białczyński

Ślęża – uderzenie mocy 11. 11. 2012 roku, godzina 11.11 – 12.07 (12.11 – 13.07)


DSC00392 bez komprWołanie słońca nad Ślężą

Wielokrotnie dotychczas pisałem, że nie rozumiem wielkiego znaczenia jakie moja żona przez całe nasze wspólne życie od roku 1972, kiedy związaliśmy się swadźbą,  wiąże z godziną 13.07/1.07 czasu środkowoeuropejskiego. Zdarzenia z roku 2012 po części odpowiadają być może na owo wyróżnienie godziny.

DSC00392 bez kompr

Nasza przygoda ze Ślężą zaczyna się od wizyty pod Wierzycą/Wieżycą i na Wierzycy w roku 2009 na wiosnę, podczas Święta i Wielkiej Bitwy Niebieskiej, 21 marca.

DSC00391bez kompr Braliśmy wtedy udział w uroczystych, publicznych obchodach święta Nowego Słowiańskiego Roku, zorganizowanych przez Słowiańską Wiarę. Odbyło się moje spotkanie z grupą około 250 młodych ludzi zaangażowanych w odnowę Wiary Przyrodzoney Słowian, zorganizowanych w Zachodniosłowiańskim Związku Wyznaniowym .

DSC00394kompr

Po wieczornych uroczystościach i spotkaniu na wspólnej biesiadzie, rankiem następnego dnia obeszliśmy miejsca, w których te wspaniałe rzeczy się działy. Byłem niesłychanie wzruszony poprzedniego wieczora, tak bardzo , że kiedy poproszono mnie o wygłoszenie na koniec obrzędu mowy, głos uwiązł mi w gardle [czytaj: Święte Słowiańskie Dęby -moje pogańskie credo”].

DSC00395kompr

Nie wiem czy uczestniczący wtedy w tym obrzędzie młodzi ludzie mieli świadomość tego co się dzieje wokół nich, i co się dzieje ze mną? Zapewne nie. Przeżyłem tego wieczora prawdziwy wstrząs.

DSC00396kompr

Noc, ogień, siła kręgu ludzkiego, uroczyste szaty żerców i innych uczestników obrzędu wiosennego, pochodnie, intonacje i deklamacje mowy uroczystej dziadów, zawołania i chóry odzewów, bębny, żertwy z topieniem Marzanny, Księżyc w pełni, przeczyste Niebo, które odsłoniło się z kłębiastych białych chmur, w chwili spełniania ofiary. Wreszcie przelot, w absolutnej ciszy, pędzącej gwiazdy (stacji kosmicznej Skylab) połączyły się we mnie z zupełnie nieuświadomionym do tamtego momentu wspomnieniem z czasów poprzedniego wcielenia, poprzedniej inkarnacji.

DSC00405kompr

Obraz  z zaprzeszłości, jaki się we mnie odtworzył i połączył z bieżącym wydarzeniem, był obrazem rzeczywistości, w której ja sam, bardzo dawno temu, jako żerca prowadzę ten obrzęd w tym samym miejscu przestrzeni, ale w zupełnie innym czasie. Nie przypuszczałem, że dożyję tak wspaniałej, cudownej, niesłychanej chwili, że wezmę udział w obrzędzie publicznym, po tysiącleciach, w tym samym pięknym miejscu,  w tak licznej grupie młodych ludzi.

DSC00401komprPowiedziałem  wtedy, że były chwile, kiedy czuliśmy się z żoną i najbliższą rodziną niesłychanie samotnie z naszą wiarą w przeszłości, zwłaszcza w latach 70-tych XX wieku, i nie wyobrażałem sobie że dojdzie do takiego jej rozkwitu jaki obserwujemy w Polsce obecnie. To było w 2009 roku. Teraz po 4 latach muszę powiedzieć, że to rozkwitające na nowo Drzewo Słowiaństwa i Wiary Przyrody objęło już swymi mocnymi konarami tysiące ludzi, tysiące Polaków, dziesiątki tysięcy Słowian  na świecie i w naszym kraju. DSC00404kompr

Zatem po tej nocy z wieczornym spotkaniem i rozmowami do późna, z kolacją i zabawą, z opowieściami, następnego ranka o świcie ruszyliśmy szlakiem wczorajszych wydarzeń, na polanę, do wąwozu gdzie wrzucona leżała wciąż jeszcze kukła Marzanny oraz poszliśmy na Wierzycę. Mieliśmy zamiar dotrzeć wtedy do Ślęży, ale nie doszliśmy. Trzeba było wracać, musieliśmy się znaleźć tego samego dnia w Krakowie i to w miarę wcześnie. Byliśmy więc wtedy w masywie Ślęży, ale nie na samej Ślęży. Wcześniej nie byłem tutaj nigdy w życiu, mimo że jako 17 letni chłopak spędziłem dwa tygodnie nie tak daleko, w Szklarskiej Porębie, a jedna z wycieczek, których zrobiliśmy wtedy kilka, sięgnęła o dwa kroki od Ślęży, w Góry Sowie.

DSC00402kompr

Ślęża musiała więc poczekać na nas, a raczej my na nią,  do czerwca 2012 roku, kiedy zatrzymaliśmy się w Sulistrowicach i odbyliśmy pierwsze ważne spotkanie, uruchamiające w nas jako współdziałającej grupie, nasze własne moce/energie/bogów, które poświęcaliśmy intencjonalnie dla urzeczywistniania Wielkiej Zmiany.

Podczas owego naszego pobytu na Ślęży w tamtym czasie, doszło do wielkiego przepływu energii i do „uruchomienia przestrzeni świadomej” wokół nas, doszło do otwarcia kanałów Świadomości Nieskończonej, dzięki którym nasza własna aktywność została włączona w główny nurt Przemiany i stała się częścią Wielkiej Zmiany, jednym ze strumieni, otwierających Nową Rzeczywistość, Rzeczywistość Czystą , Czas Złotego Wieku, Czas po Wielkiej Zmianie.

DSC00403kompr

Kiedy opuszczaliśmy w czerwcu Ślężę i naszych przyjaciół byliśmy pewni, że znajdziemy się tutaj niedługo ponownie. Nie było żadnego planu. Byliśmy jednak tak mocno naładowani energią Ślęży, że kiedy przejeżdżaliśmy samochodem przez Sobótkę, Anna zmieniała staje radiowe w samochodzie zbliżając tylko palec do klawiatury i nie dotykając jej. Była fizycznie naładowana taką porcją cząstek elektromagnetycznych, że przepływ koherentnej energii powodował fizyczną reakcję odbiornika radiowego i przesuwanie fali na antenie odbiorczej o kolejne setne megaherca. Stacje zmieniały się w odbiorniku jak w kalejdoskopie, po przysunięciu palca do klawisza.

DSC00406kompr

Moja żona jest czułym odbiorcą fal elektromagnetycznych. Gdy wzrastają w niej emocje potrafi spowodować niezłe kłopoty z elektroniką komputera, komórki, żarówkami elektrycznymi i innymi urządzeniami. Nie czas tutaj i nie miejsce na opowiadanie o tym ile uroczystości odbyło się z „poślizgiem” i „awariami”, ile pokazów odbyło się z kłopotami na skutek zakłócenia przez nią elektroniki komputerów i odtwarzaczy, czy nagłośnienia. Tak namacalnych dowodów działania owej energii, w sposób bezpośrednio materialny, do tamtego czasu jednak nie mieliśmy. Skutki energetyczne uruchomienia energii na Ślęży czuliśmy poprzez długie miesiące, praktycznie aż do spotkania w połowie września, kiedy to zneutralizowaliśmy je wejściem na Radunię i podaniem się jej odwrotnie skierowanym siłom, „żeńskim mocom”, czyli energii rozpraszającej, łagodnej, energii wyciszającej umysł, medytacyjnej.

DSC00400kompr

Pisałem tutaj, znajdziecie to w dokumentacji blogu z odpowiednią datą, że energia jaką odczuliśmy wtedy na Ślęży była zupełnie niesłychana. Teraz wiecie jak się ona zamanifestowała fizycznie. Poza tym była przez cały czas rejestrowana przez czułe elektromagnetyczne urządzenie jakim jest komórka telefoniczna i jej małe pamięci elektroniczne np. aparatu fotograficznego. Aparat zaczął od tego momentu rejestrować w miejscach objętych elektromagnetycznymi anomaliami mocy  zdjęcia „obrócone”, o dwa, trzy obroty, w osi pionowej. Nie raz pisałem o tym i dokumentowałem to w poszczególnych materiałach poświęconych spotkaniom z bogami.  Efekty materialne tamtego Wielkiego Czerwcowego Spotkania z Bogami i przełomu czerwcowego, przez jaki przeszła cała Ziemia (Wielkiej Zmiany) oraz  uruchomienia świadomej mocy na Ślęży, możecie obserwować na bieżąco i obserwujecie je. Zamanifestowały się one spontanicznie niemal natychmiast w postaci naszego kolejnego wrześniowego, dużego już spotkania grupy około 200 osób pod Ślężą. Zamanifestowały się następnie ,przez  uruchomienie tłumaczenia na angielski ważnych materiałów z naszej strony WWW, w listopadzie 2012 roku, w postaci uruchomienia wydawnictwa Slovianskie Slovo i wydania ważnych książek w marcu-maju 2013 , uruchomienia kwartalnika „Słowianić” w czerwcu 2013. Będziecie obserwować coraz więcej takich przedsięwzięć. Zachęcam wszystkich do włączenia się czynnie w dalsze działania, w rozwój kolejnych poważnych inicjatyw takich jak na przykład Barkowo, czy gdzie indziej.

DSC00398kompr

We wrześniu także poznaliśmy nowego Świętowita „Słoweńskiego” i Nowe Ryty z nim związane, we wrześniu Joanna Maciejowska zaprezentowała obraz ze Świętowitem Po Wielkiej Zmianie, wreszcie we wrześniu dokonaliśmy wielkiej inicjacji kolejnej fali energii  jednocześnie emanowanej z dwóch szczytów. W południe 0 12. 00, z dwóch dużych grup obecnych jednocześnie na Ślęży i na Raduni, dokonaliśmy emanacji energii zjednoczonej męsko-żeńskiej i żeńsko-męskiej (obu płci zjednoczonych i obu zjednoczonych gór).

DSC00399kompr

Tym sposobem dochodzimy do naszej obecności na Ślęży w 2012 roku, 11 listopada. Był to wyjazd prawie zupełnie prywatny, zorganizowanym w małej grupie. Jednak spotkaliśmy tam pod Ślężą  masę osób, w ośrodku u pani Małgosi na Tąpadłach, między innymi Livię, oraz uczestników nocnej wyprawy na Ślężę i spotkania na Wierzycy/Wieżycy. 

Jak wspomniałem my szukaliśmy tam wtedy czego innego w wąskim gronie, i  podjęliśmy akcję innego rodzaju w związku z faktami umiejscawiającymi właśnie w tym czasie Przesilenie Zmiany i to na Ślęży. Było to powiązane także ze wskazówkami, które pojawiły się jako prekognity w powieści napisanej przeze mnie rok wcześniej, skończonej we wrześniu 2011 roku –  „Nowe przygody Baltazara Gąbki i jego kompanii – Na tropie Czarnej Dziury”.

DSC00397kompr

Tak, w listopadzie 2012 roku na Ślęży szukaliśmy i znaleźliśmy „Kwiat Paproci”, którego scenę znalezienia opisałem w 2011 w tejże powieści dla dzieci.  Ten kwiat znaleźliśmy fizycznie ale i duchowo, choć pełnowymiarową świadomość na czym polega jego duchowy zasięg, głębia i obszar oddziaływania, zdobywaliśmy i odkrywaliśmy stopniowo w ciągu pierwszej połowy 2013 roku.

W chwili gdy się to wydarzenie zaczęło była godzina 11.11. – a gdy się zakończyło była 12.07 czasu listopadowego. W trakcie owego kontaktu/pracy/połączenia z bogami/energiami/ żywiołami na kamiennym Niedźwiedziu pod Świętym Jaworem Ślężańskim wylądowała Boża Krówka. Biedronka odleciała o 12.12. To zwierzątko, ten żuczek, jest symbolicznym wcieleniem Bogini Śwątlnicy, 89 Bogini, jest boską emanacją w świecie zwierzęcym Odradzającego się Światła RA, rodzącego się ponownie Światła Świata.

DSC00407komprPrzy świętym źródle

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że dla tzw. „racjonalistów”, czy też dla milionowych rzesz tzw. ateistów, którzy są zdeklarowanymi materialistami, moje wyznania prezentowane tutaj brzmią dwuznacznie. Nie chcę używać określenia, że „niewiarygodnie”, „śmiesznie” bądź, że prezentują się jako „urojenia” osoby delikatnie mówiąc „niezrównoważonej”.

DSC00416komprOłtarz przy świętym Źródle

Tym wszystkim niedowiarkom, ludziom przyziemnym, którzy przez swoją ślepotę i zamknięcie na moc Świadomości Nieskończonej marnują życie  współczuję, ale też pozostaję w nadziei, że oni się przebudzą i przejrzą na oczy.

Myślę, że jak mawia Barbara Walczak, jest to możliwe i oni się zmienią, doszlusują do nas Wolnych Ludzi, wyzwoliwszy się z okowów swojego wąskiego spojrzenia na RzeczyIstność. Cieszyłbym się bardzo z tego, bo szkoda każdej świadomej istoty, która pozostaje w materialistycznym bagnie ułudy Mayi, pozornego Świata Matrixu.

Pragnę nieśmiało zwrócić uwagę tymże kategoriom wymienionych tutaj osób, że mogą one zweryfikować swój pogląd w obrębie wyznawanego przez siebie materializmu, gdyż mogą przecież obserwować  materialne, wymierne realizacje naszego wewnętrznego „pragnienia”, które było tylko pragnieniem niematerialnym, nie popartym żadnymi możliwościami realizacyjnymi w wymiarze fizycznym

Były to tylko chęci aby to wszystko co się w ciągu jednego roku wydarzyło, wydarzyło się w rzeczywistości. Było tam, zapewniam was, na początku także mnóstwo innych, małych pragnień, o których się tutaj nie rozpisujemy, a które również się wydarzyły, zmaterializowały, zrealizowały.

DSC00417komprZobacz kadzidła na zdjęciu powyżej, dowód odbycia obrzędu i posłania do nieba próśb/podziękowań,  za spotkanie przy Niedźwiedziu i Jaworze

Piszemy o tym naszym pobycie zeszłorocznym na Ślęży i o wydarzeniach z nim związanych właśnie dzisiaj w Przesilenie Zimowe, w Narodziny Światła RA, nie bez przyczyny. Piszemy o tym dlatego, żeby uświadomić wszystkim jak wiele się zmieniło w ciągu tego jednego roku i jak wiele może Świadomość Grupy. Dokładnie o godzinie 11.11 dnia 11.11. 2012 roku przy Niedźwiedziu, Anna otrzymała tak potężną dawkę energii, że straciła dech i niemalże „doznała zawału”. To było jak uderzenie pioruna, który powalił ją przy jaworze na trawę. Ale pioruna żadnego nie było, a ludzie snujący się leniwie po szczycie góry, obok nas, zachowywali się jak gdyby nigdy nic. Udar, gorąco, mrowiące odczucie energii płynącej od stóp do głowy  i wprowadzającej całe ciało w zdrętwienie. Siedziała ładny kawałek czasu dochodząc do siebie.

Zjawisko objęło nas wszystkich tam obecnych (była także Barbara i Janusz), chociaż każdy przeszedł je na swój niepowtarzalny i osobny sposób. Jeśli była to halucynacja, jak pewnie stwierdzą Lemingi i materialiści, to halucynacja zbiorowa, niezaplanowana, i nieuzgodniona.

Barbara z Januszem znajdowali się wtedy w pobliżu, ale nie z nami, byli w podziemiach kościoła obok.

Ta niezwykła energia zamanifestowała się w nas wszystkich i po prostu „rozsadzała” nas wszystkich.

Rzecz zaczęła się, powtarzam, dokładnie o 11.11 a zakończyła o godzinie 12.07. 12.07 w listopadzie w Polsce, to jest godzina  13.07 nieprzesuniętego czasu europejskiego.  Dokładnie wtedy doszło do tego kontaktu, który dokładnie tyle trwał –  do 13.07 czasu Greenwich.

DSC00418komprPo długiej chwili, kiedy Anna dochodziła do siebie, a ja krążyłem pod jaworem fotografując biedronkę, i oczekiwaliśmy na Janusza i Barbarę, bo nie wiedzieliśmy gdzie jest źródło, a tam chcieliśmy odbyć obrzędy, ruszyliśmy do źródła sami, bo po prostu coś zaczęło nas tam pędzić.

Kiedy tam dotarliśmy, trochę błądząc nasi towarzysze odnaleźli nas pod skałą Paprotnika. Janusz poprowadził nas prosto do źródła. O 12.o1 byliśmy na miejscu, o 12.03 rozpaliliśmy światła i kadzidła i ukopaliśmy paproć, o 12.05 napoiliśmy się wody ze źródła i rozpoczęliśmy medytację, a o 12.06 chmury się rozstąpiły i wyszło słońce Słońce dosłownie przebiło się z niesłuchaną siłą przez mgły, które otaczały górę od rana tego dnia. O tej godzinie wyszło zza litej zasłony i wywalczyło sobie niewielką dziurę w kłębach białych i burych chmur.

Rozejrzałem się wtedy i dopiero w tym momencie zrozumiałem co się dzieje i gdzie jestem.

Zobaczyłem, że to jest dokładnie to miejsce, które widziałem pisząc książkę. Pisząc nie miałem pojęcia dlaczego podczas gdy poszukiwania profesora Gąbki toczyły się w Dolinie Rospudy, nagle Kompania przeniosła się w czarodziejski sposób do górskiego lasu i szła strumieniem pod górę, aż wyszła na polanę ze źródłem zlokalizowanym pod skalną ścianą obrośniętą paprociami.

Nie wiedziałem też dlaczego uczyniłem Raka-Nieboraka królem Boru, przecież to nielogiczne, bo rak to zwierzak wodny a nie leśny. W tym momencie zrozumiałem wszystko; Nie-Bor-RA-k (Pan Nieba, Pan Boru, Pan Światła, Bo(d)RAk – Bedrik, Biedronka, Boża Krówka, Światło RA w jednej osobie, osobie Raka), a do tego znak Raka i przejście w Raka dokonuje się dokładnie w noc ŚwiętoRAjańską między 20 a 26 czerwca.

Do tego Rak reprezentuje przesilenie letnie. Jest znakiem trygonu wodnego i domem Księżyca. W astrologii był znakiem będącym pod wpływem Księżyca i kojarzono go z podświadomością, jasnowidzeniem i płodnością. Odpowiadał macierzyństwu.   Jako zwierz chodzący do tyłu spowalniał ruch słońca, czyli powodował symbolicznie ubywanie dnia.

Jego znak, czerta – to położone poziomo: 6 i 9. Cyfry, które maja symbolizować szczypce a są jednocześnie czertami życia i śmierci. Słońce świeciło w pełni, całkowitym blaskiem przez 1 minutę i o 12.07 znów zrobiło się przy źródle ciemno.

DSC00419kompr

Światła na ołtarzu nad źródłem

DSC00420kompr

Ołtarz i polana źródlana rozświetlone słońcem od 12.06  do 12.07

DSC00421komprŹródło i ołtarz – z tyłu w stronę schroniska jest skała z paprociami – taka dokładnie jak w mojej powieści. Sęk w tym że nigdy tutaj wcześniej nie byłem, a cała droga do tego miejsca jest idealnie opisana w książce „Nowe przygody Baltazara Gąbki i jego Kompanii – Na tropie Czarnej Dziury”.

NWGąbka krol_gotowy_kompr

Scena z książki w ilustracji Kiry – Orszak króla boru RAKA nad Źródłem z Kwiatem Paproci

DSC00422kompr

Tak jak w powieści, trafiliśmy też na strażnika źródła i strumienia – Starego Szyszymora. Cały czas (oprócz momentu przy Świętym Jaworze i |Niedźwiedziu byliśmy we czworo, z Barbarą i Januszem, z którymi tutaj odbyliśmy medytację/modły przy źródle i obrzędy.

Na zdjęciu Barbara  przy Szyszymorze.

Są takie zdarzenia, którymi niełatwo podzielić się z innymi ludźmi. To jedno z nich. Kiedy wiesz, że komuś będzie trudno uwierzyć w to co masz do powiedzenia, wolisz często nic nie mówić. Dzielę się z wami tym co się wtedy stało, rok po fakcie. Sytuacja musiała bowiem do tego dojrzeć. Rok temu było za wcześnie.

DSC00423kompr

Szyszymor i paprocie.  Oczywiście na szczycie Ślęży było wtedy mnóstwo ludzi. Potem, po naszych modłach, kiedy szybko szliśmy na szczyt  z powrotem, słońce wyszło ponownie. Jak zwykle dopięliśmy swego. Na Niedźwiedziu dopadłem jeszcze biedronkę. Odleciała! Spojrzałem na zegarek była 12. 12.

DSC00424kompr

To był prawdziwy dzień owego Przesilenia, kulminacji owej Wielkiej Zmiany. Nie każdy mógł to poczuć. Dziesiątki ludzi, które tam dokładnie w tym czasie były, zapewne nic nie poczuły.

DSC00425kompr bugaj

Szyszymor w całej okazałości – usta nos oczy

DSC00426kompr

Zabraliśmy ze sobą paprocie – stąd jedną a drugą z Białej, z rodzinnego domu Duninów, Łabędzi, Biało Czyniących. Obie paprocie żyją spokojnie do dazisiaj w moim domu w Krakowie.

DSC00427komprNa koniec zawitaliśmy do schroniska Romana Zmorskiego. Pokłonić się Świętowitowi i wypić herbatkę oraz zjeść ciastko.

DSC00432bez komprSpotkało nas nie lada wyróżnienie. Miła i uprzejma Gospodyni tego obiektu nie każdemu udziela klucza do osobnego pokoju, w którym pozostały meble i inne obiekty z czasów, kiedy urzędowały tutaj tajemne stowarzyszenia. To jej zachowanie wtedy jest zupełnie sprzeczne z dzisiejszymi deklaracjami, po usunięciu Świętowita, który się podobno jej już wtedy, nie podobał. Dla mnie to jednoznaczny dowód nacisku, jaki miał miejsce, jakiemu ją poddano.

DSC00436bez kompr

Panna wodna

DSC00435bez kompr

W tym pokoju właśnie odbywały się spotkania, tajemne obrzędy i narady Czcicieli Światła Świata przed II Wojną Światową (tych ze Świątyni Światła ze Szklarskiej Poręby).

DSC00428komprPozostały z tamtego okresu płaskorzeźby krzesła i stoły a nawet witraż

DSC00429kompr

DSC00431kpompr

Od naszego pobytu na szczycie i przełomu o godzinie 12.12 zaczęło się wypogadzać. Mgły rozeszły się całkowicie.

DSC00438komprRuszyliśmy wtedy do Białej, odbyć kolejne spotkanie i medytację oraz po kolejne paprocie z tamtejszego kamieniołomu Piotra Włosta.

DSC00437bez komprW Kamieniołomie byliśmy o 13.07 czasu polskiego – a powitała nas salwa trzech wybuchów. Nie przesadzam ani trochę.

To był dzień cudów, czy też niespotykanego, niesłychanego wprost  nagromadzenia „przypadków”, jakby to określili rozmiłowani w statystykach i teorii prawdopodobieństwa, materialiści.

No cóż, panie i panowie materialiści to już wszystko. Zatem była to tylko jeszcze jedna „Taka sobie bajka”, a nawet powiedziałbym solidna część Baji.

2011-11-15Jan Matejko: Piotr Włost sprowadza Cystersów do Polski – obraz ukryty w obrazie: Rak, Dwa Osiołki i Żłób

2011-11-15-11-41-05

Sleza-mapa_szczytu

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Warto Być! – Liban (Płaszów), Piekary

Posted in przyroda by bialczynski on 17 Grudzień 2013

DSC00301liban bez kompr[powiększ Święte Drzewo na Libanie]

Świat,

DSC00297liban kompr

Świat w każdej chwili,

DSC00298liban kompr

W każdym ułamku sekundy

DSC00299liban kompr

W każdym mgnieniu demonstruje

DSC00300liban kompr

Świat w każdej chwili, w każdym ułamku sekundy, mgnieniu demonstruje nam ostentacyjnie niesłychaną subtelność, ulotność, zmienność, delikatność struktury.

DSC00319piek kompr

Świat bawi się

DSC00326piek kompr

zaprasza do zabawy

DSC00327piek bez kompr[powiększ koniecznie]

pieści

DSC00328piek bez kompr[powiększ: uwaga – chmurka]

kołysze

DSC00332kompr

Świat bawi się z nami, zaprasza do zabawy, pieści nas i kołysze obrazem, zapachem, fakturą, smakiem życia.

DSC00333kompr

Świat w zwyczajnej codzienności ukazuje nam swoją subtelną iluzoryczną materialność, właściwie nie materialność.

DSC00334kompr

Świat jest piękny, okrutny, dziki i swawolny.

DSC00341kompr

Jest miękki i twardy jak to co tutaj widzicie.

DSC00342kompr

Warto być.

DSC00344kompr

Warto Być!

DSC00345kompr

Nawet jeżeli nie ma zupełnie nic innego, to warto tu po prostu być.

DSC00346kompr

Być i nic więcej!

DSC00347kompr

Być teraz i tylko teraz.

DSC00348kompr

I nie być niczym więcej.

DSC00349kompr

Nie lękajcie się… – to naprawdę dobrze powiedziane.

DSC00350kompr

Tylko, że nie o to chodzi o czym wszyscy myślą.

DSC00351kompr

Idźcie przed siebie

DSC00353komprŚmiało

DSC00357kompr

Idźcie

DSC00362kompr3obr pr

Droga poprowadzi was

DSC00367[powiększ]

sama

DSC00366kompr

Świat(ło) poprowadzi was, prowadzi was… nieustannie

DSC00375kompr

Bądźcie

DSC00377kompr

Po prostu nie lękajcie się… nigdy i niczego…

DSC00373bez kompr

Bądźcie.

DSC00369bez kompr[powiększ koniecznie – Czy ktoś mi powie co się tu dzieje na tej kępie trawy?]

.-.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod
Tagged with: , ,

Lato w królestwie Sis – Przyroda: Małe Dziewy (Małe Dziwy, Male-Divy, Malediwy)

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Grudzień 2013

® by Kira Białczyńska

IMG_5283

IMG_4781

IMG_4785

IMG_4817

IMG_4820

IMG_4824

IMG_4825

IMG_4827

IMG_4857

IMG_4865

IMG_4907

IMG_4955

IMG_4994

IMG_4996

IMG_4997

IMG_5004

IMG_5035

IMG_5064

IMG_5068

IMG_5074

IMG_5080

IMG_5093

IMG_5118

IMG_5183

IMG_5217

IMG_5278

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod
 
Tagged with: , ,

Żmijowa Skała i Żmijowa Jama w Tyńcu – niesamowite jesienne spotkanie z bogami/energiami

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 6 Grudzień 2013

Niestety prawie wszystkie zdjęcia są skompresowane do Internetu przez co wiele tracą , zwłaszcza na głębi, a więc ulatuje subtelność związana z tonacją i przejściem barw. Kontrast zabija pośrednie tony – wierzcie mi że te zdjęcia są w pełnej rozdzielczości niesłychanie bardziej subtelne. Spotkanie to było niesamowite, energie widać w kilku zdjęciach przez rozcinające je pojedyncze promienie słońca.

DSC00820kompr

Widok od Góry Grodzisko

DSC00781kompr

Żmijowa Skała

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

DSC00782kompr

Schodzi niemal do WisłyDSC00783kompr

Żmijowa Skałą Otyniona, czyli zatyńcowana – TYN Bogów – zajęty przez uzurpatorów

DSC00784kompr

Szafirowe niebo

DSC00785kompr

Fałszywa Żmijowa Jama

DSC00786kompr

Prawdziwa Jama Żmijowa to jaskinia, do której wejście wiodło z tej baszty i tunelem na sama górę do klasztoru. To droga tajemna – dzisiaj specjalnie zasypana. Widać łuk wejściowy do baszty.

DSC00787kompr

Baszta Jamy Żmija

DSC00788kompr

Dawne tajemne wejście do Jamy Żmija. Czy ktoś kiedyś odnajdzie tę klasztorną dróżkę przez naturalne tunele poąłczone z tymi piwnicznymi? W piwnicach klasztoru znaleziono ciało – a raczej stary szkielet kobiety. Czy to tędy braciszkowie prowadzali swoje panienki na potajemne klasztorne schadzki na skale? Czy stąd się wzięła legenda o pannach pożeranych przez smoka-żmija? Jak widać przynajmniej jedna weszła a nie wyszła!

DSC00789kompr

Widok na wnękę Jamy Żmijowej

DSC00790 kompr

Tu pełno subtelności (kliknijcie, może coś z niej zostało)

DSC00791bez kompr prom

Modlimy się zwykle na wale – Boski promień Słońca-Swarożyca

DSC00792kompr

Lity Szafir – wygląda to jak rzeczywiście Kamienne Niebo wykute z olbrzymiego drogiego kamienia – szafiru

DSC00793kompr

Szafirowe Niebo nad Żmijową Skałą

DSC00794kompr

Widok na Piekary i Żmijowe Skały, ze Żmijowymi Pieczarami,  po drugiej stronie Wisły

DSC00795 bez komp piekary

Żmijowe Skały po drugiej stronie Wisły pełne są Żmijowych Jaskiń, inaczej mówiąc Żmijowych Pieczar, stąd nazwa miejscowości – Piekary (nie od pieczenia ani pieczeni, tylko od pieczar).

DSC00796kompr

Widywano tu nocą tajemnicze pochodnie i ognie przy baszcie.

DSC00797kompr

Sygnał z klasztornego okna, mnich nadawał S.O.S – czy chodziło mu o uwolnienie go z tego więzienia?

DSC00798kompr prom

Boski promień – jak to się dzieje? Promienie fotografuję tylko w Tyńcu i Piekarach

DSC00802 bez kompr

Kliknij powiększ, a może uda ci się dostrzec na horyzoncie białą sylwetkę innego klasztoru na Srebrnej Górze, czyli na BielanachDSC00803bez kompr bielany

Anna robi zdjęcie a ja też robię zdjęcie – jesteśmy u podnóża Świętej Góry GrodziskoDSC00805kompr

Nasza Świątynia jak zwykle poraża polichromiami, sklepieniami, filarami, posadzkami i światłem DSC00806kompr

DSC00807kompr

Żmijowe Skały po drugiej stronie w Piekarach DSC00811kompr

Srebrao i złoto. Boski Promień.

DSC00812kompr

Szron – nasza święta posadzka

DSC00813kompr

Świątynia Światła Świata

DSC00814kompr

Czarna ściana Grodziska

DSC00817kompr

Listopadowe nawłocie

DSC00818bez kompr

Tęczowe boskie promienie

DSC00819kompr

12 listopada 2012 – to data kiedy te zdjęcia powstały. Rok musiały odleżeć, żeby doczekać się publikacji. To u mnie normalne. Spotkania z bogami to intymne chwile, przeżycia i doznania.  Nie wszystkimi się dzielę.

Joanna Kuruc „Dziki” – opowiadanie/bajka i konkurs na ilustracje (do wydania książkowego)

Posted in przyroda, sztuka, Słowianie by bialczynski on 25 Listopad 2013

 Wydawnictwo Slovianskie Slovo oraz Kwartalnik „Słowianić” ogłaszają konkurs plastyczny na ilustracje do opowiadania „Dziki”, które zostanie wydane w formie książkowej przez Wydawnictwo „Slovianskie Slovo” . Na konkurs należy przesłać dwie ilustracje do wybranego przez siebie fragmentu tekstu. Technika dowolna. Zwycięzca dostanie możliwość stworzenia ilustracji i okładki książki, która będzie wydana w przyszłym roku. Poza tym trzy najlepsze projekty opublikujemy w dziale „Klasyczne Ilustracje Słowiańskie” na niniejszym blogu.

Ilustracje prosimy przesyłać w formacie „jpg”, na adres mailowy: slovianskieslovo@slovianskieslovo.pl

do dnia 28 lutego 2014 roku włącznie. Ogłoszenie wyników Konkursu w Równonoc Wiosenną, Nowy Rok Słowiański, 21 marca 2014 roku (7523 roku kalendarza Słowian).

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

dd Wild Boar CP1Foto Derek Bird Barin

* * * * * * * * *

DZIKI

* * * * * * * * *

© by Joanna Kuruc

© by Slovianskie Slovo

*

CZĘŚĆ PIERWSZA

*

Niedługo dane mu było cieszyć się dzieciństwem i bliskością mamy. Zostało mu z tego okresu zaledwie mgliste wspomnienie. Bardzo więc o nie dbał, często wracając myślami do tych bezpowrotnie minionych chwil, odświeżając je sobie, wtapiając się w nie, rozwieszając wokół siebie ich delikatną tkaninę. Chciał je zachować w pamięci na zawsze; zatrzymać na dnie serca, gdzie cała krążąca w żyłach krew nabiera rytmu.

Pamiętał, jak dobrze mu było, kiedy tak leżał ściśnięty pomiędzy rodzeństwem, szukając małym ryjkiem piersi mamy. Było ich razem dwanaścioro – dwanaście małych, bezbronnych, różowych kuleczek. Mama leżała na boku, cierpliwie znosząc przepychanki dzieci. Tak naprawdę miejsca było pod dostatkiem dla każdego, ale ta nieustanna rywalizacja stanowiła ich ulubioną zabawę. Było im przy niej cieplutko i błogo. Mogliby tulić się do siebie w nieskończoność. Cały świat wydawał się wtedy przyjazny, przesycony słodyczą wzajemnego doznawania się, czułością i niezgłębioną tajemnicą łagodnej miłości.ddd mlode-dziki-zima

Ale nie trwało to długo. Ledwie po trzech tygodniach od dnia narodzin zdążyli z maleńkich kuleczek przeobrazić się w nieco większe kuleczki, już pojawili się ludzie w fartuchach. Siłą odrywali przerażone prosięta od matek, chwytali je swoimi wielkimi, szorstkimi łapskami tak mocno, że ich paluchy niemal wgniatały się w delikatne, różowe brzuszki, co było bardzo bolesne. Lochy kwiczały, żeby nie odbierać im dzieci, ale ludzi nie obchodził ich lament. Mechanicznymi ruchami chwytali maluchy i przerzucali je przez blaszane ogrodzenie, za którym znajdowało się wejście do ciemnego tunelu.

Trzęsąc się ze strachu, z całych sił wtulał się w matczyną pierś, mając nadzieję, że nikt go nie zauważy. Nawet jednym oczkiem nie chciał patrzeć na to, co działo się wokół. Słyszał tylko płacz innych prosiąt, jakieś trzaski i nawoływania ludzi.

Nagle silne ręce złapały również jego. Zamachał raciczkami, chcąc chwycić się mamy, ale było już za późno. Przebierał więc nimi w powietrzu, starając się wyrwać z niewrażliwego uścisku, zeskoczyć na ziemię, uciec; jednak nie miało to większego sensu, bo trzymające go ręce były jak kleszcze z żelaza! Wtem przeszył go przeraźliwy ból. Obcięto mu ogonek! Wielkimi cęgami! Nikogo nie obchodziło, że był zaledwie dzieckiem, że był żywą, czującą istotą! To boli! Boli! Boli! Zaczął kwiczeć i wierzgać tak bardzo, że brutalny człowiek, usilnie starając się utrzymać go w rękach, zapomniał o wytłuczeniu mu zębów, co uczyniono wszystkim pozostałym.

Przerzucono go przez blaszaną przegrodę w tłum dziesiątek nie mniej jak on przerażonych prosiąt. Popędzane w kierunku tunelu, biegły na oślep na trzęsących się nóżkach. Jeden maluch był wręcz nieprzytomny ze strachu – w ogóle się nie ruszał, choć komuś, kto patrzyłby na to wszystko z boku, mogłoby się wydawać, że było inaczej. Ale to tylko gęsty, prący do przodu tłum rówieśników popychał go w stronę ciemnej bramy.

Mama nigdy im nie opowiadała, co znajduje się po drugiej stronie. Na pewno wiedziała, ale nie chciała im o tym mówić. Tuliła ich do siebie, kochała – póki mogła. Po co straszyć dzieci czekającym je złym losem? Od niego i tak nie było ucieczki, postanowiła więc, że chociaż w tych pierwszych dniach życia powinny być beztroskie i szczęśliwe. Niczego więcej nie mogła im dać.

Biegł w tłumie innych maluchów, płacząc i wołając pomocy. Ze strachu wirowało mu w głowie. „Co teraz ze mną będzie?” – myślał.

Po przebiegnięciu tunelu trafili do olbrzymiej hali, oświetlonej długimi, rażącymi świetlówkami. Dalej pędzono ich korytarzami, wytyczonymi za pomocą stalowych barierek. Potem liczono ich i dzielono na grupy. Do klatek zamykano po pięćdziesiąt prosiąt. Zewsząd rozlegał się kwik, dźwięk trzaskających zasuw i krzyki ludzi. Aż wreszcie wszystko ucichło.

Nieśmiało rozejrzał się wokół. Stał na twardym podłożu z gęsto ułożonych, zimnych  prętów, otoczony otępiałymi z bólu i strachu rówieśnikami. Wśród nich rozpoznał rodzonego braciszka. Przydreptał do niego, zapytał, jak się czuje. Braciszek chciał mu odpowiedzieć, ale nie mógł – z ryjka kapała mu krew. Rozpłakali się obaj i przytulili do siebie.

Wtedy po raz pierwszy pomyślał, że bardzo, bardzo nienawidzi ludzi.

Od starszych prosięta dowiedziały się, że spędzą w tym miejscu pięć miesięcy. Po upływie tego czasu utuczone świnie ładowane są na przyczepę ciężarówki i wywożone do rzeźni, gdzie morduje się je, nie przebierając w środkach. A wszystko po to, żeby ludzie mogli zjeść ich mięso.

To nie mieściło mu się w głowie. Nie chciał tego słuchać. Nie dopuszczał do siebie myśli, że życie może być aż tak niesprawiedliwe i pełne tortur. I że nic nie można zaradzić na ten smutny los. Położył się zrozpaczony i wycieńczony. Zasnął, przytulony do brata.

*

Mijały dni i tygodnie a prosięta rosły, więc w klatkach robiło się coraz ciaśniej. Rosły bardzo szybko. Zbyt szybko, żeby można było powiedzieć, że dzieje się to w naturalny sposób. Podejrzana była przede wszystkim pasza, którą jadły. Jej jadowity, gorzko-mdły smak zdradzał obecność różnych chemicznych substancji, przez które ich ciała dosłownie puchły. Nie wszyscy radzili sobie ze sztucznie przyspieszonym tempem wzrostu. Wielu zaczęło poważnie chorować, niektórym nie wytrzymywały nogi. Do tych ostatnich należał jego brat, który od jakiegoś czasu kulał. Nastroje w klatce też były coraz gorsze. Dorastające prosiaki zaczęły być agresywne, głównie z powodu okropnej ciasnoty, uniemożliwiającej swobodne poruszanie się. Czasem rzucały się na siebie. Teraz wiadomo było, dlaczego ludzie przezornie wybili im zęby – właśnie po to, żeby się nawzajem nie pozagryzały, gdy zaczną szaleć z ciasnoty.

Starał się pomagać cierpiącemu bratu, uspakajał kolegów. Zabawiał wszystkich opowiadaniem swoich snów.

Bo jako jedyny – miał sny.Dzik, dzika ?winia, DinoAnimals.pl

A w tych snach życie wyglądało zupełnie inaczej. Była tam radość, miłość i wolność. Ze zrozumieniem tego ostatniego pojęcia prosiaki miały spory problem, tłumaczył więc im cierpliwie, że wolność to takie życie poza klatką i chlewnią, o którym samemu można decydować. Można się na przykład swobodnie poruszać, a nawet biec w którą się chce stronę – do przodu, do tyłu albo i w bok! I to biec bez przerwy (jeśli się nie chce przestawać) bo żadna ściana nie stałaby takiemu pragnieniu na przeszkodzie.

Różnie sądzono o jego opowieściach. Jedni lubili ich słuchać, bo uciekali wówczas w świat marzeń. Drudzy ganili go za przedstawianie niemożliwych, utopijnych wyobrażeń na temat świata, na który powinno się patrzeć realnie, to znaczy przez pryzmat krat, za którymi się jest zamkniętym. Niektórzy byli mu wdzięczni za rozbudzenie w nich wiary w wolność i radość; innych gniewało, jak to określali – dawanie złudnej nadziei na poprawę losu. Byli też wreszcie i tacy, którzy uważali „zarażanie” pragnieniem wolności a nawet i samą wolność za coś złego i nawoływali do pokornego poddania się z góry wyznaczonemu losowi i dostrzegania w okrutnej śmierci wyższego celu, czyli poświęcenia swojego życia dla ludzi.

Z tego wszystkiego zrobiło się kilka szkół filozoficznych, a każda z nich miała odrębny pogląd na jego opowieści. Nigdy jednak nie brakło mu słuchaczy, bo każdy chciał bądź to podziwiać, bądź to krytykować.

Któregoś dnia albo nocy – bo w chlewni nie ma ani dni ani nocy, jest tylko wiecznie rzężące i zimne światło podwieszonych pod sufitem świetlówek – zwołał wszystkich obwieszczając, że właśnie przyśnił mu się kolejny sen, wyjątkowo wyraźny i żywy.

– Drodzy Współświńcy! – zaczął swoją opowieść. – Oto w sennej wizji widziałem życie naszych przodków! Wiele wam o nich mogę opowiedzieć; poznałem nawet ich imiona – zwały się dzikami! Fizycznie prawie nie różniły się od nas. Miały tylko grubą, brunatną szczecinę, a poza tym wyrastały im długie, ostre kły. Ich życie było wcieloną wolnością! Watahami biegały po lasach, żywiły się tym, co bujna przyroda im dała, wiodły proste, ale sielskie życie. Zrodzone z żarliwej miłości młode mogły się swobodnie bawić i wszystkiego uczyć i nikt nie pozbawiał ich opieki matek… Gęsty las nie tylko chronił ich i żywił, ale i dostarczał różnych przyjemności. Śniąc ten sen poznałem, czym jest szczęście! Na koniec, już kiedy prawie byłem rozbudzony, usłyszałem ryk przodków, ich przesłanie dla nas. Brzmiało ono: „Musicie wrócić! Do zieleni, do życia, do przyrody – do boru!”

Kiedy ostatnie te słowa wybrzmiały, w hali zrobiło się chicho jak makiem zasiał. Dopiero po dłuższej chwili prosiaki zaczęły otrząsać się z oszołomienia i szeptać coś między sobą. Wiele było wzruszonych opowiedzianym snem i z całego serca pragnęło, żeby wydarzył się jakiś cud, na przykład, żeby trzęsienie ziemi rozkruszyło mury chlewni, uwalniając ich z niewoli. Znowu jednak podniosły się głosy prześmiewców. Głównie Realiści i Wyznawcy Śmierci Dla Wyższego Celu Czyli Dla Człowieka skoncentrowali się na krytykowaniu snu i jego przesłania. Pierwsi szydzili, że sny to tylko fantazje, którym nie należy zbytnio wierzyć. Drugim nie przypadła do gustu sama treść snu. Jeden z nich, osobnik wyraźnie dominujący w grupie, cały się naburmuszył, wręcz pokraśniał ze złości i tak zaczął mówić:

– Moi drodzy, nie ufajcie temu prosiakowi, który mami wasze oczy kolorem zieleni, zapewne zmyślonym, bo czy ktoś z was widział kiedyś taki kolor? Ale nie tylko wasze oczy, również wasze dusze mogą paść ofiarą oszusta! Nasza droga to droga cierpienia i musimy to z pokorą zaakceptować. Temu krasomówcy marzy się powrót do zamierzchłych czasów, do taplania się w leśnym błocie i płochych uciechach ciała! Mówi on wam, że dzikie, nieokrzesane, bure, włochate i zapewne zapchlone zwierzęta to wasi przodkowie! Chcecie mieć takich przodków? A jak on ich nazywa? Dziki? Sam jest dziki! Od dzisiaj tak go nazywajmy, żeby podkreślić jego zamiłowanie do leśnego barbarzyństwa! Dziki!

– Dziki! Dziki! – podchwyciło kilka wrogo zabarwionych głosów.

Dziki podniósł głowę i zawołał w odpowiedzi:

– Proszę bardzo! Możecie mnie tak wołać! Nie mam nic przeciwko temu, ba, będę nosił to imię z niekłamaną radością i dumą! Nie rozumiem, dlaczego właściwie przeszkadza wam włochatość i bury kolor naszych przodków? Czujecie się od nich lepsi, boście łysi i różowi? Warto dla tego poświęcić wolność? Naprawdę jest wam dobrze w niewoli, w ciasnych klatkach, na gołych prętach, z breją chemicznego świństwa w korytach, która wywołuje w waszych ciałach straszliwe choroby?

Tamci jednak obstawali przy swoim i dalej ubliżali swobodnym, opartym na prawach przyrody obyczajom dawnych dzików.

ddd Wild_boar

*

Stosunki w chlewni były coraz bardziej napięte. Minęły już cztery miesiące, odkąd tu trafili, a wieść niosła, że pod koniec piątego zostaną przewiezieni do rzeźni na ubój. Brat Dzikiego nie chodził już o własnych siłach. Jego nogi nie wytrzymały i złamały się pod masą sztucznie utuczonego ciała. Poza tym dolegało mu coś jeszcze – miał silne bóle i wielkie, guzowate narośle na skórze. Mimo to również i on oczekiwał dnia transportu. Najwyraźniej w dalszym ciągu był dobrym materiałem na szynkę i farsz do krokietów na świąteczne stoły. Dzikiemu łzy płynęły z oczu, kiedy patrzył na męczarnie brata. Starał się złagodzić je opowieściami:

– Wyobraź sobie szumiący cicho las, zielone krzaczki, a na nich smaczne, soczyste jagody… Wyobraź sobie czysty strumyk, przelatujące nad nim motyle i ptaki…

– Dziki, kochany mój braciszku… – jęknął chory knur. – tak ci dziękuję, że tu przy mnie jesteś… Twoje słowa przynoszą mi ulgę… Ale jednocześnie martwię się, co z tobą będzie… Wielu współświńców odwróciło się od ciebie, nie wierzą już w twoje sny, a jeszcze bardziej nie wierzą w kolor zielony… Grupa Cierpiących jest coraz liczniejsza i coraz bardziej agresywna…

– Nie obawiaj się. Dam sobie radę. Oni nie wiedzą, że w razie czego mam zęby, podczas gdy ich ryje pełne są tylko pustych frazesów! A ty, kochany bracie, wierzysz w zielony?

– Wierzę. Nie wiem co prawda, jak może wyglądać, ale wierzę w jego istnienie. Chciałbym go zobaczyć, zanim umrę, wiesz?

– O czym ty opowiadasz? Jakie znowu „umrę”? Nie załamuj się, los się odmieni! Jestem pewny, że jeszcze będziemy biegać razem po łące i wcinać jagody!

– Nie, Dziki. Ze mną jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że mój koniec jest już bliski. Właściwie wolałbym, żeby już nadszedł. Męczę się, ciężko mi oddychać, każdy ruch sprawia ból… Proszę, pokaż mi kolor zielony – chcę nasycić nim swoje oczy przed śmiercią!

Dziki nie mógł stłumić łez. Obiecał bratu spełnić jego ostatnią wolę i pokazać mu upragnioną rzecz.

Zaczął się rozglądać po całej hali. Ściany szare, świetlówki białe, współświńcy różowi – podobni w tym zresztą do ludzi, których skóra ma niemal identyczną barwę… Pracownicy chlewni mieli na sobie zakładowe kombinezony – granatowe z czerwonymi lamówkami, do tego czarne kalosze. Mieli też różne kolory włosów – od jasnego blond, poprzez rudy, aż po ciemny kasztan. Ale nigdzie nie było widać leśnej zieleni, jaką pamiętał ze snu.

Kiedy jego ukochany, rodzony brat zaczął się trząść i chrypieć, jasnym stało się, że jest z nim już bardzo źle. Dziki jeszcze raz przeszukał wzrokiem całą halę. I jeszcze jeden raz. I jeszcze. Ale zielonego nigdzie nie było. Zrezygnowany, położył się obok umierającego, żeby przynajmniej ogrzać go ciepłem własnego ciała.

Był zrozpaczony. Sam nie był już pewien, czy to, o co walczył, nie było tylko fantazją i złudą… Zaczął wątpić w sens sennych przekazów. Przecież gdyby kolor zielony istniał naprawdę, gdzieś byłoby go widać… Wszystkich pozostałych kolorów pełno było dokoła – ale tego jednego ni widu. Może sekta Cierpiących ma rację? Może zielonego po prostu nie ma…?

– Zielony… – wychrypiał nagle jego brat. – Zielony!

– Nie znalazłem… – zaszlochał Dziki. – Nie udało mi się, wybacz!

– Nie, Dziki! Ja widzę! Widzę zielony! Ha! jest mi tak, jakbym właśnie wyszedł z ciemnego tunelu… Idę po łące, po zielonej trawie… Spijam z niej słońce, jak okruchy szmaragdu zaklęte w kroplach rosy… Ach, jak pięknie!… Nigdy dotąd moje oczy nie widziały takich cudowności! Walcz, Dziki, walcz o wolność i o powrót naszego gatunku do zieleni i boru, bo tylko tam możemy być tym, czym naprawdę jesteśmy! Bór to nasz prawdziwy, przyrodzony, jedyny dom!

To mówiąc, brat Dzikiego uśmiechnął się i wyzionął ducha.

*

Po śmierci brata Dziki na nowo rozgorzał ogniem walki o wyzwolenie umysłów, bo wolność, taka przez duże „W”, właśnie od tego bierze swój początek. Na przekór Wyznawcom Cierpienia snuł swoje opowieści o łąkach i lasach, a nawet śpiewał o nich pieśni. Niektóre rozmarzone i tęskne, w większości jednak wesołe i skoczne, takie – jak to się mówi – z przytupem. Radość, która płynęła z tych pieśni, wlewała się w dusze wielu współświńców, czyszcząc je przy tym z ciężkiego, nienaturalnego kultu męczeństwa i smutku. Chętnie przyłączali się do Dzikiego, który zamiast filozofii śmierci proponował życie. Pod koniec piątego miesiąca siły rozłożone były mniej więcej po równo.

*

Wreszcie nadeszła chwila, na którą jedni czekali, a której inni się panicznie bali. W hali pojawiło się wielu pracowników, którzy zaczęli rozstawiać metalowe przegrody, tworząc w ten sposób zamknięte szlaki. Jedna po drugiej, otwierały się klatki, tuczniki wybiegały z nich posłusznie, obawiając się popędzania kijami i prądem.

– Nie bójcie się! – zawołał Dziki. – Ta podróż wcale nie musi być naszą ostatnią! Mam już pomysł, co zrobić!

Za znaną im halą były jeszcze dwie mniejsze, a na końcu całej tej ścieżki rozpaczy i strachu znajdowały się szeroko otwarte drzwi. Za drzwiami – była wolność.

Nie wszyscy ją jednak dostrzegali, porażeni blaskiem słońca, którego nigdy wcześniej nie widzieli. Był miesiąc luty. Szczypał mróz, światło odbijało się od mroźnej śnieżnej pokrywy. Świnie zapędzano na kilkupoziomową przyczepę. Mimo, że już wcześniej żyły w strasznej ciasnocie i tłoku, teraz ledwo mogły oddychać, tak strasznie gęsto, jedna przy drugiej, musiały stać. Łącznie na przyczepę zapędzono ich trzysta! Trzysta wielkich tuczników na jednej przyczepie! Było oczywiste, że wiele z nich w tych warunkach nie przeżyje wielogodzinnej podróży…

Dziki znów pomyślał, że bardzo, bardzo nienawidzi ludzi.

Po załadowaniu przyczepy, podpisaniu jakichś dokumentów i wymienieniu kilku uwag, dotyczących stanu drogi, kierowca wielkiego TIR-a gotowy był do jazdy. Zamknął się w swojej kabinie i odpalił silnik. Szarpnęło przyczepą, świnie powpadały jedna na drugą. Zapowiadała się naprawdę ciężka podróż.

Już po upływie godziny zaczęli się dusić i słabnąć a ci, którzy stali przy blaszanej ścianie przyczepy, zwyczajnie do niej przymarzali. Po dwóch godzinach padł pierwszy knur. Po pięciu wielu było na granicy życia i śmierci. Byli przemarznięci, wycieńczeni. Nogi mdlały od stania w niewygodnej pozycji.

– Dosyć tego! – ryknął Dziki. – Możemy stąd uciec! Trzeba się tylko zjednoczyć i zadziałać wspólnie! Powiem wam, co zrobimy – stłoczymy się jak najbliżej lewej strony i na moje hasło pędem ruszymy do prawej! Wszyscy! W ten sposób przyczepa rozkołysze się i łatwo wpadnie w poślizg na oblodzonej jezdni. Roztrzaska się, a my uciekniemy i będziemy wolni. Wooolniii!!!

Słowa Dzikiego rozbudziły marznącą nadzieję. Nawet Realiści wyrazili chęć współpracy, oceniając pomysł jako wykonalny. Wahali się tylko Wyznawcy Cierpienia. Ich lider wciąż jątrzył przeciwko idei wyzwolenia i życia.

Dziki wpadł wtedy w istny szał.

– Współświńcy! – zawołał. – Gdyby nie tylu potencjalnych świadków, zapewniam was, że ten fanatyk pierwszy by uciekł! Zobaczcie, jak się trzęsie ze strachu przed śmiercią, którą całe życie czcił! Wybór należy do was, ale wiedzcie, że szansa może się już nie powtórzyć. Komu życie miłe – na lewą stronę! Jedyna nasza szansa w zjednoczeniu siły!

Nie minęła chwila, a po prawej został tylko blady ze złości lider Cierpiących i dwóch jego najwierniejszych knurów. Reszta poszła za wezwaniem Dzikiego.

– Gotowi? – zapytał.

– Gotowi! – zabrzmiała chóralna odpowiedź.

– A więc… Niech cały świat usłyszy nasz waleczny okrzyk – DO BORU!!! – ryknął.

Prawie trzysta ciężkich tuczników runęło na prawą ścianę przyczepy. Była to masa tak wielka, że zgodnie z przewidywaniami pojazd przechylił się, zachybotał, wpadł w poślizg, wypadł z drogi i stoczył do rowu. Teraz wszystko potoczyło się już szybko. Świst! Gwizd! Trzask! Świat zawirował. Jak w makabrycznym kalejdoskopie pojawiały się i znikały oblicza znajomych i nieznajomych knurów i loch, fragmenty przyczepy, oberwane gałęzie drzew, ciemność i światłość… Coś zwaliło go z nóg i przygniotło do ziemi, odbierając dech w piersiach, aż zemdlał.

dd Young_wild_boar

Otrząsnął się dopiero po kilku minutach. Półprzytomny, ale i dumny ze swego dzieła patrzył jak świnie rozbiegają się na wszystkie strony.

– Biegnijcie… – wyjęczał. – Uciekajcie jak najdalej…

Sam nie był się w stanie poruszyć, przygnieciony jakimś wielkim ciężarem. Wszystko w nim przygasało i matowiało.

Ale to nic, myślał. Najważniejsze, że innym się udało.

– Dziki! – usłyszał nagle znajomy głos jednego ze swoich najwierniejszych współświńców. – Wstawaj! Nie możesz tu zostać! Zbierz wszystkie siły, jakie w tobie jeszcze zostały i uciekaj! Dla nas walczyłeś o wolność! I odniosłeś zwycięstwo! Teraz zawalcz o nią dla samego siebie!

Dziki w jednej chwili zrozumiał, że to bezwładne ciało przyjaciela przyszpiliło go do ziemi. Wygramolił się spod niego i z przerażeniem odkrył broczącą krwią rozległą ranę.

– To przeze mnie! – krzyknął zrozpaczony, usiłując wyciągnąć wystający z rany knura stalowy pręt.

– Nie przez ciebie, tylko dzięki tobie. – usłyszał odpowiedź. – Dzięki tobie odchodzę z tego świata wolny. Nie stoi nade mną brutalny kat z rzeźnickim nożem. Grzeją mnie promienie słońca, oddycham świeżym, zimowym powietrzem… Słyszę ptaki… Za coś takiego warto było ponieść najwyższą ofiarę! Ale ty musisz żyć dalej. Musisz doprowadzić do końca swoją misję, stając się żywą legendą, wzorem do naśladowania dla kolejnych pokoleń zniewolonych świń. Wstań, nasz bohaterze i biegnij co sił!

– Nie zostawię cię tutaj samego! Nie ma mowy!

– Musisz, Dziki. Zrób to dla mnie. Chcę wiedzieć, że ci się udało. Wstawaj i idź stąd! Już! Wstawaj!

Wstał.

Pokonując obezwładniający ból i smutek powlókł się przed siebie. Ucieknie. Uda mu się. Musi to zrobić dla przyjaciela. Musi to zrobić dla całego swojego gatunku.

Nie wiedział tylko, dokąd iść, w którą stronę. Wciąż nigdzie nie widział zieleni, do której rwało się jego serce. Może to przez płynące z oczu łzy świat był pozbawiony barw? Na drzewach białe kołderki. W powietrzu igiełki lodu. Pod nogami zimna, chrzęszcząca skorupa. Dokąd iść? W tę biel? W tę martwą biel? Byle się gdzieś schować, przeczekać pościg…

Chrup, chrup, chrup – szedł, zapadając się w twardym śniegu. Syczał z bólu.

Biegł.

Znowu szedł.

Znowu biegł, pozostawiając po sobie tunele wydrążone w zaspach.

Mimo porażającej bieli wokół, z wycieńczenia robiło mu się coraz ciemniej przed oczami a każdy ruch był niewypowiedzianym wysiłkiem. Nie wiedział, czy odszedł już wystarczająco daleko, czy może nie oddalił się nawet zbytnio od roztrzaskanego TIR-a. Jeszcze kawałek, jeszcze… jeszcze chociaż krok… Zakręciło mu się w głowie, nogi splątały.

Upadł, tracąc przytomność.

Kiedy ją odzyskał, zdało mu się, że oślepł. Nigdy wcześniej nie doświadczył ciemności nocy. Czerń rozścielona była wokół niego tak gęsto, że nawet śnieg  wydawał się być czarny. Straszno mu było i zimno. Czy tak wygląda wolność, o którą tyle walczył? Czy świat musi być aż tak czarny i zimny?

Trząsł się. Dygotał. Ryczał. Ale lodowata ciemność ani nie miała litości, ani nie bała się ryków. Drapała go swymi czarnymi pazurami i wyła wiatrem, wściekła, szalona…

Jak to się stało, że przeżył do rana?

Jednakże zimowy poranek mało się różnił od zimowej nocy. Było wprawdzie widno, biel znowu zastąpiła czerń, ale była ta biel tak samo martwa i zimna jak nocna pomroka.

Wyczerpany był i głodny. Gdzie te jagody ze snu? I ciepłe, miękkie leśne runo? I zieleń? Czy po tym wszystkim, co przeszedł, przyjdzie mu skostnieć tu z zimna?

Czas, mijał, upływał, a on coraz bardziej obojętniał na to, co dzieje się z nim i wokół niego.

Kolejna czarna noc.

Kolejny biały dzień.

Samotność.

Czerń. Biel. Noc. Dzień.

Noc…

dd 97422_zachod-zima-obrazu-dziki-las-slonca-reprodukcja

*

CZĘŚĆ DRUGA

*

Czas zagubił się w sobie, zagubił się w nim. Minęły dni? Tygodnie? Nie wiedział. W pewnej chwili, nie wiadomo skąd i dlaczego, po prostu poczuł w sobie niebywałą siłę. Nic go nie bolało, czuł się wypoczęty, jak po najlepszym śnie. Niemało zdziwiony tym stanem rzeczy, otworzył oczy.

I zdumiał się jeszcze bardziej, bo oto otaczał go krąg… dzików! Dokładnie takich, jak przodkowie ze snu! Były wśród nich zarówno olbrzymie odyńce, jak i młode pasiaki.

Zerwał się na równe nogi, stanął na baczność i ukłonił wszystkim.

– Przodkowie! – zawołał ucieszony, łamiącym się ze wzruszenia głosem. – A więc umarłem i połączyłem się z wami!

Zebrani w kręgu popatrzyli po sobie. Skonsternowani, zaczęli coś między sobą mówić. Maluchy rozchichotały się na cały głos.

– Uspokójcie mi się w tej chwili, wybryki natury! – krzyknęła na nie wielka locha Przewodniczka.

Podeszła do niego. Jej oblicze było stanowcze, wzbudzające respekt, ale jednoczenie na swój sposób łagodne.

– Wydaje ci się, – powiedziała. – że jesteśmy cieniami z zamierzchłej przeszłości. Ale to nie tak. My nigdy nie przestaliśmy i nie przestaniemy istnieć. Trwamy.

– Ale jak to? – zdziwił się.

Przewodniczka westchnęła.

– Później ci wszystko opowiem, mój drogi, i mam nadzieję, że to, czego się dowiesz, stanie się dla ciebie mostem pomiędzy przeszłością a przyszłością; mostem, po którym idąc do przodu – powraca się w miejsce, z którego się wyszło…

Słowa Przewodniczki zabrzmiały cokolwiek tajemniczo. Most, który prowadzi do przyszłości, która jest przeszłością?!

– Ale najpierw… – Przewodniczka tupnęła na pozostałych. – Najpierw musisz coś zjeść. Już tydzień minął, odkąd się tobą zajmujemy. Byłoby więc dobrze, gdybyś napełnieniem swojego żołądka zajął się już osobiście. Ryjek! Wariat! Przynieście tu, coście nazbierali!

Z kręgu wystąpiły dwa młode odyńce. W zębach trzymały przeznaczony dla niego posiłek. Ułożyły go przed nim na kupkę.

Musiał zrobić dość niewdzięczną minę, bo locha aż się naburmuszyła.

– Co? Nie podoba ci się? Pasza wyglądałaby apetyczniej?

Leżało przed nim kilka garści kłączy z wplątanymi w nie dziwacznymi korzonkami i zwiędłymi ziołami, do tego martwy zamrożony robak i kilka żołędzi.

– Mam TO zjeść? – wyrwało mu się niechcący. – To znaczy, eee, bardzo dziękuję! – poprawił się szybko. – Tylko że nigdy nie miałem w ustach czegoś podobnego… Wszystko, co dotąd jadłem było…

– To jest nasze naturalne, normalne pożywienie. – przerwała mu locha. – Na początku nie będzie ci smakowało; jesteś przyzwyczajony do smaku i konsystencji paszy, którą tuczono cię przez całe życie. Zmiana sposobu odżywiania to zmiana dosyć nieprzyjemna, przez jakiś czas może cię odrzucać od nowych smaków. Ale to tylko przejściowy etap, który wkrótce minie. Wszystko, co tu widzisz, jest zdrowe i pożywne, nawet jeśli na takie nie wygląda.

Jeszcze raz rzucił na swój posiłek niechętne spojrzenie. Ciężko mu było się przemóc, ale w końcu zrobił to, nie chcąc wyjść na skończonego niewdzięcznika. Zamknął oczy, nabrał do ryja porcję kłączy i zaczął je gryźć.

Gryzł i gryzł, wydawało mu się, że w nieskończoność. Musiał też przy tym robić iście cyrkowe miny, bo małe pasiaki chichrały się, wręcz zanosiły śmiechem, nie bojąc się nawet reakcji starszych. „Ileż to można żuć?” – irytował się. „Gryzę , mielę, a to nadal twarde!” Tymczasem maluchy ze śmiechu tarzały się już po śniegu.

Nieważne, że nie do końca przeżute. Połknął.

– Teraz robaka! – kwiknął jeden mały i dostał za to po uchu od swojej matki.

– Zachowuj się, gamoniu! – ofuknęła go.

Dziki spojrzał na zamarznięte, podłużne, bladoróżowe truchełko. Wzdrygnął się. Na pewno tego nie tknie. Za żadne skarby!

Malujący się na jego obliczu opór nie uszedł uwadze Przewodniczki.

– Zostaw, jeżeli uważasz, że jeszcze na to za wcześnie. – powiedziała. – Ale w takim razie musisz zjeść całą resztę kłączy i wszystkie korzenie.

Odetchnął z ulgą. Ten robak wyglądał wyjątkowo nieapetycznie. Kłącza były paskudne, ale ostatecznie dało się je zjeść. Posłusznie zagryzł więc kolejną porcję suchych, twardych traw.

Wreszcie uporał się ze wszystkim co dla niego przeznaczono.

Dowiedział się też, że od następnego dnia po pożywienie będzie się wyprawiał wraz z pozostałymi. Ryjek i Wariat mieli go nauczyć, gdzie czego należy szukać i co jest jadalne a co nie.

– To znaczy, że przyjmujecie mnie do swojej grupy? Że mogę z wami zostać? – spytał, niedowierzając, że mogło go spotkać tak wielkie szczęście.

Przewodniczka przytaknęła.

– Przecież jesteś jednym z nas. – stwierdziła, jakby to było coś najoczywistszego na świecie.

Radość Dzikiego nie miała granic.

– A jak pan ma właściwie na imię, panie knurze? – zapytał jeden z maluchów. – Bo ja jestem Psot. A ten obok to Filcyk, mój najlepszy kolega.

– Współświńcy nazwali mnie Dziki. – odpowiedział, nieco speszony.

– Widzisz, mój przyjacielu, mówiłam, że jesteś jednym z nas. – zaśmiała się locha.

– A dlaczego tak pana nazwali? – kwiknął mały Filcyk.

– Jak chcecie, to wam opowiem. Tylko, że to nie jest najprzyjemniejsza historia…

– Chcemy! – usłyszał w odpowiedzi chór głosów.

Dziki usadowił więc pośrodku kręgu i zaczął opowiadać zebranym swoje dzieje. Mówił długo, ale nikt nie ośmielił się mu przerywać, nawet maluchy słuchały z uwagą. Wszyscy byli wstrząśnięci tym, jak traktowane są hodowlane świnie. Lochy instynktownie przytulały do siebie swoje młode, słysząc o zabieraniu matkom trzytygodniowych prosiąt i o bestialskim okaleczaniu ich. Nawet wielkie, potężne odyńce dostawały gęsiej skórki z przerażenia, wyobrażając sobie, że ktoś mógłby ich zamknąć w takiej ciasnocie, że nie można się nawet swobodnie obrócić. Malutka Rozalka popłakała się, słysząc o śmierci brata Dzikiego. Zresztą samemu opowiadającemu szkliły się oczy, kiedy o tym mówił.

– Tak więc ludzie, moi bracia dzikowie, to potwory i nasi najwięksi wrogowie! – zakończył, kraśniejąc z nienawiści.

Ku jego ogromnemu zdziwieniu, Przewodniczka zaprotestowała.

– Nie generalizuj. – powiedziała bardzo stanowczym tonem. – Trafiłeś na złych ludzi, ale nie tylko tacy żyją na Ziemi. Nigdy nie zapominaj o tym i nie pozwól rządzić tobą złym emocjom.

– Ale… –  Dziki nie rozumiał, jak po tym wszystkim, co opowiedział, locha może bronić tych zwyrodnialców, mających siebie za gatunek uprzywilejowany. – Ale przecież…

– Wystarczy! – powtórzyła.  – Ci ludzie, których miałeś nieszczęście spotkać w swoim życiu, są niemniej, a może nawet jeszcze bardziej zniewoleni, jak krzywdzone przez nich zwierzęta. Nie mają nawet świadomości, w jak ograniczającej ich niewoli żyją.

To tłumaczenie zupełnie nie przekonało Dzikiego. Nie chciał się jednak spierać z Przewodniczką, która okazała mu tak wiele serca i przyjęła go do watahy. Niezręczne milczenie przerwał pocieszny kwik małego Filcyka:

– Nie psejmuj się! Na nas tez Psewodnicka casem ksycy, ze jestesmy „wybryki natury”, ale i tak nas lubi, bo jestesmy faaajni.

Wszyscy roześmiali się.

– A dlaczego właściwie tak was nazywa? – zaciekawił się Dziki, bardzo zadowolony, że atmosfera rozładowała się w tak sympatyczny sposób.

– Bo powinniśmy urodzić się dopiero na wiosnę. – wytłumaczył Psot. – No a my tak w środku zimy… Trochę to nienormalne jest…

– To prawda. – wtrąciła się do rozmowy rezolutna Rozalka. – Młode powinny przychodzić na świat dopiero wtedy, gdy warunki są sprzyjające, czyli gdy zaczyna się robić ciepło, pojawiają się rośliny, a wraz z nimi cały las robi się zielony.

Rozalka chciała powiedzieć coś jeszcze, ale Dziki już nie słuchał. To, co znalazło się na końcu ostatniego zdania sprawiło, że aż podskoczył i zawołał:

– Zielony? Więc jednak bór jest zielony? Nie zawsze jest taki absolutnie biały?

Wszyscy znowu zaczęli się śmiać.

– Pewnie, że nie! – odpowiedział mu w końcu Ryjek. – Teraz jest biało i mroźno, bo mamy zimę. Ale ona powoli dobiega już końca. Niedługo stopnieją śniegi i lody, powietrze będzie cieplejsze i łagodniejsze. Spadną deszcze, czyli taka woda prosto z nieba, a wraz z pierwszym trzaskiem pioruna ziemia stanie się płodna i zacznie rodzić młode roślinki… Kiedy nastanie wiosna, dopiero zobaczysz, co to jest życie!

– Ciemną zieleń możesz zobaczyć nawet teraz, chcesz? – do rozmowy włączył się Wariat.

– Jasne, że chcę! Jest taka możliwość?

– No ba! – Wariat był zadowolony, że udało mu się zwrócić na siebie uwagę nowego członka watahy. Lubił być przez innych zauważany; znany był też z tego, że aby ciągle być w centrum uwagi, wyczyniał rozmaite wariactwa. Stąd też wzięło się jego imię. – No to patrz! – zawołał.

Odbiegł kawałek, żeby móc się porządnie rozpędzić, następnie wystrzelił jak z procy i popędził wprost na pień wysokiego świerku. Z całej siły, całym ciałem uderzył w niego, aż innych na ten widok zabolały kości.

ddd dziki

Uderzenie zatrzęsło drzewem. Z poruszonych gałązek osypał się śnieg. W jednej chwili cały świerk stanął w migotliwym, skrzącym się pyle, jakby ktoś właśnie zdejmował z niego czar. Śnieżny brokat osypywał się bezdźwięcznie, za to cała polana wypełniła się westchnieniami zachwytu. Jedynie Wariat krytycznie ocenił skutki swojego działania i bez dłuższego namysłu całą akcję powtórzył raz jeszcze. Tym razem z kilku gałęzi osunęły się ciężkie białe okiście, odsłaniając sztywno sterczące, zielone igły.

Można by długo pisać, co zadziało się w duszy Dzikiego na ten widok, ale chyba nie starczyłoby na to wszystkich kartek świata, tak wiele było w nim emocji i uczuć, w dodatku pomieszanych ze sobą i w sobie jak składniki ciasta, a każde z tych doznań rozciągało się aż do nieskończoności. Dla postronnych wyglądało to tylko tak, że chwiejąc się na nogach, zbliżył się do drzewa, powiedział „ach!”, szczęka opadła mu w zaspę, zaraz potem opadł w nią cały, jedynie głowę trzymając w górze; wbił nieruchomy wzrok w odsłonięte gałęzie i nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że z oczu tryskały mu strugi łez.

Pozostali również bardzo się wzruszyli. Każdy myślał sobie, jak potwornie i beznadziejnie musi być w chlewni, skoro byle kawałek zielonej gałązki jest w stanie tak zachwycić dorosłego knura. Życie w borze bywało surowe i trudne, ale pełne też było piękna, pozwalało rozwijać się w zdrowiu, w harmonii z samym sobą i z całym otoczeniem, dostarczało ciągłych niespodzianek i uciech. Przeżywać życie, będąc odciętym od Przyrody to pewna choroba dla ciała i ducha. Nieważne czy z przymusu, czy z własnego wyboru, taka izolacja jest prostą drogą do zatracenia. Ten tucznik, ich nowy brat, tak bardzo pragnął powrotu do naturalnego środowiska, że żadne mury, żadna wymyślona ideologia ani narzucona władza nie były go w stanie powstrzymać. A powodowała nim tylko podświadoma tęsknota za przyrodzoną wolnością. Dzisiaj po raz pierwszy zobaczył barwę, o której marzyć kazał mu nie dający się z jego genów wymazać dzik. Zobaczył zielony – kolor nadziei, która sprawiła, że miał siłę, by przeciwstawić się wszystkiemu i walczyć o wyzwolenie. Kolor odnowy, odrodzenia. Kolor Żywiołu Boru – żywiołu umożliwiającego życie wszystkim mieszkańcom Ziemi.

Każdy kolejno podchodził do leżącego w zaspie pod świerkiem, poklepując go przyjacielsko lub przytulając się do niego na chwilę. Wszyscy chcieli okazać mu wsparcie i szacunek.

Powoli zapadał zmrok, niebo nad polaną szarzało, granatowiało, czerniało. Kiedy cienie ostatecznie pokładły się na drzewach, odbierając tym samym zieleń gałązkom świerku, Dziki podniósł się, otrzepał ze śniegu, otarł łzy, po czym jak gdyby nigdy nic, cały rozpromieniony i uśmiechnięty obwieścił grupie:

– Wreszcie czuję, że jestem w domu!

Noc w towarzystwie odyńców i loch z watahy nie była tak czarna i straszna, jak te spędzone w samotności. Ryjek i Wariat, którzy bez końca byli głodni, pokazali mu miejsca, gdzie pod warstwą śniegu najlepiej szukać kłączy traw. Śmiali się i gonili między drzewami. Najbardziej spodobało mu się wskakiwanie w wysokie zaspy i robienie w nich „orzełków”. Ubawieni po pachy leżeli potem na plecach, spoglądając w gwiazdy.

– Tam o… to jest gwiazdozbiór Oriona. – Wskazał na niebo Wariat, iście gwiazdorsko błyskając wiedzą. – Wygląda jak klepsydra. A tam, od Kasjopei, tego zygzaka powyżej, aż do Jednorożca, to ten z lewej strony Oriona i trochę w dół, ciągnie się Mleczna Droga. Widzisz?

– Piękna… Cudownie jest patrzeć w rozgwieżdżone niebo!

– O, tak! – zgodził się Ryjek. – A za dnia można patrzeć na chmury i opowiadać sobie nawzajem, z czym się kojarzą ich kształty.

– Eee tam, tobie się prawie wszystkie kojarzą z Basią. To żadna zabawa. – odparował Wariat. – Zakochana para, Ryjek i Barbara! – zaczął się natrząsać z przyjaciela, co doprowadziło do tego, że ten w końcu zasłonił mu usta racicą.

– Cicho bądź, bo ona usłyszy! – Ryjek był bliski pogniewania się.

Dzikiemu sprzeczka przyjaciół wydawała się nader zabawna.

– Tak mi z wami dobrze! – powiedział. – pokażecie mi jeszcze jakieś gwiazdozbiory?

– Pewnie!

I tak minęła im ta noc na roztrząsaniu tajemnic nieba oraz na jeszcze bardziej żywiołowym roztrząsaniu tajemnic powabnych kształtów młodej Basi i Racisławki, bo jak się okazało, także serce Wariata zostało skradzione.

Rankiem całą watahę zwołała locha Przewodniczka.

– Wszyscy są? Nikt się gdzieś nie zaszwędał? – zapytała.

– Wszyscy obecni!

– W takim razie słuchajcie. – powiedziała. – Obiecałam naszemu nowemu przyjacielowi, że opowiem mu coś bardzo ważnego, co być może pozwoli mu odnaleźć przyszłość w przeszłości. Maluchy, wy też słuchajcie uważnie. –  zwróciła się do ziewających ospale pasiaków. – To będzie i dla was ważna lekcja.

– Dobrze, już jesteśmy grzeczni i zamieniamy się w słuch. – pisnęła Rozalka.

Dziki otoczyły Przewodniczkę i zamknęły ją w kręgu, żeby każdy mógł wszystko dobrze usłyszeć.

– Było to więc tak… – zaczęła swoją opowieść locha Przewodniczka. – Dawno, dawno temu Bogowie powołali do życia trzy rodzaje ziemskich istot, składających się z nieśmiertelnej duszy i śmiertelnego ciała. Byli to Zróstowie-Rośliny, Zwierzowie i Ludzie.

Zróstowie otrzymali od nich w darze doskonałą umiejętność bezpośredniego pożywiania się czystą siłą witalną, energią kosmiczną, płynącą wprost od Bogów. Ponieważ pozostali mieszkańcy Ziemi nie posiedli tej umiejętności w stopniu umożliwiającym przeżycie, Zróstom przyszło się z nimi ową życiodajną siłą dzielić. Przekazywali ją innym za pomocą swoich płodów, a niektórzy, po wydaniu nasion, poświęcali nawet własne przepełnione nią ciała.

Zwierzów wyposażono w silne instynkty i przyrodzoną wiedzę, pozwalającą rozumieć otaczającą ich naturę i wszechświat wraz ze wszystkimi jego złożonymi prawami.

Wreszcie – Ludzie. Ze wszystkich ziemskich istot Człowiek był najsłabszy – nie miał kłów ani pazurów do obrony, nie miał grubej kory, która chroniłaby jego ciało przed mrozem, poruszał się niezdarnie; także zmysły, którymi doświadczał świata, w porównaniu z innymi miał stosunkowo nieostre. Nie było też z niego zbyt wiele pożytku w Przyrodzie, ba, niektóre jego działania były dość głupie, żeby nie powiedzieć szkodliwe. Ale było w nim coś, za co Zwierzowie, a zwłaszcza Zróstowie go uwielbiali. Kochał dla samego kochania, zachwycał się dla samego zachwytu. Ponadto w darze od Bogów otrzymał twórczą, artystyczną pasję. Posługiwał się również Słowem, które u zarania dziejów było wyłącznie dobre i miało wielką czarowną moc.

Żeby ktoś nie zrozumiał tego źle – twórczego ducha posiadają również Zróstowie i Zwierzowie, tak samo jak odżywianie się energią, bezpośrednio czerpaną z kosmosu, w pewnym stopniu możliwe jest także dla Ludzi i Zwierzów, ale mówimy tutaj o cesze szczególnie dla danego rodzaju istot ważnej, dominującej. To, że jest ona także udziałem pozostałych, stwarza płaszczyznę międzygatunkowego porozumienia.

ddd 7059859

Locha na chwilę zamilkła, zastanawiając się, jak powrócić do głównego wątku. Po chwili, zebrawszy myśli, kontynuowała:

– Początkowo owe trzy rodzaje zamieszkujących Ziemię istot szanowały się nawzajem, respektując tym samym boskie prawa. Jedni doceniali w drugich to, co tamci w sobie najlepszego mieli.

Cisi ze swej natury Zróstowie szczególnie pokochali dźwięki wypowiadanych przez Człowieka Słów. Swoją urodą wzbudzili w nim pragnienie śpiewu. A on, zrozumiawszy ich muzykalnego ducha, odwdzięczył się za to najpiękniej jak potrafił. Z konarów i drewna powalonych przez wiatry i burze drzew rzezał instrumenty, uwalniając zaklętą w Zróstach muzykę. Ich splecione ze sobą glosy stały się fundamentem głębokiej przyjaźni. Troszcząc się o Człowieka, Zróstowie karmili go i leczyli: drzewa i krzewy chętnie dzieliły się z nim swoimi owocami, zboża rodziły wartościowe ziarna, zioła uzdrawiały. A Człowiek śpiewał z nimi i dla nich i dla siebie o nich. Poezją i zaklęciami były opisujące ich Słowa.

Ze Zwierzami rzecz wyglądała różnie. Czasem dochodziło do pewnych napięć. Ale byli wśród Zwierzów i tacy, którzy podobnie jak Zróstowie gotowi byli na współpracę z Ludźmi; współpracę opartą oczywiście na wzajemnym dzieleniu się korzyściami. W zamian za ochronę, troskliwą opiekę i miłość odwdzięczali się tym, czym mogli: owce wełną, kozy i krowy mlekiem, koty broniły zapasów przed gryzoniami…

Na przestrzeni wieków szamani z rodu Ludzi, odczytując przekazy, nauczyli się rozmawiać ze Zróstami i Zwierzami jak ze swoimi i dokładali wszelkich starań, aby ta wielka przyjaźń i wzajemny szacunek trwały, i żeby występujące od czasu do czasu nieporozumienia czy chwilowe konflikty nie zachwiały ową wspaniałą harmonią.

Teraz, kiedy już wiecie, jak to na samym początku wyglądało, słuchajcie jak doszło do rozłamu pomiędzy dzikami i jak to się stało, że powstały świnie.

Początkowo bowiem wszyscy byliśmy jednym wielkim dziczym rodem. Byliśmy wolni i cieszyliśmy się swobodnym, bezpiecznym życiem w lasach, które jako naturalne środowisko wyznaczyli nam Bogowie. Przyszedł jednak czas, że Ludzie, którzy zaczęli przystosowywać różne Zwierzęta do życia wewnątrz swoich domostw lub grodów, doprowadzili w ten sposób do wytworzenia się nowych gałęzi na prastarych drzewach rodowych Zwierzów. Stało się tak między innymi w przypadku dzików. Żyjąc w zmienionych warunkach, po wielu pokoleniach straciły swoją przyrodzoną dzikość i przeistoczyły się w świnie.

Ważne, żebyście rozumieli, że dopóki udomowienie opierało się na przyjaźni i zasadzie wzajemności, nie było niczym złym… Szybko jednak okazało się, że Ludzie łatwo zapominali o tym, że podstawą ich współbycia z braćmi Zwierzami i Zróstami powinny być właśnie wzajemność i przyjaźń. Wygodniej było im brać, nie dając niczego, lub mało dając w zamian. Bywało, że dochodziło do rażących nadużyć. Na szczęście istnieli w ich społecznościach szamani i wiedźmy, to znaczy kobiety wiedzące, posiadające głęboką wiedzę. W takich sytuacjach ci mądrzy Ludzie trzymali rękę na pulsie i kiedy trzeba było – napominali, upominali i przypominali, troszcząc się o poszanowanie boskich praw, dzięki czemu równowaga w Przyrodzie nigdy nie była poważnie zagrożona.

Do czasu jednak. W pewnym momencie wszystko się zmieniło. Zaczęto bowiem głosić, że Człowiek stoi rzekomo wyżej niż jego bracia Zwierzowie i Zróstowie, że może nad nimi panować, że wolno mu brać, nie dając niczego w zamian. Twierdzono nawet, że tylko Człowiek posiada nieśmiertelną duszę! I to był początek katastrofy.

– A wiedźmy nie protestowały? – kwiknął rozemocjonowany historią Psot.

Locha Przewodniczka zaśmiała się gorzko.

– Protestowały! A jakże! Niestety większość z nich przypłaciła to życiem, a te, które przetrwały, musiały się ukrywać. Tymczasem Człowiek, ogarnięty manią wielkości i odsunięty od mądrości szamanów, dopuszczał się coraz gorszych czynów. Już się nie opiekował, ale wykorzystywał, nie tworzył lecz niszczył… Zrobił się samolubny i brutalny, bezmyślnie karczował lasy, zanieczyszczał rzeki… Udomowione zwierzęta były bite, trzymane w wołających o pomstę warunkach, zabijane w sposób okrutny i niegodziwy…

– Skrzywdzili tak wielu naszych… – Dziki nie powstrzymał się od komentarza. – Nie ma dla nich przebaczenia!

Locha wyraźnie się na tę uwagę skrzywiła. Po chwili jednak jej oblicze złagodniało.

– To prawda, Człowiek wyrządził swojej Wielkiej Matce – Ziemi wiele krzywd. Ale będąc jej częścią, w ten sposób zaszkodził przede wszystkim samemu sobie. Tak to już jest, że każda wyrządzona Zwierzętom i Roślinom krzywda odciska na Ludziach głębokie piętno. Dzisiaj na przykład kaleczą ciała Zróstów niepotrzebną chemią i zmuszają ich do nielogicznych krzyżówek, powodując co prawda wydajniejsze (ilościowo) plony, pozbawiając je przy tym jednak ich naturalnych, odżywczych i leczniczych właściwości. Ostatnio odkryto, że da się manipulować genami… Manipulują więc, tak jakby nie rozumieli, że koniec końców, po spożyciu płodów tych Zróstów, to ich własne ciała staną się przedmiotami eksperymentu, którego skutki mogą być tylko opłakane. Nie można poprawiać natury, bo natura jest już doskonała! Zmieniając coś, co jest doskonałe, niszczy się to, pozbawia najlepszych wartości! Zauważcie, że ani sztucznie wyhodowane pseudorośliny, ani  zwierzęta z wielkich farm, przetrzymywane w urągających żywym istotom warunkach, pozbawione światła słonecznego, spożywające chemicznie i genetycznie zmodyfikowane pożywienie, całe życie czujące ból i strach i wreszcie na koniec bezlitośnie zarzynane, nie staną się, nie mogą stać się dobrym pokarmem dla Ludzi! Zjadając je, Człowiek wprowadza do swojego organizmu ich choroby, hormony strachu i te nieszczęsne zmodyfikowane geny, z których naprawdę nie wiadomo, co się w przyszłości wylęgnie. Natomiast tej podstawowej, czystej, życiodajnej siły w takim posiłku po prostu brak.

– Oj, źle to wszystko wygląda, beznadziejnie… – jęknął przejęty Ryjek.

– Źle, to prawda. Ale nadzieja jeszcze jest. – powiedziała locha, na tyle głośno, żeby jej słowa dotarły przede wszystkim do uszu Dzikiego. – Jest taka legenda, która mówi, że świnia, powróciwszy do boru, stanie się znów dzikiem, że stanie się nim nie tylko mentalnie, ale i fizycznie. I to jest, moi drodzy, ów most, po którym idąc do przodu, dociera się w miejsce, z którego się wyszło…

Dzikiemu zakręciło się w głowie od nadmiaru wrażeń.

– A czy Ludzi dotyczy podobna legenda? – zapytała Basia.

– Oczywiście! – Przewodniczka była rada, że może udzielić takiej odpowiedzi. – Oprócz rodzin, które nigdy nie odeszły od Boru, są tacy, i jest ich coraz więcej, którzy do niego powracają, czując, że świat znalazł się nad przepaścią. Wiedzą, że wyjścia są tylko dwa – albo skoczyć w tę przepaść, albo przejść nad nią po owym legendarnym moście…

– Nie wierzę w istnienie takich ludzi! – naburmuszył się Dziki.

– Są, są! Nawet w naszym lesie! – przypomniał sobie Wariat. – Stary szaman i jego wnuczka! Ta rodzina żyje tutaj od pokoleń!

– A wiesz, Wariat, to jest jakaś myśl… – podchwyciła locha. – Zaprowadzisz tam Dzikiego, pokażesz mu tych dwoje. Może jego nienawiść stopnieje, kiedy się przekona, jak wielki potencjał dobra i piękna tkwi w Ludziach. Znasz drogę do ich domu?

– Pewnie, że znam!

– Świetnie. To co, wybierzcie się tam któregoś dnia? Dziki, zgadzasz się?

– Skoro muszę… – burknął zapytany.

– Co mówiłeś? – Przewodniczka udała, że niedosłyszała.

– Że bardzo chętnie pójdę…

lato_summer_2560x1600_010

*

Nim zima dobiegła końca, Dziki nauczył się podstaw życia w lesie. Potrafił już sam znaleźć pożywienie, chronić swoje ciało przed chłodem, orientować się w przestrzeni i czasie. Czuł się już na tyle mieszkańcem boru, że żywił wielką nadzieję, iż spoglądając w lustro wody, zobaczy odbicie prawdziwego dzika, nie hodowlanej świni. Bardzo chciał, żeby się okazało, że legenda, o której mówiła Przewodniczka, zbudowana jest na prawdzie.

Tymczasem zrobiło się cieplej, śnieżna pokrywa malała z każdym dniem, lód, dotychczas skuwający rzeki, pękał – nurt porywał i kruszył jego kry. Dzień się wydłużał, noc skracała, ptaki były wyraźnie pobudzone, śpiewały głośniej, krzykliwiej, świergotliwiej, radośniej… I tylko w nim, w jego odbiciu nie zmieniało się absolutnie nic, chociaż pełen ufności w rychłą przemianę, dokładnie sprawdzał to każdego ranka, oglądając w pękających lodowych lustrach swój profil i ciało z każdej możliwej strony.

*

Któregoś dnia zaintrygowała go cienka, twarda zaspa. Wydawało mu się, że coś jakby unosi ją od spodu i postanowił bacznie się temu zjawisku przyglądać. W ciągu tygodnia przebiły się przez nią małe zielone pędy. Dziki, szalejąc ze szczęścia, narobił takiego rabanu, że pół lasu zbiegło się, żeby zobaczyć, co się dzieje. Zgromadzonym ptakom, lisom, dzikom, zającom i sarnom pokazał małą roślinkę.

– To przebiśniegi. – wyjaśniła mu stara sowa. – Pierwsze wiosenne kwiaty.

Kwiaty? Co to takiego te kwiaty? – zastanawiał się.

Wkrótce na zielonych łodyżkach pokazały się bielusieńkie, śliczne dzwoneczki. Lisy z pobłażaniem kręciły głowami widząc, jak ogromny, różowy knur, przebierając ze szczęścia racicami, delikatnie przystawia do nich swoje nozdrza, po raz pierwszy w życiu wdychając woń kwiatów. Starał się być bardzo ostrożny, nie chciał przecież złamać ani łodyżki.

– Ciekawe co on zrobi, jak wkrótce zakwitną całe łąki? – zastanawiał się w swojej dziupli dzięcioł.

– Może zacznie nad nimi fruwać? – zarechotał siedzący wysoko na gałęzi kruk.

Ale szyderstwa mieszkańców lasu mało obchodziły Dzikiego. Był tak zachwycony, że faktycznie zdawało się, że zaraz wzleci w powietrze. A to by się dopiero ptaki zdziwiły!

Przedwiośnie i wiosna tak pochłonęły nowego członka watahy, że nie było co myśleć o zabieraniu go w miejsce, gdzie żył stary szaman. Postanowiono dać mu najpierw czas na przywyknięcie do natury i lasu. Cieszyło go wszystko: deszcze, burze, kiełkujące trawy, pąki na drzewach, młode listki, kałuże, błoto, stawy… Z każdym kolejnym „odkryciem” robił taki hałas, że cały las natychmiast wiedział, że oto Dziki poznał coś nowego.

Wreszcie Przewodniczka uznała, że nadszedł czas konfrontacji. Poprosiła dwóch najlepszych przyjaciół knura, żeby zaprowadzili go w pobliże ludzkiej siedziby.

Znaleźli go na polanie. Leżał na plecach, otoczony wielobarwnymi kwiatami i spoglądał w niebo.

– Ta chmura, o tam, wygląda jak smok! – podzielił się spostrzeżeniem z odyńcami.  – Tam ma pysk, tam oczy i chrapy i, zobaczcie, zieje jakby chmurnym ogniem!

– A mnie się kojarzy z drogą; jest taka długa i kręta. – stwierdził Ryjek. – Może to znak?

– Znak czego?

– Że czas nam ruszać w drogę.

– Ale po co? dokąd? Tu jest mi całkiem dobrze. – oznajmił zaniepokojony przebiegiem rozmowy Dziki.

Wariat trącił go gwizdem pod boki.

– Już ty wiesz, dokąd. – odpowiedział. – Po co to odwlekać? Przejdziemy się tam, popatrzysz sobie, zmienisz zdanie co do Ludzi albo zostaniesz przy swoim, wrócimy i po krzyku.

– Łatwo ci mówić. Mnie na sam dźwięk słowa „człowiek” przechodzą zimne dreszcze. Zaraz mi się wszystko przypomina… Ich sztywne, szorstkie ręce… Ich oczy, pozbawione głębi… Mechaniczne ruchy… Ból, który nam zadawali…

Ryjek poklepał go przyjacielsko.

– Przecież będziemy tam z tobą. Nie zostawimy cię. No i podejdziemy tylko na pewną odległość. A już tak w ogóle, to z takimi szalonymi odyńcami jak my możesz czuć się zupełnie bezpieczny. – zakończył żartobliwie.

Dziki uległ w końcu namowom przyjaciół. Niechętnie bo niechętnie, ale jednak podniósł się z miejsca i wyruszyli.

*

Droga okazała się rzeczywiście długa i kręta. Zapewne dlatego, że była to trasa wybrana przez Wariata, obfitująca w rozmaite dziwaczne zakątki, porośnięte ulubionymi smakołykami zwariowanego dzika, poprzecinana strumieniami, wypełniona mokradłami i płytkimi bagienkami, w których nie omieszkali się przy okazji porządnie wytaplać.

Pod wieczór zdrzemnęli się na chwilę. Wędrówkę kontynuowali nocą. Srebrne światło księżyca rozlało się po pniach sosen i ich, na pozór sięgających nieba czuprynach, pokładło wśród bluszczu i paproci świetliste ścieżki, rozbłyszczyło czarne oczy stawów.

Przed świtem byli na miejscu.

Na grafitowym tle odchodzącej nocy pokazał się szpiczasty daszek śródleśnej drewnianej chaty i kilka niższych daszków, zapewne stodółki i kurnika. Wokół rozciągały się ogrodzone płotem grządki. Po płocie spacerował kocur. Nieopodal była jeszcze studnia, kawałek dalej wygasłe ognisko i dziwne, rzeźbione w drewnie postaci, oplecione wieńcami z ziół.

– Proponuję się jeszcze na chwilę zdrzemnąć. – ziewnął przeciągle Ryjek. – Ludzie też jeszcze śpią.

Położyli się w wysokich trawach, skąd mieli dobry widok na zabudowania, sami pozostając przy tym w ukryciu.

Zmęczone drogą odyńce już po krótkiej chwili zaczęły miarowo, spokojnie pochrapywać. Tylko Dziki nie potrafił zmrużyć oka. Drżał na myśl, że z chaty niebawem wyłonią się Ludzie.

Nie mylił się. Nagle w jednej z izb zapłonęła świeca. W jej blasku ukazała się długowłosa postać. Nie widział jej zbyt wyraźnie, miał jednak wrażenie, że posturą znacznie różniła się od krępych mężczyzn w chlewni. Zaplatała długie włosy w warkocz. Ona. Samica Człowieka. Dziewczyna.

Przeciągnęła się. Zdjęła nocną koszulę, ubrała się w coś innego. Po chwili zniknęła z okna, otworzyły się natomiast drzwi wejściowe i nagle zobaczył ją na zewnątrz. Serce zabiło mu mocniej z przerażenia, oddech przyspieszył.

– Nie mogę! – ryknął, budząc tym samym przyjaciół, którzy nie wiedząc, co się dzieje, zerwali się na równe nogi. – Nie potrafię! Nie chcę na nich patrzeć, nie każcie mi patrzeć na ludzi!!!

Zanim przyjaciele zdążyli się dobrze zorientować w sytuacji, Dziki pomykał już z powrotem w stronę głębokiego boru.

Igliwie i szyszki pryskały mu pod racicami, tak pędził, tak gnał przed siebie, pomiędzy drzewami, krzewami, niemal w locie przeskakując dziury i leżące na drodze kamienie. Ryczał przy tym i parskał, krzyczał wniebogłosy.

Ryjek i Wariat nie zwlekali. Natychmiast ruszyli za uciekającym knurem.

– Dziki! – wołali z nim. – Dziki, zaczekaj na nas! Nie znasz tej części boru!

Kiedy go znaleźli, leżał półprzytomny ze zmęczenia i strachu, zagrzebany w ciasnej jamie, przykryty warstwą liści. Płakał.

Zauważywszy ich, zaczął szlochać jeszcze bardziej.

– Co ja teraz powiem Przewodniczce? – jęknął. – Będzie na mnie wściekła…

Wariat podszedł do niego i przyjacielsko trącił go gwizdem pod bok.

– No co ty, bracie… Ważne, że próbowałeś, że się starałeś…

– Ale nie dałem rady! Nie potrafiłem zostać tam ani minuty dłużej! – strugi łez lały się po policzkach uciekiniera. – Jestem tchórzem!

– Nie powiemy o tym Przewodniczce. – postanowił Ryjek, który wciąż stał kilka kroków dalej. – Byłeś tam, patrzyłeś na ludzi, stwierdziłeś, że są ci obojętni. Potem sobie poszliśmy. Koniec. Taka będzie nasza wersja.

– Chcesz skłamać? – zachlipał Dziki, pociągając nosem.

– Czego się nie robi dla przyjaciół! No, uszy do góry, przestań się już mazać. Stara locha o niczym się nie dowie. Zresztą, muszę ci powiedzieć, że po tym wszystkim, co nam opowiedziałeś o ludziach, sam też najchętniej nigdy bym już człowieka nie chciał oglądać na oczy. Doskonale cię rozumiem.

– Ja też obiecuję nie puścić pary z pyska, o tym, co dzisiaj się stało. – uroczyście obwieścił Wariat. – Chociaż po prawdzie to bym wolał, żebyś chociaż tych dwoje poznał nieco lepiej. Ja ich bardzo szanuję i lubię. To co, wracamy do watahy?

– Wracamy.

*

Rzeczywiście, przyjaciele nie zdradzili Dzikiego przed Przewodniczką. A wspólna tajemnica zbliżyła ich do siebie jeszcze bardziej. Choć trzeba przyznać, że więź ta miała jeden słabszy punkt. Była nim różnica zdań odnośnie ludzi. Podczas gdy Ryjek coraz mocniej wtórował Dzikiemu w jego poglądach i odczuciach, Wariat wciąż twierdził, że ludzie, a szczególnie tacy jak szaman i jego wnuczka są istotami, mającymi w sobie ogromny potencjał dobra. Czasem wręcz boczył się na pozostałą dwójkę, niemal bez przerwy krytykującą w ludziach to lub tamto.

*

Tak mijały tygodnie i miesiące, zmieniały się pory roku, upływały wody w rzekach. Dziki coraz bardziej wrastał w życie lasu, w jego cykliczność, jego twarde prawa i nieskończone rozkosze. Z radością też zaobserwował wreszcie na swojej skórze pojedyncze, sterczące tu i ówdzie kępki brunatnej szczeciny, uznając je za pierwsze oznaki przekształcania się w prawdziwego dzika. Nie przeszkadzało mu nawet, że inni nieco z tego jego nowego wyglądu drwili. Sam dobrze wiedział, że póki co rzeczywiście wyglądało to jak wyglądało, raczej pokracznie, ale cieszył się, mając nadzieję na całkowitą przemianę w przyszłości.

I tak życie mieszkańców lasu płynęło swoim zwykłym-niezwykłym torem, spokojne, przez nic nie zakłócane, malowane farbami następujących po sobie pór roku.

Aż nagle, zupełnie niespodziewanie, to upragnione i wywalczone, sielskie, bezpieczne, poukładane życie knura zatrzęsło się w posadach. Zło, którego nikt się nie spodziewał, wywróciło je do góry nogami…

Stało się to krótko po odejściu lata. Jesienne bóstwo ledwo co objęło panowanie, ledwo zamoczyło swój pędzel w złocie, by dotknąć nim zielonego płótna lasu, kiedy…

PUFF! PAFF! – zahuczało z jednej, z drugiej, z tej i z tamtej strony.

Spłoszone ptaki odleciały, trawa i zioła stanęły na baczność, prężąc się i węsząc w powietrzu bardzo niedobre wibracje; spomiędzy krzaków czmychnął przerażony zając. Serduszko szamotało się w jego piersi tak mocno, że aż dziw brał, że nie pękło. Większe zwierzęta na chwilę zamarły, niedowierzając własnym uszom. W końcu i one pojęły, że wszystko to dzieje się naprawdę.

– Uciekamy! – usłyszał ryk Przewodniczki. – To myśliwi! Strzelają! Szybko, zaraz tu będą!

Myśliwi?

To znaczy…

Ludzie?!

Stał jak wryty, niedowierzając własnym uszom.

PUFF! PAFF! – huczało coraz głośniej.

Nawet tutaj przyszli zabijać? Do jego boru? Do jego ukochanego boru? To mało im krzywd, jakie wyrządzają zwierzętom w wielkich przemysłowych farmach? Mało? Tam zabijanie jest ich codzienną rutyną a tutaj przychodzą zabijać dla rozrywki?

Krew się w Dzikim zagotowała. Gdyby mógł, rozerwałby polujących na strzępy. Jednak stara locha w porę zauważyła narastający w nim gniew.

PUFF! PUFF! PUFF!

– Dziki! Do mnie! – przekrzykiwała odgłosy wystrzałów. – W tej chwili!

Zrobił, co Przewodniczka kazała, choć zrobił to wbrew własnej woli. Posłusznie pobiegł za resztą watahy, uciekającą w inną część lasu, gdzie bagna i trzęsawiska powinny utrzymać ludzi na dystans. W duchu jednak poprzysiągł myśliwym zemstę. Każdy kolejny wystrzał ze strzelby pieczętował tę przysięgę. Wybuchał mu w sercu jak dynamit, rozsadzając je, rozdzierając, zmieniając soki jego ciała w bulgoczącą lawę i rozżarzony gruz. Nie może tak być, nie może, żeby ludzie bezkarnie odciskali piętno swoich zbrodni nawet tutaj! Popamiętają go, zobaczą, jak się kończy zadzieranie z Dzikim!

polowanie

*

            Myśliwi polowali do późnego popołudnia. Przed wieczorem wracali do wybudowanej na podobieństwo wielkiego szałasu śródleśnej bazy. Niektórzy stamtąd rozjeżdżali się do domów, chełpić się przed bliskimi swoim krwawym łupem, inni zostawali w „bazie” na noc. Rozpalali wówczas wielkie ognisko, nad którym opiekali upolowane zwierzęta, upijali się mocnym piwem i bardzo głośno rozmawiali, wręcz krzyczeli jeden do drugiego, nic sobie nie robiąc z tego, że w lesie obowiązuje cisza. Spali potem długo, chrapiąc ciężko i sapiąc. Zawsze mieli w planach wstać następnego dnia wcześnie, ale że w obolałych głowach huczało im i wirowało po całonocnym pijaństwie, nigdy im się to nie udawało. Budzili się dopiero przed południem, jedli coś „na szybko” i znów wyruszali zabijać.

Wytropił ich. Podglądał. Kiedy wychodzili na polowanie, zbliżał się do ich „bazy” i dokładnie zapisywał w pamięci najdrobniejsze szczegóły jej konstrukcji i wyposażenia. Kiedy wracali, rejestrował ich zachowania, ich nawyki.

Wyprawiając się do lasu na grubego zwierza, myśliwi nie mieli pojęcia, że sami są obserwowani, że pewien wyjątkowo gruby zwierz, nietypowy świnio-dzik planuje na nich zemstę.

*

Gdy plan był już dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, Dziki postanowił podzielić się nim z przyjaciółmi. Słuchając, o czym mówił, Ryjek i Wariat osłupieli.

– Jutro, kiedy wyruszą na polowanie, zakradniemy się i zrównamy z ziemią cały ten ich szałas. Zniszczymy wszystko, stratujemy, wdepczemy w glebę! Co wy na to?

Po dłuższej chwili pierwszy odezwał się Wariat:

– Dziki, zwariowałeś? Rozum ci odjęło? I dlaczego od razu zakładasz, że zechcemy wziąć w tym szaleństwie udział?

– A nie chcecie?

– W życiu! To może ściągnąć na nas jeszcze większe kłopoty!

– Więc co? Mamy im pozwolić dalej zabijać, panoszyć się po naszym lesie, zakłócać jego harmonię i spokój? Niech idą precz, nie są u siebie!

– Wręcz przeciwnie. – odpowiedział Wariat. – Bór to także ich macierz, stąd się wywodzą, tylko zapomnieli…

– Zaczynasz gadać jak Przewodniczka. – rozsierdził się Dziki. – Może w ogóle przystawmy sobie lufy ich strzelb do skroni i naciśnijmy spust? Niech się nie trudzą gonitwą za nami! Ułatwmy im to! Naprawdę mamy im na wszystko pozwalać? Są przecież chyba jakieś granice? Może i oni stąd pochodzą, ale najwyraźniej całkiem o tym zapomnieli. Mają się za władców świata, a są jego okupantami! Z okupantem się walczy! Zwalcza się go jak pasożyta, inaczej zniszczy wszystko!

– Walcząc jego metodami staniesz się bardzo podobny do niego…

– Cóż, mogę się poświęcić, żeby wam, tchórzom, żyło się lepiej.

W tym momencie do rozmowy włączył się Ryjek.

– Obaj macie trochę racji… Dziki, jeśli chcesz, ja mogę pójść z tobą…

– Róbcie, co chcecie. – wzruszył ramionami Wariat. – Ale zobaczycie, ściągniecie na nas przez to jeszcze większe kłopoty. Ja do tego racicy nie przyłożę! Ta wojna toczyć się powinna na poziomie Świadomości! Nie potraficie tak walczyć, więc wam tylko rozwiązania siłowe przychodzą do głowy! Mnie do tego nie mieszajcie! Do widzenia!

Po chwili krępa figura odyńca znikła przyjaciołom z pola widzenia.

Jakiś czas milczeli, nie mogąc znaleźć odpowiedniego komentarza do ostatniej wypowiedzi Wariata. Chłodne słowa rzadko jednak mają moc schładzania rozpalonych głów. Tu czasem i kubeł zimnej wody to za mało…

– To co, idziemy? – szepnął Dziki. – Myśliwi kończą właśnie śniadanie, niedługo wyruszą. Będziemy mieć kilka godzin na zniszczenie tej siedziby zła…

– Chodźmy. – usłyszał upragnioną odpowiedź.

*

Jeszcze tego samego dnia setki tysięcy ludzi, oglądających wieczorem telewizję, dowiedziało się o zniszczeniach, dokonanych przez „agresywne dziki”. Powodów tej napaści podawano wiele; do tych najczęściej wymienianych należały: populacja dzików w regionie jest zbyt wysoka, a do tego mogą być one chore. W każdym razie materiały zostały przedstawione widzom w taki sposób, żeby wzbudzić strach i poczucie zagrożenia ze strony groźnych dzikich bestii. Zaniepokojeni ludzie kiwali z aprobatą głowami, kiedy piękna pani moderator, powierzchownie zabarwionym emocjami głosem poinformowała, że w związku z zaistniałą sytuacją eksperci zalecają zwiększenie odstrzału.

*

– Chcę wiedzieć, – ryczała Przewodniczka. – czy któreś z was maczało w tym racice?

Spojrzeniem krzesającym iskry wodziła po stojących przed nią dzikach z watahy i tych, którzy należeli do niej niegdyś, bo nawet ci, w sytuacjach tak wyjątkowych jak obecna, pełni respektu dla wiedzy i doświadczenia starej lochy, znów instynktownie poddawali się jej władzy. Było tam wiele potężnych odyńców, których pierwszy raz widział na oczy.

– Jeżeli któreś z was miało na tyle odwagi, żeby wtargnąć do obozu ludzi i narobić tam tych wszystkich zniszczeń, niech i teraz wykaże się odwagą i stanie naprzeciw swoich braci i sióstr; niech wytłumaczy im, po co to wszystko zrobił! Czy to któreś z was było na tyle bezmyślne, by dać ludziom argument do nasilenia ostrzału? Jeżeli tak, a nie przyzna się tutaj i teraz, niech wie, że nim pogardzam!

Dzikiemu serce kołatało jak oszalałe. Pogarda Przewodniczki… Już czuł ją w sobie; już niczym trucizna trawiła jego wnętrze, paliła jak kwas, wżerała się w każdą komórkę ciała… Zniósłby wszystko, ale nie pogardę tej najmądrzejszej, najlepszej ze wszystkich loch… Nie potrafił tego znieść.

– To ja… – wyszeptał.

A może tylko zdawało mu się, że wyszeptał, bo nikt, absolutnie nikt z zebranych nie usłyszał jego wyznania. Przełknął ślinę, mając wrażenie, że połyka kulę zwiniętego drutu kolczastego.

– To ja!!! – ryknął tak głośno, jak tylko burza nad lasami ryczy.

W jednej chwili zaległa martwa cisza. Nawet echo nie odważyło się powtórzyć tego wyznania; zupełnie, jakby się bało, że wina zostanie przypisana jemu, nie prawdziwemu winowajcy.

Zwiesił głowę, spuścił wzrok. Nie widział więc, ale czuł, że pozostali odsuwają się od niego. Chłodny powiew zdumionych, zawiedzionych nim westchnień przepełzł mu po ciele.

– Tak, to ja… – powtórzył jeszcze raz, wyręczając w tym strwożone echo.

Chwile, po brzegi wypełnione ciszą, pękały nad nim od ciężaru swojej zawartości.

Jedynie Ryjek stanął u jego boku. Zamierzał nawet przyznać się do współudziału w przestępstwie. Ale Przewodniczka kazała mu zamilknąć i odsunąć się od knura. Czuł, że był dla niej jedynym winnym – ostrze włóczni jej gniewu skierowane było wyłączne na niego.

Spodziewał się ostrych słów, dotkliwej kary. Ale nie spodziewał się, że Przewodniczka powie:

– Wynoś się.

Szamoczące się w nim do tej pory serce na chwilę stanęło. Myślał, że zaraz pęknie, że trzaśnie, zabijając go na miejscu. Ale nawet takiej, ostatecznej ulgi nie dane mu było przeżyć. Stał na miękkich jak z waty nogach i słuchał tego, co locha miała mu jeszcze do zakomunikowania.

– Nie jesteś już członkiem watahy. – jej głos był zimny i surowy, ciął jak nóż ze stali. – Pomimo moich wielokrotnych zakazów i napominania, ciągle narażasz nas wszystkich na niebezpieczeństwo; jedyne, czym się kierujesz, to chorobliwa nienawiść. W dodatku infekujesz tą swoją chorobą tych, którzy są najbliżej ciebie. – dla potwierdzenia tych słów wskazała na Ryjka. – Wielokrotnie cię ostrzegałam, ale nie słuchałeś. Teraz, przez twoją głupotę, giną inni. Ryjek jeszcze nie wie, że jedną z ofiar nagonki, którą na nas sprowadziłeś jest jego ukochana Basia! I co mu teraz powiesz, co?

– Basia?! – osłupiały Ryjek runął na ziemię, jakby zwalił się na niego ciężar kamiennej lawiny.

Ta sama lawina wgniotła w ziemię również duszę Dzikiego. Oddałby życie za szczęście przyjaciela, tymczasem stał się przyczyną jego tragedii. Ach, gdyby mógł cofnąć czas! Gdyby mógł odwrócić bieg wydarzeń!

– Wiesz, jednak nie obchodzą mnie twoje wyjaśnienia. Znów zaczniesz mówić, że ludzie to, że ludzie tamto. Jesteś wcieloną nienawiścią w skórze knura. Odejdź i nigdy więcej nie kontaktuj się z żadnym z nas! Ryjek! Wariat! Od dzisiaj nie wolno wam się nawet zbliżyć do Dzikiego; w przeciwnym razie także i wy zostaniecie wygnani. Czy wyraziłam się dostatecznie jasno?

Nienawiść, która rzeczywiście była motorem jego fatalnej decyzji, zwróciła teraz swoje żądło na niego. Tak jak wcześniej nienawidził ludzi, zaczął nienawidzić siebie. Nie miał odwagi spojrzeć w oczy zrozpaczonego przyjaciela. Odchodząc, wbił wzrok w ziemię pod własnymi racicami. Szedł, a z każdym krokiem pękało mu serce. Nie, przecież nie mogło tak pękać! Jakby raz pękło, to padłby martwy! Więc co to było, co tak boleśnie pękało w okolicy serca?

Pozostali odprowadzali go milczeniem. Nikt nie zaprotestował przeciwko karze banicji. Wszyscy byli zgodni co do tego, że nie chcą go więcej widzieć, nie chcą mieć z nim już nic do czynienia…

Krok za krokiem oddalał się od swojego spełnionego marzenia. Zniszczył wszystko. Zasłużył na karę…

dd Heubach_wild_boar

*

CZĘŚĆ TRZECIA

*

Odkąd wygnano Dzikiego, nikt go w lesie nie widział. Zupełnie, jakby przepadł bez śladu. Jedni sądzili nawet, że umarł z rozpaczy, albo skoczył w przepaść, targany wyrzutami sumienia. Kiedy pytano o niego Przewodniczkę, ta odwracała się i odpowiadała milczeniem. Minął rok, mijał drugi… Knur jakby rozpłynął się powietrzu.

My jednak wiemy, że żadna żyjąca istota nie może tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Jeśli chcesz, drogi Czytelniku, zdradzę Ci, co stało się z przepędzonym na cztery wiatry leśnym banitą.

Otóż rzeczywiście miał on początkowo zamiar rzucić się ze skały, albo utopić się w stawie, wszystko, byle tylko uwolnić się od nękających go wyrzutów sumienia i wstydu. Potem postanowił odejść tak daleko, dokąd tylko zaniosą go nogi. Im dalej jednak szedł, tym silniejsze stawało się poczucie winy. „Nawarzyłem piwa” – myślał. – „a teraz inni muszą je wypijać za mnie… Tak się przecież nie godzi…” I Dziki postanowił wrócić.

Postanowił wrócić, ale w tajemnicy przed wszystkimi. Nie miał zamiaru zdradzać im swojej obecności. Jedyną ulgą, jaką mógł sam sobie sprawić, było roztoczenie opieki nad braćmi i siostrami dzikami, którzy przez jego bezmyślność żyli teraz w wielkim zagrożeniu. Obserwował okolicę, czuwał, pilnował, żeby myśliwi nie mieli szansy podejść zbyt blisko członków watahy. Kiedy ludzie pojawiali się ze swoimi strzelbami, Dziki wybiegał im na spotkanie jako wabik i kierował pościg w zupełnie inną stronę, gdzie żadnej żywej duszy do ustrzelenia nie było. Tylko to niebezpieczne i ryzykowne zajęcie pozwalało mu żyć dalej, nadawało sens jego istnieniu i stwarzało szansę, by chociaż w części zrehabilitować się za wcześniejsze zło, którego był przyczyną.

Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem mijał mu w ten sposób czas. Nikt nie wiedział o szlachetnej działalności naszego samotnika.

*

            Któregoś ranka, kiedy przyszedł nad staw ugasić pragnienie, powietrze było wyjątkowo przejrzyste i spokojne. Nie drgały nawet listki osiki, które przecież przy najmniejszym, najdelikatniejszym powiewie, tańczą i szumią. Teraz jednak było absolutnie cicho. Również tafla wody w stawie była idealnie nieruchoma. Była zupełnie jak lustro.

Schyliwszy się, żeby zaczerpnąć orzeźwienia, Dziki odruchowo spojrzał w to lustro i z najwyższym zdumieniem zobaczył w nim odbicie… Tak! Zobaczył odbicie prawdziwego dzika!

Czekał na ten moment tak długo! Wreszcie, wreszcie się spełniło! Legenda okazała się prawdą!

„Zaraz powiem o tym Ryjkowi i Wariatowi!” – pomyślał w pierwszym momencie.

„Ach, prawda… Nie powiem…” – posmutniał w chwilę potem. – „Nie mam już przyjaciół, z którymi mógłbym się tą nowiną podzielić…”

„Szkoda, bo cudownie byłoby móc świętować z nimi ten dzień… Samemu nawet świętować się nie chce…”

*

Nie jest jednak prawdą, że Dziki stał się dzikiem jak każdy inny. Musisz wiedzieć, drogi Czytelniku, że taka świnia, która powróciwszy do swojego pierwotnego siedliska, do swoich korzeni, na powrót dziczeje, staje się naprawdę niezwykłym okazem, takim super-dzikiem. Od pozostałych różni się przede wszystkim wielkością, ponieważ jako hodowlana świnia osiąga znacznie większe rozmiary niż jego dzicy od pokoleń bracia. Przekształciwszy się w dzika, nie traci swoich potężnych rozmiarów. Staje się też nie lada gratką dla myśliwych i kłusowników, z których każdy marzy o ustrzeleniu takiej „bestii”.

Dziki, który wystawiał się w charakterze przynęty oczom myśliwych, bardzo ryzykował więc po przeistoczeniu się w ową „bestię”. Odkrywszy, jak niezwykłą potencjalną zdobycz mają tu, w tym lesie, łowcy zapłonęli pragnieniem powalenia jej. Każdy miał nadzieję, że to właśnie jemu się ta sztuka uda, że okryje się wielką sławą, że będą o nim pisały gazety i będzie go pokazywała telewizja.

„Bestia” była jednak przebiegła. Mimo usilnych starań, nikomu póki co nie udało się jej upolować.

*

Kolejne lato mocno dało się wszystkim we znaki. Było wyjątkowo suche i skwarne. Trwające całymi tygodniami upały sprawiły, że mieszkańcy lasu byli jacyś ociężali i niemrawi. Żeby sobie ulżyć, każdy starał się znaleźć w pobliżu rzeki, strumienia czy stawu.

Kto jak kto, ale myśliwi doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

Zakradali się cicho, ubrani w maskujące ubrania, spryskani jakimś tajemniczym płynem, mającym zmylić ofiarę.

Dziki z watahy orzeźwiały się właśnie, brodząc w przyjemnie chłodnym stawie. Było ich tam tyle, że ludzie byli pewni, że nawet strzelając na ślepo, uda im się jakiegoś powalić.

PUFF! PAFF! PAFF! PUFF!

Dziki ocknął się z drzemki, słysząc odgłosy wystrzałów. Jak mógł przespać niebezpieczeństwo? – pomyślał zdruzgotany. Strząsnął z siebie senne oszołomienie i pędem ruszył w stronę, skąd dobiegały upiorne odgłosy.

Gdy dotarł nad staw, widok, który zobaczył, rozdarł mu duszę: kilka biegających chaotycznie dzików, dwa leżały martwe, między nimi ludzie, najwyraźniej szykujący się do dalszych strzałów.

PUFF! PUFF!

Jedna z kul trafiła Przewodniczkę!!!

Dziki gnał jak oszalały, rycząc i kwicząc i wyjąc. Jak demon, jak półboski mściciel, inóg, potwór…

Wpadł w kotłujący się tłum dzików i ludzi, w jednych i drugich budząc popłoch. Przewracał myśliwych, z potwornym kwikiem wyrywał im z dłoni broń, łamał ją, tratował swoim ciężarem.

Wszystko to nie trwało nawet pięciu minut. Po przerażonych ludziach wkrótce nie było ani śladu. To znaczy był… Dwaj jego martwi bracia i ranna, brocząca krwią Przewodniczka…

Pozostałe dziki widząc, że przerażeni myśliwi uciekli gdzie pieprz rośnie i już na miejsce zbrodni na pewno nie wrócą, zbiegły się z powrotem. Każdy chciał pomóc, ale zupełnie nie wiedział, jak. Zawsze w takich sytuacjach to Przewodniczka rozdawała dyspozycje, rozdzielała zadania i porządkowała chaos. Teraz jednak to jej trzeba było pomóc, a zszokowane dziki nie miały pojęcia, od czego zacząć.

– Pobiegnę po wnuczkę szamana! Ona potrafi leczyć! – znajomy głos Wariata wlał w pozostałych nadzieję na uratowanie lochy.

Ta jednak, ku ogólnemu zdumieniu, podniosła łeb i wystękała:

– Nie.

– Nie?! Ale… Ale dlaczego? – nie mógł zrozumieć Wariat.

– Nie ty. Niech Dziki sprowadzi tutaj dziewczynę.

– Dziki?! – na ustach wszystkich namalowało się zdumienie.

I nagle zdali sobie sprawę z obecności „bestii”. Ten wielki, szlachetny mściciel, ich wybawca… to Dziki?

Podszedł do rannej lochy, skłonił się jej.

– Ja? Dlaczego ja? – zapytał zdławionym głosem.

– Idź, synu. – odpowiedziała mu. – Jesteś gotowy.

*

Wcale nie uważał, że był na to gotowy. Biegł jednak jak wystrzelony z działa, mając nadzieję, że zdąży. Przewodniczka musiała być chyba w malignie, że zleciła to zadanie właśnie jemu. A to znaczy, że musi być z nią bardzo źle…

Biegnąc, zastanawiał się, czy wybrał dobrą drogę. Niezbyt dobrze pamiętał, którędy szli poprzednio, to było przecież ponad dwa lata temu… Zresztą wtedy wędrowali raczej okrężną drogą, teraz natomiast musiał znaleźć się jak najszybciej u celu.

Zły był, że spełnił wolę rannej. Wariat z pewnością sprowadziłby pomoc znacznie szybciej. I byłoby to o wiele pewniejsze. Dziki wcale nie był przekonany, że w ogóle da radę przemóc się i zbliżyć do ludzi. Przebiegła locha nawet w obliczu śmierci potrafiła wymyślić coś takiego, żeby go złamać i doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji między nim a ludźmi. Głupi był, głupi, że się na to zgodził.

Było jednak za późno na zmianę decyzji. Leciał. Pędził. Miał nadzieję, że zdąży.

*

Wnuczkę szamana znalazł przy źródełku. Siedziała na wielkim kamieniu, ubrana w krótką sukienkę z białego lnu, boso. Śpiewając piosenkę, rozczesywała swoje piękne, długie włosy, jasne jak lipowy miód. Nie wyglądała groźnie jak pracownicy chlewni ani jak myśliwi. Ale była przecież Człowiekiem…

Stanął przed nią sparaliżowany ze strachu.

Zauważyła go. O dziwo nie przestraszyła się wyrosłej przed nią nagle olbrzymiej bestii. Zaciekawiona patrzyła na niego swoimi pięknymi, przejrzyście zielonymi niczym dwa szmaragdy oczami. Zastanawiała się, po co przyszedł.

No właśnie… Jak zdoła jej przekazać swoją prośbę? Przecież ludzie mówią zupełnie innym językiem niż zwierzęta! Jak ma jej wytłumaczyć, co się stało, co robić, dokąd ma się z nim udać? Musiałby przecież mówić jak człowiek, a tego nie potrafił!

Znów ogarnęło go przerażenie. Tym razem bał się przede wszystkim, że nie potrafiąc wyjaśnić dziewczynie w czym rzecz, zawiedzie i Przewodniczka umrze!

Wnuczka szamana zauważyła, że stał się nerwowy. Położyła na kamieniu swój grzebień, wstała. Bardzo powoli zaczęła iść w jego kierunku. Pokazała mu otwarte dłonie, żeby się nie obawiał żadnej ukrytej broni, żadnego podstępu.

Wstyd mu było, ale trząsł się jak galareta.

Dziewczyna była już tuż obok niego. Uklękła przy nim, żeby jej oczy były na poziomie jego oczu, nie wyżej.

Położyła mu dłonie na głowie.

Wzdrygnął się.

Jednak po chwili uczucie wstrętu i strachu zaczęło gdzieś znikać. W dotyku jej delikatnych, miękkich dłoni było coś… było coś takiego…

Przyjemnego?

Odprężającego?

Głaskała go, jakby ścierając z niego przy tym wszelkie negatywne uczucia i zastępując je innymi, których doznawanie było wspaniałe!

Serce, dotychczas szalejące mu w piersiach zwolniło, mięśnie rozluźniły się. Poddał się jej dłoniom, słodyczy jaką dawał mu ich dotyk. Z rozkoszy aż zakręciło mu się w głowie, wzrok zmętniał – widział przed sobą tylko jakby mgiełkę.

Wtem zobaczył jeszcze coś. Ale zobaczył to bardziej w sobie, niż przed sobą…

Zobaczył las, pokryty grubą warstwą śniegu, a w jednej z zasp ranną, nieprzytomną świnię, młodego knura… Kilka kilometrów dalej, w rowie przy ulicy leżał roztrzaskany TIR. Czyli ten knur… To on!!! Półmartwe zwierzę było w bardzo ciężkim stanie. Nagle obok stanęła postać, ubrana w gruby, ciężki kożuch. Przecież to… Tak, to wnuczka szamana! A więc to ona go znalazła! Podeszła do niego, sprawdziła w jakim jest stanie. Był ranny, wychłodzony, chory. Zdjęła swój płaszcz i nim go okryła. Cały tydzień, dzień po dniu przychodziła do niego, odprawiała nad nim swoje czary, podawała rozmaite zioła. Kiedy uznała, że jego stan wystarczająco się poprawił, przekazała opiekę nad nim dzikom z watahy…

Ach, a więc to była ona! To jej zawdzięczał, że przeżył, że został przygarnięty przez lochę! To jej zawdzięczał wszystko, co dobrego go tutaj spotkało!

Obraz przyblakł. Znów widział przed sobą tylko tę mgiełkę, którą rozwieszało wokół niego przyjemne doznanie dotyku dłoni dziewczyny.

„No dobrze, opamiętaj się Dziki”, sam siebie usiłował przywołać do porządku. „Musisz opowiedzieć o tym, co stało się Przewodniczce…” No właśnie… Tylko jak „opowiedzieć”?!

„Spokojnie, przyjacielu.” – usłyszał w swojej głowie obcy głos; głos dziewczyny. „Mów, o co chodzi, widzę, że jesteś czymś bardzo przejęty…”

„Co to za język?” – zastanawiał się. „Przecież wszystko rozumiem! Jak to możliwe?”

„To język myśli, lub, żeby się precyzyjniej wyrazić – Świadomości, Podświadomości i Nadświadomości.” – usłyszał w odpowiedzi. „Każda żywa istota, niezależnie, czy jest Człowiekiem, czy Zwierzem, czy Zróstem, może się w ten sposób z innymi porozumiewać. Wystarczy tylko bardzo chcieć, skupić się i jednocześnie rozluźnić.”

„Nie wiem, czy tak potrafię.” – odpowiedział.

„Przecież właśnie to zrobiłeś.” – zaśmiała się. „Mów, mów, co cię trapi.”

Rzeczywiście. Przecież właśnie z nią rozmawiał!

Nie tracąc więc czasu opowiedział jej, co wydarzyło się nad stawem.

Dziewczyna, wysłuchawszy wszystkiego, szybko zabrała odpowiednie zioła i tak jak była – boso i w bieliźnie, oznajmiła, że jest gotowa do drogi. Poprosił, żeby usiadła mu na grzbiecie i mocno chwyciła się jego szyi. Tak też zrobiła.

Gnał, jak mógł najszybciej. Miodowe włosy dziewczyny powiewały na wietrze. Była lekka. Jej ciężar nie spowalniał go, a może wręcz odwrotnie, dodawał mu jeszcze prędkości. Oto, przezwyciężywszy własne lęki, wiózł potrzebną pomoc. Miał nadzieję, że zdążą.

*

Na miejscu okazało się, że rzeczywiście zdążyli. Zresztą, nie było mowy, żeby nie zdążyć, bo rana lochy była raczej powierzchowna, w ogóle nie zagrażała jej życiu. Mało brakowało, żeby Dziki jeszcze się na nią za to obraził, ponieważ jasnym stało się, że nawet nie za bardzo potrzebowała pomocy – po prostu wykorzystała nadarzającą się okazję, by knura wreszcie z wnuczką szamana skonfrontować.

Trochę było mu głupio, że dał się tak nabrać, ale bardziej był z tego powodu szczęśliwy. Czasami potrzeba czyjegoś podstępu, żeby uparte istoty przestały się upierać przy swoim i mogły się dalej rozwijać. Potrzeba prawdziwej mądrości, żeby taki podstęp wymyślić.

*

Po oczyszczeniu i opatrzeniu rany, Przewodniczka podeszła do oburzonego na pokaz Dzikiego.

– Cofam twoją karę. Jeżeli chcesz, możesz do nas wrócić. – powiedziała.

– Dziękuję. – uśmiechnął się. – Wiele to dla mnie znaczy. Ale, jeżeli pozwolisz, chciałbym jednak pozostać przy wnuczce szamana.

– O, teraz to mnie zaskoczyłeś! – locha nie kryła zdumienia.

– Ja właściwie też jestem zaskoczony, tym co mówię. – odpowiedział. – Ale czuję, że powinienem być blisko niej. Teraz wiem, jak wiele dla mnie zrobiła. Pokazała mi swoje wspomnienia… Wszystko widziałem… Jak mnie pielęgnowała i ogrzewała… Chcę się jej jakoś odwdzięczyć. Będę ją chronił. Jest taka delikatna, na pewno łatwo ją skrzywdzić…

Przewodniczka nie zgodziła się z taką opinią.

– To młoda szamanka. Wydaje się krucha, ale to bardzo silna osobowość.

– Tak czy inaczej, pozwól mi z nią odejść.

– Dobrze. Widzę, że bardzo ci na tym zależy.

– Bardzo!

Dzik, dzika ?winia, DinoAnimals.pl

*

Tak to właśnie nasz Dziki, do niedawna chorobliwie nienawidzący ludzi, zamieszkał blisko ludzkiej siedziby.

Za żadne skarby świata nie przyznałby się innym dzikom, że zrobił to przede wszystkim ze względu na niesamowite doznania, towarzyszące rozmowie z dziewczyną i dotykowi jej dłoni. Głaskany, tulony przez nią, wręcz rozpływał się z rozkoszy i szczęścia. Powód pozostania przy niej, żeby ją chronić, był więc raczej pretekstem.

Pomiędzy nim a dziewczyną szybko nawiązała się głęboka przyjaźń. Poznając ją, poznawał jakby Człowieka z Przeszłości, o którym opowiadała kiedyś Przewodniczka – niewinnego, pięknego, bogatego duchem i jednocześnie Człowieka z Przyszłości, wzbogaconego o ponad tysiącletnie, traumatyczne doświadczenia straszliwej choroby zwanej antropocentryzmem; Człowieka, który cudem z owego duchowego wirusa wyleczony, cudem ocalały, po sam kres świata albo i dłużej pozostanie na niego uodporniony. Żyła tu i teraz, ale całe jej istnienie łączyło w sobie czystość Przeszłości i dojrzałość Przyszłości. Kochał ją za jedno i za drugie. Spędzał z nią każdą możliwą chwilę – kiedy pracowała i kiedy odpoczywała, kiedy śpiewała i tańczyła do wygrywanych na skrzypcach przez dziadka melodii i kiedy milcząca i zasłuchana w otaczającą ją przyrodę, siedziała nad brzegiem rzeki, płynącej przez święty od zarania dziejów gaj. Rozmawiali o wszystkim, dzielili się najskrytszymi tajemnicami swoich serc.

Chociaż trzeba powiedzieć, że nie wszystkimi… Było bowiem coś, do czego dziewczyna nie chciała się przyznać – nawet przed sobą, nawet we własnym sercu…

Dziki potrzebował całego roku, żeby dojść do tego, co ją trapi.

W tym czasie dowiedział się o niej bardzo wiele: że jej rodzice i brat mieszkają w wielkim mieście, że brat odwiedza ją od czasu do czasu, żeby zabrać wystrugane przez dziadka rzeźby i instrumenty, a od niej utkane z lnu szaty i sprzedawać to potem mieszczuchom, tęskniącym za życiem bardziej związanym z przyrodą. Wiedział też, że poza bratem, z rzadka również rodzicami i jedną przyjaciółką, nikt nie zapuszcza się do ich chatki i rosnącego w jej pobliżu świętego gaju.

„Jak mogłem nie rozpoznać, co jej dokucza, samemu dwa lata spędziwszy w odosobnieniu?” – zastanawiał się Dziki.

No ale teraz, od dłuższego czasu, on dotrzymywał jej przecież towarzystwa – miała go na każde skinienie, stał się jej przyjacielem i powiernikiem. Czy więc dokuczał jej jakiś inny rodzaj samotności?

Nie rozumiał. Nie mógł pojąć, o co w tym wszystkim chodzi.

Wreszcie któregoś dnia tajemnica wyjaśniła się sama.

Znów było lato. Właśnie minął rok od ostatnich, brzemiennych w skutki wydarzeń. Wybrali się wspólnie nad rzekę. Bawili się, ochlapując się nawzajem chłodną wodą, szukając na dnie kamieni o ciekawych kształtach i obwiązując się wieńcami wodorostów.  Potem wyszli na brzeg, położyli się obok siebie na trawie i obserwowali białe, leniwe chmurki płynące powoli po błękitnym niebie. Młoda szamanka zapomniała o bożym świecie i zamyśliła się, zupełnie nie zważając na to, że obok leżał Dziki, który każdą jej myśl odbierał i czytał.

Patrzyła w niebo i myślała o tym, jak bardzo brakuje jej miłości. Marzyła o mężczyźnie, wyobrażała go sobie. Rysowała sobie na niebie jego obraz. Był wysoki, silny, pracowity. Oczy błękitne jak to niebo, włosy długie i ciemne… Potrzebowała jego męskiej siły, przy której mogłaby sobie czasami pozwolić na kobiecą nieporadność, na chwile beztroskiego zapomnienia…

„A więc , brakuje ci, moja śliczna, miłości! Brakuje ci mężczyzny!” – pomyślał na tyle delikatnie, żeby nie usłyszała tej myśli.

Odkąd zrozumiał, w czym tkwi problem, nie mógł przestać się zastanawiać, jak, no i przede wszystkim gdzie znaleźć mężczyznę z jej marzeń. Bo to, że poszukiwania musi wziąć w swoje racice, przesądzone było od samego początku… Ale gdzie szukać? Do miasta przecież nie wyruszy. A tutaj, w lesie.. Tutaj są tylko myśliwi. A myśliwi to nie ludzie. To anty-ludzie, nie-ludzie, bez-ludzie. Wśród tych na pewno szukał nie będzie.

Jednakże po dłuższych rozważaniach doszedł do wniosku, że skoro myśliwi to jedyne dostępne na miejscu ludzkie istoty, warto może utwierdzić się w swoich przypuszczeniach, że nie znajdzie się wśród nich nikt, kto sprostałby wymaganiom, czy raczej marzeniom ukochanej przyjaciółki. Postanowił więc zakraść się do ich odbudowanej po zniszczeniach, których sam dokonał  „bazy” i bacznie się przyjrzeć każdemu z tych nie-ludzi.

*

Miał szczerą nadzieję, że jedynie potwierdzi dzięki temu to, co na ten temat sądził. W jakimż był więc szoku, kiedy wśród pijących piwo, robiących wstrętne miny i w ogóle wstrętnych typów spod ciemnej gwiazdy zobaczył wypisz-wymaluj mężczyznę z marzeń dziewczyny: wysoki, postawny, długowłosy, błękitnooki, siedział, milcząc, przy ognisku i strugał z drewna postać jakiegoś zwierzęcia, zdaje się, że wilka.

Dziki był niepocieszony. Był na siebie wściekły, że w ogóle tu przyszedł, że zobaczył to, czego zobaczyć był nie powinien, czy raczej, czego zobaczyć nie chciał. Przecież to myśliwy! Wcielone zło! Myśliwy w ogóle nie pasuje do szamanki, kapłanki bogów lasu i boru!

Chociaż… Jest przecież legenda… Jest most, po którym idąc do przodu, trafia się w miejsce, skąd się pierwotnie pochodzi… W jego przypadku legenda okazała się prawdą! Ze zwykłej świni stał się na powrót dzikiem! Może więc i myśliwy mógłby stać się na powrót Człowiekiem? Może warto spróbować dać mu szansę?

Zbliżył się do biesiadujących przy ognisku. Pozostał na tyle daleko, żeby pijani obskurnicy w ogóle go nie zauważyli; na tyle jednak blisko, żeby młody człowiek, zajęty dotąd struganiem swojego drewnianego wilka, zdał sobie sprawę z tego, że coś go z zarośli bacznie obserwuje.

Zgodnie z planem Dzikiego, zaniepokojony mężczyzna podniósł głowę. Odłożył na bok nóż i nie skończoną rzeźbę. Odruchowo wziął za to w ręce strzelbę. Wstał. Postanowił się rozejrzeć.

Kiedy nieco oddalił się od pozostałych, Dziki wystawił z zarośli swój łeb. Jego oczy napotkały wzrok myśliwego. Wtedy leśny olbrzym zaczął swój myślowy przekaz:

„…Popatrz! To nie jest zwykły dzik! To bestia! Upolować go może tylko najlepszy z najlepszych, a jeśli tego dokona, należą się mu mir i sława. Będziesz okrzyknięty wielkim, jeżeli go ustrzelisz. Idź za nim, śledź go i powal!…”

Mężczyźnie zakotłowało się w głowie. Zdało mu się, że usłyszał własne myśli. Postanowił iść za potworem.

Dziki to się wychylał, to chował, prowadząc młodego człowieka prosto w kierunku chaty starego szamana. Myśliwy szedł za nim jak zahipnotyzowany, nie lękając się nawet zapadającego zmroku. W głowie miał tylko jedno – pragnienie powalenia bestii.

Wreszcie dystans między nimi zmniejszył się na tyle, że mężczyzna odważył się wystrzelić.

PUFF! PUFF!

Dziki, z przeraźliwym kwikiem ruszył co sił w nogach. Uciekał, goniony przez odgłosy strzałów – PUFF! PUFF! PUFF!

Wreszcie – chatka.

Dziewczyna pojawiła się na zewnątrz. Dziki, udając zagonionego i śmiertelnie przestraszonego, podbiegł do niej i schował się za jej drobnym ciałem.

Kilka sekund później pojawił się młody łowca i widząc tak niecodzienny obrazek, stanął jak wryty.

Patrzył i oczom nie wierzył. Stała naprzeciwko niego prześliczna dziewczyna, bosa, ubrana w lnianą sukienkę, jedynie przy kołnierzyku i na dole czerwoną nicią wyszywaną w nieznane mu zaklęcia. Na długich, miodowych włosach miała wianek, upleciony z najpiękniejszych kwiatów i ziół lata. A za nią bestia. Potwór. Olbrzym szkarada. Dlaczego się nie bała? Czy ona… Czy ona osłaniała przed nim bestię własnym ciałem?

– Odsuń się! – zawołał, odrzucając tę myśl jako coś nieprawdopodobnego. – Zabiję go i będziesz bezpieczna!

Ona jednak zmarszczyła nos i brwi. Widać wcale nie spodobała jej się ta oferta.

– Jeżeli chcesz go zabić, będziesz musiał najpierw strzelić do mnie! – odpowiedziała, na co on wytrzeszczył zdumione oczy jeszcze bardziej. – To mój przyjaciel i tknąć go nie pozwolę. Zwłaszcza tutaj, w świętym gaju, gdzie nawet gałązki złamać nie wolno, a co dopiero strzelać do zwierząt!

Przyjaciel? Święty gaj? Myśliwy był zupełnie zdezorientowany. I jeszcze ta dziewczyna, piękniejsza, niż wszystkie, które malował sobie w marzeniach; niż wszystkie one razem wzięte…

Widząc jej stanowczość, ustąpił. Pragnienie sławy nagle wydało mu się nie warte funta kłaków.

– Już dobrze. Zobacz, odkładam broń…

Jak powiedział, tak zrobił. Schylił się i położył strzelbę na ziemi.

To uspokoiło dziewczynę. Gniewne zmarszczki zniknęły jej z nosa i z czoła. Pozwoliła mu podejść bliżej. Uklękła przy Dzikim i poleciła obcemu zrobić to samo. Chwyciła jego dłoń w swoją i oboje dotknęli kosmatego karku „bestii”.

W tym momencie ich myśli rozszalały się. Myśliwy zrozumiał, że został tutaj podstępnie zwabiony, dziewczyna pojęła dokładnie to samo i w tej samej chwili. Młodzi spojrzeli na siebie. I tak, jak spojrzeli, tak nie mogli już przestać na siebie spoglądać, nie mogli ukryć swojego sobą nawzajem zachwytu. W oczach zapłonęły im iskry, delikatny rumieniec zapłonął na jasnej twarzy szamanki. Ich dłonie znów spotkały się na ciele olbrzymiego dzika, niby to głaszcząc go, jednak tak naprawdę celem tego głaskania było właśnie owo kolejne dłoni spotkanie. Chłopak nie wytrzymał. Objął dziewczynę i pocałował ją tak mocno, że aż wianek spadł jej z włosów i usadowił się na łbie Dzikiego. Cała trójka zaśmiała się z tego zdarzenia. I już wiadomo było, jak to się wszystko dalej ułoży…

*

Tak oto Dziki stał się swatem. Ale nie tylko swatem tych dwojga młodych ludzi. Zeswatał również Człowieka z jego dawnym Siedliskiem; dzięki niemu myśliwy porzucił swój morderczy fach, przeszedł po legendarnym moście, łączącym Nowe ze Starym w jedną doskonałą Pełń.

Jakiś czas później urodziły się bliźnięta – dziewczynka i chłopiec – dzieci, które żadnego mostu przechodzić musiały nie będą, ponieważ poczęte zostały i narodziły się już po właściwej stronie…

A wielki, ogromny dzik po dziś dzień chroni je i niańczy, opiekuje się nimi, plecie bajki i kołysze do snu.

dd Wild_Boar_Habbitat_3

*

Zapytasz, miły Czytelniku, skąd znam tę historię, skąd o tym wszystkim wiem? Ano nie raz byłam w tej chatce, wszystko na własne oczy widziałam, bo jestem przyjaciółką wnuczki starego szamana.

Może, gdy kiedyś będziesz w lesie, spotkasz ich także i Ty i na własne oczy przekonasz się, jak pięknie i wspaniale żyją.

Od razu jednak Ci powiem, że trafić tam wcale nie jest łatwo. By się tam znaleźć, trzeba najpierw przejść po… Ale co ja Ci będę tłumaczyć? Ty już doskonale wiesz, po czym trzeba przejść, prawda? Wiesz już, że do świętego gaju wiedzie niezwykły most, po którym… No właśnie… Jak to było? Przypomnisz?

…Most, po którym idąc do przodu, dociera się w miejsce, z którego się wyszło…

Na koniec Jesieni zaproszenie do kilku pięknych obrazów na zaprzyjaźnionych blogach

Posted in Polska, przyroda, Słowianie by bialczynski on 24 Listopad 2013

a suchy opał....foto ze strony: Tam gdzie mieszkają Wookies [http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2013/10/zwiazano-wieniec-z-rzeczy-zakletych.html]

Słowiański i Przyrodotwórczy (Zielony) Internet Wolnych Ludzi rozrósł się niesłychanie. Tylko w obecnym roku przybyło kilka świetnych stron. Na jedną z nich Przypiecek.blogspot.com zapraszałem już w Święto Dziadów.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Są  bardzo ciekawe „słowiańskie”, „przyrodotwórcze”, „rodzimowiercze” i „świadomościowe” strony na FB, na WordPress.com, na Blogspot.com i na specjalnych adresach samodzielnych. Dzisiaj zapraszam do kilku obrazów Jesieni i Boru niesłychanie pięknych na zaprzyjaźnione z nami strony:

na blog poświęcony Przyrodzie i Nowej Świadomości Tam gdzie mieszkają Wookies

a O brzaskufoto ze strony: Tam gdzie mieszkają Wookies [http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2013/10/zwiazano-wieniec-z-rzeczy-zakletych.html]

a Lfoto ze strony: Tam gdzie mieszkają Wookies [http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2013/10/zwiazano-wieniec-z-rzeczy-zakletych.html]

na blog poświęcony Słowiaństwu i Nowej Świadomości Moja Słowiańska Filozofia:

Na obu blogach słowo  i obraz, (język i grafika) tworzą uładzoną (harmonijną) formę, która stwarza Nową Jakość  niedostępną w jakimkolwiek innym medium poza właśnie Internetem.

a g darylasu5

foto – http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2013/10/lesie-trwaj-wiecznie-pazdziernikowe.html a grzybek podgrzybek czarnyłepek

foto – http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2013/10/lesie-trwaj-wiecznie-pazdziernikowe.html astry fioletfoto: http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2013/10/lesie-trwaj-wiecznie-pazdziernikowe.html

oraz na blog Słowianolubia: slowianolubia.blogspot.com

IMG_1531foto: slowianolubia.blogspot.com

który jest nie tylko słowianofilski, ale przyrodotwórczy i informacyjno-edukacyjny. Pozdrowienia dla wszystkich blogowiczów, oby to się rozwijało nadal tak dynamicznie w 2014 roku i dalej…

IMG_1463foto: slowianolubia.blogspot.com

Tagged with: ,

Ślęża: List Otwarty do papieża Franciszka i Metropolity Wrocławskiego


Wrocław, 13.11.2013

 

Ocalić Masyw Ślęży jako wspólne dziedzictwo 

 

List otwarty do:

Jego Świątobliwość Papież Franciszek, Biskup Rzymu

Jego Ekscelencja Arcybiskup Józef Kupny, Metropolita Wrocławski

Szanowni Panowie, już od kilku lat możemy zaobserwować niepokojące poczynania proboszcza z Sulistrowic, pana prałata dra Ryszarda Staszaka, dotyczące braku respektu i poszanowania dla słowiańskich i celtyckich miejsc kultu na Masywie Ślęży.

Wszystkie góry w Masywie Ślęży – na tysiące lat przed przybyciem chrześcijaństwa – były świętym miejscem Słowian Zachodnich. Masyw stanowi rodzaj łącznika między światem przyrody a światem duchowym, i był miejscem wielu obrzędów z tym związanych. W tym sensie w świadomości polskich Słowian po dziś dzień Ślęża jest naszą świętą górą, tak jak Grabarka dla prawosławia czy Częstochowa dla katolicyzmu.

Dzisiaj dla wielu ludzi nie związanych z tradycją chrześcijańską, Ślęża i Radunia pozostają celem wycieczek, a dla wielu są miejscem medytacji, refleksji, pogłębiania własnej duchowości, zgłębiania tych tradycji w spotkaniu z pozostającymi tu artefaktami tych słowiańskich tradycji.

Od wielu dziesiątek lat miejsca te są intensywnie odwiedzane przez mieszkańców Wrocławia i okolic, przez ludność z całej Polski a nawet i z zagranicy, a także przez ludzi nie związanych z żadną tradycją religijną, w celu poszukiwania tych ww. historycznych i duchowych wartości czy też jako miejsce odpoczynku i rekreacji.

Od kilku lat trwa jednak sukcesywne zawłaszczanie publicznej i turystycznej przestrzeni Ślężańskiego Parku Krajobrazowego na wyłączną działalność Kościoła katolickiego. Z jednej strony przy głównym szlaku z Przełączy Tąpadła na Ślężę ustawia się znaki drogi krzyżowej, a na szczycie monumentalny krzyż, z drugiej zaś doprowadza się do usunięcia rzeźby, która jest wierną repliką posągu Światowida  znajdującego się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Rzeźba ta stała od ponad trzech lat w Domu Turysty  Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego im. Romana Zamorskiego na szczycie Ślęży, w miejscu dla siebie najwłaściwszym, lecz została usunięta na skutek nacisków ks. Staszaka.

Taka praktyka i takie poczynania proboszcza z Sulistrowic spotykają się też z niezrozumieniem i ubolewaniem ze strony wielu członków samego Kościoła katolickiego. Duża część decyzji tutejszego proboszcza odnośnie Masywu Ślęży nie ma szerszego poparciu ze strony tutejszej ludności, a jest raczej działaniem samowolnym, łamiącym dobre obyczaje pokojowego współżycia.

W imieniu całej diaspory słowiańskiej i wszystkich osób, którym dziedzictwo słowiańskie na Masywie Ślęży jest cenną wartością, wyrażamy niniejszym sprzeciw wobec polityki lokalnych administratorów Kościoła katolickiego, polegającej na braku szacunku dla naszych wspólnych słowiańskich korzeni, bo przecież i w żyłach polskich katolików płynie słowiańska krew.

Opisane powyżej wydarzenia wpisują się niestety w daleko szerszą perspektywę. Z wielkim niepokojem obserwujemy i boleśnie odczuwamy jak przestrzeń niezależnej myśli i działania wolnych ludzkich duchów kurczy się i jest zawłaszczana przez polski kler.

Nie jest to z pewnością odzwierciedleniem ideału samego Kościoła katolickiego wg Soboru Watykańskiego II, szczególnie dotyczącego tu tematu stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, wyrażonego w deklaracji Nostra Aetate, czy też w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes, wypowiadającej się tak pozytywnie o wartościach humanistycznych i ogólnoludzkich współczesnego świata.

Dialog, respekt i poszanowanie innych tradycji religijnych postawił sobie Kościół katolicki na tymże soborze jako czołowe wyzwania dla przyszłej drogi Kościoła w tych wiążących dokumentach soborowych.

Całe spektrum działań Kościoła katolickiego w Polsce jawi się jednak raczej jako odwrót od idei Soboru Watykańskiego II i powrót do fundamentalizmu religijnego, graniczącego często z fanatyzmem.

XXI wiek to czas pojednania. Zjednoczona Europa narodów, w której to jednoczeniu Kościół katolicki miał swój niezaprzeczalny wkład, jest oparta na tolerancji i poszanowaniu innych obyczajów i światopoglądów. Zjednoczona cała ludzka rodzina, bogata dorobkiem swoich tak różnych dróg, którymi kroczyła od początku dziejów, chce być uszanowana w swojej różnorodności. Czy także współistnienie daje się wpisać w treść nowej ewangelizacji?

Zwracamy się z prośbą do Jego Świątobliwości i Jego Ekscelencji, by uczynili co w Ich mocy, by odwrócić niedobre tendencje, by Święta Góra Słowian mogła stać się jednak miejscem POJEDNANIA i DIALOGU, nie waśni i podziału.

Z poważaniem i serdecznymi pozdrowieniami

(1.) Zespół Redakcyjny miesięcznika „Słowianić” (2.) wraz z grupą inicjatorów

Czesław Białczyński, Kraków, pisarz i publicysta

Piotr Kudrycki, Muchnice Nowe, sadownik i wydawca

Joanna Maciejowska, Wrocław, historyk

Marek Wójtowicz, Wrocław, inżynier

2.

Mariusz Agnosiewicz, Warszawa, wydawca

Radosław S. Czarnecki, religioznawca, Towarzystwo Kultury Świeckiej

Justyna Jakimowicz, Gajówka, Góry Izerskie

Jacek M. Kwiatkowski, Sulistrowice, teolog, coach, terapeuta

Lucyna Łobos, Chicago

Jerzy Artur Naglik, Berlin, fizyk, przedsiębiorca

Anna Olszta, Bydgoszcz, inżynier

Krzysztof Orłowski, Dublin, przedsiębiorca, i healer

Tadeusz Owsianko, Sobótka, dziennikarz

Jerzy Przybył, Norrköping (S), artysta, rzeźbiarz i malarz

Beata Rejszel, Tychy, nauczyciel

Adam Smoliński, Szczecin, dziennikarz

Emilia Szeterlak, Zielona Góra, nauczyciel

Barbara Walczak, Wadowice, Klub Zaginione Dziedzictwo

Paweł Ziemiński, Łódź, dr nauk ekonomicznych, przedsiębiorca

Podpis popierający ten list można złożyć od dnia 14 listopada 2013. List jest umieszczony na stronie internetowej http://www.slowianskasprawa.pl . Podpis należy wysłać przez pocztę e-mail, na adres: info@slowianskasprawa.pl

zmieniony adres mailowy: info@slowianskasprawa.pl

Przy składaniu podpisu pod tym listem, prosimy o podanie imienia, nazwiska, miejsca zamieszkania (tylko miejscowość) i wykształcenia albo zawodu. Podpisy będą zamieszczane i uzupełniane regularnie, każdego wieczora, na powyższej stronie WWW.

[e-mail jest z jednej strony niezbędnym weryfikatorem a z drugiej adresem kontaktowym dla tych osób, które będą chciały być powiadamiane w przyszłości o dalszym biegu naszych inicjatyw w powyższej sprawie.]

 

PODPISYWANIE LISTU

Szanowni Państwo, wybraliśmy drogę dla nas wymagającą najmniejszego nakładu pracy, gdy chodziło o pisanie skryptu strony internetowej. Niestety nie mogą Państwo dokonać swojego wpisu bezpośrednio sami, wypełniając formularz wersji flash. Możliwe jest to tylko przez wysłanie takiego krótkiego potwierdzenia pocztą elektroniczną. Lista sygnatariuszy jest uzupełniana systematycznie w plikach po kilku, kilkunastu sygnatariuszy.

 

A zatem e-mail na adres info@slowianskasprawa.pl

W tej krótkiej informacji podajemy

 

imię, nazwisko, miejscowość, zawód

 

 

 

Wzór takiej poczty potwierdzającej podpisanie listu otwartego:

Niniejszym podpisuję się pod listem otwartym „Ocalić Masyw Ślęży jako wspólne dziedzictwo” 

Jan Kowalski, Warszawa, nauczyciel

 

Wysyłamy, i to wszystko

 

 

 

Dziękujemy serdecznie za poparcie tej wspólnej inicjatywy

Gdyby Pańskie imię, nazwisko nie pojawiło się na tej liście w ciągu 24h od wysłania poczty, prosimy bardzo o wyrozumiałość i o ponowienie wpisu. Dziękujemy.

 

Lato w Królestwie Sis: Przyroda Sielanki (Sielan-Dewy, Sri-Lanki) – część 4

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 20 Październik 2013

IMG_4013® by Kira Białczyńska

IMG_4024

IMG_2755

IMG_2902

IMG_2784

IMG_2834

IMG_2862

IMG_2981

IMG_2976

IMG_2966

IMG_2941

IMG_3128

IMG_3156

IMG_3205

IMG_3218

IMG_3235

IMG_3268

IMG_3273

IMG_3274

IMG_3793

IMG_3791

IMG_3738

IMG_3276

IMG_3799

IMG_3804

IMG_3811

IMG_3815

IMG_3835

IMG_3833

IMG_3825

IMG_3820

IMG_3841

IMG_3842

IMG_3850

IMG_3854

IMG_3866

IMG_3874

IMG_3883

IMG_3892

IMG_3933

IMG_3931

IMG_3942

IMG_3939

IMG_3915

IMG_3908

IMG_3936

Lato w Królestwie Sis: Przyroda Sielanki (Sielan-Dewy, Sri-Lanki) – część 3

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 25 Wrzesień 2013

® by Kira BiałczyńskaIMG_2418

-IMG_1942

IMG_1948

IMG_1949

IMG_1955

IMG_1963

IMG_1966

IMG_1982

IMG_1996

IMG_1999

IMG_2004

-IMG_2043

-IMG_2045 IMG_2046

IMG_2048

IMG_2055

IMG_2067

IMG_2069

IMG_2070

IMG_2076

IMG_2080

IMG_2083

IMG_2146

IMG_2166

IMG_2211

IMG_2218

IMG_2220

IMG_2241

IMG_2247

IMG_2253

IMG_2259

IMG_2267

IMG_2297

IMG_2298

IMG_2368

IMG_2372

IMG_2376

IMG_2428

IMG_2434

IMG_2436

IMG_2438 IMG_2441

IMG_2460

IMG_2472

IMG_2497

IMG_2615

IMG_2638

IMG_2648

IMG_2673

IMG_2715

Tagged with: , ,

Kwaszenie ogórków po słowiańsku, czyli na 1001 sposobów (kiszone – małosolne, na ostro, na słodko, ziołowe, korniszony, pikle, przeciery, konserwowe, mizeria, sałatki w occie i w innych zalewach sistańskich). Jak zdrowo i długo żyć!

Posted in kuchnia, przyroda, Słowianie by bialczynski on 21 Wrzesień 2013

Cucumis_sativusOgórek (Cucumis L.) – rodzaj roślin jednorocznych z rodziny dyniowatych. Pochodzi ze Środkowej Azji. Należą do niego 53 gatunki. Gatunkiem typowym jest Cucumis sativus

© by Czesław Białczyński

Wracamy n CHWILĘ DO KUCHNI SISTANU,  a konkretnie do ogórków, bo na nie właśnie sezon.

Ogórki kochamy za ich smak  i zapach, za świeżość. Można je ukisić, zrobić z nich mizerię, łączyć  z miodem, octem oraz wieloma warzywami, a także wykorzystać jako kosmetyk np. na maseczkę.

Wartość odżywcza ogórków jest niewielka, lecz są one bardzo cenne ze względu właśnie na smak i zawartość wielu związków zasadowych, dzięki którym korzystnie wpływają na trawienie i odkwaszają organizm.

Cucumis-anguria-West-Indian-Burr-GherkinsZOgórki południowoamerykańskie – angurie. To coś co Europejczycy dali Indianom, jedna z nielicznych naprawdę dobrych rzeczy jakie ze sobą przywieźli.

Kiszenie czy Kwaszenie?

Różnica między pojęciami kisić a kwasić jest taka, że to drugie ma charakter nadrzędny w stosunku do pierwszego. Czyli kwaszenie to zarówno poddawanie warzyw fermentacji jak i zakwaszanie przy pomocy jakiegoś rodzaju kwasu. Kiszenie odbywa się dzięki pobudzeniu do aktywności właściwych bakterii powodujących fermentację. Ocet, czyli kwas octowy,  powstaje w wyniku fermentacji np. winogron – ocet winny. Octem winnym zakwaszamy przetwory roślinne – czyli konserwujemy je, powodujemy że fermentują bardzo bardzo powoli nabierając specyficznego smaku.

Barszcz czerwony jest barszczem kiszonym z sfermentowanych buraków, podobnie barszcz biały, powstaje w wyniku kiszenia (fermentacji) mąki żytniej, barszcz zielony powstaje gdy kisimy pokrzywy. 

Zatem kwasimy czyli poddajemy procesowi konserwacji w gotowej zalewie z wody i jakiegoś kwasu, a kisimy tylko w wodzie z solą, jednak przetwory fermentowane – tak czy owak nazywamy kiszonkami.

Jak zwykle nic u nas w języku polskim nie jest proste, ani na pierwszy rzut jednoznaczne. Słowiańszczyzna swoją tradycję kuchni i uprawy roślin czerpie zarówno z  Azji jak i z Europy. Są to tradycje rozległego obszaru, wielu plemion i ludów. Sistańska Kuchnia i Sistańskie tradycje uprawy roślin bez przesady można określić jako najbogatsze na świecie . Jak w uprawach i w kuchni, tak i w języku. Może dlatego, że język słowiański wykształcał się nazywając te wszystkie rośliny Eurazji, te przebogate uprawy i mnogie potrawy stał się jednym z najbogatszych języków świata, a też  jednym z najbardziej skomplikowanych. Jedynie język chiński (kitajski) może się ze słowiańskim równać pod względem komplikacji i bogactwa. Zwróćmy uwagę, że równie bogate co chiński język są chińskie tradycje upraw i hodowli oraz chińska kuchnia.

Prasłowianie (Scyci Rolnicy i Scyci Oracze, znani Herodotowi w V wieku p.n.e. ) wprowadzali uprawy do Europy, czyli uczyli Europę rolnictwa w neolitycznej starożytności, w czasach kiedy nie znano jeszcze żelaza. . Możemy być dumni że to oni najprawdopodobniej dali Eurazji umiejętność pieczenia chleba na zakwasie, lepienia pierogów i knedli, czy wykonywania makaronów. To oni uczyli tego Chińczyków (Tokharowie w Takla Makan nad Czerczenem). To oni , Scytowie (Prasłowianie) za pośrednictwem Mongołów, jak wynika z podań mitologicznych północy, dali Chinom herbatę, a nie na odwrót. To Prasłowianie (Scytowie) przynieśli do Europy brzoskwinie, konopie oraz piwo.

Możemy być dumni z naszego pięknego polskiego języka – jednego z trzech prawdziwie aryjskich języków. Prócz niego tę grupę, którą można nazywać aryjską grupą językową, tworzą Irańczycy (Persowie) i Hindusi. Ariami powinno się nazywać te właśnie trzy wielkie ludy: Prasłowian, Irańczyków i Hindusów, czyli ludność  o haplogrupie męskiego chromosomu Y-DNA – hg R1 a1. Daliśmy nasze uprawy, naszą kuchnię, nasz język Staroeuropejczykom Y-DNA hg I (1 oraz 2) około roku 10.000 p.n.e.

Prasłowianie roznieśli swój język, swoją wiedzę i umiejętności po całym kontynencie Euroazjatyckim. Część z nich wędrowała bowiem w późniejszym czasie znad Dunaju, Adriatyku i Wisły do Iranu(Persji ) i Indii.  To w Indiach i w Iranie zapisano najstarsze podania/mity i wierzenia Prasłowian/Scytów oraz najdawniejsze nazwy własne owego ludu:  Bhar-Har, Haria, Aria (Harowie, Bharat, Wharat, Ariowie). Te nazwy znamy z miana  gór Harskich (Harc) i gór  Harpąckich (Kharpatskich) i od Lasu Hercyńskiego i z wielu innych nazw gór, jezior , rzek (chociażby takich jak góra Ararat). Ci Prasłowianie byli znani w Małej Azji jako Scyci-Skołoci (Skolotai). Przemieszczenie ludności o którym tutaj mówimy odbyło się   około 1800 roku p.n.e.

Nasi przodkowie – Scyci (Prasłowianie) i później Słowianie (po połączeniu się ze Staroeuropejczykami w jeden lud)  budowali kulturę minojską i Troję, dali podwaliny pod współczesne religie całego świata, łącznie z buddyzmem i Zen, które powstały na bazie Wed i wedaizmu przyniesionego wtedy właśnie do Indii przez Harów z B-Haratu/W-haratu i przez grupę Kszatrijów (plemię Koszan – Koszetyrsów), które w Indiach przerodziło się w wiodącą kastę kapłańską, czyli w braminów.

Ogórek jest znany w Białym Lądzie (w Europie), na Czarnym Lądzie (w Afryce) od ponad 3000 lat, ale w Mazji (Azji) znany jest podobno od niepamiętnych czasów. Rośnie dziko na stokach Himalajów, po północnej stronie tych gór jak i po południowej, rośnie w Hindukuszu. Oficjalnie mówi się, że pochodzi najprawdopodobniej ze starożytnego  Sistanu, czyli Skołotji-Scytii oraz z Sarmacji i Windji-Indii.

Współczesna nauka może udokumentować proces uprawy ogórka do 3500 lat wstecz, ale sądzić należy, że ogórek był znany w Wielkiej Scytii  (Tartarze, Sarmacji) od początku istnienia rolnictwa.

W Indiach został wprowadzony do upraw przez aryjskich Braminów – 1500 lat p.n.e. Słowiańska nazwa „ogórek” – także ta polska – wywodzi się wprost od nazwy aryjskiej, z języka aryjskiego. Język aryjski to język słowiano-irano-indyjski, wspólny tym trzem ludom, język którym mówili nasi przodkowie zanim te ludy się rozeszły w różne strony Ziemi. Ogórek był także, ale później, uprawiany w starożytnym Egipcie, Grecji i Rzymie, gdzie ma nazwę cucumis, cucumber. Germanie przyjęli nazwę ogórka od Słowian i także od nich nauczyli się ogórki uprawiać i przetwarzać – a więc konserwować, kwasić. Tak samo nazywają ogórek Węgrzy, Finowie, Bałtowie. Zupełnie inaczej Turcy i jak widać ludność języków romańskich.

Pickled_cucumber

Ogórki kiszone – produkt spożywczy powszechnie znany w Europie centralnej i wschodniej. Powstaje z ogórków gruntowych złożonych w beczce lub słoju z dodatkiem łodyg i baldachów kopru, korzeni chrzanu, ząbków czosnku zalanych wodą z solą, które podlegają kiszeniu.

Do kiszenia ogórków można dodać przyprawy: liście laurowe, ziarna gorczycy białej lub pieprzu czarnego. Niekiedy dodaje się do kiszenia ogórków liście wiśni, porzeczki czarnej, winorośli lub dębu. Ogórków kiszonych używa się jako zakąski do wielu potraw. Są produktem podawanym do obiadu jako dodatek do ziemniaków, jako składnik sałatek czy też kanapek. Czasem są stosowane jako zakąska do wódki i śledzia w oleju z cebulą. Są podstawowym składnikiem zupy ogórkowej. Ogórki kwaszone przez kilka dni to ogórki małosolne, a przez dłuższy czas – ogórki kiszone.  Do wytworzenia ogórków małosolnych używamy znacznie mniej soli i nie zakręcamy ich w słojach czy beczkach, lecz stoją otwarte. Do jedzenia są gotowe już po dwóch dniach. Do normalnych ogórków kiszonych można dodać odrobinę cukru – proporcja do smaku, nie jest to postępowanie klasyczne, bo cukier to nowość w diecie, dawniej stosowano miód. Traktujmy te wskazówki tutaj jak przepisy 1 – 10. Za chwilę podamy proporcje soli do ogórków małosolnych i do zimowych. Jest to proporcja uniwersalna, ale można ją doskonalić. Od ilości soli zależy szybkość fermentacji i stopień kwaśności. Im więcej soli tym dłużej będą musiały się kisić.

W Europie Zachodniej popularny jest fałszywy pogląd, że ogórek kiszony jest zgniły, a jego produkcja polega na przyspieszeniu tego procesu

W starożytnej Grecji uważano, że ogórki potęgują inteligencję i łagodzą namiętność. Dlatego Arystoteles zalecał je zbyt temperamentnym damom. W cesarstwie rzymskim traktowano je jako wyśmienite orzeźwiające przekąski, a z powodu wielkiej miłości do tej rośliny, jaką zapałał Tyberiusz, ogórki nauczono się uprawiać również poza sezonem, aby cesarz mógł cieszyć się nimi codziennie. Ogórki były też poniekąd „darem” Białego Lądu dla Wenelądu (Ameryki), czyli dla na „nowo” odkrywanego po Ciemnych Wiekach Średniowiecza prawdziwego „świata zachodniego”. To dzięki Kolumbowi, który przywiózł je do Ameryki i zasadził na wyspach Haiti w 1494 roku, pojawiły się po raz pierwszy na tym kontynencie.

GNTdosakaiDosakaje – żółte okrągłe ogórki sprzedawane na targach w Indii. To frajda prawdziwa dorwać te ogórki i je zakisić. Mizeria z nich jest pyszna. Powinniśmy je wprowadzić na nasze ogrody , działki i  stoły.

W Słowiańszczyźnie ogórek uważany był za główne warzywo na sarmackich stołach, zwłaszcza w swej kiszonej postaci.

Jak widać należy ogórkom uprawnym przypisać zatem prasłowiańskie pochodzenie, bo Skołoci, znani Grekom jako Scytowie, to nasi genetyczni przodkowie zarówno po genach ojców jak i matek – lud, który możemy uznać w świetle współczesnych odkryć genetyki genealogicznej za Prasłowian.

Nic więc dziwnego, że i dzisiaj w Polsce ogórek ma pozycję niepodważalną warzywa narodowego, podobnie jak biała kapusta. Kiszenie warzyw i potraw jest ogólnie uznanym wkładem Słowian w kuchnię świata, podobnie jak zakwas, czyli podstawa pulchnego chleba, bez której z mąki można wypiec co najwyżej cienkie podpłomyki.

Ogórki małosolne (przepis 11): 

Składniki (na 2 słoiki 1-litrowe): 1 kg świeżych ogórków (bardzo dokładnie wyszorowane, z pousuwanymi szypułkami), 2 świeże listki winogron albo porzeczki, lub 4 listki wiśni  (nie wszystko na raza tylko jedno z tych trzech), 4-6 ząbków czosnku (obrane ze skórki), 1 niewielki korzeń chrzanu (obrany, pokrojony w słupki), 2 gałązki kopru z nasionami (podsuszone lub suche; nie mogą być świeżo zerwane), zalewa: 1 l wody, 1 łyżeczka soli

Na dnie dokładnie umytych i wyparzonych wrzątkiem słoików układamy po 1 liściu winogron lub porzeczki, po 2 liście wiśni oraz po jednej, połamanej gałązce kopru. W słoikach dość ciasno upychamy ogórki, najlepiej jeden obok drugiego w pozycji stojącej. W wolne miejsce pomiędzy ogórkami wkładamy cienkie słupki chrzanu (po 3-4 sztuki) oraz całe główki czosnku (po 2-3 sztuki). Składniki na zalewę zagotowujemy. Zalewamy ogórki gorącą zalewą tak, żeby były całkowicie przykryte. Odstawiamy do ukiszenia, niezakręcone lecz przykryte luźno talerzykiem albo deseczką. Jak widzimy stosujemy 1 małą łyżeczkę soli na dwa słoje, czyli na 1 kg ogórków i 1 litr wody.

Nie ma drugiego warzywa, które by tak orzeźwiało i równocześnie gasiło pragnienie. Do tego ogórek jest niskokaloryczny – 100 gram  – to zaledwie 12 kilokalorii. Oprócz tego, że odchudzają, ogórki przyczyniają się do szybszego usuwania toksyn z organizmu, działają moczopędnie oczyszczając organizm. Sok z ogórków jest wypróbowanym środkiem na reumatyzm i artretyzm.

Ogórek świeży ma jednak jedną wadę, w przeciwieństwie do kiszonych, świeże ogórki są ciężkostrawne.

PersiancucumberOryginalne Sistańskie (dzisiaj to Persja/Iran) ogórki z Isfahanu – z ciemnozielonym wnętrzem i pękate. Piękne, sam widok palce lizać.

Ogórek zawiera stosunkowo duże ilości enzymu askorbinazy, który niszczy witaminę C. Teoretycznie jest więc niekorzystne łączenie ogórków z innymi warzywami (pomidorem, papryką, sałatą) ponieważ w ten sposób pozbawiamy je tej witaminy (pomidor zawiera jej na przykład mniej więcej trzykrotnie więcej niż ogórek).

Ta teoria jest bardzo popularna, ale co najmniej mocno przesadzona. Prawda jest taka, że askorbinaza naturalnie towarzyszy witaminie C i we wszystkich roślinach występują razem. Na potencjalne straty witaminy C wpływa na przykład sposób przygotowania sałatki, to czy ogórki zdążyły puścić sok. Działanie askorbinazy zostaje też zneutralizowane w kwaśnym środowisku. Jeśli więc do surówki dodamy np. octu (sosy winegret) działanie askorbinazy zanika. Jak widzicie nasi przodkowie posiadali niesamowitą mądrość nabytą przez wieki obserwacji i przekazywaną po linii kobiecej z pokolenia na pokolenie. Moja babcia nie robiła nigdy inaczej mizerii jak tylko z octem, także z octem była robiona sałatka z pomidorów z ogórkiem i z cebulą. Dopiero pod wpływem przemądrzalskich doradców naukowych od spraw żywienia w latach 70-tych XX wieku zaczęto w Polsce zastępować ocet kwaskiem cytrynowym.

c IMG_3858Ogórki meksykańskie kiszone ze świeżym koprem, kminem i gorczycą

Ogórki pełnosolne ale pasteryzowane (przepis 12):

Na litrowy słoik:
8-9 małych ogórków
2 żabki czosnku
gałązka kopru
mały kawałek korzenia chrzanu
kilka ziarenek ziela angielskiego i pieprzu
ew. liście wiśni lub winorośli
sól kamienna

Ogórki dokładnie umyć. Ściśle układać pionowo w wyparzonym wcześniej słoiku. Na pierwszej warstwie umieścić przekrojone na pół ząbki czosnku, umyty koper, obrany ze skórki chrzan i ewentualnie 2 -3 liście wiśni lub 1 winorośli, a także ziele angielskie i pieprz. Zalać gorącą wodą (ok. 2 szklanki) wymieszaną z połową łyżeczki soli kamiennej. Mocno zakręcić i odwrócić słoik do góry dnem. następnie pasteryzować przez ok. 15 minut w piekarnik nagrzanym do temperatury 90 stopni.  Jak widać mamy tutaj małą łyżeczkę soli, ale ogórki poddaje się pasteryzacji w 90 stopniach Celsjusza i zostawia zakręcone, co powoduje ich długą przydatność do spożycia i powolne kwaszenie.

Mizeria – pożywienie ubogich. Autorzy książki „W staropolskiej kuchni i przy polskim stole” Maria Lemnis i Henryk Vitry sugerowali pochodzenie tego słowa stąd, że była to potrawa tania w przyrządzeniu i zwykle jadana latem przez ubogich chłopów, kiedy ogórki już dojrzały, ale nie pojawiły się jeszcze płody jesienne.

Przepis 13 ogórki długoterminowe (pełnosolne bez posteryzacji)

– można przechowywać przez rok: Podobnie jak powyżej mają ten sam skład co do poszczególnych elementów, ale zalewa wygląda nieco inaczej;

Zalewa: 1 l wody, 1 łyżka soli, 1 łyżeczka cukru (dodatek cukru sprawia, że ogórki mogą stać dłużej w słoiku i nadmiernie nie skwaśnieją, delikatnie je również utwardza). Cukier jest wariantem, który dawniej nie był stosowany. Na wsiach polskich używało się miodu a nie cukru, cukier to stosunkowo świeży wynalazek. Zalewa się je zimną wodą z solą.

Proponuję wiec także przepis nr 14

Zmiana: 1 łyżeczka miodu wielokwiatowego (uwaga uczuleni – nie róbcie tego, miód może uczulać)

 

Ogórki kiszone, są łatwiej przyswajane od ogórków surowych, ale ja zjadam surowe ogórki razem ze skórką – starannie je wcześniej myjąc, nawet te o skórce grubej. Należy je po prostu bardzo dokładnie przeżuć, ale jest to ogólne zalecenie dotyczące każdego procesu zjadania – długie, staranne miażdżenie zębami i rozcieranie pokarmu w ustach, tak aby wydobyć z niego wszystko co cenne, całą energię, a także aby dostarczyć go do żołądka w formie lekkostrawnej. Nie staram się też usuwać jakimiś metodami gorzkiego posmaku.

przepis 15 – ogórki kiszone zalewane wrzątkiem

Ogórki i koper – umyć. Czosnek, chrzan obrać i rozdrobnić. Dno kamiennego garn ka (lub szklanego naczynia) wyłożyć koprem, chrzanem i czosnkiem, następnie układać ogórki naprzemiennie z chrzanem, czosnkiem, koprem. Wierzch wypełnionego garnka również wyłożyć koprem, czosnkiem i chrzanem. Całość zalać wrzącą zalewą. Przykryć czystą ściereczką, spodeczkiem i obciążyć. Gdy ogórki ukisną – należy przełożyć je do słoików i zalać wodą z kiszenia. Dobrze zakręcone słoje pasteryzować przez ok. 2 min.

Gorzki posmak jest cechą przyrodzoną niektórym gatunkom roślin, znakiem obecności taniny, albo innych substancji korzystnych dla człowieka w roślinach jadalnych, a pewna niewielka ilość alkaloidów, flawonoidów, goryczek, taniny, nigdy nie jest dla człowieka szkodliwa, wręcz stymuluje różne procesy. Część z tych substancji występujących dawniej np. w rzepie, czosnku , cebuli, rzodkiewce, szczypiorku to niezastąpione środki lecznicze, jak antybiotyki. W końcu XX wieku panowała mania na „ulepszanie” które polegało na pozbawianiu np. maku czy konopi alkaloidów, czosnku i chrzanu ostrości – cebule i rzodkiewkę złagodzono do tego stopnia, że nie wiadomo co i w jakiej ilości zawierają one w tej chwili w stosunku do cebul i rzodkiewek z lat 60-tych XX wieku .

Ogórki kiszone z liściem laurowym – przepis 16

1 kg gruntowych, małych ogórków pół główki czosnku kilka łodyg świeżego kopru liście chrzanu liść laurowy kilka ziaren ziela angielskiego łyżka soli na litr wody Wykonanie: Ogórki myjemy, wrzucamy do beczki lub innego naczynia przeznaczonego do kiszenia. Dodajemy przyprawy. Zalewamy roztworem wody z solą. Proporcję wody i soli już znamy, a także różne metody zalewania: na ciepło, gorąco, zimno i wrząco.

Moja matka (lat 86) twierdzi, że całe jedzenie jakie jest w tej chwili do kupienia nie smakuje tak jak dawniej, jest po prostu bez wyrazistego smaku. Zwłaszcza zmieniony jest smak mięsa. Uważa, że ten smak się zmienił nie tylko dlatego, iż się to mięso nastrzykuje soją czy innymi świństwami, ale dlatego, że zwierzęta są hodowane w nieludzkich warunkach – w obozach koncentracyjnych, w których się je wręcz torturuje i karmi paszą GMO oraz zatrutymi mączkami kostnymi i rybimi odpadami z ołowiem.

Przepis 17 – prosto, bez żadnych liści, z solą niejodowaną

– 2 kg ogórków gruntowych 
– 2 pęczki kopru do kiszenia ogórków 
– 3 główki czosnku
– 1 kg chrzanu
– sól niejodowana
Słoiki parzę w gorącej wodzie, osuszam. Do każdego z nich wkładam na spód pokaźną ilość kopru (dobrze, jeżeli jest suszony), 2 ząbki czosnku, 2 chrzany wielkości wskazującego palca. Upycham ogórki. Zalewam dobrze osoloną, wrzącą wodą. Zakręcam i chowam do piwnicy.

Wracając do ogórków należy pamiętać, że jedna z bakterii biorących udział w procesie kiszenia wytwarza witaminę C, której pozbawione są surowe ogórki. Nasza rodzima kuchnia słynie w świecie wyśmienitymi ogórkami małosolnymi, korniszonami i ogórkami kiszonymi pełnosolnymi, mizeriami, piklami, ogórkami w zalewach ziołowych, ogórkami konserwowymi (zwanymi ogórkami po ukraińsku, kozacku, kresowymi, po rosyjsku) i sałatkami w occie o składzie ogórkowo-warzywnym.

Cucumis_sativus0Liście czarnej porzeczki dodane do kiszenia ogórków zimowych nadają im specyficzny, delikatny, odmienny smak i powodują ich twardość. Możemy także kisić ogórki z dodatkiem innych warzyw, np papryki, marchewki, selera. W wypadku gdy pokroimy ogórki w plasterki i inne warzywa także oraz zmieszamy mogą powstać różne konserwowane np. w occie czy kiszone sałatki ogórkowe. 

Sezon ogórkowy podobno się skończył, ale nie jest to do końca prawda bo ogórki, ogóreczki i całkiem spore ogóry teraz właśnie królują wśród przetworów  w naszych słowiańskich kuchniach. Oczywiście są obecne przez całe lato i już od sierpnia  przygotowujemy je na zimę, a praktycznie od końca czerwca kisimy w różnej postaci, zwłaszcza  moich ulubionych  ogóreczków małosolnych. Jadam je pasjami, po prostu jest w nich coś co nie pozwala się człowiekowi powstrzymać. Bywa, że zjadam 10 – 12 sztuk, zanim zacznę jeść cokolwiek innego. Tak samo bywa, jeśli o mnie chodzi, z czerwonym barszczem. Nie sposób się powstrzymać, kiedy człowiek zacznie pić niegotowany, aromatyczny, świeżo ukiszony w domu barszcz czerwony. W lecie kiedy jest schłodzony w lodówce może być pity litrami, pod warunkiem, że nie było w nim zbyt dużo soli. W lecie, w upały organizm człowieka wytraca jednak sół i jest potrzebne jej uzupełnienie.

Przepis 18 – Klasyka ( na 1 litr wody 1 łyżka soli)

1 kg świeżych ogórków, 2 gałązki kopru, 2 liście chrzanu, 2 kawałki korzenia chrzanu (około 2 cm), 2 liście winogron, 2 liście dębu, 4 ząbki czosnku, 1 litr wody, 1 łyżka soli.  Wszystkie składniki dokładnie umyć. Słoje wyparzyć wrzątkiem. Ułożyć ciasno ogórki w słojach na przemian z pozostałymi składnikami. Rozpuścić sól we wrzącej wodzie. Zalewę ostudzić do temperatury około 80 st. C, zalać nią ogórki i zamknąć słoje. Postawić do góry dnem do ostygnięcia. Sprawdzić, czy nie ciekną. Przechowywać w chłodnym miejscu. Ukiszone będą za 3 tygodnie.

Ogórki do kiszenia muszą być dobrej jakości, z gospodarstwa o którym wiemy, że produkuje je solidnie, nie korzystając z chemii. Ta uwaga dotyczy wszystkich roślin do jedzenia i na przetwory. Nie jedzmy niczego z masowej uprawy z nawozami chemicznymi. Po prostu nie kupujmy tego. Będziemy zdrowsi i my i nasze dzieci , a producenci – tego „gie…” po prostu upadną. Nie kupujmy przetworów w hipermarketach – jeżeli to tylko możliwe. Organizujmy swoją rodzinę i swój dom wracając do sprawdzonych słowiańskich wzorców. Wiem, że to może być niewykonalne, bo ludzie zarabiają w większości zbyt mało nawet we dójkę żeby utrzymać dom. Łatwiej jest tam (a znam mnóstwo takich rodzin), gdzie rodzina ma strukturę klasyczną, albo tym którzy mieszkają na wsi lub w małych miasteczkach i posiadają własny ogród lub działkę. Warunek – nie może się ona znajdować przy ruchliwej drodze, bo warzywa a szczególnie ogórki i sałata chłoną ołów ze spalin benzynowych. 

ogorki_przetwory
Tutaj widzimy wersję (przepis 19) wykonaną według innego przepisu z dodatkiem do smaku nasion gorczycy białej i połówki czerwonej papryki w paskach na słój.

Za czasów głębokiego socjalizmu, który to okres dobrze pamiętam, kiszone ogóreczki kojarzono najczęściej z setką czystej (dla młodszych wyjaśnię, że chodziło o 100 gramów wódki tzw, czystej albo wyborowej – „z niebieską” albo „czerwoną kartką” – czyli etykietą). Ten okres naszej młodości i dorosłości niesłusznie przyzwyczailiśmy się tak nazywać, bo z socjalizmem to on miał tyle wspólnego, co koń z koniakiem. Był to tak naprawdę po prostu kolejny okres rosyjskiej niewoli i okupacji po IV Rozbiorze Polski.

Przepis 20 – czyli uważaj z angielskim zielem oraz czy chrzan powoduje gorycz kiszonych ogórków

że chrzan daje gorycz ogórkom to przesąd. Nie jest natomiast dobrze gdy damy za dużo angielskiego ziela, z tym trzeba ostrożnie , bo od dużej ilości angielskiego ziela mogą się robić kapcie. Ziele ma właściwości zmiękczające dobre do mięs a nie ogórków. Lepiej jest dać kilkanaście ziarenek gorczycy, ogórki będą wtedy twarde i dobrze zakiszone. 

Prawdą jest że po 1956 roku ustój PRL, zwany wtedy przez lud sarkastycznie ustrojem „wieczystej szczęśliwości”, miał coraz więcej ludzkich cech w sensie wolności osobistej obywateli, za to pod względem konsumpcyjnym pogrążał się coraz bardziej w atmosferze gigantycznego obozu pracy w stanie jakiejś nieustającej wojny o każdy podstawowy produkt. Towarów spożywczych nie dostarczano do sklepów, ale je rzucano a na polach toczyły się zażarte kompanie i batalie czyli wojny o cukier, ziemniaki, zboża, buraki pastewne czyli korpiele i inne. Cytryny widywano wtedy nad Wisłą dwa razy do roku – na Wielkanoc i na Boże Narodzenie, banany pojawiły się dopiero w latach siedemdziesiątych. mandarynki były prawdziwym rarytasem sprzedawanym w PEWEXach za dolary albo w sklepach dla funkcjonariuszy UB i PZPR – za tzw różowymi firankami (albo jakiegoś innego koloru). Dlatego kiedy oglądam sentymentalne ramoty TVNu, Polsatu i TVP, w których redaktorzy tych stacji o niewątpliwym pezetpeerowsko-ubeckim rodowodzie rodzinnym  nasładzają się jakież to były wspaniałe czasy ten PRL – to po prostu – przepraszam za kulinarne skojarzenie negatywne – chce mi się rzygać na sam ich widok.

Przepis 21 – Z baldachem kopru i liściem chrzanu, koniecznie w słojach Wecka (weneckich, czy jak je tam zwał szklanych ze szklana pokrywą, gumką i metalową klamrą

ogórki – świeże, całe zdrowe, bez urazów, koper – taki z parasolem – kwiatem, czosnek – dużo czosnku, chrzan – korzeń chrzanu i liście chrzanu,

Zalewa: na 1 l wody 1 łyżka soli kamiennej – zagotować

umyć ogórki i wszystkie dodatki: chrzan i obrać, koper, czosnek obrać, na dnie wecka daję koper i liście chrzanu, układam ciasno ogorki, tyle ile wejdzie, dodajemy na taki weck po 2-3 kawałki chrzanu i 3-5 ząbków czosnku, zagotować wodę z solą, dokładnie wymieszać, żeby sól się rozpuściła, gorącą zalewę nalać do słoików, całkowicie zakryć ogórki, wytrzeć dokładnie ranty słoika, nałożyć gumkę, przykrywkę i założyć sprężynę, wynieść do piwnicy.

An_Indian_yellow_cucumberŻółty ogórek z Indii – w Polsce znamy też taką odmianę, ale nie jest popularna, bardziej traktuje się je jako ogórki nasienne

W tych dziwnych czasach, w których dominowała tendencja do zrównywania wszystkich Polaków w biedzie i prymitywizmie także ten ogólny proces prymitywizowania wszystkiego dotykał poważnie kuchni i przetwórstwa warzywno owocowego. Na półkach sklepowych można było spotkać wtedy dwa rodzaje konserwowanych ogórków – w zalewie octowej (konserwowe) albo kwaśnej (kiszone).

Przepis 22 – z łyżeczką gorczycy na słój i ogórkami przetrzymanymi w zimnej wodzie (zalewa letnia) – uwaga: podawać z lodówki

ogórki, koper, korzeń chrzanu, gorczyca, ziele angielskie, czosnek, liście dębu, sól

Do zlewu lub dużej miski nalewamy wody i myjemy w niej dokładnie ogórki. Po umyciu zalewamy ogórki na pół godziny zimną wodą. W międzyczasie szykujemy zalewę. Na jeden litr wody dodajemy 2 płaskie łyżki soli. Mieszamy aż sól się rozpuści. Wiem, że dużo osób daje 1 łyżkę ale ja Wam powiem, że są smakowitsze. Ogórków nigdy nie podaje ciepłych, zawsze z lodówki, ich solność zanika przy zimnej temperaturze. Jeden litr zalewy powinien wystarczyć na około 3 słoiki, ale zależy to również od stopnia napełnienia słoika ogórkami. Następnie wkładamy ogórki do wyparzonego słoika po kolei. Staramy się układać ogórki pionowo w słoju i jasną częścią do góry. Czytałam, że nie są przez to gorzkawe. Jeśli ogórki są małe, w litrowym słoiku powinno udać ci się ułożyć dwa rzędy. Obieramy czosnek, wrzucamy do każdego słoika po 2 ząbki, w zależności od ich wielkości. Czosnek możecie dawać w ząbkach, wtedy aromat będzie uwalniał się stopniowo. Jeśli chcecie przyspieszyć proces, pokrójcie ząbki czosnku w plasterki. Następnie obieramy chrzan, kroimy na słupki mniej więcej wielkości małego palca u ręki i wkładamy do słoików po 2 sztuki ( w zależności jakie ostre ogórki chcesz otrzymać). Im więcej dacie czosnku i chrzanu tym ostrzejsze ogórki otrzymacie. Oprócz tego do każdego litrowego słoika dodajemy jeden liść dębu, płaską łyżeczkę gorczycy, 3 ziela angielskie i koper. Zalewa powinna przykrywać w pełni wszystkie ogórki w słoiku. Zalewamy letnią wodą, zakręcamy, czekamy parę dni w temperaturze pokojowej i do chłodnego miejsca. Nie musicie nic pasteryzować, a Wasze ogórki bez problemu przetrwają zimę.

c IMG_1793

I jedne i drugie były robione według jedynej słusznej receptury zaakceptowanej przez Komitet Centralny PZPR, który regulował dosłownie wszystko i wszędzie od długości makaronu „nitki” i długości sukienki nad kolano w szkołach i zakładach pracy, poprzez zawartości alkoholu w alkoholu – czyli w wódce „czystej”, albo tłuszczu w mleku i maśle, po publikowane w codziennych gazetach najgłupsze wiadomości o dziurze w chodniku, albo lekarzu, który wziął łapówkę.

Receptura ogórków kiszonych i korniszonów była więc ogólnopolska i ogórek niczym się nie różnił na Kujawach i w Sudetach, albo w Tatrach czy na Śląsku od tego „najwytworniejszego” ogórka ze stołów partyjnych bonzów w „stolycy”, o którym wesołe piosenki śpiewał, a to Jarema Stępowski, a to znany bard socjalistyczny Wojciech Młynarski, a to kolega Michnikowski, wspaniały skądinąd aktor teatralny lansowany w Kabarecie Starszych Panów.

Przepis 23 – z czubatą łyżką soli kamiennej (bez udziwnień)

świeże ogórki gruntowe, czosnek, koper,korzenie chrzanu, sól kamienna, gorąca woda

Umyj ogórki, odrzuć te co mają brązowe plamki. Układaj ogórki ściśle, pionowo w wyparzonym wcześniej słoiku. Wciśnij czosnek, koper, chrzan pokrojony w paseczki i zalej gorącą wodą. ( Na 1 litr wody dodaję 1 czubatą łyżkę soli). Mocno zakręć słoiki i zostaw na blacie na całą noc. Gotowe! Delektuj się smakiem!

ogorek_sremskiOgórek śremski, czyli odmiana wczesna ze Śremu w Polsce – nadaje się do wszystkiego. Takie ogórki kolczaste jem na surowo także ze skórką. Dokładnie umyć.

Kiedy tak patrzę na dzisiejsze media, gazety i telewizję – na tych samych co 50 lat temu redaktorów albo ich dzieci i wnuki które obsiadły te wszystkie media, oraz  kiedy sobie patrzę na dzisiejsze półki sklepowe w hipermarketach, to stwierdzam że w tych pierwszych niewiele się zmieniło w ogóle (dalej uprawiają prymitywną i kłamliwą propagandą oraz sprowadzają poważne problemy do wybojów na jezdniach i łapówek w służbie zdrowia), a na półkach sklepów spożywczych tylko pozornie jest lepiej. Mimo dużych ilości towarów spożywczych w hipermarketach, repertuar sprowadza się do kilku rodzajów konserwowanych ogórków więcej, a jakość produktów jakie spożywamy coraz bardziej się obniża i budzi coraz poważniejsze zastrzeżenia ze względu na proces uprawy, zbioru, przechowywania i wiele innych niekorzystnych czynników.

Przepis 24 – Ogórki gruntowe z liściem chrzanu – odstawiane w zimnej wodzie na całą noc [uwaga tylko kwiat kopru]

ogórki gruntowe ( najlepiej małe i koniecznie z ogródka, a nie ze sklepu, koper kwiat, czosnek ( dużo), korzeń i liście chrzanu, Zalewa: Na 1 litr wody 1 łyżka soli. 

Ogórki namoczyć w zimnej wodzie na noc.
Umyć dokładnie. 
W każdym słoiku układać koper,ogórki pionowo(ciasno) obranany i pokrojony w słupki chrzan,liście chrzanu i obrany czosnek. 
Gorącą wodę wymieszać z solą. Zalewą zalać ogórki. Zakręcić. Odstawić na 4 dni na ścierce,ponieważ ogórki będą wariować i będzie wylatywała woda

Że to jest problem bardzo poważny i nie wyssany z palca niech zaświadczy fragment artykułu z Onet.pl z działu Ciekawostki (nie wiem dlaczego skoro to podstawowa sprawa dla każdego człowieka który musi coś jeść i problem bardzo poważny.

Onet 20 09 2013

Panuje powszechny pogląd, że jednym za najbardziej zanieczyszczonych warzyw jest sałata. Rzeczywiście, warzywo to wykazuje bardzo dużą zdolność do akumulowania ołowiu i z tego powodu nigdy nie powinno być uprawiane przy drogach. Zanieczyszczenia żywności to jednak nie tylko ołów, ale przede wszystkim pestycydy, o których często zapominamy sięgając po piękne warzywa ze skrzynek w supermarketach.

Pestycydy są stosowane w tej chwili w większości upraw. To środki naturalne lub syntetyczne, które mają na celu zabijanie organizmów szkodzących uprawom: bakterii, grzybów, chwastów czy owadów. Pestycydy mają bezpośredni szkodliwy wpływ na nasze zdrowie, co potwierdzono wieloma badaniami naukowymi. Jeżeli w organizmie człowieka przez długi czas utrzymuje się wysokie stężenie pestycydów, nasilają one procesy rakotwórcze, zaburzają działanie układu nerwowego oraz wpływają na proces tworzenia hormonów. Jednym słowem – wyrządzają wielkie spustoszenie.

Organizacja Enviromental Working Group przebadała 50 najpopularniejszych warzyw i owoców pod względem zawartości reszt pestycydów z rożnych grup. Następnie uszeregowano je w kolejności od najbardziej „zatrutych” do najmniej szkodliwych. Owoc, który znalazł się na pierwszym miejscu niechlubnej listy może być dla większości zaskoczeniem – jest to… jabłko. Następne w kolejności są: truskawki, winogrona, seler, brzoskwinie, szpinak, słodka papryka, nektarynki, ogórki i ziemniaki. Idąc z kolei od dołu listy, najmniej zanieczyszczone są: słodka kukurydza, cebula, ananas, awokado, kapusta, zielony groszek, papaja, mango, szparagi, bakłażan.

c refrigerator-pickles

Na marginesie tego tekstu jedno słówko: czy to na pewno przypadek, czy też manipulacja, że najmniej zanieczyszczone są tutaj według zestawienia produkty osiągalne w hipermarketach, obcego pochodzenia?

Oto dlaczego wolę brać jabłka i nieklarowane soki jabłkowe bez konserwantów od mojego przyjaciela Piotra Kudryckiego z Muchnic pod Kutnem – bo wiem, że tam nie ma nie tylko pestycydów ale żadnych nawozów sztucznych, czy ciężkiej chemii stosowanej do ochrony roślin. Tam nawozem jest humus, małe robaczki/naturalne bakterie, kompost itd.  Kiedy jadłem u Piotra ostatnio zupę jarzynową z fasolką szparagową zapytałem jego żonę, Maję, jakiej przyprawy dodała do zupy, że ona tak pachnie i ma taki specyficzny ziołowy smak. Oświeciła mnie, że nie ma tam żadnych przypraw prócz soli i pieprzu a aromat jaki czuję daje zielona i żółta fasolka szparagowa. Wolę stamtąd nawieźć sobie jabłek i zjadać je powoli przez zimę, bo są świeże miesiącami, naprawdę – dwa miesiące mogą leżeć spokojnie w chłodnym pokoju (temperatura 17-18 stopni Celsjusza), nawet nie w zimnej piwnicy.  Rozkładające jabłka, powodujące gnicie bakterie, zabijane są w chłodni u Piotra, w której jabłka leżakują. Sok jest niewiarygodny i powoduje bardzo kolorowe, przyjemne sny, gdyż zawiera także substancje wyciśnięte z pestek, które dodatkowo mają działanie antyrakowe (tak jak pestki moreli czy brzoskwiń i śliwek).

ki ogorki1

Jak zrobić małosolne ogórki kiszone aromatyczne – (Przepis 25) – długo trzymane w ciepłym miejscu, zalane zimną zalewą, bez pasteryzacji

Jeśli chcemy by ogórki były aromatyczne nie powinniśmy ich pasteryzować. Wysoka temperatura zabija bakterie mlekowe odpowiedzialne za cały proces fermentacji. Jak dobrze mieć teściową:) Spróbujcie sami, tak naprawdę kwaszenie ogórków to nic trudnego i nie zajmuje wiele czasu:)

Ogórki – Koper (całe gałązki z baldachimami) – Pieprz ziarnisty – Korzeń chrzanu – Liść laurowy – Czosnek – Ziele angielskie – Sól – Liście czarnej porzeczki –

Ogórki myjemy w zimnej wodzie – Do umytych słoików wkładamy gałązkę kopru, liść laurowy, kilka ziarenek pieprzu,3 ziarenka ziela angielskiego, 2 ząbki czosnku, kawałek korzenia chrzanu – Ja wsypuje do każdego słoika ok. 1 i ½ do 2 łyżek soli i zalewam przegotowaną, ale wystudzoną (zimną) wodą – Tak przygotowane słoiki należy pozostawić na minimum 7 dni (ja zostawiłam na 2 tygodnie – jak poradziła teściowa) w ciepłym miejscu – Po tym czasie sprawdzamy czy wszystkie słoiki trzymają i nie wylewa się z nich woda – te które są nieszczelne można zostawić do zjedzenia (są to ogórki małosolne czyli kwaszone krótki czas), a resztę wynieść do spiżarni

Co powinniśmy w takim razie robić, jako po prostu rozsądni ludzie, którzy chcą długo żyć, zdrowo się odżywiać, nie chcą być skazani na ubóstwo i monotonię żywieniową, nie chcą jeść żywności zanieczyszczonej nawozami sztucznymi i konserwantami – czyli chemią, ani nie chcą jeść niczego co jest modyfikowane genetycznie?

Ano może to co napiszę teraz zdziwi wiele osób, ale nie pozostaje nam naprawdę nic innego jak wrócić do naszej własnej słowiańskiej kultury i tradycji, do starych ludowych zasad zdrowego życia w bliskim kontakcie z przyrodą, do zasad zdrowych bo zdroworozsądkowych. Nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie powrotu do przeszłości w dziedzinie przebogatej słowiańskiej tradycji hodowli zwierząt, upraw roślin bez nawozów sztucznych i przechowywania przetworów. Niestety ten powrót do przeszłości musimy rozumieć szerzej, bardziej totalnie, dotyczy on bowiem także powrotu do tradycyjnego (choć zmodyfikowanego przez XXI wiek) spojrzenia na rolę kobiety i mężczyzny i tego jak powinien wyglądać układ rodziny, jak ona powinna funkcjonować.

Przepis 26 – Z estragonem

Kilogram małych, świeżych ogórków gruntowych, 1 pęczek długiego kopru (taki z baldachimem),1 duża główka czosnku POLSKIEGO, 1 pęczek chrzanu, ziele angielskie, liście laurowe, estragon,Woda i sól (w proporcji 1 łyżka soli na 1 litr wody)

Wykonanie Słoiki dokładnie myję, wyparzam i zostawiam do wyschnięcia. Ogórki, chrzan i koper dokładnie myję i wysuszam. Czosnek obieram w grube paski, chrzan w słupki o długości ok 2 cm (ale bez linijki ;) ). Na dno wykładam kilka łodyżek kopru. Potem wykładam ogórki, tak by miały luzy ale nie pływały swobodnie. Na koniec wrzucam czosnek (równo rozkładam go między słoiki), po 3 kawałki chrzanu, 3 ziarenka ziela angielskiego, 1 listek liścia laurowego i małą szczyptę estragonu.
Przygotowuję zalewę. Wodę i sól gotuję. Przelewam ją do słoików, po czym szybko zakręcam szczelnie słoiki.

Przestraszonych, że oto zaproponuję zaraz powrót do czasów plemiennych czyli roku mniej więcej 5000 p.n.e. uspokajam – nic takiego. Mamy XXI wiek i nie możemy się cofnąć nawet do lat pięćdziesiątych XX wieku, a co dopiero jeszcze bardziej. Wszystko co możemy zrobić to iść naprzód, w przyszłość, lecz ta droga w przyszłość to nie jest przecież droga jedyna, jedna i jednakowa dla wszystkich szosa wytyczana przez program Kuchnia Plus na kablówce, ani przez powszechne w pop-propagandowych telewizjach (TVN, Polsat, TVP) krzykliwe reklamy tłustego żarcia, panierowanych kurzych udek, cheeseburgerów i tabletek na poprawienie wydolności wątroby, trzustki, jelit, żołądka itp.

ccc sour_new_pickles

Małosolne na ostro (papryczki piri-piri) – Przepis 27

Ogórki małosolne na ostro
              1 bardzo duży słój

   2 kg świeżych ogórków (mniej więcej),
1,5 l wody,
   3 łyżki soli,
   6 ząbków czosnku,
   5 cm kawałek świeżego chrzanu,
   1 łyżeczka białej gorczycy,
   3 ostre papryczki piri-piri (marynowane ze słoiczka),
      kilka gałązek kopru.

   Chrzan i ząbki czosnku obrać. Chrzan pokroić w słupki. Ogórki umyć. Dno słoja wyłożyć gałązką kopru i układać warstwami ogórki, przekładając czosnkiem, chrzanem, koprem i papryczkami. Na końcu wsypać gorczycę, która znajdzie sobie swoje miejsce.
   Wodę zagotować z solą i wystudzić. Zalać ogórki tak, aby były całkowicie przykryte. Przykryć talerzykiem i odstawić na 3-4 dni.

Dlaczego piszę, że powrót do przeszłości czyli do tradycji zmodyfikowanej na potrzeby XXI wieku musi być totalny? Rzecz w tym, że jeśli chcemy żyć dłużej i zdrowiej musimy tej sprawie poświęcić więcej uwagi i czasu niż to czynimy w tej chwili. Goniąc za pieniądzem i rozumiejąc karierę życiową wyłącznie w kategoriach własnego powodzenia bądź niepowodzenia na płaszczyźnie biznesu, pędzimy po prostu ku przyspieszonej śmierci. Zróbmy coś naprawdę przykrego dla ZUSu – wydłużmy sobie życie o drugie tyle (od 65-70) i żyjmy do 120-140 roku życia. Niech szlag trafi ten przeklęty system emerytalny. Damy sobie radę bez niego, bo będziemy sprawni co najmniej do 100-tki, i to na ciele i na umyśle.

Ogórki kiszone pełnosolne z papryką chili – przepis 28

Chilli – 1 sztuka
Czosnek – 4 ząbki
Sól – 3 łyżki stołowe
Woda – 3 l
Ogórek – 2 kg
Dokładnie myjemy ogórki i odcinamy oba końce. Wkładamy je do miski i zalewamy zimną wodą. Odstawiamy na na 3-4 godziny. Słoiki myjemy, sparzamy i studzimy. Na dno słoików wkładamy połowę kopru, następnie ciasno układamy ogórki, a pomiędzy nie wkładamy obrane ząbki czosnku. Na ogórki kładziemy papryczkę chili i pozostałą część kopru. Zagotowujemy wodę z solą i gorącą zalewą zalewamy ogórki. Brzegi słoików wycieramy do sucha i zakręcamy. Ogórki wstawiamy do zaciemnionego miejsca.

Jeśli rodzina ma być zdrowa ktoś w niej – i tu będzie XXI wiek – albo ojciec albo matka, albo w wielopokoleniowej rodzinie babcia czy dziadek – musi się poświęcić gospodarstwu domowemu, jego zaopatrzeniu w zdrową żywność i w przetwory – chociażby w takie ogórki kiszone, które będą zdrowe, przebogate w różne smaki,  i będą nas odżywiać a nie truć i modyfikować geny naszych dzieci i wnuków poprzez całe zestawy chemikaliów jakimi są nasączone.

Przepis 29 – 5 litrów ogórków z papryką chili

Składniki:

5 kg ogórków, 5 litrów wody, 200g soli kamiennej (najlepiej niejodowanej),  do każdego słoika o poj. 1,5 litra dajemy: 3 – 4 kwiatostany kopru, 2 – 3 ząbki  czosnku, 2 – 3 kawałki korzenia chrzanu, kawałek papryczki chili

Najlepsze są kopry z dojrzałymi  nasionami. Daję z łodygą o długości ok. 10 cm, gdy nie mam dużo kopru.

Ogórki myjemy, odstawiamy do osiąknięcia z wody.  Układamy ciasno w słojach, na dnie których dajemy wcześniej kwiatostany kopru. Do każdego słoja dajemy pokrojony na kawałki czosnek i chrzan. Gdy chcemy, aby ogórki miały ostry smak dodajemy kawałek papryczki chili. Jeżeli chcemy mieć łagodne, pomijamy ten ostry dodatek. Wodę z solą zagotowujemy. Gorącą zalewą zalewamy ogórki. Po wystudzeniu wynosimy w chłodne miejsce.

Najprościej iść do hipermarketu i porwać z półki byle co – słoik, paczkę sproszkowanej zupy, liofilizowane warzywa i pęczek parówek w których w ogóle nie ma mięsa, albo są same skórki i chrzęści, albo jeśli już mięso jest, to z takiej hodowli, gdzie świniakom wybija się młotkiem zęby żeby się same nie zagryzły, a baranom odcina się piłą rogi żeby się nie zabodły nawzajem – czyli nie popełniły samobójstwa albo litościwego zabójstwa schorowanych, zestresowanych współplemieńców, zanim dojdzie do ich „planowego uboju”, np rytualnego, w stylu hebrajsko-islamskim, po planowym „tuczu” (czytaj: truciu), w tym masowym obozie koncentracyjnym, który się nazywa hodowlą przemysłową.

Przepis 30 – górki kiszone z chili i cukrem

2 kg ogórków
3 l wody
3 czubate łyżki soli najlepiej kamiennej (na 1 litr wody 1 łyżka soli)
1 gruba laska chrzanu
1 pęczek kopru
1 duża główka czosnku najlepiej polskiego (chiński jest mniej pikantny)

DODATKI:
Opcjonalnie dodajemy do warstwy razem z czosnkiem dodatki, gdy znudzą nam się ogórki o zwyczajnym smaku.
Dodajemy do słojów np. chilli – pokrojone lub w całości wg uznania, kilka ziaren gorczycy na warstwę z koprem, kilka ziaren pieprzu na warstwę z koprem,liście winogron, czarnej porzeczki, wiśni lub dębu (ok. 5-10 szt.), liść laurowy ok. 5, ziele angielskie ok. 5-10

ccc Bread_and_butter_pickles

Takie zakupy w hipermarkecie i gotowanie według receptury na kolorowej torebce to jest sposób szybki, ale może się okazać samobójczy. Coraz częściej spotykam się bowiem  pośród naprawdę bliskich znajomych z przypadkami, które muszę uznać za „nie-przypadki”, a które świadczą o ogromnej szkodliwości systemu zaopatrywania się w żywność poprzez hipermarkety. Są to „przypadki” osób głównie bardzo dobrze sytuowanych, spełnionych zawodowo, ale żyjących w dużym stresie zawodowym, w pośpiechu, i preferujących tak zwaną nowoczesność w poglądach na życie – co obejmuje też obowiązkowo wyładowany po brzegi co sobotę wózek w hipermarkecie, a nawet dwa albo trzy wózki, które upycha się potem do zamrażarek w domu i tylko wyciąga do garnka gotowe przetworzone produkty fabryczne.

Ogórki małosolne z pietruszką (natką) i jabłkami – przepis 31

kilka gałązek kopru, kilka gałązek pietruszki, 5 liści czarnej porzeczki,1 łyżeczka ziaren pieprzu,1 główka czosnku,1 kg małych , ogórków gruntowych, 2 zielone jabłka, pokrojone na ćwiartki, 2 litry wody, 3 łyżki soli

Zioła, liście porzeczki, pieprz i czosnek ułożyć na dnie słoików (albo glinianego garnka). Na to ułożyć ogórki i jabłka. Wodę zagotować, dodać sól, wymieszać, aby się rozpuściła. Ogórki zalać gorącą wodą z solą. Można jeść już na drugi dzień.

W moim najbliższym otoczeniu niestety żyje lub przepraszam, żyło sporo takich osób, mimo że to moje otoczenie jest stosunkowo zdrowo myślące, bo większość znajomych wywodzi się jednak z kontr-kultury, z kręgów hippisowskich, punkowskich, rastamańskich , rodzimowierczych, słowianofilskich, ekologicznych. Zdawałoby się że powinni to być ludzie zdrowi, absolutnie zdrowi, bo mają głowy otwarte i w miarę poukładane, są wszyscy dobrze wykształceni, myślą zgodnie ze światopoglądem naukowym…. a więc wiedzą teoretycznie na czym polega zdrowe odżywianie, produkcja ekologiczna żywności i jak czytać spis składników na torebce, żeby nie kupić sobie trucizny.

Ogórki zimowe lub małosolne, także na ostro, z  ziołami (rozmarynem, z rozmarynem i kminkiem, albo z rozmarynem  i oregano) – przepisy 32 – 38

Gałązek rozmarynu powinno się dodać do zalewy niewiele, jako że rozmaryn ma bardzo intensywny aromat. Gałązki wkładamy razem z łodygą. Radzę zacząć od jednego litrowego słoika, i od ostrożnej dawki ziół, tak żeby się nie zniechęcić, zbyt intensywnym smakiem. Dodatki innych ziół powinny być również niewielkie, zharmonizowane. Wymaga to trochę doświadczenia, ale zapewniam was, że jeden słoik przearomatyzowanych ogórków nikomu jeszcze nie zaszkodził.  Ogórki mają żywiczny posmak – jest to rodzaj kwaszenia dla koneserów, Mogą być też kwaszone w ten sposób jako małosolne, jak również z dodatkiem papryczek chili, albo papryki słodkiej w paskach

Cóż, bardzo wielu z nas, zwłaszcza osób starszych – mam tu na myśli przedział wieku mniej więcej 45 – 70 – ma za sobą doświadczenie życia w tzw „socjalizmie – czyli w epoce Planowej Gospodarki i Zarządzania Zasobami Ludzkimi przy Pomocy Biedy. Pełne półki sklepowe oraz taniość i dostępność egzotycznych, albo przetworzonych przemysłowo produktów – wywołują w nas pewną zachłanność na proste rozwiązania i wręcz potrzebę próbowania tak zwanych nowości oraz posiadania pełnych spichlerzy domowych (lodówek, zamrażarek, piwnic).

Przepis 39 – małosolne z zielonymi główkami kwiatów cząbru

Kwiaty cząbru są specyficzne. Maja bardzo intensywny aromat, kształt zielonych kuleczek z delikatnymi cienkimi płatkami. Na słoik ogórków bierzemy garść takich kwiatków. Niestety jest to dostępne tylko dla tych którzy hodują zioła u siebie, na balkonie, albo w ogrodzie

Powiem wam, że ten sposób myślenia doprowadził wielu moich znajomych do przedwczesnej śmierci, do raka, do nagłego wylewu, do ciężkiego zawału, do choroby, która całkowicie pozbawiła ich radości życia, albo w ogóle zdrowia i życia. Spotykam się ostatnio z niejedną dziwaczną, a niespodziewaną, śmiercią dobrze prosperującego biznesowo znajomego w wieku 54, 52, 50, 60 lat. Co to jest i skąd się to bierze?!

Ano właśnie z tego co napisałem powyżej – tzw, nowoczesność – On i Ona zaganiani „robią interesy”, a tak naprawdę wpadają w sidła „wyścigu szczurów” i we wszystkie konsekwencje tego wyścigu, na czele z „konsumerskim stylem egzystencji”, który to sposób bytowania kończy się często przedwczesnym zgonem.

No ale dosyć tego tonu, i dosyć o tym horrorze, w który sami się wpędzamy, bo kto będzie chciał sobie poczytać nekrologi to  pójdzie na odpowiednie strony w internecie i tam prześledzi ilu młodych ludzi między nami już nie ma.

Ogórki kiszone po gruzińsku z tymiankiem – Przepis 41

Ogórki kiszone po gruzińsku nie różnią się tak naprawdę znacząco od polskich. Przed ukiszeniem moczy się ogórki w lodowatej wodzie, dzięki czemu zachowują chrupkość, oraz stosuje się dodatek tymianku, dzięki czemu są bardzo aromatyczne. Przepis na podstawie książki „Tradycyjna kuchnia gruzińska” Jeleny Kiładze.

ogórki gruntowewybieramy zgrabne, proste sztuki

Zalewa, proporcje na 1 litr wody, można dowolnie zwielokrotnić:
1 litr wody
2 łyżki soli niejodowanej
1 łyżeczka cukru
4 ząbki czosnku
2 łyżki estragonu lub tymianku

1/2 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu
koper do kiszenia ogórków

1. Ogórki myjemy i moczymy przez 3 godziny w lodowatej wodzie. Wodę wymieniamy kilka razy, w zależności  od potrzeb, by była zimna.

2. Wodę na zalewę zagotowujemy. W odmierzonej ilości wody rozpuszczamy sól i cukier.

Ogórki układamy w słoikach lub w naczyniu do kiszenia. Wsypujemy pieprz, obrany, przekrojony na połówki czosnek i estragon lub tymianek. Wkładamy koper (najwięcej aromatu jest w gałązkach, nie w kwiatostanach, więc gałązek nie żałujemy :) )

Ogórki zalewamy gorącą zalewą i odstawiamy. Ważne , by nie stały w pełnym słońcu, lecz w jakimś chłodniejszym miejscu (ale nie w lodówce).

Po dwóch dniach można jeść jako małosolne, potem są już kiszone.

Tutaj mamy się zająć i zajmiemy się, w sezonie ogórkowym i post-ogórkowym, tym jak kisić ogórki, jak je konserwować, zajmiemy się tysiącami przepisów jakie wydała na świat Kuchnia Królestwa SIS (Słowian-Istów-Skołotów), czyli nasze wielkie słowiańskie dziedzictwo, które sięga od Kamczatki po Ren i Loarę i po Wielką Wyspę, którą ponownie zaludniliśmy – chcąc albo nie chcąc, jesteśmy tam drugą co do liczebności w chwili obecnej nacją po Brytyjczykach rdzennych, my Polacy właśnie.

Tym którzy są nieobeznani z naszą nomenklaturą wyjaśniam , że my tu na tych stronach Internetowych, używamy prostych [pradawnych] nazw lądów i plemion i ludów Matki Ziemi, bez naukowego wydziwiania. stosujemy nazwy tak jak to napisano w starożytnych kronikach – Istowie po naszemu są to więc Bałtowie z podręczników naukowych, Skołoci to Scyci, Biały Ląd to Europa, Czarny Ląd to Afryka, a Mazja to Azja.  Ogórek zaś to ogórek, a nie cuminum, cucumber, albo źródło aminokwasów, cukrów, białek, alkaloidów czy czegoś tam, Ogórek to Ogórek.

kisz ogórki promo_image

Przepis 42 – Ogórki kiszone po góralsku (tj. HARSKIE-HARWACKIE, Białochorwackie), czyli w dużej ilości i z orzechami włoskimi

Składniki na 20-litrowe naczynie z kołnierzem:

4 duże korzenie chrzanu

Ok. 20-25 liści porzeczki

3 główki czosnku

10-12 dużych gałązek kopru

10 liści dębu lub 1 liść orzecha włoskiego lub 4-5 zielonych orzechów włoskich

Pół filiżanki suszonych, niedużych papryczek pepperoni (tak, tak – to mało tradycyjny składnik, wiem)

12 kg ogórków gruntowych

Ok. 5-6 litrów wody

kamienna sól

Przygotowanie:

Na dno dokładnie umytego i osuszonego naczynia (to samo dotyczy słoików, które należy wyparzyć) układamy najpierw liście porzeczki – tyle, by całe dno przykryć. Następnie na to koper, a potem grube plastry obranego chrzanu (można je kroić wzdłuż, jeśli nie używamy słoików). Główki czosnku obieramy. Ząbki kroimy na pół wzdłuż i układamy kilka na liściach porzeczki. Do tego dodajemy kilka suszonych papryczek. Na tak przygotowaną warstwę kładziemy umyte i osuszone ogórki – ale uwaga: układamy je ciasno i na sztorc. Aby więcej się zmieściło, raz układajmy grubszą główką do góry, raz do dołu. Gdy pierwsza warstwa ogórków jest gotowa, kładziemy na nie znów koper, chrzan i czosnek, papryczki oraz kilka liści dębu bądź orzech. Te dwa ostatnie składniki zapewniają ogórkom „chrupkość”, zwłaszcza, gdy planujemy je zakisić na zimę. Jeśli jednak wiemy, że nasz ogórkowy zapas zniknie w ciągu najbliższych miesięcy, to dąb czy orzech – można sobie darować.

Układamy kolejną warstwę ogórków, przekładając poszczególne warstwy koprem, czosnkiem, chrzanem, papryczkami i kilkoma listkami porzeczki.

Wodę koniecznie gotujemy. W gorącej rozpuszczamy kamienną sól (podobno daje nieco inny smak) – tyle, by płyn był mocno słony (10-procentowy rostwór). Zalewamy nim ogórki (nie czekamy, aż ostygnie).

W kamiennym naczyniu, które musi mieć specjalny kołnierz, woda powinna sięgać aż 2 cm poniżej brzegu kołnierza. Przykrywamy ogórki kamiennym wiekiem – jest ciężkie i dzięki zabiegowi z kołnierzem oraz wodą, wypycha nadmiar powietrza. Teraz już tylko wystarczy trochę poczekać. Już na drugi dzień na powierzchni wody, pod wiekiem, pojawią się bąbelki powietrza i mętny kożuch – zbieramy go.

Jeśli kisimy ogórki w słoikach, woda powinna przykryć ogórki całkowicie, zaś wieczka – muszą być dokładnie wyparzone, by powietrze i bakterie nie zepsuły nam pracy. 

Po ok. dwóch tygodniach ogórki można już wyjmować do zjedzenia. Kiszone w kamiennych naczyniach, przykrywanych wiekiem – należy zjeść w ciągu 2-3 miesięcy.

ki ogór

Polska znana z kiszenia! – czyli kolejnych 10 przepisów

W Polsce bardzo popularne są ogórki kiszone. Dzięki aromatycznym przyprawom,  możemy uzyskać mnóstwo wyjątkowych smaków. Najczęściej kisimy je z koprem i czosnkiem, ale można również dodać cynamon, goździki, pieprz, imbir, musztardę czy nawet bazylię (traktujmy to jako Przepisy 43-47).

Żeby kiszenie się udało potrzeba trzech rzeczy: czystych słoików, dorodnych warzyw i owoców oraz sprawdzonych przepisów. Słoiki i wieczka muszą być całe, bez odprysków, pęknięć czy śladów rdzy. Owoce i warzywa trzeba kupić świeże. Ważne, by nie były przygniłe i uszkodzone. Najlepiej jest kupować od kogoś zaufanego i sprawdzonego. Ale są i inne sposoby. Mnie nauczono, że, gdy idzie się na targ kupować ogórki, to trzeba zabrać ze sobą nóż. Trzeba przekroić ogórka na pół i sprawdzić, co jest w środku. Jeśli wygląda dobrze, nie ma w nim na przykład pustych miejsc przy pestkach, to jest duże prawdopodobieństwo, że przetwory z tych ogórków nam wyjdą.

Tak zwany polski styl (polish style) w kiszeniu ogórków znany na całym świecie charakteryzuje się tym, że nie używa się octu, ale stosuje się tradycyjną fermentację w słonej wodzie. Zazwyczaj małe ogórki są umieszczane w ceramicznym naczyniu lub drewnianych beczkach, wraz z różnymi przyprawami.

Wśród tych tradycyjnie stosowanych metod w wielu recepturach jest czosnek, chrzan, koper, kminek, liście orzecha czy liście czereśni (przepisy 48 – 50) i – co najważniejsze – sól. Ogórki są następnie przechowywane pod nieszczelnym przykryciem przez kilka tygodni, a im więcej soli się doda, tym są bardziej kwaśne.

Przepis 51

Ogórki kiszone zimowe (pełnosolne) z rodzynkami

Na każdy słój dajemy garść rodzynek, które pełnią rolę cukru bądź miodu.

c more-pickles-001

Dlaczego ogórek jest gorzki

Jeśli zapytacie babcię, dlaczego ogórki czasem bywają gorzkie usłyszycie zapewne porady żeby zawsze obierać je od jasnego końca, co w magiczny sposób ma zapobiegać goryczy, albo odcinać ogórkom końcówki.  Mądrości ludowe nie są przesądem, lecz potwierdzoną przez wieki obserwacją, ale współcześnie bywa że się nie sprawdzają na skutek wprowadzania nowych odmian genetycznych danych warzyw i zwiększania ich odporności.

Gorzki smak w dawnych odmianach ogórków koncentrował się w ciemnym końcu ogórka stąd istniało zalecenie – np. mojej babci aby obcinać końcówki albo końcówkę ciemną a także obierać ogórki surowe od strony jasnej ku ciemnej aby nie rozprowadzać z gorzkiego końca goryczy po całej powierzchni warzywa. Obecnie ma to mniejsze znaczenie, bo mniej jest w nich zwykle owego składnika gorzkiego, a goryczka lekka jest nieodłącznym elementem smaku ogórka. Nadmiaru goryczy pozbywamy się przez posolenie np. ogórków pokrojonych w plastry na mizerię i po jakimś niedługim czasie ich opłukanie w wodzie a następnie osuszenie lub wyciśnięcie. Za czasów mojej babci solenie mizerii i wyciskanie po opłukaniu było obowiązkowe- ogórki były czasem mocno gorzkie w suche lata – nic się z tym nie dało zrobić.

Za gorycz ogórków odpowiadają kukurbitacyny. Jest to cała rodzina substancji występująca  w różnych stężeniach w bardzo wielu roślinach i wywołująca ich gorzki smak. Występują one też we wszystkich ogórkach, jednak najczęściej ich stężenie jest tak niskie, że nie wyczuwamy gorzkiego smaku. Zwiększa się jeśli podczas uprawy ogórka pojawiają się długie okresy suszy, wahania temperatury oraz jeśli gleba jest uboga w azot. Obecność kukurbitacyny w ogórkach jest też uwarunkowana genetycznie, ale nie wyprodukowano jak dotąd odmiany całkowicie od niej wolnej, co najwyżej odmiany bardziej odporne na niekorzystne warunki.

Zatem, jeśli uprawiamy ogórki, musimy o nie dbać, a w szczególności regularnie podlewać, w okresach suszy. Jeśli ogórek kupiliśmy w sklepie musimy liczyć na szczęście. Jeśli jest gorzki, nic nie poradzimy. Możemy go obierać od jasnego albo ciemnego końca, możemy go głaskać, a nawet możemy mu zaśpiewać piosenkę, jeśli jednak jest gorzki to taki pozostanie.

ment nnn cucumber_mint

Ogórki kiszone jasne, z odciętymi końcówkami – Przepis 52

Do kiszenia zawsze wybieramy ogórki jasne, które mają jak najwięcej białego. Od kilku sezonów wkładamy do słoika łyżkę przyprawy do kiszenia ogórków i 2-3 ząbki  czosnku, ale wcześniej mama i babcia wkładały chrzan, koper,  czosnek, gorczycę, czasem listek dębu, czy czarnej porzeczki, ale sekret ich kwaśnego smaku tkwi w ilości soli…. nie lubimy słonych potraw, używamy w rodzinie soli bardzo bardzo oszczędnie. Na 1 litr wody dajemy 1 łyżkę stołową soli do przetworów. W ten sam sposób przygotowuję ogórki małosolne, do dużego glinianego garnka wrzucam koper, chrzan i czosnek, oraz ogórki z odkrojonymi końcówkami i zalewam wodą z solą 1 litr – 1 łyżka. Po 2-3 dniach są pyszne małosolne.
  Składniki: 1 kg ogórków gruntowych tzw. kiszeniaków, jak najjaśniejszych, sól do przetworów, przyprawa do kiszenia ogórków, czosnek

 Słoiki umyć i wyparzyć. Wodę (około 5 litrów zawsze można dogotować jak zabraknie) z solą zagotować w proporcji 1 litr wody – 1 łyżka soli.
Do słoików wsypać łyżkę stołową przyprawy lub włożyć przyprawy świeże (koper, chrzan, gorczyca), oraz 2-3 ząbki czosnku. W słoikach ciasno upchnąć ogórki. Zalewać gorącą wodą i zamknąć słoik. Ja do kiszenia od pokoleń używam tych ze sprężyną, ale możecie użyć klasycznych zakręcanych – wtedy pod wieczko podłóżcie folię.
c Pickled CucumberOgórki cięte wzdłuż do kiszenia

Inne sposoby kiszenia, czyli jak z 52 przepisów robi się 1001

Niestety ten artykuł musiałby być książką gdybyśmy naprawdę zechcieli przedstawić tutaj wszystkie sposoby kiszenia, i wszystkie możliwe warianty kwaszenia i przetwarzania ogórków.  Jak widzicie doszliśmy do około pięćdziesięciu przepisów na ukiszenie bardzo dobrych ogórków. Każdy z tych przepisów spowoduje, że będziemy mieli różnicę w smaku. W hipermarkecie znajdziecie w ogóle ogórki na kilka, ewentualnie kilkanaście sposobów. Takiego bogactwa jak choćby powyżej nie uświadczycie na półkach sklepowych. Teraz będzie najlepsze. W jednym zdaniu powiększymy pulę przepisów dwukrotnie. czyli z 50 zrobimy za jednym zamachem 100. Wyobraźcie sobie, że wszystkie powyższe sposoby kiszenia możecie wykonać nie z koprem nasiennym, czyli z suchymi baldachami i łodygami, ale ze zwykłym zielonym koperkiem naciowym. Dawne Królestwo Sis (Wielka Scytia, Wielka Sarmacja, czy jak jeszcze tę krainę nazywano Wenedia, albo Tartaria) jest naprawdę olbrzymim obszarem na którym ludzie wymyślili wszystko co jest możliwe, a w tym takie sposoby przetwarzania ogórków o jakich się wam nawet nie śniło.

Mamy zatem 100 przepisów na kiszenie – zgadza się? Teraz powiem wam jak zrobić z nich 200. Otóż do każdego kiszenia możecie użyć przypraw i ziół, które nie są tam wkładane w całości lecz w postaci mielonej – sproszkowanej. Spróbujcie tego – to będą inne ogórki.  Jeśli tych 200 przepisów pomnożycie przez takie formy konserwowania jak: konserwowanie w zalewie octowej , piklowanie i sałatka to macie już 800 rodzajów ogórków na zimę.  Wyobraźcie sobie ile wariantów dochodzi przez sam fakt, ze do słoików wkładacie nie całe ogórki jak to mamy w zwyczaju, ale na przykład cięte w długie ćwiartki – to nie to samo co pikle, bo pikle to są ogórki obrane ze skóry. Pikle także mogą być kiszone a nie zalewane octem. Wyobraźcie sobie ile wariantów możecie osiągnąć dodając odrobinę octu balsamicznego, albo octu winnego, albo stosując kwasek cytrynowy zamiast octu.  Do tego dochodzą mizerie konserwowe i różne przeciery ogórkowe, od najprostszych zawierających tylko ogórki po mieszanki np. ogórka z marchwią czy selerem.

Myślę, ze chociaż nie zamieściłem tutaj 1001 przepisów to wywiązałem sie jednak z obietnicy i ninijeszy tekst o kiszeniu ogórków, konserwowaniu ogórków, robieniu pikli i sałatek ogórkowych daje wam owe tytułowe Tysiąc i jedną możliwość na Tysiąc i jeden obiad , śniadanie i kolację z Ogórkiem.

A wiecie że 1001 dni to ponad dwa i pół roku? Ponieważ nie tylko ogórkiem człowiek żyje to gwarantuję wam, że do końca życia nie spróbujecie wszystkich możliwych wariantów ogórków kiszonych i konserwowych.

Pokażemy zatem poniżej jeszcze kilka sposobów konserwowania ogórków.

c img_1699

Czary z kaloriami oraz korniszony

Czy ogórki kiszone są mniej kaloryczne od świeżych? Tak – to prawda. Wszystko dlatego, że podczas fermentacji następuje przemiana węglowodanów w kwas mlekowy. We wszystkich kwaszonych produktach (warzywach, sokach) mamy zatem mniej węglowodanów, czyli mniej kalorii.

Ogórkom kiszonym nie ustępują wcale ogórki konserwowe. Różnią się od kiszonych tym, że do marynowania używany jest ocet lub kwasek cytrynowy. Często mówimy wymiennie: ogórki konserwowe lub korniszony – jednak jest między nimi różnica. Korniszony w odróżnieniu od ogórków konserwowych są malutkie. Jest to szczególna odmiana ogórka wykorzystywana prawie wyłącznie do marynowania. Nazwa ma pochodzić z francuskiego słowa cornichon, czyli „głuptas, dudek”. Jest to też najpopularniejsza zakąska do wódki – więc może nie bez znaczenia ta nazwa.

Korniszony

Korniszonki robimy na tyle sposobów co ogórki zwykłej wielkości czyli na 1001, tylko tyle, że są to małe całe ogóreczki, które robimy w zalewie octowej lub z wody z kwaskiem cytrynowym. Podaję więc tylko jeden przepis i kilka fajnych obrazków korniszonków bardzo zgrabniutkich prawdziwie królewskich i czysto polsko-sistańskich

c 1306763776757Porównanie korniszonów i zwykłych ogórków

Składniki

  • Zalewa:,
  • litr wody,
  • 8 dag cukru,
  • 2 szklanki octu,
  • 3 dag soli,
  • ziele angielskie,
  • 5 liści laurowych,
  • cebula,
  • czosnek,
  • KOPER,
  • marchewka,
  • ogórki,
  • gorczyca ( po 5 ziarenek do słoika),
  • chrzan,

c IMG_3860Koper nie musi być suchy i twardy – korniszony meksykańskie z zielonym koprem i gorczycą

1. ogórki umyć, do słoików litrowych włożyć 2 plastry cebuli, ząbek czosnku, koperek, ok 5 ziarenek gorczycy, laskę chrzanu, 5 plasterków marchewki, po 1 listku laurowym, 3 ziarenka ziela angielskiego , napchać ciasno ogóreczki do słoika i zalać kipiącą zalewą , szybko zakręcić , wstawiać słoiki do garnka z gorącą wodą ( ważne!!! gotować tylko 3 minuty od chwili zagotowania nie więcej bo ogórki będą miękkie!!!)

2. zalewa: wodę , cukier, ocet i sól zagotować i zalewać ogórki!!!

c mgp61572

Pikle

To ogórki obierane i opróżniane z nasion lub nie, ale cięte w paski lub słupki w różnych zalewach

Pikle z cebulą i marchewką w krążkach

 

ilość sztuk : 5 słoików 0,5 l

  • 2 kg ogórków gruntowych
  • 1 duża cebula pokrojona w plasterki
  • 1 marchewka pokrojona w plasterki
  • ziarna pieprzu
  • ziarna ziela angielskiego
  • liście laurowe
  • Zalewa
  • 1litr wody
  • 1 szklanka octu 10%
  • 3 płaskie łyżki soli
  • 2 szklanki cukru
  • 5 łyżeczek musztardy
  1. Przygotować zalewę: w dużym garnku wymieszać wszystkie składniki na zalewę i zagotować. Odstawić aby ostygła.
  2. Półlitrowe słoiki i nakrętki umyć i wyparzyć.
  3. Ogórki umyć, obrać i wydrążyć z pestek. Pokroić na podłużne paski.
  4. Na dno słoika dać po krążku cebuli i kilka plasterków marchewki. Następnie układać w słoiku pokrojone ogórki (pionowo) i na wierzch włożyć liść laurowy i po kilka ziarenek pieprzu i ziela angielskiego.
  5. Całość zalać przegotowaną i ostudzoną zalewą. Słoik zakręcić i pasteryzować pod przykryciem przez 6 minut.

cc DSC_4373

pikle windyjskie (indyjskie) z curry i kardamonem

Są to pokrojone w zgrabne słupki ogórki o lekko żółtym zabarwieniu. Wyglądają bardzo apetycznie i równie dobrze smakują. A to dzięki zastosowanym przyprawom: curry, kolendry i kardamonu.

Mają lekko słodko-kwaśny smak.

Składniki:

  • ogórki
  • cebulka szalotka
  • ziarna kolendry
  • ziarna kardamonu (może być w proszku)

zalewa:

  • 1 l wody
  • 1 szklanka octu
  • 1,5-2 szklanek cukru
  • 1 łyżka soli
  • 1,5 łyżki curry

Wszystkie składniki zalewy wymieszaj, zagotuj i wystudź.

Ogórki obierz ze skórki i pokrój wzdłuż w słupki. Małą cebulkę szalotkę pokrój na ćwiartki.

Ogórki ułóż ciasno w słoikach. Na wierzchu umieść dwie ćwiartki cebulki. Do każdego słoika wsyp po 1/2 łyżeczki nasion kolendry i kardamonu.

Zalej letnią zalewą. Pasteryzuj ok. 20 minut.

Pikle litewskie z czarną gorczycą

Ogórki w ilości wg uznania, ocet, pieprz ziarnisty, goździki, ziele angielskie, chrzan, cebule, 2 ząbki czosnku, 5 dag czarnej gorczycy.

    Obrane, świeże ogórki pokroić wzdłuż na 4 części, wydrążyć pestki, posolić i odstawić na 24 h. Wyjąć, osuszyć, włożyć do glinianego naczynia, ugotować tyle octu by przykrył ogórki, zalać wrzątkiem. Odstawić na 2 dni. Zlać ocet, zagotować, zalać wrzątkiem. Po 2 dniach znów tą czynność powtórzyć. Utłuc pieprz ziarnisty, goździki, ziele angielskie. Posiekać trochę chrzanu, kilka cebul, ząbki czosnku i czarnej gorczycy. Dodać do ogórków. Zalać gorącym octem, najlepiej winnym. Odstawić.

c IMG_1355Pikle to nie muszą być cieniutkie paski obrane ze skórki, mogą to być także ćwiartki ze skórką

Pikle w zalewie curry

ze strony http://przysmakimagdi.blox.pl/2012/09/Pikle-w-zalewie-curry.html (łącznie z foto)

  • 5 kg dojrzałych ogórków,
  • natka selera,
  • 2 duże cebule,
  • 1 opakowanie przyprawy curry (Kamis),
  • 3 litry wody,
  • 2 szklanki cukru,
  • 1½ szklanki octu,
  • 5 łyżeczek białej gorczycy,
  • 3 płaskie łyżki soli.
  1. Obrane ogórki pokroić wzdłuż na cztery części, wykroić gniazda.
  2. Ułożyć pionowo w słoikach.
  3. Do każdego dodać 2 – 3 liście z natki selera.
  4. Cebulę pokroić w plastry.
  5. Wodę zagotować, do wrzatku dodać składniki zalewy i cebulę, ostudzić.
  6. Zalać pikle. Pasteryzować 5 – 10 min.

cc pikle filipek27august_016

Przeciery na zimę

Przeciery ogórkowe mogą mieć różną konsystencję a zależy ona wyłącznie od rodzaju zastosowanej tarki, mogą mieć też różny skład – czysty , wyłącznie ogórkowy lub z innymi warzywami.

Przecier 1

  • 5 kg ogórków gruntowych
  • 1 główka czosnku
  • pęczek kopru
  • korzeń chrzanu
  • 2 łyżki soli kamiennej na litr wody
  • pieprz czarny ziarnisty
  • liść laurowy
  • 1,5 litra wody

Ogórki gruntowe zalewamy zimną wodą. Myjemy i ścieramy tarką jarzynową o grubych oczkach. Do słoików nakładamy do połowy starte ogórki, następnie dodajemy liść laurowy, kawałek chrzanu, kilka ziaren pieprzu, ząbek czosnku i kawałek kopru. Uzupełniamy słoiki startymi ogórkami. Wodę zagotowujemy z solą i przegotowaną, przestudzoną wodą zalewamy ogórki. Szczelnie je zakręcamy i odstawiamy. Po około 2. tygodniach możemy je dodatkowo pasteryzować.  Z 5 kg ogórków wychodzi kilkanaście słoików przecieru o pojemności 0,5 l.

Przecier 2

1 kg ogórków
1 łyżka soli
4 baldachy suchego kopru
2 łyżeczki gorczycy
4 kawałki korzenia chrzanu
8 ząbków czosnku

Ogórki umyć. Utrzeć na tarce jarzynowej / grube oczka / bez obierania. Osolić. Zostawić aż puszczą sok( ok. 2 godz. ) . Do każdego wyparzonego uprzednio słoiczka włożyć  na dno kawałek chrzanu, baldach kopru, 2 ząbki czosnku, 1/2 łyżeczki gorczycy. Wlać masę utartych ogórków z sokiem. Słoiki zakręcić. Zostawić na tacce w cieple na 4 dni.  Wynieść w ciemne, chłodne miejsce. Nie trzeba wekować . Słoiki zamkną się same, a przecier może służyć nawet przez 3 lata.

Przecier 3

z blogu: http://megishow.blogspot.com/2013/08/przecier-ogorkowy.html

kiszone

(foto także z blogu: http://megishow.blogspot.com/2013/08/przecier-ogorkowy.html

– 1,5 kg dużych ogórków

-        3 – 4 marchewki
-        3 – 4 ząbki czosnku
-        Pęczek koperku
-        Natka pietruszki
-        1, 5 łyżki soli do przetworów

Ogórki dokładnie umyć i zetrzeć na tarce o grubych oczkach, tak samo zetrzeć marchewkę. Czosnek przecisnąć przez wyciskarkę, drobno pokroić koperek i natkę, posolić, dokładnie wymieszać i odstawić na 3 godziny. Następnie nałożyć do słoików, nie pasteryzować, odstawić na kilka dni w jasne miejsce, aby podkisło i znieść do piwnicy. Znakomity przepis na przecier, zupka ogórkowa z niego wychodzi super.

Ogórki konserwowe

Słodko-kwaśne, czyli w zalewie wodno-octowej lub  zalane wodą z kwaskiem cytrynowym

Składniki:

2 kg dużych gruntowych ogórków 
2 świeże czerwone papryki 
kilka ząbków czosnku 
1 mała  wiązka świeżego koperku 
1 szklanka soli

9 szklanek wody

Zalewa:

3 szklanki wody 
2,5 szklanki octu 10% 
3 szklanki cukru (następnym razem dam trochę mniej) 
1 łyżeczka ziela angielskiego 
2 łyżeczki gorczycy 
2 liście laurowe 
szczypta pieprzu 
2 duże cebule 
2 łyżeczki kurkumy
Sposób przygotowania:
 
1. Ogórki myjemy, odcinamy ogonki, kroimy wzdłuż na plasterki. Zalewamy roztworem z 1 szklanki soli i 9 szklanek wody. Odstawiamy na ok. 3 godziny. W tym czasie ogórki zmiękną i puszczą sok.
2. Przygotowujemy słoiki: do każdego dodajemy po 1 ząbku czosnku i po 1 łyżce siekanego świeżego koperku. 
3. Ogórki odcedzamy z zalewy. Układamy na stojąco w słoikach, dodajemy również po kilka pasków papryki.
4. Gotujemy zalewę – wszystko razem ok. 10 minut. Gorącą zalewamy słoiki, zamykamy i pasteryzujemy ok. 5 minut.
c 9040087-opened-glass-jar-of-green-pickled-cucumbers 

Na ostro

 3 kg ogórków gruntowych 4 łyżki soli
1 główka czosnku
8 łyżek oleju rzepakowego 1,5 szklanki octu 10%
0,5 kg miodu
2 łyżeczki sproszkowanej papryki chili 
Ogórki myjemy kroimy na ćwiartki, a następnie, gdy istnieje taka potrzeba, kroimy jeszcze cieniej. Zasypujemy solą, mieszamy dokładnie i odstawiamy na 4 godziny
 
Szykujemy zalewę: gotujemy pokrojony w plasterki czosnek, olej, ocet i miód. Po zagotowaniu dodać mieloną paprykę. Wymieszać.
 
Gdy ogórki odstoją 4 godziny, zlewamy z nich wodę do osobnego naczynia. Ogórki zalewamy zalewą i odstawiamy na kolejne 4 godziny.
Po tym czasie ogórki z zalewą przekładamy do słoików. Na koniec zalewamy ją odstawioną wodą po ogórkach.
 
Słoiki zakręcamy. Wstawiamy do garnka z gorącą wodą. Pasteryzujemy je ok. 10-15 minut.
Wyciągamy, stawiamy do góry dnem, do ostygnięcia.

W zalewie mocno musztardowej

Składniki zalewy na 4 kg ogórków:

  • 1,5l wody
  • szklanka octu
  • 350g musztardy (najlepsza musztarda kremska)
  • 1 szklanka cukru
  • 3 łyżki soli
  • 3 łyżeczki chrzanu
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • pare listków laurowych

Składniki do słoików dla towarzystwa ogórkom:

Do słoików obok ogórków pokrojonych wzdłuż (do małych słoików) a małe ogórki do większych słoików można wkładać w całości.

Do każdego słoika:

  • ząbek czosnku (lub pół do małych słoiczków)
  • 2-3 słupki marchewki (mniej lub więcej w zależności od wielkości słoika)
  • kilka kulek pieprzu czarnego
  • jak ktoś lubi może dodać świeży koper

Wykonanie zalewy jest proste –  wymaga tylko wlania wszystkich składników do jednego garnka i przegotowania. Po ostudzeniu zalewy możemy zalać przygotowane wcześniej słoiki z ogórkami i dodatkami.

Przygotowane słoiki wstawić do dużego garnka. Do tego garnka wlać tyle zimnej wody, aby była do polowy słoików. Całość zagotować, a od chwili zagotowania pasteryzować przez 5 minut. Słoiki wyciągnąć z garnka i odstawić do spiżarni.

c 1306762657320

Ostre ogórki Huno-Awarskie (Uhorzańskie- Węgierskie)

zalewa:

  • 8 łyżek oleju
  • 1/2 kg cukru
  • 1,5 szklanki octu
  • 1,5 główki czosnku (czosnek siekamy)
  • 3 łyżki chili
  • 2,5 kg małych ogórków
  • 4 łyżki soli kamiennej
    • ok 7 -8 małych słoików

Najlepiej zacząć przygotowywać ogórki o 12:00 w południe.

Ogórki dokładnie myjemy, można gąbką. Jeśli są większe od kciuka można je przekroić na pół. Powstała opinia, że ogórki przekrojone są ostrzejsze.

Przekładamy do dużej miski i zasypujemy solą kamienną. Można co jakiś czas odlać wodę. Ogórki pozostawiamy pod przykryciem (można ściereczkę użyć) na 6 godzin. 

Ok godz 18:00 powinniśmy zalać ogórki zalewą. Można ją przygotować sobie np godz szybciej. Zagotowujemy ze sobą wszystkie składniki, ale chili dodajemy po ostudzeniu. 

Ogórki ostatecznie odcedzamy i zalewamy przygotowaną zalewą. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w zacienione miejsce. Można co jakiś czas przemieszać. Ogórki zostawiamy w zalewie na 12 godzin. Rano ok godz 8:00 powinny być już gotowe. Można je śmiało konsumować.

Następnie ogórki przekładamy do czystych i suchych słoików, zalewamy ostrą zalewą razem z czosnkiem. Nam wychodzi ok 7 słoiczków z takiej porcji.

Pasteryzujemy ok 10 minut. Schować do ciemnego, chłodnego miejsca.  Ogórki powinny doczekać do zimy. Są bardzo smaczne.

Ogórki konserwowe z curry

ilość sztuk : 10 -12 słoików 300 ml

  • 3 kg ogórków
  • 5 dużych cebul
  • 3 łyżki soli
  • Zalewa
  • 3 szklanki wody
  • 1 szklanka octu
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka pieprzu mielonego
  • 2 łyżeczki gorczycy
  • 2 łyżeczki curry
  • Ogórki pokroić w słupki. Cebulę pokroić w piórka. Wymieszać cebulę z ogórkami i 3 łyżkami soli. Odstawić na 1 godzinę.
  • Wszystkie składniki na zalewę wymieszać i zagotować.
  • Ogórki odcisnąć i wrzucić do gotującej się zalewy. Gotować przez 20 minut.
  • Gorące ogórki przełożyć do słoików wraz z zalewą (najlepiej też gorących). Zakręcić słoiki i ustawić do góry dnem. Już nie pasteryzować.

Konserwowe z miodem

ilość sztuk : 4 słoiki 0,5 l

  • 2 kg ogórków, umytych
  • Zalewa
  • 1 litr wody
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1/2 – 3/4 szklanki octu 10%
  • 1,5 łyżki soli
  • 4-5 łyżek miodu
  • Ogórki pokroić w plastry o grubości 0,5 cm, włożyć do słoików.
  • Wszystkie składniki na zalewę zagotować i gorącą napełniać słoiki z ogórkami.
  • W dużym garnku zagotować wodę. Ostrożnie wstawić słoiki i pasteryzować (gotować na wolnym ogniu) przez 5-10 minut.
  • Wyjąć słoiki ostrożnie z garnka, postawić na ściereczce i odczekać aż wystygną. Przechowywać w chłodnym, ciemnym miejscu.

Ogórki po kozacku

Składniki zalewy:
* 4 szklanki wody
* 1 szklanka octu
* niepełna szklanka cukru
* 3 niepełne łyżki soli
* 5 łyżek musztardy

Dodatkowo do każdego słoika:
* niepełna łyżeczka gorczycy
* kilka ziaren ziela angielskiego
* kilka ząbków czosnku
* kwiat kopru
* kilka plasterków marchwi
* ogórki

Do wyparzonych słoików wkładamy koper, marchewkę, gorczycę, ziele angielskie, obrane ząbki czosnku oraz umyte ogórki.Ogórki jeśli są duże można pokroić wzdłuż na 4 części a mniejsze można pozostawić całe.
W dużym garnku z podanych składników gotujemy zalewę. Dobrze jest musztardę najpierw wymieszać w niewielkiej ilości wody aby nie powstały grudki i dobrze się rozpuściła. Zalewa powinna się pogotować około 5 minut po czym zalewamy nią ogórki. Gorące słoiki natychmiast zakręcamy, odstawiamy dnem do góry i pozostawiamy w takiej pozycji do całkowitego ostygnięcia.

Inne ogórki po kozacku – bez obierania

4kg ogórków , 0,5 kg cebuli ,1szkl soli ogórki pokroić w 1,5 do 2 cm takie koreczki cebulę też pokroić i to wszystko zasolić i zostawić na 2 godz.
ZALEWA
5szkl wody ,2 szkl. octu , 3 szkl. cukru i to zagotować do każdego słoika dać po 1 łyżeczce ziela angielskiego , 1 łyżeczce gorczycy , parę listków laurowych , 1 łyżeczka przyprawy do grila ( pikantna)
Po dwóch godzinach włożyć ogórki z cebulą do słoików z przyprawami zalać zalewą i pasteryzować 10 min
cc 1d

Ogórki po Kaszubsku

SKŁADNIKI :

  • ogórki gruntowe
  • papryka czerwona ( 3-4 plastry na słoik)
  • gorczyca ( 1/2 łyżeczki na słoik)
  • cebula ( 2 plastry na słoik)
  • chrzan ( korzeń lub liście)
  • koper ( najlepiej kwitnący)
  • cebula biała ( 2 krążki na słoik)

Zalewa :

  • 1 litr wody
  • 1 szklanka octu
  • 6 łyżek cukru
  • 1 łyżka soli
PRZYGOTOWANIE :
Ogórki myjemy i układamy w przygotowanych wcześniej słoikach. Do każdego słoika wkładamy paprykę czerwoną pociętą w paseczki. dajemy około 3-4 paski na słoik. Dodajemy też 2 krążki cebuli, gorczycę, chrzan i koper.
Składniki zalewy wlewamy do garnka i zagotowujemy. Przelewamy do słoików zostawiając nieco pustej przestrzeni i zakręcamy.
Pasteryzujemy około 15 minut.
Słoiki do pasteryzacji wkładamy do gotującej się już wody i dopiero od tego momentu liczymy czas.

Ogórki konserwowe po Harsku czyli po Góralsku

Ogórki po góralsku2,5 kg ogórków
2 główki czosnku
60 dag cukru
4 płaskie łyżki soli
2 szklanki octu
8 łyżek oleju
2 łyżki pieprzu mielonego
Czosnek przecisnąć, ogórki pokroić w paski, posolić, zostawić na 4 godziny – nie odcedzać ogórków
Zalewa: Ocet+cukier+olej zagotować, do ogórków dać przyprawy, pieprz+ czosnek, zalać wrzątkiem ogórki, pozostawić na 12 godzin.
Następnie włożyć do słoików – nie gotować.
c img_3449_2Mizeria konserwowa z ostrymi papryczkami i zielonym koperkiem
 

Mizerie

Ogórki konserwowe po łotewsku albo po szwedzku nr I

ogórki gruntowe

1 cebula

650 ml wody

350 ml octu

500 ml cukru

2 i 1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki curry

koper

gorczyca

Wodę doprowadzamy do wrzenia, rozpuszczając w niej cukier, sól i curry. Dodajemy ocet, czekamy, aż się zagotuje.  Zalewę zdejmujemy z ognia, odstawiamy.

Ogórki dokładnie myjemy i kroimy w nie za cienkie plastry, bez obierania. Aby były falowane, używam do krojenia specjalnego dekoratora, lecz równie dobrze smakują proste. :) Cebulę obierami i kroimy w półplastry. Jak dla mnie, cebula ma nadac jedynie nute smakową, dlatego daję jej naprawde niewiele. choć lubię cebulę, nie chcę, by zdominowała akurat tę sałatkę.

Ogórki wraz z cebulą przekładamy do dużej miski i zalewamy zalewą. Pozostawiamy je na 30 minut.

Następnie ogórki wyjmujemy łyżką cedzakową i przekładamy do słoików. Kiedy słoiki będą już wypełnione ogórkami, wlewamy zalewę, do każdego słoika wsypując po 1/2 łyżeczki gorczycy i wkładając po kawałku gałązki kopru.

Słoiki starannie zakręcamy i pasteryzujemy 5 minut. Studzimy postawione na zakrętkach.

cc Pickled-CucumberWeb

Sałatka łotewska II

Składniki:
  • 8 kg ogórków
  • 0,5 kg marchewki
  • 1 kg cebuli
  • 20 dkg pietruszki
  • 2 główki czosnku
  • 0,5 litra octu 10%
  • 0,5 litra oliwy
  • 1 szklanka cukru
  • 15 dkg soli
  • 30 ziaren pieprzu
  • 10 ziaren ziela angielskiego
  • 10 goździków
Wykonanie:
Ogórki umyć, nie obierać, pokroić w grube krążki. Marchew, cebulę, korzeń pietruszki, czosnek pokroić w plasterki. Pokrojone warzywa posypać solą i cukrem. Pozostawić na 3-4 godziny. Ocet zagotować z przyprawami i wystudzonym zalać warzywa. Zagotować oliwę i dodać do warzyw. Napełniać słoiki warzywami dość mocno upychając. Pasteryzować ok. 20 minut.

mizeria marynowana

Składniki

  • 4 kg ogórków
  • 40 dag soli
  • Zalewa:
  • 1 l wody
  • 1/2 l octu 6-proc.
  • 10 dag cukru
  • 1-2 ziarenka ziela angielskiego
  • 1 liść laurowy
  • 1 łyżeczka gorczycy
  • 2 ziarenka pieprzu

Sposób przygotowania

Ogórki myjemy, obieramy i kroimy w jak najcieńsze plasterki. Mieszamy z solą, a następnie szczelnie napełniamy tą krajanką słoje ubijając delikatnie łyżką. Zalewamy ciepłą zalewą z wody, octu i przypraw, tak by nie pozostawić pęcherzy powietrza między warstwami ogórków, a zalewa przykrywała zawartość słoików. Można po wlaniu każdej porcji wody przekręcać słoiki w różne strony, odstawiać na 5 min, po czym dolewać do pełna. Pasteryzujemy ok. 15 min, także w trakcie pasteryzacji poruszając słojami.

Inna mizeria zimowa

Składniki:
 – Ogórki
– pieprz ziarnisty (po kilka ziaren na słoik)

Zalewa: ( na kilka kilo ogórków)
– 3 litry wody
– 1 szklanka octu 10%
– 5 łyżek soli
– 15 łyżek cukru

Składniki na zalewę zagotować, przestudzić .
Ogórki obrać ze skórki, pokroić jak na mizerię, dość ciasno ułożyć w słoiku, zalać zalewą, na wierzch każdego słoika włożyć kilka ziaren pieprzu. Zakręcone słoiczki  pasteryzować 10 min.
Pozostałą zalewę możemy wlać do słoików , zakręcić i wykorzystać za kilka dni do przygotowania kolejnej porcji mizerii.
Smacznego:)c Dill-Cukes

Zimowa mizeria III

 Bierzemy na 1 kg ogórków czubatą łyżkę soli, ocet.

Obrane ogórki kroimy do miski w talarki, zasypujemy solą, mieszamy, po 15 minutach skrapiamy octem i znowu mieszamy. Tak zrobione ogórki trzymamy w misce około 4 godzin. Ogórki w tym czasie puszczą sok, którym później zalewamy ogórki włożone do słoików. Tej zalewy powinno starczyć na wszystkie słoiki (ogórki muszą być przykryte}. Jeżeli zabraknie wam soku z ogórków możecie dolać troszku wody. Gdy już mamy ogórki w słojach i zalane sokiem z nich powstałym, zakręcamy słoiki a następnie pasteryzujemy około 15-20 minut (zależy od wielkości słoika).

salatka_szwedzka1obrSałatki konserwowe i kiszone

Sałatka z ogórków z czosnkiem

Składniki:

  • 3 kg ogórków
  • 2 łyżki soli
  • 1 szklanka octu
  • 1,5 łyżeczki chili
  • 0,5 kg cukru
  • 4 lyżki oleju
  • 1 główka czosnku
Przygotowanie:
  • ogórki umyć, pokroić w cienkie plasterki razem ze skórką), posolić, odstawić na 2-3 godziny
  • zlać sok, wkroić główkę czosnku – najlepiej pokroić w cieniusieńkie plasterki, ewentualnie wycisnąć, ale z krojonymi jest lepsza, dodać chili, wymieszać dokładnie, odstawić na kolejne 2-3 godziny
  • zagotować ocet, cukier, olej i wrzątkiem zalać ogórki, odstawić na 2-3 godziny
  • wkładać do słoików, ciasno uciskając, z wierzchu delikatnie zalać powstalym sokiem, mają być nim tylko przykryte
  • pasteryzować około 5-7 minut, przechowywać w piwnicy

Ogórki konserwowe możemy łączyć z dowolnymi gatunkami papryki o dowolnej ostrości, także oczywiście z papryką słodką, jak również z innymi warzywami takimi jak cukinia, patisony, kabaczki, bakłażany

Sałatka zielona z cukinią i ogórkami

z www.czarkuchnirymowany.blogspot.com

Składniki.

*2 kg cukinii nie przerośniętej
* 2 kg ogórków nie przerośniętych, a nawet malutkich(!);
* 0,3 kg cebuli;
* 0,1 kg marchwi;
* 1 szkl szczypiorku;
* 20 liści laurowych;
* ok 40 ziaren ziela angielskiego;
* 250 ml wody; ¹]
* 0,5 l octu jabłkowego; ¹]
* 1 łyżeczka octu balsamicznego;
* 50 ml oleju z pestek winogron, lub z ryżu
* sól (ok 1 łyżki),
* cukier(1 łyżeczka),
* pieprz naturalny(użyłem zielony), świeżo zmielony(1 czubata łyżeczka ).
—————
¹] – można zmienić proporcje, gdyż ocet jabłkowy jest mniej ostry , a i z warzyw dużo cukrów osłabia kwasowość.
Wykonanie.
Sporządź wywar z wody liści i ziela angielskiego, gotuj ok 15 minut, wystudź.
Cukinię i ogórki pokrój w niezbyt cienkie plasterki, małe ogórki(4-5 cm przecinaj tylko na pół, mniejsze 2-3 cm pozostaw w całości, marchew zetrzyj na tarce w najgrubsze wiórki, całość posól wymieszaj. Cebulę pokrój w piórka, lekko posyp cukrem, wymieszaj i po 10 minutach dodaj do zielonej części sałatki. Wlej sporządzony wywar z liści i ziela. Pozostaw na dwie godziny, co jakiś czas przemieszaj.
Dodaj wszystkie pozostałe składniki, (dopiero teraz ocet!) wymieszaj, pozostaw znów na dwie godziny, dokonaj „degustacji” dopraw jeśli taka będzie potrzeba, pakuj w słoiki, pasteryzuj przez 10 minut w temp. 80 – 85 stopni C.

 

Sałatka z ogórków i papryki

Składniki:

  •  ogórki ( 2 kg )
  •  marchew ( 3 średnie sztuki)
  •  czerwona papryka (4 sztuki)
  •  cebula ( 6 sztuk)
  •  czosnek ( 5 ząbków)

Zalewa :

  •  1 szklanka octu
  •  2 szklanki wody
  •  1 szklanka cukru
  •  1,5 łyżki soli
  •  5 ziaren ziela angielskiego

Przygotowanie:
Ogórki pokroić w plasterki ( ja starłam na tarce na plasterki) Marchew zetrzeć na tarce o grubych oczkach . Paprykę pokroić w kostkę lub paski. Cebulę pokroić w pół plasterki. Czosnek przecisnąć przez praskę lub drobno posiekać.Wszystko dokładnie wymieszać. Składniki na zalewę zagotować chwilkę. Zalać zalewą warzywa. Odstawić na niecałe 2 godziny. Przekładamy do słoików. Zakręcamy i pasteryzujemy 10 min. Na dno garnka wkładamy ścierkę aby słoiki nie popękały. Układamy słoiki i zalewamy wodą aby przykryła ok. 3/4 słoika. Stawiamy do wystygnięcia do góry dnem.

Zachęcam do testowania nowości i przepisów egzotycznych

c 12 Ogórki meksykańskie, czyli nasz prezent dla Ameryki, który możemy sobie teraz odebrać w postaci nieco odmienionego ogórka meksykańskiego

Chociaż w żywieniu ważna jest prostota i korzystanie z lokalnych produktów to rozległość naszego dziedzictwa kulturowego sprawia, ze wiele sposobów kiszenia ogórków, wiele gatunków i odmian tej rośliny – jak choćby żółte ogórki hinduskie, czy amerykańskie odmiany ogórków (meksykańskie) , które są wszak tylko wariantami NASZYCH ARYJSKICH, INDOEUROPEJSKICH, EURO-AZJATYCKICH OGÓRKÓW wymykają się z codziennej praktyki, są nieobecne potocznie na targach i w naszych spiżarniach.  Urozmaicenie i odmiana są jednak także ważnym elementem równowagi psychicznej i zadowolenia z życia, życie jest i ma być PRZYJEMNOŚCIĄ.

c french-pickling-cukesRóżne gatunki ogórków europejskich

Jeśli ktoś chce może sięgnąć i po to zapomniane dziedzictwo. Czasami wymaga to trochę wysiłku, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Ogórki hinduskie czy meksykańskie możemy hodować z nasion jakie sprowadzimy z Indii, w naszych ogrodach.

c IMG_1415Korniszony meksykańskie porównanie z rozmiarem papryki

Ale jest cała masa odmian europejskich ogórków, które możemy uprawiać, albo otrzymać od ludzi którzy je uprawiają – od zaufanych producentów żywności ekologicznej, niepryskanej, nie nawożonej sztucznie – zdrowej żywności.

c hungarian korniszon 7-14-3Cofnijcie się do pierwszych zdań tego artykułu pod pierwszym obrazkiem na samej górze – tam jest napisane, że istnieją 53 gatunki ogórków, więc pomnóżcie sobie teraz nasze 1001 przepisów przez 50 i mamy 50 tysięcy 50 przepisów (50 050). To taka premia ode mnie dla cierpliwych, którzy przebrnęli przez cały ten „Hymn pochwalny dla OGÓRKA”. Zachęcam do tego jak i do odkrywania takich przepisów zapomnianych, lub nieznanych. Tutaj jeden z Indii – niestety tylko po angielsku:

from: http://smithasspicyflavors.blogspot.com/2010/10/instant-cucumber-pickle-kheera-achaar.html

Pickles are a craze for us south Indians. Many want to have their first bite of dinner or lunch to be with any pickle. Be is with hot rice or even with chapathis. Pickles with perugu annam is also very common. The yummy taste of cold curd rice with spicy pickle! yum!!
Pickles like avakaya, usurkaya are prepared carefully only one time of the year when the mangoes are in abundance or you get lots of gooseberries (amla) and stored very carefully for the rest of the year.
For us who live here away from home, where we don’t get good mangoes…we turn to store made pickles, which are OK sometimes, but for the most part aren’t good when stored for long. That’s when we turn to these instant pickles, which aren’t that difficult to make and can be eaten instantly!
I put up an recipe for an instant Mango pickle before.
Here is an instant pickle made with crunchy salad cucumber….yes I am not kidding, the green cucumber which we eat as salad can also be made this way as pickle. It taste good, is crunchy when eaten immediately.
Makes for a good side item for a party or a pot luck.
I made it to my taste…please increase or decrease quantities according to yours!!

Ingredients:

1 + 1 1/2 cucumber, chopped to small pieces
about 1-2 tbsp of oil

To dry roast and grind to powder:

1 tbsp mustard seeds
1/2 tbsp methi seeds

To add to chopped cucumber:

1/2 tsp turmeric
1 tbsp chilli powder
1 tbsp amchur powder
salt to taste

For Tempering:

6 cloves of garlic, chopped
1/2 tsp urad daal
1/4 tsp mustard seeds
1/4 tsp jeera
5-6 dry red chillies, broken
1/2 tsp Hing, asfoetida, inguva
bunch of curry leaves

Method:

Peel and chop the cucumber to small pieces, smaller than bite size pieces preferably.

Dry roast the mustard seeds and methi seeds and grind to powder.

Chop garlic and heat oil for tempering. Add the chopped garlic, urad daal..let it brown.
Add the mustard seeds and jeera…let them splutter.
Add the red chillies, hing and curry leaves, when they splutter add it to the chopped cucumber.

Add the rest of the ingredients like salt, turmeric, red chilli powder and amchur powder to the cucumber. Mix well.

You will notice that when its first mixed, the pickle is thick, but slowly the juices from the cucumber start coming out and the pickle will become juice. After one day, it will be more juicy, thats why it doesn’t store good for long.
Serve immediately with hot steamy rice, perugu annam (dahi rice, yogurt rice), roti or chapathi or as a side item. Can be kept in the refrigerator for 2-3 days. I wouldn’t suggest storing for more than that. Make sure that no water touches the pickle, or it will deteriorate even sooner.

Enjoy!!!

1476312522

Na koniec, czyli na deser, ale nie dosłownie, coś innego Gorzki Ogórek Sistański, czyli Balsamka

Balsamka ma zieloną brodawkowatą skórę (ta jest najbardziej gorzka), a?w środku łagodniejszy w smaku, gąbczasty miąższ i pestki. Używana jest?głównie w potrawach azjatyckich i?lubiana przez Azjatów, europejskie podniebienia trudno znoszą intensywną gorycz.

Kupicie ją w niektórych sklepach z azjatycką żywnością. Wytrzyma 5 dni w?lodówce, w foliowej torebce lub plastikowym pudełku.

Można ją jeść po obgotowaniu lub na surowo.

Aby pozbyć się goryczy, namoczcie kawałki ogórka w słonej zalewie (100 g soli na 1/2 l wody). Można też natrzeć je solą, odstawić na godzinę, a przed użyciem opłukać i odcisnąć. Najmniej skuteczne, ale też stosowane, jest krótkie blanszowanie w osolonej wodzie.

Tak przygotowane ogórki można smażyć z warzywami i mięsem, dodawać do?curry, pikantnych zup oraz?sałatek (z umiarem!).

27790przepeklaogorkowat

Marynowane ogórki świetnie pasują do wieprzowiny. Usuńcie miąższ ze sporego ogórka, skórę pokrójcie w cienkie krążki. Natrzyjcie solą lub namoczcie w zalewie. Na łyżce oleju sezamowego podsmażcie szczyptę gorczycy, ząbek czosnku, kilka liści curry i suszonych papryczek chilli. Dodajcie kawałki ogórka i smażcie na złoty kolor. Podgrzejcie 1/2 szklanki jasnego octu z 1 łyżką cukru i 1 łyżeczką soli. Wystudźcie wszystko, potem połączcie i przelejcie do słoika.

Gorzki smak balsamki przełamuje łagodne jajko. Podsmażcie przygotowane plastry ogórka, zalejcie 2 jajkami roztrzepanymi z 1 łyżką sosu sojowego. Gdy się zetną, przemieszajcie i smażcie jeszcze chwilę. Doprawcie pieprzem.

Pokrójcie 4 balsamki na kawałki o długości 2,5 cm. Wydłubcie miąższ, ale nie do końca – zostawcie w każdym kawałku cienkie dno, tak aby powstały „koszyczki”. Wymoczcie je?w solance. Posiekajcie i rozetrzyjcie 1?łodygę trawy cytrynowej, wymieszajcie ze?zmiażdżonym ząbkiem czosnku, 2?posiekanymi szalotkami i 1/4 kg mielonej wieprzowiny. Doprawcie sosem sojowym. Nadziejcie farszem kawałki ogórka, podsmażcie na?patelni od?strony mięsa, odwróćcie, zalejcie kilkoma łyżkami sake. Gdy odparuje, dodajcie szklankę bulionu i gotujcie pod przykryciem pół godziny.

Dobrze łagodzą gorycz ogórka: jogurt, sok z cytryny, mleczko kokosowe.

 
Na litrowy słoik:
8-9 małych ogórków
2 żabki czosnku
gałązka kopru
mały kawałek korzenia chrzanu
kilka ziarenek ziela angielskiego i pieprzu
ew. liście wiśni lub winorośli
sól kamienna

Ogórki dokładnie umyć. Ściśle układać pionowo w wyparzonym wcześniej słoiku. Na pierwszej warstwie umieścić przekrojone na pół ząbki czosnku, umyty koper, obrany ze skórki chrzan i ewentualnie 2 -3 liście wiśni lub 1 winorośli, a także ziele angielskie i pieprz. Zalać gorącą wodą (ok. 2 szklanki) wymieszaną z połową łyżeczki soli kamiennej. Mocno zakręcić i odwrócić słoik do góry dnem. następnie pasteryzować przez ok. 15 minut w piekarnik nagrzanym do temperatury 90 stopni.

Jak widzicie i te „egzotyczne” ogórki kisi się po prostu po polsku, w wodzie z solą, czosnkiem i koprem oraz liściem czegoś, co zawiera  pektynę utwardzającą kiszonkę. Kiszenie warzyw jest naprawdę najstarszym na świecie sposobem ich konserwacji. Zyskują przez to zupełnie nowe właściwości, nowy smak a przede wszystkim stają się dla nas dostępne wtedy kiedy ich już nie ma w Przyrodzie, zimą, wiosną.

Czekając aż zakwitną i będą owocować nowe ogórki możemy się delektować smakiem i odżywczymi wartościami tego co wykonaliśmy własnymi rękami. Mamy też pewność, że w własnoręcznie wykonanych przetworach nie ma niczego szkodliwego, co wpycha się tam nie dla dobra osoby spożywającej, lecz dla korzyści finansowej i marketingu.

Mamy też pewność, że nie ma tam żadnej naprawdę złej chemii, składników które w ogóle nigdy nie powinny się znajdować w pokarmach dla ludzi, w rodzaju np. soli do posypywania chodników, To skrajny przykład zagrożenia, które nie powinno się zdarzać w dobrze funkcjonującym systemie społecznym i porządnie zorganizowanym państwie, którego poszczególne ogniwa działają jak trzeba. Niestety kapitalizm nie jest systemem idealnym, a chciwość i ostra konkurencja doprowadza producentów do absurdów, a czasem do przekraczania przepisów prawa i narażania nas na niebezpieczeństwo. Kiedy odpowiednie instytucje państwa, które powinny nam zapewnić w tym względzie bezpieczeństwo, zawodzą, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Niestety stale słyszymy, że te instytucje nie potrafią się wywiązywać jak należy ze swoich obowiązków.

Być może przekazaliśmy w sprawach żywienia zbyt wiele decyzji w cudze ręce rezygnując z modelu tradycyjnej słowiańskiej rodziny i gospodarstwa domowego.

Skoro już tak się stało i organizacja życia wymaga od nas takiej a nie innej organizacji rodziny i osobistego czasu, starajmy się odzyskać jak najwięcej kontroli i władzy nad tym co jemy. Przetwory są tutaj ważnym elementem, bo bez nich nie da się przetrwać zimy i wiosny w północnym klimacie. Nie obejdziemy się bez nich, niech więc oprócz wspaniałego smaku, cieszą nas myślą o tym, że w swoim składzie zawierają to co powinny i służą dobrze naszemu zdrowiu, długiemu życiu, naszym rodzinom, bliskim, dzieciom, wnukom. 

Jak to się mówi – Jesteś Tym co jesz… i jeszcze… Nie ma nic ważniejszego niż zdrowie, jeśli ono będzie to wszystko inne jakoś się ułoży.

Z tych dwóch mądrości życiowych, które nie są sloganami reklamowymi, lecz ważnymi wskazówkami jak zdrowo, szczęśliwie i długo żyć, warto wyciągnąć wnioski, ponieważ one mówią nam, że to co jemy i jak jemy, jest naprawdę podstawą – FUNDAMENTEM – wszystkich innych spraw w naszym życiu.

Co komu z sukcesu w biznesie, pracy, na uczelni, w zakładzie pracy, na ekranie, w drużynie futbolowej, czy gdziekolwiek indziej, co komu z perspektyw zawodowych i towarzyskich, kiedy traci zdrowie? Jeśli kogoś kochasz i wiesz, że on kocha ciebie, musisz zadbać o to, jak się odżywiasz, co jesz, jak to jest wykonane. To musi być najwyższej jakości, a nie byle jakie, pełne konserwantów, chemii koloryzującej, elementów zastępczych i niepełnowartościowych składników, bo chyba twoje uczucia i szczęście twoich bliskich oraz przyszłość rodziny, są tego warte. To może pochłaniać twój prywatny czas, którego masz tak bardzo mało, ale warto! Wierzcie mi.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 817 obserwujących.