Świątynie Światła Świata – Sanktuarium Matki Ziemi i Borany w Dolinie Mnikowskiej


Dolina Mnikowska – Sanktuarium Matki Ziemi  (Siemi) i Królowej Borów – Borany

Byliśmy tutaj dzisiaj

Z Wikipedii

Dolina Mnikowska – krajobrazowy rezerwat przyrody położony na zrębie tektonicznym Grzbietu Tenczyńskiego w obrębie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Obejmuje wąwóz w dolinie niewielkiej rzeki Sanki w obrębie miejscowości Mników, leżącej w gminie Liszki w województwie małopolskim (dolna część Doliny Sanki). Rezerwat utworzony został w 1963 r., ma powierzchnię 20,41 ha.


Święte Źródło u wejścia do Doliny

Rezerwat znajduje się na obszarze Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego. Głębokość wąwozu wyciętego w wapieniach jurajskich dochodzi do 80 m. Skały tworzą bardzo strome ściany, wrota skalne lub pojedyncze iglice. Znajduje się w nich ok. 10 jaskiń, jedna z nich ma długość 82 m. W środkowej części rezerwatu znajduje się polanka, a ponad nią w południowych ścianach w zakolu zwanym Cyrkiem, we wnęce skalnej znajduje się ołtarz z dużym obrazem Matki Boskiej Skalskiej. Obraz ten namalowany został na skale przez Walerego Eljasza-Radzikowskiego w 1863 r. Niestety oryginalny obraz został zniszczony, później nieudolnie namalowany na nowo (ma być ponownie zrekonstruowany w pierwotnej wersji). Na polance znajdują się ławeczki dla turystów, zwykle zatrzymujących się tutaj na odpoczynek. W skład krajobrazu kulturowego Doliny Mnikowskiej oprócz ołtarza i obrazu wchodzą również stacje drogi krzyżowej, krzyż na szczycie skały, tablice informacyjne dla turystów, a także sama polanka i bezleśna część wąwozu, które powstały w wyniku prowadzonej tu od wieków gospodarki rolniczej – wypasu i koszenia.


Niedaleko Bielan posiadają XX. kameduli wioskę zwaną Mników. Ze szczytu bielańskiej góry przenieśliśmy się w jej rozkoszną dolinę, najmilszą jaką sobie tylko wyobrazić można. I czyjeż pióro odmaluje ten świeży powab jedwabiącej się zieleni traw i kwiecia co się tu po obojej stronie srebrzystego rozesłały strumienia, i te piękne sterczące skały co otoczyły dolinę? – Dziwny, niewysłowiony urok ogarnia zmysły, kiedy przy rubinowem oświetleniu zaranka, wpatrzysz się w ten amfiteatr skał, w których wyobraźnia odkryje ci wielorakie kształty i barwy tych ślicznych olbrzymich postaci malowanych tylko na tle różnowzorowej fantazyi[2].

W skład krajobrazu naturalnego wchodzą porastające ściany wąwozu i dolinkę rzeki lasy (grąd, łęg i buczyna) oraz naskalne murawy kserotermiczne. Roślinność runa leśnego najobficiej kwitnie wczesną wiosną, przed rozwojem liści przez drzewa. Całymi płatami zakwita tutaj przylaszczka pospolita, zawilec gajowy, kokorycz pełna, a wśród nich szczyr trwały, fiołek wonny, zawilec żółty, złoć żółta, zdrojówka rutewkowata i miodunka ćma. W rezerwacie występuje 17 gatunków roślin chronionych, m.in. buławnik, lilia złotogłów, konwalia majowa, wawrzynek wilczełyko, naparstnica zwyczajna. W skład naskalnych muraw wchodzą koniczyna długowłosa, oman szorstki, fiołek kosmaty, parzydło leśne i kozłek trójlistkowy. Licznie występują nietoperze, a z ptaków m.in. pustułka, ortolan, słowik rdzawy.

Stąd o dwie mile w zachodniej stronie
Śliczna Mnikowska dolina;
Wypieszcza kwiaty na swoim łonie,
Jak młoda wiejska dziewczyna.[3]

Przez dolinę prowadzi wygodna trasa rowerowa i ścieżka turystyczna, przystosowana również dla turystów niepełnosprawnych. Dla turystów zmotoryzowanych znajduje się przed wejściem do doliny parking w Mnikowie, na przysiółku Skały. Zamontowane tutaj w ramach projektu Małopolski Szlak Geoturystyczny tablice opracowane przez specjalistów z Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa informują o budowie i genezie powstania tej doliny.

Wiersz Gustawa Ehrenberga w całości

Ani trochę nie przesadzony

Dolina Mnikowska pod Krakowem

Stąd o dwie mile w zachodniej stronie
Śliczna Mnikowska dolina;
Wypieszcza kwiaty na swoim łonie,
Jak młoda wiejska dziewczyna.
Między skałami jak łza na twarzy,
Jak wąż na posłaniu z kwiatów,
Tam przez sen gada i ciągle marzy,
Strumień na łożu z bławatów;
A w prawo, w lewo skaliste grody,
Strumień w objęciu chwyciły;
Zamki to z głazu, herb to przyrody,
Związek harmonii i siły.
Tam w dnie świąteczne w wiosennej porze,
Jadą paniątka z Krakowa,
Ażeby ujrzeć (żal się mój Boże!)
Uroczą dzikość Mnikowa.
Jadą więc, jadą wygodnym koczem,
I przyjeżdżają w południe;
Przez chwilę patrzą, pochwalą, – poczem
Mówią: że na wsi jest nudnie.
Więc przywiezione wypiwszy wino,
Wracają znowu do miasta;
Ah! nie dla takich, śliczna dolino,
Twe łono trawa porasta.
Ten tylko godnie wielbi twe wdzięki,
Kto pieszo zwiedza twe skały;
Kto z ich wierzchołka wschodu jutrzenki
Ogląda widok wspaniały.
Kto się nie boi, żeby kamienie,
Ciernie, lub urwiska skały;
Rozdarły jego modne odzienie,
I białe ciało zdrapały.

– Gustaw Ehrenberg

Wysoko na skale wąwozu znajduje się kilkumetrowej wysokości obraz Matki Boskiej Skalskiej namalowany przez Walerego Eljasza-Radzikowskiego w 1863 roku. Oryginał nie był już w najlepszym stanie, więc ktoś próbował go trochę odświeżyć i … przemalował go na nowo. Wysoko pod samą skałę poprowadzono schody, a na ich szczycie urządzono ołtarz.

Obraz bardzo rzuca się w oczy poprzez swój intensywny koloryt, oraz poprzez ogromny, stary, zimozielony bluszcz porastający sąsiednią skałę.

Jest tam jeszcze jedna ciekawa rzecz. W 1863 roku krakowski malarz i taternik Eliasz Radzikowski namalował wysoko na skale kilkumetrowy wizerunek Matki Boskiej zwanej Madonną Skalską. Pod tym obrazem ponoć modlili się, szukający tu schronienia, powstańcy styczniowi. Niestety w latach chyba 80 tych XX wieku został zamalowany. W jego miejscu jest inny, nowy. U jego podstawy postawiono ołtarz.

Wizerunek z roku 1952

Czar podkrakowskich dolinek

Ryszard Jakubowski

Ich niezwykłym urokiem zachwycali się wszyscy. „Kraina to wspomnień, czarodziejska swą pięknością, malarska i romantyczna…” pisał w połowie XIX wieku publicysta „Kalendarza Warszawskiego”. W tym czasie „Rozmaitości Lwowskie” tak opisywały ich piękno: „Okolice Krakowa są nadzwyczaj powabne i mówić można, że ze szczególnym przymileniem podróżnemu się przymawiają, aby na nie uważne zwrócił oko”.


Choć nazywa się je pieszczotliwie „dolinkami”, mają całkiem spore rozmiary. Długość największej z nich dochodzi do 40 km, choć są i znacznie krótsze, jak leżąca koło Tomaszowic Dolina Podskalańska, zwana także Doliną Wedonki, o długości poniżej 1000 m. Większość z nich należy do zlewiska Rudawy. Cztery, rozcinające Garb Tenczyński, płynące nimi wody kierują wprost do Wisły. Są to, kolejno od zachodu: Dolina Mnikowska, Dolina Brzoskwinki, Dolina Aleksandrowicza i Dolina Rudawy.

  • Dolina Mnikowska, zwana także od płynącej jej dnem rzeczki, Doliną Sanki ma długość około 7 km. Dolna jej część, o długości około 1,5 km występuje pod nazwą Wąwozu Mnikowskiego, od leżącego w jej wylocie Mnikowa. Nieco wyżej rozszerzenie doliny tworzy unikalny amfiteatr skalny. U stóp jednej ze skał znajduje się kapliczka, której zasadniczą część stanowi dużej wielkości naskalne malowidło sakralne, przedstawiające postać Matki Boskiej. Przyjęto, że jego autorem jest Walery Eljasz – znany także jako Eljasz-Radzikowski. Za datę powstania malowidła uważa się rok 1863. Eljasz przebywał jednak od 1862 do 1865 roku w Monachium, do Krakowa wrócił dopiero w 1866 roku. Kto więc namalował ów osobliwy obraz? W dolinie znajduje się kilka grot i jaskiń. Jedna z nich, Jaskinia nad Matką Boską, zasłynęła z „cennych” znalezisk archeologicznych, które okazały się podrzuconymi przez dowcipnisiów falsyfikatami.

NADGORLIWI ROBOTNICY

W Dolinie Mnikowskiej na Wyżynie Krakowsko- Częstochowskiej znajduje się aż dziesięć jaskiń, zamieszkanych przez 15 tys. lat w okresie paleolitu górnego. To właśnie tutaj doszło do najgłośniejszego fałszerstwa w historii polskiej archeologii. Główną rolę odegrał jeden z najbardziej znanych polskich archeologów drugiej połowy XIX w. – Gotfryd Ossowski.

W 1880 r. rozpoczął on badanie jaskiń Doliny Mnikowskiej i wyznaczył robotnikom nagrody pieniężne za wykopanie ciekawych zabytków. Na efekty nie trzeba było czekać. Robotnicy znajdowali coraz więcej rzeźb z kości. Te „unikalne” figurki ludzi, ptaków i zwierząt trafiały potem nawet na wystawy zagraniczne. Sam Ossowski datował je na okres neolitu. Jednak pojawiły się głosy podważające autentyczność znalezisk. Jednym z pierwszych krytyków był znany historyk sztuki i archeolog krakowski Józef Łepkowski. Według niego prehistoryczne figurki wykonali… okoliczni chłopi.


Rozgorzała naukowa dyskusja. Najcięższym ciosem dla reputacji znalezisk Ossowskiego stał się artykuł „Fałszerstwa z jaskiń polskich”, opublikowany w fachowej prasie francuskiej. Jego autor orzekł: „Rysunki na rozmaitych wisiorkach przypominały motywy ornamentacyjne powszechne u tegoczesnego ludu polskiego”. Następnie zdecydowanie podważał autentyczność mnikowskich zabytków i apelował do polskiego świata naukowego o natychmiastowe usunięcie ich z ekspozycji, ponieważ są kompromitacją dla ich odkrywcy i środowiska naukowego Krakowa.

Na reakcję patriotycznie nastawionej prasy na „francuskie” zarzuty nie trzeba było długo czekać – w obronie Ossowskiego wystąpił „Dziennik Poznański”: „Zdawałoby się, że praca taka powinna wzbudzić dumę w każdym Polaku i natchnąć go uczuciem szczerej radości połączonej z chęcią wspierania tychże prac tym bardziej, gdy one i w obcym dla nas świecie obudziły najwyższy interes. I tak też było. Ale jednocześnie znaleźli się ludzie, którzy dogadzając chęci lekkomyślnego dowcipkowania lub zbrodniczej zawiści poczęli pół żartem, pół serio puszczać w świat pogłoski, że wyroby strugali niedawno chłopcy wiejscy”.

W listopadzie 1884 r. Akademia Umiejętności powołała specjalną komisję do zbadania autentyczności wykopalisk mnikowskich. Po odbyciu 20 posiedzeń jej członkowie uznali autentyczność figurek, choć nie doszło do zgody ekspertów w sprawie ich wieku. Raport komisji przedstawiał kuriozalną konkluzję, że fałszerstwa archeologiczne są w Polsce niemożliwe, gdyż „u nas wszelkie nauki uprawiają się spokojnie, bez walk namiętnych, które gdzie indziej zdolne są posuwać się aż do podstępnej strategii kompromitowania przeciwników przez podsunięte falsyfikaty”. Sprawa mnikowskich figurek ucichła na następne kilkadziesiąt lat. Powróciła, gdy w 1929 r. krakowscy archeolodzy – Jan Fitzke, Tadeusz Reyman i Gabriel Leńczyk – postanowili rozwiać wątpliwości dotyczące znalezisk. Odszukali kilku z żyjących jeszcze robotników Ossowskiego. Stwierdzili oni, że poza dłutami i kościanymi szydłami, wszystkie inne znaleziska były wykonane przez nich samych. Później, przed specjalną komisją Polskiej Akademii Umiejętności, dokładnie opisali, jak rzeźbili figurki w plejstoceńskich kościach, wydobywanych z jaskiń.

W Muzeum Archeologicznym w Krakowie do dziś przechowuje się wycinane scyzorykiem „zabytki” – dowód mistyfikacji, która pół wieku musiała czekać na wyjaśnienie.

Przeczytajcie też na tym blogu o Witoldzie Pruszkowskim Strażniku Wiary Słowiańskiej który tutaj zamieszkał

…. Witold Pruszkowski (ur. 1846 r. w Berszadzie koło Odessy, zm. 1896 r. w Budapeszcie) – polski malarz.

Urodził się w Berszadzie, dzieciństwo spędził w Odessie i Kijowie. Uczył się malarstwa i rysunku początkowo w Paryżu u Tadeusza Góreckiego, zięcia Adama Mickiewicza. W latach 1869-1872 studiował w Akademii monachijskiej, w latach 1872-1875 u Jana Matejki w krakowskiej SSP. W 1882 osiadł w miejscowości pod Krakowem – w Mnikowie. …

Skoro mieszkał w miejscu tak czarodziejskim to czy mógł myśleć i malować inaczej niż to miało miejsce?


Kira – Czary wiosenne


Żywioły – woda, drzewo – łąka, która łączy

Żywioły – Nieba/Światła, Wiatru, Burzy, Wody, Drzewa i Ziemi – Wenus Nocą w mieście

Wiosenne czary

Światło

Twarde/Miękkie – Jasne/Ciemne – Działowie

Święta Skała

Kolory

Kolory

Kolory

Buki

Korzenie

Korzenie

Korzenie

Wierzeje

Drogowskazy

Jaruna

Krasatina

Dziewanna

Kupała

Dzieldzielija

Kwiat Paproci – dzisiaj

Z bliska

Owoce


Miejsce Święte (powiększ)

Portret

Portret

Portret

Łużycka wizja słowiańskiej Baji – Měrcin Nowak-Njechorński (1900-1990)


Měrcin Nowak-Njechorński (1900-1990)

Podczas pracy, w domu – 1985

Měrćin Nowak-Njechorński

Z Wikipedii

Měrćin Nowak-Njechorński (ur. 13 czerwca 1900 w Njechorniu, urodził się pod nazwiskiem Martin Sodan zm. w Njechorniu 6 lipca 1990). Był serbołużyckim malarzem, pisarzem i działaczem narodowym. Studiował w Lipsku, Dreźnie oraz Pradze i w latach 1927–1929 na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Pierwszą wystawę swojej twórczości malarskiej miał w Zgorzelcu w 1920 roku. Jako ponad 20-letni człowiek odnalazł swoją przynależność do narodu serbołużyckiego i postanowił poświęcić mu całe swoje życie.


Chleb od Ludków (czyli skrzętów)

W okresie 20-lecia międzywojennego redaktor czasopism serbołużyckich m.im. „Serbski Student”, „Sokołske Listy”, „Serbske Nowiny”. W latach 1935-39 współpracownik Związku Polaków w Niemczech. Ilustrator i współredaktor czasopisma „Młody Polak w Niemczech”. Polonofil i słowianofil. Człowiek bardzo kontrowersyjny. W okresie powojennym zwolennik idei socjalistycznej. Po wojnie redaktor naczelny czasopism: „Nowej Doby” oraz czasopisma kulturalnego „Rozhladu”. Autor reportaży, bajek alegorycznych, opowiadań. Publikował pod pseudonimami Njechorński, Wohnjoš, Bobak. Jako pisarz niezwykle płodny. Bardzo czynny i utalentowany jako dziennikarz. Działacz narodowy w okresie przed- i powojennym. W latach 30. za artykuły o treści patriotycznej dwukrotnie więziony. W czasie II wojny światowej wcielony do Wehrmachtu. Odznaczony m.in. Orderem Zasług dla Ojczyzny.

Król Wężów

Jego styl artystyczny był inspirowany folklorem serbołużyckim. Tak w malarstwie, jak i w literaturze preferował małe formy. Twórca narodowego stylu serbołużyckiego w malarstwie i rysunku. W jego domu w Njechorniu znajduje się muzeum poświęcone jego życiu i twórczości.

Dorobek literacki

  • Ruskie byliny. Praha 1927
  • Po serbskich pućach. Budyšin 1936
  • Wusaty Krjepjel a druhe bajki. Budyšin 1950
  • Wuknimy dolnoserbski. Krótki kurs delnjoserbšćiny za hornjołužiskich Serbow. Budyšin 1952
  • Zapiski Bobaka. Budyšin 1952
  • Serbski Wšudźebył. Budyšin 1954
  • Mišter Krabat. Budyšin 1954
  • Kołowokoło Błotow. Budyšin 1957
  • Bołharske podlěćo. Budyšin 1958
  • Wot wčerawša na jutřiše. Budyšin 1960
  • Molerjo, spěwarjo, podróżnicy. Budyšin 1961
  • Pod Pamirom a za Kaukazom. Budyšin 1961
  • Baćon a žaby a druhe bajki. Budyšin 1967

Bibliografia

  • Moler serbskeho luda. Bautzen 1959 (mit Texten von Měrćin Nowak-Njechorński und Alfred Schneider)
  • Wubrane spisy, zwjazk 1 (pućowanske wobrazy). Bautzen 2000, ISBN 3-7420-1822-1
  • Wubrane spisy, zwjazk 2 (bajki). Bautzen 2000, ISBN 3-7420-1824-8
  • Helmut Kaltšmit: Leksikon awtorow serbskich knihow 1945–1978. Bautzen 1979

Měrćin Nowak-Njechorński

ze strony: http://mercin.solarte.waw.pl/

Měrćin Nowak-Njechorński to jedna z najwybitniejszych osobowości kultury i sztuki łużyckiej. Świetny pisarz, malarz, tłumacz, działacz społeczny, dziennikarz i redaktor wielu czasopism, ilustrator książek, polonofil i słowianofil. Ślad jego twórczej działalności odnaleźć można w niemal wszystkich dziedzinach życia kulturalnego i społeczno-politycznego. To artysta wszechstronnie uzdolniony, ale przede wszystkim człowiek zaanagażowany w życie narodowe Łużyczan, ich nauczyciel i przewodnik. Wielki patriota, symbol zarówno zbiorowej walki narodu łużyckiego w obronie swoich praw, jak i kultywowania świadomości narodowej i tradycji. Człowiek o niezwkłej osobowości, powszechnie szanowany. Odegrał niezwykle istotną rolę w historii Łużyczan.


Narzeczona Wodnego Muża


Życie i twórczość

Měrćin Nowak-Njechorński urodził się 13 czerwca 1900 roku w małej wiosce Njechorń na obszarze ewangelickich Górnych Łużyc. Jego ojciec – Emil Neumann – był z pochodzenia Niemcem, natomiast matka – Maria Ernestina Sodanec (Sodan) – Łużyczanką. Rodzina Měrćina Nowaka nie należała do zamożnych. Dziadek trudnił się chałupniczo tkactwem.


Walka ze smokiem. Źródło: pozycja nr 1 w bibliografii.

Walka ze smokiem, Měrćin Nowak-Njechorński. Źródło ilustracji: Krawc-Dźěwinski A.: Serbscy tworjacy wuměłcy. Budziszyn, 1975, s. 53.

Ojciec początkowo pracował jako młynarz, później założył własny sklep oraz wyrabiał cygara. Zdolności malarskie Měrćina ujawniły się już w pierwszych latach szkoły. Niestety, rodzice nie mogli zapewnić mu prywatnego nauczyciela rysunku. Měrćin ćwiczył sam, zachęcany przez ojca oraz nauczycieli. Podczas pierwszej wojny światowej pracował jako pomocnik listonosza w Njechorniu i okolicach. Wychowywał się wśród łużyckiego ludu, w bliskim kontakcie z przyrodą rodzimych stron. Odkrywał stopniowo piękno łużyckiej kultury ludowej, objawiające się w języku, stroju, wiejskim budownictwie, bajkach, podaniach oraz pieśniach. Efektem zainteresowań Měrćina były zarówno piękne rysunki, utwory literackie, jak i ogromne zżycie się z ludem łużyckim oraz fascynacja rodzimą przyrodą.1
Měrćin Nowak-Njechorński zaprezentował swoją pierwszą wystawę malarską w 1919 roku w Zgorzelcu. W tym okresie również zaczął zamieszczać swoje rysunki w prasie łużyckiej i niemieckiej. Od 1920 roku studiował malarstwo na czterech bardzo dobrych uczelniach artystycznych: lipskiej Akademii Sztuki Graficznej (1920), drezdeńskiej Akademii Przemysłu Artystycznego (1921), praskiej Akademii Sztuk Pięknych (1922-1925) u znakomitego artysty Maxa Švabinskiego oraz w warszawskim Studium Drzeworytnictwa u mistrza polskiej grafiki – Władysława Skoczylasa, który wywarł na sztukę rytowniczą Nowaka najsilniejszy wpływ.

Zwyczaje ludowe Łużyczan. Źródło: pozycja nr 1 w bibliografii.

Marzanna, Měrćin Nowak-Njechorński. Źródło ilustracji: Dobrucký B.: Wuměłc serbskeho luda Měrćin Nowak-Njechorński. Budziszyn, 1950, s. 39.

W ciągu długich lat nauki Měrćin Nowak powoli wypracowywał swój własny, niepowtarzalny, świetnie oddający specyfikę łużyckiej ludowości styl. Stał się mistrzem małych form. Nie malował farbami olejnymi. Najchętniej tworzył akwarele, rysunki piórkiem, drzeworyty. Tematykę jego twórczości, a zwłaszcza obrazków, stanowią motywy ludowe, świat pełen fantastycznych postaci z bajek, podań i mitów, żywej, zaczarowanej przyrody, strojów ludowych, prac i zabaw, historii i współczesności łużyckiej ziemi. Malował skrzaty, krasnoludki, południce, smoki, nimfy wodne, postaci wodników, swatów, narzeczonych. Jest autorem malarskich przedstawień słowiańskiego boga Światowita. Njechorński tworzył ilustracje do legend słowiańskich, rosyjskich bajek o zwierzętach (Lis i kotka, Wilk i lis, Głupi niedźwiedź itd.), do powieści Boženy Němcowej Babunia oraz wielu czasopism. Malował również barwne cykle obrazków, m.in. Polskie lato, Łużyckie lato, Lato ogrodnicze, Ptasie wesele, Noc świętojańska. Ogromną część swoich prac poświęcił ukazaniu obyczajów łużyckich i najważniejszych elementów kultury ludowej. Malował barwne i bogate stroje Łużyczan, wesela łużyckie, ludowe zwyczaje (m.in. Boże dziecię, Łapanie koguta, Święty Marcin na białym koniu, Łużyckie Boże Narodzenie). Był przede wszystkim artystą ludowym, który wypracował charakterystyczny tylko dla niego styl. W jego sztuce można jednak zauważyć wpływy niemieckiego ekspresjonizmu. Nowak używał wielu typów kompozycji, od statycznej do silnie zdynamizowanej, w której mamy do czynienia z nawarstwieniem różnych elementów. Także paleta barw Njechorńskiego jest mocno zróżnicowana. Artysta często stosował kolory typowo słowiańskie (odcienie czerwieni, niebieskiego, białego itp.).

Krasnoludki. Źródło: pozycja nr 1 w bibliografii.

Wizyta krasnoludków, Měrćin Nowak-Njechorński. Źródło ilustracji: Dobrucký B.: Wuměłc serbskeho luda Měrćin Nowak-Njechorński. Budziszyn, 1950, s. 57.

Podczas studiów w Pradze Měrćin Nowak przez trzy lata (1926-1928) przewodniczył związkowi studentów łużyckich Serbowka (stowarzyszenie powstałe w środowisku Łużyczan w Pradze, kultywujące kulturę i język narodu łużyckiego) oraz redagował czasopismo Serbski student. Przystąpił też do organizacji sportowej Sokół i od 1932 roku był redaktorem czasopisma Sokołske listy. Wydawał również przez wiele lat Serbske Nowiny dla Dzieci. Debiutem pisarskim Měrćina Nowaka była relacja z wędrowki po Łużycach Oj, ty moja puszczo opublikowana w Serbskich Nowinach. Pisarz bronił w niej łużyckiej puszczy i wiosek zagrożonych w wyniku rozbudowy kopalnictwa węgla brunatnego. Nowak bardzo chętnie podróżował po krajach słowiańskich, przywożąc ze swoich wypraw cykle reportaży i rysunków. Zwiedził Górne i Dolne Łużyce, Polskę, gdzie poznał nie tylko Kraków i Warszawę, ale także Tatry, Pomorze, Prusy Wschodnie oraz Polesie; Macedonię, Czechy, dawną Jugosławię, Związek Radziecki i Bułgarię.

Artysta tworzył zarówno poezję, jak i prozę. Jego twórczość literacka stanowiła charakterystykę łużyckiej obyczajowości, wydobywała z przeszłości wspomnienia, cechowała się humorem i dowcipem. Njechorński pisał polemiki, artykuły polityczno-społeczne oraz reportaże z podróży. Wiele spośród jego utworów ma charakter wyraźnie polityczny i głęboko satyryczny zmysł. Jest tak na przykład w bajce Bocian i żaby, wyśmiewającej za pomocą paraboli politykę niemiecką wobec Łużyczan. Njechorński stawał w obronie łużyckich wsi zagrożonych rozbudową kopalnictwa węgla kamiennego. Zwracał uwagę na czynnik niszczący łużycką ludność i jej dorobek narodowy na ścisłym obszarze jej zasiedlenia.2 Jest tak na przykład w przetłumaczonym na język polski utworze Gród w Zuborniczce.
Nowak pisał także pełne subtelności i wdzięku powiastki dla dzieci, świetnie ilustrowane oryginalną, opartą na motywach ludowych ornamentyką i stylizacją. Njechorński szybko stał się ulubionym autorem łużyckich dzieci. Przez długi czas ilustrował dziecięcy dwutygodnik Płomjo. Przygotował również serie rysunków o krasnoludkach. Motyw więzi łączącej artystę z łużyckimi dziećmi wykorzystali łużyccy filmowcy, tworząc o nim film Wujek Marcin, malarz.

Měrćin Nowak nieustannie wzbogacał język swoich utworów własnymi konstrukcjami słowotwórczymi. Autor poszerzał zakres swojego słownika, analizując nie tylko stare dzieła leksykograficzne, lecz przede wszystkim czerpiąc z autentycznych tekstów łużyckich. W jego języku pojawiają się dawno zapomniane zwroty i wyrażenia, ludowe przysłowia oraz stara ludowa terminologia przyrodnicza, rolnicza, rzemieślnicza… Njechorński opublikował również własne wspomnienia. Zauważyć w nich można malarski sposób patrzenia na świat, charakteryzujący się wyborem pewnego tematu, a następnie jego artystycznym szkicem. W rezultacie tomy wspomnień Njechorńskiego są barwną panoramą kraju, ludzi i wydarzeń.3 Podzielone są na dwie części. W pierwszej – Chłopczyk, chłopiec, listonosz – autor opisuje wczesny okres swojego dzieciństwa, miejsce, w którym się wychowywał, wiejskie zwyczaje, poznanych ludzi. W drugiej części – Uczeń, malarz, wędrowiec – Nowak przedstawia świat swojej młodości, kończąc opowieść na wymarzonych studiach artystycznych u praskiego mistrza Maxa Švabinskiego. Wspomnienia Nowaka zostały przetłumaczone na język polski przez Stanisława Marciniaka, a następnie wydane w 1989 roku i noszą tytuł Życie pisane i malowane.

Łużyckie dzieci.

Toczenie jajek, Měrćin Nowak-Njechorński. Źródło ilustracji: Dobrucký B.: Wuměłc serbskeho luda Měrćin Nowak-Njechorński. Budziszyn, 1950, s. 49.
W publicystyce literackiej Njechorński poruszał problemy najbardziej istotne dla Łużyczan. Miał odwagę stawać w obronie praw narodu łużyckiego zarówno w republice weimarskiej, jak i potem w hitlerowskich Niemczech. W okresie międzywojennym za swoją działalność był dwukrotnie aresztowany. Po zwolnieniu z więzienia otrzymał zakaz wszelkiej działalności malarskiej i literackiej. Pozbawiono go więc pracy i środków do życia. Nowak nie zaprzestał jednak swojej działalności i pod pseudonimem Bobak (Zjawa) pisał artykuły drukowane do Serbskich Nowin. Od 1935 roku na łamach wychodzącego w Berlinie Młodego Polaka w Niemczech pojawiały się cykle osobiście przez artystę ilustrowanych artykułów i przysłów polskich. W marcu 1941 roku Njechorński został zmuszony do służby w Wehrmachcie. Pełnił ją także na terenie Polski. Nawet w takiej sytuacji starał się pomagać Polakom, dawał żywność, relacjonował wydarzenia na froncie i w polityce. Po zakończeniu wojny trafił do niewoli amerykańskiej. W 1946 roku wrócił na Łużyce i kontynuował swoją działalność. W roku 1947 przyjął kierownictwo pierwszej powojennej gazety łużyckiej Nowa Doba. Powołał także do życia w 1948 roku Koło Łużyckich Artystów Plastyków. Był jego wielokrotnym przewodniczącym. W latach 1952-1969 kierował redakcją miesięcznika społeczno-kulturalnego Rozhlad.4

Światowit.  Źródło: pozycja nr 1 w bibliografii.

Światowit, Měrćin Nowak-Njechorński. Źródło ilustracji: Dobrucký B.: Wuměłc serbskeho luda Měrćin Nowak-Njechorński. Budziszyn, 1950, s. 72.
Praca społecznika i organizatora łużyckiego życia kulturalnego była zaledwie częścią rozwiniętej w okresie powojennym działalności Měrćina Nowaka. Znacznie więcej znaczyła dla niego twórczość pisarska i malarska. Coraz bardziej uwidoczniało się ludowe tło zarówno jednego, jak i drugiego rodzaju twórczości. Sztuka Nowaka zdobyła uznanie również za granicą. Świadczą o tym liczne wystawy dzieł malarza w Zgorzelcu i Budziszynie, w Dreźnie, Lipsku, Berlinie, Pradze, Lublanie czy Paryżu. Czerpanie ze skarbnicy łużyckiej kultury ludowej znalazło odbicie w pisarstwie Njechorńskiego. Zwróciło się ono bowiem w kierunku świata baśni i dawnych wierzeń ludu łużyckiego.

Malowanie jajek. Źródło: pozycja nr 10 w bibliografii.

Malowanie wielkanocnych jajek, Měrćin Nowak-Njechorński. Źródło ilustracji: Krawc-Dźěwinski A.: Serbscy tworjacy wuměłcy. Budziszyn, 1975, s. 64.
Jego głębokie zainteresowanie istotą kultury ludowej poparte było gruntowną wiedzą zdobytą dzięki wielokrotnym wędrówkom krajoznawczym i etnograficznym po Łużycach i innych krajach słowiańskich oraz w wyniku samodzielnych studiów literatury słowiańskiej. Dążenie do poznania i zrozumienia innych Słowian skłoniło Njechorńskiego do przyswojenia kilku języków słowiańskich. Poza górnołużyckim znał dolnołużycki, czeski, polski, rosyjski i serbsko-chorwacki. W oryginale czytał Erbena, arcydzieła epoki romantyzmu polskiego (Mickiewicz), rosyjskiego (Puszkin) czy chorwackiego (Vraz). Nie były mu obce wielkie powieści i dramaty rosyjskich mistrzów: Turgieniewa, Gogola, Czechowa, Gorkiego oraz powieści Prusa i Reymonta. Zaczytywał się w bylinach ruskich i bohaterskich pieśniach serbsko-chorwackich. W dorobku artystycznym Měrćina Nowaka znajduje się również wiele prac przekładowych. Tłumaczył z czeskiego – Čapka, z rosyjskiego – Gorkiego, Paustowskiego i Priszwina, a z serbsko-chorwackiego – Nazora. Dokonał także szeregu przekładów pisarzy polskich.
Na tle podejmowanej od młodzieńczych lat działalności Měrćin Nowak-Njechorński prezentuje się jako artysta niepowszedni, którego rozwój odbywał się poprzez coraz ściślejsze zespolenie trzech kierunków pracy (pisarstwa, malarstwa i etnografi terenowej). W wieku pełnej dojrzałości artystycznej nastąpiła u Nowaka synteza tych trzech kierunków zainteresowań.5
Wodny Muż i Jagodzianka

Měrćin Nowak-Njechorński, pierwszy łużycki artysta narodowy, zmarł 6 lipca 1990 roku w wieku 90 lat w swym atelier w Njechorniu. Obecnie uznawany jest przez Łużyczan za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tego narodu. Był artystą niezwykle płodnym. Aktywnie działał w życiu społeczno-politycznym Łużyc. Stał się twórcą stylu serbołużyckiego w malarstwie i rysunku. Obecnie w jego domu w Njechorniu znajduje się muzeum poświęcone jego życiu i twórczości.

Żmij-Bogacz (Jaskier)


Przypisy

  1. Kijo K.: Życie dla sztuki i ojczyzny [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 2003, t. 35/36, s. 172-173.
  2. Marciniak S.: Wstęp [w:] Nowak-Njechorński M.: Życie pisane i malowane. Warszawa, 1989, s. 5-13.
  3. Ibid.
  4. Kijo K., op.cit.
  5. Marciniak S., op.cit.

Krabat


Bibliografia

  1. Dobrucký B.: Wuměłc serbskeho luda Měrćin Nowak-Njechorński. Budziszyn, 1950.
  2. Grabowski T. S.: Pierwszy łużycki artysta narodowy. Kraków, 1951.
  3. Jurkonis-Rogers A.: Rola Krabata w łużyckiej kulturze (garść faktów i refleksji) [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 1994,  t. 8, s. 62-67.
  4. Leszczyński R.: O przekładach Měrćina Nowaka-Njechorńskiego z literatury polskiej [w:] Zeszyty łużyckie. Warszawa, 2000, t. 31, s. 104-111.
  5. Kijo K.: Kontakty Měrćina Nowaka-Njechorńskiego z Polską na podstawie polskiej prasy z lat 1960-1990 [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 2001, t. 32/33, s. 83-89.
  6. Kijo K.: Odkrywanie Łużyc wraz z Marcinem Nowakiem [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 2000, t. 30, s. 11-17.
  7. Kijo K.: Życie dla sztuki i ojczyzny [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 2003, t. 35/36, s. 172-173.
  8. Kłos Z.: Njechorński na nowo odczytany [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 2003, t. 35/36, s. 168-171.
  9. Młyńk J.: Problematyka polska w literackiej i artystycznej działalności Marcina Nowaka-Njechorńskiego o okresie międzywojennym [w:] Pamiętnik Słowiański. Wrocław-Warszawa-Kraków, 1965, t. 15, s.129-158.
  10. Krawc-Dźěwinski A.: Serbscy tworjacy wuměłcy. Budziszyn, 1975.
  11. Nowak-Njechorński M.: Baćon a žaby. Budziszyn, 1967.
  12. Nowak-Njechorński M.: Gród w Zuborniczce [w:] Zeszyty Łużyckie. Warszawa, 2000, t. 30, s. 76-79.
  13. Nowak-Njechorński M.: Mišter Krabat. Budziszyn, 1978.
  14. Nowak-Njechorński M.: Życie pisane i malowane. Warszawa, 1989.
  15. Siatkowska E.: Co to za kraj – Łużyce? [w:] Studia łużycoznawcze. Warszawa, 2000, s. 559-562.
  16. Siatkowska E.: Literatura łużycka [w:] Studia łużycoznawcze. Warszawa, 2000, s. 574-581.
  17. Zmeškalova V.: K 75. narozeninám Měrćina Nowaka-Njechorńského [w:] Přehled lužickosrbského kulturního žívota. Praga, 1976, nr 26, s. 12-13.

Wiry-Błęty

Serbskie pola

Skrzat i Król Wężów

Skrzat


Měrcin Nowak-Njechorński (1900-1990)
Górnołużycki pisarz i malarz. 1927-1929 studiował malarstwo u W. Skoczylasa. 1948 założyciel i przewodniczący Koła Łużyckich Artystów Plastyków. W swojej twórczości odwoływał się bardzo często do serbo- łużyckich podań i legend, a także do kultury ludowej. Współpracownik czasopism „Serbskie Nowiny” i „Młody Polak w Niemczech”; autor reportaży (zbiory: W carstwie Duszana Mocnego, Po łużyckich drogach), bajek (Wąsaty Krjepjel, Notatki Bobaka, Mistrz Krabat), powiastek satyrycznych, wspomnień, zbiorów prozy, tłumacz lit. pol. (m.in. S. Żeromskiego i K. Przerwy-Tetmajera).

Polska – Rosja: O odkrywcy Bajkału, Syberii i Kamczatki Benedykcie Dybowskim (Польша – Россия: первооткрыватель озера Байкал, Сибири и Камчатки – Бенедикт Дыбовский)


O Benedykcie Dybowskim z portalu ekologicznego

Benedykt Dybowski urodził się 30 kwietnia 1833 r. w Adamczynie (okolice Mińska, obecnie Białoruś). Zmarł 30 stycznia 1930 roku we Lwowie (obecnie Ukraina). Był słynnym polskim przyrodnikiem, podróżnikiem i odkrywcą.  Zasłynął jako badacz fauny jeziora Bajkał a także Kamczatki i południowej Azji, jeden z ojców polskiej limnologii.


Kilka tygodni z rzędu przebywaliśmy na lodzie jeziora bez namiotu, nocowaliśmy, ścieląc posłanie na powierzchni śniegów i lodów. Wróciliśmy do Kułtuka z obrzękłymi twarzami, z popękanymi ustami i z czerwonymi oczami” (Benedykt Dybowski)


Wczesne lata

Benedykt Dybowski  urodził się w rodzinie szlacheckiej (herb Nałęcz) jako jedno z sześciorga dzieci  Jana Dybowskiego i Salomei z  Przesieckich.  Dorastał w folwarku dzierżawionym przez jego dziadków (ze strony matki) w Adamczynie. Sama rodzina Dybowskich wywodzi się z Kujaw, ze wsi Dybów pod Toruniem. Już od wczesnego dzieciństwa wykazywał duże zainteresowanie przyrodą. Początkowo  uczył się w domu, lekcji udzielało mu zarówno starsze rodzeństwo jak i korepetytor. W 1848 po zdaniu odpowiedniego egzaminu został przyjęty do III klasy gimnazjum w Mińsku.  W roku 1853 Benedykt Dybowski zdaje egzamin maturalny.



Wykształcenie

Po zdaniu matury wstępuje na Wydział Medyczny Uniwersytetu w Dorpacie (Estonia). Mimo że studiuje medycynę, pogłębia także swoją wiedzę przyrodnicza, w tym czasie wielu uniwersyteckich wykładowców to znani europejscy przyrodnicy. Benedykt Dybowski jest dobrym studentem, a  jednak w maju 1857 roku zostaje relegowany z uczelni za sekundowanie w pojedynku.  Po tym wydarzeniu studiuje we Wrocławiu (do 1858 roku) i w Berlinie gdzie obok medycyny studiuje paleontologie i biologię. Tam też w 1860 roku uzyskuje tytuł doktora medycyny i chirurgii, pisząc prace o determinacji płci wśród pszczół. Rok wcześniej czyta rozprawę Karola Darwina, stając się zwolennikiem jego teorii o powstawaniu gatunków. Tu też wydaje swoją pierwsza pracę naukowa, o odkrytym przez siebie gatunku drobnego skorupiaka. Rok później  (1861) wraca na uniwersytet w Dorpacie gdzie nostryfikuje dyplom, przedstawiając pracę doktorską  o rybach karpiowatych Inflant. Praca ta obok drugiego już doktoratu, przynosi mu uznanie jako znakomitemu badaczowi.


Praca zawodowa

Wydarzenia polityczne miały ogromny wpływ na wychowanego w patriotycznej rodzinie Dybowskiego.  Wkrótce za udział w manifestacji w katedrze wileńskiej trafia na krotko do więzienia. Wydarzenie to przekreśla  objęcie przez niego katedry zoologii na Uniwersytecie Jagiellońskim (sprzeciw władz austriackich). Jeszcze w 1862 roku obejmuje stanowisko adiunkta w katedrze zoologii i anatomii porównawczej w Szkole Głównej Warszawskiej. Jego wykłady cieszą się dużą popularnością, a on sam angażuje się działalność niepodległościową. W trakcie powstania styczniowego w 1893 roku zostaje komisarzem Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś. Wydarzenie to nie uszło uwadze władz zaborczych, 16 marca 1864 roku zostaje aresztowany i osadzony w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Od stryczka ratuje go jedynie wstawiennictwo zoologów niemieckich, dzięki czemu wyrok śmierci zostaje zamieniony na 12 lat zesłania.

Tak zaczyna się najsłynniejszy etap życia Benedykta Dybowskiego. Do Irkucka dotarł w grudniu 1864 roku, nie załamawszy się zsyłką wertuje publikacje na temat jeziora Bajkał – według rosyjskich naukowców z bardzo ubogą fauną. Dybowski już wtedy miał odmienne zdanie na ten temat, jednak swoje badania Bajkału mógł rozpocząć dopiero cztery lata później, w 1868 roku. Osiedla się wtedy we wsi Kułtuka, położonej nad Bajkałem. Wraz ze współpracownikiem, Wiktorem Godlewskim rozpoczyna żmudne badania fauny i flory jeziora. A wszystko przy braku sprzętu badawczego, w ekstremalnych warunkach pogodowych, często przy mrozie dochodzącym do 40 stopni. Zamiłowanie do przyrody i pasja badawcza zaowocowały rzetelnym i systematycznym prowadzeniem badań i obserwacji a te z kolei sensacyjnymi odkryciami. Uczeni wykonują m.in. 79 przerębli co 100 metrów, łowiąc w nich  różne organizmy wodne – a zatem niemal 8 kilometrów od brzegu. Wkrótce świat zawdzięcza Dybowskiemu poznanie kilkudziesięciu nowych zwierząt, m in. skorupiaków, ryb, mięczaków i gąbek słodkowodnych. Część zbiorów  Dybowski i Godlewski opracowują samodzielnie, część jest wysyłana do Berlina, Lwowa i Krakowa, gdzie badają je sławni przyrodnicy. Uczony nie ogranicza się tylko do badania Bajkału, już w 1898 roku uczestniczy w ekspedycji generała Skałkowa, badając kraj Amurski, Usuryjski i Nadmorski i dociera do wschodnich wybrzeży Azji. Następnie kontynuuje wyprawy na Zabajkale, dokładnie opisując tamtejsza florę, faunę a także czyniąc szereg obserwacji etnograficznych. W roku 1871 uczony bada jezioro Chubsuguł w Mongolii. Rok później uczestniczy w trzyletniej wyprawie wzdłuż Amuru i Arguni, badając  kraj Nadmorski i docierając w końcu do Władywostoku.

Wyspa Olchon na Bajkale


W końcu w 1876 dzięki staraniom Towarzystwa Geograficznego i Akademii w Petersburgu, Dybowski uzyskuje pozwolenie na powrót do kraju, gdzie zjawia się rok później. Entuzjastycznie witany, dzięki relacjom z jego odkryć jakie ukazywały się w prasie. Jednak nie znajduje tu dla siebie miejsca: na uniwersytetach nie ma miejsca dla uczonego o takiej sławie, ponadto wzmaga się rusyfikacja a  Dybowski  jest polskim patriotą. W końcu dzięki poparciu przyjaciół w listopadzie 1878 roku uzyskuje stanowisko lekarza rządowego w Pietropawłowsku na Kamczatce. Podlega mu obszar większy niż Polska, zamieszkały przez kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Pracuje tu z pełnym zaangażowaniem, organizując od podstaw opiekę medyczną często opierając się wyłącznie na własnych środkach i pomysłowości. Kamczatka zawdzięcza mu m in. wprowadzenie szczepień ochronnych przeciw ospie wśród tubylców czy też budowę kilku szpitali dla trędowatych. To jednak nie wszystko, Dybowski energicznie zabiera się za poprawę sytuacji ludów dalekowschodnich, traktowanych po macoszemu przez Rosję. Na Kamczatkę sprowadza nie tylko europejskie warzywa ale i zwierzęta hodowlane. Sprowadza tu m in. za własne fundusze kozy czy króliki (te ostatnie aż z USA) i obdarowuje nimi  tubylców, co w wymiarze kilku lat owocuje znaczną poprawą ich sytuacji. Na wyspę Beringa sprowadza konie, ucząc Aleutów obok ich hodowli także jazdy konnej i z zaprzęgiem. Jego największą zasługą jest jednak sprowadzenie tutaj reniferów, za 15 sztuk tych zwierząt wraz z transportem płaci kilkaset rubli, sporą  część z własnej kieszeni. Reny te rozmnożyły się tak, że niespełna 20 lat później ich populacja liczy kilka tysięcy sztuk.  Zwierzęta te znacznie wzbogaciły menu miejscowych, którzy jeszcze dziś z wdzięcznością wspominają Dybowskiego, uwieczniając go zresztą w legendzie. Zresztą do dziś na wyspie Beringa jest Góra Dybowskiego –  a nazwę taką nadała jej  rdzenna, wtedy jeszcze niepiśmienna ludność wyspy.

W 1884 po powrocie z Kamczatki, Dybowski obejmuje katedrę zoologii na uniwersytecie Lwowskim. Pracuje tu, publikując kolejne prace naukowe i pomnażając zbiory miejscowego muzeum przyrodniczego kolejne 22 lata. W 1906 roku przechodzi na emeryturę, dalej porządkując zbiory naukowe placówki. Przygotowania kolejnej wyprawy nad Bajkał przerywa wybuch I wojny światowej. Dybowski umiera 30 stycznia 1930 roku we Lwowie, w wieku 97 lat. Pochowany na „górce powstańców styczniowych” na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. [Niedaleko grobowca Klemensiewiczów i Tillów. C.B.]

Bajkał

Osiągnięcia

Nie sposób przecenić zasług Dybowskiego. Przyczynił się nie tylko do odkrycia dla świata jeziora Bajkał czy też znacznych różnic w faunie pomiędzy wschodnią i zachodnia Syberią. Opisał i sklasyfikował setki nowych organizmów, wśród nich wiele endemitów występujących tylko na tym terenie. Jako uważny obserwator i humanista doskonale opisał życie szeregu plemion zamieszkujących daleki wschód Rosji.  To na podstawie materiałów dostarczonych przez Dybowskiego powstał np. „Słownik narzeczy ludów kamczackich”. Za badania wschodniej Syberii otrzymał m in. złoty medal Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu.

Dziś zbiory zebrane przez Dybowskiego są ozdobą kilku muzeów. Muzeum Etnograficzne w Krakowie zawdzięcza mu np.  około 150 bezcennych eksponatów, wśród nich: ubrania z futer, uprzęże, harpuny czy też modele domów, kajaków i łodzi wykonane dla Dybowskiego przez rdzenną ludność Kamczatki.   Na bazie części jego  zbiorów, w 1884 roku powstaje muzeum zoologiczne na Uniwersytecie we Lwowie. Dybowski przekazuje tam szereg eksponatów zoologicznych z Kamczatki, Bajkału, wschodniej Syberii i południowej Rosji. Do najcenniejszych należy np. głowa morsa którego osobiście złapał czy też kompletny szkielet krowy morskiej (Hydrodamalis gigas)  który podarowali mu mieszkańcy wysp Beringa w 1904 roku. Do dziś to prawdopodobnie jedyny kompletny szkielet tego zwierzęcia, wytępionego do 1768 roku. Zbiory przyrodnicze, antropologiczne i etnograficzne opracowane przez Dybowskiego zasiliły także muzea w Warszawie, Kijowie, Moskwie i w Irkucku.

Świat zawdzięcza mu opis ponad 400 gatunków zwierząt zamieszkujących Bajkał, o tym jeziorze napisał przeszło 43 prace naukowe. Uznawany za jednego z ojców polskiej limnologii (nauka zajmująca się badaniem zbiorników śródlądowych). W sumie opublikował przeszło 350 prac (artykuły, rozprawy naukowe, antropologiczne, społeczno-polityczne i pamiętniki), wiele z nich wydano od razu w językach jakimi się posługiwał (polski, rosyjski, niemiecki, francuski).

Jednak największą sławę przyniosły mu odkryte gatunki, m in.: 116 gatunków skorupiaków, 30 gatunków mięczaków, 18 gatunków ryb a także nowego podgatunku jelenia, dziś nazwanego jego imieniem (Cervus nippon hortulorum). Na podstawie zebranych przez niego okazów jego brat Władysław, opisuje kolejnych 88 gatunków mięczaków i 9 gatunków gąbek. Ale nie tylko on, np. sławny ornitolog Władysław Taczanowski na podstawie okazów przesłanych przez Dybowskiego opracowuje faunę ptaków Syberii wschodniej, gdzie opisuje 434 gatunki ptaków (w tym 80 wcześniej nieznanych lub nie notowanych na Syberii).  Do dziś ponad gatunków 100 zwierząt i roślin nazwano imieniem Dybowskiego, ponadto stację naukową nad Bajkałem, jedną z wysp Komandorskich a także szczyt i łańcuch górski na Kamczatce.

A to z pewnego portalu biznesowego, wyznanie osobiste o Benedykcie Dybowskim

Temat: Bajkalski Szaman
Byłam wczoraj na premierze filmu dokumentalnego Bajkalski Szaman (Tadeusza Dąbrowskiego). Piękna i ezoteryczna Syberia, mam do niej sentyment i powiązania poprzez przodka Benedykta Dybowskiego, który był badaczem Syberii oraz Bajkału iplanuję też kiedyś tam pojechać
Gościem specjalnym pokazu był zaproszony z Syberii szaman, jeden z głównych bohaterów filmu. Jego słowa natchnęły mnie na kilka przemyśleń…
Szamanizm ze swoim nierozerwalnym związkiem z przyrodą jest jedną z najstarszych religii czy wierzeń. Dziś człowiek cywilizowany odszedł daleko od natury, wybudował swój betonowo-techniczny świat i podcina swoje biologiczne korzenie, często chcąc żyć wbrew naturalnym cyklom.
Dzisiejszemu społeczeństwu brakuje ukorzenienia, związku z matką ziemią. A następstwem braku ukorzenienia, ugruntowania są m.in. nerwice, stres, lęki, czy wszelkiego rodzaju uzależnienia oraz nieprzytomności – brak kontaktu z ziemią, różne odloty, zakręcenia, także nakręcenie emocjonalne czy ambicjonalne…
Co o tym myślicie?

Bajkał – Półwysep Olchon

oraz z tejże strony:
Opis (art. Z dnia 28 kwietnia 1886 pt: „Cnoty i wierzenia Kamczadlów” -nie
publikowany) Benedykta Dybowskiego z pobytu na Kamczatce

Podstawowym pokarmem tubylców było mięso niedźwiedzia polarnego.

Dybowski pisze:

„Wśród plemion, z którymi spotkałem się w życiu jedno z
najsympatyczniejszych jest dla mnie to, które zamieszkuje półwysep
kamczacki, nazwane przez etnografów Kamczadlami…. Sympatię ku sobie budzi
ono przymiotami moralnymi: łagodnością, miłością rodzinną, gorącym
przywiązaniem do miejsc urodzenia, pragnieniem wiedzy i pełną poświęcenia
gościnnością.

Każdy bezstronny człowiek, zwiedzając półwysep, jeżeli potrafi wejść w
bliższe stosunki z miejscową ludnością, nie może pozostać dla niej
obojętnym, poznawszy jej wysokie zalety moralne, a zarazem musi sobie zadać
pytanie: gdzie należy szukać źródła tej moralności.

Lud, jak go nazywają „dziki”, a jednak moralniejszy od niejednego z narodów
chrześcijańskich…. U Kamczadlów miłość rodziców do dzieci i nawzajem jest
rzeczywiście rozrzewniająca. Nieraz byłem świadkiem tak głębokich i
wzruszających dowodów tego uczucia z obu stron, takiego poświęcenia, takich
tkliwości w oznakach przywiązania i delikatności w pieszczotach, że bez
wahania mogę postawić Kamczadlów jako wzór miłości rodzicielskiej. Nigdy
grubiańska groźba lub łajanie obelżywe nie skala ust matki, nigdy ręka
ojcowska podniesie się na dziecko, a pomimo to nie spotkałem tam dzieci
krnąbrnych, ani kapryśnych…. Szczerą również i głęboką jest u nich miłość
małżeńska. Nie mąci jej zazdrość.. dla jakiej nie powinno być miejsca przy
prawdziwej miłości. Swarów małżeńskich, grubiańskiego obchodzenia się z
kobietą nie udało mi się nigdy widzieć, ani nawet słyszeć o nich.
Kobieta-matka jest półbóstwem domowym, otoczonym czcią, szacunkiem i
miłością ogólną.

W obcowaniu ze sobą Kamczadle są nadzwyczaj delikatni. Łajanie, wymyślanie,
złorzeczenie nie są tam znane i w słowniku Kamczadalckim nie ma odpowiednich
do tego wyrazów. W zabawach dzieci i starszych nigdy nie spostrzeżemy, by
kimkolwiek kierowała chęć dokuczenia. Wychowani w szkole miłości wzajemnej,
dalecy są od wszelkiego …..wilizmu (nieczytelne); powitanie, pożegnanie,
całowanie uskutecznia się bez oznak niewolniczego uszanowania… Współczucie
dla każdej niedoli ludzkiej, pożałowanie dla cierpień nie tylko człowieka,
ale i zwierząt; ofiarność dla dotkniętych klęską powodzi lub ognia,
dzielenie się resztkami mienia w dni głodu, wydaje się też naturalną i
zwykłą rzeczą.

Posłuszeństwo dla starszych i dla władzy gminnej jest wzorowe, rozkazy
wszelkie spełniane bywają z sumiennością i akuratnością…

W kole rodzinnym pierwsze miejsce zajmuje kobieta, ona rządzi rodziną i
domem. Rządy te nie oparte są na despotyźmie i nie zdobyte gwałtem lecz
kierowane wyrozumiałością i sprawiedliwością.

Gościnność Kamczadli jest serdeczna i bezinteresowna; powiadają, że
Kamczadal oddaje gościom wszystko co ma, wraz z sercem swojem. Troskliwość o
gościa, usłużność, chęć odgadnięcia każdej jego potrzeby i myśli – oto ich
przymioty.

Prawie nigdy nie dopuszczają się oni występków tak pospolitych jak gdzie
indziej, jak zabójstwo, kradzież, krzywoprzysięstwo, kłamstwo,
oszczerstwo…. kary cielesnej nie znano tam wcale… Jedyną karą stosowaną
za występki była u nich pogarda współobywateli, nagrodą jedyną miłość i
szacunek ogólny.

Piekła nie znali. Bóstwo główne czcili jedno. Ten system religijny, tak
pierwotny, w dziwnym stoi kontekście z wysoko wykształconą moralnością
ludu… Nie w nim należy szukać źródeł, z którego wypłynęły przymioty
moralne Kamczadałów. Znajdujemy je w wysoko rozwiniętej miłości wszystkich
dla każdego i każdego dla wszystkich. Nie sztucznie obmyślany system kar i
nagród, nie groza lub rozkazy umoralniały mieszkańców Kamczatki.

Uczyniła to pobudka daleko szlachetniejszej natury – miłość.”

Bajkał Półwysep Olchon – prom

Benedykt Dybowski na Onecie w artykule o Dobrym Białym Bogu, który był Polakiem

Polacy na świecie: Dobry Biały Bóg

Lidia Kawecka

Był chyba najbardziej znanym Polakiem na Syberii. Przygodami Benedykta Dybowskiego można by obdzielić kilku ludzi. Do dziś jego imieniem zostało nazwanych ponad sto gatunków zwierząt i roślin. Nosi je również położona nad Bajkałem stacja naukowa oraz jeden ze szczytów na Kamczatce.


Benedykt Dybowski urodził się w 1833 roku w Adamczynie w powiecie mińskim. Dzieciństwo spędził na wsi. Stryj, biolog – amator, uczył chłopca rozpoznawać rośliny, pokazał jak założyć zielnik i – co na pewno wpływało na wyobraźnię – hodował w terrariach przeróżne zwierzęta. To musiało wpłynąć na wybór drogi życiowej.

W wieku 20 lat Benedykt zaczął studia na wydziale medycznym Uniwersytetu Dorpackiego, zakończył je zaś we Wrocławiu i w Berlinie. Pierwsza, estońska uczelnia pozostawiła w Dybowskim absolutną niechęć do picia wódki.

Benedykt Dybowski, fot. Wikimedia Commons

Każdy „nowy” miał obowiązek wkupienia się w towarzystwo starszych kolegów i zorganizowania popijawy. Również Dybowski został zmuszony do zaproszenia swoich towarzyszy, nie mógł się też wymigać od picia. Uchylanie się od tej powinności groziło nie tylko utratą szacunku, ale i wylaniem zawartości całej szklanki za kołnierz. Mimo, że Benedykt usiłował wyjść cało z opresji, koledzy spoili go do nieprzytomności.

Było to tak traumatyczne przeżycie, że do końca życia był konsekwentnym wrogiem alkoholu. Co więcej, w piciu upatrywał sprawcę wszystkich nieszczęść narodowych, tępił również hazard i wszelkie przejawy rozwiązłego życia. Nawet na zesłaniu zachęcał współwięźniów, aby ślubowali abstynencję.

http://przewodnik.onet.pl/0

http://przewodnik.onet.pl/0

Mikroskop jedzie na Syberię

Podczas studiów Dybowski zapoznał się ze słynnym dziełem Karola Darwina „O powstawaniu gatunków”. Olśniony nowatorską teorią, według której dobór naturalny jest podstawowym mechanizmem ewolucji i która wyjaśnia różnorodność żywych organizmów, stał się jej zagorzałym propagatorem.

Trzy lata po skończeniu studiów, los młodego lekarza, podobnie jak niemalże całego jego pokolenia, odmienił się diametralnie. Podczas Powstania Styczniowego wszedł w skład utworzonego rządu powstańczego. W lutym 1864 roku młody naukowiec trafił do więziennej celi. 18 lipca 1864 roku sąd wojenny postuluje orzeczenie kary śmierci.

Na szczęście dla Dybowskiego przynosi skutek dyplomatyczna interwencja kanclerza Niemiec Bismarcka, który ujął się za nim na prośbę dawnych profesorów. Kara śmierci została  zamieniona na zsyłkę na dwanaście lat ciężkich robót.

Cztery miesiące podróży i osiem tysięcy kilometrów. Tyle dzieliło go od Syberii. Prawie połowę trasy, drogę z Tobolska do Irkucka, więźniowie przebyli na własnych nogach. Większość maszerowała w łachmanach, zużyte buty zastępowały owinięte na stopach szmaty. Surowy klimat Syberii i brutalne traktowanie nie ułatwiały marszu.

Zesłańcy często musieli sami zadbać o zakup żywności a zbrodniarze, których łączono z więźniami politycznymi znęcali się nad słabszymi fizycznie. Dybowski miał cięższy tobół niż inni. Oprócz ciepłego odzienia, niósł jeszcze mikroskop „Benesch Wasserlein”, lupy dysekcyjne, książki naukowe i narzędzia chirurgiczne. Mogły się przydać w każdej chwili.

Widok z promu z Olchonu


Naukowcy-zesłańcy budują szałas

W Irkucku utknął na trzy miesiące. Czekał na przydział ostatecznego miejsca zesłania. Czas wypełnił studiowaniem literatury o syberyjskiej faunie. Jej bogactwo było jeszcze prawie nie znane dla świata. W badaczu ponownie odezwała się przyrodnicza pasja.

Wkrótce dowiedział się, że wśród skazańców są jego koledzy, którzy poświęcają odebraną wolność na badania ornitologiczne. Wtedy zakiełkowała w nim myśl o tym, aby również potraktować przymusowy pobyt na Syberii jako ekspedycję naukową, która mogłaby przynieść korzyść całej ludzkości. Dybowski miał misję naprawiania świata. Chciał, żeby stał się lepszy.

Wkrótce zapadła decyzja, że będzie odbywać karę w zabajkalskiej wsi Siwakowa nad rzeką Ingodą. Od zesłańców przenoszących się w inne miejsce kupił wraz z trzema towarzyszami niedoli mały, jednoizbowy domek. Kosztował kilkanaście rubli i miał 3 x 3 metry. Chatka zapewnić miała nie tylko mieszkanie, ale i miejsce do pracy naukowej.

Udało się wygospodarować w niej miejsce na skromne laboratorium. Dybowski jako lekarz, był traktowany na specjalnych prawach. Oferował pomoc zarówno współwięźniom jak i urzędnikom i oficerom rosyjskim.

Miał żelazne zasady, nigdy nie pobierał za usługi medyczne wynagrodzenia. Ponieważ jego kuracje były nadzwyczaj skuteczne grono wdzięcznych pacjentów systematycznie się powiększało.

Powoli zdobywał zaufanie władz i mógł swobodnie podróżować po okolicy. To ułatwiało pracę badawczą. Fascynowało go niepoznane dotąd Jezioro Bajkał.  Teoretycznie miał być to niemalże martwy akwen, a jednak…

Cd – w Onecie na stronie:

http://przewodnik.onet.pl/1197,1660,1608770,artykul.html

Bajkał

Polecam także ten zupełnie wyjątkowy, dwujęzyczny materiał ZE STRONY Polskiej Akademii Nauk:

fragment( kliknij żeby powiększyć)

Tu do pobrania całość:

3_dybowski [pdf]

I całkiem po rosyjsku ze stronnicy o Kamczackim Kraju

http://www.kamchatsky-krai.ru/lichnosti/biografii/dybovsky.htm

Первооткрыватели и исследователи Камчатки

Дыбовский Бенедикт (Венедикт) Иванович (биография)

Дыбовский Бенедикт (Венедикт) Иванович (1833–1930) — выдающийся польский ученый, географ и зоолог, медик и лингвист, иностранный член-корреспондент Академии наук СССР, много сделавший для познания Сибири и Дальнего Востока России.

Относительно даты и места рождения Б. И. Дыбовского биографы расходятся. Некоторые из них считают, что он родился 30 апреля (12 мая) 1833  года в имении Тонвы (Тонва) Минской губернии в достаточно обеспеченной семье мелкого помещика. Однако сам Б. И. Дыбовский в своих дневниках указывает, что родился в 1830 году в имении Адамарин той же губернии.

Его отец принимал участие в Польском восстании 1830–1831 годов. Детство Б. И. Дыбовского прошло в деревне. Окончив Минскую гимназию, осенью 1853 года будущий ученый поступил на естественно-медицинский факультет Дерптского (в настоящее время — Тартуский) университета. Там заинтересовался рыбами Прибалтики и посвятил им несколько научных работ, за одну из которых получил золотую медаль.

Благодаря необычным способностям, Б. И. Дыбовский получил степень доктора медицины и хирургии и остался при университете, чтобы подготовиться к профессорской деятельности. Однако за участие в дуэли в качестве секунданта, а потом в демонстрациях против власти был в 1857 году исключен из университета без права поступления в другие университеты России. Пришлось покинуть Россию и выехать в Германию.

Несколько лет Б. И. Дыбовский изучал эмбриологию насекомых на кафедре Берлинского и Вроцлавского университетов. В 1860 году он защитил диссертацию на соискание ученой степени доктора медицины и хирургии в Берлине, а после возвращения в Россию — еще одну для подтверждения заграничного диплома.

В 1862 году Б. И. Дыбовского избрали профессором зоологии и сравнительной анатомии Главной школы в Варшаве. Лекции молодого ученого увлекали молодежь своей свежестью, революционностью. Б. И. Дыбовский одним из первых в Европе стал приверженцем теории Ч. Дарвина об эволюционном развитии растительного и животного мира.

В это же время он сблизился с подпольной организацией, которая готовила восстание против царизма, и стал выполнять ее поручения. Весной 1864 года ученого арестовали. За участие в Польском восстании он был лишен всех прав состояния и осужден сначала к повешению, а затем, благодаря заступничеству ученых России и Германии, — к 12 годам каторжных работ в Сибири (на шахтах Нерчинска в Забайкальском крае).

Сибирь произвела на ученого сильное впечатление. Впоследствии он написал: „Нет на земле лучше места, как Сибирь”.

Время каторги превратилось в годы плодотворной научной деятельности. Б. И. Дыбовский вступил в Сибирский отдел Русского географического общества и занялся исследованием местной флоры и фауны. В период сибирской ссылки он начал изучать фауну бассейна реки Амур и Прибайкалья, привлекая к этому своих друзей — В. Годлевского, М. Янковского, В. Ксенжопольского. Вместе с ним работал выдающийся исследователь Восточной Сибири в области геологии А. Л. Чекановский.

Б. И. Дыбовский охарактеризовал природные условия Байкала и огромное видовое богатство фауны озера, тем самым разрушив господствующее во второй половине XIX века мнение Г. Радде о бедности Байкала беспозвоночными животными. Им впервые описан один из наиболее многочисленных видов байкальских рыб — бычок-желтокрылка, а также открыт феномен яйцеживорождения у голомянки. Кроме того, Б. И. Дыбовским описано 116 совершенно неизвестных науке видов бокоплавов. Ученый первый предложил схему регулярных, комплексных наблюдений за состоянием Байкала, высказал мнение о необходимости устройства с этой целью опытной биологической станции и учреждения в Иркутске первого университета в Сибири.

В июне 1877 года закончился срок принудительного пребывания в Сибири Б. И. Дыбовского и его коллеги по научным делам и близкого друга А. Л. Чекановского. Накануне отъезда Б. И. Дыбовский объявил об организации экспедиции на Камчатку, для того чтобы подтвердить свою гипотезу об уникальности фауны Байкала и теорию об отличии фауны восточноевропейской от фауны Северной Сибири.

На пути возвращения в Европу ему сопутствовала слава известного ученого-первооткрывателя. В Москве и Санкт-Петербурге российские ученые встретили Б. И. Дыбовского с подобающими почестями, а со стороны правительства было предложено добавить к его фамилии почетную приставку Байкальский. Но он отверг это предложение, как и профессорскую должность в Томске, и осенью 1877 года приехал в Варшаву, где снова предпринял попытки организовать научную экспедицию на Камчатку, но потерпел неудачу с подбором персонала.

В декабре 1877 года Б. И. Дыбовский вернулся в Петербург. При разговоре с вице-председателем Российского географического общества П. П. Семеновым ученый выразил желание поступить на службу в качестве медика в Петропавловск, на Камчатку, чтобы продолжить свои работы по зоогеографии Сибири. При посредстве Географического общества эта просьба была немедленно удовлетворена.

В Петропавловск он прибыл в июне 1879 года пароходом „Курьер” из Владивостока и до 1883 года работал окружным врачом Камчатского округа.

На протяжении четырех лет Б. И. Дыбовский пять раз объехал полуостров на собачьих и оленьих упряжках, трижды бывал на Командорских островах, оказывая по пути следования врачебную помощь и борясь с эпидемиями оспы и проказы. В должности окружного врача собирал сведения о природе, быте и хозяйственной деятельности населения.

Работая на Камчатке, помимо выполнения прямых обязанностей, он проводил обширную научно-исследовательскую работу, в том числе изучал роль рыболовства в жизни коренного населения и продолжал собирать коллекции птиц, млекопитающих, рыб, ракообразных, моллюсков и паукообразных.

Кроме зоологических и географических исследований Б. И. Дыбовский собирал данные о минеральных источниках Камчатки. Эти сведения, содержащие информацию о химических и температурных особенностях отдельных термальных источников, наряду с данными Эрмана, К. Дитмара и В. Л. Комарова впоследствии, в 1920–1922 годах, были использованы шведским ученым Эриком Хультеном для сравнительного анализа изменения их температуры за 180 лет. Согласно Хультену, в 1879–1882 годах. Б. И. Дыбовский обследовал 7 геотермальных источников: 3 из группы Паратунских, Начикинские, Сику, Банные, Голыгинские и, возможно, Паужетские. По его просьбе крупный специалист в области химии воды из Дерптского университета Карл Шмидт произвел гидрохимические анализы проб из названных источников.

В 1881 году Б. И. Дыбовский оплатил оборудование для метеостанции: барометр, жестяную клетку с психрометром, гигрометр, флюгер и другое, всего на сумму 362 рубля.

По его же инициативе на месте старого разрушенного памятника Ж. Лаперузу на перешейке между Сигнальной и Никольской сопками поставили деревянный крест с овальной металлической табличкой, имевшей надпись: „Ла Перуз”.

Для того чтобы облегчить местному населению решение продовольственных проблем, Б. И. Дыбовский закупил и привез из Америки на Камчатку коз и кроликов, а на остров Беринга — северных оленей и коней.

Человек талантливый и неравнодушный к жизни и проблемам вверенной ему территории, Б. И. Дыбовский в 1880 году настоял на регулировании соболиного промысла на Камчатке. Благодаря ему, впервые были установлены сезонные запретные сроки на соболиную охоту (с 1 марта по 15 октября). А в 1882 году официально утверждено составленное Б. И. Дыбовским ходатайство жителей Петропавловского округа об объявлении районов Кронок и Асачи заповедными для соболиного промысла.

Б. И. Дыбовский пользовался большой любовью у местного населения, в связи с чем даже спустя 20 лет благодарные жители Камчатки по случаю сорокалетия научной деятельности ученого прислали ему во Львов полный скелет морской коровы (коровы Стеллера), датированный XVIII веком, поиски которой он безуспешно вел все годы пребывания на Камчатке.

В 1883 году с коллекцией общей массой в 116 центнеров ученый покинул Камчатку и по приглашению кафедры зоологии Львовского университета отправился во Львов. Эта коллекция представляла многие разделы природы и культуры местного населения полуострова. В 1884 году она экспонировалась на выставке, названной: „Этнографическая выставка Камчатки и Командорских островов: Собрание доктора Дыбовского”. Был издан каталог, который, в связи с утерей самой коллекции, является особенно важным дополнительным источником по истории естествознания Камчатки.

Через 30 лет, в возрасте 80 лет, Б. И. Дыбовский приехал в Киев к своей дочери. В это время началась Первая мировая война, и львовского профессора и австрийского подданного чуть было снова не отравили в ссылку за Урал. Его спасло ходатайство Императорского русского географического общества, благодаря которому Б. И. Дыбовскому позволили через фронт вернуться в Польшу. В 1906 году он ушел на пенсию, но до конца жизни продолжал обрабатывать бесценную коллекцию, привезенную из России.

К сожалению, подготовленная Б. И. Дыбовским книга о Камчатке так и не была издана, а рукопись утеряна. Некоторые документальные фотографические материалы хранятся сейчас в в Камчатском областном объединенном музее в городе Петропавловске-Камчатском. У В. Л. Комарова есть указание на то, что гербарий Б. И. Дыбовского, в котором было более 200 видов растений, передан в Ботанический институт Академии наук.

„Сибирская коллекция”, в которую входили материалы о Камчатке, первоначально поделена самим Б. И. Дыбовским между Львовским и Варшавским университетами. Сейчас часть коллекции Бенедикта Дыбовского хранится в Государственном этнографическом музее в Кракове. Большинство экспонатов безвозвратно утеряно при неправильном хранении, транспортировке и просто неразберихе во время Второй мировой войны. Но даже малую уцелевшую часть называют национальным достоянием Польши.

Бенедикт Иванович Дыбовский прожил без малого сто лет и незадолго до смерти, в 1928 году, был избран иностранным членом-корреспондентом Академии наук СССР.

Именем Б. И. Дыбовского названы многие виды животных различных систематических групп, в том числе обитающие в Японском и южной части Охотского моря безногий опистоцентр Opistocentrus dybowskii и короткоперая песчанка Hypoptychus dybowskii.

Источники

Лекай Л. Л. Бенедикт Иванович Дыбовский // Сохранение биоразнообразия Камчатки и прилегающих морей: Материалы VI научной конференции. — Петропавловск-Камчатский: Изд-во Камчатпресс, 2005. — С. 55–58.

Побережная Н. А. Бенедикт Иванович Дыбовский — врач Камчатского округа, XIX в. // Веков связующая нить: Материалы XXII Крашенинниковских чтений. — Петропавловск-Камчатский, 2005. — С. 160–165.


Подготовлено к публикации на сайте А. М. Токрановым
на основе указанных источников,
с дополнениями, касающимися камчатского периода жизни Б. И. Дыбовского,
и с портретом Б. И. Дыбовского.

Dom Benedykta Dybowskiego we Lwowie – dzisiaj ul. Dybowskiego 12a

– jego muzeum

[Nie było to daleko od mieszkania i kamienicy Tillów, a przyjaźnie między profesorami i profesorskimi rodzinami nie przebiegały zgodnie z granicami wytyczanymi przez Wydziały i Katedry. Stąd córka Tillów Adolfina wyszła za mąż za krakowskiego profesora, historyka sztuki Juliana II Pagaczewskiego, a Benedykt Dybowski bywał u Ernesta Tilla i Adolfiny I z Klemensiewiczów Till, bywał i miał u nich okazję poznać nie tylko Juliana Pagaczewskiego, ale też Stanisława Vincenza w czasie jego odwiedzin we Lwowie. C.B.]

A to już Bajkał ze strony National Geographic, gdzie wspaniałe zdjęcia w specjalnej galerii:

http://www.national-geographic.pl/foto/fotografia/bajkal-o-swicie/

Wreszcie Benedykt Dybowski i album o nim z tekstem Marii Dybowskiej (także po angielsku)

ze strony Galerii Narodowej:

BENEDYKT DYBOWSKI i jego KAMCZATKA – album


Aby powiększyć proszę kliknąć na miniaturę

Please click on the photo to enlarge

„Bez wątpienia można go zaliczyć do najznakomitszych polskich odkrywców świata”. To zdanie z opracowania – albumu Pani Marii Dybowskiej, która poświęciła kilka lat swojego życia dla zebrania i uratowania przed zapomniniem dorobku tego znakomitego Polaka – Benedykta Dybowskiego (1833-1930). Kilka zdań z jego niezwykle bogatego życiorysu: za udział w Powstaniu Styczniowym (1863) został skazany w Procesie Traugutta na karę śmierci, katorgę a potem zesłanie na daleką Syberię. Należał do tych Polaków, którzy zesłanie zamienili w życie twórcze, badawcze, którzy wnieśli ogromny wkład w poznawanie i utrwalanie pamięci o ginacych kulturach świata.
Jego kolekcja z Kamczatki jest jedyna, bezcenna, rozrzucona po całej Europie, część kolekcji uległa zniszczeniu przez czas upływający i historię. To jedyne w swoim rodzaju opracowanie ratuje ją dla obecnych i przyszłych pokoleń przed zapomnieniem.
Jest cudownym przykładem przywracania szacunku dla ludzi wielkich i ich wielkiego dorobku w kulturze Polski, Europy i Świata.
Bardzo dziekujemy Pani Marii Dybowskiej za dostarczenie tego opracowania do internetowej galerii Narodowa GA.PA (album został wydany ogromnym wysiłkiem wielu osób i tylko w 400 egzemplarzach!). Pozwalamy sobie umieścić tylko kilka fotografii z tego albumu oraz również za zgodą autorki następujące teksty dla umożliwienia wyszukiwania w internecie podstawowych słów-kluczy, w sprawach szczegółowych kierując zainteresowanych do Pani Marii Dybowskiej ( mardyb8@wp.pl lub mdyb6@interia.pl ):

– szczegółowy spis treści
– szczegółowy spis fotografii z Kamczatki (poz. 1-20) oraz fotografii kolekcj (poz. 21-87).
– spis map
– podsumowanie w języku angielskim – dla możliwości lokalizowania przez światowe wyszukiwarki w internecie.

Jeszcze raz składamy Pani Marii Dybowskiej podziękowanie i wyrazy najwyższego szacunku.
Galeria Narodowa GA.PA, Warszawa, w kwietniu 2004 roku.
www.narodowa.pl


Wybrane strony

Selected Pages

Aby powiększyć proszę kliknąć na miniaturę

Please click on the photo to enlarge

KAMCZATKA i JEJ LUDY AUTOCHTONICZNE
W fotografii ,tekstach i eksponatach

Benedykta Dybowskiego
opracowała : MARIA DYBOWSKA
Autorzy fotografii : . Benedykt Dybowski
Andrzej Kosydorski
Jacek Kubiena
Ighor Szydłowski

„ Tam na Kamczatce próbowano już wszystkiego a udał się tylko trąd..Zrozumie pan..dlaczego od radzałem ten wyjazd.”.

Z Syberii i Kamczatki
SPIS TREŚCI :
1. Wprowadzenie 7
2. . Benedykt Dybowski(1833-1930) 11
– najważniejsze fakty z jego życia
– praca i pasje, wokół których budował swoje życie
Teksty w języku rosyjskim (archiwum Irkuckiego Towarzystwa Geograficznego) :
fragmenty listów Benedykta Dybowskiego
3..Benedykt Dybowski – kamczackie lata .. . twórcy kolekcji (1879-1883 )
– przygotowanie do wyjazdu
– praca i pasje, które rozwijał podczas swojego pobytu 13
4.Środowisko geograficzne Kamczatki i wysp Komandorskich, na podstawie jego fotografii i opisów 19
5..Ludy autochtoniczne z którymi zetknął się Benedykt Dybowski podczas swojego pobytu :
– Koriacy
– Itelmeni ( Kamczadale ) : . – Aleuci
6. Najważniejsze eksponaty w jego etnograficznej . kolekcji 23 . 7. Zbiory antropologiczne jako kontynuacja wcześniejszych zainteresowań 35
8. Benedykt Dybowski jako lingwista .Próba ocalenia . ….. języków paleoazjatyckich 37
9. Lekarz i społecznik , „Biały Bóg”. 39
10. Powrót do kraju 41
– wystawy
– katedra lwowska i kontynuacja rozpoczętych badań.
Kamczatka i sąsiednie wyspy w fotografii Benedykta
Dybowskiego .. 43
Kamczackie eksponaty Benedykta Dybowskiego w obiektywie Andrzeja Kosydorskiego ,Ighora Szydło wskiego i Jacka Kubieny .

– antropologia 53
– przyroda 56
– etnografia 60
Wybrana literatura 73
– Przypisy 74
SPIS FOTOGRAFII
1. Spis zdjęć wykonanych przez Benedykta Dybowskiego
2. Spis zdjęć wybranych eksponatów kolekcji PME . 3. zdjęcia z archiwum Zoologii PAN Pracowni .. Historii Zoologii – Warszawa . 4.zdjęcia czaszek z Antropologicznego Muzeum . …. . Instytutu Zoologii UJ
. 5. zdjęcia eksponatów Instytutu Zoologii Uniwersytetu . . … Lwowskiego.( wybranych )
Spis map zamieszczonych w tekście
Teksty w języku rosyjskim ( z archiwum Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego ) – fragmenty listów Benedykta
Dybowskiego
S U M M AR Y ..
. .

Spis zdjęć wybranych eksponatów Kolekcji BENEDYKTA DYBOWSKIEGO
Państwowego Muzeum Etnograficznego w Krakowie
28499 – Koszyk pleciony z trawy morskiej techniką spiralną Kamczatka
18972 – Strzała Aleuty: drzewce malowane na czerwono, pierzysko, z białych piór, wzdłuż drzewca owinięte sznurem – strzała do łuku. 18754 – Koszyk – Syberia , Kamczatka, na jego bokach znajduje czarny geometryczny wzór 18798- Model domu na palach, Kamczatka, grupa Itelmenów, na drewnianej podstawie są ustawione cztery rzędy pali. Jest to model letniego mieszkania. (bałagan) 18966- Harpun, Wyspy Komandorskie, Aleuci, drewno, kość, sznur , pęcherz – do polowań na wydry. 24212 – Koszula, skóry rybie, znaleziona nad Amurem 1886 r. 30705- Bęben, Aleuci, Wyspy Komandorskie, obręcz drewniana. 30605 – Lalka obszyta skórą, wypchana pakułami 30648 – Ubranie dziecięce, Kamczatka. 18984 – Aleuta strzelający do foki, figurka na drewnianej podstawie przedstawia leżącego człowieka, trzymającegp strzelbę opartą o drewnianą podstawę, opodal znajduje się foka. 18978 – Uprząż na psa, Syberia, Aleuci, wydłużona część kośc. z podłużnym otworem.. 19025 Przyrząd do noszenia dziecka, Wyspy Kurylskie. Drewno, skóra, tkanina. Dziecko siedzi na desce, matka ma je zawieszone na plecach. 30567. – futerał na nóż , futro ,nitka, ozdobione frędzelkami – 30570 – Syberia, Kamczatka, Itelmeni. Prostokątna, płaska pochew ka z brązowego futra, zdobiona poziomymi paskami, z motyw em geometrycznym 30 633 – Ubranie na głowę dla ochrony oczu przed morskimi fala mi używane przez Koriaków. -30681 Miniaturowy model nart, wykonany z cieniutkich deszczułek oklejonych cienką szarą skórką. Wiązania nart wykonane z cienkich rzemyków, Kamczatka. 30537 – a/b Buty i futro, dar Benedykta Dybowskiego 1870 r. 30544 – a/b spodnie męskie, Płw. Kamczatka, futro z łapek reniferowych. . 19115 – Dubas- odzież zwierzchnia, kiedyś futrzana, z kapturem i rękawami. 26140 – Strzała, Aleuci, drzewce z twardego drewna, grot żelazny. 30654 Torebka, Płw. Kamczatka, skóra, noga łabędzia. 30648 – Kołczan- torba Płw. Kamczatka. 28458- Drumla kościana (lew morski), Koriacy 1886 r. 26165- Miotacze do strzał, Wyspy Komandorskie, podłużna deseczka z otworem na palec i dwoma wgłębieniami na dwa dalsze palce deseczka lakierowana, miejsce zamocowania strzały, z kości przechodzącej na wylot i w tym miejscu zaklejonej płótnem. Strzały do polowań na wydry morskie. -30649 a/b Buty letnie,. Eweni, skóra haftowana, zdobiona koralikami. -23891 Miotacz oszczepów, Syberia, Wyspy Komandorskie, deseczka z otworem wyżłobionym na dłoń i pozostałe palce, Miejsce na osadzenie strzały, zakończone blaszką miedzianą. 19116 – a/b Pończochy futrzane – skarpety, druga połowa XIX w. 30 569- Futerał na nóż, skóra haftowana, płaska, prostokątna pochew ka z żółtej i brązowej skóry. Część przednia zdobiona haft em o motywach geometrycznych, w kolorze zielonym, białym i czerwonym. Z tyłu skórzane uszko. 30640 – Buty, skóra zamszowa. Para butów kobiecych, z wysokimi cholewkami z brązowego zamszu. Przy górnej krawędzi cholewek przyszyty kawałek futra, wywinięty na cholewki. U dołu przy pięcie , rzemyki do wiązania. Podeszwa z jasno żółtej skóry. 30605 – Model lalki, płaszcz z pęcherza. . 18972 – Strzała Aleutów, drzewce drewniane, o przekroju kolisty m malowane na czerwono. Drzewce owinięte wzdłuż sznurka Strzała do łuku. .18680 – Kamczatka, naczynie z pokrywką, wykonane z orze-
cha kokosowego. Powierzchnia i wnętrze wygładzone. Pokrywka z odpiłowanego wierzchu. Do przechowywania sieci. . 28499 – Kamczatka, koszyk pleciony z trawy morskiej techniką spiralną. 18974 – Strzały, harpun drewno, kości, pióra, sznurek z jelit, drzewce malowane na czerwono. 18983 – Kamczadale, model sań z psim zaprzęgiem, drewno, skóra. 19000 – Pólwysep Kamczatka i Koriacy, model ziemianki „Brabara”, 24210 – Wyspy Komandorskie, Aleuci, kamlejka z jelit rybich. 19135 – Wyspy Aleuckie, parka uszyta ze skóry ptasiej łącznie z piórami. 30639 – a/b Pólwysep Kamczatka, buty dziecięce. 30620 – Torebka płaska i okrągła, skóra, od góry, zamykana klapą, przód zdobiony aplikacją z białej skóry. 30534 – Ewenkowie ( d. Łomuci), kapciuch na tytoń, skóra, koraliki. 18991 – Aleuci, model kajaka trzyosobowego. 30543 Spodnie futrzane. 30541 – a/b Itelmeni / Kamczadale, pończochy i skarpety, para
krótkich skarpet z futra reniferowego, białego, przy otworze obszyte paskiem puszystego, brązowego futra.
– Narty, model – drewno oklejane skórą. 30631 – a/b Buty z cholewami, zdobione szerokim pasem jasnej,
haftowanej skóry, sznurowane. 19164 – Pasek biało- brązowy, haftowany skórzany.
8145 – Fragment nakrycia głowy, skóra i korale. 30601 – Model peleryny, ircha, skóra, futro,malowana farbami, koła na tekturze. 26169 – Model sań, skóra, sznurek. 18988 – Aleuci, model kajak, dwie siedzące postacie. 18991 – Aleuci, trzy siedzące postacie. 18987 – Aleuci, model łodzi, pęcherz rybi. 26133 – Model sań, drewno, sznurek, wykonany z cienkich drewienek i wiórów, oparte na sześciu tramach, płozy złączone z przodem pałąkiem, boki oplecione siatką sznurkową. 18990 – Model sań, skóra, pęcherz, szkielet z drewna. W środku siedz ąca postać – Aleuta w stroju. 18980 – Model sanek, kryty skórą niedźwiedzia. 30601 – Model peleryny z pęcherza i gąbki. 26169 – Model sieci, sznurek i skóra. 26131 – Kamczadale,( Itelmeni}. Sanie – model , szer. 6,5x38x11,5 cm. 30572 – Woreczek na talizman, zamsz, korale, aplikacja. 30560 – Piłka. 19014 – Naczynie z kory brzozowej.
2. Prywatne zbiory Pani Władysławy Dybowskiej (wnuczki Benedykta Dybowskiego) :
1. – Zdjęcie Benedykta Dybowskiego z okresu pobytu na Kamczatce
2-10 – Zdjęcia Aleutów wykonane podczas jego pobytu na Wyspach
Aleuckich.

2 Zbiory Instytutu Zoologii PAN
Pracownia Historii Zoologii – Warszawa
Fotografie wykonane przez B. Dybowskiego, między innymi: .1. Gorące źródła Paratunki- kąpiel w gorącej sadzawce,
2. Zdjęcie ptaka na podstawce. 3.. Aleuci z Wyspy Beringa,
4.. Dzieci Aleutów z Wyspy Miedzianej, 5. Rzeka Paratunka – zagroda przez rzekę dla połowu ryb, 6. Kamczadale 7. Aleuci na bajdarkach,- Wyspy Kamczackie, 8.. Cerkiewka na Kamczatce, 9. Wieś na Kamczatce nad Jeziorem Jawińskim, 10. Typy tuziemców (Ostiacy). 11. Kolaż wykonany z okazji wystawy zbiorów kamczackich :
3. Zdjęcia czaszek z Muzeum Antroplogicznego
Instytutu Zoologii UJ : . ………….. Ajno I
Kamczadał I
Kamczadał III
w czterech pozycjach antropologicznych
4. Zdjęcia ze zbiorów Instytutu Zoologii Uniwersytetu Lwowskiego ( Muzeum Zoologiczne im.Benedykta
Dybowskiego ):
– Hydromalis 7 – Allcidae collection
– Hydromalis 3 – Allcidae collection 1
– Hydromalis 4 – Cephus columbus
– Hydromalis l – Synthiborhampus anti.
– Hydromails 5 – Urus bajkalnesis
– Anka domestica
5.zdjęcia ( WYSPY KOMANDORSKIE) :
– widok wybrzeża zatoki Gawańskiej na wyspie . ……Miedzianej
– widok wsi Gawańskiej na Wyspie Beringa
– widok wsi na wyspie Miedzianej
– typy męskie z Wyspy Beringa
– typy mieszkańców Wysp Komandorskich
– typy kobiece z Wysp Komandorskich
– Koty morskie


Summary
Kamtchatka and its autochtonic peoples in photos, texts, and chosen items from
B e n e d y k t D y b o w s k i collections

This photo album, is on the subject of collections of prominent XIX century explorer and scientfic investigator of Siberia – Benedykt Dybowski.
During his staying in Penisula Kamtschatka and Comandory Islands-(1889-1893) as a doctor he gathered unique items represented cultures of Koriaki, Itelmeni ,Chukchee and other indigenous tribes living in this reg-ion as fur,ski, caps, basketery, drumms, and the tools serving for hunting on sea mammals . The sea trade decided of mainetance of the indigenous tribes .The part of the collection are models of houses ,sledges,and 11 types of boats-.Transport of such objects from Kamtschatka to Poland was in the end of XIX century rather difficult ,so B.Dybowski ordered to prepare small models. Storing these objects he was keen on showing cultures of Kamtschatka Paleoasiats in many apects (Koriaki,Itelmeni ,Czukcze).In the opinion of scientists the are the eldest habitants of Kamtschatka and neighbour islands. – There were also a few objects connected with Evenki (Tungus) and Eveni (Lomuci) cultures , their south neighbours . Unfortunately a part of this collection doesn’t outline to the present time, but very like it may be find in many private collections in Poland and Russia. There are some simi-lar „ paleoasiatic” collections in other european museums for example in Oslo (Roald Amund sen collection ), in Wladywostok, Irkuck,Pietropawłowski kamczacki. ,but russian collections are not work out in comprehensive way because lack of the money.
Benedykt Dybowski because of his main work (medical doctor) in Kamtschatka Komandory and Berings Islands had taken also an adva-ntage of new situation : to gather words of Koriaks, Itelmen ,and other pale-oasiats.As a result of his work were prepared 5 dictionaries In Warsaw they were worked out by profesor Ignacy Redliński :
1. Dicitionary of Kamtschatka’ s indigenous people dialects
1 t. Ainu dialect ,lived on Samsund Island , on Kurylski mountains on Kamtschatka ,Filological Edition; II ser., 1882 (Disertation of Academy of Sciences )
2. Dictionary of Kamtschatka” s indigenous people dialects ,
2 t. „South Kamczadal s dialect.,Disertation of Academy of Science ser.II , (Linguistic Ed.) ,1893
3.Dictionary of west Kamczadale dialect , disertation of Academy of sciences, II ser.,Filological Edition , 1893 year
. 4. Dictionary of Kamczadale living by the river Kamtschatka dialect, ,ser.II , 1892 .
5. Dictionary of Kamtschatka indigenous people dialects ,Koriaks .east dictionary ,Academy of science disertation s,ser. II 1895
Paleoasiatic cultures, in the opinion of many scientists , were eldest in the area of Far North East,so the work of B.Dybowski has a great value.
.Presently peoples living on Kamtschatka are small: about 2400 Itelmens, more than 9000 Koriaks.Only 702 Aleuts on Bering Island. After 300 years of russian occupation Koriaks have broken down of their culture code. Till now nobody has worked out ethnological and anthropological notes made by B.Dybowski on Kamtschatka. …Very often they were written on the side notes of other no-tes. (botanical or zoological ) In the way to Kamchatka he catched different types of the birds, he observed a lot of sea mammals on Comandory Islands and Kam-tchatka, he was interested in protection of deer, bear etc.
Part of his letters were published for example in Wszechświat .Un- fortunately not all of his notes are preserved til now. After the transport of B. Dybowski collection to Poland, was showed in Warsaw and Lwow, and later in Cracow. Full catalogue of all items was prepared by the occasion of Lwow exhibition in 1894. In the beginning collection was deposited in Technical Industry Museum in Cracow. From the 1911 Kamtschatka`s collection has been deposited in Cracovian Ethnogra-phical Museum. At the moment not all items are posssible to present because they need con-servation .Most important part of this collection is fur and sea mammals skin’s cloth . It was very useful in polar climate, and changeable weather.
New cloth of skin is practically waterproof . Some types of cloth are typical also for other regions of Arctica ( Inuit too ). Cloths were prepared mostly of the skin of young reins ,because skin of elder is too heavy. Ornament was made of skin and of coral as well.
Photos of different types of cloths ,are enriched by technical drawings, helping to understand, how these cloths were prepared and de-corated. We included also technical description of skin preparation
Skin and fur of sea ammals are used also for preparation of straps parts of harpoons, skies and boats. Skin wasn`t only a row material used by paleoasiats they made also baskets, food boźes of sea grass, typical for arctic area.
As was said above, sea industry was typical for arctic indegenous people. but they learned melting technology of metals from their neighbours.
Benedykt Dybowski collection contains as well: arrows, harpoons, models of eleven types of boats. They organised life of coast paleoasiats . Boats weren`t only one possibility of transport known for indiegenous people of Kamtschat-ka.Their objects of daily use are sledges, skiies, and snow rackets.too . Collection includes also such items as drumm from Aleuts Islands. It was used probably by shamans, to put them in extasy, but not so many of ori-gnal drumms are still protect in Kamchatka museums. It is not only one musical instrument in this collection is Jewish harp,but its not orgi-nal paleoasiatic instrument, it was adopted by indigenous people from Europe . …Paleoasiatics cultures were destroyed by russian influence, during two hundred years. Contemporary small groups of indigenous people live in Kamtschatka and neighbor isla-nds.Working with any subject of paleoasiatic culture is necessary to remember that Kamtschatka was closed for about forty years for outward influence.
Collection in State Cracovian Ethnographical Museum isn`t only his one collection in Poland. There are also six skulls of Kamtschatka paleoasiats and Ainu in Anthropo-logical Museum in Cracow.
Besides his ethnographical interests, he was also fasci-nated in anthropological problems in very many texts. He called anthropology the „ queen of sciences”.
Our researche wasn’t easy, also because of lack of etno-graphical, and historical non -russian texts. Russian texts and statistics not always can be treated as reliable research sour-ces. We are conscioused that our work is lack of informa-tions about paleosiatic’ s cultures ,but anyway some know-ledge about them can be protected for next gene-rations.

Author of the album and translated by Maria Dybowska –  mardyb8@wp.pl lub mdyb6@interia.pl

Pamiętnik Benedykta Dybowskiego

Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy do roku 1878.


Informacja bibliograficzna :
Tytuł : // Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy do roku 1878.
Wariant tytułu : // Pamiętnik doktora Benedykta Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy do roku 1878
Autor : // Dybowski, Benedykt (1833-1930).
Wydawca : // Wydawnictwo Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich ; // Z Drukarni Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Miejsce wydania : // Lwów
Data wydania : // 1930
Opis fizyczny : // XVI, 627 s., [29] k. tabl. : il., err. ; 22 cm.
Hasło przedmiotowe KABA : // Dybowski, Benedykt (1833-1930) — pamiętnik. ; // Dybowski, Benedykt (1833-1930) — podróże — Rosja — Syberia (region).
Słowa kluczowe : // Benedykt Dybowski ; // pamiętnik ; // podróże ; // Rosja ; // Syberia
Typ źródła : // książka
Język : // pol
Format : // image/x.djvu
Identyfikator dok. cyfrowego : oai:ebuw.uw.edu.pl:7432
Digitalizacja : // Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie
Sygnatura oryginału : // 3484
Lokalizacja oryginału : // Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie

I jeszcze ciekawe wydawnictwo współautorstwa Benedykta Dybowskiego

Zerivan: Velesvarun – O splotach muzyki, poezji i Wiary Przyrodzonej Słowian


O muzyce trudno pisać bo ona nie jest stworzona po to żeby o niej gadać, ani ją opisywać – To jest zupełnie inny język, który przemawia  – mówiąc przemądrzale – do pozawerbalnych struktur ludzkiego organizmu, a mówiąc prosto – jeżeli muzyka nie ma słów to jest to czysty, język duszy. Słowa to już poezja – mniej lub bardziej lotna zależnie od celu któremu muzyka ma służyć: zabawie, rozrywce, zadumie, jednemu i drugiemu, celom sakralnym, skupieniu i medytacji.

Cenię bardzo każdy rodzaj muzyki, jak i każdy odmienny rodzaj sztuki pod warunkiem, że jest to sztuka wysokich lotów, a więc bardzo dobra.

Najwyżej cenię – z biegiem lat – tę sztukę, która ma w sobie pierwiastek boski, to znaczy wypływa bardzo głęboko z wnętrza, posiada formę, którą narzuca twórcy boska wena – to znaczy formę nienaganną i zahacza o mistyczne, najgłębsze rejony duszy oraz daje przekaz, który łączy człowieka z fundamentalnymi prawami przyrody, Ziemi, Wszechświata.

Chcę wam dzisiaj przedstawić taką właśnie muzykę i jej twórcę, człowieka skromnego, wrażliwego, którego uważam za krzewiciela Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej poprzez tę jakże trudną dziedzinę sztuki – muzykę – dziedzinę, w której nie mówi się słowami.

Poznaliśmy się wiele lat temu, on sam mówi o sobie krótko i konkretnie i odsyła do odpowiednich stron, ale zanim dopuszczę go do głosu jeszcze kilka słów ode mnie na temat muzyki, którą możecie usłyszeć pod podanymi linkami…

… Lepiej jednak niech muzyka przemówi sama. Zachęcam także do przeczytania wierszy Zerivana – rzadko polecam wiersze i jak zauważyliście bardzo skąpo cytuję poezję na tym blogu. Poezja jest sprawą bardzo prywatną, poezję łatwo krytykować ale bardzo trudno tworzyć. Ja osobiście uważam, że dobra jest ta poezja która do mnie przemawia i porusza we mnie wrażliwe struny. Dla kogoś innego ten sam tekst może być obojętny a nawet zbyt tkliwy. Dlatego nigdy nie oceniam niczyjej poezji. Powiem wam tylko że do mnie poezja Świętobora przemawia, a czy przemówi do was? Nie dowiecie się jeśli nie przeczytacie.

Czasami żałuję, że Zerivan jest tak daleko i że musi się zmagać z masą prozaicznych problemów, które nie pozwalają się skupić na twórczości – także i nam tutaj. Kontaktujemy się rzadko, ale jestem spokojny o jego drogę i sztukę. Uważam Zerivana za członka naszej Zadrugi i grupy Najbliższych Przyjaciół. W tym kręgu go umieszczam choć on sam stwierdza, że jeśli idzie o talent daleko mu do Stanisława Szukalskiego. Nie dziwię się mu bo Szukalski to postać – po pierwsze zupełnie niedoceniona, a po drugie niesłychana – ktoś taki zdarza się raz na kilkaset lat, Szukalski to Słowacki sztuk plastycznych i wielki guru sztuki – człowiek który miał rację i szedł przez całe życie pod prąd, a tak zwana inteligencja i „kręgi opiniotwórcze” wciąż jeszcze nie dojrzały i nie dorosły na tyle żeby zrozumieć wagę jego sztuki i przyjętej filozofii.

To się zdarza i twórca musi być na taki los przygotowany, bo przecież nie tworzy ani dla popularności, ani dla oceny innych – tworzy bo musi i nie to co chce, tylko to co musi.

Niestety, lub na szczęście, To co dobre jest trudne, to co trudne ma mniej odbiorców i rzadko, lub późno, staje się bardziej masowe –  to jest taki stempel – który potwierdza: „Tak, idziesz właściwą drogą – to trudne”, ale też daje nieźle w kość – kiedy nie ma za co wydać kolejnej płyty, książki, za co nakręcić filmu, zrobić wystawy, kupić farb i płócien…

O Zerivanie

Wojciech Świętobor Mytnik (Zerivan) – ur. 1980, twórca bądź współtwórca takich projektów muzycznych jak Zerivana, Gamaiun, Caedes Castus, okazjonalnie poeta, właściciel niezależnej wytwórni płytowej Echoes of Koliba Productions.

O Velesvarunie

W 2008 roku ukazał się nakładem w/w wytwórni przy współpracy z australijską Narok Records debiutancki album Zerivany pt. „Velesvarun” (EOK002/NAR005). Jest to dzieło, którego koncepcja opiera się na jedności Świata Przyrodzonego, na współprzenikaniu się i współodrębności trzech najważniejszych aspektów Bytu i Niebytu, reprezentowanych przez Welesa, Swaroga i Peruna (stąd właśnie połączenie „Velesvarun”). Sam pomysł stworzenia albumu zrodził się bezsprzecznie z fascynacji Zerivana „Mitologią Słowiańską – Księgą Tura” Czesława Białczyńskiego.

Muzycznie ciężko ten album jednoznacznie sklasyfikować, choć pojawiały się w jego recenzjach nawiązania do Wongraven, wczesnego Mortiis, Puissance czy też Vinterriket. Można się tu również doszukać nawiązań do folkloru ziem słowiańskich i do muzyki poważnej.

Cały nakład 500 egzemplarzy został wyprzedany. Wznowienia nie są planowane, przynajmniej w najbliższym czasie.

Fragmentów posłuchać można tu:

http://myspace.com/zerivana

O innych projektach

Poza wspomnianym albumem nakładem EOK ukazały się również:

ZERIVANA „Zrodzony w Przedczasie” (EOK001, 1999 r.)

„And In the Darkness Bind Them – A Summoning Tribute” (EOK003, 2009)

Pomocne linki (sznurki):

http://myspace.com/gamaiun
http://myspace.com/gates_of_navia
http://myspace.com/caedescastus
http://myspace.com/summoningtribute
http://www.wojciechswietobormytnik.blogspot.com

Zachodnia Słowiańszczyzna – 2000 lat Drang nach Osten


Przytaczamy poniżej fragment strony internetowej, która robi wiele dobrego dla odświeżenia Pamięci Polaków o tym o czym nigdy nie wolno nam zapominać. Przytaczamy ją nie po to żeby nienawidzić, lecz po to żeby każdy mógł LEPIEJ ZROZUMIEĆ.

Tu na początek bardzo ciekawa mapa słowiańskich nazw z Wendlandu:

Zainteresowanych całością materiałów i poznaniem tej problematyki głębiej odsyłamy na stronę Zbigniewa Hałata: http://www.halat.pl/drang_nach_osten.html#

DRANG NACH OSTEN

Byliśmy nad Łabą.
Uchylono nas za Odrę.
Przemoc już się i tam ciśnie, gdzie nigdy German, chyba wędrowny, stopy swojej nie postawił.
Nauczony klęskami swoimi Polak…może znowu powróci do owych wieków Tacyta, gdy między Germanami a Sarmaty wzajemna bojaźń była granicą.
Nie lękali się nas Germanowie, lecz ani my onych, mając w ręku równie ostre szable i skuteczniej pisząc żelazem dzierżaw zakresy, niżeli z cyrklem i tablicami.
ks. bp. Adam Naruszewicz (1733-1796)
Przedmowa do przekładu „Germanii” Tacyta


Pierwsze wtargnięcie Germanów na ziemie słowiańskie
nastąpiło już w pierwszym tysiącleciu przed n. Ch.
i rozpoczęło pochód Germanów na wschód
ten wieczny odtąd „Drang nach Osten”
Włodzimierz Dzwonkowski
w dziele „Prahistorja ziem polskich”
(Słowiańszczyzna pierwotna. Początki polskiej kultury i organizacji)
Warszawa 1918

W tym samym dziele mapa
SŁOWIAŃSZCZYZNA ZACHODNIA I GERMANIA,
a w niej zaznaczone czerwonymi punktami
zachodnie granice osadnictwa słowiańskiego:
Hamburg, rzeka Ilmenawa, Brunszwik, góry Harcu,
Fulda,Wuerzburg, rzeka Wernica
oraz zakreślony czerwoną linią ciągłą  Limes Sorabicus,
przeprowadzony w r. 808-808 przez Karola Wielkiego
(granica oddzielająca jego monarchię od Słowiańszczyzny zachodniej)

duży format powyższej mapy z ozdobna ramką (pdf)

 

Powiększenie: nazwy plemienne – Słowianie po granicę Jutlandii (Danii) – Wagrowie, Reganiccy nad Regnicą (dziś Regensburg) także w Bawarii, Berlin głęboko w ziemiach Słowiańskich, Postupim – dziś Poczdam


Powiększenie – granica zasięgu osadnictwa (linia przerywana), Słowianie sięgają nad Ren  (Grań), Radencę i Men (Mień), a także w Bawarii nad rzekę Lech, która tak się nazywa nie bez powodu. Starogród to dzisiejszy Salzburg.


Józef Kisielewski
„Ziemia gromadzi prochy”
Wydanie drugie, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań, 1939
fragment

(…)

Było tak: pomiędzy Polską a Niemcami na samym początku naszych dziejów znajdował się szeroki, pionowy pas ziemi, od Bałtyku aż na południe, który stanowił jakby przedpole; ścierały się na nim, zmagały i brały za łby wpływy tych dwóch państw. Granica Polski w wieku jedenastym kończyła się na Ziemi Lubuskiej (szmat ziemi, gdzie się schodzi Warta z Odrą), granica cesarstwa niemieckiego kończyła się na rzece Łabie. Między tymi dwoma granicami, w pośrodku były różne państewka słowiańskie: na południu Łużyczanie, na północy przy Bałtyku Weleci, czyli Lutycy, a w pośrodku właśnie owo przedpole.

Jeśli kto od Poznania pociągnie prostą linię na zachód, spotka naprzód miasta: Frankfurt, Lebus, Berlin z przedmieściem Kopenick, następnie Brandenburg, a w końcu Magdeburg. Polska stała fortecą w Lubuszu, Niemcy stały fortecą w Magdeburgu. W pośrodku były państwa mniejsze, buforowe, jakby dziś powiedzieli wyznawcy idei federacyjnej.
Etnograficznie rzecz biorąc, te drobne ludy należały do grupy lutyckiej, były jej najbardziej południową odnogą, jak Chyżanie naprzeciw wyspy Rugii byli skrzydłem najbardziej północnym.
Owe ludy południowe mieszkały w dorzeczach niewielkich rzek Sprewy i Hoboli, od których wzięły swoje nazwy – Sprewian i Hobolan (albo Stodoran). Rozmaite dokonywały się tu przemiany i ugrupowania. W czasach, które nas obchodzą, to znaczy, od końca panowania Mieszka I do wieku dwunastego układ stosunków tutejszych już się zarysował wyraźnie: bliżej Polski istniało państewko Sprewian, w którym władał książę Jaksa, ze stolicą w Kopaniku (należał do niej teren dzisiejszego Berlina), i drugie bliżej Niemiec państewko Przybysława, który stolicę swą posiadał na wyspie nazywającej się naprzód Branibor, później Brennaburg, lub Brandenburg. O Berlinie, oczywiście, żadnej wieści.
Jak się łatwo domyślić, księstewko bliższe Niemcom, braniborskie, stało pod wpływem niemieckim; księstewko Jaksy było szczerze przywiązane do Polski i ku niej ciążyło.
I teraz fakt w historii tych stron nie zwykłej wagi. Jak wiadomo, dia ekspansji ku wschodowi tworzyli cesarze niemieccy tak zwane marchie. Marchia Północna (czyli Stara Marchia – Altmark) leżała na lewym brzegu Łaby, akurat naprzeciw Braniboru. Od roku 1134 władał tą marchią Albrecht hrabia z Ballenstiidtu, dla obyczajów swych i zachowania Niedźwiedziem zwany. Ten Albrecht Niedźwiedź, jakby w przeczuciu, że stworzy całą rodową dynastię, zwaną w dziejach dynastią askańską, niesłychanie był łakomy ziemi i potęgi.
On to drogami bardzo zawiłymi zdołał księcia Przybysława nakłonić, aby księstwo Braniboru po swej śmierci zapisał jego synowi. Gdy Przybysław rychło umarł, Niedźwiedź sam zajął Branibor.
Aneksja nie poszła gładko. Wystąpił bowiem ze słusznymi pretensjami Jaksa z Kopaniku, najbliższy krewny Przybysława. Wszak po wszelkim prawie boskim i ludzkim jemu się ta ziemia należała, jemu ci ludzie, którzy mówili językiem jego ojczyzny. Jaksa zawinął się koło uzyskania posiłków z Polski i zdobył na Niemcach Branibor. Trzymał go przez czas jakiś, ale w końcu musiał ustąpić przed silą przeważającą.

Teraz rozpoczyna się najsmutniejszy okres historii polskiej, ten okres, który zadecydował o całym przyszłym kierunku rozwojowym Polski: okres podziałów po śmierci Krzywoustego, czyli po prostu okres kłótni i sporów, okres podziału państwa na partie, koterie i rozłamy. Ziemia Lubuska przypadła w udziale Piastom śląskim. Byli wśród nich ludzie dzielni i z otwartą głową, jak Henryk Pobożny, ale byli i inni. Syn tegoż Henryka, Bolesław Rogatka, zniemczony do gruntu, przy tym lekkomyślnik i hulaka, jedna znajpaskudniejszych postaci w galerii ówczesnych książąt, naprzód połowę Ziemi Lubuskiej oddał arcybiskupstwu magdeburskiemu (1249), potem pozbył się całego tego terenu na rzecz następców Albrechta. Ziemia Lubuska utracona została w roku 1251. Straty szły kolejno w górę Odry: naprzód Pomorze Zachodnie, później Ziemia Lubuska, jeszcze tylko Śląsk był przy Polsce. Ale i on już niedługo zostaje stracony. Im dalej od pierwszych Piastów, tym mniej rozumie się doniosłość linii Odry.
Albrecht Niedźwiedź wyszedł ze Starej Marchii, utworzonej na lewym brzegu Łaby, czyli na ziemiach słowiańskich zdobytych przez Karola Wielkiego. Gdy Askańczycy zagarnęli Branibor, z tej nowej zdobyczy oraz części Ziemi Lubuskiej utworzono nową redutę wypadową: Średnią Marchię. Wraz z postępem zaboru przesuwał się punkt ciężkości tego nowego organizmu państwowego, który oto rósł jako szósta, nowa dzielnica cesarstwa. Stolicą posiadłości Askańczyków był naprzód Magdeburg, następnie na wiele stuleci stał się nią Brandenburg, od którego poszła nazwa całej prowincji. I tak słowiańska nazwa Branibor zasiliła słownik niemiecki nowym przekręceniem. Nie pierwszy raz.

O Berlinie w dalszym ciągu nie słychać. W dokumentach nazwa ta pojawia się po raz pierwszy w roku 1244. Wobec czego rocznicę należałoby przesunąć o dobre lat kilka. A i wtedy nawet miałoby się do czynienia z rocznicą dosyć wątpliwą, było to bowiem wówczas miasto i małe i nic nie znaczące, w każdym razie nieprzydatne na jubileuszowy wzór.
Przesuwanie na wschód odbywało się pomału. Na razie potęgą był Brandenburg. O wielkiej karierze Berlina zdecydował kierunek, jaki się począł motać z dwóch miejsc środkowej Europy: z Brandenburgii ku Prusom krzyżackim i na odwrót. Oba te ogniska niemieckiego ducha w podobnych znajdowały się warunkach, obydwa żyły tymi samymi celami, obydwa tak samo, w sposób najplugawszy użyły imienia bożego dla oszustwa. Czy można się dziwić, iż powstał pomysł, że się z tych dwóch podobnych sobie kawałków ziemi wyciągną ręce i splotą jednym, jednoczącym uściskiem. Nie zaraz to nastąpiło, ale nastąpiło: urosła na tym cała potęga Prus, uratowała się niemczyzna, która z powodu systemu feudalnego popadła już w zupełne rozbicie, i dokonało się odcięcie Polski od morza. Wszystko za jednym zamachem.

1319 – wymierają Askańczycy;
1415 – władzę obejmują Hohenzollernowie (burgrabiowie z Norymbergi);
1510 – Albrecht Hohenzollern zostaje W. Mistrzem Zakonu;
1525 – sekularyzacja Zakonu;
1618 – połączenie Brandenburgii z Prusami (zatwierdza Zygmunt III Waza).

I jeszcze jedno: poniżyło Brandenburg, a wywyższyło Berlin. z którego bliżej i łatwiej podać rękę ku Prusom Wschodnim. Lecz mimo wszystko długo, bardzo długo zostaje ten Berlin miastem małym, cherlawym, byle jak stawianym. Zaczyna róść dopiero od Fryderyków, którzy zagnieździli się w Poczdamie. Odtąd dopiero znaczenie jego się gruntuje. W przeciągu lat dwustu pięćdziesięciu wydyma się i obrasta tą obszerną brzydotą, przeciw której wystąpił kanclerz Hitler.
Wiadomo więc dziś z całą pewnością, że data roku 1937 datą jubileuszową nie jest; nie jest nią również data 1944, lecz jakaś daleko późniejsza. W ogóle miasta na tym terenie to sprawa osobna. Trzeba ją postawić tak, jak się miała naprawdę, a nie tak, jakby się ją chciało w Niemczech dzisiejszych widzieć.
Zdobywaj ąc nowe ziemie Niemcy zakładali na nich miasta.
Z kilku powodów: ażeby mieć punkty zaczepienia w niechętnych stronach. ażeby stwarzać ośrodki życia dla kolonistów z głębi kraju sprowadzanych, ażeby w tych miastach tworzyć administrację kościelną, ażeby wreszcie przeciwstawić się swoim prawem handlowym prawom handlowym słowiańskim.
Bo i taka walka toczyła się na zdobytych terenach, oprócz politycznej i religijnej: biło się prawo z prawem. Prawo ‚magdeburskie z prawem słowiańskim. Trzeba to zaznaczyć: ziemie tutejsze, jak wszystkie zachodnie ziemie słowiańskie, były dostatnie, obfitujące w rozliczne dobro i bogactwo. Poza tym prowadziły ożywiony handel wymienny z szerokim światem. Jak wszędzie w Słowiańszczyźnie, były tu grody, a każdy gród miał obok siebie tak zwane „podgrodzie” (suburbium) przeznaczone właśnie na targi, na handel. Wszystko: organizacja rodowa, organizacja książęca i organizacja handlowa związane były razem, w jedną całość.
U Niemców inaczej. Niemcy zapożyczyli ustrój miejski, jak niemal wszystko, co przynosili, z tradycyj rzymskich (poprzez wpływy włosko-flandryjskie; Kolonia i Trewir to dawne obozy rzymskie), dodając trochę swojej feudalnej przymieszki. Było więc i osobne prawo dla miast, które w tych stronach państwa zwało się prawem magdeburskim. Dawało ono dużo przywilejów warstwie mieszczan, kupców i rzemieślników, którzy wyodrębniali się z ogółu ludności, posiadali własny samorząd i własne prawa.
W tych stronach było to prawo jeszcze jednym instrumentem politycznym. Występowało do walki z ładem zastanym. Opierając się na nim, zakładali Askańczycy na tutejszych terenach miasta: Spandawę, Przecław i Kolno (1237 – dziś Colln), która to ostatnia miejscowość dziś do granic wielkiego Berlina została włączona. Tym trybem Kiedyś i Berlin założony został.
W niedawnych jeszcze czasach głośno podtrzymywano opinię, że te wszystkie miasta, które za praniemieckie się uznaje, przez Niemców na pustkowiach zupełnych założone i wyhodowane zostały czyli że taka zasługa i takie dla cywilizacji znaczenie. Ale kilka dokładniejszych ostatnich odkryć wskazało, że we wszystkich nieomal wypadkach te rzekomo niemieckie nowości powstały na gruncie i w obrębie grodów oraz podgrodzi słowiańskich. Dość wskazać na Lubekę, pod której kamienną powłoką kryje się wspaniała słowiańska cywilizacja. Cywilizacja drewniana. Podobnie z Wołyniem [czyli Wolinem]. Zapadający się rynek tego za „urdeutsch” ogłoszonego miasteczka odkrył oczom wspaniałe miasto słowiańskie i poraził prawdą, że długo przedtem, nim ktokolwiek mową niemiecką tu zagadał – wielkie słowiańskie rozsiadło się miasto. Miasto i port.

Tak samo musiało być z miastami w Brandenburgii, tak samo, tylko o wiele później, z Berlinem. I nie wiadomo, czy warto tak te czasy z rozczuleniem wspominać. Obraz nie był znów tak bardzo rozgłosu godny. Te chude, szczupłe miasta były rzadkimi wyspami w wielkim słowiańskim morzu. Historia czyni jeszcze jeden błąd perspektywiczny, jak tyle innych: wspomina tylko o paru miastach, o kilku tysiącach kolonistów, a zapomina, a nic nie mówi o setkach tysięcy ludzi tych stron, którzy przecież nadawali przez stulecia charakter tutejszej ziemi i nadają jej ten charakter do dziś.

Nie, bynajmniej nie przesada!

Przed trzema laty przyjechała na kongres z Polski do Niemiec wycieczka polskich uczonych, mniejsza z tym, jakiej specjalności. Pewien sędziwy uczony niemiecki, tak sędziwy i tak prawego serca, że nie bał się żadnych prześladowań, w następujące powitalne-a najzupełniej prawdziwe i autentyczne odezwał się do Polaków słowa:
– Witajcie na ziemi, która jest ziemią waszych przodków. Witajcie wśród ludzi, którzy – kto wie – czy nie są tej samej, co wy krwi.
Ten stary pan wiedział, co mówi. Historia tych ziem od wieku  trzynastego do dziś dnia jest niczym innym, jak przerabianiem krwi słowiańskiej w krew niemiecką. Jeśli się w te sprawy głęboko i dobrze wmyślić, to można łatwo dojść do nowej a nagłej prawdy, że dzisiejsi mieszkańcy tych stron są w tej samej co najmniej mierze Słowianami, co Niemcami. Bo cóż nazwa?! Nazwa jest tylko przyodzieniem treści. A jeśli treść jest inna niż nazwa, jeśli. się z nią jawnie kłóci, cóż wart jest dźwięk?
W tym miejscu krótka dygresja, która jest równocześnie salutem i hołdem. Dziś jeszcze, w roku 1938, w roku Anschlussu i „obudzenia się wielkich Niemiec”, pięć kilometrów od Berlina, w Spreewaldzie wieśniacy mówią słowiańskim językiem. Można ustanowić rocznicę 700-lecia Berlina, ale można być bezradnym wobec takiej prawdy: że trwanie narodu jest długie i niezmożone mimo prześladowań i sposobów takich, na jakie umiały się zdobyć Prusy.
A niedaleko od Berlina, w Spreewaldzie są ludzie, którzy mówią jeszcze po słowiańsku! Warto zanotować ten fakt na wieczną rzeczy pamiątkę. Może się zdarzyć, że systemy germanizacji zostaną ulepszone i że za lat kilkanaście Spreewald czyli „Błota Szprewiańskie” zamilkną, zgnębione ostatecznie, ale ta wiadomość powinna zostać: w roku wyjścia niniejszej książki z druku – mowa słowiańska w najbliższej okolicy Berlina jeszcze do cna nie wygasła!

Ten szlak zresztą w miarę oddalania się ku południowi tężeje i wzmaga się. Bowiem kilkadziesiąt kilometrów od Berlina przybiera nazwę Dolnych i Górnych Łużyc. Mocno to skupiona wyspa słowiańska, która zachowała do dziś dnia swój obyczaj, swój strój, swoją mowę. Mowę, która jest słowo w słowo podobna do kaszubszczyzny, do języka polskiego. Zachowały swój język i odmienność słowiańską zwłaszcza Łużyce Górne o sporej ilości katolików. Protestanckie Łużyce Dolne łatwiej ulegają germanizacji.

Gdyśmy w sierpniu roku zeszłego jechali od Frankfurtu do Drezna, kusiło nas, aby zwiedzić Łużyce. Ale Łużyce akurat od owego sierpnia rozpoczynały swoją nową żałobę. Którą to z rzędu?! Znowu padł rozkaz: Zlikwidować ten żywy wyrzut sumienia! Roznieść Łużyce! Zamknęły się szkoły łużyckie, zanikły domy ludowe, stanęły maszyny drukarskie, zapełniły się więzienia; wielu Łużyczan poszło do obozów koncentracyjnych, z których nie wyszli do dziś.

Jest ich w Niemczech 200.000. Wydawałoby się, że państwo, które cały swój program oparło na pojęciu narodu, powinno mieć szacuneJ-: i ella tego narodu, który wykazał taką wytrwałość, takie bohaterstwo ducha. Ale znać, że liczą się tylko bohaterstwa liczebnych nilrodów. Swojego narodu. Cudzych narodów – nie!
Gdym opowiadał w Polsce o tych 200.000, ktoś podał profekt: wymienić za polskich Niemców, nie dać zginąć szczepowi, który jest korzeniom naszego narodu najbliższy. Projekt, który powinien pójść pod rozwagę. Mogliśmy przyjąć po wojnie pół miliona rosyjskich Żydów, czemu nie moglibyśmy przygarnąć Łużyczan?
Ale jakkolwiek jest, jakkolwiek będzie, na słowo Łużyce powinien bić apel, powinna padać komenda „baczność”.
Baczność! Prezentuj broń. Łużyce, lud, który za Chrobrego żył w granicach Polski, rozpoczął agonię.


.Siedem stuleci temu, może o tej samej godzinie zbliżał się pod wały słowiańskiego grodziszcza Berlina inny pochód: Karol Boromeus Mueller na łaciatej chabecie zjawiał się we własnej kupieckiej osobie, aby nędzne paciorki i świecidła wymienić na bogactwa słowiańskiej ziemi.
(…)

1. W czworoboku o granicach: płd. brzeg Bałtyku – linia prosta od ujścia Łaby przez Czeski Las ku Dunajowi – Dunaj – Wisła trwa od końca neolitu wielka kultura rolnicza – prarodzic Słowiańszczyzny. Tu w II okresie epoki brązowej wyłania się jako zwarta i jednolita całość wybitnie rolnicza kultura cmentarzysk popielnicowych typu łużyckiego, z której wywodzimy się wraz z resztą Słowian. 2. Już od młodszej epoki brązowej poczynając uderzają w nas od zachodu przybyłe ze Skandynawii ludy koczownicze. Tym samym szlakiem idzie później poprzez całe wieki napór niemiecki.  

3. Niektóre z tych ludów przejściowo zajmują nasze ziemie, ale opuszczają je niebawem, znęcone widokiem łupów i wygodniejszego życia na terytorium rozpadającego się cesarstwa rzymskiego.

S T Ą D     W N I O S K I

1. Na ziemiach tych siedzimy z górą … cztery tysiące lat. Wyrośliśmy z kultury rolniczej, która przede wszystkim tworzy cywilizację, a nie z włóczęgi.
2. Ziemie te zraszają dwie rzeki: Odra i Wisła. Rzeki te są odwiecznie nasze.
3. Na ziemiach tych byliśmy, jesteśmy i będziemy.

Błyskawicznie spadł nalot niemczyzny (liczby ilustruja % Niemców)

Kartograficzne wydawnictwa niemieckie oraz niemiecka literatura polityczna wprowadziły ,pojęcie „Zwangsgrenzen” – granic wymuszonych. Z tysiąca kilometrów granicy polsko-niemieckiej na swoim wschodzie uznają Niemcy [w 1939r.] tylko kilkudziesięciokilometrowy odcinek między Kępnem a Lublińcem. Reszta to „Zwangsgrenzen”.

SPÓR O GRANICĘ autor: Wacław Boratyński, poległ w 1939r.

Inne fragmenty dzieła „Ziemia gromadzi prochy”
na stronie


Der Krieg würde bis
zur völligen Vernichtung Polens geführt
mit größter Brutalität und ohne Rücksichten.

Ansprache Hitlers
vor den Oberbefehlshabern der Wehrmacht
auf dem Obersalzberg 22. August 1939 

„Unsere Stärke ist unsere Schnelligkeit und unsere Brutalität. Dschingis Khan hat Millionen Frauen und Kinder in den Tod gejagt, bewußt und fröhlichen Herzens. Die Geschichte sieht in ihm nur den großen Staatengründer.  Was die schwache westeuropäische Zivilisation über mich behauptet, ist gleichgültig. Ich habe den Befehl gegeben – und ich lasse jeden füsilieren, der auch nur ein Wort der Kritik äußert – daß das Kriegsziel nicht im Erreichen von bestimmten Linien, sondern in der physischen Vernichtung des Gegners besteht.  So habe ich, einstweilen nur im Osten, meine Totenkopfverbände bereitgestellt mit dem Befehl, unbarmherzig und mitleidslos Mann, Weib und Kind polnischer Abstammung und Sprache in den Tod zu schicken. Nur so gewinnen wir den Lebensraum, den wir brauchen. Wer redet heute noch von der Vernichtung der Armenier?”

Hitler
na odprawie dowódców formacji Wehrmacht
Obersalzberg, 22. sierpnia 1939 

Naszą siłą jest nasza szybkość i brutalność.  Dżyngis Chan rzucił na śmierć miliony kobiet i dzieci świadomie i z lekkim sercem – historia widzi w nim tylko wielkiego założyciela państw. Nie ma znaczenia, co o mnie sądzi słaba cywilizacja zachodnioeuropejska. Wydałem rozkaz – i zastrzelę każdego, kto wyrazi choć jedno słowo krytyki – że celem wojny nie jest osiągnięcie jakiejś linii geograficznej, ale fizyczna eksterminacja  wrogów. Obecnie tylko na wschodzie umieściłem oddziały SS Totenkopf  (Z TRUPIĄ GŁÓWKĄ), dając im rozkaz nieugiętego i bezlitosnego zabijania kobiet i dzieci polskiego pochodzenia i polskiej mowy, bo tylko tą drogą zdobyć możemy potrzebną nam przestrzeń życiową.  Kto w naszych czasach jeszcze mówi o eksterminacji Ormian?

Hitler’s speech
to the WehrmachtCommanders-in-Chief,
at Obersalzberg, 22 August 1939.  

Our strength is our quickness and our brutality. Genghis Khan had millions of women and children hunted down and killed, deliberately and with a gay heart. History sees in him only the great founder of States.  What the weak Western European civilization alleges about me, does not matter. I have given the order – and will have everyone shot who utters but one word of criticism – that the aim of {translator: this} war does not consist in reaching certain {translator: geographical} lines, but in the enemies’ physical elimination. Thus, for the time being only in the east, I put ready my Death’s Head units, with the order to kill without pity or mercy all men, women, and children of the Polish race or language. Only thus will we gain the living space that we need. Who still talks nowadays of the extermination of the Armenians?

KL WARSCHAU


THE GERMAN KULTUR IN POLAND


Gustaf Kossinna
– według prof. Józefa Kostrzewskiego –
nacjonalista niemiecki,
gloryfikator prahistorycznej kultury germańskiej
i prekursor narodowego socjalizmu,
był wysoko ceniony w Niemczech, zwłaszcza po zwycięstwie wyborczym
Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec (NSDAP).
Od 1933 do 1936 roku pojawiły się
3 wydania książki Kossinny „Die deutsche Vorgeschichte”

Wydanie siódme z 1936 r. (Ryc. 1.)
poprzedza przedmowa (Ryc. 2.)
z obszerną wypowiedzią przewodniczącego
Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec
i kanclerza Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera (Ryc. 3.),
w której uznano zasługi Kossinny
dla uzasadnienia parcia Niemców na wschód.

Fałszerstwa interpretacyjne
znalezisk archeologicznych
w wykonaniu Kossinny ilustruje Ryc. 4.,
a  Ryc. 5.  jego oddanie
niemal zrealizowanej przez Niemców pod wodzą Hitlera
idei powrotu Germanów do ich ojczystych siedzib nad Wisłą (sic!).

Tekst i ryciny na stronie
PROFESOR JÓZEF KOSTRZEWSKI
NAJBARDZIEJ WYBITNY POLSKI ARCHEOLOG
ODKRYWCA PRASŁOWIAŃSKIEGO BISKUPINA
WZÓR PATRIOTY, SPOŁECZNIKA I NAUKOWCA

Józef Kostrzewski
„Z mego życia. Pamiętnik”, Ossolineum 1970

wybór fragmentów –


Historyczna nowa szkoła

Historyczna nowa szkoła
Swą metodę badań ścisłą,
Sprowadzoną hurtem z Niemiec,
Rozpowszechnia ponad Wisłą
I, nabywszy pogląd świeży,
Nowym łokciem dzieje mierzy.

(…)

I tak dalej… i tak dalej…
Coraz śmielsze wnioski przędzie
I, nicując dawne sądy,
Nie powstrzyma się w zapędzie,
Aż dowiedzie, że król Herod
Dobroczyńcą był dla sierot.

Adam Asnyk


\
Uzasadniane fałszywymi danymi  o zasięgu języka niemieckiego
rewindykacje terytorialne są dla Niemców
trwale przydatnym pretekstem napaści na państwa sąsiednie
w celu kradzieży cudzej własności, zwłaszcza ziemi
oraz czystek etniczych w formie ludobójstwa
dokonywanych w imię wyzwolenia Niemców spod urojonych prześladowań.

więcej:
THE STRUGGLES FOR POLAND, PART 4

Richard Suchenwirth, „Deutsche Geschichte”, Lipsk 1937

Ernst Frank, Sudetenland – Deutsches Land, Zgorzelec/Lipsk 1941

L’Illustration Paris, 2. lipca 1938r.

Felieton

29. czerwca 2007r.

Będąc zwykłymi ludźmi, nie umiemy przewidzieć przyszłości, nie za dobrze potrafimy zrozumieć znaczenia zdarzeń aktualnych, a o przeszłości wiemy tylko tyle, co powiedzą nam o niej inni.

Jeszcze gorzej bywa z oceną wypowiedzi i postępowania osób nawet nam bliskich, ale jednak odrębnych, a tym bardziej takich, których wprawdzie osobiście nie znamy, ale jesteśmy od nich zależni, W megaskali od decyzji osób aktualnie sprawujących władze zależy nie tylko teraźniejszość i bliska przyszłość milionów ludzi, lecz także losy narodu i państwa w nieodgadnionej perspektywie nadchodzących dziejów świata. Intencje każdego człowieka są zagadką i nigdy nie wiadomo, jak odnieść się do czyichś słów i czynów, dopóki po upływie wielu nieraz lat nie doczeka się ich odległych skutków. Długotrwałość procesów politycznych przekracza ludzkie możliwości obserwacji. Co to jest 60, 70, w najlepszym wypadku 80 lat świadomego życia, wobec zjawisk trwających po kilkaset i więcej lat. Możemy być świadkami tylko początkowego etapu jakiegoś ciągu zdarzeń. Dlatego rozsądek nakazuje korzystać z mądrości i doświadczenia, które zgromadziły nasze rodziny, a zwłaszcza rodzina rodzin, czyli w naród. Naród, jak każda rodzina, składa się z ludzi lojalnych i nielojalnych w stosunku do wyróżniającej tożsamości i wspólnoty interesów, gotowych do opowiedzenia się za wspólnym dobrem i obojętnych, a nawet wrogich, choćby deklarujących najszczersze oddanie wspólnocie. Żyjąc pod jednym niebem, jak pod jednym dachem, początkowo obcy sobie ludzie stają się z reguły coraz sobie bliżsi, lepiej się rozumieją, unikają zadrażnień, uzupełniają się, a w chwili zagrożenia nie wbijają obrońcom wspólnego domu noża w plecy, nie wysługują się wrogom, nie zagarniają mienia bohaterów, nie dopuszczają się zdrady. Kryterium lojalności musi być stale przywoływane w Polsce, której położenie i cechy charakteru rdzennych mieszkańców wręcz zapraszają obcych do korzystania z przyjaźni ziemi i ludzi.

Podczas drugiej wojny światowej zginął co piąty obywatel Polski, a co trzeci został dla Polski utracony. Gdyby nie druga wojna światowa, która odebrała Państwu Polskiemu 11 milionów 400 tysięcy obywateli, czyli 32,3%, w roku 2007 nasz kraj liczyłby o 27,5 miliona, czyli 41,7%, więcej obywateli niż obecne 38,5 miliona. Ostatnie wydarzenia polityczne wyraźnie dowodzą, że strata obywateli w żadnym razie nie ma znaczenia tylko historycznego, a jak najbardziej przekłada się na polityczno-gospodarczą teraźniejszość i najbliższą przyszłość. Należy często i wyraźnie powtarzać, że gdyby sojusz Niemiec, których spadkobiercą jest obecna Republika Federalna Niemiec i Sowietów, których następcą prawnym jest Federacja Rosyjska nie napadł na Polskę w 1939r., Polska liczyłaby obecnie 66 milionów ludzi. Cytowane z lubością w Polsce opinie polakożerczych środków masowego przekazu ukazujących się w Niemczech i innych krajach dziwnej koalicji propagandowej stwarzają wrażenie, że dla Europejczyków wypominanie Niemcom ich zbrodni wojennych jest przejawem polskiego nacjonalizmu. Nic bardziej fałszywego. Oto na stronach internetowy brytyjskiego dziennika Daily Mail w dniu 22. czerwca pojawił się sondaż opinii publicznej, w którym należało odpowiedzieć tak lub nie na pytanie redakcji: Czy Polska miała rację wypominając Niemcom nazistowską przeszłość? Dwóch na trzech biorących udział w sondażu Daily Mail odpowiedziało, że Polska miała rację wypominając Niemcom nazistowską przeszłość. Należy sądzić, że wynik sondażu byłby jeszcze bardziej miażdżący dla rzeczników czerpania korzyści z niedawnej eksterminacji ludności Polski, gdyby wszyscy Europejczycy wiedzieli, że część uciekinierów przed karą za  wywołanie wojny domaga się zwrotu pozostawionego za sobą mienia i w tym zakresie znajduje poparcie polityków Republiki Federalnej Niemiec zajmujących najwyższe stanowiska i w tym państwie i w strukturach europejskich. Czyli doktryną Niemiec usiłujących narzucić swoją wolę całemu kontynentowi jest praktyczny rewizjonizm i konstytucyjnie umocowane roszczenia terytorialne do 1/3 obszaru państwa sąsiedniego, czyli Polski. Dlaczego o tym Europejczycy nie wiedzą? Dlaczego ewidentne łamanie praw człowieka w Niemczech, w których nie wolno używać języka polskiego w rozmowie rodziców z dziećmi, jest zagłuszane socjalistycznym rykiem w Europarlamencie przypisujących nam wyimaginowane cechy i winy? Gdzie są ludzie wynagradzani za kreowanie wizerunku Polski i Polaków, a gdzie lojalność mniejszości niemieckiej w Polsce, która – bez wzajemności w Bundestagu – ma zapewnione dwa miejsca w Sejmie?

W związku z przypomnieniem Niemcom ich potwornej przeszłości, nawet w Polsce odezwały się szydercze głosy Polaków, że sięganie do doświadczeń drugiej wojny światowej jest równie kompromitujące, jak przypominanie złowieszczej roli Krzyżaków w naszej części Europy. No cóż. dla odparcia argumentacji świadomych i mimowolnych członków stronnictwa pruskiego warto jednak w kilku słowach przypomnieć wydarzenia sprzed niemal ośmiuset lat, których konsekwencje do dzisiaj, jak się okazuje, zagrażają Polakom zagładą. Na początku XIII wieku Hermann von Salza, wielki mistrz zakonu krzyżackiego, doszedł do wniosku, że pobyt w Palestynie jest zbyt niebezpieczny i zaczął szukać miejsca w Europie. Po krótkim pobycie na Węgrzech, skąd został wypędzony za nielojalność, w 1226r. Krzyżacy trafili na ziemię chełmińską zaproszeni przez Konrada Mazowieckiego namówionego przez Jadwigę, żonę Henryka Brodatego, a szwagierkę króla Węgier Andrzeja II, który to właśnie wypędził Krzyżaków za łamanie umów. Przyszła śląska święta nie wiedziała, że  następstwem jej rekomendacji, będzie sprowadzenie na Polaków i ludy nam najbliższe sprawców bezlitosnej grabieży, rozpasanego okrucieństwa,  mordowania kobiet i dzieci. Od roku 1308 do 1945, przez 637 lat Polacy masowo ginęli z rąk Krzyżaków i ich ideologicznych następców z łupieżcą Śląska Fryderykiem II, katem Polaków Bismarckiem i ludobójcą Hitlerem na czele. O tym na zachodzie Europy wielu słuchać nie chce. Widać wśród piewców tolerancji wykorzystywanej do propagandowych nagonek na Polskę nadal obowiązuje rasistowska zasada SLAVICA NON LEGUNTUR – pism słowiańskich nie czyta się.

dr Zbigniew Hałat

Rogate Serca – Pracowit z Ryglic (1908 – 1939) i Kurhanin ze Słociny (1910 – 1986)


Spór o granicę – Autor tej pracy – Wacław Boratyński – zginął broniąc Ojczyzny w 1939 roku. [Miał 31 lat – to jeden z tych, których krwi nic nam nie zwróci. W wyniku tej wojny nie urodziło się nigdy 27 milionów Polaków – powinno nas żyć dzisiaj na ziemiach POLSKI 66 milionów oraz 30 milionów poza nimi (razem 96 milionów i to są skromne szacunki C.B.).

  • Wacław Boratyński – “Pracowit z Ryglic” – Szczepowy od 1931 r.

Wacław Boratyński (ur. 1908 w Ryglicach, zm. w 1939 we Lwowie) – polski malarz i grafik.

Wychował się w Ryglicach koło Tarnowa. Dzięki staraniu księdza Jana Pabisa z Klasztoru koło Gostynia młodego Boratyńskiego zapisano do szkoły w Gostyniu, gdzie doskonalił swoje zdolności. Pomagał mu Władysław Kołomłocki – profesor rysunku i geografii. Boratyńskiego fascynował Wojciech Kossak, którego poznał na jednej z wystaw w Poznaniu. W tym okresie namalował Bitwę, Czarnieckiego i husarię, Odwrót, Szwoleżera.

W 1928 ukończył gimnazjum i zapisał się do Państwowej Szkoły Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Krakowie. W maju 1929 miała miejsce wystawa jego prac, wraz ze Stanisławem Szukalskim, który wrócił z Ameryki. Szukalski wpłynął swoim manifestem na wrażliwość artysty. Boratyński przystąpił do szeregu „Szczep Rogate Serce”.

Z tego okresu zachowały się nieliczne prace, m.in. Łokietek wygnaniec, Ostatni dar dla Rzeczypospolitej, Cecora, Heretyk.

W 1933 Boratyński poszedł w swych zainteresowaniach w kierunku sztuki użytecznej, poszerzając swój warsztat, techniką piórka, akwareli i tempery. Współpracował z krakowską „Polonią” i „Salonem Malarzy Polskich”. W latach 1936-1937 współpracował z poznańskim czasopismem „Tęcza”, w którym ilustrował i zamieszczał swoje przemyślenia z historii sztuki. W latach 1938-1939 zaprojektował 24 polskie znaczki, m.in. 10 znaczków serii historycznej i serię emitowaną z okazji Międzynarodowych Zawodów Narciarskich FIS w Zakopanem (1938), a także serię kart pocztowych z okazji 25 rocznicy utworzenia legionów (1939). Zaprojektował medal V Ogólnopolskiej Wystawy Filatelistycznej w Warszawie (1938).

25 września 1939 umarł od odniesionych ran we Lwowie, podczas obrony kraju przed najazdem armii sowieckiej. Żył 31 lat.

Znaczek rocznicowy projektu Wacława Boratyńskiego – Poczta Polska

Wystawa w Gostyniu

Niewielu ziemia gostyńska dochowała się artystów malarzy. Trudno się zatem dziwić, że chętnie uznajemy za swojego Wacława Boratyńskiego, urodzonego w Ryglicach, w powiecie tarnowskim. Był znakomitym rysownikiem, projektantem kart pocztowych, znaczków i banknotów Banku Polskiego. W Gostyniu spędził zaledwie kilka lat, ale to tutaj rozkwitł jego talent malarski. Umiejętności plastyczne ćwiczył pod okiem profesora gimnazjalnego Władysława Kołomłockiego. Do dziś pamięta o nim grono pedagogiczne i młodzież Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Gostyniu. Wacław Boratyński od 2004 roku patronuje obu gostyńskim kołom Polskiego Związku Filatelistów – dorosłemu i młodzieżowemu. Od dwóch lat ma też swoją ulicę, na rozbudowującym się Osiedlu Pożegowo.

Folder

Na świat przyszedł 28 sierpnia 1908 roku w Ryglicach pod Tarnowem, w wielodzietnej rodzinie o niskim statusie majątkowym. Rychło stracił ojca, który zginął podczas I wojny światowej. Jego talent plastyczny dostrzegł ksiądz Pabis z Kongregacji św. Filipa Neri. Umieścił go w konwikcie na Świętej Górze w Gostyniu i zapisał do miejscowego gimnazjum. Tutaj zaprzyjaźnił się m.in. z Janem z Domachowa Bzdęgą, który zafascynował go Biskupizną. W 1928 roku Wacław Boratyński zdał maturę i na zawsze opuścił Gostyń.

Halina Boratyńska – bratanica Wacława

Pozostawił jednakże sporo prac malarskich – akwarele, rysunki piórkiem. Znaczna ich kolekcja jest na Świętej Górze, kilkanaście sztuk mają też gostyńscy mieszczanie. Sporo szkiców przechowywanych jest w gostyńskim Muzeum. Duży zbiór pocztówek autorstwa Boratyńskiego zgromadził Stefan Wolniewicz.

Dotychczas prezentacje dorobku Wacława Boratyńskiego odbyły się w Gostyniu w 1979 i 1989 roku oraz w 1992 roku w Domu Wojska Polskiego w Warszawie. Ich organizatorem był przede wszystkim przyjaciel artysty – Jan z Domachowa Bzdęga. Instytucjonalnie wspierali go Muzeum w Gostyniu i Gostyńskie Towarzystwo Kulturalne.

Pomysłodawcą tegorocznej, jubileuszowej wystawy jest Andrzej Dudek – prezes gostyńskiego Koła PZF. Wystawę zorganizowali zaś: Koło Polskiego Związku Filatelistów im. Wacława Boratyńskiego w Gostyniu, Gostyńskie Towarzystwo Kulturalne, Muzeum w Gostyniu, Urząd Miejski w Gostyniu, Starostwo Powiatowe w Gostyniu, Parafia p.w. św. Małgorzaty w Gostyniu i Centrum Poczty Oddział Rejonowy w Lesznie. Eksponaty chętnie udostępnili: Halina Boratyńska-Czupryna – bratanica artysty, gostynianie – Zbigniew Kołomłocki i Stefan Wolniewicz, a także Kongregacja św. Filipa Neri na Świętej Górze, Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu, Muzeum w Gostyniu, Zespół Szkół Ogólnokształcących w Gostyniu, miejscowe Koło PZF.

Projekt karty pocztowej z 2008 roku

Uroczyste otwarcie jubileuszowej ekspozycji „100. rocznica urodzin Wacława Boratyńskiego” miało miejsce w czwartek 28 sierpnia 2008 roku w sali Domu Katolickiego p.w. św. Józefa w Gostyniu. Zaproszenie zechcieli przyjąć i przybyli na wernisaż m.in.: Irene Damm – przewodnicząca Koła Filatelistów Franqueville Saint Pierre we Francji, Bogumił Ciesielski – prezes Zarządu Okręgu Wielkopolskiego PZF, Izabela Urbaniak – wicedyrektor Centrum Poczty Oddział Rejonowy w Lesznie, Mirosława Kasprzycka – kustosz Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu, Robert Marcinkowski – przewodniczący Rady Powiatu Gostyńskiego, Andrzej Pospieszyński – starosta gostyński, Janusz Sikora – wicestarosta, Grzegorz Skorupski – przewodniczący Rady Miejskiej w Gostyniu, Leszek Dworczak – zastępca burmistrza Gostyniu, ksiądz kanonik Artur Przybył – proboszcz parafii farnej, a zarazem gospodarz obiektu. Na otwarciu nie zabrakło też filatelistów z Leszna, Śremu i Gostynia.

Na ekspozycji znalazły się prace plastyczne, znaczki pocztowe, projekty znaczków, banknotu 10 złotych, szkice, kartki pocztowe, fotografie, dokumenty i pamiątki po Wacławie Boratyńskim.

Wystawa doszła do skutku za sprawą licznego grona sponsorów. Pomoc finansową oraz rzeczową – prócz organizatorów – udzielili: Mirage Gostyń, Nadleśnictwo Piaski, Powiatowy Bank Spółdzielczy w Gostyniu, Spółdzielnia Mleczarska w Gostyniu, Wix-Filtron w Gostyniu oraz Krzysztof Banaszak i Henryk Celka.

Z okazji wystawy organizatorzy wydali informator, okolicznościową kopertę, a Poczta Polska wprowadziła do obiegu dwie beznominałowe karty pocztowe i jubileuszowy kasownik. Wystawa czynna będzie do 7 września 2008 roku.

Projekt banknotów

  • Stanisław Gliwa – “Kurhanin ze Słociny”

Stanisław Gliwa ur. 1910 – zmarł 7 lipca 1986 r. w Wielkiej Brytanii. Był wybitnym artystą-drukarzem, cenionym linorytnikiem, właścicielem wydawnictwa „Officina Typographica”. Drukował tam na tradycyjnej ręcznej maszynie drukarskiej repriny starodruków oraz publikacje artystyczne. Jego żona Maria Gliwowa, po jego śmierci zgodziła się i przekazała potrzebne materiały do toruńskiego reprintu wydrukowanej przez Stanisława Gliwę Sarmacjii wg Schedla. Członek grupy artystycznej nawiązującej do przedchrześcijańskiej historii Słowiańszczyzny Szczep Rogate Serce.

Anioł – drzeworyt

Bibliografia

  • Stanisław Gliwa (1810-1986). Polski artysta książki na obczyźnie. Toruń 1987.

„Stanisław Gliwa – Pisanie Książek bez użycia pióra” – wystawa w Rzeszowie

Podkarpacki Ośrodek Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego informuje, że 7 lipca 2006 o godzinie 12.00 w Bibliotece UR przy ul. Cegielnianej 12 zostanie otwarta wystawa pt. „Stanisław Gliwa – Pisanie Książek bez użycia pióra”. Otwarcie wystawy nastąpi w 20. rocznicę śmierci artysty- typografa.

Kot

Dyplom

Dyplom okolicznościowy z okacji 75 rocznicy urodzin Stanisława Gliwy [1910−1986], wybitnego typografa i wydawcy, ukazał się w nakł 10 egz. na ręcznie czerpanym szmacianym papierze, nielegalnie zdobytym i druk. jak powyższy. Oprócz Jubilata, egz. trafiły do zbiorów Biblioteki Bodlejańskiej w Oksfordzie, Biblioteki Jagiellońskiej, Biblioteki UMK w Toruniu, Biblioteki PAN w Gdańsku, Jerzego G. Borta oraz Edmunda Puzdrowskiego [spiritus movens jak wyżej]. „Egzemplarze pozostałe na los szczęścia rzucono wśród bibliofilskiej braci”. Grono podpisanych identyczne jak na dyplomie dla A. Girsa. Stan bardzo dobry.

Exilibris dla Wacława Iwaniuka

Oficyna Stanisława Gliwy

Książka

Author Gliwa, Stanisław (1910-1986).
Title Stanisław Gliwa o własnej oficynie wędrownej : z siedmioma linorytami autora tudzież jego sygnetem drukarskim na okładce / wstęp napisał Andrzej Kłossowski.
Portion of Title O własnej oficynie wędrownej
Imprint Toruń : Towarzystwo Bibliofilów im. J. Lelewela, 1989.
Description 25, [3] s. : il. ; 25 cm.
Subject Gliwa, Stanisław — (1910-1986).
Added Entry Kłossowski, Andrzej (1938-1997). [Wstęp]
Language NewTranslation

Rogate Serca – Stefan Żechowski (Ziemin z Książa, 1912 – 1984) i Marian Ruzamski (1889 – 1945)


Stefan Żechowski – portret olejny

Z Wikipedii

  • Stefan Żechowski – “Ziemin z Książa”

Stefan Żechowski (ur. 19 lipca 1912 Książ Wielki – zm. 28 października 1984) – rysownik, ilustrator, malarz-pastelista.

Artysta nieznany niemalże przez całe swoje życie. Urodził sie 9 lipca 1912 r. w Książu Wielkim na ulicy Nowomiejskiej 12 jako syn Florentyny (z Gawęckich) i Wincentego Żechowskich. Ojciec posiadał niewielki kawałek ziemi, na którym pracował i dorabiał na utrzymanie rodziny jako bednarz, a także stolarz.Już od młodych lat Stefan wykazywał wielkie zdolności artystyczne, które dostrzegł Józef Rolecki – kierownik szkoły do której uczęszczał Stefan. W 1929 uzyskał status słuchacza Państwowej Szkoły Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Krakowie. O tym, że nie musiał zdawać egzaminu teoretycznego zdecydowała komisja, na której wywarł wielkie wrażenie swoimi rysunkami.

Stefan Żechowski – Siła brutalna

W 1932 ukończył Szkołę Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Krakowie. W 1929 zafascynowany Stanisławem Szukalskim wstępuje do grupy artystów – Szczep Rogate Serce. Pozostał jej członkiem do roku 1936.Początkowo malował małe rysunki świętych, które trafiały do księdza kapelana Stanisława Sapińskiego. W 1930 roku w Krakowie zostały wystawione na pierwszej wystawie jego prace. Brał także udział we wszystkich wystawach Szczepu rogate Serce ( 1930-1936) W 1937 wykonał 37 ilustracji do powieści Motory Emila Zegadłowicza, która została skonfiskowana rok później przez cenzurę obyczajową. Artystę oskarżono o antypaństwowość oraz niemoralność. W 1946 wstąpił do PPR – w latach 40. przyjął doktrynę realizmu socjalistycznego wykonując portrety sławnych przywódców ruchu robotniczego oraz szereg prac o charakterze propagandowym. W latach 50. zilustrował kilka polskich powieści (m.in. E. Zegadłowicza, Na srebrnym globie Jerzego Żuławskiego) oraz zaprojektował serie znaczków pocztowych poświęconych polskiej historii i kulturze. W 1953 roku artysta przeżył ogromny wstrząs związany z pożarem rodzinnego domu w Książu Wielkim. Podczas tej tragedii spłonęło wiele prac malarza, a także korespondencja i „dziennik”.W 1955 otrzymał jedyne swe odznaczenie – Złoty Krzyż Zasługi. W tym też czasie podjął próby ilustrowania „Dziadów” i „Ballad i romansów” Mickiewicza. Nagrodzono jego ilustracje.Od 1956 wycofał się z życia artystycznego i przebywał w samotni. Jego głównym tematem obrazów stała się kobieta.

W 1977 powstał film telewizyjny o Artyście pt. „Pustelnik”, przypominający ludziom kultury i sztuki oraz publiczności o istnieniu Żechowskiego. 1981 – Wydawnictwo Łódzkie wydało książkę zawierającą wspomnienia Stefana Żechowskiego „Na Jawie”. Otrzymał także nagrodę kieleckiego miesięcznika „Przemiany” za całokształt twórczości. Stefan Żechowski odszedł do wieczności 28 października 1984 w swym ukochanym Książu Wielkim. Na tamtejszym parafialnym cmentarzu znajduje się Jego grób opatrzony napisem „Śniłem swoją sztukę”. Mieszkańcy Książa Wielkiego byli pełni podziwu dla sztuki Stefana Żechowskiego. Chcąc uczcić jego pamięć postanowili nadać Jego imię miejscowemu gimnazjum. To wydarzenie miało miejsce w 2002 roku.

Stefan Żechowski -Hymn do Ziemi

Twórczość

Stefan Żechowski jest autorem takich obrazów jak : 1. ,,Autoportret” 2. ,,Pastuszek” 3. ,,Na strychu” 4. ,,Brat Daniel” 5. ,,Chopin i Mickiewicz” 6. ,,Słowacki i Mickiewicz” 7. ,, Spętanie” 8. ,,Faun żegnający miasto” 9. ,, Drabina odwagi” 10. ,,Stefan w lesie” 11. ,,Wnetrze Ziemi ” 12. ,,Na torach” 13. ,,Sieroty w kanale” 14. ,,Ciężar istnienia” 15. ,, Siła brutalna” 16. ,,Portret mężczyzny” 17. ,,Egipska piękność” 18. ,,Portret młodej kobiety” 19. „Szał uniesień’’ 20. ,,Faun” 21. „Staruszka w okularach’’ 22. ,,Rembrandt ogląda straż nocną” 23. ,,Tołstoj – ostatnia droga” 24. ,, Odaliska” 25. ,,Portret” 26. ,, Sokrates i uczniowie „ 27. ,,Artur i Wanda” 28. ,,Wiosenka”

Stefan Żechowski – Faun

Bibliografia

  • Stefan Żechowski, Na Jawie, Łódź 1981
  • Stefan Żechowski. Album rysunków do Motorów Emila Zegadłowicza, Beskidzka Oficyna Wydawnicza BTSK 1986
  • Ryszard Wójcik Kusiciel Demonów – Opowieść o Stefanie Żechowskim Wydawnictwo Tilosz i S-ka – Warszawa 2001
  • Śniłem swoją sztukę. Malarstwo i rysunek Stefana Żechowskiego, Katalog wystawy w Pałacu Krzysztofory, Kraków 2002
  • Emil Zegadłowicz, Stefan Żechowski, Marian Ruzamski. Korespondencja Tom 1 1936-1937, pod red. Mirosława Wójcika, Kielce 2002
  • Emil Zegadłowicz, Stefan Żechowski, Marian Ruzamski. Korespondencja Tom 2 1938-1944, pod red. Mirosława Wójcika, Kielce 2002

Stefan Żechowski – Dafnis i Chloe

Wpisy pod galerią internetową z okazji wystawy 2002

Żechowski …nie oceniam człowieka  – w wypadku artysty jest to bezsens jeśli nie idiotyzm.Jego Sztuka po wielu latach nadal jest guru mistycyzmu , teatralności ludzkich historii, wspaniałej para-scenografii losu jednostki.Wspaniały warsztat i wyobraźnia-choby w książce ,,Na Srebrnym Globie,,Przykład pracy w ołówku- czego dzisiaj nie potrafi zbyt wielu tzw.artystów.

~emir , 23.08.2007 20:50

Ciekawy i bardzo nieszczesliwy czlowiek Bylem kiedys pod wrazeniem jego tworczosci i szukalem wszelkich sladow. Moj kolega poszedl jeszcze dalej i odnalazl go w Ksiazu. Wiem, ze pod koniec zycia, gdy wprowadzono stan wojenny byl zdruzgotany psychicznie i uznal cale swoje zycie, a szczegolnie sympatie dla komunizmu za wielki zyciowy blad. Na jego pogrzebie byla garstka ludzi w tym moj

kolega. Pozdrawiam.

~Ryszard , 24.09.2002 10:38

Stefan Żechowski

25 lecie śmierci artysty

28 października 2009 roku minęła 25 rocznica śmierci  Stefana Żechowskiego wybitnego artysty, mistrza rysunku, malarza, wizjonera sztuki urodzonego w Książu Wielkim. Uroczystym obchodom upamiętniającym postać artysty nadano tytuł „Stefan Żechowski – A jednak nie zmarnowałem swojego życia”.  Patronat nad uroczystościami objął Marszałek Województwa Małopolskiego, natomiast organizatorami był Urząd Gminy i Miasta Miechów i Biuro Wystaw Artystycznych – Galeria „U Jaksy” w Miechowie.

Licznie zgromadzonych uczestników uroczystości w sali konferencyjnej miechowskiego magistratu przywitał burmistrz Miechowa Krzysztof Świerczek oraz dyrektor BWA „U Jaksy”– Krystyna Olchawa. Swoją  osobą uroczystości zaszczycił poseł na Sejm RP Zbysław Owczarski. Spotkanie w UGiM zgromadziło sporą liczbę fanów twórczości Mistrza z całej Polski oraz wielu miechowian z przedstawicielami miechowskiego samorządu,  radnych gminnych i powiatowych oraz mieszkańców rodzinnego miasteczka artysty. Spotkanie miało charakter bardzo sentymentalny. Minutą ciszy uczczono pamięć tego wielkiego syna ziemi miechowskiej. Następnie odsłuchano utworu muzycznego Adagio – Tommaso Albinioni w wykonaniu Gabryieli Kaweckiej i Marty Mołodyńskiej.
Program uroczystości, obchodzonych 29 października br. składał się z trzech części. Pierwsza część  zorganizowana w sali konferencyjnej UGiM miała charakter sesji – panelu, w którym przedstawiono wkład Stefana Żechowskiego w sztukę. Wprowadzenie do dyskusji rozpoczął Witold Turdza – St. Kustosz Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Referat pt „Idealista i Jego dzieło”  wygłosił Marian Rumin – Dyrektor Biura Wystaw Artystycznych w Kielcach. W dyskusji głos zabrali również Pani Atesa – córka Emila Zegadłowicza przyjaciela artysty, następnie Józef Żelaśkiewicz  książanin, uczestnik rozlicznych dysput z Mistrzem oraz Profesor Mirosław Wójcik wydawca korespondencji Twórcy.

Stefan Żechowski -Autoportret

Artykuł który rzuca nieco więcej światła na postać towarzystwo i życiowe wybory artysty

Artykuł

Alicja i Zbigniew Oniskowie
Tadeusz Zych

ze strony www:http://math.uni.lodz.pl/~fulmanp/ruzamski/zyciorys.htm

Słów kilka o Marianie Ruzamskim, Pawlasówce, Stefanie Żechowskim, Stanisławie Szukalskim  i Emilu Zegadłowiczu

Marian Ruzamski

MARIAN ANTONI RUZAMSKI, urodził się 2 lutego 1889 roku w Lipniku koło Bielska Białej jako młodszy syn Antoniego Mazura (który zmienił w 1891 roku nazwisko na Ruzamski i Wandy Eufrozyny Neuman z domu Plassiard.

Po ukończeniu Szkoły Powszechnej we Frysztaku i Gimnazjum im. Jana III Sobieskiego w Krakowie, wstąpił w 1908 roku do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Początkowo studiował w klasie Stanisława Dębickiego, a następnie u Leona Wyczółkowskiego i Jacka Malczewskiego. Ruzamski trafił do Akademii w szczególnym dla niej czasie. Pod kierownictwem Juliana Fałata nastąpoła gruntowna reorganizacja uczelni. Fałat utworzył m.in. katedrę pejzażu oraz studium aktu i modela. Powołał również nowych wykładowców. Oprócz wspomnianych wyżej warto wymienić jeszcze: T. Axentowicza, J. Stanisławskiego, St. Wyspiańskiego czy W. Weissa. Działania te umożliwiły nadanie kształceniu studentów nowych środków wyrazu, oraz stworzenie nowego stylu w polskim malarstwie, łączącego treści narodowe z wysokim poziomem dzieł.

Na krakowskiej uczelni zaczęły dominować nowe kierunki malarskie: modernizm wyrażający się w symboliźmie i ekspresjoniźmie, oraz postimpresjomizm. Ruzamski, stykając się z tak wielkimi mistrzami pędzla, otrzymał od nich z jednej strony podstawy solidnego malarskiego rzemiosła, z drugiej zaś względnie dużą swobodę, umożliwiającą poszukiwanie własnej drogi. Ogromny wpływ na rozwój jego talentu miał również klimat Krakowa, w którym mógł na co dzień obcować z różnorodnością sztuki, dziełami dawnych mistrzów oraz nowinkami przenoszonymi na galicyjski grunt z Paryża, Wiednia czy Monachium.



W liście do Boya-Zeleńskiego z lat trzydziestych Ruzamski, powracając do czasów swoich studiów, pisał: ,,W 1907 i 1908 roku chodziłem do Muzeum Narodowego i do kościoła Franciszkanów, gdzie szczególną przyjemność sprawiało mi kopiowanie Wyspiańskiego. Była to przypuszczam przyjemność zbliżona do tej, jaką Pan odczuwał przy własnych tłumaczeniach… Kopie poginęły, ale jedna po latach wypłynęła jako autentyk Wyspiańskiego, znany przez znawców”. Dodajmy, że chodziło o słynny obraz ,,Macierzyństwo”.

W czasie swoich studiów w Krakowie, Ruzamski nie ograniczył się jedynie do malarstwa. Równolegle z pobytem w ASP, studiował również w Wydziale Filozoficznym UJ, koncentrując się głównie na historii sztuki oraz prawie. Studia malarskie skończył z wynikiem bardzo dobrym i z wyróżnieniem srebrnym medalem. W kwietniu 1914 roku na, organizowany przez Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, konkurs malarski przesłał Ruzamski swoją pracę, portret olejny, który uzyskał pierwszą nagrodę. Był nią wyjazd do Paryża.

Po uzyskaniu zwolnienia ze służby wojskowej w armii austriackiej, w kwietniu 1914 roku, artysta wyjechał do Francji. W listach do swojej matki pisał o dobrych warunkach jakie znalazł w Paryżu, pozwalających mu na studiowanie i kopiowanie dzieł mistrzów światowego malarstwa, na co uzyskał zezwolenie władz francuskich. Jedynym utrudnieniem w tej pracy były choroby i częste przeziębienia, ale mimo to każdą sposobność wykorzystywał na zwiedzanie muzeów, a szczególnie Luwru, gdzie studiował i kopiował piękniejsze obrazy. Szczególnie zafascynowały go dwa dziełą: Tycjana ,,Uczniowie w Emaus” oraz Fragonarda – francuskiego malarza i prekursora impresjonizmu – ,,Kąpiące się dziewczęta”. Przy malowaniu tej kopii zastał go wybuch I wojny światowej. Na odwrotnej stronie malowanego obrazu umieścił napis: ,,I byłaby skończona moja praca znojna, gdyby nie wybuchła europejska wojna”. Jako obywatelowi maonarchii austro-węgierskiej, groziło mu we Francji internowanie. Podjął więc decyzje szybkiego powrotu do Tarnobrzega, gdzie mieszkali jego rodzice, a ojciec był cenionym notariuszem. Pomysł ten okazał się niezbyt szczęśliwy. Wycofujące się, po krótkiej okupacji miasta, na wschód wojska rosyjskie zabrały ze sobą Ruzamskiego jako tzw. jeńca cywilnego, i skierowały go do obozu w Charkowie.

Autoportret (okres tarnobrzeski)

Przebywał tam cztery lata (1914-1918). Z tych czasów zachowała się spora korespondecja Mariana Ruzamskiego do 
ukochanej matki, mieszkającej stale w Tarnobrzegu przy ulicy Kościuszki 8. Listy były pisane na specjalnych kartkach dla jeńców. Początkowo Marian Ruzamski mieszkał w Domu Polskim przy ulicy Gogola, a następnie pod Charkowem na Jasnej Polanie przy Lipowej Roszczy. Żył ze skromnych pożyczek od osób zaprzyjaźnionych i ze sprzedawanych obrazów. Bolał, że najlepsze lata życia spędza bezużytecznie. Poza tym miał narastające kłopoty ze zdobywaniem farb. Ogarniała go tęsknota za rodzinnym domem i często śnił o Krakowie i Tarnobrzegu. Marzył o własnej pracowni malarskiej i stałej łączności z kulturalnym światem.

Stefan Żechowski – ilustracja do Motorów Zegadłowicza – Szczep Rogate Serce. Pozostał jej członkiem do roku 1936. W 1937 wykonał 37 ilustracji do powieści Motory E. Zegadłowicza, która została skonfiskowana rok później przez cenzurę obyczajową. Artystę oskarżono o antypaństwowość oraz niemoralność.

Władze rosyjskie zezwalały na pewną swobodę w poruszaniu się w obrębie miasta, ale nie troszczyły się o życie jeńców. Spowodowało to, że mało zaradny M. Ruzamski popadł w dużą biedę, głodował. Dla zdobycia pieniędzy zaczął malować portrety i kwiaty, ale jak tewierdził największym powodzeniem cieszyły się tanie i barwne bohomazy. W tym czasie posługiwał się wyłącznie techniką olejną. Malował na kawałkach zdobytej tektury. Tarapaty w jakich się znalazł spowodowały wystąpienie objawów załamania psychicznego i depresji. Zaczął tracić kontakt z otoczeniem, zdziwaczał. Stan ten pogłębiały oglądane okropności i okrucieństwa toczącej się rewolucji. Wspomnienia z tych lat utrwaluły się na długo w jego pamięci i towarzyszyły mu jeszcze po powrocie do Polski. Pisał wówczas do swojej matki, że jedyną korzyścią z okresu pobytu w niewoli, była możliwość zapoznania się z twórczością niektórych malarzy rosyjskich, np. portrecisty Sierowa czy pejzażystów Lewitana i Wróbla, którego uznał za geniusza.

Wybuch rewolucji rosyjskiej zastał Ruzamskiego w Piotrogrodzie, skąd korzystając z ogólnego zamieszania i wycofanie się Rosji z I wojny światowej, powrócł do kraju. Wracając zabrał ze sobą kilka obrazów malowanych w Charkowie. Były one pokazywane na wielu wystawach, organizowanych przez Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych oraz przez Salon Sztuk Pięknych K. Wojciechowskiego przy ulicy św. Jana 3 w Krakowie. Marian Ruzamski celowo po powrocie do Polski zamieszkał w Krakowie, a nie w Tarnobrzegu, gdyż chciał być w ośrodku akademickim, by móc szybciej zapoznać się z kierunkami w rozwoju sztuki po okresie wojny.

Stefan Żechowski – grafika Ślimak

Okres krakowski zaznaczył się wieloma zmianami w sposobie i stylu pracy artysty oraz zmianie technik malarskich. Nastąpiło stopniowe odchodzenie od farb olejnych i coraz większe zainteresowanie akwarelą, ołówkiem i pastelami. Malował i rysował dużo, ale obrazów z tego okresu pozostało niewiele. Część została sprzedana, część podarowana, a reszta zaginęła bez śladu. Dziś możemy się dowiedzieć o ich istnieniu z ówczesnych czasopism interesujących się kulturą i sztuką, które w latach 1919-1922 zamieszczały recenzja z wystaw, odpowiednio ilustrowane.

Marian Ruzamski – autoportret

Częstymi tematami jego prac był kościół Mariacki, Rynek krakowski, Wawel, oraz widoki z góry na miasto i na Wisłę. Przy czym widoki architektoniczne były pokazywane w różnych warunkach pogodowych i oświetleniowych (słynne „mgiełki krakowskie”). W obrazach uwidaczniało się znakomite opanowanie techniki malarskiej i inne walory artysty, który obrazom swoim nadawał właściwą formę i łagodną barwę. Recenzenci podkreślali doskonały rysunek i zwracali uwagę na oryginalną technikę akwarelową, polegającą na tym, że farby wodne były nanoszone na grunt uprzednio zwilżony wodą. Ta technika pozwalałą mu na subtelne studium portretu, pejzażu i martwej natury. Łatwość z jaką perzedstawiał ludzkie twarze, dokonując przy tym analizy psychicznej modela, przywodzi na myśl jednego z jego profesorów i mistrzów – Leona Wyczółkowskiego. Wirtuozeria w posługiwaniu się akwarelą upodnabniała go do innego mistrza i pedagoga w ASP w Krakowie z czasów studiów – Juliana Fałata. Ale między sposobem malowania J. Fałata i M. Ruzamskiego występuje zasadnicza różnica. O ile akwarele J. Fałata zawierają dużo białego tła i wody, to akwarele M. Ruzamskiego przypominają raczej malarstwo olejne w stylu Jacka Malczewskiego, a więc malowane cienko, bardzo rozrzedzoną farbą olejną. Ta „przewrotność” w posługiwaniu sie farbami akwarelowymi stanowi o indywidualnym stylu malarza. Tworząc własną technikę i styl był równocześnie kontynuatorem swych mistrzów z ASP, w tym samym stopniu, co i całej tradycji europejskiego malarstwa, którą tak pokochał.

Marian Ruzamski – Kraków we mgle i śniegu

W liście do redakcji francuskiego czasopisma „La Revue Moderne”, Ruzamski w taki oto sposób dokonał samooceny swojej twórczości:

„…Nie uważając siebie za pierwszoplanową, reprezentatywną postać w sztuce polskiej, dokładam starań utrzymania się na przyzwoitym poziomie średnim, na jaki mię stać.”

„…Jestem w swej sztuce amatorem. Nie jestem i nie byłem awangardzistą. Wyznaję w sztuce tradycjonalizm w istotnym, niepoweirzchownym słowa tego znaczeniu. Walor i kolor są mymi środkami artystycznymi, a nie linia. Z artystów najbliższych mi wymienię: Turnera, Daumiera, Carriere’a, Zorna. Z polskich: Ślewiński, Krzyżanowski, Pankiewicz i Boznańska. Fotografie innych prac, które przesyłam nie dają o mnie należytego pojęcia. Najlepsze me obrazy nie nadają się zupełnie do zdjęć fotograficznych, bo są oparte na kolorze. Jako temat – widoki miast polskich w słońcu przez mgłę lub kwiaty. Poza tym portret i pejzaż. Z technik, olej wcześnie porzuciłem, oddawszy się wyłącznie akwareli. Obecnie wziąłem się do pasteli.”

Marian Ruzamski

W czasie pobytu w Krakowie Ruzamski odnowił również swoje stare znajomości z okresu studiów, w tym również ze swoimi profesorami, m.in z Leonem Wyczółkowskim, który ,,opuściwszy katedrę nie rozstawał się z uczniami, chętnie ich widywał w swojej pracowni i służył poparciem”. W liście do przyjaciela Ruzamski pisał: ,,I ja spotykałem się z nim niejednokrotnie. Między innymi spotkaniami także w Tarnobregu, gdzie Wyczół (Wyczółkowski) spędził parę tygodni (1924 r.), wyjeżdżając ze mną i Józefem Pieniążkiem do Baranowa i Sandomierza. Rozkoszne wspomnienia utrwalone akwarelami wszystkich nas trzech”.

Ponawiające się stany depresji psychicznych, mających swój początek w Charkowie, zmuszały go do wyjazdów do specjalistycznych ośrodków leczniczych w Warszawie. Wykorzystywał je do nawiązywania kontaktów ze środowiskami artystycznymi Warszawy i poszukiwania ciekawszych tematów do swoich obrazów (np. Łazienki Warszawskie).

Marian Ruzamski z okresu Charkowskiego – kozacy

W 1922 roku Marian Ruzamski wyjechał do Lwowa, aby objąć stanowisko starszego asystenta na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej. Wykładał tam malarstwo, rysunek zdobniczy i architekturę wnętrz w Katedrze Architektury Historycznej, kierowanej przez prof. Władysława Sadłowskiego, a następnie przez prof. Jana Karola Sas-Zubrzyckiego. Nastąpił nieco inny, ale również bardzo intensywny rodzaj artystycznej pracy przeplatanej dydaktyką. Nawiązał ścisłe kontakty z Towarzystwem Zachęty Sztuk Pięknych i przy jego poparciu organizował wystawy swoich prac, m. in. we Lwowie i Warszawie (Zachęta Sztuk Pięknych, Salon Richlinga). Prawie całkowicie zaniechał malowania farbą olejną, wolał posługiwać się akwarelą, pastelami, kredką malarską i ołówkiem. Na trwałe został portrecistą, mimo, że doskonale malował pejzaże wiejskie i miejskie zwłaszcza aechitektoniczne; lubował sie w budowlach zabytkowych. Akwarelą posługiwał się tak znakomicie, że nazywano go wirtuozem-akwarelistą. W niektórych obrazach, np: ,,Studium portretowe” nazwane przez artystę ,,Autoportret na tle drzew”, dopatrywano się wpływów impresjonizmu.

Marian Ruzamski – Las na Wianku w Tranobrzegu

W różnych pismach ukazywały się liczne recenzje; wszystkie bardzo przychylne dla malarza. Ponad dwadzieścia takich recenzji znajduje się w prywatnych zbiorach Alicji Pawlas-Oniskowej i Andrzeja Piwowarczyka. Pisali je różni autorzy: Antoni Austen, Witold Bunikiewicz, Marian Buszyński, Maria Hausnerowa, Wacław Husarski, Jan Kleczyński, Władysław Kozicki, Szczęsny Rutkowski, Artur Schroeder, Artur Maria Swinarski, Władysław Terlecki, Mieczysław Treter, Władysław Wankie i inni. Opinie recenzentów drukowały różne pisma, m. in.: ,,Kurier Warszawski”, ,,Gazeta Poranna”, ,,Kurier Polski”, ,,Myśl Narodowa”, ,,Rzeczpospolita”, ,,Mozaika Warszawska”, ,,Słowo Polskie”, ,,Sztuki Piękne”, ,,Tygodnik Ilustrowany”. Niektóre opinie krytyków sztuki były wręcz entujastyczne:

,,Akwarele M. Ruzamskiego posiadają trzy wartości: doskonały rysunek, głęboki ton akwarel, psychologiczną prawdę portretu. Modela zastępuje myślący człowiek. Rodowód malarza zamyka się w dwóch słowach – uczeń Fałata, najlepsza to szkoła akwarelisty. W pejzażach miejskich poza artystyczną wnikliwością oddaje nie tylko mury miasta, ale i jego duszę. Portrety są malowane po mistrzowsku. Jest niewątpliwie jednym z najlepszych naszych wirtuozów akwarelistów. Maluje lekko, przejrzyście, pewną ręką, znać tu techniczne malarstwo. Najczęstszym tematem jego prac są portrety, kwiaty, pejzaże i widoki architektoniczne. Swoje zainteresowania impresjonizmem związał z Andersem Zornem. W portretach i pejzażach wydobywał ich wartości barwno-tonacyjne. Najwyższym wyrazem tej sztuki jest obraz ,,Ogród w słońcu”. Swoiste wrażenie mglistości w większości obrazów Mariana Ruzamskiego znajduje wytłumaczenie w jego technice akwarelowej, maluje bowiem farbami wodnymi zawsze na gruncie już zwilżonym wodą. Stąd przepływanie barw i zlewanie się jednych z drugimi. Artysta maluje z brawurową sprawnością przechodzącą w wirtuozostwo. Portrety są niezrównane i mało znajdzie się podobnych w polskiej twórczości artystycznej. Wybitny talent. Reprezentuje zawsze dobre tradycje akwareli polskiej. Posiada wysoką kulturę artystyczną i smak estetyczny. Swój wyraz znalazł w delikatnym rysunku i subtelnym, ciepłym tonie w jasnych rejestrach barw. Objawami wynitnego talentu są miękkość i impresyność widoków miast i pejzaży, niezmiernie trudne do osiągnięcia farbami wodnymi a to stanowi apecjalność artysty, która potrafi osnuć lekką mgiełką budynki miasta w łagodnym słońcu. Dowodzi to opanowania znakomitej techniki.”

Ruzamski nadal tworzył niemało i jak zawsze ciekawie. Do jego dzieł, które najczęściej były wystawiane na wystawach przed 1928 r. należą: ,,Portret własny” – rysunek, 1921, ,,Portret własny” – olej, 1919, ,,Portret własny” – akwarela, 1921, ,,Portret prof. J. Sas-Zubrzyckiego” – akwarela, 1922, ,,Portret prof. J. Sas-Zubrzyckiego” – akwarela, 1923, ,,Portret prof. W. Sadłowskiego”, ,,Portret robotnika” – akwarela, 1925, ,,Weranda z kwiatami” – akwarela, ,,Kraków” – akwarela, 1926, ,,Rynek krakowski we mgle” – akwarela, ,,Wieże Mariackie” – akwarela, ,,Portret własny na tle drzew” – akwarela, 1924/9, ,,Portret dziewczynki” – akwarela, 1927.

Marian Ruzamski – Pawlasówka

W 1927 roku, na zaproszenie Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Czeskiej, Marian Ruzamski zorganizował wystawę swoich dzieł w Pradze Czeskiej w ,,Karaskovej Galerii”. Była to duża wystawa, obejmująca 70 obrazów. Wernisaż odbył się w dniu 5.08.1927 r. W korespondencji do matki pisał, że jest w Pradze przyjmowany bardzo gościnnie, opiekuje się nim Towarzystwo Propagandy Polsko-Czeskiej. W dniu otwarcia wystawy organ propagandy ,,Prager Press” opublikował 8 reprodukcji obrazów Mariana Ruzamskiego. Zajęty wystawą artysta nie miał wiele czasu na malowanie, ale mimo to narysował kredką malarską kilka pejzaży miejskich, z których jeden zachował się w prywatnych zbiorach Alicji Pawlas-Oniskowej. Nosi on tytuł ,,Zaułek w Pradze Czeskiej”.

W 1928 roku artysta powrócił do Tarnobrzega i zamieszkał na stałe w swoim rodzinnym domu przy ulicy Kościuszki 8. Żył skromnie, a podstawą jego stałego dochodu były czynsze za wynajem częsci domu. Na zarobki niestałe składały się wpływy za sprzedane obrazy i działalność publicznś. Swoje dzieła sprzedawał niechętnie i częściej obdarowywał nimi znajomych, niż brał pieniądze. Traktował bowiem obrazy jak naturalne ,,dzieci”, wymagające odpowiedniej troski i opieki. Był też ostrożny w doborze modeli do portretów. Trzeba było posiąść szczególne jego względy, by zdecydował się namalować podobiznę. Pieniądze go nie przekonywały. Zainteresowany był przede wszystkim wnętrzem człowieka. Musiał wczuć się w tych, których malował i dopiero wówczas zdobywał się na mocne akcenty malarskie, przypominające siła ekspresji najlepsze dzieła dawnych szkół. W miarę upływu lat i narastania trudności finansowych zmuszony był, choć niechętnie, odstępować od swoich zasad i coraz bardziej stawał się skłonny do sprzedaży obrazów.

Ruzamski malował w Tarnobrzegu pejzaże miejskie i wiejskie, liczne portrety, piękne obrazy kwiatów i martwej natury. Z tego okresu pochodzą portrety osób zaprzyjaźnionych z artystą: dra Eugeniusza Pawlasa, jego żony Janiny Pawlasowej, córki Alicji i matki Anny Pawlasowej, Stefana Żechowskiego, dra Ferdynanda Rusinowskiego – dyrektora szpitala w Tarnobrzegu, dra Tadeusza Starostki – chirurga, Emila Zegadłowicza i jego rodziny. Poza tym portretował osoby będące mieszkańcami Tarnobrzegu: Stefanię Wąsowską – żonę sędziego, hrabinę Arturową Tarnowską, Hanię Manciewicz i Marysię Kawiankę, sędzinę Klimek, matkę dra Marczaka – kustosza biblioteki hrabiego Tarnowskiego z Dzikowa, Rysię Goldgardową – żonę adwokata, Tadeusza Jagoszewskiego.

Powrót do ustabilizowanego i spokojnego życia w mieście powiatowym bardzo odpowiadał artyście i zaowocował nowymi znajomościami i przyjaźniami. W liście do Zegadłowicza pisał: ,,Jest tu ksiądz, dominikanin, poczciwy człowiek. Tak go wziąłem, że nazywa mnie przyjacielem. Ale jak każdy ksiądz jest moralistą. A ja, jak spotkam moralistę to największą dla mnie przyjemnością jest zdemoralizować go.” Zbliżenie się do ludzi o różnych zainteresowaniach i temperamentach, korzystnie wpłynęło na psychikę i dalszą twórczość Mariana Ruzamskiego.

Marian Ruzamski – Janina Pawlasowa

Zasadniczym zwrotem w jego życiu było mocne związanie się z dr. Eugeniuszem Pawlasem, jego rodziną i całym domem doktora, zwanym ,,Pawlasówką”. Pawlasowie stali się dla niego drugą rodziną. Tu skupiało się w dużej mierze życie intelektualne niewielkiego miasta. Tu zawiązały się życiowe przyjaźnie artysty; ze Stefanem Żechowskim – malarzem wywodzącym się ze Stowarzyszenia ,,Rogate Serce”, poetą i prozaikiem Stanisławem Piętakiem, dziennikarzem i literatem Andzejem Piwowarczykiem, rzeźbiarzem i malarzem Stanisławem Szukalskim, lekarzem Tadeuszem Starostką. Z czasem do tego grona dołączył pisarz Emil Zegadłowicz.

W Pawlasówce

Wspomniany Stefan Żechowski, częsty bywalec w ,,Pawlasówce” tak opisywał jej gospodarzy: ,,…doktor Eugeniusz Pawlas, człowiek znany z niespotykanej dobroci i szlachetności… Żona doktora, pani Janina szczupła, wysoka, o delikatnej urodzie, szczególną sympatią darzyła artystów, poetów i ludzi niepospolitych. Wszystko, co niecodzienne budziło jej entuzjazm. Nie znosiła brzydoty i pospolitości.”

Ten sam Żechowski, charakteryzując Ruzamskiego w tamtym czasie, pisał:

,,Był (Ruzamski) to człowiek niezwykły. Jego poglądy filozoficzno – malarskie cechował głęboki humanizm. Namalował setki obrazów i wykonał mnóstwo rysunków. Mimo tych osiągnięć pozostał prawie nieznany, gdyż nie czynił niczego dla spopularyzowania swojej sztuki. Był zupełnie wolny od potrzeby jakiegokolwiek rozgłosu i sławy.”

Osiadając na stałe w Tarnobrzegu, Ruzamski świadomie skazywał się na życie na marginesie głównych ośrodków i nurtów w polskiej sztuce. Nie utracił jednak całkowicie z nimi kontaktu. Intelektualne życie ,,Pawlasówki”, ogromna korespondencja, jaką prowadził z wieloma znanymi postaciami polskiej kultury (m.in. z T. Boyem-Żeleńskim, J. Tuwimem, A. Bryndzą) oraz próby publikacji w prasie ogólnopolskiej, świadczyły nie tylko o artystycznej aktywności malarza, ale również potwierdzały tezę, iż nawet małe miasto, jakim był Tarnobrzeg, może stać się ważnym miejscem życia kulturalnego, a słowo ,,prowincja” bardziej ma wymiar geograficzny niż duchowy.

Stefan Żechowski

W początku lat trzydziestych Ruzamski artystycznie i ideowo związał się ze środowiskiem skupionym wokół rzeźbiarza Stanisława Szukalskiego, tworzącym ugrupowanie ,,Szukalszczyków Szczepu Rogate Serce”. Szukalski, dążący do wypracowania w sztuce ,,polskiej formy narodowej”, politycznie bliski był obozowi endeckiemu. Ruzamski stał się jednym z redaktorów wydawanego przez ,,Szukalszczyków” pisma ,,Krak”, a po wyjeździe ich przywódcy do USA, był nawet przez krótki czas redaktorem naczelnym pisma. Ruzamski zamieścił w nim szereg artykułów, głównie polemicznych, krytykujących nowe kierunki w polskim malarstwie, m.in. kapistów. Po powrocie Szukalskiego do kraju, nastąpiło rozejście obu artystów, będące wynikiem odmiennych poglądów na sztukę i politykę.

W połowie lat trzydziestych Ruzamski przesuwa swoje poglądy społeczne i polityczne wyraźnie w lewo. Wtedy też rozpoczyna się jego znajomość i przyjaźń z Emilem Zegadłowiczem, który podobnie jak Ruzamski tworzył w swojej ,,zamotni” oddalonej od zgiełku wielkiego świata.

Stefan Żechowski

,,Specyficzna atmosfera panowała w Kamiennym Domu Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym koło Wadowic. Przebywali tam często: akwarelista Marian Ruzamski, Stefan Żechowski… Ruzamski ,,wielki gaduła” i autor fraszek, malował w sposób prawie fotograficzny… Do gorzeńskiej księgi gości wpisali swoje nazwiska znani działacze lewicowi, pisarze, poeci, krytycy sztuki i malarze jak: W. Hoffman, Zb. Pronaszko… Bywali w domu Zegadłowicza także: A. Pronaszko, J. Putek, L. Kruczkowski, W. Wasilewska.”

Znajomośsi i poglądy polityczne Ruzamskiego zwróciły nań uwagę policji, pod nadzorem której przebywał aż do czasu wybuchu wojny. ,,Wczoraj miałem nieoczekiwaną wizytę – pisał w liście do Zegadłowicza – Przyszedł policjant i powiada, że ma do mnie państwowe polecenie z Warszawy, spisać protokół w sprawie ,,Dziennika Popularnego”. Imię, nazwisko, rok i dzień urodzenia, imiona ojca i matki. Odcisk wielkiego palca.”

Ruzamski utrzymywał z Zegadłowiczem stały kontakt listowy (fragmenty z ich korespondencji zostały opublikowane przez A. Piwowarczyka w ,,Twórczości”). W listach tych opisał swoje bytowanie w Tarnobrzegu, przemyślenia i oceny, nastroje i oczekiwania. To dzięki Ruzamskiemu Zegadłowicz dotarł do Żechowskiego, który został ilustratorem jego powieści ,,Motory”. Powieść ta pisana po części w Tarnobrzegu, zostałw wydana przy pomocy Ruzamskiego, który co prawda sam jej nie współfinansował (jak chcą tego niektórzy jego biografowie), ale pomógł w organizowaniu funduszy, głównie przez rodzinę Pawlasów. Swoistym podziękowniem Zegadłowicza dla Ruzamskiego było włączenie do powieści fragmentów opowiadania autorstwa malarza pt. ,,Lekcje historii dla dzieci w roku 5047”. To utopijno-wizjonerskie dzieło znalazło się w II tomie ,,Motorów”.

W 1937 roku Zegadłowicz odwiedził Ruzamskiego w Tarnobrzegu na dłużej, z zamiarem napisania tu swojej powieści ,,Martwe morze”. Jednak konflikt, do jakiego doszło między nimi, w związku z niewywiązaniem się pisarza ze zobowiązań finansowych wobec Żechowskiego, przerwał nie tylko pobyt Zegadłowicza u Ruzamskiego, ale również przyjaźń między nimi.

Stefan Żechowski charakteryzując postać Ruzamskiego, piasł: ,,Dla Ruzamskiego postawa moralna jednostki była najważniejszą ze wszystkich ludzkich, a nade wszystko w polityce, ekonomii, jak również w sprawach pieniężnych. Stosunek człowieka do pieniądza był dla niego sprawdzianem jego wartości moralnej. Do największych ludzi epoki zaliczał Ghandiego… Adam Chmielowski (Brat Albert) był dla niego świetlaną postacią…”

Stefan Żechowski – Szał uniesień

Z wielu prób literackich Ruzamskiego najbardziej znane były fraszki. Trzy z nich zamieścił Julian Tuwim w wydanym przez siebie w 1937 roku dziele ,,Cztery wieki fraszki polskiej”

Kupa i kupon żyli sobie zgodnie.
Kupon odcięto, kupę sprzątnięto..
Zdziwieni byli przechodnie.

***

W sposobie życia wielkich widzą tylko pozę,
A z całego Ghandiego dostrzegają kozę.

***

Dziś krytyków nie trzeba. Przypatrz się tej warstwie;
Malarze sami dzisiaj piszą o malarstwie,
Świetnymi krytykami są i piszą wzniośle!
Cóż, kiedy nieukami są w swoim rzemiośle.

Warto wspomnieć w tym miejscu, iż Ruzamski prowadził z Tuwimem literacką korespondencję. Poeta przesłał mu w prezencie swoją ,,Biblię Cygańską”, zaś malarz zrewanżował się własną akwarelą.

Aktywność pisarska Ruzamskiego nie przerwała oczywiście jego twórczości malarskiej. Nadal malował chętnie i dużo. Większość prac z tamtego okresu poświęcona jest tematyce tarnobrzeskiej. Portrety osób powszechnie znanych w mieście, jak i zwykłych mieszkańców, koloryt domów i zaułków małęgo, w dużej mierze żydowskiego miasteczka, są po dziś dzień swoistą malarską kroniką tametego Tarnobrzega.

Sztukę lat trzydziestych okresu międzywojennego znamionuje swoista ,,dwunurtowość życia artystycznego”. Twórcy podążający nurtem pierwszym, kładą akcent w sztuce głównie na autonomię środków wyrazu i poszukiwanie nowych rozwiązań w malarstwie. Do nurtu tego można zaliczyć m.in. kapistów i kolorystów. Nurt drugi cechuje większe przywiązanie do tradycji, w tym również tradycji narodowej. Ruzamski niewątpliwie był przedstawicielem tego drugiego nurtu. ,,Malował w konwencji tradycyjno-realistycznej. Krytycy wskazywali na akademicką staranność rysunku, przygaszony, spokojny koloryt i opóźnione echo impresjonistycznego ujęcia”. Chyba najmocniejszą stroną jego malarstwa był portret. Ruzamski malował portrety wielu znanych osobistości, m.in.: Zegadłowicza, W. Hofmana, Zg. Gadliczka, K. Hukana, J. Sasa-Zubrzyckiego, St. Głąbińskiego. Jego portrety można porównać do dzieł Olgi Boznańskiej. Oboje potrafili stworzyć syntetyczne kompozycje, psychologiczną charakterystykę modela, oraz operować specyficzną gamą barw.

Wybuch II wojny światowej Ruzmaski musiał przeżyć szczególnie dotkliwie, wszak po wielokroć ostrzegał w listach do przyjaciół i artykułach przed niebezpieczeństwem nadchodzącego faszyzmu. Pozbawiony środków do życia, egzystował dzięki sprzedaży swoich dzieł, bądź wymianie ich na środki żywności. Sam często cierpiący biedę, pomagał jednak swojemu bratu Stanisławowi, mieszkającemu z żoną i dziećmi w Warszawie.

W dniu 4 kwietnia 1943 roku, do mieszkającego w domu u państwa Chalcarzów malarza, wtargnęło gestapo, aresztując go. Okazło się, że powodem aresztowania była zemsta volksdeutscha Dziadosza, któremu Ruzamski odmówił namalowania portretu. W odwecie oskarżył on Ruzamskiego, iż jest z pochodzenia Żydem. Podczas aresztowania zdemolowano wnętrze domu oraz zabrano skromną biżuterię. Po trzech dniach pobytu w tarnobrzeskim więzieniu przewieziono artystę do więzienia w Tarnowie. Przebywał tam kilka tygodni. Stąd przetransportowano go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie otrzymał numer 122843. Mimo stałego zagrożenia życiam Ruzmaski podjął w obozie działalność artystyczną. Malował portrety strażników, co skutowało pewnymi ulgami w życiu więziennym, a także stwarzało możliwość malowani współwięźniów. Z pomocą pośpieszyła mu też Janina Pawlasowa, która w miarę istenijących możliwości przesyłała mu paczki żywnościowe i przybory malarskie: ołówki, kredki, pastele i wodne farby. Utrzymywała też z uwięzionym korespondencję w języku niemieckim. Na terenie obozu Marian Ruzamski spotkał się i zaprzyjaźnił z Xawerym Dunikowskim i Mieczysławem Kościelniakiem.

Stefan Żechowski – grafika

Według autorki biogramu Ruzamskiegom, Janiny Wiercińskiej: ,,za odmowę spełnienia życzenia obozowego kapo, co do warunków wykonania jego portretu”, malarz został przeniesiony do obozu Bergen-Belsen. Zbiegło się to w czasie z ewakuacją całego KL Auschwitz. Mimo panujących silnych mrozów i dużych opadów śniegu zarządzono wymarsz pieszy ostatniej grupy więźniów w liczbie ponad 60 tysięcy ludzi do Wodzisławia Śląskiego. Do celu dotarło zaledwie 50% więźniów, pozostali zmarli, lub zostali zabici przez esesmanów. W Wodzisławiu Śląskim, utrzymujących się jeszcze przy życiu, załadowano na odkryte wagony towarowe i rozesłano do różnych obozów na terenie Niemiec. Podróż wlokła się tygodniami, ludzie zaczęli umierać nie tylko z zimna, ale i z głodu. Marian Ruzamski dotarł do obozu Bergen-Belsen w pierwszych dniach marca krańcowo wyczerpany, przemarznięty i zagłodzony. Jego organizm nie wytrzymał trudów tej morderczej wędrówki. Zmarł z wycięczenia i z objawami drastycznie nasilonej choroby w dniu 8 marca 1945 roku, na dwa tygodnie przed wyzwoleniem obozu przez wojska alianckie.

Marian Ruzamski – prace oświęcimskie – Autoportret

Przez cały czas tej morderczej ewakuacji Marian Ruzamski przechowywał pod ubraniem więziennym teczkę z rysunkami wykonanymi w obozie. Nazwał tę teczkę ,,teczką oświęcimską” i w całości zadedykował Janinie Pawlasowej, swojej opiekunce. Po śmierci artysty teczką zaopiekowali się współwięźniowie francuscy. Po skończonej wojnie zawieziono ją do Paryża i tam przekazano adwokatowi polskiego pochodzenia, mec. Tadeuszowi Jagoszewskiemu z prośbą, aby ten odszukał Janinę Pawlasową i oddał jej rysunki Ruzamskiego. Tak się szczęśliwie złożyło, że mec. Tadeusz Jagoszewski znał osobiście Janinę Pawlasową i dostarczył jej teczkę do Tarnobrzega. Wraz z zawartością została przekazana przez Janinę Pawlasową Państwowemu Muzeum Oświęcim-Brzezinka. ”Teczka oświęcimska” zawierała: 32 rysunki ołówkowe, 4 akwarele i 4 portrety, w tym Xawerego Dunikowskiego, Mieczysława Kościelniaka i Mariana Ruzamskiego oraz 2 rękopisy zatytułowane ,,Main lebenslauf”.

Marian Ruzamski – prace oświęcimskie

***

Marian Ruzamski był malarzem nadzwyczaj płodnym. Na ilość obrazów, jakie wyszły spod jego ręki, wpłynęły: ogromna pracowitość mistrza jak i trudne warunki materialne, w jakich bytował przez większość swojego życia. One sprawiły to, że często prace Ruzamskiego stawały się swoistym ,,środkiem płatniczym” umożliwiającym mu przeżycie. Wpłynęło to niewątpliwied na jakość dzieł artysty, które są różnorakiej wartości. Nie wiemy dokładnie ile dzieł Ruzamski pozostawił po sobie. Dwie wojny światowe oraz tragiczne losy artysty rozporszyły jego dorobek twórczy i w znacznym stopniu zniszczyły go. Jego obrazy znajdują się w Muzeum Okręgpwym w Rzeszowie i Sandomierzu, w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, w Muzeum Pisemnosti w Pradze Czeskiej, w Muzeum E. Zegadłowicza w Gorzeniu, w warszawskiej ,,Zachęcie”, w Muzeum Książąt Lubomirskich i Mzeum Dzieduszyckich we Lwowie, oraz Państwowym Muzeum Oświęcimskim. Jedyna zwarta kolekcja obrazów artysty znajduje się w posiadaniu rodziny Onisków w Łodzi. Pojedyńcze prace artysty można spotkać w prywatnych domach i mieszkaniach w Tarnobrzegu i okolicy.

Zważywszy na dorobek i poziom artystyczny dzieł Ruzamskiego, oraz nietuzinkową postać artysty wydaje się celowym zapoznać z nimi szersze grono odbiorców.

Album, który oddajemy do rąk Czytelników jest pierwszą próbą szerszej prezentacji twórcy i jego dzieł. Siłą rzeczy prezentowane w nim prace są tylko wycinkiem z dorobku Ruzamskiego, mamy jednak nadzieję, iż pozwolą na wydobycie z niepamięci tej fascynującej postaci i odkrycie na nowo jego malarstwa.

Twórczość Ruzamskiego podzielić można na kilka okresów, związanych nie tylko z charakterem aktualnych zainteresowań artysty czy wyborem technik malarskich, ale również określonych miejscem jego pobytu i warunkami bytowymi. Biorąc pod uwagę te czynniki w dość naturalny sposób można mówić o okresie: charkowskim (bądź rosyjskim), krakowskim, lwowskim, tarnobrzeskim i oświęcimskim. Taki układ został zastosowany również przy grupowaniu wyboruu prac Ruzamskiego w niniejszym albumie; od prac okresu charkowskiego po ostatnie rysunki obozowe z Oświęcimia. Ukazujemy tu przekrój twórczości Ruzamskiego, prezentując wszystkie rodzaje jego malarstwa, abstrahujac jednocześnie od oceny ich poziomu artystycznego.

W pięciu grupach czasowo-geograficzznych uszerwgowano 70 obrazów w kolejności dat ich powstawania. W grupie I charkowskiej (rosyjskiej), dzieł pochodzących z lat 1914-1917, kiedy to artysta przebywał w charakterze jeńca cywilnego na terenach Rosji zamieszczono 9 reprodukcji. W grupie II krakowskiej, prezentujemy 10 dzieł pochodzących z lat 1918-1922, okresu pobytu Ruzamskiego w Krakowie po powrocie z Rosji. Grupa III lwowska, zawiera 15 reprodukcji z lat 1922-1928, z okresu, kiedy Ruzamski pracował jako asystent na Wydziale Architektury Politechniki Lwowskiej. W gruupie IV tarnobrzeskiej, najobszerniej prezentowanej w albumie, ukazano 34 reprodukcje dzieł pochodzących z lat 1928-1943, kiedy to artysta aż do momentu aresztowania przebywał w swoim domu przy ulicy Kościuszki 8 w Tarnobrzegu. Ostatnią V grupę oświęcimską, obrazują reprodukcje dwóch prac powstałych w latach 1943-1944, kiedy to Ruzamski przebywał jako więzień w KL Auschwitz.

Żywimy nadzieję, iż preznetowane w albumie reprodukcję będą w stanie rzucić światło na cały dorobek malarski Mariana Ruzamskiego, najwybitniejszzego malarza w dziejach Tarnobrzega.

Kilka prezentowanych w albumie dzieł, stanowią podobizny oryginałów, które zaginęły , i zachowały się do naszych czasów jedynie na czarno-białych fotografiach, stąd ich jakość jest inna od pozostałych.

***

W jednym z listów do Zegadłowicza, Ruzamski pisał: ,,Za lat 100000, kiedy Fidiasz i Szukalski będą uchodzić za współczesnych sobie dwu najstarożytniejszych – na ślad istnienia Ruzamskiego nawet najznakomitsi archeologowie nie będą w stanie natrafić”

Niech więc niniejszy album będzie nie tylko przypomnieniem postaci Mariana Ruzamskiego i jego twórczości, ale również działaniem zmierzającym do tego, by pamięć o tym ciekawym artyście przetrwała w kolejnych pokoleniach tarnobrzeżan i Polaków.

Alicja i Zbigniew Oniskowie
Tadeusz Zych

Jeszcze jeden erotyk Żechowskiego

Stefan Żechowski -Erotyk z faunem

[Być może i dzisiaj doczekałby się potępienia przez dewotów. C.B.]

Erotic Art of Żechowski

Erotic representations in the visual arts may be traced back to the Paleolithic and Neolithic Ages. They were at most of primarily religious, magic, fertility worship significance, never as a purpose in itself, but a vehicle for definite, understandable for everyone symbolism (spectacular statuettes of Venus dated 20 thousand years before, produced in whole Europe and being the embodiment of matriarchal Mother-Earth). The religious erotica lasted thousands of years, and is still acknowledged by the present tribes of Africa and Asia.

Lay erotica as a second inseparable trend of erotic art characterised art of ancient Greece, China, and modern Europe. It is Greece that introduced full male nude – let it be delicate, androgynous Apollo or thickset, muscular Hercules. In classical Greece also was reached – never repeated in future – perfect equilibrium between cold aestheticism of classicism and hot sensuality verging on bad taste, because not „disinterested”, according to Kant, but inducing luring desire of a viewed object. During Hellenistic Antiquity apollonian erotica changed into Dionysian sex patronised by Silenus, Satyr, Pan and Faun – it is documented that in that period mythological-pornographic representations were produced by Nikophanes or Parrhazios, and a female ideal became Venus Callipyge (with beautiful buttocks).

Late Rome and the Christian world primarily valued shyness in the modern sense, spiritualised beauty, stripped it of all sensuality. Except for Renaissance (the triumphal come back of human sensuality) only „elegant” painters of French Rococo of the 18th century, and for the very short time, dedicated themselves to the pure lay art, premeditated erotic, liberated. Neoclassicism once again paid attention to the Roman virtue, and the 19th century was overwhelmed by the Victorian Puritanism and, except for few examples Aubrey Beardsley including, Freudian smothering of artistic sexuality, which finds expression only in noble disguise of exotic romanticism (Eugène Delacroix) or academic correctness when a historical-biblical theme absolved an artist from painting with gusto a plump odalisque whose body a rich bourgeois delighted in on a wall of his apartment (Jean-Auguste Dominique Ingres, Adolphe William Bouguereau). The 20th century and the abstract art made definitely marginal erotic representations, excluding from the mainstream and depreciating them, and the whole erotic output was inherited by cinema and tabloids.

Stefan Żechowski starting during the 1930s his adult artistic career and from the beginning being unambiguously a great believer in art evidently realistic and an adversary of all abstract art, found himself in a very disadvantageous position. Having freed from an dominant influence of his admired master Stanisław Szukalski, seeking his individual style, very early took an interest in art centred on human sensuality, but accompanied by special surreal symbolism rooted in the artist’s introvert nature. Except for portraiture (imaginative, political and self portraiture including) documenting his draughtsman’s mastery, his subject matter and style hardly squared with both artistic state social realism after 1945 and European and American subsequent avant-garde, abstract or modern realistic, like pop-art and hyperrealism, movements. So out of necessity and by choice Żechowski became a recluse and artistic loner, an artist forgotten by art historians, and mainly in Poland, but not by collectors – thanks to personal interest of Andrzej Banach his erotic compositions could be appreciated by Europe.

Żechowski his pastel world of preferred palette filled with a struggle of sexes deprived of classical Greek equilibrium, because originally according to beliefs, impressions and idiosyncrasies of the artist, the struggle in advance is to lose by a man. In this world of unreal eroticism, except for some examples of more naturalistic sex, a woman dominates, the exaggerated woman, literally overwhelming with her luxuriant curves and matriarchal, cheerful despotism a spiritual, helpless man – Apollo, no Hercules. The woman is assisted in that captivating the man by a snake-like creature with or replaceable with death symbols, accompanying even lovers – the favourite motif of Żechowski of biblical-universal significance; it is not only catholic embodiment of sin, amoral sex going astray, but also very popular in many ancient cultures embodiment of possessive masculinity, phallic symbol of human procreation in contrast to god-like, solitary creation of Art.

With the delightful art of French Rococo the art of Żechowski has little in common, except for few, with premeditation imitating, beautiful examples as for dominant significance and atmosphere. The artist’s world is deprived of carefree joy of taking delight in sensual life, there is loneliness instead, insurmountable fear and waiting for the Evil as inseparable from the earth existence (frequent motif of a planet). Heavy atmosphere is created by colours – pink, white, yellow, grey, blue, light green accompanied by dark green, black, brown, dark brown, dark purple, muted red, navy blue. Żechowski’s men do not enjoy plump, Ruben’s-like beauties, because they know that the plump curves are not innocent, but mantis-like treacherous, sucking in the dark, like it was in the fin-de-siècle times when a woman could only be tempting to the Evil Eve.

The only pleasure of contemplating Żechowski must be brought by a viewer himself.

Iwona Rajkowska, based on the text in the catalogue of the exhibition Stefan Żechowski, National Museum in Kielce 1997

http://www.muzeumkielce.net/prezentacje/zechowski/erotyka.html

Śniłem swoją sztukę

Twórczość Stefana Żechowskiego kojarzona jest zwykle z przedwojennym skandalem obyczajowym: w 1937 roku stworzył on ilustracje do „Motorów” Emila Zegadłowicza, a kiedy książka ukazała się drukiem w 1938 roku, została natychmiast skonfiskowana przez Prokuraturę Krakowską, artysta zaś aresztowany za szerzenie pornografii.

Tymczasem to właśnie ilustracje książkowe należą do najlepszych jego dzieł. Ilustrował także m. in: „Zmory” i „Wrzosy” Zegadłowicza, „Na srebrnym globie” Żuławskiego, czy „Pawie pióra” Kruczkowskiego. Obok najbardziej znanego nurtu erotycznego tworzył także kompozycje wizjonersko symboliczne, portrety, obrazy o tematyce związanej z kobietą, sztuką, artystą, natchnieniem, miłością i śmiercią oraz kompozycje inspirowane literaturą i historią. Jego wybujała fantazja, daleko wyprzedzająca najśmielsze pomysły literatury science fiction, znalazła ujście w rysunkach snów, fantastycznych stworów, demonów, majaków i widziadeł.

Styl Stefana Żechowskiego wyrósł z tradycji XIX wiecznego akademizmu. Artysta zawsze ocierał się o kicz. Choć dzisiaj swoista perwersja, miotający się w ekstazie kochankowie, ckliwe czy ekstatyczne gesty, nastrój grozy i duchowe uniesienia śmieszą, wówczas były one mocno zakorzenione w wyobraźni artysty wychowanego na literaturze romantycznej i malarstwie XIX wieku. Indywidualność Żechowskiego sprawia, iż jest on zjawiskiem absolutnie osobnym i niezwykle interesującym. Dla szerszej publiczności artysta został „odkryty” przez Andrzeja Banacha, który w latach 60. zamieszczał jego ilustracje w encyklopediach i opracowaniach o sztuce erotycznej.

Za http://artandbusiness.onet.pl/3,1096500,rozne.html


Świątynie Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y – Ciężkowice Pod Czarownicą


Ciężkowice – Wzgórze Skała

Rezerwat przyrody nieożywionej Skamieniałe Miasto znajduje się w Ciężkowicach, położonych 46 kilometrów od Krakowa i  35  kilometrów od Tarnowa w województwie małopolskim. Rezerwat częściowy został utworzony w 1974 roku na północno-wschodnim stoku wzgórza Skała. Zajmuje powierzchnię 14,91 ha.
Skamieniały wodospad w Skamieniałym Mieście (zima)
Rezerwat powstał w celu ochrony terenu z licznymi malowniczymi grupami skał, które najczęściej mają kształty: ambon, baszt i grzybów. Formy skalne zbudowane są z piaskowca ciężkowickiego, który już przez ok. 30 mln lat (era kenozoiczna, epoka dolnoeoceńska) pojawia się w najbardziej typowej formie, czemu zawdzięczają swoją nazwę. Postępująca erozja i wietrzenie nadają tym skałom niepowtarzalne i niemal bajkowe kształty. Rozrzucone na wzgórzu małe i duże formy skalne sprawiają wrażenie ruin dawnego grodu (Golec, Mikoda i  in 1995). Niektóre z nich posiadają zwyczajowe nazwy: Skałka z krzyżem, Grzybek, Baszta, Piramidy, Grunwald, Ratusz, Czarownica i inne.
Skała Grunwald – jedno ze świętych miejscCiężkowic – foto Petroslavrz
Wiele jest legend i podań ludowych związanych ze Skamieniałym Miastem i z poszczególnymi skałami. Według jednej z legend skałki powstały na skutek rzuconej klątwy na mieszkańców za ich niegodziwe postępowanie. Inna legenda głosi, że dawno temu w grodzie tym, którego panem był książę Cieszko, schroniło się strwożone dziewczę, umykające przed swym prześladowcą, panem z Rożnowa. Niestety chciwy Cieszko za cenę z sąsiadującymi Mieszkowicami (tak zwano niegdyś Ciężkowice) wsi Kąśna zdecydował się wydać niebogą okrutnemu prześladowcy, łamiąc tym samym święte i odwieczne prawo gościnności. W chwili, gdy transakcja miała dojść do skutku, miasto wraz z mieszkańcami skamieniało.

Stąd też wzięła się nazwa tego miejsca, a obecnie nazwa rezerwatu. Na terenie rezerwatu Skamieniałe Miasto znajduje się również Pomnik Przyrody „Wodospad” o wysokości 10 m.  Aby dojść do Wodospadu należy udać się wąwozem o długości 40 m i szerokości 1-2 m, który otoczony jest na kilkanaście metrów wysokimi ścianami skalanymi. Legenda głosi, że początek strumykowi tworzącymi wodospad dają łzy rozpaczy dziewczyny wydanej przez Cieszka, wbrew prawu gościnności, rycerzowi z Rożnowa. Nieszczęśliwa dziewczyna, śpiąc w skalnej pieczarze, nadal wylewa strumienie łez. Wodospad jest malowniczy o każdej porze roku, zarówno w okresach znacznego przyboru wody, a także w zimie, kiedy woda zamarza i tworzy bajkową scenerię wąwozu.

Trasę zwiedzania  rezerwatu Skamieniałego Miasta, najlepiej rozpocząć idąc wzdłuż niebieskiego szlaku znajdującego się przy trasie Tarnów-Gorlice.
[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

[foto -  http://kolumber.pl/photos/show/place:39699]

Wodospad w Skamieniałym Mieście

Wodospad 2

Rzeka Biała w czasie powodzi

Jednakże prawdziwym sanktuarium jest okolica Czarownicy

Czarownica jest zaliczana do skamieniałego miasta, ale leży nad samą rzeką, po drugiej stronie szosy.

Czarownica

Tutaj odbywaliśmy słowiańskie obrzędy letnie z rodzicami Anny w roku 1970 i bywaliśmy często do 1973, przez 4 lata z rzędu, dopóki rzeka Biała i jej okolice były na tyle dzikie i mało uczęszczane, że można było się opalać nago i pływać nago.

Kąclowa – Okolice Ciężkowic – Rzeka Biała, w normie

Tutaj jeszcze przed II Wojną Światową i w jej czasie Stanisław Pagaczewski i Julian II   spotykali się Włodzimierzem Tomkiem (twórcą muzeum przyrodniczego i leśnikiem), który trzymał w domu słynnego, wojowniczego  Kruka zamiast psa oraz z Duszanem Jurkowiczem – Strażnikiem Wiary Przyrodzonej (Rodzimej) Słowiańskiej, który był projektantem i wykonawcą cmentarza z okresu I Wojny Światowej Nr 141 w Ciężkowicach

Cmentarz Nr 141 – Ciężkowice (projekt Duszan Jurkowicz)


Okolice Ciężkowic


Kąclowa jest wsią podmiejską położoną w uroczej dolinie i na wzgórzach wzdłuż rzeki Białej, będącej dopływem Dunajca, stąd zwana jest mianem Białej Dunajcowej, albo też Białej Grybowskiej. Wieś położona jest na pograniczu Beskidu Sądeckiego i Niskiego. Miejscowość położona jest na wysokości 340 – 400 n.p.m. Od strony wschodniej otoczona jest masywem Chełmu (779 m), od zachodu osłania ją Modynianka (679 m) i Jaworze (882 m) , od północy Rosochatka (753 m), Pogórze Rożnowsko-Cięzkowickie i masyw Maślanej Góry (747 m), Zielonej Góry (702 m), a od południa Mała Kiczerka (545 m), Dział (682 m), Ubocz (620 m) i Wojenna Góra (794 m). Im dalej na południe masywy Beskidu Niskiego są coraz wyższe i osiągają wysokość 997 m na Lackowej, piętrzącej się nad źródliskami rzeki Białej.


Skamieniałe Miasto okiem Kiry

Widok ze Wzgórza Skała

 [foto Kira Białczyńska] 

Skamieniałe Miasto




[foto Kira Białczyńska] 

[foto Kira Białczyńska]
[foto Kira Białczyńska] 

[foto Kira Białczyńska]

[foto Kira Białczyńska]

[foto Kira Białczyńska] 

[foto Kira Białczyńska] 

[foto Kira Białczyńska] 

[foto Kira Białczyńska] 

[foto Kira Białczyńska]


[foto Kira Białczyńska]
[foto Kira Białczyńska] 


Witold Pruszkowski (1846 – 1896)- Strażnik Słowiańskiej Wiary


Witold Pruszkowski – Wiosna [Jaruna – Bogini Wiosna . C.B.]

W oficjalnych biografiach Witolda Pruszkowskiego tego nie znajdziecie, ale doszukacie się tam iż studiował u Jana Matejki, że spotykał się i był blisko (mimo samotniczego trybu życia) z Jackiem Malczewskim, że mieszkał w Krakowie i w podkrakowskim Mnikowie – przepięknej malowniczej dolinie, która musi nastrajać romantycznie każdego kto tutaj choć jeden raz w życiu spędzi kilka godzin.

Witold Pruszkowski – Smok Wawelski [Smok Góry Onawielnej – Wela: Wąwóz Wąwel i Wizunas. C.B.]

Ja od siebie mogę wam dopowiedzieć z naszego rodzinnego archiwum, że był także blisko z Julianem Pagaczewskim I Browarnikiem i jego żoną Michaliną z Zarewiczów Pagaczewską, bywał i często rozmawiał z Ludwikiem Zarewiczem, bywał u Sułkowskich i Białczyńskich, poznał bliżej młodego wówczas Stanisława Wyspiańskiego, ale również znanego słowackiego Strażnika Wiary Duszana Jurkowicza, który miał wpływ na jego duchowe ukształtowanie nie mniejszy niż kresowe pochodzenie Pruszkowskiego, jego Kijowskie doświadczenia magiczne z dzieciństwa i późniejsze kontakty z zięciem Adama Mickiewicza w Paryżu, długie rozmowy o Poetach Romantykach i ich posłannictwie, o Juliuszu Słowackim.

Witold Pruszkowski -Krajobraz księżycowy [wzejście Chorsa. C.B.]

Twórczość Juliusza Słowackiego, którego osoba jako Strażnika Wiary Słowiańskiej nie wymaga specjalnej dokumentacji, gdyż dokumentuje to całe jego życiowe dzieło, wywarła duży wpływ na malarstwo Witolda. Miał także okazję poznać w czasie pobytu w Monachium Bronisława Terntowskiego na rok przed jego tajemniczą śmiercią, jako młody nieukształtowany człowiek, a także przez czas pobytu i nauki poznać szczególnie blisko twórczość wielkiego symbolisty, ale też piewcy pogańskiej tradycji greckiej i rzymskiej, Szwajcara – Arnolda Böcklina (którego obrazy prezentujemy na innych stronach tego BLOGU: w obrazach miejsc welańskich czy w wizerunkach inogów) i zetknąć się oraz wymieniać poglądy ze współpracownikami Trentowskiego, z jego Loży Masońskiej.

Witold Pruszkowski -Wodnice

W biografiach pisze się, że Witold Pruszkowski był spóźnionym romantykiem i że jego malarstwo to rodzaj poetyckiej fantastyki. To nie jest prawda, a raczej jest to tylko prawda częściowa, powierzchowna tzw. półprawda czyli kłamstwo. Witold Pruszkowski z całą świadomością i premedytacją wybrał (podobnie jak wielu innych malarzy – Grottger, Malczewski, ale choćby i Arnold Böcklin), jedyną konwencję malarską, która pozwalała mu wypowiedzieć się szczerze w kwestii Słowiańskiej Wiary. Na tyle na ile pozwalała mu osobista odwaga, dokumentował w swoim malarstwie Wiarę Przyrodzoną Słowiańską, malował sceny nadprzyrodzone, momenty magiczne i święte, związane z Przyrodą i starał się uchwycić tego Świętego Ducha, który sączy się w Rzeczywistość wraz ze starymi opowieściami, magiczną poezją, tradycją ludową,  poprzez czarodziejskie chwile i poprzez zaczarowane krajobrazy współgrające barwą i dźwiękiem oraz zapachem z artystyczną duszą i wyobraźnią każdego Człowieka.

Witold Pruszkowski – Zaduszki

Pamiętajmy, że żył w czasach kiedy być Katolikiem znaczyło być Patriotą i Prawdziwym Polakiem, więc pod presją swoistej „cenzury”. Tak samo jak później Stanisław Wyspiański, czy inni następcy, w mniejszym lub większym stopniu kamuflował więc swoje dzieła. Czynił to zresztą w stopniu minimalnym nie tytułując wprost swoich obrazów, ale w ich treści był absolutnie szczery i przedstawiał z godną docenienia bezpośredniością , całą duchową spuściznę Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej. Żył krótko – tylko 50 lat (Juliusz Słowacki 40, Adam Mickiewicz 57, Stanisław Wyspiański 38), tym bardziej chwała mu za to czego dokonał i co po sobie pozostawił.

Witold Pruszkowski – Kwiat paproci

Witold Pruszkowski – jak przeczytacie w życiorysach – odwiedził Lwów, ale nie przeczytacie tam że podczas pobytu u rodziny we Lwowie odwiedził dom Tillów i profesora Ernesta Tilla, którego był rówieśnikiem – a odwiedził, nie przeczytacie że był w Uhercach a był, nie przeczytacie, że zdążył też poznać młodego  – studiującego wówczas historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim – Juliana II Pagaczewskiego, który później był osobą zawsze bardzo wysoko oceniającą dorobek twórczy Witolda Pruszkowskiego. Piszę wam to wszystko żebyście wiedzieli, że każdy człowiek – zwłaszcza ten którego życie uwieczniają Encyklopedyści – po pierwsze ma też biografię nieoficjalną, o której bywa że się milczy nawet ją oficjalnie znając i wiedząc o konkretnych epizodach, ale po drugie ma też biografię zupełnie prywatną, nie odnotowaną we własnych dziennikach, wspomnieniach bliskich, lecz zapamiętaną być może, opowiedzianą i zapisaną w dziejach innych rodzin i osób, które pewnego dnia mogą wiedzę o nich przekazać innym. Tak też Julian II Pagaczewski opowiedział o Witoldzie Pruszkowskim i Jacku Malczewskim oraz o innych osobach bywających w domu Pagaczewskich – Stanisławowi i Michalinie II oraz Marii Pagaczewskim, a oni potem opowiedzieli to swoim dzieciom.

Witold Pruszkowski -Spadająca Gwiazda [Welesożar. C. B.]

Powyższa prawda dotyczy zwłaszcza dziejów Strażników Wiary Słowiańskiej Przyrodzonej, członków Świętego Koła Światowida, Wielkiej Emigracji Paryskiej, Szczepu Rogate Serce, ludzi którzy musieli żyć ze swoją Wiarą pod szczególnym naciskiem katolickiej i patriotycznej „cenzury”, którzy na co dzień musieli często występować przeciwko własnym rodzinom i najbliższej społeczności, czy grupie rówieśniczej.


Witold Pruszkowski -Bachantka [Kupalnocka. C.B.]

Z Wikipedii

Witold Pruszkowski (ur. 1846 r. w Berszadzie koło Odessy, zm. 1896 r. w Budapeszcie) – polski malarz.

Urodził się w Berszadzie, dzieciństwo spędził w Odessie i Kijowie. Uczył się malarstwa i rysunku początkowo w Paryżu u Tadeusza Góreckiego, zięcia Adama Mickiewicza. W latach 1869-1872 studiował w Akademii monachijskiej, w latach 1872-1875 u Jana Matejki w krakowskiej SSP. W 1882 osiadł w miejscowości pod Krakowem – w Mnikowie. Wraz z bratem podróżował po Algierze, Tunisie i Włoszech. Swoje prace regularnie wystawiał w Krakowie, Warszawie i Lwowie. W 1892 został przewodniczącym komitetu budowy pomnika Artura Grottgera.

Malował wiejskie sceny rodzajowe, obrazy o tematyce z baśni, legend i wierzeń ludowych, łączące realistyczny sposób przedstawiania z romantyczną fantastyką i nastrojowością, a także poetyckie wizje inspirowane dziełami Słowackiego, Krasińskiego i Chopina oraz subtelne, melancholijne pejzaże. Tworzył wnikliwe i niekonwencjonalne portrety. Oprócz techniki olejnej posługiwał się pastelami.

Przed śmiercią przez kilka lat chorował. Znaleziono go na dworcu w Budapeszcie, po tym jak bez słowa zniknął odwiedzając rodzinę w Kołomyi, po dwóch dniach zmarł w szpitalu.

Witold Pruszkowski -Na zesłanie, w Sybir

Jednym z najbardziej znanych obrazów Pruszkowskiego jest „Na zesłanie w Sybir” (zwany też „Pochód na Sybir”) z ok. 1893r. Obraz znajdujący się do końca II wojny światowej w polskich zbiorach we Lwowie, po zakończeniu działań wojennych został bezprawnie przywłaszczony (wraz z innymi bezcennymi przedmiotami dziedzictwa polskiego) przez Ukraińców i obecnie znajduję się we Lwowskiej Galerii Sztuki.

Witold Pruszkowski – Sielanka

O Witoldzie Pruszkowskim – wstęp do wystawy w Muzeum Narodowym 2005

Dzieciństwo spędził w Odessie i Kijowie. Jego młodzieńcze ideały estetyczne kształtowały się w kręgu kultury klasycznej. W 1860 Pruszkowscy, po krótkim pobycie w Szwajcarii i Belgii, przenieśli się do Francji, gdzie początkowo zamieszkali w Dieppe. Na przełomie 1866/67 roku osiedli w Paryżu. Tu Witold rozpoczął naukę malarstwa u popularnego portrecisty, Tadeusza Goreckiego.

W latach 1868-72 studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, pod kierunkiem Hermanna Anschütza, Alexandra Strähubera i Alexandra Wagnera. W tym okresie po raz pierwszy zetknął się z polską literaturą romantyczną, która wywarła istotny wpływ na jego późniejszą twórczość, a także przyswoił sobie pewne cechy nastrojowo-symbolicznego malarstwa Arnolda Böcklina.

Witold Pruszkowski – Ofiarowanie korony Piastowi, Dwaj Aniołowie [Nawiedzenie Piasta przez Niebian; zwracają uwagę cztery a nie dwie istoty w bieli, obecne na obrazie – To Bogowie Ładu Świata – C.B.]

W 1872 przybył do Krakowa, aby kontynuować naukę u Jana Matejki, który właśnie w tym czasie obejmował stanowisko dyrektora tamtejszej Szkoły Sztuk Pięknych. Pomimo szacunku, jakim darzył Matejkę, nie poddał się jego wpływom artystycznym. Świadczy o tym malowany pod kierunkiem mistrza, jedyny w dorobku artysty obraz o tematyce historycznej, przedstawiający „Ofiarowanie korony Piastowi” (1872-75). Pomimo zbliżonej do kompozycji Matejki aranżacji wielofiguralnej sceny, dzieło Pruszkowskiego odróżnia się już samym wyborem tematu odwołującego się do legendarnych dziejów Polski, a także obecnością istot nadprzyrodzonych oraz poetycką nastrojowością, którą współtworzy rozbudowana partia letniego pejzażu i światło modelujące zjawiskowe postacie aniołów.

Witold Pruszkowski – Wizja

Od 1872 Pruszkowski regularnie uczestniczył w wystawach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, często wystawiał również w lwowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych (od 1875) i warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych (od 1876), a od 1880 w Salonie Aleksandra Krywulta. Wielokrotnie brał udział w wystawach międzynarodowych, m.in. w Paryżu (1881), Monachium (1879), Berlinie (1891, 1895, 1896 – złoty medal II klasy za pastel „Pochód na Sybir”), Chicago i San Francisco (1893 – srebrny medal za pastel „Zaloty”). Po ukończeniu studiów w 1876, przez kilka lat mieszkał w Krakowie. W tym okresie nawiązał bliskie kontakty z Jackiem Malczewskim, które z czasem przerodziły się w serdeczną przyjaźń. Należał do inicjatorów i współorganizatorów Koła Literacko-Artystycznego założonego w 1881. Rok później osiadł z rodziną w podkrakowskim Mnikowie. W 1890 spędził dłuższy okres u rodziny we Lwowie, a w 1891 towarzyszył bratu w podróży do Afryki (Algier, Tunis). W drodze powrotnej odwiedził również Włochy. Od 1894 zmagał się z nieuleczalna chorobą, która doprowadziła do kalectwa i śmierci. Mimo to, niemal do końca nie rozstawał się z pędzlami i paletą. We wrześniu 1896 udał się z rodziną do krewnych w Kołomyi, skąd wyjechał bez pożegnania w nieznanym kierunku. Odnaleziony na dworcu w Budapeszcie w stanie skrajnego wyczerpania, został przewieziony do tamtejszego szpitala, gdzie po kilku dniach zmarł.

Witold Pruszkowski – Zmierzch


Pruszkowski był artystą wszechstronnym w wyborze tematyki oraz konwencji stylistycznych, z równym mistrzostwem posługiwał się techniką olejną i pastelową. Był typem samotnika, tworzył w odosobnieniu i skupieniu, nigdy nie pokazywał nie ukończonych prac, a w jego malarstwie bardzo mocno uzewnętrzniały się osobiste przeżycia, wzruszenia i nastroje. Podczas pobytu we Francji poznał najnowsze osiągnięcia sztuki europejskiej, co w dużej mierze wpłynęło na ukształtowanie jego skomplikowanej osobowości twórczej, w której malarska wrażliwość na światło i kolor łączyła się z zamiłowaniem do fantastyki, a skłonność do romantycznego mistycyzmu i spotęgowanej ekspresji w scenach patriotyczno-martyrologicznych z umiejętnością realistycznej obserwacji rzeczywistości. Dojrzała twórczość artysty, rozwijająca się w okresie ok. 1875-1894, stworzyła swoisty pomost między spuścizną wielkiej poezji romantycznej a symbolistyczną sztuką Młodej Polski.

Witold Pruszkowski – Kiedy ranne wstają zorze. [Kiedy ranna wstaje Zorza. C.B.]


W1876 Pruszkowski wyjechał do Mogiły, otrzymawszy zlecenie na wykonanie polichromii kaplicy Matki Boskiej w klasztorze cystersów. Pod wpływem pierwszego dłuższego pobytu na wsi w jego malarstwie pojawiły się motywy rodzajowe z życia ludu, a także obrazy inspirowane ludowymi baśniami i wierzeniami. Pierwszy z tych nurtów tematycznych otwiera kompozycja zatytułowana „Kiedy ranne wstają zorze” (1876). Mali pastuszkowie śpiewający Bogu poranną pieśń stają się w interpretacji Pruszkowskiego łącznikiem między tym co ziemskie i nadprzyrodzone, ich żarliwa modlitwa kieruje myśli ku niezmiennej choć nieuchwytnej zmysłowo obecności w naturze jej Stwórcy. Malarskie wrażenie światła delikatnie rozpraszającego mrok nocy jest tu głównym środkiem ekspresji, stwarzającym elegijny, pełen zadumy nastrój, w którym ujawnia się kontemplacyjny stosunek artysty do natury i ukazanego na jej tle życia ludzi.

Witold Pruszkowski – Eloe [Pamięć Zaświatów. C. B.]

W podobnej poetyckiej aurze utrzymana jest „Sielanka” (1880), ukazująca parę dzieci zatopioną w nocnej ciszy, którą zdaje się ożywiać tylko delikatny dźwięk melodii wygrywanej na fujarce. Intuicyjna, niemal biologiczna więź dzieci ze światem natury została zaakcentowana również w obrazie „Noc świętojańska” (1875), nawiązującym do romantycznej w swojej genezie fascynacji tajemniczym światem ludowych baśni i legend. Artysta wykorzystał tu baśniowy motyw poszukiwania w mrocznych ostępach leśnych cudownego kwiatu paproci, zapewniającego moc, bogactwo i szczęście.

Witold Pruszkowski – Rusałki

Do wyobraźni Pruszkowskiego, swobodnie przekraczającej granice świata realnego i fantazji, bardzo mocno przemawiała przekazywana przez pokolenia „pieśń gminna”, w której przechowały się prastare wierzenia zbudowane wokół archetypów dobra i zła, prawdy i kłamstwa, cnoty i występku. Dał temu wyraz w całej serii dzieł, które przenika nastrój poetyckiej tajemniczości podkreślony baśniowym typem krajobrazu – mrocznego gąszczu sitowia („Rusałki”, 1877), leśnej gęstwiny o wybujałych roślinach i ekspresyjnie poskręcanych konarach drzew („Spowiedź Madeja”, ok. 1879), nocnej poświaty księżyca odbitej od lustra jeziora („Nimfy”, ok. 1877) czy ciemnej pieczary ozdobionej girlandami kwiatów („Smok wawelski”, 1884).

Witold Pruszkowski – Spowiedź Madeja

Istoty nadprzyrodzone – rusałki, nimfy, uskrzydlony smok – zaludniające te baśniowe krajobrazy zazwyczaj przybierają zdumiewająco cielesną, niekiedy kusząco zmysłową postać, odtwarzaną z zachowaniem reguł realistycznego obrazowania. Dopiero w późniejszych dziełach artysty postacie fantastyczne ukazywane są bardziej zjawiskowo, nie tak dosłownie i materialnie („Spadająca gwiazda”, 1884; „Wiosna”, 1887; „Świtezianka”, ok. 1887).

Witold Pruszkowski – Zmierzch 2 [Zmierzchnica. C.B.]


Pruszkowski, ów spóźniony romantyk polskiego malarstwa, jako pierwszy wprowadził do niego na poły realne na poły zjawiskowe istoty, naznaczone stygmatem śmierci (tryptyk „Zaduszki”, 1888; II część tryptyku „Zaczarowane skrzypce – Janko Muzykant”, ok. 1894-96). Bohaterka tryptyku „Zaduszki” swobodnie przekracza granicę doczesnego i „tamtego” świata, aby odwiedzić matkę pogrążoną w żalu po jej śmierci. Jej jakby zalękniona postać zdaje się rozpływać we mgle i bladej poświacie księżyca, jawi się nam – niczym bohaterka utworu Juliusza Słowackiego „Do pastereczki, siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad oceanem” – jako „stróżka i duch mogiły”. I podobnie jak w wierszu romantycznego poety, nierealna przejrzystość i lekkość tej zjawy „bez krwi i ciała” w jakiś przedziwny sposób rozświetla i napełnia ciepłem ponurą scenerię cmentarza.

Witold Pruszkowski – Wierzba, Po zachodzie Słońca

Tryptyk „Zaczarowane skrzypce”, malowany przez śmiertelnie chorego artystę, to nie tylko ilustracja noweli Henryka Sienkiewicza o utalentowanym, wiejskim chłopcu, który życiem zapłacił za miłość do muzyki. Jego tragiczny los Pruszkowski ukazał w szerszym symbolicznym kontekście odwołującym się do społecznej i duchowej kondycji artysty. Przedstawiając postać pastuszka wsłuchanego w muzykę przyrody, którą próbuje odtworzyć w granej na skrzypcach melodii, w metaforyczny sposób odwołał się także do istoty i źródeł twórczego natchnienia („Pastuszek I” część tryptyku „Zaczarowane skrzypce”, ok. 1894-96).

Witold Pruszkowski – Świt


Po osiedleniu się na wsi Pruszkowski bardzo szybko nawiązał bliski kontakt z okolicznymi mieszkańcami, bywał z nimi w polu, w szynku i na jarmarku, często wspierał w trudnych sytuacjach radą i pomocą finansową; sam na codzień nosił kozacko-chłopski strój, w którym też przedstawił siebie w „Autoportrecie” z 1893. O jego głębokim wniknięciu w specyfikę życia wsi, zarówno szarzyzny jej dnia codziennego, jak i odświętnej obrzędowości, świadczą takie obrazy, jak: „Przy studni” (1882), „Niedziela zielna” (1889, obecnie zaginiony) czy „Zaloty” (ok. 1893), z doskonałym wyczuciem ukazujące lokalny folklor, stroje i zwyczaje. W tym nurcie twórczości artysty najmocniej ujawniło się jego przywiązanie do środków warsztatowych właściwych malarstwu realistycznemu.


Witold Pruszkowski Zaloty

W malarstwie pejzażowym Pruszkowskiego obserwujemy specyficzne połączenie realistycznych form wyrazu ze skłonnością do romantycznej w swojej genezie symboliki, do nadawania malarskim wizjom wymiaru metafory, w której kryje się głębokie odczucie całego uniwersum – człowieka, natury, spraw doczesnych i ostatecznych. Podczas studiów w Monachium artysta poddał się wpływom elegijno-nastrojowego nurtu malarstwa stimmungowego. Malując pejzaże chętnie wybierał porę przełomu między dniem i nocą, kiedy mgliste światło wywołuje nastrój nieokreślonego smutku i tęsknoty („Świt”, 1881; „Zmierzch”, ok. 1881; „Kurhany w nocy”, ok. 1886; „Wierzby na moczarach”, 1887; „Wierzby”, ok. 1890; „Wianki”, ok. 1891). Niezwykle sugestywny nastrój tych obrazów płynie z delikatnego zamglenia, niedopowiedzenia form, budowanych miękkimi plamami stłumionych barw o subtelnych przejściach walorowych, dzięki czemu ewokują one aurę kontemplacyjnej zadumy, skłaniającą widza do snucia własnych refleksji lub marzeń. Inny, dramatyczny w wyrazie efekt wywołuje pastelowe studium wierzby ekspresyjnie wygiętej nad rozległym wodnym rozlewiskiem, skąpanym w czerwonej łunie zachodzącego słońca („Wierzba”, ok. 1890). Ciekawym eksperymentem o impresjonistycznym rodowodzie była w twórczości Pruszkowskiego seria trzech pejzaży ukazujących ten sam wycinek natury w odmiennym oświetleniu, uwarunkowanym porą dnia i rodzajem pogody („Sad”, ok. 1890, trzy wersje).

Witold Pruszkowski – Kurhany w nocy


Ważne miejsce w dorobku artystycznym Pruszkowskiego zajmowały dzieła o tematyce patriotyczno-martyrologicznej, w dużej mierze inspirowane polską poezją romantyczną. Najsilniejszy wpływ na wyobraźnię artysty wywarł poemat Słowackiego „Anhelli” (1837), niezwykle malarski w sposobie kreowania poetyckiej wizji, nawiązujący do idei ofiary i zmartwychwstania narodu poprzez metaforę losu sybirskich zesłańców („Śmierć Anhellego”, 1879; „Anhelli”, 1889; „Śmierć Ellenai”, ok. 1892; „Eloe”, 1892). Większość tych przedstawień ukazana jest w scenerii bezkresnego, śnieżnego pustkowia Sybiru, a ich wizjonerską aurę podkreśla obecność zwiewnej, utworzonej jak gdyby z mgły i śnieżnego pyłu postaci Eloe – pochylającej się nad martwym ciałem Anhellego w krwawym blasku polarnej zorzy lub ukazanej jako opiekunka grobów w błękitnej poświacie zimowej nocy. Wobec prostoty ujęć kompozycyjnych i szkicowości swobodnie kształtowanej, zacierającej szczegóły materii malarskiej głównym środkiem ekspresji w tych obrazach staje się kolorystyka, sprowadzona do podstawowych barw bieli, czerwieni i błękitu, którym Pruszkowski nadaje symboliczne znaczenie. Bardziej konkretny, bliższy realistycznej opisowości charakter ma scena śmierci Ellenai. Tu również, przy dyskretnie zróżnicowanej tonacji brązów i szarości, zabarwiony czerwienią promień światła padający na martwe ciało wygnanki decyduje o ekspresji obrazu, nadaje elegijny, niemal mistyczny wymiar tej scenie. Patriotyczno-martyrologiczny nurt w malarstwie Pruszkowskiego współtworzą takie obrazy, jak „Unitka” (1888) czy powtórzony w trzech wersjach (olejnej i dwóch pastelowych) „Pochód na Sybir” (1892-93), prawdopodobnie inspirowany dziełem Grottgera o tym samym tytule, lecz mniej dosłowny w sposobie ukazania wędrówki zesłańców przez śnieżną otchłań „nieludzkiej ziemi”, nad którą góruje słup graniczny z godłem carskiej Rosji. Wymiar symbolicznej metafory uogólniającej los narodu w kontekście idei mesjanistycznej zyskała mgławicowa, fantastyczna „Wizja” malowana wg „Przedświtu” Zygmunta Krasińskiego – barwny korowód władców, rycerzy, chłopów podążający za świetlistą postacią Matki Boskiej Królowej Polski.

Odrębny, niezwykle bogaty nurt twórczości Pruszkowskiego stanowiły portrety przedstawiające członków rodziny i przyjaciół, a także mieszkańców wsi, wśród których żył (artysta nigdy nie przyjmował zamówień na wizerunki obcych sobie ludzi). Poczynając już od lat 70. w jego portretach ujawniły się wpływy twórczości Edouarda Maneta, a także zdobycze kolorystyczne wczesnego impresjonizmu („Portret zony malarza z woalką”, 1877; „Portret dziewczynki”,1888). Dzięki tym inspiracjom artysta zdecydowanie zerwał z konwencjonalnym typem wizerunków ukazujących postacie starannie upozowane we wnętrzach lub na neutralnym tle. Był jednym z pierwszych malarzy, którzy wprowadzili do sztuki polskiej portret człowieka w plenerze, tym zwyczajnym, zaobserwowanym w codziennej sytuacji, a nie udramatyzowanym, imaginacyjnym krajobrazie romantyków. Takim jest „Portret siostry artysty” (1875), ukazujący modelkę na tle bujnej roślinności ogrodu, zwracający uwagę niekonwencjonalnym sposobem ujęcia postaci – młoda kobieta widoczna od tyłu, jak gdyby pod wpływem nagłego impulsu zwraca głowę w stronę widza. Do mistrzowskich osiągnięć Pruszkowskiego w dziedzinie portretu należy niezwykle oszczędny pod względem malarskim wizerunek „Kazimierza Bartoszewicza” (1876), przedstawiający postać jak gdyby przypadkiem uchwyconą w czasie przechadzki w zimowym plenerze. Swoboda malarskiej faktury gęstych farb, nakładanych z rozmachem, szerokimi plamami podkreśla świeży, spontaniczny charakter „Portretu Stefanii Fedorowiczowej” (1878). Najbliższy dziełom Maneta „Portret Stefanii Fedorowiczowej na otomanie” (1879), również malowany szeroko i swobodnie, zrywał z tradycyjną konwencją dookreślania poprzez elementy wnętrza pozycji społecznej osoby portretowanej. Skontrastowane z głęboką, „manetowską” czernią sukni modelki elementy tła – wzorzysta tapeta, obicie otomany, narzucona na jej oparcie czerwona tkanina – stanowią tu jedynie zespół plam barwnych określających strukturę kolorystyczną obrazu, delikatnymi refleksami wzbogacających świetlistą karnację twarzy oraz biel koronkowego kołnierzyka. Przy wyraźnym skoncentrowaniu uwagi na rozstrzygnięciu problemów kolorystyczno-świetlnych, artysta nie rezygnuje jednak z wnikliwej charakterystyki postaci. Widoczne w twórczości Pruszkowskiego już w latach 70. XIX w. nowatorskie cechy przedstawień portretowych – niekonwencjonalny sposób ujęcia modela, swobodna szkicowość techniki malarskiej podkreślająca ulotny, wrażeniowy charakter obrazu – wyznaczyły jeden z kierunków dalszej ewolucji tego gatunku w sztuce polskiej, chociaż artysta nie znalazł bezpośrednich naśladowców.

Autor: Ewa Micke-Broniarek, Muzeum Narodowe w Warszawie, luty 2005

Witold Pruszkowski (ur. 1846 r. w Berszadzie koło Odessy, zm. 1896 r. w Budapeszcie) – polski malarz.

Urodził się w Berszadzie, dzieciństwo spędził w Odessie i Kijowie. Uczył się malarstwa i rysunku początkowo w Paryżu u Tadeusza Góreckiego, zięcia Adama Mickiewicza. W latach 18691872 studiował w Akademii monachijskiej, w latach 18721875 u Jana Matejki w krakowskiej SSP. W 1882 osiadł w miejscowości pod Krakowem – w Mnikowie. Wraz z bratem podróżował po Algierze, Tunisie i Włoszech. Swoje prace regularnie wystawiał w Krakowie, Warszawie i Lwowie. W 1892 został przewodniczącym komitetu budowy pomnika Artura Grottgera.

Malował wiejskie sceny rodzajowe, obrazy o tematyce z baśni, legend i wierzeń ludowych, łączące realistyczny sposób przedstawiania z romantyczną fantastyką i nastrojowością, a także poetyckie wizje inspirowane dziełami Słowackiego, Krasińskiego i Chopina oraz subtelne, melancholijne pejzaże. Tworzył wnikliwe i niekonwencjonalne portrety. Oprócz techniki olejnej posługiwał się pastelami.

Przed śmiercią przez kilka lat chorował. Znaleziono go na dworcu w Budapeszcie, po tym jak bez słowa zniknął odwiedzając rodzinę w Kołomyi, po dwóch dniach zmarł w szpitalu.

Jednym z najbardziej znanych obrazów Pruszkowskiego jest „Na zesłanie w Sybir” (zwany też „Pochód na Sybir”) z ok. 1893r. Obraz znajdujący się do końca II wojny światowej w polskich zbiorach we Lwowie, po zakończeniu działań wojennych został bezprawnie przywłaszczony (wraz z innymi bezcennymi przedmiotami dziedzictwa polskiego) przez Ukraińców i obecnie znajduję się we Lwowskiej Galerii Sztuki.

Pruszkowski Witold

„Krajobraz księżycowy”, ok. 1870, olej, płotno, fot. Tomasz Szemalikowski
dzięki uprzejmości
Muzeum Górnośląskiemu w Bytomiu


Dzieciństwo spędził w Odessie i Kijowie. Jego młodzieńcze ideały estetyczne kształtowały się w kręgu kultury klasycznej. W 1860 Pruszkowscy, po krótkim pobycie w Szwajcarii i Belgii, przenieśli się do Francji, gdzie początkowo zamieszkali w Dieppe. Na przełomie 1866/67 roku osiedli w Paryżu. Tu Witold rozpoczął naukę malarstwa u popularnego portrecisty, Tadeusza Goreckiego.

W latach 1868-72 studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, pod kierunkiem Hermanna Anschütza, Alexandra Strähubera i Alexandra Wagnera. W tym okresie po raz pierwszy zetknął się z polską literaturą romantyczną, która wywarła istotny wpływ na jego późniejszą twórczość, a także przyswoił sobie pewne cechy nastrojowo-symbolicznego malarstwa Arnolda Böcklina.

W 1872 przybył do Krakowa, aby kontynuować naukę u Jana Matejki, który właśnie w tym czasie obejmował stanowisko dyrektora tamtejszej Szkoły Sztuk Pięknych. Pomimo szacunku, jakim darzył Matejkę, nie poddał się jego wpływom artystycznym. Świadczy o tym malowany pod kierunkiem mistrza, jedyny w dorobku artysty obraz o tematyce historycznej, przedstawiający „Ofiarowanie korony Piastowi” (1872-75). Pomimo zbliżonej do kompozycji Matejki aranżacji wielofiguralnej sceny, dzieło Pruszkowskiego odróżnia się już samym wyborem tematu odwołującego się do legendarnych dziejów Polski, a także obecnością istot nadprzyrodzonych oraz poetycką nastrojowością, którą współtworzy rozbudowana partia letniego pejzażu i światło modelujące zjawiskowe postacie aniołów.

Od 1872 Pruszkowski regularnie uczestniczył w wystawach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, często wystawiał również w lwowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych (od 1875) i warszawskim Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych (od 1876), a od 1880 w Salonie Aleksandra Krywulta. Wielokrotnie brał udział w wystawach międzynarodowych, m.in. w Paryżu (1881), Monachium (1879), Berlinie (1891, 1895, 1896 – złoty medal II klasy za pastel „Pochód na Sybir”), Chicago i San Francisco (1893 – srebrny medal za pastel „Zaloty”). Po ukończeniu studiów w 1876, przez kilka lat mieszkał w Krakowie. W tym okresie nawiązał bliskie kontakty z Jackiem Malczewskim, które z czasem przerodziły się w serdeczną przyjaźń. Należał do inicjatorów i współorganizatorów Koła Literacko-Artystycznego założonego w 1881. Rok później osiadł z rodziną w podkrakowskim Mnikowie. W 1890 spędził dłuższy okres u rodziny we Lwowie, a w 1891 towarzyszył bratu w podróży do Afryki (Algier, Tunis). W drodze powrotnej odwiedził również Włochy. Od 1894 zmagał się z nieuleczalna chorobą, która doprowadziła do kalectwa i śmierci. Mimo to, niemal do końca nie rozstawał się z pędzlami i paletą. We wrześniu 1896 udał się z rodziną do krewnych w Kołomyi, skąd wyjechał bez pożegnania w nieznanym kierunku. Odnaleziony na dworcu w Budapeszcie w stanie skrajnego wyczerpania, został przewieziony do tamtejszego szpitala, gdzie po kilku dniach zmarł.

Pruszkowski był artystą wszechstronnym w wyborze tematyki oraz konwencji stylistycznych, z równym mistrzostwem posługiwał się techniką olejną i pastelową. Był typem samotnika, tworzył w odosobnieniu i skupieniu, nigdy nie pokazywał nie ukończonych prac, a w jego malarstwie bardzo mocno uzewnętrzniały się osobiste przeżycia, wzruszenia i nastroje. Podczas pobytu we Francji poznał najnowsze osiągnięcia sztuki europejskiej, co w dużej mierze wpłynęło na ukształtowanie jego skomplikowanej osobowości twórczej, w której malarska wrażliwość na światło i kolor łączyła się z zamiłowaniem do fantastyki, a skłonność do romantycznego mistycyzmu i spotęgowanej ekspresji w scenach patriotyczno-martyrologicznych z umiejętnością realistycznej obserwacji rzeczywistości. Dojrzała twórczość artysty, rozwijająca się w okresie ok. 1875-1894, stworzyła swoisty pomost między spuścizną wielkiej poezji romantycznej a symbolistyczną sztuką Młodej Polski.

W1876 Pruszkowski wyjechał do Mogiły, otrzymawszy zlecenie na wykonanie polichromii kaplicy Matki Boskiej w klasztorze cystersów. Pod wpływem pierwszego dłuższego pobytu na wsi w jego malarstwie pojawiły się motywy rodzajowe z życia ludu, a także obrazy inspirowane ludowymi baśniami i wierzeniami. Pierwszy z tych nurtów tematycznych otwiera kompozycja zatytułowana „Kiedy ranne wstają zorze” (1876). Mali pastuszkowie śpiewający Bogu poranną pieśń stają się w interpretacji Pruszkowskiego łącznikiem między tym co ziemskie i nadprzyrodzone, ich żarliwa modlitwa kieruje myśli ku niezmiennej choć nieuchwytnej zmysłowo obecności w naturze jej Stwórcy. Malarskie wrażenie światła delikatnie rozpraszającego mrok nocy jest tu głównym środkiem ekspresji, stwarzającym elegijny, pełen zadumy nastrój, w którym ujawnia się kontemplacyjny stosunek artysty do natury i ukazanego na jej tle życia ludzi. W podobnej poetyckiej aurze utrzymana jest „Sielanka” (1880), ukazująca parę dzieci zatopioną w nocnej ciszy, którą zdaje się ożywiać tylko delikatny dźwięk melodii wygrywanej na fujarce. Intuicyjna, niemal biologiczna więź dzieci ze światem natury została zaakcentowana również w obrazie „Noc świętojańska” (1875), nawiązującym do romantycznej w swojej genezie fascynacji tajemniczym światem ludowych baśni i legend. Artysta wykorzystał tu baśniowy motyw poszukiwania w mrocznych ostępach leśnych cudownego kwiatu paproci, zapewniającego moc, bogactwo i szczęście.

Do wyobraźni Pruszkowskiego, swobodnie przekraczającej granice świata realnego i fantazji, bardzo mocno przemawiała przekazywana przez pokolenia „pieśń gminna”, w której przechowały się prastare wierzenia zbudowane wokół archetypów dobra i zła, prawdy i kłamstwa, cnoty i występku. Dał temu wyraz w całej serii dzieł, które przenika nastrój poetyckiej tajemniczości podkreślony baśniowym typem krajobrazu – mrocznego gąszczu sitowia („Rusałki”, 1877), leśnej gęstwiny o wybujałych roślinach i ekspresyjnie poskręcanych konarach drzew („Spowiedź Madeja”, ok. 1879), nocnej poświaty księżyca odbitej od lustra jeziora („Nimfy”, ok. 1877) czy ciemnej pieczary ozdobionej girlandami kwiatów („Smok wawelski”, 1884). Istoty nadprzyrodzone – rusałki, nimfy, uskrzydlony smok – zaludniające te baśniowe krajobrazy zazwyczaj przybierają zdumiewająco cielesną, niekiedy kusząco zmysłową postać, odtwarzaną z zachowaniem reguł realistycznego obrazowania. Dopiero w późniejszych dziełach artysty postacie fantastyczne ukazywane są bardziej zjawiskowo, nie tak dosłownie i materialnie („Spadająca gwiazda”, 1884; „Wiosna”, 1887; „Świtezianka”, ok. 1887).

Pruszkowski, ów spóźniony romantyk polskiego malarstwa, jako pierwszy wprowadził do niego na poły realne na poły zjawiskowe istoty, naznaczone stygmatem śmierci (tryptyk „Zaduszki”, 1888; II część tryptyku „Zaczarowane skrzypce – Janko Muzykant”, ok. 1894-96). Bohaterka tryptyku „Zaduszki” swobodnie przekracza granicę doczesnego i „tamtego” świata, aby odwiedzić matkę pogrążoną w żalu po jej śmierci. Jej jakby zalękniona postać zdaje się rozpływać we mgle i bladej poświacie księżyca, jawi się nam – niczym bohaterka utworu Juliusza Słowackiego „Do pastereczki, siedzącej na druidów kamieniach w Pornic nad oceanem” – jako „stróżka i duch mogiły”. I podobnie jak w wierszu romantycznego poety, nierealna przejrzystość i lekkość tej zjawy „bez krwi i ciała” w jakiś przedziwny sposób rozświetla i napełnia ciepłem ponurą scenerię cmentarza. Tryptyk „Zaczarowane skrzypce”, malowany przez śmiertelnie chorego artystę, to nie tylko ilustracja noweli Henryka Sienkiewicza o utalentowanym, wiejskim chłopcu, który życiem zapłacił za miłość do muzyki. Jego tragiczny los Pruszkowski ukazał w szerszym symbolicznym kontekście odwołującym się do społecznej i duchowej kondycji artysty. Przedstawiając postać pastuszka wsłuchanego w muzykę przyrody, którą próbuje odtworzyć w granej na skrzypcach melodii, w metaforyczny sposób odwołał się także do istoty i źródeł twórczego natchnienia („Pastuszek I” część tryptyku „Zaczarowane skrzypce”, ok. 1894-96).

Po osiedleniu się na wsi Pruszkowski bardzo szybko nawiązał bliski kontakt z okolicznymi mieszkańcami, bywał z nimi w polu, w szynku i na jarmarku, często wspierał w trudnych sytuacjach radą i pomocą finansową; sam na codzień nosił kozacko-chłopski strój, w którym też przedstawił siebie w „Autoportrecie” z 1893. O jego głębokim wniknięciu w specyfikę życia wsi, zarówno szarzyzny jej dnia codziennego, jak i odświętnej obrzędowości, świadczą takie obrazy, jak: „Przy studni” (1882), „Niedziela zielna” (1889, obecnie zaginiony) czy „Zaloty” (ok. 1893), z doskonałym wyczuciem ukazujące lokalny folklor, stroje i zwyczaje. W tym nurcie twórczości artysty najmocniej ujawniło się jego przywiązanie do środków warsztatowych właściwych malarstwu realistycznemu.

W malarstwie pejzażowym Pruszkowskiego obserwujemy specyficzne połączenie realistycznych form wyrazu ze skłonnością do romantycznej w swojej genezie symboliki, do nadawania malarskim wizjom wymiaru metafory, w której kryje się głębokie odczucie całego uniwersum – człowieka, natury, spraw doczesnych i ostatecznych. Podczas studiów w Monachium artysta poddał się wpływom elegijno-nastrojowego nurtu malarstwa stimmungowego. Malując pejzaże chętnie wybierał porę przełomu między dniem i nocą, kiedy mgliste światło wywołuje nastrój nieokreślonego smutku i tęsknoty („Świt”, 1881; „Zmierzch”, ok. 1881; „Kurhany w nocy”, ok. 1886; „Wierzby na moczarach”, 1887; „Wierzby”, ok. 1890; „Wianki”, ok. 1891). Niezwykle sugestywny nastrój tych obrazów płynie z delikatnego zamglenia, niedopowiedzenia form, budowanych miękkimi plamami stłumionych barw o subtelnych przejściach walorowych, dzięki czemu ewokują one aurę kontemplacyjnej zadumy, skłaniającą widza do snucia własnych refleksji lub marzeń. Inny, dramatyczny w wyrazie efekt wywołuje pastelowe studium wierzby ekspresyjnie wygiętej nad rozległym wodnym rozlewiskiem, skąpanym w czerwonej łunie zachodzącego słońca („Wierzba”, ok. 1890). Ciekawym eksperymentem o impresjonistycznym rodowodzie była w twórczości Pruszkowskiego seria trzech pejzaży ukazujących ten sam wycinek natury w odmiennym oświetleniu, uwarunkowanym porą dnia i rodzajem pogody („Sad”, ok. 1890, trzy wersje).

Ważne miejsce w dorobku artystycznym Pruszkowskiego zajmowały dzieła o tematyce patriotyczno-martyrologicznej, w dużej mierze inspirowane polską poezją romantyczną. Najsilniejszy wpływ na wyobraźnię artysty wywarł poemat Słowackiego „Anhelli” (1837), niezwykle malarski w sposobie kreowania poetyckiej wizji, nawiązujący do idei ofiary i zmartwychwstania narodu poprzez metaforę losu sybirskich zesłańców („Śmierć Anhellego”, 1879; „Anhelli”, 1889; „Śmierć Ellenai”, ok. 1892; „Eloe”, 1892). Większość tych przedstawień ukazana jest w scenerii bezkresnego, śnieżnego pustkowia Sybiru, a ich wizjonerską aurę podkreśla obecność zwiewnej, utworzonej jak gdyby z mgły i śnieżnego pyłu postaci Eloe – pochylającej się nad martwym ciałem Anhellego w krwawym blasku polarnej zorzy lub ukazanej jako opiekunka grobów w błękitnej poświacie zimowej nocy. Wobec prostoty ujęć kompozycyjnych i szkicowości swobodnie kształtowanej, zacierającej szczegóły materii malarskiej głównym środkiem ekspresji w tych obrazach staje się kolorystyka, sprowadzona do podstawowych barw bieli, czerwieni i błękitu, którym Pruszkowski nadaje symboliczne znaczenie. Bardziej konkretny, bliższy realistycznej opisowości charakter ma scena śmierci Ellenai. Tu również, przy dyskretnie zróżnicowanej tonacji brązów i szarości, zabarwiony czerwienią promień światła padający na martwe ciało wygnanki decyduje o ekspresji obrazu, nadaje elegijny, niemal mistyczny wymiar tej scenie. Patriotyczno-martyrologiczny nurt w malarstwie Pruszkowskiego współtworzą takie obrazy, jak „Unitka” (1888) czy powtórzony w trzech wersjach (olejnej i dwóch pastelowych) „Pochód na Sybir” (1892-93), prawdopodobnie inspirowany dziełem Grottgera o tym samym tytule, lecz mniej dosłowny w sposobie ukazania wędrówki zesłańców przez śnieżną otchłań „nieludzkiej ziemi”, nad którą góruje słup graniczny z godłem carskiej Rosji. Wymiar symbolicznej metafory uogólniającej los narodu w kontekście idei mesjanistycznej zyskała mgławicowa, fantastyczna „Wizja” malowana wg „Przedświtu” Zygmunta Krasińskiego – barwny korowód władców, rycerzy, chłopów podążający za świetlistą postacią Matki Boskiej Królowej Polski.

Odrębny, niezwykle bogaty nurt twórczości Pruszkowskiego stanowiły portrety przedstawiające członków rodziny i przyjaciół, a także mieszkańców wsi, wśród których żył (artysta nigdy nie przyjmował zamówień na wizerunki obcych sobie ludzi). Poczynając już od lat 70. w jego portretach ujawniły się wpływy twórczości Edouarda Maneta, a także zdobycze kolorystyczne wczesnego impresjonizmu („Portret zony malarza z woalką”, 1877; „Portret dziewczynki”,1888). Dzięki tym inspiracjom artysta zdecydowanie zerwał z konwencjonalnym typem wizerunków ukazujących postacie starannie upozowane we wnętrzach lub na neutralnym tle. Był jednym z pierwszych malarzy, którzy wprowadzili do sztuki polskiej portret człowieka w plenerze, tym zwyczajnym, zaobserwowanym w codziennej sytuacji, a nie udramatyzowanym, imaginacyjnym krajobrazie romantyków. Takim jest „Portret siostry artysty” (1875), ukazujący modelkę na tle bujnej roślinności ogrodu, zwracający uwagę niekonwencjonalnym sposobem ujęcia postaci – młoda kobieta widoczna od tyłu, jak gdyby pod wpływem nagłego impulsu zwraca głowę w stronę widza. Do mistrzowskich osiągnięć Pruszkowskiego w dziedzinie portretu należy niezwykle oszczędny pod względem malarskim wizerunek „Kazimierza Bartoszewicza” (1876), przedstawiający postać jak gdyby przypadkiem uchwyconą w czasie przechadzki w zimowym plenerze. Swoboda malarskiej faktury gęstych farb, nakładanych z rozmachem, szerokimi plamami podkreśla świeży, spontaniczny charakter „Portretu Stefanii Fedorowiczowej” (1878). Najbliższy dziełom Maneta „Portret Stefanii Fedorowiczowej na otomanie” (1879), również malowany szeroko i swobodnie, zrywał z tradycyjną konwencją dookreślania poprzez elementy wnętrza pozycji społecznej osoby portretowanej. Skontrastowane z głęboką, „manetowską” czernią sukni modelki elementy tła – wzorzysta tapeta, obicie otomany, narzucona na jej oparcie czerwona tkanina – stanowią tu jedynie zespół plam barwnych określających strukturę kolorystyczną obrazu, delikatnymi refleksami wzbogacających świetlistą karnację twarzy oraz biel koronkowego kołnierzyka. Przy wyraźnym skoncentrowaniu uwagi na rozstrzygnięciu problemów kolorystyczno-świetlnych, artysta nie rezygnuje jednak z wnikliwej charakterystyki postaci. Widoczne w twórczości Pruszkowskiego już w latach 70. XIX w. nowatorskie cechy przedstawień portretowych – niekonwencjonalny sposób ujęcia modela, swobodna szkicowość techniki malarskiej podkreślająca ulotny, wrażeniowy charakter obrazu – wyznaczyły jeden z kierunków dalszej ewolucji tego gatunku w sztuce polskiej, chociaż artysta nie znalazł bezpośrednich naśladowców.

Autor: Ewa Micke-Broniarek, Muzeum Narodowe w Warszawie, luty 2005

Księga Tura – Taja 3: O Zniczach


Copyright © by Czesław Białczyński


Znicz Senmurg (Jerzy Przybył) – Jeden z późniejszych Umorów – Upadłych Bogów, czyli Straszy Welańskich nazywanych przez Taje Burowijskie Wieszczymi Ptakami ( w tradycji Ładogskiej: wieszczy ptak – Sirin)

O ZNICZACH

Buncie Dziesięciu synów Boga Bogów, ich upadku i odrodzeniu w Umorach-Straszach, zwanych Orłami Weli

według zinisów ludu Istów (Aistów)1 z Romowego nad Pregołą, nawęzników plemienia Osów2 z kątyny osowskiej i podań guślarzy ludu Mazów z Kołbieli3

Orły-Strasze – Upadli Zniczowie

Słowo o iście4 Zniczów – według kątyny Istów w Romowem

Pierwsze dzieci Boga Bogów narodziły się, jak wiadomo, z jego zmieszania z Nicą, której wdziękom uległ na samym początku. Na jej lędźwiach wypróbował Światłowiłt po raz pierwszy swą jurność i moc stwarzania. A że był niedoświadczony, drogo mu przyszło za tę chyżość zapłacić.

Światłowiłt zbliżył się do Nicy, zachwycony czernią jej długich włosów, miękką obłością jej wnętrza i otchłannością przyrodzenia. Zapłodnił ją świetlistnym istem, i od tej chwili w jej wątpiach rośli Zniczowie. A kiedy urośli już dosyć, zaczęli się dobywać na świat, a ona poczuła, że jej brzuch płonie wielkim ogniem. Wypluła ów żar z siebie i wydała dziesięciu synów. Tak narodzili się Zniczowie, którzy się stali zmazą tego świata, największym i jedynym błędem Boga Bogów.

Znicz Złocisty – po obcięciu dwóch głów

Światłowiłt dał im najlepszą materię samoródczą z siebie i płomienną światłość, i Nica dała im, co miała najlepszego – przepaścisty niebyt, czarną ciszę, gładziste nic. Srodzy i dzierżcy byli Zniczowie, bo dzieci zrodzone z wielkiej żądzy są zawsze mocarne, ale i niecni.

W zamiarze Boga Bogów było podzielenie świata między synów. Niecąc ich w wątpiach Nicy, dał im po cztery głównie, na własne podobieństwo, dał im wiele rąk zdolnych utrzymać w ładzie wsze rzeczy świata, które miały się zrodzić, i dał przebiegłą mądrość. Wszystko to od początku było jednak skażone nicą.

Jedni Znicze byli wysocy, a drudzy niżsi. Wysokim przeznaczone zostało władanie Wysokim Działem, czyli Przedniebiesiem, a tym drugim, Działem Niżnym, czyli Przedbytem złożonym z Przedziemi i Przedmorza5. Na tak pomyślanym świecie nie miało być wcale zaświatów i nie miało też być śmierci ani strachu.

Nawęznicy6 z kątyny w Osowie, leżącej w puszczach Krainy Jezior7, powiadają, że na tamtym świecie, tak pięknym z założenia, nie było jednak miejsca dla Ludzi, których Bóg Bogów w ogóle nie zamierzał stwarzać. Ludzie powstali według nich przypadkiem, czemu nie da się zaprzeczyć, jeśli się przyjrzeć dalszemu biegowi wydarzeń.

Znicze już jako Strasze Umory na projektowanej okładce Księgi Tura, autorstwa Marcina Oczkowskiego z wykorzystaniem obrazu Jerzego Przybyła. Koncepcja ta na razie nie została zrealizowana.

Zniczowie oglądają przyszły świat

Od urodzenia dzieci Nica stała się nieznośna. Suszyła nieustannie głowę Światłowiłtowi, by oddał władzę synom i dla nich urządził wygodny świat, a sam osiadł na niebiesiech. Bóg Bogów tak miał dosyć tych nagabywań, że odgrodził się od Nicy uwiłtą z jasnych swych nieci Kłódzią8, która miała mu być twierdzą i ochroną, ostoją dla jego myśli. Tam przesiadywał, w owym przemyślnym zamyku, zastanawiając się nad kształtem przyszłych bytów.

Wreszcie, gdy jego zamysł stał się jasny, Światłowiłt zebrał Zniczów i wybrał się z nimi na przechadzkę. Szli rozległymi połaciami Pierwni, a on przystawał co kawałek i roztaczał przed synami obrazy przyszłości, i ukazywał im obszary ich władania. Zamierzał im oddać to wszystko, ale wpierw chciał ich wypróbować. Nie miał pewności, czy jego synowie będą umieli rządzić sprawiedliwie. By ich poddać próbie, opowiedział im o tym, jak zrodzi się Głąb-Gołuba, potem Strąprza-Wspóra i wreszcie Buła-Byta. Rzekł im, że będą tylko nad bytami widzialnego świata panować, zaś trzy Światłowiłtowe córy nad Działem Działów, Kirem i Żywiołami Świata.

Znicze – płaskorzeźba

Kiedy zobaczyli wyczarowane przez ojca gwiazdy, niebiosa, zorze, tęczowe mosty, skrzydlate stwory, bezkresne rzeki, tajemne bory i przedmorze, a także istoty, co miały zaludnić owe niwy, wzmogło się w nich pragnienie władania tym wszystkim. Pragnienie owo narastało gwałtownie, aż przerodziło się w chciwą żądzę, by z nikim nie dzielić przyszłego władztwa. Nie spodobało się Zniczom, że narodzą się jeszcze ich siostry. Kiedy wracali z Pierwnych Pól, miast się weselić, miny mieli smętne, a głowy zwieszone. Szczególnie Miłorod, który rozsmakował się w obrazie górskich połonin, zwierzyny, stad białych owiec, soczystej zieleni traw przeplecione i kępami białych stokroci, szemrzącej, kryształowej strugi, co przecinała błękitem polanę, gdy mu to wszystko zniknęło sprzed oczu jak zdmuchnięte, był przygnębiony bardziej niż inni i wlókł się gdzieś z tyłu. Wiedział już, że to ma się dostać nie jemu, lecz Zielwodzieowi. Równie spodobała mu się dumna dziewka w modrej sukni, co nad strugą wiła wianek ruciany i doglądając stada owiec, pięknym głosem nuciła smętną pieśń. Choć ona miała być w jego przyszłym niepodzielnym władaniu, zdawało mu się, że to zbyt mało. Żądza szeptała mu, że mógłby władać bardziej, mieć więcej – wszystko, dokładnie wszystko, co jest dookoła.

Kiedy stanęli znowu u wrót Kłódzi, Bóg Bogów zapytał ich o przyczynę smutku, ale oni ukryli prawdę w głębiach serc, a Miłorod nawet nie patrzył mu w oczy.

Lecz Światłowiłt, Prawda Prawd, Wied Wiedów, poznał ich najskrytsze pragnienia i zoczył w Miłorodzie myśl straszną, która się już była zalęgła. Nie spodobało mu się to, jednak odszedł spokojnie na spoczynek, jako że bardzo się całym tym pokazem zmęczył.

Zniczowie zostali ze swoimi myślami. Każdy miał w wyobrażeniu wciąż żywy obraz, który go oczarował: skalne jary Przedziemia, powolne zakola Rzeki Rzek – Pętlicy, klejnoty tysięcy Gwiazd, gorejące Słońce i sreboskrzyste, kniesiące9 Księżyce oraz wielomastne10, pełne Łuny Niebios. A Miłorod wciąż miał przed oczami pasterkę o różanym licu, jej owce, trawę, strumień i słyszał w uszach jej śpiew, szmer wody i szum nieprzeparty ciemnego boru. Te trzy pieśni splecione niczym ruciany wieniec dziewczyny w jedną czarowną nutę11 powodowały, że gotował się w nim boski ist.

Relief Strasz – Jerzy Przybył

Bunt Zniczów

Gdy Światłowiłt zasnął w swej alkowie, jego synowie zebrali się potajemnie na Pierwnym Polu i poczęli radzić, co by uczynić. Wszyscy myśleli o tym samym i takie same miotały nimi żądze. Podjudzali się wzajemnie, jeden przegadywał drugiego, coraz ostrzej występowali przeciw swemu Ojcu, coraz mocniejsze padały słowa, a w końcu groźby. Najbardziej zapiekły był Miłorod i wreszcie z jego ust dobyły się najcięższe zarzuty i pomysł, żeby Światłowiłta zabić. Po tych słowach zapadła najpierw cisza, bo strach położył się na nich swoim pierwszym cieniem, ale zaraz podchwycili to inni: Wił chmur, Swarład – któremu marzył się ogień Słońca i Gwiazd, Chorłyskot – który chciał władać nie tylko piorunami i burzą, lecz i wszelką tajemnicą, Siemargł – który rozkochał się tak samo jak Miłorod w Przedziemi, Porewiłt – który rozsmakował się w kirze i czasie, a także Czarnobił – który miał nadzieję objąć Dział Działów. Trzech pozostałych Zniczów wahało się długo. Prowgołd był zbyt prawy, Wełtomarz zbyt zajęty myślami o umorze, którym i tak nikt inny władać nie chciał, zaś Zielwodzieł czuł, że bracia chcą mu wydrzeć władanie tym, co ukochał. Jednak gdy Porewiłt pokazał im tajemny klucz do pierwszych wrót Kłódzi, o którym wiedzę posiadł podglądnąwszy Światłowiłta, rozterki się skończyły.

Zwieńczenie chorągwi

Czarnobił zakrzyknął, że bez Swąta lepiej będą władać, bo mają moc samoródczą i sami uczynią to wszystko, co im już ukazał. Wystarczy, że wydobędą z niego ostatnie słowo-klucz, Dwudziestą Ósmą Taję, która otwiera cały boski zamiar – w tym władanie nieciami Kłódzi, Pierwnicą, ich matką Nicą i wszemi rzeczami, co były, są albo będą.

Powinni byli wiedzieć, że do istnienia pełnego Świata potrzebna jest znajomość Trzydziestu Taj i jeszcze tej jednej, Trzydziestej Pierwszej, Tai Taj, znanej tylko Jemu – Bogu Bogów. Już to świadczyło, że zamiar przerasta ich siły. Ale pewni siebie i butni, srodzy Zniczowie nie popuścili – postanowili działać natychmiast.

Tedy Czarnobił podprowadził ich pod wrota Kłódzi, Porewiłt otworzył je tajemnym, gorejącym kluczem, co leżał zawiłty w wiechcie pod progiem, Chorłyskot pierwszy przekroczył zakazany próg i powiódł innych Zniczów za sobą. Potem, kiedy stanęli przed kolejnymi wrotami wiodącymi ku tronowi Boga Bogów, zabrakło mu odwagi. Strach coraz cięższy unosił się nad nimi z każdym krokiem stawianym w głąb zamyku Kłódzi. Dalej więc wiódł resztę Siemargł. Schodzili w dół i w głąb. Korytarz był coraz ciaśniejszy i zimniejszy, a światło w nim jaśniało coraz bardziej niebieskie. Duszność potężniejąca ścisnęła ich za piersi. Tak zbliżyli się do trzecich wrót – Wrót Alkowy. Te błękitne wrota rozwarł delikatnym tchnieniem Wił chmur. Kiedy się otwarły, spostrzegli śpiącego w jaskrawej śnieci Boga Bogów. Dech im całkiem zaparło i chcieli się cofnąć.

Miłorod podniósł pierwszy rękę na Ojca. Inni rzucili się za nim chmarą i przygnietli Światłowiłta. Zdawało się, że go pokonali. Nagle, kiedy już myśleli, że zwyciężyli, Swąt błysnął oślepiającym światłem i przeistoczył się w olbrzyma Światłowołota. Ich oczom ukazał się stuczłonki Postrach – Potwór Potworów! Postrach wczepił się w nich swymi stu rękami, schwycił ich za gardziele tysiącem pazurów, zionął w ich głównie żywym ogniem ze stu paszcz, zaryczał gromem dobytym z niezliczonych otchłannych trzewi. Rzucił w nich grzmiącą zaklątwę. Za klątwą ową odebrał im wszelką moc, wsączył na zawsze w ich serca strach, i zaklął Zniczów w gwiazdy.

Te były pierwszymi Gwiazdami, a było ich dziesięć – zawieszonych na Skraju Pierwnicy, blisko zamyku ich matki Nicy. A jedna z gwiazd, ta w którą zmienił się Miłorod, kapała po Przedniebiosach ognistymi łzami z tęsknoty za utraconym władaniem. Wydawało się, że wszystko w koło się od owej Gwiazdy-Znicza zapali.

Wtedy przyszła do Światłowiłta Nica prosić, by się ulitował nad synami i przywrócił ich. Ale on nie chciał. Więc i ona broniąc synów rzuciła się na niego z pazurami. Chwycił ją za włosy, i powlókł na Skraj Pierwni, po czym rzucił w przepaść. Zepchnięta w Pierwnicę Nica wciąż na swych włosach się Świata trzymała. Obciął jej włosy srebrnym sierpem i zrobił z nich Powłokę, a Nica spadła na zawsze z Pierwni.

Dlatego Powłoka nazywa się powłoką, że powstała z włosów Nicy, za które ją Swąt powlókł do Pierwnicy.

Tak prawią zinisi Aistów-Istów znad Pregoły.

Znicze z okładki powyżej – inna wersja (Jerzy Przybył)

Upadek Zniczów i Nicy według guślarzy Osów i Mazów

Guślarze Osów wspierani przez czarowników mazowskich twierdzą, że było na końcu trochę inaczej.

Według nich, kiedy Światłowiłt pokonał zbuntowanych synów, kazał ich matce Nicy utkać dla nich z własnych włosów kłodę. Ściął jej te włosy osobiście srebrnym sierpem za to, że rozbudzała w synach żądzę władzy. Tak po- wstała Powłoka z warkocza Nicy, i w tej kłodzie uwięził Zniczów zamienionych w gwiazdy. Jedna z tych zniczy – Miłorod – iskrzyła się i kapała płomiennymi łzami z tęsknoty i żalu, i rozpalała co chwilę Przedniebiosy żywym ogniem.

Swąt nie miał czasu zająć się kapiącą gwiazdą. Musiał szybko wprowadzić ład, bo wszystko skłaniało się nieuchronnie ku ciemności.

Dokonał więc pomnożenia z Głębią wyłonioną z własnej Czeluści, stwarzając Pierwszy Dział. Z pierwszym działem narodzili się Kaukowie-Dzielni. Oddał im na służbę Ażdahy. Potem uczynił Drugi Dział mnożąc się ze Stąprzą, z której zrodzili się Kirowie i Światłogońce. Wreszcie uczynił Trzeci Dział, a w nim wyłonili się bogowie Żywiołów i bogowie Mocy.

Kiedy już ci wszyscy byli na świecie, i Głęzowie, i Ludzie, i uczyniona została Ziemia, Wela i Niebo, Bóg Bogów spoczął. Na znak Peruna dany błyskawicą rozpoczęło się święto trwające trzy dni i trzy noce.

Według guślarzy ludu Mazów w ten dzień właśnie przyszła do niego Nica prosić o łaskę dla synów. Zgodził się i odczarował ich, nadając Upadłym Bogom (Ubogom) kształt Umorów-Straszów. Każdemu jednak odrąbał tyle główni, na ile sobie ów zasłużył swoją rolą w buncie. Jako że nawet Bóg Bogów nie mógł zmienić raz ustalonych Zasad Świata, a wyrok raz wydany nie mógł być odwołany, Nica musiała zająć miejsce swych synów. Wtedy właśnie została zepchnięta w Pierwnicę, i tam przebywa trzymając się pazurami Świata w czterech miejscach. Tylko jej ciemne włosy i te pazury zostały na tym świecie przylgnięte do Pierwni, i one zwą się właśnie Powłoką Niebiańską albo Najdalszym Niebem.

Jednemu ze Zniczów Światłowiłt nie mógł wybaczyć – Miłorodowi. Zdjąwszy go z Nieba cisnął o Ziemię z takim rozmachem, że rozpadł się ów Znicz na tysiąc tysięcy iskrzących kawałków, drobnych niczym drzazgi. Z jego ciała powstały świecące zielono robaczki świętojańskie.

Guślarze Osów mówią, że z jego ciała powstały świetliki, bogunowie, którzy jako jedyni nie pochodzą z ciała żadnego potwora.

Jak głosi podanie, z tego powodu, że Miłorod górskie połoniny tak bardzo umiłował, w Noc Kresu robaczki świętorujańskie pokazują się najliczniej na podhalnych łąkach.

Nica

O Umorach-Straszach czyli Orłach Welańskich

Dziewięciu pozostałym przy życiu Zniczom nadał Bóg Bogów razem z nową postacią nowy wierg. Dola Umorów nie jest lekka, jako że musieli ponieść karę. Od tamtej pory nieustannie krążą między Ziemią i Welą albo między Niwami Weli a jej Nawiami, i nigdzie nie mogą ani na chwilę odpocząć. Nie wolno im dotknąć stopami ziemi. Raz jeden w roku odpoczywają, przez trzy dni Święta Wiosny, na Zimowej Gwieździe12, która leży u północnego Skraja Dali. Tam wolno się wtedy Umorom spotkać z matką Nicą. Nie mogą w tym zimnie przebywać dłużej, bo zamarzłyby na kamień.

Ich miano Umory bierze się stąd, że według nowego wiergu-przeznaczenia zadaniem upadłych bogów jest noszenie na swych grzbietach dusz zmarłych z Ziemi na Welę.

Nazywa się je Straszami dlatego, że kiedy się pokazują strach pada na ludzi. Wiadomo bowiem, że w okolicy, nad którą nisko lecą, Nyja, Pani Śmierci, zaraz zbierze swe żniwo. A gdy ich leci więcej kluczem to znak, że pomór będzie, bitwa krwawa, napad łupieżczy, susza albo inna, klęska, która zbiorową śmierć przyniesie. Najgorzej kiedy w pełnym dniu niebo nagle pokryje się czerwoną łuną, bo to zapowiada wielką zarazę.

Są Straszami także dlatego, że zostały zarażone strachem przez Światłowołota Postracha i za jego przyczyn, są tym, czym są. Wciąż noszą w swych piórach strach i rozsiewają go po świecie. Mówią ludzie, że gdyby nie one, nie znaliby, co to strach, i nikt by się niczego nie lękał. Jest to święta prawda. Strasze mają też straszny wygląd.

Nazywane są Ubogami dlatego, że to upadli bogowie dawni Znicze, co mieli władać wszym światem.

Ich miano Orły Welańskie bierze się stąd, że mają wygląd wielogłowych i wieloskrzydłych obrych orłów (orłów olbrzymów)13. Większość czasu spędzają krążąc nad Welą

Umory-Strasze oprócz zmarłych noszą na grzbietach także dusze tych, którzy się mają narodzić.

Dusza taka wchodzi w jeszcze nienarodzonego, kiedy jest w łonie matki. Z chwilą, gdy człowiek przyjdzie na świat, opuściwszy owo łono, Lelij-Smęt zapala jego znicz-gwiazdę, a Makosz wplata nieć-śnić w Baję – Materię Wszego Świata14. Wtedy też Dodola daje wierg Stworzycom – boginkom Narodzin i Przeznaczenia15, a on niosą go dziecku i wkładają pod poduszkę, przypisują tym sposobem dolę na całe życie.

Strasz albański – mozaika

Oprócz dusz zmarłych i rodzących się Umory noszą na swych grzbietach także samych bogów w ich wędrówkach niebieskich, kiedy przybywają oni na Ziemię lub inną Niwę Weli, albo gdy lecą na boski Zbór. Noszą też rzeczy, którymi ich bogowie obarczają, by je przekazać z Weli na Ziemię albo odwrotnie, albo między Niwami, albo z Niw do Nawi. Noszą również bogów podczas dorocznych wielkich Bitew i Dzikich Łowów. Właśnie zaraz po Wielkiej Bitwie Wiosennego Zrównania (równonocy wiosennej) lecą na odpoczynek na Zimową Gwiazdę. W tych dniach – wielkiego święta Nowego Roku – nikt nie powinien umierać ani się rodzić. Są to dni wyjątkowo ku temu niesposobne, właśnie dlatego, że Umory nie noszą dusz. Jeżeli ktoś wtedy zemrze albo się narodzi, jego byt, wierg, źrzeb i dola będą na pewno niezwyczajne. Nie znaczy to niestety, że dobre. Osoba taka łatwo pada ofiarą Zduszów, które wcielają się w nią, zanim wejdzie w ciało prawowita dusza. Tak rodzą się na przykład Dwudusznicy16. Dusza zmarłego błąka się w tym czasie bezpańska mimo odprawienia wszelkich obrzędów i jest narażona na spotkanie ze Zduszami lub porwanie przez nie.

Kiedy Umory fruną nad Welą, jarzą się niczym czerwono-złote pochodnie. Nad Ziemią pojawiają się zawsze o krwistym świcie lub takimż zachodzie. Kiedy lecą, ciągną za sobą ogniste ogony długie na wiele mil. Ma to przypominać zarówno ich dawny byt Zniczów, jak i krwawą zbrodnię, jaką zamierzyli.

Orzeł- chimera

Miana Umorów i ich wygląd

Zinisi Istów twierdzą, że wszystkie Umory mają tylko po jednej głowie. Jednakże według guślarzy Osów i Mazów z Łężan mają one po wiele głów. Światowit, jak prawią, oberwał synom po jednej albo po dwie głównie, zależnie od stopnia winy.

Ponieważ wymawianie dawnych imion Zniczów zostało po wsze czasy zakazane (który zakaz z narażeniem własnym, w imię dawania świadectwa, tu łamiemy), ludzie nadali Umorom nowe miana i nimi ich zowią.

Chorłyskota zwą dziś Tugarinem, Wiłchmura Sołowiejem-Rzepiórem, Swarłada Rarogiem, Siemargła Senmurgiem, Porewiłta Ponurtem, Zelwodzieła Dziwolągiem, Prowgołda Rochwistem lub Rohatyniem, Czernobiła Biełozórem, Wełtomarza zaś Krogulcem-Skruchtem17.

Biełozór ma dwa łby rogate i pstrokate, Ponurt ma trzy głowy dziobate, Sołowiej ma dwie – a obie ogniste i Śpiewne (jego śpiew-gwizd zabija), Dziwoląg ma trzy łby: złoty, zielony i niebieski, Krogulec także trzy: syczący, jadowity i czarowny (tym czarownym osłupia człowieka). Guślarze Osów prawią, że Rohatyń-Rochwist ma jedną głowę z rogami prostymi, jedną z kręconymi i jedną o rogach falistych. Nawęznicy z Małomorawy mówią, że Rarog ma dwa łby purpurowe, a każdy z ostrym i płaskim rogiem pośrodku. Tugarin w jednym odgłówiu ma oczy białe, w drugim cytrynowe i z owych ócz ciska błyskawice. Senmurg także ma dwa łby: pierwszy porośnięty kręconym włosem i drugi z kozią brodą, która się za nim wlecze.

Wszystkie Umory mają po dwie pary skrzydeł, twarde pióra, przenikliwy wzrok i ostre zęby w dziobach. posiadają także straszne szpony krogulcze, w które chwytają zmarłego, kiedy zniżają się w locie nad ziemią. Dlatego ciało zmarłego człowieka zawija się w całun, żeby nie został szponami poraniony. Kładziwo zaś, czyli Kładki i Mosty, daje się zmarłym po to, by po owych drabinach i mostach mogli zejść łatwo na Welę, na Sowi Przyląd (Sowiniec), wdrapać się na Szklaną Górę, a potem przejść przez Wąwóz Smętu do Dworu Welesów, gdzie w nurzy18 mieści się Komora Polela. Z owej Komory wiedzie Dziewięcioro Drzwi w Dziewięć Nawskich Drógl19.

Niektóre ludy, by ułatwić Omorom zabieranie zmarłych, składają ich w koronach drzew. Inne w tym samym celu palą zwłoki na stosie i stawiają urny z prochami na drzewach lub słupach albo na szczytach wzgórz – bugryszczy. Jeszcze inni po spaleniu rozsypują prochy, które wzniesione wysoko w powietrze, są dla Straszów20 łatwiejsze do wzięcia w ostatnią drogę.

Według tobolarów z chramu w Tłoce21, który się znajduje w ziemicy Wędywarów, wszystkie Omory mają jednakowy wygląd i wykonują jednakową pracę. Różnią się tylko umaszczeniem: trzy z dziewięciu Omorów są białe, sześć zaś jest czarnych. Maść białą otrzymali ci trzej byli Zniczowie, którzy nie chcieli się przyłączyć do buntu. Według onych tobolarów Strasz e mają ptasi łeb na ptasim ciele, ale łeb ten zaopatrzony jest w straszliwe przymioty: kozią, wijącą się brodę, przenikliwe oczy zdolne ciskać błyskawice, zęby w dziobie, jadowity język, rogi ostre jak miecze i kręcone, orle szpony u wielkich chwytliwych stopisk oraz powłóczysty ogon o żelaznych piórach. Strasze są wielkości skrzydlatych byków.

Ich przybycie zapowiada nie tylko krwista łuna na niebie, ale i zawodzenia Lelków lub pojawienie się Nawek (zwykle towarzyszących Nyi) albo Upierzyc (boginek pomocnic Marzanny i Mora).

Inni kołbiowie22 z Północy wykładają jednak, że prace białych i czarnych Straszów różnią się bardzo. Białe Strasze mają lżejszy wierg (wyrok) i co za tym idzie lżejszą dolę. Mają oni nosić wyłącznie dusze nowo narodzonych z Weli na Ziemię i bogów (wtedy gdy nie dosiadają oni skrzydlatych zwierząt welańskich, Inogów, ani nie przemieszczają się samodzielnie tajemnym boskim sposobem). Czarne Orły Weli muszą nosić prócz zmarłych bardzo wielkie ciężary.

Znicz Garuda i Kriszna

Nowe nadziały Niw po Ubogach (upadłych bogach)

Wszech Świat inaczej został ułożony po upadku Zniczów, niż to miało być. Ich niwy Bóg Bogów rozdzielił między tych wszystkich bogów, którzy narodzili się później.

Niwa, co miała być działem Czernobiła-Biełozóra, dostała się Kaukom-Dzielnym, Czarnogłowowi i Białobodze. Jej resztka zaś, tak mocno zmieszana i splątana, że nie dała się rozdzielić, przeszła w ręce rodu Plątów (Przepląta-Perepułta, Plątwy-Przepigoły i ich dworu).

Niwa Porewiłta-Ponurta przypadła bogom Kiru -Godom.

To, co miał otrzymać Wiłchmur-Sołowiej, wzięli Strzybogowie (Świstowie) i Dażbogowie (Sołowie).

Niwę, którą miał władać Zielwodzieł-Dziwoląg, dostali w swą moc Wiłowie (Kienowie), Wodowie oraz Sporowie (Grubowie).

Niwę po Wełtomarzu-Skruchcie wzięli Welesowie (Nawiowie) i Morowie oraz Bożebogowie (Radogostowie). Niwę przeznaczoną kiedyś Prowdgołdowi-Rohatyniowi otrzymali Mokosze (Źrzebowie).

Niwę Swarłada-Raroga zajęli Swarogowie (Żgwiowie) i ród Łada.

Królestwo Chorłyskota-Tugarina zatrzymały rody Peruna (Runowie) i Chorsa (Ksnowie), Pogodowie (Weniowie) i ród Prowego (Czystowie).

Niwę Siemargła-Senmurga dostali Simowie (Ziemowie) i Rgłowie.

Wreszcie ostatnią niwę, tę po Miłorodzie, co się roztrzaskał o Ziemię, przejęli Rodowie i Dziwieniowie (Kupałowie).