białczyński

Spotkanie autorskie z „Księgą Ruty” w Nowym Julianowie oraz Inicjacja Ogniem – wrzesień 2013

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 21 Czerwiec 2013

Już teraz zapowiadam wrześniowe spotkanie autorskie w Nowym Julianowie oraz Inicjację Ogniem, ponieważ jeśli idzie o to drugie wydarzenie jest po prostu ograniczona liczba miejsc. Nie można tego zrobić w grupie większej niż 40 osób. Decydować więc będzie,  jeśli idzie o ogniową ścieżkę, kolejność zgłoszeń. Ograniczona jest także ilość miejsc noclegowych. Za to na spotkaniu autorskim ze mną  liczba miejsc jest nieograniczona. Spotkanie rozpoczyna się o godzinie 15.00, a obrzęd inicjacyjny o 18.00 tego samego dnia.  

aaaa sun-and-moon-artwork

Słowianie- dzieci Słońca

I Ognia-jego gońca

przywołani Żywiołem

stańcie tutaj wielkim kołem!

LIT MIT Gabija Bogini Ognia Midsummer_bonfire_closeup

Inicjacja Żywiołem Ognia, dla tych co pierwszy raz, terapia dla tych którzy doświadczyli zdrowotnego działania rozżarzonej ścieżki. Dla wszystkich uczestników mocne DUCHOWE przeżycie i dobra zabawa- pod pieczą Marka Wójtowicza, ogniomistrza z 12-sto letnim doświadczeniem.

Wydarzeniem specjalnym przygotowanym przez organizatorów będzie wieczór autorski Czesława Białczyńskiego [autora MITOLOGI SŁOWIAŃSKIEJ]

 ♦

ZAPRASZAMY 28 WRZESIEŃ 2013 [SOBOTA] do Nowego Julianowa [ Wałbrzych] na teren gospodarstwa agroturystycznego ,,Różany Ogród”.

iv nnn nnn Midsummer_bonfire_closeup

PROGRAM:

do 15-tej- przybycie uczestników

15.30-17.00 – „Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” – Spotkanie autorskie z Czesławem Białczyńskim i „Mitologią Słowian”

     18.00- rytuały wstępne

     18.30 – podpalenie ognia

ok.20.00- chodzenie po rozżarzonej ścieżce

ok.21.00 zakończenie –  dla chętnych zabawa przy ognisku

  

      Możliwość nabycia MITOLOGI SŁOWIAN-KSIĘGA RUTY

 iv nnn nnn Midsummer_bonfire_closeup

KOSZTY UCZESTNICTWA;

 

- ,,chodzenie po ogniu”                                                                             50PLN

- spotkanie autorskie                                                                                    gratis

Noclegi- miejsce w pokojach 3-4 osobowych z łazienkami          45PLN

Nocleg ze śniadaniem                                                                                    55PLN

 

Ilość miejsc ograniczona!

- ,,chodzenie po ogniu”                40 osób

- noclegi                                       29 miejsc

W przypadku wyczerpania miejsc noclegowych można rozbić własny namiot  10PLN od osoby

-udział w wieczorze autorskim    bez ograniczeń

 

DECYDUJE KOLEJNOŚĆ ZGŁOSZEŃ!!!

 W przypadku większej ilości chętnych ,,chodzenia po ogniu”, możemy je powtórzyć w następną sobotę tj. 05-10-2013 na warunkach jak wyżej.

 

Rezerwacji wraz z odpowiednią wpłatą należy dokonywać tel. na nr.

74-840 50 50 lub 609 461 816/19

e-mail: krzysztof@agro-farm.com.pl

 

Potwierdzeniem rezerwacji jest wpłata na konto bankowe:

 09 2030 0045 1110 0000 0087 9830

 iv nnn nnn Midsummer_bonfire_closeup

Organizatorzy:

 

Kwartalnik ,, SŁOWIANIĆ by żyć”

Gospodarstwo Agroturystyczne ,,Różany Ogród”

Nowy Julianów 187

58-308 Wałbrzych

www.agro-farm.com.pl

 

Majowe Wołanie Słońca w Ciechocinku (12.05.2012)

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 20 Czerwiec 2013

ciech DSC01413

ciech DSC01404

ciech DSC01405

ciech DSC01408

ciech DSC01471

ciech1

ciech 12 maj 2012 DSC01400

“Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” wykład i spotkanie autorskie z “Księgą Ruty” na Harmonii Kosmosu – 29 czerwiec 2013 Sulistrowice pod Ślężą

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 19 Czerwiec 2013

 

Chcę was zawiadomić

i jednocześnie zaprosić wszystkich chętnych

Czordana Czarna Krolowa

Czarodana

 

na wykład “Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana”,

oraz na spotkanie autorskie z “Księgą Ruty”

29 czerwca 2013 do Sulistrowic.

Swarozyc Pan Ognia komprSwarożyc

Spotkanie odbywa się we współpracy z Niezależną Telewizją, w ramach Harmonii Kosmosu.

swara zara kompr

Swara

Miejsce wydarzenia – Sulistrowice nad Zalewem.  Wykład na Harmonii Kosmosu o godzinie 12.00, potem przeniesiemy się w inne miejsce, na spotkanie autorskie. Będzie można nabyć “Księgę Ruty” i  pierwszy numer kwartalnika “Słowianić” oraz swobodnie porozmawiać. 

SSSSS s-1553

Planuję też Spotkanie autorskie i podpisywanie książek na Festiwalu Fantastyki KRAKON w Krakowie – 28 lipca.

Tagged with: , ,

Jan Twardowski vel Laurenty Dur (Lorenz Dhur 1473 – 1573) – alchemik i czarownik: Doctor Gentium, Vas Electionis – czyli „Nauczyciel pogan, naczynie wybrane” (Strażnik Wiary Słowian).

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 18 Czerwiec 2013

lustro_twardowskiego_4Z Krakowa do Węgrowa (2) – na podstawie obrazu Wojciecha Gersona,

Zjawa Barbary Radziwiłłówny, rok1886, fresku Michała Anioła Palloniego Czyściec 

oraz fotografii lustra i bazyliki mniejszej w Węgrowie

 – miejsca ekspozycji tzw. lustra Twardowskiego. 

Najsławniejszy czarnoksiężnik Krakowa, Jan Twardowski (do tej pory trwają spory czy był postacią historyczną czy fikcyjną) pracował nad wynalezieniem kamienia filozoficznego, który umożliwiłby przemianę dowolnego metalu w złoto, odmładzał i leczył choroby. W zamian za spełnienie wszystkich życzeń, podpisał cyrograf z diabłem, któremu miał w Rzymie ofiarować duszę. Dzięki pomocy diabła, Twardowski między innymi miał usypać Pustynię Błędowską. Jak głosi legenda, na terenie dzisiejszych Skałek Twardowskiego (Zakrzówek) mistrz Twardowski prowadził szkołę magii i czarnoksięstwa. Pewnego dnia, w wyniku eksplozji laboratorium, powstały skałki, które otrzymały jego imię.
Chcąc jednak przechytrzyć diabła, starannie unikał wyprawy do Rzymu. Pewnego dnia jednak trafił do karczmy nie wiedząc, że „ta karczma Rzym się nazywa” i gdy diabeł przybył tam po jego duszę, Twardowski wskoczył na koguta i wzbił się w niebo. Podobno wciąż siedzi na Księżycu i tęskni za Krakowem a jego służący w postaci pająka raz na miesiąc odwiedza Kraków, by zebrać najświeższe ploteczki.

Twardowski w Focus (pokus?)

http://www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/czarodziejski-szlak-twardowskiego/nc/1/

Przybył z Niemiec i przekonał do siebie najpotężniejszych ludzi w Polsce. Najwięcej śladów pozostawił w Krakowie, magicznym miejscu na mapie ówczesnej Europy.

UROK ZWIERCIADŁA

[Węgrów, woj. mazowieckie]

Przyrząd do okultystycznych praktyk nad drzwiami zakrystii razi niektórych wierzących. Wystosowali swego czasu nawet list do biskupa, który jednak odpowiedział, że nie jemu decydować o losie zabytku. Poza tym napis na ramie zwierciadła pojednawczo głosi: „Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus ad iste Dei verus in obseqium est” („Bawił się tym zwierciadłem Twardowski, wykonując magiczne sztuki, teraz narzędzie zabawy zostało przeznaczone na służbę Bogu”).

Jedną z takich „zabaw” czarnoksiężnika było ponoć wywołanie ducha Barbary Radziwiłłówny. Badacz tematu dr Roman Bugaj ubolewa, że lustro znajduje się w kościele – z tego powodu magicznego artefaktu do dziś dokładnie nie przebadano, bo trudno zrobić to w kościelnej zakrystii. Tymczasem już w 1885 r. podróżnik Benedykt Dybowski, prezentując magiczne zwierciadła japońskie, sugerował: „Zwierciadło Twardowskiego należy do luster tego samego rodzaju co japońskie i chociaż z innego może materiału, lecz zbudowane jest na tych samych zasadach. W swej płaszczyźnie ma misternie ukryty i dla oka zupełnie niewidoczny sztych wewnętrzny, doskonale zeszlifowany, nawet przez dotyk niewyczuwalny. Dopiero gdy promień światła pada na niewidoczne dla oka rysy sztychu pod określonym kątem, powoduje się rzutowanie obrazu oparte na ogólnych zasadach optyki”.

Na razie wiadomo, że metalowe zwierciadło ma 56 cm wysokości i 46,5 cm szerokości. Grubość jego płyty wynosi ok. 8 mm, a całość waży prawie 18 kg. Prawdopodobnie zostało wykonane w XVI w., a w 1706 r. miejscowi zakonnicy oprawili je w czarną drewnianą ramę. Na tafli zwierciadła widać rysę. W XIX wieku historyk Teodor Narbutt tak wyjaśnił jej pochodzenie: „uczniowie dawniej ciskali w zwierciadło ciężkimi rzeczami dlatego, że w nim ukazywały im się postacie wykrzywiające się w przeraźliwy sposób. Na ostatek, jeden cisnąwszy kluczami kościelnymi, roztrzaskał zwierciadło tak, że już odtąd ukazywać masek dziwacznych zaprzestało”. Przeglądanie się w tym lustrze miało być ryzykowne. Trudno zliczyć sławy, które się na to odważyły, a potem tej odwagi pożałowały, zobaczywszy  swoją  przyszłość  (choćby Napoleon!).

Na marginesie warto zauważyć, że nieopodal Węgrowa zakwitła „legenda” całkiem świeża i ewidentnie stworzona pod turystów. Otóż pałac w Patrykozach (lub coś, co wcześniej stało w jego miejscu) uchodzi za dawne laboratorium mistrza Twardowskiego, w którym usiłował zrealizować marzenie alchemików: miniaturowego sztucznego człowieka, zwanego homunkulusem. Sam pałac wybudowano w XIX wieku w stylu romantycznym. Dzisiaj najbardziej przypomina bajkowe budowle z filmów Disneya.

MAGICZNE MIASTO

[Kraków, woj. małopolskie]

Żołnierzowi, co grał zucha/ Wszystkich łaje i potrąca,/ Świsnął szablą koło ucha,/ Już z żołnierza masz zająca” – tak unieśmiertelnił magiczne umiejętności mistrza Twardowskiego Adam Mickiewicz w balladzie „Pani Twardowska”. Czy to tylko bajeczka? Nic podobnego. Zdaniem dr. Romana Bugaja, owianego legendami czarnoksięskiego mistrza Twardowskiego należy identyfikować z Niemcem Laurentiusem Dhurem, opłacanym na Zygmuntowskim dworze jako „Dor Schwab”. Jego nazwisko (Dor–Dhur–Duranovius–Durentius) można tłumaczyć na polski z niemieckiego i łaciny jako „Twardy” albo właśnie „Twardowski”. Wykształcony w  Wittenberdze  miał  być uczniem samego Fausta (1480–1540). Do Polski przybył w połowie XVI w., aby zainteresować swoimi usługami możnowładców (szczególnie Mniszchów) i króla (za panowania Zygmunta Augusta został nie tylko nadwornym magiem, ale i koniuszym litewskim). Wprawdzie po latach nadworny lekarz Zygmunta III Wazy Joachim Possel nazywa Twardowskiego tylko kuglarzem, a nie magiem, ale pośrednio potwierdza jego historyczność. O Twardowskim alias Dorze Schwabie wspominali też inni ludzie pióra i świadkowie z epoki (autor „Dworzanina polskiego” Łukasz Górnicki, poeta Jan Giza, dworzanie królewscy Jan Zieleński i Jakub Pęgowski). „Skoro Twardowski był postacią historyczną, to zachowały się też i dokumenty” – potwierdza w rozmowie z „Focusem” Maciej Miezian z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, historyk sztuki, autor przewodnika „Krakowskie Stare Miasto. Ścieżkami władców, artystów, alchemików”. To właśnie Kraków jest miejscem, gdzie przetrwało najwięcej historycznych pamiątek po mistrzu.

„Wiemy, że Twardowski był właścicielem kamienicy Pod św. Janem Kapistranem na Rynku u wylotu ul. Wiślnej” – informuje historyk. Kraków odgrywał wówczas rolę prawdziwej mekki czarnoksiężników. Jak informuje Roman Bugaj w książce „Nauki tajemne w dawnej Polsce” astrologia i po części alchemia stały się przedmiotem oficjalnych wykładów na Akademii Krakowskiej. „Pozostałe, tj. magia, nekromancja, kabalistyka, chiromancja, krystalomancja i katoptromancja, należały do dyscyplin tajemnych, uprawianych poza murami tej uczelni” – pisze Bugaj i dodaje, że „scholarom parającym się tymi dziedzinami magii często wytaczano procesy”. Najwyraźniej jednak nie zmniejszało to zainteresowania „owocem zakazanym”, Twardowski zaś doczekał się licznego grona adeptów. „Istnieje miejsce na Podgórzu, za kościołem św. Józefa, tradycyjnie nazywane »szkołą Twardowskiego«” – podaje Maciej Miezian.

Legendarna „szkoła” to kamieniołom w obecnym parku im. Wojciecha Bednarskiego. Może to tam – jak pisał w XVII w. historyk Christian Gottlieb Jöcher – „w podziemnej sali wykładowej koło Krakowa [biorąc pod uwagę ówczesne granice miasta – przyp. red.] prowadził swe tajemne wykłady nekromancji?”. Ponoć po tym, jak diabli wzięli mistrza, uczniowie czarnoksiężnika, szukając skarbów, dzięki czarodziejskim sztuczkom dostali się do wnętrza kamieniołomu. Jednak nie znaleźli tam nic poza magiczną księgą. A propos księgi: legenda może nawiązywać do skarbu Biblioteki Jagiellońskiej, który stanowi potężnych rozmiarów encyklopedia z XV w. zwana „Księgą Twardowskiego”. Plamę na str. 141 brano swego czasu za dotknięcie czarciej łapy. W istocie jednak księga jest dziełem Pawła Żydka z Pragi, zatytułowanym „Liber viginti artium”, zaś tajemnicza plama na pergaminie powstała zwyczajnie – jak przekonuje Bugaj – z rozlanego czarnego inkaustu.

Tak czy inaczej „szkoła Twardowskiego” na Podgórzu to nie jedyne miejsce w Krakowie kojarzone z badaniami i skarbami mistrza magii. „Są też Skałki Twardowskiego z Grotą Twardowskiego na Zakrzówku oraz Kopiec Krakusa, na którym miał prowadzić swoje badania” – wyjaśnia Miezian. Skałki powstały jakoby po nieudanym eksperymencie i wybuchu w laboratorium czarnoksiężnika! Dziś przyciągają częściej nie ezoteryków i poszukiwaczy skarbów, lecz wspinaczy.

Ostatecznie, po diabelnych perturbacjach, mistrz Twardowski wylądował na Księżycu, co skłania Macieja Mieziana do dodania jeszcze jednego niezwykłego adresu: „Oczywiście nie można zapomnieć o Krzysztoforach, gdzie znajduje się Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, a gdzie codziennie opuszcza się na nitce z księżyca pająk, by przynieść Twardowskiemu najnowsze plotki z Rynku”…

DUCH RADZIWIŁŁÓWNY

[Warszawa, woj. mazowieckie]

Zygmunt August do tego stopnia nie mógł pogodzić się ze śmiercią Barbary Radziwiłłówny (1551 r.), że próbował sprowadzić ducha ukochanej z zaświatów. Kiedy doniesiono mu, że są na to sposoby, nie spoczął, dopóki nie przeprowadzono takiej próby, w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 r. Kronikarz i lekarz Joachim Possel zasugerował w „Historia Poloniae” z 1624 r., że magicznej ceremonii dokonano na Wawelu. Jednak rękopis poety Jana Gizy wskazuje, że wywoływanie ducha odbyło się na Zamku Królewskim w Warszawie, wówczas dużo mniejszym, zbudowanym w stylu renesansowym i gotyckim (jakże pasującym do obcowania z upiorami). Historyczne śledztwo przeprowadzone przez Romana Bugaja („Nauki tajemne w dawnej Polsce”) wskazuje, że to raczej Giza ma rację. Wywoływanie ducha zmarłej wyglądało następująco: „Twardowski uprosił króla, by z krzesła, na którym siedzi, nie ruszył się, zachowując milczenie, gdyby inaczej postąpił, byłoby narażone na niebezpieczeństwo życie i dusza. Przy ukazaniu się (zjawy) było widać smutną, żałosną i jakby niesłychaną tragedię. Mało brakło, a króla nie można by zatrzymać i rzuciłby się na jej łono i zapragnąłby słodkich uścisków, gdyby Twardowski króla nie odciągnął i zatrzymał na krześle, aż mara zniknęła”.

Jak można się domyślać, króla należało odciągać, aby zbyt podniecony nie odkrył prawdy o „duchu”. Jak jednak dokonano mistyfikacji? „Niektórzy uważali, że seans odbył się przy współdziałaniu sił magicznych i że nekromanta Twardowski posiadał zdolności mediumiczne. Inni jeszcze usiłowali dowodzić, że Twardowski w czasie inwokacji użył latarni magicznej lub że posłużył się się specjalnym zwierciadłem, mającym właściwość rzutowania obrazów. Niektórzy wreszcie wyrazili pogląd, że czarnoksiężnik w czasie seansu wprowadził odpowiednio ucharakteryzowaną kobietę, mieszczkę warszawską Barbarę Giżankę, która następnie odegrała rolę »ducha« Barbary Radziwiłłówny” – podsumował swoje poszukiwania prawdy Bugaj.

Dlaczego w grę wchodził sobowtór? Ponieważ organizatorem seansu spirytystycznego nie był Twardowski, lecz skupiona wokół rodu Mniszchów klika dworska starająca się sterować królem. Prawdopodobnie dbali oni, aby łóżko króla nie pozostawało zimne. Kiedy erotyczna fascynacja króla Radziwiłłówną nie przemijała, sprowadzili mu przed oczy „ducha” – a do łóżka też Barbarę, tyle że Giżankę – podobną do zmarłej, która być może odegrała już swoją rolę w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku…

Po co to wszystko? Otóż bracia Mikołaj i Jerzy Mniszchowie żerowali na królu, a po śmierci władcy w Knyszynie „zaopiekowali się” jego skarbcem. Kiedy powołano komisję sejmową do zbadania tej sprawy, mistrz Twardowski, świadek ich machinacji, miał za swoją „zakazaną” wiedzę zapłacić najwyższą cenę.

TA KARCZMA MYSTKI-RZYM SIĘ NAZYWA!

[Mystki-Rzym, woj. podlaskie, pow. wysokomazowiecki]

Popadłszy w kłopoty (śmierć króla, afera z Mniszchami), Twardowski postanowił dla własnego bezpieczeństwa uciec do Węgrowa. Niestety, po drodze zatrzymał się we wsi Mystki, w stojącej na skraju wioski karczmie „Rzym”. Tam zaś diabli go wzięli! („Ale zemsta, choć leniwa,/ Nagnała cię w nasze sieci;/Ta karczma Rzym się nazywa,/ Kładę areszt na waszeci!”). A mówiąc dokładnie: dopadli go tam zabójcy wysłani przez Mniszchów. Twardowski był w końcu niebezpiecznym świadkiem ich pasożytowania na królu Zygmuncie Auguście. Za taką wersją wydarzeń, potem przyobleczoną w metaforyczną opowieść o porwaniu podróżnego przez czarty, opowiada się dr Roman Bugaj, autor monografii o czarnoksiężniku. O to, gdzie mieścił się feralny „Rzym”, toczą Mystki spór z Krakowem. Tak czy owak, ślady po starej karczmie też diabli wzięli. Chociaż nie do końca: mieszkańcy wsi mówią, że tam gdzie stała, do dziś rośnie w polu kilkusetletni wiąz, a obok wciąż znajdowane są w ziemi cegły. Żeby dotrzeć do tego magicznego drzewa, trzeba jednak zasięgnąć języka już na miejscu…

cd w Focus

Lustro Twardowskiego

Tajemnica węgrowskiej bazyliki.
Autor: Rothar
Redakcja: 11186

Tajemnica

W zakrystii kościoła katolickiego w Węgrowie znajduje się zwierciadło. Przedmiot wokół którego narosło wiele legend i mitów. Legend o rzeczach niezwykłych, przekraczających progi ludzkiej percepcji.

Historia lustra

Wawrzyniec Durrus, znany szerzej pod nazwiskiem Twardowskiego – medyk, astrolog, intrygant, szarlatan i mag – urodził się w 1515 roku w Norymberdze. W drugiej połowie XVI wieku przybył na polski dwór królewski. Wplątał się w kilka intryg pałacowych, jednak jego gwiazda rozbłysła tylko na chwilę. Gdy w 1573 roku umarł ostatni z Jagiellonów, znikło również z kronik imię Twardowskiego. Zygmunt August – król polski – nieraz korzystał z usług czarnoksiężnika.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Pierwsze wzmianki o lustrze pochodzą z nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku. Władca wpadł w bezgraniczną rozpacz po śmierci swojej żony. Całymi dniami błąkał się po pałacu, ubierał się w ciemne szaty na znak żałoby po utraconej ukochanej. Magia zaś była jedynym sposobem, by choć raz jeszcze móc spotkać uwielbioną Barbarę Radziwiłłównę. Za namową braci Mniszchów, król posłał po słynnego już w tych czasach Twardowskiego. Ten zaś poprosił jedynie o kilka dni czasu na przygotowanie seansu. I stało się pewnej nocy, że duch został wywołany przy pomocy odpowiednich formuł i tajemniczego magicznego lustra. Czarnoksiężnik zastrzegł jednak, że Zygmunt nie może zbliżać się do zwierciadła bez względu na to, jakich wydarzeń będzie świadkiem. Jednak król złamał zakaz i zjawa rozpłynęła się tak nieoczekiwanie jak się pojawiła, gdy władca rzucił się w jej stronę.
Minęły cztery lata. Król zmarł. Wtedy też ujawnili się starzy wrogowie czarnoksiężnika. Twardowski musiał uciekać z dworu, wraz ze swym magicznym lustrem. Bracia Mniszchowie mieli z nim jeszcze stare porachunki. Ich ludzie dopadli go w karczmie „Rzym” nieopodal Warszawy. W zbiorowej świadomości pozostała wieść jakoby Twardowski został porwany przez diabły-demony w kontuszach…

Przeklęte zwierciadło

Lustro udało się Twardowskiemu przed śmiercią oddać rodzinie przyjaciela z czasów studenckich – magnackiemu rodowi Krasińskich. Oni to przekazali je tam, gdzie nie mogło być używane w złych celach – do kościoła katolickiego w Węgrowie. W tamtych już czasach wielu uznało, że przedmiot ów jest diabelski i przynosi więcej smutku niż szczęścia. Zawieszono je w pozycji takiej, by nikt nie mógł się w nim przeglądać. Jednak nie mogło to odstraszyć ciekawskich… Wokół lustra nagromadziło się wiele legend. Już w XIX wieku, gdy zaczęli się nim interesować badacze, mieszkający w pobliżu chłopi ze strachem mówili o nim, bali się przebywać w jego pobliżu.

Czasy współczesne

Z czasem, nieużywane, straciło swą magiczną moc. Zaczęło matowieć. Podobno powodem miało być pewne zdarzenie, podług którego dawny proboszcz chętnie zaglądający do lustra zobaczył w nim nieznajomą, złą istotę i tak się przeraził, że odskakując rzucił w jej kierunku pękiem kluczy. Wtedy to lustro pękło na trzy części i straciło swą diabelską siłę. Czy jednak na pewno? Jeśli nie posiada ono mocy czemu przez tyle lat fascynowało ludzi? Skąd się bierze w Węgrowie fascynacja diabłami i magią? W owym kościele, będącym już w randze bazyliki mniejszej, w ostatnich latach powstała wystawa poświęcona diabłom i ich przedstawieniu w sztuce. Częste są happeningi związane z tą tematyką. Towarzyszy temu gwałtowny sprzeciw niektórych, chcących za wszelką cenę wyrzucić przedmiot związany z okultyzmem z Domu Bożego. Czy moce lustra wygasły? Czy też może jego zdolności delikatnie wpływają na to, co dzieje się dookoła, a samo lustro czeka na ręce, które tak jak te Twardowskiego, będą potrafiły tchnąć w nie nowe życie…

Moce

Wedle przekazów lustro było w stanie skupiać mistyczne i fizyczne światło słońca, które przy odbiciu pozwalało ingerować w stan skupienia materii, przez na przykład roztapianie złota i srebra. Mogło też odbijać i powiększać tarczę księżyca, na której odczytywano ukryte, prorocze znaki. Służyło również przywoływaniu proroczych duchów i przyzywaniu zmarłych – tak jak w przypadku Barbary. Patrzącym na nie ukazywało również zjawy, duchy i istoty o nieludzkich kształtach, nieznanych nikomu spośród ludzi.

Opis

Twardowski nie był twórcą lustra. Zostało ono stworzone wcześniej. Być może wykonali je alchemicy niemieccy, lecz równie dobrze może być o wiele starsze. Szczególne jest to, że materiał z jakiego powstało zwierciadło wciąż nie jest znany. Zwykle określa się go jako „biały metal”. Wielkość przedmiotu to 56 na 46,5 cm. Obite jest ciemną, drewnianą ramą z łacińskim napisem: Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus at iste Dei versus in obseqvium est, co znaczy: Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu. Rama z napisem została dołożona ku przestrodze przez potomka Krasińskich – wojewodę Jana Bonawenturę. Powierzchnia kiedyś równa i przejrzysta, teraz widocznie już zmatowiała.

Bazylika mniejsza w Węgrowie

Na miejscu bazyliki stał początkowo gotycki kościół obronny spalony podczas wojny północnej przez Szwedów. Obecny barokowy kształt nadał mu dopiero początek XVIII wieku i ręka architekta Carlo Ceroniego.
Wnętrza wypełniają cudne freski Włocha Michała Anioła Palloniego, zbiór dwudziestu XVIII-wiecznych obrazów sarmackich, a także dwa unikalne krucyfiksy – jeden z kryształu górskiego (XVI wiek) i drugi z bursztynu (XVII wiek). Lustro Twardowskiego wisi w zakrystii. Na wieżycach kościoła znajdują się dwa symboliczne zwieńczenia z brązu: klucze na odwróconym krzyżu i miecz z księgą (napis w niej to: Doctor Gentium, Vas Electionis – czyli „Nauczyciel pogan, naczynie wybrane”).

Jan Twardowski

Pan Twardowski, Mistrz Twardowski, krakowski lekarz i czarnoksiężnik z XVI w., postać literacka, którego pierwowzorami były najprawdopodobniej dwie różne osoby o tym nazwisku. W Krakowie pokazywano wiele domów, które miałyby być własnością T., a także słynne „lustro T.”. T. dość wcześnie stał się tematem ballad „Twardowski” Tomansza Zana (1818), „Pani Twardowska” A. Mickiewicza (1822) i in., dramatów „Twardowski na Krzemionkach” J. N. Kamieńskiego (1825), „Twardowski czarnoksiężnik” J. Korsaka (1840) itd. J. I. Kraszewski napisał powieść „Mistrz Twardowski” (1840). Ponadto temat poematu L. Staffa „Mistrz Twardowski” (1902), L. Rydla „Pan Twardowski” (1906), wielu powieści, utworów muzycznych i baletów. Wzmianki w poezji: Świadek (pseud., ok. 1940): „Teatr Wielki się pali, lecz choć w gruzach stoi – | Pan Twardowski się broni, djabła się nie boi.” (Teatr Wielki), Jarosław Iwaszkiewicz: „Słychać płacz tenora – || Czy Faust to płacze, czy Twardowski?” (Tristan przebrany, III), Wisława Szymborska: „Tu – ni księżyc, ni ziemia i łzy zamarzają. O Yeti, Półtwardowski, zastanów się, wróć!” (Z nie odbytej wyprawy w Himalaje), Tadeusz Szaja: „I pan czas zaklęty w wieżystej sylwetce | Starego Krakowa nuci jakiegoś poloneza | To wielki alchemik pan Twardowski | Szepcze mu do ucha niezbyt cenzuralne fraszki…” (Szary człowiek w adwencie); w prozie Ignacy Krasicki wymienia „szkołę Twardowskiego w Krakowie” w powieści „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”. Wiersze: Jarosław Vrchlicky „Łza Twardowskiego”, Józef Czechowicz „Barbara” (ze wzmianką o Twardowskim; chodzi o Barbara żonę Zygmunta), Jan Lechoń „Pan Twardowski”, Włodzimierz Słobodnik „Twardowski”, T. Chróścielewski „Twardowski” (Poezja 89/9,3), Eugeniusz Gołębiowski „Mistrz Twardowski” (Kamena 58/3-4,9), Kazimiera Jeżewska „Pan Twardowski” (Teatr lalek 57/1,31-42), Józef Bursewicz „Z Twardowskim” (ŻL 55/22,2), Włodzimierz Ścisłowski „Pani Twardowska” (Nowy Świat 55/45,4), Tadeusz Chróścielewski, „Lustro Twardowskiego w Węgrowie” (Barwy 79/10,9), „Twardowski” (Odgłosy 58/27,4; Poezja 89/9,3), Ignacy Grabarczuk „Pan Twardowski” (Regiony 79/2,7-8), Andrzej Bogunia-Paczyński „Szkoła Twardowskiego” (ŻL 84/12,9), Tadeusz Chróścielewski, „Pan Twardowski na kogucie i meserszmity” (Tyg. Kult. 84/34,9), Kazimiera Jeżewska „Pan Twardowski” (Teatr lalek 57/1,31), Tadeusz Słupecki, „O chłopcu, co chciał czarnoksiężnika Twardowskiego naśladować” (Ziel. Sztandar 55/42,12); widowisko muzyczne Eugeniusz Gołębowski, Paweł Bem „Mistrz Twardowski” (Kamena 58/3-4,9). Proza: Jerzy Karbowski „Pan Twardowski” (fr. opow., Zdrowie 55/8,6-7, /10,10-11), Jerzy Dobrzycki, „Jako Twardowski po Krakowie na ognistym kogucie harcował (fr. zbioru legend krakowskich) (Od A do Z, 55/14,2-3), J. Wołoszynowski powieść „O Twardowskim, synu ziemianki, obywatelu piekieł, dziś księżycowym lokatorze” (1927); J. Iwaszkiewicz powieść „Młodość Pana Twardowskiego” (fr. w: Poezja 1978/4,3), i inne. W malarstwie np. „Twardowski wywołujący cień Barbary przed Zygmuntem Augustem”, obraz W. Gewona (Tyg. Pow. 1887, 292); Jan Moniuszko „Pan Twardowski” (Świat (W.) 1907/7); Władysław Motte „Twardowski wywołuje cień Barbary Radziwiłówny” (TI 1881/396); Wojciech Piechowski „Pan Twardowski” (Świat (W.) 1907/8) i „Twardowski w karczmie” (Świat (W.) 1912/4); Juliusz Kossak „Podanie o Twardowskim” (TI 1862/236); Adolf Kozarski „Pamiątki po Twardowskim” (Kł. 1871/312-); Walery Eljasz „Twardowski zmusza diabła do kąpieli w święconej wodzie” (Kł. 1884/104); Wojciech Gerson „Twardowski wywołuje cień Barbary Radziwiłówny przed Zygmuntem II Augustem” (Bies. Lit. 1912/1); Konstanty Górski „Mistrz Twardowski” (TI 1904/950); Wojciech Grabowski „Twardowski śpiewający godzinki” (TI 1876/325); Leonard Straszyński „Twardowski ukazuje Zygmuntowi Augustowi ducha Barbary Radziwiłówny” (Kł. 1909/353); Fr. Tegazzo „Pan Twardowski” (TI 1874/20, 1909/1058); Pius Weloński „Twardowski na księżycu” (TI 1897/661); Stanisław Witkiewicz „Twardowski” (Kł. 1877/122).

BIBLIOGRAFIA Jakub Antoniuk, Baśnie i podania ludowa na Podlasiu. 1. O Twardowskim i czechowskim stawie, LL 1960 nr 2-3, s. 83-4; K. Begunov, Skazanija o černoknižnike Tvardovskom v Polsče, na Ukrainie i v Rossii i novonajdennaja „Istorija o pane Tverdovskom”, Sovetskoje slavjanovedenije, 1983 / 1; Władysław Błachut, Tajemnice Twardowskiego, Fakty 76, 1976 nr 35, s. 10; R. Bugaj, Mistrz Twardowski w obliczu historii [w:] W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, Wrocław 1969; Antoni Czubryński, Mistrz Twardowski: studjum mitogenetyczne, Warszawa 1930; Orest Janiewicz, Mistrz Twardowski, Lud TOM XVII, ROK 1911, s. 100-102; T. Kmiecińska-Kaczmarek, Podanie o Twardowskim w świetle ewolucji semantycznej pojęcia „czarnoksiężnik”, „Euhemer” 1983, nr 1; Jan Kuchta, Motyw Matki Boskiej – ucieczki grzesznych w podaniach ludowych o czarnoksiężniku Twardowskim, Lud TOM XVI, ROK 1910; Jan Kuchta, Historyczność postaci Twardowskiego w świetle źródeł, Lud TOM XXVII – ROK 1928, s. 112-124; Jan Kuchta, Polskie podania ludowe o człowieku na księżycu, , Lud TOM XXV – Rok 1926; Jan Kuchta, Rodzime wątki lokalne w podaniach o mistrzu Twardowskim, Lud TOM XXVIII – ROK 1929, s. 123-143; Roderyk Lange, Barbara Krzyżaniak, Aleksander Pawlak, Folklor Kujaw, Warszawa 1979, s. 374; Agnieszka Smaroń, Twardowski – niechciany „polski Faust” : koncepcje postaci w literaturze polskiej XIX i pierwszej połowy XX wieku, Ruch Literacki. – 1995, nr 5, s. 573-591; Jan Zubrzycki – Sas, Mistrz Twardowski białoksiężnik polski: prawda z podań, Miejsce-Piastowe 1928

Z wiki

Pan Twardowski, Mistrz Twardowski, zwany polskim Faustem – postać szlachcica polskiego, który, wedle podania, zaprzedał duszę diabłu. Jest głównym bohaterem kilku baśni i legend, z których niemal każda przedstawia odmienną historię. Jedna z najbardziej znanych głosi, że obecnie przebywa on na Księżycu.

Legenda

Wedle legendy, Twardowski był szlachcicem, zamieszkującym w Krakowie w XVI wieku. Zaprzedał duszę diabłu w zamian za wielką wiedzę i znajomość magii. Chciał jednakże przechytrzyć diabła, więc do podpisanego z nim cyrografu dodał paragraf mówiący o tym, że diabeł może zabrać jego duszę do piekła jedynie w Rzymie, do którego wcale nie planował się udawać.

Z pomocą czarta Twardowski zyskał bogactwo i sławę, w końcu stając się dworzaninem króla Zygmunta Augusta. Król ów po śmierci swej małżonki otoczył się astrologami, alchemikami i magami. Jak głoszą legendy, to właśnie Twardowskiemu udało się wywołać ducha zmarłej Barbary, czego dokonał dzięki zastosowaniu magicznego Lustra Twardowskiego.

Po wielu latach, w karczmie pod nazwą Rzym, bies dopadł w końcu Twardowskiego. W czasie uprowadzenia tenże miał modlić się do Marii (lub według innej wersji śpiewać kościelną pieśń), przez co diabeł zgubił go po drodze. Twardowski wylądował na Księżycu, gdzie przebywa po dziś dzień, obserwując poczynania ludzi na Ziemi. Inna z legend mówi, że diabeł uwolnił Twardowskiego, gdyż w cyrografie zawarte było, że może zabrać jego duszę, gdy ten w Rzymie wypowie jego imię. A jak głosi legenda – imienia tego nikt nie znał. Twardowski zwrócił na to diabłu uwagę, gdy ten zabierał go ze sobą. Puścił więc diabeł Twardowskiego, on zaś zamiast spaść na ziemię, wylądował na księżycu. Jest tam do dzisiaj.

Postać Twardowskiego wykazuje szereg paraleli z pochodzącą z niemieckojęzycznego kręgu kulturowego postacią Fausta, znaną m.in. z dzieł Goethego, Thomasa Manna, czy średniowiecznych ksiąg jarmarcznych.

Barbara_Radziwill_ZjawaBarbary_19th_century

Postać autentyczna

Postać Pana Twardowskiego wzorowana jest prawdopodobnie na jednym z czarnoksiężników króla Zygmunta Augusta, Janie Twardowskim. Tenże miał rzeczywiście istnieć i wywołać ducha zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Z kolei niektórzy badacze za pierwszą historyczną wzmiankę o Twardowskim uznają dokument znaleziony w Archiwum Diecezjalnym w Płocku z 1495 roku wspominający o czarnoksiężniku nazwiskiem Fwardosky.[1]

Niemieccy badacze uważają że Jan Twardowski był Niemcem i studiował w Wittenberdze najprawdopodobniej magię (która w tych czasach była nauką równorzędną do wszystkich innych, a nawet stojącą ponad nimi). Wysuwają przypuszczenia, że naprawdę nazywał się Laurentius Dhur, z łaciny Durentius, co oznacza tyle co „twardy”. Skąd miało się pojawić jego spolszczone nazwisko. Miał być uczniem samego Fausta.

Jan Twardowski pozostawił po sobie dwie księgi, pracę o magii oraz encyklopedię nauk, z których żadna jednak nie przetrwała do dnia dzisiejszego. Przedmiotem utożsamianym z postacią Twardowskiego jest zwierciadło magiczne tzw. Lustro Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie.

Twardowski w kulturze

Podanie o panu Twardowskim zainspirowało wielu polskich, ukraińskich, rosyjskich i niemieckich twórców do tworzenia dzieł jemu poświęconych.

Najbardziej chyba znaną pracą podejmującą temat jest ballada Adama Mickiewicza pod tytułem Pani Twardowska, pochodząca z pierwszej połowy 1820 roku, gdzie motyw z podania rozszerzony jest o postać żony Twardowskiego, z którą Mefistofeles winien spędzić rok, aby Twardowski zezwolił mu zabrać swoją duszę. Diabeł poddaje się – woli uciec. Stanisław Moniuszko napisał muzykę do ballady w roku 1869, a jako ciekawostkę można dodać, że tekst ballady ukazał się w 1987 roku w formie komiksowej.

Inne dzieła podejmujące temat Twardowskiego:

  • Pan Twardowski, opera Aleksego Nikołajewicza Wierstowskiego (1820)
  • Mistrz Twardowski, powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego (1840)
  • Pan Twardowski, balet Adolfa Gustawa Sonnenfelda (1874)
  • Mistrz Twardowski, wiersz Leopolda Staffa (1902)
  • Pan Twardowski, ballada Lucjana Rydla (1906)
  • Pan Twardowski, balet Ludomira Różyckiego (1921)
  • Pan Twardowski, film Wiktora Biegańskiego (1921)
  • Pan Twardowski, czarnoksiężnik polski, powieść Wacława Sieroszewskiego (1930)
  • Pan Twardowski, film Henryka Szaro, scenariusz Wacław Gąsiorowski (1936)
  • Pan Twardowski oder Der Polnische Faust [Pan Twardowski lub polski Faust], powieść Matthiasa Wernera Krusego (1981)
  • Dzieje mistrza Twardowskiego, film Krzysztofa Gradowskiego (1995)
  • Pajączek z Księżyca: niezwykłe dzieje Pana Twardowskiego i jego ucznia, powieść Łukasza Kamykowskiego (2003)
  • Krzyż i wąż, opowiadanie Izabeli Szolc zawarte w zbiorze Jehannette (2004)
  • Kacper Ryx, powieść Mariusza Wollnego (2006)
  • Królikarnia, powieść Macieja Guzka (2007)

Jako że Twardowski miał pochodzić z Krakowa lub jego okolic, w mieście tym można znaleźć szereg miejsc, o których uważa się, że tu znajdował się dom szlachcica (np. Kamienica Pod św. Janem Kapistranem).

W Krakowie niedaleko Wisły koło Pychowic znajdują się skałki zwane dziś Skałkami Twardowskiego, gdzie jakoby Twardowski miał mieć swoją pracownię w Jaskini Twardowskiego. W rzeczywistości pracownia Twardowskiego, zwana Katedrą Twardowskiego mieściła się w skałkach Krzemionek Podgórskich na Podgórzu. Jaskinia która zawierała ślady prac alchemicznych została odkryta i niestety zniszczona w czasie budowy Kościoła św. Józefa pod koniec XIX w.

Bydgoszcz

Według legendy w 1560 roku zawitał do Bydgoszczy, gdzie odmłodził burmistrza…

W ROKU PAŃSKIM 1560
W roku pańskim 1560, w piękny majowy dzień na Starym Rynku zgromadził się ogromny tłum, wszyscy byli podnieceni, ale nie bardzo wiedzieli co się ma wydarzyć. Nawet pan burmistrz, ze złotym łańcu­chem na szyi, się zjawił — widać dostojnego gościa powitać przybył. Nagle powstała ogromna wrzawa — Jedzie! Jedzie! — krzyczano. Patrzą ludziska, a tu ulicą Mostową na pięknym kogucie, w złote pióra strojnym, jedzie Pan Twardowski. Wjechał na Rynek, koguta zatrzymał, aż złote iskry się posypały. Zsiadłszy z pięknego ptaka, pokłon oddał burmistrzowi, który z kolei czarnoksiężnika dukatami obdarzył i szczęśliwego pobytu w mieście życzył.
Tymczasem wierny sługa Twardowskiego — Maciek i bydgoski diabełek Węgliszek smutki ludzkie zbierali i obiecali mistrzowi je przedłożyć. Długi czas mistrz w Bydgoszczy ludzi leczył, zwierzęta uzdrawiał oraz wiele czarów wykonał, biorąc za to sowitą zapłatę.
Nawet pan burmistrz do Twardowskiego się zwrócił z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Mistrz wysłuchawszy skarg siwego już pana, dowiedział się, że w jego mieszkaniu kusi, a w nocy to i trzaski bywają, okropny rumor się czyni i śpiew w komnatach słychać. Twardowski, aby się o tym przekonać, u burmistrza w domu zamieszkał przez trzy tygodnie, ale nic nie kusiło. Twardowski przyrzekł burmistrzowi, że po jego odjeździe z Bydgoszczy już kusić nie będzie. Po wielu zabiegach Twardowski odmłodził burmistrza, tak, że jego młoda żona dopiero po dłuższej rozmowie męża poznała. I odtąd w domu pana burmistrza panował spokój — kusidła i duchy się wyniosły. [2]

Na pamiątkę wizyty Pana Twardowskiego w Bydgoszczy ufundowano jego figurę, która pojawia się w oknie jednej z kamienic na Starym Rynku codziennie, punktualnie o godzinie 13:13 oraz 21:13. Pan Twardowski ukazuje się przy akompaniamencie specjalnie na tę okazję skomponowanej muzyki, kłania się zebranym gapiom i macha do nich, po czym ze złowieszczo brzmiącym śmiechem wraca do swego ukrycia za oknem.

Karczma „Rzym”

Tam bies chciał przewłaszczyć duszę Pana Twardowskiego.

Sucha Beskidzka

Za miejsce, gdzie został pojmany, uważa się zabytkową karczmę Rzym w Suchej Beskidzkiej. Inną lokalizację słynnej austerii utożsamia się z miejscowością Mystki-Rzym, która w okresie ostatnich Jagiellonów położona była na trakcie do Knyszyna. W całym kraju znajduje się szereg karczem i zajazdów również o nazwie Rzym.

Sandomierz

Jeszcze inna legenda głosi, że Twardowski został porwany przed diabła w karczmie Rzym w Sandomierzu. W Sandomierzu także znajduje się jedno z dwóch słynnych luster Twardowskiego. Jest ono przechowywane w skarbcu kapitulnym przy sandomierskiej katedrze. Że Twardowski odwiedzał Sandomierz nie ulega wątpliwości, towarzysząc królowi, który często bywał w Sandomierzu – jednym z miast królewskich.

   Pan_Twardowski_19th_century_woodcut Drzeworyt do „Pani Twardowskiej”

Twardowski non-fiction – czyli kto wierzy Brucknerowi ten prawdy sie nie dowi

http://rpg.bestiariusz.pl/artykuly/1917/twardowski-non-fiction

Prawdy o Mistrzu Janie, krakowskim czarnoksiężniku, cz. I
Jan Twardowski, czarnoksiężnik, mistrz sztuk tajemnych, któż nie słyszał o tym niezwykłym człowieku? Jego postać otoczyło tak wiele mitów i legend, Mickiewiczowska wizja tak mocno zakorzeniła się w naszej świadomości, że nawet historycy zdają się nieco bezradni wobec tego tajemniczego jegomościa. Był li Twardowski postacią autentyczną, czy też jego historia od początku do końca stanowi wytwór spragnionej niesamowitości, ludzkiej wyobraźni? Sprawdźmy, co o Twardowskim mówią źródła oraz interpretujący je naukowcy.

Narodziny legendy

Obrazek

Mistrz Twardowski na rys. A. Piotrowskiego, wyd. M. Arcta, 1918 (kolekcja JM)
Profesor Aleksander Brückner, znany niegdyś historyk, autor „Encyklopedii Staropolskiej”, był jawnym przeciwnikiem wszelkich „bajek” o Twardowskim i nieustannie dowodził fikcyjności tejże postaci. Naszego maga uważał za personę równie niehistoryczną, co bajkowego Sowizdrzała. Żaden też z licznych Twardowskich ponoć nie przyznawał się nigdy do jakiegokolwiek pokrewieństwa ze słynnym czarownikiem. Można się jednak temu dziwić, zważając na wszystkie niesamowite legendy, jakimi czas owiał jego życiorys? Któż chciałby mieć w rodzinie heretyka, który po dwakroć diabłu zaprzedany został?

Bajędy o Twardowskim, dowodzi Brückner, to wynik skrystalizowania się w jednej legendzie dawnych, średniowiecznych historii o czarodziejach i czarnoksiężnikach. Nie sposób jednak wskazać, czemu owe historie skupiły się wokół tego właśnie nazwiska; a nastąpić to miało gdzieś pomiędzy rokiem 1480 a 1566. Co ciekawe, pierwsza wzmianka o Mistrzu Twardowskim nie traktuje o nim samym bezpośrednio, ale o domniemanym jego uczniu i dotyczy czasów Zygmunta I. Podobnie rzecz miała się z kolejnymi historiami, które nawiązywały do imienia wielkiego maga. W XVII wieku Morsztyn wspominał konia Twardowskiego, zachwycając się jego niezwyczajną rączością, zaś lekarz Zygmunta III, Possel, wymieniał Twardowskiego w kilku opowieściach, które własnoręcznie spisywał, w tym i tej najsłynniejszej – o wywoływaniu ducha królowej Barbary.

Księgi tajemne czarcią łapą przykryte

I od tego momentu zdaniem Brücknera rozpoczęła się prawdziwa fala kolejnych bujd i konfabulacji na temat Twardowskiego oraz wszelkich po nim znalezisk. Powstała więc legenda o księdze tegoż, którą odnaleziono w bibliotece krakowskiej wraz z odciskiem czartowskiej łapy, która niczym pieczęć znaczyć ma jej oczywistą przynależność. Księga owa, czyli „Liber viginti atrium”, jak dowodzą poważni sceptycy, nie jest spuścizną po Mistrzu, ale dziełem znanego hulaki i birbanta Pawła z Pragi, zwanego Żydkiem, a który w „Encyklopedii Staropolskiej” opisywany jest jako awanturnik, klepiący biedę całe życie, przechodzący od „kielicha” do Rzymu […] zarozumiały, nieznośny pyszałek. Sądząc po reputacji, człowiek ten wprost idealnie nadawał się na autora dzieła, przy którym sam diabeł palce maczał.

Twardowski_z_diablem

Drugą taką księgę znaleźć mieli jezuici wileńscy, którzy, nie chcąc być gorszymi od krakowskiej Akademii, zmyślili – jak twierdzi profesor – historyjkę o przeklętym foliale oraz o jego przerażonym czytelniku, który w oparach obłędu znika tajemniczo podczas jej studiowania. Podobnież rzecz ma się mieć z opowieściami o niezwykłych, nawiedzanych przez czarty kamienicach Twardowskiego w Krakowie i Bydgoszczy, a także z jednym z najsłynniejszych artefaktów, jaki do Mistrza Jana onegdaj należał.

Lustrzana mistyfikacja?

Artefaktem tym miałoby być znalezione w kościele węgrowskim na Podlasiu zwierciadło metalowe, które według późniejszego napisu na ramie, Twardowskiemu służyło. Dla większej pewności, ironizuje Brückner, znaleziono rękopis biskupa kijowskiego Wereszczyńskiego z roku 1578, opowiadający o tym, jak to późniejszy biskup krakowski – Franciszek Krasiński, studiował w Niemczech astrologię, a umierający Twardowski zapisał mu w spadku owo powiększające zwierciadło, które z Witenberga przywiózł. Zwierciadło miało znajdować się później w posiadaniu Krasińskich, a dokładniej w ich osobliwym „gabinecie ciekawości”, aż je wraz z innymi rzeczami kościołowi poreformackiemu w Węgrowie podarowali. Jak twierdzi nasz sceptyczny historyk, rękopis opisujący to wszystko jest sprytną fikcją autorstwa niejakiego Wójcickiego – majstra od takich rzeczy, a dla uwierzytelnienia całej tej legendy wymyślono nawet dalekie jakieś pokrewieństwo Twardowskiego z Krasińskimi. Od razu nasuwa się jednak pytanie, po cóż ktoś miałby zadawać sobie aż tyle zachodu, aby tworzyć nieprzynoszącą żadnych wymiernych korzyści mistyfikację?

Twardowski ma być więc naszym Faustem, to imię zbiorowe, a „Rzymów”, gdzie go diabli porwali, jest w Rzeczpospolitej kilkanaście. Bajania o Mistrzu nie ustały i prawdopodobnie nie ustaną. Przecież jednak i wśród historyków są tacy, którzy w legendzie tej odnajdują coś więcej, niźli tylko ludzkie gadanie. Także i im należy dać posłuch…

Maciej ‚morfin’ Przygórzewski – 3 gru 2012, 15:55Obrazek

 

Lustro

czarnoksiężnika Twardowskiego, czyli baśniuszki o nawróceniu alchemika

 

robione na specjalnym podkładzie, miało podobne właściwości jak kryształowa kula.

 

Jest kuriozalnym obiektem w Bazylice Mniejszej w Węgrowie. Dużym zaskoczeniem dla każdego jest wiadomość, że Jan Twardowski był postacią rzeczywistą i zdziwieniem, że jego magiczne zwierciadło – przyrząd magii i okultyzmu jest eksponowane w domu modlitwy jako votum – tak duchowni i wielu parafian spostrzegają to lustro.

 


Niezdrowa ciekawość duchownych


 


Eksponowane lustra czarnoksiężnika Twardowskiego w Bazylice Mniejszej jest niezgodne z Katechizmem Kościoła Katolickiego. Katechizm zabrania i potępia posługiwania się i eksponowania przedmiotów, które służyły, bądź służą praktykom wróżbiarstwa i magii.


KKK 2115-2117 „…właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie….”

„Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa… posługiwanie się medium… Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich…”

Dlatego w  Sandomierzu – jednym z miast królewskich, gdy znacznie wzrosło zainteresowanie społeczeństwa zwierciadłem – (drugim) lustrem Jana Twardowskiego, które znajdowało się w zakrystii kościoła katedralnego, postanowiono – w latach dziewięćdziesiątych XX w. zaniechać jego ekspozycji – jest przechowywane w skarbcu kapitulnym przy sandomierskiej katedrze.


A w Węgrowie…


fara_symbole

Symbole Bazyliki Mniejszej.

Dawno, dawno temu…

… „U księży Komunistów w Węgrowie znajduje się w zakrystii zwierciadło, które jak okoliczna wieść niesie pochodzi od sławnego Twardowskiego, z napisem łacińskim w dwóch wierszach, który w przekładzie znaczy: ‚W tym zwierciadle Twardowski pokazywał czary; Bogu jednak należne oddawał ofiary”. – „Kurier Warszawski”, 1828, nr 64.

 

(…)„udałem się do zakrystyi w celu zobaczenia tam owego magicznego zwierciadła Twardowskiego, wspominanego jeszcze przez Narbutta, a potem przez Siemieńskiego w jego „Podaniach i Legendach” i Balińskiego w „Starożytnej Polsce”. Wisi ono tam wysoko nadedrzwiami, jak mówi miejscowe podanie dlatego, aby się znowu jak niegdyś przeglądającym się w niem diabeł nie pokazywał …” – Józef Grajnert, „Wycieczka na Podlasie” „Biblioteka Warszawska” t. IV / 1857 rok.

Po latach … 

lustro_twardowskiego

Zwierciadło Twardowskiego nad drzwiami wejściowymi do zakrystii. 

W zakrystii znajduje się… słynne „Zwierciadło Twardowskiego”. Wykonane jest ono z metalu (gł. srebro) w ramie z napisem łacińskim „Tym lustrem Twardowski czynił sztuki magiczne, lecz obrócone to zostało na chwałę Bożą”. Za pomocą tego zwierciadła miał czarnoksiężnik wywołać ducha Barbary Radziwiłłówny dla Zygmunta Augusta, za co obu spotkała wkrótce śmierć. Pęknięcie przecinające płytę tłumaczy jakoby historia o Napoleonie, który będąc w Węgrowie w drodze na wojnę z Rosją ujrzał w nim swoją klęskę podczas odwrotu z Moskwy i upuścił lustro na posadzkę. Inni pęknięcie wiążą z legendą o próżnym proboszczu, który ciągle się przeglądał w lustrze, dopóki nie ukazał mu się w nim diabeł, co tak przestraszyło duchownego, że rzucił weń kluczami do kościoła i stłukł je.Lustro przynosi ponoć nieszczęście i lepiej się w nim nie przeglądać, żeby nie kusić losu.”  – tekst z folderu wydanego przez Urząd Miejski w Węgrowie, grudzień 1995r.


List Ks. Biskupa Antoniego Dydycza


Ciekawy byłem zdania Diecezji Drohiczyńskiej na temat tzw. lustra Twardowskiego, dlatego napisałem list ze wskazaniem na przyrząd magii i okultyzmu, który w myśl Katechizmu Kościoła Katolickiego nie powinien być eksponowany w Bazylice Mniejszej. 

Otrzymałem odpowiedź – fragment:

 

Drohiczyn, 27.V.1997

 

               

Szanowny Panie! 

      Dopiero teraz odpowiadam na Pana list z dnia 13 maja tego roku. Bardzo dziękuję za okazane mi zaufanie.

(…) Cóż, generalnie zgadzam się z Panem. W naszych czasach ludzie zaczęli szczególną uwagę zwracać na horoskopy, wróżby itp. zjawiska. Jest to znak czasów, które uciekają przed Prawdą. Szukają więc namiastek, środków zastępczych. 

(…) Z lustrem natomiast Twardowskiego jest pewien kłopot. Należy ono bowiem do zabytków, a te znajdują się pod ochroną państwa. I chociaż Kościół pozostaje właścicielem, nie jest wszakże władny decydować o lustrze. 
Pozostaje tylko jedno wyjście. Jasno przedstawiać sytuację, mówiąc iż chodzi o przesąd. Innego wyjścia nie mamy, bez narażenia się na trudne do przewidzenia konsekwencje. Przy właściwym naświetleniu sprawy można też przyczynić się do uwrażliwienia ludzi na znaczenie Prawdy. Ufam, że tak się dzieje. To tyle, co mogę Panu napisać. 

Chcę dodać, że mile wspominam spotkanie w Domu Kultury i Pańską uprzejmość. Szczęść, Boże! 

ks. Biskup Antoni Dydycz

 Kościół farny słynie też z tajemniczego lustra…


„Album Mazowsza”… – zwiastun „Stolicy Kulturalnej Mazowsza – Węgrów 2002″ - wypowiedź ks. Prałata Hipolita Hryciuka proboszcza Bazyliki.

 

"Album Mazowsza" TVP3  25 kwietnia 2002r -ks. Hipolit Hryciuk proboszcz bazyliki  „… Kościół farny słynie też z tajemniczego lustra Twardowskiego, w którym czarnoksiężnik ukazywał królowi Zygmuntowi Augustowi postać zmarłej Barbary Radziwiłłówny.
Wypowiedź ks. Prałata
:

 Twardowski przed śmiercią, gdy już odwołał swoją gotowość oddania duszy po śmierci diabłu, gdy się nawrócił, polecił żeby lustro to, które służyło jego różnym sztuczkom magicznym, przy pomocy, którego wykonywał bardzo dużo dziwnych rzeczy, żeby to lustro umieścić w kościele ufundowanym przez rodzinę Krasińskich. Żeby było ostrzeżeniem dla wszystkich ludzi, którzy tu przychodzą, żeby sami siebie zapytali: Czy jestem w niewoli diabła? Bo jeśli są – to trzeba, czym prędzej się z niej wydostać – bo po śmierci to już nie będzie możliwe”.

 

„Album Mazowsza” TVP3 REGIONALNA  25 kwietnia 2002r.

Na różnie sposoby tłumaczy się fakt ekspozycji lustra Twardowskiego w Bazylice…


lustra nie chcieli zniszczyć…


… – opis w monografii o Węgrowie z 1991 roku: 

„Na ciemnych ramach zwierciadła zachował się dobrze czytelny napis: „LUSERAT HOC SPECULO MAGICAS TVARDOVIUS ARTES LU S U S AT ISTE DEI VERSUS IN OBSEQUEUM EST”, co w dowolnym tłumaczeniu znaczy: „Twardowski tym zwierciadłem zabawiał był wykonując magiczne sztuki, lecz bawienie to zostało zamienione na służbę Bożą”. Szczegółowe badania wykazały, że napis ten jest późniejszy niż sama płyta zwierciadła. K.W. Wójcicki przypuszcza, iż wykonano go w czasie przekazywania lustra odbudowanemu kościołowi w Węgrowie, a Bugaj sądzi, że kazali go sporządzić ojcowie reformaci około 1706 r., starając się pilnie zatrzeć wszelkie ślady pozostałe w Węgrowie po protestantach i „heretykach”. Samego lustra nie chcieli zniszczyć, jako że darował je kościołowi J. B. Krasiński, a wreszcie – było ono lustrem „nawróconego czarodzieja”. Stąd właśnie napis wyjaśniający pochodzenie zabytku i jego przeznaczenie. W rękach Krasińskich, według przytaczanej już wcześniej relacji Wereszczyńskiego zwierciadło znalazło się już w drugiej połowie XVI w. Twardowski umierając zapisał je żywo interesującemu się alchemią i astrologią biskupowi Franciszkowi Krasińskiemu.” - strona 63.


Czy Twardowski się nawrócił?


W Dziejach Apostolskich 19:18-20 jest opisane nawrócenie się wielu czarnoksiężników:


„Wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało uczynki swoje. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich… Tak to potężnie rosło, umacniało się i rozpowszechniało Słowo Pańskie.” 


Przypomnę: „Twardowski umierając zapisał je żywo interesującemu się alchemią i astrologią biskupowi Franciszkowi Krasińskiemu.”

Po tych słowach możemy wnioskować, że nie pozbył się lustra jak to czynili nawróceni – Dz.Ap. 19:18-20. Więcej wykonał jeszcze jedną podwójną sztuczkę – duchowni z Sandomierza i Węgrowa posłusznie zawiesili jego lustra w miejscach szczególnych. 

W Węgrowie jest eksponowane do dzisiaj – nawet wbrew Katechizmowi Kościoła Katolickiego i co najważniejsze Biblii.

Niestety, ciekawość duchowieństwa magią, nie pozwoliła na posłuszeństwo słowu Bożemu. Poprzez kuriozalną ekspozycję przyrządów magii czarnoksiężnika Twardowskiego w bazylikach mniejszych, udzielało się wielu świeckim z Sandomierza za przyzwoleniem Jana XXIII w 1960 r., i udziela się jeszcze tu w Węgrowie – za przyzwoleniem Jana Pawła II w 1997 r.

 

a tu, w Bazylice Mniejszej w Węgrowie, w domu modlitwy… 

lustro Twardowskiego

… w miejscu krzyża – nad drzwiami wejściowymi do zakrystii – wbrew tradycji katolickiej – jakby na jej przekór, jest eksponowany przyrząd okultyzmu – zwierciadło czarnoksiężnika Twardowskiego.

A krzyż…

… np. jego miejsce jest „pod płotem”. Krzyż z tegorocznej (2011 r.) Drogi Krzyżowej – uroczyście niesionego ulicami Węgrowa… nagle staje się – symbolem porzuconej wiary? Zdjęcie wykonałem 15 października 2011 o godz. 16:33.

>>>


Nic w tym dziwnego, że pojawił się „Diabeł Polski” w Węgrowie.


DIABEŁ POLSKI” W WĘGROWIE


Wiktoryn Grąbczewski opowiada o „Urbanku”.

Widoczny gobelin „Sabat” autorstwa Renaty Sławińskiej 

„Nikt tak często i chętnie nie pozował artystom jak polskie diabły. Pełno ich na różnych malunkach, grafikach, obrazach i szczególnie rzeźbach. Za modele robiły praktycznie wszystkie polskie czarty i diablice. Dzięki ludowym twórcom jest coraz więcej postaci tych różnych PASKUDNIKÓW, wyrosłych na gruncie zasłyszanych legend i gawęd, wyczarowanych z wszelkich materiałów. Tradycja – rzecz święta! …

                                                                            Wiktoryn Grąbczewski


FESTYN RODZINNY


 

Podczas DNIA MATKI Węgrowski Ośrodek Kultury przygotował mieszkańcom Węgrowa festyn rodzinny zatytułowany „W zwierciadle Twardowskiego”. 

W zwierciadle Twardowskiego 

- opowiedziane jednym obrazem. Autor: Michał Kurc AFRP

 

Całość zabarwiała postać diabła, a na scenie dzieci prezentowały świat Twardowskiego w  nawiązaniu do jego lustra.  

Jak się ma DZIEŃ MATKI do postaci diabła, do lustra z Bazyliki Mniejszej w Węgrowie? 


Czy jesteśmy z tego zadowoleni?


W dzisiejszych czasach… 

…często zapominamy o naszych dzieciach, niedoceniając je, że podczas takich różnych pikników, biesiad, a są one uważnymi obserwatorami tego co się dzieje, co opowiadamy o nas, o innych, „o karczmie co się Rzym zwała” i Bazylice z lustrem czarnoksiężnika – to nie jest bajka. Uczą się tego, co usłyszą i zobaczą. Jeżeli jesteśmy obojętni na wrażliwość dziecka, to może się ono poczuć osamotnione w świecie sprzeczności, fałszu i obłudy. Jak sobie z tym będzie radziło? Pewnie tak, jak to możemy obserwować w codzienności każdego dnia – czy jesteśmy z tego zadowoleni?

Spójrzcie oczami dziecka…

… we wnętrzu Bazyliki, tuż po wejściu, wita dziecko ta przerażająca scena…

… Serwowanie dzieciom, w domu modlitwy, tak strasznego widoku – języków ognia, a w nich palących się nagich ciał – tak okrutnej przemocy, jest drogą do poznawania Pana Jezusa Chrystusa? 

Zaskoczony byłem jak któregoś dnia otrzymałem z Redakcji Małego Gościa Niedzielnego – pisma katolickiego dla dzieci, prośbę o przesłanie zdjęcia lustra Twardowskiego.

Twardowski w InfrA.ORG

http://infra.org.pl/wiat-tajemnic/niezwyke-postaci/1278-prawdziwy-pan-twardowski

Po legendarnym magu zachowało się jedynie cudowne lustro i liczne opowieści. Był jednak realną postacią, choć nazwisko „Twardowski” traktować można jako pseudonim. Norymberczyk Lorenz Dhur – królewski dworzanin, miał parać się czarnoksięstwem i przeprowadzić słynny seans spirytystyczny na dworze ostatniego Jagiellona. Przypisuje mu się również otwarcie w Krakowie szkoły dla magów. Potem, w dojść niejasnych okolicznościach, zniknął on jednak ze sceny dziejów… ____________________
Piotr Cielebiaś


Historia życia i twórczości Mistrza Twardowskiego owiana jest legendą i pełna fikcyjnych wątków powstałych głównie w XIX stuleciu. Twardowski jako postać historyczna stał się przedmiotem dociekań wielu badaczy, z których jako pierwszy głos zabrał Jerzy Samuel Bandtkie (1768-1835) twierdząc, iż czarnoksiężnik był polskim szlachcicem, który kształcił się w Akademii Krakowskiej, przy której założył szkołę magii. Michał Wiszniewski (1794-1865) utożsamiał z kolei Twardowskiego z postacią Erazma Ciołka (średniowiecznego mnicha ze Śląska, fizyka matematyka i optyka)1. Kolejna mało wiarygodna hipoteza na temat Twardowskiego wysunięta została przez Konstantego Majeranowskiego, który utożsamiał maga z postacią doktora Fausta. Z wizją tą polemizował Franciszek Siarczyński (1758-1829), uznając go za Polaka żyjącego w czasach Zygmunta Augusta, na co wskazuje relacja zawarta w „Dworzaninie” Łukasza Górnickiego. Pogląd o tym, że Twardowski był postacią realną podzielał Wacław A. Maciejowski (1792-1883), dochodząc do wniosku, że choć działalność maga utrwaliła się mocno w wierzeniach ludowych, w obliczu braku materiałów źródłowych trudno w jego sprawie cokolwiek ustalić. Aleksander Brückner (1856-1939) uznawał Twardowskiego za „kumulację legend” o czarnoksiężnikach, wykrystalizowaną na przestrzeni renesansu i baroku. Pogląd na temat realności postaci Twardowskiego podzielał Jan Kuchta w swej pracy z 1929 r., wysuwając także hipotezę o niemieckim pochodzeniu maga. Inni autorzy widzieli w tej postaci elementy mitologiczne czy nawet parareligijne2.Pierwsze relacje o Twardowskim pochodzą do Łukasza Górnickiego, który w „Dworzaninie polskim” (1566) poddaje krytyce zainteresowanie czarną magią wśród dworzan Zygmunta Starego. Opowieść Górnickiego była różnie interpretowana przez badaczy. Maciejowski twierdził, że z racji tego, iż historia ta odnosi się do czasów panowania ojca Zygmunta Augusta, Mistrz Twardowski musiał żyć w jego czasach i nie był odpowiedzialny za sprawę związaną z wywołaniem ducha Barbary Radziwiłłówny, o której wspominają późniejsze relacje Joachima Possela, Jana z Gizy i Stanisława Bielickiego3. Inni interpretatorzy dzieła Górnickiego (w tym Roman Bugaj) wskazywali, że odnosi się ono do realiów dworu ostatniego z Jagiellonów i jest rodzajem literackiej satyry na temat rzeczywistej postaci4.

XIX-wieczny drzeworyt do „Pani Twardowskiej” Adama Mickiewicza – jednego z wielu utworów inspirowanych legendą Twardowskiego. Od czasów romantyzmu Twardowskiego przedstawiano w postaci rubasznego sprytnego szlachcica.
Najsłynniejszy epizod związany z pobytem Twardowskiego na dworze Zygmunta Augusta to seans, podczas którego królowi ukazany został duch zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Autorami relacji na temat tych wydarzeń są poeta Jan z Gizy (Ghysaeus) oraz doktor Joachim Possel. Pierwsza z nich powstała w 1573, druga, lepiej znana, w roku 1624. Ghysaeus twierdzi, iż do seansu przeprowadzonego przez Twardowskiego doszło z 7 na 8 stycznia 1569 r. w Warszawie, Possel zaś przesuwa tą datę na 1551 r. dodając, że do wydarzeń tych doszło w Krakowie. Roman Bugaj, przyglądając się dochodzeniu w sprawie nadużyć na dworze królewskim, które wszczęto w sierpniu 1573 r. na sejmie elekcyjnym, dochodzi do wniosku, że rzekomy seans spirytystyczny z udziałem Zygmunta Augusta został w rzeczywistości zainscenizowany przez Mikołaja i Jerzego Mniszchów, przy udziale znajdujących się na ich usługach astrologów – Gradowskiego i Durana. Chcąc zyskać wpływy na dworze królewskim, Mniszchowie postanowili za pośrednictwem podobnej do Barbary Radziwiłłówny (i odgrywającej jej rolę w czasie seansu) mieszczanki Barbary Giżanki, zyskać wpływy na dworze królewskim. Opierając się na oświadczeniu Jakuba Pęgowskiego odnośnie maga Duranoviusa, Bugaj powtarza hipotezę Jana Kuchty, który mówi, iż za tym pseudonimem ukrywał się Lorenz Dhur (Laurentius Duranovius), niemiecki mag, którego nazwisko spolszczono na „Twardowski” (od łac. durus – twardy). Z kolei drugi z magów zidentyfikowany został jako Wincenty Gradowski – syn zamachowca, który targnął się na życie Stefana Batorego5.Istnieją także inne wątki pozwalające łączyć postać Lorenza Dhura z Mistrzem Twardowskim. Jedną z nich jest odkrycie Kazimierza Władysława Wójcickiego (1807-1879) dotyczące nieznanego rękopisu Józefa Wereszczyńskiego (1530-1598) – biskupa kijowskiego i jednocześnie pisarza politycznego, który relacjonuje, iż biskup krakowski Franciszek Krasiński (1522-1577) podczas studiów w Wittenberdze zapoznał się z Twardowskim, a następnie sprowadził go do Krakowa. Wraz z karierą Krasińskiego, rosła też rola Twardowskiego-Dhura, który miał zostać koniuszym na dworze Zygmunta Augusta. Choć pogląd Wójcickiego został skrytykowany (m.in. przez A. Brücknera), Krasiński rzeczywiście studiował w Wittenberdze – ognisku reformacji i centrum rozwoju sztuk tajemnych, ucząc się m.in. u Filipa Melanchtona. Według Bugaja, w aktach immatrykulacyjnych tej uczelni odnaleźć można także nazwisko Laurentiusa Dhura. Ponadto, jego nazwisko (w formie Dominus Dhur lub Dor Schwab) funkcjonuje w „Rachunkach dworu królewskiego Zygmunta Augusta” z lat 1549-1571.Nie wiadomo czym dokładnie trudnił się Dhur-Twardowski a także, jak wyglądały jego relacje z Krasińskim. Możliwe, że swą działalność czarnoksięską praktykował on w ukryciu, a po aferze z Giżanką został usunięty lub zamordowany z rozkazu Mniszchów, co może odbijać się w ludowej legendzie o jego porwaniu przez Diabła. Późniejsze burzliwe dzieje Rzeczpospolitej sprawiły, iż o historycznym Twardowskim zapomniano, choć od XVIII w. zaczął on wieść nowe życie jako legenda6.

Tzw. Lustro Twardowskiego z kościoła w Węgrowie (mazowieckie), na którym znajduje się łaciński napis: Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu.” Drugie rzekome lustro Twardowskiego znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu, jednak nie jest dostępne dla zwiedzających.

Poszukiwanie historycznej prawdy o Twardowskim wiązało się także z pozostałymi po nim śladami materialnymi, do których należy słynne magiczne lustro z kościoła w Węgrowie oraz domniemane księgi jego autorstwa. Teodor Narbutt (1784-1864) opisuje lustro jako „z metalu białego, płaskiego, wysokiego cali 22, szerokiego 19, z fasetką do koła, w czarne staroświeckie ramy oprawne”7. Według K. Wereszczyńskiego, lustro miało zostać przekazane w darze biskupowi Krasińskiemu przez czarnoksiężnika, a następnie złożone w świątyni. Ze zwierciadłem wiąże się szereg legend mówiących o jego niezwykłych właściwościach ukazywania „strachów”, przez co zostało roztrzaskane kluczami przez ministrantów (nosi rzeczywiste ślady uszkodzenia) a przebierający się po mszy księża widywali w nim odbijające się „diabły”8. Waga zwierciadła wynosi 17.8 kg, a wykonane jest ono z kruchego stopu bizmutu i antymonu, z niewielką domieszką miedzi. Niewiele wiadomo o jego pochodzeniu przeznaczeniu. Pierwotnie mag mógł używać go w katoptromancji (sztuce wróżenia z lustra), choć według domysłów innych badaczy, mógł wykorzystać je podczas seansu wywoływania ducha Radziwiłłówny. Napis na lustrze wspominający Twardowskiego wykonany został najprawdopodobniej w pierwszej połowie XVII stulecia9.

Legenda przypisuje Twardowskiemu autorstwo księgi „Liber viginti atrium” przechowanej w Bibliotece Jagiellońskiej, która w rzeczywistości jest dziełem żydowskiego kabalisty z Pragi, Pawła zwanego Żydkiem10. Legenda o „Księdze Twardowskiego” narodziła się najprawdopodobniej już w XVI w., choć w źródłach pojawia się dopiero w XVIII w. W tym samym czasie kustosz Biblioteki Jagiellońskiej, Jacek Idzi Przybylski (1756-1819) w „Ułomkach z topograficznego i filozoficznego opisania miasta Krakowa” wyjaśnia, że mag nie mógł być autorem dzieła i jest nim Paweł z Pragi (w rzeczywistości istniało dwóch kabalistów o tym imieniu, z czego drugi zmarł pod koniec XVI w.). Istnieją także relacje dotyczące prawdziwej „Księgi Twardowskiego”. O dwóch rękopisach maga wspominają uczeni Jakub Woit i Jan Zygmunt Junschultz, o jednym polski jezuita Adam Naramowski, który twierdzi, że dzieło „Opus magicum” przechowywane było w Wilnie. Księga, jak sugerował Joachim Lelewel, zniknęła między 1620 a 1630 r. w niewyjaśnionych okolicznościach11.

Choć Mistrz Twardowski jako postać historyczna pozostaje niemalże nieznany, doskonale zapisał się w tradycji ludowej12 i literackiej, głównie dzięki zainteresowaniu jego postacią w romantyzmie, czego dowodem są liczne poświęcone mu dzieła literackie i malarskie.

Tagged with: ,

Religia, kapitalizm, demokracja, prawa człowieka, poprawność, czyli wielka maya Cywilizacji Zachodu


allfons.ru-4026

Powiewające barwne sztandary, a pod nimi dostojnicy pohukujący do mikrofonów piękne hasła i oszukujący całe narody. Prowadzący je na rzeź, bez mrugnięcia powieką.

Świąteczne parady wojowników w pełnym rynsztunku, urządzane z okazji kolejnych rocznic agresji, masowego niszczycielstwa oraz ludobójstwa.

Procesje czarowników w purpurze, srebrze i fiolecie, z obrazami i figurami kapiącymi od złota. Tłum klęczący na kolanach przed gipsowymi figurkami, łuszczącymi się z białej i niebieskiej farby, całujący ich stopy i wyimaginowane, krwawe rany.

Gromkie klątwy rzucane z ambon na „wiernych”, z powodu nieprzestrzegania zasad spisanych w zmurszałych ze starości, rozsypujących się w proch książkach. Klątwy rzucane z niebotycznych pałaców Nikogo, przez wiedźminów nie przestrzegających żadnych zasad.

Zmagania  gladiatorów w wymyślnych strojach, z piłką, krążkiem, oszczepem i innymi przyrządami, na arenach dziesięć razy większych niż Koloseum. Dziesiątki takich stadionów na wszystkich kontynentach.

Walki samczyków na pięści, łokcie i kopy, aż do utraty przytomności, do zmiażdżenia twarzy i połamania nóg, w asyście rozwrzeszczanych, podnieconych ludzi, odurzonych alkoholem.

Wycieczki z całego świata ciągnące na widowisko ukrzyżowania kilku byków przez kilku facetów ze szpadami, wyfraczonych jak pajace.

Powszechny kult pięknych kobiet i mężczyzn, którzy udają kogo innego niż są, na gigantycznych ekranach i scenach, w wymyślonych, wyssanych z palca dramatach.

Idole muzyczni rozszarpywani w ekstazie przez fanów i paparazzich. Widowiska światła i dźwięku ogłuszające mocą, wprowadzające masy w narkotyczny trans.

Codzienny rytuał prywatnej domowej kontemplacji nieszczęścia, przemocy i zniszczenia, w barwnych obrazach, skwapliwie zbieranych z całego świata. Zaopatrzonych w obłudny sado-masochistyczny komentarz recytowany teatralnym, pełnym przejęcia tonem przez telewizyjnych alfonsów naganiających klientów z przemysłu reklamowego.

Pielgrzymki do lombardów błyskotek i drogich kamieni, zgromadzonych przez stulecia grabieży, wojen i wyzysku, przez najokrutniejszych uzurpatorów w dziejach świata.

Uwielbienie i podziw dla spryciarzy i oszustów oraz dla „szczęściarzy”, którym udało się zgromadzić na kontach osobistych gigantyczne majątki, liczone w cyfrach z dziewięcioma zerami, czyli właścicieli miliardów papierów  w formacie 13 na 7 centymetrów, pomalowanych zieloną farbą.

Tak zwane „ideały” wpajane dzieciom przez szkoły i kościoły, czyli wzorce postępowania, które skutkują chęcią posiadania owego pustego majątku, owych papierów, błyskotek i rzeczy, i wywołują dążenie do realizacji tego „ideału” za wszelką cenę, najlepiej przy pomocy własnej armii niewolników.

Ostracyzm i pogarda dla słabych, biednych, ułomnych, upośledzonych, chorych, niedołężnych, dla innych, odmiennych, nie podzielających opisanych powyżej powszechnych  pasji i zbiorowych ideałów oświeconej ludzkości.

Pogarda dla przyrody i egotyczna, niczym nieuzasadniona pycha.

Cywilizacja Zachodu.

flagaUE

Cywilizacja Zachodu i jej maya.

Tak zwana Cywilizacja Zachodu, to znaczy Europa, Rosja i Ameryka, czyli spadkobierczynie „cywilizacji rzymskiej”, szczycą się faktem wygenerowania i wprowadzenia w życie modelu cywilizacyjnego, który opanował cały świat. Kluczowymi osiągnięciami tego modelu mają być  standardy wprowadzone w praktykę życia społecznego, takie jak: kapitalizm, demokracja, system moralno-religijny i oparte na nim prawo, prawa człowieka oraz poprawność polityczna. Te standardy podobno – według masowej propagandy – wykluczają dyskryminację z „systemu”, a więc i poniżenie narodów, ras, grup społecznych a nawet jednostek, z jakichkolwiek względów. Te standardy mają gwarantować sprawiedliwość społeczną i ustanawiać „najlepszy możliwy model życia społecznego”. Zastanówmy się jak to szczytne „marzenie” i buńczuczne stwierdzenie ma się naprawdę do rzeczywistości. 

Skoro stawiamy ten problem w kontekście Wielkiej Zmiany to nie będzie dla was zaskoczeniem, iż rozciągamy jego „ważkość” i „oddziaływanie” na cały świat. W naszym wywodzie nie będziemy jednak dawać przykładów z całego świata. Zgadzamy się z twierdzeniem, że Cywilizacja Zachodnia oparta o chrześcijaństwo podbiła Ziemię i narzuciła pozostałym swoje rozwiązania we wszystkich możliwych sferach życia społecznego. Zatem wystarczy jeśli ograniczymy się w przykładach do Europy i USA, albo do samej Polski. Będą one reprezentatywne dla tego co prędzej czy później (a tak naprawdę już w tej chwili) dotyczy wszystkich pozostałych zakątków cywilizowanego świata. Tym bardziej nie będziemy tutaj pisać o Indianach z Amazonii jako tych którzy się „oparli” czy też „dają przykład” innego modelu życia.Nie będziemy też rozpisywać się o Indiach i Tybecie jako duchowych wzorcach odmiennej drogi rozwoju i stosunków społecznych. Nie jest to żadna odmienna droga, ani inne stosunki społeczne.

Mamy chyba wszyscy świadomość, że to czy Indianie z Amazonii i Nowogwinejczycy z Papui w ogóle przeżyją, zupełnie od nich nie zależy, skoro jeden gość w Waszyngtonie, Teheranie, Tel Awiwie lub w Pekinie albo w Moskwie, jednym przyciskiem, może unicestwić całą Matkę Ziemię, łącznie z ich Amazonią i Papuą. Pozostaje otwarte pytanie w imię czego przyciśnie on ten guzik? Czy w imię obrony „demokracji”, czy w imię obrony „moralności” a więc własnej religii i prawa, czy w imię obrony kapitalizmu, czy poprawności, a może w obronie praw człowieka?

Nie będzie też dla was pewnie zaskoczeniem, że uważamy za jedne z najbardziej absurdalnych i bezczelnych kłamstw jakie są rozpowszechniane na świecie, twierdzenia o religii  – jako sile moralnej dającej doskonałe prawo, kapitalizmie – jako niedoścignionym wzorze sprawiedliwości społecznej, o demokracji – jako najwyższej formie organizacji życia społecznego, czy o prawach człowieka  i poprawności – jako wyznacznikach standardu owej demokracji. 

Jest to kłamstwo wyjątkowo szkodliwe, jako że powoduje, iż zdecydowana większość społeczeństw świata ogłupionych tą propagandą powielaną przez masowe media, odstępuje od walki o zmianę tychże „wysokich” euro-amerykańskich standardów na standardy prawdziwie wysokie.

Ludność Ameryki  i Europy w 99% pogrążona jest w samozadowalającym otumanieniu. „Prawdę” o tych najwyższych na świecie standardach wtłacza się brutalnie w umysły ludzi wszelkimi możliwymi kanałami medialnymi i informacyjnymi. „Prawdę” ową wciska się ludziom od dzieciństwa przy pomocy spójnego systemu najdoskonalszej propagandy, jaki stworzył człowiek. „Prawdę” tę powiela się przez pokolenia  „wdrukowując” całym społecznościom przeświadczenie o wyższości własnej nacji nad innymi oraz własnej „zwycięskiej” cywilizacji nad innymi modelami cywilizacyjnymi.

Mówiąc o kanałach informacyjnych mamy na myśli także kanały indywidualne, które kształtują człowieka od chwili, kiedy przychodzi na świat i zaczyna podlegać tzw. „edukacji”. „Edukacja” (czytaj: propaganda)  odbywa się najpierw w środowisku domowym i w najbliższym otoczeniu społecznym (sąsiedztwo, wieś, osiedle). Potem zostaje przez rodziców przekazana na zewnątrz,  instytucjom państwa (przedszkole i szkoła) oraz instytucjom głoszącym prawa moralne (kościoły i związki wyznaniowe), a także mediom powołanym do rozpowszechniania informacji i kultury oraz do serwowania masom tzw „rozrywki”.

W ten sposób człowiek od najwcześniejszego dzieciństwa „uczy się” miejsca w jakim się znalazł i praw rządzących tym miejscem, oraz „prawd” na temat tego miejsca, więc zasad, których musi przestrzegać, żeby nie zostać napiętnowanym i odrzuconym przez otaczającą go społeczność. Społeczność posiada różne narzędzia ucisku jednostki lub „przywracania” jej do tzw „normy”. Dziecko podlega „nauce” wpierw żyjących w fałszywym przekonaniu o świecie rodziców, potem indoktrynujących z pełną premedytacją kościołów i szkół oraz mediów (gazet, czasopism, książek, radia, telewizji).

Już jako dzieci otrzymujemy zatem „wdruk” światopoglądowy, który powoli z biegiem lat zaczyna ujawniać człowiekowi myślącemu swoje fałsze i powoduje (u osób myślących) rozdźwięk między własnymi obserwacjami i doświadczeniami a „wdrukowaną” wersją programu. U ludzi myślących, usiłujących żyć świadomie wywołuje to próby mniej lub bardziej skuteczne weryfikacji własnego „światopoglądu”. Jest to działanie mozolne, wymagające wielkiego intelektualnego wysiłku. Niekiedy „wdruk” jest tak silny, że nie tylko nie da się go przełamać, ale człowiek nie zauważa, że go posiada. Kiedy indziej sprzeczność pomiędzy wdrukiem a doświadczeniem pociąga ludzi na fałszywe ścieżki destrukcji wobec innych i wobec siebie samego.

O tej sytuacji pisze nieustannie, i zwraca na nią uwagę, nauka psychologii, której obserwacje i odkrycia stosuje się dzisiaj powszechnie dla manipulowania człowiekiem. Wykorzystują tę wiedzę różne instytucje manipulujące „prawdą” i „światopoglądem zbiorowym”: szkoły, kościoły, media, partie, politycy, tzw. oświata i edukacja. Czyni to w sposób najjaskrawszy przemysł reklamowy, powołany do obsługi „konsumpcji”, czyli  kształtowania popytu/zbytu wszelakich produktów innych przemysłów, czyli do kształtowania „światopoglądu” w duchu „wzrostu”.

„Wzrost” jest tu rozumiany wyłącznie jako  „wzrost popytu” i „wzrostu zbytu”, czyli wzrost produkcji i sprzedaży. Nikt rozsądny nie wyobraża sobie zapewne reklamy działającej odwrotnie, która nawoływałaby do nie kupowania, lub nie posiadania „czegoś”. Nawet jeśli reklama i edukacja nawołuje do przestrzegania „zdrowego trybu życia” to czyni to „wciskając” ludziom nowe produkty, które mają jej zdaniem, temu właśnie służyć.

flaga_UE

Że powyżej opisane twierdzenia na temat demokracji, przestrzegania praw człowieka i poprawności politycznej na obszarze euro-amerykańskim są bredniami rozpowszechnianymi przez zaczadziałe propagandy państw będących aparatami przemocy i ucisku, że są wytworem fałszywej imaginacji i absurdem, udowodnimy w sposób na tyle drastyczny, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to co tutaj twierdzimy jest prawdą.

Rzeczywiście żyjemy już w globalnym społeczeństwie, które jednak jest na globalną skalę manipulowane (globalnie zakłamane i okłamywane). Żyjemy pogrążeni w fałszywym świecie od urodzenia aż do śmierci i ten „fałszywy” urojony świat należy nazywać po imieniu… Matrixem. Problem „życia w ułudzie” zwanej mayą nie jest nowy, o czym świadczą nauki buddyjskie sprzed stuleci. W dawnych czasach, względnej równowagi pomiędzy człowiekiem  a przyrodą i niskiego zaludnienia Ziemi, ekstensywnej gospodarki, która nie naruszała drastycznie zasobów planety, wydawało się, że jest to wyłącznie zagadnienie filozoficzne, które dotyczy mistrzów jogi dążących do absolutu i doskonałości. Dzisiaj jest to jednak problem dotyczący całego globu, całej jego społeczności i całego ekosystemu, wszystkich ludzi i całej otaczającej nas przyrody. Dzisiaj żyć nadal w mayi oznacza narażać kolejne pokolenie ludzi na śmiertelne niebezpieczeństwo wynikające z błędnego rozpoznania rzeczywistości i zagrożeń.

Można powiedzieć, że przez wieki położenie człowieka uległo poprawie i że dysponuje on coraz większą siłą i coraz większymi zasobami, że uwalnia się od okowów natury i wznosi cywilizację na niebotyczne wyżyny technologii. Jest to stwierdzenie prawdziwe. Tyle że te „okowy” dawniej były skuteczne i rzeczywiście ograniczały wpływ człowieka na środowisko, dzisiaj zaś maya wynikająca z pychy człowieka lub jego zaślepienia roztacza przed umysłami ludzi nierozważnych a posiadających „moc”, fałszywy obraz ich własnej wszechmocy i nieograniczenia żadnymi prawami natury/przyrody.

  Żyjemy naprawdę bez żadnej przesady w MAYI, w zaczadzeniu i kłamstwie uprawianym na masową skalę. Rozmiar tego kłamstwa i fałszu jest przerażający, a wyzwolenie z tego stanu jest niezbędne żeby ocalić Ziemię i zapewnić bezpieczeństwo kolejnym pokoleniom ludzi, naszym potomnym, naszym dzieciom i wnukom. 

Żyjemy w świecie wciąż niesłychanie prymitywnym, w społeczeństwie, które można określić bez przesady jako barbarzyńskie. Fałsze o własnej wyższości „wdrukowuje” się mieszkańcom Europy i Ameryki od dzieciństwa i utrwala na wszelkich poziomach edukacji. Utrwala się je przez codzienną praktykę medialną.

Prawda 1:

400 rodzin w Kolumbii posiada prawie całą ziemię tego państwa, 400 najbogatszych ludzi na świecie skupia w swoim ręku majątek równy temu co posiada 1,5 miliarda pozostałych ludzi, czyli 1/4 całej populacji planety. Tych 400 najbogatszych ludzi świata nie pochodzi z Kolumbii tylko z USA i Europy.  Każde państwo świata ma 400 albo 40 takich swoich rodzin. Czy lada chwila dowiemy się, że cały majątek Polski również spoczywa w rękach 400 albo 40 najbogatszych rodzin?

Żeby jasno i dobitnie sobie uświadomić, stan zakłamania naszej cywilizacji musimy zaaplikować sobie wstrząs. Wstrząs ten  zrealizujemy poddając analizie dwa sztandarowe hasła Cywilizacji Zachodu: jego prawo (i moralność z prawa wynikającą) oraz demokrację (z prawami człowieka i poprawnością polityczną jako jej wyznacznikami). Prawo bierzemy na tapetę jako podstawowy miernik wolności i równości społecznej, bo na moralności i prawie opiera się cały system ustrojowy państw.

Co leży u podstaw każdego prawa? Światopogląd danej grupy i zasady moralne jakimi się posługuje. Nie da się ukryć, że w USA i Europie jest to światopogląd chrześcijański zabarwiony z lekka elementami ateizmu. Prawo może być bardziej precyzyjne lub mniej precyzyjne, doskonalsze lub mniej doskonałe w regulacjach w poszczególnych państwach, ale u jego podstawy jak się okazuje leży moralność, czyli światopogląd uznawany na danym obszarze za normę kulturową.

Jaki mamy wpływ, MY jako ludzie żyjący współcześnie, na formowanie tego co zastaliśmy i co otrzymaliśmy w spadku po przodkach jako gotowy zbiór zasad moralnych, prawd i praw? Tylko taki jaki wyznacza samo prawo odziedziczone po przodkach. Zmiany sprzeczne z tym prawem wymagają przeprowadzenia rewolucji – wypowiedzenia posłuszeństwa istniejącemu prawu. Tak zwana demokracja przewiduje możliwość wprowadzenia dużych zmian w prawie pod warunkiem poparcia ich w wyborach przez większość społeczeństw.

Czy rzeczywiście Demokracja i Poprawność Polityczna daje ludziom narzędzia do wprowadzenia do prawa (prawodawstwa państw) zmian jakich by sobie życzyli czy też zmian, jakie uważają za niezbędne w związku z postrzeganymi zagrożeniami mechanizmów demokracji, zagrożeniami bezpieczeństwa planety, przyrody, samych obywateli?    

 Jak powiedzieliśmy u podstaw prawa leży światopogląd i moralność. Ograniczmy się zatem, żeby nie zanudzić i nie rozmydlać problemu do analizy podstawy światopoglądu i moralności Zachodu. Ma on dwa fundamenty:  religię chrześcijańską oraz ateizm, czyli tak zwaną „świeckość państwa”, wynikającą ze światopoglądu naukowego. Światopogląd naukowy rozumie się tutaj jako zdefiniowany w XIX wieku zbiór aksjomatów nauki, co w istocie sprowadza go do materializmu.  Żeby nie brnąć w zbytnie niuanse ograniczymy się do pokazania wpływu religii na demokrację i światopogląd naukowy . Jeśli bowiem wykażemy taki zdecydowany wpływ i deformację, taki fałsz u podstawy systemu społecznego, u podstawy systemu prawnego, to automatycznie wykazujemy zakłamanie całego systemu i fałszywość wszystkich składników, które oparte są wszak o fundament prawny. 

Gorzej, jeśli dowiedziemy absurdalności podstawy światopoglądowej, jej antyracjonalności, czyli nierozumności, to bowiem stawia pod znakiem zapytania celowość jakichkolwiek podejmowanych  działań. Jeżeli ulegamy złudzeniu co do poprawności fundamentu i budujemy na krzywej podstawie – to czy budowla stawiana w ten sposób może się utrzymać w środowisku Przyrodniczym – poddana naciskowi siły grawitacji?! Czy stojąca na fałszywej podstawie konstrukcja – powiedzmy system demokratyczny z całym jego systemem prawnym – może sprostać naciskowi sił NATURY, czyli prawu entropii, które dotyczy nie tylko wszystkiego co żywe, ale wszystkiego co w ogóle istnieje. Entropia to nie tylko erozja skał i śmierć żywych organizmów, to także murszenie i zawalanie się cywilizacji, to upadki imperiów, czyli państw, to załamania systemów ekonomicznych i wynikające z nich krwawe wojny o dobra i o racje, to także oparte o przeświadczenie o racji i wartości własnego światopoglądu wojny o podłożu ideowym – religijnym.  

 Ponieważ polskie podwórko jest naszym rodzinnym i chcielibyśmy znaleźć receptę na własne bolączki, a także ponieważ Polska leży w Samym Sercu Świata i w Samym Jądrze Wielkiej Zmiany, ograniczymy się do Polski i na jej przykładzie pokażemy rozmiary problemu.

Na początek damy serię artykułów, które pokażą nam stan bieżący rzeczywistości.

9764296-flaga-ue-zamknij-w-ga-ra

Wstrząs.

Dlaczego to wszystko jest tak bardzo ważne?

Fałszywy obraz rzeczywistości powoduje podejmowanie fałszywych, błędnych decyzji. Widzimy to jaskrawo w naszym kraju, gdzie rządzący uznali najwyraźniej, że ważniejsze są jakieś inne priorytety, niż dobro obywateli, którym służą.Obywatele może nie do końca są świadomi, że państwo jest po to, I TYLKO PO TO, ABY IM SŁUŻYĆ! 

Jeżeli Państwo nie realizuje podstawowych obowiązków wobec obywateli jakimi są np.: zapewnienie im bezpieczeństwa przed przestępczością, ochrona przed grabieżą ze strony innych państw i organizacji gospodarczych (koncernów), jeżeli nie zapewnia należytej opieki medycznej, czyli bezpieczeństwa w zakresie zdrowia, i jeżeli nie gwarantuje emerytur po przepracowaniu całego życia dla rodziny, ale i dla wspólnego dobra obywateli i państwa, pobierając haracz na te emerytury, to jest obywatelom ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNE.

Państwo które żongluje wiekiem emerytalnym, dowolnie przesuwa składki z prywatnych kont obywateli, nie tworzy wystarczającej liczby miejsc pracy, doprowadza manipulacjami i kłamstwami czy dopuszczaniem obcego kapitału do masowych zwolnień i pozbawienia własnych obywateli środków do życia, czyli do bezrobocia – jest już nie tylko zbędne, ale staje się instytucją oszukańczą i grabieżczą – zwykłą organizacją przestępczą.

Widzimy to nie tylko u nas – widzimy to w Grecji, na Cyprze, w Hiszpanii, we Włoszech, Francji – czyli w samym jądrze tzw. Cywilizacji Zachodu. Widzimy to w Niemczech, gdzie podobnie jak w Polsce, zwykli podli krętacze, oszukujący w przeszłości system prawny swego kraju, stają się prezydentami i ministrami. Widzieliśmy to na Islandii, gdzie wszyscy obywatele stracili oszczędności i w Irlandii. Manipulacje obywatelami i powszechne kłamstwo oraz propagandę zamiast informacji, a zwykłe zabójstwo polityczne jako instrument w rządzeniu  obserwujemy w USA (choćby obecna afera mailowa CIA, Guantanamo, polskie obozy CIA dla Islamistów, nękanie przez urzędy skarbowe i inne instytucje państwa Republikanów i innej opozycji politycznej), w Wielkiej Brytanii, w Rosji, w Chinach, na Białorusi, a także w Turcji i we wszystkich krajach arabskich, czy szerzej islamskich.

Takie państwa jakie tutaj opisaliśmy (nie wspominając o tym co się dzieje w Ameryce Południowej czy Afryce) są obywatelom nie tylko niepotrzebne, ale ich władze powinny zostać przez społeczności aresztowane i ukarane – trafić najnormalniej w świecie do więzień.

Czy rządzący Polską obecnie mają jako priorytet wytworzyć w obywatelach poczucie iż PAŃSTWO JEST IM NIEPOTRZEBNE? Nie wykluczam takiego absurdu, ponieważ Siły Globalne mogą oferować elitom naszego państwa przyszłość nie w ramach Państwa Polskiego ale w ramach CENTRALNEGO SUPERPAŃSTWA – Europy.

Prawda 2: Prawidłowy, ugruntowany, oparty mocno o korzenie tradycji i kultury NARODU światopogląd jest podstawowym narzędziem jakim obywatele posługują się w ocenie poczynań władz państwa i innych państw wobec własnego państwa.  Fałszywa podstawa światopoglądowa ma tutaj kluczowe znaczenie dla zniewolenia i demontażu państwa.

Rewolucja światopoglądowa rozpoczęła się w początkowych latach XX wieku, lecz wtedy objęła tylko tzw „wyższe sfery”, nieliczne grupy i jednostki żyjące na odpowiednio wysokim poziomie konsumpcji podstawowych dóbr cywilizacji przemysłowej. Z biegiem czasu rosła dostępność do tych podstawowych dóbr i coraz szersze rzesze ludzi wyzwalane były z kieratu egzystencjalnego.

To ten kierat powodował, że brakowało czasu i energii na refleksję indywidualną i społeczną, a także obszaru społecznego wolnego od konieczności podporządkowania się grupie stanowiącej większość.

W końcu XX wieku dostępność dóbr podstawowych (umiejętność pisania i czytania, informacja masowa, szkolnictwo, zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych i żywnościowych, zapewnienie komfortu lecznictwa i dobrych warunków reprodukcji ludzkości) objęła już nie tylko kraje Północy (Zachód – rozwinięte kapitalistyczne, i Wschód, czyli kraje socjalistyczne), ale i te biedniejsze, w Azji i Ameryce Południowej. Dzisiaj, 100 lat później, u progu lat 20-stych XXI wieku proces ten jest w Europie, Azji i Ameryce powszechny, obejmuje niemal całe europejskie społeczeństwa oraz sięga coraz głębiej w terytorium Ameryki, Azji i Afryki – najbardziej zapóźnionego rozwojowo kontynentu świata. 

Moglibyśmy brnąć w przykłady i analizy szczegółów, skupiać się na wybranych problemach z zakresu demokracji, kłamstw światopoglądowych, „niepoprawności” politycznej, ale w ten sposób nie sięgnęlibyśmy sedna i rozmylibyśmy cały problem.  Nie damy się wywieść na manowce. Oto kilka artykułów dla ilustracji naszych tez i przejdziemy do finału, by oczyścić tę paskudną popłuczynę po kalijudze.


 

Ihs-logo.svg

Na początek znany, krótki tekst satyryczny „Szczera wypowiedź Benedykta XVI na placu świętego Piotra”. Cytujemy, za jak mi się zdaje stworzoną w celach prześmiewczych ale i dydaktycznych stroną: informatorcodzienny.wordpress.com

Benedykt XVI: Bóg nie żyje, jesteśmy sami

Posted on Grudzień 1, 2012

Papież Benedykt XVI zaskoczył dziś wiernych podczas homilii papieskiej na Placu św. Piotra, gdy ogłosił, że „Bóg jest martwy” oraz że „to wszystko zupełna bzdura”.

Dziennikarze zwrócili uwagę, że biskup Rzymu był wyraźnie wstrząśnięty i niewyspany, gdy tłumaczył gromadnie przybyłym katolikom, że „cała nasza egzystencja nie ma sensu ponad tę krótką chwilę”. Wbrew katolickiej tradycji, papież był nieogolony, a jego szaty znaczyła spora plama od sosu pomidorowego.

– Byłem zupełnie naiwny, gdy wydawało mi się, że nad ludzkością czuwa nieskończenie dobry Bóg. Wystarczy się rozejrzeć, zobaczyć całe to cierpienie i zło. Dzieci umierające z głodu w męczarniach – dzieci! Jaki wszechmocny, dobry Stwórca mógłby na to pozwalać?

Na placu św. Piotra zapadła grobowa cisza. Benedykt XVI trzęsącą się dłonią podnosił do ust kielich wina mszalnego i regularnie go dopełniał, kontynuując niecodzienne kazanie:

– Jesteśmy tylko małpami, szympansami, które trochę zmądrzały i myślą, że wszystko co widzą jest dla nich. Człowiek jest jedynie reakcją chemiczną, obdarzoną chwilowym przebłyskiem świadomości. Małpa o przerośniętych ambicjach, homunkulus z węgla, siarki i tlenu! Małpa, która desperacko krzyczy „dlaczego?” i szuka przyczyn przez ten ułamek kosmicznej sekundy, zanim siły, nad którymi nie panuje zaciągną ją brutalnie do grobu, by stanęła wobec potwornego faktu wiecznej nicości.

Papież opierał się o balkon i ignorował wiernych, spośród których niektórzy zaczęli buczeć, inni natomiast zagłuszali go skandując „Santo Subito”. Przywódca Kościoła Katolickiego tymczasem pytał, co może znaczyć zbawienie albo odpuszczenie grzechów i śmiał się gorzko.

– Jaki grzech? Jakie zbawienie? Dryfujemy samotnie na kawałku skały pośród bezkresu wszechświata, z którego czyste prawdopodobieństwo i bezwzględna selekcja naturalna ulepiły naszą ułomną formę. Jeśli Bóg kiedykolwiek istniał, to nie żyje albo nas opuścił; jesteśmy sami i nie ma żadnych bytów poza tym, czego doświadczamy. Jeśli coś ma znaczenie, to może tylko to, jak spędzimy swój czas i co pozostawimy po sobie. A i to zniknie wobec nieubłaganego prawa entropii, gdy za kilka nikczemnych miliardów lat nasz wszechświat stanie się pusty, statyczny i martwy.

Oburzeni katolicy opuszczali już plac, gdy papież Ratzinger, chwiejąc się, kończył homilię.

– Idźcie i… I bądźcie dobrzy dla siebie. Macie przecież jakąś intuicję moralną, po prostu nie róbcie innym krzywdy. Mnie nie pytajcie, skąd mam wiedzieć lepiej od was?

Episkopat Polski wydał oświadczenie prasowe, w którym podkreślił, że wypowiedź papieża nie była wygłoszona ex cathedra i w związku z tym nie jest objęta dogmatem o nieomylności. Wyraził też nadzieję, że „incydent” nie wpłynie na szacunek, którym Kościół cieszy się w polskim społeczeństwie.”

flagaUE

Fajnie gdyby Benedykt zdobył się na coś takiego, ale niestety nie, chłop wolał abdykować w obliczu nadchodzącej Wielkiej Zmiany i ujawnionych wielkich problemów Kościoła. Daleki jestem od podejrzenia, że (jak ktoś tutaj na blogu sugerował) Jezuici są głupi, ślepi i nie potrafią rozpoznać np. w takim Janie Twardowskim (vel Laurentym z Rud) czy w Janie Kochanowskim i jego twórczości, osoby, która sączy antychrześcijański „okultystyczny jad” w dusze wiernych owieczek, a raczej prowadzonych na rzeź dojnych krów. Że tacy głupi nie byli (także w XVIII wieku) wiemy z ich działań z okresu kontrreformacji, kiedy to dzieła mistrza Jana Kochanowskiego, Strażnika Wiary Przyrodzoney Słowian, po prostu palili na stosach, doprowadzali do linczów i morderstw innowierców, grabieży majątku, skazywali całe polskie rody na banicję, usunęli Braci Polskich i tysiące ludzi z kraju, czy palili książki jak ich późniejsi naśladowcy spod znaku Adolfa Hitlera. To samo czynili wcześniej oraz w tym samym czasie wśród Inków, z ich świętymi księgami.

Także i dzisiaj przypuszczenie, że abdykacja Benedykta jest przypadkowa, albo że nagle poczuł się zmęczony, albo że chciał „złamać” jakąś „zasadę ” to zwykły kit dla głupców. Zwłaszcza w zestawieniu z faktem, że bezpośrednio po nim powołuje się na tron  jezuitę, czyli Czarnego Papieża. Czy on musi rzeczywiście przyjąć imię Piotr, albo czy w ogóle może przyjąć takie imię, w kontekście powszechnie znanej przepowiedni? Oczywiście, że nie! Natomiast może z całą „jezuicką szczerością” przybrać imię Konkurencyjnego Świętego, który jest świętym powszechnie wielbionym przez współczesnych pacyfistów i ekologów, chociaż dla jezuitów był zawsze pogardzanym mięczakiem i głupkiem, przysłowiowym idiotą, nie rozumiejącym zasad prawdziwego, profesjonalnego uprawiania rzemiosła kapłana.

Któż może być lepszy na papieża w czasach upadku religii judeo-chrześcijańskiej i masowego odchodzenia od niej dotychczasowych Duchowych Niewolników oraz tworzenia się na oczach kleru Plemienia Wolnych Ludzi?! Kto może być lepszy do obrony zagrożonej pozycji pośredników – niż sprawdzony w boju Jezuita, flagowy argentyński reprezentant owego zakonu o potwierdzonej w dziejach renomie, zakonu sprawdzonego w warunkach bojowych na wszystkich kontynentach.

Nikt mi nie powie, że jezuici to coś innego niż zakon komandosów katolickich, który toczy nieustanną krucjatę przeciw Niewiernym od czasów założycielskich pierwszego swego pryncypała Lojoli.

Teraz drugie uderzenie prawdy, które jest konieczne. Przytaczamy tutaj inny, acz ważny z tych samych powodów co poprzedni, tekst (we fragmentach) za stroną: eioba.pl

5587705-flaga-unii-europejskiej-lub-ue

Problem zakłamania świata Bogiem – rok 2008

Dr. Marek Głogoczowski

Casus ks. prof. Węcławskiego, czyli problem „zakłamania świata Bogiem”

Pod koniec stycznia br. otrzymałem, dość rozpowszechnioną w polskich elektronicznych mediach, informację:

„Rewolta w Polskim Kościele Katolickim. Wystąpienie księdza profesora Tomasza Węcławskiego z kościoła katolickiego do niedawna ważnego duchownego, byłego rektora Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, doradcy watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

Po wnikliwych badaniach historii pierwszych wieków chrześcijańskich doszedł on do wniosku, że Jezus Chrystus nie był Bogiem, a wszystko, co opowiada Kościół, to po prostu nie ma żadnego sensu. W marcu ub. r. 2007 prof. Węcławski zrzucił sutannę, a tuż przed świętami Bożego Narodzenia dokonał formalnego aktu apostazji, czyli wystąpienia z Kościoła.”

Ponieważ byłem akurat wtedy przejazdem w Warszawie, więc zapytałem o tę sprawę dość często występującego w katolickiej telewizji „Trwam” profesora filozofii Bogusława Wolniewicza, któremu chciałem zaprezentować mą najnowszą, podsumowującą mój dorobek filozoficzny, książkę pt. „’Młot na Rozum’ liberalnej demokracji”. Prof. Wolniewicz oczywiście o sprawie apostazji prof. Węcławskiego wiedział, ale ją zbagatelizował, twierdząc iż „zrobił to on dla poklasku”. Zupełnie inaczej zareagował na tę wiadomość mój kolega, warszawski prawnik, który przeczytawszy powyższą notkę stwierdził krótko „to nic nowego, przecież i muzułmanie twierdzą, że Jezus był tylko człowiekiem, a pomimo to wierzą w Boga”. Ta banalna uwaga dezawuuje opinię, że prof. Węcławski odszedł od Kościoła „dla poklasku”. Gdzie jak gdzie, ale w Polsce (podobnie jak w USA, którego prof. Wolniewicz okazał się być entuzjastą), afiszowanie się z poparciem dla „terrorystów islamskich” nie przysparza społecznego uznania. Zresztą i moi znajomi w Zakopanem, którzy o decyzji prof. Węcławskiego czytali, też twierdzili, że powody jego odejścia od Kościoła były głębsze, przypominali aferę związaną z pedofilią poznańskiego arcybiskupa Petza, w którego diecezji Tomasz Węcławski był rektorem seminarium duchownego.

Otrzymana internetowa notka precyzuje przyczyny nagłego zerwania z Kościołem jednego ze znamienitszych polskich teologów:

„Jest niezwykle rzadkie zjawisko. Jeśli bowiem ksiądz odchodzi ze stanu kapłańskiego, to jednak z reguły pozostaje w kościele, nie porzuca wiary. Natomiast, prof. Węcławski uznał, iż musi postąpić inaczej. Wyrzekł się on wiary katolickiej, jednocześnie ogłaszając, że Jezus Chrystus nie był Bogiem, ale zwykłym człowiekiem, przywódcą religijnym i społecznym. Do wniosku takiego doszedł jako szef Pracowni Pytań Granicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prowadząc badania w PPG dotyczące źródeł chrześcijaństwa – tego, co głosił Jezus Chrystus swoim uczniom oraz jak ta jego spuścizna została wykorzystana przez potomnych. Analizując źródła historyczne, filozoficzne, oraz teologiczne, wyciągnął z tego wnioski, że wszystko to, co leży u podstaw kościelnej doktryny, jest błędne i nie odpowiada prawdzie. Natomiast Chrystus niewiele dziś ma wspólnego z tym co głoszą kapłani wiernym. Jest to „wypaczenie” nauk Galilejczyka przez obecną hierarchię. Ma ona źródło w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, kiedy kościół formował swoje pierwsze struktury.”

To też jest sprawa znana, zarówno filozofom jak i historykom Kościoła. Ja sam, około półtora roku temu na konferencji „Mut zur Ethik” jaka się odbyła w austriackiej miejscowości Feldkirch („Kościół polowy”), wygłosiłem referat na temat dwóch, zasadniczo rozbieżnych odmian chrystianizmu, chrześcijaństwa typu „L” („lewoskrętnego”), które dało ‘ideologiczny zaczyn’, w Polsce obecnie uznanej za zbrodniczą, „dyktaturze proletariatu”, oraz chrześcijaństwa typu „P” („prawowitego”), którego idee stanęły u podstaw dominującej u nas obecnie, anglosaskiej „milczącej tyranii kretynów oraz idiotów”. (Jak się niedawno dowiedziałem, określenia „kretyni i idioci” użył już kilka dekad wcześniej cybernetyk Barfflanty w swej „Teorii systemów”.)

Interesującym jest, że obrazoburcze opinie profesora Węcławskiego nie są li tylko „wyskokiem” wśród pozornego monolitu katolickiego, wyższego duchowieństwa. Jeden z moich doktoryzowanych kolegów z pracy, który kilka lat temu napisał książkę o filozofii księdza profesora Tischnera, opowiadał iż według tego, zmarłego przed dziesięciu laty przyjaciela Jana Pawła II „w najwyższych kręgach Kościoła twierdziło się, iż wewnątrz ich ‘korporacji’ wierzącymi były co najwyżej trzy osoby, z których jedną był żyd Lewinas”. W tym kontekście, skrywanym przed katolicką publicznością, warto przypomnieć, że:

„Decyzja prof. Węcławskiego jest bardzo bolesna dla Kościoła katolickiego, jako że był on jednym z najważniejszych katolickich teologów. Jak na ironię zakrawa fakt, że zasiadał w Międzynarodowej Komisji Teologicznej, czyli ciele doradczym watykańskiej Kongregacji Nauki i Wiary rządzonej wtedy przez kardynała Josepha Ratzingera, obecnego papieża Benedykta XVI. Instytucja ta jest następczynią sławnej Inkwizycji, mająca stać na straży tradycyjnej doktryny kościelnej. 0kazuje się więc, że nawet strażnicy świętego ognia zaczynają wątpić w jego istnienie. Lepiej późno niż wcale.” (info J.Ł.)

….

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1p2k/problem-zaklamania-swiata-bogiem#ixzz2SjNeFcJr

i Jeszcze dalszy ciąg sprawy prof. Węcławskiego, z tej samej strony. Polecam całość na eioba.pl

Wczorajszy tekst Artura Sporniaka w Tygodniku Powszechnym, będący pełnym szacunku przedstawieniem decyzji i poglądów Tomasza Węcławskiego, został natychmiast niezwykle ostro zaatakowany przez poznańską Kurię Metropolitalną.

Jej zdaniem tygodnik nie dość wyraźnie potępił poglądy Węcławskiego jako niezgodne z nauką Kościoła. Kuria podkreśla też, że Węcławski został ekskomunikowany, a więc obłożony kościelną klątwą.

Apostazja profesora Węcławskiego, autora ponad 30 książek i postaci bardzo znaczącej w światowej teologii, jest kolejnym z głośnych odejść wybitnych duchownych katolickich. Jednak ma wymiar krytyki systemowej, zaprzeczenia samym podstawom religii katolickiej.

Nie jest to instrumentalna krytyka Stanisława Obirka, znakomitego publicysty jezuickiego, który porzucił stan kapłański w odpowiedzi na liczne próby cenzurowania jego poglądów przez władze zakonne. Przypomnijmy, że Obirek nie bał się zadawać pytań.

Dlaczego w polskim Kościele błędów Kościoła nie wolno nazywać błędami i mówić o nich głośno?

Czy rolą kobiet w polskim Kościele jest wyłącznie sprzątanie kościołów?

Dlaczego dziwaczna, niemająca nic wspólnego z katolicyzmem koncepcja Kościoła, jaką proponuje ojciec Rydzyk i Radio Maryja, jest uznawana przez hierarchię?

Dlaczego pobożność maryjna jest uważana w Polsce za istotę chrześcijaństwa, podczas gdy nią nie jest?

Jednak pytania Obirka wydają się mało znaczące wobec pytań, na które przecząco odpowiedział sobie profesor Węcławski, uznając bezpodstawność istnienia Kościoła katolickiego.

Wiemy, jak rozpaczliwie pragnął pozostać katolikiem inny wielki teolog i wizjoner – Pierre Teillhard de Chardin. Nawet za cenę spójności swej myśli. Skończyło się to tym, że zmarł opuszczony i niezrozumiany, wyrzucając sobie własne intelektualne tchórzostwo.

Tomasz Węcławski tak nie chciał. Chciał być do końca uczciwy wobec drogi poszukiwania prawdy, która wiodła go od święceń kapłańskich do porzucenia stanu duchownego, a następnie wyrzeczenia się katolicyzmu.

Taka konsekwencja i wierność samemu sobie na pewno godne są szacunku – nawet jeśli nie zgadzamy się ze stojącą za nimi teologią.

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1p2k/problem-zaklamania-swiata-bogiem#ixzz2SjP7WlVx
euccp

Obydwa powyższe artykuły, jak zauważyliście, są napisane w duchu wojującego ateizmu, czyli niewiary w istnienie jakiegokolwiek boga. Teoretycznie wystąpienie z kościoła katolickiego profesora Węcławskiego który badał prawdziwość tez o Jezusie Chrystusie i stwierdził,  że są wyssanym z palca kłamstwem, a był doradcą papieża Benedykta w Kongregacji Nauki i Wiary, powinna każdego chrześcijanina – nie tylko katolika, ale każdego chrześcijanina – skłonić do zastanowienia;

W CO JA WIERZĘ?

Tak się jednak nie stało i nadal się nie dzieje? Przecież kiedy Jan Paweł 2 powiedział katolikom, a właściwie wszystkim którzy religię swoją opierają o Święte Księgi Objawione (a więc wszystkim judeo-chrześcijanom – Protestantom, Żydom i Mahometanom też), że w poszukiwaniu Boga powinni się posługiwać ROZUMEM, to po prostu jego encyklikę („Fides et Ratio”) zignorowali, lub zaczęli ją sobie tłumaczyć na odwrót (na odwyrt – w zgodzie z „wdrukiem” jaki posiadają od urodzenia).

Żeby nie było, że my tutaj jednostronnie walimy tylko w chrześcijaństwo i kościół katolicki, a o innych cisza, przedstawiam, niewielki fragment innego tekstu do przeczytania którego szczególnie wszystkich zachęcam:

Strona ECOEGO.pl : „Współczuję Żydom”

http://www.ecoego.pl/index.php/component/content/article/38/1130-wspoczuj-ydom

Współczuję żydom z całego serca. Są najpotężniejszą rasą na świecie, ale i najbardziej nieszczęśliwą. Śladem nędzy, krwi i piekła które czynią innym ludziom, podążają rzezie, pogromy, tragedie, ból i niewyobrażalne cierpienie. Wyobraźmy sobie człowieka, który rodzi się w tej wierze i tradycji. Powiedzmy że jest to czysta karta, którą rodzina i otoczenie wypełnia wierzeniami, przekonaniami, stwarzając po latach edukacji ukształtowanego człowieka. Z punktu widzenia psychologii wolna wola to niesmaczny żart; to co małemu dziecku się wmawia, tak będzie wierzyć i widzieć świat do końca życia. Gdyby człowiek kierował się logiką, wszystko by inaczej wyglądało; jednakże człowiek to istota logiczno – emocjonalna, przy czym to emocje grają pierwsze skrzypce przy podejmowaniu większości decyzji. Emocje są w większości nielogiczne, i zbyt często wikłają nas w ogromne problemy. Przypomnę Państwu mój ulubiony, chociaż drastyczny przykład. Mamy trzech ludzi którzy widzą drzewo, zwykłe drzewo. Wydaje się że widzą to samo, więc i reakcja powinna być podobna, identyczna – tak jednak nie jest. Jeśli na coś patrzysz, pierwsze co się dzieje to emocje – magazyn pamięci jest błyskawicznie przeszukiwany, to co widzisz jest kojarzone z czymś co kiedyś przeżyłeś, a Ty czujesz jakąś emocję związaną z tym na co patrzysz. Dopiero później przychodzi intelektualna, logiczna myśl. Ludzie przeważnie kierują się tą właśnie emocją, a nie logicznym faktem.

Ich trzech

A więc mamy trzech ludzi, z których jednemu na drzewie powiesił się ojciec. Chłopiec go znalazł w lasku, wiszącego i cuchnącego zawartością kiszek. Wiał ostry wiatr, siąpił nieprzyjemny, zimny deszcz, niebo było skąpane w brzydkiej szarości. Trzeszczy drzewo, poruszane bujającymi się bezwładnymi zwłokami. Chłopiec woła tatę, ale ten nie reaguje, wpada więc w szok, odrętwienie, gdzie zostaje przez kogoś znaleziony – wpatrujący się godzinami w sinego, wiszącego trupa. Drugi chłopiec, pod drzewem przeżył swą inicjację seksualną. To były niezwykle emocjonujące, wspaniałe chwile. Nauczycielska rosyjskiego, mężatka, kobieta stateczna i bogobojna, rozpuściwszy włosy i czarując swym zapachem, wprawiła w uniesienie chłopca swymi wielkimi, ciepłymi szczęściami. Nie żałowała mu też swej ambrozji, w której wodospadach chętnie pląsał zawstydzony młodzieniec. W trakcie wycieczki do krainy bujnego szczęścia, uczył się słówek które wraz z energicznymi pchnięciami wykrzykiwała rozochocona nauczycielka – profesjonalistka w pracy i poza nią. Trzeci chłopiec nigdy nic nie przeżył ważnego pod drzewem. Ot, drzewo staje się kolejnym elementem dekoracji nudnej, szarej, neoliberalnej rzeczywistości.

Różne emocje

Gdy ci dorośli już mężczyźni spojrzą na drzewo, pierwszy z nich poczuje potworny strach, nienawiść, złość, rozpacz. Ugną się pod nim kolana, zacznie cały drżeć. Wspomnienie, może zamazane, emocjonalnie do niego wróci z całą mocą, z całą siłą. Zaleje go fala silnych, negatywnych emocji. Drugi z meżczyzn poczuje rozkoszne dreszcze na plecach, przyjemność rozlewającą się po całym ciele, drżące z pożądania uda i wspaniały humor. Trzeci mężczyzna spojrzy na drzewo, i nie poczuje nic. Gdyby mu powiedzieć o tych dwóch facetach, z których jeden cierpi a drugi się cieszy, zdziwiłby się – bo jak niby można coś czuć patrząc na drzewo? on patrzy i nic, nic się nie dzieje. Drzewo to drzewo, nieprawdaż?

Mamy jedno drzewo, i trzy zupełnie inne reakcje emocjonalne. Pierwszy będzie chciał je ściąć w odruchu nienawiści (zabrało mu ojca, zniszczyło dzieciństwo), drugi chętnie je dotknie, rozmarzony w swych pięknych wspomnieniach, a trzeci się pod nim załatwi, w ogóle o tym nie myśląc.

System wczesnego ostrzegania

I teraz najciekawsze. Dziecko by coś do końca życia nienawidziło bądź uwielbiało, nie musi czegoś przeżyć. Dziecko ma tak plastyczną wyobraźnię, że można mu to wmówić, słowami, opowieściami, nawet bajkami. Zostało to dokładnie udowodnione, w bestialskim eksperymencie dr Johnsona. Zdrowym dzieciom wmawiano że się jąkają, i faktycznie – zaczęły się jąkać. Wiele z nich nie mogło się do końca życia pozbyć jąkania. Zwieńczeniem eksperymentu było odszkodowanie dla jego ofiar, które miały całkowicie nieudane życie, ponieważ wraz z jąkaniem silnie obniżyła się samoocena. Dziecko ma tak chłonny umysł, że wszystko wręcz zasysa i tworzy z tego swoją wizję rzeczywistości. Jeśli dziecko wchłonie jako jedyną prawdę że się jąka, będzie się jąkać. Jeśli wchłonie strach, będzie się bać. Jeśli odpowiednio mu się wmówi że jest kochane, szanowane i doceniane, takie właśnie będzie w życiu. Każdy z nas ma taki system kojarzenia, i jest to bezwzględnie konieczne. Widząc ogień po oparzeniu czujemy lęk, i dzięki temu się nie oparzymy. Widząc wzburzoną rzekę, wiemy że nie możemy do niej wejść bo się utopimy. Tak samo z prądem, bieganiem po lesie (patyk w oku, złamana noga w dziurze bądź zmiażdżona przez sidła) i masą innych, potencjalnie niebezpiecznych rzeczy. To wspaniały system – widząc coś co może dać Ci ból lub przyjemność, natychmiast zalewa Cię jakaś emocja. To system wczesnego ostrzegania, życiowy ABS dbający byś nie wpadł w śmiertelny poślizg. Jeśli zostałeś pobity przez dresiarzy, widząc na ulicy dres czujesz strach. To automatyczna reakcja mózgu, która jest przyczyną ciężkich fobii. Jeśli kolegowałeś się z dresiarzami i uważasz ich za fajnych chłopaków, widząc dres doświadczysz kumpelskich odczuć względem tej osoby. Zanim coś pomyślisz – pojawia się natychmiastowa reakcja emocjonalna. Dopiero później przychodzi czas na myślenie, analizowanie. Najpierw masz odskoczyć, uciec bądź walczyć – masz przeżyć. Rozum uruchamia się później. Tak właśnie działamy, a w dzieciństwie do lat czterech tworzy się osobowość dziecka – wtedy właśnie dziecku można powiedzieć wszystko, i dziecko w to uwierzy. Każdą, najbardziej nawet absurdalną tezę dziecko będzie mieć w sobie, i kierować się nią w życiu. Oczywiście, logiką gdy już dorośnie może w to nie wierzyć – ale i tak rządzą emocje. Pewnych rzeczy wcale nie musimy przeżyć, wystarczy że o nich zostaniemy poinformowani. Np. wiemy bez skakania pod pociąg, że czyn taki skutkuje w najlepszym wypadku amputacją kończyn. Podobnie ze skokami z wysoka i wieloma innymi czynnościami. A skąd o tym wiemy? ponieważ nam tak powiedziano w dzieciństwie. Oczywiście, uczenie dziecka (programowanie) jak już wspominałem, jest najlepsze do lat czterech. Ale i później można człowiekowi wiele wmówić, chociaż nie będze to już tak trwałe. Weźmy chociażby rozkułaczanie w Rosji bolszewickiej, gdzie cała wieś biła i kamieniowała kułaka, który stał się nim przez posiadanie dwóch krów. Podobnie było w Kambodży, gdzie mordowali za samo posiadanie okularów – znak inteligencji, której nienawidził Pol Pot. Ludzi można przekonać pięścią i marchewką do wielu rzeczy, ale gdy upada dyktator ludzie zmieniają poglądy – nie są tak trwałe, jak religijna (odwołująca się do najgłębszych marzeń i lęków człowieka) indoktrynacja….”

więcej:

http://www.ecoego.pl/index.php/component/content/article/38/1130-wspoczuj-ydom

pl_flaga_ueO Demokracji i religii, czyli „beczka polityczna”!

 o katolikach-patriotach:

ECOEGO.pl

Polak katolik – zdrajca ojczyzny?

http://www.ecoego.pl/index.php/component/content/article/38/1117-polak-katolik-zdrajca-ojczyzny

Gdyby jakiś człowiek podszedł do nas i powiedział; „jeśli nie dasz mi pieniędzy za oblanie Cię wodą, będziesz wył z bólu przez całe wieki”. Co byś zrobił? nie wiem jak Ty, ale ja bym się roześmiał. Może nawet przestraszył – ewidentny wariat. Skąd niby ten biedny człowieczyna, któremu muszę dać na chleb żeby nie umarł z głodu, ma mieć władzę nad moim życiem pośmiertnym (jeśli jakieś istnieje), a także nad błogosławieństwami za życia?

Polak katolik – zdrajca Polski?

Gdy ksiądz zrobi tak wobec katolika, ten natychmiast odczuwa że to prawda, korzysta z ceremonii, świąt, rytuałów – i płaci pieniądze. Nie wzbudza to w nim żadnego zdziwienia, zastanowienia. A powinno. Dlaczego tak się dzieje? ponieważ od dziecka jesteśmy tak nauczani, i kojarzymy podświadomie kapłana z kimś kto ma kontakt z Bogiem. I nieważne że logika zapala czerwoną lampkę – jaki to kontakt z Bogiem, jak wszystko co mają jest z naszej pracy, nie uzdrawiają, nie czynią cudów, nie rozmnażają ryb i wina. Bóg milczy, a jedynym świadectwem że reprezentują Boga, jest stara książka którą można interpretować na tysiące sposobów, co też zresztą uczyniono. Tylko biorą pieniądze i chcą władzy. A ta jest przecież łatwo dostępna – skoro kler ma milion głosów, każdy polityk obiecuje coś klerowi w zamian za te głosy. W ten sposób władza jest zawsze związana z klerem. Ten daje głosy (namawiając poprzez swoje media i z ambony) nie nawołuje do buntów, a władza daje ziemię, pieniądze i przymyka oko na wiele rzeczy. Nie od dziś wiadomo, że ksiądz gwałcący dzieci dostaje najczęściej zawiasy, na co nie może liczyć „zwykły” pedofil. Kler ponad Polską ma znacznie ważniejszy interes, a jest nim Watykan i potężna, ponadnarodowa struktura której jest wierny. Nie ma więc mowy o Polaku – katoliku patriocie, bo albo służysz Polsce, albo Watykanowi.

Nie można…

Nie można dwóm panom służyć, ponieważ obie te struktury mają często zupełnie sprzeczne interesy, co skrzętnie się ukrywa żeby zwykły człowiek nie wiedział, w ile awantur i wojen wpędziły Polskę interesy Watykanu. Prostym przykładem jest to, że mimo tragicznej sytuacji milionów Polaków, kler potrafił się dogadać z SLD – oczywiście słono to kosztowało postkomunistów, ludzi którzy byli w organizacji okradającej i mordującej ludzi. Dali więc klerowi ziemię i wiele innych smakowitych kąsków, a sami pożyczyli od lichwiarzy z pejsami miliardy, których my Polacy nigdy nie spłacimy; bo i po to dług jest udzielany usłużnym politykom, by spłacać zawsze tylko odsetki. Pieniądze nie są nam dawane z czyichś pieniędzy, są drukowane z powietrza jako operacja księgowa, a odsetki musimy wypracować ciężką pracą, chociaż już praktycznie nie mamy przemysłu tylko montownie zachodnich koncernów. Doprowadzono do tego, że ludzie w rozpaczy zapożyczają się i dają w zastaw ziemię, rodowe włości, oddają resztki tego co zostało. Kraj przechodzi bez jednego wystrzału w Chazarskie ręce. W tym momencie kiedy jasnym się staje dla inteligentnych ludzi że jesteśmy po prostu okupowani, należy zbuntować się, przeprowadzić rewolucję, wygnać z kraju obcych spekulantów a swoich jak nie uciekną do Izraela, uczciwie osądzić i wsadzić do kryminału. Podobnie jak w innych państwach, gdzie poziom życia jest znacznie wyższy od naszego. Tam się buntują, a tu każdy liczy że jakoś tam będzie. Otóż nie będzie, Polska jest skazana na zagładę. Rozszarpali ją Panowie i Panie wyznania finansowego, kler, wywiady Rosji, Niemiec, w mniejszym stopniu Francji. Jesteśmy kolonią mocarstw – czyli jak zwykle.

[więcej: http://www.ecoego.pl/index.php/component/content/article/38/1117-polak-katolik-zdrajca-ojczyzny]

9320570-ilustracja-flaga--unii-europejskiej-na-mapie-z-kontynentem-samodzielnie-na-biaa--ym-tle

Przedstawiam także materiał nadesłany przez Lunę 13, który ukaże nam kolejny problem z jakim mamy do czynienia, a właściwie ten sam problem barbarzyństwa i niewolniczego ustroju w jakim żyjemy, faszyzmu jaki nas otacza, tyle że z innej strony. Jest to „Oświadczenie działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża”, na temat WOLNOŚCI SŁOWA w POLSCE.

Oto ono:

Oświadczenie byłych działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża

………„Nie było w najnowszej historii Polski tak perfidnych represji wobec niezależnych, a tym samym prawdziwych dziennikarzy i ludzi słowa, jak w ostatnich latach propagandowej fety rzekomego wyzwolenia od totalitaryzmu. Pod sztandarami zwycięstwa nad opresją prowadzi się masowe czystki wśród tych, którzy mają być oczami i głosem społeczeństwa. Wolni dziennikarze są w demokratycznych społecznościach nie tylko gwarancją rzetelnej informacji,ale również – albo raczej przede wszystkim – narzędziem społecznej kontroli poczynań tych, którzy otrzymali od tego społeczeństwa zaufanie do pełnienia ważnych państwowych funkcji. Tymczasem, nie było chyba nawet w rzeczywistości PRL tylu ludzi słowa, wyrzuconych poza margines i prześladowanych w najbardziej wymyślny i wyrachowany sposób. Zastępuje się ich przypominającymi do złudzenia czasy stanu wojennego „ robotami kłamstwa ”. Dzieje się to wszystko w cieniu nachalnej propagandy sukcesu spacyfikowanych w ten sposób mediów.

Jeżeli więc ktoś zabija dzisiaj z premedytacją prawa, o które miął rzekomo wówczas walczyć, to albo kłamał kiedy to robił, albo stał się zwyczajnym zdrajcą kiedy znalazł się wreszcie u władzy. Nie interesuje nas przy tym czy z naszej wolności okradają nas ludzie lewicy, prawicy czy środka. Będziemy walczyć o tą fundamentalną wolność niezależnie od tego kto będzie próbował nam ja zabrać. W myśl słów znanej piosenki – jest poniżej naszej godności zastanawiać się czy cham przyłoży nam prawą łapą czy lewą nogą.

Jesteśmy właśnie świadkami walki o to czy my, a przede wszystkim następne pokolenie, żyć będzie w kraju wolnym czy zniewolonym. Tym, którzy próbują nas naszych praw konsekwentnie pozbawiać przypominamy, że prawo wolności słowa nie zależy i nie będzie zależeć od kaprysu i interesów takiej czy innej politycznej kliki. Wolność słowa jak i wszystkie inne wolności w naszym kraju są niezbywalnym prawem każdego obywatela. Nie pozwólmy aby to, co powinno być gwarancją naszej obywatelskiej wolności, stało się narzędziem naszego zniewolenia.” …..

http://wzzw.wordpress.com/2011/01/19/o-wolnosc-slowa/

…”

I związany z nim inny ważny komunikat jaki otrzymaliśmy od historyka kultury pracy na Śląsku (imię i nazwisko znane redakcji):

Powołujmy i twórzmy Komitety Obrony Pracowników – organizujmy się

Podczas spotkania grupy inicjatywnej Wielkopolskiego Komitetu Obrony Pracowników ponad podziałami pod hasłem „Przyszłość ruchu pracowniczego w Polsce” (Poznań, 25 maja 2013 r.) uczestnicy skierowali apel „do ludzi z całej Polski, którzy utożsamiają się z postulatami i ideą Komitetu Obrony Pracowników, aby samorzutnie w swoich miejscach zamieszkania spotykali się w gronie osób o podobnych zapatrywaniach, organizowali w nieformalne struktury i podejmowali dyskusję nad możliwościami i metodami realizacji postulatów, zasypując przy tym zaszczepione całemu polskiemu społeczeństwu sztuczne podziały i odbudowując tym samym zniszczone przez neoliberalny system więzi społeczne”. Po spotkaniu opublikowano pełne brzmienie sformułowanych na nowo postulatów Komitetu Obrony Pracowników (do dalszej konkretyzującej dyskusji):

  1. Odstąpienie przez Polskę od protokołu brytyjskiego ograniczającego stosowanie całości przepisów Europejskiej Karty Praw Podstawowych.
  2. Pełna ratyfikacja Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej.
  3. Podniesienie płacy minimalnej do poziomu gwarantującego godne życie.
  4. Wprowadzenie faktycznie obowiązującego 8 godzinnego dnia pracy.
  5. Umożliwienie osobom bezrobotnym oraz samozatrudnionym zrzeszania się w wolnych związkach zawodowych oraz zapobiegania eliminacji tych związków z przedsiębiorstw.
  6. Zaostrzenie i zdecydowana egzekucja kar za stosowanie mobbingu w miejscu pracy.
  7. Całkowita likwidacja zatrudnienia na umowach śmieciowych.
  8. Zrównanie szans zawodowych kobiet, mężczyzn i osób niepełnosprawnych oraz zrównanie różnic regionalnych.
  9. Przywrócenie obligatoryjności nabycia praw emerytalnych w wieku 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla kobiet.
  10. Wprowadzenie systemu ubezpieczeń społecznych na wypadek utraty pracy i bezrobocia.
  11. Reforma obowiązującego obecnie systemu opieki społecznej zgodnie z zapisami Europejskiej Karty Praw Podstawowych i Europejskiej Karty Społecznej.
  12. Objęcie szczególnym zainteresowaniem oraz zwiększenie zakresu pomocy rodzinom wielodzietnym oraz samotnym rodzicom.
  13. Odwrócenie procesu prywatyzacji publicznej służby zdrowia oraz zapewnienie obywatelom powszechnego i bezpłatnego dostępu do kompleksowej opieki zdrowotnej.
  14. Zagwarantowanie każdemu obywatelowi RP prawa do godziwych warunków mieszkaniowych oraz wprowadzenia całkowitego zakazu eksmisji na bruk.
  15. Zainicjowanie szerokiej debaty społecznej nad zreformowaniem istniejącego systemu demokracji przedstawicielskiej w kierunku zwiększenia faktycznego zastosowania art. 4 Konstytucji RP.
  16. Wprowadzenie pojęcia maksymalnego dopuszczalnego wynagrodzenia dla urzędników państwowych, oraz rozszerzenia zakresu odpowiedzialności ponoszonej przez urzędników państwowych za podejmowane decyzje.
  17. Wprowadzenia 50% progu podatkowego dla osób zarabiających miesięcznie 6-krotność średniego miesięcznego wynagrodzenia wg danych Głównego Urzędu Statystycznego.
  18. Podjęcie przez aparat państwowy zdecydowanych działań mających na celu ochronę i rozwój polskiej gospodarki.
  19. Podjęcie szeroko zakrojonych działań mających na celu stworzenie sytemu przepisów ułatwiających obywatelom zakładanie spółdzielni.
  20. Powszechna i bezpłatna edukacja poczynając od żłobka, ukierunkowana na wprowadzenie nowoczesnego systemu nauczania i przygotowanie młodzieży do funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim.
  21. Wprowadzenie codziennego, obligatoryjnego i bezpłatnego godzinnego czasu antenowego we wszystkich mediach, przeznaczonego dla przedstawicieli związków zawodowych oraz organizacji pozarządowych zajmujących się pomocą osobom najuboższym”.

Z poważaniem -………………………., historyk kultury pracy na Śląsku.

I jeszcze dla poparcia, że to nie jakieś odosobnione przeczulenia i bredzenia Internautów, czy związkowców którzy, jak to mówi prorządowy TVN,TVP i Polsat, bronią swojej kasy i ciepłych posadek:

29 maja 2013 Gazeta Codzienna apeluje: Walczmy o Wolne Media!

au58

Jak widać wbrew temu co w licznych komentarzach na naszym blogu stwierdzali autorytatywnie zawodowi (obecni tu w imieniu Ministerstwa Prawdy) i amatorscy rozsiewacze dezinformacji, nie jesteśmy już jedynym w Polsce ośrodkiem, który zwraca uwagę opinii publicznej na brak wolności w mediach i na powszechną cenzurę oraz uprawianie propagandy zamiast przekazywania informacji. Jesteśmy za to stanowczo tymi, którzy jako pierwsi zwrócili na to uwagę już w roku 1991 i informujemy o tym wszystkich czytelników od tamtego czasu jak się dało (choćby przez publikacje na emigracji w Kanadzie w tamtejszej Gazecie w Toronto), a także w Polsce odkąd powstał ten blog, a więc już 5 lat. Przez cały ten czas my sami i nasz blog, jesteśmy nękani przez tzw „służby” ściggające przestępczość i kształtujące opinię społeczną, a zastraszające obywateli, choć powołane podobno są przez obywateli, i utrzymywane są z ich podatków, po to by ich chronić od nadużyć i terroru przestępczego. 

Oto ostatni tekst z „politycznej beczki”, również aktualny, potwierdzający zjawisko o którym informujemy opinię społeczną od długich lat – zjawisko ukształtowania się na naszych oczach PRL BIS z całą klasą Panów i aparatem medialnym służącym im w utrzymywaniu posłuszeństwa wśród Niewolników.

Niestety wbrew autorom poniższego tekstu, twierdzimy że i oni należą także do tego aparatu, gdyż media i wydawcy stosują także „czarną ” a nie tylko „czerwoną ” cenzurę. Gazeta Codzienna jest zwolennikiem czarnej a nie czerwonej odmiany faszyzmu i to faszyzmu realnego tak samo jak tamten czerwony, wcielanego w życie tymi samymi metodami co tamten czerwony.

Kler i jego klakierzy działają przy pomocy ZAKAZYWANIA WSZYSTKIM OBYWATELOM NIEZALEŻNIE OD WYZNANIA, WSZYSTKIEGO CO ONI-KLER –  UZNAJĄ ZA STOSOWNE. To oni straszą skażonych od urodzenia „wdrukiem” Lemingów szatanem czyhającym u wróżek na biedne licealistki, rozdają jednocześnie amulety przeciw pogaństwu i uprawiają egzorcyzmy, palenie cudzych symboli religijnych, popierają zakazy organizowania imprez przez środowiska, które się im nie podobają (Nergal, czy inny „satanistyczny”, czytaj:niewygodny watykańczykom kierunek sztuki, np. powieść dla dzieci z elementami czarów i ekologii), itp. Wszystko co napisałem powyżej to klasyczne przejawy kiełkującego czarnego faszyzmu.

au59au60

   

ue_flaga_3

I ostatni zwrot w stronę religii politycznej: Czarny Faszyzm prosto z Watykanu

Papież: Nie można myśleć, że tylko katolik czyni dobro

http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-papiez-nie-mozna-myslec-ze-tylko-katolik-czyni-dobro,nId,971900

22 maja (13:55)

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13965267,Papiez_chce_dialogu_z_ateistami__Nie_mozna_myslec_.html#BoxWiadTxt

Papież Franciszek skrytykował postawę tych, którzy uważają, że tylko katolik może czynić dobro. W homilii podczas porannej mszy w środę w Watykanie papież powiedział, że nie można wznosić „murów” wobec niewierzących, bo to prowadzi do wojen.

W czasie mszy w watykańskim Domu świętej Marty Franciszek przywołał fragment Ewangelii o tym, że niektórzy uczniowie Jezusa uważali, iż ktoś spoza ich grupy nie może czynić dobra.

– Mówili: „jeśli nie jest jednym z nas, nie może czynić dobra”. Ci uczniowie byli trochę nietolerancyjni, zamknięci w przekonaniu o tym, że wszyscy ci, którzy nie mają dostępu do prawdy, nie mogą nieść dobra – powiedział Franciszek, cytowany przez Radio Watykańskie.

Taka postawa jego zdaniem jest błędna. Papież wskazał, że nakaz czynienia dobra dotyczy wszystkich ludzi i jest „drogą prowadzącą do pokoju”.

– Niektórzy mówią: „ale ojcze, on nie jest katolikiem, nie może czynić dobra”. Ależ może. Musi, nie może, lecz musi – powiedział.

Następnie Franciszek ocenił: – Takie zamknięcie w myśleniu, że nie można czynić dobra będąc kimś z zewnątrz, to mur, który prowadzi do wojen i do tego, że niektórzy w przeszłości mieli pomysły, by zabijać w imię Boga.

– To jest bluźnierstwo – oświadczył.

Papież mówił o potrzebie dialogu także z ateistami. – Kiedy słyszę: „ale ja nie wierzę, ojcze, jestem ateistą”, odpowiadam: „czynisz dobro i to nas łączy” – dodał papież.

PAP

Watykan sprostował słowa papieża: ateiści idą do piekła

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/watykan-sprostowal-slowa-papieza-ateisci-ida-do-pi,1,5526445,wiadomosc.html

27 maja, 12:15

Papież Franciszek powiedział podczas homilii wygłoszonej 22 maja, że również ateiści mogą zostać zbawieni. Watykan zdementował jednak słowa głowy Kościoła – podaje serwis examiner.com.

Fot. Getty Images/FPM

Fot. Getty Images/FPM

W ubiegłą środę papież Franciszek obiecał raj wszystkim zaangażowanym w czynienie dobrych uczynków, w tym ateistów. Po burzy, która przetoczyła się przez największe światowe media, Watykan wydał w tej sprawie oficjalny komunikat.

W odpowiedzi na zainteresowanie, które wywołał papież, głos zabrał ks. Thomas Rosica, rzecznik Stolicy Apostolskiej. Stwierdził on m.in., że „ateiści idą do piekła, jeśli nie akceptują Jezusa Chrystusa, jako Pana i Zbawiciela”. Wytłumaczył również, że ci, którzy znają naukę Kościoła katolickiego „nie mogą zostać zbawienia dopóki, nie wprowadzą jej nauk w życie”.

Ks. Rosica powiedział, że Franciszek „nie miał zamiaru prowokować teologicznej debaty na temat charakteru zbawienia”.

Papież powiedział podczas homilii, że „Pan odkupił nas wszystkich krwią Chrystusa: wszystkich, nie tylko katolików”, ale także ateistów. – I ta krew czyni nas wszystkich dziećmi Bożymi pierwszej kategorii! Zostaliśmy stworzeni jako dzieci na podobieństwo Boga, a krew Chrystusa odkupiła nas wszystkich! (…) I wszyscy mamy obowiązek robienia dobra – tłumaczył Franciszek. Dodał, że to przykazanie czynienia dobra „jest piękną drogą do pokoju”.

(examiner.com, MW; MT)

Jakiś Rzecznik prasowy sprostował słowa Nieomylnego! No wiecie państwo!?

5587705-flaga-unii-europejskiej-lub-ue

Nie będziemy tutaj analizować i obnażać poszczególnych kłamstw religii, która stanowi podstawę moralności, światopoglądu, a potem fundament prawa, nota bene nazywanego Prawem Rzymskim w wersji spolszczonej, zgermanizowanej, czy zromanizowanej. Nie będziemy się zastanawiać tak jak pan profesor Węcławski, czy Chrystus istniał, a jak nie to co z tego wynika, i co jest ważniejsze w religii, sam Chrystus czy jego nauka, sam Bóg czy jego 10 przykazań – podstawa moralności i prawa Cywilizacji Zachodu. Nie damy się nabrać na jezuickie manewry poszukiwania błędu czy oszustwa w szczegółach i  na „naprawianie” tzw . „wiary”  w owych szczegółach.

Że ta religia i inne na świecie, w których występuje kapłaństwo, czyli pośrednictwo między człowiekiem (wyznawcą) a bogiem jest fałszem i obłędem, Wielką Mayą Cywilizacji, a szczególnie Wielką Mayą Cywilizacji Zachodu, świadczą cztery najważniejsze fakty:

Prawda nr 3:

1. Fałszywy  jest jakikolwiek system wierzeń, który z człowieka czyni przedmiot.

2. Fałszywy jest jakikolwiek system wierzeń, który dyskryminuje słabszych i bezbronnych

3. Fałszywy jest jakikolwiek system wierzeń, który dąży do uzyskania władzy nad tymi ludźmi, którzy myślą inaczej i nie mają ochoty mu się poddawać.

4. Fałszywy jest jakikolwiek system wierzeń, który zakłada że życie (ŻYCIE) istnieje tylko w świecie materialnym, świecie materii.

Że wszystkie te punkty dotyczą katolicyzmu i szerzej chrześcijaństwa, a także judaizmu i islamu (ale i hinduizmu, taoizmu, buddyzmu i ateizmu) niech zaświadczą cztery punkty będące adnotacją do powyższych:

1. Każda z religii na Ziemi jest narzucana Człowiekowi jako system wierzeń – już od urodzenia, od pierwszego obowiązkowego aktu religijnego takiego jak chrzest, obrzezanie czy inne rytuały stosowane na małych dzieciach (komunie święte, czy narzucanie światopoglądu „lokalnego” Ministerstwa Edukacji w szkołach – hitlerowskiego, komunistycznego, ateistycznego, innego). Istnieje powszechny przymus społeczny stosowania tych rytuałów i wpajania systemu wierzeń dzieciom.

2. We wszystkich systemach istnieje nierówne traktowanie kobiet, a więc dyskryminacja Człowieka, który jest fizycznie słabszy. Jest to niebotyczny absurd i dziwactwo cywilizacji na Ziemi.

Nie trzeba tutaj wielkiej filozofii i wielu przykładów, wystarczy zobaczyć jak traktowana jest kobieta w kościele protestanckim czy katolickim. Mimo, że w protestanckim lepiej, to jednak w społeczeństwach protestanckich już wcale nie lepiej. Traktowanie kobiety jako towaru jest w kulturze Zachodu trwałym elementem widzialnym choćby przez instytucje prostytucji czy poprzez pornografię. Upośledzenie kobiet i uzależnienie ich od mężczyzn jest na Zachodzie w niektórych aspektach większe niż w Rosji czy w Polsce. Zwróćmy też uwagę jak upośledzone są kobiety w Indiach czy w Chinach, gdzie istnieje proceder zabijania dziewczynek. Że już nie będziemy wspominać o kobietach w islamie, o kobietach w Ameryce Południowej czy w Afryce.

3.  Religie są narzucane przemocą – co do tego chyba nikt rozumny nie ma wątpliwości. Są narzucane całym narodom i ludom, całym populacjom – jak w Ameryce Południowej, jak w Europie, jak w Afryce i Papui.

4. Żadna z religii i żaden z ateizmów nie uwzględnia równego miejsca obok Człowieka dla Ekosystemu Planety Ziemia – czyli dla teoretycznie „bezbronnej” Przyrody, dla bezbronnych wobec Człowieka Form Życia, duchowości i inteligencji.

Zauważmy, że wszystkie te punkty powyżej dotyczą wszystkich religii jakie istnieją obecnie na świecie, a posiadają warstwę kapłanów- pośredników – kaznodziejów, wykładowców, mistrzów duchowych itp.

Te punkty dotyczą też, na co chcę zwrócić uwagę szczególną, Świątyni Ateistycznej – tzw. NAUKI – gdzie również wytworzyła się drabina pośredników i autorytetów oraz kult tychże autorytetów, hierarchia utrzymywana sztucznie, wypaczająca sens nauki. Proces gnicia NAUKI trwa od 100 lat i jest szkodliwy niesłychanie, bo obecnie na podstawie twierdzeń nauki, a nie kościołów, musimy podejmować i podejmujemy, jako społeczeństwo zglobalizowanego świata, kluczowe dla świata decyzje.

Jak bardzo skorumpowanie świata nauki i jego „istnienie dla istnienia”, „bycie dla kasty pośredników” jest zgubne widzimy na przykładzie obecnego Problemu Globalnego Ocieplenia. Jaką decyzję mają podjąć ludzie ROZUMNI nie mogąc polegać na prawdziwości danych dostarczanych przez świat Nauki, przez tę Świątynię Współczesnej Wiedzy?!

U podstaw manipulacji wiedzą znów leży moralność i światopogląd – wychowanie religijne, wychowanie ateistyczne, wychowanie w Systemie Pan – Niewolnik, wychowanie, które dozwala na manipulacje, kłamstwo i sankcjonuje kłamstwo oraz odmienne traktowanie Własnej Osoby i własnego Stada niż innych – odmiennych, słabszych, bezbronnych.

Sprowadźmy to wszystko co tutaj przedstawiłem wreszcie do jednego mianownika – Jest nim zakłamanie przestrzeni publicznej fobiami, łgarstwem i religijnym fałszerstwem, największym oszustwem wszechczasów, barbarzyńskim zabobonem, w imię którego wywołuje się na świecie takie zjawiska jak Holocaust , Rzeź Słowian (30 mln ofiar II Wojny Światowej to Słowianie), Wojna Bałkańska w Bośni, Rzeź Palestyńczyków przez Izrael, Rzeź Ormian w Turcji, Rzeź Pol Pota i Czerwonych Khmerów w Kambodży, czy rzezie w Chinach, Pakistanie, Indiach, Rosji, w Meksyku, w Afryce, Rzeź USA w Wietnamie, Rzeź USA w Iraku, Rzeź USA w Afganistanie, Rzeź USA w Serbii, a obecnie Rzeź USA i UE w krajach Arabskich (aktualnie Syria).

Jest nim powszechne stosowanie manipulacji i szantażu wobec jednostki ludzkiej, jest nim powszechne zniewolenie ludzi przez uzurpatorskie instytucje oparte na barbarzyńskiej przemocy, na aparatach ucisku, których nikt z żyjących współcześnie nie powoływał do życia. Odziedziczyliśmy je jako „dobro wspólne” po naszych przodkach żyjących w systemie Pan – Niewolnik. Są przenoszone w niezmiennej formie przez pokolenia od czasów Starożytności. Oczywiście odziedziczyliśmy to nie po Niewolnikach (Slave), ale po Panach. Panowie ci panują nadal. Sprawują rządy z całą bezwzględnością katów całych narodów, od Wschodu do Zachodu , od Północy do Południa – jak Ziemia długa i szeroka. 

Prawda 4: Judeo-chrześcijaństwo, czy ateizm,  i inne religie świata, w których występują kapłani/wiedźmini – czyli pośrednicy – są systemami wypaczonymi u samej podstawy, są fałszywym fundamentem Cywilizacji w ogóle, a szczególnie Cywilizacji Zachodu, która zdominowała cały Świat. Na religiach opiera się moralność i światopogląd zbiorowości ludzkich – edukacja i propaganda oraz wyobrażenie o świecie. Na światopoglądzie zbudowane jest prawo, na prawie system rządów. Jest to system Pan – Niewolnik.

9764296-flaga-ue-zamknij-w-ga-ra

Czy temu barbarzyństwu nie będzie nigdy końca? Dzieje się Wielka Zmiana – oto nadszedł Kres Starego!

Kres – to nie tylko Słowiańskie Święto Letniego Przesilenia – Kres to granica, zza której nie ma już odwrotu. To właśnie się dzieje, to się dokonuje na naszych oczach – przekraczana jest nieprzekraczalna dotychczas granica.

To co obserwujemy obecnie jako Wielką Zmianę jest stanem wydobywania się ludzkości z tego barbarzyństwa i zakłamania głównie religijnego oraz fałszywego wyobrażenia o systemie społecznym w jakim przyszło jej egzystować obecnie, a w jakim jest pogrążona od tysiącleci.

Czy kapitalizm – ten najsprawiedliwszy ustrój świata upadnie?  Tak, upadnie. W tym artykule nie będę się jednak zajmował analizą kapitalizmu i udowadnianiem że nie jest ustrojem sprawiedliwym , tym się zajmowano w XIX wieku. Zresztą czy kogoś trzeba przekonywać naprawdę, że ustrój Pan – Niewolnik nie może być sprawiedliwy? Naprawdę jakoś nie mam do tego serca.

Poza tym zamiast analizować wystarczy wrócić do Prawdy nr 1 – napisanej w tym artykule czarno na białym: 400 najbogatszych osób świata posiada majątek równy majątkowi 1.5 miliarda ludzi – czyli 1/4 całej ludzkiej populacji. W jaki sposób oni używają tego majątku możecie codziennie, przez 24 godziny na dobę, zobaczyć w TVN-ie i w innych komercyjnych telewizjach. Czy myślicie, że dzielą ten majątek z biednymi? Tylko dla picu,  o ile ich analityk pi-aru, wyliczy im korzyści wizerunkowe i sprzedażowe z takiego „ruchu” strategicznego.Dla nich to „ruch strategiczny”, jak konika na szachownicy, dla innych to upodlająca egzystencja w slumsach. Upajają się swoim stanem posiadania jak dzikie małpy na czerwonych dywanach, strojące miny do kamer, które są lustrem ich bogactwa.  Tymczasem w Grecji posłali tysiące ludzi na bruk, bo komuś pomyliły się miejsca po przecinku i zamknęli „ileś tam procent” biznesów za dużo. Powiedzieli im przepraszam i myślą , że to odwróci czyjeś zrujnowane życie. Nie, nawet tak nie myślą. Ich „przepraszam” to czysty cynizm!

Mają takie pojęcie o biedzie i tak „czyste intencje”, że w Afryce z każdą racją wody wciskają ledwo żywym z głodu i chorób „klientom” magazyn „Time” i Biblię. Na szczęście 90% Afrykańczyków to wciąż analfabeci (tak jak Polacy nimi byli w XIX wieku – oto powód, że nie udało się im nas wynarodowić).

Czy myślicie, że bogaci tworzą nowe miejsca pracy dla was? Nie. Dla was mają zasiłek dla bezrobotnych przez 12 miesięcy, a potem?… Potem, niech was szlag trafi! Tak to wygląda w Polsce. Na Zachodzie dają młodym zasiłek na całe życie. 60% młodych ludzi na zasiłku w Hiszpanii to jest dla UE problem, 40% młodych w Polsce bez zasiłku i 2 miliony emigrantów w sile wieku reprodukcji i pracy, to żaden problem dla naszych (Yeti) – (Y)elit.

Jak wygląda kapitalizm w Polsce?

 12 czerwca 2013

„Zrobił to z biedy, nie miał pracy! Nie mamy z czego żyć. Mąż mówił, że to wina polskiego rządu” – wyznała „Faktowi” Wiesława Filipiak, żona desperata, który wczoraj podpalił się pod Kancelarią Premiera.Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/prasa/news-fakt-moj-maz-podpalil-sie-z-biedy,nId,981671?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Z pomocą pospieszyli związkowcy, którzy nakryli desperata kocem i ugasili. Mężczyzna trafił do szpitala przy ul. Szaserów. Jest w stanie śpiączki farmakologicznej, ma poparzone 60 proc. ciała. Policja ustala, dlaczego mężczyzna zdecydował się na tak desperacki krok.

„On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy a MOPR nam odmawia pomocy większej, nie mamy z czego żyć” – wyjaśnia „Faktowi” Wiesława Filipiak. „Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia” – dodaje.

Jak informuje „Fakt”, Andrzej Filipiak mieszka z żoną w Kielcach. Małżeństwem są od 35 lat. Mają dwoje dorosłych już dzieci. Pan Andrzej był budowlańcem, ale zachorował na kręgosłup i od 5 lat nie może znaleźć innej pracy. Utrzymują się z 570 złotych zasiłku. „Na życie do dziesiątego lipca zostało mi 200 złotych” – żali się zrozpaczona żona.

Nie jest to pierwszy człowiek który podpala się z braku środków do życia. Zwracam uwagę na wiek tych ludzi. Rząd Tuska spowodował, że muszą głodować 2 lata dłużej bez pracy i bez zasiłków. W zeszłym roku to samo zdarzyło się w  Krakowie, a rok wcześniej w Katowicach i w Warszawie:

Tragedia. Mężczyzna spalił się w parku w Krakowie!

09.11.2012 14:15

W parku w Krakowie spłonął 50-letni mężczyzna! Jak podaje RMF24.pl, ogień na człowieku zauważyli przechodnie idący do pracy. Niestety na ratunek było już za późno.

Strażakom udało się szybko ugasić płonącego mężczyznę, ale niestety obrażenia jego ciała były zbyt poważne i lekarz mógł tylko stwierdził zgon. Jak podaje rmf24.pl,  oprócz samego 50- latka, palił się także teren wokół niego. Może to oznaczać, że wcześniej albo sam oblał się łatwopalną substancją, albo ktoś mu pomógł.

INFO: Jak donosi „Gazeta Krakowska”, 9 listopada 50-letni pracownik Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie podpalił się na ławce w parku w Nowej Hucie.

Śp. Grzegorza B. nie udało się uratować. Wg psychologów, samopodpalenie to forma protestu. Krakowscy śledczy badają wiele wątków tej sprawy – donosi gazeta.

Warto jednak podkreślić, że ofiara była pracownikiem tej samej uczelni co p. Brunon K. Wydaje się mało prawdopodobne, aby te sprawy nie były ze sobą związane. Facet z tej samej uczelni popełnia samobójstwo w dniu 9 listopada, czyli w dniu aresztowania p. Brunona K. Przypadek?

Źródło: www.fakt.pl, gazetakrakowska.pl

Okazało się że wywalili go z pracy!

Kiedy życie boli bardziej niż ogień

Data dodania: 2011-12-11 18:49:29

Mężczyzna, który płonął wśród ludzi na przystanku autobusowym w Katowicach, nie żyje. Nie zostawił listu do premiera, więc nie ma sensacji. Czy pojawiła się nowa moda na samobójstwa? – pisze Grażyna Kuźnik

Tyle ostatnio zdarzyło się samopodpaleń, że już nie szokują. O stan mężczyzny z katowickiego przystanku nie pytały lekarzy z Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach żadne media. Rzecznik szpitala nie bardzo nawet wiedział, o kogo mi chodzi. Najpierw szpital twierdził, że ten pacjent nie życzy sobie kontaktów z prasą. Potem jednak wyszło na jaw, że – nazwijmy go Marek S. – zmarł już kilka dni temu, w ubiegły piątek, na drugi dzień po przywiezieniu.

Dramat przed Kancelarią Premiera

23 września 2011 13:00,

Samobójcza próba mężczyzny, który oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił.
Do ławki przykleił list do Donalda Tuska. Premier wrócił do Warszawy. Śledztwo w toku.
Według nieoficjalnych informacji, mężczyzna już od jakiegoś czasu pisał do polityków, w tym premiera, o swojej sytuacji życiowej, m.in. o tym, że został wyrzucony z pracy w jednym z warszawskich urzędów skarbowych, bo powiadomił Ministerstwo Finansów o swoich podejrzeniach, że w urzędzie tym dopuszczono się przestępstw; pisał też, że nie może znaleźć zatrudnienia w administracji państwowej, a jego rodzina – w tym troje małych dzieci – pozostaje bez środków do życia. W swoich listach krytycznie ocenił polityków z różnych frakcji, a także media – twierdząc, że nie są niezależne.Niedoszły samobójca ma żonę i trójkę dzieci. – Z listu wynika też, że jest spoza Warszawy, ale jednocześnie, że albo pracował, albo prowadził biznes na terenie Warszawy. W tej chwili to wyjaśniamy – oświadczył Sokołowski.
9764296-flaga-ue-zamknij-w-ga-ra

Po co się to czyni? Po co zakłamuje się Rzeczywistość Społeczną, w jakim celu,  wprowadza się ludzi w stan pogrążenia w fałszywym obrazie społeczeństwa w jakim żyją?! Po co narzuca się im fałszywe wyobrażenie o standardach i moralności własnej, jaką się w codziennym życiu posługują?!  Dlaczego tyle wysiłku przykłada się do wmówienia ludziom fałszywego obrazu stosunków społecznych jakim się poddają?!

Giordano Bruno, jedna z wielu ofiar Świętego i Powszechnego Kościoła Rzymskiego nie został spalony, jak wielu pewnie wierzy, tylko za swe naukowe odkrycia, o budowie kosmosu, i o ziemi nie będącej w centrum wszechświata. To ostatnie zostało udowodnione przez Kopernika a Bruno jedynie rozpowszechniał “nową” wiedzę, pomimo ostrzeżeń Kościoła.  Ale jego prawdziwy grzech był inny, była to religijna herezja niezwykle niebezpieczna dla instytucji kościoła, o Bogu obecnym w naturze. Pozwólmy mówić Johnowi Campbellowi w pracy „Kreatywna mitologia” :

To był dokładnie ten pomysł dotarcia do ducha poprzez naturę, jaki stanowił główną herezję, za którą ten śmiały dominikański mnich został spalony żywcem na stosie, w wieku pięćdziesięciu dwóch lat : ” Całość Boga jest we wszystkich rzeczach ( chociaż nie całkowicie, ale w niektórych bardziej, a w innych mniej )” napisał Giordano Bruno z Nola, zbyt wyraźnie, w swej potępionej pracy „Wygnanie Triumfującej Bestii”;  ….“Ponieważ tak samo jak Boskość zstępuje, w pewien sposób, w stopniu w jakim komunikujemy się z Naturą, tak też wznosimy się do boskości poprzez Naturę. Za pomocą życia olśniewającego w rzeczach naturalnych dotrzeć można do tego Życia, które jest ponad nimi”¹

Po zacytowanych tutaj materiałach sądząc, są to pytania retoryczne, na które odpowiedź jest chyba zbędna.

spwo

1 – cytat pochodzi ze strony Światosława Wojtkowiaka: http://blog.swiatoslaw.com/?p=4408

Leon Wyczółkowski – Strażnik Wiary Przyrody (1852 – 1936, Lwów – Kraków – Warszawa), drzewid Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata we Lwowie

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 10 Czerwiec 2013

Taxus_baccata_in_Cisy_Staropolskie_nature_rerserve_in_PolandRezerwat przyrody Cisy Staropolskie im. Leona Wyczółkowskiego, miejsce wielu plenerów artysty

Leon Wyczółkowski – świątynia pogańska i książka Romanowa

„Jestem dzieckiem lasu (…). Las cudowny, liściasty, dębowy. Pamiętam zapach w jesieni i na wiosnę”. Las i mgły, zapamiętane z arkadii dzieciństwa, z Podlasia – jako klimat dzieł, głównie grafik artysty. Wyczółkowski, który ponad 30 lat był związany ściśle z Krakowem, „robił wypady” z miasta w  Tatry,  na  Ukrainę,  Litwę,  ale  też  inspiracji  poszukiwał  w  Puszczy  Białowieskiej czy w Rogalinie Raczyńskich. Powstawały wówczas grafiki, które artysta ujął w tekę „Wrażenia z Białowieży” – 10 litografii oraz plansze poza teką. Wspominał: „Dąb Królewski w Puszczy Białowieskiej, 4 m grubości. 2 dni malowałem korę, ciekawe rzeczy. Cały poemat z kory, krokodyl. [Dąb Jagielloński, lit. 1921]. Dąb malowany tuszem, kapitalne rzeczy tuszem wyłącznie [1922]. Trzy dęby tuszem malowane [1921]. Dąb pokryty śniegiem w Białowieży [1924] i drugi dąb jak koronka [Sędzielina, lit. sposób pędzlowy, 1924]. Młode dęby – najciekawszy eksperyment, trzy drzewa bezpośrednio na kamieniu malowane, na prawo jakby cerowane; inna faktura, bo nie mogłem skończyć tego samego dnia. Przejście tonów od wiolinu do basu. W Paryżu otrzymałem złoty medal za to”.

800px-Leon_Wyczółkowski_Tatry_1911

Leona Wyczółkowskiego „filozofia drzewa”

Wyczółkowski utrwalał w puszczy dęby, brzozy, świerki, sosny, poszycie leśne, kamienie, w bieli, czerni, kolorze i w różnorodnym oświetleniu. Miał dar postrzegania koloru słysząc przy tym muzykę. „Z tej muzyki widzę dywan perski przebogaty. Fortepian to sam ołówek. Widzę, że mam skalę barw odpowiadających tonom muzycznym (…). Trzy dęby, flet; cis, świerk – silne kontrasty to organy”. Lakoniczne, z tym większą siłą, przemawiają jego  wypowiedzi o plenerze z leśnym „bohaterem” – drzewem, a szerzej borem i puszczą, w których to przestrzeniach widział jakąś świętą, podniosłą i pierwotną siłę.

W 1922 r. stał się Wyczółkowski szczęśliwym właścicielem dworku w Gościeradzu pod Bydgoszczą. Zaprzyjaźnił się natychmiast z Kazimierzem Szulisławskim, nadleśniczym z Puszczy Tucholskiej i dzięki niemu mógł kontynuować studia drzew w Świętym Gaju we Wierzchlesie i przepięknych okolicach. „Ten bór Wierzchlasu daje mi wspomnienie mojego dzieciństwa ze strony jeziora Mukrz” – opowiadał Kleczkowskiemu. Dęby nad Wisłą, dęby rogalińskie, dęby wśród anemonów, dęby martwe. Dąb z ofiarnikiem i Dąb z Madonną Częstochowską z dzieckiem, Cis, Świerk [1930], to tylko kilka przykładów tej niezwykłej fascynacji. Artysta wykonywał z pasją plansze alei świerkowej w Gościeradzu w różnym oświetleniu, sosen gościeradzkich, drzew kwitnących w sadzie, pejzaży ze ścianami lasu w tle do „Teki pomorskiej”. Twierdził, że drzewa i kwiaty mają własną duszę; podobną myśl znajdziemy również u Guido Ceronettiego: „Drzewa nie są zielenią: to bracia unieruchomieni, dawne plemię porośnięte sierścią, pełne wilgoci, obrosłe rogami i obdarzone dla człowieka cechą niepojętą: bezmierną dobrocią”.

Wspominałam mistrza Leona właśnie na Podlasiu, w czasie urlopu, kontemplując krajobrazy bliskie jego duszy, niewiele zmienione przez ostatnich 100 lat, bliżej granicy z Białorusią.

W Białymstoku natrafiłam też na publikację Leszka Mateli Geomancja z ciekawymi spostrzeżeniami o duchowych aspektach puszczy, energii drzew i drzew jako tematu medytacji. Ponowne skojarzenie z Wyczółkowskim, potrojone niejako, z jego pracami graficznymi, opublikowanymi wypowiedziami, wreszcie całokształtem swoistej holistyczno-kolorystycznej „filozofii przyrody”, więcej nawet – historiozofii.

W Świętym Gaju Wyczół szczególną czcią darzył cisy, uwieczniające je legendy. Mawiał, że na korze tych wiekowych drzew brakuje jedynie podpisu Bolesława Chrobrego. Projektował na cisowym uroczysku stworzenie prasłowiańskiej świątyni na Pomorzu.

Niegdyś drzewa traktowano jako żywe istoty, oddawano im cześć, istniało przekonanie, że są siedzibą bogów. W mitologii skandynawskiej pojawiło się wyobrażenie drzewa jako osi wszechświata, która łączy niebo z ziemią, nieskończoność. W koronach mieszka wiatr, korzenie spoczywają w matce ziemi przerabiającej nieśmiertelny proch.

„Czczę je… Są one jak samotnicy” – pisał Hermann Hesse – laureat literackiej Nagrody Nobla w pięknym eseju o drzewach. Z Białowieżą zaś związany był Metodiusz Romanow – leśnik i ezoteryk. Głosił w książce Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej powrót do harmonii człowieka z Naturą za pośrednictwem subtelnych wibracji puszczy, twierdził, że na spotkanie wychodzą tam istoty duchowe. Zaryzykował nawet w swojej publikacji wizję Puszczy Białowieskiej jako „Wielkiego Kościoła przyszłej Religii Ducha”. W 1991 r. na ściętym konarze dębu w Parku Pałacowym w oddziale 495 pojawiła się tajemnicza ikona z obliczem w aureoli. I choć dzisiaj wizerunek już się zaciera, nadal odczuwa się szczególne, mierzalne oddziaływanie, podobnie w oddziale 496. Badana częstotliwość radiacji rosnących tam dębów odpowiada rytmowi oddychania człowieka i bicia serca. W tej części parku znajduje się 15 starych dębów na terenie dawnego miejsca kultu plemiennego i pochówku. Co więcej, odnotowano nieadekwatne do miejsca zjawiska akustyczne. Czy te wszystkie niezwykłości, dźwięki, wibracje, moce chłonął Wyczółkowski obcując w plenerze z białowieskimi dębami oraz wszystkimi innymi drzewiastymi braćmi, którym poświęcił tak wiele uwagi i tkliwości przy pracy? Czy zdołał w swoich dziełach przekazać całą ich tajemnicę? Kunszt warsztatu artysty uhonorowano Złotym Medalem w Paryżu właśnie za Młode dęby, to bezsprzeczne. Szczęśliwie nam pozostaje możliwość osobistego obcowania z bogatą spuścizną mistrza w polskich muzeach, a w szczególności zaś w gościnnych salach muzeum jego imienia – Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.

Wyczółkowski_I_once_saw

Leon Jan Wyczółkowski (ur. 11 kwietnia 1852 w Hucie Miastkowskiej, zm. 27 grudnia 1936 w Warszawie) – polski malarz, grafik i rysownik, jeden z czołowych przedstawicieli Młodej Polski w nurcie malarstwa realistycznego.

Biografia

Urodził się 11 kwietnia 1852 r. w Hucie Miastkowskiej koło Garwolina. Był synem Marcina pochodzącego z drobnej szlachty, kupca szkła i Antoniny z Falińskich. Do szkoły ludowej chodził w Kamionce pod Lublinem, a następnie uczęszczał do gimnazjum, najpierw w Siedlcach, potem w Warszawie. W latach 1869-1871 uczył się w warszawskiej Klasie Rysunkowej u Antoniego Kamieńskiego i Rafała Hadziewicza, a w latach 1872-1873 u Wojciecha Gersona, malarza realisty, który problematykę społeczną i pejzaż porzucił dla malarstwa historycznego i religijnego. Gerson miał niewątpliwie znaczny wpływ na jego wykształcenie i start artystyczny. Powstały wtedy m.in. obrazy: „Obraz Trembowli”, „Zamordowanie Świętego Wojciecha”, „święty Kazimierz” i „Długosz”. Ten ostatni obraz wystawiono w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie w 1873 r., co było jego pierwszym sukcesem artystycznym.

W 1873 r. zwiedził Wystawę Powszechną w Wiedniu, ukazującą również szeroki przekrój zjawisk artystycznych. Jesienią 1875 r. wyjechał do Monachium i do 1877 studiował w pracowni węgierskiego malarza Aleksandra Wagnera na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Powstały wtedy prace: „Studium starej kobiety w czepku” i „Studium Włoszki”. Po powrocie do kraju, w latach 1877-1879 studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Jana Matejki, przelotnie zafascynowany metodami jego twórczości. Pod jego wpływem namalował „Ucieczkę Maryny Mniszchówny” oraz szereg portretów. W 1878 r. zwiedził Wystawę Powszechną w Paryżu, gdzie oglądał m.in. obrazy Claude’a Moneta. W 1880 r. mieszkał we Lwowie, gdzie poznał Adama Chmielowskiego (późniejszy św. Brat Albert). Pod wpływem tego artysty stworzył dwa obrazy: „Dziewczyna i bazyliszek” i „Smoka podwawelskiego”. Malował również „Alinę” i portret dzieci Dobrzyńskich.

Okres warszawski

W 1880 r. wrócił do Warszawy. W krótkim czasie stał się malarzem o ustalonej pozycji. Utrzymywał się głównie z portretów, wykonywanych na zamówienie. W Warszawie odszedł ostatecznie od akademizmu. Opierając się na doświadczeniach malarzy francuskich (Monet) tworzył szereg scen salonowo-buduarowych (m.in. „Model malarza”, „Obrazek jakich wiele”, „Ujrzałem raz w buduarze”).

W 1883 r. wyjechał na Ukrainę, gdzie z przerwami na krótsze i dłuższe pobyty w Warszawie, pozostał dziesięć lat. Mieszkał najpierw (do 1887) w Laszkach – majątku Głębockich na Podolu, a następnie dwa lub trzy lata spędził na wsi u kuzyna. Przebywał również na Kijowszczyźnie w Bereznej u Podhorskich i w Białej Cerkwi u Branickich. Na Ukrainie powstały słynne jego dzieła w wielu wariantach, jak „Rybacy”, „Chłopi”, „Woły”, „Orka” i „Kopanie buraków”.

W 1889 r. odwiedził ponownie Paryż (wystawa światowa), zapoznając się z dziełami Moneta i sztuki japońskiej. W 1890 r. w salonie Krywulta w Warszawie wystawił prace powstałe w czasie pobytu na Ukrainie. Wskazywały one na ewolucję artysty w kierunku impresjonizmu. W latach 1891-1893 był członkiem Komitetu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie.

Okres krakowski

W październiku 1895 r. został powołany na wykładowcę w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i przeniósł się na stałe do Krakowa. Po 1895 r. uległ na krótko wpływowi symbolizmu („Sarkofagi” – 1897). Odbył liczne podróże po całym kraju i zagranicy (Włochy, Francja, Hiszpania, Anglia, Irlandia). Stopniowo rezygnował z techniki olejnej i coraz częściej posługiwał się pastelami i akwarelą, a także kredą i tuszem. Wykorzystywał pewne rozwiązania impresjonizmu, malując pejzaże i sceny rodzajowe z silnymi efektami świetlnymi („Rybacy brodzący”). Malował pełne światła, nastrojowe pejzaże, m.in. tatrzańskie, drzewa, zabytki architektoniczne miast polskich i pamiątki historyczne (cykl „Skarbiec Wawelski”), martwe natury i kwiaty. Powstały liczne autoportrety artysty i portrety wybitnych postaci, m.in. prof. Ludwika Rydygiera z asystentami, Stanisława Witkiewicza, Jana Kasprowicza, Karola Estreichera, Erazma Barcza, Józefa Chełmońskiego, Konstantego Laseczki. U schyłku XIX wieku stał się obok Juliana Fałata, Jacka Malczewskiego i Jana Stanisławskiego, jednym z najpopularniejszych malarzy krakowskich.

Będąc do 1919 r. profesorem Akademii Sztuk Pięknych wykształcił sporą grupę malarzy, z których wybili się zwłaszcza Wojciech Weiss i Fryderyk Pautsch. W Krakowie związał się z życiem kulturalnym miasta. W 1897 r. należał do członków założycieli Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”, które skupiało najwybitniejszych ówczesnych polskich malarzy i rzeźbiarzy. Uczestniczył czynnie w organizowanych przez Towarzystwo wystawach. W salonie literata Ignacego Maciejowskiego (Sewera) spotykał się z Adamem Asnykiem, Władysławem Reymontem, Tadeuszem Micińskim, Kazimierzem Tetmajerem, Jackiem Malczewskim, krytykiem sztuki Konstantym Marią Górskim. Odwiedzał kawiarnię Turlińskiego „Paon” będącą siedzibą cyganerii artystycznej. W mieszkaniu Fałata grywał w brydża ze Stanisławem Przybyszewskim, Teodorem Axentowiczem, Janem Stanisławskim. Był popularny w środowisku również jako karykaturzysta. Od końca lat 80. XIX w. do 1912 r., dzięki znajomości z Feliksem Mangghą Jasieńskim interesował się sztuką japońską.

W końcu lat 90. XIX w. zainteresował się grafiką, jako autonomicznym środkiem artystycznej wypowiedzi. Uprawiał różne techniki: litografię, algrafię, akwafortę, fluorofortę i miękki werniks zarówno w wersji czarno-białej, jak i barwnej. Po 1910 r. wybrał ostatecznie technikę litografii, dającą duże możliwości swobodnego kształtowania formy. Jego obfita i różnorodna twórczość graficzna miała charakter malarski i odznaczała się dużą skalą rozwiązań formalnych („Tatry” – 1906, „Teka litewska” – 1907, „Gdańsk” – 1909, „Teka huculska” – 1910, „Teka ukraińska” – 1912, „Wawel I i II” – 1911/12, „Gościeradz” – 1924 i inne). Znakomicie oddawał urodę kwiatów i martwych natur. Portretował niemal cały świat artystyczny Krakowa.

Próbował swoich sił także w rzeźbie, tworząc posąg husarza na koniu, jako projekt nagrobka dla Jana Matejki. W 1909 r. został rektorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i godność tę pełnił w roku akademickim 1909/1910. W 1911 r. ciężko chory przeszedł na emeryturę.

Wybuch I wojny światowej zastał go w majątku Malinowszczyzna w okolicach Wilejki na Litwie, gdzie studiował pejzaż leśny. Pospiesznie wrócił do Warszawy, gdzie spędził rok, nie mogąc przedostać się do Krakowa. Malował akwarele i wykonywał litografie z widokami Starego Miasta („Teka Stara Warszawa”). Od 1915 r. przebywał w Krakowie, gdzie związał się z Legionami Piłsudskiego. Kilka miesięcy w 1916 r. przebywał w 6 pułku piechoty w obozie pod Warszawą. Wykonał wtedy cykl „Wspomnienia z Legionowa”.

Okres wielkopolsko-pomorski

Od 1922 r. związał się z Wielkopolską i Pomorzem. Przekazał wtedy kolekcję dzieł sztuki wschodniej Muzeum Wielkopolskiemu w Poznaniu, zawierający: dywany, makaty, kilimy, wazony, misy, szkła, zabytkowe meble oraz dzieła malarskie i graficzne. Za ten dar Poznański Wydział Krajowy przekazał artyście dworek w Gościeradzu pod Bydgoszczą. Odtąd miesiące letnie spędzał w swoim dworku otoczonym parkiem i sadem. Powstały obrazy starych drzew: dębów, świerków i sosen oraz teki: „Wrażenia z Białowieży” (1922), „Gościeradz” (1923/1924), „Teka Jubileuszowa kościoła Panny Marii w Krakowie” (1926/1927). W 1929 r. przeniósł się z Krakowa do Poznania. Malował m.in. widoki Poznania, Borów Tucholskich (np. obraz „Cis z rezerwatu w Wierzchlesie”), polskiego wybrzeża Bałtyku. Jedną z ostatnich jego prac okazała się znana w czterech wersjach „Wiosna w Gościeradzu” (1933). W 1933 r. został mianowany profesorem honorowym Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a w 1934 r. powołano go na profesora grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

Mieszkając w Gościeradzu, gdzie urządził pracownię, często bywał w Bydgoszczy. W wolnych chwilach przechadzał się po mieście i oglądał piękniejsze gmachy i stare drzewa. Zachwycał się olbrzymimi topolami nad Kanałem Bydgoskim. Utrzymywał kontakty z Zygmuntem Malewskim. W 1924 r. darował Muzeum Miejskiemu w Bydgoszczy pierwsze prace. W ślad za tym zaczęło się gromadzenie jego dalszych dzieł. Już za życia artysty jedną z sal muzealnych poświęcono jego twórczości. W 1924 i 1934 r. Muzeum bydgoskie urządziło wystawy jego dzieł. Ponadto wystawiał swoje dzieła w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, a także za granicą.

Zmarł 27 grudnia 1936 r. w Warszawie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w Bydgoszczy, gromadząc wielotysięczne tłumy. Uczestniczyli w nich przedstawiciele najwyższych władz państwowych i duchownych, a także reprezentanci polskiego życia kulturalnego. Został pochowany jak sobie tego życzył, na cmentarzu wiejskim we Wtelnie koło Bydgoszczy.

8 kwietnia 1937 r. żona Franciszka zgodnie z ostatnią wolą męża, przekazała miastu Bydgoszczy 425 prac, szkicowniki oraz pamiątki osobiste i wyposażenie pracowni. Akt darowizny zobowiązywał Bydgoszcz do sprawowania opieki nad zbiorem, popularyzacji twórczości i upamiętniania rocznic związanych z artystą oraz opieki nad jego grobem[1]. W 1937 r. Muzeum Miejskie w Bydgoszczy urządziło wystawę daru, na której zgromadzono 129 prac graficznych i 217 malarskich z najrozmaitszych okresów jego twórczości. Znalazły się na niej dzieła charakterystyczne dla wszystkich technik graficznych i malarskich uprawianych przez Leona Wyczółkowskiego.

Rodzina

Leon Wyczółkowski od 1915 r. był żonaty z Franciszką z Panków. Nie posiadał potomstwa.

Twórczość

Dzieła Leona Wyczółkowskiego znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Kielcach, Wrocławiu, Bydgoszczy oraz we wszystkich muzeach polskich posiadających zbiory malarstwa, rysunku i grafiki polskiej, jak również poza granicami kraju. Do ważniejszych jego dzieł należą:

  • Głowa Chrystusa (1882-1883, olej na tekturze, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Portret młodej kobiety w pracowni malarza (1883, olej na płótnie, 60,5 x 31 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie);
  • Ujrzałem raz… (1884, olej na płótnie, 73 x 57 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie);
  • Welon (1885, olej na płótnie, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu);
  • Wesołe pacholęta (1891, olej na płótnie, 68 x 50 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie);
  • Rybak (1891, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Rybacy brodzący (1891, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Warszawie);
  • Orka na Ukrainie (1892, olej na płótnie, 73 x 122 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Druid skamieniały (1892, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Kurhan na Ukrainie (1894, olej na płótnie, Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy);
  • Gra w krykieta (1895, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Krucyfiks wawelski (1896, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Portret prof. Ludwika Rydygiera z asystentami (1897, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Warszawie);
  • Japonka (1897, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Stańczyk (Szopka) (1898, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XX wieku w Gmachu Głównym);
  • Portret Ireny Solskiej (1899, pastel na kartonie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Mnich nad Morskim Okiem (1904, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Tatry (1906);
  • Białe róże (1908, olej na płótnie, 86 x 64 cm, własność prywatna);
  • Gdańsk (1909);
  • Teka huculska (1910);
  • Portret Feliksa Mangghi Jasieńskiego (1911, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Krakowie, Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach);
  • Autoportret w chińskim kaftanie (1911, olej na płótnie, Muzeum Narodowe w Warszawie);
  • Wawel (1911-1912);
  • Chrystus na krzyżu (1915, olej na płótnie, kościół parafialnym pw. Najświętszego Zbawiciela w Rykach);
  • Stara Warszawa (1916);

Nagrody

  • nagroda Akademii Umiejętności fundacji Probusa Barczewskiego (dwukrotnie)
  • brązowy medal na wystawie w Saint-Louis (1904),
  • złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Powszechnej w Paryżu (1925),
  • złoty medal na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929),
  • nagroda miasta Warszawy (1930),
  • członek czeskiej Akademii Nauk i Sztuk Pięknych (od 1931)

Odznaczenia

  • mianowany członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski (1921),
  • Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1921),
  • Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (1928),
  • Wielka Wstęga Orderu Odrodzenia Polski (1934)[2] „za wybitne zasługi na polu pracy artystycznej”,
  • Złoty Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury (1935)[3].

Upamiętnienie

Leon Wyczółkowski jest patronem ulic w Warszawie (od 1985 r.)[4] oraz w Bydgoszczy, Zielonej Górze, Krakowie, Lublinie i Piasecznie. Jest również patronem bydgoskiej Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych i Liceum Plastycznego mieszczących sie przy ulicy Konarskiego.

Miasto Bydgoszcz zobowiązane w akcie darowizny do popularyzacji jego dzieł, wielokrotnie oddawało hołd wielkiemu artyście. Organizowano liczne wystawy w muzeum bydgoskim, odbywały się akademie, sesje naukowe, sympozja. Wydawano katalogi wystaw, informatory, plakaty, reprodukcje prac, wybito okolicznościowe medale. Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy, które nosi imię Leona Wyczółkowskiego od 1946 r., posiada największą kolekcję jego dzieł. W czasie II wojny światowej zbiór uległ znacznemu uszczupleniu. W 1948 r. przyjaciel artysty, inż. Kazimierz Szulisławski wzbogacił go, składając w darze kolejnych 110 prac. W specjalnym dziale muzeum poświęconym wyłącznie jego twórczości zgromadzono ok. 700 jego prac, w tym prace olejne, pastele, akwarele, tempery, tusze, rysunki oraz liczne grafiki.

W 2009 r. na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy urządzono tzw. Dom Leona Wyczółkowskiego – muzeum z dziełami artysty i wnętrzami zaaranżowanymi na dworek, w którym mieszkał w okresie międzywojennym[5].

“Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” wykład i spotkanie autorskie z “Księgą Ruty” na Harmonii Kosmosu – 29 czerwiec 2013 Sulistrowice pod Ślężą


Chcę was zawiadomić

i jednocześnie zaprosić wszystkich chętnych

Czordana Czarna Krolowa

Czarodana

 

na wykład “Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana”,

oraz na spotkanie autorskie z “Księgą Ruty”

29 czerwca 2013 do Sulistrowic.

Swarozyc Pan Ognia komprSwarożyc

Spotykanie odbywa się we współpracy z Niezależną Telewizją, w ramach Harmonii Kosmosu.

swara zara kompr

Swara

Miejsce wydarzenia – Sulistrowice nad Zalewem.  Wykład na Harmonii Kosmosu o godzinie 12.00, potem przeniesiemy się w inne miejsce, na spotkanie autorskie. Będzie można nabyć “Księgę Ruty” i  pierwszy numer kwartalnika “Słowianić” oraz swobodnie porozmawiać. 

SSSSS s-1553Planuję też Spotkanie autorskie i podpisywanie książek na Festiwalu Fantastyki KRAKON w Krakowie – 28 lipca.

IV Starosłowiańska Świątynia Światła Świata w Wilnie – Salomon Rysiński (1565 – 1625)

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 6 Czerwiec 2013

Salomon Rysiński herbu Ostoja, zwany też: Rysinius Sarmata, Pantherus, Leucorussus, (ur. około 1565 w Rysinie koło Połocka, zm. 13 listopada 1625 w Dolatyczach nad Niemnem) – polski paremiolog, pisarz, poeta, tłumacz i filolog

Życiorys

Pochodził ze szlacheckiej rodziny zamieszkałej we wsi Rysin w Połockiem. Jako wychowawca młodych Buczyńskich przebywał w Niemczech. Studiował w Altdorf bei Nürnberg, gdzie wydał Epistolarum Salomonis Pantheri libros duos (1587) – listy do rodaków oraz postaci nieżyjących i fikcyjnych. Silnie związany z Radziwiłłami: najpierw wychowawca (dworzanin), a później doradca Krzysztofa, któremu towarzyszył podczas jego studiów zagranicznych, a także nauczyciel jego syna Janusza. Po powrocie do Polski przebywał najczęściej w Wilnie. Wyznawca i czynny działacz kalwiński. Nigdy nie założył rodziny. Zmarł 13 listopada roku 1625 w Dolatyczach nad Niemnem, w majątku swego przyjaciela, Daniela Naborowskiego. Pochowany został w pobliskim Lubczu.

Twórczość

Jego głównym dziełem były Proverbiorum polonicorum… centuriae decem et octo (1618; tytuł polski: Przypowieści polskie) – pierwszy zbiór polskich przysłów, zawierający ich 1800, podający również zagraniczne odpowiedniki, wydawany po wielokroć. Twórca licznych panegiryków. Zgromadził dużą bibliotekę, szczególnie bogatą w literaturę religijną.

Ważniejsze utwory

Strona tytułowa Proverbiorum Polonicorum wydanej po łacinie i po polsku w Lubczy w 1618

  • Monumenta… diversis personis… posita, Lubcz 1614 (według Estreichera), drukarnia P. Blastus Kmita; według G. Korbuta: Lubcz ok. 1625, (zbiór nagrobków, głównie dla Radziwiłłów)
  • Rerum ab Christophoro Radivilio… gestarum… epitome, Lubcz 1614, drukarnia P. Blastus Kmita; unikat: Biblioteka Narodowa, sygn. XVII. 2. 569, (zawiera także nagrobki dla K. Radziwiłła)
  • Proverbiorum polonicorum… centuriae decem et octo, Lubcz 1618, drukarnia P. Blastus Kmita, wyd. następne (według Estreichera): pt. Przypowieści polskie, Kraków 1619 w wersji cyfrowej na PBI; pt. Przypowieści polskie… teraz novo przydane i na wielu miejscach poprawione, Kraków 1620; (?); Lublin 1629; Kraków 1634 (według A. Kaweckiej-Gryczowej: Raków, drukarnia S. Sternecki); (według G. Korbuta: wyd. 2 przed 1625; wyd. 3 Lublin 1629; wyd. 4 rok 1634); wyd. lubelskie z 1629 przedr. K. W. Wójcicki Biblioteka starożytna pisarzy polskich, t. 2, Warszawa 1843; także wyd. 2 Warszawa 1854; wybór przysłów przedr. K. Bartoszewicz Księgi humoru polskiego, t. 1, Petersburg 1897, s. 305-308
  • Ad epistolas L. Aennaei Senecae, philosophi stoici, notarum sive coniecturarum liber, Norymberga 1620, drukarnia J. F. Sartorius; unikat: Biblioteka Narodowa, sygn. XVII. 2. 569, (przedmowa dat. z Wilna 31 marca 1616)

Przekłady

  • Niektóre Psalmy Dawidowe, Lubcz 1614, drukarnia P. Blastus Kmita

Listy i materiały

  • Epistolarum Salomonis Pantheri libri duo, Altdorf 1587, (zbiór 70 listów); przekł. polski listu do Jana Petrycego z roku 1586: L. Joachimowicz, ogł. L. Szczucki, J. Tazbir Literatura ariańska w Polsce XVI wieku. Antologia, (Warszawa) 1959
  • Listy do C. Ritterhusiusa i J. Posthiusa z lat 1597-1598; rękopis: Biblioteka Uniwersytetu w Getyndze
  • Kilkadziesiąt listów, przeważnie do Krzysztofa II Radziwiłła; Archiwum Główne Akt Dawnych Warszawa, Archiwum Radziwiłłowskie, dz. V, teka 316, nr 13 601.
  • zob. także: Monumenta Reformationis Polonicae et Lithuanicae seria I, zeszyt 1 (1913); wyd. 2 rok 1925, s. 160, 169

Utwór o autorstwie niepewnym

  • Stanu wdowiego, teskliwego pobożne zabawy i pociechy, z rękopisu Biblioteki Kórnickiej ogł. Z. Celichowski Roczniki Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznania, t. 18 (1891) i odb., (autorstwo Rysińskiego przypisał wydawca)

Bibliografia

  • Bibliografia Literatury Polskiej – Nowy Korbut, t. 3 Piśmiennictwo Staropolskie, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1965, s. 195-196

453

Porzekadła Salomona Rysińaskiego

Jak zobaczycie poniżej Salomon Rysiński nie zwykł był stronić od uciech życia i ułożył sporo porzekadeł związanych z  nadużywaniem trunków. Problem nie jest zatem nowy a raczej odwieczny.

Salomon Rysiński (ok. 1565–1625) – polski pisarz.

  • Albo pij, albo się bij.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, oprac. Stanisław Świrko, Poznań 1975, s. 76.
  • Co wino radzi pijają, a tłuste kąski jadają, nie zbiorą tacy pieniędzy, owszem, zawsze będą w nędzy.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 74.
  • Daj Boże wszystko umieć, a nie wszystkiego używać.
  • Dał się Bóg napić, a diabeł nie dał się wyspać.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 76.
  • Dziecię za rękę, matkę za serce.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 120.
  • Galant w półtory poły.
    • Źródło: Michał Wiszniewski, Michała Wiszniewskiego Historya literatury polskiéj, Uniwersytet Oksfordzki, 1844
  • Gdy dwaj rzeką, żeś pijany, możesz iść spać bez nagany.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 77.
  • Gdzie szewcy a furmani piją, tam najlepsze piwo.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 73.
  • Każdy się zmieni, kto się ożeni.
  • Koń jeźdźcem, żona mężem stoi.
  • Którą gęś uderzą, ta gęgnie.
  • Lis grzeje, kuna chłodzi, sobol zdobi, baran wszy płodzi.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 84.
    • Zobacz też: futro, wszy
  • Miłość panieńska, szczęście w karty, łaska pańska i krasa róży – wszystko nietrwale rzeczy.
  • Na gładką żonę patrząc, syt nie będziesz.
  • Nie tak szpetny diabeł, jak go malują.
    • Źródło: Antologia poezji głupich i mądrych Polaków, wybór Ludwik Stomma, Gdańsk 2000.
  • Nie zbywaj starej sukni, póki nowej nie sprawisz.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 85.
  • Opucha droższa kożucha.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 84.
  • Pijanego a dziecięcia Pan Bóg strzeże.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 77.
  • Pijany a dziecię prawdę powie.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 77.
  • Począwszy od Adama, każdy człowiek kłamie.
    • Opis: przysłowie polskie
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 48.
    • Zobacz też: kłamstwo
  • Rannego wstania, wczesnego zasiania, młodego ożenienia nikt nie żałował.
  • Śmiały, co się z dwoma bije, ale śmielszy, co się żeni, a nie ma nic.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., s. 109.
  • Wykupił koszulę, a suknią zastawił.
    • Źródło: Na wszystko jest przysłowie, op. cit., 84.
  • Żonie jako starszy, słudze jako pan, poddanemu jako mistrz umiej pokazywać się, chcesz li ich po woli mieć.

1167

O Salomonie i jego dziele Wincenty Korotyński, który zwraca uwagę na niszczenie prac Rysińskiego przez cenzurę Jezuitów

0000030421-000005

0000030421-0000070000030421-0000100000030421-0000110000030421-0000120000030421-0000130000030421-0000140000030421-0000150000030421-0000160000030421-0000170000030421-0000180000030421-0000190000030421-0000200000030421-0000210000030421-0000220000030421-0000230000030421-0000240000030421-0000250000030421-000026

całość patrz: pbi.edu.pl

O Salomonie Rysińskim w Radiowej Trójce

http://www.polskieradio.pl/9/305/Artykul/747266,Od-sasa-do-lasa

Tagged with: ,

Z Krainy Księżyca – Niesamowite Zagadki – budowle megalityczne (syntetyczne ujęcie problemu) [From the Land of the Moon – Amazing Puzzles – megalithic structures (synthetic approach to the problem)] pol/eng

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 4 Czerwiec 2013

Budowle megalityczne – tajemnice starożytności

http://www.youtube.com/watch?v=_9_XyoqVEJA

Na ten temat tyle już powiedziano i pokazano, że próżno strzępić sobie nadal języki. Pozostaje faktem, że od roku 2010 kiedy powstał ten film nie posunęliśmy się w wyjaśnianiu tych kwestii ani o krok do przodu.

Warte zastanowienia? Moim zdaniem tak. Brak mi tutaj Visoko.

Przedstawiam te fakty jako godne zastanowienia razem z autorskim komentarzem zamieszczonym pod tym filmem na You Tube:

Przesłano 30 lis 2010

Jeżeli oficjalna nauka twierdzi że kilkadziesiąt tysięcy chłopa skrzykuje się aby przenieść wcześniej wykuty dłutami i kamiennymi młotkami (z najtwardszego minerału na Ziemi jakim jest granit i jemu podobne) kawał skały w uformowany „klocek” o idealnych kątach. Następnie wtarganiu go najlepiej w bardzo odosobnione miejsce (najlepiej kilka tysięcy m.n.p.m na stokach lub szczytach gór, lub ewentualnie na ziemiach przez ludzi tam nie zamieszkanych używając oczywiście swojej technologii jakimi są liny, rampy ziemne, dźwignia i drewniane bele. Następnie taki wtargany kamyk, który jest perfekcyjnie dopasowany do innych jemu podobnych (pod względem geometrycznym) tak, że linie łączenia są tak bliskie że nie da się absolutnie nic włożyć, owi chłopi (bo chyba im się nudzi na co dzień) jako nie dorównujący nam wiedzą (Indianie przecież…:), ale nie tylko..) budują z tych „klocków” struktury które swoim- tylko sobie znanym celu są tak idealnie ustawione, że są z pewnością astronomicznymi obserwatoriami. Choć przejawia teza że to pomysł czysto religijny, ewentualnie jako terminarz by pomóc w określeniu siewom itp…. nasza nauka nie wyjaśnia uczciwie faktu, że owe struktury pokazują przesilenia, precesję, konstelacje i inne ciekawostki astrologiczno-astronomiczne, które powinny zrewidować nasze dotychczasowe interpretacje i zająć się tym porządnie.. Dlaczego?

Bo owi chłopi znający przesilenia (a aby je znać trzeba obserwować niebo, gdzieś te zebrane dane umieścić- chyba że ma się zajebiście dobra pamięć- aby następnie dojść do wniosków np kiedy jest równonoc itp..) znają jeszcze precesję, która – bagatela- trwa prawie 26 000 lat! Więc aby ją znać- analogicznie do przesileń trzeba ją pierw obserwować, tak? Więc nawet jeżeli takim chłopom aż tak się nudziło- nie mówiąc o cierpliwości… i zakładając że udało im sie wywnioskować TYLKO na podstawie uzyskanych z jednego cyklu precesyjnego to i tak u czorta jest to 26 ooo lat!!! I to naszych naukowców nie dziwi, czy raczej ma to gdzieś, bo by musieli napisać na nowo nasze podręczniki, jak i inne rzeczy.

To tyle:)

Przedstawiam filmik, który zawiera kompilację najciekawszych miejsc na Świecie, które podchodzą pod wspólną nazwą: budowle megalityczne.

Źródła

Bogowie Nowego Tysiąclecia
uLeszka….
Internet
1 zdjęcie skompilował Andromedan z http://www.DavidIcke.pl
(podwodne struktury zdj nr 2).

Muzyka
http://www.youtube.com/user/Drullen1995 naprawdę człowiek ma talent:)
Two Steps From Hell – Flameheart

  • Kategoria

  • Licencja

    Standardowa licencja YouTube

    From the Land of the Moon – Amazing Puzzles – megalithic structures (synthetic approach to the problem)

    Megalithic structures – ancient secrets

    So much has been said and shown about this subject that it seems pointless to talk about it on and on. The fact remains that since 2010 when this film was made, we have not made a progress, even in the slightest, in explaining these issues.

     

    Is it worth thinking about? In my view, yes. I wish Visoko was here as well.


    I present these facts as worthy of consideration along with the author’s comments included in this video on You Tube:

    http://www.youtube.com/watch?v=_9_XyoqVEJA


     

    Uploaded on November 30th 2010

    If the official science claims that tens of thousands of males gather together to carry a previously carved stone with chisels and stone hammers (made of the hardest mineral on Earth – granite and the like) a huge piece of  rock formed in a „block” of  ideal angles. Then it says that the huge piece of rock is dragged best in a very secluded place (preferably a few thousand meters above sea level on the slopes or mountain tops, or possibly on the lands by people who do not live there, with the use of their technology only which consists of ropes, earth ramps, lever and wooden logs. And then the dragged on stone which perfectly fits other similar to it (in terms of geometry) in the way that the connecting lines are so close that you can not insert  absolutely anything, the men  (as I think they get bored every day) with their knowledge not equal to ours (after all they are Indians…:), build structures out of these blocks which only for their own purpose are so ideally arranged that are   certainly astronomical observatories. Although there is the thesis that this idea is purely religious, possibly as a diary to help determine sowing, etc.  …. our study does not explain honestly the fact that these structures show solstice, precession, the constellations and other astrological and astronomical curiosities which should revise our previous interpretations and deal with it properly .. Why?

    Because those farmers who know the solstice (and in order to get to know it you need to observe the sky, place the collected data somewhere – unless you have a fucking great  memory – so as to come to conclusions such as the equinox, etc..) and they also know precession which – a trifle – lasts for 26000 years! So in order to know it – similar to the solstice you need to observe it first, don’t you? So even if such men were so terribly bored – let alone their patience … and assuming that they managed to conclude that ONLY on the basis of the data gained from one precession cycle it is still – the hell – 26000 years old! And it doesn’t surprise our scientists, or they rather don’t care because they I would have to rewrite our school books and other things as well.

    That’s it :)

    I present the video that contains a compilation of the most interesting places in the world which have the same name: megalithic structures.

    Sources

    Gods of the New Millennium
    at Leszek (u Leszka) ….
    the Internet
    1 image was compiled by Andromedan from http://www.DavidIcke.pl
    (Underwater structures – picture 2).

    Music
    http://www.youtube.com/user/Drullen1995 really a man has talent :)
    Two Steps From Hell – Flameheart

    * Category

    Education
    * License

    Standard YouTube License

    Tagged with: megalithic structres

Tagged with:

Kim są Kaszubowie (Koszebowie) – według Księgi Ruty


mazonka Mazonka – Jerzy Przybył

Oczywiście Kaszubi (Koszebe, Koszebowie) są Koszanami. Jednym z plemion tego wielkiego ludu, który rozszedł się po całym Królestwie Sis, w różne jego strony. Ich najgłębsze korzenie sięgają Pierwszej, starej, mazyjskiej Koliby Zerywanów (około 30-25.000 lat p.n.e.), miejsca zrzucenia z Niebios pierwszego boskiego daru, jakim była Złota CzARA.

W Drugiej Kolibie, tej lądyjskiej, ciągnącej się od Adriatyku, nad Dunaj i Łabę-Lądę oraz Wiadę (Odrę), Wisłę i Dniepr, gdzie Zerywanie odrodzili się z Kruków, Kurki i Kąptorgi Ptako-Wężycy, zajęli miejsce wężowe, północne, krainę nazwaną Ziemicą Wędów-Wenedów. Jako lud morski opływali Ląd Biały (Europę) i Czarny (Afrykę)  i Mazję (Azję), a nawet Wendeląd (Amerykę Północną) i rozpłynęli się znad Morza Wędzkiego w wiele wielkich plemion. Jedno z owych plemion koszańskich to plemię Koszebów. To stąd, znad wędzkiego Bałtyku-Błotyku (Morza Wenetskiego), ruszyli około 1800 roku p.n.e. (nie wszyscy, lecz liczne ich grupy), w II Wielką Wędrówkę na Wschód, zakładać Persję i podbijać Windję (Indie). Tam właśnie w ziemi windyjskiej (wędyjskiej), nad rzeką Widjusz (Indus) i nad Gęgawą (Gangesem) zasłynęli najbardziej, i znani byli jako Kosze-tyrsowie (Koszebowie Królewscy). Tam też się zagnieździli na dobre, tam objęli rządy, i ci są najsłynniejsi. Dzisiaj znani są światu jako bramini, potomkowie boskich wojowników Kszatrijów (Kosze-tryów, Kosze-tyrsów).

Tym, którzy nie wiedzą wyjaśniam, że tyrs to rodzaj berła, znak królewskości. Podobną królewskością cieszyli się Bogatyrsowie znad rzeki Bugaja -Buga, których starożytni zapisali jako Aga-tyrsów (aga, kagan, knaga, kniagin, kniaź – władca sistański, słowiański, skołocki, istyjski), a potem znani byli romajskim kronikarzom jako: Bohanie (Bohemowie), Bohatyrsi, Bohaty-Rusy i Bużanie. Tym są Koszebowie – ludem królewskim Sistanu. Część Koszetyrsów z Windji ponownie wróciła razem Borusami (Prusami) do Łukomorza (Pomorza). Nie dziwi nas zatem ich duma, bo słowiano-aryjska królewskość jest im słusznie przypisywana, jako zwyczajnie przyrodzona.

Mimowolnie chyba potwierdzają nasze wywody słowa zawarte w opisie godła Kaszub i flagi na stronie Jednoty Koszebskiej (Kaszubskiej), cytuję:

„Gryf – popularny w średniowiecznej Europie symbol, pochodzenia perskiego, przyniesiony przez uczestników wypraw krzyżowych. Był godłem książąt zachodniopomorskich, od nich trafił do herbów wielu miast na Pomorzu i stał się godłem całego Pomorza. Od początku ruchu kaszubskiego czarny gryf na złotej tarczy był uznawany za herb Kaszubów. Czarno-żółte barwy flagi są pochodną herbu Kaszubów.”

flaga kaszub150x250

Tyle na Nasze Kaszuby – strona narodowości Kaszubskiej: http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=47

Herbu Gryfitów tam oczywiście na wszelki wypadek nie zamieszczono, ponieważ rzeczony herb Gryfitów – książąt Zachodniopomorskich wygląda tak:

godło gryfici PommernwappenTak więc panowie z Jednoty Koszebskiej, którzy chcecie mieć czarnego gryfa na żółtym polu wasze kłamstwo ma, bo musi mieć, nóżki bardzo krótkie i krzywe. Herb Kaszub jeśli miałby zaistnieć musiałby wyglądać tak jak ten wyżej – zupełnie po słowiańsku, a nie po germańsku – Czerwony Smok (a jakże scytyjski, a nie perski) na Białym Polu. A zatem flaga, której chcielibyście panowie, słowiańscy do szpiku kości Kaszubi, używać musiałaby być taka:

flaga_polskaPrzykro mi, taka jest prawda, która ani na krok nie zbliża was do Braci z Werwolfu. Mówię wam to jako Białczyński, z rodem Gryfitów spokrewniony, zatem wiem co mówię. Ten herb mógłby najwyżej wyglądać jeszcze tak:

herb_gryf

Gryf (Gryfon) to mityczne zwierzę przedstawiane jako lew z głową, przednimi łapami i skrzydłami orła. Jego pierwsze wizerunki pochodzą z terenów starożytnej Mezopotamii oraz Indii i liczą około 6 tysięcy lat. Gryf był wyobrażeniem babilońsko-assyryjskiej bogini Tiamat. W sztuce tych kultur spotyka się gryfy oraz uskrzydlone lwy z ludzką głową. Starożytni wierzyli, że Gryf włada Scytią. W mitologii greckiej strzegł podziemnych skarbów Apollina, a w starożytnym Rzymie był opiekunem boga mórz Neptuna. Gryf był symbolem przebiegłości, podstępu, a także zręczności i siły. Już w okresie wypraw krzyżowych umieszczali go na proporcach rycerze najodważniejsi i najprzebieglejsi w boju. Herb polskiego rodu Gryfitów przedstawia wspiętego Gryfa na czerwonej tarczy. Gryf jest srebrny, jego dziób, język i szpony – złote. Herb w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów posiadał koronę oraz klejnot złożony z połowy orła ze złotą trąbą. Dopełnieniem każdego herbu było zawołanie, którym współrodowcy posługiwali się np. na polu bitwy. Podstawowe zawołanie Gryfów brzmiało „Świeboda”(Swoboda), ale niektóre rodziny używały dość zagadkowego i oryginalnego – „Po trzy na gałąź”.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach właściciele herbu przybyli na ziemie polskie. Zdaniem heraldyków, w tym Jana Długosza, Gryfici wywodzili się z Dacji, a ich herb ukształtował się między 600 a 960 rokiem. Niektórzy jednak upatrują jego pochodzenie z terenów Słowian Połabskich i wiążą go z postacią Jaksy z Kopanicy, słowiańskiego księcia połabskich Stodoran, który pod koniec życia osiadł na Śląsku.

Wiec przestańcie  panowie z Jednoty pieprzyć od rzeczy.

Ale oddajmy już głos Księdze Ruty, z której zaczerpnęliśmy opisujące lud Koszan i jego plemiona cytaty:

Taja 19

strona 112:

„Według Romajów, Dodoł przez cały okres niewoli przemyśliwał, jakby się tutaj z wyspy wyzwolić
i wrócić do ziemi Brzeganów w północnej Wędji, gdzie żyli oni w sąsiedztwie Koszebów
i Koszewian-Kociewian.”

str 137 przypisy:

„Północny odłam Porusów zmieszany z Istami utworzył plemię, które zamieszkało nad Bołotykiem i znane jest
kronikom jako Prusowie, a powinno być nazywane Po-Rusami lub Bo-Rusami (bo byli potomkami Borusa)
i spadkobiercami Hiper-Borejów (Wielko-Borusów). Tam, w Wędii, sąsiadowało ono zresztą, podobnie jak
w Windii, z potomkami Koszerysa – z północnego odłamu Koszetyrsów – Koszebami (Kaszubami).
Łącznikiem między północnymi Koszanami a południowymi Koszetyrsami byli z kolei Koszerowie (Kozerowie),
zamieszkali nad Morzem Mazowskim i Morzem Koszpijski (Kaspijskim), znani z późniejszych czasów jako Chazarowie, a także Kuszanie z Doliny Kusz na Kaukazie, znani z zapisów Biblii.
Istniało także północno-zachodnie skrzydło Jakoszów – Jakoszanie w dzisiejszej Małopolsce, których grodem były
w późniejszym czasie Jakuszowice.
Plemię nadbałtyjskich Porusów przetrwało do końca XVI wieku n.e. a w wiekach X – XIV toczyło krwawe boje
w obronie Wiary Przyrody i własnej tożsamości, najpierw z Polską Piastów (Polęchią), a potem z Zakonem
Krzyżackim.
Koszetyrsowie dotarli do ziem windyjskich pod wodzą Koszerysa znacznie wcześniej niż Widnur i zamieszkali
ziemię nazwaną przez siebie Koszmir.
Koszebowie przetrwali do dzisiaj nad Bałtykiem.”

strona 139

„…Zapisani także przez kroniki jako Wicikovici, czyli kowający wici. Chodzi tutaj o Listkowiców-Łyskowiców z Góry
Pałki, których kapłanami była Gromada Wicików Kowali, czyli Kowitów. Taja wskazuje, że Łyskowice pałkińscy
są potomkami wtajemniczonych wojów z plemienia Czudełosa, z którego to plemienia wywodzą się też: Koszetyrsowie – rządzący całymi Indiami jako uprzywilejowana warna władców i wojowników, indyjscy i słowaccy Koszanie (Kuszanowie z Indii oraz słowaccy Koszyce z grodem w Koszycach), naddońscy Kozerowie (Koszerowie-Chazarowie, Kumańcy oraz Kozacy Naddońscy), a także Moro-Kumanowie (Markomanowie), kaukascy Kuszanie – z Doliny Kusz, nadbałtyccy Koszebowie ze swoim głównym grodem Koszalinem, Kosezowie, będący warną wojowników i kapłanów Serbów Południowych w ich Świętej Ziemi – Kosowym Polu, wreszcie Kozacy, stanowiący harmię obronną chłopów Ukraińskich i wschodnich rubieży Rzeczpospolitej Szlacheckiej (Sarmackiej). Ci właśnie byli szlachtą Rusów Właściwych (Czerwonych) – Gerrusów, znad Gerros – owymi
walecznymi gierojami-gerosami (herosami).”

Taja 20

strona 170

„Musimy w tym miejscu zwrócić uwagę, iż do słów czarowników burskich należy się odnieść
z wielkim szacunkiem, jako że plemiona Czudziów, Kładów, Koszan, Koszetyrsów, Kozerów,
Koszebów, Mosoków, Mokoszanów, Jakoszów czy Jakoszan i im pokrewne, a też wojowiekapłani
Kosezowie, przez wieki wywodzeni byli, co prawda, z gromady plemiennej Harów
z Ludu Nurów, ze względu na ów zakaz pamięci o Koszerysie, ale pochodzą oni też na pewno
od Burów Czarnosiermiężnych. Oni wszyscy mają też pleń Czudełosa, odrodzili się w pępach
Czarnosiermiężnych, pępach ludu czcicieli Przepląta i Obiły-Kalji, a także Kalji-Przepigoły (Plątwy
Ukaranej) – Czarnych Bogiń.”

strona 171

„Tych Kolibańczyków zza Gór Świata mienią mikowie Koszatyrami albo Koszetyrsami, a też
pokrewne im plemiona Koszanami lub Kuszanami, Koszycami, Koszebami, Kozerami, Jakoszanami
i Jakoszami. Ziemicę zaś Koszetyrsów zwą Koszmirem. Złośliwi zaś nazywają ją Koszmarem, czyli
Krainą morzoną przez Kosza.”

strona 194 przypisy:

„Spałkalisz – gród wymieniany w dawnych kronikach rzymskich jako Askaukalisa. Jest to jeden z głównych
grodów plemiennych Koszebów. Stare grodzisko z okresu kultury łużyckiej i jego następne wcielenia z okresu
kultury przeworskiej i jeszcze późniejsze, umiejscowione były w okolicach dzisiejszej Bydgoszczy.
Koszebowie należą do plemion z grupy Koszan, zrodzonych z krwi Koszerysa. Pochodzą bezpośrednio od
Skołotów Koszanów, oddających cześć Przeplątowi-Koszowi oraz Stolemów-Stołpów, narodzonych z wędyjskich
Spalów (prawnuków Stwolinowych) i istyjskich Osiłków (potomków Asiłków) z Osilii. Oddają oni cześć bogini
Kalii – Obwile (Czarnej Bogini), Gogoładzie Wielkiej – Golemie oraz Plątwie Ukaranej – Przepigole (Przegołej,
Przegolonej, Gołej, Pokalanej albo inaczej – Skalanej).
Dzieje Spalów biegną od najdawniejszej starożytności i splatają się z dziejami najważniejszych ludów tej ziemi.
Spalowie to bitne wędyjskie plemię, wywodzące się od bohatera spod Widłuży (Troi-Ilionu) – Pałomęża-
Pylajmena. Tenże Pałomąż przewodził Wędom i Istom-Osiłkom, których przyprowadził do wrót grodu Priama
(Radopryma) w Widłużę, z Północy. Pałomąż miał nadzieję obronić przed Romajami, będące w dzierżawie
lennika Królestwa Sis, Radopryma (Priama), pradawne wiano Zerywanów Troję-Widłużę i Troję-Trójorzę na
Złotym Rogu. Jednakże Troja-Widłuża została zniszczona.”

strona 195

„Ziemię Pomorską (Połukomorską), oprócz Słowienów, objęli w gospodarzenie Koszebowie i Koczewianie,
stanowiący północny odłam wielkiego plemienia Koszanów. Oba małe plemiona łącznie nazywane są dziś
Kaszubami. W ich bliskim sąsiedztwie na Pomorzu Bołotyku zamieszkali też północni Jątowie – Jakoszowie
(Jaksowie) – część z nich znana jest kronikom jako Jadźwingowie. Zamieszkali tu także Porusowie-Borusowie
(Brusowie znani jako Prusowie).
Tym sposobem nad Morzem Bołotyckim odtworzony został ten sam układ sąsiedzki, jaki ustanowił w Windii
Koszerys, gdzie Koszanie-Koszanowie (Kuszanowie) sąsiadowali z Koszetyrsami, Jakoszanami i Poruszami.
Także tu i tam jest Morze Wądów, poświęcone Wądom i Tłom-Żgwiom, tyle że jedno – to pierwsze północne
– graniczy z welańską Nawią Ciszy – Otchłanią, a to drugie, południowe, zwane Windzkim lub Indyjskim,
graniczy z welańską Nawią Piekło.
Te są krańce Ziemi dla Zerywanów.
Jedno z najważniejszych miejsc świętych Kaszubów nosi miano Koszalin. To w Koszalinie posadowiona jest
Góra Chełm, na której czczono, nieprzerwanie od starożytności do późnego średniowiecza, bogów Wiary
Przyrodzonej. Tutaj oddawano hołd bogom, także na Trunikuj, gdzie siedział potężny książę i żerca.
Górę wieńczył kiedyś chram, a miejsce to poświęcono i oddano w opiekę Tynom Plątów i Makoszów. Cała góra
to świątynia, którą traktowano jako Świętą Ziemię Kosza, czyli Lenno Kosza, inaczej Kosza Leń lub Kosza Lico
– Obraz Kosza. Możliwe, że świątynia z gajem i chramem ulokowanym na Górze Chełm, będącej jedną z pasma
dawnej Gołogóry, poświęcona była wszystkim boskim rodom związanym z ceremoniałem Przejścia do Wiecznej
Krainy, czyli bogom Śmierci (Tyn Welesów), Koszu – Przeznaczenia (Tyn Makoszów), Koszu – Przypadku (Tyn
Plątów) oraz Zapomnienia (Tyn Morów). Przez tysiąclecia chowano na zboczach góry zmarłych z wszystkich
okolicznych plemion i kultur.”

strona 202

„…Z krwi tego Stolema i Koszerysa oraz Spalów wędyjskich (od Palemona), płynącej w żyłach Odrzychy i od jej
syna Stolema II, którego miała z tyrsem Osianem (Osiantyrsem) z Osiłków istyjskich, pochodzą Kaszubowie, czyli
Koszebowie i Koczewianie oraz ich ród królewski Stolemów, który rządził nimi przez tysiąc lat.”

strona 205

„…Koszanie, Koszetyrsi i Porusi, podobnie jak inne plemiona zerywańskie, odrodzili się później w Lęgii z pępów suk
i odyńców poprzez Siedmiu Kruków w plemiona Nowej Koliby. Z krwi Koszerysa wywodzą swój początek również,
pokrewne Koszanom i Koszetyrsom windyjskim, plemiona Koszebów wędyjskich i Koczewian nadbołotyckich
(Kaszebe), Kosezów – żerców i wojowników plemion południowosłowiańskich, Koszyców słowackich i Kozerów
dniestrzańskich. Od Borusa wywodzą się plemiona Porusów windyjskich z Horoszu (Chorezmu) i Prusów-Brusów
istyjskich znad Bołotyku.”

Taja 22

przypisy, strona 362

„Istnieją dwie wersje dziejów narodzin Asiłków. Pierwsza z nich jest zapisana w Taji 18, gdzie Asiłkowie narodzili
się z Osidły, która swawoliła z bogunami Obiłuchami w Golem Beudzie. Ich narodziny miały miejsce wtedy,
kiedy Golemów. Tak było według podań lęchskich i wędyjskich. W tej Taji mamy podanie z plemienia Koszan,
którzy także jako Koszebi znaleźli się częściowo w ramach wielkiego Ludu Wędów Nadbołotyckich, w części
przewędrowali na Kosowe Pole gdzie znani są jako Kosezi, a w części odrodzili się jako Koszanowie w Windii
z dawnych Koszetyrsów. Tokharowie (Harowie Toka, inaczej Harowie Pustynni lub Harowie Tekli Mahya
– zwani też Tekla{makan}harami) utworzyli swoje państwo w windyjskiej Baktrii. Tokharowie później wspólnie
z Koszetyrsami założyli wielkie królestwo złożone z ziem Koszetyrsów, Koszanów i Horoszyb. Z krwi Asiłków
zmieszanej z przetrwałą w pępach krwią jednej z królewskich suk, odrodzili się po Wojnie o Taje Lęgowie
i Ślęgowie oraz inne ludy polęgskie. Z krwi Harów, zawartej w pępach, odrodzili się Harusowie, Hawarowie
i Obrowie oraz inni, zwani na koniec Chorwatami.”

Taja 23

 strona 392

„…Dalej zaś za Lęgami, na samym brzegu Morza Błotyckiego, mieszkali Wędowie. Ci składali się
z wielu plemion, takich jak: wędyjscy Obodryci, Obrowie z Nurów, także nurscy Oblowie, nurskowędyjscy
Słoweni, wędyjsko-istyjscy Koszebie-Koszebanowie (Kaszubianie), lęgsko-wędyjscy
Pyrzyczanie, bursko-wędyjscy Wieloci – Wieleci i Wieloci – Wilcy, a także liczni inni Wędowie,
jak Pomorzanie, Wędo-Łabi, Wędo-Letowie, Wędo-Warowie, Wędo-Wężowie, Wędo-Dale, Wędo-
Tycze, Wędo-Mieniowie, Wędo-Radęcowie, Rynowędowie, Bodyni z Ludu Budynów, Ranowie,
Rugowie-Regowie, Rujanie, Połabianie i wiele innych. Te dwa wielkie Ludy Sis – Wędowie
i Lęgowie – przez Romajów nazywane też były Hiperborejami, czyli Wielotami i Ljedianami-
Lądami albo Wielo-Borzanami – Drzewianami. Do hiperborejskich korzeni przyznają się też
Burowie-Borzanie, czyli cały Lud Czarnosiermiężnych, jak również Istowie, do których należy
zaliczyć Boran-Borusów, czyli Prusów. Wszyscy oni mają poniekąd częściowo rację. O tym
powiemy jednak w innym miejscu.”

strona 428

„…Wędowie Kriwejtisa zaś, chcąc nie chcąc, odegnani od dawnej swej ziemi nad Wartą, osiedli na
Brzegu Błotyku-Bałatyru. Tu napotkali część, odprawionych w wielu łodziach bojowych przez
rozzłoszczonego Kreksa, wojowników z zadrugi Wędów Dalów. Część plemion Wędów osiadła
u ujścia Wisduny, Odry i Łaby, a to Wędywarowie, Wędyłabowie, Wędoleci, Kaszubi, Słowieńcy,
Wędsowie, Radęcowie, Windowie, Mieniowie, Pyrzyczanie i Wężowie-Wieloci. Krwędys z częścią
zadrugi Wędów Warów oraz Wędodalami przeprawił się na wyspę, którą nazwali Wolin i kazał tu
zbudować gród królewski Winetę, zwaną też Wenedą.”

Taja 24

strona 600

„…W tym to czasie odrodziło się na ziemi Koszebów (Kaszubów) Królestwo Dolnego Wądalu,
a tamtejszy władca Wądalus Wielki zgłaszał swoje prawa do całego biegu Wisły i panowania
w Karodunie-Krakowie. Wądale prowadzili wędrowny tryb życia. Zatrzymywali się na dłużej
w niektórych ziemiach, które zdobywali orężem. W owych ziemiach zimowali, a nawet bywało
pozostawali w jednej osadzie dwa, trzy roki, ale potem, zmieszawszy się z tutejszym ludem,
powiwszy kolejne pokolenie, nieodmiennie ruszali dalej. Nie budowali grodów trwałych, jeno
osady, nie uprawiali ziemi, jeno ci, których podbili, uprawiali ją dla nich. Brali sobie dziewki
miejscowe, płodzili z nimi potomstwo, a synów chowali na wojowników. Tym sposobem
powstawały liczne mieszane słowiańsko-skońskie rody. Co ciekawe, nowe plemiona mówiły
dwoma językami i zachowywały dwa obrządki grzebalne, każdy swój68. Część owych rodów,
powstałych w nowej wspólnocie plemiennej, zabierała się w drogę z nimi, a część zostawała na
swoim dawnym leżu. Prawda, że była to jeno garstka tych pozostałych, tak więc ziemice rodowe
dawnych Słowian ulegały zapaści, a liczne zastępy postępowały razem z przybyszami, ciągnąc
stale na południe. Ludy owe gnała ku wędrówce, ku poszukiwaniu lepszego życia, lepszej ziemi,
obiecanego Złotego Królestwa, ta sama Klątwa Winety, przeniesiona na nich z krwią Wędów, ale
też srogi reżim i zakazy władców Królestwa Sis – zabraniające wymiany towarów z Romajami
i Persami.”

strona 602

„…Morbądta był kuningiem Morokumanów i jako kniahin wywodził się z rodu mieszanego morokumańskiego,
czyli inaczej ze związku moro-koszańskiego. Ci Koszanowie, wśród których
żyli Kumowie-Kumanie, są znad Irtysza, Wołgi-Rzwy, Rzeki Kamiennej i z Gór Kamiennych.
Zapewne kiedyś, dawno, wyszli oni znad Okoszy, jak i Koszetyrsowie Windyjscy czy Koszebowie
Nadbałtyccy. Musiało to być jeszcze za czasów Starej Koliby albo w Czasach Niemierzonych.
Gdzie się oni wyodrębnili, jako plemię potomne Koszerysa, trudno to dzisiaj powiedzieć.
Jeśli zaś idzie o Morokumanów, czyli plemię mieszane, złożone z Morów-Karopanów i Koszanów-
Kumanów, to ci wzięli się na Ziemi z woli kagantyrsa Sistanu – Tajsaka I – tego, co rządził
u Serbomazów, a potem władał całym Wielkim Kaganatem Sis. To on sprowadził Kumów-
Kumanów z Gór Kamiennych i znad Irtyszu, do Zaharpąckiej Ziemi Czarnych Rusów (Czarnej
Rusi), gdzie się zmieszali Kumowie z Morusami, dając początek Moro-Kumanom. Działo się
to w 636 roku czasu Nowej Koliby. Tajsak I z Języtów prowadził wówczas wojnę z Nurusami
i Lęgami i umyślił sobie, że Kumanowie mu w tym pomogą. Tyle że ci przybyli nie tylko jako
wojsko, ale z całymi swoimi zadrugami. Osadził ich więc w Morusji, bo przeszli kawał drogi znad
Wołgi-Rzwy i Irtyszu.”

przypisy, strona 610

„…Położone w Ziemi Koszan-Kaszubów miejsce święte Wiary Przyrody. Okolice Jeziora Harzykowskiego,
miejscowości Harzykowo (Charzykowo) i Kościerzyny (dawnej Koszcieryny) są miejscem Świętego Boru
– Gaju Leszy, światliszczem Plątwy-Koszy i Matki Ziemi. Jest to jedyne w Europie miejsce, które wymagało
w dobie chrystianizacji umieszczenia tutaj aż dwóch sanktuariów Matki Boskiej, co świadczy o jego wielkiej roli
w obrzędach Wiary Przyrody, związanych z kultem ważnych bogiń tej wiary. Na jeziorze Harzykowskim (dzisiaj
Charzykowskim) leży wyspa Ostrowite (nazywana tak, gdyż ostrów- wyspa, ale także ponieważ ostrokrzewy
i tarnina są krzewami Ciemnych Bogów, Władców Zaświatów – Plątów, Welesów i Morów). W miejscu
nazywanym Koszcierzyna (kosz – splątany los, tarnina – kolczasty krzew o cierpkich granatowo-srebrzystych
owocach) położone było światliszcze Plątwy-Koszy i Nyji-Kosy.
Na wyspie Ostrowite odkryto niedawno światliszcze bogów Zaświatów (Welesów, Plątów i Morów) oraz miejsce
obrzędów poświęconych Dziadom, z centralnie umieszczonym grobem książęcym z roku 1000–1050 c.NK (200–
250 n.e.). Jest to jeden z tych grobów, które były strzeżone prawdopodobnie przez Harów-Chrobatów, łącznie
z całym tutejszym obszarem świętym. Grób znajdował się w drewnianym budynku pod specjalnym zadaszeniem,
opartym na czterech słupach, obudowanym ścianami drewnianymi ze wszystkich czterech stron. Na wschodnim
brzegu jeziora odkryto osadę z IX – XII wieku c.NK (I – IV wieku n.e.).”

strona 616 – 617

„…Rzeka Taja w Górach Morawskich i obwar Hardagon – to inaczej rzeka Dyja, którą w czasach Zerywanów
nazywano właśnie Tają. Stanowiła ona rzekę graniczną między ziemiami plemion słowiańskich: Czechów
i dawnych Rakuszan. Rakuszanie (Rakoszanie) to odłam jednego z plemion Koszańskich. Koszanie, nazywani
Koszycami, po południowej stronie Gór Harów zajmowali okolicę obwaru Koszyce (dzisiejsza Słowacja), po
północnej stronie gór siedzieli Jakoszanie w okolicy obwaru Jakuszyce w Karkonoszach. Całkiem na północy nad
Morzem Błotyckim siedzieli Koszebowie – na Kaszubach, Kociewiu-Koszewiu (Koszewianie) i w otoczeniu obwaru
Koszalin. Najbardziej zachodni odłam Koszanów – Rakoszanie, wraz z Karantanami, zajmował zgermanizowane
później ziemie dzisiejszej Austrii. Jeszcze dalej na zachód nad Jeziorem Body (dzisiejsza Szwajcaria) zamieszkali
słowiańscy Bodzanie (Bodanie, Bodzentynowie) i Helwędowie. Helwędowie mieszkali pierwotnie na półwyspie
Hel i w Zatoce Wędyjskiej wkoło obwaru Goduna (Gdańsk).
Jest to drugie z miejsc poza Borem Tajch, o którym powiada się, iż to właśnie w nim zakopał Taje Bierło pod
koniec Wojny o Taje. Skrytka miała się znajdować w samym sercu obwaru i wzorowana była na Świętej Kłodzi
Światowida-Swąta. Obwar, który posadowiony został nie na wzgórzu, lecz pod wzgórzem zwanym Górą Dagów
– czyli Dażbogów, Harą Słoneczną (Harą Dagów), miał osłonić Bierłę w chwili ukrycia taj przed niepowołanymi
oczami szpiegów ludzkich i boskich oraz inogskich. Ten obwar nie został nigdy nazwany przez Bierłę. Kapiszty
Wiary Przyrody nazywały go obwarem Hardagon lub obwarem Taj, a gród, który tu powstał za czasów Nowej
Koliby, nazwano Radgozd. Góra i obwar znajdowały się dokładnie w świętym miejscu rzeki Taji, gdzie tworzy
ona tak zwane żródłoujście – rozwidlenie na trzy odnogi, w którym źródło Taji jest jednocześnie ujściem dwóch
rzek: Taji Morawskiej i Taji Rakoszskiej.a
a Rakoszskiej-Rakuskiej czyli Austriackiej, bo tak Czesi nazywali ten kraj położony za Dyją i obwarem Radgozd
(Ratgos), co znaczy Rady Bór, bowiem gozd – bór, las, puszcza. Dzisiaj na miejscu grodu Radgozdu znajduje
się w pobliżu źródłoujścia niewielka miejscowość austriacka Raab. Trudno wyjaśnić pochodzenie czeskiej
nazwy tamtych ziem inaczej, jak tylko w ten sposób, że ziemia należała do plemienia słowiańskich Rakoszan.
Wywodzenie nazwy kraju od grodu Radgozd (Ratgos) jest nieprzekonujące, zwłaszcza że nazwa miasta
Rakous zaczęła funkcjonować dopiero w XI wieku. Także Polacy w średniowieczu nazywali mieszkańców
Austrii Rakuszanami.
Nazwa dzisiejszego kraju Szwajcarii – Helwetia jest jedyną (poza naleciałościami słowiańskimi w narzeczach
górskich różnych plemion szwajcarskich) pozostałością po Helwędach w tym germańskim i romańskim dziś
kraju.”

lukisj pgLukis – Jerzy Przybył

Tyle mówi o Koszebach Księga Ruty. Może wydawać się że to niewiele, lecz nie zapominajmy że tak zwana Taja Legijsko-Wędyjska, czyli Taja 26, która dokładniej omawia dzieje Wenedów i różnych ich plemion pomorskich, w tym skońskich Wądali i Koszanów, a mieści się w nieopublikowanej jeszcze Księdze Tanów.

Jednak już z przytoczonych tutaj fragmentów widać jasno ario-słowiańskie (inaczej scyto-słowiańskie) korzenie tego ludu, który nic nie ma i nigdy nie miał wspólnego, z tak zwanymi Germanami, a jest niezbywalną, odwieczną częścią Królestwa Sis.  Nie inaczej jest z plemieniem Ślęgów, które się wywodzi z Ludu Lęgów (Lugiów) o takim samym scyto-słowiańskim pochodzeniu, od Siedmiu Królewskich Kruków.

asilek jpgAsiłek – Jerzy Przybył

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 816 obserwujących.