białczyński

02 08 2013 – Ruszył Slovianski Sklepik, gdzie można nabyć Księgę Ruty


Zgodnie z zapowiedziami uruchomiliśmy właśnie słowiański sklepik.

0_0_productGfx_5da8911b94449c6a28c769624b7c0559

Nazywa się on właściwie Slovianski Sklepik i funkcjonuje pod adresem: http://sklep1327616.home.pl/

Slowianic1

Na razie jest w nim tylko Księga Ruty i Kwartalnik Słowianić nr 1 – z czerwca 2013, ale będą też inne książki, a  we wrześniu Księga Tura i Słowianić nr 2.

0_0_productGfx_b09a8e4509a6dc1727b156854a459bd6

Będą się tutaj pojawiać kolejne książki wydawane przez Slovianskie Slovo, a także książki, i czasopisma o charakterze słowiańskim, a wydawane przez inne wydawnictwa.

0_0_productGfx_4c3067a8e8d46d0ced1d0a3338908dfe

Będą w nim też dostępne inne produkty słowiańskie i użyteczne obiekty związane z Nową Świadomością i Nowym Stylem Życia.

0_0_productGfx_f6c4e39f348c2e71a1e049b55bbd286c

SSSSS s-1553

Wzgórze Rząska

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 28 Lipiec 2013

DSC02277kompr obr rzaka

DSC02225rzaka bezkompr 3 obr

DSC02226kompr obr

DSC02228kompr obr

DSC02229kompr obr

DSC02234 kompr obr

DSC02235kompr obr

DSC02236 bezkompr obr

DSC02237 kompr obr

DSC02238kompr obr

DSC02239kompr obr

DSC02241kompr obr

DSC02244bez kompr obr

DSC02245kompr obr

DSC02246 kompr obr

DSC02247bez kompr obr

DSC02249kompr obr dziw zjaw swietlne

DSC02250dziw zjaw swietl kompr obr

DSC02253bez kompr obr

DSC02254 bez kompr bez obr

DSC02255bez kompr obr

DSC02258bez kompr obr

DSC02259bez kompr obr

DSC02260bez kompr obr

DSC02261kompr obr

DSC02262 kompr obr

DSC02263bez kompr obr

DSC02264kompr obr

DSC02268kompr obr

DSC02275rzaska kompr ibr

Tagged with:

Z Księgi Tanów: Słowianskie ręczniki obrzędowe – ręcznik bielski


z9147935Q,Wzor-recznika-z-miejscowosci-Augustowo--powiat-bielskiRęcznik obrzędowy z miejscowości Augustowo

Ręcznik obrzędowy w swej tradycji towarzyszył człowiekowi przez całe życie – od narodzin po śmierć. Dwa końce symbolizowały początek i koniec życia, między którymi zostały zapisane przeznaczenie i los.

Zgodnie z tradycją pierwszy ręcznik otrzymywało się po urodzeniu wraz z Patyczkami Wiergu. To wyjątkowe ozdobne płótno było obecne również w tak ważnych chwilach jak zapleciny, swadźba i wesele, święta rodzinne i religijne.

W chwili gdy chrześcijaństwo eliminowało Wiarę Przyrodzoną Słowian adaptowano ręczniki jako element kóry dawano noworodkowi po chrzcie. W ten sposób obrzędowe pogańskie ręczniki Wiary Przyrody przetrwały obcą wiarę.

Obecność ręcznika w obrzędach związanych z zaślubinami była bardzo ważna. Obowiązkiem każdej panny młodej było wniesienie z posagiem własnoręcznie wyhaftowanego ręcznika. Jeszcze do lat 60. XX wieku zwyczaj ten był podtrzymywany. W uroczystościach zaślubin ręcznik odgrywał rolę swoistego przejścia w kolejny etap życia. Para młoda bardzo często podczas ceremonii zaślubin stała na przygotowanym przez dziewczynę ręczniku. Ślubna ikona również była otaczana haftowanym ręcznikiem, a następnie zawieszana w domu męża.

recznikRęczniki obrzędowe ze wsi Grajewo

Natrafiamy tutaj na inny zwyczaj – dokumentowania ślubu-swadźby: ikonę ślubną, czyli to co jest kontynuowane w całej Polsce dzisiaj, jako albumy zdjęć ślubnych i filmy ślubne, nakręcane w różnych miejscach jako pamiątka tego ważnego wydarzenia. Namawiamy oczywiście także wszystkie pary słowiańskie które się wiążą w obrzędzie swadźby do kontynuowania zwyczaju haftowania dla noworodków ręczników i dla pary młodej także, oraz urządzania obrzędu swadźby na ręczniku i z ręcznikiem obrzędowym w roli głównej. tym ręcznikiem para związuje się w węzeł małżeński, w nowy ród, nowe gospodarstwo.

Obrzędowy ręcznik towarzyszył także zwyczajom pogrzebowym. Obwiązywano nim na 40 dni ikonę nad łóżkiem zmarłego. Wierzono bowiem, że w tym czasie dusza znajduje się jeszcze w obejściu. W zwyczaju również było wkładanie ręcznika do trumny oraz obwiązywanie nim krzyża pogrzebowego, który prowadził zmarłego na wieczny spoczynek. Obrzędowy ręcznik nie był zwykłym kawałkiem materiału, ale stanowił wyraz łączności człowieka z Bogiem i przodkami.

bildeRęcznik obrzędowy z powiatu bielskiego, z gminy Orla (fot. bielskirecznik.pl)

Obrzędowy ręcznik bielski jest jednym z ważniejszych wyznaczników kultury i tradycji Ziemi Bielskiej. To wyjątkowe płótno jest związane z bardzo ciekawymi zwyczajami. Niepowtarzalne i piękne zdobnictwo płótna świadczy o ogromnym bogactwie kulturowym i wspaniałej obyczajowości mieszkańców tych terenów.

Obrzędowy ręcznik bielski wiernie towarzyszył życiu mieszkańców gminy. Stanowił ważny element podczas wielu uroczystości, ale także w życiu codziennym. By zapewnić sobie urodzaj plonów gospodarz wychodził na siewy przepasany ręcznikiem. Również pierwszy ścięty snop zboża był otaczany tym niezwykłym płótnem. Ręcznik był podstawową ozdobą podczas świąt dożynkowych, wielkanocnych i innych.

Bardzo często zdobiono nim święte obrazy – ikony, przydrożne i cmentarne krzyże i kapliczki. Zgodnie z wierzeniami ręcznik miał także chronić przed złem.

Najstarsze ręczniki zdobiono haftem tkackim i krzyżykowym w kolorach czarnym, czerwonym i niebieskim. Głównie dominowały wzory geometryczne, ale często pojawiały się także napisy cyrylicą – sentencje lub inicjały twórczyń. Z czasem na ręcznikach haftowano różnokolorowe motywy kwiatowe i zwierzęce. Brzegi ręczników ozdabiano koronką szydełkową.

Obrzędowy ręcznik bielski miał na ogół długość od 1,5 do 3 metrów.

Do dziś zachowały się ręczniki obrzędowe nawet z 1920 roku. Można je podziwiać w Muzeum w Bielsku Podlaskim. Dzięki staraniom funduszu Lokalnego na rzecz Rozwoju Społecznego można obejrzeć je także w Internecie. Zebrane z podbielskich wsi ręczniki zbadano pod kątem autorstwa ich wyrobu, daty i miejsca powstania.

aaabilde

W Podlaskiem powstała baza internetowa ponad 400 wzorów takich ręczników z południowo-wschodniej części regionu.

Ręcznik obrzędowy pełnił, jeszcze do niedawna, ważną rolę w życiu społeczności wiejskiej na Podlasiu. Młode panny szyły go z przeznaczeniem na posag, w nim „chowała się” dusza po śmierci, służył także jako ozdoba ikon.

Muzeum w Bielsku Podlaskim oraz Fundusz Lokalny na Rzecz Rozwoju Społecznego stworzyły specjalną bazę internetową ręczników obrzędowych z terenów powiatów: bielskiego i hajnowskiego w województwie podlaskim. Dotąd opisanych i sfotografowanych zostało ponad 400 ręczników zachowanych w domach prywatnych, parafiach czy świetlicach wiejskich.

Jak powiedziała w rozmowie z dziennikarką PAP kierowniczka oddziału Muzeum Podlaskiego w Bielsku Podlaskim Alina Dębowska, taki ręcznik występował w całej Polsce, jednak w Podlaskiem tradycja była mocno zakorzeniona, dzięki zamieszkującej te tereny ludności prawosławnej. Kultywowana była jeszcze w latach 50. i 60. ubiegłego wieku.

Dodała, że ręcznik występował także w katolickich wsiach, jednak nie odgrywał znaczącej roli, ani był tak zdobny, jak w prawosławiu. Zrobiony był zawsze z białego płótna, a zdobiono go zarówno koronką, jak i haftem z motywami kwiatowymi.

Dębowska powiedziała, że ręcznik obrzędowy miał nie tylko znaczenie jako wytwór kultury materialnej, ale przede wszystkim kultury obrzędowej i rodzinnej, związanej z cyklem rocznym.

Ręczniki bardzo ważną rolę odgrywały w obrzędzie zamążpójścia. Zgodnie z tradycją, młode kobiety w wieku 14-16 lat miały obowiązek przyszykować kilka ręczników jako swój posag. „Był to symbol rodu, symbol trwałości rodziny, ale miał też pokazać młodą kobietę jako dobrą gospodynię, osobę zaradną, pracowitą i zdolną” – dodała Dębowska.

Ręcznik pełnił też ważną funkcję podczas ślubu i wesela. Umieszczano go na drodze, po której przejeżdżała furmanka, a później także samochód wiozący młodych do ślubu. Dębowska powiedziała, że był symbolem granicy – „przejścia młodej kobiety w stan zamążpójścia”.

W cerkwi młoda para stawała na takim ręczniku, co miało zapewnić nowożeńcom dobrobyt. Ręcznikami ozdabiano również ikony w świętym kącie i najważniejszych gości – marszałka czy starostę weselnego. Na ręczniku młoda para stawała także na progu domu weselnego, gdzie witano ją chlebem i solą.

Po ślubie, młode gospodynie wchodząc do nowego domu ozdabiały ręcznikami ikony, ściany czy lustra, chcąc w ten sposób pokazać swoje bogactwo. Jak dodała Dębowska, jeśli młoda kobieta nie chciała wyjść za mąż, mówiła, że nie ma jeszcze przygotowanych ręczników.

Tradycyjnie też każda kobieta musiała zachować jeden ręcznik „na śmierć”. Umieszczano go wówczas w trumnie. „Prawosławni wierzą, że dusza po śmierci, przez 40 dni, nie ma gdzie się podziać i szuka swojego miejsca, dlatego chowa się pod takim ręcznikiem na ten czas” – wytłumaczyła Dębowska.

Dodała, że także trumny małych dzieci były przenoszone do grobów na ręcznikach, które pełniły w ten sposób rolę granicy między światem żywych i zmarłych. Ręcznikami ozdabiano również krzyże przydrożne, czy krzyż, który niesiono w kondukcie pogrzebowym.

Dębowska powiedziała, że choć obecnie odchodzi się od tej tradycji to jednak są osoby, które nadal ją kultywują. Prezentują ręczniki babć i prababć na weselu, inne specjalnie na tę okazję zamawiają zrobienie takich ręczników. Dodała, że obecnie też jest moda na zdobienie ręcznikami tzw. weselnych stołów z regionalnym jadłem.recznik22a

Wzgórze Brzoskwińskie, Skała Krzywy Sąd i Złota Polana

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 24 Lipiec 2013

brosk DSC01531Ze Wzgórza Brzoskwińskiego widok na Wzgórze Nielepickie – latobrozsk DSC01530Wzgórze brzoskwińskie lato

brozsk DSC01528Awaks – na szczycie Góry Brzoskwińskiej, podobnie jak na Wzgórzu Demonów w Zabierzowie

brzosk sad złota pola DSC01514Sady Złotej Polany

brzosk DSC01520Widok ze Złotej Polany w stronę Tyńca i Tatr

brosk widok ze z złotej polany DSC01517Ze Złotej Polany na Tyniec  i Oświęcim

brzosk widok zlota polana DSC01518Na dalekim planie widać jeziorko nad którym nigdy nie byliśmy, w tej okolicy są duże stawy rybne, ale to jest wyraźnie naturalne oczko.

DSC01120kompr

Skała Krzywy Sąd wczesna wiosnaDSC01121kompr

Święty Buk o dziesięciu pniach na Skale Krzywy Sąd – wiosnaDSC01123kompr

Bukowy gaj i skałyDSC01136kompr

Święty Gaj wzgórza Krzywego Sądu (Kriwdy-Sądzy)DSC01143kompr

W tle stawy rybne gospodarstwa AleksandrowiceDSC01146kompr

Awaks Wzgórze Brzoskwińskie – wiosnaDSC01150kompr

Awaks ukryty w lesie, ale jest widoczny z róznych stron i różnych wzgórz w okolicy, jak na dłoniDSC01151kompr

Wzgórze Brzoskwińskie – wiosnaDSC01153kompr

To samo pole rzepaku i widok co na początku ale wczesną wiosna – dzień pochmurny (na Wzgórze Niepelickie)DSC01160kompr

Przyroda tego okresuDSC01166komprPierwsze zawilce

DSC01289kompr

Pierwsze przylaszczki

DSC01290kompr

DSC01291kompr

DSC01297kompr

DSC01298kompr

DSC01300kompr

DSC01301bezkompr

Wzgórze Zabirów i Wzgórze Demonów w Zabierzowie (także wołanie słońca z 1 04 2012) i fragment 24 Taji

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 23 Lipiec 2013

zab DSC01540Dolne wzgórze, czyli Wzgórze Zabierzowskie (Zabierzowianie to potomkowie dawnego plemienia wojowników Zabirów (zapisanych przez starożytnych jako Sabirowie). Ozdobione oczywiście krzyżem na długiej nodze. Jednak to nie ono jest wzgórzem Zabirów – Demonów, zduszów tych wojownikó oddanych Żabikrukowi (Zabi Krukowi – Zabirowi Krukowi)

zab DSC01543To bajeczne wzgórze z kamieniołomem zamienionym częściowo na małe oczko wodne i bujną roślinnością oraz lasem składa się z dwóch wyniesień. Pierwsze z krzyżem, wyrasta ponad samym miasteczkiem, które jest dzisiaj praktycznie dzielnicą Wielkiego Krakowa, tylko formalnie nie włączoną do samego miasta, suburbium.   

zab DSC01542Dzisiaj praktycznie od Krakowa do Katowic ciągnie się jeden wielki teren zabudowany, aglomeracja która praktycznie łączy się w jedno miasto Krako-Katowice. Widać do zwłaszcza gdy się jedzie nie autostradą a szosą olkuską.

zab DSC01537Malownicze niższe wzgórze – Zabirów jest także terenem stadniny koni, częściowo pokrywa je piękny las, w którym wciąż można zbierać grzyby. Jest to teren leśno-parkowy, a grzbiet ciągnie się od Skały Kmity czyli od Mydlnik i Bronowic od Rudawy aż do Krzeszowic i Tenczynka, po lewej stronie szosy do Trzebini. Zabirowie maja swój ciekawy epizod w dziejach okolicy i dziejach mitycznych Europy. Przytoczmy go tutaj:…

zab DSC01551W końcu wskutek nadmiaru powodzenia wydało się Zobirajowi, że nikt nie ma nad nim władzy i nie
będzie końca jego panowaniu. Wtedy to ogłosił, że On i tylko On jest twórcą i dawcą wszelkiego
dobra. Kiedy tylko wypowiedział te bluźniercze słowa, oddzieliła się od niego chwarena, świetlisty
blask boskiego ichoru go opuścił, a z nią opuściła go także moc czynienia dobra. Wtedy w jego
duszę zstąpiła natychmiast ciemna siła – żądza chciwości i tak oto dopadła go Chtota, opanowując
niepodzielnie jego umysł i serce. I zmienił się nie do poznania w jednej chwili.
zabr pow 20 prDSC01585

Wzgórze Demonów – górne wyniesienie – awaks

Zaczął się wtedy w Nurusji zupełnie inny czas – ciężki, kładący się na piersiach nieznośnym
uciskiem. Zobiraj-Zober powołał do życia nową gromadę, która nie miała nic wspólnego z Wiarą
Przyrody, a stanowiła jego przyboczną drużynę kapłów-wojów, a w istocie nie kapłów jeno
poborców opłat i strażników dóbr, wtajemniczonych w Czarne Tany. Wkrótce rozrośli się oni
w plemię, które nazwano Zabirami, Zabarami lub Zbirami, jako że zbierali daniny dla Zobera,
byli Zoberowym wojskiem, a także jeżeli ktoś nie miał dani, zabierali mu to, co miał.

zab pszcz DSC01544Nazywano ich tak również dlatego, że pochodzili z Obrów-Obarysów po Bierle I Obarysie, czyli z Bierygów
Zerywańskich, a zamieszkiwali ze starodawnymi zerywańskimi Harami, głównie ziemię nad
Orolem i dalej na wschód od tego jeziora, za ziemiami Harów. Ponieważ Zabirowie budzili
powszechny gniew, Zobiraj-Zober nadał im osobną ziemię i założył obwar Zabierzów niedaleko
Caroduny-Krakowa, gdzie zamieszkali razem ze swoimi zadrugami.

zab DSC01553kompr
W ślepej żądzy posiadania i bogacenia się nałożył Zobiraj-Żabikruk daniny na wszystkich i za
wszystko: na chłopów za uprawę roli – częścią zbiorów, na rzemieślników – od wyrobów
garncarskich, tkackich, kościanych, kamieniarskich oraz wyrobów z metali – broni, ozdób, naczyń,
narzędzi, przedmiotów użytkowych, częścią wytworzonych dóbr. Zaraz potem umyślił sobie, że
trzeba mu płacić za każdy osobiście dobyty ułomek kruszcu i rudy, za każdą piędź soli i innych
dobytych z ziemi dóbr, częścią tychże dobytych dóbr.

zab bolo DSC01571kompr
W swoich działaniach wzorował się na Widnurze I Wodynie i Bierle I Obarysie, kiedy ci
ustanawiali gromadę charonów-ochronów i kazali sobie płacić za przewóz dusz zmarłych
w Zaświaty. Żabikruk jednak twórczo rozciągnął ów wzór na wszelakie przejawy działania. Jego
opłaty polegały głównie na zaborze części wytworzonego mienia, a zbierali je we wszystkich
stronach Zabirowie i nieśli do tajemnych zamyków, jaskiń, czeluści, do składów kniagińskich
w Beszczu, do skryntu-skrzętu w Dzielnicy i do Zobirajowego skarbca. Tego było już Nurusom
i innym okolicznym Sistanom za wiele.

zab DSC01575komprWzgórze Demonów – Górne wzniesienie Zabierzowskie, przy awaksie.

Od tej chwili odwrócili się od niego wszyscy poddani, a Kiełtowie, mieszkający w sistańskich
ziemicach Nurusji, Lęgii i Dachji, stali się głównymi wrogami starego króla.

…..

zab obr DSC01577komprkoniecznie powiększ

Krak III Żabikruk-Zobiraj był długowiecznym władcą, żył dwa Koła Wieków12 i wcale nie oddałby
władzy nikomu przed zakończeniem żywota, gdyby nie nastąpiły nowe dziwne wydarzenia.
Nagromadził tak olbrzymie skarby, że czuł się stale zagrożony. Nie bardzo wiedział, gdzie ma
je schować, żeby były od innych bezpieczne.

zab pow DSC01594kompr

Im kto mu był bliższy, tym się mu zdawał bardziej
niebezpieczny dla owego skrzętu. Im bardziej chorzał na ciele, tym gorzej rozpłomieniała się jego
dusza. Jego umysł trawiony był coraz bardziej zapiekłym lękiem. Najpierw zrobił się podejrzliwy
wobec zadrug i pobratymców Harów, potem zrobił się podejrzliwy wobec wiernych sobie drużyn
mogilańskich, na koniec kazał wyciąć w pień dowódców oddziałów Zabirów, bo mu się zaczęło
zdawać, że za dużo wiedzą. Ponieważ przestał ufać swojemu rodowi i własnym przybocznym
wojom w Carodunie, przeniósł się do Beszczu.DSC01167kompr1 kwiecień 2012 – Wołanie Słońca

W tym czasie olbrzymie zamczysko na sztucznie
usypanej wyspie pośrodku wiślanego rozlewiska było już pobudowane, a Beszczami rządzili
beszczańscy Kiełtowie. To ciekawe, że na koniec zaprzyjaźnił się z tymi, których na początku
swoich rządów najgorliwiej zwalczał – z Kiełtami. Niektórzy kapłani-woje z gromad świtungów,
kosezów, wicikowitów, jughasów czy withasów powiadają wprost, że Kiełtowie kupowali jego
zaufanie mocno podsypując mu złotem i drogimi kamieniami, a Zobiraj był już wtedy całkowicie
zaślepiony i opanowany przez Chtotę-Chciwość.

DSC01168kompr
Zabrał ze sobą Zobiraj-Zober Bierło II Żabikruk do zamyku Beszcz Zabirów i wtajemniczonych
Kiełtów z Beszczów (tylko Kiełtów, a nie Słowian, mimo że jedni i drudzy byli pomiędzy nimi),
a także Bierygów, którzy uciekali na północ przed Romajami z Wyspy Skryty. Ten obwar nazwano
Tynem Żabikruka albo Mogiłą Zobera-Zobiraja. Tam przenosił nocami ze wszech miejsc w Wiślanii
swoje skarby nagromadzone z danin. Tam przesiadywał nad nimi dzień i noc, sycąc wzrok ich
blaskiem w ogniach pochodni, otoczony strażami Zabirów i zbrojnym zaciągiem Kiełtów.

DSC01172kompr
Tam go w końcu Beszczowie i Zabirowie niczym więźnia trzymać poczęli, pod pozorem że bezpieczniej
będzie dla skarbu, gdy go Żabikruk nie będzie opuszczał. W jego imieniu rządy zaczął sprawować
Kiełt Tarna Dywas, mieniony przez słowiańskich pobratymców z Beszczów Czarnodywem.
Wkrótce na rzecz owego Tarno-Dywasa specjalnym nadaniem zrzekł się Krak III Zobiraj-Żabikruk
całej władzy po to, żeby móc w skarbcu dłużej siedzieć. Zapisane też zostało, iż po bezpotomnej
śmierci Żabikruka koronę Nurusji obejmie ów Dywas.

DSC01180komprBezpotomność Żabikurka była już wtedy
przesądzona, ponieważ był nie tylko sędziwym starcem, ale też osobą porażoną splątaniem
i niemocą, a żadnych dzieciców się do tego czasu nie dorobił.
Nie tak to miało być w zamiarze Czarodany, nie tego chciał zapewne Krak Nur i Kyj Buda Rusy.
Czy tego chciała Perperuna? Trudno powiedzieć.

DSC01182kompr

Zabirowie – wojowie-skarbnicy Zobiraja musieli się chronić przed gniewem Nurusów ucieczką
nad Dunaj. Tam osiadła duża ich grupa wraz z kobietami, dziećmi i starcami, których wzięli
ze sobą. Tam stworzyli całkiem osobne plemię, znane dobrze także Romajom. Duża gromada
plemienna Zabirów wróciła poprzez stepy nad Jezioro Orol. Tylko nieliczni, ci którzy zawsze
przestrzegali zasad uczciwości wobec ludu nuruskiego, pozostali w rodzinnym obwarze
Zabierzowie i okolicy Caroduny.

DSC01195kompr

Zabirowie znani byli Romajom i zostali zapisani w ich kronikach w zniekształconym brzmieniu jako Sabirowiea.
Ci Zabirowie, którzy uszli przed gniewiem Nurusów w stepy, częściowo osiedli nad Donem, częściowo nad
Taja dwudziesta czwarta – Przypisy – Dzieje Nurusji. Stara i N owa Ziemica Nurusów 615
Dunajem a największa część wróciła nad Jezioro Orol (Aral). Późniejsze dzieje i kroniki romajskie odnotowują
ich jako Abarów, Harów-Hawarów-Awarów.

DSC01198 bez kompr sniegPowiększ a zobaczysz taniec śniego-świetlików

DSC01199 bez komprpowiększ

DSC01208bez komprpowiększ

DSC01221bezkomprpowiększ

DSC01228bezkomprpowiększ

DSC01231bezkompr

powiększ – rozległy widok na Kraków i płatki śniegu

Na wzgórzu Demonów spotkała mnie kiedyś iście demoniczna przygoda w samo południe, kiedy samotnie wybrałem sie z moim pieskiem samochodem, pod nieobecność innych bliskich mi osób, ale o tym opowiem innym razem, bo cza chyba jeszcze nie jest po temu właściwy. ( powiększ)

DSC01233bezkompr

godzina 12.45 (powiększ)

DSC01234komprpowiększ

DSC01237kompr

DSC01239kompr

DSC01241kompr

DSC01243komprOłtarz ofiarny

DSC01245komprOłtarz po środku miejsca zborów

DSC01246komprołtarz, miejsce żertw

DSC01247komprpłyta ołtarza

DSC01259kompr

DSC01269kompr

DSC01272kompr

DSC01273komprWidać błękit nieba odbitego w wodzie

DSC01283kompr

Bazyliszek Warszawski czyli Ptakowężyca (Matka Scytów-Skołotów) oraz Kuroliszek, czyli (bałtyjska Kurke i polski Kur) – wizerunki i podania


bazyliszek Wenceslas_Hollar_-_The_basilisk_and_the_weasel

Wacław Hollar – bazyliszek

Lisz, liszek

– bogun służebnik , duch pomocniczy Bogini Licho – Tej Która Porywa i Ukrywa Rzeczy, jednej z Bogiń Plątu – Koszu Przeznaczenia i Przypadku i Żądzy

bazyliszek_2

Bazi (liszek)

baza – podstawa, czyli podstawowy los-kosz; włoskie: basta – starczy  (wystarczające), podstawa; bazia – koszka (odmieniacz bazykoszu-losu), bazia – bagnię (badyl z koszkami), gałązka kotkowa – roślina symboliczna bogini Licho; basia – kot-koszka-basia,  kotka, bazia – owca, kot Bazyli – kosz – kot nosiciel losu-koszu, kot i owca zwierzęta symboliczne bogini Licho, bastara (baztara) – coś pośledniego, lichego, byle jakiego, bękart – spłodzony byle jak i byle gdzie, bas-tarma – suszone mięso wożone pod siodłem – podstawowa racja żywności wojownika, Bastarnowie (Biesotarnowie, Baz-Tarnowie)  – plemię słowiańskie uważane przez naukę XX wieku za celtyckie, bez (bes) – berz, biorący, odbierający, stąd bessa – utrata,  bies – zły, demon złego losu, Bies-skidy (Bies-kędy) – Ścieżki Biesów, Bieszczady – góry Biesów i Czadły (Oczadły). Bez-  roślina demonów (bez czarny – bas-tarny)

Bazyliszek_by_FanDragonBall

Kur-Kurka

Kurka to niby samica Kura, ale Kur to nie jest zwykły kogut tylko kogut magiczny – Kur czerwony – ogień, Kur szczerozłoty znosił po nocach skarby do domu gospodarza albo strzegł skarbów, pianie Kura jest związane ze wschodem słońca – Kurka to u Bałtów wręcz bogini: Kurke. Kurek to patron Bractw Strzelców – Bractwo Kurkowe – bractwo strzeleckie do obrony miasta powołane z cechów rzemieślniczych – Król Kurkowy to Sarmata który nosi przed sobą Złotego Kura na złotym łańcuch u piersi. Kura magiczna znosi złote jajka. Jajko jest święte itp.

Kurka to niby zwykła Biała tylko potężna Kura – Matka Istów (Bałtów, Jętów),  tak jak i Kruki – Ojcowie Słowiańskich Ludów,  są też Białe i Ptakowężyca Kąp-Torga (kap – kapła – kapłon – kapłan, kapalica – ofiara, kaplica – dom ze słupem-kapem pal-wanem boga zadaszonym, dom zwieńczony kurkiem).

Kurki zdobią szczyty ważnych budowli u Słowian, w folklorze Rusi to jest mocno zachowane, u nas domy straży pożarnej i kościoły drewniane czasami, u Łużyczan tzw świetlice – czyli domy gminne, wspólnoty wiejskiej, plemiennej Domowiny – jest to ptak światła, ognia, nieba, słońca. Współcześni warszawiacy nie wiedzą że ich bazyliszek to echo scytyjskiej Matki Kąptorgi (grecy podają mit późniejszy, o Torgi Taos  – męskim. Torga – to worek, torba, macica, miejsce przechowywania relikwii i amuletów. Kaptorga – to puzderko srebrne na łańcuszku lub skórzane wieszane na szyi z amuletem wewnątrz.)

słowo kur – znaczyło także członek. Według Brucknera wyraz przybył ze wschodu z Asyrii (Ozerii) i Babilonu (Wawlilonu), zatem z krajów o mieszanej ludności scytyjsko (ario-słowiańsko)- semickiej, i takimż mieszanym języku. Tak pisze Aleksander Bruckner: „Homer słowa kur wcale jeszcze nie zna, Grecy dopiero w 7 wieku przed Chrystusem go nazywają; tem dziwniejsze nadzwyczajne znaczenie, jakiego w obrzędach religijnych i przesadach nie tylko na całym Wschodzie, ale u nas i na Litwie ten „wieszcz dnia” i przepędzacz złych duchów nocnych zażywa.   Perskie (prascytyjsko-słowiańskie) churos -kur – kogut. Dlaczego? Bo on przepędza światło nocy i obwieszcza światło dnia; Hors – Chors odchodzi z nieba wraz z pianiem kura.

Kurig – drużba , a więc ma związek z obrzędem weselnym tak jak i nazwa członka męskiego (przyrodzenia) – kurac, kurzec, kurec. Kurasz – napój upajający odurzający, kurdesz, kurant – taniec obrzędowy, kurant – trel, śpiew, zaśpiew modlitewny, kurderstwo – braterstwo, kury palić – iść w konkury, kon-kury – zaloty, kurciański – wszeteczny, rozwiązły. Kurować i kuratela – związane ze zdrowiem i prawem – opieka, ochrona, troska.

Bazyliszek2222

Z Księgi Ruty:

strona 64:

Są trzy różne wykładnie korzeni ludu Mazów:
Jedni, zwłaszcza zaklinacze i znachorzy mazowscy z kącin w Szurpiłach przyznają się do przytoczonego
rodowodu plemienia – od Męża i Maży-Mażeny z Zerywanów. Nie uznają oni podania przekazywanego przez
Lęgów i Morawian, z którego wynika, iż pochodzą od zupełnie innego męża, króla zwanego Mądochem, który
uciekł od Łukomorzan ze swoją drużyną i założył nowe plemię Mądochów. Z tego to plemienia przez pąpy
miało się odrodzić plemię Mężogątów, a w nim miała się narodzić Maza-Mazja, od której pochodziły wojownicze
Mazonki i nazwa plemienia Mazi – Mazochy, Mazowie, a potem też Mazowszany.
Wydaje się możliwe, że spór bardziej dotyczy kwestii czy Mąż-Mądoch był Zerywanem czy Łukomorzanem,
bowiem ciągłość wszystkich plemion pozerywańskich (starokolibańskich) wywodzi się od Dwunastu Suk
i Dwunastu Odyńców, którzy uwili pępy-pąki w ziemskim Warze – Nowej Kolibie, a potem wzlecieli jako Kruki,
Kurka i Kąptorga.

…W ten sposób przedstawiają też sprawę
w Taji Siedemnastej Księgi Tura żercy Zagątów ze Slania. Powiadają oni mianowicie, że Mazonie pochodzą od
Maży Istyjskiej, córki Jisty odrodzonej przez pąpy w Kąptordze lub będącej wręcz odwieczną Kąptorgą, czyli
Wielką Wężycą Skołotów.

Część kapiszt łyskowickich twierdzi (za kudiesnikami skołockimi i sakijskimi), że Maża była Wielką Wężycą, znaną
pośród nich jako Wielowęda lub Kąptorga.
Postać Wielkiej Wężycy, w którą się miała Maża na koniec wcielić, występuje w każdej z pozostałych wersji
podań na temat rodowodu Mazów i odrodzonej Maży w Nowej Kolibie.

Basilisk_aldrovandi

strona 157

Powiadają też czarownicy skołoccy zwłaszcza z plemienia Szczytów z wyspy Szczytii i Oralów
od Gór Kamiennych (Uralu), że jedna stwolica Ptakowężyca, jako trzynasta istota zrodzona
z kaczanu, przetrwała żywa, a zwano ją Kąptorgą. Z niej mieli się w Nowej Kolibie narodzić
wszyscy Skołoci i pójść wszystkie rody królewskie Wielkiej Skołotii. Jednakże żadna inna kapiszta
Wiary Przyrody tego nie potwierdza.

Basilisk9

strona 197

Wtedy to romajskie zapisy, które do tej pory zwały Królestwo Sis Wielką Skołotią (czyli Wielką Scytią), zaczęły
używać nowej nazwy – od ludu panujących Serbomazów. W romajskim zniekształceniu zapisywano to jako
Sarmatia, Sauromatae, co miało oddawać Sermazja, Sarmazja, Sarmatja – czyli Sarmacja. Romaje, nie potrafiąc
sensownie wyjaśnić znaczenia tego słowa, próbowali wywodzić je od „Sauroma/thv,”, – Safromatis (Savromatis)
czyli „Jaszczuroocy”. Nie należy też ich miana wywodzić – jak to się współcześnie powszechnie, acz bezmyślnie
czyni – od staroperskiego (staroirańskiego) Sarumatah – Łucznicy, ponieważ używanie łuku było powszechne
w starożytności i nie mogło być nazewniczym wyróżnikiem spośród innych ludów i plemion również używających
łuków. Serbomazowie nie wynaleźli łuku, ani nie zaczęli go używać pierwsi na świecie, ani na większą skalę niż
na przykład Kutaje-Kitaje (Chińczycy) albo Monżgołowie (Mongołowie).
Herodot wywodził ich miano od Jaszczury i Jaszczuroocy, ponieważ miał w pamięci pochodzenie Skołotów
od Wielkiej Wężycy Kąptorgi, a potwierdzały to, jego zdaniem, używane przez nich chętnie na stanicach i
w herbach znaki węża – Żmija i Smoka. Już Herodot jednak w V wieku p.n.e. pisał, że pochodzą oni od
zmieszanych Skołotów i Mazonek (Scytów i Amazonek) znad Morza Mazowskiego. Miano to jest wzięte właśnie
od połączonych nazw ludów, które dały im początek: od ludu Skołotów-Serbów i plemienia Mazów – Mazonek
(zwanych przez Romajów Amazonkami). Oznacza ono szczep połączony, złożony z Serbów i Mazów, czyli szczep
ludu Serbomazowskiego i oznacza także nazwę ziemicy serbomazowskiej Serbomazowia. Ta ziemia i lud Serbo-
Mazów nazywane też były przez inne ludy i szczepy Królestwa Sis Serdomazami (od serdce – serce, środek),
Serdco-Mazami, Średcomazami i Sredomazami albo Sermazami. Tak więc ich ziemia pierwotna nad Morzem
Mazów nazywana była w Królestwie Sis Serbomazja lub Serdomazja, czyli też ziemia Serbów i Mazów albo
Ziemia Środka, Ziemia Serdeczna – bo była to ziemia ludzi serbych – pobratymców, krewnych i przyjaciół.
W późniejszym okresie ich siedziby leżały w Serbo-Mazowii, którą, gdy Serbowie odeszli, zaczęto nazywać
Mazowią – Ziemią Mazów i Mazonek.

basilisk_by_verreaux-d35v57q

strona 288 – 289

Sześciu Kruków, Kurka i Wielka Wężyca Kąptorga
W tym podaniu jest tylko jedno odmienne wydarzenie niż w Baju o Sześciu Krukach i Kurce.
Podanie niniejsze uznają zarówno potomkowie kapiszt Glenia, Winety, Nawaronu, jak
i guńskiego Sistu i skołocko-nurskiego Waru, a także i kątyn Szwintoroga znad Wilii, dawańskiej
Serbomazogątuzy i potomków Burów znad Ilmenia. Guniowie i Szczytowie, wnoszą do tej
wersji jeszcze jedną swoją poprawkę. Podanie to uznaje Sorobomazów za Słowian-Wenedów,
pochodzących od Kruków.
Zatem, według tej wersji, z pępów wylęgła się nie szczęśliwa siódemka bytów, a pełna ósemka.
Było pośród nich w rzeczy samej Szczęsnych Siedem Ptaków (Sześć Kruków i Jedna Łabędzica),
a prócz tego jedna dwukształtna wodna Ptako-Wężyca – Kąptorga. Wszyscy oni rozeszli się po
różnych ziemicach, a Ptako-Wężyca podążyła na wschód. Wszyscy oni złożyli też w zaczarowanych
gniazdach czarowne jaja-zaródy z wieloma żółtkami. Z jaj Kruków wylęgły się ludy Słowian-
Wenedów, z jaj Kurki Białej wylęgły się ludy Istów, zaś z jaj dwukształtnej Ptako-Wężycy Kąptorgi
wylęgli się Skołoci: Szczytowie-Kunowie, Pralęchowie i Orowie-Warowie. Tych zwano Mieczem
i Batem Wielkiej Skołotii
Tak więc ósma była Wężyca o imieniu Kąptorga, nazwana potem Straszną Matką lub Wielką
Matką Wężów-Warów, Kunów-Guniów, Pralęchów i Szczytów-Skołotów. Z tych to potomków
Wielkiej Wężycy wyrosły pierwsze rody królewskie Nowej Koliby – Lęgii. Miała ona bowiem
trzech synów: Lipoka, Karpoka i Kołaka.
Jeszcze inne pochodzenie Wielkiej Wężycy Kąptorgi, zwanej też Torgą i Trytoną
Kapłani Guniów i Szczytów ze Skołotów kategorycznie stwierdzają, że Ptako-Wężyca Kąptorga,
którą uważają za Wielką Matkę Nowej Koliby, nie pochodzi z Jaskini Lęgu. Ma ona być jedyną
przetrwałą jako inożyca potomkinią w prostej linii starodawnych Zerywanów.

Narodziła się z Kąpy, jedynej istoty żeńskiej ocalałej po zarodzie ze szczap Drzewa Świata,
dokładnie wtedy, kiedy narodzili się Stwolinowie. Dały jej początek te same szczapy, które ukradł
Kupała-Dziwień i od których pochodzą Stwolinowie. Kąpa była inożycą ptako-wężycą i miała za
męża Torgę, wróża z Zerywanów. Przetrwała ona napaść bogów na Zerywanów, podobnie jak
stwolin Urusłan, zagrzebana w błotach, tyle że w błotach pozostałych po Morzu Białym.
Według kapłanów Skrytów z Wyspy Szczytii i ze Skryty, Kąpa była wcieleniem Gaji-Ruji, a więc
jednego z dwupłciowych, dwugłowych Kirów lub światłogońcem Gaji. Stąd jej inożny wygląd ptasiowęży.
Dlatego Kąpa z Torgą miała tylko trzech synów, a nie mnogie ludy i ci synowie musieli się
poprzez owe ludy i ich księżniczki odrodzić. Tak się oto stało, że urodziła Lipoka, Karpoka, i Kołaka.
Od niej pochodzą więc wszyscy Skołoci, a Słowianie-Wenedowie pochodzą od Kruków, a Istowie
od Kurki, lecz poprzez królów i księżniczki oni wszyscy są ze sobą spokrewnieni i zmieszani.
Według burskich przekazów z Itilu – Czarnego Grodu Koszan-Koszerów – Wężyca Torga jest córką
samego Peruna i wodnicy Kąpy-Dany, władczyni Danapru, zwanej też Bojarysą. Stąd Danaper
dwie posiada nazwy, jedni zwą go Danaprem, a drudzy zaś zwą go Bojarytynem (zagrodą Bojary).
Powiadają też, że imię Kąptorgi było Trytonia, czyli Trójduna, co może również oznaczać „na trzy
sposoby poczęta i zrodzona”. Powiadają także kosezowie z Kosowego Pola, że jej ojcem nie
był Perun, lecz Wodo, a matką boginka wodna, morska żona Wodo, Pani Morza Mazowskiego,
wodnica Kąpa. Kąpa jest siostrą Dany i Bojarysy.

basilisk_by_artstain

strona 306

Z jaj dwukształtnej Ptako-Wężycy Kąptorgi narodzili się Skołoci. Wylęgło się z nich trzech tęgich
synów – Lipok, Karpok i Kołak. Jako że byli równie piękni i mocarni, co potomkowie Kruków
i Kurki, szybko znaleźli pośród nich swoje liczne kobiety i takoż się z nimi pomnożyli.

basilisk..strona 319

Pierwsze Wielkie Kłamstwo Romajów – Kąptorga
Bogowie od początku byli wielkimi wrogami Wyrodomajów, co widać po tym, jak boginie
prześladowały Perprzechwałę (nazywanego przez Romajów Wsławionym Przez Herę –
Heraklesem), Skarabeusza (Tezeusza), Wydrę (Fedrę), Wyrodną-Orodnę (Ariadnę), Kudaja-
Kadzimąża (Kadmosa), Miodewę (Medeę) i innych, którzy zdradzili Skołotię i zdecydowali się
wziąć udział w Wielkim Kłamstwie. Ciążyło na nich przekleństwo bogów, nie tylko z powodu
Wielkiego Kłamstwa i podjętej wojny przeciw Skołotom, ale z powodu samego ich wyrodnego
przyrodzenia. Całe swoje powodzenie zawdzięczali bowiem Romaje zawsze wyłącznie Ciemnym
Mocom.
Pierwsze Wielkie Kłamstwo Romajów, głoszone przez nich buńczucznie jako najprawdziwsza
prawda, a w istocie bluźniercze i oszczercze, jest takie, że to ich król z ziemi rodomajskiej,
właściwie zerywański wyrodek – Wyrodomaj, jeden z założycieli ich romajskiego zbiegowiska
wyrodków, osadzonego na pustynnych, wypalonych skałach na zachodnim brzegu Morza Rodów,
jest ojcem wszystkich Skołotów.
Według nich miał on napaść ptakowężycę Kąptorgę w jej własnym naddnieprzańskim gnieździe
i posiąść ją na jej usilne żądanie. Podług ich słów, z tego związku zrodziło się trzech synów:
Gelon, Agatyrs i Skytes. A było to w romajskich opowieściach tak:
Gdy Herakles (Perprzechwała) uprowadził woły Geriona (Gieroja), odwiedził także Scytię
(Skołotię), kraj wtedy wciąż bezludny. Zasnął tam, a kiedy spał, jego konie zniknęły. Kiedy się
obudził, wyruszył na ich poszukiwanie i zawędrował do kraju Hylaji (Kałużji-Helizji). Znalazł tam
w jaskini potworną Echidnę (Kąptorgę), którą spytał, czy wie, gdzie są jego konie. Kąptorga
odpowiedziała, że ma je ona sama, ale nie odda ich, jeśli Perprzechwała jej nie posiądzie.
Bohater zgodził się, ale Kąptorga zwlekała z oddaniem mu koni, bo pragnęła jak najdłużej
zatrzymać go przy sobie. Kiedy w końcu je zwróciła i odchodził, oświadczyła, że ma z nim
trzech synów. Spytała, co ma z nimi zrobić – osiedlić ich w bezludnej dotąd Skołotii czy odesłać.
Perprzechwała pozostawił jej swój pas ze złotą czarą i jeden z łuków, każąc osiedlić tego, kto
będzie umiał ich używać, odesłać tego, kto nie będzie tego potrafił.
Gdy dorośli, Kąptorga (Echidna) nadała synom, według Romajów, imiona – Agatyrsos, Gelonos
i Skytes. Jedynie Skytes potrafił używać łuku i pasa Perprzechwały, osiadł więc w Skołotii i został
jej pierwszym królem.

Romaje mieli paskudny zwyczaj wszystkie ludy świata wywodzić od siebie i wszystkim znanym
w świecie postaciom przypisywać po romajsku brzmiące miana, imiona i przydomki. Próbowali
też poprzekręcać imiona wszystkich bogów na własną modłę, a wiarę w ich istnienie oraz
umiejętność czynienia ku ich czci obrzędów i ofiar wyłącznie sobie przypisać.
Na szczęście dzisiaj wszyscy już wiemy, jacy z nich byli łgarze. Poznaliśmy też, jak to było
naprawdę, na przykład z Karpokiem, Lipokiem i Kołakiem (Osikoszem), dzięki innym niż
romajskie wieściom. Wiedzę na ten temat czerpiemy dziś prosto z ust samych Skołotów, a także
od Windów, Medirczyków, Persów i Hatów z Hattuzy. Dzięki temu nie musimy dawać wiary tym
romajskim wymysłom i potwarzom.
Jest w najwyższym stopniu żałosne, że wyrodki zerywańskie, Romaje, próbowali sobie
przypisać zasiedlenie Królestwa Sis własnymi potomkami. Widać, że nawet nie słyszeli o sporze
o starszeństwo, jaki wiedli Skołoci z Medirami, a który opisali Miodewowie (Medowie). Nie znali
też przestrogi zapisanej w księgach Jugów (Judów), by ci mieli się na baczności przed straszliwym
wrogiem – Skołotami, odwiecznym i walecznym ludem z północy. Nie wiedzieli też, że w świętej
księdze Jugów (Judów) zapisano imię księcia-kagana Kołaka, gdzie był on znany jako Ośkłóda
(co zapisywali po judejsku Aszkuza, po persku zaś – Oskudra, po ozieryjsku-asyryjsku – Skuda,
Skłóda), syn Jawana (Jawi, Jaweta, Jątwędy).
Z całej powyższej opowieści o Perprzechwale prawdą jest jedynie, że do Ziemi Gierusów przybył
złodziej z Rodomachaji, nieznany z imienia, a ponoć Wsławiony Przez Herę, czyli żonę Peruna
– a więc Perperunę. Zdaniem kącin skołockich, tego Heraklesa od urodzenia prześladowała
Perperuna, zatem powinien się on zwać Perprzechwałą. Perperuna wiedziała o nim, zanim się
jeszcze narodził, od Bogini Przędzy Żywota – Mokoszy, jak bardzo jego czyny będą w przyszłości
szkodliwe dla ludzi i sprzeczne z wolą Nieba.
Rzeczony Herakles-Perprzechwała przybył do Królestwa Sis zwabiony prawdziwymi
wiadomościami, że Gieroj, kagan Rusów Czerwonych, czyli Gierusów, posiada największe na
świecie stada świętych krów-karmicielek pochodzących wprost od Świętej Krowy Zemuny.
Wędrując ku rozległym pastwiskom Gieroja, Perprzechwała zatrzymał się w Ziemi Oraczy, Polanii,
gdzie z powodu słotnych dni obozował przez dłuższy czas.
Któregoś dnia, kiedy mocno przysnął, utracił konie. Zbudziwszy się biegał po okolicy, aż dotarł do
Ziemi Kałużji, gdzie pojmały go straże Kąptorgi. Skamlał i błagał, żeby mu oddała konie i puściła
go wolno. Ta powiedziała mu, że je otrzyma, jeśli zdradzi jej cel swojej podróży. W końcu jej
powiedział, a ona potraktowała go tak, jak zasłużył, niczym tchórzliwego, zniewieściałego
romajskiego złodzieja. Posiadła go na sposób męski, jak dosiada się klaczy, a potem wynagrodziła
go za tę usługę setką byków i setką białych jałowic.

Oddawszy mu zaś konie, przepędziła go z Ziemi Gierusów i nakazała, żeby uprzedził wszystkich
Romajów, iż przyłapany na kradzieży wolność dostał z łaski, bydło zaś jako zadośćuczynienie za
usługi miłosne, jakie przez czas niewoli świadczył tej, która go pojmała, zwykłej kobiecie skołockiej.
I jedno i drugie otrzymał zaś po to, iżby znał hojność Skołotów i nigdy więcej nie próbował kraść
czegokolwiek z ich Ziemi. Jeśli ktoś czegoś od Skołotów chce, niech przyjdzie i kornie poprosi,
prędzej wtedy dostanie. Jeśliby jednak mimo tego próbowali inni z Romajów, jako on, dokonać
jeszcze raz tejże sztuki, niech sobie wpierw pomyślą: skoro tak został potraktowany wielki romajski wojownik i bogatyr Perprzechwała przez zwykłą skołocką kobietę, co też mogą uczynić z nimi,
bardziej poślednimi nieproszonymi gośćmi, mężowie tak wojowniczych kobiet.
Kagan Gieroj nawet się o całej sprawie nie zdążył dowiedzieć, a już była ona skończona.
Jednak kłamliwy Romaj Perprzechwała najwyraźniej zapomniał o przestrodze i przysiędze i nie
zaprzestał przechwałek. Przechwalał się, jakimż to bohaterskim czynem nie zdobył wołów Gieroja
i jakichż to miłosnych podbojów nie dokonał w Kałużji. Dał tym samym pierwsze świadectwo
złych zamiarów Romajów względem Królestwa Sis i potwierdził w całej rozciągłości, iż opinia
Ludów Sis o potomkach Wyrodomajów z Czarnymi i Czerwonymi Ludami jest jak najbardziej
słuszna.
To pierwsze wielkie kłamstwo stało się powodem nieuniknionych dalszych zatargów. Dar Kąptorgi
niespodziewanie dla Skołotów uczynił Romajów bezczelnymi i zachęcił ich do wypraw po łatwe
łupy. Jednak cierpliwość Skołotów, Słowian, Istów i Mazonek, chociaż jest wielka i wydaje się być
nieskończona, to jednak nie jest niewyczerpana i w końcu musiało dojść do wojny z Romajami.
Uderzenie harmii Królestwa Sis było szybkie i niespodziewane. Przyszło od północy i wschodu,
niczym cios błyskawicy Peruna. Jedyną przeszkodę w szybkości podboju stanowiło to, iż Romaje
rozproszeni byli po setkach skalistych wysepek i zatok. Wykorzystano jednak łodzie Tugomiry
i Stolemęża oraz flotę Męża II ze Skryty i posiłki, jakie mu przysłał w dorocznej daninie z obwaru
Miłowąda, jego najmłodszy brat Serpęto.
Klęska Romajów była całkowita i nałożono na nich wielki trybut w złocie. Co bardziej
buntowniczym rodom królewskim i kapłańskim nakazano także każdego roku oddawać na Skrytę
siedem córek i siedmiu synów po mieczu, którzy w danym roku osiągnęli dorosłość i mogli stać
się niebezpieczni dla Skołotów jako kolejni buntownicy.

baz 53077-bazyliszek-katarzyna-malkowska-1

 Z Wiki

Bazyliszek (gr. basiliskos, łac. regulus), czasem nazywany królem węży – mityczne stworzenie, pojawiające się w legendach, podaniach i bajkach wielu narodowości (także w Polsce).

Bazyliszek, wykluwający się z jaj, które składają siedmioletnie koguty, a następnie wysiadywany 9 lat przez ropuchy lub węże, może żyć wiele wieków. Według innych legend bazyliszek jest stworzeniem, które rodzi się raz na 100 lat z jaja złożonego przez koguta. Wyglądem przypomina olbrzymiego węża, kojarzony jest także z jaszczurką. Może osiągnąć do piętnastu metrów długości. Żywi się wszelkiego rodzaju ssakami, ptakami, a także większością gadów. Jest śmiertelnym wrogiem pająków. Do obrony służą mu kły oraz wręcz toksyczny oddech, przede wszystkim jednak znany jest ze swojego spojrzenia – kto spojrzy mu w oczy natychmiast zmienia się w kamień. Fakt ten w legendach był powszechnie wykorzystywany: bohater podstępem zmuszał bazyliszka, aby ten spojrzał w lustro lub w inny przedmiot, w którym może ujrzeć swoje odbicie, aby uśmiercić gada. Naturalnym czynnikiem, który może doprowadzić do śmierci bazyliszka jest pianie koguta. Zabić mogła go również łasica swoim zapachem[1].

Pliniusz Starszy w Historii naturalnej opisywał bazyliszka jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, później uważano również, że jest to czworonogi kogut, w koronie, o żółtym upierzeniu, ze skrzydłami, ogonem węża, zakończonym hakiem lub drugą kogucią głową[2].

Ponieważ bazyliszek zabijał wszystkie stworzenia, żył na pustyni. Pliniusz twierdził nawet, że jego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń[1].

Bazyliszek w literaturze popularnej

Bazyliszka wykorzystała J. K. Rowling tworząc powieść Harry Potter i Komnata Tajemnic. W powieści potwór w postaci wielkiego węża atakował uczniów Hogwartu. Po zamku poruszał się za pomocą rur kanalizacyjnych. Jego siedzibą była – legendarna, jak wcześniej sądzono – Komnata Tajemnic, umieścił go w niej Salazar Slytherin przed opuszczeniem zamku. Potwór miał być uwolniony z Komnaty, gdy do zamku powróci prawowity dziedzic Slytherina, aby oczyścić szkołę ze szlam. Bazyliszek zaatakował szkołę dwukrotnie – w latach 40. XX wieku, kiedy to zginęła jedna osoba, i pięćdziesiąt lat później (kilka ofiar zostało spetryfikowanych). Zapanować nad stworzeniem mogły jedynie osoby posiadające niezwykle rzadki dar porozumiewania się z wężami, tzw. wężouści.

Bazyliszek występuje też w serii książek fantasy Zapomniane Krainy. Przedstawiony jest tam jako wielki gad, polujący za pomocą kłów, pazurów, trującego oddechu i petryfikacji za pomocą spojrzenia (za pomocą bezpośredniego spojrzenia może nawet zabić). Spotkać go można m.in. w rozległym Podmroku, gdzie jako jeden z nielicznych potworów nie musi ukrywać swojej obecności.

Pojawia się także w piątej części cyklu Świat Dysku Terry’ego Pratchetta – Czarodzicielstwo, gdzie ginie w wyniku spotkania z Bagażem.

O bazyliszku (w opowiadaniu Granica możliwości), a także kuroliszku (opierzonym stworzeniu mylonym z bazyliszkiem) („Saga o wiedźminie” tom 5 „Pani jeziora”) wspomina również Andrzej Sapkowski. W Sadze o wiedźminie bazyliszek jest jadowitym stworem o długim, jaszczurczym ogonie; posiada sierpowate szpony, błoniaste skrzydła, a także ptasi dziób. Tego straszliwego stwora boją się nawet smoki. Jego skóra jest bardzo dobrym i bardzo drogim materiałem służącym do produkcji obuwia. Istnieją mity mówiące o jego umiejętności zmieniania ludzi w kamień za pomocą spojrzenia oraz o tym, że bazyliszek rodzi się z jaja zniesionego przez koguta, a następnie wysiedzianego przez sto i jednego jadowitego węża.

We wrześniu 2009 ukazała się debiutancka powieść Tomasza Bukowskiego „OBIEKT R/W 0036”. Książka reprezentuje gatunek horroru historycznego. Ukazuje ona walkę Polaków i Niemców, w ogarniętej Powstaniem Warszawie, z mitycznym bazyliszkiem.

Jest jednym z potworów w serii gier komputerowych Heroes of Might and Magic.

Bazyliszek, obok syreny Sawy jest jednym z symboli Warszawy[potrzebne źródło]. Stwór został opisany, jako bestia niby podobna do koguta, a niby do węża. W „Legendach Warszawskich” Artura Oppmana, gad nie zamieniał w kamień, lecz zabijał ciekawskich, którzy próbowali kraść skarby. Z tym bazyliszkiem, jest ponoć związana jedna z warszawskich kawiarni[potrzebne źródło]. Na podstawie legendy, opisanej przez Oppmana, powstały liczne ilustracje oraz jeden odcinek, z cyklu animacji, pod tytułem „Bajki polskie”.

baz 180px-Bazyliszek

Bazyliszek – zwany także Regulusem; jadowity stwór; ma on długi, jaszczurczy ogon, sierpowate szpony, błoniaste skrzydła, a także ptasi dziób. Tego straszliwego stwora boją się nawet smoki. Jego skóra jest bardzo dobrym i bardzo drogim materiałem służącym do produkcji obuwia. Istnieją mity mówiące o jego umiejętności zmieniania ludzi w kamień za pomocą spojrzenia oraz o tym, że bazyliszek rodzi się z jaja zniesionego przez koguta, a następnie wysiedzianego przez sto i jednego jadowitego węża.

Bazyliszek w grze The Witcher Wizerunek z Gry Wyobraźni

u Sapkowskiego

-Co za czasy – westchnął grododzierżca. – Co za parszywe czasy! Jeszcze dwadzieścia lat temu, kto by pomyślał, nawet po pijanemu, że takie profesje będą? Wiedźmini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców!
— Ostatnie życzenie, str. 11

Białowłosy, garbiąc się, wytaszczył z dziury dziwaczny kształt, cudaczne cielsko, utytłane w pyle przesiąkniętym krwią. Dzierżąc stwora za długi, jaszczurczy ogon, rzucił go bez słowa pod nogi grubego wójta. Wójt odskoczył, potknął się o zwalony fragment muru, patrząc na zakrzywiony, ptasi dziób, błoniaste skrzydła i sierpowate szpony na pokrytych łuskami łapach. Na wydęte podgardle, kiedyś karminowe, obecnie brudnorude. Na szkliste, wpadnięte oczy.
– Oto bazyliszek – rzekł białowłosy, otrzepując spodnie z kurzu.

— Miecz przeznaczenia, str. 7

Monsters

Kuroliszek

Kuroliszek – zwany także skoffinem, lub też kokatryksją; wielkością i wagą przypomina zwykłego indyka, z dwukrotnie większymi, karminowymi koralami. Rozpiętość skrzydeł dochodzi do czterech stóp ( ok. 120 cm ). Uczeni określili ten gatunek jako jedynego przedstawiciela Ornitoreptyli, które nie są ani gadami, ani ptakami. Atakuje zwykle od tyłu celując swym ostrym dziobem pomiędzy kręgi, czy też w samą aortę, mierząc w okolice tuż pod lewą nerką.

u Sapkowskiego

Potwór zaatakował z ciemności, z zasadzki, cicho i wrednie. Zmaterializował się nagle wśród mroku jak wybuchający płomień. Jak jęzor płomienia.
Geralt, choć zaskoczony, zareagował instynktownie. Wywinął się w uniku, ocierając o ścianę lochu. Bestia przeleciała obok, odbiła się od klepiska jak piłka, machnęła skrzydłami i skoczyła znowu, sycząc i rozwierając straszliwy dziób. Ale tym razem wiedźmin był przygotowany.
Uderzył z krótkiego zamachu, z łokcia, mierząc w podgardle, pod karminowe korale, wielkie, dwukrotnie większe niż u indyka. Trafił, poczuł, jak ostrze płata ciało. Impet ciosu zwalił bestię na ziemię, pod mur. Skoffin wrzasnął, a był to wrzask niemal człowieczy. Rzucał się wśród pokruszonych cegieł, tłukł się i trzepotał skrzydłami, bryzgał krwią, siekł dookoła biczowatym ogonem. Wiedźmin był pewien, że już po walce, ale potwór zaskoczył go niemile. Niespodziewanie runął mu do gardła, skrzecząc straszliwie, wystawiając szpony i klepiąc dziobem. Geralt uskoczył, odbił się barkiem od muru, ciął na odlew, od dołu, wykorzystując impet odbicia. Trafił, skoffin znowu runął między cegły, cuchnąca posoka bryznęła na ścianę lochu i ściekła po niej fantazyjnym deseniem. Strącony w skoku potwór nie miotał się już, dygotał tylko, skrzeczał, wyciągał długą szyję, nadymał podgardle i trząsł koralami. Krew wartko płynęła spomiędzy cegieł, na których leżał.
Geralt bez trudu mógłby dobić go, ale nie chciał nazbyt niszczyć skóry. Czekał spokojnie, aż skoffin się wykrwawi. Odszedł kilka kroków. Czekał spokojnie, aż skoffin się wykrwawi. Odszedł kilka kroków, odwrócił się do muru, rozpiął spodnie i wysikał się, pogwizdując tęskną melodyjkę.
Skoffin przestał skrzeczeć, znieruchomiał i ścichł. Wiedźmin podszedł, szturchnął go lekko sztychem miecza. Widząc, że już po wszystkim, chwycił potwora za ogon, uniósł. Trzymany za nasadę ogona na wysokości biodra, skoffin sięgał sępim dziobem ziemi, rozłożone skrzydła miały więcej niż cztery stopy rozpiętości.
– Lekkiś, kuroliszku – Geralt potrząsnął bestią, która faktycznie nie ważyła wiele więcej niż dobrze utuczony indyk. – Lekkiś. Na szczęście płacą mi od sztuki, nie od funta.

— Pani Jeziora, str. 56-57

– Pierwszy raz – Reynart de Bois-Fresnes zagwizdał cichutko przez zęby, co, jak Geralt wiedział, wyrażało u niego najwyższy podziw. – Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy. Istne dziwadło, na honor, dziwadło nad dziwadłami. Znaczy się, to jest ten sławiony bazyliszek?
– Nie – Geralt uniósł potwora wyżej, by rycerz mógł się lepiej przyjrzeć. – To nie jest bazyliszek. To jest kuroliszek.
– A jaka różnica?
– Zasadnicza. Bazyliszek, zwany też regulusem, jest gadem, a kuroliszek, zwany też skoffinem albo kokatryksją, jest ornitoreptylem, to znaczy ni to gadem, ni to ptakiem. To jedyny znany przedstawiciel rzędu, który uczeni nazwali ornitopetylami, po długich dysputach stwierdzili bowiem…
– A który z tych dwóch – przerwał Reynart de Bois-Fresnes, nie ciekawy widać, motywów uczonych – spojrzeniem zabija lub zamienia w kamień?
– Żaden, to wymysł.
– Czemu więc ludzie tak się obu boją? Ten tutaj wcale nie jest aż taki duży. Naprawdę może być groźny?
– Ten tutaj – wiedźmin potrząsnął zdobyczą – atakuje zwykle od tyłu, a mierzy bezbłędnie między kręgi lub pod lewą nerkę, na aortę. Zwykle wystarcza jeden cios dzioba. A jeśli chodzi o bazyliszka, to wszystko jedno, gdzie ukąsi. Jego jad jest najsilniejszą ze znanych neurotoksyn. Zabija w ciągu sekund.
– Brrr… A którego z nich, powiedz, można ukatrupić za pomocą zwierciadła?
Każdego. Jeśli walnąć prosto w łeb.

cytat z „Pani Jeziora”

Kuroliszek jest niezwykle podobny do bazyliszka i często też oba te stworzenia są ze sobą mylone. Niewielki stwór wielkości indyka, w większej części pokryty jest pierzem, o nietoperzowatych skrzydłach, sępim dziobie, karminowych koralach i grzebieniu o takiej samej barwie. Zwykle zamieszkuje piwnice i lochy. Porusza się skokami, podlatując i machając skrzydłami. Skóra kuroliszka ma sporą wartość, tak jak i skóra bazyliszka, a pióra z ogona są wyjątkowo cennym materiałem piśmienniczym.

44_bazyliszek

Legenda o bazyliszku z Warszawy

Wiele wieków temu, za czasów królewskich do Warszawy zjeżdżało rycerstwo z całego kraju i wielu zagranicznych gości.

Z powodu wojen i różnorakich potyczek wielu rzemieślników znalazło pracę jako płatnerze. Warszawa była znana z mistrzowskiego kunsztu płatnerzy, często też rycerze powierzali swoje zbroje tym że rzemieślnikom. Płatnerze nie narzekali więc na brak pracy i od rana do wieczora naprawiali zbroje przywracając im dawny błysk i szlachetność. Szczególnie wielkim uznaniem cieszył się warsztat płatnerza Marcina, tak więc on i jego rodzina żyli w dostatku. Rzemieślnik całe dnie spędzał w pracy, cieszył się wiec z każdych odwiedzin swoich dzieci, córeczki Hanki i synka Maćka. Dzieci chętnie buszowały po warsztacie ojca, przyglądając się własnym odbiciom w wypolerowanej stali, swoim śmiechem wprawiały ojca w dobry nastrój.

Z biegiem lat, dzieci coraz częściej oddalały się od warsztatu, poznając największą atrakcję miasta, którą był  jarmark.  Było to miejsce jak zaczarowane, gdzie wiele się działo i gdzie można było znaleźć wszystko. Dzieci biegały między stoiskami ciesząc oczy kolorowym przepychem. Pewnego dnia spotkały swoich przyjaciół, dzieci chciały pobawić się na pobliskich łąkach. Zapytały więc ojca o pozwolenie. Marcin zgodził  się ale nakazał by nie zbliżały się do starej ruiny, która stoi pośród nadwiślańskich łąk.

Ludzie bowiem mówili, że od wielu lat tam straszy. Niektórzy mieszkańcy Warszawy sądzili nawet, że może to być  mityczny Bazyliszek ni to zwierzę, ni to diabeł, podobno przychodzi na świat raz na sto lat, a wykluwa się z jaja zniesionego przez koguta! Stwór miał być przerażający, głowę po swym ojcu odziedziczył kogucią, ale wielką, z olbrzymim, czerwonym grzebieniem, który opadał to na jedną, to na drugą stronę jego strasznego pyska. Jednak najstraszniejsze były jego oczy, straszniejsze nawet od wężowego ogona, który wił się na piętnaście metrów. Wystarczyło, że Bazyliszek spojrzał na swoją ofiarę, a ta z przerażenia w jednej chwili kamieniała i tak właśnie stwór miał wielu ludzi pozbawić życia.

Dzieci przyrzekły ojcu, że nie zbliżą się do strasznego miejsca i pobiegły w stronę czekających już na nie przyjaciół. Dzień był ciepły, jarmark mienił się kolorami towarów, dzieci wesołą gromadką rozbiegły się wśród zastawionych kramików, tym razem nie zatrzymywały się przy słodyczach i zabawkach, nie miały dziś na to czasu, pobiegły wąską uliczką wśród kamienic nad rzekę, aby pobawić się na łące. Dziewczynki zbierały kolorowe kwiatki, z których robiły wianki, a chłopcy oglądali pływające w przezroczystej wodzie ryby. Zabawa tak wciągnęła dzieci, ze nie zdawały sobie sprawy, że już dawno oddaliły się od miasta, które znikło za horyzontem. Dopiero gdy zaczynało się ściemniać ,dzieci pojęły, że nie znają drogi do domu. Nagle ich oczom ukazał się dom, a właściwie jedynie pozostałe po nim ściany.

Zanim dzieci zorientowali się, że może to być ta ruina, przed którą ostrzegał ich ojciec, znaleźli się już w jej piwnicach. Nie było w tej piwnicy nic strasznego, piwnica jak każda inna, trochę chłodna i ciemna. Jednak za jednymi drzwiami coś zaczęło migotać jasnym, światełkiem. Dzieci nie mogły oderwać od niego oczu. Jeden z chłopców otworzył tajemnicze drzwi i w jednej chwili upadł zamieniony w kamień. Oczy Bazyliszka połyskiwały złowrogo, zmieniając wszystkie dzieci w posągi.
Noc już zapadała a płatnerz Marcin z coraz większym przerażeniem myślał o swoich dzieciach, wychodził raz po raz przed warsztat, ale nie doczekał się powrotu dzieci. Przeczuwał, że stało się coś złego. Czuł, że  dzieci nie posłuchały go i poszły do starego domostwa. Wiedział, że musi ruszyć im na ratunek, jednak nie wiedział jak miałby się bronić przed Bazyliszkiem. Jego wzrok padł na wypolerowaną zbroję, w którą jeszcze tego ranka wpatrywały się dzieci. Była tak gładka, że wyglądała jak lustro. To był sposób na straszny wzrok bazyliszkowy.  Ubrał Marcin zbroję i biegiem ruszył w stronę ruin.

Gdy stanął pod tajemniczym domem, przeżegnał się i zszedł z trudem do piwnicy. Miał rację, Bazyliszek musi tu być, bo po drodze mijał kamienne ludzkie sylwetki. Nagle ujrzał swoje dzieci, które bardziej przypominały posagi niż ludzi. Coś ścisło go za serce, jednak nie mógł sobie teraz pozwolić na łzy. W jednej chwili ukazał mu się wielki ogon bestii, który mało co go nie przewrócił. Marcin szybko uskoczy w bok, w tym czasie stwór odwrócił swój wielki łeb w stronę zdeterminowanego płatnerza i zamarł. W tej bowiem chwili ujrzał swoje własne odbicie w jasnej zbroi i skamieniał.

Gdy tylko Bazyliszek zmienił się w kamień, w piwnicy zaczęły poruszać posągi ludzi. Maciek i Hanka ocknęli się jakby ze strasznego snu i zobaczyły przed sobą rycerza. Jakież wielkie było ich zdziwienie, gdy rozpoznały w nim własnego ojca. Ten szybko wziął dzieci na ręce i wyniósł z ciemnej piwnicy tak, by skamieniałe cielsko Bazyliszka nie ukazało się ich oczom. Tak oto płatnerz Marcin uratował swoje dzieci i inne ofiary Bazyliszka.

Mykoła Łysenko (1842 -1912) – Strażnik Wiary Słowian z Ukrainy (III SSŚŚŚ Lwów)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 15 Lipiec 2013

Mykola_LysenkoMykoła Witalijowycz Łysenko (ukr. Микола Віталійович Лисенко, ur. 22 marca 1842 w Hryńkach, zm. 6 listopada 1912 w Kijowie) – ukraiński kompozytor i pianista, dyrygent, twórca ukraińskiej opery narodowej.

Biografia

Urodził się na terenie guberni połtawskiej, jako syn Witalija Romanowicza Łysenki (Uk.: Віталій Романович Лисенко), który był pułkownikiem pułku kirasjerów. Matka, Olga Jeremjejewna pochodziła z połtawskiego rodu Łuczenko. Domową edukacją przyszłego kompozytora zajmowała się matka i słynny poeta Afanasij Fet. Matka uczyła syna języka francuskiego, dobrych manier i tańca. Fet – rosyjskiego. Gdy Mykoła miał pięć lat, zauważono jego talent muzyczny i zatrudniono nauczycielkę muzyki. Już od wczesnego dzieciństwa Łysenko interesował się poezją Tarasa Szewczenki i ukraińskimi pieśniami ludowymi, do których miłości nauczyli go wuj i babcia. Po ukończeniu domowej edukacji, w celu przygotowania do wstąpienia do gimnazjum, Mykoła przyjechał do Kijowa.

W 1855 roku Mykoła wstąpił do drugiego Charkowskiego Gimnazjum, które ukończył ze srebrnym medalem wiosną 1859. Podczas nauki w gimnazjum z zamiłowaniem oddawał się muzyce, stając się z czasem znanym w Charkowie pianistą. Był zapraszany na wieczorki i bale, podczas których wykonywał utwory Beethovena, Mozarta, Chopina, grał do tańca i improwizował na tematy ludowych piesni ukraińskich. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił na wydział nauk biologicznych Uniwersytetu Charkowskiego. Po roku jego rodzice przeprowadzili się do Kijowa i Mykoła przeniósł się do katedry nauk estetycznych wydziału fizyko-matematycznego wydziału Uniwersytetu Kijowskiego. Ukończył Uniwersytet 1 czerwca 1864 год. Podczas studiów muzyki uczył się prywatnie. Rosyjskie Towarzystwo Muzyczne zaoferowało mu profesjonalne studia w konserwatorium lipskim. Po ukończeniu uniwersytetu kijowskiego Łysenko postanowił zdobyć wyższe wykształcenie muzyczne. W 1867 wstąpił do Konserwatorium lipskiego, jednego z lepszych w ówczesnej Europie. Jego nauczycielem fortepianu był Karl Reinecke i Ignaz Moscheles, kompozycji Ernst Friedrich Eduard Richter. To właśnie tam Mykoła zrozumiał, że zbieranie i tworzenie muzyki ukraińskiej jest czymś potrzebniejszym, niż kopiowanie wzorców muzyki zachodnioeuropejskiej.

Latem 1868 Łysenko ożenił się z Olgą Aleksandrowną O’Connor, która była jego daleką krewną i była młodsza o 8 lat. Po 12 latach Olga i Mykoła ogłosili oficjalny rozwód, za przyczynę podając nieposiadanie dzieci.

Ukończywszy z wielkim sukcesem w 1869 naukę w Konserwatorium Lipskim, Łysenko powrócił do Kijowa. W celu poprawienia jakości swoich utworów orkiestrowych, Łysenko udał się do Petersburga, aby pobierać lekcje instrumentacji u Mikołaja Rimskiego-Korsakowa w latach 70., lecz jego ukraiński patriotyzm i pogarda dla rosyjskiej autokracji przeszkodziły mu w sukcesach. Poparł rewolucję 1905 roku. W roku 1907 przebywał w więzieniu. W 1908 był szefem Klubu Ukraińskiego w Kijowie zrzeszającego osobistości ukraińskiego życia publicznego. Po powrocie do Kijowa zaczął tworzenie kompozycji inspirowanych tematyka ukraińską. Jego ukrainofilskie zapędy w kompozycji nie były popierane przez Rosyjskie Towarzystwo Muzyczne, które promowało kulturę rosyjską na Ukrainie. Rezultatem tego było zerwanie przez Łysenkę kontaktów ze Stowarzyszeniem i to, iż już nigdy nie napisał żadnego utworu w języku rosyjskim (nie licząc oczywiście przekładów jego utworów na rosyjski). Uczestniczył w organizowaniu szkól dla dzieci chrześcijańskich, później był członkiem komitetu oprocentowującego słownik języka ukraińskiego.

Podczas pogrzebu Tarasa Szewczenki był jedną z osób niosących trumnę z ciałem poety. Podczas studiów na Uniwersytecie Kijowskim dedykował Szewczence zbiór dumek ukraińskich, które zostały wydane w siedmiu tomach. Jednym z głównych źródeł pozyskiwania materiału do opracowań był kobziarz Ostap Weresai (na cześć którego Łysenko nazwał później swojego syna).

W swojej pierwszej operze zdecydowanie użył języka ukraińskiego. Piotr Czajkowski był pod wrażeniem jego “Tarasa Bulby” i pragnął wystawienia tego dzieła w Moskwie, lecz protest Łysenki wobec tłumaczenia tekstu na rosyjski przeszkodził w wystawieniu opery w Rosji.

W późniejszych latach Łysenko ufundował Ukraińską Szkołę Muzyczną. Córka Łysenki, Mariana, poszła w ślady ojca i została pianistką. Syn – Ostap uczył muzyki w Kijowie.

Muzyka

Utwory fortepianowe

Muzyka fortepianowa Łysenki jest słabo znana poza granicami Ukrainy. Jego dzieła fortepianowe były porównywane przez sowieckich muzykologów do dzieł Chopina, jednak ten dział jego twórczości nie interesował ich tak bardzo jak muzyka wokalna.

Muzyka wokalna

Była w dużej mierze owocem zainteresowania Łysenki twórczością ukraińskich poetów takich jak Taras Szewczenko, Łesia Ukrainka, Ołeksandr Ołeś.

Opery

Muzyka do słów Tarasa Szewczenki

Studia muzykologiczne

Łysenko poczynił pierwsze etnomuzykologiczne i instrumentologiczne badania nad twórczością ślepego kobziarza Ostapa Weresai, które opublikował w latach 1873–1874. Wykazał odrębność ukraińskiego ludowego materiału melodycznego od muzyki rosyjskiej, głownie ze względu na jej unikatowość i występowanie chromatyki. Łysenko zajmował się także transkrybowaniem repertuaru innych kobziarzy – np. Ostapa Slastiona z Połtawy i Pavla Bratysia z Czernichowa.

Jest także autorem studiów nad teorbanem i zbioru esejów o ukraińskich instrumentacja ludowych, co dało podstawy ukraińskiego instrumentoznawstwa.

  • Międzynarodowa Fundacja Mykoły Łysenki
  • Ukraine Millennium Foundation
  • Artykuł Natalii Kononenko
  • Kwartet smyczkowy d-moll
  • Ukraiński projekt pieśni artystycznej

Mykoła Łysenko (1842 -1912), kompozytor i etnograf. Wyjątkowo ważne miejsce zajmują w jego twórczej spuściźnie utwory do tekstów Tarasa Szewczenki (1814 – 61). To są: muzyka do Kobzara pióra Szewczenki, opery Godowa noc, Natalka-Połtawka, ponad 600 opracowań ludowych ukraińskich pieśni na chór lub do solowego wykonania, zapis weselnych obrzędów oraz dumek i pieśni Kobzara – Ostapa Weresaja (1803-90).

Wzgórze Rudno i ruiny zamku Tenczyńskich – Niesamowite Wołanie Swarożyca-Słońca 3 maja 2013, godzina 12.00-12.30 oraz nadanie imion bliźniaczym sosnom na wzgórzu; Kira i Sawa z Rudna


DSC00583kompr rudno

Kiedy wyjeżdżaliśmy z Krakowa sytuacja wyglądała fatalnie – biegliśmy do samochodu w ulewnym deszczu. Wsiedliśmy mokrzy, ale nie zamierzaliśmy rezygnować. Po drodze było pochmurno, ale z każdym kilometrem deszcz ustawał. Kiedy dojechaliśmy do Krzeszowic zaczęło się znów robić ciemno. Kiedy wysiedliśmy w Rudnie na parkingu na polanie u stóp wzgórza, było już sino. Ludzie uciekali ze szczytu bo odzywały się dalekie grzmoty. Wyglądało na to że tym razem nasze Wołanie Słońca nie ma żadnego sensu. Atmosfera burzowa tak wyczyściła wzgórze z ludzi że na górnym parkingu w chwili gdy tam doszliśmy ludzie pakowali się w panice do samochodów. Z 20 aut zostało jedno. Nie udało nam się wyjść na cypel wzgórza okrążający zamek ponieważ chmura przykryła cały szczyt i zaczęło regularnie lać, a pioruny waliły coraz bliżej. Ukryliśmy się pod daszkiem wozu remontowego na kołach, przy baszcie. Stamtąd zrobiłem to zdjęcie.DSC00584kompr

Lunęło. Anna straciła wiarę. Co teraz? Zaraz nas tutaj doszczętnie zaleje, wystarczy mały podmuch i nie będzie gdzie się podziać, będziemy przemoczeni do suchej nitki.  Spokojnie. Powiedziałem jej, że za 15 minut będzie po wszystkim i wyjdzie słońce. Tymczasem w minutę chmura zrobiła się tak gęsta, że przestało być cokolwiek widać a piorun walnął w mury tuż obok nas. Anna tylko postukała się w czoło na moją mówkę. Czułem jednak, że jej palcem kieruje tylko niewielka analityczna część mózgu, bo reszta umysłu wierzy, że jednak będzie jak mówię. Ja wierzyłem bez najmniejszych wątpliwości. Bolo też wierzył, ale raczej bardzo słabo, bo schował się pod podwoziem budy. Czekaliśmy pod wąskim daszkiem, deszcz zalewał nam stopy, a odpryski od daszku rosiły obficie moje okulary.

DSC00585kompr

Zdjęcia nie oddają dobrze tej chmury w której tkwiliśmy. Walnęło jeszcze kilka razy blisko, ale wiatr ustał i deszcz zrobił sie regularny. Nie minęło nawet 15 minut, kiedy przestał padać na tyle, że mogliśmy wyjść spod budy i ruszyć na cypel. Dookoła wciąż było ciemno a „mgła-chmura” , jak ja to nazywam ćmica, przesnuwała się wokół nas. Pioruny oddalały się jednak.

DSC00586kompr

Wzgórze zostało przez siły Matki Przyrodzonej oczyszczone z ludzi, których tutaj było przed chwilą z sześćdziesiąt. Zostaliśmy sami. Poszliśmy z pieskiem  na cypel. Było ciemno a wzgórze zupełnie utonęło w mgłach. Krople pojedyncze. Deszcz ustawał.

DSC00587bez kompr

W drodze na cypelDSC00588bez kompr

Piękna atmosfera, prawda?

DSC00589bez kompr

Za to rzadko jest okazja do takich ujęć.

DSC00590bez kompr

Kiedy doszlismy na cypel, widok w stronę Krakowa i Tatr był taki. DSC00591kompr

Ale na zamek już lepszy.

DSC00592be kompr

Nagle na niebie powstała wąska szczelina – wyobraźcie to sobie – w zalewie ciemności i siności robi się pozioma szrama – Bez powodu, bez wiatru. Z niczego.

DSC00593kompr

Po chwili wpadało przez nią już tyle światła, że można było zrobić takie zdjęcie. kto zna się na fotografii wie co można zrobić komórką z aparatem 5 megapikseli

DSC00594bez kompr rudno

Powiększcie – Szczelina była jak reflektor, który oświetla plan. To przypominało klimatem powieści Wiśniewskiego-Snerga.DSC00595kompr

Przybywało Światło Świata, a z nim Nieskończona Świadomość, Macierz którą ci z Zachodu nazywają także Matrixem (ubóstwo językowe angielszczyzny jest przerażające), ale Matrix to przecież coś sztucznego a Macierz jest Esencją Natury, Bytem Przyrodzonym i Nieskończonym.

DSC00596bez kompr rudno

Wiidoczek ze Szczeliną Macierzy nad autostradą A4.

DSC00597bez kompr

Świat wydobywa się z ćmicy. Od chwili nie spada już ani jedna kropelka.

DSC00598kompr

Widać pracę Słońca i przebijajace ciemność promieniowanie.

DSC00599kompr

I proszę co oto przez moment mamy!

DSC00600bez kompr

I Teraz już  na całego. To jest szczytowy moment naszej modlitwy/spotkania z bogami. Sam środek medytacji. Popsułem sobie ten kontakt, ale doszedłem do wniosku że muszę to dla was udokumentować. Godzina 12.30.

DSC00601bez kompr

Cały czas trwała walka.

DSC00602bez kompr

Czakałem wciąż bo byłem pewien że chociaż na moment znów pokaże się tarcza i to mocno.

DSC00603bez kompr

Oto i jest po raz drugi.DSC00604rudno kompr

Zacząłem robić zdjęcia wzgórza i sosen którym nadaliśmy imiona Kira i Sawa – to bliźniacze drzewa, po prawej stronie cypla, niezbyt stare , mogą mieć po 80 lat. Okazało się , że z tego wszystkiego zapomnieliśmy wziąć z bagażnika wstęgi do dekoracji drzew. Ale cały rytuał został wypełniony.

DSC00605bez kompr

Byłem przekonany, że to co obserwujemy jest wyłącznie wynikiem działania naszej świadomości i woli.

DSC00606bez kompr

Tak było. Tarcza wydobywała się z wielkim trudem. Ale spotkaliśmy się, jak zwykle.

DSC00607bez kompr

Widok na sosnę Kirę z Rudna.

DSC00608kompr

Sosna Kira z Rudna, z bliska – i Bolo.

DSC00609kompr

Sosna KiraDSC00610kompr

DSC00611komprSłońce rozpromieniło ją w trakcie ceremonii

DSC00612kompr

Sosna Kira z Rudna – pień z bliska – całkiem jasny blask słońcaDSC00613kompr

Sosna Sawa – widać nawet cienie

DSC00614kompr

Sosna Sawa

DSC00615tencz kompr

Ostatnie zdjęcie z mojego aparatu – Sosna Sawa. Pozostałe z aparatu Anny:

DSC00623rudno bez komprSłońce zapada się w Szczelinie

DSC00624rudno bez komprI znowu jest.

DSC00625rudno bez kompr

DSC00626 r bez kompr

DSC00627 r bezkompr

DSC00628 r bez kompr

DSC00629 r bez komprMocno grzeje

DSC00631 r bezkompr

Rozświetliło całe wzgórze w chwili kiedy rozpoczęliśmy schodzenie, zabłysło nad krzewami zamkiem, jakby na pożegnanie. W chwilę potem zeszliśmy ze wzgórza Rudno i rozpoczęliśmy powrót do domu. Kiedy wsiadaliśmy do samochodu zaczęło znowu padać. Nie było już słońca. Zapadły ciemności. Okazało się, że w Krakowie ani na chwilę nie przestało padać, a momentami deszcz był ulewny.

Czesław Białczyński „Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” – Harmonia Kosmosu , 29 06 2013, Niezależna Telewizja Warszawa

Chodzenie po ogniu w osadzie czystych energii „Cztery Żywioły” w Wojcieszowie na Dolnym Śląsku

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 9 Lipiec 2013

Starosłowiańska Świątynia Światła Świata organizuje regularnie obrzęd inicjacyjny polegający na chodzeniu po ogniu. Poniżej przedstawiamy reportaż w Wojcieszowa z 22 czerwca 2013 roku. Na niektórych zdjęciach widać „przebitki” z innych wymiarów.

doku_zapleciny_0408kompr

doku_zapleciny_0332kompr

doku_zapleciny_0370kompr

doku_zapleciny_0371kompr

doku_zapleciny_0355kompr

doku_zapleciny_0392kompr

doku_zapleciny_0384kompr

doku_zapleciny_maja_0376kompr

doku_zapleciny_0412kompr

L1030001kompr

L1030002kompr

 

L1030005 kompr

 

 

L1030006 kompr

 

 

L1030010 kompr

 

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 935 obserwujących.