białczyński

Słowiańszczyzna przed chrześcijaństwem – Zorian Dołęga Chodakowski


Secluded

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Zorian Dołęga Chodakowski

O SŁAWIAŃSZCZYŹNIE

PRZED CHRZEŚCIJAŃSTWEM

Zniknęły przed wiedzą uczoną dzieje, obrzędy i zwyczaje nasze w epoce wielobóstwa. Nie sprzyjała oświata Europy całemu czasowi, w którym Krzyż święty wznosić się począł wśród rozległej i podzielonej Sławiańszczyzny. Pierwsi posłańcy do nas z wiarą dzisiejszą dalecy byli od umiarkowania, ażeby mieli co oszczędzić dla historii i wieków, i ten nieprzychylny zapał w ich następcach ledwo do naszych czasów nie doszedł. W tym duchu dziesięciu lub więcej władców naszego plemienia kolejno wywracali budowę przyrodzonym natchnieniem wzniesioną i obok nowych prawideł nieba nie zdołali zabezpieczyć własności ziemskiej, która by przetrwała do nas i była ichże samych pamiątką.

Wypadek ten jest najgłówniejszym w Sławiańszczyźnie, bo całą jej rozległość z czasem objął, upoważnił nowo tworzące się dzielnice i coraz więcej pomnażał. Ogniwa nowej wiary wcielały niepodobnych nas do reszty narodów Europy. Uczęszczał Słowak z nabożeństwa lub potrzeby do Rzymu lub Carogrodu, a przejąwszy się nienawiścią wzajemną stolic chrześcijaństwa, zapalał pochodnie wiekuistych wojen na przestrzeni swojej o to, że nie jednej głowie uświęconej daninę płaciła. Biada nam! Długo nazbyt przetrwaliśmy w tych obłędach. Nie wspomniałbym ich może, gdyby nie miały zgubnego wpływu na ten zakres naszej historii i nie były pierwszym podkopem miłej nam zawsze narodowości. Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi. Pierwsze dłuto dziejów Północy w czyim było ręku – wszystkim wiadomo. Łatwo widzieć, że powołanie zawsze trącało ich ręką i szczerby sprawiało w obrazie ojczyzny. Nie dziw zatem, że u nich epoka przedchrześcijańska, jeżeli nie ominiona całkiem i nie zarzucona wymysłami, wystawia nam tylko grube obyczaje, dzikość i ślepotę naszych ojców. U nich to z łatwością jednakową w Poznaniu, Kijowie i Nowogrodzie dzieje się przejście do wiary. Podług nich dosyć było przykładu i woli panującego, aby dzień jeden lub rok to przeznaczenie spełniły. Tak mniemając ci latopisarze, rzekłbyś, nie znali uporczywej duszy sławiańskiej, nie znali dziejów rodzinnego i pierwotnego ludu, u którego sposób rządzenia się i życia, obyczaje i mowa sama — ściśle były spojone z nauką o bogach. Przeobrażenie więc nagłe i szczęśliwe być nie mogło i w istocie nie było. Nowogród Wielki o cztery lata spóźnił się po Kijowie, w sto lat Rostów, a jeszcze później u nas Szczecin nawróciły się. Nie przywodząc naszych, dowodów, spomnijmy, co Naruszewicz mówi o okropnościach u Lachów w siedemdziesiąt lat nowej wiary z powodu prześladowania pogan, zamilczanego od naszych kronikarzy. Schronienie się na ostatek kapłanów z wielu bogami wśród zapadłej Litwy podwyższyło nie znaną dotąd krainę i w porze dogodnej do zemsty miecz podniosło na polskie i ruskie sadziby. Jaćwież przy źródłach Narwi ileż dokuczyła jednemu i drugiemu współbraciom? Co Nestor pisze o spółczesnych Radymiczanach i Wiatyczanach, a życiopis św. Wojciecha wyraża o Czechach i w życiu św. Benna biskupa misneńskiego, co się działo na ostrowie Ranowców? Wszystko okazuje, że nigdy człowiek, żyjący pośród swojej rodziny, nie przemienił siebie, nigdy z uprzedzeń i nałogów, które jemu długo towarzyszyły, razem nie otrząsnął się, bo nie łatwo jest powstać przeciw sobie samemu, zmienić sposób życia, myślenia, poniechać wszystko, co mu jest miłym, nade wszystko nadać inny obrót, językowi uzwyczajonemu czcić wielorakie bóstwa i pełnemu tych przenośni, przysłów i wzorów przyrodzonych, które stanowiły jego śpiewy obrzędowe, igrzyska, potoczną mowę i zawsze tchnęły jego wiarą. W dziejach zapomnianych, dawno rozsławionych i obecnych nasz ród zajmuje swoje miejsce. Nie zebrał się on z wygnańców ani szczątków upadłych mocarstw. Był zawsze ludem pierwotnym, właściwym i jednosłownym. Nie wiadomy jeszcze czas i przyczyny, dla których on opuścił sąsiedztwo Indowego Stanu, jak długo był w tej wielkiej drodze, nim wkroczył do Europy i zajął jej połowę od strony Azji. Pewnym tylko jest, że po usadowieniu się w nowym stanowisku zajmowali razem okolice zadunajskie aż do podstawy Bałkanu nad Adriatykiem, za Łabą i całą między nimi przestrzeń, jako też Północ od ściany Sweonów, rządzoną przez wielkich kaganów, nim przenieśli stolicę do Kijowa. Ze zmiany takowej na ziemi poczynili niektóre poprawy w zasadach wielbionych świateł nieba, liczne przenośnie z jestestw przyrodzonych rozciągnęli do poznanych na północy i całą jej przestrzeń na jednakie sta podzieliwszy, jednymże ustawom, obrzędom i zwyczajom podlegali. Widać wszędy w tej epoce naczelników z chorągwią przewodniczącą w pokoju, wojnie i świętych obrzędach. Połączenie w jednej osobie tak wielorakiej władzy nad licznym narodem tyle podawało sposobów stanowienia i wykonywania wszystkiego, że Sławianie, w tym stanie rzeczy i ręką przyrodzenia czczonego kierowani, nie mogli być ludem nieczynnym ani uśpionym. Wojna dla ubezpieczenia i rozszerzenia bytu, a w pokoju łowy, rola, rzemiosła pewne, obrzędy połączone z wielkimi grami i ucztą były ich powszechną zabawą, znamienitym i płci obojej spólnym zatrudnieniem. W pamiętnikach owych wieków dosyć często natrafia się na wyrazy: rola, pług, socha, kosa, kowal, stolar, tieśla, tkę, dłubię, dłuto, a nawet pisar i malar. Wszystko to było potrzebnym i użytym, zyskiwało swoją cześć i przeniosło do późniejszych wieków wysoką, ale już przenośną pochwałę*(1). Nigdzie nie widać śladu, aby przed epoką poloru naszego byli na Północy poddani. Nie mogli być oni w przechodzie z Azji do Europy i dotąd w drugiej części świata nie znają, co jest pracować na wieczystego pana, który w oczach swojego monarchy jest im równy. Wrodzona Sławianom prostota, wesołość, uprzejmość i szczerość wydawały się nawet w oczach nieprzyjaciół i to świadectwo zyskały. Męstwo, miłość i ta gościnność doskonała, na podziw i uwielbienie starym Saksonom służąca, bóstwami były całej naszej ziemi, wzajemnie się wynagradzającymi i hojne dary im niesiono. Kiedy mniej będziemy oczekiwać od wieszczych pisarzów zagranicznych, mniej na nich polegać, a przedsięweźmiem wśród siebie, na własnej przestrzeni, w gnieździe ojców naszych szukać o wszystkim wiadomości, znajdziemy może więcej niźli dotąd gdziekolwiek pisano. Wpatrzmy się tylko w ziemię naszę. Może Sławianie zostawili ją dla nas jako najtrwalszą księgę, może ją zakłęli, aby nigdy z dziedzictwa potomków nie wychodziła i w tym celu urzekli owoczesnym sposobem, by mogła służyć za świadectwo odwiecznej własności najpóźniejszym wnukom. Nie śmiejmy przeczyć naszym założycielom troskliwej przezorności o zachowanie takiej pamiątki, bo kto z ludem przeszedł rozległość między Indem i Bałtykiem, ten pewnie zyskał wiele doświadczenia i baczności na przyszłość i mógł być jak Mojżesz drugim zakonodawcą swojego plemienia. Poznajmy się więc z naszą ziemią, obliczmy wszystkie jej miana, czyli uroczyska. Będziemy widzieć, iż mimo dziewięciu wieków, mimo tyle wojennych zniszczeń, mimo niewiadomość i próżność samochwalna w odmienieniu starych nazwisk, zachowały się przecież i doszły jeszcze do nas imiona bogów, imiona do czci ich należące, imiona jej sprawców i tego jestestwa ziemnego, które w przestrzeni czasów zaleciwszy się wielkim dobrem i złem, na chlubę rodu ludzkiego i mowy naszej czołem wieków nazwane zostało*(2). Będziemy na tejże ziemi czytali nazwiska wszystkich zwierząt i ptaków, zarówno w Indzie zostawionych, jako i w tutejszym klimacie poznanych, wszystkich drzew leśnych i owocowych, ziół przyjemną wonią i kwiatem wabiących, jak i do pożywienia sposobnych, niemniej tych, co do leków i mniemanych czarów służyć mogły, oznaczenie wszystkich kruszczów wtenczas wiadomych, imiona wojny ze wszystkimi jej na tę porę narzędziami, jako też miru wiodącego długi szereg na łonie swoim zabaw i trudów, uroczyska morza ze wszystkimi podziałami wody i statków na niej używanych, wszystkie odmiany powietrzne, pewne liczby znaczące lub bogom poświęcone, wyrażenia wszystkich przeciwności, jakie tylko wyobraźnia człowieka wystawić sobie może, wszystkie przymioty złe i dobre, wszystkie członki, które składają ogół żywotnego ciała, wszystkie ich działania, wszystkie władze zmysłowe, wszystkie nazwiska ogólne i szczegółowe. Na koniec myśl, pamięć i sława jako sprężyny i cel tego obrazu; krócej mówiąc, cała encyklopedia, rzekłbyś, i cały słownik nasz w prostym lub przenośnym znaczeniu, pojedynczym lub składanym sposobie na ziemi naszej rozwinięty, dzielące ją stare sta w pewnym porządku napełnia. Nie ma stopy ziemi w starej Sławiańszczyźnie, żeby nie należała do tego rzędu słownego. Zarówno okrywa on osiadłe, jak i próżne miejsca, użyteczne i dzikie, wyniosłe i poziome, najeżone góry, jak doły i zapadłe bagna, czyste pola, jak zamierzchłe lasy, słowem, cała powierzchnia ziemi była stolicą naszych bogów i jedną tablicą naszej wiary. Kto zdoła w takiej obszerności, na każdej prawie mili czworogrannej zrachować będące ogrody, grodziskami i horodyszczami zwane, wałem dokoła obniesione i przy nich bliskie zawsze łyse czyli jasne góry, panujące zwykle miejscowemu położeniu i wznoszące się przy stokach i wodach? Dostrzega się na wielu miejscach, iż w niedostatku ziemnej wyniosłości, w gładkiej równinie, wśród nizin i błot Polesia, w dogodniejszym jednak miejscu, toż samo uroczysko zachowują. Kto słyszał, co Szczygielski *(3) o niej mówił, kto przypomni podanie powszechne o wiedźmach i czarownicach na Łysą Górę co czwartek po nowiu uczęszczających, kto słyszał o kijowskiej górze, ten dziwić się nie będzie mnogości pomienionych nazwisk. Rozległość olbrzymia ziemi sławiańskiej nie dozwalała ojcom naszym przestać na dziewięciu tylko przybytkach pozwolonych od sumiennych pisarzy, owszem, dla tej przyczyny w miarę ludności swojej, zakreślając stare sta i wmieszczając w nie sto nazwisk ziemskich, obierali pośrodku nich najokazalsze miejsca dla łysej góry i świętego ogrodu, czyli do tych stosując zaokrąglenie reszty należących nazwisk. Rozległość olbrzymia ziemi sławiańskiej nie dozwalała ojcom naszym poprzestać na dziewięciu tylko przybytkach pozwolonych od sumiennych pisarzy, owszem, dla tej przyczyny w miarę ludności swojej, zakreślając stare sta i wmieszczając w nie sto nazwisk ziemskich, obierali pośrodku nich najokazalsze miejsca dla łysej góry i świętego ogrodu, czyli do tych stosując zaokrąglenie reszty należących nazwisk. Praca moja nic jest jeszcze u swojego końca. Odkrycie każdego systematu nie może być zarazem głoszone w całej rozciągłości i trudno jest na słabych skrzydłach przelecieć oddalone wieki i z bystrością przeniknąć ich tajemnice. Czas tylko i usilna praca, po bacznym przejrzeniu wielu odległych okolic, przynieść mogą objaśnienie, jakim sposobem jedno czucie lub wola czyja na takiej rozległości umiały osnować tkań wszędy do siebie podobną lub przydać do niej tę rozmaitość, która za pewnym oddaleniem się, jakby w cale przeniesiona, powtarza się i odnawia. Chodząc wszędy po tIe starodrzewnej nauki, po ząkrętach sławiańskiego rządu, ileż to napotkać można Nowogrodów, tak dawnych jako i Starogrodów, Kijowów, Krakowów, Gniezn, Moskw, Kruszwic, Poznaniów, Budinów, Przemyślów, Białogrodów, Warszew , ze ze sprzężonymi tymiż samymi lub jednoznacznymi imionami. Ileż odkrywa się nicości i błędów w naszych opisach, które z nazwisk osad lub krajów tylu założycieli niebyłych wywiodły. Wsparty na tak rozległym i wszędy mi obecnym systemacie naszej osiwiałej starszyzny, patrzę spokojnie, jak w moich oczach znikają roje marzeń pochlebnych, co jakąś osobistość ukrytą mając na względzie, ćmę bohatyrów z nazwisk tyluż osad w kronikach czeskich siliły się stworzyć. Można powiedzieć, iż żaden z narodów upadłych, żaden z nowożytnych i polerownych nie pomyślał o takim układzie ziemskich nazwisk, nikt za pomocą podobnego słownika nie zapewnił sobie wiecznie trwającej pamięci. Nie jest to litania wszystkich świętych w hiszpańskiej Ameryce i na wyspach, bez ładu umieszczana. Sławiański porządek jest oryginalny, włąściwy naszym tylko zakonodawcom i przodkom, co przez tyle wieków w tysiącznych miejscach zrobili i zachowali. W tym była ich spólność, jedność, stąd wszystkim należny zaszczyt, stąd chcę mówić – wszyscy okryli się wieńcem i nazwiskiem S ł aw y. Przeglądając się często w tym obrazie, czułem tylekroć wewnętrzną cześć dla naszych pradziadów, uszanowanie ku tak wielkiej ich myśli i znajdowałem zawsze odradzającą się we mnie chęć dalszego rozpoznania i w miarę sposobów dokończenia tego obrazu. Czas powiedzieć cokolwiek i o podaniach ludu sławiańskiego. W narodzie pierwobytnym i kilkanaście wieków zliczającym na tejże ziemi zawsze podanie jakieś być musi. W niedostatku pisarzów lub owoczesnych świadectw zdolne jest wiele rzeczy nam odkryć. Lecz kto nie zamierzył sobie pewnego rysu, nie przygotował pewnych pytań, a jeszcze w miarę szerokości ziemi sławiańskiej nie ma zapasu odwagi, wytrzymałości i opatrzenia się w kilka jej dialektów, ten daremnie będzie oczekiwał podań; same do jego brzegu nie przypłyną i nie nastręczą się. Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym gorzkim zmroku dostrzec można świecące im trzy księżyce, trzy zorze dziewicze, siedm gwiazd wozowych. Tam zorza Lelowa zbliża się do młodego miesiąca – miłość nowożeńców i gody zwiastuje, tam zorza, księżycem ogrodzona lub zawojką pokryta, ślubną przysięgę , tłumaczy. Dotąd jeszcze trzy rzeki płyną podsieni lubowników, udzielają świętej wody do korowaja i kołaczów . Dotąd zawodzą się w nuceniach podolskich wróżby na tychże rzekach, jak bizantyckie kroniki wspominają. Jeszcze cichy Dunaj jak ów Ganges jest wodą świętą, pełną uroków, miłości i szczęścia, i na powierzchni swojej niesie korab czerwienny z okwitością swadziebną . szcze słup wyzłacać jadą do Lwowa. Dziewica między dwoma lwami stojąc bez bojaźni, oddaje rękę junoszy. Strusie pióra i pawie ogony zdobią wieńce i głowy poślubione, a czerwiec z maliną zmieszany stanowi chwałę czystości dochowanej. Rusa kosa pod Kijowem, złoty warkocz w Krakowie biorą pierwszeństwo. Jelenie, rysie, łabędzie i sokoły nie zapomniały jeszcze przynosić kochankom wieńców i pierścieni . Sierocie zabierającej się do ślubu opiewają dąbrowę pełną pni bez zieloności. Jeszcze mosty ścielą się ze trzciny, gdy dzieci mają upaść do nóg rodzicom, a drugie, usłane pierścieńmi i perłami, znajdują się po drodze kochanków. Ogólnie mówiąc o tych śpiewach obrzędowych, nieco uzbieranych nad Nieprem, Bohem, Bugiem, Sanem i górną Wisłą – wszędy tchną miłą smętnością, prostotą pełną przenośni i obrazów starożytnych . Wyznać trzeba, że kiedy lud wiejski, tak dawno usunięty od swobody, mógł jeszcze podobne nucenia zatrzymać, pewnie one w epoce panowania swojego na rajskich dworach i ogrodach, w gajach, na górach i polach uświęconych podczas soborów płci obojej pod okiem kniaziów, księdzów, królów, żerców , klechów i starostów obrzędowych były nierównie znakomitszymi . Niestety, nasza ziemia nie była morzem z trzech stron ubezpieczona, aby mogła pomimo wieki zachować tyleż co Szkocja. Lecz czego nic pomału żałować trzeba, że w Czechach za Karola IV, a w Polszcze w wieku Zygmuntów, przychylnym dla nauk i mowy ojczystej, w wieku nie tak pogorszonej zagrody wieśniaka, nie pomyślano o zbiorze całkowitym pieśni. Do podziwienia, że Jan Kochanowski wiele pięknej prostoty spod strzechy wiejskiej przenosząc do swoich rymów, nie wpadł na myśl podobną; ona tuż za nim stała. Ona by u Zygmunta Augusta otrzymała hojne wsparcie i stałaby się godnym tamtego wieku upominkiem. Oszczędziłoby się nam przez to czasu i pracy tym trudniejszej i nie byłoby przyczyny narzekać na Marcina z Urzędowa kanonika sędomirskiego *(4), Gizelego archimandrytę kijowo-pieczarskiego*(5), na drużynę Lojolego i na niezrachowany pułk jubileuszowy, którzy z żarliwością wielką deptali to wszystko, co jest dzisiaj celem ciekawości naszej. Obok tych win w zachodniej stronie oddajemy pochwałę mimowolną ruskiemu duchowieństwu. Greccy i unijaccy (jak my zwali) popi byli to bracia swojego ludu modlący Boga w sławiańskim języku **(6), wolni od wyniosłości i kłócenia mieszkańców swoimi reformy, mieli więcej pobłażania i łagodności z tej strony. Skutek to okazał, bo ruskie okolice nieporównanie więcej starych podań zachowały i mnie nauczyły. Na Rusi północnej w końcu XVIII wieku zebrano śpiewy i drukiem ogłoszono. Wydawca chwali ich rozległą jednostajność po wszystkich okręgach, lecz wyższość poetyczną przyznaje małorosyjskim, to jest południowej Rusi pieniom. Zgadzam się na to z przekonania własnego, gdy przez Niepr zajrzałem nieco do połtawskiego okręgu. Powiedzieć jednak trzeba prawdę, że w zbiorze tym dwunastoksięgowym nie widać stałego celu. Starano się bardziej o huczne noty lub kalinuszki posępne niźli o rzecz samę; nieznane osoby tym się trudniły, wyboru żadnego nie zrobiono. Względem szląskich, czeskich, morawskich i węgiersko-sławiańskich, nie znając ich jeszcze, nie mogę nic powiedzieć. Czynię jednak starania. W badaniach starożytności naszej przedstawia się jeszcze osobliwsza okoliczność. Kiedy ją tutaj wyrażę, niejeden będzie wątpliwością, a w pogotowiu i śmiechem przejęty. Szczerze wyznaję, że sam długo byłem w niedowierzaniu. W istocie, jak można przystać na to, aby znaki chluby szlacheckiej, ten pomnik urojonych powieści dla naszych rodopisów, to źródło bezdenne panegiryków dla ojców jezuitów, skazane w dzisiejszej oświacie na niepamięć, żeby mówię herby nasze mogły mieć starożytne i pewne znaczenie. Lecz rzućmy na stronę wszelkie uprzedzenia o tych znakach. One temu nie winne, że ich starano się nie rozumieć i umyślnie bajkami przyćmiono. Nasze zbiory heraldyczne są prywatnym autorów usiłowaniem, lecz nie dziełem urzędowym. W ostatnim zbiorze Piotra Małachowskiego wyrażono koło 10 000 rodzin, a wszystkich herbów, uważając z odmianami tamże wyrażonymi, będzie blisko tysiąca. Jakaż to liczba! Czy podobna jednemu człowiekowi ogarnąć i oznaczyć każdego początek i przyczynę niezmyśloną zacności? W tych księgach umieszczano podług wywodów, jakie komu podobało się napisać dla informacji autora lub z kwerendy po aktach urzędowych, które początku starożytnego szlachectwa nie wyrażają i my tak dawnych składów papierowych nie mamy. Patrząc, co Niesiecki sam w protestacji na końcu tomu IV wyraża o tej starożytności szlachty i herbów, o pochodzeniu ich ze krwi cesarzów wschodnich i zachodnich, od królów aragońskich i książąt sycylijskich, od komesów, a nawet od Olimpu i Oceanu prowadzonym – wszystko to nie zasługuje na żadną uwagę. Niemniej, chorobą zadawnioną jest u nas szukać chluby z rzeczy zagranicznych i dlatego nawet rodowody bardzo częste z Brytanii, Danii, Włoch, Francji i innych krajów. W tej cudzoziemszczyźnie nie mógł już być Słup, tylko Kolumna, Kruk ubrał się za Corwina, Niedźwiedź, ten biedny mąż, za poddanie się swoje żonie wyszedł z czasem na Ursyna. Wata obeznał, się ze Starym Testamentem i przywłaszczył Samsona. Biała gęś zasłyszała o sławie kapitolińskiej i podniosła się na Paparonę, a jasny sokół, ten ptak niegdyś znakomity, dawszy tyle chleba sokolniczym, zawsze będąc oznaką dzielnego mołojca, zniżony na ŚIepowrona. Ten pisze, że Baryczka przybył z Panonii do Węgier, potem do Polski; tamten wyraza, iż rybka herbowna Glaubiczów, Przecławskich i Rokosowskich była jeszcze przed narodzeniem Chrystusa. Zorza z księżycem ma gniazdo swoje nad Renem w zamku Monstern, po sławiańsku Leliwą niby zwanym. Boże stado w Kromerze będące *(7), znać przy zagładzie ubrzędu stada byłego u nas, tą koleją przewrócone w Boże zdarz z dykteryjką w pogotowiu, iż samo dobre życzenie królowi idącemu pod Warnę ten herb i szlachectwo przyniosło dla Szwarca . Wiadomy skutek wyprawy. Król poległ i noga żadna nic uszła; pamiętnie uiściło się życzenie! Jakkolwiek bądź stało się, Szwarc dlatego używał herbu, lecz nie pierwszy, bo on umarł bez potomstwa męskiego, a jednak kilkanaście rodzin używa tegoż samego znaku. Wspomniałem o skutku warneńskiej bitwy. Opłakiwała go długo Polska. Rodopisowie nasi w szczęśliwym widoku wszystko uważając, jakby po tryumfie spod Warny idącego Raka z dyplomatem szlachectwa chcieli ukazać . Niesiecki, we Lwowie piszący, nie widział przyczyny, dlaczego dąb we herbie będący od poprzednika dub nazwany. Wśród podobnego odmętu bajek i gwaru zgadzają się jednak wszyscy pisarze nasi, że były herby u nas za czasów pogańskich, że na pamiątkę przyjęcia chrześcijaństwa krzyżyki tylko dodano, a wyliczenie takowych herbów przez bojaźń sumienną opuszczono. Jeden Wacław Potocki 1696 r. ośmielił się powiedzieć, że herb Łada jest zabytkiem bożyszcza Łady; przecież Niesiecki, często go przywodząc, względem tego zdania milczy i podsuwa natomiast swój wywód historyczny od wsi w lubelskim województwie. Z tego uważać można, że jezuitom naszym bałwochwalstwo było lepiej wiadome, gdy tak stronili od niego, bo i Knapski w słowniku swoim wyrazu „ładna”, „ładność” nie położył, a lelek barbaryzmem, czyli nic nie znaczącym pokazał. Mówiąc o herbach, były one jako klejnoty szlacheckie przez wszystkie wieki troskliwie piastowane, lecz przechodząc przez tyle rąk chełpliwych, łżywych i zabobonnych, w odmiennej postaci okazywały się. Nie powinniśmy gardzić żadnym źródłem wiadomości, zwłaszcza krajowych. Doświadczmy, podnieśmy z nich zasłonę, oddzielmy obce za indygenatami przybyłe i późniejsze podług tablicy Czackiego i podług konstytucji; odłączmy na chwilę krzyżyki jako dodatek gorliwości chrześcijańskiej i wszystkie razem okażmy w rysunku. Wówczas postrzeżemy pewny między nimi układ, pewne podobieństwo i oddziały, tu pojedyncze znaki, tam złożone i jakby całkowite. Tu wszystkie światła niebieskie sławione w pieśniach wiejskich i osnowa nauki tak zwanych czarownic; tu zora Leliwa duże szczastływa, zora Lubowna. Tam korab z Lwami i słupem uwieńczonym u jednych, z dodatkiem leliwy i sokoła u Dziekońskich, ten sam zda się, na którym kniaź Mstisław Swiet Wołodimirowicz płynął po jeziorze Ilmenie do pięknej Lubawy. Dziewki z rozpuszczonymi włosami lub zawojką na głowie*(8) nie będąż to same książnice krakowskie i kniahinie ruskie, widziane na weselu i w naszych czasach? Biały koń na czerwonym tle – nie tenże sam, o którym Sakson Gramatyk w oblężeniu Arkony mowi? Herb pana Zadory – lwia głowa buchająca płomieniami i trzy takież głowy nie przypominająż nam Czernoboha widzianego w Wielkiej Syrbii? Skąd w heraldyce naszej tyle zwierząt i ptactwa, nie odrzucając kota, zająca, świń, jeża, kawek i sroki? Jakież miłostki wprowadziły tyle serc strzelistych i tyle łabędzi? A w inszych miejscach, drzewa, kwiaty, zioła, grzyby, węże, ryby i żaba. Możnaż pomyśleć, aby to wszystko miało oznaczać męstwo, rozum, cnotę i zasługi? Były wprawdzie czasy, kiedy umiano te przymioty na owych znakach wyczytywać i my tak szczęśliwemu omamieniu może najwięcej winni zachowanie tych hieroglifów starożytnych. Z Salustym Jezierskim, gdyby on żył kilką wiekami pierwej, zginąłby nieochybnie nasz zodiak szlachecki. Pewnie, iż w starodrzewiu dawano lub przybierano te znaki za jakąś dzielność i usługę, lecz bez stosunku znaków do osób. Czerpano te rysy z jakiejś księgi, która do nas nie doszła lub z natury wielbionej i zwyczajów sławiańskich, nam także nie znanych . Szkoda, że ustal już duch obrończy szlachectwa i nikt nie myśli o dopełnieniu zbioru herbów przyniesionych do dwunastu komisyj wywodowych w zachodniej stronie Państwa Ruskiego. Heraldyka Północnej Rusi, za cesarza Pawła I wydana, nie zaspokoiła w niczym mojej ciekawości; są jednak ślady, że były pieczęci kruszczowe za Igora, daleko wcześniej przed chrześcijaństwem. Znamiona pogańskie nieochybnie przywalone ciężarem troistego krzyża za Władymira I; nie uratowano ich poznańskim sposobem przez unią z krzyżykami. Stąd też wielki kagan jest na równi z apostołami i w liczbie świętych. Nasz Mieczysław za siedem żon po staremu jeszcze nie odpokutował. W następnych wiekach Ruś dosyć ma pieczęci, lecz na nich nic sławiańskiego. Ziemia, panujący i bojarowie stałych i jednostajnych nie używali herbów **(9). Dziewica z rozczesaną po ramionach rusą kosą, z wieńcem rucianym lub barwinkowym na głowie, sławiona w całej Północy i Południu Rusi, nie miała szczęścia zostać znamieniem swoich czcicieli. Czudo dwugłowne, nie znane Słowakom, przyleciało od Grecji po roku 1490 i siadło nad Mostkową rzeką za Iwana Wasylewicza. Uhry znamienne trzy rzeki i sześć lelij przewrócili na insze liczby i postać. Sprawiedliwie powiedział nasz Mikołaj Rej: „Świat ten dziwnie się kołysze w swoich sprawach”. Litwa, przyjmując wiele od Rusi w czci bogów, pismach i mowie urzędowej, jeszcze na pieczęciach Witowda Wielkiego i chorągwiach pod Grunwaldem ukazywała znamię takowe: \__/-|-\__/. Zepsuła go z czasem i wcale zaniechała. Zrcadlo słavneho markrabstvi moravskeho, w Olomaucy 1593, było księgą dla mnie pomocną. Czego w polskiej heraldyce znaleźć nie mogłem, a mocno życzyłem w stosunku do śpiewów wołyńskich, w tym to Zwierciedle zyskałem. Nie znam jeszcze heraldyki czeskiej i uherskiej, rodzin właściwie sławiańskich. Hospodarowie, wojewodowie mołdawscy, władnący brzegami sławnego u nas Dunaju, rządząc krainą starego Bohdanu, używali w dyplomatach hołdowniczych Polszcze pism i mowy sławiańskiej. W kilku aktach w Sybilli puławskiej będących z XV wieku i XVI widać stałe używanie na pieczęci wielkiej turowej głowy między Leliwą. Bojarowie w tym kraju dotąd są w prostocie sławiańskiej i powierzchowności tureckiej. Wszędzie można by coś znaleźć po otrząśnieniu cudzych pyłów i śniedzi. Wiele pochodni w ręku szlacheckich zgasło i to jeszcze pierwej, nim pomyślano o ich uczczeniu. Trzeba przeglądać cerkwie, kościoły, cmentarze lub po archiwach stare oryginały. Niezmierna praca! Lekki dowcip z przestrachu od niej uleci, bo tu krótkości nic folgować nie można. Trzeba długo mozolić się kwoli starym wiekom i naszym obyczajom i nieraz nakoźlić czoła. Zabezpieczmy przypadkowe i dość częste odkrycia z ziemi, te różne małe posągi, obrazki i narzędzia kruszczowe, naczynia, garnki z popiołami. Zliczmy i poznajmy wymiarem dokładnym wszystkie potężne mogiły, które na cześć jednej osobie sypane samotnie wieki przetrwały. Ochrońmy od zniszczenia w podziemnych pieczarach wykute na skale pisma, nam większą częścią nieznane. Zdejmijmy plany z położeń miejsc zaleconych znakomitością starodawną dla objaśnienia starego sta, nie dozwalając żadnemu uroczysku pójść w zapomnienie. Poznajmy wszystkie nazwiska, jakie lud wiejski, czyli jego lekarki w różnych stronach dają przyrodzeniu. Zbierzmy, ile można, śpiewy i herby starożytne, opisujmy celniejsze obrzędy. Wnieśmy to wszystko do jednej księgi, a przekonamy się niewątpliwie i o pochodzeniu naszym z Inąd, czyli Indostanu, i poweźmiem milsze wyobrażenie o naszych przodkach. Złączmy ich naukę V wieku z oświeceniem i wdzięcznością wnuków w XIX wieku już odzywających się. Nie zamierzałem sobie nigdy przed zebraniem wszystkich zapasów wcześnie o tym pisać. Skreśliłem tylko niektóre myśli, wyjęte z czteroletniej mojej wędrówki i pracy kwoli dalszego jej przeznaczenia. Postawiwszy siebie myślą za dziewięciu wałami wieków oddalonych, przed obliczem osiwiałej i poważnej brody naszych przodków nie mogłem już mówić bez pewnej czci dla nich i, jakby w ich imieniu, bez pewnej śmiałości, która wspierając się na rzetelnej prawdzie, ze skutków dotykalnych wywiedzionej, duszy północnej zawsze powinna być znamieniem. (Pisałem w Sieniawie nad Sanem 1818 r. w miesiącu marcu).

Przypisy *

Przypis 1
* Mikołaj Rej z Nagłowic w swych rymach chwaląc panów Czarnych Pawłów z rozumu, cnoty, męstwa i udatnej postawy, które były własnością całej ich rodziny, na dobitkę tych pochwał po staroświecku tak kończy:
„A za ich obyczajmi i za ich sprawami
Mógłby właśnie ich każdy zwać Koniakowkami”.
W godowniczych śpiewach ruskich kowalczyki i kowalenki kują konie panu staroście weselnemu, któremu swanienka czyli swacha daje podkowy złote i srebrne z uchnalami takimiż. Oto i przyczyna, dlaczego u nas tyle herbów napełnionych podkowami. Zawsze one wyrażają dobrego junaka i Niesiecki na wielu miejscach toż samo mówi.
Męstwo, wytrzymałość i zręczność w prowadzeniu wojny długo porównywano u nas z przyrodzeniem wilka. Pamięć tego zachowała się w pieśni o pochodzie na Połowców Igora kniazia siewierskiego. I Niesiecki w Koronie Polskiej [t. I-IV, Lwów 1728-1743] kilka takich przykładów umieścił: „Eleazar albo zwyczajnym na Rusi językiem Olizar (Jelisar) na jedno oko ślepy, atoli wielki wojownik, gdzie żadnej o sobie nie dając wieści, Tatarów napadł i szczęśliwie raził; stąd już ślepy, już głuchy Wołczok zwano go”. T. II, str. 424 i t. III, str. 453. Wilk Mazowiecki, człowiek znaczny. T. III, str. 234. Przodek Ługowskich Wilkiem nazwany, który mężnie wojował pod Leszkiem Czarnym z Litwą i Jaćwieżą i w nagrodę zasług wieś Ługi otrzymał. T. III, str. 184. Jan ze Strzelec herbu Grzymała, arcybiskup gnieźnieński, mąż wielki, poważany od Kazimierza Wielkiego i wykonawca jego ostatniej woli, Suchym Wilkiem był nazwany. T. II, str. 335. „Wilk mu za uchem wyje” – było u nas przysłowie; także: „Biega jakby z wilczą skórą po kolędzie”. Tysiące podobnych przenośni było w naszej mowie, zbogacała się ona znajomością i obrazami przyrodzenia, które służyło za wielką księgę naszym przodkom. My od nich daleko odstrzeliwszy się, wszystkiego zapomnieli i wszystkiego postradali. Dwadzieścia lat należało walczyć naszym, aby odzyskać straconą ojczyznę; nie mniejszych może trudów potrzebować będzie przywrócenie narodowości w mowie naszej. Zgorzkła obca słodycz bez miary używana. Czuć się już daje utęsknienie do prostych i ojczystych pokarmów. Zbierzmy je skrzętnie, a czas, sprawca wszystkiego, może wyda nam nowego Bojana, który do wygładzonej dziś mowy przydając starożytne obrazy i zwroty stanie sie twórcą narodowej oryginalności.

Przypis 2
‚ Miło dla nas byłoby za jednym razem okazać ten tryumf sławiańskiej mowy, gdyby ta rzecz nie zawierała się w ogólnym jej prawidle składania i mnożenia wyrazów. Tak wszystko poszło na niewiadomość, że chcąc jednę rzecz objaśnić, trzeba całą, tak nazwę, machinę poruszyć. Wszelako można przeświadczyć się o tym i ze słownika p. Lindego pod wyrazami: czoło, wiek i człowiek.
W Powieści o Mstisławie I Wołodimirowiczu, sławnym kniaziu ruskim, w nader starożytnym rękopiśmie znajdzionej, widziemy wielkiego posadnika Gostomysła Burywoicza. „Umom swoim on wieki obnimał” – to wyrażenie dosyć jest późne, bo z XII w., lecz razem jak jest wysokie, jak przypomina prawodawców mowy sławiańskiej? Trzeba być obcym, nie należącym do naszego plemienia i być tak pozbawionym wszelkiej wiadomości w tej mierze, aby jak Rulhiere, słabo chwyciwszy się za wyraz cerkiewny rab (oznaczający po sławiańsku i rusku służebnika, a po rosyjsku dziś niewolnika), mógł rozumować, że w tym kraju człowiek i niewolnik jednako nazywa się. Gdyby powiedział, że dzieci: rabiata często mianują się od rodziców, byłoby prawdą i świadectwem, jaka jest przyrodzona zwierzchność rodziców i uległość dla nich dzieci przez ten wyraz bez granic oznaczona .

Przypis 3
* W książce, acz późno pisanej: Aquila Polono-Benedictina… [Kraków 1663, s. 119 nn.] i w miejscowej legendzie: Krzyż Święty na Swiętney górze Swiętokrzyskiey, Łysiec nazwaney… przez X. Marcina Kwiatkiewicza… w Krakowie 1690.

Przypis 4
*Ten człowiek, zostawiwszy pamięć po sobie w napisanym Herbarzu polskim, to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych… MDVC roku wydanym, obok tego ujmuje w rękę bylice (czarnobyl, artemisia) i tak każe: „Tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polsce nie chcą opuszczać niewiasty, bo takież to ofiarowanie tego ziela czynią, wieszając, opasując się nim. Święta też tej diablicy (Dianny) święcą, czyniąc sobótki, paląc ognie, krzesząc ognia deskami, aby była prawa świętość diabelska; tamże śpiewają diabelskie pieśni plugawe tańcując, a diabeł też skacze, raduje się, że mu krześcijanie czynią modłę a chwałę, a o miłego Boga nie dbają, albowiem w dzień św. Jana wieśniaków przy chwale miłego Boga żadnego nie będzie, a około sobótki będą wszyscy czynić rozmaite złości” [Kraków 1595, s. 32].
Ten pogrom doścignął swojego celu i odnawia się jeszcze przez bolesne kije u spodu Góry Świętokrzyskiej. Dogorywają już w naszych oczach niewinne sobótki, pełne starożytnej tajemnicy i pełne przyjemności w rymach Jana Kochanowskiego. Ta chęć zacięta na wygnanie gościa sławiańskiego (ognia) i do tego stopnia ścieśniona swoboda utrudzonego kmiotka, że w naszym wieku polerowanym nikogo nie obchodzi, rzecz także dziwna.

Przypis 5
* Ten kapłan wydał w sławiańskim języku Sinopsis ruskiej historii 1679 r. Przytoczmy własne jego słowa, co mówi o „idolech” (bałwanach sławiańskich) na stronie 46: „Tohożdie Kupała (sobótka) boha, ili istinnieje biesa i do siele po niekiim stranam rossyjskim jeszcze pamiat’ dierżytsia, najpacze w nawieczeryi rożdestwa światoho Joanna Krestitiela, sobrawszesia w wieczer junoszy mużeska, diewiczeska i żenska połu, sopletajut siebie wieńcy ot zielja niekojeho i wozłahajut na hławu i opojasujutsia imi, jeszcze że na tom biesowstwiem ihraliszczy kładut i ohń i okrest jeho jemszesia za rucie, nieczestiwo chodiat i skaczut i pieśni pojut, skwiernoho Kupała czasto powtorajuszcze i czerez ohń preskaczujuszcze, samych siebie tomuż biesu Kupału w żertwu prynosiat. I innych diejstw djawolskich mnoho na skwiernych soboryszczach tworat, ich że i pisati nie lepo jest.
Jak nasz Marcin i ten Gizeli w opisaniu jednego obrzędu zgodzili się z sobą – łatwo jest widzieć. Gizeli w dalszej mowie o kolędzie jako starej przynęcie diabelskiej powstaję mocno na tura-szatana, używanego do zabaw kolędnych. Biedny zwierz! Nie dość, że go do szczętu wygubiło nasze niegospodarstwo, trzeba jeszcze, żeby i do piekła był skazany. Taka kolej! Ani myśleć o błogosławieństwie.

Przypis 6
** Na wspomnienie ojczystego języka nie można nie wydać ciężkiego westchnienia, że my Polacy w całym istnieniu (można policzyć dziesięć wieków) nie używaliśmy różnymi czasy własnej mowy, zaledwo dwa wieki, w obliczu zaś Boga i głów uwieńczonych – nigdy. Prawda, że ta wina jest w obłędach całej Europy, lecz Słowaka bynajmniej to nie pociesza. Przebóg, wpadliśmy w morze, które nas przejęło słonością i dech wolny zatamowało.

Przypis 7
* W księdze Henrykowi Walezemu przeznaczonej: De situ et Gente Polona, gdzie wyliczał herby polskie wielkimi głoskami i w nich Boże stado jaśnieje.

Przypis 8
*Ubiór białogłowski na wsi różne ma nazwiska; w Statucie litewskim: sierpanek i namiotka, które między Nieprem i Bugiem dobrze są znane; nad Donem i Sanem: zawojka, zawitie, wieczneje pokrytie. U rodopisów naszych cudownie wyszedł ten ubiór na chrzestną chustkę, chociaż nigdy nie chrzczono nikogo między rogami jelenimi. Starzy chrześcijanie takiej wystawy nie znali. Nazwisko zaś: Nałęcz poszło od szlachcica tego imienia, jak to można widzieć pod tym i wielu innymi herbami.

Przypis 9
**W zbiorze dyplomatów pod napisem: Sobranije gosudarstwiennych gramot i dogoworow, czast’ I, Moskwa 1813, można o tym zupełnie przeświadczyć się. W tym przybieraniu dorywczych znaków zaledwo cztery dają się postrzegać: pieczat’ kniazia Konstantinowa Dmitriewicza 1423 goda, pod nr 41 i 1428 goda, pod nr 44: toże pieczat’ kniazia Dmitria Juriewicza (Szemiaki) 1440, pod nr 59, co dają niektóre podobieństwa przedmiotów sławionych w śpiewach wiejskich. A na pieczęci księcia Możajskiego 1435, pod nr 46, falco supra lapidem, jak w heraldyce morawskiej opisuje się i jak nasze nimfy wiejskie spominają gniazda sokole na wysokich skałach. Czwarta jeszcze pieczęć kniazia galickiego młodszego Dymitra Juriewicza roku 1433, nr 50, zdaje się wyrażać naprzeciw księżyca młodą żonę podług nucenia w Czerwonej Rusi:

Postawlu ja swiczenku
Na protiw misiaczenka,
Czy budu ja tak jasnaja,
Jak misiaczenko jasnyj.
Postawlu ja Swekoronka
Na protiw moho Batenka,
Czy bude tak miłyj.
Jak mij Batenko ridnyj.
Hanyły mini Iude:
Złyj Swekoronko bude,
Ja toho ne sluchata,
Ridnym Batenkom zwała.

18.11 – Kwiaty pod Tęczą w Warszawie i obrzydliwa, antychrześcijańska krucjata w Telewizji Republika. Nadal zbieramy podpisy pod Listem do papieża Franciszka!

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 18 Listopad 2013

Rubens-Landscape.with.Rainbow1632-1635Obraz Petera Rubensa z podwójną Tęczą 

Chciałbym tutaj podziękować wszystkim osobom które podpisały się dotychczas pod naszym Listem do papieża Franciszka. Zbieramy nadal podpisy. Wiem, że podobna akcja miała miejsce na Fecebooku i że trwa jeszcze dzisiaj.   Nie wyznaczamy ram czasowych tego zbierania, ale oczywiście kiedy aktywność na stronie slowianskasprawa.pl zacznie zanikać wydrukujemy ten list i przedłożymy na ręce adresatów. Wierzcie mi, że oni go dostaną do rąk własnych i że nam odpowiedzą – w ten czy w inny sposób. Odpowiedzi możemy być pewni. Inna rzecz jaka ona będzie. Dziękujemy tym wszystkim, którzy już się podpisali i zachęcamy tych, którzy się wahają. List z adresem mailowym i linkiem zamieszczam na końcu niniejszego artykułu. A ten artykuł dedykuję tym właśnie osobom, które nie są pewne czy powinny ten List poprzeć czy też nie podpisywać.

Szanujemy zdanie tych wszystkich, którzy są zdecydowani nie podpisywać tego listu mimo, że Rodzima Wiara i Słowiańska Sprawa leży im na sercu. Mamy świadomość, że nieustanne wyciąganie ręki do kogoś, kto uczynił Nam Słowianom i Nam Poganom tak wiele złego i czyni to nieustannie nadal, jakby był nieświadom, albo jakby czas się zatrzymał w średniowieczu, a z lekcji wieków i z poprzednich czynów nie płynęła  żadna nauka, może wzbudzać wewnętrzny opór i poczucie zwykłego zmęczenia. Rozumiemy taką postawę i nie namawiamy Tych Przekonanych.

Chcę wam powiedzieć jednak Tym Niezdecydowanym, dlaczego powinniście to zrobić. Przeczytajcie poniższy artykuł i uczyńcie jak wam dyktuje sumienie.  

IMG_3383

Czy następnym wezwaniem Gazety Polskiej Codziennie i Telewizji Republika będzie zakaz produkcji i spożywania takich ciastek w niedzielę i święta a także w dni powszednie, bo one się panom intelektualistom katolickim „źle kojarzą”? I czy panom się rzeczywiście wszystko musi kojarzyć z czynnościami seksualnymi?

Niedzielny wieczór 17 listopada, Telewizja Republika  – spektakl nienawiści do Tęczy, czyli widowisko antychrześcijańskie!

W ramach relaksu po podróży z Bieszczad do Krakowa 17 listopada, w niedzielny wieczór zasiadłem sobie, jak nigdy,  bezmyślnie do telewizora. Myślałem, że odpocznę. A może ktoś tam powie coś mądrego i ciekawego. Włączyłem Telewizję Republika. I…. oniemiałem!

W czasie najwyższej oglądalności (20.00 – 22.00) czterech wziętych prawicowych publicystów z Rafałem Ziemkiewiczem na czele rozsiadło się wygodnie na ławach i rozpoczęło wiwisekcję Marszu Niepodległości i incydentów jakie mu towarzyszyły. Po krótkiej chwili kiedy wydawało mi się, że doczekam się jakichś rzeczowych wyjaśnień na temat sprawców zamieszek – marginalnych to fakt – ale jednak zamieszek, usłyszałem pierwsze inwektywy płynące pod adresem „adoratorów Tęczy na placu Zbawiciela”. To co działo się dalej przez bitą godzinę przypominało publiczne lżenie symbolu Tęczy i wszystkich tych ludzi, którzy się z nim identyfikują. Czego tam nie było: wyszydzanie, poniżanie, kpina, płaskie podłe ataki na jakąś piosenkarkę, która poważyła się złożyć kwiaty pod spaloną Tęczą. Oj dostało się biedaczce. Określono ją zdaje się amebą, czy też celebrytką o ustach ukwiału. Słuchałem i patrzyłem i nie mogłem uwierzyć. Znacie mnie z ostrych sądów na temat pop-propagandowych mediów takich jak Polsat, TVN, TVP czy Gazeta Wyborcza, ale muszę powiedzieć, że z takim spektaklem otwartej nienawiści i pogardy dla innych ludzi o odmiennych poglądach nie zetknąłem się nigdy w tych stacjach, nawet w najbardziej skrajnych ich programach takich jak Szklanym Okiem.

Z ekranu rozgrzeszano oczywiście ten atak na Tęczę, mało poświęcając uwagi czemukolwiek innemu, twierdząc że to Tusk jest winien, że do spalenia Tęczy doszło bo nie postawił tam policji w odpowiedniej liczbie.Oczywiście, ze nieobecność policji była prowokacją – zwłaszcza pod squotem, gdzie mogła się polać tak potrzebna propagandzie krew. Jednakże rozgrzeszanie tłumu z burd i podpaleń i tłumaczenie, że winna jest nieobecna policja brzmi w ustach katolika co najmniej dwuznacznie. Bo czyż nieobecność policjanta zwalnia katolika z przykazania nie kradnij i nie zabijaj?

A co by było gdyby pod Tęczą policja była? Już widzę reakcję zamaskowanych bojówkarzy w pochodzie na kordon policji wokół Tęczy. Już widzę  jak 100 000 DEMONSTRANTÓW SPOKOJNIE PRZECHODZI KOŁO TEGO MIEJSCA otoczonego przez policję, w trakcie zadymy z zamaskowanymi bojówkami.

Jest dla mnie oczywiste, że gdyby policja była pod ambasadą Rosji to nikt by tam nie podpalił niczego. Natomiast nie wiem dlaczego katoliccy intelektualiści tacy jak Rafał Ziemkiewicz, uważają, że jeśli policji nie ma bo jakiś tam Tusk nie wystawił jej, z jakimś tam Sienkiewiczem, to katolickiemu tłumowi wolno wtedy palić czyjeś symbole. Czyjekolwiek by one nie były – Cyklistów, Serowarów, buddystów, islamistów czy Chińczyków.

Spalili, bo nie było policji! – krzyczeli jeden przez drugiego czterej komentatorzy z ekranu, spalili bo to skandal umieścić taki symbol homoseksualny na placu Zbawiciela. I znów zaczynało się najeżdżanie na symbol, wykpiwanie, opluwanie, zajadłe sarkastyczne i niby dowcipne a właściwie żenujące komentarzyki i przycinki. Panowie tak się zapiekli w „przypieprzaniu homoseksualnemu wrogowi”, że zupełnie się zapomnieli. A przede wszystkim zapomnieli czym jest Tęcza według ich własnego kanonu religijnego, którego są wyznawcami. Nienawiść kipiała jednak wszystkimi porami skóry a adrenalina najwyraźniej spowodowała u dyskutantów pomroczność jasną.

Nie przypuszczałem, że owi publicyści TV Republika, których miałem za erudytów, są aż takimi nieukami, że nie wiedzą czego symbolem jest Tęcza według Biblii! Nie sądziłem, że w zacietrzewieniu i zaślepieniu nienawiścią  zaatakują Święty Znak Własnego Boga!

Chcąc być gorliwymi przedstawicielami Nowej Ewangelizacji, czyli Nowej katolickiej Krucjaty przeciw Innowiercom i Niewiernym oraz wszelkim symbolom innej wiary, religii, czy systemu jakichkolwiek odmiennych od katolickich wartości,  poglądów, posunęli się ci panowie jak sadzę bezwiednie i mimowolnie, w zaślepieniu, które nabyć musieli z kościelnych ambon podczas niedzielnych kazań, wręcz do antychrześcijańskich wybryków, do obrażania własnej wiary. To było po prostu niewiarygodne co się lało wraz z nienawiścią do ludzi o odmiennych wizjach świata, z ekranu mojego telewizora.

Początkowo byłem zły, że tak depczą Moją Tęczę, Tęczę Kogokolwiek, choćby ten Ktokolwiek to był jeden jedyny „mały żydek” który w nią wierzy. Piszę „żydek” a nie „murzynek bambo”, bo to oni przecież mówiąc o sobie, że są duchowymi żydami w istocie do Żydów pałają największą nienawiścią, czego liczne dowody przez wieki dawali nie raz. Potem jednak pomyślałem, że przecież Tęcza jest w Biblii bardzo ważnym znakiem Boga.  I zrozumiałem, że oto Świadomość Nieskończona wlewa im ten bełkot do głów prosto z głębin Kosmosu, w których istnienie oni jako wyznawcy Płaskiej Ziemi, po prostu nie wierzą. A raczej jeszcze inaczej. Świadomość wyciąga z nich ten cały WDRUK jakim ich nasączono od dzieciństwa do pełnej dojrzałości w trakcie ewangelizacji, i ten wdruk każe im ona owa Nieskończona Mądrość zaprezentować nam wszystkim, całemu światu,  w telewizyjnym spektaklu Tolerancji dla Milionów, i każe im ośmieszać siebie, ośmieszać swoje własne znaki, ukazuje ludziom ich własne wdrukowane, prawdziwie zapiekłe, szowinistyczne, obrzydliwe wnętrze. Że ona czyni to z nimi po to, żeby każdy kto myśli mógł dostrzec z kim naprawdę ma do czynienia i czym są ich gładkie słówka o tolerancji i równości, o demokracji i równouprawnieniu.

Nie sądziłem, że tak się będą pastwić nad tym chrześcijańskim znakiem, że tak się zacietrzewią a przede wszystkim, że popiszą się aż takim zaślepieniem w swoim ataku, że zapomną o biblijnych korzeniach Tęczy, jako znaku Boga. Pomijam fakt, że to biblijne użycie Tęczy to jest  przywłaszczenie znaku pogańskiego. Pomijam, bo 90% chrześcijaństwa to takie właśnie „przywłaszczenie” . Nie mam o to pretensji, że nowa religia przejmuje od starszej symbolikę i  my Rodzimowiercy Słowiańscy chętnie się nią z nimi dzielimy, z Chrześcijanami, z Islamistami, z Hinduistami, Buddystami – tak jak dzielimy się z nimi chętnie starym pogańskim znakiem krzyża, który chrześcijanie przyjęli za swój. Jest nam miło z tego powodu, że ten znak okazał się na tyle głęboki i nośny i trwały, że jest niezniszczalny.

Ale nie jest nam miło, kiedy pali się Tęczę, bo to jest także inny nasz znak. I nie jest nam miło, kiedy palą ją katolicy, którzy palili na stosach innowierców, palili ich domostwa, palili ich kościoły, palili święte gaje. Nie jest nam też miło, kiedy ktoś usiłuje Tęczę zawłaszczyć wyłącznie dla siebie – jak Homolobby. Ale do nich także nie mamy pretensji o to, że ten prastary symbol wzięli za swój znak – jest nam miło, że okazał się on nośny i trwały i że jest niezniszczalny.

Dziwi mnie i przeraża, że podobno inteligentni publicyści katoliccy dają milionom widzów taki pokaz ksenofobii i szowinizmu, zaślepienia i ciemnoty, pokaz braku wiedzy i głupoty. Dziwi mnie że czynią publicznie spektakl takiej nienawiści do odmienności. Dziwi jeszcze bardziej, coś co uznałem za szczyt samozaprzeczenia. Bo czy to nie jest głupie naśmiewać się z kogoś, że pod spaloną Tęczą zbuduje kapliczkę i będzie uprawiał kult podobny do tego spod pałacu prezydenckiego?

Grupy zamaskowanych ludzi jakie zrobiły wypad na squot przy Skorupki wywodziły się z szeregów Marszu Niepodległości, a nie spadły z Księżyca, ani nie wysypały się z Tęczy. Czy naprawdę panów z TV Republika nie interesuje kim oni byli? Jakie kręgi reprezentują? Nie warto tego dochodzić? A ja sądzę że to jest sedno sprawy. Bo tam na końcu tej odkrytej prawdy poznamy prawdę o źródłach ich inspiracji do palenia Tęcz i innych symboli. Do usuwaniu Świętowitów z przestrzeni publicznej. Do obcinania głów czyimś świętym figurom. Do zawłaszczania Świętych Gór wyłącznie dla krzyża rzymskiego, dla rzymskiej szubienicy. Gdyby panowie przed spektaklem niedzielnym w TV Republika przeczytali kilka zdań z Wikipedii to być może nie doszło by do tej publicznej kompromitacji, czy też odsłonięcia własnego wnętrza.

t 1361286713-rainbow

Tęcza w religii i mitologii

Tęcza zajmuje dość znaczące miejsce w mitologii i legendach, najprawdopodobniej z uwagi na jej piękno i trudność w wyjaśnieniu tego zjawiska.

  • W mitologii greckiej tęcza była utożsamiana z drogą, jaką pokonywała posłanka Iris pomiędzy Ziemią i Niebem[11]. W mitologii chińskiej tęcza była szczeliną w niebie zamkniętą za pomocą kamieni i pięciu (lub siedmiu) kolorów przez boginię Nüwa. W mitologii hinduskiej tęczę nazywano Indradhanush, co oznaczało łuk Indry, boga błyskawic i grzmotów. W mitologii skandynawskiej używano nazwy Bifröst – był to most łączący światy Ásgard (bogów) i Midgard (ludzi). Irlandzki leprechaun chował garnek złota na końcu tęczy – czyli w miejscu niedostępnym dla żadnego człowieka (ponieważ tęcza nie występuje w konkretnym miejscu, a jej pojawienie zależy od pozycji samego obserwatora).
  • W Biblii tęcza jest symbolem przymierza pomiędzy Bogiem i człowiekiem, jest obietnicą złożoną przez Boga Jahwe Noemu, że Ziemi nie nawiedzi już więcej wielka powódź (Stary Testament, Rdz 9,13). Tęcza stała się nawet symbolem ruchu w judaizmie zwanego B’nei Noah. Członkami B’nei Noah są nie-żydzi, który kontynuują drogę wielkiego przodka jakim był Noe. Ruch ten ma korzenie w tradycji żydowskiej, a szczególnie w Talmudzie.
  • Według mitologii Aborygenów, świat narodził się z „tęczowego węża”, natomiast w słowiańskiej, płanetnikiem mógł zostać człowiek „wciągnięty do nieba przez tęczę”.

Tęcza w literaturze i sztuce

Tęcza jest często podmiotem utworów literackich i dzieł sztuki, malowali ją m.in. Peter Paul Rubens i George Inness (zobacz też skrót do Wikicytatów po prawej stronie). Jak wspomniano powyżej, tęcza wspomniana jest w Biblii – Biblia Gdańska, Stary Testament, Księga Rodzaju, Rozdział 9 (hebr. קשת qeszet):

[…]
12 Tedy rzekł Bóg: To jest znak przymierza, który Ja dawam między mną i między wami, i między każdą duszą żywiącą, która jest z wami, w rodzaje wieczne.
13 Łuk mój położyłem na obłoku, który będzie na znak przymierza między mną, i między ziemią.
14 I stanie się, gdy wzbudzę ciemny obłok nad ziemią, a ukaże się łuk na obłoku:
15 Że wspomnę na przymierze moje, które jest między mną i między wami, i między każdą duszą żywiącą w każdem ciele; i nie będą więcej wody na potop, ku wytraceniu wszelkiego ciała.
[…]

Tęcza jako symbol

Statek organizacji Greenpeace nazywa się Rainbow Warrior („Tęczowy Wojownik”). Został tak nazwany na cześć legendy Tęczowych Wojowników z plemienia Indian Kri, wedle której: Kiedy świat jest chory i umiera, ludzie powstaną jak Wojownicy Tęczy…[12].

Tęczowe Zloty są zlotami hipisów, którzy zbierają się z misją głoszenia idei pokoju, miłości, wolności i wspólnoty. Rainbow Family („Rodzina Tęczy”) to nazwa jednego z ruchów posthipisowskich.

W ostatnich latach tęczowa flaga została przyjęta jaka symbol międzynarodowej społeczności LGBT. Różne kolory na fladze reprezentują różnorodność środowiska LGBT. Wcześniej tęczowa flaga została użyta w niemieckiej wojnie chłopów w XVI wieku jako symbol nowej ery, nadziei i socjalnych zmian. Tęczowe flagi były również używane: jako symbol pokoju (zwłaszcza we Włoszech), reprezentowały terytoria imperium Inków oraz niezależnie społeczności Druzów na Bliskim Wschodzie i Żydowski Obwód Autonomiczny na rosyjskim Dalekim Wschodzie.

WhereRainbowRises

Tęcza -Denga – Raduga, jako Bogini Wiary Przyrodzonej Słowian

DENGA

Jej przydomki są rozpowszechnione po całej Słowiańszczyźnie. Jest także nazywana Wiedernicą, towarzyszką Wiodry-Pogody. Miano Duga-Daugawa (Długa) nawiązuje do jej wydłużonego kształtu, gdy jako siedmiobarwny wąż lub wstęga pokazuje się na niebie. Do tego samego nawiązują przydomki Wąsa-Wasa i Wstęga.

Postacie-wcielenia (równe miana): Tucza, Duga, Wąsa-Wstęga

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Węża, Tęga, Tęcza, Wiedernicą, Długa, Daugawa, Wasa, Tuga, Raduga, Ratęga, Wielka Wężyca Światła Świata, Tuka, TułaPani Maści, Władczyni Barw Świata.

Zajmowany krag: Szósty Krąg

funkcja (zakres działania):Maluje ziemię i każdą rzecz na niej a także we wszym świecie na różne kolory. Wspomaga Płona i jego Płanetniki oraz Śląkwę i Perperunę w tuczeniu chmur (tucz) wodą, którą wypija z rzek i jezior.

ród: Warowie (Żgwiowie)

pochodzenie:Córka Swaroga, Swary i Dabogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Siedmiobarwne Skuducze – instrument malujący nie tylko dźwiękiem, ale i barwą. Jest on zwany przez Południowych Słowian również Multanami.

Pomocnicy (Stworze – bogunowie): bogunowie Świetliki (Kwiat Paproci)

Denga clip_image002

Denga Wąsa-Wstęga

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Dengę (Dęgę) nazywają Tuczą, Dugą albo Wąsą-Wstęgą. W tym ostatnim imieniu brzmi człon -tęga identyczny z przydomkiem Tuga (Tucza, Tuka), czyli tęga, tłusta. Tęga, znaczy również „będąca w ciąży”, ciężarna (gdy bogini nosiła potomstwo Lela miała wyjątkowo wielki brzuch). W kręgu określeń wywodzących się od pojęcia tuczy są takie wyrazy, jak: tłoka – wspomaganie, praca wspólna, tłocza – tłoczenie, pompowanie (Denga wtłacza w siebie wody jezior i wznosi je w chmury). Stąd w niektórych okolicach lud z czasem przeniósł imię bogini na chmury deszczowe, burzowe i gradowe, nazywając je tuczarni. Tęga znaczy również ciążąca ku czemuś, komuś, tęskniąca, spazmująca, ciągnąca się, ciężka. Także określenie Tuła (znane w niektórych okolicach) oznacza Tęczę – boginię chodzącą po niebie, przemieszczającą się, zmieniającą miejsce. Określenie to jednocześnie podkreśla żeńskie cechy jej płci, tuł bowiem to kołczan (pojemnik na strzały). Zwraca uwagę nawiązanie do wyrazów: teszny – tęskny, nudny, ciszny cichy, milczący, smutny, które to słowa wywodzą się ze wspólnego rozdwajającego się pnia w równoległe znaczenie – teszit sa – cieszyć się. Główne miano bogini nawiązuje do prastarego rdzenia deg, gdzie także teł – tło, tlić – żarzyć się, pochodzącego z czasów Wspólnoty Ludów, a oznaczającego ogień, jasność, jaskrawość.

Wojciech Cejrowski do prokuratury?

Kampania Przeciw Homofobii złożyła na Wojciecha Cejrowskiego doniesienie do prokuratury. Poszło o wywiad z podróżnikiem opublikowany w „Newsweeku”, w którym stwierdził on, że „należy palić takie pomniki (tęczę z Pl. Zbawiciela)”. – To są słowa skandaliczne i oburzające – mówi Onetowi Mirosława Makuchowska wiceprezeska KPH.

 Wojciech Cejrowski Foto: Rafał Michałowski / Agencja Gazeta

W ocenie KPH Wojciech Cejrowski swoimi wypowiedziami nie tylko „wielokrotnie obraża osoby LGBT”, ale także nawołuje do popełniania przestępstw oraz publicznie je pochwala.

Dowodem na to wedle KPH jest cytat z Cejrowskiego. – (…) „Należy palić takie pomniki (tęczę z Pl. Zbawiciela w Warszawie – red.), należy je zwalczać wszystkimi sposobami, nielegalnymi również, gdyż to jest bluźnierstwo przeciwko Bogu. Amen”.

Portal Niezależna.pl, Telewizja Republika, jak i całe to środowisko z nim związane, niestety popiera takie zachowanie Cejrowskiego i przyzwala na nie,  najwyraźniej i oni toczą jakąś Falangistyczną Krucjatę.

Oto wypowiedź Cejrowskiego dla Newsweeka:

„To plac Zbawiciela i jeżeli Gronkiewicz-Waltz chce pederastom stawiać pomniki tęczowe, to niech sobie poszuka placu Unii Europejskiej, tam to postawi, bo tam narodowcy nie przyjdą nawet siku zrobić. Nieroztropne było stawianie przed świątynią katolicką pod wezwaniem Chrystusa Króla Zbawiciela pomnika grzechowi sodomskiemu. I tu jest winowajca. I należy palić takie pomniki, należy je zwalczać wszystkimi sposobami, nielegalnymi również, gdyż to jest bluźnierstwo  przeciwko Bogu. Amen” – mówił Cejrowski w „Newsweeku”.

Trudno mi sobie przypomnieć równie głupią wypowiedź od czasów zakończenia PRLu. Czy Cejrowski za dużo nasłuchał się jakichś egzorcystów z tego batalionu skierowanego ostatnio z Watykanu do Polski? W ten właśnie kontekst wpisuje się nie tylko akcja usuwania przedchrześcijańskich rzeźb i znaków Słowian i Polaków z przestrzeni publicznej w Polsce, ale w ogóle ultrakatolicka krucjata do usuwania jakichkolwiek innych znaków, które są niezwiązane z katolicyzmem. W ten kontekst wpisują się akty wandalizmu i zakulisowe działania zmierzające do usunięcia posągów Świętowita, głównego boga Wiary Przyrodzonej Słowian i innych figur, albo obiektów pogańskich, z wielu miejsc w Polsce (Augustów, Myszków, Bytów, Choroszcz, Dobczyce, Joście, Przytok, Kluki, Kraków, Ślęża). Aktów tych dopuszczają się bez wątpienia katolicy. Ich umysły zaś opanowane są przez hasła i przez slogany głoszone przez takich pseudointelektualistów jak ci z Telewizji Republika, którym w niedzielny wieczór przewodził Rafał Ziemkiewicz oraz takich „podróżników” jak Wojciech Cejrowski, który dał popis iście katolickiej tolerancji religijnej wyśmiewając buddystów  filmując się w ich świątyniach podczas poklepywania świętych figur ich bóstw – symboli religijnych. Raczył wygłaszać wtedy kpiące, cyniczne komentarze na temat ich religii, kiedy kamera ujmowała ich za jego plecami w kolorowej koszuli. Ta ogólna postawa wrogości Polaków do innych wyznań w Polsce jest budowana cynicznie i świadomie przy inspiracji części kleru katolickiego. Dowody tego są liczne, jak choćby wystąpienia księży – Natanka, Rydzyka, czy Kneblewskiego z Bydgoszczy. Dowodem tego jest postawa prałata ze wzgórza wawelskiego i działania księdza z Sulistrowic. Ta postawa jest budowana przez prawicowe telewizje i czasopisma, jest budowana nie przez dwóch czy trzech przypadkowych ludzi, lecz przez zastępy barbarzyńców pod szyldem chrześcijańskiego krzyża, posługujących się retoryką tolerancji i domagających się tolerancji dla własnych poglądów.    au140

W ten kontekst wpisuje się nasz list do papieża Franciszka który jest pierwszym krokiem i niezbędnym pierwszym etapem całego szeregu działań, koniecznych dla uzyskania Równego Traktowania. Bo to owo faszystowskie w istocie myślenie, nietolerancja wewnętrzna, prowadzenie nieustannej krucjaty zamiast współżycia z odmiennością, powoduje w konsekwencji nierówne traktowanie opozycji, konkurencji,  odmienności, ułomności – wszystkiego co nie jest moje i mojej grupy plemiennej.

au142

Drugi krok to petycja do centralnych organów Państwa Polskiego o zapewnienie bezpieczeństwa i należytej opieki pomnikom historycznym będącym świadectwem Starożytności Słowiańskiej na Ziemiach Polski oraz bezpieczeństwa i poszanowania wszelkich symboli polskości i słowiańskości związanych z okresem przedchrześcijańskim. Dalej apel o zapewnienie Rodzimowiercom Polskim możliwości wykonywania obrzędów publicznych w przestrzeni publicznej, w miejscach świętych Wiary Przyrodzonej Słowian, w Słowiańskie Święta.

slow 1Taką opieką państwa polskiego jest otoczona od 25 lat (nie mówiąc o czasach PRL) kultowa rzeźba Rodzimowierstwa Polskiego na szczycie Ślęży- tzw „Niedźwiadek”. Latem można zobaczyć grupy ludzi siedzące na niej okrakiem jak na słoniku karuzeli w lunaparku, a w koło panuje śmietnik. Całą „ochronę” rzeźby stanowi ten wykuty w kamieniu napis.

Trzecim krokiem będzie wystąpienie do władz lokalnych o pozwolenie na umieszczenie w przestrzeni Parku Krajobrazowego na Ślęży na szczycie góry, w pobliżu Niedźwiedzia, kamiennej figury Świętowita naturalnej wielkości z nowym rytem XXI wieku, rytem Wielkiej Zmiany. Nowy Świętowit  ze Świętym Źródłem oraz starożytnym kamiennym Niedźwiedziem i żywym Świętym Drzewem – Jaworem rosnącym obok Niedźwiedzia, będzie stanowił ośrodek kultowy Publicznego Kultu Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej na tej Świętej Odwiecznie Pogańskiej Górze.

rainbow

Ślęża: List Otwarty do papieża Franciszka i Metropolity Wrocławskiego

Wrocław, 13.11.2013

 

Ocalić Masyw Ślęży jako wspólne dziedzictwo 

 

List otwarty do:

Jego Świątobliwość Papież Franciszek, Biskup Rzymu

Jego Ekscelencja Arcybiskup Józef Kupny, Metropolita Wrocławski

Szanowni Panowie, już od kilku lat możemy zaobserwować niepokojące poczynania proboszcza z Sulistrowic, pana prałata dra Ryszarda Staszaka, dotyczące braku respektu i poszanowania dla słowiańskich i celtyckich miejsc kultu na Masywie Ślęży.

Wszystkie góry w Masywie Ślęży – na tysiące lat przed przybyciem chrześcijaństwa – były świętym miejscem Słowian Zachodnich. Masyw stanowi rodzaj łącznika między światem przyrody a światem duchowym, i był miejscem wielu obrzędów z tym związanych. W tym sensie w świadomości polskich Słowian po dziś dzień Ślęża jest naszą świętą górą, tak jak Grabarka dla prawosławia czy Częstochowa dla katolicyzmu.

Dzisiaj dla wielu ludzi nie związanych z tradycją chrześcijańską, Ślęża i Radunia pozostają celem wycieczek, a dla wielu są miejscem medytacji, refleksji, pogłębiania własnej duchowości, zgłębiania tych tradycji w spotkaniu z pozostającymi tu artefaktami tych słowiańskich tradycji.

Od wielu dziesiątek lat miejsca te są intensywnie odwiedzane przez mieszkańców Wrocławia i okolic, przez ludność z całej Polski a nawet i z zagranicy, a także przez ludzi nie związanych z żadną tradycją religijną, w celu poszukiwania tych ww. historycznych i duchowych wartości czy też jako miejsce odpoczynku i rekreacji.

Od kilku lat trwa jednak sukcesywne zawłaszczanie publicznej i turystycznej przestrzeni Ślężańskiego Parku Krajobrazowego na wyłączną działalność Kościoła katolickiego. Z jednej strony przy głównym szlaku z Przełączy Tąpadła na Ślężę ustawia się znaki drogi krzyżowej, a na szczycie monumentalny krzyż, z drugiej zaś doprowadza się do usunięcia rzeźby, która jest wierną repliką posągu Światowida  znajdującego się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Rzeźba ta stała od ponad trzech lat w Domu Turysty  Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego im. Romana Zamorskiego na szczycie Ślęży, w miejscu dla siebie najwłaściwszym, lecz została usunięta na skutek nacisków ks. Staszaka.

Taka praktyka i takie poczynania proboszcza z Sulistrowic spotykają się też z niezrozumieniem i ubolewaniem ze strony wielu członków samego Kościoła katolickiego. Duża część decyzji tutejszego proboszcza odnośnie Masywu Ślęży nie ma szerszego poparciu ze strony tutejszej ludności, a jest raczej działaniem samowolnym, łamiącym dobre obyczaje pokojowego współżycia.

W imieniu całej diaspory słowiańskiej i wszystkich osób, którym dziedzictwo słowiańskie na Masywie Ślęży jest cenną wartością, wyrażamy niniejszym sprzeciw wobec polityki lokalnych administratorów Kościoła katolickiego, polegającej na braku szacunku dla naszych wspólnych słowiańskich korzeni, bo przecież i w żyłach polskich katolików płynie słowiańska krew.

Opisane powyżej wydarzenia wpisują się niestety w daleko szerszą perspektywę. Z wielkim niepokojem obserwujemy i boleśnie odczuwamy jak przestrzeń niezależnej myśli i działania wolnych ludzkich duchów kurczy się i jest zawłaszczana przez polski kler.

Nie jest to z pewnością odzwierciedleniem ideału samego Kościoła katolickiego wg Soboru Watykańskiego II, szczególnie dotyczącego tu tematu stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, wyrażonego w deklaracji Nostra Aetate, czy też w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes, wypowiadającej się tak pozytywnie o wartościach humanistycznych i ogólnoludzkich współczesnego świata.

Dialog, respekt i poszanowanie innych tradycji religijnych postawił sobie Kościół katolicki na tymże soborze jako czołowe wyzwania dla przyszłej drogi Kościoła w tych wiążących dokumentach soborowych.

Całe spektrum działań Kościoła katolickiego w Polsce jawi się jednak raczej jako odwrót od idei Soboru Watykańskiego II i powrót do fundamentalizmu religijnego, graniczącego często z fanatyzmem.

XXI wiek to czas pojednania. Zjednoczona Europa narodów, w której to jednoczeniu Kościół katolicki miał swój niezaprzeczalny wkład, jest oparta na tolerancji i poszanowaniu innych obyczajów i światopoglądów. Zjednoczona cała ludzka rodzina, bogata dorobkiem swoich tak różnych dróg, którymi kroczyła od początku dziejów, chce być uszanowana w swojej różnorodności. Czy także współistnienie daje się wpisać w treść nowej ewangelizacji?

Zwracamy się z prośbą do Jego Świątobliwości i Jego Ekscelencji, by uczynili co w Ich mocy, by odwrócić niedobre tendencje, by Święta Góra Słowian mogła stać się jednak miejscem POJEDNANIA i DIALOGU, nie waśni i podziału.

Z poważaniem i serdecznymi pozdrowieniami

(1.) Zespół Redakcyjny miesięcznika „Słowianić” (2.) wraz z grupą inicjatorów

Czesław Białczyński, Kraków, pisarz i publicysta

Piotr Kudrycki, Muchnice Nowe, sadownik i wydawca

Joanna Maciejowska, Wrocław, historyk

Marek Wójtowicz, Wrocław, inżynier

2.

Mariusz Agnosiewicz, Warszawa, wydawca

Radosław S. Czarnecki, religioznawca, Towarzystwo Kultury Świeckiej

Justyna Jakimowicz, Gajówka, Góry Izerskie

Jacek M. Kwiatkowski, Sulistrowice, teolog, coach, terapeuta

Lucyna Łobos, Chicago

Jerzy Artur Naglik, Berlin, fizyk, przedsiębiorca

Anna Olszta, Bydgoszcz, inżynier

Krzysztof Orłowski, Dublin, przedsiębiorca, i healer

Tadeusz Owsianko, Sobótka, dziennikarz

Jerzy Przybył, Norrköping (S), artysta, rzeźbiarz i malarz

Beata Rejszel, Tychy, nauczyciel

Adam Smoliński, Szczecin, dziennikarz

Emilia Szeterlak, Zielona Góra, nauczyciel

Barbara Walczak, Wadowice, Klub Zaginione Dziedzictwo

Paweł Ziemiński, Łódź, dr nauk ekonomicznych, przedsiębiorca

Podpis popierający ten list można złożyć od dnia 14 listopada 2013. List jest umieszczony na stronie internetowej http://www.slowianskasprawa.pl . Podpis należy wysłać przez pocztę e-mail, na adres: info@slowianskasprawa.pl

zmieniony adres mailowy: info@slowianskasprawa.pl

Przy składaniu podpisu pod tym listem, prosimy o podanie imienia, nazwiska, miejsca zamieszkania (tylko miejscowość) i wykształcenia albo zawodu. Podpisy będą zamieszczane i uzupełniane regularnie, każdego wieczora, na powyższej stronie WWW.

[e-mail jest z jednej strony niezbędnym weryfikatorem a z drugiej adresem kontaktowym dla tych osób, które będą chciały być powiadamiane w przyszłości o dalszym biegu naszych inicjatyw w powyższej sprawie.]

PODPISYWANIE LISTU

Szanowni Państwo, wybraliśmy drogę dla nas wymagającą najmniejszego nakładu pracy, gdy chodziło o pisanie skryptu strony internetowej. Niestety nie mogą Państwo dokonać swojego wpisu bezpośrednio sami, wypełniając formularz wersji flash. Możliwe jest to tylko przez wysłanie takiego krótkiego potwierdzenia pocztą elektroniczną. Lista sygnatariuszy jest uzupełniana systematycznie w plikach po kilku, kilkunastu sygnatariuszy.

 

A zatem e-mail na adres info@slowianskasprawa.pl

W tej krótkiej informacji podajemy

 

imię, nazwisko, miejscowość, zawód

 

 

 

Wzór takiej poczty potwierdzającej podpisanie listu otwartego:

Niniejszym podpisuję się pod listem otwartym „Ocalić Masyw Ślęży jako wspólne dziedzictwo” 

Jan Kowalski, Warszawa, nauczyciel

 

Wysyłamy, i to wszystko

 

 

 

Dziękujemy serdecznie za poparcie tej wspólnej inicjatywy

Gdyby Pańskie imię, nazwisko nie pojawiło się na tej liście w ciągu 24h od wysłania poczty, prosimy bardzo o wyrozumiałość i o ponowienie wpisu. Dziękujemy.

burak liściowy w różnych odmianach kolorystyvrainbow_chard_comp

Przedstawiam dobry rosyjski film na temat mechanizmu wykorzystywania i  używania teorii spiskowych oraz sposobu  zakrzykiwania istotnych sytuacji występujących w rzeczywistości, przez polityków i propagandystów – manipulatorów i  manipulacje.

Opisany tutaj mechanizm „zakrzykiwania faktów” i przedstawiania rzeczywistości „w krzywym zwierciadle”, prezentowania wydarzenia zwanego Marsz Niepodległości przez „brudną szybę” mogliśmy obserwować w niedzielny wieczór na ekranach telewizorów w Telewizji Republika. Stosuje się go również  przy okazji Katastrofy Smoleńskiej i innych okazjach, na przykład wykorzystując koniunkturalnie rożne sytuacje mające miejsce w rzeczywistości, które przedstawia się w mediach zgodnie z ich polityczną wizją rzeczywistości a nie zgodnie z prawdą.

gazetawroclawska

Konfliktem religijnym na Ślęży zajmie się teraz papież Franciszek

http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/1042065,konfliktem-religijnym-na-slezy-zajmie-sie-teraz-papiez-franciszek,id,t.html

Data dodania: 2013-11-14 16:05:52 Ostatnia aktualizacja: 2013-11-14 22:27:21

Gazeta Wrocławska Malwina Gadawa
Kika dni temu pisaliśmy że, ze schroniska na górze Ślęży zniknął posąg Światowida. Rodzimowiercy, związani z kwartalnikiem „Słowianić”, którzy posąg wykonali i postawili w schronisku wystosowali teraz list otwarty do papieża Franciszka i metropolity wrocławskiego arcybiskupa Józefa Kupnego, w którym piszą: W imieniu całej diaspory słowiańskiej i wszystkich osób, którym dziedzictwo słowiańskie na Masywie Ślęży jest cenną wartością, wyrażamy niniejszym sprzeciw wobec polityki lokalnych administratorów Kościoła katolickiego, polegającej na braku szacunku dla naszych wspólnych słowiańskich korzeni, bo przecież i w żyłach polskich katolików płynie słowiańska krew.
 sw sl 284e60af3eb9_p

Posąg Światowida na Ślęży

(© fot. kwartalnik Słowianić)

Rodzimowiercy, kultywujący wierzenie Słowian uważają, że do usunięcia Światowida przyczynił się proboszcz parafii w Sulistrowicach. On odpiera zarzuty mówiąc, że na nikogo nie naciskał i niczego nie żądał. Mówił, że trzeba szukać tego co łączy, a nie dzieli. Uważa, że na Ślęży jest miejsca dla Słowian i katolików.

CZYTAJ WIĘCEJ: ŚWIATOWID ZNIKNĄŁ ZE ŚLĘŻY. WOJNA RELIGIJNA?

W schronisku także zaprzeczają, że to ksiądz był inicjatorem usunięcia posągu.

Mówią tam, że po prostu: „klocek nie pasowało już do wystroju”.

Ksiądz Staszak uważa także, że to on stał się ofiarą tej sytuacji, ponieważ dostaje meile z pogróżkami, a kilkanaście dni temu ktoś podpalił figurkę Jezusa Frasobliwego w kaplicy w Sulistrowiczkach. Proboszcz uważa, że takie działanie nie było przypadkowe, a gdyby nie opatrzność Boska, spłonęłaby cała świątynia.

Rodzimowiercy nie zamierzają się poddać. Wystosowali oficjalny list do papieża Franciszka i arcybiskupa Józefa Kupnego. Oto treść listu:

Już od kilku lat możemy zaobserwować niepokojące poczynania proboszcza z Sulistrowic, pana prałata dra Ryszarda Staszaka, dotyczące braku respektu i poszanowania dla słowiańskich i celtyckich miejsc kultu na Masywie Ślęży.

Wszystkie góry w Masywie Ślęży – na tysiące lat przed przybyciem chrześcijaństwa – były świętym miejscem Słowian Zachodnich. Masyw stanowi rodzaj łącznika między światem przyrody a światem duchowym, i był miejscem wielu obrzędów z tym związanych. W tym sensie w świadomości polskich Słowian po dziś dzień Ślęża jest naszą świętą górą, tak jak Grabarka dla prawosławia czy Częstochowa dla katolicyzmu.

Dzisiaj dla wielu ludzi nie związanych z tradycją chrześcijańską, Ślęża i Radunia pozostają celem wycieczek, a dla wielu są miejscem medytacji, refleksji, pogłębiania własnej duchowości, zgłębiania tych tradycji w spotkaniu z pozostającymi tu artefaktami tych słowiańskich tradycji.

Od wielu dziesiątek lat miejsca te są intensywnie odwiedzane przez mieszkańców Wrocławia i okolic, przez ludność z całej Polski a nawet i z zagranicy, a także przez ludzi nie związanych z żadną tradycją religijną, w celu poszukiwania tych ww. historycznych i duchowych wartości czy też jako miejsce odpoczynku i rekreacji.

Od kilku lat trwa jednak sukcesywne zawłaszczanie publicznej i turystycznej przestrzeni Ślężańskiego Parku Krajobrazowego na wyłączną działalność Kościoła katolickiego. Z jednej strony przy głównym szlaku z Przełączy Tąpadła na Ślężę ustawia się znaki drogi krzyżowej, a na szczycie monumentalny krzyż, z drugiej zaś doprowadza się do usunięcia rzeźby, która jest wierną repliką posągu Światowida znajdującego się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Rzeźba ta stała od ponad trzech lat w Domu Turysty Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego im. Romana Zamorskiego na szczycie Ślęży, w miejscu dla siebie najwłaściwszym, lecz została usunięta na skutek nacisków ks. Staszaka.

Taka praktyka i takie poczynania proboszcza z Sulistrowic spotykają się też z niezrozumieniem i ubolewaniem ze strony wielu członków samego Kościoła katolickiego. Duża część decyzji tutejszego proboszcza odnośnie Masywu Ślęży nie ma szerszego poparciu ze strony tutejszej ludności, a jest raczej działaniem samowolnym, łamiącym dobre obyczaje pokojowego współżycia.

W imieniu całej diaspory słowiańskiej i wszystkich osób, którym dziedzictwo słowiańskie na Masywie Ślęży jest cenną wartością, wyrażamy niniejszym sprzeciw wobec polityki lokalnych administratorów Kościoła katolickiego, polegającej na braku szacunku dla naszych wspólnych słowiańskich korzeni, bo przecież i w żyłach polskich katolików płynie słowiańska krew.

CZYTAJ DALSZY CIĄG NA KOLEJNEJ STRONIE

Pod listem podpisali się:

Czesław Białczyński, Kraków, pisarz i publicysta, Piotr Kudrycki, Muchnice Nowe, sadownik i wydawca, Joanna Maciejowska, Wrocław, historyk, Marek Wójtowicz, Wrocław, inżynier, Mariusz Agnosiewicz, Warszawa, wydawca, Radosław S. Czarnecki, religioznawca, Towarzystwo Kultury Świeckiej, Justyna Jakimowicz, Gajówka, Góry Izerskie, Jacek M. Kwiatkowski, Sulistrowice, teolog, coach, terapeuta, Lucyna Łobos, Chicago, Jerzy Artur Naglik, Berlin, fizyk, przedsiębiorca, Anna Olszta, Bydgoszcz, inżynier, Krzysztof Orłowski, Dublin, przedsiębiorca i healer, Tadeusz Owsianko, Sobótka, dziennikarz, Jerzy Przybył, Norrköping (S), artysta, rzeźbiarz i malarz, Beata Rejszel, Tychy, nauczyciel, Adam Smoliński, Szczecin, dziennikarz, Emilia Szeterlak, Zielona Góra, nauczyciel, Barbara Walczak, Wadowice, Klub Zaginione Dziedzictwo, Paweł Ziemiński, Łódź, dr nauk ekonomicznych, przedsiębiorca.

Ksiądz Stanisław Jóźwiak, kanclerz archidiecezji wrocławskiej nie chce komentować sprawy. Zapewnia jednak, że jak tylko list dojdzie do kurii, to arcybiskup na niego odpowie.

cd: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/1042065,konfliktem-religijnym-na-slezy-zajmie-sie-teraz-papiez-franciszek,id,t.html

rus spring aivazovskiy_rainbow

Głagolica i Kryształy w Krakowie (Tadeusz Mroziński i Katarzyna Barczyńska) – 22-24 11

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 18 Listopad 2013

znak ruji głagołyZapraszamy na spotkanie łączące wiedzę pierwotną Słowian z pojęciami i cyklami życia Natury,połączymy nasze pojmowanie budowy wszechświata z budową Ziemi i Człowieka we wszystkich jego strukturach!Głagolica jako Obrazowanie – Materializacja Myśli Bożej – Stwarzanie,

Kryształy jako Struktury Materializacji i przekazywania impulsów Życia.

Katarzyna Barczyńska – Kryształy i Tadeusz Mroziński – Głagolica

crystalpic

Kraków

  • 22- 23-24 listopada  2013 r. – Głagolica i Kryształy Serca – swobodny przepływ Obfitości Materii i Energii

  • piątek 17-20, sobota 9-20 – Głagolica, niedziela 9-20 – Kryształy Serca:)

  • opłata – 350 zł, za jeden dzień 190 zł, piątek wykład wprowadzający! – symbolicznie 27 zł:) 

  • dla dobrego zrozumienia tematu „Głagolica” ważne jest uczestnictwo w piątkowym spotkaniu!!! 

  • miejsce spotkania – ul. Szlak 17/10, Kraków, tel. 509 089 083

Warsztaty Głagolicy prowadzone są przez Tadeusza Mrozińskiego, badacza kultury i filozofii Słowian, Głagolicy, Astrologii, oraz Mechaniki Niebba w tym ruchu precesyjnego ziemi, a także pogody i migracji  zwierząt.

Dodatkowo Tadeusz posiada wiedzę praktyczną z zakresu używania i stosowania ziół leczniczych w naturoterapii.

Informacje dodatkowe o prowadzącym:

http://www.apokalipsa-eden.pl/ – strona Tadeusza Mrozińskiego

Warsztaty Kryształowe prowadzone są przez przez Katarzynę Bratumiłę Barczyńską, badacza struktur przestrzeni architektury, Ziemi i osobistych struktur Człowieka łączących go z całym Wszechświatem,
Na spotkaniach prowadzi do przypomnienia wiedzy ukrytej wewnątrz nas – w samym Sercu –  i korzystania z niej odważnie i z odpowiedzialnością godną swojej potęgi.

więcej informacji: swiatkrysztalow.com.pl

Tagged with: ,

Święte Wzgórze Dadźbogów w Dobczycach na Linii Górskich Jezior – kult Świętowita w Świątnikach Górnych – O ukryciu w magazynach Głowy Swarożyca/Dadźboga z Dobczyc.

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 17 Listopad 2013

dobczyce jezioro zamekDobczyce zamek i jezioro – Wzgórze Dobczyckie jest jednym z wielu Wzgórz Świętych na Linii Trzech Jezior Górskich

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Linia Trzech  Górskich Jezior

Kolejnym przykładem usunięcia z przestrzeni publicznej zabytku związanego z Wiarą Przyrodzoną Słowian jest przypadek Głowy Swarożyca z Dobczyc.

Rzeźba przez pewien czas po jej odkryciu na cmentarzysku obok Zamku Dobczyckiego, znajdowała sie w tamtejszym muzeum zamkowym na widoku publicznym. 1383796_10201019140096897_1561553424_n

Głowa Swarożyca eksponowana w przestrzeni publicznej muzeum zamkowego na zamku w Dobczycach

Została jednak szybko schowana w magazynach muzeum zamku w Dobczycach .

Oto relacja Marcina Mirochy na ten temat: “Kiedyś dowiedziałem się że w kaplicy zamkowej znajduje się wspomniana głowa Swarożyca umieszczona na jednej ze ścian. Jakież było rozczarowanie kiedy nic nie znalazłem. Przy wyjściu zapytałem jednego z pracowników czy faktycznie istniała a jeśli tak to gdzie jest ? Wtedy to dowiedzieliśmy się, że została usunięta na polecenie proboszcza, który ma we władaniu kaplicę zamkową. Po krótkiej naradzie z panią z kasy i z panią bileterką pilnujący zbiorów znikł a po chwili przyszedł trzymając w rękach wapienną bryłę która ku wielkiej naszej radości okazała się obliczem Swarożyca (zdjęcie z klepkami w tle ). Mam tylko nadzieję że nadal tam się znajduje”.

960993_10201022780067894_760010722_n

Głowa Swarożyca wydobyta z magazynu i sfotografowana. Fotografował i negocjował wydobycie eksponatu Marcin Mirocha

1383508_10201019191258176_47127984_n

Moim zdaniem jest to głowa Dadźboga, a Wzgórze Dobczyckie było sanktuarium Daźbogów – Panów Nieba.

Obok kaplicy w Dobczycach mamy jeszcze inne bardzo ciekawe obiekty Wiary Przyrodzonej Słowian.

123979W lipie o imieniu Marysieńska z Dobczyc, znajduje się kapliczka Pani Niebieskiej – Daby-Dobrej-Dabogi-Dawany. kapliczka i całe drzewo jest oplecione, zgodnie z najdawniejszą pogańską tradycją poświęconą Maryi- Marze-Marzanye-Marzannie, Marmurienie – bluszczem, zielem trującym, zielem śmierci i choroby ale i zdrowia. Takie są funkcje Marzanny – Pani Choroby i Śmierci, Zagłady i Starości, ale i Zdrowia i Odradzającego się Życia – Zdrowienia.

Rośnie tam olbrzymia lipa która jest pomnikiem przyrody, świętym drzewem wskazującym  na kult innego boga jaki musiał tutaj mieć miejsce. Tym bogiem był zapewne tak często mylony w dysertacjach naukowych ze Swarożycem, Dadźbóg – Pan Światła Niebieskiego, Pan Dnia, Władca Nieba. Bowiem to jemy i Pani Niebieskiej – Daźbodze-Dawanie (Danie-Dabodze, Pani Dobrej) poświęcone jest drzewo LIPA, co przechowała do współczesności pogano-chrześcijańska wiara polskich chłopów.  Dodatkowym bardzo mocnym argumentem na rzecz tej tezy jest fakt, że miejscowość nazywa się Dobczyce (Dobrzyce). Ta nazwa nie pochodzi wcale od jakiegoś Dobka, bo nawet nie ma tutaj takiej legendy lokalnej o pochodzeniu nazwy, tylko od Dadźbogów, bogów którzy mieli tutaj właśnie, od starożytności na tej górze, swoje sanktuarium. Miejsce które nazywa się Kopyto – to jest skała w pobliżu na której jest odcisk końskiego kopyta potwierdza to jeszcze dobitniej. Nagromadzenie świętych obiektów w tej okolicy pozwala wyciągnąć wniosek, ze mamy do czynienia z ważnym sanktuarium Daźbogów  w Górce-Dobczycach, oraz z sąsiadującym z nim sanktuarium równie mocnym i ważnym sanktuarium Świętowita w Świątnikach. Między tymi  dawnymi gromadami kapłańskimi i otaczającymi sanktuaria wsiami toczyła się rywalizacja, która do dzisiaj odbija się w podaniach o odwiecznej wrogości obu miejscowości, które toczyły ciągłe spory graniczne. Przytaczamy poniżej bardzo ważną pracę przyczynkarską do dziejów Świątnik napisaną przez Witolda Szczygła ze Świątnik Górnych w roku 2006.

dobczyceIMG_3213Ta lipa ma swoje imię, co też jest znamienne, ponieważ nadawanie imion to stara tradycja Strażników Wiary i Opiekunów Starych Drzew – drzewidów.

Oto fragment bardzo istotny z pracy Witolda Szczygła:

Wraz z powstaniem pierwszej katedry na wzgórzu wawelskim datować można początki osady służebnej zwanej Górkami, a w późniejszych czasach Świątnikami. Pierwotna nazwa wsi wywodziła się z języka prasłowiańskiego i oznaczała miejsce wyniosłe, trudno dostępne. Odnosiła się do charakteru osiedla, położonego na stromym wzniesieniu w ostępach leśnych.

Według innej teorii językoznawczej nazwa mogła wiązać się z miejscami szczególnymi,kultowymi, jakimi były kurhany i kopce licznie występujące w tej okolicy. Aż do późnego średniowiecza, do precyzyjnego określenia tych miejsc stosowano pojęcie

górki. Dlatego pod względem etymologicznym dodany w późniejszym czasie drugi człon nazwy,Świątniki, zaciera pierwotne znaczenie nazewnicze miejscowości. O istnieniu wczesnośredniowiecznego osadnictwa na tym terenie świadczyć mogą pozostałości dawnego kultu miejsca zwanego Kopytkiem.

Na skale fliszowej powszechnie zwanej Kopytkiem (pierwotnie Kopytem) wyraźnie rysuje się miseczkowate wgłębienie kształtem przypominające końskie kopyto. Jak podaje R. Urbańczyk w „Religii pogańskich Słowian”: „Tu i ówdzie ludność

przypisuje pewnym kamieniom magiczną moc, zwłaszcza leczącą, albo dającą płodność. Szacunkiem i nietykalnością cieszą

się przede wszystkim kamienie z miseczkowatymi wyżłobieniami, co niegdyś służyło za ołtarze ofiarne. Należna im z tego powodu cześć dotarła do naszych czasów, jakkolwiek tradycja mało umie na ten temat powiedzieć.  W dość licznych miejscach znaleziono koło kamieni skorupy i inne szczątki słowiańskiego pochodzenia, z czego wniosek, że jeżeli nie byli Słowianie twórcami miseczek, to jednak z nich później korzystali”. W kulturze Słowian Zachodnich koń odbierał cześć boską, traktowany jako zwierzę święte symbolizował wiatr, powietrze i ogień. Uważany był za łącznika ze światem nadprzyrodzonym. Miejsca i rzeczy związane z tym zwierzęciem otaczano szczególnym kultem oraz opieką, utożsamiano go z bóstwami Świętowitem i Swarożycem. Do dnia dzisiejszego w naszej tradycji przetrwał słowiański zwyczaj wieszania na odrzwiach domostw podkowy, która przynosić ma szczęście i dostatek. Czy nasze Kopytko było poświęcone któremuś z wyżej wymienionych bożków? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, lecz odkryty w 1969 roku w pobliżu Dobczyc

niezwykle rzadki kamienny posąg Swarożyca skłania ku hipotezie, że lokalna skała mogła być związana z kultem świętego konia. W legendach związanych z tym miejscem widać wyraźnie ślady słowiańskich wierzeń, lecz w wyniku intensywnej chrystianizacji oraz wielowiekowej przynależności wsi do kościoła, podania ewoluowały w stronę tradycji chrześcijańskiej. Podobną teorię adaptacji miejsc słowiańskich przez kulturę chrześcijańską uznawał przedwojenny badacz wierzeń

i tradycji Słowian Józef Kostrzewski – wybitny archeolog, jeden z odkrywców grodu w Biskupinie: „W gajach (słowiańskich) stały zapewne jakieś ołtarze, może w postaci wielkich głazów z naturalnymi wydrążeniami – miseczkami, które tu i ówdzie do niedawna były przedmiotem czci. Takim ołtarzem był może duży głaz narzutowy pod wsią Kołbielą nad Świdrem, w  Siedleckiem, w którego eliptycznych zagłębieniach lud okoliczny w pierwsze święto Wielkanocy składał resztki święconego i

pieniądze, oraz czczony również kamień w Kaliskiem, z wklęsłością zwaną wanienką Matki Boskiej, odwiedzany w święto narodzin Matki Boskiej”. 

Miejscem o podobnym znaczeniu religijnym był z pewnością Diabelski Kamień koło Szczyrzyca w sąsiedztwie, którego

obecnie znajduje się pustelnia z kaplicą. Prawdopodobnie w XI wieku Górki trafiły pod zależność Katedry Wawelskiej, kiedy po zjeździe gnieźnieńskim utworzono biskupstwo w Krakowie a wraz z nim określoną liczbę wsi o charakterze służebnym: „

Do obsługi kościołów przeznaczono w XI wieku wydzielone grupy ludności służebnej, które nazywano świątnikami. Stąd powstały nazwy wsi: Świątniki.  Świątnicy dbać musieli o czystość kościołów i posługiwali przy obrzędach religijnych –

spełniali obowiązki obecnych kościelnych.(…) Służebni nie płacili danin i nie musieli brać czynnego udziału w wojnach, co należało do obowiązków i niejako przywilejów ludzi wolnych”

Według Metryki Józefińskiej z 1787 roku: „Wieś Górki Świątniki z hojności Mieczysława (Mieszka II) króla polskiego Kościołowi Katedralnemu na zamku miasta Krakowa ku usłudze dana i zaznaczona.”  Od tej pory osada Górki stała się własnością

kustoszy Katedry Wawelskiej lub jak podaje W. Anczyc biskupa krakowskiego, tej wersji jednak nie potwierdziły żadne dokumenty średniowieczne.

Z postacią św. Stanisława związana jest najstarsza świątnicka legenda, według której mieszkańcy Górek i Sieprawia toczyli wieloletni spór o granicę. W celu rozstrzygnięcia konfliktu przybył wtedy biskup Stanisław będący właścicielem Górek. Stanąwszy na skalnym wzniesieniu, zwanym dzisiaj Kopytkiem, koń jego zatrzymał się i uderzył kopytem w skałę pozostawiając na niej widoczny ślad. Biskup widząc w tym znak Boży nakazał, aby tędy przebiegała granica między zwaśnionymi wsiami.

Najcenniejszą jednak pamiątką po wiekach minionych są lokalne nazwy terenowe, legendy oraz przekazy ustne, niestety często ignorowane i niedoceniane. W połączeniu ze źródłami pisanymi, racjonalnie i odpowiednio zinterpretowane

pozwalają stawiać nowe hipotezy, wyciągać wnioski. Dlatego zajmując się historią regionalną nigdy nie wolno ich lekceważyć. Tkwią w nich bowiem pozostałości dawnych obyczajów, kultów i wierzeń, które stanowią nierozerwalną część tego, co dumnie nazywamy tożsamością i tradycją. 

Witold Szczygieł, Świątniki Górne 2006″.

Kopytko-Świątniki-GórneKamień Kopytko oczywiście z krzyżem obowiązkowym dla odczynienia pogańskiego kultu

Obok kościoła na wzgórzu dobczyckim stoi także kapliczka, która według legendy lokalnej jest przerobionym na kapliczkę posągiem Świętowita. Posąg został przerobiony przez miejscowych Strażników Wiary Słowian po to żeby zachować kamień dla potomnych. Jest to dzisiaj kamień z kapliczką Chrystusa frasobliwego.

Opis ze strony Opolczykpl.wordpress.com    gdzie znajdujemy opisy wielu zabytków wiary przyrodzonej Słowian

“…Zgodnie z legendą jedna z katolickich “kapliczek” też jest “przerobionym” (czytaj – zagrabionym i zbeszczeszczonym) Świętowitem.

“Najstarsza kamienna kapliczka dobczycka, pochodzi z 1604 roku i przedstawia Chrystusa Frasobliwego. Reprezentuje typ kapliczek na słupach. Wykonana została z bloku piaskowca zwieńczonego kamiennym krzyżem, nakryta jest blaszanym daszkiem na żelaznych prętach. Znajduje się ona w Skansenie na wzgórzu staromiejskim. Według legendy pierwotnie figura ta stanowiła posąg Światowida. Niegdyś stała na  rozstaju dróg, obok dworu w  Gaiku, obecnie teren ten znajduje się pod wodą.”

kapliczki, wrzesień, cz. 6 020

Jej jahwistyczna nazwa – “Chrystus Frasobliwy” – jest chyba nawet logiczna i uzasadniona. Ten żydowski idol chrześcijan zmartwiony jest i przez to “frasobliwy” widząc, jak poganie w Polsce przez tyle wieków jego kultowi i związanemu z nim zabobonowi się opierali….”

kapliczki, wrzesień, cz. 6 022Postać Chrystusa jest rzeczywiście wyraźnie wgłębiona. Widać zdarto pierwszą warstwę rytu i w tej zdartej warstwie dopiero zaczęto żłobić kolejny ryt. Jest to dokumentacja działalności Świtungów Dobczyckich, Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian.

Postać Chrystusa jak wiadomo jest wcieleniem Światła i Słońca – jest on Synem Bożym, Synem Światła Świata – Mniejszym Światłem – a więc Dadźbogiem/Swarożycem.  Jest też synem Pani Niebieskiej – Maryi – kult maryjny zaś jest specyficznym kultem Słowian, to oni kładą nacisk na kobiecą postać Matki boskiej, gdyby nie Słowianie, których trzeba było “wciągnąć” wraz z ich ikonografią dawną Wiary pogańskiej do chrześcijaństwa nie istniałby w ogóle kult Matki Jezusa w tej religii. Że tak jest widać po braku zainteresowania tą postacią w kościołach ewangelickich i innych protestanckich.

Dlatego to jego postać, Syna Bożego – Mniejszego Światła,  wyryto na Świętowicie. Dlatego w Świętej Lipie na górze znajduje sie kapliczka matki Boskiej – Dagbogi-Daw-RAby-Dabrawy. Przepływa tu u stóp góry rzeka Raba-Rawa. Ra- światło, dag-ogień, światło, Ra-Bogini, Bogini Rodząca, Rudź – Pani Kwiatu Pąp Rudzi (Paproci -świertlistego Kwiatu), Ta Która Rodzi BodRAszkę-Bedrika, Bożą Krówkę-Swątlnicę, a u chrześcijan Syna Światła Świata – Jezusa.

Opis Witolda Szczygła i zebrane przez niego w nim lokalne artefakty starej Wiary Słowian oraz legendy  pozwalają z posiadanego przez nas dzisiaj poziomu wiedzy nieco inaczej zinterpretować to co on w 2006 roku sam interpretował.

kapliczki, wrzesień, cz. 6 025Autorką trzech zdjęć kapliczki jest “Jadwiga”

Otóż Mieszko II i kościół katolicki zaadaptowali Świątniki i Dobczyce na posługę nowej religii, a zrobili to ponieważ mieli tutaj do czynienia ze szczególnie silnym oporem i mocno zorganizowanym kultem który promieniował bardzo daleko na Słowiańszczyznę. Dlatego nie wybito ich do nogi owych Strażników Wiary Przyrodzonej tutejszych, lecz zrobiono z nich NIEWOLNYCH sługów, służebnych katedry Wawelskiej i biskupa Stanisława ze Szczepanowic (nota bene zdrajcy Polski a nie świętego męczennika, który ma prawo być jej Patronem! – piszemy o tym w artykule poświęconym Strażnikowi Wiary Przyrodzonej profesorowi Tadeuszowi Wojciechowskiemu, który zweryfikował tę prawdę i opisał postać króla Bolesława Szczodrego-Zapomnianego).  Dlatego też to oni udzielali mu pomocy w ucieczce a nie Skawina.  Ci ludzie byli przywykli do służenia dawnym bogom, Świątniki to nazwa po kulcie Świętowita pozostała, a służący tu w chramach i kapisztach  kapłani stali, byli świtungami – świętymi wojami Świętowita i Dadźboga. Dlatego upieczono przy tym ogniu dwie pieczenie – odebrano im jako niewolnym możliwość noszenia broni i brania udziału w wojnach. To był przywilej tylko ludzi wolnych. Skazano ich też na służbę nowemu, znienawidzonemu przez nich, bogu chrześcijańskiemu. Były to kary a nie przywileje.  Wierzchowiec Boski -Świchrz jest świętym koniem Świętowita i Swaroga, i Daźboga-Mitry (Światła Niebieskiego) oraz Posłańca Niebieskiego Mira-Pąćdagżwika, Syna Dażbogowego, Syna Mitry.

Kościół obok zamku nie bez powodu został poświęcony Janowi Chrzcicielowi, a na zboczu góry Jeleniec (Jeleń słoneczne zwierzę Dażbogów) zlokalizowany jest cmentarz – miejsce Mary (Maryi), Pani Śmierci-Pani Niebieskiej.

215584

Kamienne Schody i rzeźby Strażników Góry Jeleniec – Matki i Ojca (Dabogi i Dadźboga) – czyli Marii i Nepomucena

Od 1907 roku schody prowadzą na wzgórze zamkowe. Pierwszym punktem, w którym warto przystanąć i poświęcić chwilę na kontemplację nagrobków jest cmentarz komunalny sąsiadujący z schodami. „Jeleniec” ukrywa w sobie wiele zabytkowych nagrobków i posągów, np. rzeźba aniołka z 1900 roku, kamienne krzyże z 1847, 1848 i 1906 roku, XVIII-wieczny, barokowy pomnik konfederatów barskich. Powróciwszy na kamienną ścieżkę i stawiając kolejne kroki na poszczególnych stopniach, po prawej stronie, mijamy płaskorzeźbę wmurowaną w blok skalny, przedstawiającą Chrystusa modlącego się w Ogrojcu. Rzeźba, znajdująca się nieopodal cmentarza, prawdopodobnie pochodzi z 1882 roku i jest darem Julii Wiśniowskiej – miejskiej akuszerki.

Na tej jednej z dróg wiodących na, górujące nad Dobczycami, wzgórze zamkowe możemy napotkać niezwykły pomnik przyrody. Lipa “Marysieńka” to nie jedyny dowód na to, że w tym małym miasteczku położonym na południe od Krakowa w dawnych czasach gościło wiele koronowanych znakomitości. Drzewo zostało posadzone w 1683 roku na pamiątkę zwycięstwa króla Jana III Sobieskiego nad Turkami w wielkiej bitwie pod Wiedniem. Gdy przyglądniemy się dokładniej, to odkryjemy, że oprócz historii drzewo skrywa w sobie maleńką kapliczkę z figurą Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej. Znajdująca się nieopodal kościoła św. Jana Chrzciciela lipa została zniszczona podczas II wojny światowej. Konserwację przeprowadzono w latach 1981-82 oraz w 1998 roku. Obecnie ponad 300 letni pomnik przyrody znajduje się pod opieką Komisji Ochrony Zabytków Przyrody PTTK.

Zbliżając się do szczytu schodów, możemy dostrzec z oddali, że ktoś wyczekuje naszego przybycia. Dwie kamienne figury datowane są na rok 1768. Po lewej stronie mamy przedstawienie Najświętszej Panny Marii Niepokalanie Poczętej, a po przeciwnej św. Jana Nepomucena. W przeszłości posągi strzegły wjazdu na most na rzece. W trakcie II wojny światowej zostały zrzucone przez Hitlerowców do Raby. Dzięki wysiłkowi mieszkańców zostały wyłowione z dna rzeki i przetransportowane w 1970 roku na obecne miejsce.

Dojście-schodami

Mamy tutaj dokładnie udokumentowane systematyczne działanie Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian w Dobczycach, Opiekunów Starych Drzew – Drzewidów, czyli ludzi dbających o Drzewa Zapisy i dysponujących Drzewą Wiedą (drzewy- starożytny), począwszy od nasadzenia Świętej Lipy Marysieńki z Dobczyc, w miejsce poprzedniej lipy, którą ścięto w czasach chrystianizacji Dobczyc. Nowe nasadzenie nastąpiło w roku 1683, w 1882 mamy postawienie figury z kamienia po Świętowicie na wzgórzu. Zostało w tym akcie  utrwalone nazwisko Strażniczki – Julii Wiśniowskiej, akuszerki (czarownicy) z Dobczyc. Potem w 1907 roku następuje wykucie schodów na górę (dokładnie tak jak wójt Franciszek Pabel z Karłowa, wykuł schody na górę Szczeliniec w Sudetach –  policzcie schody, przeliczcie je według Magii Czert – czartowskiej –  i zobaczycie co wam wyjdzie). Następnie dwa posągi, które strzegły przejazdu przez rzekę Rabę (Rawę) u stóp góry, zrzucone w latach 1940-1945 przez Niemców do wody, a skrzętnie z niej zaraz wyłowione, po prawie 30 latach  w 1970 roku, trafiają jako Strażnicy – w dalszym ciągu i Rzeki Raby i Góry Dob-RAwy – na górę Dobczycką (Dob-czyce, u Doby Czuwanie, Doby-Czucie), pod Świętą Lipę. Kościół Jana Cchrzciela na górze powstał dzięki IWO ODROWĄŻOWI – znanemu nam z herbów masońskich w licznych budowlach chrześcijanskich – odrowąża Modrego Węża Odry Mory. Potem zaś mamy tu jeszcze odkrycie głowy Swarożyca/Daćboga. Dodajmy do tego na koniec jeszcze jeden artefakt, żeby już cąłkowicie pogrążyć zwolenników teorii “przypadku” – Jest to dzwon Świętego Ru-Jana (Jana) oczywiście przy kościele/kaplicy imienia Jana Chrzciciela-Kupały-KRAszenia z napisem ku czci DOBREGO człowieka, który ocalał nawet od ręki Niemca-Hitlerowca:

123978

Na placu kościelnym stoi dziewiętnastowieczna arkadowa dzwonnica z kamienia ciosanego. Została zbudowana w 1855 roku. W środkowej arkadzie wisi gotycki dzwon „Jan” z 1504 roku. Był odlany w czasach Aleksandra Jagiellończyka. Jako jedyny przetrwał czasy II wojny światowej, a to dzięki napisowi jaki na jego kołnierzu się znajduje. Niemcy nie przetopili go na armaty.

…Kto odlał ten dzwon – DOBREJ MYŚLI jest on
Bo Bóg da mu zbawienie – więc nie troszczy się o mienie
Dzwon ten został ulany – na cześć św. Jana oddany…

dobczyce-r3a

Kościół św. Jana Chrzciciela

Jest to kolejna już budowla w tym miejscu. Pierwszy kościół został wzniesiony w początkach XIII wieku. Jan Długosz – kronikarz historii Polski był związany przez pewien czas z parafią dobczycką i zamkiem. Wymienia Iwo Odrowąża jako założyciela parafii w 1225 roku. Najprawdopodobniej istniała wówczas drewniana świątynia poświęcona Janowi Chrzcicielowi. Starosta dobczycki Sebastian Lubomirski w XVI wieku ufundował kamienną świątynię. Zamknięto ją w 1790 roku z powodu złego stanu technicznego. Obecny kościół, w stylu klasycystycznym, zaczął powstawać w 1828 roku. Fundowali ją Jan Turnał i jego syn Henryk. Jest to budowla na rzucie krzyża łacińskiego. Jest jednonawowa z wieżą wbudowaną w korpus kościoła. Wewnątrz znajduje się pięć drewnianych ołtarzy. Jest też dziecięce epitafium nagrobne Sebastiana Lubomirskiego z 1594 roku – prostokątna płyta z białego marmuru, ujęta w profilowane ramy. Stacje Drogi Krzyżowej malowane są na blasze ołowiano-cynkowej i pochodzą z XVIII wieku. Na wieży kościoła jest herbowy krzyż Jagiellonów, z podwójnymi ramionami. Na elewacji kościoła znajduje się zegar słoneczny.

Pomnik wdzięczności

Msze święte odbywają się tu tylko raz dziennie w niedzielę i święta, od maja do października. W ostatnich latach kościół został pięknie odnowiony na zewnątrz jak i wewnątrz, dzięki różnym ofiarodawcom. Kościół św. Jana Chrzciciela to Pomnik Chrystusowi Królowi w podzięce za Dzieło Wcielenia i Odkupienia na przełomie Tysiącleci 2000 -2001. Przed wejściem do kościoła wmontowana jest tablica pamiątkowa z napisem …kamień węgielny pomnika Króla Królów poświęcony przez Ojca Świętego Jana Pawła II – Polaka. Roku Pańskiego 1999…

Wszak KRES Letni i Kupalia to największe Święto Światła i Ognia w roku kalendarzowym świąt Słowian. Zaiste Wielka jest Moc Wiary Słowiańskiej i Moc Gór, tej wiary a więc Moc Góry Daby Czuwającej (Dag-RA Dającej), Pani Niebieskiego Światła – jest to moc niezmierzona i nieskończona. 

dobczyce-sw.-jan-5

Gazeta Wrocławska o wojnie religijnej na Ślęży!

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 13 Listopad 2013

Dzisiaj wieczorem – 13. 11. 2013 roku odczytany zostanie z anteny Niezależnej Telewizji 1 we Wrocławiu List Otwarty podpisany wstępnie przez grupę inicjatywną złożoną z wielu środowisk reprezentujących Wiarę Przyrodzoną Słowian, środowiska ekologiczne i przyrodotwórcze Zielonych , środowiska Wolnych Ludzi, polskie środowisko Ateistyczne, skierowany do władz Kościoła Katolickiego w Polsce oraz do zwierzchnika tego kościoła w Watykanie, w związku z działaniami Kościoła, poprzez  osobę proboszcza z Sulistrowic, jakie mają miejsce w Masywie Ślęży.  Dzisiaj wieczorem opublikujemy ten list także tutaj na naszym blogu i podamy link do strony na której będą zbierane podpisy obywateli Polski pod tym listem.

Publikujemy tutaj tekst z Gazety Wrocławskie,j który ukazał się w jej papierowym wydaniu w dniu wczorajszym, a na stronie internetowej już 11 listopada.

gazetawroclawska

Światowid zniknął ze Ślęży. Podpalono też Jezusa. Wojna religijna pod Ślężą?

http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/1038797,swiatowid-zniknal-ze-slezy-podpalono-tez-jezusa-wojna-religijna-pod-sleza,3,id,t,sg.html#galeria-material

Data dodania: 2013-11-11 11:11:29 Ostatnia aktualizacja: 2013-11-12 12:06:28

Gazeta Wrocławska Malwina Gadawa
Ze schroniska na górze Ślęży zniknął posąg Światowida. – To działanie rozbójnicze, które w żadnej mierze nie może być tolerowane. Nie pozwalamy na to, by wrogie nam siły, które odcisnęły już swoje ponure piętno na naszych przodkach, przeszkadzały nam teraz w sięganiu do naszych korzeni – mówią Rodzimowiercy, związani z kwartalnikiem „Słowianić”, którzy posąg wykonali i postawili w schronisku. Uważają, że do jego usunięcia przyczynił się proboszcz parafii w Sulistrowicach. On zaś łączy ostatnie wydarzenia na Ślęży z niedawnym podpaleniem figurki Jezusa Frasobliwego w kaplicy w Sulistrowiczkach.
 Światowid zniknął ze Ślęży. Podpalono też Jezusa. Wojna religijna pod Ślężą?

(© arch. kwartanika „Słowianić”)

Wierną replikę figury Światowida, której oryginał znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie, umieszczono trzy lata temu w Domu Turysty PTTK na Ślęży. Rzeźba, którą stworzył Piotr Kudrycki, związany z kwartalnikiem „Słowianić”, została oficjalnie zaprezentowana podczas uroczystości nazywanej “Harmonią Kosmosu”. Wtedy nie była dla nikogo problemem.

Dlatego jej twórcy zaskoczeni są tym, co się wydarzyło w ostatnim czasie.

 Światowid zniknął ze Ślęży. Podpalono też Jezusa. Wojna religijna pod Ślężą?

(© arch. kwartanika „Słowianić”)

Nasze zdziwienie było ogromne, kiedy zobaczyliśmy, że rzeźby nie ma już w schronisku na Ślęży. Jesteśmy przekonani, że za tym wszystkim stoi proboszcz parafii w Sulistrowicach, ksiądz Ryszard Staszak. To przez jego naciski kierownictwo schroniska usunęło rzeźbę. W ostatnim czasie proboszcz bardzo się uaktywnił, postawił nawet Drogę Krzyżową na górze – mówi Marek Wójtowicz z kwartalnika “Słowianić”.

Inicjatorzy stworzenia i postawienia rzeźby na górze Ślęża wystosowali w tej sprawie nawet oficjalne oświadczenie, w którym czytamy: Obecnie – na skutek ciągłej presji psychicznej i gróźb miejscowego proboszcza Ryszarda Staszaka – kierowniczka placówki była zmuszona usunąć rzeźbę z przestrzeni publicznej. To co zaszło na Ślęży jest działaniem rozbójniczym, które w żadnej mierze nie może być tolerowane! Nie pozwalamy na to, by wrogie nam siły, które odcisnęły już swoje ponure piętno na naszych przodkach przeszkadzały nam teraz w sięganiu do naszych korzeni. Pomrokę średniowiecza rozświetlimy jasnością naszych serc i umysłów.
Zawsze tu byliśmy i zawsze będziemy. Mają Prawosławni swoją Grabarkę, maja Katolicy swój Watykan, a świętym miejscem Słowian jest Ślęża! My, Rodzina Słowiańska zjednoczona w Duchu, dajemy odpór zakusom ciemnych sił.

Oświadczenie podpisali: Czesław Białczyński, Piotr Kudrycki, Joanna Maciejowska i Marek Wójtowicz.

Dlaczego rzeźba zniknęła ze schroniska? Z kierowniczką nie udało nam się porozmawiać, bo nie było jej na miejscu, za to pracownica, która nie chciała się przedstawić, była zirytowana tematem. – Nikogo nie interesuje to, że w schronisku nie ma wody, że jest nam ciężko, tylko jakiś klocek, który schowaliśmy – mówiła pracownica.

Na kolejne pytania, dlaczego taka decyzja zapadła, odpowiedziała zniecierpliwiona, że nikt na nich nie naciskał, ani proboszcz, ani burmistrz, ani wojewoda. Na koniec rzuciła: – Bo nie pasował nam do wystroju i tyle.

Sołtys Sulistrowic Ewa Jankowiak również nie chce się w tej sprawie wypowiadać. Mieszkańcy nie chcą mówić oficjalnie co sądzą o sprawie, bo jak twierdzą, nie chcą “zadzierać” z proboszczem, część z nich uważa, że figura powinna pozostać na swoim miejscu, bo to w końcu historia tych ziem.

Ksiądz Ryszard Staszak, proboszcz parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sulistrowicach choć na początku nie chciał komentować sprawy, dzisiaj odpiera zarzuty Rodzimowierców. – Tak naprawdę nie wiem co to są za ludzie i czego tak naprawdę chcą.

Ksiądz Staszak uważa, że trzeba szukać tego co łączy, a nie dzieli. – Ja nie walczę z żadnym pogaństwem. Uważam, że na Ślęży jest miejsca i dla Światowida, i dla Drogi Krzyżowej, którą notorycznie ktoś niszczy i to już pewnie nie jest wybryk młodzieży – mówi proboszcz.

Kapłan dodaje, że w kaplicy w Sulistrowiczkach również są pogańskie figurki, np. niedźwiedzia lub mnicha. – Trzeba mówić i o tym, co było tutaj kiedyś, ale także o tym, co jest dzisiaj. Każdy powinien się szanować.

Ksiądz Ryszard Staszak nie rozumie dlaczego grupa osób, chce sobie przywłaszczyć prawo do Ślęży, która jest dobrem wszystkich, nie tylko katolików czy pogan. Dodaje, że zgłosi także na prokuraturę sprawę internetowych wpisów, w których grożono mu i obrażano go.

Przeczytaj więcej o tej sprawie: Podpalili figurę i grozili księdzu

Przypomnijmy, że nieznani sprawcy podpalili drewnianą figurką Jezusa przy kaplicy w Sulistrowiczkach. Nadpalone zostały również drzwi do świątyni. Na szczęście pokryte były specjalnym impregnatem, więc nie doszło do większego nieszczęścia. Ks. Ryszard Staszak uważa, że to sprawa opatrzności bożej i tego, że w świątyni znajdowały się relikwie Jana Pawła II. Proboszcz uważa, że podpalenie było celowe. Mówi także o pogróżkach, które miał wcześniej dostawać.

Paweł Petrykowski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji przyznaje, że funkcjonariusze jeszcze nie znaleźli winnego lub winnych podpalenia figury w Sulistrowiczkach.

Osoby związane z figurą Światowida odpierają insynuację, że mogli mieć coś z tą sprawą wspólnego. – To kompletna bzdura. Nie wierzę w żadne podpalenie. To może był wybryk młodzieży lub prowokacja – mówi Marek Wójtowicz.

Dodaje także, że Rodzimowiercy będą walczyć o to, żeby figura powróciła na swoje miejsce. Jak? Tego jeszcze nie chce zdradzić, mówi tylko, że już wkrótce wszystko będzie jasne.

sobliwego w kaplicy w Sulistrowiczkach.

3/3

Kaplica w Sulistrowiczkach

http://www.parafiasulistrowice.pl)

 

Polecam też tekst na Racjonalista.pl (Iran w sercu Europy): tutaj

Rafał Kopko Orlicki – O prasłowiańskim pochodzeniu słowa „wino”.

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 12 Listopad 2013

Prasłowiańskie pochodzenie słowa ‘wino’

© by Rafał Kopko Orlicki

aaa kieliszek-winogrona-butelki-wino

Na stronach Wikipedii, spotkamy wyjaśnienie, że wyraz; „wino”, wywodzi się z łaciny, lecz jest obcy temu językowi. Skąd się tam wziął, tego nauka już nie potrafi wyjaśnić. Wyraźnie widać, jak badacze łaciny nie dopuszczają istnienia przed Rzymianami, Celtami i Etruskami, żadnej innej wielkiej kultury. Dalej, że wyraz ten prawdopodobnie przybył z Kaukazu bądź z Grecji. Oczywiście, nic nie ma o tym, że język i kultura Grecka czerpały z kultury prasłowiańskiej, podobnie kultura Etruska a więc i łacina, która powstała głownie na bazie języka etruskiego oraz celtyckiego. Zacznijmy więc, od podstaw, temat nazwy ‘wino’, bo jest to trunek który lubię i zainteresowanie się pochodzeniem jego nazwy, wziąłem sobie do serca.
W językach prasłowiańskich, podobnie jak w j.Etruskim (Raseńskim – tak ten lud sam siebie nazywał), kształtowanie układu morfemów następowało często w odwrotnym kierunku niż uczynilibyśmy to dzisiaj, a nierzadko obustronnie (refleksyjnie). Dlatego, dzisiaj, powinniśmy owe pradawne słowa etruskie próbować odczytywać z lewej strony na prawą, jak np. nazwę polskiego miasta; „Rawa mazowiecka”. (‘Ra-wa’, czyli; ‘moc-tu/ta’, która to nazwa pochodzi od obronnego grodu, jaki dawno w tym miejscu istniał.)
Termin ‘wino’, to pradawny, Arjo-Słowiański wyraz rzeczywiście pochodzący zapewne z Kaukazu gdzie było centrum (koliba) kultury Arjów. Tam właśnie, występują najstarsze szczepy winne.

aaa wino-z-winogronArjowie, byli bez wątpienia Słowianami, zaś ich nazwę (Aryjczycy) oraz symbol szczęścia „swastykę’, zawłaszczyli Niemcy za czasowi A.Hitlera. Bezceremonialnie. Jak wcześniej, podbili ziemie zachodnich Słowian nad Łabą oraz przejęli ich kulturę i legendy, z których jedynie na południu, pozostali Łużyczanie.
Nie można się zgodzić z twierdzeniem zawartym w słowniku etymologicznym A. Brucknera, że ’wino’ wywodzi się od łacińskiego słowa ‘vinum’. Nie jest to wyraz, który do języka polskiego przywędrował pierwszy raz z łaciny czy też wtórnie. Łacina jedynie utrwaliła ten wyraz w naszej świadomości, bo posługiwał się nią Kościół oraz dwór książęcy.

aaaa indeks
Skoro Etruskowie uprawiali i spożywali obficie wino zanim w ich krainie zapanowali Celtowie i inne ludy napływowe, zanim zrodziło się imperium Rzymskie gdzie powstała łacina utworzona na bazie języków; prasłowiańsko-etruskiego i celtyckiego, to musieli posiadać jakąś nazwę dla tego trunku.
To słowo, musiało istnieć wcześniej, nie tylko na Kaukazie, ale i na półwyspie Apenińskim! Wino, stanowiło bowiem, bardzo ważny składnik kultury etruskiej, co widzimy na pozostawionych przez nich freskach. Zabawa i pijaństwo na umór, było w ich życiu ważną czynnością, niemalże świętą. Był to sposób wpadania w ekstazę, jaki praktykowali Słowianie wpierw za pomocą halucynogennego napoju ‘soma’ (‘Soma’ zapewne wywodzi się z trzech pramorfemów; ‘Si-on/an-ma’; ‘jasność/światło-on-ma’), używanego do wyzwalania duchowych wizji.
Etruskowie, to po części potomkowie tubylczych Słowian i napływowej ludności z Hetyckiej Anatolii (Ladii i Arzawy), która była pod wielkim wpływem kulturowym Arjo-Słowian z pobliskiego Kaukazu. Jak wiadomo, Arjowie podbili po części zbrojnie, ale w większości kulturowo, olbrzymi obszar, od Indii i Tybetu po Mezopotamię (Persja) i północny Egipt. Dzisiaj, z tego powodu, gen R1a1 posiadają; Polacy (szczególnie na Spiszu i reszcie Śląska), Łużyczanie, Rosjanie, wspólnie z większą częścią północnych Indyjczyków (najwięcej ich znajdziemy w kaście dawnych rycerzy i nauczycieli – braminów), oraz prawdopodobnie w Iranie – gdzie brak jest takich badań, lecz świadczy o tym kultura tego kraju i rysy twarzy oraz błękitny kolor oczu wielu Irańczyków. Indie i Persja, to kraje dalekiego południa, gdzie również zapewne znano wino, znacznie przed Rzymianami.

aaa 135466_beczka_wino_winogrona
Znaczenie prasłowiańsko-indyjskiego rdzenia ‘wid’ oraz ‘wed’ i jego odmian, dość obszernie opisano w Kwartalniku Językoznawczym 2011/3 (7) w artykule; „Polskie jednostki leksykalne z prasłowiańskim rdzeniem *vˇed-„ autorstwa Kingi Knapik. Ja jednak sięgam do jeszcze głębszych i starszych części mowy niż rdzenie, mianowicie do najmniejszych, niepodzielnych układów fonemów o logicznym znaczeniu językowym, (czyli posiadających byt, jako samodzielne wyrazy, przynajmniej w dawnym języku), jakimi są morfemy.

Słowo; ‘wino/vine/winu/wini’, to więc terminy starosłowiańskie, w których występują dwa morfemy, w tym pierwszy to morfem leksykalny (samodzielny) a drugi to morfem słowotwórczy (niesamodzielny); ‘1)wi-2)no/ne’ a które znaczyły odpowiednio; ‘2)nie-1)widzi/widzenie’. Czyli ‘utratę świadomości’, pod wpływem trunku o takiej nazwie – nadanej mu od tego stanu fizyczno – psychicznego.
Podobne pochodzenie i bliskoznaczne znaczenie ma słowiańskie słowo ‘wina’, od pramorfemów; ‘1)wi-2)na’, czyli; ‘widzenie-na(ma)’, czyli ‘2)zna/posiada/ma-1)widzenie/wiedzę/świadomość’. Dlatego, poprzez stworzenie zaprzeczenia do słowa ‘wina’ opartego na almorfie (odmianie morfemu); ‘ne/nie/no/ni’ zbudowany został termin; ‘ne wini’; czyli ktoś ‘nie winny’. Sensualnie, była to osoba, która ‘nie miała wiedzy/świadomości’, co jest jak najbardziej logiczne.
Jak to wyraźnie podaje oficjalna nauka, etymologia łacińskiego słowa ‘ vinum’ jest niejasna i jest to wyraz obcy temu językowi. Co tym bardziej wskazuje na jego słowiańskie pochodzenie. W innym wypadku, jeśli Celtowie oraz powstali z nich Rzymianie przyjęli te nazwę od tubylców, to musieliby być nimi neandertalczycy, którzy wyginęli w większości ok. 40 tys. l. p.n.e.
Jest jednak jak najbardziej jasna, tylko, że od odkrycia, iż w znacznej mierze przodkami języka oraz kultury; Włochów, Francuzów, Hiszpanów i po części Niemców, twórcami cywilizacji Rzymskiej byli Etruskowie, (którzy pierwsi w Europie budowali akwedukty, kopuły świątyń, łaźnie, umiejętnie obrabiali metale, cudownie rzeźbili postacie ludzkie, posiadali własne pismo i prawo, rządzili się ustrojem demokracji i republik dwunastu miast) uznano za regułę, iż ‘pisma etruskiego się nie tłumaczy’, bo nikt go nie rozumie. Dlatego tez, nauka zachodnia nie akceptuje współtworzenia łaciny poprzez kulturę i prajęzyk słowiański, za pośrednictwem języka etruskiego.

aaaa_Domowe-wino-43
Zachód, pod wpływem pseudonaukowej propagandy Rzymsko-Niemieckiej a po części i Katolickiej, uznawał sąsiednich Słowian za ludy dzikie, niemalże nago biegające z łukami po śnieżnych i mroźnych krainach, pół niemowy bez znajomości pisma. Nigdy nie przeprowadzono więc na zachodzie, analizy porównawczej; głosek, sylab, rdzeni i morfemów wydobytych poprzez logiczne porównania ich powtórzeń w piśmie etruskim, do starosłowiańskich rdzeni i morfemów. Czy do podobieństwa obrazowego liter, zawartego w runach słowiańskich, piśmie węzełkowym odciskanym na naczyniach glinianych (podobnym do sanskrytu), głagolicy.

aaaa 258786732_7c3139a74f_z
Kiedy w XIXw polski szlachcic, archeolog i badacz j. etruskiego, Tadeusz Wolański, dowiódł, że j. etruski (Raseński, czyli ‘Ras-eni’, z morfemów ‘ra-si-eni’; ‘moc-jasność-oni’, czyli sensualnie; ‘biali ludzie’, czyli ‘rasa’, a co zostało później przeniesione do łaciny w słynnym ‘tabula rasa’, czyli; ‘biała/niezapisana – tablica/karta’ jak również występuje w nazwie miejscowej Słowian rosyjskich; ‘Rassija’ od ‘ra-si-simja’, czyli; ‘wielka biała – ziemia’ bądź ‘ras-si-mja’, czyli; ‘rasów-jasna-mająca’ a wiec ziemia mająca jasnych/jasnowłosych ludzi, bo ‘raseni/rasowie’ to byli przypuszczalnie biali ludzie) tłumaczy się za pomocą starosłowiańskich wyrazów i morfemów, uzyskując logiczne zdania pełne kulturowych wątków z epoki etruskiej, zaczął być prześladowany przez Jezuitów. Zakon ten, zwany żandarmami papieża, dbał o utrzymanie poglądu, że wszelki postęp duchowy oraz cywilizacyjny przybył do Słowian z Rzymu bądź od Chrześcijan, czyli Cyryla i Metodego. Tylko, że Cyryl i Metody doskonale znali język starosłowiański, jaki panował w Salonikach (wówczas był to ‘Sołuń’, czyli ‘si-łuń’; ‘jasny-blask’) oraz pismo słowiańskie występujące w licznych odmianach, jakie jedynie zapragnęli ujednolicić w celu ułatwienia szerzenia przekazu Biblijnego.

aut kwi ow winogrona hung grapes
Język Grecki, w dużej mierze, w początkowych latach swojego bytu, powstawał na bazie pisma i mowy Słowian, w tym Achajów (L-Achaje), od których nazywano tak dawniej cały język Grecki, jako achajski. Lachaje to ludzie z ‘la’, czyli ‘równin’ najprawdopodobniej nad Dunajskich, u krawędzi lodowca. (Stąd; ‘Polanie’, czyli dawniej ‘Po-lahy’, co zostało w języku Ukraińskim, jako ‘Lachy’. Podobnie ‘Czechy’ od ‘S-lechy’. Inaczej jest z nazwą ‘Ślązacy’ pochodzącą od ‘S-lazacy’, mającą wiele wspólnego z Łużyczanami, których nazwa pierwotna to zapewne właśnie ‘Luzacy’, (stąd łacińska nazwa ‘Lusatia’) czyli ‘ludzie wolni’. Wszystko to jednak były plemiona słowiańskie, Lahskie. Język ich niezwykle podobny. Nawet Prusowie to w większej części Słowianie a mniejszej Bałtowie, co zachowało się w szczątkach mowy Pruskiej). W ten sposób, j. grecki zawiera mnóstwo prasłowiańskich pojęć importowanych od Słowian a nie odwrotnie.
Nazywane niekiedy przez dawnych Greków ‘wino, ‘ jako ‘οἶνος’ czy też ‘ oînos’, to wymawiane archaicznie ‘foiwos’ bądź ‘woiwos’ a pochodzące od prasłowiańskiego ‘owotsi, owoszti, owoći’ wywodzącego się od rdzeni: ‘ow-ot-is-ti’, czyli sensualnie; ‘ tu-to-z-te’, które współcześnie należy tłumaczyć raczej w przeciwnym kierunku, jako; ‘z tego to tu’ bądź podobnie.
To, że łacina i greka przyznają się, iż czerpały wyraz podobny do naszego ‘owoc’ z jakiegoś wspólnego źródła, nie wskazując na Słowian, jest dowodem, jak zachód ciągle nie jest w stanie zaakceptować kulturowej egzystencji Słowian wcześniejszej niż Grecka czy Rzymska, na obszarze większej części Europy, w tym półwyspu Apenińskiego oraz Grecji.

winogrona Grape
‘Grecja’ to po prostu ‘Hratja’, nazwa pochodząca z greckiego słowa poprzez łacinę „graikos’, czyli ‘gorai-kos’; ‘górska kraina’. Jak nasze góry Karpaty to góry Hrawate, czyli Garbate. Stąd Ruska nazwa ‘hora’, a polska ‘góra’. Stąd Chorwaci, pochodzący ze obszaru Karpat, dzisiaj ‘Kroati/Hrwati’ to ‘ludzie górscy’, (podobnie jak rzeka ‘Krka’ to po prostu ‘górska/górka’) bo głoski ‘ho/go’ zostały zastąpione lokalnie przez ‘k’ a być może zawierające tę ‘głoskę takimi były wcześniej, jak widzimy to u Greków czy w nazwie ‘Karpaty’.
Podobnie, dawna grecka nazwa ‘morza’, czyli ‘moreas’ wywodzi się przypuszczalnie od ‘mora/mira-as’, czyli ‘świat/miejsce-wysokie’. Czy wyspa ‘Kreta’ od słowa ‘krateia’ tłumaczonego na ‘silna’ to w istocie ‘hora-teia’, czyli ‘górzysta-ta’. Szereg eposów greckich zawiera przeinaczone nazwy bóstw słowiańskich a język grecki pełen jest prasłowiańskich słów. Nawet inna nazwa tej ziemi ‘ellada’, wywodzi się ze słowiańsko-indyjskich morfemów; ‘el-lada’, (‘Hellada’), czyli’ ‘miejsce-porządku/spokoju/gładkie/łagodne’ i pochodzi z nazwanej tą nazwą przez ludy Arjów i Hetytów równinnej krainy, położonej po drugiej stronie cieśniny Bosforskiej o nazwie ‘Ladia’. Przez Greków zwanej ‘Lidia’. Podobnej nazwy, użyli Etruskowie nazywając swoją krainę Lacja, co później zostało wzięte przez Rzymian, stąd ‘Latina’, czyli język łaciński. We wszystkich tych słowach, morfem ‘la’ oznacza; ‘równina, płaskie, równe, niskie, proste, uporządkowane’, stąd ‘La-ha’; ‘nizina-życia’, ‘la-as’; ‘proste-wysokie’, ‘szlak’; ‘si-la-k’; jasne-proste’, miasto ‘kalisz’ od ‘ka-li-is’; ‘trudna/okrężna/kolista-droga-z’. Podobnie rzeka „Wisła’ od rdzeni; ‘wi-is/si-la’, czyli; ‘widna-z/jasna-droga’, bo był to po prostu, wygodny szlak wędrówek Słowian. Podobnie, późniejsze wyrazy łacińskiego pochodzenia, ale wzięte z rdzeni i morfemów mowy etrusko-słowiańskiej do łaciny; ‘linia, liana, lina, lont, liczba’. Stąd też imiona, takie jak ‘Lada’, ‘Wlado’ czy słowo ‘włada’ a więc żyjący ‘równo, w prawie’, czy nawet imię słynnego wodza Hunów ‘Attyla’ oznaczające; ‘At-ti-la’; ‘to-ten-prawy’ (nazywanego czule z tego powodu „ojczulkiem”), nadane mu zapewne przez miejscowych Słowian żyjących nad bagnami Balatonu (biała toń) i równie słowiańskie imię jego brata; ‘Blado’. Nic dziwnego, ze dzisiejsi Węgrzy to dawni ‘Madziarzy/Maziarzy’. ‘Madż/maż’ to błotnista, miękką ziemia, podobnie jak w nazwie ‘Mazury’ czy ‘Maz-owsze’, krain gdzie późno ustąpił lodowiec pozostawiając za sobą błotnistą tundrę. Nazwy te świadczą o dawnym zasiedleniu tych obszarów przez Słowian. Wśród Pusztunów – plemion Pakistanskich, nazwą ‘madż’ do tej pory nazywa się rozkopana miękką ziemie grobów, co zapewne wzięli od Arjo-Słowian.
Miasto Rzym, istniało, jako miasto etruskie, zanim powstało państwo Rzymian i zapanowała tamże łacina, położone obok innego raseńskiego miasta Velci/Vilci (wilki). Stąd zapewne legenda o wilczycy i dwóch braciach.

aaa kieliszki-butelki-wina-winogrona
Badania haplogrup genowych narodów, wykazują, że Słowianie byli w Europie już około 15-12 tysiąclecia przed naszą erą, (czyli postępowali za cofającym się lodowcem) a na środkowym obszarze Polski czy Rosji ok. 8000 p.n.e, gdy lodowiec wyparował z tych krain.
Podczas gdy południowe obrzeża lodowca ustępowały za północne Karpaty, gwałtownie zmieniał się klimat i w pasie dzielącym lodowiec od południa, gdzie z topniejącego lądolodu powstawała bagnista tundra i rodziły się koryta rzek, występowało zjawisko licznych deszczy w porze letniej. Zaś w zimowej, opady mokrego śniegu. Stąd, ludy prasłowiańskie nazwały cały szereg rzek występujących właśnie w obszarze między ciepłym południem a krawędzią lodowca, od rdzenia ‘den’. Będą to dzisiaj nieco zmienione nazwy; Ro-dan, Dun-aj, Dnie-str, Dnie-pr, Don, gdyż ‘di’ znaczyło ‘chłód, zimno’ (jak w słowach ‘lody/lo-di’; ‘równe-zimne’ czy ‘woda’, ‘wo-di’; ‘tu-zimne’) a morfemy zaimkowo-jezykowe, typu; ‘ni, ne, nie, en’ znaczyły ‘nie/koniec’. Czyli sensualnie, słowo ‘1)di-2)en’ i jego słowiańskie odmiany; ‘den/din/dzień/djeń’, oznaczało; ‘2)nie-!)zimno’, bądź; ‘zimna koniec’.
Słowianie, istnieli w Europie znacznie przed Niemcami i nacjami romańskimi, jakie powstały na bazie ludów; Nordyckich, Celtyckich, Słowian, Semitów i Illyrów. Wino, było więc, jak wskazuje historia Etrusków i innych ludów oraz etymologia tego słowa a także wiek narodowe udowodniony badaniami haplogrup genowych, dobrze znane Prasłowianom. Musieli posiadać dla niego własną nazwę, zanim narodził się język Grecki czy Łacina. Skoro Słowianie są w Europie kilkanaście tysięcy l.p.n.e., Etruskowie dopiero ok. tysiąca l.pn.e, podobnie język retoromański (w tym ‘ladin’ powstały na północy Włoch a więc na styku z Wenedami i innymi Słowianami naddunajskimi), łacina czyli starorzymski dopiero ok. 500 l.p.n.e, zaś język romańskie ok.500 l.n.e. Gdy więc również za czasów Mieszka I uprawiano w Polsce owoce winne, bo klimat był znacznie cieplejszy, była to już zapewne dawna tradycja a nie efekt wpływów Rzymskich. Tylko z powodu nawrotu małego lodowca, utraciliśmy tą tradycją, a później, za przyczyną gospodarki komunistycznej która niszczyła prywatną przedsiębiorczość.

winogrona uprawa home page thumbnail 7
Natomiast ‘piwo’, to przypuszczalnie nie tyle starszy, co dostępniejszy od wina napój, który również znali Prasłowianie, wcześniej od innych europejskich nacji. Nazwa pochodzi od rdzenia ‘pi-wo’; ‘płynne-to’, jak w słowie ‘pić’ od dawnego; ‘pi-ti’, czy w nazwie gór; ‘Alpy/Al-pi’ (gdzie płynie rzeka ‘Lech’), czyli ‘wysokie-zimne/mokre’ (jak góry ‘Ur-al’; ‘ziemia-wysoka’), bądź w słowie ‘woda’ od dawnego ‘wa-di/wati’ (w Hetyckim była to ‘watar’) czyli ‘ta-zimna’, czy słowo; ‘ropa’ od ‘ro-pi’; ‘rodząca-wilgoć’ a stąd nazwa ‘Europa’, której oficjalna nauka w żaden ząb nie jest w stanie rozpoznać skąd się wzięła. Przypisuje ją więc, mitom Greckim a ściślej przekazom pochodzącym z Teb. Mit ten mówi o krainie gdzie żyć miała księżniczka o takim imieniu, którą porwał biały byk. Jest to oczywista przenośnia, symbolika obrazująca potężnego władcę krain na północy gdzie panują śniegi i jasne noce polarne, lub białej rasy. Pod imieniem dziewczyny umieszczono nazwę jego ziemi, do której została porwana, zaszyfrowaną w morfemach; ‘El-ur-ro-pi/pe-as/is/os’, czyli; ‘miejsce/wybrane/ta-ziemia-rodząca-deszcz/wilgoć-zaimek’. To obraz dawnej walki, białych ludów północy z ludami południa. Ale to temat na inne strony.

winogrona uprawa Crimson_Seedless_Table_Grapes
Na najdalej wysuniętej na południe wyspie Grecji – Krecie (nie licząc Cypru) gdzie wzory ornamentowe i barwa tradycyjnych strojów ludowych są niezwykle podobne do wzornictwa Słowian ruskich, w jednej wsi, jeszcze istnieje miejscowy dialekt słowiański, który jak opowiadał mój grecki przewodnik – daje się w pojedynczych słowach zrozumieć przez Rosjan czy Polaków. Zachowała się tamże oraz na obszarze całej Grecji, starożytna nazwa słowiańska, związana ze zwyczajem picia wina, przypominającym zwyczaj górali polskich picia wódki. Otóż mężczyźni stają obok siebie w okręgu i z jednego kubka piją mocne, destylowane wino. Zapewne dawniej było to zwykłe wino. Pija w ten sposób, że kubek z trunkiem podają sobie z reki do reki, nigdy nie upijając go do końca a jedynie dolewając. Zwyczaj ten nazywa się „kupa” i bez wątpienia ma źródłosłów słowiański. Morfem ‘ku/ko/ka’ oznacza właśnie okrąg, koło, bądź wzniesienie (kopyto, kalo, kopiec, kontur, kora na drzewie, i wiele innych slow związanych z czymś, co jest wypukłe, wklęsłe, ale półokrągłe jak ‘koryto’ czy tez okrągłe, zawiera ten rdzeń, w tym przypuszczalnie jego odmianą jest słowo ‘ho-ra’, ‘gó-ra’), czy zgromadzenie w okręgu. Zaś rdzeń ‘pa’, przeważnie oznacza; ‘na/ma’. Najmniejsza staroruska jednostka administracyjna występująca w statutach litewskich z czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej, to była ‘kopa’, która to nazwa przyjęła się od wiecowania włościan w okręgu, twarzą w twarz. Stąd ‘prawo kopne’, czyli wiecowe, ludowe, na którym dawniej wybierano nawet władców i wojewodów (‘wojów wodzących’ – czyli prowadzących na wojnę).
Pradawne ślady takich zgromadzeń w okręgu, na których zapewne popijano, jakiej odurzające trunki, zachowały się w postaci; słowiańskich, celtyckich, oraz germańskich, kamiennych okręgów nazywanych w Anglii ‘kromlechy’, od przypuszczalnie ‘kręgu-lachy(ów)’, czyli ludzi ‘światłych, przewodników’. Tak jak to zostało ujęte w dawnych słownikach szwedzkich, gdzie termin; ‘lach-man’ oznaczał przewodnika a później prawnika.
ORLICKI

aut kwi ow winogrona alvarinho-grapes

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Antyrodzimowiercze portale Polonia Christiana i wPolityce.pl

Posted in Polska, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Listopad 2013

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Portale Polonia Christiana i wPolityce.pl atakują rodzimowierców odprawiających swoje religijne rytuały w masywie Ślęży nazywając ich Satanistami, lub zrównując ich z satanistami. Jest to “normalna” w Polsce praktyka medialna oczerniającą i wzbudzającą nienawiść, podżegająca przeciw Innej, Równoprawnej, Oficjalnie Działającej Religii w Polsce.

Przypisują też one w ten sposób Rodzimowiercom Poslkim akty wandalizmu i działania zbrodnicze, takie jak podpalenia.

Dowodowy artykuł poniżej:

logo

Podpalono figurę Chrystusa Frasobliwego. Kapłan otrzymywał pogróżki

http://www.pch24.pl/podpalono-figure-chrystusa-frasobliwego–kaplan-otrzymywal-pogrozki,18728,i.html

Data publikacji: 2013-10-28 07:00
Data aktualizacji: 2013-10-28 07:47:00
Podpalono figurę Chrystusa Frasobliwego. Kapłan otrzymywał pogróżki

W nocy z soboty na niedziele nieznani  sprawcy oblali łatwopalnym materiałem stojącą przed drzwiami do świątyni w Sulistrowiczkach (woj. dolnośląskie) figurkę Chrystusa Frasobliwego, a następnie ją podpalili. Ogień uszkodził także drzwi świątyni. To już kolejny antykatolicki incydent w okolicach Ślęży. Systematycznie niszczone są także stacje Drogi Krzyżowej.

Zniszczenia nie są duże, lecz potencjalne zagrożenie wywołane podpaleniem było ogromne. Kościół, a także stojące przy nim Centrum Kultury Chrześcijańskiej w całości zbudowane są bowiem z drewna. Figurę Chrystusa Frasobliwego wykonano z drewna lipowego. W dobrym stanie zachowała się góra rzeźby. Dół został okopcony i można go rekonstruować.

Kościół oprócz parafian często nawiedzają także liczni turyści, którzy wybierają się na Ślęzę. Znajdujące się wzdłuż żółtego szlaku prowadzącego na ten szczyt stacje Drogi Krzyżowej są systematycznie niszczone. Jak informuje portal wPolityce.pl duszpasterz z Sulistrowic, ks. Ryszard Staszak, 70-letni kapłan, jest od jakiegoś czasu publicznie znieważany przez grupy satanistów, które odwiedzają górę Ślężę. Duchowny zaczął otrzymywać także pogróżki przez Internet.

Źródło: wPolityce.pl

Read more: http://www.pch24.pl/podpalono-figure-chrystusa-frasobliwego–kaplan-otrzymywal-pogrozki,18728,i.html#ixzz2j77L6zxN

Zniknięcie Świętowita ze Ślęży w TVN 24 Fakty Ekstra (zobacz!)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 6 Listopad 2013

Strażnik Wiary Słowian – Franciszek Kotula (1900 – 1983) – ZMW Wici oraz Uroczysko Diabla Izdebka pod Jasłem

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 5 Listopad 2013

f kotula eksploracje_terenowe_f._kotuliFranciszek Kotula (ur. 26 marca 1900 w Głogowie Małopolskim, zm. 26 kwietnia 1983 w Rzeszowie) – etnograf, historyk, folklorysta i muzealnik.

Autor prac monograficznych o kulturze Lasowiaków, Rzeszowiaków, Pogórzan z regionów Polski południowo-wschodniej. Po zakończeniu drugiej wojny był współorganizatorem Muzeum Ziemi Rzeszowskiej oraz Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku.

Od roku 1995 przyznawane są nagrody im. Franciszka Kotuli dla twórców ludowych, animatorów kultury oraz placówek popularyzujących folklor, organizatorem tego przedsięwzięcia jest Muzeum Etnograficzne im. Franciszka Kotuli w Rzeszowie, którym kieruje dr Krzysztof Ruszel.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Wybrane publikacje

  • 1958 Obwarowania Rzeszowa i rozwój przestrzenny miasta w XVII-XVIII wieku (w: Pięć wieków miasta Rzeszowa), Warszawa;
  • 1962 Z Sandomierskiej Puszczy;
  • 1970 Hej, leluja czyli o wygasających starodawnych pieśniach kolędniczych w Rzeszowskiem, Toruń;
  • 1974 Po Rzeszowskim Podgórzu błądząc, Kraków;
  • 1982 Chłopi bronili się sami;
  • 1982 Miasteczko na przykładzie Głogowa Małopolskiego i jego sąsiadów;
  • 1983 U źródeł, Rzeszów;
  • 1985 Tamten Rzeszów czyli Wędrówka po zakątkach i historii miasta;
  • 1988 Pojedynek z diabłem;
  • 1989 Przeciw urokom: wierzenia i obrzędy u Pogórzan, Rzeszowiaków i Lasowiaków, Warszawa;
  • 1999 Losy Żydów rzeszowskich 1939-1944.

Bibliografia

Zeszyty_Naukowe_Ostroleckiego_Towarzystwa_Naukowego-r1993-t7-s66-73-p0001_600px….

Zeszyty_Naukowe_Ostroleckiego_Towarzystwa_Naukowego-r1993-t7-s66-73-p0006_600pxZeszyty_Naukowe_Ostroleckiego_Towarzystwa_Naukowego-r1993-t7-s66-73-p0007_600pxZeszyty_Naukowe_Ostroleckiego_Towarzystwa_Naukowego-r1993-t7-s66-73-p0008_600px

Franciszek Kotula – ur. 26 marca 1900 r. w Głogowie Młp., zm. 22 kwietnia 1983 r. w Rzeszowie.
Docent, pedagog, muzeolog i kolekcjoner, etnograf, twórca wizji historyczno-kulturowych, publicysta i popularyzator wiedzy. Ukończył Seminarium Nauczycielskie w Rzeszowie( 1920) i Wyższy Kurs Nauczycielski w Toruniu (1929).

Od najmłodszych lat był zamiłowanym kolekcjonerem. Gdy został nauczycielem historii swoje zbiory archeologiczne i etnograficzne wykorzystywał jako pomoce dydaktyczne. Gdy w 1935 r. Towarzystwo Regionalne Ziemi Rzeszowskiej zleciło mu utworzenie Muzeum Regionalnego Ziemi Rzeszowskiej, na początek przekazał mu swoje zbiory. Społecznie pełnił funkcję kustosza. Po wojnie, już jako dyrektor muzeum wysiłki swe skierował przede wszystkim na gromadzenie zabytków kultury ludowej. Obok tego, przez wiele lat zbierając materiały do zamierzonych prac naukowych, zgromadził bogate prywatne archiwum: rękopisy, rysunki, fotografie i nagrania magnetofonowe.

Jako dyrektor Muzeum Okręgowego (1950-59), a następnie kierownik Działu Etnograficznego ( do 1970r.) zorganizował 20 obozów naukowo-badawczych, których wyniki publikowane były w wydawnictwach zbiorowych dotyczących historii i kultury ludowej przebadanych terenów. W 1954 r. w uznaniu zasług dla kultury i nauki otrzymał tytuł docenta. Ponadto otrzymał nagrodę O. Kolberga (1976) , odznaczony został Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

O wyjątkowej pozycji F. Kotuli świadczą zarówno prace publikowane jak i pozostawione rękopisy artykułów, książek oraz bogate archiwum materiałów terenowych. Próbą podsumowania jego dorobku jest bibliografia jego prac z lat 1937-77 obejmująca 25 druków zwartych ( głównie książek ), 545 artykułów, rozpraw, recenzji, polemik, reportaży publikowanych w periodykach naukowych, prasie regionalnej czy wydawnictwach okolicznościowych ( S. Darłakowa, R. Płonka, Bibliografia prac Franciszka Kotuli, w: Prace i materiały z badań etnograficznych. Rzeszów 1979 )

Pisał zarówno o historii średniowiecznej jak i najnowszej, zagadnieniach gospodarczych, urbanistycznych, historii techniki i archeologii oraz przede wszystkim o etnografii.

Folklorowi poświęcił wiele swych najważniejszych opracowań. Pisał o garncarstwie, budownictwie przysłupowym, meblarstwie i przemysłach leśnych, wykorzystując dostępne źródła historyczne dla wyjaśniania genezy wielu zjawisk kulturowych. Folklor rozumiał głównie jako źródło i dokument historyczny. Nie mając przygotowania naukowego, nie starał się szerzej interpretować materiałów folklorystycznych, ale poprzestawał na barwnych relacjach ze swych eksploracji terenowych oraz obserwacji obyczajowych. Wykształcił własny styl pisarski, określany mianem reportażu historyczno-etnograficznego.

Na uwagę zasługują pionierskie opracowania dotyczące rzeszowskich odmian stroju ludowego (Strój rzeszowski. Atlas polskich strojów ludowych. cz. V Małopolska z. 13 Lublin 1951 ; Strój łańcucki. Atlas polskich strojów ludowych. cz. V Małopolska z. V Wrocław 1953).

Był pierwszym badaczem, który określił zasięgi regionów etnograficznych Lasowiaków, Rzeszowiaków i Pogórzan ( Geneza regionów etnograficznych województwa rzeszowskiego, Mielec 1968 ).

Historii Rzeszowa, w którym żył i pracował pół wieku, poświęcił:
Z dziejów Rzeszowa 1939-1944. Losy rzeszowskich zabytków i pamiątek (Rzeszów 1947,1998), Losy Żydów rzeszowskich 1939-1944 ( Rzeszów 1999), Tamten Rzeszów (Rzeszów 1985, 1997)

05252ab

Franciszek Kotula,, Znaki przeszłości”, Wawa 1976, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza

1)*Przekazywanie tradycji(czynnikiem zabezp. respekt dla wartości, r zapamiętany, bo pamięcią rządzą reguły gry)

-uczestnik dawnej kl wypowiada txt w syt. i funkcji pierwotnej, ale w innych war.cywil.( nie kojarzy tego z prakt. pożytkiem)

-wypowiadaniu tow. Wiara w irracjonalną siłę słów, jest świadomość odniesienia prakt. korzyści(np. Urbanka , kt. zamawia choroby, ale tylko za pieniądze)

-inf. przekazuje txt za kasę, jako wartość estetyczną, bez irracjonalnych intencji

-przez radio, prasę, tv

*Wyp. magiczna: wiara w siłę sprawczą słów( np. zamówienia ,,na wytycz”- zwichnięcie)

*Dzieje magii lud. to historia poszukiwań technik i śr. zaradczych:

a)czasem zabieg ,,zaczarowania” bez słów- moc zawarta w scenariuszu działań;

b)moc w słowach, zero działania:- zamówienia psychotropowe-uspokajające

–          zamówienia na przestrach( np. ,, Babcia Olkowa”-9krotnie powtarzała rozpoczynające się od ,, Czegoś się zląkł?”, by oddzielić strach od człowieka; strach zantropomorfizowany jako postać zła- widmo poza naturę odganiano, a człek do łona matki)

·         Coś się stało, dziady się zbiegały, dowiadywały, pieśni o tym układały, szli do drukarza, zamawiali druk, rozpowszechniane na odpustach, jarmarkach( tzw. nowinki= pieśni o sensacyjnych wyd.); przekazywane też z pamięci do pamięci, na misjach- rola kaznodziei

2)Podstawą lud. szeregowania , zrostów” tekstowych do danej kat. okolicznościowe przeznaczenie.Często inf. gdy recytował to jednym tchem, bez modulacji, bez przystanków np. pieśni kolędnicze tzw. leluje

3)Modlitwy do św. Mikołaja:

wilki-kult: że te zwierzęta prawie tak mądre jak człowiek; dla człeka( gł. lasowiaka wręcz antykult), w Wigilię BN przyjaźnie podchodziły do okna- więc można je pozyskać na cały rok:  u Lasowiaków-pastuch przed dom- zanim podano kaszę mówił:

                                     ,,Wilku, wilku, chodź na kase,

                                      A nie przychodź, jak jo pase!”

Przed grochem: ,,Wilku, wilku, chodź do grochu,

                             A nie strasz mnie po trochu”

W noc wigilijną nie wolno było wilkowi zjeść człowieka, chyba że ktoś spóźnił się na pasterkę, więc starano wcześniej przychodzić.

W Gnojniku chłopcy pasący krowy:

                             Święty Mikołaju, pasterzu dobytku,

                              Niceś wczoraj nie jadł,

                              Nie masz nic w lelitku.

Mikołaj- uniwersal św., do niego ludzie z all stanów: patron wilków, opieka nad zwierzyną domową, przed rabusiami leśnymi chroni, kołacczy garncarze jego opiece

Do niego :mikołajki, pacioreczki do św. Mikołaja, pocióreczki do…, modlitewki do…, lub zwykłe modlitwy typu(5* Ojcze Nasz,5 zdrowasiek,5 Wierzę w Boga+ 1*10przykazań)

Fragm. z Rzeszowa:,, Zamknij paszczęke psu wściekłemu, Wilkowi leśnemu”

4)Modlitwy i pieśni różne:

-np. gdy faceci ( ,, róża”- komórka społ.o char. Religijnym)spotykali się 1* miesiąc, by wymienić między sobą poszczególne tajemnice z życia Chrystusa( cz. religijna), potem cz. sąsiedzka

-do pocz. XX w. Do kościołów daleko, drogi fatalne, często laski zbierały się w domach w niedziele, odprawiały same nabożeństwa( takie zebrania to ,, różańce”) po myśli Kościoła, zmawiano modlitwy: ,, domowe”, ,, swoje”, ,, prywatne”( gł. przed snem się je mówiło); wtajemniczano dorastające laski w rytuały , podejścia, mówiono o zabiegach magicznych, spluwano na boki, mówiono ściszonym głosem…

-modlitewki do r. Św: Barbary, Doroty, Jana

-m. o wędrówce najśw. Panienki z synaczkiem

-m. wielkopostne: zbieżne z innymi, w kt. motywy pasyjne, duża waga np. modlitewka na Wielki Post

-txt-y o tematyce eschatologicznej: nie było lęku przed nat. Śmiercią, lek przed zejściem bez zaopatrzenia rel.( tu echa dawnych wierzeń, nawet przedchrześcijańskich)np. modlitewka

przy śmierci

-m. chroniące od złej przygody(np. przeciwko ukąszeniu jadowitego węża)

-Pieśni i ballady różne: by urozmaicić czas, ulżyć w pracy: wolne rytmy, często char. rel

-m. i pieśni humorystyczne i parodystyczne: człek uciekał się do magii, a równocześnie z niej kpił, ze św.(np. kolęda ,, swojo”); parodie zamówień znachorskich(pocirz jagodziorek, modlitwa panny)gadziarze(wyłapywali lisy, kuny, tchórze)zabrawszy ze sobą wypchanego lisa lub wilka, obchodzili wieś, skandowali, śpiewali, by zdobyć kasę, dziś ich nie ma, pieśni zanikają

4) Zabiegi magiczne:

-z ok. Rzeszowa: zamawianie uroków ,, likorz” lub ,, likorka” mówili np. komuś wpadł w oko jakiś proch: ,, Wyjmij ,sroczka , z oczka”; dziecko kt. wypadł mleczny ząb, rzucało go za siebie ze słowami ,, Weź, myszko, ząb kościany, a dej mi żelazny”; gdy dziecko ryczało po nocach”,, Kątku, kątku, Przywróć spanie, Mojemu dzieciątku”

-uroki rzucały gł. stare baby na dzieci, ktoś kto ,,dostał uroku”- straszne boleści, trzeba było odmówić urok: np.

                    Nadwiśloki- brało się szklankę wody, wsypywało 3* po 3 szczypty soli+3*po3płonące węgielki, tonęły- był urok, nie- brak uroku. Gdy był odmawiano formułkę, likorka kropiła chorego wodą ze szklanki 3 razy, potem wylewała ją miedzy drzwi a próg, potem modliła się

a)      odmówienia:

,, Łuszczki”( zamawianie uszczki z oczów): likorka zasłaniała dłońmi twarz chorego, poza okiem, dmuchała w oko, modliła się i wygłaszała formułkę- ten zabieg przez 3 dni przed wschodem i po zach. Słońca

,,Siekiernicy”( guz w posze czyli pachwinie): stanąć rozkrakiem nad cebrzykiem z woda, do kt. włożona siekiera, likorka przesypywała rozżarzony węgiel rozporkiem, modliła się+ formułka( niech te boleści idą na lasy …) + obmycie guza wodą z cebrzyka( tak przez 3 dni po zach. słońca)

Zrzynanie ,, paskudnika”- choroba krów: likor na igłę nabijał błonę z oka krowy + formułka, potem  błonę rzucał na bieżącą wodę

Kierowanie ognia: rzucało się w ogień sól św. w dzień św. Agaty i machało ślubną rzeczą w kierunku, gdzie ogień miał się przenieść + formułka

Zamówienie ,, płaczki”: dziecko w południe na rozstajne drogi, gdzie siadywały południce + formułka( Poludnico, weź te płacki z myj dzieciny…)+ ocierano oczka dziecka lnianą szmatką i rzucano na rozstaje ją dróg

Spalanie , zamawianie róży: na obaszar dotknięty różą kładziono sukno( najl. Czerwone), na nei gałki z lnu w liczbie od 6 –9, zamawiająca zapalała owe gałki, druga ręka wykonywała energiczne ruchy od dołu ku górze- powstały prąd powietrza porywał płonący len do góry+ formułka( Oj, różyczko, różyczko..)

Zamówienie zapewniające urodzaje: gdy rolnik 1 raz na wiosnę na pole, kropił konie i wóz św. wodą. kreślił przed końmi znak krzyża, mówił np. ,, dopomóż Bóg”, sam się żegnając odmawiał modlitwę mającą cechy zamówienia

Zamawianie gośćca: nad przyniesionymi z domu koszulą chorego i piwem odmawia się 3*po9 zdrowaśki i o.nasz. Po odniesieniu do domu ,, zamówionych” rzeczy chory ubiera się w koszulę i wypija piwo.

Zamówienia na uroki: laska, kt. miała zamówić nabierała do ust wody z rzeki, biegła z nią do domu chorego, chlupała nią na niego + wygłaszała formułkę( początek typu: idźcie uroczyska na kopiska..)+ zdrowaś mario

5)Surowe, twarde życie w Puszczy sprzyjało magii i gusłom

Formuły magiczne( wiara w moc słowa) trojakie zastosowanie:

1)przedmiotem ich troski osoba samego zamawiającego- w modlitewkach lub paciorkach

2)zdrowiu i ocaleniu II człowieka lub zwierzęcia miały służyć zamówienia( odmówienia)

3) pomyślności gr. Społ. poświęcone były ,, świeckie: pieśni kolędnicze i życzenia wykonywane gromadnie, jako śpiew lub recytatyw.

1,2-wiedza tajemna;3- powszechnie znane

Modlitewki- nigdy nie odmawiane w kościele, prywatnie, gł. starzy

Txt-y magiczne:1.Interdykt przeciw czarom( chroni przeciw czarami i czarownicami)

                          2. List niebieski(obszerny, reprymenda gł. przeciw pijaństwu, XIXw.)

                          3.Modlitwa [do]Krzyża Świętego( chroni przed nagłą, niespodziewaną 

                             śmiercią, dziś w odpisach)

                          4.Łańcuszek Św. Antoniego( zabiega o pokój na świecie,

                              w rodzinach, zdrowie i pomyślność)

Zamowa gwojścia( z przysiółka Rękaw):na chorym miejscu 3krotnie krzyż, między robienie tych ruchów formułki, potem nad chorym dmucha się 3 razy* nad piwem, jeśli chory nieobecny i wtedy daje mu się to piwo do wypicia),przed lub po zach. słońca przez 3 dni.

Na bolenie: Jeden okrzyk/trzech odrzyka/ Jezus Chrystus i Syn Boży i Duch Święty/Lepsze Boskie przemienienie/Niźli cyjo urzycenie

Zamówienie na żółwia u krowy( choroba wymienia po ocieleniu):żegna się wymię i mówi nad jajkiem leżącym nad stole: żółw ma 9 głów/żółw ma 8 głów itp. Aż do1 głowy, potem dmucha się nad jajkiem 3 razy i spluwa, jajo się wybija i daje wypić krowie, kadzi się chore wymię święconym zielem i pociera kijanką.

cci2012012800003

Zakończył się remont głównego ołtarza w bazylice w Starej Wsi koło Brzozowa

. Jak podaje Franciszek Kotula w książce „Po rzeszowskim Podgórzu błądząc” przed wiekami w lasach obok Starej Wsi działy się dziwne rzeczy: biły dzwony, na niebie pojawiały się łuny ognia, słychać było skrzypienie drzwi, ukazywały się postaci z płonącymi rogami i ogonami. Miejscowi sądzili, że…

3060557533

Uroczysko „Diabla Izdebka” pod Jasłem – czyli tam, gdzie diabeł psoty wyczyniał… – w podaniu Franciszka Kotuli

Jeżdżąc tu i ówdzie w czasie turystycznych „podbojów”, głównie do znanych miejsc i atrakcji turystycznych, często przejeżdżamy tuż obok mniej znanych, ale także ciekawych. Częściowo wynika to z braku oznakowania tychże, ale i z braku informacji na ten temat. Można przeczytać o tym, czy o tamtym w różnych publikacjach, ale to tylko króciutkie wzmianki, a nikt nie pokazuje dokładnie jak tam trafić. A czasem wystarczy zboczyć z drogi nieznacznie, by zobaczyć różne ciekawostki krajoznawcze. Podobnie jest jadąc z Jasła przez Dąbrówkę i Ujazd w kierunku coraz bardziej znanego i chętnie odwiedzanego przez turystów Liwocza.

Do takich mało znanych osobliwości należy właśnie ciekawostka przyrodniczo-geologiczna niedaleko miejscowości Wróblowa, w gminie Brzyska. Wróblowa, wzmiankowana już początkiem XV wieku, położona jest na wschodnich krańcach Pogórza Ciężkowickiego, w dolinie nieopodal płynącej tu głównej rzeki tego regionu – Wisłoki. Najbardziej miejscowość znana jest z tego, że po drugiej stronie rzeki występują wymarzone tereny dla wędkarzy, w postaci stawów. Ale nie wszystkich interesuje łowienie ryb przecież. Dla ludzi ukierunkowanych raczej turystycznie-krajoznawczo, proponuję poszukać w okolicach Wróblowej innego rodzaju ciekawostki, mianowicie owianego legendami i podaniami Uroczyska o nazwie Diabla Izdebka.

 2975863519

Nieoceniony w materii zbierania podań ludowych Franciszek Kotula, odnośnie miejsca o którym tu mowa, zebrał swego czasu interesujące podania i legendy opowiadane przez okolicznych mieszkańców. Z nazwami typu „piekło”, czy „pieklisko” zawsze związane są opowieści, że mieszkają tam „źli”, „diabły”, czy inne jeszcze stworzenia, w każdym bądź razie lubiące robić ludziom na złość różne psoty, a czasem i jeszcze gorsze rzeczy. Nie inaczej było w przypadku Uroczyska „Diabla Izdebka” koło Wróblowej.

Od dawien dawna ludzie mówili, że w Izdebce mieszka „diabeł”, zawsze ukazujący się jednak pod różnymi postaciami np. jako zwierzę. W prawdziwej diablej postaci nikt go nigdy nie widział. Wyczyniał okolicznym mieszkańcom różne psoty. A to jako czarny baran pobódł kobietę, która pędziła na pastwisko krowy, a która to – jak się później ludziom przyznała – nie odmówiła rannego pacierza. To znów jako biały królik, który ukazał się chłopcom na pastwisku, a ci usilnie chcieli go złapać i gdy zdawało im się, że go mają, ten spokojnie biegł sobie dalej. Jeszcze innym razem chłopi pasący konie w nocy usłyszeli, że ktoś ścina w ich lesie drzewo, więc uznali, że to złodziej. Ale gdy tam podeszli, ściętych drzew nie było nigdzie, ani też kogoś, kto by uciekał, a usłyszeli tylko głośny ironiczny śmiech. Wtedy wiedzieli już, że diabeł z Izdebki sobie z nich zadrwił. Więc życie w tej okolicy z takim „sąsiadem” nie było łatwe.

Ale pojawiła się iskierka nadziei dla mieszkańców, że „zły” się stąd wyniesie, bowiem w pobliskich Brzyskach zaplanowano budowę murowanego kościoła. A budulec na kościelne mury miał pochodzić właśnie z kamienia ze skały z okolic Izdebki. I tak też się stało, gdy ruszyła budowa, pozyskiwano kamień z Izdebki więc ludzie myśleli, że „zły” się wyniósł stąd na dobre, bo psoty ustały. Niestety, radość ludzi była przedwczesna, bowiem ich niechciany sąsiad zmienił tylko siedzibę, przeniósł się niedaleko do dołu w okolicach starego koryta Wisłoki i wyczyniał jeszcze złośliwsze psoty, zapewne mszcząc się w ten sposób, że wygoniono go z jego pierwotnej siedziby.

Ludzie nie wiedzieli już co robić w tej sytuacji, poszli więc do kowala, który nie tak dawno powrócił do wsi po wieloletniej żołnierskiej tułaczce wojując za cesarza i błagali go o pomoc w wypędzeniu „złego”. Kowal zgodził się, zabrał gruby sznur, wcześniej poświęcając go w kościele w Brzyskach, wszedł do nowej siedziby „złego”, związał go i przy pomocy ludzi wyciągnął na wierzch. Postanowiono zawieźć go do kościoła i ochrzcić, by już psot ludziom nie wyprawiał. Ale diabeł tak żałośnie błagał, by go wypuścić, obiecując równocześnie, że nigdy tu już nie wróci, że chłopom zrobiło się żal i wypuścili go. Od tej chwili nikt diabła nie zobaczył już we Wróblowej, a dół przy starym rzeczysku nazwano „Piekliskiem”, niestety dziś nie ma po nim śladu, bo wszystko zarosło trawą. Natomiast samą Izdebkę do końca starano się zniszczyć, aby w przypadku gdy diabeł nie dotrzyma słowa i wróci, nie miał gdzie zamieszkać…

Ale nie wszystko udało się im chyba zniszczyć… Obecnie nie ma tam już dużej groty w której mieszkał „zły”, czy jak starsi mieszkańcy mawiali, że można się tam było swobodnie schronić w czasie niepogody, gdy pasano bydło, ale niemniej jednak miejsce to jest ciekawe i urocze. Izdebka położona jest na uboczu Wróblowej. Dziś nadal daje się zobaczyć potężną skałę z piaskowca, w której spływający spod przysiółka Strebikowa mały potok wyrzeźbił sobie koryto pomiędzy skałami. Przy tej okazji, płynący potok spada podwójną kaskadą, co przy większej ilości płynącej wody wczesną wiosną, może być dość efektownym widowiskiem. Skała na północ od potoku wznosi się dość stromo, a na jej skarpie rośnie sosnowy las.

Ja dodam tylko że kowal bywał też przeważnie lekarem i rzeźnikiem, ubojcą zwierzyny hodowlanej, żercą i lekarem, a w pierwotnym podaniu nie było święcenia sznura w kościele ani nie wieziono Dyjbołta do kościoła. W podaniu opisano typowego boguna Powietrza Dyjbołta – pomocnika Boga Dyja Poświściela, którego czarownik, mag, żerca łapał na oczkur – czyli sznur z pętlą zwany przez Indian  i kowbojów lasso. Po złapaniu i po dpowiednich zaklęciach Dyjbołt po prostu znikał.

Zdzisław Skoczek (1942-2003) – Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian (Lechicki Krąg Czcicieli Światowida)

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 3 Listopad 2013

W ramach obchodów tegorocznych Dziadów przypominamy postać Zdzisława Skoczka – rzeźbiarza z Lechickiego Kręgu Czcicieli Światowida.

bildeAnna Skoczek przy autoportretach męża (fot. MU)

Zdzisław Skoczek (ur. 23 listopada 1942 we wsi Gołębie-Leśniewo, zm. w maju 2003) – polski rzeźbiarz i malarz.

Studiował na Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie uzyskał dyplom w 1971. Z przekonań neopoganin, dlatego postać Świętowita uczynił tematem swojej pracy dyplomowej. Uczestniczył w działaniach Lechickiego Kręgu Czcicieli Świętowita (Kołodziej Władysław) [1]. W latach 1975-1988 pracował jako główny projektant w Wojewódzkim Biurze Planowania Przestrzennego w Ostrołęce. Poza rzeźbą i malarstwem zajmował się także grafiką, medalierstwem, scenografią i architekturą. Był również pedagogiem. Jego prace znajdują się w zbiorach bułgarskiej Galerii Silistra, Muzeum Okręgowego w Ostrołęce oraz w kolekcjach prywatnych krajowych i zagranicznych[2]. Realizacje rzeźb pomnikowych na Mazowszu (m.in. Pomnik mjr. H. Dobrzyńskiego „Hubala” w Warszawie) oraz rzeźb plenerowych. Udział w wystawach w Polsce i Bułgarii, plenerach ceramicznych. Prace w zbiorach prywatnych w kraju i zagranicą. Zajmował się malarstwem sztalugowym. Brał udział w Artbarbakan 2000 w wystawie „Mazowsze-moje miejsce na Ziemi”.

Jego inspiracją była rodzina osadzona w realiach współczesności, natomiast w malarstwie to portrety i pejzaże impresyjne w pełni zespolone z naturą. W tym co tworzył i o czym myślał był szczery i odważny, gdyż nie respektował żadnej konwencji artystycznej – mówił jego przyjaciel, Prof. Stanisław Słonia.

Zdzisław Skoczek był bardzo charakterystyczną osobą z barwną osobowością i czarno białym systemem wartości moralnych – tak mówią o nim znajomi. Potrafił słuchać, rozmawiać, poruszać zmieniać, umiał obchodzić się z ludźmi. Tych którzy go miej znali mógł oburzać, lecz wszystkich znajomych oczarowywał. Przyjaciele zapamiętali go w jego nieodłącznym brązowym kapeluszu, w sztruksowej marynarce i z wielkim kubkiem mocno słodzonej herbaty.

2b69d424a017c6ad034b2ea69da98bf8a58e29e3

Mówili na niego „Marynara”. Przeczytaj, jaki był Zdzisław Skoczek

Dodano: 27 maja 2013, 13:50 Autor: M.Uścińska

O ostrowskim artyście, w 10 rocznicę jego śmierci, opowiedziała nam jego żona – Anna

1 maja minęło 10 lat od śmierci Zdzisława Skoczka – ostrowskiego rzeźbiarza i malarza, autora pomników upiększających Ostrów, Małkinię i Wąsewo, a także Wyszków, Przasnysz i Warszawę. Był przez wiele lat plastykiem wojewódzkim w Ostrołęce jako doradca architekta.

Zdzisław Skoczek urodził się w 1942 roku we wsi Gołębie-Leśniewo. Wraz z rodzicami mieszkał w Ostrowi Mazowieckiej, a młodość spędził w Warszawie, gdzie ukończył studia na Wydziale Rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych. Wkrótce po studiach wrócił do Ostrowi, aby zamieszkać tu z żoną i dziećmi.

Kocham cię. Marynara

Znajomość pani Anny z panem Zdzisławem rozpoczęła się w miejscowości Soczewka pod Płockiem. Pani Anna przyjechała tam z koleżanką na wakacje na obóz studencki, a pan Zdzisław stacjonował niedaleko z rodzicami, którzy prowadzili dom wczasowy. Od kilku lat odwiedzał obóz studencki, aby spędzić czas z rówieśnikami.

– I wpadł jak śliwka w kompot. Poznaliśmy się rano, a wieczorem po tańcach, kiedy siedzieliśmy na molo powiedział, że zostanę jego żoną – opowiada pani Anna. – On się o to wcale nie pytał, po prostu mi to oświadczył. Oczywiście go wyśmiałam. Potem się spotykaliśmy, rozmawialiśmy, pływaliśmy kajakiem, ale przyszedł koniec obozu i rozstaliśmy się. Jakimś sposobem zdobył mój adres i przysłał na imieniny telegram do Teresina. To był krótki telegram: „kocham cię”. I podpis: „Marynara”, bo taką miał ksywę. A że Teresin był małą mieściną, zaraz poszła plotka, że napisał do mnie jakiś marynarz.

W październiku zaczął się rok studencki, więc pani Anna i pan Zdzisław zaczęli się widywać. Wkrótce pan Zdzisław oświadczył się, jak na artystę przystało, nie pierścionkiem ze srebra, czy złota, ale… ze słomy. Dla pani Anny to było bardzo miłe i romantyczne. Wkrótce, po półrocznej znajomości, wzięli ślub.

– To był rok 1969, Maryla Rodowicz zaczynała wtedy karierę – wspomina pani Anna. – Byliśmy na studiach, ja w Szkole Głównej Planowania i Statystyki (dziś SGH), a on na Akademii Sztuk Pięknych. Mieszkaliśmy w różnych akademikach i gdy wzięliśmy ślub zaczęła się walka o jeden z pierwszych pokoi studenckich, małżeńskich. Udało się: zamieszkaliśmy razem, oficjalnie jako małżeństwo. Mieliśmy nieduży pokoik, ale było sympatycznie. Długo w nocy siedzieliśmy i rozmawialiśmy…Choć takich karaluchów jak tam to nigdy w życiu nie widziałam.

Zanim państwo Skoczkowie przeprowadzili się do Ostrowi, mieszkali jeszcze przez chwilę w Teresinie, a potem w Warszawie na Ząbkowskiej 28, w oficynie, której dziś już nie ma. W międzyczasie urodziła się pierwsza córka, Miłosława. Gdy na świat przyszedł syn, Mieszko, rodzina postanowiła przenieść się do Ostrowi, żeby w spokoju wychowywać dzieci. Już w Ostrowi na świat przyszło trzecie dziecko państwa Skoczków – Domosława.

On artysta, ona budowlaniec

Pan Zdzisław poświęcił się sztuce, a pani Anna została nauczycielem języka niemieckiego w Zespole Szkół nr 2……

więcej: http://www.to.com.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130527/OSTROW/130529774

Zdzisław Skoczek – wieczór wspomnień

03.06.2013, godz. 11:47 | Wyświetlenia newsa: 692 | Tagi: zdzisław, skoczek, wspomnienia, wieczór, burmistrz, UM,

Człowiek doskonale rozpoznawalny, dziś już owiany legendą twórca, którego dzieła wplecione w pejzaż mazowieckich miast i gmin stały się z czasem ich charakterystycznym elementem.

Każdy mieszkaniec Ostrowi Mazowieckiej, nawet ten, któremu sztuka nie jest tak bliska jak uczestnikom spotkania w domu artysty wie jak wygląda pomnik Mikołaja Kopernika, patrona naszego „ogólniaka”. Wszyscy w Małkini kojarzą Marię Skłodowska-Curie rzeźbioną reką Zdzisława Skoczka. Pomnik Cypriana Kamila Norwida, dumnie wznoszący się w wyszkowskim parku stał się natomiast miejscem tak specjalnym jak nie przymierzając fontanna di Trevi dla Rzymu, czy „Czterej śpiący” dla Warszawy.

Repertuar Chopina w interpretacji Andrzeja Sikory towarzyszył zebranym w kontemplowaniu wyeksponowanych w pracowni artysty dzieł, choć nawet sam dom, jego wnętrza, pomysły zastosowane przez projektanta – Zdzisława Skoczka można uznać za swoiste, przemyślane dzieło sztuki. Wystarczy wspomnieć, że budowany był na „róży wiatrów”, czyli okna wychodzą na północ, południe, wschód i zachód. Tak oczywiste, tak naturalne, że aż nie chce się wierzyć, że można zbudować dom inaczej….

więcej: http://news.ostrowmaz24.pl/news,4106.html

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 908 obserwujących.