białczyński

Czas, przestrzeń i karma – zebrał Mezamir Snowid

Posted in nauka, Wiara Przyrody by bialczynski on 28 Maj 2013

uchr_01_img0052Dyskusja na temat ciała świetlistego – 29 I 2012 – Dr Pillai & Dr Mitchell Gibson – Cz. 1 – Wprowadzenie

http://108mohicans.blogspot.com/2012/02/dyskusja-na-temat-ciaa-swietlistego-29.html

Dyskusja na temat ciała świetlistego – 29 I 2012 – Dr Pillai & Dr Mitchell Gibson – Cz. 2 – Pytania & Odpowiedzi

http://108mohicans.blogspot.com/2012/02/dyskusja-na-temat-ciaa-swietlistego-29_16.html

 

700_62b2b4643c97bb5fed71f0bb1898f9f6

Karma jest bardzo ważnym konceptem – prawem przyczynowości. Prawo jest konceptem filozoficznym.

Jest to podobne do [trzeciej] zasady dynamiki Newtona: każdej akcji towarzyszy przeciwna i równa co do wartości reakcja.

W ten sposób, życie samo w sobie jest reakcją na twój własny proces myślenia i dlatego właśnie karma często jest określana prawem przyczynowości.

Ty powodujesz kreowanie się wszystkich rzeczy. Wytwarzasz myśl, a ona manifestuje się. Tym jest właśnie karma.

Nie jestem tu po to, aby prezentować teorie karmy i mówić: słuchaj taka jest twoja karma, na którą jesteś skazany, przez co w tym życiu nie będziesz miał pieniędzy.

Możemy zmienić karmę. Taki jest cel tej prezentacji: zawsze powinieneś szukać sposobów i środków zmienienia karmy.

Siddhowie, jogini są właśnie całkowicie zaangażowani w szukanie odpowiedzi [na pytanie], jak zmieniać przeznaczenie!

Są dwie rzeczy: przeznaczenie, oraz druga rzecz, jak można zmienić swoje przeznaczenie.

Jeżeli nie zmienisz przeznaczenia, to będzie ono podążać swym własnym kursem.

Jeżeli jednak podejmiesz próbę zmienienia przeznaczenia i nauczysz się jak tego dokonać, to uda ci się odmienić swój los.

Są również i ograniczenia. Zawsze powtarzam, że nie mogę zmienić osła w konia. To jest niemożliwe. Są więc pewne ustalenia, w obrębie, których można pracować.

Dla milionera jest możliwe stanie się multimilionerem. Jeżeli jednak aktualnie dostajesz 10 dolarów za godzinę i uda ci się uzyskać 25 dolarów, to jest to duże osiągniecie.

Z tego powodu lubię Wayne Dyer Jedna z jego nauk mówi: Nie porównuj się z innymi, porównuj to kim byłeś rok lub dwa lata temu z tym gdzie jesteś teraz.

Wtedy będziesz tym usatysfakcjonowanym. To jest bardzo ważna nauka, również bardzo praktyczna.

Nie powinieneś stawiać żądań typu, skoro Oprah to osiągnęła, to i ja to osiągnę, skoro Jim Carrey to osiągną, to i mnie się uda.

To są zbyt duże roszczenia. Musisz być trochę bardzie rozważny w wyznaczaniu sobie celów.

Oglądam ostatnio rezultaty programu Oprah’y: 100 dni wyzwania, i poszukuję jakiś konkretnych rezultatów.

Jednak nawet teraz mogę przewidzieć, że wielu ludziom nie uda się zrealizować [swoje cele-wyzwania].

To nie dlatego, że oni nie mogą, lecz musza najpierw zrozumieć cały proces karmy.

Bardzo ważne jest by wyjść poza swoją karmę, zanim będzie się mogło manifestować [to co się chce].

W innym przypadku żyjesz tylko swoją przeszłą rzeczywistością. Nie żyjesz swoją obecną rzeczywistością.

Musisz zrozumieć jakie są twoje przeszłe rzeczywistości i jak usunąć te, które przeszkadzają obecnie i również te, które będą [przeszkadzać] w przyszłości.

Przyszłe rzeczywistości bazują na przeszłej karmie. Musisz wyjść poza to wszystko i wykreować coś nowego.

Musisz kompletnie skasować swą karmę.

To jest bardzo ważny koncept, który powinien być wzięty pod uwagę przez ludzi zaangażowanych w [intencjonalne] manifestowanie swoich myśli.

eye-of-horus-brain

eye_of_horus_thalamus_brain

http://108mohicans.blogspot.com/2010/02/karma-blokuje-manifestowanie-tego-co.html

Czas, przestrzeń i karma.

Studiowanie czasu i przestrzeni nie jest wyłącznie dla fizyków. Jogini już 20 tysięcy lat temu studiowali czas i przestrzeń. Ich zrozumienie nie opiera się na matematyce.

Bazuje na ich intuicji. Oni znacznie wcześniej niż [współcześni] fizycy wiedzieli o tym, że czas i przestrzeń są powiązane. Jednak ich podejście do czasu i przestrzeni bardzo różni się. W tym ograniczeniu czasu jaki mamy zamierzam przedstawić w zarysie pewne fakty o relacjach czasu i przestrzeni, które odkryli jogini.

Rzeczy wydarzają się wam tylko, gdy zajdzie pewna kombinacja czasu i przestrzeni. Co mam na myśli?

Siedzę w tym konkretnym miejscu i mówię do was.

Gdybym przesuną się w przestrzeni, to według joginów znalazłbym się pod innym oddziaływaniem energetycznym. [Jest tak] dlatego, że ta [inna] przestrzeń dałaby, [spowodowałaby wystąpienie] innych myśli. Dlatego to jest tak ważne. To jest jedno z ich ważnych odkryć.

Istnieje praktyczna implikacja tego [odkrycia]. Na przykład, jeśli niewiedze ci się w jakimś miejscu, to zmieniasz to miejsce.

Nie odnosisz sukcesów w danym mieście, to się wyprowadzasz, tak samo dla stanu, itp. Gdybyś przeprowadził się do innego państwa, to twoja karma również by się diametralnie zmieniła.

Następnym odkryciem jogów jest to, że nie możesz zmienić czasu, który jest karmą. Karma jest mierzona lub doświadczana w kategoriach czasu. Czas jest karmą.

Nie możesz zmienić tej części tego. Jednak od momentu jak karma, od momentu jak czas i przestrzeń są razem, to możesz zmienić przestrzeń, a poprzez zmianę przestrzeni możesz zmienić czas. Czas może być zmieniony poprzez zmianę przestrzeni.

Ta nauka została podana Parasuramie przez Dattatreye. Dattatreya* jest świętym, reinkarnacją trzech bóstw: Sziwy, Wisznu i Brahmy. Moje imię pochodzi od niego.

Dał on następującą radę Parasuramie: Nie martw się zmienianiem czasu, po prostu zmień przestrzeń, a wtedy zmienisz czas

Chciałbym abyście zastanowili się nad tymi dwoma kwestiami. Rozwiniecie [wtedy] wielką klarowność.

http://108mohicans.blogspot.com/2010/02/czas-przestrzen-i-karma.html

 

Zrozumienie czasu jest bardzo ważne dla manifestowania myśli w rzeczywistości fizycznej. Nie można manifestować bez [udziału] myśli. Trzeba zrozumieć kilka rzeczy. Jedną z nich jest czas, drugą myśl. Myśli należą do umysłu, więc dwoma kwestiami są, z jednej strony czas, a z drugiej umysł, który [wytwarza] myśli. Tym samym czas i umysł są ważnymi pojęciami, które powinniście zrozumieć, aby manifestować.

Jeśli chcesz manifestować natychmiast, to umysł nie powinien być w to zaangażowany. Również czas nie powinien być w to uwikłany. Faktycznie jest tak, że czas i umysł, lub [inaczej] czas i myśl są tym samym. Chopra napisał książkę o ponadczasowym umyśle. Wydaje się to być oksymoronem, a to ze względu na to, że czas nie porusza się dopóki nie sprowadzi się go umysłem do [postaci] czasu linearnego. Więc używając zwrotu „ponadczasowy umysł” Chopra wyraża Boski Umysł, który może obdarzyć cię nieśmiertelnym, niestarzejącym się ciałem. Więc jeśli będziesz pozostawał [w stanie umysłu] bez myśli, bez umysłu, to z pewnością osiągniesz wiecznie młode i nieśmiertelne ciało.

Jest to również ważna koncepcja dla manifestowania [celów]. Musisz wyjść poza czas aby manifestować, a to ponieważ czas jest logiczny. Czas będzie dopominał się o logiczne powody dla danej manifestacji, a gdy [wejdziesz w] ponadczasowy [stan umysłu], to wtedy wszystko może się zdarzyć [i być osiągnięte].

Nie myśl, że to tylko jakaś koncepcja, należąca do ludzi z New Age’u. To jest naprawdę bardzo dawna koncepcja. Nawet Jezus mówił o tym poprzez Pawła. Paweł mówił o ciele przekształcanym w światło, a to jest prawdziwe przedstawienie Królestwa [Niebieskiego]. W mowie do Koryntian mówił o ciele zmienianym w światło.

To, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. 37 To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym. 38 Bóg zaś takie daje mu ciało, jakie zechciał; każdemu z nasion właściwe. 39 Nie wszystkie ciała są takie same: inne są ciała ludzi, inne zwierząt, inne wreszcie ptaków i ryb 40 Są ciała niebieskie i ziemskie, lecz inne jest piękno ciał niebieskich, inne – ziemskich. 41 Inny jest blask słońca, a inny – księżyca i gwiazd. Jedna gwiazda różni się jasnością od drugiej. 42 Podobnie rzecz się ma ze zmartwychwstaniem. Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne; 43 sieje się niechwalebne – powstaje chwalebne; sieje się słabe – powstaje mocne; 44 zasiewa się ciało zmysłowe* – powstaje ciało duchowe. Jeżeli jest ciało ziemskie powstanie też ciało niebieskie.

„Jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak będziemy też nosić obraz niebieskiego człowieka” (I Kor. 15,49)

W jednej chwili twoje ciało zostanie przemienione w światło, ponieważ to skażenie, w znaczeniu to ciało nie odziedziczy Królestwa,

ciało [z mięsa] i krew nie odziedziczą Królestwa.

Musisz więc myśleć o czasie, zrozumieć czas i go [następnie] przekroczyć. Wtedy będziesz mógł manifestować we względnie krótkim okresie czasu.

Tak więc, to jest naprawdę kluczowa koncepcja, którą musisz zrozumieć. Około roku temu uczyłem o pojęciu czasu, szczególnie z punktu widzenia siwaizmu kaszmirskiego,

który znacznie przyczynił się do zrozumienia czasu.

Istnieje bóg czasu, który nazywa się Kala Bhairava. Jest szczególnie aktywny ósmego dnia kalendarza księżycowego.

Możesz użyć jego energii aby skompresować czas.

Jest bardzo ważne aby skompresować czas, a także go przekroczyć i dzięki temu spowodować manifestację.

http://108mohicans.blogspot.com/2010/02/wchodzenie-w-ponadczasowy-umys-i.html

Między początkiem myśli a jej manifestacją, istnieje czas „pomiędzy”.

Czas zamanifestowania się jakiejś rzeczy może być krótszy lub dłuższy, w zależności od świadomości osoby.

Jednakże prawdą jest, że czas musi być przekroczony, aby coś zamanifestować.

Jeżeli znajdujesz się w przestrzeni lub w wymiarze bezczasowym, manifestacja nastąpi dość szybko.

Neurotyczny umysł nie jest w stanie nic [intencjonalnie] zamanifestować.

Dopiero bardzo spokojny, bezczasowy umysł jest zdolny do zamanifestowania [celów, życzeń].

Dlatego tak bardzo ważne jest zrozumienie czasu i umysłu. Czas i umysł są synonimami.

Myśl i czas są synonimami.

Nie da się tego zrozumieć przez proces intelektualny, a ci, którzy mają skłonności do tego

mogą sobie przeczytać konwersacje Krisznamutri’ego z Dawidem Bohm’em* w klasycznej książce pod tytułem „The Ending of time”** [Zakończenie czasu].

Dawid Bohm, fizyk, zadaje pytanie Krisznamutriemu, na temat procesu myślenia i jak ono tworzy czas. Naprawdę naciska na Krisznamutriego, aby odpowiedział na wszystkie pytania.Faktycznie, słyszałem o kilku doświadczeniach z oświeceniem w związku z samym czytaniem tej ważnej książki. To jest jedna rzecz.

Równie dobrze można pójść do tybetańskiej tradycji buddyjskiej. Tybetańscy buddyści dołożyli wiele starań do zrozumienia braku myśli, stanu umysłu bez umysłu [konceptualnego] oraz bezczasowości. Osho podsumował jedną z największych technik w tybetańskim buddyzmie.

Podsumowanie techniki jest takie: myśli są twoimi gośćmi, przychodzą i odchodzą, a ty jesteś przestrzenią pomiędzy tymi dwoma myślami. Poszukaj tej przestrzeni.

Może to się wydawać trudne na początku, ale w końcu zjednoczysz się z pustą przestrzenią bez myśli.

Jak już będziesz w tej przestrzeni, możesz wprowadzić myśl, którą chcesz zamanifestować. Pusty umysł, podtrzymujący tę myśl zamanifestuje ją.

To są techniki szczególnie dla ludzi, którzy lubią ścieżkę dżniana***, czyli intelektu. Jednakże, ja osobiście nauczam innych techniki dla przekroczenia czasu.

Zrobię to na sesji medytacyjnej w drugiej części tej prezentacji.

Część praktyczna

Teraz podam wam techniki pozwalające przekroczyć lub wyjść poza czas, tak abyście mogli manifestować [swoje cele].

Manifestacja ma miejsce, kiedy się przekroczy lub wyjdzie ponad czas i przejdzie się w pustą przestrzeń.

Technika Vashishty: słońca, w którym rozpuszcza się księżyc

Pierwsza technika pochodzi od Vashishty *, jednego z największych joginów Indii.

Zamknij oczy. Skup swoją uwagę na czakrze serca, która znajduje się w środku twojej klatki piersiowej.

Wizualizuj sobie słońce. Jest bardzo jasne i świecące.

W pobliżu słońca, wewnątrz swojej czakry serca, wizualizuj księżyc. Oba są w czakrze serca, w środku klatki piersiowej.

Księżyc jest pełny.

Księżyc przesuwa się w stronę słońca. Coraz bliżej i bliżej.

Teraz księżyc wnika i stapia się ze słońcem. Księżyc reprezentuje twój umysł i czas. Słońce reprezentuje Boga i bezczasowość.

Nie martw się teorią. Tylko skup się w pełni na wizualizacji słońca. Księżyc zniknął wewnątrz słońca, stopił się ze słońcem.

Teraz pomyśl o jakiejś myśli, którą chcesz zamanifestować, wizualizuj ją.

Teraz to wypuść.

450-4-jog_vash

http://www.joga-joga.pl/pl147/teksty1214/joga_vasisthy_rzeczywistosc_wyzwolona_traktat_o_na

Technika Kakabuszundy

Teraz podam wam druga medytację. Została podana przez innego wielkiego ryszi, Kakabuszundę.

Znowu skup się na czakrze serca, trzymając oczy zamknięte.

Wizualizuj kolumnę światła, małą kolumnę światła, która wychodzi z czakry serca w górę, przebija się przez czakrę trzeciego oka i przez czakrę korony głowy.

Wychodzi przez czaszkę.

12 cali [tj. około 30,5 cm] powyżej czaszki światło zatrzymuje się. Jest to chwila prany.

Teraz wizualizuj punkt na zewnątrz twojej klatki piersiowej. Z tego punktu wychodzi światło, które wchodzi w twoje nozdrza.

I to światło wychodzi z nozdrzy i płynie na dół do czakry serca.

Teraz wróć do prany, która zaczyna się od czakry serca i wychodzi z głowy, i która zatrzymuje się 12 cali powyżej czaszki.

Teraz wizualizuj punkt na zewnątrz klatki piersiowej. Światło, które wchodzi w twoje nozdrza i znajduje się w czakrze serca. To nazywa się chwilą apany.

Prana i apana**** pochodzą z centrum serca, lecz nigdy się nie spotykają. Jeżeli będziesz powtarzał tę technikę, w wkrótce poczujesz pustkę, przestrzeń bezczasowości.

W tym momencie wprowadź myśl, wizualizuj ją, i ta myśl się zamanifestuje.

Są to bardzo potężne techniki, które pomagają w przekroczeniu lub w wyjściu poza granice czasu.

„Kochajcie się wzajemnie w sposób nieuwarunkowany a będziecie Oświeceni”

„Porzucanie Vasi jest porzucaniem Boga” („Vasi” jest siłą wewnętrzną – wewnętrzną praną)

(Siva Baba, Transcending Time for Manifestation, 30 III 2007, San Diego, CA youtube część 1, część 2)

Przypisy:

* David Bohm (1917-1992), naukowiec zajmujący się fizyką kwantową i filozofią fizyki, student Einsteina, przyjaciel Krisznamurtiego,

twórca teorii „ukrytego porządku” oraz idei holograficznego wszechświata.

** Przeczytaj konwersacje Krisznamutriego z  Prof. Dawidem Bohm’em, które miały miejsce pomiędzy kwietniem a wrześniem 1980

lub posłuchaj zapisu audio tych konwersacji (linki od 1 do 8 na podanej stronie)

*** Dżniana joga – joga przez poznanie

**** Dziesięć rodzajów energii życiowej: prana, apana, samana, udana, vyana, naga, kurma, krkara, devadatta i dhanamjaya.

http://108mohicans.blogspot.com/2010/02/jak-skompresowac-czas-dla-manifestacji_19.html

Nie tkwisz bez wyjścia w miejscu lub sytuacji, w której się znajdujesz. Możesz zmieniać siebie i swoją sytuację zgodnie ze swą wolą

Dzisiaj będę mówił o tym, że materia wibruje [jest eteryczna]. Nie ma w ogóle żadnej substancji w materii, choć wydaje się ona solidna.

Jeżeli możemy zrozumieć to, i nie tylko zrozumieć, ale również żyć tą rzeczywistością, wtedy nikt nie będzie się czuł jakby tkwił [zaklinowany] w miejscu.

Nie tkwisz zaklinowany w swojej pracy, nie tkwisz zaklinowany w swoim brudnym mieszkaniu, nie tkwisz zaklinowany w swoim związku.

Nikt nie jest nigdzie zaklinowany, ponieważ, nie ma niczego, co pozostawałoby na zawsze.

Dlatego powiedziałem, że materia jest wibracyjna [eteryczna]. Wydaje się, że rzeczy trwają dzień po dniu,

a jest tak ponieważ, tak naprawdę to my nie chcemy nic zrobić, aby to zmienić.

Skoro tylko zmienisz rzeczy w swoim umyśle, wtedy rzeczy na zewnątrz również się zmienią. Świat zewnętrzny nie istnieje sam z siebie.

Świat zewnętrzny musi być podtrzymywany przez świat wewnętrzny. Świat wewnętrzny to twoja własna świadomość, twój własny umysł.

Więc to twoje myśli są odpowiedzialne za to, co istnieje na zewnątrz. Jeżeli na przykład, myślisz, że nic nie jest stabilne,

wszystko jest w ruchu, wtedy spostrzeżesz, że rzeczy naprawdę są w ruchu [przemieniają się]. Tak więc musimy trochę popracować od wewnątrz.

Niestety, mamy jednak skłonności do tego, aby działać tylko na sposób zewnętrzny w celu osiągania zmian.

To nie zadziała, a nawet jeśli będzie działać, to zajmie to bardzo dużo czasu. Najłatwiejszym sposobem [dla osiągnięcia zmian] jest zmienianie wewnętrzne,

a zmieniając wewnątrz [swój umysł], możemy zmienić [rzeczywistość] zewnętrzną.

Myśl zawsze!, że nie jesteś zaklinowany [w swojej bieżącej sytuacji] ponieważ materia nie istnieje w ogóle. Materia jest tylko zamarzniętą rzeczywistością.

Zamarznięta przez twoje własne procesy myślowe. Po prostu żyj z niekończącym się optymizmem, pozytywnością że każda chwila jest nowa i może być zmieniona, wedle uznania.

http://108mohicans.blogspot.com/2010/02/nie-tkwisz-bez-wyjscia-w-miejscu-lub.html

Ważne, aby rozpuścić swoją karme

Tak więc, jest naprawdę bardzo ważne, abyś miał na uwadze rozpuszczenie swojej karmy. Obszernie mówiłem na temat karmy, gdy zaczynałem robić wideoklipy zamieszczane na youtube. Raz dziennie powinieneś robić praktykę niszczącą karmę (ang. karma busting) ponieważ karma to bardzo potężna siła, która nie pozwoli ci zarobić pieniędzy jeśli nie będziesz miał [odpowiedniej] karmy pieniędzy. [Bez takiej karmy] będziesz siedział jak zombi, który jest nieświadomy upływającego czasu.

Dokładnie tak samo z karmą zdrowia. [Jeśli nie będziesz miał odpowiedniej karmy zdrowia to] zdrowie będzie podupadało, a ty nic nie będziesz mógł na to poradzić.

W każdym obszarze karma trzyma twoje życie mocną ręką.

Na poziomie świadomym masz bardzo niewielką możliwość przeciwdziałania, chyba, że zaczniesz używać dźwięku:  TIRU NILA KANTAM, który jest bardzo mocny.

Bez usunięcia karmy nie będzie postępu.

http://108mohicans.blogspot.com/2010/08/wazne-aby-rozpuscic-swoja-karme.html

„Ja za sprawdzone uważam praktyki z dwóch źródeł (z nimi głównie wybrałem mieć kontakt): buddyzmu i tradycji siddhów tamilskich (reprezentowaną przez Dr Pillai).

Ty sam najlepiej możesz odkryć, co jest dobre akurat dla Ciebie.

Co do tego drugiego źródła, to dla uzyskania spokojnej, pomyślnej sytuacji materialnej masz do wyboru parę skutecznych narzędzi.

1.      Medytacja z dźwiękiem SZRIM BRAZI

Praktyka SZRIM BRAZI została przekazana przez

Dr Pillai, zrealizowanego guru z tradycji

Siddhów Tamilskich.

Szrim i Brazi to dwie sylaby bidża reprezentujące Lakszmi,

boginię dostatku i aktywności powiększających. Szrim jest

sylabą powszechną, zaś Brazi, to sekretna bidża aktualnie

udostępniona przez Dr Pillai. Szrim jest potężnym

dźwiękiem, pozwalającym zamanifestować w różnorodnych

formach piękno i bogactwo najwyższej jakości.

Brazi to święty dźwięk, który niszczy stan umysłu, który

podtrzymuje niedostatek, niedobór, ograniczenia, a w to

miejsce przyciąga dobrobyt, pomyślność, rozkwit. Wielki

święty Vishwamitra (jego imię znaczy: Przyjaciel Świata) spędził około tysiąc lat

medytując nad tym dźwiękiem, a przez to napełnił go nadzwyczajną energią

przyciągania bogactwa.

Szczególne korzystne dni dla praktyki: piątek, 8 lunearny (związany z Arja Tarą)

oraz 11 lunearny (związany z Wisznu, męskim aspektem lub inaczej partnerem

bogini Lakszmi)

Zapis anglojęzyczny:

dla Szrim (Shreem)

dla Brazi (Brzee)

 

 

SESJA POGŁĘBIONEJ PRAKTYKI

Zrelaksuj ciało, oddech i umysł. Zamknij oczy.

Skieruj uwagę na prawe oko, wypełnij je Światłem

Światło wypełnia: lewą półkulę mózgu.

Lewe oko. Prawą półkulę mózgu.

Obydwoje oczu. Cały mózg.

Następnie światło wypełnia: prawe ucho. Lewe ucho. Dwoje uszu.

Dalej: prawe nozdrze. Lewe nozdrze. Oba nozdrza.

Potem: język i całą jamę ustną.

Następnie: skórę. Całe ciało wypełnione jest Światłem.

Przenieś uwagę na śródmózgowie i wypełnij je Światłem.

Powtórz cała procedurę, począwszy od prawego oka i na każde

miejsce 3x inkantuj SZRIM BRAZI

Jako główną część praktyki inkantuj SZRIM BRAZI, koncentrując

uwagę na śródmózgowiu (Trzecim Oku).

2.      Medytacje z dźwiękiem AAA i wznoszeniem energii z czakry podstawy do śródmózgowia (”trzeciego oka”, które odpowiada za kreowanie rzeczywistości)

http://www.youtube.com/watch?v=j7SaisE81TI

Dobrze je robić z intencją, by uzyskana pomyślność materialna, dobre zdrowie, itp. dały spokój

przestrzeń, czas i wszelkie potrzebne warunki dla duchowego progresu i zdolności niesienia pożytku innym.

To są medytacje progresywne. Tworzące, przyciągające pomyślne, spełniające doczesne (ale też duchowe) życzenia.

Oprócz tego ważne jest by poluzować i usunąć nagromadzenia karmiczne, zalegające negatywne przyczyny, złogi nawyków zachowania, myślenia i emocji

i inne przeszkody, które sprawiają, że nasza sytuacja jest taka jaka jest. W tym celu robi się praktyki oczyszczania karmy.

W buddyzmie jest to przede wszystkim praktyka Wadżrasattwy

a w linii Dr Pillai – praktyka TIRU NILA KANTAM, która jest łatwa w wykonaniu

nie wymaga spełniania dodatkowych warunków jak osobisty kontakt, inicjacja, lung, itp.,wystarczy wiedzieć jak to robić.

Prosta wizualizacja niebieskiej kuli światła w czakrze gardła i krótka mantra, ot tyle”.-108 mohicans

Winicjusz Kossakowski – DID POLISH PEOPLE KNOW IDEOGRAPHIC SCRIPT?

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 26 Maj 2013

© by Winicjusz Kossakowski

©translated by Katarzyna Goliszek

Only two types of script have been preserved till today: phonographic and ideographic. Europe uses alphabetical letters in which there is only one rule – „One phone – one character.” Many alphabets were created but nobody can omit this rule.

What are the rules for ideographic writing?

The work by Chuangliang Al Hung approximates a little the intricacies of Chinese writing.

„There are two main types of characters – pictograms and ideograms. When you look at the pictogram you can perceive a sketch or a picture of what it represents. Ideograms which represent a particular idea must be created for more abstract concepts.”

Basing on the ideogram of the word „rubbish”, the author indicates what rules apply for the creation and reading of characters.

ideogramy chińskie

The ideogram of the word – rubbish.
As wecan see, this includes many drawings which are recognisable even for the Polish reader.

1)As far as the ideogram is concerned, a drawing of one tree means a singular form. We have to repeat the sign in order to make a plural form. The word          forest is written with three trees. There is a drawing in the left hand corner in the considered ideogram and the drawing means the word – forest.

2)Figure 2 shows an outline of man astride with arms outspread, but without a head. A similar drawing dating from several thousand years ago that has been preserved in the flint mine and on a clay urn was found in Poland in a place called Biała near the city of  Łódź. Our little  people  have heads and even fingers. The word man was written with this sign.

3)The word woman, mother was written down by drawing a little person with arms arranged for holding a child.

4)The word farmer, peasant was recorded by drawing a little person – a man with an additional character of a paddy field checker at the bottom of the sign. As we can see, the additional character changes the meaning of the former one and makes up a new ideogram.

5)On the right side of the sign denoting rubbish we can see the drawing of three flying birds. According to Chinese mythology, the human being’s spirit flies away as a bird. The drawings of these birds specify the condition of the little people lying by the forest.

The exact meaning of the sign is: „Many dead bodies are lying by the forest”.

All right. The sign made in this way is readable but where is the word rubbish here?

There is a rule for ideograms: You need to ask the questions you may have and look for the answers.

If many dead bodies are lying by the forest, what do you neeed to do with them?
-Of course, bury them and clean up the place.

If you clean up, what do you take away after the cleaning?

Rubbish.

In this way the character was written and read, and on this occasion we found out many other ideograms which we can use now and make new ideas.
Mr Chuangliang says that the same sign can be used to mean, for example, a battlefield, or a disaster. The meaning of the whole ideogram is determined by other characters in the sentence.

That is not all.

Ideographic reading is not final and will vary depending on the mental and physical condition of the reader.

As it is apparent from this example, there are rules:

1)Individual little drawings must be recognisable.

2)Additional characters define already written ones and change the meaning of the ideogram. A new ideogram treated as the whole comes up.

3)To understand the  written ideogram we need to ask questions stemming from the read sign and make answers. That is: We need to think while reading. If we switch off our thinking, we will not be able to understand anything.

                                                     ***

Equipped with Chinese knowledge, we will try to read the inscription on the urn found in Biała near Łódź and dating from many centuries ago. I assume it is made with ideographic writing.

ideogramy

 

First of all, I will try to read the construction of the ideaogram of the sun called a swastyka / svastika and to comprehend the second ideogram similar to the swastyka / svastika, and then the whole sign regarded to be ”Hands of God” by scientists. The character at the bottom of the vase helps to comprehend the upper inscription.

IDEOGRAM SŁOŃCA

Below No. 1, there is the record of the sides of the world, and in fact – the sides of the Sky as they are signified by the Polar Star and the sun at the time of noon and equinox.
Below No. 2, the word Sky is written with the sign of four sides of the sky, i.e. with an isosceles cross and from now on this is the ideogram of the Sky.
Below No. 3, the first and the most significant light in the Sky is written. We write down this message on the ideogram of the sky by drawing one little line at the edges of the cross, which is read – The first in the sky. In my opinion, the record is logical.
We have the ideogram of the sun.

Using the Chinese techniques of the construction and reading of ideograms, we can write other words with this sign as well. When the sun is shining and it is a day and there is light so we can use this ideogram to write these words. If we compare it with the figure of man, we will write the following words: – „an enlightened man, a scholar.” Let’s proceed to read the next character.

Below No. 4, the second – the celestial body, i.e. the moon is written in terms of validity. We draw two lines at the ends of the arms of the isosceles cross. In this way, we have created an ideogram of the moon. Can you pay attention to the constructions of these signs? We have a record of the sky and numbered celestial bodies on it in order of importance.

By analogy to the previous ideogram we can write the words Night, Dark with that.
When we compare the ideogram of the sun and the moon, we read 1) The Sun and the Moon. 2) Day and Night.

As the day and night last for 24 hours each, we have an ideogram showing 24 hours as well as time.  In order to record an hour today, we apply mathematical rules and we divide the ideogram of 24 hours into 24.

In order to record a month into the ideogram of the moon, we add a digit and the one in the front of the ideogram indicates how many months we have recorded and the digit behind the ideogram signifies the next month, e.g. May. It seems to me that the record is readable. Now, let us read what items of content the record: ”Hands of God” conveys.

                                                        ideogram kosmosu

We assumed earlier that the isosceles cross is the ideogram of the sky and that the drawn little lines mean the record of celestial bodies, so a great number of lines on the ideogram of the sky may be an ideogram of great numbers of the stars. The ideogram of the starry sky. The ideogram of the Universe.
How to read the character drawn above? The ideograms of the sun and the moon were written mutually in the ideogram of the universe. We read: the sun, the moon, the sun, the moon, the sun, the moon, etc. The signs are read endlessly.

What can that mean?
1) The right of the universe and the right of the world, in other words the cyclical motion on the wheel which lasts forever. Additionally, the law of gravity is besought  in this movement. This movement applies not only to the universe, but it is also the rule of  the atoms that the matter is made of.
2) I would not be surprised if that was also the ideogram of God. Such a concept of God is deeply thought over. It is not slow-witted Yahweh with a long gray beard who is taught reason by wise rabbis.
I hope that my doubts will be dispelled by the record at the top surface of the vessel.
Let us try to read the inscription in the way it is drawn and then we will reach for the Chinese rules of comprehending the sign.

***

A young man on horseback falls out of the ideogram of the moon. He makes his way in time and changes into a spirit who also has his horse and his way to go. The next young man is born out of the spirit and after some time a spirit is born again. This whole procession is heading for the ideogram of the universe. The sign that I have recently talked about suggests that all of them be written into free places of the cross, the same as the signs of the sun and the moon on the ideogram above.

I have no doubts that this is the record of religious beliefs.
1) The man on the horse is a travelling man who has got a certain way of life to go. We can write a journey and a way with this mark.  In this case we have the record: The human being has a way to go from the moment of birth to death. Then, death comes, his / her spirit does not die but has its task to fulfill. The human’s spirit like a grain has life besought in itself. When the grain goes into the darkness of earth, it  lets the roots and a new life is born.

As we can see in the picture – the Spirit has fulfilled his life and has gone out of the ideogram of the moon, i.e. from the darkness, as a re-born human being. After man’s death, the spirit returns to the moon so as to give life to the next generation.

This is the record of Slavic faith, belief in reincarnation but without any political overtones, like in the faith of the Hindus.

These pictures written into the ideogram of the universe are the record of the periodicity not only of the human being’s life but also of the life of the whole universe, thus the incomprehensible life of the Grain of the Universe, of the Spirit of the Universe, of God.

This text has explained more than I expected and it confirms some Polish scientists’ remarks.

The Lord of the kingdom of Souls Nyja /pronounced: nyia/ derives his name from the word NYĆ – chudnąć (lose weight) in the same way as the moon does. The lower figure of the ”post” fished out of the Zbrucz River has three faces. One square is invisible, which suggests that Tryglaw is the deity of the moon – probably Nyj /pronounced: nyi/ from whom souls come out to give life to humans and gods. It is Him that does the hardest job and the whole world is on his head and he does the god’s task similar to people’s tasks who take on the hardest work and feed all the nation. It is people from whom those who are the highest have grown out.

The name of the deity from  Prilwitz becomes understandable – Rżato – Potrójne Żyto associated with life.

(In English the Polish word ‚żyto’ is ‚rye’. In Polish, apart from the meaning of ‚rye’, ‚żyto’ also denotes an impersonal noun of the verb ‚żyć’ <‚to live’, to exist, to function>).

Winicjusz Kossakowski

Wielcy Polacy – Jan Czochralski (1885 – 1953) – ojciec światowej elektroniki.

Posted in nauka, Polska, Słowianie by bialczynski on 22 Maj 2013

Czochralski_6Wiki:

Jan Czochralski

(ur. 23 października 1885 w Kcyni, zm. 22 kwietnia 1953 w Poznaniu) – polski chemik, metaloznawca, wynalazca powszechnie stosowanej do dzisiaj metody otrzymywania monokryształów krzemu, nazwanej później metodą Czochralskiego, podstawy procesu produkcji mikroprocesorów. Najczęściej wymieniany polski uczony we współczesnym świecie techniki.

Urodził się w Kcyni na Pałukach, będących wówczas pod zaborem pruskim[1]. Był ósmym z dziesięciorga dzieci wielkopolskich rzemieślników, Franciszka Czochralskiego i Marty z Suchomskich. Ojciec prowadził zakład stolarski, robiąc meble domowe i trumny. Czochralski zgodnie z wolą ojca ukończył Seminarium Nauczycielskie w Kcyni[potrzebne źródło], ale nie mogąc pogodzić się z ocenami, podarł świadectwo maturalne. Po otrzymaniu świadectwa, „upewniwszy się u swojego profesora, że nie podlega już rygorom szkolnym”, podarł świadectwo mówiąc „Proszę przyjąć do wiadomości, że nigdy nie wydano bardziej krzywdzących ocen”. Brak tego dokumentu zamykał mu, w określonym czasie, drogę do dalszej kariery nauczycielskiej i naukowej.

Interesował się chemią, rozpoczął pracę w aptece, gdzie prowadził eksperymenty naukowe w dziedzinie chemii. W 1904 roku wyjechał do Berlina[1] i rozpoczął pracę w aptece i drogerii dr. A. Herbranda w Altglienicke, później w AEG-Kabelwerk Oberspree. Zajmował się określaniem jakości i czystości rud, olejów, smarów, metali, stopów i ich półproduktów oraz rafinowaniem miedzi[potrzebne źródło]. Uczęszczał na wykłady chemii specjalnej na Politechnice w Charlottenburgu pod Berlinem jako wolny słuchacz. Na Uniwersytecie Berlińskim chodził na wykłady na wydziale sztuki. W 1906 roku rozpoczął pierwszą naukową pracę w laboratorium firmy Kunheim & Co, a rok później w Allgemeine Elektricitäts Gesellschaft, gdzie został kierownikiem[1] badania stali i żelaza. Na Politechnice w Charlottenburgu uzyskał dyplom inżyniera chemika. Na Uniwersytecie Berlińskim poznał późniejszą swoją żonę. W 1910 ożenił się z Margueritą Haase, pianistką pochodzącą z holenderskiej rodziny osiadłej w Berlinie[1].

W latach 1911-1914 był asystentem Wicharda von Moellendorffa, z którym opublikował swoją pierwszą pracę poświęconą krystalografii metali, a dokładniej podwalinom późniejszej teorii dyslokacji[potrzebne źródło]. Największy rozgłos przyniosła mu odkryta w 1916 roku metoda pomiaru szybkości krystalizacji metali[2], wykorzystywana obecnie do produkcji monokryształów krzemu. Według popularnej anegdoty metodę tę odkrył przypadkowo, zanurzając przez roztargnienie pióro w tyglu z gorącą cyną zamiast w kałamarzu[1]. Pomiar szybkości krystalizacji metali przynosi mu największy rozgłos.

JAN CZOCHRALSKI (8)foto ze strony: http://www.janczochralski.com/

W 1917 roku przeniósł się do Frankfurtu nad Menem, gdzie został szefem laboratorium metaloznawczego Metallbank und Metallurgische Gesellschaft AG, gdzie opracował i w 1924 roku opatentował bezcynowy stop B łożyskowy dla kolejnictwa. Stop zwany był w Polsce metalem B, produkował go Ursus. Stop powoduje rewolucje w kolejnictwie, dając oszczędności i niezawodność. Wynalazek był bardzo ważny dla gospodarki Niemiec, które objęto zakazem importu cyny. Patent zakupiony został przez niemiecką kolej (Bahnmetal) oraz liczne państwa, w tym USA, ZSRR, Czechosłowację, Francję i Anglię. Metal B był wykorzystywany powszechnie do lat 60. XX wieku, gdy łożyska ślizgowe zastąpiono tocznymi. Metal B pozwolił Czochralskiemu znacznie się wzbogacić[1]. Z wynalazku korzystają koleje we Francji, USA, Anglii płacąc sowicie odkrywcy. Głównym zadaniem młodego Czochralskiego było wprowadzenie aluminium do elektroniki, a więc pionierskie prace nad technologią produkcji blach, drutów i wyprasek aluminiowych, badanie stopów aluminium i standaryzacja badań metalograficznych. Metale i metalografia stały się odtąd pasją Czochralskiego. W 1924 został wiceprzewodniczącym, a w 1925 przewodniczącym Niemieckiego Towarzystwa Metaloznawczego. Henry Ford zaproponował mu pracę w laboratorium swojej firmy w Detroit, z czego Czochralski nie skorzystał.

W 1925 pojawiła się propozycja powrotu do Polski i objęcia katedry na Politechnice Warszawskiej. Po rozmowach m.in. z prezydentem RP, w 1928 r. powrócił do Odrodzonej Polski na osobiste zaproszenie prezydenta prof. Ignacego Mościckiego, rezygnując ze wszystkich pełnionych w Niemczech funkcji i odrzucając posadę dyrektorską w amerykańskich zakładach Forda. W 1929 roku otrzymał doktorat honoris causa i objął posadę profesora na Wydziale Chemii Politechniki Warszawskiej. Specjalnie dla niego została utworzona Katedra Metalurgii i Materiałoznawstwa, która bezpośrednio współpracowała z MSW. Katedrę wyposażono w najnowocześniejszy sprzęt MSW. Czochralski zbudował Instytut Metalurgii i Metaloznawstwa. Profesor miał prawo zatrudniać tylu ludzi ilu potrzebował. To wywołało niezadowolenie u kolegów profesorów (Witold Broniewski), które w przyszłości obróciło się przeciwko profesorowi. Instytut Metalurgii i Metaloznawstwa na Politechnice, wykonywał głównie zlecenia dla wojska[1].

Nie jest jasny powód przyjazdu do Polski, według badań Stefana Bratkowskiego, Czochralski współpracował z polskim wywiadem wojskowym, a z Niemiec wyjechał z powodu grożącej mu dekonspiracji. Zrzekł się obywatelstwa niemieckiego, by przyjąć polskie, ale zrzeczenie to nie było przez władze niemieckie uznawane[1]. Czochralski był bogatym człowiekiem. Jak twierdził, do Polski przywiózł ok. 1,5 mln. złotych. Patenty przynosiły mu dalsze dochody. Brał ogromne sumy za konsultacje w Polsce i poza granicami. Kupił piękną willę w Warszawie na ul. Nabielaka (koło Belwederu), w Kcyni budował willę Margowo, nazwaną na cześć żony, pełniącą funkcję letniej rezydencji. Fundował stypendia dla studentów. W willi na Nabielaka Czochralscy prowadzili salon literacki, profesor pisał poezję, kolekcjonował dzieła sztuki i udzielał się społecznie. Profesor wspomagał finansowo rekonstrukcję dworku Chopina w Żelazowej Woli, współfinansował wykopaliska w Biskupinie oraz prace odkrywkowe ropy w rejonie Kcyni.

Czochralski przyjaźnił się z prezydentem. W 1934 popadł w dalszy konflikt z prof. Witoldem Broniewskim, który zarzucał mu czerpanie korzyści majątkowych z „nieudolnego wynalazku”, z działalności społecznej oraz sprzedanie polskiemu wojsku i kolejom złego stopu w celu sabotażu na rzecz Niemiec. Zarzucał też, że stop B ma gorsze właściwości niż inne stopy i nie nadaje się do stosowania w komunikacji. Broniewski konkluduje, że Czochralski działa na szkodę polskiego przemysłu zbrojeniowego, a tym samym państwa polskiego. Broniewski mówi, że Czochralski „z ducha jest raczej Niemcem niż Polakiem” i dlatego nie powinien być szefem Instytutu Metalurgii i Metaloznawstwa. Czochralski nazywa Broniewskiego wrogiem państwa polskiego. Adwersarze spotykają się na pojedynku (rezultat nie jest znany), a później w sądzie. Proces przerodził się w spór nad polskością Czochralskiego. Szczególnie drażliwa okazała się sprawa niemieckiego obywatelstwa Czochralskiego. Po powrocie do Polski profesor podpisał deklarację, że z chwilą objęcia katedry zrzeka się obywatelstwa niemieckiego i złożył dokumenty. Sprawa okazała się bardziej złożona. Czochralski był słynnym naukowcem, związanym kontraktami i patentami. Ze względu na sprawy finansowe, kapitały w Niemczech i nieruchomości, jemu samemu nie zależało na przyspieszaniu procedury. Niemcy odwlekali ze zwolnieniem z obywatelstwa. Procedury z Niemcami w tych sprawach w tamtym czasie trwały od 10 do 15 lat. Utrata obywatelstwa niemieckiego oznaczała problemy dewizowe i uszczuplenie dochodów. W procesach zeznawali minister oświaty Świętochowski i prezydent Mościcki. Ostatecznie spór zakończył się w połowie lat 30. procesami o zniesławienie, które wygrał Czochralski; na jego rzecz zeznawali oficerowie wywiadu[1]. Sąd skazał Broniewskiego na dwa miesiące aresztu w zawieszeniu i 500 zł grzywny. Czochralski wygrał, lecz część środowiska akademickiego nigdy mu tego zwycięstwa nie wybaczyła.

Przed rozpoczęciem II wojny światowej Czochralski nie wychodził praktycznie z MSW. Wojna przerwała jego działalność naukową. Po wejściu Niemców podjął decyzje, które przez dziesięciolecia będą atrybutem jego przeciwników. Pod koniec 1939 roku uzyskał od Niemców pozwolenie i uruchomił w Warszawie na bazie przedwojennego instytutu Politechniki Zakład Badań Materiałów. Nastąpiło to za zgodą władz konspiracyjnych Politechniki i miało na celu ochronę pracowników uczelni i wyposażenia. W następnym okresie okupacji powstały kolejne zakłady wzorowane na zakładzie Czochralskiego. Zakład wykonywał zadania na rzecz instytucji cywilnych, a także dla Wehrmachtu. Zatrudniał wielu żołnierzy Armii Krajowej. Wykonywał też prace dla podziemia: odlewano w nim granaty żeliwne z części zbadanych fragmentów V-1 oraz części do maszyn drukarskich i pistoletów, a sam Czochralski sabotował produkcję dla Wehrmachtu oraz składał meldunki wywiadowi AK[1]. W zakładzie niszczono także przez przetopienie części elektryczne rakiet V-1 i V-2 po zbadaniu ich przez prof. Janusza Groszkowskiego. Jan Czochralski wykorzystywał też swoje osobiste kontakty z Niemcami do wydobywania ludzi z więzień i ratowania zbiorów muzealnych[3], dzięki jego interwencji zwolniono z obozów koncentracyjnych profesorów Mariana Świderka i Stanisława Porejko[1]. Pośrednikiem była jego córka Leonia, która przyjaźniła się z córką szefa Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Czochralski wyciągnął z Gestapo ok. 30-50 osób. Pomógł wnukowi Ludwika Solskiego, doktorowi Marianowi Świderkowi – ojcu prof. Anny Świderkówny. Profesor dalej mieszkał na Nabielaka – w tym czasie dzielnicy niemieckiej. Spotykał się z Niemcami, jednak w jego domu odbywały się nadal spotkania tzw. czwartków literackich, w których brali udział; Wacław Berent, Ludwik Solski, Leopold Staff, Alfons Karny, Juliusz Kaden-Bandrowski, Adolf Nowaczyński, Kornel Makuszyński.

Podczas okupacji Czochralski używał imienia Johann i był przez Niemców traktowany jako obywatel III Rzeszy. W pierwszych dniach wojny pod Poznaniem rozstrzelano brata profesora, Kornela, prowadzącego nauczanie (Czochralski dowiedział się o tym na początku 1940 r.) Po powstaniu warszawskim uzyskał zezwolenie na wyjazd do Warszawy, skąd wywoził mienie wypędzonych, a z Politechniki aparaturę[1].

Koniec wojny oznaczał dla profesora nowe kłopoty. Ówczesny prokurator apelacyjny w Warszawie wydał postanowienie o aresztowaniu. 7 kwietnia 1945 roku został aresztowany jako „niejaki Jan vel Johan Czochralski, obywatel Rzeszy, dawny honorowy profesor Politechniki Warszawskiej”, pod zarzutem „współpracy z niemieckimi władzami okupacyjnymi na szkodę osób spośród ludności cywilnej, względnie Państwa Polskiego”. Od 18 kwietnia 1945 spędził cztery miesiące w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim[1], do 14 sierpnia 1945. Jednak Specjalny Sąd Karny w Łodzi na rozprawie w dniu 13 sierpnia 1945 r. uniewinnił go od stawianych zarzutów[3]. W procesie zeznawał Ludwik Solski. Pomimo tego Senat (10 profesorów) Politechniki Warszawskiej odmówił przyjęcia go do pracy uchwałą z 19 grudnia 1945 roku[1]. W ten sposób wykluczono go ze środowiska i skazano na zapomnienie. Czochralski nie mógł się bronić, nie mógł też ujawnić współpracy z AK, za którą groziło kilkuletnie więzienie UB.

Wrócił do Kcyni i założył Zakłady Chemiczne BION, produkujące różnego rodzaju wyroby kosmetyczne i drogeryjne, w tym znany „proszek od kichania z Gołąbkiem”[4].

Zmarł w Poznaniu 22 kwietnia 1953 roku po rewizji Urzędu Bezpieczeństwa w jego willi w Kcyni. Przyczyną śmierci był atak serca. Został pochowany na starym cmentarzu w rodzinnej Kcyni, ale dopiero w 1998 roku na anonimowym grobie umieszczono tablicę z nazwiskiem[1].

Lata 50. XX wieku były okresem, kiedy uczeni świata zaczęli korzystać z jego najważniejszego wynalazku – metody krystalizacji. To przynosiło sławę twórcy i zainteresowanie jego osobą. Pierwsze próby rehabilitacji profesora na PW w 1984 r. zakończyły się awanturą. Przy drugim rozpatrywaniu w 1993 r., Senat PW stwierdził, że dokonania Czochralskiego są olbrzymie, ale nie widzi potrzeby i możliwości uchylenia uchwały z 19 grudnia 1945 r. Politechnika Warszawska otrzymała od prokuratur okręgowych w Warszawie, Łodzi i Wrocławiu oraz Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich informację, że nie istnieją żadne dowody na kolaborację Czochralskiego. Potwierdziły to także archiwa sądu podziemnego Armii Krajowej. W lutym 2011 r. rektor Uczelni prof. Włodzimierz Kurnik postanowił sięgnąć do dokumentów i definitywnie rozstrzygnąć spór o profesora. Pod kierownictwem prof. Mirosława Nadera wyruszono na poszukiwanie dokumentów w archiwach. W maju w Archiwum Akt Nowych odnaleziono meldunek Czochralskiego do komendy Głównej AK. Dokument składa się z dwóch kartek i nosi datę z czerwca 1944 r. Na stronie pierwszej jest napis „przesyłam informację od prof. Czochralskiego”. Druga to spisany raport do Oddziału II KG AK. Autor podaje, że na terenie zakładu są tartaki i hale kryte drewnem, co ułatwia pożar. Doradza jednak opanowanie, w stosownej chwili, tych magazynów z najrozmaitszym wysokowartościowym sprzętem. 29 czerwca 2011 roku Senat Politechniki Warszawskiej ogłosił rehabilitację Czochralskiego[1].

Zachodzi pytanie jak Czochralskiemu udawało się przekazywać meldunki do KG AK. Odnaleziony dokument potwierdza współpracę z wywiadem AK (Oddział II). Przypuszcza się, że bezpośrednim odbiorcą meldunków był prof. Stanisław Ostoja-Chrostowski, rzeźbiarz, grafik i malarz. To on kierował referatem Korweta, do którego trafił znaleziony meldunek. Ostoja-Chrzanowski i Czochralski spotykali się w saloniku prowadzonym w czasie wojny przez Czochralskich.

Upamiętnienia

Poczta Polska chcąc uczcić dokonania Polaków na świecie wprowadziła w roku 2009 do obiegu cztery znaczki. Na znaczku o nominale 1,55 zł. przedstawiono podobiznę Jana Czochralskiego[5].

Sejm RP, na posiedzeniu z dnia 7 grudnia 2012 r., przyjął uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2013 Rokiem Jana Czochralskiego[6].

DSCN6634_1In 2006 the Polish Materials Science Society, the Polish Society for Crystal Growth and the Polish Academy of Sciences joined with the European Materials Research Society to establish the International Chapter of the Jan Czochralski Award.

JAN CZOCHRALSKI – OJCIEC ŚWIATOWEJ ELEKTRONIKI

http://naszeblogi.pl/33322-prof-jan-czochralski-ojciec-swiatowej-elektroniki

2012-10-26 12:57

Kto jest jednym z najbardziej znanych na świecie polskich uczonych?Czy wiecie, którego z polskich uczonych najczęściej wymienia się w literaturze światowej?Czy wiecie, że nazwisko polskiego profesora jest prawdopodobnie na pierwszym miejscu spośród najczęściej wymienianych w publikacjach związanych z elektroniką?Czy wiecie kto to był Jan Czochralski?A znacie największych światowych wynalazców? Pewnie znacie i na pierwszym miejscu wymienilibyście  Thomasa Edisona, bez którego na pewno doskwierałby nam brak żarówki.Tymczasem był taki uczony i wynalazca, któremu zawdzięczamy niemal całą elektronikę. Bez niego nie byłoby wszystkich tych urządzeń, w sercu których znajdują się układy z krzemu – telewizorów, komputerów, telefonów, robotów, kuchenek mikrofalowych, zegarków kwarcowych i wielu innych nowoczesnych urządzeń . W dodatku ten uczony był Polakiem. Nazywał się Jan Czochralski.Czasem bywa tak, że naukowe odkrycie wyprzedza swoją epokę historyczną. Spośród plejady najbardziej znanych za granicą polskich naukowców, właśnie to dotyczy Jana Czochralskiego. Jeden z jego wynalazków dzisiaj jest wykorzystywany przy produkcji półprzewodników przez największe koncerny produkujące elektronikę, takich jak amerykańskie Intel i Motorola, IBM i AMD, koreański Samsung albo japoński NEC. Metodą wynalezioną przez Czochralskiego wytwarza się cały współczesny krzem, z którego produkuje się diody, tranzystory i czipy układów scalonych.

 

Jan Czochralski w 1916 r. został autorem genialnego odkrycia – sposobu hodowania dużych monokryształów metali. Współcześnie metodą Czochralskiego hoduje się monokryształy krzemu dla przemysłu półprzewodników. Ale ta metodyka znalazła swoje rewelacyjne zastosowanie dopiero w 50-tych latach, po skonstruowaniu tranzystora przez Waltera Brittaina, Johna Bardeena i Williama Shockleya. Za wynalazek tranzystora cała trójka otrzymała nagrodę Nobla z Fizyki w 1956 roku. Juliusa Lilienfelda pochodzącego spod Lwowa, który uważał się za Polaka pominięto….

JAN CZOCHRALSKI (6)Profesor Czochralski z rodziną (foto ze strony: http://www.janczochralski.com/)

http://www.janczochralski.com/

22 kwietnia 2012 roku obchodzona była 59 rocznica śmierci prof. Jana Czochralskiego – wybitnego polskiego uczonego pierwszej połowy XX wieku. Był on znanym metalurgiem, chemikiem i metaloznawcą oraz opracował szereg nowych metod badawczych i patentów. Dziś, w czasie rewolucji elektronicznej, prof. Czochralski jest znany przede wszystkim z jego słynnej i szeroko na świecie stosowanej metody wzrostu kryształów nazwanej „metodą Czochralskiego”, a opublikowanej 96 lat temu.

Jan Czochralski urodził się w małym polskim miasteczku – Kcyni, leżącym pomiędzy Poznaniem a Bydgoszczą. Życie naukowe spędził w Berlinie, Frankfurcie nad Menem, w Niemczech, i w Polsce – w Warszawie. Po drugiej wojnie światowej powrócił do rodzinnej Kcyni, tam zmarł i został pochowany na Starym Cmentarzu i zapomniany prawie przez wszystkich.

Na szczęście, zastosowanie jego metody pomiaru szybkości krystalizacji metali do otrzymywania monokryształów półprzewodników dało mu znaczącą pozycję w nauce i technologii. Jego nazwisko zostało na stałe przypisane do tej metody. Ale dopiero od nie tak dawna ów Czochralski znany z nazwy popularnej metody został „odkryty” jako osoba i uczony.

Mam nadzieję, że nazwisko Czochralskiego nie będzie już tylko fragmentem terminu naukowego i technicznego bez żadnego odniesienia do konkretnego człowieka.

Jan-Czochralski-i-jego-metoda-Paweł-Tomaszewski-200x286

O lnie, konopiach, maku i innych uprawach oraz rękodziele zniszczonym przez prawo w Polsce.

Posted in nauka, przyroda, przyroda do ochrony, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Maj 2013

len zwyczajny2

Zapraszam was dzisiaj na stronę projektu który ma prowadzić do ochrony produkcji starych odmian lnu i rękodzielnictwa oraz rzemiosła związanego z produkcją lnu w Polsce. Takich samych działań wymaga niestety natychmiast uprawa konopi i uprawa maku, które to uprawy z dekretu rządu Polski zostały skazane na wymarcie. poprawność polityczna i restrykcyjne prawo oraz powszechna kontrola obywateli wprowadzona w PRL jak widać nie ma końca mimo , ze podobno od 25 lat żyjemy w wolnej Polsce.

Len_w_ogrodzie_przy_Muzeum_Papiernictwa_(Duszniki)W  ogrodzie przy Muzeum Papiernictwa (Duszniki) – okazuje się że to nie len tylko bławatki, jakieś dziwnie, pełne, wielokolorowe. Byłem przekonany ,nie wiem czemu że len, ale to niestety pomyłka – zostawiam bo piękne zdjęcie i dziękuję Inett 1 za prywatne śledztwo, które wyjaśniło ten błąd.

http://www.paz.most.org.pl/len/index.html

1

O projekcie

„Jak to ze lnem było – ochrona bioróżnorodności i tradycji” to tytuł projektu realizowanego przez Pracownię Architektury Żywej przy pomocy finansowej GEF/SGP. Ma on za zadanie łączyć odtwarzanie tradycji rękodzielniczej i uprawowej z ochroną gatunkową i genową. Motywem przewodnim jest len spajający wszystkie istotne dla projektu elementy.

Zmniejszanie się liczby gatunków to nie tylko zanikanie pięknych storczyków, to przede wszystkim problem wielu niepozornych gatunków np.: tępionych przez człowieka roślin dzikich potocznie zwanych chwastami, które tworzą ogromną różnorodność wśród jednolitych, dużych powierzchniowo upraw. Rośliny te są naturalnym „bankiem genów” w coraz bardziej ubożejącym świecie przyrody.

Przyczyny dla których powstał projekt

  • odejście od niegdyś powszechnej uprawy lnu i chemizacja upraw, spowodowało zagrożenie zespołu chwastów Spergulo-Lolietum remoti z gatunkami: Lnicznik właściwy – Camelina alyssum, Kanianka lnowa – Cuscuta epilinum, Życica lnowa – Lolium remotum, Sporek polny – Spergula arvensis, które są obecnie zagrożone wyginięciem bądź uważane za wymarłe. Jest to specyficzny zespół chwastów towarzyszący wyłącznie uprawom lnu;
  • Wprowadzanie do obecnych upraw lnu wyselekcjonowanych odmian rośliny, kosztem tradycyjnych odmian miejscowych, prowadzi do zanikania starych odmian lnu, a tym samym do zubożenia bioróżnorodności;
  • wiedza o tradycyjnej uprawie i sposobach obróbki włókna lnianego, a także wytwarzanie tradycyjnych wyrobów rękodzieła, wzornictwo jak i metody odchodzi w niepamięć wraz ze starszym pokoleniem;
  • intensyfikacja rolnictwa oraz nadmierne stosowanie nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin przyczynia się do znacznego zmniejszenia ilości chwastów towarzyszących uprawie zbóż;
  • zanikanie rodzimych gatunków zwierząt gospodarskich.

Tradycyjna uprawa i obróbka lnu

Wzrost i rozwój rośliny
Zależnie od temperatury i wilgotności gleby len wschodzi w ciągu 4-14(10) dni. Młode rośliny początkowo rosną bardzo wolno. Z pąka znajdującego się między liścieniami wyrasta prosta ulistniona łodyga, rośnie powoli i po osiągnięciu ok. 10 cm wysokości przybiera postać tzw. jodełki. Potem następuje okres szybkiego wzrostu trwający aż do początku tworzenia się pąków kwiatowych, a dzienny max przyrost wynosi w tym okresie 3,5-6(10) cm. W okresie tworzenia się pąków kwiatowych i kwitnienia przyrost dzienny zmniejsza się i kończy po okwitnieniu.
Okres wegetacji trwa 90-120 dni.

Wymagania klimatyczne i glebowe, agrotechnika
Pod względem glebowym len nie jest zbyt wymagający, nie znosi jednak gleb suchych i piaszczystych, które źle utrzymują wilgoć, jak również gleb torfowych, wapiennych oraz podmokłych, nie należy uprawiać lnu na glebach bogatych w próchnicę. Najodpowiedniejsze są wszystkie gleby gliniasto-piaszczyste i piaszczysto-gliniaste, wszelkie nowiny, pastwiska, łąki mineralne oraz gleby poleśne. Najlepszym przedplonem dla lnu będą rośliny pozostawiającą rolę nie zachwaszczoną. Nie wolno wysiewać często lnu na jednym polu, gdyż wtedy łatwo ulega chorobom grzybowym. Bardzo dobrym przedplonem dla lnu są wieloletnie łąki, koniczyniska, zielonki pastewne oraz rośliny okopowe. Płodozmian 5-6(7) lat.
29
Przygotowanie gleby pod siew
Głównym celem uprawy gleby pod len powinno być nagromadzenie wody w glebie, walka z chwastami oraz wyrównanie pola.
Orka:
1. Wykonuje się głęboką orkę na jesieni (rok I).
2. Wiosną (rok II) jak najwcześniej należy zwłókować i zbronować wysztorcowane skiby, aby przerwać parowanie wilgoci i dobrze wyrównać pole.

Nawożenie:
UWAGA ! Bezpośrednio pod len nie stosuje się nawozów organicznych, gdyż powodują one wybujałość słomy, wyleganie, wrażliwość na choroby i przedłużają okres dojrzewania. Obornik można stosować na rok przed siewem lnu. Wapnowanie również stosuje się w przedplonach, ponieważ wapno zastosowane bezpośrednio pod len pogarsza jakość włókna.
1. Len nawozimy potasem, azotem i fosforem. Najważniejszy jest potas. Wpływa on bardzo dobrze na jakość włókna i zapobiega wyleganiu lnu. Azot jest niezbędny dla wzrostu lnu, fosfor zaś przyczynia się do równomiernego dojrzewania.
2. Dawki potasu powinny wynosić od 100 do 150 kg 40-procentowej soli potasowej na ha. Sól potasową można z powodzeniem zastąpić popiołem drzewnym w ilości 600 kg popiołu na ha.
3. Azot w postaci siarczanu amonu lub saletrzaku daje się w ilości 50-125 kg na ha. Nadmiar azotu powoduje wyleganie i obniża wartość plonu. Nawozy azotowe można zastąpić gnojówką, stosując 5 do 6 tysięcy litrów na ha. Gnojówkę należy wywozić przed siewem, rozlewać równomiernie i dokładnie wymieszać z ziemią za pomocą brony lub kultywatora.
4. Fosfor w postaci superfosfatu lub supertomasyny stosuje się w ilości 100-150 kg/ha.
5. Nawozy mineralne wysiewa się przed siewem lnu.

n2

Siew i pielęgnowanie posiewne
1. Nasiona.
Przed siewem (2-3dni) zaprawiano nasiona lnu półsuchą zaprawą fungicydową.
2. Wczesny siew.
Doświadczenia wykazały, że najlepsze plony włókna daje wczesny siew. Ponieważ len jest bardzo wytrzymały na przymrozki, należy siać go tak wcześnie, jak tylko można. Pozwala to na wykorzystanie pełnej wilgoci zimowej. Wczesny siew chroni również len przed szkodnikami, bowiem okres występowania szkodników przypadnie wtedy, gdy roślinki będą już dosyć duże i odporne. Ze względu na równomierność wschodów i równe dojrzewanie słomy, najlepsze wyniki daje siew rzędowy. Len sieje się w rzędach w odległości od 10 do 15 cm….

… cd:  http://www.paz.most.org.pl/len/index.html

n40

Bajki o lnie

Maria Konopnicka
„Jak to ze lnem było”

Był raz król taki, co miał wielkie królestwo, wszelkiego dobra i bogactwa pełne, tylko że w nim złota nie było.
pola tam były wielkie, sady śliczne, od grusz, od jabłoni czerwieniejące z dala, po lasach zwierzyny huk, w ziemi żelaza dość, na powietrzu ptactwo takie, że co jedno odleci, to drugie przyleci, bydła, koni, owiec stada okrutne, nieprzerachowane, po rzekach ryby jakie tylko, i małe, i duże, kwiecia też po łąkach mnóstwo dla królewiątek małych, co jedno przekwitnie, to drugie zakwita. Ot, wszelkiej rozkoszy moc wielka! Miasta też były w tym królestwie znaczne i wojska duże po zamkach, po wieżach mocnych, i ludu po wsiach dość. Ale król niczym się nie cieszył, tylko ciągle markotny był, że złota nie ma w jego państwie.

– Cóż mi po tym zbożu – mówił – albo i po tych lasach, i po tych rybach w rzece, i po tych stadach wielkich, kiedy ja to wszystko muszę het precz wywozić do moich sąsiadów za złoto, bo go u mnie ni ma. Żeby tu u mnie złoto było, cały lud mój by się ubogacił.

Lud jego biedny po wsiach skórami się odziewał i koszuli na grzbiecie me miał, a dopiero sami bogacze z miasta musieli w dalekie kraje posyłać po materie drogie, po jedwabie na ubiory swoje.

– Bylem tylko złoto miał – mówił król – to mi już niczego nie braknie i memu ludowi.

Tak wyszedł raz sobie na drogę i chodzi w zamyśleniu wielkim, a drogą kupcy jadą. Jak też zobaczyli króla, tak zaraz mu pokłon oddali, towary rozwiązują i pytają, czy czego nie trzeba. Król pokłon przyjął grzecznie, towary obejrzał, głową pokręcił i mówi:

– Na nic mi te wasze towary, bo mi tylko jednej rzeczy potrzeba. Więc zaraz się dopytywać zaczęli, czego.

– Potrzeba mi złota – mówi król – żeby u mnie w ziemi było, żebym je dobywać mógł i cały mój lud zbogacił, i siebie.

Zafrasowali się kupcy, bo tej woli królewskiej nie mogli uczynić, i zamilkli. A był między mmi staruszek jeden, jako ten gołąb siwiutki, z brodą po pas, w bieli cały odziany i bardzo mądry. Ten, widząc frasunek swoich towarzyszów i króla, pragnącego złota dla ubogiego narodu, co koszuli na grzbiecie nie ma, pomyślał, wystąpił naprzód i rzekł:

– Królu, panie! Mam-ci ja takie siemię w mieszku, co jak je wiosną posieją w polu, to złoto ci z niego się urodzi. I zdjął ze swego wielbłąda troki, i wyjął z nich spory mieszek, i przed królem postawiwszy, rozwiązał. Król bardzo się zadziwił, że takie ziarno na świecie jest, co z niego złoto wyrasta. Onemu kupcowi sygnet piękny dał i choć ten mieszek był ciężki, sam go do zamku swego poniósł. Nazajutrz dał wiedzieć w całym państwie, jako w ten a w ten dzień król sam będzie w polu takie ziarno siał, co z niego wyrośnie złoto.
Zadziwował się naród cały na taką nowinę, zbiegli się wszyscy na ono pole patrzeć, jak też to cudowne ziarno wygląda. Matki prowadziły dzieci, synowie – ojców starych i zeszła się ludu wielka, wielka moc. Aż król wyjechał na siwym koniu w bisior drogi ubranym, z muzyką, z trębaczami i z dworem całym, a za nim sam skarbnik królewski mieszek z ziarnem niósł pod baldachimem z karmazynu, co go czterech pachołków królewskich trzymało. Kiedy wszyscy na skraju pola stanęli, król koronę z głowy zdjął, że to niby prosty siewacz na swej roli staje, i wziąwszy od skarbnika mieszek wzdłuż bruzdy pięknie wyciągniętej poszedł, czerpiąc z mieszka ręką ono ziarno cudowne i rzucając je w świeżo zaoraną, czarną, pulchną ziemię. A tu zaraz za królem brony szły, co je najpierwsi panowie w onym królestwie prowadzili i ten posiew bronowali, jak zwykle żyto albo i pszenicę, albo insze jakie ziarno. Kiedy już pole zasiane było i zabronowane, król koronę znów na głowę włożył i wrócił z wielką paradą na zamek swój, z dworzanami swymi i z muzyką, i z trąbami, i z wielką uciechą, że takie pole złota zasianego ma. Minął dzionek, minął drugi, król ciągle z okna w ono pole pogląda, czy złoto nie rośnie, ale nic. Aż jednego dnia uderzył deszcz ciepły z nieba i słonko po nim przygrzało. Patrzy król, a tu na calusieńkim polu cości jakby ze ziemi na wierzch się parło. Uradował się bardzo.

– Oho! – mówi. – Nie zazna teraz mój naród biedy, jak mi się to złoto urodzi. Pole nie takie zasieję na przyszłą wiosnę, ale dziesięć razy większe. I chodzi sobie wesół po komnatach, pieśni sobie śpiewać każe, sztuki różne pokazować – taki rad.
– Nie będę – mówi – patrzeć choć z tydzień w pole, aż zażółknieje złoto, żeby oczy moje uciechę miały. Przeszedł tydzień. Patrzy król, a tu zamiast żółtego złota na calusieńkim polu śliczna zieloność, jakoby murawa, tak źdźbło przy źdźble wzeszło i do słońca w górę idzie. Zadziwił się bardzo w sobie i mówi:

– Myślałem, że od razu żółte złoto róść będzie, a tu zieleń taka. Ale nic… czeka. Czekał tydzień, czekał dwa, powyrastały łodyżki równiutkie jedna przy drugiej, jak to wojsko wielkie. Już się i pączki pozwijały, już i ku kwitnieniu się ma. A co kto przejdzie, to się dziwuje, że to złoto tak rośnie, jakby jakie zwyczajne ziele. Dworacy kręcą głowami, cości szepcą, cości między sobą radzą. Król patrzy, twarz pogodną zrobił i mówi:

– Nic to! Pewno się w kwitnieniu ono złoto okaże złotym kwiatem. Jednego ranka pojrzy, aż tu pole jak długie i szerokie niebieszczy się tak, jak to niebo nad ziemią. Kwiatuszek koło kwiatuszka na łodyżce sterczy, aż się w oczach modro od tego robi, jakby w wodę patrzał. Zadziwił się król, wąsa szarpnął, iż tak złoto ono modro kwitnie, cały dzień frasobliwie po komnatach chodził, wieczerzy jeść nie mógł i markotny spać się układł. Aż rankiem uderzył się w czoło i mówi:

– O, ja głupi! Wszakże to nie kwiat, ale nasienie będzie samo złoto! Czegożem się wczoraj frasował? I począł dobrej myśli być, i ucztę panom swoim sprawił, i radowali się wszyscy, że król tak mądrze im to wyłożył o nasieniu owym, co złotem być miało – i tak wszyscy cieszyli się społem. Przeszło lato, z kwiatuszków owych modrych porosły główeczki, takie okrągluśkie. Król idzie w pole. bierze w palce, ogląda i myśli:

„Już też w tych główeczkach na pewno złoto jest: tylko patrzeć, jak się to posypie”. Rozgniótł jedną, patrzy, aż tu takie samo siemię, jak to, które siał. Rozgniewał się król bardzo, dwór cały zwołał, kazał to zielsko z całego pola wyrwać, kijami zbić, że to mu takiego wstydu i zawodu narobiło, i do wody cisnąć. Pachołkowie rozkazanie królewskie wypełnili, łodyżki co do jednej wyrwali, kijami zbili, aż się ono nieszczęsne ziarno posypało, w pęki powiązali i do wody wrzucili. Ale że to już ich samych złość wzięła, więc jeszcze w wodę kamieniami ciskali i tyle tego narzucali, że się one łodygi w pękach zastanowiły, z wodą nie poszły i u brzegu przywalone kamieniami zostały. Król tymczasem po całym świecie szukać słał onego kupca, żeby go stracić za ten postępek, że to takiego monarchę poważył się oszukać. Tak szukają tego kupca, tak szukają – nic! Król też znów smutny począł bywać, jako i na początku, i nieraz sam bez dworu w zamysłach różnych chodził, trapiąc się, że ludu swego nie mógł zbogacić. Idzie on raz brzegiem rzeki, patrzy – kamieni wielka moc, a spod nich cości sterczy. Zawołał pachołka, w wodę mu kazał iść i czeka. Niedługo pachołek wraca i powiada:

– Królu, panie! Toć to jest ono zielsko, co miało złoto rodzić i z pola wyrwane zostało. A król: – Jeszcze mi na oczach będzie to podle zielsko leżeć? Mój wstyd przypominać? Weź mi je zaraz i wynieś precz, żebym go więcej nie spotkał! Ano, poszedł pachołek po drugiego, one kamienie odrzucili, pęk łodyg przegniłych z wody wydobyli, wynieśli je het, pod las, cisnęli i poszli. Kupca szukali tymczasem precz po całym świecie, wedle królewskiego przykazu. Król ciągle się frasował, to tu, to tam jeździł po kraju, a co spojrzy na ten biedny naród, co koszuli na grzbiecie nie ma, to się omal łzami nie zaleje; takie litościwe serce miał. Ano, widzą panowie, że król taki smutny, tak rada w radę uradzili, żeby wyprawić wielkie polowanie. Zjechali się różni książęta, różni panowie, różni dostojni goście, nasprowadzali psów, koni, masztalerzów, psiarków, łuczników, naprzywozili łuków i różnej broni takiej, że to ha! różnych rarogów, dojeżdżaczy sokolników: polowanie takie, że to na całe królestwo sławne.
Ucieszył się król tym widokiem, rozweselił, o strapieniu swoim coś niecoś zapomniał, bronie różne czyścić kazał, sfory ogarów sforować, charty na smycze brać, konie kułbaczyć, wozy pod zwierzynę zaprzęgać, aż uderzyli trębacze w rogi łosiowe, psiarnie zaczęły ujadać, bicze ino świstały w powietrzu: tu się sokoły na całe gardło drą, tu pisk, krzyk, wrzawa taka, że to jak na największym jarmarku. Aż siadł sam król na konia, po bokach mu książęta i wielcy panowie pojechali. Jadą. jadą, przyjechali pod las. Dziwują się goście, że taka knieja gęsta, pewno i zwierza pełna, to się ino psy rwą, ino konie parskają kiedy wtem spojrzy król w bok jakoś, a tu na polanie leżą one pęki łodyg, przez pachołków z wody dobyte, wyschłe, wymizerowane, sczerniałe. Król zapalił się gniewem na twarzy, humor mu się od razu przemienił, zawraca konia, przeprasza gości i na powrót na zamek jedzie. Tak się rozgniewał, że ledwo tchnął, łowczemu wracać przykazał z końmi, wozami i psiarnią, a na pachołki swoje krzyknął:…..

cd: http://www.paz.most.org.pl/len/bajka1.html

len

Szydełkownia Mao: http://szydelkownia.blogspot.com/2010/06/len.html

Len.

Tak niepozorna w wyglądzie i znana od wieków roślina ,która przynosi nam wiele pożytku.
Lubimy nosić lniane rzeczy ,mimo że się gniotą niemiłosiernie, za to naturalne włókno zapewnia nam komfort noszenia.
Błogosławieństwem są na upalne dni.
W moje łapki trafił  nie materiał ,lecz przędza -len przemysłowy,dziewiarski -nawijana na cewki.

Dostałam go do przetestowania i wyrażenia opinii na jego temat od miłej pani Ewy ,która robi z niego bluzki ,szale i inne cuda….

len_10

Len, film animowany według bajki Ch. Andersena

TV Studio Filmów Animowanych

Len: http://tvsfa.com/index.php/len/

Pierwsza ekranizacja opowieści Hansa Christiana Andersena pt. Len. To piękny, poetycki i niezwykle subtelny obraz filmowy dla dzieci o radości poznawania świata i siebie samego, o trudnej sztuce akceptacji życia we wszystkich jego przejawach.

W metaforyczną opowieść o lnie, który zasiano, wyrósł, rozkwitł, dojrzał, zerwano go i zmieniono najpierw w płótno, potem w papier, a w końcu spalono, wpisane jest filozoficzne przesłanie o sensie przemijania…

6 maki red-poppy-field-wallpapers_11808_1600x1200

Uprawa maku lekarskiego

Mak lekarski najlepiej rosnie na glebach cięższych, wapiennych i ciepłych. Jest wrażliwy na nadmiar wody, po długotrwałych opadach jest porażany przez choroby grzybowe. Należy wybierać dla niego miejsca nasłonecznione. Nasiona maku wysiewamy od marca do początku kwietnia. Można je też wysiewać w październiku, dzięki czemu uzyskamy wcześniejsze wschody i kwitnienie. Nasiona maku lekarskiego są bardzo drobne. W 1g znajduje się ich od 3 do 7 tys. wysiewamy je w rzędy oddalone od siebie o 25-30cm.Po wzejściu siewek przerywamy je, pozostawiając rośliny co 10 cm w
rzędzie. Wyrwane siewki trzeba wyrzucić- nie nadają się one do posadzenia w
innym miejscu, gdyż mak wykształca palowy system korzeniowy, który bardzo
trudno sie regeneruje. roślina ta nie znosi więc przesadzania ani za młodu,
ani tym bardziej gdy jest starsza. Mak zakwita w 8-10 tygodniu od wysiewu i
kwitnie od czerwca do sierpnia. Może kwitnąć do jesieni, jeśli nasiona
będziemy wysiewać partiami co 2 tygodnie, a więc do połowy czerwca. Mak
łatwo rozmnaża się z samosiewu i jeśli chcemy tego uniknąć to zaraz po
przekwitnieniu musimy usunąć rośliny z rabaty. w przeciwnym razie w następnym
roku rabata i jej otoczenie pokryją się wiosną dywanem siewek maku. (Tak
wygląda uprawa maku na rabatach). Pełniejszy opis znajdziesz na:[url][/url]https://hyperreal.info/node/1003Uwaga!Powyższy materiał nie jest instrukcją ani nie zachęca do wytwarzania substancji psychotropowych!!Napisane tylko i wyłącznie w celach informacyjnych!
Przegląd prasy rolniczej
Mak
       spis artykułów działu
      Zmiany w uprawie maku w Polsce w ostatnich latach
       (Wieś Jutra 2005, nr 7, s.18)
  Zasady uprawy maku w Polsce określa ustawa z dnia 24 kwietnia 1997 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz. U. z 1997r., nr 75, poz.4682). Uprawa maku wysokomorfinowego, może być prowadzona wyłącznie na potrzeby przemysłu farmaceutycznego i nasiennictwa. Natomiast mak niskomorfinowy może być uprawiany wyłącznie na cele spożywcze i nasienne.
  Mak w Polsce można uprawiać na określonej powierzchni, w wyznaczonych rejonach, w drodze kontraktacji i na podstawie zezwolenia. Minister rolnictwa w porozumieniu z ministrem zdrowia określa w rozporządzeniu ogólną powierzchnię przeznaczaną corocznie pod uprawę maku oraz rejonizację z podziałem na poszczególne województwa. Natomiast wojewoda decyduje w rozporządzeniu o powierzchni uprawy maku w poszczególnych gminach. Kontraktację upraw maku może prowadzić przedsiębiorca posiadający zezwolenie wojewody właściwego dla miejsca położenia uprawy. Zezwolenie to powinno określać zakres i cel kontraktacji i może być cofnięte w razie naruszenia warunków w nim określonych.
  Rolnik może uprawiać mak na podstawie zezwolenia wójta lub burmistrza właściwego ze względu na miejsce położenia uprawy oraz umowy kontraktacji, zawartej z odbiorcą prowadzącym kontraktację na podstawie zezwolenia wojewody. Zezwolenie powinno określać odmianę maku, powierzchnię ich uprawy oraz termin jego ważności. Gmina musi prowadzić rejestr wydanych zezwoleń na uprawę maku. Nadzór nad uprawami maku sprawuje zarząd gminy właściwy ze względu na położenie tych upraw. Po zbiorze słoma z maku niskomorfonowego powinna być zniszczona przez prowadzącego uprawę na jego koszt, w sposób określony w umowie kontraktacji. Podobnie postępuje się z resztkami pożniwnymi.
  Areał uprawy maku w Polsce odznacza się dużymi wahaniami. Największy był w 1995 r. (8346 ha), a najmniejszy w 2002 r. (1080). Od trzech lat powierzchnia uprawy maku oscyluje w pobliżu 1 tys. ha. Obecnie w polskim rejestrze odmian znajduje się 5 odmian niskomorfinowych maku: Agat, Michałko, Mieszko, Rubin i Zambo.
  Zainteresowanie uprawą maku w Polsce wśród rolników maleje. Przyczyn jest kilka:
– olbrzymi import maku z Czech (w 2003 r. sprowadzono do Polski aż 5406 t maku tj. 5 razy więcej niż wynosiła polska produkcja maku),
– niskie ceny,
– utrudnienia prawne,
– brak zainteresowania ze strony przemysłu farmaceutycznego makiem wysokomorfinowym,
– brak dopłat uzupełniających
  Produkcja maku w Polsce w najbliższym czasie będzie maleć, a w najlepszym wypadku pozostanie na obecnym poziomie. Bez zmian prawa nie jest możliwe odbudowanie silnej pozycji Polski jako dużego producenta maku w Europie.
M. Kołaczyńska-Janicka

Czytaj więcej na: http://talk.hyperreal.info/uprawa-maku-lekarskiego-t19838-460.html#p379456#ixzz2Mjkl7ezK

Wielkopolskie

Sąd w Grodzisku Wielkopolskim skazał działkowców za uprawę niskomorfinowego maku

Sąd w Grodzisku Wielkopolskim ukarał naganą sześć osób, u których na działkach policja znalazła niskomorfinowe maki. Działkowcy twierdzili, że to samosiejki.

Jak poinformowała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Poznaniu Joanna Ciesielska-Borowiec, przed sądem stanęło osiem osób: sześć uznano za winne popełnienia wykroczenia, dwie uniewinniono.

– Zarzut był taki, że osoby te wbrew przepisom ustawy, bez posiadanego zezwolenia uprawiały mak niskomorfinowy na powierzchni od 0,01 mkw do 1 mkw – powiedziała rzecznik.

Skazani za uprawę czterech makówek na 1 metrze kwadratowym – To się nazywa państwo policyjne: PRL Bis

ros nowa maki 25574728_2139261

Uprawa konopi

Anonim, 19. wrzesień 2000 – 9:17

Tekst o uprawie konopi zaczerpnięty z krakowskiego miesięcznika „Piątek Wieczorem”.

Jakość rośliny, którą hodujesz zależy głównie od genów zawartych w nasionach. Nie można wyhodować wysokowartościowej rośliny z nasion niskiej wartości. Nieprawidłowe warunki wzrostu powodują słabe plony niezależnie od jakości nasion. Najlepsze są nasiona południowo-azjatyckie, które zwykle szybciej rosną i są często naturalnie poliploidalne.

Jedną z metod kiełkowania jest włożenie nasion pomiedzy 6 płatków ligniny i umieszczenia ich w ciepłym i ciemnym miejscu. Natychmiast po wykiełkowaniu nasiona należy zasadzić. Jeśli pozwolisz korzonkom rosnąć na ligninie, to nasienie ucierpi, gdy włożysz je do ziemi – korzeń posiada setki delikatnych włosków, które łatwo jest uszkodzić. Jeśli roślina nie zaczyna gwałtownie swego wzrostu to zazwyczaj nie osiąga pełni swoich możliwości.

Nasiona kiełkują w czasie 12 godzin do jednego tygodnia. Nasiona, które wykiełkują pierwsze są zwykle najsilniejsze i najzdrowsze. Z nich najszybciej wyrosną rośliny. Jeśli masz więcej nasion, to wyrzuć te, które zaczynają kiełkować późno i wykiełkuj następną partię, sadząc tylko najlepsze nasiona.

konopie

WYBÓR ZIEMI

To jakiej ziemi użyjesz będzie miało duży wpływ na to, jak prędko rośliny będą zdrowe. Użyj ziemi zapewniającej dobre drenowanie i bogatej w składniki odżywcze. Użycie ziemi wysterylizowanej zapobiegnie występowaniu grzybicy nasion oraz zwilgotnieniu gleby. Aby poluxnić glebę możesz użyć mchu torfowego albo pumeksu.

Roślina potrzebuje dużo azotu, potasu, wapnia i fosforu.

PH odnosi się do kwaśności gleby i określa się je w skali od 1 do 15. 7 jest obojętne. Liczba powyżej 7 wskazuje, że gleba jest zasadowa, poniżej – kwaśna. Dla URU najodpowiedniejszy jest przedział od 6,3 do 7,3 PH. PH gleby po pewnym czasie opada w rejony kwasowe. Poznaj PH wody, której używasz i kontroluj PH twojej ziemi. Staraj się utrzymać glebę w zakresie sugerowanym powyżej. URU hodowane na glebie kwaśnej ma żółknące liście i nie rośnie. Jeśli okaże się, że twoja gleba jest kwaśna to nawapnij ją używając (podane według szybkości działania) gaszonego wapna, kredy, sproszkowanego wapienia, skorup od jajek. Te ostatnie najlepiej zmielić w młynku do kawy. 3 kubki dadzą ci wzrost o 1 PH na jedną stopę sześcienną ziemi. Pamiętaj, że skorupki są stosunkowo wolno działającym źródłem wapnia.

WODA

Gdy kiełki są młode należy podlewać je codziennie. Ich korzenie są małe – tracą wodę szybciej niż duże. Gdy URU rozwinie już system korzeniowy i będzie rosło w dużej doniczce, to korzenie będą sięgały miejsc, gdzie zazwyczaj jest wilgotno. Podlewać należy wtedy, gdy ziemia jest prawie sucha. Często powierzchnia gleby jest sucha, lecz kilkanaście centymetrów głębiej, tam gdzie sięgają korzenie, ziemia bywa mokra. Może to spowodować śmierć rośliny, bo korzenie znajdują się ciągle w wodzie i gniją. Podstwową sprawą jest właściwe odprowadzenie wody z doniczki. W jej dnie muszą znajdować się otwory, a ziemia musi być dostatecznie spulchniona. Jeśli odstawisz wodę na 24 godziny, to część chloru ulotni się, a rośliny będą zdrowsze. Jeśli końcówki liści brązowieją znaczy to, że roślina jest zalana (zbyt często podlewana lub nie ma odpowiedniego odprowadzenia wody z doniczki).

Najlepsze rezultaty daje podlewanie co 3-4 dni, w zależności od ilości wody zużywanej przez roślinę oraz szybkości wysychania gleby. Rośliny kilkutygodniowej nie należy podlewać co dzień po trochu, gdyż woda nie dociera do wszystkich warstw gleby równocześnie.

TEMPERATURA POWIETRZA

URU może rosnąć w temperaturze od 27 do ponad 55 stopni Celcjusza. Idealną temperaturą w ciągu dnia jest przedział między 38 a 45 stopni.

Jeżeli hoduhesz rośliny w domu, to nie musisz się martwić o temperaturę. Jeżeli hodujesz je w temperaturze poniżej 25 stopni, to będą rosły wolniej i nie osiągną największych rozmiarów.

NAWOŻENIE

Najczęściej stosuje się nawozy zawierające dużo azotu, np. 23%, fosforu – 19%, potasu – 17% oraz elementy śladowe: sód, cynk, siarka, krzem, wapń, kobalt, żelazo, chrom, molibden, magnez, mangan, witaminy B1 i B2 oraz hormony.

Nawożenie rozpocznij po 3-4 tygodniach od rozpoczęcia wzrostu URU stosując nawóz wysokoazotowy. Gdy rośliny mają już 3,5 miesiąca i jeśli chcesz, by zakwitły, to stosuj nawóz z małą ilością azotu, a większą – potasu i fosforu.

Nawóz można rozpylać przy pomocy rozpylacza bezpośrednio na liście, lecz tylko wtedy, gdy roślina ma powyżej 30 cm wzrostu.

Organiczny system kultywacji gleby polega na niestosowaniu nawozów sztucznych. Najlepszym pomocnikiem hodowcy organicznego jest dżdżownica, która spulchni ziemię, a jej odchody będą doskonałym nawozem. Dżdżownice doskonale rozwijają się na substancjach organicznych, a nie tolerują żadnych nawozów sztucznych.

OŚWIETLENIE

Stosując oświetlenie jarzeniowe możesz hodować rośliny w piwnicy, szafie, na strychu w tempie wzrostu zbliżonym do szybkości rozwoju w zenicie lata. Jakość URU hodowanego w domu jest wyższa od tej hodowanej na wolnym powietrzu. Lampy muszą być utrzymywane bardzo blisko szczytów roślin, świetlówki w odległości 5 cm. Przy dobrym oświetleniu URU nie wykształci długiej łodygi.

Im więcej światła, tym szybciej URU rośnie. Dwie lampy obok siebie są bardziej efektywne niż jedna. Aby roślina miała kwiaty, a później nasiona należy wprowadzić fazę ciemną (raz na dobę). Jeśli chcesz mieć tylko liście, możesz utrzymywać oświetlenie non-stop. Przy 12 godzinach światła na dobę URU zakwita po 2-2,5 miesiącach, przy 16 godzinach, po 3,5-4 miesiącach, przy 18 po 4,5-5 miesiącach.

STERYLIZACJA

Sterylizacja gleby, czyli uwolnienie jej od bakterii powodujących gnicie: ziemię wsadzić do piecyka o temperaturze 90 stopni na 60 minut.

Przy przesadzaniu URU do większej doniczki należy roślinę osadzić głębiej wraz z korzeniami – spowoduje to lepsze podtrzymanie.

WENTYLACJA

Jej rola wzrasta wraz z ilością roślin w danym pomieszczeniu. Dobra wentylacja zapewnia prawidłowe oddychanie i detoksyzację rośliny. Częste przebywanie w pomieszczeniu gdzie rośnie URU dostarcza jej CO2 i polepsza warunki wzrostu.

WILGOTNOŚĆ

W suchym powietrzu URU ma liście o blaszkach węższych, za to produkuje więcej żywicy. Wybór należy do TYTUSA.

PRZYCINANIE

Przycinanie powoduje zwiększenie ilości liści. Po raz pierwszy należy przyciąć URU po trzech tygodniach – sam szczyt – roślina rozrośnie się w krzaczek. Na dwa tygodnie przed żniwami przestań podlewać i nawozić. Zwiększ temperaturę i przybliż lampy niemal do samej rośliny. Gdy liście staną się lśniące od żywicy będzie to oznaką jesieni.

ZBIERANIE I SUSZENIE

Oddziel liście od łodygi, włóż je do papierowej torebki, zostawiając ją otwartą. Po kilku dniach, kiedy liście będą już bardziej suche, ale jeszcze giętkie, przenieś je do słoja ze szczelną zakrętką. Wtedy trzeba roślinę obserwować – jeśli jest zbyt wilgotna, to spleśnieje. Otwieraj słoik codziennie, aby wypuścić wilgoć. Suszona w ten sposób URU będzie przypominała tytoń. Oprócz dni nowiu, kwadry i pełni, najlepiej jest kiełkować w okresie fazy 1 i 2. Fazy 3 i 4 są najlepsze na zbiory, przycinanie i przesadzenie. Na walkę ze szkodnikami pora jest zawsze odpowiednia. Jeśli przesadzisz roślinę 2-3 dni przed nowiem – lepiej się ukorzeni. Gdy w tym czasie zrobisz zbiory URU, będzie lepiej schła i nie będzie miała skłonności do gnicia.

ROZKRZEWIANIE

Możesz wybrać największą i najzdrowszą roślinę i rozkrzewić ją tak, aby wszystkie młode rośliny miały tę samą strukturę genetyczną i rosły w tym samym tempie co rodzic. Ogrzej żyletkę do 80 stopni i odetnij nią gałązkę pod kątem 15 stopni. Odcięta łodyżka powinna mieć 3 grupy liści. Tę nową sadzonkę umieść w doniczce z wysterylizowaną ziemią. Przykryj je czymś, aby przebywały w wilgotnej atmosferze. Naświetlaj je jarzeniówką z odległości 12 cali. Powinny ukorzenić się w ciągu 4 tygodni.

GDY ROŚLINA CHORUJE

Trudno jednoznacznie określić przyczynę nieprawidłowego rozwoju rośliny. Wiadomo, że gdy:

  • czubki liści brązowe – roślina jest zalana: zrób więcej utworów w dnie naczynia lub nie podlewaj;
  • roślina rośnie bardzo wolno – temperatura poniżej 50 stopni F, brak światła lub zła gleba (gdy nie ma próchnicy ziemia zbija się i zahamowuje rozwój korzeni, gdy PH gleby jest poniżej 5 – URU będzie źle rosnąć, tak samo przy zbyt słonej glebie – zasolenie występuje zawsze przy stosowaniu nawozów sztucznych);
  • starsze liście żółkną – mało azotu, zbyt niskie PH, brak żelaza;
  • szarawo-białe plamki na brzegach liści – brak potasu;
  • żółknięcie liści występujące najpierw wokół żyłek – brak manganu, magnezu;
  • górne liście poskręcane – brak molibdenu.

POWIEDZIAŁ

„Zakazywanie narkotyków sprawia tyle, że ich cena wielokrotnie rośnie, a jednocześnie zwiększa się ich dostępność (…). Produkcją i sprowadzaniem narkotyków zajmuje się więcej osób, niż gdyby było to legalne. Próby zahamowania tego zjawiska metodami administracyjnymi są oczywiście śmieszne – policjanci biorą łapówki, powstają więc specjalne policje do kontroli policjantów, które też biorą łapówki, a zresztą nawet jeśli jakiś uczciwy policjant przyskrzyni narkotykową siatkę, to jej miejsce na rynku natychmiast zajmuje nowa, tylko lepiej zorganizowana i do przyskrzynienia trudniejsza. (…)

Narkotyki zatem powinny być w całkowicie wolnej sprzedaży, traktowane jak każdy inny towar. Kary przewidywać można jedynie za nakłanianie do nich osób nieletnich. (…)

Prawo ingerować może i musi tam, gdzie jeden człowiek próbuje wyrządzić krzywdę drugiemu. Natomiast nie wolno narzucać człowiekowi niczego dla „jego własnego dobra”. To ja wiem, co jest dla mnie dobre – a nie jakiś urzędas!”

Rafał A. Ziemkiewicz, „Najwyższy Czas!”, nr 38 (129), 19.09.1992.

Uwaga!Powyższy materiał nie jest instrukcją ani nie zachęca do wytwarzania substancji psychotropowych!!Napisane tylko i wyłącznie w celach informacyjnych!

W USA marihuana będzie legalna?

Logo dostawcy  WP.PL | dodane 2012-10-17 (09:39)

fot. Thinkstockphotos

Argumenty zwolenników legalizacji są następujące. Wojna z narkotykami jest nieskuteczna. W ciągu 40 lat pochłonęła tysiące istnień ludzkich i 1 bln dolarów. W tym czasie popyt na narkotyki i jednocześnie ich dostępność na czarnym rynku praktycznie się nie zmieniłyTomasz Bagnowski

Trzy amerykańskie stany: Kolorado, Waszyngton i Oregon mają na początku listopada głosować nad legalizacją marihuany. Miałaby ona być sprzedawana w specjalnych punktach, licencjonowanych przez władze stanowe. Sondaże pokazują, że nowe regulacje mają duże szanse na wejście w życie.

Różnego rodzaju inicjatyw mających zalegalizować posiadanie marihuany na własne potrzeby było już w USA dużo. Za każdym razem opozycja przeciwko legalizacji była jednak większa niż liczba zwolenników. Teraz – jeśli wierzyć sondażom – lobby prolegalizacyjne ma większość w dwóch z trzech stanów, które 6 listopada będą w tej sprawie głosować.

Najwięcej zwolenników legalizacji jest w stanie Waszyngton. Za takim rozwianiem opowiedziało się tam 55 proc. badanych, przeciw było 32 prac., a niezdecydowanych 13 proc. W stanie Kolorado za legalizacją marihuany jest 51 proc. mieszkańców, przeciwko 38 proc., 11 proc. nie potrafi zaś powiedzieć czy jest za, czy przeciw. Legalizacja ma wciąż więcej przeciwników w stanie Oregon jednak różnica między nimi, a zwolennikami wynosi zaledwie 3 proc. (46-43 proc.) i mieści się w granicach błędu statystycznego.

W stanie Waszyngton za licencjonowaną sprzedażą opowiadają się nie tylko zwykli mieszkańcy ale także część policjantów i prawników. Za jest między innymi były szef FBI w Seattle i dwóch kandydatów na szeryfów w obejmującym to miasto powiecie King. Propozycję legalizacji znaną tu jako „Inicjatywa 502″ popierają także prawnik reprezentujący Seattle, Pete Holmes i były prokurator generalny John McKay.

Argumenty zwolenników legalizacji są następujące. Wojna z narkotykami jest nieskuteczna. W ciągu 40 lat pochłonęła tysiące istnień ludzkich i 1 bln dolarów. W tym czasie popyt na narkotyki i jednocześnie ich dostępność na czarnym rynku praktycznie się nie zmieniły.

– Waszyngton może być swojego rodzaju polem doświadczalnym dla legalizacji marihuany – mówi popierająca „Inicjatywę 502″ była nauczycielka, Brooke Thompson. – Penalizacja powoduje, że na sprzedaży zarabiają przestępcy. Legalizacja będzie korzystna, bo odciąży wymiar sprawiedliwości od tysięcy spraw, a budżetowi przyniesie dochody, które będzie można przeznaczyć np. na edukację – dodaje Thompson.

Według szacunków ekspertów w ciągu pięciu lat od legalizacji marihuany do budżetu stanowego z podatków pobieranych od jej sprzedaży wpłynęłoby blisko 2 mld dolarów.

Niemiecka Lewica proponuje legalizację konopi

PAP | dodane 2012-01-25 (19:52)

Niemiecka Lewica chce legalizacji konopi indyjskich oraz stworzenia klubów, które zajmowałyby się uprawą konopi. Tą propozycją zajęła się w środę parlamentarna komisja zdrowia, ale zarówno rząd, jak i większość partii odrzuca możliwość legalizacji „trawki”.

Jak argumentują posłowie Lewicy w swoim projekcie nowelizacji przepisów, obecnie obowiązujący zakaz nie jest skuteczną metodą walki z nielegalnym handlem i konsumpcją marihuany czy haszyszu i wciąż bardzo wiele osób sięga po te narkotyki.

– Zakaz nie jest też konieczny, bo ryzyko związane z konsumpcją konopi jest porównywalne w przypadku osób dorosłych z ryzykiem związanym ze spożywaniem alkoholu czy paleniem tytoniu – ocenia inicjator projektu nowelizacji poseł Frank Tempel, były policjant, który zapewnia, że sam nie pali „trawki”.

Głupota, perfidia (napędzanie mafii narkotykowej) i dwulicowość  rządów tzw Chrześcijańskiej Demokracji (czerpanie zysków z tytoniu i alkoholu – Niemcy i Polska) jest przerażająca.

t19 konopie1_1024

USA zalegalizowało konopie w niektórych stanach.

07 listopada 2012, 11:46

„Zielona rewolucja” w USA. Kolorado mekką miłośników marihuany?

Foto: sxc.hu Kolorado będzie celem migracji?

W Stanach Zjednoczonych upadła „marihuanowa prohibicja”. Wyborcy stanu Kolorado, obok głosowania na nowego prezydenta, zagłosowali za legalizacją marihuany. Przeciwny nowemu prawu gubernator stanu przestrzegł, żeby „jeszcze nie rozbijać skarbonek”, bo prawo nadal penalizuje palenie „trawki”.

Projekt „legalizacji marihuany do wykorzystania rekreacyjnego przez dorosłych”, nazywany Poprawką 64, jest dziełem organizacji o nazwie „Kampania na Rzecz Uregulowania Marihuany tak samo jak Alkoholu”. Sprawa wywołała wielkie zainteresowanie w całym kraju i obok wygranej Baracka Obamy, jest jedną z najgoręcej komentowanych i rozpowszechnianych informacji w sieciach społecznościowych.

„Zielona rewolucja”

Amerykańskie media podkreślają, że głosowanie w Kolorado ma znaczenie precedensowe dla całego świata zachodniego, gdzie niemal bez wyjątku wszelkie narkotyki są zakazane. Górski stan USA może stać się „papierkiem lakmusowym” i poligonem testowym dla nowych rozwiązań w dużej skali.

Specjaliści zaznaczają, że nawet słynne na cały świat liberalne prawo w Amsterdamie nie idzie tak daleko jak to z Kolorado. W największym mieście Holandii można jedynie sprzedawać do pięciu gramów marihuany, a jej uprawa i sprzedaż nadal nie są powszechnie dozwolone.

Na temat marihuany głosowano nie tylko w Kolorado, ale też w czterech innych stanach. Wyborcy w stanie Waszyngton dopuścili „spożycie w celach osobistych”, ale sprzedaż i produkcja nadal są zakazane. W Massachusetts dopuszczono marihuanę do wykorzystania medycznego. Stany Oregon i Arkansas odrzuciły dwie podobne inicjatywy.

W Górach Skalistych będzie zielono

Nie zliczono jeszcze wszystkich głosów dotyczących Poprawki 64, ale miejscowe media twierdzą, że jej zaakceptowanie jest pewne. Podobnego zdania jest gubernator stanu John Hickenlooper, który jest przeciwnikiem legalizacji.

– Wyborcy wypowiedzieli swoje zdanie i musimy je uszanować. To będzie złożony proces, ale mamy zamiar przezeń przebrnąć. Przestrzegam jednak, że według prawa federalnego marihuana nadal jest nielegalnym narkotykiem, więc nie rozbijajcie skarbonek zbyt szybko – stwierdził gubernator. Hickenlooper zobowiązał się, że potwierdzi wynik głosowania w 30 dni. Po tym akcie policja nie będzie już zatrzymywać i karać za palenie marihuany.

Dłuższym procesem będzie wprowadzenie kompletnych zmian w prawie, tak aby również  uprawa, przetwarzanie i sprzedaż „trawki” była legalna. Może to zająć od kilku miesięcy do roku. Trzeba bowiem dostosować prawo federalne.

Docelowym efektem Poprawki 64 jest ustanowienie identycznych regulacji dotyczących alkoholu i marihuany. – Przez osiem lat spieraliśmy się w Kolorado nad tym, że nieracjonalnym jest karanie dorosłych za wybieranie produktu, który jest znacznie mniej szkodliwy niż alkohol – stwierdził Mason Tvert, jeden z szefów kampanii na rzecz legalizacji „trawki”. – Dzisiaj obywatele Kolorado przyznali nam rację. Nie będziemy mieli dłużej prawa, które kieruje ludzi w stronę alkoholu, a dorośli będą mogli wybrać w zamian marihuanę, jeśli tak będą woleli. I nasza społeczność będzie dzięki temu lepsza – napisano w oświadczeniu organizacji.

Ja i Sawa ostatnia uprawa 1987 2Ja i moja córka Sawa oraz konopie 1987 – Kraków – Nigdy nie poddawajcie się głupocie i obłudzie.

Nowe Plemię Słowiańskie – płaszczyzny porozumienia i jego granice

Posted in Kraina Księżyca, nauka, niesamowite zagadki by bialczynski on 14 Maj 2013

SSSSS s-1553

Pole Podstawowe – granice Nowego Plemienia

flaga_polska

Płaszczyzny, które łączą nas wszystkich, jako uczestników Nowego Plemienia  i Pola z których obszaru płynie nasza Siła jako ruchu społecznego i światopoglądowego, owego Słowianskiego Plemienia NOWEGO, są cztery:

Pole 1. Wiara w siłę sprawczą Świadomości i jej kreatywną rolę kształtującą materię, czyli wyznawany przez nas światopogląd naukowy ( nie “naukowy” ani nie naukawy – tylko NAUKOWY)

Pole 2. Wiara w Siłę Plemiennej organizacji społeczeństwa Wolnych i Odpowiedzialnych za swoje czyny Ludzi, działających dla dobra wspólnego-plemiennego, ogólnego narodowego i dla dobra naszej planety – Matki Ziemi

Pole 3. Wiara w siłę naszych starożytnych słowiańskich tradycji i korzeni oraz w siłę kultury, która wypływając z tychże korzeni, doprowadziła nas do współczesności i daje nam moc przekształcania świata na przyszłość.

Są to trzy fundamenty, które uzupełniamy o czwarty – jako że trójca nam do gustu nie przypada, a także, gdyż ten czwarty, jest NAJBARDZIEJ podstawowy:

Pole 4. Wiara w siłę niezakłamanej, niefałszowanej, niemanipulowanej Informacji. Bo informacja jest podstawą organizacji Świadomego Wszechświata – jako baza umysłu Człowieka i jako matryca kształtująca wzorce, wydarzenia  i byty w czasoprzestrzeni.

SSSSS s-1553

Jak widać te podstawy będące jednocześnie wyznacznikami granic “duchowo-mentalnych” Nowego Plemienia, oraz  niejako przejściami granicznymi  dla jednostek ludzkich do Nowej Społeczności i liniami granicznymi  “państwowości”, czy też “integralności” tejże społeczności są tak bardzo szerokie, że pojawia się przed nami na serio problem TOLERANCJI niesłychanej różnorodności osób, grup i środowisk jakie to Nowe Plemię Słowiańskie obejmuje swoim zasięgiem i z którymi powinno się identyfikować w swoich działaniach realnych i wirtualnych.

Ponieważ na łamach naszego blogu toczą się ostatnio różnorakie dyskusje na tematy ideowe, o obliczach słowiańskiego plemienia, Polski i Polaków, rodzimowierstwa, jego różnorodności,wewnętrznej spójności bądź niespójności, granicach (co nim jest a co nie jest), czy o nacjonalizmie i czym on jest a czym nie jest, a przede wszystkim o potrzebie zjednoczenia środowiska i konieczności stworzenia dużego potencjału medialnego, a także ponieważ identyczne dyskusje obejmują całe środowisko rodzimowiercze, zielone, patriotyczne, narodowe i środowisko Wolnych Ludzi, nadszedł czas, żeby odnieść się do całej tej problematyki i wytyczyć jasno drogę na czas najbliższy i dalszy, a także wytyczyć granice ideowe przedsięwzięcia, które nazywamy umownie “Nowe Słowiańskie Plemię”.

Na początek musimy wyraźnie oddzielić od siebie dwie sfery: słowiańskości i wiary przyrodzonej.

Wymienione powyżej Cztery Pola charakteryzuje  hierarchiczny wzajemny stosunek wynikający z wyznaczanego przez nie obszaru znaczeniowego. Te Pola można przedstawić też jako pewne idee, które uznajemy i wypełniamy oraz jako cele i ideały ku których spełnieniu zmierzamy.

Dla różnych osób hierarchia ta może wyglądać różnie, a zatem priorytety praktyczne z niej płynące będą różne, ale “pojemność” tak określonego plemienia nie jest nieograniczona. Jest to plemię, a nie naród. Naszym celem plemiennym nie jest unifikacja i uniwersalizm. Wyklucza to z góry możliwość zidentyfikowania się z proponowaną tutaj ideą wszystkich osób, niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Pole integracji jest bardzo rozległe niemniej ma ograniczenia, jak każde pole.

Tak jak nie może być chrześcijaninem ktoś kto nie wierzy w boskość Chrystusa, tak nie może być Słowianinem ktoś, kto nie identyfikuje się ze słowiańskością kulturowo i dziejowo. Szanujemy człowieczeństwo, ale to nie znaczy że podporządkowujemy swoje cele pozasłowiańskim grupom ludzkim, innym plemionom. Możemy jedynie uznać i praktycznie stosować te cele pozasłowiańskie czy ponadsłowiańskie, które służą planecie i przyrodzie, czyli ładowi środowiska. W sposób oczywisty nie będziemy akceptować ataków na Słowian i Słowiańszczyznę wyrażanych czy propagowanych przez kogokolwiek.  Podobnie nie będziemy pochwalać, popierać ani propagować, działań wymierzonych w środowisko naturalne, niszczycielstwa przyrody, wybijania całych gatunków istot żywych, zaśmiecania lądów i mórz, wycinania puszcz, ani niczego co narusza ład naturalny Ziemi.

Szanujemy każdy byt obdarzony świadomością, a nawet więcej, każdą formę życia, także te którym współczesna nauka odmawia świadomości, co nie oznacza że jako plemię podporządkowujemy się tymże bytom. Układamy świat według zasady równości i równoważności jego elementów, czyli wyznaczamy drogę budowania ładu i równowagi, która umożliwia koegzystencję.    Koegzystencję między ludźmi, czyli różnymi plemionami ludzkimi i koegzystencje człowieka z Matką Ziemią.

Taka postawa jest bardzo tolerancyjna bo oznacza akceptację wszystkiego co nie szkodzi. Nie oznacza ona jednak akceptacji wszystkiego, w ogóle. Jest to naturalne.

Najszerszym polem wyznaczającym granice naszego plemienia jest to które figuruje pod punktem 4. Jest to płaszczyzna która integruje wszystkich poszukujących  prawdy, wszystkich poszukujących informacji, wszystkich uznających wagę i potrzebę posiadania niesfałszowanych informacji. Informacja niezafałszowana, czyli prawdziwa, jest podstawą właściwego rozpoznania Rzeczywistości, podstawą jakiegokolwiek sensownego działania Człowieka. Kto manipuluje informacją, wypacza ją, ukrywa, stosuje ją przeciw społeczeństwu, przeciw Ludziom i Plemionom (grupom ludzi)  oraz przeciw ogólnemu ładowi Matki Ziemi oraz Przyrody, ten popełnia zbrodnię wobec Ludzkości i Planety Ziemia.

Ktoś może powiedzieć, że to będzie trudne, zdefiniować owo “przeciw”, ale jakby to nie było trudne, musimy to zdefiniować, ponieważ wkroczyliśmy w taka fazę rozwoju ludzkości i cywilizacji, w której Informacja, dostęp do informacji niezafałszowanej i uczciwość w posługiwaniu sie informacjami ma zasadnicze znaczenie dla wszystkich Ludzi i całej Planety.

Jaskrawym przykładem manipulacji w sferze informacji, zastosowanych przez określone grupy ludzi przeciw innym ludziom, i skutków jakie to może za sobą pociągnąć, jest kwestia globalnego ocieplenia klimatu i wpływu poziomu CO2, czy źródeł pochodzenia owego CO2, na  ocieplenie globalne klimatu Ziemi. Jeżeli na podstawie zmanipulowanych danych podejmowane są decyzje plemienne i ponadplemienne – ogólnoświatowe, zmieniające stosunki gospodarcze i wywołujące głębokie skutki społeczne wewnątrz poszczególnych społeczności (plemion) ludzkich, to widać jak na dłoni olbrzymią wagę tych informacji i wagę praktycznych działań podejmowanych na ich podstawie. Dla Polaków ma to olbrzymie znaczenie czy możemy korzystać z zasobów węgla w sposób ekologiczny czy też nie, czy powinniśmy kierować olbrzymie srodki ze skromnej wspólnej kasy na budowę elektrowni atomowych czy też nie. Inny przykład – fałszywe informacje na temat kondycji finansowej gospodarek strefy EURO skończyły się katastrofalnie dla wielu biednych państw i społeczeństw które to EURO przyjęły jako dobra monetę razem z fałszywymi danymi ekonomicznymi (Słowenia, Słowacja, Łotwa, Litwa). Gdyby Polska podążyła bezkrytycznie tą drogą i “zdążyła się załapać na EURO” bylibyśmy dzisiaj znów gospodarczo w epoce Gierka, czyli w Epoce Octu (na półkach sklepowych).

To co powyżej napisaliśmy oznacza, że z radością witamy tutaj na tym blogu  (w wirtualu, w necie) i pośród naszego plemienia w realu, każdą osobę, która poszukuje rzetelnej informacji, ma do przekazania informacje, które uważa za ważne i chce je poddać ogólnej weryfikacji zgromadzonej tutaj społeczności.

Oznacza to konieczność wykazania się przez nas tu zgromadzonych maksymalnym obiektywizmem, konieczność rzetelnego – niemanipulanckiego – podejścia do każdego prezentowanego tematu, do każdej informacji. Oznacza to konieczność bycia otwartym na poglądy, które burzą nasze koncepcje i wizję RzeczyIstności. Weryfikacja informacji, gdy już nastąpi, zamyka dyskusję nad nią – chyba, że pojawią się nowe fakty, które tę dyskusję otworzą.

Czy jest sens wciąż otwierać na nowo dyskusję o “germańskiej haplogrupie R1a”, albo o “germańskiej haplogrupie I”, skoro to genetyka nazywa te haplogrupy “słowiańską i “staroeuropejską” i skoro nic nowego w tej sprawie genetyka nie ma do powiedzenia? Jeśli genetycy dostrzegą taką potrzebę aby otworzyć dyskusję na ten temat na nowo, to otworzą ją i niech toczą taką dyskusję na swoim fachowym forum. My możemy tylko ich ustalenia w tej dziedzinie przyjąć lub nie – to nauka ścisła a nie “widzi mi się” (widzimisizm) i humanistyczny konceptualizm, jak w archeologii czy historii powszechnej, albo w socjologii.

Poszukiwanie prawdy i wiedzy wynikające z PKT 4 wspólnoty plemiennej i społeczności jaką tutaj tworzymy, nadaje tejże społeczności otwarty i nowoczesny charakter, otwarty na NOWOŚĆ i ODMIENNOŚĆ – co nie oznacza automatycznej akceptacji nowości i odmienności, ani braku krytycyzmu czy  narzędzi selektywnej oceny, choćby z punktu widzenia słowiańskiej tradycji i dotychczasowych dziejów.

Pole nr 2 wywołuje podobne skutki co pole opisane pod pkt 4. Wyznacza ono kierunek zmierzający ku społeczeństwu Wolnych Ludzi, ku likwidacji ograniczeń wolności jednostek i grup ludzkich, które to wolności powinny być regulowane w jak najmniejszym zakresie, na zasadzie niezbędności.  Państwo Urzędników i Regulacji Administracyjnej oraz  o Centralnym Zarządzaniu Zasobami, z jego aparatem kontroli i ucisku dławiącego indywidualność oraz aparatem przemocy  skierowanym przeciw obywatelom, jest pojęciem sprzecznym z pojęciem Plemienia i Społeczeństwa Wolnych Ludzi. Polska jest obecnie takim antyobywatelskim państwem, w którym urzędy i urzędnicy oraz szeroko rozumiane władze wykonawcze, są przeciwnikami obywateli. To pole wyznacza nasz cel jakim jest wyzwolenie społeczności słowiańskiej (i każdej innej która tego zechce) z Systemu Pan – Niewolnik.

Pole numer 2 oznacza jednocześnie zgodę i akceptację postulatu podporządkowania własnych priorytetów Ludzi, postulatowi zachowania Ładu Przyrody, czyli czystości Środowiska i jego zasobów. W tym polu właśnie zawiera się cały nasz Zielony Ruch i Zielona Moc, priorytet proekologiczny naszego działania ulepszającego państwo i priorytet plemienny, który włącza w nasze plemię Wszystkie Istoty Żywe Ziemi.

Ponieważ trzecim najszerszym obszarem i określeniem znaczeniowym z wymienionych powyżej Czterech Pól i drugą co do szerokości znaczeniowej płaszczyzną (polem) integracji Naszego Plemienia jest tradycja, kultura, dokonania i korzenie sięgające starożytnej Słowiańszczyzny (Sistanu), musimy sobie zdawać sprawę, w każdym momencie naszego działania, że jest to nadrzędna forma strukturalna, jaką uznajemy za obszar wspólnej plemienności. W tej formie zawiera się więc cała różnorodność światopoglądów prezentowanych w ramach owej wspólnej językowej i materialnej kultury “narodowej”, umownie określanej jako słowiańska (w istocie szersza bo sistańska, czyli dziedziczona też przez spokrewnione blisko kultury, które dają nam Słowianom ciągłość nie będąc dzisiaj słowiańskimi). Nowe pojęcie narodu, państwowości i plemienności zawarliśmy jakiś czas temu w artykule Nowa Wiara Słowiańska i Nowy Naród – Państwo i struktury plemienne.

Wyznaczenie tejże płaszczyzny oznacza, że przyjmujemy tutaj z radością i otwartością wszystkie osoby, które się identyfikują z tak pojętą słowiańskością, ale też jesteśmy otwarci na krytykę i dyskusję z osobami, które tego punktu widzenia nie podzielają. Krytyczne dyskusje są zawsze pożądane, budują one i pogłębiają naszą wiedzę.  Przeszłość Słowiańszczyzny nie jest sprawą wyjaśnioną we wszystkich szczegółach i określoną raz na zawsze. Wręcz odwrotni,e wizja tej przeszłości ma charakter dynamiczny, a nasza wiedza na ten temat nieustannie się poszerza, co powoduje naturalne zmiany tego przeszłego pejzażu, widzianego z naszej współczesnej perspektywy. Dotyczy to całych dziejów Słowian, ich wzajemnych wewnętrznych relacji, jak i stosunków z innymi społecznościami w dalekiej i całkiem niedawnej przeszłości oraz w teraźniejszości.

Wszyscy obecni w naszym plemieniu muszą sobie zdawać sprawę, że Słowiańskość nie jest równoznaczna z Rodzimowierczością. Dlatego poruszając tematykę słowiańską i przyjmując do Naszego Plemienia przedstawicieli Słowiańszczyzny musimy być otwarci, mieć na uwadze fakt, że są to grupy i osoby prezentujące różne idee i różne wyznania religijne oraz osoby i grupy w różnym stopniu zaawansowane w kwestiach kulturowych i duchowych, np. w sprawy duchowości Wiary Przyrod(zone)y Słowian, czy w ideę Nieskończonej Świadomości.

Tak więc z radością witamy w wirtualu i w realu w naszym plemieniu Słowiańskim wszystkich myślących katolików, którzy poszukują prawdy i  wiedzy o Słowiaszczyźnie. Witamy ich z radością z tym zastrzeżeniem, iż wymagamy w naszym Plemieniu Słowińskim poszanowania dla wszystkich innych wiar i religii i światopoglądów. A więc nie tolerujemy tutaj żadnej działalności misyjnej na rzecz chrześcijaństwa, jako jedynej słusznej drogi życiowej.   Rozumiemy, że grupa osób zainteresowanych prehistorią i starożytnością Słowian będzie traktować prezentowaną tutaj Mitologię Słowian, jako element socjologiczno-etnograficzny, popularno-naukowy bądź literacki, a nie jako element Wiedy i Wiary. To powoduje, że przyjmujemy tutaj w sposób otwarty wszelkie koncepcje i wszelkie dyskusje w mitologicznych i co za tym idzie w teologicznych wątkach, ale także naukowe podejście do tej tematyki, z punktu widzenia każdego rodzaju nauki (socjologii i psychologii, czy choćby językoznawstwa).

Tak dochodzimy do Pola numer 1, które wyznacza płaszczyznę najbardziej wewnętrzną, płaszczyznę, na której spotykają się być może najmniej liczni ludzie, z tych gromadzących  się w Nowym Plemieniu Słowiańskim: rodzimowiercy i członkowie Wiary Przyrodzonej Słowian oraz wszelkiej innej maści poganie , na przykład: buddyści, taoiści, wiccanie, praktykujący jogę, czy też ludzie z kręgu new age.

Wszyscy odwiedzający to Plemię muszą sobie zdawać sprawę, że my traktujemy Mitologię Słowian jak najpoważniej, że jest to nasza Rodzima Wiara, nasza Życiowa Wieda, jądro naszego światopoglądu naukowego, sedno naszej nowoczesnej wizji świata i wyznacznik otwartości na odmienność. Prosimy o uszanowanie tego faktu przez każdego kto przebywa w wirtualnym bądź realnym obszarze Naszego Nowego Słowiańskiego Plemienia.

Proszę się też nie dziwić obfitości materiałów związanych z naszym widzeniem kwestii ułożenia Wszechświata i nadrzędnej w nim roli Świadomości Nieskończonej czyli Światła Świata. W tym wątku nie będziemy tolerować żadnych prób zawłaszczania przestrzeni i dyskutowania o sensie lub bezsensie naszych przekonań i wiedy.

W ramach tego wątku zastrzegamy też sobie prawo do całkowicie swobodne prowadzenia TUTAJ wszelkich działań i dyskusji, które układają wzajemne relacje naszej wiary i innych religii w Polsce i na świecie. Niech wszyscy mają świadomość, że wykluczenie z dyskusji i rozmów w tym wątku ateistów, nie oznacza ich automatycznego wykluczenia ze wszystkich innych płaszczyzn Naszego Plemienia ani w ogóle z krytyki postawy teistycznej, a jedynie wykluczenie z dyskursu na temat wątków wewnętrznych naszej wiary.

Prosimy też miłośników Słowiańszczyzny, Zielonych, i poszukiwawczy Prawdy i Wiedzy czy Wolnych Ludzi o wzięcie pod uwagę, że jest to Blog Białczyńskiego, ale też Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, jako że jest on jej reprezentantem.

 

SSSSS s-1553

Tak się składa – i jest to zasada niepodważalna – że myśl raz wypowiedziana, rzucona w przestrzeń publiczną, a nawet pomyślana zaczyna się pojawiać w różnych miejscach przestrzeni niemalże jednocześnie. Kilka dni temu otrzymałem zaproszenie na zjazd unifikacyjny rodzimowierczy pod Łódź, na sierpień , zaproszenie z RKP. Wczoraj, kiedy pisałem niniejszy artykuł przyszedł link do Jaskara i artykułu kompatybilnego w całej rozciągłości z poruszaną przeze mnie tutaj problematyką oraz ofertami RKP.

Zapoznajmy się zatem z przemyśleniami Jaskara. Jeszcze w kwietniu pisałem o Ośrodku Myśli Słowiańskiej w Nurcu. Tam na samym placu apelowym  (teren ma 28 hektarów całego ośrodka) można postawić ze sto namiotów, a do tego są budynki hotelowe i infrastruktura typu kuchnie, łazienki itp.  Miejsce idealne na Zlot, konwent, Zgromadzenie.  W marcu rzuciłem myśl  by zorganizować się jeszcze w tym roku, przy okazji Warszawskiej Masakry Drzew ta myśl została wyeksponowana dobitnie. I oto okazuje się że myślimy wszyscy jednym torem. Oznacza to że Zgromadzenie jest niezbędne. Niestety nie mogę być w sierpniu pod Łodzią.

SSSSS s-1553

Z naszego punktu widzenia Starosłowiańskiej Świątyni  Światła Świata o cxzywiście zjazd rodzimowierczy ma sens i jest niezbędny, ale powinien on stanowić wstęp do szerszego ZLOTU i porozumienia PATRIOTYCZNO-MACIERZYSTEGO, który obejmie całe Słowiańskie Nowe Plemię, a więc będzie na tyle szerokie, że zgromadzi tych wszystkich którzy identyfikują się z przedstawionymi tutaj przez nas 4 Polami Plemiennego Współdziałania  i 4 Płaszczyznami Porozumienia. Chodzi o to by zebrać Nowe Plemie w jak najszerszej reprezentacji, także tych, którzy  czują się po prostu  Słowianami, Polakami, tych którzy  identyfikują się z prezentowaną przez nas tutaj tradycją starosłowiańską,  tych którzy identyfikują się z prezentowanymi przez nas celami ekologicznymi, z celem stworzenia płaszczyzn informacyjnych niezakłamanych mediów i wydawnictw oraz z celami postulowanych przez nas przemian społecznych, i kulturowych oraz duchowych jakie proponujemy . Niech to będzie też wstęp do wyłonienia naszej reprezentacji jako Ruchu Społecznego, który stanie się realną siłą w Polsce, Siłą Która wyrazi Naszą Niezgodę na uprawianą w Polsce wobec młodego pokolenia politykę i która wypracuje wspólny, program Społeczno-Gospodarczy, czyli zaproponuje Wielką Zmianę.

Zaznaczam , że mówię tutaj o wstępie do tych następnych kroków.  Wypowiadajcie się na temat jak widzicie następne kroki na tej drodze.

flaga_polska

Oficjalnie w tej chwili chcę was zawiadomić, że w wyniku rozmów jakie odbyły się w Nurcu z końcem kwietnia bieżącego roku, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata i Fundacja Patria z Nurca otwierają i współtworzą w Nurcu Ośrodek Myśli Słowiańskiej. Ośrodek będzie działał na znajdującym się tam przepięknym terenie puszczańskim należącym do Fundacji. Termin oficjalnego rozpoczęcia działalności zostanie ogłoszony w specjalnym oświadczeniu. Będziemy tam chcieli utworzyć różne inicjatywy  adekwatne do tego miejsca – między innymi Ośrodek Kultury i Sztuki Słowian, który będzie gromadził zbiory dzieł artystycznych, antykwaryczne, oraz przedmioty rękodzieła. Nie tylko gromadził ale również wytwarzał. Chcemy by działały tam warsztaty rękodzielnicze i by odbywały się warsztaty artystyczne. Chcemy by działało tam gospodarstwo ekologiczne, które jest przygotowywane do uruchomienia. Ta oferta współtworzenia OMS (Ośrodka Myśli Słowiańskiej) jest skierowana przez nas wspólnie – przez FP i SSŚŚŚ, do wszystkich Rodzimowierców , Ekologów i Słowianofilów w Polsce i nie tylko w Polsce, także do naszych współbraci Słowian ze wszystkich krajów świata.  

Na razie polecam zainteresowanym tą ideą przestudiowanie  tekstu JASKARA:   http://jaksar.wordpress.com/2013/05/13/konwent-organizacji-zwiazkow-i-stowarzyszen-rodzimowierczych/ 

SSSSS s-1553

Tagged with: ,

  

Na razie polecam zainteresowanym tą ideą przestudiowanie  tekstu JASKARA:   http://jaksar.wordpress.com/2013/05/13/konwent-organizacji-zwiazkow-i-stowarzyszen-rodzimowierczych/ 

Tagged with: ,

O „Słowiano-aryjskich wedach” inglistów i Pieśniach Jana Kochanowskiego


w_chomicz_znaczki_kochanowski_1980Witold Chomicz Strażnik Wiary Słowian – znaczek z Janem Kochanowskim, jego autorstwa, przypadek?

Padają ostatnio pytania o inglizm, a coraz więcej osób powołuje się też na Słowiano-Aryjskie Wedy. Atrakcją tej księgi, której nikt nie widział i nie miał szansy zbadać jej metodami archeologicznymi, jest przekazywany przez nią spójny system wiedzy o przeszłości Człowieka na Ziemi, człowieka, który przybył z bogami z kosmosu.

Powiem tyle: Czytajcie Kochanowskiego – jest lepszą skarbnicą pogańskiej wiedzy niż wszelkie słabo wyważone wywody i opowieści dziwnej treści, a zwłaszcza to wszystko co się opiera na tzw „Słowiano-Aryjskich Wedach”, znalezionych podobno przez prawosławnych Inglistów cudownym sposobem, właśnie teraz w Rosji.

Te ich Wedy fałszują niemiłosiernie przeszłość i obraz rzeczywistości w duchu dokładnie tym samym co chrześcijańskie prawosławie. Czynią to dokładnie w tym samym celu – co wszystkie systemy, które tworzą kastę „kapłanów” i chcą pośredniczyć między Człowiekiem a bogami. Celem powołania tego ruchu w Rosji jest być może powrót do korzeni, do tradycyjnej wiary słowiańskiej, ale też celem ludzi którzy formują ten ruch jest stworzenie kasty tłumaczy, interpretatorów PISMA – jedynych wiedzących, Jedynych dysponujących Jedyną wiedą, która jest KSIĘGĄ. Skąd my to znamy?! Czy tego już nie było?

Nie odwodzimy nikogo od inglizmu jeśli ma taką fantazję. Warto pamiętać, że poza nazwą (być może celowo mylącą) tzw. Słowiano-Aryjskie Wedy Inglistów nie mają nic wspólnego z Wedą Slowena z Bułgarii – zbiorem pieśni obrzędowych i podań ludowych bułgarskich z XIX wieku. To co jest w tamtym zbiorze autentykiem – faktem ludoznawczym, po prostu nim jest. Ktoś kto zbiera podania i próbuje je łączyć w system, który odtwarza krok po kroku, jak Zorian Dołęga Chodakowski, jak Bronisław Trentowski, jak Oskar Kolberg, jak Adam Mickiewicz czy jak to czynił właśnie Jan Kochanowski, kto to spisuje z „natury” i przekazuje, albo na podstawie przekazów formułuje obraz ten uprawia działalność rzeczywistą opartą na rzeczywistości. Kto jednak nie odnosi się do żadnych realnych źródeł i ich nie pokazuje ten fantazjuje i uprawia fantastykę.

To naprawdę jest dla Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej bez znaczenia ilu było królów i buddów oraz jak się który nazywał. Tego typu mitologiczne fakty nie mają żadnej wagi filozoficznej. Ilu było władców, ilu było buddów? Możemy próbować zanurzyć się w przeszłość i coś odtworzyć. Ktoś może odtworzyć i zinterpretować inaczej jeśli potrafi przeprowadzić proces logiczny. Ktoś inny może wierzyć we wszystko co wymyśli bez potrzeby zastosowania logiki i oparcia się o źródła.

Nauka to też system wierzeń, weryfikowanych w jakimś zakresie. Tam gdzie nie ma łańcucha dowodów logicznych, tam gdzie koncepcja się załamuje i staje wewnętrznie sprzeczna, tam gdzie jest oparta wyłącznie na gdybaniu, albo na OBJAWIENIU (jak w wypadku 1000 buddów – bo dlaczego nie 100 000? Albo jak w wypadku Opowieści Biblijnych czy Nowego Testamentu chrześcijan, albo w wypadku Słowian-Aryjskich Wed) ja widzę nieudaną, chybioną konstrukcję, dziurawą koncepcję, albo wymysł wyssany z palca. Kto chce może w to wierzyć. Kto chce żyć w niewoli niech pozostanie niewolnikiem pośredników.

Zwróćmy uwagę że dotyczy to wszystkiego – weryfikujemy Jezusa jako postać historyczną, jako zastępczy symbol Słońca, Syna Światła Świata, Boga Kiru Jassnego-Jesiennego, albo jak Bogowiepolscy.net widzimy w Jessie Najwyższego boga, bo tak zrekonstruowaliśmy przeszłość ze strzępów, stosując logikę. Ale to tylko nazwa, którą różnie rozumiemy a nie system filozoficzny, który jest jeden i ten sam we wszystkich wiarach naturalnych (przyrodzonych). Nazwa Najwyższego w Hinduizmie inna, gdzie indziej inna – ale pojęcie to samo: Siła Sprawcza.

Istotne naprawdę jest: Po co to wszystko? Dla siebie, dla JA, dla puszenia się, dla mądrzenia się, dla zlikwidowania osobistego problemu, osobistego cierpienia, wyzwolenia się z nie chcianej sytuacji. Czy dla wygodnego życia jako pośrednik-pasożyt, czy dla utrzymywania systemu Pan-Niewolnik i posiadania władzy, czy dla innych egoistycznych, albo antyspołecznych celów. Dla własnej doskonałości – jak w klasztorach katolickich, prawosławnych czy buddyjskich. Dla władzy imamów?

Czy dla dobrego bytowania TERAZ i dalszego istnienia w PRZYSZŁOŚCI wszystkich Istot Żywych i całej Planety Ziemia?

Dla mnie sens ma tylko to ostatnie.

Jeżeli ktoś  chce się od kogoś czegoś nauczyć (jak Germanie od Słowian), jednakże nie po to, aby żyć przyjemnie nie szkodząc sobie i innym, lecz po to, by (jak Germanie, Żydzi, Post-Rzym, Post Judeo-Rzym) szkodzić innym i czynić z nich niewolników, i manipulować dla własnych korzyści, dla własnego EGO – to otrzyma zgodnie z Prawami Natury, prędzej czy później, taką zapłatę jaki uczynił posiew. Nie ma tutaj żadnych rozgrzeszeń i możliwości “wybiegu” przez kłamstwo wobec Praw Przyrody.

Słuchajmy uważnie, czytajmy to co się pokazuje, róbmy jednak zawsze swoje, a przede wszystkim analizujmy i wyciągajmy wnioski, z tego co widzimy i czytamy.

Co do Słowiano-Aryjskich prawosławnych wed rosyjskich są następujące podstawowe zastrzeżenia:

a) Wieda (jako wiedza płynąca z przyrody i podań przyrodzonych) znajduje potwierdzenia w innych kulturach i nacjach, jeśli jest autentyczna. Zatem weryfikacja jest prosta – poprzez porównanie z tym co już wiemy, w tym z np. z Wedami Hinduskimi, z mitologią nordycką, grecką, chińską i innymi.

Ten test nie wypada dobrze dla inglistycznej Słowiano-Aryjskiej Wedy z Rosji.
b) Wedy Słowianio-Aryjskie, które udostępniono są  zmanipulowane, bo świadczy o tym ich analiza. Nie będę tutaj przeprowadzał dowodów i analiz. Niech każdy zrobi to na własny użytek, jeśli dojdzie do takiej osobistej potrzeby wewnętrznej, duchowej, aby przekonać się czy to prawda czy fałsz.

Test zgodności z innymi Wiarami Przyrodzonymi jest o tyle prosty, że możemy wybrać jakiś aspekt, jakąś opowieść i postudiować ten aspekt. Lub gdy zidentyfikujemy postacie w micie, podaniu, sekwencji dziejowej, porównać funkcje tychże postaci  z funkcjami identycznymi dla innych kultur i systemów tamtejszych, reprezentowanymi w tamtych kulturach przez odpowiadające im postacie  – to musi się zgadzać, bo wszystko co ma sens jest oparte na obserwacji przyrodniczej .

Inny rodzaj weryfikacji to skala podobieństw. Jeśli całe podobieństwo sprowadza się do nazwy np. Kryszeń a Kryszna, Wyszeń a Wisznu, a poza tym nic ich nie łączy to sprawa jest podejrzana. Jeśli postacie stają się kalkami, a opowieści stają się powieleniem, to sprawa zaczyna być również podejrzana. Jeśli funkcja „odlatuje” od obserwacji mocy czy żywiołu jaki obserwujemy i czujemy w otaczającym nas świecie przyrodzonym (w naturze) to potrzebna jest czujność.

Te same mity po tysiącleciach, gdy ludy pozostają w oddaleniu, a językowe byty ich reprezentantów i nosicieli się rozdzielają, jeśli egzystują daleko od siebie, są podobne, ale nigdy nie identyczne. Zbytnia identyczność nasuwa podejrzenie fałszerstwa. Przykładowo, istnieje związek między pojęciami hinduskimi jadźna – ofiara i joście – ofiara znana z Polski, z Mazowsza – jednakże te obrzędy ofiarne nie wyglądają tak samo, mimo, że się odbywają i tu i tu z użyciem wody i ognia.  Istnieje oczywisty związek między hinduskim pojęciem jaga i polskim jagoda, Baba Jaga, Jadzić, jad, jadło – ale to nie są pojęcia identyczne oznaczające to samo. Inny przykład – jantra. Jantra to w hinduizmie kontemplacyjny wzór geometryczny reprezentujący bóstwo i służący do ubóstwienia, graficzny odpowiednik mantry. U nas to słowo ma także rudymentarne znaczenie - jądro. To co innego, chociaż obydwa znaczenia wywodzą się z owego pojęcia „jądra” oru – nosiciela RA – światła – Swaraga, Sworoga, części Zwory-Sfory Światła (Bramy Świata i Swiatła Świata). Jak widać istnieją tu dalsze wspólne nawiązania – jak Brama Światła i Świata – i Brahman. To znów nie to samo. U Słowian znak jantryjądra (istoty i istu boskiego) znajdziemy na obrzędowych ręcznikach ze znakami bogów, czyli dawanach (dajnach) – dywanach, albo na stanicach z boskim znakiem, albo na wisiorach z symbolem (węsiory, węsiorki, serpęty) albo na pudełkach z płaskorzeźbami i ziołem lub figurką-palwanem (kąptorgi).

Jan Kochanowski z pewnością przekazuje nam więcej pewnych wiadomości, znanych mu z własnego doświadczenia, z obserwacji żywych jeszcze obyczajów ludu i obrzędów wiejskich, niż Słowiano-Aryjska Weda. Do tego posiadł on głęboką wiedzę ezoteryczną i okultystyczną pochodzącą od Nowo-Platończyków, będących kontynuatorami wiedzy alchemiczno-astrologicznej i geometryczno-matematycznej od czasu starożytności.

Przytoczę tylko dwie pieśni na rozgrzewkę:

wysp franciszk grób jana kochanowskiego 465,500,q

PIEŚŃ XXIII Nie zawżdy, piękna Zofija

Nie zawżdy, piękna Zofija,
Róża kwitnie i lelija;
Nie zawżdy człek będzie młody
Ani tej, co dziś, urody.

Czas ucieka jako woda,
A przy nim leci Pogoda
Zebrawszy włosy na czoło,
Stąd jej łapaj, bo w tył goło;

Zima bywszy zejdzie snadnie,
Nam gdy śniegiem włos przypadnie,
Już wiosna, już lato minie,
A ten z głowy mróz nie zginie.

Szachy jana Kochanowskiego Przred 10

W pierwszej linii przekazu czyta się to jak opis prosty, sytuacji przemijania i więdnącej urody oraz nadciągającej nieuchronnie starości – i tak jest. Gdyby nie dwa fakty o specjalnym znaczeniu, na tym można by w interpretacji poprzestać. My jednak pójdźmy drogą Joanny Salamon i przeczytajmy tylko to co się za tym podstawowym tekstem kryje. Moglibyśmy się posunąć dalej i zestawić tę pieśń z jej lustrzanymi odbiciami w innych księgach (bo były III Księgi tychże pieśni, a każdej pieśni odpowiada inna, która ją rozwija lub kontruje).

Dlaczego autor mówi o Zofiji? Bo Zofia – to Sophia – Mądrość alchemików i astrologów, pojęcie ze starożytności, a cały ten utwór jest pochwałą tak rozumianej Mądrości – filozofii starożytnej, która jest prostą naturalną filozofią życiową płynącą z obserwacji przyrody i przyrodzonego porządku rzeczy. Tu Jan Kochanowski jasno powiedział nam kim jest – tym jednym słowem.

W tym tekście jest też inne słowo: Pogoda – napisane z dużej litery! A dlaczegóż to? Nic nie usprawiedliwia tej Wielkiej Litery poza jednym: nie o zwykłą pogodę tutaj chodzi ani o pogodę ducha. To imię Bogini słowiańskiej, pogańskiej bogini której Kochanowski jest, jak widać, wyznawcą i przekazicielem imienia. A kim jest Pogoda, jak nie boginią Weny, czyli „łagodnego  ale i wzniosłego Powietrza”, natchnienia, jak nie panią Ładu Przyrody, ale przede wszystkim Panią Drogi Życiowej Człowieka, tak jak i Podag, jej mąż jest Władcą Dróg i Ścieżek, Opiekunem Podróżnych i Odkrywców.

I tak w dwóch dosłownie słowach dowiadujemy się o Janie Kochanowskim wszystkiego, a od niego dowiadujemy się o bogach Słowian, których miano nadzieję „unicestwić” chrześcijaństwem.

Znający Słowiańską Baję i ezoteryczną symbolikę zwrócą od razu uwagę na zestaw Róża i Lelija, które to kwiaty kojarzą się jednoznacznie z rozkwitem kobiecości oraz z kwiatem żałobnym – i żałobną bielą. I oto mamy drugiego boga pod postacią owej Leliji – Lela, Pana Pośmiertnej Drogi i Pamięci Zmarłych.

m konarski urszulka w hołdzie kochanowskiemu

PIEŚŃ XXIV Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony…

Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony
Polecę precz, poeta, ze dwojej złożony
Natury: ani ja już przebywać na ziemi
Więcej będę; a więtszy nad zazdrość, ludnemi

Miasty wzgardzę. On, w równym szczęściu urodzony,
On ja, jako mię zowiesz, wielce ulubiony
Mój Myszkowski, nie umrę ani mię czarnymi
Styks niewesoła zamknie odnogami swymi.

Już mi skóra chropawa padnie na goleni,
Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni;
Po palcach wszędy nowe piórka się puszczają,
A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.

Terazże, nad Ikara prędszy przeważnego,
Puste brzegi nawiedzę Bosfora hucznego
I Syrty Cyrynejskie, Muzom poświęcony
Ptak, i pola zabiegłe za zimne Tryjony.

O mnie Moskwa i będą wiedzieć Tatarowie,
I róznego mieszkańcy świata Anglikowie;
Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznają,
Którzy głęboki strumień Tybrowy pijają.

Niech przy próznym pogrzebie żadne narzekanie,
Żaden lament nie będzie ani uskarżanie:
Świec i dzwonów zaniechaj, i mar drogo słanych,
I głosem żałobliwym żołtarzów spiewanych!

Powiem po pierwsze tylko tyle: Łado i Lel-Illeli – to zarówno zaśpiew weselny, świąteczny kupalny, jak i zaśpiew żałobny, którym bułgarskie kobiety po wsiach do dzisiaj żegnają zmarłych członków swojej rodziny, swoje zmarłe w chorobie dzieci  i umarłych mężów, czy kochanków. To jest zaśpiew, który powtarza się przy obrzędach pogrzebowych, gdy zmarły wędruje do grobu. To jest zaśpiew znany z prawdziwej Wedy Słowena i jej zapisów etnograficznych. Bo to są imiona dwóch bogów Słowian – Łady – Pana Porządku, Pana Wojny i Pokoju, Pana też, w związku z tym, Małżeństwa, ale i Śmierci i Życia, i opiekuna Związku. Ileli – Lelij, Brat Polela, to Pan Pamięci Zmarłych, ten Który Sądzi Duszę w Zaświatach. Nic dziwnego, że tak brzmi ten zaśpiew raz weselny a raz śmiertelny.

„Nie zwykłym i nie leda piórem opatrzony” –  bo pióro Leda-Lela (Ładu Śmierci) jest tu symbolem Ptaka Śmierci – Lelka, który wieść o śmierci przynosi, i jest symbolem Strasza-Umora, który następnie duszę zmarłego, na Tamten Świat – w Zaświaty – niesie.

Spójrzcie jak piękną symbolikę ma ten cały proces starzenia się umierania – o d bieli i siwizny starczych włosów, poprzez Biel Ptaka Zaświatów Lelka, do bieli kolorystyki szat żałobnych i całunów śmiertelnych – bo biel była kolorem, żałobnym Słowian a nie chrześcijańska czerń.

To nam przekazał prosto i jasno Jan Kochanowski, łącznie z nawiązaniem znów do starożytności śródziemnomorskiej.

Resztę odgadnijcie dla siebie z tych dwóch pieśni sami.

Tagged with:

Are The Pre-Slavic Peoples The Pre-Indo-Europeans?

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka by bialczynski on 20 Kwiecień 2013

© translated by Katarzyna Goliszek

 

Even a few months ago rasing the question which is in the headline would have brought about numerous protests, and he who had asked it, would have been called a nationalistic idiot. A lot  has changed recently owing to genetics. The world can be said to have turned upside down. More and more proofs indicate that indeed Pre-Slavic peoples and Pre-Indo-Europeans mean the same, and for sure Slavs-Scyths can be regarded as one of such peoples. And just think that when I was beginning to write Slavic Mythology, scientific experts could not believe that I was referring to the thesis of the origin of the Slavs and the Slavic ancient times from the areas of the Vistula River and not of their sudden birth from nonentity in the VI th  century AD.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

I quote here an important extract of a long and meaningful online discussion on the latest current genetic and linguistic discoveries as well as combining these discoveries and theories with archaeological cultures. The discussion is on http://forum.histmag.org/index.php?topic=8836.360 where you can trace its whole course. Different arguments are being used in the discussion but undoubtedly we are getting closer to the surprising truth about ourselves. Therefore, I decided to present an excerpt of this truth here. The discussion has been going on and the excerpt comes from 25th February 2010.

0 nn arkaim Path

The main subject in the geometric basis of Arkaim. The calendar allegory of the beginning,  embriogenesis and being born; The God of the Earth and the Goddess of Heaven before division.

I refer those of you who are deeply interested in the subject to that website (the discussion is really meticulous and comes back dozens of times to the same unresolved clue).  Here, I present only an interesting passage that I agree with to a large extent and which is only the proof of  the mythological events of the Sis Kingdom that are written about in Księga Tura (the Book of Aurochs) and Księga Ruty (the Book of Rue).

 

0 n mandala a10

Searching for answers to the questions about the ethnogenesis of the Slavs, we  need to take an interest in the issue of the Indo European community – who the Pre-Indo-Europeans (PIE)  were and where they lived.

So far, this problem has been the subject of speculations and countless disputes. Now, thanks to the new and crucial discoveries of geneticists, linguists, anthropologists and archaeologists we can attempt to get new, more accurate answers.

I am interested in what genes the PIE had, what they looked like, what language, more or less, they spoke and where their homeland was. First and foremost, however, I would like to find answers to the following questions: what linked the PIE with the Pre-Slavs, what did the process of forming out of the Pre-Slavic group from the PIE community look like and did the process take place at all, and if so when and where was it?

Old theories of the PIE language said that there had once been a community of speakers of the uniform PIE language who lived in the same territory of the peoples. The community then broke up into numerous tribes speaking such  languages as: Pre-Celtic, Pre-Germanic, Pre-Greek, Pre-Armenian, Pre-Slavic, Pre-Indo-Iranian, etc. which then wandered from their common place and took new territories giving rise to the contemporary Indo-European languages. Today we know that such a scenario could not have happened simply because genetics excludes that.

What is then the true history of the PIE community and the PIE language?

1.Politics distorted the knowledge of the PIE language

Discussing the theory of the PIE community must be started with criticism and    indication where the sources of errors are.
In 1857, an outstanding Polish orientalist working at the University of  Berlin Ignacy Pietraszewski published his work about the research on the holy texts of Zarathustra. In his work he proved a close relation of the Avestan language with the Polish language. This discovery was significant because, in reality, Slavic languages are more similar to the languages of ancient Iran or India than any other European languages.

What reward did the Polish researcher get for such a remarkable achievement? Did he get a promotion? Did he become famous? No, none of the things. He was deprived of his chair and he was expelled from the university. He had no choice but publish his books with his private money and he did it because he was a patriot.

Thanks to his pioneering work we now know how close linguistic relation we have to peoples creating the great civilisations of Asia, and thanks to the  new discoveries in genetics we also know that the peoples who invaded Iran and India in the Bronze and Iron ages giving rise to those civilisations came from Central and Eastern Europe  and were very similar to us in terms of genetics and phenotype. Genetics and linguistics lead to similar conclusions.

Germans ignored the proximity of the Slavic languages to the Indo-Iranian languages trying to highlight their alleged relationships. They made up the theory of so called Indo-Germanic languages and persuaded the world that some Indo-Germans had travelled to India. Today we know that it is complete nonsense as in India, among the Brahmin caste being the descendants of the Indo-European Aryans, even a single carrier of Germanic and Celtic haplotypes belonging to haplogroup R1b and I1 was not found. There are frequent R1a haplogroup (80%) and numerous haplotypes that are identical to the ones that we meet among the Slavs. The linguistic relationships of Germanic languages with Indo-Iranian languages are also very distant and often just seeming, whereas the Slavic languages are close to the Indo-Iranian languages.

You can clearly see that since the Indo-European studies came into being in the 19th century they have been distorted by the German nationalism and lots of mistakes have been till today.

2.Germanic Languages – an example of mixed languages

Germanic languages pose many problems for linguists. It is impossible to classify them. A group of American scientists: D. Ringe, T. Warnow, and A. Taylor trying to group Indo-European languages basing on  computer analyses found that the Germanic languages show too many anomalies and do not fit into other languages. Their calculations did not give meaningful results. Therefore it was decided to make calculations leaving out the Germanic languages.

PIE komputer2

The scientists succeeded in doing their experiment and they received a tree demonstrating relationships among the Indo-European languages:

PIE komputer3

The authors are convinced that thanks to removing the Germanic languages the computer based calculations of the relationships and similarities gave sensible results, and as a consequence of  that  they received the best possible form of the tree showing the structure and history of the languages:

PIE komputer4

Quotes and pictures from:
http://www3.isrl.illinois.edu/ ~ junwang4/langev/localcopy/pdf/ringe02IECladistics.pdf

Some linguists followed by American anthropologist David W. Anthony, are trying to interpret this result as shown in the picture below:

pie-drzewo

From the book by David W. Anthony, „The Horse, The Wheel and Language” p.57

Anthony was writing his book ignoring the data which genetics provides us with. Relying on the analysis of the vocabulary and genetic history of the Germanic peoples it would be most simply said that the Germanic languages are the languages which came into existence by the mixing of the non Indo-European and Celtic languages, with a certain admixture of Slavic languages – the Eupedia portal does it:

Quote

The Germanic branch of Indo-European languages probably inherited more from the R1b cultures, although R1a is likely to have arrived earlier in Scandinavia, during the Corded Ware period. R1a people would have mixed with the pre-Germanic I1 aborigines to create the Nordic Bronze Age (1800-500 BCE). R1b would have reached Scandinavia later as a northward migration from the contemporary Hallstatt culture (1200-500 BCE). The first truly Germanic tongue could have been a blend of Hallstatt Proto-Celtic and the Corded-Ware Proto-Slavic with a few pre-Germanic loan words. The fact that present-day Scandinavia is composed of roughly 40% of I1, 20% of R1a and 40% of R1b reinforces the idea that Germanic ethnicity and language had acquired a tri-hybrid character by the Iron Age.

http://www.eupedia.com/europe/origins_haplogroups_europe.shtml

3.The Armenian language – an example of Indo-Europesation

Although without the Germanic languages we get more clarity and it is easier to see the similarities, structure and history of the languages, it is of little help for us to understand the history of the PIE language due to the following issue that I will present by giving the example of the Armenian language.

Quote

In particular, both Indo-European speaking Armenians and Altaic-speaking Azerbaijanians group with their geographic neighbours in the Caucasus, rather than with their linguistic neighbours (other Indo-European/Altaic-speaking populations), suggesting language replacements involving the Armenian and Azerbaijanian languages. Remarkably, the genetic distance between pairs of populations was significantly correlated with geographic distance, despite the presence of the Caucasus Mountains as a potentially significant barrier to gene flow.

Quotation from:
http://www.familytreedna.com/pdf/alupaper.pdf
Genetic studies show that the population of Armenia speaking the Indo-European language and speaking the language of Altai do not differ genetically from each other and from other neighbouring Caucasian peoples speaking Caucasian languages, so belonging to a completely different language group.
The authors conclude that the language was replaced in the territory of Armenia, i.e . Indo-Europesation  of the population took place whereas in the area of  Azerbaijan the same genetic Caucasian population was infuenced by Altai languages.  .

Therefore, the Armenian language has many specific features not found in other Indo-European languages as this language is the result of  yielding to the influences of Caucasian languages which were spoken by the indigenous population of Armenia.

Quote

Armenian corresponds with other Indo-European languages in its structure, but it shares distinctive sounds and features of its grammar with neighboring languages of the Caucasus region.

http://en.wikipedia.org/wiki/Armenian_language

The Armenian language also demonstrates a number of other influences:

Quote

It is clear that Armenian is an Indo-European language, but its development is opaque. In any case, Armenian has many layers of loanwords and shows traces of long language contact with Hurro-Urartian, Greek and Indo-Iranian.

http://en.wikipedia.org/wiki/Proto-Armenian

The formation process of the Armenian language was the mixing of the Indo-European and Caucasian languages and their evolution. There is no reliable evidence that there once existed a Pre-Armenian or Proto-Armenian language which formed out of the PIE community.

4.The Greek language – an example of the convergence of dialects

There are similar problems with the Pre-Greek or Proto-Greek language. J. Hall, a prominent linguist specialising in the history of the Greek language says:

PIE n Hall1

PIE n Hall2

Quotations from: Ethnic Identity in Greek Antiquity By Jonathan M. Hall, p.169

There is no indication that there had ever existed a Pre-Greek or Proto-Greek language isolated from the PIE community, the language that then gave rise  to the historic Greek dialects. Hall denies this. Everything indicates that diverse Indo-European tribes moved to Greece and mingled with the local non Indo-European population which resulted in forming of local dilects, from which then formed out main dilects through complex processes of convergence and divergence and, as a result, the Greek language was shaped.

In terms of genetics the Greek population is similar to the neighbouring  populations and significantly differs from the population of central and eastern Europe, from where most probably came Indo-European tribes who invaded Greece in the Bronze Age. In the case of Greece, as in the case of Armenia, replacement of the language and Indo-Europesation of the population took place. It happened, however, in the complex process of evolution, not just through simple replacement of the local languages with a hypothetical  Pre-Greek or  Proto-Greek language. Most probably such language  had never existed.

5.Critics of the PIE language hypothesis

For the reasons given above as well as for other various reasons, many prominent linguists totally reject the PIE language hypothesis. One of them is N.S Trubetskoy:
Quote
„There is Therefore, no compelling reason for the assumption of a homogeneous Indo-European protolanguage from Which the individual branches of Indo-European descended. Equally plausible is it That the ancestors of the branches of the Indo-European originally were dissimilar but that over time, through continuous contact, mutual influence, and loan traffic, they moved significantly closer to each other, without becoming identical (Trubetskoy 2001, Mr. 88). ”
Quote
“Thus a language family can be the product of divergence, convergence or a combination of the two (with emphasis on either). There are virtually no criteria that would indicate unambiguously to which of the two modes of development a family owes its existence. When we are dealing with languages so closely related that almost all the elements of vocabulary and morphology of each are present in all or most of the other members (allowing for sound correspondences), it is more natural to assume convergence than divergence (Trubetskoy 2001, p. 89).”

Trubetzkoy, N. S. (2001), “Studies in General Linguistics and Language Structure,” Anatoly Liberman (Ed.), translated by Marvin Taylor and Anatoly Liberman, Durham and London:  Duke University Press.

Also Jean-Paul Demoule  rejects  the hypothesis of the PIE community. He explicitly states that  no scientific fact supports the hypothesis that a population speaking the PIE language had ever existed.
Briefly speaking, the hypotheses of the PIE language and the PIE community are not widely accepted. Many scientists contradict them to a larger  or  smaller  extent.
I think that genetics supports the views of the opponents of these hypotheses to some extent. What is the point of reconstruction of  the PIE language basing on Germanic, Celtic and Greek languages – which has been done so far – since it is known that the Germanic, Celtic and Greek peoples have not got much in common in terms of  genetic aspects  with  the peoples who co-created the Slavic, Indo-Iranian and Baltic languages and that is why they could never create a community with them, i.e. they could never  live in the same territory and speak a uniform language. There were not   pre-languages originating like branches from one trunk, i.e. from the PIE language. These branches were created as a process of a variety of influences, intermingling and evolution. There is no doubt that since the beginning,  the theory of the PIE language and the hypothesis of the PIE community have been developing with the involvement of politics and nationalisms which warped it. The biggest mistake was undervaluing of the Slavic languages and  overvaluing of  the Germanic and Celtic languages, which genetic research clearly shows. It is high time we looked at this issue again.

The origin of the Indo-European languages according to the Y-DNA genealogy

The Y-DNA genealogy and the Indo-European languages

                                      Haplogroup R1/M173

                                      Pre-Indo-Europeans

Satem languages Kentum languages
R1a/L62 R1b/M343
R1a1/SRY 10831.2 R1b1/P25-Hittites
R1b1b/P297
R1a1a/M17Pre-Slavs     

 

 

 

 

 

 

I1/M253+I2b/M223pre-Indo-EuropeanProto-Germans   Indo-Europenised

Pre-Germanic Peoples

 

 

 

 

  

R1b1b2/M269        R1b1b1/M73Pre-Celtc            Tocharians 
Indo-Iranian        Slavs        Balts         Aryans  Germanic peoples Germanised     Celts      Romanised                    Celts                                 Celts     
              Satem languages             Kentum languages
The ”Indo-Europeans” denomination  derives from geographical placement of the large linguistic family in the contemporary times. Pre-Indo-Europeans were the ancient creators of these languages, and also the biological community originating from one ancestor with the gene haplogroup of R1/M173 in Y-DNA.

Elkate, linguists say that they are not able to capture any language phenomena older than 10,000 years. The separation of  R1a and R1b took place about 20,000 years ago. It is such a long time ago that we can not know anything about languages in those times.

In my view, we are interested in the history of the R1a1 which we consider to be Slavic and which starts for good from holocen, namely 8000 BC in the north of the Black Sea. Then there was global warming and in the area between the Black Sea and the Baltic cultures began to develop – first pastoral, next agricultural. Here, I would seek our ancestors and the beginnings of Indo-European languages that we know.  Previously, there had been a glacier and only  small groups of  people  migrating between  Asia and Europe, fighting for survival. We do not know anything about their language, customs and religion. We can only speculate.

As far as this clue is concerned, I sometimes would like to deal with closer and investigate to whom we owe the vocabulary denoting, for example, wagon, wheel (circle), religion, numerical system, diverse concepts which came later to the philosophy of  India and  Greece, an so on and so forth. These words – common to various Indo-European languages – formed surely much later than the emergence of  R1a and R1b.

In many experts’ opinions, the Indo-Europesation of our continent was not a simple process of the isolation of the pre-languages from the PIE community and imposing them on non Indo-European residents of conquered territories. The Pre-Greek language did not come to Greece from the PIE homeland, but rather formed in Greece as a result of  lengthy and complex processes of mixing  Indo-European and non Indo-European languages, their convergence, etc. Similarly Pre-Armenian, Pre-Germanic, Pre-Indo-Iranian, etc. languages developed.

However, there is a question: did all the modern Indo-European languages come into being by mixing with the non Indo-European languages? And if not, which are they?
Here we have to ask  both geneticists and linguists for help.

Currently, the vast majority of experts relate the expansion of IE (Indo-European) languages to haplogroup R1a1. One of the reasons is that only this haplogroup occurs among the caste of Brahmins in India, the descendants of Indo-European Aryans. There are not haplogroup R1b and other European markers there at all.
The highest percentage of R1a1 is among the northern Slavs, especially among the Polish, amounting to 60%. If we consider that 16% of R1b in Poland that occurs mainly in the west are  relatively new, we can assume that the percentage of R1a1 in the original Slavic population could even have exceeded 80%. Thus, this population is mixed with the non Indo-European element in the slightest.

Another factor testifying the lack of mixing is the archaic character of the language.
Professor Mańczak writes about this:
Quote
[…] the language that developed in the aboriginal homeland is more archaic than the languages which formed on foreign substrates. In other words, these researchers put forth the postulate that the aboriginal homeland must be looked for in the places where the language is the most archaic. […] the vocabulary of the Polish language has the most etymological references to other Indo-European languages, from which the conclusion is that the Indo-European aboriginal abode should be identified with the Slavs’ aboriginal  homeland, namely the basin of the Odra and the Vistula Rivers. In other words, the Slavs are the descendants of this part of the Pre-Indo-European population that remained in the aboriginal homeland while the Balts, Germans, Celts, etc., are the descendants of this part of the Pre-Indo-Europeans that left their aboriginal abode settling in areas inhabited by non Indo-European peoples, and therefore the Baltic, Germanic , Celtic, etc. vocabulary is less archaic than Slavic (Mańczak 1992).
Quotation from: http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/b/b55_123-130a.pdf

Many analyses show the central position of the Slavic languages in relation to other Indo-European languages. The chart below is from the book „Archaeology and language: the puzzle of Indo-European Origins” By Colin Renfrew p.116

PIE glotto

Also the wave theory which is competitive towards the tree hypothesis presents an interesting model of the distribution of the IE languages. The wave theory is presented in the chart below:

PIE Słowianie fala

Chart from the book by Renfrew p.105

The Slavic languages seem to be the source of the wave.

The tree theory which is illustrated in chart above – D. Ringe, T. Warnow,  and A.Taylor – has more supporters. It is worth noticing that all the language branches of the tree rose by mixing the IE languages with some other non Indo-European languages.
The exception are only the Slavic languages. Therefore,  it is worth considering what should be regarded in the tree as the branches and what as the trunk.
It seems that even after cutting off all the branches the tree will live and grow new ones. Genesis of the Slavic languages is, in fact, independent of the other languages. But what would have happened if the haplogroup R1a1 giving rise to our ancestors had not appeared about 8000 BC in the north of the Black Sea?

I think that many things will become more clear if we show examples of influences and relationships:

The theory that I presented in the diagram, called the theory of haplogroup R1, gives justice best to the Indo-European populations; at any rate it does not replace the defeated pangermanism with panslavism (and phenomena like this one already appear on many portals and Internet forums).

The theory of haplogroup R1
is based on the knowledge of the fundamental fact that:
the basic phenomena of culture, especially the language, form and develop and are basically only transmitted within families, clans and tribes.

This in particular concerns  primitive, ancient societies that led all their lives  within families and tribes being very clearly separated from other similar units – unless kin – linguistically identical.

They were typically patriarchal communities developing along male genealogical lines.

That is why, throughout thousands of years they identified themselves almost wholly with the haplogroups of the Y-DNA genealogy.
Thus, we need to look for answers to the puzzle of rising of the family of Indo-European languages along the lines of  Y-DNA genealogy.

Of course, there are exceptions to this rule but they are caused by extraordinary historical events and living conditions. This, for example, relates to the Greeks, Armenians, Scandinavian R1a, Kyrgyz R1a, or Basque or Cameroonian R1b.
As for the Basque language, I suppose that a male dissenter from the R1b1b2 population went into a Caucasian non Indo-European, matriarchal family; he gave parental intitiative to a female and her language, and the contemporary Basques have to cope with it…
Although I do not disregard linguists’ theories, I think it is not worth thinking too much about them. Linguists who have been studying the origins of Indo-European languages so far have been searching for colours in a very dense fog. That is why they have developed so many theories and genealogical patterns which contradict each other.
Now they have the genetic genealogy so they should take advantage of it as soon as possible!

P.S. Did you notice in the book by Sir Anthony the paragraph: „The ancestor of English: The origin of Spread of the Usatovo Dialect” (p.359). What was the major hallmark for the author telling him that the ethnogeny of Germanic peoples / English  began in Usatovo?  He stated or he is just attempting to assert that the feudal attitide of sovereign-client  and  using the sword appeared there, especially in relation to the Dnieper  population of  the Trypillian culture  of the C2 phase (proto-Slavic?).

He proves this on many pages.

Elkate, it seems to me that the real history of languages can be a bit more complicated than the one you have outlined and that we can deliberate on its different variants. For example, some tribes or families could have joined (by peaceful means or conquest) and mixed marriages could have been concluded. Usually women bring up children and the child acquires the languages from mother first and then from father. If father, busy with wars, etc. does not look after his children and mother has not learned  her husband’s language,  the child  then can speak  a strange new language. In this way, the languages are getting closer to each other or go apart from each other.

The fact that populations with dominant R1b and R1a haplogroups speak (with some exceptions) related IE languages is truly astonishing. All studies on microsatellite dissimilarities of R1b indicate the Iberian Peninsula and Anatolia as the sources of this haplogroup in Europe, which means that the European R1b and R1a must have lived apart from each other, and not together, for thousands of years. There are many theories  trying  to  explain  this  phenomenon.  Some  of  them  even  say  about  Indo-Europesation of R1b. None of them, however, are widely accepted as there is no evidence for them.

Your theory proclaiming that at the time of separation R1a and R1b spoke a form of proto-language, close to the PIE  is interesting, but I think that it will be difficult to prove. Probably nobody knows well what happened to languages 20,000 years ago. It might have been a common language substrate. Some experts posit that the family of nostratic languages evolved at the end of the Paleolith, and later on the PIE on this basis. These theories, however are not widely accepted. Some experts, like for example professor Alinei believe that IE languages go back to Paleolith. I do not know anything about this and I can only speculate.

Instead of speculating I would rather focus on the things that can be more accurately reached by linguists, archaeologists and geneticists, i.e the history of the last 4-6 thousand. years. According to experts the IE languages which we know evolved at that time.
Asking whether  the PIE language could have been close to the pre-Slavic language I  would like to think about which language  contributed  most  to  the vocabulary regarded as PIE and it can be  related to what is historically attributed to the PIE. We will see it best by discussing specific examples.

‚WAGON (Polish (Pl): WÓZ)’, ‚WHEEL’ (Pl: KOŁO) and names of other parts of the wagon in IE languages

1.Pre-Indo-Europeans are credited with domestication of the horse and the invention of the wagon. So let us search for the language which has the most of its own words associated with the wagon and its parts. Certainly the diversity and richness of such vocabulary is indicative of the close relation of this language with the PIE.
First of all, there are some comments:
The oldest image of the wagon in the world is a picture on a vase found in a village called Bronocice near Krakow.

http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm

The vase comes from the Funnelbeaker culture and is dated back to 3491-3060 BC.
The Corded Ware culture (3200-2300 BC) grew  out of the Funnelbeaker culture, widely considered to have already been fully Indo-European. Once it was combined with the Pre-Germanic ethnos but now we have more and more data to regard the peoples of  Corded Ware culture as Slavic. Because the Corded Ware culture population were most likely to have spread the wagon, as evidenced by the emergence of images of  wagons and chariots in the territories from the Leba to the Volga Rivers  around 3000 BC, the language that the Corded Ware culture population most probably spoke will show us the vocabulary denoting the wagon.
Additionally, it is worth noting that in the Globular Amphora culture (3100-2600 BC) whose area covers the territory of contemporary Poland, a couple of oxen were sacrificed which suggests that they may have come from the team. This is another proof of using wagons by that population.

Moreover, it is worth paying attention to the distirbution and variation of the newly discovered haplogroup R1a1-M458. The frequency  and history of  the spread of this haplogroup fit the Corded Ware culture expansion. There are really plenty of data that let us combine this haplogroup with the expansion of the Corded Ware culture population in Central and Eastern Europe, and many researchers have already noticed that, for example, appreciated by you, Maju. As the Corded Ware culture people were the first to use wagons to a large extent and spread them, the vocabulary related to parts of the wagon can indicate to us what language the carriers of  the R1a1-M458 haplogroup spoke in the past. It is significant especially to us Polish people because this haplogroup is present almost exclusively with the Slavs and it is widely regarded to be the Slavic haplogroup. It is particularly in Poland that we notice the highest percentage and the biggest microsatellite variation which indicates that this haplogroup comes from the territories of Poland.

The present range and the history of the distribution of the R1a1-M458 haplogroup is demonstrated on the two maps below.

R1a1a7

From the  Underhill 2009 study

The data above show that the majority of Polish people are aborigines and the descendants of  the Corded Ware culture peoples. It was supposed before as counterparts were found among contemporary Poles and Russians for the detected haplotypes of R1a1 in the skeletons of the Corded Ware culture from Eulau and the Leba dated to 2600 BC.

DW Anthony in his book ”The Horse, the Wheel and Language” paid attention to the exceptional importance of the vocabulary relating to parts of the wagon.
In the book he elaborates on historical vocabulary with the aim to find the PIE stems. Nevertheless, he made a few gross mistakes which made him omit the true history of the vocabulary pertaining to the wagon. Below, I would lke to discuss the mistakes and correct them. In the scans I show cut out extracts from his book from page 35.

(Note: In the Polish language /w/ is pronounced as /v/ and /ł / as /w/)

 

1.Wheel and small wheel (Polish: Koło and kółko)

PIE n koło

It seems that Anthony missed a number of words here. In Polish we have many words that are close to the hypothetical PIE stem ‚* kuel’  like ‚wheel’ – ‚koło’, ‚small wheel’  – ‚kółko’, ‚sphere’ – ‚kula’,  ‚a little ball’ / ‚marble’ – ‚kulka’, ‚ to wheel’ / ‚to circle’ – ‚kołować’, ‚kulgać’,  ‚wheeled’ / ‚circular’ – ‚kołowy’, ‚spherical’ / ‚globular’ / ’round’ – ‚kulisty’, etc. It is clear that our Polish language owns the greatest diversity and richness of  forms related to ‚koło’ – ‚wheel’.

Let us analyse the possible etymologies and etymological connections assuming that it was the  peoples of the Corded Ware culture from Poland that spread the word  ‚koło':

(Note: Old Chruch Slavonic = Old Church Slavic)

 

Polish: ‚koło’ -> Czech: ‚kolo’
-> Russian: ‚koleso’
-> Old Church Slavonic: ‚kolo’, ‚kolese’
->Old Prussian: ‚kelan’ ”koło”
-> Latvian: ‚cele’ ”koło” (np. ‚du-celes’ – ”dwukołówka” – ”two-wheeled”)
->Greek: ‚polos’ ”oś, biegun” – ”axis, pole (‚pole’ – in the meaning of ‚axle’, ‚pivot’)
->Latin: ‚colus’ ”przęślica, kądziel” ”whorl, distaff”
->Old Norse: ‚hvel’”’koł”.

The hypothetical PIE stem ‚*kuel’ signifies a close connection with the Polish word ‚koło’.
As usual Germanic languages distorted to a large extent  the loan word and etymology is uncertain.

As it can be easily noticed, there is also a group of languages in which ‚koło’ sounds slightly different. It happens so because the second ‚k’ appears like in Greek ‘kuklos’. How can we explain this?
Well, the best explanation –  in my opinion – is that in the Polish language, which we consider to be the mother tongue for naming  parts of the wagon, we have two words to denote the wheels (wheels – koła). The second is the diminutive form ‚kółko’ – ‚small wheel’.  It is said in Polish „the wagon on wheels”, etc.

Thus, possible etymologies are as follows:

Polish: ‚kółko’ (‚small wheel’) ->
->Greek: ‚kuklos’  ”okrąg” ”circle, circumference”
->Tocharian A: ‚kukal’  ”wóz”
->Tocharian B: ‚kokole’ ”wóz”
->Avestan: ‚caxtra’  ”koło”
->Old Indo-European: ‚cakra’  ”koło”
->Old English: ‚hweohl’  ”koło”

The plural form is very interesting:

Polish:. ‚kółka’ (small ‚wheels’) -> Greek: ‚kukla’ ‚koła’ (‚wheels’).

In Greek it is an irregular inflection, a normal plural form of ‚oi kukloi’. The existence of the second, irregular plural form ‚ta kukla’, almost identical to the Polish form is strong evidence that the ancient Greeks borrowed the wagon names from our Pre-Polish or Pre-Lechitic ancestors of the Corded Ware culture.

Axis and small axis (Polish: and ośka)

Anthony presents the following related words:

PIE n oś

In the case of ‚oś’ and ‚ośka’ (‚axis’ and ‚small axis’), we have the analogous situation  to the ‚koło’ and ‚kółko’ (‚wheel’ and ‚small wheel’). The two words are normally used  with reference to the same part of the wagon. Therefore, the following etymologies are likely:

Polish: ‚oś’->
-> Old Church Slavonic: ‚osi’
-> Old Prussian: ‚aseis’
-> Lithuanian: ‚asis’

The second one comes from diminution

Polish: ‚ośka’->
->Old Indo-European: ‚akszah’ ”oś”
->Middle Greek. ‚akosone’ ”oś”
->Latin: ‚axis’’ ”oś”
-> Old English: ‚eax’

Chariot (Polish:  Rydwan)

PIE n rydwan

As the word denominating the wheel (koło) exists in Old Prussian as ‘kelan’, in  Latvian ‘cela’, in Lithuanian: ‘ratas’ and in Latvian ‘rats’, they can be borrowings from Germanic languages to mean the same wheel.

I think that the following etymologies are the most likely:

Polish: ‚rydwan’ ->
-> Lithuanian: ‚rydwanie’ ”rydwan”
-> Old Indo-European: ‚ratha’ ”rydwan”
-> Avestan: ‚ratha’ ”rydwan”
-> Latin: ‚rota’ ”koło”

Wagon (Polish: Wóz)

PIE n wóz

The most likely etymologies are:

Polish: ‚wóz’, ‚wozi’, ‚wozić’->
->Old Church Slavonic ‚vezo’ ”wozi”
->Russian: ‚voz’ ”wóz”
->Avestan: ‚vazaiti’ ”wozić”
->Old Indo-European: ‚vahati’ ”wozić, przenosić” -”carry, move”
->Lithuanian: ‚vezu’ ”wiezie”
->Old Norse: ‚vega’

Thill (Polish: Dyszel)

PIE n dyszel

The likely etymologies are:

Polish: ‚dyszel’ ->
->Old Indo-European: ‚isza’ ”pal, drąg, dyszel”  ”pale, pole, thill”
-> Avestan: ‚aesza’ ”drąg, dyszel”
-> Hittite:  ‚hisza’ ”dyszel”
->English: ‚thill’ ”dyszel” (?)

Everything points to the fact that the Polish language is the richest and most diverse as for the vocabulary denoting parts of the wagon, and the closest to the PIE language. Only in the Polish there are the two forms: ‚wheel’ –  ‚koło’ and  ”small wheel’ – ‚kółko’ as well as ‚axis’ – ‚oś’  ‚ and  ‚little axis’ – ‚ośka’, applied for the same part of the wagon and therefore only from the Polish language  we can  derive all the words referring to parts of the wagon in the other Indo European (IE) languages.
This coincides with the findings of archaeologists in Bronocice and with the history of the distribution of haplogroup R1a1-M548, Corded Ware culture peoples as well as using wagons and chariots. I think we have strong evidence that the population of the Corded Ware culture could have been Slavic.

Well, we have the first evidence supporting the hypothesis that Pre-Slavs are the same as Pre-Indo-Europeans (PIE). There are more such  proofs.

Quote from: Elkate 21st November 2009, 13:20:42

P.S. Did you notice in Sir Anthony’s book the  paragraph: „The ancestor of English: The origin of Spread of the Usatovo Dialect” (p.359). What was the major hallmark for the author that the ethnogeny of Germanic / English  peoples began in Usatovo?  He stated, or he just tries to prove that it was there that the feudal relationship of sovereign-client and using of the sword appeared, especially considering the Dnieper population of the Trypillian culture of the C2 phase (proto-Slavic?). He proves this on many pages.
Yeah, I noticed. And what do you think about the map below, which shows as though the Slavs had not known the words like: ‚wheel’, ‚thill’, ‚chariot’ and as if Germanic peoples had known everything?

PIE n mapa_woz

It is an obvious scam, after all, even in the „Encyclopedia of Indo-European culture” By JP Mallory, Douglas Q. Adams there is a reference to the ‚wheel ‚koło’ in the Old Church Slavonic language .
In his book on page 56 Anthony writes about Slavic languages:

(the translator’s remark: by the so called OSC The Old Church Slavonic (OCS) is meant)

Quote
Only one dialect documented (OSC) , but the West, South and East Slavic branches must have already existed.
It is a pity that Anthony did not bother to examine these dialects in terms of the vocabulary relating to the parts of the wagon. Undoubtedly, he would have found what he was searching for – the real PIE (Pre-Indo-European) ones.

As far as the ethnogenesis of  the Germanic / English peoples  is concerned and their alleged connection with Eastern Europe and dominance over the local population, I believe that  here we have an example of a little man who wants to swagger by fantasising. It reminds me of the gibberish about the Vikings and the Goths dominating over the Slavs. The gibberish is still present on various German or Germanophile forums.

As a matter of fact, his whole book is a search for evidence on the relationships of Germanic tribes and the Celts of the PIE from the Black Sea. Modern genetics  absolutely excludes this because no traces of Celtic and Germanic genes which could indicate their presence in the region at that time have been found. The R1b microsatellite studies of variability show Anatolia, and not to the north of the Black Sea, as the place from which the ancestors of today’s Celts and Germanic nations came. Furthermore, his linking of the Celts and Germanic tribes with the Corded Ware culture is complete nonsense. There is no evidence for this. All evidence deny the obvious.

[ … ]

Well, is Anthony’s whole book a fantasy? To my way of thinking, if he had not mentioned anything about the Celts and the Germanic peoples, it would be quite a good book – what a shame that he messed it. For this reason, it must be read with understanding and where we can we just need to replace  Pre-Germanic peoples and Pre-Celts with Pre-Slavs because it was possible only for the Pre-Slavs or peoples close to the Pre-Slavs with the R1a1 haplogroup to exist at that period of time in that region.
[… ]

How did the Pre-Slavs isolate from the PIE community? In my view, they have never isolated because they have been living in the territories where the Pre-Indo-European language came into being. The Pre-Indo-Europeans are nobody but the Pre-Slavs.

Apart from the names of the parts of the wagon from the PIE, vocabulary denoting religion needs to be combined with the PIE.The Pre-Indo-Europeans are believed to have given rise to the religion whose traces were met later in India, Greece and among other different Indo-European peoples. They worshipped fire (Polish: ogień), sky (Pl: niebo), Sun (Pl: Słońce), light (Pl: światło).

In my opinion, there are many indications that the religious vocabulary of both the Rig Veda as well as Greek mythology has the Pre-Slavic origin.

I think so because experts found that Pre-Ino-Europeans called gods and other mythical beings according to their characteristics, features, activities and functions, i.e., the names present in the PIE myths come from everyday language and they are not an artificial, a made up linguistic formation. Nonetheless, many names in Rig Veda seem to be of foreign origin – that is to say, they do not mean anything in these languages and are only the proper  names  of the mythical beings. Strangely enough, these words have their meanings in the Slavic languages where they are denominations of various phenomena, objects, attributes, features, characteristics, qualities, activities, and functions, and they are verbs, adjectives and nouns – they are the part of the language used every day. Thus, it is possible that the Pre-Slavic languages (or the Pre-Slavic language – if such existed – and I have doubts about it) were the source languages for the religious Proto-Indo-European terminology. It would be consistent with the already discussed Slavic terminology related to the parts of the wagon and with the latest discoveries in genetics. Well, it is possible.

We will understand it best by examples. Therefore, I would like to analyse here the religious Proto-Indo-European historical vocabulary and compare it with other IE languages. Let us start from Greek mythology.

1.Dzień – Dzeus (Polish: Dzień – English: Day)

In Cratylus Plato describes the god of life, light of the sky and a clear day – Dzeus:
Quote
„Some call him Dzena and others  Dia”

Cratylus 396A

Below I present this extract in original and translated into English:

PIE nn ZeusGR

PIE nn zeusAN

The conclusion is that in the days of Plato also other names for „Zeus” like ”Dzena” and ”Dia” were popular.
Interested in this discovery, I looked into the „Greek–English Lexicon” by HG Liddell and R. Scott.
Below I present the extract about Dzeus (I explain to those of you who do not know Greek that for the Greeks ”Z” was the sign of a set of two consonants and we read them like the Polish ”dz”; that is why we spell / write it as ‚Dzeus’ instead of ‚Zeus’ as it is normally done in the majority  of Polish translations from Greek):

PIE nn ZeusRSLex

In the lexicon above we have the following names of Dzeus – the god denoting a clear day and the light of the sky / heaven in the early religion – names being in various Greek  dialects, in different periods of time, in diverse forms:

‚Dzen, ‚Dzena’, ‚Dzenos’, ‚Dzeni’, ‚Den’, ‚Dena’, ‚Dan’, ‚Dzan’, ‚Dzenes’, ‚Dzanes’, ‚Dzas’, ‚Dis’, ‚Dii’, ‚Dia’, ‚Dzeus’, ‚Deus’

For comparison, I wrote out the word ‚dzień’ ‚day’ in a variety of contemporary Slavic and Baltic languages as well as in the Old Church Slavonic and Vedic:

Polish: ‚Dzień,    Belarussian: ‚Dzeni’,    Russian/Ukrainian: ‚Deni’,

Bulgarian / Slovak /Czech / Macedonian: ‚Den’,     Lithuanian / Latvian: ‚Diena’, Croatian / Serbian / Slovenian: ‚Dan’,     Old Church Slavonic: ‚Dini’/ ‚Dine’
Vedic: ‚Dina’ / ‚Dinamo’ / ‚Dju’ / ‚Dyaus’

In Łowmiański and Bruckner I also saw information about the following divine names among the Slavs:  ‚Dyj’, ‚Dyju’, ‚Diwii’  which – in my view – may be associated with the name of the day in some missing Slavic dialects.

In other languages, it is also worth noting: Latin: ‚Dies’, Romanian: ‚Zi’,  Catalan / Spanish / Portuguese: ‚Dia’, and of course very questionable – in my view – Pre-Indo-European stem: ‚* Din’. (English ‚day’ has no connection with Latin: ‚dies’. It  originates from Old English: ‚daeg’ that comes from pre-Germanic: ‚* dhegh’  which has a different meaning).
Let us recall here the already quoted passage from John Hall’s book describing the evolution of the Greek language:
Quote
This means that the Greek dialects, far from diverging from a common proto-Greek ancestor on Greek soil, have in fact converged from originally disparate sources […]

Quotation from:Ethnic Identity in Greek Antiquity By Jonathan M. Hall p.169

In this distinguished scholar’s opinion, the Pre-Greek or the Proto-Greek language had never existed as the old theory of PIE says, as the alleged source of Greek dialects which rose from its disintegration. According to Hall, there were many different sources for forming Greek dilects. This means that the diverse  Indo-European tribes migrated to Greece in the Bronze Age, intermingled with the local non Indo-European or with partly Indo-Europenised population creating new local languages from which, through the convergence process, Greek dilects formed.

Which language group did the Indo-European tribes migrating to Greece in the Bronze Age belong to and can it  be determined on the basis of naming of the car and on the basis of  the religious vocabulary?
I would like to search for answers to this question .
However, before I start considering the origin of the Greek words like: Dzen'; ‚Dzena’, ‚Dzeus’ etc. it is worth presenting a few other facts.

2.Perun – Keraunos – Pardżania

One of the pieces of evidence for the possibility of the Pre-Slavic origin of the names of the Greek gods is certainly the nickname of Dzeus – ‚keraunos’ – in Polish: ”piorun” (English: ”thunder / thunderbolt / lightning”).
According to linguists, the Greek word ‚keraunos’ corresponds exactly  to the Slavic ‚Perun’.

Polish: ‚piorun’, dialect: ‚pieron’, Kashubian: ‚porun’,  early Russian ‚perun’, Czech: ‚perun’, Pre-Slavic: ‚perun’ – these are aboriginal Slavic words originating from Pre-Slavic verbs: ‚* prati, * pero’ „bić – beat, uderzać – hit, strike’,  hence the word in Polish: ‚prać’ – ‚thrash’ (in the meaning of ‚beat’). The word ‚keraunos’ means only a „thunder / thunderbolt / lightning” in Greek and it does not go together with any other word. Well, that all indicates that it is a borrowing. Hence the etymology:

Pre-Slavic: ‚perun/perunic’ -> gr. ‚keraunos’ ”piorun”

The word ‚Perun’ is udoubtedly old enough  to be the source source for ‚keraunos’. It has its counterpart in the Vedic language. You can find it in the name of the deity of storm, Vedic: ‚Pardżania’. This word exists in the Vedic language as well but as the proper name of god and it does not mean anything more, that is why this word is a borrowing from the Pre-Slavic languages.
The association of ‚Perun’ with ‚keraunos’ means that ‚Perun’ is archaic. How much archaic is ‚Perun’? I believe he is older than ‚keraunos’, ‚Dzeus’ and ‚Uranos’.

3.Niebo – nephos – nabah   (Pl: niebo – En: sky / heaven)

Another very old Pre-Slavic and Polish word  having its continuation in such languages as Slavic,  Indo-Iranian, Baltic, Celtic, Hittite and Greek is ‚niebo’ (‚sky’ / ‚heaven’)

(‚niebo /nieba / niebiosa’ – ‚sky / heaven’)

Polish:. ‚niebo /nieba / niebiosa’ ->
->Bulgarian./Czech./Russian/Serbian: ‚nebe’
->Slovak / Ukrainian: ‘nebo’
->Belarussian: ‘niabesi’
->Slovenian: ‘nebesa’

->Latvian: ‘debes’ „niebo”
->Lithuanian: ‘debesis’ „obłok, chmura”
->Irish: ‚neamh’ ”nieb”
->Welsh: ‚nef’ ”niebo”

->Old Indo-European ‚nabha ”niebo, przestworza”   przestworza – skies)
->Old Indo-European: ‚nabhas’ ”chmura, atmosfera”  (chmura – cloud,  atmosfera – atmosphere)
->Avestan: ‚nabah’ ”niebo, przestworza”  (przestworza – skies)
->Greek: ‚nephos’ ”chmura, chmur (chmura – cloud;  chmury – clouds)
->Hittite:  ‚nepis’ ”niebo”

Again, we have the greatest variety of forms and meanings in the Slavic languages. For instance,  there is a combination with niebieski (niebieski – of the sky / heaven). Only here we have common elements with both Indo-Iranian, Baltic, Celtic as well as with Hittite and Greek languages. I think that the Pre-Slavic language was the source of the word ‚niebo’ (sky / heaven) for other languages in which forms of this word demonstrate both distortions of the stem and content, so they are borrowings.

(The following idea: the Pre-Indo-European ‚*nebhos’ ”para <vapour>, opary < fume>, mgła <fog>, chmura <cloud>” from the Pre-Indo-European stem ‚*nebh’ ”mokry  <wet> wilgotny <damp, humid, moist>”, seems pointless and artificial – such a language did not exist. In my view, the Pre-Indo-European: ‚*nebho/niebo’ ”atmosfera <atmosphere>, przestrzeń ponad światem <space above the world>, but below the highest regions of the sky, i.e. Of ‚swar’ where among the clouds and over the clouds live gods who actively participate in people’s life through thunders, rain, etc.” – is a better solution.)

4.Górny – Uranos   (Pl: górny – En: upper, top)

Plato also describes Cronus and his father Uranos in the further part of Cratylus. Speculating about the meaning of the name of the latter, he writes:
Quote
[…] but the upward gaze is rightly called by the name urania, looking at the things above […]

Cratylus 396B
Below I present the original extract translated into English:

PIE nn uranosGR

PIE nn UranosAN

It seems, however, that – contrary to Plato’s explanations – the word  ‚Uranos’ does not derive from gaze ‚orao’. Indo-European names of deities originate from  their features, activities and functions, and not from the characteristics and actions of people. Uranos’s feature is being at the top, above and therefore the word ‚Uranos’ comes from the word ‚góra’ – ‚mount’ or ‚górny’ ‚upper’.
By means of Pre-Indo-European religious imagery, the traces of which are found in  RigVeda, in Greek myths, or in the mythology of Slavs, there is yet another upper sky, the highest sky above the human world and over the clouds. There, on top of the sky lives god who gave life to other gods and who is not active.
This higher god is ‚Uranos’ in Greek mythology which means niebo (sky) ‚Swar’ or ‚Svarga’ in Vedic ‚Uranus’ and which is Slavic ‚Swarog’ (I will write more about it further). For that reason – in my opinion – the following etymology is the most likely: the Vedic sky ‚Swar’ or ‚Swarga’ and Slavic ‚Svarog’ (more about this later). That is why – in my opinion – the following etymology is the most likely:

Polish: ‘górny’ -> ‘*Urni’ → Greek: ‘Uranos’/ Greek: ‘urania’

There is no doubt that the Polish word ‚górny’ is an adequately old word to be the source for ‚Uranos’  because  it is very similar to the hypothetical Pre-Indo-European ‚*guer’ (and again the Polish word is strangely most similar to the hypothetical made up Pre-Indo-European stem).

The following etymologies are then likely:

Polish:’góra’ ->
->Czech / Slovak: ‚hora’
->Belarussian: ‚gornia’
->Russian / Ukrainian: ‚gora’

Polish: ‚góra’ ->
-> Ionic: ‚uros’ ”góra, wyżyna, łańcuch górski”    (wyżyna – upland;  łańcuch górski – mountain range)
-> Greek / Doric: ‚horos ”ts.”

The hypothesis of the origin of ‚Uranos’ from ‚the top’ strengthens the fact that we have also Doric / Beotic: ‚Oranos and Aeolian: ‚Horanos’.  Thus, the forms of the names of the mountains in diverse Greek dialects, for example Ionic: ‚uros’ / Doric: ‚horos’ ”góra” correspond with the forms of the name of god ‚Uranos’.

It is a fact that the Polish ‚góra’ (mountain / mount) is older and closer to the PIE than, for example, Ionic ‚uros’ or Greek ‚horos’. The fact is evidenced by the existence of similar words in Indo-Iranian languages:

Avestan: ‚garih’ ”góra, pasmo górskie”    (pasmo górskie – a mountain range)

Old Indo-European: ‚girih’ ”wzgórze, wyżyna”    (wzgórze – hill;  wyżyna – upland)

The  ‚gur / gor’ stem is also found in geographical names of the mountains of Afghanistan and Iran, for instance:

Quote

The term Ḡōrband probably derives from Ḡōr/Ḡur (q.v.), the name of the mountainous region northwest of Ḡōrband

http://www.iranica.com/newsite/home/index.isc

We also have names in the Old Persian language the etymologies of which we can decrypt as below:

Polish: święta góra -> Old Persian: ‚Swente-garaben’   (in both languages: holy mountain)
The Lord of the mountains, i.e. our Polish Jędrek Góra or Slovak Jindra Hora are Vedic ‚indragiri’ ”pan gór”    (‚the master, the lord of the mountains’).
The hypothesis ‚Górny’ – ‚ Uranos  may render the following etymology of the Greek word ‚akra’ denoting ”szczyt – summit, wierzchołek – top, gród – castle”;  hence  ”Akropolis” ”miasto na górze – a city on the top”  (Greek: ‚polis’ means, according to L&S  ”G-E Lexicon:  ”a community dwelling a given area and concentrated around the castle-city or a city itself”  and  corresponds  with  Old Polish: ‚pole / opole’, which I will write about further).
In my view, the likely etymology is as follows:
Polish: ‚na górze’ (‚on the top’) ->. ‚* na-gre’ -> ‚* agre’-> Greek: ”akre’ (summit, top, castle”).
Vedic: ‚agr-i-ya’ „highest, best”, I think that we can connect it with the Polish ‚at the top’.

5.Dzień (Day) instead of Dzeus / Djaus

Coming back to the main Pre-Indo-European we should remember that in the Greek language it had the following forms:

‚Dzen’, ‚Dzena’, ‚Dzenos’, ‚Dzeni’, ‚Den’, ‚Dena’, ‚Dan’, ‚Dzan’, ‚Dzenes’, ‚Dzanes’, ‚Dzas’, ‚Dis’, ‚Dii’, ‚Dia’, ‚Dzeus’, ‚Deus’
Which of these forms is the oldest and which of them is the closest to the PIE?
Which can be derived from which?
Contrary to what we were taught – in my opinion – it is not ‚Dzeus’ / ‚Deus’.  Hypothetically reconstructed Pre-Indo-European words: ‚*Djeus’ and ‚*Deiwos’ never existed as the supreme god of PIE, it is a misunderstanding. The Pre-Indo-European ‚*Deiwos’* with which the Vedic ‚deva’ ”bóg” – ”god” is linked, ought to be related to the function of god which involves giving,  in the Polish language dawanie, similarly to the Vedic ‚bhaga’ ”bóg” or Old-Persian / Avestan ‚baga’ ”bóg, pan (Pl)” – ”god, lord” with the characteristic denoting richness (more about it further).
The main god of the PIE, e.i. the god of light and a clear sky was ”Dzień”. I think so because all the other names of this god can be derived from the form ”Dzień”. It is also known that the Central European region, where this word has been used till today, was the source of the Indo-European haplotypes of R1a1 which geneticists relate to spreading of the IE languages.

Regarding this, we need to turn round the etymology and the right one is most probably as follows:

Polish: ‚Dzień’ -> ‚Dzeus’ / ‚Djaus’

The Greek forms of ‚Dzen’ / ‚Dzena’ / ‚Dzenos’ are very old and occur in the oldest Greek texts, among others, in Homer’s as poetical forms. Usually, epic poetry applies the most ancient forms to add seriousness to it. They need to be related to the old Ionic dilect.

People swore to ‚Dzen’ in Athens.

‚Dzan’ and ‚Dan’ are later Doric forms.
‚Dzas’ and ‚Dis’ are Beotic forms which are also later.

‚Dzeus’ must be a more Aeolian form and became the universal god of Greece, most probably because Aeolian influences were very strong in the dialect that Homer wrote. He most often  used the Aeolian form of the god’s name in Iliad and Odyssey.

In the early days of the settlement of Greece by Indo-Europeans, ‚Dzeus’ was just one of the many names by which the deity of day and sky / heaven was called, which was used by one of the tribes. He was not the same god of the tribes speaking the Pre-Greek or Protp-Greek language as such tribes and such a language did not exist.

I believe that all forms of the name of the god of sky / heaven light and clear day may originate from the word ‚Dzień’ because the Slavic languages are the most archaic and conservative, i.e. they are similar to the PIE language most, and the Polish language is the most archaic of all of them and that is why it has kept the most ancient words in an uchanged form which is close to the PIE language.

All Slavic, Greek and Vedic forms of words denoting the god of sky / heaven, light and clear day can be derived from the Polish: ‚Dzień’ (dzień – day).
Here are some examples of possible etymologies:

‚Dzień’-> Greek: ‚Dzen’-> Greek: ‚Den’
‚Dzień’-> ‘*Dzian’-> Greek: ‚Dzan’-> Greek: ‚Dan’

‚Dzień’-> ‚*Dzini’->Old Church Slavonic: ‚Dini’-> Greek: ‚Dii’
‚Dzień’-> Belorussian: ‚Dzieni’-> Russian./Ukrainian:. ‚Deni’

I do not know  how long the current form of the declension of the word ‚dzień (day)’ has existed in Polish. Other forms of this declension may have existed too in the past. ‚Dzień’ may have been declined as: nominative: ‚Dzień’,  genitive: ‚*Dzienia’,

dative: ‚* Dzieniu’ ,  accusative: ‚* Dzienia’   ‚* Dzienia’,  instrumental: ‚*Dzieniem’,    voactive: ‚*Dzieniu’.

At once we have the following possibilities for new etymologies:

‚Dzień’->genitive ‚*Dzienia -> Greek: ‚Dzena’ -> Greek ‚Dena';
‘Dzień’->genitive ‚*Dzienia’ ->Lithuanian / Latvian:. ‚Diena';
‘Dzień’->genitive ‚*Dzienia’ -> ‚*Dzina’-> Vedic: ‚Dina';
‘Dzień’->instrumental ‚*Dzieniem’ -> ‚*Dzinem’ -> Vedic: ‚Dinem';

We can also take into consideration the modern form of the declension:  nominative: ‚Dzień’, genitive: ‚Dnia’, dative: ‚Dniu’  accusative: ‚Dnia’  instrumental: ‚Dniem’, vocative: ‚Dniu’. Then, we have the following possible etymologies:

‚Dniem’ -> Vedic: ‚Dinem';
‚Dniu’ -> Vedic: ‚Dju';

We can also consider diminutive forms that are known for being widely used by the Slavs, for instance: ‚Swarog’-> ‚Swarożyc’, etc. Then we have:

‚Dzień’-> ‚*Dzienuś’ -> ‚*Dzieuś’-> Greek: ‚Dzeus’-> Greek: ‚Deus';
‚Dniuś’-> ‚*Djuś’ → Vedic: ‚Djaus’

Edit: ‚Dzień’ (day) and ‚Dziś’ (today) may be related to each other so then we have:
Polish: ‚Dziś’-> Greek: ‚Dis’-> Latin: ‚Dies’

and so on and so forth…

Experts state that it is impossible to accurately reconstruct the way in which   words were formed. No one can be sure how the pronunciation of words was changing. Particularly when we are dealing with a number of Indo-European tribes of languages not exactly known, mingling with each other and with non Indo-European ones or of partially Indo-Europenised substrate with  the processes of convergence and divergence, etc. Everything is speculation and presumption. Each etymology has its supporters and opponents.

Let us recall what N.S Trubetzkoy said:

Quote

Thus a language family can be the product of divergence, convergence or a combination of the two (with emphasis on either). There are virtually no criteria that would indicate unambiguously to which of the two modes of development a family owes its existence.

NS Trubetzkoy, Jean-Paul Demoule and many others ragard  the PIE language hypothesis as impossible to prove and claim that such language had never existed. There is no reason to believe that the etymologies on which the hypothesis of the PIE language is based are certain and proven. This is just the opinion of a group of researchers.

The problem arises when pseudo science and pseudo linguistics based on pseudo etymologies are treated as a political tool and then racist theories are made up.  In the book: ”The Mythology of Slavs” on page 251 A. Gieysztor writes about a German scientist Dittrich who elaborates on primitiveness of Slavs:
Quote
In the religious sphere the consequence of this situation was to be only partial assimilation of general European beliefs. Dittrich sees the proof of this in the lack of the Indo-European counterpart of ‚Dieus’ and degradation of its semantic value to the terms „surprising” (Pl. ”dziw”) and „odd” (Pl. dziwny”).
If we compare the Slavic and Indo-European words: day (Pl. dzień), sky / heaven (Pl. niebo), mountain (Pl. góra), Perun, Svaroggi, etc. with such words as tag, himmel, berg, Thor, Wodan, etc., I believe you can see who learned the Indo-European words and beliefs and who did not.

I believe that the Slavs not only assimilated the general Indo-European beliefs but that  they  also  created them. This is evidenced by the fact that most of the Indo-European religious terminology is rooted in everyday language of the Slavs. No other language has such features.

In my opinion, the views of Dittrich and others like him are complete gibberish. Unfortunately, many people in the West believe in that becuase of their ignorance and a complete lack of knowledge of the Slavic languages. They do not understand that the conservatism of the Slavic languages is the evidence for their proximity to the hypothetical PIE. In fact – in my opinion – there had never been any PIE language and the true source of Indo-European languages were pre-Slavic languages which were used by the peoples of Central and Eastern Europe from the Elbe to the Ural, from the Bronze Age and which also penetrated into India and the Balkans. I associate the peoples with the horizon of the Corded Ware cultures – Trzciniec and similar ones, as far as the Andronowo. As for other peoples, their Indo-Europesation, the  common substrate, etc. the situation is a little more complicated, but I think that the progress of genetics will help us to unravel this mystery soon.

Currently, we find confirmation of these theories in genetics, linguistics, archaeology and other fields.
Many geneticists and linguists relate the spread of the IE languages to the expansion  of peoples of the dominant R1a1 haplogroup, from Central and Eastern Europe, and only Pre-Slavs answer to this scenario in terms of their language and genes. Such a view, for example, is seen on the portal of Eupedia:

http://www.eupedia.com/europe/neolithic_europe_map.shtml

If the age of the R1a1-M458 haplogroup given by Underhill 2009  is correct, the expansion of  the Pre-Slavs in Central Europe may have been even earlier than the one given by Eupedia.

As far the unique role of the Slavic languages is concerned, I believe that it will become even more obvious when we see the extent to which the religious vocabulary of the RigVeda, so the names of gods and demons, rituals and calls, has its roots in  the Slavic languages

[ … ]

Re: « Reply #341 : 25th February 2010, 01:16:02 »


[… ]
Re: «Reply # 341 on: February 25, 2010, 1:16:02»

„…. There is a full series of articles about genetics of population and archaeogenetics in yesterday’s edition of Current Biology.


There are no news and revelations, rather outdated information, but two articles are worth noting because they have the relationship with what we are considering here.
The first is an editorial by Colin Renfrew (the one representing the Anatolian theory of the origin of the IE languages)
„Archaeogenetic – Towards a ‚New Synthesis’?”

The other is Pedro Soares at al. The Archaeogenetics of Europe

Colin Renfrew pays attention to the necessity of verification of speculations based on the analysis of the haplotypes of contemporary populations by testing aDNA (ancient DNA), which means fossil DNA coming from archaeological sites:

This is where ancient DNA may yet prove to be of crucial importance; not in establishing detailed patterns for early populations — the data are unlikely to be rich enough for that — but in offering spot checks on the conclusions about the past which we are deriving from data taken from populations living today. This may indeed be where the future lies if speculations based on the phylogeography of haplotypes from currently living populations are to be rooted in historical reality.

I dedicate this remark to Elkate and Ed. The speculations  represented by Rębało, Klyosov or Gwóźdź based on analyses of randomly collected haplotypes from databases of commercial companies must be verified by more precise research of Y-DNA which are based on proper methodology as, for example, Underhill did it. I do not see any proofs there for the migration of any part of Polish population from the east – quite the opposite.
The greatest evidence value has, of course, fossil DNA. There are many surprises ahead of us. Personally, I am interested in, for example, verifying the hypothesis proposed by professor Hensl stating that the eastern group of the Jastorf culture  may have been Slavs. There are many puzzles about relationships between Slavs and Germanic peoples and I wonder where so many Slavic borrowings in German languages came from. I hope that genetics will explain this. I oppose associating archaeological cultures with ethnos and I think that genetics should verify theories of archaeologists. For instance, it should explain what was the ethnic structure of the Unietice culture and of others in which along with burning of the body was  a skeleton burial. I am optimistic about some significant cultures.

Scytyjski ksiaze

Colin Renfrew strongly emphasises the importance of genetics for historical research and he ends his article with the following remark:

These are early days in the field of archaeogenetic research, and I predict that over the next twenty years or so a more coherent synthesis of the data from genetics, archaeology and linguistics is likely to emerge than we can yet envisage.

In turn, I dedicate this remark to those of you who do not appreciate the role of genetics in historical research. Beyond the shadow of a doubt, the future belongs to genetics. Genetics alnog with anthropology, linguistics and archeology will let us learn the truth about the past. The times when history was being made up only by archaeologists (German ones) or by linguists (German ones) have already gone. It is the end of fantasising because thanks to genetics we have the tools which enable us to check and verify various theories. The example, the theory relating the R1b Celto-Germanic peoples to Tocharians has just collapsed.

In the second article, Pedro Soares at al. „The Archaeogenetics of Europe” remind  that, apart from the language arguments, it is just genetics that has contributed to rejecting Colin  Renfrew’s  theory about the Anatolian origin of the IE languages.

The question of the spread of the Neolithic became intertwined with that of the dispersal of the Indo-European languages, as a result of Renfrew’s proposal that the Proto-Indo-European language spread from Anatolia with early farming. This hypothesis has become less plausible in the light of the mtDNA and Y-chromosome evidence as well as archaeological and linguistic criticisms.

                                                       G Scyta 2483892341_daf0f03886

The article also says about doubts being raised by the work of various linguists trying to determine the history of the disintegration of the PIE language into different IE languages based on dubious  methodologies such as glottochronology.

The implied reinstatement of glottochronology — dating language splits — has also failed to win backing from linguists, and there has been widespread scepticism as to whether archaeology and linguistics can be combined so readily.

I agree with that. Currently there is no widely accepted theory of the PIE language and its evolution. No one knows how quickly languages evolve. Glottochronology is pseudoscience. Arbitrarily a group of words is selected and assumed , with no evidence, a pace of changes so as to determine on its basis the dates of the separation of languages as Atkinson and Gray do it. Linking the imagined dates of the separation of the language branches with archaeological cultures is pure fantasy. David Anthony based his baloney on that, with the obvious result which has been recently verified by genetics very painfully for him.
We know from experience that some languages change fast, for example, at a rate of 30% for one thousand years, and some very slowly, e.g. at a rate of 3-4% for one thousand years. Everything depends on the circumstances and reasons for changes. Everything indicates that the Slavic languages belong to the ones that change very slowly. However, I will write more about that in a different topic.

Ending the article, the  authors are showing us the way we must follow:

If any consensus remains, it is probably that if there is any single explanation to be found for the spread of Indo-European, it is more likely to lie with the next major change to reshape Europe in the wake of a continent-wide system collapse. Possibly incurred by climatic changes c. 6 kya, this culminated in Sherratt’s ‘‘secondary products revolution’’ of the 3rd millennium BC, when a number of agricultural innovations, including wool, the plough, the horse and wheeled vehicles, were introduced and spread within Europe. This is, however, a time window little explored by archaeogeneticists to date.

The authors suggest here that the spread of IE languages should be related to the climatic changes  which  began in Europe 6 thousand years ago as well as to the innovations such as domestication of the horse and  popularisation of wagons, etc. which took place around 3000 BC.
I agree with the authors and I believe that we are going in exactly the same direction that we should.  Additionally, I would say that it is worth paying attention to the spread of certain cultural patterns, religions and vocalbulary associated with that in order to relate that all to the IE.

What happened in Europe 6 thousand years ago? I will present Wilmar’s map:

                                                      mapa ekspansja rolników w 7 do 5000 pne op0ev8

the range of Mesolithic peoples (hunters-gatherers)  

the pottery ribbon engraved culture (western circle of linear cultures)  

the Eastern circle of linear cultures  

painted pottery cultures  

cultures with the pottery of  impresso cardium (Cardial Neolith)

the range of Vinca culture

the ways of diffusion of the early Balkan-Danube Neolith

the ways of diffusion of the cardial Neolith

the supposed diffusion of the second stage of the Anatolian-Balkan Neolith

the ways of the diffusion of the Danube (ribbon) Neolith

Picture 34. The map of migration of the first farmers and breeders in Europe  (VII th – V th millenium BC.

Quote: wilmar  20th February 2010, 16:22:40 Quote: 

As far as the R1b is concerned, I would see it at present as follows.

The Linear Pottery culture disappeared about 4500 BC. It is not known what Y-DNA that culture was characteristic of. It is known, however, that the examined mtDNA fossil of that period of time does not exist in the contemporary population. Haak at al.2005 write about it.

It means that those peoples went out without leaving any genetic traces. They were not absorbed or defeated by any other peoples. The most likely reason was the climatic changes.

The Megalithic Funnelbeaker culture appeared in place of the Linear Pottery culture. I am not sure what Y-DNA can be related to it. The presence of megaliths suggests R1b, but only R1b? Maybe different kinds of I? I am currently an advocate of linking of megalithic cultures from R1b for a few reasons.

The oldest megaliths originate from Anatolia, i.e. from the areas regarded at present as the source areas for R1b:
http://www.armeniapedia.org/index.php?title=Karahunj

They also occur everywhere the R1b migrates: the Levant, North Africa and sub-Saharan Africa:
http://en.wikipedia.org/wiki/Nabta_Playa

And, of course, in Western Europe everywhere the R1b dominates or dominated.
The Megalithic Funnel Beaker culture was displaced from the areas of Poland around 3300 BC by  the Corded Ware culture, now regarded as Pre-Slavic. I have used the word „displaced” and not „absorbed” as it has been thought so far because  genetics shows us that the population of the Corded Ware culture were R1a1 and that they were not mixed with the megalithic R1b. It is evidenced by the fact that the expansion of the peoples of the Corded Ware culture to the east, which started from the Polish lands after 3300 BC did not include in itself any other element than the Slavic R1a1. There are not  such haplogroups as R1b,  I2a and  I2b in the east in the cultures deriving from the Corded Ware culture peoples.

00 scytyjskie królewskie nakrycie głowy sevbrothers

As David Anthony writes in „The Horse, the Wheel and Language” on page 301, in the years of 3300-2000 BC there was drought on the steppe. About 3300 BC a part of peoples of the Yamna culture in which the horse was domesticated, moved north and reached the lands of contemporary Poland giving rise to the Corded Ware cultures. Perhaps that northern displacement was forced by deteriorating conditions on the steppe and the search for new lands for grazing cattle. From 3200 BC the expansion of  the peoples of the Corded Ware culture to the east and west began from the  territory of Poland. They even managed to get to the Rhine  but they were stopped by the peoples of the Bell-Beaker culture, in my opinion by R1b and other non Indo-European ones, the ancestors of Celto-Germanic peoples. Then the Corded Ware culture peoples were driven by those peoples off the Elbe. Since that time the Elbe has been the border between the Celto-Germanic west where the R1b haplogroup is dominant and the Slavic east where the R1a1 haplogroup dominates.

The Pre-Slavic peoples of the Corded Ware culture had more luck in the east. The cultures of Middle Dnieper, Abaszewo, Szintaszta and other cultures of Central Asia have their source in the Corded Ware culture originating from Poland and in steppe cultures deriving from Yamna culture. Because the peoples of the Corded Ware Culture in Poland also come from Yamna, we have been dealing with one and the same ethnos all the time.
Without a doubt, these are the peoples of R1a1 (we have the evidence for that in the fossil DNA). Hence the similarity in autosomal DNA, for example of the Scyths   from the Iron and the Bronze Ages and of the contemporary Slavs, Poles, and Russians.

About 1600 BC Aryans coming from the Szintaszta–Petrovka culture reached Iran and India. Therefore, there is a very close relationship between Sanskrit and Slavic languages. Religious terminology of Rig Veda has the Slavic etymology. The terminology of the wagon and the horse, too. The higher Brahmin caste for the most part with the R1a1 haplogroup has Slavic haplotypes. Klyosov showed that and it is also seen in the DNA databases.

How, then should we call the ancestors of Scyths and Aryans? Certainly these are not Iranian peoples. Indo-Iranian languages developed later on in Iran and in India. I believe that the PIE is misleading. The language that they spoke has nothing in common with the so called reconstructed PIE language made up by Germans. This artificial language had never existed, it had never been spoken by anybody.


I think that the peoples of the Corded Ware culture and the peoples of Yamna were the same tribe. Whether we call them Indo-Slavs, Aryan-Slavs, Scytho-Slavs is just a conventional thing. I believe that they are not any unknown, abstract Pre-Indo-Europeans but just Pre-Slavs as I think that if people are related by the language, religion and genes, they create the community of people.  Whether one group of them are ploughing and the other group lead a pastoral way of life does not make them be members of different tribes. Neither does the way they decorate their pots determine their ethnos.  What determines the things, however, are genes and language.


Lastly, I have found an interesting animation illustrating the alleged spread of the PIE:

http://www.hjholm.de/granim.gif

This animated gif is of course a fantasy without coverage. In that area, at that time there were not peoples of R1b, i.e. Pre-Celto-Germainc tribes. Neither were there Pre-Indo-Iranian nor Pre-Tocharian peoples. All these languages developed later on. In that place and at that time only Pre-Slavs were there. New languages start to exist as a result of intermingling of tribes. As long as there is no mixing, we can  not say about  any Pre-Germanic peoples,  Pre-Celts,  Pre-Tocharians, etc.

In my view, the homeland of the PIE should be moved more towards the west on this map, change the beginning of the dating for 3300 BC and join with the expansion of the Corded Ware Pottery and Yamna cultures adding that they were the R1a1 peoples and emphasise their relation to Pre-Slavs …. ”

                                                        2py0v1t

The range of cultures of the Corded Ware Pottery at the time of their peak spread.

The Corded ware Pottery culture and the Battle Axe Culture

The Middle Dnieper culture

The Fatyanovo culture

The Balanovo culture

And another no less important excerpt

„… David Anthony in his book ” The Horse, the Wheel, and language „on page 379 shows even more accurate map of the selected steppe frontier, so that we can better see the relationship of the steppe cultures. Just pay attention to the hydronyms in the territory of the Abaszewo culture deriving from the peoples of the Corded Ware culture. There are the Belaya and the Kama rivers there. For sure, they are Slavic hydronyms, not the Iranian ones.
In 2800-2200 BC everything north of the steppe was Corded Ware Pottery culture or the mixture of the Corded Ware culture peoples and steppe peoples. These two tribes lived next to each other.  No wonder then that there were the same genes, origin and most  probably language and religion. That closeness of the steppe peoples and agricultural peoples along the steppe lasted till the times of  Herodotus. The Gelonowie (the Gelonians)  had Scythian customs and spoke the Scythian language.

The Scythian language does not mean the Iranian language. There is no evidence for that. Iranian languages are present only in the areas where the Persian empire historically reached. There are no Iranian speaking peoples  north off the Syr-Daria – the river that was the border of the empire. In my opinion, there were never Iranian languages north off the syr-Daria. Indo-Iranian languages contained hundreds of non IE words in their earliest phase so they could not have existed  in the areas dwelt by pure Indo-Europeans. There is no evidence for any migrations from Iran or India to Europe which might have brought Indo-Iranian languages to Europe.

The Ossetians were once thought to have been the descendants of the Scyths, but it turned out that they did not have R1a1 (about 1%) at all so they had nothing in common with the Scyths. Everyone recognises the similarity of the Ossetian language to the Farsi language as Ossetian is, in effect, the west Iranian dialect. As a result, the Ossetians are the remnant after the influences of the Persian empire in the Caucasus.

However, nobody has ever noticed a similarity between the language of the Scyths and the language of Persians. After all, if Ossetian were the continuation of Scythian so Scythian would have been even more similar to Persian in the past than Ossetian is today and this similarity would have to be noticed. Conclusion: the Ossetian language has nothing in common with the Scythian language.

On the tombstones in the Greek colonies survived dozens of strange non Greek words, proper names which were suspected of being associated with the Scyths and, putting it more precisely, connections with the Ossetian language were looked for in them. In fact, these words do not mean anything in any language and one can not draw any conclusions as to their origin. The population of the Greek colonies was multi-ethnic and many people came from Asia. There is no evidence that any of these names were Scythian and searching for Iranian stems  in them which are also usually similar to the Slavic ones proves nothing.

There is no evidence to call the Scyths, or other steppe peoples, Iranians. This is just the relic of old theories similar to Indo-Germanic peoples in India. I know that this is a new thing but one needs to get used to it.

Personally, I believe that the Scyths may have spoken the language analogous to their northern neighbours who they were genetically similar to, not only Y-STR, but also in autosomal terms and who they shared customs and religion with. Everything signifies that such religion may have existed as early as in the times of the Corded Ware culture peoples and united those tribes in terms of the language. In my view, a common religion does not let languages which are related to it change quickly.

If the Slavic linguistic influences in denomination referring to, for example, religion are seen in Greece and in India and they come from at least 2000 BC, I do not see any other posibility than the one that the people of the CordedWare culture  had already had their religion and language developed. I would call this  language Pre-Slavic as other Slavic languages arose from it without help of any other tribes and languages. 

If nowadays Slavic languages differ in 30% and the peoples of the Corded Ware culture spoke one language 4000 years ago, it is easy to  estimate  that the pace of the language change would be 7,5% for one thousand years.  It is real because in genetically homogeneous  societies that are related to each other by a common culture and religion and that do not mingle with foreign people, the language changes at the rate of 3% for one thousand years… .”

Wawel Castle – A Holy Mountain of Slavs – chakra and pictogram


© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

Sometimes a pictogram or a mystery – so called rebus, or a typically typographic structure meets all the required demands to make a code message. Here is the message  Wawel – published on the author’s http://budysie.republika.pl . The author of the message – Szymon – is a computer expert by profession and the following message is simultaneously a perfect code message and pictogram.  At the same time, it is an inspired religious, holy – even prophetic – information of exceptional depth. Here it is:

Wawel piktogram1

It is just like that in this case, though we could suggest letter W more to give the  A sign a shape of a written capital letter, i.e creating letters in the beginning and in the end at the top of the exit base. It would complement this message in a clear-cut way directing the thought towards knowlegde coming from historic context of the ”w” sign.

The historic context and background which mean inveteracy of the ”w” sign because this sign is an exclusively Slavic letter which came to alphabets of other languages. Its origin lies in the meanings like Wela – the Land of Gods and the Dead, the Afterlife and Wąwel – denoting entering Wela (w = in – w-Wel, W – owąż – Wel wejście <wejście = entrance>) which means Entering the Afterlife from the Mountain top, and also a way to the Afterlife to Mount Wąwel through Wąwóz (WW) <wąwóz = ravine> – curving corridor leading to Mount Wąwel – reaching Wela at whose foot lives  dragon Wizunas guarding Wierzeje <wierzeje = gates>. There are many W letters here, aren’t there? Moreover, they are in duplication – double W (WąWel, WąWóz – the duplication always emphasises  holiness – VV makes letter W which means holy V, bigger V).

wawel_2Wawelska mount emerges from the waters of the Vistula River and the bottom of the plateau-valley – like a white point of the Earth

Wela – means both: wiele (wiele = many, a lot of, lots of, plenty of) and wielki (wielki = great, huge), remember that wielki = biały (biały = white) – because Slavs’ Gods inhabiting Niwy Weli are Welowie, Welanie – Wielcy (wielcy = great), and also others living in Nawia Wela – in the Afterlife World – are our Great Ancestors.

wawel-krakTop view – the river flowed past the hill before – flowed down the street on the right, then across Dietl Stradom streets and Starowiślna (hence the name of the latter street) – was part of the current riverbed beyond Kazimierz district on the border of Podgórze (i.e. Krakotyn – the headquarters of the White Raven Lasota and Czarodana) where today there are III Bridge and Kazimierz Gallery nowadays.

The meaning of this sign is super serious for Faith of Nature and it has lots of cultural dimentions of deep prehistory of Slavic Culture and the deepest layers of the national subconscious self of all the nations deriving from the Slavic-Scoloti stem.

wawelWithin the walls white stone was used. This stone imitates the stone of the rock on which the castle   stands

But even without such special shaping of letter A so that it suggest W more strongly as a written form ”pis” (like on like Easter eggs) the message is perfect because, here, we have suggestion of letter W achieved  through placing the lettering wel inside A, i.e. in A.  Moreover, the wel element put in the middle gives a full meaning of the mythical entrance through Wierzeje (Gates) to  the afterlife world as it is known that from the top of Szklana Góra led the underground entrance to the cave. To help the dead could easily come into the Afterlife (go all the way up and down) –  Slavs provided them with ritual baked goods placed in the tombs of the ritual – bridges, ladders, etc.

Wawel obraz staryWawelska Mount in the picture from the beginning of the 19 th century (Jan Nepomucen Głowacki 1802-1847)

 

Widok_na_Wisle Kopiec w Lesie welskim

The same painter – a view on the Vistula River from the side of Wawel Bronisława’s Hill (Bronisława – Broni Słowian = Defends / Protects Slavs) and Welski Mound in the Welski Forest

People who do not know Faith of Nature will not understand the full meaning of Mount Wawel, will not comprehend why it is so significant and really holy, and that it is the Holy Mountain of Slavic People,  and why – for 100%, or even with more certainty – it is a Chakra of Earth.

Why?

wawel nad wisłą clip_image002From  the green plane, from the bottom of the vast valley that has many square kilometers, from  meadows and wetlands, and marshes of the Vistula River in the bend –  here there is also the tributary of the Vistula – Wilga (the name of this river is not coincidental) – rises a  white limestone rock with a gate to which the entrance is on the top of the mountain and the exit at its base – here you can see a white brick promontory.

Wawel Castle in Kraków is the earthly embodiment of the Holy Mountain of Slavic people –  because it is the mountain growing out of Earth and Water at the same time, because the white rock bursts in the sky in the middle of an oval basin (where  today lies all the great city stretched evenly around the Castle), because  it is a huge – wela (wela = wielka = huge, and white) – mountain and rock on the plateau. The mountain and rock stick out of the plane like a Navel of Earth from its  Belly (Skoł-Sim growing out of  the black marsh and greenery of  the meadows) – today you can not see it as well as before because the mountain is built up and walled with the castle (zamek – zamyk; zamek = castle) – only where the Dragon’s Den is placed can one see  the white rock verging straight on the water of the Vistula River (Wisła = Vistula) – the river which has W in its name.

At its top, the mountain has the entrance to the cave leading with sloping corridors (before it was possible to reach the corridors from the top using only ropes, ladders and bridges) to the foot of the mountain, on the very water or straight to the water (if its level is higher like in spring).

That is why the mountain is abode of the mythical Drak – Krak – Dragon – kagan – priest, king and saint – Governor of the Gods on Earth, i.e. the king. It had already been the home of kings-kagans in the distant, very distant past, not so much of  Polish kings, but the kagan of the whole SIS Kingdom – Wharat (Bharat, Haria or Harpątia known today as Karpatia, Welej Haria or White-Horia, Białochorwacja (Białohorpątia) because pąć, pont  means  a lane, a path – the word pątnik (pilgrim) comes from that. It is the same as wać, wąć,wić (twist, weave) – nić (thread), path, lane, but also wać – the holy thread of life from which life is twisted / woven, i.e. life is born. First it was Wela Haria (hara-gora – góra (mountain), but also hara – żar-ogień (heat-fire) – hence God’s name Hors-Chors – Brightening on the Night Sky) making up the central part of the enormous emipre of Great Scolotia-Scythia, and later Great Serbomasia-Sarmathia, and earlier Wenedawa, and then – much later – Lęgia-Lugia  from which rose Ślęgia and Polęgia, i.e. Śląsk (Silesia) and Polęchia-Lechia (the historical name of Poland) as well as Ługja-Łużja-Łużyce (Lusatia).

This mountain is a sacred place of Faith of Nature  not only for Slavs but also for people related to them – Ists, Scoloti and Serbomazowie as well as Dawanowie-Dagowie-Dachowie (Dakhowie-Dakowie <Dacians>, Drakowie-Trakowie <Thracians>, Gątowie-Getowie-Gotowie) and for Romaiōi (Greeks) and also for Kiełtowie and others, perhaps for all Aryans. We know that Hindus have been coming to the Wawel chakra for a long time because such knowledge is recorded in the oldest information about their faith –  in Vedas – that the chakra is here.

But we also know about priestly practice of  natural religion which meant descending from the top of the sacred mountain to the cave and staying in the Underworld in order to be  reborn and regain holiness or sanctification recovered  by the personal act – acquisition of divine qualities.

The holy re-birth and reaching out for sanctity through the act of entering the cave (Earth’ Belly) from the top of the Mountain submerged (or growing out) in the „W” odes took place on such mountains, and it is described by ancient Greeks who gave testimony in their chronicles of  ablution practices of priests.

Among them, they describe the case of a known Dacian priest – (Dracki, Odracki, Dagski?) Zalmoksis (we call him Żalmokszysz or Żarmokszysz) who came into the cave from the top of Kogajon Mountain (we call it Kagan-JAT), and spent several years in the afterlife, and then emerged as a holy man and a king-kagan, and ruled the tribe giving them the principles of faith and legislation.

The same theme is repeated in descriptions of the lives of a number of Greek priests, some of them recognised as gods. Note that the same natural, innate theme was taken over by Christianity in the same way by sending Moses to the top of the mountain and giving him the 10 commandments, i.e. the rules of faith and law – on the top of the Holy Mountain Abraham was told to sacrifice his first-born son whom God changes into the sacrifice of a lamb – an animal sacrifice – making the new sacrificial law.

The Bucegi Mountains (Bükk) are in Romania today, but once they were  in the  Polish Bukovina and Wallachia, where there is probably Mount Kogajon. I do not know whether there is a mountain like Wawel in the Bucegi at all which is of the same character as Mount Welska?

I know for sure that Wawel is the mountain where such a holy act could be made because it has all the attributes of a gate entry into the Afterlife World – in Wela.

bieszczady2003_bukoweberdo_rodzinaSzymon with his family – the Bieszczady Mountains, Bukowe Berdo (Kasia – wife and children: Maciek, Ania, Gabrysia)

Połabscy i Łużyccy Strażnicy Wiary Słowian oraz bohaterowie narodowi – Książę Obodrytów Niklot (1090 – 1160)

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 12 Kwiecień 2013

f Obodrzytia Pomorze Przednie_of_Mecklenburg-Western_Pomerania.svg

Obodrzytia – Meklemburgia Wschodnia zwana Pomeranią – flaga narodowa Połabian

Ilość tematów jakie domagają się poruszenia, zapisania, utrwalenia i dyskusji wydaje się być nieskończona. Jeszcze dłuższa jest lista zasłużonych dla Wiary Przyrodzoney Słowian osób i Strażników Wiary, czy lista Wielkich Polaków, których życiorysy i dokonania domagają się natychmiastowej publikacji.  Ten natłok i zwiększająca się liczba publikacji  analitycznych czy monograficznych dotyczących Słowiańszczyzny w przeszłości i jej aktualnego „położenia” geopolitycznego i społecznego, liczba artykułów poświęconych duchowości i wiedzy płynącej ku nam ze starych przekazów innych Wiar Przyrodzonych, spokrewnionych głęboko ze Słowiańszczyzną, a będących niegdyś w obrębie starożytnej wspólnoty Królestwa  SIS powodują, że w niedalekiej przyszłości gruntownie zmodyfikujemy ten Portal Wiedzy o Słowiańszczyźnie, nadając mu bardziej przyjazny kształt technologiczno-graficzny, poprawiający znacznie jego użytkowość i dający możliwość uruchomienia także innych wersji językowych, niż tylko polska i angielska.

Nowe publikacje powinny się właściwie już obecnie ukazywać każdego dnia, a przecież przydałoby się tutaj też forum dla różnej „słowiańskiej ” tematyki, chociażby forum Genetyki. Ten obszar jest najwyraźniej obecnie areną zaciekłej walki i wydarzają się w nim bezprecedensowe sytuacje, jak zamykanie niewygodnych wątków przez niemieckich sponsorów takich serwisów jak Historycy.org, czy zamykanie w ogóle niewygodnej tematyki i dyskusji, z której wnioski są jednoznacznie nie w smak sponsorom z UE i Niemiec – jak np. Histmag, który w ogóle wyłączył bez uprzedzenia swoje forum. Dochodzą do nas wiadomości, że wręcz przerywa się konferencje naukowe w trakcie ich trwania, kiedy zaczynają się pojawiać tam „niechciane” tematy potwierdzające np. obecność Słowian nad Odrą, Łabą i Wisłą już około 3500 roku p.n.e, a nad Dunajem i we wszystkich archeologicznych kulturach europejskich już od 10.000 p.n.e.

Dzisiaj Polska staje się obszarem nasilonej walki ideologicznej Zachodu ze Słowiańszczyzną i germanofilskiej propagandy, uprawianej tutaj na niesłychaną skalę poprzez zorganizowane koncerny prasowe, stacje telewizyjne i wydawnictwa książkowe. Tak zwana „Polska Prasa” codzienna i kolorowa jest prawie w całości niemiecka, naukowe fora dyskusyjne są niemieckie, telewizje są niemieckie, radia są finansowane z Niemiec, z Niemiec są też zasilane finansowo i zaopatrywane w propagandowe materiały takie organizacje jak Ruch Autonomii Śląska.  Po zniszczeniu Połabia i Łużyc jesteśmy kolejnymi Słowianami do „odstrzału”.

800px-Flag_of_Mecklenburg_(1992_proposal).svgFlaga Meklemburgii (Obodrzytii) – barwy słowiańskie i Czarny Byk

Nikt nas nie obroni przed zalewem tego oceanu propagandy, której strategiczne ramy i kierunki wyznaczyli w RFN za Konrada Adenauera post-hitlerowscy urzędnicy wchłonięci przez Bundesrepublikę pod jej opiekuńcze skrzydła. Tak jak ich nie rozliczono z faszystowskiej „przygody życia” tak i nie rozliczono propagandy nazistowskiej i nie zweryfikowano ani jej, ani polityki w stosunku do Polaków i Słowian, opartej nadal o nazistowską filozofię.

Nikt nie wstawi się za nami, za polskością, za prawdą historyczną  i nikt nie będzie ZA NAS odkłamywał „przekrętów” i kłamstw jawnych, które są wspomagane przez niemiecki kapitał i rząd. Musimy zwalczyć to sami i jeszcze raz udowodnić im, że Polski i Polskości, ani Polaków nie da się POKONAĆ żadną propagandą, masowym medialnym kłamstwem, ani żadnymi formami przemocy czy zniewolenia.

Myślę, że oni już dawno pojęli, że jedynym skutecznym sposobem zabicia polskości będzie zabicie historii polskiej i języka polskiego. Sączą nam więc tutaj pod pozorem polskiej historii  historię germańską, swoją wersję nową starej propagandy, piszą nam podręczniki do nauki historii i piszą nam „prace naukowe” dokumentujące wiekowe germano-słowiańskie pokrewieństwo i braterstwo.

Ostatnio poprzez National Geografic opisują naszą najnowszą historię , np „Katastrofę Smoleńską w duchu Moskiewsko-Berlińskim” w filmach, podkładają nam granaty w rodzaju, że Mieszko I był skandynawskim wikingiem, założycielem Polski (w prasie), podrzucają miny w rodzaju „pra-germańskiej haplogrupy R1a” na EUPEDII (w internecie), i czynią inne kuglarskie sztuczki, które mają uzasadnić ich Nowy Drang Nach Osten. Oni oczywiście nie przyjmują do wiadomości, że to Słowianie byli wikingami zasiedlającymi Szwecję, Danię, Norwegię, Islandię – ta wersja w ich mediach niemieckich nie istnieje. Nie przychodzi im też do głowy, że są po prostu mieszaniną Celtów, Słowian i Staroeuropejczyków – tego nie znajdziecie w niemieckich czasopismach popularnych i audycjach telewizyjnych. Tam dalej obowiązuje MIT Starożytnego Cesarstwa Rzymsko-Niemieckiego, Germanii według notatek Cezara, Wielkiego Narodu Niemieckiego według Goebelsa i innych podobnych propagatorów niemieckiej kultury (kulturkampfu).

Uruchamiamy nowy dział, który przypomni całemu światu o Słowiańskości i ludziach, którzy byli bohaterami walki o słowiańskość swojej rodzimej ziemi nad Łabą i Renem, w Bawarii, w Grodzie Hama, w Kieł-Kolonii i Kodeniu-Kopenhadze i wszędzie tam, gdzie oni – NIEMCY – dzisiaj rozpanoszywszy się butnie – uważają SIEBIE za starożytnych gospodarzy tej ziemi.

Nie bez powodu na pierwszą postać jaką przedstawiamy w nowym cyklu wybraliśmy Księcia Niklota – Strażnika Wiary Przyrodzoney Słowian, władcę Obodrytów, polityka słowiańskiego, lechickiego bohatera narodowego, nieustraszonego wojownika o wolność swojej ojczyzny – Połabia i Łużyc.

niklot_smrtŚmierć Niklota (Niklots Tod) — obraz Teodora Schloepkego w Schwerinie (dawnym Zwierzynie)

Z Wiki

Niklot (zm. 1160) – książę obodrycki (1131-1160), był jednym z możnych plemienia Obodrzyców, który walczył z Niemcami i Duńczykami o wolność swego ludu m.in. podczas krucjaty połabskiej w 1147. Jedyny słowiański władca, który pokonał wyprawę krzyżową i powstrzymał przymusową niemiecką akcję chrystianizacyjną. Wrogo usposobiony do chrześcijaństwa, starał się jednocześnie przez całe panowanie o przyjazne stosunki z cesarstwem i panami saskimi, uważając to za główną podstawę istnienia państwa obodrzyckiego.

Stał, wspólnie z późniejszym księciem wagryjskim Przybysławem, w 1128 na czele zbuntowanych przeciwko narzuconemu przez cesarza Lotara III z Supplinburga księciu Kanutowi Lavardowi wschodnich plemion obodrzyckich (tj. Obodrzyców właściwych i Warnów). Wzięty do niewoli, został osadzony w twierdzy Szlezwik, i wypuszczony dopiero po uznaniu tego ostatniego za władcę obodrzyckiego, opłaceniu okupu i daniu za siebie zakładników.

Po zamordowaniu Kanuta Lavarda w 1131 obwołany księciem Obodrzyców i Warnów. W wyniku wyprawy wojennej cesarza Lotara na jego państwo musiał uznać niemieckie zwierzchnictwo nad księstwem. Był lojalny i wspomagał cesarza w jego działaniach na pograniczu (m.in. pomoc przy budowie twierdzy Segeberg). Zachował się biernie także w latach 1137-1143, kiedy to wskutek niepokojów w Saksonii po śmierci Lotara, władca sąsiednich Wagrów – Przybysław usiłował zrzucić zależność od cesarstwa.

Dopiero w obliczu wyprawy krzyżowej z 1147 aktywniej zaczął działać w kierunku obrony względnej niezależności swojego państwa. Zaczął fortyfikować najważniejsze grody, m.in. Dubin i starał się pertraktować ze swoimi sojusznikami w cesarstwie, głównie z Adolfem II z Schauenburga, grafem holsztyńskim, w celu ochrony swojego księstwa przed krucjatą. Wobec fiaska tych rozmów zaplanował najazd na sąsiednią, już saską, Wagrię (czerwiec-lipiec 1147), zakończony zdobyciem miasta Lubeki (zamek się obronił), twierdzy Segeberg i wzięciem do niewoli znacznej liczby kobiet i dzieci. Podczas krucjaty z tego roku Niklot dowodził osobiście obroną Dubina, zadając najpierw klęskę flocie duńskiej, w wyniku czego doszło do odstąpienia od oblężenia połączonych lądowych sił sasko-duńskich. Po zakończeniu działań wojennych zawarł pokój z wojskami krzyżowymi w Dubinie, na zasadzie status quo ante, i na mocy którego Obodrzyce mieli uznać zwierzchnictwo saskie i zobowiązać się do przyjęcia chrześcijaństwa.

Wobec zdecydowanej wrogości Niklota w stosunku do wprowadzonej na mocy pokoju dubińskiego organizacji kościelnej na jego ziemiach, nie doszło do napływu księży chrześcijańskich do jego państwa. Wyczerpane walką z wojskami krzyżowymi państwo Niklota nie było w stanie samo poradzić sobie z secesją dwóch plemion: Chyżan i Czrezpienian w 1151 i został zmuszony do szukania pomocy w ich ujarzmieniu u grafa Adolfa. Wobec osamotnienia państwa obodrzyckiego po 1147, Niklot pozostawał uległym wasalem saskim, posyłając posiłki na wojnę z Danią w 1156. Rachuby, aby utrzymać istnienie państwa, zostały przekreślone wyprawą Henryka Lwa, księcia saskiego i bawarskiego, wnuka cesarza Lotara III.

Wobec zawiązania w 1160 koalicji między księciem saskim a królem duńskim Waldemarem I Wielkim, próbował dokonać ataku na ziemie wagryjskie i ponownie zdobyć Lubekę. Niepowodzenie tej akcji spowodowało konieczność spalenia kilku grodów, takich jak Iłów, Mechlin, Skwierzyn i Dubin, aby nie wpadły one w ręce wroga, i wycofanie się Niklota wraz z wojskiem do grodu Orle (Wurle) leżącego nad rzeką Warnawą na granicy ziemi Chyżan, gdzie pragnął się bronić. Zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle k. Butzow w Meklemburgii) w 1160 roku podczas najazdu Henryka Lwa na jego ziemie. Zajęte tereny stały się lennem niemieckiego księcia, które nadał synom poległego władcy Słowian: Przybysławowi i Warcisławowi.

Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.

Bibliografia

Turasiewicz A.., Dzieje polityczne Obodrzyców od IX wieku do utraty niepodległości w latach 1160 – 1164, Warszawa 2004.

NIKLOT – Słowiański książę dzielny wielce – sierpień 2012

(fragmenty artykułu zbierającego wiadomości o Krucjacie Antysłowiańskiej na Połabiu –  z bloga slowianin.wordpress.com)

983104

Zamek w Schwerinie (dawna nazwa słowiańskiego grodu to Zwierzyn)
ma aż 24 fantazyjne kominy i 100 ozdobnych pinakli.
Fasadę rezydencji górującej nad Starym Miastem zdobi
potężny konny posąg białego jeźdźca z włócznią.
To książę Niklot – słowiański przodek władców Meklemburgii.

Niklot, choć stał się bohaterem legend, nie jest postacią z baśni, ale historycznym władcą ziem meklemburskich. W XII wieku był księciem Obodrytów, Słowian połabskich. Jego państwo leżało pomiędzy Saksonią i Danią. Rządził przez blisko 30 lat, od 1131 roku. Początkowo uznawał wymuszone niemieckie zwierzchnictwo, ale odrzucał chrześcijaństwo, woląc pogańskich bogów. W 1147 sprzymierzeni Sasi i Duńczycy podjęli wielką wyprawę krzyżową. Zamiast do Jerozolimy ruszyli na sąsiadujących z nimi Słowian.

Niklot postanowił uprzedzić atak. „Przygotowuje potajemnie siły morskie – i przepłynąwszy cieśninę (Meklemburską) skierowuje flotę do ujścia Trawny, pragnąc ugodzić ziemię Wagrów, zanim by jeszcze wojska saskie wtargnęły do jego państwa. O świcie dnia, w który obchodzi się święto męczenników Jana i Pawła (26 czerwca), flota Słowian wpłynęła (do Lubeki) przez ujście Trawny… ” – opisuje kronikarz Helmod. Mimo początkowych sukcesów Niklot musiał ostatecznie zgodzić się na warunki krzyżowców. Za cenę pokoju został wasalem saskim i zobowiązał, że jego państwo przyjmie chrześcijaństwo.

Pokój trwał do czasu, gdy na podbój ziem Obodrytów wyruszył Henryk Lew, książę saski. Niklot stanął do walki i zginął na polu bitwy pod grodem Orle, dziś Wurle. Ostatnią bitwę stoczoną przez słowiańskiego księcia przedstawia wielki XIX-wieczny obraz historyczny pędzla Theodora Schloepkego, wewnątrz zamku. Posąg na fasadzie jest dziełem rzeźbiarza Christiana Fryderyka Genschowa, także XIX-wiecznym.

Wieża na każdy dzień

Również Henryk Lew doczekał się pomnika – na rynku Schwerina. Ufundowali go mieszkańcy w 1995 roku, w 800. rocznicę śmierci pogromcy Słowian. Po jego triumfie ziemie Obodrytów stały się niemieckim lennem, zarządzanym przez syna Niklota – Przybysława i jego następców, którzy stopniowo się zgermanizowali. Do początku XX wieku w zamku rezydowali książęta, dziś obraduje w nim parlament Meklemburgii-Pomorza Przedniego.

Dzisiejszy kształt rezydencji pochodzi z XIX wieku, gdy książę Franz Friedrich II gruntownie go przebudował. Architekt Adolph Demmler znalazł inspirację do swego projektu podczas podróży do Francji – wzorem dla jego rysunków stał się renesansowy zamek w Chambord nad Loarą. Według tradycji zamek w Schwerinie ma 365 wież i wieżyczek, po jednej na każdy dzień roku. W rzeczywistości prawdziwych wież jest tylko 15. Ale ich różnych imitacji wybudowano zatrzęsienie – 24 fantazyjne kominy i 100 ozdobnych pinakli.

Monumentalna, a zarazem baśniowo piękna budowla ze złoconą kopułą nad wejściem, zwieńczoną skrzydlatym Aniołem, stoi na wyspie na Jeziorze Szwerińskim. Ze starówki prowadzi do niej most z rozpędzonymi kamiennymi rumakami i giermkami ściągającymi ich uzdy. Część historycznych wnętrz można zwiedzać. Licząca 25 m długości Galeria Przodków z portretami książąt Meklemburgii z pięciu wieków wiedzie do sali tronowej, wspieranej przez kolumny z marmuru karraryjskiego i dekorowanej herbami miast, insygniami władców i alegorycznymi figurami. Warto też zajrzeć    do dawnych pokojów dziecięcych, gdzie znajduje się imponująca kolekcja europejskiej porcelany, przede wszystkim miśnieńskiej.

Krasnal zawsze na straży

żaden zamek nie może się obejść bez ducha. W Schwerinie jest nim kobold Petermännchen. Krasnal mieszkający w sklepieniach piwnic zamku. Przedstawiany bywa z pękiem kluczy, la- tarnią lub mieczem. Jedni twierdzą, że jest starcem z siwą brodą, inni, że mężczyzną w sile wieku z wąsem, noszącym wielką białą kryzę i kapelusz niczym muszkieter. Jedni w nim widzą kowala, inni księcia. Jest też wersja, że w przedchrześcijańskich czasach był wiernym sługą pogańskiego boga, który na wyspie miał swoją świątynię. Legendy mówią, że Petermännchen czuwa nad żołnierzami pełniącymi wartę. Jeśli zasną, budzi ich. Sam też pilnie strzeże zamku.

Na tyłach zamku czeka na gości przeszklona ażurowa oranżeria z kawiarnią. Łączące się z nią tarasy w ogrodzie w stylu angielskim tworzą wspaniały punkt widokowy, skąd można podziwiać jezioro i rozległy park za obrotowym mostem. Park przecinają kanały wodne. W głównej alei stoi konny pomnik z brązu upamiętniający księcia Friedricha Franza II, fundowany po jego śmierci w końcu XIX wieku. Alegoryczne figury wokół cokołu sławią jego potęgę, mądrość, wiarę i prawość. Z zieleni wychylają białe marmurowe posągi, m.in. figura księżnej Alexandrine, matki Friedricha Franza II, największej piękności swoich czasów.

Ostatni książę Schwerina – Friedrich Franz IV – abdykował w 1918 roku po rewolucji listopadowej w Niemczech.

Autor: Monika Kuc / Źródło: Rzeczpospolita

Książę Niklot i krucjata przeciwko Słowianom

Książę Niklot, który zasiadł na tronie obodrzyckim w 1131 roku, był znakomitym władcą. Swoje panowanie starał się podporządkować odrodzeniu gospodarczemu i poprawnych relacjach z sąsiadami. Szybko zdobył opinię mądrego i sprawiedliwego i nawet Sasi udawali się przed jego sąd, by rozstrzygać swe zwyczajowe spory. Są to wydarzenia bez precedensu, ponieważ duch „Drang nach Osten” był cały czas żywy, zwłaszcza wśród biskupów marchii nadgranicznych. A w końcu Niklot był poganinem!

Jednak szybko przyszło mu się zmierzyć z chyba najpotężniejszą krucjatą, jaka kiedykolwiek została zorganizowana. Głównymi jej przywódcami byli margrabia Albrecht Niedźwiedź prowadzący 60-tysięczną armię, książę Saksonii Henryk Lew na czele 40 tysięcy, Duńczycy pod wodzą pretendentów do tronu Kanuta i Swena, którzy zaprzestali swych sporów i zdołali zebrać flotę w sile 1000 (tysiąca!) okrętów, oraz polscy książęta, Bolesław Kędzierzawy i Mieszko Stary, ten ostatni na czele (podobno) 20 tysięcy dobrze okrytych wojsk (okrytych za pieniądze Konrada III). Jednak jak się okaże, rola polskich władców będzie mocno dwuznaczna:) Oprócz tych wymienionych, najwybitniejszymi przywódcami było cale grono arcybiskupów, biskupów oraz opatów, którzy zawsze mieli najwięcej do powiedzenia. Nawet dowództwo floty duńskiej objął biskup Boeskilde, Ascerus.

To dzięki Konradowi III do tej krucjaty w ogóle doszło. Król sam zobowiązał się udać na wyprawę do Ziemi Świętej i nie zamierzał opuszczać swego kraju, nie dając pozostałym tu czegoś do roboty. Pomysł krucjaty spotkał się z dużym poparciem biskupów, choć pomniejsi sascy możnowładcy byli wobec niej niechętni. Jednak Konrad III zdołał uzyskać (u papieża) dla krucjaty połabskiej statut równy wyprawie krzyżowej do Ziemi Świętej, łącznie z odpustami dla jej uczestników.

Papież Eugeniusz III poszedł nawet dalej – udzielił odpustów pod warunkiem, aby „żaden z nich pod karą ekskomuniki nie przyjął od pogan pieniędzy czy okupu, co mogłoby ostudzić zapał religijny, a niewiernych w ich błędach umocnić”. Jak widać, papież nastawiał krzyżowców na eksterminację.

To wszystko spowodowało, że nastąpił wybuch fanatyzmu religijnego i do armii krucjatowej przyłączyła się masa zbrojnych – w końcu nie trzeba było odbywać dalekiej i ciężkiej podróży, a wielu rycerzy (pojawili się nawet z Italii!) było ciekawych tych „Saracenów z północy”, jak nazwano Słowian połabskich. Tawerny w Rzeszy, Danii i innych regionach opustoszały z szumowin. Rozentuzjazmowana ludność wielu miast kupowała wojsku dodatkowe wyposażenie, jak kusze, które były dozwolone w przypadku walki z poganami.

Jeśli spojrzycie na mapkę Połabia, na jej skromny obszarowo region, oraz uwzględnicie stan zapaści gospodarczej i dużego wyludnienia (wskutek nieustannych wojen i chrześcijańskich rządów Henryka Gotszalkowica), w jakiej te tereny wówczas się znajdowały, to można by sądzić, że krucjata odniesie błyskawiczny i bezproblemowy sukces. Nic bardziej mylnego.

Niklot doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, a jego przyjacielskie relacje z wieloma władcami (m.in. z Adolfem grafem Holsztyńskim) oraz duża liczba szpiegów (Połabianie tradycyjnie byli dwujęzyczni i bez problemów wnikali w szeregi armii krzyżowej) powodowały, że zawsze był krok przed nimi. W 1146 roku Niklot został na ogólnosłowiańskim wiecu w Zwierzynie uznany władcą Obodrzyców, Wieletów, Czerezpian, Chyżan, Doleńców, nawet plemion z Łużyc, które nominalnie znajdowały się pod władaniem Niemców.

Ponieważ armie krzyżowe zbierały się powoli, Niklot przeprowadził uderzenie wyprzedzające na Wagrię. 26 czerwca 1147 roku flota Obodrzyców wpłynęła o brzasku do ujścia Trawny, kierując się na Lubekę. Paląc znajdujące się w porcie okręty dokonała desantu na miasto, po czym zdobyła twierdzę Segeberg. Rozpuszczone oddziały jazdy przeprowadzały głębokie rajdy, zmuszając jeszcze nie zorganizowane armie krzyżowe do reakcji. Operacja wagryjska miała kapitalne znaczenie moralne, pokazując siłę obodrzyckich wojsk.

Plan krucjaty był prosty. Głównymi celami ataków miały być obodrzycki Dubin i lucicki (Wieleci) Dymin. Później flota Duńczyków miała przewieźć krzyżowców na Rugię i tam dokończyć dzieła zniszczenia. Jednak gdy Sasi i Duńczycy nieopatrznie rozbili swe obozy w miejscu rozdzielonym groblą i jeziorem, Niklot gwałtownym atakiem uderzył na wojska duńskie, zadając im duże straty. I zrobił to praktycznie na oczach bezsilnych Sasów.

Tymczasem duńska flota, zakotwiczona u ujścia Warnawy, została nagle napadnięta przez Rugiów, których mniejsze i znacznie zwrotniejsze okręty okazały się bardzo skuteczne, rozbijając duński szyk. Poza tym Rugiowie, nie bacząc na swe znacznie mniejsze siły, zastosowali blokadę wciąż ogromnej floty duńskiej od strony morza, jakby przygotowując się na przybycie posiłków i generalny atak (nawet przysłano kilka okrętów, bliźniaczo podobnych do jednostek Pomorców). Duńczycy nie wytrzymali nerwowo – hurmem wsiedli na swe okręty i w panice zaatakowali „blokadę”. Rugiowie łaskawie ich przepuścili i w ten sposób Dania zakończyła swój udział w krucjacie połabskiej.

Pod Dyminem Albrecht Niedźwiedź kilka razy znalazł się w rozpaczliwej sytuacji – Wieleci podczas zaskakujących nocnych ataków o mało nie opanowali jego obozu, gdyż wojska Albrechta zostały poważnie uszczuplone odejściem kilku kontyngentów biskupich, którzy szukali łatwiejszego łupu (o tym w innej notce).

„Czyż ziemia, którą pustoszymy – powtarzano w obozach krzyżowców – nie jest nasza? Dlaczego wiec swymi nieprzyjaciółmi jesteśmy? Takie głosy było słychać wśród Sasów (Helmold). Jasno z nich wynika (co podkreśla Andrzej Michałek), że wśród krzyżowców aktywnie działała agentura słowiańska, siejąc defetyzm i doprowadzając do upadku morale.

Podczas tej krucjaty w zasadzie nie stoczono żadnej większej i rozstrzygającej bitwy (poza oczywiście oblężeniem Dubina i Dymina oraz walkami na morzu), jednak nieustannie trwały drobne utarczki, zasadzki i szybkie rajdy w wykonaniu Połabian, na które krzyżowcy nie potrafili znaleźć żadnej skutecznej metody. Słowianie całkiem sprawnie opanowywali szlaki komunikacyjne, uniemożliwiając dowóz żywności oraz kontakt pomiędzy oddziałami wroga. Efektem tego był głód i nieuchronne zarazy, które dziesiątkowały krzyżowców.

W końcu stało się jasne, że kontynuowanie walki może skończyć się katastrofą. Pokój zawarto pod Dubinem na zasadzie „status quo ante”, czyli utrzymania dawnego stanu rzeczy (Niklot zobowiązał się także do wydania jeńców duńskich i do przyjęcia chrześcijaństwa), co w zasadzie niewiele znaczyło i mogło być jedynie wstępem do kolejnych wojen. Krucjata skończyła się porażką, jednak dla Połabia to nie koniec nieustannej walki o przetrwanie.

P.S.

Postać księcia Niklota była przez poprawnych religijnie historiografów bezlitośnie wyszydzana i starano się umniejszyć jego osiągnięcia. Niklot, mimo pewnej rysy na swoim życiorysie, był władcą naprawdę dużego formatu, łagodnym w czasie pokoju i straszliwym wojownikiem podczas wojny, dotrzymywał słowa danego wrogom i nigdy nikomu niczego nie zabrał. W porównaniu do bandy złodziei i morderców z drugiej strony wypada naprawdę wspaniale.

„Dzieje polityczne Obodrzyców” Adam Turasiewicz.

„Słowianie zachodni. Początki państwowości” Andrzej Michałek.

Tu link do „Kroniki Słowian” Helmolda, jeśli ktoś chciałby ją przeczytać:

http://www.scribd.com/doc/16492859/Helm-Old

Obodrzycka epopeja

Historia Połabia jest absolutnie fascynująca, z pewnością zasługująca na epicką powieść, a przynajmniej na porządny film.

Najbardziej ciekawe jest to, że w przypadku chrześcijańskiego najazdu na pogańskie Połabie mamy do czynienia z klasycznym podziałem ról – dobrzy i źli, czarne i białe. To właśnie chrześcijańscy najeźdźcy byli źli, kłamliwi, chciwi, skrytobójczy, pozbawieni honoru. W zasadzie mamy tu do czynienia z najazdami sfanatyzowanych złodziei i morderców, którzy swe mordy i grabieże obłudnie ubierali we wzniosłe słowa.

Po odparciu krucjaty w 1147 roku książę Niklot swoje rządy podporządkował (w zasadzie próbował) próbom odbudowy kraju i zapewnienia dobrych relacji z sąsiadami. Jednak ten region nieustanie wrzał od działań wojennych. Jeśli wierzyć zapiskom Helmolda, Niklot (między 1147 a 1151) dostał się do niewoli i został z niej odbity. Wtedy też miało dojść do kolejnej gwałtownej reakcji pogańskiej.

Wbrew pozorom najgroźniejszym przeciwnikiem Słowian nie był ani Albrecht Niedźwiedź, czy też Henryk Lew, tylko król duński Waldemar I nazwany wkrótce Wielkim. Niewątpliwie przewyższał on obu brutalnych i bezwzględnych władców saksońskich (prawdziwych słowianożerców) inteligencją i przebiegłością, a w tandemie z biskupem Absalomem (doskonałym wojskowym) stawał się wyjątkowo niebezpieczny.

Nie ulega też żadnym wątpliwościom, że to właśnie intryga Waldemara duńskiego doprowadziła do wybuchu wojny w 1160 roku. Niestety już na jej początku Niklot wpadł w zasadzkę i zginął w trakcie walki. Śmierć tego wybitnego wodza była ogromnym ciosem dla Obodrzyców. Co prawda jego synowie Warcisław i Przybysław razem przejęli rządy (tak zdecydował wiec), jednak nie dorównywali oni umiejętnościami swemu wielkiemu ojcu.

Podczas oblężenia grodu Orle (Wurle) Warcisław dostał się do niewoli, sam zaś Przybysław nie potrafił wykorzystać właściwie początkowych sukcesów Niklota, popełniając kilka istotnych błędów.

Najeźdźcom pomogło też w zwycięstwie pojawienie się prawdziwej wunderwaffe tamtych czasów. Henryk Lew zastosował nowy sposób zdobywania grodów – ogromny hak, który zrywał obramowania murów, oraz wysoką wieżę oblężniczą, z której sypał się grad pocisków na obrońców. Duńczycy zaś pokazali jeszcze bardziej przełomowy wynalazek – nowy rodzaj statku o podwyższonych burtach i wybudowanych kasztelach na dziobie i rufie (tzw nef). Słowianie już od dawna wywoływali lęk na morzu (nawet u potomków wikingów), a zastosowanie tego typu łodzi dawało większe szanse ich przeciwnikom, zmieniając bitwę morską głównie w walkę łuczników.

Jednak najważniejszym czynnikiem, który doprowadził Połabie do klęski było same chrześcijaństwo. Helmold nie bez powodu z dumą podkreśla, iż to działalność propagandowa kościoła umożliwiła ogromny napływ ochotników do wojsk saskich, nawet z tak odległych regionów Europy jak Italia. Płomienne kazania, hojne obietnice zysków niebiańskich (tych ziemskich także) oczyściły tawerny z szumowin, którzy z obłędem w oczach ruszali na Saracenów z północy (tak nazywano Słowian). W prawdziwej walce było to jedynie mięso armatnie, ale przynajmniej częściowo spełniało swoją rolę, zaprowadzając terror i zajmując się wyrzynaniem bezbronnych kobiet i dzieci.

W 1164 roku doszło jeszcze raz do wybuchu powstania przeciwko chrześcijańskim rządom na Połabiu. Powodem był nieludzki wyzysk i złe traktowanie ludności słowiańskiej. Turasiewicz pisze o nagminnym wręcz stosowaniu przez biskupów prowokacji, gdy dochodziło do niszczenia słowiańskich świątek, oszustw przy pobieraniu dziesięcin, oraz prawnej dyskryminacji. Słowianom zabraniano składania przysiąg przed drzewami, źródłami i kamieniami, obwinionych zaś o przestępstwa przyprowadzano przed księdza do wybadania za pomocą żelaza lub lemieszy … stare dobre tortury.

Dlatego też powstanie, jaki wybuchło w 1164, było bardzo gwałtowne i krwawe. Jednak książę Przybysław, mimo początkowo ogromnych sukcesów militarnych (m.in. Meklemburg został zdobyty i zniszczony), przystąpił do walki w zasadzie bez dalekosiężnego planu, co nieuchronnie doprowadziło nie tyle do klęski, co do … wygaśnięcia powstania.

W 1167 roku książę Przybysław otrzymuje  od Henryka Lwa we władanie Obodrsko (choć bez Zwierzyna), stając się jego lennikiem. Rok później zostaje obdarzony przez cesarza Fryderyka Barbarossę tytułem księcia Rzeszy …

Trzeba podkreślić, że Przybysław pozostawał władcą słowiańskim, na którego dworze zdecydowanie przeważał właśnie żywioł słowiański. Książę próbował jeszcze raz wywołać powstanie, jednak brak poparcia ze strony władców pomorskich (który wręcz zagrozili przyłączeniem się do jego wrogów), przekreślił te plany.

Uparci Obodryci długo trwali na swych ziemiach i wciąż opierali się przed przyjęciem chrześcijaństwa, jednak wielu z nich uciekało w inne regiony (Pomorze, Dania), imało się pirackiego rzemiosła. Helmold z uciechą propagował pogląd, iż ludność słowiańska została wytępiona już w XII wieku. Jest to oczywiście totalna bzdura, o czym cała masa imion słowiańskich w Registrum Raceburgense spisanych niemal wiek później najlepiej zaświadcza. Obecnie wielu uczonych stanowczo odrzuca żenujące tezy Helmolda o wytępieniu Słowian w XII wieku, a ów proces ich całkowitej germanizacji umiejscawia na XIV/XV wiek (Jegorow nawet na XVII)….

… (więcej na slowianin.wordpress.com)

niklot2

Bohaterowie Słowiańszczyzny – Niklot

ze strony www.opolczykpl.wordpress.com (Blog Polski) – fragment

O Niklocie, bohaterze Słowiańszczyzny zamierzałem napisać już wcześniej. Wspomniłem o nim zdawkowo przy okazji rocznicy pamięci bohaterów Arkony:

“Oblegana w 1168 roku Arkona opierała się hordom jahwistów przez 4 tygodnie. Wojskiem dowodził biskup Absalon. W najeździe na Arkonę wspomagali go książeta pomorscy Bogusław I oraz jego brat Kazimierz I.

Kolejnym słowiańskim zdrajcą pomagającym jahwistom w zdobyciu Arkony był Przybysław   – wyrodny syn bohatera Słowiańszczyzny – Niklota.

Niklot pokonał jako jedyny władca słowiański wyprawę krzyżową przeciwko Połabianom i powstrzymał przymusową jahwizację jego ziem.

Zginął – jak na wojownika przystało – na polu bitwy.”

Do napisania więcej o Niklocie zmobilizowały mnie teksty o nim na stronie Słowianina:
“NIKLOT – Słowiański książę dzielny wielce / Książę Niklot i krucjata antysłowiańska / Obodrzycka epopeja”

Kroniki niewiele mówią o tym niezwykłym człowieku. Nie wiadomo nawet, jak nazywali się jego rodzice. Niemiecka wiki pisze o nim jako o założycielu dynastii książąt Meklemburgii. Określa go też jako ostatniego znaczącego reprezentanta Obodrytów:

“Niklot (* 1090 Herkunft unbekannt; † August 1160 bei Bützow auf der Burg Werle) war der letzte bedeutende Repräsentant des Volkes der Abodriten und ist der Stammvater der Herzöge und Großherzöge von Mecklenburg.”

Choć trzeba przyznać, że jak na założyciela 800-letniej dynastii niemiecka wiki pisze o Niklocie niezwykle krótko i powściągliwie. Powodem tego jest zapewne fakt, iż Niklot był Słowianinem.

Nadmienię w tym miejscu, że polska wiki za założyciela dynastii meklemburskiej uznaje syna Niklota, a nie jego samego:

“Od jego syna, Przybysława (
Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.”

Na scenie historii pojawił się Niklot w roku 1129, kiedy to Obodryci obrali go sobie za księcia. Choć w tym samym czasie oficjalnym księciem narzuconym Obodrytom przez cesarza Lotara III był Kanut Lavard.

W tym miejscu garść dygresji…
Kanut był ojcem kata Arkony Waldemara I (uhonorowanego przez jahwistów za zniszczenie Arkony przydomkiem “Wielki”).

Ironia Losu sprawiła, że Niklot dzielnie walczył przeciwko Kanutowi. Jego syn natomiast pomagał synowi tegoż Kanuta w zniszczeniu Arkony. Jeśli wczyta się ponadto uważnie w życiorysy Kanuta i jego syna Waldemara, to natychmiast uderza ilość intryg, walk, zdrad, zamachów i zabójstw w tych chrześcijańskich rodach panujących. Łatwiej było wtedy wśród chrześcijańskich władców zginąć z ręki zazdrosnego o władzę kuzyna czy nawet brata, niż dożyć w pokoju sędziwego wieku.

Niklot i tak miał szczęście, że uwięziony przez Kanuta uszedł ostatecznie z życiem. Kanut musiał być nadzwyczaj gorliwym jahwistą, skoro ogłoszono go nie tylko “świętym kościoła katolickiego”, ale jeszcze na dodatek “męczennikiem za sprawiedliwość“. Choć zamachu na jego życie dokonali zazdrośni o wpływy polityczne jego kuzyni. Naturalnie katolicy. Zamach na Kanuta z jego “wiarą” nie miał więc absolutnie nic wspólnego.

Po zabójstwie Kanuta Niklot z poparciem Obodrytów pozostał księciem.
Sytuacja Obodrytów była wówczas niezwykle trudna. Atakowani byli oni przez katolickich władców Danii, Saksonii, Marchii Północnej. Podbojem ludu Obodrytów zainteresowani byli cesarz i papież.
Już pod koniec VIII wieku Obodryci toczyli wojny obronne przed Saksonią. Na początku IX w. ich ziemie zaczynają najeżdżać Duńczycy.
W roku 821 Sławomir Obodrycki przyjął chrzest – jako pierwszy książę słowiański. Krótko potem zmarł.
Na przestrzeni następnych dwóch wieków losy Obodrytów były zmienne. Władców katolickich zastępowali pogańscy, obalani przez kolejnych jahwistów. W X wieku przez blisko 30 lat kraj Obodrytów kontrolował cesarz. Podbił ich w 955 roku tłumiąc pogański bunt z roku 954. W roku 983 wybuchło kolejne, tym razem zwycięskie antykatolickie i antyniemieckie powstanie (polska wiki o nim nie wspomina).

Miało ono doniosłe skutki – na blisko 2 wieki wstrzymało niemieckie osadnictwo na wschód od Łaby.
W XI w. sytuacja kraju Obodrytów była podobna – toczyli oni wojny obronne przed katolickimi Niemcami i Duńczykami, a na tronie książęcym władców pogańskich zastępowali chrześcijańscy zdrajcy i na odwrót.

Ostatnim do końca pogańskim księciem Obodrytów był właśnie Niklot.
Niklot był jak na owe czasy niezwykle rozsądnym i dalekowzrocznym władcą. Doskonale rozumiał, że nie jest w stanie walczyć przeciwko wszystkim jego wrogom. Dlatego zabiegał o dobre stosunki z cesarstwem, jak i z Saksonią. W jednej tylko sprawie był on niezłomny i nieugięty. Wierny był pogańskiej wierze jego przodków. To sprawiło, w roku 1147 wyruszyła przeciwko niemu i  jego państwu krucjata połabska.

Dużo bardziej szczegółowo opisuje ją niemiecka wiki.

Inicjatorem jej byli Saksończycy, którzy chcieli podbić kolejne tereny. Ideę krucjaty przeciwko Słowianom żarliwie wsparł Bernhard von Clairvaux, święty kościołów katolickiego, anglikańskiego i ewangelickiego, “mistyk”, członek zakonu cystersów. Krucjata ta była także dla niemieckich katolików możliwością wymigania się od udziału w zorganizowanej przez papieża w tym samym czasie krucjaty do Palestyny. Z tym, że i krucjata połabska miała “błogosławieństwo” herszta Watykanu połączone z “odpustem całkowitym” dla jej uczestników. Krzyżowcy podzieleni byli na dwie grupy. Wojska pod dowództwem saksońskiego Henryka Lwa ruszyły na Niklota. Natomiast wojska pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia ruszyły dalej na wschód, na Pomorze, gdzie spotkała ich porażka przy oblężeniu chrześcijańskiego już w tym momencie Szczecina. Niemcy ponieśli pod Szczecinem duże straty, po czym zawarli z księciem Raciborem I rozejm.
Na marginesie dodam, że przywódca tej grupy krzyżowców, Albrecht Niedźwiedź, został przez Adolfa Hitlera wybrany na patrona NSDAP.

… więcej na: http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/06/bohaterowie-slowianszczyzny-niklot/

7772204444_d09af277de_z

Niklot ze strony Sędruga-Zadruga

Niklot – Wódz Słowiańszczyzny Połabskiej

NIKLOT

Wódz Obodrzyców – bohater pogańskiej Słowiańszczyzny

Jeszcze dziś mieszkańcy dzisiejszej Meklemburgii mówią o sobie, że są „deutschsprechenden Wenden” (tzn. „niemieckojęzycznymi Słowianami”). Od początku XII stulecia, aż do roku 1918, Księstwem Meklemburskim ze stolicą w Swarzynie (dziś Schwerin, była NRD) rządzi słowiańska dynastia wielkoksiążęca, której założycielem był Przybysław, syn pogańskiego księcia Niklota, wodza wschodnich Obodrzyców.

W źródłach historycznych Niklot jest wymieniony w r. 1130 jako wódz pogańskich Słowian. W roku 1147 zwycięsko odparł niemiecką chrześcijańską krucjatę przeciw Słowianom. W roku 1160 poległ w bitwie z najeźdźcą niemieckim, księciem Henrykiem Lwem.

Niklot miał trzech synów : Przybysława, Warcisława, i Przysława. Przybysław dał początek dynastii, która panowała w Swarzynie. Na zamku w Swarzynie stoi w otwartej wnęce frontowej ściany na III piętrze pomnik Niklota. Jest to dzieło z roku 1855 Christiana Fryderyka Genschowa, urodzonego w r. 1814 w Rostoku, a więc ziomka Niklota, o czym świadczy jego słowiańsko brzmiące nazwisko Gęsiow.

Statua Niklota W Swarzynie (Schwerin)
Na pomniku taki napis :

HIER STAND ZUR WENDENZEIT
EINE BURG KAMPFBEREIT
DIE BARG DEN KONIG MISTIZLAY
HELD NIKLOT LOBESAN
WAR DIESES HAUSES AHN
BEFESTIGTE DIE STAMMBURG BRAV

Co w wolnym przekładzie znaczy :

Gdy żył tu Słowian ród
Ten to warowny gród
wzniósł dla króla Mścisława
Wódz Niklot, przodek nasz
By czujną pełnić straż,
Więc niech trwa jego sława !

Książęta Meklemburscy ostentacyjnie demonstrowali swe słowiańskie pochodzenie, Z reguły żenili się z arystokratkami słowiańskimi spokrewnionymi z rodami panującymi (często Rosjankami). Do tradycji należało, żeby członek słowiańskiego domu panującego (rosyjskiego, serbskiego) w czasie pobytu w Niemczech, składał oficjalną wizytę na zamku w Swarzynie.

Imię „Niklot” najprawdopodobniej znaczy w dzisiejszej polszczyźnie „Niekłót” (tj. niekłuty, czyli „nie czuły na ukłucia”, tzn. „mężny”).

M.S. Czarnowski, Wrocław, 2 października 1989

166cc54

OBODRYCI W MASZEWIE i nie tylko na Połabiu także (fragment)

ze strony: Massovia – Pomerania

czwartek, 3 marca 2011

Obodryci w Maszewie

Chociaż pochodząca od nazwiska starego słowiańskiego rodu Warsowów, zachowana w ciągu wielu wieków przez Niemców, a także przez ponad 20 lat po II wojnie światowej nazwa Jeziora Warszewskiego w Maszewie została w ostatnich latach zamieniona na Jezioro Młyńskie, albo zwyczajnie Jezioro Maszewskie, to dobrze, że nie pozbyliśmy się w mieście nazwy ulicy Obodrytów.  Imieniem tego słowiańskiego plemienia znad dolnej Łaby, występującego w historii pod nazwami Obodrytów, Obodrzyców, a także Obotrytów,  nazwane są ulice w Nowogardzie, Boleszkowicach i Maszewie (ul. Obodrytów), w Koszalinie i Białogardzie (ul. Obotrytów), w Szczecinie, Gorzowie Wlkp., Lesznie, Gdańsku i Warszawie (ul. Obotrycka) oraz w Poznaniu (ul. Obodrycka). Oto zdjęcie Jeziora Warszewskiego z około 1898 roku, kiedy na jego skarpie nie było jeszcze ulicy Obodrytów, ale czynny był  nadal stary młyn. Ponad siedzącym na łódce rybakiem, na horyzoncie majaczy zarys holenderskiego wiatraka, o którym wspominam w poprzedzającym artykule.

W trakcie migracji Słowian w VI-VII wieku ze wschodu Europy w kierunku zachodnim i południowym, część plemion, zwanych później Obodrytami, dotarła do opuszczonych przez Germanów ziem między dzisiejszą Lubeką i Schwerinem, aż po dolną Łabę, a nawet na zachód od tej rzeki. W literaturze historycznej nazwa Obodrytów często jest rozciągana na wszystkie  plemiona słowiańskie między dolna Łabą, Bałtykiem i dolną Odrą. W polskiej literaturze częściej używa się ogólnego określenia Słowian połabskich. Studiując historię Obotrytów, najstarszych Słowian zachodnich, można zauważyć pewną cezurę czasową, od której ich losy „wychodzą” ze źródeł archeologicznych, dotyczących VII/VIII wieku, aby zaistnieć w dokumentach pisanych w IX wieku.Z biegiem czasu organizacje plemienne Słowian połabskich zaczęły być zastępowane bardziej dojrzałymi  społecznie i silniejszymi  politycznie strukturami państwowymi.  „Witzan dux Abodritorum”, czyli Wican, to nazwisko pierwszego księcia obodryckiego, jakie pojawia się w zachowanych dokumentach z 789 roku. Oto fragment Roczników Królestwa Franków z tego roku:

… Domino largiente supradictos Sclavos sub suo dominio conlocavit. Et fuerunt cum eo in eodem exercitu Franci, Saxones; Frisiones autem navigio per Habola fluvium cum quibusdam Francis ad eum coniunxerunt. Fuerunt etiam Sclavi cum eo, quorum vocabula sunt Suurbi (Sorabi), nec non et Abotriti, quorum princeps fuit Witzan. Ibique obsides receptos, sacramenta conplurima, Domino perducente Franciam pervenit…” (Annales regni Francorum orientalis).

Wican złożył hołd królowi Franków (a po zdobyczach terytorialnych, cesarzowi) Karolowi Wielkiemu (747-814), kiedy ten po jednym z kolejnych najazdów na Saksonię przekroczył Łabę i wszedł z wojskami na  ziemię obodrycką. Zawiązał się wówczas sojusz między Wicanem i Karolem Wielkim przeciwko Saksonom i Duńczykom.

Historia pisana Słowian połabskich zaczyna się od konfliktów z sąsiadującymi Saksonami, kiedy Karol Wielki  decyduje się w 772 roku na podbój pogańskich ludów Saksonii i Fryzji. Niszczy ich bożka Irminsula (wielka kolumna rzeźbiona lub dąb) i próbuje siłą zmusić Saksonów do przejścia na chrześcijaństwo. W swoim kapitularzu, czyli zbiorze praw (Capitularium) z 785 roku „De partibus Saxoniae” ogłasza, że każdy kto nie porzuci starej wiary, zostanie skazany na karę śmierci.

Saksonowie zostali ostatecz- nie podbici nie kiedy ich wódz, książę saksoński Widukind, zmuszony był się ochrzcić w 785 roku, ale dopiero w 804 roku, kiedy to po wybuchu kolejnego powstania pogańskiego Karol Wielki przesiedlił około 10 tysięcy Saksonów z plemienia Engrów (niem. Engern, łac. Angrivarii), z okolic dzisiejszych miast Minden i Detmold) wgłąb państwa frankońskiego, a ich ziemie miał oddać lojalnym mu Obodrytom. Powyższa ilustracja pochodzi z książki „Sachsenspiegel” i przedstawia Karola Wielkiego wręczającego Widukindowi zbiór praw, którymi mają obowiązek posługiwać się Saksonowie. A poniższa reprodukcja ilustracji z XIII-wiecznej książki Einharda „Vita Karoli Magni” (Zycie Karola Wielkiego) przedstawia bitwę cesarza z Saksonami.

Wican zginął wcześniej, przekraczając Łabę w pobliżu Bardowiku (Bardowick, Bardowiek, Bardowieck, Bardewyk, Bardenuwic, Bardaenowic, Bardenwih) koło Lüneburga, z rąk Saksonów w 795 roku, kiedy udawał się na spotkanie z Karolem Wielkim, który na niego oczekiwał w obozie pod Bardowikiem. Oto fragmenty wspomnianych annałów, zwanych także Rocznikami Einharda (Einhardi Annales); pierwszy dotyczy zaproszenia Wicana przez cesarza do Bardowiku, dwa następne napadu Saksonów.

Cumque (rex) in pagum Bardengoi pervenisset, et iuxta locum qui Bardenwih vocatur positis castris, Sclavorum, quos se venire iusserat, exspectaret adventum …”. I dalej: „Witzinum regem Abodritorum, cum Albim traieceret, in dispositas a Saxonibus insidias in ipso flumine incidisse et ab eis esse interfectum.” oraz:  ” …et usque ad fluvium Albim pervenit, ad locum qui dicitur Hliuni, in quo tunc Witzin Abodritorum rex a Saxonibus occisus est.”Poniższy fragment mapy Joana Blaeu z 1645 roku (źródło: Wikipedia) przedstawia okolice miasta Bardowik. Interesującym jest uwzględnienie na południe od Bardowiku terenów zamieszkałych jeszcze wtedy przez słowiańskich Drzewian, a przez  kartografa zaznaczonych jako Wilczanie (Vltzen), czyli ogólnie Obodryci, a w najszerszym pojęciu – Wieleci.

Wymieniony w wyżej cytowanym dokumencie Bardowik, położony około 10 kilometrów na zachód od Łaby, był już wówczas wyznaczonym przez Karola Wielkiego miejscem handlu między Saksonami, Duńczykami (Normanami) i Słowianami. Po ustabilizowaniu politycznym Saksonii cesarz wydał w Kapitularzu z Thionville (Diedenhofen) z 805 roku prawo zabraniające w tym grodzie sprzedaży mieczy Słowianom i koni Normanom, w celu zapobieżenia ich ataków na Saksonię. Chociaż nie zapobiegło to toczonym nadal między nimi napadom zbrojnym (o jednym z napadów Obodrytów w 997 roku na okolice Bardowiku wspomina kronikarz Thietmar), to między wojnami prowadzili ożywioną wymianę handlową.

W XI wieku gród ten wydawał własną monetę. Do dziś zachował się bity tam srebrny fenig (denar), średnica 17 mmm, waga 1,04 g, datowany na lata około 1060-1080 (źródło: The Fitzwilliam Museum). Bardowik musiał być przez kolejny jeszcze wiek znaczącym ośrodkiem handlowym i politycznym, bowiem kronikarz Helmod wspomina w „Kronice Słowian” (Chronica Slavorum) wizytę cesarza Lotara III w tym grodzie w 1134 roku. W owych czasach przez Bardowik wiódł najkrótszy i najważniejszy szlak handlowy, łączący Pomorze z Cesarstwem Karolińskim: Bardowik – Parchim (Parchum) – Güstrow (Ostrów) – Demmin (Dymin) – Usedom (Uznam) – Wolin.

Sojusz Karola Wielkiego z Obodrytami – poganami, wymierzony przeciw Saksonom – poganom, praktycznie wygasły w 805 roku, miał więc charakter tymczasowy raczej, niż strategiczny. Wytępione przez niego wśród Saksonów pogaństwo uczyniło ten naród żarliwym wyznawcą chrześcijaństwa, z którego terenów miała wkrótce rozpocząć się ekspansja nowej wiary i kultury wśród narodów słowiańskich. Oto pomnik cesarza Franków, zwanego przez nich Charlemagne, usytuowany przed katedrą Notre-Dame w Paryżu (źródło: Wikipedia).

Książę Wican poprzedził o dwa wieki pierwszego, historycznie udokumentowanego, polskiego księcia Mieszka I (zm. 992) oraz o ponad trzy wieki księcia pomorskiego Warcisława I (zm. 1135). Nie wiadomo, czy te znaczne różnice czasowe w pierwszych źródłach pisanych wynikają z opóźnienia w rozwoju kulturowym i politycznym Polan i Pomorzan względem Obodrytów, czy też, co bardziej prawdopodobne, z braku wcześniejszych kronikarskich zapisów o Polanach i Pomorzanach, którzy weszli w kontakt ze „światem pisanym” dopiero z nadejściem chrześcijaństwa, poprzez kronikarzy kościelnych i świeckich z zachodu Europy. Poniższa mapa pokazuje zasieg terytorialny imperium Karola Wielkiego. Tereny oznaczone kolorem żółtym wskazują kraje związane z cesarstwem obowiązkiem lenna (źródło: Wikipedia).

Wracając do krótkiej historii Obodrytów, w 1147 roku pod przywództwem księcia Niklota (1090-1160) przeciwstawiają się oni napaści prowadzonej przez książąt niemieckich, duńskich, polskich i morawskich, z upoważnienia papieża, błogosławionego Eugeniusza III, w ramach II wyprawy krzyżowej, antypogańskiej krucjaty wymierzonej w Słowian połabskich, a także pomorskich. W 1160 roku, we wspólnej wyprawie księcia Saksonii Henryka Lwa i króla Danii Waldemara I przeciwko Obodrytom, ginie książę Niklot, co oznacza początek utraty niepodległości Słowian zachodnich i przejmowanie kontroli ich ziem przez Niemców. Zamek ten zbudowano na miejscu byłego grodu słowiańskiego, w różnych dokumentach historycznych znanym jako Zuerin, Zuarina, Zwerin Zvarin. W języku połabskim „zvěŕ” oznaczało zwierzę, spolszczona nazwa: Zwierzyn, Swarzyn, Skwierzyn. Oto zdjęcie pomnika (autor: pappnas, fotocommunity.de).

Następca i syn Niklota,  książę Przybysław (zm. 1178), przyjął chrześcijaństwo i oddał kraj w lenno Saksonii. W 1172 roku towarzyszył Henrykowi Lwu w pielgrzymce do Jerozolimy, a także (w tej samej podróży) do Konstantynopola, gdzie Henryk Lew spotkał się z cesarzem Manuelem I. Komnenem (1118-1180). Cesarz bizantyjski, który podobnie jak Henryk Lew był przeciwnikiem cesarza Niemiec Fryderyka I Barbarossy, podarował księciu saksońskiemu  żywego lwa, z którym ten powrócił na zamek w Brunszwiku. Tak  W ufundowanej przez siebie ewangelii, wydanej w 1180 roku, Henryk Lew z żoną Matyldą przedstawiony jest w ceremonii koronacji. Sponsor Ewangeliarza został właściwie doceniony przez autora ilustracji, który przedstawił parę księżęcą w chwili, kiedy ręce z niebios zakładają im korony.

Jak pisze W. Bogusławski w IV tomie „Dziejów Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej” (Poznań 1900), „… po powrocie (z pielgrzymki) do domu (Przybysław) starał się o rozszerzenie między poddanymi swymi oświaty chrześcijańskiej. Z pomocą Przybysława, Henryk Lew władał Słowianami jakby jaki król”. Chociaż Niklot jest biologicznym twórcą dynastii, już nie obodryckich ale meklemburskich książąt, to faktycznym, politycznym jej założycielem jest książę Przybysław, którego następcą był jego syn Henryk Borwin (Borzywój) I (zm. 1227). Ta słowiańsko-germańska linia panowała w Meklemburgii aż do 1918 roku, a do dzisiaj żyje jej potomek, książę Borwin. Oficjalny jego tytuł to „Książę Mecklenburg-Strelitz, Książę Wendów, Schwerina i Ratzeburga”.

Dynastia meklemburska, jedyna wśród linii monarchistycznych o słowiańskim pochodzeniu, jest jednocześnie jednym z najstarszych rodów królewskich w Europie, z którego pochodzi m. in. królowa angielska Elżbieta II, poprzez Charlottę of Mecklenburg-Strelitz, babkę królowej Victorii. Oto zdjęcie z 2011 roku, ze spotkania w Mirowie księcia Borwina (z brodą, obok jego córka Olga) z ambasadorem Wielkiej Brytanii z okazji 250-tej rocznicy koronacji królowej Charlotty (źródło: flickr.com). W tym kościele chrzczona była przyszła królowa Anglii.

Dzięki mądrości politycznej Obodrytów, którzy w obliczu zagrożenia ze strony Danii, Saksonii, Polski i Czech zdecydowali się wesprzeć na najsilniejszym z tych sąsiadów, do dzisiaj zachowało się we wschodnich Niemczech około tysiąca nazw geograficznych (miejscowości, rzek, terenów) pochodzenia słowiańskiego, o czym pisze Oswald Jannermann w pracy „Slawische Orts- und Gewässernamen in Deutschland” (2009).

więcej czytaj: Massovia – Pomerania

Dynastia Niklotowiców

Książęta Meklenburgii

Dynastia meklenburska

  • 1160-1178 – Przybysław (syn księcia Obodrytów Niklota, patrz wcześniej: książęta Obodrzyców)
  • 1178-1227 – Henryk Borzywój (syn)
  • 1227-1264 – Jan I Meklemburski (wnuk)
  • 1264-1265 – Albert I Meklemburski (syn)
  • 1264-1299 – Jan II Meklemburski (brat)
  • 1264-1302 – Henryk I Pielgrzym (brat)
  • 1302-1329 – Henryk II Lew (syn)

Linia na Stargardzie

  • 1329-1392 – Jan I (syn, 1352 podział, Burg Stargard)
  • 1392-1416 – Jan II Meklemburski (syn)
  • 1392-1417 – Ulryk I Meklemburski (brat)
  • 1416-1438 – Jan III Meklemburski (syn Jana II)
  • 1417-1423 – Albrecht von Meklemburg-Stargard (syn Ulryka I)
  • 1417-1466 – Henryk Meklemburski (brat)
  • 1466-1471 – Ulryk II Meklemburski (syn)

Linia na Schwerinie

  • 1329-1379 – Albrecht II (syn Henryka II, 1358 podział, Schwerin)
  • 1379-1383 – Henryk III Meklemburski (syn)
  • 1379-1384 – Magnus I Meklemburski (brat)
  • 1379-1412 – Albrecht III (syn Albrechta II, król Szwecji 1364-1389)
  • 1383-1388 – Albrecht IV Meklemburski (syn Henryka III)
  • 1384-1422 – Jan IV Meklemburski (syn Magnusa I)
  • 1412-1423 – Albrecht V Meklemburski (syn Albrechta III)
  • 1422-1442 – Jan V Meklemburski (syn Jana IV)
  • 1422-1477 – Henryk IV Gruby (brat, Burg Stargard 1471)
  • 1477-1483 – Albrecht VI (syn)
  • 1477-1503 – Magnus II (brat)
  • 1503-1547 – Albrecht VII (syn)
  • 1503-1508 – Eryk II (brat)
  • 1503-1552 – Henryk V Zgodny (brat)
  • 1547-1576 – Jan Albrecht I (syn)
  • 1576-1592 – Jan VII Meklemburski (syn)

Linia na Güstrow

  • 1592-1636 – Jan Albrecht II (syn, podział 1621, Güstrow)
  • 1636-1695 – Gustaw Adolf Meklemburski (syn)

Wallenstein

  • 1628-1631 – Albrecht von Wallenstein

Linia na Schwerinie

  • 1592-1658 – Adolf Fryderyk I (syn Jana VII, podział 1621, Schewerin)
  • 1658-1692 – Chrystian Ludwik I (syn)
  • 1692-1713 – Fryderyk Wilhelm (bratanek, Gustrow od 1695)
  • 1713-1728 – Karol Leopold (brat)
  • 1728-1756 – Chrystian Ludwik II (brat)
  • 1756-1785 – Fryderyk Pobożny (syn)
  • 1785-1837 – Fryderyk Franciszek I (wielki książę od 1815, bratanek)
  • 1837-1842 – Paweł Fryderyk Meklemburski (wnuk)
  • 1842-1883 – Fryderyk Franciszek II (syn)
  • 1883-1897 – Fryderyk Franciszek III (syn)
  • 1897-1918 – Fryderyk Franciszek IV (syn, usunięty, zm. 1945)

od 1918 republika

Linia na Strelitz

  • 1701-1708 – Adolf Fryderyk II (syn Adolfa Fryderyka I)
  • 1708-1752 – Adolf Fryderyk III (syn)
  • 1752-1794 – Adolf Fryderyk IV (bratanek)

Wielcy książęta

  • 1794-1816 – Karol II Meklemburski (wielki książę od 1815, brat)
  • 1816-1860 – Jerzy Meklemburski (syn)
  • 1860-1904 – Fryderyk Wilhelm (syn)
  • 1904-1914 – Adolf Fryderyk V (syn)
  • 1914-1918 – Adolf Fryderyk VI (syn)

od 1918 republika

Prince Niklot [eng]

From Wikipedia, the free encyclopedia

Statue of Obotrite Prince Niklot at the Schwerin Castle (sculptor, Christian Genschow)

Niklot or Nyklot (1090 – killed in action August 1160) was a pagan chief or prince of the Slavic Obotrites and an ancestor of the House of Mecklenburg. From 1130 or 1131 until his death he was chief of the Obotrite confederacy, the Kissini, and the Circipani. At the same time he was Lord of (Herr zu) Schwerin, Quetzin, and Malchow. For nearly 30 years he resisted Saxon princes, especially Henry the Lion during the Wendish Crusade. He also opposed the conversion of the pagan Polabian Slavs to Roman Catholic Christianity.

Niklot’s place of birth is unknown. After the death of the Obodrite prince Henry, a Christian, Niklot renounced Christianity in support of the traditional pagan beliefs.

Niklot began his open resistance when Lothar III, Holy Roman Emperor, granted the Obotrite realm to his Danish vassal Canute Lavard. Together with Pribislaw, the son of Henry of Alt-Lübeck, Niklot fought against Lothar and Canute. After the murder of Canute in 1131, Niklot and Pribislav partitioned the Obotrite territory, with Niklot receiving the eastern lands. In order to weaken Pribislav in the following years, Niklot allied himself with Saxon lords, especially Count Adolf II of Holstein, allowing Slavic pirates to attack the Danes.[1]

The prince’s Saxon allies turned against him during the 1147 Wendish Crusade. Although Niklot resisted the siege of his fortress at Dobin, he was forced to pay tribute to the Christian crusaders. He subsequently was on peaceful terms with Adolf of Holstein, Duke Henry the Lion of Saxony, and Henry of Ratzeburg.

By 1158, King Valdemar the Great of Denmark had begun to pay Henry the Lion for assistance, leading Niklot to retaliate. The Danish king and the Saxon duke then allied in 1160. While the Danes harried the coast and distracted the Rani, the Saxons killed Niklot at his stronghold of Burg Werle; the Obotrite territory was largely partitioned by the Christians.[2] Niklot’s death ended Slavic control in Mecklenburg up to the Peene River. His son Pribislav recovered the inheritance of Niklot as Prince of Mecklenburg in 1167 as a Saxon vassal.

Footnotes

  1. ^ Christiansen, p. 65
  2. ^ Christiansen, p. 66

References

This article incorporates information from the revision as of August 30, 2007 of the equivalent article on the German Wikipedia.
  • Christiansen, Eric (1997). The Northern Crusades. London: Penguin Books. p. 287. ISBN 0-14-026653-4.
  • Marek, Miroslav. „Mecklenburg”. Genealogy.EU

Mystery 20; Annotation 45 – ”Why are Scolotians (Scyths), Slavs and Veneti the same peoples? – etymological and mythological evidence”


zmij -znuj tajepierwsze wersja 2

The 45th Skołotia – denotes – entirely Z Kołaka, which means coming from the blood and taken from the power of king (king = król)-kagan-tyrs-tzar (czar). It indicates coming from the law of  Kołak  as the first king of New Koliba.

Skołotia – also means – taking its rights, knowledge, rituals, faith and custom as well as  recognising the true ruler, the deputy,  incarnation of god on Earth – all that derives from the roots of Old Koliba. In other words, it means the land taking and  measuring the continuum of faith and law from the old Kołb and Kołbiel-Bauba – first earthy rulers-priests of Zerywani tribe in the Old Koliba.

Skołotia – means from Kołak and Kołb anointed by gods, solely from the gods whom Skołotia can worship and to whom it can give a part – i.e. a share and contributions.  The Part called the share (dział) is the sacrifice for gods in the form of kładziwo (the sacrifice of koło-dział <circle-share>, part and adoration for Koło Dziewsowy and originating from Koło Diewsowy, which means coming from Gods). The part called contribution  denotes  the sacrifice of the part of the share for the ruler. These Gods being in the divine Koło (divine Circle) at Wela are worshipped not only with a gift but  also with a circular dance, i.e. with the Koło (Circle) and they are crowned with koła (circles) made of flowers and herbs – wreaths (wreaths – wienie – wieńce).

Skołotia – implies the land of Native Faith, the land which belongs only to the gods that came from Kołodź, i.e. Kłó Welańska which means Twer Swąt, the House of God of Gods,  Father of Fathers – the Only Creator of the Whole World.

Skołotia is nothing but the later Skołowinia-Skołwinia, which means Skołowenedia (Skołwene) Sołodwia, Soudawia, Sołdowia, Sołowja. Skołoci (Scolotians), pronounced Skouoci and Suouoci (Słowocy – people using the word  <word = słowo>, i.e. people speaking their language which is understandable. These people are known to chronicles of Romaiōi as Scyths / Scythians).

Skolotians, Veneti and Slavs are one and the same – not only in terms of the same people, but also as the same name, denomination. All the names originate from the same Holy Giver of the Laws of  the World, from Kłó, but  they are the names emphasising three slightly dissimilar aspects of the same, and also three different historic events.

The first name, probably the oldest (but not necessarily) yet for sure  recorded earliest of all the three  accentuates  Kłódź as a link and bond derived from here, as well as adoration (faith) and the law educed in this way. The name is Skołoci (Scolotians). It was used in chronicles with respect to  the defined tribe, as the denomination of the community living in south-east and east areas of ancient Europe and the same  south-east lands of the Sis Kingdom (otherwise known as Wielka   Skołotia <Great Skołotia> and later on Wielka Sarmacja <Great Sarmatia> ).

The second name emphasises the roots of faith and the Tree of Trees (Drzewo Drzew – from which comes the meaning of ancient <prastary> – drewy, drzewy and tribal denominations Drzewianie or Derewlanie). The Tree of Trees – Drzewo Drzew – is also the Tree of Gods (Drewo Dewów). This name signifies the Gift of Gods  (Wiano Dewów) and additionally that these people come from, and comply with the laws given to them by givers of wena (dawcy weny)Weny Dawcy, Weni Dawców – givers of air and givers of life (uwene, owini, uwicie – vitalisation, creation) – Uwene Dawów, which again means children of gods (dew-twa {dzia-twa = children}, dew-ło {dzie-ło = creation}, dew-skie {dziew-skie = of God, divine), children of Gods of Kłódź.  Yet, the stress is here more on gods-dewowie and the Tree of Trees (Drzewo Drzew) and Drzewo Drzew ową Wierżbę-Weń (wierżba – willow) from which these people were picked (picked – zerwani), i.e. from which  Zery-wani were born. Zery-wani indicates not only that they were zerwani (picked), but it also  implies that  they arose from  a fiery tree- zeri (s-ger, s-gor, s-har, s-żar) wane and that they came into being from  Wiecha-Wenika, from Swąt’s Branch. Wiano – wene signifies Wenedowiea  (Veneti), but also secondarily, as usual, when holy meanings double, triple or quadruple, from water (od wody) – Wądowie and wiedy (wieda – knowledge, initiation) – Weda the holy Book and  wen – gods’ gift in the form of  volatile thought, and wenia – air, smell of  incense, wen – (włękit) <włękit – błękit – sky-blue colour> of divine blood, noble men’s  and warriors’ blood – ichor. The name Wenedowie (Veneti)  – in relation to specified people was used for ethnic community living  in the areas  mostly situated in the west and north of Slavic-Ist (Ist – Being) Europe.

The third name and, at the same time, the most contemporary one used in records from the Vth century AD and known till present is Słowianie, recorded by Romaiōi as Sklavene (Skłowene). This name combines two previous names into one Skoło-Wene which denotes Skołoto-Wenedowie (Scolotian-Veneti), Słowianie (Slavs), Suo-wene, i.e. Suorożiczi Wene, according to legends – Słońca Wiano (the Sun’s Gift) which means Children of the Sun Swarożyca Wiano (Swarożyc’s <Svarozic’s> Gift). Swoi, Słowi – those who speak, whom people can understand, in other words Sołwianie. The same, Wiano Swąta-Suąta (Suont Wiano) <wiano – gift; the gift of Swąt-Suąt>. The name Słowianie  (Slavs)  is obvious and dervided from the Slavs themselves  and their Native Faith from the oldest stories of the Tale,  beliefs about the Slavs’  own origin as well as about the origin of the world. Such dimensions and meanings of the Faith of Nature contain these words (apart from others which can be deduced from them), and they also express the symolic Slavic wieńce, zwieńczenia, wiechy (wreaths, panicles). This denomination emphasises the time in the history of Slavdom when it moved  its  central  hubs  from Stara Koliba (Old Koliba) to Nowa Koliba (New Koliba) – Lęgia – for the time of  War for the Mystery and after the defeat of Zerywani and  their  marvellous survival in the cave of Lęg by  Gods of Heaven (Sołowie)  and  Swarożyc (Svarozic) – where their name comes from – the Children of Swarożyc, Wiano Swarożyca   the Gift of Swarożyc) and Wiano Słońca (the Gift of the Sun) – Słowianie. The name was used  for  peoples  who were located in the middle,  between  east Scolotians and west  Veneti in the Sis Kingdom. Contemporarily this denomination relates to all the descendants of the Sis Kingdom and their lands.

This is where they originate from, who they were and where they were, and since when they have been and what they represent – today’s Slavs. Here they are – Skołoci (Scolotians), Skołowici, Skłowici, Skłoweni, primarily recorded in the chronicles of Romaiōi as Sclavini (Skławini), and then as Slovene (Słowene) and Venedawe (Venedae) Wenedawie, later Wędowie. The mythical, known to the Romaiōi first ruler of  Scolotians (Scyths / Scythians) – Kolaksais  means Kołak książe (Kołak duke) – Kołak-ksais (lkśniący, łyszczący, ©łyszczący blaskiem księżycowym, ślący promienie, – glistering, radiant, shining with moonlight, sending rays, ), Kołak-ksołs which denotes Syn Kłódzi (the Son of Kłódź), Syn Sołów (the Sun of Sołowie) – of the Gods of Heaven, Syn Sołu (the Son of Soł) – Słońca (of the Sun), Syn Swarożyca (Swarożyc’s Son) – the Sun Shield Bearer, in other words just  Kołak Król  (King), and also – swois – swój (our, their), using the word (word – słowo),  made of gods – of soł, of divine blood, the ruler of Swoiwene – (of Slavs – of Słowianie). Hence, till present there have been such words as soł-tys(soł-tyrs) – a district chief, sołectwo – a district area managed by the local chief.

znuj (GLOWA)

a Wenedowie (Veneti) and any information about Wenedonia, Winidonia, etymologies and lands taken refer to – SSS t. 6 page 369, 372 – 378.

b By careful analysis of  the names and chroniclers’ records,  denominations  in  north Asia  (Asia Minor)  and  the  whole  Europe  (Land)  you  can  study  the  history  of the  Slavs.  You can also make a different theory that the Holy Books of  the  Faith  of Nature give us. All in all, agreeing or disagreeing with the  books, the youngest name – if we accept the variety of the time when the mentioned names started to exist and when they were used – the designation of Słowianie means that they are the people who arose from the intermingling of Scolotians and Veneti, and then the element which was added to that was of Serbo-Mazowie, i.e. Sarmatian-Amazon. Not only is it  consistent  with the chronicles and archeological data, but it also agrees with linguistic facts, linguistics and the data resulting from genetic discoveries in recent years.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 814 obserwujących.