białczyński

Żmijowe Skały w Piekarach nad Wisłą, czyli fotospotkanie z Bogiem/Bogami


   DSC00468 3 obr prawo

00468 3 obroty w prawo – Znad Wisły w Piekarach widok na rzekę i Świętą Górę Grodzisko – Na pierwszym planie widzialne Boginki – Skierki

[kliknij i powiększ maksymalnie]

DSC00469 3obr prawo

00469 3 obr w prawo – Skierki w wodzie i Świetlista Droga Wodna wzdłuż przeciwległego brzegu Wisły, lustrzane cienie drzew w wodzie oraz mgławicowa Góra Grodzisko

[ kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00470 3 obr prawo

00470 3 obr w prawo – Widok od Żmijowych Skał na Skałę Żmija , na której postawiono klasztor w Tyńcu i w której znajduje się Jaskinia Żmija. Trzy Ptaki na Niebie w czasie modłów/kontaktu z Bogami. Od pełnej czerni poprzez czysty błękit do całkowitej bieli.

[kliknij powiększ maksymalnie]

 DSC00456 3obrwprawo

00456 3 obroty w prawo – Skała Ściana z Grotą Żmijową nr1

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00457 3obrwprawo00457 3 obroty w prawo – Piekary naprzeciw Tyńca. Skała Ściana-Cracovia, ze Świętym Dębem na szczycie

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00461 3obrwprawo

00461 3 obroty w prawo – Bajowy Tyniec – Klasztor na Skale Żmija. Na sąsiednim wzgórzu widocznym tutaj  na lewo od klasztoru według naszego planu stanie kiedyś pierwszy obelisk Nadwiślańskiej Doliny Bogów Przyrody – 70 metrowy Świętowit z nowym rytem na ścianach albo Perun na koniu. Będzie dwa razy wyższy niż klasztor. Zapoczątkuje on szereg posągów Żywiołów – na skałach, które nazwaliśmy też Doliną Boskich Obelisków.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00462 3obrwprawo

00462 3 obroty w prawo – Żmijowe Skały w Piekarach – Skała Dębu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00463 3obrwprawo

00463 3 obroty w prawo – Bajeczny widok z nawłociami – złoto-błękitny, na Górę Grodzisko w Tyńcu.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00464 3obrwprawo

00464 3 obroty w prawo – Bajeczny klasztor w Tyńcu na Skale Żmija – Widać Jamę Żmija (Jaskinię Żmija). Po lewej Góra tarasowa i pod nią u podnóża restauracja Tarasy Tynieckie. Na tamtej górze powstanie 70-cio metrowy Obelisk Peruna bądź Świętowita. Pod klasztorem tynieckim jest obecnie przystań statków rzecznych a dawniej w latach 60-tych XX wieku działał prom z Tyńca do Piekar.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00465 3obrwprawo

00465 3 obroty w prawo – Piekary Żmijowe Skały i Żmijowe Groty – Skała Świętych Buków

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00466 3obrwprawo

00466 3 obroty w prawo – Zimowy Tyniec z Piekar nad Wisłą

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00467 30brwprawo

00467 3 obroty w prawo – Piekary, zejście do Wisły od Skał Żmijowych

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00471 3obrwprawo

oo471 3 obroty w prawo Piekary,  Skała Macicy od Wisły

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00472 3obrwprawo

00472 3 obroty w prawo – Skała Macicy

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00473 3obrwprawo00473, 3 obroty w prawo –  Skała Macicy od strony Podpory i Groty Macicy – nasz znacznik Czerni i Bieli Absolutnej uniwersalny na pierwszym planie

[kliknij powiększ maksymalnie]      

DSC00474 3obrwprawo

00474 3 obroty w prawo – Podpora Skały Macicy

[kliknij powiększ maksymalnie]

      DSC00475 1obrwprawo

oo475 1 obrót w prawo  – Wejście do Jaskini/Groty Macicy w Skale Macicy

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00477 3obrwprawo        00477 3 obroty w prawo – Jaskinia Macicy Wnętrze Trikolor

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00478 3 obr prawo 00478 3 obr w prawo – zamarznięta Martwa Odnoga Wisły w Piekarach, równoległa do rzeki. Pełna skala ostrości – To tylko aparat w komórce SonnyE

[kliknij powiększ maksymalnie] 

DSC00498 3obrprawo 00498 3obroty w prawo – Jaskinia Żmijowa nr 3

[kliknij powiększ maksymalnie] DSC00491 3obrwprawo00491 3 obroty w prawo – Tarnina wokół drogi na Płaskowyż Bażantów

[kliknij powiększ maksymalnie]  DSC00488 3obrwprawo

00488 3 0br0ty w prawo – Zaczarowany Wąwóz – srebro i złoto

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00485 3obrwprawo 00485 3 obroty w prawo - Zaczarowany Wąwóz ostro pod górę do Płaskowyżu Bażantów  

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00481 3obrwprawo

00481 3 obroty w prawo – Śniegowa Krzaczasta Brama ukrywająca starannie wejście do Zaczarowanego Wąwozu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00480 3obrwprawo

00480 3obroty w prawo – Wejście do Zaczarowanego Wąwozu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00499 3 obr prawo

00499 3 obroty w prawo – Grota Żmijowa nr 3

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00501 3obrprawo000501 3 obroty w prawo – Skała Kapliczka – na górze widoczna naturalna kapliczka właśnie

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00497 3 obr prawo00497 3 obr w prawo Płaskowyż Bażantów i Promień Słońca – Pierwsze V – Promienia i Góry Grodzisko.

[kliknij, powiększ maksymalnie]

DSC00496 3obrwprawo 00496 3 obroty w prawoPłaskowyż Bażantów – Drugie V – VV – : a – Góra Grodzisko i promień Słońca, b- Promień Słońca i skośna linia Skały Jaskimi Żmijowej po lewej

[kliknij powiększ maksymalnie] 

DSC00493 3 obr prawo 00493 3 obr w prawo Promień Słońca na Płaskowyżu Bażantów i Góra Grodzisko w Tyńcu po przeciwnej stronie Wisły. VVV – trzy litery V utworzone centralnie przez: a – krzewy, b – krzew i promień, c – promień i górę Grodzisko. Pełna gama bieli i czerni.

[kliknij i powiększ maksymalnie]

DSC00492 3obrwprawo

00492 3 obroty w prawo – Płaskowyż Bażantów – Ukośne linie światła i cienia na śniegu

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00494 3obrwprawo

00-494 3 obroty w prawo – Modrzew na Płaskowyżu Bażantów

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00495 3obrwprawo0495 3 obroty w prawo – Brzozy na Płaskowyżu Bażantów

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00482 3 obr prawo 00482 3 obr w prawoWejście w Zaczarowany Wąwóz wiodący na Płaskowyż Bażantów. Nasz prywatny znacznik Czerni Absolutnej i Bieli Absolutnej – Czarny Bolo [kliknij powiększ maksymalnie] DSC00483 1 obr prawo00483 1 obr w prawo – Tarnina w Wąwozie. Obraz niebiesko-granatowy z elementem odsłonecznego różu w prawym górnym rogu. Widoczne lodowe iskry na tarninach na pierwszym planie.

[kliknij powiększ maksymalnie]

 DSC00504 3obr prawo

00504 3 obr w prawo. obraz który wyprawiał najdziksze swawole na drodze od mojego komputera do serwera WordPress. Mimo wykonanych 3 obrotów za pierwszym razem wszedł na boku. Zobaczcie poniżej ! Ta sama manipulacja i dwa różne efekty. Widać Jaskinię Żmija w Skale Żmija w Tyńcu. Na pierwszym planie zamrożone nawłocie.

[kliknij powiększ maksymalnie]

DSC00504 3 obr prawo

Pierwsza próba wstawienia obrazu, który w moim komputerze ma prawidłowe – poziome położenie, tak samo jak w aparacie komórki. Tutaj 3 obroty w prawo i powyżej po raz drugi 3 obroty w prawo. W tej chwili prawie wszystkie zdjęcia wykonane na SonyE moim, lub mojej żony, muszą być obracane, ale to zdjęcie pobija wszelkie rekordy „niesubordynacji” elektronicznej. Te zdjęcia były robione przeze mnie, ale jej aparatem, bo mój był pełny i „nie chciał się ” zrzuić kablem do komputera – zero reakcji, komputer go nie „widział „a do tej pory „widywał ” go całkiem dobrze. Musiałem to zrobić u Sawy przez Bluetooth.

Dusza i fizyka kwantowa – wywiad z Fredem Alanem Wolfem oraz antropozoficzne, teozoficzne i buddyjskie ujęcie tematu (zebrał Mezamir Snowid)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 1 Styczeń 2013

Dusza i fizyka kwantowa

Wywiad z Dr. Fred Alan Wolfem – autorem „Umysł stworzył materię”

Dr Fred Alan Wolf uzyskał stopień doktora w fizyce teoretycznej na UCLA. Kontynuuje on pisanie, prowadzi wykłady na całym świecie i przeprowadza badania na temat związku fizyki kwantowej i świadomości. Jest autorem książki, która zwyciężyła w konkursie National Book Award, oraz wielu innych książek, włączając „The Spiritual Universe”. Jest członkiem Martin Luther King Jr. Collegium of Scholars. Dr Wolf uczył na uniwersytecie w Londynie, uniwersytecie w Paryżu, w Instytucie Fizyki Nuklearnej (Hahn-Meitner Institute for Nuclear Physics) w Berlinie, w Izraelskim Uniwersytecie w Jeruzalem (The Hebrew University of Jerusalem) i w Stanowym Uniwersytecie San Diego w Stanach Zjednoczonych. Jego ostatnia książka jest zatytułowana „Mind into Matter”.

PYTANIE – Pozwól mi zacząć, zadając ci kilka pytań, które odnoszą się twojej ostatniej książki „Mind into Matter” oraz twoich poprzednich książek, szczególnie „Taking The Quantum Leap”. Jak różny jest świat fizyki kwantowej od świata, który widzimy?

FRED ALAN WOLF – To jest niewidzialny świat, choć wprost wpływa on na rzeczy, sprawiając, że je widzimy. To jest świat, w którym musimy sobie radzić w abstrakcyjny sposób myślenia lub postrzegania. Radzimy sobie tu z czymś całkowicie nieuchwytnym, że ja nazywam to qwiff – matematyczny konstrukt – który nigdy nie może być zauważony, zmierzony lub przetestowany. Mimo to qwiffs posiadają obserwowalne, mierzalne i testowane konsekwencje. To jest świat, który opisuje rzeczy, które my nazywamy atomami, molekułami, subatomicznymi częściami i nawet ostatnio częściej komputerami, głębszą kosmiczną komunikacją, tym, jak działają fotokomórki w twoim aparacie, telewizją, nowoczesnym komputerem i tym, jak to zasadniczo pracuje. Wszystkie te rzeczy nie byłyby możliwe bez zrozumienia podstawowych zasad, które my nazywamy fizyką kwantową.

PYTANIE – Czy to nam mówi, jak różny jest świat fizyki kwantowej?

FRED ALAN WOLF – Nie, to tylko tłumaczy, że jest nowa podstawa rozumienia istoty działania świata. Kiedy próbujemy zrozumieć świat w terminach tego, co dziś nazywane jest klasyczną fizyką, która to fizyka została wynaleziona w siedemnastym i osiemnastym wieku przez ludzi takich jak Isaac Newton, odkryliśmy na przykład, że nasze klasyczne rozumowanie było w zupełności wystarczające. Opisuje ono ruchy bardzo dużych obiektów, takich jak planety w ich orbitach, kierowanie pojazdami w dół ulicy i generalnie urządzeniami mechanicznymi. Ale kiedy próbowaliśmy zastosować ten sam rodzaj myślenia do bardzo małych, drobniutkich, atomowych i subatomowych dziedzin, odkryliśmy, że te klasyczne prawa przewidywały zdarzenia, które nie wystąpiły. Rzeczy, które się wydarzyły, były kompletnie nieprzewidywalne. W rzeczywistości fizyka kwantowa wprowadziła cały nowy sposób myślenia na temat nauki. To naprowadziło na fakt, że sposób, w jaki osoba obserwuje atomowe lub subatomowe zdarzenie, może w rzeczywistości przerabiać i zmieniać to zdarzenie w konsekwencje, które nie byłyby przewidywalne przez stare Newtoniańskie modele.

PYTANIE – Jak to działa?

FRED ALAN WOLF – Nawiązując do założeń fizyki kwantowej opartej na zasadzie nieokreśloności oraz zasadzie komplementarności, nie istnieje rzeczywistość do momentu, kiedy ta rzeczywistość jest postrzegana. Nasze percepcje rzeczywistości będą się konsekwentnie pojawiać, jako coś sprzecznego, dwojakiego i paradoksalnego. Jakkolwiek natychmiastowe doświadczenie rzeczywistości z bezpośredniego doświadczenia nie będzie wcale jawiło się jako paradoksalne. Rzeczywistość tylko wydaje się być paradoksalna, kiedy my konstruujemy historię naszych percepcji.

PYTANIE – To ma sens, kiedy patrzmy na cos nowego, decydując, co to znaczy. Ale aktualnie nie zmieniam rzeczywistości, nieprawdaż? Ja tylko zmieniam moje interpretacje na temat rzeczywistości.

FRED ALAN WOLF – Odpowiedź jest subtelna, ale tak zaskakująca, jak to tylko może się wydawać. Zmieniasz rzeczywistość wprost poprzez jej obserwację. W prawdziwym świecie mechaniki kwantowej ostatecznie i całkowicie my wpływamy na wszechświat, kiedykolwiek obserwujemy go lub cokolwiek w nim.

Rozważmy prosty przykład: kwantowa mechanika przedszkolnej piosenki zaczyna się tak: „Gwiazdka świeci, gwiazdka jasna, pierwsza gwiazdka, którą widzę tej nocy”. Qwiff opisujący foton wyemitowany z gwiazdy cztery lata świetlne od ziemi ma bardzo prosty schemat ruchu. Ten schemat przybiera formę kulistej, niekończącej się fali, która marszcząc się, pulsuje w kierunku od centrum na zewnątrz jak warstwy cebuli. Dwuwymiarowa wersja tego jest tworzona kiedykolwiek tylko rzucisz kamień do spokojnego stawu.

Potencjalny obserwator, A, na ziemi mógłby, na przykład myśleć o możliwości gwiazdy egzystującej w tym samym punkcie w przestrzeni. Wyobraź sobie nie odkrytą gwiazdę, wołającą o pomoc, proszącą o znalezienie. Wysyła ona pojedynczy foton qwiff, który rozchodzi się na całą przestrzeń. Każdy punkt na powierzchni jej fali jest prawdopodobnym punktem odkrycia. Ale nie ma we wszechświecie inteligencji by to wiedzieć. Tak więc powierzchnia fali rośnie, rozszerzając się dalej, ale stając się słabszą w miarę postępu. Być może jeśliby się to rozszerzało dalej w miarę postępu, tak jak nadmuchiwany balon, odnalazło by inteligencję. Nagle na ziemi coś wpada do głowy naszego myślącego obserwatora. W błysku szybszym niż światło, obserwator widzi światło gwiazdy. I w tej chwili qwiff zostaje drastycznie zmieniony, jak przekłuty balon. Można powiedzieć, że foton przybył. Na scenie pojawiła się inteligencja. Na scenie pojawiła się też wiedza. Wiedza została zmieniona. Pojedynczy qwiff fotonu, który został rozprzestrzeniony w orbicie o promieniu czterech lat świetlnych, załamał się w jednym atomowym zdarzeniu na siatkówce oka obserwatora. To wydarzenie – załamanie się funkcji fali ze średnicą ośmiu lat świetlnych do jednego punktu na siatkówce widza – jest zmianą wpływającą na cały wszechświat z powodu jednej chwili.

W międzyczasie, kolejny obserwator B, mógł również poszukiwać tego światła gwiazdy. Przypuśćmy, że obserwator B czekał na błysk, będąc na innej planecie, która również znajdowała się w odległości czterech lat świetlnych od gwiazdy, ale po przeciwnej stronie do obserwatora A. B mógł przegapić cały spektakl, ponieważ A uchwycił qwiff. Kiedy A zobaczył światło, zmienił prawdopodobieństwo na całą przestrzeń.

Ale tuż przed odkryciem obserwatora A, oboje, A i B mają równe szanse na odkrycie gwiazdy. W tym świecie zamieszkanym przez qwiffs, foton potencjalnie był w dwóch miejscach, blisko A i blisko B, w tym samym czasie. W rzeczy samej był potencjalnie i jednocześnie w każdym punkcie na tym okręgu qwiff. Później A zobaczył światło.

PYTANIE – Dlaczego?

FRED ALAN WOLF – Ponieważ w chwili, w której B wiedział, że nie ma fotonu, on lub ona od razu zmienił prawdopodobieństwo na możliwość nieistnienia dla niego tej sytuacji. Tak więc B, tak samo jak A był odpowiedzialny za zapadanie się qwiff.

PYTANIE – Czy to nie łamie wszystkich normalnych praw dotyczący przyczyny i efektu?

FRED ALAN WOLF – Natychmiastowe pochwycenie qwiff nie wydaje się przestrzegać zwykłych praw przyczyny i efektu. Z powodu natychmiastowości wydarzeń A i B, nie możemy powiedzieć, kto kontroluje kogo lub co kontroluje co. To jest tak, jakby umysły były chętne tak, jak głodne dzieci, wszystkie czekające tam, na zewnątrz aby pożreć pierwszy qwiff, który się pojawi.

PYTANIE – Podoba mi się ten widok.

FRED ALAN WOLF – Dzięki. Problem w tym, ż pierwszy żarłok nic nie zostawi dla reszty lub inaczej, poprzez jego akt niewiedzy, wytworzy ucztę wiedzy dla następnego.

PYTANIE – Ale jest tak dużo wiedzy. Chodzi mi o to, że gwiazda nie wypuszcza tylko jednego fotonu. Wypuszcza ich biliony. Więc nie oznacza to tylko dlatego, że jeśli ja widzę foton i uchwycę qwiff, to następna osoba nie będzie mogła zobaczyć następnego fotonu i uchwycić następnego qwiff.

FRED ALAN WOLF – Tak, oczywiście, chwilę później kolejny qwiff fotonu mógłby osiągnąć dwóch obserwatorów. I znów A może zobaczyć światło. Ale qwiff nie faworyzuje ani A ani B. Dla niego jest tak samo prawdopodobne, że B zobaczy ten foton. I jeśli go zobaczy, zmieni on rzeczywistość A tylko na chwilę. Później nadejdzie trzeci foton i czwarty i tak dalej. Każdy qwiff fotonu jest zmieniany z dwóch, prawie przeciwległych stron ogromnego, przestrzennego wszechświata. W tej kontynuowanej serii obserwacji ogromna odległość przestrzeni jest postrzegana przez obu: A i B. Tak więc z pewnego i być może z kosmicznego punktu widzenia, istnieje połączenie pomiędzy tymi dwoma obserwatorami A i B. Jakkolwiek oni mogą się o tym nigdy nie dowiedzieć. Przed obserwacjami poczynionymi przez A i B, qwiff był nieprzerwaną całością, rozprzestrzeniającą się na ogromne odległości przestrzeni. Przed obserwacją tego pojedynczego fotonu przez A nie było żadnego obiektywnego rozdzielenia pomiędzy A i B. Podział pojawi się kiedy foton był obserwowany. Poprzez obserwacje wszechświat, każdy obserwator zakłóca całkowitość tego wszechświata. Poprzez obserwację, każdy obserwator oddziela siebie od reszty tworzenia. Poprzez obserwację, obserwator zdobywa wiedzę ale również płaci cenę. Staje się bardziej i bardziej wyizolowany. Być może to jest to, co uważa się za drzewo wiedzy w Ogrodzie Edenu. Pierwszy kęs jabłka jest słodki ale kosztowny. Nasze oczy otwierają się i widzimy, że jesteśmy sami.

PYTANIE – I czy zmieniamy wszechświat poprzez stanie się świadomym tego wszechświata, poprzez koncentracje na nim?

FRED ALAN WOLF – Tak. Świadomość jest tym, co świadomość robi. To odgrywa podwójną rolę we wszechświecie. W świecie kwantów jest to zarówno świadomość, jak i tworzenie doświadczenia. Po krótce wiedza to umysł a bycie to substancja. Ta interakcja pomiędzy umysłem i substancją lub wiedzą i byciem, konsternowała filozofów od wieków i jest nazywana „problemem umysłu – ciała”.

Problem ten wiąże się z wolą. Nie będzie wystarczające, jeśli tylko sprawimy, że praca będzie wykonana – tu jest haczyk.

PYTANIE – Jak poprzez wolę sprawiasz, że cos się dzieje? Innymi słowy, kiedy wybiorę, żeby cos zrobić, jak się to wykonuje i skąd wiem, że ja to robię?

FRED ALAN WOLF – Zaskakująco, to jest kwantowe niezdecydowanie, które prowadzi do zdecydowanych wyborów na normalnym poziomie postrzeganego doświadczenia. Jeśliby to niezdecydowanie w jakiś sposób zniknęło, moja wola nie mogłaby by być wypełniona. W ogóle nie miałbym wyboru.

PYTANIE – Nie rozumiem.

FRED ALAN WOLF – Co to jest za zdarzenie, o którym mówimy? To jest komórka nerwowa, która sama reaguje. Można iść nawet głębiej w dół na skali wydarzeń: ten mniejszy podsystem zawiera jedną złożoną molekułę zwaną metyloamina, która zawiera dwa atomy wodoru i jeden atom azotu, uformowane w trójkąt. To jest część aktywnej grupy atomów, w molekule enzymu, w środku komórki nerwowej i położonej blisko ściany komórki. Możemy myśleć o tym enzymie jako o rodzaju portiera. Mały podsystem, którym jesteśmy zainteresowani leży na końcu ogonów enzymu portiera. Scenariusz idzie jakby w ten sposób: komórka nerwowa reaguje. Białkowa brama przechodzi zmianę w strukturę odpowiednią dla bramy kanałowej. Ogon wchodzi do bramy. Dwa atomu wodoru formują linię podstawową na małym koniuszku ogona, z atomem azotu powyżej lub poniżej tej linii. Jeśli atom azotu jest powyżej linii podstawowej, ogon wpasowuje się do bramy, jak klucz do zamka i brama pozostaje otwarta aby zareagować, kiedy ogon opuści bramę. Jeśli, z drugiej strony patrząc, atom azotu jest poniżej linii podstawowej, ogon ponownie dopasowuje się do bramy, ale jak dobry chłopiec, zamyka on bramę po kontakcie z nią. To są jedyne dwa sposoby dopasowania końcówki ogona – „klucza” do bramy – „zamka”. Jak na razie wszystko idzie dobrze. Trójkąt „do góry” utrzymuje bramę otwartą. Trójkąt „do dołu” zamyka bramę. Więc co się dzieje? To zależy od tego, czy to zauważysz, czy nie. Jesteśmy w kwantowej krainie. To jest akt zauważenia, który sprawia, że komórka reaguje, chwyta qwiff. Od chwili, kiedy wydarzenie jest zauważone, moment, który następuje jest wydarzeniem świadomości, świat jest innym miejscem. Tak jest, ponieważ ocena możliwości, teraz dostępna dla obserwatora, również się zmieniła.

PYTANIE – Więc to jest atom, który postrzega i decyduje, czy otworzyć się, czy zamknąć, czy nie? Czy mówisz, że atomy są świadome? Czy one mogą dokonywać wyboru?

FRED ALAN WOLF – Na poziomie atomowym świadomość jest z konieczności prymitywna i samo – refleksyjna. Neurony zawierają być może kilka miliardów atomowych „samo – refleksyjnych umysłów”. Ta samo – refleksyjna właściwość pochodzi z fizyki kwantowej w subtelny sposób. Te umysły, wszystkie są razem agentami, które ustalają twoją agencję inteligencji. Na poziomie molekularnym każdy agent wykonuje proste zadanie: zauważanie siebie. To jest jakby tak, że jedna potencjalna rzeczywistość zauważa drugą potencjalną rzeczywistość w obrębie tego samego czystego qwiff. W tym małym tajemniczym zdarzeniu, jedna z tych potencjalnych rzeczywistości nagle „pojawia się”. Akt świadomości jest kreowaniem rzeczywistości na poziomie atomowym i molekularnym. Teraz neuron jest zaalarmowany aby dać sygnał do mięśnia. Następnie neuron powiadamia mięsień. I tak dalej i dalej to idzie.

PYTANIE – Więc to jest tak, że umysł dokonuje tych wszystkich wyborów na poziomie atomowym?

FRED ALAN WOLF – Istnieje zamierzona, subtelna różnica pomiędzy jednym umysłem a indywidualnymi atomowymi umysłami. Atomowe umysły wychwytują qwiffs. One operują na poziomie mechaniki kwantowej. One działają w dziwacznym świecie pośród możliwości qwiff. I ich wybory nie są dokonane, dopóki one nie wybiorą. Każda akcja atomowego umysłu wychwytuje qwiff. Kiedy atomowy umysł pracuje, brama jest przygotowana na otwarcie. Jeden umysł normalnie nie zajmuje się rzeczywistościami. Naprawdę on tylko ma do czynienia z atomowymi umysłami i działa z tym, co zostało stworzone poprzez ich wybory. On działa jako zapis danych. Wyobraź sobie swój umysł jako szefa twojego centralnego systemu nerwowego. Wyobraź sobie twoje indywidualne atomowe umysły jako agentów działających niezależnie. Poprzez dodanie doświadczeń atomowych umysłów, jeden umysł tworzy swój rozum. On dosłownie stwarza jedną umysłowość. Robi to automatycznie. Przekształca nowe doświadczenia na stare i wytwarza nawyki.

PYTANIE – Więc jeden umysł jest sumą wszystkich wyborów, dokonanych przez miliardy atomowych umysłów? Gdzie w tym jest wolna wola?

FRED ALAN WOLF – Wyjątkowa wolność umysłu jest taka, że w tym samym czasie istnieją wszystkie atomowe umysły i żaden z nich. Nie ma żadnych, wyraźnych linii dzielących pomiędzy jednym umysłem i jakimkolwiek innym umysłem w obrębie ciała. Ta wolność wzrasta, ponieważ umysł nie ma umiejscowienia w przestrzeni. I tylko sobie wyobraź, jeżeli ten pomysł jest prawdziwy, to świadomość jest w stanie wyczuwać rzeczy na skalę atomową. Daje to niewyobrażalne możliwości. Oznacza to, że nowe lub oryginalne wydarzenia mogą być akceptowane na poziomie atomowym, na poziomie, gdzie potencjalna rzeczywistość staje się rzeczywistością. W mojej niezbadanej wyobraźni rysuję Boga w centrum całego wszechświata, przygotowującego kwantowe uczty wiedzy, wszystkie rodzaje magicznych i smakowitych, przyszłych dóbr, w postaci wspaniałych qwiffs. Qwiffs rozprzestrzeniają się na wszechświat szybciej niż światło, podróżując wstecz i w przód w czasie. A Bóg wykrzykuje, jak dobra Żydowska matka: „Jedzcie, jedzcie moje dzieci. To są wspaniałe, smakowite rzeczy, prawdziwe perły”. Ale niestety jesteśmy publicznością, która bardzo się boi tego, co może nastąpić. Oglądamy wspaniałości i jęczymy. Boimy się śmiać z żartów Wielkiego. Boimy się ucztować przy nowym jedzeniu, z obawy przed niestrawnością.

PYTANIE – Ale świat wydaję się być taki zaburzony. Jak Einstein powiedział: „Bóg nie gra w kości”.

FRED ALAN WOLF – Możemy powiedzieć, że wola Boga jest wykonywana w świecie qwiff, w kwantowej funkcji fali. To jest przyczynowy świat dokładnej, matematycznej precyzji, ale nie ma obecnej materii. To jest świat paradoksu i kompletnego zamętu dla człowieka, ograniczonej inteligencji. Dlatego jest to świat, gdzie rzecz znajduje się zarówno w jednym miejscu i w jednym czasie, jak i znajduje się w niezliczonej liczbie miejsc w tym samym czasie. Mimo to istnieje wyraźny porządek dla tego paradoksu. Jest wzorzec dla wielu pozycji, symetria. Ale my, którzy egzystujemy w świecie materii, możemy tylko zakłócać perfekcję paradoksu poprzez próbę obserwacji wzoru. Płacimy wielką cenę za materialny świat. Ta cena zawiera nasze zdrowie psychiczne. Nie potrafimy zrobić totalnego porządku z naszych obserwacji. Zawsze pojawi się coś, co jest przeoczone. To zaburzenie porządku Boga wydaję się używać nas jako Zasadę Nieokreśloności. Stąd stajemy się bezsilni, mając poczucie niższości i długo dla porządku jesteśmy bezsilni aby tworzyć wszechświat. Wszystko, co możemy zrobić, to iść razem z tym. Z drugiej strony mamy wolność wyboru. Nasza wielka bezsilność w tworzeniu perfekcyjnego porządku zezwala nam na tworzenie. Możesz powiedzieć, że Zasada Nieokreśloności jest mieczem o dwu ostrzach. Uwalnia nas od przeszłości, ponieważ nic nie może być zdeterminowane wcześniej. To daje nam wolność wyboru, jak mamy się poruszać we wszechświecie. Ale nie możemy przewidywać rezultatów naszych wyborów. Możemy wybierać, ale nie możemy wiedzieć, czy nasze wybory zakończą się sukcesem.

PYTANIE – Pozwól mi teraz zatrzymać się na chwilę i zapytać cię konkretnie o związek pomiędzy duszą i fizyką kwantową. Wielu naukowców kwestionuje to, że dusza istnieje. Wielu innych w naszej kulturze kwestionuje, że dusza ma jakiekolwiek znaczenie w zorientowanym naukowo, wyszkolonym technicznie, nowoczesnym społeczeństwie. Ponieważ nauka jest w wielkim stopniu odpowiedzialna za ukazywanie świata jako jedynie kolekcjonowania mechanicznych części działających na siebie, niektórzy ludzie czują się trochę niekomfortowo, kiedy fizyka kwantowa, taka jak twoja, próbuje zdefiniować duszę w naukowych określeniach. Niemniej, coraz więcej ludzi jest uwikłanych w pytanie dotyczące duszy, ludzkiego ducha i duchowości. Co to jest dusza z punktu widzenia fizyki kwantowej?

FRED ALAN WOLF – To jest naprawdę bardzo stare pytanie, jeśli zostawimy część „fizyka kwantowa”. Rozpoczęto to wielką debatą tysiące lat temu w starożytnej Grecji, pomiędzy zwolennikami Platona i jego studentem Arystotelesem. W skrócie dusza to agent rzeczywistości. Platon wierzył, że fizyczne zmysły będą zawsze zmierzać do zaćmienia naszej percepcji wszechświata. Nawiązując do niego, zwykły fakt, że jesteśmy ucieleśnieni, sprawia, że nasza percepcja jest jakoś zniekształcona, jakoś niedokładna, jakaś z iluzji. Podczas pracy nad poziomem ciała i zmysłów Platon sądził, że nigdy nie będziemy mogli doświadczyć rzeczy, takimi, jakimi są „w rzeczywistości”. Nauczał on, że istnieje bardziej doskonałe, niematerialne królestwo istnienia. Natomiast Arystoteles nauczał, że nie ma świata poza naszymi zmysłami. W dzisiejszych czasach naukowcy wynaleźli wyrafinowane instrumenty naukowe, takie jak mikroskop i teleskop, aby rozszerzyć moc naszych zmysłów, ale mimo to znakomita większość naukowców nadal podziela podstawowy pogląd na świat Arystotelesa. Ja wierzę, że odkrycia fizyki kwantowej w większym stopniu popierają Platona. Istnieje dowód, który sugeruje istnienie niematerialnego, nie – fizycznego wszechświata, który posiada rzeczywistość nawet, jeśli nie może to jeszcze być wyraźnie postrzegane przez nasze zmysły i naukowe instrumenty. Kiedy rozważymy doświadczenia bycia poza ciałem, podróże szamanów i świadome stany snu, które nie mogą być powtórzone w prawdziwym, naukowym sensie, one również wskazują na egzystencję niematerialnego wymiaru rzeczywistości. Teraz większość z nas nie jest wyćwiczona aby szukać i doświadczać naszych dusz. Zostaliśmy mniej lub bardziej wyszkoleni aby szukać rzeczy, które mogą być uchwycone – rzeczy, które są fizyczne lub stałe. Nie możesz sobie ot tak sięgnąć i dotknąć duszy. Mimo to, dusza jako ożywiona zasada we wszechświecie jest ostatecznie bardziej ważna, niż wszystko inne, co jest fizyczne lub namacalne.

PYTANIE – Pytanie, które później powstaje to „Jak to jest, że większość ludzi bezpośrednio nie doświadcza obecności swoich dusz”? Mogą czytać o duszy, mogą w nią wierzyć, ale jeśli dusza jest realna, dlaczego mają poczucie utraty duszy, jej nieobecności w swoim życiu?

FRED ALAN WOLF – Odpowiedź może być znaleziona w samej naturze duszy. Dusza jest żywa i pełna energii choć doświadczana subiektywnie. Wchodzę bardziej w detale na ten temat w swojej książce „Mind into Matter”. Świat, który widzimy naszymi codziennymi oczyma – poprzez filtr naszych zmysłów – jest pochodną bardziej „obiektywnego” świata. „Tamten” obiektywny świat i subiektywnie doświadczany „świat duszy” są w konflikcie ze sobą. To odnosi się do tego, co duchowi nauczyciele mówili o tym, co dzieje się, kiedy żyjący duch schodzi w sferę materii – jest walka. Więc jeśli staniemy się za bardzo zaangażowani w przedmiotowe, zewnętrzne procesy życiowe, będziemy tracić kontakt z percepcją z poziomu naszej duszy. Percepcja z poziomu naszej duszy jest wtedy, kiedy podążamy do środka siebie w wewnętrznym wyciszeniu, takim jak podczas medytacji. Możemy wtedy zacząć dostrzegać coś, co jest głębiej i bardziej znaczące, niż tylko przedmiotowa „gdzieś tam zewnętrzność”. Więc to jest bardzo ważne dla tych z nas, którzy utracili kontakt ze swoimi duszami, by spędzać trochę czasu w ciszy – nie w myśleniu, nie w wypełnianiu dziennej listy wszystkiego, co musi być zrobione – ale w byciu ze sobą w sposób, który pozwala na głębszą, wewnętrzną rzeczywistość aby kipiała od wewnątrz twojej świadomości.

PYTANIE – Niektórzy ludzie mają problem z zaakceptowaniem, że coś może być rzeczywiste ale niematerialne. Czy jest cokolwiek w nauce, co jest rzeczywiste ale niematerialne?

FRED ALAN WOLF – W sumie jest dużo, że nauka musi zmienić swój sposób opisywania rzeczywistości. Na przykład magnetyzm jest dobrze znaną sferą studiów, gdzie zaprezentowaliśmy istnienie czegoś, co jest realne ale wciąż niestałe lub nienamacalne. Będąc dziećmi, w klasie naukowej mogliście zobaczyć, jak zgina się końska podkowa, jak pręt magnesu przesuwał żelazne plomby w obręb pola magnetycznego bez fizycznego dotykania magnesem tych żelaznych plomb aby się poruszały dookoła. Tak więc efekty magnetyzmu jasno pokazują, że coś może istnieć, jest prawdziwe, nie jest materialne i stałe i mimo to może wypełnić przestrzeń i poruszać się w czasie – jak wiemy, robią to pola magnetyczne. Jeśli powszechny fenomen, jak pole magnetyczne, działające na żelazne plomby może to zrobić, czy więc dusza nie może być niewidzialna, nie – materialna, super – inteligentna, ożywiająca siły, które podobnie wpływają na i poprzez ludzkie ciało i wszechświat.? Aby dalej odkrywać możliwą naturę duszy w terminach naukowych, możemy spojrzeć w serce fizyki kwantowej. Fizyka kwantowa pokazała w eksperymentach z subatomowymi częściami, że poszczególne pola posiadają rodzaj inteligencji i wydają się być zdolne do robienia rzeczy, których zwykłe pola nie potrafią. Jednym, bardzo dziwnym procesem, który fizycy obserwują, jest to, że elektrony po prostu znikają w obłoczku światła, kiedy wchodzą w interakcję z pewnymi innymi częściami. Na początku nie widzieliśmy, dlaczego to się działo. Później uświadomiliśmy sobie, że te znikające elektrony wchodziły w interakcję z antymaterią. Ponieważ elektrony antymaterii ustawiały się przeciwnie do elektronów, to kiedy przeciwstawne części się spotkają, unicestwiają się nawzajem. Kiedy bliżej studiowaliśmy antymaterię, zaczęliśmy o niej mówić jako o „bąbelkach w absolutnej próżni pustej przestrzeni”.

PYTANIE – Co to jest ta „absolutna próżnia pustej przestrzeni”?

FRED ALAN WOLF – Więc, jak wielu z was kiedykolwiek zasnęło oglądając telewizję późno w nocy i kiedy później obudziliście się, słyszeliście stały, uciszający hałas z ekranu waszego telewizora? Ten hałas, produkowany w środku odbiornika telewizyjnego, jest wzmocnionym odgłosem tej „próżni przestrzeni”. Wielu fizyków kwantowych, włączając mnie, wierzy, że cały wszechświat, całe stworzenie powstało z „absolutnej nicości próżni przestrzeni”. Ta próżnia nicości jawi się jako inteligentna, aktywna i posiadająca świadomość. Źródło duszy wydobywa się i jest obecne w tej próżni. Wprawdzie samo pojęcie, że „coś” może być stworzone z „niczego” jest bardzo trudnym pojęciem dla umysłu do uchwycenia. Teoretyzuję, że dusza pojawiła się w tym samym czasie, co cała materia – w czasie „Wielkiego wybuchu”, 15 miliardów lat temu. Nawiązując do naszego teraźniejszego modelu naukowego, wszechświat i dusza będą kontynuowały egzystencję przez następne 20 miliardów lat, aż do momentu, który nazywany jest przez naukowców „Wielkim Zgnieceniem”, „Wielkim Kresem” lub też „Wielkim Krachem”. Pomiędzy tymi dwoma punktami od Wielkiego Wybuchu na początku czasu do Wielkiego Kresu na końcu czasu – cała materia we wszechświecie pojawia się, rozszerza się do maksymalnego punktu i później kurczy się w nicość. I poprzez to wszystko, najwyższa inteligencja, nazywaj to, jak wolisz, prowadzi i kieruje różnorodność aktywności wszystkiego we wszechświecie, w niezgłębiony, niewidzialny sposób włączając w to wszystkie żyjące formy życia.

PYTANIE – Niektórzy ludzie mówią o świetle, które jest widziane w momencie śmierci i w doświadczeniach bliskich śmierci. Co to jest?

FRED ALAN WOLF – Z naukowego punktu widzenia ciężko jest powiedzieć dokładnie, co się dzieje. I powód, dla którego nie wiemy jest taki, że nie mamy pojęcia, w którym miejscu jest obserwator, który widzi to Światło. Dla przykładu, w tym momencie masz pewne uczucie bycia obecnym w swoim ciele, rozglądając się na świat. Ale nawiązując do tego, co wiemy z fizyki, to jest iluzja percepcji: Nie ma miejsca wewnątrz twojego ciała, gdzie „ty” aktualnie istniejesz. Nie posiadasz szczególnego zakresu przestrzeni lub miejsca, które jest „tobą”. To jest iluzją myśleć, że wszystko na zewnątrz tego zakresu przestrzeni nie jest „tobą” – co jak często się mówi, to jest „na zewnątrz ciebie”. Najlepszym opisem, który możemy dać dla tego uczucia obecności jest, że „jesteś wszędzie”. Głównym powodem, że masz więcej świadomości w ciele jest wprost dlatego, że aparat sensoryczny ciała kieruje dużą ilość swojej uwagi i ta ilość uwagi jest podłączona do twoich fizycznych zmysłów. Mamy uczucie iluzji, że nasze ludzkie ciała są stałe, ale w rzeczywistości one składają się z 99,99% pustej przestrzeni. Jeśli atom zostałby napompowany do wielkości całego stadionu piłkarskiego, jądro atomu mogłoby być porównywane do wielkości pojedynczego ziarnka ryżu umieszczonego na linii 45 metrów. Teraz, dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ w atomie jądro stanowi 99,99% całości materii lub masy. Atomy zbudowane są głównie z przestrzeni. Tak więc, mimo że doświadczamy siebie, jako bycia tymi ludzkimi ciałami, bardziej jest tak, że to „kim jesteśmy” jest świadomością i pamięcią, która żyje w przestrzeni.

PYTANIE – Niektórzy ludzie mogą się zastanawiać, co to jest ten fenomen „światła na końcu tunelu”, który czasem występuje w doświadczeniach bliskich śmierci i być może również w momencie zgonu.

FRED ALAN WOLF – Pozwól mi tu coś zaproponować. Mimo, że wszystkie materialne obiekty nie mogą, według definicji, podróżować szybciej niż prędkość światła, istnieje dowód, że dusza, która jest nie – fizyczna i dlatego nieograniczona przez ruchy w świecie materialnym, może podróżować szybciej niż prędkość światła. Podróżowanie szybciej od prędkości światła nazywane jest „prędkością nadświetlną”.

Tak więc w momencie śmierci lub podczas doświadczeń bliskich śmierci, może równie dobrze się zdarzyć, że osoba przechodzi ze świata materialnego – który operuje w prędkościach mniejszych niż prędkość światła – do świata, który działa szybciej niż prędkość światła, do tak zwanego „nadświetlnego” świata duchowego. W tym transferze efekt tunelu może mieć miejsce w takim samym stopniu, jak w tym, co astrofizycy nazywają „czarną dziurą”. Teraz jesteśmy tu, gdzie zaczyna być naprawdę interesująco. W nadświetlnej prędkości duszy wychodzimy poza czas i przestrzeń, której doświadczamy w tym fizycznym wymiarze. Mamy później fenomen bycia zdolnym do poruszania się w przód i wstecz w czasie i przestrzeni. Ludzie, którzy powracają z doświadczeń bliskich śmierci, opisują coś właśnie takiego. Co ci ludzie prawdopodobnie doświadczają, to okna na ten rodzaj czasu / przestrzeni w wymiarze rzeczywistości.

PYTANIE – Wielu ludzi również donosi, zarówno ci w momencie ich śmierci, jak i ci którzy powrócili z doświadczeń bliskich śmierci, że doświadczyli widzenia nie tylko ich ukochanych, którzy już odeszli, ale też spotkania, jak to nazywam „super świetlistych postaci”, takich jak Jezus, Matka Maria, Mojżesz, Kriszna lub innych świętych osobistości. Czy może to być wyjaśnione?

FRED ALAN WOLF – Specyficzna, super – świetlista postać, która pojawia się, zwykle jest oparta na wychowaniu osoby – Jezus pojawia się dla Chrześcijan, Kriszna dla Hindusów etc. Ale dlaczego te konkretne osoby ukazują się w naszej świadomości? Cóż, ja wierzę, że te istoty są symbolicznymi reprezentacjami naszych duchowych ideałów. Na wyższym poziomie, każdy ucieleśnia archetypowe cechy Jezusa, Kriszny, Mahometa etc. Te archetypy naszych ideałów leczą nasze poczucie utraty duszy i służą nam duchowym ożywieniem, by pomóc nam pamiętać o części nas, o której zwykle zapominamy w codziennym życiu. Fizyka procesu doświadczania tych istot zawiera interakcję pomiędzy nasza duszą i naszym cielesnym umysłem. To nie jest nic mniej niż „fizyka Boga”, o której tu mówimy.

PYTANIE – Niektórzy mogą się zastanawiać – „Dobrze, jeśli fizyka kwantowa oferuje dowód na istnienie duszy, gdzie jest Bóg w tym obrazie”?

FRED ALAN WOLF – Pozwól mi zaoferować spekulatywną ale naukowo uzasadnioną wizję Boga. Po pierwsze, rozmawiając na temat jakiegokolwiek fenomenu, włączając Boga, naukowcy wolą bardziej mówić, że coś lub ktoś zachowuje się w ten lub tamten sposób, niż że coś lub ktoś robi to albo tamto. Więc używając tej naukowej terminologii, jak Bóg zachowuje się we wszechświecie? Cóż, jeśli czytamy biblię, sposoby zachowywania się Boga wydają się być bardzo paradoksalne. Ale jest jeden sposób, w jaki zachowuje się Bóg i wydaje się on być bardzo istotny dla tej dyskusji. Bóg tworzy. Bóg jest uznawany za najwyższego Stwórcę wszystkiego, co jest. Jeśli taka jest kwestia, czy jest więc możliwe aby mówić o „fizyce zachowywania się Boga”, która wyjaśniam jak Bóg tworzy? Zasadniczo, patrzymy na proces, w którym podstawowe źródło wszystkiego – „Bóg”, lub jakiekolwiek imię chcesz mu nadać, przekształca świadomość w materię. Raz, kiedy się to zdarzy, materia właściwie zachowuje się, jak rodzaj odbicia lub lustra inteligencji, z którego wyskoczyła. Kiedy materia modyfikuje siebie wraz z upływem czasu, w trwającym, ewolucyjnym procesie, nowe informacje i inteligencja kontynuują bycie odbijanym we wciąż rozwijającym się wszechświecie. Więc to jest tym, co nazywamy, że Bóg kontynuuje tworzenie, z niezmierzoną inteligencją w każdej miliardowej części sekundy z miliardów sekund, teraz i przez następne miliardy lat, które nadejdą. To, co jest stworzone, wraz z ta idealną inteligencją, odbija i modyfikuje wszystko w każdym momencie i na każdym poziomie. To dzieje się od najmniejszego elektronu do największej galaktyki, włączając wszystkie formy życia we wszechświecie. Teraz na ludzkim poziomie, niektórzy ludzie rozpatrują swoje życie i denerwują się. Oni myślą, Boże , po co ja żyję? Czy to nie jest straszne, że umrę? Życie było już czarne, kiedy się zaczęło. Życie było czarne, kiedy tu byłem i znów będzie czarne, kiedy się skończy. Och, Boże, co to jest to wszystko dookoła? Moim zdaniem, nawet ta ciemność i rozpacz zostały zaprojektowane w Bożym systemie. Możesz nie wierzyć do końca lub nawet w tym momencie nie pamiętać tego, ale w sumie stworzyłeś wszystko z tego. Teraz, „Ty”, który stworzył to wszystko, nie jest osobą czy osobowością. Ten wewnątrz siebie, który identyfikuje się jako „Jestem Joe”, „Jestem Marta”‚ „Jestem Sam” – to nie jest osoba, do której albo o której ja tu mówię. To jest lepsza esencja „Ja”, ta głębsza obecność, ta pracująca sama w sobie świadomość, która jest w tobie, we mnie, w każdym. To „Ja” pracujące w ciele, jest tym samym, co odbite w archetypowym obrazie Jezusa, Mojżesza, Kriszny, wszystkich, którzy przypominają nam o naszej prawdziwej esencji. Istnieje obecność tych bytów, ale są one odbiciami albo reprezentacjami naszej własnej identyfikacji, z naszym własnym, lepszym, głębszym „Ja”.

Kiedy Einstein umarł, naukowcy byli zainteresowani przebadaniem jego mózgu, aby sprawdzić, czy było coś specjalnego w nim, co sprawiło, że był geniuszem. Poza większą ilością komórek glejowych w jego wzrokowej korze mózgowej, nic nie było. Jego mózg nadal znajduje się w słoju na Uniwersytecie Princeton. Nie zamierzamy znajdywać, co sprawia, że jedna osoba jest mądra a inna głupia poprzez patrzenie na ich mózgi, chyba, że występuje uszkodzenie fizyczne. Więc nie będziemy szukać źródła inteligencji i duszy w materialnym świecie. Ja nie postrzegam duszy i świadomości jako epifenomenu (drugorzędny fenomen, który jest produktem poprzedniego) albo produktu materii. To działa w inny sposób. Postrzegam materię jako epifenomen duszy i świadomości. Świat materialny rozwinął się z absolutnej próżni przestrzeni – domu duszy.

PYTANIE – Pozwól mi się jeszcze raz zatrzymać. Chciałbym spojrzeć, jak twoja praca oferuje jakieś światowe perspektywy i dostarcza jakichś wskazówek o przyszłości. Wydaje się, że żyjemy w czasie przyspieszenia. Wielu ludzi mówi o naszych zmieniających się czasach i opisuje je jako niespotykane. Czy my znajdujemy się w środku zmiany? Czy globalna świadomość zmienia się? Jakie jest twoje zdanie na temat zmiany świadomości, jak to niektórzy mówią, ze świadomości dualistycznej do świadomości zjednoczonej?

FRED ALAN WOLF – poprzez przyspieszenie procesu indywidualizacji, własne ja staje się bardziej świadome jedności świadomości. To jest jak paradoks. Wraz z tym, jak stajemy się bardziej inteligentni, stajemy się bardziej świadomi jedności. Bez separacji, bez indywidualności, ta przejrzystość jedności nigdy by nie wystąpiła. Mogłoby to być praktykowane, bezgłośnie mówione lub udawane, że jest rozumiane. Ale dzisiaj ludzie posiadają doświadczenie jedności poprzez indywidualność. To nie jest tylko kwestia jedności. To jest doświadczanie jedności jako jednostka, nie poprzez grupową medytację czy grupowe rozważanie, ale poprzez indywidualne stawanie się świadomym i jest więcej niż tylko jedno własne, indywidualne myślenie. Ten psychiczny poziom świadomości zwiększa się, ale nie poprzez grupowe ćwiczenie. Właśnie teraz istnieje ogromne pragnienie. Jednostki chcą wiedzieć. Dążą one do znalezienia punktu oparcia w nowej bazie wiedzy. Chcą wiedzy. Cóż, one chcą tej wiedzy, ponieważ mogą poczuć zapach, lub wyczuć, lub domyślić się, że istnieje nowa forma świadomości, pojawiająca się wokół nich. Dziś narzędzia technologiczne również prowadzą do tej wspanialszej świadomości. Prawie banalnym przykładem tego jest Internet, który prowadzi do globalnej komunikacji prawie z prędkością światła. Z tym wiąże się wyłaniające poczucie jedności umysłu. Istnieje wielka nadzieja, wielka obietnica. Ale to nie przychodzi do nas, jak to zwykło przychodzić do naszych przodków, kiedy oni byli plemieniem komunikującym się jako całość. Mogli oni jako całość żywić się nawzajem, próbować przywrócić uczucie obecnego zjednoczenia – jedność ducha. Już się tak nie dzieje. Teraz mamy ludzi w małych odosobnionych pokojach. Poza koncertami rockowymi i paroma innymi wydarzeniami, ludzie już nie zbierają się tak często, jak zwykli to robić. Mogą iść w nowe formy mediów, zwiększające jedność ale to jest poprzez bębnienie i wrażenie zewnętrznego technologicznego wpływu, kiedy ludzie przychodzą na te koncerty i podobne wydarzenia. Ubawy i koncerty są przykładami tego, co myślę, że prowadzi do jedności świadomości. Jednostki chcą kąpać się w tym doświadczeniu. Ludzie nie przychodzą aby koniecznie być razem. Oni przychodzą aby być w samotności, kołysząc się w rytm muzyki. To jest inne doświadczenie, choć może ono prowadzić do jedności.

PYTANIE – Chciałbym dotrzeć do czegoś, co fizycy kwantowi nazywają efektem obserwatora. Wielu mistyków i rdzennych szamanów mówiło o przepowiedni i przedstawianiu rzeczywistości. Oni mówią, że wpływamy i przedstawiamy rzeczywistość poprzez zbiorową świadomość. Innymi słowy, wybieramy nasz wynik. Niektórzy wysunęli teorię, że możemy mieć alternatywne rzeczywistości. Jedną z nich na przykład jest destrukcja planety ziemi. Kolejna alternatywna rzeczywistość mogłaby być pozytywna dla ziemi. Czy nowi fizycy mogą wyjaśnić możliwość indywidualnej i grupowej ludzkiej świadomości wpływającej lub przedstawiającej rzeczywistość?

FRED ALAN WOLF – Jest tu kilka rzeczy do przedyskutowania. Każda z nich musi być rozważona oddzielnie, zanim zaczniemy rysować konkluzję na temat tego, co w podsumowaniu to wszystko ogólnie razem znaczy. Po pierwsze, co to jest efekt obserwatora? Po drugie, jaki jest wpływ dużej grupy jednostek na system lub społeczeństwo? Następnie, jakie są rzeczywistości w tym obrazie? Czy istnieją takie rzeczywistości i co to znaczy dokonywać wyboru? Jak to się ma do tej całej gry? Po pierwsze, ze zdroworozsądkowego punktu widzenia, nie ma alternatywnych rzeczywistości. Jest tylko fizyczny świat i są rzeczy, które robisz aby coś przenieść albo poruszyć się. Nic tak naprawdę nie zmienia się. Wszystko jest zachowane. Obiekt może być przesunięty z jednego miejsca w drugie i gdy się to dzieje, ktoś mówi, że rzeczy zmieniły się. W rzeczywistości nie. One tylko mniej lub bardziej zmieniły pozycję, jak ludzie bawiący się w zabawę z zamienianiem krzeseł. To jest klasyczny punkt widzenia. Przyjmuje się, że obiekty istnieją, niezależnie od tego czy ktoś jest tam, żeby je obserwować czy nie. Jeśli drzewo upada w lesie, robi hałas. Niezależnie, czy jest jakieś ucho do słuchania, czy nie, to drzewo hałasuje. Ludzkie istoty są niczym więcej, jak tylko fizycznym ruchem małych obiektów, w środku rzeczy nazywanych ciałami. Szybki sposób, w jaki ten ruch pojawia się i jego aktywność, daje to, co przedstawia się jako myśl, uczucia i tak dalej. Wszystko to, co się dzieje, jest ruchem czegoś. To jest powszechnie akceptowany, materialny punkt widzenia.

Dalekim od tego punktu widzenia jest idealne, obdarzone wyobraźnią mistyczne doświadczenie. Cokolwiek na zewnątrz materialnego jest nieważne. Obdarzony wyobraźnią lub mistyczny element jest obecnie brakujący z materialnego punktu widzenia i nigdy nie będzie wytłumaczony. Dlatego też, klasyczny pogląd jest tak specyficzny i wąski. Materialny punkt widzenia był bardzo pomocny w dokonaniu naukowej rewolucji. Był bardzo użyteczny, ale osiągnął punkt, gdzie nie można iść dalej. Punkt ten wyjaśnia naturę świadomości. Jak ludzie są świadomi? Wydaje się, że nie potrafimy wyjaśniać, jak ludzie są świadomi, korzystając wyłącznie z procesów materialnych. Jest bardzo wielu ludzi próbujących to robić i są ludzie próbujący budować urządzenia nazywane komputerami ze sztuczną inteligencją. Jest nadzieja, że może to być zrobione. Ale z punktu widzenia tego, co teraz nazywane jest nową fizyką, wydają się istnieć jasne limity dotyczące tego, jak daleko można zajść. To, czego nauczyła nas nowa fizyka, to po pierwsze to, że nic nie jest takim, jak się wydaje być. Obiektywny światopogląd dotyczący obiektów nie jest naprawdę sposobem, w jaki świat jest skonstruowany. Może się wydawać, że jest on skonstruowany w ten sposób, ale jest coś ukrytego, czego nie widzimy, które oznacza, że świat nie jest zbudowany z twardych części. W gruncie rzeczy, obiekty fizyczne nie są tak prawdziwe, jak się ukazują. Idąc od tego nowego punktu widzenia, pojawienie się czegoś może mieć tak drastyczny efekt, jak zwykło się mówić, rzecz sama na siebie. Przykładem tego jest praktyka pewnych form sztuk walki. Ludzie, którzy osiągnęli pewien poziom w stylu sztuk walki, mogą manipulować fizyczną materią poprzez używanie swoich zmysłów w sposób, którego nie zwykliśmy używać w naszej kulturze. Na przykład możesz zobaczyć studenta przewracającego się, jeśli nauczyciel, który naucza, poruszy swoją głową w pewien sposób. Uczeń może wyglądać jakby został przewrócony przez uderzenie. Ale w rzeczywistości nic fizycznego nie wydarzyło się. Dużo więcej dzieje się, niż to wychwytuje oko. Istnieje niematerialna komunikacja, która wydaje się wpływać, mieć efekt i przekształcać materię. To w rzeczywistości zmienia materie ludzi, którzy są w kontakcie. Kiedy oglądasz pewne formy zwierzęcego życia, taki jak mrówki, pszczoły, stada ptaków lub nawet ławice ryb, odkryjesz, że są zdolne one komunikować ze sobą z zawrotną prędkością, dużo większą, niż ich proste systemy nerwowe mogłyby kiedykolwiek na to pozwolić. Nawet w naszych własnych mózgach odkrywamy, że istnieją czasowe paradoksy. Jesteśmy zdolni odpowiadać, pojmować i być świadomymi otaczającego nas świata, z prędkością szybszą, niż nasze mózgi mogą przetworzyć dane. To zajmuje więcej czasu dla mózgu, by przetworzyć dane, które budują poznanie, wyobrażenie, rozpoznanie uczucia, później to zajmuje pewną ilość czasu dla nas aby mieć doświadczenie i wiedzieć czym jest to doświadczenie. Przetworzenie danych zajmuje czas, ale wydajemy się być zdolni tego doświadczyć, zanim nasze mózgi nam na to pozwolą.

Tak więc jasno wynika, że coś innego się dzieje, co nie pasuje do materialnego punktu widzenia. Jest nadzieja aby znaleźć naukę, która to wszystko wytłumaczy. Jeszcze jej nie znaleźliśmy, ale zbliżyliśmy się za pomocą fizyki kwantowej. Fizyka kwantowa świadczy, że jest głęboki związek pomiędzy obserwacją a fizycznym światem. Kluczem tu jest zrozumienie, że idee obserwatora i obserwowanego są dla siebie iluzjami z metafizycznego punktu widzenia. Obserwowany przybiera wygląd twardego, materialnego obiektu. Obserwator przybiera wygląd miękkiego, niematerialnego obiektu. Prawdą jest, ze chodzi w tym o coś innego, co nie jest twarde lub miękkie, ani nie jest obserwatorem lub obserwowanym. Chodzi tu o jedność, która wydaje się mieć dużo dalej sięgające związki. Wygląda na to, że obserwator wpływa na obserwowanego jedynie przez obserwowanie. Okazuje się, że to jest to, co się dzieje, ale nie jest to tym, co się dzieje dalej. Okazuje się, że jest umysł i materia. I jest też umysł obserwatora, który wpływa na materialny świat. Jakkolwiek, materialny świat nie jest sam w sobie naprawdę twardy a umysł obserwatora nie jest naprawdę miękki. Tu chodzi o coś innego.

PYTANIE – Czy nie ma oddzielenia pomiędzy materialnym światem i świadomością?

FRED ALAN WOLF – Punkt, który tam jest, nie jest żadną taką rzeczą, jak świadomość czy materialny świat. Nie ma takiej rzeczy, jak dwoistość. Jest tylko jedna rzecz. To, czym to jest, to jest bardziej tajemnicze, niż mogę kiedykolwiek to zgłębić. Jest to głębokie i tajemnicze. Wydaje się to dzielić na materialny świat i obserwatora obserwującego materialny świat. Nie sądzę aby ktoś, jak dotąd, wiedział, jak to jest zrobione. Podział cząstki subiektywnej i obiektywnej jest bardzo tajemniczy. Ten podział występuje w sposób, który nie jest tak prosty, jak objęta nim, istniejąca cząstka subiektywna i objęta nim, istniejąca cząstka obiektywna, która jest już podzielona. One nawet nie są połączone między sobą. Na różne sposoby są one rozkładane na części. Taniec zawsze toczy się dalej. To jest jak cukierkowa piłka. Jest rozebrana na części, na cząstkę subiektywną i obiektywną. Jest pchnięta i znowu rozłożona na części. Za każdym razem, kiedy to się dzieje, włókna pomiędzy nimi są inne i to czym była cząstka subiektywna i obiektywna zmieniła się. To jest nieustający taniec. Ten cukierek jest wielkim gotującym się kotłem zwanym próżnią. Części, z których jesteś zrobiony w tym momencie – każdy pojedynczy elektron – były w próżni i wybulgotały. Iluzja jest taka, że to ciągle tam powstaje. Coś o wiele głębszego i bardziej tajemniczego pojawia się tworząc, żeby wyglądało to na bardzo stałe i bardzo prawdziwe. Pochodzi to z fizyki kwantowej. To jest całe pole – myśl o tym, jako o polu pszenicy, wielkie pole, gdzieś tam, które zawiera obu, obserwatora i obserwowanego. Coś się wydarza w jednej części pola pszenicy. Wieje wiatr. Coś się wydarza w kolejnej części pola pszenicy. Coś przewraca się, rusza się dokoła. Może ruszają się ziarna pszenicy. Cokolwiek. Teraz, z punktu widzenia obserwatora wygląda na to, że obserwator wpłynął na obserwowanego jedynie poprzez patrzenie na to. Z punktu widzenia obserwowanego, wygląda na to, że coś popchnęło rzeczy dookoła. Tak to wygląda dla nas, patrząc z zewnątrz, patrząc z punktu widzenia fizyki kwantowej. Fundamentem fizyki kwantowej jest coś, co nie jest ani materialne ani niematerialne, nazywane funkcją kwantową lub polem możliwości. To jest zarówno fikcyjne, jak i mające fizyczne konsekwencje. Ale nie jest to ani fizyczne ani nie jest czystą fikcją. To wydaje się być zarówno poza przestrzenią, jak i w naszym mózgach w tym samym czasie. Kiedy pole się zmienia, same materialne obiekty też się zmieniają. Jak się zmieniają? Zmieniają się ponieważ, to co reprezentuje pole, jest polem prawdopodobieństwa dla wszystkich rzeczy do wydarzenia się. Zmiany pola prawdopodobieństwa mogą być porównane do rzucanej monety. Na przykład, moneta, która teraz jest rzucana, ma zamiast prawdopodobieństwa 50/50 – 75/25, w momencie kiedy jest już rzucona w powietrze. Podrzucając monetę wiele razy zobaczysz 7,5 raza orzełka na 10 prób. Przed tym mogłeś mieć po prostu 5/5 orzełków. Umysł, pole prawdopodobieństwa może zmieniać szanse, więc to jak jeden obserwuje, jest zmieniane poprzez ciągłą obserwację, zmieniając i przesuwając drogi obserwacji czegoś. Już wiemy, że to istnieje. Jest to prawdziwe. To odrzuca pogląd, ze obiekt sam w sobie jest stały, niemierzalny, za wyjątkiem siły, kiedy jest on poruszany za pomocą siły fizycznej. Siła, o której mówimy, nie jest siłą fizycznego obiektu nad fizycznym obiektem. To jest zmiana umysłu. To już nie jest bardziej energetyczne lub pełne siły od zmiany myśli lub grymasu, czy zachwiania czyjegoś umysłu, choć to wydaje się mieć efekty. Dziś wiemy, że to prawda. Tak czy inaczej, może to być wyrażone w terminach globalnego efektu przemiany – niezależnie, czy to może być to, co szamani używają, kiedy pracują z ludźmi i uzdrawianiem, – czy to, co narody używają, kiedy chcą zmobilizować ludzi aby szli na wojnę, – czy taki rodzaj efektu przemiany, jak pole prawdopodobieństwa w jednym umyśle, wpływające na inny umysł, że ten grupowy umysł jest pozostawiony jako jedno pole prawdopodobieństwa, które później wpływa na wszystko? – to w rzeczy samej może być tym, co się wydarza.

PYTANIE – Starszyzna z plemienia Hopi wychodzi i przeprowadza taniec deszczu i jest pewne, że będzie padać. Czy z punktu widzenia fizyki kwantowej to może być wyjaśnione?

FRED ALAN WOLF – Mogłoby być ale nie będzie to tym, co ktoś sobie myśli. Praktyka jest bardzo stara. To sięga czasów, kiedy magia była panującą praktyką. Kiedy chciałeś aby coś się wydarzyło, wykonywałeś zaklęcia, mogłeś stworzyć scenariusz „jak powyżej, tak poniżej”. Najprawdopodobniej użyłbyś czegoś. Może nawet stworzyłbyś model w swoich rękach. Później puściłbyś ten model w obieg. Jeśli chciałbyś deszczu aby nadszedł, upuściłbyś na ziemię kamyki. Kiedy zaczęłoby padać, obserwowałbyś bardzo dokładnie, co to było, co zrobiłeś i co było inne w sposobie upuszczania kamyków dzisiaj, niż w tym, w jaki sposób upuściłeś kamyki wczoraj, kiedy nie padało. Tym razem rzuciłem kamyki do góry w powietrze. Zróbmy to następnym razem, kiedy będę chciał deszcz. Podrzucę je trochę wyżej. Kiedy to nie zadziała, spróbuję czegoś innego. Magia zawsze była próbą kontrolowania natury. Jest to możliwe z czystego, materialnego punktu widzenia, że taka praktyka mogłaby zadziałać. Na przykład, rzuć wystarczającą ilość kamyków do góry, w wilgotne powietrze; spowoduje to pojawienie się wydarzeń konwekcyjnych a te wydarzenia mogłyby, tak jak skrzydła motyla, w niestabilnej sytuacji spowodować rozerwanie chmury deszczowej. Mogłoby się to zdarzyć. Myślę, że nie jest to tym, co naprawdę się dzieje. Ale jest to możliwość, ponieważ pogoda jest bardzo nieprzewidywalna, nieliniowa i chaotyczna w terminach modeli, o których aktualnie już mówiliśmy. Nie jest jasne, co umysł mógłby zrobić aby wpłynąć na to wszystko. Ale istnieje tu kolejna możliwość, która jest całkiem inna. Nie chodzi tu wcale o nic do kontrolowania przez szamana. Chodzi tu o świadomość szamana w byciu pogodą. Staje się pogodą. Staje się chmurą. Staje się świadomy chmury. Zaczyna swój taniec, kiedy deszcz ma już nadejść. On nie może pomóc sobie. On staje się pogodą. Teraz nadchodzi deszcz. Dla zwykłej osoby, która to obserwuje, wygląda, że on sprowadził deszcz. Ale on nie sprowadził deszczu. On jest deszczem. Jak mógł sprowadzić coś, czym już jest? Tu jest ta różnica. To naprawdę jest to, w co szaman wchodzi. Szaman jest wrażliwy na to, gdzie i kiedy Wielki Duch się porusza. Szaman wykorzystuje to. Szaman nigdy nie próbuje kontrolować Wielkiego Ducha. Szaman jest całkowicie częścią Wielkiego Ducha. Tak więc wszystko, co szaman robi, to poddanie się dla Wielkiego Ducha, pozwolenie mu na wejście i stanie się świadomym. Ich natura nie jest obietnicą wyniku, takiego, jak deszcz. Ich naturą jest bycie świadomym. Żaden z szamanów, z którymi kiedykolwiek pracowałem, nie próbował mi powiedzieć, że oni potrafią kontrolować. Nawet w leczeniu, czekają aby zobaczyć, czy Duch wejdzie w nich. Oni stają się świadomi całości, postaci.

PYTANIE – Stajesz się uczestnikiem w naturze. Jesteś jakby przewodem dla niej ale nie jesteś procesem samym w sobie. W prawdziwym szamańskim leczeniu czasami czekasz dni, tygodnie lub miesiące i patrzysz czy Duch wejdzie i mówisz: tak, to jest w porządku. Prawdziwy szaman nie zobaczy każdego. Prawdziwy szaman nie może obiecać niczego, zgadzając się intensywnie pomagać, w tym, co chce zrobić natura.

FREAD ALAN WOLF – To naprawdę jest duchowa praktyka. Jest to naturalna praktyka. Zachodnia medycyna jest dużo bardziej magiczna, wścibska i potężniej skonstruowana niż był kiedykolwiek szamanizm lub kiedykolwiek zamierzał być. To jest z powodu złożoności umysłu zachodnich osób. Kiedy oni by po raz pierwszy zobaczyli te praktyki, mogliby przypuszczać, że szaman robił coś aby to się wydarzyło. To jest naturalny wniosek. Magik, który ma przedstawienie na scenie, wykonuje to na wprost naszych oczu i my wszyscy jesteśmy zachwyceni. Wiemy, że magik kontroluje wszystko, co dzieje się na scenie. Założenie jest takie, że szaman jest taki, jak magik. Sami magicy nie wiedzą wiele o praktyce szamana, ponieważ jedyną rzeczą, na której się znają, jest praktyka manipulacji. Przypuszczają, że każdy, kto robi to, czego domagają się szamani aby robić, musi manipulować i dlatego jest oszustem, takim jak oni.

PYTANIE – Istnieje interesujący fenomen. Rdzenni mieszkańcy mają zdolność do dostrajania się do różnych obiektów w ich otoczeniu. Na przykład mogą dostroić się do konkretnej rośliny leczniczej w celu znalezienia jej. Czy ten fenomen jest ci znajomy?

FRED ALAN WOLF – Oni stają się świadomi rośliny, która jest nimi. Świadomość rośliny i osoby nie jest rozdzielona. Pole prawdopodobieństwa jest jedno. My, z drugiej strony, przyjęliśmy pozycję manipulowania naturą. Zachodnia kultura jest naprawdę magiczna. To jest techno – magia. Jest dużo bardziej magiczna niż szamanizm. Spójrz na wirtualną rzeczywistość. W przeciągu dni, tygodni, miesięcy ludzie będą zdolni do chodzenia w rzeczywistości, która nie jest fizycznie prawdziwa i będą mięć doświadczenie jej rzeczywistości. To się już dzieje.

PYTANIE – Jest coś jeszcze, o co chciałbym się zapytać. Chciałbym w skrócie przejść nad kwestią pojawień się UFO. Jak dwoje ludzi może być w tym samym miejscu, w tym samym czasie i jedna osoba widzi UFO a druga nie? Czy taki fenomen jest prawdziwy i jak w tym przedstawia się idea subiektywnej i obiektywnej rzeczywistości.

FRED ALAN WOLF – To dobre pytanie. Nie ma łatwej odpowiedzi. Łatwa odpowiedź byłaby taka, że są obiekty prawdziwe i nieprawdziwe; i prawdziwe obiekty są prawdziwe i każdy może je zobaczyć a nieprawdziwe obiekty są często imaginacją i tylko jedna osoba może je zobaczyć. Nawet jeśli by przypuszczano, że to jest poprawna odpowiedź, wcale tak nie jest. Kiedy podchodzimy do tego całego pola umysłu i materii, odnajdujemy dziwne wydarzenia, które nie mogą być łatwo wyjaśnione a Ufologia jest tylko jedną z nich. Kolejną jest zdolność ludzi, aby sprawiać umysłem, że pojawiają się obiekty. Nazywane są tulpas. Tybetańczycy praktykowali tworzenie tulpas dla więcej, niż jednej osoby. Jest to umysłowy obiekt, który tworzą w umyśle poprzez głęboką medytację. Możesz siąść i medytować ze mną i mimo, że nie wiesz, nad czym medytuję, zobaczysz rzecz, którą ja widzę. Więc pojawia się to, co nazywane jest obiektywną rzeczywistością. Jeśli oboje widzimy obiekt i zgadzamy się z tym, co widzimy, to jest to prawdziwe, niezależnie od tego, czy jest to fizycznie prawdziwe, stałe i ma masę. To nie jest ważne. Jeśli jest to obiektywnie prawdziwe, to możemy oboje wyczuć jego obecność w zwyczajny sposób. Kiedy dochodzi do takich rzeczy, jak UFO lub latające talerze lub tajemnicze obiekty, jak pojawiająca się Dziewica Maryja, nie ma łatwej odpowiedzi. Jest wiele odpowiedzi, dla których te rzeczy się dzieją. Jeśli chciałeś mnie spytać, co się dzieje, mógłbym powiedzieć, że umysły jednostek, które widzą te rzeczy, koniecznie są połączone w jakiejś formie. I one to doświadczają. I są inne umysły, które nie zobaczą ich w ogóle. Może to być odniesione do częstotliwości, wibracji, koloru lub punktu widzenia. Istnieje liczba fizycznych czynników, które mogłyby być w to zaangażowane, ale mimo to, wydają się być one bardziej zaangażowane z umysłem niż z obiektem. To jest na granicy. To jest coś zawierające wszystko. To istnieje pomiędzy cząstką subiektywną a obiektywną. To jest w formie tworzenia. Dlaczego jest to tak szeroko rozpowszechnione i dlaczego tak wielu ludzi ma takie obserwacje i dlaczego zaufani naukowcy, jak John Mack, stanowczo sądzą, że ludzie mają obiektywne doświadczenia tych spotkań. To jest ciągle tajemnicą dla wielu ludzi. To jest fenomen, który jest stosunkowo nowy. Może być tak, że kiedy wchodzimy do wirtualnej rzeczywistości i studiujemy ją jako produkowaną przez technologię, możemy lepiej zrozumieć, jak wyglądają rzeczy. Na przykład są obrazy stereogramowe (trójwymiarowe), na które możesz patrzyć. Jest to pole kropek i wzorów. Kiedy zmieniasz sposób patrzenia, nagle obiekty wyskakują przed tobą. To może być coś takiego. Mogę zobaczyć przedmiot naprzeciwko mnie, wyskakujący w stereogramie. Patrzysz na tę samą rzec, na którą ja patrzę i nic nie widzisz. Używam moich oczu i mózgu w inny sposób, niż ty. Może być tak, że UFO jest związane z efektem stereogramu. Jeśli dwóch lub więcej obserwatorów poprzez trening lub związek, nauczyło się regulować sposób, w jaki oni patrzą na coś, to się pojawia; podczas gdy ktoś inny, kto nie wie, jak to robić, nic nie widzi.

PYTANIE – Mistycy zawsze nawiązują do jedności wszystkich rzeczy, do sieci, która przechodzi przez wszystko. Czy istnieje jakaś podstawa do tej kwestii z perspektywy fizyki kwantowej? Jakie są podobieństwa pod tym względem pomiędzy nowymi naukowcami i poglądem mistyków.

FRED ALAN WOLF – Kluczem do szamana jest wibracja. Szaman mógłby powiedzieć: „Wszystko jest wibracją. Wibracja jest fundamentem całości wszystkiego”. Fizycy kwantowi mogliby powiedzieć: „Wszystko jest kwantową funkcją fali, wibrującym polem możliwości”. Szaman i fizyk widzą tą samą rzeczywistość z innej perspektywy. Dla fizyka kwantowego, raz, kiedy mamy wibrację, mamy fale. Kiedy mamy fale, mamy różne długości fali i różne częstotliwości. Kiedy to mamy, możemy formować pakiety fal. Możemy tworzyć obiekty. Możemy kształtować ograniczenia. Możemy formować limity. Możemy mieć fizyczność. Dla szamana, w momencie, kiedy masz wibrację, nasz rezonans, masz uleczenie, masz zdolność do dostrajania się, posiadasz rozpoznanie, wzór.

PYTANIE – Czy możesz wyjaśnić z punktu widzenia nowej fizyki, jak niektóre z szamańskich fenomenów są możliwe? Czy udało ci się znaleźć odpowiedzi, które mogłyby wytłumaczyć zmianę kształtu lub doświadczenia bycia poza ciałem?

FRED ALAN WOLF – Powiedzenie, że rozwiązałem problem tego, co ci ludzie robią, byłoby pójściem dużo dalej, niż to rozumiem. Nie sądzę aby to całkowicie się udało. Mogłem mieć przeczucie lub pomysły na temat tego, co się dzieje, ale nie sądzę abym odkrył, o co tu chodzi. Kiedy stworzyłem dziewięć założeń, to było najbliżej, jak tylko mogłem podejść, robiąc z nich naukę. I to było bardzo słabe. Nie są to wcale solidnie koncepcje. Jest bardzo trudno zaszufladkować szamana w zachodnio naukowym trybie. Są pewne rzeczy, które jednak pojawiają się, jak uniwersalność wibracji, zdolność wpływu poprzez świadomość i zmiana rzeczy za pomocą świadomości. Pojęci rezonansu w praktyce leczniczej było bardzo kluczową ideą, która miała dla mnie sens. Szaman nie leczy pacjenta poprzez wiedzę, gdzie jest pacjent i próbę wejścia w pacjenta aby poczuć wibrację. Szaman leczy pacjenta poprzez sprawienie aby pacjent się poddał, pozwalając mu odejść od wzorców, które trzymają choroby w ciele osoby. Szaman wie ze swojego treningu, jaka jest uzdrawiająca wibracja w jego własnym ciele. Więc szamani próbują skłonić osobę do uwolnienia niektórych aspektów ich samych, które pozwolą im rozbrzmiewać razem z szamanem. Szaman nie próbuje rozbrzmiewać w wibracyjnym wzorze lub częstotliwości osoby, którą leczy, ale próbuje nauczyć tę osobę wibrować na tym samym co on. Jeśli dwie rzeczy mają inną częstotliwość, wtedy nie mogą być w harmonii. To jest tylko wtedy, kiedy schodzą na tę samą częstotliwość. Wtedy harmonia pojawia się i transfer może mieć miejsce. To również tłumaczy rzeczy, o których mówią szamani. Szamani są bardzo wrażliwi na atak. Większość ludzi tak nie uważa. Myślą, że oni są potężni, ale to nieprawda. Kiedy zaczniesz zmieniać się w szamana i wibrować z szamanem, wtedy ty i szaman jesteście jednym. To oznacza, że on jest bardzo wrażliwy na atak. On też otwiera się na ciebie. Jeśli zechcesz popchnąć szamana, wtedy wywołasz złą atmosferę i szaman odbierze to. Zwykle wiedzą, jak sobie z tym radzić, ale nie zawsze. Nie pamiętam wszystkich dziewięciu hipotez. Ogólnie mógłbym powiedzieć, że odniosłem minimalny sukces w wyczuciu jedności wibracji, jako kluczowego pojęcia lub kluczowego pomysłu, który wydawał się tłumaczyć wiele z tego, co robią szamani. Były jeszcze inne aspekty, np. o naturze czasu, których nauczyłem się od szamanów, którzy byli uświadomieni. Ja uważałem za rzec oczywistą, że oni mogli podróżować w czasie i iść wprzód lub wstecz w czasie i rozmawiać ze zmarłymi duchami. Jakkolwiek, nie mam pojęcia, czy jest wiele w fizyce kwantowej, co by mogło sobie z tym poradzić. Patrząc na ostatnie nowiny fizyki kwantowej, pojęcie rzeczy z przyszłości, wpływające na rzeczy teraźniejsze, jest w dużym stopniu częścią nowych sposobów myślenia o fizyce kwantowej. Więc jest nawet więcej powiązanych możliwości w tym względzie.

PYTANIE – Czy uważasz, że nowi fizycy, będąc nastawionymi przeciwnie do fizyki Newtona, wydają się poruszać w kierunku, który jest bardziej kompatybilny z mistycznym poglądem świata?

FRED ALAN WOLF – Ja tak myślę i wielu ludzi też tak myśli. Ale jest duża liczba osób, która tak nie uważa. Oni myślą, że to jest tylko przeciwstawny punkt widzenia. Na przykład, Ken Wilber, który jest bardzo znanym filozofem, myśli, że fizyka kwantowa jest ślepą uliczką, tak samo jak mistycznie myślenie i doświadczenie i nie prowadzi do niczego nowego. On myśli, że to nie idzie w parze z mistycznym doświadczaniem. Także wielu materialistów, którzy uważają, że fizyka kwantowa może być jeszcze rozumianym fenomenem, wierzą, że nie powinna ona być używana jako podstawa do mistycznego doświadczenia. Nie wierzą, że jest to prawdziwe.

PYTANIE – Jeśli czegoś nie widzisz, nie możesz tego udowodnić. Nie jest to prawdziwe. To jest bardzo ograniczony sposób patrzenia na rzeczywistość. Porozmawiajmy np. o dźwięku…

FRED ALAN WOLF – Dźwięk jest bardzo ważny, ponieważ w gruncie rzeczy wprawia materię w wibrację. To poprzez dźwięk, uleczenie może mieć miejsce. Fundamentalnie to jest to, czym jest leczenie.

PYTANIE – Kontynuuj proszę.

FRED ALAN WOLF – Materiał w ruchu jest dźwiękiem. Kiedy coś porusza się wibrująco, możemy usłyszeć dźwięk. Kiedy my tworzymy dźwięk za pomocą naszych głosów, wprawiamy cząsteczki powietrza w ruch we współbrzmieniu z naszymi strunami głosowymi. Kiedy moje struny głosowe wibrują i twoje bębenki w uszach wibrują są we współbrzmieniu. Gdybym obserwo

PYTANIE – Aby postrzegać inne rzeczywistości, musimy w jakiś sposób zmienić naszą świadomość. Musimy się dostroić do innych rzeczywistości.

FRED ALAN WOLF – To nie jest zawsze w twojej kontroli, żeby to zrobić. Byłoby wspaniale, jeślibyś potrafił. Nie wiem, jak to zrobić poprzez kontrolę. Wierzę, że są pewne rzeczy, które mogę zrobić aby to wzmocnić, ale nie mogę tego kontrolować. Na przykład jedną taką rzeczą, jaką możesz zrobić, jest wziąć narkotyk, jak LSD. To całkowicie przekształci twój umysł. Kolejną rzeczą, którą mógłbyś zrobić jest wyizolowanie się od otoczenia na długie okresy czasu poprzez brak snu, poprzez bycie w samotności, bycie w lesie, bycie w ekstremalnym zimnie, bycie bez jedzenia, co jest typową szamańską praktyką rdzennych Amerykanów, jak wizyjne zadanie. Jest parę sposobów zrobienia tego.

Φ

Rudolf Steiner ciąg dalszy Wykład III

Dornach 29 lipca 1923
Fragment”Człowiek w czasie swojego ziemskiego bytu zmienia stany świadomości
od stanów pełnego czuwania poprzez stany snu i marzeń sennych.Dziś przede wszystkim chcemy sobie postawić pytanie:Czy życie w tych trzech stanach
przynależy do istoty człowieka jako jestestwa ziemskiego?Musimy być świadomi że w ramach ziemskiego bytu jedynie człowiek żyje w tych trzech stanach świadomości.
Zwierzę żyje w istotnie różniących się rytmicznych zmianach.Zwierze nie zapada w głeboki sen pozbawiony marzeń sennych
w jakim człowiek pozostaje przez większość czasu między zaśnięciem a obudzeniem
Nie przechodzi też w porównaniu z człowiekiem w stan pełnego czuwania
w jakim człowiek przebywa między obudzeniem się a zaśnięciem.U zwierzecia stan czuwania jest właściwie podobny do ludzkiego stanu marzeń sennych.
Tylko że przeżycia świadomości u zwierząt wyższego rodzaju są jakby bardziej określone
bardziej nasycone niż ulotne ludzkie sny.Z drugiej strony zwierzę nigdy nie jest tak pozbawione świadomości jak człowiek
znajdujący się w stanie głebokiego snu.
Dlatego zwierze nie odróżnia się od swojego otoczenia w takim stopniu jak człowiek.
Zwierzę nie ma takiego zewnętrznego i wewnętrznego świata jak człowiek.
Właściwie zwierzę z całą swoją wewnętrzną istotą zalicza się do świata zewnętrznego.

„W średniowieczu pod wpływem nauk św. Franciszka z Asyżu zaczęto zastanawiać się czy zwierzęta mają duszę, wolną wolę, moralność i czy powinny odpowiadać za zbrodnie, szczególnie dotyczyło to zbrodni zabójstwa jak człowiek. Tak więc średniowieczne prawo zakładało zrozumienie przez zwierzę faktu popełnienia przestępstwa i odstraszającą rolę kary, dlatego też zależnie od rodzaju przestępstwa stosowano kary wychowawcze, kary łagodne, kary hańbiące i wreszcie karę śmierci. Kodeks Sardynii z roku 1395 przewidywał, że osioł, który wyrządzał szkody na cudzym terenie, był skazywany na karę obcięcia ucha. Gdyby jednak osioł nie zrozumiał nadanej mu kary i popadł w recydywę, tracił również drugie ucho. Podobne metody stosowano wobec zwierząt powodujących plagi takich jak myszy czy szarańcza.
Sądownictwo średniowieczne dzieliło wykroczenia na dwa rodzaje. Wykroczenia przeciw mieniu i zdrowiu, które karane były przez sądy cywilne, miejskie, książęce oraz wykroczenia, w których zachodziło przypuszczenie, że brały w nich udział siły nieczyste.Współudział w zbrodni
Zwierzę mogło być skazane nie tylko za dokonaną zbrodnię, ale również za współudział w niej.
W Burgundii w XVII w. trzy świnie rozszarpały człowieka, po czym wmieszały się w stado.
Na karę śmierci skazano całe stado. Dopiero na usilne prośby właściciela stada, współuczestnikom zamieniono karę na łagodniejszą”.
http://interia360.pl/artykul/zwierzeta-winne-zbrodni,53267
„W sumie artykuł ten pokazuje niewyobrażalną głupotę oraz zwykłe barbarzyństwo jahwistów.
Gdy chcą ‚karać’ zwierzęta – to mają one dusze i odpowiadają za własne ‚czyny’
ale do nieba klęczeć przed tronem plugawego Jahwe/Ojca nie mogą iść, bo nie mają duszy.” opolczyk
Kiedy zwierze widzi jakąś roślinę,nie jest to dla niego odczuciem w stylu:
„Na zewnątrz mnie jest roślina a ja jestem wewnątrz zamkniętej istoty”.
Dla zwierzecia jest to silnym wewnętrznym przeżywaniem rośliny.
Bezpośrednio przemawiającą sympatią lub antypatią.
To co roślina wyraża,zwierzę niejako odczuwa w swoim wnętrzu.
(Pewnie dlatego zwierzeta domowe po jakimś czasie przypominają swoich opiekunów-Mez)Tylko dlatego że w dzisiejszych czasach ludzie tak niewiele mogą zaobserwować z tego
co nie podaje się obserwacj w prosty sposób,nie moga już zobaczyć że mechanizm
zachowanie zwierzecia jest po porstu takie jak powiedziałem.Tylko człowiek może tak ostro rozróżnić swój świat  wewnętrzny od zewnętrznego.
Dlaczego człowiek rozróżnia świat zewnętrzny?
W jaki sposób dochodzi do tego by w ogóle mówić o świecie wewnętrznym i zewnętrznym?Dochodzi do tego dzięki temu że za każdym razem kiedy człowiek jest w stanie snu
swoją Jaźnią i swoim ciałem astralnym jest na zewnątrz swojego ciała fizycznego i eterycznego.
Niejako pozostawia w czasie snu swoje ciało fizyczne i eteryczne samym sobie
a znajduje się przy tych rzeczach które stanowią świat zewnętrzny.
Podczas snu uczestniczymy w losie rzeczy zewnętrznych.
W czasie czuwania stoły,ławki,drzewa i chmury są na zewnątrz naszego ciała fizycznego i eterycznego
dlatego określamy je jako części świata zewnętrznego.Natomiast podczas snu naszym włąsnym ciałem astralnym i naszą własną Jaźnią
stapiamy się ze swiatem zewnętrznym a kiedy do tego dochodzi wówczas coś się dzieje.Aby wejrzeć do tego co się wtedy dzieje,najpierw musimy wyjść od tego co się dzieje
gdy stoimy wobec świata w całkiem normalnym stanie czuwania.Wtedy przedmioty są na zewnątrz nas i naukowe myślenie człowieka zostało stopniowo doprowadzone
do tego że do rzeczy  świata zewnętrznego zaliczał tylko to co można zmierzyć,zważyć i policzyć.
Treść naszej wiedzy fizycznej określana jest poprzez wagę,masę i liczbę.

Obliczamy zgodnie z operacjami rachunkowymi które obowiązują dla rzeczy ziemskich,ważymy rzeczy,mierzymy je.
Poprzez wagę,masę oraz liczbę,określamy właściwie tylko to co jest fizyczne.
Nie określamy jakiegoś ciała jako fizyczne,jeśli nie możemy wykazać jego realności poprzez wagę.
Natomiast to co jest np zabarwieniem,tonem dźwięku,odczuciem ciepła i zimna
a więc to co stanowi właściwie postrzeżenia zmysłowe,wplata się w te ciężkie dające się mierzyć policzalne rzeczy.

Jeśli chcemy określić jakąś fizyczną rzecz,to tym co wyraża jej właściwą fizyczną istotę jest właśnie to
co pozwala się zważyć,policzyć,a fizyk właśnie tylko z tym chce mieć do czynienia.

O barwie,tonie dźwięku itp mówi on:
„Tak,tam na zewnątrz po prostu zachodzi coś,co również ma coś wspólnego z ważeniem lub liczeniem”.

Już o zjawisku barwy mówi on:
„Tam na zewnątrz zachodza oscylacyjne ruchy które wywierają na człowieku wrażenie
i jeśli określa je oko to człowiek nazywa to wrażenie barwą,a jeśli określa je ucho
to człowiek nazywa to wrażenie dźwiękiem,tonem itd”.

Właściwie można powiedzieć że dzisiaj(1923) fizyk nie wie jak poradzić sobie z tym wszystkim
Z tonem,barwą,ciepłem i zimnem.
Traktuje to jako właściwości tego co można określić za pomocą wagi,wymiaru i obliczeń.
Barwy przypisane są niejako do czegoś fizycznego,dźwięk wydobywa się z czegoś fizycznego

(czyli dźwięk gitary i gitara są jednym?-Mez)

Mówi się:”To co ma wagę ma czerwień lub jest czerwone”

Kiedy człowiek jest w stanie między zaśnięciem a obudzeniem się
to z JAźnią i ciałem astralnym jest inaczej.

Wtedy przede wszystkim w ogóle nie ma rzeczy związanych z masą,liczbą i waga.
Kiedy śpimy nie mamy wokół siebie rzeczy które można bezpośrednio policzyć/zmierzyć/zważyć.

Jako Jaźń i ciało astralne w czasie snu nie możemy używać miary.
We śnie istnieją natomiast swobodnie unoszące się.przeplatające się,odczucia zmysłowe.
Tylko że człowieka w obecnym stanie swojego rozwoju nie posiada umiejętności
postrzegania swobodnie unoszącej się czerwieni,fal dźwięków itd.

Można powiedzieć że tutaj na Ziemi mamy dające się zwarzyć stałe rzeczy
i na tych rzeczach jest czerwień lub zieleń a więc to co postrzegają zmysły na ciałach.
Kiedy śpimy to kolor jest swobodnie unoszącą się istotą
nie związaną z takimi uwarunkowaniami ciężaru,lecz swobodnie tkającą i unoszącą się.
Tak samo jest z dźwiękiem,to nie dzwony dźwięczą lecz wplata się dźwięczenie

(Dźwięk jest tym dla dzwonu czym dusza dla człowieka-Mez)

Kiedy chodząc po naszym fizycznym świecie coś gdzieś zobaczymy
to podnosimy to;właściwie dopiero wtedy jest to jakąś rzeczą,bo przecież mogłoby być równie dobrze złudzeniem optycznym.
Do tego musi dojść ciężar dlatego człowiek jest przyzwyczajony
aby coś co objawia się fizycznie bez możliwości odczuwania ciężaru-np barwy tęczy-nazywać złudzeniem.

Gdy otworzą państwo dzisiaj książkę do fizyki to objaśnia się tam że jest to złudzenie optyczne
że w rzeczywistości spogląda się na kropelki tęczy.
Wykreśla się wtedy linie które właściwie nie mają żadnego znaczenia dla tego co tam jest
ale wymyśla się je sobie w przestrzeni;nazywa się je promieniami
Tylko ze tam w tęczy nie ma żadnych kresek/promieni.
Wtedy mówi się:”oko rzutuje to sobie”.
To rzutowanie jest w ogóle czymś co dzisiaj w fizyce znajduje zastosowanie w bardzo szczególny sposób.
Zatem powstaje wyobrażenie:widzimy jakiś czerwony przedmiot
ale żeby przekonać się że to nie złudzenie podnosimy go i jeśli jest ciężki tzn że jest realny.

Ktoś kto będzie świadomy w Jaźni i ciele astralnym poza ciałem fizycznym i eterycznym
dojdzie w końcu do tego że coś tam jest w tym swobodnie unoszącym się kolorze,dźwięku;ale inaczej.

W swobodnie unoszącym się kolorze istnieje tendencja do rozszerzania się na cały świat;ma to pewne odwrotne ciążenie.
Ziemskie rzeczy dążą w dół ku środkowi Ziemi a tamte chcą ulecieć swobodnie w przestrzeń świata
i jest to również już czymś co posiada jakby wymiar.

W świadomości czuwania człowiek widzi tylko zewnętrzną stronę minerałów,roślin,zwierząt(i samego siebie-Mez)
Tym co żyje we wszystkich istotach królestwa przyrody jako duchowość(animizm-Mez)
obcuje człowiek dopiero wtedy gdy śni.
Kiedy po przebudzeniu wraca do siebie to jego Jaźń  i ciało astralne zatrzymują niejako skłonność
powinowactwo do zewnętrznych rzeczy i skłaniają człowieka do tego aby poznawał świat zewnętrzny.
Gdyby człowiek miał organizację która nie jest przystosowana do snu
to nie uznawałby świata zewnętrznego.
Nie chodzi tu oczywiście o to że ktoś cierpi na bezsenność.
Człowiek  cierpiący na bezsenność będzie chory ponieważ  nie jest dopasowany do swojej istoty.

Temu stosunkowi człowieka do snu zawdzieczamy ziemskie pojęcie prawdy.Jak dalece?
Otóż,nazywamy coś prawdą gdy we wnętrzu możemy prawidłowo odtworzyć coś zewnętrznego.
Kiedy coś zewnętrznego przeżywamy w prawidłowy sposób
Do tego jednak potrzebujemy organizacji snu.
Nie mielibyśmy żadnego pojęcia prawdy gdybyśmy nie posiadali snu.
Stanowi snu zawdzięczamy prawdę.
Aby jakiejś rzeczy przypisać prawdziwość musimy przebywać z tą rzeczą przez jakiś czas.
Rzeczy mówią nam coś o sobie tylko dlatego że ich i nasze dusze są przy sobie podczas snu”(sa jedną duszą-Mez).

Czym jest prawda?

Author of this text: Richard Dawkins

Translation: Małgorzata Koraszewska

Odrobina wiedzy jest rzeczą niebezpieczną. Nigdy nie wydawało mi się, by była to szczególnie głęboka lub mądra myśl [_1_], ale nabiera głębi w wyjątkowym przypadku, kiedy owa odrobina wiedzy zaczerpnięta jest z filozofii (jak to często bywa). Naukowiec, który ma czelność wypowiedzenia słowa na „p” („prawda”) narazi się najprawdopodobniej na pewien rodzaj filozoficznego wygwizdywania, które wygląda mniej więcej tak:

Absolutna prawda nie istnieje. Dajesz wyraz osobistej wierze, kiedy twierdzisz, że metoda naukowa, włącznie z matematyką i logiką, jest uprzywilejowaną drogą do prawdy. Inne kultury mogą wierzyć, że prawda znajduje się we wnętrznościach królika albo w majaczeniach proroka na wysokim słupie. To tylko twoja osobista wiara w naukę powoduje faworyzowanie twojego rodzaju prawdy.

Ten typ niedowarzonej filozofii paraduje pod nazwą kulturowego relatywizmu. Jest jednym z aspektów Modnych bzdur ujawnionych przez Alana Sokala i Jeana Bricmonta czy Wyższych przesądów Paula Grossa i Normana Levitta. Feministyczną wersję znakomicie odsłoniły Daphne Patai i Noretta Koertge, autorki książki Professing Feminism: Cautionary Tales from the Strange World of Women’s Studies:

Studentki studiów feministycznych uczą się teraz, że logika jest narzędziem dominacji (…) standardowe normy i metody badania naukowego są seksistowskie, ponieważ są niezgodne z „kobiecymi sposobami zdobywania wiedzy” (…) Te „subiektywistyczne” kobiety widzą metody logiki, analizy i abstrakcji jako „obce terytorium należące do mężczyzn” i „cenią intuicję jako bezpieczniejsze i owocniejsze podejście do prawdy”.

Jak mają naukowcy reagować na zarzuty, że nasza „wiara” w logikę i prawdę naukową jest tym właśnie – wiarą – nie zaś prawdą „uprzywilejowaną” (ukochane modne słowo) wobec alternatywnych prawd? Minimalistyczną odpowiedzią jest stwierdzenie, że nauka osiąga rezultaty. Tak pisałem o tym w Rzece genów:

Trudno o lepszy przykład hipokryty niż kulturowy relatywista na wysokości dziewięciu tysięcy metrów. (…) Jeżeli lecisz samolotem na międzynarodowy kongres antropologów albo krytyków literackich, masz duże szanse, by dolecieć, a nie roztrzaskać się w szczerym polu, właśnie dlatego, że całe mnóstwo wykształconych inżynierów z plemienia nazywającego się cywilizacją Zachodu zrobiło mnóstwo obliczeń, które im się zgodziły.

Nauka podbudowuje swoje roszczenia do prawdy spektakularną zdolnością do zmuszania materii i energii, by skakały przez obręcze na rozkaz, jak również do przewidywania co i kiedy się zdarzy.

Ale czy to, że imponuje nam zdolność dokładnego przewidywania wydarzeń; że imponuje nam zdolność wystrzelenia rakiety tak, by okrążyła Jupitera i dotarła do Saturna, czy przechwycenie teleskopu Hubble’a; że imponuje nam sama logika, czy jest to tylko nasze zachodnie, naukowe skrzywienie? No cóż, przyznajmy tu rację i zacznijmy myśleć socjologicznie, a także demokratycznie. Przypuśćmy, że zgadzamy się traktować prawdę naukową jako jedną prawdę wśród wielu i postawmy ją obok rywalizujących z nią zawodników: prawdy Triobriandczyków, prawdy Kikuju, prawdy Maori, prawdy Inuitów, prawdy Nawahów, prawdy Yanomamo, prawdy !Kung San, prawdy feministek, prawdy muzułmańskiej, prawdy hinduskiej. Lista jest nieskończona – i tutaj dotrzemy do wiele mówiącej obserwacji.

Teoretycznie ludzie mogą przenosić lojalność z jednej „prawdy” na każdą inną, jeśli uznają, że ma ona większą wartość. Na jakiej podstawie mogą to robić? Dlaczego ktoś miałby zamienić prawdę Kikuju na prawdę Nawahów? Takie zmiany oparte na wartościach są rzadkie. Z jednym zasadniczym wyjątkiem. Prawda naukowa jest jedynym członkiem tej listy, który regularnie przyciąga konwertytów swoją wyższością. Ludzie dochowują lojalności innym systemom wierzeń z jednej tylko przyczyny: wychowano ich w ten sposób i nie znają niczego lepszego. Kiedy ludzie mają dość szczęścia, by móc głosować nogami, lekarze i im podobni prosperują, podczas gdy szamani podupadają. Także ci, którzy nie chcą bądź nie mogą otrzymać naukowego wykształcenia, chętnie wybierają korzyści płynące z technologii rozwiniętej dzięki naukowemu wykształceniu innych. To prawda, że misjonarze z powodzeniem nawracali wielką liczbę ludzi w całym słabo rozwiniętym świecie. Odnosili sukcesy jednak nie z powodu zalet swojej religii, ale z powodu opartej na nauce technologii, za którą (co zrozumiałe, ale niesłuszne) otrzymywali kredyt.

Z pewnością chrześcijański Bóg musi być lepszy od naszego Juju, ponieważ przedstawiciele Chrystusa przyszli z karabinami, teleskopami, piłami łańcuchowymi, radiem, kalendarzem, który przepowiada zaćmienie słońca co do minuty, i lekarstwami, które działają.

Tak działa kulturowy relatywizm w praktyce. Inny typ wygwizdywaczy prawdy preferuje powoływanie się na Karla Poppera lub (co modniejsze) na Thomasa Kuhna:

Absolutna prawda nie istnieje. Twoja prawda naukowa to zaledwie hipotezy, które jak dotąd opierały się falsyfikacji, a ich przeznaczeniem jest, by zastąpiły je inne hipotezy. W najgorszym wypadku, po następnej rewolucji naukowej, dzisiejsze „prawdy” będą wydawały się staroświeckie i absurdalne, jeśli nie fałszywe. Najlepsze, czego naukowcy mogą się spodziewać, to seria przybliżeń, które stopniowo zmniejszają błędy, ale nigdy ich nie wyeliminują.

Popperowskie wygwizdywanie wywodzi się częściowo z przypadkowego faktu, że filozofowie nauki tradycyjnie mają obsesję związaną z pewnym fragmentem historii nauki: porównaniem między teoriami ciążenia Newtona i Einsteina. To prawda, że prawo ciążenia Newtona okazało się przybliżeniem, wyjątkowym przypadkiem ogólnej formuły Einsteina. Jeśli tylko tyle wiesz z historii nauki, faktycznie możesz dojść do wniosku, że wszystkie oczywiste prawdy są tylko przybliżeniami, które zostaną zastąpione. W pewnym dość ciekawym sensie całą naszą percepcję zmysłową – „rzeczywiste” rzeczy, które „widzimy własnymi oczyma” – można uznać za niesfalsyfikowane „hipotezy” o świecie, narażone na zmianę. Jest to dobry sposób myślenia o złudzeniach, takich jak sześcian Neckera.

Płaski wzór atramentu na papierze zgodny jest z dwoma alternatywnymi „hipotezami” solidnej formy. Widzimy więc sześcian, który po kilku sekundach „przeskakuje” w inny sześcian, a potem przeskakuje z powrotem w pierwszy i tak dalej. Być może dane zmysłów zaledwie potwierdzają lub odrzucają umysłowe „hipotezy” o tym, co jest w rzeczywistym świecie.

No cóż, to bardzo ciekawa teoria; ciekawy jest również pogląd filozofów, że postęp w nauce dokonuje się przez potwierdzanie i odrzucanie; i ciekawa jest analogia między jednym a drugim. Ta linia rozumowania, że całe nasze postrzeganie to hipotetyczne modele w mózgu, może prowadzić do obaw o przyszłe zamazanie rozróżnienia między rzeczywistością i iluzją u naszych potomków, których życie będzie coraz bardziej zdominowane przez komputery zdolne do tworzenia własnych „ożywionych” modeli. Bez zapuszczania się w wysoce techniczny świat wirtualnej rzeczywistości już wiemy, że nasze zmysły łatwo oszukać. Sztukmistrze – zawodowi iluzjoniści – potrafią nas przekonać, jeśli bardzo brak nam sceptycznego zakotwiczenia w rzeczywistości, że dzieje się coś nadnaturalnego. Faktycznie, wielu notorycznych niegdysiejszych iluzjonistów żyło z tego bardzo dostatnio: znacznie bardziej dostatnio, niż kiedy uczciwie przyznawali, że są sztukmistrzami [_2_]. Niestety, naukowcy nie są najlepiej wyposażeni do demaskowania telepatów, mediów i zginających łyżki szarlatanów. Tę pracę najlepiej powierzyć zawodowcom, a to znaczy innym iluzjonistom. Iluzjoniści, zarówno ci uczciwi, jak i oszuści, uczą nas, że bezkrytyczna wiara we własne zmysły nie jest nieomylnym przewodnikiem prowadzącym do prawdy.

Nic z tego jednak nie wydaje się podważać zwykłego pojęcia o tym, co to znaczy, że coś jest prawdą. Jeśli stoję na miejscu dla świadka i prokurator grożąc surowo palcem pyta: „Czy jest prawdą, że był pan w Chicago w noc morderstwa?”, szybko by się ze mną rozprawiono, gdybym odpowiedział:

Co pan rozumie przez prawdę? Hipoteza, że byłem w Chicago nie została jak dotąd sfalsyfikowana, ale jest tylko kwestią czasu zanim zobaczymy, że jest to zaledwie przybliżenie.

Albo, powracając do pierwszego wygwizdywania, nie spodziewam się, by przysięgli, nawet przysięgli Bongolandii, wysłuchali ze zrozumieniem mojej obrony:

To tylko w waszym zachodnio-naukowym sensie słowa „w” byłem w Chicago. Bongolanie mają zupełnie inne pojęcie „w”, zgodnie z którym jest się naprawdę „w” jakimś miejscu, jeśli jest się namaszczonym członkiem starszyzny, uprawnionym do zażywania tabaki z wysuszonej moszny kozła.

Jest po prostu prawdą, że Słońce jest gorętsze od Ziemi, jest prawdą, że biurko, przy którym piszę, jest zrobione z drewna. Nie są to hipotezy oczekujące falsyfikacji; nie są to tymczasowe przybliżenia do wiecznie umykającej prawdy; nie są to żadne lokalne prawdy, którym można zaprzeczyć w innej kulturze. I to samo można powiedzieć o wielu prawdach naukowych, także kiedy nie możemy ich zobaczyć „na własne oczy”. Jest na zawsze prawdą, że DNA to podwójna helisa, jest prawdą, że jeśli ty i szympans (lub ośmiornica czy kangur) prześledzicie swoich przodków wystarczająco daleko wstecz, natraficie na wspólnego przodka. Pedanci uważają, że te hipotezy wciąż mogą zostać jutro sfalsyfikowane. Ale tak się nigdy nie stanie. Ściśle mówiąc prawda, że w okresie jury nie było istot ludzkich, jest nadal przypuszczeniem, które można obalić lada moment dzięki znalezieniu jednej skamieniałości, wiarygodnie datowanej całą baterią radiometrycznych metod. To się może zdarzyć. Chcesz się założyć? Nawet jeśli nominalnie są to hipotezy w okresie próbnym, te twierdzenia są prawdziwe w dokładnie tym samym sensie, co zwyczajne prawdy życia codziennego; prawdziwe w tym samym sensie jak prawdziwe jest, że masz głowę i że moje biurko jest drewniane. Jeśli prawda naukowa jest otwarta na filozoficzne wątpliwości, nie jest ona na nie otwarta bardziej niż zwykła prawda zdroworozsądkowa. Bądźmy przynajmniej bezstronni w filozoficznym wygwizdywaniu.

Tutaj powstaje poważniejsza trudność dla naukowego pojęcia prawdy. Nauka dalece nie jest synonimiczna ze zdrowym rozsądkiem. Co prawda nieustraszony bohater nauki T. H. Huxley powiedział:

Nauka to nic innego jak wykształcony i zorganizowany zdrowy rozsądek, różniący się odeń tylko tak, jak weteran może różnić się od nowego rekruta: a jej metody różnią się od metod zdrowego rozsądku tylko o tyle, o ile cięcia i pchnięcia gwardzisty Gwardii Królewskiej różnią się od sposobu, w jaki dzikus wymachuje maczugą.

Huxley mówił jednak o metodzie w nauce, a nie o jej wnioskach. Jak podkreślał Lewis Wolpert w The Unnatural Nature of Science wnioski te mogą być niepokojąco sprzeczne z intuicją. Teoria kwantowa jest sprzeczna z intuicją do tego stopnia, że fizycy czasami wydają się walczyć z chorobą psychiczną. Proszą nas, byśmy uwierzyli, że pojedynczy kwant zachowuje się jak cząstka przechodząca przez jeden otwór, zamiast przez drugi, ale równocześnie zachowuje się jak fala wpływając na nieistniejącą kopię samej siebie, jeśli istnieje drugi otwór, przez który ta nieistniejąca kopia mogłaby podróżować (gdyby istniała). Dalej jest jeszcze gorzej, aż niektórzy fizycy uciekają się do olbrzymiej liczby paralelnych, lecz wzajemnie nieosiągalnych światów, które mnożą się, aby pomieścić każde alternatywne zdarzenie kwantowe; podczas gdy inni fizycy, w równej rozpaczy, sugerują, że zdarzenia kwantowe są zdeterminowane retrospektywnie przez nasze decyzje badania ich konsekwencji. Teoria kwantowa wydaje nam się tak dziwaczna, tak wyzywająco sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, że nawet wielki Richard Feynman rzucił uwagę: „Sądzę, że mogę bezpiecznie powiedzieć, iż nikt nie rozumie mechaniki kwantowej”. Niemniej, wiele prognoz, którymi testowano teorię kwantową, utrzymały się z dokładnością tak zdumiewającą, że Feynman porównał to do pomiaru odległości między Nowym Jorkiem a Los Angeles z dokładnością do szerokości ludzkiego włosa. Na bazie tych zadziwiająco udanych przepowiedni teoria kwantowa, lub jakaś jej wersja, wydaje się być równie prawdziwa, jak cokolwiek, co wiemy.

Współczesna fizyka uczy nas, że w prawdzie jest coś więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka; lub niż się wydaje zbyt ograniczonemu umysłowi człowieka, który rozwinął się do radzenia sobie z obiektami średniej wielkości, poruszającymi się ze średnią prędkością na średnich dystansach w Afryce. W obliczu tych głębokich i wzniosłych tajemnic niskogatunkowe intelektualne popisy pseudofilozoficznych kabotynów wydają się niegodne uwagi dorosłych ludzi.

*

Powyższy esej pochodzi z książki A Devil’s Chaplain: Reflections on Hope, Lies, Science, and Love (Phoenix 2003). Publikacja w Racjonaliście za zgodą Autora.

 Rudolf Steiner cd – Wykład III

Dornach 29 lipca 1923 ciąg dalszy

„Inaczej jest z marzeniem sennym.
Marzenia senne są pokrewne wspomnieniu,wewnętrznemu życiu duszy,temu co żyje we wspomnieniu.
Kiedy marzenie senne jest swobodnie unoszącym się światem dźwięku i barwy
to jesteśmy jeszcze częściowo na zewnątrz naszego fizycznego ciałą.
Kiedy się całkowicie pogrążymy we śnie,wtedy te same siły które rozwijamy w tkaniu i życi marzenia sennego
stają się siłami wspomnienia.
Wtedy nie odróżniamy już siebie w ten  sam sposób od świata zewnętrznego
Wtedy nasze wnętrze zespala się ze światem zewnętrznym,żyjemy z naszymi sympatiami i antypatiami
tak silnie w świecie zewnętrznym,że nie odczuwamy rzeczy jako sympatycznych lub antypatycznych
lecz symptie i antypatie same ukazują się obrazowo.

Gdybyśmy nie mieli możliwości śnienia oraz kontynuowania tej siły marzeń sennych w naszym wnętrzu
to nie mielibyśmy możliwości odczuwania żadnego piękna.
To że  mamy w ogóle
założenia dla piękna wynika z tego że możemy snić.
Czymś pięknym można uczynić tylko to co jest chaotyczne.
Kiedy chaos przeobraża się w kosmos ,wtedy powstaje piękno.
Dlatego chaos i kosmos są pojęciami wymiennymi
(Chaos jest matką Kosmosu-Mez)

Kosmosu-tzn pięknego świata-nie możemy wytworzyć z rzeczy ziemskich lecz tylko z Chaosu
gdy formuje je Chaos.
To co robi się z rzeczy ziemskich jest tylko naśldowaniem w materii uformowanego Chaosu.
Tak jest ze wszystkim co jest artystyczne.

Kiedy przebywa się w tych wszystkich światach-w świecie snu,marzeń sennych itp-
kiedy wędruje się tam wszędzie dookoła to nie znajduje się dobra.
Jestestwa które tam przebywają od prapoczątku swojego życia wyznaczone są z góry jako byty pełne mądrości.
Znajduje się w nich władającą,tkającą mądrość,znajduje się w nich piękno
ale nie ma żadnego sensu rozmawiać z nimi o dobru/złu.

O dobru/złu możemy rozmawiać dopiero wtedy gdy istnieje różnica miedzy światem zewnętrznym i wewnętrznym.
Tak więc świat duchowy może za dobrem/złem podążać lub nie.
Tak jak stan snu przyporządkowany jest prawdzie
stan marzeń sennych pięknu a stan czuwania przyporządkowany jest dobru/złu.

Kiedy opuszcza się ziemskość i wychodzi w kosmos
to trzeba porzucić również ziemskie pojęcia by mówić o moralnym porządku świata.
Moralny porządek świata jest w duchowości tak samo wyznaczony z góry
jak na Ziemi przyczynowość,tylko  ze tam jest on właśnie duchowy
jest wyznaczony z góry,określonym w sobie bytem.
Więc nie ma tam żadnej sprzeczności.

Organizm fizyczny i eteryczny człowieka w stanie czuwania nie jest nastawiony na prawdę lecz na dobro/zło.
Do czego zmierza współczesna nauka kiedy chce objaśnić człowieka?
Ona nie chce się wznosić przez objaśnienie człowieka w stanie czuwania od prawdy przez piękno ku dobru
ona wszystko chce wyjaśnić według zewnętrznej przyczynowej konieczności która odpowiada tylko idei prawdy.
Lecz wtedy nie dochodzi się  ogóle do tego co tka i żyje w czuwającym człowieku.
Dochodzi się najwyżej do tego czym jest śpiący człowiek.

Jaki jest ten dzisiejszy człowiek o którym tak pięknie opowiada nam nauka?
On ciągle leży w łóżku,nie może on bowiem chodzić,nie porusza się
Ruch w ogóle nie jest wyjaśniany.
On nieustannie leży w łóżku bo człowiek którego objaśnia nam nauka może tylko leżeć w łóżku.
Nauka objaśnia tylko człowieka śpiącego, jeśli chce się doprowadzić do tego by się poruszał
trzeba to zrobić mechanicznie,dlatego jest on również naukowym mechanizmem.
Trzeba w tego nieprzytomnego człowieka wprowadzić maszynerię która ten ociężały worek wprawi w ruch
a wieczorem znów położy do łóżka.

Zatem nauka nie mówi nam nic o człowieku chudzącym po świecie który żyje który czuwa.

 Φ

Ponieważ przedstawiłem wykłady Steinera(który był antropozofem)

pomyślałem że warto przedstawić również drugą stronę medalu czyli teozofię. [MS]

„Klucz Do Teozofii”

fragmenty które odnoszą się do jaźni i losu duszy po śmierci ciała.

http://opolczykpl.wordpress.com/wedy-a-slowianszczyzna/

Pytanie: Czy wierzycie w Boga?
Odpowiedź: To zależy od tego, co rozumiecie pod tym słowem.
Pytanie: Myślę o Bogu chrześcijan, Ojcu Jezusa, Stwórcy, innymi słowy, o biblijnym Bogu Mojżesza.
Odpowiedź: Nie, w takiego Boga nie wierzymy. Odrzucamy pojęcie Boga osobowego, czy też poza- lub ponadkosmicznego, antropomorficznego Boga, który jest tylko gigantycznym cieniem człowieka, i to nawet nie najlepszego.
Bóg teologii – twierdzimy i udowadniamy – jest zespołem sprzeczności i logiczną niemożliwością.
Toteż nie mamy z nim nic wspólnego.

Pytanie: Czy możecie podać przyczyny?

Odpowiedź: Jest ich wiele, wszystkich nie możemy tu rozpatrywać. Ale weźmiemy parę.
Ten Bóg jest zwany przez swych wyznawców nieskończonym i absolutnym, nieprawdaż?

Pytanie: Tak jest.

Odpowiedź: Jeśli nieskończony, czyli nieograniczony, a zwłaszcza jeśli absolutny, jak może on mieć kształt i być stwórcą czegokolwiek? Forma to ograniczenie, to początek, a więc i koniec; a na to, by stwarzać, wszelka istota musi myśleć i planować.
Jak można przypuszczać, że Absolut myśli, czyli ma jakikolwiek stosunek do tego, co jest określone, ograniczone i uwarunkowane?
Jest to logiczny i filozoficzny absurd.
Nawet hebrajska kabała odrzuca takie pojęcie i czyni z jedynego Boskiego Absolutu nieskończoną Jednię,
którą nazywa Ain-Soph”.

Aby tworzyć, Stwórca musi stać się czynny, wejść w akcję, a że to jest dla Absolutu niemożliwe,
więc ów nieskończony Absolutny Prabyt musi być przedstawiony jako praprzyczyna ewolucji – nie stworzenia,
i to nie w sposób bezpośredni, a przez emanację, czyli wypromieniowane z Siebie
(nowy absurd, tym razem z powodu tłumaczy kabały”) Sefirot.

Pytanie: A jak jest z tymi, którzy pomimo iż są wyznawcami kabały, wierzą w Jehowę lub Tetragramma-ton?

Odpowiedź: Mogą wierzyć, w co im się podoba, gdyż wiara ich lub niewiara nie mogą wpłynąć na oczywisty fakt. Jezuici mówią nam, iż dwa a dwa nie zawsze daje cztery, gdyż zależy od woli Boga, aby dwa razy dwa dało np. 5. Czy mamy zgodzić się z taką sofistyką?

Pytanie: Więc jesteście ateistami?

Odpowiedź: My sami o tym nie wiemy, chyba że epitet “ateista” nadaje się tym wszystkim, którzy nie wierzą w antropomorficznego Boga. My wierzymy w kosmiczny boski Byt, który jest rdzeniem wszystkiego,
‚   Ain-Soph – Nieskończone lub Bezgraniczne w całej przyrodzie
– TO, co nie “istnieje”, lecz JEST, ale nie jako Istota.
” Jak może nieczynny, praodwieczny byt emanować lub promieniować? O Parabrahrnanie Wedanty tego się nie mówi, ani o Ain-Soph chaldejskiej kabały. To odwieczne cykliczne Prawo sprawia, iż czynna, twórcza energia (Logos) emanuje z na zawsze ukrytego i niepojętego, a jedynego rdzenia, czyli Absolutu, u początków każdej maha-manwan-tary, czyli nowego cyklu życia.
z którego wszystko wypływa i w który wszystko powraca, i weń się pogrąża przy końcu wielkiego cyklu istnienia.

Pytanie: To jest prastare twierdzenie panteizmu, ale jeśli jesteście panteistami, nie możecie być jednocześnie deistami, a jeśli nie jesteście deistami, to może być słusznie do was zastosowane miano ateistów.

Odpowiedź: Niekoniecznie. Termin: “panteizm” jest znów jednym z tych nadużywanych terminów, którego pierwotne i prawdziwe znaczenie zostało spaczone przez ślepy przesąd i jednostronność ujęcia. Jeśli przyjąć chrześcijańską etymologię tego złożonego słowa, tj. połączyć pan (wszystko), z łheós (bóg), a potem wyobrazić sobie i głosić, iż to oznacza, że każde drzewo i kamień w przyrodzie jest Bogiem lub Bogiem jedynym, wówczas oczywiście będziecie mieli słuszność przedstawiając panteistów nawet jako czcicieli fetyszów; lecz niezbyt wam się to uda, jeśli słowo panteizm wywieść z ezoterycznej etymologii, jak my to czynimy.

Pytanie: Jakaż jest wasza definicja tego terminu?

Odpowiedź: Chciałabym wam zadać z kolei pytanie – co rozumiecie pod słowem “Pan” lub “przyroda”?

Pytanie: Sądzę, iż przyroda jest ogólną sumą wszystkiego, co wokół nas istnieje,
zespołem przyczyn i skutków zachodzących w świecie materii, stworzenia lub wszechświata.
Odpowiedź: Czyli uosobieniem całości i ciągłości znanych nam przyczyn i skutków,
sumą wszystkich ograniczonych czynników i potęg, jako całkowicie odmiennych i niezależnych
od rozumnego Stwórcy lub twórcy, a może nawet “pojętą jako prosta i samodzielna energia”,
jak się mówi w waszych encyklopediach.Pytanie: Tak, tak sądzę.Odpowiedź: A my nie bierzemy pod uwagę tej widzialnej, materialnej przyrody, którą zwiemy znikomą,
przemijającą ułudą. Nie rozumiemy też pod terminem “Pan” natury w zwykłym znaczeniu tego słowa, pochodzącego od łacińskiego natura (stawanie się), które pochodzi od naści (rodzić się).
Gdy mówimy o bóstwie jako tożsamym, a zatem równorzędnym i współwiecznym z przyrodą, mamy na myśli przyrodę*
nie mającą początku ni końca, przedwieczną i nie stworzoną, a wcale nie tę waszą widzialną,
która jest zespołem przemijających cieni i ograniczonych, nierzeczywistych czynników.
Pozostawiamy autorom hymnów nazywanie widzialnego stropu niebios tronem Boga,
a naszego ziemskiego padołu Jego podnóżkiem. Nasz Bóg nie przebywa w raju ani też w jakimś drzewie,
górze czy specjalnym gmachu. Istnieje wszędzie, w każdym atomie widzialnego i niewidzialnego wszechświata,
we wnętrzu, jak i na zewnątrz, i ponad każdym niewidocznym atomem i podzielną cząstką,
gdyż TO jest tajemniczą siłą inwolucji i ewolucji, wszechobecną, a nawet wszechwiedzącą,
twórczą siłą, o nieskończonej potencjalności przejawów.Pytanie: Zaraz, zaraz, zatrzymajcie się, proszę. Wszak wszechwiedza jest atrybutem czegoś, co myśli, a wy odmawiacie władzy myślenia waszemu Absolutowi,Odpowiedź: Tak, odmawiamy jej Absolutowi, gdyż myśl jest zawsze czymś ograniczonym i uwarunkowanym.
Ale widać zapominacie, iż w filozofii absolutna nieświadomość jest także absolutną świadomością, inaczej nie byłby to Absolut.Pytanie: Więc wasz Absolut myśli?Odpowiedź: Nie, TO nie myśli. Dla tej prostej przyczyny, iż jest samo Myślą absolutną.
Ani też istnieje, dla tej samej przyczyny, bo jest Absolutem istnienia.
‚   W filozofii Indii Muta-Prakriti w sanskrycie (przyp. Iłum.).
Bytem samym w sobie, lecz nie Istotą.
Przeczytajcie wspaniały kabalistyczny poemat Salomona Ben Jehudy Ibn Gabirola,
w księdze Keter malchut, a zrozumiecie to. Pisze on tak:
“Tyś jest jeden, rdzeń i początek wszystkich liczb, lecz nie jako rachunku czynnik;
bowiem jedność mnożenia nie dopuszcza zmiany ani formy. Jeden jesteś t w tajemnicy Twej jedni gubią się mędrcy,
bowiem poznać jej nie są w stanie.
Jeden jesteś, a jedność Twa nigdy się nie zmniejsza, nigdy nie rozszerza,
ani też zmianie ulec może kiedykolwiek.
Jeden Jesteś; żadna myśl nie zdoła ustalić Twoich granic, ni znaleźć dla Ciebie wyrazu.
Tyś JEST. Lecz nie jako „istniejący, albowiem rozumienie i wizje śmiertelników
Twego istnienia nie mogą dosięgać ani określać miejsca Twego, jakości, przyczyny…”
Streszczając: nasz Bóg to praodwieczny budowniczy wszechświata, który nieustannie rozwija go i doskonali, lecz nie stwarza. Wszechświat rozsnuwa się sarn, ze swej własnej treści, nie jest stwarzany.
Jest to w swym symbolizmie kula-sfera bez obwodu ni granic.
Tylko jedną wiecznie czynną posiada cechę, co ogarnia i w sobie zawiera wszystkie istniejące i możliwe do wyobrażenia cechy,
jest nią – Ona Sama. Jest to jedyne Prawo, źródło wszystkich praw przejawionych, wiecznych, niewzruszonych,
płynących z łona tego nigdy nie przejawionego, bo absolutnego Prawa;
Prawa, które w okresach przejawienia jest nieustannym stawaniem się od nowa.Pytanie: Słyszałem raz, jak któryś z waszych członków mówił,
iż owo bóstwo wszechobecne jest wszędzie – w “naczyniach” niegodnych, jak i czci najgodniejszych,
a więc i w każdym atomie popiołu mego cygara. Czyż takie powiedzenie nie jest bluźnierstwem?
Odpowiedź: Nie sądzę, gdyż nie można uważać prostej logiki za blużnierstwo.
Gdybyśmy mieli wykluczyć wszechobecny byt choćby z jednego matematycz-
nego punktu lub z jednej cząstki materii zajmującej jakiekolwiek miejsce w przestrzeni,
czyż moglibyśmy go nadal uważać za nieskończony?Pytanie: Czyż więc nie wierzycie wcale w skuteczność modlitwy?Odpowiedź: Na pewno nie w skuteczność modlitwy wyuczonej w tylu a tylu słowach i powtarzanej ustnie,
jeśli nazywacie modlitwą zewnętrznie wyrażoną prośbę, skierowaną do nie znanego Boga,
czyli tę, która była wprowadzona przez Żydów, a spopularyzowana przez faryzeuszów.Pytanie: A czy istnieje jakiś inny rodzaj modlitwy?Odpowiedź: Oczywiście; nazywamy ją “modlitwą woli”, a jest to raczej wewnętrzny rozkaz aniżeli prośba.”-Bławatska
„Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.”
C.G.Jung
Dopóki nie uświadomimy sobie nieświadomego,będziemy przez nieświadome kierowani
zgodnie z wolą nieświadomego a nie naszą.
Wolna wola nie istnieje tak długo jak długo nieświadomość kieruje naszym życiem.

Doktryny Thelemy

Główną doktryną, celem Thelemy, jest poznanie i czynienie „Prawdziwej Woli”, co jak twierdzi Crowley jest powinnością każdej istoty.

Można to podsumować kilkoma frazami z Liber Legis:

  • „Czyń wedle swej woli będzie całym Prawem.” (AL I:40)
  • „Miłość jest prawem, miłość podług woli.” (AL I:57)
  • „Słowem Prawa jest Θελημα.” (AL I:39)
  • „Nie ma prawa poza Czyń wedle swej woli.” (AL III:60)

Prawdziwa wola to mistyczna idea, którą najprościej można opisać jako ścieżkę pewnych możliwych czynności każdego człowieka,
które wykonując nie napotka on żadnych przeciwności. Działanie w zgodzie ze swoją wolą oznacza,
iż wszystko co robimy wspierane jest przez wszystkie siły wszechświata.
Żadne dwie wole nigdy nie wchodzą sobie w drogę, a wszelkie problemy jakie napotykamy w życiu wynikają z tego,
iż większość ludzi nie postępuje zgodnie z ową wolą.
Tak więc postępowanie zgodnie z nią, oznacza również respektowanie woli innych ludzi,
co opisane jest jako „miłość jest prawem” (ale miłość poddana woli – czyli miłość czyniona zgodnie z wolą).
Istnieją różne opinie na temat tego, czy człowiek może rzeczywiście poznać swoją wolę, czy też może jedynie domyślać się,
iż działa zgodnie z nią po „sukcesach” jakie osiąga w życiu.
Thelema kładzie nacisk na osobistą wolność (jednak ograniczoną przez odpowiedzialność),
wrodzoną „boskość” każdego człowieka („Każdy mężczyzna i każda kobieta to gwiazda.” AL I:3),
oraz walkę przeciwko przesądom, tyranii oraz opresji.

Thelema to nazwa systemu religijno-filozoficznego, który powstał w roku 1904 za sprawą Aleistera Crowleya po spisaniu przez niego Liber AL vel Legis, zwanej też Księgą Prawa. Księgę tę, jak Crowley twierdził, podyktowała mu istota duchowa (nazywana Aiwaz) w Kairze, 8, 9 i 10 kwietnia 1904 roku.
Słowo Thelemita pojawia się w Księdze Prawa i jest używane jako określenie osób, które podążają ścieżką Thelemy.
Crowley był wielbicielem XVI-wiecznego francuskiego satyryka François Rabelais’go. Rabelais w jednej ze swoich książek, Gargantua i Pantagruel, zawarł opis miejsca zwanego „Opactwem Thelemy” („The Abbey of Thélème”) co zainspirowało Crowleya i całą jego filozofię.Choć współczesny ruch thelemiczny swoje pochodzenie wynosi bezpośrednio z prac Aleistera Crowleya,
ten ostatni wskazał na kilka ważnych dla niego źródeł z których czerpał swoje poglądy.
Crowley przyznawał, iż „Kochaj, i rób co chcesz” Świętego Augustyna wywarło wpływ na prawo Thelemy.
W renesansie postać nazwana „Thelemia” przedstawia wolę, lub pragnienie,
Hypnerotomachia Poliphili mnicha dominikańskiego Francesca Colonny. Prace Colonny zaś wywarły wpływ na wspomnianego wyżej François Rabelais’go.Różne organizacje i osoby (głównie z Niemiec) twierdzą, iż Thelema nie wzięła swojego początku w pracach Aleistera Crowleya. Postrzegają raczej jego filozofię jako tylko jedną z wielu podobnych. Różne stowarzyszenia które zaakceptowały Księgę Prawa mają swoje własne wskazówki dotyczące tego, jak stosować jej zalecenia w praktyce.
Filozofia i praktyki związane z Thelemą są też często przez nie-thelemitów podejrzewane o kult Szatana. Zarówno Crowley jak i inni Thelemici oficjalnie odcinali się jednak od tego typu pomówień.Nie jest prawdą, że Kościół Szatana wywodzi się z filozofii Crowleya, choć widoczne są tutaj pewne inspiracje pierwszego tym drugim.
Podobnie do inspiracji jego naukami przyznają się prawie wszyscy współcześni okultyści.
Także uznawanie Crowleya za wyznawcę Szatana wynika wyłącznie z niezrozumienia prac i poglądów Aleistera.
Wyznawanie Szatana oznaczało by uznawanie chrześcijańskiego poglądu na świat, w którym istnieje Bóg (chrześcijański) oraz właśnie Szatan.(Satanista to osoba  wierząca w istnienie Szatana.Czy jakiś katolik/neojudaista,wątpi w istnienie Szatana?
Czy świadek Jehowy wątpi w istnienie Szatana?Czy muzułmanin wątpi w istnienie Szatana?
Czy protestańci,anglikanie,adwentyści,wątpią w istnienie Szatana?
Nikt z nich nie ma wątpliwości,wszyscy oni uznają istnienie Szatana,a więc kto jest satanistą jeśli nie oni?
Kult Szatana zawdziecza swą popularność judeochrześcijaństwu.Całą satanistyczną teologię można znaleźć w „piśmie świętym”-Mez)Crowley zaś odrzucał religię chrześcijańską w jej całości, włącznie z wiarą w Złego.
Nazywał się apokaliptyczną Bestią, ze względu na wpływ jaki Apokalipsa Św. Jana wywarła na jego życie w dzieciństwie (patrz życiorys).
Według słów Lona Milo DuQuette’a, Aleister Crowley „uwielbiał posługiwać się dzikim, bluźnierczym słownictwem
do przekazywania absolutnie wzniosłych duchowych koncepcji”.
W Bestii widział symbol osoby, która doprowadzi do końca świata chrześcijańskiego (przez co rozumiał zacofanie,
bezkrytyczną wiarę w Kościół i jego negatywne cechy), zaś pomoże w stworzeniu nowego, lepszego świata,
symbolizowanego przez Horusa (a później Maat).

Thelema błędnie rozumiana jest jako zachęta do robienia co się chce. Crowley wyraźnie w swoich pracach tłumaczy, iż nie powinno się jej tak pojmować. Przez słowo „wola” rozumie pewien cel (to, co w innych systemach nazywane jest geniuszem, kamieniem filozoficznym, summum bonum, czyli WiedząŚwiętego Anioła Stróża) w życiu człowieka, który powinien przez niego zostać odkryty, a gdy to się stanie powinno się zgodnie z nim żyć:

Takoż i ty cały; nie masz żadnego prawa poza czynieniem swej woli. Czyń tak, a nikt nie powie nie. Albowiem czysta wola, nieukojona celem, wolna od żądzy wyniku, jest na każdy sposób doskonała. (AL I:42-44)[5]

Zgodnie z jego naukami człowiek żyjący zgodnie ze swoją wolą nie napotka w życiu żadnych przeciwieństw, i z łatwością wolę tę będzie mógł wypełnić, bez obaw, że może się to kłócić z wolą innych; albowiem jeśli on znajdzie się we właściwym dla siebie miejscu, inni ponoszą winę za wchodzenie mu w drogę:

Bądź silny, o człecze! pożądaj, raduj się wszelkimi rzeczami zmysłu i zachwytu i nie obawiaj się, iż jakiś Bóg za to cię odrzuci. (AL II:22)[5]

Każdą zmianę można wywołać przez zastosowanie właściwej siły, gdyż wszechświat jest powiązany wewnętrznie i doskonale zrównoważony.
Crowley twierdził, że prawdziwe odrodzenie magii nastąpiło właśnie 8, 9 i 10 kwietnia 1904 roku, kiedy to zgodnie z instrukcjami Rose spisywał Liber AL vel Legis. Zainicjowanie tego okultystycznego prądu wywołało wir, bóle porodowe nowego eonu, a kres starego (Równonoc Bogów). Zdarzenie takie pojawia się w odstępach mniej więcej 2000 lat. W Liber AL vel Legis Aiwass uznał Crowleya za „logos nowej ery Horusa”.
Według Crowleya, ludzkość ma za sobą dwa eony: Eon Izydy i Eon Ozyrysa. Eon Izydy stanowił okres, w którym ludzie żyli zgodnie z rytmem natury, na Ziemi panował matriarchat, wierzono, że wszystkim kieruje przeznaczenie. Był to czas niewinności, ale i nieświadomości. Tę niewinność ludzkość utraciła wraz z nadejściem Eonu Ozyrysa, kiedy to patriarchalne struktury zaprowadziły przymus i prawo. Eon Ozyrysa to dyktatura świadomości, która tłumi ludzkie popędy i ustanawia konflikt między ludzkością a światem natury. Eon Ozyrysa to wreszcie wiek wielkich monoteistycznych religii, podpierających struktury państwowe. Crowley twierdził, że w naszym stuleciu rozpocznie się okres przechodzenia do kolejnego Eonu – Eonu Horusa. Nowy Eon narodzi się w bólu i cierpieniach, gdyż ludzkość będzie musiała porzucić dogmaty, z których budowała swoją rzeczywistość. W Eonie Horusa znikną struktury dominacji, matriarchalne i patriarchalne. Każdy przejmie odpowiedzialność za własne życie. Kobiety odnajdą mężczyznę w sobie i mężczyźni odnajdą kobietę w sobie.

Ciało znowu stanie się całością. Crowley, jako Bestia (Słońce, 666, męska zasada, Logos, Wola)”

Cyfra sześć od samego początku miała wygląd zbliżony do współczesnego.
Jako pierwowzór współczesnego symbolu uznaje się znak użyty pierwszy raz przez hinduskich braminów.
Glif ten tworzony był poprzez jedno pociągnięcie pióra i składał się z linii dolnej,
pętli oraz linii górnej. Kiedy symbol został przyjęty przez arabskich uczonych, pominęli oni jego dolną część (linię poniżej pętli).
Po przyjęciu przez Europejczyków zmiany były już niewielkie i wynikały głównie z chęci odróżnienia cyfry 6 od litery G.
http://opolczykpl.files.wordpress.com/2012/06/1.jpg

6

  • liczba paramit niezbędnych dla uzyskania nirwany,
  • liczba doskonałości Wisznu,
  • liczba materialnych poziomów świadomości według Czittamatry,
  • liczba przypadków w językach słoweńskim, serbsko-chorwackim.
  • liczba stóp określających głębokość grobu w krajach anglosaskich

http://horoskop.wieszjak.pl/numerologi/203441,Numerologiczna-6–nauczyciel.html

Liczba doskonała – liczba naturalna, która jest sumą wszystkich swych dzielników właściwych (to znaczy od niej mniejszych).
Najmniejszą liczbą doskonałą jest 6, ponieważ 6 = 3 + 2 + 1. 

Dzielniki właściwe 6 to 1, 2 oraz 3. Jako że suma tych liczb jest równa sześć, jest to liczba doskonała.
Najmniejsza nieabelowa grupa to symetryczna grupaS3, która ma 6 elementów (3!).
Natomiast grupa S6 ma 720 elementów jest skończoną grupą symetryczną cechującą się automorfizmem zewnętrznym.-Mez

„miał dążyć do świętego zjednoczenia z żeńską zasadą, „nierządnicą Babilonu”
„Według Świadków Jehowy Babilon Wielki to „Ogólnoświatowe imperium religii fałszywej” – zaliczają się do niego wszystkie pozostałe religie;
Kościół katolicki uznają za jego bardzo ważną część.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleister_Crowley

“Chrześcijaństwo jest religią wojującą, dlatego uzurpując sobie prawo do jedyniesłuszności działa tak, a nie inaczej
– ale czego innego się spodziewać po religii będącej odłamem judaizmu ?
Judeo chrześcijaństwo jest nie tylko odłamem judaizmu, ale też przenosi ze sobą żydowską mentalność
– żydzi dzielą ludzi na żydów i gojów (niewierzących),
muzułmanie na muzułmanów i niewiernych, a chrześcijanie na wiernych i „pogan”(niewiernych).
Co zrozumiałe każdy odłam judaizmu(katolicyzm/neojudazim,judeochrześcijaństwo ,islam itd)
uważa się za ten jedyny prawdziwy,a każdy inny za herezję.

Taka cecha religii semickich – zawsze jest podział na My(lepsi, ponad wszystkimi innymi)
oraz  Oni(inni,gorsi ). ”

http://www.taraka.pl/cotopoga

Buddyzm uczy: “Szanuj religie innych ludzi, ale bądź wierny własnej”
Judeochrześcijaństwo natomiast uważając, iż bogowie wszystkich innych religii to diabły i Szatany
skazałoby najchętniej wszystkich innowierców na potępienie wieczne.

To wspaniała bezkonkurencyjna religia osób skromnych,pychą się brzydzących
Wierni nieustannie modlą się o armagedon i oczekują tego dnia
w którym większość ludzi zostanie spalona ku uciesze tych pobożnych.

Co zostało zmienione?

Jakie są znaczące zmiany pomiędzy dwiema wersjami “Szeptów z Wieczności” które publikuje obecnie SRF? Nazwijmy je dziewiątą edycją i przedrukiem 1981/1949.

Nauczanie modlitw-żądań – nowy sposób modlitwy

W Szeptach z Wieczności Paramahansa Jogananda nauczał nas, by modlić się nie jako żebracy, ale jako dzieci Boga. Wyjaśnia istotność tego sposobu modlitwy we „Wskazówkach dla Czytelnika”:

„Moim celem w przedstawieniu tych Świętych Żądań, otrzymanych w trakcie mych różnych owocnych kontaktów z naszym Ojcem, jest umożliwić mym współistotom skuteczny z Nim kontakt. Wolę słowo „żądanie” od słowa „modlitwa”, ponieważ to drugie pochodzi z prymitywnej i średniowiecznej koncepcji Boga – władczego tyrana, którego my, żebracy, musimy błagać i pochlebiać.” (1981/1949 przedruk, str.13)

Uważano to za rewolucyjne w 1929 roku, gdy “Szepty z Wieczności” pojawiły się po raz pierwszy. James Warnack z Los Angeles Times napisał w recenzji (wydrukowanej w East-West, marzec-kwiecień 1930): „Prawie wstrząsająca w swym odejściu od ortodokyjnych koncepcji, nowa książka Swami Joganandy – Szepty Z Wieczności – przeciera nowy szlak myśli o modlitwie. Swami utrzymuje, że zwykły błagający o Boską łaskę idzie do Niego jak żebrak i że przez to otrzymuje żebracze ochłapki zamiast prawowitego dziedzictwa jako Syn Boży”. W Przedmowie, Amelita Galli-Curci pisze: „W Szeptach z Wieczności Paramahansa Joganandy, uczymy się jak modlić się do Naszego Niebiańskiego Ojca żądając zamiast żebrania, a przez to jak nie ograniczać do prawa żebractwa. Autor wyjaśnia na początku dlaczego wszystkie nasze modlitwy nie są wysłuchane. Wszelka własność należąca do ojca może zostać zażądana przez jego syna, ale nie przez żebraka.” (przedruk z 1981/1949)

http://www.macierz.org.pl/artykuly/joga_i_budo/szepty_wiecznosci-afera_z_naukami_paramahansa_joganandy.html

 Ciąg Dalszy Klucza Do Teozofii

„Pytanie: Do kogóż się w ten sposób modlicie?Odpowiedź: Do “Ojca naszego w niebiesiech”, w ezoterycznym tego słowa znaczeniu.Pytanie: Czy różni się ono od określeń teologii?Odpowiedź: Całkowicie. Okultysta lub teozof zwraca modlitwę do “Ojca swego, który jest w ukryciu”
(przeczytajcie, starając się zrozumieć Mateusza, 6, 6), a nie do boga pozakosmicznego, więc ograniczonego;
a ten “Ojciec” jest w głębi nas samych.Pytanie: Więc czynicie Boga z człowieka?Odpowiedź: W naszym rozumieniu jedyny Bóg, którego możemy naprawdę poznać, jest w wewnętrznej głębi człowieka.
Jakże mogłoby być inaczej? Gdy przyjmujemy założenie, Iż Bóg jest nieskończonym, wszech-przenikającym bytem, jakże by mógł tylko człowiek być wyjątkiem i nie być przesiąknięty, przepojony i pogrążony w Boskości?
Nazywamy “Ojcem naszym w niebiosach” tę boską Treść, której jesteśmy świadomi w sobie,
w gfębi serca i duchowej naszej świadomości, a ta nie ma nic wspólnego z antropomorficznym pojęciem,
jakie możemy sobie wytworzyć w fizycznym mózgu lub jego fantazjach. “
Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że duch Boży (tj. Boga absolutnego) mieszka w was?” (1 Kor 3, 16-17)*.
‚ W książkach teozoficznych spotyka się nieraz sprzeczne ujęcia Chrystusowego ducha w człowieku.
Jedni nazywają go szóstym pierwiastkiem, buddhi, inni siódmym, atma.
Jeśli teozofowie chrześcijanie chcą używać tych terminów, niechże je uczynią filozoficznie ścisłymi,
idąc za analogią symbolów prastarej Religii Mądrości.
Mówimy, iż Ctiristós jest nie tylko jedną z trzech wyższych postaci ducha,
ale trzema wziętymi razem, jako Trójca.
Owa Trójca przedstawia Ducha Św., Ojca i Syna, co odpowiada duchowi abstrakcyjnemu,
duchowi zróżnicowanemu i duchowi wcielonemu.
Chrystus i Śri Krsna są, filozoficznie biorąc, tym samym duchowym pierwiastkiem, w jego troistej postaci przejawienia.
W księdze Bhagava-Gita Śri Krsna nazywa siebie zarówno Atrnanem – duchem abstrakcyjnym,
jak Kszetradżną – czyli wyższą reinkamującą się jaźnią, i wszech duchem; a wszystkie te imiona,
jeśli z kosmosu przenieść na człowieka, odpowiadają w jego duchu atma-buddhi-manas.
Anugita podaje tą samą naukę.
Jednak nie trzeba, aby ten duchowy rdzeń w nas był antropomorfizowany, uczłowieczony.
Niech żaden teo-zof nie mówi – jeśli chce wyznawać boską,
nie zaś ludzką prawdę – iż ten “Bóg w ukryciu” serca słucha jego modlitw lub jest odrębny od ograniczonego człowieka,
jak i od nieskończonej, boskiej w nim treści, bowiem wszystko to stanowi jedność.
Modlitwa nasza nie jest też, jak już wspomniałam, prośbą. Jest ona raczej tajemnicą, jest tajemnym wewnętrznym procesem,
w którym znikome i ograniczone myśli i pragnienia, których duch absolutny nie może przyswoić, będąc sam nieograniczony i nieuwarunkowany, przemieniają się w duchowe akty woli i w wolę samą; proces ten nazywa się “duchowym przemienieniem”.
Intensywność gorących pragnień naszej duszy zmienia modlitwę w “kamień filozoficzny”,
czyli w to, co przemienia ołów w czyste złoto.
Jedyna jednorodna treść, nasza “modlitwa woli”,
staje się czynną lub twórczą energią, wywołującą różne skutki, zależnie od naszych pragnień.
Pytanie: Czy rozumiecie przez to, iż modlitwa jest okultystycznym procesem sprowadzającym fizyczne skutki?
Odpowiedź: Tak jest. Potęga woli staje się żywą energią.
Ale biada temu okultyście czy teozofowi, który zamiast zniweczyć pożądanie swej niższej osobowej jaźni,
czyli fizycznego człowieka, a zwracając się do swej wyższej duchowej jaźni, pogrążonej w światłości atma-buddhi,
i mówiąc “niech się stanie twoja, a nie moja wola”, wysyła jednocześnie prądy potęgi woli w świeckich lub egoistycznych celach!
Jest to bowiem czarna magia, ohyda, szkodliwe duchowe “czary”.
Na nieszczęście jest to ulubione zajęcie naszych mężów stanu i dowódców wojskowych,
zwłaszcza gdy wysyłają dwie wrogie armie na rzeź.
Obie strony, przed bitwą, oddają się takiej ciemnej magii,gdy ślą modlitwy do tego samego Boga,
Pana Zastępów, obie prosząc o Jego pomoc w powaleniu i uśmierceniu wroga.
Pytanie: Ale Dawid też prosił Boga o pomoc w zwyciężeniu Filistynów, a potem Syryjczyków i Moabitów;
“a Bóg chronił Dawida, gdziekolwiek się zwrócił”. Więc my tylko naśladujemy to, o czym czytamy w Biblii.Odpowiedź: Oczywiście.
Ale o ile wiem, lubicie nazywać się chrześcijanami, a nie Izraelitami lub żydami, czemuż więc nie idziecie za tym, co mówił Chrystus?
A On wszak wyraźnie nie każe naśladować “tych, z dawnych czasów”, czyli Mojżeszowego prawa,
a chce, byście postępowali, jak On sam wskazuje; uprzedza tych, którzy chwytają za miecz, iż sami od miecza giną.
Chrystus dał wam tylko jedną modlitwę, a wyście z niej uczynili pustą modlitwę warg i przedmiot dumy,
której nikt prócz prawdziwego okultysty nie rozumie.
Mówicie w niej, według przyjętego przez was znaczenia, czyli martwej litery:
“l odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, a nie czynicie tego nigdy.
Powiedział wam również, byście kochali nieprzyjaciół waszych i dobrze czynili tym, którzy was mają w nienawiści.
Nie jest na pewno zgodne z nauką “łagodnego Proroka z Nazaretu”,
abyście się modlili do “Ojca” o zwycięstwo nad wrogiem i jego śmierć.
Oto dlaczego odrzucamy to, co wy nazywacie “modlitwą”.Pytanie: Ale jak tłumaczycie powszechny i niezaprzeczalny fakt, iż wszystkie ludy i narody
zawsze czciły i modliły się do Boga lub bogów?
Niektóre oddawały też cześć daimonom/duchom/bóstwom, które mogą szkodzić, ale to tylko dowodzi,
że wiara w skuteczność modlitwy jest powszechna.Odpowiedź: Wyjaśnienie tego znajdujemy w fakcie, iż modlitwa ma parę różnych znaczeń poza tym, jakie jej nadają chrześcijanie. Oznacza ona nie tylko prośbę czy błaganie, ale w dawnych czasach była głównie inwokacją,
czyli wezwaniem, oraz zaklęciem.
Mantra, czyli rytmicznie śpiewana formuła-modlitwa hinduizmu ma takie właśnie znaczenie,
bo bramini uważają siebie za wyższych od zwykłych dewów, czyli “bogów”.
Modlitwa może być wezwaniem lub zaklęciem, tak błogosławiącym, jak i złorzeczącym lub przenikającym,
jak w wypadku dwóch armii proszących jednocześnie o wzajemne wytępienie się.
A ponieważ ludzie są przeważnie bardzo egoistyczni i modlą się tylko za siebie i dla siebie, prosząc o “chleb powszedni”,
zamiast nań zapracować, i błagają Boga, aby ich “nie wiódł na pokuszenie, ale wybawił od złego”
(czyli tych tylko, którzy Mu to przypominają ), skutek jest taki, iż modlitwa, tak jak ją się dziś rozumie,
jest podwójnie niebezpieczna, a nawet szkodliwa – niweczy w człowieku wiarę w siebie
oraz rozwija w nim jeszcze bezwzględniejszy egoizm i większy egotyzm niż mu przyrodzony.
Powtarzam, iż my wierzymy w obcowanie (komunię) oraz jednoczesne, w pełnej harmonii,
działanie z “Ojcem w ukryciu” w rzadkich chwilach ekstatycznej szczęśliwości, i w zjednoczenie duszy z wszechduchem,
gdyż jest ona zawsze przyciągana ku swemu źródłu i osi żywota.
Stan ten osiągnięty za życia nazywamy – sa-madhi, a po śmierci – nirwaną.
Nie chcemy modlić się do istot ograniczonych w skoriczoności – bogów, świętych, aniołów itp.,
gdyż uważamy to za rodzaj bałwochwalstwa.
A nie możemy modlić się do Absolutu, z przyczyn, które już wyłuszczyłam,
dlatego też staramy się zastąpić zbędne i bezowocne modlitwy przez zacne, dobre i użyteczne czyny.
Pytanie: Chrześcijanie nazwaliby to pychą i bluźnier-stwem. Czy nie mieliby słuszności?
Odpowiedź: Nie. To oni właśnie wykazują szatańską pychę,
gdy wierzą, że nieskończony Absolut – nawet gdyby istniała możliwość jakiegokolwiek stosunku
pomiędzy nieograniczonym a uwarunkowanym – może zniżyć się, by słuchać każdej niemądrej, samolubnej, osobistej modlitwy.
To oni faktycznie bluźnią, gdy mówią, że słowne modlitwy są potrzebne,
by wskazać wszechwiedzącemu i wszechmocnemu Bogu, co ma robić! Jeśli rozumiecie ezoterycznie słowa Jezusa i Buddy,
to przecież obaj powtarzają nasze rozumienie.
Budda zaleca: “Nie proście o nic bogów, którzy sami są bezsilni; nie powtarzajcie modlitw, raczej działajcie,
gdyż mrok się nie rozjaśni. Nie proście o nic milczenia, bowiem nie może ono przemówić ani usłyszeć”.
A Jezus mówi: “A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje (tj. Christosa), Ja to spełnię” {J 14, 14).
Oczywiście te słowa, jeśli wzięte dosłownie, w ich zewnętrznej treści przeczą naszemu twierdzeniu,
ale jeśli przyjmiemy ich ezoteryczny sens, znając w pełni znaczenie słowa “Chri-stós”,
które dla nas przedstawia wyższą jaźń człowieka
– atma-buddhi-manas – wówczas będzie oznaczać:
jedynym Bogiem, którego mamy uznawać i do niego się modlić, a raczej działać w harmonii i pełnej zgodzie z nim,
jest Duch Boży przebywający w świątyni naszego ciała, utajony w naszym sercu.
Modlitwa niweczy wiarę w siebie
 

Nauka Cudów

W tym filmie jest mowa o tym jak się modlić
29:11
Wola – cecha jednostek przeważnie samoświadomych, umożliwiająca i wspomagająca reagowanie, ogólne działanie i podejmowanie świadomych decyzji.
Byty niesamoświadome mogą posiadać wolę, jednak, z natury rzeczy nie są świadome jej posiadania (np. zwierzęta). Inne byty niesamoświadome (np.rośliny) nie posiadają woli, mogą jedynie reagować na zmiany.
W tym klipie profesor matematyki uniwersytetu oxfordzkiego Marcus Du Sautoy
uczestniczy w eksperymencie przeprowadzanym przez Johna Dylana Haynesa
profesora w Centrum Neuronauki Obliczeniowej Bernsteina w Berlinie. Celem eksperymentu jest odkrycie źródła decyzyjnego w mózgu człowieka.Wygląda na to,że wolna wola nie istnieje. Świadomość jest tylko obserwatorem poczynań mózgo-umysłowych.
Ale przecież mama mówiła,że człowiek ma wolną wole bo jej mama jej tak mówiła – że sam bóg tak powiedział…Wykonuję prosty test. Ustawiam budzik na 10 minut,siadam wygodnie, przede mną kartka i długopis.
Wypisuję każdą myśl jaka jest uświadomiona w takiej postaci w jakiej została. Po skończeniu czasu i przeczytaniu tego co zostało napisane wyciągam wnioski:
-myśli pętlą się,gdy uwaga jest skierowana na konkretny temat
-myślenie jest niekontrolowane
-myślenie się wydarza
-między pojawianiem się myśli jest doświadczenie pustki
Prawie w każdej kulturze na Ziemi ludzie dawno temu zauważyli, że kontrolowanie i manipulowanie innymi jest możliwe poprzez utrudnianie samodzielnego myślenia za pomocą strachu, szerzenia dezinformacji, zwątpienia i ciemnoty.
Zauważyli oni także, że znacznie łatwiej jest kogoś przestraszyć, wyprowadzić z równowagi i zdenerwować – niż go zainspirować, nauczyć czegoś czy poprawić mu samopoczucie.
Sytuacja ta jest podobna jak z wodą – jest znacznie łatwiej ją zanieczyścić niż osunąć z niej zanieczyszczenia czy też zapobiec jej zanieczyszczeniu. Wkrótce ludzie zauważyli, że psychiczne wpływy, jak każdy przekaz telepatyczny, mogą być kierowane do poszczególnych, podatnych osób, w celu wywołania zmian w ich zachowaniu, spowodowania choroby czy nawet śmierci.
Na przykład, jest powszechnie znane, że niektórzy Papuasi z Nowej Gwinei są w stanie zranić czy nawet zabić swoich wrogów na wielkie odległości, po prostu koncentrując sie na tym.
Tak zwana „czarna magia” czy „voodoo” jest po prostu wykorzystaniem naturalnych zdolności telepatycznych w celu wpłynięcia na podatny na sugestie umysł osoby która jest przedmiotem ataku.
Nie kryjąc swoich poglądów na temat Świadomego Rozwoju i Wolnej Woli, otwarcie krytykując wciskanie religijnej ciemnoty i publikując moje myśli przy każdej możliwej okazji, jestem narażony na intensywna krytykę tych, którzy kontrolują innych ludzi oraz propagują doktryny ograniczające Wolna Wole i zapobiegające świadomemu postępowi na Ziemi.
Na przykład 2 Maja 1997 roku 70,000 osób, pod kierunkiem księży z Detroit, zorganizowało moja publiczna „intercezję”. („Promise Keepers Conference”, która sie odbyła na stadionie zwanym Pontiac Silverdome w Detroit, Michigan, USA).
Najważniejsze jest jednak zdać sobie sprawę z tego, że zakłócenie niezależności naszej myśli i woli, osiągnie skutek tylko wtedy kiedy my sami,zgodzimy sie z tym wpływem i otworzymy się na niego.
Nie ma takiej siły we Wszechświecie, która może ci zabrać twoja Wolność Myślenia.
Nasza Wolność Myślenia może być ograniczona wyłącznie przez nas samych.
Tak zwany „psychiczny atak” zwykle ma na celu inwazję czyjejś świadomości i woli. Jeśli jest on „skuteczny” (czyli jego wpływ jest podświadomiezaakceptowany przez adresata), sabotaż świadomości może poważnie wpłynąć na zdrowie i samopoczucie człowieka do którego atak ten jest skierowany.
http://zenforest.wordpress.com/2008/02/24/odpowiedz-na-psychiczny-atak/#more-348

Los? Karma? Wolna wola?

Fragment z : Garma C. C. Chang – “Nauka o karmie”

“Pokuśmy się o bliższe zbadanie siedmiu wymiarów karmy – karmy jako związków.
Diagram składa się z siedmiu koncentrycznych kręgów, z których każdy symbolizuje określony wymiar karmy. Największym jest krąg zewnętrzny, przestawiający “najogólniejszą karmę zbiorową” wielkich grup , nazywaną też karmą najwspólniejszą, najszerszą i najpowszechniejszą.
Drugi krąg jest mniejszy niźli pierwszy, a i stopień ogólności odpowiednio mniejszy. Przeto objęto ją mianem karmy kolektywnej wspólnej. Obszar zakreślony przez każdy z następnych kręgów jest mniejszy od poprzedniego, i tak aż do siódmego kręgu, który przestawia najmniejsze pole oddziaływania karmy, to znaczy karmę indywidualną lub osobową. Ponieważ ta ostania odnosi się do osobowości, czyli Ego, toteż różni się od wszystkich innym rzeczy.

1. karma powszechna
2. wspólna karma kolektywna
3. kolektywna karma narodu
4. kolektywna karma ró¿ni¹ca
5. karma niekolektywna
6. karma skrajnie niekolektywna
7. karma indywidualna

Krąg zewnętrzny, karmę najbardziej zbiorową, wyjaśnić można z punktu widzenia człowieka jako czującej istoty. Ludzie, obojętnie jakiej rasy, stanu czy płci, wszyscy doświadczają skutków karmy, jak zresztą wszystkie w ogóle istoty na kuli ziemskiej.
1.
Najbardziej podstawową potrzebą życiową wszystkich istot tego globu jest obecność światła słonecznego, powietrza i wody – zasadniczych czynników uniemożliwiających przeżycie. Pod tym względem człowiek nie różni się od pozostały istot. Oznacza to, że człowiek w swym uzależnieniu od świata, powietrza i wody posiada wspólną karmę z innymi istotami zamieszkującymi ziemię. 
Dla uproszczenia stosujemy tu termin “karma kolektywna”. W tym wymiarze znajduje się nie tylko człowiek, lecz również wszystkie inne żyjące istoty. Im większy jest krąg, tym bardziej ogólna karma; im bardziej związany jest charakter, tym trudniej coś zmienić. To np. człowiek może zrezygnować z regularnego odżywiania się, z posiadania domu i przyodziewku, a jednak nie spowoduje to gwałtownych i ciężkich konsekwencji czy śmierci. Lecz aby przeżyć, człowiek bezwarunkowo potrzebuje światła słonecznego, powietrza i wody. Toteż pierwszy krąg przedstawia te wszystkie istoty zamieszkujące Ziemię, które mają wspólną karmę, której charakter i nieodmienność są najsilniejsze.
2.
Drugi krąg symbolizuje karmę kolektywną wspólną wszystkim istotom ludzkim; nie dotyczy ona innych istot. Człowiek ma zdolność do tworzenia symboli i zdolność mówienia, co wyróżnia go spośród pozostałych istot. To jest właśnie zbiorowa karma ludzi, której już z nikim nie dzielimy. Używanie symboliki i mowy – z jednej strony – poszerza zakres świadomości człowieka, z drugiej zaś – wzmaga rozmaite związane z tym problemy i trudności. Mowa jest wprawdzie pojazdem myślenia, lecz cechy określonego systemu językowego mogą również oznaczać ograniczenie sposobu myślenia. Korzyści i straty wynikające z zastosowania symboliki i mowy dotyczą wszakże tylko człowieka, nie są udziałem innych istot.[…]
Człowiek posiada jeszcze jedną szczególną właściwość, a mianowicie “samoświadomość” czyli zdolność bycia świadomym samego siebie. Przedstawia to również pewną osobliwość człowieka, która pozwala mu na przekroczenie granic własnego ciała, daje mu możliwość obserwowania samego siebie. Oznacza to, że umysł, świadomość ludzka nie tylko przeżywa zewnętrzne projekcje (jako stojące poza nią) lecz może również traktować samego siebie jako obiekt obserwacji. Ta zdolność do przekraczania, transcendowania samego siebie, przenosi go w położenie zewnętrzne w stosunku do obiektywnych i subiektywnych zjawisk czy stronniczości uczuć, pozwalając na jasne ujęcie prawdziwej formy rzeczy.[…]
3. 
Trzecim wymiarem jest karma określonego narodu.

Człowiek jest istotą społeczną, której życie i aktywność znajdują się pod wpływem takich czynników jak naród czy państwo. Ekstremalny rozwój nauki i związane z nim ułatwienia komunikacyjne, jak nigdy przedtem zmniejszają dystans między narodami, przez co zresztą świadomość należąca do jakiegoś określonego narodu coraz bardziej rozmywa się. Dzisiaj myślenie ograniczone kategoriami narodowymi ustępuje na rzecz myślenia dominowanego przez kategorie dotyczące czynników międzynarodowych, decydujących o wojnie i pokoju.
Natomiast wszyscy obywatele danego państwa muszą przyjąć na siebie specjalne, narzucone przez nie obowiązki. W związku z tym dochodzi do głosu określona i wspólna dla wszystkich obywateli karma. Rozpatrzmy przykładowo państwo izraelskie, w którym okres służby wojskowej jest dłuższy niż w innych krajach. Oto także przykład karmy narodowej, która nie ma już wpływu na losy obywateli innych państw.
4.
Czwarty krąg symbolizuje “karmę kolektywną różnicującą”, która funkcjonuje na poziomie każdej grupy mniejszej niż naród.
 Wyobraźmy sobie wymiar tej karmy w oparciu o przykład pewnej szkoły. Podobno w publicznych szkołach średnich na południu Tajwanu zajęcia w zakresie nauki języka obcego pozostawiły wiele do życzenia, gdyż cechował je niski poziom ogólny, co rzucało się w oczy zwłaszcza w okolicach górzystych. Można to widzieć równie dobrze jako karmę zbiorową uczniów, przejawiającą się w określonym czasie i określonym miejscu, mianowicie na południu Tajwanu, zwłaszcza w okolicach górskich. Wcześniej poziom zajęć z języka chińskiego w szkołach prowincji Seczuan i Hunan (pod administracją chińską) był bardzo wysoki, wyższy niż w uniwersytetach innych prowincji. Oto mamy karmę kolektywną wszystkich uczniów prowincji Seczuan i Hunan. Jeżeli zawęzilibyśmy zakres oddziaływania, to można by mówić – na przykład – o wspólnie wynoszonych korzyściach i radościach, wspólnie wypełnianych obowiązkach, wspólnie przeżywanych przez uczniów jakiejś szkoły troskach.
Kiedy spotkacie się ze złym zarządem instytutu lub z kiepskim profesorem, dzielicie tego pecha wspólnie z wszystkimi studentami instytutu. Kiedy macie maksymalnie złego nauczyciela, wówczas tracicie czas, trwoniąc go nie tylko bezsensownie, lecz również w sposób osłabiający korzyści, które moglibyście wynieść z nauki.
5.
Piąty krąg przedstawia “karmę niekolektywną”. Jest to wymiar rodziny, wszystko jedno – dużej czy małej.
 Jak długo jest się częścią danej rodziny, tak długo, wraz ze wszystkimi jej członkami doznaje się wspólnego losu, zła lub dobra, szczęśliwa i nieszczęśliwa. Jeżeli głową rodziny jest osobnik wpływowy i możny, to korzyści wypływające z zajmowanej przezeń pozycji stają się również udziałem innych członków tej rodziny. Lecz jeżeli popełni on jakiś niehonorowy czyn, wówczas również wszyscy członkowie tej rodziny muszą ponosić z tego tytułu konsekwencje[…]. Długotrwała choroba głowy rodu powoduje skutki odczuwalne również (bezpośrednio lub pośrednio) przez innych, przejawiające się pod postacią rozmaitych obowiązków i obciążeń. Rozmaite rodziny żyją w rozmaitych warunkach karmicznych, dlatego też mówi się w takim wypadku o “karmie niekolektywnej”.
6.
Szósty krąg – “karma skrajnie niekolektywna”, jest obszarem karmicznym, który najlepiej zobrazuje przykład pary małżeńskiej. Rozmaite związki między małżonkami zachodzą między dwojgiem tych właśnie ludzi i nie mogą być udziałem innej pary, czyli nie mogą zaistnieć inaczej jak między mężem i jego żoną. Pole oddziaływania tego rodzaju karmy jest już bardzo ograniczone i bardzo wyraźny jej niekolektywny charakter; dlatego została ona nazwana “karmą skrajnie niekolektywną”. W tym obszarze karmy zachodzą zewnętrzne związki między kochającymi się osobami, również między mistrzem i uczniem, lub związki między przyjaciółmi.
7.
Siódmy krąg – “karma indywidualna”. Jest to karma najmniejszej wspólnoty lub najmniejszego zakresu – karma pojedynczej, jednostkowej egzystencji indywidualnej. Człowiek potrzebuje słońca, tlenu i wody, tak niezbędnych mu do egzystencji na Ziemi, i pod tym względem równy jest wszystkich innym żyjącym na tej planecie istotom. Potrafi używać mowy i symboliki, którą to zdolność dzieli ze wszystkimi innymi ludźmi. Przypuśćmy, że jest on Chińczykiem i ma takie same prawa i obowiązki jak Chińczycy. Jest nauczycielem w jednej ze szkół powszechnych i wraz ze swymi kolegami ponosi odpowiedzialność, dzieli obowiązki ze swą żoną i dziećmi. Tak jak pająk jest ograniczony zasięgiem swej sieci, tak też i jego ogranicza nić sieci jego karmy. Te wielkie i małe, słabe i ciężkie, głęboko i płytko występujące kręgi karmy, określają większość jego myśli i czynów. Jego życie ściśle splata się z życiem innego człowieka. Lecz w głębi swej istoty skrywa on ostatnią twierdzę, do której nikt poza nim samym nie ma wstępu, którą zazwyczaj nazywa się “sobą” lub “ja”. Odczucia i wola tego “ja” ograniczają się do jednostki i nie sposób z nikim się nimi podzielić. Głód, zmęczenie, gniew … są uczuciami doznawanymi jedynie indywidualnie, tak jak sam tylko mogę wiedzieć czy woda, którą właśnie piję, jest gorąca czy zimna. Swej miłości, swej nienawiści, swej przyjaźni i swego bólu może człowiek doświadczać tylko sam. Ta twierdza “siebie samego”, której z nikim nie da się dzielić, jest przykładem na karmę niekolektywną – karmę indywidualną.

Klucz Do Teozofii

„Pytanie: Ale czyż sam Chrystus nie modlił się i nie zalecał modlitwy?
Odpowiedź: Tak mówią podania, ale ta modlitwa jest właśnie tym obcowaniem i jednoczeniem się z “Ojcem w ukryciu” serca,
o której przed chwilą mówiłam. Inaczej
– jeśli utożsamiamy Jezusa z Bóstwem kosmicznym,
byłoby coś nazbyt absurdalnie nielogicznego w nieuniknionym wniosku, iż on – “Bóg we własnej osobie”
– modlił się do siebie samego i oddzielał wolę swego Boga od własnej!Pytanie: Jeszcze jedno: argument bardzo często używany przez chrześcijan.
Mówią oni: “czuję, iż nie zdołam własnymi siłami przezwyciężyć mych żądz i słabości.
A gdy modlę się do Jezusa Chrystusa czuję, iż daje mi siły i że w jego mocy potrafię przezwyciężyć wszystko”.Odpowiedź: Nic dziwnego. Jeśli “Jezus Chrystus” jest Bogiem oddzielnym i niezależnym od modlącego się,
oczywiście wszystko jest, i musi być, możliwe dla wszechmocnego Boga.
Ale wówczas cóż za zasługa, jaka sprawiedliwość w takim zwycięstwie?
Dlaczego pseudozwycięzca ma dostać nagrodę za to, co go kosztowało tylko modlitwy?
Czy na przykład ktoś z nas, zwykłych śmiertelników, dałby robotnikowi zapłatę za pełen dzień pracy, jeślibyśmy sami zrobili większą jej część za niego, a on siedziałby przez ten czas pod jabłonią i tylko ciągle prosił nas o pomoc? Pojęcie, iż można całe życie spędzać w moralnym lenistwie, pozostawiając swą pracę i obowiązek komuś innemu do wykonania – czy Bogu, czy człowiekowi – jest dla nas oburzające, gdyż poniża godność człowieka.Buddyzm mówi: “Szanuj religie innych ludzi, a bądź wierny własnej”, chrześcijaństwo natomiast uważając, iż bogowie wszystkich innych religii to diabły, skazałoby chętnie wszystkich niechrześcijan na potępienie wieczne.O pochodzeniu duszy ludzkiejPytanie: Jakże w takim razie tłumaczycie to, iż człowiek posiada duszę i ducha? Skąd one pochodzą?Odpowiedź: Od wszechduszy. Na pewno nie jest nimi obdarzony przez osobowego Boga.

Skąd pochodzi ciecz w ciele morskiej meduzy? Z oceanu, który ją otacza, w którym żyje,
oddycha, porusza się i w który powraca, gdy się rozpadnie.Pytanie: Więc odrzucacie twierdzenie, iż dusza została człowiekowi dana, iż Bóg ją w niego tchnął?Odpowiedź: Jesteśmy do tego zmuszeni. “Dusza”, o której wspomina Gensis (2, 7),
jest, jak się to wyraźnie mówi, “żywą duszą” – nephesh (nefesz), czyli żywotną, zwierzęcą duszą,
którą Bóg – my mówimy przyroda i niezmiennie prawo – obdarza człowieka, jak i każde zwierzę.
Bynajmniej nie jest to dusza rozumna, myślący umysł, a tym bardziej nie jest to nieśmiertelny duch.Pytanie: Sformułujmy pytanie inaczej: czy to Bóg obdarza człowieka ludzką rozumną duszą i nieśmiertelnym duchem?Odpowiedź: Znów na tak postawione pytanie musimy odpowiedzieć przecząco. Nie wierząc w osobowego Boga, j
akże możemy przyjąć, iż obdarza człowieka czymkolwiek?
Ale przypuśćmy na chwilę, po prostu dla jaśniejszego przedstawienia całej kwestii,
iż Bóg podejmuje to wielkie ryzyko i stwarza nową duszę dla każdego przychodzącego na świat niemowlęcia,
wówczas naprawdę trudno byłoby takiego Boga nazwać rozumnym i przewidującym.
Inne, nieodłączne od takiego pojmowania trudności oraz niemożliwość pogodzenia miłosierdzia,
sprawiedliwości i wszechwiedzy z czynami takiego Boga powodują wiele niebezpiecznych mielizn i raf,
z którymi dogmatyka teologiczna się zderza i rozbija o nie codziennie.Pytanie: Co macie na myśli? O jakich trudnościach mówicie?
 
Odpowiedź: Myślę o pytaniach nie znajdujących odpowiedzi,
jakie raz w mojej obecności zadał słynny kapłan i kaznodzieja buddyjski chrześcijańskiemu misjonarzowi,
nie mniej wykształconemu i biegłemu w prowadzeniu publicznych dyskusji, w rodzaju tej, podczas której to pytanie powstało.
Działo się to niedaleko Kolombo, a misjonarz sam wyzwał kapłana buddyjskiego, imieniem Megittawatti, pytając czemu,
w jego mniemaniu, chrześcijański Bóg nie miałby być przyjęty przez “pogan”.
No i nie wyszedł z tej pamiętnej dyskusji zwycięzcą.
 
Pytanie: Chętnie bym usłyszał, jak się to stało.
 
Odpowiedź: Bardzo prosto – buddyjski kapłan zaczął od zadania ojcu misjonarzowi pytania:
czyjego Bóg dał Mojżeszowi przykazania tylko dla ludzi, a Sam może się do nich nie stosować.
Oczywiście misjonarz z oburzeniem zaprzeczył. Mówicie więc, ciągnął dalej buddysta,
iż Bóg nie czyni wyjątków w tym prawie, i że żadna dusza nie może się pojawić na ziemi bez Jego woli.
Wszak Bóg, między innymi, zabrania cudzołóstwa, a jednocześnie mówicie,
iż Sam stwarza każde nowo narodzone niemowlę i obdarza je duszą.
Czy mam przez to rozumieć, że miliony dzieci zrodzonych z cudzołóstwa i grzechu są tworem waszego Boga?
Że ten Bóg zabrania i karze przekraczanie Jego praw,
a pomimo to stwarza co dzień i co godzinę dusze dla takich dzieci, zrodzonych z wykroczeń przeciw Jego nakazom?
Według prostej logiki należałoby wyciągnąć wniosek, że wasz Bóg staje się współodpowiedzialny za ten grzech,
gdyż bez Jego woli takie dzieci rozpusty nie mogłyby się urodzić.
A gdzież jest sprawiedliwość, jeśli karze się nie tylko rodziców, ale i niewinne dzieci za to,
co się stało z przyzwolenia tegoż Boga, którego jednak uważa się za wolnego od wszelkiej odpowiedzialności?
W tym momencie misjonarz spojrzał na zegarek i nagle uznał, iż jest zbyt późno na dalszą dyskusję.Pytanie: Zapominacie, iż wszelkie podobne, niewytłumaczalne wypadki stanowią tajemnicę
i że religia nasza zabrania dociekania boskich tajemnic.Odpowiedź: Nie, nie zapominamy, ale po prostu odrzucamy to.
To jednak nie znaczy, że chcemy, byście i wy wierzyli tak samo.

Odpowiadamy tylko na zadawane nam pytania. Mamy wszakże inne miano dla waszych “tajemnic”.

Φ 

 

Nauki buddyjskie o tym samym

Pytanie: A co mówi Budda o pochodzeniu duszy ludzkiej?
 
Odpowiedź: To zależy, czy buddyzm egzoteryczny, popularny, czy też jego ezoteryczna, wewnętrzna nauka.

Pierwszy z nich w Katechizmie buddyjskim mówi: “Dusza lo słowo używane przez nieoświeconych dla wyrażenia błędnego pojęcia.
Jeśli wszystko, co istnieje, podlega przemianie, tedy człowiek nie stanowi wyjątku,
więc każda materialna cząstka jego istoty musi się zmieniać.
A to, co podlega zmianie, nie jest trwałe;a więc rzecz, która się zmienia, nie może być nieśmiertelna”.
 
To się wydaje jasne i wyraźne.
Ale gdy przechodzimy do tego, że każda nowa osobowość w każdej nowej inkarnacji jest zbiorem skandh,
czyli cech i tendencji osobowości, i spytamy, czy ten nowy zespół skandh stanowi również nową istotę,
w której nic nie zostało z dawnej, czytamy:
 
“W jednym znaczeniu jest to istota nowa, a w drugim nową istotą nie jest.
Podczas życia danego, tu, skandhy wciąż się zmieniają;
np. pan X, człowiek czterdziestoletni, jest jako osobowość tym samym człowiekiem, jakim był mając lat 18;
a jednak, z powodu nieustannego zużywania się i odnawiania jego fizycznego organizmu,
jak i zmian zachodzących w jego umysłowości i charakterze, jest zupełnie inny, aniżeli był za młodu.
Pomimo to w wieku podeszłym zbiera – zupełnie sprawiedliwie – w postaci nagrody
lub cierpienia plon czynów i myśli każdego z poprzednich okresów swego życia.
Podobnie wcielająca się na nowo istota, będąca tą samą indywidualnością co uprzednio
– ale nie tą samą osobowością – tylko w innej postaci, czyli o nowym zespole skandh, zbiera – sprawiedliwie –
wszelkie skutki swych czynów i myśli z poprzedniego żywota”.
Jest to nieco trudna i zawiła metafizyka, ale i nie wyraża jasno braku wiary w duszę.
Pytanie: Czy coś podobnego mówi również buddyzm ezoteryczny?
Odpowiedź: Tak jest. Nauka ta należy zarówno do ezoterycznego buddyzmu,
czyli Wiedzy Tajemnej, jak i buddyzmu egzoterycznego, czyli filozofii religijnej Gau-tamy Buddy.
 
Pytanie: Ale mówią nam zdecydowanie, iż większość buddystów nie wierzy w nieśmiertelność duszy.
 
Odpowiedź: l my w nią nie wierzymy, jeśli uważać osobowe ja, czyli duszę żywotną, lub nefesz za duszę.
Ale każdy oświecony buddysta przyjmuje istnienie indywidualności, czyli boskiej jaźni w człowieku.
A ci, którzy w to nie wierzą, mają błędne pojęcie.
Mylą się w tym punkcie, podobnie jak chrześcijanie, którzy przyjmują wzmianki o potępieniu i ogniu piekielnym w Ewangeliach,
będące dodatkiem późniejszych ich wydawców, za dosłowne wypowiedzi Jezusa.
Ani Budda, ani Chrystus nie napisali sami ani jednego słowa,
obaj mówili w przenośniach i alegoriach i używali “niejasnych wyrażeń”, jak robili zawsze, i przez długi czas będą jeszcze robić,
wszyscy prawdziwi wtajemniczeni. Zarówno księgi chrześcijańskie,
jak buddyjskie dotykają wszystkich tych metafizycznych zagadnień bardzo ostrożnie, ale zapiski tak jednej,
jak drugiej religii grzeszą zbytnim egzoiery-zmem; znaczenie martwej litery rozrasta się w obu nadmiernie.
 
Pytanie: Czy chcecie przez to powiedzieć, że ani nauki Buddy, ani Chrystusa nie byiy właściwie rozumiane?
 
Odpowiedź: Tak sądzę istotnie. Nauki Buddy i Chrystusowe Ewangelie były dawane ludziom w tym samym celu.
Obaj nauczyciele byli żarliwie miłującymi ludzkość praktycznymi altruistami, głoszącymi – bez najmniejszej wątpliwości  – najszlachetniejszy i najwyższy rodzaj socjalizmu oraz bezkompromisową i zupełną samo-ofiarę.
“Niechaj grzechy świata całego spadną na me barki, abym mógł ulżyć ludzkiej nędzy i cierpieniu”, woła Budda.
 
“Nie dozwoliłbym żadnemu człowiekowi płakać, jeślibym go mógł uratować”,
mówi książę-żebrak, odziany w nędzne łachmany. “Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię” (Mt 11, 28), zwracając się do ubogich i wydziedziczonych,
mówi Chrystus, ów “Człowiek Boleści”, który sam nie miał gdzie głowy złożyć.
Nauki obu – to bezgraniczna miłość do ludzkości, wielkoduszność wybaczająca krzywdy, miłosierdzie i zapomnienie siebie,
a litość dla oszukiwanych i łudzonych rzesz; obaj okazują tę samą pogardę dla bogactw i nie czynią różnicy pomiędzy meum a tuum. Pragnęli obaj, nie wyjawiając wszystkim ludziom świętych misteriów wtajemniczeń, dać nieoświeconym, a wciąż zwodzonym,
których brzemię życiowe bywa nazbyt ciężkie, dość nadziei i prawdy, by ich podtrzymać w najcięższe godziny ich życia.
Ale zamiar obu wielkich nauczycieli został udaremniony z powodu zbytniej gorliwości ich późniejszych wyznawców,
Słowa mistrzów zostały źie zrozumiane, spaczone przez mylne interpretacje, a dziś widzimy tego skutki.
 
Pytanie: Ale Budda musiał z pewnością zaprzeczać nieśmiertelności duszy, jeśli wszyscy orientaliści i kapłani buddyjscy właśnie to powtarzają?
 
Odpowiedź: Arhaci z początku szli za przykładem mistrza, ale większość kapłanów po nich to nie byli wtajemniczeni, podobnie jak i w chrześcijaństwie, toteż z biegiem czasu zanikały wielkie prawdy ezoteryczne. Dowodem tego jest, iż jedna z dwóch sekt buddyjskich – istniejących na Cejlonie – wierzy, że wraz ze śmiercią następuje zupełne zniweczenie, tak indywidualności, jak osobowości człowieka, druga zaś wyjaśnia nirwanę tak samo jak teozofowie.
 
Pytanie: Ale w takim razie dlaczego buddyzm i chrześcijaństwo stanowią dwa przeciwne bieguny tej wiary?
 
Odpowiedź: Bo warunki i okoliczności, w których obie religie zostały dane ludziom, były całkowicie odmienne.
W Indiach bramini, pyszni i zazdrośni o swą większą wiedzę,
odsuwali od niej wszystkie inne kasty i doprowadzili miliony ludzi do bałwochwalstwa i niemal fetyszyzmu.
Budda musiał zadać śmiertelny cios wybujałości niezdrowych, fantastycznych pojęć i fanatycznych przesądów,
będących wynikiem takiej ciemnoty, jaka chyba nie ma równej sobie.
Lepszy filozoficzny ateizm aniżeli nabożność ciemnoty – dla tych, którzy “wołają do swych bogów,
a ci ich nie słyszą lub o nich nie dbają”, co przyprawia ich o rozpacz, tak w życiu, jak w śmierci.
Musiał przede wszystkim zatrzymać mętny potok przesądów, wyrwać z korzeniami błędne wierzenia, zanim mógł podać prawdę.
Nie mógł więc dać wszystkiego dla tej samej przyczyny, co i Jezus, który przypomina swym uczniom,
iż tajemnice Królestwa nie są dla nieoświeconych rzesz, a tylko dla wybranych,
i dlatego mówi do nich w przypowieściach (Mt 13, ID-11 ).
Ta sama ostrożność skłoniła Buddę do ukrycia może nazbyt wiele z prawdy.
Odmówił on odpowiedzi nawet mnichowi Waczagotta na jego pytanie, czy istnieje w człowieku jaźń, czy nie.
A gdy z naciskiem go o odpowiedź proszono – “Wzniosły trwał w milczeniu”.
Budda jasno i niedwuznacznie wyjaśnia przyczynę tego milczenia, gdy o nią pyta jego wtajemniczony uczeń, Ananda,
w dialogu przetłumaczonym przez Ol-denburga z Samjuttaka Nikaja:
“Gdybym, o Anando, wędrownemu mnichowi Waczagotta, gdy mnie spytał:
«Czy istnieje jaźń», odpowiedział:
«Tak, jaźń istnieje”, tedy potwierdziłbym nauki szamanów i braminów, którzy wierzą w trwałość i ciągłość.
A gdybym, o Anando, gdy mnie mnich wędrowny Waczagotta pytał:
«Czy jaźń nie istnieje”, odpowiedział: «Jaźń nie istnieje?”,
tedy potwierdziłoby to, Anando, naukę tych, którzy wierzą w unicestwienie.
Gdybym, o Anando, będąc zapytany przez wędrownego mnicha Waczagottę:
«Czy jaźń istnieje?”, odparł:
«Tak, jaźń jest», czy posłużyłoby to memu celowi, Anando, wywołując w nim wiedzę, iż wszystkie istnienia {dhamma) są nie-jażnią?
Lecz gdybym, Anando, odpowiedział:
„Jaźń nie istnieje”, tedy rzuciłoby to tylko wędrownego mnicha Waczagotte z jednego oszołomienia w drugie:
«Czyż moja jaźń nie istniała wpierw? A teraz już nie istnieje?””
Słowa te wskazują lepiej niż wszystko inne, iż Gautama Budda nie dawał takich trudnych metafizycznych nauk szerokim rzeszom,
aby nie stwarzać jeszcze większego zamieszania pojęć.
A miał na myśli różnicę pomiędzy osobową, przemijającą jaźnią, a Jaźnią Wyższą,
która opromienia swą światłością niezniszczalnego ego, duchowe “ja” w człowieku.
 
Pytanie: To dotyczy Gautamy Buddy, ale w jakim znaczeniu dotyczy to Ewangelii?
 
Odpowiedź: Czytajcie historię i pomyślcie nad nią. W czasach, gdy zdarzenia opisywane w Ewangeliach miały miejsce,
taki sam intelektualny ferment panował w całym cywilizowanym świecie,
tylko rezultaty jego były zgoła inne na Wschodzie niż na Zachodzie.
Poczynał się zmierzch starych bogów. Podczas gdy klasy kulturalne, za przykładem niewierzących saduceuszów,
skłaniały się ku materialistycznym negacjom lub trzymały się martwej litery i form Mojżeszowych praw w Palestynie,
a wpadły w krańcową, moralną rozwiązłość w Rzymie, klasy najniższe i najuboższe goniły za czarami i gusłami,
czciły dziwacznych bogów albo tonęły w obłudzie, czy też gorszych rzeczach.
Znów nadeszła godzina na nową naukę duchową. Osobowy bóg żydów, okrutny, na wzór człowieka zazdrosny i mściwy,
ze swymi krwiożerczymi prawami – “oko za oko, ząb za ząb” – i ofiarami ze zwierząt musiał być usunięty na drugi plan,
a zastąpiony przez pełnego miłosierdzia “Ojca w ukryciu”.
Trzeba go byio ukazać nie jako pozakosmicznego boga–władcę, a jako boskiego Zbawiciela każdego cielesnego człowieka,
Boga, który przebywa w jego własnym sercu i duszy, tak w bogatym, jak biednym.
Ani tu, ani w Indiach, misteria wtajemniczeń nie mogły być wyjawione,
gdyż dając rzeczy święte psom, rzucając perły między wieprze, zarówno prawdy wyjawiane,
jak i ich objawiciel byliby stratowani i zniszczeni.
Stąd powściągliwość obu, tak Buddy jak Jezusa – czy żył on w ciągu całego okresu, jaki mu się przypisuje,
czy też nie – doprowadziła w pierwszym wypadku do całkowitej negacji południowego buddyzmu,
a w drugim do rozbieżności w formach Kościoła chrześcijańskiego, z jego dwustoma sektami w samej tylko Anglii.

 Φ

Rozdział VI

NAUKA TEOZOFICZNA O NATURZE CZŁOWIEKA

Jedność wszystkiego we Wszystkim

Pytanie: Poinformowaliście mnie już, czym Bóg, dusza i człowiek według teozofii nie są, może mi teraz powiecie, c
zym są wedle waszej nauki?
Odpowiedź: W samym swym pochodzeniu, u prapo-czątków, w wieczności,
Bóg, dusza i człowiek, jak i cały wszechświat, ze wszystkim co zawiera, są jednym z tą absolutną jednią,
niepoznawalnej, boskiej treści, o której już wspomniałam.
Nie wierzymy w stworzenie światów; raczej w periodyczne, bezpośrednio po sobie następujące jawienia się wszechświatów, przechodzących z subiektywnej (podmiotowej) w obiektywną (przedmiotową) sferę istnienia;
w regularnych, a nieskończenie długich odstępach czasu.
Pytanie: Czy możecie rozwinąć to twierdzenie?
Odpowiedź: Weźmy jako pierwszy przykład, pomocny w wytworzeniu sobie ściślejszego w tej kwestii pojęcia
– rok słoneczny; a jako drugi – dwie tegoż roku polowy,
przedstawiające na biegunie północnym sześciomiesięczny dzień i sześciomiesięczną noc.
Wyobraźmy sobie teraz, jeśli potrafimy, zamiast roku o 365 dniach – wieczność.
Niech słońce przedstawia wszechświat, a polarne, sześciomiesięczne dni i noce –
dni i noce trwające 182 tryliony czy kwadryliony lat zamiast 182 dni.
Jak słońce wschodzi co rano na horyzoncie naszego obiektywnego świata, wynurzając się ze swej subiektywnej (dla nas),
antypodalnej przestrzeni, tak periodycznie wszechświat wynurza się, wchodząc w sferę obiektywności,
a wyłaniając z subiektywności – przeciwieństwa pierwszej. Stanowi to “Cykl Życia”.
l jak słońce znika z naszego widnokręgu, podobnie, w regularnych odstępach czasu,
znika wszechświat, gdy nastaje “powszechna kosmiczna noc”.
Hindusi mówią o tych następujących po sobie cyklach – “Dni i Noce Brahmy”,
lub zwą je manwaniara i pralaja. Ludzie Zachodu mogą, jeśli wolą, nazwać je Dniem i Nocą kosmiczną.
Podczas Nocy wszystko jest w łonie Wszystkiego; każdy atom rozpada się i “rozpuszcza” w Jednorodności.
Ewolucja a ułuda
Pytanie: Ale któż stwarza za każdym razem wszechświat?
Odpowiedź: Nikt go nie stwarza. Nauka nazwałaby ten proces ewolucją; przedchrześcijańscy filozofowie, jak i orientaliści,
zwali go emanacją, czyli wypromienio-waniem; my, okultyści i teozofowie, widzimy w nim jedyną powszechną i wieczystą rzeczywistość, rzucającą co pewien określony czas odbicie siebie na nieskończone głębie przestworów.
A to odbicie, lub refleks, które wy uważacie za obiektywny, materialny świat, my uważamy za przemijającą ułudę i nic poza tym.
Tylko to, co jest wieczne, jest dla nas rzeczywiste.
Pytanie: Według tych pojęć wy i ja jesteśmy też ułudą.
Odpowiedź: Jako przemijające, zmienne osobowości – dziś ta osoba, jutro inna – tak, bezsprzecznie, najzupełniej.
Czy nazywałbm nagły blask zorzy polarnej, tej światłości północy, “rzeczywistością”, choć gdy na nią patrzymy,
zdaje się być jak najbardziej realna? Oczywiście że nie; to przyczyna,
która ją wywołuje – jeśli jest stała i wieczysta – jest jedyną rzeczywistością,
efekt przez nią spowodowany jest zaś tylko przemijającą ułudą.
Pytanie: To wszystko jeszcze mi nie wyjaśnia, jakim sposobem ta “ułuda”,
zwana wszechświatem, powstaje; jak to świadome co ma być, działa, by wyłonić się z nieświadomego, Morę jest.
Odpowiedź: Jest ona nieświadomością tylko dla naszej ograniczonej świadomości.
Możemy użyć parafrazy Ewangelii św. Jana (1,5) – “a światłość {absolutna, będąca dla nas ciemnością)
w ciemności świeci (co jest ułudnym światłem materialnego świata) i ciemność jej nie ogarnęła”.
Owa absolutna światłość jest również absolutnym, niezmiennym prawem.
Czy to przez ema-nację, czy wypromieniowanie – nie będziemy się o to spierać – wszechświat wyłania się ze swego jednorodnego, subiektywnego istnienia, przechodząc w pierwszą sferę przejawienia, a sfer tych istnieje, jak nas uczą, siedem.
W każdej zgęszcza się bardziej i materializuje, aż dosięga naszej sfery fizycznej,
w której jedynym światem znanym i w przybliżeniu rozumianym przez naukę, w jego fizycznym składzie,
jest nasz planetarny lub słoneczny system, sui generis, jak nam mówią, jedyny.
Pytanie: Co rozumiecie pod sformułowaniem sui generis?
Odpowiedź: Chcą przez to powiedzieć, że choć podstawowe prawo i ogólnie działające prawa przyrody są wszędzie te same,
jednak nasz system słoneczny, jak i każdy inny z milionów różnych systemów istniejących
we wszechświecie, a nawet nasza Ziemia, ma swój własny plan i zadanie, w przejawieniu różniące się od zadań innych systemów.
Gdy mówimy o mieszkańcach innych planet, wyobrażamy sobie, iż jeśli są ludźmi,
czyli myślącymi istotami, muszą być podobni do nas. Fantazja poetów, malarzy,
rzeźbiarzy nie omieszkała przedstawić nawet aniołów na wzór i podobieństwo człowieka,
tylko nieco piękniejszych i obdarzonych skrzydłami. A my mówimy, iż wszystko to jest pomyłką i złudzeniem,
bo jeśli nawet na tej małej Ziemi znajdujemy tak nieskończoną różnorodność flory, fauny i ludzkich typów,
od traw morskich do cedrów Libanu, od dziewięciornic do słoni, od Buszmena i Murzyna po Apolla Belwederskiego
– to tym bardziej, przy zgoła innych kosmicznych i planetarnych warunkach, musi być zupełnie inna flora, fauna oraz rodzaj ludzi.
Te same prawa kształtują całkiem inne grupy istot i przedmiotów,
nawet w tej naszej sferze fizycznej, włączając w nią wszystkie inne planety.
O ileż więc bardziej różna i odrębna musi być zewnętrzna przyroda innych systemów słonecznych
i jakim głupstwem jest sądzić o innych gwiazdach, światach i ludzkich istotach wedle znanych, ziemskich danych,
jak to robi nasza nauka.
Pytanie: Ale jakie macie dowody na poparcie tego twierdzenia?
Odpowiedź: To, czego nauka, ogólnie biorąc, nigdy za dowód nie przyjmie – oto wspólne świadectwo bardzo wielu jasnowidzów,
którzy wszyscy jednogłośnie je potwierdzili. Ich duchowe widzenie, prawdziwe badania odkrywcze,
dokonywane za pomocą fizycznych i psychicznych zmysłów, nie zacieśnionych przez ślepotę ciała,
były systematycznie sprawdzane i porównywane, a wszystko, co nie było jednomyślnie stwierdzone i przyjęte jako wspólne doświadczenie – zostało odrzucone.
Jako ustaloną prawdę notowano tylko to, co w różnych wiekach i klimatach
i przez niezliczoną ilość nieustannie powtarzanych obserwacji zostało zgodnie i ponad wszelką wątpliwość
uznane za dowiedzione, i jeszcze wciąż nowe znajdowało potwierdzenia.
Metody stosowane przez naszych uczonych i uczniów w zakresie psychoduchowych nauk
nie różnią się od metod przyjętych przez uczniów w obrębie waszych nauk przyrodniczych, jak to sami możecie sprawdzić.
Tylko nasze pola obserwacji znajdują się na odmiennych płaszczyznach, a nasze narzędzia badania nie są tworem ludzkich rąk,
więc może dlatego są bardziej niezawodne. Retorty, akumulatory i mikroskopy chemików i przyrodników mogą się psuć,
teleskop i zegarowe instrumenty astronomów mogą się nadwerężyć,
a nasze narzędzia nie podlegają ani wpływom pogody,ani żywiołów.
Pytanie: l dlatego tak zupełnie im dowierzacie?
Odpowiedź: Wiara nie jest słowem, które można często spotkać w języku teozoficznym; my mówimy:
“Wiedza oparta na obserwacji i doświadczeniu”.
Zachodzi tu jednak ta różnica, iż obserwacja i doświadczenie uczonych w dziedzinie nauk przyrodniczych
wiodą ich przeważnie do niemal tylu hipotez, ile jest umysłów, które je tworzą.
Nasza nauka natomiast dodaje do swego dorobku tylko te fakty, które okazały się niepodważalne
i które zostały całkowicie udowodnione.
Toteż nie mamy dwóch opinii lub paru hipotez w tym samym przedmiocie.
Pytanie: Czy to na podstawie takich faktów przyjmujecie dziwne teorie przedstawione w książce Buddyzm ezoteryczny!
Odpowiedź: Tak jest. Teorie te w drobnych szczegółach mogą być niezupełnie ścisłe,
a w sposobie ich przedstawiania przez zewnętrznych uczniów nawet nieco błędne,
odpowiadają jednak faktom przyrody i są bliższe prawdy aniżeli jakakolwiek naukowa hipoteza.
O siedmiorakiej budowie naszej planety
Pytanie: Zrozumiałem, iż opisujecie naszą Ziemię jako jedną z części łańcucha podobnych ziem?
Odpowiedź: Tak jest. Ale owe następne sześć “ziem”, czyli globów,
nie znajduje się na tej samej płaszczyźnie obiektywności, czyli przedmiotowości, co nasza Ziemia, toteż nie możemy ich widzieć.
Pytanie: Czy z powodu ich wielkiej odległości?
Odpowiedź: Bynajmniej nie; gdyż widzimy gołym okiem nie tylko planety, ale nawet gwiazdy na niepomiernie większą odległość,
ale po prostu dlatego, że te sześć globów znajduje się poza dostępnymi nam możliwościami percepcji,
czyli poza sferą naszego istnienia.
Nie tylko ich gęstość i materialność, ciężar i struktura są zupełnie różne od naszej Ziemi i innych znanych nam planet,
ale znajdują się one w stosunku do nas na zupełnie odmiennej płaszczyźnie lub,
jeśli można tak powiedzieć, “warstwie” przestrzeni, której nasze fizyczne zmysły ani poczuć, ani ujrzeć nie są w stanie.
Ale gdy mówię “warstwa”, proszę nie wyobrażać sobie przypadkiem, że te warstwy leżą równo ułożone jedna nad drugą,
gdyż to by nas doprowadziło do nowego absurdu.
Mówiąc “warstwa” mam na myśli tę sferę lub płaszczyznę nieskończonej przestrzeni,
która przez samą swą naturę nie może podpadać ani pod zwykłą obserwację naszych fizycznych zmysłów na jawie,
ani naszą zwyczajną percepcję myślową. Istnieje ona w przyrodzie poza zasięgiem naszej normalnej umysłowości,
czy też świadomości, poza naszą trójwymiarową przestrzenią oraz naszym podziałem czasu.
Każda z siedmiu zasadniczych płaszczyzn (warstw) lub “planów” przestrzeni – oczywiście przestrzeni jako całości,
jako “czystej” nieskończonej przestrzeni, wedle definicji Locke’a,
a nie naszej skończonej i ograniczonej – posiada swą własną obiektywność i subiektywność (podmiotowość i przed-miotowość),
własną przestrzeń oraz czas i odpowiadającą im odrębną świadomość oraz zespół zmysłów.
Ale to wszystko jest niezmiernie trudne do zrozumienia dla ludzi wychowanych w dzisiejszym sposobie myślenia.
Pytanie: Co rozumiecie mówiąc “odrębny zespół zmysłów”?
Czy istnieje cokolwiek w naszej ludzkiej sferze, co byście mogli dać jako ilustrację,
by jaśniej przedstawić, co macie na myśli mówiąc o tych odmiennych i różnych rodzajach zmysłów,
przestrzeni i odpowiadających im rodzajach percepcji?
Odpowiedź: Nie, nic takiego nie istnieje, chyba jedno, co byłoby dla nauki tylko dobrym oparciem dla jej odwrotnego argumentu.
Podczas snu mamy inny rodzaj zmysłów, nieprawdaż?
Czujemy, mówimy, widzimy, smakujemy i w ogóle działamy na innej płaszczyźnie.
Zmiana stanu naszej świadomości jest oczywista, a dowodzi tego fakt,
iż szereg czynów i zjawisk obejmujących lata – jak się nam zdaje – dokonywa się w naszej myśli i wyobraźni w jednej chwili.
Ta niezmierna szybkość działania naszej myśli we śnie, a zupełna w tym czasie normalność wszelkich innych funkcji,
wskazuje, iż znajdujemy się w zupełnie innej sferze.
Filozofia nasza mówi, iż tak jak istnieje siedem zasadniczych energii w przyrodzie i siedem sfer,
czyli płaszczyzn lub “planów” istnienia, tak istnieje też siedem stanów świadomości,
w których człowiek może żyć, myśleć, czuć, pamiętać, istnieć. Nie jest możliwe wymieniać je tutaj, chcąc je poznać,
należy zwrócić się do metafizyki Wschodu.
Ale w tych dwóch stanach – stanie jawy i snu – każdy zwykły śmiertelnik,
od uczonego filozofa po ciemnego i prymitywnego człowieka, może znaleźć dowód, iż stany te znacznie się różnią od siebie.
Pytanie: Nie przyjmujecie więc znanych tłumaczeń stanów sennych, jakie nam daje biologia i filozofia?
Odpowiedź: Nie, zupełnie nie. Odrzucamy nawet hipotezy waszych psychologów,
wolimy nauki mądrości Wschodu.
Przyjmując istnienie siedmiu kosmicznych sfer życia oraz siedmiu stanów świadomościwe wszechświecie,
czyli makrokosmosie, zatrzymujemy się na czwartym, uważając za niemożliwe iść dalej i przekroczyć go z jaką taką dozą pewności.
Ale jeśli chodzi o człowieka, czyli mikrokos-mos, spekulujemy swobodnie na temat jego siedmiu stanów
i składników psychicznej budowy.
Pytanie: Jak je tłumaczycie?
Odpowiedź: Przede wszystkim widzimy w człowieku dwie odrębne istoty – fizyczną i duchową;
człowieka, który myśli, i człowieka, który notuje tyle z tych myśli, ile jest w stanie przyswoić.
Dlatego dzielimy jego naturę na dwie różne części: wyższą lub duchową istotę, składającą się z trzech “pierwiastków”
lub postaci czy aspektów, i niższą, czyli fizyczną, składającą się z czterech, a więc razem – siedem.
Siedmioraka natura człowieka
Pytanie: Czy jest to ten sam podział, który mówi o duchu, duszy i człowieku cielesnym?
Odpowiedź: Nie; ten to podział Platona, który będąc wtajemniczonym, nie mógł podawać nie dozwolonych szczegółów;
ale kto zna dawne, starożytne nauki, znajdzie z łatwością właśnie owo siedem w platońskich podziałach:
układach i stosunkach ducha i duszy.
Uważał on, iż człowiek posiada dwie natury – jedna to człowiek wieczny, o tej samej treści co Absolut.
Druga – śmiertelna i skazitelna, a pochodząca w składnikach swych od pomniejszych “stworzonych” bogów.
Wykazuje on, iż człowiek składa się z: 1} śmiertelnego ciała, 2) nieśmiertelnego ducha, lub “pierwiastka” duchowego
i 3} “rodzaju odrębnej, a jednak nie nieśmiertelnej” duszy.
a my to nazywamy – człowiekiem fizycznym, duszą duchową, lub duchem (platoński nouś) i duszą żywotną lub zwierzęcą (psyche).
Ten sam podział przyjął św. Paweł, również wtajemniczony, który utrzymuje, że istnieje ciało “niebieskie” i ziemskie,
czyli psychiczne, które “jest wsiane w skazitelność” (dusza lub ciało astralne, w sensie: eteryczne) i ciało “niebieskie” (duchowe),
które “powstanie w nieskazitelności”.
Nawet św. Jakub potwierdza to (3, 15) mówiąc, iż “mądrość” (naszej niższej duszy) nie zstępuje “z góry”, lecz jest ziemska,
cielesna (psychiczna) i “diabelska”; {raczej daimoniczna, jak należy oddać grecki tekst);a druga jest “mądrością z góry, niebieską”.
(stgr. δαίμων daimon – dosłownie ten, który coś rozdziela lub ten, który coś przydziela, także:nadprzyrodzona potęgadola; łac. daemon) – istoty występujące w wielu wierzeniach ludowych, mitologiach ireligiach, które zajmują pozycję pośrednią między bogami a ludźmi, między sferą ziemsko-ludzką, materialną, a sferą boską, czysto duchową; istoty o cechach na wpół ludzkich, na wpół boskich
Pierwotnie pojęcie to miało charakter ambiwalentny, stanowiło zarówno pozytywne jak i negatywne określenie nadludzkiej istoty
daimony/ demony bywały groźne, ale i dobrotliwe (jako takie pełniły na przykład funkcję duchów opiekuńczych/aniołów –
w takim rozumieniu pisali o demonach m.in. Platon, Sokrates,Heraklit).
Od czasów Ksenokratesa, wraz z rozwojem koncepcji dualizmu, demony zaczęto utożsamiać przede wszystkim ze złem, bowiem wszelkie uwikłanie w materię uważano za złe więc i istoty powiązane z materią choćby częściowo również.
W historii religii można zaobserwować, że często demonami stawały się zdegradowane bóstwa politeistyczne wyparte w toku rozwoju wierzeń z panteonu głównych bóstw. Często też podporządkowywano obcych bogów własnemu Bogu (w religiach monoteistycznych), degradując ich do poziomu demonów (dobrym przykładem takiego zjawiska jest „zdemonizowanie” Baala w Starym Testamencie)
„Daimony (…) są to stworzenia co do swego rodzaju ożywione, co do swej natury rozumne, w swej duszy podatne na namiętności, pod względem cielesnym powietrzne, co do długości życia wieczne. Z tych pięciu cech, które wymieniłem, trzy pierwsze mają wspólne z nami. Czwarta jest tylko im właściwa. Ostatnią dzielą z bogami nieśmiertelnymi”. (Fragment O bogu Sokratesa, XIII). – Apulejusz z Madaury
Jest to tak jasne, że Platon, a nawet Pitagoras, choć mówią tylko o trzech “pierwiastkach” natury ludzkiej,
nadają wszakże siedmiorakie funkcje ich połączeniom. Gdy porównać to z naszymi naukami, uwydatnia się to zupełnie wyraźnie.Czegóż uczy Platon? Mówi o człowieku wewnętrznym, o dwóch “naturach” – jednej niezmiennej i zawsze tej samej,
jednorodnej i w swej treści z bóstwem identycznej, a drugiej śmiertelnej i skazitelnej.
Te dwie natury platońskiej nauki odnajdujemy w wyższej trójcy i niższej czwórni naszej tabeli.
Platon tłumaczy, że gdy dusza (psyche) łączy się i sprzymierza z nous (boskim duchem, treścią, lub duchowym pierwiastkiem)”
czyni wszystko sprawiedliwie i w szczęśliwości.
Dzieje się odwrotnie, gdy się jednoczy z a no i a (głupstwo, bezrozum lub nierozumna zwierzęca dusza).
Więc mamy manas (duszę, biorąc ogólnie) w jej dwóch postaciach: gdy łączy się z ano/a (nasza kamarupa
lub “dusza zwierzęca” z Buddyzmu ezoterycznego), zdąża ku całkowitemu unicestwieniu, jeśli chodzi o osobową jaźń.
Gdy jednoczy się z nous (atma-buddhi)) pogrąża się w nieśmiertelną jaźń (ducha),
to wówczas duchowa świadomość osobowej jaźni, która była, staje się nieśmiertelna.
• W książce Sinnetta Buddyzm ezoteryczny d}, e) oraz f) są nazwane zwierzęcą, ludzką i duchową duszą,
co może być równie dobrą terminologią. Choć w książce tej “pierwiastki” są oznaczone liczbami, właściwie jest to bezużyteczne.
Tylko dwoista monada (atma-buddhi) może być słusznie oznaczona dwoma najwyższymi cytrami: 6 i 7.
Co zaś do wszystkich innych, nie można tu zastosować ogólnego prawidła, bo ten z “pierwiastków”, który w człowieku przeważa,
musi być uważany za pierwszy i najważniejszy. U niektórych intelekt, rozurn wyższy (manas, czyli piąty) ma przewagę nad innymi;
u innych ludzi zwierzęca natura rządzi wszechwładnie, przejawiając bestialskie żądze i instynkty.
•* Św. Paweł nazywa platoński nous “duchem”, ale że duch ten jest “substancją”, więc oczywiście oznacza buddhi, a nie Atmana,
gdyż to ostatnie nie można w żadnym wypadku, nazywać “substancją”.
Włączamy Atmana do postaci lub “pierwiastków” świadomości człowieka, po prostu aby nie stwarzać dalszych trudności
i mieszania pojęć; ale w istocie Atman nie należy do człowieka, a jest powszechnym i absolutnym duchem,
którego przewodnikiem i .naczyniem’ jest b u d d h i, czyli dusza duchowa.
Różnica pomiędzy duszą a duchem
Pytanie: Czy istotnie twierdzicie, jak to wam zarzucają spirytualiści i francuscy spirytyści, iż każda osobowość ulega unicestwieniu?
Odpowiedź: Bynajmniej nie. Nasi przeciwnicy podnieśli ten nonsensowny zarzut,
gdyż kwestia dwójni: indywidualność boskiej jaźni – osobowość ludzko-zwierzęcej duszy
dotyka możliwości ukazywania się na seansach jako zmaterializowanych “duchów” owej nieśmiertelnej jaźni, c
o my uważamy stanowczo za niemożliwe.
Pytanie: Mówiliście przed chwilą o “psyche”, która zdąża do zupełnego unicestwienia, jeśli się wiąże z ano-ia.
Co Platon przez to pojmował, a co rozumiecie wy?
Odpowiedź: Całkowite unicestwienie osobo-w ej świadomości jest bardzo rzadkim wyjątkiem.
Ogólną i niemal niezmienną zasadą jest pogrążenie się jej w indywidualną i nieśmiertelną świadomość jaźni,
przeistoczenie lub boskie przemienienie; a unicestwieniu podlegają tylko cztery niższe pierwiastki.
Czy przypuszczalibyście, że człowiek cielesny lub jego czasowa, znikoma osobowość,
jego “cień” i jego zwierzęce instynkty, a nawet fizyczne życie, mogą przetrwać po śmierci
wraz z “duchową jaźnią”i stać się wraz z nią nieśmiertelne?
Oczywiste jest, że te wszystkie niższe elementy przestają istnieć (jako całość) w czasie fizycznej śmierci albo niedługo po niej.
A po pewnym czasie całkiem się rozpraszają, znikają, ulegając – jako całość – unicestwieniu.
Pytanie: Więc odrzucacie również zmartwychwstanie ciała?
Odpowiedź: Jak najbardziej kategorycznie.
Czemuż my, którzy wierzymy w najdawniejszą ezoteryczną filozofię starożytnych mędrców,
mielibyśmy przyjmować zgoła niefilozoficzne spekulacje teologii chrześcijańskiej,
zapożyczonej od egipskich i greckich systemów gnostycznych?
Pytanie: W Egipcie czczono duchy przyrody, a nawet ubóstwiano cebulę; wasi Hindusi są do dziś dnia bałwochwalcami,
wyznawcy Zoroastra wielbili i wielbią słońce, a najlepsi filozofowie greccy byli albo marzycielami, albo materialistami,
jak Platon i Demokryt. Jakże możecie porównywać ich z chrześcijaństwem?
Odp: Tak mogą mówić o starożytności wasze współczesne chrześcijańskie podręczniki teologiczne,
a nawet podręczniki naukowe, ale nie umysły nie uprzedzone i bezbronne.
Egipt czcił Jednego-Jedynego jako Noute; i właśnie od tego słowa wywodzi się termin użyły przez Anaksagorasa – nous;
albo jak on go nazywa – “Rozum lub duch samosilny, samotwórczy”, który jest sprawcą, motorem, primum mobile – wszystkiego.
Według niego Nous to był Bóg, a Logos – człowiek, jego emanacja.
Nous to duch (czy to w kosmosie, czy w człowieku), a Logos, czy to wszechświat, czy astralne ciało,
jest emanacja poprzedniego; ciało fizyczne zaś to tylko zwierzę. Nasze zmysły zewnętrzne postrzegają zjawiska (fenomeny);
a tylko nous jest w stanie poznawać ich noumena.
l tylko Logos, czyli noumenon może trwać po śmierci, w samej swej naturze i treści jest bowiem nieśmiertelny;
Logos w człowieku to jego wieczna jaźń, ta, która się wielokrotnie reinkarnuje i trwa na wieki.
Ale jak może Logos – znikomy, zewnętrzny cień, czasowa odzież, którą przyobleka ta z Boga wyłoniona cząstka,
która powraca do źródła, z którego wyszła – być tym, który ma “powstać w nieskazitelności”?
Pytanie: Nie możecie jednak uniknąć zarzutu, iż wymyśliliście nowy podział duchowych i psychicznych składników człowieka,
gdyż żaden filozof o nim nie wspomina, choć wy utrzymujecie, że Platon o nim mówił.
Odpowiedź: nadal utrzymuję to samo. Nie tylko Platon, ale i Pitagoras przyjmował ten sam podział*.
Opisywał on duszę jako samotwórczą jednostkę (mona-da), obejmującą trzy czynniki – nous (duch), phern (umysł, dusza) i thumos (życie lub tchnienie żywotne – . “nefesz” kabaiistów);
a ta trójca odpowiada naszej “at-ma-buddhi” {wyższy duch-dusza), manas (jaźń) oraz kamarupa,
w połączeniu z niższym odbiciem manasu. To, co starożytni filozofowie greccy nazywali ogólnie duszą,
my nazywamy duchem lub duszą duchową – buddhi, rozumiane jako naczynie i przewodnik Atmana
(Agathona lub najwyższego bóstwa u Platona).
A z tego, iż Pitagoras i inni mówią, że posiadamy na równi ze zwierzętami phren i thumos, można wnioskować,
iż chodzi tu o niższe odbicie manasu, czyli intelektu (instynkt), io kamarupa (zwierzęce, żywotne namiętności).
A jako że Sokrates i Platon przyjmowali ten sam podział, jeśli do tych pięciu, a mianowicie:
Agathon (bóstwo lub Atman), psyche (dusza, w znaczeniu ogólnym), nous (duch lub rozum), phren (umysłowość fizyczna)
i thumos (kamarupa lub namiętności), dodamy jeszcze eidolon, wspomniany w misteriach “cień”
lub eteryczny sobowtór człowieka, i wreszcie ciało fizyczne, łatwo przyjdzie nam udowodnić,
że idee Pitagorasa, jak i Platona pokrywają się z naszymi.
* Plularch mówi: “Platon i Pitagoras dzielą duszę na dwa czynniki: rozumną (noetic) i nierozumną (agnoia};
i mówią, iż owa rozumna jest wieczna; bo choć sama ni
e jest Bogiem, jednak jest tworem wieczystego Bóstwa;
ale  która jest rozumu pozbawiona (agnoia) – umiera”.
Współczesny termin agnostic pochodzi od agnosis. Dziwne się nam wydaje, dlaczego Huxley,
twórca tego słowa, połączył swój wspaniały intelekl z “duszą pozbawioną rozumu”, która umiera.
Czy jest to przesadna pokora współczesnego materialisty?
Nawet Egipcjanie mieli siedmioraki podział. Nauczali, iż dusza (ego – jaźń) wychodząc z ciała musi przejść przez swych siedem komór,
lub pierwiastków, i to zarówno przez te, które opuszczała i zrzucała z siebie, jak i te, które unosiła ze sobą.
A cała różnica pomiędzy naukami tych wielkich Greków a naszymi polega na tym, iż oni,
pomni na karę za wyjawienie czegokolwiek z tajemnych nauk misteriów – a była nią śmierć –
podawali je tylko w ogólnych zarysach, my zaś rozwijamy je i wyjaśniamy szczegółowiej.
Ale choć podajemy światu tyle, ile nam prawo pozwala, nawet i w naszych naukach wiele ważnych szczegółów musimy przemilczeć,
gdyż tylko ci, którzy studiują filozofię ezoteryczną i którzy złożyli ślub milczenia, mają prawo je poznać.
Nauki Greków
Pytanie: Mamy świetnych uczonych, znawców greki, łaciny, sanskrytu i hebrajskiego,
jakże się to dzieje, że nie znajdujemy w ich tłumaczeniach niczego, co by nam potwierdzało wasze słowa?
Odpowiedź: Ponieważ wasi tłumacze, bez względu na swą uczoność, uczynili dawnych filozofów,
a zwłaszcza Greków, mglistymi – zamiast mistycznymi – pisarzami.
Weźmy jako przykład Plutarcha, przeczytajmy, co mówi o “pierwiastkach” człowieka.
To, co opisuje, bierze się dziś dosłownie i przypisuje metafizycznym przesądom lub nieuctwu.
Przytoczę wam dla przykładu ustęp z tego autora:
“Człowiek jest istotą złożoną; a ci którzy sądzą iż składa się tylko z dwóch części, mylą się.
Bo wyobrażając sobie, iż rozumienie (intelekt mózgowy) stanowi część duszy (wyższej triady),
mylą się nie mniej od tych, którzy uważają duszę za część ciała, czyli tych,
którzy wyższą triadę uważają za część śmiertelnej i ska-zitelnej, niższej czwómi.
Bowiem rozumienie (nous)  o tyle przewyższa duszę, na ile ta jest wyższa i bardziej boska od ciała.
Otóż połączenie duszy (psyche) z rozumieniem (nous) daje rozum; a połączenie jej z ciałem {lub thumos, czyli duszą zwierzęcą)
daje namiętność, żądzę; jedno jest zaczątkiem lub przewodnikiem bólu i rozkoszy,
a drugie – cnoty i występku. Z tych trzech części złączonych razem i sprzymierzonych ziemia dała ciało,
księżyc dał duszę, a słońce dało rozumienie rodzajowi ludzkiemu”.
To ostatnie zdanie jest czysto alegoryczne i może być zrozumiane tylko przez tych,
którzy znają dobrze naukę ezoteryczną o odpowiednikach i wiedzą, jaka planeta czemu odpowiada
i z którym psychicznym pierwiastkiem jest połączona.
Plutarch dzieli składniki człowieka na trzy grupy,a ciało fizyczne uważa za zespół trzech czynników
– fizycznego kształtu, astralnego cienia (czyli eterycznego, przyp. tłum.) oraz tchnienia życia,
czyli za troistą, niższą część, która “z ziemi powstała i do ziemi powraca”.
Drugi, czyli środkowy pierwiastek – dusza, siedlisko instynktów, pochodzi według niego od księżyca i zawsze podlega jego wpływowi*,
a dopiero część trzecią, najwyższą, czyli duszę duchową,
wraz z pierwiastkiem atma i manasu uważa za bezpośrednią emanację słońca, które tu wyobraża Agathon,
czyli Boga najwyższego. Dowodzą tego następujące jego słowa:
“Otóż ze śmierci, które przechodzimy, pierwsza czyni człowieka dwójniązamiast trójpierwiastkowym,
a druga jednopier-wiastkowym zamiast dwójni. Pierwsza należy do sfery podległej Demeterze,
stąd imię nadawane misteriom jest podobne do imienia śmierci.
Ateńczycy nazywali umarłych poświęconymi Demeterze.
 Druga śmierć zaś dzieje się w sferze księżyca i podlega Persefonie.
• Kabaliści, którzy znają stosunek Jehowy, dawcy życia i potomstwa, do księżyca oraz wpływ tego ostatniego na rodzenie,
zrozumieją, o co tu chodzi, a dotyczy to także i astrologów.
Oto macie naszą naukę, która uważa, iż za życia na ziemi człowiek składa się z siedmiu pierwiastków;
po śmierci, w kamaloce z pięciu, a dalej, w Dewachanie – z trzech pierwiastków: jaźni, ducha-duszy i świadomości.
To rozdzielenie się, najprzód na “łąkach Hadesu”, jak nazywa Plutarch kamalokę,
a potem w Dewachanie było integralną częścią świętych misteriów,
gdzie kandydat do wtajemniczenia przechodził przez cały dramat śmierci i zmartwychpowstania,
jako w chwale wznoszący się duch, a pod tym mianem rozumiemy świadomość.
Oto co Plutarch ma na myśli, mówiąc:
“l jak z jednym, ziemskim, tak i z drugim niebiańskim, Hermes przebywa.
On to nagle i gwałtownie wyrywa duszę z ciała, ale Persefona powofi i łagodnie oddziela rozumienie od duszy*.
Dlatego jest ona zwana Monogenes, jedyną poczętą, a raczej poczynającą jednego jedynego, gdyż lepsza,
wyższa część człowieka zostaje sama, jedna, gdy ją Persefona od reszty oddzieli.
Obie te czynności dzieją się wedle praw natury. Los (fatum, czyli Karma) nakazuje,
by każda dusza posiadająca lub nie posiadająca jeszcze rozumienia (manas), gdy wychodzi z ciała,
wędrowała czas jakiś – ale nie bez końca – w sferze rozciągającej się pomiędzy ziemią a księżycem (kamaloka)””.
“Gdyż ci, którzy za życia oddawali się nieprawościom i rozpuście, cierpią teraz karę za swe wykroczenia;
a sprawiedliwi i pełni cnót są w tej sferze zatrzymani w celu oczyszczenia
” Persefona lub Prozerpina symbolizuje tutaj pośmiertną Karmę człowieka, o której się rnówi,
iż rządzi oddzieleniem się niższych od wyższych jego “pierwiastków”: duszy jakonefesz –tchnienia zwierzęcego życia –
które zostaje na pewien czas w kamaloce, od wyższej, złożonej jednostki Jaźni,
która wstępuje w stan Dewachanu, czyli niezmąconego szczęścia.
” Zanim wyższy duchowy pierwiastek nie oddzieli się od niższego, który pozostaje w kamaloce aż do zupełnego rozproszenia się.
szczenią, zanim nie wyrzucą z siebie, przez pokutę, wszystkich jadów, jakimi się mogli zarazić jak chorobą, będąc w ciele fizycznym. Przebywają oni w najgodniejszej części atmosfery tego świata, zwanego «polami», lub «tąkami Hade-su»,
gdzie muszą pozostawać przez pewien czas, z góry wyznaczony i określony.
Po czym jakby wracali po długich pielgrzymich wędrówkach lub wygnaniu do swej ojczyzny,
gdzie zaznają radości i szczęścia, podobnego temu, które przeżywają wtajemniczeni w święte misteria,
a zabarwionego drżeniem, zachwytem i specjalną, u każdego inną nadzieją”.
Plutarch mówi tu o szczęśliwości duchowej, a żaden teozof  nie  potrafiłby  prostszym,
jaśniejszym  i  zarazem  ezoterycznym językiem  określić  radości  duszy w sferze Dewachanu,
gdzie każdy człowiek jest otoczony własnym rajem, stworzonym przez swą świadomość.
Ale trzeba się wystrzegać błędu, w który nawet wielu teozofów popada, a mianowicie – nie należy sobie wyobrażać,
że choć człowiek, według nas, posiada siedem składników, potem pięć, a wreszcie trzy składniki,
jest przez to samo połączeniem siedmiu, pięciu
lub trzech istotności lub jak któryś z teozof i cznych autorów wyraził to dobitnie:
“tyluż skórek, ułożonych jedna na drugiej, które można jak w cebuli od siebie oddzielać”.
Wszystkie te “pierwiastki” {jak już mówiłam, poza ciałem fizycznym, żywotnością i astralnym eidolon, czyli – eterycznym),
które rozpadają się i rozpraszają po śmierci, są to po prostu   postacie,   aspekty,   lub   też stany   jego   świadomości.
Istnieje tylko jeden rzeczywisty człowiek, który trwa stale przez cały cykl, nieśmiertelny w swej treści, jeśli nie w formie,
jest nim   m a n a s,   Myśliciel   lub   wcielona   świadomość. Sprzeciw materialistów,
którzy mówią, iż rozum i świadomość nie mogą się przejawić bez materii, jest dla nas bez znaczenia,
bo choć nie odmawiamy rozsądku tej uwadze, zapytamy tylko naszych oponentów: “
A czy znacie wszystkie  istniejące stany   materii, wy,co do niedawna znaliście tylko trzy?
Skąd możecie wiedzieć czy to, co my nazywamy Absolutną Świadomością albo bóstwem, na wieki niewidzialnym i niepoznawalnym,
nie jest tym, co, choć na zawsze niedostępne ludzkim ograniczonym pojęciom, można by nazwać powszechną lub kosmiczną
duch-materią albo materią-duchem, w swej absolutnej nieskończoności?”
A jedna z najniższych i w swych manwantarycz-nych przejawieniach, rozszczepionych, “rozpryśniętych”
postaci tegoż ducha materii stanowi ową świadomą jaźń (ego), która stwarza swój własny raj,
złudny być może, niemniej jednak pełen szczęśliwości stan.
Pytanie: Ale czymże jest Dewachan?
Odpowiedź: Dosłownie – “krainą bogów”, stanem wewnętrznej szczęśliwości.
Filozoficznie biorąc, jest to stan podobny do snu, ale nieskończenie wyższy i realniejszy od najwyraźniejszego snu.
Większość ludzi przeżywa taki stan po śmierci.

Rozdział VII

O RÓŻNYCH STANACH POZA PROGIEM ŚMIERCI

Człowiek fizyczny i duchowy
Pytanie: Cieszy mnie, iż wierzycie w nieśmiertelność duszy.
Odpowiedź: Nie “duszy”, lecz boskiego ducha, a raczej w nieśmiertelność reinkarnującej się jaźni.
Pytanie: Jakaż jest pomiędzy nimi różnica?
Odpowiedź: Według naszej filozofii bardzo duża. Jest to jednak zbyt trudny i zawiły przedmiot, aby go można pobieżnie potraktować. Musimy zanalizować te pojęcia najpierw oddzielnie, a potem dopiero badać w połączeniu, wspólnie.
Zacznijmy od ducha.
Uważamy, iż duch – “Ojciec w skrytości” Jezusa, czyli Atman, nie należy do żadnej indywidualnej istoty ludzkiej, a jest to boska treść, nie mająca ciata ani kształtu, niepodzielna, niewidzialna, nieuchwytna; ta, co nie    i s t n i e j e    a  J E S T;
jak buddyści mówią o nirwanie. Tylko unosi się nad śmiertelnym człowiekiem, bo to, co weń wchodzi i przenika całą jego istotę,
jest tylko Jego wszechobecnymi promieniami lub świetlistością, promieniującą przez buddhi, które jest jego przewodnikiem i bezpośrednią emanacją. W tym skrywa się tajemne znaczenie twierdzeń niemal wszystkich filozofów starożytności,
gdy mówią że “roz u m n a” część duszy ludzkiej nigdy nie zstępuje całkowicie w człowieka,
a tylko unosi się nad nim i mniej lub więcej go opromienia poprzez “nierozumną” duchową duszę, czyli buddhi”.
Pytanie: Rozumiałem zawsze, iż tylko “dusza zwierzęca” jest nierozumna, ale nie “dusza boska”.
Odpowiedź: Musicie nauczyć się różnicy, jaka zachodzi pomiędzy tym, co jest negatywnie, tj. biernie “nierozumne”,
bo nie jest zróżnicowane, a tym, co jest bezrozumne, gdyż jest zbytnio czynne i pozytywne.
Człowiek jest zespołem współzależnych duchowych mocy i sił, jak i zgrupowaniem fizycznych i chemicznych energii,
wprowadzonych w działanie przez to, co nazywamy jego “pierwiastkami” lub postaciami.
Pytanie: Dużo o tym przedmiocie czytałem i wydaje mi się, że twierdzenia starożytnych filozofów
różnią się znacznie od pojęć kabalistów średniowiecznych, choć mają również pewne punkty wspólne.
Odpowiedź: Największa różnica pomiędzy nimi a nami jest następująca: my przyjmujemy,
razem z neopla-tonikami i zgodnie z naukami Wschodu, iż duch (atma) nigdy nie zstępuje hipostatycznie,
w swej własnej postaci, w żyjącego człowieka, a tylko opromienia, mniejszą lub większą światłością,
wewnętrznego człowieka (psychiczny i duchowy splot jego lotnych pierwiastków),
kabaliści zaś twierdzą, że duch ludzki, odrywając się od oceanu światłości i powszechnego ducha
W tym wypadku sfowo “rozumna” oznacza coś emanującego bezpośrednio z Mądrości Wieczystej,
a “nierozumna” znaczy, iż będąc czystą emanacją kosmicznego, powszechnego ducha (myśli),
nie może mieć swego własnego indywidualnego rozumu w tej slerze materii; a tak jak księżyc,
który bierze swe światło od sfońca, a swe życie od ziemi, tak buddhi otrzymuje światłość mądrości od atma,
a swe rozumowe właściwości od manasu.
A samo w sobie, jako jednorodne, nie ma cech ani atrybutów własnych.
wszechducha – wstępuje w duszę człowieka, w której przebywa przez całe jego życie,
uwięziony i niejako zamknięty w astralnej powłoce. Wszyscy chrześcijańscy kabaliści do dziś dnia wyznają to samo,
gdyż nie są zdolni zerwać całkowicie ze swymi antropomorficznymi, biblijnymi doktrynami.
Pytanie: A co wy o tym mówicie?
Odpowiedź: My utrzymujemy, iż tylko promieniowanie ducha (atma) jest obecne w powłoce,
i tylko jako świetlistość duchowa. Mówimy, iż człowiek i dusza mają zdobyć swą nieśmiertelność, wznosząc się w jedność z Duchem,
z którym, jeśli to wzniesienie w pełni osiągnie, dusza będzie ostatecznie złączona i który ją w końcu całkowicie,
że się tak wyrażę – wchłonie. Indywidualne życie człowieka po śmierci zależy od jego ducha, a nie od duszy ani ciała.
Choć słowo “osobowość”, w znaczeniu, w jakim się je zwykle rozumie, jest absurdem w dosłownym zastosowaniu do naszej nieśmiertelnej treści, jednak ta ostatnia jest, jako nasza indywidualna jaźń, odrębną istotnością, nieśmiertelną i wieczną per se,
sama w sobie. Tylko w wypadku tych, którzy uprawiają czarną magię lub złoczyńców tak zatwardziałych,
iż ich nawrócenie jest zupełnie niemożliwe, i to takich, którzy przez długi szereg żywotów
nieodmiennie oddawali się zbrodni – świetlista nić, która łączy ducha z “osobową” duszą od chwili urodzenia dziecka,
gwałtownie pęka i prawdziwa istota oddziela się od “osobowej” duszy,
która rozprasza się i jest unicestwiona, nie zostawiając najmniejszego po sobie śladu ani piętna na indywidualnej jaźni.
Jeśli zjednoczenie niższego, osobowego manasu z indywidualną, reinkarnującą się jaźnią nie dokonało się podczas życia na ziemi, wtedy osobowość dzieli los niższych zwierząt, a więc powoli się rozkłada i wsiąka w otaczające podłoże, zatracając się całkowicie.
Ale i wtedy duchowa jaźń pozostaje odrębną istnością.
Tylko traci – po tym jednym życiu, i w tym wypadku rzeczywiście zupełnie bezużytecznym – jeden okres Dewachanu,
którym by się w przeciwnym razie cieszyła jako uduchowiona osobowość, i reinkarnuje się prawie niezwłocznie,
po króciutkim okresie swobody, jako duch “gwiezdny lub planetarny”.
Pytanie: W książce Odsłonięta Izyda   mówi się, iż takie duchy planetarne lub anioły, “bogowie pogan, a archaniołowie chrześcijan”, nigdy nie będą ludźmi na naszej planecie.
Odpowiedź: Zupełnie słusznie. Nie “takie duchy planetarne”, ale pewne rodzaje wyższych, planetarnych duchów
nie będą istotnie nigdy ludźmi na naszej planecie, gdyż są wyzwolonymi duchami z poprzedniego, wcześniejszego świata,
i jako takie nie mogą z powrotem stać się ludźmi na tej naszej ziemi.
Jednak wszystkie będą żyć znów, w następnej, o wiele wyższej m a -ha-manwantarze,
gdy się zakończy ten “Wielki Wiek” wraz z jego prą łaj ą Brahmy (jest to “mały” cykl o szesnastu lub więcej cyfrach}.
Słyszeliście zapewne, iż filozofia Wschodu uczy, że ludzkość składa się 2 takich “duchów” uwięzionych w ludzkich ciałach?
Różnica, jaka zachodzi pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, polega na tym, że zwierzę jest ożywione “pierwiastkami” potencjalnie,
a człowiek aktualnie*. Czy rozumiecie teraz różnicę?
Pytanie: Tak, słyszałem; ale ta różnica była przez wieki trudnością, jakby progiem,
na którym potykali się wszyscy metafizycy.
‚ Szczegółowe wyjaśnienie tego znajdujemy w komentarzach cło II lomu Doktryny tajemnej.
Odpowiedź: Tak jest. Cały ezoteryzm filozofii buddyjskiej opiera się na tej tajemniczej nauce,
rozumianej tylko przez bardzo nielicznych, a zupełnie przeinaczanej przez wielu najbardziej uczonych orientalistów współczesnych. Nawet metafizycy są nazbyt skłonni do błędnego utożsamiania skutku z przyczyną.
Jaźń, która zdobyła swe nieśmiertelne życie jako duch,
pozostanie tą samą wewnętrzną istotą przez wszystkie swe wcielenia na ziemi, ale z tego nie wynika,
iż musi albo pozostać panem X lub Z, którym była na ziemi albo całkiem utracić swą indywidualność.
Toteż dusza astralna i “ciało ziemskie” człowieka mogą być w pośmiertnym okresie wchłonięte w kosmiczny ocean lotnych,
subtelnych, czystych elementów, a on może przestać odczuwać swą ostatnią osobową jaźń (jeśli ta nie zasłużyła na wzniesienie się wyżej); a jednak jego boska jaźń pozostanie tą samą, nie zmienioną istnością, choć ziemskie doświadczenia jej emanacji
(promienia świadomości) mogą być zupełnie zapomniane w chwili oddzielenia się jej od swego niższego, niezbyt godnego narzędzia.
Pytanie: Jeśli duch lub duchowa cząstka duszy istnieje jako odrębna istota od praodwiecznych czasów,
jak mówi Orygenes, Synezjos i inni filozofowie, na pół chrześcijańscy, na pół platońscy,
i jeśli jest ona tą samą i niczym więcej aniżeli metafizycznie obiektywną duszą, jakże może nie być wieczna?
l co za różnica w takim razie, czy człowiek prowadzi życie czyste i wzniosłe, czy też niskie i nędzne,
wszak cokolwiek by robił, nie może utracić indywidualności?
Odpowiedź: Teoria ta, jak ją w tej chwili przedstawiacie, jest w swych skutkach równie szkodliwa
jak teoria “zastępczego odkupienia” (czyli odkupienia cudzych grzechów).
Gdyby ten ostatni dogmat wraz z błędnym pojęciem, iż wszyscy jesteśmy nieśmiertelni,
był przedstawiony ludziom we właściwym świetle, przez jego propagowanie ludzkość stałaby się lepsza.
Jeszcze raz powtórzę: Pitagoras, Platon, Timaios z Lokroi, jak i stara szkoła aleksandryjska
wywodziła duszę człowieka (lub jego wyższe “pierwiastki” i atrybuty) z duszy kosmicznej lub wszechduszy,
która była według ich nauki “Eterem” (Pater-Zeus). Stąd żaden z tych “pierwiastków” nie może być czystą, z niczym nie połączoną treścią pitagorejskiego m on as (naszej atma-buddhi), gdyż dusza kosmiczna – Anima M u n d i –
jest tylko wynikiem, subiektywną emanacją, a raczej promieniowaniem tegoż monas. Zarówno duch ludzki, czyli indywidualność,
owa reinkarnująca się duchowa jaźń, jak i buddhi, dusza duchowa, istnieją od prawieków.
Ale podczas gdy jaźń duchowa istnieje jako odrębna istność, zindywidualizowana,
to dusza (buddhi) istnieje jako i uprzednio istniejące tchnienie, jako “niewiedząca” cząstka ogromnej, rozumnej całości.
Obie u prapoczątków wyłoniły się z Wieczystego Oceanu światłości;
ale jak filozofowie ognia – średniowieczni teozofowie – mówili: “w ogniu istnieje zarówno widzialny, jak i niewidzialny duch”.
Robili różnicę między anima bruta a anima divina.
Empedokles mocno wierzył, iż wszyscy ludzie oraz zwierzęta posiadają dwie dusze.
Arystoteles nazywa jedną duszą rozumną (i rozumującą), a drugą – duszą zwierzęcą.
Według tych filozofów dusza rozumna pochodzi z wnętrza duszy kosmicznej, czyli wszechduszy, druga zaś z jej ze wnętrzności.
Pytanie: Czy tę rozumną duszę człowieka lub, jak ją nazywacie, ego, jaźń, moglibyście nazwać materią?
Odpowiedź: Nie materią, ale bez wątpienia “substancją”, choć i słowo “materia”,
jeśli dodać – “pierwotna” lub “prą-” nie byłoby do odrzucenia.
Gdyż tę pramaterię uważamy za równie wieczną jak duch; a nie mamy na
myśli naszej widzialnej, dotykalnej i podzielnej materii, a najlotniejszą, najsubtelniejszą, przeduchowioną jej postać.
Czysty duch od nie-ducha, czyli absolutnej wszystkości, w której duch i materia są jednym, oddziela zaledwie jeden stopień.
Jeśli nie przyjmiemy, iż człowiek pochodzi od tej praduch-materii i przedstawia stopniowaną skalę “pierwiastków”
– od owego nadducha do najgrubszej, najgęstszej materii,
jakże będziemy mogli uważać wewnętrznego człowieka za nieśmiertelnego i za istność duchową, a zarazem śmiertelną?
Pytanie: Dlaczegóż w takim razie nie wierzycie w Boga jako podobną istność?
Odpowiedź: Bo to, co jest nieskończone i nie uwarunkowane,
nie może mieć żadnej formy ni kształtu i nie może być    i s t o t ą ;
w każdym razie nie może być według żadnej filozofii Wschodu, godnej tego imienia. Wszelka “istność” jest nieśmiertelna,
ale tylko w swej ostatecznej treści, a nie w swej indywidualnej formie;
gdy w ostatnim punkcie swego cyklu życia zostaje wchłonięta w swą pierwotną pranaturę staje się duchem,
ale też zatraca wówczas swe imię istoty.
Jej nieśmiertelność jako kształtu ogranicza się tylko do jednego wielkiego cyklu życia, czyli – maha-man-wantary,
a potem wchodzi w jednię i jest tożsama z wszechduchem, a przestaje być oddzielną istotą.
Jeśli zaś chodzi o duszę osobową – a pod tym mianem rozumiemy iskrę świadomości,
która utrzymuje w duchowej jaźni ideę osobowego “ja” ostatniego wcielenia, ta trwa jako oddzielna,
wyraźna pamięć, tylko przez jeden okres Dewachanu; po jego upływie łączy się z szeregiem wspomnień
innych niezliczonych żywotów na ziemi, podobnie jak wspomnienie jednego dnia, w długim ciągu dni przeżytych,
zostaje nam w pamięci przy końcu roku.
Czyż chcielibyście ograniczać nieskończoność, jaką przecież przypisujecie swemu Bogu,
do zakresu określonych warunków? Tylko to, co jest nierozłącznie spojone, zjednoczone przez ducha (atmę),
czyli buddhi-ma-nas, jest nieśmiertelne. Dusza ludzka, czyli osobowość, sama w sobie nie jest ani nieśmiertelna, ani wieczna, ani boska.
Księga Zoftarmówi:
“Dusza, gdy jesl na tę ziemię posiana, ziemską też przywdziewa szatę, dla swej tutaj ochrony,
więc otrzymuje na wierzch jaśniejący płaszcz, aby mogła spoglądać bez szkody w zwierciadło,
którego światło pochodzi od Pana Światłości”.
Poza tym Zohar mówi, iż dusza nie może dosięgnąć przybytku szczęśliwości, zanim nie otrzyma “pocałunku świętości”,
czyli nie zjednoczy się na nowo z treścią, z której się wyłoniła – z duchem.
Wszystkie dusze są dwoiste; dusza jest żeńskim “pierwiastkiem”, a duch męskim.
A człowiek w czasie swego uwięzienia w fizycznym ciele stanowi trójcę, chyba że tak bardzo ugrzęźnie w materii i splugawi się,
iż weźmie rozbrat ze swym duchem, sprowadzając przerwanie z nim łącznika.
“Biada duszy, która od swego boskiego oblubieńca (ducha) woli ziemskie związki małżeńskie”
(tj. ze swym znikomym ciałem fizycznym), mówi Księga Kluczy, jedno z hermetycznych dzieł.
Biada jej zaprawdę, gdyż nic z tej osobowości nie pozostanie do zapisania na niezniszczalnych tablicach pamięci jaźni.
Pytanie: Jak może to, co choć nie jest tchnieniem Boga rzuconym w człowieka, jednak według waszych własnych słów,
jest tej samej treści co Bóg, nie być nieśmiertelne?
Odpowiedź: Każdy atom, każda drobina materii, nie tylko treści, jest niezniszczalna w swej istocie,
ale nie w swej indywidualnej świadomości. Nieśmiertelność zaś jest tylko nieprzerwaną ciągłością świadomości;
a osobowa świadomość nie może istnieć dłużej aniżeli sama osobowość, nieprawdaż?
A ta osobowa świadomość, jak już mówiłam, trwa tylko przez okres Dewachanu, po czym jest wchłonięta z powrotem,
najpierw przez indywidualną, a potem przez kosmiczną – świadomość. Możecie spytać waszych teologów, jak się to stało,
że tak rozpaczliwie wypaczyli święte księgi żydowskie.
Poczytajcie Biblię, jeśli chcecie mieć dobre dowody, że autorzy Pentateuchu, a zwłaszcza Genesis, nigdy nie uważali nefesz,
tj. tchnienia, które Bóg tchnął w Adama (Gen 2), za nieśmiertelną duszę.
Oto kilka przykładów (tu cytaty z Biblii za H. Bława-tską–przyp. wyd.):
“l Bóg stworzył (…) każdy nefesz (życie) obdarzony ruchem” (Gen 1, 21}, czyli zwierzęta; i (Gen 2, 7)
powiedziano jest: “l stał się człowiek istotą żyjącą (nefesz)”, co wskazuje, iż słowo “nefesz” było używane w dwojakim znaczeniu,
w zastosowaniu do nieśmiertelnego człowieka, jak i    ś m i e r t e l n y ch  zwierząt.
“Albowiem krwi życia (nefeszyzm) waszego będę dochodził; na wszelkich zwierzętach, jak i z ręki człowieka” (Gen 9, 5).
“Zachowaj życie (nefesz) twoje” (Gen 19, 17), uciekaj dla twego życia – jest tłumaczone.
“Nie odbierajcie mu życia (nefesz); a: “nie zabijajcie jego nefesz” jest w hebrajskim {Gen 37, 21).
“Nefesz za nefesz” mówi się w Księdze Kapłańskiej (17, 8). “Który uderzył i zabił człowieka śmiercią niech zginie”,
a dosłownie byłoby: “kto porazi nefesz człowieka…” (Kpi 24, 17), a od 18 wiersza i dalej mówi się:
“a kto by zabił bydlę (nefesz) zwróci inne bydlę”, a w oryginale jest: “nefesz za nefesz”.
Jak mógłby człowiek zabić to, co jest nieśmiertelne? To również tłumaczy,
dlaczego saduceusze nie uznawali nieśmiertelności duszy oraz przedstawia jeden więcej dowód,
iż najprawdopodobniej Żydzi za czasów Mojżesza – przynajmniej nie wtajemniczeni – nigdy nie wierzyli w życie duszy po śmierci ciała.
O wiecznej nagrodzie i karze, i o nirwanie
Pytanie: Niemal nie potrzebuję was pytać, czy wierzycie w chrześcijańskie dogmaty nieba i piekła
lub w przyszłe nagrody i kary, według nauki ortodoksyjnych kościołów.
Odpowiedź: Tak jak je opisują wasze katechizmy, odrzucamy je bezwzględnie;
zwłaszcza ich wieczności nie moglibyśmy nigdy przyjąć.
Ale wierzymy mocno w to, co nazywamy Prawem Równoważącym (lub za-dośćczyniącym)
oraz w absolutną sprawiedliwość i mądrość kierującą tym prawem, czyli Karmę.
Oczywiście odrzucamy okrutne i niefilozoficzne wierzenie w wieczną nagrodę lub wieczną karę; mówimy wraz z Horacym:
Ułóżmy prawa, by powściągnąć nasz gniew, l karę mierzmy zbrodni odpowiednią,
Pasów nie drzyjmy z tego, co winą swą Jeno na chłostę zasłużył.
To jest prawem dla wszystkich ludzi i to zupełnie sprawiedliwym.
Czyż możemy przyjąć, że Bóg, o którym mówicie, iż jest wcieleniem miłości, mądrości i miłosierdzia,
miałby przejawiać mniej tej sprawiedliwości aniżeli zwykli śmiertelnicy?
Pytanie: Czy macie i inne przyczyny, aby odrzucić ten dogmat?
Odpowiedź: Główną przyczyną jest niezaprzeczalny dla nas fakt reinkarnacji, czyli powtórnych wcieleń na ziemi.
Jak już mówiłam, odrzucamy pojęcie, iż Bóg stwarza nową duszę dla każdego przychodzącego na świat niemowlęcia.
Przyjmujemy, iż każda istota ludzka jest naczyniem lub przewodnikiem jaźni,
równorzędnej z każdą inną jaźnią, bowiem wszystkie jaźnie są tej samej treści
i wszystkie zostały wyłonione z pierwotnej emanacji jednej, nieskończonej Wszechjaźni.
Platon nazywa tę Wszechjażń – Logos (lub drugim przejawieniem Boga), a my boskim bytem przejawionym,
który stanowi jedność z wszechmyślą lub wszechduszą, ale nie jest antropomorficznym, pozakosmicznym, osobowym Bogiem,
jak wielu teistów wierzy. Proszę uważać, by tego nie utożsamiać.
Pytanie: Ale raz przyjmujecie istnienie przejawionego bytu, dlaczegóż jest wam tak trudno przyjąć,
iż stwarza on duszę dla każdego przychodzącego na świat człowieka, jeśli wszystkie inne dusze przedtem tak byty stworzone?
Odpowiedź: Gdyż to, co jest bezosobowe, nie może stwarzać ni planować wedle swej własnej woli i ochoty,
będąc Prawem powszechnym, niezmiennym w swych periodycznych przejawieniach,
czyli w promieniowaniu i objawianiu swej własnej treści (bytu) na początku każdego nowego cyklu życia.
TO nie może stwarzać ludzi po to, by po paru latach żałować, że zostali stworzeni.
Jeśli mamy w ogóle wierzyć w jakiś boski byt,
musi on być absolutną harmonią, sprawiedliwością i logiką, jak i też absolutną miłością, mądrością i bezstronnością;
a Bóg, który by miał stwarzać każdą duszę na krótki przeciąg czasu jednego żywota, bez względu na to,
czy ma ożywiać ciało bogatego, szczęśliwego człowieka, czy też nieszczęsnego, cierpiącego nędzarza,
któremu od urodzenia do śmierci nic się nie wiedzie, choć niczym nie zawinił i nie zasłużył na tak okrutny los
– byłby prędzej jakimś bezrozumnym szatanem aniżeli Bogiem’.
Nawet żydowscy filozofowie, wierzący w Biblię Mojżesza
(ezoterycznie oczywiście obacz dalsze wyjaśnienia w rozdziale O karze jaźni)
nigdy nie wyznawali takiej idei; przy tym uznawali, jak i my, reinkarnację.
Pytanie: Czy możecie mi dać na dowód tego jakiś przykład?
Odpowiedź: Oczywiście że mogę. Oto Filon Judejski w De Somniis mówi:
“Powietrze jest ich (dusz) pełne; te, które są najbliżej ziemi, zstępując,
by związać się ze śmiertelnym ciałem, powracają do innych ciał, pragnąc w nich zamieszkać”.
Zohar natomiast mówi o duszy, która prosi Boga o wolność:
“O Panie wszechświata! Jestem tu, w tej sferze, szczęśliwa, i nie pragnę iść w inny świat,
gdzie będę służebną oraz na różne pokusy i skalania wydaną”.
Nauka o nieuniknionej konieczności, o wieczystym niezmiennym prawie, wyraża się w odpowiedzi Boga:
“Wbrew woli własnej zostajesz embrionem i pomimo twej woli przychodzisz na świat”.
Światłość nie dawałaby się pojąć bez ciemności, która przejawia się przez kontrast z nią.
Dobro nie byłoby nadal dobrem, gdyby nie istniało zło, wykazujące nieocenioną właściwość daru dobra;
podobnie osobista cnota nie przedstawiałaby żadnej zasługi, gdyby nie przeszła przez probierczy ogień pokusy.
Nic nie jest wieczne i niezmienne prócz utajonego Boga.
Nic, co nie jest nieskończone, czy dlatego że miało początek,
czy że musi mieć koniec, nie może pozostać w bezruchu.
Musi albo posuwać się naprzód, albo się cofać. A dusza, która pragnie powrócić w jedność ze swym duchem i połączyć się z nim,
który jedyny może jej dać nieśmiertelność, musi oczyścić się przez serię wcieleń ponownych,
zbliżając się ku jedynej krainie szczęśliwości i wieczystego spokoju, zwanej w Zoharze “Pałacem Miłości”,
w hinduizmie – Mokszą; wśród gnostyków – “pleromą Odwiecznej Światłości”,
a przez buddystów – nirwaną.
A wszystkie te stany są ograniczone czasem, ale bynajmniej nie wieczne.
Pytanie: Ale w tym wszystkim nie ma mowy o reinkarnacji?
Odpowiedź: Dusza, która prosi o pozostanie tam, gdzie jest, musiała istnieć wpierw,
nie mogła być przed chwilą i na tę chwilę stworzona.
W Zoharze jest jednak 1 lepszy dowód; mówiąc o wcielających się ponownie jaźniach (duszach rozumnych)
tych, których ostatnia osobowość ma się całkowicie rozproszyć, Zohar powiada:
“Wszystkie dusze, które nie są w tym świecie bez winy, już się oddaliły w niebie od Najświętszego –
błogosławione niech będzie imię Jego – i pchnęły siebie w przepaść odrębnego bytu i tym uprzedziły niejako czas,
gdy będą miały ponownie zstąpić na ziemię”.
“Najświętszy” oznacza tutaj ezoterycznie Atman lub atma-buddhi.

Judeochrześcijaństwo widziane z pozycji buddysty tybetańskiego

Lama Anagarika Govinda CRYSTAL MIRROR, vol. IV, Dharma Publishing w Berkley w 1975
„Znaczące i głębokie myśli religijne i filozoficzne nie są dziełem jednostek, mimo, że mogły zostać przez nie przekazane.
Wyrosły one jednak z nasienia twórczych idei, wielkich doświadczeń i głębokich wizji,
podobnie jak drzewa rozwijały się przez pokolenia zgodnie z własnym, wewnętrznym prawem.
Są tym, co moglibyśmy nazwać „naturalnym rozwojem ducha”.Lama Govinda „Podstawy mistyki tybetańskiej”Aby zrozumieć stosunek budyzmu tybetańskiego do chrześcijaństwa, musimy przede wszystkim zrozumieć, czym jest dla niego religia. Najbliższym tybetańskim odpowiednikiem słowa „religia” jest czo (chos, skt. Dharma),
które oznacza duchowe i uniwersalne prawo, zasadę, która podtrzymuje (dhar) wszystko, co istnieje.
Najwyższym celem człowieka jest życie w harmonii z tym prawem, a to oznacza ciągłe przebywanie w stanie prawdy i cnoty.
Dlatego dla Tybetańczyków religia nie oznacza trzymania się określonych zasad i dogmatów,
lecz naturalne wyrażanie wiary w wyższe przeznaczenie człowieka,
czyli w jego zdolność wyzwolenia się z sieci iluzji i ograniczeń własnego ego w celu realizacji uniwersalności swej prawdziwej natury
w Oświeconym Umyśle. Istnieje tak wiele różnych metod i sposobów osiągnięcia tego stanu, ile jest różnych typów ludzkich istot, dlatego też Tybetańczyk uważa wielość religii za niezbędny czynnik rozwoju ludzkości,
a nie powód do kłótni i obustronnych nienawiści.
W konsekwencji tego Tybetańczyk, który posiada wysoko rozwiniętą indywidualność, uznaje i szanuje różne formy praktyk religijnych.
I faktycznie, w Tybecie istnieje tyle szkół buddyjskich, co sekt w łonie chrześcijaństwa;
nie są one jednak wrogo wobec siebie nastawione. Współżyją ze sobą w pokoju, szanując swoją wartość.
Akceptując nauczyciela z jednej szkoły, nie neguje się wartości nauczycieli z innych szkół.
W praktyce bardzo często nauki i metody różnych szkół dopełniają się,
dzięki czemu można je wykorzystać w najbardziej skuteczny sposób.
Indywidualistyczne nastawienie do spraw religijnych wyjaśnia dobrze znane tybetańskie przysłowie:
(Każdy region posiada swój własny dialekt, Każdy lama posiada swoją własną doktrynę)
Zgodnie z tą zasadą ludzie posiadają wolność wyboru lub odrzucenia wierzeń bądź praktyk
i bez obaw wyrażają swe opinie na ten temat.

Dyskusje na tematy religijne są zawsze mile widziane, zaś ludzie, którzy potrafią w przekonywujący sposób wyrazić swe idee,
cieszą się uznaniem i szacunkiem. Sztuka publicznych dysput była kultywowana przez wielkie uniwersytety klasztorne,
takie jak Gnden, Drepung czy Sera.
Równocześnie Tybetańczyk nie jest aż tak naiwny, by wierzyć, że prawdy religijne można udowodnić przy pomocy logiki,
czy ustalić je przy użyciu argumentów.
Tybetańscy nauczyciele zawsze podkreślali fakt, że ostatecznej prawdy nie można wyrazić słowami,
można ją jedynie urzeczywistnić w sobie. Dlatego nie jest ważne to, w co wierzymy, ale to, czego doświadczamy i co praktykujemy,
jak to coś wpływa na nas i na nasze otocznie.

W Tybecie świętego ceni się bardziej niż króla; człowieka, który jest w stanie porzucić światowe dobra ceni się bardziej niż bogacza,
a człowieka, który potrafi poświecić swe życie wypełniając je współczuciem i miłością w stosunku do innych, ceni się bardziej,
niż wielką osobistość. Opowieści o poświęceniach Buddy, gdy jeszcze jako Bodhisattwa przebywał na ziemi,
do dziś opowiada się przy ogniskach, z okazji różnych uroczystości religijnych, w domach i pustelniach,
na pustynnych szlakach karawan i zatłoczonych placach targowych, a mimo to nigdy nie przestaną budzić emocji,
czy to u szorstkiego kierowcy, czy u doświadczonego drobnomieszczanina,
ponieważ opowieści te nie są wspomnieniem przeszłości, która już dawno minęła,
lecz nadal istnieją w postaciach tybetańskich świętych, inspirując pokolenia przeszłości i teraźniejszości.
Można więc łatwo zrozumieć, że opowieść o cierpiącym na krzyżu Chrystusie
głęboko przemawia do uczuć religijnych przeciętnego Tybetańczyka.

Lecz jeśli ktoś powiedziałby mu: „Musisz wyrzec się wszystkich innych świętych i zbawicieli
i czcić tylko tego jednego” byłby zdziwiony i urażony takim żądaniem.
Ponieważ dla niego dowodem na istnienie prawdy jest to, że zawsze i wszędzie pojawiali się religijni przywódcy i święci,
którzy przybywali z posłaniem miłości i współczucia i na nowo wdrażali poznanie ostatecznej Rzeczywistości,
którą chrześcijanie utożsamiają z Bogiem, Hindusi z Brahmanem, a buddyści ze stanem poza słowami i koncepcjami – Oświeceniem.
Jeśli mimo ciepłego przyjęcia pierwszych misjonarzy, chrześcijaństwu nie udało się zakorzenić w Tybecie,
nie stało się to za przyczyną Jezusa Chrystusa i Jego istotnych nauk; przeciwnie –
to, czego nauczał Jezus zgadzało się w pełni z ideałem Bodhisattwy i było praktykowane w Tybecie o wiele bardziej,
niż gdziekolwiek w Europie.

Innym powodem było to, że ci, którzy próbowali zaszczepić chrześcijaństwo na tybetańskim gruncie,
nie byli w stanie rozpoznać i uznać wielkich myślicieli i świętych tego kraju,
a zajmowali się bardziej sobą i stworzonymi przez ludzi dogmatami, niż uniwersalnym przekazem Chrystusa.

Nic nie zilustruje lepiej stosunku Tybetańczyków do chrześcijaństwa jak kilka faktów historycznych,
które potwierdzają moje rozważania. Pierwszym chrześcijańskim misjonarzem, który przybył do Tybetu,
był Portugalczyk Padre Antonio de Andrade.
Został on bardzo gościnnie przyjęty w Tsaparangu przez króla Gule z zachodniego Tybetu.
Król przyjął go z wielkim szacunkiem i zgodnie z duchem buddyjskiej tolerancji pozwolił mu nauczać nowej religii.
Dla niego człowiek, który w imię swej wiary przepłynął pół świata, zasługiwał na najwyższe uznanie i szacunek.
Był przekonany, że prawda nie może skrzywdzić prawdy, dlatego też wszystko, co prawdziwe w religii obcego, mogło w jego przekonaniu jedynie umocnić, uwydatnić i potwierdzić nauki tybetańskich świętych, Buddów i Bodhisattwów. Dlaczego nie miało by się pojawić wielu Bodhisattwów na Zachodzie, w krajach nieznanych dla ludzi Wschodu
? Dlatego wiedziony sercem król Gule wysłał w roku 1625 ojcu Antonio de Andrade list treści następującej:

„My, Król Potężnych Królestw, radując się z przybycia do naszego kraju Padre Antonio Franguim
(jak w Indii nazywano Portugalczyków – przyp. A.G.), który pojawił się, by nauczać nas świętego prawa,
uważamy go za głównego Lamę i udzielamy wszelkich pełnomocnictw do nauczania naszego ludu.
Równocześnie nie pozwalamy, by ktokolwiek próbował mu w tym przeszkodzić. Wydamy także odpowiednie polecenia,
dzięki którym otrzyma on parcelę i wszelką pomoc niezbędną do wybudowania domu modlitwy”.

Król przeznaczył nawet cudzoziemcowi swój własny ogród; prezent ten jak na tybetańskie warunki,
gdzie ogrody są drogim i rzadkim luksusem, był czymś więcej, niż tylko uprzejmym gestem.
Lecz król, w swej wielkiej dobroci nie przewidział niestety, że obcy przybył nie po to,
by wymienić prawdę i wspaniałe myśli z tymi, którzy dążą do podobnych ideałów, lecz po to,
by wyplenić nauki Buddy i zastąpić je tym, co uważał za jedyną prawdę.
Konflikt był nieunikniony: niezadowolenie szerzyło się w kraju, a przeciw królowi powstali jego przeciwnicy polityczni.
Podczas gdy Padre Andrade, zadowolony ze swego sukcesu w Tsaparang, wybrał się do Lhasy z zamiarem rozszerzenia swej działalności na cały kraj, w Zachodnim Tybecie wybuchło powstanie, król został obalony, a wraz z nim dynastia Gule.
Nadszedł koniec świetności Tsaparang. W jakieś sto lat później, w 1716 przybył do Lhasy jezuita Padre Desideri.
Przyjęto go z szacunkiem, otrzymał wspaniały dom, pozwolono mu także głosić swoją religię mową i piórem.
W rzeczywistości napisał książkę, mającą na celu obalenie pewnych nauk buddyjskich, co wywołało wielkie zainteresowanie.
Jak napisał to Desideri: „Przez mój dom przewinęło się wielu ludzi, przeważnie uczonych i profesorów,
którzy przybyli z klasztorów i uniwersytetów, szczególnie z tych najważniejszych – Sera i Drepung,
by uzyskać pozwolenie na przeczytanie książki”.
Tybet był wtedy o niebo bardziej cywilizowany, niż współczesna mu Europa,
gdzie heretyków palono na stosach razem z ich książkami.
Można by sobie wyobrazić, co działoby się w Rzymie, gdyby jakiś obcy próbował publicznie obalić chrześcijańskie dogmaty!
Nie ma się więc co dziwić, że przedstawiciele chrześcijaństwa nie byli w stanie uznać wartości ducha tolerancji,
wykorzystać otwartych im drzwi i odwzajemnić się w tym samym duchu. Stracono wielką szansę! ”

tłum. Karma Mipham Zangpo

„Słowian cechowała wolność – również w wyborze bogów, których
zmieniano,
jeśli było to korzystne dla społeczności. Przy łączeniu się różnych plemion,
wszystkich bogów włączano do kultowych obrzędów, bez urażania uczuć religijnych
nawet małych grup społecznych. I nikomu nie przeszkadzała mnogość kultów
sprowadzająca się przecież do zapewnienia ludziom spokoju sumienia, a plemieniu
– wszelkiej pomyślności. Dlatego pomorscy poganie nie atakowali chrześcijan,
nie prześladowali ich i nie przeciwstawiali się im, rozumiejąc, że każdy
człowiek ma prawo do swojego boga, wyznania i miejsca religijnego kultu. Po
prostu szanowali wolność wyznania.

Misjonarze bez przeszkód znajdowali u Pomorzan gościnę w myśl pogańskiej zasady,
aby spragnionego napoić, głodnegonakarmić, a wędrowcowi zapewnić dach nad głową.
Goście mogli bez przeszkód głosić chrześcijańską religię,chwalić swojego boga,
a nawet wznosić jemu świątynie, byleby nie szargali miejscowych świętości. (…)
Uroczysty chrzest przez zanurzenie się w wodzie, obrządek a nawet i ofiara dla nowego boga
były interesującym uzupełnieniem kultu starych pogańskich bogów.
Stanowiły też dodatkowe urozmaicenie monotonii codziennych zajęć pełnych trudu i znoju
związanego z pracą na roli. (…)Słowianie nie znali siedmiodniowego tygodnia z wolną od zajęć niedzielą.
A lubili uroczystości i uczty, więc cieszyli się z kolejnych dni świątecznych, jakie niosło chrześcijaństwo.
Nie widzieli przeszkód dla zgodnej koegzystencji wielu bogów,
z których każdy wnosił dobro i pomyślność w ich pracowite życie.
Wkrótce po misji chrystianizacyjnej w Szczecinie jeden z pogańskich kapłanów doradził,
aby obok chrześcijańskiego kościoła „pobudować przybytki należne dawnym bogom,
przez co i jego, i ich przychylność mieć będziemy”.
I Słowianie ten pomysł niezwłocznie zrealizowali.Dopiero, gdy kapłani chrześcijańskiego boga zaczęli szkalować
pogańską wiarę oraz żądać, aby Słowianie innych bogów odrzucili, stanowczo
domagając się zniszczenia ich świątyń i posągów, zaczynają się protesty oraz
baczniejsza obserwacja nowej religii.

A gdy do tego dochodzą dużo wyższe datki i ofiary dla nowego boga
oraz dziwne wymagania dotyczące życia osobistego i rodzinnego, małżeństwa i pochówku,
jedzenia z wymuszonym postem wreszcie niezrozumiały zakaz pracy w niektóre dni
nawet w najgorętszym okresie żniwnym, pogański opór staje się wyraźny i jawny.”
Pogańskie tajemnice Pomorza – Wrzesław Mechło

[Myślę, że wszystkie powyższe teksty można potraktować jako wstęp do „Lekcji 9  – Odnowa” . CB]

 

2012 in review

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 31 Grudzień 2012

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2012 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

About 55,000 tourists visit Liechtenstein every year. This blog was viewed about 1 200 000 times in 2012. If it were Liechtenstein, it would take about 22 years for that many people to see it. Your blog had more visits than a small country in Europe!

statyst 1 stat 2 Statystyka ostatnich 9 miesięcy na świecie.

stat 5

Od początku istnienia mieliśmy już 2.760.000 gości.

W zeszłym roku porównywano nas jeśli idzie o liczbę odwiedzających do Luwru, to było ciekawsze.

Liczba odwiedzających wzrosła w każdym razie o 30% w stosunku do poprzedniego roku i to jest naprawdę ważny sygnał dla nas wszystkich, którzy „robimy swoje”.

stat 3

Ponad połowa z odwiedzających to ludzie czytający, czyli wchodzący głębiej w blog, nie tylko po jedną informację, czy  wyłącznie po to co ich skierowało (poprzez google) na ten blog. To ludzie absolutnie świadomi tego co robią i czego potrzebują.

Sadzę, że zainicjowany przekład na język angielski podniesie odbiór naszych informacji przez osoby spoza kręgu języka polskiego.

Statystyka odbiorców zagranicznych nie obejmuje całego roku lecz 9 miesięcy – jest prowadzona od 25 lutego 2012.  To są w każdym razie czytelnicy/odbiorcy absolutnie świadomi tego co robią, zupełnie nieprzypadkowi.

Poniżej wykaz artykułów najchętniej czytanych w okresie roku – 365 dni – Nie pokazuje on dobrze udziału tekstów, które mają wiek krótszy niż 12 miesięcy. Im tekst świeższy tym mniejsze ma szanse, żeby się tutaj znaleźć w czołówce.

stat 6

Dlatego tutaj pokazujemy ranking statystyczny z ostatnich 7 dni:stat 9

Wykaz najpopularniejszych artykułów w ciągu ostatnich 7 dni. Jak widzicie w obu wykazach znalazły się pozycje dla ducha i ciała – Tak powinien wyglądać nasz Kwartalnik – łączyć jedno i drugie. Jest tam i barszcz i wypieki i Taja 20 i dekoracja pisanek, i najbardziej tajemniczy lud Ziemi – Słowianie, i pamięć o Drzewianach i ich germanizacji, i wawelskie czakramy.

Co by tu jeszcze dodać: Mamy 110 stałych subskrybentów oraz kilkuset stałych czytelników z rożnych krajów świata, od Ekwadoru po Katar. Wśród subskrypcji są takie organizacje jak np. Polonia w Stambule, ale bardzo wiele osób – tysiące – po prostu wolą wchodzić przez link w Ulubionych, a nie przez subskrypcję.

Statystyki nie są najważniejsze. Liczy się podnoszenie wiedzy o Słowianach i Wierze Przyrody i „otwarcie” każdej Istoty Świadomej. Liczy się plemię polskie, które tworzymy i jego plemienna kultura.

Tagged with:

Modlitwa Uzdrawiająca Ziemię (Bobby Lake Thom) – brazylijska Zbrodnia Przeciw Ludzkości na Puszczy Amazońskiej (sprawa plemienia Kaypo i Petycja wodza Raoni)


from http://www.nativehealer.net/

6 Giant-Sequoia-Trees--Mariposa-Grove--Yosemite-Na

A oto modlitwa dla Matki Ziemi, Naszych Wszystkich Relacji W Naturze i Człowieczeństwa. Pewnego dnia zachodnie społeczeństwo uświadomi sobie, że Ziemia jest żywym organizmem, tak jak wszystkie żywe rzeczy na Ziemi, wliczając ludzi. Ona żywi nas, ubiera, ochrania, pielęgnuje.
Nie możemy żyć i przetrwać bez tej Ziemi i wszystkich jej zasobów, wliczając w to powietrze, ogień, wodę i duchową energię.
My, jako ludzie, nie możemy wciąż eksploatować Ziemi, zanieczyszczać jej, zatruwać, bezcześcić i niszczyć.
Sprawiamy, że jest ona bardzo, bardzo chora i potrzebuje Ozdrowienia.
Ona potrzebuje naszych Modlitw miłości, respektu, uznania; i naszej dobrej, duchowej mocy i energii by być uzdrowioną, odmłodzoną, zasiloną, ochronioną, zachowaną.
Jedno z najstarszych Praw Wszechświata jest Prawem Wzajemności i wielu rdzennych ludzi i plemion nadal podąża za tym prawem.
Zasadniczo oznacza ono, że nie możesz brać czegoś (np. od Ziemi) nie dając niczego wartościowego w zamian.
W przeciwnym wypadku Krąg Życia zostaje przerwany przez ciągłą eksploatację bazującą na egoizmie i chciwości.
Najczęściej rezultatem są choroby, umieranie, śmierć.
Wiele starożytnych kultur z całego świata i liczne Rdzenne Plemiona posiadały rodzaj rytuału Uzdrawiającego Ziemię
w czasie Wiosennej Równonocy, Letniego Przesilenia, Jesiennej Równonocy i Zimowego Przesilenia.
Czasami ceremonia stawała się bardzo złożona i zawierała święte tańce, rytuały, ale czasami miała bardziej osobisty charakter wraz z rodzinami i przyjaciółmi, którzy mieli święty ogień i wgłębienie w centralnym punkcie swojej wioski lub podwórza, służące do odprawiania modlitw.
Więc w czasie moich wykładów oraz na ich zakończenie uczyłem ludzi w całych Stanach Zjednoczonych, zarówno Indian jak i pozostałych, jak Modlić się w ten sposób.
Mówiłem im, że my wszyscy jesteśmy częścią Wielkiej Sieci Życia i w rezultacie musimy uświadomić sobie,
że my nie jesteśmy i nie powinniśmy być oddzielani od Ziemi i że wszyscy musimy od nowa nauczyć się jak związać się z Nią.
Najlepszym sposobem na zespolenie się jest ponowne włączenie starożytnych rytuałów do naszego życia, takich jak Ceremonia Uzdrawiająca Ziemię.
Taka ceremonia może być przeprowadzona na indywidualnym gruncie lub z rodziną bądź przyjaciółmi; a jeśli twoje podwórze jest zbyt małe by zapalić święty ogień
(rozmiarem przypominający biwakowe ognisko), bądź jeśli twoje miasto ma surowe restrykcje odnośnie palenia ognisk,
wtedy możesz zaimprowizować i użyć rodzaju dołka do barbecue lub metalowego pojemnika.
Możesz skoordynować tę czynność z Wiosenną Równonocą, Letnim Przesileniem, Jesienną Równonocą lub Zimowym Przesileniem, lub nawet z Dniem Ziemi.
Rdzenni ludzie mieszkający w miejskich strefach mogą użyć tej ceremonii jako kulturalno-religijnej czynności
pomagającej przywrócić im ich własne plemienne dziedzictwo i kulturę, lub nawet przekształcić ją w część międzyplemiennej narady
lub część twoich rytuałów w świętym szałasie potów. Częściowo rdzenne ludy, ludy nie posiadające rdzennych korzeni,
ludzie ze wszystkich warstw społecznych, narodowości, religii, zawodów, kultur również powinni wynieść korzyści z Ceremonii Uzdrawiającej Ziemię
i w ten sposób wypełnić swoją rolę i oddać Matce Ziemi, która dawała i wciąż daje tak wiele w zamian.

JAK SIĘ MODLIĆ:

Na początku Wielki Stwórca oraz dobre duchy Ziemi i Natury przynieśli naszym tutejszym ludom (i wszystkim ludziom, rasom i kulturom) pojęcie i wiedzę na temat używania Ognia do modlitw (a poza tym do gotowania, ogrzewania się i ochrony); ogień okazał się również bardzo wartościowym narzędziem służącym przetrwaniu na różne sposoby. Wielki Stwórca oraz Duchy wykształciły nas w użyciu i potrzebie dawania Podziękowań (pokazujących nasz respekt i szacunek). Nauczyli nas Prawa Wzajemności i jak używać tytoniu (lub innych ziół), które były lokalnymi ziołami w naszym środowisku; czasami jako Modlitewna Ofiara były używane pokarmy podczas Inwokacji.

ZACZYNAJ:

Złóż swój Święty Ogień i spróbuj zapalić go od strony wschodnich drzwi.
Gdy zacznie się palić sypnij nad nim trochę cedru, szałwii, liści laurowych lub igieł sosny bądź jodły jako ofiary dla ognia i dla ochrony.
Później połóż na swojej dłoni trochę tytoniu (niektórzy ludzie wolą używać mąki kukurydzianej, owsa, ziołowej herbaty, ryżu lub naci kwiatów, lawendy, rozmarynu itp.).
Stań twarzą w kierunku wschodnim i rozłóż w górze swoje ramiona i dłonie z ofiarą dla Wielkiego Stwórcy i Nieba,
następnie odwróć się na południe i wykonaj tę samą czynność, podobnie na zachodzie i północy.
W ten sposób utworzyłeś kompletny Krąg i zainicjowałeś Ceremonię. Krąg jest Święty, nie ma początku i nie ma końca,
dlatego jest świętym symbolem i jest używany jako forma komunikacji i środek zjednoczenia się z całym Stworzeniem.
Teraz możesz modlić się w następujący sposób w dowolnym języku:

“Wielki Stwórco, Cztery Moce Wszechświata, Matko Ziemio i wszystkie moje Powiązania z Naturą. Przychodzę do Was w pokorze by modlić się i przeprowadzić Ceremonię Uzdrawiającą Ziemię. Ofiaruję Wam ten tytoń (lub inne zioła) jako zapłatę i jako sposób okazania mojego respektu, szacunku i miłości wobec Was. Modlę się i proszę o powszechne błogosławieństwo dla Was i Wszystkich Naszych relacji w Naturze; wszystkich żywych rzeczy, które chodzą, pełzają, latają, pływają, widzialnych i niewidzialnych.

Modlę się za Naród Roślin , Naród Drzew, Naród Owadów, Zwierząt, Ptaków, Żab,
Węży i Naród Jaszczurek modlę się za Naród Ryb i Skał.
Dziękuję również Naturze i wszystkim naturalnym elementom wliczając w nie powietrze, ogień, ziemię i wodę;
i dobre duchy moce i siły, które są nad Ziemią, wewnątrz Ziemi i wokół Ziemi.

Dziękuje Wam wszystkim za tak wiele wspaniałych darów, którymi dzielicie się z nami ludźmi byśmy mogli żyć i przetrwać.
Proszę abyście wybaczyli nam ludziom wszystkich ras, kultur i wyznań nasze krzywdy, które wyrządziliśmy Wam, nasz wyzysk i chciwość,
którą skierowaliśmy przeciwko Wam i za każdy strach, każdą wrogość i brak szacunku Wam okazany.
Proszę wybaczcie nam nasze duchowe lub fizyczne naruszenia, które ja lub moja rodzina i przodkowie popełniliśmy przeciwko Wam.
Pragnę Błogosławieństwa dla Matki Ziemi i Wszystkich Moich Relacji w Naturze abyście mieli długie, zdrowe życie i ochronę.
Modlę się by zawsze panowała Miłość, Pokój, Równowaga i Harmonia pomiędzy Ludzkością, Matką Ziemią i Naturą.

Tłumaczenie DP44

0 nn nn p293338-Orlando_FL-Tree_of_Life

Modlitwa niniejsza nie zwalnia nas z walki z bezmiarem ludzkiej głupoty, której wciąz odnawiajace sie erupcje obserwujemy na Świecie. To pokazuje jak wiele jest do zrobienia, aby zrealizować Zapis z Nowego Świętowita Wielkiej Zmiany 2012, którego na koniec  zastąpi Świętowit Wie- Czystej Karty-Czerty.

Poniższy tekst pokazuje tylko fragment owej bezgranicznej ludzkiej pychy i urojenia Mayi w jakim pogrążone są umysły Yetisynów. [Proszę wszystkich by nie mylili sympatycznego Yeti-Wielkiej Stopy ZwierzoCzłeka, z Yetisynami, którzy są według koncepcji S. Szukalskiego nie zwierzętami, lecz Ludźmi Czystej Krwi  o zdeformowanej krwiożerczej psychice pogrążonej w Ciemności a nastawionej „Wyłącznie na: Tu i Teraz, Dla Mnie i Tylko Dla Mnie, po Trupach Wszystkiego co Żywe”.]

222320_10152340005605514_1806157462_n

„Niech to zdjęcie obiegnie cały świat. Podczas gdy czasopisma i kanały telewizyjne opowiadają o życiu celebrytów, Szef Plemienia Kayapo otrzymuje najgorszą wiadomość swego życia (4 grudnia): Dilma, prezydent Brazylii wyraża zgodę na budowę potężnej zapory hydroelektrycznej (trzecia w świecie pod względem wielkości). To wyrok śmierci dla wszystkich ludów żyjących nad rzeką, gdyż tama zaleje około 400 000 hektarów lasu. Ponad 40 000 Indian będzie musiało znaleźć nowe miejsca, by żyć. Zniszczenie naturalnego siedliska, deforestacja i zniknięcie wielu gatunków są faktami! Wiemy, że jeden obraz jest wart tysiąca słów i pokazuje prawdziwą cenę, jaką się płaci za ”jakość życia” naszego stylu życia zwanego „nowoczesnym”. Nie ma już w naszym świecie miejsca dla tych, którzy żyją inaczej, wszystko musi być zrównane, każdy, w imię globalizacji, musi stracić swoją tożsamość, swój sposób życia. Proszę was, jeśli was to oburza, przekażcie ten obraz i prześlijcie wszystkim tym, których znacie. Dziękuję w imieniu życia i różnorodności”

Prośba o międzynarodowe poparcie wodza Raoni i przedstawicieli rdzennej ludności Xingu (Brazylia) przeciwko budowie

40

Podpisanie petycji

My, rdzenna ludność Xingu, nie chcemy Belo Monte. My, mieszkańcy Xingu walkczymy o nasz naród, naszą ziemię, o przyszłość naszej planety. Prezydent Lula powiedział, że martwi się o Indian i był zaniepokojony o Amazonię, i że nie chciał, by miedzynarodowe organizacje pozarządowe sprzeciwiały się budowie zapory Belo Monte. My, wodzowie 62 wiosek Bacajá, Mrotidjam, Kararaô, Terra-Wanga, Boa Vista 17 km, Tukamâ, Kapoto, Moikarako, Aykre, Kiketrum, Potikro, Tukai, Mentutire, Omekrankum i Cakamkubem Pokaimone, przecierpieliśmy już wiele najazdów i niebezpieczeństw.

Kiedy Portugalczycy przybyli do Brazylii, to my, Indianie, już tam byliśmy; wielu zginęło, wielu straciło ogromne terytoria, większość swoich praw, wiele z nich straciło część swojej kultury, a inne grupy całkowicie zniknęły.

Las jest naszym żywicielem. Nie chcemy, by bieg rzeki Xingu został naruszony i by wioski nasze i naszych dzieci, które wychowaliśmy zgodnie z naszymi obyczajami, narażone zostały na niebezpieczeństwo. Nie chcemy zapory wodnej Belo Monte, ponieważ wiemy, ona przyniesie tylko zniszczenie. Nie wierzymy, że bedzie tylko zjawisko lokalne, ale myślimy o wszystkich szkodliwych następstwach tamy: przyciągnie ona jeszcze więcej firm, więcej gospodarstw, promować będzie inwazję na nasze ziemie, konflikty, a nawet wzniesienie nowych tam. Jeśli biały człowiek bedzie to kontynuował, wszystko będzie zniszczone. Zadajemy sobie pytanie: „Czego rząd chce więcej? Co dobrego przyniesie nam tyle energii, po tak dużym zniszczeniu? „

Zorganizowaliśmy już liczne spotkania i braliśmy udział w najważniejszych spotkaniach protestacyjnych przeciwko Belo Monte, w roku 1989 i 2008 w Altamira, aw 2009 r. we wsi Piaraçu gdzie było obecnych wielu naszych przywódców. Rozmawialiśmy już osobiście z prezydentem Lula, aby go przekonać, że nie chcemy tej zapory i obiecano nam, że nie zostanie ona nam narzucona. Rozmawialiśmy także osobiście z Eletrobrás i Eletronorte, z FUNAI i IBAMA. Uprzedziliśmy rząd, że budowa zapory oznacza rozpoczęcie wojny, za którą będzie on odpowiedzialny. Rząd nie zrozumiał naszego przesłania, a nawet sprowokował plemiona indiańskie stwiedzeniem, że zapora zostanie zbudowana za wszelką cenę. Prezydent Lula, pokazał, że nie wziął pod uwagę słów rdzennych mieszkańców i nie że nie uznaje naszych praw. Jego brak szacunku spowodował, iż doszło do przetargu na Belo Monte podczas Tygodnia Ludności Rdzennej.

W związku z tym my, Indianie z regionu Xingu, zaprosiliśmy Jamesa Camerona i jego zespół, przedstawicieli Xingu Movimento para Sempre (i organizacje ruchu kobiecego, ISA i Cimi, AmazonWatch i inne ) . Chcemy, aby pomogli nam prowadzić nasze przesłanie do świata i Brazylijczyków, którzy sami nie wiedzą co się dzieje w Xingu. Zaprosiliśmy ich, bo wiemy, że jest wielu ludzi w Brazylii i gdzie indziej, którzy chcą pomóc nam chronić nasze prawa i terytoria. Są oni mile widziani w naszym gronie.

Walczymy o nasz naród, nasze ziemie, nasze lasy, nasze rzeki, nasze dzieci i chwałę naszych przodków. Walczymy również o przyszłość świata, bo wiemy, że lasy te są potrzebne ludności tubylczej, jak i społeczeństwu Brazylii i całego świata. Wiemy również, że bez tych lasów wiele osób cierpiałoby bardziej niż przez te wszystkie zniszczenia, które miały miejsce w przeszłości. Całe życie jest ze sobą połączone, jak krew, która jednoczy rodziny. Cały świat musi wiedzieć, co się tu dzieje, musi on zdać sobie sprawę, jak bardzo niszczenie lasów i ludów autochtonicznych przyczynia się do ich własnej zagłady. Z tych powodów nie chcemy Belo Monte. Tamy oznaczają zniszczenie naszego narodu.

Podsumowując, głosimy, że jesteśmy zdecydowani, mocni i gotowi do walki, a przypomnijmy sobie słowa listu, który pewien Indianin Ameryki Północnej kiedyś wysłał do prezydenta: ” Dopiero wtedy, gdy biały człowiek zniszczy cały las, kiedy zabije wszystkie ryby i wszystkie zwierzęta i osuszy wszystkie rzeki, zda sobie sprawę, że nikt nie może jeść pieniędzy „.

Autorzy: Wódz Bet Kamati Kayapo, Wódz Raoni Kayapo i Yakareti Juruna

Podpisanie petycji

Świąteczne Życzenia od SSŚŚŚŚ 24 12 2012 – czyli słodki Kogel Mogel (Koga Moga, albo Kagan Maga)


ll s_b40_22130425

Poszukiwanie Lądownika Sojuza (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Jako, że czas jest niezwykły to i życzenia będą w tym roku nieco niezwykłe i rozłożone w czasie, na kilka „wejść” do końca roku. Zdecydowaliśmy się na życzenia w formie Kogla Mogla, bo zebrało się w czasie dorocznego remanentu trochę lżejszych i drobniejszych tekstów, trochę hudby-muzyki i obrazów, które szkoda byłoby „zatracić w niebycie” nie utrwaliwszy ich jako publikacje. Pewnie dwa lata temu znalazłyby one miejsce na głównej stronie, ale obecnie giną w lawinie poważniejszych tekstów. W nowym, 2013 roku, musimy zadbać o większą równowagę. Nie samą powagą człowiek żyje, przyda się przecież nam wszystkim także coś lżejszego. Wierszyk, jakaś ciekawostka, odrobina rysunkowego humoru, czasami śmieszno-gorzkiej satyry.

las szt joe a mac gown OrganicCosmicLock

Joe Mac Gown – OrganicCosmicLock

Joe MacGown (aka Neogothic-Jam) was born in 1964 in Maine and moved to Mississippi when he was ten.  His interest in art began early and as a child, he spent his time collecting insects, exploring nature, and drawing everything in sight. MacGown attended the Memphis College of Art for a while but it didn’t stick.  Instead, for a few years, he worked the night shift at a grocery store and did some freelance artwork on the side.  Since 1988, MacGown has worked at the Mississippi State Entomological Museum as a scientific illustrator and assistant curator.

Nie każdy wie, że Kogel Mogel, który uciera się z żółtek jaj kurzych dawniej był przyrządzaną z ziół, maści, a czasem pewnie także i żółtek jaj ptasich, czarowną mieszanką ucieraną w moździerzach przez wiedźmy – Osoby „Wiedzące” i „Widzące” Przyszłość.

Kogel Mogel znaczy Kaganek Mocy, Kubeł Magiczny, Kogan Mogtów, lub Koga Moga, czyli inaczej Kagan Magów. Nie każdy też na co dzień ma czas zastanowić się, co właściwie widać naprawdę na Niebie i Ziemi i co rzeczywiście znaczą pewne słowa-miana. Na przykład dlaczego KAGANAT SIS nazywano właśnie kaganatem, czy dlatego, że KAGAN jest Nosicielem Światła Świata, Świętym Gralem-CzARA-dziejem? Połączymy więc tutaj miłe z pożytecznym, trochę się dowiemy trochę pośmiejemy,a czasami uronimy łzę wzruszenia.

las szt joe a mac gown Echinidermatter2

Joe Mac Gown – Echinidermatter 2 [Zachęcam gorąco do poszukiwania i oglądania innych prac tego niezwykłego artysty, bliskiego Wierze przyrody Słowian i Wierze Przyrody w ogóle]

Najpierw krótkie treściwe i „pełne” życzenia dla Wszystkich Ludzi, dla Wszystkiego co Żywe,dla Wszystkich Wierzących, dla Wszystkich Rodzimowierców oraz dla Wszystkich Sympatyków i Członków StaroSłowiańskiej Świątyni Światła Świata:

 joe_macgown-mother_fly  Joe Mac Gown –  Mother Fly

Zdrowia, pomyślności, dobrobytu i szczęścia na Święta Narodzin Światła Świata

galopujące konie w roczny rytm komprJerzy Przybył – Cztery Wierzchowce Kirów  (z Obrzędu dorocznego Dziadów Żywieckich)

[patrz też strona: Grojcowianie]

Prezent od Jerzego Przybyła – razem z życzeniami dla Wszystkich

Drogi Czesławie

Z okazji zbliżających się Godów,Wielkiego Święta Słowiańskiego,Narodzin Bożego Światła-Bożej Krówki Wielkiej Przemiany przesyłam Tobie ,Portalowi ”Bialczynski ”i jego  korespondentom i współpracownikom,  zadrudze; Strażnikom Wiary Przyrodzonej  życzenia wszelkiej pomyślności  nieustępliwości w dochodzeniu do prawdy o naszych przodkach- dziadach Słowianach, a prywatnie -szczęścia osobistego i w rodzinie.

Życzenia wspomagam obrazem, który przedstawia piękne kolorowe postacie 4 koni  wybranych z obrzędu corocznego Dziadów Żywieckich.

Spełniają one magiczne przesłania przez obtańcowywanie domu, gospodyni, gospodarza, dobytku na ten Szczęśliwy Nowy Rok.

Symbolika tego zwyczaju sięga korzeniami  mitologi słowiańskiej. Każdy z tych koni reprezentuje Kirów – Bogów Pór Roku.Wiosnę uosabia Jaruna-Jaryło, lato należy do Ruji- Rajka, jesień zaś do Jeszy-Jesinia, zimą opiekuje się Kostruma-Ostroma. Zmęczone tańcem konie padają, by po pewnym czasie dzięki czarodziejskiej lasce ich opiekuna  odrodzić się – wstają, nabierają sił by dalej tańczyć. Tak jak w Przyrodzie się dzieje……

kolędujący Jerzy Przybył

s_a17_06402377Jen Fish (@JenFishie) asked to see „the most beautiful place you’ve ever been”. I had the good fortune to work as a tour guide in Alaska for several years, and developed a love for Turnagain Arm, part of Cook Inlet, south of Anchorage. Some days, when the weather and timing is just right, you can see unbelievable sunsets, spectacular coastal mountains, possible a Beluga whale or two. It’s the first place that popped to mind when she asked. In this photo, the sun rises over Turnagain Arm, viewed from an airplane, on October 31, 2010. (John Moore/Getty Images)
raduga-1Raduga-Jutryboga-Zoria

Radujmy się, bo jest się z czego cieszyć! Dzień po dniu, poranek po poranku – niech każdy kolejny przyniesie Wam radość!!! Radość – Raduga – to wewnętrzny ogień, który musicie każdego ranka po otwarciu oczu rozpalić w swoim sercu i umyśle. Zróbcie to zanim zabierzecie się do czegokolwiek innego. Pomyślcie o Tęczy i Jutrzence, o ich pięknych, ciepłych kolorach, o ich obecności na Niebie na granicy Nocy i Dnia, albo na Granicy Deszczu i Słonecznej Pogody.

infinity_Joe-MacGownJoe Mac Gown – Infinity

RA-Duga – Słoneczny Wąż, lub Świetlisty, bo duga to „długa” i „tłusta”, bądź „tęga”. Po polsku rzeklibyśmy RaTęga, ale skrótowo mówimy po prostu Tęga-Tęcza. Także tucza, co po rosyjsku znaczy „chmura”, „opasła”, „utuczona”. Utuczona tym co w sobie nosi – „oparami pary” czyli  jeszcze nie skroplonym deszczem, „tocząca” się po Niebie.  Jutrzenka -Zorza w swoim mianie także zawiera te święte dźwięki boskie OR i RA bowiem:

Joe-MacGown-Neogothic-Jam4Joe Mac Gown – Neogothic Jam 4

Z-ORRA – Z-ORZa – to Z or – z jądra, z ziarna, z OR odRA-dzająca Światło/Dzień/Słońce

JutRA, JutRABoga, Jutrznia, UtRAboga, UtRAnka, Jutrzenka, OdRAboga to Pani pORRAnka – or – orzy, ożywający (orzywający), ożywczy (orzywczy), orzeźwiający, wreszcie żywy (rzywy) – nowonARODzony (NowoORRAdzony). RA – Światło/Słońce (jako nosiciel Światła). Po rosyjsku Utro – poranek, rano.  PORRA wstawać!

Joe-MacGown-Neogothic-Jam9Joe Mac Gown – Neogothic Jam 9

RADUGA i ZORZA i JUTRA – czyli Radość Poranka. Jak mówią Czesi – POZOR! – to znaczy uwaga, bo gdy się budzimy i wstajemy  budzi się nasze zoranie-postrzeganie, oraz trzeba się wykazać uwagą – pozorem i przezorem, źrzeć spozierać z uwagą okiem na wszystko co dokoła. Na tym prostym przykładzie widać jak głębokich obserwacji świata Przyrodzonego (Przyrody) dotyka, i z jak głębokich korzeni czerpie, nasz codzienny „zapomniany” Język Atlantów-Ariów.

Pomorski humor słowiański (od Marka Hapona)

Ojciec i rog

Ojciec i róg

 

Praslowianska TV

Prasłowiańska Tivi

 

        Bogini przecinków

Bogini PrzecinkówDam ci ja Odyszku

Ja ci dam Odyszku!Duch święty Duchowy komitet

Duchowy komitet  Klify ciosać    Krzywousty na Pomorzu

To mogli zrobić tylko Rosjanie! Udacznaja Trubka w Mirnym, czyli miasto nad Czarną Dziurą

Trubka Udacznaja (komin kimberlitowy „Szczęśliwa”, (ros. „tрубка Удачная”) – wielkie złoże i kopalnia diamentów w Jakucji, położone 20 kilometrów za kręgiem polarnym w okolicach miejscowości Mirny. Zostało odkryte w 1955 roku.

Jest to jedno z największych złóż diamentów na świecie. Składa się z dwóch warstw diamentonośnych – wschodniej i zachodniej. Kopalnia Trubka Udacznaja, otwarta w 1982 jest jedną z największych odkrywek na świecie – wyrobisko długie na 1600 m, szerokie na 1200 m i głębokie na 530 m. Ze względu na prądy powietrzne, które wywołuje, zabronione jest latanie nad nią helikopterami (miało już miejsce kilka wypadków). Większą część złoża już wydobyto, rozważa się eksploatację pozostałej jego części metodami podziemnymi.ii 3675

Niezła trubka (trąbka) do środka Ziemi. Coś podobnego jednakże na nieporównanie mniejszą skalę można zobaczyć pod Ślężą w Białej, rodzinnym siole Włostów – władców Lęgijskiego przedchrześcijańskiego Śląska z rodu Łabędzi. O Łabędziach i ich herbie jeszcze przed końcem roku napiszemy, gdyż to bardzo ważne jak łączą się rody posługujące się trzema herbami – Kłem Odyńca (Kolistym Kłem Odyna – Kołodynem), Modrym Wężem (Odrowążem) i Łabędziem (Albą-Białą Lędą-Labędą, albo Białą Ładą) właśnie.ii 3676Miasto MIRNY we wschodniej Rosji – zima trwa tu 7 miesięcy, temperatury dochodzą do 70 stopni poniżej zera – to tu zbudowano kopalnię, o której przez ponad pół wieku wiedziało niewielu ludzi. Kopalnię, która jak wiele innych stanowiła o dobrobycie Związku Radzieckiego.
Udacznaja – to największa i najgłębsza kopalnia odkrywkowa w Rosji, daje ok. 80% wydobycia rosyjskich diamentów
Po segregacji i wstępnej obróbce wysyłane są specjalnym samolotem do Moskwy, gdzie przejmuje je jedyny zagraniczny odbiorca południowo-afrykańska De Beers Diamond Company, światowy potentat na diamentowym rynku.

Jeśi ktoś ma się ochotę pośmiać z  Polaków to odsyłam na stronę z której pochodzą zdjęcia i opis Trubki Szczęśliwej pełnej diamentów tutaj tylko kilka polskich rekordów z wymienionej tam setki http://www.zbaszyn.fora.pl/na-kazdy-temat,25/ciekawostki,364-15.html :

Polacy- naród wybrany

1. Jeden z mieszkańców Katowic chciał w lombardzie zastawić swojego syna.

2. Jako pierwsza nacja na świecie, opracowaliśmy sposób na picie denaturatu, płynu borygo, kwasu siarkowego i wody kolońskiej.

3. Janusz Chomontek w tym roku podbił piłkę głową 30 tysięcy razy. Ustanowienie rekordu świata zajęło mu 2 godziny i 22 minuty.

4. Grabarz z Krakowa miał we Krwi 9,5 promila alkoholu i przeżył. Mieszkaniec Wrocławia w 1995 r. osiągnął absolutny medyczny rekord świata – 14,8 promila. Nasz bohaterski rodak przekroczył trzykrotnie śmiertelną dawkę.

8. Marta Rudzka, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, jest autorką projektu najwyższego budynku świata. Trump World Tower będzie miał 90 pięter wysokości i powstanie na Manhattanie w Nowym Jorku.

9. Anonimowy profesor UJ w Krakowie wymyślił przed wojną reklamę prezerwatywy, która jest wykorzystywana do dziś na całym świecie. Hasło brzmi: Prędzej ci serce pęknie.

(niektóre śmieszne, niektóre gorzkie, inne „takie sobie”, ale każdy najdrobniejszy uśmieszek jest bezcenny)

llo004

POLSKA – ROSJA – i Świętobliwy Issa – czyli co robił przez 18 lat  nieuznany przez Żydów Mesjasz

O Mikołaju Notowiczu wiele sobie nie poczytacie ani po rosyjsku ani po polsku ani po angielsku. Najbardziej jest znane to co odkrył, natomiast o nim samym niewiele wiadomo – do tego stopnia że nieznana jest nawet data jego śmierci – przynajmniej w Wikipedii. Wiadomo, że był Kozakiem, szlachcicem co oznacza że był najprawdopodobniej Polakiem albo Rusinem-Ukraińcem, a nie żadnym Rosjaninem. Jako szlachcic Rosjanin byłby bowiem bojarem.

Dodatkowo cała ta historia wiąże się z terytorium Tybetu – TuBądu/TuBytu i z Ziemią Lodu (Ladakh), która jak wiadomo leży po sąsiedzku z Doliną Hunza (Hunów Hakowników hg Y-DNA R1a1) i z Sistanem współczesnym. Cały ten region zasiedla zaś obficie ludność Haplogrupy Y-DNA R1a1, czyli potomkowie Prasłowian lub Słowian.

Ponieważ bardzo wiele przez stulecia zrobiono by treść książki Mikołaja Notowicza, podobnie jak „Bożyca” Bronisława Trentowskiego, nie przedostała się do publicznej wiadomości, musicie niestety przeczytać jego książkę tutaj poniżej w języku angielskim albo co najwyżej, jeśli nie znacie za dobrze tego języka, skorzystać z pomocy Google-Tłumacza.

Sekwencja tych Świąteczno-Noworocznych Życzeń dotyczaca Jezusa i odkryć Notowicza to prezent dla nas wszystkich od wielu osób, które zbiorowym wysiłkiem, w kilku krajach i w kilku narodach, w kilku językach (i w kilka wieków, jak widać, bo mamy XXI) doprowadziły do publikacji i do wiadomości ogółu owe dziwne dzieje, i ukazały światu ową tajemniczą rozgrywkę między Siłami Słońca i Księżyca (Jasności i Ciemności) zwalczającymi się zapiekle (ładne słowo i właściwe) także w kościele katolickim. Bardzo to pouczające, zwłaszcza, że wciąż mamy z ową blokadą informacyjną do czynienia, w każdym razie z próbami „opóźniania” informacyjnego, co przecież nie jest bez znaczenia.

CB

Φ

Nikołaj Notowicz (1858 –  ? ) – Strażnik Wiary Słowian – Co odkrył na temat pobytu Świątobliwego Męża o imieniu Issa w Windji nad Indusem-Widjuszem i Tubądcie – TybecieNNotovich150

Nikolai Notowicz – to znaczy Mikołaj Notowicz. Taki był z niego Rosjanin jak z Koziej D… Udacznaja Trubka.

Jedyny właściwie i dosyć dobry artykuł znalazłem na stronie Racjonalista.PL

Z Racjonalista.pl

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1748

Jezus w Indiach

Autor tekstu: Wacław Korabiewicz

Przeglądając przebogatą literaturę religioznawczą dostrzega się w niej nieprawdopodobne wprost zaślepienie , a może tendencyjną krótkowzroczność . Najdrobniejsze szczegóły życia Chrystusa są analizowane i studiowane , podczas gdy tak niebywale ważny fakt , jak zniknięcie Jezusa na długie 18 lat i to lat najistotniejszych , bo okresu dojrzewania , lekceważy się . Przechodzi się nad tym do porządku dziennego , jakby chodziło o godzinę a nie o 18 lat .

Wszakże już jako dwunastoletni chłopak zdumiewał On bystrością umysłu . Wdaje się On w dyskurs filozoficzny z kapłanami i zadziwia pytaniami mędrców (Łukasz II,47) . Wykazuje energię i samodzielność odłączając się na trzy dni od rodziców w dużym , obcym dla siebie mieście (Łukasz II,46) . A gdy rodzice go znaleźli , robi im wymówki , że niepokoili się i szukali go ( Łukasz II,49) . I ten oto właśnie wielce zaradny , mądry chłopak , nad rozumem którego wszyscy się zdumiewali ( Łukasz II,47) , nagle znika na osiemnaście lat . Zjawia się już jako dorosły mężczyzna , a przy tym jest już doświadczonym nauczycielem i filozofem . Najdokładniejszy z Ewangelistów , św. Łukasz tę osiemnastoletnią nieobecność zbywa lakonicznym oświadczeniem : …poszedł z nimi (rodzicami) i wrócił do Nazaretu , i był im poddany (Łukasz II,51)

Co to znaczy poddany ? On , taki żywy , pełen inicjatywy , nagle stał się poddanym , synem potulnym i posłusznym ? Czyżby potrafił w ciągu 18 lat poświęcić się bez reszty ciesielskiej pracy ojca i nikt go niczego nie nauczył ?

Rzeczywiście może wygodniej nie poruszać tej dziwnej sprawy , aby nie trafić przypadkowo na jakiegoś nauczyciela . Bo jakżeby Jezus zesłany przez Boga mógł mieć profesora . Widocznie świat Wielkich Wtajemniczonych nie życzy sobie odsłaniania tej tajemnicy . Widocznie wielcy wolą , aby Jezus odszedł na osiemnaście lat donikąd i wrócił znikąd .

himisKlasztor Himis

Tymczasem odkryte nad Morzem Martwym manuskrypty mówią wprawdzie o Mistrzu Sprawiedliwości , ale to nie mógł być Jezus , gdyż nauczyciel o którym mowa żył co najmniej 100 lat przed Jezusem . Zresztą Jezus , kiedy się objawił w roli Mesjasza , swoim postępowaniem , stylem zachowania i ubiorem daleko odbiegał od Qumrańskich mistrzów . Zgodnie ze starymi manuskryptami zachowanymi szczątkowo w klasztorach i zwojami w klasztorach indyjskich wysnuwa nam się zgoła fantastyczny wniosek . Jezus 18 lat swojego życia spędził w Indiach. Trafił tam bardzo łatwo . Jego kuzyn Jan ( zwany później Chrzcicielem )jako jedyny z jego rówieśników odpowiadał mu poziomem inteligencji i duchowości . Jan też pierwszy trafił na Esseńczyków . Między Indiami a Jerozolimą stale kursowały handlowe karawany . Ich woźnice opowiadali przechodniom o jakiś senianinach , czyli wędrujących mędrcach , o sadhu czyli zakonnikach pustelnikach . Kuzyn Jan namawiał Jezusa na udanie do Qumran , ale jezusowi nie odpowiadała surowość tej gminy , to nie była atmosfera miłości i dobra . Tam poszedł Jan , ale Jezus wiedziony ciekawością tych wszystkich opowiadanych cudów indyjskich , zapewne dołączył do jucznej karawany wielbłądów i udał się w poszukiwaniu prawdy do tych co czynią te cuda .

Jedną z pierwszych osób która znalazła jakiekolwiek pisane dowody pobytu Jezusa w Indiach był Rosjanin polskiego pochodzenia Nikołaj Notowicz . W klasztorze Moulbek w trakcie rozmowy z lamą ze zdziwieniem wysłuchał oskarżenia go jako chrześcijanina . Po kilku pytaniach okazało się że , iż lama traktując go jako przedstawiciela chrześcijan , zarzuca mu błąd przyjęcia ich doktryny , ale odseparowania się i wyboru własnego Dalaj Lamy .Dla jasności zacytujmy ich rozmowę :

  • O jakim Dalaj Lamie ojciec mówi pytał Notowicz my mamy Syna Bożego do którego wznosimy modlitwy
  • To nie o to chodzi odpowiedział lama — My także czcimy Jezusa , ale my nie uważamy go za Syna Bożego . W rzeczywistości Budda wcielił się w doskonale wybranego człowieka który sam siebie nazywał Jezus , ale my nazywaliśmy go Issa . Ale ja mówię o waszym ziemskim Dalaj Lamie , którego nazywacie Ojcem Kościoła . Issa był wielkim prorokiem . Większym od wszystkich innych , gdyż posiadał w sobie cząstkę Boga . My , buddyści , cierpimy z powodu tortur jakie zadali mu poganie .

Zaintrygowany Notowicz zaczął rozpytywać a jakieś manuskrypty , notatki . Okazało się że takowe były w każdym większym klasztorze w Nepalu . Po kilku tygodniach poszukiwań dotarł do jednego z najstarszych i nawiększych klasztorów Himis . Po załatwieniu niezbędnych formalności z audiencją u Lamy , Notowicz nie czekając na nic innego zadał pytanie o Jezusa . Na odpowiedź nie czekał długo.

Lama odpowiedział mu mniej więcej tymi słowy :

Imię Jezusa jest wielce szanowane wśród buddystów , ale szczegółowa prawda wiadoma jest tylko starszyźnie lamów , tym , którzy czytają stare księgi . Nasza biblioteka posiada ogromną liczbę rękopisów , a pomiędzy nimi są także opisy życia i nauczania Jezusa w Jerozolimie i Indiach . O jego działalności w swoim czasie krążyło dużo notatek w różnych językach , ale to wszystko jest przetłumaczone na język tybetański i znajduje się w bibliotece Lhassy . Kilkanaście kopii , może więcej , przekazano tutaj , ale niestety w żadnym wypadku nie mogę ich panu udostępnić . Takie jest polecenie Dalaj Lamy .

Rozgoryczony Notowicz opuścił klasztor z niczym . Już nazajutrz przekraczając jakiś jar upadł i złamał nogę . Zaniesiono go więc z powrotem do Himis .

Podczas sześciotygodniowej kuracji pod opieką mnichów , Notowicz zaprzyjaźnił się z przeorem na tyle , iż ten pozwolił mu nie tylko obejrzeć , ale i przetłumaczyć owe manuskrypty .

Dotyczyły one życia i działalności Jezusa . Z tych notatek , pisanych współcześnie Jezusowi powstała wielka księga . Z nagromadzonych pism wynikało , że któregoś dnia ,zjawił się w krainie Jainów dwunastoletni chłopak imieniem Jezus i spędził pod kierunkiem starych Jainów w Dżuggernaut , Radżegrika i Benares długie sześć lat . Stąd przeniósł się do Nepalu , do miasta Dżagannat , gdzie istniała potrzebna mu do dalszych studiów biblioteka dzieł w sanskrycie . Prowadził liczne dysputy z bramińskimi mędrcami usiłując przekonać ich o krzywdzących stosunkach społecznych , panujących w ich kraju .

issa-mapJak się okazuje kluczowe miejsca dla pobytu Jezusa w Indiach to również znana nam Ziemia Lodu – Ladakh w Tybecie-Tubądcie, leżąca na granicy Krainy Kasztrijów- czyli Kaszmiru, dawnego królestwa Kuszanów (Koszetyrsów), a kluczowe zapisy na ten temat tłumaczone są z języka PALI

Wbrew zakazom kontaktowania się z podle urodzonymi wajsiami i jeszcze gorszymi siudrami , Jezus coraz żarliwiej jął uczyć o Bogu , który nie uznaje różnic i jest jeden dla wszystkich , niezależnie od pochodzenia społecznego .

Stosunki społeczne panujące w Indiach oburzały Jezusa do głębi , Jako przybysz z zewnątrz patrzył na to wszystko innymi oczyma . Wziął więc obyczajem miejscowych mędrców , mosiężną miskę w dłonie i ruszył przed siebie wzdłuż rzeki Ganges . Nie zamierzał nikogo podburzać , chciał tylko krzepić ludzkie serca pogodą i życzliwością . Coraz więcej szło za nim uczniów . Nazywano go Issa Wędrowiec , gdyż szedł uparcie przed siebie nie pozwalając sobie na odpoczynek .

Pośród braminów rósł niepokój . Przygotowali zamach , ale uczniowie w porę uprzedzili Jezusa . Uszedł więc do Nepalu , do klasztoru buddyjskiego . Panująca tu atmosfera odpowiadała mu , gdyż znalazł tu spokój którego tak potrzebował . Spędził więc w klasztorze kolejne sześć lat . Gdy ukończył dwadzieścia sześć lat , postanowił wrócić do rodzinnego kraju . Wędrował najkrótszą znaną mu drogą , przez Afganistan i Persję . Którędy szedł , tam starał się nauczać , i wszędzie gdzie przeszedł robił sobie wrogów z kapłanów . Pomimo wszystkich ich podstępów , zamachów i czyhających zewsząd niebezpieczeństw Jezus powoli zbliżał się do Izraela , aż któregoś dnia znalazł się w rodzinnej Galilei . Ukończył wtedy 29 rok życia .

Po zapoznaniu się z treścią manuskryptów , oszołomiony Notowicz , mniemał najzupełniej słusznie że cały świat nauki chrześcijańskiej ucieszy się ogromnie . Pośpieszył więc do swego rodzinnego Kijowa , aby nazajutrz po przybyciu udać się do archimandryty Platona metropolity prawosławnego . Z dumą wręczył mu swoje rosyjskie tłumaczenie , przekonany o niezmiernej wartości tego dokumentu .

Po kilku dniach archimandryta Platon zwrócił mu rękopisy , potwierdził nadzwyczajną wartość zawartych w nich informacji , ale z całego serca poradził nie publikować ich .

Czasy są nieodpowiednie stwierdził Tego rodzaju nowinka może być bardzo niebezpieczna , zresztą ogłoszenie tego może panu poważnie zaszkodzić w karierze . Mogę natomiast rękopis od pana kupić. Proszę o podanie ceny .

Zawiedziony Notowicz milczał cierpliwie cały rok , czekając na poprawę aktualnej , ponoć nienajlepszej sytuacji prawosławia .

Po roku udał się do Rzymu , dopuszczono go jednak tylko przed oblicze rzeczoznawcy kardynała . Ten po przeczytaniu rękopisu odezwał się w te słowa :

Jakiż może być pożytek z opublikowania podobnej rozprawy ? Nikt nie potraktuje pana poważnie , a ponadto zrobi pan sobie wielu wrogów i to potężnych . Jeśli chodzi o pieniądze , to jestem gotów w zamian za rękopis pokryć wszystkie poniesione koszta , a także i zrekompensować stracony czas .

Oburzony Notowicz opuścił Rzym tego samego dnia . Chciał jeszcze spróbować szans w Paryżu , gdzie znał kardynała Rotelliego .

Kardynał Rotelli po zapoznaniu się z rękopisem , powtórzył słowo w słowo argumenty przytoczone przez archimandrytę Platona i kardynała w Rzymie . Stwierdził że publikacja może stać się przyczynkiem do ateistycznych rozruchów . Wobec powyższego Notowicz zdecydował się na przerzucenie całej akcji za środowiska duchowego , na środowisko świeckie . Udał się do znanego filozofa Jules Simona . Ten ogromnie się przejął sprawą , ale skierował Notowicza do wyższego autorytetu , a mianowicie do autora głośnej biografii Jezusa Ernesta Renana . Treść rękopisu niezmiernie poruszyła Renana , który nie podważał jego prawdziwości , a wręcz przeciwnie proponował odczytanie rękopisu na najbliższym spotkaniu Akademii Francuskiej . W pierwszym odruchu Notowicz wyraził zgodę , ale po całonocnym namyśle cofnął ją . Gdyby bowiem Renan z całą swoją sławą i renomą zreferował sprawę Akademii , to prawdziwy odkrywca pozostał by w cieniu . Notowicz postanowił więc sam opracować książkę w języku francuskim . Trwało to cały rok . W tym czasie zmarł profesor Renan . Wkrótce ukazała się książka Notowicza La Vie Inconnue De Jesus Christ (Nieznane życie Jezusa Chrystusa) .

Był rok 1894 . Ku zdumieniu autora i wydawcy cały nakład książki znikł nazajutrz z półek księgarskich . Czyżby książka miała aż takie powodzenie ?

Wydrukowano pośpiesznie kolejny nakład , ale i on następnego dnia znikł z półek . Powtórzono jeden po drugim siedem nakładów . Wszystkie ginęły . Najdziwniejszą stroną tej całej historii jest fakt, że we Francji z siedmiu nakładów nie przechował się do dziś ani jeden egzemplarz . Po prostu wyparowały , znikły … Dwa francuskie egzemplarze są do dziś w British Museum ( jeden egzemplarz wydania czwartego i jeden siódmego ) . Żadnej reakcji w prasie , żadnej recenzjii . Nawet biografowie Chrystusa nie wymieniają tej książki w swoich bibliografiach . Religioznawcze katalogi milczą . Tak jakby ta książka nigdy nie zaistniała .

Notowicz za namową przyjaciół wyprowadza się do Nowego Jorku .

W tym czasie niejaki R.Giovanni zdołał wydać książkę Notowicza w Lizbonie . Ale i tu cały nakład w cudowny sposób znika z półek . Oczywiście bez echa …

W Nowym Jorku Notowicz publikuje książkę pod tytułem Unknown Life of Jesus Christ(1895 r.) W związku z szybkim znikaniem tytułu z półek nakład wznowiono jednocześnie w Chicago i Londynie (1895 r.) . Jednak jak i w poprzednich wypadkach książka znikała z półek i nie pozostawiała po sobie żadnych śladów w prasie i opinii społecznej . Kolejnych wznowień już nie było , autor zakończył życie .

Tak było do roku 1907 , kiedy to Towarzystwo Teozoficzne (udział sekty teozoficznej w tej sprawie może być co najmniej podejrzany, ze względu na to, iż nikomu tak jak im nie mogło zależeć na takim odkryciu — wszak oni łączą chrześcijaństwo z buddyzmem — przyp. Mariusz Agnosiewicz.) w Chicago przypomniało sobie o niej i z przydługim wstępem o psychizmie książkę wydało . Niestety tego wydania także nie można dziś dostać . Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć jeden , mocno zniszczony egzemplarz .

3819257988_616cab6b98_zEdyta Notowicz przeżyła Auszwitz (foto 1996, Norwegia) tu z członkiem ruchu oporu Odd Olsenem (mąż?), który brał udział w sabotażu na Linię Thamsavn podczas II Wojny Światowej. Rodzina Notowiczów ma swoje Polskie ale też i Żydowskie korzenie. Jest związana ze wschodnią Polską: Lwowem , Rzeszowem i Kolbuszową.

 

Φ

Nicolas Notovitch

From Wikipedia, the free encyclopedia

Nicolas Notovitch (1858-?) was a Russian aristocrat, Cossack officer,[1] spy[2][3] and journalist known for his contention that during the years of Jesus Christ’s life missing from the Bible, he followed travelling merchants abroad into India and the Hemis Monastery in Ladakh,[4][5][6][7][8] India, where he studied Buddhism.

Life of Saint Issa

Notovitch claimed that, at the lamasery or monastery of Hemis, he learned of the „Life of Saint Issa, Best of the Sons of Men.” His story, with the text of the „Life,” was published in French in 1894 as La vie inconnue de Jesus Christ. It was translated into English,[9] German, Spanish, and Italian.

Notovitch’s account of his discovery of the work is that he had been laid up with a broken leg at the monastery of Hemis. There he prevailed upon the chief lama, who had told him of the existence of the work, to read to him, through an interpreter, the somewhat detached verses of the Tibetan version of the „Life of Issa,” which was said to have been translated from the Pali. Notovitch says that he himself afterward grouped the verses „in accordance with the requirements of the narrative.” As published by Notovitch, the work consists of 244 short paragraphs, arranged in fourteen chapters.

The otherwise undocumented name „Issa” resembles the Arabic name Isa (عيسى), used in the Koran to refer to Jesus and the Sanskrit „īśa”, the Lord.

The „Life of Issa” begins with an account of Israel in Egypt, its deliverance by Moses, its neglect of religion, and its conquest by the Romans. Then follows an account of the Incarnation. At the age of thirteen the divine youth, rather than take a wife, leaves his home to wander with a caravan of merchants to India (Sindh), to study the laws of the great Buddhas.

Issa is welcomed by the Jains, but leaves them to spend time among the Buddhists, and spends six years among them, learning Pali and mastering their religious texts. Issa spent six years studying and teaching at Jaganath, Rajagriha, and other holy cities. He becomes embroiled in a conflict with the Kshatriyas (warrior class), and the Brahmins (priestly class) for teaching the holy scriptures to the lower castes (Sudras and Vaisyas, laborers and farmers). The Brahmins said that the Vaisyas were authorized to hear the ‚Vedas’ read only during festivals and especially not to be read to the Sudras at all who are not even allowed to look at them. Rather than abide by their injunction, Issa preaches against the Brahmins and Kshatriyas, and aware of his denunciations, they plot his death. Warned by the Sudras, Issa leaves Jaganath and travels to the foothills of the Himalayas in Southern Nepal (birthplace of the Buddha).

At twenty-nine, Issa returns to his own country and begins to preach. He visits Jerusalem, where Pilate is apprehensive about him. The Jewish leaders, however, are also apprehensive about his teachings yet he continues his work for three years. He is finally arrested and put to death for blasphemy, for claiming to be the son of God. His followers are persecuted, but his disciples carry his message to the world.

In the Notovich translation, the section regarding Pontius Pilate is of particular note; in this version of the events around the death of Jesus, the Sanhedrin go to Pilate and argue to save the life of Jesus, and they are the ones who ‚wash their hands’ of his death, instead of the Roman Pilate. Another point is the role of women that appear to be more free than what most historians think.

Controversy

While Edgar Goodspeed does find evidence that Notovitch was in Ladakh at the time he claims, he judges the essential part of his tale to be a hoax.

Some light was thrown upon the matter by a communication sent to The Nineteenth Century in June 1895 by Professor J. Archibald Douglas of Agra, who was at that time a guest in the Himis monastery, enjoying the hospitality of that very chief lama who was supposed to have imparted the Unknown Life to Notovitch. Douglas found the animal life in the Sind Valley much less picturesque than Notovitch had described, and no memory of any foreigner with a broken leg lingered at Leh or Himis. But Douglas’ inquiries did at length elicit the report that a Russian gentleman named Notovitch had recently been treated for the toothache by the medical officer of Leh hospital. To that extent Notovitch’s narrative seems to have been on firm ground.

But no further. The chief lama indignantly repudiated the statements ascribed to him by Notovitch, and declared that no traveler with a broken leg had ever been nursed at the monastery. He stated with emphasis that no such work as the „Life of Issa” was known in Tibet, and that the statement that he had imparted such a record to a traveler was a pure invention. When Notovitch’s book was read to him he exclaimed with indignation, „Lies, lies, lies, nothing but lies!” The chief lama had not received from Notovitch the presents Notovitch reported having given him–the watch, the alarm clock, and the thermometer. He did not even know what a thermometer was. In short the chief lama made a clean sweep of the representations of Notovitch, and with the aid of Douglas effected what Muller described as his „annihilation.”.[10]

The story of his visit to Hemis seems to be taken from H.P. Blavatsky’s Isis Unveiled.[11] In the original, the traveler with the broken leg was taken in at Mount Athos in Greece and found the text of Celsus’ True Doctrine in the monastery library. But in fact proof was found that Notovitch was in Leh and Hemis. A German dentist residing there had treated him, extracting one of his teeth.[citation needed] There is the written record in his diary which is shown in the book of Holger Kersten.

The idea that Jesus was in India was also inspired by a statement in Isis that he went to the foothills of the Himalayas.[12]

Bart D. Ehrman says that „Today there is not a single recognized scholar on the planet who has any doubts about the matter. The entire story was invented by Notovitch, who earned a good deal of money and a substantial amount of notoriety for his hoax.”[13]

Other authors on the life of Jesus in India

While Notovitch is the first author known to claim Jesus traveled to India, Mirza Ghulam Ahmad (died 1908), who proclaimed himself the awaited Messiah, wrote a more detailed account of Jesus’s time in South Asia. Unlike Notovitch, he claimed that Jesus had traveled towards India post-crucifixion in search of the lost tribes of Israel and there he died a natural death. Ghulam Ahmad founded the Ahmadiyya sect. Others claim to have seen the same manuscripts.

Many other authors have taken this information and incorporated it into their own works. For example, in her book „The Lost Years of Jesus: Documentary Evidence of Jesus’ 17-Year Journey to the East”, Elizabeth Clare Prophet asserts that Buddhist manuscripts provide evidence that Jesus traveled to India, Nepal, Ladakh and Tibet.[14]

During his stay in Ladakh, Notovitch collected several Mani stones on which were engraved sacred Tibetan words which were later donated to the Trocadero Museum in Paris. Also in the Musée de l’Homme in Paris there is a piece of Kashmiri fabric registered under his name. The night between the 3 and 4 November 1887 Notovitch suffered severe toothache, for which he sought the assistance of a German missionary, Dr. Karl Rudolph Marx, who had studied medicine in Edinburgh, and who had been working as the director of the Leh hospital since 1866. Marx belonged to the Moravian brothers. The diary of Dr. Marx correctly reports having treated Notovitch for his toothache.

In 1893, Notovitch’s work was first presented at an international forum in Chicago by Shri Virchand Gandhi, an important delegate to the First Parliament of the World’s Religions. Shri Virchand Gandhi is credited for originally translating and publishing the same work in English in 1894 from an ancient manuscript found in Tibet. This version is available online.

One of the skeptics who personally investigated Notovich’s claim was Swami Abhedananda, who journeyed to the monastery determined to either find a copy of the Himis manuscript or to expose it as a fraud. His book of travels, entitled Kashmir O Tibetti, tells of a visit to the Hemis gompa and includes a Bengali translation of two hundred twenty-four verses essentially the same as the Notovitch text,[15] corroborating the existence of the documents.

In 1925, the Russian philosopher Nicholas Roerich also journeyed to the monastery. He apparently saw the same documents as Notovitch and Abhedananda.

There is a documentary and a book on this subject, by Richard Bock, who seems to believe Notovitch’s claims (book and film 1976-77, DVD released 2007).[16]

An extended publication regarding the years spent by Jesus in India, with extremely detailed historical accounts and pictures, is contained in the best selling book „Jesus lived in India” by Holger Kersten.

Other works

Notovitch published a book in Russian and French, pleading for Russia’s entry into the Triple Entente with France and England. It is entitled in French: La Russie et l’alliance anglaise: étude historique et politique, and was published in 1906. He also wrote biographies of Tsar Nicolas II and Alexander III. (Sources: worldcat.org, books.google.com.) He had also written „Mariage Ideal”; A Travers L’Inde” „La Femme à Travers le Monde” He might have had the dubious honour of being quoted by Adolf Hitler in Mein Kampf, but it has not yet been seen in any of the copies/versions widely available.

Further reading

H. Louis Fader, The Issa Tale That Will Not Die: Nicholas Notovich and His Fraudulent Gospel (University Press of America, 2003). ISBN 978-0-7618-2657-6

Angelo Paratico „The Karma Killers” New York, 2009. This is a novel based on Notovitch stoy, set in modern times with flashbacks to the time of Jesus and to WWII. Most of it is based in Hong Kong and Tibet. It was first printed in Italy under the title Gli Assassini del Karma, Rome 2003.

References

  1. ^ Theosophie, „Meister K.H.” und die Dalip-Singh-Verschwörung, 2. Teil, Kommentar http://www.anthroposophy.com/anthro/blava2.html
  2. ^ India Office Records: Mss Eur E243/23 (Cross)
  3. ^ Public Record Office: FO 78/3998
  4. ^ The unknown life of Jesus Christ by Nickolai Notovich (1894)
  5. ^ The Unknown Life of Jesus Christ by Nicholas; Translated from the French By Virchand R. Gandhi; Revised By G. L. Chistie Notovich and Black/white Illus (1907)
  6. ^ The unknown life of Jesus Christ by Nicolas Notovich (1974)
  7. ^ The Unknown Life of Jesus: The Original Text of Nicolas Notovich’s 1887 Discovery by Nicolas Notovich, J.H Connelly, and L Landsberg (2004)
  8. ^ The Vedic Prophecies: A New Look into the Future by Stephen Knapp (1998) p.12
  9. ^ Notovitch, Nicolas (1890). The Unknown Life of Jesus Christ.
  10. ^ Goodspeed, Edgar J. (1956). Famous Biblical Hoaxes or, Modern Apocrypha. Grand Rapids, Michigan: Baker Book House.. See also [1]
  11. ^ H.P. Blavatsky. Isis Unveiled, Vol. II, part 2, ch. 1, page 52, footnote** http://www.theosociety.org/pasadena/isis/iu2-01.htm
  12. ^ H.P. Blavatsky. Isis Unveiled, Vol. II, part 2, ch. 3, page 164 http://www.theosociety.org/pasadena/isis/iu2-03.htm
  13. ^ Ehrman, Bart D. (February 2011). „8. Forgeries, Lies, Deceptions, and the Writings of the New Testament. Modern Forgeries, Lies, and Deceptions” (EPUB). Forged: Writing in the Name of God—Why the Bible’s Authors Are Not Who We Think They Are. (First Edition. EPub Edition. ed.). New York: HarperCollins e-books. pp. 282–283. ISBN 978-0-06-207863-6. Retrieved September 8, 2011.
  14. ^ Prophet, Elizabeth Clare. The Lost Years of Jesus: Documentary Evidence of Jesus’ 17-Year Journey to the East. p. 468. ISBN 0-916766-87-X.
  15. ^ Ramakrishna Vedanta Math website
  16. ^ http://www.amazon.com/Lost-Years-Jesus-William-Marshall/dp/B000TAPCCC

Φ

Нотович, Николай Александрович

Материал из Википедии — свободной энциклопедии

Перейти к: навигация, поиск

В Википедии есть статьи о других людях с такой фамилией, см. Нотович.

Николай Александрович Нотович

Николай (Шулим) Александрович Нотович (1858 — ?) — российский разведчик, писатель, журналист, дворянин и казак-офицер. Известен написанной по-французски книгой «Неизвестная жизнь Иисуса Христа» (более известной как «Тибетское Евангелие»), якобы содержащей ранние проповеди Иисуса и предполагающей, что Иисус от 12 до 30 лет жил в Индии.

Биография

Его родители были евреями, но он в молодости выкрестился в православие[1][2]. В 1910-х гг. в Петербурге Нотович участвовал в создании акционерного «Товарищества периодических изданий», был директором-распорядителем акционерного общества графических искусств «Дело», редактором-издателем еженедельника «Финансовое обозрение» (1910–17), газеты «Вечерний курьер» (1914) и «Петербургский курьер» (1914–15), издавал еженедельный литературно-художественный журнал «Жемчужина» (1914–15) и газету «Голос» (1915–16), редактировал журнал «Иллюстрированный петербургский курьер» (1914).

Ссылки

  • Николай Нотович: Неизвестная жизнь Иисуса Христа

Библиография

  • Патриотизм. Стихотворения. СПб., 1880
  • Жизнеописание славного русского героя и полководца генерал-адъютанта генерала от инфантерии Михаила Дмитриевича Скобелева. Спб., 1882
  • Кветта и военная железная дорога через перевалы Болан и Гернаи. Тифлис, 1888
  • Где дорога в Индию? М., 1889
  • Правда об евреях. М, 1889
  • Европа накануне войны. М., 1890
  • Неизвестная жизнь Иисуса Христа. Киев, 1904
  • Россия и Англия. Ист.-полит. этюд. СПб., 1907.
  • Проект организации Министерства торговли и промышленности (основы и соображения). Спб., 1907
  • Россия и Англия. Историко-политический этюд. Спб, 1909
  • Наш торговый флот, его экономическое и политическое значение. Н. А. Нотович, учредитель пароходного и страхового общества „Полярная звезда”. СПб, 1912.
  • Nicolas Notovitch. L’Europe et l’Égypte. P. Ollendorff, 1898.
  • Nicolas Notovitch. Livre d’or à la mémoire d’Alexandre III. En vente au siège du Comité patriotique du Livre d’or, 1895.
  • Nicolas Notovitch. L’empereur Nicolas II et la politique russe. P. Ollendorff, 1895.
  • Nicolas Notovitch. La pacification de l’Europe et Nicolas II. Paul Ollendorff, 1899.
  • Nicolas Notovitch. Le tsar, son armée et sa flotte: Ouvrage orné de 80 illustrations. J. Rouam et cie, 1893.
  • La Russie Et L’Alliance Anglaise: Étude Historique Et Politique.

Примечания

  1. Фида М. Хасснайн. В поисках исторического Иисуса. М., 2006. Глава 3
  2. Дудаков С. Ю. Этюды любви и ненависти. М., 2003. С. 277

jezus-sennik-chrystus

The Lost Years of Jesus:
The Life of Saint Issa
Translation by Notovitch

Jesus approaching Ladakh as a youth
Oil painting by J. Michael Spooner

The Best of the Sons of Men

  • Ancient scrolls reveal that Jesus spent seventeen years in India and Tibet
  • From age thirteen to age twenty-nine, he was both a student and teacher of Buddhist and Hindu holy men
  • The story of his journey from Jerusalem to Benares was recorded by Brahman historians
  • Today they still know him and love him as St. Issa. Their ‚buddha’

In 1894 Nicolas Notovitch published a book called The Unknown Life of Christ. He was a Russian doctor who journeyed extensively throughout Afghanistan, India, and Tibet. Notovitch journeyed through the lovely passes of Bolan, over the Punjab, down into the arid rocky land of Ladak, and into the majestic Vale of Kashmir of the Himalayas. During one of his jouneys he was visiting Leh, the capital of Ladak, near where the buddhist convent Himis is. He had an accident that resulted in his leg being broken. This gave him the unscheduled opportunity to stay awhile at the Himis convent.

Notovitch learned, while he was there, that there existed ancient records of the life of Jesus Christ. In the course of his visit at the great convent, he located a Tibetan translation of the legend and carefully noted in his carnet de voyage over two hundred verses from the curious document known as „The Life of St. Issa.”

He was shown two large yellowed volumes containing the biography of St. Issa. Notovitch enlisted a member of his party to translate the Tibetan volumes while he carefully noted each verse in the back pages of his journal.

When he returned to the western world there was much controversy as to the authenticity of the document. He was accused of creating a hoax and was ridiculed as an imposter. In his defense he encouraged a scientific expedition to prove the original tibetan documents existed.

One of his skeptics was Swami Abhedananda. Abhedananda journeyed into the arctic region of the Himalayas, determined to find a copy of the Himis manuscript or to expose the fraud. His book of travels, entitled Kashmir O Tibetti, tells of a visit to the Himis gonpa and includes a Bengali translation of two hundred twenty-four verses essentially the same as the Notovitch text. Abhedananda was thereby convinced of the authenticity of the Issa legend.

Map of Jesus’s eastern travels
Source: Summit University Press

In 1925, another Russian named Nicholas Roerich arrived at Himis. Roerich, was a philosopher and a distinguished scientist. He apparently saw the same documents as Notovitch and Abhedananda. And he recorded in his own travel diary the same legend of St. Issa. Speaking of Issa, Roerich quotes legends which have the estimated antiquity of many centuries.

… He passed his time in several ancient cities of India such as Benares. All loved him because Issa dwelt in peace with Vaishas and Shudras whom he instructed and helped. But the Brahmins and Kshatriyas told him that Brahma forbade those to approach who were created out of his womb and feet. The Vaishas were allowed to listen to the Vedas only on holidays and the Shudras were forbidden not only to be present at the reading of the Vedas, but could not even look at them.

Issa said that man had filled the temples with his abominations. In order to pay homage to metals and stones, man sacrificed his fellows in whom dwells a spark of the Supreme Spirit. Man demeans those who labor by the sweat of their brows, in order to gain the good will of the sluggard who sits at the lavishly set board. But they who deprive their brothers of the common blessing shall be themselves stripped of it.

Vaishas and Shudras were struck with astonishment and asked what they could perform. Issa bade them „Worship not the idols. Do not consider yourself first. Do not humiliate your neighbor. Help the poor. Sustain the feeble. Do evil to no one. Do not covet that which you do not possess and which is possessed by others.”

Many, learning of such words, decided to kill Issa. But Issa, forewarned, departed from this place by night.

Afterward, Issa went into Nepal and into the Himalayan mountains ….

„Well, perform for us a miracle,” demanded the servitors of the Temple. Then Issa replied to them: „Miracles made their appearance from the very day when the world was created. He who cannot behold them is deprived of the greatest gift of life. But woe to you, enemies of men, woe unto you, if you await that He should attest his power by miracle.”

Issa taught that men should not strive to behold the Eternal Spirit with one’s own eyes but to feel it with the heart, and to become a pure and worthy soul….

„Not only shall you not make human offerings, but you must not slaughter animals, because all is given for the use of man. Do not steal the goods of others, because that would be usurpation from your near one. Do not cheat, that you may in turn not be cheated ….

„Beware, ye, who divert men from the true path and who fill the people with superstitions and prejudices, who blind the vision of the seeing ones, and who preach subservience to material things. „…

Then Pilate, ruler of Jerusalem, gave orders to lay hands upon the preacher Issa and to deliver him to the judges, without however, arousing the displeasure of the people.

But Issa taught: „Do not seek straight paths in darkness, possessed by fear. But gather force and support each other. He who supports his neighbor strengthens himself

„I tried to revive the laws of Moses in the hearts of the people. And I say unto you that you do not understand their true meaning because they do not teach revenge but forgiveness. But the meaning of these laws is distorted.”

Then the ruler sent to Issa his disguised servants that they should watch his actions and report to him about his words to the people.

„Thou just man, „said the disguised servant of the ruler of Jerusalem approaching Issa, „Teach us, should we fulfill the will of Caesar or await the approaching deliverance?”

But Issa, recognizing the disguised servants, said, „I did not foretell unto you that you would be delivered from Caesar; but I said that the soul which was immersed in sin would be delivered from sin.”

At this time, an old woman approached the crowd, but was pushed back. Then Issa said, „Reverence Woman, mother of the universe,’ in her lies the truth of creation. She is the foundation of all that is good and beautiful. She is the source of life and death. Upon her depends the existence of man, because she is the sustenance of his labors. She gives birth to you in travail, she watches over your growth. Bless her. Honor her. Defend her. Love your wives and honor them, because tomorrow they shall be mothers, and later-progenitors of a whole race. Their love ennobles man, soothes the embittered heart and tames the beast. Wife and mother-they are the adornments of the universe.”

„As light divides itself from darkness, so does woman possess the gift to divide in man good intent from the thought of evil. Your best thoughts must belong to woman. Gather from them your moral strength, which you must possess to sustain your near ones. Do not humiliate her, for therein you will humiliate yourselves. And all which you will do to mother, to wife, to widow or to another woman in sorrow-that shall you also do for the Spirit.”

So taught Issa; but the ruler Pilate ordered one of his servants to make accusation against him.

Said Issa: „Not far hence is the time when by the Highest Will the people will become purified and united into one family.”

And then turning to the ruler, he said, „Why demean thy dignity and teach thy subordinates to live in deceit when even without this thou couldst also have had the means of accusing an innocent one?”

From another version of the legend, Roerich quotes fragments of thought and evidence of the miraculous.

Near Lhasa was a temple of teaching with a wealth of manuscripts. Jesus was to acquaint himself with them. Meng-ste, a great sage of all the East, was in this temple.

Finally Jesus reached a mountain pass and in the chief city of Ladak, Leh, he was joyously accepted by monks and people of the lower class …. And Jesus taught in the monasteries and in the bazaars (the market places); wherever the simple people gathered–there he taught.

Not far from this place lived a woman whose son had died and she brought him to Jesus. And in the presence of a multitude, Jesus laid his hand on the child, and the child rose healed. And many brought their children and Jesus laid his hands upon them, healing them.

Among the Ladakis, Jesus passed many days, teaching them. And they loved him and when the time of his departure came they sorrowed as children.

Click here to read ‚The Life of Saint Issa’ Translation by Notovitch


Chapters
Introduction | I-V | VI-VIII | IX-XI | XII-XIV

notovitch

Φ

Co się dzieje na NiebieRys 34. Zmiany w ruchu Ziemi po poprzednich kataklizmach

Cykle w Zodiaku Atlantydzkim (aryjskim – egipskim)rys_05_droga_bieguna_poudniowego_797

Zmienne położenie Bieguna Magnetycznego Południowego w dziejachrys_15_zodiak_695

Zodiak (ale jest także Zodiak odwrócony który funkcjonuje jako obraz Cyklu Narodzin Światła Świata

twelvedayfrontcover_354

Oto on – opisałem ten cykl następująco w artykule o Wielkiej Zmianie i Nowym Świętowicie i Nowym Słowie:

Odwrócone  rozmieszczenie czterech Gwiazdozbiorów oraz Żywiołów w Słowiańskim Kole Bogów dla Wielkiej Zmiany:

Bedrik/Skorpion/Skarabeusz – Bór/Woda, Wschód

Lew/Kot – Spor-Bagno/Ziemia, Południe

Byk/Krowa/Wół – Ogień/Błyskawica, Zachód

Wodnik/Orzeł – Wiatr/Niebo, Północ.

Odzwierciedla jednocześnie cykl przemian Światła Świata Schodzący od Szczytu czyli od pozycji Wielkiego Byka/ Krowy Białej/Czarnej na Zachodzie, przez Białego/Czarnego/Czerwonego Orła-Wodnika na Północy do Bedrika Małej Białej/Czarnej Bożej Krówki na Wschodzie i po odwróconego do “góry nogami” Lwa – na Południu, oznaczającego nie Słońce Dnia, lecz Słońce Nocy – Noc (przenoszenie Światła przez Nawie – “dołem, spodem”) – Zamknięcie Cyklu, które jest początkiem Kolejnego  Nowego Cyklu Przemiany.

rys_22_w_ustawieniu_piramid_i_wity_ukryty_jest_szyfr_astronomiczny_130

Nil i Niebo

rys_24_falujcy_ruch_zodiaku1_110

Fluktuacja Zodiaku na osi czasurys_25_w_tym_momencie_orion_dominuje_205A

Orion na Osi Rdzenia (OIO: Orion-Ist-Osi) – Trzy gwiazdy Pasa w Linii Rdzenia Istotyrys_26_obecnie_orion_znajduje_si_na_linii_centralnej_113

Orion i Równik Galaktykirys_32_obraz_nieba_o_zachodzie_21_22_grudnia_2012_roku_119

Gwiazdozbiory Zodiaku i Ekliptyka

Co się dzieje na Niebie i Ziemi

Rys 20. Usytuowanie labiryntuNil jako Zodiak

Rys 33 Trzy gwiazdy z pasa OrionaPas Oriona na Ziemi w Egipciew związku z Piramidą Cheo-PSA  oraz w Teotihuacan (W Polsce, w Krakowie – pokazywaliśmy go w artykule o Świętych Wzgórzach – tam także Orion , Cielec i o Psie)

Co się dzieje na Ziemis_v01_18401562

On March 11, 2012, photographer Andrew Hall captured this fantastic image of Santiaguito, an active lava dome on Guatemala’s Santa María Volcano. Hall: „In the middle of the night, restless in my tent after hiking to the top of Volcan Santa Maria with Quetzaltrekkers, I trudged over to the other side of the summit, wrapped myself in my sleeping bag to fight off the chill at 12,000 feet, and watched alone as Volcan Santiaguito erupted again and again over the hours leading up to sunrise. The town of Retalhuleu, just beginning to awake, lies roughly 15 mi beyond.” (© Andrew Hall) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)
Russia Volcano5

On Russia’s Kamchatka Penensula, Plosky Tolbachnik erupts on November 29, 2012. The volcano located on the peninsula’s eastern coast, is erupting for the first time in 36 years.  (AP Photo/Yuri Demyanchuk) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

s_v12_pelehair
12

Pele’s hair from the lava lake in Halema’uma’u crater, in the caldera of Kīlauea in Hawaii Volcanoes National Park, on May 3, 2012. Pele’s Hair is the name given to volcanic glass threads or fibers formed when small particles of molten material are thrown into the air and spun out by the wind into long hair-like strands. Pele’s hair covers much of the ground in the area immediately downwind of the vent at Halema’uma’u crater. Accumulations about one meter wide are found on the windward sides of the curbs in the Halema’uma’u parking lot. (Matthew Patrick/USGS) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Mvd644758319

Ash and steam spew from Popocatepetl volcano in Panotla community, Mexico, on September 30, 2012.

(Guadalupe Perez/AFP/Getty Images) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)
ECUADOR/30
Ecuador’s Tungurahua volcano spews ash over the nearby town of Banos, on August 21, 2012. (Reuters/Gary Granja)
(zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)
ECUADOR/18

Ecuador’s Tungurahua volcano spews a large cloud of ash over the nearby town of Bilbao, on August 21, 2012. Authorities encouraged residents living near the volcano to evacuate due to increased activity of the volcano, according to local media. Tungurahua has been in an active state since October 1999. (Reuters/Gary Granja) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Italy Volcano

17

Snowcapped mount Etna erupts not far from Zafferana Etnea village, in Italy, on April 12, 2012. The southeastern crater, „born” in 1971, has been the most active in the last few years. In the recent past lava flows have mainly damaged properties, but due to its slow speed lava has not killed human beings. (AP Photo/Salvatore Allegra) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

(od Joanny)

8897_440748109311991_147390095_n

Prezydent Boliwii Evo Morales, pierwszy i jedyny prezydent Indianin (z ludu Ajmara) we wrześniu tego roku na forum ONZ

oficjalnie wypowiedział się na temat 21 grudnia 2012 jako szczególnej dacie w Kalendarzu Majów.
Powiedział że ten szczególny dzień to koniec „czasu poza czasem” i początek prawdziwego czasu; koniec Macha (męskiej hegemonii) i początek Pacha (odzyskania należnego miejsca dla żeńskiej energii); koniec samolubstwa, początek braterstwa; koniec skrajnego indywidualizmu i początek wspólnoty. Moralez wyznał, że naukowcy dobrze wiedzą, że ta symboliczna data oznacza koniec antropocentryzmu, a początek życia nastawionego biocentrycznie;
Koniec nienawiści, początek miłości, koniec zakłamania, początek życia w prawdzie; koniec smutku, początek radości; koniec podziałów, a początek jedności. Dodał, ze to są tematy, które muszą być rozwijane.
Zaprosił na uroczyste międzynarodowe spotkanie 21 grudnia 2012 r.
Powiedział, że ta data to początek równowagi i harmonii dla Matki Ziemi.
Powiedział, że dużo by tu opowiadać o mądrości jego indiańskich braci z Meksyku, Gwatemali, Ekwadoru i Boliwii, ale nakreślił punkty debaty dotyczącej ich wiedzy.

Sprawa 21 grudnia 2012 r. jest o tyle istotna, że została po raz pierwszy oficjalnie poruszona przez głowę państwa i to na forum ONZ.
Dotychczas traktowano ją trywialnie, jako głupi przesąd, na którym można nawet zarobić lub potraktować go katastroficznie i apokaliptycznie. Żaden z tych punktów widzenia nie oddaje prawdy i tylko ją zaciemnia.
Oczywiście, to co nakreślił Prezydent Morales to są jakości, które nie zrodzą się same z siebie, ale tylko i wyłącznie dzięki nam, naszej pracy i staraniom. Sprzyjać im będzie nowy duch czasu.

[Zatem są i oświeceni politycy na Ziemi – to prawdziwe diamenty, szkoda że nie w Europie ani USA – a tyle osób się łudziło c o do tego ostatniego prezydenta-Lalki Barbie made in USA. Dzięki Joanno CB]

0 64951_6_5_SpicyBeefandPorkNoodleSoup_1203002017

Wężymord, bulwa, łopuch i kucmerka – Polskie jadło, czyli kilka potraw z warzyw o jakich się wam nie śniło

W najstarszej polskiej książce kucharskiej możemy się natknąć na potrawy z topinamburu, pigwy (nie pigwowca, ale właśnie popularnej dawniej pigwy), pasternaku, świerząbka bulwiastego, róży, czy soczewicy. Wśród produktów pochodzenia zwierzęcego natykamy się natomiast na ogromną ilość ryb, raki, żaby, ślimaki, minogi i dzikie ptactwo.

Pierwsza polska książka kucharska jest przy tym przykładem specyficznym: jej autor, opisując kuchnię wielkiego magnata, skupiał się przede wszystkim na niezwykłych i rzadkich produktach egzotycznych.

W wydanej niedawno drukiem, zupełnie do tej pory nieznanej rękopiśmiennej książce kucharskiej z dworu Radziwiłłów powstałej ok. 1686 r. natykamy się już na znacznie większą ilość rzadkich i zapomnianych produktów żywnościowych. Oprócz bardzo popularnej w dawnej kuchni pigwy czy róży w radziwiłłowskich recepturach pojawia się np. zapomniany od stuleci ber (włośnica ber, Setaria italica L.). Ta podobna do prosa roślina, uprawiana w średniowieczu i odchodząca w zapomnienie już w czasach nowożytnych, została w „Modzie bardzo dobrej smażenia różnych konfektów…” przypomniana w recepturze na pierniki, które przyrządzano częściowo z mąki browej, a częściowo pszenicznej.

Nieznany nam z nazwiska autor radziwiłłowskiego zbioru receptur opisał też zapomnianą mannę (tzn. mannę jadalną, Glyceria Fluitans, a nie dzisiejszą kaszkę manną). Lektura tego unikalnego zbioru przynosi nam też bliższe informacje o kulinarnym użyciu barszczu zwyczajnego (Heracleum sphondylium), rośliny z rodziny selerowatych, od której pochodzi nazwa barszcz dla określenia kilku rodzajów zup. Listę tę uzupełniają m. in. berberys, czarny bez, a nawet grzybień, czyli tzw. lilia wodna (grzybień biały – Nymphaea alba).

Tutaj podamy tylko kilka przykładów:

Topinambur – czyli bulwa, bulba, gdula, świński chleb albo świński orzech – Przysmak  ze Śląskatopinambur-k

Najczęściej sadzi się go ze względu na walory ozdobne, gdyż świetnie spełnia funkcję wysokich żywopłotów osłonowych, ale mało kto wie, że jest także źródłem świeżych, delikatnych i zdrowych bulw.

Minisłoneczniki, czyli żółte kwiaty topinambura, pod koniec lata i jesienią są ozdobą naturalistycznych i wiejskich nasadzeń ogrodowych.

Podobnie jak ziemniaki, topinambur tworzy podziemne rozłogi, na końcach których tworzą się jadalne bulwy o białoróżowym lub kremoworóżowym zabarwieniu i nieregularnym kształcie.

Części nadziemne zaczynają zamierać po pierwszych przymrozkach i wtedy można zebrać wartościowe bulwy, czyli od listopada do końca kwietnia, a więc w okresie kiedy trudno o świeże warzywa.

Są przepyszne i smakują wyśmienicie – to raj dla smakosza. Nadają się do pieczenia, gotowania i smażenia, a ich smak po ugotowaniu porównywalny jest do słodkawych ziemniaków. Na surowo mają orzechowy aromat i wykorzystywane są do przyrządzania wykwintnych surówek.

Liście także są jadalne, mogą być przyrządzane podobnie jak szpinak. Wiosną można zbierać także młode pędy topinamburu, które przygotowane podobnie jak szparagi są wielkim rarytasem.

Bulwy topinambura polecane są w diecie diabetyków, bo zawierają inulinę bezpieczną dla cukrzyków.

Bulwy topinamburu spożywane były przez Indian północnoamerykańskich w okresie przedkolumbijskim. Szybko zostały docenione przez kolonistów i zawędrowały do Europy i Azji. Rozpowszechniły się, choć uprawiane były raczej jako warzywo ogrodowe, na ograniczoną skalę, a nie na polach[8]. W XVIII wieku straciły na znaczeniu zastąpione przez ziemniaki[7]. Później bulwy wykorzystywane był głównie jako roślina pastewna, choć okresowo zyskiwały na znaczeniu. Przykładowo podczas II wojny światowej ponownie były popularne we Francji. W okresie przedwojennym były nierzadko uprawiane na Śląsku. Współcześnie bulwy topinamburu traktowane są zwykle jako dość ekskluzywne i rzadko spotykane warzywo.
Jadalną częścią roślin są bulwy, wewnątrz żółte lub białawe, czerwono lub niebiesko nabiegłe, kruche[13]. Mają słodki[21], orzechowy smak[7], przyrównywany do karczocha[33] i orzechów brazylijskich[7]. Zawierają one inulinę, nie trawioną przez ludzi, w związku z czym są one mało pożywne, o ile nie zostaną odpowiednio przetworzone. W wyniku hydrolizy z inuliny powstaje fruktoza, dlatego jest to cenione warzywo w diecie osób chorujących na cukrzycę[13]. Indianie poddawali bulwy fermentacji w kopcach, podczas której inulina ulegała rozkładowi na przyswajalne dla człowieka cukry[33].
Obecnie bulwy spożywane są jako warzywo zwykle po przegotowaniu, gotowaniu na parze lub upieczeniu. Mimo że polecane bywają do spożycia także w stanie surowym, w postaci takiej powodują wzdęcia[24] u niektórych osób[7]. Według części źródeł obróbka cieplna powinna trwać dłużej niż godzinę, przy czym w miarę upływu czasu bulwy stają się coraz słodsze[34]. Inne źródła podają, że podczas gotowania należy uważać, bo łatwo bulwy rozgotować – w takim przypadku w ciągu kilku minut zmieniają się w papkę[7]. Ze względu na to, że najwięcej witamin znajduje się tuż przy powierzchni bulw, nie zaleca się ich obierania[24]. Przed spożyciem wymagają oczyszczenia za pomocą szczoteczki i dokładnego umycia[7]. Zaleca się dodanie octu do wody, w której gotowane są bulwy. Walory smakowe poprawia dodanie do potrawy startej gałki muszkatołowej[24]. We Włoszech i Francji bulwy używane są do przygotowywania zup[15]. Poza tym przyrządzane są podobnie do ziemniaków, włączając w to sporządzanie delikatnych frytek[7], a także chipsów[35]. Polecane są także w marynacie[7] oraz zapiekane z serem cheddar[24].
Poza spożywaniem bulw, wykorzystywane są one do produkcji inuliny oraz fruktozy, a pieczone bulwy mogą być też stosowane jako substytut kawy[4].

W aptekach można spotkać suplementy diety na bazie topinamburu, które mają dobroczynne działanie dla organizmu. Zalecane są w profilaktyce cukrzycy, chorób serca i naczyń, nowotworów i chorób nerek. Wzmacniają także układ odpornościowy i pomagają w stanach przewlekłego zmęczenia.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Polsce z topinamburu produkowany jest lek dla cukrzyków o nazwie Topinulin.

TOPINAMBUR – NA GÓRZE KWIATY…

Słonecznik bulwiasty osiąga imponujące rozmiary. Może urosnąć nawet do 3,5-4 m wysokości. Cała łodyga i duże, owalne liście są szorstko owłosione. Topinambur jest rośliną dnia krótkiego, podobnie jak chryzantemy, co oznacza, że kwitnie późnym latem i jesienią. Niektóre odmiany w naszych warunkach w ogóle nie zakwitają, o czym trzeba pamiętać, projektując rabaty. Kwiaty wyglądają jak małe słoneczniczki i są całkiem dekoracyjne. Topinambur bardzo rzadko jednak zawiązuje nasiona i pestek do pogryzania raczej nie należy się po nim spodziewać. Nie kwiaty są tu jednak ważne, lecz bulwy. Jedna roślina wytwarza ich do kilkudziesięciu, różnej wielkości i kształtu. Z wyglądu mogą przypominać kłącze imbiru. Bywają jajowate, walcowate, wydłużone lub nieregularne, np. gruszkowate. We Francji topinambur nazywany jest nawet ziemną gruszką, a w Anglii ziemnym jabłkiem. Inna angielska nazwa, karczoch jerozolimski, wywodzi się od smaku warzywa, który przypomina nieco w smaku karczocha. Skórka bulw topinambura bywa biała, żółta, kremowa, różowa, czerwona lub głęboko fioletowa. Miąższ jest najczęściej biały lub kremowożółty.

…NA DOLE SKARBY

O wartości warzywa stanowi to, że nie zawiera skrobii, jak ziemniaki, ale inulinę (nawet 20 proc.) – cenny wielocukier bezpieczny dla diabetyków. Inulina obniża poziom glukozy we krwi, używana jest do produkcji leków i słodzików. Prócz białka w bulwach są duże ilości kwasów organicznych, sprzyjającego odchudzaniu błonnika, witamin, potasu, żelaza i rozpuszczalnej krzemionki. W efekcie jedzenie topinambura reguluje trawienie i pomocne jest w leczeniu chorób układu pokarmowego. Stwierdzono, że sprzyja też poprawie i utrzymaniu odporności organizmu. Nie dość, że bulwy mają tak cenne właściwości, to jeszcze zbiera się ich 2-3 razy więcej niż ziemniaków! Bardzo młode, delikatne liście topinambura, niezwykle bogate w witaminę C i karoten, są doskonałe na wiosenne sałatki.

Bulwy topinambura przyrządza się podobnie jak ziemniaki. Są jednak bardziej chrupiące, słodsze i lekko orzechowe w smaku. Można przygotować z nich zupę jarzynową, gotować je, dusić, zapiekać, piec i smażyć.

Topinambur można spożywać również na surowo do sałatek, jak również w zastępstwie ziemniaków. Egzotyczna nazwa rośliny pochodzi od nazwy plemienia Indian Tupinamba z Ameryki Południowej. Do Europy została sprowadzona przez francuskiego badacza Samuela de Champlaina. Został rozpowszechniony na różnych kontynentach jako roślina jadalna, pastewna i ozdobna. Gatunek jest ceniony ze względu na duży potencjał produkcyjny biomasy zielonej oraz jadalnych bulw. Bulwy o oryginalnym smaku są wartościowym warzywem, zwłaszcza w diecie cukrzycowej.

Uwaga: Nie należy go kupować na zapas, najlepiej jeść świeży, szybko traci wodę i marszczy się. Przechowywać w miejscu dla warzyw w chłodziarce – wtedy będzie świeży dłużej.

  6413663

Sałatka z topinamburu  z szalotkami, zieloną pietruszką i czosnkiem.

Uwaga – Nie obierać bulw tylko umyć o i oczyścić z korzonków. Następnie gotować  ok. 10 minut. Ugotowany topinambur pokroić w plastry. Na patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć na złoto. Posypać siekanym czosnkiem, szalotką i zieloną pietruszką. Przyprawić solą i pieprzem.4358283138_bc56364628-e1318511703554

 

ZUPA Z TOPINAMBURÓW

40 dag topinamburów sok z 1 małej cytryny 2 szalotki 2 łyżki oliwy 100 ml białego wytrawnego wina litr rosołu z kurczaka 1/2 szklanki śmietanki sól, pieprz

Topinambury obieramy cienko skrobaczką do warzyw, kroimy na plasterki i natychmiast wrzucamy do wody z cytryną, bo szybko ciemnieją. Zostawiamy je w wodzie 5 minut, po czym odcedzamy i osuszamy papierem. Szalotki obieramy i drobno siekamy. W dużym rondlu rozgrzewamy oliwę i smażymy szalotki na małym ogniu przez 5 minut. Dodajemy topinambury i smażymy kolejne 5 minut. Wlewamy do rondla wino i czekamy, aż odparuje. Wlewamy rosół. Doprowadzamy do wrzenia, doprawiamy solą i pieprzem i gotujemy kwadrans, aż topinambury będą miękkie. Zupę miksujemy i przecieramy przez sito. Przetartą wlewamy z powrotem do rondla i doprawiamy śmietanką. Podgrzewamy, uważając, by się nie zagotowała. Podajemy z grzankami usmażonymi na maśle.Helianthus_tuberosus_kz7

Topinambur jako przystawka
Według Indian Cherokee, 6-8 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Umyć bulwy i skruszyć w lodowatej wodzie. Posypać solą i pieprzem do smaku.
Jeść biorąc do ręki jak rzodkiewki.

Zupa z topinambura
Według Indian Cherokee, 6-8 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura ostrożnie umytych
2 pory umyte i pokrajane w plasterki
2 (5,4 grama) paczki rosołu kurzego
6 szklanek wody
2 łyżeczki soli
1/8 łyżeczki pieprzu
2 jajka lekko ubite

Wykonanie:

Podgotować bulwy przez 20 – 25 minut do zmiękczenia i pokroić na plasterki.
Obrać ze skórki i uformować małe, kuliste porcje. Ugniatać je aż do gładkości.
Złożyć uformowane bulwy topinambura, pory, rosoły kurze, sól, pieprz wraz z wodą w dużej brytfannie i gotować razem na wolnym ogniu przez 15 minut.
Wlać trochę gorącej zupy do ubitych jajek i razem mocno utrzeć, po czym przecierkę wlać do zupy. Mieszać około minuty i natychmiast podać.

Topinambur pieczony w gorącym popiele
6 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura
masło, sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Umyć dobrze bulwy topinambura i każdą z osobna owinąć oddzielnie folią aluminiową.
Włożyć w żarzące się węgle. Piec przez 8 minut, obrócić i piec dalsze 8 minut.
Podawać gorące w zastępstwie ziemniaków, z dużą ilością masła, soli i pieprzu.

Topinambur smażony na oliwie z winogronami
6 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura
1/2 szklanki oliwki sałatkowej
2 łyżki posiekanego szczypiorku
2 łyżki posiekanego koperku
1/2 łyżeczki soli
1/8 łyżeczki pieprzu
1/4 szklanki winogron

Wykonanie:

Umyć bulwy i podgotować przez 20 minut. Osączyć.
Włożyć bulwy do dużego, grubego garnka wraz z oliwką m szczypiorkiem i koperkiem.
Przyprawić solą i pierzem. Smaży, mieszając, przez 15 minut.
Dodać winogrona i gotować powoli przez 15 minut. Podawać jako gorącą sałatkę.

Sałatka z bulw topinambura
6 porcji
Składniki:

1/2 kg bulw topinambura, umytych i pokrojonych w kostkę
1/2 szklanki oliwki
1/3 szklanki wina gronowego
1 łyżka posiekanej pory
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu

Wykonanie:

Włożyć bulwy do dużej, drewnianej miski.
Wymieszać oliwkę z winem, porą, miodem, solą i pieprzem i przybrać tym bulwy topinambura.
Wymieszać i zostawić marynatę na okres 1 godziny w temperaturze pokojowej.
Ponownie wymieszać i podawać.

Więcej przepisów można znaleźć pod adresem http://www.topinambur.orangespace.pl/

Czytaj wiecej: http://www.kuchniaplus.pl/forum/?topic/topinambur_7-659#ixzz2FF2TedZQ

W języku polskim w XIX wieku i w części źródeł z XX wieku często używana jest nazwa „bulwa”. Określenie w liczbie mnogiej (w formie plurale tantum) – „bulwy” pojawiało się rzadziej, m.in. w pracy Karola Majewskiego „Ogrodnictwo” z 1876 i w pracach Józefa Rostafińskiego[32]. Później w publikacjach botanicznych zwykle stosowane jest określenie „bulwy” (np. Szafer, Kulczyński, Pawłowski Rośliny polskie z 1924 i wydania późniejsze; Pawłowski, Jasiewicz (red.) Flora Polska z 1971; Podbielkowski Słownik roślin użytkowych z 1989). Z kolei w literaturze rolniczej konsekwentnie stosowana jest nazwa w liczbie pojedynczej – „bulwa” (np. Kalicki Rośliny pastewne z 1954, Gorczyński Rośliny użytkowe z 1961; Stachak Botanika dla zootechników z 1984). Lokalnie i dawniej stosowano również takie nazwy jak: „bulba” (na Wileńszczyźnie), „gdula ziemna”, „świniak”, „świni chleb” i „świni orzech”. Używano także wziętej z francuskiego nazwy „topinambur”. Nazwa mająca postać zgodną z zasadami nazewnictwa systematycznego roślin, a więc zawierająca określenie rodzaju, dawniej miała postać „słonecznik bulwa” (już w końcu XVIII w.) lub „słonecznik bulwkowy”

Kucmerka – cukrowe korzonki – przysmak Białochorwacki, czyli Harski z Małopolski

    Sium sisarum

Kucmerka łac. Sium Sisarum – kwiaty

Kucmerka to jedna z tych wspaniałych roślin która rośnie wszędzie. Trudność w jej zbieraniu polega na tym, że podobnie jak pasternak czy barszcz zwyczajny można ją pomylić z innymi baldaszkowatymi, a niektóre baldaszkowate są po prostu mocno trujące. Trzeba więc włożyć trochę wysiłku w rozpoznanie i nauczenie się rozpoznawania tej rośliny.

Pożywieniem człowieka w jego wczesnym okresie cywilizacyjnym – w epoce zbieractwa były głównie rośliny, które  stanowią one pokarm niskokaloryczny. Człowiek pierwotny  poświęcał więc sporo czasu na zbieractwo i jedzenie, bezustannie niemal napychał nimi swój żołądek. Ludzie, w poszukiwaniu odpowiedniego pożywienia i wody, ciągle przemieszczali się z miejsca na miejsce. Późną wiosną nasi przodkowie jedli między innymi kwiaty grzybieni. Na wiosnę, po zimowej głodówce, gdy jeszcze nie było żadnych owoców, człowiek zjadał młode listki drzew, trawę, a także większe kwiaty, na przykład koszyczki mniszka lekarskiego, natomiast nieco później kwiaty grzybieni.

W lecie przede wszystkim jadał różne owoce: poziomki, borówki, czereśnie, maliny itp. Pod koniec lata i jesienią pojawiały się orzechy leszczyny, żołędzie, bukiew (owoce buków), ziarniaki traw, jak manny jadalnej czy wydmuchrzycy piaskowej. Pod koniec lata, gdy podziemne części roślin zawierały dużo materiałów zapasowych, rył w ziemi, wygrzebując kłącza, bulwy i cebule, a także korzenie: pasternak, świerząbek bulwiasty, groszek bulwiasty, obrazki plamiste, kaczeniec, ziarnopłon, rdest wężownik, storczyk szerokolistny i plamisty, kozibród, łopian, kucmerkę. W wodach i bagnach znajdował kłącza strzałki wodnej, grzybieni, grążela i łącznia baldaszkowego. Zjadał to na surowo. Czasem miażdżył kamieniami, otrzymując łatwiejszą do spożycia papkę.

Ludzi którzy na okres zimy nie wywędrowali w cieplejsze okolice, czekał ciężki los. Często ginęła przez zimę  nawet połowa populacji, głównie dzieci i starcy.  Zbierano pozostałe na drzewach owoce jarzębiny, szyszkojagody jałowca, zmarznięte owoce tarniny, odgrzebywano śnieg, by dotrzeć do ściółki leśnej, gdzie znajdowały się żołędzie, orzechy laskowe, zmarznięte grzyby i larwy owadów. Z szyszek sosny i świerka człowiek wyłuskiwał nasiona, w spękaniach kory drzew znajdował larwy owadów.

Umiejętność rozniecania ognia  zmieniła życie naszych przodków. Ogień polepszał smak i konsystencję upieczonego mięsa. Na ogniu, a raczej w popiele, przypiekano owoce (jabłka, gruszki) lub grube kłącza i bulwy. Ogień posłużył człowiekowi również do gotowania potraw. Krajano lub miażdżono różne części roślin, dodawano do tego rozmaite nasiona i owoce, zalewano wodą i gotowano, aż zawartość uzyskała odpowiedni smak i konsystencję. W ten sposób powstawała gotowana polewka, pierwowzór zupy jarzynowej.

Innym sposobem przygotowywania pożywienia było sporządzanie papki, przypominającej dzisiejszy szpinak, z różnych roślin (miękkich i soczystych); dodawano też często młode liście pokrzywy i barszczu. Wszystko to drobno krajano, miażdżono i tłuczono. Na przykład z kiszonego barszczu otrzymywano smaczny, nieco upajający (wskutek wydzielania się niewielkiej ilości alkoholu) napój. Grubo mielone lub utłuczone ziarno było używane na kaszę, zaś z mąki przyrządzano bryję (gęstą zupę mączną), papkę lub placki, które pieczono na rozżarzonych kamieniach lub w popiele. Do bryi dodawano często różne produkty roślinne (owoce, nasiona, korzenie), przez co zmieniał się jej smak, a także niekiedy konsystencja. Bryja lub papka były sporządzane także przez rozcieranie lub gniecenie owoców, nasion, kłączy i bukwi. Bryja, polewka, kasza i placek przez długi czas stanowiły podstawę wyżywienia człowieka. Groch i soczewicę przyrządzano podobnie jak kaszę.

Do stałych upraw wprowadzono już w neolicie soczewicę i groch, a także bardzo ceniony i coraz bardziej rozpowszechniony bób (pochodzący z Azji). Poza tym były uprawiane rośliny oleiste, jak rzepik, rzepak, lnicznik, a także znane od neolitu len i mak.

Naszym przodkom bardzo smakowały owoce jabłoni, gruszy, czereśni, lubaszki, tarniny. Nie jest wykluczone, że niektóre z tych drzew i krzewów już wtedy sadzono przy domostwach.

Wracajmy jednak do kucmerki.

SKIRRET-22Kucmerka łac. Sium Sisarum  – korzenie

Kiedy już opanujecie proces jej rozpoznawania pośród innych baldaszkowatych, nie będziecie jej mylić z niczym innym. To samo jest z pasternakiem, i to samo z barszczem zwyczajnym, które raz rozpoznane i zapamiętane nie mylą się z niczym innym i  które wszystkim polecam. Barszcz sporządzony z prawdziwego barszczu a nie z mąki czy z buraków ma lekko odurzające właściwości o czym możecie przeczytać także poniżej w skanie z książki  o historii kuchni polskiej, pisze o tym zresztą już Zygmunt Gloger i wiadomo o tym od dawna.

kucmerka stachys

Kucmerka – Stachys palustris

Z kucmerką jest o tyle trudniej że znane są dwie rośliny, których bulw używano w Małopolsce i które nazywane były niemal identyczną nazwą a mają odmienny wygląd: jedna to Marek kucmerka – łac. Sium Sisarum, a druga Marek kucmerka – łac. Stachys palustris . Oto co pisze na ten temat Marek Łuczaj znay ze strony Survival.pl i przepisów na jadło z dzikich polskich roślin:

Wędrując wśród zaoranych pól, czy to jesienią, zimą czy wczesną wiosną, możemy zauważyć żółtawe bulwiaste kłącza w kształcie segmentowanych larw.

kucmerka marek stachys

Kucmerka – Stachys palustris

Jedne mają kilka centymetrów długości, inne nawet dwadzieścia. Pomimo że chwast ten znany jest osobom, które kiedykolwiek miały w ręku motykę, mało kto wie, że roślina ta odgrywała znaczącą rolę w żywieniu galicyjskich chłopów. Bohaterem tej opowieści jest czyściec błotny Stachys palustris – roślina z rodziny jasnotowatych (wargowych). Kwitnie na fioletowo w lipcu i sierpniu. Na zimę zamiera i przeżywa dzięki podłużnym bulwom.

Czyściec rośnie na mocno zachwaszczonych polach uprawnych, na glebach świeżych i wilgotnych, zarówno w zbożu, jak i wśród roślin okopowych. Jeśli przestaniemy uprawiać pole, możemy być pewni, że po roku będzie go tam mnóstwo. W większym rozproszeniu występuje na wilgotnych łąkach i na brzegach zbiorników wodnych, w miejscach zaburzonych, gdzie woda okresowo niszczy roślinność. Jako pożywienia używano bulw czyśćca, najczęściej zbierano je w okresie zimy lub przedwiośnia, kiedy zaczynało brakować żywności.

Bulwy pokrewnego gatunku dalekowschodniego Stachys affinis (Stachys sieboldii) uprawia się jako warzywo na Dalekim Wschodzie. W Europie (np. we Francji) też są znane – pod nazwą crosne lub chorogi.

U nas bulwy czyśćca nazywano kucmerką. Tym samym słowem określano wcześniej marka kucmerkę (Sium sisarum L.), warzywo uprawiane w Polsce w średniowieczu, a potem zapomniane, które ma słodkie zgrubiałe kłącza, podobne do czyśćca. To podwójne znaczenie słowa kucmerka odkrył znany botanik Józef Rostafiński, gdy pytając o marka kucmerkę w swojej ankiecie z roku 1883 zamieszczonej w 60 polskich czasopismach trzech zaborów, dostał (aż od trzech respondentów) informacje o jedzeniu czyśćca błotnego, poparte jego żywymi okazami.

Bulwy czyśćca – „kucmerki” mogą być jadane na surowo, ale najczęściej je suszono, a potem ucierano na proszek i używano jako składnik podpłomyków i zup. Czyśćca błotnego i nazwy kucmerka na jego określenie używano w środkowej części łuku polskich Karpat i ich przedpolu (mniej więcej od Podhala po okolice Rzeszowa i Krosna). Pomimo że roślina ta występuje pospolicie w całej Polsce i północnej Europie, za pożywienie służyła jedynie polskim chłopom z Karpat. Byłby to więc prawdziwy kandydat na tradycyjny regionalny małopolsko-podkarpacki przysmak.

Kucmerka – baldaszkowata – Sium Sisarum Marek Kucmerka Szerokolistna

Opis botaniczny rośliny jest bardzo ważny ze względu na możłiwość pomylenia z innymi baldaszkowatymi, wśtród których jedną z najbardziej trujących roślin jest szczwół plamisty.

Marek szerokolistny (Sium latifolium L.) – gatunek rośliny z rodziny selerowatych. Rośnie dziko w Europie oraz na Syberii Zachodniej i w Kazachstanie

Pokrój
Bylina dorastająca do wysokości 1,5 m wysokości. Wytwarza rozłogi.
Łodyga
Wewnątrz pusta, gałęzista, bruzdowana.
Liście
Niezanurzone w wodzie pojedynczo pierzaste, o odcinkach lancetowatych i brzegach ostro piłkowanych. Liście najniższe, zanurzone w wodzie, mają odcinki równowąskie.
Kwiaty
Zebrane w duże baldachy zlożone, umieszczone na szczycie pędu głównego i jego rozgałęzieniach. Pokrywy baldachów 5-6-listne, pokrywki baldaszków 5-8-listne.
Owoce
O długości 2-4 mm, na karpofor ze zrośniętym z owocem. Są żeberkowane, przy czym żebra mają taką szerokość, jak bruzdy, lub są szersze.

Jadalny jest tylko korzeń.

Tę euroazjatycką roślinę wysoko cenił cesarz Tyberiusz, łaskawie pozwolił ją sobie składać jako daninę; w  starożytnym Rzymie powszechnie uprawiano ją dla bardzo smacznych jadalnych korzeni. Do północnej Europy dotarła w XVI wieku.

kucmerka rys.  92
Kucmerka, a właściwie dwa jej rodzaje – „marek kucmerka” i „marek szerokolistny” –  jest  trwałą byliną z rodziny baldaszkowatych, niezwykle pospolitą w całej Polsce. Rośnie w  rowach, przy stawach, w szuwarach. Podłużne bulwy korzeniowe o białym miąższu mają długość 1-15 cm, z  licznymi cienkimi jasnobrązowymi korzonkami.

kucmerka przepis

Z bulwy wyrasta mocna, pusta w środku, jasnozielona łodyga, czerwonawa u podstawy.
Z łodygi wyrastają liście złożone z 5 listków  – 4 wąskie spiczaste rosną parami, piąty liść jest liściem szczytowym. Starsze liście zmieniają kolor na czerwony. Malutkie, białe pięciopłatkowe kwiatki, zebrane są w wiązki i otwierają się dopiero wieczorem.

Pędy wykazują działanie odżywcze i oczyszczające; korzenie działają pobudzająco, doskonale oczyszczają organizm z toksyn i flegmy.

Bulwiaste korzenie wykopane jesienią można przechowywać w piasku, lub po oczyszczeniu i zblanszowaniu można zamrozić.

Młode pędy gotuje się, najlepiej na parze i podaje polane masłem lub sosami, można je również smażyć lub dusić w maśle.Z ugotowanych korzeni doskonałe jest puree. Ugotowane lub uduszone bulwy są doskonałym dodatkiem do chińskich smażonych potraw, jarzynowych zapiekanek, sałatek, zimnych mięs. Bulwy można również marynować i podawać do zimnych mięs lub jako dodatek do sałatek.

Można powiedzieć, że pasternak i marek kucmerka to średniowieczne odpowiedniki jadanych współcześnie ziemniaków. Z nich też sporządzano puree i podawano np. z rybami.

Wbrew pozorom, w średniowieczu również jedzono warzywa. Pasternak i marek kucmerka należały do najpopularniejszych. Ale znano też dzikie marchewki (białe i żółte), choć jadano je znacznie rzadziej. Szczególnie ceniono młode korzenie. O marchewkach wiemy na przykład z opisów dworu królowej Jadwigi i Władysława Jagiełły (Jagiełło znany był z zamiłowania do kuchni warzywnej). Białą marchew nazywano w Polsce „biała zielonogłowa” i podawano jak pasternak (gotowana papka).

Co ciekawe, z pasternaku robiono także barszcz. Używano go również jako dodatku do rosołu (oprócz tego dorzucano do takiej zupy garść mąki z prosa, śmietanę i żółtka).

Rada: puree z pasternaku jest bardzo lekkie. Warzywa wystarczy obrać, ugotować do miękkości, a następnie zmiksować twisterem na gładką masę, dodając wcześniej nieco soli, masła lub gęstej śmietany. Pasternak bardzo dobrze smakuje też z gotowanymi liśćmi brokułów lub czosnkiem.

PUREE z Kucmerki

1 kg bulw kucmerki, łyżka śmietany, surowe żółtko, 2 łyżki masła, pół łyżeczki startej gałki muszkatołowej, sól.

Oczyszczone bulwy włożyć do garnka zalać osolonym wrzątkiem ugotować, odcedzić, zmiksować z masłem, startą gałką muszkatołową. Dokładnie rozkłócić śmietanę z żółtkiem, wymieszać ze zmiksowanymi bulwami. Żaroodporne naczynie wysmarować masłem, wyłożyć puree, wstawić na kilka minut do nagrzanego piekarnika, podgrzać.


BULWY Kucmerki MARYNOWANE.

1 kg bulw kucmerki; marynata:  2 szklanki 5 % octu winnego, pół szklanki białego wytrawnego wina, 2 łyżki miodu, 2-3 listki laurowe, otarta skórka z połowy cytryny,  łyżeczka ziarenek kolendry, po pół łyżeczki ziarenek pieprzu i angielskiego ziela, łyżka drobno usiekanego świeżego imbiru, 1-2 goździki, łyżeczka soli.

Połączyć wszystkie składniki marynaty, wymieszać, doprowadzić do wrzenia,  gotować pod przykryciem na niewielkim ogniu ok. 15 minut.
Oczyszczone bulwy kucmerki  wrzucić na 2-3 minuty na lekko osolony wrzątek, odcedzić, przelać zimną wodą, osączyć, pokroić na 3-4 cm kawałki, ułożyć w wyparzonych słoiczkach, zalać gorącą marynatą, zakryć, pasteryzować ok. 5-7 minut.

Znakomity dodatek do wędlin, mięs, serów a także do przygotowywania sałatek i owocowo-jarzynowych szaszłyczków.

kucmerka bulwa1

Marek Kucmerka – czyli Czyściec  błotny Stachys palustris

Osobiście polecam – pisze Marek Łuczaj – dwie potrawy, które są wynikiem już moich własnych kulinarnych poszukiwań. Jedna to czyściec smażony jak frytki (trzeba go tylko umyć, wysuszyć i wrzucić do gorącego oleju). Druga to czyściec kiszony (przepis poniżej). Ta potrawa była inspirowana tradycjami azjatyckimi – bardzo często jada się go tam właśnie w takiej postaci. Czyściec błotny ma też właściwości lecznicze, używano go w dawnych czasach do robienia okładów na trudno gojące się, ropiejące rany.

Kiszonka po chińsku

• bulwy czyśćca • kalafior • 2 papryczki chili • sól • 2 ząbki czosnku
Do wyparzonego litrowego słoja włóż obrany czosnek, całe lub pokrojone papryczki, umyte całe kłącza czyśćca i podzielony na kawałki surowy kalafior (w stosunku 1 : 1). Wsyp 1 łyżkę stołową soli. Zakręć.
Zawartość ukiśnie po 1-2 tygodniach.
Uwaga, podczas fermentowania może wyciekać ze słoika, ale nie należy się tym przejmować.
Podawaj jako surówkę do obiadu.

Łopian Większy, czyli duszony rzep (Łopień, łopuch, łopustka, głowacz, kostropacz, kobierz,rzep)25

Młode liście dodaje się do zup i sosów. Korzenie po uprażeniu i zmieleniu mogą służyć jako namiastka kawy.

Łopień, łopuch, łopustka, głowacz, kostropacz, kobierz i najpopularniejsze chyba – rzep – to regionalne nazwy łopianu większego, zwanego też lekarskim, będącego jednym z najtańszych naturalnych leków na świecie.
Od wieków powszechnie wierzono w jego cudowne właściwości. Jedna ze starych legend mówiła, że gdy ścięto głowę Janowi Chrzcicielowi, wrzucono ją w liście łopianu, a głowa zrosła się z ciałem. Stąd też pewnie powstał zwyczaj ozdabiania domów liśćmi łopianu w wigilię św. Jana, które później namoczone w wodzie lub w wódce przykładano do bolącej głowy.

Łopian obecny w medycynie ludowej od wieków, powszechnie używany za jedno z najważniejszych ziół oczyszczających krew, należy w Polsce do najpopularniejszych niezwykle uciążliwych chwastów – rośnie w zasadzie wszędzie.
Części jadalne to korzeń, młode liście i pędy.

Brunatny, mocny, mięsisty palowy korzeń łopianu o białym miąższu może osiągać długość do 50 cm i najlepiej wykopywać go z młodych roślin, wiosną przed kwitnieniem lub jesienią. Stare korzenie są zdrewniałe a często spróchniałe.

W wielu krajach świeże korzenie łopianu zwane po japońsku „gobo” można kupić w sklepach z azjatycką żywnością, w naszych sklepach jeszcze ich nie widziałam.
W lodówce, po wykopaniu, można je przetrzymywać ok. 3 tygodni.

Co z nim robić?
Należy wybierać korzenie młode długie, niezbyt grube, porządnie wyszorować – obieranie nie jest konieczne gdyż skórka też jest jadalna – pociąć na cienkie plasterki, zanurzyć w wodzie z odrobiną octu aby nie ściemniały.
Cieniutkie plasterki korzenia o smaku słodko-gorzkim, można dusić wraz z innymi jarzynami i gotować w zupie grochowej zamiast kartofli; stosować do dań krótko gotowanych lub duszonych .

W kuchni japońskiej powszechnie używa się korzeni i liści łopianu jako warzywa, a w całej kuchni orientalnej często stosuje się marynowane korzenie łopianu.
Młode liście można przyrządzać jak szpinak, a młode obrane łodygi i pędy – jak szparagi.

ZDROWA ZAPIEKANKA.
Szklanka kaszy jęczmiennej, 3 szklanki wody, sól; duży korzeń łopianu, 1 duża cebula, sól, pieprz, szczypta cukru, łyżka cukru i ćwierć łyżeczki otartej skórki z cytryny, 4-5 łyżek masła, pół szklanki usiekanych orzechów włoskich, szklanka śmietany, pół szklanki bulionu, łyżka mąki, łyżka usiekanych listków łopianu.
Dokładnie umyty pęczak zalać wrzątkiem doprowadzić do wrzenia, dodać sól, gotować ok. 20 minut, wstawić do nagrzanego piekarnika lub zawinąć w koc. Zostawić na 2-3 godziny. (Kaszę można ugotować poprzedniego dnia.)
Obrany , umyty i osuszony korzeń łopianu pokroić w cieniutkie ukośne plasterki (powinno być ok. 1,5 szklanki).
W rondlu stopić 2 łyżki masła, zeszklić drobno pokrojoną cebulę, wrzucić łopian i chwilę smażyć, po czym dodać sól, pieprz, lekko skropić bulionem i dusić kilkanaście minut.
W rondlu stopić 2 łyżki masła, dodać mąkę, zrobić białą zasmażkę, rozprowadzić bulionem, i gotować na małym ogniu mieszając aż sos zgęstnieje, dodać sól, pieprz, cukier, sok i skórkę z cytryny, drobno usiekane listki łopianu, wymieszać ze śmietaną, lekko podgrzać. Żaroodporne naczynie wysmarować masłem, układać warstwami kaszę i uduszony łopian, każdą warstwę przesypując usiekanymi orzechami, polać sosem i stopionym masłem, wstawić do nagrzanego piekarnika zapiekać ok. 15 minut.
Podawać z zieloną sałatą lub pikantnymi surówkami.

DUSZONY KORZEŃ.
1 spory korzeń łopianu, 3 duże cebule, 1 niewielka marchewka, 3 łyżki masła, sól, łyżka soku i łyżeczka otartej skórki z cytryny, szczypta cukru, ćwierć szklanki bulionu.
Oskrobany bądź dokładnie wyszorowany korzeń łopianu zblanszować, pokroić w cieniutkie ukośne plasterki.
W rondlu stopić łyżkę masła, przesmażyć lekko pokrojony łopian, skropić bulionem dusić kilka minut na niewielkim ogniu.
Pokrojoną w cienkie pół plasterki cebulę zeszklić na pozostałym maśle, połączyć z łopianem i pokrojoną w plasterki marchewką, posypać otartą skórką z cytryny i solą dusić ok. 15-20 minut pod przykryciem na niewielkim ogniu, odparować nadmiar sosu, doprawić do smaku sokiem z cytryny cukrem i ewentualnie solą. (Mimo zblanszowania i duszenia łopian będzie zawsze na wpół twardy.)
Podawać jako gorąca wegetariańską przekąskę lub jako dodatek do II dań.

LIŚCIE ŁOPIANU Z IMBIREM.
500 g młodziutkich liści łopianu, łyżka drobno usiekanego świeżego imbiru, mała cebula, 2 ząbki czosnku, 2 łyżki oleju, 2 łyżki soku z cytryny, sól, szczypta cukru.
Młode liście wrzucić na 3-4 minuty na wrzątek, odcedzić, przelać zimną wodą, pokroić.
W rondlu rozgrzać olej, zeszklić na nim drobno pokrojoną cebulę, dodać usiekany czosnek i imbir chwilę smażyć mieszając, dodać liście łopianu, lekko posolić, skropić sokiem z cytryny, ewentualnie doprawić szczyptą cukru, dusić pod przykryciem na małym ogniu ok. 8-10 minut.
Podawać jako dodatek do białych mięs i drobiu.

WEGETARIAŃSKA ZUPA JĘCZMIENNA.
Pół szklanki jęczmienia, duży korzeń łopianu, 1 spora cebula, łyżeczka suszonego lub łyżka świeżego estragonu, , pól szklanki jogurtu, 3 łyżki octu winnego, 6 szklanek wywaru z jarzyn, 2 łyżki oliwy, sól.
Umyty jęczmień osączyć na sicie, wrzucić do garnka, zalać wywarem z jarzyn doprowadzić do wrzenia, po czym gotować na niewielkim ogniu ok. 1,5 godziny.
W rondlu rozgrzać olej zrumienić na nim pokrojoną cebulę, skropić kilkoma łyżkami wywaru i dusić na niewielkim ogniu ok. 20 minut.
Oskrobany i umyty korzeń łopianu pokroić w cienkie plasterki.
Na dużej patelni rozgrzać pozostały olej, wrzucić łopian, wlać ocet i 1-2 łyżki wody, doprowadzić do wrzenia, a później dusić na niewielkim ogniu ok.15 minut, lekko odparować. Do miękkiego jęczmienia dodać cebule, łopian, estragon , wymieszać i chwile gotować razem, doprawić do smaku solą. Wlać jogurt, wymieszać.

BEZMIĘSNA GROCHÓWKA.
Szklanka grochu, 1 duży korzeń łopianu, niewielka cebula, 4-5 szklanek wywaru z warzyw, sól, łyżeczka drobniutko usiekanych listków łopianu; 4 kromki razowego chleba, łyżka masła.
Umyty groch namoczyć na noc.
Następnego dnia odcedzić, włożyć do garnka, zalać wywarem z jarzyn, gotować ok. 30 minut. Dodać wyszorowany i starty na grubej jarzynowej tarce korzeń łopianu i drobno pokrojoną cebulę, doprowadzić do wrzenia i gotować na niewielkim ogniu ok. godziny, posolić, przestudzić zmiksować, przetrzeć przez sito.
Chleb pokroić w drobną kostkę, wrzucić na rozgrzaną patelnię, dodać masło, i potrząsając od czasu do czasu patelnią zrumienić grzanki.
Zupę krem mocno podgrzać, posypać usiekanymi zielonymi listkami podawać z grzankami z razowego chleba.

MARYNOWANE ŁODYGI.
1 kg bardzo młodych łodyg łopianu, 2 szklanki wody, 2 szklanki octu winnego, po 3-4 ziarenka angielskiego ziela i pieprzu, listek laurowy, po pół łyżeczki nasion kolendry i gorczycy, 2 młode pędy bazylii lub garść listków bazylii, łyżka miodu, łyżeczka soli.
Zagotować wodę z miodem i wszystkimi przyprawami, gotować pod przykryciem ok. 10 minut, wlać ocet i doprowadzić do wrzenia.
Obrane i pokrojone na kawałki łodygi łopianu wrzucić na osolony wrzątek, gotować 2-3 minuty, odcedzić, przelać zimną wodą, osuszyć, ułożyć w wyparzonych słoiczkach, zalać przestudzoną marynata, szczelnie zamknąć, pasteryzować ok. 15-20 minut.

KISZONE ŁODYGI.
1 kg młodych łodyg łopianu, 50- 60 g soli, 1 litr wody, łyżeczka nasion gorczycy, niewielki korzeń chrzanu, garść liści czarnej porzeczki, strąk czerwonej papryki, 3-4 ząbki czosnku.
Obrane łodygi łopianu ułożyć na sicie przelać wrzątkiem a następnie zimną wodą, pokroić na 5-6 cm kawałki. Zagotować wodę z solą, lekko przestudzić.
Pozbawioną gniazd nasiennych paprykę umyć, osuszyć, pokroić w paski, obrany chrzan pokroić na kawałki, czosnek obrać.
Słoiki wyparzyć, na dnie każdego słoika ułożyć warstwę porzeczkowych liści, układać ciasno kawałki łopianu, chrzanu i paski papryki.
Do każdego słoika wrzucić po kilka ziarenek gorczycy i po ząbku czosnku, zalać przygotowaną wodą, przykryć, zostawić na 1-2 dni w ciepłym miejscu, po czym szczelnie zamknąć i wynieść w chłodne miejsce.

ORIENTALNE PIKLE.
Mięsiste młode korzenie łopianu, po pół szklanki miso sojowego i ryżowego, łyżka octu winnego.
Dokładnie wyszorowane korzenie łopianu pokroić w cienkie plastry, wrzucać do wody z octem aby nie ściemniały po pokrojeniu wszystkich, odcedzić, wrzucić na wrzątek gotować ok. 5 minut, odcedzić, przelać zimną wodą osączyć.
Dokładnie wymieszać oba gatunki miso. Zblanszowany korzeń łopianu układać warstwami w kamiennym garnku, zalać przygotowanym sosem, przycisnąć, zostawić w chłodnym miejscu na 1-2 tygodnie.
Dobre rezultaty daje piklowanie łopianu w połączeniu z plastrami marchewki, bądź daikonu.

Warto wiedzieć:
Proces piklowania grubych plastrów warzyw często trwa od 3 do 4 miesięcy.
„Miso”- to orientalna ciemna, gęsta masa z soji, nie rafinowanej soli morskiej i sfermentowanego zboża powstała pod wpływem dojrzewania wspólnie wymieszanych składników.
Ten produkt o dyskretnym aromacie jest do nabycia w różnych odcieniach od brązowego poprzez pomarańczowy i czerwony aż do żółtego.
Najczęściej stosowane jest miso jęczmienne – słodkie – o łagodnym smaku i subtelnym aromacie; sojowe – o mocnym smaku i gęstej konsystencji oraz ryżowe – najsłodsze ze wszystkich, ma mocny a jednak łagodny smak

Do przygotowywania orientalnych pikli najlepiej jest mieszać miso sojowe i ryżowe w proporcjach 1:1.

Korzeń łopianu po kamczacku – KINPIRA GOBO

Porcja dla czterech osób do podawania jako przystawka. Przygotowanie 30 minut, plus doba moczenia łopianu.
200 g. korzeni łopianu
100 g. marchwi
1 ostra papryczka
2 łyżeczki białego sezamu
2 łyżki cukru
woda
1 i 1/2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka oleju
Uwaga! Korzenie zbieramy wiosną lub jesienią wykopując rośliny średniej wielkości (o liściach długości 20-30 cm).
Większe rośliny mają korzenie, które, choć duże, są twarde i łykowate.
Korzeń łopianu oczyścić, oskrobać (obieranie niszczy najbardziej aromatyczną część korzenia).
Korzeń dzielimy na cieniusieńkie paseczki (grubości zapałki, długości 4 cm), tak jakbyśmy strugali ołówek,
(moczyć przez dobę w zimnej wodzie z odrobiną octu, zmieniając ją kilkakrotnie – zbiera substancje niesmaczne i niezdrowe),
zalać na krótko wrzątkiem i odcedzić. Wysuszyć na ściereczce.
Łopian można mieszać z marchwią pociętą w ten sam sposób (można też użyć samej marchwi).
Na patelni uprażyć ziarno sezamu, aż zacznie wydzielać zapach.
Na łyżce oleju usmażyć pokrojoną na małe kawałeczki ostrą papryczkę.
Na tym samym tłuszczu usmażyć równomiernie korzeń łopianu. Dodać marchew, dalej smażyć, aż będzie elastyczna, a olej się wchłonie.
Wlać na to sos sojowy, dodać cukier i 2 łyżki wody. Dalej gotować razem, mieszając, aż się sos sojowy dobrze wchłonie.
Można też dodać odrobinę sake. Wsypać ziarno sezamowe, gotować do całkowitego odparowania wody.

450px-Schorseneer_plant_Scorzonera_hispanica

Wężymord (skorzonera, czarny korzeń)

Wężymord, czarny korzeń, czarne korzonki, skorzonera (Scorzonera hispanica L.) – gatunek rośliny warzywnej z rodziny astrowatych. Pochodzi z południowej i środkowej Europy oraz części Azji (Syberia Zachodnia, Kaukaz, Zakaukazie, Dagestan)[2]. Jest uprawiany w niektórych krajach świata.

Brunatny lub czarny korzeń spichrzowy wydzielający sok mleczny jest jadalny, w smaku przypomina szparagi, jednak smak jest mniej delikatny. Jest bardzo sycący i nie posiada włókien. Zawiera sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten, witaminy: E, B1, B2, C oraz kwas nikotynowy. Rośnie w klimacie umiarkowanym, sadzony wiosną dojrzewa w listopadzie. Posiada długie lancetowate liście. Nazwa wężymord pochodzi z czasów, gdy w medycynie ludowej używano tego warzywa jako leku na jad żmij[3].

Skorzonerę uprawia się w cyklach jednorocznym lub dwuletnim. Korzenie są smaczne, czasami nazywa się je szparagami zimowymi, mają długość około 30 cm i średnicę 3-4 cm, skórkę brunatną do czarnej, miąższ natomiast biały i soczysty. Gleba przygotowana pod uprawę powinna być pulchna i głęboka. W ogrodach od dłuższego czasu uprawianych metodami biologicznymi, gdzie stosuje się kompost i ściółkę, gleba zawiera zazwyczaj odpowiednie ilości próchnicy, jesienią można tylko dodać niewielką ilość dodatkowego nawozu organicznego.563px-Scorzonera,_Iduns_kokbok

Jadalną częścią skorzonery jest jej korzeń, którego skóra ma ciemną, niemal że czarną barwę, natomiast miąższ jest czysto biały (trzeba natomiast uważać na sok, który farbuje na czerwono!).
Europejska skorzonera jest często traktowana jako odpowiednik znacznie droższych szparagów. Gotowana skorzonera zawiera sporo wapnia i fosforu. Skorzonera ma dużą wartość odżywczą i odznacza się doskonałym smakiem.

Opędzał się nią Odys przed magią zalotów  Kirke, a Rzymianie nazywali ją pieszczotliwie „zimowymi szparagami”. I nie mylili się. Co więcej, jej smak przypominał im szlachetne ostrygi.

 

Skorzonera zajmuje wysoką pozycję w astrologicznej klasyfikacji roślin, bo dzięki drobnym żółtym kwiatom należy do Słońca. Działa uzdrawiająco, skutecznie zwalcza kaszel, wzmacnia system immunologiczny, a najbardziej przydatna jest diabetykom.

 

Zakonserwowana w słoiku

Najczęściej podziwiamy ją zimą, ale przez szkło, bo pokrojona w małe kawałki dobrze wygląda w postaci zakonserwowanej. I myli się każdy, kto chciałby w niej widzieć tylko przyprawę. To roślina koszyczkowa, rosnąca dziko w środkowej i południowej Europie. Jest coraz powszechniej uprawiana ze względu na jadalny korzeń, dochodzący do trzydziestu centymetrów. Pokryty jest on ciemnobrązową lub czarną skórką, pod którą jest biały miąższ, zawierający sok mleczny. Jak twierdzą ogrodnicy, skorzonera musi być posadzona wczesną wiosną, żeby owocowała bardzo późną jesienią, ale niektórzy pozostawiają ją w ziemi nawet do przymrozków. I to jej korzeń, a nie kwiaty, zawiera niezwykle cenne składniki: potas, magnez, sód, fosfor, żelazo, karoten, wapń i witaminy: E, B1, B2 i C, a także fruktozę.

cd. historii na: http://www.naturaity.pl/apteka-natury/warzywa-i-owoce/item/354-w%C4%99%C5%BCymord-czyli-skorzonera.html

Uwaga zanim przystąpisz do gotowania:

Sok z węzymorda plami na czerwono, plamy są rudne do usunięcia – należy ubrać rękawiczki higieniczne i fartuszek, uważać na podłoże na którym pracujemy. Obrane ze skórki korzenie natychmiast wkładamy do wody – najlepiej kwaśnej, ponieważ utleniaja się i czernieją na powietrzu.

Skorzonera w śmietanie

40 dag skorzonery, ocet, sól, 1/4 szklanki Êmietanki 9%, 3 ∏yżki umytego, drobno posiekanego koperku.

Korzonki skorzonery umyć szczotką i cienko obrać, wkładając od razu do wody zakwaszonej octem lub kwaskiem cytrynowym. Zagotować osoloną wodę, i włożyć do wrzątku skorzonerę pokrajaną na połówki. Ugotować, odcedzić, włożyć do rondelka, dodać smietankę, zagotować. Wyłożyć do salaterki, posypać koperkiem. Podawać jako dodatek do potraw z mięs, ryb i jajek.

Surówka ze skorzonery lub salsefii po francusku

500 g skorzonery lub salsefii
musztarda
miód
chrzan
sól
sok z cytryny

Warzywa wyszorować szczotką pod bieżącą wodą, obrać, opłukać, wkładać do lekko zakwaszonej wody, aby nie sczerniały. Następnie wyjmować po jednej i zetrzeć na tarce o dużych otworach. Skropić sokiem z cytryny, wymieszać z chrzanem, musztardą i miodem, doprawić.

Skorzonera z wody

80 dkg skorzonery, 4 dkg masła, 2 dkg tartej bułki, sól, cukier, ocet (3%)

Skorzonerę – grube korzonki – wyszorować, opłukać, oskrobać, wrzucać do wody zakwaszonej octem jabłkowym lub cytryną. Zalać wrzącą, osoloną i lekko osłodzoną wodą, gotować do miękkości pod przykryciem. Odcedzić, osączyć. Wyłożyć na salaterkę, polać stopionym masłem, zmieszanym ze zrumienioną tartą bułką. Podawać jako dodatek do mięsa lub z sosami. Skorzonerę można zapiekać lub używać do sałatek.

Surówka po wrocławsku ze skorzonery lub salsefii

500 g skorzonery lub salsefii
1/2 szklanki gęstej śmietany
2 łyżki startego chrzanu
2 jaja ugotowane na twardo
sól
pieprz
cukier
sok z cytryny

Warzywa wyszorować szczotką pod bieżącą wodą, obrać, opłukać, wkładać do lekko zakwaszonej wody, aby nie sczerniały. Następnie wyjmować po jednej i zetrzeć na tarce o dużych otworach, skropić sokiem z cytryny. Potem połączyć ze zmielonymi jajami, chrzanem i śmietaną, doprawić.

 

Skorzonera zapiekana w sosie beszamelowym

1/2 kg skorzonery, 1/2 l sosu beszamelowego 3 dkg sera szwajcarskiego lub tylżyckiego, sól, ocet jabłkowym, gałązki zielonej pietruszki

Skorzonerę wyszorować, oskrobać, wrzucić do zakwaszonej wody, aby nie ciemniała. Ugotować w wodzie osolonej i lekko ocukrzonej. Ułożyć na półmisku do zapiekania. Przyrządzić sos beszamelowy. Sosem zalać bulwy, z wierzchu posypać tartym serem, wstawić do nagrzanego piekarnika na 10 minut i zapiec. Podawać na tym samym półmisku, przybrać gałązkami zielonej pietruszki. Potrawę tę można zapiekać także w prodiżu.

 Smażona skorzonera

400 g słodkich korzeni skorzonery
1 jajko
1/2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki białego octu
1 łyżka białego wina
1/2 łyżki wazowej oliwy
sól

Skorzonerę dokładnie oczyścií szczoteczką, po czym pociąć jej korzonki na słupki o długości 7 cm każdy. Następnie skorzonerę umieścić w wodzie z dodatkiem octu, po czym odcedzić, a następnie przełożyć do garnka z osoloną wodą i gotować przez 30 minut. Jajko rozbić, a żółtko przelać do miseczki. Do żółtka dodać sól, wino i mąkę; wszystkie składniki dokładnie wymieszać widelcem, aż masa uzyska jednolitą konsystencję. Białko ubić na sztywno i wymieszać z ciastem. Skorzonerę zanurzać w cieście i smażyć w gorącym tłuszczu (180 st. C) na złoty kolor. Usmażone skorzonery rozłożyć na bibule, aby obciekły z tłuszczu. Podawać z innymi smażonymi jarzynami.

Skorzonera po francusku

50 dag skorzonery, 1 łyżka musztardy, 1 łyżka miodu, 1 łyżka chrzanu, szczypta soli, sok z 1 cytryny.

Warzywa oczyścić skrobaczką, włożyć do lekko zakwaszonej wody. Wyjąć i zetrzeć na tarce. Skropić sokiem z cytryny, wymieszać z chrzanem, musztardą i miodem, doprawić.

 

Skorzonera z wody 2

skorzonera 3/4 kg, masło 3 łyżki, mąka 1 łyżka, tarta bułka 2 łyżki, oliwa 1 łyżka, szczypta kwasku cytrynowego, cukru i sóli

Korzonki skorzonery namoczyć 1/2 godziny. Oskrobać o włożyć do zakwaszonej wody. W garnku zagotować wodę, posolić, lekko posłodzić. Wlać mąkę rozmieszaną w wodzie z olejem. Skorzonerę umytą włożyć do garnka i gotować do miękkości. Odcedzić, ułożyć na półmisku, polać bułką zrumienioną na maśle.

Skorzonera smażona i zapiekana pod sosem holenderskim, podana z sałatka z roszponki i koziego polskiego sera pecorino

0,5 kg skorzonery inaczej wężymorda
masło
białe wino
sok z cytryny
4 żółtka
sól / pieprz
dwie garści roszponki
wiórki z pecorino
kilka pomidorków cherry
2 podpłomyki

Czytaj wiecej: http://www.kuchniaplus.pl/kuchnia_przepis_0-0-7876_skorzonera-smazona-i-zapiekana-pod-sosem-holenderskim-podana-z-salatka-z-roszponki-i-koziego-polskiego-sera-pecorino.html#ixzz2FI5eMVza

Skorzonera w sosie śmietanowym

50 dkg skorzonery, sól, cukier, łyżka masła, łyżka mąki, 1 szklanka rosołu z drobiu, pół szklanki śmietany, przyprawa do warzyw, natka pietruszki.

Ugotować oczyszczoną skorzonerę w wodzie, a następnie odcedzić i pokroić w kostkę. Oddzielnie przygotować jasną zasmażkę z mąki i tłuszczu, rozprowadzić ją rosołem, zagotować i podprawić sos śmietaną. Do sosu włożyć pokrajaną skorzonerę i dodać przyprawę do warzyw, a następnie posypać pietruszką. Tak przygotowaną skorzonerę podawać na obiad lub kolację.

 Skorzonera smażona z pecorino 2

 Doskonała i oryginalna pogryzka do piwa czy wina – jeśli chcemy ją podać na przyjęciu koktajlowym, kroimy skorzonerę w mniejsze kawałki, a po usmażeniu trzymamy w ciepłym piekarniku.

1 kg skorzonery (lub salsefii)
trochę octu
1/2 szklanki mąki
2 jajka
100 g sera pecorino
oliwa lub olej do głębokiego smażenia
sok z cytryny

Skorzonerę obieramy z czarnej skórki, odcinamy końce i starannie płuczemy. Kroimy w kawałki o długości 7-8 cm i wkładamy do miski z zimną wodą zakwaszoną octem.
Nastawiamy garnek z osoloną wodą, a kiedy się zagotuje, wrzucamy odcedzoną z kwaśnej wody skorzonerę i gotujemy około 10 minut, aż będzie al dente. Odcedzamy i osuszamy papierem kuchennym.
Mąkę wsypujemy do miski. Jajka wbijamy do drugiej miski i roztrzepujemy widelcem. Ser pecorino ścieramy na drobnej tarce i wsypujemy do trzeciej miski.
Obtaczamy każdy korzonek w mące, potem w roztrzepanym jajku, a na koniec w pecorino.
Skorzonerę smażymy w sporej ilości gorącej oliwy na złoto-brązowo.
Osączamy z nadmiaru tłuszczu, skrapiamy sokiem z cytryny i natychmiast podajemy.

Gir

Było i takie warzywo – podobny do pietruszki a spożywany dopóki kłącze nie wyrośnie – warzywo Małopolskie (Harskie, Białochorwackie). Niestety nie znalazłem nigdzie jego opisów, przepisów ani obrazków

 

 aegopodium-podagraria2Podagrycznik czyli gir

Uzupełnienie nadesłane przez Beatę:

Wg. Łukasza Łuczaja gir (gier, snitka, śnitka, barszcznica) to ludowa nazwa podagrycznika.

 

Zaglądam do jego książki „Dzika kuchnia” którą dostałem od moich córek, Kiry i Sawy, na Gwiazdkę 2014 i rzeczywiście widzę,  że taka informacja jest pod podagrycznikiem. W 2009 i 2010 roku korzystałem z uprzejmości Łukasza Łuczaja, który dał mi tutaj na mój blog kilka zdjęć „chwastów do jedzenia” i kilka przepisów, ale potem nasz kontakt jakoś się urwał z natłoku innych zajęć. Teraz widzę, że na jego stronie internetowej: http://survival.strefa.pl/r/podagrycznik.htm podagrycznik jest, ale bez opisu takiego jak w książce, który wiąże go również ze staropolską  nazwą „gir”.   Potrawy z podagrycznika, z którego używa się świeżych liści i ogonków liściowych opiszemy w innym  artykule. Kilka przepisów znajdziecie u Łukasza Łuczaja pod linkiem, który podałem powyżej. Tutaj tylko obrazek rośliny i kilka informacji z Wikipedii, o tym  co z nią można robić:

Roślina jadalna
Z młodych liści można na wiosnę sporządzać sałatkę o aromatycznym, gorzkim smaku, ale zawierającą cenne witaminy (A i C). Przyrządza się podobnie, jak szpinak. Można również siekać, wrzucać do zupy i robić barszcz, a z rozwiniętych dorodnych roślin najlepiej do wykorzystania nadaje się ogonek liściowy.
Roślina kosmetyczna
Ze świeżego ziela można sporządzać oczyszczające maseczki kosmetyczne. Działają one rozgrzewająco i poprawiają oddychanie skóry.
Roślina lecznicza
Dawniej leczono zielem podagrę i pamiątką tego jest zwyczajowa nazwa rodzajowa.
  • Surowiec: ziele i korzeń zawierające m.in.: białka, tłuszcze, prowitaminę A, witaminę C.
  • Działanie i zastosowanie: Roślina posiada działanie słabe uspokajające, moczopędne, przeciwzapalne. Herbata z suszonych liści podagrycznika (1 łyżeczka na 1 szklankę wrzątku, parzyć pod przykryciem przez 15 minut, przecedzić i w razie potrzeby pić 3-4 razy dziennie po 2/3 szklanki) to lek zalecany w kuracji podagry, żylaków odbytu, stanów zapalnych nerek i pęcherza, pomocniczo w kamicy nerkowej oraz na poprawę przemiany materii. Świeże liście przykładane na rany powodują szybsze ich gojenie się. Sokiem wyciśniętym z nich można nacierać miejsca ukąszeń przez owady.

aegopodium-podagraria

Podagrycznik pospolity

Φ

Śnieżna Zima

ll in-the-forest-at-winter-1885

Zima syberyjska

ll russian-forest-in-winter

Zima syberyjska

ii 00-yuri-sorokin-meshcherka-llriver-in-the-kulikovo-forest-in-lipetsk-oblast-2011

Syberiall 5118638-russian-winter-in-wild-forest Zima syberyjska ll fontain-in-winter-forest-thumb26391227

Kwiat Paproci Syberia 12 12 2012ll b06_31119972

Człon rakiety nośnej Sojuza wygląda jak szamański bęben który spadł na Syberię (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)ll win02

Rosyjska zimall winter_forest

Rosyjska zimall winter_forest_e

Zimall win01

Zima w kraju nazywanym dzisiaj Rosją, który był w dużej części Polską – to polska zimaII bajkonur sojuz s_b32_06081100Sojuz startujący zimą (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Jeszcze o Narodzinach Światła Świata

Świadomość Matki Ziemi i Wszechświata –  Kymatica

http://www.youtube.com/watch?v=Q2XfQFv_Y0Y

2. http://www.youtube.com/watch?v=3qOgCNbxsPM

3. http://www.youtube.com/watch?v=tuSdTBZCcj4

4. http://www.youtube.com/watch?v=or8-GdbEVIo

5. http://www.youtube.com/watch?v=v4–7ZwF4Ic

6. http://www.youtube.com/watch?v=xWLaEFONCuo

7. http://www.youtube.com/watch?v=Z0TV4Rmt-z0

8. http://www.youtube.com/watch?v=nHpvIuWTNvc

Święto Światła Świata na Południowej i Północnej Półkuli

w iwanow Czar czerwcowego święta Sienicz Czerwcowa Сенич июньDajemy tutaj Kupalne Światła Świąteczne po to żeby pamiętać, że  na Południowej Półkuli Matki Ziemi w dniach 20 -26 grudnia każdego roku, czcimy w Wierze Przyrodzonej Słowian inne święto niż na Północy – KRES-Kupała święto Dziwieniów: Dziwienia-Kupały-OKRASY, Dziewanny-KRASZNY, Dziwy-KRASATINY-Pani Czerwonej i Dzieldzielji-DzidziLeli-ZieLIJI-Pani Zielonej. Obydwa Święta Łączy CZARKAN – Dzikie Łowy Niebiańskie na Bodre Światło (odradzające się Światło Świata)

biedronka_14kropka2b

Biedronka – Czternastokropka – ze strony:http://chwastowisko.wordpress.com/category/mieszkancy/chrzaszcze/page/5/

 Święto letniego przesilenia w mitologii wschodniosłowiańskiej. Potwierdzone na Rusi w XIII w. – kupalja.  Nazwa oznacza główną osobę i jej uosobienie w kukle – Boga Kupałę (także Kupało, Kupajło), jak również kapłanki – kupałki rozdające kwiaty przy wróżbach kupalnych i całe zgromadzanie świętujących. Główne elementy uroczystości to: rozpalanie ogni (wiertłem ogniowym), taniec w Koło Ognia, skoki nad Ogniem, chodzenie po Ogniu, obrzędowe obmywanie w Wodzie, plecenie wianków, rzucanie wianków na Wodę, pławienie płonących kręgów ognia na Wodzie, poszukiwanie kwiatu Papródzi, Głowy Kupały oraz inne obrzędy płodności związane z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą. Nazwa wiąże się z kąpielą – kąpadlo (prsłw.), ale także kupadlo – od ind-europ. kup- kipieć, pożądać, żądza, kuper- siedlisko żądzy, kuprum/cuprum – pożądany metal z epoki brązu – miedź, co znane jest także z łaciny jako Cupido – Kupido. Motyw miłosnego związku brata i siostry jest eksponowany podczas święta Kupałya. Słowianie pili w obrzędzie Kupały napój z Bratków będących roślinnym wcieleniem owego rodzeństwa. Święto to jest potwierdzone także w Polsce pod nazwą Kresu – w związku z krzesaniem ognia oraz poświęceniem go Kryszeniowi-Krzeszeniowi lub Krzemieniowi-Skalnikowi, a także boginiom Miłości: Dziewannie-Kryszeni i Krasie-Krasatinie, albo Kryszeniowi-Krzeszeniowi-Weselowi, jako uosobieniu nowego rodzącego się „ciemnego” Światła Świata – Bożej Krówki, Kwiatu Kryszenia-Papródzi  (Swątwoli-Kresy). Głównym świętem tego ostatniego Czarnego Bedrika-Kryszenia jest Święto Kroje Słońca (Słońcastanie) pomiędzy 20 a 26 grudniab.

                        a Patrz KLS K. Moszyńskiego czII, Zeszyt 1 (Kraków 1934).

b Patrz: Taja 24, przypis xlvii

biedronka3bBiedronka Chilocorus bipustulatus

Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą w tym sensie, w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika, Ożywającą/Odradzającą się w Łopuchu  Głowę Kupały-Kryszenia-Wesela). Według Księgi Welesa, Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń), a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia. Miano kreseń można traktować jak przydomek opisujący funkcje tego boga. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (kilkudniowe przesilenie zimowe, kiedy dnia jeszcze nie przybywa, a nocy wciąż nie ubywa) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu (Kupalia), kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu. U nas Kryszeń jest Mocą Miłości-Koszu, uosabianą przez bóstwo żeńskie – Krasę-Krasatinę lub Dziewannę-Kryszenię (Kraszenię).

               
W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszeniab.

                         a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, „błękitny”, jak niebo zimą.

                         b Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia, przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.

               
W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, „mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.

               
W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – Wyspowisz, drzewo Wysznia i Kryszeni-Dziewanny lub Kryszenia-Krzesa-Wesela); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia, niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat”. „Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiatu Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny… Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata”.

                 
Przy odtwarzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych – o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów, chodzi tutaj o Wesela-Rampę), związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich (Weda Slovena), przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków (Sankt Petersburg, 1881).

               
Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Radudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne we wszystkich tradycjach. Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.

               
Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

 

                Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: Nieniecki epos, Leningrad 1990; wraz z byliną Ilja Muromiec i idoliszcze.

 

                Pośród indyjskich tekstów 10. Pieśń Śrimad Bhagawatam, patrz: książka Swami Prabhupady „Źródło wiecznej przyjemności”, a także trzecia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie, Pindar „Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synu Kamienia Sasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

biedronka grzegorz kolago p1140107tdPomarańczowy Gielas Dziesięcioplamek – Foto Grzegorz Kolago (wspaniałe zdjęcia także innych chrząszczy na jego stronie: http://kolagen.wordpress.com/category/chrzaszcze/biedronkowate/ (wszystkie zdjęcia biedronek poniżej pochodzą z jego strony na WordPress)

Czcimy wszyscy razem: Narodziny Światła Świata – SWĄTLNICY,  Światła, które jest Swątem i Nicą jednocześnie. Jest także  – Ciemną i Jasną  Bożą Krówką symbolizowaną przez dwa Bytu RADki – BydRAnki – Bydełko Boże (Czerwoną lub Żółtą oraz  Czarną Biedronkę).

600px-BIEDRONA

Wspaniała strona z której pochodzą te zdjęcia – jest ich tam wiele: http://kolagen.wordpress.com/category/chrzaszcze/biedronkowate/

To także Bogini Ukryta 89-ta, którą nazywamy SWĄT-WOLĄ , Wolną Wolą Swawolą – więc okazja do poswawolenia, a nie do umartwiania się.

biedronka złota p1140094-1dWrzeciążka-Wardrik-Wedrik-Bedryg

  Razem także – na Północy i Południu w noc Wigilijną poprzedzającą ten ważny dzień, z uwagą śledzimy Narodziny Pierwszej Gwiazdki – Owej Odrodzonej Iskry Światła-Swąt(l)Nicy, a potem koło północy wspomagamy świętym śpiewem i hudbą-muzyką Narodzoną Iskrę-Biedronkę-Wedrika w jego walce pośród Niebieskich Dzikich Łowów – CZARKANU (Czar-Iskonu, Czar-Konu, Arkanu).

biedronka czarna p1120958d

Dwukropka

Obydwa Święta Kres i Kroje (Gody) łączy też ów Rozkwitający Kwiat – Pąp Ródzi (Kwiat Paproci) – symbol Rodzącego się Światła Świata, Kwiat o Sześciu Płatkach – zapisywany jako sześcioszprychowe koło, symbol samego Życia czyli Roda i Przyrody, ale także Swaroga i Swarożyca Ognia Niebieskiego i Ziemskiego – Dawcy Życia. Łaczy je także poszukiwanie Kryszenia bądź Głowy Kryszenia w Liściu Łopuchu, albo w Sianie (sianko ” na szczęście” – zachowane do dzisiaj pod obrusem wigilijnym u Katolików) – jako symbolu odrodzenia Żądzy i Sił Rozrodczych PRZYRODY – Niezwyciężonej Miłości, nie podlegającej Rozumowi, lecz wyłącznie emocjom/żądzom (koszaniu-kochaniu), czyli Instynktom Przyrodzonym Wszystkim Istotom Żywym.

Rozeta to Kwiat Życia

http://www.swietageometria.info/podstawowe-pojecia?start=6

36 floweroflife2ringsjb8

Odrobinka pieprzu  do tej słodyczy, czyli Pogański Medalik przeciw Odmiennym Toksycznym Duchowościom w Codziennej oraz RORATKA w pewnym Liceum.

Nie chcę psuć nastroju świątecznego tekstami, które wywołują międzywyznaniową nienawiść, są jednak w Polsce osoby, w tym światli redaktorzy np. w Gazecie Codziennej, którzy mają w nosie Święta, czy przykazania chrześcijańskie na temat „Miłuj Bliźniego Swego… itd”.

pogański medalik przeciw odmiennym duchowościom

Są to mistrzowie Słowa Miłości, a ich słowa miłości układają się w przepiękną mowę i brzmią harmonijnie w owej przepięknej „Mowie Miłości” przepojonej miłosierdziem i pojednaniem świątecznym. Brzmią one przeciw wszystkim Innym, którzy Wyznają co innego niż oni. Oni nazywają tych Innych – „Toksycznymi Odmiennymi Duchowościami”.  Gazeta Codzienna wydała ten piękny talizman (to chyba czyste pogaństwo posługiwać się talizmanami, to wręcz czary – magia, a w tym wypadku Czarna Magia, bo wymierzona przeciw „Odmiennym Duchowościom”), przekraczając wszelkie granice poszanowania Odmiennych Wyznań Religijnych w Polsce i przekraczając wszelkie granice podstawowego poczucia gustu i smaku.  Gazeta Codzienna weszła na prostą drogę do reaktywacji Inkwizycji Rozumu i Światopoglądu Średniowiecza.

Przedstawiony tutaj medalik anty-czarom Odmiennych Świadomości i Duchowości jest lansowany przez Kastę kościelnych Egzorcystów pod patronatem Episkopatu Polski i Watykanu oraz samego Papieża.  Ma być narzędziem w walce z ateistami, buddystami, taoistami, poganami Wiary Przyrodzoney Słowian, anglikanami, luteranami, kalwinami, Świadkami Jehowy, Muzułmanami, Gnostykami i Agnostykami, Teozofami – Bioenergoterapeutami i Cyklistami, czyli miłośnikami nie Epicykli, lecz jednokołowych rowerków.

Żeby było śmieszniej ten szczytowy przejaw nietolerancji religijnej i umysłowej , światopoglądowej, sprezentowany wszystkim na święta, to Pogański Krzyż Równoramienny – Symbol Swarożyca – Słońca z obciętymi końcówkami Swastyki. Szczyt ignorancji i lekceważenia historycznej prawdy na temat symboli. Pogańskim krzyżem chcą walczyć z nami Poganami?! Śmiech pusty, ale smutny.Kochane Lemingi i ulubione nasze Yetisyny – z którejkolwiek byście nie byli gazety i telewizji – to nie może być skuteczne, bo to nasz symbol – pogański.Musicie poszukać czegoś innego – jeżeli rzecz jasna macie tam cokolwiek swojego, co nie zostało ukradzione innym.

 „Spokojny” w swoim komentarzu adresowanym do mnie pod artykułem Ta niesamowita Słowiańszczyzna – Wielka Tajemnica i Wielka Mistyfikacja wyraził zdziwienie, że Telewizja Republika, którą hucznie w nagłówku tego samego numeru Gazety Codziennej z 22 12 2012 redakcja proklamuje, jako otwartą na wszelkie inne światopoglądy, które nie miały do tej pory miejsca dla wyrażania swoich opinii w oficjalnych mediach, będzie rzeczywiście OTWARTA. Napisał, że oni spaliliby mnie na stosie prędzej, niż dopuścili do głosu w swojej telewizji (niedokładnie w tych słowach, lecz z tą intencją, to wyraził).

Nazistowski tekst i cała oprawa towarzysząca „podarkowi świątecznemu” w postaci tego medalika, potwierdzają w całej pełni opinię „Spokojnego” i moje najczarniejsze przeczucia co do uczciwości tej oferty.

Postukajcie się w głowy panowie w Gazecie Codziennej zanim uczynicie równie głupi następny krok obrażający 50 % Polaków, którzy nie wierzą w to co wy. Od nas macie tutaj poniżej preznet nie związany z Czarną Magią i Satanizmem acz symboliczny – Skarabeusz z Krainy Księżyca, Joe Mac Gown. Zresztą nie wiem czy to jest skarabeusz czy może Insekt jakiś:

Asian.waterbugSpokojny wątpił, że Wielka Zmiana ma miejsce! A tu proszę, nastał 22 12 2012 i zaczęło się, takie akcje wskazują, że to jest jednak KOLOSALNA ZMIANA. Kiepscy skiepszczają się w błyskawicznym tempie i „złe” spada w „dół” – Sami się dyskredytując wpadają w Czarną Dziurę, w Niebyt, w Małość i Nicość . Niestety cały ten tekst piszę w tonie żałobnym – jakże to przeciwne Inicjatywie Prezydenta Boliwii – piszę na czarno.

W pewnym Liceum i Gimnazjum prywatnym w Krakowie była sobie para Katechetów, którzy jak to katecheci w związku ze Świętami Bożego Narodzenia stworzyli dla dzieci i młodzieży tamże zgromadzonej Gazetkę Świąteczną Szkolną.

Oto co znajdujemy w tejże gazetce – zdjęcie płonącej świecy i objaśnienie RORATY – Roratka:

„Roraty to ciąg nabożeństw które odbywają się świtem. Poprzedzają one Boże Narodzenie. Podczas tych nabożeństw rozpala się i zabiera do domu świece zwane Roratkami. Roratka symbolizuje Matkę Bożą „Jutrzenkę” która poprzedza niepokalane narodzenie Chrystusa „Słońca”.

Kochani moi katecheci z liceum, którego z nazwy nie wymienię, żeby wam nie zaszkodzić. Jesteście o krok od PRAWDY. Życzę wam abyście w Nowym 2013 roku wykonali ten Krok Naprzód i żeby w następnej świątecznej Gazetce znalazło się ostatnie zdanie z przestawionymi cudzysłowami: Roratka symbolizuje Jutrzenkę „Matkę Bożą”, która poprzedza niepokalane narodzenie Słońca „Chrystusa”.

To będzie bowiem prawda, Prawda, PRAWDA a nawet Święta Prawda.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Roratka

Dodam , że słowo RoRaTka samo w sobie zawiera tę PRAWDĘ ŚWIĘTĄ, bowiem: (swa)Ro(g)Ra(d)Tka to w samej istocie jedna z Bogiń Matek – we własnej osobie Jutrzenka. Często mylona z Tęczą i Zorzą Poranną lub Wieczorną. Roratka to zatem nic innego jak, rzeczywiście w sposób NIEPOKALANY, RODząca RA(D) – Światło Świata i TKAjąca Dzień – Bogini Przyrodzonej Słowiańskiej Wiary-Wiedy [Przyrod(zone)y]. Możemy ją utożasamiać z Tęczą-RADUGĄ, JUTRĄ-JUTRZNIĄ-JUTRYBOGĄ ALBO Z ZORZĄ.

Zapalmy zatem wszyscy Swarog-Radkę o poranku w Dzień Narodzin Światła Świata!!! Wszyscy RAZEM!

 

notovitch

Na koniec tej części Kogla Mogla- c d n – 24 12 2012

Jeszcze o dziele Notowicza (dogłębniej – tylko dla miłośników tego tematu)

Nicolas Notovitch

In 1894, the Russian war correspondent Nicolas Notovitch published a book entitled „La vie inconnue de Jésus-Christ”, later translated and published as „The Life of the Holy Issa”. He claimed to have made a sensational manuscript find in a Lamaist monastery in Tibet. The monastery of Himis still exists, near Leh, the capital of Ladakh at the border between Tibet and India. Notovitch claimed to have been taken there after breaking his leg in an accident, and during his recovery to have discovered that the monks worshipped a prophet named Issa. When they read their scrolls about this person to him, he realized that Issa was none other than Jesus.

The scrolls told that in his youth, Jesus had travelled to India and Tibet, years before he began his work in Palestine. He there met with Jainists, Brahmins and Buddhists, learned Pali and studied the holy scriptures of Buddhism. Notovitch wrote down the text as it was read by the abbot and translated for him by an interpreter. According to Notovitch, the Tibetan scrolls were translations of Pali documents which the abbot claiimed were still kept at Lhasa. (In fact, Pali is the language of southern Buddhism and has never been used in Tibet. Most Tibetan translations are from Sanskrit.)

Notovitch’s book „The Life of the Holy Issa” was published in France, Britain and America. But criticism hit hard. None less than Max Müller, the foremost expert on Indian literature in the Western world, pulverized the hoax in a magazine article, pointing to numerous errors and inconsistencies. Further, an English lady travelling in those parts of the world went to the Himis monastery and asked around. She was told that no Russian had visited the monastery for many years and nobody had been treated for any leg injury there, and that they never heard of an „Issa”.

The final judgement on Notovitch’s hoax came two years later from professor Archibald Douglas in Agra. He also went to the monastery and read aloud from Notovitch’s book to the abbot, who was very surprised at the account of what he himself was supposed to have said to Notovitch a few years earlier. Douglas published his interview with the abbot, who claimed to have been abbot there for 15 years and denied every syllable of Notovitch’s story. He also remarked that he could not think of a punishment suitable for scum who invented such lies as Notovitch. The interview was witnessed and signed by Douglas, the abbot and the interpreter, and officially sealed by the abbot.

Notovitch tried for some time to defend his story with various dodges, but finally gave up and returned to being a war correspondent. Unlike most hoaxers, he had no ideological motives for the hoax, just a desire to create a sensation. His thin story would probably not have received much attention at all if it had not been published at the peak of the 19th century Indian romanticism, just after Queen Victoria had been crowned Empress of India.

It’s still going on…

With this, the case should have been closed. But successful lies have a tendency to return. Notovitch’s book was printed again in 1926 by an American publisher who hoped (not without justification) that the debunking of the hoax had been forgotten. Even more, the story has inspired other hoaxers to fantazise about Jesus travelling to the mysterious East. Probably neither „The Gospel of the Holy Twelve” or „The Aquarian Gospel” would have existed without Notovitch’s ideas. Others with similar fantasies are the half-islamic Ahmadiyya sect who believe that Jesus survived the crucifixion and died of old age at Srinagar where he is also said to have been buried. To support this, their founder Hazrat Mirza Ghulam Ahmad quoted another hoax, the „Barnabas gospel”. Modern Ahmadiyya books quote both the „Essene epistle” and the „Life of the Holy Issa” as if they were authentic documents about Jesus.

The story of Notovitch demonstrates the incredible survival power of lies that capture the popular imagination, and the powerlesness of science to eradicate belief in even the most absurd hoaxes. Conclusive proof is apparently not enough. „The world wants to be deceived.”

 esse © by Czesław Białczyński

Some articles on Notovitch, The Unknown Life of Christ.


The Nineteenth Century, 36 (July-December 1894) pp. 515-522

THE ALLEGED SOJOURN OF CHRIST IN INDIA 1

Aeneas Sylvius, afterwards Pope Pius the Second, 1458-64, when on a visit to England, was anxious to see with his own eyes the barnacle geese that were reported to grow on trees, and, being supposed to be vegetable rather than animal, were allowed to be eaten during Lent. He went as far as Scotland to see them, but when arrived there he was told that he must go further, to the Orchades, if he wished to see these miraculous geese. He seemed rather provoked at this, and, complaining that miracles would always flee further and further, he gave up his goose chase (didicimus miracula semper remotius fugere).

Since his time, the number of countries in which miracles and mysteries could find a safe hiding-place has been much reduced. If there were a single barnacle goose left in the Orchades, i.e. the Orkney Islands, tourists would by this time have given a good account of it. There are few countries left now beyond the reach of steamers or railways, and if there is a spot never trodden by a European foot, that is the very spot which is sure to be fixed upon by some adventurous members of the Alpine Club for their next expedition. Even Central Asia and Central Africa are no longer safe, and, hence, no doubt, the great charm which attaches to a country like Tibet, now almost the only country some parts of which are still closed against European explorers. It was in Tibet, therefore, that Madame Blavatsky met her Mahâtmas, who initiated her in the mysteries of Esoteric Buddhism. Mr. Sinnet claims to have followed in her footsteps, but has never described his or her route. Of course, if Madame Blavatsky and Mr. Sinnet had only told us by what passes they entered Tibet from India, at what stations they halted, and in what language they communicated with the Mahâtmas, it would not be courteous to ask any further questions. That there are Mahâtmas in India and Tibet no one would venture to deny. The only doubt is whether these real Mahâtmas know, or profess to know, anything beyond what they can, and what we can, learn from their sacred literature. If so, they have only to give the authorities to which they appeal for their esoteric knowledge, and we shall know at |516 once whether they are right or wrong. Their Sacred Canon is accessible to us as it is to them, and we could, therefore, very easily come to an understanding with them as to what they mean by Esoteric Buddhism. Their Sacred Canon exists in Sanskrit, in Chinese, and in Tibetan, and no Sacred Canon is so large and has at the same time been so minutely catalogued as that of the Buddhists in India, China, or Tibet.

But though certain portions of Tibet, and particularly the capital (Lassa), are still inaccessible, at least to English travellers from India, other portions of it, and the countries between it and India, are becoming more and more frequented by adventurous tourists. It would therefore hardly be safe to appeal any longer to unknown Mahâtmas, or to the monks of Tibetan monasteries, for wild statements about Buddhism, esoteric or otherwise, for a letter addressed to these monasteries, or to English officials in the neighbourhood, would at once bring every information that could be desired. „Where detection was so easy, it is almost impossible to believe that a Russian traveller, M. Notovitch, who has lately published a ‚Life of Christ’ dictated to him by Buddhist priests in the Himis Monastery, near Leh, in Ladakh, should, as his critics maintain, have invented not only the whole of this Vie inconnue de Jésus-Christ, but the whole of his journey to Ladakh. It is no doubt unfortunate that M. Notovitch lost the photographs which he took on the way, but such a thing may happen, and if an author declares that he has travelled from Kashmir to Ladakh one can hardly summon courage to doubt his word. It is certainly strange that letters should have been received not only from missionaries, but lately from English officers also passing through Leh, who, after making careful inquiries on the spot, declare that no Russian gentleman of the name of Notovitch ever passed through Leh, and that no traveller with a broken leg was ever nursed in the monastery of Himis. But M. Notovitch may have travelled in disguise, and he will no doubt be able to prove through his publisher, M. Paul Ollendorf, how both the Moravian missionaries and the English officers were misinformed by the Buddhist priests of the monastery of Leh. The monastery of Himis has often been visited, and there is a very full description of it in the works of the brothers Schlagintweit on Tibet.

But, taking it for granted that M. Notovitch is a gentleman and not a liar, we cannot help thinking that the Buddhist monks of Ladakh and Tibet must be wags, who enjoy mystifying inquisitive travellers, and that M. Notovitch fell far too easy a victim to their jokes. Possibly, the same excuse may apply to Madame Blavatsky, who was fully convinced that her friends, the Mahâtmas of Tibet, sent her letters to Calcutta, not by post, but through the air, letters which she showed to her friends, and which were written, not on Mahâtmic paper and with Mahâtmic ink, but on English paper and |517 with English ink. Be that as it may, M. Notovitch is not the first traveller in the East to whom Brâhmans or Buddhists have supplied, for a consideration, the information and even the manuscripts which they were in search of. Wilford’s case ought to have served as a warning, but we know it did not serve as a warning to M. Jacolliot when he published his Bible dans l’Inde from Sanskrit originals, supplied to him by learned Pandits at Chandranagor. Madame Blavatsky, if I remember rightly, never even pretended to have received Tibetan manuscripts, or, if she had, neither she nor Mr. Sinnet have ever seen fit to publish either the text or an English translation of these treasures.

But M. Notovitch, though he did not bring the manuscripts home, at all events saw them, and not pretending to a knowledge of Tibetan, had the Tibetan text translated by an interpreter, and has published seventy pages of it in French in his Vie inconnue de Jésus-Christ. He was evidently prepared for the discovery of a Life of Christ among the Buddhists. Similarities between Christianity and Buddhism have frequently been pointed out of late, and the idea that Christ was influenced by Buddhist doctrines has more than once been put forward by popular writers. The difficulty has hitherto been to discover any real historical channel through which Buddhism could have reached Palestine at the time of Christ. M. Notovitch thinks that the manuscript which he found at Himis explains the matter in the simplest way. There is no doubt, as he says, a gap in the life of Christ, say from his fifteenth to his twenty-ninth year. During that very time the new Life found in Tibet asserts that Christ was in India, that he studied Sanskrit and Pâli, that he read the Vedas and the Buddhist Canon, and then returned through Persia to Palestine to preach the Gospel. If we understand M. Notovitch rightly, this Life of Christ was taken down from the mouths of some Jewish merchants who came to India immediately after the Crucifixion (p. 237). It was written down in Pâli, the sacred language of Southern Buddhism; the scrolls were afterwards brought from India to Nepaul and Makhada (quaere Magadha) about 200 a.d. (p. 236), and from Nepaul to Tibet, and are at present carefully preserved at Lassa. Tibetan translations of the Pâli text are found, he says, in various Buddhist monasteries, and, among the rest, at Himis. It is these Tibetan manuscripts which were translated at Himis for M. Notovitch while he was laid up in the monastery with a broken leg, and it is from these manuscripts that he has taken his new Life of Jesus Christ and published it in French, with an account of his travels. This volume, which has already passed through several editions in France, is soon to be translated into English.

There is a certain plausibility about all this. The language of Magadha, and of Southern Buddhism in general, was certainly Pâli, and Buddhism reached Tibet through Nepaul. But M. Notovitch ought to |518 have been somewhat startled and a little more sceptical when he was told that the Jewish merchants who arrived in India immediately after the Crucifixion knew not only what had happened to Christ in Palestine, but also what had happened to Jesus, or Issa, while he spent fifteen years of his life among the Brâhmans and Buddhists in India, learning Sanskrit and Pâli, and studying the Vedas and the Tripitaka. With all their cleverness the Buddhist monks would have found it hard to answer the question, how these Jewish merchants met the very people who had known Issa as a casual student of Sanskrit and Pâli in India —-for India is a large term—-and still more, how those who had known Issa as a simple student in India, saw at once that he was the same person who had been put to death under Pontius Pilate. Even his name was not quite the same. His name in India is said to have been Issa, very like the Arabic name Isâ’l Masîh, Jesus, the Messiah, while, strange to say, the name of Pontius Pilate seems to have remained unchanged in its passage from Hebrew to Pâli, and from Pâli to Tibetan. We must remember that part of Tibet was converted to Mohammedanism. So much for the difficulty as to the first composition of the Life of Issa in Pâli, the joint work of Jewish merchants and the personal friends of Christ in India, whether in Sind or at Benares. Still greater, however, is the difficulty of the Tibetan translation of that Life having been preserved for so many centuries without ever being mentioned. If M. Notovitch had been better acquainted with the Buddhist literature of Tibet and China, he would never have allowed his Buddhist hosts to tell him that this Life of Jesus was -well known in Tibetan literature, though read by the learned only. We possess excellent catalogues of manuscripts and books of the Buddhists in Tibet and in China. A complete catalogue of the Tripitaka or the Buddhist Canon in Chinese has been translated into English by a pupil of mine, the Rev. Bunyiu Nanjio, M.A., and published by the Clarendon Press in 1883. It contains no less than 1,662 entries. The Tibetan Catalogue is likewise a most wonderful performance, and has been published in the Asiatic Researches, vol. xx., by Csoma Körösi, the famous Hungarian traveller, who spent years in the monasteries of Tibet and became an excellent Tibetan scholar. It has lately been republished by M. Féer in the Annales du Musée Guimet. This Catalogue is not confined to what we should call sacred or canonical books, it contains everything that was considered old and classical in Tibetan literature. There are two collections, the Kandjur and the Tandjur. The Kandjur consists of 108 large volumes, arranged in seven divisions:

1.  Dulva, discipline (Vinaya).

2.  Sherch’hin, wisdom (Pragnâpâramitâ).

3.  P’hal-ch’hen, the garland of Buddhas (Buddha-avatansaka).

4.  Kon-tségs, mountain of treasures (Ratnakűta).

5. Mdo, or Sűtras, aphorisms (Sűtrânta). |519

6.  Myang-Hdas, or final emancipation (Nirvâna).

7.  Gryut, Tantra or mysticism (Tantra).

‚The Tandjur consists of 225 volumes, and while the Kandjur is supposed to contain the Word of Buddha, the Tandjur contains many books on grammar, philosophy, &c, which, though recognised as part of the Canon, are in no sense sacred.

In the Tandjur, therefore, if not in the Kandjur, the story of Issa ought to have its place, and if M. Notovitch had asked his Tibetan friends to give him at least a reference to that part of the Catalogue where this story might be found, he would at once have discovered that they were trying to dupe him. Two things in their account are impossible, or next to impossible. The first, that the Jews from Palestine who came to India in about 35 a.d. should have met the very people who had known Issa when he was a student at Benares; the second, that this Sutra of Issa, composed in the first century of our era, should not have found a place either in the Kandjur or in the Tandjur.

It might, of course, be said, Why should the Buddhist monks of Himis have indulged in this mystification?—-but we know as a fact that Pandits in India, when hard pressed, have allowed themselves the same liberty with such men as Wilford and Jacolliot; why should not the Buddhist monks of Himis have done the same for M. Notovitch, who was determined to find a Life of Jesus Christ in Tibet? If this explanation, the only one I can think of, be rejected, nothing would remain but to accuse M. Notovitch, not simply of a mauvaise plaisanterie, but of a disgraceful fraud; and that seems a strong measure to adopt towards a gentleman who represents himself as on friendly terms with Cardinal Rotelli, M. Jules Simon, and E. Renan.

And here I must say that if there is anything that might cause misgivings in our mind as to M. Notovitch’s trustworthiness, it is the way in which he speaks of his friends. When a Cardinal at Rome dissuades him from publishing his book, and also kindly offers to assist him, he hints that this was simply a bribe, and that the Cardinal wished to suppress the book. Why should he? If the story of Issa were historically true, it would remove many difficulties. It would show once for all that Jesus was a real and historical character. The teaching ascribed to him in Tibet is much the same as what is found in the Gospels, and if there are some differences, if more particularly the miraculous element is almost entirely absent, a Cardinal of the Roman Catholic Church would always have the tradition of the Church to rest on, and would probably have been most grateful for the solid historical framework supplied by the Tibetan Life.

M. Notovitch is equally uncharitable in imputing motives to the late M. Renan, who seems to have received him most kindly and to have offered to submit his discovery to the Academy. M. Notovitch |520 says that he never called on Renan again, but actually waited for his death, because he was sure that M. Renan would have secured the best part of the credit for himself, leaving to M. Notovitch nothing but the good luck of having discovered the Tibetan manuscript at Himis. Whatever else Renan was, he certainly was far from jealous, and he would have acted towards M. Notovitch in the same spirit with which he welcomed the discoveries which Hamdy Bey lately made in Syria on the very ground which had been explored before by Renan himself. Many travellers who discover manuscripts, or inscriptions, or antiquities, are too apt to forget how much they owe to good luck and to the spades of their labourers, and that, though a man who disinters a buried city may be congratulated on his devotion and courage and perseverance, he does not thereby become a scholar or antiquary. The name of the discoverer of the Rosetta stone is almost forgotten, the name of the decipherer will be remembered for ever.

The worst treatment, however, is meted out to the missionaries in Tibet. It seems that they have written to say that M. Notovitch had never broken his leg or been nursed in the monastery of Himis. This is a point that can easily be cleared up, for there are at the present moment a number of English officers at Leh, and there is the doctor who either did or did not set the traveller’s leg. M. Notovitch hints that the Moravian missionaries at Leh are distrusted by the people, and that the monks would never have shown them the manuscript containing the Life of Issa. Again I say, why not? If Issa was Jesus Christ, either the Buddhist monks and the Moravian missionaries would have seen that they both believed in the same teacher, or they might have thought that this new Life of Issa was even less exposed to objections than the Gospel story. But the worst comes at the end. ‚How can I tell,’ he writes, ‚that these missionaries have not themselves taken away the documents of which I saw the copies at the Himis monastery?’ But how could they, if the monks never showed them these manuscripts? M. Notovitch goes even further. ‚This is simply a supposition of my own,’ he writes, ‚but, if it is true, only the copies have been made to disappear, and the originals have remained at Lassa. … I propose to start at the end of the present year for Tibet, in order to find the original documents having reference to the life of Jesus Christ. I hope to succeed in this undertaking in spite of the wishes of the missionaries, for whom, however, I have never ceased to profess the profoundest respect.’ Any one who can hint that these missionaries may have stolen and suppressed the only historical Life of Christ which is known to exist, and nevertheless express the profoundest respect for them, must not be surprised if the missionaries and their friends retaliate in the same spirit. We still prefer to suppose that M. Notovitch, like Lieutenant Wilford, like M. Jacolliot, like Madame Blavatsky and Mr. Sinnet, was duped. |521 It is pleasanter to believe that Buddhist monks can at times be wags, than that M. Notovitch is a rogue.

All this, no doubt, is very sad. How long have we wished for a real historical life of Christ without the legendary halo, written, not by one of his disciples, but by an independent eye-witness who had seen and heard Christ during the three years of his active life, and who had witnessed the Crucifixion and whatever happened afterwards? And now, when we seemed to have found such a Life, written by an eye-witness of his death, and free as yet from any miraculous accretions, it turns out to be an invention of a Buddhist monk at Himis, or, as others would have it, a fraud committed by an enterprising traveller and a bold French publisher. We must not lose patience. In these days of unexpected discoveries in Egypt and elsewhere, everything is possible. There is now at Vienna a fragment of the Gospel-story more ancient than the text of St. Mark. Other things may follow. Only let us hope that if such a Life were ever to be discovered, the attitude of Christian theologians would not be like that which M. Notovitch suspects on the part of an Italian Cardinal or of the Moravian missionaries at Himis, but that the historical Christ, though different from the Christ of the Gospels, would be welcomed by all who can believe in his teaching, even without the help of miracles.

F. Max Müller.

P.S.—-It is curious that at the very time I was writing this paper I received a letter from an English lady dated Leh, Ladakh, June 29. She writes:

We left Leh two days ago, having enjoyed our stay there so much! There had been only one English lady here for over three years. Two German ladies live there, missionaries, a Mr. and Mrs. Weber—-a girl, and another English missionary. They have only twenty Christians, though it has been a mission-station for seven years. We saw a polo match which was played down the principal street. Yesterday we were at the great Himis monastery, the largest Buddhist monastery up here—-800 Lamas. Did you hear of a Russian who could not gain admittance to the monastery in any way, but at last broke his leg outside, and was taken in? His object was to copy a Buddhist Life of Christ which is there. He says he got it, and has published it since in French. There is not a single word of truth in the whole story! There has been no Russian there. No one has been taken into the Seminary for the past fifty years with a broken leg! There is no Life of Christ there at all! It is dawning on me that people who in England profess to have been living in Buddhist monasteries in Tibet and to have learnt there the mysteries of Esoteric Buddhism are frauds. The monasteries one and all are the most filthy places. The Lamas are the dirtiest of a very dirty race. They are fearfully ignorant, and idolaters pur et simple; no—-neither pure nor simple. I have asked many travellers whom I have met, and they all tell the same story. They acknowledge that perhaps at the Lama University at Lassa it may be better, but no Englishman is allowed there. Captain Bower (the discoverer of the famous Bower MS.) did his very best to get there, but failed. . . . We are roughing it |522 now very much. I have not tasted bread for five weeks, and shall not for two months more. We have ‚chappaties’ instead. We rarely get any butter. We carry a little tinned butter, but it is too precious to eat much of. It was a great luxury to get some linen washed in Leh, though they did starch the sheets. „We are just starting on our 500 miles march to Simla. We hear that one pass is not open yet, about which we are very anxious. We have one pass of 18,000 feet to cross, and we shall be 13,000 feet high for over a fortnight; but I hope that by the time you get this we shall be down in beautiful Kulu, only one month from Simla!


The Nineteenth Century, 39 (January-June 1896) pp. 667-677


THE CHIEF LAMA OF HIMIS ON THE ALLEGED ‚UNKNOWN LIFE OF CHRIST’

It is difficult for any one resident in India to estimate accurately the importance of new departures in European literature, and to gauge the degree of acceptance accorded to a fresh literary discovery such as that which M. Notovitch claims to have made. A revelation of so surprising a nature could not, however, have failed to excite keen interest, not only among theologians and the religious public generally, but also among all who wish to acquire additional information respecting ancient religious systems and civilisations.

Under these circumstances it was not surprising to find in the October (1894) number of this Review an article from the able pen of Professor Max Müller dealing with the Russian traveller’s marvellous ‚find.’

I confess that, not having at the time had the pleasure of reading the book which forms the subject of this article, it seemed to me that the learned Oxford Professor was disposed to treat the discoverer somewhat harshly, in holding up the Unknown Life of Christ as a literary forgery, on evidence which did not then appear conclusive.

A careful perusal of the book made a less favourable impression of the genuineness of the discovery therein described; but my faith in M. Notovitch was somewhat revived by the bold reply which that gentleman made to his critics, to the effect that he is ‚neither a „hoaxer” nor a „forger,” ‚ and that he is about to undertake a fresh journey to Tibet to prove the truth of his story.

In the light of subsequent investigations, I am bound to say that the chief interest which attaches, in my mind, to M. Notovitch’s daring defence of his book is the fact that that defence appeared immediately before the publication of an English translation of his work.

I was resident in Madras during the whole of last year, and did not expect to have an opportunity of investigating the facts respecting the Unknown Life of Christ at so early a date. Removing to the North-West Provinces in the early part of the present year, I |668 found that it would be practicable during the three months of the University vacation to travel through Kashmir to Ladakh, following the route taken by M. Notovitch, and to spend sufficient time at the monastery at Himis to learn the truth on this important question. I may here mention, en passant, that I did not find it necessary to break even a little finger, much less a leg, in order to gain admittance to Himis Monastery, where I am now staying for a few days, enjoying the kind hospitality of the Chief Lama (or Abbot), the same gentleman who, according to M. Notovitch, nursed him so kindly under the painful circumstances connected with his memorable visit.

Coming to Himis with an entirely open mind on the question, and in no way biassed by the formation of a previous judgment, I was fully prepared to find that M. Notovitch’s narrative was correct, and to congratulate him on his marvellous discovery. One matter of detail, entirely unconnected with the genuineness of the Russian traveller’s literary discovery, shook my faith slightly in the general veracity of the discoverer.

Daring his journey up the Sind Valley M. Notovitch was beset on all sides by ‚panthers, tigers, leopards, black bears, wolves, and jackals.’ A panther ate one of his coolies near the village of Haďena before his very eyes, and black bears blocked his path in an aggressive manner. Some of the old inhabitants of Haďena told me that they had never seen or heard of a panther or tiger in the neighbourhood, and they had never heard of any coolie, travelling with a European sahib, who had lost his life in the way described. They were sure that such an event had not happened within the last ten years. I was informed by a gentleman of large experience in big-game shooting in Kashmir that such an experience as that of M. Notovitch was quite unprecedented, even in 1887, within thirty miles of the capital of Kashmir.

During my journey up the Sind Valley the only wild animal I saw was a red bear of such retiring disposition that I could not get near enough for a shot.

In Ladakh I was so fortunate as to bag an ibex with thirty-eight-inch horns, called somewhat contemptuously by the Russian author ‚wild goats;’ but it is not fair to the Ladakhis to assert, as M. Notovitch does, that the pursuit of this animal is the principal occupation of the men of the country. Ibex are now so scarce near the Leh-Srinagar road that it is fortunate that this is not the case. M. Notovitch pursued his path undeterred by trifling discouragements, ‚prepared,’ as he tells us, ‚ for the discovery of a Life of Christ among the Buddhists.’

In justice to the imaginative author I feel bound to say that I have no evidence that M. Notovitch has not visited Himis Monastery. On the contrary, the Chief Lama, or Chagzot, of Himis |669 does distinctly remember that several European gentlemen visited the monastery in the years 1887 and 1888.

I do not attach much importance to the venerable Lama’s declaration, before the Commissioner of Ladakh, to the effect that no Russian gentleman visited the monastery in the years named, because I have reason to believe that the Lama was not aware at the time of the appearance of a person of Russian nationality, and on being shown the photograph of M. Notovitch confesses that he might have mistaken him for an ‚English sahib.’ It appears certain that this venerable Abbot could not distinguish at a glance between a Russian and other European or American traveller.

The declaration of the ‚English lady at Leh,’ and of the British officers, mentioned by Professor Max Millier, was probably founded on the fact that no such name as Notovitch occurs in the list of European travellers kept at the dâk bungalow in Leh, where M. Notovitch says that he resided during his stay in that place. Careful inquiries have elicited the fact that a Russian gentleman named Notovitch was treated by the medical officer of Leh Hospital, Dr. Karl Marks, when suffering not from a broken leg, but from the less romantic but hardly less painful complaint—-toothache.

I will now call attention to several leading statements in M. Notovitch’s book, all of which will be found to be definitely contradicted in the document signed by the Chief Superior of Himis Monastery, and sealed with his official seal. This statement I have sent to Professor Max Müller for inspection, together with the subjoined declaration of Mr. Joldan, an educated Tibetan gentleman, to whose able assistance I am deeply indebted.

A more patient and painstaking interpreter could not be found, nor one better fitted for the task.

The extracts from M. Notovitch’s book were slowly translated to the Lama, and were thoroughly understood by him. The questions and answers were fully discussed at two lengthy interviews before being prepared as a document for signature, and when so prepared were carefully translated again to the Lama by Mr. Joldan, and discussed by him with that gentleman, and with a venerable monk who appeared to act as the Lama’s private secretary.

I may here say that I have the fullest confidence in the veracity and honesty of this old and respected Chief Lama, who appears to be held in the highest esteem, not only among Buddhists, but by all Europeans who have made his acquaintance. As he says, he has nothing whatever to gain by the concealment of facts, or by any departure from the truth.

His indignation at the manner in which he has been travestied by the ingenious author was of far too genuine a character to be feigned, and I was much interested when, in our final interview, he asked me if in Europe there existed no means of punishing a person |670 who told such untruths. I could only reply that literary honesty is taken for granted to such an extent in Europe, that literary forgery of the nature committed by M. Notovitch could not, I believed, be punished by our criminal law.

With reference to M. Notovitch’s declaration that he is going to Himis to verify the statements made in his book, I would take the liberty of earnestly advising him, if he does so, to disguise himself at least as effectually as on the occasion of his former visit. M. Notovitch will not find himself popular at Himis, and might not gain admittance, even on the pretext of having another broken leg.

The following extracts have been carefully selected from the Unknown Life of Christ, and are such that on their truth or falsehood may be said to depend the value of M. Notovitch’s story.

After describing at length the details of a dramatic performance, said to have been witnessed in the courtyard of Himis Monastery, M. Notovitch writes:

A fter having crossed the courtyard and ascended a staircase lined with prayer-wheels, we passed through two rooms encumbered with idols, and came out upon the terrace, where I seated myself on a bench opposite the venerable Lama, whose eyes flashed with intelligence (p. 110).

(This extract is important as bearing on the question of identification; see Answers 1 and 2 of the Lama’s statement: and it may here be remarked that the author’s account of the approach to the Chief Lama’s reception room and balcony is accurate.) Then follows a long résumé of a conversation on religious matters, in the course of which the Abbot is said to have made the following observations amongst others:

We have a striking example of this (Nature-worship) in the ancient Egyptians, who worshipped animals, trees, and stones, the winds and the rain (p. 114).

The Assyrians, in seeking the way which should lead them to the feet of the Creator, turned their eyes to the stars (p. 115).

Perhaps the people of Israel have demonstrated in a more flagrant manner than any other, man’s love for the concrete (p. 115).

The name of Issa is held in great respect by the Buddhists, but little is known about him save by the Chief Lamas who have read the scrolls relating to his life (p. 120).

The documents brought from India to Nepal, and from Nepal to Tibet, concerning Issa’s existence, are written in the Pâli language, and are now in Lassa; but a copy in our language—-that is, the Tibetan—-exists in this convent (p. 123).

Two days later I sent by a messenger to the Chief Lama a present comprising an alarum, a watch, and a thermometer (p. 125).

We will now pass on to the description given by the author of his re-entry into the monastery with a broken leg:

I was carried with great care to the best of their chambers, and placed on a bed of soft materials, near to which stood a prayer-wheel. All this took place under the immediate surveillance of the Superior, who affectionately pressed the hand I offered him in gratitude for his kindness (p. 127).

While a youth of the convent kept in motion the prayer-wheel near my bed, |671 the venerable Superior entertained me with endless stories, constantly taking my alarum and watch from their cases, and putting me questions as to their uses, and the way they should be worked. At last, acceding to my earnest entreaties, he ended by bringing me two large bound volumes, with leaves yellowed by time, and from them he read to me, in the Tibetan language, the biography of Issa, which I carefully noted in my carnet de voyage, as my interpreter translated what he said (p. 128).

This last extract is in a sense the most important of all, as will be seen when it is compared with Answers 3, 4, and 5 in the statement of the Chief Superior of Himis Monastery. That statement I now append. The original is in the hands of Professor Max Müller, as I have said, as also is the appended declaration of Mr. Joldan, of Leh.

The statement of the Lama, if true—-and there is every reason to believe it to be so—-disposes once and for ever of M. Notovitch’s claim to have discovered a Life of Issa among the Buddhists of Ladakh. My questions to the Lama were framed briefly, and with as much simplicity as possible, so that there might be no room for any mistake or doubt respecting the meaning of these questions.

My interpreter. Mr. Joldan, tells me that he was most careful to translate the Lama’s answers verbally and literally, to avoid all possible misapprehension. The statement is as follows:

Question 1. You are the Chief Lama (or Abbot) of Himis Monastery?

Answer 1. Yes.

Question 2. For how long have you acted continuously in that capacity?

Answer 2. For fifteen years.

Question 3. Have you or any of the Buddhist monks in this monastery ever seen here a European with an injured leg?

Answer 3. No, not during the last fifteen years. If any sahib suffering from serious injury had stayed in this monastery it would have been my duty to report the matter to the Wazir of Leh. I have never had occasion to do so.

Question 4. Have you or any of your monks ever shown any Life of Issa to any sahib, and allowed him to copy and translate the same?

Answer 4. There is no such book in the monastery, and during my term of office no sahib has been allowed to copy or translate any of the manuscripts in the monastery.

Question 5. Are you aware of the existence of any book in any of the Buddhist monasteries of Tibet bearing on the life of Issa?

Answer 5. I have been for forty-two years a Lama, and am well acquainted with all the well-known Buddhist books and manuscripts, and I have never heard of one which mentions the name of Issa, and it is my firm and honest belief that none such exists. I have inquired of our principal Lamas in other monasteries of Tibet, and they are not acquainted with any books or manuscripts which mention the name of Issa.

Question 6. M. Nicolas Notovitch, a Russian gentleman who visited |672 your monastery between seven and eight years ago, states that you discussed with him the religions of the ancient Egyptians, Assyrians, and the people of Israel.

Answer 6. I know nothing whatever about the Egyptians, Assyrians, and the people of Israel, and do not know anything of their religions whatsoever. I have never mentioned these peoples to any sahib.

[I was reading M. Notovitch’s book to the Lama at the time, and he burst out with, ‚Sun, sun, sun, manna mi dug!’ which is Tibetan for, ‚Lies, lies, lies, nothing but lies!’ I have read this to him as part of the statement which he is to sign—-as his deliberate opinion of M. Notovitch’s book. He appears perfectly satisfied on the matter. J. A. D.]

Question 7. Do you know of any Buddhist writings in the Pâli language?

Answer 7. I know of no Buddhist writings in the Pâli langage; all the writings here, that I know of, have been translated from Sanskrit and Hindi into the Tibetan language.

[From this answer, and other observations of the Lama, it would appear that he is not acquainted with the term ‚Pâli.’—-J. A. D. ]

Question 8. Have you received from any sahib a present of a watch, an alarum, and a thermometer?

Answer 8. I have never received any such presents from any sahib. I do not know what a thermometer is. I am sure that I have not one in my possession.

[This answer was given after a careful explanation of the nature of the articles in question.—-J. A. D.]

Question 9. Do you speak Urdu or English?

Answer 9. I do not know either Urdu or English.

Question 10. Is the name of Issa held in great respect by the Buddhists?

Answer 10. They know nothing even of his name; none of the Lamas has ever heard it, save through missionaries and European sources.

Signed in the Tibetan language by the Chief Lama of Himis, and sealed with his official seal.

In the presence of us
J. Archibald Douglas, Professor, Government College, Agra, N.-W. P.
Shahmwell Joldan, late Postmaster of Ladakh.

Himis Monastery, Little Tibet: June 3, 1895.

(Mr. Joldan’s Declaration)

This is my declaration: That I acted as interpreter for Professor Douglas in his interviews with the Chief Lama of Hiinis Monastery.

I can speak English, and Tibetan is my native language. The questions and answers to which the Chief Lama has appended his seal and signature were thoroughly understood by him, and I have the fullest confidence in his absolute veracity.

Shahmwell Joldan
(Retired Postmaster of Ladakh
under the British Imperial Post Office). 

Leh: June 5, 1895.

This statement and declaration appear conclusive, and they are confirmed by my own inquiries, and by those made in my presence by the Abbot of Hirnis of some of the monks who have been longest resident in the monastery. There is every reason for believing that the conversations with the Lamas of Wokka and Lamayuru originated also in the fertile brain of M. Notovitch.

Neither of these reverend Abbots remembers anything about the Russian traveller, and they know nothing of the religion of Issa (Christianity) or of any Buddhist sacred books or writings which mention his name.

I would here remark that the Lamas of Ladakh are not a garrulous race, and I have never known them indulge in high-flown platitudes on any subject. The casual reader would judge from a perusal of M. Notovitch’s ‚conversations’ with them, that they were as much addicted to pompous generalities as the orators of youthful debating societies. The Lamas I have met are prepared to answer rational inquiries courteously. They do so with brevity, and usually to the point. They confess willingly that their knowledge on religious subjects is limited to their own religion, and that they know nothing whatever of religious systems unconnected with Tibetan Buddhism. They do not read any languages but Sanskrit and Tibetan, and their conversations with foreigners are altogether limited to commonplace topics. The Chief Lama of Himis had never heard of the existence of the Egyptians or of the Assyrians, and his indignation at M. Notovitch’s statement that he had discussed their religious beliefs was so real, that he almost seemed to imagine that M. Notovitch had accused him of saying something outrageously improper.

The exclusiveness of the Buddhism of Lassa seems to have instilled into the minds of the Lamaďstes an instinctive shrinking from foreign customs and ideas.

I would call attention especially to the ninth answer in the Lama’s statement, in which he disclaims all knowledge of the English and Urdu languages.

The question arises, ‚Who was M. Notovitch’s interpreter?’ The Tibetans of Ladakh competent to interpret such a conversation are leading men, certainly not more than three or four in number. Not one of them has ever seen M. Notovitch, to his knowledge. What does our imaginative author tell about this detail? On page |673 35 of the English edition, we are informed that at the village of Groond (thirty-six miles from Srinagar) he took a shikari into his service ‚who fulfilled the rôle of interpreter.’ Of all the extraordinary statements with which this book abounds, this appears to us the most marvellous. A Kashmiri shikari is invariably a simple peasant, whose knowledge of language is limited to his native tongue, and a few words of Urdu and English, relating to the necessities of the road, the camp and sport, picked up from English sportscaen and their Hindu attendants.

Even in his own language no Kashmiri villager would be likely to be able to express religious and philosophical ideas such as are contained in the ‚conversations’ between M. Notovitch and the Lamas. These ideas are foreign to the Kashmiri mode of thought, usually limited to what our author would term ‚things palpable.’

We will take one or two examples:

Part of the spirituality of our Lord (p. 33);
Essential principles of monotheism (p. 51);
An intermediary between earth and heaven (p. 51);

used in the ‚conversation’ with the Abbot of Wokka on the journey to Leh. The conversations at Himis abound in even more magnificent expressions:

Idols which they regarded as neutral to their surroundings (p. 114);
The attenuation of the divine principle (p. 115);
The dominion of things palpable (p. 115);
A canonical part of Buddhism (p. 1:34);

and many others which readers will have no difficulty in finding.

Few things have amused me more, in connexion with this inquiry, than the half-annoyed, half-amused expression of the venerable Lama’s face when Mr. Joldan, after a careful explanation from me, did his best to translate into Tibetan, as elegantly as it deserves, the expression ‚the attenuation of the divine principle.’

Apart, then, altogether from the statement made by the old Abbot, there are ample reasons for doubting the veracity of M. Notovitch’s narrative.

In my last conversation with the Lama we talked of the story of the broken leg. He assured me that no European gentleman had ever been nursed in the monastery while suffering from a broken limb, and then went on to say that no European traveller had ever during his term of office remained at Himis for more than three days. The Abbot called in several old monks to confirm this statement, and mentioned that the hospitality offered by the monastery to travellers is for one night, and is only extended for special reasons by his personal invitation, and that he and his monks would not have forgotten so unusual a circumstance.

That M. Notovitch may have injured his leg after leaving Leh on |674 the road to Srinagar is possible, but the whole story of the broken leg, in so far as it relates to Himis Monastery, is neither more nor less than a fiction.

The Lamaďstes of Ladakh are divided into two great parties: the red monks, or orthodox conservative body; and the yellow monks, a reforming nonconformist sect.

On p. 119 of the Unknown Life of Christ, the Lama of Himis, the Chief Superior under the Dalai Lama of the red or orthodox monks of Ladakh, describes himself and his fellow-monks as ‚we yellow monks,’ in one of those wonderful conversations before alluded to. It would be just as natural for his Grace the Archbishop of Canterbury, discussing the state of the English Church with an unsophisticated foreigner, to describe himself and the whole bench of bishops as ‚we ministers of the Wesleyan Methodist body.’ The Russian traveller might have remembered the dark-red robes and the red wallets of the monks who fill the monastery of Himis, unless it be that the Russian author is colour-blind, as well as blind to a sense of truth. The religious differences of these two religious bodies are described with an inaccuracy so marvellous that it might almost seem to be intentional.

Regarded, then, in the light of a work of the imagination, M. Notovitch’s book fails to please, because it does not present that most fascinating feature of fiction, a close semblance of probability.

And yet, if I am rightly informed, the French version has gone through eleven editions; so M. Notovitch’s effort of imagination has found, doubtless, a substantial reward. In face of the evidence adduced, we must reject the theory generously put forward by Professor Max Müller, that M. Notovitch was the victim of a cunning ‚hoax ‚ on the part of the Buddhist monks of Himis.

I do not believe that the venerable monk who presides over Himis Monastery would have consented to the practice of such a deception, and I do not think that any of the monks are capable of carrying out such a deception successfully. The departures from truth, on other points, which can be proved against M. Notovitch render such a solution highly improbable.

The preface which is attached to the English edition under the form of a letter ‚To the Publishers’ is a bold defence of the truth of M. Notovitch’s story, but it does not contain a single additional argument in favour of the authenticity of the Life of Issa.

A work of brilliant imagination is entitled to respect when it confesses itself as such, but when it is boldly and solemnly asserted again and again to be truth and fact, it is rightly designated by a harsher term. The Life of Issa is not a simple biography. Such a publication, though a literary forgery, might be considered comparatively harmless. This Life of Issa contains two very striking departures from Christian revelation, as accepted by the vast majority of those |675 who confess the faith of Christ. It practically denies the working of miracles, and it also gives a definite denial to the resurrection of Jesus. To the first of these denials is given no less authority than the word’s of our Lord, while the second more important article of faith is explained away very much to the discredit of the Apostles of the Early Church. M. Notovitch must remain, therefore, under the burden of what will be in the eyes of many people a more serious charge than literary forgery, and persistent untruthfulness. He has attempted wilfully to pervert Christian truth, and has endeavoured to invest that perversion with a shield of Divine authority.

I am not a religious teacher, and, great as is my respect for Christian missionaries, I cannot profess any enthusiastic sympathy with their methods and immediate aims. M. Notovitch cannot therefore charge me with ‚missionary prejudice’ or ‚obstinate sectarianism.’

But, in the name of common honesty, what must be said of M. Notovitch’s statement, that his version of the Life of Issa ‚has many more chances of being conformable to the truth than the accounts of the evangelists, the composition of which, effected at different epochs, and at a time ulterior to the events, may have contributed in a large measure to distort the facts and to alter their sense.’

Another daring departure from the New Testament account is that the blame of Christ’s crucifixion is cast on the Roman governor Pilate, who is represented as descending to the suborning of false witnesses to excuse the unjust condemnation of Jesus.

The Jewish chief priests and people are represented as deeply attached to the great Preacher, whom they regarded as a possible deliverer from Roman tyranny, and as endeavouring to save Him from the tyrannical injustice of Pilate. This remarkable perversion of the received account has led several people to ask if the author of the Unknown Life of Christ is of Jewish extraction. Such inquiries as I have been able to make are not, however, in favour of such a supposition.

In many respects it may be said that this ‚Gospel according to M. Notovitch’ bears a resemblance to the Vie de Jésus by Renan, to whom the Russian author states that he showed his manuscripts.

We believe, nevertheless, that the great French author possessed too much perspicacity to be deceived by the ‚discovery,’ and too much honesty to accept support of his views from such a dubious quarter.

The general question as to the probability of the existence of any Life of Issa among the Buddhist manuscripts in the monasteries of Tibet has been already so ably dealt with by so great an authority on these matters as Professor Max Müller, that I feel it would be presumptuous on my part to attempt to deal with a subject in which |676 I am but slightly versed. I will therefore content myself by saying that the statements of the Lama of Himis, and conversations with other Lamas, entirely bear out Professor Max Müller’s contention that no such Life of Issa exists in Thibet.

In conclusion, I would refer to two items of the Russian author’s defence of his work. The first is that in which he boldly invites his detractors to visit Himis, and there ascertain the truth or falsehood of his story; the second that passage in which he requests his critics ‚to restrict themselves to this simple question: Did those passages exist in the monastery of Himis, and have I faithfully reproduced their substance?’

Otherwise he informs the world in general no one has any ‚honest’ right to criticise his discovery. I have visited Himis, and have endeavoured by patient and impartial inquiry to find out the truth respecting M. Notovitch’s remarkable story, with the result that, while I have not found one single fact to support his statements, all the weight of evidence goes to disprove them beyond all shadow of doubt. It is certain that no such passages as M. Notovitch pretends to have translated exist in the monastery of Himis, and therefore it is impossible that he could have ‚faithfully reproduced’ the same.

The general accuracy of my statements respecting my interviews with the Lama of Himis can further be borne out by reference to Captain Chevenix Trench, British Commissioner of Ladakh,2 who is due to visit Himis about the end of the present month, and who has expressed to me his intention of discussing the subject with the Chief Lama.

Before concluding, I desire to acknowledge my sense of obligation to the Wazir of Leh, to the Chief Lama and monks of Himis Monastery, to my excellent interpreter, and to other kind friends in Ladakh, not only for the able assistance which they afforded to me in my investigations, but also for the unfailing courtesy and kind hospitality which rendered so enjoyable my visit to Ladakh.

J. Archibald Douglas.

June 1893.

POSTSCRIPT
BY PROFESSOR MAX MÜLLER

Although I was convinced that the story told by M. Notovitch in this Vie inconnue de Jésus-Christ 3 was pure fiction, I thought it |677 fair, when writing my article in the October number of this Review, 1894, to give him the benefit of a doubt, and to suggest that he might possib]y have been hoaxed by Buddhist priests from whom he professed to have gathered his information about Issa, i.e. Jesus. (Isa is the name for Jesus used by Mohammedans.) Such things have happened before. Inquisitive travellers have been supplied with the exact information which they wanted by Mahŕtmas and other religious authorities, whether in Tibet or India, or even among Zulus and Red Indians. It seemed a long cry to Leh in Ladakh, and in throwing out in an English review this hint that M. Notovitch might have been hoaxed, I did not think that the Buddhist priests in the Monastery of Himis, in Little Tibet, might be offended by my remarks. After having read, however, the foregoing article by Professor Douglas, I feel bound most humbly to apologise to the excellent Lamas of that monastery for having thought them capable of such frivolity. After the conrplete refutation, or, I should rather say, annihilation, of M. Notovitch by Professor A. Douglas, there does not seem to be any further necessity—-nay, any excuse—-for trying to spare the feelings of that venturesome Russian traveller. He was not hoaxed, but he tried to hoax us. Mr. Douglas has sent me the original papers, containing the depositions of the Chief Priest of the Monastery of Him is and of his interpreter, and I gladly testify that they entirely agree with the extracts given in the article, and are-signed and sealed by the Chief Lama and by Mr. Joldan, formerly Postmaster of Ladakh, who acted as interpreter between the priests and Professor A. Douglas. The papers are dated Himis Monastery, Little Tibet, June 3, 1894.

I ought perhaps to add that I cannot claim any particular merit in having proved the Vie inconnue de Jésus-Christ—-that is, the Life of Christ taken from MSS. in the monasteries of Tibet—-to be a mere fiction. I doubt whether any Sanskrit or Pâli scholar, in fact any serious student of Buddhism, was taken in by M. Notovitch. One might as well look for the waters of Jordan in the Brahmaputra as. for a Life of Christ in Tibet.

F. Max Müller.

November 15, 1895.

sub_photic_region_by_joe-macgown-janelle-mckainsub_photic_region_by_joe-macgown-janelle-mckain

Joe-MacGown-Neogothic-Jam3

Joe-MacGown-Neogothic-Jam 3

Ta niesamowita Słowiańszczyzna – Wielka Tajemnica i Wielka Mistyfikacja


Nieprzypadkowo rozpoczynam ten artykuł od cytatu z Marii Janion – „Ta niesamowita Słowiańszczyzna”. Tak, Słowiańszczyzna jest NIESAMOWITA i jest to jedna z największych zagadek, jakie napotyka prędzej czy później każda Istota Świadoma, czyli każdy Myślący Wolny Człowiek na Ziemi – niezależnie od miejsca urodzenia i języka jakim się posługuje.

aa Haplogroup-R1aMapa 1. I should point out that R1a in Europe is heavily connected to Slavic speakers. Though quite high levels in Scandinavia as well, result is that most R1a in Ireland and Scotland is probably connected to Viking age. Other major language areas you see lots of R1a are among Iranic (Persian, Kurdish, Pasthun) and Indic (Hindi, Punjabi, Bengali, Nepali etc.) speakers.

[Powyżej w miarę uczciwa mapa R1a – to rzadkość. Opis, który tutaj fragmentarycznie pod nią zamieszczamy nie był już tak uczciwy, gdyż sugerował, że języki z grupy Kentum są równie źródłowe dla pra-indoeuropejskiego, jak języki satemowe, co jest nieprawdą. Pierwotny język indoeuropejski był językiem satem – możemy go nazywać SCYTYJSKIM lub Prasłowiańskim,  z niego wywodzą się dzisiejsze wszystkie satemowe języki pochodzące od staro-słowiańskiego (języka wspólnego Hg Y-DNA R1a1 czyli Scytów oraz Hg Y-DNA I, czyli Staroeuropejczyków): słowiańskie, albański, rumuński, węgierski, bałtyjskie-istyjskie, perski, hindi, pali i inne. Rzecz jasna są w nich składowe innych genetycznych podkładów co powoduje ich widoczne zróżnicowanie np – w bałtyjskich, czy węgierskim grupa Hg Y-DNA N, w perskim Hg Y-DNA J, w pali i hindi – L, H (Cyganie, którzy egzystują z nami Słowianami w Europie) i R2 (Drawidów). Również wcześniejszy wspólny dla Scytów i Celtów język praindoeuropejski był satemowy.]

Oczywiście my sami jako Słowianie mamy z myśleniem o Słowiańszczyźnie nieporównanie większy kłopot niż inni, którzy  nie czują się ze Słowianami spokrewnieni, ani nimi nie są. Tak przynajmniej teoretycznie powinno być; zewnętrzny ogląd powinien dawać, poprzez dystans emocjonalny, większy obiektywizm. Tak jednak nie jest i Słowianie są powszechnie postrzegani i opisywani, zwłaszcza przez tzw. Zachód, w sposób nieobiektywny i nieuczciwy. Dzieje się tak za sprawą ukształtowanych w  XIX wieku nacjonalizmów i szowinizmów, które ugruntowały, także w dzisiejszym myśleniu różnych nacji, schematy i stereotypy ufundowane na propagandzie tworzącej zręby ich dumy narodowej.

To powoduje, że pokutują i dzisiaj w różnych innych narodach intencjonalne sposobny myślenia o sobie, a także koncepcje ideologiczne na temat etnogenezy narodów i udziału poszczególnych etnosów w budowaniu cywilizacji, deprecjonujące bądź wykluczające z tego procesu inne nacje, oraz naginające fakty do pozornie spójnych,  jednak tworzonych arbitralnie z pominięciem wyników naukowych (przemilczeniem, lub innymi manipulacjami), teorii.

Już samo geograficzne umiejscowienie Słowiańszczyzny w strukturze lądów Matki Ziemi  daje do myślenia i wprawia wielu ludzi w zadziwienie lub konsternację. Można do tego zagadnienia podejść na zasadzie statystycznej – cóż, przypadek dziejowy, przypadek w ogóle – równie dobrze tę północno-środkową i centralno-południową Azję, jak i północ oraz środek i wschód Europy (Serce, Międzymorze – Trójmorze) mogliby zajmować, wedle tego statystycznego punktu widzenia,  Chińczycy, albo Semici, albo Celtowie, albo Aborygeni.


6936Mapa 2. Macierz Słowian – Distribution of Slavs across Eurasia, Haplogroup R1a1.

On the basis of a huge research material geographical cards of areas of moving of Slavs across Eurasia Haplogroup R1a1 [28-49] have been made, cards are constructed by the western scientists. On the strict scientific data the percentage of the Slavic population among the countries of Eurasia [28-49] has been determined. We have processed these figures and have made the table Quantity of Slavs in Eurasia, Haplogroup R1a1 (for 2010). At the end of the table the quantity of Slavs on religions has been determined.

[Ta mała mapa w rogu jest nierzetelna, nie pokrywa brązem północnej Afryki, a wiadomo, że była to jedna z dróg ekspansji R1 do Europy. Ma ona pokazywać zasięg R1 – czyli R1a1 oraz R1b1. Także duża mapa pokazująca Słowian jako R1a1 nie jest rzetelna – możemy tu mówić o Scytach czyli PRASŁOWIANACH, którzy stali się Słowianami dopiero po połączeniu się ze Staroeuropejczykami i ukształtowaniu wspólnego staro-słowiańskiego języka, protoplasty współczesnych języków słowiańskich.

haplogroup_i2a1

Mapa3. Macierz Słowian to obszar łączący zasięg R1a1 + I. Taka mapa pokrywałaby znacznie większy obszar, co widać powyżej na mapie nr 2 „Europy R1a1″ (zielony kolor – dochodzi: Skandynawia Południowa oraz część Azjatycka po Indie),  a także obszar pokryty na mapie poniżej (mapa nr 4)  przez Hg Y-DNA I1, która jest stosunkowo późną mutacją HgY-DNA I, nazywaną Skandynawską (W. Brytania – Szkocja, Skandynawia z Finlandią i Islandia). Z oczywistych powodów  Hg Y-DNA I1 (lodowiec) zasiedliła Skandynawię razem z R1a1 dosyć późno w stosunku do zasiedlenia terenów nad Adriatykiem i Dunajem.

haplogroupI1

Mapa 4. Mapa Hg Y-DNA I1. Takich przekłamań, niedopowiedzeń i przekręceń jest niesłychanie wiele w materiałach popularno-naukowych poświęconych genetyce. To dowody nie tyle nierzetelności co „intencjonalności” tworzących i relacjonujących tę wiedzę. O nierzetelności i manipulacjach germanofilskiej Eupedii przypisującej germańskość haplogrupom R1a1 oraz I pisaliśmy w odrębnym artykule – znajduje się on na Czarnym Pasku po prawej: ” O pangermańskim szowiniźmie i nacjonaliźmie, o nieustannych próbach naciągania faktów i anglo-niemieckich manipulacjach przy Y-DNA„]

6938Mapa 5. Distribution of Slavs across Eurasia, Haplogroup R1a1.

We have received sensational results. In Russia lives only 66 million Slavs, and with Ukraine and Belarus is about 92 million. In all Western Europe lives approximately 66 million western Slavs (as in Russia). But in Asia perfectly itself feel, not knowing that they Slavs, 650 million person. Appeared that Slavs Haplogroup R1a1 in Eurasia have more than 810 million people, this second place in the world after Chinese Haplogroup O (Han Chinese – 1137 million people – in 2010 y.).

[Mapa jest przekłamana: nie zaznaczono Bułgarii gdzie mieszka 12% R1a1, ani Grecji z 16%, ani Turcji i Iraku (średnio po 8%) – gdzie na terytorium Kurdów jest ponad 20% R1a1. Inny, dużo większy jest zasięg R1a w Iranie i w Indiach. W Niemczech zaznaczono 16% – podczas gdy wschodnie i północne Niemcy to 25-30% , a Łużyce wręcz 63% R1a1. To rozumowanie tutaj zaprezentowane również jest nie całkiem poprawne, ponieważ Słowianie w sensie etno-genetycznym, czyli etnosu językowego i historycznego + zasób rodziny genetycznej współtworzącej ten etnos, to tak naprawdę cała ludność  R1a1  na świecie, a także cała ludność Hg Y-DNA I (I2 + I1), jak również wszyscy przedstawiciele innych haplogrup w słowiańskich państwach, którzy mówią dzisiaj po słowiańsku (J, G, E, R1b itp). Należy zaznaczyć, że dane procentowe zmieniają się dynamicznie w miarę postępu badań.]

populacja Słowian w starym świecie 6943tabela

From this inconceivable quantity of Slavs are only 100 million Orthodox and 57 million Catholics and Protestants. But Moslems is greater – 272 million person. Hinduism it is even more – than 377 million people. Slavs appeared nothing worse Chinese – they the present Mongols who do not have number.

[Tabela nie uwzględnia udziału ludności Hg Y-DNA I w etnosie Słowiańskim, jak również nie uwzględnia udziału ludności innych haplogrup mówiących dzisiaj po słowiańsku, J, G, E, R1b itp. Uwaga: Tabela ta może odbiegać od podawanych w różnych miejscach aktualnych w 2012 roku szacunków jednakże , nie uwzględnia ona niektórych występujących populacji R1a – np w Szwajcarii jest to 1 mln ludzi, w Arabii Saudyjskiej 2 miliony, w Egipcie 2 miliony, w Indonezji 15 mln, we Francji i Anglii 7 mln, itd, generalnie sumarycznie to się jednak mniej więcej zgadza ]

Ten rodzaj myślenia „naukowego”, który tkwi korzeniami w newtonowskim obrazie świata, czyli czysto mechanistycznym jego widzeniu, musimy jednak odrzucić, odkąd dowiedzieliśmy się o istnieniu biologicznej „zasady minimalizmu”, nazywanej wśród biologów „zasadą doboru naturalnego”, a która obowiązuje również w świecie fizyki i matematyki i innych nauk, gdzie nazywana jest Brzytwą Ockhama. Od tego czasu wiemy z całą pewnością, iż w Przyrodzie (Naturze) nic nie dzieje się „przypadkiem”, a wszystko odbywa się po tzw „linii najmniejszego oporu”. Jeśli przyjmiemy ów „naturalny” a zarazem „minimalistyczny” tok myślenia oraz zaakceptujemy twierdzenia i odkrycia Świętej Geometrii o „ukrytym”, bądź „wyższym”/”głębszym” kodzie/planie działającym w konstrukcji i strukturze Wszechświata, a także o istnieniu „przeszywającej” wszystko Siatki Spajającej Wszechświat, czyli eterycznej Podszewki biorącej w sposób „inteligentny” udział w formowaniu bytów materialnych i kształtującej według pewnego „zamiaru” dzieje materii (co postuluje i potwierdza eksperymentalnie współczesna fizyka), to przypadkowość musimy sobie wybić raz na zawsze z głowy.

Wtedy zaś dochodzimy do logicznego wniosku, że Słowianie zajmują tę niszę ekologiczną na planecie Ziemia, która została im przez „naturę” przeznaczona i do zamieszkania której zostali przez Przyrodę/Naturę  najlepiej, jak to tylko możliwe, wyposażeni.

6907Nestor’s Christian swastika in body a cross.

Dane na temat liczebności Hinduistów czyli wyznawców Wiary Przyrodzonej pośród ludu Słowian przedstawione powyżej są znowu przekłamane, ale jakoś tam przybliżają nam właściwy obraz. Dzieje się tak ponieważ nie zaliczono tutaj 28 milionów ludzi o krwi R1a1 z samych tylko Chin, nie wzięto w ogóle pod uwagę „Nowego Świata”, gdzie żyje duży procent ludzi o Hg Y-DNA R1a oraz I.  Nie uwzględniono też ani taoistów ani buddystów. Uwzględniwszy te dane, w krajach dawnego SIStanu, zasiedlanych głównie przez Słowian i pokrewne co do tradycji oraz języka narody okazuje się, że jeśli idzie o wyznawaną religię Słowianie to głównie wyznawcy: Wiary Przyrodzonej – ok. 420 – 440 mln osób, muzułmanie ok. 270 mln i chrześcijanie również ok. 270 mln. Te dane nie uwzględniają oczywiście również ateistów. Pomiędzy prezentowanymi tutaj liczbami a tymi z innych artykułów gdzie podchodziliśmy do tematu liczebności poszczególnych religii na świecie zachodzą spore różnice. Jest to bowiem materia szczególnie zakłamana i ciemna, podlegająca „dziwacznym” praktykom zakazów i nakazów oraz dwoistej moralności ( np. w Polsce według ostatnich danych tylko 16 % katolików przyjmuje w ogóle komunię świętą, a tylko 30% katolików  bierze udział w mszach raz w tygodniu. Wielu z nich chrzci dzieci z konformizmu i bierze śluby kościelne dla świętego spokoju. Taka sytuacja dotyczy całego chrześcijaństwa Zachodniego w znacznie większym stopniu niż polskiego – na Zachodzie ślub jest imprezą komercyjną i zdarzeniem prawnym o charakterze  „kapitałowo-ekonomicznym”, a nie aktem religijnym.)  

 

Ostrzeżenie: Ludzie o głęboko uformowanym światopoglądzie opartym na KANONIE (dogmatach) Świątyni Nauki XIX i XX wieku nie powinni dalej czytać tego artykułu. Ci którzy czytali uważnie podpisy szarym drukiem pod obrazkami wiedzą już na pewno co się tutaj szykuje. Zalecam wycofanie się w celu ocalenia  Gmachu w Którym przebywa Wasza Świadomość – Wieży z Kości Słoniowej Uformowanej na Dogmatach Ery Wczesnego Nacjonalizmu. Ostrzegam Was, że ryzyko wejścia w Alternatywną Rzeczywistość jest w związku z dalszą lekturą tego tekstu bardzo wysokie.

6909

Nestor’s Christian swastika in two head an eagle cross.

Let’s repeat again truisms. The genotype is given on a man’s line, and a phenotype – on female. Therefore it is not necessary to be surprised, that descendants of Slavs from Mongolia and Central Asia in Russia and Europe get white and began to look, as normal Europeans. On the contrary, Slavs in Central Asia, the Inner Mongolia and Hindustan have remained dark as local women have corresponding shape. Besides Slavs in Europe Christians, and in Asia is Moslems and Hinduism.

 

To będzie krótki artykuł. W sumie jest bardzo niewiele do powiedzenia. Każdy kto jest Słowianinem – a do was piszę po polsku, do Wszystkich Słowian – w pewnym sensie jest dotknięty Chorobą Słowiańską – i intuicyjnie czuje że coś z nim jest nie w porządku. Rozpoznaje symptomy owej choroby, choć nie potrafi sobie postawić diagnozy. Będzie TUTAJ diagnoza – więc Kto woli nie wiedzieć co mu naprawdę dolega – niech także zaprzestanie lektury, bo z Owocem Poznania jest tak, że nie da się go wypluć gdy się połknęło, nie da się PRAWDY WYRZYGAĆ i żyć dalej, jak gdyby nigdy nic.

Jeszcze uwaga porządkowa: Tak zwany człowiek wykształcony, a do tego myślący, prędzej czy później  dociera w związku ze swoim naturalnym/przyrodzonym rozwojem, do granicy swojej ukształtowanej (wykształconej) Świadomości i zaczyna stawiać pytania, na które proces kształcenia/kształtowania nie przyniósł zadowalających odpowiedzi. Ten artykuł wykracza poza te „klasyczne” czy też „kanoniczne” granice, do których docierają w kształceniu adeptów różnego rodzaju  szkoły w tym także uniwersytety. Te wszystkie szkoły, jak wiecie są oparte na tzw „programach” zatwierdzanych przez tzw „ministerstwa” i tzw „rady programowe” – tam powstaje pewien kanon, który po pierwsze podporządkowany jest ideologicznie tzw „wiodącej tendencji w nauce”, po drugie podporządkowany jest politycznie rządowi na danym obszarze i jego poglądowi na dzieje (historię) oraz  na wszelkie inne dyscypliny. Stąd w Europie  nie uświadczycie dzisiaj uniwersytetu, który by ucząc biologii kwestionował darwinizm, albo ucząc fizyki kładł u jej podstawy Paradygmat Świadomości czyli filozofię Immanuela Kanta z Królewca.  Mamy tu dokładnie tę samą sytuację co w Średniowieczu, kiedy nie wykładano teorii Kopernika z Torunia, ani nie informowano studentów o odkryciach Galileusza.

Epoka brązu mapa europa afryka mala azja 2000 pneMapa nr 6 – kultur archeologicznych Epoki Brązu – ok. 2000 p.n.e . Widać tutaj kolejną manipulację. Kulturę unietycką dołączono kolorem do Brązowych Kultur Bałkańskich i Apenińskich oraz Małoazjatyckich. Z genetyki jednak wiemy, że ludność haplogrupy  I oraz R1a1 – jest obecna nad Adriatykiem i Dunajem od 8000 p.n.e. (także nad Morzem Czarnym co tutaj widać – jako Corded Ware), a od ok. 3000 p.n.e. jest także obecna i tworzy kultury nad Łabą Wisłą, Odrą i w Skandynawii. Tutaj połączono Prasłowian z Celtami zielonym kolorem i przedzielono kulturą Unietycką sugerując jej specjalną pozycję. Całą tę manipulację obnaża odkrycie grobowca pary królewskiej z roku 2400 p.n.e. w Eulau (na zachód od Lipska (na mapie czerwony kwadracik) – ta para królewska miała Y-DNA haplogrupy R1a1. Ta mapa pokazuje kultury nad Amu Darią jako stepowo-pasterskie podczas gdy były one w Epoce Brązu centralnymi ośrodkami, które budowały olbrzymie miasta i dysponowały wysokim stopniem wytwórczości. Widać to na mapie poniżej z opisem archeologicznym z artykułu

clip_image0021Mapa nr 7. W drugiej połowie III tys. przed naszą erą na terenach między Amu Darią a pasmem gór Koped Dag rozwinął się Baktryjsko-Margiański Zespół Archeologiczny, który był dominującą formacją kulturową w południowej części Azji Środkowej w epoce brązu. Jego cechą charakterystyczną była struktura i architektura dużych osad składających się najczęściej z centralnie położonej cytadeli, często o bardzo złożonej formie fortyfikacji, którą otaczały skromniejsze zabudowania i kolejne pierścienie murów. Cywilizacja Oxus utrzymywała bliskie kontakty handlowe z Cywilizacją Doliny Indusu. W Baktrii istniała nawet faktoria handlowa zamieszkana przez ludność z Doliny Indusu (stanowisko Szortugai, zob.: H. Francfort i inni 1989). Natomiast tereny Margiany przemierzała ze swoimi stadami, pochodząca z północnej części Azji Środkowej, nomadyczna ludność Kultury Andronowskiej, która, jak się przypuszcza, przemieszczała się między Margianą a Chorezmem. Ludność andronowska wywodzona jest z Kultury Trypolskiej, której populacja, zdaniem Ph. Kohla, przeszła transformacje z osiadłego na wędrowny tryb życia. Przypuszcza się, że ludność Cywilizacji Oxus i/lub Kultury Andronowskiej posługiwała się językiem proto-indo-irańskim [Pra-Indo-Europejskim].Więcej: http://archeologiawschodu.wordpress.com/2012/03/11/gonur-depe/

I jeszcze jedno: Nie będziemy się tutaj zajmować innymi nacjami niż „Naród” Słowiański, bo one to nie nasze zmartwienie. Niech się same o siebie martwią i poszukują rozwiązań w ramach swoich możliwości wewnętrznych. My mamy wielki komfort z racji swego „rozprzestrzenienia” po świecie i z racji posługiwania się wspólnym słowiańskim językiem. Ci wszyscy, którzy czują swoją słowiańskość żyjąc w innych narodowościach – inaczej: „w bytach państwowych identyfikujących się z inną kultura i językiem niż słowiańskie” – a są Świadomi, otrzymają potrzebną wiedzę Tutaj i TERAZ – zaraz, natychmiast. Jeśli zależy wam na kimś szczególnie – żeby się załapał – przekażcie mu tę wiedzę  jako kopię mailem, albo jako link – dowie się również natychmiast – jeżeli tylko zechce mu się kliknąć myszą.

I RP pożądna mapa województwMapa 8. [Kliknij i powiększ ]- To wreszcie jakaś porządna mapa I RP – Mnie chodzi tutaj tylko o to żebyście docenili ten obszar polskiej kultury, polskiego etnosu, polskiej tradycji sarmackiej i scytyjskiej. Tak wyglądała Polska kulturalna i państwowa z jej tradycją jeszcze w 1770 roku czyli pod koniec XVIII wieku, po 800 latach od Chrztu. Przesunięta na Wschód przez ekspansję niemiecką nie utraciła wcale wpływów kulturalno-wierzeniowych na Śląsku i Pomorzu oraz w Nadłabiu. To dopiero XIX wieczna germanizacja państwowego aparatu przemocy zabiła język drzewiański i wielecki-połabski, ale nie zdołała do dzisiaj zabić łużyckiego. Mapa ta poświadczyć ma także  o tradycyjnej polskiej różnorodności religijnej. Bowiem cały wschód to prawosławie, a do tego dochodzą Arianie, Kalwini, Ewangelicy, Tatarzy – muzułmanie, Żydzi i cały tzw. Lud Prosty niepiśmienny (chłopstwo), który wyznawał po cichu Wiarę Przyrody.  Tak było do Kontrreformacji, czyli do czasu, który definitywnie przekreślił dalszy byt tego państwa.  Pamiętajcie, że to z tego obszaru kulturowego, który promieniował daleko na wschód na całą Rosję i daleko na południe Europy (do Turcji, Konstantynopola i Italii – Polska Jagiellonów nie mieści się jakoś na żadnej mapie a sięga Adriatyku i obejmuje również Węgry, Wołosze, Centralne Karpaty, Siedmiogrodzie,  Słowację, Morawy i Stepy aż do Morza Czarnego) – wywodzili się dwaj najwięksi odkrywcy wszechczasów : Mikołaj Kopernik  z Torunia – który dokonał Rewolucji Heliocentrycznej, czyli uczynił Słońce centrum układu a Ziemię uczynił Kulą (od czego się zaczyna współczesna astronomia) oraz Immanuel Kant z Królewca, który dokonał rewolucji Świadomościowej kładąc Paradygmat Świadomości u podstaw Fizyki Materialnej. [Nie sugeruję tutaj, że ich odkrycia były pierwszymi na świecie, gdyż na inny sposób odkryli to już Atlanci i opisały później księgi starożytności w Sumerze, Asyrii, Persji i Indiach – lecz dokonali powtórnego odkrycia po Ciemnych Wiekach, na użytek wspólny Cywilizacji Zachodu].

Do rzeczy.

Wiemy że wszystko, ale to dosłownie Wszystko, jest w Rzeczywistości holistycznie (wszechstronnie) powiązane. Także data i godzina i sekunda publikacji tego artykułu Jest Powiązana i nieprzypadkowa. Mam już troszeczkę dosyć ciągłego tłumaczenia Niedowiarkom, którzy traktują Teorię Świadomości i całą filozofię Kanta  jak bajdurzenie bajoka, że Świadomość istnieje i działa ponad (pod/nad) Materią, której jesteśmy fizycznymi wytworami.  Przytaczanie przez „racjonalistów” argumentów o tym że uwierzą, jak sobie trafimy 3 razy z rzędu 6. w Totka jest żałosne i świadczy o nieuważnej lekturze, powierzchownej, tego blogu – „przypadek Totka” został już omówiony, trzeba się cofnąć w lekturze – sam nie pamiętam gdzie – nie tak dawno to było, więc poświećcie trochę czasu żeby zrozumieć,  jak bardzo nietrafny jest ten argument we wszelkiej dyskusji o Nieskończonej Świadomości, a także jak to jest wydumany „dowód” na nieistnienie owej Nieskończonej Świadomości. Jeżeli szkoda wam czasu by grzebać się w materiałach to pal was Licho (ale nie to z katolickich powiedzonek i baśniuszek – to prawdziwe Licho –  Lichesis)…

…Ponieważ kiedyś powiedziałem jednak, że każda Kropla Świadomości w Ocenie Świadomości Nieskończonej a także każda kropelka Świadomości  współtworząca Zbiorową Świadomość Planety – Matki Ziemi jest bezcenna i każdego ukochanego Leminga oraz słodkiego Yetisyna należy wyrwać, jeśli to możliwe, z świata Ułudy Mayi w jakim żyje i po którym biega z klapkami na oczach usiłując  na oślep dorwać i dorżnąć wszystkich innych Yetisynów i Lemingów, kieruję do Tych, którzy w to miejsce tekstu dotarli jeszcze jeden przekaz od Gregga Bradena:

http://vimeo.com/51906396

Jeśli to nie starczyło proponuję jeszcze to: Peter Rusell:

http://www.youtube.com/watch?v=rY7XXdRUK8k

A to żeby było wiadomo kto do was mówił:

http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Russell_%28author%29

„Racjonaliści”, którzy nadal po obejrzeniu tego materiału trzymacie się wciąż  twardo „płaskiej Ziemi”, nie do was jest skierowany ten artykuł, ani nie dla was ta Wieda – Turn off! – Wyłączcie się!

Teraz będzie trochę szokująca pierwsza konstatacja, która pozwoli pójść dalej wszystkim, którzy zechcą i potrafią.

Uznanie istnienia Spajającej Wszystko Niewidzialnej Eterycznej Energii (ciemnej materii i ciemnej materii) powoduje daleko idące reperkusje dla jakiegokolwiek sposobu spostrzegania działania Wszechświata, a co za tym idzie jego dotychczasowych przeszłych dziejów i jednocześnie przyszłości.  Pociąga ono bowiem za sobą uznanie jej „inteligencji” oraz istnienia „planu”, a więc „zamiaru” takiego a nie innego ukształtowania Świata Materialnego. Uznanie istnienia ukrytych w Świętej Geometrii proporcji oraz opartych na tych proporcjach konstrukcji, prowadzi z kolei do logicznego wniosku o holograficznej naturze Wszechświata, która zawiera istotnie zapisy całości w szczegółach (mikrocząstkach) współtworzących tę całość. Uznanie Inteligencji Spoiwa Wszechświata – Eteru (Światła Świata) i  jego rudymentarnego, immanentnego, organicznego związku ze Świadomością: współdrgania, empatii, kształtowania materii w „inteligentnej” odpowiedzi na bodziec myślowy niematerialny, do tego  z natychmiastowością przeczącą teorii względności Einsteina,  jest nie tylko potwierdzeniem słuszności Meta-paradygmatu Świadomości w stosunku do Świata Materii i uznaniem filozofii Immanuela Kanta za prawdziwą. Uznanie tych powyższych faktów pociąga za sobą przewrót w myśleniu i w postrzeganiu całej przeszłości materialnej Ziemi. Narzuca też ono konieczne świeże spojrzenie w planowaniu wspólnej przyszłości Człowieka i Planety, która jest jego Macierzą/Ojczyzną, a jednocześnie wytworem tej samej Świadomości Nieskończonej.

I druga informacja pozornie mniej szokująca, lecz dla niektórych także  trudna do „odkrycia” i „przyjęcia”:

Na świecie żyje i występuje tylko jeden podgatunek człowieka, którego nazywamy Słowianinem – albo Człowiekiem Słowiańskim. Człowiek ten posługuje się językiem słowiańskim lub odsłowiańskim (bliskim, aryjskim innym językiem). Czasami mówi jakimś językiem obcym jako pierwszym tj. od urodzenia, ale ten człowiek ogólnie,  i jako posługujący się językiem obcym, występuje tylko w dwóch  podgatunkach genetycznych, dwóch odmiennych formach genetycznych.  Składa się on z dwóch grup genetycznych pochodzących w linii męskiej od genomu haplogrupy Y-DNA R1a oraz I. Grupy te w dalekiej przeszłości podjęły na skalę całej Planety brzemienną w skutki decyzję o WSPÓŁISTNIENIU i tę decyzję wcieliły w życie tworząc etnos, który dzisiaj znamy jako Słowiańszczyznę. Te dwie grupy ludzkie – dwa Ludy Matki Ziemi utworzyły niegdyś wieloplemienną Wspólnotę.

Pierwszy lud, o Hg Y-DNA R1a1, nazywany jest przez nas dzisiaj Prasłowianami, lub przez część osób, które tej nomenklatury nie przyjmują, określany jest jako Scytowie (lub Scyto-Sarmaci, lub Ariowie, albo Indoeuropejczycy). Pochodzą od niego ludy o języku aryjskim SATEMOWYM. Drugi lud o Hg Y-DNA I, to Staroeuropejczycy, których język dał swój istotny wkład we wspólny język Ariów (Scytów=Prasłowian) tworząc nowy język i etnos – słowiański. W części północno-zachodniej, w Skandynawii jest to bardzo wyraźnie widoczne, w części południowo-wschodniej mniej wyraźne, ale przede wszystkim dlatego, że tak bardzo niewiele zachowało się śladów języka scytyjskiego, iż trudno o wystarczający materiał porównawczy, aby stwierdzić skalę przemian dokonanych w języku scytyjskim przekształconym w starosłowiański pod wpływem Ludu Dawanów-Drzewianów-Draków (Staroeuropejczyków).

Język starosłowiański w toku powtórnej wędrówki do Azji około 1800 – 1500 p.n.e. uległ transformacjom pod wpływem języków semickich z którymi się zetknął i innych – np drawidyjskich i uformował się w Persji i Indiach oraz w innych częściach Azji w ten, który znamy współcześnie: hindi, perski, pali i inne. Gdzieniegdzie np. w zetknięciu z Mongołami i  Turkami wręcz niemalże zaniknął przekazując swój wkład do języka tureckiego, częściowo chińskiego i mongolskiego, oraz ludów syberyjskich.

Przypadek ludów syberyjskich o Hg Y-DNA N – jest bardzo szczególny i ciekawy, bowiem ich język jest tak mocny, że mała populacja tego ludu przekazała go „słowiańskim” w większości genetycznej Węgrom, zachowała go jako nienaruszony pośród mało liczebnych ludów Syberii i Finów, oraz wpłynęła  znacząco na kształt języka Turków i Mongołów. Także grupa Ugro-Fińska w sposób szczególnie jaskrawy wpłynęła na język „słowiańskich” w większości genetycznej Bałtów – którzy stali się odrębną językowo grupą, pośrednią między Finami i Słowianami – tak jak lud turecki stał się pośrednim między Ugro-Finami, Słowianami a Mongołami i Chińczykami.

800px-HaplogroupI2Mapa 9 – Europa Ludność Hg Y-DNA I2

A więc jedna z tych grup które utworzyły wspólnotę kulturową i językową jest aryjska R1a,  a druga jest kompletnie niearyjska, bo staroeuropejska – I. Oczywiście Słowianin ma też swoje charakterystyczne markery matczyne, żeńskie Mt-DNA, podaję tutaj ich nazwy, ale nie będziemy tutaj rozwijać ich genealogii (wywodzą się wszystkie z Mt-DNA N oraz R a są to: gównie Mt-DNA I, J, W, K, U, T oraz X), żeby już nie wprowadzać niepotrzebnego chaosu myślowego – grunt, że są i są tak samo charakterystyczne jak męskie DNA. Ten konglomerat – bardzo ciekawy aryjsko-niearyjski stworzył grupę językową Słowian. Ludzie o Hg Y-DNA R1a1, czyli Scytowie, zdominowali ten układ językowo, drudzy I1 oraz I2 – dołożyli jednak swoją cegiełkę do języka prasłowiańskiego-scytyjskiego i powstało to co znamy i czym się posługujemy w zapisach od 1000 lat.

Wszyscy ludzie na świecie, którzy w sposób naturalny nabyli umiejętność posługiwania się językiem słowiańskim są Słowianami i mówią JEDNYM WSPÓLNYM DLA NICH WSZYSTKICH JĘZYKIEM, mówią po słowiańsku. Znaczy to że nie istnieją żadne sztucznie utworzone w XIX wieku języki tzw narodowe: czeski , słowacki, łużycki, bułgarski czy serbski albo kaszubski – nie istnieją jako odrębne „naturalne” języki.  Są to tylko gwary jednego wspólnego przyrodzonego języka. Zdecydowana większość ludzi haplogrupy R1a oraz I2 posługuje się językiem słowiańskim.

Spójrzmy na mapę jak rozkłada się udział Hg Y-DNA I w populacji Eurazji:   Haplogroup_I_(Y-DNA)

Mapa 10. Ludność Hg Y-DNA I,  Eurazja i Afryka Północna. Skąd znaleźli sie nad Aralem i Bajkałem? Ano przyszli tutaj w powtórnej fali z R1a1 – jest to jeden z dowodów owej Wspólnoty, bo Staroeuropejczycy zamieszkiwali pierwotnie wyłącznie Europę. Także ich wejście do Małej Azji i Afryki wiąże się ze wspólnotą z R1a1 oraz R1b1.

Stwierdzenie, że jest tylko jeden język słowiański dla niektórych ludzi może być odkryciem, zdziwieniem, albo szokiem, ale dla osób przygotowanych na tę wiadomość, choćby krótkimi studiami nad rozwojem i charakterystyką języka mówionego i pisanego, nie będzie to żadna rewelacja.

Słowianie całego Świata mówią Jednym Słowiańskim Językiem – posługując się jego kilkoma gwarami. Istnieją też na świecie grupy – bardzo duże, Hindusi i Irańczycy, którzy posługują się blisko spokrewnionymi językami odsłowiańskimi. To jest tak zwana Liga Satemowa – gdzie  na liczbę 100 mówi się „sto” a nie „cent” (grupa kentumowa) – ja tę tak zwana ligę nazywam Sistanem (a należą do niej także Bałtowie, Węgrzy, Rumuni i Albańczycy i inni).

Weźmy sobie mapę świata i usiądźmy wygodnie żeby się  przyjrzeć rozkładowi R1a1- niestety nie możemy zaprezentować podobnej mapy dla I na świecie.

Haplogroup_R_(Y-DNA)Mapa 11 – Ludność Hg Y-DNA R1. Nie dysponujemy żadną mapą, która pokazuje dystrybucję Hg R1a1 w Ameryce ponieważ taka mapa nie powstała. Zatem reprodukujemy tutaj mapę Hg R1 – ponieważ przypuszczamy, że nawet do 30 % Amerykanów  może być pochodzenia R1a1 + I (I jest składową języka słowiańskiego), a to oznacza, iż prezentowaną powyżej tabelę Ludności „R1a1 na świecie” należy uzupełnić o  około 100 mln ludzi pochodzących z USA, Kanady, Argentyny, Brazylii, Indonezji, Kambodży, Egiptu i innych krajów np. Australii, a także o koło 110 mln ludzi Hg Y-DNA I. Wtedy zaś populację Hg-Y R1a1 na świecie trzeba szacować – bazując na danych z roku 2010 – na 1.1 miliarda, i można ją bez trudu porównać do chińskiej Hg-Y O – która wynosi 1. miliard 100 mln  ludzi (jednakże bez diaspory amerykańskiej i w innych krajach Azji. Z  nią być może 1.3 mld osób – na 2010 rok)

arianie mapa 765px-Religions_in_Poland_1573Mapa 12. Wyznania na terenie I RP bez uwzględnienia Żydów, Muzułmanów i Pogan (Wiara Przyrodzona Słowian). Ośrodki Braci Polskich zakłamane (brak na południu Polski w okolicach Krakowa, a było ich tutaj kilka i to bardzo dużych – całe wsie ariańskie). Śląsk i Pomorze w dużym stopniu powinny być zaznaczone jako luterańskie (ewangelickie) poza granicami państwa, lecz kulturalnie ciążyły ku niemu i były osadzone w jego tradycji dziejowej.

mapa ceramika sznurowa i inne R1a1a1Mapa 13. Zestawienie kultur archeologicznych epoki brązu i haplogrup Y-DNA – przekłamane, gdyż sugeruje mniejszy zasięg Kultury R1a – na Bałkanach, np nie uwzględnia jej na terenie Bułgarii  i Grecji, ani na półwyspie Azji Mniejszej- to nieprawda (kłamstwo). Sugeruje istnienie ośrodka Celtów nad Morzem Czarnym i celtyckość Troi – Troja była Sistańska (Scytyjska) a nie Celtycka. Tak samo duża część dzisiejszej Turcji i Kurdystan – ciągłość R1a1 nie została tam nigdy przerwana. Umieszczono Celtów centralnie nad Dunajem – to kompletny fałsz. Celtowie przeszli nad Dunajem, po jego północnej rzadziej zaludnionej stronie na Zachód i zatrzymali się na terenie zachodnich Niemiec i Francji. Hallstatt i La Tene to epoka żelaza i rozszerzania wpływów celtyckich znad Atlantyku w okolice Alp i Dunaju, od zachodu. To okres o 1000 lat późniejszy. W opisie mapy ograniczono do minimum kultury w których wymienia się R1a  (Yamna i Corded Ware), a na dodatek R1a opisano na mapie jako Proto-Greek. To kuriozalne. Specjalnie oddzielono też Kultury naddunajskie haplogrupy I, aby zasugerować osobność tych kultur. Dodajcie do nich R1a1 – bo tak właśnie było. Dodajcie też R1a do Troi, Hatti i Kura Araxes. Wszędzie tam dołączono R1b1, ale „zapomniano” dopisać R1a1 „udając”,  że go tam nie było. Przypadek? Po dokonaniu tego sprostowania okaże się że R1a1 jest we wszystkich niemal kulturach naddunajskich i Małej Azji. W tym czasie 2800 – 1500 p.n.e.  Scyto-Słowianie współżyli już z Drzewianami (Staroeuropejczykami) nad Adriatykiem i Dunajem od 5.000 lat i zdążyli zająć ziemie do Renu i półwysep Skandynawski co – jakimś cudem tutaj pokazano. Tak manipuluje się mapami.

Z przedstawionych do tej pory w tym artykule liczb i map populacji oraz kultur archeologicznych wynika, że Słowianie zajęli olbrzymi obszar świata, jego najżyźniejsze ziemie rolne (Europa i Azja) oraz największe możliwe pastwiska (Wielki Step). Zajęli niszę ekologiczną klimatu umiarkowanego idealnie nadającą się do życia i zapanowali nad całym tym obszarem. Rozwinęli na tym obszarze hodowlę zwierząt i uprawę roli, osiodłali konia i zaczęli używać go jako środka lokomocji, oswoili bydło, opanowali produkcję przetworów mlecznych, dokonali wynalazków koła, wozu, rydwanu, żaren, opanowali wytop brązu i uszlachetniony wytop żelaza, produkcję dającej przewagę broni, stworzyli sprawne armie zapewniające bezpieczeństwo i taktyki umożliwiające podboje zbrojne, rozwinęli handel, wprowadzili do użytku chleb, makaron, herbatę, tkaniny z lnu i konopi, barwniki, używki, kiszonki, przetwory, opanowali rzemiosło złotnicze, opanowali budownictwo z drewna i kamienia, przy pomocy którego zbudowali liczne miasta z kamienia i z drewna, grody obronne i fortyfikacje, współtworzyli najstarsze kultury archeologiczne Eurazji, byli twórcami najstarszego znanego pisma Vinca i innych rodzajów zapisu, stworzyli opowieści mityczne opowiadające o ułożeniu Świata Przyrodzonego, które dały podstawy wielu mitologiom, wykonywali obserwacje astronomiczne i stworzyli kalendarze oraz systemy liczenia, które dopiero dzisiejsza matematyka i fizyka oraz astronomia dościga z użyciem zaawansowanych technologii np komputerowej (Dysk z Nebry).Scythians_Map

Mapa 14 – pokazuje pozornie ogrom Scytii, lecz jest to już mapa z okresu gdy Scytowie utracili kontrolę nad Partią (stworzoną przez scytyjskich Dakhów-Daków i Parnów) Małą Azją i Drakami-Drakhami-Drzewidami (Tracją-Dacją).  Poniżej wersja z roku 900-800 p.n.e.

scythians_map3

Mapa 15 – prawidłowy zasięg Wielkiej Scytii- bez Ziem Wenedów w Europie. Pamiętajmy, że Turcy w tym czasie podlegali Scytom, a później podnieśli bunt i zaczęli się wyzwalać oraz wspólnie z Mongołami narzucać w Stepie własny ład.

Dokonali tego wszystkiego ponad wszelką wątpliwość. Oni to stworzyli Persję i stali się kastą zarządzającą całym półwyspem Indii, oni i ich Amazonki były postrachem Egiptu, Judei i Grecji. Oni to nie dopuścili zsemityzowanych Persów Dariusza Wielkiego i zafrykanizowanych Greków Aleksandra Macedońskiego za linię Kaukazu i Dunaju. Oni to nie pozwolili na wejście tam później Rzymianom. Wreszcie to oni dokonali podboju Rzymu i wielokrotnie powstrzymywali próby ekspansji i odrodzenia Post-Rzymu opartego na chrześcijaństwie. Oto jest Słowiańszczyzna, która swoje korzenie ma w Północnej Atlantydzie (WątLądTydzie – Kraju Wątów-Wędów-Wenetów), w Wielkiej Tartarii, w Wielkiej Scytii, w Wielkiej Sarmacji, w Kaganacie Hunów i Państwie Awarów, Wielkomorawie, i Królestwie Jagiellonów, w Wielkiej Rosji i współczesnej Słowiańszczyźnie.

800px-450roman-hunnic-empire1764x1116

Mapa 16. Imperium Hunów – Guniów Hakowników Chytuiłły-Hatiłły (Atylli)

Myślę, że każdy kto dotarł do tego miejsca artykułu i przebrnął przez wszystkie dotychczas przedstawione mapy i ich opisy, otrzymał już dosyć dowodów na odwieczność , starożytność, potęgę genetyczną i kulturową oraz integralność człowieka zwanego Słowianinem z resztą Ludzkiego (Człowieczego) Cywilizowanego Świata. Otrzymał także zasób niesłychanie budujących faktów potwierdzających udział Prasłowian (Harów), Scytów, Saków, TokHarów i D-Aryjczyków (znad Oxusu-Darii) a potem Słowian, Istów (Bałtów), Dawanów (Traków, Daków), Indów i Persów we współtworzeniu przez wieki wszelkich możliwych kultur archeologicznych i wszelkich możliwych zdobyczy cywilizacyjnych Eurazji.

Imperium Jagiellonów XVw

Mapa 17 – Porównanie Imperium Hunów i Władztwa Jagiellonów w XV wieku

Myślę, że otrzymał też wiedzę, która rozświetla mroki Tajemnicy wokół pochodzenia i rozwoju Słowiańszczyzny w głębokiej przeszłości, mroki co do jej ciągłości kulturowej i ciągłości tradycji. Myślę, że posiadł wiedzę, która pozwala mu się wyleczyć z kłopotów tożsamości i „choroby” zwanej Chorobą Słowiańską – czyli z uporczywym brakiem zakorzenienia i poczucia ciągłości  oraz kompleksem niższości wynikającym z wbitego nam w głowy przeświadczenia, że Słowianie wyłonili się z bagien i puszcz około X wieku i zostali ucywilizowani przez misjonarzy „Światłego Imperium Post-Rzymskiego Narodu Niemieckiego” poprzez chrzest powszechny. Nie wierzcie też, że spadli na Ziemię w VII wieku z Awarami, albo że przybyli w V wieku z Hunami ani w to, że Cywilizację Wielkiego Stepu stworzyli KOCZOWNICY i BARBARZYŃCY.Jagiellon_countries_1490 2

Mapa 18. Państwa we władaniu Jagiellonów w 1490 roku, ponad 2.000.000 km2 – [kliknij powiększ] – poszczególne stolice podkreślone na czerwono.

Myślę, że pozwala ta wiedza spojrzeć wreszcie prawidłowo na własny rozwój Słowian, na ich miejsce w Świecie, którego nie osiągnęli żadnym cudem, ani przypadkiem, lecz jest im ono przynależne z samej zasady, przyrodzone i potwierdzone przyrodniczo na podstawie wielowiekowego zasiedzenia i wielowiekowej ciężkiej pracy naszych Dziadów, na tym obszarze który otrzymali od Matki Przyrody pod swoją opiekę jako miejsce do życia. Przez naszych dziadów z krwi których pochodzimy – co nie jest możliwe do zaprzeczenia ani zaklęcia na zasadzie żadnej propagandy i faszystowsko-nazistowskiej teorii wyższościowej Post-Rzymu.

Nasi Dziadowie, którzy to wszystko zostawili nam w spuściźnie, poświęcili całe życie by przetrwać na tym przydzielonym im przez Bogów fragmencie Lądu Białego i Mazji. Wiele pokoleń pracowało w pocie czoła by zbudować w tym fragmencie świata cywilizację, którą bez wstydu można nazwać Północną Kulturą Wielkiego Stepu i Wielkiego Boru. Ta cywilizacja oparta była na plemiennym wzorcu, była decentralistyczna i nie zawierała zasadniczo modelu Pan-Niewolnik aż do okresu chrześcijaństwa. Było to społeczeństwo wolnych współobywateli.

Myślę, że pokazaliśmy także poprzez tych kilka map, że współczesna Kultura Słowiańska ma swoje korzenie w Polsce, która była po Starej Kolibie Zerywanów nad Morzem Aralskim i na Syberii oraz po Drugiej Nowej Kolibie Naddunajsko-Adriatyckiej Trzecią Kolebką Słowiańszczyzny – tej Słowiańszczyzny, która odbyła drogę powrotną do Mazji i stworzyła Persję Parnów oraz Indie Kszatrijów, a potem stworzyła też Wielką Rosję.

Myślę, że nasi Dziadowie, wszystkie te niezliczone pokolenia przodków, które wydały nas ze swego Pnia, z Pnia DNA, z PNIA Świadomości Nieskończonej, z Pnia tego Nieskończonego Drzewa Świata, jako swoje współczesne Najlepsze pod Słońcem Owoce, oczekiwaliby od nas, że tego DZIEDZICTWA – MY ICH DZIECI, nie roztrwonimy.  Myślę, że nasi Dziadowie życzyliby sobie abyśmy zawsze pamiętali o korzeniach tego Drzewa, czyli o nich i ich pracy, i nie zapomnieli nigdy o tym kim jesteśmy oraz co posiadaliśmy i jaki wkład w życie i rozwój cywilizacji Człowieka wnieśliśmy.

Myślę, że każdy kto dobrnął do tego miejsca jednocześnie też posiadł wiedzę na temat Wielkiej Mistyfikacji z jaką mamy do czynienia względem Słowiańszczyzny od początku rozwoju epoki NAUKI, aż do współczesności, w której pokutują relikty nierozerwalnego związku nauk humanistycznych z propagandą nacjonalistyczną.

Dlaczego świat z uporem maniaka powtarza, że Słowiańszczyzna to dziki niecywilizowany kawałek świata. To gorsza część Europy i azjatycka dzicz?! Dzieje się to za sprawą nauki i w majestacie nauki sprzężonej z aparatem przemocy państwa i schyłkową strukturą społeczną feudalną, Systemem Pan-Niewolnik, zwanym dzisiaj kapitalizmem. Nauka powtarza te propagandowe twierdzenia Zachodu, powiela je i  nadaje im status prawd, gdyż nadal tkwi w pierworodnym błędzie materialnym, który doprowadził do pokawałkowania Wiedzy, defragmentacji Świata na poszczególne dyscypliny i zamknął owe dyscypliny arbitralnymi granicami. W ten sposób humanizm przestał stosować w swoich rozumowaniach, przy formułowaniu teorii i w dowodzeniu racji, narzędzia spoza kręgu humanizmu takie jak matematyka, a dzisiaj genetyka. Dziedziny takie jak historia czy archeologia stały się zlepkami faktów i domniemań, dowolnych interpretacji i polem manipulacji propagandowych podporządkowanych ośrodkom posiadającym pieniądze oraz władzę. Powiedzenie, że historię piszą zwycięzcy jest idealnym potwierdzeniem tego zwyrodnienia nauki. Współczesna nauka humanistyczna jest wyrosłą z nacjonalizmów zdeformowaną przez tezy propagandowe płynną zbieraniną faktów i półprawd oraz całkowitych zmyśleń nie opartych na żadnych dowodach. Jest zbiorem hipotez i teorii wyssanych z palca lub opartych na kruchych podstawach i logice, którą możemy łatwo dzisiaj zakwestionować.

Na przykład dominujący w rozumowaniu nauk archeologicznych czy etymologii obraz rozpowszechniania zdobyczy kulturalnych i cywilizacyjnych w drodze PODBOJU (jako głównego bądź jedynego narzędzia rozpowszechniania nowinek i innowacji) był obrazem obwiązującym w XIX wieku, kiedy formowały się nauki humanistyczne. Dzisiaj wiemy, że podbój , zbrojna forma opanowania jakiegoś terenu, nie jest wcale głównym narzędziem upowszechniania się nowości. Widać to dobrze współcześnie, kiedy nowinki są adaptowane równie dobrze w komunistycznych Chinach przez samych Chińczyków, a nie pod wpływem brytyjsko-amerykańskiego kolonializmu. Ten obraz świata ufundowany przez XIX wieczną naukę jest nieprawdziwy o czym wielokrotnie już tutaj pisaliśmy i mówiliśmy.

Skoro tak jest, zapyta ktoś, to dlaczego nie uczy się nas o tym w szkołach?!

Zapytajcie o to tych których wybiera się do Sejmu, a którzy podobno mają nas reprezentować. Zapytajcie dlaczego w ogóle nie chcą uczyć historii? Zapytajcie jakiej historii wciąż uczą? Zapytajmy ich wspólnie co zrobili żeby odkłamać obraz przeszłości i przywrócić Polakom (Słowianom) godność oraz poczucie zakorzenienia?! Zapytajmy ich czy przyłożyli kiedykolwiek rękę do rozpowszechnienia w świecie tej wiedzy, którą tutaj rozpowszechniamy?! Czy dali choć złotówkę na którąkolwiek książkę o mitologii Słowian, o Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej o Wierze Przyrody?! Czy podarowali z dóbr państwa Polskiego hojną ręką chociaż jeden kawałek ziemi pod Świątynię Światła Świata, pod jakąkolwiek Świątynię Wiary Rodzimej?! A przecież tak lekko rozdają naszą własność POSPOLITĄ (Wspólną) kościołowi z Pustyni?! Zapytajmy ich czy propagują słowiańską rodzimą kulturę i obyczajowość?!

Myślę, że znamy odpowiedzi na te pytania. Oni nie chcą byśmy się odrodzili jako „Naród” Słowiański. Oni są zapiekłymi wrogami NARODU POLSKIEGO, NARODU SŁOWIAŃSKIEGO, Wrogami Przyrody, wrogami Wiary Przyrody. Nawet jeśli deklarują się jako myślący „ekologicznie” to w głębi duszy są wrogami ekologii i wszystkiego co Zielone, wszystkiego co prowadzi do poszanowania Przyrody. Przykład z wczoraj z Krakowa: Po 20  latach dyskusji nad wymianą żarówek w Magistracie na ekologiczne, znów zadecydowali, że będą sobie świecić starymi żarówkami, bo są ładniejsze. Znów okazało się w odpowiedzi na Internetowo zorganizowaną Petycję w Sprawie Ogrzewania Niewęglowego, że nie mają planu, jak wyprowadzić z Krakowa węglowy opał, który truje ludzi! Znów zadecydowali, że urządzą sobie kolejną Olimpiadę tym razem Zimową w 2022 roku zamiast zbudować spalarnie i przejść na ekologiczne ogrzewanie domów, albo utrzymać kilka szkół podstawowych, albo wprowadzić bodźce by ludzie chcieli mieć dzieci!!!

Nie pora tutaj jednak na załamywanie rąk nad stanem Ich umysłów, bowiem ich dni są policzone. Pomyślmy raczej pozytywnie o tym co wynika z przedstawionych w tym artykule filmów, z tego co tam powiedziano, z tego na co wskazuje fizyka współczesna, z tego co czujemy, z tego co wynika z Wielkiej Zmiany 21 12 2012! Pomyślmy jakich narzędzi użyć by dokonać zasadniczych zmian w otoczeniu i jak zastosować praktycznie całą tę wiedzę.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć, jeśli uznajemy taki obraz świata i dziejów Słowian, jaki przedstawiono powyżej. Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć jeśli uznajemy nową Teorię Meta-Paradygmatu, czyli Nieskończonej Świadomości, która kształtuje poprzez naszą zbiorowość- Słowiańszczyznę i poprzez nas indywidualnie, przez Słowian, materialny świat wokół nas?

Pierwszy wniosek wydaje się prosty i oczywisty, lecz będzie znów szokujący.

Jesteśmy tym kim jesteśmy i znajdujemy się w takiej fazie rozwoju w jakiej się znajdujemy oraz zajmujemy taki obszar jaki zajmujemy oraz stanowimy taką część światowej populacji Ludzi jaką stanowimy dlatego, że TAKA jest NASZA ZBIOROWA  i INDYWIDUALNA ŚWIADOMOŚĆ NAS SAMYCH – SAMOŚWIADOMOŚĆ GRUPOWA. To znaczy że Stan Ogólny Naszej Świadomości Słowiańskiej pozwolił nam znaleźć się w tym właśnie miejscu Świata i jego Cywilizacji w jakim jesteśmy.

Drugi wniosek.

Świadomym oddziałaniem niewielkich grup stanowiących 1 promil populacji możemy zmieniać świat Materialny wokół nas. Zobaczmy jak wielki wpływ na świat miały jednostki wyrosłe w naszej kulturze – pojedyncze osoby, takie jak Mikołaj Kopernik, jak Immanuel Kant, jak odkrywczyni RAdonu Maria Skłodowska-Curie, jak słowiańscy wynalazcy i naukowcy, a także artyści, którzy dali światu wiele kulturalnych przełomów (byłyby to dziesiątki nazwisk, które musiałbym tutaj wymienić, nazwisk formatu Chopina czy Strawińskiego).

Wniosek Trzeci.

Każdy z nas naprawdę posiada poprzez własną Świadomość i użycie jej jako narzędzia wpływ bardzo wielki na kształt Materialny Środowiska wokół nas i na realizację własnych indywidualnych celów. To nasze środowisko to nie mała zaściankowa Polska wykrojona przez Stalina, lecz całe nasze dziedzictwo od Kamczatki do Atlantyku, cały świat w którym żyjemy – to dzisiejszy obszar naszego Słowiańskiego Plemienia – to mamy zagospodarować. Same połacie azjatycko-syberyjskie wystarczą na pokolenia, a przecież nasza Ziemia jest tam wszędzie, gdzie są Polacy(Słowianie) i ich własność.

Czwarty wniosek.

Powinniśmy zrobić wszystko aby upowszechnić tę wiedzę jaką posiadamy pośród wszystkich Słowian na Świecie, wszystkich ludzi o słowiańskim pochodzeniu, o słowiańskich korzeniach – we wszystkich językach jakimi się dzisiaj nasi genetyczni pobratymcy posługują (pali, hindi, angielskim, niemieckim i innych).

Wniosek piąty – Granica.

Wspólnota języka mówionego która w zasadzie sięga Niemiec, Skandynawii, Bałtów, Rumunów, Węgrów, Iranu i Indii, USA i innych krajów, a na pewno obejmuje wszystkie języki mówione Słowian – ta wspólnota językowa ułatwia nam formułowanie wspólne myślokształtów, bo myślokształty (myślowe obrazy) mają dwie składowe Słowo-Dźwięk (Głoskę i Melodię)oraz Obraz. Nasze SŁOWA są wspólne w bardzo wielkim podstawowym zakresie i wypowiadając myśl, emanując ją posługujemy się tym samym zakresem dźwięków i tym samym obrazem – w obszarze 1 miliarda istnień ludzkich. Ten stan rzeczy ułatwia także przekazywanie sobie wiedzy bezpośrednio od świadomości do świadomości. Nie korzystamy przy tym z języka angielskiego , który jest teraz powszechnie używany do porozumiewania się werbalnego, korzystamy z języka wewnętrznego przyrodzonego naszemu duchowi. NIECH TAK PO WSZE CZASY ZOSTANIE. Przekazujmy sobie wiedzę i informacje każdą możliwą drogą.

Wniosek Szósty – Życie.

Nasz Język jest naszym skarbem narodowym. Skarbem narodowym jest też Wiara PRZYRODZONA Słowian którą propagujemy. Dlaczego? Bo ona uczy nas w jaki sposób rozmawiać z Bogami/Energiami/Świadomością Nieskończoną/ Światłem Świata, którego jesteśmy częścią. Uczy nas poznawać siebie bez ograniczeń, uczy rozmawiać Samemu ze Sobą, uczy nas jak Być Cząstką Boga i być samym Bogiem jak dotrzeć do Samego Siebie do swojej Najwyższej Części Rdzenia Istoty Świadomej.

Wniosek Siódmy – Szczęście (Zdążanie).

Organizujmy wielką wspólnotę i wspólnie dotrzyjmy do jak największej liczby Słowian z wiedzą, którą tutaj przedstawiamy, uczyńmy wszystko by powstały liczne wydawnictwa, telewizja, radia, czasopisma, portale upowszechniające tę wiedzę – twórzmy Kulturę Słowiańską, oryginalną nie naśladującą Zachód – Naszą Którą od nas będą brać inni.

Wniosek Ósmy – Spełnienie

Przy pomocy Wspólnych Aktów Świadomości, przy pomocy wspólnoty informacyjnej i wspólnoty wiedzy, dokonajmy Wielkiej Zmiany Polski, działajmy wspólnie dla naszego bieżącego dobra i dla PRZYSZŁOŚCI. W ten sposób przez akty Świadome i Działanie świadome jesteśmy w stanie zmienić wszystko jak zechcemy i nadać krajowi pożądany, pomyślany przez nas kształt – Ziemi Wolnej od DESTRUKCJI OBECNEJ POLITYKI i OBECNEGO NEGATYWNEGO ŚWIATOPOGLĄDU, od KULTU Śmierci!!!

Czy tych wszystkich konstatacji jakie znalazły się tutaj we wnioskach nie słyszeliśmy już kiedyś, i czy  są to rzeczywiście całkiem nam obce słowa?! Ja jakbym to już słyszał tysiące razy. Nie, nie są nowe, rzeczywiście mówimy o tym i powtarzamy te sekwencje od dawna. Rzecz w tym,  że na te postulaty bardzo dobrze znane – musimy spojrzeć inaczej, od strony SPRAWCZEJ SIŁY NASZEJ INDYWIDUALNEJ, OSOBISTEJ ŚWIADOMOŚCI

Φ

Na koniec przytoczymy dwa artykuły i fragmenty dyskusji, które wnoszą do naszej wiedzy tę istotną wartość, iż potwierdzają, że przede wszystkim Słowianie mają problem ze swoją Słowiańskością i z jej umiejscowieniem w strukturze dziejów Świata oraz w odpowiednim miejscu współczesnej układanki tego świata. Potwierdzają też one wspólne nam wszystkim poczucie manipulacji PRAWDĄ w przeszłości i obecnie. Potwierdzają naszą obserwację, która nie jest tylko naszą specyficzną obserwacją Rodzimowierców, ludzi mających rzekome poczucie „mniejszości”, a w związku z tym spojrzenie ksenofobiczne i upatrujące zagrożeń tam gdzie ich nie ma.Te artykuły potwierdzają także, że Polska i Polacy nie potrafią się odnaleźć w zawierusze dziejów i szczególnie mocno odczuwają „Słowiańską chorobę” polegającą na braku poczucia „przynależności” do określonego kręgu tradycji i ciągłości dziejowej. Potwierdzają konieczność integracji ruchu narodowego wokół kwestii przywracania Poczucia Zakorzenienia wśród Polaków i szerzej Słowian. Potwierdzają istotność pracy jaką tutaj dokonujemy dla krzewienia wiedzy o Słowianach i ich roli, miejscu i dziejach oraz prawdziwej rdzennej Wierze Przyrodzonej Słowian.  Wreszcie artykuły te i dyskusje potwierdzają, że każdy kto dotyka tematu Słowiańszczyzny musi się liczyć z zapiekłym kontratakiem tzw „europejczyków” i tzw „ludzi o korzeniach sięgających roku 966″.  Potwierdzają też, że dyskusje jakie się u nas na blogu toczą, toczą się także gdzie indziej przy okazji takich artykułów – nie są naszą specyfiką Blogu Wiary Przyrodzoney Słowian, ani naszego ruchu rodzimowierczego.

Pamiętajmy że Wiarę Przyrody wyznaje co najmniej 420 milionów Słowian – Potomków i Nosicieli krwi o haplogrupie Y-DNA R1a1 oraz I. Nie jesteśmy żadną mniejszością, a nasza Słowiańska Wiara odrzucając pośrednictwo kapłanów i przyjmując światopogląd naukowy, może stanowić wzorzec nowoczesnego podejścia do kontaktu Człowieka z Bogiem, Boga w Człowieku z Bogiem Nieskończonym  i Człowieka z Człowiekiem samym w sobie.

Artykuł z 2.`10 2011 Nowy Ekran

Poskrob Ruska, a znajdziesz Polaka

Rzecz o wpływie badań genetycznych na kwestię pochodzenia Polaków.

„Tytuł artykułu jest cytatem z wypowiedzi jednego z badaczy genetyki Igora Rożańskiego”

Genetyka stanowi jedną z najmłodszych nauk. Sekwencjonowanie ludzkiego genomu dało początek rewolucyjnym odkryciom, których większość dopiero przed nami. Jednym z najciekawszych zastosowań genetyki jest archeologia. Archeologia genetyczna stanowi swego rodzaju „Świętego Graala” badań nad prehistorią. Od czasu pierwszych prac opartych na analizie DNA w latach 90ych rozwiązano więcej zagadek archeologicznych aniżeli przez ostatnie 100 lat. Badania prowadzone są cały czas. Z dnia na dzień pojawiają się nowe fakty, nowe wyniki badań zmieniających dotychczasowe postrzeganie prehistorii.

Jednym z najciekawszych elementów badań archeologii genetycznej są badania nad pochodzeniem Słowian. Przez dwieście lat toczono spory na temat historii ludu, który zajął pół Europy. Przełomowe w tym zakresie były prace A. Klyosowa oraz P.A. Underhilla z lat 2008-2011. Jak widać badania te są bardzo świeże, jednak już zmieniły całkowicie postrzeganie naszej historii na całym świecie. Na całym świecie oprócz Polski i Niemiec oczywiście. (Warto zastanowić się, dlaczego polscy „naukowcy” nie przyjmują do wiadomości, że tezy, którymi nadal karmią swoich studentów zostały całkowicie obalone. Nie mniej, nie jest to temat tego artykułu.)

Analiza haplogrup Y-DNA stanowi obecnie najskuteczniejszą metodę określania pochodzenia danej społeczności i jej korzeni prehistorycznych. Ludność słowiańska zaliczana jest do grupy Indo-europejskiej, określanej szeroko haplogrupami R1. R1a1 – ludy słowiańskie, R1b1 – ludy celtyckie. Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a
image

Mapa 19 – Ludność Hg Y-DNA R1a1 w Europie i Azji Mniejszej. Ta mapa nie jest zbyt dokładna ponieważ nie zamalowano na różowo Peloponezu gdzie mamy historycznie poświadczoną ponad 400 letnią dominację Słowian, którzy tworzyli tam krainy plemienne niezależne od Bizancjum stosunkowo niedawno – są to czasy od około 550 do 950 roku n.e. To samo dotyczy Krety gdzie Haplogrupa Y-DNA R1a1 jest obecna w sporym procencie, także na granicy Turcji  i Iraku jej obecność sięga ponad 20%, a ponad 10% udział jest w całym obszarze Turcji. Nie pokazano tutaj  dalszych związków słowiano-tureckich w Azji Centralnej, które obejmują wschód aż po Chiny i Indie.  Gdyby zakreślić tutaj linię 10% udziału R1a1 w Europie, zasięg powiększyłby się o jeszcze inne obszary, np. Sycylię, i sięgnąłby dalej na zachód – np. objąłby Francję, Północne Włochy i Bawarię, która jak wiadomo przez Boj-Awarów była związana po kolei z Wenetią, Lęgią-Lugią (Ślęgią), Harusją i Caroduną (czyli Białą Chorwacją), a potem z Hunalandem, Awarią i Wielką Morawą. 

Jak widać, największe zagęszczenie ludności tej szerokiej grupy występuje w Polsce. Warto zwrócić uwagę na fakt, że pośród Serbów Łużyckich współczynnik ten jest jeszcze wyższy. Obecnie badacze toczą spór o kolebkę tych ludów. Jak wiadomo, zarówno R1a1, jak i R1b1 wywodząc się z bardzo rzadko dziś spotykanej haplogrupy R i jej następcy R1. Spór toczy się pomiędzy zwolennikami ałtajskiej oraz irańskiej kolebki tych ludów. Ważną informacją jest fakt, że haplogrupa R wykształciła się 20 000-34 000 lat temu, natomiast R1 około 18 000 lat temu. Haplogrupy R1a1 oraz R1b1 są niewiele młodsze od R1. Jak wiadomo, jest to okres ostatniego większego zlodowacenia. Jest wysoce prawdopodobne, że niewielka ilość osób posiadających R1 świadczy o gwałtownym zmniejszeniu się populacji ludzkiej w tamtym rejonie. Duża ilość osób z R1a1 oraz R1b1 zdaje się natomiast sugerować emigrację tych w cieplejsze rejony. Anatole Klyosow przedstawił niedawno swoją teorię dotyczącą migracji społeczności R1a1. Świat nauki przywykł już czujnie słuchać tez Klyosowa ponieważ jego wcześniejsze teorie, całkowicie sprzeczne z powszechnie panującymi znalazły potwierdzenie w twardych dowodach.(Jedna z jego teorii mówiła, że ludność R1b1 przybyła do Europy 4000-5000 lat temu, wypierając na zachodzie Europy prawie całkowicie ludy wcześniej zasiedlające te obszary. Na chwilę obecną poważni naukowcy przyjmują to jako udowodniony fakt.) Klyosow, w swoich pracach suponuje, że ludność słowiańska przybyła do Europy ze stepów ałtajskich przez bliski wschód (osada Catal Hoyuk) oraz Bałkany. Stwierdza on, że kultura Vinca (twócy pierwszego pisma na świecie!!!) była tworzona przez ludność słowiańską uciekającą przed potopem, który zalał wybrzeża Morza Czarnego 5600 lat przed naszą erą. Powszechnie uważa się, że kultura Vinca dała początek kulturom naddunajskim z kulturą Ceramiki Sznurowej(Corded Ware) jako ich apogeum w 3 tysiącleciu przed naszą erą.
image

Mapa 20. Rzut zasięgu kultur archeologicznych – warto porównać z mapami zasięgu haplogrup Y-DNA gdyż ludność o tych haplogrupach przebywa na tych terenach nieprzerwanie od około 10.000 p.n.e. a w wypadku Staroeuropejczyków od 25.000 lat.

Twarde dowody na tę tezę możemy wskazać dzięki poświadczonym przypadkom genomu R1a1 osób przypisywanych tej kulturze.

Bardzo ciekawe są również fakty związane z haplogrupą R1a1a1g oraz R1a1a1g2, zwanymi do niedawna R1a1a7. Grupy te są bardzo charakterystyczne dla społeczności zachodzich Słowian (na południu Polski ponad 30% samej tej podgrupy). Rozkład przedstawiam poniżej.
image

Mapa 21. Ta mapa uzmysławia najlepiej sytuację językową – Mimo dużego udziału genetycznego Słowian, z powodu germanizacji, w Niemczech nie mówią oni w swoim języku. Na Węgrzech mała procentowo grupa Madziarów haplogrupy N – narzuciła język 60 % reprezentacji R1a1, w Grecji 15% udział okazał się za mały aby narzucić język słowiański. Duży udział Słowian nie doprowadził do całkowitej slawizacji Rumunów, 15% udział Słowian wystarczył by wykluczyć język tureckich Bułgarów (mapa nie pokazuje na fioletowo Bułgarii – nie wiadomo czemu.  Nie zaznaczono też Czarnogóry na fioletowo i części Azerbejdżanu oraz ziem zachodnich Niemiec, północnej Francji, północnych Włoch gdzie udział R1a1 = 10%.

Wstępnie datuje się powstanie tej haplogrupy na 2000 lat przed naszą erą. Najstarsze odmiany możemy znaleźć w Serbii i Chorwacji (małopolskę utożsamia się z tzw Białą Chorwacją natomiast Łużyce z Białą Serbią). Bardzo ciekawym faktem dotyczącym dotyczącym genomów z grupy R1a1 jest informacja, że w wariancja tego genu u społeczności Polskiej jest większa aniżeli dla całej populacji europejskiej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że najprawdopodobniejszym rejonem, w którym nastąpił gwałtowny wzrost tej populacji jest Polska. Naukowcy na świecie są na chwilę obecną prawie całkowicie zgodni, że ludność słowiańska zaludniła tereny zachodniej Rosji z terytoriów Polski. Najazdy Scytów i Sarmatów stanowiły emigrację wsteczną ludności przybyłej na stepy z Polski.

Teza odnośnie prypeckich korzeni ludności słowiańskiej w dzisiejszych czasach uznawana jest za praktycznie obaloną. Istnieje zbyt wiele dowodów przeczących takiej wersji wydarzeń. Począwszy od kronik, skończywszy na badaniach DNA. Próbki z tego obszaru wskazują na obecność mutacji, które najpierw nastąpiły na terenach Polski, natomiast późniejsze (nawet dzisiejsze) próbki z Polski nie zawierają mutacji z bagien prypeckich. Jako istotną ciekawostkę przytoczę też fakt, że wśród społeczności brahminów hinduskich (którzy wywodzą swoje pochodzenie od Aryów) dominującym genomem jest R1a1, lecz nie R1a1a7 (R1a1a1g ani R1a1a1g2). Niektórych może martwić, że nie pochodzimy od nacji, która podbiła Indie i zaprowadziła tam swoje porządki (Sanskryt jest językiem satemowym, polskiemu bliżej do sanskrytu aniżeli np do angielskiego), ponieważ w momencie gdy wyruszali oni z Europy (lub północnego Kaukazu, badania trwają, niedługo poznamy odpowiedź) u nas żyli już ludzie z R1a1a7. Pocieszające jest natomiast to, że kultura łużycka była już typowo polska, (nawet krowy hodowali polskie ;) ) jednak to jest już temat na inny artykuł.

fragment dyskusji

  • Pierwsza fala nie mogła być celtycka. Jest na to bardzo wiele dowodów w postaci badań genetycznych. R1b1 czyli celtowie bardzo długo siedzieli w Anatolii i stamtąd około 2500-3000 lat p.n.e. migrowali na zachód, przez bałkany, gdzie bardzo intensywne było już osadnictwo grupy słowiańskiej (R1a1), lub drogą morską przez wyspy. Podobnie nijak się ma późna migracja Polan ze wschodu na zachód. Na wschodzie R1a1a7 nie występuje, wykształciła się ona gdzieś na terenach Polski/Łużyc/Słowacji prawdopodobnie w czasie gdy celtowie dopiero się osiedlali w Europie. Różnice względem Twoich przekonań są takie, że było dokładnie na odwrót. Obawiam się, że spojrzałeś tylko na mapkę, a nie przeczytałeś tekstu.
    Andarian 02.10.2011 21:05:26
  • @Andarian
    Dziwna wydaje się wędrówka z Anatolii przez Bałkany – czy pozostały jakieś ślady?
    Czy nie bardziej przekonująca jest droga lądowa na północ od M. Czarnego?Nie jestem biegły w tych sprawach; pytanie: jak to się ma do do takiego słowiańskiego zwyczaju, jak Wieczerza Wigilijna, który pochodzi z Iranu obecnego, a powstał już po migracji indyjskiej?
    Krzysztof J. Wojtas 02.10.2011 22:01:26
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Koncepcja migracji na północ od M. Czarnego stanowi wersję alternatywną jednak brak na nią dowodów archeologicznych. Osobiście skłaniam się ku wersji o morskiej drodze kolonizacji celtyckiej lub też przez Egipt, Libię, Sycylię i Italię. Wersję tę wydaje się potwierdzać badanie DNA Tutenchamona (R1b1). Kwestia wieczerzy jest ciekawa i postaram się zagłębić w ten temat. Skąd pochodzą dane, że jest to zwyczaj młodszy aniżeli 1500 lat p.n.e. ? Od kiedy w Iranie panują takie obyczaje?
    Andarian 02.10.2011 22:22:59
  • @Andarian
    Bardzo ciekawie wygląda obecność polskiego R1a1a7 na południowym wybrzeżu Szwecji i na wschodnim wybrzeżu Danii, jak równiez samego R1a, na długo przed wytworzeniem się zjawiska Vikingów, którzy musza zatem być w bardzo znacznej częsci elementem słowiańskim, co choćby pokazuje obecność R1a na Islandii zasiedlonej całkiem niedawno uwzględniając skale czasową z notki.”Obawiam się” że już niedługo padnie argument o szwedzkim/skandynawskim pochodzeniu założycieli Rusi, jak również okaże się, że ‚szwedzcy” vikingowie tak bardzo sprawnie pływali po rzekach na terenach słowiańskich, bo z łatwościa mogli porozumiec się z miejscowymi władcami i wynegocjowywać dobre warunki na przemiesczanie się.

A co do Wieczerzy wigilijnej. Dla mnie to równie ważny ślad jak te potwierdzone badania DNA. Co więcej, zwyczaje są kulturowe i nie związane z genotypem. Czyli wpływ współżycia razem, a nie zasada plemienna.
Przy migracjach – zawsze jest możliwość kontaktów międzyplemiennych. I są to zazwyczaj inspiracje rozwojowe. Takie jednostki – mają szansę, przez zwą odmienność, uzyskać znaczącą rolę w plemieniu. To zwykle przekłada się na ilość „śladów genetycznych”.
Warto to rozważać.

Święto Yalda – odpowiednik wieczerzy wigilijnej jest świętem narodzin Mitry. Mitra w zaratuszianiźmie stanowił najpotężniejszą emanację Ahury Mazdy. Ponieważ w czasie najazdu Aryów w Iranie panował mazdaizm, Mitra był jednym z przyczynków do zreformowania mazdaizmu w zaratuszianizm. Mitra stanowi punkt wspólny wierzeń hinduistycznych z zaratuszianizmem.

niederlausitzwappen    Przepiękny Herb Łużyc

Wigilię zaś należy utożsamić z najważniejszym z gahambrów – świąt zaratusztriańskich – Now Ruz. Now Ruz był obchodzony przy równonocy wiosennej. Chodzi o wigilię Now Ruz – dzień i noc poświęcona ducom przodków . I porównać to z naszą wigilią i zwyczajami.

To, że kalendarz „pojechał” – to inna sprawa. Z czasem rzeczywiście był przy przesileniu zimowym. Gody – to godzenie się na służbę. Istnieją również Jare Gody – zgodne kalendarzowo z Now Ruz. Nowy Rok w zaratuszianizmie ma miejsce w dniu równonocy wiosennej. Pośród wielu elementów tego święta można wskazać malowanie jajek, chowanie słodyczy w ogrodzie i wiosenne porządki, które i u Nas są praktykowane tyle, że na Wielkanoc. Owszem, wiele zwyczajów z Now Ruz my praktykujemy w Wigilię, ale nie oznacza to, że święto to przybyło do nas ze wschodu.
Wieczerza; brak śladów tej formy w hinduizmie – na pewno nie w tej formie. Są natomiast opisy podobnych zwyczajów w Asyrii i na terenach Iranu. Zatem zwyczaj jest późniejszy.
Wiele przemawia, że powstał już w ramach zoroastryzmu, acz tu trzeba chyba odrzucić wersję Eliade, że Zaratusztra żył „500 lat” przed Aleksandrem (Macedońskim).
Raczej należy sądzić, że Zaratusztra żył około 1200 lat przed Chrystusem.
Niemniej zwyczaj zdaje się powstał około 1000 lat p.Ch. – co pozwoliło na jego utrwalenie i rozpowszechnienie wśród plemion słowiańskich ostatniej fali migracyjnej.
Uważam, że teza o naddunajskim pochodzeniu słowiańskiej kultury i rozwinięciu jej na ziemiach polskich niedługo nawet w Polsce będzie powszechnie uznawana jako właściwą, ponieważ popartą największą liczbą dowodów.mapoflusatia

Mapa 22. Oto co nam Słowianom z Nadłabia pozostało, same Łużyce okrojone do minimum. Napis Sakska – pokazuje nam zgermanizowanych stosunkowo wcześnie Saksonów, potomków Scytyjskich Saków. Ten genetyczny związek jest wprost zawarty w nazwie plemienia i kraju Sak-sonia (Saka-son, po scytyjsku-prasłowiańsku zapisano by to Saka-sais). Tradycję Scytyjską i Słowiańską nazywania syna po ojcu zachowaną dobrze do dzisiaj w Rosji przyjęli od nas Skandynawowie, gdzie częste sa nazwiska typu Lars-son, Gunar-son itd.

Nie zgadzam się z teorią, że Słowianie przybyli na ziemie Polskie ze wschodu w VI wieku. Nie zgadzam się z twierdzeniami, że była to dzicz pozbawiona obyczajów, przyjmująca wszystko co im podsunięto pod nos. Nie zgadzam się również z teorią, że Słowianie ukształtowali swój etnos i zwyczaje na wschodzie, skąd przybyli wypełniając pustkę pogermańską. To wszystko są teorie wysysane z palca na polecenie politbiur i gabinetów propagandy. Przytoczyłem bardzo konkretne argumenty obalające te tezy. W swoim artykule, w komentarzach do pańskich odpowiedzi, a także we wcześniejszym tekście „Lech, Czech i … polityka historyczna”.
Argumenty te w błyskawicznym skrócie to:
z powyższego artykułu:
1.Brak na wschodzie genu r1a1a7 wykształconego 4000 lat temu.
2.Najwyższa wariancja dla genów r1a1 u polskiej społeczności.
3.Twardy materiał dowodowy łączący kultury naddunajskie (Ceramiki Sznurowej w szczególności) z genomem r1a1
4.Zbieżność świąt słowiańskich z aryjskimi ( samo w sobie nie definiuje kierunków migracji ).
5.Słowiańskie imiona przywódców wojujących z Rzymianami (Radogost, Ariowit)
6.Kronika Nestora jasno mówi skąd przybyli Słowianie (z terenów Panonii)
7.Wskazanie u Tacyta, że ludy Suevów (wg mnie byli to Słowianie) posługiwali się wspólnym językiem, różnym niż pozostali Germanie.

Mogę także wskazać wiele innych argumentów, jak np zbieżność technologii budowy umocnień między Słowianami w VI-XII wieku, a technologią kultury łużyckiej.
Pan przytoczył jedynie argument o współwystępowaniu zwyczajów świątecznych w Polsce, Iranie i Białorusi, który sam w sobie nie określa kierunku migracji (chociaż niektórzy etnolodzy by polemizowali, że w społecznościach emigrujących tradycje utrzymywane są silniej).

@Andarian
Myślę też, że trzeba też ułozyć scenariusz zasiedlenia terenów Polski i środkowej Europy po zejściu lodowca. Lodowiec ostatecznie schodzi około16 tys a temu, dalej (b.krótki lub długi) interwał w którym ziemia powoli staje sie przydatną do uprawy, i dalej scenariusz migracji według haplogrup…
To dla pólnocnej Poslki…
Scenariusz dla innych częsci Polski będzie identyczny ale przesuniety czasowo…
Coś mi sie zdaje, że to nie będzie „scenariusz dla naszych sasiadów” korzystny, bo wydaje się oczywistym, logicznym i zdroworozsądkowym, że ludzie podążali za ustepującym lodowcem, czyli z południa a północ.Natomiast szybkość dostepności ziemi do uprawy jest zgodna z mapą wystepowania poszczególnych zlodowaceń, czyli mapy zasiedleń powinny być jej negatywem dla czasowego określenia zasiedlania ziem.Posiłkuje sie brykiem:)
http://edudu.pl/print-sciaga-zlodowacenie-polski,5ae12bd18488bc579b30Lodowiec nie przekroczył Karpat, zatem ziemie naddunajskie były naturalnym i najblizszym rezerwuarem imigrantów.
Co o tym sądzisz?
nadużycie link skomentuj
OHV 05.10.2011 10:43:41

@OHV
Niestety nie posiadamy żadnych dowodów na tak wczesne rozwinięcie się rolnictwa, chociaż ostatnio i tak drastycznie wydłużono historię upraw ziemi. Do niedawna przyjmowano, że rolnictwo rozwinęło się 4-5 tys lat p.n.e. Na chwilę obecną przypuszcza się, że pierwsi rolnicy zamieszkiwali okolice Gobekli Tepe 11-9 tys. lat p.n.e. Potwierdzają to badania okolicznej dzikiej pszenicy, która zdaje się być przodkiem dzisiejszej pszenicy hodowlanej. Gobekli Tepe swoją drogą jest chyba największą zagadką archeologiczną współczesnych (megalityczna świątynia kilka tysięcy lat starsza od piramid !!! świadomie zasypana przeszło 7 tys. lat p.n.e.). W okresie po ostatnim zlodowaceniu (ostatni okres zimny 11,6 tys lat temu) istniały świetne warunki do życia u wybrzeży jeziora Czarnego (do 5600 p.n.e. był to zamknięty akwen słodkowodny). Tak więc rolnictwo chociaż powstało zaraz po ostatnim zlodowaceniu, rozprzestrzeniło się dopiero 2-3 tysiące lat później. Ma to swoje rozsądne wytłumaczenie. Zarówno genetycy, jak i archeologowie są zgodni, że ostatni glacjał stanowił wąską szyjkę butelki dla wszystkich ludzi na świecie. Populacja ludzka zmniejszyła się w tym czasie wielokrotnie. Zanim odbudowano populację do tego stopnia, że musiała szukać nowych miejsc do zasiedlenia minęło trochę czasu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że również 12000 lat temu miał miejsce ostatni okres bardzo dużej aktywności wulkanicznej (właśnie zaczyna się następny). Także pierwszymi ludźmi, którzy zasiedlili nasze ziemie po lodowcu były społeczności zbieraczo-łowieckie, które nie miały jednak tak dużego przyrostu naturalnego by zasiedlić te ziemie. Większe zasiedlenie miało miejsce właśnie przez rolników-prasłowian z kultury KCWR po „potopie” nad Morzem Czarnym, która przekształciła się w kulturę Ceramiki Sznurowej.
@Andarian
Szkoda że takie ciekawe kwestie, są prezentowane w oparciu głównie o stronę której autor nagina rzeczywistość do swojej wizji (R1a1-Słowianie, R1b1-Celtowie – w paleolicie biegający za mamutami – właściwie rozumiem? Przecież tego nikt na poważnie brać nie może, a jeśli czytający nie ma żadnej wiedzy na ten temat to jak może wyłuskac z tego tekstu fakty, bo i takie się pojawiają?)A teraz co jest z grubsza faktem.
R1a-M458 (R1a1a1g) z jej subkladem R1a-L260 (R1a1a1g2) wywodzi się z terenów Polski, i jest ona ścisle związana ze Słowianami.
A skoro tak to:
a.) nie było żadnej pustki (po prostu skądś sie ci Słowianie musieli brać zaludniając szczególnie Czechy, Słowacje, Wegry, mniej Bałkany, a później np. tereny Rosji czy Białorusi)
b.) Słowianie musieli żyć na naszym terenie okresie Imperium Rzymskiego, ale skoro ta nazwa nie była wówczas znana, pojawiali się pod innymi nazwamiR1a – jest związane z Indoeuropejczykami (Y-DNA archeologiczne w postaci R1a!), to jedyny łącznik w postaci konkretnej haplogrupy Y-DNA, z tym że najważniejsza jest tutaj R1a1a1-M417. Nie chodzi o to że starsze R1a nie mogło jej towarzyszyć – bo mogło, ale to ona stanowi 99,9% R1a i to ona jest u Słowian jak i Hindusów, itd.
Skandynawskie vel germańskie R1a jest własciwie nieobecne u nas.Sprostuje kilka rzeczy.>>>>>”Tytuł artykułu jest cytatem z wypowiedzi jednego z najwybitniejszych badaczy archeologii genetycznej Igora Rożańskiego”To raczej powtórzenie tytułu wywiadu, jaki ukazał się w rosyjskiej prasie z faktycznym NAUKOWCEM.
Link do wywiadu -> http://www.gazeta.ru/science/2008/01/14_a_2552231.shtml
Tu praca której tyczył się wywiad -> http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0002929707000250
Faktycznie tytuł dobry. Po pierwsze obalono bzdury o (etnicznych) Rosjanach, że są to tylko zeslawizowani Tatarzy/Ugrofinowie. Po drugie rzeczywiście w Rosji, czyli w wiekszosci to teren średniowiecznej ekspansji Słowian, często widać konotacje z terenami Polski. W innych badaniach DNA, Rosjanie albo są tak blisko Polaków jak Ukraincy, albo bliżej. Natomiast Bałtowie umieszczani są za Rosjanami, i bliżej Ugrofinów.Co to za dziedzina archeologia genetyczna?Wykopujemy czyjeś szczątki sprzed tys. lat i badamy jego DNA?
Rożański się niczym takim nie zajmuje, więc jednym z „najwybitniejszych” badaczy tej dziedziny być nie może.
On po prostu, amatorsko próbuje wydzielić na podstawie publicznie dostepnych haplotypów danych haplogrup (tu ściśle R1a1a1) jej części składowe (haplogrupa po prostu słabo zbadana), i określić na tej podstawie skoro brak znanych dzisiaj SNP, pokrewieństwo jednych z drugimi, co w związku z najnowszymi (to nie żart – z wczoraj, i z zeszłego tygodnia) wynikami prywatnych badań, można to już dzisiaj powiedzieć – słabo mu wychodziło (mieszał gałęzie odrębnych subkladów: Z284 i Z280).>>>>>”Ludność słowiańska zaliczana jest do grupy Indo-europejskiej, określanej szeroko haplogrupami R1. R1a1 – ludy słowiańskie, R1b1 – ludy celtyckie. Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a”Proponowałbym mniej lektury strony ks. Pietrzaka – a więcej naukowych badań ;)
Jak wszyscy doskonale wiedzą – zachód Europy (tak – tam własnie dominuje R1b) jeszcze w starożytności zamieszkiwały ludy (chyba nie ma potrzebyw wymieniać?) nie-Indoeuropejskie, zastała po nich np. topo-, hydronimia, przekazy, czasem pismo. I właściwie indoeuropeizacja do dnia dzisiejszego się nie zakończyła – bo mamy taki lud jak Baskowie – jedni z rekordzistów jeśli idzie o częstotliwość R1b-M269 (R1b1a2). Ta haplogrupa w Europie występuje głównie pod dwiema postaciami – R1b-U106 (R1b1a2a1a1a) popularniejsza w północnym obszarze wystepowania, jak i R1b-S116 (R1b1a2a1a1b) w południowym.
Inne (indoeuropejskie? :D) R1b-V88 (R1b1c) mamy np w Kamerunie – http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n7/full/ejhg2009231a.html, właściwie ściśle związane jest z jedną z grup jezyków afroazjatyckich ( dawniej pod nazwą chamito-semickich http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n7/extref/ejhg2009231x3.xls ), a których ślady mamy np. w niektórych celtyckich, czy germańskich. Jeszcze inne R1b-M73 (R1b1b1) mamy w Azji, dzisiaj dość ściśle związane z grupą językową turecką, ale tu jako ciekawostkę można podać że jeśli badano daną grupę, to własciwie w każdym wypadku wychodził jej młody wiek u tej grupy (np. Baszkirzy) z silnym tzw. efektem założyciela – i właściwie można lokować jej rozwój u poszczególnych grup – dopiero od momentu wejścia Turków(-utów) na arene historyczną (swoją drogą często w przypadku różnych haplogrup, jest tak u tureckojęzycznych, ze stepu i wschodniej Azji). Z tym że R1b-M73 jako haplogrupa oczywiście jest starsza. I w przypadku R1b na tym tutaj zakończe.>>>>>>”Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a” – ja jednak korzystałbym z rozkładu zalinkowanej wcześniej rosyjskiej pracy. Ma więcej wspólnego z rzeczywistością (choć np. nie widać wartości z Małopolski czy Pomorza (Kraków-64%, Lublin-62,5%, Gdańsk 60% – ale tu zapewnę średnią podnieśli Kaszubi) .
http://www.sciencedirect.com/cache/MiamiImageURL/1-s2.0-S0002929707000250-gr3.jpg/0?wchp=dGLbVlk-zSkzS>>>>>>”Obecnie badacze toczą spór o kolebkę tych ludów. Jak wiadomo, zarówno R1a1, jak i R1b1 wywodząc się z bardzo rzadko dziś spotykanej haplogrupy R i jej następcy R1Nie znam przypadku, aby o kimś dzisiaj można było z całą stanowczością powiedzieć że posiada „R*” bez dalszych znanch dzisiaj mutacji, określających kolejne haplogrupy. Zmieniło to (w zeszłym roku) odkrycie SNP – M479, który definiuje dzisiaj haplogrupę „R2″ (Indie, Pakistan i okolice, dawne R* u ludów np mongolskich to właśnie R2-R2-M124 http://malyarchuk-bor.narod2.ru/JHG_11.pdf ). I chyba podobnie jest z R1*. Ponieważ (o ile to robiono) testowano zazwyczaj dwa SNPy okreslający R1b – M343, i SRY10831.2 (lub cześciej M17) a one okreslają nie R1a*, a R1a1* i R1a1a* – więc co kryje się w pracach naukowych pod pozycją R1* nie bardzo da się odpowiedzieć.>>>>>>” Spór toczy się pomiędzy zwolennikami ałtajskiej oraz irańskiej kolebki tych ludów.”Co takiego?
Co z Europą?>>>>>>”Ważną informacją jest fakt, że haplogrupa R wykształciła się 20 000-34 000 lat temu, natomiast R1 około 18 000 lat temu. Haplogrupy R1a1 oraz R1b1 są niewiele młodsze od R1. Jak wiadomo, jest to okres ostatniego większego zlodowacenia.”

W sporej mierze to te daty, to tak troche patykiem po wodzie.

Ale nie o to chodzi. Najbliższym krewniakiem haplogrupy „R” jest haplogrupa Q (np. Indianie), w przypadku „ugro-fińsko-bałtyckiego” „N” jest to „chińskie” „O” itd. – ale to oczywiście czasy lodowców, mamutów itp.

Gdzie urodziło się R* i R1* – pewnie Azja (Bliski wschód to obszar narodzin R1b, R2 w okolicach Iranu/Pakistanu, Q to Indianie, cmentarze Xiongnu, u l. tureckich itd.)
Gdzie urodziło się R1a*-M420? Tego nikt nie wie (posiadacze tej haplogrupy wystepują od W.Brytyjskich po Iran, w Indiach brak) – a więc mogło w Azji, a mogło w Europie z przybyłego R1*
R1a1*-SRY1532.2 też jest szeroko rozrzucona ( np. Szwecja, Polska)
R1a1a*-M17 podobnie

Ale to wszystko to moze promil lub mniej (0,01%?) w stosunku do najważniejszej haplogrupy pod postacią R1a1a1*-M417 pochodzącej najprawdopodobniej z czasów neolitu. A którą mozemy przypisać Indoeuropejczykom.
I która wreszcie zaczyna się dzielić (a ściśle odkrywany jest jej podział – szczególnie dzieki http://www.1000genomes.org/about) na kolejne.
Dzisiaj wygląda to tak.
Przedstawie dane pewne.
Dominująca w Skandynawi (i na Wyspach) R1a1a1 – M417+ Z284+
Dominująca w Europie kontynentalnej R1a1a1 – M417+, Z280+
Dominująca na wschodzie (Azja) R1a1a1 – M417+,Z93+
Oprócz tego R1a1a1g-M458 która na pewno jest Z93-, Z280- w przypadku SNP Z284 wyniki testów są oczekiwane na dniach.
Z tym że grupy Z284+ i Z280+ powinny być związane SNP – Z282 ( i M458 jeśli nie będzie posiadała Z284) a te powinny być związane kolejnym (Z645) z Z93+. A krewniakiem tej całej grupy będzie – europejskie (a scisle północno-zachodnioeuropejskie) R1a1a1*-M417 (a w tej grupie R1a1a1-L664)
W postaci drzewka wygląda to mniej więcej tak -> http://www.box.net/shared/buv3hsglnv1gb0sj4p0y

Tłumacząc to na polski. ;)
Haplogrupa R1a1a1*-M417 powstała w Europie (całkiem możliwe że w środkowej). To stąd rozprzestrzeniła się np. na wschód, do Azji (i Indii). Potwierdzenie 100% dadzą tego stwierdzenia oczywiscie badania archeologicznego Y-DNA.

„Anatole Klyosow przedstawił niedawno swoją teorię dotyczącą migracji społeczności R1a1″ – którą rzeczywistość błyskawicznie obaliła (wykopki Haaka w przypadku KCWR – F*, G2a3). Pomysł na droge R1a (no właśnie o jakie konkretnie mu chodziło?) Z Ałtaju via Catal Hoyuk via Bałkany to jedna z większych bzdur z jaką się można spotkać w tych kwestiach (chociaż jest większa tycząca się R1b, autorstwa… Klyosowa)

„R1a1a1g…. Najstarsze odmiany możemy znaleźć w Serbii i Chorwacji (Małopolskę utożsamia się z tzw Białą Chorwacją natomiast Łużyce z Białą Serbią).”

Co można znaleźć???

„..że w wariancja tego genu u społeczności Polskiej jest większa aniżeli dla całej populacji europejskiej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że najprawdopodobniejszym rejonem, w którym nastąpił gwałtowny wzrost tej populacji jest Polska” – oznacza to coś innego. Że na naszym obszarze się rozwijała, jak i z naszego – najprawdopodobniej – obszaru pochodzi. Polecam pracę na ten temat http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n4/full/ejhg2009194a.html

SNP – nie jest genem; polecam definicje. SNP to mutacja punktowa, a więc nie może być zróżnicowana ponieważ wówczas mielibyśmy do czynienia z innym SNP. Zróżnicowany jest haplotyp danej haplogrupy.

>>>> „ponieważ w momencie gdy wyruszali oni z Europy (lub północnego Kaukazu, badania trwają, niedługo poznamy odpowiedź) u nas żyli już ludzie z R1a1a7.”

Inne R1a wyparowało z terenów Polski? Skąd ten Kaukaz?

Jeśli np. Indoeuropejczycy wykształcili się w Europie (środkowej? wschodniej?) to rozprzestrzeniając się, nie wędrowali zwartą masą (całościowo) z jednego miejsca w drugie, tylko kolejne grupy oddzielały się gdy reszta pozostawała w ojczyznie – o ile ją jakieś klęski nie wygnały czy zniszyły to trwała, ewoluowała językowo, a te kolejne oderwane grupy wchodziły w interakcje z obcymi grupami językowymi, co sprzyjało zmianie języka i powastawaniu odrębności (jednym z pierszych osiągnieć indoeuropeistyki było odkrycie że celtyckie to też IE), oraz w trakcie tego rozprzestrzenia się dochodziło do powstawania potomnych haplogrup. Logiczne jest że jeśli dany SNP, powstał u potomstwa w innym miejscu, i czasie to nie mógł być obecny w „gnieżdzie”.

A teraz pytanie – skąd pewnosc że R1a1a1g-M458 już istniało? Może gdy grupa Indoeuropejczyków która nazwała się później Ariami, wchodziła do Azji to ta mutacja albo istniała na niewielkim obszarze i liczbie, kariere robiąc o wiele później, albo dopiero ta mutacja pojawiła się, albo miała się pojawiać u jakiegoś mieszkańca dorzecza Odry lub Wisły? Więc jak jednocześnie można było być właściwie na dwóch kontynentach, w tym samym czasie?

________________

ps.
Pod wczesniejszym wątkiem Pirx napisał:

„świadomość narodową, niezależnie od płci, przyjmuje się raczej po linii żeńskiej.”

A to jakieś fakty?
Bo te tyczące się Słowian, nie posiadających własnego państwa, a żyjący w obrębie organizmu państwowego innej nacji to mówią coś przeciwnego. Łużyczanie posiadaja R1a 63,4%, R1b-8,9% (a i proporcje pozostałych haplogrup są właściwie podobne do Małopolski R1a-64%, R1b-8% mniej więcej w bo w tym R1b może być.. zawarte starsze R1a), za to tuż za miedzą w granicach tego samego państwa bo Lipsk (ziemie wcześniej słowiańskie) sytuacja wygląda tak 27,1 % R1a (nawet sporo w porównaniu do rdzennych ziem germańskich np. Moguncja 8,4%-R1a 44,2%-R1b) a R1b-43,1% – już wiadomo dlaczego w Lipsku mówi się inaczej niż rodzima grupa etniczna?
Chętnie poznałbym badania ludności Śląska mówiącej (i która ją zachowała) po polsku z terenów które utraciliśmy na kilka stuleci. Bo Kaszubi R1a również mają ponad 60%. Natomiast jeśli znasz badania mtDNA tych trzech/czterech grup to się chetnie zapoznam, aby sprawdzić jak to po stronie „matczynej”. I którym grupom bliżej do siebie.

„a na przykład w prawie talmudycznym – wyłącznie.” – W przypadku tej nacji niesie to spore konsekwencje w przypadku Y-DNA, cały euroazjatycki bukiet haplogrup, zazwyczaj z młodymi, ale rozbudowanymi liczebnie kladami w tym i R1a-(głównie Z93+, L342+)

 

Artykuł w Nowym Ekranie z lipca 2012:

Praźródło.

Jeśli mam cień racji, grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo.

Oto moja, cokolwiek naciągana hipoteza, proszę nie brać jej zbyt dosłownie.

Wolałbym nie mieć cienia racji, bo:

Powiedzmy, że we wczesnych latach siedemdziesiątych, grupa wpływowych biznesmenów, pochodzenia, hmm, eskimoskiego, lub Czukczów, postanowiła zostać sponsorami ogromnej akcji badawczej.

Chodziło bowiem, o ostateczną rozprawę z bredniami wygenerowanymi przez program badawczy Trzeciej Rzeszy, poszukującej korzeni Rasy Panów, oraz z „odkryciami” grupy Ahnenerbe .

Wszystko ubrano w nazwę „program poszukiwania mapy genomu człowieka” i miało chodzić rzekomo wyłącznie o badanie praprzodków Homo Sapiens oraz tras wędrówek poszczególnych ludów.

Zanim badania zaczeły przynosić wyniki, minęło ponad dwadzieścia lat.

Nauka poczyniła znaczne postępy, dobrano się do Mapy Genomu.

Można było precyzyjnie określić czas i, nawet w przyblizeniu, miejsce powstania poszczególnych mutacji oraz róznicowania plemion.

Wreszcie, dzięki archeologom, językoznawcom, etnologom i genetykom, zweryfikowano ostatecznie dotychczasowe teorie na temat Wędrówek Ludów.

Wyniki, okazały się szokiem dla konserwatywnych środowisk naukowych, wywróciły dotychczasowy stan wiedzy o 180 stopni.

A sponsorzy, przerazili się, szokującego odkrycia, którego elementy  tu i ówdzie już opublikowano.

Trzeba było ograniczyć popularyzację wyników akcji, którą wcześniej z takim hukiem przeprowadzano.

Jednocześnie, nabrali pewności, co do natychmiastowej konieczności dezintegracji pewnej grupy genetycznej, która mogłaby odebrać im zawłaszczony status Narodu Wybranego.

Zwłaszcza, że, po latach niewoli, zaczęła ona powoli, odzyskiwać samoświadomość.

I wyrastać na lidera wśród podobnych sobie.

Pojawił się przywódca, zdolny przeciwstawić się hegemonii lokalnego imperium.

Sytuacja się zagęściła, po wydarzeniach w Gruzji.

Należało teraz działać bardzo szybko i zdecydowanie…

„Straszny Film Osiem”, powie któryś Troll.

A jeśli mam choć cień racji.

To grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo, lub los Aborygenów.

Wszystkim.

fragment z dyskusji pod artykułem na pewnym forum

„… Jeśli cała akcja badań Genotypu i Wędrówek Ludów nie była humbugiem, obliczonym na wydojenie budżetów i wypranie kolosalnej kasy, to cisza nad wynikami jest zadziwiająca.
Wygląda, że sponsorzy akcji przerazili się czegoś, niekoniecznie akurat związanego z moimi mrzonkami.
Ale, gdyby…
Grozi nam wtedy eliminacja, nie tylko fizyczna, lecz akcja na miarę wymazywania imienia Echnatona i kultu Atona, obliczona na stulecia.
Nienawiść do Polaków i Polskości zyskuje nagle(nie wiem, czy tak „nagle”) udokumentowane naukowo, podłoże rasistowskie.
Polskie Obozy zyskują nowe znaczenie.
Wstyd z bycia Polakiem, staje się pożądanym orężem przeciw Odmieńcom.
A może taki status nam przeznaczono.
Nasza, procentowo największa jednorodność genetyczna, mimo lat wojen, gwałtów i mieszania krwi, może być postrzegana jako zagrożenie dla dzisiejszej Rasy Panów.
Dziś, gdy w nieoczekiwany sposób, zdobyli dowody na własne, tysiącletnie oszustwo, nie mogą dopuścić ich do powszechnej świadomości.
Wyszłoby wtedy, że jeden naród, samym swym istnieniem, zagraża całemu, już realizowanemu NWO.
Czy jestem Polskim szowinistą?
Uważam, że dla nas to kwestia fizycznego przetrwania….”

Mogę tylko przypuszczać.
Być może, haplogrupa R1a1a1, została potraktowana, jako potencjalni zdobywcy i dominatorzy, vide sukces i panowanie kasty Braminów w Indiach.
A nasz Nieprzyjaciel planuje na pokolenia naprzód.
Zadziwiająca jest też jedna okoliczność:
Polska to, jak ktoś powiedział, wycieraczka Europy.
Dawno powinniśmy skundleć, stać się mieszańcami, jak Niemcy.
Mimo to, geny zachowały się w wysokiej zawartości procentowej, podobna jest tylko w Indiach w kaście bramińskiej.
Być może są to geny dominujące.
Dlatego trzeba nas zlikwidować.
Pamiętasz słowa pieśni „Ludu Kapłański, Ludu Królewski, Zgromadzenie Święte, Ludu Boży, Śpiewaj Swemu Panu”.

Jeśli oni zdobyli na to dowody, jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Mamy przeciw sobie i ludzi i Przeciwnika.

Na dzień dzisiejszy, wynika z tego wyjaśnienie korzeni nienawiści, którą budzimy np. w Niemcach, Żydach Chazarskich czy innych nacjach nie mających obecnie własnego kraju.
Dawni Germanie nie byli genetycznie i terytorialnie tym , czym dzisiejsi Niemcy.
Dawni Żydzi nie byli genetycznie i terytorialnie tym, czym są dzisiejsi mieszańcy, podający się za Żydów.
Jako spadkobiercy starożytnej kultury i mieszkańcy tych ziem od czasów przedbiblijnych(jeśli brać dosłownie datowanie Starego Testamentu) powinniśmy odbudowywać narodową dumę.
Ostatnie odkrycia wskazują na to, ze cywilizacja rozwinięta w Środkowej Europie, powstała na długo przed Sumerem.
Jeśli Niemcy, potrafili wzbudzić w sobie dumę z bycia Aryjczykami, nie będąc nimi, cóż my?
Iran, obecnie państwo teokratyczne, ma wokół samych wrogów, głównie z powodu błogosławieństwa złóż naturalnych, na których jest położony.
Czy sytuacja z łupkami nie jest podobna?
Nie obudziliśmy się z tysiącletniego snu, a już chcą nas zniszczyć.
Dopóki nie jest za późno- ŚPIĄCY MUSI SIĘ OBUDZIĆ.
Analogia z „Diuną” Herberta, nieprzypadkowa.
Tam, rdzenni, dziesiątkowani mieszkańcy, mieli wielki skarb wody, którego nie mogli użyć.
Jednak wygrali, dzięki swej wyjątkowości i charyzmatycznemu przywódcy.
Także, dzięki przebudzeniu duchowości, którą pogardzali najeźdźcy.
Śpiący musi się obudzić.
Tak nam dopomóż Bóg.

Wandale z Księgi Popiołów

Wandale

W średniowieczu w Europie powszechnie uważano Polaków za Wandali np. Tyran Dagome(Polski) Mieszko I nazwany był dux Wandalorum ~ ‚księciem Wandali’.

Tak też uważał Marcin Bielski i przytaczał na to fakt samoświadomości Polaków, bo jeszcze w jego czasach Polacy tak się sami określali gens Vadalorum (naród Wandali) (Marcin Bielski) ~ ‚A nawet ieszcze y dziś w kościele spiewaią „Bendic (Wendik-Wenedów) regem cunctorum, conuersa gens Vandalorum”. Skoro pięćset lat temu uważaliśmy się za Wandali i tysiąc lat temu w Europie nazywano nas Wandalami to trudno uznać by ten pogląd był fałszywy zwłaszcza, że do dziś zamieszkujemy pierwotne terytorium Wandali.

Wandale-Wandalici, Wandali – Wanda – Wanta (zachodniopolskie) – Banta (wschodnie Chorwackie) – Wątek (Wontek-Wantek-Wentek), permutacja słowa sznurek-węzełek-żyłka (mieć wenęsmykałkężyłkę do czegoś), stąd Wenedowie, Weni, Veneci, wiążący notujący słowa, nasze imię z czasów dominacji Słewskiego Wolinu Wizymierza, Wandale w 406 poprzez Francję – Hiszpanię dotarli do byłej Kartaginy, że to z pochodzenia Słowianie świadczą do dzisiaj często szerokie twarze tamtejszych Berberów (Barbarzyńcy), też nastąpiła u nich zmiana imienia z Wandali na (al)Mora’widów, a u nas na Mora’wian czy to sugestia czy przypadek, znana jest sprawa poselstwa od Wandali europejskich do Wandali afrykańskich, ok. 450 roku w którym domagali się od tych ostatnich zrzeczenia praw do majątków w Polsce, Gąsiorzyk się na to nie zgodził, istotne jest w tej informacji to, że 50 lat po wywędrowaniu dużego według „Historii Sekretnej” ówcześnie 80 tysięcznego (nie licząc kobiet i dzieci) ugrupowania naszych sił zbrojnych, istniało Państwo prawa respektujące ich prawa majątkowe w kraju ich pochodzenia, co za tym idzie tzw. Hunowie Atylli nie mogli tego państwa w najmniejszym stopniu zachwiać. Trzeba tu przypomnieć, że być może próbowali ale po bitwie nad Nedao (Nedą-Nidą) tzw. Huni Atylli przestali odgrywać większą rolę w Europie.

Słowinik Starożytności Słowianskich (SSS) str313 hasło Wandalowie:

Fragmenty hasła…

Około 290 roku doszło do konfliktu pomiędzy Wizgotami (Therwingi) i Tajfalami z jednej, a z Wandalami i Gepidami z drugiej strony. W rezultacie długotrwałych konfliktów pomiedzy Wandalami a Sarmatami i Wizygotami około 335 roku Wandalowie poniesli wielką klęskę, w której poległ ich król Wisumar (Jordanes, Get.113 i n). Z powodu klęski Wandalowie musieli opuścić swoje dotychczasowe siedziby (iuxta flumina Marisia, Miliare et Gilpil et Grisia; wg L. Schmita: Marosza oraz Biały, Czarny i Szybki Keresz) i zająć nowe w Panonii.

(zwróćmy uwagę na znane z naszych kronik imię Wizymira – Wizymierza prawie identycznie z imieniem Wisumara, kronika Prokosza sytuuje panowanie Wizimira prawie na ten sam okres co panowanie Wisumara)

”Nieuchwytne są początki średniowiecznych koncepcji wywodzenia Słowian (lub wręcz Polaków) od Wandali. W wieku VIII-IX nazwą Wandali oznaczano niekiedy mieszkańców Panonii, zarówno Awarów jak i Słowian.

Annales Alemanici pod rokiem 790 użyły tego określenia po raz pierwszy w stosunku do Słowian połabskich. Podobnie Adam z Bremy: ”a Winulis qui olim dicti sunt Wandali”.

W żywocie św. Udalryka bpa augsburskiego z końca X w., Mieszko I został nazywany ”dux Wandalorum”.

Mistrz Wincenty Kadłubek … pierwszy w polskiej tradycji przekazał tą legendę… (Wandalowie/Wandalici=Polacy).

Koncepcja ta w XIII i XIV wieku znalazła licznych zwolenników w Polsce i zagranicą.”

Adam Smolinski – Why did the Romans find it so hard to cross the Danube? and links to the Brood of Vipers (Żmijowe Plemię) and the issues concerning the Wawel Dragon. [ENG]


scyt nn 0055_t8252_maxiThis is our ancestors’ – Scyths’ – ancient art – indeed.

©© by Czesław Białczyński, Adam Smoliński

© translated by Katarzyna Goliszek

Here, we quote Adam Smoliński’s entry from under the article about Viper Embankments (Żmijowe Wały) and Viper Boroughs (Żmigrody) as once again it turns out to be serious for various general discussions. In the text, among other things, we will focus our attention on whether any historians seriously wonder how possible it was that, and what the reason was for which the Romans did not move farther than the Danube, and the Persian kings – Darius and his successors, or Alexander the Great of Macedonia did not cross the border of the Danube – Caucasus, either, and if they had already done so, they were simply defeated either by Tomirysa-Tamara, or by other Scyths. We write extensively about it in the Book of Rue, and here we are just making a remark about it, which we believe should have made researchers consider for a long time.

It was Scyths-Slavic-Indo-Iranians who ruled the Medes and the Medes ruled Persians, and

when the Persians got free and wanted to attack the Scyths, they were defeated, and Cyrus’s

head bathed in its blood, in a sack (leather bag), cut off by TAMARA – Tomirisa – the queen

of the Saka.

scythian-art

Also here there is a link to a good article “All the truth about the Wawel Dragon”, which continues the issue of the Slavic-Scyths’ relationships. Author: ERBA.

http://krakow.net.pl/forum/watek-krakow-Prawda-o-smoku-wawelskim-Kraku-i-smoczej-jamie-wzg%C3%B3rze-wawelskie

 

It is really a good and complex article, although it does not take into account the fact that the Scyths mean the same as the Slavs – they are the Slavs’ ancestors who Persia was very scared of and never took their land. Those who know ancient history are familiar with that. Those who know it poorly, should really read the book of Rue as because it is a version of the Greek myths in reverse –  from the point of view of the Scyths (the Slavic-Indo-Iranians) – of our ancestors. Judea called them a brood of vipers, the greatest enemy of their god –  Yahweh (which is written in the Bible). In this context it is puzzling that Christianity made up satan from Luciferus – the Light of the World (Światło Świata – Światłowit).

When we take the new genetic discoveries into consideration it will turn out to be really

 preserved memory but the memory of the presence of the Scyths-Slavs also on the Vistula

 River dating from 3000 BC. The Slavic tribes, among them Lęgowie-Lęchici (Lugiowie) and

 Harowie (Harwaci – Harwatos) did fight with Celts and Rome, though it was laughed at by

 Adam Naruszewicz – a leading Jesuit carefully shaped by the greatest demagogues of the

 Vatican as well as by numebrs of Catholic ”scientists” shaped by the XIX th century

pseudoscience that arose after the annexation of Poland’s territories, and by hordes of their

 followers from the XX th century (A. Bruckner and other enlightened though wandering,

 along with deeply affected by the Marxist materialism K. Godłowski). Now we have the XXI

 st century and let us go ahead boldly – it is a pity that Piotr Makuch’s scientific work does not

 take into account the genetic knowledge, but only linguistic.

 

Yet, we have lived up to the first scientific studies concerning the name and mythological relationships between Wawel Castle and the Tower of Babel or between Krak Krakus and Persian Cyrus. I can see that researchers from respective institutes of Jagiellonian university are at last beginning to advance with their fresh concepts. We had to wait nearly 40 years to develop Maria Składankowa’s thought from Iranian Mythology, but we have lived up to that.

Scythian_Art

Here are links to Piotr Makuch’s scientific work printed out in AlmaMater:

Wawel and Babel:

http://www2.almamater.uj.edu.pl/104/17.pdf

It is a pity, however, that the author’s thought did not go in two ways –  also to read as a proper connotation: Wawel-Wąwel (W ową Wel) i Wawel-Wel-Wela (Zaświaty Słowian – Slavic Afterlife ). Well – in order to do that one needs to know Slavic Mythology and comparative anthropology about the ritual of rebirth by going down the vaults, to the Afterlife, from the top of the mountain to a cave. The Wawel cave is rarity – with entrance from the top of Welska (Szklana – Glass, Onawielna) Mountain  – into Wawel and to Welskie Nawie, and exit from the cave straight in Naw Założna –  Wodna (Water), into the Vistula water, and sometimes the exit was just under the water. The system of the caves under the mount, as ERBA writes, was once vast, they are walled, and one of the vaults from this system is placed in a crypt with the stone of Chakra.

To know that we would need to have knowledge of shamanic rituals as well. But we are not fussy – we are happy and we thank.


Krakus – Kirkous – Kirus Kirkudanowicz – Kirus – Cyrus:

http://www2.almamater.uj.edu.pl/109/35.pdf


More thorough work in Pressje.org:

http://www.pressje.org.pl/assets/articles/article_17_issue10.pdf

We thank Piotr Makuch for the articles above, and on this occasion we also thank Scott Simpson – the organiser of pagan scientific conferences in Krakow (under the patronage of Jacek Majchrowski) – for continuous activity for paganism, but first and foremost for carrying out reliable research on the innate faith – the faith of nature – in the community of Krakow AlmaMater.
CB

archeos.pl

Gnaeus Pompey the Great (Gnaeus PompeiusMagnus), a great enemy of Julius Caesar, an excellent Roman leader – Why was such great power scared of going beyond the Danube – Was it enough for them to be in trouble with Thracians, that is to say with Scyths-Thracians – in other words with Slavic-Illyrians (1a + I2) so as –  also using records of chronicles of the Greeks about the Amazons and other kings of Scyths and Sarmatians – to abandon such an attempt?

Adam Smoliński – Why did the Romans find it so hard to cross the Danube?

In this article about the Viper Embarkments, I would like to mention another name relating to the Fiery Viper. It was a kind of battle tactic led by Slavic tribes. The Fiery Dragon means the Fiery Viper. One of the methods of Slavs’ tactical fight was a night riding attack with lighted torches. Most peoples of ancient Europe, different from Slavic peoples, led their battles during the day. A night attack was always a bewilderment to them. They rather could not fight at night. The Slavs made up special groups of warriors trained only to fight at night, dealing a decisive blow and ending the battle at night. The tactic was famous among other European peoples.

It was terrifying for them. They imagined the attacking Slavic warriors as demons against whom they had no defense. Is it likely that information about dragons blowing with fire in fairy tales and legends of other tribes comes from this? It is also possible that the Slavic warriors used flamethrowers during battles. They must have known the properties of oil which was to be found in natural puddles in the Bieszczady Mountains still in the times when Łukasiewicz lived. Maybe so called ”Greek fire” was not the Greeks’ invention at all, was it? Another tactic was to simulate escape from the battlefield, and thus drawing in a pre-planned ambush. Many armies were taken in by this trick done by Slavic warriors, even in the XX th century. The echoes of the Fiery Dragon and terror it induced can be seen in the film “The 13th warrior”, made by John McTiernan in 1999 based on the novel of Michael Crichton – ”Eaters of the Dead”. It is not a fantasy novel, at all. It is rather a reminder of some historic facts which did not take place on the Black Sea but somewhere in north-west Europe where both Celto-Germans and Slavo-Venedi (Wądowie) met. Of course, the Slavs are shown from the point of view of the German propaganda.One can see how perfidiously we are presented as terrifying Vendols (Wendole), like rats living in burrows, eating leftovers and dead bodies of the members of our tribe –  cannibals. Showing someone as a cannibal always brings aversion, just in the way propaganda does. Well, the Celto-Germans are, of course, presented as brave and civilised heroes who will defeat repulsive Vendols.
The hostile propaganda, however, demonstrates another aspect of the matter, namely how much they must have been scared of us Slavic people that they slander us like that, it is normal in general. Some truths can be found in between the lies in the film. For example, the figure of Mokosh (Mokosz) is assigned to the Vendols, that is to the Slavs.

In all this discussion about history of Europe, among the Slavic people, Germans and Romajowie – Romani (the name Romani is a Greek equivalent of a Latin word and denotes Romans: primarily citizens of Rome and, after the Edict of Caracalla, of all free inhabitanats of the Roman empire, including Greeks/Hellenes;  between allochthonists and autochthonists, it is necessary to ask one basic question. – If the great Greeks made such a great empire and ruled Little Asia and Persia; if the great Romans who made even more powerful empire occupied north Africa, territories of today’s France, Spain, Greece, Little Asia; why did they all not cross the Danube, Caucasus and today’s Afghanistan; to the north? Why did the powerful Romans take great pains to sail across the scary trait and take rather not fertile island of the Brits? Why did they attack so called friendly Celts and Germans but they somehow did not cross the Danube although it was closer? After all, they knew that there were rich forests, green meadows and cultivable fields there. They knew well the value of amber which was often as valuable as gold. They knew where the amber was mined. They also knew that there were huge tin ore, copper, lead, iron and gold resources north of the Danube. They could be satisfied with just buying those goods. No rush made either the Greeks or the Romans go beyond the Danube River, to the north so as to join those land to the empire. I am asking why? Was the Danube a wide river of boiling lava impossible to get through? The Danube was called a limes – an impassable border. Nothing but fear seems to have been the barrier.

Solo-Vene means Slavic people (Sokoło -Wędowie, Skoloto-Veneti): History, Culture, Tradition, Great Change [ENG]

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 18 Grudzień 2012

Buk Carrie Nichols DSC01235

We all are the children of one tree – all that is Slavic – let us not cut the tree at its fabulous roots just with an ordinary lack of interest and following others

[Photo. Carrie Nichols]

© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

 

On these pages you will find everything that may seem interesting to a lover of all that is Slavic. Therefore we offer you not only topics directly referring to Slavic mythology, but also knowledge about Slavic people. The knowledge that we are going to present to you is updated and compatible with the latest scientific discoveries about the Slavs. We are also going to display information about Slavonic monuments, relics and contemporary reflections of cultural events organised by enthusiasts of Slavic culture, as well as Slavic art created under the influence of pure Slavophile passion. These pages have been made with a purpose of drawing your attention to the historical outline of fabulous Slavic people – prehistoric and coming from early history –  that constitute a certain, unified concept, provide us with an image of the historic events which is different from the hyper critical and anti Slavic historical science which is based on prejudices and chauvinisms of the XX th century, especially on German and West European chauvinism.

Here we will present the concept of Slavonic history which does not come from the tradition of the West but which is native, rooted in the common heritage of the Slavic nations, Ists (Balts), Scoloti (Scythians / Scyths), Serbomazowie (Sarmatians), Venedi (Venethi) and Dawowie-Dachowie called by the Greek and Roman chroniclers as Venethi, Dacians, and Thracians.

Besides, we would like to present art, painting, audio (e-book records) and films made in the spirit of Slavonic images about the world – that part of the artistic references to Slavic culture perhaps best demonstrates how vital, contemporary and timeless it is.

We hope that these pages will help us save all that makes up our – Slavic nations’     – separate identity in the contemporary mess.

Taka sobie bajka – czyli 12. 12. 2012 – Nowy Świat, Nowy Świętowit i Nowe Słowo

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 12 Grudzień 2012

Jedność – Pojednanie/Zjednoczenie pierwiastka  żeńskiego i męskiego (księżycowego i słonecznego – dwóch filarów Światła Świata w Jedń). Pierwiastek żeński przejmuje inicjatywę. 

[Niniejszy artykuł ukazuje się symultanicznie z prezentacją publiczną Trywidu Ślężańskiego we Wrocławiu po raz Trzeci i ostatni w czas Wielkiej Zmiany. W trakcie prezentacji zostanie przedstawiona również Druga Nowa i Trzecia Nowa (prekognityczna) Wersja Zapisu Słupa Świętowita, czyli Pal-Wanu Zbruczańskiego. To spotkanie, zapowiadane na naszych stronach, rozpoczęło się o godzinie 20.00. Publikacja niniejszego komunikatu 12.12.2012 – 20.20 przedstawia ten ZAPIS NOWY i przybliża jego dzieje. Jest też poświęcona wyjaśnieniu Procesu Wielkiej Zmiany. Prezentacje symultaniczne (wielowymiarowe) są typowym narzędziem sztuki kodystycznej, a Trywid Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza jest trójmedialną (malarstwo, poezja, muzyka) prezentacją artystyczną Idei Wielkiej Zmiany.  Tutaj prezentujemy także Trywid Wielkiej Zmiany – w formach: analitycznego eseju, prezentacji rzeźb Bartosza Wilczkiewicza i poprzez animację połączoną z muzyką zespołu Jar. CB]

©copyright by Czesław Białczyński, ® all right reserved by Bartosz Wilczkiewicz, by Jar

„NIERACJONALIŚCI” WSZYSTKICH KRAJÓW ŚWIATA ŁĄCZCIE SIĘ!!!

(dziś  „nieracjonalizm” to prawdziwy racjonalizm, a tak zwany materialistyczny  „racjonalizm” jest niczym innym jak pieśnią przeszłości, czyli irracjonalizmem)

Zatem prośba do racjonalistów materialistycznych i ateistów – Nie czytajcie tego tekstu – Po co macie sobie szarpać nerwy. To was nie dotyczy i jeśli chcecie by tak pozostało przerzućcie się na jakieś ciekawsze portale np. … No dobra, nie polecę żadnego ciekawego adresu, ale ostrzegam: TURN OFF! ….

Ostrzegałem, a teraz zaczynamy…

Wygląda na to, że cały świat oszalał na punkcie daty 21 12 2012. Czy nie uważacie, że to trochę dziwne, gdy  setki tysięcy było nie było dorosłych osób, a nawet bardzo bardzo dorosłych,w tym także tych od dawna  skostniałych w umysłowym uwiądzie starczym, zaczynają pisać, a setki milionów osób mówić o jednym i tym samym?

Czy to nie dziwne, że ludzie racjonalnie dotychczas myślący, np. poważni naukowcy poświęcają czas bredni, gorzej stwierdzają nawet, że odczuwają ZMIANĘ, nie bardzo ogarniają co właściwie się dzieje, mają jednak pewność, że to ma miejsce?! Część z nich przestrzega nawet, że możliwa jest poważna katastrofa! Inna część przeczy temu zdecydowanie. Takie sprzeczne bądź enigmatyczne oświadczenia muszą budzić niepokój w tych wszystkich, którzy pokładali nadzieję w nauce, jako uniwersalnym narzędziu wiedzy i wierzyli ślepo w jej zdolności do znajdywania twardych odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania.

Czy to nie zaskakujące, że kiedy naukowcy ci próbują wytłumaczyć obserwowane ZJAWISKO okazuje się, że tylko sieją coraz większy niepokój, bo nie potrafią podać przekonywujących argumentów naukowych „przeciw” ani „za”, mogą tylko położyć na szali swój autorytet i wygłosić swoje prywatne dosyć pogmatwane teorie.Część z nich po prostu a priori zaprzecza Zmianie i możliwości Katastrofy, a ich argumentem jest: Nie, bo nie, i już! Zupełnie jak w piaskownicy podczas kłótni małych dziewczynek o lalkę.

Coś takiego musi  potęgować poczucie KOŃCA u zwykłych ludzi ufających dotychczas ślepo „rozumowi” i „materializmowi” oraz „racjonalizmowi”.  Wydaje się, że żadna z dziedzin nauki nie ma nic „twardego” do powiedzenia na temat zjawiska, jakie właśnie ma miejsce. Nie poddaje się ono dotychczasowej klasyfikacji, nie poddaje się opisowi z punktu widzenia  psychologicznego, socjologicznego, statystycznego, ekonomicznego, politycznego, astronomicznego, fizycznego, czy jakiego tam jeszcze chcecie, np. dziennikarskiego czy literackiego – Czegoś takiego po prostu nigdy jeszcze nie było!

NASA raz po raz odkrywa coś czego astronomowie nigdy jeszcze nie widzieli i nie rozumieją – np. koronalny wyrzut plazmy, który zawraca na powierzchnię Słońca, zamiast się oderwać w przestrzeń, jak to dotąd setki tysięcy razy obserwowano. Nie potrafią powiedzieć nic na temat tego wydarzenia, stają przed nim kompletnie bezradni, jak małe dzieci na widok pioruna podczas pierwszej obserwowanej  w życiu burzy.

„Na Merkurym jest woda. Lód kryje też lotne związki organiczne.”

Powyższy tytuł pochodzi z Onet.pl – z 30 listopada.

„Na Marsie jest woda, ale życia na razie nie ma – Kiedy będzie, może już jutro?”

3 grudnia uraczono nas rewelacjami z Marsa,w których potwierdzono istnienie tam wody kiedyś i dzisiaj. Kiedyś w postaci rzek, dzisiaj w formie lodu. Nie potwierdzono rewelacji sprzed niedawnego czasu, że jest tam życie organiczne. Za to znaleziono życie na Merkurym. Być może życie na Marsie zostanie odkryte w przyszłym tygodniu, a może za miesiąc. A może w innym „wygodniejszym” dla NASA momencie, kiedy trzeba będzie powalczyć o budżet z kasy amerykańskich podatników?   Jeszcze 5 lat temu słyszałem wypowiedzi „naukowców”, że poza Ziemią nie znajdziemy, ani planet, ani życia – 20 lat temu była to opinia wygłaszana przez „naukowców” powszechnie. Życie i Człowiek wciąż jeszcze w zgodzie z Biblią – miały to być twory wyjątkowe.Tych co mówili inaczej nazywano fantastami i naśmiewano się z Daenikenów, którzy opowiadali jakieś głodne kawałki o Kosmitach na Ziemi. Dalej jeszcze próbuje się z tego rechotać i robić sobie „jaja”, ale gdy ktoś znajduje piramidę sprzed 25.000 lat to zaczyna być to śmiech cienki – cieniuchny, jak rechot eunucha, któremu właśnie coś odcięto- czyżby niski fraktal umysłu?

Dwa miesiące wcześniej uraczono nas „planetą krążącą pomiędzy gwiazdami w systemie dwóch podwójnych słońc” – czego nauka nie przewiduje, bo taka planeta musiałby zostać rozerwana, ale ta nic sobie nie robi z doskonale wyliczonych matematycznych i fizycznych teorii. W dniach 2 – 7 czerwca 2012 obwieszczono o owej burzy słonecznej z kuriozalnym koronalnym niewypałem, jeszcze wcześniej ogłoszono odkrycie gwiazdy niezwykłej wielkości 300 Słońc, itp itd, bez końca … Nie ma co wymieniać dalej, bo jest to nieskończony ciąg zaskoczeń dla świata naukowego, a co dopiero dla szarych zjadaczy chleba.

Raczy się nas różnymi rzeczami – podkreślam słowo RACZY  od rzeczownika RAK.  W powodzi tych raczeń znikają niepostrzeżenie wiadomości ważne i plączą się z nieważnymi. Na przykład temat bezboleśnie przechwyconego przez Irańczyków amerykańskiego super-drona spadł gdzieś do trzeciej ligi bzdeciarstwa. Nieudany eksperyment z amerykańską superrakietą co miała być w minutę w Korei  Płn. utopił się w szambie nagich biustów z pierwszych stron „informacyjnych” portali. Co jest ważne a co nie? –  zadaje sobie pytanie przeciętny Kowalski.

Joanna Maciejowska

Kiedy 11. listopada byłem na Ślęży spotkałem tam dosłownie pół Polski. Droga z Tąpadeł na górę przypominała molo w Sopocie w środku lata, miejsce w hoteliku dostaliśmy tylko po znajomości. Wszyscy mówili o jednym – o snach, energiach, magnetyzmie, przesileniach itp. Wiele osób opowiadało sobie  o niesamowitym objawieniu energii w postaci wiru, wywołanym przez grupę około 100 osób, medytującą w Kraskowie 21 września tego roku. To wyładowanie atmosferyczne było obserwowane przez bardzo wielu ludzi – także z daleka od Kraskowa, jako trąba powietrzna, a spowodowało ono zmiany fizyczne u kilku uczestników kręgu np. – przerwało stany chorobowe, zlikwidowało uczulenia itp. Nie mówiąc o tym, że wielu uczestników przeżyło wstrząs i zmianę świadomości. Nic dziwnego, nie był to bowiem tylko szokujący „zbieg okoliczności”, medytowało tam wiele doświadczonych osób a posiadały one jasno sprecyzowany cel owej medytacji. Na 11 11 2012  w okolicy Ślęży i na samej górze zaplanowano spotkania licznych grup  zajmujących się Świadomością, poszukiwaniem graala, prekognicją, energio- i bioterapią, ekologicznym trybem życia, zdrowym odżywianiem, ziołolecznictwem, magnetyzmem, okultyzmem, ekonomią, przewidywaniem pogody, geofizyką, geodezją, badaniem wnętrza góry. W tych dniach odbyły się oficjalne sympozja  na te tematy, zgromadzenia religijne i całkiem prywatne spotkania osób, które wykonywały medytacje, rytuały i poszukiwania. Kościół Katolicki uznał za stosowne pomiędzy 3 czerwca a 11 listopada postawić drogę krzyżową na Ślężę z solidnych krzyży – jakby próbował naprędce zawłaszczyć znowu górę dla siebie – dziwaczna inicjatywa, ale znamienna. Wielkie krzyże stacji, wyciosane z drewna, rażą swoją świeżością na tle wiekowego starodrzewu i urągają tym żywym drzewom, które je otaczają. Stwarzają wrażenie sztuczności, wciśniętej TUTAJ na siłę, ręką oszalałego egoisty, sztuczności oblężonej TU przez Naturalną Odwieczną Świątynię.

I dobrze – NIECH TE KRZYŻE STOJĄ – NIC LEPIEJ NIE PODKREŚLA KONTRASTU MIĘDZY ŻYWĄ I ZIELONĄ WIARĄ PRZYRODZONĄ SŁOWIAN – WIARĄ PRZYRODY, A RELIGIĄ PRZYBYŁĄ Z WYPALONEJ OGNIEM PUSTYNI. TO DWIE KRAŃCOWO RÓŻNE ŚWIĄTYNIE – SŁOWIAŃSKA – ŚWIĄTYNIA ŻYCIA I PRZYRODY, ŚWIĄTYNIA, KTÓRA OTACZA NAS WSZĘDZIE, KAŻDEGO DNIA. PUSTYNNA, TO ŚWIĄTYNIA CZCI ŚMIERCI, ZAMKNIĘTA W BETONOWYCH KOŚCIOŁACH-KATAKUMBACH.

Postronny człowiek, który przybył tam tego dnia jako turysta, siłą rzeczy musiał sobie zadawać pytanie – Co tu się dzieje? O co chodzi? Musiał też wyjechać stąd mocno zaniepokojony, tym co przypadkiem usłyszał w drodze na górę, lub w drodze na dół.

Ostatnio obejrzałem reportaż TVN z „warsztatów świadomości” Grupy Cheopsa, który w zamierzeniu młodocianych lemingów i starych yetisinów z kierownictwa, miał być jajcarskim materiałem po(d)glądowym na temat SEKTY, plus seria ośmieszających JĄ mini wywiadzików z uczestnikami, podlana tłustym sosem komentarza w duchu mowy „miłości” (czytaj: NIENAWIŚCI) – kompletna klapa. KLAPA,KLAPA,KLAPA. Nikt nie chciał im powiedzieć nic „śmiesznego”, nic „głupkowatego”, nic co by się dało wykorzystać „przeciw” – w końcu musieli wykonać dokrętki, i sami porobić sobie „nienawistne” jaja. Efekt? – zrobili je owszem, ale z samych siebie.

W tych dniach obserwuje się też, zaskakująco nieudolne, jak na znaną powszechnie sprawność realizacyjną przemysłu reklamowego, próby wykorzystania daty 21 12 2012 do zwiększenia konsumpcji i sprzedaży bzdeto-zabawek. Taka jest np. ostatnia „prorządowa” reklama Media Markt, w stylu pseudoamerykańskim – z ABW, BBN i prezydentem w roli „ratowników narodu” przed zagrożeniem 21 12 2012, a z finałem jako wielka „wyprz” 21 grudnia. Wszyscy wiemy, że pan prezydent został wykreowany, z wysokim stopniem prawdopodobieństwa, przez służby specjalne, nawet poniekąd był/jest? ich „cząstką”, ale kogo według Media Markt ta reklama miała kupić? Powszechną klientelę czy ABW z BBN? Czy może Tylko Idiotów?

Bracia Wachowscy nakręcili specjalny film w Hollywood na okoliczność 21 12 2012, poświęcony problematyce reinkarnacji, karmiczności wszelakich czynów i przenoszenia się ich skutków do kolejnych żyć i kolejnych wcieleń. Film mówi o relacjach pomiędzy Starymi Cywilizacjami a ich następcami, zerwanej ciągłości dziejów oraz tzw  „kluczowych momentach” (czytaj: Wielkich Zmianach) na Ziemi oraz we Wszechświecie. Film powiada też o mocy jednostki, jako siły sprawczej i roli jednostki, jako inicjatora procesu ZMIANY.

Pomijam fakt, że „Atlas Chmur” to film raczej nieudany i za długi. Kiedy się go ogląda ma się poczucie, że jesteśmy oto w „baśniowej” (fantasy) wersji „Matrixa”. W realnym życiu tymczasem mamy jednak nieodparte wrażenie, że dzieje się coś odwrotnego, następuje wyzwolenie duchowości i wyzwolenie fizyczne, społeczne, wielopłaszczyznowa rewolucja –  oto ludzkość, jak się zdaje, zrywa pęta i wychodzi właśnie z Niewoli Matrixa.

Film pokazuje RzeczyIstność jako mechanistyczną powtarzalność – a to zupełna nieprawda. Każde zdarzenie jest Niepowtarzalne, a akt Wyzwolenia nie jest automatyczny.

Takie odwrócenie o 180 stopni „trafności opisu i aktualności diagnozy” może oznaczać kompletną klęskę przesłania i wizji. To jak brak wyczucia dystansu u boksera – nokaut wydaje się  nieunikniony. Czy tak się stanie z tym filmem, który niesie poniekąd wartościowe treści i prawdy? Zobaczymy. Ja myślę, że uratuje go fakt, iż dla wielu milionów lemingów i yetisinów  jego przesłanie i „prawdy” muszą być prawdziwym odkryciem. To  taka szparka w kurtynie ciemności jaka otacza ich umysły, szparka przez którą przesącza się Światło. O tyle właśnie jest to dzieło pożyteczne [podobną rolę „otwieracza” na inną percepcję świata spełnił „Awatar”].

Atlas Chmur

Kto ma świadomość, że film Matrix nie był pomysłem Wachowskich, lecz plagiatem „Anioła przemocy”, „Robota” i innych książek Adama Snerga-Wiśniewskiego (np. „Według łotra”), ten rozumie dlaczego nie potrafią się oderwać od tamtego schematu i powielają go coraz bardziej nieudolnie. Ludzie jednak walą do kina, sala na moim seansie – 26 listopada br. – pękała w szwach. Zainteresowanie tematyką 21 12 2012, Wielką Zmianą, karmą i reinkarnacją jest zatem niebotyczne, ale rozczarowanie było spore. Wiedza widzów na sali na ten temat zdawała się mocno przerastać poziom oferty braci Wachowskich.

http://www.true.kgb.pl/mplag.html

[Ważna Uwaga na uboczu: Używam określenia lemingi – na ludzi wciąż zamkniętych i nie widzących rzeczywistości, żyjących w mayi – ułudzie zasłaniającej Rzeczy Istność. Używam określenia yetisyny – zgodnie z kategoryzacją S. Szukalskiego – nieludzie w ludzkiej formie, zdeformowane drapieżniki bez żadnego systemu ludzkich wartości. Używam tych określeń żeby oddać stan prawdziwy ich ducha, by napiętnować ten stan i czyny wynikające z ich stanu, ale nie po to żeby ich poniżyć.  Każdy człowiek, każdy byt, każda świadomość jest bezcenna i chciałbym ażeby oni – żeby Wszyscy Ludzie – załapali się na Wielką Zmianę i zmienili siebie i świat na lepsze. Oni ze swoją świadomością niewolniczą mogą być tylko niewolnikami Systemu Pan-Niewolnik, albo Niewolnikami Mayi. Jeśli nie zmienią stanu świadomości nie poradzą sobie w Nowym Świecie, będą mrzeć jak muchy, bo największy stres wywołuje poczucie, że jest się nikomu na nic niepotrzebnym, a stres jest powodem 95% chorób i śmierci.  Dla Niewolników nie ma miejsca w tym co jest Po Wielkiej Zmianie. Po Drugiej Stronie Lustra niewolnicy nie znajdą dla siebie żadnej „niewolniczej” roli – pokarm z lemingów nikomu tam nie będzie potrzebny. Yetisyny nie znajdą tam dla siebie paliwa, nie będzie miejsca na yetisyńskie interesy, biznesy, kanty, przekręty, na yetisyński styl życia. Każdy z nas musi zrobić wszystko żeby i oni otworzyli oczy, żeby i oni odnaleźli swoją drogę! Ci którzy nie zechcą –  trudno – zostaną po TEJ (Kiepskiej) Stronie, w krwawej jatce, w towarzystwie wyłącznie siebie samych – pomiędzy yetisynami i lemingami – we własnym krwistym sosie.Ta bratobójcza jatka skończy się bardzo szybko i rozdział ten, lemingo-yetisyński zostanie zamknięty raz na zawsze.]

Inny przykład ZJAWISKA:

W dniu 28 listopada 2012 Telewizja National Geografic zaczęła publikować serię filmów o UFO nad Europą.  Dla wielu osób o światopoglądzie naukowym twardo stąpających po Ziemi, nie wierzących nadal w istnienie UFO będzie ta seria dużym zaskoczeniem. Czy potrafią po tym wydarzeniu otworzyć oczy?

Przyzwyczajono nas przez ostatnich 40 lat do wyśmiewania się z UFO, a jedyne pytania jakie padały z ekranów, powtarzane jak mantra, to: Czy UFO istnieje czy nie, oraz czy ci co je widzieli są zdrowi na rozumie czy kompletnie kopnięci?

Jednak autorzy tej serii filmowej nie zadają tego wyświechtanego pytania, lecz zupełnie inne. Według nich UFO istnieje. Istnieje w zasadzie nie według nich, ale według naukowców, którzy lekceważąc ostracyzm środowiska zdecydowali się to ZJAWISKO zbadać, np. w norweskiej dolinie Hessdalen, gdzie się je widuje regularnie od 30 lat! Okazuje się, że dokumentacja ponad wszelką wątpliwość potwierdza obserwowanie UFO w Europie. Z ekranu padają zgoła inne pytania: Czym jest UFO? Czym jest?! A nie czy ISTNIEJE!!! Wahanie dotyczy tylko tego czy to jest zjawisko naturalne czy technologiczne. Czym jest jeśli jest naturalne, bądź skąd – od kogo pochodzi – jeśli ma charakter technologiczny? Padają pytania czy przypadkiem nie jest to dowód kosmicznego kontaktu i inwigilacji Obcej Cywilizacji. A więc żarty z UFO na kanałach popularno-naukowych skończyły się bezpowrotnie na skutek zebranej dokumentacji. Fakty, których badania środowisko naukowe unikało przeczuwając ich ekstremalny charakter, potwierdziły się. Pytanie co z tym teraz zrobić?

Kto tej ZMIANY nie przyjmuje do wiadomości niestety stacza się do kategorii leminga.

To właśnie jest Wielka Zmiana, w ostatnich dniach listopada i na początku grudnia 2012. Wydarzenia gonią wydarzenia – niepokój się wzmaga, bezradność rośnie.

A oto inny  sygnał z tych dni. Pochodzi z Plemiennej społeczności zwanej LinkedIn. 29 listopada systemem mailowym LinkedIn rozesłało następującą wiadomość:

The End Of The Smartphone Era Is Coming

Oto link do artykułu

http://www.businessinsider.com/the-end-of-the-smartphone-era-is-coming-2012-11

Zatem era smartfonu jeszcze się nie zaczęła a już się skończyła!

To właśnie jest Wielka Zmiana.

Hollywoodzki kicz, kampanie reklamowe, informacje głównych dzienników telewizyjnych o zamknięciu przez wojsko francuskie Bugarach w dniach 20 – 26 12 2012, ciągłe nawiązania dziennikarzy w rozmowach o ekonomii i polityce do tej daty i w ogóle do końca jakiejś epoki, komentarze sportowe typu – No jeśli dojdzie do przyszłorocznych mistrzostw świata bo przecież przed nami 21 12 2012!”  – to tylko cząstka tego co obserwujemy.

r1a1_700

Widzimy na tym rysunku oczywiście pewne manipulacje – jak na przykład nazywanie  jednej linii od Z 93 Aszkenazi Jewisz – to właśnie ta grupa Scytów, o których wspominałem kiedyś w artykule, którzy przeszli na judaizm, między innymi Chazarowie. Genetycznie coś takiego jak Jewisch nie istnieje – to mieszanina genetyczna różnego pochodzenia złączona wyłącznie religią, tradycją i pismem oraz być może Mt-DNA, haplogrupą matczyną.

Ci którzy usiłują zatrzeć wrażenie Zmiany urobili pojęcie „końca świata” związane z tą datą. „Koniec Świata” to ma być wytrych do ośmieszenia Wielkiej Zmiany i potraktowania jej w podobny sposób, jak przedstawione powyżej zjawiska UFO czy śladów zaginionych cywilizacji lub cywilizacji kosmicznych na Ziemi. To ośmieszenie ma spowodować, że owo zjawisko na długo – podobnie jak hipoteza iż Słowianie są w Europie od 10.000 lat – będzie zmarginalizowanym tematem, „niebadalnym” przez naukę, tematem co najwyżej do podśmiechasów – takich jakich obiektem było UFO. Tryumfalne obśmianie rozpocznie się 22 12 2012, a właściwie już trwa (vide reklama Media Markt). Ci którzy opowiadają o Końcu Świata to yetisyny. Yetisyny (nazywane też przez wielu ludzi Banksterami), które straszą tą opowiastką poprzez swoich yetysyńskich medialnych sługów i służebne yetisyńskie media lemingi, a jednocześnie usiłują chronić swój „stan posiadania” oraz „ład-nieład”, czyli System Pan – Niewolnik. „Koniec Świata” jest bajką yetisinów przeznaczoną dla lemingów. Yetisyny i Lemingi trochę się bawią tą wieścią a trochę się straszą i boją. Kochane Yetisyny i ukochane Lemingi, Wielka Zmiana, owszem, jest końcem pewnego czasu i sposobu życia, Wielka Zmiana nie jest za to na pewno „końcem świata” – wręcz odwrotnie, jest Nowym Początkiem , Nowym rozdaniem – warto spróbować to wykorzystać dla siebie.

Wydaje się, że co wrażliwsi ludzie mocno odczuwają ZMIANĘ jaka zaszła w ich otoczeniu. Choćby taki artykuł w Gazecie Wyborczej o myślących i świadomych zwierzętach, 5 albo 2 lata temu, byłby nie do pomyślenia. Nie słyszałem też przez ostatnich 20 lat u postmarksistowskich dyżurnych komentatorów, tekstów typu: „Wyniki wyborów prezydenckich w USA mogą być dowolne, albo takie, albo takie, ponieważ wyborcy są irracjonalni?” –  Gdzie? W najświatlejszym społeczeństwie świata, w najdoskonalszej demokracji wszechświata?

Czy to ma znaczyć, że jednak wśród tychże komentatorów, tychże speców od medialnych oszustw, i marketingowców od politycznego pudru i lukru panuje przekonanie, że polityków wybierają bezmyślne, zmanipulowane medialnie, debilne  masy? Przecież taki komentarz kwestionuje po prostu sens demokracji, którą dopiero co zachwalali oraz rykoszetem kwestionuje także sens ich własnego bytu. Jak widać każdy na swój sposób próbuje sobie wytłumaczyć co się właściwie dzieje i co się Zmieniło, a przy okazji tych tłumaczeń gotów jest nie tylko strzelić sobie prosto w stopę, ale nawet w głowę.

Gdyby podsumować liczbę stron internetowych poświęconych we wszystkich językach świata Wielkiej Zmianie, problematyce nowych odkryć, które burzą naukowy ład, ezoteryce i duchowości, nowej świadomości i podaniom mitologicznym, albo ekologii, zdrowej żywności, technikom alternatywnego leczenia, alternatywnej ekonomii czy odkryciom naukowym, które rewolucjonizują nasz dotychczasowy materialistyczny obraz świata, byłaby to liczba idąca w dziesiątki tysięcy.

Ciemne Siły z filmu Wachowskich (było nie było BlackBlueardów)

To co zamierzam opowiedzieć zabrzmi jak niesamowita bajka.Opowieść dotyczy dokładnie tego co wszyscy widzimy, czujemy i czym żyjemy – Wielkiej Zmiany. Jest ona relacją z tylko jednego z rozlicznych wątków, tych  zazębiających się  wszechstronnie wydarzeń jakie nas otaczają.

Po pierwsze uświadommy sobie – to bardzo ważne – że jeszcze 5-10 lat temu przed udostępnieniem technologii prostych aplikacji blogerskich i utworzeniem portali społecznościowych oraz forów dyskusyjnych – nie mielibyśmy możliwości podzielić się relacją na temat tego ciągu wydarzeń i wątku o jakim będzie mowa.

Po drugie zapewniam wszystkich czytelników, że spróbuję też na koniec wyciągnąć jakieś wnioski, które objaśnią Obserwowany Proces – nie obiecuję, że będą całkiem „sensowne,” „racjonalne”, „przekonywujące”, albo że rzeczywiście coś wszystkim „wyjaśnią”. Ale kto wie, jak wielu osobom spośród nas „coś” ta opowieść objaśni, albo pomoże zrozumieć?

Jak wiadomo wyznawcom Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, BAJKA jest Małą Świętą Wicią-Wawilionem, wątkiem-wątpiem, czyli częścią Wielkiej Baji – Materii Wszego Świata.

A więc bajka to nie są żadne banialuki, jak się powszechnie znaczenie tego słowa rozumie, a poniższa bajda to wręcz super-sensacyjny thriller rozgrywający się w realu, a nie żadna wirtualna bujda.

Kiedy rozumne, gromowładne czoło

Zgiąłem przed Panem jak chmurę przed słońcem:

Pan je wzniósł w niebo, jako tęczy koło,

I umalował promieni tysiącem.

 

I będzie błyszczyć na świadectwo wierze,

Gdy luną klęski z niebieskiego stropu:

I gdy mój naród zlęknie się potopu,

Spojrzy na tęczę i wspomni przymierze.

 

Panie! mą pychę duch pokory wzniecił;

Choć górnie błyszczę na niebios błękicie,

Panie! jam blaskiem nie swoim zaświecił,

Mój blask jest słabe twych ogniów odbicie!

 

Przejrzałem niskie ludzkości obszary

Z różnych jej mniemań i barwą, i szumem:

Wielkie i mętne, gdym patrzył rozumem,

Małe i jasne przed oczyma wiary.

 

I was dostrzegłem, o dumni badacze,

Gdy wami burza jak śmieciem pomiata,

Zamknięci w sobie, jak w konchy ślimacze,

Chcieliście, mali, obejrzeć krąg świata.

 

Konieczność – rzekli – wedle ślepej woli

Panuje światu, jako księżyc morzu.

A drudzy rzekli: Przypadek swawoli

W ludziach, jak wiatry w nadziemskim przestworzu.

 

Jest Pan, co objął oceanu fale

I ziemię wiecznia kazał mu zamącać;

Ale granicę wykował na skale,

O którą wiecznie będzie się roztrącać.

 

Darmo chce powstać z ziemnego pogrzebu;

Ruchomy wiecznie, ruchem swym nie władnie:

Im wyżej buchnął, tym głębiej upadnie,

Wznosząc się wiecznie, nie wzniesie ku niebu.

 

A promień światła, który słońce rzuci,

Na szumnej morza igrając topieli

Nie tonie, tylko w tęczę się rozdzieli

I znowu w niebo, skąd wyszedł, powróci.

 

Rozumie ludzki! tyś mały przed Panem,

Tyś kroplą w Jego wszechmogącej dłoni;

Świat cię niezmiernym zowie oceanem

I chce ku niebu na twej wzlecieć toni.

 

Zdajesz się tykać brzegów widnokręga;

Daremnie z żaglem nawa leci chyża:

Opływa ziemię, niebios nie dosięga;

Twa fala nigdy ku niebu nie zbliża.

 

Wzdymasz się, płaszczysz, czernisz się i błyskasz,

Otchłanie ryjesz i w górę się ciskasz,

Powietrze ciemnisz chmurami mokremi

I spadasz z gradem – tyś zawsze na ziemi!

 

A promień Wiary, którą Niebo wznieca,

Topi twe krople, zapala twe gromy

I twe pogodne zwierciadła oświeca;

Ach! ty bez Wiary byłbyś niewidomy.

Rozum i wiara – Adam Mickiewicz

 

„Kto zgłębi Wiarę Słowiańską z podań ludu wysnutą, ten dotknie Istoty Światła i Boga”

Te obrazy boga i wiary zawarte w wykładach i utworach Adama Mickiewicza nie mają wiele wspólnego z kościelnym wykładem na temat Jezusa i tradycyjnym obrazem chrześcijańskiego boga, ani pobożnością maluczkich. Nie mają one tym bardziej nic wspólnego z wizją kościoła na temat miejsca człowieka w świecie i jego postawy względem/wobec boga.

Weźmy pierwsze dwa akapity:

„Kiedy rozumne, gromowładne czoło

Zgiąłem przed Panem jak chmurę przed słońcem…”

1. Autor – podmiot liryczny wiersza uważa swe czoło – wypełnione rozumem za gromowładne.

2. Czy zgiął  owo czoło  rzeczywiście przed Panem? 

Skoro czoło i tak jest, jak by nie patrzeć, w pionie czy w poziomie, po prostu naturalnie zgięte, to chyba jednak nie. Zgiąć mógłby kark, wtedy pochyliłby głowę. Czyli nie oddaje bogu czci. Do tego ma się za równego bogu – jest rozumem gromowładny, a gromowładne czoło gnie jak chmurę przed słońcem. Chmura jednakże przed Słońcem się nie ugina – jest mu równa – Chmura to Perperuna – żona/siostra Peruna Gromowładnego – Ten Żywioł jest w stanie całkowicie zaćmić Słońce! Odciąć je od Ziemi aż ta nie zamarznie a życie na niej nie wyginie. Tak oto Adam Mickiewicz zaćmił katolicką cenzurę kontrreformacką i przemycił nam, okrzyknięty przez kato-naród wieszczem, treść właściwą – tę którą myślał i tę którą chciał. Zainteresowanych szerzej i szczegółowiej ogółem treści przekazywanych przez naszego wieszcza, który był reprezentantem Księżycowego Nurtu (Księżycowej Kolumny) w Świątyni Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y i jednym z twórców Promienistych, odsyłam do analiz Joanny Salamon np. w „Lusterku Gombrowicza”, tam setki dowodów na takie właśnie, a nie inne umocowanie religijne Wielkiego Mistrza Lóż i Towiańczyków i wybitnego polskiego poety.

Tyle interpretacja dosłowna – każda inna to naciąganie, naginanie tych wieszczych słów do „katolickości”, do „chrześcijaństwa” albo „laickości” czy gdziekolwiek – po prostu do strawności narodowej, strawności katolickiej lub lewackiej. Bo mamy tutaj ponad wszelką wątpliwość udokumentowaną, z dwóch tylko wersów jego twórczości, osobistą deklarację ideową Adama Mickiewicza jako Rodzimowiercy,  Czciciela Boga Niechrześcijańskiego, POGANINA który widzi siebie jako cząstkę boga – jako kogoś  pierwiastkowo równego bogu. 

Ten wiersz to wyraźnie część Przyrodzonej Słowiańskiej Baji, a nie watykański wykład religii. Te słowa to słowa obrazoburcze, wizja boga rodzimowiercy – człowieka „równego” bogu. Pierwiastkowo równego, to znaczy co do „materii pochodzenia”, choć nie co do zasobu świadomości, co wieszcz wyraźnie podkreśla w dalszej części wiersza („jam tylko twoje słabe odbicie” – odbicie a nie uległy Niewolnik, sługa). Autor pokazuje siebie, jako niepodległego i wyzwolonego poprzez wiarę, ponad zwyczajną miarę człowieczeństwa. Widzi siebie, jako człowieka wolnego, nie  poddanego władzy jakiegokolwiek innego człowieka – papieża czy kościoła. Adam Mickiewicz stawia się, jako podmiot liryczny tego utworu, ponad zwyczajnymi ludźmi, pomiędzy bogiem a nimi – jako jego wybraniec i pośrednik – który zawarł przymierze i został przez Boga pomazany – oznaczony, jako Tęcza Narodu. Cała reszta „ludzi zwyczajnych” jest skazana, jak ocean, na wieczne trwanie w wyznaczonych ramach, bo rozum uczonych czy zwykłych ludzi nigdy nie wyrwie się ponad ziemski horyzont, poza ramy wyznaczone przez prawa naturalne. Uczynić to może tylko rozum naznaczony przez boga i natchniony wiarą, ROZUM, KTÓRY NIE MYŚLI LECZ CZUJE. (Zen? Oświecenie?)

Pamiętajmy cały czas, iż mówimy tutaj o WIERZE indywidualnej, a nie o jakiejś zdoktrynowanej, „małpiej” religii (sfałszowanej re-lęgii, re-lekcji), mówimy o Wiedzie Przyrod(zone)y Słowian, a nie „wierze” w sensie bezrozumnego powtarzania religijnych dogmatów jakiegokolwiek tak zwanego „wyznania”.

Cokolwiek pesymistyczna dla „zwykłych ludzi”  jest ta prognoza – a czucie Adama Mickiewicza oraz jego natchnienie były przecież MISTRZOWSKIE, bezbłędne, podłączone ponad wszelką wątpliwość do Świadomości Nieskończonej – do Macierzy/Macicy (Rdzenia Nieskończonej Świadomości – Mającej-RAd [MA-ROD, zarad, zaród]). Czy rzeczywiście jest to prognoza trafna? Na szczęście nie, bo odnosi się ona do czasu w jakim Adam Mickiewicz żył i czuł i zapisywał swoje czucia.  Tak, to było 200 lat temu, niech będzie 150. Wtedy miał prawo czuć się samotną wyspą Wizji i Wierzenia, Kontaktu i Nowej Wiary. Tak, był wtedy samotną wyspą, a ocean wciąż nieodmiennie krążył pomiędzy skałami NIEWOLI, w Ciemności, w reptiliańskim/yetisyńskim skrzywieniu. Dzisiaj Ocean ten sięga Gwiazd, sięga wprost Nieskończonej Świadomości, a sięgnął JEJ przez Ciernie (Per aspera ad astra – taki napis nosiłem na swoich hippisowskich kurtkach).

W tym miejscu poproszę Wierzących Katolików/Chrześcijan Patriotów, a także wyznawców Judaizmu, o to, aby się nie nadymali i nie obrażali, bo to nie jest atak na wyłącznie ich religię i „wierzenia”, to w ogóle nie jest atak, a próba przedstawienia RzeczyIstności Takiej Jaka Ona Jest – bez Zasłony Mayi-Ułudy. Ten opis dotyczy w gruncie rzeczy – Pamiętajmy o Tym WSZYSCY – wszystkich religii objawionych i wszystkich tych, w których istnieje Instytucja Pośrednika między Osobą a Bogiem – czyli kasta kapłanów – okłamywaczy i zakłamywaczy – działających w intencji utrzymania własnej pozycji i władzy nad tak zwanymi WIERNYMI, którzy nie Uprawiają WIARY i WIERZENIA, lecz wmawiany im od wieków zabobonny proceder niewolniczego posłuchu dla Ksiąg. Zajmujemy się tutaj chrześcijaństwem a nie buddyzmem tylko dlatego, że to ono jako religia dominuje w naszym świecie Zachodniej (Północnej) Cywilizacji.

Zestawmy te słowa wieszcza ze słowami znanej powszechnie z nazwy, ale jak sądzę znacznie rzadziej z treści, jednej z ostatnich encyklik papieża Jana Pawła II „Fides et ratio” („Wiara i rozum”). Już pierwsze słowa rysują nie tylko pokrewieństwo Mistrza i Ucznia, ale i wymowny obraz:

„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. Oba skrzydła muszą zatem działać, aby duch wzniósł się ku wyżynom, które Papież nazywa „kontemplacją prawdy”. Zaraz też tłumaczy: „Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie samego Boga”. Istotne jest przy tym, aby człowiek, poznając prawdę o Bogu, „mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”.

A ja myślałem, że Bóg za pragnienie poznania prawdy przez Człowieka – Adama pogniewał się śmiertelnie na niego i na wszystkie jego dzieci? I wygnał go z Raju?! – tak mnie uczono do I komunii w 1960 roku. To się nazywało Grzech Pierworodny, albo Grzech Pychy!

Czy Jan Paweł II nie posuwa się dalej niż Adam Mickiewicz?

Powiada Jan Paweł II: „Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie samego Boga”. W dalszej części wywodu papież nie zaleca ludziom żadnego rodzaju pokory, ani nie doradza powstrzymania się przed dalszym zrywaniem owoców z Drzewa Wiadomości/Poznania (zwanego dawniej Drzewem Dobrego i Złego).

Papież godzi się z ludzkim pragnieniem poznania!

Po 2 tysiącleciach, przez które chrześcijaństwo głosiło prymat Ślepej Wiary nad wszelkimi innymi przymiotami człowieczeństwa – w tym nad rozumem, nagle kapituluje i przyzwala Rozumowi, a więc pragnieniu poznania, na równoprawność z wiarą, czyniąc z rozumu drugie skrzydło „kontemplacji prawdy”.  Gdybym był złośliwy powiedziałbym w tym miejscu: „lepiej późno niż wcale”, ale czy ta kapitulacja nie ma implikacji tak daleko idących, że jest w istocie w ogóle kapitulacją chrześcijaństwa wobec światopoglądu naukowego? Czyż to nie ta sama buńczuczna herezja wygnała Adama i Ewę z Raju?

WSZAK ROZUM OBALA TEZY I ZAPRZECZA TWIERDZENIOM OŚWIECONEJ KSIĘGI ZWANEJ BIBLIĄ I TESTAMENTEM NOWYM. RELIGIA OBJAWIONA OPIERA SIĘ NA OBJAWIONYM PIŚMIE. CÓŻ TO ZATEM JEST? AKT SAMOROZWIĄZANIA CHRZEŚCIJAŃSTWA I JUDAIZMU? Akt ogłoszony ustami nieomylnego namiestnika pana Boga na Ziemi?

Czy papież Jan Paweł II ogłosił jakąś Nową Wiarę Chrześcijan? Czy niepostrzeżenie nie ogłosił jakiejś antyreligii – satanizmu? Wszak Luci-Sferus – Światło Świata – to Oświecająca Wszystko Świadomość.

Rozum obalił już wszystkie podstawowe „fakty” biblijne: o centralnym miejscu Ziemi we Wszechświecie, o ruchu Słońca, o pochodzeniu Człowieka, o początkach życia na Ziemi, o związku Człowieka z PRZYRODĄ, o pochodzeniu zaziemskim Jezusa, o dzieworództwie wśród kobiet ziemskich (w tym Maryi), o długości trwania cywilizacji na Ziemi i jej pochodzeniu, o micie bożonarodzeniowym, itp itd.

Udział ROZUMU w poszukiwaniu Boga idzie teraz dalej – Idzie ku Wierze Przyrody –  otwiera WROTA do SŁOWA (Wrati Slawia), otwiera ponownie Wiarę Przyrodzoną Słowian – ją „wybiera” i czyni narzędziem porozumiewania się z Bogiem/Bogami/Energiami/Świadomością Nieskończoną. Rozum opiera te poszukiwania obecne na podstawie naukowej, wspierając się jej – nauki – odkryciami i twierdzeniami. Gdzie ona (nauka, rozum) nie sięga tam sięga Wiara Przyrodzona – i tak Dwa SKRZYDŁA MA TEN SKRZYSTY/SKRZYDLATY ORZEŁ/LWICA/KROWA/BEDROŃ – WIARĘ I ROZUM – MA JE OD TYSIĄCLECI. ONE oba – Wiara i Rozum – współtworzą jedność zwaną Wiedą Przyrodzoną Słowian lub Wiarą Przyrodzoną Słowiańską.

rys_15_zodiak_695Cztery Skrzydlate  Zwierzęta symbole Czterokrotnej Przemiany Światła Świata (Przepoczwórzenia) to najdawniejsza podstawa Zodiaku – Cztery Podstawowe Znaki odpowiadające Czterem Żywiołom  i Czterem Kirom – gdzie:

Lwica/Kocica/Łasica=Lew (Północ, Niebo/Wiatr),

Krowa=Byk (Wschód, Bór/Woda),

Orzeł/Orz = Wodnik (Południe, Zaczyn-Spor/Ziemia)

Biedronka-Bedrik/Skarabeusz/Żuk = Skorpion (Zachód, Ogień/Błyskawica),

twelvedayfrontcover_354

Odwrócone  rozmieszczenie czterech Gwiazdozbiorów oraz Żywiołów w Słowiańskim Kole Bogów dla Wielkiej Zmiany:

Bedrik/Skorpion/Skarabeusz – Bór/Woda, Wschód

Lew/Kot – Spor-Bagno/Ziemia, Południe

Byk/Krowa/Wół – Ogień/Błyskawica, Zachód

Wodnik/Orzeł – Wiatr/Niebo, Północ.

Odzwierciedla jednocześnie cykl przemian Światła Świata Schodzący od Szczytu czyli od pozycji Wielkiego Byka/ Krowy Białej/Czarnej na Zachodzie, przez Białego/Czarnego/Czerwonego Orła-Wodnika na Północy do Bedrika Małej Białej/Czarnej Bożej Krówki na Wschodzie i po odwróconego do „góry nogami” Lwa – na Południu, oznaczającego nie Słońce Dnia, lecz Słońce Nocy – Noc (przenoszenie Światła przez Nawie – „dołem, spodem”) – Zamknięcie Cyklu, które jest początkiem Kolejnego  Nowego Cyklu Przemiany.

HerbWroclawia_kMostuSikorskiegoHerbowe Zwierzęta Wrocławia – Masoński Anioł-Skrzydlaty Dziad z Nawi/Zachodu w zastępstwie Bedrika/Skarabeusza, a Litera W  w zastępstwie Byka/Krowy/Woła (jednocześnie symbol Wrota Słowa:  Wrotu Słowa Wiary Słowian i Wrotu Słowian na swoje Włości (Włastów-Włostowiców herbu Łabędź)- Nawiańskiej Bramy Bram – odwrócone „M”)

– Czy  w 1998 roku, kiedy te słowa padły nie dotarliśmy do „odwróconej” wersji chrześcijaństwa, które gryzie własne dogmaty po ogonie?

Adam Mickiewicz – duchowy „bliski przyjaciel” Jana Pawła II, nie odważył się jednak w swoich XIX wiecznych heretyckich deklaracjach, zakorzenionych głęboko w filozofii przyrody i Przyrodzonej Wierze Słowiańskiej, iść aż tak  daleko w koncepcji poszukiwania owoców Prawdy z Drzewa Dobrego i Złego. Uważał, że tylko jednostka wybrana i naznaczona przez boga może z nim prowadzić dialog i może go osobistym doświadczeniem poznać – reszta ludzkości nie ma takiej możliwości. TU MICKIEWICZ SIĘ MYLIŁ – KAŻDY CZŁOWIEK MOŻE WIARĄ SIĘGNĄĆ PO KONTAKT BEZPOŚREDNI Z BOGIEM/BOGAMI/ENERGIAMI RZECZYISTNOŚCI. Herb_wroclaw.svg

Inna odmiana masońska Herbu Wrot-Sławia z Gralem – Ściętą Głową na tacy – symbolicznych Pięć Zmysłów i Ludzki Rozum (Graal)

Te twierdzenia Adama Mickiewicza były tak niesłychaną herezją w XIX wieku, że  wszystkich Towiańczyków uznano za heretyków. Mickiewicz w sprawie poznania przy pomocy ROZUMU nie był aż takim optymistą, jak Jan Paweł II. Nie był też optymistą jeśli chodzi o wiarę ludzi. Zdawało mu się, że nie są oni w stanie dokonać rewolucji Świadomościowej. Nie mylił się – wtedy rewolucja Świadomościowa była niemożliwa, a kontakt był dla Wybranych. Mylił się myśląc, że tak będzie już zawsze. Dzisiaj dzięki odkryciom nauki i rewolucji naukowo-technologicznej obalono mechanistyczny model Wszechświata i  kontakt jest możliwy dla wszystkich, którzy ten przewrót świadomościowy przeszli, ale jest możliwy wyłącznie bez dogmatów, bez doktryny i bez kościelnych pośredników, a więc po odrzuceniu Pisma Świętego i wszelkich innych Objawień. Z nimi jest zupełnie niemożliwy, bo to proces indywidualny, a nie proces sztywno zapakowany w ramy wyznaczone przez Nawiedzonych, czy Wszystkowiedzących.

To tylko jeden z dziesiątków przykładów Zmiany, które pokazują jak rozpaczliwie próbuje się dziś dostosować doktrynę do zmieniających się warunków świata i świadomości społecznej. Dzisiaj, słowa dalej idące niż 150 lat temu padały z ust heretyka, wygłasza sam namiestnik Boga na Ziemi i nakazuje wiernym ich przestrzegać – to znaczy nakazuje im „samorozwiazać się”, zlekceważyć Słowo z Księgi.

HIPERHEREZJA?! Przeoczenie?! 

Upadek dotyczy nie tylko jednej doktryny religijnej i jednego kościoła – chrześcijańskiego, dotyczy wszystkich religii doktrynalnych, także wszystkich w których obecne jest kapłańskie pośrednictwo między wyznawcą a Bogiem/Bogami . W mniejszym stopniu doktryn opartych na przyrodzonym systemie wiary – taoizmu i hinduizmu czy buddyzmu, ale ich także – bo i tam powstały księgi uniformizujące i rytuały bezwzględnie konieczne i pośrednicy – mnisi, którzy czerpią korzyści z tego „kim” są w systemie społecznym Pan – Niewolnik.

Upadek nie dotyczy tylko tej wiary, która posługuje się na równi Nauką oraz Intuicyjnym Doświadczeniem (ROZUMEM i WIARĄ), nie jest ograniczona żadną barierą w postaci doktryny czy dogmatów i nie uznaje żadnego pośrednictwa między Człowiekiem a Bogiem. Nie dotyczy zatem Wiary/Wiedy Przyrod(zone)y Słowian.

Czy po tych słowach myśliciela i filozofa katolickiego – Jana Pawła II, Nieomylnego Ojca Kościoła ten kościół katolicki, a także kościoły pochodne (judaizm, islam, protestantyzm, prawosławie, anglikanizm) oparte na Księdze – mają jakikolwiek sens istnienia? Te inne wyznania mogą oczywiście postąpić odrębnie i ogłosić, iż Rozum w dalszym ciągu jest „nieważny” w procesie poznania Prawdy, a liczy się nadal tylko Ślepa Wiara. Tylko czy to zmieni rzeczywiście ich położenie, czy też stanie się tylko kolejną Zasłoną Dymną i próbą wmówienia ludziom nieprawdy służącej utrzymaniu władzy kasty kapłanów.

Jak to się dzieje, że te słowa obraca się i miele na jęzorach w kręgach kościelnych i w ustach świeckich katolików i nie rozumie się ich treści i nie zauważa się ich prawdziwego znaczenia?Jak to się dzieje, że inni chrześcijanie nie komentują tej encykliki w duchu zrozumienia i „kontemplacji PRAWDY”? Nie chcą wracać do sytuacji prymatu Wiary nad Rozumem, a więc do epoki Inkwizycji Rozumu, w której żyli dziesiątki wieków?!

Aszera – małżonka Jahwe?

Persowie wierzyli

w odwieczną walkę dobra ze złem, czcili anioły, swemu najważniejszemu bogu o imieniu Ahura Mazda nie stawiali posągów ani ołtarzy. Nic dziwnego, że w swej prowincji Jehud popierali monoteistyczny jahwizm. Pod protektoratem perskim kapłan i \”znawca Prawa Boga niebios\” Ezdrasz dokonał kolejnej reformy religijnej (około 450 r. p.n.e. lub raczej początek IV w. p.n.e.), tępił obce kulty i surowo egzekwował zakaz małżeństw mieszanych, które \”splamiły ziemię od końca do końca\”. W tej rzeczywistości Jahwe nie mógł już mieć małżonki, towarzyszki czy chociażby hipostazy wywodzącej się z Ugarit. Oczywiście Ezdrasz i jego zwolennicy dokonali kolejnych zmian i uzupełnień w księgach biblijnych.

czytaj: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/aszera-malzonka-jahwe

Dogmaty Biblii i Pisma Świętego zostały przez naukę, przez rozum, jak pokazaliśmy, obalone już dawno. Część z nich obalił Kopernik, dalsze Newton i następcy, jak Kant, a ostatnie obala się dzisiaj. A może to, co tam sobie ukochany papież Polaków, JP II paplał, dla nich się tak naprawdę nie liczy?! Może oni wierzą w coś innego, niż te ich Judeo-Chrześcijańskie Pisma głoszą?! Wierzą w swoją Ma(r)yę, w obraz rzucony im przez Mąda-Mikołę, a w głowach mają zamęt, a na jego dnie wcale nie „świetlisty dyjament”?

Czy to nie efekt owej Zasłony Dymnej roztaczanej przez Watykan i jego Episkopaty, o jakiej dopiero co wspomnieliśmy?

Na razie urwiemy ten wątek i powrócimy do niego we właściwym czasie, bo jest on istotnym elementem konkluzji na temat Wielkiej Zmiany.

Dla nas Rodzimowierców słowo „baja”, „bajka” czy „banialuka” (banialuk) ma dużo poważniejsze znaczenie, niż miano „baśń” czy „opowieść”. Te dwa ostatnie pojęcia określają jedynie wymyśloną, fantastyczną, wyśnioną „baję” – baję nie zakotwiczoną w rzeczywistości realnej i sakralnej, czy też „wieść-wić” niesioną ustnie od słuchacza do słuchacza, każdą rzecz mówioną – „opo-wieść”, albo wieść opowiadaną sobie z ucha na ucho, z drugiej ręki – „po-wieść”.

Rosyjska wyszywka – Letnie Święto SłońceWrota – Kupała. Na południowej półkuli, obecni tam Słowianie (Polacy i inni), obchodzić będą w dniach 20 – 26 grudnia właśnie to święto. Pozdrawiam z tej okazji ICH Wszystkich, także szczególnie wszystkich Polaków, którzy przebywają po tamtej stronie Równika. W tym bardzo bardzo gorąco mego duchowego brata Rafała Święckiego z jego Indiańską (Inti) Rodziną – w Peru i Ekwadorze.

U nas obchodzimy w tych dniach Zimowe Święto SłońceStania i Narodziny Światła Świata. Przez 3 dni Słońce Stoi w tej samej pozycji, nie przybywa dnia ani go nie ubywa. Słońce – Swarożyc (Sowarażyc- SuaRAżicz) Syn Niebieskiego Kowala, Pana Niebieskiego Ognia – SwaRAga/Hammona czeka na Narodziny Światła Świata,  a potem na wynik Dzikich Łowów na Bedrik (BedbRAnę, Bydronę – Bytełko-Bydełko Boże, Biedronę, Bedrig –  Bytu/Będu Ryg  – Wedrig – Wedy Ryg (ryg/ryk - ziarno, nasienie, okrzyk żądzy/rozkoszy-ruji, reg/rek – zboże, ryż, żyto, rzeka, ręka, ręko-wieść, poręka,  rag/rak – promień, czerwień, czerwony znak, rak,  pełzanie-cofanie, chcieć-raczyć, ucztować, rog/rok – róg, kąt, zamknięta przestrzeń, czas zamknięty, rig/rik –  wyrzut, wytrysk, narodziny, rug/ruk – ruja, rój, wydalenie-rugowanie, ruga, ukaranie – ruganie, wejście gdzieś w szyku – wmarsz), Wędryk – Wędrowiec.

Baja to opowieść o rzeczywistym ułożeniu Świata, o jego konstrukcji, o jego dziejach, to zapis  przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, to zapis wszystkich istności jakie istnieją, to Zapis Pełny Całej Materii Wszego Świata (tej widzialnej i tej niewidzialnej). Składają się na nią wszystkie możliwe wątki, wici i bajki – podania mityczne – wawiliony. Odwzorowaniem Rzeczywistej Baji/Materii Świata jest ziemski zapis zwany Tają, lub po prostu Zapisem – boskim podaniem danym do wierzenia, zakodowanym w znakach przyrodzonych – takich jak język, obraz, dźwięk, gędźba,pieśń, wiersz, ryt, tan.

Z tego podania – Taji/Zapisu – każdy członek Wiary Przyrodzonej Słowian, bierze dla siebie do wierzenia to, co na swoim etapie rozwoju chce/może przyswoić, chce/może zrozumieć, to co ma ochotę, co chce/może, co potrafi – włączyć w swój osobisty system wierzenia przyrodzonego.

Skoro wyjaśniliśmy czym jest bajka i Baja, która z bajek się składa, wyjaśnijmy też znaczenie pojęcia i miana „bania-luka” (banialuk). To miano także pochodzi z Wiary Przyrodzonej Słowian, od słowiańskiego przedchrześcijańskiego mitu (bajki, będącej częścią Baji). Bania Luka bowiem, to Bańska Łąka – Łąka Mokoszy.

„Bańska” czyli pełna „baniek” – oczek wodnych wypełnionych wodą żywą  – bań, baniek, baniaczków, baniorów i baniorków.  Banior, jak wiadomo, to także i dzisiaj określenie  oczka wodnego o baniastym kształcie – głębokiego, dawniej także oczka źródlanego. Bania, wiadomo dzisiaj, tylko ruska gorąca łaźnia, ale za pierwszych Piastów i Jagiellonów to Polska pełna była bań – taka łaźnia pospólna praktycznie działała w każdej większej wiosce. Gorąca woda, terma – wylęgarnia życia.

Bańskie Łąki pełne były zatem źródeł wody stanowiącej nośnik życia – być może wody termalnej, gorącej, bądź ciepłej, a może tylko  mineralnej, krystalicznej, zimnej, lub głębinowej – w każdym razie wody „bańkującej”, czyli bąblującej.

Taka woda bańkująca to  w pojęciu baju (bajki) wylęgarnia ożywionych bytów, zarodków oraz przędzalnia nieci żywota i przeznaczenia – Śnitek Wyroków Bogów Przeznaczenia.To tam na łące, pośród oczek wodnych i mgieł, w obłokach wodnej pary, plotą Mokoszowe Pajączki Bytu, z owych Śnitek, swoją Nieć Żywota. To te Nieci Żywota zbiera Mokosz z Dodolą i nawijają je na motki, aby potem Wid-Wij i Makosz -Źrzeb (Źrejący swą Źrenicą na Baję i w Zręb Baji Nieci Plotący) pospołu, razem z nimi, wpletli je w Materię Wszego Świata.

Trzy boginki Rodzanice dostarczają część owej Nieci, jako Wierg-Wyrok, nowonarodzonemu, nanizaną na Trzy Deszczułki/Patyczki (pątyczki – dróżki) zapisu owego Wiergu (wyroku).

Nieć Żywota rozpalają Rodowie (Rod  i Przyroda-Rodżana) a gasi ją swoim gasidłem Lelij-Smęt, bądź inni bogowie (zależy to od rodzaju śmierci: np. na polu chwały, od wróżdy, ze starości, przy zarazie, z otrucia, przy porodzie, w powodzi, trzęsieniu ziemi, od uderzenia piorunem, czy z jeszcze innych powodów).

Łąka Bańska Mokoszy, śnieci-nieci Mokoszych Pajączków  [foto Szymon Narożniak – okolica Strękowej Góry nad Narwią ]

Cała Niwa Mokoszów to jedna wielka  łąka – Łąka Bańska. Miano Banja Luka – Bańska Łąka nadano stolicy Serbii – (dzisiaj jest to, podobnie jak stara stolica Polski – Kraków, drugie co do wielkości miasto, ale już nie w Serbii). Nadanie tego miana plemiennej stolicy Serbów to nie żaden przypadek. Tu  i na Kosowym Polu  – gdzie znajdowały się pogańskie Święte Wzgórza i Święte Gaje oraz kąciny Bogów Kosu-Losu (Plątowe-Kosowe), miało się decydować Przeznaczenie Serbii – los całego kraju. Miano to zostało nadane grodowi z pełną świadomością jego znaczenia i z pełną wiarą w czarowną rzeczywistą moc tego miejsca. Tak samo było z Kosowym Polem. Dzisiaj Bania Luka jest bośniackim miastem, a Kosowe Pole należy do Albańczyków. Taki jest plon sprzeniewierzenia się przez Serbów starej Słowiańskiej Wierze Przyrodzoney.

Banja Luka – zamek Tvrdaja – czyli Twer – jak Twer albo Twarz – Twarz i Twornica i Twierdza Swąta, na Weli czyli Kłodź-Owal na szczycie Weli i rzeka Vrbas – Warbas – Wrząca i Wierzbowa – Vierszbowa jak na Wierchu Weli. Serce Bańskiej Łąki Serbów – żywe odwzorowanie Baji – mitu.

Słowo banialuka sprowadzone przez chrześcijańskich misjonarzy do pojęcia „bzdura”, „brednia” – jest więc sakralnym prastarym wierzeniowym, przyrodzonym określeniem, które „Nowe” religie spostponowały i poniżyły, wdeptały „w glebę”, sięgając po swoje uzurpatorskie rządy nad słowiańskim Światem.

Bania-luki – opowieści z Bańskiej Łąki – łąki gdzie kształtuje się przeznaczenie, przeznaczenie każdego ożywionego bytu, gdzie plecie się nieć ludzkiego żywota i żywota każdego stworzenia, i nieć całego Rodu – Plemienia/Ludu, czyli Zręb (Źrzeb) Żywota  – to nie były ” byle bzdurki”, lecz  przepowiednie przyszłości. Były one ujawniane przez jasnowidzów i wieszczów -przez kobiety wróżki – mokoszki (Mające Kos, Ma-kosz-ki, mające wiedzę o kosie-kusie-losie, znające Mo[c]Kosu ludzkiego i każdego innego bytu), na prośbę rodziców nowo narodzonego dziecka, lub każdej osoby zainteresowanej własną przyszłością, czy władców zainteresowanych przyszłością Ludu.

Tym się zajmują i dzisiejsze wróżki  – wróżeniem –  zwane tak wszak od słowa – wierg – wyrok – wyrokują one i wróżą/wrożą o przyszłości, osobom potrzebującym tej wiedzy, których w Polsce wciąż nie brakuje.

Pod Banja Luką Jezioro Manjaczi. W okolicy jest ich więcej. Jest tutaj wiodoczna góra Manjaczi. Na górze Banja Brdo postawiono pomnik bohaterów II wojny. Jest tych jeziorek i baniorów z gorącą wodą  w okolicy pełno- bo Banja Luka to znane uzdrowisko, oblegane  już od XIX wieku.

Wróżba nie jest wcale czynnością zabobonną, jak ją przedstawiają monopoliści od czarów spod znaku religii objawionych, lecz jest czynnością sprawczą dla tych, którzy w nią wierzą. W najbardziej ateistycznej, materialistycznej wersji, wróżba to dla wahającego się człowieka moment przełomowy, element wspomagający (choćby losowo) podjęcie decyzji. Czas od wejścia w posiadanie wiedzy na jakiś temat do jej użycia czyli podjęcia decyzji – to czas naszej ludzkiej, tak zwanej Wolnej Woli (Swątboda-Swawola), cały jej „pełny” zakres – potem działa już determinizm.

Kliknij i powiększ – Baja – Materia Świata – Aksamitna, Szlachetna Materia Niebieska – Granatowa. Widoczny jest wschodzący Mars i Orion – Credit & Copyright: Wally Pacholka of Astropics.com

Więc ta bajka, którą teraz opowiem  jest częścią Baji – Materii Świata – tej Baji, która była zapisana na boskim Owalu Światła Świata,  gdy Uwijany był Świat. Jest także częścią banialuki – opowieści Bańskiej Łąki. Jest też i baśniuszką – Bają Snu – przez sen po części  przekazaną i przez sen zobaczoną Rzeczy Istnością (podświadomą i zaświatową- zaświadomą oraz  nadświadomą).

Jest tymi wszystkimi bytami. Z pewnością nie jest zaś brednią ani oszukańczą manipulacją. Jest to prawda najprawdziwsza – opis faktycznego zdarzenia, które ma udokumentowane swoje konkretne daty, w które są wpisane dziesiątki konkretnych osób, które ma swoich świadków i swoje świadectwo prawdziwości. Jednak gdy sam sobie opowiadam tę historię nie mogę wyjść z podziwu nad jej wielowymiarową niesamowitością i bajecznością. To mimo wszystko fakty a nie s-f, fantasy czy komiks.

Stary Zapis Pal-Wana Zbruczańskiego – Świętowita. Nie dajcie się nikomu zbałamucić to jest wizerunek prasłowianskiego-scytyjskiego Boga Bogów. Tutaj przechyla się ku upadkowi nieuchronnemu – odrodził się tylko na chwilę w swoim starym kształcie byśmy mogli pojąć i zrozumieć jego wszystkie ryty i taje.

Ta bajka, którą tutaj opowiadamy, jest częścią Baji – Materii Świata, na której Wszystko Jest Zapisane – Co Było, Co Jest i Co Będzie – jest bajką o Nowym Świętowicie – rzeźbie. O nowym Słupie Palu Świata – Pal-Wanie.Ta bajka była zapisana na Owalu od zawsze, od samego początku.

Świętowit – jak wiadomo –  to bóg przedstawiony w różnych zabytkach i w różnych wersjach, lecz znany jest powszechnie przede wszystkim z głównego wizerunku, który nazywamy Słupem ze Zbrucza. Słup ten jest symbolem najważniejszym Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej – przedstawieniem najwyższego boga – Boga Bogów – Światła Świata – a z nim Zapisu, na czterech bocznych ścianach, całego porządku owego świata.

Powiększ i znajdź Carodunę oraz Gród Kyja na mapie Nurusji. Te dwa grody łączy szczególna więź – Więź Światła Świata. Podobny związek braterski zachodzi między Ślęgijskim Wrati-Slawiem i Harską Brati-Slawią.

Zapis ze Świętowita Zbruczańskiego ma różne swoje interpretacje i ma swoich interpretatorów, którzy rozwiązywali zagadkę tego zapisu i rozwijali rozpoznane jego znaczenie, według swojej aktualnej wiedzy. Trwa to  od czasu gdy go wydobyto z rzeki. Rzeźba ma ponad tysiąc lat i już sam fakt, że ocalała i że została odnaleziona w całości – jest pierwszym „cudem” lub „czarem” w tej bajce. Nie poświęcimy tutaj czasu na opis „czarownego” przybycia Pal-wanu Zbruczańskiego do Krakowa-Caroduny – prastarej Stolicy Nurusji (stolicy Ziemi Nurów i Harów-Harusów), z innej stolicy tejże Nurusji – Grodu Kyja-Kuja (stolicy Ziemicy Budynów) – to osobna niewiarygodna przecież a faktycznie zaistniała dziejowa baja.

Lilit-Lamia-Lassota-Czarodana-Caroduna – Czarna Królowa

Czy przyciągnął tutaj, ów Pal-Wan, magnetyczną siłą sam Bajbajoc – Stanisława Szukalskiego z „Kraka syna Ludoli”, czy też  Krak I, czy Czaroduna-Lilith/Lamija – Czarna Królowa z Lasoty-Krzemionek? Czy może „zaklął” ów pal-wan i „wezwał” do przybycia sam mistrz Jan Twardowski (co miał pracownię czarodziejską na Krzemionkach, a był dobrym znajomym studenta UJ, Jana Kochanowskiego) – czarownik Zygmunta Augusta? A może pal-wan został tu ściągnięty po prostu przez sam Wielki (Welski) Magiczny Kamień – Czakram (Mogtyczny Kamień – Kamień Mocy – Cz-ARKA-m Ziemi, Cz-ARKAN), na którym postawiono Gród Kraka – czyli Wawelska Skała. Tego pośrednio, acz trafnie, dowodzi, poprzez wskazanie związków czakramu krakowskiego z czarami, alchemią (al-Hammona- boga Młota, Kowala Niebieskiego – SwARA-ga), kabałą, astrologią i astronomią oraz Księżycem-Łuną, w swojej, wydanej w 1924 roku, książce ” Polskie Niebo”  Andrzej Niemojewski. Całkiem możliwe, że przybył tutaj ze wszystkich tych powodów na raz. A może dlatego, że tutaj działali spadkobiercy Łabędzi (po kądzieli, co u Łabędzi najważniejsze dla ich herbowości i czystej linii krwi, według bajki o G-RA-alu), Kołodynów i Odrowążów oraz inni Strażnicy Wiary? Niewykluczone, ale o tym kiedy indziej.

Według Wiki-pol: Prekognicja (późnołac. præcognition-, præcognitio, od łac. præcognoscere, „wiedzieć wcześniej”; od præ-, „przed, wcześniej, pra-” i cognoscere, „wiedzieć, być zaznajomionym z”, od co-, „z, razem; całkowicie, dokładnie, gruntownie” i gnoscere, noscere, gr. γιγνώσκειν gignōskein, „dowiedzieć się”) – w parapsychologii zjawisko paranormalne oznaczające wiedzę o zdarzeniach w przyszłości, której nie można wywieść z bieżącego stanu wiedzy (co odróżnia je od przewidywania, czy prognozowania)[1]. Pojęcie jest związane z jasnowidzeniem, jednakże nie powinno się go z nim utożsamiać (gdyż we współczesnej parapsychologii jasnowidzenie traktuje się bardziej jako wiedzę o tym co dzieje się w innej przestrzeni, lecz w tym samym czasie, a prekognicja oprócz psychotronicznej „podróży” w przestrzeni, daje dostęp do wiedz o przyszłych zdarzeniach)[2].

Podobnie jak wszystkie zagadnienia parapsychologiczne, prekognicja jest zagadnieniem kontrowersyjnym i jest odrzucana przez środowiska naukowe, a budzi wątpliwości nawet wśród osób zajmujących się parapsychologią. Kwestionuje się istnienie tego zjawiska, a także prawdziwość, bądź interpretację doświadczeń związanych z prekognicją. Nie istnieją wiarygodne źródła naukowe potwierdzające istnienie tego zjawiska i badanie go jest przykładem pseudonauki. Poniżej opisane jest stanowisko parapsychologii, z którym nie zgadza się większość naukowców.

Parapsychologia zjawisko prekognicji dzieli na dwa poziomy:osobisty – związany z przyszłością konkretnej osoby, ponadosobisty – dotyczący zjawisk społecznych, politycznych, gospodarczych, przyrodniczych itp. Ponadto zdolność prekognicji dzieli się na:natychmiastową – tj. polegającą na umiejętności przewidzenia zdarzeń, które nastąpią w bardzo krótkim czasie (rzędu kilku sekund),oddaloną w czasie – tj. polegającą na umiejętności przewidzenia zdarzeń odległych w czasie (np. mających nastąpić za rok).

Kwestia istnienia ludzi posiadających zdolność prekognicji jest bardzo kontrowersyjna z naukowego punktu widzenia. Jakkolwiek istnieje wiele relacji historycznych i współczesnych osób, które miały „wizje” przyszłych zdarzeń, wszystkie one mają charakter post-factum i jako takie nie mogą być traktowane jako przekonujący dowód na istnienie tego fenomenu.

[Komentuję tę definicję na użytek osób oświeconych, tj. myślących i widzących świat całościowo (holistycznie): Naukowcy rzeczywiście w swej masie i większości nie zgadzają się na istnienie prekognicji. Opis prekognicji przedstawiony w polskiej Wiki, a zwłaszcza ostatni jego akapit, jest typowym ateistycznym bredzeniem/brodzeniem w Ciemności. Gdyby któryś z tych naukowców naprawdę chciał zbadać ten problem mogę dostarczyć dowody wprost i to drukiem z powieści „Śmierć buntownika”, na temat tzw. „wybuchu gazu w Rotundzie Warszawskiej PKO”. Takich udokumentowanych  prekognicji jest oczywiście więcej, nie tylko w moim życiu. Są o tym na You Tube filmy amerykańskich eksperymentatorów, którzy przez ostatnie 30 lat pracowali dla US ARMY I OBJĘTE BYŁY ICH PRACE tajemnicą obronności USA. O tym właśnie mówimy w niniejszym artykule. Rzecz nie kończy się na samej  prekognicji w przestrzeni jaźni, lecz od niej się zaczyna a kończy na przedmiotach nie myślowych a rzeczywistych  – prekognitach – artefaktach z zapisem przyszłości – takich choćby, jak Świętowit Joanny Maciejowskiej, Świętowit Bartosza Wilczkiewicza, czy „Nowe przygody Baltazara Gąbki – na tropie Czarnej Dziury” CB]. 

Nowy Świętowit pojawił się jako przekaz  już w kwietniu 2011 roku w pewnym miejscu na Ziemi, pośród Słowiańskiego Ludu. Lecz poza małą grupką przyjaciół nikt o nim nie wiedział, ani o nim nie słyszał. Wykonał go w glinie pewien młody człowiek – Bartosz, pasjonat Słowiańszczyzny i Rodzimowierca. Wykonał go spontanicznie nie zastanawiając się dlaczego zmienia wygląd jego bocznych ścian, ani dlaczego zmienia te ściany w taki a nie inny sposób. Widać tak miały być wykonane. Załóżmy, że RzeczyIstność nie jest ciągła – wynikowa, lecz jest synchroniczna, a nade wszystko jest Nieskończoną Świadomością.Takie wydarzenia jak to właśnie, powodują, że przyjmuję do wiadomości, iż  istnienie Nieskończonej Świadomości rozciągniętej także poza wymiarem obserwowanego przez nas na Ziemi Czasu, stanowi najprostsze i najprawdopodobniejsze wyjaśnienie nieustannego manifestowania się prekognitów (przedwydarzeń/przedtworów) oraz  zjawisk synchronicznych co do czasu, a także „odkryć”/”wizji” aktywujących się w rożnych istotach/osobach i miejscach przestrzeni oraz materializujących się na różne sposoby, w  tym samym momencie czasu.

Andrzej Niemojewski Polskie Niebo (fragment)

[polecam gorąco dla przypomnienia tym, którzy to już czytali, ale w kontekście nabywanej nowej Wiedy, tekst układa się zupełnie inaczej i jest inaczej zrozumiały. Widać, że czasami niektórzy autorzy wywalają otwarte drzwi np. na niektórych portalach, gdzie dużo jest analizy „naukowej” różnych związków pomiędzy religiami czy pojeciami mitologicznymi. Tutaj na przykład, u Andrzeja Niemojewskiego jasno widać, że to co niektórzy Racjonaliści na Racjonalista.pl odkrywają jako rewelację (np. Prace Heraklesa jako droga zodiakalna, Zodiak oparty na podstawie krzyża i 8 żywiołów, Taniec Żurawia i Zasada Lustra albo Znaczenie Labiryntu i Wzgórza-Wieży/Góry/Hary Wawel/Babel, zapisu-wawilionu – że to jest znane Strażnikom Wiary Słowian od dawna i nigdy nie zaginęło. Nie trzeba tego odkrywać na nowo, wystarczy tylko uwierzyć temu co oni przekazują.

Czas się skupić na POZYTYWIE – czyli zdemaskować przekręcenia takie jak np. kolejność Prac Heraklesa-Perprzechwały i dojść co z tej kolejności wynika dla dziejów prawdziwych Świata, dla Zodiaku , dla Ładu Nieba, a nie wciąż odkrywać „pokręcone” w mitach greckich  znane już związki. To samo dotyczy 44, słowa bog-baga, Kotła Dagdy, czARKi Skołockich Kaganów, Świętego Grala, czy 3-dniowego SłońceStania w grudniu itp. Czas poznać PRAWDĘ na temat ich znaczenia, a nie wciąż powtarzać, że ta PRAWDA Istnieje. To spostrzeżenie nie dotyczy tych osób, które skupiają się na analizie i poznawaniu faktów, bo wciąż jeszcze nie wierzą. One podążając za takimi wywodami (naukami) zmierzają dopiero ku Wierze. CB]

W jaki sposób, jak nie poprzez takie wydarzenia (prekognicje – wyprzedzające fakty w czasie i prekognity – obiekty będące dowodami dla „racjonalistów”) moglibyśmy się inaczej w ogóle dowiedzieć o zasadzie synchroniczności Rzeczywistości i Kreatywności Świadomości w sferze materii? Tylko jeśli Rzeczy Istność  jest synchroniczna i kreatywna  nowy Zapis Pal-Wana mógłby powstać kiedykolwiek i gdziekolwiek (w dowolnym czasie i miejscu). Jednak nie było to kiedykolwiek tylko w kwietniu 2011 roku, ani nie było gdziekolwiek tylko w Europie Słowiańskiej, w „chwilowym” domu Bartosza – poza Polską, ale to było też w tym samym czasie w Krakowie, było na Ślęży, pod Kutnem, w Białymstoku i Nurcu, i w innych miejscach.Prekognicje i prekognity są bowiem komunikatami RzeczyIstności (Nieskończonej Świadomości) skierowanymi do Istot Świadomych. Dlatego muszą być skorelowane w czasie i przestrzeni. Prekognity – takie jak np. mapa Piri Reisa są skorelowane z odpowiednim zasobem wiedzy Istot Świadomych. Ta mapa nie mogła zdziwić nikogo w XVII wieku, bo wiedza geograficzno-astronomiczna tamtego okresu była zbyt niska. Dysk z Nebry nie mógłby przemówić do nikogo w wieku XIX kiedy wiedza astronomiczna była zbyt nikła aby go jednoznacznie zinterpretować, piramida Visoko nie powiedziałaby nic nikomu przed epoką znacznikowania węglem C14. Ale są też prekognity sięgające bardzo niedalekiej przyszłości i pojawiające się na krótko przed jej spełnieniem się. O nich tutaj mowa.

Cały wielki ciąg dziwnych wydarzeń zaczął się rozgrywać mniej więcej w tym samym czasie, a wiele rozproszonych i niemożliwych wtedy do połączenia wątków zaczęło prowadzić ku jednemu centralnemu (ośrodkowemu) wydarzeniu. Oczywiście bajka ta jak wszystkie inne wawiliony jest wpleciona w D(A/y)-wan – Baję Świata, a więc poprzez różnorodne sploty sięga samego Rdzenia Istoty, a także innych wątków i innych początków.Można by jej poczęcie przesunąć dowolnie w czasie, bo jeśli ktoś przeczytał uważnie wiadomości na Czarnym Pasku (po prawej) to widzi, iż Strażnicy Wiary Przyrodzoney Słowian działali nieprzerwanie od starożytności, w tym także intensywnie przez Ciemne Wieki (Średniowiecze) aż do dzisiaj, a więc przez czas, gdy Wiarę Przyrody wypalano wśród Słowian „ogniem i mieczem”.

Można by jej współczesnego „wznowienia” upatrywać w upublicznieniu zbioru Wiedy  na temat Boginek, Bogunów – czyli Stworzy oraz Demonów – czyli  bytów Z-Dusz Powstałych, „Stworze i Zdusze” w roku 1993 w Krakowie. Albo w roku 2000, kiedy upubliczniono „Księgę Tura” (spoczywającą do wydania w wydawnictwie Baran & Suszczyński od 1998 roku), wokół której skupiła się następnie znaczna liczba osób. W roku 2000 – nieco później także T.S. Marski opublikował swoją Księgę Popiołów. Dzisiaj, kiedy genetyka zadała taki paskudny cios historykom i archeologom rżącym z jego, z moich, i z profesora Kostrzewskiego teorii, ogarnia mnie dziwny wewnętrzny chichot – chociaż jest to chichot nieco smutny, lecz jednak tryumfalny! Ta sytuacja,  walki z wiatrakami kilku kompletnie wyśmianych „Don Kichotów”, powinna natchnąć nadzieją wszystkich tych, którzy samotnie stają przeciw powszechnym sądom. Warto! Pokazał to także Kopernik i Galileusz i wielu innych, którzy nie poddali się owczemu pędowi za samcami alfa, stosującymi nawet fizyczne wykluczenie na stosach Inkwizycji Rozumu.

Albo może powinien to być rok 2001, kiedy zapada decyzja o powtórnym wydaniu Księgi Tura, pojawia się radiowe nagranie odcinków Księgi wykonane przez Romanę Bobrowską i Ewę Kolasińską, ma miejsce spotkanie ze Zbigniewem Turlejem (po jego powrocie z Los Angeles) i z jego Fundacją oraz z Jerzym Przybyłem, a też podeujmuje się decyzję o tym, że powstaną rzeźby i obrazy tworzące ikonografię Księgi oraz że zostanie uruchomiona nowa strona internetowa Mitologii Słowian. Można by ten czas skojarzyć także z rokiem 1995 – i rejestracją Słowiańskiej Wiary jako związku wyznaniowego (RKP – Lecha Emfazego Stefańskiego), ale można by go przesunąć równie dobrze wstecz, do czasu Koła Czcicieli Światowida i dalej do początków Szczepu Rogate Serce albo do Zadrugi – w lata 20-ste i 30-ste XX wieku. Początek pracy nad książką „Stworze i Zdusze” i „Księgą Tura” (SSŚŚŚŚ) to rok 1981, a ostatnia inicjatywa rejestracyjna Koła Czcicieli dokonana przez Franciszka Kołodzieja to rok 1978. Słowiańska swadźba w rodzinach Białczyńskich i Pagaczewskich to 20  sierpnia (zrękowiny 20 czerwiec – Kupała-Kres)  1972 roku. Oficjalna inicjacja pokrewnego Wierze Przyrody Buddyzmu Zen w Krakowie to rok 1976. A Wyspiański, Trentowski, a Chodakowski, a Kochanowski, a Rej z Nagłowic? A Bracia Polscy, Mickiewicz, Słowacki, Norwid i Promieniści?!

Tak, tym sposobem można by się cofać w nieskończoność, aż do Piotra Włosta i Jaksy z Kopanicy. I do Bolesława Zapomnianego oraz Masława – nie zapominając o Bolesławie Śmiałym (od jakiegoś czasu nazywanym po faryzeuszowsku Szczodrym, który jak udowodnił Strażnik Wiary Tadeusz Wojciechowski, wykonał zasłużony wyrok śmierci na biskupie Stanisławie w świętych ogrodach Skałki – w dawnym Świętym Gaju i miejscu kultu, gdzie Źródło Święte Pogan – za zdradę, za knowania z Niemcami i Watykanem przeciw królowi i Polsce Piastów), o królu Władysławie Łokietku (który odnowił Polskę z dzielnicowej ruiny wychodząc z Ziemi Ojców i Jaskini Ojcowskiej – Ojca Ojców, z MACIERZY, z Groty, z Macicy MATKI ZIEMI), o Janie Twardowskim, Kazimierzu Auguście, Kazimierzu Wielkim co stawiał Kopiec Matki Ziemi, zwany Kopcem Esterki i o Władysławie Jagielle znanym czarowniku-burtniku z Litwy i o całym wydziale Al-Hammona i sztuk wyzwolonych (alchemii i wiedy pitagorejskiej) z Uniwersytetu Jagiellońskiego Królowej Jadwigi. Moglibyśmy ciągnąć ów wątek-wawilion w najdalszą dal, ale poprzestaniemy na współczesności.

Najistotniejszy dla Związku Osób występujących w tym wydarzeniu, dla tego Wątku-Wawilionu Baji wydaje się rok 2008-2009, a dla wątku Nowego Pal-Wana Świętowita i jego Taji-Zapisu kwiecień-czerwiec roku 2011. Tak się dziwnie składa, iż niektórzy twierdzą, że czerwiec 2011 roku to czas poważnego odcięcia pierwszych najniższych poziomów fraktalnych Ducha w procesie Wielkiej Zmiany. Zbieg okoliczności? To czas, kiedy „źródło” drążące „skałę” wytrysnęło już tęgim gejzerem, rozświetlając mroki spowijające materię Słowiańszczyzny i Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y jasnymi i mocnymi promieniami Światła Świata.

Świętowit Wielkiej Zmiany: Joanna Maciejowska – Wielka Zmiana.

Ten obraz przedstawia Świętowita o pustych ścianach.   Na obrazie Joanny z pustych segmentów rozkawałkowanych w przestrzeni i czasie, wyrastają kwiaty w kolorach życia i miłości: czerwieni i zieleni. W pełni się zgadzam z interpretacją tego obrazu prezentowaną 1-2 września na Tąpadłach przez Tadeusza Owsianko, a wcześniej w Naszej Telewizji.

Takie samo wyobrażenie Świętowita Zbruczańskiego (Pal-Wana)  jako rzeźbę „pustego”  Świętowita Wielkiej Zamiany wykonał Bartosz Wilczkiewicz, w tym samym okresie w Norwegii, kwiecień- czerwiec 2012 roku. W tym czasie oni oboje oczywiście jeszcze się nie znali, ani nawet o swoim istnieniu nawzajem nie mieli pojęcia.

Tak więc Świętowit Wielkiej Zmiany pokazał się dwukrotnie, w dwóch niejako formach i dwóch odsłonach , w dwóch miejscach Europy w tym samym czasie – wykonany niezależnie przez dwoje nie znających się artystów. Dlaczego dwie formy i dwie osoby? Przecież mogło ich powstać 5, 10, 15. Dlaczego właśnie takie – przecież mogły być rożne, choćby takie jak ten z kwietnia 2011 roku? O tym  za chwilę, bo to także ma głęboki sens.

Z Bartoszem Wilczkiewiczem spotkaliśmy się po raz pierwszy 1-2 września, wtedy dołączył do nas na Tąpadłach, podczas dużego spotkania grupy około 200 osób. Przybył pokonując liczne przeszkody, prosto ze Słowenii, w ostatniej chwili, wieczorem pierwszego dnia spotkania, pociągiem z Gdańska do Wrocławia i dalej sobie tylko znanym sposobem. Trzeba było – przyznacie – dużej motywacji i napędu – żeby odbyć taką podróż, musiał mieć głęboką potrzebę bycia tam i być zdeterminowanym.

W 2009 roku, od Góry Ślęży zaczęły emanować wyjątkowo mocne energie, które zgromadziły wokół niej społeczność Wolnych Ludzi, a także zwróciły uwagę osób żyjących w większym oddaleniu od Ślęży. Wtedy już od kilku lat tryskało też Wawelskie Źródło  Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Jego aktywność nie wynika z obecności tutaj żadnych konkretnych osób- oczywiście manifestuje się poprzez konkretne osoby, lecz to obecność tutaj tych osób wynika z aktywności tutejszego Źródła Mocy – Czar-kramu Wawelu (Wą-Welu), a nie na odwrót. Jak gdzieś chyba wspominałem, ja w tym źródle krakowskiego czakramu jestem skąpany po uszy od urodzenia, nawet go nie czuję jako jakiejś niezwykłości. Ci którzy przeszli przemianę i widzą już świat całościowo, dostrzegają bez trudu aktywność tego źródła. Manifestuje się ona wyjątkowym nagromadzeniem czarownej mocy w tym grodzie, osadzonym wokół CZAR-KANU (kany czaru, czakr-ramy, czar-kramu, czar-kranu, czAR-kanu) Wąwelskiego (Wą- wewnątrz Welskiego – welego-wielkiego-welańskiego). Moc ta uruchamia od wieków inicjatywy organizacyjne i przekazy wiedy Wiary Przyrodzonej Słowian oraz przyciąga wciąż na nowo licznych wiernych, którzy nie zaprzestają praktyk ani obrzędów pogańskich oraz dokumentują swoją aktywność i obecność odwieczną zostawiając nienaruszalne znaki owej obecności Kultu Przyrody i Wiary Przyrodzonej Słowian w Krakowie i okolicy. 

indeks21

Krystaliczna Siatka Ziemi – ze strony Livii Ether – Livia Space

Niekiedy pojawiają się głosy kwestionujące zarówno moc Czakramu Wawelskiego i w ogóle jego istnienie, jak i podważające istnienie i moc i ośrodkowe znaczenie Czakramu Ślęży. Musimy tutaj sprecyzować jasno i dobitnie, że istnienie bądź nieistnienie czakramu to nie jest jakaś sprawa Zapisu w Świętych Księgach, ani arbitralnych decyzji tzw „autorytetów” z krajów anglosaskich, czy z Indii – czyli ludzi, którzy zgoła nic o Polsce nie wiedzą, lub słyszeli piąte przez dziesiąte, albo są znawcami Kabały czy Nowego Testamentu. To jest kwestia zupełnie racjonalna – radiestezyjna, geologiczna, geo-magnetyczna a nie inna – np. kronikarska, czy tajemna. Coś działa i ma moc, albo nie działa i nie ma mocy. Jeśli leży w Siatce Krystalicznej Matki Ziemi to najprawdopodobniej działa – mocniej lub słabiej – lecz działa. Takie są prawa fraktalne i to wynika po prostu ze Świętej Geometrii – więcej dowodów nie potrzeba. Ci którzy kwestionują w ogóle bioenergię, radiestezję, bioenergoterapię, akupunkturę, magię i inne manifestacje Nieskończonej Świadomości, będą musieli zmienić zdanie wraz z ujawnianiem coraz nowych faktów przez Świat Nauki, za którym chętnie po małpiemu powtarzają swoje sądy. Ten świat nauki podaje im do wiadomości wiedzę zdezaktualizowaną, pochodzącą jeszcze z XIX lub XVIII wieku, albo zakłamaną o 50 lat wstecz. Jest tak, zwłaszcza gdy chodzi o technologie i odkrycia mogące mieć zastosowanie wojenne, przez to, iż są one objęte tajnością. Wystarczy popatrzeć na mapę poniżej żeby zobaczyć,  iż te punkty leżą w Siatce i są w niej mocno osadzone. Linia Galdhoppigen – Kosz (Koszalin) – Gniezdno – Jasna Góra – Kraków – Serabit – Góra Synaj (Hathor) jest idealnie równoległa do Linii Nyse – Ślęża – Cheops – Amarna. Mało tego Linia Góra Nyse – Arkona – Ślęża – Piramida Cheopsa – Amarna (Mornyja) – jest linią identyczną z sygnalizowanym przez Starożytnych torem komety wymienianej przez Sumerów i Asyryjczyków. Do tego Ślęża leży na równoleżnikowej linii z L’ARK Hill na Kamczatkę do jej cypla z wieloma ważnymi węzłami Siatki Krystalicznej po drodze (choćby Jasną Górą i Świętym Krzyżem-Łyścem czyli  Świątynią Dziewięciu Kręgów, a także Górą Kuja-Kyja Kijowską).

eurazjaPodboje Widnura 3 Uzupeł

Te linie równoleżnikowe, południkowe i skośne, pod kątem 45 stopni linie, nie są przypadkowe – to geo-elektro-magnetyczna Siatka Ziemi [koniecznie kliknij i powiększ]

W postaci pisma (druku) Źródło Krakowskie tryskało Wiedą Tajemną Wiary Przyrodzonej niejeden raz w ciągu wieków, można powiedzieć wręcz, iż nieustannie tryska odkąd zaczęto stosować powszechniej pismo. Rozkwit tego rodzaju druków miał miejsce nie przypadkiem za Jagiellonów, ale i później znajdowano protektorów dochowania tajemnicy Wiary Rodzimej w zapisach,Strażników Wiary Przyrodzoney Słowian – jak choćby Czartoryscy, Odrowąże i wiele innych rodów szlachty, godnie niosących Światło Świata przez wieki i głoszących Wiedę Wiary i poświadczających jej nieprzerwany ciąg. Ostatnie wzmożenie aktywności drukarskiej w tym względzie to 1993 rok, który przez wydanie książki „Stworze i Zdusze” i jej promocję w Muzeum Etnograficznym w Warszawie dzięki Janowi Sulidze oraz przez cykle artykułów w Gazecie Wyborczej w sierpniu bodajże o(o ile dobrze pamiętam) a następnie październiku 1993 roku (lub coś koło tego), uczynił pierwszy wielki wyłom w Murze Milczenia na temat Wiary Przyrodzoney Słowian.

Pierwsza elektroniczna internetowa publikacja złożona z tekstów Stworzy i Zduszy pojawiła się w roku 1994 w Los Angeles – siedzibie Stanisława Szukalskiego i  Szczepu Rogate Serce – na stronie Iwony Szymańskiej (21 czerwiec 1994) – jednej z pierwszych wiedunek SSŚŚŚ: http://www.Najmici.net“O Wielkim Dzbanie Zerywanów”. Związek między Źródłem Krakowskim a tymi w Nowym Świecie: w Los Angeles (przez S. Szukalskiego, przez Z. Turleja), w San Francisco (przez Allena Ginsberga, przez Najmitów) i w Chicago oraz Nowym Jorku, a także z Toronto, gdzie byłem korespondentem z Polski “Gazety” i jej dodatku literackiego “List Oceaniczny” w latach 1991-1995, kiedy przymierałem w Polsce głodem z zakazem druku po “Polskim łączniku” (Gazeta Krakowska 1991) – jest bardzo mocny, i trwa przez cały czas naszego działania na rzecz i w imieniu SSŚŚŚ.

W postaci wirtualno-elektronicznej, internetowej trysnęło onoż Źródło Krakowskie, po raz pierwszy publicznie w roku 1999 (21 marca) – 5 lat po stronie WWW amerykańskiej – jako strona-portal Patrenzia Princites – Kraina Księżyca, Black-Blue-Art i kodyzmu polskiego. Działała pod tym szyldem do roku 2005. W 2004 (21 marca) z serwera Kei.pl, ruszyło kolejne Źródło jako Portal Księgi Tura i Czwórksięgu Słowian w Fundacji, która dokonała drugiego wydania księgi. Jarzyło się ono monotonnym światełkiem aż do końca roku 2009. Wtedy to tamta fundacja upadła, a SSŚŚŚ rozbłyska po raz trzeci w 2009 (20 czerwca), z siłą Nową (NOVĄ) a raczej z siłą Supernowej, z nowego portalu – Portalu Światła Świata.

 

Z czasów pierwszego portalu PP/KK włączono tutaj teksty o BlackBlueardach, o Eko-Ekumenie, o Świętach Wielkanocnych: „Tan 3 Wielki – Starosłowiańskie Święto Wiosny (Święto Świąt), czyli Wielka Noc Nowego Roku„, „O Wielkim Dzbanie Zerywanów”, o Wielkich Bitwach Niebieskich i Dzikich Łowach oraz „Stworze i zdusze” (uzupełnione i rozwinięte), a także „Kodyzm i kodyści polscy, kiedyś i dziś – sztuka eksperymentalna”  wraz z dużą częścią tego działu – czyli utworami kodystycznymi. Znalazła się tutaj też część materiałów o Naszej Rodzinie i  Zadrudze np. o Stanisławie Pagaczewskim.

Z drugiego  Portalu, Fundacji Turleja znalazły się na tym blogu także liczne artykuły, takie jak:  Wstęp – pt „Co to za strony„, artykuł „Słowianie najbardziej tajemniczy lud na Ziemi”, „Księga Tura do posłuchania – w hołdzie Romanie Bobrowskiej, czyta Ewa Kolasińska”   (uzupełnione o epitafium pośmiertne dla Romany Boborowskiej), „Polska wizja Słowiańskiej Baji – Jerzego Przybyła”, fragmenty kilku taj z Księgi Tura, profesora Witolda Mańczaka „Zachodnia praojczyzna Słowian”,  oraz Dobrosława Wierzbowskiego, niezmordowanego słowianofila, artysty i miłośnika kultury scytyjskiej,mam nadzieję nadal  sympatyka  SSŚŚŚ –  ” Dekoracja starosłowiańskich pisanek, ich symbolika i znaczenie”. Ten ostatni artykuł jest jednym z popularniejszych na portalu nieprzerwanie od samego początku – już od czterech lat.

historia-polski

Jeden z rozlicznych prekognitów. Publikacja w Przekroju nr 2191 z dnia 7 czerwca 1987 roku. Jak widać na obrazku, w tamtych czasach ciężkiej Cenzury Jaruzelskiego, można było w czasopiśmie cenzurowanym zamieścić taki utwór jak powyżej  – zwany „Syntetyczna Mała  Historia Polski”. Zamieszczono go tam jako fragment powieści „Stworzenie pustyni” , której Cenzura nigdy nie zezwoliła wydać i nikt jej nie wydał także w III RP do dzisiaj, bo mówi ona prawdę o schyłkowym PRLu – jest zbyt dosadną lekcją poglądową dla młodego pokolenia, które od 20 lat nie dostało żadnej porządnej literatury na temat tamtego okresu. W utworze widać ciąg „powstań narodowych” przeciw Komunie w okresie powojennym, zaczynającym się od II Wojny i tzw „Wyzwolenia” : 1939-1945-1956-1968-1976-1970-1980-1981.  1981 to Stan Wojenny, który kończył tamtą epokę historyczną. Lecz co zostało zapisane na koniec? – 198? – W 1987 roku zostało zapisane, że kolejny Przełom i rewolta nastąpi najdalej w 1989 – znak zapytania – „?” wyraźnie przypomina „9” – nie została tam wstawiona  „7”, „8” – ani żadna inna data np 199? – To właśnie prekognit, bardzo podobny do tego na temat „wysadzenia” Warszawskiej Rotundy ze „Śmierci buntownika”. Jeżeli któryś z „naukowców” chce większych i twardszych dowodów prekognicji  to zapraszam do współpracy – chętnie przedstawię. Przekrój nr 2191 do wglądu we wszystkich porządnych bibliotekach publicznych w Polsce. Dokładne omówienie zawartości utworu jest tutaj: https://bialczynski.wordpress.com/powiesci-poezja-sztuka-eksperymentalna/kodyzm-i-kodysci-polscy-kiedys-i-dzis-sztuka-eksperymentalna/syntetyczna-historia-polski-z-roku-1987/

Rok 2009 jest zdecydowanie przez wszystkich uczestników tego procesu prekognicyjnego związanego z Wielką Zmianą określany jako zwrotny w ich wewnętrznym rozwoju i myśleniu o świecie. Wtedy byliśmy odizolowani od siebie, osamotnieni w Mateczniku Polskim, lecz wrzały w nas już wewnętrzne płomienie i trwała wewnętrzna praca, z której jasno wynikały kolejne inicjatywy i działania. Iskra zamieniła się w ogniska rozsiane po Polsce. Ale już w roku 2008 Wojciech Świętobor Mytnik, dla mnie nieodmiennie członek naszej Zadrugi, Koła i Szczepu, wydaje jako Zerivana świetną płytę Velesvarun, inspirowaną Księgą Tura, a potem publikuje doskonałe słowiano-rodzimowiercze wiersze.

Z końcem roku 2008 Słowiańska Wiara (Związek Wyznaniowy Zachodniosłowiański) przyznaje Czesławowi Białczyńskiemu Słowiańskie Dęby. Jest to impuls do spotkania, które odbywa się pod Wierzycą (Wieżycą) 21 marca 2009 roku. Spotkanie gromadzi około 250 osób, odbywają się obrzędy wiosenne. Obrzędy zupełnie czarowne, przy czystym rozgwieżdżonym niebie, dokładnie w I kwadrę Księżyca, z ogniskami i topieniem Marzanny w źródle u stóp wąwozu. Z przelotem Skylabu nad głowami zebranych, z niesamowitym wzruszeniem, jakie towarzyszyło mi gdy zdałem sobie sprawę, że o czymś takim marzyłem – Marzyłem żeby dożyć chwili kiedy odżyją całkiem serio Publiczne Obrzędy Przyrodzonej Wiary-Wiedy Słowian! To wydarzenie miało wspaniały rozmach, zgromadziło masę osób, przede wszystkim młodych, było tak czyste, pozbawione jakiejkolwiek polityczności czy ideowości – poza jedyną treścią, treścią wierzeniową – To Było Prawdziwe Święto Odrodzenia Słowiańskiej Wiary, WIARY PRZYRODY. Wspaniała atmosfera, ognisko rytualne, pochodnie, przepyszne stroje żerców, barwne stanice bogów i drużyn wojów, ubiory słowiańskie, radość, spontaniczność, odtworzony cały ryt – a potem spotkanie wieczorne, kolacja itp. Czuliśmy się z Anną w tej gościnie obrzędowej i na tym spotkaniu, jak u siebie w domu, jak w „Wielkiej” Małejpolsce (Galicji, Białej Chorwacji) – jak za czasów naszych Dziadów – zawieszeni pomiędzy Budziszynem a Budapesztem, Pragą a Lwowem, Kijowem a Wilnem, pomiędzy Krakowem a Wrocławiem – bo Wrocławianie to ludzie z całej DAWNEJ Polski Wielkiej, z dawnej Galicji, potomkowie Wygnańców z Ukrainy i Łemków i innych Małopolan spod Kijowa, z Grodna i z całej Białorusi,potomkowie Polaków z Litwy, z Wilna i z innych miast i miasteczek i wsi, z Inflant i z Królewca, ze Słowacji, Uhorza-Nadbołotonia, Wołoszy i Pokucia – potomkowie wspaniałych ludzi i wielcy patrioci. To także dzieci i wnuki repatriantów z Kazachstanu i Syberii. Patrioci choćby z racji tego, co przeszły, co przeżyły w dziejach ich rodziny i zadrugi, i ich społeczności plemienne.

Jeśli chodzi o kontakty ze Ślężą i Śląskiem byliśmy wtedy, ja i moja żona, Czystą Kartą. POCZULIŚMY SIĘ TUTAJ – Na STARYM ŚLĄSKU Lęgijskim ZUPEŁNIE DOSKONALE. Wtedy mimo, iż podjęliśmy drogę na Ślężę nie dotarliśmy jednak wcale do niej. Skończyliśmy drogę na Wierzycy (Wieżycy). Wkrótce rozpoczęła się też bliska współpraca owego Związku Słowiańskiej Wiary i SSŚŚŚ, ruszył ich portal i rozpoczęły się wzajemne przedruki artykułów oraz wspólne inicjatywy. Dzisiaj przypuszczam, iż nie dotarliśmy tam, na Ślężę, bo nie wszystko było jeszcze „gotowe”. Nie było tam repliki Świętowita, Pal-Wanu ze Zbrucza, wykonanego ręką polskiego rzeźbiarza w nowym tworzywie – tworzywie nietrwałym, które zwraca naszą uwagę ku PRZYRODZIE i MATCE ZIEMI.

IMAG0675Świętowit Wielkiej Zmiany wykonany w Norwegii przez Bartosza, w kwietniu 2012 roku

Co się dzieje potem? W lecie 2010 roku pod Wawelem pojawia się Wysłannik Ślęży, z wieścią o konieczności i naglącej potrzebie natychmiastowej współpracy i skupienia się wokół Słowiańskich Korzeni. Przywozi dobrą wieść o tym, że Księga Ruty musi być wydana i będzie wydana choćby się miało walić i palić. Ale to jeszcze  nic, to dopiero początek.

Praca nad Księgą Ruty została ostatecznie zakończona nad Jeziorem Rożnowskim w Tabaszowej 26 sierpnia 2010 roku w 58 urodziny Autora.  Po powrocie do Krakowa na Portalu Światła Świata Autor znajduje wpis Posłańca Ślęży, o konieczności spotkania w sprawie wydania Księgi Ruty (skończonej kilka dni wcześniej i wtedy jeszcze publikowanej zaledwie ułamkowo na Portalu  SSŚŚŚ), z numerem telefonu i nazwiskiem. Dochodzi do rozmowy telefonicznej i w chwilę potem,  w 2-3 tygodnie, do spotkania w kawiarni Loża, która staje się od tego czasu miejscem stałych spotkań uczestników SSŚŚŚ w ważnych sprawach. Kwestia druku nie jest jeszcze wtedy przesądzona, choć zasygnalizowana i pada deklaracja. Pada kwestia organizowania ruchu środowiskowego wokół portalu Światła Świata, ale żadne formalne ramy nie są rozpatrywane. Tym bardziej, nie została poruszona kwestia Wielkiej Zmiany. Oczywiście wtedy już chyba od dobrych kilku miesięcy szukałem ponownego wydawcy „Stworzy i Zduszy”, „Księgi Tura” i „Księgi Ruty” ponieważ były te książki mocno poszukiwane i zupełnie niedostępne a ceny jakie osiągały na aukcjach były wygórowane. Oczywiście takich wydawców nie znajdowałem. Natomiast wraz z uruchomieniem Portalu pojawiły się dziwaczne inicjatywy „opóźniające” i podejrzane osoby „pachnące” niezbyt przyjemnie tak zwanymi Służbami. Podrzucano mi różne „kuszące” propozycje – łącznie z próbą dokooptowania współautora i wydania Mitologii Słowian przez wydawnictwo NIEMIECKIE, związane z konglomeratem Czerwonych Mediów Postkomunistycznych. Dokooptowanie współautora to rzecz wiadoma – ubezwłasnowolnienie w kwestii dysponowania prawami autorskimi! Takich metod imają się Siły Ciemności, gdy są śmiertelnie zagrożone. Niemiecka Nazistowska Propaganda, wszelkie partyjniactwo, wywiady i kontrwywiady, łącznicy z Moskwy i Berlina, matacze biznesowi, politrucy i cenzorzy – słowem Yetisyny zawsze gotowe do działania i zawsze czujne i dysponujące kasą. Mógłbym ich wymienić z imienia i nazwiska, ale tego nie zrobię, bo by mnie utopili w procesach o zniesławienie – wszyscy oni wszak przechodzą przez lustrację jak Chrystus przez lustro wody – Przezro-czyści.

Posłaniec otrzymał dary od Autora a Autor od Posłańca – 5 litrowy baniak wspaniałego soku jabłkowego bez konserwantów, z Jego, Posłańca, Rajskiego Ogrodu Jabłoni, tłoczonego specjalną eko-technologią, razem z pestkami. Sok ten ma „dyskretne” halucynogenne właściwości materializujące się w piękne, barwne obrazy we śnie.

Nie. To co tutaj piszę nie zostało napisane pod wpływem owego soku!

Piszę o nim Posłaniec, a nie żaden Wysłannik, Łącznik, czy coś w tym rodzaju. Posłaniec – bo to słowo oznacza Po-Słańca, Wysłannika od Słonecznego SoU-ARAga (Swaraga – Kowala Niebieskiego – stwórcy A-RA – Łodzi Sounca – Łodzi SouAR-Rożyca – Swarożyca), Tego Który Przybywa na Promieniach Słonecznej Arki. Mowa tutaj o Posłańcu Piotrze Kudryckim.  Posłaniec to nie tylko Przekaziciel Wiedy – to przede wszystkim Ten Który Ściele Posłanie – czyli wije-usyła (uściela, uwija) Siedlisko współgrając z Przyrodą (Rodżaną) i Słońcem (Swarożycem) oraz Ogniem Niebieskim – Wielkim -Welskim Kowalem-Ogniem (Swarogiem). Dokładnie taką osobą jest Piotr zanurzony w swoich Zielonych Sadach, we współbrzmieniu z Przyrodzonymi Siłami Matki Ziemi, zbratany z Drzewem – rzekłbym, iż to właśnie jest prawdziwy Drzewid – drzewidzi z takich rodów się wywodzą. On właśnie jest Drzewidem Świątyni Światła Świata Starosłowiańskiej, najprawdziwszym z prawdziwych. Jego pasja to także rzeźba w drewnie. On to właśnie w swoich włościach w Muchnicach pod Kutnem, w roku 2009 wykonuje dokładną replikę w drewnie Pal-Wanu Zbruczańskiego – Świętowita ze starym rytem. On zakłada Wydawnictwo Slovianskie Slovo, by złamać narzucony monopol milczenia wokół Wiary Przyrodzonej i tradycji oraz wiedzy o prawdziwych dziejach, o Słowiańszczyźnie. On też będzie miał wizje podobne do zapisu na bocznych ścianach Nowego „Świętowita Słoweńskiego” (obraz zstępującej ku centrum spirali obecnej w słońcu Bartosaa oraz obraz Drzewa z Korzeniami),  pierwszego Świętowita Bartosza Wilczkiewicza, tego z kwietnia 2011 roku, który to Pal-Wan będziemy nazywać Świętowitem „Po Wielkiej Zmianie”.

Tak więc to ręką Piotra Kudryckiego powstaje pierwszy prekognit – zwiastun Wielkiej Zmiany – Nowy Świętowit ze starym rytem. Piszę Nowy – bo on jest nowy z kilku powodów. Zapisy na ścianach ma co prawda stare (takie mają być, bezpośrenio kontynuujące we współczesności Wiarę Odwieczną i odwieczną Tradycję Słowian), ale tworzywo jest nowe – to drewno! Nowością jest także Czop-Trzop –  Czapa-Kopuła – Wogół-Wokół, obleczony głębokim Niebieskim Aksamitem – kojarzącym się jednoznacznie z „żywym” Naskórkiem,  Miękkością a jednocześnie z Kosmosem, Niebem i Kopułą Niebios. Ktoś kto nie zrozumiał tej idei naśmiewał się z tego pomysłu, po publikacji zdjęć ze Ślęży, dając tym samym dowody swojej ograniczoności. Czasem estetyzm warto poświęcić dla treści – to także nowość jaka wynika z Wielkiej Zmiany.

IMG_6149

Rzeźba samym swoim tworzywem prowadzi nas do Drzewa jako braterskiej duszy, jako dawcy własnego ciała, jako istoty żywej, prowadzi nas ku Przyrodzie-Rodżanie. Ten Pal-Wan (przypominam tutaj że pal-wan to w sanskrycie słup święty ze świętego boru-lasu, z drewna a nie z kamienia) wiedzie nas prosto w Krainę Przyrody, w Wiedę Przyrodzoną Słowian. Po wykonaniu u siebie rzeźby Piotr Kudrycki pojawił się z nią na Harmonii Kosmosu pod Ślężą, gdzie spotkał Marka Wójtowicza i inne osoby z tej Bajki. Początkowo rzeźbę umieścił w Muzeum pod Ślężą, tam przygarnięta przez dyrektora placówki przebywała prawie przez rok. W jesieni 2010 roku, przy wtórze błyskawic, w ulewnym deszczu Pal-Wan zostaje przetransportowany na szczyt góry i postawiony w Schronisku na Ślęży, powstaje też skreślony ręką Marka Wójtowicza i Piotra tekst, który do dzisiaj tam się znajduje, a który zacytowaliśmy w artykule: Światowid-Świętowit na Ślęży – Marek Wójtowicz i Piotr Kudrycki, to Świętowit niezwykle ważny, o którym pisaliśmy też w artykule ŚLĘŻA – czyli o Mocy Świętej Góry Słowian, o Słowie i o Wierze Przyrod(zone)y Słowiańskiej, o rodzimowierstwie polskim oraz o Wydawnictwie Slovianskie Slovo.

IMG_3904

Dlaczego ten Świętowit jest tak ważny – on pierwszy zwrócił naszą uwagę na zachodzącą Zmianę, na współtworzący się wokół niej i wokół portalu  Światła Świata Nowy Ruch. On także objął władanie nad Ślężą po tysiącletniej nieobecności świątyni zburzonej przez chrześcijaństwo, które na jej ruinach – tak jak na Łyścu w Górach Łyskowickich (Światłoświatowych „przechrzczonych” na Świętokrzyskie) – postawiło kościół. Ten Świętowit  polany w dniu 21 września 2010 roku Niebiańskim Deszczem, wychłostany Wichurą, „namaszczony” Gromami niezwyczajnej Burzy przez Gromowładnego Peruna, oblepiony liśćmi Boru, „pomazany” świętą Ziemią Ślężańską dotarł na szczyt w porze Yessy-Jesieni, Jasnego Pana, dokładnie o godzinie 12.00, w całkowitym ułożeniu-układności z siłami Przyrody. Ten Świętowit wyciosany z umarłego drzewa, które dało Pal-Wanowi Zbruczańskiemu nowe życie (także w sensie nowej przekazywanej przezeń idei) przedłużając niejako swoją własną martwą już cielesność, jest symbolem poświęcenia jednej istoty dla drugiej. Tu Istoty Drzewa dla Istoty Człowieka. Jest symbolem przemiany materii żywej w nieożywioną. Jest symbolem ducha danego przez odchodzące życie przedmiotowi, który staje się przez to święty – to jest godny czci. Ten Pierwszy Nowy Świętowit jest symbolicznym powrotem do przekazu Dziadów, ale powrotem twórczym a nie odtwórczym, niesie nowe współczesne przesłanie. On, mimo zmiany już niebawem rytów Zapisów na bocznych ścianach, pozostanie dla Ludzi wiecznie aktualny: po pierwsze do czasu osiągnięcia przez Wolnych Ludzi Celu Wielkiej Zmiany – Wie-Czystości. Po drugie, kiedy Wolni Ludzie osiągną swój Cel on pozostanie dla Nas świadectwem odbytej Drogi – Drogi ku Nieskończonej Świadomości, ku odkryciu Boskości w Sobie i ku Źródłu Źródeł owej boskości będącej naraz Ojczyzną i Macierzą – Jednią.

W kwietniu 2011 roku kiedy Piotr zjawił się ponownie w Krakowie zostało przesądzone, że powstanie wydawnictwo. Jego status nie był wtedy jasny, do jesieni miały trwać wciąż poszukiwania i rozmowy z innymi wydawcami o ewentualnej współpracy i współfinansowaniu. Wtedy właśnie pojawili się „mąciciele”, którzy opóźnili cały proces, o których wspomniałem wcześniej. Przepychanki trwały prawie rok – do wiosny 2012 roku, kiedy sprawa wydawnictwa została ostatecznie przesądzona, po ujawnieniu ostatniej mistyfikacji „wydawniczej” Ciemnych Sił, które jak z rękawa wytrzepały kilka różnych „atrakcyjnych” ofert.Było ich, jak liczę 6 albo i 7?! Zaiste obfitość niezwykła, ale jedynie obliczona na pochłonięcie kolejnych miesięcy upływających na pustych dywagacjach i bezpłodnych rozmowach oraz ofertach i fałszywych przygotowaniach. Ten rodzaj „kupowania” czasu przez owych reprezentantów Ciemności (Yetisynów i Banksterów) poznałem bardzo dobrze za czasów PRL.

Ten rok nie był jednak czasem straconym – czuwano nad nami z góry, był to czas potrzebny na okrzepnięcie i rozwój, na rozpęd. Przez ten rok na Portalu Światła Świata pojawiło się wiele ciekawych osób, które zaczęły publikować tutaj niezwykle oryginalne i interesujące teksty oraz dzieła sztuki. Przedstawialiśmy w tym czasie grafikę, malarstwo, rzeźbę, film, muzykę, poezję, opowiadania, eseje, teksty analityczne. Nie będę ich wymieniał z imion i nazwisk – Wszystkich Naszych Twórców macie na Czarnym Pasku Po Prawej. Pojawili się ludzie gotowi tłumaczyć na języki obce, a nawet zbudować fizyczną namacalną Świątynię Światła Świata – miejsce dla Ośrodka Tradycji i Wiary Słowiańskiej. Był to rok dojrzewania. W październiku 2011 roku przesądzone zostało, że także KSIĄŻKI DLA DZIECI, POEZJA  I CZASOPISMO BĘDZIE WYDAWANE PRZEZ SLOVIANSKIE SLOVO.

W kwietniu 2011 roku, w tym samym czasie, kiedy Piotr gościł w Krakowie po raz drugi i kiedy kształtowały się „Nowe Przygody Baltazara Gąbki”, pod wpływem już nabrzmiewającej Wielkiej Zmiany, w odległym miejscu, w zaciszu, powstaje ów posążek w glinie, który jest dokładnym zapisem i opisem Drogi „Po Wielkiej Zmianie”. On przedstawia zapis nie samej Wielkiej Zmiany lecz, tej Drogi którą teraz wspólnie mamy do pokonania aby Wielka Zmiana w Pełni się Urzeczywistniła W ŚWIECIE MATERIALNYM, NA NASZEJ MATCE ZIEMI. Gdy tego dokonamy  zapis na Pal-Wanie będzie mógł przybrać wreszcie obraz ostateczny, obraz Wielkiej Zmiany – zamanifestowany w dwóch kolejnych niezależnych wizjach Joanny i Bartosza – Zapis ‚Pusty” –  Czystej Wie-Czystości (Wieczności).

Mówi Bartosz: „… Dwa lata temu postanowiliśmy przeprowadzić się do Słowenii. Mieszkaliśmy tam około pół roku. Na początku mieszkaliśmy w Dolenjskih Toplicah i to właśnie na przełomie marca/kwietnia 2011 roku powstał Świętowit Nowego. Został wypalony u zaprzyjaźnionych garncarzy Vesni i Vita, którzy mieli swój sklepik z pamiątkami. Trafiliśmy w ciężkie czasy dla Słowenii i musieliśmy wracać do Polski i od razu niemalże do Norwegii żeby się pozbierać finansowo…  W Gdańsku mieszkamy od lipca 2012. Uznaliśmy, że to dla nas najlepsze miasto w Polsce. Najbardziej odpowiada nam obojgu klimat, powietrze i woda (bliskość morza a także jakość wody pitnej). Zdążyliśmy już poznać wielu przyjaciół i znajomych…”.

Jak widzicie Świętowit Nowego – „Po Wielkiej Zmianie” wykonany został ręką Polaka, lecz powstał w Słowenii, w okolicy znanej z licznych bańkujących źródeł – na Mokoszej Łące (Bańskiej Łące – BanjaLuce Słoweni) Łące Doleńskich Toplic, w domku w którym mieszkali nasi bohaterowie, w otoczeniu tryskających małych gejzerów owej bąblującej wody bańskiej. Na działce obok której przepływa tamtejsza rzeka, naprzeciw osadzonego na gejzerach Toplickiego SPA. Został też przez twórcę podarowany naszym Słoweńskim Braciom. Jak wielka jest energia bio-elektro-magnetyczna tamtego miejsca świadczy fakt, że do prawidłowego „osadzenia” zdjęcia w Internecie trzeba je było obracać, bo implantowało się tak jak zdjęcia ze Ślęży „położone na boku”.

[Wyłącznie dla Nieracjonalistów!

– Wy „Racjonaliści-Ateiści” jeśłi mimo ostrzeżeń dotarliście aż tutaj nie czytajcie tego objaśnienia, bo jego percepcja może wam poważnie zaszkodzić, jeśli idzie o spójność światopoglądową i zdolność kredytową w przyszłości.

Od czerwca i naszego pobytu na Ślęży obserwuję zjawisko, którego nie potrafię wytłumaczyć. Zdjęcia wykonuję od 2 lat komórką – tą samą – Sony E. W ogóle umieściłem na blogu w galeriach ok. 3000 zdjęć, w tym ok. 1000 własnych.  Po raz pierwszy zdarzyło się w artykule o Ślęży, po pierwszym naszym pobycie na górze w dniu 3 czerwca 2012 , że część wykonanych tam zdjęć w ogóle nie została w aparacie foto -komórki zapisana (6 zdjęć ze szczytu). Pozostałe zdjęcia – zapisane pionowo podczas zejścia ze szczytu, po „przerzuceniu” do pamięci stacjonarnego komputera (po zrzucie z komórki) miały prawidłową postać „pionową”.  Przy implantacji do artykułu na WordPress uparcie zapisywały się jednak w artykule jako leżące na boku. Musiałem je obracać 3x w pionie – czyli położyć je w moim komputerze na odpowiednim „boku”, tylko tak  wchodziły do artykułu prawidłowo w pionie – nie leżące czy „do góry nogami”.

Ta sprawa nie dotyczyła kilku zdjęć wykonanych z wieży widokowej na Ślęży, które implantują się prawidłowo. Wieża jest wykonana ze zbrojonego stalą cementu, tzw. żelbetu,  a więc, jak się domyślam, ekranuje promieniowanie elektromagnetyczne. Cała ta sprawa dotyczyła więc w tym momencie tylko zachowanych w komórce zdjęć wykonanych podczas zejścia. Na dole na przełęczy, zdjęcia wiekowej tui czy z kotem były prawidłowe. Także zdjęcia wykonane we Wrocławiu następnego dnia implantują się prawidłowo. Żeby było śmieszniej dotyczy to jak się wkrótce okazało także komórki mojej żony, która wykonała mi tam kilka zdjęć na szczycie (dokumentacja w linkowanym w niniejszym tekście artykule na temat Ślęży).

Moglibyśmy to zjawisko przypisać wyłącznie Ślęży gdyby nie fakt, że w ten sam sposób w późniejszych artykułach trzeba było implantować zdjęcia z innych Miejsc Mocy: najpierw ze Skały Krzywy Sąd, potem z Płaszowa-Libanu, potem spod Świętej Lipy na Rąbkowej i spod Dębów w Rożnowie (ale już zdjęcie z wozem straży pożarnej, około 150 metrów od dębów jest „wrzucone” w WordPress bez kłopotu – tak jak zapisano na aparacie). Moglibyśmy oskarżyć o przekłamania sprzęt Sony E. Jednak szczytem tej „piramidalnie niewiarygodnej sytuacji” jest to, że również zdjęcia Świętowita wykonane przez Bartosza w pobliżu gejzerków w Toplicach  trzeba było obracać 3x w prawo, żeby je prawidłowo implantować. Problem pojawia sie więc przy transmisji – na linii internetowej pomiędzy moim komputerem a serwerem WordPress – ale dotyczy tylko „wybranych zdjęć” – które jak sądzę muszą mieć jakiś niuansowy feler zapisu powodowany zakłóceniem elektromagnetycznym w chwili zapisu? To dla mnie nie do wytłumaczenia w kategoriach praw fizyki.]

W tym samym czasie, kwiecień 2011 pod wpływem Samborka – późniejszego bohatera powieści – rodzi się też w pierwszym zarysie myślowym ogólna koncepcja magicznej powieści dla dzieci, którą koniecznie należy napisać – takie mam nagłe przeświadczenie w kwietniu 2011 roku – aby wreszcie polskie dzieci miały swoją opartą na słowiańskich podaniach opowieść o Krainie Czarów i wielką dziecięcą przygodę z językiem przodków oraz ich wierzeniami  i tradycją. 

Wielokrotnie wcześniej podchodziłem do tego tematu. „Baltazar Gąbka i jego kompania” z powieści mojego teścia Stanisława Pagaczewskiego wydawali się idealnymi bohaterami dla takiej nowej opowieści, pełnej wątków ekologicznych i pełnej czarów, magii, książki skąpanej w słowiańskości. Impuls do napisania był tym razem niezrozumiale silny, a cała opowieść (począwszy od „niewiarygodnej” i brawurowej koncepcyjnie, acz właśnie absolutnie bajecznej sceny lądowania Latającego Talerza w pokoju małego chłopca, w bloczysku na osiedlu jakich tysiące w Polsce, na krakowskim Prądniku, aż do samego jej zakończenia scenami stadionowymi z Euro 2012 w Kijowie) zaczęła się układać obraz po obrazie, scena po scenie, praktycznie sama – pisana w mojej głowie, ale jakby „nie moim” językiem, z „nie moim” dowcipem i sposobem obrazowania, według „nie mojego” poczucia humoru. Nie zamierzam się tutaj skupiać na wątku „Nowych przygód Baltazara Gąbki” – jest on istotny bo związany ze Ślężą i Wyprawą bohaterów po Kwiat Paproci dla Ratowania Świata przed Zagładą, podczas EURO 2012 w Polsce i na Ukrainie (czyli w czerwcu 2012 roku). Pisząc sceny książki od czerwca 2011 roku do końca sierpnia tamtego roku w Tabaszowej i przygotowując książkę do entuzjastycznie w tamtej chwili nastawionego do jej wydania Wydawnictwa Literackiego, gdzie złożyłem w czerwcu kilka pierwszych rozdziałów, a we wrześniu 2011 roku całość, byłem absolutnie nieświadomy związku tej książki ze Ślężą. Sceny wyprawy po Kwiat mają miejsce wręcz w Dolinie Rospudy – ale kto przeczyta obraz jaki tam został zapisany zrozumie z jeszcze większą siłą i oczywistością, iż Nieskończona Świadomość a w niej Świadomości Naszych Dziadów  i Nasza Własna Świadomość Indywidualna oraz Zbiorowa to JEDNOŚĆ – i sami jesteśmy owymi Bogami, z którymi łączymy się otwierając pozamaterialne kanały.  W roku 2011 nie byłem jeszcze na Ślęży – trafiłem tam po raz pierwszy w życiu, w czerwcu 2012 roku – 3 czerwca w rok niemal po zakończeniu pisania książki – już wiedząc, że w październiku 2011 Wydawnictwo Literackie przeszło w sprawie wydania powieści „metamorfozę” i zażądało kuriozalnych poprawek wycinających całą magię i 50% treści. Zainteresowani głębiej tym wątkiem mogą poczytać o tym w artykule „Komunistyczna i Kościelna Cenzura” oraz przeczytać 6 pierwszych rozdziałów tutaj.

W książce jest opis, kiedy bohaterowie  będąc w Litewskiej Puszczy nizinnej, nagle znajdują się w czarownym lesie górskim, na stromym stoku, w starodawnym borze, wychodzą na polanę nad przeczystym źródłem gdzie Bóg-Król Boru sam Borowy przekazuje bohaterom Kwiat Paproci. Tenże bóg ma przy tym postać Raka! Okazało się później, że jest to wypisz wymaluj obraz źródła na Ślęży i to z czasów, gdy Bór jeszcze nie porastał samego wierzchołka! Ale dlaczego Władca Boru ma w opisie postać Raka? To zrozumiałem dopiero w listopadzie 2012 roku, kiedy zjawiła się u mnie BW  i zdecydowałem się po ów Kwiat Paproci, w Towarzystwie Znakomitych Magów, na Ślężę w dniu 11 11 2012 roku, osobiście przyjechać. To jednak jest inny wątek – skupmy się na tym związanym z Pal-Wanem.

NWGąbka krol_gotowy_kompr Ilustracja do „Nowych przygód Baltazara” – scena z Królem Boru Rakiem-Niebo-Borakiem (ilustr. Kira Białczyńska)

Gratuluję tym znawcom tematu i spostrzegawczym osobom, którym udało się połączyć fakt, że ratowanie świata przez Baltazara Gąbkę w Noc Świętorujańską, w tygodniu Nowiu Księżycowego, 20-26 czerwca 2012 roku, to jednocześnie przejście ze znaku Bliźniąt do znaku RAKA – ja tego nie kojarzyłem aż do listopada br. Władca Boru pod postacią RAKA NIE-BORAKA(Niebo-Boraka) to, sami przyznacie, absurdalny pomysł, którego żaden autor, ani scenarzysta sam z siebie by nie wymyślił. Ja wymyśliłem – ktoś powie „podświadomie”, ja powiadam „NADŚWIADOMIE” – bo tę książkę poprzez moją osobę pisał Dziadek Staś – jak nazywała go moja Kira – mój teść.

Poświęcę kiedyś temu prekognitowi osobny artykuł, ponieważ książka ta ma nie tylko związek z Wielką Zmianą, to już chyba po tych kilku słowach widać.Takich prekognitycznych miejsc jest w jej treści bardzo wiele. Niektóre są zupełnie błahe ale dosadnie dokumentują ową kwestionowaną przez „materializm” prekognicję.

Wracajmy jednak już na serio, do Pal-Wanu Zbruczańskiego i jego Przesłania oraz Zapisów. Jesienne spotkanie w 2011 roku z Posłańcem w Krakowie przesądziło, jak wspomniałem o powstaniu Wydawnictwa, wydaniu Księgi Ruty właśnie w nim oraz o tym, że spotkamy się  w gronie najbliższych osób pod Ślęża w 2012 roku.  Chcieliśmy aby były tam wtedy wszystkie osoby ważne z naszego punktu widzenia. Wiadomo, że nie jest łatwo znaleźć wspólny termin takiego spotkania podczas gdy każdy ma swoje zajęcia i rytm pracy, szczególnie gdy to dotyczy 9 osób z różnych stron Polski. Przeważnie termin takiego wydarzenia jest wypadkową możliwości wszystkich zainteresowanych. Cały ten ciąg wydarzeń to inicjatywa Marka Wójtowicza, który od początku naszych kontaktów twierdził, że muszę wejść na Ślężę i na Radunię. Od jesieni 2011 roku współtworzył on słowem razem z Joanną Maciejowską (obrazy) Trywida Śleżańskiego, którego to utworu mitologiczno-kodystycznego do czerwca były gotowe 2 części, a trzecia trwała wciąż w zawieszeniu i okazała się gotowa dopiero na 1 -2 września 2012 roku, kiedy ją na Tąpadłach zaprezentowali. Ostatnim obrazem jaki powstał do Ślężańskiego Trywidu był Świętowit Wielkiej Zmiany.

Wybraliśmy na to spotkanie jedyny termin jaki okazał się możliwy: 2 oraz 3 czerwca 2012 roku. To wtedy spotkaliśmy się pod Ślężą i na Ślęży – co zostało opisane w stosownym artykule (tutaj)  – wtedy po raz pierwszy wszedłem na Śleżę i wykonaliśmy razem z Anną serię zdjęć, które okazały się „dziwne”. Mieliśmy też okazję zobaczyć inne „dziwne” zdjęcia stamtąd, także z ważnego zdarzenia jakim była Harmonia Kosmosu podczas której pojawił się tutaj Piotr i jego Świętowit, a także z ceremonii Pojednania Pierwiastka Męskiego i Żeńskiego na Raduni. Wierzcie lub nie, ale ładunek energii elektromagnetycznej, jaki otrzymaliśmy 3 czerwca na Górze Ślęży był tak potężny, że odczuwaliśmy niezwykłe pobudzenie aż do jesieni – do września tego roku. W drodze moja żona przełączała stacje radiowe w samochodzie nie dotykając radia – przez zbliżenie palców do klawisza na odległość milimetrów. To się nie zdarzyło ani nigdy przed ani potem, choć nie ukrywam, że jest ona „elektryzującą” osobą i „magnetyczną” i zdarza jej się zakłócić pracę niejednego urządzenia opartego o pole elektryczne i fale elektromagnetyczne.

Według Marka Wójtowicza to nasze spotkanie czerwcowe miało być przełomowe i bardzo ważne. On parł do tego żeby to doszło do skutku i organizował wszystko co z tym związane, jak również całe późniejsze wydarzenie z 1-2 września 2012 roku na Tąpadłach, Ślęży i Raduni. Były to dwa potężne impulsy energetyczne i impulsy Świadomości wygenerowane przez owe spotkania. Tak się jakoś „składa”, że to czerwiec  i tamto spotkanie – kiedy wszyscy widzieliśmy się wreszcie po raz pierwszy w realu, mimo że utrzymywaliśmy kontakty pośrednie i wirtualne od dłuższego czasu, przesądził konsekwentnie o rejestracji wydawnictwa i dalszej sekwencji wydarzeń. Wtedy zapadła decyzja, że „Nowe przygody Baltazara” i dawną trylogię o Profesorze Gąbce będzie wydawać także Nasze Wydawnictwo, a nie kto inny, ktoś kto do tej pory robił na tym od lat świetny interes, ale w ogóle nie troszczył się o nic innego poza własną kasą (a nawet i o tę kasę dbał słabo nie kładąc nacisku na promocję i organizację marketingu, czy rozszerzanie wizerunku postaci poza dotychczasowe ramy wydawnicze).  Tłukł po prostu kasę, którą przeznaczał na finansowanie publikacji jakich byśmy osobiście w życiu nigdy nie poparli,  nie zakupili do swoich bibliotek, ani nawet nie wypożyczyli do przeczytania. Nadszedł czas, żeby zgodnie z intencją mojego zmarłego teścia ta książka, która miała dotychczas wydania w 6 językach obcych i wyszła w nakładzie łącznym 2.500.000 egzemplarzy (tak 2,5 mln), zaczęła „pracować” dla tej idei, której została przez autora poświęcona – dla Prawdy, Prawości i Prawi, dla Czystości, Cnoty, i Czczi Przyrody, dla Słowiańskiej Wiary Rodzimej.

Nie tylko ja, lecz wiele niezależnych osób, właściwie prawie wszyscy, których znam i którzy zajmują się czy też uważnie śledzą Proces Wielkiej Zmiany mają to przeświadczenie, że tak naprawdę początek samego Wydarzenia, jakie określamy Wielką Zmianą – tego swoistego finału symbolicznego, ale i  fizyczno-astronomicznego wydarzenia, polegającego na niespotykanej kosmicznej konfiguracji czaso-przestrzenno-świadomościowej, miał miejsce właśnie w czerwcu 2012 roku. Czerwiec jest czasem absolutnie granicznym dla owego Wydarzenia i dla całego toczącego się Procesu. Nie miałem świadomości tego faktu jeszcze we wrześniu 2011, kiedy kładłem pod „Nowymi Przygodami Baltazara” napis „koniec”, umieszczając w powieści PRZEŁOM dla „ratowania świata” właśnie w tej dacie, ale pisząc o finale tego procesu jednak w grudniu 2012. Ci którzy otrzymali książkę w całości do wglądu – redaktorzy w mainstreamowych(yetisyńskich) wydawnictwach (jest ich około 10) oraz Przyjaciele i osoby, które pracują obecnie nad wydaniem tej książki, mają pełną możliwość przeprowadzenia porównania tego co tu piszę z treścią książki już w tej chwili. Żałuję, że z powodu oportunizmu redaktorów i zarządu Wydawnictwa Literackiego w Krakowie nie doszło do publikacji tej książki w czerwcu 2012 roku. Jednakże, jak widać, tak miało być i dzisiaj jestem przekonany, że dobrze iż tak się stało, a nawet szczęśliwy jestem z tego powodu, że „jakieś nieznane mi siły” nie dopuściły wtedy do tej publikacji. Domyślam się jakie to były siły materialne, te inicjujące działania Cenzury Czarnej jak i Czerwonej, ale podłoże tego wydarzenia było zgoła inne, niematerialne.  Przesądzający był tutaj koniec października 2011 roku i znów przez „przypadek” zapewne ten okres wiąże się powszechnie z kolejnym poważnym odcięciem Dolnych Fraktali Umysłu na planecie Ziemia.

Jak by nie było,  jakie by to nie były siły (tylko materialne czy też głównie niematerialne) zyskuje na tym nasza inicjatywa wydawnicza Slovianskie Slovo. Tak czy owak ta książka zostanie opublikowana najdalej w lecie 2013 roku i wtedy już z całą pewnością każdy kto zechce, będzie miał pełny wgląd w ostatnią „cegiełkę”, ostatni prekognit procesu jaki tu w tym opisie wszyscy obserwujemy.  Zapewniam Was, że rok 2013 przyniesie gigantyczne Zmiany – zmiany na lepsze. Jesteśmy już po SŁOWIE w sprawie Ośrodka Tradycji, Dziejów i Wiary Przyrodzonej Słowian w Białowieży i sprawę tę sfinalizujemy na wiosnę 2013 roku właśnie. Będzie to rok Wielkich Zmian nie tylko dla Wiary Przyrody i jej wyznawców, lecz dla wszystkich Polaków i dla całego Świata.

Czerwcowe spotkanie na Ślęży uruchomiło oczywiście lawinę dalszych wydarzeń.  Zaraz potem otrzymałem od Winicjusza Kossakowskiego wiadomość z Białegostoku, że istnieje możliwość nawiązania współpracy i chęć udostępnienia wspaniałego terenu w Białowieży dla Ośrodka Tradycji i Kultury oraz Słowiańskiej Wiary. Ten sam, o którym wspominam powyżej. Ruszyły też prace wydawnicze i tłumaczenie stron internetowych. Odbyło się wiele owocnych spotkań i działań.

Z początkiem sierpnia Marek Wójtowicz zainicjował kolejne spotkanie, tym razem zaplanowane już jako Zlot Osób Zainteresowanych Zmianą wewnętrzną i zewnętrzna i Przygotowanych na Zmianę. I znów termin tego spotkania był jedynym możliwym jaki udało sie uzgodnić, a jednak nieprzypadkowym – 1-2 września 2012.

Gdyby nie cały ten ciąg wydarzeń i determinacja jaką wykazał Bartosz Wilczkiewicz przyjeżdżając tam do nas wtedy, prosto ze Słowenii przez Gdańsk i Wrocław dosłownie w ostatniej chwili, na prezentację Trywidu Ślężańskiego i wyprawę na Ślężę oraz Radunię, to ta bajka, którą tutaj czytacie w ogóle by nie zaistniała. I tak o swojej rzeźbie zawiadomił mnie mailem dwa tygodnie później, po wyjeździe spod Ślęży i przysłał ją w załączniku na jednej fotografii. Ta fotografia wprawiła mnie w osłupienie, ale pokazywała tylko część bocznych ścian.

Na tę bajkę składają się i współtworzą ją dziesiątki, setki wspaniałych osób towarzyszących rozwojowi Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata i temu portalowi, piszących tutaj i zawzięcie dyskutujących, wspierających rozwój wszelkich inicjatyw powstających na około, tworzących swoje własne inicjatywy i realnie działających na rzecz Przyrody oraz Wiary Przyrody Słowiańskiej teraz jak  i w przeszłości. Przypomina mi się tutaj na przykład człowiek tak ważny jak choćby Andrzej Żwawa, długoletni wydawca zeszytów Zielonych Brygad – tam opublikowałem po raz pierwszy Tan 3 – bardzo bardzo dawno temu, w 1995? Takich osób jest naprawdę wiele w tej bajce – są to osoby o wielkiej mocy – wręcz postacie heroiczne.  Być może, że odbudowę Przekazu Zapomnianego od Tysiącleci mogą przeprowadzić tylko ludzie o determinacji żelaznej, mocnych charakterach i wyjątkowo silnej woli. Dziękuję za to wszystkim żywym, szczególnie tym których tutaj nie wymieniam, ale przecież bardzo doceniam ich wkład,  i wszystkim Dziadom Naszym, którzy przyłożyli do tego wawilionu rękę.

Spotkanie 1 i 2 września, które skupiło w sumie ponad 200 osób, a wiem że wiele innych nie mogło po prostu być z nami z osobistych powodów i z powodu sytuacji zewnętrznych, jakie tę nieobecność uwarunkowały, było niesamowitym, niemalże rodzinnym świętem. Wiem, że te osoby nieobecne, były z nami obecne mentalnie, całym duchem, całą mocą swoją niezłomną, w najważniejszych chwilach jakie tam się wydarzyły. Wszyscy, którzy tam byliśmy zdecydowanie przyczyniliśmy się do dalszego rozwoju naszego Ruchu Wolnych Ludzi i do powstania realnej prawdziwej, nowej siły w życiu społecznym (plemiennym) Polski i Słowiańszczyzny, Europy i Świata. Przyczyniliśmy się wszyscy zdecydowanie do Wielkiej Zmiany i to jest droga, z której żadna siła, żadna ciemna moc, nie może nas już zawrócić.

Tam na Tąpadłach poznałem Andrzewa i zostałem zaproszony na Konwergencję na 21 września. Z wielkim żalem nie byłem tam obecny fizycznie w to Święto Zrównania, które w tym roku wyjątkowo było jednak Dniem Przesilenia – sygnałem zbliżającej się kolejnej Fali. Wierzcie mi jednak, że byłem tam obecny duchem przez cały czas, czego dowodem są nie tylko ogłoszenia zamieszczane na naszej stronie internetowej, ale przede wszystkim artykuł poświęcony pojawieniu się OIO i Flagi oraz znaku Wiary Przyrodzonej Słowian (tutaj). Tenże artykuł owocuje jakże ważnym kontaktem i dialogiem ze Svaragiem VażVagiem, o którym może kiedyś jeszcze usłyszycie.

Odbyłem po tym wydarzeniu cały szereg ważnych podróży i spotkań, które przyniosą, jestem przekonany, okazałe owoce.  Byłem w Białowieży i w Białymstoku i wróciłem stamtąd przywożąc zupełnie niespodziewane nowe plany wróżące dalszy olbrzymi rozwój Nowego. Dlaczego mam pewność doskonałych, słodkich, soczystych, ożywczych Owoców? Bo ustanowiliśmy i odnowiliśmy już wystarczająco mocne Słowiańskie Korzenie naszego Plemiennego Drzewa, które w 2012 roku zakwitło, jak mawiają Chińczycy Tysiącem Kwiatów. Cykl jego owocowania jest dłuższy niż ten Przyrodzony dla krajów Północy, ale na początek tak musi być. 

Nie byłem obecny fizycznie ani na Harmonii Kosmosu ani na Konwergencji Harmonicznej w Kraskowie – ale w obu tych miejscach byłem Osobiście – tak, uczestniczyłem w tych wydarzeniach całym duchem.

Radunia Ślęża pentagram-i-12Mocy

Nie mniej ważna od wszystkiego co miało do dzisiaj miejsce jest inicjatywa BW – poszukiwania SŁOWA. Dopiero inicjatywa BW (tutaj użyję tylko inicjałów, bo nie jestem upoważniony do niczego innego), która pojawiła się z początkiem listopada lub końcem października w związku z historycznymi osobami Piotra Włosta władcy Śląska z rodu Łabędzi oraz Jana Matejki – obu bardzo znaczących  Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian, wyjaśniła mi jednak w pełni oraz spięła ostateczną klamrą  przekazy wszystkich prekognicji i prekognitów Wielkiej Zmiany z jakimi się do tej pory zetknąłem. Przyczyniły się do tego wybitnie spotkane wtedy na Tąpadłach osoby, których tutaj wymieniać nie jestem upoważniony. W czasie pobytu na Ślęży 11.11. 2012  o godzinie 11.11 (czasu zimowego czyli także o 12.12 czasu letniego) oraz w czasie pobytu w Białej 12. 11. 2012  o godzinie 11.11 (12.12), kiedy powitał nas wystrzał a wręcz salut  odpału w kamieniołomie,  zamknęliśmy tak naprawdę w czasie Koło Zdarzeń naszego Wątku związanego z Wielką Zmianą. Mam poczucie, że to się wtedy dokonało. Teraz, w dalszym ciągu już tylko będzie się wypełniać nowymi, pożądanymi przez nas treściami. Mogę powiedzieć, iż przywiozłem z tej wyprawy do Krakowa dosłownie i w przenośni ów Kwiat Paproci, którego usilnie poszukiwałem, a który miał uratować/zbawić/ocalić Świat.

Myślę, że najwyższy czas przejść do przedstawienia Nowego Zapisu na ścianach Pal-Wanu Zbruczańskiego i czas powoli kończyć tę Bajkę, Wawilion, Wątek Wielkiej Baji Słowian oraz Zapis Dawanu Materii Świata. Czas na Grand Finale – Wielki Finał  tej nieprawdopodobnej historii.

Nowe ściany 1 i 2

Oto fragmenty korespondencji na temat  Świętowita „Po Wielkiej Zmianie” – Słoweńskiego:

do Bartosza ode mnie
> > > > > Dnia 27-09-2012 o godz. 8:49 bialczynski napisał(a):
> > > > > > Bartoszu
> > > > > > Świetny Świętowit
> > > > > >
> > > > > > Widzę że ma nowy oryginalny twój własny zapis na ścianach
> > > > > > środkowych i chyba na dolnej też pod drzewem? Co jest na pozostałych
> > > > > > ścianach, czy możesz przysłać mi widok z drugiej strony – albo
> > > > > > wszystkich ścian po kolei. To jest nowy zapis na Świętowicie.
> > > > > > Kiedy go wykonałeś?
> > > > > > Fantastyczna sprawa taki właśnie zapis na ścianach – w kontekście
> > > > > > tego  o czym była mowa pod Ślężą.  Dlaczego Słońce i Drzewo? – to
> > > > > > idealne, jeśli idzie o przekaz na przyszłość – najważniejsze co
> > > > > > jest na pozostałych ścianach – To słońce i drzewo nadają
> > > > > > Świętowitowi rysy uniwersalnej figury – bo jest to takie
> > > > > > majowsko-azteckie.
> > > > > >
> > > > > > Super
> > > > > >
> > > > > > Pozdrowienia
> > > > > >
> > > > > > Napisz mi o tym jak najszybciej
> > > > > >
> > > > > > CB

…”

„…W dniu 2012-09-27 10:00:49 użytkownik Bartosz …@wp.pl> napisał:
> > > > > Rzeźbe wykonałem w Słowenii w kwietniu ubiegłego roku dla
> > > > przyjaciela. .. Dwie pozostałe strony
> > > > przedstawiają Welesa który podtrzymuje światy w harmonii, to co nad
> > > > nim to symbol Peruna, a raczej mocy nadającej życie (wyładowanie
> > > > eletryczne, woda)
> > > > > Następna ścianka to kobieta. Na innej jest mężczyzna. Nad kobietą
> > > > jest koń, którego symbolika ma wiele znaczeń.
> > > > >
> > > > > Przyznam że wszystkie motywy robiłem bez zaplanowania, wręcz
> > > > spontanicznie. Co ciekawe, figurę wykonałem jeszcze nie znając
> > > > słoweńskich Rodowierców, a po poznaniu się z nimi okazało się że
> > > > wszystkie 4 twarze są bardzo podobne do zapoznanej później czwórki
> > > > przyjaciół Matjaza, Bojany, jej brata i Nejca
> > > > >
> > > > >
> > > > > Bojana Cibej i jej brat stworzyli ostatnio teledysk do swojego duetu….

Ode mnie do Wspólnoty oraz jednocześnie ten sam mail do Bartosza 27 09 2012:

„…Rzeźba nie była przemyślana lecz spontaniczna i została nam dana …

> > –
> > > > Nam Wszystkim  praktycznie w święto Zrównania Jesienne – Jaśni-
> > > > Jeszy-Jasienia
> > > >
> > > > Uważam to za nieprzypadkowe. Proces tworzenia dzieła sztuki w sposób
> > > > szczególny o czym dobrze wszyscy jako twórcy wiemy podlega
> > > > łączności z nadświadomością i czerpie wprost poprzez
> > > > nadwrażliwość artysty z zasobów Prawi – Nieba.Rzeźba została
> > > > wykonana pod wpływem impulsu w kwietniu – na wiosną już rok
> > > > wcześniej, ale spotkaliśmy się w wyniku akcji Marka Wójtowicza pod
> > > > Ślężą1-2 września, a przedstawiona została mnie 26 września a
> > > > przeze mnie Wspólnocie całej 27 . Cała sprawę zamyka niedzielna
> > > > Pełnia (30 września – faktyczne swięto zrównania)…”

Napiszę o tej rzeźbie i pokażę ją – prawdopodobnie w październiku
> > > > – jest genialna symbolicznie i artystycznie całkiem udana – z talentem
> > > > –
> > > >

> > > > Pozdrawiam
> > > >
> > > > CB

Ściany 1 i 2 – zbliżenie

A teraz Nowy Zapis, porównanie ze „starym” i jego objaśnienie

cd maila z 27 września 2012

Dnia 27-09-2012 o godz. 21:14 bialczynski napisał(a):
> > > > Obraz rzeźby dotarł do mnie 26 09 2012 a okres świąteczny obejmuje
> > > > czas 20 – 26 ,a tym razem wyjątkowo do 30 września, bo wtedy jest
> > > > faktyczna Pełnia Księżyca. Otwieram rano plik i widzę że
> > > > Świętowit jest już opisany na nowo – powstał w kwietniu 2011.
> > > > Figura ma całkiem nowe opisanie centralnych pól na bokach. Na górze
> > > > jest oczywiście Świętowit – tak jak ma być – ale i tu
> > > >
> > > > Modyfikacja –

…Modyfikacja –

STARA ŚCIANA 1 a WŁAŚCIWA NOVA 1

Koło Życia

Życie odradza się w Jawi – bo to jest życie (ściana 1) Świadomości a nie ciała (ściana 1- Narodziny – czerta 6) – tworzy nieprzerwany pobytem Świadomości w Nawi (Bardo) krąg Życia w Jawi i Prawi.

Oprócz tego mamy – Narodziny, pod nim Weles podtrzymujący strop Nawi, nad nim Świętowit z Jajem Nowego Świata – nie ma tu żadnej postaci męskiej czy kobiecej przypisanej do aktu narodzin cielesnych – Narodziny stają się bezpośrednio związane z Nadświadomością Świętowitem Ojcem Ojców.  Mamy tutaj zatem nie narodziny istoty żywej lecz Świadomości przechodzącej – wprost z Jawi a nie z Nawi od Welesa postaci  pod ochroną Ojca z Jajem Świata – Zarodkiem – Orzechem – CzARKĄ NOVEGO – nie mającej rodziców ziemskich – To Świadomość Człowiecza złączona ze Świadomością Kosmiczną Wszechświata Światła Świata – To jest ściana nowa druga a nie pierwsza – CZERTA 7 – ROZWÓJ

Nowe ściany 2 i 3

STARA ŚCIANA 2 a WŁAŚCIWA NOVA 2

Słońce Świata

Słońce  nad postacią męską – co dobrze oddaje Dział Męski – Czarnogłowa i pełnię życia

Ale to nie jest zwykłe Słońce – ono ma w sobie wir-jak labirynt spiralny – to wir życia wieczny wir – to jest nie słońce Ziemi lecz Słońce Świata oddające Światło Ludzkości i oczywiście nad tym Świętowit z rogiem obfitości  – jako Spor bóg Bogactwa symbol bogactwa i dobrobytu  ludzkości – To doskonale oddaje Pełnię Życia – Pełnię Świadomości – Pełnię Novego POLEGAJĄCĄ na Spełnianiu się (7 – Szczęście). To jest nowa ściana 2 – czerta 7 – Szczęście – Spełnianie się

W starym przedstawieniu w tym miejscu była kobieta  na poziomie środkowym . Słońce ma 16 promieni – co symbolizuje albo 2×8 żywiołów a więc zjednanie pierwiastka męskiego i żeńskiego, albo może oznaczać nowy podział i nowy interwał – na 16 energii a nie 20 tak jak było dotychczas  (8+12) oraz brak podziału na Moce i Żywioły co mogłoby znaczyć wejście całej ludzkości na wyższy poziom duchowy – wyjście spod działania Mocy przypisanych do poziomu Ziemi. 16 = 7 – Spełnianie się (Szczęście). Męska postać stoi w rozkroku z rozłożonymi rękami, otwartymi dłońmi  – gest przyjmowania energii a także dawania  i obejmowania w posiadanie, powitania – postać ta bezpośrednio sąsiaduje z Welesem rogatym klęczącym  i z Korzeniami  Drzewa a znajduje się naprzeciw  postaci kobiety stojącej  ze złożonymi rękami na podołku i złączonymi prosto nogami  – w pozycji zwykłej modlitewnej przyjmowania  energii – pozycja modlitewna stojąca według klasycznej jogi, w siedzącej jest to pozycja lotosu

Ściana 4

STARA ŚCIANA 4 a WŁAŚCIWIE NOVA 3

Drzewo Świata

Świętowit Ten który miał w oryginale ręce puste, a pod nim był mężczyzna i Puste Nawie z symbolem Zimowego Odrodzenia  – Tutaj Świętowit  ma w nich siekierkę i jest umieszczony nad Drzewem Świata – a w Nawiach są jego Korzenie – czyli drzewo wyrastające z Nawi spaja Nawię z Jawią – w Wieczność i podtrzymuje Prawię = Świętowita z toporem – symbolem PRAWDY i PRAW – To duża zmiana, od tej chwili Najwyższy dzierży Prawidła Świata i Prawa Świata w swoich rękach i sprawuje Osąd (jest jednocześnie Perunem a może też Rodem – jakie Moce zanikają a jakie się przekształcają w Żywioły i jakie Żywioły zanikają w Nowej rzeczywistości to kwestia dalszej analizy tego przekazu).  – Jest nowa ściana cyklu ale jej wymowa jest inna – po niej nie ma znaku odrodzenia w Nawi na samym dole  – lecz koń – Droga która Nadal Trwa – TO JEST Nowa CZERTA 8 Pełnia –  Świętowit i Drzewo Świata sięgające do Nawi.

Animacja do hudby (gądźby, muzyki i piosenki) zespołu Jar – Z wojny

STARA ŚCIANA 3 a WŁAŚCIWIE NOVA 4

Bieg – Kobieta-Wódz prowadzi do Odrodzenia

Postać Konia  w biegu – nad Kobietą ze złożonymi rękami na łonie – Żeńskość nowego Typu powiązana z drogą przez życie – zmierzaniem ku celowi – być może jest to też symbol nowej roli kobiety – jako kierującej biegiem zdarzeń – przywódczyni – w oryginale starym jest tutaj Świętowit z Mieczem i postać męska  w Kręgu ludzi na środkowym poziomie. Nad kobietą mamy tu Konia i Świętowita z mieczem (harapem) w tym miejscu – jako symbolem władzy a właściwie PRAWA i PRAWI  – Jest to kobieta skojarzona z kierowaniem, wojowaniem i władzą-prawem z Prawdą Prawi i drogą życia. Ta Ściana to czerta  9 – ale czerta 9 nie jest skojarzona ze śmiercią – Kobieta jest Wodzem-Prawodawcą a droga trwa (koń)  – prowadząc wprost do symbolu Odrodzenia Życia   – to  już Nova ściana 1.

Powtórzę: Rzeźba nie była przemyślana lecz spontaniczna i została nam dana – Nam Wszystkim  praktycznie w święto Zrównania Jesienne – Jaśni- Jeszy-Jasienia, Jasnego Pana.

Uważam to za nieprzypadkowe. Proces tworzenia dzieła sztuki w sposób szczególny, o czym dobrze wszyscy jako twórcy wiemy, podlega łączności z nadświadomością i czerpie wprost poprzez nadwrażliwość artysty z zasobów Prawi – Nieba. Rzeźba została wykonana pod wpływem impulsu w kwietniu – na wiosnę, już rok wcześniej, ale spotkaliśmy się w wyniku akcji Marka Wójtowicza pod Ślężą 1-2 września, a przedstawiona została mnie 26 września, a przeze mnie Wspólnocie całej 27 . Całą sprawę zamyka niedzielna Pełnia (30 września – faktyczne Święto Zrównania)

IMAG0676Rzeźba Bartosza – Norwegia , wiosna-lato 2012 – jej głowa była 3-krotnie niszczona i odtwarzana – tylko głowa nic więcej. Jego pojawienie się i ostateczne ukończenie w lecie 2012 roku, wtedy kiedy powstał także obraz Joanny wskazuje że właśnie TO JEST OBRAZ ku KTÓREMU ZMIERZAMY – Naszym Celem jest CZYSTOŚĆ, CZEŚĆ i WIECZYSTOŚĆ – NASZYM CELEM Jest Jaśń Jaźni – JEDNOŚĆ WSZYSTKIEGO ŻYWEGO – Bez żadnej DOKTRYNY, DOGMATU, BEZ POTRZEBY POŚREDNICTWA. Kazdy z nas sam dla siebie musi ZAPISAĆ TE ŚCIANY – swoim własnym niepowtarzalnym zapisem obrazów. Wpierw jednak musimy przejść Wspólną Drogę – według wskazania Świętowita Nowego – „Po Wielkiej Zmianie”.

To jeszcze nie koniec

Podczas naszego pobytu pod Ślężą w dniach 1 – 2 września 2012 po raz pierwszy widzieliśmy obraz namalowany przez Joannę Maciejowską jako ostatni z cyklu. Jest to  „Świętowit bez żadnych zapisów” – wszystkie cztery ściany – po prostu oprócz twarzy/głowy – puste. Widzieliśmy ten obraz podczas pokazu Trywida Ślężańskiego i potem w trakcie wystawy w Willi Zbyszko i Jagienka – w gronie około 200 osób. To była jego pierwsza publiczna prezentacja.  I ten Świętowit „pusty” Bartosza został wykonany równocześnie, po raz pierwszy w marcu 2012  roku w Norwegii – i tam zostawiony  – dokładnie taki, jak na obrazie Joanny – z czterema pustymi ścianami (obraz Joanny prezentujemy na początku artykułu):

fragment korespondencji:

Date: Wed, Oct 3, 2012 19:59

Witam

A kiedy powstał ten Światowit w Norwegii?

Pozdr
CB

W dniu 2012-10-03 11:09:12 użytkownik Bartosz …@wp.pl> napisał:

„….
>
> Każde zdjęcie, jeżeli jest przydatne może Pan śmiało udostępniać.
>
> Właśnie przypomniałem sobie, że w Norwegii zostawiłem nieskończoną rzeźbę Świętowita – taką samą jaka była przedstawiona na spotkaniu na Ślęży! Zostawiłem ją podzieloną na 4 segmenty… czystą

>
> Wyjeżdżam do Norwegii … Przywiozę ją. Górna część Świętowita została dwa razy uszkodzona przez przez dziecko … I dwa razy naprawiona :)
>
>
> Pozdrawiam
>
>
> Bartosz

Tutaj muszę przytoczyć dla tych, którzy to Zrozumieją,

dla tych którzy w pełni pojęli sens Lekcji z Czarnego Paska i systematycznych wpisów w ubiegłym roku, znów zupełnie „nieracjonalny” komentarz złożony wyłącznie z ciągu dat:

03.06 2012 = 5, 12. 06 2012 = 5, 21 06 2012 = 5, 30.06 2012 = 5

01.09. 2012 = 6

02.09.2012 = 7

21. 09 2012 = 8

11.11. 2012 = 9

Jaki jest początek  tego cyklu, a raczej procesu i jaki jest koniec łatwo sobie wyobrazić. Symboliczne daty 12.12.2012 =11 oraz 21 12 2012  = 11. Kto woli może tutaj sobie podstawić rok słowiański 7520 jaki mamy, bo my tutaj w Polsce w odróżnieniu od Rosjan nowy rok rozpoczynamy  po prostu 1 stycznia, a w ostateczności 21 marca. Ta data także wpisuje się w ten sam ciąg numeryczny – niczego w nim nie zmienia.

Oczywiście te sekwencje z „racjonalnego” punktu widzenia i z punktu widzenia logiki materialistycznej nie mają ani znaczenia, ani najmniejszego sensu.Chcę uspokoić wszystkich twardo stąpających po Ziemi, a raczej po ziemi, bo po tym oni stąpają, wszystko wskazuje, że nie postradałem zmysłów i nadal mieszczę się w tzw. „normie” zdrowia psychicznego. Nie mam problemów z załatwianiem interesów oraz z percepcją rzeczywistości. Rozpocząłem pisanie kolejnej książki, która powstawała i powstaje w cieniu tego wielkiego wydarzenia jakim jest Wielka Zmiana. Po „Nowych przygodach Baltazara Gąbki  – Na tropie Czarnej Dziury” skierowanej do dzieci małych, średnich i całkiem dużych, przyszedł czas na książkę Ku Pokrzepieniu – jak to wielokrotnie już sobie mówiliśmy, dla wszystkich Polaków i dla wszystkich wyznawców Wiary-Wiedy Przyrod(zone)y Słowian – ona właśnie powstaje, a jej tytuł i temat także wydaje mi się „nie-mój” acz bardzo znaczący: „Tomirysa i Czar(n)opanowie”. Bohaterka nie jest przypadkowa, to postać znamienita, lecz postrzegana przez dziesiątki wieków fałszywie poprzez pryzmat notatek dziejopisów wrogich Wielkiemu Kaganatowi Sistanu, przeciwnych Królestwu SIS, wrogich Scytom Istom i Słowianom.

Te wspomniane powyżej sekwencje numeryczne – mają sens tylko i wyłącznie jeśli założymy, iż to Świadomość leży u podstawy ukształtowania ciągów zdarzeń w wymiarze materialnym RzeczyIstności. Innego wytłumaczenia trudno nam się będzie tutaj doszukać. Cała sekwencja zdarzeń o jakich tutaj napisaliśmy jest udokumentowana na Czarnym Pasku kolejnymi artykułami i ma swoją dokumentację dodatkową w tzw Wpisach, czyli artykułach publikowanych na Stronie Głównej systematycznie, przez miesiące w ciągu czasu, wzbogacone także fotografiami i innymi materiałami.

I parę słów o miejscu gdzie Novy Świętowit przebywa

„…Miejscowość nazywa się Dolenjske Toplice. Zdjęcie zostało zrobione nad rzeczką Suszica, na podwórku za naszym domkiem, w którym wynajmowaliśmy mieszkanie. Dom znajduje się po drugiej stronie ulicy naprzeciwko kompleksu spa i basenów. Zdjęcia domu i okolicy w zalączniku. Dolenjske Toplice słyną przede wszystkim z gorących źródeł, które wypływają w różnych miejscach spod ziemi albo do tej właśnie rzeki. Także przy miejscu w którym zrobiłem zdjęcie, było ujście z gorącą wodą. Mieszkaliśmy prawie u stóp góry Cvinger. Na szczycie pośród lasu znajdują się ruiny kamiennego grodziska. Jak twierdzą słoweńscy archeolodzy powstało ono w późnej epoce żelaza….

… Pozdrawiam,

Bartosz”

Co się działo między 29 maja a 12 czerwca 2012 roku:

3 czerwca

Kartka z kalendarza na 3 czerwca 2012 r.

Czerwiec
3
Niedziela
Cecyliusz, Ferdynand, Klotylda, Konstantyn, Leszek, Owidia, Owidiusz, Paula, Tamara
155 dzień roku, do końca pozostaje 211 dni
Do końca kalendarzowej wiosny pozostaje 17 dni
Wschód słońca: 4:19
Zachód słońca: 20:49
Dzień trwa: 16 godz. 30 min
Znak zodiaku urodzonych czerwca to Bliźnięta
Faza Księżyca: pełnia
Jasność: 99% ↑  Wiek: 14 dni
Najbliższa pełnia: 4 czerwca (pn.)

George Soros: strefa euro ma trzy miesiące na uratowanie euro

Rządy strefy euro mają około trzech miesięcy na uratowanie wspólnej waluty – powiedział na konferencji ekonomicznej we Włoszech amerykański miliarder i inwestor George Soros, którego cytują media brytyjskie. – Znajdujemy się w punkcie…

Izrael zbroi okręty podwodne w głowice nuklearne

Izrael uzbraja dostarczone przez Niemcy okręty podwodne w rakiety samosterujące, wyposażone w głowice nuklearne – informuje w najnowszym wydaniu niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Jak pisze, rząd RFN zapewne o tym wie, chociaż… więcej

Niecodzienna parada w Londynie. Największa od 350 lat

Elżbieta II dołączyła po południu do największej od 350 lat parady około tysiąca statków, łodzi, kutrów, holowników i kajaków, będącej główną atrakcją obchodów 60-lecia panowania brytyjskiej królowej. W towarzystwie… więcej

Z opolskiego zoo zniknęło siedem małp

W opolskim zoo w nocy z soboty na niedzielę zniknęło siedem małp – tamaryn cesarskich. Brak zwierząt zauważyli w niedzielę rano pracownicy ogrodu zoologicznego, sprawę zgłosili policji. więcej

Iran kończy nowy kosmodrom do wystrzeliwania satelitów

Iran kończy budowę nowego kosmodromu, który pozwoli mu wkrótce na wysyłanie na orbitę wokółziemską dalszych satelitów krajowej produkcji – oświadczył minister obrony, generał Ahmad Wahidi. Irańskie ambitne plany w dziedzinie podboju… więcej

Wielka Rafa Koralowa coraz bardziej zagrożona

Ekolodzy ostrzegają: Wielka Rafa Koralowa stoi w obliczu coraz większych zagrożeń. ONZ rozważa umieszczenie jej na oficjalnej liście obiektów znajdujących się w niebezpieczeństwie. Specjalny raport w tej sprawie opublikowała agencja ONZ… więcej

Nigeria: ugrupowanie Boko Haram przyznało się do zamachu w kościele

Islamistyczna grupa Boko Haram wzięła na siebie odpowiedzialność za samobójczy zamach na wiernych w kościele, do którego doszło w niedzielę w Yelwa na obrzeżach Bauchi w Nigerii. Na miejscu zginęło 40 osób, a 15 trafiło do szpitala. więcej

Burza słoneczna 3 – 7 czerwca 2012

Burza słoneczna z 7 czerwca trwała około trzech godzin i był to umiarkowany (klasy M) rozbłysk słoneczny, ale szczególnie interesujący, ponieważ wyemitowany został koronalny wyrzut masy (CME), z tym że wyrzucony materiał zamiast wydostać się w przestrzeń kosmiczną, w większości spadł z powrotem na powierzchnię Słońca.

- Dlaczego tak się stało, zamiast zwykłego procesu wyrzucenia w przestrzeń, wciąż pozostaje niewiadomą. Wciąż próbujemy to zrozumieć – powiedział agencji Space.com astrofizyk Chamberlin. – Taka jest nauka. Nie wiem.Zabiło nam to klina.

Kolega Chamberlina, również z Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda, sformułował to nieco dramatyczniej:

- Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy – powiedział Alex Young […]. – Jakby połowa Słońca rozpadała się w drobny mak.

– W kategoriach samej siły, jest to naprawdę średniej mocy eksplozja – mówi Young – wyglądała jednak wyjątkowo dramatycznie przez cały ten ciemno-atramentowy [wyrzucony] materiał. Zazwyczaj tego nie widzimy.

[…] Fizyk słoneczny, Angelos Vourlidas z Laboratorium Badawczego Marynarki Wojennej w Waszyngtonie, nazywa to „ciemnymi fajerwerkami”.

– Wybuch był wywołany przez niestabilne włókna magnetyczne w pobliżu powierzchni Słońca – wyjaśnia. – Włókna zawierały plazmę, która wybuchła rozpryskując ciemne kleksy i wstęgi.

Bąble plazmy były duże jak planety, o wiele większe niż Ziemia. Wznosiły się i opadały niczym pociski balistyczne, poruszając się pod wpływem grawitacji Słońca jak piłki rzucane w powietrze i eksplodując „jak bomby”, kiedy spadały na powierzchnię gwiazdy.

Jednak niektóre bąble bardziej przypominały kierowane pociski rakietowe.

– Na filmach możemy zobaczyć, jak materiał jest “chwytany” przez pola magnetyczne i pchany w kierunku grup plam słonecznych setki tysięcy kilometrów dalej – mówi Young.

Obejrzyjcie te spektakularne ujęcia, a zrozumiecie, o czym mówimy:

[…]

Niezależnie od mechanizmu powodującego te zmiany i ewentualnej roli hipotetycznej gwiazdy towarzyszącej, najważniejsze jest to, że duże zmiany są już w toku. Ta myśl zdecydowanie pomaga nam zwracać uwagę na znaki, na wypadek gdyby okazało się, że nie są to jedynie czcze spekulacje.

Prawdopodobnie myślicie – i słusznie – że powyższe rozważania nie wyjaśniają słonecznych fajerwerków, jakie mieliśmy na początku czerwca. W tej kwestii też chcielibyśmy zaproponować pewną hipotezę. Jak wyjaśniał Ryan X w jednym z ostatnich artykułów Sott.net Focus, opierając się na teorii słonecznego kondensatora Jamesa McCanneya i pracy Johna H. Nelsona o ustawieniach planet, „okazuje się, że planety i komety są jak przewody elektryczne, przenoszące ładunki od Słońca w zewnętrzne rejony Układu Słonecznego – jak ścieżki elektryczne, czy swego rodzaju kable”. Ryan X wspomina też o zaobserwowaniu faktu, iż 11-letni cykl plam słonecznych związany jest z ustawieniem się Jowisza i Saturna w jednej linii ze Słońcem. Spekuluje ponadto, że

gdy planety wewnętrzne Układu Słonecznego zrównują się z jakąś planetą zewnętrzną (tj. kiedy ich „przewody” się łączą), istnieje większa szansa na „rozładowanie słonecznego kondensatora”, w myśl teorii McCanneya, a tym samym większe prawdopodobieństwo wystąpienia plam, rozbłysków, CME, itd. Myślenie o Układzie Słonecznym jako rozbudowanym obwodzie elektrycznym może być użyteczną i wartą rozważenia analogią […] Ponieważ wszystkie planety są podłączone do Słońca, oznacza to, że gdy Słońce zaczyna się rozładowywać, wszystkie planety, z Ziemią włącznie, otrzymują wstrząs elektryczny, czy też zakłócone zostaje w jakimś zakresie ich normalne elektromagnetyczne połączenie ze Słońcem.

Wszystkie specyficzne ustawienia obejmujące Słońce – koniunkcje, kwadratury i opozycje – okazują się zwiększać prawdopodobieństwo rozbłysków. Ryan X zauważa, że około 2 czerwca Merkury i Wenus były w koniunkcji z Jowiszem, podczas gdy 7 czerwca pojawił się węzeł wstępujący Merkurego, a 6 czerwca węzeł zstępujący Wenus. Aktywność na Słońcu zaczęła narastać 29 maja, kilka dni przed zrównaniem między Merkurym a naszym nowym przyjacielem, kometą Elenin. Mimo że do 2 czerwca nie było żadnych widocznych przejawów aktywności słonecznej, dwa dni później planetarny indeks k (k-index, miara aktywności geomagnetycznej) podskoczył do około 7 (niska aktywność to zazwyczaj 3 lub poniżej).

Ten nagły wzrost aktywności geomagnetycznej, jaki nastąpił 4 czerwca, przyniósł zorze polarne znacznie dalej na południe niż zazwyczaj, bo aż po stan Wisconsin w USA. Ze wszystkich raportów o CME, jakie widzieliśmy, był to jak dotąd największy taki czerwcowy skok. Co ciekawe, tego samego dnia, kiedy dotarła do nas ta słoneczna burza, wybuchły chilijski wulkan Puyehue i meksykański Popocatepetl, uwalniając ogromne ilości energii (więcej o tym poniżej). Jak już wspominaliśmy w poprzednich artykułach na SOTT, podejrzewamy istnienie korelacji między pozycjami planet, aktywnością geomagnetyczną i zjawiskami takimi jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów i silne burze.

© Sott.net – Pozycje planet do Jowisza z 2 czerwca 2011

Jeśli zrównanie Jowisza, Saturna i jakiejś wewnętrznej planety ze Słońcem może wywołać zwykłą aktywność słoneczną, to co by się stało, gdyby w pobliżu Układu Słonecznego pojawił się towarzyszący Słońcu brązowy karzeł? Wygląda na to, że mamy tu pewien paradoks. Chociaż wbrew oczekiwaniom aktywność Słońca zdaje się utrzymywać na niskim poziomie, to pokazy zjawisk elektrycznych na różnych planetach nasilają się jak nigdy dotąd. Jakby zmienił się rozkład sił w Układzie Słonecznym. Czy przyczyną tych zmian może być brązowy towarzysz Słońca, a jeśli tak, to co jeszcze nam przyniesie?

Trudno zaprzeczyć temu, że na Ziemi zachodzą poważne anomalie pogodowe. Ale jeśli, jak sugerują prace Jamesa McCanneya, zjawiska atmosferyczne mają charakter elektryczny, to czy wyjaśnia to także dużą liczbę eksplozji transformatorów od początku roku? Jeśli utrzyma się obecna częstotliwość, to ilość takich wypadków do końca roku da wynik dwukrotnie wyższy w porównaniu z rokiem 2010, sądząc po doniesieniach w mediach.

Czy myślicie, że naszym spotkaniem w Pełnię Księżyca  3 czerwca na Ślęży wywołaliśmy Niewypał Koronalny i Burzę na Słońcu?A może wyzwoliliśmy Deklarację Naukowców o Świadomości Zwierząt z dnia 7 lipca 2012?

A może ta burza i ten dziwaczny wyrzut koronalny są tylko sygnałem ważności tamtego spotkania?A może to one nas „napromieniowały”? A może to wtedy nussonowa, eteryczna „ciemna” materia i energia „przesnuła” się przez nas tryskając przez Okno-Słońce koncentryczną strugą wprost z Galaktycznego Rdzenia i z Wszechświatowej Istoty Świadomości Nieskończonej, z Jądra, Jaśni i Jaźni oraz z Jedni Światła Świata?

A może po prostu wszystko jest powiązane ze wszystkim – i wreszcie zaczynamy to WIDZIEĆ?!

 

deklaracja świadomościDeklaracja Świadomości Zwierząt sygnowana przez naukowców z Cambridge  7 lipca 2012!!! Brawo. To nas utwierdza, że słuszne są nasze sądy SSŚŚŚŚ na ten temat. Szkoda, że nie wiedziałem o takiej deklaracji w chwili gdy tutaj toczyły się dysputy, czy zwierzęta są świadome!

I na tym koniec – ot i cała, Taka Sobie Bajka.

Dzisiaj dotarła do mnie reklama kosmetyków – konkretnie kremu nawilżającego dla kobiet, która mówi iż, cyt.: „…21 12 2012 w to Magiczne Święto Przesilenia „Kupiec Zapachów” pojechał do Prowansji odnowić swą witalność w Źródle tryskającym spod  pnia Tysiącletniego Oliwnego Drzewa”. Twierdzę, że w Prowansji był to raczej Tysiącletni Dąb, a może nawet i Tysiącletnia albo i znacznie starsza Wierzba-Wierszba, lub Wisznia-Wiśnia, Axis Mundi, Drzewo Drzew, Światło Świata. Nie mamy jednak zupełnie nic przeciwko Drzewu Oliwnemu, Oliwie i Oliwkom.

A co dzieje się teraz?

piramidy3

np 30 listopada podano, że :

„Stan zdrowia Władimira Putina jest zły”

Ω

3 grudnia 2012 w nocy

przed wschodem słońca planety Merkury, Wenus i Saturn w jednej linii, idealnie nad piramidami w Gizie.

Ω

 „Hiperfizyka w 12 minut.”

Hiperfizyka wyjaśnia nam to, czym jest czas, przestrzeń, wiedza, informacja, czy istota itd., czyli to, co do tej pory było dla ludzkości w pewnym stopniu abstrakcją. I na tej bazie niemal w pełni oddaje budowę wszechświata. Oczywiście w takim zakresie na ile jest to możliwe na dzień dzisiejszy.

Ważną kwestią pozostają w tym wszystkim wzorce poznawcze, poza tym przekład szeroko rozumianej „informacji” na słowa, już sam w sobie jest „wąskim gardłem” spłycając przekaz. Słowa nie są dobrymi nośnikami informacji, są zaburzeniem czystych myśli.

Ω

5 grudnia: „Putin i Ławrow połamani” – donosi prasa

laicyzacja europy

6. grudnia: Musimy zapobiec Laicyzacji EUROPY

– nawołuje polski biskup Stefan Cichy.

9 grudnia, w 15 lat od „Fides et ratio” Jana Pawła II  w TV Trwam kardynał Stefan Nagy cytuje kolejnego papieża, Benedykta XVI – który stwierdza, że Wiara w Europie (ma na myśli wiernych religii chrześcijańskich) osiągnęła poziom  PUSTYNI.

Ω

Na Onet.pl prezent od Yetisynów dla Lemingów

Co stanie się 21 grudnia? Mroczna przepowiednia dla świata

Onet 5 gru, 10:52

Przepowiednia o końcu świata ma przerażający wpływ na ludzi. Prawda o jej skutkach zaczyna wychodzić na jaw. Narasta niepokój i panika. Prawdziwe zagrożenie dla ludzkości tkwi jednak zupełnie gdzie indziej. Co stanie się 21 grudnia?

czytaj: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/co-stanie-sie-21-grudnia-mroczna-przepowiednia-dla,1,5323138,kiosk-wiadomosc.html

A oto prezent od Lemingów dla Lemingów z Interia.pl

moglibyśmy się pośmiać gdyby to nie było w gruncie rzeczy zatrważająco smutne

„Końca świata nie będzie”. Oświadczenie premiera Rosji

7.12. 2012 – 33 minuty temu

Końca świata nie będzie – oświadczył Dmitrij Miedwiediew. Szef rosyjskiego rządu zapowiedział jednocześnie walkę z korupcją, pijanymi kierowcami i paleniem papierosów.

http://fakty.interia.pl/raport/srodek-wschod/news/konca-swiata-nie-bedzie-oswiadczenie-premiera-rosji,1870959

Negatyw, Negatyw, Negatyw i wiecznie Negatyw – ręce można załamać nad poziomem tych osób, które rozpowszechniają tego typu zalew negatywnych informacji, próbując uzyskać rezonans STRACHU!

Ω

Słowiański RAP tryumfuje: Donatan RÓWNONOC „Słowiańska krew”

słowianska noc

Donatan RÓWNONOC „Z dziada-pradziada” Trzeci Wymiar

Tak, dokładnie tak, Korzenie, Korzenie, Korzenie! Nie pozwolimy się od nich odciąć nigdy i nikomu, bo Królestwo SIS – Wielki Kaganat Północy – Królestwo Słowian, Istów i Skołotów nigdy nie wybacza krzywd i odbiera nawet po stu pokoleniach wszystko co kiedykolwiek było Jego!

Donatan RÓWNONOC „Budź się” Pezet Gural Pih

Niech się obudzą nieobudzeni!!! Taka inicjatywa jak Równonoc to naprawdę coś co potrzebne jest nam jak powietrze! Więcej to, więcej, szybciej, jeszcze! To jest jak zastrzyk tlenu, który rozpala ogień w duszach i głowach! To bardzo Wielka Zmiana, przyznacie sami.

Ω

Wielki Zderzacz Hadronów zakończy kluczowy eksperyment w dzień końca kalendarza Majów

admin, pt., 2012-12-07 16:38
Large Hadron Collider – Źródło: CERN

Naukowcy pracujący nad znalezieniem dowodu na istnienie bozonu Higgsa, mają nadzieje wytworzyć nowe cząstki, które mogą pojawić się w wyniku eksperymentów wykonywanych w Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC). Okazuje się, że LHC działa teraz z coraz większą mocą i już wkrótce, 21 grudnia 2012 dojdzie tam do kluczowego eksperymentu.

CERN uruchamia nową serię eksperymentów, w nadziei na uzyskanie wyników, które pomogą doprowadzić do końca „Model Standardowy” i umożliwią naukowe podstawy do poradzenia sobie z problemem nieskończonej masy. Naukowcy prowadzą raczej obserwacje w formie opisów mateamtycznych wyników kolizji.

Zatem zderzacz zostanie uruchomiony w ciągu najbliższych kilku dni i będzie działał na pełnej mocy aż do piątku, 21 grudnia 2012. W tym czasie zostanie wykonana seria kolizji protonów rozpędzonych w akceleratorze z nukleonami różnych pierwiastków, na przykład ołowiu lub złota. Z tych doświadczeń, naukowcy mają nadzieję dowiedzieć się więcej również o takich rzeczach jak ciemna materia a nawet Wielki Wybuch.

Aktualne grudniowe prace w LHC to ostatnie prace przed tym, gdy LHC zostanie wyłączone na 20 miesięcy celem aktualizacji i dołożenia mocy. Praca akceleratora zostanie wznowiona w 2014 roku. LHC budzi sporo kontrowersji w środowisku naukowym i wielu specjalistów twierdzi, że eksperymenty wykonywane tam przy tak dużych mocach mogą prowadzic do powstawania osobliwości kwantowych. Już teraz fizycy sa tam w stanie wytworzyć temperaturę typową dla gwiazdy. Któregoś razu kolejny eksperyment z wykorzystaniem wysokich energii może doprowadzić do tego, że powstanie nie koniecznie to czego oczekują specjaliści.

Przypadkiem zdarzy się tak, że Wielki Zderzacz Hadronów będzie wykonywał swoje najważniejsze dotąd doświadczenie dokładnie w dzień końca kalendarza Majów. Wzbudziło to już niemałą sensację w środowisku zwolenników teorii apokalipsy w 2012. Niewątpliwie LHC to największe źródło pola magnetycznego na Ziemi i gdy tylko jest włączany to na pewno musi dochodzić do jakichś fluktuacji między ziemskim polem magnetycznym i polem magnetycznym LHC….

czytaj w Zmianynaziemi.pl

Oczywiście Apokalipsa jest wizją Yetisynów przeznaczoną dla Lemingów.

Ω

9 grudnia – Człowiek ze Świdnicy na Jasnej Górze

rzuca żarówkami z czarną farbą w święty Obraz Maryji Dziewicy (Czarnej Madonny) z Dzieciątkiem. Desperacki akt szaleńca, który jednak nie wzbudza naszego zdziwienia. Potępiamy zdecydowanie ten akt, nie tędy droga! Niech każdy kontynuuje swoją ścieżkę duchową, tak jak chce, i którędy chce. Chce trwać przy swoim niech trwa. Co nam to może przeszkadzać, poza tym że szkoda tych ludzi? Na siłę nic nie zrobimy – to byłoby bezsensowne.

profanacjaHipokryci?

Jednakże dla sprawiedliwości warto porównać dwa czyny – rzucenie farbą w obraz, który i tak jest za szkłem i nic mu się nie stało, oraz spalenie 500 letniego drzewa – Żywej Istoty  – Świętego Dębu czyjejś Wiary Przyrodzoney-  w tym roku 2012 Dębu  Cygańskiego, w 2011 – Dębu na Łobzowie Krakowskim, w 2010 roku – Dębu Bartek – we wszystkich tych trzech wypadkach SPRAWCY SĄ NIEZNANI, a szkodliwość czynu zapewne niewielka.  Negatyw, negatyw , negatyw!

Mówią że coś podobnego zdarzyło się w Polsce tylko raz, w roku 1430. Dobrze, że Kmicic się powstrzymał przed tym co planował z Radziwiłłem.

Ω

10 grudnia

Chińczycy popadają w chorobliwą pychę – Nowa Wieża Babel

Firma Broad Group ogłosiła, że zamierza wybudować nową najwyższą wieżę na Ziemi, Sky City One. Budynek stanie w południowo-środkowych Chinach w mieście Changsha. Jeśli władze zaakceptują plany inwestora, padną dwa rekordy: Broad Group wzniesie rekordzistę wysokości zaledwie w 3 miesiące!

Budynek Sky City One będzie liczył 220 kondygnacji. Na powierzchni liczącej 1,2 mln metrów kwadratowych będzie mogło zamieszkać 17,5 tys. osób. Prawie drugie tyle znajdzie tam pracę. W wieży oprócz mieszkań mają znaleźć się również biura, hotele, restauracje a nawet szkoły i szpitale. Na poziomych powierzchniach dachowych będą ogrody i lądowiska dla helikopterów. Między ziemią a niebem będzie kursowało ponad 100 wind.

Dotychczasowym liderem wyścigu o najwyższą Wieżę Babel jest Wieża Dubaju (Burdż Chalifa), której szczyt wznosi się 828 m nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Widać ją 95 km od Dubaju. Wieża ma 169 pięter, powstała w 5 lat kosztem 1,1 mld euro.

Ω

5-12 grudnia 2012: „Koniec”  największej mistyfikacji piolityczno-medialnej w Polsce

A właściwie  proces obnażania kłamstwa Prokuratury i Prorządowych Mediów Poskomunistycznych. 5 grudnia kuriozalne posiedzenie Komisji Sprawiedliwości w Sejmie transmitowane przez TVN 24. Polsat przerywa transmisję w połowie posiedzenia, TVP przerywa zanim producent urządzeń zastosowanych w Smoleńsku do badania wraku z całą stanowczością stwierdza, że jego urządzenia (te same których użyła Prokuratura do szukania śladów trotylu w Smoleńsku) stosowane na lotniskach całego świata (w 60 krajach – między innymi w USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Polsce i Izraelu)  pokazują natychmiast i jednoznacznie każdą cząstkę trotylu obecną w próbce nawet po 1000 lat od chwili, gdy się tam znalazła. Urządzenia – powiada Zastępca Prokuratora Generalnego – pokazały napis TNT – a nie nic innego. Ryszard Kalisz zrywa posiedzenie Komisji przed sformułowaniem końcowego komunikatu! TVP pokazuje swoje antypubliczne i antyspołeczne oblicze – transmisja trwa tam tylko na SATELITARNEJ wersji TVP INFO,  w naziemnej idą bzdety, w innych kanałach WIELKIE NIC. Tylko TVN 24 transmitował to do końca – potem wprowadził odpowiedniego „komentatora” (pan DERESZ oraz dyżurny politruk TVN) ze służb specjalnych, żeby na „gorąco” wykręcić kota ogonem. Niesłychanie impertynencki i arogancki pokaz Manipulacji Medialno-Politycznej.

Dalej rozpoczął się już spektakl absolutnego obnażenia tzw. „demokracji” polskiej i tak zwanej tutaj nad Wisłą „wolności słowa” i „bezstronności informacyjnej”.  Manipulacje „Rzeczpospolitą” i „Uważam Rze” – charakterystyczne tytuły – zauważcie – czy powiecie, że te tytuły zamieszane w skandal oraz takie nazwisko z nimi związane jak HAJDA to tylko zbiegi okoliczności? Toż to jaskrawe aż do rozśmieszenia manifestacje Wielkiej Zmiany i Nieskończonej Świadomości. Te skandale i obnażenia zamordyzmu polskiego nie mogły mieć miejsca w innej gazecie niż Rzeczpospolita oraz w tej, która używa kodystycznego tytułu „Uważam Rze”. Taka jest właśnie „prawda” podawana przez te i inne media oficjalne polskiej Klasy Posiadającej – można powiedzieć o niej brzydko, że to „g….prawda”, albo delikatnie „nieprawda” , albo prześmiewczo „praFda” lub po kodystycznemu „prawda”. Taka jest Rzeczpospolita w wydaniu tychże Klas Posiadających – spospolitowana – zdeptana i ośmieszona, post-komusza, zniewolona przez Sługusów Obcych.

A więc w rezultacie 12 12 2012 potwierdzono, że dziennikarz Gmyz z Rzeczpospolitej napisał prawdę, a jego wyrzucenie to hucpa i manipulacja, Prokuratura zaś Kłamie – zamiast poszukiwać PRAWDY – szczyt wszystkiego!

gp prokuratura

Katolicy?

W tej sprawie Prokuratura kłamie od samego początku. Począwszy od sprawy identyfikacji zwłok w Moskwie, które rzekomo odbywały się pod jej  nadzorem. To szczyt wszystkiego, że Urząd Poszukiwania Prawdy i Wykrywania Oszustw – kłamie i oszukuje. To przecież nie jest Ministerstwo Propagandy III Rzeszy tylko Urząd Państwa III RP. Obojętne czy Coś znaleziono w Smoleńsku czy nie znaleziono – powinien rzetelnie informować Społeczeństwo lub milczeć jak grób, dla dobra śledztwa, a nie paplać na polityczne zamówienie „szefuńcia”.  To kompromitacja jednego z Najwyższych Polskich Urzędów. Czy trotyl o czymś świadczy, czy też nie świadczy o niczym, to zupełnie inna sprawa. Zatajając fakt jego wykrycia Prokuratura dowiodła, że jest NIEWIARYGODNA – i to nie pierwsza, lecz setna już chyba taka sprawa, obnażająca istotę Systemu Pan – Niewolnik. Czarna seria wciąż trwa, lecz czas już dobiega końca. To koniec końców panowie.

gpc prok 2

Wrak polskiego samolotu rządowego leżący w Smoleńsku jest pokryty „w paru miejscach” TROTYLEM!!!

Ω

12.12 – 20.12 2012 – Planetoida Toutatis przeleci bardzo blisko Ziemi

Ta nazwa jakoś bardzo przypomina mi bardzo Tatooine i pewien film o Wiecznej Młodości zesłanej staruszkom z domu starców przez Kosmitów.

Planetoida 4179 Toutatis została po raz pierwszy zauważona w roku 1934. Wkrótce potem, wraz z oddalaniem się od Ziemi, jej blask osłabł i zniknęła ona z zasięgu ówczesnych teleskopów. – Ponowne odkrycie nastąpiło w roku 1989 i dopiero wówczas okazało się, z jak ciekawym obiektem mamy do czynienia. Toutatis ma nieregularny, podwójny kształt i rozmiary 4.5 x 2.4 x 1.9 km.

Do największego zbliżenia Toutatis do Ziemi dojdzie 12 grudnia. Jej jasność będzie ponad 50 razy słabsza od najsłabszych gwiazd widocznym gołym okiem. W następnych dniach jasność Toutatis będzie jednak rosnąć i maksimum osiągnie w dniach 15-18 grudnia. – Nawet wtedy, aby ją dojrzeć musimy dysponować sporą lornetką, lunetą lub teleskopem – dodał dr Olech.

W okolicach 11-15 grudnia Toutatis będzie się przemieszczać się przez konstelacje Wieloryba i Ryb. 16 grudnia Toutatis przejdzie do konstelacji Byka i zacznie zbliżać się do Jowisza i Aldebarana. Prawie dokładnie pomiędzy nimi znajdzie się w okolicach 20 grudnia, świecąc wtedy niespełna dwa stopnie od Aldebarana – najjaśniejszej gwiazdy gwiazdozbioru Byka.

Oto tylko drobny wybór, wyciąg, przekrój wydarzeń

jakie miały miejsce w dniach 2-12 czerwca 2012 roku oraz w dniach 2 – 12 grudnia 2012. Po co je tutaj zebraliśmy?

Po to żeby uświadomić sobie i każdemu kto czyta ten tekst – na czym polega Wielka Zmiana. Ma ona charakter Informacyjny i Informatyczny, ma charakter Elektromagnetycznej Fali i eterycznego zjawiska z kręgu „ciemnych” materii oraz energii, to Zjawisko Nussonowe, a zarazem całkowicie wymierne, fizyczne. Zbiorowa Świadomość tworzy coraz to nowe krystaliczne, energetyczne i eteryczne połączenia i pokrywa Matkę Ziemię Kolejną Siatką Czynnych Węzłów Świadomości.  Sieć obecnych na Ziemi od miliardów lat Węzłów elektro-magnetycznych, które nazywamy Miejscami Mocy, albo Czakramami Ziemi, została w latach 90-tych XX wieku pokryta elektroniczną Siecią Informacyjną Internetu i zainaugurowano tym samy epokę Zbiorowej Świadomości. Część zasobów elektro-informatycznych wiedzy osobistej, którą magazynowaliśmy do tamtego czasu we własnym mózgu, została wyniesiona z naszej pamięci na zewnątrz – do komputerów osobistych w latach 80-tych XX wieku. Następnie z upowszechnieniem internetu i cyfryzacją zasobów Bibliotek oraz upowszechnieniem technik komunikacji multimedialnej, została w latach 90-tych udostępniona ogółowi Ludzkości. Z początkiem XXI wieku nastąpił kolejny skok – pojawiły się strony WWW i Blogi umożliwiające indywidualną komunikację światopoglądową każdej Osoby Ludzkiej, która ma dostęp do Sieci Internetu ze wszystkimi innymi osobami. Upadła także bariera językowa – w znacznym stopniu, lecz nie całkowicie.

Jednostronnie do tej pory propagowany przez media publiczne i prywatne będące w rękach Właścicieli (Panów działających w Systemie Pan – Niewolnik, Yetisyn – Leming, Bankster – Pracownik Najemny) model kultury i organizacji życia społecznego (film, drukowane książki, kolorowa prasa, dzienniki) przestał być JEDYNYM, a system blokowania INNYCH Światopoglądów i Modeli Społecznych przestał być skuteczny. Zaczęły się rozpowszechniać inne Modele Społeczne, które do tej pory marginalizowano. Nagle powstało pojęcie tzw Mainstreamu – czyli Modelu Rzekomej Większości. Teraz po mniej więcej 20 latach, których przebieg tutaj powyżej jakoś tam niezgrabnie w przybliżeniu opisaliśmy jeśli chodzi o nasze Plemię Słowiańskich Wyznawców Wiary-Wiedy Przyrod(zone)y, Model Mainstreamu  upada. Przewagę zdobywa Światopogląd tzw „Nieracjonalistów”, który w istocie jest jedynym Racjonalnym Światopoglądem i nośnym Modelem Społecznym propagującym zmianę sposobu bycia i życia oraz koegzystencję z Matką Ziemią i Jej Przyrodą. Model ten propaguje Zasadę Plemienności, propaguje miłość między Wszystkimi Ludźmi na Świecie oraz miłość i wdzięczność dla Wszechświata realizowane przez poszanowanie i cześć tejże Matki Ziemi i Matki Siedliska Ludzkiego – Przyrody-Rodżany. Propaguje wciąż niezrealizowane Marzenia Ludzi o pokoju, ładzie i szczęściu na Ziemi. Na Ziemi a nie po śmierci.

To co obserwujemy dzięki Nowej Sieci, to emanująca Zbiorowa Świadomość i emanujące Świadomości Plemienne zgromadzone wokół Modeli Społecznych, którym one hołdują, którym są skłonne poświecić swój czas, energię i zaangażowanie. Zaangażowanie nie dla zabawy i nie wirtualne, lecz realne, przeniesione ze sfery teoretycznej i sfery Myślowej Zbiorowej Świadomości (Sieci Związków Internetowych Opartych o Idee) do sfery materialnej, Sfery Czynu, Sfery Wspólnego Działania, Tworzenia Wspólnoty – prawdziwego – niewirtualnego plemienia, prawdziwych, żywych relacji międzyludzkich, prawdziwych nowych miejsc na Ziemi, Ośrodków Realizacji Programu Świadomości Nieskończonej.

To co obserwujemy jako przyspieszenie, i co niektórych z nas przeraża, jako lawina zdarzeń, jest wykładniczym postępem informatyzacji i przekazywania coraz nowych zasobów Zbiorowej Pamięci (całych Bibliotek Wiedzy Ludzkości) do zbiorowego użytku. Przekazanie tych bibliotek powoduje znów wzrost szybkości i pomnożenie prezentowanych poglądów i koncepcji i wizji Świata i wizji Ładu Świata i wizji Postulowanego Nowego Ładu Świata.  To jest Gigantyczny PROCES ROZŚWIETLENIA MROKU, TO  JEST JEDNOCZEŚNIE PROCES WYZWOLENIA WSZYSTKICH ŚWIADOMYCH JEDNOSTEK LUDZKICH SPOD RZĄDÓW JAKICHKOLWIEK DOGMATÓW I DOKTRYN – TO PRAWDZIWA WOLNOŚĆ.  Nie wszędzie na Ziemi niestety, ale w wielu jej krajach rozwiniętych Wolność Intelektualna idzie w parze z coraz większą niezależnością materialną, gdyż postęp społeczny spowodował możliwość egzystencji na „niskim” i „średnim” poziomie posiadania środków do życia, nawet ludziom bez pracy, nie posiadającym pieniędzy zarabianych w systemie Pan-Niewolnik (w systemie kreacji pustego pieniądza).

Na naszych oczach za pośrednictwem wielu inicjatyw np. Społeczności Wiary Przyrodzonej Słowian – Rodzimowierców Zielonych, powstają Systemy Niezależne, np. Bezpośredniej  Wymiany Dóbr produkowanych przez poszczególnych członków społeczności, czy wymiany usług oraz wymiany świadczenia pracy w zamian za wyprodukowane dobra. Przykłady? Np BUFOR-Z, ale także zwłaszcza inicjatywy zaopatrywania się w żywność tylko ekologiczną tylko w lokalnym środowisku znanych nam producentów. Te inicjatywy pojawiają się teraz lawinowo na świecie i są błyskawicznie przenoszone w środowiska lokalne. Dzieje się to na zasadzie tego samego mechanizmu jaki powoduje pojawienie się lawiny portali i stron internetowych poświęconych zagadnieniom, o których tutaj mówimy.

Ludzi, którzy przeszli ów Proces Oświecenia i Wyzwolenia tworzących dzisiaj Novą Społeczność – Po Wielkiej Zmianie – Społeczność Wolnych Ludzi – Społeczność Elektro-Eko-Ekumeny Polskiej i Rodzimowierczej Polski Plemiennej na Całej Ziemi, są już w tej chwili całe zastępy. Liczba ta będzie teraz lawinowo rosnąć, a społeczność Wiary Przyrodzoney Słowiańskiej będzie tworzyć coraz mocniejszy własny wewnętrzny świat – obieg kulturalny, obieg wartości i wzorców, obieg sympatii  i związków, obieg życia społecznego – Plemienną Społeczność ze wszystkimi atrybutami Organizmu Państwowego, z pełną niezależnością od Nowotworów Politycznych, jakie wciąż jeszcze obserwujemy i które z racji swego ogromu wydają się nam niezniszczalne, a będą pękać jak mydlane bańki – jeden po drugim.

Aby Wielka Zmiana zapisana na dwóch Modelach Świętowitów – tego „Śląskiego” Joanny Maciejowskiej i tego „Norweskiego” modelu Bartosza Wilczkiewicza – czyli Świętowita Wielkiej Zmiany, czyli CZYSTOŚĆ Ziemi, CZEŚĆ Ziemi i WIECZYSTOŚĆ Pokoju na Ziemio raz  Jedń, Jaśń, Jaźń mogły się przerodzić w Wieczne Życie – w tryumf Wieczności na Ziemi i w pełną indywidualność CZYSTEJ KARTY – TABULA RASA, którą każda Istota Świadoma zapełnia tylko dla siebie, Swoimi Własnymi RYTAMI, aby ta wizja mogła się  zrealizować, musimy wpierw RAZEM przejść do Modelu Świętowita Po Wielkiej Zmianie – tego „Słoweńskiego” z kwietnia 2011 roku.

Dwukrotność manifestacji prekognitu jakim są te Świętowity Czyste ma sens oczywisty. Nasza Zbiorowa Świadomość będąca częścią Indywidualnej Świadomości Każdego z Nas i jednocześnie częścią BOGA- Świadomości Nieskończonej – czyli także nas samych, ale w formie pozamaterialnej, wyzwolonej z ciała fizycznego, pokazała nam Go Jako CEL. Twierdzę tak nie tylko dlatego, że powstały one później niż ten kwietniowy z 2011 roku, ale także przez to że RzeczyIstność wyeksponowała nam go w dwóch miejscach Ziemi, poprzez dwoje twórców niezależnych w jednym i tym samym czasie. Jest to kobieta i mężczyzna, oboje są Polakami, a dzieła powstały w miejscach, które są przez swoje dzieje PRZESŁANIEM DLA CAŁEJ ZIEMI, Białego Lądu (Europy) i dla całej Słowiańskiej Wspólnoty – niezależnie od tego w jakim miejscu Świata znajdują się jej przedstawiciele.

Zasady na jakich powinniśmy organizować od teraz nasze życie indywidualne i społeczne – zostały zapisane na Słoweńskim Świętowicie – jestem o tym przekonany.

 

jp2

Encyklika papieża Jana Pawła II – Wiara i Rozum, a NOWE SŁOWO

Czas na powrót do tematu drażliwego acz koniecznego, bo wiele osób w Polsce, poprzez zaszłości dziejowe ugrzęzło w pewnym miejscu swojego duchowego rozwoju i nie potrafi uczynić kolejnego zasadniczego kroku.

Udokumentowaliśmy poprzednio źródło encykliki „Fides et ratio” i jej zakorzenienie w Wierze Przyrodzonej – Wierze Przyrody. Udokumentowaliśmy też uprzednio pogański, czyli naturalny charakter Ładu Świata (porządku) zaproponowanego przez tę encyklikę – czyli Dwa Skrzydła – Rozum i Wiara – jako narzędzia Kontemplacji Prawdy (Boga).

Ta encyklika to niejako powrót do korzeni i zgoda na funkcjonowanie ROZUMU na równych prawach z Wiarą rozumianą po kościelnemu. My rozumiemy tę zgodę szerzej – jako „rozbrojenie” Wojującej Wiary, nawracającej na jedyny słuszny pogląd – w imię zastosowania Rozumu, jako narzędzia argumentacji i wyrokowania o Stanie RzeczyIstności (Stanie Świata Materialnego i Niematerialnego – Jedności Holistycznej) w wymiarze INDYWIDUALNYM (Jednostkowym, Osobowym).

Oznacza to czerpanie pełnymi garściami z Rajskiego Drzewa, Drzewa Poznania (Drzewa Dobrego i Złego) – które jest pogańskim Drzewem Świata – Axis Mundi – Wierszbą (Zwieńczeniem Świata) wyrastającą na Wierchu Weli Virszbą-Wierzbą-Wisznią (Wirem/Wiarusem – fraktalem-materialnym Nieskończonej Świadomości) przeszywającym wszystkie poziomy Świata – Nawię, Jawię, Prawię oraz sam Rdzeń i Istotę  Świadomości – SŁAWIĘ – Źródło Źródeł – SamoŚwiadomość – Światło Świata.

Naturalny, pogański,  właściwy człowiekowi, sposób postrzegania i opisywania RzeczyIstności, który można określić jako Światopogląd Naukowy + Holistyczna Wizja Świata, jest jedynym akceptowalnym sposobem rozpoznawania świata zewnętrznego i funkcjonowania człowieka w Naturalnym Środowisku. Ten drugi człon to niezbędne uzupełnienie Światopoglądu Naukowego, aby nie skostniał i nie stał się zbiorem dogmatów – czyli kolejną RELIGIĄ, a pozostał „wiarą”, albo inaczej WIEDĄ –  czyli  skutecznym narzędziem pozwalającym badać świat Materialny i Niematerialny oraz na bazie tego badania Rozwijać Świadomość. To jest właśnie rewolucja, która się toczy – obserwowana Wielka Zmiana, proces przebudowy Zbiorowej Świadomości i budowania nowej wspólnoty i nowego porządku opartego na owej Nowej Świadomości.

Żeby Wielka Zmiana mogła się w nas i w świecie w pełni dokonać musimy jasno i prawidłowo określić charakter dotychczasowych religii. My Polacy jako przedstawiciele Cywilizacji Północy  (Wschodniej i Zachodniej) powinniśmy dobrze zrozumieć doniosłą rolę Judaizmu i Chrześcijaństwa w budowaniu dotychczasowej Cywilizacji tzw Zachodniej , która jest w zasadzie Północną (i tak ją określamy). Obie te religie spełniły swoją dziejową misję, która polegała na właściwym uporządkowaniu ludzkiego świata idei i wartości w stosunku do możliwości gospodarczo-technologicznych Cywilizacji Człowieka i jego Miejsca w Środowisku – na tym etapie Rozwoju jaki miał miejsce.

U schyłku Epoki Rzymskiej te dwie religie zespolone w judeo-chrześcijaństwo podbiły świat a z nimi podbił świat postrzymski porzadek feudalny – System Pan-Niewolnik. Było to niezbędne skoro się wydarzyło – bo dzieje się na świecie tylko to co ma Ewolucyjne Uzasadnienie – zwycięża Ład Momentu Odpowiedni do Chwili Dziejowej. To samo dzieje się teraz – Wielka Zmiana jest kresem dla wszystkich systemów filozoficznych (religijnych) uznających Ład Hierarchiczny, jako zasadę organizacyjną dla Ludzkiej Cywilizacji.

To KONIEC EPOKI PAN – NIEWOLNIK.

Chrześcijaństwo było wewnątrz-judejską rewolucją światopoglądową, a miało być rewolucją społeczną. Żydzi jednak odrzucili tę rewolucję, okrzyknęli Jezusa uzurpatorem i pozostali w systemie Pan-Niewolnik. Nie ze złej woli, lecz z dziejowej konieczności.

jezus-sennik-chrystus

Jezus głosił bezwzględną miłość, braterstwo i wybaczenie. Te same hasła przewijają się przez wszystkie późniejsze rewolucje, co pokazuje jak bardzo nadają się one – jako wciąż niespełniona idea i nadzieja ludzkości, Marzenie Ludzi – na sztandary różnorakich „przewrotów”. To rzeczywiście była nowość.

Reprezentantów, którzy wzięli tę nowość na serio i chcieli ją wprowadzać w czyn, bezwzględnie jednak wybijano i eliminowano innymi sposobami. W miejsce tego „czystego jezusowego nurtu” wprowadzano po cichu nurt niewolenia i ogłupienia, który ma korzenie w Starym Testamencie. Wczesne chrześcijaństwo głosiło Miłość i Poświęcenie dla Bliźniego – i tym rozbrojono Barbarzyński system plemienny i pokonano wszelkie inne Wiary Przyrodzone – funkcjonujące ówcześnie.

Chrześcijaństwo we wszystkich późniejszych formach – protestanckie, katolickie i w innych odmianach – islam – kompletnie zlekceważyło i „odrzuciło” naukę Jezusa, albo wypaczyło ją, doprowadzając do kultu mnichów klasztornych umartwiających się i biczujących w procesjach za winy starotestamentowe. Purytanizm katował ciało i żądze naturalne.

Wciąż walczono z Człowiekiem w człowieku.

Dlatego kiedyś napisałem na tym blogu, że chrześcijaństwo zostało bezwzględnie wykorzystane, i użyte instrumentalnie, a następnie zużyte aż do wyczerpania wewnętrznego paliwa „biblijno-nowotestamentowego” w służbie systemu Pan – Niewolnik (feudalizmu – który wciąż trwa).

Wszelkie diagnozy społeczne ogłoszone przez różnych filozofów okresu „nauki” (oświecenia, pozytywizmu i późniejsze) są błędne w diagnozie – że feudalizm się kiedykolwiek skończył. Kapitalizm jest krańcową formą feudalizmu.

Dzieje były jakie były. Chrześcijaństwo jako nośne przez ideę prezentowaną w okresie wczesnej fazy post-rzymskiej pozwoliło wprowadzić feudalizm wszędzie gdzie się pojawiało, głosząc fałszywie ideę równości przed Bogiem – ale nie na Ziemi.

Widać było to narzędzie właściwe w tej fazie rozwoju cywilizacji, kiedy plemiennemu chaosowi idei, bogów, wieców, sądów, wyroczni, wróżbitów, watażków itp, przeciwstawiono żelazną organizację opartą na wybrańcach i pomazańcach – pojedynczych osobach – ustanowionych przez papieża jako władców dla rozległych organizacji państwowych. Jednocześnie oparte było na trzymaniu ludu w ciemnocie i strachu przed „karą” – oparte to było na krzewieniu zabobonów a nie Wiedzy i Wiedy. Dlatego nie nauczono mas pisać ani czytać i nie udostępniono im bibliotek ani książek. Utrzymywano ten stan rzeczy prawie 2000 lat.

To że komuniści rozprawili się z analfabetyzmem w 20 lat pokazuje w bezwzględny sposób Zasadę Główną chrześcijaństwa: rząd dusz nad ogłupiałym tłumem, nie uczyć lecz karać odstępstwo od „wiary” czyli kanonu który określa Najwyższy Rangą Pomazaniec w Watykanie – centrali – czyli Ślepa Wiara. To że komuniści tak łatwo nauczyli ludzi pisać i czytać nie świadczy o ich wspaniałomyślności, lecz o fazie rozwoju cywilizacji, analfabetyzm stał się nieakceptowalny dla zasad organizacji gospodarki na tym stopniu rozwoju. Dalszy postęp gospodarczy wymagał wiedzy i nauki.

Widać ten proces współcześnie w Indiach, które nie przeszły „rewolucji” komunistycznej, podczas gdy Chiny go przeszły. Kto rozwija się lepiej i szybciej – oczywiście Chiny. Oświata STAŁA SIĘ PRIORYTETEM Indii po wyzwoleniu. Tam również widać pięknie oręże Kolonializmu, które stosowano w Polsce i nadal się stosuje – dezinformację i ogłupianie. Ogłupiano i Hindusów a nie uczono ich „prawdy”, zmuszano do podporządkowania się „nowej cywilizacji”.  Brytyjczycy wcale nie zmniejszyli analfabetyzmu, tylko korzystali z systemu niewolniczego i eksploatowali ten kraj. Indie okazały się, tak jak Chiny, niepodatne na przeszczep chrześcijaństwa.Nie udało się ich w związku z tym całkowicie podporządkować tzw. Zachodowi. Odwrotnie niż w Ameryce.

Wiara Przyrody – Przyrodzona była w okresie późnorzymskim także już dogmatyczna i kanoniczna, a przede wszystkim posiadała warstwę „pasożytów” – kapłanów – pośredników. Dlatego jako znana i posiadająca określone słabości, przegrała konfrontację z „nowym” – chrześcijaństwem rewolucyjnym, które potem zastąpiono judeo-chrześcijaństwem, z jego kompleksem Winy, jako centralnym punktem porządku Pan-Niewolnik (Pan Bóg – Człowiek w sensie filozoficznym).

Nie ocalała żadna doktryna ani żadne kasty kapłańskich-pośredników jedynie Wiary Przyrodzoney Słowian.

Ten stan rzeczy – SYSTEM PAN – NIEWOLNIK – bezwzględnie się kończy. To jest – między innymi – Wielka Zmiana, którą obserwujemy.

„…Jest napisane: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo, Ew. Jana 1,1. Ta podstawowa cegiełka nazywana jest Stwórcą, gdyż „Wszystko przez nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” Jan 1,2. Możemy również przeczytać, że „Bóg jest Duchem” Jan 4,24…”

Potraktujcie to co napisane tak jak na to zasługuje – To NIC ŚWIĘTEGO – PRAWDĄ jest to co w Każdym z NAS.

„…Drugi szkodliwy myślokształt ma również swoje korzenie w religii. Jest to przekonanie, że jesteśmy w jakiś sposób oddzieleni od naszego Wyższego Ja, naszej Boskości, Bóstwa lub jakkolwiek to nazwiecie. Końcowym skutkiem takiego myślokształtu jest to, że jesteśmy wypędzeni z królestwa światła i ducha przez nasze własne potępienie.

Nie ma oddzielenia pomiędzy nami a naszymi Niebiańskimi duszami, naszymi Wyższymi Ja, lub naszą Boskością . Nie potrzebujemy pośredników pomiędzy nami a naszą boską naturą. A utrzymywanie/utrwalanie tego przekonania o naszej bezwartościowości, niegodności, by otrzymać dary królestwa światła, w rzeczywistości powstrzymuje nas od otrzymywania łaski i uzdrowienia, które są naszym prawem przysługującym od urodzenia. Ten rodzaj łaski uzdrowienia z królestwa światła płynie do nas z innego aspektu nas samych, a nie od siły poza nami….”

Na koniec tej analizy Wielkiej Zmiany, Słowo o Przyrodzie.

Coś jeszcze, głównie dla tych osób odwiedzających tę stronę/blog/portal, które nie chcą przyjąć do wiadomości, iż zwierzęta mają świadomość taką samą jak ludzie i powinny mieć prawa dokładnie takie same jak ludzie.

Jest to pewien sugestywny wykład naszego pobratymca z USA Gary’ego Yurofskiego –  Takich ludzi nam potrzeba, jak najwięcej, tutaj na miejscu!!! Właśnie PSL pod nowym wodzem prze do legalizacji uboju rytualnego bydła. Argument: bo nam masa KASY ucieknie, kiedy inni dookoła będą nasze bydło wywozili  i je u siebie rytualnie tłukli.

A niech sobie tłuką i biorą na swoje sumienia tę zbrodnię i tę kasę! Chcecie takich brudnych pieniędzy? Hipokryci z PSLu! Równie dobrze możecie handlować bronią z Koreą Północną, ku naszemu „wspólnemu dobru i dobrobytowi Polski”. Nazwać takich wszami to zbyt obraźliwe dla wszy.

Inny przykład:

Pożar w opolskim zoo. Spłonęły zwierzęta

Nie udało się uratować większości płazów i gadów z pawilonu w opolskim zoo, gdzie w niedzielę późnym wieczorem wybuchł pożar.

Co się dzieje z tym ZOO – najpierw kradzież 7 małp – według scenariusza filmowego, a teraz pożar – Czy to dalszy ciąg tego samego filmu z Brucem Willisem i tego samego myślokształtu? Tamtych małp było bodajże 12.

Wracając do kwestii jedzenia mięsa lub nie. Kto chce może jeść mięso, to może być trudne odzwyczaić się, ale nie trudniejsze niż przestać palić papierosy. Jeśli już jesz, miej świadomość, iż to najwyższa ofiara i poświęcenie innej istoty żywej i świadomej. Weganizm nie zwalnia nikogo od tego sposobu myślenia. Miejmy zawsze świadomość, także zjadając marchewkę, iż to jest najwyższa ofiara. Nigdy nie rób tego NIEPOTRZEBNIE, PONAD MIARĘ, to doskonała motywacja dla trzymania rozsądnej diety a ciała w dobrym zdrowiu. 

Z DWOJGA ZŁEGO ZDROWSZE SĄ ZIARNA, ORZECHY, OWOCE I JARZYNY. Mamy WYBÓR więc piszę te końcowe słowa nie na czarno-żałobnie, ale na Zielono z Dużą Nadzieją na Przyszłość.

Marek Wójtowicz – Na koniec czasów – ku pokrzepieniu słów kilka

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Grudzień 2012

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odpowiedź na pytanie: czy we Wszechświecie istnieje Życie? Brzmi… We Wszechświecie istnieje Wyłącznie Życie!

Nieustający ruch energii zasilany wolą ŹRÓDŁA-OJCA, nacechowany jest możliwościami nieograniczonego przejawu i kreacji zdarzeń. Czasoprzestrzeń, w której przebiega ŻYCIE nosi miano DZIEJE. Aktywne uczestnictwo DUCHA w DZIEJACH czyni go zdążającym ku SŁOWU. SŁOWO-WIEDZA powoduje, że DUCH staje się świadomy. Dalsze nieustanne dążenie do SŁOWA owocuje rozbłyskiem samoświadomości. DUCH rozjaśnia się i wiedziony Ścieżką JAŚNI może rozpocząć wzlot- powrót do domu ŹRÓDŁA-OJCA.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

         Wszystko co istnieje i jest dziełem Zamysłu Stworzenia jest żywe i podlega prawu konieczności rozwoju. Planety są świadomymi istotami kulistymi, słońca są świadomymi istotami, oknami- portalami dla swoich układów, galaktyki są świadomymi istotami spiralnymi posiadającymi swoje centralne słońca-okna i rdzeń. To wszystko zawiera się w świadomych istotach bąblowych zwanych kosmosami, a te z kolei tworzą Wszechświat ze swoim centralnym słońcem i rdzeniem. Cały ten Zamysł jest bytem zanurzonym w niebycie. Niebyt jest źródłem nieskończonej energii, którą nazwałem WOLĄ OJCA. Byt ma naturę fraktalną, co oznacza że cała jego struktura jest zbudowana  według tych samych zasad. I tak np. budowę ludzkiego ciała można w pełni odnieść do budowy kosmosu. Natura fraktalności bytu stwarza możliwość wszech komunikacji. Wszystko co żyje może się ze sobą komunikować! I tu dochodzimy do trzech ZASAD według których funkcjonuje Wszechświat:

-SPÓJNOŚĆ- wszystkiego ze wszystkim

- WIEDZA – SŁOWO

-WAŻNOŚĆ – cel

Dzięki spójności wszystko zmierza ku sobie po SŁOWO, w celu rozwoju świadomości- SŁAWY, co umożliwia powrót do ŹRÓDŁA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zadaniem poszczególnych żywych istot jest wspieranie całego Stworzenia według roli jaką przypisał im Stwórca. I tak np. Planeta – oprócz własnego rozwoju- zobowiązana jest zapewnić optymalne warunki rozwoju [duchowego] wszystkim istotom, które na niej żyją. Istoty żyjące na Planecie mają obowiązek pozostawania w harmonii z jej naturą i ze sobą nawzajem. W dwunastowymiarowym strumieniu ŻYCIA warunki i zjawiska, które zapewniają istotom wszystko co potrzebne do rozwoju, noszą miano PRZYRODA. Oczywiście PRZYRODA to nie tylko istoty pierwszego drugiego i trzeciego wymiaru takie jak: minerały, rośliny, zwierzęta czy też ludzie w swoim trzeciowymiarowym przejawie [ciało]. Wiele pokory trzeba by poznać prawa przyrody i tak z niej korzystać, by dawała nam oparcie i wsparcie.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To właśnie Słowianom powierzono rolę strażników i krzewicieli Wiedy Przyrodzonej.

 

W ZAMYŚLE ŹRÓDŁA OJCA powstał CZŁOWIEK- duchowa istota przejawiająca się w dwunastu wymiarach, obdarzona MOCĄ i możliwościami których nie posiadają żadne istoty w Stworzeniu. Potem pojawili się ci którzy dołożyli wszelkich starań by CZŁOWIEK uwierzył, że jest kimś kim nie jest.

I tu się kryje wielka tajemnica!

Człowiek nigdy nie utracił swej MOCY, bo jest to niemożliwe. Jednak zwiedziony fałszywym obrazem samego siebie uznał go i tym samym użył własnej MOCY przeciwko sobie!!!

Mająca nastąpić niebawem emanacja rdzenia galaktycznego- zgodnie z zasadą wzajemnego wspierania się w rozwoju- skoryguje wszelki fałsz tej zboczonej cywilizacji. I pamiętajmy, że wszystko czego potrzeba do Wzlotu jest w NAS.

To co przyjdzie z zewnątrz to tylko sygnał aktywacyjny. To co ciągle jeszcze nazywamy ,,życiem” jest również wynikiem naszego błędnego wyobrażenia o sobie.

         Cofnij się myślami do swego dzieciństwa i zobacz czy czegoś nie zagubiłeś i …i chyba jednak zostań tam bo budzi się w tobie WIECZNE DZIECKO NIESKOŃCZONEJ ŚWIADOMOŚCI –  stamtąd łatwiej podasz Mu rękę.

Niekończąca się przygoda zwana ŻYCIEM dopiero się zaczyna…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KOŃCA ŚWIATA NIE BĘDZIE!!!

           Lecz kto ze złotek po cukierkach

         Zbudował szopkę i zamieszkał

         I potem ,,światem” ją okrzyknął

         I DUCHA swego w nim ugrzęził

        Ten ujrzy wnet jak DRZEWO ŻYCIA

        Uschniętej zbywa się gałęzi!!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Marek Wójtowicz