białczyński

Kim są Kaszubowie (Koszebowie) – według Księgi Ruty


mazonka Mazonka – Jerzy Przybył

Oczywiście Kaszubi (Koszebe, Koszebowie) są Koszanami. Jednym z plemion tego wielkiego ludu, który rozszedł się po całym Królestwie Sis, w różne jego strony. Ich najgłębsze korzenie sięgają Pierwszej, starej, mazyjskiej Koliby Zerywanów (około 30-25.000 lat p.n.e.), miejsca zrzucenia z Niebios pierwszego boskiego daru, jakim była Złota CzARA.

W Drugiej Kolibie, tej lądyjskiej, ciągnącej się od Adriatyku, nad Dunaj i Łabę-Lądę oraz Wiadę (Odrę), Wisłę i Dniepr, gdzie Zerywanie odrodzili się z Kruków, Kurki i Kąptorgi Ptako-Wężycy, zajęli miejsce wężowe, północne, krainę nazwaną Ziemicą Wędów-Wenedów. Jako lud morski opływali Ląd Biały (Europę) i Czarny (Afrykę)  i Mazję (Azję), a nawet Wendeląd (Amerykę Północną) i rozpłynęli się znad Morza Wędzkiego w wiele wielkich plemion. Jedno z owych plemion koszańskich to plemię Koszebów. To stąd, znad wędzkiego Bałtyku-Błotyku (Morza Wenetskiego), ruszyli około 1800 roku p.n.e. (nie wszyscy, lecz liczne ich grupy), w II Wielką Wędrówkę na Wschód, zakładać Persję i podbijać Windję (Indie). Tam właśnie w ziemi windyjskiej (wędyjskiej), nad rzeką Widjusz (Indus) i nad Gęgawą (Gangesem) zasłynęli najbardziej, i znani byli jako Kosze-tyrsowie (Koszebowie Królewscy). Tam też się zagnieździli na dobre, tam objęli rządy, i ci są najsłynniejsi. Dzisiaj znani są światu jako bramini, potomkowie boskich wojowników Kszatrijów (Kosze-tryów, Kosze-tyrsów).

Tym, którzy nie wiedzą wyjaśniam, że tyrs to rodzaj berła, znak królewskości. Podobną królewskością cieszyli się Bogatyrsowie znad rzeki Bugaja -Buga, których starożytni zapisali jako Aga-tyrsów (aga, kagan, knaga, kniagin, kniaź – władca sistański, słowiański, skołocki, istyjski), a potem znani byli romajskim kronikarzom jako: Bohanie (Bohemowie), Bohatyrsi, Bohaty-Rusy i Bużanie. Tym są Koszebowie – ludem królewskim Sistanu. Część Koszetyrsów z Windji ponownie wróciła razem Borusami (Prusami) do Łukomorza (Pomorza). Nie dziwi nas zatem ich duma, bo słowiano-aryjska królewskość jest im słusznie przypisywana, jako zwyczajnie przyrodzona.

Mimowolnie chyba potwierdzają nasze wywody słowa zawarte w opisie godła Kaszub i flagi na stronie Jednoty Koszebskiej (Kaszubskiej), cytuję:

„Gryf – popularny w średniowiecznej Europie symbol, pochodzenia perskiego, przyniesiony przez uczestników wypraw krzyżowych. Był godłem książąt zachodniopomorskich, od nich trafił do herbów wielu miast na Pomorzu i stał się godłem całego Pomorza. Od początku ruchu kaszubskiego czarny gryf na złotej tarczy był uznawany za herb Kaszubów. Czarno-żółte barwy flagi są pochodną herbu Kaszubów.”

flaga kaszub150x250

Tyle na Nasze Kaszuby – strona narodowości Kaszubskiej: http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=47

Herbu Gryfitów tam oczywiście na wszelki wypadek nie zamieszczono, ponieważ rzeczony herb Gryfitów – książąt Zachodniopomorskich wygląda tak:

godło gryfici PommernwappenTak więc panowie z Jednoty Koszebskiej, którzy chcecie mieć czarnego gryfa na żółtym polu wasze kłamstwo ma, bo musi mieć, nóżki bardzo krótkie i krzywe. Herb Kaszub jeśli miałby zaistnieć musiałby wyglądać tak jak ten wyżej – zupełnie po słowiańsku, a nie po germańsku – Czerwony Smok (a jakże scytyjski, a nie perski) na Białym Polu. A zatem flaga, której chcielibyście panowie, słowiańscy do szpiku kości Kaszubi, używać musiałaby być taka:

flaga_polskaPrzykro mi, taka jest prawda, która ani na krok nie zbliża was do Braci z Werwolfu. Mówię wam to jako Białczyński, z rodem Gryfitów spokrewniony, zatem wiem co mówię. Ten herb mógłby najwyżej wyglądać jeszcze tak:

herb_gryf

Gryf (Gryfon) to mityczne zwierzę przedstawiane jako lew z głową, przednimi łapami i skrzydłami orła. Jego pierwsze wizerunki pochodzą z terenów starożytnej Mezopotamii oraz Indii i liczą około 6 tysięcy lat. Gryf był wyobrażeniem babilońsko-assyryjskiej bogini Tiamat. W sztuce tych kultur spotyka się gryfy oraz uskrzydlone lwy z ludzką głową. Starożytni wierzyli, że Gryf włada Scytią. W mitologii greckiej strzegł podziemnych skarbów Apollina, a w starożytnym Rzymie był opiekunem boga mórz Neptuna. Gryf był symbolem przebiegłości, podstępu, a także zręczności i siły. Już w okresie wypraw krzyżowych umieszczali go na proporcach rycerze najodważniejsi i najprzebieglejsi w boju. Herb polskiego rodu Gryfitów przedstawia wspiętego Gryfa na czerwonej tarczy. Gryf jest srebrny, jego dziób, język i szpony – złote. Herb w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów posiadał koronę oraz klejnot złożony z połowy orła ze złotą trąbą. Dopełnieniem każdego herbu było zawołanie, którym współrodowcy posługiwali się np. na polu bitwy. Podstawowe zawołanie Gryfów brzmiało „Świeboda”(Swoboda), ale niektóre rodziny używały dość zagadkowego i oryginalnego – „Po trzy na gałąź”.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach właściciele herbu przybyli na ziemie polskie. Zdaniem heraldyków, w tym Jana Długosza, Gryfici wywodzili się z Dacji, a ich herb ukształtował się między 600 a 960 rokiem. Niektórzy jednak upatrują jego pochodzenie z terenów Słowian Połabskich i wiążą go z postacią Jaksy z Kopanicy, słowiańskiego księcia połabskich Stodoran, który pod koniec życia osiadł na Śląsku.

Wiec przestańcie  panowie z Jednoty pieprzyć od rzeczy.

Ale oddajmy już głos Księdze Ruty, z której zaczerpnęliśmy opisujące lud Koszan i jego plemiona cytaty:

Taja 19

strona 112:

„Według Romajów, Dodoł przez cały okres niewoli przemyśliwał, jakby się tutaj z wyspy wyzwolić
i wrócić do ziemi Brzeganów w północnej Wędji, gdzie żyli oni w sąsiedztwie Koszebów
i Koszewian-Kociewian.”

str 137 przypisy:

„Północny odłam Porusów zmieszany z Istami utworzył plemię, które zamieszkało nad Bołotykiem i znane jest
kronikom jako Prusowie, a powinno być nazywane Po-Rusami lub Bo-Rusami (bo byli potomkami Borusa)
i spadkobiercami Hiper-Borejów (Wielko-Borusów). Tam, w Wędii, sąsiadowało ono zresztą, podobnie jak
w Windii, z potomkami Koszerysa – z północnego odłamu Koszetyrsów – Koszebami (Kaszubami).
Łącznikiem między północnymi Koszanami a południowymi Koszetyrsami byli z kolei Koszerowie (Kozerowie),
zamieszkali nad Morzem Mazowskim i Morzem Koszpijski (Kaspijskim), znani z późniejszych czasów jako Chazarowie, a także Kuszanie z Doliny Kusz na Kaukazie, znani z zapisów Biblii.
Istniało także północno-zachodnie skrzydło Jakoszów – Jakoszanie w dzisiejszej Małopolsce, których grodem były
w późniejszym czasie Jakuszowice.
Plemię nadbałtyjskich Porusów przetrwało do końca XVI wieku n.e. a w wiekach X – XIV toczyło krwawe boje
w obronie Wiary Przyrody i własnej tożsamości, najpierw z Polską Piastów (Polęchią), a potem z Zakonem
Krzyżackim.
Koszetyrsowie dotarli do ziem windyjskich pod wodzą Koszerysa znacznie wcześniej niż Widnur i zamieszkali
ziemię nazwaną przez siebie Koszmir.
Koszebowie przetrwali do dzisiaj nad Bałtykiem.”

strona 139

„…Zapisani także przez kroniki jako Wicikovici, czyli kowający wici. Chodzi tutaj o Listkowiców-Łyskowiców z Góry
Pałki, których kapłanami była Gromada Wicików Kowali, czyli Kowitów. Taja wskazuje, że Łyskowice pałkińscy
są potomkami wtajemniczonych wojów z plemienia Czudełosa, z którego to plemienia wywodzą się też: Koszetyrsowie – rządzący całymi Indiami jako uprzywilejowana warna władców i wojowników, indyjscy i słowaccy Koszanie (Kuszanowie z Indii oraz słowaccy Koszyce z grodem w Koszycach), naddońscy Kozerowie (Koszerowie-Chazarowie, Kumańcy oraz Kozacy Naddońscy), a także Moro-Kumanowie (Markomanowie), kaukascy Kuszanie – z Doliny Kusz, nadbałtyccy Koszebowie ze swoim głównym grodem Koszalinem, Kosezowie, będący warną wojowników i kapłanów Serbów Południowych w ich Świętej Ziemi – Kosowym Polu, wreszcie Kozacy, stanowiący harmię obronną chłopów Ukraińskich i wschodnich rubieży Rzeczpospolitej Szlacheckiej (Sarmackiej). Ci właśnie byli szlachtą Rusów Właściwych (Czerwonych) – Gerrusów, znad Gerros – owymi
walecznymi gierojami-gerosami (herosami).”

Taja 20

strona 170

„Musimy w tym miejscu zwrócić uwagę, iż do słów czarowników burskich należy się odnieść
z wielkim szacunkiem, jako że plemiona Czudziów, Kładów, Koszan, Koszetyrsów, Kozerów,
Koszebów, Mosoków, Mokoszanów, Jakoszów czy Jakoszan i im pokrewne, a też wojowiekapłani
Kosezowie, przez wieki wywodzeni byli, co prawda, z gromady plemiennej Harów
z Ludu Nurów, ze względu na ów zakaz pamięci o Koszerysie, ale pochodzą oni też na pewno
od Burów Czarnosiermiężnych. Oni wszyscy mają też pleń Czudełosa, odrodzili się w pępach
Czarnosiermiężnych, pępach ludu czcicieli Przepląta i Obiły-Kalji, a także Kalji-Przepigoły (Plątwy
Ukaranej) – Czarnych Bogiń.”

strona 171

„Tych Kolibańczyków zza Gór Świata mienią mikowie Koszatyrami albo Koszetyrsami, a też
pokrewne im plemiona Koszanami lub Kuszanami, Koszycami, Koszebami, Kozerami, Jakoszanami
i Jakoszami. Ziemicę zaś Koszetyrsów zwą Koszmirem. Złośliwi zaś nazywają ją Koszmarem, czyli
Krainą morzoną przez Kosza.”

strona 194 przypisy:

„Spałkalisz – gród wymieniany w dawnych kronikach rzymskich jako Askaukalisa. Jest to jeden z głównych
grodów plemiennych Koszebów. Stare grodzisko z okresu kultury łużyckiej i jego następne wcielenia z okresu
kultury przeworskiej i jeszcze późniejsze, umiejscowione były w okolicach dzisiejszej Bydgoszczy.
Koszebowie należą do plemion z grupy Koszan, zrodzonych z krwi Koszerysa. Pochodzą bezpośrednio od
Skołotów Koszanów, oddających cześć Przeplątowi-Koszowi oraz Stolemów-Stołpów, narodzonych z wędyjskich
Spalów (prawnuków Stwolinowych) i istyjskich Osiłków (potomków Asiłków) z Osilii. Oddają oni cześć bogini
Kalii – Obwile (Czarnej Bogini), Gogoładzie Wielkiej – Golemie oraz Plątwie Ukaranej – Przepigole (Przegołej,
Przegolonej, Gołej, Pokalanej albo inaczej – Skalanej).
Dzieje Spalów biegną od najdawniejszej starożytności i splatają się z dziejami najważniejszych ludów tej ziemi.
Spalowie to bitne wędyjskie plemię, wywodzące się od bohatera spod Widłuży (Troi-Ilionu) – Pałomęża-
Pylajmena. Tenże Pałomąż przewodził Wędom i Istom-Osiłkom, których przyprowadził do wrót grodu Priama
(Radopryma) w Widłużę, z Północy. Pałomąż miał nadzieję obronić przed Romajami, będące w dzierżawie
lennika Królestwa Sis, Radopryma (Priama), pradawne wiano Zerywanów Troję-Widłużę i Troję-Trójorzę na
Złotym Rogu. Jednakże Troja-Widłuża została zniszczona.”

strona 195

„Ziemię Pomorską (Połukomorską), oprócz Słowienów, objęli w gospodarzenie Koszebowie i Koczewianie,
stanowiący północny odłam wielkiego plemienia Koszanów. Oba małe plemiona łącznie nazywane są dziś
Kaszubami. W ich bliskim sąsiedztwie na Pomorzu Bołotyku zamieszkali też północni Jątowie – Jakoszowie
(Jaksowie) – część z nich znana jest kronikom jako Jadźwingowie. Zamieszkali tu także Porusowie-Borusowie
(Brusowie znani jako Prusowie).
Tym sposobem nad Morzem Bołotyckim odtworzony został ten sam układ sąsiedzki, jaki ustanowił w Windii
Koszerys, gdzie Koszanie-Koszanowie (Kuszanowie) sąsiadowali z Koszetyrsami, Jakoszanami i Poruszami.
Także tu i tam jest Morze Wądów, poświęcone Wądom i Tłom-Żgwiom, tyle że jedno – to pierwsze północne
– graniczy z welańską Nawią Ciszy – Otchłanią, a to drugie, południowe, zwane Windzkim lub Indyjskim,
graniczy z welańską Nawią Piekło.
Te są krańce Ziemi dla Zerywanów.
Jedno z najważniejszych miejsc świętych Kaszubów nosi miano Koszalin. To w Koszalinie posadowiona jest
Góra Chełm, na której czczono, nieprzerwanie od starożytności do późnego średniowiecza, bogów Wiary
Przyrodzonej. Tutaj oddawano hołd bogom, także na Trunikuj, gdzie siedział potężny książę i żerca.
Górę wieńczył kiedyś chram, a miejsce to poświęcono i oddano w opiekę Tynom Plątów i Makoszów. Cała góra
to świątynia, którą traktowano jako Świętą Ziemię Kosza, czyli Lenno Kosza, inaczej Kosza Leń lub Kosza Lico
– Obraz Kosza. Możliwe, że świątynia z gajem i chramem ulokowanym na Górze Chełm, będącej jedną z pasma
dawnej Gołogóry, poświęcona była wszystkim boskim rodom związanym z ceremoniałem Przejścia do Wiecznej
Krainy, czyli bogom Śmierci (Tyn Welesów), Koszu – Przeznaczenia (Tyn Makoszów), Koszu – Przypadku (Tyn
Plątów) oraz Zapomnienia (Tyn Morów). Przez tysiąclecia chowano na zboczach góry zmarłych z wszystkich
okolicznych plemion i kultur.”

strona 202

„…Z krwi tego Stolema i Koszerysa oraz Spalów wędyjskich (od Palemona), płynącej w żyłach Odrzychy i od jej
syna Stolema II, którego miała z tyrsem Osianem (Osiantyrsem) z Osiłków istyjskich, pochodzą Kaszubowie, czyli
Koszebowie i Koczewianie oraz ich ród królewski Stolemów, który rządził nimi przez tysiąc lat.”

strona 205

„…Koszanie, Koszetyrsi i Porusi, podobnie jak inne plemiona zerywańskie, odrodzili się później w Lęgii z pępów suk
i odyńców poprzez Siedmiu Kruków w plemiona Nowej Koliby. Z krwi Koszerysa wywodzą swój początek również,
pokrewne Koszanom i Koszetyrsom windyjskim, plemiona Koszebów wędyjskich i Koczewian nadbołotyckich
(Kaszebe), Kosezów – żerców i wojowników plemion południowosłowiańskich, Koszyców słowackich i Kozerów
dniestrzańskich. Od Borusa wywodzą się plemiona Porusów windyjskich z Horoszu (Chorezmu) i Prusów-Brusów
istyjskich znad Bołotyku.”

Taja 22

przypisy, strona 362

„Istnieją dwie wersje dziejów narodzin Asiłków. Pierwsza z nich jest zapisana w Taji 18, gdzie Asiłkowie narodzili
się z Osidły, która swawoliła z bogunami Obiłuchami w Golem Beudzie. Ich narodziny miały miejsce wtedy,
kiedy Golemów. Tak było według podań lęchskich i wędyjskich. W tej Taji mamy podanie z plemienia Koszan,
którzy także jako Koszebi znaleźli się częściowo w ramach wielkiego Ludu Wędów Nadbołotyckich, w części
przewędrowali na Kosowe Pole gdzie znani są jako Kosezi, a w części odrodzili się jako Koszanowie w Windii
z dawnych Koszetyrsów. Tokharowie (Harowie Toka, inaczej Harowie Pustynni lub Harowie Tekli Mahya
– zwani też Tekla{makan}harami) utworzyli swoje państwo w windyjskiej Baktrii. Tokharowie później wspólnie
z Koszetyrsami założyli wielkie królestwo złożone z ziem Koszetyrsów, Koszanów i Horoszyb. Z krwi Asiłków
zmieszanej z przetrwałą w pępach krwią jednej z królewskich suk, odrodzili się po Wojnie o Taje Lęgowie
i Ślęgowie oraz inne ludy polęgskie. Z krwi Harów, zawartej w pępach, odrodzili się Harusowie, Hawarowie
i Obrowie oraz inni, zwani na koniec Chorwatami.”

Taja 23

 strona 392

„…Dalej zaś za Lęgami, na samym brzegu Morza Błotyckiego, mieszkali Wędowie. Ci składali się
z wielu plemion, takich jak: wędyjscy Obodryci, Obrowie z Nurów, także nurscy Oblowie, nurskowędyjscy
Słoweni, wędyjsko-istyjscy Koszebie-Koszebanowie (Kaszubianie), lęgsko-wędyjscy
Pyrzyczanie, bursko-wędyjscy Wieloci – Wieleci i Wieloci – Wilcy, a także liczni inni Wędowie,
jak Pomorzanie, Wędo-Łabi, Wędo-Letowie, Wędo-Warowie, Wędo-Wężowie, Wędo-Dale, Wędo-
Tycze, Wędo-Mieniowie, Wędo-Radęcowie, Rynowędowie, Bodyni z Ludu Budynów, Ranowie,
Rugowie-Regowie, Rujanie, Połabianie i wiele innych. Te dwa wielkie Ludy Sis – Wędowie
i Lęgowie – przez Romajów nazywane też były Hiperborejami, czyli Wielotami i Ljedianami-
Lądami albo Wielo-Borzanami – Drzewianami. Do hiperborejskich korzeni przyznają się też
Burowie-Borzanie, czyli cały Lud Czarnosiermiężnych, jak również Istowie, do których należy
zaliczyć Boran-Borusów, czyli Prusów. Wszyscy oni mają poniekąd częściowo rację. O tym
powiemy jednak w innym miejscu.”

strona 428

„…Wędowie Kriwejtisa zaś, chcąc nie chcąc, odegnani od dawnej swej ziemi nad Wartą, osiedli na
Brzegu Błotyku-Bałatyru. Tu napotkali część, odprawionych w wielu łodziach bojowych przez
rozzłoszczonego Kreksa, wojowników z zadrugi Wędów Dalów. Część plemion Wędów osiadła
u ujścia Wisduny, Odry i Łaby, a to Wędywarowie, Wędyłabowie, Wędoleci, Kaszubi, Słowieńcy,
Wędsowie, Radęcowie, Windowie, Mieniowie, Pyrzyczanie i Wężowie-Wieloci. Krwędys z częścią
zadrugi Wędów Warów oraz Wędodalami przeprawił się na wyspę, którą nazwali Wolin i kazał tu
zbudować gród królewski Winetę, zwaną też Wenedą.”

Taja 24

strona 600

„…W tym to czasie odrodziło się na ziemi Koszebów (Kaszubów) Królestwo Dolnego Wądalu,
a tamtejszy władca Wądalus Wielki zgłaszał swoje prawa do całego biegu Wisły i panowania
w Karodunie-Krakowie. Wądale prowadzili wędrowny tryb życia. Zatrzymywali się na dłużej
w niektórych ziemiach, które zdobywali orężem. W owych ziemiach zimowali, a nawet bywało
pozostawali w jednej osadzie dwa, trzy roki, ale potem, zmieszawszy się z tutejszym ludem,
powiwszy kolejne pokolenie, nieodmiennie ruszali dalej. Nie budowali grodów trwałych, jeno
osady, nie uprawiali ziemi, jeno ci, których podbili, uprawiali ją dla nich. Brali sobie dziewki
miejscowe, płodzili z nimi potomstwo, a synów chowali na wojowników. Tym sposobem
powstawały liczne mieszane słowiańsko-skońskie rody. Co ciekawe, nowe plemiona mówiły
dwoma językami i zachowywały dwa obrządki grzebalne, każdy swój68. Część owych rodów,
powstałych w nowej wspólnocie plemiennej, zabierała się w drogę z nimi, a część zostawała na
swoim dawnym leżu. Prawda, że była to jeno garstka tych pozostałych, tak więc ziemice rodowe
dawnych Słowian ulegały zapaści, a liczne zastępy postępowały razem z przybyszami, ciągnąc
stale na południe. Ludy owe gnała ku wędrówce, ku poszukiwaniu lepszego życia, lepszej ziemi,
obiecanego Złotego Królestwa, ta sama Klątwa Winety, przeniesiona na nich z krwią Wędów, ale
też srogi reżim i zakazy władców Królestwa Sis – zabraniające wymiany towarów z Romajami
i Persami.”

strona 602

„…Morbądta był kuningiem Morokumanów i jako kniahin wywodził się z rodu mieszanego morokumańskiego,
czyli inaczej ze związku moro-koszańskiego. Ci Koszanowie, wśród których
żyli Kumowie-Kumanie, są znad Irtysza, Wołgi-Rzwy, Rzeki Kamiennej i z Gór Kamiennych.
Zapewne kiedyś, dawno, wyszli oni znad Okoszy, jak i Koszetyrsowie Windyjscy czy Koszebowie
Nadbałtyccy. Musiało to być jeszcze za czasów Starej Koliby albo w Czasach Niemierzonych.
Gdzie się oni wyodrębnili, jako plemię potomne Koszerysa, trudno to dzisiaj powiedzieć.
Jeśli zaś idzie o Morokumanów, czyli plemię mieszane, złożone z Morów-Karopanów i Koszanów-
Kumanów, to ci wzięli się na Ziemi z woli kagantyrsa Sistanu – Tajsaka I – tego, co rządził
u Serbomazów, a potem władał całym Wielkim Kaganatem Sis. To on sprowadził Kumów-
Kumanów z Gór Kamiennych i znad Irtyszu, do Zaharpąckiej Ziemi Czarnych Rusów (Czarnej
Rusi), gdzie się zmieszali Kumowie z Morusami, dając początek Moro-Kumanom. Działo się
to w 636 roku czasu Nowej Koliby. Tajsak I z Języtów prowadził wówczas wojnę z Nurusami
i Lęgami i umyślił sobie, że Kumanowie mu w tym pomogą. Tyle że ci przybyli nie tylko jako
wojsko, ale z całymi swoimi zadrugami. Osadził ich więc w Morusji, bo przeszli kawał drogi znad
Wołgi-Rzwy i Irtyszu.”

przypisy, strona 610

„…Położone w Ziemi Koszan-Kaszubów miejsce święte Wiary Przyrody. Okolice Jeziora Harzykowskiego,
miejscowości Harzykowo (Charzykowo) i Kościerzyny (dawnej Koszcieryny) są miejscem Świętego Boru
– Gaju Leszy, światliszczem Plątwy-Koszy i Matki Ziemi. Jest to jedyne w Europie miejsce, które wymagało
w dobie chrystianizacji umieszczenia tutaj aż dwóch sanktuariów Matki Boskiej, co świadczy o jego wielkiej roli
w obrzędach Wiary Przyrody, związanych z kultem ważnych bogiń tej wiary. Na jeziorze Harzykowskim (dzisiaj
Charzykowskim) leży wyspa Ostrowite (nazywana tak, gdyż ostrów- wyspa, ale także ponieważ ostrokrzewy
i tarnina są krzewami Ciemnych Bogów, Władców Zaświatów – Plątów, Welesów i Morów). W miejscu
nazywanym Koszcierzyna (kosz – splątany los, tarnina – kolczasty krzew o cierpkich granatowo-srebrzystych
owocach) położone było światliszcze Plątwy-Koszy i Nyji-Kosy.
Na wyspie Ostrowite odkryto niedawno światliszcze bogów Zaświatów (Welesów, Plątów i Morów) oraz miejsce
obrzędów poświęconych Dziadom, z centralnie umieszczonym grobem książęcym z roku 1000–1050 c.NK (200–
250 n.e.). Jest to jeden z tych grobów, które były strzeżone prawdopodobnie przez Harów-Chrobatów, łącznie
z całym tutejszym obszarem świętym. Grób znajdował się w drewnianym budynku pod specjalnym zadaszeniem,
opartym na czterech słupach, obudowanym ścianami drewnianymi ze wszystkich czterech stron. Na wschodnim
brzegu jeziora odkryto osadę z IX – XII wieku c.NK (I – IV wieku n.e.).”

strona 616 – 617

„…Rzeka Taja w Górach Morawskich i obwar Hardagon – to inaczej rzeka Dyja, którą w czasach Zerywanów
nazywano właśnie Tają. Stanowiła ona rzekę graniczną między ziemiami plemion słowiańskich: Czechów
i dawnych Rakuszan. Rakuszanie (Rakoszanie) to odłam jednego z plemion Koszańskich. Koszanie, nazywani
Koszycami, po południowej stronie Gór Harów zajmowali okolicę obwaru Koszyce (dzisiejsza Słowacja), po
północnej stronie gór siedzieli Jakoszanie w okolicy obwaru Jakuszyce w Karkonoszach. Całkiem na północy nad
Morzem Błotyckim siedzieli Koszebowie – na Kaszubach, Kociewiu-Koszewiu (Koszewianie) i w otoczeniu obwaru
Koszalin. Najbardziej zachodni odłam Koszanów – Rakoszanie, wraz z Karantanami, zajmował zgermanizowane
później ziemie dzisiejszej Austrii. Jeszcze dalej na zachód nad Jeziorem Body (dzisiejsza Szwajcaria) zamieszkali
słowiańscy Bodzanie (Bodanie, Bodzentynowie) i Helwędowie. Helwędowie mieszkali pierwotnie na półwyspie
Hel i w Zatoce Wędyjskiej wkoło obwaru Goduna (Gdańsk).
Jest to drugie z miejsc poza Borem Tajch, o którym powiada się, iż to właśnie w nim zakopał Taje Bierło pod
koniec Wojny o Taje. Skrytka miała się znajdować w samym sercu obwaru i wzorowana była na Świętej Kłodzi
Światowida-Swąta. Obwar, który posadowiony został nie na wzgórzu, lecz pod wzgórzem zwanym Górą Dagów
– czyli Dażbogów, Harą Słoneczną (Harą Dagów), miał osłonić Bierłę w chwili ukrycia taj przed niepowołanymi
oczami szpiegów ludzkich i boskich oraz inogskich. Ten obwar nie został nigdy nazwany przez Bierłę. Kapiszty
Wiary Przyrody nazywały go obwarem Hardagon lub obwarem Taj, a gród, który tu powstał za czasów Nowej
Koliby, nazwano Radgozd. Góra i obwar znajdowały się dokładnie w świętym miejscu rzeki Taji, gdzie tworzy
ona tak zwane żródłoujście – rozwidlenie na trzy odnogi, w którym źródło Taji jest jednocześnie ujściem dwóch
rzek: Taji Morawskiej i Taji Rakoszskiej.a
a Rakoszskiej-Rakuskiej czyli Austriackiej, bo tak Czesi nazywali ten kraj położony za Dyją i obwarem Radgozd
(Ratgos), co znaczy Rady Bór, bowiem gozd – bór, las, puszcza. Dzisiaj na miejscu grodu Radgozdu znajduje
się w pobliżu źródłoujścia niewielka miejscowość austriacka Raab. Trudno wyjaśnić pochodzenie czeskiej
nazwy tamtych ziem inaczej, jak tylko w ten sposób, że ziemia należała do plemienia słowiańskich Rakoszan.
Wywodzenie nazwy kraju od grodu Radgozd (Ratgos) jest nieprzekonujące, zwłaszcza że nazwa miasta
Rakous zaczęła funkcjonować dopiero w XI wieku. Także Polacy w średniowieczu nazywali mieszkańców
Austrii Rakuszanami.
Nazwa dzisiejszego kraju Szwajcarii – Helwetia jest jedyną (poza naleciałościami słowiańskimi w narzeczach
górskich różnych plemion szwajcarskich) pozostałością po Helwędach w tym germańskim i romańskim dziś
kraju.”

lukisj pgLukis – Jerzy Przybył

Tyle mówi o Koszebach Księga Ruty. Może wydawać się że to niewiele, lecz nie zapominajmy że tak zwana Taja Legijsko-Wędyjska, czyli Taja 26, która dokładniej omawia dzieje Wenedów i różnych ich plemion pomorskich, w tym skońskich Wądali i Koszanów, a mieści się w nieopublikowanej jeszcze Księdze Tanów.

Jednak już z przytoczonych tutaj fragmentów widać jasno ario-słowiańskie (inaczej scyto-słowiańskie) korzenie tego ludu, który nic nie ma i nigdy nie miał wspólnego, z tak zwanymi Germanami, a jest niezbywalną, odwieczną częścią Królestwa Sis.  Nie inaczej jest z plemieniem Ślęgów, które się wywodzi z Ludu Lęgów (Lugiów) o takim samym scyto-słowiańskim pochodzeniu, od Siedmiu Królewskich Kruków.

asilek jpgAsiłek – Jerzy Przybył

Slavic Celestial Beings (Stworze) and Demons (Zdusze) – from the site of www.najmici.net


poludniceJerzy Przybył Południce (Celestial Beings – Polednica)

Copyright © by Czesław Białczyński   

Copyright translated© by Katarzyna Goliszek                                                                                              


 

http://www.najmici.net/stworza/index.htm (This page no longer exists)

The Old Slavic Myth of the creation of the world – a version from ”Slavic Celestial Beings (Stworze) and Demons (Zdusze)”

Czesław Białczyński

Webmaster Iwona Szymańska

Przodkowie

Stanisław Szukalski (Stach from Warta) Ancestors

 

  • ·     About the great pitcher of Zerywani.
  • ·     About the birth of Skies and Earlier Celestial Beings
  • ·     About the transormation of Earlier Celestial Beings into Celestial Beings and the birth of Demons.
  • ·     Description of Celestial Beings
  • ·     Older ones – the Kings of Celestial Beings, and Boginiaki – the offspring of Celestial Beings
  • ·     Description of Demons
  • ·     Closed circle

 

Many typically Polish names have not been translated into English as they do not have an equivalent in this language at all. Please, note that in Polish such endings as: ‚a’, ‚e’, ‚i’, ‚y’, ‚ie’ are plural forms, for example, Przestworza, Przedstworza, Milicze, Milcze, Zerywani, Boginiaki, Saszory, Bardzowie, etc.
 

 

About the great pitcher of Zerywani
Long – three or perhaps four thousand years ago – the tribe of Zerywani began to build the mysterious Great Pitcher. The Pitcher was, indeed, of a huge size and was not an ordinary pitcher, but the true copy of the Gold Pitcher thrown down by Gods from Heaven along with three other attributes of divine power: Perun’s Gold Axe, Prowe’s Gold Shackle and Rgieł’s Gold Lister. All these holy objects were a gift for the tribe consisting of numerous Zerywani kin. Only man who deserved to become a king was allowed to pick the object up from the ground. People feared to touch the shining gifts. Pirst – the son of old Kołb and wise Bauba turned out to be the only brave man. As a result, Pirst became the first king of Zerywani, the founder of the Pierwopalcowie (Pirsztukowie) who reigned long and happily.
After them, reigned
Kuksowie who were then followed by Milicze (Milcze). Among them one – Mrukrza’s brother was cursed; his name was Zeł. He stole the heavenly Gold Pitcher and after being expelled he escaped to a desert with a group of warriors and women. Gods sparked off a dreadful tempest and lost nearly all the exiles while the Pitcher was covered with sand in the desert and although many wytędzowie made efforts to find it, none of them succeeded in doing so. 

(wytędzowie (those who knew how to struggle with the indefatigable and how to defeat the undefeatable)

 Mrukrza who was in power at that time, gathered chiefs of kin and they decided to reconstruct the divine gift. The reconstruction took many years. Many generations had passed till the whole Pitcher was ready. To make the Pitcher, a lot of kinds of clay from all the corners of the earth as well as many kinds of water from various rivers and seas were used . The whole Pitcher was covered by hundreds of pictures, convex sculptures and was decorated with ornaments, engravings and secret signs were written on it.

 Finally, the Pitcher was painted with the finest paints of the world so that it shone like Denga-Tęcza (Tęcza – Rainbow), the Mistress of Diverse Colours. At last, for forty days and forty nights it was fire kilned and a ritual feast and ritual dance were all around. When the Pitcher dried up, it was fully filled with holy mead taken from even the farthest parts of Koliba (Zerywani’s Land). Then, a magnificent holiday began. The huge Pitcher looking like a mountain was surrounded by a circle. People were singing and dancing continuously for the whole month (from full Moon to full Moon), eating meat of White and Black Bulls and drinking mead from the holy Pitcher.

 After that, the Pitcher was available for everyone for a certain time. Everyone could come whenever they wanted to admire the pictures, read meanings out of the signs and ornaments, think over the meaning of the scenes, touch every convexity, saturate the eyes with colours. But the Pitcher was soon covered with large banners onto the canvas of which the holy signs and pictures from the faces of the Pitcher were moved. Although nobody was able to snatch such an enormous vessel, or even move it, the Carers of the Pitcher feared that a spell could be put on it or that a shame could be the result of a hostile glance, or that someone evil or envious could damage the faces of the Pitcher and its drawings (like Zeł once did).

People soon started to plead with Gods and make sacrifices at the foot of the Pitcher, especially that the fire in which the vessel was kilned was never put out and it became the holy Fire of the Tribe. From then on, special people, the most venerable members of Zerywani’s kin, watched so that the fire burned forever, and in case they neglected it, they could face infamous death. It was those people who became priests (wołchwowie, zinisowie – magicians, żercy – priests, wróżowie – fortune tellers). They knew everything about the holy Fire and the Great Pitcher, they were also entrusted with making sacrifices on the Stone formed out of hardened remnants of the clay so that they were surely performed appropiately and so that Gods liked them. The priests explained the pictures and signs of the holy Banners, read omens out of fractures of the Pitcher and prophesied from the taste of the mead inside of it.

Being afraid of any damage that might happen to the Pitcher, Fire and Stone, the priests ordered to build a huge shrine which was to protect the place against evil eyes, burning sun rays, cold winter and heavy storms. Then, the temple was surrounded by a fence of a triangular shape. Three gates were built in the fence for priests, magicians and fortune tellers whilst all other people were forbidden to enter the place. Soon after that the fence was hidden behind an embankment. The embankment was surrounded by a palisade. The palisade was surrounded by a sacred grove, and the whole place was given a great honour and was highly worshipped. 

Sacrifices and prayers at the Pitcher appeared to have been exceedingly effective. Well, the Pitcher was given such honour that only the priest who was purified by fast, fire and water was allowed to go inside the temple, having kept his breath so as no to sully the divine surroundings. The priest did not dare glance at the Pitcher itself, either. He was just permitted to scoop the mead from it and look at the banners.
At that time rituals were moved to the nearest clearing. A mount – bugryszcze was heaped where a post (called kumir) – a sculpture symbolising God was piled, the sacrificial stone was brought and a place for the fire was chosen.
Every time they kindled fire they took it from the fire in the temple and the priest also brought  prophetic mead in a decorative horn from there. Only the insiders deliberated on the shapes and engravings on the Pitcher.
Slowly, people forgot about the sophisticated meanings of the drawings. The very existence of the Pitcher was gradually becoming a legend.

 Centuries went by, the Zerywani tribe expanded and divided. Turbulent times came, wars, storms, famine, plagues and tempests sent down from Heaven. Internal quarrels started. One of subsequent wars brought on a real calamity – it was the War for Taja (Taja – Mystery). Local settlements and villages were burned down, the temple was demolished, and the Pitcher was broken by the enemies. It was the fight between two Zerywani’s kings from whom Bireło of Bardzowie kin brought on Gods’ anger on everyone. There was a lack of wild game in local forests, arable fields ceased to give crop, rivers stopped giving fish. Diseases multiplied and death decimated Zerywani. Then the steppe took fire which went from the ends of the earth echoed by the sound of a horrible earthquake, and next rainstorm flooded the area as high as the tops of the mountains. The Zerywani spread from Koliba into all the sides of the world. The survivors of the enormous disaster gave rise to all the peoples of the earth. One of the tribes that went to the sunset stopped in Legiel Territory, in a mighty flood water in a large river, at the foot of the rounded hill. They were given the name Plemię (Tribe) and were led by Bełt of the Bardzowie Kin and Sława (also known as Swawa) of the Stawana (also known as Słowana) Kin. After Bełt’s and Sława’s death Eight Tribes migrated into four sides of the world, and each of them took some pieces of the crock that were left after the Great Pitcher.
What is the Pitcher that is being written about here? It is nothing but the Old Slavic Mythology, the heavenly message from the Gods-Forces of Nature telling about the shape of the world, about the place of people, about their roots, i.e. about prehistoric events of their ancestors, about necessary rituals and about the shared tradition from the time of the Great Indo-European Community, and then about the Balto-Slavic Community, about the forefathers’ ancient homeland – Koliba and about the other homeland – Lęgiela.

When peoples ceased their migrations to the east, west, north and south, each of them built their own Pitcher in their place and stuck the kept crocks from the past and fragments of beliefs into it. The local varieties of the ancient Pitcher had a different ornamentation from it. They had dissimilar colours and were of a different build of their local origin, drawings of symbols and details of the pictures that were made after mixing with foreign cultures. Despite this, they really resembled their protptype in general. Although some people called Czarnogłów as Trzygłów, some as Tiarnoglof, some as Tiernoglav, some others as Triglaw, Turupit, Trojan, Zcernoboh, Czarnobóg, or Czernec, they all saw the same character under the new name. It also relates to mythical legends and characters of other great gods of the old tribe of Zerywani, for example, Białoboga (Bielboga, Bela, Bel, Biła, Belbug, Belbuż, Belbuk, Bellona, Biały Bóg, Bełbóg, Biełozórz) or Borowił (Borowy, Borowit, Puruvit, Puszaitis, Borivit, Borzywit, Berut, Boruta), or Perun (Peryn, Periń, Porun, Piren, Piarun, Perkyn, Parom, Perkun, Perkunas, Pierun, Piorun, Parcknus, Parkuns). In those times when writing was not used, insiders were passed messages on to by word of mouth, from generation to generation. For a certain period of time, the Balto-Slavic peoples lived peacefully in the very heart of Europe, at a dense forest, marsh and high mountains. As everything changes, that state of affairs could not last endlessly. Successive migrations, clashes, fights, raids and calamities made our ancestors stand eye to eye with the New Times, New Era and New Faith. It was then that the Pitcher was broken again and it seemed broken for good. Its remnants were destroyed by fire, fragments were strewn to the four winds, the memory of it was forbidden under the punishment of the heaviest condemnation, the priests of the old worship were expelled or slain. The Eternal Fire was covered up by forgotten ashes. The remnants of the left pieces of crock were buried under the earth in the ruins of temples overgrown by weed or wild forest. It happened one thousand years ago. From that time, successive rulers basing their governments on the new faith devoted a lot of energy to eradicate the ancient Gods and rituals accompanying their cults. People strongly get attached to tradition. Therefore, contrary to the rulers’ wishes, or the wishes of the learned men, the cult was being continued in the lowest and reduced  form. Well, finally, it needed to be included in the content of new rites. The ancient holy places had to be made as new shrines. Stones from old worship buildings were used to build new temples for the new pitcher.  Paradoxically, thanks to that many old beliefs have survived just having changed with new ceremonies under changed names and characters. The necessity of concessions made by the new religion is one of the strongest proofs of the deep rootedness of the ancient mythology, rituals and people’s everyday customs which come from it. In spite of that, the lasting for centuries process of erasing, layering and blending of traditions, eradication with fire, sword, curse or mild persuasion, the lack of mythological messages and rules of the ancient cult, quick collapse and doing away with the closed caste of priests privy to higher arcana made the memory of the shape of the Pitcher, details of its basreliefs, engravings, pictures and colours disappear almost completely. There was nobody at all to describe its entirety, though the sprawled and fragmented knowledge of various pieces of the old vessel have survived in some corners of Slavic countries. That was a typical situation of all the post Roman Europe and it lasted as long as up to the16th century, till Renaissance, and in some places even longer. The Mythology of Northern Germanic peoples would have had the same fate as that of the Balto-Slavic pitcher but it survived only owing to keeping the recoords of Edda in isolated from the Continent Iceland.

Telling that the Mythology of Southern Germanic peoples (German people) was restored almost from the very beginning in the

18th century is close to the truth. The Mythology of Celts survived in the corners of Ireland, Wales and Scotland. The Continent definitely did not promote maintaining the old tradition, nor did it favour to accept the traces of the ancient culture. For example, for many centuries the Mythology and knowledge of The Hellenes and the Romans were being destroyed. It was as late as in the 19th century that Romanticism with strong national trends in art and the birth of modern science made the situation change slowly.

Following poets and writers ethnographers, historians, archaeologists and, at last, linguists joined the search for the past. Fortunately, the fragments of the myths, names of ancient deities, and particularly of the lowest gods and godesses, close to an average person, have survived in various isolated isles of Slavdom among peasants most attached to Nature. Throughout the 150 years several fragments of the Pitcher have been unearthed from the ashes of oblivion. Scattered throughout Europe pieces of legends, travellers’ hints, ancient historians’ records and linguistic data were carefully collected and recorded. Science has been attempting to interpret sculptures, figures, stone circles, remnants of temples, tombs, local names, decorations and treasures, old fortifications and names of Gods. Science has been working according to its laws and though it has greatly contributed to reconstructing the past, the rule stating that anything that is not independently confirmed twice can not be recognised as a scientific fact. Additionally, Occam’s Razor principle does not let science make another strong step if it deals with such ambiguous and uncertain material, if it is concerned with such distant epoques which have such scarce data. From the point of view of science anything concerning the case of the Pitcher is not and will not be certain. One thing is certain: Slavic Mythology existed so the time has come to try to reconstruct the appearance of the ancient Slavic Pitcher. Luckily, literature does not recognise the necessity of double confirmations. Neither does it fear the risk of making uncertain hypotheses. Surely, as much as it is possible, we try to keep to the noble scientific principles. However, we can rarely pinpoint the actual tiny piece of the Pitcher on a map with a 100% guarantee of accuracy – like in the case of Światowit (Svetovid), Swarog (Svarog), Dażbog (Dazhbog), Mokosz (Mokos) or Chors and also a couple of great deities and plenty of small ones. We are arranging this riddle like a great prehistoric puzzle which has lost colours in some places and where a drawing has been effaced, and some fragments are completely missing. It is impossible to rebuild the Pitcher in its original shape as it was in the past. It is worth, however, imagining it in the closest way as if it could be today if it had not been broken.

All the sources and archaeological, ethnographic, religious, historical, historiographic, anthropological and onomastic materials available to the author were included in the reconstruction process. Additionally, there were also included simulation, comparative linguistics, etymology, analysis of ancient chronicles, records, communications, and analysis of contemporary works on mythology of Slavs, Balts and Germanic peoples, as well as comparatively of other peoples (both ancient and present cultures, so called primitive). Moreover, available myths, legends (also heraldic), stories, fairy tales and fables, as well as folk verbal tradition (e.g. Moszyński’s, Kolberg’s, etc.) were analysed.
Any existing pieces were carefully collected and then a new Pitcher was made of fitting, consistent fragments with the use of the maximum of material. Empty spots were filled with imagination, of necessity, gaps in the drawing of colour were supplemented with a fresh line and covered with fresh paint, outlined and unfinished engravings were developed. Yet, it was not happening at random but on the basis of logic imposed by bits and fragments of the Old Pitcher existing around the empty place. The work is so immense, and the very process of reconstruction is so much complicated that mistakes were not avoided in it for sure. However, as Chinese wise men say: You will not go the way unless you put your first step on it. The world is not ending yet, mistakes can be eliminated in the future. Well, it is important to start with something. The instinct of unraveling the puzzle of one’s own origin, finding the roots of one’s own kin (nation) is one of the fundamental aspirations and desires of each person. Preserving the identity at the time of great cultural pressures will have perhaps an underlying meaning for the following generations. Identity is, first and foremost, historial awareness. History begins with prehistory which is the domain of the myth. Mythology is the main root of the tree the stem of which is History, while the upper branches of the tree are the Contemporary awareness. What fruits of the future can the tree give if its roots have been cut off? The volume which we are giving You is the first part of a bigger wholeness and is about the most completely preserved in the tradition material on the lowest heveanly beings, Celestial Beings, i.e. Stworze, as well as Demons and Semi Dv b   emons, i.e. Zdusze. Not only is it a full lexicon, but it is a kind of encyclopeadia of beliefs which makes up an introduction to the Great Mythology of Slavs. Before we go on to discuss the features and characteristics of the numerable group of deities and demons, we must introduce You to two synthetic myths (the development of them will be in the successive volumes of the Old Slavic Library) explaining the lineage and location of the low heavenly beings in the Circle of other beings, both Gods and People.

============================================================

About the birth of the Skies and Early Celestial Beings.

When the God of Gods – Światowit (Svetovid) modelled the Third of the First Things – Sphere, he threw it down into the Abyss. The Gods of Działowie, called Kaukowie or Alkowie – Czarnogłów and Białoboga – desired to have it at once. In its brief flight, the thing flashed with its genuine beauty and one of them had always craved to rule over what the other owned and not to share their reign with anybody. The Sphere fell down onto the very bottom of the Abyss. Czarnogłów had to dive to reach it. Otherwise, the Sphere would have been possessed by Białoboga who had her power over the Abyss. He had dived three times before he finally got the Sphere-Being out onto the surface. Yet, Białoboga did not intend to resign her new purchase and she clung to the sparkling Sphere by all forces. A fight started.
Kaukowie fought bitterly calling Ażdahy for help. The Ażdahy were Dragons and Żmije-Żnuje (Żmije – Vipers) given to them for service. They were tugging the Sphere up and down, and were tugging it from enernity to infinity. Soon, also Stronporowie – the Gods of Sides and Seasons (Sides – Strony, Seasons – Pory) called Kirowie joined the fight with their helpmates żar-ptaki Swiatłogońce (żar-ptaki – fiery birds, Światłogońce – Light Chasers). During the struggle the Sphere was stretched to the east and west, from the north to the south, from dawn to dusk, from spring to autumn, from summer to winter, from midnight to midday. Kirowie, Kaukowie, Ażdahy and Birds Chasing the Light were pulling the Sphere so strongly in all the seasons, sides and sections that it suddenly burst and fell apart. It broke into a Block (Bryła) and Slosh (Bryja) (Gruda – Lump and Glina – Clay) and from its interior gushed Svetovid’s mass – Poświatło-Kir  (Afterlight-Kir) with a lot of sparks. The Afterlight escaped into depth. The Block and Slosh fell apart from each other, in different directions and then Kaukowie were not able to keep everything in their hands. Because none of them were going to retreat, they had to multiply. The Kaukowie concluded a short truce, at the time of which they conceived and gave birth to their forty children – One Headed. They were twice by eight Elements (Żywioły) and twice by the dozen of Powers (Moce). Half of One Headed Gods took after their Premival Mother (Pramać)-Białoboga, whereas the other half took after their Premival Father (Praociec)-Czarnogłów. Elements and Powers rushed with their parents to Earth that arose from Bryja, to the Afterlife World-Wela which arose from the Block and to the the Sky which arose from joining the previous Heaven with the After Light-Kir into uniformity like a mirror. The battle for world domination flared up with a new force.

 

The Gods of Power (Wielkomoce – Great Powers), Przeplątowie (their name comes from the words ‚intertwining’, ‚twisting’) and Mokosze rushed toward the Earth and Wela that were fleeing to Pierwnica. The Przeplątowie caught them into their nets and then with Mokosze they joined them together with a pall, veil and tale woven into a uniform matter of the universe so they stopped moving away from each other. Dażbogowie (the Elements of the Light and Heaven) and Weselowie (the Powers of the Afterlife World), and Ładowie (the Powers of  the Order of Things) compiled heavenly layers in a due order, from the Most Distant Heaven through the Deep and High Heaven – all of which they joined with rainbow bridges from the Afterlight. Dażbogowie also stretched the Vault of Heaven forged by Swarogowie / Svarogs over the Earth making the Low Heaven of it.
Simowie covered the Earth with lands, Strzybogowie (Stribogs) surrounded it with air.  During the fight, Białoboga banged on Czarnogłów’s back and he spat out lumps hidden under the tongue which made mountain ranges of hard rock on Earth. Sporowie made breeding in the marsh, Wiłowie planted the forests and let wild game into it. Then Perun cut open Siemia’s stomach and Wodowie got out onto the surface flooding everything so that only few mountains stood out above the Place that is in front of the Sea.
A similar battle was fought about Wela. Białoboga stained Wela’s edges with slosh, much of which she hid under her nails. Czarnogłów beat her on her fingers to make her release the verge of the Afterlife World upon which the slosh squirted out of the nails of Pramać (Premieval Mother) onto the very middle. The Wodowie did not get so simply out of the trap of the hard rocks on Wela and as a consequence of that one land was formed there – a cocentric island (of Białoboża’s slosh) called Niwa. A tens of kilometres deep ravin called Nawia surrounded Niwa. The River of Rivers – Pętlica (Loop) flowed down onto the bottom of Nawia from the hills of Niwa. Not until some time had passed did Gods inhabit Niwa, while Naw (ia) was destined for the dead, but it was much later.
The same horrifying battle was fought for rulling Heaven. The Svarogs burned enemies with a fire, The Morowie sowed pestilence and destruction, The Peruns pierced enemies with spears-lightnings, they cut them with swords of thunderclaps, split thunders with axes. Stribogs dispersed legions of Wodowie fighting against them by blowing with a frightful, hot gale.
Nevertheless, that bloody skirmish in which One Headed Wielkobogowie (Great Gods) fought with each other and then alternately joined to give birth to their offspring Małobogowie (Little Gods) who would have tipped the scales of victory to them, did not bring an outcome.

As a matter of fact, Kaukowie and their Ażdahy weakened and soon Kirowie and Światłogońce moved away to a plateau called Równia Welańska (The Plane of Wela) where they settled but disengaged from the further fight, yet none of the Powers nor any of the Elements were able to rule the world on their own.

The next truce was concluded as all felt exhausted by the fight. The Gods of the Elements and the Gods of the Powers, now gathered in nine parties, sat on the Plane, at nine fires, debating what to do further and plotting plans against each other. They decided that it was necessary to make Monsters using the immortal matter which Svetovid had left in different forms all over the world before he went to live in Kłódź that he rebuilt for himself and where he isolated from others, he closed himself in it. Well, it was done.

Nine Monsters Were Made and they were to help the Elements and the Powers to resolve the fight. However, the One Headed oversetimated their capabilities. The Monsters got out of their control and began a distructive fight among one another. Three of them ran the Fight for the Earth, three ran the Fight for Wela, and the three other ran the Fight for Heaven. The world was turned into ruins and beautiful creations of Gods changed into ash. The Earth was ruined, Wela changed into a battlefield as well, and the Sky hardly kept together. The Gods were constantly suffering losses.
Boruta lost his eye and became lame forever, Czsnota nearly scattered into pieces, out of Chors’s forty children only two survived, Svarog’s nine sons were gorged, one of the Monsters also ate out Chorsina’s left side, Prawic lost one arm. The Vault of the lower Sky above the Earth stuck to a tree protruding from the top of the Triglav’s Mountain, called Ósica. The other skies stuck to Przypór Pierwni (the Farthest Sky), Gwóźdź Głębi (Deep Sky) and Stóżar Niebieski (High Sky).

 The Monsters also devoured rainbow bridges, threw mountain ranges at one another, drank out seas, broke stars. When they started to break the next Trees of the World and the Sky broke which brought a full risk of collapse, and the One Headed trembling with fear crouched in the Lęgowisko (Belly) of Triglav’s promontory resembling vermin rather than powerful rulers, Svetovid, for the first time from the beginning of creation of the world, left Kłódź so as to save his work from downfall. Luckily, the One Headed could not make the Monsters immortal, though it had been their intention. Svetovid did not give them either heads or faces so he did not give them proper creative powers. Thanks to that, though eternal the Monsters were mortal and they could be killed, their bodies could be torn off, and other eternal creatures could be made out of their bodies. Svetovid held up the whole Sky on his shoulders and wrung the Monsters’ heads after which he ordered the One Headed to lacerate the remnants of the Monsters into many pieces. Little Gods and forty One Headed Great Gods and their forty eight children eagerly rushed to that work trying to erase their guilts. They terribly feared the wrath of the God of Gods keeping in mind what he did to his first-born sons Znicze (Torches).
Przypór, Gwózd, Stóżar and Ósica were four pieces of the former Pillar of the World – Svetovid had broken it once. The fragment of the Pillar was found in the body of one of the Monsters – Światogór the giant called Podbój (Conquest).  Therefore the God of Gods stuck Podbój’s skeleton into Wela’s Plane, thanks to which high mountains arose there and the top called wierch Weli (Wela’s Top), and the new Tree of the World grew out of the head of the Monster – Wierzcha, also called Wierszba (Willow) or Wiecha (Perch). It had three boughs but four tops and now the Whole Sky leaned on them. The tree was covered with silver leaves, blossomed out with white flowers and gave out gold fruit (The Lusatians see an Apple Oak in Wierszba and Gold Apples in its fruit, the Polans see the Willow and regard its fruit as Gold Pears, the Mazowie see a Triple Oak-Sycamore-Aspen and consider its fruit Gold Acorns, the Croats talk about a Triple fir, and others about a Triple pine or about a Triple Mullberry).

The One Headed got together in couples and tore the Monsters into Eighty and Eight parts. Each couple made a different family of Przedstworze (Early Celestial Beings) out of their parts made up of four or five Little Gods or Little Godesses. Early Celestial Beings became abortifacient children of the couples because they were not conceived during an intercourse and they were not immortal. Born in this way Early Celestial Beings became servants of Gods and their assistants in the work of earth, Heaven and Wela. They were called Early Celestial Beings for a few reasons: firstly, they started to exist during the Battle for the Skies (the Sky, Wela and Earth) and secondly they stared to exist in the skies, and thirdly they were changed from the bodies of the Monsters, fourthly they were created with the arms of the One Headed. Looking like that, they lived till the next war – the War for the Circle. It was then that they were increased in number by a hundred times. That job, done also by the One Headed, gave them present sizes and made their number rise a hundred times and though they shortened, their strength seriously rose too. From that moment they started to be called Stworze (Celestial Beings). It was then that the Celestial Beings took the shape and sizes that they have had till today. 

When Early Celestial Beings started to exist from the Monsters Svetovid settled a new order: he divided Niwas between the gods and gave them the kinds of mystery so that they marked their things and possessions with them. He forbade quarrels, established the sovereignty of Perun over the Elements and Prowe over the Powers and ordered to settle the the Skies after the damage that had touched them. In that way, in their present form, the Skies were born as well as Early Celestial Beings conceived out of the Monsters which later transformed into Celestial Beingse. Svetovid appeased by the arranged order closed himself into Kłódź again. However, his commands were ignored then and the war broke out one more time.

 

 

 

About the transformation of Early Celestial Beings (Przedstworza)

into Celestial Beings (Stworze) and the birth of Demons and Semi

Demons (Zdusze). 

After the war for the Sphere came a very short period of peace. For a liitle while it seemed that Svetovid could rest in Kłódź with no fear for his whole creation. It was at that time of God rest that people came into being from a Bunch (Wiecheć) (a bunch of Willow twigs tied up in a rod which the God of Gods used for scouring, rubbing and exercising in bath). People were born out of the breeding of Kaukowie who snatched the Bunch thrown away by Svetovid. First, having beaten each other as usual, they broke the twigs into sticks, and then they came to agreement and together they planted the sticks in a field of the Wela Plane. Czarnogłów and Białoboga were watering their cropping all the night of Wela and in the morning they picked what grew. In the beginning, they wanted to make people their assistants but it turned out that at a moment of the First Parents’ inattention the envious God of Pestilence and Plague – Mor sneaked to the field before dawn and watered the cropping with Black Water (the Water of death) from his Black spring. As mortals, People could not stay at Wela and they were thrust down onto the Earth, to Koliba. Well, Koliba was the first homeland of the Tribe finally called Zerywani (the word Zerywani comes from the word ‚zrywać’ which means ‚pick’) as they were picked  from the Willow by the God of Gods after which they were picked again by Kaukowie from the divine field on the Plane, then they were thrust from Wela which made them leave the place of their birth and at last they also abandoned Koliba, driven away by Gods when they opposed their soverignity with pride and unleashed the War for Taja. 
Straight after the birth of People and their fall from Wela serious arguments arose among Gods. The quarrels were about possession of different things.
The ordered arranged by Svetovid was broken. His recommendations were frenziedly neglected. The next war broke out – the War For the Circle which was even worse than the previous War For the Sphere.
The first battle was fought at the Great Fire in the ravin of the Plane where the Gods gathered the next morning after Svetovid’s leaving. The Great Fire having been called the Fire of Fires so far, was burnt by Svetovid himself in the Plane when he established a new order and assigned mysteries to the Gods. Then all those who gathered sat around the fire at a radndom order. Now that the God of Gods was not with them, they did not manage to agree as to the sequence. The Gods of the Elements thought that the place by the very fire was for them, in the highest Circle. The Gods of the Great Powers disagreed with that and an argument about importance, superiority and similar issues started. Meanwhile the Little Elements occupied the Second Circle on the sly. They did so to be close to their parents. In this way, the Powers were pushed in the Third and Fourth Circle, far from the Fire. Weles and Nyja, the most unrelenting in this quarrel, tore the ring of the unified Gods Of the Elements and moved through towards the fire trampling some others. They Pulled Mor and Marzanna behind them (the Powers of Destruction, Plague, Senility and Oblivion), Podag with Pogoda (the Deities of Pathway, Journey, Agreement, Weather and Peace-Reconciliation) as well as Roda with Rodżana (the Gods of Birth, Thought, Truth and Family). Then the Elements managed to associate again and four families of the gods of Power were cut off from the rest. The quarrel changed into blows provoked by Weles and Roda. During the struggle, Rodżana was pushed by Swara and fell into fire and at the same moment her skin, except for the feet and her left breast, blackened. From then on she became a Black Skin Godess. Her children, Zaródź and Rada-Rodzica rushed to help mother and the other Gods of Power followed them. The Fight for the Place did not bring resolution and the Gods trampled the Fire of Fires which nearly extinguished by their actions. All the One Headed took part in the Fight for the Circle – Kirowie, Kaukowie and all their assistants: Ażdahy, Light Chasers and Early Celestial Beings. At the end, because of the lack of warriors, quite new beings among dead people were made – the people originating from the spirits of the dead were called Zdusze (Spirits, Souls). After the first battle came others: For Months, For Colours, For Names, For Power (the power of ruling people), For Multiplication and For Measurement.

The second battle, For Months, was begun by Welesowie as well. First, the One Headed took by force the reign over the months from the Gods of Sides and Seasons. It happened by persuasion of Sporowie (the Deities of Luck and Wealth) who said that Kirowie were too busy with the seasons of the year, the sides of the world and generally time measures which made them totally neglect the months and therefore they did not bring a proper benefit.  Peruns, Svarogs and Wodowie were easily persuaded. Strzybogowie did not mind what would happen to the Thirteen Brothers-Months. Simowie, in fact Siem were afraid that Kuakowie would support Kirowie. Only Dażbóg strongly opposed the action as he feared that misfortune would result from that. He was said to be a coward, but having taken into consideration Siemia’s stipulations, it was decided to reconcile with the Powers and attack together. It was necessary to give something to the Gods of Powers for their support. Well, it was agreed that the Powers would rule 5 of the months. Perun headed with such a mission for the Fire of Powers. Rod strongly opposed the shared action and set as an example his black skinned sister-spouse Rożdana so fataly injured in the previous struggle.  Kupała and Weles usually held a different opinion in every matter and their unanimous vote outweighed. Their solidary support was recognised as a good sign.  Additionally, besides the five months, Perun promised Great Gods of Powers also a place in the second Circle around the Fire. An attack came at dawn and after a long, exhausting fight Kirowie were deprived of the control over the months. Straight after the victory, when it came to sharing the spoils Perun completely left out Weles, and Nyja outraged by this fact cut his chest with her scythe. Divine blood spurted, a fuss started and a new battle broke out, this time among the victors. The Kirowie once again attempted to take back their rule but Czarnogłów and Białoboga did not back them up. Thus, the months were left to the One Headed, Peron had one more scar and commotion was growing in the world. Now the Months of the Elements went first and after them the months caught by the Powers during the fight. Additionally, their sequence did not suit the cropping seasons, grain germination, harvest or rest settled by Kirowie.

The third battle started and it was For Colours. The fight concerned mainly thr Kaukowie, Czarnogłów and Białoboga who ruled two among significant colours and it also concerned the Kirowie. There were lots of colours, but only seven of them were meaningful: whitle, black, blue, red, yellow, gold and silver. The Kaukowie owned white and black. The Kirowie were in the possession of gold, silver, red and blue. Only Dażbóg wielded the significant yellow colour. After various deceits and changeable fate of the struggles it did not come to settling a reasonable order even at that time, and chaos was enlarged. As a result of the fight, the Kaukowie did not completely lose their rule over black and white, but from that moment also Weles took black colour and Stribog and Dażbóg white. The Elements took out silver and gold colours from the Kirowie and then they shared the colours between each other making other colours that they captured during the fight take on more glow, and they became bright and shining. Kirowie managed to keep blue and red colours as well as get Dażbog’s yellow colour and possess green for their rule which had previously belonged to Wiłowie. Makosz stole half of yellow colour from Kirowie. Kupała took half of red colour from Kirowie as well. Then, Przepląt stole a nearly empty box of yellow colour from Makosze and his wife Plątwa got from Kupała almost the same empty box in which there had been red ointment before. Hence, a totally new colour intertwining-orange was created. Consequently, confusion appeared in the matter of colours. It was hard to cope with the confusion later on and its effects have been visible till today. No sooner had the Fight for the Colours ended than the next quarrel began which led to a Fight For Names (i.e. Titles) being, in fact, the fight for the borders of  Niwas and competences among the One Headed. The Rodowie regarded themselves as the Masters of Birth and the whole realm as their exclusive property. Kupałowie advocated, however, that blastema comes from love for lust and that the result of birth of a new person or a new idea is a new love or next passions. The Rodowie did not want to give even a piece of their realm of good will so the Kupałowie took it away from them by force. All of a sudden, far more similar quarrels emegrged. Pogoda (Weather) decided to take away the rule over Good Air and Gusts from Stribogs. Śląkwa not being able to accept the loss of the Clouds stolen from her by trick, attacked Perperuna. Morowie fell out with Welesowie for ruling of the Disaster, the Afterlife World, Death and Oblivion. Chorsowie, Przeplątowie, Rodowie and Ładowie tried to rule the realms of Knowledge, Order, Mystery, Faith and Reason. Dziewanna decided to snatch the Land of Hunt from Łada-Łagoda. Also quarrels within families began. Soon, it came to a common fight which led the world to the verge of breakdown by mixing of the god’s competences.

Najmici Szukalski perun
Zofia Stryjeńska – Perun

 

The fith fight came. It was For the Power of Possession of People.  Here, all the elements integrated against the Gods of Powers attempting to push them away from ruling over people. The commotion reached the zenith and nobody was able to gain predominance over others. It was so helpless that the only thing which could have come about would have been children going against their parents in an attempt of killing them, or expel them from their homes and realms.
After the fifth fight came the sixth one and the worst happened. The Little Elements and The little Powers went together against all the Great Gods fighting for Multiplication which they were turn down. No children were born from their bodily relations. They had children with Dragons and Vipers, with Light Chasers and Little Godesses as well as Little Gods, but they all as merely God’s assistants gave birth to chimeras or weaklings. Minor Gods also had children with People, but despite they were kings, fortune tellers and wytędzowie, as mortals they were not allowed to sit with the Gods in the Circle at the Plane. That was the will of the God of Gods, but Minor Gods driven by anger and envy attacked their parents.

The last of the Seven Fights in the War for the Circle was about the Measurements, i.e. the Kalach of Ages. The Great Gods divided it among each other.

He who ate the Kalach during a given year, ruled the year in the Cirlce of the consecutive years. The Kalach of Ages was made from Wela grain giving the one who ate it Eternal Youth, Prophetic Wisdom and Great Power. It might have been the reason for which the Great Gods jealously guarded the secret of baking the Kalach. As we see, it was not only the Measure of Time, but also the Measure of Wisdom as well as the Measure of Strength. Not only did the Minor Gods want to equal their parents, but they also wanted to take their position, therefore this fight was in a sense the fight for the Place in the Circle. It was the most important and the most tedious combat of the whole war. The Unified Minor Gods were not either as smart, or wise as the associated Great Gods but they exceeded the latter with strength and bravery which did not know fear and from which enormous determination of their actions derived. When the positions of the Great Elements and Powers were seriously at peril and an onrush was inevitably approaching the Court of Sporowie, where the Kalach was lying, Perun and Prowe cunningly took away the Early Celestial Beings from the Minor Gods that belonged to them. Nevertheless, they did not give up their assault but desperate went to the Afterlife World. First, to the Nawia of the Resurrected called Założa, and then deeper in the Dragon’s Hell from where they got souls of the most horrible brutes and ruffians and put them into corpse bodies. In this way, rose a great army of the Forces of Darkness which consisted of 64 thousand Demons. From the Afterlife World emerged Vampires, Dead Beings, Villains, Rouges, Ghosts, Werewolves, Witches and lined up in a battle array on the Blue Field, ready to fight. They were commanded by Perunic, Svarog and Wład. Terrified Great Gods gathered all the Early Celestial Beings on Centuple Meadows, near the Manor of Disputes. Here, they were dug into hundredfold enriching soil and lavishly watered with Living Water from Rod’s Well. Soon, from every buried Early Celestial Being a hundred magnificent flowers with a hundred white petals grew. These were Centuplets. When the buds opened, a Little Godess or a Little God bounced out of each of them. In this way the Celestial Beings were born. They were much smaller than the Early Celestial Beings but there were a hudred times more of them and they had the same power as their predecessors. As soon as possible combat ranks were laid and Celestial Beings that were led by Perun, Łada-Łagoda and Dziewanna, left the Centuple Meadow strewn by white flowers where Hundredfold was multiplied.

Two powers riding heavenly and Wela steeds stood against each other: an army of the Afterlife World of 64 thousand made up of Demons and Minor Gods and regiments of Wela inhabitants amounting to nearly 32  thousand and made up of Celestial Beings and Great Gods. When it came to the battle, Heaven trembled. Soon Wela quaked when joined in a fatal struggle they violently fell on it and it broke in three places. Niwa and Nawias shivered and Svetovid’s Kłódź pushed off its foundation dithered on Wierch (on the Top). The boughs of the Willow began to crack and Gold Apples fell down on the grass as if jewels had been shaken off by an invisible hand. The whole Heaven wavered in its foundations were a danger of another collapse. Then, Svetovid, for the second time from the Creation of the World, left Kłódź and separated the warring. Nonetheless, he was not so gentle as before. Many were punished, many deprived of the spoils of war, many had to undergo severe penance and explain themselves, many lost their places in the Circle. Yet, the God of Gods left a lot in a new shape recognising that it was really the most proper for the One Headed, Celestial Beings and People. He also let the Demons live so that they balanced the World. He thought that if they were conceived, they are obviously useful. From then on they became a sort of punishment for both Gods and people as since that moment there has been a lot of evil in the World and Demons have participated in all bad things and have been fierce against the Living. If the Great Gods had not been continually fighting against the Demons and if they had not declared a Great Battle on them four times a year, so much evil would have multiplied that everything would have turned into ruin long ago. (Great Battles and Wild Hunt take place between the 20th-26th March, 20th-26th June, 20th-26th September and 20th-26th December).

============================================================

Description of Celestial Beings (Stworze)

Little Gods and Little Godesses make up eighty-eight families that distinctively differentiate among one another and they are assigned to various domains and realms of the world. As the one that serve the Elements and Powers they do not have one-dimentional attitude to people, they are not either good or bad to them, they are not either definitely favourable to them or absolutely hostile.

Their activity towards man depends on Gods’ intentions. There are, however, certain rules which must be complied with while being with Celestial Beings if you do not want to get in serious trouble. First of all, Little Gods and Little Godesses hate it when somebody gets in their way, or if he/she tries to peep at them – such a person is seriously endangered. Somebody who can discern quite well in the surrounding world and perceive powers influencing him/her rarely goes against the activities of the Celestial Beings and Gods so he/she is rather safe. Yet, as it happens in life, the human being needs to oppose force or, by chance, find themselves in the eye of storm. Then, the useful things may be magical activities, spelling means, reversing spells, magical herbs used as wreaths, infusions, infusion of herbs steeped in alcohol, ointments, miscellaneous charms placed on the body as necklaces (they are called transom) or small sacks (they are called kaptorgi in Slavic), as well as numerous, special ways of behaviour protecting from anger of deities and their assistants personifying even the tiniest forces of nature. Roughly, we can divide Little Gods and Little Godesses into guardians of the Elements of the Sky, Fire, Water, Air, Quarrels and Earth, guardians of Fields, Forest and Wild Game, Cropping, Herds, Home, Kin and Tribe, Fortune (called źrzeb, byt or dola – existence or fate in the Old Slavic language), Treasures and Minerals, Love and Lust, Virtues, Truths and Order, spirits of the Weather, spirits of the Moon as well as omens and carriers of Disease and death. These distinctions are not always so sharp. For instance, the deities of the Weather are close to the rulers of the Air and Winds, while the godesses of Birth fulfill similar functions to the guardians of Fate. Birth entwines with the issues of Love and Lust and these, again, are associated with the element of Water being the symbol of fertility. Similarly, roles of other Celestial Beings go near each other in some ways, though they never overlap.

All Celestial Beings have a strongly defined character about which we can say that it is a basic shape in which they externalise as the forces of nature. Little Gods and Little Godesses are able to take on any character or even become invisible for a certain amount of time but this requires an effort from them and they return to their basic appearance as soon as it is possible. They make themselves visible to people most often in their basic form. Thus, it is possible to divide the Celestial Beings into the ones that have their main animal form, the ones that have a human shape, or the ones of an undefined shape. On the other hand, Little Gods and Little Godesses of human shapes can be the size of an average human being, a giant (which is very rare among the Slavs), a dwarfish man, or they can be fairly small (of the height of 7 centimetres and less).

 Among the dwarfish Celestial Beings we can make two types: of ordinary body proportions and the other with an  unproportionally big head. Each family of the Celestial beings differs from others in terms of many external features, mostly fantastic, details of outfit and places of appearance or being. Further in this work there will be detailed descriptions concerning all families of Little Gods and Little Godesses as well as ways of behaviour in case one meets them, in case of their malicious actions towards us or just an open assault. We will tell how to appease, tame, and even capture and gear these minor forces of Nature to act for our advantage, or how to safely omit them using life wisdom and magic. It is yet worth adding that the memory of the Little Godesses and Little Gods has been preserved in different countries to a different extent. It often joins nations that are geographically distant today but previously making up a tribal community. The part of beliefs has embraced the whole area of Slavic and Baltic countries till today. It proves their ancient roots and enormous force which enable them to have survived for three and a half thousand years. Here are a couple of ethnographic examples referring to the Little Gods and Little Godesses.
Nymphs: today they are best remembered by Małorusowie (people of Lesser Rus) and Belarussians, i.e. the descendants of southern Budynowie (Budinoi). Dziwożony are known by Małopolanie (People of Lesser Poland), Slovaks and Czechs – the descendants of former Nurowie (Neurowie). Chobołdy and Chichoły have survived among Lusatians – the descendants of western Lugiowie-Lugowie. Podolanie (people of Podolia), Belarussians originating from a group of western Budinoi as well as Lithuanians and Latvians coming from Ostowie-Aistowie –  Balts, have kept the memory of Łamje-Łomje best. Wiły are today best known by Serbs, Croats and Bulgarians who are inheritors of mixed peoples of Sorbomazowie, Nurowie and Antowie-Wątowie as well as Czarnosiermiężni-Burowie (Sklawenowie – Sklaveni/Sclaveni). Bulgarians (former Antowie-Wątowie), Oriśnicy – Bośniacy (Bosnians), Montenegrins and Macedonians (former Sklaweni), Sjudenicy – Czechs, Croats, Slovaks (Nurowie), Udełnicy-Małorusowie and Belarussians (Budinoi), Rodzanicy – Poles, Silesians, Pomorzenie (former Lugiowie and Wenedowie-Wądowie – Veneti) have kept the memory of Narecznice. Today Wielkopolanie (people of Greater Poland) and Małopolanie, Małorusowie and Mazovians, as well as Croats, Slovenians, Czechs and Slovaks (being continuators of the tradition of Lugiowie, Mazowie and Nurowie) speak about Płanetnicy, Chmurnikowie, Obłoczycowie and Latawcowie. The descendants of northern and and eastern branches of the great tribe of Burowie-Czarnosiermiężni, i.e. Wielkorusowie (people of Greater Rus) know most today about Laskowce and Leśnicowie. Also, among Wielkorusowie the tradition of home spirits – Domowikowie, Detkowie, Home Grandfathers has been preserved  and is developed in numerous details. Polish people (Małopolanie and Wielkopolanie) know the Celestial Beings as Ubożątowie. In other countries their roles have mixed with the roles of Kraśniaki (Brownies), Skrzaty (Gnomes), Kłobukowie, etc.  Atwory and Kłobuki are best remembered by Mazurs, Lithuanians and also by Czechs (they call them Kubołćik), Pomerzenie and Wielkopolanie call them Plunkowie and confuse their function with the function of the Gnome. In Silesia and in Małopolska (Lesser Poland) – the places where treasures of Earth were drawn the tradition of Skarbki has been kept. Stories about Aquarises, Topielice, Południce, Świczki, Nocnice, Mory, Skrzaty (Gnomes), Newki are known by the most of Balto-Slavs.

This list could be continued for long. A part of Slavic beliefs was absorbed by traditions of other countries. It was also absorbed by eastern Germans who occupied the territories and assimilated the tribes of Wieleci (Veleti) (western Wędowie-Wenedowie – Veneti),  Obodrzyci (Obotrites), Drzewianie (Drevani) and, to a large extent, Serbs, Lusatians (i.e. southern Wędowie, Sorbowie and Lugiowie-Ługowie) as well as Prussians in the territory of East Prussia, Żmudzini (Samogitians), Jaćwięgowie (Yotvingians) (Aistowie-Ostowie). Furthermore, by Hungarians who took the land of Pannonian Slavs, by Romanians in the area of Transilvania (Siedmiogród – in Polish: Kraj Siedmiu Rodów: The country of Seven Families), Moldova and Wołosz, by Finns surrounding the Slavs from the north east and by Turcic peoples from the areas of Ural and south-east end of Europe (as far as the Caspian Sea and Caucasus). 

Le me make one remark at the end. Godesses and Gods are regarded as Mistresses and Masters of Wela. In contrast to them, Little Godesses and Little Gods are called Maids and Dandys of Wela. Generally, all deities dwelling Heaven and the Afterlife World are called Welanie, Wetowie or Niebianie (Dwellers of Heaven ). The dead generally have the name Nawian (i.e. residents of Nawia) or the Deceased. Considering the kinds of Nawia they stay in after death, they are called: if in Założa – Założnicy, if in the Dragon’s Nawia (Hell) (Hell – Piekło) – Piekielnicy, if in the Nawia of Eternal Happiness (Paradise) (Paradise – Raj): Rajcowie (Rajce), if in Seclusion (Zacisze) (in the Silence of Nawia – in Nawi Ciszy) – Ciszcy or Czystowie. Children of the Celestial Beings with other Celestial Beings, Demons, Gods or people are called Boginiaki.

Little Godesses and Little Gods as three times conceived by the hands of the Elements of Power and as their abortifacient children, make up a lower heavenly circle, they do not sit together with Minor gods and are ordinary assistants and servants of the Gods-Elements and Gods-Powers. For the first time, they were conceived as Monsters, called then by Svetovid; for the second time as Early Celestial Beings from pieces of bodies of Monsters; for the third time as Celestial Beings born on Centuple Meadows from hundred-petal flowers of Hundredfold.
As a matter of fact, the Celestial Beings are the tiniest forces of the world of nature, manifestations of the activity of Nature, representatives of detailed laws of the Universe, in other words – Low Emanations of the God of Gods. They make up the entourage of the Gods of Elements and the Gods of Power (One Headed), the same as Gałęzowie are the entourage of Svetovid, Ażdahy (Dragons and Vipers: Żmije; Żmije-Żnuje) are the entourage of Kaukowie (Czarnogłów and Białoboga), and  Light Runners (Światłogońce) make up the entourage of the Gods of Sides and Seasons – Kirowie (Jaruna, Ruja, Jesz and Kostroma).

============================================================

Older ones – the Kings of Celestial Beings, and Boginiaki – the offspring of Celestial Beings

Celestial Beings, and actually their Older along with the Light Catchers serving Gods of Kir and Ażdahy, i.e. Vipers and Dragons serving the Gods of (Division) Dział, apart from their ordinary activities, keep watch over the seasons of the year as well. Because the day of the New Year (also the last day of the Old Year in the leap years) has a particular meaning, it is looked after by the servants of Svetovid – Gałęzowie (Świętogłazy and Świćgałęzy). In turn, Ażdahy look after the other 26 days, and Light Catchers take care of the same number of days. Thus, there are 312 days of the year left to look after, i.e. exactly the same number of days as the number of Early Celestial Beings out of the broken into pieces Monsters. Little Gods-Early Celestial Beings who were placed on the Centuple Meadow of Sporowie and from whom the whole rest of hundredfold Celestial Beings were born, have quite a different look from the rest of their brothers and sisters. They look older. Essentially, they are older than the other Celestial Beings and those come so to say from their bodies. They are called Older and they act as kings among Little Gods and Little Godesses, therefore they are sometimes called Kings as well. It is the Older Celestial beings that look after 13 months (today only 12 Brothers Months).
In every family of Celestial Beings there are three or four Older depending on how many Early Celestial Beings there were primarily (three or four). Not only are they older, but they are also wiser than the others, more sedate, serious, deterrant. The Older look after families, dominate over them.
Very rarely people manage to meet a King of a Family of Celestial Beings, but when it happens they can expect the meeting not to finish unconcernedly. It can turn out to be very useful to man, wealth of any kind, success in life, wisdom and peaceful existence both in This and That World. However, it may also turn against man and bring very bad consequences. The outcome of the meeting is always influenced by the question of how these people have been living till now, what they know, how they have bee treating other people, if they have been worshipping Gods, if they have respected Nature, if they have been carrying on rituals; if they have been taking care of everything that has been in their charge, that is alive, and if they have not been doing any harm to Mother Earth. Yet, the most significant thing for a good result of meeting Older Celestial Beings is what a given person comes to them with and what he/she expects.

Older Celestial Beings look like old women regarding Little Godesses, or dignified old men when it comes to Little Gods. Their faces are wizened, their skin is dried and flagging, light grey hair, more faded clothing, and also often modest, an iron crown on the head, or a ring  with  precious stone with magical properties on the finger. Celestial Beings also have children. They differ from Demons  in the way they multiply as the Demons do not multiply in the normal way. Their children come from relationships of Little Godesses with Little Gods, from relationships of Celestial Beings with Gods as well as from relationships with people. All their children are denatured as people are, by constraints and mortality. Soon after the War for the Buła, Svetovid ordered dipping and spraying with Black Water each work of Welanie so that nothing like Monsters could ever arise from God’s actions.  His order affected people as first which made them be thrust down the Earth to Koliba from Wela’s mortals. Gods’ children that arose from mixing with people do not bear the features of ordinary people but they are always distingushed by a certain attribute, something unusual, superhuman which distinctly points at divine origin. A bit of divine blood has always been running in the veins of dukes, prophets and magicians, and these people are defined as Heroes. Among people live a few kinds of beings that partly come from humans. They are called in different ways for better differentiation from one another. Well, children coming from relationships of Gods with people (God with a woman, or a Godess with a man) are called Aftergods. From them come kings, thinkers, magicians, priests, fortune tellers, dukes, great mighty warriors, savage and brave fighters and wytędzowie – the ones who knew how to cope with the indefatigable and how to defeat  the invincible. Children of Celestial Beings with people (A Little Godess with a man, or A Little God with an ordinary woman) are called Boginiaki (children of Celestial Beings). Rarely do kings or commanders arise from them, often single, lonely strong men, savage and brave warriors, wise sorcerers, experts on things, wizards, conjurers, charmers, fortune tellers, quacks, medical men.

The third kind of beings relates to children born only out of people, but kidnapped, fed and brought up by Little Godesses or Little Gods, or Celestial Beings changed by the touch of the hand as early as in a cradle. We call them Misfits. They are very weird and lonely people and their being has a different course. One is certain: they are very sensitive, though rarely helpful with anything. They are most often thought to be obsessed.

Many Little Godesses rather do not rear their own children so they leave their children to human mothers often kidnapping their child and killing him/her so that the child is not a threat or rivalry to a Child of Celestial Beings. They are also often called Misfits, though they are Boginiaki born by Celestial Beings or by Celestial Beings and people. Most frequently Czarcichy, Chały, Dziwożony, Krasawki-Feje, Morawki, Topielice, Brodzice, Nawki, Łojmy i Nocnice leave their foundlings to people. All these Little Godesses are bad mothers and also leave their children with females of big animals (female bears, she-wolves, vixens, female swans, sows). Mainly Południce, Dziwożony, Mamuny, Leśnice, Wiły, Jagi-Jędze, Czarchichy, Męcice i Mątwy make Misfits out of ordinary children. Sporadically, other Little Godesses such as IW sałki or Little Gods: Kraśniaki, Plunki, Chobołdy, Chochołdy, Czarty, Bełty-Błudy, Płanetniki i Dusioły do it as well. You have to treat these children very well, be very careful with them, and you can not beat them – God forbid! You have to feed them fully, get them dressed not worse than your own children and give them free reigns. When Boginiaki are older, they go their own paths, they are haughty, adamant, but very courageous, agile and willing to do every difficult task, or perform deeds exceeding possibilities of an average person.

When Boginiak is a baby, a toddler and a little child, it is very hard to perform all deeds for him. Some of them (for example, Chała’s or Wołot’s children) are so gluttonous that it is hard to have even enough bread for them, let alone something better. Sometimes, they gorge on tree bark, they eat unripe fruit, vegetable leaves and green grain. Bylica Skalna Baba’s children have hands as if made of stone, everything drops off them and by putting their hands on a table top, in a normal way, they destroy all the table and make many other damage. Children of Morawki, Nawki, Skrybki-Małoludy, Szczekotuny, Wiły, Łojmy-Łoskotnyce and of many others are malicious, unbearable, garish and disobedient. Children of Wichory, Bełtowie, Mrugowie and Ognie are whimsical and mischievous and they do not sit even for a little while. Last, children of Świczki, Przypołudnice, Putniki, Swarki are highly offensive and bite mother’s breast as Boginiaki often start teething as early as during childbirth.
Unfortunately, any failure to the children of the Little Godesses or the Little Gods causes their horrible revenge, much worse than a situation in which they , themselves, would suffer. After all, mother will always hear her child’s complaint or cry so treating Boginiak wrong never goes unpunished. 

 

=============================================================

Description of Demons (Zdusze)

As it has been said earlier, Demons are totally diifferent from Celestial Beings. Zdusze are demons.  They come from spirits of dead beings (not only people), called for renewed terrestial being in an unsual way – by force, with incarnation in a corpse, or in not their own body, charmed out or in the body that has already been dwelt by a living being. The demons happen to be among people clothed in seemingly living selves that it is not easy to tell them apart from a truly alive human being.  At other times, not being embarrassed at all, they frighten with their cadaverous appearance or take on a hideous form closing into demonic, not human bodies. There happen even those that are alive people being dwelt by two souls: ordinary, legitimate, and demonic  incarnated by violence. One Headed Little Gods took out all Demons from Nawias of Wela during the War for the Circle. Chosen by Gods deliberately, they come from among the worst, the most cruel, the most terribly pertinacious against people and Gods, downright bad Nawiaks, searched for in Hell (Dragon’s Nawia) and in Założa (The Nawia of Pathless Tracks of Mazes). They were called for the time of the War to serve for an evil purpose. Therefore they are servants of darkness: they came out of the Afterlife World, served children who attacked their parents in the damned war intending to destroy or kill them. That action was against the laws of the World from the beginning.
Demons are evil by nature and very dangerous to people. They were revived and toughened to fight, first wallowing them in the highest of Living Waters, the water from the spring of springs stolen from Świćgałąź by the Devil with Dodola’s help. After that, for three days and nights of Wela, they were watered and washed with water from Revitalising Wells of three Tiny godesses: Krasa-Krasatina, Zaródź and Żywia. Lelij-Smęt lit their Torches- -Stars of Life again, with a flame stolen by Wid-Makowic from the Fire of Fires burning forever on Svetovid’s Niwa, at the threshold of Kłódź Castle on the Peak of Wela. In the end, the Little Gods fed the whole army of Demons with divine Food (Jość), which consisted of Kalach and Karavaj baked by IZegiełec as well as with Kutia brewed by Godess Warza. Owing to that Demons became Resurrected, dedicated to the service of Minor Gods. After the Battle and after the end of the War for the Circle, Svetovid let them live. Since then Demons have been roaming loosely all around the world, doing evil and destruction. It was one of the penalties with which the God of Gods then castigated all living beings, and especially the Lesser Gods. Twice a year, they have to stand at the forefront of their ghostly army and take a terrible battle being a reminder of that father slaying deed dating back to centuries ago. Only defeating this ownerless army in a battle can stop their continuous breeding, growing chaos and evil that they bring to the world.

Demons do not enjoy rest until they are freed from their shell of a Resurrected Being. They achieve this only when they find a new Servant of Darkness for their place. They make up the lowest circle of beings in the heavenly appointment, the direct link between (through the Afterlife World)  people and Gods. Apart from them, Aftergods and Children of the Celestial Beings – Boginiaki make up the same circle. They are the direct link between people and Gods via the world of Living Beings.

Problems related to human death, being of the spirit in the Afterlife World as well as with its return to life in the world in the form of a new human being, an animal, a plant are a separate, extensive topic. This topic with description of funeral and mourning ritual, necessary annual sacrifices, description of ways of keeping the soul in the Afterlife World or its return to Earth as well as magical activities stopping the dead from interference with the world of living beings will be in a separate volume. Here, we will only explain the most important things that will help the reader fully understand the essence of the place that Demons have among people and gods, and also their role in the world of the Living, or in the Afterlife World.

 Not every human being is threatened with transforming into a Demon. The more perfect existence you have on Earth, the more certain it is that you will never become a Demon, that you will leave Założa once and for all and will never be obliged to come back to the earthly existence. The most endangered to becoming Demons after death are people who have been evil for all their lives since birth, who have been possessive, greedy, aggressive, revengeous, vile – who murdered, stole, destroyed, raped, captivated and did not respect anything.
– people who died violently, for example, they were killed, they died in an accident, drowned, etc., and their bodies were not buried in any ritual (neither in the ground nor were they burned at the stake), their bones were dragged on and abandoned, they were not treated in the way for the soul to be able to get to the Afterlife World.
– children killed in the mother’s womb before they were born to this world, or already born as dead.
– children who died just after childbirth, not washed with the Water of Life as well as all innocent, pure, young, also crippled – in other words all that did not learn the taste of life and left the world with a storng desire for it that it is easy to get them out of Założa, buy over with such a possibility or capture before they come in the Afterlife World.
– people possessed by desire for revenge on their alleged earthly executioners who are always getting out of Założa wishing to settle their arguments at any price.
– suicidals because they left the world untimely, against Gods’ judgement unless Gods themselves appointed them. (Most often it is Gods that make a chosen person die of someone else’s hand, or of the hand of the Celestial Beings responsible for death).
– reckless people, too nosy, neglecting priests’ and sorcerers’ teachings and fools who are easily trapped because of their lack of knowledge or fear and are captured alive by Demons or Celestial Beings such as Deuces being very merciful to demons and providing them with offerings.
All these people, even as the living are an easy prey for Demons, and as the dead they are easily dragged out of Założa or they creep out of it on their own and want to incarnate in a Resurrected one. There are fewer kinds of Demons than the kinds Celestial Beings but their number is even bigger than that of Little Godesses. There is not a forest, sea, village or river, there is not a settlement, woods, a riparian area or marsh that demons would not haunt.
Demons are divided into Thirteen Families, each of which is led by a few Princes of Darkness. Princes of Darkness have their own special origin, a bit different from the ordinary Demons and for this reason they take a priviliged place among them, the same as Older Celestial Beings dominate among the Families of Little Godesses and Little Gods. Contrary to Kings of Celestial Beings, completely unknown by their names, people remember names of all Princes of Darkness very well. We will mention only a few of them here. They are, for instance, Talaśm, Bujakinia, Łobasta, Kirkor, Strosko, Drak, Ustrił, Dziki Łowca, Lokis, Vućji Pastir, Czuchajstyr, Węsad, Oczadel, Skydatij, Dzika Ciota, Koczerga, Vlk, Wrag, Synec, Goderak-Gonedrakt, Bel, Kazytka, Bajor, Juda, Smolka, Osinauczycha, Czeczot.
Once this important introduction has been presented, we can go on to detailed descriptions of demons, systematically divided into Thirteen Families of Demons.

 

Closed Circle – about the Immortality of Great Battles and Wild Hunt and about significant heavenly animals

In the Great Battles and Wild Hunt, apart from Little Godesses, Little Gods and Demons, heavenly animals participate as well. The Little Gods, Little Godesses and Demons ride the heavenly animals but they are not merely palfreys but they fight against the opponent no less fiercely than the warriors riding them. These animals developed in the same way as earthly animals – as a result of the Third Division of the War For the Sphere, during the Battle of Earth, Wela and Heaven. At the same time, also all the plants, trees and rocks both earthly and heavenly arose. Wiłowie are the parents of most plants and animals. Simowie are the parents of lands and mountains, Wodowie are the parents of seas and rivers and Stribogs are the parents of wind and air. Wiłowie are also the parents of not only land plants and land animals but also of the flora and fauna waters which were born from the primary breeding and then flooded by Wodowie, stayed in their kingdom.   

 

Heavenly Pets are divided into those of Heaven and Wela. They vary from the earthly ones in size, ferocity, common wings and their eternity. They are eternal like Little Gods and Little Godesses although their body is destructile. They are reborn in an endless way, and the destruction along with the rebirth are formed by the Closed Circle of Changes. There are twelve types of Heaven animals, i.e. those which have their place in the firmament of Heaven where they live on a daily basis, graze, rest and from where they sometimes come back to Earth. These animals are: Horse, Wolf, Boar, Bull, Deer, Bear, Mountain Goat, Snake, Rat, Fish, Moose and Large Eagle – all of them are winged.

The animals of Wela are chimeras: Psiogłowce (Dog Headed Creatures), Moth-Bob, Szaszory-Two-Headed Eagles, Hens-Sirens, Połozy-Feathered Snakes, Czarnoludy (Black Beings), Ały-Dragons, or Unicorns. We will not describe their appearance here in detail.  Each of these animals has a dangerous weapon (hooves, claws, horns, teeth, canines) with which they tear and destroy both Celestial Beings and Demons and other animals which are their opponents. Depending on how much Light and how much Dark Nature an animal has, it fights either on the side of Light or Dark Forces. Most often the Celestial Beings own Unicorns, Psiogłowce, Sirens-Kurowie and Winged Animals: Snakes, Bears, Deer, Mooses, Bulls, Wolves and Horses. Demons ride Szaszory, Large Eagles, Goats, Rats, Czarnoludy, Moths-Bobs, Połozy, Ał-Dragons and Winged Boars. Even though the Bodies of Heaven animals, also called God’s Animals can be dragged, slashed and dead, they regenerate becoming very similar to the original form. It is not like in the case of people (and Demons) a mortal body with an immortal spirit, but an eternal body-spirit. The Bodyspirit of the God’s Animal is not as perfect as the bodyspirit of the Celestial Being. A Little Godess or a Little God can take on an optional form for a certain amount of time, for example, the form of a bird, a human shape, a rock or an object so as to return to the real image of the Celestial Being at any time.
Heavenly Animals just like Heavenly Plants and Heavenly Trees always remain the same: animals, trees, plants. Moreover, injured Heavenly animals sometimes do not regenerate perfectly but with certain small drawbacks. Hence, among them, you can encounter some with a broken fang or with a broken horn, with one eye or with only three limbs. The Great Battle demonstrates a dreadful view. Szaszory, Winged Boars or Goats ridden by demons tear regiments of Nymphs, Latawce, Nocnice and Kąpielnicy into shreds. Simultaneously, Little Godesses and Little Gods on their Winged Wolves, Deer and Horses ruthlessly kill Ghosts, Vampires, Werewolves, Dybuks, or Witches. Also the animals injure one another, they bite Little Godesses and demons, a cruel scream of battle comes out of all throats, thunders clap, clouds of steam rise, thunders fly through the sky and lightnings tear it.

Streams of water fight with torrents of fire, light struggles with darkness, black clouds and fog cover the battlefield like smoke. Every now and then mangled limbs and pieces of bodies, weapons of heavenly Beings fall from the sky, red and blue blood pours profusely. Unicorns slit bellies of Winged Goats, Sirens-Hens tear apart Ały-Dragons, Winged Snakes swallow and suffocate Połozy in their huge strands. The earth trembles when Two Headed Eagles and Dog Headed Creatures bite and kill each other and the hail of thunder arrows thrown by the giant Wołotowie buries ranks of Jątrowie, Wąpierze and Lepiry. Wraiths emerge from the fog, Topce and Toplice (Drowning Creatures)  rise from waters, the gale is blowing or unexpectedly stops  and again breaks into a run along with the regiments of Celestial Bodies and Demons. The whole world is covered with darkness, and the hazy aqueous suspension makes the air get opaque as if the night had fallen. After a while, everything calms down and the battle ends. The same happens to the Wild Hunt.

Demons killed in the battle go to the Założa of the Afterlife World, i.e. the Maze of Nawia in Wela, and there they wait for the opportunity of a new incarnation into the dead or the newborn, or for the ability to enter a body that will have two souls.

For these reasons, there is an eternal balance in the world: there are still the same number of Celestial Beings as Demons and the number of God’s Animals is not lowering. These events form a closed circle, sometimes called the Great Circle as Battles and Hunting take place during the annual solstices and culminations. The Great Battle takes place twice: in the spring solstice, it is between 20th and 26th March, and in the autumn solstice, between 20th and 26th September. Wild Hunt is held twice during the culmination of Brightness or Darkness, at the so-called Potajne Nights, which is between 20th-26th June and 20th-26th December.
People believe that virtually every major storm, gale, blizzard, storm combined with thunders, lightnings, and unusual weather events is a battle in which Celestial Beings clash with Demons.

Thus the Closed Circle is repeated endlessly, and this series of events is as follows:
On the twenty-fourth of December on the day of the Birth of Brightness (light) Svetovid releases from Kłódź a newly-born light in the form of a Lady Bird (in Polish: God’s Tiny Cow), the Bright Power. It is the Bright Lady Bird symbolised by a red ladybird, known anyway as the lady bird by people. It is then that the Wild Hunt commences, during which Demons attempt to catch the Bright Lady Bird. Celestial Beings defend and protect it. They confuse the trail, clash with the enemy’s regiments and attack the Force of Darkness. Over the next days and weeks the Lady Bird is growing and pupates into the White Eagle. The Bright Power in the form of the White Eagle leads up the regiments of Celestial Beings till the spring solstice when it becomes mature Light, symbolised by the White Winged Bull (the White Winged Cow).

The White Winged Bull is ridden by one of the Great Gods (Perun, Łado, Łada-Łagoda, Kupała or Dziewanna) during the Great Battle of the Spring when the old, last year Black winged Bull ridden by the Demon’s commander is defeated by Celestial Beings and Great Gods. The commander of  Demons is a Tiny God (Dzieldzielija, Zmora, Sowica or Smęt-Lelij).

On the twenty-fourth of June, in the night of the Birth of Darkness, a newly born Dark Lady Bird symblolised by a black lady bird flies out of Svetovid’s Kłódź. It is then that the second Wild Hunt starts but this time made by the Forces of Brightness, i.e. Celestial Beings. The Wild Hunt is in the persuit of the Dark Force, the Black Lady Bird. The Darkness defended by Demons grows and pupates into the Black Eagle which leads the demons till the autumn solstice when Darkness reaches full maturity and transforms into the Black Winged Bull. Then it comes to the second battle, the Great Battle, the Autumn Battle during which a young Black Winged Bull is ridden by a Tiny God commanding the legions of demons (Groźnica, Chorsińca, SądzaOsuda, Prawica, Włada). The Old White Winged Cow having ruled since last year, falls, disappears and pupates into a Red Eagle. Red is the symbol of the setting sun and the colour of blood. At the time of the defeat of the Forces of Brightness, a Great God commands them (Perperuna, Swara, Svarog, Rod or Rodżana).
The Red Eagle decreases, shrinks to the size of the Lady Bird and disappears the day before the rebirth of the bright Force, on 24th December of the following year.
The Black Winged Bull reigns until the next solstice, which is the next Great Battle Spring, when the Forces of Darkness are defeated in the fight by triumphant Light Powers. Defeated by the White Bull (Cow) the Black Bull falls, passing into the stage of the Red Eagle, and later into the Black Lady Bird which dies before the day of the rebirth of Darkness, on 24th June.
In this way, the cycle of birth and death of the great forces in the Universe, Bright and Dark constantly repeats and repeats the age-old struggle of these forces, symbolically recognised as Great Battles and Wild Hunt.
The White Bull (Cow) is the epitome of the great grand godess Białoboga related to the First division made by the God of Gods. The Black Lady Bird grows as the Black Winged Bull and is the incarnation of Czarnogłów, the great grand god of the First Division.
The common worship that has been given to the lady bird, cow, bull and eagle since time immemorial among the Slavs originates not only from the fact that they are the symbols of strength, stubborness, feeding, power, force, light but also from the fact that, long ago, they made up the incarnations of the most significant forces of Nature (Brightness and Darkness) and every year they were the mystery of the fight of these forces with each other. All the rites along with dressing up as animals and warriors, carrying Turonie (monsters showing horned, black and hairy beast with snapping jaws), goats, wolves, with guiding bears all over villages (as it took place a hundred years ago) are also the sign of the ancient Old Slavic tradition.

O „Słowiano-aryjskich wedach” inglistów i Pieśniach Jana Kochanowskiego


w_chomicz_znaczki_kochanowski_1980Witold Chomicz Strażnik Wiary Słowian – znaczek z Janem Kochanowskim, jego autorstwa, przypadek?

Padają ostatnio pytania o inglizm, a coraz więcej osób powołuje się też na Słowiano-Aryjskie Wedy. Atrakcją tej księgi, której nikt nie widział i nie miał szansy zbadać jej metodami archeologicznymi, jest przekazywany przez nią spójny system wiedzy o przeszłości Człowieka na Ziemi, człowieka, który przybył z bogami z kosmosu.

Powiem tyle: Czytajcie Kochanowskiego – jest lepszą skarbnicą pogańskiej wiedzy niż wszelkie słabo wyważone wywody i opowieści dziwnej treści, a zwłaszcza to wszystko co się opiera na tzw „Słowiano-Aryjskich Wedach”, znalezionych podobno przez prawosławnych Inglistów cudownym sposobem, właśnie teraz w Rosji.

Te ich Wedy fałszują niemiłosiernie przeszłość i obraz rzeczywistości w duchu dokładnie tym samym co chrześcijańskie prawosławie. Czynią to dokładnie w tym samym celu – co wszystkie systemy, które tworzą kastę „kapłanów” i chcą pośredniczyć między Człowiekiem a bogami. Celem powołania tego ruchu w Rosji jest być może powrót do korzeni, do tradycyjnej wiary słowiańskiej, ale też celem ludzi którzy formują ten ruch jest stworzenie kasty tłumaczy, interpretatorów PISMA – jedynych wiedzących, Jedynych dysponujących Jedyną wiedą, która jest KSIĘGĄ. Skąd my to znamy?! Czy tego już nie było?

Nie odwodzimy nikogo od inglizmu jeśli ma taką fantazję. Warto pamiętać, że poza nazwą (być może celowo mylącą) tzw. Słowiano-Aryjskie Wedy Inglistów nie mają nic wspólnego z Wedą Slowena z Bułgarii – zbiorem pieśni obrzędowych i podań ludowych bułgarskich z XIX wieku. To co jest w tamtym zbiorze autentykiem – faktem ludoznawczym, po prostu nim jest. Ktoś kto zbiera podania i próbuje je łączyć w system, który odtwarza krok po kroku, jak Zorian Dołęga Chodakowski, jak Bronisław Trentowski, jak Oskar Kolberg, jak Adam Mickiewicz czy jak to czynił właśnie Jan Kochanowski, kto to spisuje z „natury” i przekazuje, albo na podstawie przekazów formułuje obraz ten uprawia działalność rzeczywistą opartą na rzeczywistości. Kto jednak nie odnosi się do żadnych realnych źródeł i ich nie pokazuje ten fantazjuje i uprawia fantastykę.

To naprawdę jest dla Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej bez znaczenia ilu było królów i buddów oraz jak się który nazywał. Tego typu mitologiczne fakty nie mają żadnej wagi filozoficznej. Ilu było władców, ilu było buddów? Możemy próbować zanurzyć się w przeszłość i coś odtworzyć. Ktoś może odtworzyć i zinterpretować inaczej jeśli potrafi przeprowadzić proces logiczny. Ktoś inny może wierzyć we wszystko co wymyśli bez potrzeby zastosowania logiki i oparcia się o źródła.

Nauka to też system wierzeń, weryfikowanych w jakimś zakresie. Tam gdzie nie ma łańcucha dowodów logicznych, tam gdzie koncepcja się załamuje i staje wewnętrznie sprzeczna, tam gdzie jest oparta wyłącznie na gdybaniu, albo na OBJAWIENIU (jak w wypadku 1000 buddów – bo dlaczego nie 100 000? Albo jak w wypadku Opowieści Biblijnych czy Nowego Testamentu chrześcijan, albo w wypadku Słowian-Aryjskich Wed) ja widzę nieudaną, chybioną konstrukcję, dziurawą koncepcję, albo wymysł wyssany z palca. Kto chce może w to wierzyć. Kto chce żyć w niewoli niech pozostanie niewolnikiem pośredników.

Zwróćmy uwagę że dotyczy to wszystkiego – weryfikujemy Jezusa jako postać historyczną, jako zastępczy symbol Słońca, Syna Światła Świata, Boga Kiru Jassnego-Jesiennego, albo jak Bogowiepolscy.net widzimy w Jessie Najwyższego boga, bo tak zrekonstruowaliśmy przeszłość ze strzępów, stosując logikę. Ale to tylko nazwa, którą różnie rozumiemy a nie system filozoficzny, który jest jeden i ten sam we wszystkich wiarach naturalnych (przyrodzonych). Nazwa Najwyższego w Hinduizmie inna, gdzie indziej inna – ale pojęcie to samo: Siła Sprawcza.

Istotne naprawdę jest: Po co to wszystko? Dla siebie, dla JA, dla puszenia się, dla mądrzenia się, dla zlikwidowania osobistego problemu, osobistego cierpienia, wyzwolenia się z nie chcianej sytuacji. Czy dla wygodnego życia jako pośrednik-pasożyt, czy dla utrzymywania systemu Pan-Niewolnik i posiadania władzy, czy dla innych egoistycznych, albo antyspołecznych celów. Dla własnej doskonałości – jak w klasztorach katolickich, prawosławnych czy buddyjskich. Dla władzy imamów?

Czy dla dobrego bytowania TERAZ i dalszego istnienia w PRZYSZŁOŚCI wszystkich Istot Żywych i całej Planety Ziemia?

Dla mnie sens ma tylko to ostatnie.

Jeżeli ktoś  chce się od kogoś czegoś nauczyć (jak Germanie od Słowian), jednakże nie po to, aby żyć przyjemnie nie szkodząc sobie i innym, lecz po to, by (jak Germanie, Żydzi, Post-Rzym, Post Judeo-Rzym) szkodzić innym i czynić z nich niewolników, i manipulować dla własnych korzyści, dla własnego EGO – to otrzyma zgodnie z Prawami Natury, prędzej czy później, taką zapłatę jaki uczynił posiew. Nie ma tutaj żadnych rozgrzeszeń i możliwości “wybiegu” przez kłamstwo wobec Praw Przyrody.

Słuchajmy uważnie, czytajmy to co się pokazuje, róbmy jednak zawsze swoje, a przede wszystkim analizujmy i wyciągajmy wnioski, z tego co widzimy i czytamy.

Co do Słowiano-Aryjskich prawosławnych wed rosyjskich są następujące podstawowe zastrzeżenia:

a) Wieda (jako wiedza płynąca z przyrody i podań przyrodzonych) znajduje potwierdzenia w innych kulturach i nacjach, jeśli jest autentyczna. Zatem weryfikacja jest prosta – poprzez porównanie z tym co już wiemy, w tym z np. z Wedami Hinduskimi, z mitologią nordycką, grecką, chińską i innymi.

Ten test nie wypada dobrze dla inglistycznej Słowiano-Aryjskiej Wedy z Rosji.
b) Wedy Słowianio-Aryjskie, które udostępniono są  zmanipulowane, bo świadczy o tym ich analiza. Nie będę tutaj przeprowadzał dowodów i analiz. Niech każdy zrobi to na własny użytek, jeśli dojdzie do takiej osobistej potrzeby wewnętrznej, duchowej, aby przekonać się czy to prawda czy fałsz.

Test zgodności z innymi Wiarami Przyrodzonymi jest o tyle prosty, że możemy wybrać jakiś aspekt, jakąś opowieść i postudiować ten aspekt. Lub gdy zidentyfikujemy postacie w micie, podaniu, sekwencji dziejowej, porównać funkcje tychże postaci  z funkcjami identycznymi dla innych kultur i systemów tamtejszych, reprezentowanymi w tamtych kulturach przez odpowiadające im postacie  – to musi się zgadzać, bo wszystko co ma sens jest oparte na obserwacji przyrodniczej .

Inny rodzaj weryfikacji to skala podobieństw. Jeśli całe podobieństwo sprowadza się do nazwy np. Kryszeń a Kryszna, Wyszeń a Wisznu, a poza tym nic ich nie łączy to sprawa jest podejrzana. Jeśli postacie stają się kalkami, a opowieści stają się powieleniem, to sprawa zaczyna być również podejrzana. Jeśli funkcja „odlatuje” od obserwacji mocy czy żywiołu jaki obserwujemy i czujemy w otaczającym nas świecie przyrodzonym (w naturze) to potrzebna jest czujność.

Te same mity po tysiącleciach, gdy ludy pozostają w oddaleniu, a językowe byty ich reprezentantów i nosicieli się rozdzielają, jeśli egzystują daleko od siebie, są podobne, ale nigdy nie identyczne. Zbytnia identyczność nasuwa podejrzenie fałszerstwa. Przykładowo, istnieje związek między pojęciami hinduskimi jadźna – ofiara i joście – ofiara znana z Polski, z Mazowsza – jednakże te obrzędy ofiarne nie wyglądają tak samo, mimo, że się odbywają i tu i tu z użyciem wody i ognia.  Istnieje oczywisty związek między hinduskim pojęciem jaga i polskim jagoda, Baba Jaga, Jadzić, jad, jadło – ale to nie są pojęcia identyczne oznaczające to samo. Inny przykład – jantra. Jantra to w hinduizmie kontemplacyjny wzór geometryczny reprezentujący bóstwo i służący do ubóstwienia, graficzny odpowiednik mantry. U nas to słowo ma także rudymentarne znaczenie – jądro. To co innego, chociaż obydwa znaczenia wywodzą się z owego pojęcia „jądra” oru – nosiciela RA – światła – Swaraga, Sworoga, części Zwory-Sfory Światła (Bramy Świata i Swiatła Świata). Jak widać istnieją tu dalsze wspólne nawiązania – jak Brama Światła i Świata – i Brahman. To znów nie to samo. U Słowian znak jantryjądra (istoty i istu boskiego) znajdziemy na obrzędowych ręcznikach ze znakami bogów, czyli dawanach (dajnach) – dywanach, albo na stanicach z boskim znakiem, albo na wisiorach z symbolem (węsiory, węsiorki, serpęty) albo na pudełkach z płaskorzeźbami i ziołem lub figurką-palwanem (kąptorgi).

Jan Kochanowski z pewnością przekazuje nam więcej pewnych wiadomości, znanych mu z własnego doświadczenia, z obserwacji żywych jeszcze obyczajów ludu i obrzędów wiejskich, niż Słowiano-Aryjska Weda. Do tego posiadł on głęboką wiedzę ezoteryczną i okultystyczną pochodzącą od Nowo-Platończyków, będących kontynuatorami wiedzy alchemiczno-astrologicznej i geometryczno-matematycznej od czasu starożytności.

Przytoczę tylko dwie pieśni na rozgrzewkę:

wysp franciszk grób jana kochanowskiego 465,500,q

PIEŚŃ XXIII Nie zawżdy, piękna Zofija

Nie zawżdy, piękna Zofija,
Róża kwitnie i lelija;
Nie zawżdy człek będzie młody
Ani tej, co dziś, urody.

Czas ucieka jako woda,
A przy nim leci Pogoda
Zebrawszy włosy na czoło,
Stąd jej łapaj, bo w tył goło;

Zima bywszy zejdzie snadnie,
Nam gdy śniegiem włos przypadnie,
Już wiosna, już lato minie,
A ten z głowy mróz nie zginie.

Szachy jana Kochanowskiego Przred 10

W pierwszej linii przekazu czyta się to jak opis prosty, sytuacji przemijania i więdnącej urody oraz nadciągającej nieuchronnie starości – i tak jest. Gdyby nie dwa fakty o specjalnym znaczeniu, na tym można by w interpretacji poprzestać. My jednak pójdźmy drogą Joanny Salamon i przeczytajmy tylko to co się za tym podstawowym tekstem kryje. Moglibyśmy się posunąć dalej i zestawić tę pieśń z jej lustrzanymi odbiciami w innych księgach (bo były III Księgi tychże pieśni, a każdej pieśni odpowiada inna, która ją rozwija lub kontruje).

Dlaczego autor mówi o Zofiji? Bo Zofia – to Sophia – Mądrość alchemików i astrologów, pojęcie ze starożytności, a cały ten utwór jest pochwałą tak rozumianej Mądrości – filozofii starożytnej, która jest prostą naturalną filozofią życiową płynącą z obserwacji przyrody i przyrodzonego porządku rzeczy. Tu Jan Kochanowski jasno powiedział nam kim jest – tym jednym słowem.

W tym tekście jest też inne słowo: Pogoda – napisane z dużej litery! A dlaczegóż to? Nic nie usprawiedliwia tej Wielkiej Litery poza jednym: nie o zwykłą pogodę tutaj chodzi ani o pogodę ducha. To imię Bogini słowiańskiej, pogańskiej bogini której Kochanowski jest, jak widać, wyznawcą i przekazicielem imienia. A kim jest Pogoda, jak nie boginią Weny, czyli „łagodnego  ale i wzniosłego Powietrza”, natchnienia, jak nie panią Ładu Przyrody, ale przede wszystkim Panią Drogi Życiowej Człowieka, tak jak i Podag, jej mąż jest Władcą Dróg i Ścieżek, Opiekunem Podróżnych i Odkrywców.

I tak w dwóch dosłownie słowach dowiadujemy się o Janie Kochanowskim wszystkiego, a od niego dowiadujemy się o bogach Słowian, których miano nadzieję „unicestwić” chrześcijaństwem.

Znający Słowiańską Baję i ezoteryczną symbolikę zwrócą od razu uwagę na zestaw Róża i Lelija, które to kwiaty kojarzą się jednoznacznie z rozkwitem kobiecości oraz z kwiatem żałobnym – i żałobną bielą. I oto mamy drugiego boga pod postacią owej Leliji – Lela, Pana Pośmiertnej Drogi i Pamięci Zmarłych.

m konarski urszulka w hołdzie kochanowskiemu

PIEŚŃ XXIV Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony…

Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony
Polecę precz, poeta, ze dwojej złożony
Natury: ani ja już przebywać na ziemi
Więcej będę; a więtszy nad zazdrość, ludnemi

Miasty wzgardzę. On, w równym szczęściu urodzony,
On ja, jako mię zowiesz, wielce ulubiony
Mój Myszkowski, nie umrę ani mię czarnymi
Styks niewesoła zamknie odnogami swymi.

Już mi skóra chropawa padnie na goleni,
Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni;
Po palcach wszędy nowe piórka się puszczają,
A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.

Terazże, nad Ikara prędszy przeważnego,
Puste brzegi nawiedzę Bosfora hucznego
I Syrty Cyrynejskie, Muzom poświęcony
Ptak, i pola zabiegłe za zimne Tryjony.

O mnie Moskwa i będą wiedzieć Tatarowie,
I róznego mieszkańcy świata Anglikowie;
Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznają,
Którzy głęboki strumień Tybrowy pijają.

Niech przy próznym pogrzebie żadne narzekanie,
Żaden lament nie będzie ani uskarżanie:
Świec i dzwonów zaniechaj, i mar drogo słanych,
I głosem żałobliwym żołtarzów spiewanych!

Powiem po pierwsze tylko tyle: Łado i Lel-Illeli – to zarówno zaśpiew weselny, świąteczny kupalny, jak i zaśpiew żałobny, którym bułgarskie kobiety po wsiach do dzisiaj żegnają zmarłych członków swojej rodziny, swoje zmarłe w chorobie dzieci  i umarłych mężów, czy kochanków. To jest zaśpiew, który powtarza się przy obrzędach pogrzebowych, gdy zmarły wędruje do grobu. To jest zaśpiew znany z prawdziwej Wedy Słowena i jej zapisów etnograficznych. Bo to są imiona dwóch bogów Słowian – Łady – Pana Porządku, Pana Wojny i Pokoju, Pana też, w związku z tym, Małżeństwa, ale i Śmierci i Życia, i opiekuna Związku. Ileli – Lelij, Brat Polela, to Pan Pamięci Zmarłych, ten Który Sądzi Duszę w Zaświatach. Nic dziwnego, że tak brzmi ten zaśpiew raz weselny a raz śmiertelny.

„Nie zwykłym i nie leda piórem opatrzony” –  bo pióro Leda-Lela (Ładu Śmierci) jest tu symbolem Ptaka Śmierci – Lelka, który wieść o śmierci przynosi, i jest symbolem Strasza-Umora, który następnie duszę zmarłego, na Tamten Świat – w Zaświaty – niesie.

Spójrzcie jak piękną symbolikę ma ten cały proces starzenia się umierania – o d bieli i siwizny starczych włosów, poprzez Biel Ptaka Zaświatów Lelka, do bieli kolorystyki szat żałobnych i całunów śmiertelnych – bo biel była kolorem, żałobnym Słowian a nie chrześcijańska czerń.

To nam przekazał prosto i jasno Jan Kochanowski, łącznie z nawiązaniem znów do starożytności śródziemnomorskiej.

Resztę odgadnijcie dla siebie z tych dwóch pieśni sami.

Tagged with:

Jan Kochanowski (z Czarnolasu, 1530 – 1584) Strażnik Wiary Przyrod(zone)y Słowian – I SSŚŚŚ Kraków


507px-Jan_KochanowskiJan Kochanowski

Jan Kochanowski (ur. 1530 w Sycynie, zm. 22 sierpnia 1584 w Lublinie) – polski poeta epoki renesansu, sekretarz królewski, wojski sandomierski w latach 1579–1584, prepozyt poznański w latach 1566–1574[1].

Jan Kochanowski uważany jest za jednego z najwybitniejszych twórców renesansu w Europie, najlepszego poetę słowiańskiego, który przyczynił się do rozwoju polskiego języka literackiego[2].

Życiorys

Dokładna data urodzenia Jana Kochanowskiego nie jest znana. Większość badaczy wskazuje na 1530 rok[3]. Ojcem był Piotr Kochanowski herbu Korwin, komornik graniczny radomski i sędzia ziemski sandomierski a matką – Anna, córka Jakuba Białaczowskiego herbu Odrowąż z Dąbrówki Podlężnej. Z małżeństwa Piotra i Anny urodziło się jedenaścioro dzieci – cztery córki (Katarzyna, Elżbieta, Jadwiga, Anna) i siedmiu synów (Kasper, Jan, Piotr, Mikołaj – poeta, Andrzej – tłumacz Eneidy Wergiliusza, Jakub, Stanisław)[4]. Bratanek Jana Kochanowskiego, Piotr Kochanowski, przełożył Orlanda szalonego Ludovico Ariosta i Jerozolimę wyzwoloną Torquato Tassa.

Młodość i studia

Prawdopodobnie w 1538 roku Jan Kochanowski rozpoczął naukę albo w Policznie, albo w klasztorze benedyktynów w Sieciechowie nad Wisłą[5]. Mógł mieć również prywatnego nauczyciela[6]. Najwcześniejsze pewne wzmianki dotyczące linii edukacyjnej poety pochodzą z roku 1544. Dokonał on w półroczu letnim wpisu do metryki Wydziału Artium Akademii Krakowskiej: „Johannes Kochanowski Petri de Syczynów dioe[cesis] Cracoviensis 3 gr[ossos] s[olvit]” co w tłumaczeniu brzmi: „Jan Kochanowski [syn] Piotra z Sycyny diecezji krakowskiej, zapłacił trzy grosze wpisowego”[7]. Brak danych jednak o przebiegu i wyniku studiów.

W 1547 roku między 18 kwietnia a 26 czerwca umarł ojciec poety. Jan wrócił do rodzinnego domu, aby wraz z matką i bratem Kasprem odzyskać pożyczki udzielone przez ojca aptekarzowi Maciejowi Lossa oraz złotnikowi Maciejowi Krajowskiemu[8].

Przypuszczalnie w czerwcu 1549 opuścił poeta uniwersytet krakowski i udał się być może do Wrocławia, gdzie przebywał do końca 1549 roku. Możliwe, że Wrocław uczynił bazą wypadową na któryś uniwersytet niemiecki (Lipsk lub Wittenberga)[9]. Na początku 1550 roku Jan, wspólnie z matką i starszym bratem Kasprem, występował przed sądem radomskim, aby uregulować sprawy spadkowe po śmierci ojca[10]. Być może w latach 1550-1551 przebywał w Radomskiem, decydując się na wypady do Krakowa lub na któryś dwór magnacki[11]Z pewnością 16 czerwca 1551 roku uczestniczy wraz z rodziną w sporze sądowym z Feliksem Zielińskim o granice dóbr wsi Barycze[12].

W latach 1551-1552 przebywał w Królewcu. Jedynymi świadectwami pobytu w Królewcu są dwa wpisy w egzemplarzu Tragedii Seneki Młodszego, z których jeden to wierszowana łacińska dedykacja dla Stanisława Grzepskiego[13]. Jest to także pierwsza zachowana próba poetycka Kochanowskiego. W połowie roku 1552[14] poeta przyjechał do Padwy, gdzie studiował do roku 1555. W międzyczasie Jan Kochanowski został mianowany na konsyliarza nacji polskiej na uniwersytecie padewskim (przypuszczalnie od czerwca do 2 sierpnia 1554 roku)[15].

Przyjmuje się, że powrót poety do kraju nastąpił w połowie 1555 roku. Po kilkumiesięcznym pobycie w Królewcu, przerwany krótkotrwałą obecnością w Radomiu w sprawach spadkowych[16], wyjechał w końcu lata 1556 roku do Włoch, aby przypuszczalnie podreperować zdrowie[17]. Na wieść o śmierci matki, która nastąpiła pod koniec roku, poeta wrócił do Polski.

11 marca 1557 roku występował przed sądem w Radomiu jako dziedzic Sycyny i pojawiał się tam regularnie aż do marca 1558 roku[18]. Wiosną wyjechał po raz trzeci do Włoch. Zwiedził tam okolice Padwy oraz być może większość kraju. Zawarł tam przyjaźń z uczonymi: Janem Zamoyskim, Andrzejem Patrycym Nideckim, Stanisławem Fogelwederem, Łukaszem Górnickim, Andrzejem Dudyczem, Stanisławem Porębskim, Piotrem Przerębskim, Franciszkiem Masłowskim[19][20][21]. Pod koniec 1558 roku Kochanowski udał się do Francji, którą zwiedzał przypuszczalnie z Karolem Utenhove[22]. W maju 1559 roku ostatecznie wrócił do kraju.

Życie dworskie

11 lipca 1559 roku w Radomiu wraz z pięcioma braćmi uczestniczył w podziale majątku po zmarłych rodzicach[23]. Janowi przypadł Czarnolas, kuźnica, młyn oraz stawy rybne na strudze zwanej Grodzką Rzeką. Z ojcowizny miał zapłacić pozostałym braciom 400 złotych polskich tytułem wyrównania majątkowego dóbr Sycyny. Według najnowszych badań otrzymał również w spadku karczmę[24]. 25 marca 1560 roku Jan oddał kuźnicę i młyn w dzierżawę stryjowi Filipowi, zachowując sobie jednak faktyczne posiadanie tych dóbr[25].

Okres obejmujący lata 1559-1562 jest słabo udokumentowany. Można przypuszczać, że poeta nawiązał bliższe kontakty z dworem Jana Tarnowskiego, wojewody krakowskiego[26], Radziwiłłami[27] oraz z biskupem krakowskim Filipem Padniewskim[28]. Na przełomie roku 1562 i 1563 przebywał na dworze rodziny Firlejów utrzymując stosunki koleżeńskie z Stanisławem Meglewskim. Pomagał również Zofii z Balic Firlejowej przed sądem krakowskim w sprawach spadkowych[29].

W połowie 1562 roku uczestniczył w sporze o definicję i funkcję okresu retorycznego między profesorami Uniwersytetu Krakowskiego, Benedyktem Herbesem i Jakubem Górskim, występując dla ostatniego oponenta jako ekspert[30]. 12 grudnia na sejmie w Piotrkowie poeta Czarnoleski wymógł na Filipie Kochanowskim, swoim stryju, odszkodowanie w wysokości 100 florenów za niegospodarne zarządzanie wydzierżawionymi nieruchomościami[31].

W połowie 1563 Jan przeszedł do służby podkanclerza Piotra Myszkowskiego, dzięki któremu otrzymał godność sekretarza królewskiego[32]. Brak szczegółów dotyczących obowiązków wykonywanych przez Jana przy dworze królewskim. Prawdopodobnie piastował urząd, przynajmniej formalnie, dożywotnio[33]. 7 lutego 1564 roku odbyło się przyjęcie przez Kochanowskiego probostwa w katedrze poznańskiej, którego zrzekł się Piotr Myszkowski[34]. Poeta objął w posiadanie sześć wsi oraz dziesięciny z kilku innych, czerpiąc z nich profity a wszelkie sprawy związane z działalnością beneficjum załatwiał albo korespondencyjnie, albo przez prokuratora (wicesgerenta), Jana Powodowskiego, który reprezentował go przed kapitułą[35]. 22 lutego 1566 roku obejmuje probostwo w Zwoleniu[36]. 5 grudnia Piotr Myszkowski spotkał się z Janem Kochanowskim w Grodnie[37]. Przedmiot rozmowy pozostaje nieznany.

Przełom roku 1567 i 1568 Jan Kochanowski spędził w obozie królewskim króla Zygmunta Augusta (tzw. Wyprawa radoszkowicka). 18 stycznia król wrócił do Knyszyna i pozostał tam, z małymi przerwami, do 8 sierpnia. 23 sierpnia Piotr Myszkowski wraz z Janem z Czarnolasu wyruszyli z Knyszyna i 30 sierpnia zatrzymali się w Pułtusku, po czym 31 sierpnia dotarli do Warszawy[38]. W międzyczasie udzielał się poeta w Rzeczypospolitej Babińskiej, nieznany jest jednak rezultat jego zaangażowania[39].

Większość 1569 roku Kochanowski spędził w Lublinie i brał udział w obradach sejmu walnego, na którym miejsce miał tzw. drugi hołd pruski (opisał go później w utworze Proporzec albo hołd pruski). Dwadzieścia dni po zakończeniu obrad, poeta znajdował się w Czarnolesie.

17 marca 1570 roku uczestniczył w Płocku na uroczystym ingresie Piotra Myszkowskiego na biskupstwo płockie. Dokonano w tym samym roku wizytacji kościoła parafialnego w Zwoleniu. W sprawozdaniu z kontroli czytamy: „Plebanus dominus Joannes Cochanowski praepositus Posnaniensis non est in sacris, nec in sua parochiali residet, nec est [notum], ubi resideat, neglecta enim est dos plebanalis, licet sit bene provisus plebanus”, co w tłumaczeniu brzmi: „Pleban pan Jan Kochanowski, prepozyt poznański, nie ma święceń i nie rezyduje w swoje parafii; nie ma wiadomości, gdzie przebywa, uposażenie plebańskie jest bowiem zaniedbane, chociaż pleban jest dobrze oparzony”[40].

W okolicach lata pisze do Filipa Padniewskiego list, w którym sygnalizuje swoje plany dotyczące „zimy swego życia”. Pisze: „Jestem nieco troskliwy o zapewnienie sobie własnego kąta”[41]. W roku 1571 poeta zabiega o uporządkowanie swego dziedzictwa – rozgranicza więc działy ziemi swych braci znajdujące się w Sycynie[42]. 27 stycznia 1572 roku pożyczył bratu Kasprowi 500 florenów (co odpowiadało wartości 33 koni)[43].

5 kwietnia 1573 roku być może przebywał w Warszawie podczas uroczystego otwarcia pierwszego mostu na Wiśle, a 15 maja uczestniczył w elekcji Henryka Walezego w Warszawie[44].

Czarnolas

W latach 1574 i 1575 Kochanowski sfinalizował ostatecznie kwestię swojej dworskiej i kościelnej kariery. 2 stycznia 1574 roku Kochanowski kupił pół wsi Chechły blisko Czarnolasu za sumę 4000 złotych[45]. 16 stycznia zakończył polubownie spór z burmistrzem Poznania, Marcinem Skrzetuskim[46]. 18 lutego był świadkiem uroczystego wjazdu Henryka Walezego do Krakowa. 1 czerwca oficjalnie zrzekł się prepozytury poznańskiej[47]. Po ucieczce Henryka Walezego 18 czerwca 1574 roku Kochanowski osiedlił się na stałe w Czarnolesie. 28 czerwca kupił pozostałą część wsi Chechły[48]. 17 stycznia 1575 zrezygnował z probostwa zwoleńskiego[49]. Po 14 marca 1575 roku ożenił się z Dorotą z Przytyka Podlodowską.

Podczas drugiej elekcji poeta przejawiał ożywioną aktywność. Najpierw uczestniczył na zjeździe w Stężycy[50] z nadzieją na rychły powrót zbiegłego króla do Polski. Później na innym zjeździe, 26 listopada pod wsią Wola nieopodal Powązek, optował za kandydaturą arcyksięcia Ernesta lub syna władcy moskiewskiego Iwana Groźnego – Fiodora[51]. Podczas elekcji wystąpił z mową, którą wysłuchano „powolnym uchem”, jak napisał Świętosław Orzelski[52]. 18 grudnia podpisał akt elekcji cesarza Maksymiliana II[53]. Stronnictwo przeciwne wybrało natomiast Annę Jagiellonkę, przydając jej za małżonka Stefana Batorego. Mimo namowy aktualnego władcy i Jana Zamoyskiego, nie zdecydował się na czynny udział w życiu politycznym dworu. Złożył natomiast obietnicę Zamoyskiemu, iż napisze dla niego jakiś utwór literacki. Prace nad nim trwały do końca 1577 roku, kiedy to wysłał poeta autograf Odprawy Posłów Greckich. Z pewnością udzielał się społecznie na szczeblu lokalnym – był częstym gościem w Sandomierzu, stolicy swego województwa[54]. 9 października 1579 roku Stefan Batory podpisał w Wilnie nominację Kochanowskiego na wojskiego sandomierskiego[55].

Żywot Jana Kochanowskiego w Czarnolesie zakłóciły nieszczęścia rodzinne. W 1577 roku zmarł starszy brat, Kasper, a w 1579 roku – dwie córki poety: trzydziestomiesięczna Urszula oraz Hanna[56].

Rodzinna tragedia nie zdezorientowała poety. 25 stycznia 1580 roku Andrzej Firlej, kasztelan lubelski i starosta sandomierski, pożyczył od Kochanowskiego 7700 florenów[57], a 5 czerwca 1581 roku – 6600 florenów[58]. W międzyczasie obaj brali udział w sądzie rozjemczym w Kazimierzu Dolnym w procesie o nieumyślne zabójstwo mieszczanki Barbary Kańskiej przez męża[59].

Około roku 1581 zmarł szwagier poety – Grzegorz Podlodowski[60]. W 1582 został pochowany brat poety – Mikołaj, gospodarujący w drugiej części Sycyny. Jan przejmuje opiekę nad jego dziećmi.

31 stycznia 1583 roku Andrzej Firlej zaciąga pożyczkę u Jana Kochanowskiego na sumie 2100 florenów, a tego samego dnia dokonał poeta zakupów nabywając od Mikołaja Zielińskiego część ziemi w Paciorkowej (Głuskowej) Woli i Strykowicach Błotnych (Mniejszych) koło Zwolenia[61].

Śmierć

W sierpniu 1584 roku Stefan Batory zwołał do Lublina naradę senatorów, której przedmiotem było ustalenie sposobów na rozwiązanie istotnych problemów natury politycznej. Jan Kochanowski przyjechał do Lublina celem interwencji w sprawie ukarania winnych śmierci swego szwagra, Jakuba Podlodowskiego, który wybrał się do Turcji celem zakupu koni do stajni królewskich. Kochanowski zmarł 22 sierpnia[62], prawdopodobnie na udar mózgu. Miejsce zgonu pozostaje w sferze domysłów. Jedni twierdzą, że nastąpił w kamienicy Macieja Krokiera, bogatego kupca lubelskiego, inni natomiast – w domu Mikołaja Firleja[63]. Najprawdopodobniej zwłoki poety zostały pochowane w Lublinie, a dopiero na początku XVII wieku przewieziono je do kaplicy w Zwoleniu[64].

W literaturze przedmiotu pojawiają sie informacje o dwóch nagrobkach. Pierwszy, we Zwoleniu, zawierał następujący napis: „Tu spoczywa Jan Kochanowski, wojski sandomierski. Niechaj ten nagrobek będzie znakiem widocznym, by światły przechodzień nie przeszedł bez uczczenia prochów tak wielkiego męża, którego pamięć u ludzi wykształconych trwać będzie wiecznie. Umarł w roku 1584, dnia 22 sierpnia, mając lat 54”[65].

Drugi nagrobek miał znajdować się w starym kościele w Policznie, nie zachował się jednak do naszych czasów. Treść jego była następująca: „Szlachetnemu i bardzo sławnemu mężowi Janowi Kochanowskiemu, rycerzowi i wojskiemu sandomierskiemu oraz sekretarzowi królewskiemu, który w Lublinie roku zbawienia 1584 dnia 22 sierpnia o godzinie 14 przeniósł się do przodków, małżonka Dorota z Podlodowskich wraz z dziećmi i krewnymi, w smutku pozostając, ten pomnik dla trwalszej jeszcze pamięci u potomnych, wystawili”[66].

Śmierć poety wywołała liczne reperkusje literackie. Utwory żałobne napisali Andrzej Trzecieski, Stanisław Niegoszewski, Hieronim Mazza, Sebastian Fabian Klonowic. Ślad zgonu poety można znaleźć również w kronice Jana Wielewickiego oraz Joachima Bielskiego.

465,500,qNagrobek Jana Kochanowskiego w „pogańskim” kościele Stanisława Wyspiańskiego (polichromia Bazylika Franciszkanów w Krakowie, ulubione miejsce JP 2)

Losy szczątków

29 kwietnia 1791 roku Tadeusz Czacki wyjął czaszkę Kochanowskiego z trumny, a następnie przechowywał ją przez kilka lat w swojej posiadłości w Porycku[67]. 4 października 1796 roku przekazał ją ks. Izabeli Czartoryskiej, która dołączyła ją do zbioru powstającego wówczas muzeum w Puławach. Po upadku powstania listopadowego czaszkę przewieziono do Paryża, przechowywana była w Hotelu Lambert. Obecnie znajduje się w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, dokąd została zabrana po 1874 roku. Jednak według antropologów jest to najprawdopodobniej czaszka kobiety. Jeśliby nawet przyjąć, że należała do mężczyzny, to jego rysy twarzy różniłyby się znacznie od tych z popiersia w Zwoleniu[68]. Przeprowadzone w 2010 roku analizy amtropologiczne i komputerowa rekonstrukcja twarzy wykazały, że czaszka Kochanowskiego istotnie jest czaszką kobiety w wieku ok. 40 lat, co może oznaczać iż należała ona do żony poety[69].

W 1830 roku proboszcz parafii w Zwoleniu usunął wszystkie trumny rodziny Kochanowskiego z kaplicy przenosząc je do zbiorowej mogiły rodzinnej położonej nieopodal budynku kościoła. W 1983 roku wróciły do kaplicy, a ściślej do marmurowego sarkofagu w odrestaurowanej krypcie znajdującej się pod budynkiem. 21 czerwca 1984 roku zorganizowano symboliczny pogrzeb Kochanowskiego[70].

04

Język Jana Kochanowskiego

Nadrzędnym celem literackim poety było stworzenie dzieła literackiego doskonałego pod względem formalnym i treściowym przy wykorzystaniu ówczesnych polskich norm stylistyczno-językowych oraz skodyfikowanych zasad poetyk antycznych i renesansowych. Zachowywał przy tym równowagę między zbytnią archaizacją a nadmierną modernizacją języka[71].

Niektóre cechy słownictwa Jana Kochanowskiego[72]:

  • W zakresie fonetyki: dawne formy bez przegłosu lechickiego (przy siestrze) oraz formy wtórne (opowiedał); niesystematyczne stosowanie nosówek w zaimkach (sie ukazała, ale mię […] obłapił); uproszczenie grup spółgłoskowych (jeno, ale sumnienia); upodobnienia pod względem dźwięczności (k woli); zachowanie pierwotnego przedrostka (póki wełny [..] zstaje).
  • W zakresie słowotwórstwa: oboczność przyrostków -ny/-ni (wiatr zachodny); formowanie stopnia najwyższego za pomocą na- (wóz nacięższy); formy bezprzedrostowe czasownika (niechaj, w znaczeniu „zaniechaj”); zaprzeczone przymiotniki i imiesłowy określające czynność niemożliwą do wykonania ani w teraźniejszości, ani w przyszłości (nienagrodzona szkoda, w znaczeniu „szkoda nie do wynagrodzenia”).
  • W zakresie fleksji: odmiana rzeczowników żywotnych tak jak osobowych (słowicy, szpacy); rzeczownikowe formy przymiotników (mądr); szczątki liczby podwójnej (dwie słońcy […] dwie Troi).
  • W zakresie składni: luźny szyk (wziąć przed się, w znaczeniu „przedsięwziąć”); odmienna od dzisiejszej składnia związku rządu czasownika (rozumiem temu [teraz: to]); partykuła przecząca ani często na początku zdania bez nie (zbójce […] którzy ani miast, ani wsi budują [w znaczeniu „nie budują”]). W poezji stosuje najczęściej zdania współrzędnie złożone łączone spójnikami współrzędnymi[73]. Wykorzystuje imiesłowy czynne dla większej kondensacji tekstu, przez co zmniejsza ilość zdań podrzędnie złożonych (np. jeleń wiatronogi, w znaczeniu: jeleń, którego nogi pędzą jak wiatr).

Ostrożnie wprowadzał do twórczości neologizmy. Przypuszczalne neologizmy to[74]: arcydoktor (znakomity lekarz), białogrzywy (o koniu – mający białą grzywę), białomleczny (biały jak mleko), białonogi (o koniu-mający białe pęciny), białoskrzydły (o łodzi – mająca białe żagle), bracić sie (być w bliskich kontaktach, przyjaźnić się), chłopobyk (potwór mitologiczny, Minotaur), cwałać(przychodzić ciągle na myśl), dobrorzeczyć (życzyć dobrze), dziewięsił (mityczny mocarz Briareus), fraszkopis (poeta piszący fraszki), gładnąć (stawać się gładkim), górolotny (poruszający się wysoko w górze), jednooki (mający jedno oko), jednorogi (mający jeden róg, jednorożec), jednowłajca (monarcha, włada absolutny), Klęczeń (gwiazdozbiór zwany też Herkulesem), koniowłosy (zrobiony z końskich włosów), kozorogi (mający rogi takie jak koza; koziorożec, nazwa gwiazdozbioru), kozorożec (gwiazdozbiór), krzywoprzysiężny (taki, który pod przysięgą składa fałszywe zeznania lub obietnice, których nie zamierza dotrzymać), ludzkie (po ludzku), morzolotny (szybko poruszający się po morzu), nocoświetny (świecący w nocy), noszarz (noszący coś),’ ‚noworodny (nowo narodzony), nowotargany (po raz pierwszy związany), pełnostrzały (zawierający wiele strzał), pierwomiesięczny (noc w czasie pierwszej kwadry księżyca), poklękły (ten, który uklądł, klęczy), prędkolotny (szybko lecący), prędkonogi (szbko biegający), prędkopióry (szybko latający, mając pióra), przeziębły (noszący ślady działania zimy, mrozu, tu: o posiwiałych włosach), przyklękły (ten, który klęczy), różanoręki (mający różowy odcień skóry na ręce, tu o spersonifikowanej zorzy porannej), skotopaska (krótki poemat liryczny opisujący życie pasterzy; bukolika, sielanka), skrzydłonogi (biegnący tak szybko, jakby miał skrzydła u nóg), skrzypieć (skrzypać, grać na instrumencie strunowym), słodkobrzmiący (mający miły, przyjemny, łagodny dźwięk), stokorodny (rodzący źródła, taki w którym występują źródła), storęki (taki który ma sto rąk), szerokowładny (mający rozległą władzę), trozęby, trupokupiec, trzykąt, trzynóg, uklękły, wartogłowy, wiatronogi, wiekopomny, wielkomyślny, wielkooki, wielomówny, wielonogi, wielostróny, wielowładny, wielożądny, wielożywny, winorodny, władogromy, wodolejca, wodopławny, wszechnaśwnętszy, wszystkokrotny, wszystkorodny, wyciągły, zloczynny, złotorogi, złotoruchy, złotowłosy, żartkonogi.

Starannie unikał dialektyzmów – brak m.in. mazurzenia w warstwie fonetycznej tekstów. Zauważono w poezji Jana Kochanowskiego minimalną zawartość zapożyczeń łaciny, w listach natomiast zdania łacińskie, wtrącenia, formy spolonizowane trafiają się bardzo często. W poezji spotyka się nieliczne wyrazy czeskie i ruskie w funkcji stylistycznej[75].

Twórczość

W swej twórczości łączył inspiracje pochodzące z różnych nurtów filozoficznych: neoplatońskie, neoarystotelesowskie, neostoickie, epikurejskie, sokratejsko-sceptyczne, erazmiańsko-ireniczne, ogólnochrześcijańskie[76].

Chronologiczny wykaz utworów Jana Kochanowskiego opracowany na podstawie Mirosław Korolko, Jana Kochanowskiego żywot i sprawy. Materiały, komentarze, przypuszczenia, Warszawa 1985, s. 293-299:

  1. Łaciński epigramat dedykowany Stanisławowi Grzepskiemu 9 kwietnia 1552 r. w Królewcu, zapisany na wewnętrznej stronie oprawy druku: L, A. Senecae, Tragediae, Bazylea 1541.
  2. List Jana Kochanowskiego do księcia pruskiego Albrechta wysłany 6 kwietnia 1556 r. z Królewca.
  3. Łacińskie epitafium ułożone przez Jana Kochanowskiego ku czci rodziców (po 1557 r. – data śmierci matki) znajdujące się w Kaplicy Kochanowskich w kościele parafialnym w Zwoleniu.
  4. Łacińskie epitafium Erazma Kretkowskiego umieszczone na płycie pod jego pomnikiem w bazylice św. Antoniego w Padwie, wydrukowane bez oznaczenia autora, [w:] Bernardyn Scardeoni, De antiquitate urbis Patavii et claris civibus Patavinis libri tres, Bazylea 1560 (w dodatku: De sepulchris insignibus exterorum Patavii iacentium).
  5. Ioannis Cochanovii Elegiarum libri duo. Odpis wczesnej redakcji łacińskich Elegii, znacznie różniącej się od wersji drukowanej z 1584 (zob. poz. XXXI), znajdujący się w rękopisie Jana Osmólskiego z Prawiednik (tzw. „Sylwa Osmólskiego”). Przyjmuje się, że teksty Kochanowskiego wpisano do rękopisu ok. 1562 r. Obok elegii wczesnej redakcji, w rękopisie znajduje się odpis wczesnych redakcji dwóch wierszy poety, zapisanych bez oznaczania autora. Są to: A. Pieśń zaczynająca się od słów: „Oko śmiertelne Boga nie widziało” wydana we Fragmentach (zobacz pozycja 40) jako Pieśń III; B. Gratiarum Actio pro victu, [Dziękczynienie za żywot], zaczynająca się od słów: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary” wydrukowana po raz pierwszy ok. 1562 r. wraz z Zuzanną [zobacz pozycja 7].
  6. O śmierci Jana Tarnowskiego, Kasztelana Tarnowskiego, do syna jego, Jana Krisztofa, Kraków 1561, Drukarnia Łazarzowa. Utwór włączony do Pieśni [zobacz pozycja 35].
  7. Zuzanna Jana Kochanowskiego [Kraków przed 20 czerwca 1562, druk. Maciej Wirzbięta]. Na k. A3 verso: Pieśń zaczynająca się od słów: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary”.
  8. Iudicium de responsione Gorscii centra Herbestum in controversia de periodis, Philippo Padnievio, Episcopo Cracoviensi decernente, [w:] S. Orzechowski, Dissertatio Laurentii, Siradensis Philosophi, super Disputatione periodica Gorscii et Herbesti, in Diatriba Antisophistarum Cracoviensium, Kraków 1563. Epigram adresowany do Jakuba Górskiego, sławiący jego zwycięstwo w głośnym sporze filologicznym z Benedyktem Herbestem. Drugie wydanie w 1584, zob. poz. XXXI, For. 49. Ad Jacobum Gorscium.
  9. Pieśń albo dziękczynienie Panu Bogu („Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary”) wydrukowana bez wskazania autora w tzw. „Kancjonale nieświeskim” z lat 1563–1564, drukarnia Daniela z Łęczycy.
  10. Ioannis Kochanovii Secretarii Regi in Dictionarium Ioannis Mączyński, [w:] Lexicon Latino-Polonicum ex optimis Latinae linguae scriptoribus concinnatum. loannis Mączyński Equits Polono interprete, Królewiec 1564. Są to trzy epigramaty polecające słownik Mączyńskiego (jeden łaciński i dwa polskie).
  11. Szachy Jana Kochanowskiego (Kraków, 1564 lub 1565, druk. Maciej Wirzbięta).
  12. Zgoda, w Krakowie 1565 (druk. Łazarz Andrysowic). Bez wskazania autora.
  13. Satyr albo Dziki mąż Jana Kochanowskiego [Kraków ok. 1564, druk. Mateusz Siebeneicher] i w drukarni dziedziców M. Szarffenberga.
  14. Pamiątka wszytkimi cnotami hojnie obdarzonemu Janowi Baptyście Hrabi na Tęczynie, Bełskiemu Wojewodzie i Lubelskiemu Staroście [Brześć Litewski ok. 1570, drukarnia Cypriana Bazylika], Drugie wydanie utworu opatrzone obszernym wywodem na temat jego genezy zamieścił B. Paprocki w 1584 r.
  15. Pieśń o potopie, brak miejsca, roku wydania i drukarza.
  16. Autograf listu Jana Kochanowskiego do Stanisława Fogelwedera, datowany w Czarnolesie 6 października 1571.
  17. Napis nagrobny autorstwa Jana Kochanowskiego powstały po śmierci biskupa krakowskiego Filipa Padniewskiego (17 kwietnia 1572). Istnieje również możliwość, że epitafium poeta napisał ok. 1575 r. do wzniesionego w tym czasie nagrobka Padniewskiego w kościele katedralnym w Krakowie dłuta Jana Michałowicza z Urzędowa.
  18. Odprawa posłów greckich Jana Kochanowskiego. Podana na Teatrum przed Królem Jego Mością i Królową Jej Mością, w Jazdowie nad Warszawą. Dnia dwunastego stycznia Roku Pańskiego M. D. LXXVIII. Na. feście u Jego Mości Pana Podkanclerzego Koronnego. W Warszawie M, D. LXXVIII [przed 1 marca 1578, w wędrującej drukarni M. Siebeneichera administrowanej przez Walentego „Łapkę” vel. Łapczyńskiego], Na końcu druku wiersz: „Orpheus Sarmaticus”, wydany później w tomie zbiorowym: Jan Kochanowski [zobacz pozycja 34].
  19. Dryas Zamchana Polonicae et Latinae. Pan Zamchanus Latine, Lwów 1578 [po 13 maja w drukarni wędrującej W. Łapki].
  20. M. T. Ciceronis Aratus, Ad Graecum exemplar expensus, et locis mancis restitutus. Per loannern Cochanovium. Cum Adnotationibus, Kraków 1579. Drugie wydanie utworu ukazało się u Piotrkowczyka w 1612 z dołączonym biogramem Jana Kochanowskiego pióra Szymona Starowolskiego bez oznaczenia autora.
  21. Siedm psalmów pokutnych Jana Kochanowskiego. Cum Gratia et Privilegio S. R. M. w Krakowie, w Drukarni Łazarzowej Roku Pańskiego 1579.
  22. Psałterz Dawidów przekładania Jana Kochanowskiego. W Krakowie, w Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1579.
  23. De expugnatione Polottei Ode loannis Kochanovii, Varsaviae, Anno Domini M. D. LXXX [1580, w drukarni wędrującej W. Łapki].
  24. Pieśni trzy Jana Kochanowskiego. O wzięciu Połocka. O statecznym słudze R. P. O uczciwej Małżonce. W Warszawie, Roku Bożego M. D. LXXX. Wyróżnia się dwa wydania tego utworu z całkowicie odmiennych składów, oba opublikowane po 14 stycznia a przed 21 lutego 1580.
  25. Ioannis Cochanovii Lydicorum libellus. Cracoviae. In Officina Lazari. Anno Domini M. D. LXXX [1580]. Następne wydanie zbiorowe zobacz pozycja 44.
  26. Treny Jana Kochanowskiego. Cum Gratia et Privilegio S. R. M. w Krakowie, W Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1580. Następne wydanie: Kraków 1583.
  27. Ioannis Cochanovii Ad Stephanum Bathorrheum Regem Poloniae Inclytum Moscho debellato, et Livonia recuperata, Epinicion. Anno a Christo Nato M. D. LXXXII, Cracoviae, In Officina Lazari, Anno Domini M. D. LXXXIII.
  28. Ioannis Cochanovii In Nuptias lllustrum loannis de Zamoscio, R. P. Cancellarii, et exercituum Praefecti ac Griseldis Bathorreaei, Christophori Transilvaniae princips, et Serenissimi Stephani Poloniae regis fratris, filiae, Epithalamion. Cracoviae Anno Domini M. D. LXXXIII. Idibus Iuni.
  29. Jezda do Moskwy i posługi z młodych lat, aż i przez wszystek czas przeszłej wojny z Moskiewskim, ojczyźnie swej i Panom swym czynione, Jego Książęcej Mości i Pana, P. Krisztofa Radziwiłła, Książęcia na Bierżach i Dubingach, Pana Trockiego, Podkanclerzego i Hetmana Polnego W. K. Litewskiego, Sołeckiego i Boryszowskiego Starosty etc., prawdziwie opisane. Przez Jana Kochanowskiego z Czarnolasu. Roku od Narodzenia Pańskiego 1583. W Krakowie w Drukarni Łazarzowej. Roku Pańskiego 1583. Drugie wydanie utworu w odmiennej nieco redakcji ukazało się pt. Wtargnienie do Moskwy Krzysztofa Radziwiłła, Polnego Hetmana W. X. Litewskiego, Roku 1581. I[an] K[ochanowski], brak miejsca, roku wydania i redaktora.
  30. Łaciński epigram z nagłówkiem: Jo[annes] CO[chanorvius], na karcie tytułowej druku: Andreae Patricii Nidecii, Praepositi Varsoviensi, Gratulationum triumphalium ex Moscovitis Orationes III. Ad Stephanum Batorium Regem Poloniarum incytum, pro clero Varsoviensi, brak miejsca, roku wydania i redaktora.
  31. Ioannis Cochanovii Elegiarum Libri III. Eiusdem Foricoenia sive Epigrammatum libellus. Cracoviae, In Officina Lazari. Anno Domini M. D. LXXXVIII.
  32. Fraszki Jana Kochanowskiego. W Krakowie. W Drukarni Łazarzowej Roku Pańskiego 1584.
  33. Jana Kochanowskiego Epithalamium, Na wesele Ich M. Pana jego M. Krzysztofa Radziwiłła, Książęcia na Birżach i z Dubinek. Hetmana Polnego i Podczaszego Wielkiego Księstwa Litewskiego, Borysowskiego i Soleckiego Starosty. I Jej Mość Księżny Katarzyny Ostro[g]skiej, Wojewodzianki Kijowskiej. 27 Iulii Anno 1578, w Krakowie, w Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1584.
  34. Jan Kochanowski w Krakowie, W Drukarni Łazarzowej 1585. Na końcu w kolofonie: Cracoviae. In Officina Typographica Lazari, Anno M. D. LXXXVI.
  35. Pieśni Jana Kochanowskiego księgi dwoje, zawierające m. in. Pieśń o spustoszeniu Podola. W Krakowie z Drukarnie Łazarzowej. Roku M. D. LXXXVI.
  36. Wróżki Jana Kochanowskiego. W Krakowie w Drukarni Łazarzowej. Roku Pańskiego 1587, z przedmową Jana Januszowskiego do Jędrzeja Hrabi na Teczynie, wojewody krakowskiego, podpisana w Krakowie 15 maja 1587.
  37. Proporzec albo Hołd Pruski Jana Kochanowskiego. W Krakowie w Drukarni Łazarzowej Roku Pańskiego 1587, z wierszowaną dedykacją Krzysztofa Kochanowskiego [bratanka poety] do Stanisława Mińskiego z Mińska [bez daty].
  38. Pierwodruk Kolędy Jana Kochanowskiego (bez oznaczenia autora), [w:] Kancyjonał albo Pieśni duchowne [Piotra Artomiusza], Toruń 1587, druk. Malcher Nehring (tekst różni się nieco od wersji ze zbioru Fragmenta z 1590, zobacz pozycja 41).
  39. Łaciński czterowiersz poprzedzony nagłówkiem: Ioannes Cochanovius na karcie tytułowej druku: Stanisław Sokolowski, Orationes ecclesiasticae septem, Kolonia 1587.
  40. Jana Kochanowskiego O Czechu i Lechu Historyja naganiana. K temu O cnocie i O sprosności pijaństwa. W Krakowie z Drukarni Łazarzowej. Roku Pańskiego 1589, z przedmową Jana Januszowskiego do Adama Dzierżanowskiego, kanonika warszawskiego, podpisaną w Krakowie 4 czerwca 1589.
  41. Fragmenta albo Pozostałe Pisma Jana Kochanowskiego. W Krakowie, z Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1590. Z przedmową Jana Januszowskiego do Jana Firleja z Drąbowicy, Podskarbiego Koronnego podpisaną w Krakowie 20 czerwca 1590.
  42. Ortografija polska Jana Kochanowskiego, [w:] Jan Ursyn ze Lwowa, Methodicae Grammaticae libri quattuor, Lwów 1592, druk. Mateusz Garwolin, Ks. I De Ortographia, s. 45–47. Jest to skrócona wersja traktatu wydanego w 1594 r. [zob. poz. XLIII].
  43. Nowy Karakter Polski z Drukarnie Łazarzowej i Ortografija Polska Jana Kochanowskiego, Jego Mości Pana Łukasza Górnickiego etc., Jana Januszowskiego. Roku Pańskiego 1594. Druk opatrzony przedmową Jana Januszowskiego do żupników krakowskich: Jacka Młodziejowskiego, Podskarbiego Nadwornego, i Mikołaja Korycińskiego, podpisaną w Krakowie 24 maja 1594 r.
  44. Ioannis Cochanovii Lyricorum libellus et alia opuscula latina, Kraków 1612, dr Andrzej Piotrkowczyk. Jest to znacznie rozszerzone wydanie zbioru z 1580 [zob. poz. XXV], zawierające pierwodruki następujących utworów: A. Andreae Patricio, B. Epitaphium Doralices, C. Galio crocitanti A’MOIBE.
  45. Ioannis Cochanovii ad Magnificium Nicolaum Firley c[astellaneum] B[iecensem] De electione, coronatione et fuga Galii.

Ezoterycy komunistów (i nie tylko) upodobali sobie lokować w dniu 13 ważne wydarzenia – jak na przykład ogłoszenie Stanu Wojennego w Polsce i inne podobne cuda. Kiedy zaś nie mogli skorzystać z pełnej symboliki na przykład 44 wybierali sobie jej połówkę – np. 22 lipca (by im wyszło przynajmniej na 4 jeśli już nie może na 8).  Czynili tę świętokradczą praktykę, podobnie jak Hitler, który ukradł Świętą Swastykę, w przekonaniu o swojej boskiej mocy i nieśmiertelności własnej oraz nieskończoności głoszonego przez siebie porządku. 

Nie oni jedyni przywłaszczali sobie znaki i głosili swoją nieomylność oraz pysznili się i wynosili ponad boga w swojej Wie”rz”y Babel. Nic to nie pomoże, że się odbierze Mokoszy Piatnicę i zrobi z niej symbol odwrócony – miast symbol radości z Przeznaczenia dzień umartwienia ciała i ducha w imię Przeznaczenia.

Dzisiaj w piątek – Trzynastego Kwietnia 2012 roku

– cóż za znamienny dla Kosmicznej Powszechnej Świadomości i człowieczej, małej samoświadomości Dzień –

odbieramy uzurpatorom wszelkiej maści berło władzy nad świętymi znakami Matki Przyrody

i prawo bezczeszczenia Świętych Znaków. 

Od teraz każdy dźwięk Waszych Dzwonów chwali Naszego Pana

Zgadnijcie kto napisał poniższy wiersz? Czy to Mistrz z Czarnego Lasu  – Jan Kochanowski przeniósł przez setki lat dla Was KU POKRZEPIENIU to POSŁANIE Światła? A może jednak jego interlokutor – inny mistrz, Mistrz Romantyczny Adam , albo może obrońca Jana z Czarnego Lasu, Juliusz? A może jeszcze kto inny.

Wawel Zakłamany

 

Wawel  – zakłamany

Przez Lud niepoznany

Odwiedzany tłumnie

W Niebo pnie się dumnie

 

Po dziedzińcu chodzą cienie

A po kryptach mumie nieme

Im w usta zatknięto szmaty

Nałożono złote szaty

 

Złoto skrzy się, kipi, leje

Krzywy obraz w twarz się śmieje

Na darmo kryjeta prawdy

Prawda na Jaw  wyńdzie zawdy

 

Wykrzyczą  święte kamienie prawd tony

Poniosą je w kraje te pogańskie dzwony

Któreście z krowich dzwonków odlali

Byście chwalili cudze z oddali

 

Lecz własne dziady przewrócone w grobie

Wstaną i poniosą Kagana ku Tobie

Opoki pod zamkiem kamień niewzruszony

prastarej Wiary,  nie będzie skruszony

 

I wlije Moc Pani w Niebieskie obłoki

I poniosą wiatry od Gór do Zatoki

I popłyną z wody od lata do lata

Głosy Światła Świata

 

A kiej się stanie że się Wiara wróci

Ciężki kosz opadnie i wszytko obróci

Polęchja na trony z powrotem zasiędzie

I po tysiąclecia już królować będzie

 

Wawel zapłakany

Odziany w łachmany

Pnie się w Niebo dumnie

Deszcz chłoszcze po trumnie   

W Wiślech onż odbity

wznosi się nad Szczyty

Z “Księgi Popiołów” T. Marskiego:

„… Słowo, więc Barbarzyńca synonim imienia ~ narodowości Słowian. Ktoś powie, że nie ma takiej narodowości, ale była jeszcze w czasach Kadłubka, a nawet w XVI wieku bo jakiej jest narodowości autor poniższych wersów. (narodowość tą zniszczył konfesjonalizm i separatyzm podsycany przez wrogów Słowian)

… Serby, więc Antowie, Bosnacy za nimi

I Karwaci waleczni z chorągwiami swymi.

… za wodę głęboką zimnej Łaby wzięli;

Tak iż niemal wszystko jeden opanował

Naród co Bóg trojakim Neptunem warował.

(Jan Kochanowski)

Chcąc wywieść pochodzenie Słowian i ich języka, musimy sięgnąć do ksiąg z paru dziedzin wiedzy, mianowicie historii, indoeuropeistyki (językoznawstwa), archeologii, mitów indoeuropejskich i w zasadzie religioznawstwa, jak i zasobów słownikowych języków będących w miej lub bardziej istotny sposób, związanych pokrewieństwem czy innymi wzajemnymi wpływami. Zobaczymy, że w mitach, legendach i bajkach ~ dub’inuszkach jest zawarta wiedza historyczna, dużo większa niż w najobszerniejszych opracowaniach, wąsko wyspecjalizowanych uczonych ślepych na prawdę i fakty, mówiących hermetycznymi zawodowymi żargonami, mieszkańców nowej wieży babel czeskie słowo babel ~ bełkot, [uczonych ~ tuczonych gęsi (a może jednak Polacy to gęsi) na romajskich kłamstwach, jeśli nasi ulubieni uczeni to nie gęsi to na pewno romajskie psittakusy]….”

Jerzy Przybył – Dziewanna

(CB)

Jan Kochanowski – fraszka dla Rodżany -Przyrody lub Dziewanny-Diany/Krasatiny-Afrodyty

Utwory Jana Kochanowskiego bywają interpretowane namiętnie jako twórczość żarliwie chrześcijańska podczas gdy są to utwory pogańskie, które niosą ku nam wprost przesłania i obrazy Wiary Przyrody a także ezoteryczne treści, głęboko ukryte w ich strukturze. Oto jeden z przykładów takich interpretacji. Powszechnie historycy literatury widzą tutaj postać Matki Bożej podczas gdy wprost jest w nim sportretowana Rodżana-Przyroda lub Dziewanna-Diana, albo Krasatina-Krasa. Dziewanna jest bardziej uogólnioną postacią Miłości reprezentowanej w swojej szlachetnej formie przez Krasatinę, a w skrzywionej postaci reprezentowaną przez Dzieldzieliję. Odpowiedź zdaje się prosta bo Cypr był wyspą Afrodyty. Musimy jednak pamiętać że Jan Kochanowski nie tworzył prostych szyfrów, był on głęboko wtajemniczonym ezoterykiem , który z wprawą i łatwością posługiwał się zarówno obrazami budowanymi na zasadzie modeli adekwatnych jak i szyframi cyfrowymi wywiedzionymi wprost z tradycji Pitagorejczyków i nauk okultystycznych, ezoterycznych. Dlatego cyfra 3 – wskazuje tutaj na Rodżanę mimo, iż Cypr mówi wprost o Afrodycie. Jan Kochanowski nie mógł w swoim utworze złożyć bezpośredniego hołdu słowiańskiej pogańskiej bogini – z tego powodu odwołał się do postaci bogini starożytnej w zgodzie z renesansowym kanonem. Obraz tej bogini zestawił z ziołami naszych łąk i kwiatami które On – jako podmiot liryczny – tejże bogini poświęca. To stanowi klucz do odczytania, którą z nich miał na myśli.

Należy też wziąć pod uwagę znaczenia pitagorejskie związane z czertami – w tytule mamy nie tylko 3. ale i Księgę Trzecią – razem czerty te dają 6 – Narodziny (Początek Życia) – o czym akurat niedawno pisaliśmy w Lekcji 6. Jak to więc jest? Szósty Miesiąc to miesiąc Kresu – Święto Kresu i Kupały, Wianków i Kwiatu Paproci  (Pąpu Rudzi) – to z kolei wskazuje na Dziewannę-Afrodytę lub Krasę-Afrodytę. Lecz co w tej całości mówią kwiaty i zioła – to złożony bukiet, który nie  może być i nie jest przypadkowym zestawieniem dla efektowniejszego obrazu i ułatwienia sobie rymowanki.

Polecam zabawę w rozszyfrowanie do końca tej zagadki: Krasatina – Pani Piękna, Kwiatów i Kochania Jasnego, Pogodnego, Pani Szczęśliwości Miłosnej i Rozkoszy, czy Dziewanna – Dziewa-Czysta ale i Dzika Łowczyni – Miłość Prawdziwa, Mroczna, Nieokreślona i Nieokiełznana, Wybujała i Nieskończona, Tajemnicza i Niepoznana – jak Bór w którym przebywa i poluje ta bogini – Zaborcza i Gwałtowna, Zdobywcza i Nieprzejednana, a może jednak Rodżana-Przyroda, faktyczna władczyni instynktów i także pani kwiatów, ziół i owoców, która jest miłością sił natury, popędem, przymusem biologicznym, napędem ku rozmnożeniu – kwiatem który wabi ani dla przyjemności ani dla wciągnięcia w pułapkę, lecz po to jedynie by wydać owoce i następne pokolenie żywych istot tego samego gatunku?

Jan Kochanowski nie był nigdy piewcą Chrystusa, ani chrześcijaństwa, jak to się niektórym wydaje, lecz pod różnymi podwójnymi i potrójnymi zwierciadłami przekazał w swoich pięknych fraszkach i pieśniach przesłanie do przyszłych pokoleń , które mówiło o bogach Słowian i jego do nich miłości – miłości do Boga Słońca- Swarożyca, Rodżany-Przyrody i Światła Świata – których uważał za Opiekunów Rzeczpospolitej  – ale tylko Polski, czyli Korony, bo Litwa była dla niego reprezentantem drugiego bieguna, który wiążemy zwykle z instynktem i nieświadomością czyli Siłami Nieokreślonymi, Siłami Ciemności z Krainą Księżyca – Chorsem, Perepułtem i Czarnogłowem, z rozumianym po freudowsku- Borem.

Kiedy rozszyfrowuje się KODYZM przeszłości – literackie szyfry jakie zostawili nam w spuściźnie najwięksi polscy pisarze i poeci, kiedy się ten KODYZM interpretuje warto pamiętać, że ponieważ wszyscy oni reprezentowali sobą najtęższe i najprzenikliwsze umysły swoich epok byli też ludźmi wielkiej wiedzy i to wiedzy głębokiej, byli prawdziwymi górytami, których powszechnie uznaje się za wieszczów w naszym katolickim kraju, a ich utwory są powszechnie przyjętymi arcydziełami polskiej kultury.  Tym bardziej zaszyfrowane przesłanie w tychże dziełach Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej i jej utrwalenie w takiej postaci – tak aby wiedza ta przetrwała jako świadectwo, i to przetrwała po wieki, będąc dobrem  nienaruszalnym, narodowym  jest Ich największym twórczym arcydziełem.

Interpretując ich twórczość pamiętajmy, że posiadając Wiedę Wiary Przyrodzonej nie kategoryzowali oni Świata Widzialnego w sensie klasycznych pojęć Dobra i Zła – lecz widzieli siły nim rządzące w kategoriach przeciwieństw, więc “dobro” i “zło” w ich utworach należy wziąć zawsze w cudzysłów.

Mówimy tutaj o takich postaciach polskiej literatury jak Jan Kochanowski, Adam Mickiewicz i inni romantycy z kręgu Promienistych (np. Tomasz Zan, Jan Czeczot), Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Stanisław Wyspiański, Stanisław Szukalski, Witold Gombrowicz, Bruno Szulc, Zbigniew Herbert czy Czesław Miłosz. W ten nurt twórczy zwany „Wojną Napowietrzną” włączeni są także inni twórcy, często nie rozpoznani wciąż w świadomości zbiorowej jako jego uczestnicy.

Przykładem takich postaci mogą być osoby Stanisława Szukalskiego, Stanisława Wyspiańskiego czy Bronisława Trentowskiego. Dzieło życia tego pierwszego jest w Polsce praktycznie nieznane, poza skromnymi urywkami. Trzeci z wymienionych w ogóle nie jest zaliczany do świata literackiego a do kręgu filozofii przez co wymyka się poczynionym rozpoznaniom krytyki literackiej. Na dodatek dzieło Trentowskiego także jest nieznane szerzej Polakom mimo, że leży w magazynach przy ulicy nota bene św. Jana w Krakowie. Jednakże jak przebiegle postępował ze swoim dziełem Bożyca Bronisław Trentowski zdążyłem już na tym blogu napomknąć i przedstawić pierwszy fragment zupełnie „nieprawdopodobnego i ośmieszającego” autora panteonu Bogów Słowian ODCZYTANIA, jakie nam zaprezentowano czytając z jego rękopisu „wprost” zamiast z użyciem kodu, który jest niezbędny.   Wreszcie ten drugi z przykładowych uczestników „walki napowietrznej” – Stanisław Wyspiański – nie stosował kluczy liczbowych co wykluczyło go poza KLUCZ wyboru pewnej niezwykle przenikliwej krytyczki literackiej. Z jej osobą całe środowisko filologiczne i świat literacki polski miał poważny kłopot. Może gdyby zastosowała Ona do Wyspiańskiego klucz jaki stosuje do „napowietrznego starcia” Szymborskiej z Miłoszem – zaszłaby na tej drodze daleko dalej.

Na szczęście dla niektórych, a na nieszczęście dla innych zmarła w 2001 roku i nie zanosi się na równie wybitną i błyskotliwą, a przede wszystkim o takiej wiedzy jak ona, osobę w środowiskach uniwersyteckich w Polsce.  Mowa tu o Joannie Salamon. Tak zwani „racjonaliści” świata nauki polskiej będą musieli jeszcze pogłówkować z 200 lat, żeby się wreszcie połapać w tym co z taką powagą i „autorytatywną mądrością” (czytaj przepojonym totalitaryzmem stosunkiem do świata i pojmowaniem rzeczywistości) interpretują od stulecia. Cóż, czasami świat musi dojrzeć do Kopernika, a nie Kopernik do świata.

Zainteresowanych zgłębieniem tematu tejże „walki napowietrznej” odsyłam do obecnych na tych stronach od dawna „2 z 12 Psalmów o Spełnieniu” – w dziale „Powieści-poezja-sztuka eksperymentalna”. Co łatwo da się udowodnić utwory te należą do tegoż nurtu, a powstały kiedy nikomu się nawet nie śniło o tymże nurcie głośno mówić – w latach 1987-1995, co uwieczniono w ich opisie. Sformułowanie „Bitwa Napowietrzna”, czy też nazwa wydawnictwa „Kraina Księżyca”, które działało od roku 1991 do 2010, a wreszcie Światło Świata, też powinno chyba każdemu trochę obeznanemu w Mitologii Słowiańskiej coś „rozjaśnić”. Kto chce wierzyć, że Księżyc i Słońce oraz Lewa i Prawa Kolumna, Labirynt, Lustro i Taniec Żurawia (rytuał wciąż odprawiany w Irlandii) to fantazje, niech pozostanie przy swoim.

Utwory Jana Kochanowskiego znalazły się w okresie Kontrreformacji na Indeksie Kościelnym – zabraniano ich publikacji, niszczono nakłady w drukarniach. Te uprawnienia do powszechnej cenzury tego co pisano i wydawano mieli w Polsce Jezuici. Nic dziwnego, że Jan Kochanowski musiał użyć szyfru i techniki Labiryntu oraz Luster w Trzech Księgach Fraszek by przetrwały do naszych czasów jako świadectwo jego ezoterycznej głębokiej wiedzy i jego czci dla  Najwyższego Światła – Światła Świata.  Przez ponad sto lat gorliwie zabraniano drukowania w Polsce i czytania jego dzieł – a przecież jest to Największy Słowiański Poeta Wszechczasów.

KONTRREFORMACJA pogrzebała I RZECZPOSPOLITĄ, popatrzymy na mapę podziału religijnego z tamtego okresu. Uświadommy sobie , że był to czas kiedy można było dołączyć do Rzeczpospolitej Moskwę z jej ziemiami – gdyby nie ultrapapieski król Zygmunt I Waza idący na pasku Watykanu jak wieprz na rzeź i wlokący za sobą cały nasz kraj.   Czy prawosławni mieli interes w obronie Rzeczypospolitej  która zabraniała im ich wiary?! Czy Moskwianie mieli interes by znaleźć się w tej samej sytuacji? Gdy to tylko zrozumieli wygnali Polaków z Kremla! Czy Inflanty i Prusy miały interes w obronie tego ultrakatolickiego porządku? Czy Luteranie z Pomorza i Śląska mieli powody by dążyć do dołączenia do tego kraju? Dołóżmy do tego obrazu niezbyt tutaj widoczny obszar, który należy uznać za domenę Braci Polskich i gnozy – czyli Arian, byłyby to dodatkowe czerwone placki w samym sercu Polski. Nie widzę tutaj też Żydów, no bo byli ze swoją wiarą wszędzie, praktycznie w każdym mieście Rzeczpospolitej – to dodałoby jeszcze koloru. Nie wspomnę o Ormianach i Tatarach – bo tego też tutaj nie ma. Dołóżmy wreszcie do tego zupełnie nieuwzględniany obszar Wiary Przyrodzonej, która miała wciąż (mimo prześladowań) swoich wyznawców  – w tysiącach wiosek na całym obszarze Rzeczpospolitej – pamiętajmy że katolicyzm na Litwie a więc w 2/3 tego terytorium wprowadzono ledwie 100 lat wcześniej.  Ta ludność prosta – zwana chłopstwem, jeszcze w XIX wieku wyznawała coś co było mieszaniną wierzeń Ojców i ludowej wiary chrześcijańskiej. Nie przez przypadek ta warstwa w ogóle nie poczuwała się do udziału także w powstaniach wyzwoleńczych po Rozbiorach Polski.

Jak można było w takim kraju zrobić coś tak GŁUPIEGO jak KONTRREFORMACJA!!!? To musiało się skończyć katastrofą. To był strzał samobójczy – prosto w głowę, prosto w UM. To było właśnie oderwanie mentalne Polaków od pozostałych nacji Rzeczpospolitej i nawet szlachty od własnego chłopstwa polskiego – nie mówiąc o pozostających poza granicami krajach takich jak Śląsk i Pomorze, które patrzyły na Polskę z podziwem – do tamtego czasu. Jednak nie był to strzał tak całkiem samobójczy – ktoś kierował ręką króla i jego popleczników, ktoś poradził przeniesienie stolicy do Warszawy – oderwanie od krakowskiego dworu, od doradców, od starej tradycji! Kto?

Czy trzeba to dopowiedzieć do końca?! Chciałbym się dowiedzieć czy tego uczą w polskich szkołach na lekcjach historii?

Czy dzisiaj po kolejnej hekatombie, która zdziesiątkowała polską inteligencję w XX wieku, po kolejnych 50 latach uczenia fałszywej wersji historii polski i kolejnych 20 latach III RP z jej fałszywą historią tą dawną i współczesną, jakiś polityk-matoł, oczywisty niedouk – bo któryż z nich wie coś o Janie Kochanowskim – coś co naprawdę powinien wiedzieć, coś więcej niż to że umarła mu Urszulka, wyciągnie z tego wnioski i zrozumie, że tylko część Polaków to katolicy i to część nie większa niż 50%. 

Czy zatem nie nadszedł czas by Naród Polski poznał prawdziwą treść twórczości na przykład Jana z Czarnolasu ?

Alfons Mucha – Dziewanna – Flora

A to na dokładkę

 gdyż w podaniu wawelskim ukryto prawdę o Żabi-Kruku, którego Królestwo zatopione jest w nurtach Wisły pod Wawelem. Tu właśnie na osi jest Żabi Kruk – Ptak Słońca który z Białego (Lasota) stał się Czarnym, który z Przepowiadającego Przeznaczenie stał się Piewcą Kraczącym Nocnego Nieba i Krainy Księżyca – Tu leży  symbolicznie ulokowany w dawnej opowieści przez naszych dzielnych przodków – Byśmy nigdy, przenigdy nie zapomnieli kim jesteśmy.


cc

Ulewicz_koch1

T.Ulewicz, Świadomość słowiańska Jana Kochanowskiego, red. nauk. W.Walecki

Symbol: BT-XLVII

CENA netto: 52,50 zł
CENA brutto (z VAT 5%): 55,13 zł

WYDANIE:


ISBN: 83-89973-34-0


« wstecz

Książka od prawie sześćdziesięciu lat należy do klasyki publikacji z tego zakresu. Jest niezwykle nowatorskim ujęciem, omawiającym twórczość Jana Kochanowskiego w kontekście słowiańskiej kultury renesansu. Pokazuje m.in. znaczenie dla całokształtu dorobku czarnoleskiego poety takich tekstów jak Elegia o Wandzie, Proporzec, czy O Czechu i Lechu historyja naganiona – z jednej strony jako dzieł wyprowadzających pisarstwo Kochanowskiego do Europy, z drugiej zaś prezentujących ich rodzimą genezę, ich zakorzenienie w środowisku krakowskiego dworu królewskiego. W części drugiej Autor zajmuje się europejskim oddziaływaniem całej twórczości Kochanowskiego. Opracowanie to opatrzone jest obszernym, kilkudziesięciostronicowym, streszczeniem-omówieniem w języku angielskim, przygotowanym przez p. dr Teresę Bałuk-Ulewiczową. Zobacz wypowiedź prof. Tadeusza Ulewicza.

JK2 JK3 Jk4 jk5 jk6 jk7 jk8 jk9

jk10

Labirynt i Lustro oraz Taniec Żurawia czyli Jan Kochanowski w książce Joanny Salamon „Latarka Gombrowicza”

(fragment)

salamon1 salamon2 salamon3 salamon4 salamon5 salamon6 salamon7 salamon8 salamon9 salamon10 salamon11 salamon12 salamon13 salamon14 salamon15 salamon16

salamon17(…)salamon18 salamon19 salamon20 salamon21 salamon22 salamon23 salamon24 salamon25 salamon26 salamon27salamon28

13d9ddf39ce31fc0637f5fed592e4082Jan Matejko – Jan Kochanowski nad ciałem Urszulki

Tagged with:

„Filmik taki sobie, ale zawsze coś więcej o kopcach” (nagrane z Rafałem Święckim – 2012)

Posted in Mitologia Słowiańska, Polska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 22 Kwiecień 2013

Are The Pre-Slavic Peoples The Pre-Indo-Europeans?

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka by bialczynski on 20 Kwiecień 2013

© translated by Katarzyna Goliszek

 

Even a few months ago rasing the question which is in the headline would have brought about numerous protests, and he who had asked it, would have been called a nationalistic idiot. A lot  has changed recently owing to genetics. The world can be said to have turned upside down. More and more proofs indicate that indeed Pre-Slavic peoples and Pre-Indo-Europeans mean the same, and for sure Slavs-Scyths can be regarded as one of such peoples. And just think that when I was beginning to write Slavic Mythology, scientific experts could not believe that I was referring to the thesis of the origin of the Slavs and the Slavic ancient times from the areas of the Vistula River and not of their sudden birth from nonentity in the VI th  century AD.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

I quote here an important extract of a long and meaningful online discussion on the latest current genetic and linguistic discoveries as well as combining these discoveries and theories with archaeological cultures. The discussion is on http://forum.histmag.org/index.php?topic=8836.360 where you can trace its whole course. Different arguments are being used in the discussion but undoubtedly we are getting closer to the surprising truth about ourselves. Therefore, I decided to present an excerpt of this truth here. The discussion has been going on and the excerpt comes from 25th February 2010.

0 nn arkaim Path

The main subject in the geometric basis of Arkaim. The calendar allegory of the beginning,  embriogenesis and being born; The God of the Earth and the Goddess of Heaven before division.

I refer those of you who are deeply interested in the subject to that website (the discussion is really meticulous and comes back dozens of times to the same unresolved clue).  Here, I present only an interesting passage that I agree with to a large extent and which is only the proof of  the mythological events of the Sis Kingdom that are written about in Księga Tura (the Book of Aurochs) and Księga Ruty (the Book of Rue).

 

0 n mandala a10

Searching for answers to the questions about the ethnogenesis of the Slavs, we  need to take an interest in the issue of the Indo European community – who the Pre-Indo-Europeans (PIE)  were and where they lived.

So far, this problem has been the subject of speculations and countless disputes. Now, thanks to the new and crucial discoveries of geneticists, linguists, anthropologists and archaeologists we can attempt to get new, more accurate answers.

I am interested in what genes the PIE had, what they looked like, what language, more or less, they spoke and where their homeland was. First and foremost, however, I would like to find answers to the following questions: what linked the PIE with the Pre-Slavs, what did the process of forming out of the Pre-Slavic group from the PIE community look like and did the process take place at all, and if so when and where was it?

Old theories of the PIE language said that there had once been a community of speakers of the uniform PIE language who lived in the same territory of the peoples. The community then broke up into numerous tribes speaking such  languages as: Pre-Celtic, Pre-Germanic, Pre-Greek, Pre-Armenian, Pre-Slavic, Pre-Indo-Iranian, etc. which then wandered from their common place and took new territories giving rise to the contemporary Indo-European languages. Today we know that such a scenario could not have happened simply because genetics excludes that.

What is then the true history of the PIE community and the PIE language?

1.Politics distorted the knowledge of the PIE language

Discussing the theory of the PIE community must be started with criticism and    indication where the sources of errors are.
In 1857, an outstanding Polish orientalist working at the University of  Berlin Ignacy Pietraszewski published his work about the research on the holy texts of Zarathustra. In his work he proved a close relation of the Avestan language with the Polish language. This discovery was significant because, in reality, Slavic languages are more similar to the languages of ancient Iran or India than any other European languages.

What reward did the Polish researcher get for such a remarkable achievement? Did he get a promotion? Did he become famous? No, none of the things. He was deprived of his chair and he was expelled from the university. He had no choice but publish his books with his private money and he did it because he was a patriot.

Thanks to his pioneering work we now know how close linguistic relation we have to peoples creating the great civilisations of Asia, and thanks to the  new discoveries in genetics we also know that the peoples who invaded Iran and India in the Bronze and Iron ages giving rise to those civilisations came from Central and Eastern Europe  and were very similar to us in terms of genetics and phenotype. Genetics and linguistics lead to similar conclusions.

Germans ignored the proximity of the Slavic languages to the Indo-Iranian languages trying to highlight their alleged relationships. They made up the theory of so called Indo-Germanic languages and persuaded the world that some Indo-Germans had travelled to India. Today we know that it is complete nonsense as in India, among the Brahmin caste being the descendants of the Indo-European Aryans, even a single carrier of Germanic and Celtic haplotypes belonging to haplogroup R1b and I1 was not found. There are frequent R1a haplogroup (80%) and numerous haplotypes that are identical to the ones that we meet among the Slavs. The linguistic relationships of Germanic languages with Indo-Iranian languages are also very distant and often just seeming, whereas the Slavic languages are close to the Indo-Iranian languages.

You can clearly see that since the Indo-European studies came into being in the 19th century they have been distorted by the German nationalism and lots of mistakes have been till today.

2.Germanic Languages – an example of mixed languages

Germanic languages pose many problems for linguists. It is impossible to classify them. A group of American scientists: D. Ringe, T. Warnow, and A. Taylor trying to group Indo-European languages basing on  computer analyses found that the Germanic languages show too many anomalies and do not fit into other languages. Their calculations did not give meaningful results. Therefore it was decided to make calculations leaving out the Germanic languages.

PIE komputer2

The scientists succeeded in doing their experiment and they received a tree demonstrating relationships among the Indo-European languages:

PIE komputer3

The authors are convinced that thanks to removing the Germanic languages the computer based calculations of the relationships and similarities gave sensible results, and as a consequence of  that  they received the best possible form of the tree showing the structure and history of the languages:

PIE komputer4

Quotes and pictures from:
http://www3.isrl.illinois.edu/ ~ junwang4/langev/localcopy/pdf/ringe02IECladistics.pdf

Some linguists followed by American anthropologist David W. Anthony, are trying to interpret this result as shown in the picture below:

pie-drzewo

From the book by David W. Anthony, „The Horse, The Wheel and Language” p.57

Anthony was writing his book ignoring the data which genetics provides us with. Relying on the analysis of the vocabulary and genetic history of the Germanic peoples it would be most simply said that the Germanic languages are the languages which came into existence by the mixing of the non Indo-European and Celtic languages, with a certain admixture of Slavic languages – the Eupedia portal does it:

Quote

The Germanic branch of Indo-European languages probably inherited more from the R1b cultures, although R1a is likely to have arrived earlier in Scandinavia, during the Corded Ware period. R1a people would have mixed with the pre-Germanic I1 aborigines to create the Nordic Bronze Age (1800-500 BCE). R1b would have reached Scandinavia later as a northward migration from the contemporary Hallstatt culture (1200-500 BCE). The first truly Germanic tongue could have been a blend of Hallstatt Proto-Celtic and the Corded-Ware Proto-Slavic with a few pre-Germanic loan words. The fact that present-day Scandinavia is composed of roughly 40% of I1, 20% of R1a and 40% of R1b reinforces the idea that Germanic ethnicity and language had acquired a tri-hybrid character by the Iron Age.

http://www.eupedia.com/europe/origins_haplogroups_europe.shtml

3.The Armenian language – an example of Indo-Europesation

Although without the Germanic languages we get more clarity and it is easier to see the similarities, structure and history of the languages, it is of little help for us to understand the history of the PIE language due to the following issue that I will present by giving the example of the Armenian language.

Quote

In particular, both Indo-European speaking Armenians and Altaic-speaking Azerbaijanians group with their geographic neighbours in the Caucasus, rather than with their linguistic neighbours (other Indo-European/Altaic-speaking populations), suggesting language replacements involving the Armenian and Azerbaijanian languages. Remarkably, the genetic distance between pairs of populations was significantly correlated with geographic distance, despite the presence of the Caucasus Mountains as a potentially significant barrier to gene flow.

Quotation from:
http://www.familytreedna.com/pdf/alupaper.pdf
Genetic studies show that the population of Armenia speaking the Indo-European language and speaking the language of Altai do not differ genetically from each other and from other neighbouring Caucasian peoples speaking Caucasian languages, so belonging to a completely different language group.
The authors conclude that the language was replaced in the territory of Armenia, i.e . Indo-Europesation  of the population took place whereas in the area of  Azerbaijan the same genetic Caucasian population was infuenced by Altai languages.  .

Therefore, the Armenian language has many specific features not found in other Indo-European languages as this language is the result of  yielding to the influences of Caucasian languages which were spoken by the indigenous population of Armenia.

Quote

Armenian corresponds with other Indo-European languages in its structure, but it shares distinctive sounds and features of its grammar with neighboring languages of the Caucasus region.

http://en.wikipedia.org/wiki/Armenian_language

The Armenian language also demonstrates a number of other influences:

Quote

It is clear that Armenian is an Indo-European language, but its development is opaque. In any case, Armenian has many layers of loanwords and shows traces of long language contact with Hurro-Urartian, Greek and Indo-Iranian.

http://en.wikipedia.org/wiki/Proto-Armenian

The formation process of the Armenian language was the mixing of the Indo-European and Caucasian languages and their evolution. There is no reliable evidence that there once existed a Pre-Armenian or Proto-Armenian language which formed out of the PIE community.

4.The Greek language – an example of the convergence of dialects

There are similar problems with the Pre-Greek or Proto-Greek language. J. Hall, a prominent linguist specialising in the history of the Greek language says:

PIE n Hall1

PIE n Hall2

Quotations from: Ethnic Identity in Greek Antiquity By Jonathan M. Hall, p.169

There is no indication that there had ever existed a Pre-Greek or Proto-Greek language isolated from the PIE community, the language that then gave rise  to the historic Greek dialects. Hall denies this. Everything indicates that diverse Indo-European tribes moved to Greece and mingled with the local non Indo-European population which resulted in forming of local dilects, from which then formed out main dilects through complex processes of convergence and divergence and, as a result, the Greek language was shaped.

In terms of genetics the Greek population is similar to the neighbouring  populations and significantly differs from the population of central and eastern Europe, from where most probably came Indo-European tribes who invaded Greece in the Bronze Age. In the case of Greece, as in the case of Armenia, replacement of the language and Indo-Europesation of the population took place. It happened, however, in the complex process of evolution, not just through simple replacement of the local languages with a hypothetical  Pre-Greek or  Proto-Greek language. Most probably such language  had never existed.

5.Critics of the PIE language hypothesis

For the reasons given above as well as for other various reasons, many prominent linguists totally reject the PIE language hypothesis. One of them is N.S Trubetskoy:
Quote
„There is Therefore, no compelling reason for the assumption of a homogeneous Indo-European protolanguage from Which the individual branches of Indo-European descended. Equally plausible is it That the ancestors of the branches of the Indo-European originally were dissimilar but that over time, through continuous contact, mutual influence, and loan traffic, they moved significantly closer to each other, without becoming identical (Trubetskoy 2001, Mr. 88). ”
Quote
“Thus a language family can be the product of divergence, convergence or a combination of the two (with emphasis on either). There are virtually no criteria that would indicate unambiguously to which of the two modes of development a family owes its existence. When we are dealing with languages so closely related that almost all the elements of vocabulary and morphology of each are present in all or most of the other members (allowing for sound correspondences), it is more natural to assume convergence than divergence (Trubetskoy 2001, p. 89).”

Trubetzkoy, N. S. (2001), “Studies in General Linguistics and Language Structure,” Anatoly Liberman (Ed.), translated by Marvin Taylor and Anatoly Liberman, Durham and London:  Duke University Press.

Also Jean-Paul Demoule  rejects  the hypothesis of the PIE community. He explicitly states that  no scientific fact supports the hypothesis that a population speaking the PIE language had ever existed.
Briefly speaking, the hypotheses of the PIE language and the PIE community are not widely accepted. Many scientists contradict them to a larger  or  smaller  extent.
I think that genetics supports the views of the opponents of these hypotheses to some extent. What is the point of reconstruction of  the PIE language basing on Germanic, Celtic and Greek languages – which has been done so far – since it is known that the Germanic, Celtic and Greek peoples have not got much in common in terms of  genetic aspects  with  the peoples who co-created the Slavic, Indo-Iranian and Baltic languages and that is why they could never create a community with them, i.e. they could never  live in the same territory and speak a uniform language. There were not   pre-languages originating like branches from one trunk, i.e. from the PIE language. These branches were created as a process of a variety of influences, intermingling and evolution. There is no doubt that since the beginning,  the theory of the PIE language and the hypothesis of the PIE community have been developing with the involvement of politics and nationalisms which warped it. The biggest mistake was undervaluing of the Slavic languages and  overvaluing of  the Germanic and Celtic languages, which genetic research clearly shows. It is high time we looked at this issue again.

The origin of the Indo-European languages according to the Y-DNA genealogy

The Y-DNA genealogy and the Indo-European languages

                                      Haplogroup R1/M173

                                      Pre-Indo-Europeans

Satem languages Kentum languages
R1a/L62 R1b/M343
R1a1/SRY 10831.2 R1b1/P25-Hittites
R1b1b/P297
R1a1a/M17Pre-Slavs     

 

 

 

 

 

 

I1/M253+I2b/M223pre-Indo-EuropeanProto-Germans   Indo-Europenised

Pre-Germanic Peoples

 

 

 

 

  

R1b1b2/M269        R1b1b1/M73Pre-Celtc            Tocharians 
Indo-Iranian        Slavs        Balts         Aryans  Germanic peoples Germanised     Celts      Romanised                    Celts                                 Celts     
              Satem languages             Kentum languages
The ”Indo-Europeans” denomination  derives from geographical placement of the large linguistic family in the contemporary times. Pre-Indo-Europeans were the ancient creators of these languages, and also the biological community originating from one ancestor with the gene haplogroup of R1/M173 in Y-DNA.

Elkate, linguists say that they are not able to capture any language phenomena older than 10,000 years. The separation of  R1a and R1b took place about 20,000 years ago. It is such a long time ago that we can not know anything about languages in those times.

In my view, we are interested in the history of the R1a1 which we consider to be Slavic and which starts for good from holocen, namely 8000 BC in the north of the Black Sea. Then there was global warming and in the area between the Black Sea and the Baltic cultures began to develop – first pastoral, next agricultural. Here, I would seek our ancestors and the beginnings of Indo-European languages that we know.  Previously, there had been a glacier and only  small groups of  people  migrating between  Asia and Europe, fighting for survival. We do not know anything about their language, customs and religion. We can only speculate.

As far as this clue is concerned, I sometimes would like to deal with closer and investigate to whom we owe the vocabulary denoting, for example, wagon, wheel (circle), religion, numerical system, diverse concepts which came later to the philosophy of  India and  Greece, an so on and so forth. These words – common to various Indo-European languages – formed surely much later than the emergence of  R1a and R1b.

In many experts’ opinions, the Indo-Europesation of our continent was not a simple process of the isolation of the pre-languages from the PIE community and imposing them on non Indo-European residents of conquered territories. The Pre-Greek language did not come to Greece from the PIE homeland, but rather formed in Greece as a result of  lengthy and complex processes of mixing  Indo-European and non Indo-European languages, their convergence, etc. Similarly Pre-Armenian, Pre-Germanic, Pre-Indo-Iranian, etc. languages developed.

However, there is a question: did all the modern Indo-European languages come into being by mixing with the non Indo-European languages? And if not, which are they?
Here we have to ask  both geneticists and linguists for help.

Currently, the vast majority of experts relate the expansion of IE (Indo-European) languages to haplogroup R1a1. One of the reasons is that only this haplogroup occurs among the caste of Brahmins in India, the descendants of Indo-European Aryans. There are not haplogroup R1b and other European markers there at all.
The highest percentage of R1a1 is among the northern Slavs, especially among the Polish, amounting to 60%. If we consider that 16% of R1b in Poland that occurs mainly in the west are  relatively new, we can assume that the percentage of R1a1 in the original Slavic population could even have exceeded 80%. Thus, this population is mixed with the non Indo-European element in the slightest.

Another factor testifying the lack of mixing is the archaic character of the language.
Professor Mańczak writes about this:
Quote
[…] the language that developed in the aboriginal homeland is more archaic than the languages which formed on foreign substrates. In other words, these researchers put forth the postulate that the aboriginal homeland must be looked for in the places where the language is the most archaic. […] the vocabulary of the Polish language has the most etymological references to other Indo-European languages, from which the conclusion is that the Indo-European aboriginal abode should be identified with the Slavs’ aboriginal  homeland, namely the basin of the Odra and the Vistula Rivers. In other words, the Slavs are the descendants of this part of the Pre-Indo-European population that remained in the aboriginal homeland while the Balts, Germans, Celts, etc., are the descendants of this part of the Pre-Indo-Europeans that left their aboriginal abode settling in areas inhabited by non Indo-European peoples, and therefore the Baltic, Germanic , Celtic, etc. vocabulary is less archaic than Slavic (Mańczak 1992).
Quotation from: http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/PTJ/b/b55_123-130a.pdf

Many analyses show the central position of the Slavic languages in relation to other Indo-European languages. The chart below is from the book „Archaeology and language: the puzzle of Indo-European Origins” By Colin Renfrew p.116

PIE glotto

Also the wave theory which is competitive towards the tree hypothesis presents an interesting model of the distribution of the IE languages. The wave theory is presented in the chart below:

PIE Słowianie fala

Chart from the book by Renfrew p.105

The Slavic languages seem to be the source of the wave.

The tree theory which is illustrated in chart above – D. Ringe, T. Warnow,  and A.Taylor – has more supporters. It is worth noticing that all the language branches of the tree rose by mixing the IE languages with some other non Indo-European languages.
The exception are only the Slavic languages. Therefore,  it is worth considering what should be regarded in the tree as the branches and what as the trunk.
It seems that even after cutting off all the branches the tree will live and grow new ones. Genesis of the Slavic languages is, in fact, independent of the other languages. But what would have happened if the haplogroup R1a1 giving rise to our ancestors had not appeared about 8000 BC in the north of the Black Sea?

I think that many things will become more clear if we show examples of influences and relationships:

The theory that I presented in the diagram, called the theory of haplogroup R1, gives justice best to the Indo-European populations; at any rate it does not replace the defeated pangermanism with panslavism (and phenomena like this one already appear on many portals and Internet forums).

The theory of haplogroup R1
is based on the knowledge of the fundamental fact that:
the basic phenomena of culture, especially the language, form and develop and are basically only transmitted within families, clans and tribes.

This in particular concerns  primitive, ancient societies that led all their lives  within families and tribes being very clearly separated from other similar units – unless kin – linguistically identical.

They were typically patriarchal communities developing along male genealogical lines.

That is why, throughout thousands of years they identified themselves almost wholly with the haplogroups of the Y-DNA genealogy.
Thus, we need to look for answers to the puzzle of rising of the family of Indo-European languages along the lines of  Y-DNA genealogy.

Of course, there are exceptions to this rule but they are caused by extraordinary historical events and living conditions. This, for example, relates to the Greeks, Armenians, Scandinavian R1a, Kyrgyz R1a, or Basque or Cameroonian R1b.
As for the Basque language, I suppose that a male dissenter from the R1b1b2 population went into a Caucasian non Indo-European, matriarchal family; he gave parental intitiative to a female and her language, and the contemporary Basques have to cope with it…
Although I do not disregard linguists’ theories, I think it is not worth thinking too much about them. Linguists who have been studying the origins of Indo-European languages so far have been searching for colours in a very dense fog. That is why they have developed so many theories and genealogical patterns which contradict each other.
Now they have the genetic genealogy so they should take advantage of it as soon as possible!

P.S. Did you notice in the book by Sir Anthony the paragraph: „The ancestor of English: The origin of Spread of the Usatovo Dialect” (p.359). What was the major hallmark for the author telling him that the ethnogeny of Germanic peoples / English  began in Usatovo?  He stated or he is just attempting to assert that the feudal attitide of sovereign-client  and  using the sword appeared there, especially in relation to the Dnieper  population of  the Trypillian culture  of the C2 phase (proto-Slavic?).

He proves this on many pages.

Elkate, it seems to me that the real history of languages can be a bit more complicated than the one you have outlined and that we can deliberate on its different variants. For example, some tribes or families could have joined (by peaceful means or conquest) and mixed marriages could have been concluded. Usually women bring up children and the child acquires the languages from mother first and then from father. If father, busy with wars, etc. does not look after his children and mother has not learned  her husband’s language,  the child  then can speak  a strange new language. In this way, the languages are getting closer to each other or go apart from each other.

The fact that populations with dominant R1b and R1a haplogroups speak (with some exceptions) related IE languages is truly astonishing. All studies on microsatellite dissimilarities of R1b indicate the Iberian Peninsula and Anatolia as the sources of this haplogroup in Europe, which means that the European R1b and R1a must have lived apart from each other, and not together, for thousands of years. There are many theories  trying  to  explain  this  phenomenon.  Some  of  them  even  say  about  Indo-Europesation of R1b. None of them, however, are widely accepted as there is no evidence for them.

Your theory proclaiming that at the time of separation R1a and R1b spoke a form of proto-language, close to the PIE  is interesting, but I think that it will be difficult to prove. Probably nobody knows well what happened to languages 20,000 years ago. It might have been a common language substrate. Some experts posit that the family of nostratic languages evolved at the end of the Paleolith, and later on the PIE on this basis. These theories, however are not widely accepted. Some experts, like for example professor Alinei believe that IE languages go back to Paleolith. I do not know anything about this and I can only speculate.

Instead of speculating I would rather focus on the things that can be more accurately reached by linguists, archaeologists and geneticists, i.e the history of the last 4-6 thousand. years. According to experts the IE languages which we know evolved at that time.
Asking whether  the PIE language could have been close to the pre-Slavic language I  would like to think about which language  contributed  most  to  the vocabulary regarded as PIE and it can be  related to what is historically attributed to the PIE. We will see it best by discussing specific examples.

‚WAGON (Polish (Pl): WÓZ)’, ‚WHEEL’ (Pl: KOŁO) and names of other parts of the wagon in IE languages

1.Pre-Indo-Europeans are credited with domestication of the horse and the invention of the wagon. So let us search for the language which has the most of its own words associated with the wagon and its parts. Certainly the diversity and richness of such vocabulary is indicative of the close relation of this language with the PIE.
First of all, there are some comments:
The oldest image of the wagon in the world is a picture on a vase found in a village called Bronocice near Krakow.
http://bronocice.dzialoszyce.info/waza.htm

The vase comes from the Funnelbeaker culture and is dated back to 3491-3060 BC.
The Corded Ware culture (3200-2300 BC) grew  out of the Funnelbeaker culture, widely considered to have already been fully Indo-European. Once it was combined with the Pre-Germanic ethnos but now we have more and more data to regard the peoples of  Corded Ware culture as Slavic. Because the Corded Ware culture population were most likely to have spread the wagon, as evidenced by the emergence of images of  wagons and chariots in the territories from the Leba to the Volga Rivers  around 3000 BC, the language that the Corded Ware culture population most probably spoke will show us the vocabulary denoting the wagon.
Additionally, it is worth noting that in the Globular Amphora culture (3100-2600 BC) whose area covers the territory of contemporary Poland, a couple of oxen were sacrificed which suggests that they may have come from the team. This is another proof of using wagons by that population.

Moreover, it is worth paying attention to the distirbution and variation of the newly discovered haplogroup R1a1-M458. The frequency  and history of  the spread of this haplogroup fit the Corded Ware culture expansion. There are really plenty of data that let us combine this haplogroup with the expansion of the Corded Ware culture population in Central and Eastern Europe, and many researchers have already noticed that, for example, appreciated by you, Maju. As the Corded Ware culture people were the first to use wagons to a large extent and spread them, the vocabulary related to parts of the wagon can indicate to us what language the carriers of  the R1a1-M458 haplogroup spoke in the past. It is significant especially to us Polish people because this haplogroup is present almost exclusively with the Slavs and it is widely regarded to be the Slavic haplogroup. It is particularly in Poland that we notice the highest percentage and the biggest microsatellite variation which indicates that this haplogroup comes from the territories of Poland.

The present range and the history of the distribution of the R1a1-M458 haplogroup is demonstrated on the two maps below.

R1a1a7

From the  Underhill 2009 study

The data above show that the majority of Polish people are aborigines and the descendants of  the Corded Ware culture peoples. It was supposed before as counterparts were found among contemporary Poles and Russians for the detected haplotypes of R1a1 in the skeletons of the Corded Ware culture from Eulau and the Leba dated to 2600 BC.

DW Anthony in his book ”The Horse, the Wheel and Language” paid attention to the exceptional importance of the vocabulary relating to parts of the wagon.
In the book he elaborates on historical vocabulary with the aim to find the PIE stems. Nevertheless, he made a few gross mistakes which made him omit the true history of the vocabulary pertaining to the wagon. Below, I would lke to discuss the mistakes and correct them. In the scans I show cut out extracts from his book from page 35.

(Note: In the Polish language /w/ is pronounced as /v/ and /ł / as /w/)

 

1.Wheel and small wheel (Polish: Koło and kółko)

PIE n koło

It seems that Anthony missed a number of words here. In Polish we have many words that are close to the hypothetical PIE stem ‚* kuel’  like ‚wheel’ – ‚koło’, ‚small wheel’  – ‚kółko’, ‚sphere’ – ‚kula’,  ‚a little ball’ / ‚marble’ – ‚kulka’, ‚ to wheel’ / ‚to circle’ – ‚kołować’, ‚kulgać’,  ‚wheeled’ / ‚circular’ – ‚kołowy’, ‚spherical’ / ‚globular’ / ’round’ – ‚kulisty’, etc. It is clear that our Polish language owns the greatest diversity and richness of  forms related to ‚koło’ – ‚wheel’.

Let us analyse the possible etymologies and etymological connections assuming that it was the  peoples of the Corded Ware culture from Poland that spread the word  ‚koło':

(Note: Old Chruch Slavonic = Old Church Slavic)

 

Polish: ‚koło’ -> Czech: ‚kolo’
-> Russian: ‚koleso’
-> Old Church Slavonic: ‚kolo’, ‚kolese’
->Old Prussian: ‚kelan’ ”koło”
-> Latvian: ‚cele’ ”koło” (np. ‚du-celes’ – ”dwukołówka” – ”two-wheeled”)
->Greek: ‚polos’ ”oś, biegun” – ”axis, pole (‚pole’ – in the meaning of ‚axle’, ‚pivot’)
->Latin: ‚colus’ ”przęślica, kądziel” ”whorl, distaff”
->Old Norse: ‚hvel’”’koł”.

The hypothetical PIE stem ‚*kuel’ signifies a close connection with the Polish word ‚koło’.
As usual Germanic languages distorted to a large extent  the loan word and etymology is uncertain.

As it can be easily noticed, there is also a group of languages in which ‚koło’ sounds slightly different. It happens so because the second ‚k’ appears like in Greek ‘kuklos’. How can we explain this?
Well, the best explanation –  in my opinion – is that in the Polish language, which we consider to be the mother tongue for naming  parts of the wagon, we have two words to denote the wheels (wheels – koła). The second is the diminutive form ‚kółko’ – ‚small wheel’.  It is said in Polish „the wagon on wheels”, etc.

Thus, possible etymologies are as follows:

Polish: ‚kółko’ (‚small wheel’) ->
->Greek: ‚kuklos’  ”okrąg” ”circle, circumference”
->Tocharian A: ‚kukal’  ”wóz”
->Tocharian B: ‚kokole’ ”wóz”
->Avestan: ‚caxtra’  ”koło”
->Old Indo-European: ‚cakra’  ”koło”
->Old English: ‚hweohl’  ”koło”

The plural form is very interesting:

Polish:. ‚kółka’ (small ‚wheels’) -> Greek: ‚kukla’ ‚koła’ (‚wheels’).

In Greek it is an irregular inflection, a normal plural form of ‚oi kukloi’. The existence of the second, irregular plural form ‚ta kukla’, almost identical to the Polish form is strong evidence that the ancient Greeks borrowed the wagon names from our Pre-Polish or Pre-Lechitic ancestors of the Corded Ware culture.

Axis and small axis (Polish: and ośka)

Anthony presents the following related words:

PIE n oś

In the case of ‚oś’ and ‚ośka’ (‚axis’ and ‚small axis’), we have the analogous situation  to the ‚koło’ and ‚kółko’ (‚wheel’ and ‚small wheel’). The two words are normally used  with reference to the same part of the wagon. Therefore, the following etymologies are likely:

Polish: ‚oś’->
-> Old Church Slavonic: ‚osi’
-> Old Prussian: ‚aseis’
-> Lithuanian: ‚asis’

The second one comes from diminution

Polish: ‚ośka’->
->Old Indo-European: ‚akszah’ ”oś”
->Middle Greek. ‚akosone’ ”oś”
->Latin: ‚axis’’ ”oś”
-> Old English: ‚eax’

Chariot (Polish:  Rydwan)

PIE n rydwan

As the word denominating the wheel (koło) exists in Old Prussian as ‘kelan’, in  Latvian ‘cela’, in Lithuanian: ‘ratas’ and in Latvian ‘rats’, they can be borrowings from Germanic languages to mean the same wheel.

I think that the following etymologies are the most likely:

Polish: ‚rydwan’ ->
-> Lithuanian: ‚rydwanie’ ”rydwan”
-> Old Indo-European: ‚ratha’ ”rydwan”
-> Avestan: ‚ratha’ ”rydwan”
-> Latin: ‚rota’ ”koło”

Wagon (Polish: Wóz)

PIE n wóz

The most likely etymologies are:

Polish: ‚wóz’, ‚wozi’, ‚wozić’->
->Old Church Slavonic ‚vezo’ ”wozi”
->Russian: ‚voz’ ”wóz”
->Avestan: ‚vazaiti’ ”wozić”
->Old Indo-European: ‚vahati’ ”wozić, przenosić” -”carry, move”
->Lithuanian: ‚vezu’ ”wiezie”
->Old Norse: ‚vega’

Thill (Polish: Dyszel)

PIE n dyszel

The likely etymologies are:

Polish: ‚dyszel’ ->
->Old Indo-European: ‚isza’ ”pal, drąg, dyszel”  ”pale, pole, thill”
-> Avestan: ‚aesza’ ”drąg, dyszel”
-> Hittite:  ‚hisza’ ”dyszel”
->English: ‚thill’ ”dyszel” (?)

Everything points to the fact that the Polish language is the richest and most diverse as for the vocabulary denoting parts of the wagon, and the closest to the PIE language. Only in the Polish there are the two forms: ‚wheel’ –  ‚koło’ and  ”small wheel’ – ‚kółko’ as well as ‚axis’ – ‚oś’  ‚ and  ‚little axis’ – ‚ośka’, applied for the same part of the wagon and therefore only from the Polish language  we can  derive all the words referring to parts of the wagon in the other Indo European (IE) languages.
This coincides with the findings of archaeologists in Bronocice and with the history of the distribution of haplogroup R1a1-M548, Corded Ware culture peoples as well as using wagons and chariots. I think we have strong evidence that the population of the Corded Ware culture could have been Slavic.

Well, we have the first evidence supporting the hypothesis that Pre-Slavs are the same as Pre-Indo-Europeans (PIE). There are more such  proofs.

Quote from: Elkate 21st November 2009, 13:20:42

P.S. Did you notice in Sir Anthony’s book the  paragraph: „The ancestor of English: The origin of Spread of the Usatovo Dialect” (p.359). What was the major hallmark for the author that the ethnogeny of Germanic / English  peoples began in Usatovo?  He stated, or he just tries to prove that it was there that the feudal relationship of sovereign-client and using of the sword appeared, especially considering the Dnieper population of the Trypillian culture of the C2 phase (proto-Slavic?). He proves this on many pages.
Yeah, I noticed. And what do you think about the map below, which shows as though the Slavs had not known the words like: ‚wheel’, ‚thill’, ‚chariot’ and as if Germanic peoples had known everything?

PIE n mapa_woz

It is an obvious scam, after all, even in the „Encyclopedia of Indo-European culture” By JP Mallory, Douglas Q. Adams there is a reference to the ‚wheel ‚koło’ in the Old Church Slavonic language .
In his book on page 56 Anthony writes about Slavic languages:

(the translator’s remark: by the so called OSC The Old Church Slavonic (OCS) is meant)

Quote
Only one dialect documented (OSC) , but the West, South and East Slavic branches must have already existed.
It is a pity that Anthony did not bother to examine these dialects in terms of the vocabulary relating to the parts of the wagon. Undoubtedly, he would have found what he was searching for – the real PIE (Pre-Indo-European) ones.

As far as the ethnogenesis of  the Germanic / English peoples  is concerned and their alleged connection with Eastern Europe and dominance over the local population, I believe that  here we have an example of a little man who wants to swagger by fantasising. It reminds me of the gibberish about the Vikings and the Goths dominating over the Slavs. The gibberish is still present on various German or Germanophile forums.

As a matter of fact, his whole book is a search for evidence on the relationships of Germanic tribes and the Celts of the PIE from the Black Sea. Modern genetics  absolutely excludes this because no traces of Celtic and Germanic genes which could indicate their presence in the region at that time have been found. The R1b microsatellite studies of variability show Anatolia, and not to the north of the Black Sea, as the place from which the ancestors of today’s Celts and Germanic nations came. Furthermore, his linking of the Celts and Germanic tribes with the Corded Ware culture is complete nonsense. There is no evidence for this. All evidence deny the obvious.

[ … ]

Well, is Anthony’s whole book a fantasy? To my way of thinking, if he had not mentioned anything about the Celts and the Germanic peoples, it would be quite a good book – what a shame that he messed it. For this reason, it must be read with understanding and where we can we just need to replace  Pre-Germanic peoples and Pre-Celts with Pre-Slavs because it was possible only for the Pre-Slavs or peoples close to the Pre-Slavs with the R1a1 haplogroup to exist at that period of time in that region.
[… ]

How did the Pre-Slavs isolate from the PIE community? In my view, they have never isolated because they have been living in the territories where the Pre-Indo-European language came into being. The Pre-Indo-Europeans are nobody but the Pre-Slavs.

Apart from the names of the parts of the wagon from the PIE, vocabulary denoting religion needs to be combined with the PIE.The Pre-Indo-Europeans are believed to have given rise to the religion whose traces were met later in India, Greece and among other different Indo-European peoples. They worshipped fire (Polish: ogień), sky (Pl: niebo), Sun (Pl: Słońce), light (Pl: światło).

In my opinion, there are many indications that the religious vocabulary of both the Rig Veda as well as Greek mythology has the Pre-Slavic origin.

I think so because experts found that Pre-Ino-Europeans called gods and other mythical beings according to their characteristics, features, activities and functions, i.e., the names present in the PIE myths come from everyday language and they are not an artificial, a made up linguistic formation. Nonetheless, many names in Rig Veda seem to be of foreign origin – that is to say, they do not mean anything in these languages and are only the proper  names  of the mythical beings. Strangely enough, these words have their meanings in the Slavic languages where they are denominations of various phenomena, objects, attributes, features, characteristics, qualities, activities, and functions, and they are verbs, adjectives and nouns – they are the part of the language used every day. Thus, it is possible that the Pre-Slavic languages (or the Pre-Slavic language – if such existed – and I have doubts about it) were the source languages for the religious Proto-Indo-European terminology. It would be consistent with the already discussed Slavic terminology related to the parts of the wagon and with the latest discoveries in genetics. Well, it is possible.

We will understand it best by examples. Therefore, I would like to analyse here the religious Proto-Indo-European historical vocabulary and compare it with other IE languages. Let us start from Greek mythology.

1.Dzień – Dzeus (Polish: Dzień – English: Day)

In Cratylus Plato describes the god of life, light of the sky and a clear day – Dzeus:
Quote
„Some call him Dzena and others  Dia”

Cratylus 396A

Below I present this extract in original and translated into English:

PIE nn ZeusGR

PIE nn zeusAN

The conclusion is that in the days of Plato also other names for „Zeus” like ”Dzena” and ”Dia” were popular.
Interested in this discovery, I looked into the „Greek–English Lexicon” by HG Liddell and R. Scott.
Below I present the extract about Dzeus (I explain to those of you who do not know Greek that for the Greeks ”Z” was the sign of a set of two consonants and we read them like the Polish ”dz”; that is why we spell / write it as ‚Dzeus’ instead of ‚Zeus’ as it is normally done in the majority  of Polish translations from Greek):

PIE nn ZeusRSLex

In the lexicon above we have the following names of Dzeus – the god denoting a clear day and the light of the sky / heaven in the early religion – names being in various Greek  dialects, in different periods of time, in diverse forms:

‚Dzen, ‚Dzena’, ‚Dzenos’, ‚Dzeni’, ‚Den’, ‚Dena’, ‚Dan’, ‚Dzan’, ‚Dzenes’, ‚Dzanes’, ‚Dzas’, ‚Dis’, ‚Dii’, ‚Dia’, ‚Dzeus’, ‚Deus’

For comparison, I wrote out the word ‚dzień’ ‚day’ in a variety of contemporary Slavic and Baltic languages as well as in the Old Church Slavonic and Vedic:

Polish: ‚Dzień,    Belarussian: ‚Dzeni’,    Russian/Ukrainian: ‚Deni’,

Bulgarian / Slovak /Czech / Macedonian: ‚Den’,     Lithuanian / Latvian: ‚Diena’, Croatian / Serbian / Slovenian: ‚Dan’,     Old Church Slavonic: ‚Dini’/ ‚Dine’
Vedic: ‚Dina’ / ‚Dinamo’ / ‚Dju’ / ‚Dyaus’

In Łowmiański and Bruckner I also saw information about the following divine names among the Slavs:  ‚Dyj’, ‚Dyju’, ‚Diwii’  which – in my view – may be associated with the name of the day in some missing Slavic dialects.

In other languages, it is also worth noting: Latin: ‚Dies’, Romanian: ‚Zi’,  Catalan / Spanish / Portuguese: ‚Dia’, and of course very questionable – in my view – Pre-Indo-European stem: ‚* Din’. (English ‚day’ has no connection with Latin: ‚dies’. It  originates from Old English: ‚daeg’ that comes from pre-Germanic: ‚* dhegh’  which has a different meaning).
Let us recall here the already quoted passage from John Hall’s book describing the evolution of the Greek language:
Quote
This means that the Greek dialects, far from diverging from a common proto-Greek ancestor on Greek soil, have in fact converged from originally disparate sources […]

Quotation from:Ethnic Identity in Greek Antiquity By Jonathan M. Hall p.169

In this distinguished scholar’s opinion, the Pre-Greek or the Proto-Greek language had never existed as the old theory of PIE says, as the alleged source of Greek dialects which rose from its disintegration. According to Hall, there were many different sources for forming Greek dilects. This means that the diverse  Indo-European tribes migrated to Greece in the Bronze Age, intermingled with the local non Indo-European or with partly Indo-Europenised population creating new local languages from which, through the convergence process, Greek dilects formed.

Which language group did the Indo-European tribes migrating to Greece in the Bronze Age belong to and can it  be determined on the basis of naming of the car and on the basis of  the religious vocabulary?
I would like to search for answers to this question .
However, before I start considering the origin of the Greek words like: Dzen'; ‚Dzena’, ‚Dzeus’ etc. it is worth presenting a few other facts.

2.Perun – Keraunos – Pardżania

One of the pieces of evidence for the possibility of the Pre-Slavic origin of the names of the Greek gods is certainly the nickname of Dzeus – ‚keraunos’ – in Polish: ”piorun” (English: ”thunder / thunderbolt / lightning”).
According to linguists, the Greek word ‚keraunos’ corresponds exactly  to the Slavic ‚Perun’.

Polish: ‚piorun’, dialect: ‚pieron’, Kashubian: ‚porun’,  early Russian ‚perun’, Czech: ‚perun’, Pre-Slavic: ‚perun’ – these are aboriginal Slavic words originating from Pre-Slavic verbs: ‚* prati, * pero’ „bić – beat, uderzać – hit, strike’,  hence the word in Polish: ‚prać’ – ‚thrash’ (in the meaning of ‚beat’). The word ‚keraunos’ means only a „thunder / thunderbolt / lightning” in Greek and it does not go together with any other word. Well, that all indicates that it is a borrowing. Hence the etymology:

Pre-Slavic: ‚perun/perunic’ -> gr. ‚keraunos’ ”piorun”

The word ‚Perun’ is udoubtedly old enough  to be the source source for ‚keraunos’. It has its counterpart in the Vedic language. You can find it in the name of the deity of storm, Vedic: ‚Pardżania’. This word exists in the Vedic language as well but as the proper name of god and it does not mean anything more, that is why this word is a borrowing from the Pre-Slavic languages.
The association of ‚Perun’ with ‚keraunos’ means that ‚Perun’ is archaic. How much archaic is ‚Perun’? I believe he is older than ‚keraunos’, ‚Dzeus’ and ‚Uranos’.

3.Niebo – nephos – nabah   (Pl: niebo – En: sky / heaven)

Another very old Pre-Slavic and Polish word  having its continuation in such languages as Slavic,  Indo-Iranian, Baltic, Celtic, Hittite and Greek is ‚niebo’ (‚sky’ / ‚heaven’)

(‚niebo /nieba / niebiosa’ – ‚sky / heaven’)

Polish:. ‚niebo /nieba / niebiosa’ ->
->Bulgarian./Czech./Russian/Serbian: ‚nebe’
->Slovak / Ukrainian: ‘nebo’
->Belarussian: ‘niabesi’
->Slovenian: ‘nebesa’

->Latvian: ‘debes’ „niebo”
->Lithuanian: ‘debesis’ „obłok, chmura”
->Irish: ‚neamh’ ”nieb”
->Welsh: ‚nef’ ”niebo”

->Old Indo-European ‚nabha ”niebo, przestworza”   przestworza – skies)
->Old Indo-European: ‚nabhas’ ”chmura, atmosfera”  (chmura – cloud,  atmosfera – atmosphere)
->Avestan: ‚nabah’ ”niebo, przestworza”  (przestworza – skies)
->Greek: ‚nephos’ ”chmura, chmur (chmura – cloud;  chmury – clouds)
->Hittite:  ‚nepis’ ”niebo”

Again, we have the greatest variety of forms and meanings in the Slavic languages. For instance,  there is a combination with niebieski (niebieski – of the sky / heaven). Only here we have common elements with both Indo-Iranian, Baltic, Celtic as well as with Hittite and Greek languages. I think that the Pre-Slavic language was the source of the word ‚niebo’ (sky / heaven) for other languages in which forms of this word demonstrate both distortions of the stem and content, so they are borrowings.

(The following idea: the Pre-Indo-European ‚*nebhos’ ”para <vapour>, opary < fume>, mgła <fog>, chmura <cloud>” from the Pre-Indo-European stem ‚*nebh’ ”mokry  <wet> wilgotny <damp, humid, moist>”, seems pointless and artificial – such a language did not exist. In my view, the Pre-Indo-European: ‚*nebho/niebo’ ”atmosfera <atmosphere>, przestrzeń ponad światem <space above the world>, but below the highest regions of the sky, i.e. Of ‚swar’ where among the clouds and over the clouds live gods who actively participate in people’s life through thunders, rain, etc.” – is a better solution.)

4.Górny – Uranos   (Pl: górny – En: upper, top)

Plato also describes Cronus and his father Uranos in the further part of Cratylus. Speculating about the meaning of the name of the latter, he writes:
Quote
[…] but the upward gaze is rightly called by the name urania, looking at the things above […]

Cratylus 396B
Below I present the original extract translated into English:

PIE nn uranosGR

PIE nn UranosAN

It seems, however, that – contrary to Plato’s explanations – the word  ‚Uranos’ does not derive from gaze ‚orao’. Indo-European names of deities originate from  their features, activities and functions, and not from the characteristics and actions of people. Uranos’s feature is being at the top, above and therefore the word ‚Uranos’ comes from the word ‚góra’ – ‚mount’ or ‚górny’ ‚upper’.
By means of Pre-Indo-European religious imagery, the traces of which are found in  RigVeda, in Greek myths, or in the mythology of Slavs, there is yet another upper sky, the highest sky above the human world and over the clouds. There, on top of the sky lives god who gave life to other gods and who is not active.
This higher god is ‚Uranos’ in Greek mythology which means niebo (sky) ‚Swar’ or ‚Svarga’ in Vedic ‚Uranus’ and which is Slavic ‚Swarog’ (I will write more about it further). For that reason – in my opinion – the following etymology is the most likely: the Vedic sky ‚Swar’ or ‚Swarga’ and Slavic ‚Svarog’ (more about this later). That is why – in my opinion – the following etymology is the most likely:

Polish: ‘górny’ -> ‘*Urni’ → Greek: ‘Uranos’/ Greek: ‘urania’

There is no doubt that the Polish word ‚górny’ is an adequately old word to be the source for ‚Uranos’  because  it is very similar to the hypothetical Pre-Indo-European ‚*guer’ (and again the Polish word is strangely most similar to the hypothetical made up Pre-Indo-European stem).

The following etymologies are then likely:

Polish:’góra’ ->
->Czech / Slovak: ‚hora’
->Belarussian: ‚gornia’
->Russian / Ukrainian: ‚gora’

Polish: ‚góra’ ->
-> Ionic: ‚uros’ ”góra, wyżyna, łańcuch górski”    (wyżyna – upland;  łańcuch górski – mountain range)
-> Greek / Doric: ‚horos ”ts.”

The hypothesis of the origin of ‚Uranos’ from ‚the top’ strengthens the fact that we have also Doric / Beotic: ‚Oranos and Aeolian: ‚Horanos’.  Thus, the forms of the names of the mountains in diverse Greek dialects, for example Ionic: ‚uros’ / Doric: ‚horos’ ”góra” correspond with the forms of the name of god ‚Uranos’.

It is a fact that the Polish ‚góra’ (mountain / mount) is older and closer to the PIE than, for example, Ionic ‚uros’ or Greek ‚horos’. The fact is evidenced by the existence of similar words in Indo-Iranian languages:

Avestan: ‚garih’ ”góra, pasmo górskie”    (pasmo górskie – a mountain range)

Old Indo-European: ‚girih’ ”wzgórze, wyżyna”    (wzgórze – hill;  wyżyna – upland)

The  ‚gur / gor’ stem is also found in geographical names of the mountains of Afghanistan and Iran, for instance:

Quote

The term Ḡōrband probably derives from Ḡōr/Ḡur (q.v.), the name of the mountainous region northwest of Ḡōrband

http://www.iranica.com/newsite/home/index.isc

We also have names in the Old Persian language the etymologies of which we can decrypt as below:

Polish: święta góra -> Old Persian: ‚Swente-garaben’   (in both languages: holy mountain)
The Lord of the mountains, i.e. our Polish Jędrek Góra or Slovak Jindra Hora are Vedic ‚indragiri’ ”pan gór”    (‚the master, the lord of the mountains’).
The hypothesis ‚Górny’ – ‚ Uranos  may render the following etymology of the Greek word ‚akra’ denoting ”szczyt – summit, wierzchołek – top, gród – castle”;  hence  ”Akropolis” ”miasto na górze – a city on the top”  (Greek: ‚polis’ means, according to L&S  ”G-E Lexicon:  ”a community dwelling a given area and concentrated around the castle-city or a city itself”  and  corresponds  with  Old Polish: ‚pole / opole’, which I will write about further).
In my view, the likely etymology is as follows:
Polish: ‚na górze’ (‚on the top’) ->. ‚* na-gre’ -> ‚* agre’-> Greek: ”akre’ (summit, top, castle”).
Vedic: ‚agr-i-ya’ „highest, best”, I think that we can connect it with the Polish ‚at the top’.

5.Dzień (Day) instead of Dzeus / Djaus

Coming back to the main Pre-Indo-European we should remember that in the Greek language it had the following forms:

‚Dzen’, ‚Dzena’, ‚Dzenos’, ‚Dzeni’, ‚Den’, ‚Dena’, ‚Dan’, ‚Dzan’, ‚Dzenes’, ‚Dzanes’, ‚Dzas’, ‚Dis’, ‚Dii’, ‚Dia’, ‚Dzeus’, ‚Deus’
Which of these forms is the oldest and which of them is the closest to the PIE?
Which can be derived from which?
Contrary to what we were taught – in my opinion – it is not ‚Dzeus’ / ‚Deus’.  Hypothetically reconstructed Pre-Indo-European words: ‚*Djeus’ and ‚*Deiwos’ never existed as the supreme god of PIE, it is a misunderstanding. The Pre-Indo-European ‚*Deiwos’* with which the Vedic ‚deva’ ”bóg” – ”god” is linked, ought to be related to the function of god which involves giving,  in the Polish language dawanie, similarly to the Vedic ‚bhaga’ ”bóg” or Old-Persian / Avestan ‚baga’ ”bóg, pan (Pl)” – ”god, lord” with the characteristic denoting richness (more about it further).
The main god of the PIE, e.i. the god of light and a clear sky was ”Dzień”. I think so because all the other names of this god can be derived from the form ”Dzień”. It is also known that the Central European region, where this word has been used till today, was the source of the Indo-European haplotypes of R1a1 which geneticists relate to spreading of the IE languages.

Regarding this, we need to turn round the etymology and the right one is most probably as follows:

Polish: ‚Dzień’ -> ‚Dzeus’ / ‚Djaus’

The Greek forms of ‚Dzen’ / ‚Dzena’ / ‚Dzenos’ are very old and occur in the oldest Greek texts, among others, in Homer’s as poetical forms. Usually, epic poetry applies the most ancient forms to add seriousness to it. They need to be related to the old Ionic dilect.

People swore to ‚Dzen’ in Athens.

‚Dzan’ and ‚Dan’ are later Doric forms.
‚Dzas’ and ‚Dis’ are Beotic forms which are also later.

‚Dzeus’ must be a more Aeolian form and became the universal god of Greece, most probably because Aeolian influences were very strong in the dialect that Homer wrote. He most often  used the Aeolian form of the god’s name in Iliad and Odyssey.

In the early days of the settlement of Greece by Indo-Europeans, ‚Dzeus’ was just one of the many names by which the deity of day and sky / heaven was called, which was used by one of the tribes. He was not the same god of the tribes speaking the Pre-Greek or Protp-Greek language as such tribes and such a language did not exist.

I believe that all forms of the name of the god of sky / heaven light and clear day may originate from the word ‚Dzień’ because the Slavic languages are the most archaic and conservative, i.e. they are similar to the PIE language most, and the Polish language is the most archaic of all of them and that is why it has kept the most ancient words in an uchanged form which is close to the PIE language.

All Slavic, Greek and Vedic forms of words denoting the god of sky / heaven, light and clear day can be derived from the Polish: ‚Dzień’ (dzień – day).
Here are some examples of possible etymologies:

‚Dzień’-> Greek: ‚Dzen’-> Greek: ‚Den’
‚Dzień’-> ‘*Dzian’-> Greek: ‚Dzan’-> Greek: ‚Dan’

‚Dzień’-> ‚*Dzini’->Old Church Slavonic: ‚Dini’-> Greek: ‚Dii’
‚Dzień’-> Belorussian: ‚Dzieni’-> Russian./Ukrainian:. ‚Deni’

I do not know  how long the current form of the declension of the word ‚dzień (day)’ has existed in Polish. Other forms of this declension may have existed too in the past. ‚Dzień’ may have been declined as: nominative: ‚Dzień’,  genitive: ‚*Dzienia’,

dative: ‚* Dzieniu’ ,  accusative: ‚* Dzienia’   ‚* Dzienia’,  instrumental: ‚*Dzieniem’,    voactive: ‚*Dzieniu’.

At once we have the following possibilities for new etymologies:

‚Dzień’->genitive ‚*Dzienia -> Greek: ‚Dzena’ -> Greek ‚Dena';
‘Dzień’->genitive ‚*Dzienia’ ->Lithuanian / Latvian:. ‚Diena';
‘Dzień’->genitive ‚*Dzienia’ -> ‚*Dzina’-> Vedic: ‚Dina';
‘Dzień’->instrumental ‚*Dzieniem’ -> ‚*Dzinem’ -> Vedic: ‚Dinem';

We can also take into consideration the modern form of the declension:  nominative: ‚Dzień’, genitive: ‚Dnia’, dative: ‚Dniu’  accusative: ‚Dnia’  instrumental: ‚Dniem’, vocative: ‚Dniu’. Then, we have the following possible etymologies:

‚Dniem’ -> Vedic: ‚Dinem';
‚Dniu’ -> Vedic: ‚Dju';

We can also consider diminutive forms that are known for being widely used by the Slavs, for instance: ‚Swarog’-> ‚Swarożyc’, etc. Then we have:

‚Dzień’-> ‚*Dzienuś’ -> ‚*Dzieuś’-> Greek: ‚Dzeus’-> Greek: ‚Deus';
‚Dniuś’-> ‚*Djuś’ → Vedic: ‚Djaus’

Edit: ‚Dzień’ (day) and ‚Dziś’ (today) may be related to each other so then we have:
Polish: ‚Dziś’-> Greek: ‚Dis’-> Latin: ‚Dies’

and so on and so forth…

Experts state that it is impossible to accurately reconstruct the way in which   words were formed. No one can be sure how the pronunciation of words was changing. Particularly when we are dealing with a number of Indo-European tribes of languages not exactly known, mingling with each other and with non Indo-European ones or of partially Indo-Europenised substrate with  the processes of convergence and divergence, etc. Everything is speculation and presumption. Each etymology has its supporters and opponents.

Let us recall what N.S Trubetzkoy said:

Quote

Thus a language family can be the product of divergence, convergence or a combination of the two (with emphasis on either). There are virtually no criteria that would indicate unambiguously to which of the two modes of development a family owes its existence.

NS Trubetzkoy, Jean-Paul Demoule and many others ragard  the PIE language hypothesis as impossible to prove and claim that such language had never existed. There is no reason to believe that the etymologies on which the hypothesis of the PIE language is based are certain and proven. This is just the opinion of a group of researchers.

The problem arises when pseudo science and pseudo linguistics based on pseudo etymologies are treated as a political tool and then racist theories are made up.  In the book: ”The Mythology of Slavs” on page 251 A. Gieysztor writes about a German scientist Dittrich who elaborates on primitiveness of Slavs:
Quote
In the religious sphere the consequence of this situation was to be only partial assimilation of general European beliefs. Dittrich sees the proof of this in the lack of the Indo-European counterpart of ‚Dieus’ and degradation of its semantic value to the terms „surprising” (Pl. ”dziw”) and „odd” (Pl. dziwny”).
If we compare the Slavic and Indo-European words: day (Pl. dzień), sky / heaven (Pl. niebo), mountain (Pl. góra), Perun, Svaroggi, etc. with such words as tag, himmel, berg, Thor, Wodan, etc., I believe you can see who learned the Indo-European words and beliefs and who did not.

I believe that the Slavs not only assimilated the general Indo-European beliefs but that  they  also  created them. This is evidenced by the fact that most of the Indo-European religious terminology is rooted in everyday language of the Slavs. No other language has such features.

In my opinion, the views of Dittrich and others like him are complete gibberish. Unfortunately, many people in the West believe in that becuase of their ignorance and a complete lack of knowledge of the Slavic languages. They do not understand that the conservatism of the Slavic languages is the evidence for their proximity to the hypothetical PIE. In fact – in my opinion – there had never been any PIE language and the true source of Indo-European languages were pre-Slavic languages which were used by the peoples of Central and Eastern Europe from the Elbe to the Ural, from the Bronze Age and which also penetrated into India and the Balkans. I associate the peoples with the horizon of the Corded Ware cultures – Trzciniec and similar ones, as far as the Andronowo. As for other peoples, their Indo-Europesation, the  common substrate, etc. the situation is a little more complicated, but I think that the progress of genetics will help us to unravel this mystery soon.

Currently, we find confirmation of these theories in genetics, linguistics, archaeology and other fields.
Many geneticists and linguists relate the spread of the IE languages to the expansion  of peoples of the dominant R1a1 haplogroup, from Central and Eastern Europe, and only Pre-Slavs answer to this scenario in terms of their language and genes. Such a view, for example, is seen on the portal of Eupedia:

http://www.eupedia.com/europe/neolithic_europe_map.shtml

If the age of the R1a1-M458 haplogroup given by Underhill 2009  is correct, the expansion of  the Pre-Slavs in Central Europe may have been even earlier than the one given by Eupedia.

As far the unique role of the Slavic languages is concerned, I believe that it will become even more obvious when we see the extent to which the religious vocabulary of the RigVeda, so the names of gods and demons, rituals and calls, has its roots in  the Slavic languages

[ … ]

Re: « Reply #341 : 25th February 2010, 01:16:02 »


[… ]
Re: «Reply # 341 on: February 25, 2010, 1:16:02»

„…. There is a full series of articles about genetics of population and archaeogenetics in yesterday’s edition of Current Biology.


There are no news and revelations, rather outdated information, but two articles are worth noting because they have the relationship with what we are considering here.
The first is an editorial by Colin Renfrew (the one representing the Anatolian theory of the origin of the IE languages)
„Archaeogenetic – Towards a ‚New Synthesis’?”

The other is Pedro Soares at al. The Archaeogenetics of Europe

Colin Renfrew pays attention to the necessity of verification of speculations based on the analysis of the haplotypes of contemporary populations by testing aDNA (ancient DNA), which means fossil DNA coming from archaeological sites:

This is where ancient DNA may yet prove to be of crucial importance; not in establishing detailed patterns for early populations — the data are unlikely to be rich enough for that — but in offering spot checks on the conclusions about the past which we are deriving from data taken from populations living today. This may indeed be where the future lies if speculations based on the phylogeography of haplotypes from currently living populations are to be rooted in historical reality.

I dedicate this remark to Elkate and Ed. The speculations  represented by Rębało, Klyosov or Gwóźdź based on analyses of randomly collected haplotypes from databases of commercial companies must be verified by more precise research of Y-DNA which are based on proper methodology as, for example, Underhill did it. I do not see any proofs there for the migration of any part of Polish population from the east – quite the opposite.
The greatest evidence value has, of course, fossil DNA. There are many surprises ahead of us. Personally, I am interested in, for example, verifying the hypothesis proposed by professor Hensl stating that the eastern group of the Jastorf culture  may have been Slavs. There are many puzzles about relationships between Slavs and Germanic peoples and I wonder where so many Slavic borrowings in German languages came from. I hope that genetics will explain this. I oppose associating archaeological cultures with ethnos and I think that genetics should verify theories of archaeologists. For instance, it should explain what was the ethnic structure of the Unietice culture and of others in which along with burning of the body was  a skeleton burial. I am optimistic about some significant cultures.

Scytyjski ksiaze

Colin Renfrew strongly emphasises the importance of genetics for historical research and he ends his article with the following remark:

These are early days in the field of archaeogenetic research, and I predict that over the next twenty years or so a more coherent synthesis of the data from genetics, archaeology and linguistics is likely to emerge than we can yet envisage.

In turn, I dedicate this remark to those of you who do not appreciate the role of genetics in historical research. Beyond the shadow of a doubt, the future belongs to genetics. Genetics alnog with anthropology, linguistics and archeology will let us learn the truth about the past. The times when history was being made up only by archaeologists (German ones) or by linguists (German ones) have already gone. It is the end of fantasising because thanks to genetics we have the tools which enable us to check and verify various theories. The example, the theory relating the R1b Celto-Germanic peoples to Tocharians has just collapsed.

In the second article, Pedro Soares at al. „The Archaeogenetics of Europe” remind  that, apart from the language arguments, it is just genetics that has contributed to rejecting Colin  Renfrew’s  theory about the Anatolian origin of the IE languages.

The question of the spread of the Neolithic became intertwined with that of the dispersal of the Indo-European languages, as a result of Renfrew’s proposal that the Proto-Indo-European language spread from Anatolia with early farming. This hypothesis has become less plausible in the light of the mtDNA and Y-chromosome evidence as well as archaeological and linguistic criticisms.

                                                       G Scyta 2483892341_daf0f03886

The article also says about doubts being raised by the work of various linguists trying to determine the history of the disintegration of the PIE language into different IE languages based on dubious  methodologies such as glottochronology.

The implied reinstatement of glottochronology — dating language splits — has also failed to win backing from linguists, and there has been widespread scepticism as to whether archaeology and linguistics can be combined so readily.

I agree with that. Currently there is no widely accepted theory of the PIE language and its evolution. No one knows how quickly languages evolve. Glottochronology is pseudoscience. Arbitrarily a group of words is selected and assumed , with no evidence, a pace of changes so as to determine on its basis the dates of the separation of languages as Atkinson and Gray do it. Linking the imagined dates of the separation of the language branches with archaeological cultures is pure fantasy. David Anthony based his baloney on that, with the obvious result which has been recently verified by genetics very painfully for him.
We know from experience that some languages change fast, for example, at a rate of 30% for one thousand years, and some very slowly, e.g. at a rate of 3-4% for one thousand years. Everything depends on the circumstances and reasons for changes. Everything indicates that the Slavic languages belong to the ones that change very slowly. However, I will write more about that in a different topic.

Ending the article, the  authors are showing us the way we must follow:

If any consensus remains, it is probably that if there is any single explanation to be found for the spread of Indo-European, it is more likely to lie with the next major change to reshape Europe in the wake of a continent-wide system collapse. Possibly incurred by climatic changes c. 6 kya, this culminated in Sherratt’s ‘‘secondary products revolution’’ of the 3rd millennium BC, when a number of agricultural innovations, including wool, the plough, the horse and wheeled vehicles, were introduced and spread within Europe. This is, however, a time window little explored by archaeogeneticists to date.

The authors suggest here that the spread of IE languages should be related to the climatic changes  which  began in Europe 6 thousand years ago as well as to the innovations such as domestication of the horse and  popularisation of wagons, etc. which took place around 3000 BC.
I agree with the authors and I believe that we are going in exactly the same direction that we should.  Additionally, I would say that it is worth paying attention to the spread of certain cultural patterns, religions and vocalbulary associated with that in order to relate that all to the IE.

What happened in Europe 6 thousand years ago? I will present Wilmar’s map:

                                                      mapa ekspansja rolników w 7 do 5000 pne op0ev8

the range of Mesolithic peoples (hunters-gatherers)  

the pottery ribbon engraved culture (western circle of linear cultures)  

the Eastern circle of linear cultures  

painted pottery cultures  

cultures with the pottery of  impresso cardium (Cardial Neolith)

the range of Vinca culture

the ways of diffusion of the early Balkan-Danube Neolith

the ways of diffusion of the cardial Neolith

the supposed diffusion of the second stage of the Anatolian-Balkan Neolith

the ways of the diffusion of the Danube (ribbon) Neolith

Picture 34. The map of migration of the first farmers and breeders in Europe  (VII th – V th millenium BC.

Quote: wilmar  20th February 2010, 16:22:40 Quote: 

As far as the R1b is concerned, I would see it at present as follows.

The Linear Pottery culture disappeared about 4500 BC. It is not known what Y-DNA that culture was characteristic of. It is known, however, that the examined mtDNA fossil of that period of time does not exist in the contemporary population. Haak at al.2005 write about it.

It means that those peoples went out without leaving any genetic traces. They were not absorbed or defeated by any other peoples. The most likely reason was the climatic changes.

The Megalithic Funnelbeaker culture appeared in place of the Linear Pottery culture. I am not sure what Y-DNA can be related to it. The presence of megaliths suggests R1b, but only R1b? Maybe different kinds of I? I am currently an advocate of linking of megalithic cultures from R1b for a few reasons.

The oldest megaliths originate from Anatolia, i.e. from the areas regarded at present as the source areas for R1b:
http://www.armeniapedia.org/index.php?title=Karahunj

They also occur everywhere the R1b migrates: the Levant, North Africa and sub-Saharan Africa:
http://en.wikipedia.org/wiki/Nabta_Playa

And, of course, in Western Europe everywhere the R1b dominates or dominated.
The Megalithic Funnel Beaker culture was displaced from the areas of Poland around 3300 BC by  the Corded Ware culture, now regarded as Pre-Slavic. I have used the word „displaced” and not „absorbed” as it has been thought so far because  genetics shows us that the population of the Corded Ware culture were R1a1 and that they were not mixed with the megalithic R1b. It is evidenced by the fact that the expansion of the peoples of the Corded Ware culture to the east, which started from the Polish lands after 3300 BC did not include in itself any other element than the Slavic R1a1. There are not  such haplogroups as R1b,  I2a and  I2b in the east in the cultures deriving from the Corded Ware culture peoples.

00 scytyjskie królewskie nakrycie głowy sevbrothers

As David Anthony writes in „The Horse, the Wheel and Language” on page 301, in the years of 3300-2000 BC there was drought on the steppe. About 3300 BC a part of peoples of the Yamna culture in which the horse was domesticated, moved north and reached the lands of contemporary Poland giving rise to the Corded Ware cultures. Perhaps that northern displacement was forced by deteriorating conditions on the steppe and the search for new lands for grazing cattle. From 3200 BC the expansion of  the peoples of the Corded Ware culture to the east and west began from the  territory of Poland. They even managed to get to the Rhine  but they were stopped by the peoples of the Bell-Beaker culture, in my opinion by R1b and other non Indo-European ones, the ancestors of Celto-Germanic peoples. Then the Corded Ware culture peoples were driven by those peoples off the Elbe. Since that time the Elbe has been the border between the Celto-Germanic west where the R1b haplogroup is dominant and the Slavic east where the R1a1 haplogroup dominates.

The Pre-Slavic peoples of the Corded Ware culture had more luck in the east. The cultures of Middle Dnieper, Abaszewo, Szintaszta and other cultures of Central Asia have their source in the Corded Ware culture originating from Poland and in steppe cultures deriving from Yamna culture. Because the peoples of the Corded Ware Culture in Poland also come from Yamna, we have been dealing with one and the same ethnos all the time.
Without a doubt, these are the peoples of R1a1 (we have the evidence for that in the fossil DNA). Hence the similarity in autosomal DNA, for example of the Scyths   from the Iron and the Bronze Ages and of the contemporary Slavs, Poles, and Russians.

About 1600 BC Aryans coming from the Szintaszta–Petrovka culture reached Iran and India. Therefore, there is a very close relationship between Sanskrit and Slavic languages. Religious terminology of Rig Veda has the Slavic etymology. The terminology of the wagon and the horse, too. The higher Brahmin caste for the most part with the R1a1 haplogroup has Slavic haplotypes. Klyosov showed that and it is also seen in the DNA databases.

How, then should we call the ancestors of Scyths and Aryans? Certainly these are not Iranian peoples. Indo-Iranian languages developed later on in Iran and in India. I believe that the PIE is misleading. The language that they spoke has nothing in common with the so called reconstructed PIE language made up by Germans. This artificial language had never existed, it had never been spoken by anybody.


I think that the peoples of the Corded Ware culture and the peoples of Yamna were the same tribe. Whether we call them Indo-Slavs, Aryan-Slavs, Scytho-Slavs is just a conventional thing. I believe that they are not any unknown, abstract Pre-Indo-Europeans but just Pre-Slavs as I think that if people are related by the language, religion and genes, they create the community of people.  Whether one group of them are ploughing and the other group lead a pastoral way of life does not make them be members of different tribes. Neither does the way they decorate their pots determine their ethnos.  What determines the things, however, are genes and language.


Lastly, I have found an interesting animation illustrating the alleged spread of the PIE:

http://www.hjholm.de/granim.gif

This animated gif is of course a fantasy without coverage. In that area, at that time there were not peoples of R1b, i.e. Pre-Celto-Germainc tribes. Neither were there Pre-Indo-Iranian nor Pre-Tocharian peoples. All these languages developed later on. In that place and at that time only Pre-Slavs were there. New languages start to exist as a result of intermingling of tribes. As long as there is no mixing, we can  not say about  any Pre-Germanic peoples,  Pre-Celts,  Pre-Tocharians, etc.

In my view, the homeland of the PIE should be moved more towards the west on this map, change the beginning of the dating for 3300 BC and join with the expansion of the Corded Ware Pottery and Yamna cultures adding that they were the R1a1 peoples and emphasise their relation to Pre-Slavs …. ”

                                                        2py0v1t

The range of cultures of the Corded Ware Pottery at the time of their peak spread.

The Corded ware Pottery culture and the Battle Axe Culture

The Middle Dnieper culture

The Fatyanovo culture

The Balanovo culture

And another no less important excerpt

„… David Anthony in his book ” The Horse, the Wheel, and language „on page 379 shows even more accurate map of the selected steppe frontier, so that we can better see the relationship of the steppe cultures. Just pay attention to the hydronyms in the territory of the Abaszewo culture deriving from the peoples of the Corded Ware culture. There are the Belaya and the Kama rivers there. For sure, they are Slavic hydronyms, not the Iranian ones.
In 2800-2200 BC everything north of the steppe was Corded Ware Pottery culture or the mixture of the Corded Ware culture peoples and steppe peoples. These two tribes lived next to each other.  No wonder then that there were the same genes, origin and most  probably language and religion. That closeness of the steppe peoples and agricultural peoples along the steppe lasted till the times of  Herodotus. The Gelonowie (the Gelonians)  had Scythian customs and spoke the Scythian language.

The Scythian language does not mean the Iranian language. There is no evidence for that. Iranian languages are present only in the areas where the Persian empire historically reached. There are no Iranian speaking peoples  north off the Syr-Daria – the river that was the border of the empire. In my opinion, there were never Iranian languages north off the syr-Daria. Indo-Iranian languages contained hundreds of non IE words in their earliest phase so they could not have existed  in the areas dwelt by pure Indo-Europeans. There is no evidence for any migrations from Iran or India to Europe which might have brought Indo-Iranian languages to Europe.

The Ossetians were once thought to have been the descendants of the Scyths, but it turned out that they did not have R1a1 (about 1%) at all so they had nothing in common with the Scyths. Everyone recognises the similarity of the Ossetian language to the Farsi language as Ossetian is, in effect, the west Iranian dialect. As a result, the Ossetians are the remnant after the influences of the Persian empire in the Caucasus.

However, nobody has ever noticed a similarity between the language of the Scyths and the language of Persians. After all, if Ossetian were the continuation of Scythian so Scythian would have been even more similar to Persian in the past than Ossetian is today and this similarity would have to be noticed. Conclusion: the Ossetian language has nothing in common with the Scythian language.

On the tombstones in the Greek colonies survived dozens of strange non Greek words, proper names which were suspected of being associated with the Scyths and, putting it more precisely, connections with the Ossetian language were looked for in them. In fact, these words do not mean anything in any language and one can not draw any conclusions as to their origin. The population of the Greek colonies was multi-ethnic and many people came from Asia. There is no evidence that any of these names were Scythian and searching for Iranian stems  in them which are also usually similar to the Slavic ones proves nothing.

There is no evidence to call the Scyths, or other steppe peoples, Iranians. This is just the relic of old theories similar to Indo-Germanic peoples in India. I know that this is a new thing but one needs to get used to it.

Personally, I believe that the Scyths may have spoken the language analogous to their northern neighbours who they were genetically similar to, not only Y-STR, but also in autosomal terms and who they shared customs and religion with. Everything signifies that such religion may have existed as early as in the times of the Corded Ware culture peoples and united those tribes in terms of the language. In my view, a common religion does not let languages which are related to it change quickly.

If the Slavic linguistic influences in denomination referring to, for example, religion are seen in Greece and in India and they come from at least 2000 BC, I do not see any other posibility than the one that the people of the CordedWare culture  had already had their religion and language developed. I would call this  language Pre-Slavic as other Slavic languages arose from it without help of any other tribes and languages. 

If nowadays Slavic languages differ in 30% and the peoples of the Corded Ware culture spoke one language 4000 years ago, it is easy to  estimate  that the pace of the language change would be 7,5% for one thousand years.  It is real because in genetically homogeneous  societies that are related to each other by a common culture and religion and that do not mingle with foreign people, the language changes at the rate of 3% for one thousand years… .”

Wawel Castle – A Holy Mountain of Slavs – chakra and pictogram


© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

Sometimes a pictogram or a mystery – so called rebus, or a typically typographic structure meets all the required demands to make a code message. Here is the message  Wawel – published on the author’s http://budysie.republika.pl . The author of the message – Szymon – is a computer expert by profession and the following message is simultaneously a perfect code message and pictogram.  At the same time, it is an inspired religious, holy – even prophetic – information of exceptional depth. Here it is:

Wawel piktogram1

It is just like that in this case, though we could suggest letter W more to give the  A sign a shape of a written capital letter, i.e creating letters in the beginning and in the end at the top of the exit base. It would complement this message in a clear-cut way directing the thought towards knowlegde coming from historic context of the ”w” sign.

The historic context and background which mean inveteracy of the ”w” sign because this sign is an exclusively Slavic letter which came to alphabets of other languages. Its origin lies in the meanings like Wela – the Land of Gods and the Dead, the Afterlife and Wąwel – denoting entering Wela (w = in – w-Wel, W – owąż – Wel wejście <wejście = entrance>) which means Entering the Afterlife from the Mountain top, and also a way to the Afterlife to Mount Wąwel through Wąwóz (WW) <wąwóz = ravine> – curving corridor leading to Mount Wąwel – reaching Wela at whose foot lives  dragon Wizunas guarding Wierzeje <wierzeje = gates>. There are many W letters here, aren’t there? Moreover, they are in duplication – double W (WąWel, WąWóz – the duplication always emphasises  holiness – VV makes letter W which means holy V, bigger V).

wawel_2Wawelska mount emerges from the waters of the Vistula River and the bottom of the plateau-valley – like a white point of the Earth

Wela – means both: wiele (wiele = many, a lot of, lots of, plenty of) and wielki (wielki = great, huge), remember that wielki = biały (biały = white) – because Slavs’ Gods inhabiting Niwy Weli are Welowie, Welanie – Wielcy (wielcy = great), and also others living in Nawia Wela – in the Afterlife World – are our Great Ancestors.

wawel-krakTop view – the river flowed past the hill before – flowed down the street on the right, then across Dietl Stradom streets and Starowiślna (hence the name of the latter street) – was part of the current riverbed beyond Kazimierz district on the border of Podgórze (i.e. Krakotyn – the headquarters of the White Raven Lasota and Czarodana) where today there are III Bridge and Kazimierz Gallery nowadays.

The meaning of this sign is super serious for Faith of Nature and it has lots of cultural dimentions of deep prehistory of Slavic Culture and the deepest layers of the national subconscious self of all the nations deriving from the Slavic-Scoloti stem.

wawelWithin the walls white stone was used. This stone imitates the stone of the rock on which the castle   stands

But even without such special shaping of letter A so that it suggest W more strongly as a written form ”pis” (like on like Easter eggs) the message is perfect because, here, we have suggestion of letter W achieved  through placing the lettering wel inside A, i.e. in A.  Moreover, the wel element put in the middle gives a full meaning of the mythical entrance through Wierzeje (Gates) to  the afterlife world as it is known that from the top of Szklana Góra led the underground entrance to the cave. To help the dead could easily come into the Afterlife (go all the way up and down) –  Slavs provided them with ritual baked goods placed in the tombs of the ritual – bridges, ladders, etc.

Wawel obraz staryWawelska Mount in the picture from the beginning of the 19 th century (Jan Nepomucen Głowacki 1802-1847)

 

Widok_na_Wisle Kopiec w Lesie welskim

The same painter – a view on the Vistula River from the side of Wawel Bronisława’s Hill (Bronisława – Broni Słowian = Defends / Protects Slavs) and Welski Mound in the Welski Forest

People who do not know Faith of Nature will not understand the full meaning of Mount Wawel, will not comprehend why it is so significant and really holy, and that it is the Holy Mountain of Slavic People,  and why – for 100%, or even with more certainty – it is a Chakra of Earth.

Why?

wawel nad wisłą clip_image002From  the green plane, from the bottom of the vast valley that has many square kilometers, from  meadows and wetlands, and marshes of the Vistula River in the bend –  here there is also the tributary of the Vistula – Wilga (the name of this river is not coincidental) – rises a  white limestone rock with a gate to which the entrance is on the top of the mountain and the exit at its base – here you can see a white brick promontory.

Wawel Castle in Kraków is the earthly embodiment of the Holy Mountain of Slavic people –  because it is the mountain growing out of Earth and Water at the same time, because the white rock bursts in the sky in the middle of an oval basin (where  today lies all the great city stretched evenly around the Castle), because  it is a huge – wela (wela = wielka = huge, and white) – mountain and rock on the plateau. The mountain and rock stick out of the plane like a Navel of Earth from its  Belly (Skoł-Sim growing out of  the black marsh and greenery of  the meadows) – today you can not see it as well as before because the mountain is built up and walled with the castle (zamek – zamyk; zamek = castle) – only where the Dragon’s Den is placed can one see  the white rock verging straight on the water of the Vistula River (Wisła = Vistula) – the river which has W in its name.

At its top, the mountain has the entrance to the cave leading with sloping corridors (before it was possible to reach the corridors from the top using only ropes, ladders and bridges) to the foot of the mountain, on the very water or straight to the water (if its level is higher like in spring).

That is why the mountain is abode of the mythical Drak – Krak – Dragon – kagan – priest, king and saint – Governor of the Gods on Earth, i.e. the king. It had already been the home of kings-kagans in the distant, very distant past, not so much of  Polish kings, but the kagan of the whole SIS Kingdom – Wharat (Bharat, Haria or Harpątia known today as Karpatia, Welej Haria or White-Horia, Białochorwacja (Białohorpątia) because pąć, pont  means  a lane, a path – the word pątnik (pilgrim) comes from that. It is the same as wać, wąć,wić (twist, weave) – nić (thread), path, lane, but also wać – the holy thread of life from which life is twisted / woven, i.e. life is born. First it was Wela Haria (hara-gora – góra (mountain), but also hara – żar-ogień (heat-fire) – hence God’s name Hors-Chors – Brightening on the Night Sky) making up the central part of the enormous emipre of Great Scolotia-Scythia, and later Great Serbomasia-Sarmathia, and earlier Wenedawa, and then – much later – Lęgia-Lugia  from which rose Ślęgia and Polęgia, i.e. Śląsk (Silesia) and Polęchia-Lechia (the historical name of Poland) as well as Ługja-Łużja-Łużyce (Lusatia).

This mountain is a sacred place of Faith of Nature  not only for Slavs but also for people related to them – Ists, Scoloti and Serbomazowie as well as Dawanowie-Dagowie-Dachowie (Dakhowie-Dakowie <Dacians>, Drakowie-Trakowie <Thracians>, Gątowie-Getowie-Gotowie) and for Romaiōi (Greeks) and also for Kiełtowie and others, perhaps for all Aryans. We know that Hindus have been coming to the Wawel chakra for a long time because such knowledge is recorded in the oldest information about their faith –  in Vedas – that the chakra is here.

But we also know about priestly practice of  natural religion which meant descending from the top of the sacred mountain to the cave and staying in the Underworld in order to be  reborn and regain holiness or sanctification recovered  by the personal act – acquisition of divine qualities.

The holy re-birth and reaching out for sanctity through the act of entering the cave (Earth’ Belly) from the top of the Mountain submerged (or growing out) in the „W” odes took place on such mountains, and it is described by ancient Greeks who gave testimony in their chronicles of  ablution practices of priests.

Among them, they describe the case of a known Dacian priest – (Dracki, Odracki, Dagski?) Zalmoksis (we call him Żalmokszysz or Żarmokszysz) who came into the cave from the top of Kogajon Mountain (we call it Kagan-JAT), and spent several years in the afterlife, and then emerged as a holy man and a king-kagan, and ruled the tribe giving them the principles of faith and legislation.

The same theme is repeated in descriptions of the lives of a number of Greek priests, some of them recognised as gods. Note that the same natural, innate theme was taken over by Christianity in the same way by sending Moses to the top of the mountain and giving him the 10 commandments, i.e. the rules of faith and law – on the top of the Holy Mountain Abraham was told to sacrifice his first-born son whom God changes into the sacrifice of a lamb – an animal sacrifice – making the new sacrificial law.

The Bucegi Mountains (Bükk) are in Romania today, but once they were  in the  Polish Bukovina and Wallachia, where there is probably Mount Kogajon. I do not know whether there is a mountain like Wawel in the Bucegi at all which is of the same character as Mount Welska?

I know for sure that Wawel is the mountain where such a holy act could be made because it has all the attributes of a gate entry into the Afterlife World – in Wela.

bieszczady2003_bukoweberdo_rodzinaSzymon with his family – the Bieszczady Mountains, Bukowe Berdo (Kasia – wife and children: Maciek, Ania, Gabrysia)

Liczyrzepa – wywód kulturowo etymologiczny z blogu Najstarsze Drzewa

Posted in Mitologia Słowiańska, Polska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Kwiecień 2013

12_Duch_Gor_Karkonoszwww.bogowiepolscy.net

Na blogu Najstarszedrzewa.blogspot.com znajdujemy jak zwykle bardzo ciekawe zdjęcia oraz dokładny wywód kulturowy (w tym etymologię) postaci Liczyrzepy. Nie chcę tutaj rozwijać dodatkowych wątków, przyjdzie na to czas w Księdze Tanów i Tajach Lęgijskich, ale to będzie kiedyś, a tę etymologię warto poznać już dzisiaj. Dodam, że znajduje się ona na zaprzyjaźnionych z nami „Najstarszych Drzewach” już od jakiegoś czasu. Kto tam nie był nigdy zachęcam, zwłaszcza iż zbliżamy się do kolejnego

Święta Drzew i Święta Boru – 1,2 maja 2013:

nd tond logo 05_09_10 logo Pawlik 1

http://najstarszedrzewa.blogspot.com/2011/07/on-linguistic-origins-of-names-rubezahl.html

Tylko pod powyższym linkiem jest dostępna wersja w pełnej grafice – ze wszystkimi fotografiami, oryginalnymi dokumentami i rycinami

Between Isis & Osiris: A Few Notes on the Linguistic Origins of the Names Rübezahl and Karkonosze

The earliest known form of the name „Rübezahl” (Krkonoš, Karkonosz, Rzepiór, Duch Gór, „Liczyrzepa”) is my namesake Martin Helwig’s 1561 RübenƷal in his Landkarte Schlesiens, accompanied by the now-famous image reproduced below.

Subsequent versions include Rübezal, Rübemzal, Ribezal, Riebenzahl etc.

Today the most widespread spelling is Rübezahl.07_29_11 Ruebezahl 1561Martin Helwig Landkarte Schlesien Oldest Trees Najstarsze Drzewa Rubenczal Karkonosz Krkonos 1

Najwcześniejsza znana forma imienia „Rübezahl” (Krkonoš, Karkonosz, Rzepiór, Duch Gór, „Liczyrzepa”) to RübenƷal na mapie Śląska autorstwa Marcina Helwiga z roku 1561, zawierającej słynny dzisiaj wizerunek.

Inne wersje pisowni to Rübezal, Rübemzal, Ribezal, Riebenzahl itd.

Dzisiaj powszechnie przyjęta pisownia to  Rübezahl.

The exact meaning of the name has long been a source of controversy, but in reality besides the obvious „He Who Counts Turnips” – which to me seems so foolish a name for a demon that I dismiss it right away – the other propositions are based on just two circumstances:

Znaczenie nazwy „Rübezahl” pozostaje niejasne, ale w w gruncie rzeczy poza oczywistym „Liczyrzepa” – które jest tak głupią nazwą dla demona, że od razu ją odrzucam – pozostałe propozycje oparte są na dwóch zasadniczo przesłankach:

1. that Rüben- is derived from Riephen as in Riphaei Montes (Riphean Mountains), a name used by Ptolemy and identified with the Karkonosze / Riesengebirge / Giant Mountains, also known as the AΣKIBOYPΓION OPOΣ (Askiburgion oros) (a nice presentation in Polish here); and that

2. -ʓal has to do with Zagel = tail, or Old German Zabel, implying „devil” or „demon”, as can be seen in the image above.

which suggests a Riphean Devil, or Ripheic Demon.
The explanation Rübe = Rabe (raven) seems too far-fetched.

The German wikipedia gives also:
Hriob Zagel – als aus dem Althochdeutschen und Tschechischen abgeleiteter Begriff für „Rauer Sturm“ [„fierce storm”]
but this also seems far-fetched and otherwise ungrounded.

Nie znalazłem dotąd innych przekonywających – a właściwie żadnych – innych teorii na ten temat. Można by wręcz powiedzieć, że panuje w tej kwestii posucha.

Poniżej zaprezentuję dwa alternatywne wyjaśnienia, jedno autorstwa słynnego pisarza, acz sam argument chyba zupełnie szerokiej publiczności nieznany, drugie mojej inwencji.

I would like now to present two other explanations, one by a famous author but (the proposition) seemingly unknown to the general public, the other by myself. On top of that, I will hint at a possible revolutionary – and interconnected with the previous one! – theory on the name Karkonosze – which may possibly reveal who Rübezahl really is.

07_31_11 Ruebezahl Golowin Magie verbotenen Marchen Rubenczal Karkonosz Krkonos 1.1„Pflanzen der Koenigin Isis”: Sergius Golowin and his theory on the name Rübezahl

[Pit Morell, w/in: S. Golowin, Magie…]

In his 1974 Die Magie der verbotenen Maerchen [Magic of the forbidden fairy tales, all quotes below from the 6. Auflage, Gifkendorf 1989] (thanks to Theater der Zerbrochenen Fenster’s Klaus Eichner in Bluecherstrasse, Sudstern, Kreuzberg, for that), the phenomenal and fundamental Sergius Golowin quotes from H. Zoernig’s Arzneidrogen, Leipzig 1909:

„Neben den Nachtschatten-Gewaechsen treffen wir als Bestandteil der geheimnisvollen Salben, die den Hexen angeblich ihre Seelenreisen in ihr Zauberreich ermoeglichten, vor allem auch den blauen Eisenhut”

[In addition to the nightshade plants, we encounter the mysterious ointments that supposedly allowed the witches to soul-travel around their magic kingdom, especially the blue monkshood (Aconitum)]

and explains:

„In seinem wissenschaftlichen Namen Aconitum nepellus stammt der erste Teil vom Griechischen Wort akone, Gebirge – vom zweiten vernehmen wir: «Napellus ist das Diminutiv von Napus, lateinisch Rübe, das heisst Wurzeln wie kleine Rüben»”.

Golowin łączy następnie „Eisen-” w Eisenhut (tojad) z „mądrą panią  «Eysen»”, skąd przechodzi do Isis (Izydy) – a to z kolei konweniuje interesująco z moimi własnymi przemyśleniami na temat nazwy Izera (gdy słyszę celtyckie isiras, od razu kojarzy mi się zarówno Isis, jak i Oziris – a wierzę w wędrówkę archetypów, zaś hydronimy to, jak wiadomo, jedne z najstarszych słów, jakie przetrwały)…

Then he attributes the Eisen- in Eisenhut to „die weise Frau «Eysen»”, from where he proceeds to Isis – which coincides nicely with my own theories on the origin of the name Izera / Iser (when I hear the name Izera / Jizera / Iser etc. = from Celtic isiras = zacken = jagged, or fast, rushing, I immediately am reminded of both Isis [σιδος] and Osiris [Osiris, /ɔʊˈsaɪrɪs, Isir, Iszir etc.] – and I do believe in the transmigration of archetypes, plus the fact that hydronyms are some of the oldest words that have survived) – to say:

„In den alten Mittelmeerkulturen behauptete man, die Hekate, die grosse Meisterin aller Hexen, habe den gebrauch des Eisenhutes eingefuehrt, und die Zauberin Medea soll ihn im Skythenlande, also bei jenen Voelkern, die nun einmal fuer die Griechen Meister der Drogenkuenste waren, gepflueckt haben” (p. 37).

W kontekście Izery / Isary polecam mało znaną stronę wikipedii: Old European hydronymy (Hydronimia staroeuropejska), która prezentuje opracowaną przez Hansa Krahe w 1964 r. rekonstrukcję najstarszej warstwy hydronimów Europy Zachodniej i Środkowej, pre-germańskiej i pre-celtyckiej, datowanej przez autora na drugie tysiąclecie przed naszą erą:

Izara
(Iz, a ligurian or preceltic root (like Venetic) meaning ‚hollow valley’ and -ara meaning ‚water’):
the Isar (Munich, Germany)
the Ibar (Montenegro and Serbia)
the Ister (modern name Danube)
the Yser (Franco-Belgian river)
the Oise (Roman name Isara)
the Ouse (United Kingdom)
the Isère (France)
the IJssel (Netherlands)
the Vézère (France)
the Zêzere (Portugal)
the Weser (Germany)
the Vesdre (Belgium)
the Werra (Germany)
the Wear (United Kingdom)
the Vis (France)
the Vistula (Poland)


(http://en.wikipedia.org/wiki/Old_European_hydronymyhttp://pl.wikipedia.org/wiki/Hydronimy_staroeuropejskie)

Perhaps it is time to introduce the mighty Aconitum:

07_30_11 bilder atlas der sommer und herbstblumen aconitum 1.1

[Mała Kamienica]

Polska wikipedia podaje:

„W starożytności [tojad] wykorzystywany był jako zabójcza trucizna, w Europie w okresie renesansu był najczęściej stosowaną trucizną.
W średniowieczu używano go do zatruwania strzał i mieczy.
Ludowa nazwa tojadu nawiązująca do jego trujących właściwości to „mordownik”, zaś Pliniusz Starszy, również nawiązując do jego trujących własności nazywa go „arszenikiem roślinnym”.
(…)
Tojadem otruto podobno Arystotelesa, zaś według Dioskurydesa jad tojadu jest tak silny, że zabija skorpiony.
Według mitologii greckiej tojad powstał ze śliny strażnika Hadesu – psa Cerbera o trzech głowach.”

W tym momencie nie mogę sobie odmówić zreprodukowania jednego ze wspaniałych suchorytów Pita Morella ilustrujących tom Golowina:

[Pit Morell, Das Echo, Oeuvre-Verz. 599, in: S. Golowin, Die Magie, op. cit., p. 40]

Continues Golowin:

Rübe ist aber nun einmal fuer die Sprache «die allgemeine Bezeichnung fuer die bekannten Kulturpflanzen mit fleischiger, spitzzulaufender Wurzel, besonders fuer die Wurzel selbst»” (p. 88).

And then, crucially:

„Als «Rübe» verstand man, wie wir schon sehen konnten, sogar den Eisenhut, die magische «Blaue Blume». Ein litauischer Name des Bilsenkrautes lautet pometropes, wobei dieses Wort aus pometis = epileptischer Anfall (also aus einer Anspielung auf die Wirkung dieser Hexendroge) und rope = wiederum Rübe, zusammengesetzt ist [footnoted to M, 2, 928 = H. Marzell, Woerterbuch d. deutschen Pflanzennamen, Leipzig 1943].”

[W prawym dolnym rogu lulek czarny / Hyoscamus niger / Schwarzes Bilsenkraut]

„Die ebenfalls giftige Zaun-Rübe erscheint gar in vielen Mundarten fast wie die Rübe an sich. Wir finden etwa Ausdruecke wie Wilde Rübe, Roemische Rübe, Faule Rübe, Hexenrübe,  in der Schweiz Hag-Rüebli: An Zustaende, hervogerufen durch ihre  Wurzelgraebern und Hexen bekannten, mit denen der Alraune verglichen sehr giftigen Wirkstoffe (also an Tollheit und naerrisches «Rasen»), erinnern Ausdruecke wie Toll-Rübe, Ras-Rübe oder polnisch durna rzepa = Narren-Rübe” [footnoted to M, 1, 684, op. cit.] (Golowin, p. 88).

And indeed, as the Polish wikipedia page on the Datura stramonium states:

„Bieluń dziędzierzawa ma bardzo wiele nazw potocznych i ludowych: pinderynda (kieleckie), dędera (wielkopolska), denderewa (Mazowsze), ogórczak (środkowe Mazowsze), tondera, pindyrynda (Śląsk), cygańskie ziele (białostockie), świńska wesz (sandomierskie), bieluń podwórzowa, dendera, dendrak, durna rzepa. Ze względu na jego narkotyczne i trujące własności dawniej nazywano go także czarcim zielem, diabelskim zielem, trąbą anioła”…

[Datura w prawym dolnym rogu, H. Schumacher, Bilder-Atlas der Sommer- & Herbstblumen, Verlag von Otto Maier, Ravensburg]

Golowin nochmal:

„«Tolle Rübe» (durna ropa) [sic! – a slip? shouldn’t it read durna rzepa? – ed.], «Böse Rübe» (pikt-rope) ist bei den Litauern das «Krainer Tollkraut», das Nachtschatten-gewaechs Scopolia carniolica – das von ihnen ebenfalls zu allerlei «Belustigungen» und fuer «rauschartige Zustaende» verwendet wurde” [G. Hegi, Illustrierte Flora v. Mitteleuropa]. Auch die Tollkirsche heisst im Mecklenburgischen Roewerint = ebenfalls in Anlehnung an Röwe, Rübe, und zwar «wegen des dicken walzenfoermigen Wurzelstockes».

Sogar der Märchenname Rapunzel scheint zum lateinischen Wort rapum, Rübe zu gehoren!” – !

As for the Scopolia, we read, true to life, in the English wikipedia: ” It is poisonous as it contains abundant quantities of tropane alkaloids, particularly atropine. The quantity of atropine is the highest in the root”…

Never one to spoil fun, I leave you to locate your own copy of Sergius Golowin’s Magic of the Forbidden Fairy Tales and do your own translations, the conclusions of which may differ from those I imply.

Nonetheless, Golowin seems to suggest that the crucial Rübe refers to medicinal/witch/magic/psychoactive/religious plants which are a lost link in the history of the European civilisation, and that Rübezahl has to do not with turnips but with ancient mind-altering rituals.

Of course, placing this „Master of (Ritual) Plants”, or – perhaps – „Speaker of (Ritual) Plants – because it is not -zal or -zahl but Erzähler! – up in the mountains can only mean one thing: that the mountains are the place where the rituals are held, not where the plants are collected! Who has ever gone up in the high and stern Riesengebirge to collect plants?! Everyone knows that nothing grows there, except mountain pine and stones…

To recapitulate: the root –Rübe- refers to the ritual/magic/psychoactive/mind-altering/witchcraft/medicine plants and Rübezahl is „der beruehmte Kobold, Berggeist, Hexenmeister, Gnomen-Herrscher im Riesengebirge” – the master of the ceremonies, to put it simple.

07_29_11 pit morell ouevre-verz. 599 golowin magie maerchen aconitum nepellus echter eisenhut tojad mocny oldest trees ruebezahl sergius golowin rubezahl verbotenen maerchen 1.1

My theory / Argument mineralogiczny

While I find Golowin’s argument plausible and appealing, I still cannot find in it a CONCLUSIVE  link between the word Rübe and the medicinal plants.

My alternative theory is so simple I’m surprised no one has thought of it yet:
(It’s occurred to me through this site).

The outstanding Polish geologist Michał Sachanbiński writes very clearly in his 1979 Kamienie szlachetne i ozdobne Śląska [The precious and decorative stones of Silesia] (Chapter 4. Śląskie kamienie szlachetne (jubilerskie): 4.1. Korund i jego barwne odmiany (rubin i szafir): 4.1.1. Korundy w złożach pierwotnych):

„Największe pierwotne wystąpienie korundu w Polsce znajduje się w Karkonoszach, gdzie w pegmatytach z okolicy Wilczej Poręby od dawna notowano pojawienie się kilku[-]centymetrowych kryształów korundu. Szczególnie znanym punktem, gdzie w paragenezie z minerałem dumortierytem występowały białe lub bladoniebieskie korundy (szafiry) do 5 cm, są Krucze Skały w Wilczej Porębie”…

(4.1.2. Korundy w złożach okruchowych):

„Szczególnie duże koncentracje minerałów ciężkich notuje się w żwirach doliny Izerki i na Hali Izerskiej, a także w bocznym dopływie Izery – Jagnięcym Potoku. Oprócz izerynów, czerwonych i czarnych spineli, cyrkonów, hiacyntów i in. znajdują się tam również korundy czasem z widocznym zjawiskiem asteryzmu”… (s. 60)

Does it really stretch the imagination to see Rubin – Zahl or, for that matter,
Rubin-Erzähler? Weren’t die Walen / Edelsteinsucher / Venetianer/ Walonowie / Walończycy involved precisely in that – counting precious stones? Just as Hermes / Mercury guarded over Greek merchants and tradesmen in the Aegean, so the Rubin Counter made sure the Askiburgic prospectors like (another namesake of mine)  Laurentius Angelus or their early researchers like Johannes Prätorius were safe and well…

Final and fundamental proposition: onomastic

But this was nothing compared to what I am going to say now.

The starting equation is simple – shattering – revelational – explosive – revolutionary – and so convincing I must say it again: why has no one noticed this yet?!

Here it goes:

Karkonosze / Krkonoše = Cerconossios = Cernunnos!!!

Unconvinced? Look at this:

And check this (the English wikipedia on Cernunnos):

The Proto-Celtic form of the theonym is reconstructed as either Cerno-on-os or Carno-on-os.

Do I hear you saying Krakonoš/ Krkonoš?

[Jerzy Gąssowski, Mitologia Celtów, wydawnictwa artystyczne i filmowe, Warszawa 1979 & 1987]

As we know, Celtic presence is confirmed in the Sudetes as early as in the 4th century BC, and Mount Ślęża is widely believed to have been a major cult centre in the region. Why should we doubt that the Karkonosze played a role in their religious rituals as well? Cernunnos’s Mountains?

This would suggest that Krkonoš is an earlier form than Rübezahl, and that is a proposition I have no problem with: there was certainly greater cultural continuity on the south side of the Sudetes than on the nortth one, which for centuries in the early middle ages remained uninhabited.

So the Czechs got their Krkonoš from their Celtic predecessors’ Cernunnos, while Rübezahl, whole echoing the Celtic god visually, is a later invention, originating either with the Edelsteinsucher / Venetianer / Walen / Walonowie, and derived from „Rubin„, the precious stone, or with the magicians, witches, medicine people, the „Chimici”, and derived from „Rübe„, that is, the poisonous plants used for magic rituals.   

Cernunnos being a „horned god” („Cernunnos der Hirschgott„, bóg-jeleń), the theory – suprise, suprise! – connects just nicely with the name Jelenia Góra / Hirschberg, doesn’t it? Cf. here for example: http://www.eichfelder.de/nibelung/parallel/mythen/cernunno.html

Another trope are the Jelenie Skały / Hirschsteine on the north-western slope of the Tłoczyna (Scheibenberg) in the Grzebiet Kamienicki (Kamienica Ridge). Where, of course, the famous and mythical Pagan Chapel (Pogańska Kaplica, Heidnische Kapelle) reportedly used to stand… But this is a subject for a separate study.

Intuicje na temat związku Cernunnosa z Krkonosem / Rübezahlem / Duchem Gór były wyrażane przez różnych autorów, ale w sposób zasadniczo jednak dość luźny i w oparciu wyłącznie o ikonografię (W ogóle wydaje mi się, że lingwistyka jest nieco w odwrocie – poza paroma wyjątkami w rodzaju nieocenionego Moczulskiego („Narodziny Międzymorza”) mało kto robi dzisiaj w słowiectwie / słowiaństwie / słowstwie…):

„Być może bóg Cernunnos pozostaje w jakimś odległym związku z najstarszym wyobrażeniem karkonoskiego Ducha Gór, który dzierży wszak majestatyczny kostur i również nosi nas głowie jelenie rogi”” – pisze Przemysław Wiater w pracy Walonowie u Ducha Gór – zamieszczając dokładnie ten sam wizerunek Cernunnosa, który przecież znam od dawna…

„Pewnych odległych związków z celtyckim czy też późniejszym starogermańskim totemizmem doszukiwać się można w najstarszym przedstawieniu karkonoskiego Ducha Gór z 1561 r., który ukazuje go jako demona składającego się z połączenia elementów zoomorficznych (łeb gryfa z parą jelenich rogów, tylne odnóża kozła”…

[P. Wiater, Walonowie u Ducha Gór, Jelenia Góra 2010, p. 18]

„Bardzo interesująca wydaje się być podróż do Indii. W głównym ośrodku starożytnej cywilizacji Mohendżo Daro odnaleziono pieczęć z 2000 roku p.n.e. ukazującą boga z rogami siedzącego na tronie ze skrzyżowanymi nogami. Pasjonująca jest relacja łącząca tę pieczęć z wyobrażeniem celtyckiego boga lasów i zwierząt, Cernunnosa, przedstawionym na kotle z Gundestrup powstałym na terenie dzisiejszej Danii ok. II wieku p.n.e. On również ma na głowie rogi ( choć inne – jelenie), a nogi skrzyżowane ma w bardzo podobnej pozycji. Jego cechy możemy porównać z właściwościami Ducha Gór. Być może w drodze kontaktów ze Wschodem przedstawienie celtyckie mogło być inspirowane indyjskim, bowiem podobieństwo między nimi wygląda na nieprzypadkowe. Stąd płynie dość fantastyczny wniosek, że na wygląd XVI wiecznego rysunku śląskiego wpłynąć mogły o trzy i pół tysiąca lat starsze wizerunki bogów indyjskich” – pisze Berenika Różańska w pracy „Wizerunek Rzepióra i jego związki z innymi przedstawieniami postaci mitologicznych lub legendarnych oraz jego przekształcenia na przestrzeni wieków” (Jelenia Góra, 2006)
Intuicje słuszne, ale brakuje rozstrzygającego argumentu etymologicznego:


Cer – nun – nos = [linguistic transition] Kr – k – noš = [visual transition]
RübenƷal

Tym bardziej, że nazwa Krkonoš występuje już w roku 1492 (division of the Manor of  Štěpanice) – spory kawał czasu wcześniej niż Rübezahl u Helwiga. To znaczy, że – z punktu widzenia faktografii – wszelki wywód powinien się zaczynać od Krkonoša, nie od Rübezahla!

Mamy więc kolejno: kult celtyckiego „boga jelenia” zwanego Cernunnos – nazwę Krkonoš – góry Karkonosze – i leżące u ich stóp miasto Jelenia Góra (‚Deer Mountain’, Hirschberg). Czy naprawdę nie jest tu coś na rzeczy?

In other words: Krkonoš is a linguistic derivative of Cernunnos, while Rübezahl is a visual one. 


Jeszcze innymi słowy, Słowianie przechowali w pamięci zbiorowej imię „boga-jelenia”, podczas gdy Germanie zapamiętali jego wizerunek.

I jeszcze piękny fragment z „Mitologii Celtów”:

Gąssowski:

„Tak więc ogier lub klacz, niedźwiedź, dzik i jeleń były totemami u Celtów jeszcze przed wykształceniem się wyżej zorganizowanej religii i pozostały w niej nadal bądź kojarząc się z bóstwami antropomorficznymi [ludziopodobnymi], bądź też schodząc do roli ich atrybutów. Nie tylko jednak zwierzęta pełniły rolę totemów w najdawniejszych wierzeniach celtyckich. Można sądzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż totemami były niektóre rośliny, szczególnie zaś drzewa. Wiemy, że w praktykach liturgicznych druidów ważne miejsce zajmowały zwłaszcza dąb i cis. Wydaje się zresztą, że dąb należy do tych drzew, które czciły wszystkie ludy indoeuropejskie; święte dęby i dąbrowy przetrwały długo także w obrzędowości ludowej Słowian”… (s. 67)
Well, I’ll leave it at that for today. Have fun thinking this over!

[Written to the sound of Wiseman by Desmond Dekker, 1967: „A wise man keepeth his life And the life of his wives and kin A wise man keepeth his life And the life of his wives and kin”…]

And hey, don’t Isis, Osiris and Horus have something to do with horns/antlers?

[Louvre, 850 BCE / pne]

Dzięki uprzejmości Leszka Różańskiego prezentuję poniższą wspaniałą robotę: tablicę Bogowie, stwory mityczne, demony i diabły: protoplaści wizerunku Ducha Gór  (dodatek autorstwa Stanisława Firszta do jego własnego artykuł pt. Kim jest Duch Gór?, „Skarbiec Ducha Gór”, nr 4 (24). 2002):

A oto sam artykuł, w którym na końcu objaśnienia do tablicy:

Jednak tak jak i inni, choć Firszt dopuszcza jako jeden z wielu możliwych związek Ducha Gór / Rübezahla z Cernunnosem, to nie zauważa uderzającego podobieństwa  Krkonoš  = Cernunnos.

[Askiburgion, Berenika Różańska, Duch gór, Eisenhut, Hexen, Karkonosz, korund. Rubinzahl, Krakonoš, Krkonoš, Liczyrzepa, Riefenzabel, Riphaei Montes, rubin, Rübezahl, Sergius Golowin, Stanisław Firszt, Skarbiec Ducha Gór]

Autor: San Martin Txiki o 7/29/2011 07:07:00 PM

Ruebezahl

Mystery 20; Annotation 45 – ”Why are Scolotians (Scyths), Slavs and Veneti the same peoples? – etymological and mythological evidence”


zmij -znuj tajepierwsze wersja 2

The 45th Skołotia – denotes – entirely Z Kołaka, which means coming from the blood and taken from the power of king (king = król)-kagan-tyrs-tzar (czar). It indicates coming from the law of  Kołak  as the first king of New Koliba.

Skołotia – also means – taking its rights, knowledge, rituals, faith and custom as well as  recognising the true ruler, the deputy,  incarnation of god on Earth – all that derives from the roots of Old Koliba. In other words, it means the land taking and  measuring the continuum of faith and law from the old Kołb and Kołbiel-Bauba – first earthy rulers-priests of Zerywani tribe in the Old Koliba.

Skołotia – means from Kołak and Kołb anointed by gods, solely from the gods whom Skołotia can worship and to whom it can give a part – i.e. a share and contributions.  The Part called the share (dział) is the sacrifice for gods in the form of kładziwo (the sacrifice of koło-dział <circle-share>, part and adoration for Koło Dziewsowy and originating from Koło Diewsowy, which means coming from Gods). The part called contribution  denotes  the sacrifice of the part of the share for the ruler. These Gods being in the divine Koło (divine Circle) at Wela are worshipped not only with a gift but  also with a circular dance, i.e. with the Koło (Circle) and they are crowned with koła (circles) made of flowers and herbs – wreaths (wreaths – wienie – wieńce).

Skołotia – implies the land of Native Faith, the land which belongs only to the gods that came from Kołodź, i.e. Kłó Welańska which means Twer Swąt, the House of God of Gods,  Father of Fathers – the Only Creator of the Whole World.

Skołotia is nothing but the later Skołowinia-Skołwinia, which means Skołowenedia (Skołwene) Sołodwia, Soudawia, Sołdowia, Sołowja. Skołoci (Scolotians), pronounced Skouoci and Suouoci (Słowocy – people using the word  <word = słowo>, i.e. people speaking their language which is understandable. These people are known to chronicles of Romaiōi as Scyths / Scythians).

Skolotians, Veneti and Slavs are one and the same – not only in terms of the same people, but also as the same name, denomination. All the names originate from the same Holy Giver of the Laws of  the World, from Kłó, but  they are the names emphasising three slightly dissimilar aspects of the same, and also three different historic events.

The first name, probably the oldest (but not necessarily) yet for sure  recorded earliest of all the three  accentuates  Kłódź as a link and bond derived from here, as well as adoration (faith) and the law educed in this way. The name is Skołoci (Scolotians). It was used in chronicles with respect to  the defined tribe, as the denomination of the community living in south-east and east areas of ancient Europe and the same  south-east lands of the Sis Kingdom (otherwise known as Wielka   Skołotia <Great Skołotia> and later on Wielka Sarmacja <Great Sarmatia> ).

The second name emphasises the roots of faith and the Tree of Trees (Drzewo Drzew – from which comes the meaning of ancient <prastary> – drewy, drzewy and tribal denominations Drzewianie or Derewlanie). The Tree of Trees – Drzewo Drzew – is also the Tree of Gods (Drewo Dewów). This name signifies the Gift of Gods  (Wiano Dewów) and additionally that these people come from, and comply with the laws given to them by givers of wena (dawcy weny)Weny Dawcy, Weni Dawców – givers of air and givers of life (uwene, owini, uwicie – vitalisation, creation) – Uwene Dawów, which again means children of gods (dew-twa {dzia-twa = children}, dew-ło {dzie-ło = creation}, dew-skie {dziew-skie = of God, divine), children of Gods of Kłódź.  Yet, the stress is here more on gods-dewowie and the Tree of Trees (Drzewo Drzew) and Drzewo Drzew ową Wierżbę-Weń (wierżba – willow) from which these people were picked (picked – zerwani), i.e. from which  Zery-wani were born. Zery-wani indicates not only that they were zerwani (picked), but it also  implies that  they arose from  a fiery tree- zeri (s-ger, s-gor, s-har, s-żar) wane and that they came into being from  Wiecha-Wenika, from Swąt’s Branch. Wiano – wene signifies Wenedowiea  (Veneti), but also secondarily, as usual, when holy meanings double, triple or quadruple, from water (od wody) – Wądowie and wiedy (wieda – knowledge, initiation) – Weda the holy Book and  wen – gods’ gift in the form of  volatile thought, and wenia – air, smell of  incense, wen – (włękit) <włękit – błękit – sky-blue colour> of divine blood, noble men’s  and warriors’ blood – ichor. The name Wenedowie (Veneti)  – in relation to specified people was used for ethnic community living  in the areas  mostly situated in the west and north of Slavic-Ist (Ist – Being) Europe.

The third name and, at the same time, the most contemporary one used in records from the Vth century AD and known till present is Słowianie, recorded by Romaiōi as Sklavene (Skłowene). This name combines two previous names into one Skoło-Wene which denotes Skołoto-Wenedowie (Scolotian-Veneti), Słowianie (Slavs), Suo-wene, i.e. Suorożiczi Wene, according to legends – Słońca Wiano (the Sun’s Gift) which means Children of the Sun Swarożyca Wiano (Swarożyc’s <Svarozic’s> Gift). Swoi, Słowi – those who speak, whom people can understand, in other words Sołwianie. The same, Wiano Swąta-Suąta (Suont Wiano) <wiano – gift; the gift of Swąt-Suąt>. The name Słowianie  (Slavs)  is obvious and dervided from the Slavs themselves  and their Native Faith from the oldest stories of the Tale,  beliefs about the Slavs’  own origin as well as about the origin of the world. Such dimensions and meanings of the Faith of Nature contain these words (apart from others which can be deduced from them), and they also express the symolic Slavic wieńce, zwieńczenia, wiechy (wreaths, panicles). This denomination emphasises the time in the history of Slavdom when it moved  its  central  hubs  from Stara Koliba (Old Koliba) to Nowa Koliba (New Koliba) – Lęgia – for the time of  War for the Mystery and after the defeat of Zerywani and  their  marvellous survival in the cave of Lęg by  Gods of Heaven (Sołowie)  and  Swarożyc (Svarozic) – where their name comes from – the Children of Swarożyc, Wiano Swarożyca   the Gift of Swarożyc) and Wiano Słońca (the Gift of the Sun) – Słowianie. The name was used  for  peoples  who were located in the middle,  between  east Scolotians and west  Veneti in the Sis Kingdom. Contemporarily this denomination relates to all the descendants of the Sis Kingdom and their lands.

This is where they originate from, who they were and where they were, and since when they have been and what they represent – today’s Slavs. Here they are – Skołoci (Scolotians), Skołowici, Skłowici, Skłoweni, primarily recorded in the chronicles of Romaiōi as Sclavini (Skławini), and then as Slovene (Słowene) and Venedawe (Venedae) Wenedawie, later Wędowie. The mythical, known to the Romaiōi first ruler of  Scolotians (Scyths / Scythians) – Kolaksais  means Kołak książe (Kołak duke) – Kołak-ksais (lkśniący, łyszczący, ©łyszczący blaskiem księżycowym, ślący promienie, – glistering, radiant, shining with moonlight, sending rays, ), Kołak-ksołs which denotes Syn Kłódzi (the Son of Kłódź), Syn Sołów (the Sun of Sołowie) – of the Gods of Heaven, Syn Sołu (the Son of Soł) – Słońca (of the Sun), Syn Swarożyca (Swarożyc’s Son) – the Sun Shield Bearer, in other words just  Kołak Król  (King), and also – swois – swój (our, their), using the word (word – słowo),  made of gods – of soł, of divine blood, the ruler of Swoiwene – (of Slavs – of Słowianie). Hence, till present there have been such words as soł-tys(soł-tyrs) – a district chief, sołectwo – a district area managed by the local chief.

znuj (GLOWA)

a Wenedowie (Veneti) and any information about Wenedonia, Winidonia, etymologies and lands taken refer to – SSS t. 6 page 369, 372 – 378.

b By careful analysis of  the names and chroniclers’ records,  denominations  in  north Asia  (Asia Minor)  and  the  whole  Europe  (Land)  you  can  study  the  history  of the  Slavs.  You can also make a different theory that the Holy Books of  the  Faith  of Nature give us. All in all, agreeing or disagreeing with the  books, the youngest name – if we accept the variety of the time when the mentioned names started to exist and when they were used – the designation of Słowianie means that they are the people who arose from the intermingling of Scolotians and Veneti, and then the element which was added to that was of Serbo-Mazowie, i.e. Sarmatian-Amazon. Not only is it  consistent  with the chronicles and archeological data, but it also agrees with linguistic facts, linguistics and the data resulting from genetic discoveries in recent years.

Księga Ruty w subskrypcji – wydanie: 13 maja 2013 – jeszcze tylko 10 dni zamawiania z imienną dedykacją. Publikujemy wstęp!


Copyright © by Czesław Białczyński, all right reserved ® by Jerzy Przybył

© ® by Slovianskie Slovo

aktualizacja 22 października 2013 – zobacz poniżej Wstęp do Księgi Ruty

Księga Ruty jest do nabycia w Slovianskim Sklepiku pod tym linkiem: http://sklep1327616.home.pl/pl/c/Slovianskie-Slovo/18

———————————————————— Archiwum poniżej:

Jeszcze tylko przez 10 dni, do 13 kwietnia 2013 można zamówić Księgę Ruty z imienną dedykacją!

Bardzo się cieszę, że mogę wam już dzisiaj zakomunikować termin wydania i zasady nabycia “Księgi Ruty”. Nikt pewnie nie czekał na nią tak niecierpliwie jak ja.

Dazbog1 kompr

To długo oczekiwane pierwsze wydanie “Księga Ruty” znajduje się w chwili obecnej już w drukarni.  Książka zawiera ponad 50 kolorowych reprodukcji obrazów Jerzego Przybyła oraz oprawę graficzną podobną do Księgi Tura. Posiada też identyczny format i układ. Okładka jest z zielonego płótna, ze złotymi tłoczeniami. “Księga Ruty” ma objętość o około 150 stron większą niż tom I. Zawiera też kolorową rozkładówkę Koligacji Bogów Słowian i barwne wyklejki na okładkach. Jest zaopatrzona podobnie jak “złoto-czerwone” wydanie Księgi Tura we wszystkie indeksy i bibliografię. Książkę można już od dzisiaj nabyć w subskrypcji. Ostateczny i nieprzekraczalny termin skierowania do sprzedaży publicznej to 13 maja 2013 roku. Subskrybenci, którzy zamówią i opłacą książkę do 13 kwietnia otrzymają ją zapewne wcześniej, w miarę jak egzemplarze będą schodzić z taśmy produkcyjnej. Otrzymają też indywidualne wpisy dedykowane imiennie, no i wysoki rabat. Po 13 kwietnia imienne dedykacje nie będą mogły być już skierowane do druku.

Zamówienia należy składać poprzez e-mail w Wydawnictwie Slovianskie Slovo. 

Polel sowi Pan ost drogi kompr

Oto link i informacja od Piotra Kudryckiego, ze strony Wydawnictwa Slovianskie Slovo:

Kończą się prace nad książką .
W sprzedaży będzie dostępna od 13 maja.Oprawa twarda w płótnie .  Koszt  w normalnej dystrybucji to 140 zł plus koszty wysyłki.
Przyjmuję przedpłaty na książkę na preferencyjnych warunkach;
Koszt 120 zł
Bezpłatna wysyłka

Konto wydawnictwa pełne dane:
Slovianskie Slowo
Piotr Kudrycki
Muchnice Nowe 15
99-307 Strzelce
Egzemplarze dedykowane dla osób które dokonają przedpłaty do 13 kwietnia
Wpłaty na konto nr 42234000097100240000000509 Polbank z podaniem Imienia i nazwiska oraz z zaznaczeniem przedpłata na Księgę Ruty
Proszę o wysłanie na adres E-mail sirrach@op.pl następujących danych:
Imię i Nazwisko(ew.nazwa firmy)
adres do wysyłki
Dla kogo dedykacja (bez zaznaczenia przyjmuję wpłacającego)
Po 13 kwietnia do 13 maja przyjmuję przedpłaty bez dedykacji ale na preferencyjnych warunkach.
Dziękuję.

Bardzo się cieszę ,że wszystko idzie jak należy.

Uściski dla wszystkich

Piotr

Dodałbym tu jeszcze byście wpisali liczbę zamawianych egzemplarzy

PS. Ponieważ padają liczne zapytania co to za dedykacja będzie w książce, wyjaśniam, że będzie to moja osobista dedykacja z podziękowaniem dla osoby, której imię i nazwisko zostanie wydrukowane na karcie przedtytułowej – dedykacja z odręcznym, datowanym podpisem

CB

Lada kompr

Wstęp do Księgi Ruty

„Taja” – dla przeciętnego współczesnego „łykacza” obrazków telewizyjnych to słowo nieznane, niezrozumiałe, zagadkowe, wręcz obce. Prędzej skojarzy się mu ono z Tai-chi – chińską gimnastyką, niż z dobrze znanym starodawnej słowiańszczyźnie i językowi polskiemu słowem „taja” – czyli tajemnica przez małe „t”, ale i Taja – przez duże „T” – wtajemniczenie. Taić, zataić, tajny, roztajać, tajch. Pod Żywcem jest bór Tajch, w Czechach płynie rzeka Taja nazywana też Dyją, cały olbrzymi, odwieczny bór na północy Rosji nazywa się Tajga – czy rozumiemy jeszcze te nazwy?

 99% Polaków musiałoby przyznać, że nie. Tajch – to nic innego jak tajemny, czyli święty las – Bór Bogów. Rosyjska, słynna w świecie Tajga to nic innego jak wielki tajch – Tajha. Taja zaś – to zapis tajemnicy, podanie bajne – to jest bajeczne. Ale bajeczne to nie znaczy wcale – jak dzisiaj używamy tego słowa – nieprawdziwe. Bają dawniej nazywano pewien rodzaj sutego materiału, bardzo drogiego, ciężkiego, grubego, wystawnego, o ciemnym głębokim kolorze – przeważnie złotym, czarnym, rubinowym lub szafirowym. Wykonywano z niego szlacheckie okrycia wierzchnie, ale nie dla szaraczków, to były płaszcze wielmożów, najzamożniejszych magnatów. Bo baja tkana na krosnach przez człowieka, była ludzkim odpowiednikiem boskiej Czarownej Baji – Materii Świata, sukna z którego Świat Cały był Utkany, a w którą wpisane-wplecione były śnitkami-bajorkami (skrzystymi, boskimi nićmi, splecionymi w warkocze) Dzieje Świata. Dzieje Świata, a z nimi też przeznaczenie ludów i plemion oraz losy wiosek, rodzin i indywidualnych osób, a nawet każde najmniejsze zdarzenie we wszym świecie (Wszech-Świecie). Tak więc Baje – to nie były bajki, bajdurki (durne baje), ani duby smalone, ani baśnie (baje przyśnione we śnie – nieprawdziwe), lecz podania zawierające prawdziwy przekaz wiedzy o świecie, zgromadzonej w skarbnicy zbiorowej pamięci pokoleń. Baja opowiadana była na różne sposoby: przy pomocy pieśni i wierszy, a także długich wielowątkowych opowieści o bohaterskich potyczkach ludzi z bogami i mocami magicznymi – eposu. Opowieści te traktowane były jak najprawdziwsza prawda, z powagą, bo to była prawdziwa wiedza tajemna zawarta w słowach poezji  i epickich legendach o przeszłości. Opowiadały je stare kobiety, nestorki wiosek czy plemion, wszystkowiedzące – wiedźmy, opowiadały młodym kobietom i dziatwie, dziewczętom które miały je przekazać kolejnym pokoleniom, opowiadały je podczas magicznych czynności obróbki lnu i konopi, podczas plecenia nici i zwijania w kłębki, a także podczas rycia tajemnymi znakami powierzchni świątecznych ozdobnych jaj, najważniejszego pokarmu Święta Wiosny i obrzędów grzebalnych, czy rocznicowych Dziadów. Zauważmy, że już w najdawniejszych czasach „edukacją” pokoleń zajmowały się w Słowiańszczyźnie kobiety. To one były owymi wiedźmami – wiedzącymi – kapłankami Wiedzy (Wiedy), którą przekazywały ustnymi opowieściami, rymowankami, pieśniami, przez pokolenia.

 Jednym z najpiękniejszych zabytków opowieści tego rodzaju są zbiory Ruskich Bylin, gdzie bohaterowie mierzą się z bogami i wadzą z całym światem, przechodząc kolejne stopnie wtajemniczenia i odtwarzając prawdziwe zjawiska przyrodnicze, roczny cykl słoneczny, czy prezentując w alegorycznej formie obrzędy agrarne i ryty dawnej wiary, tak mocno splecionej z rytmem Przyrody i cyklem Matki Ziemi. O tym – między innymi – można się dowiedzieć z Księgi Ruty.

Ale tylko między innymi, bo Księga Ruty – najkrócej mówiąc – jest epicką opowieścią mitologiczną o dziejach Słowian. Szczególne wątki i rozdziały poświęca ona przodkom plemion lechickich  i Polaków, ale opowiada dzieje także innych ziem, czasami bardzo odległych. Są to rzecz jasna dzieje mityczne, bajeczne, zanurzone w głębokiej starożytności. Wiele opowieści zawiera piękne opisy nieujarzmionej, dzikiej przyrody pradawnej ziemi, po której wędrowali, i w której się osiedlali, nasi praprzodkowie. To wielkie terytorium eksploracyjne obejmowało głównie dwa kontynenty – Azję i Europę i sięgało  od dalekiej Syberii po Łabę, i od Morza Aralskiego, przez Kaukaz, po Dunaj i Adriatyk.

 Opowieści Księgi Ruty sięgają najdawniejszej starożytności – to jest czasów, gdy bogowie i boginki oraz niebiańskie stworzenia poruszały się swobodnie po Ziemi, a Ludzie (Zerywanie – przodkowie Słowian-Wenetów, Scytów i Sarmatów) zamieszkujący bory i stepy, tajgę oraz wysokie góry, bagna i brzegi mórz, nierzadko spotykali boskich wysłanników – bogunów i boginki, a nawet samych bogów na trasach swoich morskich wypraw, w borach podczas łowów, na karczowiskach i polach podczas uprawy ziemi, w stepach gdzie wypasano bydło, czy podczas wieczornego czuwania u ogniska na handlowych szlakach wiodących po bursztyn, sól, żelazo lub miedź. Poprzez piękne opisy tejże przyrody i miejsc w Słowiańszczyźnie i dzięki przypisaniu do przyrody niejako boskiego waloru, pewnej świętości i nietykalności – książka ta staje się również ważnym narzędziem w kształtowaniu współczesnej proekologicznej postawy w młodym pokoleniu Polaków.

Księga Ruty nie jest pierwszą książką ze słowiańskiego cyklu autorstwa Czesława Białczyńskiego. Poprzedziły ją Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony oraz Księga Tura .

Wszystkie te książki łączy nie tylko magiczna i słowiańska tematyka, ale przede wszystkim głęboka potrzeba odtworzenia naszych słowiańskich korzeni, sięgnięcia do podstaw dawnych mitów i podań, które kształtowały naszą tożsamość rozwijając magiczny język wyobrażeń o świecie i wierzeń religijnych, a na ich bazie także potoczne słownictwo życia codziennego związane z tymże językiem, wypływające niejednokrotnie z wierzeniowego źródła. Wszystkie one są równocześnie próbą odtworzenia magicznej więzi między Człowiekiem współczesnym a Przyrodą, więzi zerwanej przez cywilizację techniczną, urbanizację i wszechpotężną technologię.

Są więc owe trzy tomy, trzy książki, zamkniętymi całościami, ale też stanowią swoisty tryptyk poświęcony ukochanej przez autora Słowiańszczyźnie. Wszystkie razem i każda z osobna stanowią  zamkniętą całość.

Poza tym, iż autor przedstawia  mityczne-bajeczne opowieści zebrane dosłownie z całego rozległego obszaru Słowiańszczyzny i obszarów granicznych, swoją pracą składa hołd naszym przodkom – wszystkim bez wyjątku – bo oni wszyscy dzięki inteligencji, sprytowi, siłom witalnym i odwadze przetrwali przez okresy trudne i niepomyślne, zwalczyli przeciwności przyrody i oparli się najazdom wrogów, doprowadzając słowiańskie kraje i narody do dzisiejszego rozkwitu. Jest ten tryptyk  hymnem pochwalnym piękna naszej ziemi i przyrody, a też wielkim ukłonem i hołdem złożonym językowi polskiemu, którego pełne bogactwo i pełne znaczenia, można poznać tylko, gdy się te wszystkie związki i źródła słów powiąże ze sobą i ukaże w konkretnym kontekście i w dziejowym rozwoju oraz w wielowiekowych przekształceniach.

Księga Ruty zaczyna się od Taji 18, ale niech to nie będzie mylące dla nikogo – ona zaczyna się od początku jak każda z poprzednich książek i kończy na końcu (Tają 24) – chociaż ostatnie strony już zapowiadają i dają przedsmak kolejnej księgi i kolejnej taji  – która powstanie kiedyś, w przyszłości.

Poprzednie książki autora ze słowiańskiego cyklu poświęcone były tematom bardziej ogólnym. Pierwsza,  Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony, zbierała w zwarty leksykon wiedzę na temat tytułowych boginek i demonów, ukształtowaną i przechowaną przez Słowian w tradycji ludowej, etnograficznych zapisach i w historycznych wzmiankach. Druga, Księga Tura, skupiała się na tematyce stworzenia świata, przedstawieniu słowiańskich bogów, ich sposobu działania, ich wpływu na świat, mówiła o wydarzeniach oraz wojnach między bogami na niwach Weli, w Niebie i na Ziemi, czyli na słowiańskim Olimpie – w Prawii, w Zaświatach – w Nawii, i w niezasiedlonym jeszcze ludźmi świecie widzialnym – Jawii , czyli na Ziemi. Dopiero w Tai 17 Księgi Tura poświęcono miejsce legendarnemu plemieniu Ojców Wszystkich Słowian – Zerywanów.

Trzecia, Księga Ruty, ma swoją cechę szczególną – mówi o bogach i ludziach, o Starej Kolibie Zerywanów (w Taji 18 i 19) ale przede wszystkim o Nowej Kolibie i dziejach Słowian po odrodzeniu się w niej życia, po Wielkiej Wojnie o Taje, stoczonej przez Ludzi z Bogami. Sercem tej Nowej Koliby są ziemie rozciągające się po obu brzegach – na wschód i zachód od dawnego Nura, czyli rzeki znanej dzisiaj jako Bug . Tak tę rzekę nazywano bowiem w starożytności, a jej dopływy do dzisiaj nazywają się Nurczyk i Nurzec. Tę ziemię –  Ziemię Nurską, Ziemię Nurów (u Herodota zapisanych jako Neurowie) nazywano Nurusją (Nur-Rusją), a potem Rusią albo Białą Harią, Hawarią, Białą Horią – Wielką Harią, Wharatem, Białą Horwacją, Har-Pątją (Kharpatią – gdzie har, hor – hora, góra, pąty, pącie – ścieżki górskie). Ziemia ta ciągnęła się między Caroduną-Karkoduną – Grodem Kruków i Kraków (króli – kaganów, kagantyrsów) a Grodem Kyjów – Kijowem (kujów – kowali, magów, kaganbogów). Później zamieniła się, zdobyta przez Bolesława Chrobrego (Chrobry, czyli zdobywca Chrobacji-Horwacji, Harwatii), w historyczną już piastowską, a potem jagiellońską prowincję znaną jako Małopolska, a na wschodzie jako Ruś Kijowska.

Jest więc Księga Ruty szczególnie poświęcona w swojej lwiej części bajecznym ( bajnym) dziejom Małopolski i jej stolicy – znanej z rzymskich zapisków Carodunie, Karodunonowi, Karkodunie – Grodowi Czarnej Królowej i odrodzonych władców scytyjsko-słowiańskich Kruków-Kraków.  Przekaz tych dziejów zachował się również w krakowskich legendach o Krukach, Lasocie i Czarnej Królowej – królowej co miała Tyn na Lasocie – opodal Kopca Kraka. Królową tą zwano też Babką Kraka, a jej kopiec stał jeszcze w XVIII wieku po sąsiedzku, obok znanego nam dzisiaj kopca, i jest naniesiony na mapach austriackich – kilkaset metrów w okolicy Parku bednaeskiego, Korony i dzisiejszego Fortu na Lasocie.

Księgę Ruty napisano na trzech poziomach:

 – pierwsza warstwa to czyste podanie, barwna historia z wątkami miłosnymi, bohaterskimi czynami, wojną i starosłowiańską obrzędowością, krwistymi postaciami bóstw i władców.

– druga warstwa to główne przypisy, które objaśniają korzenie słów, związki znaczeniowe, związki postaci, nazwy plemienne i geograficzne, pokazują też postacie w powiązaniu z zachowanymi źródłami. Ten poziom przeznaczony jest dla mocniej zainteresowanych historią i prehistorią, bardziej zaawansowanych w wiedzy mitologicznej.

– trzecia warstwa to odsyłacze do źródeł, dla znawców tematu, wskazanie miejsca skąd pochodzi informacja o postaci, obrzędzie, atrybucie, lub wskazanie źródła wyjściowego do takiej a nie innej interpretacji mitologicznej. Do tych źródeł czytelnik może sięgnąć i na konkretnych stronach sprawdzić stan wiedzy naukowej.

Książka na poziomie pierwszym nie jest jednak pisana z pełną powagą i zadęciem, lecz bardzo beletrystycznie i lekko, miejscami dowcipnie, bywa, że autoironicznie, bo przy tak skąpych podstawach wiele jest „odtworzenia”, a odtworzenie to tylko jedna z możliwych interpretacji. Przez to właśnie książka stanowi doskonałą lekturę dla każdego, a też lekcję polskiego języka. Książka adresowana jest do ludzi młodych, których ten temat bardzo wciąga, którzy są głównymi odbiorcami serii słowiańskiej (jak wynika z badań), którzy jednak bardziej przywykli do obrazu i telewizji – jak powiedziano na wstępie tego wstępu, a mniej do czytania i głębokich studiów.

Zawiera też Księga Ruty jeszcze jeden ukryty, bardzo wysmakowany walor, tym razem czysto literacki. Mianowicie wszędzie tam gdzie kultura scytyjska, sarmacka i słowiańska stykała się bezpośrednio z kulturą perską i grecką powstały greckie i perskie wersje różnych zdarzeń z przeszłości i podania na ten temat, zapisane w greckiej czy irańskiej mitologii. Wbrew pozorom takich miejsc jest wiele; dotyczy to np. Amazonek, Scytów na Krymie i nad Bosforem, władców Traków i Daków, walki ze smokiem (Krak i Ardaszir w Persji), Aleksandra Macedońskiego i jego potyczek za Dunajem, króla Dariusza Wielkiego atakującego Scytów i Sarmatów na ukraińskich stepach, starcia słynnego Cyrusa ze scytyjską władczynią Tomirysą, wojny w Troi, itp. Tutaj – w Księdze Ruty – możemy doświadczyć słowiano-scytyjsko-sarmackiej interpretacji i oglądu tamtych zdarzeń, okiem kronikarza jakby z drugiej strony sceny. Jest to punkt widzenia do tej pory nieobecny w kulturze Zachodu zbudowanej wokół mitologii greckiej i rzymskiej. Stało się tak ponieważ, z jakichś powodów – dosyć nawiasem mówiąc tajemniczych, ani Scytowie, ani Sarmaci ani Słowianie nie używali pisma chociaż je znali i znali określenia takie jak kniga, pisać, czytać, litera (bukwa), cyfra (czerta) – jak twierdzą współcześni badacze.

Księga Tura i Księga Ruty to dzieła krzewiące język polski i polską kulturę o najwyższych walorach – to Ambasador wielowiekowej Tradycji Polskiej we współczesności. Dzieła te w sposób niezwykły przenoszą w przyszłość pamięć kolejnych pokoleń Słowian i Polaków dokumentując i sławiąc przeszłość, będąc świadectwem chwalebnych dziejów, świadectwem pracowitości, odwagi i rozlicznych talentów ludów słowiańskich.

perunic komprPerunic – Jerzy Przybył

Tagged with:
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 904 obserwujących.