Winicjusz Kossakowski – ZNACZENIE MITÓW



 

Postrzegam MIT jako przedłużenie historii narodu, sięgającej aż do początków stworzenia i do samego Boga.     Z mitów wylęgają się ideologie religijne, które pełnią rolę lepiszcza narodu. Tworzą prawo boskie, a więc niepodważalne przez człowieka, i dają możliwość budowania siły, która zapewnia przetrwanie narodu.

Naród posiadający zapisane mity, historię i bohaterów, pomimo niekorzystnych dziejów, ma szanse na przetrwanie a nawet na odrodzenie. Za przykład może posłużyć historia Greków.

Pod okupacją turecką naród stracił swoją narodowość i język. Po I Wojnie Światowej władcy tego świata zapragnęli mieć starą historię zapisaną w mitach greckich.

Odtworzono granice.

Do władzy zawsze znajdą się chętni.

Podjęto olbrzymią pracę, nauczenia Greków greckiego języka i udało się.

Świat ma Greków i Grecję.

Bez greckich mitów i dorobku kulturalnego, taka sztuczka była by niemożliwa.

Inny przykład.

Były dawniej niewielkie bandy, składające się z różnych plemion i narodów. Aby zapewnić sobie lekkie życie, zajmowali się rozbojem i handlem. Napadano na wioski, wycinano ludność, grabiono co miało jakąkolwiek wartość, wyjadano zapasy żywności. W między czasie wysyłano szpiegów, którzy rozpoznawali  teren i typowali następne ofiary. Proceder musiał się opłacać, skoro do bandy przyłączali się inni, podobnej profesji. Ślad by po nich zaginął, gdyby szefowie nie wymyślili im Boga, na dodatek, spisano mitologię, która była kompilacją mitów ówczesnych ludów.

Dzięki tym zabiegom banda nie tylko przetrwała, ale dzisiaj  trzęsie światem.

Zatem, nie lekceważcie mitów i szanujcie ludzi, którzy to rozumieją, i podejmują ogromną pracę, by zniszczone mity słowiańskie aktywować.

Zdaje sobie sprawę, że dokładne odtworzenie wierzeń jest niemożliwym, ale i niekoniecznym. Zmienia się cywilizacja, zmieniają się wierzenia i obyczaje. To co pozostało po wierzeniach słowiańskich jest wystarczającym, by odtworzyć, ale już w wydaniu współczesnym, dawne wierzenia i dawną dumę.

Rozumiał to Juliusz Słowacki.

Rozumiał to Adam Mickiewicz.

Podjęli próby, ale na próżno. Obaj popełnili podstawowy błąd, nie oparli się na historii.

Mity muszą wymieszać historię z religią, a religię z narodem.

 Innego wyjścia nie widzę.

Z chwilą opanowania chrześcijaństwa przez globalistów i przekształcania dwutysiącletnich mitów rzymskich w nowy twór (byt) polityczny, nastąpił regres i chęć powrotu do mitów z których wyrósł naród Słowian.

Z chwilą odczytania  napisów z zabytków historycznych zapisanych runami słowiańskimi, pojawiły się  dowody mówiące o naszej historii sięgającej tysiącleci. Mamy już pewność, a nie tylko domysły, że Etruskowie mówili językiem słowiańskim, zbliżonym do chorwackiego.

Mamy dowody na to, że w naszych wierzeniach byli obecni bogowie egipscy i bogowie Sumeru. Egipski bóg wstającego słońca  Chepri u nas otrzymał legendę słowiańską i zniekształcone imię  Geprig. Pojawiła się również bogini ziemi Izyda o imieniu Izydi. Natomiast Sumeryjski naczelny bóg, sprzed siedmiu tysięcy lat, o którym zapomniały narody, otrzymał w słowiańskiej legendzie stanowisko bóstwa nocy i postać lwa. To nie są już domysły a odczyt z figurek bóstw, wykonanych w złocie i brązie, odnalezionych w Saksonii w miejscowości Prilwitz (Przylwice).

Polski archeolog Tadeusz Wolański domyślał się tego dużo wcześniej i został skutecznie zamilczany. Jego prace można odszukać wydane w języku rosyjskim i niemieckim. O wydaniu polskim nie słyszałem.

Druga droga  do naszej historii mitologicznej to praca  biskupa Kadłubka, człowieka o wielkiej wiedzy, inteligencji i patriotyzmie. Trzeba tylko zrobić to o co prosił na samym wstępie. O czytanie mądre, czyli „między wierszami”.

Prawdą jest, że w wypadku św. Stanisława „odwrócił kota ogonem”, ale tego wymagała ówczesna sytuacja polityczna, gdzie Polska niszczała w „rozbiciu dzielnicowym”. Cud zrośnięcia się kości po śmierci, o czym one same świadczyły po ekshumacji, skatoliczony już naród polski zmusił do odpowiednich zachowań i wyzbycie się lokalnych uprzedzeń i swarów. Był to świetny akt polityczny a nie religijny i to trzeba pojąć nawet skatoliczonym umysłem. Pozostała wiedza zawarta w historii mitycznej mogła pochodzić z dawnych ksiąg polskich przeznaczonych do spalenia, jako księgi diabelskie, które zachowały się jeszcze w zbiorach biskupich. Podobno, taki rozkaz wydał sam król Bolesław Chrobry.

Tego nie jestem pewien.

Przypisuje to idiotom w sutannach, którzy w Krakowie  na rozkaz z Rzymu, popalili nawet księgi liturgiczne.

Pod miejscowością Choroszcz, miejscowi zwolennicy słowiańskiej mitologii postawili replikę posągu Światowida ze Zbrucza. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś próbował odciąć mu głowę. Zaznaczam, jest wiek XXI. W szkołach uczymy się mitologii innych narodów i nikomu by nie przyszło do głowy by zamordować np. Zeusa. Inne narody mogą mieć swoją mitologię a my nie. Idioci wszelkiego kalibru, których nie brakuje w internecie, popisują się swoją niewiedzą i chamstwem.

Biskup Kadłubek zwraca naszą uwagę w stronę Partów zamieszkałych pomiędzy Tygrysem i Eufratem w czasy ponad tysiąca lat przed narodzeniem Chrystusa.

W tym czasie pojawia się reformator religijny Zaratustra, który jako pierwszy daje ludzkości objawionego Boga transcendentalnego i pisze świętą księgę Awestę.

Z jego teologii korzystały inne narody, między nimi mozaizm. Najwięcej podobieństw do zaratustryzmu wykazują mity chrześcijańskie.

Jest wielu zwolenników twierdzących, że objawienie Zaratustry pochodzi z wierzeń słowiańskich. Należał do nich Adam Mickiewicz. A polski tłumacz Awesty profesor Ignacy Pietraszewski swój przekład zatytułował „ MIANO SŁOWIAŃSKIE w ręku jednej Familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie ZENDAWESTA a ZĘDASZTA  to jest Życiodawcza książeczka Zoroastra albo AWESTA WIELKA”

Smaczku takiemu twierdzeniu dodaje fakt, z życia słowiańskich apostołów św. Cyryla i św. Metodego. Ci panowie byli przekonani, po zapoznaniu się z praktyką i wierzeniami Słowian, że Słowianie musieli być ochrzczeni przez św. Piotra, zanim nawrócił się wysłannik Sanhedrynu  Szaweł.

W takim rozumowaniu, krąg się zamyka. Po przejściu przez wierzenia innych narodów i aktualizacji, religia słowiańska wróciła do Słowian jako instrument zniewolenia.

Do ww faktów dochodzi jeszcze poważna praca Czesława Białczyńskiego, który zebrał wiele opowieści i mitów z terenów słowiańszczyzny.

Potrzebny jedynie Sienkiewicz, który na podstawie dostępnego materiału napisze wartką powieść, dostępną maluczkim, która powinna być sfilmowana i zapaść w świadomość narodu, tak samo jak „Potop”, czy „Pan Wołodyjowski”.

 Winicjusz Kossakowski

Dlaczego poganie nie chcą Jahwe?



 

Jest to pytanie zadane przez FEANARA

O ile mi wiadomo Feanaro jest Duchem Ognia ze współczesnej bajki o Tolkienie.

Na podstawie tego co napisałeś, oceniam twój wiek na 10 – 12 lat.

Duchu Ognia masz trudności w zrozumieniu przeczytanych tekstów i obcych słów. Filozofię i ideologię pozostaw starszym.  Zgłoś problem swojej pani a otrzymasz pomoc w postaci nauczania indywidualnego i nikt ci nie będzie mógł wlepić pały. Poza tym,  jesteś niegrzeczny, co sugeruje  wychowanie w obcej kulturze.

Nie wiem czy znasz pana, który się nazywał Adam Mickiewicz i wykładał na paryskiej Sorbonie. Był on zwolennikiem teorii, która przypisywała Słowianom reformę religijną Zaratustry. Sam Zaratustra miał mieć imię ZałatustRa, co tłumaczy się na Złote usta boga. (Ra = bóstwo egipskie). Znaczenie imienia wpisuje się w teren, czas  i działalność reformatora religijnego.

Drugie znaczenie: „Właściciel stu wielbłądów”mija się ze współczesnym datowaniem.

Zaratustryzm powstał na tysiąc pięćset lat przed Chrystusem. Wielbłądy oswojono pięćset lat później.

Zwolennikiem słowiańskich korzeni zaratustryzmu był polski tłumacz Świętej księgi Awesty, profesor Ignacy Pietraszewski, który nadał księdze tytuł „ MIANO SŁOWIAŃSKIE w ręku jednej Familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie ZENDAWESTA a ZĘDASZTA to jest Życiodawcza książeczka Zoroastra, albo AWESTA WIELKA”.

Wracając do twego twierdzenia: „Dlaczego poganie nie chcą Jahwe?”

Słowo „poganie” jest obraźliwym, stosowanym wobec wiernych innych religii. W ten sposób wierni wszystkich religii w oczach swych adwersarzy są poganami.

Jahwe jest bóstwem mikroskopijnej religii –  mozaizmu (nie mylić z judaizmem).

Religie innych narodów mają swoich bogów i trudno by chcieli, lub nie chcieli, jakiegoś Jahwe.

Teraz temat trochę trudniejszy.

Narody, które nie znają swojej historii sięgającej mitami aż do początku świata i do swoich bogów, są podatne na wyginięcie.  Najeźdźcy chcąc wytępić naród, wymazują mu historię i mity, wstawiając swoje.

Grecy, pod okupacją turecką stracili, nawet swój język. Po Pierwszej Wojnie Światowej Grecja odzyskała  państwo, a języka uczyli ich inni europejczycy, którzy zachowali  mity greckie i  grecką kulturę.

 Naród odżył.

Wstawianie innym narodom Jahwe jest zwykłym wynaradawianiem i jest sprzeczne z „Prawami człowieka”.

Duchu Ognia, czy powyższy tekst dotarł do twojej świadomości?

 Z poważaniem

Jan

Panteon Bronisława Trentowskiego i Świątyni Światła Świata – jednak identyczne? – próba porównania


 ©® by Czesław Białczyński, Jerzy Przybył

część  I

Jerzy Przybył – Czarnogłów (Trzygłów)

Wydaje się, że trudno o dwa bardziej różne panteony niż ten przedstawiony w książce Tadeusza Linknera „Słowiańskie bogi i demony”, który jest panteonem autorstwa wybitnego filozofa polskiego XIX wieku Bronisława Ferdynanda Trentowskiego i panteon Świątyni Światła Świata.

Wydaje się. Właśnie! Dowiedziemy w tym wieloczęściowym artykule, że tylko się wydaje, bo w rzeczywistości te dwa panteony są niemalże identyczne, a różnica między nimi sprowadza się do przypisania niektórym bogom imiennie innej funkcji, przy uwzględnieniu tejże funkcji i jej położenia w strukturze Kręgu Koła Bogów, lub niektórym bogom innych imion własnych przy zachowaniu ich funkcji.

Tak diametralnie odmienny obraz jaki się rysuje po powierzchownej lekturze systemu Bronisława Trentowskiego, bierze się nie z istotnej różnicy filozoficznej, lecz z odmiennego punktu patrzenia na Rzeczy Istność (czyli Rzeczywistość – Wszech Świat – Światło Świata). Ujęcie Trentowskiego tnie bowiem Wszechświat w płaszczyźnie Trójpodziału Hierarchicznego i temu podziałowi pionowemu podporządkowuje sposób przedstawienia całości. Mowa tu o Trzech Głównych Poziomach Wszchświata (Wszego Świata)  – Prawi, Jawi i Nawi, na których to poziomach Trentowski  umieszcza swoich bogów przedstawiając niejako hierarchiczną strukturę władania poziomami Świata. Nie umieszcza on też swoich Bogów w Kręgu, w kolistej strukturze – bo to struktura charakterystyczna dla rzutu poziomego (przekroju z  punktu widzenia nadrzędnego nad Wszym Światem), on czyni rzut pionowy i widzi strukturę Wszechświata jako piramidę.

Mamy więc u Bronisława Ferdynanda Trentowskiego najpierw  bogów całkiem Górnych – władających Jawią i przebywających w Jawi (w Kręgu Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata  odpowiadają temu poziomowi trzy wewnętrzne kręgi), potem przedstawia on bogów niższego poziomu Średnich – tych którzy zawiadują Prawią (w Kręgu  Panteonu Świątyni Światła Świata są to Cztery Kręgi  Żywiołów i Mocy  – z wyjątkiem Tynu Welesów) oraz  na koniec daje nam trzeci poziom Bogów – Niskich – zawiadujących Światem Podziemnym  – Nawią (w kręgu SŚŚŚ są to wyłącznie Welesowie – Władcy Zaświatów, Zdusze, czyli demony i szeregowi mieszkańcy zaświatów – Dusze Zmarłych).

Tyle na razie na temat różnicy obrazu wynikającej z płaszczyzny cięcia Rzeczywistości.

Warto tu dodać że płaszczyzn cięcia rzeczywistości jest wiele – co najmniej tyle ile grup Sił Wszechświata, a może i więcej. Można to zobaczyć dobrze na przykładzie jeszcze inaczej wykonanego cięcia, w Panteonie Serbskim, który to obraz kiedyś  już prezentowałem przy innej okazji. Obraz układu bogów według Sretana Petrowicza tnie Rzeczywistość w płaszczyźnie Jawi i opisuje świat z punktu widzenia Matki Ziemi i Sima-Opoki (Skały – Szkieletu Matki Ziemi). To Ziemia jest w nim centralnie położona a pozostałe „słońca” kręcą się wokół niej na różnych poziomach.

Ułożenie Panteonu w płaszczyźnie Ziemi – wykonane przez Sretana Petrowicza (Mitologia Serbska)

Ktoś kto będzie chciał porównać z innymi panteonami panteon  zebrany i odtworzony przez Bronisława Trentowskiego w rozdziale Wiara słowiańska lub etyka piastująca wszechświat, w III tomie jego dzieła Bożyca lub teozofia natrafi na wiele niespodziewanych kłopotów.

Po pierwsze dostęp do dzieła jest tak trudny, że prawie niemożliwy – znajduje się ono jedynie w rękopisie od dziesiątków lat w magazynach Muzeum Czartoryskich w Krakowie.

Po drugie nigdy ten rozdział nie został opublikowany i nie zanosi się żeby ktoś go opublikował.

Po trzecie w pracach tych autorów, którzy mieli to szczęście zajrzeć do rękopisu naszego wybitnego filozofa i teozofa występują luki, które wskazują iż ważna część materiałów Trentowskiego im samym nie była dostępna, a więc albo została zagubiona, albo odizolowana od udostępnionego do wglądu materiału.

Jedyną książką, która starała się zebrać uczciwie i przekazać szerszej publiczności w Polsce materiały Bronisława Trentowskiego, a także w jakiś sposób streścić ideę, przeanalizować je i omówić, jest opracowanie Tadeusza Linknera noszące tytuł „Słowiańskie bogi i demony”. Książkę wydało po raz pierwszy wydawnictwo Marpress  z Gdańska w roku 1998 (wznowione w roku 2007).

Wcześniej jedyną osobą, która opublikowała fragmenty z Wiary słowiańskiej Trentowskiego był jego plagiator Joachim Szyc, co Tadeusz Linkner doskonale ukazuje i dokumentuje w swojej książce.

Tak więc ktoś kto zechce dokonać porównania, a nie miał niegdyś dostępu do dzieła Trentowskiego gdy ten jeszcze żył, albo nie dokonał za jego życia i za jego zgodą odpisu z jego dzieła, ten ma dzisiaj do dyspozycji tylko pojedyncze wyimki z tej pracy.

Najpełniejszy materiał przytacza Tadeusz Linkner, tak więc do tej publikacji się tutaj odniesiemy i z tą publikacją porównamy panteon Księgi Tura, czyli Czwórksięgu Wielkiego Świątyni Światła Świata.

Jerzy Przybył – Swaróg – Pan Ognia Niebiańskiego (Ogień Weli, czyli Ogień Wszego Świata) – rzeźba

Żeby móc porównać te dwa panteony warto wiedzieć trzy rzeczy:

  1. Obydwa powstały niezależnie, chociaż Starosłowiańska Świątynia Światła Świata posiadała wiedzę na temat pracy Bronisława Ferdynanda Trentowskiego i w pewnym momencie dostęp do tej pracy, ale jednak panteon jako spis osobowy nie został przekazany ani w pełni, ani nawet w wystarczającej części autorowi Księgi Tura, czyli autorowi tego tekstu. Miałem wiedzę przekazaną ustnie, a nawet w formie notatek i szkiców, ale na tyle na ile pozwalała pamięć i to po dziesiątkach lat i z trzeciej ręki: wiedza bowiem przechodziła od Juliana I Pagaczewskiego, od którego przekaz i notatka trafiły do Juliana II Pagaczewskiego, a od niego do Stanisława Pagaczewskiego i od niego do mnie – ale już bez notatki pisemnej, która zaginęła w czasie wojny podczas przeprowadzek z ul. Floriańskiej w Krakowie do Ciężkowic i z Ciężkowic (gdzie jeszcze widział ją Adam Bochnak i pamiętał Stanisław Pagaczewski ze zbiorów ojca) – z powrotem do Krakowa na ulicę Biernackiego. Zatem wiedzę przekazano mi ustnie i o tyle o ile, bo zadaniem przekazujących osób nie było wyuczenie się tego panteonu na pamięć i podawanie go do wierzenia kolejnym pokoleniom w pełnym poprawnym brzmieniu.
  2. Obydwa panteony oparte zostały na podstawach filozoficznych, naukowych, uwzględniających prawa jakimi rządzi się Wszechświat – czyli Rzeczywistość i  zostały skonstruowane w oparciu o metodę naukową wynikającą z zasad antropologii porównawczej. Przy czym panteon Trentowskiego  jak wiemy oparty jest na głównej organizującej go zasadzie trójpodziału, podczas gdy panteon Księgi Tura zawiera w sobie  trójpodział, ale trójpodział nie jest główną zasadą go organizującą lecz jest widzialny w odmiennej płaszczyźnie – jako zasada która ujawnia się na wszystkich poszczególnych szczeblach organizacji.
  3. Obydwa są odtworzeniem powstałym na podstawie zebranego materiału z podań i kronik oraz dostępnych opracowań ogólnosłowiańskich. Przy czym znów Panteon Księgi Tura powstał przy uwzględnieniu większej ilości niepolskojęzycznych materiałów i opracowań późniejszych jak choćby Brucknera, czy Toporowa, Jagicia, Łowmiańskiego, Karadżicza, Eliade, Greavsa i innych, które nie były dostępne Bronisławowi Trentowskiemu.

Po uwzględnieniu tych trzech uwag możemy już przejść do omówienia. Zaczniemy od zbiorczego spojrzenia na cały panteon Trentowskiego.

Tadeusz Linkner wymienia bogów tego panteonu w dwóch miejscach tekstu. Wpierw przy omówieniu całej konstrukcji, gdzie następuje przytoczenie hierarchii bogów z podporządkowaniem ich działom, a także pobieżne omówienie pochodzenia. Potem zaś wymienia ich jeszcze raz po kolei, przy okazji rozwinięcia tematu ich cech i omówieniu szczegółowym postaci tych bogów.

Tadeusz Linkner jest profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, literaturoznawcą, a więc badaczem utworów o charakterze literackim patrzącym na ich konstrukcję i strukturę w specyficzny sposób, tak jak patrzy krytyk literacki, lub badacz literatury. Nie jest to spojrzenie religioznawcze ani nawet antropologiczne. Uczony ten relacjonując pracę Bronisława Trentowskiego nie skupia się więc na ocenie panteonu bogów, ani na ocenie konstrukcji ani na analizie filozoficznych podstaw dokonanej przez Trentowskiego rekonstrukcji , ani też tym bardziej na analizie składu tego panteonu. Istotą jego odkrycia i publikacji jest przeprowadzenie literaturoznawczego dowodu na plagiat Joachima Szyca dokonany przez niego w 1865 roku, plagiat którego tajemnica przetrwała ponad 130 lat (1865- 1998). Ten aspekt rzeczy, acz istotny z punktu widzenia dziejów literatury i praw autorskich jest dla nas tylko ciekawostką , zwłaszcza iż w powszechnej opinii badaczy Joachim Szyc był jedynie przepisywaczem pracy Bronisława Trentowskiego. Na dodatek jako przepisywacz i złodziej, który nie miał dostępu do źródła, poplątał panteon i postacie, zagubił się we własnym kłamstwie i przedstawił światu zamiast systemu jego karykaturę. Na podstawie pracy Joachima Szyca „Słowiańscy bogowie” wydanej w Warszawie w 1865 roku można by sądzić, że są to brednie, nielogiczne fantazje, rekonstrukcja chybiona, sprzeczna sama w sobie. Tym bardziej, gdyby ją przyjąć za podstawę odtworzenia dzieła Bronisława Trentowskiego, musielibyśmy o samym Bronisławie Trentowskim jako filozofie przyjąć iż był marnym uczonym, który nie potrafił utrzymać w ryzach wymyślonego lub „zrekonstruowanego” przez siebie systemu.

Chociaż nie rozmawiałem na ten temat z panem profesorem Tadeuszem Linknerem nie przypuszczam jednak by on sam, otrzymawszy dostęp do strzeżonych w Muzeum Czartoryskich ksiąg Trentowskiego, do których instytucja ta broni dostępu niczym Cerber wejścia do Tartaru, przeoczył w dostępnym mu materiale jakiś poważny fragment, część panteonu, zwłaszcza część w oczywisty sposób istotną.

Ponieważ ja jako literat, członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich od 1983 roku nie miałem żadnych szans – bo nie jestem naukowcem – otrzymać wglądu w oryginał pracy Bronisława Trentowskiego ani nawet otrzymać dostępu do jakiejś elektronicznej wersji tego tekstu, mam podstawy by uważać, iż jeśli ktoś taki dostęp otrzyma to wykorzysta go do dna i bardzo solidnie pracę przejrzy. Sądzę że tak właśnie postąpił profesor Tadeusz Linkner. Jako naukowcowi nie są mu też obce badawcze metody naukowe i musiał zwrócić uwagę na grubsze nieścisłości na jakie się natknął w prezentowanym mu materiale badawczym. Mimo, że nie jest religioznawcą musiał zwrócić uwagę na niekonsekwencje, które dla tej klasy filozofa jakim był Bronisław Trentowski byłyby hańbiącymi omyłkami, bądź rażącymi błędami metodologicznymi i niekonsekwencjami prezentowanej doktryny.

Prawdą jest, że Bronisław Trentowski długo nie chciał opublikować swojego dzieła. Trudno powiedzieć jakimi kierował się przesłankami, gdy odmówił po raz pierwszy publikacji. Prawdą jest także, że pracował nad tym panteonem wiele lat, ponad 20, podobnie jak ja pracowałem nad odtworzeniem w latach 1980 – 2000 równie długo, zajęło mi to nie mniej czasu niż jemu, jednakże trudno sobie wyobrazić by po tylu latach panteon ten pozostawał w takim konstrukcyjnym chaosie w jakim przedstawia go w książce „Słowiańskie bogi i demony” Tadeusz Linkner. Braki i niekonsekwencje w przedstawionym przez profesora Linknera panteonie Trentowskiego są tak rażące, że musiałyby naszemu najwybitniejszemu w dziejach filozofowi wystawić hańbiące jego nazwisko świadectwo. Tymczasem nie wątpię, że zarówno Bronisław Trentowski dołożył wszelkich starań by odtworzyć system lub stworzyć solidny system, zamknięty i zwarty, rozwinięty logicznie i spójny, jak i że profesor Tadeusz Linkner dołożył starań aby solidnie i wyczerpująco, bez pominięcia istotnych szczegółów ten system przytoczyć w swojej książce, mimo iż jej głównym tematem jest analiza plagiatu. Jestem też pewien że praca profesora Linknera nie zmierzała do tego, aby ośmieszyć dzieło Trentowskiego, przynieść mu ujmę jako jego autorowi, czy przedstawić jego kompetencje i dokonania w krzywym zwierciadle, albo też narazić go jako autora tego zbioru i systemu filozoficznego na kpiny i zarzuty o brak podstawowej logiki i konsekwencji.

 Jerzy Przybył  – Swarożyc – Pan Ognia Niebieskiego (Ogień Niebios Ziemi)

Opierając się na powyżej wyłożonych przesłankach muszę zadać pytanie: Czy profesor Tadeusz Linkner otrzymał dostęp do pełnego dzieła? Być może jako literaturoznawca nie zwrócił uwagi na rażące braki religioznawcze w badanym materiale, które badaczowi o kompetencjach religioznawczych a nie literaturoznawczych musiałyby się rzucić w oczy.

Muszę w tym miejscu odejść od głównego tematu, by stwierdzić po  raz tysięczny chyba, że żyjemy jednak w bardzo dziwnym kraju, nie tylko ze względu na fakt że dzieła największego filozofa nie przychodzi do głowy nikomu w Wolnej Polsce opublikować w 150 lat po jego napisaniu, zwłaszcza, że jest to jeden z nielicznych ocalałych zabytków myśli filozoficznej który mamy w kraju, który pozostaje wciąż w rękopisie. Wiemy przecież z doświadczeń własnych i ze spisu dat historycznych dostępnych już uczniom szkół podstawowych, że Polska jest krajem nękanym regularnie wojnami, grabieżą wojenną i stratami wynikającymi z licznych okupacji obcych armii. Wygląda na to że czekamy aby rękopis Trentowskiego wreszcie przepadł w zawierusze dziejów i zniknął raz na zawsze jako kłopotliwa osobliwość z widnokręgu zdarzeń. Wygląda na to – ale to już teoria spiskowa – że komuś zależy wręcz aby do tego dzieła nie było dostępu. Gorzej – wydaje się że środowisko naukowe, w tym religioznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy organizują coroczne „naukowe” zjazdy na temat polskiego pogaństwa i neopogaństwa, w ogóle nie jest zainteresowane analizą tego   tekstu, który leży im pod nosem. W normalnym kraju byłoby to powodem do wstydu dla całego środowiska naukowego w danej dyscyplinie. W Polsce jest to zjawisko normalne nad którym przechodzi się do porządku nie poświęcając mu nawet jednego krytycznego zdania. Nawet jeśli bym przyjął, że dostęp do „Bożycy” i jej trzeciego tomu jest zabroniony przez Cerbera to w oniemienie wprawia mnie fakt, że nikt nie pokusił się o religioznawczą analizę materiału przedstawionego przez Tadeusza Linknera, zwłaszcza wiedząc jak bardzo wybitnym filozofem był Bronisław Trentowski i jak jego ustalenia na temat wiary słowiańskiej mogą być istotne dla odtworzenia panteonu Słowian. Jeśli nie ma dostępu do „Bożycy” to na co czeka środowisko naukowe, czemu milczy na ten temat?

Naprawdę nie wiem jak mam oceniać sposób działania i postępowania środowiska naukowców polskich, religioznawców, antropologów kultury, językoznawców, etnografów, historyków religii, filozofów, socjologów, którzy wszyscy dopuszczają się takiego zaniedbania lub lekceważenia istotnej możliwości odtworzenia panteonu lub dotarcia do prawdy na temat licznych pochodzących z tego panteonu postaci. Czyżby cały gmach religioznawstwa jako dyscypliny naukowej w Polsce był tylko zmurszałą fasadą na pokaz, za której kolorową ścianą uprawia się hucpę i działalność zmierzającą do całkowitego zaciemnienia obrazu przeszłości, obrazu religii pogańskiej i rodzimej Słowian, a nie do jej wyjaśnienia i ukazania w pełnym wymiarze?

Jeśli przez 150 lat nikt nie poddał pracy Trentowskiego krytycznej analizie to znaczy, że wszystkie te wydziały religioznawcze na wszystkich uniwersytetach polskich, tych katolickich i tych państwowych, są po prostu niepotrzebne, są zbieraniną darmozjadów, którzy dobrze się bawią za cudze pieniądze i miło spędzają żywot pławiąc się w naukowych tytułach. Jeśli nikt od 1998 roku nie poddał w żadnej pracy naukowej, solidnej  analizie książki Tadeusza Linknera i nie wyciągnął z tej analizy wniosków, to po co w ogóle te wydziały naukowe na uniwersytetach polskich istnieją?

Jeśli w podobnym stanie co religioznawstwo są inne nauki humanistyczne (historia, antropologia, kulturoznawstwo, etnografia, archeologia i inne) i za ich fasadą ukrywa się podobna pustka jak w tym przypadku, oznacza to, że tzw. „prawdzie naukowej” w Polsce w ogóle nie należy ufać, ponieważ nie jest ona aktualna nawet do 150 lat wstecz a co dopiero aktualna w XXI wieku, a instytucje powołane do jej odkrywania i badania w ogóle nie działają, a tylko pozorują realne działania.

W tym kontekście przestają dziwić powtarzane przez polskie środowisko „naukowe” za niemieckimi kolegami brednie o Wandalach i Gotach, allochtonistyczne teorie pochodzenia Słowian rodem z goebelsowskiej propagandy, ciągłe kwestionowanie przydatności genetyki dla dziedzin humanistycznych takich jak choćby archeologia i inne niemożności, jak na przykład brak reakcji na prace odkrywcze, choć amatorskie, Winicjusza Kossakowskiego i badaczy rosyjskich dotyczące słowiańskiego pisma runicznego, czy prace T. Marskiego dotyczące pisma kobalnego, opracowania językoznawcze związków języka polskiego z hindi, pali i perskim, związków religii rodzimej słowiańskiej z religią Iranu i Indii, czy wreszcie związków archeologicznych i kulturowych Słowian z Sarmatami, Scytami czy innymi ludami Wschodu. Czy i jak długo amatorzy tacy jak pan Kossakowski lub ja, będą musieli wyręczać całe to środowisko rzekomych naukowców  w ich podstawowych powinnościach, jak długo będziemy narażeni na ich prześmiewki i niepoważne traktowanie? Czy wiecznie, tak jak Bronisław Trentowski i jego „Bożyca”? Słowa „wiecznie” użyłem tu bez przesady, bo dwa wieku mijają i nikt nic nie zamierza analizować trzeciego tomu pracy Bronisława Ferdynanda Trentowskiego, żaden z dziesiątków polskich, uniwersyteckich autorytetów religioznawczych.

Już to jedno zaniedbanie wskazuje w jakiej ruinie jest polska „nauka” i jak pozorna jest jej marna egzystencja oraz co są warte wszystkie tytuły naukowe czy nagrody literackie i kulturalne w tym kraju. Na tym przykładzie widać bezwzględny prymat ideologii nad prawdą naukową, wręcz mumifikację tego sposobu myślenia w polskiej nauce i kulturze, mumifikację która doprowadziła te dziedziny – naukę i kulturę – do tak ośmieszającego upadku jak postępowanie względem nie tylko dzieła Bronisława Trentowskiego, ale także przecież dzieła dopiero co zmarłego w latach osiemdziesiątych XX wieku Stanisława Szukalskiego. Czy wystarczy że Gazeta Wyborcza przypięła temu pierwszemu łatkę masona i ezoteryka, a temu drugiemu łatkę nacjonalisty i oszołoma, żeby całe środowisko naukowe stanęło jak oniemiałe i schowało się w mysiej dziurze, a mózgi oddało na przechowanie piaskom pustyni stworzonej przez ideologię postkomunistycznego, neokolonialnego Salonu?

Czy to jest ten sam stan „naukowej” umysłowości, który każe „wierzyć” ekspertom z polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, bez wykonania ekspertyz i symulacji lotu samolotu prezydenckiego w Smoleńsku, że rozbiła go brzoza?! Czy to jest ten sam stan umysłowości „naukowej”, który odrzuca bez zapoznania się i bez przedstawienia kontrargumentów wyniki przeprowadzonej symulacji i obliczeń eksperta NASA, Polaka z USA , profesora Biniendy, który taką analizę wykonał i twierdzi, że odwrotnie – tę brzozę samolot ściąłby, jeśli by się z nią zetknął, a tylko krawędź  przednia skrzydła byłaby uszkodzona – nie obcięta 1/3 skrzydła, lecz ledwie uszkodzona jego przednia krawędź?!

http://vod.gazetapolska.pl/1127-analiza-katastrofy-smolenskiej-wywiad-prof-wieslaw-binienda

Na tym, tę smutną refleksję zakończę, choć wnioski jakie z niej trzeba wysnuć napawają nie zadumą już, lecz skrajnym zadziwieniem i przerażeniem.

 Jerzy Przybył – Trzygław (rok 2011)

Po raz pierwszy profesor Linkner wymienia bogów panteonu Trentowskiego na stronie 18 i 19, a dalej od strony 21 szeroko omawia po kolei poszczególne postacie, ich cechy i obszary działania oraz powiązania.

Pierwszy spis zatytułowany „W mitycznym kręgu” zawiera jednocześnie syntetyczny opis struktury panteonu. Już rzut oka na ten spis wywołuje pierwszą wątpliwość. Czy Trentowski mógł pominąć bóstwa tak ogólnie znane jak Swaróg i Swarożyc? Czy miało sens ukrycie ich pod jakąś inną nazwą skoro pochodzą z najstarszych dokumentów i zapisek kronikarzy, są też uznawane za podstawowe bóstwa powszechnie w całej Słowiańszczyźnie, nawet przez hiperkrytycznego Aleksandra Brucknera?

Oto rzeczony tekst z książki „Słowiańskie bogi i demony”:

Druga rzecz jaka się tutaj rzuca w oczy to pewna niekonsekwencja konstrukcyjna, bowiem Trentowski wyraźnie zaznaczył iż po pierwszej trójcy z najwyższym Jessą oraz współtowarzyszącymi mu Trygławie i Helu nastąpi poddana Jessie trójca Biełboh, Czarnoboh, Ham, a każdej z tych trójek przydana będzie siódemka.  Po czym, przedstawiony zostaje zestaw 7 + 9 + 7 zamiast 3 x 7.

Oto owo wyliczenie:

Jak widać z Białej krwi Trygława powstaje siedem bóstw podporządkowanych Biełbohowi: Światowid, Nocena, Jutroboh, Zdar, Swiezdy , Świcz i Kolada.

Z Czarnej Krwi jednak powstaje nagle 9 bogów – według zamieszczonego wykazu: Chrzorz , Semargł, Struyboh, Stryba, Mrokonos i Markota, Stwolimy, Hładolej i Merot.

Wreszcie z czerwonej Krwi Trygława powstaje – jak to pięknie oddał na swym obrazie Jerzy Przybył kolejnych siedem bóstw poddanych Hamowi: Ładon, Łada, Lel, Polel, Kuślak, Dyblik i Dziewa.

Do tego wyliczenia dołączę tutaj jeszcze Flinsa, który został przez Trentowskiego wydzielony z układu podporządkowanego Trójcy Czernoboh, Biełboh, Ham (Hammon – czczony w Grodzie Hamona – później znanym jako Hamburg).

Co rzuca się od razu w oczy w tym układzie? Otóż w pierwszej i drugiej grupie zostały umieszczone przez Bronisława Trentowskiego boginki i bogunowie – czyli duchy pomocnicze Żywiołów i Mocy, które występują zawsze w liczbie mnogiej.

W pierwszej grupie są to Swiezdy – czyli Gwiazdy – Gwiezdniki, w drugiej Stwolimy. Jeśli wyjmiemy te dwie grupy z przedstawionego układu i jedną z postaci z działu II przesuniemy do I – to rzeczywiście będziemy mieć 3 x po 7 bóstw, tak jak Trentowski zakładał.

Jest to sprawa zdumiewająca i zastanawiająca!!!

PRZYCHODZI MI DO GŁOWY ZGOŁA TRZECIA MOŻLIWOŚĆ, ani zagubienie części materiałów, ani ich ukrycie, lecz celowe działanie Autora tekstu. Autor być może nie chciał dać nam rzeczy „otwartej” i zachował dla siebie klucz do całkowitego uporządkowania dzieła. Nie chciał by ktokolwiek kto nie zna się na rzeczy i nie potrafi podstawić pod TEN system myśli filozoficznej, która go porządkuje kiedykolwiek w przyszłości mógł GO zaprezentować sensownie i przedstawiać  jako własne dzieło. Ten sposób myślenia okazał się bardzo skutecznym zabezpieczeniem w przypadku kradzieży Joachima Szyca, który pogubił się w systemie bogów prezentowanym przez Trentowskiego już na samym początku konstruowania swojego plagiatu. Stało się to gdy ze Słownika Polskiego w którym nasz filozof publikował hasła dotyczące słowiańskich bogów wycofał Trentowski z premedytacją uwagi, który bóg będzie następował po którym i od którego który się wywodzi.

By się zorientować którego z bogów można przesunąć do grupy pierwszej trzeba już przejść do rozdziału następnego – „Jasła wiary słowiańskiej”, który zaczyna się na stronie 21.

Tutaj jednak zatrzymamy się na chwilę nad drugą tajemniczą sprawą którą widać na pierwszy rzut oka. Ta tajemnicza sprawa to wydzielenie postaci Flinsa z całego panteonu. Moglibyśmy podejść to tego faktu na dwa sposoby:

a)      Flins jest odpowiednikiem 89 bogini (Śwątwoli-Swątbody) w układzie Świątyni Światła Świata czyli „wolnym bogiem” bogiem który nie jest przypisany żadnemu domowi ani Tynowi i odpowiada tylko przed bogiem bogów – Najwyższym, Światłem Świata.

b)      Jest znów jednym z istotnych elementów kamuflażu Trentowskiego przed niepowołanymi którzy chcieliby ten panteon splagiatować.

Przychylam się tutaj do tego drugiego wariantu, czyniąc uwagę iż jest to zabieg wstępny. Dlaczego?

Ponieważ w utworzonym także na podstawach filozoficznych założeń panteonie Świątyni Światła Świata ponad rozległym kręgiem Bogów Żywiołów i Bogów Mocy – tak samo jak tutaj u Bronisława Ferdynanda Trentowskiego – pozostaje 7 bóstw wyższego rzędu – sam Jeden Bóg Bogów, Dwoje Bogów Działu i Czworo Bogów Kiru.

Tutaj są to: Jesse, Trygław, Halu, Biełboh, Czernoboh i Ham oraz Flins.

I jeszcze dwie ważne drobniejsze kwestie do tego rozdziału: Pierwsza to uwaga Tadeusza Linknera, że bogowie w tych grupach często występują parami. To nie jest uwaga celna gdyż w ogóle nie występują tu parami a pojedynczo.

Druga kwestia to uwaga Tadeusza Linknera, zupełnie nieuprawniona, iż Trentowski utworzył królestwo wzorowane na chrześcijańskim Piekle, które po chrześcijańsku nazwał „piekielnym”. Otóż, jak tego dowiedziemy w toku dalszych wywodów, Trentowski nie uważał tego królestwa za Piekło rozumiane po chrześcijańsku, lecz za Królestwo Bogów Ciemnych, Bogów Podziemnych, Bogów Zaświatów.

Zaświaty słowiańskie to świat podziemny, ciemny lecz składający się z czterech nawi, zwany Nawią. Te nawie zaś to Naw Rajska, Naw Założna, Naw Piekielna i Otchłań. Chrześcijaństwo w krajach Słowian przejęło ich nazwy z wiary przyrodzonej i zastosowało je do objaśnienia pojęć religii chrześcijan. Warto tutaj zaznaczyć, że te pojęcia nie są wcale oryginalnym wynalazkiem chrześcijan, ani Żydów – czyli Testamentu (Biblii) Starego ani Nowego. Pojęcie „piekła” wyszło niegdyś z królestwa Słowian, Istów i Skołotów (SIS), zostało zniekształcone przez nowego proroka jakim obwieścił się przed światem Zar-Zduszt (Zaratusztra) wygnany z Wielkiej Scytii, gdzie był ścigany przez Czaropanów za kradzież relikwii z Wyspy Wyspowiszu  i z Góry Świata, którą Rosjanie, Siewiercy (mieszkańcy Syberii – Siewierii) i Tybetańczycy nazywają Szambalą, albo Szangri-la. To Zarzduszt nadał pojęciu piekła cechę przechowalnika dla czyniących zło, ponieważ on wprowadził do Wiary Przyrody dualizm i został za głoszenie swej objawionej Obwiesty i Gadki (Awesty i Księgi Gathy) przegnany z królestwa Sis. Persowie przyjęli go do siebie i jego wiarę wprowadzili jako religię państwową. Spowodowało to ciąg wojen między Scytami a Persją, z których ostatnią była wojna przegrana przez spadkobierców królestwa perskiego, pod wodzą Aleksandra Macedońskiego. Chrześcijaństwo zaczerpnęło dualizm pojęty jako walkę Dobra i Zła od Persów wprost z zaratusztrianizmu i jego dalszych mutacji.

Jak bardzo był przez Scytów znienawidzony Zar-Zduszt niech poświadczy, że ścigano go do końca życia, a Czaropanowie zabili go jako starca topiąc w górskim jeziorze w Karakorum – Górach Karych, Czarno-Ciemnych lub Czarowno-Czarnych (Górach Czarnosiermiężnych, czyli górach należących niegdyś do plemienia-ludu Czarnosiermiężnych – Melanchljanów-Melanho-Jątów, ludu Burów-Borusów). Historię tę opowiada Taja 23 w księdze Ruty. Tak więc pojęcie Piekła wróciło i odzyskało swoją nazwę własną pod którą wśród Słowian było znane, tyle że Nawią odpowiadającą w słowiańskich Zaświatach Piekłu jest Otchłań a nie Piekło. Ogniste Piekło – Naw Smocza jest jedną z tych trzech Nawi, z których dusza zmarłego może wrócić do życia, te trzy mają bowiem charakter przejściowy. Naw Rajska ma takie miejsce gdzie można pozostać na wieczność to Wyspa Weń, Las Rajec i rosnące tam Drzewo Boga Bogów – Wyraj. Druga to Otchłań, gdzie dusze rozpływają się w Nicy – a więc ulegają unicestwieniu. Piekło odpowiadało chrześcijańskim kaznodziejom jako zbliżone wyglądem do piekła chrześcijańskiego, które jednak jest u nich miejscem wieczystego pobytu i wieczystych tortur.

Z tym królestwem „piekielnym” w dalszej części książki ma miejsce wielkie zamieszanie, z którego płyną kolejne kłopoty w logicznym ułożeniu systemu. To także, moim zdaniem, stanowi kolejną wskazówkę, iż Trentowski zakamuflował przed niepowołanymi osobami swój system, w taki sposób żeby nikt kto nie zna Wiary Przyrodzonej Słowian nie mógł tego systemu sensownie poskładać w całość.

Jerzy Przybył – Stary rok – Bogowie Kiru, Stron i Pór (Pory Roku)

cdn

Świątynie Światła Świata: Licheń bogini Licho, Góra Trygława w Kazimierzu i kompleks Ślęża -Wieżyca -Radunia – Walim


Licheń i Licho

Jako że tekstu i obrazu tutaj niewiele dorzucam modlitewną, sprzyjającą skupieniu muzykę Wiary Przyrodzonej pochodzącą z Tybetu – w sam raz do naszych sanktuariów eklektycznych pogańsko-katolickich pasującą. Niech nas natchnie swoją mocą i wibracją na nowy tydzień.

Tibetan mantra chant – OM

CB

Oto co nam ku czci Bogini Licho zbudowano – a to dosyć ciemna bogini – jedno z trzynastu Ciemnych Bóstw Podziemnych

Sanktuarium w Licheniu to miejsce kultu złego boga.
Legenda głosi, że w czasach rzymskich na wzgórzu nad jeziorem, pośród prastarych drzew znajdowała się pogańska świątynka, w której czczono szatana, zwanego po słowiańsku „Licho”. W wyznaczone miejsce przychodzili ludzie, aby się modlić do wyciosanego w granicie bałwana, składać mu ofiary i odprawić gusła i zabobony. W 1969 r. odkopano na wzgórzu tajemnicze głazy i kamienie, pochodzące prawdopodobnie z rozbitego pogańskiego ołtarza ustawionego przed posągiem, a także kamienie rytualne, które służyły do pogańskich obrzędów kultowych.


W czasach rzymskich wiódł tędy szlak handlowy zwany „szlakiem bursztynowym”, ciągnący się od Morza Bałtyckiego do Morza śródziemnego. Pierwsza historyczna wzmianka o Licheniu pochodzi z 1151 r., kiedy to Piotr Dunin postawił granitowy krzyż w połowie drogi między Grąblinem a Licheniem, znacząc tym samym szlak z Kalisza do Kruszwicy. Historyczny krzyż stoi dzisiaj na licheńskim rynku.

Licheń Stary – wieś położona we wschodniej części województwa wielkopolskiego, w powiecie konińskim, w gminie Ślesin, nad Jeziorem Licheńskim. Miał prawa miejskie w wiekach XV-XVII. Od połowy XIX w. jest ośrodkiem pielgrzymkowym o znaczeniu ogólnopolskim.

W lesie grąblińskim została zbudowana droga krzyżowa oraz dwie kapliczki: duża i mała. W małej jest umieszczony kamień przyniesiony z głębi lasu grąblińskiego, mający wg wierzeń przedstawiać wypalone stopy Matki Bożej. – to właśnie Kamień Bogini Licho, można go tam podziwiać do dzisiaj i pokłonić mu się po pogańsku oraz odbyć przy nim pogańskie modły.

Kazimierz Dolny Góra Trygława, czyli dziś Trzech Krzyży

Zamiast Trygława postawmy trzy krzyże.
Kazimierz Dolny nad Wisłą leży u stóp tzw. Góry Trzech Krzyży. Krzyże postawiono w 1708 roku. A dlaczego akurat trzy?

Kazimierz Dolny z Góry Trygława Czarnogłowa

W czasach pogańskich na górze był posąg Trygława inaczej Trzygłowa, któremu cześć oddawała miejscowa ludność. Posąg został zniszczony ale w tradycji funkcjonowała nazwa Góra Trygława. Aby to zmienić, postawiono trzy krzyże i nazwano miejsce Górą Trzech Krzyży.

O dziwo i tutaj Mamy Będkowice i Sokolec, lecz tu  po przeciwnych stronach inii Arkona – Ślęża – Piramida Cheopsa – dokładnie tak samo jak w wypadku Doliny Ojców i Doliny Źródła Bytów. Jest także Walim i Góra Włodarz i jest Wielka Sowa.

Kompleks Ślęża – Wieżyca – Radunia – Walim

Ten kompleks świątyń Wiary Przyrod(zone)y zajmuje w Systemie Świętych Gór Polskich szczególne miejsce. Można bez przesady powiedzieć, że jes t to jedno z najważniejszych miejsc kultu Lechitów, a więc miejsce Polskie.

Zarówno Święte  Góry Łyskowickie (Łysogóry – nazywane dzisiaj Świętokrzyskimi) ze Świątybnią Dziewięciu Kręgów, jak Wzgórxza Kijowskie i System Wzgórz i Gór Świętych Wawel  – Welski Las Sowiniec – Dolina Ojców to święte miejsca Harii – Harusji czyli Rusi Białochorwackiej – domeny Karopanów, Mogilanów i Wiślan – szczepów Nu-Ruskich i Ha-Ruskich.

Tutaj na rdzennej Ziemi Lęgów – Lęchitów – Lechitów na Śląchsku w starej Lugii należy lokować prastare królestwo lechickie które dało nazwę Po-Lechii, Po-Leszy (rosyjskie: Po-lsza)

Już samo położenie Ślęży na przecięciu Liniii Stonehenge – Jasna Góra – Łysa  – Góra Zamkowa w Kijowie do Cypla Kamczatki z Linią Arkona – Piramida Cheopsa – poprzez Czarnotyn w Bramie Morawskiej czyni z tego kompleksu zjawisko wyjątkowe .

Ślęża – foto Tomek Strzelec

Dziwne jest że Hitlerowcy wybrali ten kompleks na Projekt Riese – Olbrzym i tutaj w licznych świętych słowiańskich górach ryli niezliczone tunele, w kórych ulokować mieli wielki przemysłowy kompleks militarny, który miał być ukryty pod ziemią i niedostępny dla bombardowań, a który dzisiaj pod górami takimi jak Ostra Góra w Rzeczce, Góra Sobań, Gór Chłopska w Jugowicach, Góra Osówka, Góra Gontyna i Sokolec, Góra Włodarz, Walim czy Moszna – jest miejscem licznych wypraw odkrywczych i poszukiwań ukrytych skarbów.

WALIM – Wielki – Welski – Walimowie to Olbrzymowie inaczej Wołoci, a to synonim plemienia Wielotów – Wołotów- Walimów z Łużyc – i projekt Olbrzym Riese – jak najwyższy szczyt Tatr Tartarów – Rysy – także Olbrzym, lecz Olbrzym Tartarski, część Rusi – Tartarii, Harusji Skołockiej.

Łużyce – rdzenna Ziemia Lechicka – Lugijska która dzisiaj już w całości mówi po niemiecku i z Niemcami się identyfikuje – trochę szkoda, ale takie są dzieje. To znaczna część utraconej Lechii – tej Lechii dla której rzeka Łaba-Łabęda – Święta Rzeka Lędy (wcielenia człowieczego Bogini Łady) Królowej  Białego Lądu była  nie mniejszą świętością niż Święta Góra Lędy-Łady – Ślęża.

Grupa Ślęży i Raduni (kliknij) – Kiedy się patrxzy na tę mapę to jaskby się widziało odwzorowanie Weli na Ziemi. Pełno tu skał osobliwych miejsc, Żródeł Żywej Wody, potoków i jest nawet Modry Banior, choć go tak nie nazywają. Szczytem tej Małej Weli jest Ślęża poświęcona Bogini Ładu Świata – Uporządkowania, Uładzenia – Harmonii. Liczne górki i wierzchołki tutejsze można przyporzadkować kolejnym bóstwom. Jestem przekonany że to miejsce podobnie jak Kraków i Okolice odzwierciedla cały panteon 89 – Sił Wszego Świata, a jeśli nie to być może jego połowę – słynne 44 bóstwa rządzące bezpośrednio wyłącznie Światem Człowieka.

Radunia – Radunica obok Góry Łady – Ślęży to Góra ważnej Bogini z tynu Rodów: Rady  Rodzicy tej którą pamiętają dobrze Czesi i czczą ją także i czcili również tutaj na tej śląskiej – lechickiej górze – Radunica, Drasznica, odpowiedzialna za inicjacje dzieci w dorosłość, za ogniowe próby – przetrwała w bajkach jako Baba Jaga – Jadzica – Jadźka, Ta co Jątrzy Rany, zadaje ból inicjacyjny, dręczy i drażni, lecz także uczy, wychowuje radzi i rodzi dorosłego człowieka wyklutego z dziecięctwa. Towarzyszy jej przeważnie mądra Sowa, a powinien towarzyszyć Sęp – inna nazwa tej góry to Góra Sępia.

Tutaj także Góra Wieżyca – dlaczego przez „ż” nie wiem – bo to przecież stara Góra Wiary – Wierzyca.

Wielka Sowa widziana z Waligóry

Mamy też w tym kompleksie Wielką Sowę (1015 m npm) na podobieństwo krakowskiego Sowińca i Wzgórza Bielawskie – Białe Wzgórza – tak jak w Krakowie (tam dzisiaj wielki święty kompleks w Łagiewnikach poświęcony Janowi Pawłowi II – Nie lękajcie się i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a to tuż obok Kopca Kraka i tzw. Libanu, mamy również Waligórę i Grabinę.

Grupa Raduni

Z Wiki

Radunia, niem. Geiersberg (po wojnie nazywana Sępią Górą) – drugi wyodrębniający się szczyt w Masywie Ślęży i wznoszący się na wysokość 573 m n.p.m. Na zboczach góry na wysokości ok. 325 m n.p.m. ma swoje źródło rzeka Czarna Woda.

Na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.) powstał na Raduni kamienny krąg kultowy, otaczający sanktuarium księżyca. Zachowane do dziś partie mają 1780 m długości, średnia szerokość 4,5 m, a wysokość do 60 cm. Na szczycie znajduje się zagłębienie, tak zwana „Kacza Kałuża”, w którym znaleziono ułamki naczyń. Poniżej bije źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawia się w źródłach pisanych od XIII wieku.

Na wierzchołku znajduje się Rezerwat przyrody Góra Radunia. Chroni on miejsca występowania rzadkich gatunków roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych. Dużą wartością przyrodniczą odznaczają się płaty świetlistej dąbrowy oraz muraw kserotermicznych, a także stanowiska cennych elementów flory, w tym związanej z serpentynitami paproci zanokcicy klinowatej.

Jak widać i tutaj podobnie jak w Dolinie Ojców występuje specjalny rzadki gatunek paproci – a więc tu można podobnie jak w Ojcowie poszukiwać owego tajemnego Kwiatu Paproci  – związanego z miłością, rodzicielstwem i małżeństwem. Co ciekawe kompleks Ślęży i Raduni oraz Wieżycy odnosi się głownie do Bogów Mocy – czyli tych rządzących bezpośrednio Człowiekiem. Kwiat paproci to roślina zarówno Ładów – Opiekunów Małżeństwa, ale i Bogów Wojny, jak i Rodów Panów Zwycięstwa Życia, Roda – Władcy Ludzkiego Plemienia i Przyrody – Rodżany – Władczyni Ludzkiego Siedliska a także Rudzi – której rośliną jest także Ruta – Pani Narodzin. Ich duchy pomocnicze Rodżanice (Sudenice, Narecznice) wręcazajnoworodkowi jego Przeznaczenie i nadają mu Imiona – to tajemne znane tylko matce, i bogom i jemy samemu i to oficjalne – te Wyroki Boże na Trzech Deszczułkach (lub patyczkach z łodygi krwawnika) wkładają dziecięciu pod poduszkę w kołyskę.  Jak widać w procesie narodzin Człowieka biorą udział wszystkie Moce – bo oczywiście Dziwieniowie (Dziwień-Kupała i Dziewanna-Kupalina) to bogowie początku tego procesu – to w ich Święto młodzi ruszają na poszukiwanie Kwiatu Paproci, który ma w przyszłości pod opieką innych Mocy (Bóstw) tak pięknie zaowocować.

—-

Radunia

Oto informacje zamieszczone przez pana Wojciecha Kota na stronie WWW poświęconej Raduni (zdjęcia także jego autorstwa):

Masyw Ślęży – Radunia (573 m n.p.m.)
Radunia stanowi drugi co do wielkości szczyt Masywu Ślęży. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawiła się już w XIII wieku. Po wojnie nazwano ją Sępią Górą. Na szczycie Raduni znajduje się polana z blokami serpenitu i ograniczonym widokiem na Góry Sowie.
Góra zbudowana jest z serpenitów z domieszką magnetytu, które powodują wysoką anomalię magnetyczną, szczególnie na szczytowych skałkach. Znaleziono tu ślady pobytu człowieka z neolitu (4000 – 1700 lat p.n.e.): kamienny toporek i fragmenty naczyń kultury pucharów lejkowatych. W kilku miejscach u podnóża Raduni wyłamywano wtedy serpentynit, służący do wyrobu narzędzi.
Góra Radunia – jak trafić ?.

szlak niebieski:
Przełęcz Tąpadła – 30 min,
Przełęcz Słupicka – 45 min, Jordanów Śląski – 3 h 40 min.

Szczyt Raduni jest objęty ochroną jako rezerwat florystyczny „Góra Radunia”. Chroni on zespół rzadkich roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych.

Źródło Srebrnik

Na szczycie zachował się monumentalny wał kultowy z luźno ułożonymi kamieniami, obejmujący główny wierzchołek i grzbiet na pd. – wsch. od szczytu o dł. ok. 2 km. Powstał na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.). Widoczny dziś wał o wysokości 40 – 60 cm otaczał „święte miejsce”, w którym oddawano cześć bóstwu księżyca. Na szczycie znajduje się zagłębienie tak zwana Kacza Kałuża, w którym znaleziono ułamki naczyń.
Starożytne wały kultowe
(wokół szczytu Radunia)
Poza kręgiem na zboczu góry znajdują się dwa święte żródła – Głębokie oraz Srebrnik, które były prawdopodobnie także miejscem kultu, przy których odkryto przedmioty z nim związane. Źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu.

Wieżyca (Wierzyca)

Masyw Ślęży – Wieżyca (415 m n.p.m.)
 
Wieża widokowa – Wierzyca
Wieżyca, po wojnie zwana Górą Kościuszki, porośnięta jest karłowatymi dębami tworząc tzw. „świetlistą dąbrowę”. Tuż za szczytem na północ i wschód od wierzchołka zachowały się relikty kamiennego wału kultowego. Na szczycie stoi masywna wieża widokowa zbudowana w latach 1905 – 07, wyremontowana i udostępniona do zwiedzania przez Towarzystwo Ślężańskie. Wieża udostępniana jest w słoneczne weekendy w sezonie od wiosny do jesieni. Z wieży przy dobrej pogodzie obserwować można Równinę Śląską i Wrocław, a także Karkonosze ze Śnieżką.
Zapraszam też na stronę Lasów Polskich poświęconą masywowi Ślęży: Ślęża dzieje przyroda

Rzeźby kultowe

Miś
Sobótka – Rzeźby kultowe
Kultowe rzeźby w okolicy góry Ślęży – oznaczone znakiem ukośnego krzyża, powstały najpóźniej w okresie 700 – 400 lat p.n.e. Wszystkie rzeźby kultowe są dziełem miejscowej ludności okresu kultury łużyckiej, która stawiała swoim bóstwom pomniki wykuwając z miejscowego granitu kamienne ciosy lub figury ludzi i zwierząt.
  • Niedźwiedź„, często nazywany misiem ślężańskim – kamienna rzeźba o doskonale uchwyconej charakterystyce gatunku zwierzęcia stojąca na szczycie Ślęży obok kościoła. Na brzuchu ma znak ukośnego krzyża.
  • Postać z rybą” lub też panna z rybą – kamienna rzeźba pozbawiona głowy i nóg, przedstawia człowieka odzianego w długą szatę, oburącz trzymającego wielką rybę. Na ciele ryby widnieje ukośny znak. Ustawiona w połowie drogi wiodącej z Sobótki na szczyt góry Ślęży przy czerwonym szlaku.
  • Niedźwiedź„, z utrąconymi przednimi łapami – znajduje się obok postaci z rybą. Ślad ukośnego krzyża wyryty na grzbiecie rzeźby.
  • Grzyb” lub tułów mnicha – fragment kamiennej rzeźby stojącej przy wschodniej ścianie Sanktuarium Św. Anny w Sobótce. Najprawdopodobniej jest to dolna część postaci człowieka w długiej szacie. Wyraźnie widoczny znak ukośnego krzyża.
  • Mnich” – kamienna rzeźba o kształcie przypominającym kręgiel lub wysmukłego naczynia. W miejscach niewidocznych: na podstawie bazy i na głowicy znajdują się znaki ukośnego krzyża. Znajduje się przy ul. Armii Krajowej w Sobótce prowadzącej do Domu Wycieczkowego „Pod Wieżycą”.
  • Kolumna Sobótczańska” (bez symboli znaku ukośnego krzyża) – w Muzeum Ślężańskim.

Znaki ukośne znajduja się ponadto na kamieniach i skałach:

  • dwa kamienie cylindryczne – w Muzeum Ślężańskim,
  • głaz gabrowy – u podnóża Plasterek,
  • kamień gabrowy – na Drodze Ślężan tuż za Rozdrożem pod Kamiennym Krzyżem,
  • głaz – na drodze Ślężan ponizej granicy rezerwatu przyrody,
  • kamień – na zakręcie Drogi Ślężan poniżej Husyckich Skał,
  • skała Kazalnica (Głowa) – na wierzchołku Stolnej.

Panna z Rybą

Ukośny krzyż(hipotezy):

I– wtórnie umieszczony na rzeźbach może być znakiem granicznym z 1209 roku, gdy dokonano podziału Ślęży między księciem Henrykiem Brodatym i Klasztorem Najświętszej Marii Panny we Wrocławiu.II – może być związany z pogańskim kultem solarnym
Mnich
 Kamienne wały kultowe

Tajemnicze konstrukcje kamienne zbudowane na początku epoki żelaza w formie kręgu usypane wokół Ślęży oraz Raduni i Wieżycy. Ułożone są one z różnej wielkości kamieni i bloków skalnych bez użycia zaprawy. Kręgi te oznaczały zasięgi miejsc świętych, gdzie odprawiano obrzędy religijne. Wały kamienne miały charakter kultowy. Strzegły miejsc bytowania bogów i pogańskich obrzędów religijnych. Związane były z ówczesnymi wierzeniami i praktykami religijnymi. Szczyt Ślęży otoczony został z południa, wschodu i północy wałem. Umocnienia na wierzchołku Ślęży mają ścisły związek z kultem religijnym.
Pogański kult religijny

W Masywie Ślęży oddawano cześć bóstwu słonecznemu, drzewom, źródłom, ciałom niebieskim (księżyc, gwiazdy) i zjawiskom atmosferycznym (deszcze, burze, wiatry).
Wykopaliska archeologiczne pozwalają z dużym prawdopodobieństwem określić początki wierzeń religijnych na Ślęży do początków tutejszego osadnictwa, a więc jeszcze do epoki kamiennej. Ówcześni ludzie bezradni wobec potężnych sił przyrody, przewyższających ich zjawisk przyrodniczych, patrzyli na nie z podziwem i przerażeniem, dopatrując się w nich jakiejś nadludzkiej działalności, działalności bogów. W ten sposób w wyobraźni pierwotnych mieszkańców okolic Ślęży rodziły się postacie bóstw słońca, ognia, piorunów i urodzaju, jako szczególnie ważnych w życiu człowieka, otaczanych specjalnym kultem. Siedziby owych fantastycznych bogów doszukiwano się w jakichś niezwykłych miejscach, jakby specjalnie w tym celu stworzonym przez naturę.
Wykopaliska archeologiczne dostarczyły wielu dowodów na działanie w tym miejscu prężnego ośrodka kultowego. Spośród szeregu drobnych przedmiotów, z których część używana była do zabiegów magicznych, na szczególną uwagę zasługują gliniane i kamienne krążki symbolizujące słońce. Silnych wielowiekowych tradycji pogańskich ześrodkowanych na Ślęży nie mogło łatwo zatrzeć krzewiące się od X w. chrześcijaństwo.
Chrystianizacja

Ślęża była ważnym ośrodkiem pogańskich praktyk religijnych – ich początki sięgają epoki brązu (700 r. p.n.e.), a upadek przypada na okres wczesnego średniowiecza. Rozkwit sanktuarium związany był z osadnictwem celtyckich Bojów. Pod koniec IV w. p.n.e. grupy Bojów założyły sanktuarium na górze Ślęży. Musiała stać się miejscem działalności chrystianizacyjnej. Zainicjował utrwalenie nowej ideologii Piotr Włostowic (Włast), fundując klasztor augustianów. Zakonnicy reguły Św. Augustyna przybyli około 1140 roku i, jeśli wierzyć XII-wiecznym dokumentom, zbudowali kościół oraz klasztor na samym szczycie góry. Chyba dla ułatwienia tej budowy powstała też wówczas mała osada obok źródełka Jakuba (100m w prawo od szlaków żółtego z czerwonym prowadzącym z Sobótki na Ślężę, na wysokości około 480 m) – odkryto szczątki ceramiki i warsztatu kamieniarskiego, oceniane na XIII-XIV wieku. Trzeba jednak dodać, że takich małych osad lub zagród dla zwierząt na zboczach góry powstało wtedy więcej. Zaledwie po 10-15 latach augustianie opuszczają jednak Ślężę i przenoszą się niżej. Być może do Sobótki-Górki, gdzie powstała ich prepozytura, albo też od razu do Wrocławia na Wyspę Piaskową. Dlaczego zakonnikom nie odpowiadał szczyt góry, nie wiemy na pewno. Może wiąże się to z uśmierceniem ich mecenasa Piotra Włostowica. Domyślamy się, że Wrocław był dla nich wygodniejszą i atrakcyjniejszą siedzibą. Stamtąd zarządzali swymi posiadłościami, w tym osadą (jeszcze nie miastem) Sobótką i targami odbywającymi się tam w soboty. W 1209 r., w wyniku umowy-układu z księciem Henrykiem Brodatym, augustianie posiadają już tylko połowę góry. Wschodnia i południowa jej część wraz ze szczytem przechodzi w ręce książęce. Z tym faktem wiąże się powstanie granicy, której przebieg wytyczono w terenie m.in. na kilku skałach i kamiennych rzeźbach za pomocą znaków X. W latach pięćdziesiątych – sześćdziesiątych XX w. uważano te ryty również za elementy kultu pogańskiego (tzw. krzyże solarne). Tymczasem wszystkie zachowane na zboczach góry znaki ukośnego krzyża (po uwzględnieniu pierwotnego usytuowania rzeźby niedźwiedzia) leżą wzdłuż tej właśnie granicy. Co więcej, ich głębokość, przekrój i kształt ścianek są do siebie podobne – jakby wykonywano je według ścisłych wytycznych. W 1494 r. augustianie dokupili resztę góry Ślęży. Teraz w całości należała do nich aż do kasaty zakonu w 1810 r.

Kilka niesamowicie dziwnych map – Słowianie, Wikingowie, Scyci


Dzisiaj zamiast sążnistego artykułu z wyjaśnieniami poczęstuję was zestawem kilku dziwnych map, z których być może coś wynika a być może nie wynika nic. Ich dziwność polega na tym , że przedstawiają specyficzne linie proste łączące charakterystyczne punkty Ziemi. Są to więc linie biegnące na długich dystansach, które przechodzą jak się okazuje przez miejsca ważne dla Wiary Przyrod(zone)y i miejsca o szczególnym charakterze (jak np. Piramida Cheopsa), albo charakterystyczne punkty geograficzne.

[Kliknij – powiększ]

Czytaj dalej

Świątynia Rodów i Świątynia Bytów-Źrzebów – Dolina Ojców i Dolina Źródła Bytów (rzecz o przypadkach)


Dolina Ojców

Czy ktoś dzisiaj pamięta, że w XIX wieku jeszcze istniała taka właśnie nazwa na tę dolinę, a nie Dolina Prądnika?

[kliknij – powiększ]

Linia Wawel Jasna Góra  jest częścią odwzorowania Oriona, Łysa Skała zwana Skałą Syriusza jest jedną z dwóch psich skał w sytemie doliny Źródła Bytów i doliny Ojców. Drugą jest Skała Pieskowa.

Ta nowa nazwa jest od rzeczki Prądnik, która jej dnem płynie. Prądnik to jest również nazwa święta, a  ta marna rzeczka – jak się przekonacie jest jedną ze świętych rzek słowiańszczyzny, mimo tego, iż taka marniuchna.

Dolina Ojców według nas to powinna być nazwa nadal OBOWIĄZUJĄCĄ, BO WYWODZĄCĄ SIĘ Z PRASTAREJ TRADYCJI NIE BEZ POWODU. Jak wiele bowiem wskazuje to tu odbywały się obrzędy ukrólewiania w czasach, kiedy Zerywanie  osiedli nad Wisłą, Łabą i Odrą.

Będziemy tu dalej pisać o tych sprawach na podstawie wiedzy jaką można wysnuć z podań mitologicznych greckich, rzymskich, perskich, asyryjskich, ze starożytnych kronik, z wedy Hindusów, z wiary Zaratusztry i jego Obwiesty (Awesty), wreszcie także z Biblii i innych źródeł starożytnych. Jest to opowieść mitologiczna – wysnuta z Baji Dziejów, czyli ze starożytnego zapisu, a nie rozprawka naukowa – nie mylmy tych dwóch rzeczy.

Kiedy to się działo, kiedy nowi Zerywanie – Harowie-Hariowie-Ariowie, się tutaj pojawili? Dokładnie nie określimy momentu w czasie, to niemożliwe, ale na pewno po tym, gdy Stara Koliba nad Jeziorem Aralskim przestała istnieć. Było to jednak grubo przed upadkiem grodu górytów w Arkajamie, bo ten gród to już drugi okres wędrówki znad Dunaju i Wisły do Mazji i nad Widjusz (Indus) i Gęgawę (Ganges).

Działo się to po tym, jak z Nowej Koliby nad Dunajem (ok. 5000 roku pne) wyfrunęło Siedem Kruków dając początek Siedmiu Ludom Sławskim i jedna Kurka-Łabędzica, która dała poczatek ósmemu ludowi Królestwa Sis – Istom.

Pamiętajmy też, że z pogromu po Wojnie O Taje ocalała ptakowężyca Kąptorga, której pamięć przechowali w swoich mitach Grecy, a która uwiodła Heraklesa w Hylaji (Helisjii-Kalisji lub Halanii-Alanii Budynowskiej, rozciągnionej pod Kijowem, a  zwanej też Polanią).

Tego Skołoci-Sokołoci zwą nie Podopiecznym Hery i jej sławcą, lecz Perprzechwałą, bo Hera to Perperuna, a on nie sławcą i bohaterem był lecz romajskim złodziejem krów i koni.   W różnych wersjach swoich podań Grecy uczynili ją też mężczyzną Targitaosem, ale my wiemy, że kąptorga (kaptorga), to takie puzderko z relikwią wieszane na piersi, i że od niej od tejże Pramaci Sokołotów-Skołotów to miano pochodzi: bowiem -taos- boska, torga – torebka-puzderko, kap – phal-pal (święta drzazga ze słupa boskiego – z kapu, tu też phal-wan z którego klechowie chrześcijańscy „bałwana” zrobili.

Perprzechwała (Herakles), a także Perperuna (Pera-Peryń-Hera) – Bogini Burz i Piorunów, żona Peruna, czyli według Greków Dzeusa i onże sam Perun-Dzeus. Dzeus (czy to rzeczywiście obce słowo, nie, znamy je przecież w dwóch odmianach diews-dewa – bóg-bogini i dzień i dzieło, działanie. Dla nas (i dla Greków, u których duża część tradycji i wiary, jest z naszą wspólna)  to ten Bóg, co Dzień udarem swym i błyskiem z Nocy czyni – czyli dzieła. To ten, który przychodzi z wydłużaniem Dnia, ten który otwiera Błyskawicą wegetację z początkiem roku rolniczego, otwiera Wiosnę (Jar-Runę), ten który tą błyskawicą zapładnia Matkę Ziemię, ten który rozpoczyna na roli dziełanie – robotę w polach i uprawach.  To z Perperuną i Perunem wiąże się rzeczka Prądnik – bo prąd – prąt – to owa perunowa błyskawica (prącie boskie, co pierze i prze), a też kamienny grocik – święty, relikwia pogańska, pozostałość kamienna po wypalonej boskiej błyskawicy, gdy już uderzyła w ziemię. Prądnik to prastara dolina, a w niej takie strzałki  nie były rzadkością, można je tutaj było znaleźć w dużej liczbie (po ludziach paleolitycznych) – kamienne grociki, Strzałki Peruna. Oto najstarsze być może źródło świętości tej doliny, ale nie jedyne. Rzeczka Prądnik to zatem Rzeczka Perunowa. Co może niektórych zdziwić najwyraźniej z Perperuną, wiąże się też postać Heraklesa.

Ale w niniejszym artykule ten początkowy ciąg logiczny i pierwsze zestawienie faktów jest – tak jak u Hitchcocka –  jedynie wstępnym  „trzęsieniem  ziemi”, a po nim będzie coraz gorzej, horror będzie narastał. Ostrzegam, że dla co bardziej sztywno myślących i mocno stąpających po ziemi, zwłaszcza po twardym, ubitym (czytaj XIX i XX wiecznym) gruncie nauki, TO CO DALEJ może się okazać zbyt silnym emocjonalnym wstrząsem.

Mimo wszystko będziemy kontynuować.

Jedną z najważniejszych skał nad tą Rzeczką Perunową jest nie inna skała jak Skała Psia (Pieskowa) – dziwne prawda? Jeśli się nie pomyśli mitologicznie i nie poznało całego systemu powiązań symbolicznych, to trudno zrozumieć, że ktoś tak głupią nazwę, na cześć pospolitego zwierzęcia, dał potężnej skale! Jednakże  zwierzę to ludzie mają za „psią krew” i „psią juchę”, a „psi żywot” za marny, zasię innowiercę i  łajdaka, kłamcę określają –  „psubrat, sukinsyn, psia wiara”  – dopiero od czasu wprowadzenia chrześcijaństwa – to bardzo niedługo w tradycji mitologicznej, zaledwie mgnienie .

Przed wprowadzeniem chrześcijaństwa psom wiodło się znacznie lepiej – dokładnie tak samo, jak im się wiedzie dzisiaj w hinduistycznych świątyniach, gdzie są wielbione, karmione, nietykalne, wolne, święte, a pochówek urządza się im w ludzkim rytuale (odwrotnie niż u Chińczyków wrogów Ariów w Wielkiej Wojnie Tajowej, którzy je jedzą). Psia Skała jest związana nie tylko z Kultem Psa jako reprezentanta i symbolu oraz wcielenia w ziemskie życie owego boga,  ale też z Kultem Psiej Gwiazdy – Syriusza. Syriusz zaś jest Psem Oriona, a Orion Wielkim Łowcą.

Syriusz – ostatnimi czasy bardzo jest modny w najfantastyczniejszych koncepcjach pochodzenia inteligencji, bogów i życia na Ziemi.

Oto Anubis – my wiemy, że szakal to pies.  Świętość postaci psa sięga co najmniej czasów starożytnego Egiptu, a wiąże psa zarówno z szakalem, jak i  z wilkiem.



Otóż i czym jest Pies – przewodnikiem Oriona w czasie jego polowań, ale i towarzyszem Izydy, Strażnikiem Królewskich Grobów i jednym Z Władców Zaświatów. Zwracam od razu uwagę, że Orion ma dwa psy – Wielkiego Psa i Małego Psa. Tak samo nasz Bóg-Gospodarz Strażnik Pól Uprawnych – Rgieł ma dwa psy o żelaznych zębach, a Koszych Bogów również mamy dwóch  Ma-KOSZ to pierwszy Pan Kos   – Władca Przeznaczenia, swój czas ma na poczatku słowiańskiego roku, zaraz po Kosym miesiącu Krzywym – tym zaś władał drugi Bóg Koszu – Przepląt – Władca Przypadku (kos-los, kosa- warkocz, splot wypadków i splot włosów) i jednocześnie koślawego skróconego , wyrównawczego miesiaca. Słowiańska nazwa Oriona „Kosy” – wiąże się więc z tym czasem początkowym , z krwawym wschodem słońca i początkiem agrarnego roku inicjnowanym udarem Peruna, jego runięciem (uderzeniem i upadkiem) na Matkę Ziemię, po którym się ona runi-roji.

Pieskowa Skała

Jak się przekonacie w systemie Świętych Skał i Wzgórz Doliny Ojców i Doliny Bytów są Dwie Skały Psie – symetryczne względem siebie a jedna na Linii Oriona-Kosiarza, to jest odpowiednik Syriusza prawdziwy, to słynna Skała 502 w Dolinie Bytów, a ta druga nazwana Pieskową nie bez powodu bo to Pies Mały – piesek dla Oriona-Łowcy. Ale to wszystko nie koniec tylko wciąż początek. Bowiem istnieją w tych dwóch dolinach Skały Sokole – czyli Skały Nieba i Światła i Słońca.

Opodal tej Skały, na której postawiono słynny zamek, tak się dziwnie składa, mamy skałę zwaną Maczugą -czyją? Heraklesa-Herkulesa-Perprzechwały! A z nią znów związaną legendę – rzecz dziwna, o Sokolicy i jej pisklętach na czubku tej Maczugi.

Jak już wspomnieliśmy znamy Plemię Sokole, a nawet cały wielki Lud Sokoli – Sokołotów-Skołotów, Scytów i ich pramatkę co podobno z Heraklesem wydała trzech synów założycieli Scytii (według Greków-Romajów). Nosili oni imiona: – trzeci Karpok (co nam się dziwnie z Karpatami-Harpąciami wiąże – kolejny zbieg okoliczności i brzmień???), drugi – Lipok (co jakoś pachnie lipnie lipą, dziwne – ale mniej dziwne, gdy się wie, że Lipa to drzewo Sołów  -Bogów Nieba i Światła,  – oraz że lipa, sokół i maczuga to symbole Jasnego Nieba i Panów Niebiosów, jak również Boga Sołńca-Słońca) .

A pierwszy najważniejszy z tych synów był Kolok (Koloksais-Kolaksais, Kołok Syn, Kołok Świecący, Kołok Święty).  Otóż w Księdze Ruty napisałem jak to było naprawdę, bo było odwrotnie niż chwalą się Grecy Romaje, choć Kołak, Lipok i Karpok rzeczywiście przyszli na świat jako protoplaści Skołotów z lędźwi być może Perprzechwały i Kąptorgi.

Sądzę jednak, że Grecy posunęli się dalej i tak jak kradli Scytom krowy i konie, bo tamci potrafili je hodować, jak nikt inny (tak jak i dzisiaj potomkowie Sarmatów nad Wisłą)  i tę postać im „ukradli”. Dlaczego tak myślę? Bo ten Herkoles (Hera-Kleta, klecący o Herze), też znamy takie słowo nie tylko w związku z czarownicą co masło kleci, bo klecić to łączyć, klecić zdanie to składać zdanie, klecenie to mowa i czynność magiczna, kleta – to klatka spleciona, jak kosz. Herakles to także Kołek Hery – Kolak-Sais. Także w rzymskiej wymowie tego imienia, „Her-kules”, brzmi takie samo znaczenie, proste do zrozumienia w języku polskim: Hery Kulesza – kulis – Sługa Hery, kręcący się wokół Hery, Kołek Hery-Pery (oblubieniec? kapłan?). Czy może więc był to kapłan – kołodun Pery-Perperuny?

Kołoduni – to wieszczący i wróżący z kręgów, wszelkich kręgów także kolistych tanów i kręgów na wodzie- dunie (toni) i z kołtuna – kulistego skrętka włosów. A kołtun, jak podaje K. Moszyński, był jeszcze na początku XX wieku uznawany przez „ciemniackie” chłopstwo Polesia za świętość, której ścinać nielzja – nie należy, tak jak dzisiaj dredów. Tylko czy kołtun rzeczywiście świadczył o ciemniactwie czy o pogaństwie, bo dred o ciemniactwie chyba nie świadczy, lecz o przynależności do wiary i kultury – w tym wypadku Rasta.

Per-Przechwała (Herkules) i Święty Kołak – władca Scytów,byli więc może i mitycznymi protoplastami, ojcami ludu  Scytów, ale na pewno nie byli Grekami. Wiele wskazuje, że Romaje kradli też Scytom baje, bo Scytowie byli wziętymi opowiadaczami bajarzami – jako że im zapisywać niczego wolno nie było – tylko podawać mową. Więc byli bajarzami i pletli Baję – klecili mityczne opowieści. Jeszcze za czasów Dariusza i potem ( o czym można poczytać w Mitologii Iranu Marii Składankowej) Persi (dziwna nazwa – Lud Perunowy?) czerpali z tradycji Saków i innych Sokołotów swoje mitologiczne podania np. o Keju-Kuwaszu i Rustamie, o smoku ogniowym i inne. Tak, czerpali je z północy, a nie dawali je na północ, czerpali je Od Słowiano-Irańczyków znad Dniepru i Wisły.

[Kliknij – powiększ]

Maczuga jest, jeszcze raz to podkreślmy, boskim narzędziem Bogów Nieba, a sokoły są ich boskimi ptakami , a lipa jest ich boskim drzewem. Skołoci -Scytowie tak jak i Słowianie są Wianem Sołńca czyli Swarożyca, który jest synem Swaroga lecz bywa nazywany przez ruskie kroniki Dażbogiem – Słońcem. Jest to niesłuszne utożsamienie o tyle, iż to są naszym zdaniem dwie różne boskie postacie. Że dwie, wskazuje logika filozoficznej podstawy podziału świata Przyrodzonego (świata naturalnego, przyrody) na 8 podstawowych żywiołów (4 główne aktywne i 4 dopełniające), ale żywiołów dwubiegunowych (in-yang, a więc, razy2) czyli idąc głębiej na 16 głównych (Wielkich) reprezentantów tychże 8  Żywiołów. Każdy z Żywiołów ma bowiem swoją stronę-formę aktywną (męską) i stronę pasywną (żeńską). Tak więc Stryja to powietrze, a powietrze po prostu jest – stoi – zalega – istnieje, lecz by je poruszyć potrzebny jest aktywny czynnik – małżonek-brat, Wicher.

Swarożyc, czyli słońce, nie jest samo w sobie żywiołem, lecz gwiazdą (tworem żywiołów), dzieckiem pary podstawowych Żywiołów (rodziców – Światła Niebieskiego, czyli fal elektromagnetycznych i Ognia Niebieskiego, czyli atomowej syntezy i rozpadu). Faktycznie Słońce-Swarożyc jest członkiem rodu Sołów-Bogów Nieba, synem Dawany-Dabogi-Dobrej – Pani Niebieskiej oraz najprawdopodobniej Swaroga – Ognia Niebieskiego. Jest jednak także mowa o tym, iż możliwe że był on nie synem Swaroga a synem Dażboga -Pana Światła, lub jednego i drugiego. Wtedy Słońce-Swarożyc byłoby tworem falowym ożywionym przez  siły elektromagnetyczne i siły grawitacji. Wtedy siły atomowe – syntezy i rozpadu, to tylko wtórne zjawisko związane z naciskiem grawitacji na jądra atomów. Ale jest w egzegezie Słońca miejsce i na „palec-pirsztuk” Peruna, bo to run energetyczny, aktywny sprawca łączenia się i rozpadu jąder atomowych.

Specjalnie przekładam w tym miejscu nasz zwykle poetycki język mitów (język bardziej przydatny dla holistycznego opisu Wszechświata) na przyziemny, ścisły język nauki. Chodzi o to byśmy wszyscy uświadomili sobie, ze filozofia przyrody nie pozwala mnożyć bytów nad potrazebę i tworzyć bóstw zawieszonych w ‚powietrzu”. One są wyłącznie tylko tam gdzie istnieje w Przyrodzie Miejsce dla Nich,  i są tylko tym   na co zezwalają Prawa Wszechświata (Światła Świata).

Pamiętajmy jednak przez  cały czas, że obraz Swarożyca jako Żywiołu-Dziecka to nie jest ani słońce astronomów, ani słońce fizyków jądrowych, ani słońce meteorologów, ani słońce astrologów, ani też słońce biologów, geologów i psychologów – to wszystkie te słońca razem, plus jeszcze tysiące innych aspektów tej Istoty-Gwiazdy Dziennej i jej Interakcji z Planetą-Matką Ziemią – w tym te nieodkryte i nieobjęte przez naukę.

Czymże jest jeszcze  maczuga z Doliny Ojców? Tu już dochodzimy do ściśle słowiano-skołocko-perskich wątków, które z Grekami nic wspólnego nie mają – ano chodzi o to, że bogowie zrzucili Scytom boskie przedmioty o boskich rozmiarach, które służyły im do rozpoznania, kto ma w sobie siłę boską i może zostać królem.

Kto chciał zostać królem musiał się zmierzyć z tą maczugą kamienną, albo z innymi boskimi narzędziami, takimi jak np. zrzucona Czara-Dzban, albo Jarzmo.

Tu dochodzimy do bliskiego miejsca i bliskiej Kompleksowi Świętych Miejsc Doliny Ojców, nazwy „Jerzmanowic”,  gdzie kolejna Psia Skała – Skała Syriusza, słynna Skała 502, ale to jest już po drugiej stronie, na linii Wawel – Jasna Góra i o tej Skale-Jarzmie opowiemy później, a może nawet przy innej okazji (zdarzenia z nią związane są opisane w artykułach o Zodiaku krakowskim na naszym blogu pod „Wawel i Święte Wzgórza i kopce”). To już Dolina Źródła Bytu lub Dolina Bytów, a w niej znajdziemy też Czarę –  wzgórze i skałę, do której prowadzi brama skalna zwana nie inaczej jak Czarcie Wrota, lecz to są Wrota Czary nie czartów, bo wiodą  do Skały Czary – nad nimi.

Z Doliną Ojców związane są też liczne inne podania – o boskich ingerencjach związanych z napadami Tatarów (co, jak już Maria Składankowa 30 lat temu dowiodła, zawsze ma u źródła związki słowiańsko-perskie), a także o wracających królach odtwarzających potęgę państwa, ojczyzny – jak w legendzie o królu Łokietku i jego tutejszej grocie, której Skała zwana była dawniej Królewską i Grota Królewska w niej – a nie grota Łokietka. Ta skała Królewska, wpisana jest w system świętych wzgórz (też dziwny zbieg okoliczności -można zobaczyć na załączonych mapach). Czyż nie w tej Grocie Królewskiej, na kamiennym tronie, sadzano przypadkiem pierwszych władców będących jednocześnie kapłanami, związanymi z tajemnicami (tajami) wydobycia i obróbki krzemienia, będących – górnikami-górytami (guru). Czyż nie tak wygląda znany i z Chorwacji obrządek ukrólewienia, czyli objęcia władzy królewskiej?!

Dolina Ojców powiązana jest więc z podaniami akcentującymi obronę niepodległości przed najazdem, obronę wiary, przedstawiana jest jako miejsce schronienia władców i ośrodek zastępujący stolicę, jest miejscem ukrólewiania- obrządku objęcia władzy królewskiej, miejscem z którego można Ojczyznę odtworzyć, gdzie Grota Królewska i Skała Korona, gdzie Brama Kraka (nazywana bezmyślnie Krakowską), gdzie Skała Pięciopalca, a więc Palopątna, Skała Pirsztuków – pierwszej dynastii zerywańskiej (co potem w nazwie Palopątu-Peloponezu, półwyspu Pięciopalczastego w Grecji odzwierciedlone zostało, może przez Durzuńców) oraz jest miejscem, gdzie liczne grodziska rozsiane są po okolicy i występuje ciągłość jak  w Kompleksie Grobów Królewskich (Słonowickim) i Kompleksie Świątyni Dziewięciu Kręgów (Świętogórskim, Łyskowickim) od 5500 p.n.e. (nie mówiąc o ciągłości dawniejszej. Są tu znowu Skały Kawalerskie i Skały Panieńskie, jak pod Krakowem , w Lesie Welskim gdzie także związane zostały z wątkiem legendarnym napadu na Kraków i  Klasztor Norbertanek  Tatarów (znowu święte miejsce Wzgórze Bronisławy i Gontyna i kopiec Kościuszki dzisiejszy)  oraz przemiany mniszek w owe skałki. I o tym micie przemiany dziewic w skały pisze nieoceniona Maria Składankowa w swoim leciwym już dzisiaj opracowaniu wskazując na jego wspólne źródło, wspólne pochodzenie i wspólne słowiano-irańskie korzenie.

Uczeni nasi przez stulecia nie potrafili znaleźć i wskazać tego wspólnego korzenia – dopiero genetyka musiała odkryć że Scyci i Słowianie to ludność o tym samym genotypie (słynna już haplogrupa R1a1), a więc jedna rodzina, jeśli nie absolutna jedność homogeniczna czyli Słowianie = Scyci, to bracia i siostry najbliżsi sobie, z jednego plemienia.  Trzeba powiedzieć, że nauka Scytów – jako nomadów i stepowców – przez dwa stulecia lekceważyła, w nich upatrywała owych barbarzyńców widzianych z Grecji i Rzymu.

Dopiero ostatnio zauważa się, że ludność imperium scytyjskiego prowadziła zróżnicowany tryb życia i żyła na różnym poziomie wytwórczym, takim jaki był niezbędny w danym miejscu. Scytowie byli cały czas pod nosem naukowców, lecz ci zapatrzeni w autorytety , w swoich profesorów, powtarzali w koło ten sam naukawy „mit” – Scyta – barbarzyńca, Scyta- stepowiec, Scyta koczownik!

Teraz okazują się krewnymi Słowian pochodzącymi od wspólnego ojca, okazuje się, że gdzieniegdzie i niekiedy wykonywali najkunsztowniejsze ozdoby i broń, a czasami żyli w ziemiankach i zadowalali się ręcznie zrobionym garnkiem z gliny i łukiem wcale nierefleksowym. Czy dzisiaj jest inaczej? Jaka jest różnica między życiem mieszkańca Moskwy i tegoż Rosjanina na Syberii pod kołem biegunowym? Czy to dwa obce ludy czy ta sama cywilizacja? Jaka jest różnica między Indianami ze stolicy Brazylii Brasilii, a tymi co żyją w puszczy dookoła? Taka że jedni z puszczy wyszli i jeżdżą dzisiaj samochodami a inni w niej zostali i strzelają z łuku do małp? Czy przez to przestali być jedną rodziną? Czy ci z miasta zapomnieli o wierzeniach przodków?  Czy przestali mówić i rozumieć po indiańsku, bo nauczyli się po portugalsku? Czy nie mają przypadkiem tej samej haplogrupy Q, mimo że tak różnie żyją w tym samym czasie?

Czy to co powyżej jest naprawdę tak trudne do pojęcia? To, że mogą żyć równocześnie Scytowie bogato zdobiący wspaniałe wytwory ze złota i Scytowie koczujący w ziemiankach z dzidą i łukiem, w puszczy?

To czego nam dzisiaj trzeba to wielkiej rewizji spojrzenia na archeologię, której odkrycia od 150 lat pojmuje się w kategoriach wojny i zniszczenia, a nie symbiozy i „przejmowania wzorów” przez ludność, która nie przestaje być sobą.

Ojciec, ten wspólny, Słowian i Scytów miał mutację genetyczną w określonym chromosomie i przekazał ją wszystkim swoim następcom. Ojciec ten  mówił tym samym dla jednych i drugich językiem. Wychowywał się na mitologicznych opowieściach babek i matki, niesionych przez dziesiątki wieków z ust do ust – bez żadnego zapisu, a przede wszystkim utrwalonych w brzmieniu słów.

Znani są Scytowie Biblii, znani są Grekom, z nich pochodziły Amazonki, sarmackie wojowniczki, znani są zapisom historycznym z Persji, Asyrii, z Grecji. Gdy upadał Rzym zajmowali te same miejsca co wieki wcześniej – nad Dunajem i Morzem Czarnym w Kaukazie i Khazarii (Koszerii, późniejszej Chazarii, a dzisiejszym Kazachstanie).

Znane jest też starożytnym dziejopisom plemię scytyjskie, scyto-trackie (skołocko-drackie, żmijowo-smocze) Ojców znad Dunaju i Ojców z Kaukazu, dokładnie ze ścisłymi datami tak jak Królestwa Scytów na Krymie. To pierwsze  niejakiego Ojca-Ateasa, które zatrzymało Filipa-Wojlipę Macedońskiego, ojca Aleksandra Macedońskiego, i jego armię na linii Dunaju (to zresztą jeden z większych przekrętów kronikarskich relacja z tej wojny i opis jej wyników). Drugie plemię to lud Ostrochojców – Osetyńców (Ostów i Ojców – Ostroch-Ojców). To jeden lud w dwóch różnych położeniach tak samo jak Dachowie Scytyjscy w Azji (znani z dziejów Persji, bo Persję najechali i niejako współtworzyli, co zapisano w kronikach) i Dakhowie-Dakowie nad Dunajem. W świetle odkryć genetyki te różnice położenia ludów i plemion o tej samej nazwie już dzisiaj nie dziwią, a nawet to genetyka wreszcie tłumaczy sensownie skąd się biorą te powtórzenia, zwłaszcza, że są też często rozciągnięte w czasie, a nie tylko w miejscach. Wiemy dzisiaj, dzięki genetyce,  iż ludność o określonym genotypie np. R1a1a1 nigdy nie opuszczała całkowicie miejsca w którym żyła – część szła a część w nim pozostawała.

Nie będziemy tutaj szerzej opisywać świętych miejsc tej doliny, poza wymienionymi i przywołanymi powyżej, jest ich jeszcze wiele i wymagają osobnego artykułu oraz dalszego dogłębnego rozpoznania. A są to miejsca niesamowite – takie jak Kaplica na Wodzie, która leży dokładnie na linii tego systemu i nie bez powodu – nie z przypadku i fanaberii budowniczych posadowiona została ta kaplica w poprzek rzeki – na wodzie właśnie, a nie gdzieś obok wody. Jest Wzgórze Grodzisko pod miejscowością Skałą, z umieszczonym tutaj sanktuarium i pustelnią na urwisku nad przepaścią z widokiem oczywiście na Psią Skałę (tu była także kultura łużycka). Te zabudowania kościelne też nie są oczywiście przypadkowe i mają swoją wymowę.

Dolina Ojców, jako niegdyś bardzo niedostępna, związana z górnictwem krzemienia (krzemień stąd znajdowany jest w zabytkach neolitycznych wzdłuż Dunaju na Słowacji, Węgrzech i nad Morzem Czarnym), związana z wtajemniczeniem, była miejscem uświęconym i spełniała rolę wielkiego sanktuarium wypełnionego symbolami. Była ona naprawdę DOLINĄ OJCÓW, miejscem gdzie przeprowadzano królewskie obrzędy i miejscem przekazywania taj – wtajemniczeń kapłańskich Wiary Przyrod(zone)y.

Dolina ta daje nam jeszcze jedną wskazówkę swojej Królewskości i powiązania z regionem Morza Czarnego – wprost poprzez swoją florę. To charakterystyczne, że rosną tutaj rośliny typowe dla otoczenia Morza Czarnego. Skąd się wzięły? Czy ktoś je tutaj przywlókł i zostały tu rozmnożone, przyjęły się i były używane w obrzędach? Piszemy o tych roślinach na końcu tego artykułu.  Tu napiszmy tylko, że jedną z nich – znów przypadek – jest paproć, gatunek niesłychanie rzadki języcznik zwyczajny, legendarny Pąp Rudzi – Kwiat Paproci. Człowiek, który jest prawdziwym szczęściarzem znajdzie tutaj jednak naprawdę niesłychany rarytas – grzyb – purchawicę olbrzymią, która jest wspaniałym grzybem jadalnym, jeden osobnik waży do 25 kilogramów, i dawniej musiała stanowić  szamańsko-królewski posiłek na uczcie koronacyjnej Słowiano-Sokołockich królów, podobnie jak pąki paproci – Pąpy Rudzi, prawdziwy Kwiat Paproci.

Abstrahując od tego czy Dolina Ojców była rzeczywiście kiedyś scytyjsko-słowiańską doliną królewską trzeba stwierdzić, że jakby nie było, przez wieki obrosła w znaczenia tak magiczne i symbole tak jednoznaczne, że z powodzeniem dzisiaj może pełnić rolę miejsca świętego Świątyni Światła Świata.

Nie będziemy tutaj mieli żadnych wątpliwości komu tę świątynię przypisać – jako Dolina Ojców jest bowiem siedliskiem Boga Roda – Ojca Narodów i Plemion oraz całej Ludzkości. Matką tejże ludzkości jest Pani Siedliska Ludzkiego, Siedliska Wszystkiego Co Żywe – Ta Która Stoi Przy Rodzie – Przyroda-Rodżana. Ta Dolina jest Prawdziwym Królestwem Przyrody i dzisiaj. Ich duchami pomocniczymi są Rodzanice (Narecznice), które wsadzają pod poduszkę nowonarodzonego, do jego kolebki, trzy deszczułki od Panów Przeznaczenia – Mokoszów. Deszczułki określające zręb-przeznaczenie, wierg – wyrok i dolę – byt. To z nimi rodzice uzgadniają magiczne (mogiczne, bo magia to moc) tajemne imię dziecka znane tylko bogom, im i samemu dziecku, nigdy głośno bez potrzeby i w obecności innych ludzi niewypowiadane.

Jest owa Dolina  tychże bogów Mocy świątynią i miejscem kultu dla wyznawców Wiary Przyrody w Słowiańszczyźnie. Jest miejscem kultu tych mocy, jak i ich dzieci, Mocy Mniejszych tego Tynu-Domu: Rudzi-Zaródzi – Pani Narodzin – Królowej Pąpu Rudzi – Pani Kwiatu Paproci, a także Radorady- Rady Rodzicy nazywanej też Drasznicą, Opiekunki Dzieci, Pani Dorastania oraz Wychowania. Ta druga została przechowana pieczołowicie w pamięci pokoleń przez podania ludowe, w licznych bajkach jako Baba Jaga, Jagodowa Baba – ta która stróżowała i stróżuje Obrzędom Przejścia w kolejne stadia dorosłości, i próbom dojrzałości, jakie się wiążą z tymi obrzędami (jakim się kandydatów do przejścia poddaje).

Dolina Ojców jest bezpośrednio związana z Systemem Psiej Gwiazdy (Syriusza) i Kultem Psa-Anubisa, Strażnika Grobów Królewskich, jest związana także fizycznie z Linią Wawel – Jasna Góra, która jest z kolei jedną z centralnych osi Har[u]skiego Systemu Świętych Wzgórz, jest związana – co oczywiste z Odwzorowaniem Gwiazdozbioru Oriona w powiązaniu z Wawelem i jego kompleksem wzgórz świętych, jest wreszcie związana z Doliną Bytów, leżącą  po stronie przeciwnej niż sama Dolina Ojców, lecz tak samo prostopadle jak Dolina Ojców do osi Wawel – Jasna Góra. Tam, w Dolinie Bytów także znajdziemy Skałę Sokolą – Sokolicę, ważną jaskinię i Źródło oraz liczne skały.

Dolina Bytów – foto Jacek Chmielewski

Dolina Źródła Bytów


Dolina Źródła Bytów – tę nazwę mało kto zna, raczej powszechna jest inna jej forma, Dolina Będkowska i Źródło Będkówki, potoku, który tą doliną płynie.

Skoro jednak w końcowej fazie opowieści o Dolinie Bogów Rodu nawiązaliśmy już do Rodzanic i tego co one nowonarodzonemu przynoszą opowiedzmy i o tym dziwnym kolejnym przypadku, czyli o miejscu położenia Doliny nazywanej Będkowską co w formie rzeczownikowej wyprowadza się do słowa byt i być-istnieć. Tak się składa, że dolina ta leży na wprost Doliny Ojców (Rodów), a jedna długa prosta łączy poszczególne jej ważne punkty, które (i tu znowu przypadek) mają nazwy wprost związane z Bogami Źrzebu, z punktami po przeciwnej stronie w Dolinie Rodów (Ojców).
Jak to się stało, że te prastare, odwieczne nazwy miejscowe tak dziwnie przypadkiem ze sobą harmonizują (ładzą się, układają) w tej właśnie konkretnej okolicy?

Dochodzimy w tym miejscu do tak już wielkiego nagromadzenia „przypadków” – czyli koszów-kosów, że gdyby Przepląt – Bóg Przypadkowych Zdarzeń – Kosych mógł przemówić ludziom nauki do rozumu, to powiedziałby – Panowie, to nie jest moja działka, przysięgam wam. Użyjcie tu rachunku prawdopodobieństwa i użyjcie praw statystycznych, żeby mi powiedzieć skąd wzięły się tutaj RAZEM te wszystkie przypadki.

Ja powiadam, że to żaden przypadek, tylko  ludzka ręka i ludzka myśl, która składa w tym miejscu cześć starodawnym  pogańskim bogom – składa ją znakiem fizycznym – pogańskiego krzyża i słowem – nazwaniem.

Dawno temu mówiło się źrzeb a nie zręb, zrąb, a, także źrzeć – dostrzegać i dojrzewać, skoroźrzywy – rychłościgły, czyli źrzeby-źrzywy znaczy ścigły, żwawy, rozbrykany, a źreb – płód, skąd i źrebak-źrzebak-żrzebak – dojrzewający, rozbuchany, żywy, dopiero co urodzony z płodu, mający podstawę do tego być dojrzałym, dojrzewający, ale nieułożony do jazdy, młody. Żrzeć – patrzeć, źiureti (lit.) – patrzeć, zriet’ – dostrzegać, zrzedło – zwierciadło. Słowo źrzeb w znaczeniu „podstawa” zostało z biegiem czasu uproszczone do zręb-zrąb – miejsce spojenia elementów, fundament, zastrzał w budowli, a jednocześnie czynność zrąbywania-ścinania, czyli rozdzielania spoiny (jak w zrąbywaniu drzewa, rozdzielaniu całości). Co ciekawe w awestyjskim zarwan – wiekowość, zarta – zestarzały, co też nawiązuje nie tylko do zręb – podstawa, zastrzał, ale i do Zerywanów – pradawnego, wiekowego plemienia Ludzi. W indyjskim dżirjati to także już nie źrzejący-dojrzewający-dojrzały, lecz stary. Ale mamy też słowo źródło, które brzmiało niegdyś źrzodło, źrzódło, źrzedlo, żrzedlo – a co oznacza ujście i początek, podstawę, wypływ, początek, bowiem źródłowy to podstawowy, pierwotny. Mamy też oznaczające kapłana słowo żrzec – żerca- żerzec. A więc ciąg źrzeb – źrzec – źrzeć – źrzed. To tylko ułamek z całego bogatego ciągu znaczeń, które dowodzą, że Bogowie Źrzebu to Bogowie Przeznaczenia, Bogowie Podstawy – scalający ale i dzielący, gdzieś hen u podstaw, u źródła bytu-istnienia.

Tutaj wypada zrobić jeszcze jedną ważną uwagę. Słowo byt – byt’- być w języku ruskim zapisuje się i wymawia jako bud – bud’ (ja będę – ja budu, ty będziesz – ty budiesz). Stwierdzamy tutaj związek nie tylko z mianem być, bytować ale także z mianami budzić się (np. do życia) i budować, buda – dom, szałas. Powiązanie tego kompleksu znaczeń z bogami (siłami) Budującymi Podstawę Bytu poprzez przeznaczenie jest podwójnie ważne. Znane z zapisków Herodota plemię Budynoi jest bowiem plemieniem bez wątpienia słowiańskim, a na dodatek jest notowane przez zapisy różnych kronikarzy w sposób ciągły, przez wiele wieków od V wieku p.n.e., a z czasem przesuwa się ono w dwóch kierunkach. Z jednej strony na zachód, gdzie notowani są Bytyńcy i gdzie w końcu opodal, bardzo niedaleko na zachód od kompleksu Doliny Bytów powstaje znane historyczne, oddzielne od Śląska, związane z Małopolską-Harią średniowieczne księstwo Bytomsko-Oświęcimskie (księstwo Bytów-Budomów-Bytomów i Ośców-Oćców – Oś-Wędów, Ośwętyńców).
Budynowie są znani kronikom także z tego, że mieli wielki gród nad Morzem Czarnym w stepach nazywany Gelon-Gleń-Gołuń, w którym zamieszkiwali też greccy handlarze i helleńscy kolonizatorzy Nadczarnomorskiej Scytii. Inna część tychże Budynów poszła znad Dniepru na południe do Anatolii i dała razem z Amazonkami podwaliny pod księstwo – Bytynię, zapisywaną przez Greków w mitach i kronikach jako Bitynia.

Tak więc mnie jakoś sąsiedztwo tych dwóch plemion w Harii-Wharacie, u podnóża Gór Harskich i w sąsiedztwie dwóch dolin, Doliny Rodu i Doliny Zrębu-Bytu nie dziwi. Wydaje mi się wskazane, gdyż jedno dopełnia drugie, a oba – zarodek i narodziny oraz przeznaczenie dola i byt, leżą u początku i podstawy ludzkiego i każdego żywota (bytu ożywionego). Odzwierciedlają one także tutaj przez swoje położenie sąsiedzkie położenie Ojców i Budynów nad Dunajem i Dnieprem (nad Morzem Czarnym), jak i sąsiedzkie położenie i wspólnotę we wczesnośredniowiecznym księstwie Bytomów i Oćców-Oświęcimców w zachodniej Małopolsce.

Podsumujmy.
Dolina Ojcowska i Dolina Źródła Bytów tworzą razem Kompleks Psiej Gwiazdy Małej i Dużej, a połączone z Kompleksem Welskim (Wielkim, Welańskim), czyli z Wawelem i jego Wzgórzami i Kopcami  stają się Odwzorowaniem Oriona na Ziemi. Oriona z jego Dwoma Psami – Psem Wielkim i Psem Małym. Skała zwana Łysą w Jerzmanowicach jest tutaj Wielką Skałą Psiej Gwiazdy – Syriusza, a Skała Pieskowa, jak nazwa wskazuje Małej Psiej Gwiazdy – Procjona.

To nie przypadek.

Ten ziemski Orion wkomponowany jest w jeszcze większy Kompleks, o którym w tej chwili za wcześnie mówić  w szczegółach, ale pokażemy go tutaj w ogólnym zarysie – prace są bowiem w toku i wiele jeszcze zagadek przed nami.
Że ten system większy istnieje nie my pierwsi zauważamy, lecz już wiele pokoleń przed nami go postrzega i poprzez wybitne jednostki swoich czasów tę wiedzę i przeczucia sygnalizuje, jak, np. przez Adama Mickiewicza (o którym mi któryś z zawziętych dyskutantów napisał gdzieś pod artykułem, że „wyssał katolicyzm z piersi matki” co musiałem ostro zdementować – dziw bierze, że go nie dotknęła oficjalna papieska ekskomunika) i innych artystów,  w tym uznanych za narodowych wieszczów. Wiedzę tę upowszechniali okultyści, ezoterycy, Czciciele Światowida, Szczep Rogate Serce, mistycy i masoni – jak Bronisław Trentowski. Nazwisk i osób można by przytoczyć bardzo wiele, łącznie z Henrykiem Sienkiewiczem, który opiewał świętość Jasnej Góry, choćby w Potopie. W ostatnich czasach system ten w zarysach opisywały takie osoby z kręgów okultystyczno-astrologicznych i ezoterycznych jak Witold Suliga, którego rozważania są tu u nas dostępne, Leszek Matela czy także T. Marski.


Tak więc żebyśmy mieli jasność, Wzgórze Wawelskie z centralnym punktem – wcale nie tam gdzie katedra, nie tam gdzie Krypta Gereona, ale dokładnie na Skale Smoczej Jamy jest częścią  wielkiego Kompleksu  Świętych Wzgórz Harskich, który możemy nazywać też Nuruskim (Czarnoruskim), Har-Ruskim (Biało-Ruskim), oraz Małoruskim (Czerwono-Ruskim) czyli Budynowsko-Bytyńsko-Harskim.  Dla uproszczenia można by powiedzieć że jest to System Świętych Gór Starej Harii – Wharatu. Biegnie on od Arkony do Starego Łyśca na dzisiejszej Ukrainie ale też do Kijowa na wschodzie i na zachód do Jerynia, gdzie stała słynna świątynia Jarowita – za Łabą.

Ale i to nie koniec. Nasz harski system nawiązuje do jeszcze większego obejmującego najprawdopodobniej Ląd Biały (Europę), Ląd Czarny (Afrykę) i Mazję (Azję). Czy sięga dalej – także do Wenelądu czyli do Ameryki Północnej, gdzie docierali wikingowie, tego jeszcze nie wiemy, ale nie jest to wykluczone. Jeśli tak by się okazało byłaby to nowa nie lada zagadka, na którą nie znajdziemy zapewne innej odpowiedzi niż jakaś „kosmiczna” teoria. Już teraz bowiem przypatrując się sieci powiązań pomiędzy różnymi świętymi miejscami (miejscami przyrodzonego kultu) ze starożytności która była przecież według naszych dzisiejszych standardów niesłychanie „prymitywna”, mamy spory kłopot żeby uzasadnić jak to się stało że te punkty tak się dokładnie ze sobą łączą na tak olbrzymich przestrzeniach.

Główna linia wiążąca system Haruskich Świętych Wzgórz z ogólnym systemem lądyjsko-mazyjskim to linia przebiegająca od Kręgu Stonehenge przez Krąg Woodhenge w Brytanii a dalej przez  Ślężę, Jasną Górę i przez polski Łysiec (Łysą Górę) w Górach Świętokrzyskich do Łysej Góry Kijowskiej, czyli do dzisiejszej góry zamkowej w budynowskiej (bytowskiej) stolicy Halanii-Polanii. Linia ta co ciekawe przechodzi przez Ziemię Jeryńską i okolice Weimaru w Niemczech – tam leży słynna Nebra w której znaleziono Dysk z Nebry i Jeryń (Gheren)  z dawną świątynią Jarowita.

Zwracaja też uwagę inne linie systemu – takie jak Arkona – Kamień Pomorski – Gniezno – Łysa Góra – Stary Łysiec (pod Kołomyją), czy linia Kołomyja/Stary Łysiec – Wawel (lub Grodzisko Tynieckie) – Chełm Śląski (Góra Świętej Anny) – Ślęża – Kres Sołu nad Łabą (pod Magdeburgiem)  z końcem pod Groningen na wybrzeżu Morza Północnego.

Najbardziej niesamowitą jednak rzecz zobaczycie teraz tutaj na mapie poniżej. Ta mapa wskazuje, że Ślęża jest miejscem naprawdę niezwykłym i magicznym. To Ślęża i Arkona łączą Har(u)ski System Świętych Gór i Wzgórz z najważniejszym mistycznym punktem na Ziemi – z Piramidą Cheopsa. Linia łącząca czubek tej piramidy z cyplem Arkony przebiega dokładnie przez wierzchołek Ślęży – możecie to sobie sami sprawdzić w Googlu, ale tu poniżej macie tę mapę. Nie zamierzam na razie komentować tego faktu, dziwię się że nikt o tym głośno dotychczas nie mówił. Uważam ten fakt za spore własne odkrycie i sądzę, że świadczy to o głębokim mistycznym, magicznym i magnetycznym związku wszystkich miejsc włączonych w system, ale szczególnie tych które maja stara potwierdzoną tradycję świątyń Wiary Przyrody i leżą na głównych wielkich liniach. 

Powyższym zagadkom będziemy poświęcać kolejne artykuły.  Tutaj wrócimy jeszcze na chwilę do Tynu Bytów i Doliny Źródła Bytów.

By opisać tu pokrótce Tyn Bytów – czyli Mogtów Przeznaczenia użyjemy słów z lekcji 1 i lekcji 2 (dostępne na czarnym pasku po prawej). Dokładny opis z wynikającymi ze znaczenia imion boskich Bogów Źrzebu-Bytu (nazwań danej siły) ciągami znaczeń pokrewnych obejmujących krąg najbliższy oddziaływania danej mocy (tyn-dom) znajdziecie w Poczcie Bogów Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y – także na czarnym pasku.

Lekcja 1

8 Żywiołów i 12 Mocy – razem 20 Sił – Wcieleń i Emanacji Najwyższego – 20 Sił Wszego Świata (Wszechświata), 20 Sił Światła Świata (Oświecenia i Światłości).

Nasza Wieda nie jest filo-zofią (Przemądrością tylko), nie jest nauką (Wiedzą jedynie), ani wiarą (ślepym wyznaniem dogmatu) – jest Wszechobejmującym Wykładem – po prostu Mądrością – Wiedą: o Gwiazdach, o Świecie, o Rzeczy Istności (nie mylić z potoczną rzeczywistością), Wiedą o Życiu, Wiedą o Ludziach, Wiedą o Przyrodzie, o Bycie i Byciu, o bycie – Istnieniu i o Bycie – Istocie (Bule-Bądcie – planecie, Wszym Świecie, Kosmosie, Ziemi, Istocie – życiu, tym co także kiedyś dawno, swoim przybranym imieniem chciał przekazać i wyrazić Budda – Bądta – będący, przez co oświecony, świadomy, wiedzący).

Język Polski – uwierzcie – To NAPRAWDĘ – język prastary, język pradawny, język trudny, język pełen zapomnianych znaczeń, język starych jak Świat słów, które rodziły się z Wodą i Ogniem, które wzrastały z Borem i bagienną roślinnością, które kształciły się w szorstkim boju, wałkowane przez morskie wełny i górskie stoki i krzewne ciernie, w boju o przetrwanie Człowieka w Świecie Przyrodzonym, a więc  o przetrwanie Rodu w Przyrodzie.
Ród i Przyroda – czy mówią wam coś te dwa pojęcia – To określenie jednej z Mocy, którym podlegamy jako Ludzie.
Rod – pradawny bóg i Przyroda znana z dawnych zapisów pod postacią Rodzanic, kwestionowana jako bogini, ale przecież nie dajmy się wyprowadzać wciąż na manowce niedowiarkom – jej istnienie nie podlega dyskusji. Tylko ciągłe pomijanie tej SIŁY i powątpiewanie mogło nas zaprowadzić w Miejsce w Którym Dzisiaj Jesteśmy – Na Skraj. Tylko tysiącletnie oddzielenie Rodu od Przyrody i zakwestionowanie potęgi tej ostatniej mogło zaowocować takim STANEM jaki możecie obserwować wszędzie dookoła siebie – w lesie, wodzie, pogodzie, wichurach i deszczach, powodziach i tajfunach – trąbach powietrznych.

 Trzy Moce Kosze: Przeznaczenie, Przypadek i Uczucia (Czucie).
kosz – los,

kosz – przypadek,

kosz – koszanie (kochanie – miłość, koszka – kotek, miły zwierz i bazia – kudłaty zarodek, kokosz i kokota – czyli sidła żądzy, kochanie-seks)

Kosz – Przeznaczenie – to splot (kosa – warkocz, splot) wynikający z Zapisu Baji, a więc z całych dotychczasowych Dziejów – z Runu od Początku i naszego Wpisu w ten Run, czyli inaczej osobisty, przypisany Czas i Miejsce we Wszechświecie. To jednak splot uformowany w obręcz – w JARZMO, nie mający początku ani końca. Jest jak litera O.

Kosz – Przypadek – to splot (kosa, warkocz Baji) wynikający ze Splątania – z działania Plątów czyli z Przypadku, Nieprzewidzianego Runu, Runu Bezplanowego, Runu Chaosu, który ludzie zwykli nazywać Ciemną Siłą, albo Niekorzystnym Zbiegiem Okoliczności, albo Diabelskim Szczęściem (kiedy udaje się coś co się udać nie może bo jest przeciwne Ładowi Świata). Ten warkocz ma kształt wijący się, węży i otwarty, jest jak litera S.

Uczucie (Czucie) – to splot, który jest poza kontrolą Rozumu, to Moc Naszej Cielesności – to co sprawia że Lubimy bądź Nienawidzimy – to co działa „od pierwszego wejrzenia” – czyli zanim zdążysz Pomyśleć, zanim jakakolwiek myśl ci zakiełkuje – Już Wiesz a jeszcze nie pomyślałeś.Ten splot jest niewidzialny, ale ma kształt jak Kok, kołtun – kształt kuli. Nie wiesz kiedy i jak to się stanie ani skąd przyjdzie, ani nie masz na to wpływu w żadnej sekundzie dziania się tego. Jest niezauważalne i otacza cię w mgnieniu we wszystkich wymiarach. Możesz wyjść ze splotu S przez wolną przestrzeń jaką on pozostawia (wolna wola), możesz pozostać w środku Pierścienia – Obręczy – Jarzma i  nie dotykać go, ale nie możesz odsunąć się ani odpuścić kuli koszania.

Ten trzeci rodzaj koszej mocy jak widzicie wiąże się z także z działaniem dwóch pierwszych i z działaniem Rodów.

Lekcja 2
Mogt PRZEZNACZENIA czyli Moc Nieci, Baji, Przędziwa – moc mokosza,  to jest nic innego jak ciągnący się od Pierwszego Aktu Stworzenia ciąg nieustających, wynikających z siebie nawzajem współzależności  -Zręb Dziejów (Źrzeb), Wyrok Losu (Wierg Czasu i Miejsca działania), Dola (osobisty Los zakotwiczony w Zrębie i Wyrokach) i wreszcie Byt – los związany z chwilą, ale nie ten przypadkowy będący domeną Plątów-Koszów (prawdziwy kosz-przypadek – dziecko Przepląta-Chaosu), lecz związany z chwilą przeznaczoną – nieodwracalną „zaplanowaną” niejako od Początku Świata na ten dzień i miejsce w przestrzeni i w dziejach i twoje osobiste w nim „bycie” – bycie „tu i teraz”. Mogt Przeznaczenia tworzy Litą Baję Dziejów Świata, nieodwracalną – tam wplata się nieć żywotów i dzieje nieożywionych bytów gdzie Baja na to pozostawia miejsce. Każdy kamień i każda osoba mają swoją Dolę od urodzenia i są zakotwiczeni w „Być – Tu i Teraz”, które to atrybuty życia wynikają ze Zrębu i Wyroku czyli Dziejów od Początku świata Wszystkich Bytów i Urodzenia w miejscu przestrzeni i określonym czasie dziejów.

Miejsca przybytków Bogów w Dolinie Bytów widać na mapie i są one następujące:

Skała Jarzma – to skała i sanktuarium Zrębu a więc Makosza,Skała Jarzęca i Jarząca się, Skała Zrębów Bytu.

Skała Sokola – sokolica to skała sanktuarium Wida-Wija, wszystko i dalekowidzącego, Tego Który Zna Przyszłość i który widzi ją swoim Jedynym Sokolim Okiem

Czarcie Wrota i Skała Czary – to sanktuarium Mokoszy – Bogini Zapisu Baji na Dzbanie, Bogini Plotącej tej która nosi Przetak-Kosz-Czarę i przędzie nieci doli.

Źródło i Skała Bytów to sanktuarium Dodoli  z czterema jaskiniami. Kto chce dobrą dolę w życiu mieć musi ze źródła zaczerpnąć, wodę podzielić między siebie i swoich bliskich, wypić ją razem pospołu w obrzędzie, wpierw połowę oddawszy bogini na skale. Najlepiej wlać ją do jednej z cztrech jaskiń, a jeszcze lepiej do wszystkich czterech.

Najbardziej tajemniczym miejscem tego systemu jest Jaskinia i Skała Nietoperzowa. To miejsce w którym splatają się wszystkie kosze tyny – sanktuarium Kosy-Kusego, czyli Przepląta, Kupały-Dziwienia-Koszki i Mokoszy Matki Kosza-Czary.

Nietoperze, bezpióre ptaki-nieptaki są latającymi symbolami i wcieleniami tynu i bogów Plątów.


Opis miejsc w dolinach – Dolina Bytów

Dolina Będkowska, zwana też Doliną Będkowicką lub Będkówką – piękna krajobrazowo i posiadająca duże walory przyrodnicze, geologiczne i historyczne dolina potoku Będkówka spływającego z Wyżyny Olkuskiej do Rowu Krzeszowickiego. Jest jedną z 7 dolin wchodzących w skład Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie. Ma długość 7-8 km i jest jedną z najdłuższych dolin Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Rozpoczyna się obniżeniem terenu przy drodze krajowej nr 94 z Krakowa do Olkusza, a kończy w przysiółku Łączki Kobylańskie. Wygodnym miejscem, skąd można zwiedzić dolinę są Będkowice, gdyż znajdują się w środku pomiędzy doliną Będkowską i Doliną Kobylańską, można więc stąd zwiedzić obydwie doliny.


Wyżłobiona w wapieniach jurajskich dolina ma charakter wąwozu o stromych ścianach wschodnich i łagodniejszych zboczach zachodnich. Jest doliną krasową i można na niej zaobserwować niemal wszystkie formy geologiczne i zjawiska charakterystyczne dla krasu. Oprócz głównej doliny występują w niej jeszcze mniejsze boczne dolinki o różnorodnym charakterze – albo są to skaliste wąwozy typu kanion, albo jary o bardziej łagodnych stokach porośnięte lasem. Są też jaskinie, źródła i wywierzysko. Wiele skał udostępnionych jest do wspinaczki. Dnem głównej doliny prowadzi droga (zakaz wjazdu pojazdów) i znajdują się nieliczne zabudowania.
W wylocie doliny w przysiółku Łączki Kobylańskie na rozdrożu znajduje się kapliczka. Nad nią w lesie porastającym zbocza doliny wznoszą się po obu stronach wysoko w górze wybitne skały – po wschodniej stronie Cebulowa, nieco dalej po zachodniej Wietrznik (403 m n.p.m.). Dalej mijamy piękną, gustownie zaprojektowaną, krytą gontami willę i kilka stawów rybnych z hodowlą pstrągów w płaskim w tym miejscu dnie doliny. Ponad nimi we wschodnim zboczu wznoszą się skały: Rybne, Wężowe, Migdałkowa. Ścieżka wspina się nieco do góry. Po prawej stronie ścieżki, charakterystyczna skałka tuż nad potokiem. Po lewej mijamy kapliczkę ufundowaną ku pamięci mieszkańców okolicy pomordowanych przez hitlerowskich okupantów w czasie II wojny światowej.

Źródło Bytów – bije spod Skały Bytów (Źrzebów-Makoszy) z wydajnością 50 litrów na sekundę i tworzy Potok Bytów

Płynący po prawej stronie drogi Potok Będkowski przegrodzony jest skalną zaporą (na miejscu dawniej istniejącego w tym miejscu naturalnego wodospadu). Dolina rozszerza się. Na wschodnim zboczu wybitna skała Szaniec, a w niej Jaskinia Szaniec. W zboczu tym znajduje się brama skalna zwana Będkowską Bramą, a za nią boczna dolinka. Przebiega przez nią żółty szlak turystyczny przez Będkowice do Doliny Kobylańskiej. W skałach Bramy Będkowskiej odkryto resztki niedużego grodziska. W północnym kierunku za Będkowską Bramą znajdują się w wysokich i stromych ścianach wąwozu skały: Pytajnik, Lajkonik i Wysoka.


We wschodnim zboczu Sokolica

– najwyższa w całej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej skała wspinaczkowa. Ma wysokość ponad 70 m i na jej szczycie znajdują się resztki bardzo starego grodziska. Dolina skręca tutaj w kierunku wschodnim. Przechodzimy na drugą stronę Będkowskiego Potoku. Ok. 500 m od rozdroża po prawej stronie bardzo charakterystyczna skała, zwana ze względu na swój kształt Iglicą. Po lewej stronie, za potokiem popularna skała wspinaczkowa Zamczysko. Dalej na potoku znajduje się Szum – największy w całej Jurze naturalny wodospad (zwany również Szerokim), a w pewnej odległości od niego wspinaczkowa Skała z Bluszczem. W stromym zboczu po prawej stronie liczne skały, niektóre z nich również udostępnione do wspinaczki. W zboczu tym warto podejść stromą leśną drogą by zobaczyć bramę skalna zwaną Czarcimi Wrotami lub Piekielną Bramą. W zboczu tym znajduje się jeszcze inna wybitna skała – Gęsiarnia. Ok. 350 m od drogi znajduje się wywierzysko zwane źródłem Będkówki. Wypływa z niego czysta, krystaliczna woda (ok. 50 l/s). W skałach powyżej źródła 4 pionowe jaskinie. 1,5 km dalej następna grupa skał; po prawej stronie Wielka Turnia, Zaklęty Mur, Zaklęty Bastion i Łabajowa Skała, a w niej Jaskinia Łabajowa. W Dolinie Będkowskiej jest jeszcze wiele innych jaskiń, najciekawszą z nich jest znajdująca się w górnej części doliny Jaskinia Nietoperzowa.

foto Z Bereszyński

Grodzisko na Sokolicy

Grodzisko z trzech stron chronione było kilkudziesięciometrową przepaścią, gdyż położone było na potężnej skale zwanej Sokolicą (również Skałą Sokolą lub Grodzisko).
Szczytowa powierzchnia Sokolicy zamknięta jest od dostępnej wsch. strony głęboką fosą i wysokimi na kilka metrów potrójnymi wałami ziemnymi. Całość tworzy trójkąt o najdłuższym boku wsch. długości ok. 100 m.
Grodzisko to było użytkowane w czasach przedhistorycznych i wczesnohistorycznych.
Na szczycie Sokolicy odkryto resztki dużego, grodziska rycerskiego z VIII-IX w. Z tego też względu skała ta dawniej nazywana była Grodziskiem. Zachowały się resztki wałów, w czasie prac archeologicznych odkryto ślady osadnictwa z okresu neolitu i kultury łużyckiej.
Wg legendy na skale tej miano niegdyś stawiać zamek, ale przed ukończeniem budowy zaniechano jej.
Archeolodzy twierdzą, że grodzisko to obok Tyńca, Piekar, Chełma koło Bochni i innych na ziemi krakowskiej należały do najciekawszych i najkunsztowniej umocnionych w dawnym państwie Wiślan.
Badał je m.in. w 1909 archeolog Leon Kozłowski, późniejszy premier Polski, wraz z J. Czarnowskim. W rejonie grodziska znaleziono ułamki ceramiki, wyroby z krzemienia i z żelaza oraz kości ówczesnych zwierząt domowych.

Będkowice powiat krakowski, woj. małopolskie
Sokolica jest to skała w Dolinie Będkowskiej, podobno największa wapienna skała wspinaczkowa na Jurze.
Na szczycie znajduje się jedno z lepiej umocnionych grodzisk wczesnośredniowiecznych. Były też podobno próby budowania tu zamku obronnego.
Grodzisko jest imponujące, na wiki piszą o resztkach wałów ale to nieprawda, wały są kompletne, wysokie na 5 -10m, strome i trudno dostępne podczas deszczu (ślisko). Ze szczytu fantastyczne widoki!

Wały na Sokolicy (foto: Z, Bereszyński)

Na skale Sokolica odkryto ślady grodziska z XII-XIII w. Dzięki umiejscowieniu na wysokim wzniesieniu, z trzech stron chroniła je kilkudziesięciometrowa przepaść. Grodzisko było prawdopodobnie użytkowane w czasach przedhistorycznych. Stawiano tu według legendy zamek, lecz ponoć budowy nie ukończono. Zdaniem archeologów, mogło to być najciekawsze i najlepiej umocnione grodzisko w dawnym państwie Wiślan. W pobliżu, na skale Dębnik, istnieją ślady po drugim, mniejszym grodzisku.

Źródło Bytów i potok Bytów

Warto zobaczyć wodospad Szum – największy na całej Jurze. Na północ od Sokolicy znajduje się grupa skał zwana Cmentarzysko. Przed nimi sterczy wysoki na 25 m ostaniec Iglica. Wędrując dalej szlakiem niebieskim, po lewej stronie mijamy dużą skałę o niepowtarzalnej nazwie – Dupa Słonia. Jest ona szczególnie lubiana przez wspinaczy (znajduje się po drugiej stronie potoku, przez który można przejść po kładce).

Dochodzimy do niewielkich zabudowań. Przed nimi odchodzi w prawo leśna droga (bez znaków), doprowadzająca przez Czarcie Wrota do szosy w pobliżu Będkowic. Zanim skręcimy w prawo, ponad wspomnianymi zabudowaniami, znajdziemy główne źródło krasowe potoku Będkówka. Wywierzysko ma wydajność 50 l/s! Tuż przy nim tworzy się pokaźny, malowniczy zbiornik wodny.

Wywierzysko, reokren – typ źródła o silnym wypływie. Najczęściej występuje w regionach górskich. Jest to przeważnie źródło typu wokluzyjskiego (od Vaucluse – miasto we Francji) – nazwa źródła, w którym wypływają na powierzchnię wody podziemne na obszarach krasowych. Wydajność takiego źródła może być znaczna, jeśli jest mniejsza od ilości wody wpływającej do ponoru (wchłonu) jest to ujemny bilans zlewni.

Czarcie Wrota lub Piekielna Brama

– jedna z bardziej znanych bram skalnych na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Znajduje się w lesie w Dolinie Będkowskiej, przy stromej leśnej drodze prowadzącej z dna doliny na wzniesienie. Tworzą ją dwa ostańce skalne po obydwu stronach tej drogi, zbudowane z wapieni górnej jury. Jeden z nich ma postać skalnej iglicy z sosną na szczycie, drugi, znajdujący się wyżej ma skomplikowane kształty i znajduje się w nim tunel dziurawiący go na wylot. Oprócz bramy przy drodze tej występują jeszcze w lesie liczne inne skały. Drogą nie prowadzi żaden szlak turystyczny, można jednak do Czarciej Bramy podejść od szlaku wiodącego dnem Doliny Będkowskiej (ok. 200 m) lub zejść w dół od szosy z Będkowic do Bębła (ok. 500 m).

Jaskinia Nietoperzowa

– Jest to jedna z dłuższych jaskiń na Wyżynie Krakowsko – Częstochowskiej, ok 326 m długości. Swą nazwę zawdzięcza licznym w niej dawniej nietoperzom. Podobnie jak jaskinie Łokietka i Ciemna również jest to jaskinia krasowa z licznymi salami oraz naciekami. W 1997 roku wnętrza jaskini służyły za scenografię do filmu „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana.

Jaskinia jednootworowa o rozwinięciu poziomym, zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem, temperatura stała ok 7,5°C. Czas zwiedzania jaskini ok 30 – 40 min.

Przed jaskinią znajduje się bezpłatny parking.

Jaskinia – o innych nazwach Jerzmanowicka, Księża, Biała. Nazwa Nietoperzowa, jaskini, pochodzi od znalezionych tutaj  szczątków kopalnych i współcześnie żyjących gatunków nietoperzy. Jaskinia Nietoperzowa usytuowana w grupie skał górnej części Doliny Będkowskiej, położona 447 m nad poziomem morza,
Na uwagę zasługuje wodospad naciekowy w początkowej części jaskini, oraz liczne kotły wirowe na stropie w głębszych jej częściach.

Pisana historia jaskini sięga pierwszej połowy XIX wieku. Już w 1841 roku A. Grafowski po zwiedzaniu tej jaskini wspomina o wcześniejszym wybieraniu namuliska używanego jako nawóz. Przemysłową eksploatację prowadził z ramienia Górnośląskiego Urzędu Górniczego O. Grube w latach 1872-1879 co w znacznym stopniu zniszczyło pierwotne osady jaskini. Zupełnie przypadkiem natrafił on na 4000 kłów niedźwiedzia jaskiniowego. Jeszcze dziś, przy odrobinie szczęścia, można taki kieł znaleźć.
Pierwsze poszukiwania przeprowadził tu w roku 1871 hrabia Jan Zawisza, właściciel Doliny Ojcowskiej, znajdując liczne zabytki archeologiczne i kości zwierzęce. W czasie gospodarczej eksploatacji namuliska nadzór archeologiczny sprawował F. Romer, który zebrane zabytki przekazał do muzeum wrocławskiego. W roku 1918, gdy pierwszym prywatnym właścicielem był Antoni Ferdek, przewodnik po Ojcowie, badania w pobliżu wejścia jaskini przeprowadził Leon Kozłowski.
Z punktu widzenia archeologicznego Jaskinia Nietoperzowa znana jest przede wszystkim jako stanowisko górnopaleolityczne datowane na 38000 lat temu, będące obozowiskiem łowców niedźwiedzia jaskiniowego. Łowcy jerzmanowiccy, będący przedstawicielami grup ludzkich określanych już mianem Homo sapiens (człowiek myślący), byli twórcami odkrytych tu m.in. krzemiennych grotów i oszczepów reprezentujących tak zwaną kulturę jerzmanowicką.
Jaskinia znana jest od dawna.

Najstarsza zwzmianka pochodzi z roku 1866 z przewodnika A. Grabowskiego. Pierwsze badania wykopaliskowe prowadzil w roku 1871 J. Zawisza. W czasie eksploatacji gospodarczej namuliska w latach 1872-79 (nawoz fosforowy) nadzor archeologiczny prowadzil F. Römer, znaleziono wtedy ok. 4000 klow niedzwiedzia jaskiniowego.

Podczas badan W. Chmielewskiego w latach 1956-62 znaleziono liczne slady pobytu w jaskini ludzi z okresu Paleolitu, Neolitu i Sredniowiecza. Jaskinia otrzymala swa nazwe od ogromnych kolonii nietoperzy zimujacych we wnetrzu. Pisze o nich W. Taczanowski w roku 1854: „hr. Wodzicki odwiedzajac te miejscowosc, znalazl niezliczone massy nietoperzow przyczepione do sklepien. Dla przekonania sie jak dalece trudne sa do spedzenia trzy razy w jednym kierunku strzelal: wszakze tylko tyle miejsca oproznionego zostawalo, ile naboj zajal, w innych zwierzeta nieporuszone siedzialy. Po tej probie dwa koszyki napelniono zabitemi nietoperzami.” Obecnie nocek wystepuje w jaskini sporadycznie. W okresie zimowym wystepuja tu kolonie podkowcow malych.

Ludzie sprzed 6500 lat zostawili tu garnki i różne narzędzia a poza tym znaleziono całą masę kości nieistniejących już zwierząt. Jedna z największych w okolicy jaskiń udostępnionych do zwiedzania.

Dolina Ojców

Utworami geologicznymi odsłaniającymi się w rejonie Ojcowskiego Parku Narodowego są wapienie górnojurajskie, osiągające ok. 200 m miąższości, powstałe z nagromadzenia ogromnej ilości szczątków organizmów, które żyły w morzu jurajskim ok. 150 mln lat temu. Barwa ich jest z reguły biała, jasnożółta lub jasnoszara.

[To morze łączyło się z Morzem Ciemnym, którego fragment ocalał do dzisiaj i nazywa się Morzem Czarnym. Czarne (Ciemne) Morze Kauków zamknięte było w południowym wschodzie pasmem Czarnych Gór Kauków – Kaukazem. CB]
Najstarsze znalezisko archeologiczne z Jaskini Ciemnej datowane jest na schyłek zlodowacenia środkowopolskiego (120-115 tys. lat p.n.e.).

Ślady osadnictwa w okolicach Ojcowa, ciągną się od czasu pojawienia się tu pierwszego człowieka aż do wieków średnich.

Większość dotychczasowych odkryć związanych jest z neolitem (młodsza epoka kamienia, ok. 5,5-2,2 tys. lat p.n.e.). Neolityczne materiały  archeologiczne odkryte tutaj pochodzą z jaskiń. Z epoką tą wiąże się kopalniana eksploatacja krzemienia, przypadająca na początkowy okres gospodarki rolniczo-hodowlanej. Odkryto kopalnie i pracownie krzemieniarskie w okolicach Ojcowa, Sąspowa i Bębła. Reprezentują one  kilka kultur neolitycznych: ceramiki wstęgowej rytej, lendzielskiej, pucharów lejkowatych, ceramiki promienistej. Ojcowskie jaskinie służyły za schronienie przybyszom, m.in. z doliny Wisły pod Krakowem. Krzemień z okolic Ojcowa znany jest w tej epoce na terenie Moraw, Słowacji i Węgier.

Wczesne średniowiecze przynosi ożywienie osadnicze, w którym największe znaczenie odgrywały grody budowane wzdłuż dolin na wysuniętych cyplach skalnych, mających z natury położenie obronne.

Na terenie Parku zachowały się ślady kilku grodzisk z wczesnego średniowiecza. Jest to Ogrojec przy Jaskini Ciemnej, gród na górze Okopy w Ojcowie oraz w Grodzisku i Sułoszowej. Zespół grzebieni skalnych wokół Ogrojca przy Jaskini Ciemnej uznawany jest przez niektórych uczonych (np. prof. J. Bogdanowskiego) za najstarszy przykład fortyfikacji w Polsce. Nie wyklucza się, że badania wykopaliskowe na ruinach zamku Kazimierzowskiego w Ojcowie i na zamku w Pieskowej Skale, przyniosłyby odkrycie kolejnych średniowiecznych założeń grodowych.

Początkowo dobra ojcowskie stanowiły własność Korony, która z czasem zaczęła się kurczyć na rzecz własności magnackiej i duchownej. Już w poł. XIII w. Grodzisko i Skałę z okolicznymi dobrami otrzymał klasztor SS. Klarysek z Zawichostu (przeniesiony później do Krakowa), Pieskowa Skała w 1378 r. przeszła w ręce rodziny Szafrańców, a Ojców pozostał królewszczyzną. Taki podział dóbr na królewskie, duchowne i magnackie utrzymał się do upadku Rzeczypospolitej (1795 r.).

Wojciech Gerson – Łokietek pod Ojcowem

Jaskinia Łokietka

– najdłuższa jaskinia na terenie Parku – 320 m. Według legendy w XIV w. w jaskini miał się ukrywać książę Władysław Łokietek uciekając przed czeskimi wojskami w czasie rywalizacji o tron z królem Wacławem II. Dzięki sprytowi, pomocy pająka oraz miejscowej ludności spędził w jaskini sześć tygodni, przeczekując w ten sposób niesprzyjający dla niego okres.

Jaskinia położona jest w północnym zboczu Góry Chełmowej, ok 125 m nad dnem Doliny Sąspowskiej. Jaskinia jednootworowa o rozwinięciu poziomym, oświetlona elektrycznie, temperatura stała 7,5°C, zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem, czas zwiedzania ok 30 min.
dawniej znana jako Jaskinia Królewska oraz niewłaściwie Grota Łokietka) – jaskinia krasowa o rozwinięciu poziomym w Dolinie Sąspowskiej w północno-zachodnim zboczu Chełmowej Góry w obrębie Ojcowskiego Parku Narodowego, udostępniona dla ruchu turystycznego.
Z jaskinią wiąże się legenda o Władysławie Łokietku, który miał się w niej schronić po ucieczce z Krakowa przed wojskami czeskiego króla Wacława II. Życie uratował mu pająk, który zasłonił otwór jaskini pajęczyną, wprowadzając w błąd pościg. Pamiątką po tym wydarzeniu są nazwy jaskini oraz poszczególnych jej komór, a także brama w kształcie pajęczej sieci, zamykająca wejście.
Do wejścia prowadzi wąska szczelina skalna o długości 20 m (pozostałość korytarza, którego strop zawalił się). Korytarz zwany Głównym prowadzi do Sali Rycerskiej o wymiarach 25 × 10 m, z którego wychodzą dwa korytarze: schodami w dół do tzw. Sypialni (sztucznie przebity) oraz tzw. Kuchni, sali znajdującej się blisko powierzchni ziemi (ze stropu zwisają korzenie drzew). Sypialnia jest największą salą jaskini o wymiarach 20 × 30 m. Szata naciekowa Jaskini Łokietka jest uboga, zachowała się tylko w niedostępnych miejscach. Łączna długość korytarzy i komór wynosi ok. 270 m, temperatura zaś 7–8 °C.
Jaskinia ta była znana od dawna. Pierwsze wzmianki pochodzą z końca XVII. Od końca XVIII w. stanowiła atrakcję turystyczną, zwiedzano ją, wraz z sąsiednią Jaskinią Ciemną, w czasie odwiedzin popularnego wówczas Ojcowa. W 1927 uznana za zabytek.


Ruiny Zamku w Ojcowie – Wzgórze Ojców

– Zamek w Ojcowie podobnie jak Zamek Pieskowa Skała powstał w XIV w. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego. Burzliwa historia sprawiła, że obecnie pozostały z zamku tylko malownicze ruiny. Do zwiedzania mamy basztę bramną w której znajduje się makieta zamku oraz ośmioboczną wieżę – najwyżej położony fragment zamku. Ze wzgórza zamkowego roztacza się piękny widok na Dolinę Prądnika.

Ruiny znajdują się we wsi Ojców koło głównego parkingu (płatny) z którego wyrusza większość wycieczek zwiedzających OPN.

Widok z Doliny na taras widokowy Jaskini Ciemnej

Palecznica- Palopąt – Rękawica Ojcowska – Dolina Ojców

Rękawica, zwana też Pięciopalcówką lub Białą Ręką – wybitna skała o charakterystycznym kształcie w Ojcowskim Parku Narodowym. Zbudowana jest z jurajskich wapieni. Znajduje się w środkowej części Doliny Prądnika, na jego zachodnim zboczu w masywie Góry Koronnej i wznosi się ok. 85 m powyżej dna doliny.


Nazwa skały związana jest z legendą, według której podczas jednego z najazdów tatarskich ludność okoliczna szukała schronienia w Jaskini Ciemnej, wejście do której znajduje się w pobliżu. Jednak Tatarzy penetrowali dolinę poszukując ludności. Wówczas Bóg zasłonił wejście do jaskini własną ręką, ratując w ten sposób ludzi od śmierci lub haniebnej niewoli. Rzeczywiście, skała składająca się w górnej części z 5 palczastych kolumn, przypomina swoim kształtem dłoń. Jest dobrze widoczna zarówno z dna doliny, jak i ze szlaku turystycznego prowadzącego przez Górę Koronną. Z platformy widokowej przy wejściu do Jaskini Ciemnej widać ją z bliska, z profilu. Nie wolno uprawiać na niej wspinaczki skałkowej.
Było to dawno temu, podczas najazdu Tatarów. W jaskini schronili się wówczas miejscowi ludzie. A Bóg zasłonił wejście własną dłonią, skale nadając jej kształt. Dlatego głaz nosi nazwę „Biała Ręka” lub „Pięciopalcówka”.

Jaskinia Ciemna

Jest jaskinią uważaną za największą na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej pod względem wielkości komory, a zarazem należy do najważniejszych stanowisk archeologicznych w Polsce. Pierwsze ślady człowieka (kultura prądnicka) w Jaskini Ciemnej pochodzą sprzed ok. 125 tys. lat. U wejścia do wewnątrz założył on swoje siedlisko. Miejsce to obecnie nazywane jest Oborzyskiem. Łącznie z nim Jaskinia ma 230 m długości.

Znajduje się na wysokości ok. 65 m nad dnem Doliny Prądnika. Przed wejściem do jaskini znajduje sie zrekonstruowane obozowisko neandertalczyków oraz platforma widokowa z widokiem na Dolinę Prądnika i wznoszącą się tuż obok charakterystyczną skałą wapienną zwaną Rękawicą lub Pięciopalcówką. Jaskinia składa się właściwie z jednej olbrzymiej komory, 80 m długości, 20 m szerokości i 10 m wysokości, która u końca zwęża się i przechodzi w tzw. Tunel. Zamieszkują ją nietoperze (głównie podkowiec mały), ćmy, białe wije oraz pająki z gatunku sieciarz jaskiniowy (meta menardi). Temperatura powietrza wynosi 7-8 °C.
Środkową część komory zdobią wielkie kopulaste stalagmity, których wysokość sięga do 1 m. Strop jest pokryty licznymi stalaktytami rurkowymi. W 1924 r. jaskinia została wpisana do rejestru zabytków.

Część podania o Rykawdzie Iworodzie i Czarodanie Czarnej Królowej

Legenda o stalaktytach
Przed wiekami żyła w Ojcowie piękna dziewczyna, która się nieszczęśliwie zakochała. Nieodwzajemnione uczucie spowodowało, że rzuciła się ze skały, prosząc bogów, by mogła zamienić się w jedną z nich. Prośba dziewczyny została spełniona, ale jej serce do dzisiaj bić nie przestało. Wciąż płacze, a jej skamieniałe łzy zamieniają się w stalaktyty Jaskini Ciemnej.

Góra Koronna – Dolina Ojców

Góra Koronna ma 436 m n.p.m. wysokości i wznosi się ponad Doliną Prądnika, w południowo-wschodniej części Ojcowskiego Parku Narodowego. Na zboczu góry znajduje się Jaskinia Ciemna. Na Górę Koronną można dotrzeć z Ojcowa. Przy szlaku turystycznym znajduje się wiele ciekawych ostańców skalnych, m.in. Skały Panieńskie i Skały Kawalerskie. Podejście na górę jest dość strome. Wierzchołek znajduje się około 110 m nad Doliną Prądnika co powoduje, że Góra Koronna jest doskonałym punktem widokowym. W pobliżu Góry Koronnej znajduje się grodzisko, datowane na I połowę XIII wieku.


Góra Koronna jest masywem skalnym wypiętrzającym się o ok. 100 m ponad poziom Doliny Prądnika. Pokryta jest murawami kserotermicznymi i grądem. Wyróżniającym się elementem masywu jest skała Rękawica (ze skałą związana jest legenda), naprzeciw Bramy Krakowskiej, za którą kryje się otwór Jaskini Ciemnej.
Przez Górę Koronną przebiega ścieżka dydaktyczna „Jaskinia Ciemna – Góra Okopy”, na której można zapoznać się z ciekawymi gatunkami roślin kserotermicznych oraz zachodzącymi procesami krasowymi.

Grodzisko – Pustelnia Salomei i grodzisko – cmentarzysko

przysiółek w Gminie Skała (województwo małopolskie), nad rzeką Prądnik, 3 km na zachód od Skały, na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego.

Książę Bolesław Wstydliwy, który od 1243 roku panował nad dzielnicą krakowską (senioralną), ufundował zamek obronny w Grodzisku, broniony fosą i wałami oraz klasztor i kościół w stylu romańskim. W 1260 roku książę nadał Grodzisko wraz z przyległymi wioskami swojej siostrze, Salomei która po śmierci swojego męża, króla Halicza – Kolomana, w 1245 roku wstąpiła do zakonu klarysek.

Po nadaniu Grodziska Salomea przeniosła się wraz z grupą klarysek z Zawichostu do nowo powstałej warowni. W XIII wieku w pobliżu klasztoru miało miejsce wiele zbrojnych potyczek; warownia okazała się niezbyt bezpieczna, toteż na początku XIV wieku klaryski poprosiły króla Władysława Łokietka o przeniesienie w inne miejsce. W 1320 roku zostały przeniesione do Krakowa i osadzone przy kościele świętego Andrzeja. Od XV wieku klasztor w Grodzisku opustoszał i przez ponad dwa wieki całkowicie popadł w ruinę. W XVII wieku siostry klaryski ponownie zainteresowały się miejscem po swojej dawnej siedzibie, głównie za sprawą toczącego się procesu beatyfikacyjnego Salomei. W latach 1677-1691 zbudował on zespół architektoniczno-rzeźbiarski w stylu manierystycznym, potocznie nazywany pustelnią błogosławionej Salomei.

Fauna i flora Ojcowskiego Parku Narodowego

W tym pięknym miejscu na nasłonecznionych zboczach występuje około 200 gatunków roślin kserotermicznych – reliktów okresu stepowego.
Wśród nich są takie, które występują na stepach wokół Morza Czarnego, m.in. trawa ostnica Jana na skałce Jonaszówka i na Górze Koronnej, macierzanka wczesna, wiśnia karłowata, obrazki plamiste i aster gawędka (w Grodzisku). Lasy zajmują 71% powierzchni parku. Na kwaśnych glebach wierzchowin rosną bory mieszane, północne stoki wzniesień są porośnięte buczynami karpackimi, południowe zaś zaroślami i ciepłymi buczynami. Na skałkach wapiennych występują murawy kserotermiczne, a w miejscach wilgotnych sinice, tworzące ciemne plamy. W szczeliny skalne wciskają się mchy i wątrobowce, często tworząc w zacienionych miejscach zwisające „girlandy” o dużej powierzchni, nawet do 30 m”. Zacienione stoki północne i północno-wschodnie Chełmowej Góry i Czyżówki porasta reliktowy las jaworowy z cieniolubną paprocią, języcznikiem zwyczajnym. Grądy rosną na miejscach najżyźniejszych, a łęgi w dolinach rzecznych. W potokach można spotkać jeszcze jeden relikt – glon wodolubek rosnący na kamieniach, którego brunatne plechy o kształcie nici lub sznurów mają zapach śledzi. Wśród grzybów osobliwością jest purchawica olbrzymia, największy wśród wszystkich znanych grzybów na świecie. Znaleziono ją w parku trzykrotnie: w 1876, 1964 i 1991 roku. Grzyb ten może osiągać średnicę do 100 cm i ciężar do 25 kg. Jest jadalny! Do innych ciekawych grzybów występujących w parku należy gwiazdosz czteropromienny, kształtem przypominający gwiazdę. Można tu spotkać też sromotnika bezwstydnego wabiącego owady nieprzyjemnym dla ludzi zapachem. Z grzybów jadalnych (ale w parku narodowym nie wolno ich zbierać!) występują borowiki szlachetne, maślaki i podgrzybki. Wskutek działalności człowieka wiele lasów wycięto, liczne gatunki roślin, takie jak cis czy jarząb brekinia, zniknęły z parku, a osuszanie podmokłych terenów i zanieczyszczone powietrze wciąż powodują zmianę i zubożenie składu gatunkowego.

Mało kto wie, że wszystkie gatunki paproci umiarkowanej strefy są jadalne, ale wolno jeść (po przyrządzeniu) tylko ciasno zwinięte pąki liści – to te pąki nazywano też Kwiatem paproci. Jest 250 gatunków paproci, a ta akurat jest na liście ginących gatunków, więc jej zjadać nie należy , zwłaszcza że zbiera się świeże pąki – mają one wtedy rudą barwę – stąd Paprudź – pąp rudzi – i dzisiejsza nazwa paproć. Poza wszystkim pąki języcznika mogą jeść tylko królowie Języtów – Jazyczników, na uczcie królewskiej po obrzędzie w którym dźwignęli Maczugę lub Jarzmo, lub Czarę. Byli oni królami jazyczników czyli pogan i znanego plemienia Skołotów które zostało zapisane w kronikach jako Jazygowie-Jazykowie.

Rafał Święcki: O Bogomilcach-Bogumiłach – Strażnikach Wiary Słowian,Braterstwie Światowego Światła oraz o praktykowaniu Wiary Przyrody


O Bogomilcach-Bogumiłach – Strażnikach Wiary Słowian

Bractwem które podtrzymało Słowiańską Wiarę i przez wieki do tej chwili ją praktykują są Bogumili. Aby ochronić się przed prześladowaniem Watykanu, Istambułu, czy Mekki, Bogumili przykryli swoją aktywność symboliką jakoby chrześcijańską.

O Braterstwie Światowego Światła

Wieszczami Braterstwa Światowego Światła byli Beinsa Duno (1864-1944), Mikhaël Aïvanhov (1900-1986). Co roku członkowie spotykają się 19 sierpnia – 21 sierpnia w Riła przy Siedmiu Jeziorach Riły, Bułgaria. 19 sierpnia, 20 i 21 są dniami Bożego Nowy Rok – nowy początek, związany z wschodzącym słońcem ludzkiego ducha.

O Praktykowaniu Wiary Przyrody

Wiedza jest srebrem, ale praktyka z nią związana jest złota…

(1) Powitanie Słońca, naszego Ojca.

Pozdrowienie Słońca jest dobre zarówno dla fizycznego i duchowego życia człowieka. Przepływ energii Słonecznej jest najpotężniejszy i orzeźwiający przy wschodzie Słońca. Nie tylko na zewnątrz działa ale też wewnętrznie. Człowiek musi mieć, wewnętrzne usposobienie duszy, która pozwala mu przyjąć to co Słońce daje obficie i wszystkim. Słońce reprezentuje źródło Bożego Życia, które wznosi się nieustannie w duszy ludzkiej.

Każdego dnia, o świcie, musisz chcieć mieć miłość w twoim sercu i prawdę w twoim umyśle. W ten sposób będziesz radosny i wesoły przez cały dzień. W celu ułatwienia i zharmonizowania, co rano przed wschodem Słońca gdy wstajesz, należy umyć stopy, twarz i ręce, skierować się do wschodu, umieścić dłonie na czubku głowy i powiedzieć sobie: „Boże, chcę służyć Ci całym umysłem, z całego serca, z całej duszy i całego ducha mojego”. Potem wypijasz szklankę ciepłej wody i w wyobraźni otaczasz się jakby skorupą jajka z Białego Światła.

Ci, którzy stracili sens życia powinni przywitać Słońce każdego ranka. Wstać zrobić powyższe, wyjść na zewnątrz, stanąć bosymi nogami na ziemi i na wzgórzu jeżeli możliwe i patrzyć cię na wschodzące Słońce pijąc oczami (tęczówkami) Światło przez miesiąc, a zobaczycie, jak poczujecie się lepiej. Wiosną patrzymy na kwiaty i drzewa w rozkwicie. Tęczówki ją ustami do jedzenia Światła które ładuje sploty systemu parasympatycznego.

(2) Zjednanie z Roślinnością

Kiedy wam zabraknie siły czy spokoju, obejmijcie Drzewo i zjednajcie się z jego starym i mocnym duchem. Kiedy poczujecie spokój jaki was ogarnie i wrażenie bezruchu zjednaliście się. Z czasem, Drzewo będzie z wami rozmawiało szelestem liści.

Pamiętając że jesteście Rośliną do-góry-nogami, pielęgnujcie Rośliny, one was nauczą miłości i dedykacji. Rośliny są waszym jadłem, za co im trzeba podziękować, czyli wegetarianizm z produktami mlecznymi dla tych co chcą.

(3) Szanowanie Zwierząt

Zwierzęta są naszymi braćmi więc zabijać ich aby jeść ich trupy nie pomaga ani ciału, duszy ni duchowi. Kiedy wasze ciało będzie czyste od padliny, ptaki siądą na waszej wyciągniętej ręce.

(4) Ziemia jest naszą Matką

Minerały są najprostszą formą życia. Ułóżcie 4 wulkaniczne okrąglaki z potoku w kątach pokoju gdzie śpicie, uderzcie je młotkiem aby zadrgały (zharmonizowały się) a zobaczycie jak dobry będzie wasz odpoczynek. Po tym, ich pozycja nie powinna być zmieniona. Najlepiej spać głową do Północy. Otaczajcie się naturalnymi tkaninami, bo one są przezroczyste dla Sił Natury (Prana, Ki, Chi…). Jak często możliwe, chodźcie bosymi nogami po Ziemi. Podeszwy, inne niż z naturalnych materiałów, są nie wskazane. Izolują nas od Sił Natury.

(5)

Kiedy chcecie obudzić Siłę Światła w sobie, zacznijcie od postu aby oczyścić wasze ciało z Ciemności. Bez tego zbyt dużo oporu będzie w waszym ciele i Siła Światła, w nie wstępując, zniszczy je. Wieszcz Jezus zaczął od 40 dni postu zanim Siła Światła wstąpiła w niego (Olśnienie, Iluminacja, Nirwana…) i stał się Wieszczem władającym Światłem. Każdy to może osiągnąć, tylko musi potem pamiętać że jest odpowiedzialny za swoje słowo-wyobraźnio-twórstwo. Tworząc to czego nie będzie chciał później, dozna cierpienia. Cierpienie jest tworem naszych niekontrolowanych słów i wyobraźni.

Chcesz być szczęśliwy(a) pozbądź się pragnień, dawaj aby otrzymać i otaczaj się pięknością.

Wszechmocny Wieszczu Światła,
Wypełń Nas Twoją Jasnością,
Wypełń Nas Twoją Miłością,
Otocz Nas Twoją Opieką,
Abyśmy na Ziemi Twymi dziećmi byli,
Abyśmy na Ziemi razem z Tobą żyli.

Życzę Wam Zdrowia, Dobrobytu, Szczęścia i Miłości.

Świąteczno-noworoczne życzenia 2011 – od SSŚŚŚ – dla wszystkich!!!


Ponieważ część Słowian (w tym Polacy) zamieszkałych na półkuli południowej obchodzi właśnie Kupalia, a część Szczodre Gody – przygotowaliśmy bardziej uniwersalną ucztę wizualną, która jest jednocześnie cyklem nazwanym przez autora Piknikiem Ptasiego Szamana. Jest to uczta wegetariańska.

Jak co roku, w Święto Narodzin Światła, przesyłamy wszystkim Ludziom i Ludom Ziemi, a szczególnie Słowianom i Polakom, a jeszcze szczególniej wyznawcom Wiary Przyrody, Wiary Przyrodzonej Słowian  i członkom oraz sympatykom StaroSłowiańskiej Świątyni Światła Świata, serdeczne życzenia świąteczno-noworoczne!

Tradycją jest, że każdego roku, w każde Narodziny Światła Świata staramy się w te życzenia tchnąć całego ducha Świątyni Światła Świata i dodać do nich coś z tego Ducha, co nas wszystkich wzmocni, coś co nas jeszcze bardziej zjednoczy w dążeniu do doskonałości i w zmaganiach z codziennością.

Nie inaczej teraz.

Do życzeń, które zwykle kieruje się do Bliskich Ludzi dołączamy życzenia dla wszystkich Innych Żywych Istot Ziemi, które są nam tak samo bliskie jak LUDZIE. Dobre Życie wszystkich Braci Mniejszych Ludzi (Wszystkich Istot Żywych) jest dla nas mnie mniej ważne niż życie nas samych.

Niech Wam się Wszystkim w to Święto i po nim w Nowym Roku darzy lepiej niż w poprzednim. Niech spłynie na Was to co sobie wymarzyliście, ale też to czego nie śmielibyście zawrzeć w najśmielszej wizji. Niech spływa na was wszelkie duchowe i materialne dobro, bogactwo, szlachetna myśl, skuteczny czyn, powodzenia miłosne i rodzinne,  powodzenie osobiste i zadrużne, powodzenie w podejmowanym działaniu i każdym czynie, powodzenie w pracy i w przedsięwzięciach, mir i chwała!

Myślimy o Was nieustannie i jesteśmy blisko WAS w każdej sekundzie waszego zmagania z przeciwnościami żywota i w każdej chwili waszego szczęścia.

Każdego roku Nasza Wspólna Świątynia Wiary Przyrody – Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, Wiary Rodzimej staje się pełniejsza i bogatsza.

Każdego dnia umacnia się i buduje  Świątynia  i rośnie siła Światła Świata – Z nią Niech też wzrasta w nowym roku Wasza Siła  – osobista, rodzinna, zadrużna, narodowa, siła ludzka, siła życia i siła dążenia do Światła Świata.

Przybywa nas, odradzamy się jak odradza się Światło, jak odradza się Drzewo, które powstaje z nicości (z Nicy), które jest nieśmiertelne, niezwyciężone, które jest źródłem stworzenia i odwiecznym źródłem życia.

Wraz ze wzrastaniem Światła  zyskujemy wzrost siły, a z siłą  nowe możliwości działania.

Jesteśmy pewni, że rok 2012  będzie dla nas przełomem. Nasz głos jest słyszalny w całym świecie. Tysiące ludzi codziennie słucha tego głosu, przybywa TUTAJ i poznaje naszą Wiarę, a poznawszy ją zbliża się do Przyrody i Wiary Przyrody. Zasila nasz strumień swoją świeżą krwią.

Pielęgnujcie tę miłość do Matki Ziemi i jej Stworzeń, do wszelkich jej przejawów i Żywiołów tak jak to czyniliście do tej pory, lub jeszcze lepiej!

Każdego Dnia o poranku w południe i wieczorem powiedzcie sobie: Tak! Jestem Najdoskonalszą Istotą na Ziemi, jestem Najwyższym Stworzeniem tego Świata, Jestem Ogniwem Żywym Nieprzerwanego Łańcucha Przodków, Jestem po to żeby osiągnąć swój cel, Jestem by być Doskonalszym i żeby uczynić Doskonalszym Świat!

Tak – każdy z NAS jest najdoskonalszym dzieckiem Matki Ziemi i Światła Świata, każdy z nas jest ogniwem życia, każdy z nas każdego dnia powinien pamiętać kim jest i do czego go to zobowiązuje.

Szanuj Matkę i Ojca bardziej niż siebie samego, dbaj o własne domostwo, o zdrowie swego siedliska, o czystość wody którą pijesz, o czystość powietrza którym oddychasz, o  czystość pokarmów którymi się żywisz – Dbaj o Matkę i Ojca, a oni oddadzą ci wszystko, WSZYSTKO co mają najlepszego, WSZYSTKO co w ogóle mają, do dna i po stokroć.

Tym razem z życzeniami dajemy wam też całoroczną modlitwę, do której możecie sięgnąć by się po prostu lepiej skupić, albo aby pomedytować nad rzeczami i sprawami, nad swoim wnętrzem i światem zewnętrznym – do której możecie sięgnąć kiedy jest taka potrzeba, do której możecie wrócić w każdej chwili, kiedy się nie układa, kiedy trzeba wzmocnienia, kiedy doskwierają trudy życia i przeciwności.

To TAN NARODZIN – TAN NARODZIN ŚWIATŁA, TAN NARODZIN ŚWIATA WIDZIALNEGO, TAN NARODZIN Światła Ziemi (Bożej Świetlistnej Krówki), TAN NARODZIN Światła Świata i Świetlistnej Kłodzi – Drzewa Życia, Drzewa Świata

TAN NAJWYŻSZY NARODZIN ŚWIATŁA

O Światło Świata!

Który jesteś z Nami

i Wy Działowie – Białobogo i Czarnogłowie, którzyście w NIM

i Wy Kirowie coście władcami Stron i Pór

Ty Kostromo, która dzierżysz teraz berło nad Światem

Ty Jeszo-Jasieniu, który właśnie odchodzisz na spoczynek

Ty Rujo-Rujewicie, który mocno śpisz

i Ty Jaryło, Wiosno, która przecierasz oczy w swym kwiecistym łożu

Ty która radujesz się na objęcie władania

Bądźcie wszyscy ze mną,

Bądźcie z moimi bliskimi ….

Przybądźcie i bądźcie we mnie

Przybądźcie i zasiądźcie w moich bliskich ….

Obejmijcie nas swoją mocą i dajcie nam moc

byśmy złączyli się z WAMI

O Światło Świata!

Który jesteś z Nami

i Wy Żywioły

Któreście w NIM

Ty Pani Niebieska i TY Panie Światła Niebieskiego

I Wy wszyscy Władcy Dnia i Nocy, Królowie Nieba

I Ty Panie Ognia Niebieskiego i TY Pani Żaru

A z wami wszystkie Wasze Dzieci

I Ty Pani Chmurnych Sukien i TY Panie Życiodajnej Błyskawicy

oraz Wszyscy Wasi Synowie

I Ty Strzybogu Panie Wiatrów i TY Stryjo co Nastrajasz Powietrze

I WY Wszystkie Wichry, które poruszacie trawy wprawiając je w TAN

I TY Matko Ziemio, Czarna i Wilgotna, Miękka, po której stąpam, Dawczyni Życia

I Ty Simie – twarda Skało Świata, Opoko Bytu

I Ty Dawco Bogactwa – Boże Sporzący oraz TY Śreczo, Pani Bagienna – Pani Spotkań i Dobrej Wymiany

oraz Wy wszyscy, którzy sprawujecie Wzrost i Rozród i Dajecie Szczęście oraz Powodzenie

I Ty Borano – Matko Roślin, Drzew, Lasów i Puszcz i Ty Borowile – Panie Zwierzyny

A także i Ty Wodo – Wodo Wielka, Wzburzona, i TY Wodo Płynąca – Wodo Rzekająca, Wodo Stojąca – Wodo Niema, Wodo Spadająca, Wodo Tryskająca

I Wy  – Wszystkie inne Wody, które napełniacie Studnie Żywota

Bądźcie wszyscy ze mną,

Bądźcie z moimi bliskimi ….

Przybądźcie i bądźcie we mnie

Przybądźcie i zasiądźcie w moich bliskich ….

Obejmijcie nas swoją mocą i dajcie nam moc

byśmy złączyli się z WAMI

O Światło Świata!

i Wy Wszystkie Moce w NIM

Moce sprzężone z Ludzkim Bytowaniem

Wy Panowie Przeznaczenia i Doli

Wy Władcy Splotu Rzeczy

Wy Którzy Władacie Miłością i Żądzą

I WY Którzy Stanowicie Porządek i Prawa

Którzy Królujcie stanowiąc o dobru Domu i Gospodarstwa

Którzy Władacie Księżycem i Natchnieniem

Którzy Ustanawiacie Wojnę i Pokój, Ład Świata i Jego Układność

i Ty Rodzie Panie Narodu, Zadrugi i Człowieka oraz TY Rodżano-Przyrodo Pani Ludzkiego Siedliska

Ty Panie Dróg Ludzkich Podago-Mirze i TY Pogodo, która nastrajasz każdy dzień i każdą noc swoim strojem

I Ty Morze Mroźny i Ty Marzanno, Królowo Śniegów – Władcy Starości i Zapomnienia, Panowie Morzący, Zamierający, Siewcy Śmierci i Zarazy, ale też Dawcy Leków i Ziół Przywracających Zdrowie

I Wy Panowie WELI, Welesie i Nyjo i Wasi Synowie – Władcy Zaświatów,

Którzy Przydzielacie miejsca w Nawiach i pod Wyrajem

Bądźcie nam Przychylni

Bądźcie wszyscy ze mną,

Bądźcie z moimi bliskimi ….

Przybądźcie i bądźcie we mnie

Przybądźcie i zasiądźcie w moich bliskich ….

Obejmijcie nas swoją mocą i dajcie nam moc

byśmy złączyli się z WAMI

O Światło Świata!

Wszyscy Bogowie Świata

Przodkowie Których jesteśmy Krwią z Krwi

Którzy Czuwacie Nad Światem z Prawi i z Nawi

Łączę się z Wami

By pozostać z Wami na zawsze w Jedności

Niech Wasza Siła wzmocni moje siły

Aby moje działanie było w każdej chwili zdecydowane i skuteczne

Aby moje życie stało się pełne i godne

A wszystkie żywe istoty wokół mnie miały się lepiej!

O Światło Świata!

Dziękuję, że jestem,

Dziękuję za to kim jestem i gdzie jestem

Dziękuję Wszemu Światu i Światłu,

Matce Ziemi

i moim Przodkom

O Światło Świata!

Nie opuszczaj mnie nigdy

Daj wzrok przenikliwy

Daj myśl głęboką

Bym mógł się z Tobą

w każdej chwili złączyć!

Wszystkie te śmieszne obrazy są autorstwa Guy Robinsona i pochodzą z Cyklu Piknik Ptasiego Szamana oraz Nativity

O Rafale, czyli różne są Polaków dzieje


Ten tekst jest kontynuacją – choć może się wydawać pozornie iż nie – poprzedzającego go artykułu o pogańskich symbolach, obrzędach i wróżbach w chrześcijaństwie. Jego dalszą kontynuacją stanie się „Lekcja 6 – Narodziny i Naród” oraz w konsekwencji wypływający z niej artykuł „Nowoczesna koncepcja narodu w XXI wieku”. To czteroczęściowe opracowanie stanowi faktyczny wstęp do wyodrębnionego cyklu publikacji, w których Wiara Przyrody odnosi się do nowoczesnej koncepcji społeczeństwa i takiego ułożenia stosunków społecznych i produkcyjnych oraz organizacji życia społecznego, które zharmonizują cywilizację i przyrodę tworząc z nich holistyczną, pozostającą we wzajemnej równowadze jedność.  Wiara Przyrody nie uzurpuje sobie prawa do bycia jedyną na polu walki o przywrócenie zakłóconej równowagi między cywilizacją i przyrodą, ani do bycia jedyną, która zna receptę na rozwiązanie problemów i opanowanie zjawisk prowadzących do zagłady Przyrody (Środowiska) przez Człowieka i tym samym do samozagłady Człowieka, czyli zagłady Ludzkości przez Przyrodę (Środowisko). Wiara przyrody dąży do wychowania następnych pokoleń ludzi w duchu poszanowania przyrody i koegzystencji z przyrodą, ochrony gatunków współżyjących z człowiekiem i ochrony życia przyrody w nienaruszonej, dzikiej postaci. Powinniśmy dzielić świat ze wszystkim co na Ziemi żyje a nie zawłaszczać go dla siebie.

Poważne problemy i zagrożenia dla życia Ziemi, jakie sprowadza na nią Cywilizacja, może przezwyciężyć tylko nauka, poprzez odkrycia i opracowania odpowiednich sposobów postępowania. Drugim ogniwem, które te odkrycia i sposoby musi wprowadzić w życie, jest cała społeczność świata (Ludzie). Tylko wcielenie na skalę masową i globalną tych odkryć i sposobów postępowania będzie stanowić faktyczne – a nie pozorne – rozwiązanie problemu nieodwracalnego zagrożenia Życia na Ziemi. Wcielenie w życie oznacza zmianę mentalną w sposobie myślenia i bycia wszystkich ludzi. Zmianę codziennego  stylu życia i hierarchii potrzeb Ludzi całego globu. JAKO SYSTEM etyczno-filozoficzny Wiara Przyrody może i musi dołożyć wszelkich starań , aby przygotować zmianę mentalną w Nas samych.

Powiązanie systemu najważniejszych słowiańskich Świętych Wzgórz ze Stonehenge [kliknij]

Chcemy dzisiaj wszystkich poinformować, że jako Staro-Słowiańska Świątynia Światła Świata przystępujemy oto do wielkiej budowy, budowy, która odbywać się będzie jednocześnie w trzech wymiarach fizycznych:

Po pierwsze

1. Budowy platformy komunikacyjnej Wiary Przyrody obejmującej cały świat – na którą złożą się nie tylko witryny internetowe, ale także wydawnictwo i inne media działające przede wszystkim w języku polskim, ale także publikujące swoje materiały w języku francuskim, hiszpańskim i angielskim.  Mamy nadzieję, że wkrótce znajdzie się ktoś kto będzie również tłumaczył na język rosyjski – to niezmiernie ważne dla łączności z Wiarą Przyrody i organizacjami ekologicznymi w Rosji i krajach posługujących się cyrylicą.

Po drugie

2. Budowy świątyni, która będzie fizycznie istniejącą budowlą, ośrodkiem badań  Wiary Przyrody i Wiedzy Słowian, Skarbnicą Wiedzy i Wiedy oraz ośrodkiem krzewienia (rozpowszechniania) Wiedzy o Wierze Przyrody, o Słowianach, o ich kulturze, dziejach, mitologii, historii i prehistorii. Świątyni, która stanie się  ośrodkiem wymiany myśli filozoficznej, religijnej, a także ekologicznej. Która stanie się ośrodkiem nowoczesnej kultury oraz będzie zapleczem dla dzieła budowania nowej świadomości ekologicznej i krzewienia wiedzy ekologicznej oraz wiedzy w duchu wiary. Będzie to ośrodek Eko-Ekumeny Na Rzecz Przyrody Ziemi. Planujemy ją wybudować na jednym ze świętych wzgórz, w przestrzeni pomiędzy Krakowem a Zakopanem, na którejś ze świętych linii łączących prastare ośrodki Wiary Przyrodzonej Słowian, ulokowane w podobnych miejscach dawno, dawno temu.

Po trzecie

3. Budowy wokół platformy komunikacyjnej i wokół świątyni-ośrodka (kąciny) społeczności ukorzenionej w Wierze Przyrody (Wierze Przyrodzonej Słowian), lecz w sposób swobodny i równy jednoczącej także wszelkie proekologiczne nurty, ruchy i ugrupowania, oraz systemy wierzeniowe i kościoły działające w duchu wiary przyrody i na rzecz ratowania przyrody oraz zharmonizowania Świata Człowieka ze Światem Przyrody, w jedną potężną Eko-Ekumenę. Tylko Ekologiczna Ekumena jest w stanie sprostać wielkiej pracy u podstaw nad przebudową współczesnej Świadomości Konsumpcyjnej w Świadomość Harmonijnego Rozwoju. Każda z istniejących organizacji działających w tym duchu i te które powstaną stawiając przed sobą ten cel, mają do zrobienia w owym dziele bardzo wiele i dla nikogo nie zabraknie tu miejsca. Wierzymy, że na takie właśnie działanie – w duchu wspólnotowym, w duchu ekologiczno-ekumenicznym, w duchu Wiary Przyrody – nadszedł już najwyższy czas.

Nie bez powodu ogłaszamy to w dwudziestym dniu miesiąca grudnia, dwa tysiące jedenastego roku (miary czasu powszechnie stosowanej – tj. 20 . 12 . 2011 roku NE, a 20.12 roku 7519 [lub nawet jak chcą Rosjanie 20.03.7520], miary czasu słowiańskiego – CS). Ten dzień rozpoczyna obchody jednego z największych świąt Wiary Przyrody – Święto Narodzin Światła Świata, święto które uznają i obchodzą wszyscy rodzimowiercy wśród Słowian mimo iż nadają mu swojskie, lokalne nazwy takie jak Szczodre Gody, Gody, Kolada czy Stanie Słońca, Zimowe Staniesłońca, Narodzenie Bożycza, Bożyca,Narodzenie Młodego Boga (u Słowian zach.), Kutia, Owsiana-Owsień, Narodzenie Kolady czy Kostroma, Święto Roda. Jest to jednocześnie rozpoczęcie nowego Roku Kalendarza Słonecznego – czas świąteczny który trwa do Święta Niebieskiej Pani – Dany-Dawany-Dażbogi (2 stycznia) a nawet do Peruniki (2 lutego).

Jest to jednak także dla wszystkich Słowian Wiary Przyrodzonej, wszystkich Słowian Rodzimowierców zamieszkujących poniżej Równika – Święto Kupały – sam środek ich lata, najdłuższy Dzień w Roku – Wielkie Kupalia, Kres, obrzędy Święto-Rujańskie. My tutaj na północy siłą rzeczy skupimy się na obchodach Szczodrych Godów, lecz pamiętajmy, że Wiara Przyrody współgra z czasem Przyrody, czyli z miejscem i jego rytmem – to nie jest tak, jak w chrześcijaństwie, że dzisiaj wszyscy obchodzą jedno święto. Dla nich – na przykład dla Rafała w Ekwadorze, tych którzy są w Australii i Nowej Zelandii, w RPA i Chile – gdzie do niedawna mieliśmy jeszcze przedstawicieli SSŚŚŚ – obchodzone są właśnie Kupalia.  Rafał napisał mi, że wybiera się z rodziną do Banos de Agua Santa, które tu mamy na zdjęciu, gdzie na świętej górze wodospady, i gdzie, w świętych wodach i ciepłych źródłach będzie obchodził Kupalia. Kupalia tutaj są powiązane z obchodami Nowego Roku Słonecznego. Za miesiąc Rafał znajdzie się w Angoli, gdzie jako geolog musi wykonać pewne prace. Dla niego to nie będzie Perunika, lecz czas rozpoczynających się południowoafrykańskich zbiorów.

Święta wiosenne to z kolei otwarcie Kalendarzowego Roku Księżycowego i roku rolniczego – dawny słowiański początek Roku Księżycowego, wspólny z azjatyckimi Wiarami Przyrodzonymi, ale te wiosenne święta są dla tych co mieszkają poniżej Równika świętami Jesieni. Jak widać (tak jak liczą czas Rosjanie), początek kalendarzowego roku księżycowego dla niektórych ludzi łączy się z jesienią.

Niemal dokładnie rok temu,  w poprzednie Szczodre Gody zobowiązaliśmy się wziąć na siebie ciężar sterowania Wiarą Przyrody w duchu jej pogodzenia i podjęcia wspólnotowych działań na rzecz zjednoczenia Rodzimowierstwa w Polsce i na Świecie. Rok temu podjęcie takiego wyzwania wydawało się nierealne, może wręcz megalomańskie, bo Świątynia Światła Świata była wtedy (i pozostaje) nieliczną grupą zdeklarowanych członków, raczej gromadą wiedunów niż organizacją. Jednakże już latem tego roku pojawiła się pierwsza inicjatywa budowy obiektu świątyni, a obecnie ta inicjatywa została ponowiona i ma realne szanse powodzenia. Jesienią tego roku pojawiła się inicjatywa organizacji wydawnictwa i platformy komunikacyjnej i obecnie zyskała jeszcze realniejszy wymiar. Nasze strony w ciągu roku 2010 odwiedziło około 500.000 osób, w 2011 już prawie 1.000.000 osób. Tak, to nie pomyłka, średnio odwiedza nas 2.700 osób dziennie (a przecież w okresie wakacji ruch na stronie WWW jest o połowę mniejszy). Świadczy to także o ogromnej rzeszy młodzieży odwiedzającej ten blog. Mamy nadzieję zdecydowanie zwiększyć zasięg oddziaływania i krąg zainteresowanych w roku 2012.

Rzeczy wielkie rodzą się z rzeczy małych, bez małych kroków nie ma kroków wielkich. To co wydaje się początkowo utopią – tak jak nie raz w dziejach bywało – staje się nieoczekiwanie faktem. Poniższy artykuł jest pierwszym krokiem do utworzenia Ekologicznej Ekumeny Wiary Przyrody. Mamy nadzieję, że po nim, w niedługim czasie, ruszą też nasze strony internetowe w języku angielskim, francuskim i hiszpańskim oraz że w bardzo niedługim czasie (po Nowym Roku) będziemy mogli ogłosić też powstanie wydawnictwa oraz rozpocząć prace projektowe nad świątynią.

Inicjatorami i inspiratorami budowy Świątyni Światła są zarówno członkowie SSŚŚŚ i jej sympatycy z pokrewnych ruchów religijnych, jak też poniekąd członkowie RKP i Słowiańskiej Wiary, Zadrugi i Rodzimej Wiary, których dotychczasowe działania w kierunku utworzenia ośrodków wiary stały się poważną inspiracją dla podjęcia przez nas tego dzieła. Być może wielu z nas, inspiratorów tej wielkiej pracy, nie dożyje jej całkowitej finalizacji, bo mamy już wszyscy swoje lata, ale ktoś musi rozpocząć pracę i ktoś ją kiedyś dokończy. Niech to będzie kontynuacja wszelkich działań dotychczasowych, jakie miały miejsce w Polsce i poza nią, we wszystkich nurtach wiary rodzimej, poczynając od najdawniejszych korzeni, a co najmniej od czasów powszechnie uznawanego za ojca odrodzenia Wiary Przyrody – Zoriana Dołęgi Chodakowskiego.

Polskie Tatry – Rafał z kolegami – obóz górski (1961)

O Rafale, czyli różne są Polaków dzieje

Z Rafałem poznaliśmy się nie tak dawno. To dziwna historia – dziwna bo spotkaliśmy się najprawdopodobniej już ponad 40 lat temu, w Krakowie pomiędzy rokiem 1960 a 1963. Po raz drugi połączył nas Internet i rok 2011. Od razu, od pierwszego kontaktu stało się jasne, ze trudno o bliższe duchowe braterstwo niż to które nas łączy. Gdybym był ateistą nie potrafiłbym wyjaśnić tego przypadku – bo czy to rzeczywiście „przypadek”? Ukształtowały nas tak różne dzieje i wydarzenia osobiste, a doszliśmy w to samo miejsce duchowe.

To jedna z tych historii, o których mówi się: niemożliwa, nieprawdopodobna, to nie mogło się zdarzyć naprawdę. Zupełnie taka sama, jak potrójne natchnienie, które otrzymałem ze Sri Lanki w kwestii podobieństw wiary i języka dawnych Słowian i Hindusów, Tybetańczyków, Drawidów, Irańczyków czy Ceylończyków. To samo, które skierowało mnie ku studiom nad Wedą w jej najstarszych formach, nad taoizmem, zaratusztrianizmem, bon, buddyzmem i innymi naturalnymi religiami. Najdawniejsi i najwierniejsi czytelnicy już znają tę historię, bo ją na tym blogu gdzieś zamieściłem – już wiem – przy tekście Vilasy Bhikkhu  o podobieństwach języka polskiego i pali – no jasne, przecież właśnie Vilasa i jego tekst jest owym trzecim natchnieniem ze Sri Lanki, całkiem świeżym z roku 2009. Drugim byli profesorowie z Bostonu w latach 80-tych XX wieku, Żyd polskiego pochodzenia i Ceylończyk – obaj ze slawistyki na tamtejszym uniwersytecie – których gościliśmy u siebie po Stanie Wojennym dwukrotnie, a może i trzykrotnie, którzy już wtedy mówili że wspólnota językowa słowiano-indo-irańska jest więcej niż pewna. Pierwszym był Polak , także mnich buddyjski, który zgłosił się do mnie w latach 70-tych XX wieku z podobnym tekstem do tekstu Vilasy, tyle,  że o języku wed (Atharwawedy i Rygwedy a także Obwiesty-Awesty) i ich niewątpliwym związku ze słowiańskim słownictwem pogańskiej religii ( o ile dobrze pamiętam w latach 90-tych zostawił ten tekst w Zielonych Brygadach i u mnie, i wyjechał ostatecznie). Kiedy Vilasa Bhikkhu przysłał swój tekst napisałem nawet takie oto słowa:

Mam świadomość, że nie każdy statystyczny Polak, a nawet człowiek na Ziemi, ma prawdopodobną statystycznie szansę trzykrotnie, z trzech różnych niezależnych źródeł otrzymać – nie prosząc o to –  trzy razy tekst na ten sam, tak poważny, temat. Sądzę, że otrzymałem go, bo już najwyższy czas go opublikować w Polsce.

Buddyzm i Zen to wysublimowane kontynuacje tej samej Prastarej Wiary Przyrody, która wydała Wedy i naszą słowiańską Baję. W świetle dowodów genetycznych, wspólnota językowa zwana praindoeuropejską, która w istocie prawidłowo powinna być zwana – wspólnotą Słowiano-Indo-Irańską, nie powinna dzisiaj nikogo dziwić.

I tym razem zdarza się znów to samo. Tego rodzaju wydarzenia umacniają mnie w przekonaniu, że ateiści nie mają zupełnie racji. Za wiele razy w życiu doświadczyłem zdarzeń nieprawdopodobnych statystycznie, by na statystyce polegać w percepcji świata i jego mechanizmów.  Za wiele razy się z tym zetknąłem, aby się opierać nadal na ateistycznej „niewiarze”, niewiarze w nic poza przypadkiem i rachunkiem prawdopodobieństwa, w podejmowaniu naprawdę ważnych w moim życiu decyzji. To byłaby głupota , gdybym tak postępował, irracjonalne i świadome zdanie się na przypadek – co będzie to będzie – zamiast aktywnego pokierowania swoim życiem. Sądzę, że gdybym przyjął tę ściśle podobno „racjonalną” z ateistycznego punktu widzenia, zasadę skończyłbym życie jako człowiek, który nie stworzył sam sobie najmniejszej możliwości dokonania w trakcie tego krótkiego pobytu na Ziemi czegokolwiek naprawdę ważnego. Żadna podjęta przeze mnie naprawdę ważna życiowa decyzja nie wypływała z racjonalnych przesłanek – to znaczy gdy ją podejmowałem wydawała się z rozumowego, logicznego punktu widzenia nie do zrealizowania. Gdybym poprzestał na przesłankach racjonalnych nie dokonałbym niczego ważnego.

Misahualli u stóp Andów, nad Rio Napo to koniec cywilizowanego świata – dalej są tysiące kilometrów Amazońskiego wspaniałego Lasu, który daje świeże powietrze i słodką wodę całej Ziemi. To tutaj mieszka Rafał z Jimielą. Jimiela jest Indianką – Inkaską, mają wspólnego syna Inti i kilkoro adoptowanych indiańskich dzieci. Nie muszę wam chyba tłumaczyć że Jimiela to jedno ze starodawnych imion 89-tej, Ukrytej Bogini – Swątbody-Swątwoli –  miano, które jest także jedną z nazw jemioły związanej z obrzędami Nowego Roku i Światłem Księżyca.

Na pewno nie miałbym wtedy okazji poznać wielu wspaniałych ludzi, wielu z Was, którzy codziennie piszecie do mnie i wpisujecie się na tym blogu, tych których spotkałem osobiście i tych których poznałem tylko przez Internet. Nie spotkałbym ani was ani innych, których w życiu spotkałem – choćby Vilasy Bhikkhu, Jerzego Przybyła, Świętobora Mytnika czy Rafała Święckiego, czy naprawdę mnóstwa innych wspaniałych ludzi (choćby z Niklota) – wybaczcie że was wszystkich nie wymienię. Gdybym chciał ich tutaj wymienić wszystkich z imienia i nazwiska, na pewno skończyłbym po Nowym Roku. Ten artykuł poświęcam Rafałowi. Chciałbym żebyście poznali jego dzieje i splot jaki nas połączył. To historia warta przemyślenia.

Na czym  tym razem polega nieprawdopodobieństwo zdarzeń, które miały miejsce?! Posłuchajcie:

Ja urodziłem się w roku 1952 i całe życie przemieszkałem w Krakowie, mało gdzie i z rzadka wychylając nos poza to miasto.  Rafał jest ode mnie nieco starszy, gdy ja przyszedłem na świat, on  mieszkał już u rodziny w Zakopanem i tam dorastał oraz tam się wychowywał. Pisze o sobie, że stał się „przyszywanym” Góralem z Zakopanego, bo tam ukrywał się jego dziadek  po stronie ojca.

Moje korzenie rodzinne również zahaczają o Tatry, o Kotlinę Białczyńską, Białaczewo i podkrakowskie Koszczelniki, a wreszcie o Łobzów i sam Kraków. Moje korzenie są wśród Harów-Harwatów – Goroli (Harusuów i Char-Wątów), podobnie jak i jego.

Mamy też za sobą podobne epizody związane z ustrojem Wiecznej Szczęśliwości zwanym realnym socjalizmem. Jego rodzinę po stronie matki za udział w NSZ prawie w całości wymordowało UB. Wiele osób z mojej rodziny przesiedziało również w UB-ckich więzieniach wiele lat za udział w AK. Rafał urodził się w więzieniu i stracił bliskich z wyroków UB. To dlatego wychowywał się u dziadka w Zakopanem. Nas nie spotkało aż „tyle dobrego” z ręki komuchów (nota bene wciąż u władzy, choć kraj trochę inny!). Widocznie jednak obaj wyssaliśmy z „piersi” – jak to się mówi – dostatecznie dużo tego samego, by dalej pójść drogą buntu i poszukiwania odrodzenia duchowego.

Rafał z początkiem lat 60-tych ubiegłego wieku przybywa do Krakowa i rozpoczyna tutaj naukę w  Technikum Górnictwa Odkrywkowego. Zamieszkał przy ulicy Dietla, pasjonował się kajakarstwem, szkoła mieściła się przy ulicy Rzeźniczej. Ja od 1958 roku zamieszkałem przy ulicy Starowiślnej 89 – tam gdzie kiedyś mieszkała też Zofia Stryjeńska. Po chleb chodziłem do piekarni Buczka, naprzeciw kina Uciecha, bo był najlepszy w mieście, do przedszkola uczęszczałem naprzeciw Krążownika Wielopole do sióstr zakonnych- to również Starowiślna. Ulica Dietla, cały Kazimierz, bulwary nad Wisłą, Skałka, Rynek Podgórski, port rzeczny, plac Bawół, Plac Żydowski, ulica Szeroka, Miodowa i Rzeźnicza – za mostem kolejowym, Plac pod Halą Targową, Grzegórzki – to rejon w którym nieustannie przebywałem i po którym włóczyłem się całymi dniami. Nie ma fizycznej możliwości abyśmy się na przestrzeni lat 1960-1963 nie zetknęli wielokrotnie.

Oczywiście, zetknąć się zetknęliśmy, spotkać się spotkaliśmy, ale się nie poznaliśmy. Ja miałem 6-9 lat (podstawówka),  a on 14-16  (szkoła średnia) – w tym wieku to jest olbrzymia przepaść. Złączyło nas jednak miejsce, które ma niewątpliwie wielki magiczny wpływ na duchowość. Tak więc w latach 60-tych krążyliśmy po tych samych ulicach i mijaliśmy się w tych samych nasyconych krakowską historią, starożytnością i tajemnicą miejscach – Krzemionki, Kopce Krakowskie, Las Wolski, Wisła, Bielany, Panieńskie Skały, Błonia – nie mówiąc o takich drobiazgach jak Wawel.

Rafał nie skończył szkoły, bo w 1963 roku pomaszerował przez Zieloną Granicę na południe. Rok później po wielu perypetiach dotarł do Włoch i tak zaczęła się jego wieloletnia podróż po świecie.

A więc pierwszy punkt zbieżny – Kraków, lata 1960-61-62. Czy mijaliśmy się na ulicach, czy spotkaliśmy się na którymś z kopców, na majówce w Lesie Wolskim, na Wawelu, w Rynku – gdziekolwiek? Nie znając się i nic o sobie nie wiedząc? On już uczeń szkoły średniej, ja o kilka lat młodszy w podstawówce.  Na pewno tak.

Jak pisze Rafał ucieczka z Polski w wielki świat była początkiem prawdziwej nędzy w jego życiu. Ja nie zaznałem na dłuższą metę prawdziwej biedy, nigdy też nie tułałem się po świecie w poszukiwaniu miejsca do egzystencji, nawet niewiele podróżowałem poza Polskę – tak wyglądało życie przeciętnego Polaka do połowy lat 70-tych kiedy Gierek dał ludziom zezwolenie na podróże w obrębie krajów socjalistycznych na dowód. Na paszport nie mogłem liczyć do 1981 roku, bo jeszcze jako 17-latek sam wpadłem w łapy ubeków. Wtedy to się nazywało SB. W 1970 roku jako hippisi próbowaliśmy wydawać niezależną gazetę. Aby uruchomić to przedsięwzięcie, podobnie jak członkowie organizacji Ruch, wynosiliśmy czcionki z drukarni w Krakowie.  Było świeżo po marcu 1968, tuż przed grudniem 1970.  Oczywiście wpuszczono nam do grupy kapusia – tak jak do zdekonspirowanego wtedy właśnie Ruchu i zapoznałem się z metodami UB i ich kazamatami. Wypuścili mnie niedługo, bo umorzyli sprawę – nie mieliśmy kompletu czcionek i nic nie zdążyliśmy wydać drukiem. Od tego czasu – zwłaszcza że odmówiłem współpracy – mieli mnie na oku. Kiedy powiedziałem im NIE – Ubek powiedział – Szkoda, masz talent. Nie dostaniesz się na żadną uczelnię w tym mieście i nie wydasz nigdy książki. I tak się stało i o dziwo trwa to także w III RP. Ale mam nadzieję i to bardzo poważną, że wreszcie się skończy. Jeszcze w 1989 roku Sb-ecy rozpytywali o mnie dozorczynię przy ulicy Okólnej. Ona zawsze mówiła mojej matce o tym czy o mnie pytają i kiedy pytali.Tak więc chcąc wyjechać poza DEMOludy musiałbym jak Rafał przejść przez Zieloną Granicę i już nie wracać. Otrzymanie paszportu mi nie groziło aż do 1981 roku – wtedy go dopiero po raz pierwszy na chwilę dostałem.  Myślę, że SB miało nadzieję, że wyjeżdżając w październiku 1981 roku nigdy już nie wrócę. Pomyłka.

Moja prawdziwa pasja to była starożytność, ale nie ta grecka tylko polska – jeżeli jeździłem to tylko po Polsce.

Rafał w tym czasie przymierał głodem i w końcu wylądował w USA. Tam zapisał się do Armii Amerykańskiej – nie dlatego ze sobie wymarzył podobny los, jako młody chłopak, ale żeby nie zdechnąć z głodu. Przeszedł gehennę to było jakby wszedł z deszczu pod rynnę – był rok 1966. Nie dane mu było zostać w USA – właśnie był Wietnam. Tu stawiamy kropkę. Kropka bywa ważniejsza dla wyobraźni niż całe dwutomowe dzieło. Tu stawia kropkę sam Rafał.Nasza opowieść o dziejach Rafała i jego drodze rozpocznie się dalej gdzieś między 1972 a 1974, kiedy jako były żołnierz otrzymał możliwość studiowania geologii.

1962

Ja latem 1967 roku zdałem do Technikum Geodezyjnego  – rozkapryszony jedynak zaczytany w mitologiach świata i s-fach Lema.  Ale już w 1969 poznałem pierwszych krakowskich hippisów, późniejsze legendy tego ruchu. Tak naprawdę to ten właśnie ruch rozwalił komunizm, a nie co innego. Oczywiście nie sam ruch – bo nazywaliśmy go „ruchem”, tak jak chłopcy z konspiracyjnego Ruchu nazywali swój „ruch” – ale to, w co nieuchronnie musiał się zmienić w różnorodności swoich nurtów wolnej myśli i wyzwolenia z kleszczy zniewolonego umysłu. Był to po prostu czas Ruchu – nie kiosków i nie spółdzielni, ale czegoś na kształt fermentującej, kipiącej niczym zaczyn anarchistyczny hippisowskiej komuny. Eksplodowała nowa zbiorowa świadomość i zarysowały się jasno różne, wielorakie, niemożliwe do opanowania przez reżim drogi do prawdziwej Wolności przez duże W.  Bez dalszego ciągu czyli upolitycznienia się części tego ruchu nie byłoby rzecz jasna żadnego Sierpnia 1980 roku. Jednakże bez wieluset równoległych ścieżek, którymi podążyli wtedy młodzi ludzie, nie byłoby świadomości po stronie komunistów, że ich świat się rozpadł, a młode pokolenie jest nie do kupienia. Mój hippizm, walka o prawa człowieka, walka z systemem szkolnym i wpadka z drukarnią to ten właśnie czas.

Tu drugi punkt wspólny. Technikum Geodezyjne połączono z Technikum Geologicznym, do którego włączono Technikum Górnictwa Odkrywkowego. Tak więc w istocie znalazłem się w tej samej szkole, w której uczył się Rafał w 1962 – tyle że ja skończyłem ją w 1972 roku. Skończyłem Technikum Geologiczne w specjalności geodeta – pozbyto się mnie bardzo szybko i chętnie po licznych epizodach antyustrojowych, antypaństwowych i po rekomendacji SB w 1971 roku.

Od 1974 zaczynam intensywnie uprawiać jogę we wszystkich płaszczyznach. Pracuję jako geodeta nad mapami Śląskiego Okręgu Wojskowego – to pozwala mi uniknąć poboru obowiązkowego do wojska. Jednocześnie studiuję wschodnie religie i medytuję niesystematycznie w krakowskim ośrodku Zen.  Tak się składa, że moimi mistrzami  duchowymi w jakimś stopniu były osoby bliskie już od dzieciństwa, albo bliskie odkąd poznałem moją przyszłą żonę w 1972 roku. Wpajano mi zupełnie inny stosunek do religii niż to się dzieje w zwykłych domach. Stopniowo dojrzewałem do wiary przyrodzonej. Lata 70-te to odejście ku religiom wschodu. Ten okres kończy się dla mnie w roku 1978, który mogę uznać za rok ostatecznego ukształtowania i  uformowania w pogaństwie.  Dla mnie wtedy właśnie kończy się hippizm – w roku 1978. Stałem się dojrzałym człowiekiem – dojrzałym do wszystkiego, do radykalnych zmian w życiu, do założenia rodziny w prawdziwym sensie tego słowa, do pójścia nową drogą. Od 1976 dochodzą oczywiście do tego wszystkiego bibuły KORowskie i Latające Uniwersytety itp, ale temu nurtowi nie poświęcałem się w pełni.

Dom

A teraz dalszy ciąg historii Rafała. Muszę powiedzieć, że niełatwo sobie wyobrazić dwa bardziej różne pod pewnymi względami życiorysy niż nasze.

Rafał otrzymał od państwa skromną zapomogę aby się uczyć. Użył jej do, skończenia inżynierii w École Polytechnique de Montréal (Poly). Jego praca dyplomowa zajęła następne 10 lat, co do tygodnia, czyli maksimum, jakie jest dozwolone. Jest to trudny do pobicia rekord na Poly, jaki Rafał ustanowił. W tym czasie pędził prawdziwie hippisowskie życie. Napisał mi: ” Podczas tego czasu wykąpałem się w większości gorących/ciepłych źródeł między Alaską a Gwatemalą. Był to czas na odnalezienie zdrowia fizycznego i psychicznego. Żyłem w autobusiku VW i robiłem co się dało aby tylko przeżyć i benzynę zapłacić od-źródła-do-źródła. Stałem się wegetarianinem i poszukiwaczem ducha Natury.”

W 1978, sen zapowiedział mu spotkanie z Omraam Mikhaël Aïvanhov. On wskazał mu drogę do ducha. Rafał jest poganinem mimo, że jego mistrzami byli teozofowie, ale teozofowie wyrośli z bogmilizmu, członkowie Białego Bractwa. Dla nich chrześcijańskie przypowieści  są czymś zupełnie innym niż dla chrześcijaństwa  – to sposób obrazowania tez, ich wiara była i jest wiarą w Naturę i niezwyciężoną moc Słońca.

Rafał 1980 (Polska)

I to jest trzeci wspólny punkt. Rok 1978, czas kiedy ja zaczynam żyć drążeniem mitologii Słowian i kiedy powoli zaczynam tracić z horyzontu jakikolwiek rodzaj kariery, do której chciałbym się przywiązać.  Gdyby nie było Sierpnia 1980 roku – nie dostałbym się do Szkoły Filmowej – SB zadbałoby o to, nie miałbym żadnego dyplomu – Było przede mną wielu takich i po mnie też. Kto o tym nie wie, ten jest osobą zabłąkaną w oparach.  Komunizm (realny socjalizm) w Polsce to nie tylko trupy w Wujku, to tysiące rannych każdego 13-tego danego miesiąca przez cały stan wojenny, to tysiące złamanych życiorysów, ludzi których wyrzucono z uczelni i z pracy , którzy krążyli z wilczym biletem od szkoły do szkoły, ale w końcu trafiali do wojska albo do ZOMO, albo krążyli od firmy do firmy, ale nic nie mogli jakoś dziwnie znaleźć – w czasach kiedy na ulicach łapano każdego bez pracy i pakowano do odsiadki jako tzw Niebieskiego Ptaka – tak to określano w TVP. Ja miałem w tym czasie papiery pisarza, literata, scenarzysty – trzymanego na pasku umów przez System. System mnie trzymał i myślano, że mnie ma – stąd w 1983 propozycja nie do odrzucenia – błyskotliwa kariera pisarska w zamian za współkierowanie gadzinówką „Nowa” „Kultura”. Chyba w ramach „marchewki” wydano wtedy dwie książki, które od lat leżały w wydawnictwach. Odmowa z mojej strony i niebyt pisarki do 1990. Miałem czas na wewnętrzny rozwój.

1982

1978 rok jest dla nas obu wspólny. Zaczyna się nowe życie – życie w wierze i życie wiarą i dla wiary przyrodzonej.

„Idę nią i staram się praktykować co odkrywam.” – pisze mi Rafał. Nie napisałbym mu nic innego.

Popatrzcie jak wiele czasu trzeba od kropki do pełnego odzyskania ducha i warto by każdy kto głosi wojnę zamiast miłości – w imię jakiejkolwiek idei – przemyślał swój własny stan ducha.

I wreszcie w wyniku dalszego długoletniego rozwoju, kształtowania się i dojrzewania dochodzimy do czwartego wspólnego  punktu. To już będzie rok 2011.

Gujana 1987

Wcześniej ja mam dzieci  i Rafał ma dzieci. Ale tak naprawdę po długiej tułaczce w świecie, licznych wyprawach geologicznych, wielkich poszukiwaniach duchowych  dopiero trafiwszy do Ekwadoru zakłada w Misahualli dom i znajduje miłość i swoje miejsce na Ziemi. On sam jest poganinem ale w jego rodzinie są i inne wyznania i wszyscy doskonale się rozumieją. Muszę powiedzieć że nasza rodzina też się doskonale rozumie mimo, że jej dosyć liczny człon to zagorzali katolicy (ba, mają nawet zakonnicę w swoim gronie), część to niepraktykujący katolicy, część ateiści, część zagorzali antyklerykałowie, no a my – Ja ,moja żona, dzieci POGANIE. Wojny – każde, a zwłaszcza religijne – nie są wynikiem kłótni rodzinnych ani plemiennych – są wielkim zbrodniczym interesem rządów i państw. Zapamiętajmy to i nie pozwólmy robić z siebie armatniego mięsa – Nigdy i Nikomu! Polacy żyli z Ukraińcami szczęśliwie, czy ktoś pamięta że połowa Kijowa w roku 1860 mówiła po polsku. Czy ktoś pamięta że 90% kadry jedynego tamtejszego uniwersytetu to byli wtedy Polacy?! Kto rozpętał tę hekatombę i ciągnie dalej nienawiść?! Kijów 100 lat temu był polskim miastem – w dużej części – polskim i ukraińskim.

Kongo 2009

Teozofia niedaleko znajduje się od pogaństwa, naprawdę wystarczy zastąpić chrześcijańskie odniesienia w przypowieściach żeby odnaleźć Wiarę Przyrody – przede wszystkim, to coś naturalnego. To co odróżnia wyraźnie teozofię i antropozofię od czystej Wiary Przyrody to manichejskie pojmowanie dobra i zła.

2008 – Sierra Leone

Pisze Rafał:

„Załączam zdjęcie rodziny rok temu, ten najmłodszy to Inti, nasz
biologiczny syn, a reszta są naszymi niebiologicznymi dziećmi.

Mają sześcioro dzieci z tego najmłodszy Inti jest ich dzieckiem – pozostali są adoptowani – i to ma sens. (2010)

Żyjemy w małym miasteczku, na końcu drogi, w Amazonii u podgórza Andów.”
http://www.youtube.com/watch?v=xlE1RMcysgI
http://www.youtube.com/watch?v=wrzi4puC2No
http://www.youtube.com/watch?v=1yhmf-TZCiY
http://www.youtube.com/watch?v=GMIQAmEInC8
http://www.youtube.com/watch?v=ZJze0XGzHK4
http://www.youtube.com/watch?v=TLflLOI6sDQ

Pisze mi Rafał:

„Tak, złączmy wysiłki aby Kultura i Wiedza Słowiańska dalej żyła nie
tylko w Naturze.

Zdrowia, dobrobytu i szczęścia od Nas do Was.

Rafał”

I oto jest nasze prawdziwe, dojrzałe  spotkanie w roku 2011 po to by osiągnąć naprawdę wielki cel.

I jeszcze od Rafała

http://www.rafals.com/ecuador

Puerto Misahualli – Biuro turystyczne Jimeli

Kiedy Rzeka Napo  zalewa Misahualii:
http://www.youtube.com/watch?v=GMIQAmEInC8
http://www.youtube.com/watch?v=2WUz7cFAfoc
… po tym jest czas płukać złoto:
http://www.youtube.com/watch?v=TLflLOI6sDQ
Droga od nas do Quito:

Wulkan Antisana
http://www.youtube.com/watch?v=ZJze0XGzHK4

Rafał znalazł się tam szukając złota, a znalazł żonę i rodzinę i szczęście

Żyje z płukania złota i diamentów:
http://www.youtube.com/watch?v=N0HnuTbHmWk
http://www.youtube.com/watch?v=ocJ8zgfZE8Q
http://www.youtube.com/watch?v=qDrH2NnH8KE
http://www.youtube.com/watch?v=WlIJ6RyBquo

Żona i syn Inti (Słońce w języku Inków)
http://www.youtube.com/watch?v=xlE1RMcysgI

Mówią że fotografie to 1000 słów, a wideo to chyba 100 000 słów…

Rafał pisze do mnie:

Wierzę w pozytywną siłę myśli, tą siłę mamy w nas, mimo że „system”
robi wszystko aby w nas tą siłę zniszczyć. W innych słowach, co ja
sobie DOBRZE WYOBRAŻĘ stanie się realnością. Wokoło mojej wyobraźni
skrystalizuje się materia i WYOBRAŹNIA stanie się realnością.
Naturalnie, jestem odpowiedzialny za to co tworzę. Bo jak stworzę coś
co nie chcę to będę cierpiał.
Na dodatek, kiedy moja wyobraźnia się sprzęga z drugą, trzecią,
czwartą… wyobraźnią to rezultat nie dodaje się, ale mnoży. Więc w
sprzężeniu jest MOC. 5+5=10 a 5×5=25.

Zdrowia, dobrobytu i szczęścia

Rafał

Słońce nad Amazonią, Rio Napo czyli rzeka Napo  (foto: Rafał)

Od Rafała

1

Na Godowe Święta Rafał przesłał do nas tekst, który sam otrzymał od swojego syna z Polski , tekst góralskich, płynących z serca życzeń świąteczno-noworocznych. Jest to tekst warty przytoczenia i drobnego komentarza. Oto on:

Dla Was i całej Rodziny

Niechaj na Godowe Święta
nikt o zwadach nie pamięta.
Cuda niech się dzieją w Gody,
niechaj w rzekach płyną miody,
niechaj gada wszelkie zwierze
niech Bogowie w naszej wierze
się ostaną, a o świcie
świat się zrodzi w Świętowicie.
Niechaj dziady ku nam przyjdą,
z kucji głodne niech nie wyjdą.
Niechaj wróżby i życzenia
będą źródłem odrodzenia
dobrobytu i płodnosci.
Pannom chłopca do miłości
niech przyniesie maku tarcie
i świeżego siana garście.
Na choroby i złe moce,
by nie były straszne noce,
sad ubrany orzechami
zwisnie w izbie ponad nami.
By zwierzyna była w lasach
turon pośród nas niech hasa.
Z lasu, wody i ogrodu
oraz polnych licznych płodów
niech na stole nie brakuje.
Tak to Gody się świętuje!

Abyście w odrodzonym cyklu Słońca byli otoczeni Jego Światłem,
wypełnieni Miłością i szli Wolni.

Zdrowia, dobrobytu i szczęścia

Rafał, Jimela i dzieci

I mój komentarz:  zwraca tutaj uwagę akapit o sadzie wiszącym u sufitu ubranym złotymi srebrnymi orzechami – Orzechy – nasiona Bogów Dawców – owoce drzewa orzechowego – Bogoce – Bogowie Dawcy – Sporowie, Władcy Mnożności, Dostatku i Szczęścia. Złote i Srebrne orzechy to także symbole Słońca i Księżyca – niebieskiego światła. O sadach pod sufitem – imitacji symbolicznej boskiego Wyraju i Drzew Rajca – Lasu Welańskiego jakoś się w różnych etnograficznych opracowaniach nie pisze , a sad przetrwał w tej rymowance tak jak przetrwał w góralskiej tradycji do dzisiaj, jako ozdoba obrzędowa, która ma sprowadzać dobrobyt , dostatek i szczęście dla domu i gospodarstwa na cały nowy rok.

Rafał (po prawej) z mistrzem Omraamem Mikhaelem Aivanhovem

 2

Wybrane myśli: Życie, Miłość, Wolność – od Mistrza Beinsa Douno
(1864-1944), który uczył Mistrza Omraama Mikhaëla Aïvanhova.

„Źródłem życia jest miłość. Miłość przynosi pełnię życia.

Życie staje się realne, kiedy człowiek poznaje miłość. Jeśli człowiek nie rozumie miłości, nie rozumie życia. Jeśli nie rozumie życia, nie rozumie czasu, w którym życie, jako ciągły proces, płynie. Jeśli nie rozumiesz  czasu, tracisz muzyczny rytm życia, wtedy wpadasz w ciąg nieharmonijnych warunków, które sprawią, że spotka cię wiele nieszczęść.

Wszystkie światy, przez całą wieczność, wychodziły, wychodzą i będą wychodzić ze Źródła Miłości.

Miłość jest najpiękniejsza. Tylko miłość może wzbudzić w duszy twoje ukryte możliwości. Dzieła naukowe i dzieła sztuki nie mogą dać bodźca do przebudzenia duszy ludzkiej. Zawierają one tylko tymczasową wiedzę. Jedynym prawdziwym dziełem, w świecie, jest nauczanie miłości. Miłość jest najważniejsza dla duszy człowieka. Kiedy człowiek staje się świadomy miłości jako siły wielkiej i potężnej, jego dusza i duch budzą się, a on sam wchodzi w rzeczywiste połączenie z fizycznym, duchowym i boskim światami.

Tylko dzięki miłości człowiek może zrozumieć związek między tymi światami, a także sens ludzkiego życia i w ogóle sens życia.

Jest napisane: „Będziesz miłował Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, a bliźniego
swego jak siebie samego.”

Jest to jedyne prawo, które przejawia się w trzech światach. Ludzka dusza tęskni i chce być wolna. To jest wielki wewnętrzny impuls, nie u każdego zwykłego człowieka, ale u każdego człowieka, w którym świadomość  Boga jest przebudzona. Słyszeliście,  powiedzenie: „Poznacie Prawdę, a Prawda was wyzwoli.”

Wolność nie może przyjść z zewnątrz. Nie może być egzekwowana przez prawo.

Każdy rodzaj wolności, religijna lub polityczna, która jest egzekwowana z zewnątrz, jest tylko cieniem wolności.
Idealna Wolności, Wolność, która wypływa z Prawdy, nie jest oparta na przemocy. Ona nie zależy ani od ludzkiej wiedzy, ani od ludzkiego porządku prawnego. Ona nie potrzebuje obrony przez zewnętrzne prawa i przemoc.

Czy rzeczywiście istnieje Wolność, której musi się bronić za pomocą broni? Czy ten rodzaj wolności można nazwać prawdziwą Wolnością?

Jedynym, który jest Wolny, jest Bóg. Więc tylko Bóg może w pełni zrobić człowieka Wolnym. Bóg pragnie, aby wszystkie istoty były Wolne, tak jak On jest Wolny. I muszą one stać się Wolne, bo są częścią boskiego jestestwa.

Zewnętrzne formy życia mogą ulegać przemianom, mogą ulec zniszczeniu, ale Życie trwa. Nic nie może go unicestwić: Życie jest najpotężniejsze. Życie, które jest w nas, jest doskonałe.”

Terminologia jest tu Chrześcijańska, ale prawda w niej zawarta jest bezimienna.

http://www.youtube.com/watch?v=In5phDi7SmQ

13-nasty dzień postu…

Zdrowia, dobrobytu i szczęścia

Rafał

Co do filozofii O. M. Aivanhov, to angielską, francuską i hiszpańską
wersję esencji, w słowach jego Mistrza Beinsa Douno, umieściłem na
http://http://rafals.com/message i następne strony.

3

DEKLARACJA Wiary – Zachodniosłowiańskiego Związku Słowiańska Wiara (wersja angielska)

The Declaration of the Faith of the Inborn Slavic Faith (according to the Western Slavonic Union of the Slavic Faith)

We believe in the Slavic Gods. We believe in the wisdom, goodness and beauty hidden under Their faces. Slavic Gods are the source of life, power and happiness. Faith in Them is the maintained by us our heritage.

Slavic Gods, worshiped for thousands of years, are for us the most beautiful and closest to heart image of the Divine Power. The Gods are hierarchical, multifaceted, mutually complementary order. Selected The order reveled from the chaos.

We believe the Gods give meaning to our existence, we believe they protect from the oblivion deeds of our ancestors, us, our children and grandchildren. What is the most valuable will be passed on in the eternal cycle of reviving life.

We acknowledge, that human death is the end of some stage. It is a condition of the transition into newer, constantly changing form of being. Dropping the old, already exhausted form. The reward for the noble and persistent is entering into the ever higher levels of existence, more conscious, more significant, closer to the Gods.

Human knowledge has not reached the level which allows arbitrarily predict the nature of the universe, but we know about his relentless growth. We can integrate this growth. The continuous growth fills with content our lives and gives us the faith in the survival of our actions.

We practice the strict ethical rules. Slavic faith believer lives decently, honestly and nobly. He condemns laziness, cowardice, recklessness and hypocrisy. As the most despicable he considers the betrayal.

We are enemies of the pettiness, above all, we condemn the lack of will to get rid of it. We cultivate what is the best in us. We assume the responsibility for our actions. We grow and create, this is intended for us.

We are the defenders of what is our, our families and our community. We defend the right to live on our own territory, we defend the space of our civilization. This obligation results from the most obvious laws of Nature.

Our rituals are the integrating in to the rhythm of Nature, finding wisdom in the rules of Nature and the Divine laws included in it. Our rituals are the nursing of ties with the ethnic and spiritual community. The communal prayers and sharing of suppers. The reverence to ancestors. The offerings to Gods. We bring back the meaning of the ancient native festivities.

We put faith in our understanding, the source of human knowledge. We put faith in our forces, the cause of continuous transformation. We believe in the soul, the divine element in man.

Our commonwealth bless us with the help, offers us the support. Together we extract what is the most valuable in us, that what is only worthy of attention.

A swastica¹ (swarzyca), a triskelion (trystyka), a circle and an isosceles cross are the symbols of Slavic Faith, the symbols that encode the knowledge about the order of Universe.

1 Symbol of Svarog – the Slavic god of sky, sun, heavenly fire.

Omraam Mikhaël Aïvanhov – Wiki eng

(1900, Srpci, Macedonia – 1986, Fréjus, France) was a Bulgarian philosopher, pedagogue, alchemist, mystic, magus and astrologer. He was a disciple of Peter Deunov (Beinsa Douno), the founder of the Universal White Brotherhood.

Life

At the age of 17, after a childhood full of deprivation, he met Master Peter Deunov, the founder of the Universal White Brotherhood in Bulgaria. In 1937 Deunov entrusted him with bringing his teaching to France. During the next 49 years, up to his death, he developed the teaching of the Universal White Brotherhood, giving more than 5000 lectures.

He taught mainly in France, but also traveled a great deal, in Switzerland, Canada, the US, the UK and Scandinavia. His works (44 pocketbooks and 32 complete works) are based on his lectures, which were recorded either in shorthand or on audio/video tape. They are published by Prosveta.

Central idea

Aivanhov’s philosophy teaches that everybody, regardless of race, religion, social position, intellectual ability or material means, is able to take part in the realization of a new period of brotherhood and peace on earth. This happens through the individual’s personal transformation: growth in perfection and in harmony with the divine world. Whatever the topic, he invariably focuses on how one can better conduct life on earth. Aivanhov taught that to achieve a better life, one must have a high ideal. „… if you have a High Ideal. such as the bringing of the Kingdom of God on earth you obtain everything you wished for, you taste plenitude.”[1]

Initiatic Science

Aïvanhov teaches the ancient principles of initiatic science. He describes the cosmic laws governing both the universe and the human being, the macrocosm and microcosm, and the exchanges that constantly take place between them.

This knowledge has taken different forms throughout the centuries. It is the „perennial wisdom” expressed through various religions, each adapted to the spirit of a particular time, people, and level of spiritual evolution. Aivanhov’s teaching incorporates aspects of Esoteric Christianity that relate to finding the „Kingdom of God on earth” within the individual. One of the essential truths of initiatic science, according to Aivanhov, is that (in the higher world) all things are linked. Thus committing oneself to the Kingdom of God on earth makes it realizable: „The real science is to form within ourselves, in the depths of our being, this Body that Initiates call the Body of Glory, the Body of Light, the Body of Christ.”[1]

 Bibliography

  • Angels and other Mysteries of The Tree of Life
  • Creation: Artistic and Spiritual
  • Hope for the World: Spiritual Galvanoplasty
  • Light as a Living Spirit
  • Man’s Two Natures: Human and Divine
  • New Light on the Gospels
  • The Path of Silence
  • The Powers of Thought
  • Spiritual Alchemy
  • The Splendour of Tiphareth
  • Toward a Solar Civilisation
  • The Tree of the Knowledge of Good and Evil
  • The True Meaning of Christ’s Teaching
  • What is a Spiritual Master?
  • Youth: Creators of the Future

 References

  1. ^ a b Omraam Mikhaël Aïvanhov The High Ideal
  • Feuerstein, Georg (1992). The Mystery of Light: The Life and Teachings of Omraam Michael Aivanhov. Salt Lake City, UT: Passage Press. ISBN 0-941255-51-4.
  • Frenette, Louise-Marie (September 2009). The Life of a Master in the West. Canyon Country, CA: Prosveta USA. ISBN 978-0-9842693-0-3.
  • Lejbowicz, Agnes (1982). Omraam Michael Aivanhov, Master of the Great White Brotherhood. Fréjus, France: Editions Prosveta.
  • Renard, Opierre (1980). The Solar Revolution and the Prophet. Fréjus, France: Editions Prosveta.

Who Is Omraam Michael Aivanhov?. Fréjus, France: Editions Prosveta. 1982.

Омраам Микаэль Айванхов –

Wiki rus

(1900, Македония — 1986, Фрежюс, Франция) — болгарский философ, педагог, духовный Учитель, алхимик и астролог. Жил во Франции с 1937 года. Был учеником Петра Дынова. Основал французское отделение Всемирного Белого Братства. Учение Айванхова являет собой творческий синтез христианства и восточных религий.

Жизнь

В возрасте 17 лет после детства полного лишений Айванхов встретил Учителя Петра Дынова. В 1937 году Дынов поручил ему нести Учение во Францию. В течение следующих 49 лет, до самой смерти он передавал Учение Всемирного Белого Братства, прочитав более 5000 лекций.

Он в основном преподавал во Франции, но также путешествовал в Швейцарию, Канаду, США, Великобританию и Скандинавские страны. Его книги основаны на его лекциях, которые стенографировались или записывались на аудио/видео пленку. Они публикуются издательством Просвета.

 Центральная идея

Философия Айванхова говорит о том, что все люди, независимо от расы, религии, социального положения, интеллектуальных способностей или материального уровня, способны принимать участие в создании нового периода братства и мира на Земле. Это происходит через личное преображение каждого, а именно через развитие и совершенствование в гармонии с божественным миром.

Какова бы ни была тема для обсуждения, Айванхов неизменно фокусировался на том, как человек может лучше провести свою жизнь на Земле. Любая затронутая им тема неизменно трактовалась с позиции пользы, которую может извлечь человек для самопознания, самосовершенствования и лучшей организации своей жизни, помогая таким образом реализации Царства Божьего на Земле.

Работа духовная существенно отличается от работы физической. Надо знать, что можно от нее ожидать, а что нельзя. От духовной работы можно ожидать света, мира, гармонии, здоровья, разума, но не денег, славы, признания или преклонения толпы, иначе вы смешаете два разных мира и будете несчастны. От духовной деятельности нельзя ожидать никаких материальных выгод. То, что вы создаете, еще долго остается невидимым, неощутимым.[1]

Посвященческая наука

Айванхов учил древним принципам посвященческой науки. Он описывал космические законы, управляющие вселенной и каждым человеческим существом, макрокосмом и микрокосмом, и взаимообмены, которые постоянно имеют место между ними. Это знание принимало различные формы в веках. Эта «вневременная мудрость» выражается посредством различных религий, адаптируясь к конкретному времени, людям и уровню духовной эволюции.

Посвящением называют тот путь, который должен пройти человек в стремлении отыскать и привлечь к себе свою божественную душу, чтобы она поселилась в нем… Посвященный — это тот, кто полностью себя изменил, желая притянуть к себе свою божественную душу: все его существо стало гармоничным, он вибрирует в унисон с Космическим Разумом, проводником и слугой которого он стал.[2]

Библиография

 Полное собрание сочинений

  • Второе рождение
  • Духовная алхимия
  • Два дерева рая
  • Горчичное зерно
  • Силы жизни
  • Гармония
  • Мистерии Иезиода
  • Язык символики, язык природы
  • «В начале было Слово»
  • Великолепия Тиферета
  • Основной ключ для решения проблем существования
  • Законы космической нравственности
  • Новая Земля. Методы, упражнения, формулы, молитвы
  • Любовь и сексуальность
  • Храни-йога. Алхимический смысл питания
  • «Познай самого себя» Жнани-йога
  • Мысли на каждый день
  • Новая религия: солнечная и всемирная
  • Водолей и пришествие золотой эры
  • Педагогика посвящения
  • Жизнь и работа в божественной школе
  • Плоды древа жизни. Каббалистическая традиция

Собрание сочинений «Извор» (выборочно)

  • К солнечной цивилизации
  • Человек, овладевающий своей судьбой
  • Воспитание, начинающееся до рождения
  • Йога питания
  • Сексуальная сила, или крылатый Дракон
  • Философия единения
  • Кто такой духовный Учитель?
  • Эгрегор Голубя, или царство мира
  • Рождество и Пасха в традиции Посвящения
  • Свет, дух живой
  • Человеческая природа и божественная природа
  • Духовная гальванопластика и будущее человечества
  • Истинное учение Христа
  • Тайны книги природы
  • Язык геометрических фигур
  • Центры и тонкие тела. Аура, солнечное сплетение, центр хара, чакры
  • Зодиак, ключ к человеку и вселенной
  • Алхимическая работа, или поиск совершенства
  • Психическая жизнь: элементы и структуры
  • Силы мысли
  • Книга Божественной магии
  • Золотые правила ежедневной жизни
  • Взгляд на невидимое
  • Путь тишины

I jeszcze Pieśń AUM mistrza Omraama Mikhaela Aivanhova (a jeśli ktoś chce inne wykłady):

http://www.youtube.com/watch?v=In5phDi7SmQ

Peter Konstantinov Deunov

(Bulgarian Петър Константинов Дънов [ˈpɛtər kɔnstanˈtinɔv ˈdənɔv]) (11 July 1864 – 27 December 1944) was a spiritual master and founder of a School of Esoteric Christianity.[2] He is called Master Beinsa Douno (Bulgarian: Беинса Дуно) by his followers.

więcej patrz: http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Deunov

Bogomilskie nagrobki

Bogomilizm

Bogomili, bogomiłowie lub bogomilcy bułg. Богомили – wyznawcy synkretycznej sekty chrześcijańskiej, łączącej zaratustriański dualizm z chrześcijaństwem. Nazwa bogomił oznacza w języku bułgarskim miły Bogu. Jedną z prawd wiary bogomiłów było to, że Bóg ma dwóch synów – młodszego Jezusa i starszego Satanaela.

Poglądy

Bogomili odrzucali dzieje stworzenia świata przedstawione w Księdze Rodzaju, uważali natomiast, że świat został stworzony przez szatana. Nie uznawali również sakramentów, świętych obrazów, dni świątecznych, liturgii ani hierarchii kościelnej. Odrzucali budownictwo sakralne, uznając materię za wytwór szatana; z tego powodu nie istnieją bogomilskie zabytki. Wiedzę o bogomiłach czerpie się głównie z pisemnych relacji duchownych i podróżników.

Prawdopodobnie z bogomilstwa wywodzi się religia patereńska, która w latach 1180–1214 była religią państwową na terenie obecnej Bośni, jedynego wówczas oficjalnie heretyckiego państwa w Europie. Istnieje również teza, że bogomilizm był inspiracją dla katarów.

Dualizm manichejski

Głównymi źródłami wiedzy o religii bogomiłów pozostają traktat Kosmasa (ok. 972 r.) oraz dzieło Eutymiusza Zigabenusa „Panoplia dogmatyczna”. Dzieło mnicha Eutymiusza opisywało szereg herezji chrześcijańskich a część poświęcona bogomiłom oparta była między innymi na słowach samego Bazylego. Ten przywódca bogomiłów przedstawił zasady bogomilskiej wiary cesarzowi Aleksemu, który rozkazał wszystko to spisywać ukrytemu sekretarzowi.

Bogomilizm oparty był na dualizmie manichejskim z niewielkimi modyfikacjami. Dualizm ten polegał na wyodrębnieniu dwóch przeciwstawnych sobie sił: duszy (dobrej) i materii (złej). Skrajny w przypadku odłamu dragowickiego. W ruchu bułgarskim wkrótce zbliżył się jednak do monarchianizmu (czyli wierze w istnienie jednego Boga objawiającego się tylko pod różnymi postaciami Trójcy Świętej). Bogomili odrzucali Stary Testament (jako opisujący dzieje stwórcy świata materialnego, którym był według bogomiłów Szatan), [lecz bez Psalmów i Ksiąg Proroków], a cuda jakich miał dokonać Jezus uznawali za alegorie. Negowali instytucję Kościoła (tworzyli konkurencyjne struktury), sakramenty (dopuszczali jedynie chrzest z ducha przez położenie Ewangelii św. Jana na głowę), okazywanie czci ikonom i szczególnie znienawidzonym krzyżom. Odrzucali również wiarę w zmartwychwstanie ciał, kult świętych, rytuały katolickie oraz liturgię (oprócz modlitwy „Ojcze nasz” odmawianej 120 razy dziennie). W konsekwencji uznania, że świat materialny jest dziełem Satanaela (złego Boga) bogomiłowie odrzucali także takie przejawy materializmu jak spożywanie mięsa i picie wina. Odradzali zawieranie małżeństwa i nakazywali życie w ścisłej ascezie. Uznawali wzajemną spowiedź. Szkolili elitę „wybranych”. Dzielili się na trzy grupy: „doskonałych”, „słuchaczy” oraz „wierzących”. Do każdej z nich stosowały się odrębne przepisy, różniące się stopniem surowości. Tak więc „doskonali” zobowiązani byli do ścisłej ascezy, dbałości o gminę oraz nauczania. Kierowali oni gminą, stanowiąc zarazem jej starszyznę i apostołów.

Również w zakresie teorii dotyczących powstania świata bogomilizm odwołuje się do manicheizmu, w niewielkim stopniu go modyfikując. Pierwotnie istniał samotnie panujący Bóg a Syn Boży i Duch Święty istniały w Nim jako emanacje. Bóg następnie zrodził dwóch synów, pierworodnego Satanaela i Logosa (Chrystusa). Satanael był gospodarzem niebieskim jednak zbuntował się przeciw Ojcu i został wygnany wraz z niektórymi aniołami. Chcąc mieć własne królestwo stworzył świat materialny wraz z nowym niebem. Ulepił pierwszego człowieka i poprosił Boga o tchnienie życia dla niego – na mocy tego układu człowiek miał być wspólna własnością Boga i Satanaela. Bóg tchnął życie w Adama oraz w Ewę (według innych źródeł Satanael wykradł duszę Bogu i włożył ją do ciała ludzkiego przez usta). Następnie Satanael uwiódł Ewę, z którą spłodził Kaina oraz Kalomenę (Adam spłodził z Ewą Abla i Seta). Bóg, chcąc jednak uratować dusze ludzkie zesłał na świat swojego drugiego syna, Logosa. Jezus „wniknął w ciało dziewicy przez jej ucho, przybrał w nim cielesną formę, po czym wyłonił się tą samą drogą. Dziewica niczego nie spostrzegła, lecz odnalazła Go jako niemowlę w jaskini w mieście Betlejem. Żył i nauczał, a stworzywszy pozory własnej śmierci, mógł zstąpić do Piekieł i okiełznać Satanela” odebrawszy mu boski przyrostek „el” (pozostał jedynie Satan), a następnie powrócić do Boga.

Odłamy

Bogomilizm miał różne odłamy: zwolennicy Cyryla Bosego uprawiali nudyzm, traktując to jako próbę odzyskania prawa powrotu do Raju. Zwolennicy Teodozjusza oddawali się orgiom, celowo doświadczając grzechu po to, aby móc dostąpić pokuty.

Bogomilizm był religią scalającą ludność macedońską. Szybko przerodził się w odrębny ruch religijny z istotnym zabarwieniem narodowo-społecznym. Do głosu doszły bowiem konflikty z bizantyjskim zwierzchnictwem (Bułgaria utraciła niezależność około 972 roku) oraz między warstwami społecznymi (religia bogomiłów odegrała ważna rolę jednoczącą chłopów w czasie powstania przeciw Grekom w XII wieku). Co charakterystyczne dla ruchów gnostyckich, była atrakcyjna zarówno dla klasy feudalnej, jak i w późniejszym okresie dla wykształconej arystokracji. To i element scalający zagwarantowało jej silną pozycję w społeczeństwie.

więcej patrz: http://pl.wikipedia.org/wiki/Bogomili

http://en.wikipedia.org/wiki/Bogomilism

obszerna bibliografia w wersji bułgarskiej: http://bg.wikipedia.org/wiki/%D0%91%D0%BE%D0%B3%D0%BE%D0%BC%D0%B8%D0%BB%D0%B8

Drzewo Światów – Drzewo Życia

The Great White Brotherhood

The Great White Brotherhood, in belief systems akin to Theosophical and New Age, are said to be supernatural beings of great power who spread spiritual teachings through selected humans.[1] The members of the Brotherhood may be known as the Masters of the Ancient Wisdom or the Ascended Masters.[1] Various people have said they have received messages from these beings, including most notably Helena Petrovna Blavatsky (Theosophy), Aleister Crowley (Thelema), Alice A. Bailey (New Group of World Servers), Guy Ballard („I AM” Activity), Geraldine Innocente (The Bridge to Freedom), Elizabeth Clare Prophet (Church Universal and Triumphant) and Benjamin Creme (Share International).[1]

 

 History

The idea of a secret organization of enlightened mystics, guiding the spiritual development of the human race, was pioneered in the late eighteenth century by Karl von Eckartshausen in his book The Cloud upon the Sanctuary; Eckartshausen called this body of mystics, who remained active after their physical deaths on earth, the Council of Light.[2][3] Eckartshausen’s proposed communion of living and dead mystics, in turn, drew partially on Christian ideas such as the Communion of the Saints, and partially on previously circulating European ideas about secret societies of enlightened, mystical, or magic adepts typified by the Rosicrucians and the Illuminati.[4]

The Mahatma Letters began publication in 1881 with information purportedly revealed by „Koot Hoomi” to Alfred Percy Sinnett, and were also influential on the early development of the tradition. Koot Hoomi, through Sinnett, revealed that high ranking members of mystic organizations in India and Tibet were able to maintain regular telepathic contact with one another, and thus were able to communicate to each other, and also to Sinnett, without the need for either written or oral communications, and in a manner similar to the way that spirit mediums claimed to communicate with the spirits of the dead. The letters published by Sinnett, which proposed the controversial doctrine of reincarnation, were said to have been revealed through this means.[5]

Eckartshausen’s idea was expanded in the teachings of Helena P. Blavatsky as developed by Charles W. Leadbeater, Alice Bailey and Helena Roerich. Blavatsky, founder of the Theosophical Society, attributed her teachings to just such a body of adepts; in Isis Unveiled, she called the revealers of her teachings the „Masters of the Hidden Brotherhood” or the „Mahatmas”. Blavatsky claimed that she had made physical contact with these adepts’ earthly representatives in Tibet; but also, that she continued to receive teachings from them through psychic channels, through her abilities of spirit mediumship.[6]

Ideas about this secret council of sages, under several names, were a widely shared feature of late nineteenth century and early twentieth century esotericism. Arthur Edward Waite, in his Book of Black Magic and of Pacts, hinted at the existence of a secret group of initiates who dispense truth and wisdom to the worthy.[7] A young Aleister Crowley, reading this, wrote Waite and was directed to read von Eckartshausen’s book. Crowley’s search for this secret wisdom eventually led him to become a neophyte in the Hermetic Order of the Golden Dawn, which represented itself to be the visible and earthly outer order of the Great White Brotherhood.[8] Within the Golden Dawn itself, its teachings claimed to be derived from a similar body of initiates which in that tradition were called the Secret Chiefs.[9]

The actual phrase „Great White Brotherhood” was used extensively in Leadbeater’s 1925 book The Masters and the Path.[10] Alice A. Bailey also claimed have to received numerous revelations from the Great White Brotherhood between 1920 and 1949, which are compiled in her books known collectively by her followers as the Alice A. Bailey Material. Since the introduction of the phrase, the term „Great White Brotherhood” is in some circles used generically to refer to any concept of an enlightened community of adepts, on earth or in the hereafter, with benevolent aims toward the spiritual development of the human race, and without strict regard to the names used within the tradition.[11] Dion Fortune adopts the name to refer to the community of living and dead adepts.[12]

The ritual magicians of the Western mystery tradition sometimes refer to the Great White Brotherhood as the „Great White Lodge”, a name that appears to indicate that they imagine it constitutes an initiatory hierarchy similar to Freemasonry. Gareth Knight describes its members as the „Masters” or „Inner Plane Adepti”, who have „gained all the experience, and all the wisdom resulting from experience, necessary for their spiritual evolution in the worlds of form.” While some go on to „higher evolution in other spheres”, others become teaching Masters who stay behind to help younger initiates in their „cyclic evolution on this planet”. Only a few of this community are known to the human race; these initiates are the „teaching Masters.”[13] The AMORC Rosicrucian order maintains a difference between the „Great White Brotherhood” and the „Great White Lodge”, saying that the Great White Brotherhood is the „school or fraternity” of the Great White Lodge, and that „every true student on the Path” aspires to membership in this Brotherhood.[14] Some of Aleister Crowley’s remarks appear to indicate that Crowley identified the Great White Brotherhood with the A∴A∴, his magical secret society.[15]

Bulgarian Gnostic master Peter Deunov referred to his organization of followers as the Universal White Brotherhood, and it is clear that he too was referring to the Western esoteric community-at-large. When ex-communicated as a heretic on 7 July 1922, he defended the Brotherhood as follows:

‘Let the Orthodox Church resolve this issue, whether Christ has risen, whether Love is accepted in the Orthodox Church. There is one church in the world. But the Universal White Brotherhood is outside the church – it is higher than the church. But even higher than the Universal White Brotherhood is the Kingdom of Heaven. Hence the Church is the first step, the Universal White Brotherhood is the second step, and the Kingdom of Heaven is the third step – the greatest one that is to be manifested.’ (24 June 1923).

Similarly, Bulgarian teacher Omraam Mikhaël Aïvanhov (Deunov’s principal disciple) formally established Fraternité Blanche Universelle as an „exoteric” esoteric organization still operating today in Switzerland, Canada, the USA, the UK and parts of Scandinavia.[16]

The term Great White Brotherhood was further developed and popularized in 1934 with the publication of „Unveiled Mysteries”[17] by Guy Ballard’s „I AM” Activity.[18] This Brotherhood of „Immortal Saints and Sages”[19] who have gone through the Initiations of the Transfiguration, Resurrection, and the Ascension[20] was further popularized by Ascended Master Teachings developed by The Bridge to Freedom, The Summit Lighthouse and the Church Universal and Triumphant, and The Temple of The Presence.

Benjamin Creme has published numerous books–he claims the information within them has been telepathically transmitted to him from the Great White Brotherhood.

Founding of the Great White Brotherhood

In 1952, Geraldine Innocente, Messenger for The Bridge to Freedom, delivered this Address purported to be from Sanat Kumara describing the founding of the „Great White Brotherhood”:

” . . . I had nothing to work with but Light and Love, and many centuries passed before even two lifestreams applied for membership – One, later became Buddha (now, Lord of the World, the Planetary Logos Gautama Buddha) and the Other, became the Cosmic Christ (Lord Maitreya, now the Planetary Buddha). The Brotherhood has grown through these ages and centuries until almost all the offices are held now by those belonging to the evolution of Earth and those who have volunteered to remain among her evolution. . ..”[21]

Members of The Bridge to Freedom believe that on July 4, 1954 Sanat Kumara stated through Geraldine Innocente:

” . . . Thus We took Our abode upon the sweet Earth. Through the same power of centripetal and centrifugal force of which I spoke (cohesion and expansion of the magnetic power of Divine Love), We then began to magnetize the Flame in the hearts of some of the Guardian Spirits who were not sleeping so soundly and who were not too enthusiastically engaged in using primal life for the satisfaction of the personal self.
„In this way, the Great White Brotherhood began. The Three-fold Flame within the heart of Shamballa, within the Hearts of the Kumaras and Myself, formed the magnetic Heart of the Great White Brotherhood by Whom you have all been blessed and of which Brotherhood you all aspire to become conscious members. . . . „[22]

 Great Brotherhood of Light

The Great White Brotherhood, also known as Great Brotherhood of Light, is perceived as a spiritual organization composed of those Ascended Masters who have risen from the Earth into immortality, but still maintain an active watch over the world.[23][24] C.W. Leadbeater said „The Great White Brotherhood also includes members of the Heavenly Host (the Spiritual Hierarchy directly concerned with the evolution of our world), Beneficent Members from other planets that are interested in our welfare, as well as certain unascended chelas”.[25]

The Masters of the Ancient Wisdom are believed by Theosophists to be joined together in service to the Earth under the name of the Great White Brotherhood. The use of the term „white” is supposed to refer to their advanced spirituality (i.e., that they have a white colored aura) and has nothing to do with race. The later versions of Blavatsky described the masters as[26] ethnically Tibetan or Indian (Hindu), not European. Recent skeptical research indicates, however, that this description was used by Blavatsky to hide the real identity of her teachers, some of whom are said to have really been simply well known Indian rulers or personalities of her time.[27]

Most occult groups assign a high level of importance to the Brotherhood, but some make interaction with the Ascended Masters of the Brotherhood a major focus of their existence. Of these several, the most prominent are the „I Am” Activity – the original Ascended Master organization founded in the 1930s, The Bridge to Freedom, the Church Universal and Triumphant, and The Temple of The Presence.[28] Belief in the Brotherhood and the Masters is an essential part of the syncretistic teachings of various organizations that have continued and expanded the Theosophical philosophical concepts.[29][30][31][32][33] Information given by the Summit Lighthouse and the I AM movement is suspect, since none of the writers of these groups are Masters of any Brotherhood. Examples of those believed to be Ascended Masters would be, according to different unconfirmed sources are the Master Jesus, Confucius, Gautama Buddha, Mary the Mother of Jesus, Hilarion, Enoch, Paul the Venetian, Kwan Yin, Saint Germain, and Kuthumi. These sources say that all these peoples put aside any differences they might have had in their Earthly careers, and unite instead to advance the spiritual well-being of humanity.[34]

Agni Yoga

The Great White Brotherhood is the name given in some metaphysical/occult circles to adepts of wisdom in or out of earthly incarnation who have assumed responsibility for the cosmic destiny of the human race, both individually and collectively. Nicholas Roerich and his wife, Helena Roerich, inspired by the Theosophical writings of H.P. Blavatsky, published the „Agni Yoga” series of books. Their contents, claimed to be inspired by the Master Morya, described the work of the White Brotherhood and the Spiritual Hierarchy.

 Isaac Bonewits

One author in the Neo-Pagan tradition does not agree on the concept : Author Isaac Bonewits wrote in his 1971 book Real Magic, Bonewits dismisses the „Great White Brotherhood” as part of his rejection of what he sees as the Manichean dualism of the implied opposition of whiteness and darkness, white magic versus black magic. He mentions in his book Real Magic that magic actually comes in different colors, not simply just „black” and „white”– there is red magic to increase the health of the physical body, such as might be performed by a personal trainer; orange magic is business (a businessperson); yellow magic is science (a scientist or technician); green magic is medicine (a physician or nurse) as well as agriculture and horticulture (farming and gardening); blue magic is spiritual service and philosophy (e.g. social work); indigo magic is theurgy (working as a priest) ; violet magic is thaumaturgy (a person who is a magician); and magenta magic is art (an artist).[35] These colors are the colors that are generally attributed by psychics to be the colors of the auras of people in professions that do the types of work associated with each of these kinds of „magic”.[36]

 See also

  • Ascended masters
  • Bodhisattva
  • Communion of Saints
  • Masters of the Ancient Wisdom
  • Secret Chiefs

Pogańska magia, rytuały, znaki, symbole oraz wróżbiarstwo i amulety a chrześcijaństwo – szkic do tematu


Konstanty Makowski – Świąteczne wróżby (jak widać powszechne i w XIX wieku)

Parę słów wstępu

Otrzymaliśmy niedawno wpis z prośbą o artykuł omawiający tradycję wróżb w Wierze Przyrodzonej Słowian. Niniejszy szkic jest zaledwie przyczynkiem w temacie, który okazuje się zbyt rozległy i wieloaspektowy jak na jeden artykuł, a nawet cykl.

Tak się składa, że za chwilę siądziemy wszyscy do wigilijnych stołów i będziemy obchodzić jedno z czterech wielkich świąt roku – Święto Narodzin Światła Świata. Dzisiaj powszechnie wiadomo, że to jest święto w każdym wymiarze pogańskie, przejęte – według oficjalnie głoszonej po gazetach i innych mediach wersji – od Rzymian, kiedy Kościół dochodził do władzy w Cesarstwie, a nowa wiara wciąż zmagała się z rzymską religią naturalną (przyrodzoną, czyli pogańską).


Sądeckie podsufitowe świetliki, sady i podłaźniki  związane z Bożym narodzeniem czyli narodzinami Światła Świata

W latach 70-90 tych XX wieku i wcześniej, nie znaleźlibyście w codziennych czy kolorowych gazetach  informacji i wzmianek na temat pogańskiego zakorzenienia obrzędów , rytuałów czy znaków chrześcijańskich. Była to starannie skrywana tajemnica Kościoła. Co ciekawe także komunistyczni politrukowie nieszczególnie chętnie wspominali o takich sprawach. W PRL obowiązywał niepisany podział władzy: w zamian za neutralność Kościoła na niwie polityki, Komuna zachowywała neutralność w kwestiach religijnych (neutralność rozumianą po bolszewicku, bo oczywiście wcielano w życie ideologię moskiewską, a więc między innymi obchodzono święto Dziadka Mroza, który obdarowywał dzieci po przedszkolach i szkołach – tuż przed świętami Bożego Narodzenia).

IZYDA – Córka bogini Nut i boga Geba, siostra Ozyrysa, Seta i Neftydy, żona Ozyrysa. Jeden z pierwowzorów Maryji – Matki Bożej, temat tak uwielbiany przez rzeźbiarzy i malarzy – „Matka Boska z Dzieciątkiem” oraz jej kontr-wersja, tzw. pieta. czyli  „Matka Boska z martwym Chrystusem”. Była czczona na obszarze cesarstwa rzymskiego jeszcze w VI wieku n.e.Tutaj jako matka Horusa – Matka Boska. Bogini Nieba – Pani Niebieska. We wszystkich religiach przyrody (wiarach przyrodzonych) jest obecna i funkcjonuje pod takim czy innym imieniem, pierwotnie, już w neolicie jako Wielka Matka – Wielka Macierz. Jej rodowód, tak naprawdę łączy się z początkiem neolitu, a właściwie początek tego kultu niknie w pomroce dziejów. Jest ucieleśnieniem symbolicznym naturalnej siły kosmicznej – „żeńskiego” aspektu Żywiołu Nieba i Światła. U nas Dażboga, Dagboga, Dawana, Dana.

Kiedy Set zabił Ozyrysa, Izyda odnalazła jego poćwiartowane ciało i wraz z Neftydą przywróciła męża do życia. Poślubiła swojego brata Ozyrysa, była matką Horusa. Zaopiekowała się małym Anubisem (synem Ozyrysa i Neftydy) gdy Neftyda (żona Seta) porzuciła synka ze strachu przed mężem. Wszędzie jest ukazywana jako najlepsza Matka, wcielenie dobroci. Wraz z bratem i synem stanowili naczelną triadę bóstw Egiptu.  Izyda przez wielu badaczy jest uważana za protoplastkę Maryi, matki Jezusa Chrystusa w religii chrześcijańskiej.

W mitologicznych opowieściach egipskich, na przykładzie kazirodczych związków bogów (z siostrami, braćmi i dziećmi), widać doskonale , że te postacie mają symboliczny charakter a ich archetypem są siły kosmiczne, które wyrastając ze wspólnego pnia przeplatają się we wzajemnych związkach, przybierając nowe postacie o odmiennych cechach i zakresach działania.


Bazie do wróżenia i do jedzenia – ale to na wielkie Święto Wiosny czyli Słowiańskiego Nowego Roku – Wiosenną Równonoc – Noc Niebiańskiej Bitwy

Wbrew powszechnie głoszonej dzisiaj apoteozie roli Kościoła Katolickiego w wyzwoleniu Polaków w 1981 roku, z końcem lat 70-tych XX wieku, tuż przed Sierpniem 80, Kościół niechętnie udzielał wsparcia jakiejkolwiek opozycji politycznej. Na organizowanych przez Dominikanów Wigiliach dla Hippisów (z których potem wywiedli się przecież działacze SKSów i Uniwersytetów Latających oraz KORu) pełno było ubeckich szpicli i donosicieli. Kto chciał uniknąć kontaktu z SB unikał przede wszystkim wigilii u Dominikanów i wizyt w Kurii.  To się zmieniło dopiero po Stanie Wojennym, kiedy zaangażowanie Kościoła w politykę rzeczywiście znacznie wzrosło. Kościół był przesiąknięty agenturą. Jego rola była niejednoznaczna. Jak wiadomo sam ksiądz Popiełuszko nie miał jednoznacznego wsparcia w Kościele czy w swoim kardynale.

Połączenie drzewa życia z światem- świetlikiem zwisającym z sufitu – obydwa elementy czysto pogańskie, symbolika ozdób również, nawet krzyż który tu wisi to symbol pogański

Trudno sobie może dzisiaj wyobrazić, że do lat 90-tych, a nawet jeszcze w roku 1995, kiedy publikowałem mój artykuł o obrzędach Wielkanocnych, gdzie krok po kroku przedstawiałem pogańskie korzenie każdego najdrobniejszego zwyczaju , obrzędu i symbolu związanego z tym świętem, na temat pogańskich korzeni katolickich obrzędów panowało w Polsce powszechne milczenie. Artykuł ukazał się wtedy w Zielonych Brygadach, temat podchwyciła a raczej wykorzystała do swoich celów później Gazeta Wyborcza,  ja opublikowałem go już tylko w polonijnych gazetach w Kanadzie i Szwecji. Byłem chyba pierwszym emigracyjnym pisarzem III RP. Pierwsza Mitologia Słowian od czasów przedwojennych, ta Aleksandra Brucknera – profesora filologii polskiej ale w Berlinie, wydanie 1918 i 1924 (Mitologia polska), wznowiona została dopiero w 1980 roku, druga, powojenna, pióra Aleksandra Gieysztora, ukazała się w 1982 roku. Warto zaznaczyć, że profesor Gieysztor był Białorusinem urodzonym w Moskwie , a mianowany został profesorem przez reżim stalinowski w roku 1949, był ateistą co oczywiste, a w końcu reprezentował stronę rządową przy Okrągłym Stole. Czy ktoś inny, reprezentant mniej sowieckiego nurtu w nauce polskiej,  mógłby wydać w Stanie Wojennym (1982) Mitologię Słowian?! To było pytanie retoryczne. Czy to nie znamienne, że pierwsze powojenne wydania na ten temat pojawiają się w latach 1980-82?!

podłaźniki, świetliki – ozdoby pogańskie z symbolami słońca i bogactwa a nie narodzin Jezusa

Także okres do 2004 roku, do śmierci papieża Jana Pawła II , chociaż pisywano już wtedy „oficjalnie” na temat pogańskich korzeni świąt, sprzyjał marginalizowaniu tematu przez mainstreamowe media, które jak wiadomo chcąc wcisnąć swoją ideologię „powszechnej szczęśliwości i dobrobytu”, przeplataną przez 20 lat III RP z ideologią „konieczności zaciskania pasa i zębów, w imię lepszej przyszłości – np. na sytej szczęśliwej emeryturze” (cha,cha,cha!!!), starały się nie drażnić ogółu Polaków tego typu tematyką. Poruszanie podobnych tematów może być bowiem odczytywane przez publiczność (czytaj: adorowany medialnie obiekt manipulacji) nie jako chęć odkłamania rzeczywistości, lecz jako atak na tzw „wiarę”. Media te (G.Wyborcza i inna prasa codzienna po 1989 roku, RMF FM, Radio Zet oraz oficjalne Polskie Radio  i TVP, czy inne telewizje polskie prywatne) były i są od początku III RP tubą tylko jednej (czerwono-różowej) strony. Uprawiając od 1989 roku po prostu politykę i propagandę polityczną – nie mogły i nie mogą sobie pozwolić na mówienie prawdy, chyba że ta prawda jest akurat  zgodna chwilowo z ich linią polityczną.

Gwiazdy-Światy-Swiety-Cwiety – typowo słowiańskie ozdoby podsufitowe

Od pewnego momentu, gdy zaistniało Radio Maryja (1991), Gazeta Polska (1993), Nasz Dziennik (1997) i TV Trwam (2003), a po Katastrofie Smoleńskiej, wreszcie pierwszy w Polsce od upadku Czasu Krakowskiego (lokalnego prawicowego dziennika w latach 1990-1995) prawicowy, ogólnopolski dziennik  Gazeta Polska Codziennie (2011 – bynajmniej nie skrajnie prawicowy, jak to przedstawia druga strona), mamy też mainstreamowe media drugiej opcji politycznej. Jak widać budowane one były i są z niemałym wysiłkiem. Do równowagi tutaj daleko. Reszta społeczeństwa polskiego nie posiada publicznego głosu, wciąż jest wykluczona (z wyjątkiem Internetu) z jakichkolwiek form dialogu, a więc  też nic dziwnego, że nie bierze udziału w tzw „życiu politycznym” i ma do niego wybitnie lekceważący stosunek (ok. 35 – 40% społeczeństwa). Na szczęście Internet zajmuje coraz mocniejszą pozycję informacyjną – stąd ciągłe zakusy na jego ocenzurowanie w ostatnich latach.

Słowiańskie – polskie – ozdoby pogańskie związane z narodzinami Światła – dzisiaj bardziej popularne w Wielkiej Brytanii i USA niż w Polsce

Polityka w III RP ma wyjątkowo obrzydliwe cechy, jest skażona od pierworodności obłudą i doktrynerstwem, zakładającym w pierwszym rzędzie uczynienie z obywateli przedmiotu manipulacji. Nie miejsce tutaj by wnikać w przyczyny, dla których i jedna i druga opcja polityczna  decyduje się na obłudne mamienie „swoich” zamiast zaserwować im prawdę. Są to zaszłości historyczne, przekonanie elit oddanych w swej służbie kolonialistom Polski (rosyjskim, niemieckim, „zachodnim”, watykańskim), że misję „kolonialną”  można realizować tylko wbrew społeczeństwu, oszukując je i przedstawiając fałszywe alternatywy. To poniekąd prawda – obydwie ideologie – katolicka i internacjonalistyczna lewicowa zdążają bowiem do wyeliminowania niepodległości! Dla nich obydwu niepodległość od wzorca kulturowego i od ośrodka go głoszącego jest przeszkodą w osiągnięciu celu. Nie traktuje się więc w polskiej polityce wewnętrznej z założenia ludzi, obywateli, jako podmiotu, lecz jako mięso armatnie tej czy innej strony, z ośrodkiem decyzyjnym  NA ZEWNĄTRZ, lub serwilistycznie podległą ideologicznie takiemu ośrodkowi.

polska wytwórnia światów-świetlików pracuje na pełnych obrotach

Zakamuflowani Czerwoni i ich trockistowscy poplecznicy starają się przyciągnąć do siebie to „mięso armatnie” podlizując się religijności tłumu (albo „narodu”, ale rozumianego tylko w cudzysłowie). Tym przyciągniętym obłudą mięsem (bo trockiści czy byli komuniści to przecież materialiści i ateiści przybrani w piórka religijnej tolerancji) walą następnie w przeciwnika, który jest przynajmniej w kwestii wiary chrześcijańskiej mniej czy bardziej szczery, bo wierzy, ale tę wiarę bezwzględnie wykorzystuje z kolei nie w celach religijnych, np. krzewienia wiary, ale do walenia we wrogów własnym mięsem armatnim, skaptowanym na hasła fundamentalizmu religijnego.

Światła Świata – ozdoba bożonarodzeniowa (pogaństwo)

Obie opcje mają na rękach krew Polaków, a ich narodowy interes głęboko gdzieś, lecz w propagandzie jedna prześciga się z drugą by wykazać swoje jedyne prawo do tzw. patriotyzmu.

Obywatele stali się zakładnikami jednej lub drugiej strony,  na PRAWDĘ nie ma tu żadnego miejsca – są dwie ścierające się propagandy. Propagandy zwalczają się wszelkimi środkami, zwłaszcza fałszerstwem, kłamstwem i naciąganiem faktów.

Światy w Galerii handlowej

Na użytek  jednej jak i drugiej manipulującej  strony potrzebna jest od czasu do czasu jakaś „obiektywna” odskocznia zbudowana z twierdzeń „pozornie prawdziwych” (dla pozorowania obiektywnej prawdy), twierdzeń mających zamanifestować obiektywizm danego medium, twierdzeń  z którymi każdy obywatel (czytelnik, widz) powinien się zgodzić, a może nawet się z nimi zidentyfikować. Poszukiwany jest więc gorączkowo tzw „kozioł ofiarny” albo „chłopiec, do bicia”. Na przykładzie twierdzeń (oczywiście a priori, bez żadnego dowodu) o tymże koźle ofiarnym, jedna i druga strona dowodzi swojego „obiektywizmu” i „potwierdza” przed widownią, iż posługuje się „obiektywną prawdą”.

Słomiany świetlik

Dla jednej i drugiej strony wygodnym chłopcem do bicia jest obecnie Rodzimowierstwo (masoneria, okultyści,  stainerowcy, teozofowie, antropozofowie, a nawet Zieloni – np. ekstremiści z Greenpeace, atakujący platformy czy pociągi z odpadami atomowymi itp), inne religie jak islam czy buddyzm i oczywiście szeroko rozumiane środowiska nacjonalistyczne. Dawniej rolę tę pełnili Żydzi, ale obecnie atakowanie nacji jest niepoprawne politycznie. Za to poprawne politycznie jest atakowanie mniejszości religijnych i nacjonalistów – Jak widać!

Także Finowie znają ten rodzaj ozdoby- zwie się Himmeli co wiąże ją i z Niebem i z jemiołą

Dlatego na temat rodzimowierstwa i Wiary Przyrody (a także wymienionych tu przy okazji innych opcji religijnych) – nigdzie, w żadnych mediach w Polsce – ale to literalnie nigdzie (poza Internetem) nie możecie przeczytać naprawdę nic głębokiego, sensownego, przedstawiającego tę Wiarę w sposób po prostu bezstronny i bez krzywego zwierciadła.

Jemioła- Jimela-Imiela (także związana z Narodzinami, ale Światłem Księżycowym pełni która poprzedza Narodziny Światła Świata – Jimiela jest związana z nadawaniem imienia nowonarodzonemu i z ucieczką Bożej Krówki Nowego Światła podczas Dzikich Łowów Nocy Zimowego Przesilenia

Publikacje błąkają się pomiędzy jawnymi bezsensownymi napaściami (jak niedawny artykuł Tekielego w Codziennej, gdzie przyjmując tak zwany punkt widzenia „głęboko wierzących – czytaj: irracjonalnych fundamentalistów katolickich” przedstawia się zmarłego nota bene, a więc nie mogącego się bronić,  Emfazego Stefańskiego, jako wcielenie szatana), do ideologicznych oskarżeń o krzewienie nacjonalizmu i wręcz faszyzmu. Są też ataki formułowane przy okazji. Tak jest np. „przy okazji”   ataku kato-ateistyczego, w Gazecie Wyborczej z 10-11 grudnia 2011, w artykule o „pogańskości” relikwii z krwi papieża i strzępków jego prześcieradła. Tam autorka – Katarzyna Wiśniewska, imputując katolikom pogańskość czczenia relikwii z ciała świętego i z przedmiotów doń należących, imputuje też przy okazji, że to poganie byli na tyle głupi i prymitywni, że czcili przedmioty.

Słowiańskie snopy, kłosy w worze bogactwa (Złote Zboże-Sporze-Boże w Złotym Worze) – symbol Sporzenia i Sporów – Bogów Bogocy – Welich Bogów Dawców Dostatku – co to ma wspólnego z Chrystusem?

Podobne bzdury, właśnie na temat pogan i tego że czcili przedmioty, albo że dosłownie traktowali swoją wiarę np. wierzenia w łączność z przodkami – propaguje ateistyczna Wikipedia. To tam napisano, że obawiano się wylewać pomyje za okno w Noc Dziadów, aby nie oblać przodków, którzy przyszli pod dom. Naprawdę nie mogę wyjść z podziwu nad tym bezczelnym tekstem, przedstawiającym Wiarę Przyrodzoną w krzywym zwierciadle poglądów kato-ateistycznych, jako kretyński zabobon! Tekst ten sprokurował w Wikipedii, podobno rodzimowierca z RKP, niejaki Stoigniew.

Gwiazda ozdoba typowo polska

Efekt tej ciągnącej się 20 lat sytuacji jest taki, że na temat wróżb  i rytuałów pogańskich przyjętych w chrześcijaństwie polskim, słowiańskim (np. prawosławnym) i w ogóle w obrządku światowym przez chrześcijan, trzeba by było – podchodząc poważnie do tematu – napisać dziesięciotomowe dzieło odkłamujące, czyli pierwszą poważną książkę – bo takiej po prostu nie ma. Chcąc dojść do jakiegokolwiek ładu trzeba by odkłamywać krok po kroku każde pisane w Polsce na ten temat zdanie.

Pani Katarzyna z Wyborczej nie wie, nie rozumie,  co to symbol! A może celowo manipuluje wiedzą piekąc dwie pieczenie przy jednym ogniu? To ostatnie jest najbardziej prawdopodobne, bo ludzi inteligentnych w GW nie brakuje, co najwyżej są zaślepieni swoim odchyleniem ideologicznym, ale inteligencji bym im nie odmawiał.

Pani Katarzyno – Poganie nigdy nie modlili się do Bałwana (żadnego – także śniegowego) i nie składali ofiar czczonemu przez siebie drzewu czy to dębowi czy bukowi, nigdy nie łączyli się ze swoimi Przodkami przy pomocy czarów i nie zasięgali wiedzy o przyszłości z wróżb materialnych (jak stąpanie konia po dzidach) ani bezpośrednio w Zaświatach (jak przy laniu wosku, czy w Dziady).

Świat ze słomy – a dlaczego nie z drzewa bo Zboże jest Sporze, a ma się od tego sporzyć w nowym roku

Drzewo zawsze było tylko symbolem Boga na Ziemi, słup czyli bałwan był zawsze tylko wystruganym kawałem drzewa, drzewa-reprezentanta danej siły, roślinnego symbolu bóstwa (figurkę Peruna strugano z dębu, a Pani Niebieskiej – Dażbogi, znanej katolikom jako Maryja, z lipy). Drzewo zawsze jest tylko symbolem boga, tak jak jest symbolem krzyż u katolików, a gwiazda Dawida u Żydów. Pani Katarzyno katolicy naprawdę nie modlą się do kawałka drewna! Pani Katarzyno, niech pani poważnie nie bierze powtarzanych przez Kazimierza Moszyńskiego za średniowiecznymi mnichami bajek, że poganin, chłop-prostak, wiejski głuptak wierzył, że kołtun na jego głowie ma boską moc, a wsadzenie chorego psychicznie Janka do gorącego pieca wypędzi z niego duszę muzykanta.  To pisywali katoliccy księża, kato-pisarze i kato-naukowcy.  Poganin chłoszcząc posąg nie bił boga zaklętego w kawałku drewna, lecz czynił praktykę symboliczną podobną do wypijania wina zamiast krwi z obrzędowego kielicha. Przecież chyba pani czytała na studiach, że już w neolicie zmarłych grzebano z masą symboli. Chyba nie uważa pani że Grecy, czy Egipcjanie czy Fenicjanie uważali, że trzymaną w ustach monetą płaci się NAPRAWDĘ JAKIEMUŚ PRZEWOŹNIKOWI za przejazd na drugi brzeg?! A może pani na studiach nie czytała, tylko na studia „chodziła”?

Światy – tradycyjne

Wreszcie ostatnia uwaga – na temat tzw. „obiektywizmu opracowań naukowych” tematu Wiary Przyrody i w ogóle tematu religii. Nauka uprawia własną ideologię, jest to ideologia przesiąknięta ateizmem, bo nauka musi mieć charakter materialistyczny, aby jakiekolwiek głoszone przez siebie twierdzenia zweryfikować i uczynić je „prawdą naukową”. Ateiści nie mogą napisać nic rozsądnego na temat TEIZMU – zawsze będzie to skażone wdrukowanym w ich światopogląd ateizmem. Ateiści – jako w nic pozamaterialnego nie wierzący nie wiedzą co to jest wiara. Ateiści, którzy uwielbiają się też przedstawiać jako jedyni monopoliści racjonalizmu (choć to irracjonalne stwierdzenie!) nie powinni w ogóle pisać o religii, chyba że na swój wewnętrzny użytek małego materialistycznego światka. W Polsce ateizm bywa dodatkowo podszyty ukrytą mentalną postawą katolicką. To właśnie zjawisko i tę postawę nazywam kato-ateizmem. Czy słowo „uniwersytet” ma coś wspólnego z pojęciem „uniwersalny”, albo „uniwersum” – jak myślicie?

Tylko my sami możemy to dla siebie zrobić – napisać coś sensownego i głębokiego o Rodzimej Wierze. Ktoś powiedziałby – Kurczę, olbrzymi wstęp ale czy na temat?! O co tu chodzi, o religię?!

Nie tylko o religię – oczywiście, prawda i zgoda.  Chodzi o zakłamaną mentalność, o zakłamaną świadomość, chodzi o fałszywą perspektywę, o złamane poczucie odrębności kulturowej i społecznej, chodzi o podporządkowanie mentalne  Polaków obcym ośrodkom, które mają bardziej za swoje w swoim narzuconym „niewolnym” (tak niewolniczym – od sclave – niewolnik, bo niewolnik sclave, jako pojęcie rzeczywiście pojawia się wraz  z niewolną mentalnością podległości chrześcijaństwu i z chrześcijańską misją zniewolenia) wyobrażeniu o tym co wartościowe , kulturalne, ważne w hierarchii, godne obrony, warte poświęcenia, godne kontynuacji i pamięci, warte podkreślenia, pokazania i wreszcie dania tego innym.  Niewolnicza mentalność współczesnych Polaków jest efektem upadku ich państwa i 200 lat kolonializmu, wyjątkowo bezwzględnego w formach i bezwstydnego. Nie mniej okrutnego niż w krajach Afryki, Ameryki Południowej. Tak samo jak wszędzie nie rozwijano tutaj szkolnictwa, uczono Polaków roli posługiwacza, prostego rzemiechy – łatacza pańskich butów, dawcy – za półdarmo – rolnych  produktów. W szkołach zabraniano mówić po polsku, zabraniano pisać i czytać po polsku, wskazywano,  że ten co mówi po polsku to śmieć – ten co mówi na co dzień po francusku, po niemiecku, kto ma obyczaj francuski, niemiecki, kto głosi to co głosi nauka niemiecka albo od biedy rosyjska zgermanizowana od czasów Piotra I, starannie goli policzki, kto rozumie ewangelię w kościele i mszę wygłaszane niezmiennie od wieków po łacinie – ten tylko jest człowiekiem nowoczesnym i kulturalnym – wręcz cywilizowanym.

Bez świadomości w jakim miejscu żyjemy i bez konkluzji z jakim stanem mentalnym własnego społeczeństwa mamy do czynienia nie odbudujemy właściwego ethnosu i nie doprowadzimy do faktycznego wyzwolenia – wyzwolenia umysłowego, kulturalnego, wyzwolenia z niewoli wzorców narzucanych przez KK od 1000 lat (co prawda mało skutecznie o czym zaraz powiemy) i od 200 lat przez obce i wrogie Polsce siły zaborców. Do upadku państwa polskiego doprowadzili oczywiście Polacy, ale KK odegrał tutaj zdecydowanie swoją rolę. W pierwszym rzędzie jednak odegrał ją nie niewoląc czyli sclavizując lud , ale narzucając swoją ideologię elitom i poprzez nie narzucając takich władców, którymi sterowano łatwo z Rzymu. To ich niewłaściwe decyzje konsultowane skwapliwie od samego początku z doradcami watykańskimi doprowadziły do upadku.

Wyobraźmy sobie tylko dwie, z opiewanych dzisiaj jako dziejowe i kluczowe dla Europy, decyzji Polski.

Co by było gdyby przed okresem Smuty w Rosji i w jej czasie królowie Polscy zechcieli zrozumieć, że interesem narodu czy też państwa polskiego którym zarządzają nie jest katolicyzowanie Rusi i Księstwa Moskiewskiego, a ich asymilacja do Rzeczypospolitej i utworzenie polsko-litewsko-ruskiego Trójprzymierza, czyli Rzeczypospolitej Trojga Narodów, z pozostawieniem swobody religijnej obywateli – wszystkich obywateli. Taki kolos jak RTN – III Rzeczpospolita stałby się najpotężniejszym po Chinach organizmem państwowym na świecie. Nie było wszak Ameryki i jej Zjednoczonych Stanów! Ale zaślepieni religijną nienawiścią władcy doprowadzili do bratobójczych religijnych wojen na Rusi, powstania Chmielnickiego, Powstania Bojarów i usunięcia Polaków z Kremla, a potem dalszego ciągu wojen zamiast symbiozy między Moskwą i Polską. Ta wojna toczy się przecież do dzisiaj poprzez zaszłości wynikłe z tamtego błędu. Dlatego powiedziałem i napisałem , że obie opcje mają mnóstwo polskiej krwi na rękach – ta rzekomo patriotyczna, kato-narodowa, która jest kompletnie już ślepa ideologicznie, wysługująca się nieustannie od wieków Watykanowi,  także.

Drugi przykład – co by było gdyby III Rzeczpospolita podzieliła z Turkami nędzną, słabą, zdegenerowaną prawdziwie „po chrześcijańsku” Europę Zachodnią zamiast jej bronić?! Polacy rządzili by w Berlinie, Paryżu, Wiedniu i Londynie, a Turcy w Rzymie i Madrycie. To Polska byłaby centrum rewolucji technologiczno-naukowej, a język polski byłby dzisiaj obowiązującym na świecie – bo pamiętajmy że podboje kolonialne dopiero się zaczynały. A może świat w ogóle uniknąłby dzięki takiemu rozwojowi wydarzeń kolonializmu – bo terenu do zagospodarowania w Rosji jeszcze dzisiaj nie brakuje. Może byłaby ona innym terytorium – nie pustką osadniczą.

Tak na uboczu i bardziej rozrywkowo – nie byłoby 11 września w USA i ataku Al Kaidy gdyby istniała tolerancja religijna, bo nie byłoby też rocznicy 11 września – Klęski Turków pod Wiedniem.

Jeszcze w Polsce lat 20-stych XX wieku wielu osobom (Stachniukowi, Szukalskiemu i kręgom z nimi związanym) wydawało się, że na etnosie słowiańskim i polskim, na ludowej kulturze własnej i innych Słowian oraz wziętych stamtąd wzorcach – tak jak przez okres niewoli czynili to artyści polscy (Mickiewicz, Słowacki, Wyspiański, niezliczone rzesze malarzy, bardziej poślednich twórców  i dzięki tysiącom twórców ludowych) zdołają odbudować model kultury wewnętrznej i ethnos nawiązujący do stylu  sarmackiego i szlacheckiego, który miał miejsce u szczytu potęgi polskiej aż do upadku Państwa polskiego, a był tworem własnym, z własną zakorzenioną głęboko pamięcią pochodzenia – pochodzenia – odsarmackiego. To się wtedy udało tylko po części, był już wiek XX. Elita jednak szła ślepo – jak to neokolonialna „elita” za modami i trendami i hasłami i poglądami wygłaszanymi z Berlina, Wiednia i Paryża.  Teraz jest podobnie. Tylko Rosjanie próbują uczynić to co Polacy próbowali uczynić z początkiem XX wieku – odbudować się na bazie słowiańskości i słowiańskiego ruchu kulturalnego, na odrębności a nie naśladownictwie zwycięzców.  

Borys Olszanskij – Terem Pani Mrozu, Królowej Śniegu – Marzanny (Matka Boska Gromniczna – ze świętem 2 lutego, a może jak  Mor i Marzanna, właściwie po Pełni Księżyca między 20- 26 stycznia?)

Mówmy, piszmy, analizujmy, przede wszystkim odkłamujmy przeszłość, wskazujmy prawdziwe powody upadku Rzeczpospolitej – wyzutej z różnorodności religijnej, z wypędzonymi Braćmi Polskimi – których myśl natchnęła i konstytucję amerykańską i ethos amerykańskiego kapitalizmu i współpracy różnorodnych religii i nacji. Oni to wymyślili tutaj w Rzeczpospolitej i dali to światu, ale kontrreformacja nie pozwoliła im tego dać Rzeczpospolitej – oni również mogli jeszcze odwrócić bieg naszej Ojczyzny ku upadkowi – gdyby nie Watykan i jego doradcy królewscy!!!

Mówmy, dyskutujmy i piszmy. Tytaniczna praca przed nami. Napiszmy dla nas samych i dla naszych dzieci POLSKĄ historię Polski, bo jak na razie najlepszą analityczną Historię  Polski napisał Anglik, Norman Davis – który reprezentuje tam przekłamania typowe jednak dla germańskiej i chrześcijańskiej, a nie dla sarmato-pogańskiej, polskiej = słowiańskiej myśli politycznej.

[Dlaczego polski = słowiański napiszę niebawem w artykule poświęconym nowemu XXI wiecznemu pojęciu i koncepcji narodu – jest ona odległa, choć może nie tak bardzo jak się pozornie wydaje – od XX wiecznego pojmowania narodu. Tutaj stwierdźmy tylko na potrzeby zrozumienia owej tezy, że Polska do 1791 roku, a i potem pod zaborami, obejmowała swoją tradycją i świadomością dziejów Polaków od Syberii i Kamczatki, poprzez Kazachstan i Ural, poprzez Moskwę i Odessę, poprzez Tbilisi, Pragę, Wiedeń i Paryż do Stambułu i Sofii. Ten artykuł może już w styczniu jako związany  z nowym rokiem, bo to Lekcja 6 – Narodziny i Naród].

Piszmy też o naszej wierze , o chrystianizacji, jej roli w zniewoleniu Polaków, o chrześcijaństwie współczesnym – jakie ono jest – zakłamane, dwulicowe, nietolerancyjne, agresywne, bezczelne.

Pisząc to wszystko i analizując na nowo dzieje pamiętajmy  jednak i pilnujmy się, by nie walczyć z katolikami, nie walczyć z ich wiarą. My nie zwalczamy niczyjej wiary. Walczymy o odkłamanie naszej własnej wiary przyrodzonej, rodzimej, Wiary Przyrody. Oczywiście kiedy katolicy nas atakują to należy im odpowiadać – odpowiadać w dwójnasób – zgodnie z zasadą Sistanu. Nie ma nic gorszego niż uległość i milczenie – pokazują to dobitnie dzieje Nadłabia, które w milczeniu znosiło ciosy aż do całkowitej germanizacji i nieistnienia. Ktoś kto nas atakuje jest przeciwnikiem, a nie przyjacielem. Pamiętajmy też o merytoryczności sporu. Osobiste wycieczki, ataki personalne, inwektywy, obraźliwe uwagi – zostawmy to komuchom i postkomuchom – to ich esbecka specjalność, mentalne skrzywienie wielopokoleniowe, wrodzona skłonność do siania nienawiści.

Przede wszystkim – najważniejszym aktem dla wyzwolenia się z neokolonializmu jest uświadomienie społeczeństwu stopnia samozakłamania jakiemu się poddało, dwulicowości i obłudy systemu, który nim rządzi, jego zewnętrznych, obcych zakorzenień.

Dla wyjścia z neokolonializmu i w ogóle dla jakiejkolwiek próby ustanowienia prawdziwej wolności obywatelskiej w Polsce, ważne jest obnażać kłamstwo na każdym kroku i zwalczać dwulicowe postawy – także te religijne.

Konformiści Katolicy, którzy chodzą do kościoła dwa razy do roku w Wigilię i Wielkanoc (a nawet i 10x na rok), uprawiając w kościołach i następnie w domach pogańskie obrzędy, wróżby, rytuały, obstawiając się pogańskimi symbolami  i talizmanami, przyjmują postawę nieskończenie szkodliwą i powinni tego procederu jak najszybciej zaprzestać. Albo niech staną się prawdziwymi chrześcijanami wyrzekając się wszelkiej pogańskości ze swych praktyk, albo niech staną przed lustrem i powiedzą wprost -do siebie – Tak , jestem poganinem i kocham to, chcę taki/taka właśnie być.

Zakłamanie jest jak rak, obłuda i dwulicowość jest cechą sclave – niewolnika a nie SLAVE – twórcy Słowa i Prawdy. Ta dwulicowość i obłuda jest kłamstwem i od dzieciństwa uczy kłamać i tolerować kłamstwo, a nawet uczy cenić umiejętne kłamstwo, dające profity . To nie ma nic wspólnego z ethosem szlachectwa przedrozbiorowego gdzie honor i ojczyzna, a więc prawda i odwaga były bezcenne, a kłamstwo zasługiwało na absolutną pogardę, jako nierycerskie. Pośród tych haseł szlacheckich był też Bóg – i niech pozostanie, ale taki Bóg jaki istniał i obowiązywał przed rozbiorami w Rzeczypospolitej: katolicki, kalwiński, protestancki, ariański, gruziński, żydowski, tatarski, kozacki – greko-prawosławny, bogomilski, masoński, teozoficzny i antropozoficzny, a wreszcie i chłopski (sieljański, jak mówią Rosjanie – czyli słowiano-pogański, jazyczeski, wedaistyczny). Ten ostatni,  znany jest jeszcze jako żywy pośród ludu, z opisów Moszyńskiego, Kolberga a przede wszystkim z opisów rosyjskich – tego musimy odtworzyć, bo najbardziej ucierpiał, został zdewastowany w XX wieku, a nie w 966, ani za czasów poganina Jagiełły-Jogaiłły, ani tym bardziej w czasach Huny wcale nie mongolsko-tureckiego, lecz słowiańskiego Atylli-Hatiłły!  Na szczęście pozostało jeszcze wśród nas wielu którym chce się odtwarzać rycerskie i szlacheckie ideały, ethnos i wielu którzy chcą odtworzyć rodzimą wiarę i rodzimą kulturę. To jest podstawa odrodzenia kulturalnego i duchowego Polski. Bez tego neokolonializm uprawiany w mediach, w nauce polskiej, w rozrywce i na każdym kroku w obyczajach i stosunkach społecznych – się nie skończy.

Uświadomiwszy sobie stan zakłamania panujący w mediach, na uczelniach, w opracowaniach „naukowych”, wróćmy do sprawy wróżb i obrzędów  chrześcijańskich i ich powiązania z pogaństwem. Prawie wszystko w tych rytuałach i praktykach chrześcijan (katolików, prawosławnych, protestantów i innych)  jest czystym pogaństwem, poczynając od przywłaszczonego znaku krzyża a kończąc na modlitwie porannej i wieczornej, znanej powszechnie jako paciorek , „odklepywany” rytmicznie przez indoktrynowane religijnie od urodzenia dziatki.

Dlaczego? Bo wierzenia chrześcijańskie poza tym, że opierają się o potężną część starej praktyki pogańskiej, dołączały systematycznie przez wieki coraz to nowe rytuały do starych, przejmując je od lokalnego pogaństwa w podbijanych krajach.

To już nie przypomina drzewa tylko Baję – plątanina złotych liści, elemetów jemioły, maków – jak Nieci Świata i Nici Światła wyszywające wzór Zdarzeń na Baji – Materii Świata (czerwień i złoto – symbole powodzenia, miłości i bogactwa oraz światła słonecznego)

Chrześcijaństwo od 1000 lat nieustannie się poganizuje, i samo tego nie zauważając, wraca poprzez praktykę i odczytanie jakie nadają mu wierni do pogaństwa, czyli do tego czego chcieli i chcą ludzie, czego potrzebowała i potrzebuje ludzka psychika. Nie do ascezy, wyrzeczeń, cierpienia i kary za wymyślone przez nawiedzonych proroków „zbrodnie” – tego pełne jest ludzkie życie, ale do radosnego świętowania NATURALNYCH PRAW – Porządku PRZYRODZONEGO – Wiary Przyrody.

Cały ten blog mówi o pogańskich tradycjach, nie wyróżniając spośród nich szczególnie wróżb. Bliskie tematowi są artykuły Mezamira Snowida poświęcone magii i rytuałowi.

Czy to jest symbol Chrystusa czy Światła i Bogactwa?

Słowiańska tradycja wróżb, rytuały i magia, nie wywodzą się na pewno, tak jak to przedstawiali „uczeni” katoliccy, z Arkony i od jej białego konia stąpającego po dzidach. To był raczej schyłek publicznego wróżbiarstwa, bo przecież właśnie wprowadzano siłą nową wiarę. Żeby sensownie mówić o wróżbie, a tym bardziej o rytuale wróżby publicznej, trzeba wpierw w ogóle zrozumieć sens jaki ma wróżenie i wróżba dla człowieka.  Słowiańskie rytuały, magia i wróżby nie mają też nic wspólnego z demonicznymi czarownicami klechów chrześcijańskich, latającymi nago (a jakże, głodnemu chleb na myśli!) na miotłach, które trzeba przegnać precz z wiejskich chatek na kurzych łapach i wypalić ogniem i żelazem. Wczesnośredniowieczne opisy wróżby w zapiskach mnichów, to oczywiście wrogie wierze przyrodzonej wypaczenia i obrzydzające interpretacje, mające odstręczać od wróżbiarskich praktyk.

W. Panasenko – Światło Świata

Wspólne korzenie wróżby i rytuałów naturalnych na świecie

Rytuały wróżbiarskie dla wszystkich ludzi na Ziemi mają wspólne korzenie. Tkwią one w psychice człowieka, w biologicznej konstrukcji mózgu. Stąd też praktyki wróżbiarskie są wszędzie na świecie podobne. Podobne są też – na co warto zwrócić przy okazji uwagę –  rytuały obchodów świąt.

Widać to doskonale u buddystów i hinduistów, wyśmiewanych ostatnio ostentacyjnie na szerzącym „tolerancję” religijną zeświecczonym a jednak fundamentalistycznym prawdziwie po chrześcijańsku (dzięki jezuitom, dominikanom i kato-ateistom) TVN-wskim kanale Religia TV. Na szczęście są jeszcze inne możliwości, niż polskie telewizje, gdzie długa ręka katolickich zakonów edukacyjnych nie sięga.

Ostatnio oglądałem na PLANETE  (kanał francuskiej TV) film o Święcie Nowego Roku odbywanym w dniach 20-26 kwietnia, wśród Laotańczyków zamieszkałych na Nowej Zelandii. Tak samo obchodzi się to święto w Laosie, a bardzo podobnie na całym Półwyspie Indochińskim, w Chinach, Indiach, Tybecie , na Syberii i w Ameryce Południowej.

  • Było tam składanie sobie życzeń pomyślności połączone z dzieleniem się pokarmem – tutaj gołąbkiem z ryżu zawijanym w liście winorośli zamiast dzielenia się jajkiem,
  • było rytualne obmywanie się i oczyszczenie dymem,
  • było związanie ducha z ciałem nitką wokół przegubu – zamiast symbolicznej chłosty pękiem bazi – koszkami (kosz – los i duch),
  • było wróżenie i zjadanie pączków kwiatów zamiast pąków kotków-bazi,
  • było uderzanie o siebie figurkami- która mocniejsza (zamiast jajkami na twardo),
  • było święcenie wodą pokarmów i figurek bogów,
  • były niekończące się uczty i rodzinne spotkania,
  • był publiczny orszak pary wybranej jako króla i królowej Wiosny (jest to ewidentne odtworzenie rytuału związanego z posągami dwutwarzowymi, powszechne także w Słowiańszczyźnie, w Grecji starożytnej itp).
  • Wreszcie na koniec, w ostatnim dniu świąt, było też oblewanie się publiczne wodą, podobnie jak u nas, laną wiadrami, zwłaszcza na panny.

Borys Olszanskij – Zarja-Zorjenica (a może to jest Matka Boska Gromniczna?)

Wróżba jaką stosował Władysław Jagiełło tzw. burtowanie z patyczków to nic innego jak opis klasycznej wróżby I-cing z patyczków krwawnika lub trzech monet. Kronikarz przedstawił to jako dowód pogańskości Jagiełły. Co ciekawe nie opisywano w ten sposób –  jako dowodu na pogańskość monarchów polskich – powszechnych, a równie przecież pogańskich w swoich korzeniach, praktyk astrologicznych, uprawianych w Odrodzeniu, oficjalnie i masowo, na uniwersytetach i dworach królewskich. Praktyki astrologiczne przedstawiano jako „naukowe”, a astrologia była w Odrodzeniu i przez wiele wieków później aż do epoki pozytywizmu dziedziną wykładaną na uniwersytetach całej „oświeconej” Europy.

O Astrologii z Wiki:

Astrologia (gr. αστρολογία astrología = άστρον ástron + λόγος lógos, ’nauka o gwiazdach’) – polega na badaniu położenia ciał niebieskich przy założeniu, że istnieje korelacja między zjawiskami na niebie a losem poszczególnych ludzi i wydarzeniami na Ziemi.

Astralistyka postuluje, że we wszystkich kulturach świata zjawiska meteorologiczne, astralne, kosmiczne wywierają na ludzi przemożny wpływ, człowiek uważa je za znaczące lub decydujące o jego losie.

Od astrologii odróżnia się astrolatrię, czyli kult gwiazd i planet, uważanych za demony, bóstwa lub ich siedziby.

W starożytności nie występowało rozróżnienie pomiędzy astronomią a astrologią w dzisiejszym rozumieniu tych pojęć. Astrologia była wówczas wyżej ceniona jako nauka, astronomia była jedynie jej nauką pomocniczą. Mikołaj Kopernik we wstępie do swojego epokowego dzieła „O obrotach” pisze o „Nauce, którzy jedni zowią astrologią, inni astronomią, a wielu spośród starożytnych szczytem matematyki”. Dopiero usunięcie w XVIII w. katedr astrologii na uniwersytetach (m.in. na UJ) zepchnęło ją do roli gazetowej pseudonauki.

Astrologii używano przede wszystkim do prognozowania pogody oraz wyznaczania szczęśliwych dni. Większe przepowiednie, jeśli były trafne, przynosiły sławę i bogactwo. Nietrafione niejednokrotnie kończyły się śmiercią astrologa. Stąd astrolodzy dbali o to by były dostatecznie niejasne i pozostawiające jak największą możliwość interpretacji.

Pierwotnie uważano, że ciała niebieskie reprezentują na niebie władców ziemskich. W pierwszym tysiącleciu przed n.e. ugruntował się pogląd związany z wróżbiarstwem, że indywidualne losy władców mogą być odczytane z położenia ciał niebieskich. Powstał zodiak.

[ładna konkluzja końcowa. Absolutnie nieprawdziwa. Każdy dzieciak z odrobiną zdrowego rozsądku zrozumiałby, ze Zodiak nie powstał w ten sposób, gdyż Zodiak jest znany wszędzie na świecie – we wszystkich kulturach, tych które współpracowały z sobą ściśle i tych izolowanych – nie ma nic wspólnego ten fakt z wróżeniem przyszłości królom! Niestety nie mam zamiaru pisać artykułu na temat korzeni zodiaku. W sensie symbolicznym zodiak słowiański jest zupełnie inny niż ten chaldejski. Inny symbolicznie jest zodiak Majów czy Inków i inna miara czasu, inny Chińczyków czy Hindusów – także pojęcie upływu czasu jest tu inne i kalendarz. Żaden z nich nie powstał by wróżyć przyszłość królom, powstały wręcz w czasach kiedy w ogóle nie było jeszcze królów – w Neolicie – o czym wie ktoś kto słyszał choćby jedno słowo o Dysku z Nebry i zodiaku na tym dysku oraz o kalendarzu na tym dysku. Ktoś kto słyszał o Stonehenge nie może chyba pisać podobnych bzdur. W czasach Stonehenge istniał już zodiak odczytywano równonoce i przesilenia, wschody i zachody w określonych punktach nieba i dnia. C.B.]

Dalej jest trochę lepiej:

Chrześcijaństwo, opierając się na Biblii, potępiało wszelkie wróżbiarstwo, w tym przekonania Chaldejczyków i astrologię. Tertulian (Tertullianus) ostrzega przed astrologią.

Ze okresu średniowiecza zachowały się nieliczne księgi astrologiczne, na przykład rękopis nr 3731 z 1431 roku z kolekcji Harleian – jest to zbiór rękopisów w Muzeum Brytyjskim zgromadzony przez Roberta Harleya i jego syna Edwarda w początku XVIII wieku.

W renesansie nastąpił ponowny rozwój astrologii jako kontynuacja tradycji hellenistycznych. Wielcy astronomowie często zajmowali się astrologią (Kopernik, Tycho de Brahe, Galileusz, Johannes Kepler), uważali jednak taką działalność za niegodną astronoma. Aż do XIX w. astrologia zachowuje swe znaczenie w najwyższych warstwach społecznych.

Astrologia nazywana jest czasem „wiedzą królewską”. Królewskość jej bierze się jednak nie od wyższości nad innymi dziedzinami, lecz z historycznych zaszłości. Od początku bowiem nielicznych wówczas astrologów można było znaleźć tylko na dworach królów i władców.

Niektóre symbole masońskie odwołują się do astrologii.

Bardzo ważną rolę astrologia odgrywa w antropozofii Rudolfa Steinera, który uważał astrologię za naukę. Astrologię cenił także Carl Gustav Jung

Potrzebujących bardziej szczegółowego zgłębienia tematu odsyłam więc do Wiki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Astrologia

Znaczenie wróżby

Wróżby mają bardzo ważne znaczenie dla ludzi. Jeżeli księżom się wydaje, że wróżby można wykorzenić to szczęść panie boże. One są nie do wykorzenienia. Dlaczego?!

Bo to nie są wcale zabobony – jak przedstawia się to np. w Wikipedii – w ogóle teksty Wikipedii na temat wróżbiarstwa czy wiary rodzimej, jej świąt i rytuałów urągają zdrowemu rozsądkowi i są obraźliwe – nie wiem kto to redaguje, jakiś kato-ateista.

W. Panasenko Carstwo Kościeja

Oto definicja Wiki i kilka przykładów tamtejszej wikipedycznej (czytaj: kato-ateistycznej) interpretacji wróżbiarstwa:

Definicja

Wróżenie (wróżbiarstwo, dywinacja) – zespół czynności związanych z próbami przepowiadania przyszłości z pomocą specjalnych przedmiotów i technik, a według niektórych interpretacji, także sił nadnaturalnych. W środowisku naukowym wróżenie uznawane jest za pseudonaukę. Na chwilę obecną nie istnieje żaden dowód w jakikolwiek sposób potwierdzający skuteczność wróżenia.

Wróżenie a psychologia

Badania etnograficzne różnych kultur wykazały, że wróżby są równie popularne jak wiara w bóstwa. Większość przepowiedni odnosi się do szczęścia w miłości, majątku lub posiadania dzieci, czyli do tego co najbardziej interesuje większość ludzkości.

Niektórzy naukowcy[kto?] przypisują popularności wróżbiarstwa kilka przyczyn psychologicznych:

  1. Język wróżb jest prawie zawsze na tyle niejasny, aby trudno było zweryfikować ich prawdziwość w przyszłości, gdyż prawie zawsze pozostawia on dużą możliwość interpretacji, tego co ma się właściwie zgodnie z wróżbą wydarzyć.
  2. Ludzie wierzący we wróżby mają skłonność do zapominania nieudanych przepowiedni. Za to doskonale pamiętają te, które się sprawdziły.
  3. Wróżbiarze są dobrymi psychologami praktycznymi i umieją odgadywać, czego od nich oczekują klienci, „przepowiadając” im taką przyszłość, której się klienci podświadomie obawiają, lub odwrotnie – mówiąc im to, co chcą usłyszeć. Niektóre techniki dywinacyjne mają wiele wspólnego z testami projekcyjnymi, jakie obecnie stosuje się we współczesnej psychologii.

Wróżbiarze i ich entuzjaści zarzucają przeciwnikom i krytykom pomijanie w próbach interpretacji zjawiska współczesnej nauki, zwłaszcza odkryć fizyki, zgodnie z którymi wszechświat jest wielowymiarowy, czas zaś tylko jednym z jego wymiarów, specyficznym tylko dla naszego typu czasoprzestrzeni. Zdaniem wróżbiarzy miałoby to tłumaczyć fenomen wróżenia. Fizycy sądzą, że taka interpretacja ich badań, to pseudonauka pozbawiona jakichkolwiek dowodów eksperymentalnych. Niektórzy przeciwnicy wróżbiarstwa w swej krytyce opierają się głównie na interpretacjach religijnych. Postawa taka nie ma nic wspólnego z naukowym podejściem do badanego przedmiotu, bo nie odrzuca samej możliwość skutecznego przepowiadania przyszłości, lecz uznaje je za niemoralne (z punktu widzenia danej religii).

[Ten tekst powyżej świadczy o kompletnym niezrozumieniu mechanizmu wróżby przez osobę piszącą. To po pierwsze.Wróżba, która się spełnia nie potrzebuje naukowego potwierdzenia sposobu i mechanizmu. Żaden wróżbiarz, ani osoba wróżąca nie będzie się powoływał na „fizyczne” możliwości przepowiadania, wieszczenia, albo wręcz wpływania na zdarzenia mające miejsce w przyszłości.  Siła wróżby w przypadku wróżb indywidualnych (z wyłączeniem wieszczenia – wieszczby) polega wyłącznie na psychologicznym oddziaływaniu wróżbiarza i osoby przyjmującej wróżbę. Czy piszący powyższy tekst słyszał kiedykolwiek o psychologicznym wpływie na wyleczenie się np. z choroby, o przypadkach samowyleczenia się itp? Ten sam mechanizm prowadzi w skrajnych przypadkach do samospełnienia sie klatwy i smierci przeklętej osoby, ten sam mechanizm ma wpływ na o wiele bardziej błache wydarzenia w życiu jednostki, wpływ pozytywny lub negatywny. Wróżba to tylko narzędzie wyzwalające aktywność określonego rodzaju u danej osoby. mechanizm psychologiczny, uchwytny – nie nadprzyrodzony.

Po drugie: przytoczone odwołanie do koncepcji fizyki współczesnej wskazuje, że brak merytorycznych argumentów przeciw wróżbiarstwu i jego pozytywnym spełniającym się prognozom. Powoływanie się na bliżej nieokreślonych fizyków to figura retoryczna, są tacy i siacy fizycy – jedni potwierdzą to a drudzy tamto. Powoływać można się  na fakty naukowe a nie na autorytety i to bez podawania nazwisk.  Fakty z dziedziny fizyki kwantowej przeczą zupełnie tej wypowiedzi.

Oto typowy bełkot środowiska naukowego broniącego się przed uznaniem, iż nie ma ono kompetencji by wypowiadać się na temat sensowności praktyk, które są przez ich instrumenty – jak  sami przyznają – niemierzalne. To, że oni nie znajdują swoimi narzędziami dowodów na trafne przepowiednie lub skuteczne wróżby nie jest żadnym dowodem na to, iż trafne przepowiednie i skuteczne praktyki wróżbiarskie nie istnieją. Po prostu śmiać się chce z bełkotu uprawianego w Wikipedii.

Mam wątpliwości czy ten tekst pisał w ogóle naukowiec, specjalista w temacie. Jeżeli tak, to jest to hańba dla polskiej nauki. Niemerytoryczne manipulanctwo i propaganda kato-ateistyczna zamiast światopoglądu naukowego, nawet ateistycznego, ale logicznego w podstawowym zakresie logiki ucznia gimnazjum.

C.B.]

Borys Olszanskij – Pogańskie Lato – Bogini Lata (Ruja) [ Matka Boska Kwietna?]

Wróżenie a religia

Próby przepowiadania przyszłości, kontaktów ze zmarłymi czy czytania w myślach podejmowano już w odległej starożytności. Czarownicy, wróżbici i astrologowie występowali we wszystkich znanych kulturach starożytnych, gdzie pełnili często rolę kapłanów. Magia, w tym wróżbiarstwo, współistniała najczęściej z religią. Tak było u starożytnych Babilończyków, Egipcjan, Kananejczyków, Greków, Rzymian, Celtów oraz wśród ludów zamieszkujących Afrykę, Australię i obie Ameryki. Techniki dywinacyjne są też znane i stosowane w wielu światowych religiach pochodzących z rejonów Indii i Chin: buddyzmie, taoizmie, hinduizmie.

Jedynym znanym wyjątkiem są wyznania oparte na wierzeniach starożytnych Hebrajczyków (judaizm, chrześcijaństwo, islam), ze względu na bardzo specyficzny obraz świata duchowego jaki został przez nie zaadaptowany ze Starego Testamentu.

[Tu od razu uwaga, bo widać jak na dłoni – wyjątkiem jeśli idzie o wróżby są wierzenia oparte o judaizm zmodyfikowany przez chrześcijan i islamistów. Tam gdzie rozwój religii miał charakter ewolucyjny od Wiary Przyrody do systemu filozoficznego – hinduizm, buddyzm , taoizm, czy naturalne religie afrykańskie i amerykańskie, wróżba jest przyjęta i zrozumiała. Nie ma kontestacji. Dlaczego te trzy oparte o objawienie, a nie o naturę, religie odrzucają przepowiednię i wróżbę? Ano z powodu swojego objawienia. Dowody mamy akapit dalej  czyli poniżej C.B.]

  • Przepowiadanie przyszłości należało do proroków Jahwe, ale Mojżesz ostrzegał, że czasami będą je skutecznie stosowali także prorocy innych bóstw (Księga Powtórzonego Prawa 13:2-3), za którymi stały duchy demoniczne (Powtórzonego Prawa 32:17). Dlatego też Mojżesz zakazał wszelkich praktyk okultystycznych (Powtórzonego Prawa 18:10-11), zaś późniejsi prorocy potępiali astrologię i jasnowidzenie (Izajasza 47:13; Księga Jeremiasza 27:9; Księga Micheasza 3:7; Księga Zachariasza 10:2).
  • Czytanie w myślach innych ludzi oraz poznanie ukrytych faktów z ich życia było możliwe tylko na drodze Bożego objawienia, gdyż Bóg jako jedyny zna głębię ludzkich serc (Genesis 41; 1 Księga Królewska 8:39; Psalm 139; Księga Daniela 2). Jednak duchy demoniczne poruszające się po ziemi mogły przekazać część swojej wiedzy osobom praktykującym różne formy okultyzmu (Księga Hioba 1:7, 2:2; Księga Powtórzonego Prawa 18:14).

[Te dwa punkty wyjaśniają wszystko. Przepowiadanie przyszłości należy do proroków ich religii, a wszyscy inni takiego prawa nie mają. Jeśli kto inny to robi, to nawiedził go demon. Jeśli Kali to robić to jest fajnie, jeśli nie Kali, to jest demon.  Drugi punkt – czytanie przyszłości jest możliwe na drodze bożego objawienia – no a bóg objawia się tylko im i to nie wszystkim, tylko ich kapłanom – i to nie wszystkim – tylko kapłanom-prorokom. Reszta oczywiście jest nawiedzona przez demona. Hura! Co zatem dalej? A to poczytajmy sobie poniżej]:

Dla powyższych przyczyn wróżbiarstwo w prawie mojżeszowym karano śmiercią, zaś w praktyce wszystkich okultystów wypędzano z Izraela (1 Samuela 28:3, 2 Księga Królewska 23:24; Zachariasza 13:2).

Jeden z nurtów judaizmu zaadaptował kabałę, będącą formą wróżbiarstwa.

Chrześcijaństwo potępiło wszelkie praktyki okultystyczne (Dzieje Apostolskie 19:19; List do Galacjan 5:20; Apokalipsa 22:15), lecz odrzucono jednocześnie karne wymogi prawa Mojżeszowego (Ewangelia Jana 8:3-11). Kiedy chrześcijaństwo stało się w starożytnym Rzymie religią państwową, powrócono do zasad starotestamentowych, przywracając w IV wieku karę śmierci za praktykowanie wszelkich form astrologii. Od XVI wieku podczas procesów Inkwizycji zwrócono uwagę na sprawę czarownic i czarów, na stosach spalono wiele kobiet podejrzewanych o wróżenie. Początkowo sprzeciwiali się temu jedynie wyznawcy pacyfistycznych wyznań protestanckich (waldensi, anabaptyści–huterianie, kwakrzy). W Polsce ostatnie procesy zakończone spaleniem czarownic przeprowadzono w XVIII wieku.

Również Koran (5;3 oraz 5;90) zabrania wyznawcom Allaha praktykowania wróżbiarstwa.

[Oto mamy co z tego wynika. Nie dosyć, że tylko ich prorocy mogą przepowiadać przyszłość to wszystkich innych (z wyjątkiem czasów gdy chrześcijanie bili się o władzę w Rzymie) należy spalić i zabić. Brawo. Oto co również dzisiaj Wojciech Cejrowski i inni fundamentaliści katoliccy wiedzą i sądzą o wróżbiarstwie, oto co z wróżbiarstwa rozumieją. Godzą się z jego istnieniem bo to nie prawda, że żyjemy w katolickim w 99% społeczeństwie. Społeczeństwo to jest w co najmniej 30% ateistyczne (bo taki jest światopogląd naukowy oparty o marksizm, w którym ich wychowano). 

Spróbujmy więc zrozumieć proces wróżenia i czemu on służy, zanim zaczniemy krzyczeć wielkim głosem słowa potępienia oraz zanim zaczniemy palić na stosach. Dziwne, filozofia i psychologia rozumieją potrzebę wróżby – bo buddyzm i taoizm to filozofie, a że psychologia to rozumie to już wiadomo od Freuda i Junga. Sto lat minęło, a ci stoją w miejscu – nawet w Wikipedii, nie mówiąc o ambonach i księdzu Natanku! C.B.]

W. Panasenko – Swarożyc

Podstawowa sprawa – zrozumienie mechanizmu wróżby

Kto nie rozumie mechanizmu wróżby nie rozumie podstawowych zasad psychologii. Moja żona z trzydziestoletnią praktyką psychologiczną i tak samo długą praktyką pracy z młodzieżą, mogłaby to każdemu bez trudu wyjaśnić. Podobnie powinien to potrafić wyjaśnić każdy psycholog świeżo po studiach. Jednak dla osób omawiających stosunek psychologii do wróżbiarstwa w Wikipedii widać nieznane są ustalenia Freudystów, Karla Junga, żeby już nie powiedzieć o bardziej współczesnych psychologach.  Nie znają oni najwyraźniej pojęć świadomości, podświadomości i nieświadomości – a może ich nie uznają? Pogląd wygłoszony w kato-ateistycznej Wiki jako stosunek psychologii do wróżbiarstwa to irracjonalny bełkot  jakiegoś niedouka, skrajnego behawiorysty i materialisty (co dzisiaj już anachroniczne!) o zawężonym światopoglądzie i niskim IQ.

Wróżba najczęściej jest współcześnie tylko pewną formą zabawy. Używana jest tak jak się używa nikotyny, alkoholu czy marihuany. Jako zabawa  rozprasza powierzchowne lęki i obawy, staje się wentylem dla niepokojów, rodzajem balsamu, uspokojeniem dla nerwów. Pozwala uwolnić umysł od zbędnego balastu płytkich lęków wynikających z niepewności bytu, niepewności codzienności.  Nikt przecież nie bierze poważnie gazetowego horoskopu na bieżący dzień dla znaku Wagi.

Traktowana jednak poważnie, wróżba pomaga skutecznie – bez żadnych „naukowych” wątpliwości – podejmować decyzje w sytuacji pół na pół, czyli na dwoje babka wróżyła, kiedy racjonalne przesłanki idealnie się równoważą, a decyzja musi być podjęta, bo trzeba działać.

Artur Grottger – Zła wróżba

Wróżba jest częścią magii i podlega tym samym mechanizmom, a więc wymaga rytuału.O rytuale magicznym – najbardziej podstawowym można przeczytać u Mezamira Snowida na tym blogu, więc  nie będziemy go tutaj powtarzać. Wróżba może dotyczyć i być wykonywana przez samego wróżącego.  Może być wykonywana przez wróżącego dla tego komu się wróży, wtedy w kręgu magicznym zasiada więcej osób i jest on nieco inaczej przygotowany niż krąg „osobisty” – po prostu obejmuje inne osoby poza wróżącym albo wieszczącym.

Taka wróżba musi być poprzedzona praktyką wyciszającą, skupieniem, powagą, wprowadzeniem stanu „pustego umysłu” zgodnie z praktyką np. jogi, albo inną praktyką „wyciszającą”. Już Freud i Jung w XIX wieku i na początku XX a więc prawie 150 lat temu wiedzieli to, czego księża katoliccy i Wikipedyści dzisiaj nie wiedzą, że wróżba uwalnia podświadomość, a nawet pokłady nieświadomości tzw „id” – instynkt umysłu (świadomość gadzią – móżdżkową). Podświadomość i nieświadomość zawiera pokłady wiedzy niedostępne dla świadomości człowieka. Wróżba uruchamia ten mechanizm i pozwala podjąć decyzję, która przy braku dostatecznych racjonalnych przesłanek, bywa w bardzo wielu przypadkach właściwa.

W każdej kulturze od starożytnego Egiptu, Grecji czy Rzymu poprzez narody Żydów, Chińczyków, czy plemion północy istniała instytucja wróżbity, szamana, astrologa, kołoduna czy wyroczni. Poprzez wieki historii przewijają się postacie króla Salomona, Kasandry, Nostradamusa. Każda Gromada słowiańskich kapłanów miała swój rodzaj wróżby, w której się specjalizowała. Wróżono z zachowania owadów, z ziół, z płatków kwiatów, z szeptu strumienia (rzekacze), wróżono na takie sposoby o których nawet się nie śni autorom zamieszczonego poniżej wykazu rodzajów wróżbiarstwa (technik) z Wikipedii.

Kołoduni wieszczyli na przykład i wróżyli ze wszelkich rodzajów wirów – powietrza, wody, kołowania ptaków, opadających koliście liści drzew, opadającego piórka, kręgu przemierzanego przez świętego wierzchowca po belkach – dzidach – to znane z Arkony (istotą tej wróżby był krąg i belki – odpowiedniki patyczków z krwawnika w I cingu) – z tańca wirowego w Świętym Kole (Wrżinym Kole [wrżina – warkocz, splot, ale i wrzenie krwi, ekstaza, wrczich – kosa, kobiecy warkocz, ale kosa-kosz – to także rodzime słowiańskie określenie na los – los słowo greckie, także wrzich – warkot, jak kołującego owada i war-kod wrzący, ognisty, ekstatyczny kod]). Wróżyli też z diabelskich kręgów grzybowych i posuwając się ścieżka wzdłuż kolistego ogrodzenia i wałów świątyni np Dziewięciu Kręgów.

[kliknij i powiększ koniecznie]

Czy Świątynia Dziewięciu Kręgów istniała naprawdę? Tak! Istniała! Pokazuję tylko dwie z z mapek nad którymi obecnie pracuję – będzie to tekst o Świętych Wzgórzach Polskich, których system jest zakotwiczony w wielkim euroazjatyckim –  Systemie Wzgórz Świętych lub nazwijmy go Systemem Czakramów Starego Świata (Lądów Białego i Czarnego oraz Mazji – Europy, Afryki i Azji). Tutaj na obrazku u góry polski system świętych wzgórz wkomponowany w linię Stonehenge – Kijów, a poniżej ogólny kształt polskiego systemu świętych wzgórz

Powinniśmy przyjąć, że nawet odchylenie Wawelu od Jasnej Góry na linii z Katedrą na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie  o 9 kilometrów to przy tych odległościach w czasach bez teodolitu, GPSu i możliwości bezpośredniej obserwacji bardzo niewiele – także w granicach dopuszczalnego odchylenia ze względu na ukształtowanie terenu, bo wzgórza nie zawsze leżą dokładnie na linii, ale oscylują wokół niej nie dalej niż plus minus 5 km po obu stronach osi.

Starożytni Grecy cenili wyrocznię w Delfach. W jaskini kapłanka siedziała na trójnogu postawionym nad wąską szczeliną, przez którą wydobywały się wulkaniczne gazy wprawiające ją w trans. Odpowiedzi delfickiej wyroczni były pełne niejasności i dwuznaczności. Podobno nigdy się nie myliła, jak twierdzili wszyscy pytający – czy to by wystarczyło naukowcom do uznania iż dowody na trafność wyroczni istnieją? Kiedyś zapytana o wynik mającej się odbyć bitwy, odpowiedziała: „wygra wielkie mocarstwo”. Każda ze stron wzięła tą przepowiednię jako dobry omen dla siebie. Kapłanka delficka nie pomyliła się. Ktokolwiek zwyciężył w tej potyczce mógł szczycić się wawrzynem mocarza.

Każda nacja poprzez wieki rozwojuj kultury wytworzyła jakieś narzędzia wróżbiarskie – wróżenie z lotu ptaków, wnętrzności zwierząt ofiarnych, według numerów kabały, z fusów kawy lub herbaty, z run i czert, szklanych kul, tarota i astrologię.

Nie zmienia to jednak faktu, że są to narzędzia, którymi posługuje się człowiek. Człowiek ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. Czyni to lepiej lub gorzej, mądrzej lub głupiej, płycej albo głębiej.

Patyczki z łodyg krwawnika

Bardzo mądrze o rodzajach wróżby WIKI:

Techniki wróżenia

  • aeromancja – wróżenie ze stanu powietrza, chmur, komet
  • alektriomancja – wróżenie przy użyciu koguta
  • aleuromancja – wróżenie za pomocą ciasta
  • alomancja – wróżenie za pomocą soli
  • antinopomancja – wróżenie z wnętrzności kobiet i mężczyzn
  • astragalomancja – wróżenie za pomocą kostek, kamyków lub kawałków drewna
  • astrologia – wróżenie z gwiazd i ruchu planet
  • chiromancja – czytanie z linii rąk
  • dafnomancja – wróżenie z lauru
  • gastromancja – wróżenie z odgłosów wydobywających się z brzucha
  • geomancja – wróżenie z rozrzucanych kamieni, żwiru, patyczków, klejnotów itp.
  • hieromancja – wróżenie z chodu i trzewi zwierzęcia przeznaczonego na ofiarę
  • idolomancja – wróżenie z figurek, wizerunków i posągów
  • kartomancja – wróżenie z kart, w tym karty tarota
  • katoptromancja – wróżenie ze zwierciadła[1]
  • kattabomancja – wróżenie z naczyń wykonanych z metalu
  • keromancja – wróżenie z lanego wosku, np. na Andrzejki
  • kleromancja – wróżenie za pomocą kości
  • krystalomancja – wróżenie z kryształów, luster lub kryształowej kuli
  • litomancja – wróżenie z kamieni szlachetnych
  • logarytmancja– wróżenie za pomocą logarytmów
  • macharomancja – wróżenie z noży
  • numerologia – wróżenie oparte na symbolice cyfr
  • oinomancja – wróżenie ze strużki rozlewanego wina
  • omfalomancja – wróżenie z pępka
  • onejromancja – wróżenie z marzeń sennych
  • ornitomancja – wróżenie z lotu ptaków
  • piromancja a. pyromancja – wróżenie z ognia
  • przepowiadanie pogody
  • sciomancja – wróżenie z cieni
  • skapulimancja – wróżenie z pęknięć na powierzchni wypalonej kości
  • stareomancja – przepowiadanie przyszłości z żywiołów
  • teriomancja – wróżenie z dzikich zwierząt
  • tasenografia – wróżenie z fusów
  • tuframancja – wróżenie z popiołów
  • tyromancja – wróżenie ze sposobu, w jaki ścina się ser
  • wróżenie z run
  • wróżenie z ryżu (Tybet)
  • Yijing

[W paru miejscach postawiłbym tutaj mocne znaki zapytania. Co znaczy na przykład „wróżenie z ryżu – Tybet”? Czy gdzie indziej z ryżu się nie wróży? A czy nie da się wróżyć z rozsypanego czegokolwiek: mąki , cukru? Co znaczy tutaj: Yijing – czy to I-cing? W takim razie wróżba z patyczków, monet i interpretacja Księgi. Ma to jakąś nazwę i inne odpowiedniki? Na prawdę ten wykaz w ogóle nie ma żadnego sensu. Co to jest wróżenie z dzikich zwierząt?  Z ich kości, wzroku, stanu sierści i pazurów? Wróżenie z lanego wina, a z lania wody nie da się powróżyć? Przepowiadanie pogody – fajnie tu zaklasyfikowano meteorologów. Prognozy pogody w TV to przecież typowe wróżby oparte na metodzie obserwacyjnej i przepowiadane zawsze na podstawie niedostatecznych danych. Wróżenie z wosku na Andrzejki doczekało się tutaj fachowego określenia – też fajne, ale niekoniecznie na Andrzejki. Anglicy i Amerykanie jednak bardziej poważnie podchodzą do Wikipedii, rzeczywiście pracują nad tym żeby to była elektroniczna encyklopedia wiedzy. U nas jest to najczęściej bełkot osoby niekompetentnej. C.B.]

Aleksander Bruckner o burtowaniu Jagiełły i wróżbach wśród Litwinów

Czy decyzję o głębokiej integracji ze strefą euro podjęto na postawie głosu wyroczni lub wróżby z patyczków krwawnika?

Obawiam się, że rząd polski nie wie co czyni integrując się teraz ze Strefą Euro – chyba nie usiedli i nie powróżyli sobie z I-cingu, ani nie burtowali, bo nie wiedzą co to jest. Oczywiście pewnie długo się modlili i może modły ich natchnęły – to też rodzaj wróżby uprawianej przez chrześcijan w kościele – praktyka pogańska, jak najbardziej. Uważają że zaklęcia mogą uratować strefę Euro – to jest, moim zdaniem raczej działanie bardziej irracjonalne niż racjonalne. Przyrzekają poprawę, ale za tydzień (no może pół roku)nie będzie jak wykupić włoskich obligacji, bo nie ma na to kasy.  Bozia nie da, od modlitw nie przybędzie, rzeczywistość i jej naturalne (przyrodzone ) prawa jest twarda, z pustego nalewa …kto? Wiemy.

Ale może się mylę, bo racjonalnych przesłanek za takim postępkiem, z perspektywy rządu, jest tyle samo co przeciw niemu. Z perspektywy społecznej zdecydowanie inaczej to wygląda, przesłanek przeciw integracji jest wystarczająco dużo, żeby już teraz do niej nie dążyć. Zobaczymy kto ma rację.

Wracając do przejętych przez chrześcijaństwo pogańskich rytuałów i wróżb to aż świerzbi żeby powiedzieć słowo na temat „pogańskiego” papieża Jana Pawła II, który trzecią przepowiednię fatimską postawił na najwyższym możliwym piedestale, czyniąc z niej znak boga. Już sam ten fakt ciągnie za sobą w górę inne przepowiednie licznych osób nawiedzonych i czyni walkę z nimi trudną. Papież wiedział jak manipulować tłumem i czym go porwać. Porywał go przepowiedniami, znakami boskimi, przemówieniami, pieśniami i umiłowaniem przyrody – tym wszystkim co wprost pogańskie w katolicyzmie.

Żebyśmy mieli jasność, ja absolutnie nie twierdzę, że osoby o szczególnej wrażliwości i wnikliwości umysłu nie dotykają istotnych przesłań i naprawdę głębokiej, ukrytej przed przeciętnymi umysłami wiedzy. Wręcz odwrotnie – jestem pewien że tak jest. Tyle, że to nie jest żaden proces nadprzyrodzony. Przecież  są osoby o bardzo wysokim IQ i z bardzo  wyostrzoną percepcją niedostępną innym.Są tacy którzy widzą i rozumieją więcej. Czasami warto ich wysłuchać – ale oczywiście tylko na własne ryzyko.

Ja bardziej wierzę w niezwykła umysłową przenikliwość i natchnienie, w wieszczość wynikającą z trafności prognozy przy niewystarczających danych, niż w boską ingerencję w życie skromnej jednostki. Ciekawe że JP II nie miał takich wątpliwości w sprawie tej wyroczni. O wyroczniach i przepowiedniach moglibyśmy bardzo długo, bo są tego nieskończone przykłady, ale to tylko szkic tematu więc mamy jeszcze inne sprawy.

Idąc dalej – nie tylko „pogański” papież był poganinem, jeszcze gorzej rzecz się ma z wielebnym Ratzingerem – wybitnym teologiem. Oto przy pomocy konsoli czy czego tam, z podszeptu samego chyba diabła, odpala na stoku góry zieloną choinkę. A cóż ta choinka ma wspólnego z Jezusem Chrystusem, pytam się? Żeby chociaż odpalał palmę?! Ano nic, nie ma wspólnego. Usiłują nam mówić, że to Chrystus się rodzi a zielone jest symbolem narodzin, ale narodzin czego?! Chyba nowego życia przyrody po zimie? Trudno naprawdę wyjaśnić wszystkie te zawikłane rytuały związane z Narodzinami Światła Świata i zaadoptować je do chrześcijaństwa.  Snopki zboża i kłosy słowiańskie stawiane w czterech rogach chaty – to już prawdziwy orzech do zgryzienia dla teologa –  same orzechy i kasza w kutji to też zresztą niezły problem. Bo kasza to pokarm Uboża- Radogosta (Bożycka, czyli mniejszego Boga – według Górali-Harów) i Ubożuchów, jego duchów pomocniczych – bogunów Domu i Gospodarstwa. A orzechy to już od samej nazwy zaczynając „orzej” (jurnej, wschodzącej mocy) poważny problem.  Z orzechem jest i dalszy problem w tym, że orzechy reprezentują w świecie roślin  i nasion Sporów-Bogocy (jak mawiają  Górale Harowie – Dużych Bogów – Bogocy, czyli Bogów Powodzenia i Bogactwa, Dostatku).  To dlatego orzechy na drzewku albo na świetliku (jak by tu wyjaśnić po bożemu po katolickiemu taki „świetlik” – jako zabobon? Sama nazwa jest oczywista), podsufitowym stroiku-sadku – są zawijane w srebrne i złote folie. Proste! Ale nie dla teologa. Takich problemów w tym jednym święcie znalazłbym 50! Jakże trudno pogodzić te wszystkie maski zwierzęce, postać przychodzącego po raz drugi z dziwnymi darami ni to dobrymi ni to złymi Mikołaja (Mąda-Nikuły pogańskiego), postacie trzech magów, koincydencję narodzin nowego boga w człowieczym ciele, z powszechnie obchodzonymi przez całe wszechświatowe pogaństwo  Nocami Dzikich Łowów na rodzące się Nowe Światło. A propos przedstawiam fajny, nowy rosyjski obrazek  „Dzikie Łowy – Nocne Bitwy”

W. Pansenko – Nocne Bitwy, Dzikie Łowy

Tak jest ze wszystkim w chrześcijaństwie – KK zabraniając swoim członkom praktykowania pogańskich rytuałów dąży do samozagłady – będzie musiał wykluczyć wszystkie obrzędy pozakościelne, czyli wszystkie które podobają się ludziom i pozwalają im odprężyć się i świętować jakoś dni święte – odmieniać je odróżniając tym samym od codziennej szarości. Jak będzie wyglądać Wielkanoc bez tych obrzędów – odpowiedzcie sobie sami. Wszystkie obrzędy a nawet znaki używane przez KK i Chrześcijan są pogańskie.

Matka Boska Zielna?
Ostara 21 marca
Słowiańskie Jare Święto

 Ostara – pogańskie święto, tzw. sabat mniejszy, obchodzony 21 marca, związany z radosnym momentem zrównania dnia i nocy.

Ostara wyznacza początek wiosny. Symboliczny moment kiedy dzień (światło) wygrywa z nocą (ciemnością) jest początkiem okresu radości, płodności i rozmnażania się.

Tradycyjnym symbolem tego dnia jest jajko, które symbolizuje odrodzenie i powstanie nowego życia. Tradycja ta została przejęta przez chrześcijaństwo i jajko jest także symbolem związanym z Wielkanocą, która ma miejsce w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca.

Inaczej jest w Islamie:

PAP 13.12.2011

W Arabii Saudyjskiej stracono w poniedziałek kobietę skazaną za uprawianie czarów

– poinformował saudyjski resort spraw wewnętrznych.

Ta „zbrodnia” jest – zgodnie z saudyjską interpretacją prawa islamskiego – zagrożona karą główną, podobnie jak mord, gwałt i handel narkotykami.

We wrześniu stracono w Medynie Sudańczyka skazanego za czary. Większości „czarownic” i „czarowników” zarzuca się, że rzucają na ludzi klątwy, na życzenie krewnych lub znajomych. Przestępstwem jest też w Arabii Saudyjskiej odpłatne wytwarzanie czarodziejskich amuletów.

Nie ujawniono, jakich konkretnie „czarów” dopuściła się stracona w poniedziałek kobieta. Wyroki śmierci wykonuje się zwykle w Arabii Saudyjskiej publicznie, ścinając skazańcowi głowę.

PAP

20.03.2010

Arabia Saudyjska – kara śmierci dla prezentera TV

W Arabii Saudyjskiej skazano na karę śmierci prezentera libańskiej telewizji za uprawianie czarnej magii.
48-letni Ali Husajn Sibat w swoim programie w satelitarnej stacji „Sheherezade” zajmował się wróżbami i dawaniem porad dzwoniącym do niego widzom. Kiedy przyjechał z pielgrzymką do Arabii Saudyjskiej został aresztowany przez policję religijną i oskarżony o uprawianie czarów.Sąd pierwszej instancji wydał wyrok śmierci. Prawnik prezentera złożył apelację, ale po ponownym rozpatrzeniu sprawy sąd podtrzymał wcześniejsze orzeczenie. Uznał, że dowody przeciwko prezenterowi są wystarczające, a wyrok ma mieć charakter odstraszający. Teraz, po złożeniu kolejnej apelacji, sprawą zajmie się inny sąd.Wyrok potępiła organizacja Amnesty International, która zaapelowała do króla Arabii Saudyjskiej Abdullaha II o niedopuszczenie do egzekucji i natychmiastowe uwolnienie Sibata, ojca pięciorga dzieci.
[ W wielu krajach muzułmańskich odbywają się wciąż, na bieżąco, procesy czarownic a wyrokiem często jest kara śmierci. W Arabii Saudyjskiej na wykonanie wyroku śmierci czeka obecnie 140 0sób. C.B] 

Śmiercią wg najważniejszych szkół koranicznych (obejmujących ok. 98% muzułmanów) karana jest też odstępstwo od wiary (ridda), obejmująca zarówno zmianę wyznania, jak też poważne błędy doktrynalne w wyznawanym islamie (np. kwestionowanie prawdziwości Koranu). Niegdyś niemal wszystkie kraje islamskie stosowały się do tej zasady. Na początku XXI wieku (stan na 2004) wyroki śmierci za apostazję wydawane były przez państwowe sądy w ośmiu krajach islamskich: Arabii Saudyjskiej, Jemenie, Afganistanie, Komorach, Iranie, Mauretanii, Pakistanie i Sudanie.

Kara śmierci zgodnie z Koranem może też być orzeczona za poważne zbrodnie, jak zabójstwo, zdrada, itd., jak też za czyny mniej groźne dla społeczności, jak zdrada małżeńska dokonana przez męża bądź żonę (wg niektórych interpretacji szariatu tylko jeśli było na to 4 świadków), homoseksualizm czy czary (kategoria ta często bywa stosowana do wszelkiej działalności sprzecznej z polityką władz, np. do działalności związkowej wśród zagranicznych pracowników zatrudnionych w Arabii Saudyjskiej).

Przedmiot heretycki – pogańska Gwiazda-Światło-Świat-Świetlik – element podłaźników, pająków i jeży ludowych

Kara śmierci za przestępstwa określone przez religię chrześcijańską (historia)

(Jako kategoria związana z religią została tutaj wyodrębniona grupa przestępstw, obecnie nie traktowanych jako czyny zabronione, których karalność wynikała z przyjęcia chrześcijaństwa jako religii panującej, m.in. herezji czy czarów)

Kara śmierci za herezję pojawiła się jeszcze w starożytnym Rzymie. Wkrótce po uznaniu chrześcijaństwa za religię panującą został wprowadzony przepis, skazujący przywódców sekty manichejczyków na śmierć na stosie w 387. Także w 453 cesarz Teodozjusz uznał herezję za przestępstwo równe zdradzie stanu i przewidział za nie karę śmierci przez spalenie żywcem. Podobne postanowienia zawierał kodeks Justyniana z 534 (Corpus Iuris Civilis).

Od początku XII wieku zaczęła działać Inkwizycja, której głównym zadaniem była walka z herezją, jednak sama Inkwizycja nie stosowała kary śmierci, a osądzonego przekazywała do ukarania „ramieniu świeckiemu”. Liczba wyroków śmierci wykonanych z inspiracji inkwizytorów jest trudna do określenia.W okresie reformacji dość powszechne było prześladowanie, a czasem karanie śmiercią wyznawców innego odłamu chrześcijaństwa, niż dominujący na danym terytorium. Działania takie podejmowały jednak zawsze władze świeckie, z inspiracji duchownych, i zjawisko to występowało zarówno w krajach katolickich, jak i protestanckich.

Pod zarzutami herezji zostali straceni przez spalenie na stosie m.in. Joanna d’Arc, Jan Hus i Giordano Bruno. Galileusz (Galileo Galilei) został pod groźbą kary śmierci zmuszony do odwołania swoich twierdzeń i dożywotnio uwięziony.

Kara śmierci w procesach o czary wynika z zawartego w Biblii nakazu zabijania czarownic. Stosowana była głównie w krajach protestanckich (także poza Europą np. w angielskich koloniach w Ameryce Salem), zaś największe nasilenie egzekucji skazanych za ten czyn wbrew obiegowym opiniom miało miejsce nie w średniowieczu, a w epoce nowożytnej (XVI i XVII w.). Ostatni wyrok śmierci (przez spalenie na stosie, poprzedzone uduszeniem) wykonano w Prusach, w 1811 (wyrok ten obejmował karę nie tylko za czary, ale i podpalenie). Ogólna liczba ofiar w procesach o czary liczy prawdopodobnie ponad 140 tysięcy, jednak istnieją bardzo duże rozbieżności w szacunkach tej liczby.

Oczywiście wiemy, że w krajach chrześcijańskich obecnie prawie w ogóle nie stosuje się kary śmierci. Wyjątek: USA, Białoruś, Łotwa.

Krwawnik zwyczajny – uwaga: ziele  czarownicze!!!

O wyjątkowości krwawnika decydują substancje czynne  wchodzące w jego skład. Jedną z nich jest azulen, substancja występująca w olejku eterycznym wykazująca właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne oraz antyalergiczne. Dodatkowo w skład ziela krwawnika wchodzą: cyneol, o właściwościach pielęgnacyjnych;  przy małym dozowaniu ma właściwości pobudzające, ale przy dużych dawkach prowadzi do zaburzeń, halucynacji itd.; borneol; laktony seskwiterpenowe; związki flawonowe;  kwas mrówkowy m.in., o właściwościach przeciwreumatycznych; kwas octowy;  kwas izowalerianowy;  kwas salicylowy; alkohole;  witamina K, mająca decydujący wpływ na krzepnięcie krwi; garbniki; cholina.

W lecznictwie wykorzystywany jest przede wszystkim w leczeniu schorzeń związanych z układem pokarmowym. Pobudza trawienie, pomaga przy zaburzeniach i nieżytach tego przewodu. Posiada właściwości ograniczające krwawienia wewnętrzne i zewnętrzne. Dodatkowo obniża ciśnienie krwi, przyśpiesza gojenie ran oraz oparzeń. Wykazuje właściwości przeciwzapalne, pomoże przy zapaleniu pęcherza moczowego, bolesnych miesiączkach, schorzeniach wątroby oraz poprawi apetyt. Krwawnik pospolity wykorzystywany jest także w przemyśle kosmetycznym.

Krwawnik pospolity możemy spotkać na całym terytorium Polski- podczas spaceru na przydrożach, łąkach, w zaroślach, na miedzach, nieużytkach, również w ogrodach. Występuje pospolicie w prawie całej Europie oraz częściowo m.in. w Azji oraz Ameryce. Przez część osób uważany za chwast, choć ze względu na swoje walory dekoracyjne może  być wykorzystany w założeniach naturalistycznych. Nazwa krwawnik wywodzi się od samego mitycznego Achillesa- walecznego wojownika, który według legendy wykorzystywał sok z krwawnika do leczenia ran. Achillea millefolium jest byliną wytwarzającą przy powierzchni podłoża liczne i bardzo rozbudowane korzenie w postaci kłącza. Z kłącza wyrasta rozeta pierzastych liści oraz długa nawet do 100 cm kanciasta  łodyga zakończona kwiatostanami w kształcie baldachogrona w barwie białej bądź lekko różowawej. Krwawnik kwitnie od czerwca do października.

Dodam, że jadam krwawnik w sałatkach wiosennych – jako 5% dodatek – razem z pokrzywą i zieloną sałatą oraz zajęczą kapustą i mleczem.

CB

Łod cego Słowianie pośli? – Winicjusz Kossakowski „Suplement do Polskie runy przemówiły”.


Łod cego Słowianie pośli?

Stary bajarz góralski z Poronina pan Furtok od swego dziadka, co to w Ameryce bywał, takie bajanie słyszał.

„Jak starożytna wieść niesie, Słowianie pośli od SŁOWA, ale w prawdziwym rozumieniu a nie takim jak teraz. Bo „słowo” to było tylko to, co się znakami kreśliło, a nie to z gadki.

A SŁOWO nakreślone, było to samo co prawo i co honor. Raz podane było święte. A ludzie co je kreślić umieli byli Słowianie nazwani. Był to lud prawy a honor wyżej  życia był u nich ceniony”.

Równie wysoko cenili sobie Słowianie „Swoje słowo” jeszcze niedawnymi czasy. Czasami napotykamy  na nie w literaturze czy filmie. Chociażby słynna komedia o prostych rolnikach przesiedlanych ze swoich ziem na wschodzie na tereny odzyskane z niemieckiej okupacji. Bohater filmu mówi o sobie: „U mnie słowo, więcej pieniądza stoi”. Przykłady można mnożyć.

Pochodzenie nazwy „Słowianie” wywodzone jest od rożnych słów, poczynając od greckich i łacińskich a na słowiańskich kończąc. Wywodzono ie również od naszego „Słowa”.

Po raz pierwszy spotykam się  z innym rozumieniem tego terminu. Rozumieniem starożytnym i godnym, wywodzącym się ze starożytnych „gadek” przodków, czyli przekazu ustnego.

Zestawmy to z analizą powstania pisma słowiańskiego, zwanego „Runami polskimi” z której wynika, że pismo europejskie, ze szczególnym wskazaniem na łacinę, wywodzi się z Run, którymi posługiwali się nasi przodkowie.

Cały smaczek tkwi w tym, że pismo run polskich opierało się na znajomości systemu tworzenia run, który można było opanować jednego dnia. Zatem wszyscy Słowianie znali pismo, czyli słowo pisane.  Starożytna gadka, góralskiego bajarza wydaje się być  najbliższą prawdy.

Winicjusz Kossakowski

Jaki Słowianie mają obecnie rok? – czyli geneza Świątyni Światła Świata i nowego czasu Królestwa SIS, albo o „białym człowieku” i piramidach w Chinach i gdzieindziej


Na początek najprostszy przelicznik: rok 2011  = 7520 rok Czasu Słowian, zatem: 2012 = 7521, 2013 = 7522 , 2014 = 7523, 2015 = 7524, 2016 = 7525 CS, różnica wynosi dokładnie 5509 lat, które należy dodać do daty chrześcijańskiej nowej ery

 Wielka Tartaria – zacznijmy od tego, że to pojęcie historyczno-geograficzne zostało wymazane ze świadomości przeciętnego Polaka, który nie wnika głęboko w meandry historii.

Tak samo skutecznie jak pojęcie Tartarii, czy Wielkiej Tartarii, znane jeszcze powszechnie na świecie i używane w XVIII i XIX wieku (o czym zaświadcza Benedykt Chmielowski w Nowych Atenach, encyklopedii wydanej we Lwowie w roku 1745) [patrz i czytaj poniżej], wymazano z naszej świadomości kalendarz Słowian i datację czasu jakiej używali Słowianie przed chrześcijaństwem oraz wiele pojęć związanych z ich religią i dawnymi dziejami. Że pojęcie Tartarii było używane powszechnie świadczą załączone do tego artykułu mapy. Jej obszar bywał interpretowany różnie.

Tartaria

Nowy Słowiański rok według wielu badaczy Słowiańszczyzny Starożytnej rozpoczął się  19. 09. 2011 roku miary chrześcijańskiej-zachodniej, o godzinie 19.00 (18.00 czasu moskiewskiego). Jest to według nich rok  7520 według miary Ariów, czyli miary Słowian. Trzeba tu zaznaczyć, że Rosjanie, w tym także naukowcy z przeróżnych uniwersytetów i rosyjskiej akademii nauk od czasu ogłoszenia wyników badań genetyczno-historycznych, odwrotnie niż w Polsce, nieustannie tworzą nowe teorie i poszukują faktów je potwierdzających, po to by przebudować obraz świata starożytnego i obraz przeszłości do jakiego byliśmy przyzwyczajeni i jaki braliśmy za „prawdę” przed ogłoszeniem owych wyników badań z dziedziny Genetyki.

Rozmieszczenie piramid w Parku Asen w Chinach

Rosjanie, rosyjscy wyznawcy Wiary Przyrody (Rodzimowiercy) od dawna uznają ten porządek rzeczy i obchodzą Nowy Rok  w okolicach 20 września, a także przyjmują datację – 7520 jako obowiązującą. Skąd się ten rok bierze?

Najprostsza interpretacja byłabay taka, że jest to bezmyślne przeniesienie poglądów Kościoła Prawosławnego do Wiary Przyrody.

Jak wiadomo, przed Piotrem I, Nowy Rok obchodzony był przez Starą  Ruś 1 września (a według nowego stylu kalendarza w dniu 14 tego miesiąca). Cerkiew Prawosławna dla której roczny cykl kultowy zaczyna się właśnie we wrześniu powiada, że stwarzanie świata przez boga zakończyło się właśnie w roku, który dziś zapisalibyśmy jako 5509 p.n.e. To odczytanie chronologii powstania świata przybyło do Rosji z Bizancjum, wraz z kościołem prawosławnym.  Rok początku Świata Ludzi czy też zakończenia kształtowania „nowego porządku” przez boga został obliczony w Konstantynopolu, przez tamtejszych mędrców kościoła na podstawie odczytania Pisma Świętego, a datę ostatecznie wyznaczono w roku 353 i to wtedy przyjęto rok 5509 p.n.e. jako ów początek.

Nie wnikamy tutaj czy ta data określa koniec „stwarzania świata” czy też czas w którym powstał „nowy porządek świata”. Dla prawosławnych jest to koniec czasu stwarzania. Wiara Przyrody to jednak nie prawosławie, ani inny odłam chrześcijaństwa, a system naturalny, którego istotą jest zgodność ze stanem aktualnej wiedzy ludzkiej. Dawniej ta wiedza, co zrozumiałe ze względu na stan rozwoju cywilizacyjnego miała charakter regionalny, dzisiaj w dobie Elektronicznej Wioski – wyznacznikiem dla wszelkich twierdzeń Wiary Przyrody jest aktualny stan Wiedzy  Ludzkości. Tam gdzie sięga nauka to ona wyznacza współcześnie aktualny stan ludzkiej wiedzy. To co głoszą naukowcy poszczególnych dyscyplin człowiek przeciętny (a w stosunku do dyscyplin w których nie jesteśmy „specjalistami” każdy z nas jest człowiekiem przeciętnym) przyjmuje na wiarę. Trudno byłoby nam za każdym razem sprawdzać twierdzenia innych specjalistów zatem współczesny światopogląd naukowy i tzw. racjonalizm z niego wypływający jest w istocie systemem wierzeń i Wiarą w Naukę, a nauka i jej instytucje stała się Nowym Kościołem.

W 1988 roku ogromne zamieszanie wywołało odnalezienie przez sinologa Victora Maira niezwykłej mumii w magazynie jednego z muzeów w chińskiej prowincji Xinjiang. Była to mumia wysokiego mężczyzny o jasnej karnacji i rudych włosach, ubranego w szatę z elegancko utkanego materiału.

Okazało się, że zarówno tę, jak i setki podobnych mumii archeolodzy znaleźli w początkach XX w. w dolinie Tarim na pustyni Taklamakan w północno-wschodnich Chinach. Niektóre z nich mają ponad 4 tysiące lat. Badania genotypu, a także zachowanych tkanin wykazały, że biali mieszkańcy pustyni Taklamakan przybyli z Europy. Tych mumii nie powinno tam być!

Nie miejsce tutaj by odnosić się do samego racjonalizmu i głoszących go Racjonalistów, którzy sami przedstawiają się jako ateiści. Trzeba jednak powiedzieć, że ateizm nie ma większego uzasadnienia niż teizm, z punktu widzenia współczesnej nauki, jeśli przyjmiemy, że filarem głównym naukowego systemu „wierzeń” jest fizyka, a głównym jego narzędziem matematyka. To fizyka kwantowa bowiem, posługując się obserwacjami kosmosu i matematyką stwierdza, iż „na dwoje babka wróżyła”: Wszechświat powstał w wyniku zadziałania „Siły Sprawczej” (teizm), lub „Nie ma początku ani końca” (ateizm). Należy więc stwierdzić – wbrew głoszonym przez tzw. Racjonalistów hasłom, że współczesny myślący racjonalnie człowiek, może być równie dobrze teistą jak i ateistą, a ateizm nie jest wyznacznikiem racjonalizmu. Myślę, że ta konstatacja jest najtrudniejsza do strawienia dla ludzi indoktrynowanych marksizmem, ale także dla samych tzw. „ludzi nauki”. Marksizm, to zrozumiałe – filozofia skrajnie materialistyczna. Nie wszyscy naukowcy to skrajni materialiści, ale zdecydowana większość tak, a do tego nauka zajmuje się tylko tym co da się zweryfikować „obiektywnie” i na tym się ona teoretycznie kończy. Byłoby tak gdyby sama nie tworzyła teorii, a te teorie dawno już obaliły Stary i Nowy Testament we wszystkim, łącznie z ogłoszonym w nim Porządkiem Czasu. W cywilizacji Zachodniej „naukowy punkt widzenia” to najczęściej obalanie twierdzeń wiary chrześcijańskiej, a więc ateizm.

Meanwhile, Yingpan Man, a nearly perfectly preserved 2,000-year-old Caucasoid mummy,  discovered in 1995 in the region that bears his name, has been seen as the best preserved of all the undisturbed mummies that have so far been found.

Yingpan Man not only had a gold foil death mask — a Greek tradition — covering his blonde bearded face, but also wore elaborate golden embroidered red and maroon garments with seemingly Western European designs.

His nearly 2.00 meter (six-foot, six-inch) long body is the tallest of all the mummies found so far and the clothes and artifacts discovered in the surrounding tombs suggest the highest level of Caucasoid civilization in the ancient Tarim Basin region.

Co współczesna nauka mówi o porządku czasu, jego biegu dla Wszechświata, Ziemi, o czasie Człowieka na Ziemi i czasie trwania Cywilizacji Człowieka nie będziemy  tutaj szczegółowo przedstawiać, bo wszyscy chodziliśmy do szkoły, czytamy książki i oglądamy „popularnonaukowe” filmiki w telewizji. Wiemy więc, że w tej sprawie NAUKA – czyli współczesna wiara – błądzi wciąż i błąka się jak pijany po lesie. Do tego błąkania się wniosła swoje współczesna genetyka historyczna, która zachwiała obrazem świata Człowieka budowanym od 200 lat przez Świątynię Nauki. Ten obraz ukształtowany przez historyków, archeologów, językoznawców, antropologów i.t.p. uległ dewastacji i musi zostać ułożony na nowo. Także jednak pojawiają się fakty „naukowe”, które chwieją chronologią np. geologii, czy przyrody (biologii) – dziejów Ziemi i gatunków w przyrodzie, a więc chwieją obrazem Ziemi i jej przyrody, jak również teorią darwinowską, a więc „obrazem” narodzin życia na Ziemi, czy pochodzenia i źródeł życia w kosmosie.

Kopiec na pustyni Takla Makan

Człowiek posiada wewnętrzną potrzebę zakotwiczenia w czasie i miejscu, określenia skąd pochodzi, kim jest, w jakim miejscu i czasie żyje. W związku z takim a nie innym stanem stwierdzeń „Najjaśniej Świecącej Świątyni” pozostaje nam zatem, jako ludziom racjonalnym, posługującym się logiką i rozumem przyjąć do wierzenia jakąś miarę czasu, i porządek czasu, które będziemy traktować z góry jako umowne, ale w ramach których będziemy dla siebie określać obraz Świata. Równie dobrze jak porządek chrześcijański możemy przyjąć porządek buddyjsko-hinduistyczny czy jakikolwiek inny.

Przyjęcie określonego porządku Czasu i dziejów nie jest jednak aktem obojętnym ideowo, jest aktem identyfikacji z określonym systemem poglądów. Dla ateisty nie powinno mieć znaczenia, który właściwie mamy rok. Mamy ten który nauka uznała wczoraj za właściwy. Dla chrześcijanina mamy ten, który wskazuje Biblia. Dla buddystów jest ten, który wynika z przyjętego przez nich porządku Czasu.

Ponieważ żyjemy w czasach Jednej Ludzkości (zjednoczonej dzięki współczesnym technologiom) Porządek Czasu wyznawany przez Wiarę Przyrody powinien być zgodny z aktualnym Stanem Wiedzy Ludzkości.  Wiemy już, że daty muszą być umowne i że muszą być przyjęte arbitralnie. Porządek czasu jednak powinien uwzględniać to co wiemy, a wiemy współcześnie iż na pewno w przeszłości Cywilizacji zdarzyła się Katastrofa, która zmiotła stary świat.

Co do tego zgodne są wszystkie współczesne „świątynie” i z tym punktem widzenia – także z rosyjskiego filmu o Wielkiej Tartarii zgadzamy się i my. Na pewno nie będziemy się zgadzać w różnych szczegółach (np. prezentowanym tam rusofiliskim punktem widzenia), ale wspólne punkty Porządku Czasu, który wyznaje Wiara Przyrody widać jak na dłoni.

Według naszego Wielkiego Tajemnika w dziejach Ludzi-Zerywanów i ich potomków z Nowej Koliby, również obowiązywały dwie miary  czasu dziejów – stara zerywańska, którą nazywa się w Księdze Ruty Czasem Niemierzonym, albo Czasami Starej Koliby oraz Nowy Czas – Mierzony. Nowy Czas to czas Nowej Koliby, a przed nim – jak piszę w Księdze Ruty, były jeszcze inne czasy – Czasy Niemierzone, czasy Zerywanów. Nowa Koliba to według Wielkiego Tajemnika Słowian efekt wielkiej wojny pomiędzy ludźmi i bogami – Wojny o Taje, która zburzyła stary świat.

Jedna z chińskich piramid

Badacze rosyjscy mitologii Słowian piszą również o Wielkiej Wojnie.  W związku z zakończeniem tej wojny i ogłoszeniem pokoju ufundowano i zbudowano Świątynię Światła Świata, kt