białczyński

Mikołaj Jarmakowski – Starożytne państwa plemienne na ziemiach polskich.

Posted in Polska, Słowianie by bialczynski on 3 Sierpień 2015

Proces państwotwórczy na ziemiach polskich od zawsze budził gorące dyskusje i można trafnie zauważyć, iż budzi je do dziś. Oficjalny nurt naukowy datuje powstanie zalążków państwa polskiego na X wiek n.e. I tu rzecz jasna umowną datą „powstania Polski” jest rok 966. Dociekanie wcześniejszych dziejów naszych ziem jest utrudnione brakiem źródeł słowiańskich. Kroniki, które podają przedchrześcijańską dynastię „Lechitów” pochodzą z czasów późniejszych. Cała zresztą dynastia lechicka jest wzorowana na dynastiach perskich i mitologii kejanidzkiej, co udowodnił w książce „Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków” Piotr Makuch. Osobiście uważam, że prawdziwość dynastii lechickiej kończy się na imionach władców. Dzieje ich rządów, czy drogi ku ich objęciu są zaczerpnięte z historii innych królów i książąt starożytnych. Przykładowy mistrz Kadłubek pisząc swą „Kronikę Polską” dysponował zapewne imionami poszczególnych wodzów, naczelników plemiennych i ponadplemiennych, lecz nie posiadał ich życiorysów. Dlatego też wzorował się np. na dynastii Achemenidów. Najpewniej w pamięci ludzi pokolenia Kadłubka figurowały jeszcze imiona władców przedchrześcijańskich — przekazywane z pokolenia na pokolenie. Historia stała się legendą, legenda zaś — mitem.

Do napisania tego artykułu zabierałem się już kilka razy. Za każdym razem jednak w ręce wpadało mi kolejne opracowanie, które pozwalało poszerzyć znajomość omawianego tu problemu. Ten artykuł będzie zawierał wyniki moich dociekań na dzień dzisiejszy. Z czasem będę uzupełniał niżej przedstawione wywody, kolejnymi artykułami.

 

KULTURA POMORSKA: PAŃSTWOWŚĆ, ETNOS, PISMO

 

Powracając do meritum, czyli pierwszego politycznego zjednoczenia ziem polskich w czasach starożytnych, jestem gotów postawić tezę, iż w czasach kultury łużyckiej, pomorskiej, oraz wpływów rzymskich na terenach współczesnej Polski (i szerzej — Słowiańszczyzny) występowały „protopaństwa” plemienne, skupiające liczne szczepy pod władzą jednego naczelnika. Taką tezę wysuwał również Paweł Jasienica w książce „Polska Piastów” oraz Jerzy Strzelczyk w książce „Od Prasłowian do Polaków”.

„Jednak nie tylko pismo, lecz i szczątki leżące w ziemi mogą wiele opowiedzieć, nawet o dziejach politycznych. A więc na przykład o tym, że między VII a V w. p. Chr. [przed Chrystusem] odbyło się pierwsze w historii polityczne zjednoczenie ziem późniejszej Polski. Było krótkotrwałe, przelotne, ale jednak było! Dokonał go nieznany nam z imienia lud, który miał zwyczaj grzebać popioły swoich zmarłych w grobach podobnych do skrzynki zbudowanej z kamienia i w urnach, ozdobionych od zewnątrz podobizną twarzy ludzkiej. W mogiłach tych widnieją też rysunki jeźdźców lub paro- i czterokonnych wozów. Tego podboju i zjednoczenia naszych ziem dokonały plemiona rodzime, same należące do kultury łużyckiej, te mianowicie, które zamieszkiwały dzisiejsze Pomorze Kaszubskie” – Paweł Jasienica „Polska Piastów”

Jasienica świetnie to ujął, z jednym małym wyjątkiem. Kulturę pomorską wyróżnia się od kultury łużyckiej charakterystycznym obrządkiem pogrzebowym, z tzw. urnami twarzowymi (lub też urnami domkowymi). Jest to podstawowe kryterium oddzielenia tych obu kultur. Czy jednak możemy powiedzieć coś więcej o kulturze pomorskiej, która miałaby dokonać pierwszego politycznego zjednoczenia ziem polskich?

Kultura ta występuje jako: „wschodniopomorska”, „wejherowsko-krotoszyńska”, „urn twarzowych”, „grobów skrzynkowych”. Rozwijała się od VII do III wieku p.n.e. i w szczytowym okresie rozwoju obejmowała niemalże całe ziemie współczesnej Polski. Szacuje się, że jej ludność jednorazowo nie liczyła więcej niż 200 000 ludzi. Czas, w którym rozwijała się kultura pomorska, był wyjątkowo niesprzyjający. Znaczne ochłodzenie klimatu sprawiło, że głównym filarem gospodarki jej ludności była hodowla zwierząt. Przeważały osady o charakterze otwartym. Dawni Pomorzanie znali dobrze metalurgię i garncarstwo (wówczas jeszcze bez koła garncarskiego) oraz prawdopodobnie — pismo. Ponadto na kulturę materialną ówczesnych Pomorzan składały się wyroby bursztynowe i charakterystyczne urny z podobiznami twarzy ludzkiej. Kultura pomorska była z pewnością pozostałością kultury łużyckiej, która upadła m.in. na skutek najazdów scytyjskich, jednak nie jej integralną częścią. Za dalece prawdopodobne uważa się, że siła ludności tej kultury (która objawiła się w ilości ziem przezeń zajętych) wynikała z braku wojen z rzeczonymi Scytami.

***

 

1ZASIĘG WYSTĘPOWANIA KULTURY POMORSKIEJ W KOLORZE KHAKI.

Obszar wyżej zaznaczony jest duży. Czy opanować go mogły masy plemienne, nieskupione wobec jednego ośrodka władzy, czyli wodza? Czy może ustrój tej ludności opierał się na władzy starszyzny plemiennej i wiecach o zasięgu ponadplemiennym? Na te pytania niezwykle ciężko udzielić odpowiedzi, jednakże jedno jest pewne — społeczność kultury pomorskiej zjednoczyła pod swoim panowaniem ziemie współczesnej Polski i jej wschodnich sąsiadów. Warto też zaznaczyć, że w odróżnieniu od społeczności łużyckiej, ludność kultury pomorskiej budowała osady wyłącznie o charakterze otwartym. Wynikało to zapewne z braku zagrożenia ze strony potencjalnego najeźdźcy. A wiadomo, że jedną z przyczyn powstania silnego i zorganizowanego wokół jednego władcy państwa jest zagrożenie i niemożność funkcjonowania w systemie plemienno-rodowo-wiecowym. Przejdźmy teraz do jeszcze trudniejszej kwestii, a mianowicie do pochodzenia twórców tej kultury…

Nie spotkałem się jak na razie, z żadnymi wynikami badań genetycznych ludności kultury pomorskiej. Nie mogę zatem jednoznacznie stwierdzić, przynależności etnicznej ludności tejże kultury. Pozostaje nam zatem rozpatrzyć stawiane przez innych badaczy hipotezy.

Główną z nich (obok tej celującej w żywioł germański i prasłowiański) jest hipoteza mówiąca o pochodzeniu etruskim. Dowodem na to mają być podobieństwa w kulturze materialnej między obiema omawianymi tu społecznościami. Chodzi tu przede wszystkim o urny twarzowe występujące tak w kulturze pomorskiej, jak etruskiej.

 

2URNA TWARZOWA – KULTURA POMORSKA

3URNA TWARZOWA Z ETRURII

Dysponujemy na tym polu także dużą ilością podobieństw o charakterze lingwistycznym. Tczew (miasto w województwie pomorskim), pierwotnie zwany Trsewem jest kojarzony z samym rdzeniem nazwy Etruskowie – E-trus-ci; Turs-ci; Tus-ci. Arse, czyli staropruska nazwa rzeki w Nadrowii i nazwa Rozewie jest powiązana z etruskim wyrazem ars, oznaczającym kamień. Z terenów Pomorza (i nie tylko — jako rozszerzenie zagadnienia polecam artykuł Włodzimierza Szafrańskiego – „W sprawie Etrusków nad Bałtykiem”) takich analogii jest więcej.

Spektakularne było odkrycie w Zajerzu koło Ostródy glinianego naczynia italskiego pochodzącego z terenów kultury Villanova, które dotarło na Pomorze najpewniej za pośrednictwem Etrusków.

Nieopodal rzeczonej wcześniej pruskiej Nadrowii i rzeki Arse, znajduje się miejscowość Romowa, której nazwa kojarzy się z antyczną Romą, t.j Rzymem. A nazwa Rzymu bywa przypisywana właśnie Etruskom.

Wracając jeszcze do urn twarzowych, wypadałoby przyrównać oba rodzaje — pomorskie i etruskie — pod kątem występowania, ilości i wyglądu.

Etruskowie, wyobrażenie twarzy zmarłego umieszczali na pokrywie urny, dawni Pomorzanie zaś — na szyjce naczynia. Ta zasada nie tyczy się jednak wszystkich znanych urn — cztery znaleziska (z Bukówca, Oborników Wielkopolskich, Ryszewka i Żnina) posiadają podobiznę twarzy na pokrywie. Warto zaznaczyć, że urny (inaczej kanopy) twarzowe są w Etrurii zjawiskiem lokalnym i ich występowanie jest ograniczone li tylko do obrębu miasta Chiusi.

Same urny mogą wskazywać na swoisty kult zmarłych – tak wśród Etrusków, jak wśród społeczności pomorskiej. Kolejną analogią między dwiema omawianymi kulturami jest postać kapłana. W obu ludach takowy występował. Rysunek na dnie naczynia z Przeczyc przedstawia szamana-czarownika w pióropuszu na głowie i odpowiada tym samym etruskim wyobrażeniom kapłana w takimże nakryciu głowy.

Obecność Etrusków na Pomorzu wiązała się zapewne z niezwykle pożądanym wówczas surowcem, jakim był bursztyn i miała charakter krótki, przejściowy i najpewniej — handlowy. Zbyt mała ilość żywiołu etruskiego na Pomorzu wyklucza etruską przynależność społeczności kultury pomorskiej. „Moda” na urny twarzowe z pewnością zawędrowała na Pomorze z Etrurii — najprawdopodobniej jako echo wymian handlowych, nie zaś wypraw mających na celu stałe osiedlenie się Etrusków na ziemiach polskich.

Nawiasem mówiąc, w Internecie, coraz głośniej jest o dowodach na słowiańskie pochodzenie Etrusków. Sama nazwa wydaje się znajoma — EtRuskowie…

***

Badacze są dziś zgodni, że kultura pomorska stanowiła spuściznę kultury łużyckiej. Czy zatem ustalenie etnicznej przynależności kultury łużyckiej jest w stanie rozwiązać ten sam problem z kulturą pomorską? Sądzę, że tak.

Spory o etniczną przynależność kultury łużyckiej trwają już od wielu lat i nic, jak na razie, nie zapowiada ich końca. Mówi się w głównej mierze o ludności iliryjskiej, germańskiej i (pra)słowiańskiej. Biorąc pod uwagę badania genetyczne i wywody Maria Alinei i wielu innych badaczy należy, moim zdaniem, kulturę łużycką wiązać ze Słowianami. Temat słowiańskiego żywiołu w kulturze łużyckiej jest ciekawie przedstawiony w książce Jerzego Strzelczyka „Od Prasłowian do Polaków”

„W jaki sposób „neoautochtoniści” ustalili oblicze etniczne kultury łużyckiej? Dokonali tego, według ich własnych ocen, w sposób następujący: wychodząc od stanu kultury materialnej i duchowej Słowian z wieków VI- VIII (w słowiańskie pochodzenie ówczesnego materiału archeologicznego z ziem polskich nikt już oczywiście nie wątpił) cofali się, docierając kolejno do starszych, poprzedzających okres „wczesnosłowiański” kultur archeologicznych. W ten sposób stwierdzili zasadniczą ciągłość (kontynuację) rozwojową. Stosując zatem metodę retrogresji (od lepiej znanych faktów późniejszych do słabiej rozpoznanych czasów dawniejszych), otrzymali w przybliżeniu następującą sekwencję kultur:

– kultura „wczesnosłowiańska” wieku VI i następnych,

kultury okresu rzymskiego (tzw. kultura grobów jamowych, czyli kultury: przeworska i oksywska) od końca II w. p.n.e. do przełomu wieków IV i V n.e.,

– kultury: pomorska i częściowo współczesna jej kultura grobów (pod)kloszowych. Obie uznano za pochodne wobec:

– kultury łużyckiej.

Domniemaną ciągłość stwierdzano na różnych przykładach: przede wszystkim podkreślano zasadniczą zbieżność zajęć i trybu życia plemion kultury łużyckiej i Słowian we wczesnym Średniowieczu, form narzędzi, domostw itp. Istniejące różnice uważano za przypadkowe i nieistotne. Skoro na ziemiach polskich – rozumowano – od środkowej fazy epoki brązu (ok. 1300 p.n.e.) po wczesne Średniowiecze dostrzec można wyraźną sekwencję kultur archeologicznych; najwidoczniej przez cały ten czas ziemie te zamieszkiwała ta sama ludność – oczywiście słowiańska.

Jak wiadomo ostatecznie potwierdziła się teoria autochtoniczna; okazało się, że Słowianie nie zamieszkują ziem polskich od 1300 roku p.n.e., tylko od co najmniej 8000 tysięcy lat. A potwierdziła wszystko genetyka. A zatem na drodze prostego rozumowania można stwierdzić, że społeczność kultury pomorskiej – spuścizny kultury łużyckiej – była pochodzenia słowiańskiego.

Przeglądają Internet, spotkałem się z datą objęcia urzędu królewskiego przez Lecha – pierwszego władcy Lechii (Laszczyzny z polska). Miał być to rok 706 p.n.e. – okres pojawienia się kultury pomorskiej. Informacja miała być podana w Kronice Prokosza. Zaznaczam, że nie jest to w zupełności pewne – podaję jako ciekawostkę.

 

4PRZYKŁAD WYSOKO ROZWINIĘTEGO RZEMIOSŁA KULTURY POMORSKIEJ – NASZYJNIK

BRĄZOWY Z MROWINA. ZDJĘCIE ZE ZBIORÓW MUZEUM ARCHEOLOGICZNEGO W

Krokiem milowym w rozwoju każdej społeczności jest wynalezienie pisma. Z terenów kultury pomorskiej jest wiele znalezisk zawierających (proto)pismo; niestety w opracowaniach naukowych nigdy nie spotkałem się z rzetelnym podejściem do tego zagadnienia ani tym bardziej z próbą odczytania owych zapisów. Pchany ciekawością, sam — w miarę możliwości, jakich dostarcza moja domowa biblioteczka i Internet — podjąłem się prób rozszyfrowania run z terenów kultury pomorskiej. Poniżej prezentuję zdjęcia „runicznych” znalezisk. W swoich próbach odczytania inskrypcji korzystałem przeważnie z liter alfabetu etruskiego, zakładając, że znajomość pisma przyszła na Pomorze z Etrurii. Z jednej, z zamieszczonych niżej inskrypcji udało mi się uzyskać odczytywalne słowo. Zdjęcia zamieszczam, mając nadzieję, że dalsze badania nad prawdziwym charakterem i przeznaczeniem tych inskrypcji przejmie ktoś bardziej kompetentny. Wszystkie zdjęcia pochodzą z dwóch tomów „Korpusu kanop pomorskich” Mariana i Aleksandra Kwapińskiego.

 

 

5 6 7 8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

2425

26

27

28

29

30

31

32

33 34

35

36

37

38

39

40

41

42PONIŻEJ ZAMIESZCZAM ZDJĘCIE URNY Z ZAPISEM ODCZYTANYM JAKO:

IIkmupum/Ikmipum; fonetycznie zbliżone do: kanopum, la kanipum – kanopa?

43

PAŃSTWOWOŚĆ PLEMIENNA NA ZIEMIACH POLSKICH: KULTURA ŁUŻYCKA,

Wcześniej już przeze mnie przytoczonym, głównym problemem, który napotyka każdy badacz prahistorycznych dziejów Słowian, jest brak pisanych źródeł słowiańskich. Pozostaje nam przeto oprzeć się na podaniach wrogów lub osób neutralnie nastawionych do Słowiańszczyzny i rzecz jasna — na znaleziskach archeologicznych.

Na początku należy odpowiedzieć sobie na pytanie — czy społeczności plemienne mogą tworzyć organizmy państwowe? Głównym impulsem do stworzenia silnego, skupionego wokół najczęściej jednego (lub rodu, starszyzny, rady) władcy, państwa jest zagrożenie: najazdem, wojną, okupacją. Wówczas przestają mieć duże znaczenie dotychczasowe podziały funkcjonujące wewnątrz danych społeczności. Dobrym przykładem tego, jest lato 1920 roku, kiedy wobec zagrożenia stracenia, dopiero co odzyskanej niepodległości, powołano rząd „od prawicy, do lewicy” – ponad podziałami. Drugim bodźcem do stworzenia państwa może być ambicja jednego człowieka lub większej grupy ludzi — starszyzny, czy też rodu.

Cztery filary każdego państwa, jakie podaje Wikipedia to:

1.) stała ludność;

2.) suwerenna władza;

3.) określone terytorium;

4.) zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe.

Czy państwo plemienne, złożone z kilku/kilkunastu plemion, skupionych wokół wiecu, rodu czy księcia może spełniać powyższe warunki?

Sądzę, że poniekąd tak. Jednak należy zaznaczyć, że przykładowe państwo o ustroju wiecowym, byłoby tak bezpośrednio — demokratyczne, jak niestabilne. Zwłaszcza w czasach, kiedy głównym środkiem transportu był koń, czego skutkiem był wolny przepływ informacji między grodami skupiającymi wokół siebie plemiona. Ponadto na obszarze Słowiańszczyzny dominowały wielkie puszcze, które utrudniały komunikację między „wyspami w zielonym morzu” – tj. osadami. W wypadku wojny zwołanie wiecu i nakreślenie działań trwałoby długo, zbyt długo, żeby na czas móc zapobiec ofensywie wroga. Zatem państwo o ustroju wiecowym byłoby dobre na czas pokoju i o tyle lepsze od współczesnego (partiokratycznego), że ludzie-obywatele mieliby realny wpływ na jego funkcjonowanie. Pamiętajmy przy tym, iż nawiązuje tutaj do czasów zamierzchłych, kiedy rzeczywistość polityczna i charakter kontaktów międzyludzkich, były zupełnie inne niż dzisiaj.

Te same problemy tyczyłyby się też państwa rządzonego przez jeden ród lub starszyznę, które nie zawsze byłyby w stanie działać jednomyślnie.

Należy także zaznaczyć, iż takie państwa plemienno-wiecowe nie mogłyby istnieć długo.

 

KULTURA ŁUŻYCKA

Z czasów kultury pomorskiej (VII-III w. p.n.e.) wypadałoby się nam teraz cofnąć o ok. 300-400 lat do tyłu, do czasów kultury łużyckiej i rozpatrzyć procesy państwotwórcze na jej terenach.

Kultura łużycka występowała w czasach środkowej i młodszej epoki brązu oraz wczesnej epoki żelaza, tj. od ok. 1700 r. p.n.e. do 400 r. p.n.e. W szczytowym okresie rozwoju zajmowała całe ziemie współczesnej Polski, z wyjątkiem małej połaci na północnym-wschodzie. Obejmowała ponadto swym zasięgiem wschodnią część dzisiejszych Niemiec i część współczesnej Ukrainy, Białorusi, a także Czech i Słowacji.

 

44

MAKSYMALNY ZASIĘG KULTURY ŁUŻYCKIEJ ZAZNACZONY KOLOREM ZIELONYM.

Struktura jej ludności wyglądała najpewniej następująco: rodzina pojedyncza -> ród złożony z ok. 100-150 osób -> plemiona złożone z ok. 30-40 rodów. Miejscem, które mogłoby skupiać plemiona kultury łużyckiej, był zapewne obronny gród – taki jak sławny Biskupin. Wobec zagrożenia ludzie porzucali swoje otwarte osady i przenosili się do grodu, aby tam przetrzymać wojenną zawieruchę. Gród stanowił zatem centrum obronnego i politycznego życia plemienia. Tam swą sadybę miał wódz-naczelnik, pod którego rozkazami znajdowała się najpewniej drużyna wojów. Dalece prawdopodobne jest, że takie grupy ludności, skupione wokół grodów, miały swojego władcę (być może jednego na czas pokoju, drugiego na czas wojny) – czy można takie twory nazywać (proto)państwami? Poniekąd tak. Jednak były to twory polityczne o bardzo małym zasięgu. Czy takie grupy plemienno-grodowe mogły być zrzeszone w ramach większego związku plemion?

Jednym z kluczy do powyższej zagadki byłoby rozmieszczenie grodów obronnych kultury łużyckiej na tle podziałów istniejących wewnątrz owej. Archeolodzy rozróżniają 23 grupy kultury łużyckiej. Można przyjąć, że te grupy były plemionami, które na pewnych obszarach sztuki, gospodarki, życia codziennego, religijnego i politycznego przyjęły inne wzorce, niż ich inni łużyccy sąsiedzi. Jak na razie jedynie nakreśliłem podstawowe problemy i zagadnienia, które będę badał. Do rozwinięcia powyżej nakreślonego tematu będę potrzebował literatury, którą na chwilę obecną nie dysponuję. Wywody dotyczące państw plemiennych kultury łużyckiej pojawią się w terminie późniejszym. Zebranie potrzebnych opracowań naukowych pozwoli rzetelniej podejść do problemu i, mam nadzieję, – rozwiązać go.

 

WENEDOWIE I ICH PAŃSTWA

Wobec licznych dowodów na słowiańskie pochodzenie ludu Wenedów, rozważania dotyczące ich etnosu, jako zbędne – pominę.

Wenedowie odbili się dość szerokim echem w świecie przełomu starożytności i średniowiecza. Za Wikipedią, przytoczę teksty źródłowe ich opisujące:

Pliniusz Starszy: „Niektórzy twierdzą, że ziemie te aż do rzeki Vistla (Wisła!) zamieszkane są przez Sarmatów, Wenedów, Scirów, Hirrów.”

Klaudiusz Ptolemeusz: „Sarmacja europejska ograniczona jest od północy Oceanem Sarmackim wzdłuż zatoki Wenedyjskiej… Zamieszkują Sarmację ogromne ludy: Wenedowie wzdłuż Zatoki Wenetyjskiej… Z mniejszych zaś ludów siedzą w Sarmacji Gytonowie koło rzeki Wistula, poniżej Wenedów… Bardziej ku wschodowi od wymienionych siedzą poniżej Wenedów: Galindowie, Sudinowie i Stawanowie aż do Alanów.”

Wynikałoby z tego, że Wenedowie byli skupieni przy dzisiejszych, polskich, brzegów Morza Bałtyckiego.

Tacyt: „Wenetowie przejęli wiele z obyczajów Sarmatów. Przebiegają bowiem w celach łupieskich wszystkie lasy i góry znajdujące się między Peucynami (Peukinami – ludem zamieszkującym okolice ujścia Dunaju) a Fennami (ugrofińskimi plemionami północno-wschodniej Europy). Jednak powinni być raczej zaliczani do Germanów, ponieważ budują domy, noszą tarcze i lubią szybkie, piesze marsze. Odróżnia ich to od Sarmatów żyjących na wozie i na koniu”.

Zaznaczyć tu trzeba, iż Germanin, nie był synonimem człowieka pochodzeniu germańskim, tylko „barbarzyńcy” – człowieka zamieszkującego tereny, które nie znajdowały się w granicach Imperium Romanum.

Relację Jordanesa skrócę do jednego istotnego fragmentu: „[ludy słowiańskie] pochodzą z jednej krwi i występują obecnie [VI w.] pod trzema nazwami: Wenedów, Antów i Sklawinów”.

***

Ptolemeusz, w swym przekazie, rozdzielił ziemie polskie na dwie części: jedną na zachód od Wisły, drugą na wschód od Wisły. Wschodnia połać miała znajdować się w granicach Sarmacji Europejskiej, zachodnia zaś – w ramach Wielkiej Germanii. Na terenie Germanii umieścił Ptolemeusz trzy odłamy Lugiów i miasto Kalisia (Kalisz – ?). Sarmację zasypał natomiast licznymi plemionami, których identyfikacja latami spędzała naukowcom sen z oczu. (Mapy Ptolemeusza są dostępne w Interncie – nie przytaczam ich w tym artykule, ze względu na ich duży rozmiar).

Reasumując przytoczę tu cytat z książki Jerzego Strzelczyka „Od Prasłowian do Polaków”.

„Już w wiekach wcześniejszych próbowano dopatrzyć się pierwocin organizacji o charakterze ponadplemiennym, z wyodrębnioną, choćby zalążkowo, władzą. Profesor Witold Hensel takie twory nazywał protozalążkami państwa. Jego zdaniem jedno z takich hipotetycznych protopaństw istniało na ziemiach polskich już w okresie rzymskim: była to organizacja polityczna Wenetów, obejmująca zapewne Małopolskę, Śląsk, Wielkopolskę oraz Polskę środkową, być może jedynie do Wisły, z centrum w Krakowskiem. Upadek tego protopaństwa pod koniec IV w. w rezultacie najazdu Hunów, był pierwszym i ważnym symptomem upadku dotychczasowego „weneckiego” porządku nad Wisłą i Odrą.

Protopaństwo Wenetów – niestety zupełnie pozbawione oparcia w źródłach – byłoby więc niemal dokładną ówczesną repliką znanego nam już „państwa” Antów [o którym będzie tu jeszcze mowa], rozbitego przed Gotów nadczarnomorskich. Upadek weneckiego „protopaństwa” wstrzymał jakoby na kilka wieków procesy konsolidacyjne na ziemiach polskich i spowodował umocnienie struktur rodowych.”

Tyle jak na razie o Wenedach. Jest to sygnalizacja tematu protopaństw na ziemiach polskich w czasach tego ludu. Wątek ten – razem z opisem Związku Lugiów – rozwinę w kolejnych artykułach.

 

Państwo Antów Boza

Najstarszym bodaj opisanym źródłowo (z V wieku) państwem słowiańskim jest państwo Boza. Jordanes pisał: „pragnąc okazać swe męstwo, ruszył z wojskiem w granice Antów i choć poniósł klęskę w pierwszym z nimi starciu, następnie energicznie sobie poczyniał i króla ich nazwiskiem Boz z jego synami i 70 naczelnikami przybił na krzyż dla postrachu, aby ciała wiszących podwajały trwogę podbitych.”

Ten sam Jordanes identyfikował Antów, jako wschodni odłam Słowian.

Liczba 70 „naczelników” świadczy o wcześniej opisywanym przeze mnie ustroju rodowo-plemiennym. Owo wojsko, z którym walczył Boz, a które opisywał Jordanes było ostrogockie. A Ostrogoci, mimo podporządkowania Hunom, stanowili znaczącą siłę.

 

Zakończenie

Powyższe dociekania są oparte na ogólnodostępnych źródłach, interpretowanych tak czy inaczej, w celu znalezienia informacji ważnych dla poruszanego tematu. O państwowości polskiej i słowiańskiej dyskutuje się od wielu lat. Najdawniejsze nasze dzieje spowija pomroka dziejów, która ostatnimi laty, dzięki rosnącej liczbie pasjonatów i naukowców odsłania się, uchylając coraz to więcej tajemnic. Jak też wspominałem, jest to stan moich dociekań na dziś – 12 lipca 2015 roku. Tę pracę pisałem około miesiąca, analizując kolejne źródła i wprowadzając poprawki. Samo przestudiowanie źródeł i materiałów potrzebnych do zebrania w jednym miejscu strzępków informacji, rozrzuconych po różnych książkach i opracowaniach zajęło mi około pół roku. Wielu publikacji z omawianego tu tematu jeszcze nie posiadłem, także z pewnością rozwinę temat państwowości kultury łużyckiej, Wenedów, Lugiów, a być może i Słowian Połabskich.

Hipoteza o państwowości plemiennej, którą podjąłem w swoich dociekaniach, znajduje potwierdzenie w dziejach Indian Ameryki Północnej. Rdzenni Amerykanie począwszy od XVI i XVII wieku (a może i czasów wcześniejszych) organizowali się w tzw. federacje, zrzeszające w celu realizacji wspólnych interesów kilka sąsiadujących ze sobą plemion.

Celtowie tworzyli związki plemienno-państwowe skupione wokół grodów, tzw. oppidów. Tak samo mogłoby być w przypadku kultury łużyckiej.

Opracował: Mikołaj Jarmakowski

 

Kontakt: https://www.facebook.com/mikolajarmakowski i mikotor@wp.pl

https://www.facebook.com/slavicetnoart?fref=ts

– Jerzy Strzelczyk „Od Prasłowian do Polaków”

– Tadeusz Malinowski „Wielkopolska w dobie Prasłowian”

– Józef Kostrzewski „Kultura prapolska”

– Muzeum Archeologiczne w Gdańsku – „Pomorania Antiqua”

– Jerzy Kmieciński – „Pradzieje ziem polskich”

– Marian Kwapiński – „Kolekcja kanop pomorskich w dawnych zbiorach gdańskich”

– Marian Kwapiński – „Korpus kanop pomorskich”, część I – Pomorze

– Aleksander Kwapiński – „Korpus kanop pomorskich”, część II – Polska środkowa i

południowo-zachodnia

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_pomorska

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_%C5%82u%C5%BCycka

https://pl.wikipedia.org/wiki/Etruskowie

http://www.academia.edu/4356628/Konstrukcje_obronne_w_grodach_kultury_%

C5%82u%C5%BCyckiej_Defensive_constructions_in_the_Lusatian_culture_hill-

forts_English_summary_

 

1 sierpnia 2015, Godzina W, 17.00 – Czesław Białczyński „Duch Lechii” (w 71 rocznicę Powstania Warszawskiego)

Posted in poezja eksperymentalna, sztuka, Teksty społecznie zaangażowane, Polska by bialczynski on 1 Sierpień 2015

© by Czesław Białczyński

flaga_polska

„Duch Lechii”

 

Codziennie rano kiedy budzę się

w mym materialnym bycie,

wróciwszy z innych światów do życia

dziękuję naszym Słowiańskim Bogom.

Za to że dali mi polską krew,

że pozwolili mi iść pewną ścieżką

przez kraj tak bogaty i szeroki,

jak szeroko otwarte polskie serce,

jak bogata polska dusza i obrządek,

jak mocna polska wiara i Ród,

umiłowanie Przyrody, Ładu i Swobody. f Turowia Choruntania północna 500px-Flag_of_Thuringia.svg

Wychodzę wtedy na wzgórze nad miastem

I kłaniam się wstającemu Słońcu,

kładącemu się do snu Księżycowi,

Tęczy wzbudzonej w Dolinie

przez Deszcze o Jutrzence

Wodzie błyszczącej pośród Boru

Złotowąsym Łanom

i Srebrzystowłosom-Kłosom.

f Turowia Choruntania północna 500px-Flag_of_Thuringia.svg

Kłaniam się pokornie

Ja, potomek dumnych Sokołów i Orłów

Ja, krew Wielkiego Stepu

Ja, perła w koronie Pierwopalcych, Pętdrakonów i Jagiellonów

Odwieczny Raróg-Zwojniks-Fenix, Pan z Panów Sistanu

Ja, kosynier rozszarpany na moskiewskiej lancy

Ja, pył i gruz stolicy zbuntowanej przeciw całemu światu

Ja, strawiony ogniem i puszczony z dymem

Godzina W 1944.

Przysypany popiołem niepamięci własnego narodu

odkopany jednak jego rękami w nagłym odrodzenia powiewie

i Zmartwychwstały, wbrew woli zwycięzców

Z okrzykiem o Wolność Waszą i Naszą

zastygłym na martwych ustach! f Turowia Choruntania północna 500px-Flag_of_Thuringia.svg

A Oni, Bogowie Nasi,

kołyszą się w Chmurnych Sukniach

przeglądają się w Wodnych Oczkach

wychylają ku mnie twarze zza Tajemnych Zasłon

machają Ptasimi Skrzydłami

przemawiają Jelenim Zwem

otrząsają Rosę prosto na me stopy

i rzucają przede mnie perły i diamenty, błyski chybotliwe.

Nic tylko się schylić i brać TO pełnymi garściami.f Turowia Choruntania północna 500px-Flag_of_Thuringia.svg

Codziennie dziękuję moim Bogom, że zesłali mnie właśnie Tutaj.

W tę krainę niekończących się cudów –

Nieustające Źródło Zadziwienia.

Dziękuję moim Dziadom, że powołali mnie do życia Tutaj,

do spełnienia mojej własnej Drogi na tej wspaniałej Ziemi,

że przywołali mnie TUTAJ, ku tym drogocennym istotom o złotym sercu i czystej myśli

ku Ludziom Słowa i słowom języka, ku mianom szlachetnym

zastygłym TUTAJ w jądrze mowy,

ku Dziejom Haryjskiej Macierzy, którą Po Lechu zwiemy dzisiaj Ojczyzną

która odradza się z lodowych skamielin

pradawnej Hiperborejskiej Północy

grzana strzybożym duchem Wiatrów Wschodu,

ciągnącym przez Góry Biesów od Skołockiej Zielonej Pustyni

ku Wodom i Lądu Stykowi

ku starożytnym nurtom Styksu i Trzydziewiętnego Morza

TUTAJ

Gdzie Nasze Miejsce

Gdzie Macierz Nasza równo oddycha

trawą pod naszymi stopami

i drzewym borem wokół

TUTAJ

flaga_polska

Kraków – Warszawa, 1 sierpnia 2015, godzina 17.00

Powstanie Warszawskie – Poległym: Horytnica – Kraj zdradzony

Posted in nauka, Polska, sztuka by bialczynski on 31 Lipiec 2015
Tagged with:

Wywiad-wykład o Słowiańszczyźnie dla polskiego Radia Islanders z Londynu w UK. (część 1 i 2)

Złodzieje z USA okradają Polaków: Bractwo Świętego Łukasza – 7 obrazów z dziejów Polski, które nigdy nie wróciły z Wystawy Światowej 1939- N. Y.

Posted in nauka, Polska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 25 Lipiec 2015

https://www.youtube.com/watch?v=K05qQ02BmhU

 

Film dokumentalny-fabularyzowany opowiadający historię grupy malarzy Bractwa św. Łukasza, skupionej wokół osoby Tadeusza Pruszkowskiego, artysty i pedagoga warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach międzywojennych. Materiał ten koncentruje się na stworzonym przez artystów cyklu obrazów historycznych ukazujących najważniejsze wydarzenia z historii Polski. Obrazy te w roku 1939 zaprezentowane zostały na wystawie w Nowym Jorku i nigdy już do kraju nie powróciły. Film pokazuje starania o odzyskanie kolekcji podejmowane w ostatnich latach przez osoby z kręgów politycznych i kulturalnych Polski. [TVP]

COPYRIGHT NOTICE: This video was uploaded for NONPROFIT, EDUCATIONAL purposes only under the „fair use” provision of U.S. Code, Title 17, section 107.

http://www.law.cornell.edu/uscode/17/…

  • Kategoria

    • Edukacja
  • Licencja

    • Standardowa licencja YouTube

bractwo sw lukasza is pan_6463233

Bractwo św. Łukasza – grupa artystyczna, powstała w 1925 i działająca do 1939. Założyli je uczestnicy pierwszego pleneru w Kazimierzu Dolnym: prof. Tadeusz Pruszkowski i jego studenci z warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych – Jan Gotard, Aleksander Jędrzejewski, Edward Kokoszko, Antoni Michalak, Janusz Podoski, Mieczysław Schulz, Jan Wydra i Jan Zamoyski; później dołączyli: Bolesław Cybis, Eliasz Kanarek i Czesław Wdowiszewski, a następnie: Bernard Tadeusz Frydrysiak, Jeremi Kubicki, Antoni Grabarz i Stefan Płużański.

Artyści grupy, tzw. łukaszowcy, nawiązywali do wzorów malarstwa z XVI i XVII w. Malowali kompozycje historyczne, pejzaże, portrety, sceny rodzajowe i biblijne. W lutym 1928 w Zachęcie otwarta została pierwsza wystawa Bractwa, która wzbudziła skrajne reakcje. Grupa znana była z malowniczego trybu życia na plenerach w Kazimierzu Dolnym.

Łukaszowcy podejmowali się jako zespół wykonywania zamówień państwowych na dekorację wnętrz, np. statków MS Piłsudski (1934) i MS Batory (1939) oraz Wojskowego Instytutu Geograficznego w Warszawie (1935). Największe zlecenie otrzymali w 1937 od Komitetu Organizacji Polskiego Pawilonu na Światową Wystawę w Nowym Jorku w 1939. Jedenastu malarzy Bractwa stworzyło wspólnie siedem obrazów (o wym. 120×200 cm) przedstawiających najważniejsze wydarzenia z historii Polski; inicjatorem przedsięwzięcia był minister Józef Beck. W pracy nad cyklem obrazów udział wzięli: Bolesław Cybis, Bernard Frydrysiak, Jan Gotard, Aleksander Jędrzejewski, Eliasz Kanarek, Jeremi Kubicki, Antoni Michalak, Stefan Płużański, Janusz Podoski, Tadeusz Pruszkowski i Jan Zamoyski. Z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn, obrazy te znajdują się obecnie w bibliotece jezuickiej uczelni Le Moyne College w Syracuse w USA. W cyklu skład cyklu wchodzą następujące obrazy:

d94i5884

  • Spotkanie Bolesława Chrobrego z Ottonem III u grobu św. Wojciecha (1000)

PIC_1-K-6311

2

  • Przyjęcie chrześcijaństwa przez Litwę (1386)

3

  • Nadanie przywileju jedlneńskiego (1430)

19863

  • Unia Lubelska (1569)

5

  • Uchwalenie konfederacji warszawskiej o wolności religijnej (1573)

obraz 2http://www.wkazimierzudolnym.pl/malowidla-historyczne-lukaszowcow.html

  • Odsiecz Wiednia (1683)

obraz 1http://www.wkazimierzudolnym.pl/malowidla-historyczne-lukaszowcow.html

  • Konstytucja 3 Maja (1791)

gobeliny

tapiserie 2Anioł

 

tapiserie

Król z cesarzem Leopoldem po zwycięstwie pod Wiedniem.
Król z Marysieńką w otoczeniu dam dworu.

tapiseria 1

Bibliografia

  • Baranowicz Z., Bractwo św. Łukasza, [w:] Polskie życie artystyczne w latach 1915-1939, red. A. Wojciechowski, Ossolineum 1974, s. 587-588.
  • Marcinkowska M., Czekamy na powrót polskich dzieł, „Spotkania z zabytkami” 2007, nr 11.
  • Zamoyski J., Łukaszowcy: Malarze i malarstwo Bractwa św. Łukasza, Warszawa 1989.
  • Kus J., komentarz do katalogu drugiej wystawy Bractwa św. Łukasza w portalu Polska.pl

https://www.youtube.com/watch?v=pEWPb_DwfRo

Wystawa Światowa  N. Y. 1939

 

https://www.youtube.com/watch?v=stiwgVJJijc

 

Trafił w moje ręce 6 h materiał nakręcony podczas ostatniego tygodnia otwarcia Wystawy Światowej w Nowym Jorku, w sezonie 1939 roku. Jakże byłem szczęśliwy, że na filmie zobaczyłem ujęcia naszego oryginalnego pawilonu. Niestety nie wygląda na to, aby autor kręcił coś w środku, podczas gdy pozostałe pawilony są w miarę dobrze sfilmowane (no może jeszcze Czechosłowacki słabo). Jak przeczytacie poniżej, otwarto go 3 maja 1939 roku, a więc przypadała niedawno rocznica 70ta.

Wystawa Światowa w Nowym Jorku w 1939 roku to jedna z największych wystaw światowych. 30 kwietnia 1939 roku prezydent Roosevelt otworzył w Nowym Jorku wystawę światową, nazywaną czasem „Światem Jutra. W swym przemówieniu, transmitowanym przez telewizję, Polski pawilon otwarto nieco później, w rocznicę proklamowania Konstytucji 3 maja, w obecności ówczesnego ambasadora Polski w Waszyngtonie księcia Józefa Potockiego, któremu towarzyszył komisarz polskiej ekspozycji baron Stefan Kyburg de Ropp.

Wiele różnych państw, w tym Polska, uczestniczyło w tej wystawie, którą zwiedziły ponad 44 miliony ludzi. Władze Rzeczypospolitej Polskiej reprezentował ambasador Polski w Waszyngtonie – książę Józef Potocki. Towarzyszyli mu: komisarz ekspozycji baron Stefan de Ropp i konsul generalny RP w Nowym Jorku hrabia Sylwester Gruszka. Z recitalem wystąpił Jan Kiepura (ulubiony śpiewak Marszałka Piłsudskiego), wystawiono Harnasie Karola Szymanowskiego oraz Bajkę Stanisława Moniuszki. Odbył się wernisaż cyklu historycznego 7 obrazów namalowanych wspólnie przez 11 członków Bractwa św. Łukasza oraz odsłonięto pomnik Władysława Jagiełły autorstwa Stanisława Kazimierza Ostrowskiego (pomnik widać na filmie).

Wedle bogato ilustrowanego katalogu, w wielu działach obszernie prezentowano przeszłość i teraźniejszość Polski. Pokazywano osiągnięcia przemysłu, kultury i historię. W poszczególne tematy wprowadzali:
-Jan Parandowski (kultura),
– Roman Dybowski (Polska wczoraj i dziś),
– Jerzy Ponikowski (geopolityczna sytuacja Polski),
– Stanisław Malessa (ekonomia Polski dzisiaj i jutro),
– Michał Walicki i Stanisław Treter (sztuka),
– Karol Stromenger (muzyka),
– Stanisław Centkiewicz (teatr).
Projekt polskiego pawilonu powstał w pracowni Jana Cybulskiego i Jana Galinowskiego. W pracach brał też udział Felicjan Kowarski. Najbardziej charakterystycznym elementem modernistycznego w wyrazie pawilonu była ponad 40 m wieża ustawiona tuż przed wejściem. Ażurowa konstrukcja ze stali pokryta była polerowanymi płytami z brązu. Jej symboliczne znaczenie było mocno podkreślane – średniowieczna wieża strzegąca europejskiej cywilizacji przed hordami Tatarów. Symbolika tym bardziej aktualna, że zaledwie pięć miesięcy po otwarciu Wystawy Polska stanęła w obliczu napaści nowych barbarzyńców. Polski pawilon cieszący się i tak ogromną popularnością zalały jeszcze liczniejsze tłumy zwiedzających, choć – jak mówiono – było to „najsmutniejsze miejsce na całej Wystawie.” Robert Moses, zarządzający nowojorskimi parkami, człowiek mający wielki wpływ na inwestycje publiczne w tym mieście stwierdził, że wieża polskiego pawilonu to „najwspanialszy obiekt architektoniczny w zagranicznej części Wystawy”. Wieża miała zostać w parku na stałe. Nowemu Jorkowi przekazano pomnik Władysława Jagiełły. Posąg znalazł swoje miejsce w Central Parku, gdzie stoi do dzisiaj. Pomimo wysiłku Polonii Amerykańskiej, nie doszło do wykupu wieży od Rządu Londyńskiego.
Jeśli chodzi o losy polskiego pawilonu, po 1 września 1939 roku, wiem, że zmieniono tam ekspozycje, na bardzo patriotyczną. W czasie wakacji roku 1940 pawilon już nie został ponownie otwarty. Wiele osób, które zatrudniono do obsługi pawilonu nigdy już do kraju nie wróciły, z powodu wybuchu wojny. Tak samo do dziś nie powróciły dzieła sztuki, które wywieziono na potrzeby wystawy.

 

 

Wrzesień 1939 r.

  • W Europie wybucha II wojna światowa. Obrazy nie wracają do Polski…
    De Ropp, czyniąc ustalenia z Rządem Londyńskim (nie mającym nota bene prawa do rozporządzania mieniem państwowym), zawłaszcza je jako zapłatę za zaległe, niewypłacane należności.
    Przekazuje dzieła Le Moyne College, w którym wykłada. To „miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc.” Niewiele osób interesuje się dziełami wiszącymi w bibliotece.
    I tam znajdują się do dziś, mimo starań rządu polskiego, kręgów dyplomatycznych oraz osób prywatnych, zainteresowanych odzyskaniem fenomenalnych płócien, będących – jak mówi o nich dr. Waldemar Odorowski – zbiorowym aktem artystycznym oraz artystycznym i patriotycznym manifestem. Dodaje, że obrazy związane nierozerwalnie z Kazimierzem faktem powstania, ale i faktem związku Łukaszowców z Kazimierzem w ogóle, tu właśnie powinny być eksponowane.

x

 

Świętowit z Lubonia, czyli zima w środku lata (foto styczeń 2015, Kira Białczyńska)

Posted in Polska by bialczynski on 23 Lipiec 2015

P2210045

Tagged with: ,

„Słowiańskie Siędzieje” w Soli pod Żywcem. „Polskie Runy Przemówiły” Winicjusza Kossakowskiego, „Słowianić 8 – wiosna-lato 2015″ i inne książki w Slovianskim Sklepiku

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie by bialczynski on 22 Lipiec 2015

Niedługo nasze strony internetowe ulegną zasadniczym zmianom. Ruszają wreszcie te wszystkie inicjatywy, o których pisaliśmy i projekt zmierzający do ustanowienia Słowiańskiego Portalu Internetowego. Zmiany dotyczą także stron Slovianskiego Slova, Slovianskiego Sklepiku (co już widać) i strony Slovianska Sprawa, która stanie się oficjalną stroną Zrzeszenia Słowian. Póki co polecam nowe książki i nowy numer kwartalnika „Słowianić numer 8, wiosna – lato 2015″, który na dniach znajdzie się w Sklepiku, a także przypominam o innych książkach, zwłaszcza tych dla dzieci, które można tam nabyć.

Absolutna nowość to „Polskie runy przemówiły” Winicjusza Kossakowskiego:

polskie runy okladka

Tutaj o książce mówi Piotr Kudrycki w Tagen TV:

http://tagen.tv/vod/2015/06/polskie-runy-przemowily/

runyKsiążki dla dzieci:

dziki okladka

nowe przygody gabki okladka

 ss Imir 1

Przedstawiam też materiał z Tagen TV, nakręcony w Wietrzychowicach po spotkaniu nad Jeziorem Głuszyńskim w ostatnią niedzielę maja 2015:

http://tagen.tv/vod/2015/06/polskie-megality-starsze-o-1000-lat-od-egipskich-piramid/

wietrSłowianić 8 – Lato 2015

slowianic 8 lato

Numer bardzo obfity, podwójny, w zasadzie z tekstami wiosennymi i letnimi

 Jak zwykle w naszym czasopiśmie bardzo wiele interesujących tekstów, poezji i grafik: Czesława Białczyńskiego, Kamila Dudkowskiego, Diany Góralskiej, Marka Hapona, Winicjusza Kossakowskiego, Piotra Kudryckiego, Tadeusza Mrozińskiego, Rafała Orlickiego, Jarosława Ornicza, Dagomiry Płońskiej, Jerzego Przybyła, Aleksandry Radlak, P. Runiki, Adama Smolińskiego, Grzegorza Skury, Ewy Katarzyny Tabis.

slowianic 8 okladka2

Tutaj możesz nabyć wszystko co wydaliśmy, także Księgę Tura, Księgę Ruty, Stworze i  Zdusze, reprodukcje obrazów Jerzego Przybyła i mapy: Slovianski Sklepik

 

Wstępnie możemy już planować pierwsze spotkanie „Słowiańskie Siędzieje” w Soli pod Żywcem, w słynnej Przybyłówce  – domu Jerzego Przybyła. Dom i posiadłość staną się w najbliższym czasie swoistym ośrodkiem i muzeum słowiańskiej kultury i sztuki, pierwszym prawdziwym Ośrodkiem Sztuki, Myśli i Obrzędowości Słowian (OSMOS) w naszym kraju. Będziemy zawiadamiać o terminie tego wydarzenia we właściwym czasie.

Krasz-Kres-Kupalia 2015 – Powołanie Kharpackiego Ośrodka Sztuki, Myśli i Obrzędowości Słowian w Soli

 

SSSSS s-1553WP_20140712_001zalozyciele sol komprSPOTKANIE ZAŁOŻYCIELSKIE – Ojcowie Założyciele: od prawej – Czesław Białczyński, po środku – Jerzy Przybył, od lewej – Piotr Kudrycki (Sól – czyli Słońce, czerwiec 2014, Spotkanie założycielskie Ośrodka Sztuki, Myśli i Obrzędowości Słowian w Kharpatach)

WP_20140712_002zalozyciele kosmos 2 sol komprTwórcy Księgi Tura, Księgi Ruty i leksykonu Stworze i Zdusze oraz Pocztu Bogów Słowian – razem w Soli, w posiadłości Jerzego, obok przyszłej Przybyłówki – Kharpackiego Ośrodka Sztuki, Myśli i Obrzędowości Słowian (KOSMOS).

WP_20150418_028przybylowka komprPrzybyłówka w Soli, Święto Wiosny 2015

WP_20150418_007przybylowka komprZaczątek Muzeum Sztuki Słowian – rzeźby  Jerzego Przybyła – Kharpacki Ośrodek Sztuki, Myśli i Obrzędowości Słowian „KOSMOS” Przybyłówka Sól 2015

WP_20150418_005przybylowka komprPrzybyłówka 2015

WP_20150418_001dom solStary Jesion – Strażnik Ośrodka – marzec 2015

SSSSS s-1553

Wielcy Polacy: Jordaki Kuparentko (1784 – 1844) – konstruktor balonów i wynalazca spadochronu

Posted in nauka, Polska by bialczynski on 21 Lipiec 2015

 

Afisz z 1808 roku reklamujący lot balonowy Jordakiego Kuparentki z ulicy Foksal w Warszawie

Jordaki Kuparentko, Kuparenko (tak się sam podpisywał[1]), Kupareńko[2], rum. Iordache Cuparencu (ur. 1784 w okolicach Jass, zm. w styczniu 1844 w Warszawie) – polski przedsiębiorca teatralny i cyrkowy mołdawskiego (rumuńskiego[3]) pochodzenia, pirotechnik, mechanik i konstruktor, pionier awiacji.

W latach 1806-1808 wykonał w Wilnie oraz w Warszawie cztery loty balonowe[4]. Znalazł się w księdze rekordów Guinnessa jako wynalazca spadochronu oraz pierwszy człowiek na świecie, który przeżył katastrofę lotniczą, dokonując skoku z jego użyciem[5]. W 1808 jako pierwszy w Polsce dokonał podczas lotu balonem pomiarów meteorologicznych.

Czerpiąc ze wzorów tureckiego teatru cieni karagöz, popularnego w jego ojczystej Mołdawii, Kuparentko założył pierwszy teatr tego typu w Warszawie. W latach 1816-1842 kierował kilkoma teatrami marionetek, gabinetami zautomatyzowanych figur i teatrem mechaniczno-optycznym.

Kuparentko wynalazł m.in. buzuton – mechaniczny instrument dęty zbliżony do katarynki oraz strzelbę w typie broni maszynowej.

1382422465_by_Hurunkan_500
Biografia Kuparentki należy do najlepiej zbadanych wśród polskich kunsztmistrzów[6] 1 poł. XIX w. Do jego działalności odwołują się badacze sztuki cyrkowej, teatru lalek, historii techniki oraz dziejów polskiego lotnictwa[2].

Urodził się jako Iordache Cuparencu w 1784 w okolicach obecnej rumuńskiej miejscowości Iaşi (Jassy), historycznej stolicy Mołdawii. Podobno pochodził z rodziny bojarskiej. Z powodu konfliktu z rodzicami w wieku 15 lat opuścił dom rodzinny i został malarzem dekoracji teatralnych w teatrze w Jassach[7].

Działalność cyrkowa

Około roku 1800 przyłączył się jako linoskoczek do trupy artystów cyrkowych (kompanii atletów[8]) Jana Koltera, którzy odbywali objazdowe tournée po Mołdawii[2]. W 1801[9] lub 1804[10] wraz z trupą Koltera przybył do Warszawy, gdzie występował w amfiteatrze zwanym „Hecą” na rogu ulic Brackiej i Chmielnej[1][7]. W 1804 poślubił córkę Koltera i został współwłaścicielem kompanii atletów swojego teścia[8]. Podczas jednego z występów spadł z wysokości, łamiąc sobie nogę[3]. Wydarzenie to przekreśliło jego dalszą karierę cyrkową i na zawsze związało go z Warszawą[11].

Po wypadku Jordaki Kuparentko rozpoczął działalność jako przedsiębiorca cyrkowy i teatralny, a także pirotechnik, mechanik i konstruktor. Po nieudanym małżeństwie z Kolterówną, w 1808 ożenił się po raz drugi z Anną Henriettą Teiflin[1], której poprzedni mąż był właścicielem „Hecy”. Dzięki temu małżeństwu Kuparentko przejął zarząd nad amfiteatrem[12]. W 1821 nabył „Hecę”[1], którą kierował do 1830. Organizował m.in. występy linoskoczków i woltyżerów oraz pokazy fajerwerków, prezentowane nie tylko w amfiteatrze, ale również na festynach[12].

Działalność teatralna

Kuparentko prowadził teatry lalek, w tym teatr cieni (o nazwie Pitoresk[3]) i organizował pokazy mechaniczno-optyczne, m.in. w swoim Teatrze Kinetozograficznym i Optycznym. Czterokrotnie zakładał w Warszawie teatr lalek, m.in. w 1816 w pałacu Blanka, w 1830 w salach redutowych Teatru Narodowego oraz w 1842 w budynku dawnego konserwatorium na Mariensztacie[13]. Na sztukę lalkarską Kuparentki miało wpływ jego pochodzenie i dziedzictwo kulturowe. Teatr lalek był bowiem bardzo popularną i wysoko rozwiniętą formą sztuki teatralnej na pograniczu mołdawsko-tureckim. Stworzony przez Kuparentkę w 1816 teatr cieni był pierwszym tego typu stałym teatrem warszawskim[14]. W lalkarstwie Kuparentko wykorzystywał również swoje zamiłowania techniczne i umiejętności z zakresu mechaniki, konstruując ruchome marionetki[15]. Teatr lalek mechanicznych, założony w 1842, był szeroko podziwiany i komentowany przez ówczesną prasę[1].

Od lat 30. XIX w. w swoim teatrze mechaniczno-optycznym Kuparentko prezentował obrazy panoramiczne i dioramy różnych obrazów miast i miejsc[16].

Działalność w zakresie mechaniki i prace konstruktorskie

Kuparentko był przede wszystkim mechanikiem[17]. Skonstruował mechanizm poruszający teatrem lalkowym, który zaprezentowany został na wystawie wynalazków w Paryżu. Podczas występów oraz płatnych demonstracji prezentował zabawki mechaniczne i przedmioty własnej konstrukcji, m.in. wykonaną w 1821[18]strzelbę, która za jednym nabiciem 10 razy wystrzela[12], uznawaną niekiedy za prototyp karabinu maszynowego[19][20].

Znaczną popularnością cieszył się skonstruowany przez niego instrument muzyczny zwany buzutonem. Wzbudził on sensację na warszawskiej wystawie w 1828[21]. Składający się z 27. trąb mosiężnych, graiący za pomocą miechów buzuton był instrumentem mechanicznym[22], rodzajem katarynki[23]. Automat wykonywał aranżacje fragmentów opery romantycznej Wolny strzelec Karla Webera, w tym uwerturę do opery i słynny Chór strzelców z aktu III[24].

Loty balonowe

Kuparentko był także konstruktorem i budowniczym balonów latających. Na własnoręcznie zbudowanych balonach trzykrotnie wzniósł się w powietrze w Warszawie oraz w Wilnie. Pomimo początkowych trudności działalność ta przyniosła mu duży rozgłos na terenach dawnej Rzeczypospolitej. W czerwcu 1806 roku z ulicy Foksal w Warszawie wzniósł się po raz pierwszy na balonie własnej konstrukcji, wykonanym z afiszów teatralnych, w którym powietrze było podgrzewane przez palące się łuczywo[3]. Podczas pokazu balon, w którym unosił się konstruktor, zapalił się, a Kuparentko uratował się tylko dzięki spadochronowi własnej konstrukcji, z pomocą którego wylądował na Krakowskim Przedmieściu.

Drugi raz w powietrze wzniósł się 6 grudnia 1806 w Wilnie. W wykonanym z papieru balonie wzniósł się na znaczną wysokość i przy silnym wietrze przeleciał dystans 1,5 mili, po czym bezpiecznie powrócił na ziemię[25]. Podczas trzeciego lotu, jaki odbył z ogrodu przy ulicy Foksal w Warszawie dnia 24 lipca 1808 roku o godzinie 8. wieczorem, unosił się w powietrzu na wysokości 1281 metrów przez niecały kwadrans[26]. Lot był biletowany dla publiczności, ale i miał charakter naukowy (zobacz plakat powyżej). Kuparentko dokonywał podczas niego pionierskich pomiarów meteorologicznych za pomocą aparatów dostarczonych przez profesora Magiera z Warszawy. W opisie Korespondenta wymienione zostały dwa parametry lotu: wysokość – 3 882 stóp paryskich, oraz temperatura, która opadła do kilku stopni (przy temperaturze przy gruncie 23 stopnie)[26]; według oficjalnego plakatu planowane miało być również pobranie próbki powietrza. Wiatr znosił go w stronę cmentarza na Powązkach i, po kilku minutach dogodnych dla obserwacji warunków, gwałtownie nasilając się zaczął rozrywać czaszę. Lecz i tym razem wynalazca zachował życie, bo jak stwierdzono w relacji: Nie stracił przytomności Kuparentko, i trzymaiąc się mocno galeryi w którey siedział, chociaż Balon zbliżaiąc się do ziemi zaczął się palić, piecyk rozpalony i dno galeryi służyły mu za parachute, i z lekka spadł na piasek pod Powązkami.(…), gdzie została mu udzielona pomoc przez, będących świadkami zdarzenia, Dwóch Francuzów. Zabezpieczywszy przyrządy, udał się następnie z powrotem do miasta, ku dużej uciesze widzów[26].

Służba wojskowa

Kuparentko był także oficerem armii polskiej, do której zaciągnął się w 1811 roku. W artylerii dosłużył się stopnia porucznika.[11]. Zmarł w 1844 w Warszawie i został pochowany na prawosławnym cmentarzu na Woli[27].

Tagged with: ,

Paweł Szydłowski: Tajemnice, sekrety Kabały.Kosmos Bóg naszych przodków.cz.I/3. PL

Posted in Polska by bialczynski on 19 Lipiec 2015

https://www.youtube.com/watch?v=B-jdTkUDlSs

 

To co wyznajemy nie jest żadną religią, proszę nie mylić WIARY z religią. Religia to system dogmatyczny, który wyrządza na świecie tylko i wyłącznie zło – w każdej swojej postaci. Religia jest źródłem nieustannych wojen i nieszczęść, źródłem nietolerancji i krzywdy wyrządzanej ludziom przez pośredników boga – kapłanów-Pasożytów oraz krzywdy wyrządzanej jednym zwykłym ludziom przez innych zwykłych ludzi.

Wierzymy w to co mówimy, czynimy, w nasze działanie. Działamy dla Wolności Człowieka i dla pożytku Matki Ziemi oraz dla powszechności zrozumienia Istoty Nieskończonej Świadomości.

Żałujemy każdego Osobowego Materialnego Bytu obdarzonego świadomością, który uwiązł w ułudzie i niewoli zafundowanej przez Pasożytów. Jednak nie namawiamy nikogo wbrew jego woli aby otworzył oczy i zobaczył. Głosimy jedynie to co wiemy na pewno:

Świadomość Nieskończona nie jest dobra ani zła, Świadomość Nieskończona jest Jednością w Wielości i Wielością w Jedności, Świadomość Nieskończona zarządza Światem (Widzialnym i Niewidzialnym), każda Istota Świadoma ma w Sobie Cząstkę Świadomości Nieskończonej i poprzez nią komunikuje się z Macierzą/Ojcem. każda Istota Świadoma korzystając z Mocy Świadomości Nieskończonej ma obowiązek działać dla pożytku Matki Ziemi i siebie samego oraz innych Istot Świadomych i bytów materialnych oraz niematerialnych.

Bogiem naszych przodków był kosmos i siły przyrody. Jądro kosmosu to pulsująca inteligentna materia. Nieśmiertelność duszy wynika ściśle z budowy kasmosu i nie ma nic wspólnego z religiami. JEDYNE POLSKIE TŁUMACZENIE KABAŁY W TYM FILMIE.

Jak Białczyński znalazł się w Gazecie Wyborczej

Posted in Polska by bialczynski on 18 Lipiec 2015

Są tylko dwa sposoby żeby Czesław Białczyński mógł zaistnieć w Gazecie Wyborczej. Nie, to nie w związku z recenzjami z jego książek. Twórczość Białczyńskiego dla tej gazety nie istnieje, bo Białczyński to ideowy wróg postkomuny.

Pierwszy sposób, który powoduje, że piszą o Białczyńskim to wtedy kiedy ktoś podpali jakiś kościół, np. pod Ślężą. Wtedy Białczyński pojawia się w Gazecie Wyborczej jako podpalacz Polski, który wszczyna wojnę religijną.

 Inny sposób zaistnienia Białczyńskiego w GW możecie zobaczyć poniżej. Oto obraz z wystawy „Kazimierz – Widok na kwartał”, gdzie fotograf zrobił zdjęcie grupie dzieci z tej „cudownej PRL-owskiej dzielnicy”, która była do 1990 roku walącą się powojenną ruiną z kamienicami, zburzonymi gdzieniegdzie przez  bomby, pociski oraz starość. Postkomuniści lubią wracać do chlubnej przeszłości PRLu. Ja też lubię ten Kazimierz mojego dzieciństwa. Szkoda mi, że to już przeszłość.

kazimierz bialczynskiTen wysoki blondyn z jabłkiem to Czesław Białczyński 1964.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 956 obserwujących.