszłości. W najbliższych planach mam scenariusze 52 odcinków filmów animowanych dla dzieci. Wolę zdecydowanie prywatnych producentów, którzy bywają już obecnie różni, mniej podobni do Rywina i innych bonzów którzy wyszli prosto z TVP Gierka,  np. teraz przybywają oni z USA czy Niemiec jako reemigranci z pieniędzmi i ambicjami artystycznymi – to zjawisko nowe, ostatnich lat.

Ogólnie można powiedzieć że wszędzie tam – w dużych telewizjach i przemyśle filmowym –  nie rządzi zasada „produkujemy to co najlepsze”, ale  często zasada „ produkujemy to co nasze, to co naszych” – to jest tych z którymi lepiej się znamy i których bardziej lubimy. To wysoce nieprofesjonalne. Do tego dochodzi fakt, że całe to środowisko artystyczno-filmowo-telewizyjne to w 80% środowisko postkomunistyczne, z całym bagażem jaki z tego wynika. Być może taka jest naturalna kolej rzeczy. To jednak przeszkadza tworzyć dzieła ambitne i dobrej jakości, ale nie uniemożliwia całkowicie, więc od czasu do czasu powstają perełki w szarej masie bylejakości.

Ogólnie atmosfera pracy w TV i filmie jest bardzo miła i są to mili ludzie, ale to nie zmienia faktów natury „strukturalnej”. Jakość jest tam taka sama jak w polskiej piłce nożnej (tam mili faceci biegają po boisku i chcą jak najlepiej, ale co z tego) bo działają wciąż przez 20 lat Wolnej Polski mechanizmy negatywnej selekcji z czasów komunistycznych – no i rozdzielnictwo pieniędzy z Ministerstwa Kultury czy abonamentu – to jest fatalne, zwłaszcza dla przemysłu filmowego, który w Polsce nie ma charakteru przemysłu tylko manufaktury lub spółdzielni, „grupy starych dobrych znajomych Prezesa”.
5.

Czy możemy dziś powiedzieć, że słowiańscy Bogowie wrócili do ogólnej świadomości Polaków po stuleciach niebytu, czy też byłoby to stwierdzenie nieco na wyrost? Bo to, że tkwili /tkwią w naszej zbiorowej podświadomości od zarania dziejów nie ulega wątpliwości. Dziś coraz częściej Noc Świętojańską nazywa się na powrót Nocą Kupały, zaś przy okazji Zaduszek, Bożego Narodzenia czy też Wielkanocy co roku przypomina się Polakom w artykułach prasowych i internetowych pogańskie korzenie tych uroczystości. Przykłady można mnożyć.

Tak. Moim zdaniem słowiańscy bogowie wrócili już do zbiorowej świadomości Polaków, tak samo jak dociera do nich fakt że żyją wśród nich ludzie którzy wyznają Słowiańską Wiarę Przyrodzoną (Rodzimą, Wiarę Przyrody), którzy są tak zwanymi poganami. Nie istnieje za to na pewno tolerancja dla wiary przyrodzonej rozumiana np. jako gotowość  do współużytkowania świętych miejsc różnych religii, lub zwrotu miejsc zawłaszczonych w wyniku średniowiecznej działalności związanej z nawracaniem na chrześcijaństwo – którą mogę nazwać tylko barbarzyństwem, zbrodnią przeciw polskiej kulturze i tradycji,  była to także zbrodnia w dosłownym znaczeniu – ludobójstwo przy użyciu aparatu przemocy państwa.
6.

Z czego to wynika, że środowiska chrześcijańskie (w przypadku Polski w głównej mierze katolickie), które w sferze obrzędowej tyle czerpią z tradycji słowiańskiej, z niezmienną od wieków pogardą odnoszą się do tego, co „pogańskie”? Perun czy Świętowit to w oczach katolika „bożek”, „bałwan”, ale drewniany świątek z podobizną Jezusa doznaje z jego strony najwyższej czci, choć przecież figurka taka jest bezsprzecznie kontynuacją rodzimych wyobrażeń dawnych bóstw, stojących niegdyś przy drogach.

To jest postawa obronna. Wypływa ze świadomości zwłaszcza kleru katolickiego, że wiara katolicka w Polakach jest zakotwiczona bardzo płytko. Oni wszyscy są bardzo bliscy pogaństwa. Praktyka religijna sprowadza się najczęściej do kultywowania obrzędowości o korzeniach mocno pogańskich i odbębniania nabożeństw niedzielnych czy świątecznych.

Trzeba być przygotowanym na ostrą walkę do której kiedyś dojdzie, nie tylko na inwektywy ale i na kolejne ofiary.

Trzeba też mieć świadomość że monopol nie lubi mieć konkurencji – Kościół żyje z datków wiernych. Co będzie gdy wierni odejdą?! Te wszystkie kościoły które przez wieki postawili przejdą w użytkowanie Nowej Wiary, a Kościół Katolicki straci podstawy bytu. To samo jeśli będzie coraz mniej księży – to drugi biegun sytuacji zagrożenia pojawieniem się innych religii. Mają oni taki sam stosunek do hinduizmu, buddyzmu, islamu, prawosławia. Gdyby mogli nazwali by to wszystko sektami  – ale to po prostu konkurencja.

To mit, że KK pozwolił przetrwać Narodowi Polskiemu, KK zrobił co w jego mocy przez 1000 lat żeby nie tylko ten naród ale i inne podporządkować Zachodowi i spuściźnie po Rzymie, żeby zniszczyć w Słowianach świadomość dawnej przynależności kulturowej, słowiańskości, i zerwać łączność z dawną kulturą duchową Sistanu (Słowiano-Indo-Irańską wspólnotą kulturową).  Od XIX wieku katoliccy pozytywiści tacy jak ksiądz Hugo Kołłątaj obrzydzali narodowi wszystko co związane z tradycją sarmacką i sarmatyzmem – było to jak widać działanie skuteczne, którego skutki musimy dzisiaj przezwyciężać.

7.

Który ze słowiańskich Bogów jest Panu najbliższy i dlaczego? A może jest to Bogini?

Moim zdaniem, ale zaznaczam, że to tylko moje zdanie, preferować któreś bóstwo to znaczy w szczególny sposób oddawać mu cześć. Czyli to jest tak jakbym uważał, że jego rola w Świecie czyli we wszechświecie jest większa, ważniejsza niż innych bóstw – Sił Przyrody (Przyrodzonych). Jako pisarz szczególnie cenię sobie bogów weny twórczej, wiedzy i słowa – tyn i ród Chorsów, tyn i ród Podagów, Ładów – jako bogów Wiedzy i Prawdy, a także (Ładności) Harmonii. Ale nasze życie jest wszechstronne i wielopłaszczyznowe więc na równi czczę i cenię sobie współharmonię z bogami Miłości, Rodu i Rodziny, Domu i Ogniska Domowego, Gospodarstwa, ze wszystkimi Żywiołami, bogami Pór Roku i Kirów Świata, Działów czy wreszcie z Najwyższym jako tym, który zawiera w sobie Wszystko. Mogę jednak zrozumieć postawę osoby która preferuje np. Peruna – jako wojownik, żołnierz, albo Ładę – Boga Wojny, a lekarz może przecież preferować Morów – którzy są Tynem nie tylko Bogów Zapomnienia i Starości ale także Chorób i Zdrowia (Ziół i Lecznictwa), albo Przeplątów, którzy muszą sprzyjać gdy ktoś jest poddany szczególnie ryzykownym przedsięwzięciom gdzie coś może się łatwo przez przypadek – kosy los – nie udać, np. wyprawa, operacja chirurgiczna itp.

Nie wierzę, że można  cokolwiek wymodlić u Bogów – ale wierzę że modląc się można uzyskać taki rodzaj skupienia i wewnętrznego wglądu oraz pewności siebie, że każdy błąd uda nam się uprzedzić na czas i przewidzieć każde zagrożenia dla przedsięwzięcia.

8.

Jest Pan laureatem „Słowiańskich Dębów”, nagrody przyznawanej przez działający od kilu lat w Polsce związek wyznaniowy Słowiańska Wiara za wybitne osiągnięcia na polu popularyzacji kultury i wierzeń Słowian. Jakie ta nagroda ma dla Pana znaczenie?

To cenna nagroda, bo w Słowiańskiej Wierze widzę szczególnego kontynuatora całej spuścizny Wiary Przyrodzonej Słowian. Wiara Rodzima nie może być dogmatyczna i narzucająca kanony. To ją różni właśnie od innych wielkich religii – jako niewątpliwie jedną z wielkich religii Świata – że pozwala wiernym w minimalistycznie rozumianym kręgu wspólnym, czcić indywidualnie to co chcą i kiedy chcą, sprowadzając obrzędy publiczne do kilku niezbędnych, które są ewidentnie wspólne i tak samo traktując tzw. Wyznanie Wiary – jako niezbędny obszar wspólny.
Oni tak działają, ale obserwuję też pozytywne zmiany w innych związkach rodzimowierczych.

9.

Jak Pan skomentuje fakt, że istnieją grupy neopogańskie o charakterze skrajnie prawicowym, które widzą w słowiańskich Bogach symbole supremacji białej rasy i jej dziejowego trwania, mają ich za strażników etosu słowiańskiego wojownika-zdobywcy? Wielu takich „Słowian” otwarcie przyznaje się do fascynacji nazizmem, Hitlerem, Rudolfem Hessem, co wręcz uwłacza pamięci naszych Przodków, dla których żywioł germański był od zawsze zagrożeniem i wrogiem numer jeden, dopóki nie pojawił się sowiecki potwór na Wschodzie. Z drugiej strony – co Pan sądzi o komunistach, socjalistach i innych ludziach o orientacji lewicowej, którzy w słowiańskiej tradycji dopatrują się odległych zaczątków wyznawanych przez siebie ideałów – braterstwa, pracy w czynie społecznym, socjalizmu sensu stricte? Czy mieszanie wiary i polityki powinno mieć w ogóle miejsce?.

Jak pokazuje przeszłość (chrześcijaństwo) jak i teraźniejszość (islam, chrześcijaństwo) oraz inne przykłady  choćby z historii Indii i Pakistanu mieszanie wiary i polityki to bardzo zła praktyka. Ta zła praktyka towarzyszyła też hitleryzmowi – jednej z najgorszych satrapii wymyślonych przez człowieka – który usiłował się wspierać germańską wiarą rodzimą i zbezcześcił święty słowiano-indo-aryjski znak Swastyki. To dla mnie dziwaczne gdy Polacy, którzy są dzisiaj dzięki II Wojnie Światowej narodem o 20-30 milionów mniejszym niż mogliby być gdyby nie działalność Hitlera i jego kolegów partyjnych  – przypominam że Polska w 1939 roku miała 38 milionów obywateli – czczą ideologię która do tego doprowadziła. A gdyby mogli powtórzyć hitleryzm w wydaniu polskim (bo w słowiańskim przewyższył go stalinizm i liczbą ofiar i perfidią), to co – czy chcieliby przejść do historii świata jako kaci jakiegoś innego narodu?! Dla mnie to jakieś zaćmienie umysłu, dewiacja. Naszym zadaniem jest z Polski uczynić tak atrakcyjny pod każdym względem twór państwowy, że będzie on budził zachwyty i zazdrość i sprawiał że każdy chciałby być Polakiem, tak jak dzisiaj wielu chciałoby być Amerykanami, a Amerykanie nie wyobrażają sobie nic lepszego niż USA. A jeżeli tak by już było, to niech każdy będzie Polakiem kto chce, najlepiej wszyscy ludzie na Świecie, niech się uczą polskiego, śpiewają polskie piosenki i chodzą w szlacheckich sarmackich strojach  – pod warunkiem że każdy z nich przyjmie nasze wewnętrzne regulacje prawne, nasz wspaniały model narodu i państwa itp.  – to znaczy nie stanie się Polakiem po to żeby tutaj zarabiać, żyć a potem zacząć nam ulepszać państwo po islamsku (jak muzułmanie we Francji czy Belgii), albo nie zacznie nagle żądać własnego terytorium na naszym, bo już się zasiedział i poczuł silny, tak jak Albańczycy w Kosowie.

10.

Czytał Pan zapewne książkę „Ziemia gromadzi prochy” Józefa Kisielewskiego. Czy podziela Pan zdanie autora o niezmiennej, dzikiej i zaborczej naturze ludów germańskich, czy może zaobserwowane i opisane przez autora w przededniu II Wojny Światowej niegodziwości Niemców wobec Słowian, w szczególności Polaków, skłoniły pisarza do zbytnich uogólnień i uproszczeń? Swoją drogą, szczerze polecam wszystkim lekturę tej książki, również ze względu na przebogatą i unikalną szatę graficzną.

To trudne pytanie i wymagałoby osobnego elaboratu. Generalnie nie przypisywałbym narodom szczególnie negatywnych cech, ale jest faktem że pewne narodowości potrafią coś robić lepiej niż inne. Czy Niemcy potrafią lepiej zabijać? Czy cieszyliby się z takiej etykiety. Myślę (a znam wielu Niemców i to bardzo fajnych ludzi którzy w najciemniejszych czasach sowieckiej okupacji Niemiec Wschodnich w Erfurcie i Berlinie tworzyli hipisowskie i protestanckie wspólnoty typu komun i byli prześladowani), że oni strasznie cierpią że przylgnęła do nich taka opinia i że brani są za ludobójców z urodzenia. To jednak nie ta cecha doprowadziła do zbrodni masowej z ich udziałem. Myślę, że Niemcy potrafią łatwiej się poddać zbiorowej dyscyplinie i nie potrafią się sprzeciwiać uchwalonemu prawu – te dwie cechy uczyniły z nich naród bezwolny, który łatwo się poddał totalitaryzmowi Hitlera.

11.

Naród łużycki, bez wątpienia najbardziej pokrzywdzony z żyjących współcześnie narodów słowiańskich żyje sobie cicho za naszą zachodnią granicą bez słowa skargi na swój los, na tysiącletnią dziejową zawieruchę, która jest jego udziałem. Walka Łużyczan o przetrwanie zdaje się nie mieć końca. Łużyczanie dopominają się swoich praw, ale chcą tym jedynie zagwarantować sobie spokojny byt, nie zaś za wszelką cenę zwrócić na siebie oczy całego świata. Czy nie zazdrości Pan im tego „pragmatycznego” heroizmu, który ujawnia się szczególnie w porównaniu z heroizmem w wydaniu katolicko-polskim, naszpikowanym martyrologią i cierpiętniczym kultem przeszłości albo z wiecznie żywą rosyjską mocarstwowością? Jaki model pamięci o bohaterach narodowych jest Panu najbliższy – łużycki, polski czy rosyjski?

Naród Łużycki już praktycznie nie istnieje, więc okazał się nieskuteczny – nie obronił swojej tożsamości ani integralności. Mógł moim zdaniem  to tylko wywalczyć  zbrojnie i to dopóki był na tyle liczny żeby nie został wybity – bo z Niemcami nie da się inaczej, podobnie jak z Rosjanami. Zobaczymy czy uda się obronić Czeczenom, którzy podjęli heroiczny wysiłek zbrojny – podobnie do Polaków. Gdyby nie liczne, krwawe powstania polskie, które nie ustawały od końca XVIII wieku aż do 1980 roku i gdyby nie świadomość powszechna w Europie że Polaków nie da się powstrzymać – to Polski by dzisiaj nie było, tak jak nie ma Łużyc. Strach przed kolejnymi krwawymi wydarzeniami z udziałem Polaków, a może nawet kolejną wojną w Europie, skłonił  w końcu wszystkich dookoła w 1980 roku do powstrzymania się z interwencją i wzajemnego zaszachowania. Nie pochwalam drogi bez ofiar, ofiara ma charakter w najgorszym razie odstraszający – zawsze deprymuje przeciwnika tak jak to ma miejsce przy zamachach islamistów – budzą lęk i nikt nie może się czuć panem ich Afganistanu, Libanu, Jerozolimy, Iraku  czy innych islamskich krajów. Gdyby Łużycy wywołali zamęt w Centrum Europy i to kilkanaście razy – powiedzmy w okresie od XVIII wieku do 1920 roku to dzisiaj mieliby zapewne własne państwo, a tak ulegają germanizacji jak wiele lechickich organizacji nad Łabą – Wieleci, Drzewianie, Obodrzyce. Stąd tzw. Naród niemiecki tworzy dzisiaj 40% Celtów i 30% Słowian, którzy zapomnieli kim genetycznie są.


12.

Odwołuje się Pan do dorobku Stacha z Warty i Szczepu Rogate Serce. Czym Pana ujął ten niedoceniony w Polsce artysta, jak również ci, którzy podjęli w swoim czasie jego przesłanie?

Traktowanie tego artysty w Polsce wyłącznie jako ciekawostki „przyrodniczej”, oszołoma i przedstawianie go jako na wpół obłąkanego, a nawet jako przykład polskiego narodowego szowinizmu uważam za jeden ze skandali w dziedzinie krytyki sztuki. Nawet obecne próby przywrócenia temu artyście właściwego miejsca w polskich sztukach plastycznych to tylko jakieś pozory i tuszowanie ostracyzmu jaki panował wokół jego osoby i panuje nadal. Jego wkład w rozwój sztuk plastycznych w okresie międzywojennym jest nie mniejszy niż Witkacego, a nawet uważam że jest większy. Tylko narodowa postawa Szukalskiego i jawnie pogańskie otoczenie spowodowało jego kłopoty z ukończeniem ASP w Krakowie i cały późniejszy stosunek do jego twórczości komunistycznych krytyków – bo w Polsce komunistycznej poruszanie tematu narodowego było tabu – byliśmy przecież de facto w sowieckiej niewoli, a Szukalski we wrażym, paskudnym USA produkował medale upamiętniające Katyń jako starcie humanizmu z małpioludzkim gorylizmem sowieckim.  Dzisiaj w Polsce obowiązuje także postawa uległości Moskwie, zamiast partnerskiej postawy budującej  zwyczajną przyjaźń. Przyjaźń bez partnerstwa i równości w ogóle nie jest możliwa. Jeżeli silniejszemu, czyli Rosji nie będzie zależeć na przyjaźni z nami, to jej po prostu nie będzie i nie trzeba się przed nimi płaszczyć, bo nic nie osiągniemy postawą uległego psiaczka, w sytuacji gdy ktoś traktując nas przedmiotowo, przy pomocy polskiej karty rozgrywa swoją globalną rozgrywkę. Nie chcę tutaj wchodzić w politykę…, ale dla oceny sztuki Szukalskiego i dla każdego rodzaju aktywności pronarodowej polskiej, zmierzającej do odzyskania w pełni podmiotowości politycznej  nie jest to sprzyjająca atmosfera.

Artysta wprowadzający nową jakość musi być bezkompromisowy i bezczelny, bo inaczej zostanie wypchnięty za burtę, musi być prowokatorem. Szukalski wpisywał się w nurt awangardy międzywojennej a jego prace są jednymi z najbardziej odważnych i zaskakujących i wnoszą nową jakość nie tylko w płaszczyźnie sztuk plastycznych ale też postawy ideowej jaka  powinna być zawsze podstawą twórczości, podstawą awangardy. W Polsce do dzisiaj niestety trwa niewolnicze małpowanie wzorów z Zachodu i mało kto wnosi do sztuki coś co by nie było wtórne. On to wnosił i docenili to niestety obcy, bo Amerykanie go uwielbiali, docenili go już w latach 20-stych XX wieku, był ważną postacią w życiu artystycznym Kalifornii, Hollywood i czerpano z jego twórczości inspirację pełnymi garściami. Według jego inspiracji wydawano komiksy, postać plastyczna z jednego z jego obrazów stała się pierwowzorem postaci Lorda Wadera, jego pracownia była wręcz atrakcją turystyczną Hollywood. Cały ten jego wkład w Amerykańską – niestety dla Polski – kulturę, docenił w końcu Leonardo DiCaprio dedykując swoją rolę w Titanicu właśnie jemu, swojemu sąsiadowi, który kształtował Leonardo niczym własny ojciec i który stał się pierwowzorem postaci filmowej granej przez DiCaprio w Titanicu. Czy którykolwiek z polskich artystów odniósł taki sukces – w centrum współczesnej sztuki światowej??? Odpowiedź jest prosta – żaden, bo Andy Warholl był pochodzenia Rusińskiego – Łemkiem ze Słowacji.

Stan polskiej świadomości artystycznej, stan opracowań na temat sztuki, analiz krytycznych i podręczników historii sztuki, to jakieś żenujące nieporozumienie wynikające z kontynuacji w nauce doktryn uniwersyteckich obowiązujących w PRLu, a to z  kolei to wynik utrwalonego na uczelniach układu profesorskiego z tamtych czasów i doboru kolejnych pokoleń asystentów uległych „mistrzom”.  Ten sam model powielają media, które wszak kształtują opinię.

Poza wszystkim Szukalski to rzeczywiście Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian – autentyczny poganin, a nie jakiś prowokator artystyczny na bazie Wiary. To samo dotyczy jego współpracowników. W większości byli wyznawcami bądź sympatykami Wiary Rodzimej Słowian.

13.

Czym jest Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, której Pan przewodzi? W czym się przejawia jej działalność?

Przede wszystkim Świątynia jest spadkobierczynią  i kontynuatorką ciągłej i wciąż odnawialnej tradycji pogańskiej w Polsce. Nie chcę i nie mogę mówić za wiele o tej ciągłości (można to wyczytać na tyle na ile stosowne z mojego blogu – na BLOGU ujawniam część prawdy) i o rozgałęzieniach Świątyni oraz o jej przeszłej działalności też nie chcę na razie mówić za dużo – dosyć powiedzieć że działa i krzewi wiarę Przyrodzoną Słowiańską od początku lat 70-tych, a inne struktury można powiedzieć działają i istnieją na pewno od połowy XIX wieku, chociaż nigdy nie były oficjalnie sformalizowane i nie działały jawnie. Obecna SSŚŚŚ działała już od roku 1968, ja na przykład w roku 1972 zawarłem w obrządku wiary przyrodzonej słowiańskiej małżeństwo z moją żoną, ale wtedy Świątynia także nie działała jawnie. Wiarę przekazali nam nasi rodzice.

SSŚŚŚ jest dzisiaj ośrodkiem krzewiącym JAWNIE Wiarę Przyrodzoną Słowiańską, który tworzą osoby będące poganami, a także sympatycy Rodzimej Wiary – artyści, naukowcy, ludzie sztuki i mediów, intelektualiści. Jest też związkiem artystów, nieco podobnym do Rogatego Serca – ale oczywiście ze wszystkimi konsekwencjami drogi jaką przeszliśmy do 2010 roku, to ugrupowanie ultra demokratyczne artystycznie.   Jest kontynuatorem Rogatego Serca także poprzez niektóre osoby które odwiedzały w Kalifornii Stacha z Warty i które stamtąd do Polski wróciły.

Jest też wspólnotą, która przyjmuje do wierzenia Wielki Tajemnik Słowiański – dla której jest on podstawą praktyki religijnej, co nie wyklucza innych inspiracji, czy własnych twórczych modyfikacji, albo odstępstw w przyjmowanych do wierzenia częściach Baji.

 

Jest kontynuatorem bezpośrednim prócz Rogatego Serca także Świętego Koła Czcicieli Światowida – czy się to komu podoba czy nie. Bo otrzymaliśmy tę tradycję od tych, którzy w Kole działali od 1921 roku, albo byli z Kołem związani formalnie lub nieformalnie nie tylko przed II Wojną, ale także po wojnie – jak choćby Karol Chobot, Stanisław Pagaczewski, Władysław Olszowski, Józef Gorzkowski, Andrzej Kapusta, Antonina Zborzil-Kapusta, Władysław Białczyński, Duszan Jurkowicz, Franciszek Walczowski, Zofia Walczowska, Jan K. Hadyna, Marian Wawrzeniecki czy wreszcie Stanisław Jakubowski i Władysław Kołodziej.

Nie wszystkie osoby spośród Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian ujawniają się poprzez Starosłowiańską Świątynię Światła Świata, nie wszystkie osoby chcą być publicznie znane, nie wszystkie też powinny, ze względu na Strategię Przetrwania i Działania przyjętą już z końcem XIX i początkiem XX wieku.


14.

Teraz trochę z innej beczki: Maanam, John Porter Band, TSA, Osjan – to nazwy zasłużone w mniejszym bądź większym stopniu dla polskiej sceny muzycznej. Podobno zna Pan tych twórców osobiście…

Tak, to prawda. To jedno i to samo hippisowskie środowisko krakowskie, najstarsza grupa hippisów polskich połączona oczywiście ze środowiskami najstarszych grup Warszawy  i okolic oraz innych polskich miast i miasteczek. Do tego kręgu należałem ja i moja obecna żona, i wielu najbliższych mi przyjaciół. Z tego kręgu wywiedli się też kodyści. Wszyscy się znaliśmy bliżej lub dalej i przyjaźniliśmy się w różnych układach i konfiguracjach nieformalnych.

To także wiele innych osób, w tym późniejszych działaczy SKS i KORu i innych organizacji demokratycznych, a także wielu innych artystów jak choćby Piotr Marek,  Krzysztof Niemczyk czy Jacek Gula, którzy nie są tak znani jak muzycy rockowi. Muzycy rockowi, o których  tutaj mowa zostali w pewnym sensie częściowo zasymilowani przez kulturę schyłkowego PRL (poza DePress). W pewnym sensie i ja  – moje scenariusze i filmy i moje s-fy społeczno-polityczne, to też produkty częściowej asymilacji tejże kultury upadającego reżimu komunistycznego. Jedni zostali zasymilowani bardziej inni mniej, byli tacy których nie dało się zasymilować, ci są dzisiaj najmniej znani, albo wręcz przebywają gdzieś w świecie anonimowo – jak np. Jacek Gula  – to także muzycy nieasymilowanych zespołów np. Piotr Marek z zespołu Dupą, jak Maleńczuk, który go zastąpił, jak plastycy i muzycy z ASP z roku 1970 tworzący zespół Zdrój Jana, o którym dzisiaj nikt nie pamięta, a który był pierwszym psychodelicznym polskim zespołem rockowym.
15.

Chyba jedynie Pan z tego środowiska skłonił się ku Wierze Przyrody. Jeśli już jesteśmy przy muzyce, czego Pan słucha na co dzień? Czy słyszał Pan może zespoły folkowe, rockowe i metalowe, które odwołują się do słowiańskich wierzeń w warstwie lirycznej? Mam tu na myśli m.in. polskiego Żywiołaka, Percivala Schuttenbacha czy też rosyjską Arkonę.

Prawie wszyscy oni są wyznawcami niekoniecznie słowiańskiej, ale wiary przyrodzonej i powstałych na bazie wiar przyrodzonych sublimatów takich jak np. Zen, więc nie do końca się zgadzam, że tylko ja poszedłem w kierunku wiary przyrodzonej, ale być może tylko ja w kierunku wiary przyrodzonej słowiańskiej .

Oczywiście słucham muzyki, wiele, wszystkich gatunków muzyki. Znam zespoły o których mowa i ich twórczość.  Dostaję nawet nowe wydawnictwa do powiedzmy „oceny”, czy też z prośbą o ustosunkowanie się do nich, akurat nie od wymienionych, ale innych zespołów. Nie chcę wymieniać konkretnych nazw. Myślę że będzie więcej muzyki na moim blogu w najbliższym czasie, nie tylko słowiańskiej ale też np. pruskiej i litewskiej, może też szerzej „sistańskiej” – kaukaskiej i innych… zobaczymy jak to się potoczy…

16.

Proszę nam zdradzić tajemnicę: czy można dziś wyżyć z pisania książek?

Z samego pisania książek raczej trudno, ale uprawiając literaturę kompleksowo zapewne można, zwłaszcza łącząc pisanie książek ze scenariuszami do filmów , programów TV ,seriali czy reklam. Gorzej literaturę łączyć z dziennikarstwem, ale to też możliwe. Na serialach TV powstała niejedna fortuna, ale to wyczerpująca i ogłupiająca praca – z mojego punktu widzenia strata cennego dla twórczości  czasu. Ja nie żyję z pisania i to do tego stopnia, że wciąż mam w szufladzie 4 CZY 5 NIGDY NIE WYDANYCH S-FÓW GOTOWYCH DO PUBLIKACJI. Nie spieszę się z tym.

17.

To może kilka słów o kodystach…

Kodyści – to mi przypomina że muszę wreszcie na blogu zająć się tym segmentem, który zaniedbałem, a który jest istotnym punktem i krokiem na drodze do nowocześniejszych koncepcji artystycznych, koncepcji „wpływu” sztuki na politykę,  i koncepcji, która legła u podstaw strategii upowszechnienia Wiary Przyrodzonej Słowian.

Krótko – kodyzm to kierunek w sztuce którego celem jest pokazywanie mechanizmu zamazywania znaczeń w języku. Powstał w końcu lat 70-tych jako reakcja na pustosłowie nowomowy komunistycznej, języka reżimowej prasy, konwentykli PZPR, propagandy komunistycznej  i pustych tekstów literatury polskiej tamtego okresu. Komunizm wykształcił język polski, który używał tych samych słów w odwrotnym znaczeniu, albo używał słów po to by ukryć prawdziwe znaczenie publikowanego tekstu. To zjawisko „mówienia” po to by istniała sztuka i jednoczesnego „nic niemówienia” przez dzieło które powstawało. Rozciągało się ono na wszystkie dziedziny sztuki, nauki, język prasowy, wypowiedzi publiczne – to był szczyt Okresu Cenzury w Polsce. Wystarczy sobie posłuchać o czym śpiewają Czerwone Gitary, kiedy nie śpiewają partyjnych hymnów w rodzaju: „W Pustym polu Biały krzyż,…” itd. – śpiewają po prostu o niczym, nie dlatego, że nie potrafiliby – po prostu tyle im było wolno dzięki cenzurze, co to za tekst np. Czerwono-Czarnych „Biedroneczki są w kropeczki”… wciąż dobrze się mający czerwoni redaktorzy z mediów przedstawiają PRL jako idyllę – wesoły barak w obozie – Jednak nie zapominajmy, że był to obóz koncentracyjny, w którym zabijano ludzi na tysiące sposobów – także pozbawiając ich możliwości mówienia czy istnienia w sferze publicznej – to było zbrodnicze oszołomstwo ideologiczne, marksistowska zbrodnia ludobójstwa. Ci redaktorzy o tym zapomnieli – bawili się wtedy dobrze – i bawią się dzisiaj…. Czy to dobrze?

Kodyzm jest aktualny przez cały czas także dzisiaj, kiedy polityka używa słów jak chce i powstaje nowa nowomowa i nowa propaganda np. sukcesu , którą ja pamiętam z czasów Gierka bardzo dobrze. To taka sama propaganda obecnie jak była kiedyś – tylko inny język – ale cel tego języka jest taki sam – Tworzenie zasłon dymnych i ukrywanie sensu albo celu. Tego samego języka używa dziennikarstwo, media, kultura  – w celu manipulacji emocjami społecznymi. To język który  wojnę nazywa pokojem, a nienawiść miłością itp. – To jest klasyczne kodystyczne pojęcie ”Przejrzysta Szyba Słów” – szyba jak weneckie lustro ukrywająca prawdziwy sens wypowiadanych treści, albo jak Zwierciadło odwracająca na opak litery i znaki przekazu.

Grupę tworzyły  głównie osoby z Krakowa i Warszawy (także z Rzeszowa, w pewnym momencie również z Zurichu – emigracja) – obecnie tylko Kraków.

O kodyzmie porozmawiałbym chętnie, kiedy już rozwinę i w pełni pokażę go na swoim BLOGU.

18.

Jak się Panu mieszka w Krakowie? Czy postrzega Pan Kraków przez pryzmat jego historii, czy widzi Pan to miasto przede wszystkim jako wielokulturową europejską stolicę, „tygiel narodów”? A może obie te rzeczy?

Tak, Kraków to dla mnie historia, duchowa historia Polski Obojga Narodów, także i tygiel, miasto wielokulturowe, ale ja je znam z ponurego okresu monolitu, a jego wspaniała wielokulturowa przeszłość to były materialne ślady po niej i opowieści dziadków i rodziców. Ale przede wszystkim Kraków to  miejsce niezwykłe, jedno z niezwyklejszych,  do którego zjeżdżają się chętnie ludzie z całego świata – jest postawione w otoczeniu, które „otwiera” twórczy umysł i pozwala sięgnąć szczytów  – to wymarzone miasto dla artystów i naukowców, odkrywców.

To doskonałe miejsce dla ambitnych, bo trudno dorównać poprzednikom, oni wymagają od każdego kto tutaj działa i tworzy żeby wzniósł się najwyżej jak potrafi – a jeśli jego talent nie jest talentem najwyższym – to cóż, mimo całego poświęcenia, niewiele po tym człowieku zostanie. To miasto doskonałe do życia.

Wielokrotnie proponowano mi przeszczep do Warszawy i ważne stanowiska np. w Tygodniku Kultura swego czasu, albo do innych miast gdzie twórców było mało – np. do Wrocławia, Kielc, Katowic. Kocham Katowice i sądzę ze w przyszłości Kraków z Katowicami stworzą najpotężniejszą aglomerację polską, i w ogóle w Europie Środkowej (wspólnie ze słowacką Ostrawą) ale mogę żyć i tworzyć tylko w Krakowie mimo, że niewiele mam wspólnego  z jego tzw. twórczym środowiskiem, bo zawsze miałem więcej wspólnego  akurat ze środowiskiem warszawskim.


19.

Podróże, jak wiadomo, kształcą. Pan, zdaje się, dużo podróżuje. Czy są to głównie wycieczki po naszym kraju, czy też zwiedzał Pan również kawał świata poza Polską?

Nie jeżdżę specjalnie dużo, wydaje mi się że przeciętnie, tyle co każdy. Przez ostatnich 15 lat pracowałem zawodowo, obligatoryjnie po 10 godzin dziennie, a do tego pisałem po godzinach Mitologię i inne teksty. Wyjazdy weekendowe i 14 dni urlopu w roku. Wiele nie da się z tego wycisnąć. Egzotyka mnie nie pociąga – praktycznie podróżuję po Polsce i trochę po Europie. Moje podróże obecnie mają charakter wirtualny.

20.

Być może nie wypada o to pytać, ale właściwie dlaczego nie – w końcu śmierć jest wpisana w nasze bytowanie. Jak wyobraża Pan sobie własny pogrzeb? Jak chciałby Pan być pochowany? I wreszcie jak chce Pan zostać zapamiętany?

Oczywiście w obrządku Wiary Przyrodzonej Słowian – Jak on wygląda? Mam zamiar podać pełny zestaw elementów w Księdze Tanów – pełny zestaw to znaczy tych które można wykorzystać, ale oczywiście niekoniecznie musi się wykonywać obrządek PEŁNY. Będą też modyfikacje ponieważ chociaż chciałbym być spalony to chciałbym też aby jakoś zachowano moje DNA. Takie scjentystyczne, lekko dziwaczne pragnienie.

21.

Jest Pan twórcą, ale przecież również odbiorcą twórczości innych osób. Czyje dzieła uznaje Pan za szczególnie wartościowe?

Byłaby to bardzo długa lista z różnych epok i ze wszystkich dziedzin sztuki, w tym także dzieł zupełnie komercyjnych typu komiks, muzyka rockowa, rozrywkowa, poważna. Naprawdę podziwiam zdolności wielu, wielu osób i ich dzieła.

Najwięcej zastrzeżeń mam niestety do dzieł naukowych, filozoficznych, także religijnych i do dziennikarstwa – tutaj jest tyle obłudy, fałszu, mistyfikacji, fałszywych ambicji, manipulacji, propagandy i nienawiści do przeciwników, że aż kipi – jak w jakimś Piekle. Filozofia i nauka (niestety także religia) nie raz uzasadniały poniżenie innych narodów, albo w ogóle jednostek ludzkich, kategorycznie uzasadniały fałszywe tezy, propagowały wyższość, powodowały wojnę, zabory, rzeź, palenie na stosach, palenie książek i bibliotek, masową zagładę – to najbardziej ponure karty gatunku ludzkiego i najczarniejsze gatunkowe zachowania jakie znamy. W takich razach mówi się często o zezwierzęceniu człowieka, ale tak bezmyślnego i zapiekłego okrucieństwa w świecie zwierząt i w ogóle w Przyrodzie zupełnie nie ma – to jest zachowanie niestety specyficzne i wyłącznie „ludzkie”.

Czy może być coś głupszego i gorszego niż spalić człowieka na stosie za czary, albo za to że głosi, że Ziemia jest okrągła i nie jest środkiem Układu, albo ukamienować kogoś za to że cudzołożył (czyli nie zapanował nad instynktem rozmnażania)?!!!  Od razu odpowiem – Może: zabić kogoś dla 100 zł, albo bez powodu, bo szedł naprzeciw akurat o złej godzinie. To może zrobić tylko człowiek, bo zwierzę atakuje tylko, gdy jest głodne albo ze strachu, reszta to wymysły chorej ludzkiej wyobraźni, która jest zdolna wymyślić najgorsze zbrodnie.

22.

Jak Pan w ogóle postrzega przyszłość „nurtu słowiańskiego” w literaturze polskiej?

Mam nadzieję, że będzie się rozwijał niesłychanie pomyślnie dzięki rynkowym zasadom i potrzebom odbiorców, które będą w tym względzie coraz bardziej masowe – tym bardziej im bardziej Świat będzie się uniformizował i centralizował. Potrzeba indywidualizacji i duma z własnego pochodzenia to podstawy każdej zdrowej jaźni, każdej zdrowej jednostki w pełni ukształtowanej, każdego „pełnego” człowieka. Oczywiście jest to nurt intensywnie obecnie zwalczany, ale to jest zawracanie kijem Wisły. Zmierzamy ku pełnej wolności jednostek – my ludzie Wiary Przyrodzonej Słowian, ale także Świat jako cywilizacja – przynajmniej taką mam nadzieję.

23.

Dziękuję serdecznie za rozmowę. Ostatnie słowo należy do Pana.

Również dziękuję i życzę powodzenia w podjętej inicjatywie. Życzę powodzenia wszystkim, którzy działają na rzecz Wiary Przyrodzonej Słowian – podziwiam wszystkich bez wyjątku, wszystkich ze wszystkich Rodzimych związków – podziwiam ich odwagę, zaangażowanie i wytrwałość, to musi przynieść wielki końcowy sukces. Uznanie oficjalne równych praw religijnych pogan w Polsce i przywrócenie odpowiedniej rangi miejscom kultu i samemu kultowi i obrzędom publicznym tej Wiary to będzie wielki sukces Polski.

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję

Czesław Białczyński

Taja 24 – O Bogach według Burów-Czarnosiermiężnych


Taja 24 –  (fragmenty burowijskie)

© copyright by Czesław Białczyński

Z boskich dziejów podług Burów:


Wydobycie Matki Ziemi

– w podaniach burowijsko-skołockich

Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Walka ze Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Czur-Chorsiniec

Mniejsi Bogowie Burów

W swoich podaniach Burowie nie powiadają nic o stopniach ważności bogów, o ich rozmieszczeniu w Kręgu Bogów na Równi, ani o ich ułożeniu w Drzewie Świata. Toteż Mniejsi Bogowie, którym Burowie nie przypisują wcale niższych pozycji w Kręgu Bogów, bo i o Kręgu nic w swoich przekazach nie mówią, są dziećmi bogów z bogami lub płonnymi dziećmi bogów z innymi świętymi bytami. Narodzili się oni wszyscy z różnych związków pomiędzy Żywiołami i Mogtami Większymi i Mniejszymi a także pomiędzy Kirami, Dzięglami i Mogtami oraz Żywiołami i boskimi pomocnikami ich wszystkich.  Ci są wśród pozaburskich kącin i gromad kapłanów zwani przeważnie Starszymi Stworzów czyli Prabogunami i Praboginkami, ale wielu z nich to po prostu Mniejsi Żywiołowie i Mniejsze Moce. Krąg Małych Żywiołów i Małych Mogtów utworzony przez burowijskie taje Wiedzy Przyrodzonej nie jest wcale mniejszy od kręgu przedstawianego przez kapiszty innych tradycji. Stąd pełny Krąg Bogów tworzą i tutaj  postacie Osiemdziesięciu Ośmiu Bogów  i postać jednej Ukrytej Bogini – Osiemdziesiątej Dziewiątej (Skrzystej Świętej Krowy – którą jednak nie jest Zemuna jeżeli zgodzimy się, iż Zemuna to Świętogłaza, a koza Seduna to Świćgałęza).

Jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia to osiągniemy zgodność z kątynami burskimi. Wymieniane przez Burów jako bogowie byty boskie należy, według kącin Wschodu, Zachodu i Południa, zaliczyć do najszlachetniejszej warstwy Bogów Mniejszych i do Przedstworzy, czyli Starszych Stworzów, których Krąg (Święte Koło Bogów sporządzone przez te kąciny) – nie pokazuje, a których jest tylu, ile jest rodzajów bogunów i boginek – czyli Osiemdziesiąt i Ośmiu. W burskich podaniach poświęcono im wiele miejsca, a dzieje ich są wplecione na równi w boskie dzieje.

Tych dziejów, potyczek, spotkań, związków  i wydarzeń nie będziemy w Księdze Ruty przedstawiać, bo nimi zajmie się szczegółowo Pierwsza Taja Księgi Tanów, nazywana Tają Burowijską. Tu tylko pokażmy kilka z owych postaci, by niejako uprzedzić czym będzie owa Taja i co Księga Tanów prócz samych Tanów objawia.

Tak więc ważną postacią burskich podań jest Windra (Wędra), który był synem Dyja – bogunem-dyjawołchem jednym z Przedstworzów, a więc Starszym Stworzy Dyjbołtów.

Ra-Wołch jest także jednym z Przedstworzów (jednym ze Starszych) – Synem Roda i Swary lub Roda i Siemi, albo żmija Wędryka i Siemi – to prabogun Swarków – słoneczny, niebiański prabyt boski. Ra-Wołch zakochał się w żmijcicy Peraskji – Pani Wód Wołgi i w jej toniach wziął z nią ślub. Chciał podbić Welę i Nawie, ale zobaczył na brzegu rzeki piękną Ładę w kąpieli. Pokazał się jej jako młodzieniec-wojownik, bohater Wołch. Stał się kochankiem Łady, która zdradzała mu sekrety wiedzy wojennej i łowów. Pod wpływem miłości zaniechał służby Ciemnym Bogom i stał się sługą Swąta oraz Swaroga-Czarnogłowa. Przemienił się w rzekę Wołgę i pozostał w jej toniach jako mąż Peraskji. Znany jest jako, Ra, Rwa, Rzwa lub Rawa – a są to też inne miana rzeki Wołgi-Rwy.

Alinka (Alija, Alka, Aljenka) córka Czarnogłowa-Swaroga i Plejony, miała córkę Ogidelę-Ognidawę (Agidel-Agnidewę, Ogniodzielę). Owa przedstworzyca, praboginka ogniowa, która urodziła Ogniodzielę, nazywana też była Alką, jako że była córką Alka – Czarnogłowa (Kauka-Dzięgla) i jest Starszą Stworzy Skierek.

Ałtynka – duch Gór Złotych, (Z)Ałtajskich – Starsza Stworzy Obiłuchów, była córką Amelfy-Omołwy (Obrytej).

Ważniejszą postacią Tajemnika Burowijskiego jest jej matka, sama Amelfa (Obryta, Omołwa). Jest ona córką Krowy Zemuny (Świętogłazy). Ona także widywana jest jako Krowa lub koziogłowa Nawka – Przedstworzyca, Starsza Nawek, a więc służka Zaświatów. Kąciny Zachodu przedstawiają ją jako boginkę służkę bogini Nyi, a w Bylinach jest ona matką Wasilija Busłajewa lub Aleszy Potapowicza. Kąciny Południa powiadają, że to ona może być burowijską odpowiedniczką Swątlnicy – Osiemdziesiątej Dziewiątej Bogini, która pokazuje się pod postacią Wedrika bądź Krowy Skrzystej, a która swój ród wywodzi z rodu Swątowego jak i Świętogłaza, i Świćgałęza, i Światyr-Ałatyr, i kwiat-gwiazda Świetlik-Aster i orzeł Wostrogot i wierzchowiec Świchrz.

Kąciny Wschodu, zwłaszcza Kijowska z Góry Bogit i kącina Chorsa z wyspy Hortycy powiadają jednak że odpowiednikiem Swątlnicy w Tajemniku Burowijskim jest Kryszeń-Iskra, który jest tam również wcieleniem Swątwoli-Swątbody.

Omelwa-Omołwa (Amelfa-Obryta) znaczy – Dająca Omrytę, napitek nieśmiertelności. Skołocki napój boski Amritę u Słowian nazywano Obrytą lub Omołwą (obróta – oburta – burtować, obrucać, bertać, oberek, obroty – odwracać normalny bieg zdarzeń czyli np. odradzać od śmierci, albo odbierać żywot i obracać żywych w zmarłych).  Omołwa znaczy odbierająca mowę, bo nieśmiertelni nie porozumiewają się ze Śmiertelnymi przy pomocy mowy, a co najwyżej poprzez dawane znaki, lub pokazywanie swej obecności. Taż obryta umożliwia Swątlnicy przemiany od biedronki poprzez orła do skrzystej korowy, czasami przez żeńskie a czasami przez męskie postacie (czarnego i białego byka).

Arij-Oryj to według wołchwów znad Wołchwowa syn Dażboga i Żywi, i prarodziciel ludów Aryjskich, w tym ludów Rusi[iii].

Bosokrun to smok, jeden z Ażdahów, sługa Czarnogłowa.

Bura Jaga Usonsza to Popielnica, służka Sowicy-Popioła Polela, córka Wiły-Borany.

Wawiła – syn Donu-Dani i Naniły jest bogunem wesela i radości, chmielu, opiekunem skomorochów Starszym Stworzy Chocholików, pomocników bogini Gogołady-Holdy.

Wołynia – córka Swaroga, to władczyni Morza, Starsza Stworzyc Topielic, żona Rzwy-Ra, urodziła mu córki-topielice Radę i Plejanę.

Sida to Starsza Stworzy Zemun-Ziemlanocek, która jest przedstawiana jako wcielenie Mazy (Azowki) i Neniły (Niemiły), Jasuny, bądź Domny, albo Mazy-Azji Gwiazdnicy.

Jara Taja jest córką Sima-Światogora i rusałki Plejany, która została uratowana przez Jaryłę przed Żmijem Łamią. Taja została narzeczoną Jaryły. Była ona także Zemuną, siostrą zemuny Sidy. To boginka utajania i odtajania, czyli tajania, a więc i tajemnicy.

Chmiel, to Starszy Bogunów Kąpielników – bogun Radości  i Cielesności, oblubieniec bogunki swarki Sury – córki Swarożyca i Jaruny

Mazja-Azja Gwiazdeczka, która jest Starszą Stworzyc Zmierzchnic, córką lub przybraną córką Sadki-Nura.

W Tajach Burowijskich znaleźć też można Święte Miejsce na Ziemi, a właściwie między Ziemią a Niebem nazywane Białowodziem, lub Wielowodziem, które ma być niczym Raj. Inne Kąciny Sistanu Wielowodziem bądź Wielodrożem nazywają jednak nie Raj, ani Rajec lecz Założę.

O tych miejscach i innych oraz o wszystkich powyższych boskich bytach i ich dziejach opowie wam jednak Taja Burowijska – Dwudziesta Piąta w Wielkim Tajemniku Słowiańskim.

Korolkow – Posłaniec Peruna (Pąćdagżwik)


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

[iii] Jak powiada jeden z rosyjskich strażników wiary przyrodzonej – spadkobierca tradycji burowijsko-skołockiej, kaziciel Moskiewskiej Świątyni Swaroga Oleg Asow, imię to nosi nie tylko praszczur wszystkich Ariów ale i ojciec Kija, Szczeka i Choriwa.

Władysław Kołodziej (1897 – 1978)- Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian


 

 

 

„Władysław Kołodziej (ur. 1897 – zm. 1978) – jeden z najważniejszych przywódców, organizatorów i ideologów ruchu neopogańskiego w Polsce.

Życiorys i poglądy[edytuj kod]

Pracował w l. 30. XX w. jako urzędnik w Brześciu nad Bugiem, później został pastorem metodystycznego Kościoła Chrystusowego.[1]

Wspólnie z Karolem Chobotem zorganizował Towarzystwo Literatów Lechickich. Obaj stali się redaktorami pisma „Siew wolności”, które propagowało literaturę ludową. Wydawali także periodyk „Wiosna Lechicka” poświęcony duchowości i kulturze religijnej Słowian. Kołodziej był również redaktorem „Wiadomości Astrologiczno-Literackich”, w których przedstawiał poglądy środowiska neopogańskiego. Używał pseudonimu Collen.

W 1921 r. Kołodziej – wg własnej relacji, nie potwierdzonej przez inne źródła – powołał do życia pierwszą neopogańską wspólnotę w Polsce. Było to Lechickie Koło Czcicieli Światowida. Przyjął wówczas tytuły: Piasta Kołodzieja Koła Świętego Wiary Światowida, Wieszcza Światowida, Drzewida Jasnogór, Dąbrowida Puszczy Białowieskiej. Jego Koło było wyznaniem henoteistycznym. Wszystkich słowiańskich bogów członkowie sprowadzali do przejawów jednego, najwyższego – Światowida. Jak sam później napisał w „Kalendarzu słowiańskim na rok 1947”:

„[Słowianie] Wierzyli zawsze w jednego Boga, którego nazywali imieniem Światowid, podobnie, jak Żydzi nazywają Boga imieniem Jahwe (Jehowa), zaś muzułmanie (…) imieniem Allah. Religia dawnych Słowian była uniwersalistyczna i bioteistyczna. (…) musieli ulec w nierównej walce z przemocą ciemnych i okrutnych fanatyków ponurego średniowiecza, którego dymy «świętych» stosów jeszcze zasłaniają nam Prawdę Wieczną, że Bóg jest Ojcem Wszechświata a wszyscy ludzie, wierzący w Miłość, są sobie braćmi.”

Światowid miał być „Życiem wszechświata, obecnym we wszystkich swoich wytworach”, dlatego jego wyznawcy otaczali kultem przyrodę.

Ważnym elementem ideologii drzewidzkiej był pacyfizm. W 1925 r. na łamach miesięcznika „Odrodzenie” Kołodziej proponował utworzenie Rządu Stanów Pokojowych Świata. Odezwę w tej sprawie wysłano w języku francuskim na odbywający się wówczas w Wiedniu Kongres Pokojowy, ale nie spotkała się ona z odzewem. Według współwyznawców Kołodzieja jego myśl znalazła swoje ucieleśnienie w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Z pacyfizmem wiązała się również wyznawana przez drzewidów tolerancja religijna.

Istniały dwie grupy w Lechickim Kole Czcicieli Światowida: monoteistyczna, silnie związana z chrześcijaństwem i okultyzmem (prof. J. Sas-Zubrzycki, wczesny Kołodziej, bracia Chobot oraz filozof F. Walczowski) oraz druga – o orientacji neopogańskiej (późny Kołodziej, L. T. Pietruszka wraz z żoną i J. Gawrych).

W l. 1941-1945 przebywał w Krakowie.

Krótko po zakończeniu drugiej wojny światowej Kołodziej razem z poetą L. T. Pietruszką powołali do życia Wielką Radę Drzewidów Roji. Głosiła ona, iż „zachowując najgłębszą cześć dla wiedzy i wiary słowiańskiej, uznaje księgi święte wszystkich narodów i odnosi się z szacunkiem do wszystkich wierzeń ludzkości oraz poręcza swym członkom zupełną wolność w zakresie wyznawania tej lub innej wiary (religii).”

Drzewidzi zainteresowani byli Roją, czyli wyspą Rugią (zwaną także Raną lub Rojaną). Według Kołodzieja była ona świętą wyspą Słowian, na której w Arkonie wznosiła się ich najważniejsza świątynia. W związku z tym Rada Drzewidów podjęła starania o uzyskanie niepodległości dla Rugii. Dnia 3 sierpnia 1945 r. wysłała memoriał na Konferencję Pokojową w Paryżu w sprawie niepodległości Roji: „Roja jako ziemia święta Słowian musi wrócić do wielkiej rodziny państw słowiańskich a jako przyszła siedziba drzewidów musi stać się łącznikiem między druidami Francji i Wielkiej Brytanii.” Odezwa ta pozostała bez echa, a do niedawna podobne żądania wysuwał jeszcze były współpracownik Kołodzieja Jerzy Gawrych.

W 1946 r. sam Kołodziej zorganizował grupę wyznaniową Stowarzyszenie Lechitów „Sława”. Ugrupowanie istniało do końca 1947 r., kiedy to wyszedł administracyjny nakaz zawieszenia działalności. W okresie swego istnienia Stowarzyszenie wydało dwa roczniki ”Kalendarza słowiańskiego” (na rok 1946 i 1947).

Aresztowany i skazany lata 1950- IX 1953 spędził w więzieniu. Po opuszczeniu więzienia krótko przebywał w Łodzi (mieszkała tam żona) i Wałbrzychu, w l. 1954-1956 mieszkał w Stąporkowie, gdzie zatrudnił się w nadleśnictwie Miedzierza, być może dzięki pomocy mieszkającego tam brata. Tam zmarła jego pierwsza żona. Miejscowe UB założyło na niego sprawę o kryptonimie „Morze” , zamkniętą w XII 1956 wobec niestwierdzenia wrogiej działalności. W materiałach sprawy brak informacji o głoszonych przezeń poglądach neopogańskich a występuje tam jako pastor metodystów[2].

W 1956 przenosi się do Warszawy gdzie zawiera nowy związek małżeński i zamieszkuje na stałe, otrzymując rentę inwalidzką. W 1957 został zrehabilitowany.[3]

Ostatnią próbę rejestracji wyznania neopogańskiego podjął Kołodziej w 1965 r. Wystąpił wówczas o zgodę na utworzenie Lechickiego Stowarzyszenia Czcicieli Światowida. Po rozpatrzeniu wniosku prośbę odrzucono, uzasadniając to w następujący sposób: „Przedstawione w podaniu i statucie projektowanego stowarzyszenia zasady nie dadzą się pogodzić z zasadami współżycia społecznego w Państwie Ludowym, gdyż są one anachroniczne, sprzeczne z postępowym charakterem naszego państwa i społeczeństwa, a ponadto nie mogą liczyć na poparcie ze strony szerszych grup obywateli.”

Drzewidzi kontynuowali swoją działalność nielegalnie aż do końca lat siedemdziesiątych, gdy podjęli kolejną nieudaną próbę rejestracji. Grupa organizowała spotkania w Łazienkach, przy Ogrodzie Botanicznym w Warszawie. Czytano tam poezję, śpiewano pieśni i zapalano znicz na świętym kamieniu.

W początkach lat 70. nawiązał z nim współpracę Bolesław Tejkowski, co jednak zakończyło się zerwaniem kontaktów.

Władysław Kołodziej zmarł w roku 1978, a przed śmiercią przekazał władzę w LSCŚ na ręce Jerzego Gawrycha – „brata Masława II”.

Spuścizna[edytuj kod]

Na przełomie lat 70. i 80. powstała grupa skupiona wokół Lecha Emfazego Stefańskiego, ostatecznie zarejestrowana jako związek wyznaniowy pod nazwą Rodzimego Kościoła Polskiego. Z uwagi na brak większych różnic doktrynalnych grupy się połączyły. Masław pełnił swoją funkcję w nieformalnym Stowarzyszeniu Czcicieli Światowida do początku lat dziewięćdziesiątych, a następnie stowarzyszenie rozwiązał i został członkiem Rodzimego Kościoła Polskiego.

Mimo pisarskiej aktywności drzewidów, zachowały się tylko nieliczne fragmenty ich spuścizny, co utrudnia zrekonstruowanie wszystkich ich poglądów. Nie opublikowane teksty Kołodzieja po jego śmierci przejął Bolesław Tejkowski i znajdują się one u niego do tej pory. Obecnie wyraźnie nawiązuje do tradycji zapoczątkowanych w polskim neopogaństwie przez Kołodzieja status i doktryna RKP.

Przypisy

1.Skocz do góry ↑ Łapiński M. Szczepański T. „Czciciele Polski pogańskiej” w: „Karta” nr 19 (1996). Tam m.in. pismo Kołodzieja do Prezydium RM z danymi biograficznymi.
2.Skocz do góry ↑ Szczepański T. „Ruch zadrużny i rodzimowierczy w PRL w latach 1956-1989″ w: „Państwo i Społeczeństwo” r. IX, nr 4 (2009)
3.Skocz do góry ↑ tamże.”

 

Hajnówka -Krynoczka. Święty Gaj Dziewanny i miejsce jej gontyny z postawioną kapliczką KK. (foto. Dariusz Biegacz)

[Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0]

 

http://www.niklot.szczecin.pl/publicystyka/222-wierni-czterem-twarzom.html

Wierni czterem twarzom

Prezentujemy artykuł, a zarazem wywiad z Władysławem Kołodziejem, który na początku lat dwudziestych ubiegłego stulecia założył Święte Koło Czcicieli Światowida. Przedruk niniejszego tekstu ukazał się w dziewiątym numerze pisma Żywioł, wydanego w 1996r. przez Narodowy Zespół Koncepcyjno – Studyjny. (J.W.)

Wierni czterem twarzom

„…Światowid jest bo jest. Ten tylko widzi światowida, kto go ma w sobie. Gość sławny w dom – Światowid w dom. Światowid na wschodzie i na zachodzie, na południu i na północy, na niebie i na ziemi, w wielkim kole wszechświata…”

Nie podejrzewamy, że niejedni – żyjąc między nami, wtopieni w dwudziestowieczną cywilizację – mają swój odmienny, pilnie strzeżony przed obcym, niezmienny od tysiącleci świat, który – zdawałoby się – dawno już nie istnieje. Na zwyczajnej ulicy warszawskiej, chrzęszczącej śniegiem pod nogami, rodzą się wizje pradawnych wierzeń, uważanych za wygasłe przed wiekami. Kultów jeszcze żywych. A może nadal żywych?

– Z niemieckiej strony coraz silniej wciskał się nowy, obcy obyczaj i niszczył stary, sławiański. Mówi się teraz: „Słowianie” – to niezupełnie tak. Powinno być „Sławianie” – od sławy… Dawniej było przecież inaczej… Piasta Kołodzieja, najwyższego godnością człowieka w rodzie, słuchano i proszono o radę. Pod strzechą przechowywano skrzętnie podania, świadczące o wierze ojców i pradawnym obyczaju lechickim.

Świętym prawem Prasłowian, którego naruszenie karano z całą surowością, był nakaz „gość w dom – Bóg w dom”. Lechita, wychodząc z domu, zostawiał drzwi otwarte. Na stole nakrytym białym obrusem kładł chleb, masło, mleko i miód, nie opodal stawiał naczynie z wodą do mycia i płótno do wycierania. Każdy podróżny mógł wejść do takiego domu, posilić się, umyć i odpocząć. Życie płynęło Słowianom spokojnie na pracy, modlitwach i wesołych zabawach.

– I było tak, dopóki nie najechał naszych ziem Germanin, niosąc chrzęścijanizm na ostrzu mlecza – mówi dalej mój główny rozmówca, Władysław Kołodziej, jeden ze współczesnych Polaków,- którzy wierzą w Światowida – prasłowiańskiego boga o czterech twarzach.
– Lechicka wiara nie umarła – zaznacza pan Władysław. – Przegraliśmy walkę z rabunkiem, mordem i pożogą, okrutnymi prześladowaniami nietolerancyjnego chrystianizmu, ale nie zginęliśmy, bo nie może zginąć Bóg jedyny nad światem całym, Światowid, który jest i jak był niegdyś, tak będzie zawsze. Kult przodków każe nam miłować Ojczyznę, tradycję, prawdę i piękno.

Przekazy wczesnośredniowiecznych kronikarzy, takich jak Helmold czy Saxo Grammaticus, pozwalają na stworzenie obrazu i kultu boga północno-zachodnich Słowian doby przedchrześcijańskiej. Centrum wiary Światowida była Arkona na skalistej Rugii (jak mówi druh Kołodziej – Roji). Arkona, obecnie wioska Altkirchen, wznosiła elę na szczycie wyniosłego przylądka i była naturalnym grodziskiem, otoczonym z trzech stron urwiskami skalnymi; z czwartej strony chroniona była wielometrowym murem. W samym środku grodu stała kątyna – drewniana świątynia Światowida. Wewnątrz niej znajdował się ogromny posąg Światowida, wykonany z różnych rodzajów drzewa, mający na czterech szyjach cztery głowy. Brody i wąsy każdej z głów były krótko przystrzyżone. W prawej ręce trzymał róg wykonany z różnych metali, lewą ręką wspierał się o biodro. Obok posągu stało siodło, uzda i czaprak białego konia poświęconego Światowidowi oraz niezwykłych rozmiarów miecz o srebrnej pochwie i rękojeści. Uroczystość na cześć Światowida odbywała się przy końcu żniw i wtedy zjeżdżali się wierni ze wszystkich stron. Najwyższy kapłan, Piast Kołodziej Koła Świętego Światowida, wróżył z mniejszej lub większej pozostałości miodu, w rogu trzymanym przez posąg, o przyszłorocznych urodzajach. W skarbcu świątyni nagromadzone były całe stosy drogocennych przedmiotów. Król duński, Waldemar II, najechał w 1168 r. Rugię i skarbiec złupił. Dwaj Jego rycerze Esbernus i Suna zwalili drewniany wizerunek Światowida na ziemię, po czym kazali porąbać i zużyć na podpałkę.

– Światowid był czczony w dawnej Lechii Jako Bóg Najwyższy, jedyny – kontynuuje Piastun świętego Koła – Lechici byli wyznawcami. Jak wy to teraz nazywacie, monoteizmu. W kątynach i na łonie natury stały posągi Światowida oraz sławnych wieszczów i wieszczek, drzewidów i dziewanien, dąbrowidów i dąbrowien – a więc po prostu pomniki, poświęcone wielkim ludziom: Trygława, Łady, Dadźboga, Swarożyca. Obcy, nie znający wiary Światowida, uznali pomniki za posągi bogów. Lechici nigdy nie byli bałwochwalcami! Nawet posągu Światowida nie uznawali za jakąś świętość…

Według tradycji dochowanej do czasów dzisiejszych, sama nazwa „Światowid” oznacza między innymi „Wida świata”, czyli „Ducha świata”. Samo słowo „Wid” znaczy zarówno „widok” jak i „duch”. A więc światowid, który patrzy na wszystkie cztery strony świata według jego czcicieli, jest nie tylko duchem, lecz widokiem świata – personifikacją natury przez duże N. Dlatego też jego wyznawcy tak zapamiętale ubóstwiali i otaczają nadal boską czcią cudowne źródła, bory gaje, uroczyska, święte drzewa (dąb, buk, cis, grab) i kwiaty (dziewannę, wrzos, szarotkę). Pozdrawiają wschody i zachody słońca, nów i pełnię księżyca, niebo gwiaździste. Autorzy „Żywotów św. Ottona” podają między innymi, że w Szczecinie stał „dąb ogromny i liściasty, a pod nim źródełko najprzyjemniejsze, które prosty lud, uważając za święte – w wielkiej chował czci”, a o Ślęży tak pisze Thietmar:
„Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego ogromu i przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy.”
Posąg Światowida miał cztery twarze. Wierni mu jeszcze dziś ludzie widzą w tym fakcie symboliczne wyobrażenie czterech stron świata, czterech pór roku, czterech żywiołów, czterech odmian życia (narodziny, młodość, starość, śmierć), czterech światów (mineralnego, roślinnego, zwierzęcego, ludzkiego), rodziny złożonej z ojca, matki, syna i córki.

Czciciele światowida żyją więc w Polsce do dziś. Ilu ich jest w sumie, bardzo trudno odpowiedzieć w obecnym stanie rzeczy (wyznawcy światowida nie są wyznaniem zarejestrowanym). Są bowiem rozproszeni po całym kraju, skoncentrowani prawdopodobnie w rejonie Gór świętokrzyskich, Puszczy Białowieskiej i innych terenów, gdzie lasy występują w obfitości i gdzie były ośrodki sprawowania kultu przedchrześcijańskiego. Wiara ta bowiem jest przekazywana z ojca na syna z zachowaniem całego rytuału uznanego właściwie za wygasły. W Warszawie jest ich kilku, w Krakowie też chyba tylu, a może kilkunastu, w skali całego kraju – może kilkuset. Niewykluczone jednakże, że jest więcej.

Ukrywają się, pilnie strzegąc swej, tajemnicy, chronionej z taką pieczołowitością przez setki lat. Gdzieś głęboko w puszczy, zatopiona na dnie jeziora spoczywa umieszczona tam przez niewiadomą z miejsca pobytu wyrocznię, działającą nieprzerwanie przez wieki -kronika święta Lechitów. 0 miejscu ukrycia kroniki wiedzą tylko nieliczni wy-brani spośród wiernych… Tajemnicy nie zdradzą.

Jeśli opierać się na informacjach najwyższego wśród nich dostojnika są bardzo różni. Od inteligencji do mieszkańców wsi jeszcze nie zelektryfikowanych. Ci pierwsi mieszkają w większych miastach. Do najwybitniejszych swych przedstawicieli (o których mówią) zaliczają Ignacego Kraszewskiego, który za „Starą Baśń” otrzymał bardzo wysoką godność wieszcza. Wieszczką została Natalia Dzierzkówna, autorka powieści „Witeź Iwo”, pisująca często pod pseudonimem Jerzy Orwicz. Wieszczem, a także drzewidem był profesor Politechniki Lwowskiej -Jan Sas-Zubrzycki; drzewidem był wielki okultysta okresu międzywojennego – Karol Chobot, także poeta i filolog Tadeusz Pietruszka. Najwyższym wśród drzewidów – drzewidem Puszczy Białowieskiej jest żyjący obecnie jeden ze znanych matematyków. Nie sprawuje on co prawda czynnie swej funkcji i nie tyle program mistyczny go pociąga, co umiłowanie polskości i słowiańskiej tradycji, ale nie należy zapominąć, że czciciele światowida zawiesili czynną działalność w oczekiwaniu na dogodny moment „wyjścia”.

W okresie międzywojennym próbowali przybrać bardziej oficjalnie zorganizowane formy działalności. Wydawali szereg pism, z których na największą uwagę zasługuje „świat Ducha” redagowany przez Władysława Kołodzieja przy współudziale działaczy okultystycznych. W latach trzydziestych powstało w Warszawie Towarzystwo Literatów Lechickich publikujące „Lechicką Wiosnę”. Bezpośrednio po wyzwoleniu w latach 1946-47 ukazywał się „Kalendarz Słowiański”, zawierający między innymi katalog imion słowiańskich przypadających na dany dzień, opracowany prawdopodobnie na podstawie przekazów tajemnej kroniki leśnej wyroczni.

Czciciele Światowida ogromną wagę przywiązują do tradycji, co nierozerwalnie wiąże się ze skrajnym, wprost umiłowaniem polskości i słowiańskości w ogóle. Są bardzo antygermańscy i antyrzymscy, co w zasadzie można usprawiedliwić długoletnimi prześladowaniami i zniszczeniem przechowywanej w pamięci rodów wielkości. Są oni bowiem ściśle związani z własnym rodem, z klanem rodzinnym.

Z takiego właśnie starego rodu – jak twierdzi, wywodzącego się od samego Piasta – pochodzi główne źródło moich informacji: siedemdziesięciotrzyletni Władysław Kołodziej, który obecnie, po swoim ojcu jako Piast Kołodziej Koła Świętego Światowida sprawuje najwyższą kapłańską godność między wyznawcami boga o czterech twarzach.

Pan Kołodziej uważa, że wiara bez cnót nic nie jest warta. 0 zbawieniu człowieka decyduje nie wyrozumowane pojęcie Boga, lecz poziom etyczny człowieka, który trzeba stale doskonalić. Mir (pokój), miłość bliźniego, równość, braterstwo, męstwo, dzielność i poświęcenie dla ziemi ojczystej – decydują o wyzwoleniu z narodzin w światach niższych, o wejściu w krąg światów wyższych, gdzie nie ma cierpień i śmierci. Czciciele światowida wszyscy są sobie równi. Większym szacunkiem otaczają rodziców i bliskich krewnych, starców i kobiety oraz ludzi zasłużonych i zajmujących kierownicze stanowisko w społeczeństwie.

Nazywają siebie druhami i druhnami. Znakiem rozpoznawczym do niedawna była błękitna wstążka noszona w klapie marynarki lub sukni. Witają się i żegnają słowami: „cześć i sława”.

Godności są zasadniczo dożywotnie, jednakże nie jest wykluczone przechodzenie po hierarchicznych stopniach. Są to: boganin, boganka – stopień najniższy; wielbiciel, wielbicielka (prowadzą obiaty – nabożeństwa – dla małych grup); sławiciel, sławicielka (prowadzą obiaty na łonie przyrody); krzewiciel, krzewicielka wiary świętej wieszczów Światowida (rozpowszechniają wiedzę wśród otoczenia); ksiąd, kneźna wiary świętej, kołomira świętego, ogniska; witeź, witeźna chorągwi Lechitów, Polan itd.; dąbrowid, dąbrowa Światowida (twórcy dorobku artystycznego); drzewid, dziewanna światowida, Lechii, Sławii, gór, pól itd.; wieszcz, wieszczka (twórcy wiedzy świętej).

Jest jeszcze wiele stopni prowadzących do najwyższej godności: Piasta Kołodzieja Koła Świętego (Piasty Wieszczki Koła świętego), którym przysługuje przepiękny strój – długa, lniana lub wełniana biała szata przepasana złotym pasem, ozdobiona złotym kołomirem i bursztynowym naszyjnikiem. Obrzędowe szaty pozostałych kapłanów Światowida są podobne, różnią się tylko kolorem pasów i kołomirów oraz naszyjnikami. Wieszczce wyroczni przysługuje np. naszyjnik z jemioły i pas tęczowy.

Nazwę Piasta Kołodzieja – tej najwyższej godności kapłańskiej -wspomniany profesor Jan Sae-Zubrzycki objaśnia następująco:
„Nie trzeba atoli rozumieć tu pod tym wyrazem skrajnie użytkowych czynności, jakoby kołodziej oznaczał rękodzielnika, koła sporządzającego do wozu. Nie! Kołodziej w czasach przeddziejowych oznaczał świążczennika, tajemniczo związanego z czcią słońca pod postacią koła świętego z krzyżem pośrodku. To koło święte z krzyżem – to kołomir, znany u nas w sztuce grodziskowej, występujący po najstarszych popielnicach… krzyż w czwartaku nazywa się kątomirem…Wszędzie i zawsze mir w kole, które ma przypominać niebo, oraz mir w czwartaku, który ma przedstawiać ziemię. Koło z krzyżem równoramiennym…to znak święty.”

Każda z klas kapłańskich zwołuje co roku wiece (dwa-cztery), obowiązkowo na łonie przyrody. Najwyższy rangą jest wiec Koła Świętego Czcicieli Światowida będącego „kołem w kole”, ośrodkiem władzy duchownej, kręgiem kierowniczym. Przewodniczą w nim: Piast Kołodziej i Piasta Wieszczka. Wiece zwoływane są na początku wiosny, lata, jesieni, zimy. W czasie świąt Koło Święte posiada chorągiew barwy błękitnej ze złotym kołomirem pośrodku, która jest rozwijana w czasie uroczystości (…) i na wiecach czcicieli Światowida.

Niezmiernie interesujące są wyrocznie ukryte daleko wśród niedostępnych borów, otoczone tajemnicą nawet w stosunku do wyznawców boga o czterech twarzach.

– Ja sam nie wiem gdzie one są – mówi Piast Kołodziej – wyrocznie górskie i leśne utraciły łączność z Kołem Świętym dokładnie czterysta lat temu, ponieważ właśnie one były narażone na szczególnie barbarzyńskie prześladowania. A są skarbnicą naszej wiedzy i wiary trwającej długie tysiąclecia. W warunkach sprzyjających, kiedy będziemy wolni, wyrocznie wyjdą z ukrycia i ukażą światu prawdziwe skarby. Nasza kronika ma naprawdę wiele tysięcy lat…

Dwudziestowieczni wyznawcy Światowida nie zjeżdżają się teraz na wielkie wiece i ogólnopolskie obiaty na cztery doroczne święta (wiosny – Marzanny, lata – Kupały, jesieni – Dożynek i zimy). Dlaczego?

Wydaje się, iż ci ludzie – wierni czterem twarzom – lękają się nawet samego ujawnienia swoich świętości, lecz czego sie boją? Braku oficjalnego zrozumienia czy może wręcz kpin ludzi złośliwych? Pogardy i napieczętowania stygmatem pogaństwa – słowa bogatego w całą gamę współczesnych znaczeń? Bo któż dzisiaj pamięta, że nazwa „pogaństwo” powstała w starożytnym Rzymie po przyjęciu chrześcijaństwa, którego wpływy objęły przede wszystkim ośrodki miejskie. Wieś natomiast pozostała nadal wierna dawnym zwyczajom. Słowo „pagani” („wieśniacy”) stało się synonimem dawnej niechrześcijańskiej wiary.

Lechici ukrywają swą wiarę przed współobywatelami przez tyle lat, w pewnym sensie poddali się swoistej alienacji, możliwość powrotu „na światło dzienne” nieco ich obecnie przeraża. W czasie rozmów z nimi chwilami wydaje się wprost niewiarygodna żywotność pamięci o stoczonych przed wiekami krwawych walkach. Kiedy Władysław Kołodziej opowiada o życiu i o zniszczeniu religii Prasłowian w rugijskiej Arkonie czy o zbrojnej porażce Mścisława, odnosi się wrażenie, jakby czas cofnął się do epoki, kiedy szumiały dziewicze puszcze, a słońce i cała przyroda były bogiem; jak potem niszczono jawnie i podstępem posągi i wycinano święte gaje; jak płonęły drewniane gontyny; jak kapłani, chcąc ocalałe resztki zachowana dzień kiedy Światowid ukaże światu twarze swoje, szukali niedostępnych miejsc i tam wszystko ukrywali.
– To wszystko jest i świat się o tym kiedyś przekona – mówi z wielkim przekonaniem druh Władysław.

Posiada dar mówienia bardzo sugestywnego, pochłaniającego słuchacza. Może istotnie przeżywa wszystko, o czym opowiada. W jego słowach czas przeszły przewija się z teraźniejszym, w jednym kontekście mówi o okrucieństwach Brandenburczyka, o barbarzyństwach okupanta hitlerowskiego i o polityce Hakaty. A wszystko przeplata cytatami z księgi świętej Wiedzy Drzewidów. Stary, wielki jak dąb człowiek wprowadza słuchacza w swój świat, jakże odmienny od przedświątecznej atmosfery stołecznego miasta. W jego domu obowiązuje święta zasada -„gość w domu – Bóg w domu”, a gdy dorośnie mały synek, odbędzie się tu uroczystość postrzyżyn.

– Wróci Światowid, proszę pani, wróci… Pokaże twarze swoje, a wierni mu ludzie, którzy niczym haniebnym nie splamili swojej duszy, ukażą światu swe prawdziwe oblicze. Bo nie ma – tak dziś jak dawniej wśród nich takiego, któremu sprawa słowiańskiej Ojczyzny nie była najdroższą na świecie, którzy nie służyliby jej swoim sercem i swoją krwią. Wysłużyli już powrót naszych prastarych ziem – kolebki wiary światowida. Wyjdziemy z puszczy i zapomnienia, tylko że ja już może nie doczekam…

A jednak mimo wszystko Lechici odczuwają lęk przed wejściem „na arenę świata”. Żyją nadal w pięknym świecie marzeń, baśni i opowieści wiecznie żywych, momentami wprost niewiarygodnych, lecz przecież stanowiących treść i sens ich życia. Może podświadomie lękają się konfrontacji z bezlitosnym światem faktów, rzeczywistością autentyczną i prawdą XX wieku, wymierzaną przyrządami naukowymi i skrupulatnie katalogowaną – z dniem dzisiejszym, w którym nie ma już miejsca na bajki, nawet najpiękniejsze…

Z nakazu wiary miłują Polskę i pokój, chronią przyrodę, czczą tradycję (…). Mówią: „Lepiej być czcicielem starożytności i trzymać sie polskości, aniżeli zapominać o niej.”

Święte ich prawo głosi:
„Żyj prawdą, dobrem, pięknem i sławą.
Każdy człowiek szlachetny jest twoim bratem.
Nieś wysoko chorągiew swego człowieczeństwa.
Kochaj swoją Ojczyznę i bądź tarczą jej wolności.
Opiekuj się zwierzętami i roślinami, które są twoimi młodszymi braćmi.
Kto nosi to prawo w swoim sercu, ten jest mędrcem – współtwórcą lepszego i piękniejszego świata.”

Alicja Sienkiewicz, Wierni czterem twarzom”, tygodnik „Argumenty” nr 4(607), Warszawa 1970

 

Kalendarz słowiański Władysława Kołodzieja – 1946 okładka

Pamiętajmy, czytając, że „Argumenty” to tylko teoretycznie czołowe czasopismo ateistyczne PRL, ale w rzeczywistości organ PZPR służący infiltracji środowiska inteligencji, zarządzany i kontrolowany przez wydział kultury KC PZPR i przez agenturę SB. Towarzystwo Krzewienia Kultury Świeckiej było strukturą powstałą po Buncie 1956 jako narzędzie kanalizacji wszelkich poza-marksistowskich ideologii humanistycznych płynących z Zachodu. Więc wypowiedź Kołodzieja w tym miejscu, w tamtych czasach należy brać przede wszystkim, jako daleką od prawdy na temat stanu rodzimowierstwa w Polsce w owym momencie. W zasadzie w tej sprawie nic ona nie wnosi. Trudno by było posądzać go o niewiedzę z kim rozmawia. Musiał mieć pełną świadomość że mówi tak jakby do oficera SB na służbie. Podobne akcje ze strony czasopism różnego rodzaju były wtedy propagandowo skierowane do zbuntowanej młodzieży, której szeregi w tym czasie już liczyły się w tysiące. W 1970 roku mamy Bunt na Wybrzeżu, krwawe represje, strzelanie do ludzi, 100 zabitych i tysiące rannych robotników. To jest faktyczny początek wielkiego spektakularnego upadku komunizmu światowego, który znów jak zwykle poszedł z Polski, z Serca Świata. Wypowiedź Kołodzieja brzmi tutaj jak prosto z UBeckiego protokołu przesłuchań, a reszta to meandry pani redaktor, która usiłuje te wypowiedzi sprowadzić do jakiegoś strawnego dla komuny schematu myślowego.

Kalendarz słowiański Władysława Kołodzieja – 1946 Przedmowa autora

 

Kalendarz słowiański Władysława Kołodzieja – 1947 okładka

 

Kalendarz słowiański Władysława Kołodzieja – 1947, styczeń – luty, imieniny słowiańskie, słowiańskie znaki zodiaku

 

Księga Wiedy – Lekcja Trzecia: Koleso i Rodżana-Przyroda


KOLESO


(kliknij obrazek żeby zobaczyć szczegółowo całość)

Słowiańskie Koło Boskie, KOŁO DEWÓW – KOLESO.

Boskie Koleso – Boski Krąg , Koło-Soł – Koło Sił,

Koło Ślące [promieniujące siły],

Koło-Sołów – sołowo – słowo,Sołowiej – Słowem Wieszczący [Słowo Wijący]

Koło Słowian – Koło Sistanów – ludzi znających znaczenie słów,

Koło Kół  – każde z pól tego Koła ma swoje ukryte znaczenie, które ujawnia się tylko znającym znaczenie Słowa – czyli Przekazu, Wiedy, Znaków, Czert, Taj.

Koło Święte – zawierające święte znaczenia, święte znaki, święte miana, kulędarz Świąt

Koło Pełni – Koło Wszystkich Znaczeń,

Koło Swąt – Wszechświat – Kolos (Kołoświat, kosmos) – Bóg Bogów – Najwyższy

Jest odwzorowaniem Ładu Wszego Świata (Wszechświata, kosmosu) – Kłodzi (Kołod’ – Kołodź – Jajo Świata, Koł Świata – Oś Świata, Kolibna Łódź Świata).

To także Koło Ludzi w tym sensie, że Źródło narodzin Ludzi i Miejsce ich bytu – bo Ludzie to  równoważne ze Słowianie – Znający Słowo (Dzieci Słońca-Sołnca – Słońca Wiano i wiano Sławy-Sławuny – Znającej Słowo, inaczej Dzieci-Dziedzice Souarożica – Swarożyca – czyli Słońca lub Swaroga – Soła Rodzica),

to także

Istowie-Jątowie (Juszowie, Aesti)- pochodzący z Istu Boga Bogów – Juszu, Ichoru,

Skołoci – S-Kołodzi zrodzeni (z Gałęzi Drzewa Drzew, z Drzewa Drzew, z Boga Bogów, z Kłódzi)

lub

Wenedowie-Dawanie – od Dawców Weni, Daw-Darz Bogów (Dawów-Dziwów-Dewów), czyli od Bogów Pochodzący – Wene-Dewanie (Wiano Bogów, przez Bogów zDziełani – Stworzeni [diełat’ – tworzyć]).

(licencja Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Każda z postaci opisanych za pomocą KOLESA, na każdym z poziomów owego Kręgu (Koła Kół), jest uosobieniem i przedstawieniem symbolicznym, konkretnej siły wszechświata, działającej w charakterystyczny sposób.

Każda z tych określonych tutaj mianem, symbolem-znakiem, czertą -liczbą i innymi znakami opisanych – Jest uosobieniem mocy lub żywiołu, kiru lub działu, części mocy lub części żywiołu, cząstki pomocniczej mocy lub żywiołu albo działu lub kiru

Wszystkie te scharakteryzowane tutaj w KOLESIE i rozróżnione oddziaływania będziemy określać, dla prostoty wywodu –  jako Siły.

Siły te płyną z najwyższego szczebla – od Najwyższego – określonymi kanałami – promienno-energetycznymi  – wlewając się w konkretne zakątki świata, Ziemi,  przenikając i trafiając w określonym splocie sił w każdy byt (ożywiony i nieożywiony) i docierając do jądra każdego bytu.

Jest to boski ichor (energia, istota bytu, cząstka psi – wyposażona w myśl-wiedzę jako zawarty w niej ororz – jądro myśli, jarzęcą wiedę – nusson) – coś co Hinduiści i Weda nazywają kundalini, ale także dewanagari – co odczytać należy  jako prasłowiańskie (praindoeuropejskie) – DewaN Ogar – Boskie Światło-Ogień a także Boski Ichor – czyli boska krew (energia, moc-myśl-wiedza przenikająca wszystko co istnieje).

(na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Nazywają to także w jodze Brahmanem,

A w Wielkim Tajemniku Słowiańskim jest to Moc Bramy Bram – która Czterema Bramami Świata się od Swąta w Świat sączy.

Miejsce Bogów w Kręgu Welańskim (Kolesie Bogów) przedstawione w Księdze Tura nie jest wymysłem ani przypadkiem.

Nie jest przypadkowa ani wymyślona Wiara Przyrody i – takie właśnie jej określenie – „wiara przyrody”, „wiara przyrodzona” (naturalna), Wiara Słowian (wiara wypowiedziana Słowem, Wy-Słana, przekazana z promieniami Słońca (Sołońca,Sołńca), Wiara Ludzi – Słowian, Istów, Skołotów, Wenedawan – czyli mówiących językiem Słowym, językiem Słów).

Samhara Mutri – Gaja – Rodżana – Przyroda (tak czci się Przyrodę według starożytnej Wedy)

W tym Kręgu Świętym (Skrzystym, Świetlistym, Światowidowym) Rodżana – Bogini Stojąca Przy-Rodzie, inaczej zwana Przyrodą odpowiada za Wiarę i Jej Przekazy. Rodżana-Przyroda jest nie tylko Opiekunką Rodziny (rozumianej bardzo szeroko – jako plemię i szczep), ale także MATKĄ PRZYRODZENIA –  czyli Matką Wszystkiego Co Żywe Na Ziemi).

Andriej Gusielnikow – Rodżana [tutaj jako Bereginia (Brzeginia, Berehynia), ale to bez znaczenia, to tylko „wschodnio-północne” burowijsko-rosyjskie odchylenie interpretacyjne, według nas jest boginią – owszem Wielką Pomocnicą Matki Ziemi, ale nie zaledwie boginką  – duchem pomocniczym Matki Ziemi]

RODŻANA – Roda-Żena, Stojąca PRZY-Rodzie, jest przede wszystkim Wielką Kształcicielką Bytu Żywego, a więc i Przekazicielką w żywot na Ziemi

(poprzez or– wcielenie orzu-juchoru boskiego – nussonu-DNA – który my nazywamy po prostu ichORem albo rozróżniwszy trzy rodzaje ichoru: dobródzią, złyródzią lub zwykłocią)

– kosmicznego Ładu Wszego Świata. Jest Twórczynią Wiary, przy czym Wiara – to zarówno Taje i Tany podane do WIERZENIA jak i wspólnota Wierzących – czyli Wiernych – Słowiańska Wiara to inaczej Nasza (słowa) Wiara, Nasza Wspólnota.

Jest tak, bowiem to z Przyrody wywodzą się wszelkie święte wici-sploty ożywionego świata, a za nimi opowieści – Taje i Tany oraz Wiedy Wielkiego Tajemnika Wiary Przyrodzonej Słowian. Poprzez Przyrodę jest przekazywany Ludziom i wszystkiemu co Żywe – Wzór Świata – czyli kształt Boskiego Ładu.

Ona – PRZYRODA jest niejako tym Sitem, Przetakiem, Ekranem, Prze-Kaźnikiem dzięki któremu ów Ład Wszego Świata (Wszechświata) ujawnia się w swoim konkretnym uporządkowaniu na naszej planecie – Ziemi i w Każdym Bycie Który Na Niej Jest.

Rodżana-Przyroda jest Opiekunką Kazicieli i Kazicielek, Wiedunów, Wołchwów, Kudewosów-Kudełosów, Gąśćbiarzy (Huślarów-Guślarzy: pieśniarzy, wierszczbiarzy,ludzi przekazujących tan przez gędźbę – muzykę i słowo-pieśń) – wszystkich tych, którzy od dawien dawna dbali o przekaz taj i pamięć pokoleń, pamięć przeszłości – Pamięć DZIADÓW.

Bez przekazywania z pokolenia w pokolenie tychże Taj – Opowieści Przyrody (Wici Baji), Wiara nie mogła by trwać, a wszystkie obserwacje i obrzędy wiary wytworzone przez tysiąclecia bytu Słowian zostałyby utracone i zaprzepaszczone.

Bez istnienia i działania a także przekazów Przyrody (Rodżany – Pani Życia Ziemskiego i Wiary) NIE MA RODU (nie ma Narodów, nie ma ich języka i podań przyrodzonych, nie ma pola dla działania Roda – Pana Narodów).

Rodżana-Przyroda – Patronka Wiary Przyrodzonej

Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste.

Bea Douglas – Ancient forest ( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody, przeświadczenie o odwiecznym i nierozerwalnym związaniu Człowieka, Ludzi – Zerywanów, z innymi bytami powstałymi Z Kolesa – Drzewa Drzew: Zwierzętami i Zróstami-zRoślinami.

Ten związek Rodu Ludzkiego, Rodziny i Domu z Przyrodą nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć dla Tynu Rodów, a zwłaszcza dla pary Rod-Rodżana-Przyroda, wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także –  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Zaródzie

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę-dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara.

To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą, dar dla Ludzi. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru.

Znaczenia mian bogini Przyrody i jej wizerunek

RODŻANA

Postacie-wcielenia (równe miana): Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda, Mienia-Titra

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Pani Rodziny, Pani Przyrodzenia, Dawczyni Wieszczby, Pani Rodu, Pani Pieśni

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Wielkich Mogtów

funkcja (zakres działania): opiekuje się rodziną, odpowiada za cechy osobiste wszelkich żywych bytów, daje możliwość widzenia przyszłości, a także widzenia całości – a więc wieszczenia, odpowiada za umiejętności śpiewu i wierszowania

ród: Rodowie

pochodzenie: Dzięgle – syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złote Tarło, Złote Gęśle, Złote Jajo i Złota Pachalica (Wachlarz)

Pomocnicy (Stworze – boginki): Rodki-Rodżańce


Rodżana Gąść clip_image002Jerzy Przybył – Rodżana-Gąść

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Rodżana, Gąść, Mienia

Imię Rodżany znaczy po prostu żona Roda (żena – żona, kobieta, żeńszczyna – kobieta).

Rodżana jest czczona jako Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda i Mienia-Titra. Mienia czyli mieniąca się, świetlista, barwna, również zmienna. Także, a może przede wszystkim, Dawczyni Mian, czyli nazywająca rzeczy i dająca imiona przedmiotom oraz ludziom. Od tajemnego miana danego przez Rodżanę zależy wiele w życiu człowieka dokładnie całe jego przyrodzenie (ułożenie, charakter, płeć, konstytucja fizyczna, cechy budowy itp). Miano to jest związane z wiergiem-wyrokiem określanym przy narodzeniu przez Mokoszów i Rodów, a przynoszonym noworodkowi pod poduszkę przez Sądzenice, Rodżanice lub Narecznice (Udełnice). Ma ono postać wiergu-wiązki patyczków albo deszczułki z odpowiednim znakiem tajemnym lub wierguźdźbeł, wiergu-pajęczyny czy, zależnie od regionu, jeszcze inne postacie. Miano-imię powinno być okryte tajemnicą i nikomu niepowołanemu nie ujawniane, bowiem zawładnięcie tym imieniem przez wroga albo złego czarownika jest zgubne dla człowieka. Mienia znaczy także mówiąca, dająca dar mówienia, układania pieśni i wieszczenia, układania myśli w słowa. Pod przydomkiem Titra bogini była znana na Rusi Kijowskiej, a określenie to znaczy dokładnie mianująca, Dająca Miano (tytuł, nazwanie, imię), ale ma także inne znaczenie: miara, a więc Dająca Miarę, Mierząca – co wskazuje na jej bliski związek z Chorsem, który począł jedną z jej córek.

Do funkcji mowy i pieśni oraz muzyki odwołuje się drugi przydomek bogini – Gąść. Mówi on o Rodżanie jako dawczyni gęśli – narzędzi wytwarzających pieśń – muzykę (skrzypiec, cytry, liry, piszczałek, skuduczy, dzwonków, bębnów, dud, trąbit, kobz), zdolności muzycznych (bardzo ważnych z obrzędowego punktu widzenia i zawsze mocno związanych z rytuałem), tanecznych i słownych pozwalających układać pieśni, modlitwy, opowieści, zaklęcia – czyli gędać (gadać – mówić, zaklinać, czarować). Hudba (gudźba, gązdba, gęśćba) to stare słowo określające muzykę, nim je zastąpiono pożyczką z greckiej mitologii: Muzą. Hudobnicy, koźlarze (kobziarze), gęślarze-guślarze, gajdowie (dudziarze i gadacze, zaklinacze) to dawne gromady kapłanów (czarowników) związanych ze sprawowaniem kultu. Gusła to obrzędy, zaklinanie, uroczyste modlitwy (gąstać – szeptać, szemrać, mówić cicho, jednostajnie, monotonnie, tak jak się wymawia zaklęcia szamańskie lub modlitwy). Te odniesienia wiążą Rodżanę z obchodem – jedną z wielu znanych naszym starożytnym przodkom form czczenia bóstwa i świętowania (do dziś „obchodzić” znaczy też świętować), czyli rodzajem procesji z chorągwiami, wózkami kultowymi, w przebraniach, w maskach, dookoła wsi lub terytorium wspólnoty – tak by koło uświęcone obchodem zamknęło owo terytorium przed złymi mocami. Ptakiem Rodów jest gęś i specjalne obrzędowe pieczywo w formie bułek wypiekane dla Rodów nazywano gąską. Przydomek ten mówi także o Rodżanie jako bogini gęstowłosej, okrytej splotami – gęstwą włosów, być może kędzierzawej.

Trzeci przydomek – Przyroda (Rada, Ra)

oznacza Tę Która Stoi Przy Rodzie, czyli jego żonę-siostrę, tę, która decyduje o przyrodzeniu – czyli cechach związanych z przyjściem na świat, tę, która w każdą rzecz żywą wkłada zaródź i jest zawsze obecna przy porodzeniu każdego nowego bytu. Stąd wszystko, co żywe na Ziemi, nazwano Przyrodą (z grecka Naturą), bo we wszystkim, co żywe, co stworzone rękami boga, jest cząstka Rodżany.

( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Kim jest ona – Przyroda – która tyle pięknych i pożytecznych stworzeń bożych hołubi?

PRZYRODA – czyli Rodżana (Rod-żona),

bo Przy Rodzie Stojąca – Roda-Żona

i jego RODA

siostra RODZONA ).

Jest to ta bogini, którą musimy szczególnie adorować, ku której powinniśmy słać wszystkie nasze myśli i uczynki, której powinniśmy przychylić nieba i oddawać wieczny hołd, a także sławić ją codziennymi drobnymi dziełami.

Jesteśmy zobowiązani pielęgnować JĄ, dbać by nie utraciła sił i piękności, czuwać aby jej stan się nie pogarszał z upływem czasu, żeby nam młodniała a nie starzała się i by nie upadała na siłach.

Dlaczego i po co?

Po to choćby by mogły się cieszyć obcowaniem z nią – ową wszechwładną boginią królującą nad bytem człowieczym – nasze dzieci i wnuki, i ich wnuki i prawnuki, oraz praprawnuki owych prawnuków.

Przyroda-Rodżana w różnych odmianach Wiary Przyrodzonej bywa też nazywana RA i od tego wywodzone bywa słowo i znaczenie RASA – Ład Wszystkiego Żywego Na Ziemi.

( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Zobaczcie to koniecznie:

http://www.andiesisle.com/creation/magnificent.html

Banalne? Przesłodzone?

Być może. A jednak tygrysów jest na tym olbrzymim świecie już tylko 3000. To mniej niż mieszkańców we wsi Lanckorona. Zostały zniszczone przez Człowieka i są niszczone dalej z dziką, zachłanną, nieopanowaną bezwzględnością. Czy rzeczywiście Człowiek to aż tak podła rasa?

Świat nie został dany Człowiekowi jak mówi judeo-chrześcijaństwo. Został ożywiony dla wszystkich Istot Żywych.

My możemy zabić wszystko! Czyż to nie boskie uczucie?! W naszych rękach los Żywej Ziemi – Naszej Matki.

Tak możemy wszystko zniszczyć, wszystko zabić… ale…

…Ale nie łudźmy się – w tej chwili, tak bezwzględnie niszcząc PRZYRODĘ strzelamy sobie nie w kolano, nie w stopę – lecz Prosto w GŁOWĘ. To strzał samobójczy.

W Polsce jest chyba z ochroną Przyrody tak samo źle, jak w najciemniejszych regionach Świata – fala ludzkiej „wścieklizny” rozlewa się bez ograniczeń.

Spalono Dąb Napoleona

Nadleśnictwo Przytok ufundowało 5 tys. zł nagrody dla osoby, która przyczyni się do ujęcia sprawcy podpalenia najgrubszego dębu szypułkowego w Polsce.

Dąb Napoleona(fot. wikipedia)

Kolejny tysiąc złotych nagrody ufundował Zielonogórski Zarząd Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa – poinformowała rzeczniczka Lasów Państwowych Anna Malinowska.

Informacja o spaleniu dębu poruszyła wielu mieszkańców regionu. Maciej Boryna z Towarzystwa Bory Dolnośląskie przypomniał, że także dąb Chrobry pod Szprotawą kilka lat temu „zasmakował pożogi”.

– Zastanawia nas czy to objaw zwykłego chuligaństwa, czy może znaczące pomniki przyrody komuś w czymś przeszkadzają – pyta Boryna. Zaapelował, by, odpowiednie służby dołożyły wszelkich starań w celu ustalenia i ukarania sprawców.

Wandale ogień podłożyli prawdopodobnie w niedzielę. Postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze. – Wytypowano już osoby mogące mieć związek z tym zdarzeniem – mówi Małgorzata Stanisławska, rzeczniczka zielonogórskiej policji. Podpalaczowi grozi do dwóch lat więzienia.

Dąb Napoleona

Drzewo, którego wiek szacowano na 700 lat, spłonęło w poniedziałek. Dąb Napoleon, to jeden z najcenniejszych pomników przyrody województwa lubuskiego. Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór (powiat zielonogórski). Obwód drzewa wynosił ok. 10,5 metra, wysokość 22 metry.

Nazwa drzewa wzięła się z legendy głoszącej, że podczas wyprawy na Rosję w 1812 roku, po przeprawie przez Odrę pod jego konarami odpoczywał Napoleon Bonaparte.

Wycinkę dębów w Białowieży prowadzili oczywiście ci którzy powinni o nie dbać:

Sprawa toczyła się w latach 2003 – 2004

Straż Graniczna nie chce wycinania dębów

awa
2003-11-27, ostatnia aktualizacja 2003-11-27 18:49

Straż Graniczna twierdzi, że usunięcie trzech z siedmiu ponadstuletnich dębów w Puszczy Białowieskiej nie miało żadnego związku z czyszczeniem pasa granicznego.

Przypomnijmy: 19 listopada napisaliśmy, że w nadleśnictwie Białowieża w Puszczy Białowieskiej w rezerwacie wycięto kilkusetletnie dęby. Leśnicy twierdzą, że stały przy pasie granicznym i ich wycięcie nakazywała umowa ze Strażą Graniczną. Jednak w pozostałych dwóch nadleśnictwach puszczańskich – Browsku i Hajnówce – oraz w Białowieskim Parku Narodowym usunięto jedynie krzewy z samego pasa.

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku oświadczyła, że wszystko odbyło się legalnie, bo ustawa o ochronie granic jest nadrzędna nad prawem o ochronie przyrody, a wycinka była „wykonywaniem zadań z zakresu obronności kraju”….

Umorzyli bo wycinka była zgodna z prawem – ale niestety nie była zgodna ze zdrowym rozsądkiem. Chodziło o klepki na parkiet dla jakiegoś ”ładowanego kretyna”, a może to tylko część – wierzchołek – biznesu budowlanego Lasów Państwowych?

Sprawa wycinki dębów w Puszczy Białowieskiej umorzona

bdc
2004-09-20, ostatnia aktualizacja 2004-09-20 00:00

Prokuratura w Hajnówce umorzyła sprawę wycinki siedmiu dębów w rezerwacie Lasy Naturalne w Puszczy Białowieskiej. Stwierdziła, że nie doszło do naruszenia prawa

W czerwcu ub.r. podczas porządkowania pasa granicznego (granica polsko-białoruska) wycięto cztery kilkusetletnie dęby. Kolejne trzy wycięto po to, aby móc wywieźć te już wycięte. Zdaniem ekologów doszło do złamania prawa. Sprawę zgłosili prokuraturze. Ta poprosiła o pomoc biegłego w sprawie środowiska.

– Decyzję o umorzeniu śledztwa podjęliśmy na podstawie opinii biegłego, który stwierdził, że wycięcie dębów było zgodne z Ustawą o ochronie pasa granicznego – powiedziała nam wczoraj szefowa Prokuratury Rejonowej w Hajnówce Bożena Dyszlatys…

2007

Mordercy czerwonych dębów

Dariusz Bartoszewicz
2007-09-04, ostatnia aktualizacja 2007-09-04 00:00

Na Ursynowie ktoś ściął czubki kilku małych dębów. Tuż obok jest skupisko ogromnych reklam. Drzewa urosną, ale już ich nie zasłonią

Narożnik ulic Rosoła i Ciszewskiego na tyłach stacji paliw BP wygląda ohydnie. Stoją tam aż cztery billboardy, jeden z nich wysoki na kilka pięter. W ich rejonie jakaś „niewidzialna ręka” w barbarzyński sposób okaleczyła trzy dęby czerwone, które wreszcie okrzepły. Cięcie jest profesjonalne – zrobione za pomocą nożyc lub innego narzędzia, identyczne we wszystkich przypadkach.

– Tak okaleczone drzewa nigdy już nie będą ładne ani strzeliste…

Dąb Bolesław

2008

To się oczywiście nigdy nie skończy bo to naprawdę jest część biznesu wycinkowego… teraz Puszcza Knyszyńska 2008:

Minister myśli nad wycinką dębów

Z uwagi na pilny i skomplikowany charakter sprawy ministerstwo niezwłocznie zajmie się sprawą wycinki dębów w rezerwacie Starodrzew Szyndzielski – tym lakonicznym komunikatem Ministrestwo Środowiska potwierdziło „Gazecie”, że dotarł do niego złożony przez ekologów wniosek o wstrzymanie wycinki 159 drzew w Puszczy Knyszyńskiej
Chodzi o dęby, które zdaniem leśników trzeba wyciąć, by ograniczyć plagę atakującego je chrząszcza opiętka. Podlaska konserwator przyrody wyraziła na to zgodę. Nadała jej rygor natychmiastowej wykonalności, by wyrąb można było zacząć jak najszybciej.

Od jej decyzji odwołali się ekolodzy z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot. Podpierają się badaniami przyrodników, dowodzącymi, że opiętek atakuje tylko osłabione dęby, a w rezerwacie jest też miejsce na martwe drzewa. Przypominają fakt sprzed dwóch lat, kiedy w podobnej sytuacji minister środowiska odmówił zgody na wycinkę dębów w kilku rezerwatach Puszczy Białowieskiej.

Teraz wszyscy walczą z czasem. Leśnicy chcą rozpocząć wycinkę jeszcze w tym miesiącu, bo w maju z larw opiętka wyklują się chrząszcze, które zdaniem leśników zaatakują kolejne drzewa. Ekolodzy chcą wstrzymać wycinkę, nim do lasu wejdą drwale.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
http://miasta.gazeta.pl/b…35,5135173.html

I dalej:

… – To unikatowy bardzo cenny las – mówi nadleśniczy z Czarnej Białostockiej Kazimierz Antowski. – Zagraża mu żerujący na dębach opiętek. Jeśli nie usuniemy zaatakowanych przez niego drzew, zniszczy wszystkie z tego gatunku. To ostateczność, ale w tej sytuacji konieczna.

Antowski poprosił wojewódzkiego konserwatora przyrody o zgodę na wycięcie 159 dębów. W całym rezerwacie rośnie ich kilka tysięcy. W ubiegłym tygodniu konserwator zgodził się na usunięcie drzew zasiedlonych przez chrząszcza. Według szacunków samych leśników, to prawie 200 m sześc. dębiny. Jej wartość rynkowa to co najmniej 200 tys. zł.

– Obecność opiętka to rzecz normalna, a wycinka w rezerwacie jest sprzeczna z jego podstawowym celem – zachowaniem naturalnego drzewostanu, na który składają się również drzewa martwe – ripostuje Adam Bohdan z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, pozarządowej organizacji ekologicznej. – Do tego dochodzi jeszcze kwestia chronionych gatunków ptaków, np. jarząbka, których siedliska znajdują się w rezerwacie – przypomina dodatkowo, że teraz trwa okres lęgowy. Zakłócająca go wycinka byłaby naruszeniem unijnych dyrektyw siedliskowych. Bohdan zamierza odwołać się od decyzji konserwatora do ministra środowiska.

Może jednak nie zdążyć. Konserwator decyzję o wycince opatrzył rygorem natychmiastowej wykonalności, tak by nawet odwołanie od decyzji o wycince nie mogło jej powstrzymać. Leśnicy bowiem dowodzą, że drzewa trzeba usunąć do początku maja, nim z larw opiętka wylęgną się chrząszcze, które mogą zaatakować kolejne drzewa.

Wczoraj Pracownia wnioskowała do ministra środowiska, który jest w tej sprawie instancją odwoławczą, o wstrzymanie rygoru. Ministerstwo na razie nie podjęło żadnej decyzji…

I o co tutaj chodzi jeśli nie o forsę i o ludzką chciwość samych leśników?! W dalszym ciągu powtórka z rozrywki  w 2010

25 listopada 2010

Nie strzelać do słowackich niedźwiedzi! Apel do ministra

Listopad 25, 2010 Aktualności, Ekologia, Ochrona środowiska, Wydarzenia Brak komentarzy

Odstrzał niedźwiedzi brunatnych na Słowacji

18 organizacji działających na rzecz ochrony przyrody zwróciło się do ministra środowiska z apelem o interwencję w sprawie planowanych na Słowacji odstrzałów niedźwiedzi brunatnych. Przedstawiciele tamtejszych organizacji ekologicznych twierdzą, że władze tego kraju już wydały zgodę na odstrzał 50 niedźwiedzi w ramach tzw. polowań regulacyjnych oraz 25 – w ramach polowań ochronnych.

– Liczba niedźwiedzi przeznaczonych do odstrzału może być jednak wyższa – podkreśla Radosław Ślusarczyk, Prezes Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. – Celem naszego apelu jest skłonienie władz Polski do skierowania noty dyplomatycznej do władz Słowacji oraz Unii Europejskiej, a także zwrócenie uwagi na konieczność transgranicznej ochrony niedźwiedzia. Podobny apel zostanie skierowany do Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN).

Niedźwiedź brunatny jest na Słowacji gatunkiem chronionym na mocy prawodawstwa krajowego i międzynarodowego. Pomimo ochrony można tam na te zwierzęta legalnie polować. Co roku zabijanych jest kilkadziesiąt osobników. Odstrzały niedźwiedzi w przygranicznych regionach Słowacji mogą wpływać na populację bytującą po polskiej stronie, zwłaszcza w rejonie tatrzańskim, bo przecież zwierzęta granic nie znają. Każdy niedźwiedź odstrzelony w przygranicznym rejonie Słowacji, to dla polskiej, chronionej prawem, populacji (liczącej zaledwie kilkadziesiąt osobników) dotkliwa strata. Zarówno na Polsce jak i na Słowacji, ciąży obowiązek zachowania populacji niedźwiedzia w jak najlepszym stanie.

– Decyzja o ich odstrzale jest możliwa jedynie w przypadku braku zadowalającej alternatywy i zaistnieniu pewności, że skutki tej decyzji nie będą szkodliwe dla zachowania populacji danych gatunków we właściwym stanie ochrony w ich naturalnym zasięgu – dodaje Radosław Ślusarczyk. – Tak  mówi art. 16 dyrektywy siedliskowej. Powinna być ona również poprzedzona przeprowadzeniem oceny oddziaływania na integralność obszarów Natura 2000. Taka ocena dotychczas nie została przeprowadzona, a władze Słowacji nie udowodniły, że alternatywne – w stosunku do odstrzału – metody rozwiązania problemu nie przyniosły zadowalających efektów. Uważamy że jest to łamanie prawa wspólnotowego i działanie stanowiące realne zarażenie dla populacji niedźwiedzia brunatnego w Karpatach Zachodnich, zwłaszcza dla populacji bytującej na terenie Polski.

Polscy przyrodnicy uważają, że szkodom czynionym przez te duże drapieżniki można skutecznie zapobiegać w inny niż odstrzał sposób. Po naszej stronie Tatr tylko sporadycznie dochodzi do konfliktowych spotkań ludzi z misiami.

******

WARTO WIEDZIEĆ

Minister Środowiska

Profesor Andrzej Kraszewski

Apel w sprawie planowanych odstrzałów niedźwiedzi brunatnych na Słowacji

Szanowny Panie Ministrze!

Apelujemy do Pana o podjęcie stanowczych działań przeciwdziałających próbie eksterminacji niedźwiedzi brunatnych (Ursus arctos) bytujących na terenie Słowacji, w szczególności w rejonie tatrzańskim. Według doniesień medialnych władze Słowacji planują wydać zgodę na odstrzał kilkudziesięciu zwierząt bez szukania innych alternatyw i nie badając wpływu swoich decyzji na populację, której areały występowania rozciągają się po obu stronach granicy.

Niedźwiedzie są chronione przepisami krajowymi oraz międzynarodowymi (dyrektywa siedliskowa, Konwencja Berneńska). Decyzja o ich odstrzale jest możliwa jedynie w przypadku braku zadowalającej alternatywy i zaistnieniu pewności, że skutki tej decyzji nie będą szkodliwe dla zachowania populacji danych gatunków we właściwym stanie ochrony w ich naturalnym zasięgu (art. 16 dyrektywy siedliskowej). Powinna być ona również poprzedzona przeprowadzeniem oceny oddziaływania na integralność obszarów Natura 2000 (art. 6.3 dyrektywy siedliskowej, wyrok ETS w sprawie C-241/08). Wedle naszej wiedzy, taka ocena dotychczas nie została przeprowadzona, a władze Słowacji nie udowodniły, że alternatywne (w stosunku do odstrzału) metody rozwiązania problemu nie przyniosły zadowalających efektów.

Niedźwiedzie są zwierzętami o wysokich wymaganiach przestrzennych, areały poszczególnych osobników rozciągają się po obu stronach granicy i mogą wynosić nawet ponad 1000 km2. Planowane na Słowacji odstrzały mają bezpośredni wpływ na stan zachowania niedźwiedzi brunatnych w polskich Tatrach – każdy odstrzelony osobnik (dla polskiej populacji tatrzańskiej, która liczy kilkanaście osobników) to dotkliwa strata.

Zwracamy uwagę, że według badań monitoringowych Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, stan zachowania gatunku niedźwiedzia w Polsce i jego perspektywy określono jako „niezadowalający”.

Niemal wszędzie w zasięgu swojego występowania w Europie niedźwiedzie brunatne podlegają ochronie. Tymczasem jak podaje organizacja Slovak Wildlife Society corocznie wydaje się 60-80 pozwoleń na odstrzał tych zwierząt. Stanowi to poważne zagrożenie dla populacji niedźwiedzi brunatnych w Karpatach Zachodnich, w tym w szczególności w Tatrach.

Uważamy, że planowany, masowy odstrzał nie jest „załatwieniem problemu niedźwiedzi”. Szkodom czynionym przez te duże drapieżniki można skutecznie zapobiegać w inny sposób. Po polskiej stronie Tatr zminimalizowano przyczyny synantropijnego zachowania tych zwierząt i odtąd sytuacje konfliktowe zdarzają się sporadycznie.

Szanowny Panie Ministrze!

Polska – jako członek Unii Europejskiej oraz najbliższy sąsiad Słowacji – jest współodpowiedzialna za przetrwanie i ochronę tych dużych drapieżników.

Uważamy, że pomysł odstrzału tatrzańskich niedźwiedzi na Słowacji stanowi realne zagrożenie dla populacji bytującej w Polsce i w konsekwencji może spowodować pogorszenie właściwego stanu ochrony tych zwierząt w tej części Karpat.

Apelujemy o interwencję w tej sprawie u władz słowackich oraz w Komisji Europejskiej.

http://ekogroup.info/nie-strzelac-do-slowackich-niedzwiedzi-apel-do-ministra/

 

Inna historia ale jakby ta sama, a poza tym znana nam z lekcji historii – drzewa ofiarami polityki

Czepili się bojówkarze drzewa. Ludzie jak to ludzie między sobą się tłuką, chcą – proszę bardzo – mają się nawet prawo wytłuc do ZERA… Może wtedy reszta świata odetchnęłaby z ulgą?… Ale nie, ludziska nie zostawią za sobą nawet jednego drzewa – nic tylko pustynia… Takie są efekty oderwania od wiary przyrodzonej. Bo drzewo dla nich to nie Istota Żywa tylko przedmiot, Dąb to nie Organizm – tylko klepka parkietowa, psa do świątyni nie wpuszczą, nawet nie pozwolą się mu do niej zbliżyć – wywieszą zakaz wejścia w przykościelnym parku, kwiaty są dla nich dobre jeśli cięte na ołtarzu lub co bardzo, bardzo symptomatyczne – podeptane, powydzierane z płatków na procesji Bożego Ciała, albo świerki, jodły – w kącie – ścięte (które wytrzymują przy kaloryferach tydzień).

Zniszczono drzewa upamiętniające ofiary Smoleńska

W Parku Kusocińskiego w Olsztynie zniszczono 3 z siedmiu Dębów Pamięci – w tym dąb Lecha i Marii Kaczyńskich.

Sadzenie Dębów Pamięci w Starachowicach (zdjęć spalonych dębów nigdzie nie znajdziecie)

W Parku Kusocińskiego w Olsztynie zniszczono 3 z siedmiu Dębów Pamięci – w tym dąb Lecha i Marii Kaczyńskich. Drzewka zostały posadzone w hołdzie pamięci po katastrofie pod Smoleńskiem przez posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz wojewodę warmińsko-mazurskiego.

Według policji, pijani chuligani zniszczyli je w nocy z soboty na niedzielę. O sprawie powiadomili funkcjonariuszy mieszkańcy pobliskich bloków.

Na miejscu byli już pracownicy wydziału zieleni i uporządkowali teren. Straż miejska postanowiła patrolować częściej park Kusocińskiego.

sż,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

 

Bo dąb dla „prymitywów” to tylko rzecz, a nie życie

W Jaśle spalą dąb Hitlera


Dąb Hitlera w Jaśle

Władze Jasła postanowiły puścić z dymem drzewo zasadzone na cześć Adolfa Hitlera. Dąb ma 67 lat. Burmistrz, Maria Kurowska mówi, że nie wystarczy wycinka. Na łamach Dziennika zapowiada, że z pociętego dębu zostanie rozpalone wielkie ognisko.

Dąb został posadzony w kwietniu 1942 roku. Ma pochodzić z Austrii,  z rodzinnej miejscowości przywódcy III Rzeszy. Władza samorządowe przeprowadziły  śledztwo i orzekły, że dąb stanowi pamiątkę po jednym z największych zbrodniarzy w historii. W Dzienniku można przeczytać, że historię dębu wyjawił Pan Kazimierz Polak. Mieszkaniec Jasła powiedział dziennikarzom, że nie spodziewał się takiej decyzji władz.Był świadkiem zasadzenia dębu, a teraz zbiera podpisy, by powstrzymać wycinkę.

Publiczna dewastacja starego dębu nie będzie donośnym sygnałem, a jedynie dziecinnym happeningiem. Jak dalece trzeba nie rozumieć miejsca symbolu w kulturze, aby podjąć tak kuriozalną decyzję? Zmiana nazwy i nadanie pomnikowi nowego znaczenia byłaby przecież  silniejszym przekazem niż rytualne niszczenie drzewa!

Oczywiście drzewo winne że je Hitler posadził, czy też że z intencją ku jego pamięci posadzone. ZEMSTA „ludu bożego” na drzewie. Oczywiście drzewo winne, że mu dali mię Kaczyńskich. Zemsta Czerwonego Luda na drzewie.

Takie bojówki to była specjalność komuchów i UBecji. Tak robiły komuchy z PSL-em Mikołajczyka, tak robiła UBecja z Solidarnością, KPN i SKS-em, w imię jedynie słusznych poglądów… mordowano też wtedy lokalnych działaczy.

I jeszcze powrót do sprawy Napoleona – Kogoś złapali. Ale kogo? Ja się zawsze zastanawiam wtedy, czy to po prostu nie jakiś kozioł ofiarny.  Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań. Nic się nie zmienia – 20 lat i nic. Postkolonializm jakiś upiorny. Tak się składa, że za poprzedniej epoki napatrzyłem się jak oni działają, a i teraz nie brakło mi okazji, żeby widzieć ich w akcji i poznać ich metody.

Miniony czas nauczył mnie jednego – ZAWSZE, zawsze wspierać i bić się o to czego mi władza zabraniała, ZAWSZE wspierać i bić się za słabszych i bitych. Czy zawsze musi być jakaś zgraja i jakaś ofiara do wyk0ńczenia?

Czy kiedykolwiek sprawa Napoleona się wyjaśni? Wątpię jakoś….

Jest zatrzymany ws. podpalenia dębu

Wtorek, 16 listopada (21:06)

Policja z Zielonej Góry zatrzymała nieletnią osobę w sprawie podpalenia zabytkowego dębu Napoleon. To jednak nie podpalacz – dowiedział się reporter RMF FM Piotr Świątkowski. Zdjęcie spalonego drzewa otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

foto:

/Arek /Gorąca Linia RMF FM

Dąb spłonął w nocy z niedzieli na poniedziałek. Za wskazanie sprawcy wyznaczono nagrodę w wysokości w sumie 6 tysięcy złotych, bo był to najgrubszy w Polsce dąb szypułkowy. Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór w powiecie zielonogórskim. Obwód drzewa wynosił około 10,5 metra, wysokość 22 metry, a jego wiek szacuje się na 450-600 lat. Wewnątrz potężnego pnia znajdowała się wielka dziupla, mogąca pomieścić kilkanaście osób.

Nazwa drzewa wzięła się z legendy, która głosi, że podczas wyprawy na Rosję w 1812 roku, po przeprawie przez Odrę pod jego konarami odpoczywał Napoleon Bonaparte.

Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań w sprawie spalenia dębu.

W Polsce instytucje powołane do czuwania nad przyrodą i jej ochroną pod płaszczykiem „naukawości” organizują zbiorowe morderstwo Łosi w Biebrzańskim Parku Narodowym. Skąd ci ludzie się biorą. Kto im dał prawo do wydawania wyroków śmierci – a może tak ci „naukawcy” postrzelają sobie do siebie nazwajem, jak tak lubią zabijać?

Koniec odstrzałów łosi. 42 zabite

pap, łn
2010-11-22, ostatnia aktualizacja 2010-11-22 18:38

Łoś

42 łosie odstrzelono w Polsce na potrzeby badań naukowych nad populacją łosi. Miało być odstrzelonych 90 zwierząt, ale odstrzałów już nie będzie – poinformowała PAP w poniedziałek rzeczniczka ministerstwa środowiska Magdalena Sikorska.

O zgodę na odstrzały łosi wnioskowali do ministra naukowcy z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku, minister środowiska się na to zgodził, pozytywne opinie przedstawiła wcześniej Państwowa Rada Ochrony Przyrody i lokalna komisja etyczna. Nie zgadzała się rada naukowa Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Odstrzały miały być prowadzone do końca listopada, jednak już nie będą kontynuowane. Jak powiedział PAP szef zespołu prowadzącego badania prof. Mirosław Ratkiewicz, na poniedziałkowym spotkaniu w ministerstwie ustalono, że odstrzały zostaną zakończone. Ratkiewicz zapewnia, że przeprowadzone jednorazowo redukcje „nie zaszkodzą populacji łosia”. Nad Biebrzą ustrzelono 18-20 osobników.
Naukowcy wnioskowali o odstrzał łosi, by przeprowadzić wiele szczegółowych badań nad tymi zwierzętami – tłumaczy Sikorska. Chodzi m.in. o różna badania genetyczne, ocenę rozrodczości, określenie struktury wiekowej.

Prof. Ratkiewicz przyznaje, że wybrano pozyskanie łosi do badań przez odstrzał, gdyż w polskich warunkach trudno byłoby i znacznie bardziej kosztownie przeprowadzić badania inną metodą, np. przez usypianie osobników, które po badaniach byłyby wypuszczane. Była też obawa, że tak uzyskane wyniki nie byłyby do końca wiarygodne lub niewystarczające do uzyskania jednoznacznych wniosków. Ratkiewicz przyznaje też jednak, że „nie do końca cała sprawa została wystarczająco przez niego przemyślana”, dlatego więcej odstrzałów na potrzeby badań nie będzie – ustalono z ministrem.

Łosie stały się – choćby w Podlaskiem – niemal powszechne. Często wychodzą na drogi powodując wiele wypadków drogowych, w których giną i ludzie i łosie, niszczą też uprawy leśne. Leśnicy wnioskowali do ministra o zniesienie obowiązującego od 2001 roku w Polsce moratorium, czyli całorocznego zakazu strzelania do łosi. Moratorium powoduje, że łoś jest zwierzęciem jakby poza statusem: ani nie jest pod ochroną, ani nie jest gatunkiem łownym. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji, minister środowiska zlecił w 2009 roku białostockim naukowcom badania i wypracowanie strategii wobec łosi w Polsce.

W ramach projektu była już prowadzona inwentaryzacja łosi. Zimą: liczono łosie po tropach na śniegu, były pędzenia zwierzyny w lasach, liczono je też z samolotów podczas lotów nad Biebrzańskimi Bagnami. Ratkiewicz powiedział, że ustalono, że na terenie parku biebrzańskiego żyje około 620 łosi. Szacuje się, że w sąsiedniej Puszczy Augustowskiej jest ich około 500.

Prowadzone też będą badania genetyczne. Naukowcy wiedzą, że łosie znad Biebrzy różnią się genetycznie od łosi żyjących w innych regionach. Tworzą nawet coś w rodzaju reliktu, osobnej linii genetycznej. Ratkiewicz powiedział, że z dotychczasowych obserwacji wynika, że populacja biebrzańska łosi „ma się nie najlepiej”, młodych łosi na terenie parku narodowego rodzi się mniej niż kilkadziesiąt lat temu. Przyczyny są nieznane. Brane pod uwagę są m.in. takie czynniki jak choroby lub wyczerpanie bazy pokarmowej na terenie parku narodowego.

Badania potrwają do października 2011 roku. Współuczestniczą w nich także m.in. Lasy Państwowe, Polski Związek Łowiecki, naukowcy z Krakowa, Poznania oraz Instytutu Badawczy Leśnictwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Nawet jeżeli wyczerpuje się karma to jest tyle miejsc na świecie gdzie chętnie przyjęto by łosie, bo to gatunek, który trzeba chronić a nie dobijać.

Przeczytajcie jeszcze poniżej – to inna forma „dbałości” o przyrodę w Polsce.

W niektórych krajach na takie drzewa dmucha się i chucha, pielęgnuje je pieczołowicie, zabezpiecza i przede wszystkim leczy nowoczesnymi metodami. U nas nic się nie robi przez dziesiątki lat, a potem po prostu wycina się drzewo, które umiera.

Dąb Władek, zniszczony po sierpniowej burzy 

fot. Urząd Gminy Karczmiska

Dąb „Władek” rósł w Karczmiskach od 670 lat. Przetrwał wojny, powstania, a teraz – zniszczony przez ostatnie nawałnice, które przeszły nad Lubelszczyzną – musi zostać ścięty.

Mieszkańcy Karczmisk nie mogą odżałować drzewa. Wiekszość zdążyła się zżyć z „Władkiem”.

Drzewo zostało uszkodzone po burzy, która kilka dni temu przeszła nad Lubelszczyzną. Dąb został rozłupany na dwie częsci. Jak mówi wójt gminy Karczmiska, Zenon Olszowy – dalsze zabezpieczanie drzewa jest bezcelowe. Nie pomogą ani betonowe wypelnienia ani opaski zabezpieczajace. – Zniszczyła go starość – żałuje wójt.

„Władek” był ciekawostką w okolicy. Zjeżdżały do niego wycieczki. Podobno, jak głosi legenda, siadywał pod nim sam kól Władysław Łokietek, który przechodził tędy ze swym wojskiem.

Dąb jest pomnikiem przyrody. „Władek” miał przed zniszczeniem 8 metrów średnicy pnia i 35 metrów wysokości.

Obok dębu z Zagnańska, który rośnie w województwie świętokrzyskim i „Chrobrym” (Piotrowice w woj. dolnośląskim) to jeden z najstarszych debów w Polsce.

 

Można by to mnożyć w nieskończoność, ale to miała być Trzecia Lekcja i miała spełnić Trzy Cele:

  1. Stój zawsze po stronie Słabszego, bez względu na to czy podzielasz jego poglądy – ma prawo istnieć tak jak i inni.

  2. Nigdy nie pozwól nikomu (także Słabszemu którego broniłeś), aby narzucił ci swoje poglądy, a potem ograniczył twoją wolność.

  3. Drzewa i zwierzęta, woda i powietrze – Przyroda, nie są słabsze,

    one są „BEZBRONNE”,

    w ich wypadku pkt. 2 wam nie grozi .

Dlaczego słowo BEZBRONNE wziąłem w cudzysłów? Bo Przyroda ma jedną broń, ale jest to broń OSTATECZNA, która w sposób OSTATECZNY rozwiąże problem „Człowieka” i jego „człowieczeństwa” – To będzie Czwarte Wyjście Swąta-Światowita z Kłódzi. Kto czytał Księgę Tura i fragmenty Księgi Ruty na tym blogu, ten wie o czym mówię.

11 Listopada – Duszana Jurkowicza, smętarz na Rotundzie


Góra

Z Wiki:

Rotunda (771 m n.p.m.) – szczyt górski w Beskidzie Niskim.

Na jej szczycie znajduje się cmentarz wojenny nr 51 z I wojny światowej, a u stóp działa studencka baza namiotowa w Regietowie prowadzona przez Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich w Warszawie (SKPB Warszawa). Staraniem członków i sympatyków SKPB Warszawa, cmentarz w ostatnich latach został w dużym stopniu wyremontowany. Obecnie Rotunda jest dobrze dostępna, gdyż pod koniec lat 90. poprowadzono przez szczyt Główny Szlak Beskidzki, który wcześniej biegł jej północnymi stokami. Termin rotunda dobrze pasuje do góry, gdyż ma ona kopulasty kształt.

Piesze szlaki turystyczne:

  • POL Szlak czerwony.svg Regietów – Rotunda (771 m) – Zdynia (Ług) (Główny Szlak Beskidzki)
  • POL ścieżka czarna.svg Regietów – Rotunda (771 m) – Zdynia (Ług) (szlak cmentarny poprowadzony tak jak szlak czerwony)

Niektórzy uważają, że Rotunda również wchodzi w skład Hańczowskich Gór Rusztowych. Na Rotundę wiedzie tylko jeden – czerwony – szlak turystyczny. Z jednej stronę biegnie on z Regietowa (a dalej z Ustronia), a z drugiej ze Zdyni-Ług (a dalej z Wołosatego). Na Kozim Żebrze krzyżują się dwa szlaki. Poza omawianym już czerwonym (biegnie odpowiednio z Regietowa i Hańczowej) jeszcze zielony ze Skwirtnego (a dalej przez Gorlice i Magurę Małastowską ze Stróż) oraz z Wysowej (a dalej przez Krynicę i Lackową z Muszyny).

Cmentarz nr 51 – Rotunda

Określany jako najpiękniejsze dzieło Duszana Jurkowicza.  Łatwo na niego dziś trafić zarówno ze Zdyni  (dłuższe i łatwiejsze podejście) jak i z Regetowa dzięki temu że wreszcie po latach PTTK zdecydowało się tak zmodyfikować przebieg czerwonego szlaku, aby prowadził przez wierzchołek Rotundy z cmentarzem. Jeśli chcecie go zwiedzić to koniecznie trzeba się spieszyć bo nie wiadomo  ile zim jeszcze wytrzymają resztki wspaniałych kiedyś wież (obecnie stoją szkielety trzech z pięciu wież)  Pochowano tutaj 42 Austriaków (znani z przynależności pułkowej należeli głównie do 1. Pułku Cesarskich Strzelców Tyrolskich, który rekrutował żołnierzy z okolic Innsbrucka, Bressanone  i Trentu, 36. Pułku Piechoty z Mlada Boleslav w Czechach [aż 95% tego pułku stanowili Czesi], 59. PP „Rainer” z Salzburga w Austrii, 1.PPLandwehry z Wiednia, 25.PP Landwehry z miejscowości Kromieryż w Czechach)  i 12 Rosjan (kilku znanych z nazwiska i przynależności do 193. Swijażskiego Pułku Piechoty z garnizonem w Wiatce).


Nowe krzyże na cmentarzu wojennym nr 51 na Rotundzie

Cmentarz wojenny na Rotundzie… któż z gorlickich turystów go nie zna ? Jeden z najbardziej podziwianych projektów słowackiego architekta Dušana Jurkoviča a jednocześnie jeden z najbardziej dotychczas zaniedbanych obiektów tego typu w Małopolsce. Dla wielu gorliczan cel wycieczek, miejsce tajemnicze i piękne. Wielokrotnie już  podnoszono pomysł odbudowy tego cmentarza – ostatni chyba raz podczas przygotowań do obchodów 80 rocznicy Bitwy pod Gorlicami, jednakże nie realizowano go  m.in ze względu na brak potrzebnych do tego środków. W 2001 roku znów, tym razem ze społecznej  inicjatywy przewodników SKPB z Warszawy oraz kilku miłośników cmentarzy wojennych z Gorlic powstał pomysł odbudowy tego pięknego obiektu. W celu realizacji zadania postanowiliśmy założyć Społeczny Komitet Odbudowy Cmentarza na Rotundzie z siedzibą w Warszawie, który 20 listopada 2002 roku został zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Rejestracja Stowarzyszenia w stolicy, mimo że główny obiekt jego działalności znajduje się w powiecie gorlickim, miała znaczenie czysto praktyczne, bowiem właśnie Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich z Warszawy prowadzi u podnóża Rotundy bazę namiotową, która miała się stać bazą dla uczestników prac renowacyjnych. Rejestracja Stowarzyszenia z siedzibą w Warszawie dała nam możliwość prowadzenia zbiórki publicznej pieniędzy na terenie całego kraju ale także była koniecznością ponieważ w Gorlicach nie udało się nam znaleźć miejsca na siedzibę. Ze znanych gorliczan – miłośników cmentarzy wojennych członkami Stowarzyszenia są Waldemar Hübner – artysta malarz oraz Leszek Brzozowski – dyrektor Regionalnego Muzeum PTTK w Gorlicach…

więcej na stronie: http://www.cmentarze.gorlice.net.pl/okreg_1_cz2.htm#nr51

Rotunda. Cmentarzysko umarłych

Spośród cmentarzy wojskowych z I wojny światowej, rozrzuconych po całym Beskidzie Niskim, jeden zasługuje na szczególną uwagę. Ze względu na piękno, usytuowanie, charakterystyczną historię i pasję ludzi ratujących ten unikatowy zabytek. „Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi, A burze już nam nieraz we znaki się dały – Wszak słońce co dzień rano tu nas wcześnie budzi I wcześniej okrywa purpurą swej chwały.” Ten napis zdobi jeden z najpiękniejszych w Beskidzie Niskim cmentarzy wojskowych z I wojny światowej. Położony na szczycie Rotundy (771 m) cmentarz to jednocześnie jeden z najtrudniej dostępnych i niestety najbardziej zniszczonych tego typu obiektów. Nie ulega jednak wątpliwości, że „odkrycie” go w każdym turyście pozostawi niezatarte wrażenie. Trudny do odszukania, skryty w gęstwinie drzew, okryty kobiercem zielonych traw, paproci i jeżyn sprawia wrażenie, jakby umarli umarli po raz wtóry. Pierwotnie w centrum cmentarza założonego na planie koła wznosiło się pięć strzelistych, drewnianych wież szalowanych gontami. Szczyt każdej z nich wieńczył potężny krzyż. Jego projektantem był jeden z najwybitniejszych architektów słowackich, Duszan Jurkowicz, którego styl budowania często określano jako „prasłowiański”. Elementy tego stylu widać także w przypadku cmentarza na Rotundzie. Zwłaszcza, jeśli się pamięta, że całość konstrukcji była widoczna niegdyś z dużej odległości, ponieważ szczyt góry nie był zalesiony. Stare fotografie cmentarza przywodzą na myśl bardzo różne skojarzenia. Raz widać na zdjęciu grupę kilku cerkwi, innym razem jakieś prasłowiańskie miejsce pogańskiego kultu albo… maszty tonącego okrętu.

Cmentarz na Rotundzie jako pierwszy z beskidzkich cmentarzy został wpisany na listę zabytków (w 1980 r.). Fakt ten jednak w żaden sposób nie wpłynął na stan zachowania cmentarza. Zabytek nie doczekał się żadnego remontu czy choćby prostego zabezpieczenia. Co prawda, w późniejszych latach kilkakrotnie podejmowane były próby jego ratowania, jednak zwykle kończyły się one na uprzątnięciu drzew i krzewów porastających teren. Na szczęście, w ostatnim czasie grupa miłośników cmentarza zjednoczyła siły i z ogromnym trudem przywraca go do życia. Dzięki staraniom Społecznego Komitetu Odbudowy Cmentarza Wojennego na Rotundzie (który przy tej okazji został powołany) po raz kolejny uprzątnięto teren, postawiono nowe krzyże oraz wykonano projekt architektoniczny rekonstrukcji obiektu. Należy mieć nadzieję, że starania te uchronią od zagłady cmentarz na Rotundzie – jeden z najpiękniejszych, jaki kiedykolwiek powstał w Polsce.

Autor: Szymon Narożniak

W zachodniej części Beskidu Niskiego, pomiędzy dolinami Regetówki i Zdyni, znajduje się zalesiony grzbiet Rotundy.

Na jej szczycie położony jest cmentarz wojskowy nr 51, z okresu I wojny światowej, jeden z kilkuset tego typu obiektów wzniesionych w latach 1915-18 na terenie Galicji przez władze austriackie. Jest on chyba najbardziej okazały i najciekawszy z grupy 31 cmentarzy projektowanych przez słowackiego architekta Duszana Jurkowicza na terenie tzw. okręgu żmigrodzkiego. Cmentarz założony był na planie koła, otoczony kamiennym murem szańcowym. Na teren cmentarza od wschodu, prowadziła drewniana bramka, w postaci gontowego daszku na słupach. Centralnie ustawionych było pięć wysokich, drewnianych wież krytych gontem, zakończonych drewnianymi krzyżami nakrytymi półokrągłymi daszkami, umocowanymi do ramion krzyża kulistymi czopami. Wieże posiadały wysmukłe gontowe dachy, łamane u podstawy, z małymi pulpitowymi okapami na 2/3 wysokości. Wieża centralna, stojąca w geometrycznym środku cmentarza miała wysokość około 16 m. Otaczały ją cztery niższe wieże, ustawione w kwadrat o współosiowych z wieżą centralną przekątnych.

Dookoła znajdowało się 20 grobów pojedynczych oraz 4 mogiły zbiorowe. Na mogiłach stały proste drewniane krzyże belkowe, jedno i dwuramienne, z górnym ramieniem nakrytym małym deskowym daszkiem. Na skrzyżowaniu ramion umocowane były prostokątne drewniane tarcze o ściętych dolnych narożach. Spoczywają tam 42 żołnierze austro-węgierscy którzy należeli głównie do 1. Pułku Cesarskich Strzelców Tyrolskich, 36. Pułku Piechoty z Mlada Boleslav w Czechach, 59. Pułku Piechoty „Rainer” z Salzburga w Austrii, 1.Pułku Piechoty Landwehry z Wiednia, 25. Pułku Piechoty Landwehry. Spoczywa tam także 12 rosyjskich żołnierzy głównie z 193. Swijażskiego Pułku Piechoty. Pierwotnie cmentarz, położony na szczycie nie zalesionej góry, był widoczny z daleka. Obecnie, tak jak okoliczne wzgórza, szczyt Rotundy porośnięty jest lasem. W 2002 i 2003 roku przeprowadzono prace porządkowe na terenie cmentarza, prace polegały na oczyszczaniu terenu z zarastającej go roślinności, karczowaniu pni drzew wyciętych kilka lat temu, oczyszczaniu kamiennego murka otaczającego cmentarz. Dzięki tym działaniom odsłonięty został zarys mogił oraz resztki kilku ocalałych krzyży.. Z drewnianych wież pozostały jedynie szkielety konstrukcji, a jedna z nich całkowicie się zawaliła. W miarę dobrym stanie pozostała chyba tylko kamienna tablica inskrypcyjna z wykutym krzyżem maltańskim i czterowierszem w języku niemieckim, autorstwa Hansa Hauptmanna. W tłumaczeniu brzmi on: Nie płaczcie, że leżymy tak z dala od ludzi, A burze już nam nieraz we znaki się dały – Wszak słońce co dzień rano tu nas wcześniej budzi I wcześniej okrywa purpurą swej chwały. Obiekt jest bardzo zniszczony.

Szczyt góry oraz brak dobrych dróg zniechęca do podejmowania odbudowy. Cmentarz ten jako pierwszy po wojnie, w 1980 roku, został wpisany do rejestru zabytków, ale dotąd nie doczekał się żadnego remontu, czy choćby zabezpieczenia. W osiemdziesiątą rocznicę Operacji Gorlickiej powstała inicjatywa odbudowy cmentarza przy pomocy Austriackiego Czarnego Krzyża (społecznej organizacji opiekującej się grobami żołnierskimi). Niestety skończyło się na wycięciu drzew i krzewów wokół cmentarza, ponieważ na więcej nie starczyło funduszy. Jako obiekt drewniany cmentarz narażony jest na niszczący wpływ warunków atmosferycznych, a pozbawiony jakiejkolwiek opieki i konserwacji uległ całkowitemu niemal zniszczeniu. Zresztą cykl rujnowania cmentarza rozpoczęło już wojsko strzegące pogranicza tuż po zakończeniu II wojny światowej, lokując na najwyższej z wież, po zwaleniu krzyża, punkt obserwacyjny. Obecnie, to co z niego pozostało, kwalifikuje się tylko do rozbiórki i postawienia wszystkiego od nowa.

autor: Aneta Załuga


Jeszcze o Jalu, o jego Parku i Krakowskim Watykanie


Jalu Kurek

Z Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej

http://z-ne.pl/t,haslo,2693.html

Kurek Jalu, właśc. Franciszek Kurek (27 II 1904 Kraków – 10 XI 1983 Naprawa, poch. w Krakowie). Poeta, powieściopisarz i publicysta. W latach międzywoj. należał do krak. awangardy literackiej. Duża część jego twórczości to opiewanie Krakowa i Tatr (łącznie z Podhalem i góralszczyzną ).

Tatry inaczej

Utwory tatrz. i podh. znajdują się w wielu zbiorach jego wierszy, np. Wiersze wybrane (Kr.1956), Strumień goryczy (Wa.1957), a zwł. Posągi z wiatru (Wa.1966), Wysoka Gierlachowska (Wa.1970), Ludowa lutnia (Wa.1975), Boże mojego serca (Kr.1983) i wreszcie Najkamienniejsze; Wiersze tatrzańskie (Wa. 1984).

Ukazał się duży album fot. wspólnego autorstwa Henryka Hermanowicza i Jalu Kurka: Tatry (Kr. 1988); zdjęcia są Hermanowicza, a cały, dość obfity tekst towarzyszący fotografiom, to fragmenty wierszy i prozy poetyckiej Jalu Kurka.

Z jego tatrz. powieści najważniejsza to Księga Tatr (Wa.1955 i kilka nast. wydań) i jej kontynuacja Księga Tatr wtóra (Kr.1978). W tej dwutomowej księdze fabuła powieściowa jest przeplatana licznymi epizodami niby to z dziejów Zakopanego i Tatr, ale tylko część tych epizodów to fakty hist., a inne to fikcja lit. o pozorach autentycznych wydarzeń. Zresztą sam autor niejednokrotnie oświadczał, że w swej powieści zarówno fakty hist. jak i przytaczane rzekome cytaty dostosowuje dowolnie do własnej koncepcji swego dzieła.

Mimo to wielu czytelników i nawet niektórzy krytycy lit. błędnie uważają Księgę Tatr za rodzaj monografii hist., łączącej materiały dokumentalne z fikcją lit., nawet cytuje się ową powieść jako źródło hist., wbrew intencjom autora.

Tematyka tatrz. występuje też w in. powieściach K.: Uważaj, żmija (Kr.1965), w której znajdują się liczne wypady przeciw ówczesnemu taternictwu , oraz Świnia Skała (Wa.1970), zawierające próbę stworzenia mitologii tatrz. Natomiast wcześniejsza powieść K., trzytomowy Janosik (Kr.1945-48 i nast. wydania) mało ma wspólnego z Tatrami, a nic ze słynnym zbójnikiem Janosikiem. W innej jego powieści, Pod przełęczą (Kr.1968), akcja toczy się na Orawie .

Zbeletryzowana tematyka alpin. z szerokiego świata znalazła się w dwóch książkach K.: Mount Everest 1924 (Wa.1933) i Węzeł Garmo (Kr.1953), obie odbiegające znacznie od realiów opisywanych w nich wypraw.

Od 1933 K. jest również autorem licznych artykułów, reportaży, felietonów itp. o różnorodnej tematyce tatrz. i podh., np. piękny artykuł o taternictwie z okazji śmierci górskiej Wawrzyńca Żuławskiego : Kto idzie w góry, idzie do matki („Dz. Pol.” 1957, nr 201), artykuły poruszające sprawy ochrony przyrody, a także książki o charakterze reportażowym, m.in. Góralu, czy ci nie żal? (Kr.1953).

Ostatnią opublikowaną wypowiedzią Jalu Kurka jest wywiad, jaki z nim przeprowadził we wrześniu 1983 Jan Pieszczachowicz: Zawsze służyłem człowiekowi („Kraków” 1984, nr 1).

Dawna alejka w Parku Jalu Kurka

Krakowski Watykan

(Fragment artykułu gdzie o przejęciu Parku Jalu Kurka przez Kościół)

[Działalności Krakowskiego Watykanu doświadczyłem wielokrotnie na własnej osobie. Chociaż jestem generalnie rzecznikiem zwrotu majątku zagrabionego przez Komuchów wszystkim prawowitym przedwojennym właścicielom, to jednak nie jestem zwolennikiem sytuacji kiedy Kościół Katolicki pozostaje poza kontrolą społeczną i posiadając olbrzymi majątek zaczyna w różnych dziedzinach życia społecznego wywierać nieformalne naciski typu, a to nie róbcie promocji takiej to a takiej książki w waszym Muzeum Archeologicznym, bo przecież to muzeum należy do nas więc jak będziecie niegrzeczni to was wywalimy, albo nie róbcie antologii mitologii słowiańskiej w Polskim Radio, bo przecież macie co robić, zróbcie antologię Jana Pawła II, itd, itp – tutaj kolejny przykład kościelnej prywaty nie liczącej się wcale z dobrem wspólnym – Oni chcą odzyskać Park który służył mieszkańcom  – i oni to robią, z pomocą swoich ludzi we władzach miasta, i stawiają tam co chcą, z kim chcą – nie licząc się z nikim i niczym. Niby są właścicielem, ale czy rzeczywiście nie mogli zostawić tam parku, zamiast pazernie sięgać po kasę za wieżowce, które tutaj zbudują?!

Ja wiem, że KK otrzymuje tylko 10% tego co miał, to co mu odebrano z pogwałceniem „prawa komunistycznego”, które było jednym wielkim gwałtem na własności, ale czasami jest coś amoralnego i obrzydliwego w pazerności Kościoła Katolickiego na własność i pieniądze.

Do roku 1970 moje Technikum Geodezyjne mieściło się przy ulicy Pędzichów 13, a więc park który wtedy nie był jeszcze parkiem Jalu Kurka bo Jalu żył, ale był miejskim parkiem położonym na tyłach Polskiego Radia Kraków, stanowił ulubione miejsce naszych przerw międzylekcyjnych i wagarów. Szkoła miała też boisko sportowe przy kaplicy i drodze do parku. Było to rzeczywiście miejsce spacerów i tętniące życiem. Myślę że młodzi krakowianie nawet nie wiedzą o tym, że tam był kiedyś park miejski i że był to Park Jalu Kurka. C.B.]

O państwie w Państwie obszernie na stronie której adres podaję poniżej:

Dobrym interesom nie popuszcza krakowska kuria, która w 1994 r. w Witkowicach dostała 50,9711 ha nieruchomości oraz 52 ha w tzw. drogowym Węźle Opatkowice – kilkanaście działek przy autostradzie. Z kamienic przy ul. Kanoniczej, gdzie mieści się Muzeum Archidiecezjalne, wylecieli mieszkańcy. Kościół łaskawie zostawił na uzyskanych włościach Uniwersytet Jagielloński i Teatr Kantora Cricot 2. Na razie trzyma się też Filharmonia Krakowska.

Kamienice z domami pomocy społecznej przejmuje Caritas. W 1994 r. przejęła budynek przy ul. Mikołajskiej 30, zaś w 1998 r. Dom Pomocy Społecznej przy ul. Radziwiłowskiej 8. W Śródmieściu tego samego roku dostała kilka działek – 3836 m2 przy Skawińskiej 4 i Krakowskiej 47. W 2000 r. w Bronowicach księżom z Caritasu sprezentowano 12,7411 ha. Największe społeczne protesty towarzyszyły przejęciu Domu Pomocy Społecznej. Po listach otwartych, mediacjach różnych osobistości udało się tylko zastrzec, że Kościół nie może wyrzucić pensjonariuszy do 2014 r., choć chciał to uczynić natychmiast!
Oprócz interesów robionych na kamienicach przy ul. Siennej i Stolarskiej dominikanie wciąż poszerzają swoje horyzonty biznesowe. W 1993 r. na Prądniku Czerwonym otrzymali 6 ha nieruchomości, w 1997 r. – 9,5 ha w Nowej Hucie i w 1999 r. ponad 20 ha na polach PGR Dziekanowice. Nie pogardzili także ogrodami działkowymi. Wciąż są nienasyceni.
Akademii Muzycznej i PWST `do widzenia!’ powiedziały urszulanki. Od Komisji Majątkowej wyłudziły w latach 1996-1999 łącznie 82 ha na Prądniku Czerwonym i w okolicach Krzeszowic. Większość z tych terenów mają sprzedać pod osiedla mieszkaniowe.
Chciwi michaelici, choć dostali ponad 50 ha w Pawlikowicach, po zagarnięciu domu pomocy społecznej przez 3 lata zarzynali go czynszem, aż padł. Na jego gruzach utworzyli zakonny Dom Dziecka, na który doją pieniądze z miasta i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
W kamienicy misjonarzy na ul. Floriańskiej mieści się McDonald’s, zaś na Placu Wszystkich Świętych misjonarska restauracja, gdzie stołują się krakowscy rajcy. Misjonarze, choć zgarnęli kasę za szpital kolejowy przy ul. Lea 44, wyceniony w 1995 r. na 1,1 mln zł, ponad 20 ha lasów, pól i zabudowań mieszkalnych na dokładkę, teraz żądają przed sądem przejęcia komercyjnych działek przy ul. Kawiory, w pobliżu miasteczka studenckiego. Spór dotyczy także kamienic mieszkalnych przy ul. Czarnowiejskiej 101 i 103 oraz szkoły podstawowej. Roszczenia mnichów dotyczą dwóch największych uczelni krakowskich UJ i AGH. Sąd zawiesił tymczasowo sprawę. Jak się dowiedzieliśmy, dotychczas toczyła się wyjątkowo stronniczo na korzyść Kościoła.
Innym bulwersującym żądaniem jest przejęcie gmachu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej przy ul. Warszawskiej 5 przez Stowarzyszenie Miłosierdzia Wincentego a Paulo. Jak wynika z toczącej się sprawy przed Komisją Majątkową – na razie istnieje niewystarczająca prawna zasadność występowania stowarzyszenia o przejęcie budynku.
Salwatorianom śnią się 2 hektary w samym centrum miasta przy ul. Szlak 73a, gdzie mieści się Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji oraz Park Miejski Jalu Kurka. Ewentualnie w zamian żądają 5 mln zł, co jest nie do przyjęcia nawet przez tak święte miasto. Być może więc park pójdzie pod wycinkę… Pazerni zakonnicy nie chcą słyszeć o gruntach zamiennych, chyba że też w centrum.
Szarytki miały duży kłopot z wyrzuceniem ludzi z mieszkań przy ul. Filipa 15. W końcu udało się. Z marszu przejęły też policyjny pensjonat w Krynicy.
Jak dobrze powodzi się klerowi w Krakowie mogą poświadczyć Córki Bożej Miłości. Po otrzymaniu ponad 40 ha nieruchomości władze Krakowa szukają im dalszych terenów zamiennych za nieruchomości na Śląsku, w Jastrzębiu Zdroju – 3 ha, bo jak mówią mniszki: `lepiej dogadują się w świętym Krakowie’. Większość nieruchomości przezorne zakonnice już zbyły….”

czytaj całość o Krakowskim Watykanie na stronie: http://prawda2.info/viewtopic.php?t=2203

Park Jalu Kurka zamknięty

Park Jalu Kurka nadal pozostanie zamknięty dla krakowian. Mimo zapowiedzi, piątkowy protest mieszkańców okolicznych budynków nie zakończył się wyważeniem bramy. Obecni na miejscu policjanci i strażnicy miejscy informowali protestujących o konsekwencjach prawnych wtargnięcia na zamknięty teren. Jest jednak postęp w sprawie. W czwartek z mieszkańcami spotka się radny Bartłomiej Kocurek.

Przepychanki w sprawie parku trwają od przeszło 12 lat. Obszar przekazany miastu przez rodzinę Tarnowskich teraz znajduje się w rękach Salwatorianów. Cała sprawa rozbija się o utrzymanie czystości na terenie parku. Prawni właściciele tłumaczą, że nie mają na to środków. Bramy parku pod pretekstem prac remontowo – porządkowych Salwatorianie zamknęli w kwietniu br. Nie wiadomo, kiedy zostaną zakończone. Być może czwartkowe spotkanie radnego z mieszkańcami rozwieje wątpliwości w tej sprawie.
źródło: krakownews.pl za Gazetą Krakowską

Spór dotyczy działki przy ul. Szlak 73. Na jej części stoi MISTiA (© Wojciech Matusik)

Kraków: zakonnicy walczą o działkę w centrum

Polska Gazeta Krakowska Krzysztof Sakowski

2010-05-31 22:33:38 , Aktualizacja 2010-06-01 10:50:28

Salwatorianie domagają się zwrotu 19-arowej działki przy ul. Szlak. Znajduje się tam budynek Małopolskiego Instytutu Samorządu Terytorialnego i Administracji (MISTiA) i parking. – Jeżeli stracimy działkę, to w praktyce będzie to oznaczało dla nas przeprowadzkę. Tylko dokąd? – zastanawia się Janusz Olesiński, zastępca dyrektora ds. organizacyjnych MISTiA.

 

Salwatorianie odzyskali już przylegający do instytutu park Jalu Kurka. Teren jest pod ochroną i konserwator przyrody nie zgodził się, by cokolwiek tu wybudować. Zakonnicy ogrodzili i zamknęli przed mieszkańcami ogólnodostępny do tej pory park. – Teraz domagają się zwrotu działki przylegającej do parku – informuje Olesiński.

Salwatorianie nie chcą komentować sprawy. Pełnomocnik zakonu zaproponował, aby miasto przekazało w ramach rekompensaty inną działkę. – Problem polega na tym, że salwatorianie chcieliby działkę na którejś z ulic dochodzących do Rynku, a to nie wchodzi w grę – mówi Olesiński.

W połowie maja miało dojść do spotkania między władzami miasta, salwatarianami i przedstawicielami MISTiA. – Termin spotkania nie został jednak wyznaczony i nadal nie wiadomo, kiedy dojdzie do rozmów – mówi Piotr Symołon, prawnik magistratu, który reprezentuje Kraków przed Komisją Majątkową, decydującą o zwrocie gruntów Kościołowi.

Spór ciągnie się już od 20 lat.

Budują biurowiec w parku Jalu Kurka. „To skandal”

Dawid Hajok
2010-04-07, ostatnia aktualizacja 2010-04-07 21:42


W części krakowskiego parku Jalu Kurka przy ul. Szlak ruszyła budowa biurowca. Oburzenia nie kryją okoliczni mieszkańcy. – W tym miejscu przed około stu laty istniała zabudowa – broni się architekt.

– To skandal. Park jest jedynym cichym miejscem w okolicy. To nasza ostoja zieleni. Wystarczy rozejrzeć się dookoła, wszędzie beton – mówi pani Janina, mieszkanka sąsiedniej kamienicy przy ul. Warszawskiej. – Park należy się mieszkańcom – apeluje Bogusław Krzeczkowski, szef rady Dzielnicy I Stare Miasto.

Park (nie) dla mieszkańców

Gęsto zadrzewiony park między ulicami Szlak, Filipa i Wrocławską to jedyny zielony obszar w tej części miasta. Niestety, puste alejki sąsiadują z połamanymi ławkami i zdewastowanym placem zabaw. Dawniej aż roiło się tam od spacerowiczów, matek z dziećmi czy studentów Politechniki Krakowskiej, którzy odwiedzali to miejsce w przerwach między zajęciami. Przed trzema laty w wyniku sporu mieszkańców z właścicielami większości terenu – Towarzystwem Boskiego Zbawiciela Salwatorianie – bramy parku Jalu Kurka zamknięto. Nie pomogły protesty ani interwencje u władz miasta.

Teraz mieszkańcy mają kolejny powód do zmartwień. W części parku, na prywatnej działce od strony ul. Szlak, pojawił się ciężki sprzęt, a na jej teren weszli robotnicy. Mieszkańcy myśleli, że to może początek zapowiadanej od dawna rewitalizacji parku. Pomylili się. Powstanie tam biurowiec.


Projekt biurowca – dzisiaj  dzięki czułej przychylności władz Miasta Krakowa – 10. 2010 – już wychodzi z ziemi. Za to park jak był zdewastowany tak jest – teraz w rękach Kościoła który szykuje się na kolejne wieżowce w tym centralnym miejscu miasta. Władze Krakowa to serwiliści Kościoła, a nie żadna Lewica, która dba o interesy mieszkańców. Nie można było im oddać ziemi gdzie indziej – o równowartości tej jaką to miejsce miało przed wojną? C.B.

Czteropiętrowiec z dwiema kondygnacjami podziemnymi stanie tuż obok renesansowego Pałacu Tarnowskich. Wojewódzki konserwator zabytków Jan Janczykowski tłumaczy, że obiekt powstaje poza chronionym obszarem parku, wpisanym do rejestru zabytków.

– Jego lokalizacja nie budzi moich zastrzeżeń. Budynek domknie linię zabudowy ulicy Szlak – wyjaśnia konserwator. Zdradza, że na drugim skrzydle Pałacu Tarnowskich trwają już wstępne uzgodnienia dotyczące lokalizacji kolejnego budynku. Zaznacza jednak, że na chronionym terenie parku nie ma mowy o jakiejkolwiek zabudowie. – Jedyne, na co mógłbym się tam zgodzić, to niewielki pawilon ogrodowy. To wszystko – mówi.

O budowie biurowca nie wiedzieli nic radni dzielnicy. – Projekt nie trafił do zaopiniowania – mówi krótko Witold Kajstura, radny Dzielnicy I. Radni, podobnie jak okoliczni mieszkańcy i studenci, żądają jednak otwarcia parku Jalu Kurka. – Najwyższy czas zadbać o to miejsce i otworzyć je przed krakowianami. Nie można w nieskończoność bronić im dostępu do tej oazy zieleni – mówi Krzeczkowski.

Budynek od linijki

Nowy budynek przy ul. Szlak pomyślany został jako obiekt wolno stojący. Na parterze powstaną kawiarnia oraz bar. Zdecydowaną większość powierzchni budynku przeznaczono jednak na biura. Inwestorem jest spółka Alternatywa należąca do Ryszarda Leniara. Teren, na którym stanie budynek, odkupiła od prywatnego właściciela.

– Architektura budynku wynika z próby połączenia klasycznego charakteru Pałacu Tarnowskich z nowoczesnymi formami kształtowania przestrzeni. Podkreśleniu tej idei służyć ma wykorzystanie charakterystycznych dla obu tych stylów materiałów, tzn. kamienia oraz szkła. Liczne przeszklenia we frontowej części od ul. Szlak zestawione są ze ścianami obłożonymi piaskowcem od strony Pałacu, mają nadać prostej bryle budynku lekkość – tłumaczy Ryszard Leniar, który jest też autorem projektu. Dodaje, że ważnym zadaniem było również domknięcie pierzei ulicy. – W tym miejscu przed około stu laty istniała zabudowa – mówi Leniar. Zapewnia też, że nie zatarasuje wejścia do parku.

Studenci architektury Politechniki Krakowskiej nie szczędzą jednak krytyki. – Nie rozumiem, jak w takim otoczeniu można było zaprojektować taki dach – dziwią się, patrząc na architektoniczne wizualizacje nowego sąsiada ich uczelni. – To jak połączenie XIX-wiecznej kamienicy z salonem samochodowym – dodają.

– Dach nawiązuje do stylu pałacowego – broni swego projektu Leniar.

Nowo powstający biurowiec wojewódzki konserwator zabytków ocena jako „spokojną architekturę, mieszczącą się w gabarytach Pałacu Tarnowskich”.

dawid.hajok@krakow.agora.pl

Więcej… http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35812,7743290,Buduja_biurowiec_w_parku_Jalu_Kurka___To_skandal_.html#ixzz11qD4tA8u

Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Kraków: zabierają część parku Jalu Kurka pod biurowiec

Polska Gazeta Krakowska

2010-04-06 21:07:24

W parku Jalu Kurka przy ul. Szlak wyrasta biurowiec. Zarówno okoliczni mieszkańcy, jak i studenci pobliskiej Politechniki Krakowskiej są tym zszokowani. Liczyli, że zamknięty od lat park uda się w końcu otworzyć, tymczasem zostanie on częściowo obudowany. A teren ten jest jedynym miejscem zielonym między ulicą Długą, a Dworcem Głównym. Zgodę na budowę wydał, m.in. wojewódzki konserwator zabytków.
 

Mieszkańcy nie kryją zdziwienia, że tuż za ogrodzeniem parku pojawiły się koparki i dźwigi. Robotnicy rozkopali już teren pod fundamenty mającego tu powstać budynku. – Myślałem najpierw, że to ekipa, która uprzątnie park przed jego otwarciem. A ci zaczęli budowę. To niedopuszczalne! – mówi Mirosław Gruszka, mieszkaniec. – To świetne miejsce na spacer między wykładami. Tylko trzeba przeskoczyć przez ogrodzenie, bo wejścia strzeże żelazna krata. A teraz zrobili tu plac budowy – mówi Marek Nowak, student PK.

Mieszkańcy boją się, że po postawieniu budynku park stanie się jego wewnętrznym podwórkiem.

Nie wiedzą nawet, jak biurowiec będzie wyglądał. W urzędzie miasta dowiadujemy się, że budynek biurowo-usługowy będzie miał dwie kondygnacje podziemne i pięć naziemnych. W firmie, która go zaprojektowała na próżno szukamy wyjaśnień. Nikt nie chce nam udzielić informacji.

Więcej światła na sprawę rzuca dopiero wojewódzki konserwator zabytków. – Budynek powstaje w części parku nie objętej wpisem do rejestru zabytków. Nie będzie wyższy niż pobliski Pałacyk Tarnowskich – mówi Jan Janczykowski. – Projekt budynku jest spokojny, prosty. Zasłoni trochę pudło okolicznego wieżowca. Tylko trzeba pilnować, żeby podczas realizacji nie popełniono jakiś błędów. Konserwator przypomina, że park historycznie od frontu był zabudowany, a dochodziło się do niego, przechodząc przez dworek.

Problem jednak w tym, że park pozostaje odizolowany przede wszystkim od krakowian. Na pałacyku od lat wisi napis „do sprzedaży”. Z kolei większość terenu parku jest w posiadaniu Towarzystwa Boskiego Zbawiciela Salwatorianie, które jeszcze w minionym roku chciało zbudować tu Europejski Ośrodek Salwatoriańskiej Formacji dla Młodzieży i Dorosłych oraz zrewitalizować zabytkowy teren zielony na cele publiczne. Władze zakonu wycofały się jednak z inwestycji, gdyż konserwator negatywnie ją zaopiniował. Szansa na otwarcie parku upadła.

Pozostaje on zamknięty od 2007 roku. Miasto podejmowało próby rozmów z salwatorianami. – Chcieliśmy podpisać umowy użyczenia tego terenu miastu. Po to, aby park utrzymywać i oddać do użytku mieszkańcom – mówi Jacek Bartlewicz, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. – Niestety, brak kontaktu z właścicielami, salwatorianami, spowodował, że park jest zamknięty, a my nie możemy wykonywać jakichkolwiek prac na terenie prywatnym – kwituje.
Konserwator zbytków zdradza nam tymczasem, że po drugiej stronie pałacyku Tarnowskich planowana jest budowa kolejnego budynku.

Święto Dziadów – Tan Mniejszy 13 – obrzęd w 4 Największych Tanach Roku


Witold Pruszkowski – Zaduszki

Dzień Zaduszny, kiedy oddajemy cześć duchom przodków – Dziadom, obchodzony jest w Polsce 2 listopada, czyli w dzień po katolickim Święcie Wszystkich Świętych, ale oba te dni święte zostały, przez chrześcijan i ich kościół, przypisane do tej daty w sposób sztuczny.

Oto co pisze o Dziadach Wikipedia polska (będę cytował po kawałku, po to żeby jaśniej skomentować i przekazać wam wprost, jak SSŚŚŚ widzi konkretne elementy obrzędu i sens całego święta)


Wiki:

„Dziady – zwyczaj ludowy Słowian i Bałtów, wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią[1]:…”

oraz

„…W prawosławiu podobne święto obchodzi się w pierwszą niedzielę po Pięćdziesiątnicy (Zesłaniu Ducha Świętego na apostołów) lub według innych źródeł – w sobotę przed Pięćdziesiątnicą[3]. Praktycznie w Rosji, części Białorusi i Ukrainy utożsamia się takie święto (lub tylko zaduszki) z tzw. dniem rodzicielskim (родительский день) lub Radonicą (ros. Радуница), obchodzonymi kilka razy do roku, ale najczęściej w okresie wielkanocnym, przy czym powinien to być wtorek, rzadziej poniedziałek tygodnia tomaszowego następującego po tygodniu wielkanocnym (rozpoczynającym się zgodnie z chrześcijańskim liczeniem dni tygodnia niedzielą wielkanocną)[4].

Natomiast według zwyczajów południowych prawosławnych Słowian święta takie obchodzono w Wielkim Tygodniu…”

a także

„…Kiedy w 610 papież Bonifacy IV otrzymał od cesarza starożytną świątynię pogańską Panteon, kazał złożyć tam liczne relikwie i poświęcił tę budowlę na kościół pod wezwaniem Matki Bożej Męczenników. Od tego czasu oddawano cześć wszystkim zmarłym męczennikom, w dniu 1 maja.

Papież Grzegorz III w 731 przeniósł tę uroczystość na dzień 1 listopada, a w 837 Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1 listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego. Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół…”

Celem obrzędu i Święta Dziadów było i  JEST – warto to podkreślić z całą mocą –  JEST – nie tyle „nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych”, ani „pozyskanie ich przychylności”, lecz oddanie czci przodkom, jak nakazuje odwieczny obyczaj różniący człowieka od zwierząt.

Poganom polskim chodzi o okazanie wdzięczności Dziadom, zachowanie ich w żywej pamięci i podziękowanie za podarowaną nam przez przodków możliwość bycia między żywymi i odbycia życiowej drogi na Ziemi.

[Podag-Mir jest Panem Drogi Życia i Wszelkich Dróg, Opiekunem Pątników i Podróżnych, Władcą Wypraw i Wędrówek. Stąd jego obecność w Komorze Sowiego przy Moście Wąci Czynu i Prawa (Czinwat – Prawat, Czynwąt – Prawąt), jako świadka owej wędrówki człowieka przez życie ziemskie.]

Dziady obchodzono nie dwa razy do roku (to się robi wśród katolików i prawosławnych do dzisiaj – na wiosnę i w jesieni, chociaż na wiosnę nieoficjalnie, przy okazji Wielkanocy), ale 4 razy do roku, w terminie Równonocy i Przesilenia, czyli zawsze pomiędzy dniem 20 a 26 danego miesiąca, najlepiej w dniu Pełni Księżyca związanej z tym miesiącem. Czasami Dziady Letnie i Zimowe nazywano też Babami.

Tak więc pierwotne terminy i terminy obecne Dziadów powinny być pomiędzy: 20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia.

To wyłącznie wysiłki chrześcijańskich misjonarzy na Słowiańszczyźnie związały słowiańskie święto Dziadów (albo inaczej Święto Przodków – Dziady i Baby) z dniem Wszystkich Świętych, przechrzciły je na Zaduszki i przesunęły to święto w miejsce, w którym jest dzisiaj.


Dla mnie osobiście święto Wszystkich Świętych, było od wczesnego dzieciństwa czymś niezrozumiałym. Nigdy nie obchodziliśmy go w domu rodzinnym. Obchodziliśmy Święto Zmarłych w Zaduszki – 2 listopada. Ponieważ jednak i władze PRL i KK w PRL dążyły do likwidacji Zaduszek oraz uczynienia jednego państwowo-kościelnego święta 1 listopada, które nazywano oficjalnie Świętem Zmarłych, zmuszeni byliśmy w końcu do oddawania czci Dziadom 1 listopada – w dniu wolnym ustawowo od pracy (do 1973 roku wolna od pracy była tylko niedziela, a dopiero od 1990 roku wszystkie soboty były wolne bez odpracowywania).

W świetle dziejów, gdy przyglądamy się historii nie dziwi, że KK wolał, aby ludzie czcili jego świętych, a nie swoich własnych Dziadów. KK robił wszystko co w jego mocy, żeby wykorzenić poszczególne ludy, plemiona i narody z ich własnej wiary i tradycji podporządkowując je jednocześnie Nowej Wierze. Pamięć Dziadów, którzy wierzyli w coś zupełnie innego niż zmuszano wierzyć ich dzieci, nie była wcale wygodna Kościołowi – choć wydaje się to sprzeczne z jego własną nauką i przykazaniami (Czcij ojca i matkę swoją).

Resztki kaplicy cmentarza wojskowego w Rymanowie Zdroju – zaprojektowanego przez Duszana Jurkowicza [foto Marysia i Marcin]

Oddawanie czci zmarłym ma tradycję tak starą jak świat. Tę cześć oddawano zawsze własnym przodkom w miejscach, gdzie grzebano zwyczajowo zwłoki lub prochy – na smętarzach lub żalnikach, albo we własnym gospodarstwie. Czczono też pamięć władców i bohaterów w specjalny sposób – sypiąc im okazałe kurhany i kopce. W miejscach pochówku władców, tam gdzie usypano ich kopce i kurhany odbywały się obrzędy zbiorowe – publiczne, Święta Dziadów. Ponieważ obrzędy te były stare jak świat (jak człowiek człowiekiem), więc miały charakter pogański. Stąd od samego początku chrystianizacji KK stosował wszelkie środki, by o tym święcie zapomniano, a jeśli to niemożliwe, żeby zapomniano o zwyczajach mu towarzyszących.

To się zupełnie nie udało i można powiedzieć, że dzisiejsi Katolicy w Polsce, obchodzą nieco zmienione w formie święto Dziadów właśnie, a nie żadnych katolickich świętych. Tak jak w Dziadach bowiem, najważniejszym elementem tego dnia u polskich katolików jest bycie na cmentarzu i oddanie czci własnym zmarłym. W tym dniu także katoliccy księża pobierają myto od wiernych za wspominanie ICH przodków (a nie wszystkich świętych katolickich) przez głośniki cmentarnych kaplic. Temu świętu nadal towarzyszą jarmarki, na których sprzedaje się nie tylko cmentarne akcesoria.

Nadal też nie zaniknęły nie tylko obrzędy związane z paleniem świateł, z ofiarą z kwiatów, ale także z ofiarą z pokarmu (miodek, chlebek) i z kadzidłami – dymem ofiarnym (z ziół wonnych) posyłanym do Zaświatów (Weli, Nieba) poprzez dym świec i kadzideł, który jest nosicielem modłów, obiat oraz żalów tego dnia.

Dla ludzi (co widać szczególnie wśród starszych, często schorowanych i bardziej niedołężnych) najważniejsze jest nie być w kościele na mszy w to święto , ale być na grobach przodków i jeśli im sił nie staje, to prędzej porzucają to pierwsze, a nigdy tego drugiego.

Tak więc w Polsce katolicy obchodzą współcześnie coś co możemy nazwać Zaduszkami albo Świętem Zmarłych (czyli tak czy owak Dziady), a nie Wszystkich Świętych – tyle, że czynią to albo w dniu 1 listopada, albo 1 i 2 listopada, jeżeli to jest możliwe, albo w okoliczne dni poczynając nawet od poprzedzającego święto tygodnia (bo często, w związku ze zmianami społecznymi jakie zaszły, trzeba pokonać spore odległości, aby być na grobach ważnych osób ze swojej rodziny).

Gdy idzie o cel Święta Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej, to nigdy nie różnił się on od celów współczesnego Święta Zmarłych, czyli tych które są obecnie realizowane przez Święto tzw. Wszystkich Świętych.

W Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej jest to wspomnienie o duszach zmarłych, które żyją wiecznie (jako dusze eteryczne) w Zaświatach, to znaczy – zależnie od przyjętego do wierzenia podania (taji, baju, bajorka Baji): albo w Niebie, albo na Weli, albo pod Wyrajem, albo w Rajcu. Jest to też wspomnienie o tych, którzy znajdują się w Nawiach czasowo, oczekując swojego kolejnego wcielenia ziemskiego.

Duszan Jurkowicz – cmentarz wojskowy na Górze Rotunda (Beskid Niski) [makieta]

Celem jest oddanie czci przeszłym pokoleniom, które wydały nas na świat, które spowodowały że ŻYJEMY TU i TERAZ, że JESTEŚMY.

Gdyby nie ich siła, zdolności, wola walki, umiejętności przetrwania, witalność i zdrowie, gdyby nie ich wysiłek, umiejętności zbrojne, wiedza gospodarcza i pamięć przekazów od jeszcze dawniejszych przodków – DZIADÓW, to nie byłoby nas dzisiaj na Ziemi.

Gdyby nie ich – DZIADÓW, decyzja o powołaniu nas do życia, a także gdyby nie skuteczność Ich życiowych zmagań w świecie Przyrody i Ich zmagań wewnątrz ludzkiego gatunku, to nie byłoby nas dzisiaj na Ziemi.

Przetrwali do dzisiaj Sami Najlepsi – Potomkowie Najlepszych z Najlepszych, tych którzy wiedzieli jak przetrwać i nie dali się pożreć zwierzętom, nie dali się wybić zarazom, nie dali się wziąć głodem podczas klęsk i długich zim, ani nie pozwolili się pokonać innym ludziom.

Jest im za co dziękować i jest ich za co czcić. Mieli po prostu fantastyczne geny – siłę fizyczną i psychiczną, wielki spryt i wiedzę.

Przywołuje się duchy przodków nie po to, żeby je z zaświatów wrócić do Żywych i coś od nich zyskać (wytargować), lecz przywołuje się ich Pamięć, dla Przypomnienia Samemu Sobie, jak wielką wdzięczność jesteśmy winni wszystkim naszym przodkom. To święto nie jest smętnym popłakiwaniem za zmarłymi, którzy odeszli, chociaż oczywiście służy także ŻAŁOBIE, jeśli ktoś ma taką świeżą potrzebę czy stałą konieczność.

Cmentarz na Rotundzie kilka lat temu

Jest owo święto również okazją i do uczczenia szczególnego pamięci narodowych bohaterów i uświadomienia sobie całej przebogatej przeszłości Narodu. Dlatego właśnie szczególnie wiele świateł zapala się przy grobach narodowych bohaterów i ich pomnikach, przy powstańczych mogiłach, w miejscach szczególnej narodowej pamięci. To nie ma nic a nic wspólnego ze Wszystkimi Świętymi – to są nadal Dziady.

Święto Dziadów – jak powiedziałem – było obchodzone przez słowiańskich naszych przodków cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie. Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi). Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyrażało ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Rotunda

Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Pan8ią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także –  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń,

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kaledar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara. To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru.

Rotunda – odbudowa

Czasami Święto Dziadów może również służyć smutkowi i zastanowieniu nad tymi, którzy swoim pustym, bezwartościowym żywotem odeszli rozsypując się w Nicość (Otchłań Nawi), albo żyjąc szczególnie okrutnie i „nieludzko” (bez-dusznie, czyli demonicznie) zamieszkali Naw Jużną – Piekła – ich droga do powtórnych narodzin jest szczególnie trudna.

Należy pożałować w Święto Dziadów tych wszystkich, którzy poszli w Niebyt, w Otchłań, bo stamtąd po prostu już nie ma powrotu.

Generalnie jednak jest to święto radości, dumy, chwały Zmarłych Przodków, bo my jesteśmy najdoskonalszym dziełem jakie po sobie pozostawili. Dlatego w tym dniu śpiewano, jedzono, pito, śmiano się, tańczono, biesiadowano na grobach – co tak bardzo drażniło katolickich klechów oddających się jedynie pustynnym smędzeniom żałobnym i zawodzeniom nad duszami zmarłych.

Dziady związane z przesileniem zimowym – Żywieckie (relikt dawnego obrzędu Dziadów towarzyszącego Przesileniu Zimowemu)

Wzywano Dziadów do wspólnego posiłku i biesiady (strawy) chociażby dlatego, że trudno biesiadować w domu gospodarza bez niego samego, a miejsce pochówku (grób na smętarzu, urna na żalnikach, miejsce przodków w domostwie – często pod owinem, albo pod progiem) było traktowane jak pośmiertny dom zmarłego.

Czynności związane z czarami, wzywaniem zmarłych w konkretnym celu, po to by powiedzieli coś żywym, przekazali wiedzę – nie mają nic wspólnego ze Świętem Przodków – Dziadów. To specjalna procedura i obrząd związany z praktykami kącinnymi (świątynnymi).

W bardzo, bardzo odległych czasach, kiedy nasi przodkowie dopiero co wyszli z jaskiń w neolicie i przenieśli się do ziemianek i półziemianek, całkiem poważnie wzywano Dziadów na pomoc w Przesilenia i Równonoce (Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy), niejako chcąc wzmocnić Siły Boskie walczące w te święte dni o Ocalenie Światła Świata, Zwycięstwo Światła nad Ciemnością,

Uzyskanie przewagi Białej Swątlnicy – Krowy Jasnego Dnia nad Ciemną Nocą – Czarnym Bykiem Welesowym, było niezbędne po to, by zaczęła się wiosna i wegetacja, albo by płody ziemi mogły dojrzewać w Mocnym Słońcu Lata, a także w jesieni żeby Słabe Upadające Światło mogło ujść boskim prześladowcom z Krainy Ciemności, a wreszcie w najstraszniejszym ze strasznych dni – w Najdłuższą Noc Roku, aby w ogóle nie zgasło na wieki i odrodziło się kolejnego ranka.

Dziady związane z przesileniem zimowym – Żywieckie (relikt dawnego obrzędu Dziadów towarzyszącego Przesileniu Zimowemu)

Jesteśmy przekonani, że istocie tak rozumnej jak Człowiek wystarczyło aby dwukrotnie po najdłuższej nocy przyszedł jednak dzień, aby przestał traktować tę uroczystość dosłownie i nadał jej charakter symboliczny. Nie sądzę aby w X wieku, kiedy zjawili się klechowie z Rzymu, nasi przodkowie traktowali to wszystko dosłownie. Dla nich wzywanie Dziadów było tak samo symboliczne (a nie dosłowne) jak jest dzisiejsze zjadanie ciała chrystusowego w opłatku w Kościele Katolickim.

Wiki:

„…W najbardziej pierwotnej formie obrzędu dusze należało ugościć, (np. miodem, kaszą i jajkami) aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach…”

Czy ten infantylizm jest zamierzony, czy to pogarda i pycha współczesnego człowieka???!!!.

Ci którzy dzisiaj obchodzą na serio Święto Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej dzięki takim interpretacjom wychodzą na idiotów. Nie bądźmy tak zadufani w sobie, ani nie pozwólmy sobie wmówić, że nasi przodkowie byli takimi kretynami. Tego typu opowieściami mogli co najwyżej karmić dzieci, żeby wzbudzić  w nich lęk i posłuch, ale nie mogli poważnie w ten sposób interpretować rzeczywistości. Zresztą jak wiemy dzieci najpóźniej w 3 roku życia przestają wierzyć w Bobo i Babę Jędzę, w 6 roku przestają zaś wierzyć w Babę Jagę i Mikołę-Mąda – Świętego Mikołaja, mimo wielkich wysiłków dorosłych.

Dziady związane z równonocą wiosenną, Śmigustne  – Dobra koło Limanowej (relikt dawnego obrzędu Dziadów towarzyszącego Równonocy)

Dusze w Zaświatach zasadniczo egzystowały bardzo spokojnie i nie trzeba im było pomagać. Zaświaty to nie jakieś straszne miejsce, może dziwne, jak wszystko co na Weli i Niebie (w Prawi), ale nie straszne. Tak samo nie było żadnego strasznego – jak u chrześcijan – sądu nad duszą, gdy zmarły szedł do Nawi , na Welę. Sąd w Wierze Przyrody ma charakter formalny, bogowie przyjmują w Zaświaty wszystkich – kto był  p r a w y  nie musiał się niczego w sądzie obawiać, kto był  l e w y (n i e p r a wy) przeważnie także miał szansę odrodzenia.

Był tylko jeden rodzaj dusz, które rzeczywiście wymagały pomocy – to Zdusze, czyli demony – a te albo błąkały się po Nawiach, albo po Ziemi nigdy nie pochowane należycie, albo przebywały głównie w Nawi Południowej, Ognistej, Piekielnej, gdzie cierpiały za swoje uczynki, ale wcale nie wiecznie, chociaż niekiedy z punktu widzenia żywych mogło się wydawać, że wiecznie. I z tej Nawi jednak wydostawali się oni na Ziemię w kolejnym wcieleniu, wróciwszy po jakimś czasie do Założy, skąd przez Ostrów Bujan wracali na Świat Widzialny.

Jarmark Dziadów Wiosennych – Emaus (Kraków)

Miód, kasza, jajka – nie są pokarmem dla zmarłych, lecz ofiarą dla Bogów i Bogunów. Tych szczególnie bogów, którzy są ludziom bardzo, bardzo przychylni – stąd miód, kasza i orzechy (w kutji) dla Sporów (bogów Powodzenia i Szczęścia), Rgłów (Bogów Upraw i Hodowli) i Bożebogów (Bogów Domu i Domowego Ogniska – Radogostów). Przynoszono też inne pokarmy, specjalne chlebki (podobnie jak na wesele, czy plony – dla Ładów) i na przykład mak (w kutji) dla bogów Przeznaczenia – Mokoszy, głownie dla 7 Bogiń Szczęśliwych, tj. Przychylnych Ludziom, ale w gruncie rzeczy dla tych których szczególnie uczcić chcemy lub którym składamy modły albo obiaty.

Wezwanie dusz zmarłych do wspólnego posiłku, zaproszenie ich na biesiadę – jeszcze raz powtórzmy –  było też symboliczne. Także gdy obrząd odbywał się w domu (potem w pustych domach we wsi, potajemnie przed klechami) należało przywołać jego dawnych budowniczych i gospodarzy – Dziadów i podzielić się z nimi – symbolicznie.

Jarmark Dziadów Wiosennych towarzyszących Największemu Słowiańskiemu Świętu, Świętu Świata – Nowemu Rokowi i Równonocy Wiosennej oraz Świętu Roda i Przyrody

Wiki:

Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich[3]. Echem tego zwyczaju są współczesne znicze. Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp (między innymi w tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile). W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.

W tym akapicie mamy nie do końca trafną, ale bliską prawdy interpretację obyczajów zachowanych przez katolików i prawosławnych jako kontynuacja obrzędów pogańskich. Znicze, Ogień rzeczywiście świeci się:

po pierwsze jako znak chwały, czci – dla zmarłego, dla bogów

po drugie jako ogień ofiarny – z niego dymy niosą ku niebu i Weli modły (wychwalanie bogów i zmarłych, wyrazy wdzięczności za „opiekę”), obiaty (obietnice), żertwy (spalone ofiary – pokarmy, kwiaty, zioła, wieńce) i bajorki-węsiorki proszalne – prośby o „opiekę dalszą lub szczególną”,

po trzecie ogień „odpędza demony”, jako że światło rozprasza ciemności i jest symbolem Życia a nie Śmierci, przeciwieństwem śmierci.

foto maciek Leśniak

Oświetlano groby, rozstaje, podejrzane miejsca – dlatego że święto było związane z Równonocą i Przesileniem, a więc z Dzikimi Łowami i Wielkimi Bitwami Niebieskimi – zmaganiami Światła z Ciemnością. Wszystkie siły Jasności musiały być skupione z ludźmi żywymi, powinny ich wspomóc, więc przywoływano i Dziadów, aby przypomnieć sobie że oni byli i że przeżyli, i aby jako duchy obecne na Weli pomogli i teraz przezwyciężyć Ciemność i Noc – Nicę, która walczyła ze Swątem-Światłem. Wszystko to miało znaczenie symboliczne, miało wzmóc jedynie własnego ducha przez pamięć o poprzednich pokoleniach, które przezwyciężyły wszelkie trudności dając nam żywot.

Wiki:

W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych. W tym dniu niektóre czynności były zakazane, np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy i palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu[1].

Znowu brednie klechów. Owszem, wspierano zwyczajowo wśród Słowian osoby samotne i biedne – które przyjmowano do stołu w święta, dla których do dzisiaj stoi nakrycie, a nawet bywa że jest goszczony ktoś samotny lub biedny – u mnie w domu tak bywało nie raz, chociaż nie powiem, że bardzo często, ale wszak mamy XXI wiek.


Zaduszki – Cmentarz Obrońców Lwowa

Niewylewanie wody i gaszenie ognia domowego oraz powtórne rozpalanie go – to znów, nie wiem czemu niezrozumiały dla dzisiejszych interpretatorów, zwyczaj związany z Przesileniami i Równonocami, kiedy to odnawiano wodę domową i ogień domowy biorąc ogień jarzęcy (świeży) i wodę jarzącą (źródlaną świeżą). Kto  w ogóle wylewał wodę za okno po ciemku, czy za dnia?!!! Wodę szanowano.

To dopiero w XIX wieku w kwartałach lumpenproletariackich wodę chlustano za okno, byle gdzie, bo była już zanieczyszczona nienaturalnymi, nie nadającymi się do użycia dla roślin składnikami (np. ługiem). Na Łobzowie w gospodarstwie mojej babci Józefy Białczyńskiej, każdy dostałby po łbie jeszcze w latach 50-tych XX wieku za wylanie wody pozbawionej ługu-mydła byle gdzie – wszystko szło pod rośliny uprawne, albo dla zwierząt (tzw. pomyje dla świń). To są prawdziwie kretyńskie brednie z tą wodą laną na duchy przodków.

Płynąca na skraju naszej posiadłości i dzisiejszego Ogrodu Łobzów Młynówka Królewska mimo zagęszczenia ludnościowego była w latach 50-tych XX wieku tak czysta, że łowiliśmy w niej raki na zupę rakową, według przepisu z przedwojennej książki kucharskiej, a kobiety wzdłuż brzegu miały zrobione specjalne stanowiska – schodki, bo bieliznę prać można było w tej wodzie i prało się.

Jak bardzo można się zagubić w zrozumieniu pradawnego i najpierwotniejszego obrzędu Oddania Czci Przodkom zaświadcza cytowany artykuł z Wikipedii.

Wydaje się, że wielu ludzi kompletnie nie rozumie co czyni obchodząc to święto, a jednak gdybyśmy zapytali każdego co robi i po co, odpowiedziałby nam bez wahania i zbędnego „główkowania” – czczę moich zmarłych.

W latach 1970. szwedzki lekarz Nils-Olof Jacobson zważył umierającego człowieka i zanotował spadek masy ciała o 21 g. Doświadczenie powtarzali inni lekarze stwierdzając ubytek wagi ok. 21 g i uznano, że tyle właśnie waży ludzka dusza. Zważono dodatkowo duszę kota i myszy. Dusza kota ważyła 100 g, myszy – 3,5 g. („Zbędnik inteligenta” Eliza Sarnacka-Mahoney).

Tego typu „naukowych” dowodów istnienia duszy możemy znaleźć całkiem sporo. Dane są jednakże sprzeczne, również w odniesieniu do kwestii posiadania duszy przez zwierzęta, a ich wiarygodność pozostawia wiele do życzenia.

Co się jednak tyczy chrześcijan prawosławnych i katolickich, to w Święto Zmarłych – Dziady,  szczególnie zbliżają się oni do granicy pogańskości, bo bardzo trudno zrozumieć dlaczego ten dzień miałby być obchodzony jako Wszystkich Świętych. Chrześcijanom potrzeba nie lada ekwilibrystyki ekumeno-logicznej, aby uzasadnić czynności jakim się wtedy oddają. Do dzisiaj księża muszą ich przestrzegać czego nie powinni robić (np. zostawiać pokarmu na grobie, nawet pod postacią tradycyjnego miodku) co powinni wtedy myśleć, czyli co czczą a czego nie i jak powinni rozumieć to co robią. Bez tego tłumaczenia rzeczywiście ciężko się im połapać o co chodzi, bo biorą udział w 100% pogańskiej uroczystości Oddania Czci własnym Dziadom, a nie czymś innym co trzeba specjalnie nazywać i tłumaczyć.


Wiki:

Zwyczaj dziadów w literaturze

Do tego zwyczaju nawiązuje Adam Mickiewicz w Dziadach, gdzie opisano wzywanie dusz podczas obrzędu odbywającego się w opuszczonym miejscu kultu (kaplicy, kościele) lub na cmentarzu. Obrzędowi przewodniczył Guślarz (Koźlarz, Huslar), wzywający dusze zmarłych przebywających w czyśćcu, aby powiedziały, czego potrzeba im do osiągnięcia zbawienia i aby posiliły się z żywymi. Etnologia przedstawia jednak święto „Dziadów” w trochę odmiennej postaci. Obrzędy z okazji Dziadów odbywały się za czasów chrześcijańskich w miejscach związanych archetypowo (a często również i lokalizacyjnie) z dawnymi ośrodkami kultu – na wzgórzach, wzniesieniach, pod świętymi drzewami, w miejscach uważanych za święte (czasem rzeczywiście przy kaplicach, które często były budowane na dawnych miejscach kultu pogańskiego). Z racji swojego charakteru Dziady często odbywały się również przy grobach przodków, na cmentarzyskach. Mickiewiczowskie nawiązania do terminów takich jak „czyściec” i „zbawienie” są natomiast wynikiem nałożenia i przemieszania prastarych zwyczajów żywych od wieków wśród ludu oraz narzuconego chrześcijaństwa.

U dobrego gospodarza parobek nie chodził głodny, a wówczas było to bardzo ważne bo wszędzie była bieda. Za cały dzień ciężkiej pracy w polu otrzymywało się jako wynagrodzenie „połeć słoniny”. Płacono im za sezon pracy w lecie – zbożem i na dodatek kosz pierogów „Owijaków” z owocami, makiem lub serem.
Na „Wszystkie Święte” i „Zaduszki” – piekło się dwa piece pierogów, owijaków i chleb z burakami czerwonymi i niosło się na cmentarz, żeby obdzielić „dziadów”, którzy obstawiali przejścia na cmentarzu grzebalnym, modlili się za zmarłych z rodzin za jedzenie, za zawijaki z owocami, serem, makiem lub marchwią z makiem.

Dziady a chrześcijaństwo

W związku z ekspansją chrześcijaństwa lokalne, miejscowe zwyczaje tzw. pogańskiego pochodzenia, były sukcesywnie zakazywane. Ostatecznie jednak to, czego nie udało się wyprzeć nawet surowymi zakazami, było adaptowane lub zastępowane znanymi dziś formami – współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki.

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30. specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a pierwotnie będące przeznaczone dla dusz.

Jednym z przykładów zachowania się i przenikania z chrześcijaństwem „Dziadów” jest obrzęd, jaki występował do początków XX wieku w rejonie Latowickim. Sprzyjało temu pewna izolacja od większych skupisk ludzkich oraz odległość od lokalnej parafii. Podobne sytuacje, gdy dawne obrzędy zachowały ciągłość mimo przyjęcia chrześcijaństwa (także przy częściowej zmianie charakteru obrzędowości) miały miejsce także w Puszczy Kozienickiej, Bojkowszczyźnie i Ukraińskim Polesiu.

Dziady w rejonie latowickim rozpoczynały się drugiego listopada uroczystą modlitwą (tzw.”dziadami”) w starej, niezamieszkanej chacie, a następnie odprawiano je w konkretnych, uznanych za magiczne miejscach, m.in. na miejscowym uroczysku gdzie wg lokalnej tradycji w dawnych wiekach znajdowało się miejsce cmentarne. W centralnym miejscu obrzędu palono ogień, na prowadzącego obrzęd wybierano starca i ubranego w białą szatę guślarza. Wywoływali oni kolejno dusze zmarłych i karmili odrobinami postnego jadła namaczanego mlekiem i miodem, jako że wierzono, że właśnie tego dnia zmarli wracają, by się pożywić oraz także w to, że dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich. Obowiązywała także zasada ciszy na obrzędzie oraz chusty okrywające twarze uczestników, spojrzenia mogły spowodować porwanie przez dusze w zaświaty. Obrzęd kończył się zawsze przed północą[4].

Ilustracja do Mickiewiczowskich Dziadów

Zarówno Dziady Mickiewicza jak opisane tutaj Dziady latowickie to już bardzo pomieszane obrzędy, bardzo późne z XIX i XX wieku, mocno skażone wierzeniami chrześcijańskimi np. o czyśćcu – Założa jest oczywiście rodzajem lekkiego czyśćca, a Piekło Nawskie jest rodzajem bardzo lekkiego, choć nie raz okrutnego, Piekła chrześcijańskiego, ale to zupełnie nie to samo. To miejsca błądzenia, błąkania się i oczekiwania, miejsca kary i poprawy, miejsca z których prędzej czy później wraca się do życia ziemskiego, pod jakąś postacią – najczęściej ludzką. To nie ma charakteru wieczystego. Wieczysty jest tylko Rajec – bardzo przypominający Raj chrześcijański oraz niestety Otchłań – Niebyt, na takie wykreślenie ze świata trzeba było nieźle zapracować.

Sam Adam Mickiewicz – jeden z największych i najbardziej zasłużonych Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian tak objaśnił to co zapisał przy pierwszym wydaniu „Dziadów”: „…Jest to nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz)”…

Nie są to więc wcale Dziady w kształcie pogańskim, lecz reminiscencja. Natomiast nazwa Uczta Kozła  nie jest wyssana z palca, lecz nie dlatego że koźlar (guślar, huślar) prowadził  uroczystość. Uroczystość przywoływania Dziadów (u Mickiewicza bardziej ta kącinna uroczystość niż Święto Dziadów) była prowadzona przez gromadę koźlarów czyli guślarzy, czyli kapłów Kozła. Kozioł to zwierzę Welesa , sam Weles był nie raz ukazywany jako Bóg Koźlogłowy lub Koźlonogi, być może że od tego Boga Zaświatów pochodzi na całym świecie współczesny wizerunek Diabła upowszechniony przez chrześcijaństwo. Okryty czarnym futrem, koźlorogi i koźlonogi , ogoniasty Weles – Pan Zaświatów, Bóg Śmierci, Władca Weli, Król Nawi.

Wiki:

Współczesne obchody

Do dnia dzisiejszego na terenach wschodniej Polski, Białorusi, Ukrainy i części Rosji kultywowane jest wynoszenie symbolicznego jadła, w symbolicznych dwójniakach, na groby zmarłych. Dziady kultywuje też większość współczesnych słowiańskich ruchów neopogańskich (rodzimowierczych), zwykle pod nazwą Święta Przodków[3]. W Krakowie co roku odbywa się tradycyjne Święto Rękawki (Rękawka), bezpośrednio związane z pradawnym zwyczajem wiosennego święta przodków.

Bez komentarza – może poza tym, że jadło składają na grobach nadal Bułgarzy, Wołosi, Serbowie, Słoweńcy i wszyscy pozostali Słowianie południowi, a także Bałtowie, Węgrzy, Rumuni i Estończycy.

Przypisy

  1. 1,0 1,1 Dziady – rodzima tradycja obchodzenia święta zmarłych – Wiadomości24
  2. 2,0 2,1 O Zaduszkach – wywiad z Janem Witoldem Suligą w Radiu TOK FM, październik 2006
  3. 3,0 3,1 Dziady – Rodzimy Kościół Polski
  4. ↑ Historia Regionu Latowickiego – dziedzictwo kulturowe w regionie

Dziady Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera

Dziady, stary zwyczaj ludowy, zawdzięczający swój niepospolity rozgłos Mickiewiczowi, który użył jego nazwy za tytuł do genjalnego swojego utworu. Uważamy też za rzecz najsłuszniejszą przytoczyć własne słowa wieszcza, które dał jako wyjaśnienie przy pierwszem wydaniu „Dziadów”. Jest to – mówi poeta – nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).

W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnemi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo święci Dziady tajemnie, w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania umarłych zdaje się być wspólnym wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecyi za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie, i dotąd po wyspach Nowego-Świata. Dziady nasze mają to szczególne, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień Zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewaniem przynosi się ulgę duszom czyścowym. Cel tak poważny, święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne, przemawiały niegdyś silnie do mojej wyobraźni; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach, powracających z prośbami lub przestrogami, a we wszystkich zmyśleniach można było dostrzedz pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane”. Czem na Litwie Dziady, tem na Podlasiu i Mazowszu były wyprawiane w dzień zaduszny Stypy i Obiady żałobne. Tylko lud polski, pod wpływem duchowieństwa, nadał zwyczajom tym charakter chrześcijańskiej pobożności i nieraz zaprasza księży na sute „obiady żałobne” zastawiane po domach zamożnych kmieci w dzień Zaduszny (ob. Zaduszki). Marja Rodziewiczówna w wydanym przez nas „Roku Polskim” (Warszawa r. 1900) prześlicznie opisała czwartek powielkanocny, czyli dziady wiosenne, t. j. „Nawski dzień”, w którym lud nad Prypecią i Muchawcem niesie resztki święconego na groby rodzinne i ucztuje niby wspólnie z duchami zmarłych na ich mogiłach. Starożytny ten zwyczaj, lubo zupełnie przekształcony, przechował się dotąd przy mogile Krakusa w Krakowie pod nazwą „Rękawki”.

Rękawka

Dziady Interia.pl – 2009

Dziady to święto szczególne – w ten magiczny czas, gdy świat żywych i martwych dzieli szczególnie cienka granica, staramy się zapewnić duchom przodków strawę i napitek, a przede wszystkim ciepło ognisk.

Co więcej, podczas tej wyjątkowej nocy to właśnie żywi oddać mogą największą przysługę zagubionym duszom – wskazać drogę do Nawii. Przypomina nam to jedno z ważniejszych przesłań naszej rodzimej wiary – nie tylko duchy mogą oddać przysługę żywym, ale i żywi duchom…

Kult zmarłych istniał zawsze, wiara w życie pośmiertne jest rówieśnicą ludzkości. To więcej niż wiara, to przeświadczenie, wrodzony instynkt. Święto Zmarłych, czyli dzień poświęcony ich pamięci obchodzony był przez ludy słowiańskie kilka razy w roku, przy czym najważniejsze przypadały wiosną (w okolicach 2 V) i jesienią (w nocy z 31 X na 1 XI).

Kościół katolicki nie mogąc zwalczyć tego dość popularnego święta, zmuszony został zaakceptować (zresztą nie po raz pierwszy) święto jesienne, ustalając je na konkretny dzień – 2 listopada. Cześć i pamięć dla zmarłych była bowiem szczególną cechą Słowian i ich rodzimych zwyczajów.

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30-tych specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a które pierwotnie przeznaczone były dla dusz. Współcześnie tradycję tę, w dawnej pierwotnej formie, nadal jednak praktykują rodzimowiercze związki wyznaniowe jak „Rodzima Wiara”, „Rodzimy Kościół Polski” czy „Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy – Słowiańska Wiara”.

Rękawka dawniej

 

I jeszcze fragment sensownego artykułu Jana Skolimowskiego ze strony www.sedinum.stetinum.pl

 

Słowianie przynajmniej cztery razy w roku obchodzili cykliczne święta poświęcone zmarłym. Oprócz tego każda z rodzin czciła rocznicę śmierci swojego przodka. Mimo że z dawnego obrządku ciałopalnego nie pozostało już śladu, do dziś wiele odziedziczyliśmy po listopadowych Dziadach.

Smętarz – Wzgórze Wisielców, plansza w Wolinie

W całej Polsce obchodzimy Dzień Wszystkich Świętych. Większość osób wybierze się tego dnia na cmentarz, aby odwiedzić groby swoich bliskich. Kult naszych przodków sięga średniowiecza, choć pierwsi Słowianie (przełom VI i VII wieku) w bardziej urozmaicony sposób czcili swoich zmarłych.
Obecnie praktykowane groby szkieletowe pojawiły się dopiero w IX wieku. – U Słowian początkowo występował obrządek ciałopalny. Dopiero zetknięcie z chrześcijaństwem i przeniknięcie tej kultury spowodowało, iż zaczęły pojawiać się groby szkieletowe. Do XI stulecia spotykamy równolegle występujące pochówki w obu obrządkach. Istnieją cmentarzyska birytualne, czyli takie, w których znajdują się groby zarówno ciałopalne, jak i szkieletowe. Można takie zobaczyć chociażby w pobliskim Wolinie. Obrządek ciałopalny całkowicie zanika dopiero po XI wieku – tłumaczy Igor Górewicz, wojewoda szczecińskiej Drużyny Grodu Trzygłowa.
O tym, jak wyglądała pierwotna ceremonia pogrzebowa Słowian można dowiedzieć się ze źródeł. Arab Inb Rosteh następująco opisał ją w swoim dziele „Księga kosztownych klejnotów”: Jeśli umrze ktoś z nich, palą jego zwłoki w ogniu. Na drugi dzień po spaleniu zmarłego idą do niego, zbierają popiół z owego miejsca, wkładają do urny i umieszczają na pagórku. Wiadomo, że do stosu wrzucano również najbliższe przedmioty codziennego użytku zmarłego. Płonął również wierny towarzysz nieboszczyka – jego koń. Często życie odbierała sobie także żona zmarłego Słowianina. Wspomina o tym wszystkim żydowski podróżnik Ibrahim ibn Jakub: Palą się w ogniu, gdy ich wódz umiera, również palą swoje wierzchowce. Żony zmarłych ranią swoje ręce i twarze nożem, a kiedy jedna z nich twierdzi, że zmarłego kocha, wiesza stryczek, dołącza do sznura i mocno wiąże za szyję; sznur jest związany mocno pod nią, a ona tak trwa powieszona, aż umrze. Wtedy pali się ją i jest zjednoczona ze swoim mężem.
W średniowieczu kult zmarłych ważny był dla potrzymania pewnej tożsamości mieszkańców. – Miejsca święte i miejsca odbywania zebrań, wieców, obrzędów wróżb pokrywały się z cmentarzyskami. Dla ludności był to symbol, że razem z nimi są przodkowie, którzy nadają im swoją mądrość. Poza tym zacieśniało to więzi samych Słowian, było dla nich znakiem, że są społeczeństwem, strukturą rozciągniętą w czasie – kontynuuje Górewicz.

Dawniej na pamięć o zmarłych składały się dwa rodzaje świąt: rodzinne i cykliczne. W dniu spalenia zmarłego odbywała się tryzna (uroczystość pogrzebowa), o której wspomniał przytaczany już Ibrahim ibn Jakub. Podczas całopalenia ciał są huczne zabawy, a jako przyczynę swojej radości Słowianie podają, że ich Pan [Bóg] lituje się nad umarłymi. W podobny sposób obchodzona była również rocznica śmierci. Pisze o niej ibn Rosteh: W rok po śmierci zmarłego biorą dwadzieścia dzbanów miodu, czasem mniej, czasem więcej i udają się z nimi na wzgórze. Głośno objawiają radość i cieszą się w miejscu spalenia zmarłego.
Świąt cyklicznych, poświęconych przodkom było o wiele więcej niż dzisiaj. – W ciągu każdej pory roku odbywało się przynajmniej jedno święto zmałych. Obrzędowość miała wymiar wspólnotowy, dlatego dla Słowian bardzo ważne było podkreślanie ciągłości pokoleń. Warto zaznaczyć, iż nie wiadomo dokładnie jak wyglądał scenariusz cyklicznych obrządków – tłumaczy wojewoda Drużyny Grodu Trzygłowa. – Współcześnie wyobrażamy sobie święta jako zamknięty rytuał. Dawniej na całość święta składało się wiele drobnych zachowań. Przykładowo, jeśli w ciągu dnia usiadł ptaszek przy oknie już uznawało się, że to przyleciała dusza zmarłego, aby odwiedzić towarzyszy życia. Wierzono po prostu, że wszystko w tym dniu poświęcone jest zmarłym.

Ważna uwaga końcowa. Święto i obrzędy Dziadów nie zginęły nigdy.

Obchodzili je nasi dziadowie w latach 1800-nych, Pagaczewscy, Kapturowie, Białczyńscy, Kapustowie, Zborzilowie, Muchowie, obchodzili je nasi rodzice na przełomie XIX i XX wieku Pagaczewscy i Białczyńscy, obchodziłem je z moją rodziną, obchodziła je moja żona ze swoją rodziną – od wczesnego dzieciństwa, a więc w latach 50-tych XX wieku, a potem po naszym pogańskim ślubie w 1972 roku obchodziliśmy je wspólnie i co roku z całą naszą rodziną i przyjaciółmi. Każdego roku – więc nie ma żadnych szczątków, a teraz obchodzą je nasze córki ze swoimi bliskimi w XXI wieku – naprawdę to nie prawda, że przetrwały szczątki.

 

Polecam też poniższy artykuł który pochodzi z bibilioteki Związku Słowiańska Wiara:

kult_zmarlych_w_ujeciu_historycznym

Księga Wiedy: Lekcja Druga – Gdzie żyjemy oraz o uniwersalizmie Wiary Przyrodzonej Słowian


Czy słyszeliście kiedyś o Robercie Holdstocku? To pisarz, przedstawiciel anglosaskiego nurtu literatury fantasy – tak zwykło się go przedstawiać i tak widzi jego osobę skomercjalizowane, konsumpcyjne społeczeństwo współczesne poprzez swoje media.Przede wszystkim jednak, co w tym wypadku ważne, był Walijczykiem, podobnie jak John Porter – stąd jego szczególne zainteresowanie wierzeniami Celtów (podobnie jak zainteresowanie tymi wierzeniami u buddysty Johna Portera, bo można być buddystą i wyznawać Wiarę Przyrody).

foto: Duncan Morrison, Natural Resources Canada, Canadian Forest Service

Ja przedstawię go inaczej ponieważ Holdstock w zasadzie nie jest, przepraszam – wciąz trudno się przyzwyczaić, że nie żyje –  pisarzem – jest, był, przede wszystkim druidem kręgu Wiary Celtów na Wyspach Brytyjskich.

Przedstawia się go jednak medialnie jako pisarza, bo społeczeństwo obecne stoi wciąż jeszcze u progu przemian i nie dojrzało, by NAPRAWDĘ WIERZYĆ, w to co przekazują mu wieszczowie i druidzi Wiary Przyrody. Społeczeństwo, poprzez media „filtruje”, owe przekazywane mu wierzenia, nadając im wymiar racjonalny – to jest spychając je w sektor świadomości zwany „fantasy” lub „literatura fantasy” lub „literatura rozrywkowa”, albo „lekka rozrywka”.

Ewentualnie cały nurt Wiary Przyrody spycha w sektor „ciekawostki”, „odtworzenie wierzeń historycznych”, „konsumpcja i zagospodarowanie czasu wolnego”, „współczesne dewiacje umysłowe”, „grupy podkulturowe – tzw. subkultury”, „może coś w tym jest”, „trochę do wierzenia trochę do śmiechu”, itp., itd.

Las Yakushima

Tak więc Robert Holdstock napisawszy w roku 1984 utwór pod tytułem Las ożywionego mitu (w Polsce wydany w roku 1996 przez wydawnictwo Zysk i S-ka) trafił jako postać, do sektora „lekkiej rozrywki” ( w zasadzie był tam wcześniej bo od razu po debiucie zaszufladkowano go do działu s-f). Tam bowiem lokuje się współcześnie wszystkie te nurty ludzkiej aktywności twórczej, które głoszą pogląd irracjonalny (czyli ogólnie nieracjonalny, aracjonalny, lub antyracjonalny), to znaczy pogląd uważany za taki z punktu obowiązującej dzisiaj powszechnie religii  – Naukawości (Scjentyzmu Oświeconego – nie mylić z kościołem scjentystycznym, ani z głęboką wiedzą naukową, której jest w świecie współczesnym bardzo niewiele).

Anna Ruby Falls, Chattahoochee National Forest

Lądują tam chcąc czy nie chcąc twórcy i ich dzieła klasyfikowane w ten sposób przez zawodowych objaśniaczy Rzeczy Istności – wykształconych po współczesnych Świątyniach Scjentyzmu Oświeconego – Uniwersytetach. Ci zawodowi objaśniacze to spece (magowie, kapłani) na przykład od: archeologii, językoznawstwa,  historii, mitologii, etnografii – ale także od filmu, teatru, sztuk plastycznych, muzyki czy literatury tworzonej w poszczególnych językach.  Lądują tam więc twórcy science-fiction, autorzy fantasy, ale również kryminałów, pornosów, twórcy literatury historycznej, witraży, rzeźby użytkowej i wielu wielu innych twórców, w tym także systemów filozoficznych i religijnych, które nie cieszą się uznaniem ani poparciem wielkich „świątyń nauki”.

Bea Douglas – Stary bór

W tym konkretnym przypadku  – osoby Roberta Holdstocka –  klasyfikacji dokonali Angliści z Londynu.

 

Robert Paul Holdstock (2 August 1948 – 29 November 2009) was an English novelist and author best known for his works of Celtic, Nordic, Gothic and Pictish fantasy literature, predominantly in the fantasy subgenre of mythic fiction. 

Holdstock’s writing was first published during 1968. His science fiction and fantasy works explore philosophical, psychological, anthropological, spiritual, and woodland themes. He received three BSFA awards and won the World Fantasy Award in the category of Best Novel of 1985.

Awards

  • The novella Mythago Wood won the BSFA Award for Best Short Story in 1981 along with the World Fantas