Bucegi – Góry Żalmokszysza i malowane klasztory Bukowiny


bucegi_babele

Bucegi, czyli Buce Góry – to znaczy Góry Bukowe – tutaj Babele, czyli Babska

Bucegi – Góry Żalmokszysza (Zalmoksisa)

Góry Bucegi (węg. Bucsecs-hegység, 531.11) leżą w centralnej Rumunii, na południu Wyżyny Transylwanskiej, na południe od Braşova. Są częścią Południowych Karpat.

Czytaj dalej

Alfabety: welesowica, cyrylica, głagolica, unicjała bizantyńska


 таблица алфавитов

  1. велесовица
  2. кириллица X-XI в.
  3. византийский унициал IX-X в.
  4. глаголица болгарская
1 2 3 4 Названия букв
аз
буки
веди
глаголи
добро
есть
живете
зело
земля
ижеи
иже
(й)
гервь
како
людие
мыслите
нашъ
онъ
покои
рьцы
слово
твердо
оукъ
фрьтъ
херъ
омега
ци
чрьвъ
ша
шта
еръ
еры
ерь
ять
юс малый
юс большой
кси
пси
фита
ижица

Lekcja 6 – Narodziny: Nowa Wiara Słowiańska i Nowy Naród – Na Święto Świąt w Wielką Noc Nowego Roku 7520-tego


© by Czesław Białczyński

 

 Panna młoda Pomaków z Bułgarii – znalazłem ją na stronie poświęconej Świat-o-widzeniu. Czy nie przypomina wam czegoś? Cała jest jak kukła (kukier), twarz jak maska świąteczna ze Słowiańskiego Święta Świąt – Nowego Roku Wielkanocnego, który obchodzimy między 20 a 26 marca.

Jednocześnie przypomina wspaniały strój z Łużyc  – tamtejszej Kobiety-Bogini-Dzieciątka (Kindlein). To i tamto to wciąż żywe, zachowane, obrzędowe stroje i maski dawnych kultów, używane obecnie przy obrzędach związanych ze „zmianą”. Ślub powoduje zmianę statusu społecznego osób, obrzędy Jaryły-Jarowita – Boga Kiru Wiosny są związane ze zmianą pór roku (podobnie jak Zimowe Słońcastanie). Przyroda bądź osoba pokazuje nam nową „twarz” – symbolizowaną poprzez maskę. TO NARODZINY NOWEGO.

 

Ta lekcja (6) rodziła się od grudnia 2011 – wtedy w dzień Narodzin Światła Świata została POCZĘTA w piśmie.

Lecz w  mojej myśli, w zamierzeniu i w próbach ujęcia w słowa, rodziła się ona od Dnia Wielkiego Górowania Światła Świata zeszłego roku czyli od Kupaliów, Stada, Wianków, Nocy Świętorujańskiej. Wtedy to w magicznej Dolinie mojej Jaźni niczym Kwiat Paproci zakwitła MYŚL o niej. Jaźń, umysł  – świat niedotykalny i czarowny, miejsce i narzędzie obcowania człowieka z Bogami/energiami Świata – rodnia myśli.  Dzieciątko łużyckie od tyłu – strój świąteczny Bogini Darów i Rózg – Ten strój i maska związane są z Zimowym Górowaniem Ciemności i Narodzinami Światła Świata – Słońca Staniem i Słońca Wstaniem

Z myślą i czynem jest podobnie jak z Narodzinami Światła Świata. Każda RZECZ (myśl i czyn) wpierw jest jedynie bytem duchowym w Ciemności i Pierwnicy – Iskrą Bożego Światła – nussonem/cząstką świetlistej energii Wszechświata, potencjałem – nie do końca zdefiniowanym, z którego może się narodzić wiele różnorakich bytów.

Iskra owa, czysto niematerialna, pojawia się w przestrzeni widzialnej Świata w tej samej chwili (momencie czasu), w dwóch różnych punktach czaso-przestrzeni, z dwoma różnymi ładunkami

„ + ” i „ – ”

Materializuje się  jako duchowo-fizyczna możliwość – jako Boska Wolna Wola. W mgnieniu zostaje pochwycona przez fizyczny świat oraz obleczona w kształt/ciało. Jednocześnie owa fizyczna Sieć Przeznaczenia realizując jedną z możliwości wyklucza drugą. Wplata tę zrealizowaną, w ową, istniejącą od milionów lat, Wielką Sieć Zdarzeń determinującą całe dzieje.

Druga – niezrealizowana możliwość wraca w Niebyt – W Czarną Dziurę – w Krainę Potencjalną – w Kłódź.

 

Wolna Wola – dlaczego jest a jednocześnie jej nie ma? Dlaczego to jest Bogini/energia ukryta?

 Oto najkrótsza koncepcja 89 Bogini – Tej Która Jest i Której Nie Ma – bogini zwanej Jimelą, Jąt-Mienią, Je-miołą, Swąt-Wolą, Swa-Wolą, Swąt-Welą, Wolną Wolą.

Koncepcja ta ODSTAJE OD DOKTRYNALNYCH OBRAZÓW WOLNEJ WOLI jakie przedstawia nam teologia czy filozofia materialistyczna.


Zanim do niej na chwilę jeszcze wrócimy powiedzmy najpierw kim lub czym jest człowiek.  A więc – Kim/czym jestem/jesteś?

Jestem/jesteś osobą, obiektem psycho-fizycznym zaopatrzonym w Iskrę z Drzewa Światła Świata, NARODZONYM na ZIEMI, rzuconym w Przyrodę, a więc bytem przyrodzonym do planety Tu i TERAZ. 

Do jakiego stopnia moje/twoje postępowanie jest moje/twoje? Do jakiego stopnia od NARODZIN kieruję sobą, czyli czym jest wolna wola w wymiarze ludzkim i do jakiego stopnia w ogóle jest?

Wolna Wola  – 89 Bogini – nie bóg a bogini – miękkość kapryśna i nieobliczalna, objawiająca się w fizycznym świecie poprzez impulsy/emocje, bez niezbędności logicznej, a więc bez możliwości objaśnienia jej sensu. Swąt-Wola, czyli Jego-Wola a jednocześnie Swa-Wola (swoja i swawolna). Dlaczego jest i jej nie ma?

Dlaczego została ukryta i wyklęta z Pocztu Bogów i schowana w Kłódzi Swąta– w Pierwotnej Ciemności, w archetypowej rodni, w nieistnieniu, w przedżyciu, w przedbycie  – w Kłodzie Drzewa Świata uwięziona i uwięzła. Dlaczego jest ukryta tam, gdzie odseparował się także sam Bóg Bogów? 


 Ta kulka na środku to Wolna Wola – robisz krok, nadeptujesz ją  i już…  skręcasz w lewo lub prawo, idziesz prosto lub zawracasz [obraz „Rozstaj Dróg” Moniki Blatton]

Dlatego jest tam właśnie w Krainie Potencji, że wolna wola to jedynie przeskok od „tak” do „nie”, od „plus” do „minus”. To chwila i ruch, to decyzja… mgnienie. Jest, ale nim to mgnienie dostrzeżemy, już jej nie ma –  nie istnieje. 

A dalej?

Dalej już nie ma Wolnej Woli – jest tylko Wola i Niewola. Dzieło (ruch/rzecz/ byt/ osoba) NARODZIŁO SIĘ – stało się. Obiekt zostaje wchłonięty przez Sieć Przeznaczenia – przez determinanty, które go otaczają. Wykonawca/osoba staje się zależny – nie jest  już wolny, lecz jego wola w ograniczonym stopniu nadal może  kontrolować czyn/obiekt i nim sterować.

Wolna Wola to graniczność – umowna linia między dwoma znaczeniami – TU i TAM – graniczność następujących po sobie mgnień Rzeczywistości, graniczność (czerta 5), lecz zawsze w jedynym naszym przeznaczeniu, któremu nigdy nie umykamy i w które nieustannie brniemy, zagłębiamy się krok po kroku, sekunda po sekundzie. Po przejściu granicy = 5, RODZI SIĘ BYT MATERIALNY = 6. Wolna Wola to energia/bogini tego granicznego przejścia. Gdy byt dojrzeje „przyrodzony” (przy-gotowany)do narodzin co równa się czercie 3 i osiągnie pełnię duchową (boską) = 4 przechodzi granicę fizyczności = 5 i rodzi się jako obiekt fizyczny (materialny). Idee mają także swój wymiar materialny.

Dalej działanie jest  już aktem Woli zdeterminowanym przez Przeznaczenie. Zwykła Wola nie jest Niewolą, lecz wolnością ograniczoną w wyborach. Niewola to brak wyboru całkowity, lub gdy rozumiana wężej  – brak wyboru w jakimś aspekcie – np. w płaszczyźnie narodowej – pozbawienie narodu państwa  na rzecz innych państw oznacza jego niewolę.

Zwykła Wola = Dola. Niewola = Bytowanie (egzystencja, fizyczne istnienie bez własnej woli – Panem tego rodzaju Przeznaczenia jest Wid-Makowic [Wid-Wij]- Pan o Niezamykającym Się OKU, Ten Który Widzi Przyszłość, ale nic z nią uczynić nie może)Maska pośmiertna z płatków złota – najczęściej gipsowy lub woskowy odlew twarzy osoby zmarłej, wykonywany był w celu utrwalenia jej wizerunku. Maski pośmiertne były sporządzane w starożytności, np. starożytni Grecy przypisywali im magiczną siłę i składali maski ze zmarłym do grobów. Dopiero chrześcijaństwo przerwało ten zwyczaj. Maska pośmiertna związana była ze zmianą stanu osoby. Nie wykonywano jej na pamiątkę dla pozostałych przy życiu, lecz jako symbol obrzędowy związany z przejściem ze stanu życia w świat ducha. Tu maska grecka.


 Przykład.

Jesteś w Polsce, w Warszawie, na ulicy takiej i takiej. Postanowiłeś aktem wolnej woli  – np. „wychodzę z domu na ulicę – teraz, już!”. Ale nie dojdzie do wyjścia, jeśli było zaprogramowane miliony lat temu, że  dzisiaj o 15.31 (kiedy wolna wola w tobie zadziałała) w Warszawę uderzy meteoryt taki jak  „tunguski”. To jest Przeznaczenie wynikające ze Zrębu Świata (MAKOSZ – Mający Kos-Los – War-kosz – Splot-Kosz i Kosz-Sieć i Sierp-Kosę – ZRĘB) – nikt nic nie poradzi.

Na to nakłada się coś innego, równie determinującego – cała historia i dzieje miejsca, w którym egzystujesz i to kim jesteś. Powiedzmy, że ten akt wolnej woli i postanowienie wyjścia z domu dokonało się 1 września 1939. Co teraz  z twoją wolną wolą? Może uciekniesz – wyszedłeś – może zdążysz na pociąg i wyjedziesz, a może nie zdążysz i dasz się zabić, pojutrze w Bitwie o Warszawę, a może dopiero w Powstaniu, w 1944 ? Ale, co by nie było, od 1 września 1939 roku, nie będzie już tak jak przedtem. Ty wolną wolą podjąłeś jakąś decyzję, lecz co z tego? Tak w praktyce wygląda działanie innej energii/bóstwa Aspektu Przeznaczenia – Pani Wyroków. To Mokosz – Pani Sita, Przetaku. Pani Przetykająca twój Kosz ze Zrębem Makosza, Pani Wiergu-Wplotu w Baję Świata – w Jego Świętą Materię.

 Dzieciątko – Łużyce – Zimowa maska jest czarno-biała, symbolizuje wyłącznie ciemność i światło

Do tego dochodzi Dola – Dola określa los-kosz osobisty i rodzinny, byt codzienny – to KIM JESTEŚ. Jakiego możesz dokonać wyboru  – co możesz zrobić – jeśli jesteś w tej Warszawie, w 1939 Żydem, ale Żydem bez pieniędzy i masz 8 lat? Co z twoją Wolną Wolą?

 

Wniosek – nie nam oceniać to co  NARODZONE (czyny/rzeczy/osoby) – co złe a co dobre, czy co w złej intencji a co w dobrej. Wolna wola jest mgnieniem, które jest i już go nie ma. „Dobra” decyzja może być „zła” a “zły” czyn może okazać się “dobry”, zależnie od Przeznaczenia  i jednostkowej lub zbiorowej oceny – od kontekstu i oceniającego podmiotu.

Dobro i Zło to nie są kategorie obiektywne, uniwersalne – są związane z punktem widzenia, z podmiotem oceniającym, ale to już osobna lekcja.

Dla jednostki ludzkiej lub zbiorowości ludzkiej (podmiotu i przedmiotu jakiegoś działania)  złe będzie każde złamanie w wyniku owego działania Praw Przyrody i PRAW Wszechświata. ZŁE, bo złamanie  praw nienaruszalnych pociąga dla łamiącego przykre konsekwencje (więc złe z jego punktu widzenia). Dla Wszechświata unicestwienie jednostek i zbiorowości jednostek łamiących jego nienaruszalne  prawa jest  czystym dobrem.

Inny WNIOSEK: Nie ma we Wszym Świecie złych ani dobrych bogów/energii:

DOBRY MIŁOSIERNY BÓG NIE ISTNIEJE

ISTNIEJĄ Bogowie-energie – ani dobre ani złe

Wiara Przyrody to wiara logiczna, sięgająca poza ramy nauki, lecz z nią niesprzeczna.

Czy dla ofiar katastrofy kolejowej w Polsce pod Szczekocinami i ich rodzin, albo dla ofiar i rodzin ofiar katastrofy autokaru z Belgii w szwajcarskim tunelu , albo dla zabitych i okaleczonych z polskiego autokaru, który wracał z pielgrzymki  z Sanktuarium Matki Boskiej w La Salette, który runął z mostu w przepaść doliny rzeki, a następnie stanął w płomieniach, naprawdę jest do przyjęcia wytłumaczenie że Dobry, Miłosierny Bóg Tak Chciał?

Czy rodzice zabitych dzieci przyjmą ze zrozumieniem i zaakceptują takie wyjaśnienie pastora-dyrektora szkoły Świętego Laurentego w Belgii, którą dotknęło to zdarzenie? Że Dobry Miłosierny Bóg wybrał właśnie ich dzieci z chrześcijańskiej szkoły, by odpokutowały winę pierworodną, za całą resztę pogańskiego świata? Za tych kilka miliardów osób, które nie wierzą w boską misję Jezusa z Nazaretu?

Czy dla milionów Żydów i ich bliskich, dla całego ich narodu, dla współplemieńców tych  pomordowanych i spalonych w niemieckim, faszystowskim obozie w Auschwitz  jest naprawdę do przyjęcia objaśnienie, że zrobił to osobowy, zły Szatan, albo że Dobry Bóg tego pragnął?

Dlaczego Dobry Bóg wymordował też rękami Hitlera równocześnie kilka milionów polskich katolików i kilka milionów Rosjan i kilka milionów ewangelickich Niemców? Czy na równi mu zawinili, albo się czymś zasłużyli ci bezbożni Ruscy i ci wierzący Polacy i ci Żydzi nie wierzący w Jezusa Zbawiciela Świata i ci Niemcy w imieniu których szaleniec rozpętał Hipergigantyczną Utoyę/Utopię?

Nie nam sądzić boskie zamiary, lecz jedno jest pewne to nie Czyste Miłosierne Dobro spłynęło na ofiary, ich rodziny, współplemieńców.

To były Wyroki Nieba, Przeznaczenie – Splot – War-kosz – Kosa Ognista, może to było Zrządzenie – zdarzenie przypadkowe (coś takiego także istnieje – taka energia miękka, subtelna – plącząca energia Plątów), ale nie było to zło ani dobro – nic co by miało jakiś związek z Miłosierdziem i Odkupieniem Win.

 Bazie-koszki – atrybut narodzin i symbol koszu-losu związany z przeznaczeniem i NARODZINAMI

Kiedy Wolna Wola – Swa-Wola, Swąta Wola zamanifestuje się i oblecze w ciało wtedy już JEST – staje się zalążkiem materialnym, bytem fizycznym lub psycho-fizycznym, czyli cielesnością ożywioną lub materiałem lub ruchem, lecz dalej wciąż jest bytem nieukształtowanym, który buduje się w Kłódzi (Rodni-Macicy Wszego Świata lub w Ródni Ziemskiej – SIEDLISKU lub w Macierzy Ludzkiej -Macicy, lub w Umie-Umyśle), aż wreszcie staje się tworem/stworzeniem Pełnym i Gotowym, Przyrodzonym, Ukształtowanym – wtedy następuje akt święty – NARODZINY bytu na Świat Widzialny, wyrzut w Środowisko – w Jawię.

 Szaman – jego maska związana jest z szamańską  zmianą – zmianą stanu świadomości w chwili kontaktu z bogami/energiami Wszechświata – maska symbolizuje ponadludzką moc/istotę/energię zmaterializowaną w ludzkim ciele szamana

Wszechświat jest dla nas, Ludzi Narodzonych i Przyrodzonych do Matki Ziemi, zrodzonych z Przyrody-Rodżany, czyli z Mocy/energii związanej z Ziemią  – Jest dla nas, bytów psycho-fizycznych zaopatrzonych w Świetlistą Iskierkę Bożą, w Promień z Gałęzi Drzewa Świata , w Łzę Swarożą Złotą (czyli w duszę),   – Jest dla nas  – Tworów Przyrody-Rodżany – Mocy Matki Ziemi dostrzegalny i dotykalny tylko poprzez ZMYSŁY. Zmysły, dane nam tutaj przez Przyrodę, na Matce Ziemi,  i ukształtowane w związku Przyrody z Ziemią.

 Jest też jednak dostrzegalny poprzez ową ISKRĘ BOGA w Nas, ułamkiem owego Bożego Oka, które nosimy w sobie. Człowiek doskonaląc się może być z ową cząstką w nieustannym codziennym kontakcie, a przez nią być w kontakcie z NIMI – Bogami/energiami Wszego Świata i być w kontakcie z NIM – Bogiem Bogów.

Każdy z nas ma w sobie cząstkę Boga Bogów od poczęcia, od urodzenia i nosi ją do śmierci fizycznego ciała. Po śmierci ciała zlewa się ona z NIM  – z Bogiem Bogów, Najwyższym, albo po jakimś czasie pobytu w Zaświatach Weli (w Prawi) wciela się w byt fizyczny/widzialny, na kolejny okres życia cielesnego.

To ostatnie zdanie jest tylko moim indywidualnym punktem widzenia.

WIARA PRZYRODY to wiara osobista, indywidualna

– nie daje ona nikomu nic obowiązkowego do wierzenia, obowiązkowego panteonu-pocztu bogów – nie żąda obowiązkowych danin ani rytuałów – obowiązkowego posłuchu – obowiązkowych obrzędów.

WIARA PRZYRODZONA SŁOWIAŃSKA to Indywidualna Wiara jej Wyznawców – BEZ obowiązków feudalnych i czołobitności wobec ludzkiej hierarchii i domniemanych świętości.

Słowiańska Wiara jest PEŁNĄ DOBROWOLNOŚCIĄ udziału i WOLNOŚCIĄ wyrażania siebie poprzez wybrane z jej tradycji elementy.

 

Ognisty Ptak – RAH – Rarah (Raróg) – Raraszek to zdrobnienie – Rarożek, czyli mała Iskra Boga – Róg  Światła czyli Boski Promień, Róg Ra. Radowie-Sporowie – to inaczej Bogowie Dawcy, Bogowie Sporzący, Bogowie Dawcy Iskry-Sporu  – Bogace, po prostu Dawcy Boga-ctwa,ale też STWÓRCY i DOBROCZYŃCY RASY Ludzkiej. Sporowie-Dawowie-Bogoce to Żywioł Sporu – Zaczyn owego bogactwa – Ci którzy Ubogacają- czyli Niosą Bogactwo ale mogą także przynieść Ubóstwo. Ubogacenie – to modne ostatnio wśród księży i polityków słowo, ale nie jestem pewien czy rozumieją sens jaki z niego płynie – to ani „dobro” dla kogoś ani „zło” – To Zaczyn, Potencjał, który może się różnie obrócić, bo może to być choćby Zaczyn Wojny.

[Przy okazji – wyjaśnijmy  jaka jest różnica między Mocami a Żywiołami:

 Te drugie są Siłami Wszechświata działającymi w sposób jednakowy, niezmienny na wszelkie istoty, gdziekolwiek by się one nie znajdowały. To są bogowie/energie niezależne od warunków środowiskowych związanych z rodzajem życia przypisanym do konkretnych planet – to siły atomowe i subatomowe i duchowe jednocześnie – nussonowe.

Moce zaś są także Siłami Wszechświata, lecz manifestują się w odmienny sposób dla każdej planety, dla każdego świata – tworzą siedlisko dla BYTU, dla istot żywych i rzeczy, w sprzężeniu z Miejscem i działają różnie (miejscowo) zależnie od tego miejsca. Naszym miejscem jest planeta Ziemia. Moce manifestują się tutaj i działają jakby zmodyfikowane i przefiltrowane przez jej walory planetarne – nazwijmy to językiem a-teistów – przez jej warunki kosmobiologiczne]

 

Niebieski Ptak – Wolnej Woli [ foto: Mezamir Snowid] – kiedyś może opowiemy historię pojawienia się tego ptaka- najlepiej gdyby to zrobił sam Mezamir

Wszechświat jest, dla nas istot ziemskich, istot o duchu zamkniętym w psycho-fizycznej powłoce, dostrzegalny jako niesłychanie Tajemnicze zjawisko, zjawisko pełne świętej geometrii, pełne symboli i tajemnych związków, jako miejsce podlegające symetrycznym podziałom i interwałom powtarzających się zagadkowo wymiarów wyrażanych przez cyfry – i powtarzających się powieleń (mnożności) symbolizowanych czertami. Pełen jest  rozmiarów, odległości, cykli i okresów wyrażanych w liczbach.

Koligacje Bogów – powiązania rodzin boskich – związki energii ujęte w Koło ŚwiatłoŚwiata, powiązania Ojców i Matek i NARODZONYCH z nich Małych Mogtów (Mocy Mniejszych) i Małych Żywiołów (Żywiołów Mniejszych) oraz Duchów Pomocniczych (małych, słabych energii Wszego świata)  – To będzie jedna z wyklejek okładki w Księdze Ruty – ale oczywiście po graficznym przetworzeniu

Jest przez Ludzi postrzegany jako jeden zazębiający się wszechstronnie i wszechprzenikający System Przyczyn i Skutków – Sfera:

– Sieć powiązań Przeznaczenia (Sfera),

– Splot Zrządzeń Losu-Koszu (Sfera),

– Węzeł Żądz (Sfera)

– Dziedzina Praw (Sfera),

– jako Siedlisko bytów o nieskończonej różnorodności (Dom – Sfera),

– jako Pastwisko owych bytów, ich karmiciel (Praca, Gospodarstwo – Sfera),

–  jako siedlisko Istot Świadomości, Bytów Fizycznych i Wirtualnych, jako Świat Istot Żywych i Rzeczy Martwych – Widzialnych – Narodzonych (Przyroda-Rod, Sfera),

– jako Układ i Ładność – jako Ułożenie (Ład – Sfera),

 – lub jako Chaos-Pląt – Intuicja, Przeczucie, Nieświadomość (Chors-Księżyc-Luna – Sfera),

 – jako Droga Wiodąca w Nieskończoność i Weń (Podagowie – Sfera),

 – jako Źródło Niszczycielskie Unicestwiające, rozkładające wszystko co narodzone (Sfera Morowa)

– i wreszcie jako Siedziba Zaświatowa bytów i duchów, istot niematerialnych (Energii Ciemnych i Ciemnej Materii – Tego Co Prawdziwie SILNE, LITE jak skała – a dla nas niedotykalne i  niewidzialne).

 Narodziny Niebiańskiego Orła [foto: Mezamir Snowid – zima 2011]

Podając powyższe definicje i sposoby oglądu świata przez Ludzi wymieniłem wszystkie Pola – płaszczyzny – owego oglądu ziemskiego – czyli wszystkie 12 Mocy/energii/aspektów Wszechświata, widzianego z perspektywy Ziemi, widzianego przez jej twory ożywione w danym SIEDLISKU – w tym wypadku przez Ludzi umieszczonych w Przyrodzie Ziemi.  Każdemu z tych pól możemy nadać imię i każdy rodzaj tych energii możemy nazwać bogiem – Emanacją Najwyższego – cząstką wydzieloną, strumieniem Światła o określonej barwie, zbiorem/rezerwuarem energii o określonych właściwościach psycho-fizycznych i o określonym oddziaływaniu na Ziemię oraz na wszystko co jest na niej.

Możemy też dokonać innego podziału na strumienie – takiego, który odczuwamy osobiście, zgodnego z naszym ciałem/umysłem – jaźnią – jestestwem psycho-fizycznym.

 Coś z Niczego? – Powstały z aktu Woli i połączenia z energiami bogami wszechświata , okolice Ogrodzieńca, 2011 – wytwór szamana czy bogów, czy efekt współpracy? [foto: Mezamir Snowid]

NARODZINY – czerta 6

Czerta 6 to jedna z cyfr, których wszechświat jest pełen. Każdą rzecz, każdy byt we wszechświecie możemy ująć cyfrowo albo opisowo – opisać językiem nauki (matematyki i  geometrii – fizyki), lub językiem WIARY – suchą analizą naukową lub holistycznym Obrazem – przy pomocy języka mitopoetyki – języka mitu, religijnego podania i wierzenia, języka poezji i wieszczby i pieśni, języka Baji.

BAJI – Materialnej i Zmaterializowanej na potrzeby psycho-ciała Opowieści o Świecie, OPISANEJ i ZAPISANEJ w formie obrazów lub słów, znaków lub dźwięków lub zapachów – w zapisie zmysłowym.

 Czarownicze dzwonki noworoczne

Cyframi opisujemy Wszech Świat  (Rzeczy Istność)  w sposób symboliczny lub dosłowny, te cyfrowe symbole oddają dosłownie znaczenia geometryczne i tworzą dziedzinę taką jak MATEMATYKA, ale oddają też symbolicznie grupy związków, czyli stanowią sposób , na przenośne oddanie znaczenia i oznaczenie wymiarów świata niematerialnego, także świata myśli – świata nie fizyki, lecz Meta-Fizyki. Tu jest obszar graniczny między nauką a wiarą.

 

6 – czerta oznaczająca narodziny – także w I-Cingu, praktycznej księdze wróżb z łodyg krwawnika – Świętego Zioła, wokół którego Pająki Mokoszy Wiją swoją Nieć-Nić Przeznaczenia.

 

Ta Lekcja, lekcja 6-sta, rodziła się jak każdy żywy byt nie przez chwilę tylko, ale przez 9 miesięcy. 9 – to czerta śmierci, znak końca. Żadnej wyższej już cyfry PIERWSZEJ od tej (w rozumieniu meta-matematycznym – mogtycznym-magicznym-filozoficznym) nie ma.

 Mezamir Snowid – Niebieski Ptak przywołany 2011 (próba konturu – ja widzę inny kontur niż narysował Mezamir)

W tym tkwi tajemnica i zagadka  – w powtarzających się na różnych płaszczyznach cyklach i wymiarach, w jednakowych pojawiających się z zaskakujących końców Rzeczywistości, uwidaczniających się w różnych aspektach  – interwałach – 6 – 9 – 8 – 7.

 

Po osiągnięciu 9 miesiąca płód rodzi się na świat. Z tych dziewięciu miesięcy – 6 to miesiące „prawdziwie” żywe (6 czerta życia). Sześć miesięcy czasu intensywnego zmierzania/przemieszczania się do bytu fizycznego – to czas w którym istota jest „gotowa” i „przygotowana”, musi jedynie dorosnąć do aktu Narodzin, wydoskonalić się.

Trzy pierwsze miesiące tego cyklu to czas niepewności, czas tworzenia, czas namnażania i przekształceń i także czas poronień każdego płodu, który zawiera błędy uniemożliwiające mu życie na Ziemi – to czas w którym sama Przyroda odrzuca „pomysły”, które wykroczyły poza ramy zdolności przeżycia (3 – ostatnia czerta boska przed Całkowitością – czyli Czwórcą Duchową, 3 to czerta Przyrody i Roda, dwie Trójce = Życie, Narodziny, fizyczny byt, dwie Trójce = ciało + duch).     

 

Nie inaczej jest z tą Lekcją, która poczęta została 6 miesiąca zeszłego roku. Przez trzy miesiące niepewnym było  czy w ogóle się narodzi. Wrzesień przesądził, że Lekcje – w tym tę szóstą – należy kontynuować, a  pierwszy znak pisany postawiony został 24 grudnia owego roku. Tak naprawdę od 26 września – od tej chwili stało się oczywiste i nieodwołalne, że OTO NARODZI SIĘ – a teraz jest ten czas, czas stawania się czas dziania się, czas kształtowania dziejów – Czas Nowego Słowiańskiego – 7520 roku.

 

Pamiętacie lekcję 3 – poświęconą Rodżanie Przyrodzie? Zajrzyjcie do niej. Jak widzicie i tutaj przewija się ten interwał i ta czerta – 3 – Czerta Rodów, Narodu i Przyrody.   

 

Według tradycyjnego I-Cingu (Księgi Przemian i Wróżb) –  cyfry 6,7,8,9 są ciągłymi i przerywanymi tendencjami, a więc słabymi i silnymi oddziaływaniami w sferze widzialnej i odzwierciedlają 4 rodzaje wpływu Przeznaczenia na wydarzenia w świecie rzeczywistym (fizycznym, w Jawi) – to jakby manifestacje Tynu Mokoszów w momencie fizycznym (czas + siedlisko) – w osobistej Jawi – manifestacja Wolnej Woli – 89 Bogini – w chwili i miejscu – PRZEMIANA (tak brzmi jeszcze jedno imię owej energii).

 

Zauważmy, że te CZTERY czerty znaczą ogólnie: 6 = życie, 7 = szczęście, 8 = pełnia, 9 = śmierć. A jednocześnie oznaczają one cztery fazy cielesnego życia ziemskiego/ludzkiego 6 = narodziny, 7 = rozwój, młodość, 8 = pełnia, dojrzałość, 9 = schyłek i koniec.

 

Pozornie zdaje się, że Życie Ludzkie jest takim jednolitym ciągiem 6-7-8-9 – od narodzin do śmierci, i że jest procesem ciągłego umierania od chwili osiągnięcia pełni (8).

 

To jednak nie jest  trafne spostrzeżenie, gdyż człowiek żyjąc na Ziemi przechodzi (dojrzewając i  starzejąc się) przez wszystkie Sfery-Aspekty Istnienia w związku z Matką Ziemią – swoim środowiskiem naturalnym.

Na każdym z tych etapów – poczynając od przyjścia na świat (w stanie Nieświadomości) RODZI się CZŁOWIEK od nowa, zyskując świadomość nowego, kolejnego Aspektu. Na każdym ze szczebli Kręgu powtarza się cykl 6-7-8-9, a człowiek/byt/istota  postępuje w Kręgu aż do momentu, kiedy przeszedłszy życie ziemskie – przeszedłszy przez Sferę Mora – Starości, Zagłady, Rozkładu i osiągnąwszy w niej 9-tkę, nie trafi w Sferę Zaświatów Weli. To jest Pełny Zwyczajny Krąg Życia na Ziemi.

Bywa czasem, że czyjś fizyczny byt zostaje przecięty gwałtownie i nie jest mu dane doznać owego PEŁNEGO ZIEMSKIEGO rozwoju. Zwykle przechodzimy jako ludzie w życiu cielesnym przez wszystkie 12 mocy /Sfer/Aspektów/Tynów-Domów/Rodzajów Energii-Emanacji Światła Świata.  Rodzimy się zatem 12 razy, za  każdym razem w innej sferze, a każda śmierć jest nowymi narodzinami – także ta ostatnia. Tak więc rozwój duchowy mimo, że ciało już dawno osiągnęło pełnię, czy też gdy pełnia sił cielesnych dawno  już  przeminęła trwa do ostatniej chwili. Trwa także po Śmierci fizycznego ciała.

 Pisanka-Baja-Kosza- z Koszkami-baziami i paprocią Kwiatem Koszu-losu

Dzisiaj mówimy jednak o Narodzinach, o Życiu a nie o tym co Po Śmierci – o tym będziemy mówić w lekcji 9. Słowo „SZEŚĆ” jest SZEptem i SZElestem, jest tak bliskie SZczĘŚĆ i tak bliskie CZĘŚĆ – dlaczego?

W sferze języka nic nie dzieje się przypadkiem, bo język odzwierciedla najpełniej obserwowany otaczający nas świat – jest jego zwerbalizowanym odbiciem przefiltrowanym przez nieświadomość i podświadomość i wyrażonym świadomie przez jeden ze zmysłów, lub jako synteza przez nie wszystkie – jako znak fizyczny. Jak blisko to słowo jest takich określeń i pojęć  jak ŚwiEĆ, ŚwiĆ, ŚwiĘĆ – a więc Światło i Świat Widzialny i Świętość?

[Na marginesie: W angielskim, który wszak jest zmodyfikowanym aryjskim – praindoeuropejskim (słowiano-indo-skołockim) wykrywamy jeszcze inny związek słowa „sześć” (six) ze słowem „sex” – to z kolei jest związek narodzin z żądzą.]

Jeśli ktoś sprowadza kulturę słowa do dziejów Cesarstwa Rzymskiego i wszystkie znaczenia słów próbuje wywodzić od łaciny to wykazuje się nie tylko krótkim horyzontem postrzegania własnych korzeni, lecz i błędną świadomością rozwoju człowieka i ludzkości, rozwoju świata pojęć i języka ludzkiego – mowy człowieka.

Taki błąd owocuje NARODZINAMI FAŁSZYWYCH interpretacji. Na przykład próbuje się obecnie Światło Świata skojarzyć z pojęciem Szatana poprzez wywody etymologiczne z łaciny. Że niby Łączący Sfery – LączySfer – Lucifer – Świecący Światłem, Dający Świat i Światłość i Stwarzający ŚWIAT-oWIDzialny – jest jakimś upadłym aniołem.

Cytuję: „Lucyper, od lucem perdere – zdeptać światło. W ten sposób próbowano rozróżniać pomiędzy aniołem w stanie łaski, a aniołem upadłym. Wielu kaznodziejów wykorzystywało tę grę słów: oto Lucyfer (Niosący światło) stał się Lucyperem (tym, który światło utracił)”.

Zanim z tygla wyłoniła się łacina wszystkie ludy aryjskie znały słowo – pere i łuk i lucyć- łuczyć- łączyć oraz łuczyć – rozświetlać i łuczywo, i znały dobrze zwrot lucem pere czyli Łukiem Piorę, a nie znaczy to nic innego Jak Błyskam Światłem – Ciskam Piorunem – Per-runę i Znak Praw Daję – Znak Praw Przyrody, czyli też Ziemię Perem Darzę – Per Darę – Daję-Dawam, Uderzam, stwarzam Żywot w Ziemi. Czyż to nie zapis jedynie obserwacji przyrodniczej oddany w słowach i czy to nie przełożenie na język mitu, język poetyki, koncepcji znanej także współcześnie z oświeconej XXI wiecznej nauki, która prawi, iż życie na ziemi wywołane zostało przez wyładowania piorunowe w zupie masy biologicznej, pierwotnym Zaczynie (Żywioł Sporu = ZACZYN, Bagno – zalążek Boga-ctwa – uBOGAcenia Ziemi – Bóg Dawca Życia)

Język Indoeuropejczyków nie został powołany i początkowo nie służył do budowania religijnej meta-tematyki, lecz do wyrażania zjawisk obserwowanego świata i jako taki się ukształtował. Pojęcie Światła i Świecenia nie określa pojęcia filozoficznego, lecz namacalne przyrodnicze zjawisko. Pojęcie to jest starsze niż łacina, jest prastare, tak stare jak pierwsza świadoma reakcja Człowieka na Światło i wypowiedzenie tego wrażenia słowem i przekazanie tego słowa drugiemu człowiekowi. Nie miejsce tutaj żeby prześledzić słowa ukształtowane przez ludzi różnych kultur w tychże kulturach na pojęcie „światła”, „świata”, „świecenia” i “świętości”.

Miano Świętowit – Światłowit – Swiatowid – Światłowiłt na pewno nie ma nic wspólnego z karykaturalną figurą szatana wymyślonego dla postrachu maluczkich, który ma być obrazem Pokonanej Wiary Przyrodzonej, a nie realnego, uosobienia Zła. Zło w Przyrodzie po prostu nie istnieje – nie ma żadnej energii w Kosmosie, która by była ZŁEM sama w Sobie. Lucifer – znaczy to co znaczy Łuczy-Sfer, Łączy-Zwora i Łukiem Piorący, Łuczywem Pierący i Darzący Ziemię… Lucifer – Światło Świata. To SŁOWO jest ostatecznym dowodem starożytnej archaiczności NASZEGO BOGA – Świętowita (Światła Świata)

 W naszej wierze rodzimej nie ma Aniołów ani Diabłów, bo nie ma w niej dobra samego w sobie ani  zła samego w sobie, czyli dobra i zła jako kategorii obiektywnych. Nie ma zatem także dobra osobowego ani osobowego zła – ani żadnej energii, która jest dobra lub zła sama w sobie.  Nie ma w niej PRZYKAZAŃ, bo nie o to chodzi by coś komuś NAKAZAĆ – chodzi o to by się samemu doskonalić i rozwijać- Są w niej więc jedynie Wskazówki i przykłady z życia. Nie chodzi o to by być dobrym czy złym – to nic nie znaczy – chodzi o to by dążyć do boskości i doskonałości w życiu i postępowaniu względem świata żywego i przedmiotowego.

 

Taki sam cykl narodzin jak przedstawiony powyżej w naszej lekcji, przechodzą IDEE. Po przejściu swej „mentalnej”, wewnętrznej drogi, po przebiciu się przez meandry „umu-umysłu” owej meta-tematycznej „rodni” rodzą się na świat fizyczny oblekając się w znaki w mowie, w piśmie, w obrazie; przybierają ciało wypowiedzi lub pieśni, wiersza, rozprawy, modlitwy, lub oblekają się w dźwięki muzyki, lub w inne zmysłowe znaki i stają się zaczynem czynów podejmujących je Ludzi.

Taki sam cykl narodzin przechodzą ENERGIE, które tysiącleciami przebijają się z wnętrza Słońca na jego powierzchnię aby się z tej SFERY uwolnić i ruszyć w Przestrzeń Wszechświata – a po drodze dotrzeć na Ziemię. Ich żywot widzialny dla nas to mgnienie – kilka minut biegu od Słońca do Ziemi – dalej mkną w Kosmos jako energia/MATERIA –  W WSZECHŚWIAT pełen Litej Ciemności – kamiennej , złożonej z cząstek , które przez nasze ciała przenikają niczym przez przeźroczyste powietrze, przeszywają nas i Ziemię i płyną dalej we własną skończoność, lecz w naszą nieskończoność.

 ♦

Co roku z wiosną i  z każdym obrzędem, z każdym wyznawcą nowym,  ODRADZA się  – Rodzi się  na NOWO – jako Idea i jako Ciało -Wiara Przyrody. Wiara Stara odradza się jako Wiara  NOWA.

 

Z każdym rokiem Wiara Przyrodzona Słowian poszerza swoje pole, zmienia się i wzbogaca. Nie jest to bowiem martwy kanon, raz na zawsze przez kogoś dany – nie jest to żadna raz na zawsze zapisana Księga. To Wiara Żywa – Wiara Przyrody – jak Przyroda dostosowująca się do Świata, Księga jak Przyroda otwarta na nowe odkrycia, na nową wiedzę, z wiedzy czerpiąca z wiedzą współbrzmiąca, z wiedzy biorąca swą moc.

Wiara Przyrody Słowian – właśnie Słowian – została brutalnie zaatakowana w przeszłości i próbowano ją doszczętnie zdeptać. Próbowano ją zabić, a tym którzy to uczynili zdawało się, że potrafią tego dokonać. Był to akt barbarzyństwa, ale na szczęście także akt  pychy i głupoty. Ludziom Pysznym, Krótkowzrocznym, wydawało się, że udało się tego dokonać. Dziś ich KOŚCIANA WIEŻA (Kościelna Wiara) wali się, a Wiara, która miała być pokonana, jest Odrodzona.

Nasza Wiara Rodzima Słowiańska dzięki ich haniebnym zabiegom paradoksalnie stała się doskonalsza i przetrwała do dzisiaj jako jedyna, której Człowiek nie przekształcił w doktrynę.

Tylko Wiara Przyrodzona Słowian – nie posiada doktryny, kanonu.

Trzeba cudownego trafu lub zbiegu okoliczności, albo Ręki Boga, aby tak potoczyły się dzieje. Kanon jest zgubą każdej Wiary – Mówię zgubą, bo pociąga za sobą same błędy.

Ukształtowanie kanonu utrwala Wiedzę WIARY (Wiedę, Wedę) na poziomie wiedzy z czasów kiedy formowano kanon. Czyni wiedzę-wiedę zapisem historycznym i martwą doktryną. Powoduje też konieczność wprowadzenia funkcji Strażników Kanonicznych i płatnych Opiekunów Kanonu oraz doskonalicieli Kanonu i nauczycieli Kanonu.

To powoduje, że wiary dotychczasowe – takie jak Islam, Chrześcijaństwo, Buddyzm i inne posiadające kastę kapłanów, przez sam fakt istnienia swoich klechów i przez ich działania (tych Strażników Kanonicznych i Opiekunów Prawdy Objawionej) wypaczają się i deformują. Stają się też totalitaryzmami.

Czyż przypisywanie kogoś na siłę, od urodzenia, do jakiejś wiary, szantaż i indoktrynacja od dziecka, presja lub wręcz prawo zabraniające wyznawania innej religii (jak w Polsce do Rozbiorów, jak w krajach islamskich dzisiaj) – to nie barbarzyński totalitaryzm?

Tylko człowiek dorosły, dojrzały do takiej decyzji, ukształtowany poprzez poznanie systemów etycznych i religijnych całego świata, może w sposób świadomy pokierować sobą i stać się wyznawcą – wolnym, w pełni świadomym – jakiejś religii, lub z niej świadomie zrezygnować.

Z powodu DOKTRYNY, KANONU i istnienia kasty jej urzędników, religie stają się systemami totalitarnymi  – narzucającymi przemocą posłuch dla Jedynej Słusznej Idei i Jedynej Prawdy znanej Kaście Sprawującej Rząd Dusz – zamkniętej w Wysokim Zamku w Pałacu Jedynych Sprawiedliwych na Wierzchołku Wieży Świata – Na Szczycie Ludzkiej Pychy. Te objawione zwalczające się totalitaryzmy niewolą Człowieka i prowadzą całą Ludzkość  do nieszczęść zwalczając siebie nawzajem w niekończącym się ciągu okrutnych wojen. Te totalitaryzmy – jak wskazują dzieje – nieuchronnie wypaczają swoich Strażników, którzy zaczynają wykorzystywać swoja władzę dla swoich potrzeb i przyjemności oraz dla samego posiadania WŁADZY. Zaczynają oni w pewnym momencie podporzadkowywać KANON potrzebie przedłużania w nieskończoność stanu własnej „przyjemności”. To instynkt – nieuleczalne zjawisko – instynkt w jaki człowieka wyposażyła Przyroda.


Polskę i Polaków wielokrotnie doświadczyły wojny religijne

Wielokrotnie nasz kraj popychano do krucjat i religijnych wojen. Polska padła ofiarą krucjaty w 966 roku. Polska prowadząc w imieniu „Europy” religijne wojny padła w końcu sama ofiarą tych czynionych przez siebie wojen.

W dobie rozbiorów Polska otoczona wrogami „religijnymi” – z którymi była już po dziesiątkach wojen – utraciła w końcu niepodległość i praktycznie do 1989 roku pozostawała krajem kolonialnym, tak jak kraje Afryki. Ta jedyna kolonia w sercu Europy jest jej hańbą, świadectwem niedojrzałości człowieka, jest symbolem zbrodni, agresji, grabieży, wyzysku, niewolnictwa i przemocy duchowej. Jest symbolem tak zwanej „Kultury Zachodu”.

  Ofiarą tej przemocy i zbrodni padli także nasi współbracia nad Łabą. Ich już DZISIAJ nie ma, są oni dzisiaj NIEMCAMI – chrześcijanami, protestantami, luteranami, ewangelikami. Jest ich – tych naszych braci Słowian pomiędzy nimi  tam w Niemczech 20- 30% – to 30 milionów ludzi, którzy są nieświadomi swojej przeszłości i swoich korzeni, którzy nie mówią dzisiaj swoim dawnym językiem, którzy wstydzą się przyznać do swoich dziadów.

Połabian może ocalić tylko Wiara Rodzima i język

Ci którzy nie istnieją nie są niczyim wyrzutem sumienia.

NIE OCALIŁ POŁABIAN (WENDÓW, DRZEWIAN, WIELETÓW) KATOLICYZM, PROTESTANTYZM ANI KALWINIZM, NIE OCALIŁ ICH LUTERANIZM. BO NIE MÓGŁ –

MÓGŁ ICH  OCALIĆ TYLKO JĘZYK RODZIMY I RODZIMA WIARA.

To wszystko co tutaj powyżej napisane nie oznacza, że wyznawcy wiary przyrody powinni ruszyć na krucjatę i kogokolwiek nawracać  czy zwalczać. Istotą Wiary Przyrody jest Pełna Odpowiedzialność i Dojrzała Świadomość oraz Całkowita Dobrowolność. Każda inna forma przynależności do Wiary Przyrodzonej przyniosłaby jej tylko szkodę.

Zapytajmy sami siebie czy chcemy podzielić ICH los?

To nie jest żaden przypadek i szczęście, ani zbieg okoliczności, że my ocaleliśmy a oni nie. Ocaleliśmy bo ocaliliśmy nasz język.

Nie zrozumiano, że Wiarę Przyrodzoną można zabić tylko zabijając JĘZYK. Łużyce mają jeszcze szansę, pod warunkiem, że odwołają się do swojego Języka, że go ocalą za wszelką cenę – a najprościej ocalić go w Wierze – Wierze Przyrodzonej Łużyckiej, która oprze się na SŁOWIE łużyckim i Łużyckiej Gadce i Łużyckiej Obwieście – nie na obcej wierze, nie na aweście, nie na chrześcijaństwie protestanckim,lecz na własnej wierze rodzimej, na własnej BAJI. Możemy ocalić Łużyce tłumacząc na łużycki Baję Słowian!

Wiara bez doktryny – dojrzałość religijna człowieka

Poprzez barbarzyński akt, próbę likwidacji Wiary Słowian paradoksalnie OCALONO ją od rozwoju w DOKTRYNĘ we wszystkich słowiańskich krajach – na Łużycach także. 

To znów paradoksalnie pozwoliło jej dotrwać w fazie „pulpy” = niesformalizowanych wyobrażeń i obrzędowości zindywidualizowanej, osobistej, do Dnia Dzisiejszego, do Fazy Dojrzałości Religijnej. Człowiek Współczesny jest gotów – NARODZIŁ się właśnie TERAZ w XXI wieku  – GOTÓW do w pełni INDYWIDUALNEGO KSZTAŁTOWANIA i PRZEŻYWANIA Świata Własnych – Jedynych, Osobistych Wierzeń – kultu prywatnego, bez żadnych pośredników duchowych.

 

Dzisiaj na naszych oczach  – W Dniu Wielkiej Nocy Nowego Roku Słowiańskiego 7520  – ODRADZA się WIARA PRZYRODY, jako wiara osobista, nieskanonizowana, wiara, z której każdy może czerpać jak ze skarbnicy to co mu indywidualnie potrzebne, w sferze obrzędowości, w sferze idei, w sferze zbiorowych i publicznych obchodów świąt, w sferze indywidualnych hierarchii wartości i celów, patronatów i we wszystkich możliwych sferach osobistych, rodzinnych i społecznych, a przede wszystkim w sferze magicznego kontaktu z bogami, pracy z bogami, przeżywania świata z bogami w życiu, w NOWYM ŚWIECIE – świecie odmiennego Stanu Świadomości Indywidualnej i Zbiorowej.

 

Oto narodziła się religia w pełni anarchistyczna, religia bez żadnych objawień i ksiąg  – religia w której Księgi są tylko wskazówkami na indywidualny użytek i zbiorem wytworzonych w dziejach obserwacji Przyrodzonego Świata,  zbiorem jego interpretacji. Każdy z tego Zbiornika może wziąć do tworzenia swojej duchowości to co mu potrzebne, niezbędne i czcić bogów wprost – bez niczyjego „światłego” – to trzeba robić tak i tak, nie tak tylko tak, tylko JA wiem jak!

Nikt was nie zastąpi w kontakcie z bogami/energiami – żadne pośrednictwo nie jest tutaj możliwe. Boga macie w sobie i moc kontaktu także – każdy jest bogiem, będąc jest jego cząstką.

Oto Narodziła się Nowa – Odmienna Świadomość – Wolna, w pełni nakierowana na spełnienie indywidualnych potrzeb i celów a jednocześnie na cele wspólne – rozwój i harmonię z Przyrodą Ziemi. 

 Bardzo podobny do łużyckiego Dzieciątka i bułgarskiego pomackiego –  rytualny strój panny młodej z Połabia, czyli z wymazanego z mapy języka i obyczaju Kraju Wędów z Pomorza Przedniego z roku 1800. Ich ziemie sięgały w roku 1000 po gród Hama (dzisiaj Hamburg) i do na wpół słowiańskiego Kodenia oraz do Birki (pierwszy zduńszony w Kopenhagę a drugi zeszwedczony w Sztokholm dopiero przez Olafa Trygvasona po roku 1000,  skutecznie, po przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka I – to grody wikingów i chąśników).

  ♦

To lekcja 6 Narodziny = Naród

 Każdy dojrzewa w ciągu życia do Nowych Narodzin w kolejnej Sferze. Jest taki czas, że dojrzewamy do działania Publicznego.

Pamiętajmy, że  Działanie Publiczne nie jest puszeniem się, wywijaniem szabelką własnego intelektu, nie jest narzucaniem własnych doktryn, nie ma służyć przemocy i poniżaniu kogokolwiek, nie jest też prezentacją prymitywnej siły –  czymś co  przed światem prezentują Duzi Chłopcy pod Krawatami żonglujący atomowymi bombkami w imieniu Swojej Wizji Świata i swojej wydumanej Wyższej Kultury i Jedynie Słusznej Świadomości (także swojego BOGA, który rzekomo lepszy od drugiego – ten amerykano-watykański ma być lepszy od tego moskiewskiego, czy od tego irańskiego, czy od tego chińskiego, a może od tego indyjskiego albo japońskiego, albo od meksykańskich czy jamajskich). Chińskie lepsze niż Tybetańskie? Waszyngtońskie lepsze niż Kabulskie? Moskiewskie lepsze niż Czeczeńskie?

 

Publiczne działanie do nie zabawa, to odpowiedzialność, nie za siebie i za własną rodzinę, lecz odpowiedzialność za każde słowo własne przed całym Światem, przed wszystkimi ludźmi, przed wszystkimi epokami, które nadejdą. WSZYSCY WAŻMY SŁOWA. Wypowiadanie publicznie pochopnych słów może przynosić tylko szkodę zamiast pożytku. Ważmy słowa w każdej wypowiedzi nawet najbłahszej. 

Kto próbuje drugiego poniżyć sam się poniża, kto próbuje drugiego zniszczyć sam się niszczy.

 Stroje drzewiańskie spod Hanoweru z początku XIX wieku – niedobitki, które wciąż jeszcze od tysięcy lat trwały z nadzieją że coś się odmieni – uparte, niezniemczalne – najtwardsi z naszych zachodnich współbraci. Wielka szkoda ich kultury , mitów, języka – wiele z tego po niemiecku opowiadają dziś sobie Niemcy i mówią że to ich. Połowa Bajek Braci Grimm to baje słowiańskie. Serce się kraje, ale co maja powiedzieć Inkowie i Aztekowie. Nie zapominajmy o Wendlandzie.

 Wiara Przyrodzona Słowian odrodziła się – Ogłaszajmy To Publicznie co roku w Noworoczne Słowiańskie Święto – w Wielką Noc Światła Świata – Nowa Stara Wiara Żyje!

Wiara Słowian Żyje nowym życiem. To Wiara bez przymusu, bez klechów, bez stolicy i bez apostołów. To wiara otwarta na nowe osiągnięcia umysłu i odkrycia, na nową praktykę i widzenie świata – wiara oparta o światopogląd naukowy – TEISTYCZNY a nie A-Teistyczny. To Wiara Racjonalna – ROZUMNA.

 

 

Narodziła się i odrodziła się nam owa Nasza Słowiańska Wiara, dzięki rewolucji duchowej i rewolucji naukowej, także tej informatycznej – dzięki nowym możliwościom skumulowania wiedzy i przetworzenia jej nowoczesnymi narzędziami, dzięki nowym możliwościom komunikacji między ludźmi.

Utworzyliśmy Eko-Ekumenę obejmującą cały świat. Mogę wam to z dużą przyjemnością ogłosić.

Wiara Przyrody – jest jedna i ta sama na całym świecie niezależnie od tego jak w swoich językach ludzie nazywają bogów w swoich krajach. Jest jedna niezależnie od tego czy sformułowała powyższe cztery zasady – czyli sformalizowała je – czy też wyraża je w innych formach i formułach.To jest ten sam bóg którego opisałem powyżej. Wiara Przyrodzona realizuje najgłębsze potrzeby Człowieka i to w sposób wszechstronny.

Wiara Przyrodzona Słowian nazywa tego boga i tychże bogów – jego emanacje – słowiańskimi zrozumiałymi określeniami i opisuje stany świata i dzieje świata swoim słowiańskim językiem.

Wiara ta jest zakorzeniona i zapisana w JĘZYKU, więc trzeba by zniszczyć ten język by móc ją zniszczyć i wyplenić.

Rodzimowiercy to Ludzie, którzy wracają do własnego słownictwa, własnych przekazanych przez Dziadów wyobrażeń i opowieści, wracają do własnej Księgi Dziejów zapisanej własnymi pojęciami takimi jak: Baja – Materia Świata, płoń – boska krew, sołwa i swarga – boskie napoje, Swar-Rożić – czyli Z-Waru-Oga zrodzony i Z-Waru-War-Rodzący (Swarog i Swarożyc) i Dag-Bog (Dażbog, Dawbog – Dawca Bogactwa) – Dawca Światła (Jasne Niebo) i Podag – Ten co Po Dagu-Bogu się urodził i Posłaniec Boski (Po-Słoniec – Pąć-Dag-Rzwiący – Podag-rzwik) Syn Podaga – Syn Boży.


Wraz z tym Odrodzeniem i ponownymi Narodzinami Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej – wiary osobistej, indywidualnej, lecz także wiary WSPÓLNEJ i POSPOLITEJ, wspólnoty dobrowolnej, RODZI SIĘ dzisiaj także Nowa Koncepcja Narodu a wraz z Nową koncepcją Narodu rodzi się nowa koncepcja Społeczeństwa Świadomego – Samorządnego.

 

Nowocześnie rozumiany naród to już nie tylko wspólnota miejsca – wspólnota niejako przymusowa i z tym miejscem związana,  wspólnota dziejów (wokół ośrodka władzy) i wspólnota tradycji wokół wspólnych praktyk i obyczajów i wytworów kultury.

 Polska Istnieje na różnych trzech poziomach:

A) Na poziomie wspólnoty kulturowej – jest wspólnotą ludzi, którzy wszyscy przeszli w poprzednich pokoleniach doświadczenie pogańskiej religii, w prehistorycznej i historycznej przeszłości, a także mówili wspólnym prasłowiańskim (słowiańskim) językiem. Na poziomie wspólnoty kulturowej nie państwo jest czynnikiem decydującym o wspólnocie, tak samo jak i na następnym poziomie – nieco wyższym:

B) Na poziomie wspólnoty narodowościowej – jest wspólnotą ludzi posługujących się językiem polskim, ale niekoniecznie ukształtowanych przez te same wspólne doświadczenia – bo np. w USA mieli inne doświadczenia na przestrzeni ostatnich 200 lat niż nad Wisłą, a w tej wspólnocie językowej są także ludzie, którzy są od pokoleń poganami, islamistami, prawosławnymi i ateistami.

C) Na poziomie wspólnoty narodowej – jest wspólnotą ludzi, których łączy wspólnota kulturowa, narodowościowa i doświadczenia ukształtowane w oparciu o konkretny ośrodek władzy, z którym się identyfikują -w wypadku Polski Nadwiślański – tutaj także niekonieczne jest wspólne doświadczenie tej samej historii, ani wyznawanie tej samej wiary, ale konieczne jest przeżywanie czyli utożsamianie się z dziejami ośrodka zdefiniowanego powyżej.

A teraz D:

Metanaród

Czwarty Najwyższy Poziom Wspólnoty NARODOWEJ – niepaństwowej to META-NARÓD wspólnota nadrzędna nad ośrodkiem państwowym. To taka dobrowolna wspólnota SAMORZĄDNA, która obejmuje cały świat i wszystkie osoby, które chcą się utożsamiać z tymi trzema powyżej A B C – rodzajami wspólnotowości.

W Metanarodzie Polskim może funkcjonować każdy człowiek  – każdy, dosłownie każdy – Indianin Mohawe i Czarny z RPA i Chińczyk i indiańska żona Polaka urodzonego nad Wisłą, który mieszka w Brazylii, i ich wspólne polsko-indiańskie dzieci – bo łączy ich to, że wyznają kulturę polską i utożsamiają się z nią, utożsamiają się z polskimi  korzeniami i z tym co się tutaj dzieje nad Wisłą i mają ochotę współtworzyć tę Wspólnotę.

To nie ma nic wspólnego z haplogrupami. Pamiętajmy, że haplogrupa R1a1 – dowodzi jedynie naszej ciągłości słowiańskiej od 20.000 lat i pobytu w Europie od 10.000 lat – NICZEGO WIĘCEJ. 

Ciągłość współczesnych Polaków tworzą nie tylko ludzie haplogrupy R1a1 i nie tylko oni ją tworzyli cały czas w przeszłości.

W mojej rodzinie jest mnóstwo innej krwi niż R1a1 – to są ci ludzie – ta część Staroeuropejczyków (I2 , I1) Celtów (R1b1) i Germanów (R1a+I1+R1b), którzy tutaj mieszkali, żyli i się w polskim żywiole roztopili, bo się z nim zidentyfikowali i ta część Żydów (J), która się identyfikuje z polskością i ta część Romów (G) i innych nacji np. Tatarów oraz ludzi z Afryki którzy tutaj wsiąkli i z Chin czy Wietnamu i skądkolwiek są – pod warunkiem utożsamiania się z tym co w pkt. A, B i C.

Nowoczesny NARÓD jest META-NARODEM – Wspólnotą Wszystkich Ludzi Ziemi, którzy dobrowolnie akceptują i chcą przynależeć do owej wspólnoty ukształtowanej wokół uznanego ośrodka kultury, wokół owego fizycznego miejsca na Ziemi – Ośrodka Nadwiślańskiego – wokół stolicy duchowej – Ośrodka Krakowskiego – wokół tradycji i dziejów związanych z tymże ośrodkiem nadwiślańskim –  szerzej Północno- Europejskim, Euro-Azjatyckim – Sistańskim – Aryjskim – Słowiano-Indo-Irańskim i antycznym Greko-Rzymsko-Perskim  – którzy dobrowolnie identyfikują się z tradycją i dziejami i duchowością, jakie te dzieje niosą, a więc też z językiem którym mówią, z CAŁĄ duchowością NADWIŚLAŃSKĄ daną nam do użytku, na przestrzeni dziejów, aż do dzisiaj.

META-NARÓD nie rozróżnia swych członków ze względu na wyznanie czy brak wyznania, czyli ze względu na wiarę.

Meta-naród żyje w różnych centrach, rozrzucony po całym Świecie, a jednoczy go wspólna płaszczyzna komunikacji. Żyjemy we wspólnej wirtualnej przestrzeni duchowej i we wspólnej rzeczywistej przestrzeni świata – Matki Ziemi – Całej Ziemi – żyjemy wspólnie poprzez owo rzeczywiste skomunikowanie. Realizujemy swoje cele w miejscu fizycznej egzystencji, lecz we wspólnocie wirtualnej, realizujemy te cele ku wspólnemu pożytkowi.    

 ♦

Słowiańska Wiara Przyrody w Metanarodzie Polskim na Świecie

Zobaczcie sami jak kształtuje się ów Słowiański Meta-Naród, a w nim – w jego ramach – Słowiańska Wiara Przyrodzona oraz Wszechświatowa Wiara Przyrody.


Oto przeciętne zestawienie tygodniowe krajów, z których ludzie wchodzą i  liczby osób które odwiedzają strony Świątyni Światła Świata.

W tej części – jaka jest im potrzebna i użyteczna – identyfikują się one z tutaj prezentowanym  światopoglądem SSŚŚŚ i czerpią z zasobów naszej tradycji i kultury, czerpią to co niezbędne im w danej chwili do życia materialnego i duchowego.

 

 

Oczywiście najwięcej mamy wejść z Polski – to podsumowanie ruchu z 1 tygodnia. Nic dziwnego skoro mamy tutaj teksty w przeważającej części w języku polskim – można rzec prawie wyłącznie po polsku – zwłaszcza materiały publicystyczne artykuły, które mogłyby być interesujące również dla innych osób, które chciałyby naszą kulturę dzieje i wiarę przyrody poznać. Są tu ludzie z całego świata – od Sri Lanki po Nową Gwineę, RPA i Egipt, są tu ludzie z Izraela Indonezji i Japonii –

Powinniśmy koniecznie przetłumaczyć zawartość tych stron WWW – po to by inni ludzie mogli poznać nasze dzieje i kulturę oraz zyskać impuls do wejścia w naszą kulturę i Wspólnotę, w nasz polski język, by w przyszłości zechcieli przynależeć do Wspólnoty Wiary Słowiańskiej i do Wspólnoty Polskiej. Przełamanie bariery języka jest niezbędnym pierwszym krokiem.

 Oto czołówka statystyczna z około 3 tygodni luty/marzec, bo wtedy pojawiła się na WordPress ta usługa – tu nie ma jeszcze 30 dni – w marcu 2012 mieliśmy 90.500 wejść a tu jest statystyka około 55.000 wejść:

Jak widać po Polsce najliczniej są tutaj reprezentowani Polacy z Wielkiej Brytanii – bo to świeża emigracja i do tego  młodzi ludzie, którzy są największą grupą wyznawców świadomych Wiary Przyrody, dalej Niemcy, USA, i Rosja oraz Ukraina.Jest tu też jednak Tajlandia i Libia i Turcja.

Ta statystyka nie oddaje jednej rzeczy którą mam okazję obserwować dzięki linkom – wielu ludzi wchodzi na nasze strony i tłumaczy teksty przez Google tłumacza na różne języki świata – w tym na włoski, arabski, turecki, hindi czy hiszpański albo francuski – o angielskim i rosyjskim nie wpomnę, bo to jest nagminne.

Oto mapa wejść z 23 marca 2012, która okazuje, że z wyjątkiem Chin, Iranu, Afganistanu, Korei Północnej, zamordystycznych krajów Półwyspu Indochińskiego, Kazachstanu, Turkiestanu i kilku sąsiednich zamordystycznych republik postsowieckich, czyli krajów gdzie cenzuruje się Internet a także prócz dwóch krajów Ameryki Południowej (Boliwii i Gujany, w których Internet jest jak w Afryce) i części Ameryki Środkowej oraz całego wewnętrznego pasa Afryki (z powodu bardzo słabego Internetu, bo Rafał Święcki mówił mi, że w Liberii w ogóle prawie z Internetu nie mógł korzystać – a nasze strony są dosyć „napakowane” grafiką) – z tymi wyjątkami w ciągu jednego miesiąca na naszych stronach byli ludzie ze wszystkich pozostałych krajów Świata. Z takich krajów jak USA, W. Brytania, Niemcy czy Rosja, Kanada, Ukraina są to tysiące wejść, z pozostałych krajów grupa około 30  idzie w setki wejść w okresie jednego miesiąca. [Przy okazji, jak na dłoni widać gdzie cenzuruje się Internet albo gdzie nie ma technologii na poziomie XXI wieku]

Nasz blog utrzymuje się nieprzerwanie, codziennie, w pierwszej pięćdziesiątce najpopularniejszych blogów WordPressu, a w całym roku 2011 zajął  – 33 miejsce. To bardzo wysokie miejsce jak na prezentowaną u nas tematykę.

Tak kształtuje się metanaród polski, nowoczesny, światły, zorganizowany na skalę globalną i wspólnota Słowiańskiej Wiary Przyrody – w tej samej skali.

 

Tenże Meta-Naród może czerpać do woli według własnych potrzeb – z naszej  EKO-EKUMENY – bo to dobrowolna komunardyczna wspólnotowość, Wspólnota duchowa, wspólnota uznawanej tradycji duchowej, wspólnota uznawanych dziejów z którymi się identyfikujemy, wspólnota przyszłego celu: Współtworzenia Świata Ładu Między Człowiekiem i Przyrodą, obrony przyrody i naszego siedliska od Zagłady.

 

Narodziny i NARÓD.

Dzięki technologii, która nas łączy stajemy się dzisiaj Światową Wspólnotą NARODOWĄ, Światową Wspólnotą Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y, Światową Wspólnotą Wiary Przyrody – Świątynią Światła Świata.

 

Tak rozumiany metanaród współtworzyć mogą ludzie dobrej woli wszystkich ras  – wszyscy którzy akceptują i identyfikują się z dziejami i kulturą i wspólnym językiem, który tę wspólnotę ukształtował i kształtuje.Tam gdzie współwyznawcy owej wspólnoty fizycznie egzystują powinni się wspomagać wszystkimi siłami, łączyć się w grupy współwyznawców, współplemieńców, i współdziałać, tworzyć społeczność niezależną w sensie ekonomicznym i światopoglądowym, lecz szanującą miejscowe zwyczaje i prawo oraz krzewiącą wiedzę o naszych tradycjach, dziejach i kulturze.

Zatem czerpmy, czerpcie, i twórzcie najnowocześniejszy Naród Świata – twórzcie Nowy Świat, dajcie mu nowy impuls do rozwoju w XXI wieku. Wszędzie gdzie jesteście komunikujcie się z sobą, nawiążcie więzi, pomagajcie sobie, twórzcie lokalne wspólnoty – Wtedy będziemy pewni, że Słowianie i Polacy wśród nich i Wiara Słowiańska – nigdy nie zginą.

Wiara Przyrody  ma charakter społeczny, a pobudzając Słowiańskiego Ducha  może dokonać przełomu w samoorganizacji społeczeństwa i nadać mu prawdziwą podmiotowość. Nie widzę powodu byśmy jako społeczeństwo polskie nie mieli podejmować uchwał nie za pomocą jakiegoś sejmu – Lecz za Pomocą INTERNETU, który tym sposobem dałby nam prawdziwą samorządność na szczeblu lokalnym i narodowym. Władza miałaby wtedy charakter wykonawczy i realizowała uchwały podjęte referendalnie, lub przez zbiorowe internetowe głosowanie obywateli.  – Jak mówią mądrzy redaktorzy z Gazety Wyborczej: „… kiedy religia nabiera charakteru społecznego, wszystko może się zdarzyć”… , ale oni dodają zaraz, że najważniejsze decyzje trzeba podejmować w Państwie poza społeczeństwem (stąd Okrągły Stół), bo ludzie są za głupi żeby decydować np. o podatkach czy wieku emerytalnym.

Tak. Wciąż są w Polsce mądrzy i najmądrzejsi – jak w PRL, a ci NajNajNajmędrsi  najczęściej mówią o Polsce – „Ten kraj”.

Szatan zaś nie nazywa się Luciferus tylko schizofrenia albo Alzheimer i trzeba się nauczyć go leczyć, zamiast opowiadać to co poniżej w linku, pokazując „ciemnemu ludowi”taoistyczny in-yang (było nie było czyjś religijny znak) –  jako jego NEW AGEowy symbol:

EGZORCYZMY: Zło osobowe istnieje naprawdę – wykład /cz..1.. – egzorcysta Ks. Janusz Czenczek.

http://gloria.tv/?media=161666

Mimo, że my, Rodzimowiercy Polscy takie mamy zdanie o głoszonych przez „naukę” Kościoła „prawdach” podpisaliśmy petycję PRZECIW DYSKRYMINACJI TV Trwam.

To jest Lekcja 6 o Narodzinach i Narodzie – O Odrodzeniu Przyrodzonej Wiary Słowian w Słowiańską Wielką Noc Nowego Roku 2012 (7520) i jeszcze o czymś …

Stało się… 

 

 Suplement:

Ten dokument  z czasopisma Przekrój z 1987 roku – Manifest Kodystów POLSKICH opublikowany we fragmencie dotyczącym tylko sztuki i literatury a nie całej Synchronicznej Rzeczywistości o której traktował – a którą to część  opublikujemy niedługo – Pokazuje, że Rzeczywistość Synchroniczna i jej świadomość rodzimowiercza trwa od dawna, jej obecne potwierdzenie ze strony naukowej – fizyki kwantowej – co prezentuje Nassim Haramein – wskazuje jak myślę jasno, w którą stronę Ludzkość powinna podążyć i czego możemy na tej drodze dokonać w przyszłości.

Dyskusja

(24 03 2012)

Jako że ważna wyciągamy ją tu na wierzch:

  1. Nawia said, on 20 Marzec 2012 at

    “Przy okazji – wyjaśnijmy jaka jest różnica między Mocami a Żywiołami”


    Wywiad z Nassimem Harameinem przeprowadzony po otrzymaniu przez niego prestiżowej nagrody za najlepszy referat (podczas 9th International Conference CASYS’09 na University of Liège, Belgium).
    Praca jego wyznacza nowy paradygmat w fizyce kwantowej, w którym jądro atomu traktuje się jako mini czarną dziurę…

    Ten film jest niesamowity,mówi o rzeczach z którymi chyba żaden Rodzimowierca,wyznawca Natury/Nauki nie obdartej z duchowości,nie jest w stanie się nie zgodzić.Gdyby mnie ktoś spytał dokąd wiedzie Rodzimowiercza ścieżka,to powiedziałbym że dziś wiedzie śladami Nassima :D albo że Nassim idzie tam gdzie próbują dotrzeć Rodzimowiercy,nie tylko Słowiańscy,bo Rodzimowierca to wyznawca Natury i jej praw,a Naturę mamy wszędzie tę samą,tzn w tym świecie,być może “zaświaty “rządzone są innymi prawami.

    “Co było pierwsze jajko czy kura?-nic,one zawsze były razem.” No po prostu piknie!To jest właśnie moje Rodzimowierstwo,brak sztucznego dualizmu i podziału na ja oraz nie ja.
    Dualizm sztuczny,biegunowość to nie dualizm.Zimno nie jest wrogiem ciepła,ciepło i zimno są manifestacjami Jednego zjawiska o nazwie temperatura.Temperatura rozciąga się od minus do plus nieskończoności.Jedna temperatura,nieskończona ilość jej manifestacji/stopni.Analogicznie,jeden wszechświat,nieskończona ilość manifestacji życia,bóstw,ludzi,zwierząt,roślin,minerałów.Małe jest odbiciem wielkiego.
    Ponadczasowe słowa Hermesa Trismegistosa: „Jak na górze, tak na dole…”

Monokultura nie występuje w Naturze,jest o tym mowa na kolejnym świetnym filmie-14:21

    • Natura zawsze jest poli,na każdym poziomie,roślinnym,zwierzęcym,ludzkim i boskim.
    • bialczynski said, on 21 Marzec 2012 at

      Witam

      Nowe teorie fizyki rzeczywiście zbliżają się do obrazu Świata, który od dawna “rysuje” jakby od drugiej strony LUSTRA Wiara Rodzima i do którego od dawna usiłuje przekonać “świat nauki”, który do tej pory był hermetyczny i niechętny takiej wizji Wszechświata.

      Teoria prezentowana na filmie jest od dawna potwierdzona przez eksperyment i rzeczywistość. Kto chce się o tym przekonać powinien wejść na dyskusję pt” Praca z bogami/energiami” na Tarace: Tu link do moich tam wypowiedzi, ale były też artykuły wcześniejsze a lada chwila pojawią się następne z tej dyskusji. Będą też nowe interesujące rozmowy:
      http://www.taraka.pl/z_bogami_03

      Nie publikujemy wpisów które są niemerytoryczne, oderwane od treści artykułu – poprzedni taki był, a dodatkowo 45 zasad było już publikowane – dlatego wypadł.

      W grudniu 2011 ogłosiliśmy że przystępujemy do budowy Świątyni i te prace trwają – Skąd pomysł Nawi.org na konkurs na projekt parku i świątyni? To pytanie w kontekście wykładu Nassima jak również dyskusji na Tarace która się z tym zbiega – innych inicjatyw o których tu na razie pisał nie będę i w kontekście Teorii jednolitego Pola Świadomości.

      Podczas gdy fizycy nieśmiało dyskutują i dali po raz pierwszy nagrodę człowiekowi, który zwykle wyjeżdżał przed końcem każdej konferencji traktowany jak “oszołom” świata fizyki (nota bene – podobnie jesteśmy traktowani my Rodzimowiercy w Polsce, kiedy zgłaszamy rewizję archeologii i historii w związku z odkryciami nauki – fizyki, genetyki, językoznawstwa itp – i oczywistymi zmianami jakie muszą powodować na innych polach nauki) ludzie od dawna praktykują tę “magię” wywierania wpływu na Rzeczywistość przez jej współkształtowanie siłami świadomości. To nie jest dla mnie nowość – nie jest to “odkrycie”. Świat fizyki – chwała mu za to – zaczyna dokumentować zjawisko, którego my Rodzimowiercy – doświadczamy, używamy i praktykujemy je na co dzień albo rzadziej od święta, ale od bardzo dawna – od niepamiętnych czasów – czasów szamańskich.

      Rzeczywiście coś w tym jest co mówi Nassim, że chyba masa krytyczna zaczyna być przekraczana w tym kontakcie i pracy – “zwrot energetyczny i idąca za nim przemiana Rzeczywistości” ze strony Wszechświata staje się coraz szybszy, wyraźniejszy i mocniejszy.

      Jak mówi Rafał Święcki który właśnie gości w Krakowie w tych dniach, przybywszy z Liberii, a w drodze do Ekwadoru – warto się zjednoczyć i pracować wyobraźnią na tym samym polu – DOKŁADNIE TYM SAMYM – co znaczy wizualizować ten sam obiekt a nie jakiś mgliście podobny, albo tylko zarysowany ideowo ogólnie – dokładnie taki sam – bo wtedy energie osób współpracujących nie sumują się tylko, ale MNOŻĄ i efekt jest wielekroć silniejszy.
      Może warto to zastosować także w kwestii budowy naszych świątyń?

      Zaprosimy was niedługo do śledzenia jego 40 dniowej głodówki i efektów jakie może przynieść na You Tube – nie zachęcam nikogo kto nie wytrenowany do naśladownictwa.

      Przedstawiony na stronie Nawia.org projekt jest w dużej mierze odbiciem naszych założeń co do zawartości merytorycznej takiego miejsca i włącza idee – Miejsc Pamięci i Kręgów, o których rozmawiamy ze Słowiańską Wiarą od jesieni 2011 roku.

      W niedługim czasie zamierzamy ogłosić konkurs ARCHITEKTONICZNY na kompleks świątyni-Ośrodka Eko-Ekumeny o którym była mowa 24 grudnia na stronach SSŚŚŚ.

      Oczywiście takie i podobne inicjatywy pojawiają się od jakiegoś czasu. Im więcej świątyń powstanie i im więcej takich parków tym lepiej – jeśli nas tylko na to stać, żeby ich zbudować więcej.

      Korespondencję na adres mailowy dołączony do tego wpisu poczta mailowa odrzuca jako błąd. Jedyny możliwy kontakt przez stronę Nawi w tej chwili to wpisanie się jako członek do anonimowego stowarzyszenia – tego czynić nie chcemy. Sprawa wymaga omówienia ponieważ nic nie dzieje się w Przyrodzie “przypadkiem”.

      Proszę o mail kontaktowy, który system pocztowy będzie akceptował na ssss.staredrzewa@gmail.com

      Pozdrawiam serdecznie wszystkich ewentualnych uczestników dyskusji na temat artykułu jak i idei budowy Świątyni i ideii z filmu zamieszczonego tutaj przez Nawię.org Inicjatywę Parku Słowiańskiego Masław.

      CB

      • bialczynski said, on 24 Marzec 2012 at

        Nowe teorie świata nauki – fizyki – zbliżają się do Wiary Przyrody, a tym samym Wiarę Przyrody zbliżają do ludzkich Umysłów – umów.
        Um. Umowa. Cnota. Otwartość.

        Um mani padme hum.

        Um. Ouum. Om.

        Z Wiki
        Om mani padme hum – buddyjska, sześciosylabowa mantra bodhisattwy współczucia, Awalokiteśwary. Dalajlama jest uważany za inkarnację Awalokiteśwary, więc mantra ta jest szczególnie często używana przez ludzi mu oddanych.

        Wymowa

        W zależności od szkoły buddyzmu mantra jest inaczej wymawiana. Buddyści nie wartościują sposobów jej wymowy, a różnorodność tłumaczy się tym, że klaśnięcie dłońmi dla każdego brzmi tak samo, jednak gdy próbujemy ten dźwięk wydać przez gardło powstają różnice.

        Tybet: ཨོཾ་མ་ཎི་པ་དྨེ་ཧཱུྃ་ Om Ma Ni Pe Me Hung [albo Hum]

        Pismo dewanagari: ॐ मणि पद्मे हूँ;: Oṃ Maṇi-Padme Hūṃ

        Chiny 唵嘛呢叭咪吽, pinyin Ǎn Má Ní Bā Mī Hōng

        Korea Hangul 옴마니반메훔, Om Ma Ni Ban Mae Hum

        Japonia Katakana オンマニハンドメイウン On mani handomei un

        Mongolia: Ум маани бадми хум Um maani badmi khum

        Wietnam: Úm ma ni bát ni hồng

        Znaczenie

        Sześć
        sylab mantry

        Mantra ta ma wiele znaczeń – dosłowne tłumaczenie to:

        Oddaj cześć klejnotowi w lotosie.

        Jedno z bardziej literackich tłumaczeń to:

        Bądź pozdrowiony, klejnocie w kwiecie lotosu.

        Inne znaczenie to oczyszczenie sześciu sfer egzystencji w cierpieniu.

        Sylaba Oczyszcza Sfera samsary

        Om dumę / pychę bogowie
        Ma zazdrość / żądzę rozrywki zazdrośni bogowie
        Ni namiętność / pożądanie ludzie
        Pad głupotę / uprzedzenie zwierzęta
        Me biedę / posiadanie głodne duchy
        Hum agresję / nienawiść piekło

        Sześć. Co znaczy słowo SziSz – SiS – ŚiŚ?

        Dla Człekowatych to tylko inna nazwa nargili – sziszy. Dla Rozumnych, dla Ludzi, to Światło i Życie, do którego używanie sziszy nie każdego doprowadzi, a też nie jest to droga ani najlepsza ani pełna i pewna ani tym bardziej jedyna.

        AWALOKITEŚWARA – Owalo-Kiteż-Wara.

        Kto nie słyszał o Uwalu-Owalu, czyli Wogóle i jego wrzącym, Warnym Zapisie – tego odsyłam do Taji 20 – O jaju Świata (co jest chyba nawet w sam raz na czas Nowego Roku Słowian). Tam także można się dowiedzieć o znaczeniu nazwy Utoja-Utoya (Utopia) i o słowie Utka. Utoya to czarna emanacja, odprysk prosto z Ciemności Świata.[gdy pisałem to zdanie ciemne siły nieustannie wplątywały się w jego kształt].

        Pomyślmy też o Walinach i Wałach Żmijowych i Houmach- Chełmach – Żmijowych Górach i Matce Skołotów – Ptakowężycy Kąptordze. Pomyślmy też ciepło o Serbach – Srebrzynach – Serpętach – Wojach Wężowych i o Syroj Ziemli – Naszej Matce, a też o ofierze z sera i o Syrych Mężach – Syr Matach – Syrej Maci dzieciach – czyli o naszych przodkach Scytach i Sarmatach.

        Kto nie słyszał o Kitażu-Kiteżu-Kitaju, Kiteżgorodzie – Kitaj Grod, Kitaju (Ku-Taju) – Kraju Kutajów, a także o sąsiednim Kraju Tajchu i Taj (Tartarze-Tajtarze) – Siewierzy (Syberii), kto nie słyszał o Wojnie o Taje – ten musi poczytać o Zatopinonym Grodzie Mędrców i Grodzie Mądrości co spoczął na dnie wielkiego Jeziora w Kraju Suomi (Słowi), którego rosyjscy rodzimowiercy poszukują w Karelii, tego odsyłam do podań burowijskiej Moskwy i budynowskiej Czerwonej Rusi. A także do Księgi Ruty – Taja 20, 21 i 22 oraz w Księdze Tanów – Taja 25.

        Słowa war w imieniu owego OŚWIECONEGO – Kszatriji – Koszatyrsa – bramina, czyli Strażnika Bramy Bram – Wiary Przyrodzonej tłumaczyć chyba nie trzeba.

        Warto też wziąć pod uwagę wciąż żywą w Tybecie ową mantrę OUM, jak i prosto, ale też “dookoła” tłumaczone tam owo imię Owalokutajwary:

        Awalokiteśwara (skt. अवलोकितेश्वर trl. Avalokiteśvara, ang. Avalokiteshvara, dosł. Pan patrzący w dół ([na świat], tzn. ze współczuciem). tyb. translit.: spyan ras gzigs, wymowa: Czenrezig lub Cienrezig – jest jednym z najważniejszych bodhisattwów w buddyzmie mahajany i wadżrajany, uosabiającym współczucie.

        To ważne do zrozumienia.

        Próba budowania czegokolwiek na anonimowości i jednostronnych ścieżkach donikąd nie prowadzi. Brama Otwarta w jedną stronę jest zamknięta. Trzy dni nadaremnie czekamy na sygnał z Nawi. Z której Nawi? Oto jest pytanie – bo są tam Cztery Nawie w tej jednej.

        Budowanie na anonimowości nie jest możliwe, bo ona daje wyłącznie przetrwanie i nie pozwala nic zbudować. Może jednak służyć Nawiom – uśmierceniu wszelkiej idei.

        Powyższa mantra, łącznie z interpretacjami Wikipedycznymi, świadczy jak Małpo-Ludy, Człeki, Człekokształtni, Goryle  (Szukalski, Aiwanhow i inni mędrcy) nie UMiejąc użyć UMu, próbują się dobrać do “konfitury”, do Jądra Duchowości Orzej.
        Or, jar, orzech, ORka na Ug-ORZe, ORZEŁ.

        W SŁOWIE jest Siła Cała i SIĘ STAŁO …
        Jakby rzekł Jan Kochanowski

        ATEIŚCI już przegrali choć o tym nic nie wiedzą. Nie wiedzą ponieważ ich umysł (UM) nie sięga sfery Ducha. Małpoludy (Człekowaci) nie sięgają e t e r u – ich świat kończy się na CIELE.

        Ciało, ciele.

        Oum mani padnie houm 

        UM MAMY Budme choum

        – spróbujcie słowiańskiego klucza do tej mantry (klucza mowy nie pisma).

        Musimy być odporni na wciąż ponawiane próby rozbicia z różnych stron Słowiańskiego Dzbana i Wiary Przyrody przez uzurpatorów próbujących znanych od wieków narzędzi i manewrów. Jednym z nich jest działanie anonimowe.

        Czekamy

        cd – nastąpi.

  1. Mezamir said, on 21 Marzec 2012 at

    “Do jakiego stopnia moje/twoje postępowanie jest moje/twoje? Do jakiego stopnia od NARODZIN kieruję sobą, czyli czym jest wolna wola w wymiarze ludzkim i do jakiego stopnia w ogóle jest?Materializuje się jako duchowo-fizyczna możliwość – jako Boska Wolna Wola.”

    “Dopóki nie uczynisz nieświadomego – świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.”
    C.G.Jung

    To oznacza (przynajmniej dla mnie)że człowiek nie ma wolnej woli dopóki nie uświadomi sobie tego co nim kieruje z poziomu podświadomego.

    “Ilekroć popadasz w skrajność, musisz podjąć walkę, stale walczyć, gdyż w tym stanie nie ma mowy o odprężeniu.

    Tylko będąc pośrodku można się odprężyć.
    W stanie skrajności zawsze mamy do czynienia z napięciem, obawą, niepokojem.
    Tylko ten środek, stan zrównoważenia, pozbawiony jest trosk i obaw, jesteś wówczas spokojny, nic cię nie niepokoi, nie ma bowiem napięcia. Napięcie to stan skrajny. Krążysz od jednej skrajności do drugiej, dlatego jesteś tak napięty.

    Nie ma znaczenia gdzie jesteś, przeciwieństwo staje się „drugą stroną” i staje się atrakcyjne, ten dystans kusi.
    Nie wyobrażasz sobie nawet jak seks pociąga człowieka, który usiłuje pozostać w celibacie – nie masz pojęcia! Nie jesteś w stanie wyobrazić sobie jak jedzenie przyciąga człowieka poszczącego.
    Nie zrozumiesz, bo są to przeżycia: jedno tylko stale krąży człowiekowi po głowie, jedzenie… seks… I tak aż po kres naszych dni. Nawet w chwili śmierci, gdy pojawia się skrajność, nie sposób uwolnić się od tej obsesji.

    Spróbujcie zrozumieć jaki problem jest z umysłem: podzielony oznacza chorobę, nie podzielony to zdrowie.
    Jeżeli w umyśle znajduje się wiele sprzecznych rzeczy, umysł choruje, przypomina tłum, szalony tłum. Lecz gdy w umyśle jest tylko jedno, umysł zostaje uzdrowiony, bo dzięki tej jednej rzeczy zachodzi proces krystalizacji(integracji). Dopóki umysłu nie sprowadzi się do jedności, choruje.
    Niekiedy pojawiają się one zupełnie nieoczekiwanie: wstajesz nad ranem, bardzo wcześnie, wszystko jest takie świeże… wschodzi słońce, cała sceneria jest tak piękna, że nagle… jesteś skoncentrowany…”

    “Ktoś zapytał świętego Augustyna: „Co mam czynić? Nie jestem zbytnio wykształcony, powiedz mi więc, jeśli można… w paru słowach.”
    “Miłość bezwarunkowa”.
    http://zenforest.wordpress.com/2008/02/11/zjednoczenie/

    Słońce o nic nie pyta nikogo,nie ocenia czy jest dobry czy zły,świeci tak samo dla wszystkich.

    Zanim do niej na chwilę jeszcze wrócimy powiedzmy najpierw kim lub czym jest człowiek. A więc – Kim/czym jestem/jesteś?”-

    Sir John Eccles
    Jeden z największych w świecie autorytetów w zakresie badań ludzkiego mózgu, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (1963), australijski neurofizjolog John Carew Eccles (1903 – 1997), w oparciu o wyniki swoich naukowych dociekań doszedł do wniosku, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę.

    John Eccles, opierając się na wynikach swoich wieloletnich naukowych obserwacji i analiz, stwierdza, że materia nie jest w stanie wytwarzać zjawisk psychicznych i nie ma przechodzenia energii fizycznej w psychiczną.
    Tym samym tylko duchowa rzeczywistość może wytwarzać zjawiska psychiczne.
    Australijski noblista uświadamia nam, że z naukowego punktu widzenia trzeba jednoznacznie odrzucić twierdzenie materialistów, że ludzka świadomość jest produktem materii.
    Dla J. Ecclesa stało się oczywiste, że umysł człowieka, jego osobowe ja, istnieje jako duchowy wymiar człowieczeństwa i jest nieśmiertelną duszą.
    Ten wybitny naukowiec podkreśla, że współczesna nauka przekazuje nam orędzie pokory w obliczu cudu życia i wspaniałości ludzkiej osoby.
    Prawdziwymi cechami człowieczeństwa są nie tylko inteligencja i mózg, ale przede wszystkim kreatywność i zdolność wyobraźni.
    Eccles pisze o dwóch pewnikach, a są nimi: niepowtarzalność osoby ludzkiej w jej cielesności i w duchowym istnieniu nieśmiertelnej duszy.

    Bazując na wynikach swoich badań, profesor Eccles zdecydowanie odrzuca materialistyczną teorię umysłu, według której mózg jest rozumiany jako super-skomplikowany komputer, w którym kora mózgowa generuje wszystkie myśli i uczucia.

    Określa tę teorię jako “zubożałą i pustą”, ponieważ posługuje się ona niejasnymi ogólnikami, a przede wszystkim nie jest zdolna uzasadnić cudu i tajemnicy istnienia niepowtarzalności ludzkiego ja wraz z jego duchowymi wartościami: kreatywnością i zdolnością wyobraźni (How the Self Controls Its Brain, ss. 33, 176).

    “Skoro materialistyczną koncepcja – pisze Eccles – nie jest w stanie wyjaśnić i uzasadnić doświadczenia naszej niepowtarzalności, jestem zmuszony przyjąć nadprzyrodzone stworzenie niepowtarzalnego, duchowego, osobowego «ja», czyli duszy. Wyjaśniając w terminach teologicznych: każda Dusza jest nowym Bożym stworzeniem wszczepionym w ludzki zarodek” (Evolution of the Brain, Creationofthe Self, s. 237).

    Profesor J. Eccles stworzył nową, genialną teorię funkcjonowania ludzkiego umysłu, znaną jako dualistyczny interakcjonizm (dualist-interactionism).

    Jej autor wyjaśnia: “Stwierdzam, że tajemnica człowieka jest niewiarygodnie pomniejszona przez naukowy redukcjonizm z jego roszczeniem «obiecującego materializmu», który miałby wytłumaczyć istnienie całego duchowego świata w kategoriach wzorców aktywności neuronów.

    Tego rodzaju wiara powinna być traktowana jako przesąd.

    Musimy uznać, że jesteśmy istotami duchowymi z duszami istniejącymi w duchowym świecie i równocześnie istotami materialnymi z ciałami istniejącymi w materialnym świecie” (Evolution of the Brain…, s. 241).

    Twierdzenie materialistów, że myślenie jest wynikiem materialnych procesów, Eccles odrzuca jako przesąd, który nie ma nic wspólnego z ustaleniami nauki: “Im bardziej naukowe badania odkrywają prawdę o pracy ludzkiego mózgu, tym jaśniej możemy rozróżnić jego funkcjonowanie i myślenie – i w tym kontekście widać, jak wspaniałe jest zjawisko myślenia.
    Przekonanie, że myślenie jest efektem materialnych procesów, jest po prostu przesądem utrzymywanym przez dogmatycznych materialistów.

    Ma ono cechy mesjańskiego proroctwa z obietnicą przyszłości uwolnionej od wszelkich problemów – coś w rodzaju nirwany dla naszych pechowych następców.

    Materialistyczni krytycy argumentują, że nieprzekraczalne trudności sprawia hipoteza, iż niematerialne umysłowe wydarzenia mogą oddziaływać na materialną strukturę neutronów.
    Takie oddziaływanie jest rzekomo niezgodne z zachowaniem praw fizyki, a w szczególności z pierwszym prawem termodynamiki.
    Ta obiekcja z pewnością mogła być podtrzymywana przez dziewiętnastowiecznych fizyków, neurologów i filozofów, ideologicznie związanych z dziewiętnastowieczną fizyką, która nie jest świadoma rewolucji dokonanej przez fizykę kwantową w dwudziestym wieku” (A unitary hypothesis of mind-brain interaction in the cerebral cortex (1990); art. opublikowany w Proceedings ofthe Royal Society B 240, ss. 433-451).

    Wieloletnie naukowe badania ludzkiego mózgu doprowadziły Johna Ecclesa do stwierdzenia, że wszyscy mamy osobowe ja – czyli niematerialny umysł, który działa poprzez materialny mózg.
    Tak więc oprócz świata fizycznego w człowieku istnieje umysłowy – czyli duchowy – świat i obie te rzeczywistości wzajemnie oddziałują na siebie (por. How the Self Controls Its Brain, s. 3Cool.
    Profesor Eccles podkreśla zdumiewający fakt, że samoświadomość osobowego ja u każdego człowieka trwa niezmiennie przez całe jego życie, “a ten fakt musimy uznać za cud” (tamże, s. 139).

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Ia7tjE_WReY

Od wielu wieków ludzie zastanawiają się, czym jest ludzka dusza. Około 100 lat temu naukowcy stwierdzili, że dusza nie może być obiektem badań. Określili ją mianem świadomości i zajęli się jej analizą. Wkrótce doszli do wniosku, że wiąże się ona z najbardziej złożonymi poziomami funkcjonowania mózgu. Idąc dalej, napotkali problem, który dotyczy rozwoju sztucznej inteligencji i robotyki. Stanęli przed koniecznością znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy cyborg, który pod względem inteligencji dorówna ludziom, naprawdę nie będzie się od nich różnił. Twórcy filmu sprawdzają, czy supernowoczesny robot nie przyczyni się do uśmiercenia ludzkiej duszy.

 

 

Winicjusz Kossakowski – CZY SŁOWIANIE ZMIENILI BOGA W CZASIE CHRYSTIANIZACJI ?


Erin Hendry – Bóg (God)

Rozpoczynamy publikację nowego cyklu Winicjusza Kossakowskiego „Takie sobie gadanie”. Oczywiście wbrew przewrotnemu tytułowi czynione przez niego spostrzeżenia posiadają dużą wagę. Wiele z tych poglądów podzielam bezdyskusyjnie, z niektórymi bym polemizował. Są też tezy, które skłaniają mnie do polemiki. I właśnie o to chodzi, żeby się zgadzać, dyskutować lub przedstawiać odrębne koncepcje.  Nie we wszystkim musimy być jednomyślni i nie przeszkadza nam to współtworzyć jedną Świątynię. Tak naprawdę te moje polemiki dotyczyłyby nie spraw zasadniczych, tylko drobniejszych, które warto roztrząsać na poziomie szczegółowym przy rekonstrukcji obrzędów – jak na przykład wywodu pojęcia ksiądz, które wszak wiąże się nie tylko z sadzeniem ale i z księgą i Księżycem. Znany jest też fakt podwójnej władzy wśród Scytów i Hunów, który pewnie obowiązywał wśród Słowian – książę i ksiądz, wódz-wiedzący i wiedun-wiedzący, kagan – oświecony i kaganbog – sprawujący władzę religijną i wykonawczą (sądowniczą właśnie jak ksiądz w koncepcji Winicjusza Kossakowskiego).

Bardzo ciekawe są wnioski wynikające z dokonanych przez Winicjusza Kossakowskiego odczytów Kamieni Mikorzyńskich i Idoli Przylwickich. Z tymi bóstwami tam odczytanymi i nazwanymi jest dokładnie tak samo jak z Panteonem Bronisława Trentowskiego. W Nadłabskim Kręgu Bogów występują jak u Trentowskiego inne nazwy osobowe bóstw, lecz te same funkcje w tych samych miejscach Kręgu Bogów. To wskazuje na dawną jednolitość wiary przyrodzonej  i oparcie tej religii na uniwersalnych jednakowych prawach – Prawach Wszechświata (Boga Bogów – Światła Świata) i Prawach Przyrodzonych Ziemi (Prawach Przyrody), które są manifestacją reguł, bytów fizycznych i energii w fizycznym środowisku Ziemi.

CB

 

♦© by Winicjusz Kossakowski

 

Takie sobie gadanie

 

CZY SŁOWIANIE ZMIENILI BOGA W CZASIE CHRYSTIANIZACJI ?

Pytanie zaskakujące, ale nie pozbawione sensu.

Dla nazwania Pierwszej Przyczyny Słowianie wynaleźli nazwę BÓG. Nie ulega wątpliwości, że nazwa tyczy bóstwa słowiańskiego i tylko słowiańskiego. Gdyby zdecydowali się na czczenie bóstwa Rzymian nazywali by go Deus i jemu oddawali cześć. Gdyby oddawali cześć bogu Habirów nazwali by go Jahwe – Moloch, a boga Egipcjan – Ra.

Jednak pozostali przy własnym Bogu.

Została zmieniona jedynie liturgia i to nie od razu.

Przez długi okres nierozumiana liturgia w języku łacińskim szła swoją drogą a liturgia słowiańska – śpiewana i odprawiana przez lud – swoją.

Zachowała się skarga kapłana katolickiego odprawiającego modły żałobne związane ze śmiercią Chrystusa na lud, który w tym czasie tańczył, klaskał w dłonie i śpiewał Lelum – Polelum, oddając w ten sposób cześć swojemu Bogu. Nie wątpię, że lud był przekonany, iż kapłan czyni to samo tylko w obcym języku.

Słowiańskie Lelum – Polelum wiąże się z „narodzeniem słońca w dniu 25 grudnia” , czyli powrotem, a powrót słońca wiąże się z powrotem burzy i gromów, które wypędzają „Zamróz” i zapładniają rośliny i drzewa. Następuje powrót życia w przyrodzie. Stąd tańce, klaskanie i uciecha, które tak zniesmaczyły katolickiego kapłana.

Kapłani słowiańscy mieli w swych obowiązkach zadania religijne i czysto polityczne, chociażby takie jak sądownictwo tyczące etycznych praw boskich.

1) Od sprawowania tego urzędu zostali nazwani        K’ sądz co przekłada się na – ku sądzeniu.  Ta nazwa i ten obowiązek przeszedł na nowych kapłanów.

2) Do innych obowiązków kapłanów słowiańskich należało doradztwo poprzez wróżby.

3) Dbanie o zdrowie rodu i plemienia. Leczenie.

4) Postrzyżyny, czyli przyjmowanie na łono Kościoła Słowiańskiego i w poczet mężów bożych w wieku siedmiu lat. Wiązało to się z nadaniem nowego, męskiego imienia.

5) Doradztwo w sprawie rozpoczęcia, lub zaniechania wojny. W wypadku działań wojennych, przekonanie wojów, że Bóg jest z nimi i da zwycięstwo. Zachował się opis kapłanki, idącej do ataku przed drużyną ze świętą wodą w przetaku. Nie wątpię, że polegli w boju, trafiali prosto do Siódmego Nieba, nieba szczęśliwości.

6) Bardzo ważnym obowiązkiem było właściwe oddelegowanie duszy do Nieba.

Według wierzeń słowiańskich człowiek był istotą podwójną. Posiadał duszę stworzoną przez Boga oraz świątynię dla duszy, czyli ciało stworzone przez rodziców ziemskich. Dusza przebywając w ciele, bardzo się do niego przywiązywała i zdarzały się wypadki, że wracała. Taki żywy trup nosił nazwę Wampira, który żywił się krwią żywych. Legenda przeszła do innych ludów już przetworzona zgodnie z ich kulturą. Wynika z niej, że wystarczy by wampir pożywił się krwią człowieka by zaszczepić mu cechy Wampira. Jest to niezgodne z wierzeniami słowiańskimi.

Inny rodzaj wampiryzmu tyczył nieodnalezionych topielców, których dusza również pozostała w ciele. Topielice i Topielcy czyhali w zbiornikach wodnych na nieostrożnych, by wciągnąć ich do wody i utopić.

W obrządek prawidłowego odesłania duszy do nieba wchodziły odpowiednie modły i kremacja zwłok. Skremowane popioły zbierano do urny i wystawiano  na specjalnym słupie znajdującym się w lesie, najczęściej przy rozstajnych drogach na trzy dni i trzy noce. W tym czasie Dusza załatwiała sobie transport do Nieba, którym zajmowały się ptaki boże, najczęściej kukułki, zwane również gżegżółkami i źeźulami. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że transportem Duszy na ziemię, do nowo narodzonego  dziecka, zajmowały się bociany. Dziecko, któremu bocian nie dostarczył duszy umierało lub było nieświadome istnienia. Dobrzy rodzice starali się, by na ich stodole zamieszkał bocian. Przygotowywano mu miejsce pod gniazdo osadzając drewnianą bronę na dachu  stabilizującą ptasią budowlę.

Dużą uwagę przykładano do kremacji i nie mieszano popiołów z drewna z popiołem z ciał. Z etruskiego sarkofagu można wyczytać, że Dusza miała szansę na odrodzenie z popiołów.    Spopielone zwłoki nie ulegały gniciu i były wieczne.

Polski archeolog Tadeusz F. Wolański, zaliczał Etrusków do Słowian. Jego odkrycia  potwierdziły się po korekcie aktualnego alfabetu. Odczyty z zabytków etruskich i skorygowany alfabet można odnaleźć w pracy Polskie Runy Przemówiły.

Słowiański rytuał pochówku można odnaleźć w religii Partów, czyli Zaratustry, ale już spartolony.

Partowie, późniejsi Persowie, zwłokom stawiali słup murowany. Transportem po śmierci, zajmowały się również ptaki boże. Problem w tym, że Partowie nie zrozumieli idei religijnej Słowian i pomieszali zwyczaje miejscowe z nauką religijną.

W miejscowym zwyczaju, pozbywano się zwłok poprzez wyrzucenie na pustynię – na żer padlinożercom. Partowie swoje zwłoki oddawali na żer ptakom bożym, ze szczególnym uwzględnieniem kruka, co mnie nieco dziwi – skuteczniejszym padlinożercą na ich terenie jest przecież sęp.

Nie sądzę, by religia Zaratustry była czysto słowiańską, jak sądził profesor Ignacy Pietraszewski, dopatruję się w niej synkretyzmu religijnego.

7)  Ważnym obowiązkiem kapłańskim było dbanie o sprawy gospodarcze. On musiał przewidzieć i odpowiedzieć na pytanie: Czy następny rok będzie urodzajny, czy susza. Podpowiadał jak mają gospodarować zapasami żywności. Jednocześnie świątynia pełniła rolę banku, do którego spływała część łupów wojennych i podatek. Zabezpieczano w ten sposób środki finansowe na nabycie sprzętu wojennego w wypadku konieczności obrony.

Aby podołać tak rozległym, a ważnym dla przetrwania plemienia obowiązkom kapłan musiał wyróżniać się niezwykłym talentem i wiedzą. Górował nad rodakami, ale swej wiedzy używał dla dobra społeczności, czym zasłużył sobie na miłość i szacunek.

***

Czytając prace uczonych na temat słowiańskiej religii, czuje się tak, jakbym przeglądał Burdę, czyli magazyn mody.

Uczeni, tak jak modnisie, patrzą jedynie na suknie. Nie interesuje ich to, co kryją stroje.

Nie spotkałem   żadnego uczonego, który próbował by zrozumieć idee religijne Słowian. Jak papugi powtarzają słowa – panteizm, lub  religia przyrody. A to są jedynie cechy zewnętrzne, takie same jak sukienka koleżanki.

Słowiańskie pojęcie Boga można odnaleźć w dwóch źródłach pisanych. Jednym jest opis Prokopiusza z Cezarei.

„Słowianie uważają, że jest tylko jeden Bóg stwórca błyskawicy…..”

Drugi opis, który uściśla słowiańskie rozumienie istoty Boga, zachował się na deseczkach bukowych w Rosji.

„Bóg jest jeden, ale przejawia się w wielości…”

Aby uczynić zrozumiałym przekaz sprzed wieków muszę posłużyć się przykładem.

Postrzeganie Boga i świata przez przodków naszych na podstawie dostępnych danych.

 

Dane:

1) Bóg jest jeden, stwórca świata i energii.      –   Źródło – Prokop z Cezarei VI wiek.

„Sklawinowie i Antowie….Uważają bowiem, że jeden tylko Bóg , twórca błyskawicy, jest panem całego świata…..”

2) Bóg jest jeden, ale przejawia się w wielości.     Źródło – Rosyjskie tabliczki Welesa.

„A jeśli jaki wszetecznik będzie liczyć bogów, oddzierając ich od Swaroga, wyklęty będzie z rodu, jako że nie ma u nas bogów oprócz Najwyższego. Istotą Swaroga i innych jest mnogość, bo bóg jest zarówno jeden jak i mnogi. Niech nikt nie mówi, że mamy wielu bogów.”

3) Bóg jest jeden, ale składa się z czterech istotności:

a) mądrości –  Perun – Stwórca.  Bez atrybutu.

b) prawa – Perkun trzyma w ręku atrybut prawa, kunę czyli obręcz.

c) mocy – Świętowit. Atrybut – miecz i koń.

d) życia – G’ Run (Ku życiu). Atrybut – róg obfitości.

Źródło –  Rzeźba Boga wyłowiona ze Zbrucza.

Słowianie znali wiele bóstw, które nazywali duchami przyrody. W każdym z duchów  możemy odnaleźć cztery boże istotności to jest: mądrość bożą, moc bożą, prawo boże, życie boże.

To samo odnajdujemy w świecie materialnym, ożywionym. W świecie nieożywionym brak jest jednego elementu – życia.

Symbolem Boga słowiańskiego był krzyż równoramienny. Każde ramię symbolizowało jedną z istotności bożej.

Aby zrozumieć pojęcia mędrców słowiańskich proponuję porównać to co powyżej do sznura składającego się z wielu nitek zabarwionych na cztery kolory które symbolizują: mądrość, prawo, moc, życie.

Każde  bóstwo przyrody było skręcone z tych czterech nitek.  Poszczególne sznureczki skręcały się w sznur a sznury w linę, którą można porównać do istoty Boga. W dobie obecnej można posłużyć się łańcuchem DNA. W najmniejszej części materii ożywionej odnajdujemy cały zapis jednostki. Może to być cebulka włosa, ślina, kropla krwi itp. W każdej odrobinie mamy zapis całego łańcucha genetycznego.

Porównanie powyższe jest niepełne. Nie wyjaśnia znaczenia Boga i roli jego duchów.

 Z obserwacji świata, życia i wnętrza duchowego człowieka dawni mędrcy wysunęli wniosek, że istnieje duch którego czuli w sobie jako własne JA. To JA potrafiło myśleć i odnajdywać drogi do wszelkich wynalazków. To JA nazwano Duszą, która nie chciała umierać, pomimo pewności, że jest to nieuniknione. Z obserwacji mądrego urządzenia świata i porównania tego z mądrością ludzką doszli do wniosku, że istnieje jakaś Mądrość, Pierwsza Przyczyna, która wszystko przemyślała i urządziła ten świat. Porównano Go z własnym JA, czyli duchem nieśmiertelnym, tylko o wiele, wiele mądrzejszym i potężniejszym, który jest twórcą, ojcem duszy ludzkiej, której dał do zamieszkania świątynię ciała, zrodzonego z rodziców ziemskich. Pierwszych ludzi stworzył przez przetworzenie własnej osoby boskiej. – Źródło – Awesta(Obwiesta).

Boski świat duchowy, jest myślą boską, planem,  który jest zmaterializowany w świat widzialny.     

 

Religii słowiańskiej nie można nazwać również wielobóstwem, ponieważ we wszystkich nazwach bożytów mamy do czynienia jedynie z przejawem  przetworzonej inteligencji i myśli bożej. Obojętnie, czy to będzie Duch Prawa, Duch Żywota, Duch Ziarna, czy wiele innych, występujących pod różnymi nazwami, zawsze będzie to przetworzona myśl Jedynego Boga.

Istotę Boga rozumieli mędrcy słowiańscy a swoją religię nazwali SŁAWIENIEM PRAWA BOŻEGO. Nazwa zachowała się w dziele opisującym podróże biskupa Bambergu, wysłanego w Polskę z misją chrystianizacji przez Bolesława Krzywoustego.

Nazwa „Prawosławie” nawiązuje do nazwy pierwotnej, jednak o zmienionym znaczeniu.

Miłośnicy słowiańskiej mitologii nazwali swój ruch RODZIMOWIERSTWEM – nazwa nadzwyczaj trafna, tak samo jak RELIGIA  PRZYRODZONA.

Czy to nam się podoba czy nie, istniejemy dzięki  ideom praprzodków naszych.

Po polsku nie dostaniecie gath czyli Gadek  Obwiesty – głoszonej przez Zaratusztrę – ja również inaczej, w innym kontekście opisuję znaczenie jego imienia niż to czyni Winicjusz Kossakowski, ale obydwa te opisy są zasadne – ujmują jedynie inny aspekt osoby i działalności odszczepieńca od Wiary Przyrody Sistanu – Żar-Zdusza Złoto-Ustego.

W tym miejscu legenda sama pleść się zaczyna.

*


     – Pierwsza Przyczyna, która od Słowian dostała imię Bóg, uruchomiła swoje myśli i stworzyła świat, ale tylko w swych myślach, czyli świat duchowy. Materializacja zaczęła się od stworzenia energii, ze stworzeniem której Bóg nie ma kłopotu, pokazuje to w czasie każdej burzy.

Stworzona energia rozsypuje się po firmamencie i ucieka. Wówczas Bóg zatrzymuje ją i nadaje  „Prawo koła” czyli kuny, jednocześnie  powołując istotę nadprzyrodzoną do realizacji zamierzeń bożych, której Słowianie nadają imię Perkuna, czyli Pierwsze Prawo.

Zgodnie z prawem koła, gwiazdy zataczają łuk a słońce i księżyc przybierają kształt kolisty.

Zgodnie z prawem koła, zostaje stworzone to co największe jak i to co najmniejsze. Powstaje materia i świat materialny.

Następnym krokiem stworzenia jest stworzenie życia. Bóg przetwarza swe myśli ponownie i powołuje do służby następną istotę i powierza jej zadanie realizacji pomysłu na życie.

Słowianie dali bogu imię Perun, czyli Pierwszy Stworzyciel, jego syn dostał imię  K’run(G’Run, Grom), czyli Ku Stworzeniu. Inni i w innym czasie zwali Boga  Swarogiem, czyli Stwórcą a jego syna , Swarożycem.

Słowianie Połabscy Boga Stwórcę nazwali Rodziwolitem, co przekłada się na Stwarza własną wolą, a jego syna realizującego zamierzenia Ojca – Rodaczolitem. W rzeźbie  ze złota odkrytej w Przylwicach w Saksonii, temu bóstwu nadano kształt błyskawicy wcielonej w węża zrośniętego z ptakiem, oraz opisano słowiańskimi runami. Na jednym idolu są cztery imiona bóstw: Rżatro, Rodaczolit, Zar, Zirotro(od zirać, patrzeć?).

Kończąc okres stwarzania Bóg przetwarza się jeszcze kilka razy, ale  tym razem zgodnie z prawem koła i powstaje kilku różnych ludzi, którzy rozrodzili się w różne rasy.  Mieszanie ras przez człowieka sprzeciwia się woli bożej.

Zrozumienie istoty Boga przez religie słowiańskie odnajdujemy w nazwach bóstw słowiańskich.

Pomysłu na stwarzanie bóstw i ludzi poprzez przetwarzanie myśli bożej, dostarczyła Awesta Zaratustry.

Nie można wykluczyć pochodzenia religii Zaratustry od Słowian. Nie można wykluczyć również, że pomysł „przetwarzania” pochodzi od słowiańskich mędrców. Wpisuje się on doskonale w ich filozofię przyczyny i skutku.

HULAJ DUSZA PIEKŁA NIE MA

 

W ludowych przyśpiewkach zachowała się odpowiedź chrześcijańskim kapłanom, którzy straszyli  Słowian piekłem.

-Hulaj dusza, piekła nie ma.-

Słowianin z ciała, pochodził od zmaterializowanej myśli boga, który siebie w ten sposób przetworzył. Natomiast duszę miał boską, dostarczaną  przez bociany wracające z nieba.

Czy bóg swoją duszę smażył by w piekle?

Musiał  by być masochistą lub idiotą.

Nieśmiertelna dusza boska wypożyczona świątyni ciała, czyli człowiekowi, po spełnieniu swej misji na ziemi wraca do nieba. Co się z nią dzieje dalej, właściwie niewiadomo.

Niektóre bywają uwięzione w wampirach inne w topielicach. Większość wędruje do nieba. A jak jest z tym niebem?

Zostało zachowane powiedzonko. „Czuje się jak w siódmym niebie”. Zatem siódme niebo było niebem szczęśliwości. A co było w pozostałych?

Z napisu runowego na „Kamieniach Mikorzyńskich” będących częścią składową grobu komorowego zawierającego urnę z prochami, dowiadujemy się:

LŃ  L DSZI. – Leń, leniuchowanie, czyli odpoczynek dla duszy.

ĆSZ  SĄM  LŃ – cisza jest odpoczynkiem(leniuchowaniem).

LIŹIRZ  DSZIN – odchodzisz duszo.

Na innym kamieniu napis: MRZĆDA. LIŹIRZ KŹĆO. – Mrzećda (bóstwo dające śmierć).

Odchodzisz książę.

Z  wierzeń ludowych, czyli dawnych słowiańskich,  dowiadujemy się, że dusza nie musiała być na stałe w niebie. Mogła jaskółką wrócić pod własną strzechę, przylepić gniazdo i pilnować swej rodziny. Zatem nikt w niebie duszy nie więził a tym bardziej smażył w piekle.

Ile było kręgów nieba? Siedem a może więcej. Jaki był ich zasięg i zagospodarowanie?

Tak daleko nie jestem. Pan Białczyński zebrał więcej słowiańskich mitów i ma większe wiadomości w porównaniu z moimi spostrzeżeniami. Odsyłam do jego pracy „Mitologia Słowian”.

Winicjusz Kossakowski

 

Tajemnica Srebrnego Byka z Radymna a Przemyski System Kopców i Świętych Wzgórz


Oto wygląd znaleziska, które ważyło według jednych relacji 0,84 kg a według innych 1,5 kg srebra próby 82%. Jest to posąg wykonany z blachy lub litego srebra, pozłacany, z oczami wysadzanymi drogimi kamieniami , najprawdopodobniej diamentami.

Od ponad 200 lat badaczy, archeologów ale także wszelkiego rodzaju poszukiwaczy skarbów fascynuje tajemnica Srebrnego Byka z Radymna. W artykule, który tutaj przytaczamy za portalem Odkrywcy.pl, a który został opublikowany w maju 2011 roku w „Archeologii żywej”  kilka faktów zastanawia i nakazuje wnikliwą analizę zdarzenia. Pierwszy z nich to, zatajenie prawdy przed austriackimi władzami, ewidentny dowód na działalność Strażników Wiary Przyrodzonej w Galicji w momencie dokonania odkrycia i kiedy decydowały się losy skarbu, czyli w roku 1826.

Drugi to datacja. Ogłoszono, iż odkrycia dokonano 26 czerwca 1826 roku. Dzień odkrycia musimy przyjąć na podstawie notatki, a odkrywcy pozostali anonimowi. Cała sprawa może być mistyfikacją sprokurowaną przez Strażników Wiary po to, aby temat wszedł do „historii” i dotarł do wiadomości powszechnej współczesnych i do przyszłych pokoleń. Zdarzenie może być jednak prawdziwe.

Daty 20 i 26 są stemplem Wiary Przyrody i Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Ten stempel stosowano od dawien dawna, czasami nawet niekoniecznie jako umieszczanie dokładnie liczb 20 lub 26, lecz jako datowanie w przedziale od 20 do 26. Suma tych cyfr (czert) daje 1 – symbol Boga Bogów – Jedności i Najwyższego.

20 i 26 to bowiem kulminacje  wielkich miesięcznych świąt Wiary Przyrodzonej Słowian powstałe z przełożenia faktycznego święta przypadającego zawsze w najbliższą tych dat Pełnię Księżyca na Kalendarz Słoneczny. Tym razem obrano datę Pełni = 26 = 8. Całkowita data tego odkrycia sprowadza się do czerty 4 – wielkiej świętej czerty Światowita-Światła Świata, będącej połową Pełni.

Nie chcę tego wątku ciągnąć dalej – wnikliwi badacze i skrupulatni tropiciele mają tu dosyć wskazówek. Manipulacja datami jest działaniem banalnym i całkowicie zależnym od człowieka. Wybór daty na dzień odkrycia, czy ogłoszenia czegoś, zawarcia ślubu, wybór „właściwej” daty imienin, a nawet narodzin dziecka nie jest szczytem ludzkich  możliwości intelektualnych i zdolności manipulacyjnych. Jednocześnie większość osobistych dat pozostaje sprawą prywatną bądź rodzinną, nie rzucającą się w oczy postronnych. Bywają jednak zdarzenia wymagające publicznego zaistnienia. Tu także wybór daty zależy od ogłaszającego.

Sama datacja odkrycia i jej upowszechnienie w historii może się wydawać dowodem zbyt słabym, lecz dowiedziemy dużo głębszych nieprzypadkowych związków osób zamieszanych w zniknięcie skarbu, ze Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian (SWPS). To oni, Strażnicy Wiary sprawili, że Srebrna Głowa Byka nie pojechała do Wiednia a została na naszych ziemiach i zniknęła w tajemniczych okolicznościach w roku 26-stym XIX wieku. Trudno powiedzieć co się z nią ostatecznie stało, lecz przypuszczenia kierują nas ku zamkowi Wysocko i jego ówczesnym właścicielom. Ale po kolei.

Trzecia rzecz niezwykła, jaka rzuca się w oczy, to inne cyfry, również podane w artykule. Cyfry, które w zadziwiający sposób korelują z interwałami odległości występujących w odwzorowaniach gwiazdozbiorów Nieba w Systemach Świętych Wzgórz i Kopców, a szczególnie w Systemie Wawelskim – w odwzorowaniu Oriona w Małopolsce (Białej Chorwacji – Kharpatii – Haracie; kto zna nazwę Gorce i Harce-Harz ten wie że mówimy tutaj na 100% o Nowej Kolibie – właściwym terytorium poszukiwanego przez uczonych Wharatu-Bharatu).

Kolejna zwracająca uwagę sprawa to nazwy miejscowe związane z odkryciem, czyli samo miejsce znaleziska nad rzeką San – Radymno i rzeka Rada, ale także inne nazwy występujące w tej historii, które nie są przypadkowe, a o których powiemy za chwilę.

CB

Ale na początek oddajmy głos autorowi artykułu:

Michał Parczewski

Srebrna głowa byka

To opowieść o jednym z najdziwniejszych i najbardziej fascynujących znalezisk archeologicznych w Polsce. Tajemnica otacza rodowód zabytku oraz przynależność etniczną wytwórców.

Pod znakiem zapytania stoi kompletność formy unikatowego posągu, nic nie wiemy o pierwotnej funkcji, przyczynach i okolicznościach jego ukrycia lub porzucenia, wreszcie o losach tego osobliwego przedmiotu po wydostaniu go na światło dzienne.

Byk z Sanu

Srebrną głowę byka, wyciągniętą 26 czerwca 1826 r. z Sanu w pobliżu miasteczka Radymno, znamy ze starej ryciny przechowywanej w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Podpis głosi, że:

„Głowa iest srebna wyzłacana i dęta, wielkość teyże iako bydlęcia mającego lat 2,
rogi teyże głowy maią cali 14 długości. (…) Korpus tey głowy
został w Wodzie.(…) znaleziona dnia 26 Juny. 826.”

O odkryciu mówi również relacja „Gazety Warszawskiej” z lipca 1826 r., w swoim czasie wydobyta z zapomnienia przez J.Głosika. Otóż:

„Głowa ta z ciągnionego srebra trzynastey proby zrobiona, niegdyś pozłacana,
waży do trzech funtów Wiedeńskich [tzn. ponad półtora kilograma – MP].
Kształt iey iest iakiegoś zwierzęcia niewiadomego (…). Musi reszta potworu
tego znaydować się na dnie, bo białość srebra w odłamaniu dowodzi
świeże oderwanie głowy od korpusu. Miałem tę głowę w mych rękach (…).
Rząd kraiowy (…) postawił straż na brzegach i trudni się robieniem skrzyni, żeby
wypompować wodę i dalsze czynić poszukiwania. (…) rybacy utrzymuią,
że korpus zwierzęcia tego (…) naymniey dwa łokcie przysypany iest piaskiem.”

Jedyne w swoim rodzaju dzieło dawnego rzemiosła artystycznego zaczęło przykuwać uwagę archeologów dopiero po upływie stulecia od niespodziewanego „połowu”, niekiedy zresztą wyprowadzając badaczy na manowce. Do dzisiaj nie udało się odnaleźć stuprocentowych analogii do nietypowego przedmiotu, a szczególne okoliczności odkrycia (korpus tey głowy został w wodzie [!]), potęgują aurę niezwykłości.

Czy – jak przypuszcza część znawców kultury lateńskiej – wyrób powstał w środowisku celtyckim, ponad dwa tysiące lat temu? Według opinii specjalistów (Z. Woźniaka i T. Bochnaka) przedmiot ten ma jednak niepewną genezę i chronologię. A może – w nawiązaniu do dawnego odkrycia skarbu z Choniakowa na Wołyniu (jedna z tamtejszych głów zwierzęcych jest w zbiorach The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku) – trzeba przyjrzeć się uważniej wytworom sztuki późnosasanidzkiej (V–VI w. n.e.)?

Ponieważ w jednym z XIX-wiecznych pamiętników natrafiłem na przekaz, że zabytek wzięto (…) do zbioru starożytności w Wiedniu, przy pierwszej okazji sprawdziłem tę relację u źródła, w archiwum Kunsthistorisches Museum. Ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu zachowały się dwa pisma w sprawie znaleziska z Radymna. W grudniu 1826 r. dyrektor C.K. Gabinetu Monet i Starożytności pytał o bliższe dane na temat odkrycia starożytnego przedmiotu z pozłacanego brązu. W odpowiedzi urząd C.K. Nadkomorzego [Oberstkämmereramt] podał m.in.: „Znalezisko składa się z kilku fragmentów przedniej części posągu, który został uformowany z blachy miedzianej i przedstawia rogatą figurę zwierzęcą. Znalezisko zostało dokonane przez rybaków w zatoce rzeki San przy północno-wschodnim krańcu osady targowej Radymno i Wysocko, 360 sążni wiedeńskich od pierwszej miejscowości i 1650 sążni wiedeńskich w prostej linii od zamku Wysocko (…). Ponieważ zachowane fragmenty pod żadnym względem nie mają wartości, c. k. gubernator krajowy Galicji sądzi, że powinno się poniechać przesyłki [do Wiednia], a znalezisko ofiarować narodowemu zakładowi naukowemu w Galicji.”

Urzędowa odpowiedź sygnowana przez hrabiego Czernina zawiera kilka informacji kapitalnej wagi, które rzucają nowe światło na nasze znalezisko. Jak widać wyjaśnieniu sprawy nadano wysoki priorytet urzędowy. Wiedeń zwrócił się do gubernatora krajowego Galicji, centralnego organu austriackiej administracji z siedzibą we Lwowie. Zlekceważenie w przytoczonym piśmie rangi zabytku (który miał wszelkie szanse, aby stać się łakomym kąskiem dla kolekcji wiedeńskich) to jedna z zagadek, które próbuję rozwiązać w innym miejscu. Tu ograniczymy się do wykorzystania tych przesłanek, które mogą posłużyć do dokładniejszego zlokalizowania rejonu odkrycia.

Rzecz nie jest prosta, gdyż przebieg koryta Sanu w pierwszej połowie XIX w. (rzeka meandrowała wówczas swobodnie w obrębie doliny zalewowej o szerokości około 4 km) wykazywał się dużą, nieraz gwałtowną zmiennością, a nie dysponujemy kartogramem, na którym zostałby zarejestrowany stan ściśle z roku 1826.

W dokumencie z 1827 r. wyliczono odległości z dwóch punktów oddalonych od siebie o około 4 km, w Radymnie i w Wysocku, miejscowościach położonych na przeciwległych brzegach Sanu. Stosując przelicznik 1 sążeń wiedeński = 190,16 cm (wg J. Szymańskiego), otrzymujemy następujące wyniki: pierwszy odcinek mierzony z Radymna, tzn. 360 sążni = 684,5 m; drugi odcinek mierzony z Wysocka, tzn. 1650 sążni = 3137,6 m. Za narzędzie analizy kartograficznej mogły posłużyć sporządzone pod koniec XVIII i w XIX w. wielkoskalowe (1:28 800) mapy austriackie, w tym tzw. mapa Miega (1779–1782) oraz tzw. „zdjęcie franciszkowskie” (1862–1863). Na obydwu mapach naniesiono cyrklem kręgi o promieniach odpowiadających dystansom 684,5 i 3137,6 m. Ten sam obraz nałożono na mapę współczesną. Stosunkowo wąska strefa (50–170 m) nakładających się na siebie zasięgów obydwu odcinków to najbardziej prawdopodobne miejsce odkrycia.

Co dalej? Wróćmy do tych partii dawnych opisów znaleziska, które zdają się zapowiadać, że przygoda archeologów z unikatowym dziełem starożytnego artysty być może jeszcze nie dobiegła końca. Czy rzeczywiście pozostał w ziemi korpus zwierzęcy, od którego oderwano tylko głowę? W taką szansę, również i dzisiaj pobudzającą wyobraźnię, wcale wtedy nie wątpiono…

Michał Parczewski

To znaleziska znad Bałtyku – bycze główki niewielkich rozmiarów, zakończone kulkami na rogach. Takie kulki na Głowie Byka z Radymna mają świadczyć o jego celtyckim pochodzeniu. Jak widać, nie tylko Celtowie umieszczali kulki na rogach byków, więc wydaje się, że to wniosek mało uprawniony, chociaż nie da się wykluczyć tutaj celtyckiego wpływu kulturowego. Jak widać archeologia to często spekulacje. Na dodatek stylizacja na celtycką kulturę absolutnie nie jest równoznaczna, z faktem że Celtowie byli między rokiem 300 p.n.e. a 100 n.e. nad Sanem. Czyż w Tychach nie produkuje się dzisiaj Fiatów a zaraz obok Opli? Czy z tego można wywnioskować, że Polska w roku 2012 została zajęta przez Włochów, że jest okupowana przez Niemcy, że przybyła na te ziemie ludność romańska lub germańska, albo coś podobnego?

Co możemy powiedzieć jeszcze o głowie byka z Radymna?

Z pewnego portalu poświęconego skarbom

„…Głowa byka została wykonana ze srebra wysokiej próby. 81,25% srebra. Niezwykłego charakteru dodawały jej złote wykończenia. Prawdopodobnie umieszczono je z przodu głowy oraz na szyi. Zachwyca jednak szczegółowość wykonania i koncentracja na detalach. To niesamowite, zważywszy na czas powstania rzeźby.

Postać byka jest niezwykle popularna m.in. w mitologii greckiej. Symbolizuje siłę i odwagę.

Posąg mógłby być dzisiaj  jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych w Polsce. Jednak tak nie jest. Dlaczego? Głowa niedługo po jej odkryciu zaginęła!

Wokół jej zniknięcia narosły liczne legendy. Wielu znawców uważa, że głowa została zabrana przez urzędników austriackich do Wiednia. Dziś nie ma tam jednak po niej śladu. Inni mówią o ukryciu przez lokalnych mieszkańców. Na to także nie ma dowodów.

Jedno jest pewne. Pozostała część posągu ciągle nie została odnaleziona. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że ktoś zupełnie przypadkiem ją odkryje…”

Ja dodam od siebie, że nawet to nie jest pewne, czy reszta byka leży w ziemi – w ziemi, bo oczywiście dzisiaj koryto rzeki biegnie inaczej niż w roku 1826. Być może wydobyto pozostałą część byka – i to wcześniej zanim doniesiono komukolwiek o tym znalezisku. Oto na rycinie powyżej – zamieszczonej w pracy Archeologia Barbarzyńców 2008 – celtyckie głowy bycze z kulkami, z różnych stanowisk w zachodniej Europie, a także ze Stradonic w Czechach. Naszego byka z Radymna przypisuje się uparcie do tej kategorii znalezisk, jednak są zasadnicze różnice, które powodują że jest to znów – delikatnie mówiąc – mało zasadne. Przede wszystkim wielkość naszego Srebrnego Byka, który w porównaniu do celtyckich skarbów jest olbrzymem, poza tym to że był srebrny a nie brązowy czy miedziany, wreszcie geometryczne ornamenty na szyi, które go wiążą z archeologicznymi artefaktami przedstawionymi poniżej,  przypisywanymi plemionom dracko-dachijskim (gąckim) czyli tracko-dacko-geckim.

A oto trackie figurki z rogami, których wspólną cechą z Bykiem Radymniańskim jest pokrycie szyi zwierząt geometrycznymi wzorami.

Co jeszcze bardzo ciekawego łączy się z Bykiem z Radymna?

Oto fragment tekstu z którego wynika, że jeszcze w XIV wieku w Radymnie na Babiance, właśnie na północy -wschód od Radymna, stał nad Sanem kopiec poświęcony bóstwu, na którego wierzchołku znajdował się posąg – Baba, a kopiec poświęcony był „Dyanie Słowian”. Biskup Eryk z Przemyśla kazał tę babę roztrzaskać, gdy mu nadano tę ziemię z rąk Władysława Jagiełły w roku 1477. Babianka była wtedy półwyspem lub wyspą pomiędzy ramionami Sanu.

Ta sytuacja przypomina ulokowany na Beszczu w Krakowie, między Wawelem a Mogiłą, nie na żadnym wzgórzu lecz nad wodami Wisły  na wyspie, przybytek Żabiego Kruka i świątynię Bogini Wody.

Mamy tu więc kopiec i boginię Dyanę według relacji – czyli Dziewannę, ale w wyniku ciągłego mylenia przez księży-kronikarzy bogiń Słowian  z postaciami z Mitologii Greków możemy próbować podstawiać w to miejsce trzy co najmniej inne boginie, łącznie z Dziką (Dziwą) Dziewanną  – Panią Miłości: 

Ładę  – Boginię Łowów,

Reżę – Boginię  Upraw

i Śreczę-Strieczę (Sporzę) – Boginię Dobrobytu, Bogactwa i Spotkań.

Tu warto zacytować fragment pracy T. Bohnaka i G. Kieferlinga „Srebrna głowa byka wydobyta z Sanu w Radymnie” – poświęcony roli jaką mogły pełnić kulki na rogach w rzeźbach kultowych neolitu:

„… Jaką rolę mogłyby pełnić kulki na końcach rogów? Jak zauważa R. Jackson, motyw rogów z kulkami mógłby być symbolem fallicznym, jednak bardziej prawdopodobne, iż jest to oddanie rzeczywistego wyglądu rogów zwierzęcych (Jackson 1985, 170). Powszechnie zwraca się uwagę na występowanie motywu głowy byka z rogami zwieńczonymi kulkami na licznych sprzętach służących do przygotowania jedzenia; rożnach, ataszach naczyń, a zwłaszcza na wilkach ogniowych. Być może fakt ten należy powiązać z hipotezą przedstawioną w pracy O. Janse, według której kuliste zakończenia rogow miałyby symbolizować jabłka bogini obfitości (Janse 1935). E. Vial sądzi, że omawiane kulki można interpretować jako znak udomowienia lub rodzaj ozdoby (Vial 2001, 32). Zdaniem N. Ginoux, rozpowszechnienie u schyłku okresu lateńskiego na rosnącą rolę bogacącej się grupy hodowcow-wytworcow wobec malejącego znaczenia wojowników, jednak naszym zdaniem teza ta nie została poparta przekonującymi argumentami (Ginoux 2006). Uważa się też niekiedy, że przedstawienia byków z kulkami na rogach mogą mieć związek z taurokathapsia, rytualnymi igrzyskami z udziałem byków, które celebrowano w kulturze minojskiej, a następnie w starożytnej Helladzie. Kulki miałyby pełnić role ochraniaczy, podobnie jak stosuje się to do dziś przy treningach torreadorow lub podczas tourady, portugalskiej odmiany corridy. Popularność motywu byczej głowy z rogami z kulkami w kręgu celtyckim sprawia, że hipoteza łącząca głowę byka z Sanu w Radymnie z oddziaływaniami celtyckimi jest poparta ważkimi dowodami. Należy jednak zaznaczyć, że opisywany tu zabytek wykazuje jednak pewne cechy szczególne, niespotykane w sztuce celtyckiej. Mamy tu na myśli zwłaszcza ornament zdobiący przednią część pyska byka oraz jego podgardle. Umieszczono tam motywy geometryczne, przede wszystkim trójkąty. Zdobienie takie nie jest szerzej spotykane w rzeźbie celtyckiej, tak w toreutyce i innych przedmiotach metalowych, jak również i zabytkach kamiennych lub drewnianych. Drugą cechą, która odróżnia znalezisko z Radymna od typowych zabytków celtyckich przedstawiających głowy bowidow, są rozmiary i metal, z którego wykonano obiekt polski. Przypomnijmy, że miał on znaczne rozmiary (długość rogow 0,297 – 0,3465 m, szerokość łba na ok. 0,22 m waga blisko 0,85 kg) i został wykonany ze srebra. Był to metal nieczęsto stosowany w kręgu celtyckim. Wśród srebrnych wyrobow znaczących rozmiarow, ktore są łączone z Celtami, w pierwszej kolejności należy wymienić kocioł z Gundestrup oraz srebrny torques z żelaznym rdzeniem, znaleziony w Trichtingen. Inne srebrne torquesy, z Macon i Pallon au Val Freissinieres, są znacznie mniej okazałe (Megaw 1970, 78). Co istotne, zarowno w przypadku kotła z Gundestrup, jak i naszyjnika z Trichtingen, zwraca się uwagę na istnienie cech odmiennych od stylistyki celtyckiej (Goessler 1929; Kimmig 1981, 193; Pittioni 1984, 48, 49; Fischer 1987). Wśrod nieceltyckich elementow stylistyki torquesu z Trichtingen wymienia się m.in. obecność ornamentu geometrycznego. Ornament trojkątow i rownoległych linii biegnie wzdłuż niemal całego naszyjnika. Kolejną atypową cechą torquesu z Trichtingen jest ukształtowanie zakończeń w kształcie byczych głow, co stanowi element  niespotykany w środowisku celtyckim, natomiast występujący w kulturze Trakow oraz w środowisku perskim w Azji Mniejszej. Zwraca się rownież uwagę na surowiec, z ktorego wykonano torques. Srebro było stosunkowo rzadko wykorzystywane w toreutyce celtyckiej, znacznie częściej używano złota lub brązu. Wymienione cechy sprawiają, że obecnie uważa się, iż torques z Trichtingen mogł powstać w dorzeczu dolnego Dunaju (Nubling 1981). Rownież w przypadku kotła z Gundestrup, na ktorym wyobrażono m.in. jeźdźcow w hełmach z rogami zwieńczonymi kulkami, podkreśla się obecność w jego stylistyce elementow obcych tradycji celtyckiej, a nawiązujących m.in. do sztuki trackiej, greckiej i irańskiej. Szukając ośrodka, w ktorym kocioł mogł zostać wykonany, wskazuje się często strefę dorzecza dolnego Dunaju, w strefie pogranicza między Wolkami-Tektosagami, Tryballami a Skordyskami. Za hipotezą tą opowiadali się m.in. D. Berciu, T. G. E. Powell, P. Meyers, A. Bergquist i T. Taylor oraz F. Kaul i J. Martens (Berciu 1969; Powell 1971; Meyers 1982; Berquist, Taylor 1987; Kaul 1993; 2006; Kaul – Martens 1995)4. Czy zatem głowa byka z Sanu, podobnie jak torques z Trichtingen i ewentualnie kocioł z Gundestrup, rownież powstała na terenach, gdzie Celtowie sąsiadowali z Dakami lub Trakami? Taka hipoteza jest, naszym zdaniem, bardzo prawdopodobna. Na Połwyspie Bałkańskim istniała wielowiekowa tradycja srebrnej toreutyki, a przedstawienia bykow występują stosunkowo często. Można tu przytoczyć m.in. znaleziska z Craiova (Berciu 1969, 123–146) i Rogozen (Vol 1989).4 Należy jednak nadmienić, że przytacza się rownież szereg argumentow przemawiających za galijską proweniencją kotła z Gundestrup. Zwolennikami galijskiego pochodzenia tego zabytku byli m.in. O. Klindt-Jensen, G. S. Olmsted, E. Sander-Jorgensen Rowlett i R. M. Rowlett oraz R. Hachmann (Klindt-Jensen 1950; Olmsted 1979; Sander-Jorgensen – Rowlett – Rowlett 1984; Hachmann 1991). Historię badań do początku lat 80. XX w. zamieszcza R. Pittioni (Pittioni 1984). Opisane tu odmienne opinie stara się połączyć F. Falkenstein, ktory uważa, że srebrny kocioł mogł powstać na terenie Galii jako dzieło rzemieślnikow przybyłych znad dolnego Dunaju oraz toreutow miejscowych (Falkenstein 2004).”…

..”

Powyższe słowa autorów upewniają nas w tezie, że archeologia musi zrewidować wnioski jakie wysnuwa z odkryć, budując na tej bazie spekulatywną wizję przeszłości, którą nam następnie prezentuje. 

Między krajami Bałtyckimi bowiem, Skandynawią, Karpatami nad Sanem i Wisłą oraz stepami Nadczarnomorskimi i kulturami Naddunajskimi istnieje jeden generalny udowodniony przez genetykę łącznik – stale tu mieszkająca ludność o haplogrupie Y-DNA (męskiej linii) R1a1 oraz I2a2. Jeśli tych ludzi łączą związki krwi, to najprawdopodobniej przez cały czas od około 3500 p.n.e. do dzisiaj, łączy ich też w miarę podobny język, łączą ich też przekazywane przez pokolenia opowieści mityczne, wyobrażenie o świecie i wzory rzemieślnicze czy artystyczne.

To że jedno plemię czy grupa plemion wytwarza jakieś charakterystyczne artefakty nie oznacza, że ona mówi jakimś innym językiem, lecz że nie przyjmuje mody, lub odmiennego sposobu wytwarzania, od otoczenia. Z kolei to, że grupa na danym, terenie zmienia sposób zdobienia, sposób wyrobu, kształt, ornamentykę, w ogóle sposób wytwarzania, zastosowane narzędzia – koło do ceramiki lub lepi ręcznie – nie oznacza, że poprzednia grupa ludzi odeszła, wymarła, została wybita.

To błędny wniosek – sposób myślenia XIX wieczny, kiedy podbój imperialny zdawał się ludziom nauki zasklepionym w tym sposobie rozumowania jedyną formą przenikania się kultur. 

To że na jakimś terenie zaczyna się produkować samochody Fiat nie oznacza, że ludność tutejsza zaczyna mówić po włosku, lub że zmieszała się z Włochami, lub że Włosi ją podbili i zniewolili, a tym bardziej nie znaczy, iż ją zastąpili. Wzory główek z rogami zakończonymi kulką przenoszone były niezależnie od przynależności plemiennej, językowej i jakiejkolwiek innej – bo ludność R1a1 cały czas tutaj była i jest – więc zmienia się wszystko tylko nie ona – nie ona która wciąż jest potomstwem tego samego praprapra-dziada. Z dziada na pradziada przekazuje też sobie wierzeniai słowa z tymi wierzeniami związane.

[Mała dygresja. czy ktoś z was zastanawiał się kiedyś jak po węgiersku brzmi słowo bóg? Wszak to tak różny język i podobno oni plemiennie nie są Indoeuropejczykami (czyli Ariami)? Zdziwicie się bóg to ISTEN. Znacie takie słowo? Isnieć, istota, ist, istność – byt. Tyle że ist to także swaist, swastyka, świastyka, swiesdnika – światło, gwiazdy, świat, krew, kwiat. To Światło Świata – Swąt. A wiecie jak jest bóg po fińsku? Bóg to Jumala. I znów jumala to być , istnieć, mieć siebie, być sobą, skąd pochodzą takie słowa jak imać, imć, jąć, jaźń.  A od jaźni-istoty i jącia-imania-imcia i jościa-iścia-ista zarówno do Istu jak i do Jaćwierzy (Jąć Wiary) chyba niedaleko. A czy wiecie że postacie świętej wiary Persów Zoroastryzmu, które mają nadejśćby odrodzić świat to Jątowie? A czy znacie słowo jantar-jątar – jądro – istota? Czy to jest odrębność czy wspólnota turkucko-persko-ugro-fino-sybero-słowiańska? Jest też inna droga nazywania boga – od słowa dawać – dany i dający. Nie będę tutaj tego szeroko rozwijał ale niech wystarczy że tu zaliczamy i litewskiego diewsa i tureckiego tanri (od dan i tan)]

Wróćmy do Strażników Wiary Słowian. Kto był zamieszany w ukrycie wartości znaleziska przed władzami w Wiedniu? Mamy tutaj powyżej relację z miejsca znaleziska hrabiego Rudolfa Czernina, który umniejsza rangę zabytku celowo, po to by został on w kraju, zamiast zasilić skarby Wiednia dokąd wywożono wszystko co cenne z Galicji. To kłamstwo Czernina potwierdza następnie Gubernator Galicji, którym jest w tym czasie czeski książę Longin Lobkowitz, czyli Łobkowicz. Czy wiecie że książę Łobkowicz, właśnie August Longin, był wielkim znawcą starożytności i sztuki wschodu, kolekcjonerem? W spisek są zamieszane też najprawdopodobniej inne postacie, bo wiadomość do prasy warszawskiej o odkryciu przeniesiona zostaje przez posiadających w tym okresie w pobliżu miejsca odkrycia zamki i pałace oraz rozległe ziemie – w Sieniawie, Dzikowie i Wysocku , i co ważne – przebywających ówcześnie tutaj – księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego i Izabellę Czartoryską.

[Znów dygresja. Co powiecie o samym nazwisku Czartoryskich, czyli Czarta Rysujących, czyli Czarta Rasy. Co wiecie o słowie czart, czur – chor, Chors, Horus, Har? Czy przodkowie tego zacnego i wspaniałego rodu, nie wywodzą się od starych wojowników Księżyca-Chorsa Białych Harów, Ohronów i Haronów? Czy po prostu nie byli ich przodkowie ważnymi czcicielami Czarta-Czura-Chorsa, kapłami Chorsa – czyli Czar-Rownikami? Czy nie byli jego kapłanami i książętami – kniaginami-kaganami, znawcami ksiąg? Czy myślicie, że w tym rodzie przetrwała Wiara Przyrodzona Słowiańska oraz misja wspierania przez wieki tejże wiary? Niech każdy odpowie sobie sam, porównując ich czyny i studiując zawikłane historie i fakty docierające do nas z pomroki dziejów. To czego Czartoryscy dokonali dla Wiary Przyrodzonej Słowian jest nie do przecenienia. A jednym z tych faktów i wydarzeń jest ich udział w odkryciu Srebrnego Byka z Radymna oraz fundowaniu tutaj po okolicy licznych zamków i kolekcji sztuki i kolekcji zabytkowych przedmiotów zebranych z dziejów Polski – w tym znalezisk archeologicznych.Inny znany wielki ród wspierający wszelkie tego rodzaju działania i fundujący w pobliskim Lwowie towarzystwo własnego imienia to Ossolińscy.]

Książę Czartoryski jako fundator polskich Aten w Puławach i budowniczy Świątyni Sybilli tamże, a także protektor Panteonu i pracy Bożyca Bronisława Trentowskiego, która następnie trafiła do zbiorów FUNDACJI CZARTORYSKICH W KRAKOWIE, jawi się jako najprawdopodobniejszy posiadacz Srebrnego Byka z Radymna. Do kogóż bowiem miałby trafić jak nie do tak znamienitego kolekcjonera, który był na miejscu, a zasłynął wszak jako łowca i ocaliciel pogańskiego panteonu Słowian i wielu polskich skarbów kultury w czasie zaborów, a także jako uczestnik masonerii podobnie co Trentowski.Większość uczestników odkrycia jest jednocześnie członkami komitetu założycielskiego FUNDACJI OSSOLIŃSKICH WE LWOWIE i masonami. Naprawdę wiele Rodzimowiercy zawdzięczają masonom.

Tu można poczytać o Czartoryskim w Sieniawie, Puławach i Wysocku oraz o ich roli jako zbieraczy polskich skarbów.

Wreszcie kolejna sprawa ciekawa i dziwna. W pobliskiej Walawie w tym samym roku odkryto nad Sanem kamienną Głowę Byka  – o czym w notatce poniżej. Głowę tę uznano za skamielinę nosorożca, a w całą sprawę jest wmieszana znów Fundacja Ossolińskich i profesorowie z Krakowa i Lwowa.

Oto wreszcie fragment pracy autorów wspomnianych na początku (T. Bohnaka i G. Kieferlinga „Srebrna głowa byka wydobyta z Sanu w Radymnie”), na temat książąt Czartoryskich i o ich posiadłościach w Puławach, Sieniawie, Dzikowie i Wysocku. Posiadłości te zostały niestety podczas wojen I i II splądrowane i spalone, a liczne zabytki z nich zrabowano. Co poniektóre znalazły się w Moskwie. Wielu z tych zabytków – w tym być może i głowy Srebrnego Byka z Radymna (a może też całego jego korpusu, którego podobno z rzeki nie wydobyto), nigdy już potem nie odnaleziono. Być może Srebrny Byk, albo jego Głowa, spoczywa teraz w przepastnych zakamarkach pohitlerowskich, skradzionych z Polski, kolekcji w Ameryce Południowej , być może w USA, a może właśnie w Moskwie.

Zacytujmy skądinąd:

„…W 1915 r. rozpoczął się dla pałacu tragiczny okres. Został on doszczętnie obrabowany przez żołnierzy rosyjskich i spalony. Przepadły wówczas bogate zbiory artystyczne, cenne obrazy i zabytkowe meble. W okresie międzywojennym właściciele mieszkali w oficynie, a pałac był stopniowo odbudowywany.
W czasie II wojny światowej Wysock został ponownie zniszczony. W latach 1957 – 1961 pałac jak również oficyna zostały powtórnie odbudowane. Decyzją ówczesnych władz wojewódzkich w Rzeszowie przeznaczono odremontowane budynki na dom pomocy społecznej, przenosząc tu mieszkańców domu pomocy z Rzeszowa wraz z opiekującymi się nimi siostrami zakonnymi….”


Oto powyżej  miejsce odkrycia – Radymno – i inne miejsca znalezisk skarbów w okolicy, należące również do kultury archeologicznej,  którą jednoznacznie można łączyć z Doliną Dunaju, a więc historycznymi Trakami zwanymi przez nas w Mitologii Słowian  Drakami – jako że byli potomkami Wawelskiego Smoka – Draka.

Spróbujemy odpowiedzieć na pytanie jakim bogom mogła być poświęcona figura i jakich bogów tutaj czczono oraz kto ich czcił. Żeby sensownie zrekonstruować tę sytuację trzeba sobie uświadomić, że mamy udokumentowaną przez genetykę na tych ziemiach ciągłość zasiedlenia przez ludność  o haplogrupie R1a1 (Y-DNA w linii męskiej) – czyli Słowiano-Indo-Irańczyków (Słowiano-Indo-Skołotów) oraz ludność o haplogrupie Y-DNA I2a2 – którą genetyka określa jako Staroeuropejczyków, którzy  związali się z ludnością R1a1 w plemienne wspólnoty. Ludność Staroeuropejska zamieszkiwała te ziemie od 28 000 lat, a ta grupy R1a1 ( Słowiano-Indo-Irańczycy) mieszkała według ustaleń genetyków nad Adriatykiem i Dunajem od 10.000 lat. Zostało przez nich udokumentowane, iż około 5000 lat temu ludność R1a1 oprócz terenów naddunajskich zaczęła zajmować ziemie za Karpatami – nad Bugiem, Dnieprem, Wisłą, Odrą i Łabą, a chwilę później weszła też do Skandynawii gdzie zmieszała się z żyjącymi tutaj innymi Staroeuropejczykami (haplogrupa I1). Genetycy udokumentowali także tezę, że ludność R1a1  i I2a2, a także I1 nigdy nie utraciła na tych ziemiach ciągłości – to znaczy, że przez cały czas od głębokiej starożytności, powiedzmy np. od 8000 p.n.e. praojcowie Słowian (w tym dzisiejszych Polaków) mieszkali w Europie – nad Adriatykiem, nad Dunajem a od 3500 p.n.e. mieszkali oni także w Karpatach, nad Bugiem, Wisłą, Odrą i Łabą, a od roku mniej więcej 2400 p.n.e zamieszkali też w Skandynawii południowej (Szwecji, Norwegii, Danii)

Wynika z tego, że nie powinny nas chyba dziwić związki między Radymnem a kulturami archeologicznymi określanymi jako Nadddunajskie. Współczesna archeologia musi zrewidować nie tyle swoje odkrycia co wnioski jakie wysnuwa w swoich spekulacjach budujących wizje prawdopodobnej przeszłości. Odkrywane zmiany w stylach artystycznych, zdobniczych, rzemieślniczych nie oznaczają bowiem tak jak to do tej pory przedstawiano, że jakaś grupa etniczna zajęła jakiś teren, wymordowała ludność miejscową, bądź narzuciła jej swoją władzę.

Ponieważ ludność miejscowa nigdy nie przestała się rozmnażać i przekazywać dalej mutacji genetycznej od ojca z roku 8.000 p.n.e – czyli jej potomstwo trwało i trwa do dzisiaj – te zmiany stylów i mód oznaczają jedynie, że na danym terenie przyjął się nowy styl rzemieślniczy, artystyczny, nowy styl pochówków, nowa moda na biżuterię itp. Mógł się też przyjąć nowy język, mogły i musiały nastać nowe władze. Przychodzili i odchodzili wojownicy i bywały wojny oraz stracia, najazdy i grabieże. Jednakże ludność miejscowa wciąż trwąła i rozmnażała się dobrze o czym świadczy jej liczebność w dzisiejszych czasach.

Bywało częściej tak jak to odkryto w kurhanie Mała Mogiłka w Jakuszowicach, gdzie miejscowego władcę nagle pochowano w obrządku huńskim choć Hunem nie był, a był lokalnym księciem – niż tak jak to dotychczas przedstawiała nauka archeologii ufundowana na stereotypie myślowym o podboju i wojnie jako jedynym narzędziu komunikacji między plemionami i źródle  przejmowania kultury. Kiedy Hunowie objęli władzę nad Zadunajem, czyli również nad Wisłą, tutejsi władcy zmienili nagle sposób grzebania i w grobie znajdujemy także konia oraz huńskie wyposażenie wojownicze.


Razem z odkryciem Srebrnego Byka w Radymnie wypada przedstawić też koniecznie kolejny niesamowity kompleks Świętych Wzgórz i Miejsc, który teraz tylko w grubym zarysie opisujemy na mapie poniżej. Jest to Kompleks Przemyski związany z Kopcem Tatarskim – który w istocie nie był nigdy Kopcem Tatarów ani z okazji inwazji tatarskiej nie został usypany – to Kopiec Tartaru – Tartarski czyli Kopiec Welesa! kopiec, dookoła którego w Przemyślu stały w przeszłości inne trzy kopce – Tynu Welesa, kopiec który jest powiązany z Miejscami Świętymi w Radymnie, Wysocku , Walawie, Dzikowie i wieloma innymi w okolicy. Tworzy on tutaj system podobny do Wawelskiego i okolicznych wzgórz Krakowa. Ten jest Kompleksem Świętym Czerwieni – Radymiczów – Czcicieli Sporów-Radów, Rusów Rudych – Czerwonych związanych też Czerwieniem i olbrzymią liczbą odkrytych tutaj po okolicy starych grodów i zabytków archeologicznych. To już zupełnie osobna opowieść, którą trzeba uzupełnić także o Troję Karpacką – czyli Trzcinicę, w odróżnieniu od Troi-Złotego Rogu i Troi Właściwej a także Troi Północy – czyli Winety.

Kopce Przemyskie – Tartarski i inne

O Kopcach Przemyskich

W drabinie wieków na pograniczu prehistorii i okresu oświetlonego już źródłami lokuje się tajemnicza i wciąż sporna kwestia kopców. Ziemne, bez wątpienia sztuczne pagórki rozsiane są po całej Małopolsce, szczególne zagęszczenie występuje zwłaszcza wokół Krakowa i wzdłuż Sanu w okolicach Przemyśla: dominujący nad miastem Kopiec Tatarski, kopiec w Woli Węgierskiej, Średniej, Sólcy, Kalwarii Pacławskiej, Babicach, Trójcy, Nienadowej i Słonnem. Warto nadmienić, że w Przemyślu istniały jeszcze inne kopce: w okolicach Góry Zamkowej, na wzgórku Trzech Krzyży – odsłonięty i zniszczony w trakcie budowy fortu Twierdzy (zachowała się tylko fotografia) oraz u szczytu dzisiejszej ul. Glazera, gdzie dawne dokumenty i plany miasta ukazują zespół kurhanów o nazwie „Babunie”.

Przemyski System Kopców i Świętych Wzgórz

Brak jakiejkolwiek wiedzy na ich temat prowokował przez wieki powstawanie legend. Dawni przemyślanie roili sobie, iż nad miastem wznosi się kurhan tatarskiego chana, poległego przy okazji napadu. W takim wypadku mógłby on powstać najwcześniej w końcu XIII w. (Tatarzy przybyli do Europy dopiero w 1240 r.).

Widok na  masyw Zniesienia  i Stare Zamczysko od strony północnej – makieta wykonana w oparciu o XIX wieczną mapę warstwicową:

1- Kopiec Tatarski

2- Zniesienie

3. Stare Zamczysko

4. Wzgórze Zamkowe (obecnie Zamek Kazimierzowski) – bazylika trójnawowa i monasterium

W grodzie Kraka wyobrażano sobie, że to grobowce Kraka i jego córki Wandy, dawnych władców Wiślan, a więc usypane przed X w. Badania archeologiczne, podjęte na kopcu Krakusa i Tatarskim nie odsłoniły komór grobowych choć, po prawdzie, wykop nigdzie nie sięgnął centrum kopca.

Pięć Kopców Przemyśla

W Krakowie znaleziono awarską sprzączkę z końskiego rzędu, datującą budowę na VI – VII w. n.e., w Przemyślu monety króla Jana Kazimierza, zgubione przez XVII-wiecznych amatorów skarbów oraz… pochówki chrześcijańskie umiejscowione płytko pod powierzchnią. Co znamienne, bardzo stara tradycja (XIII w.) określa kopiec Wandy jako pradawną mogiłę, zaś kopiec Krakusa łączy z pogańskim ośrodkiem kultowym. Zauważono, że linia łącząca kopce krakowskie wyznacza miejsce wschodu słońca w dniach przesilenia jesiennego i wiosennego, dwa najważniejsze momenty w roku. W Przemyślu nie poszukiwano podobnych zależności, zresztą drugi przemyski kopiec „zaginął”.

Wzgórze Trzech Krzyży – foto P. Jaroszczak

W średniowieczu w obu miastach na wierzchołkach kopców ustawiono niewielkie, murowane kościółki pw. św. Leonarda, znamienny jest też identyczny w obu miastach kult pierwszych patronów, „pochodzących” z nadreńskiej Kolonii: św. Gereona i św. Urszuli.

Tak o Kopcu Tarskim piszą dzisiaj:

Na mapie atrakcji turystycznych miasta przybyło kolejne interesujące miejsce – Kopiec Tatarski. Co prawda znajduje się tu od bardzo dawna, lecz był zaniedbany i nie miał odpowiedniej infrastruktury rekreacyjnej. Legendy z nim związane sięgają V w., kiedy to miał stać się grobem Attyli, wodza koczowniczego plemienia Hunów….Na pamiątkę zwycięstwa wojsk polskich nad Tatarami wzgórze (356 m n.p.m.), na którym usypano kopiec nazwano „Zniesienie” (czyli „pokonanie”). Inna z legend mówi, że kopiec jest grobem założyciela Przemyśla (VII w.) księcia lechickiego Przemysława – Lestka.

Przemyski kopiec został zbudowany na planie przypominającym trójkąt o owalnej podstawie. Według Leopolda Hausera (badacza dziejów Przemyśla z XIX wieku) – wysokość tego trójkąta wynosiła około 40 m, szerokość podstawy 13,3 m, zaś sam kopiec miał wysokość ok. 10,5 m. Ciekawym jest fakt, że jeden z wierzchołków jest skierowany dokładnie ku wschodowi. Należy wspomnieć, że w pobliżu wzgórza znajdują się pozostałości drugiego, o wiele większego kopca, który również zbudowany jest na planie „trójkąta” z wierzchołkiem skierowanym na wschód. Istnieje przypuszczenie, że na naszym kopcu znajdowała się świątynia, w której czczono słowiańskich bogów, szczególnie Swarożyca. Pogańskich władców zjednywano sobie ofiarami z bydła i …ludzi (potwierdzałyby to badania archeologiczne, podczas których u podstaw kopca odkryto ludzkie czaszki i szkielety). W późniejszych, chrześcijańskich czasach zapewne postanowiono zadośćuczynić ofiarom składanym w imię pogańskiego bóstwa i w miejscu dawnej świątyni postawiono kapliczkę św. Leonarda – patrona skazańców. Jeszcze w początkach XIX wieku „chadzali Przemyślanie do tej kaplicy z procesją w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, którą to procesję nazywał lud – pielgrzymką do Emaus. Od roku 1855 począwszy odbywały się te pielgrzymki na cmentarz obecny, u podnóża Zniesienia położony, a podczas cholery w roku 1855 otwarty” (obecny cmentarz przy ul. Słowackiego) – według opisu L. Hausera. Kaplica została zniszczona podczas II wojny światowej.

W pobliżu Przemyśla odkryto liczne, mniejsze kopce. Można sądzić, że wraz z naszym legendarnym kurhanem tworzyły one zbiór punktów obserwacyjnych i służyły do przekazywania za pomocą ognia i dymu informacji o zbliżających się wrogach. Badacz międzywojenny K. Osiński sugeruje wręcz, że nazwa Kopiec Tatarski wywodzi się od palenia w tym miejscu ogni ostrzegających ludność przed atakiem Tatarów.

Jakże krótki rodowód daje się tym prastarym budowlom, jakże niewielka jest wiedza współczesnych Polaków o ich korzeniach sarmackich i scytyjskich.

CB

Winicjusz Kossakowski – ZNACZENIE MITÓW



 

Postrzegam MIT jako przedłużenie historii narodu, sięgającej aż do początków stworzenia i do samego Boga.     Z mitów wylęgają się ideologie religijne, które pełnią rolę lepiszcza narodu. Tworzą prawo boskie, a więc niepodważalne przez człowieka, i dają możliwość budowania siły, która zapewnia przetrwanie narodu.

Naród posiadający zapisane mity, historię i bohaterów, pomimo niekorzystnych dziejów, ma szanse na przetrwanie a nawet na odrodzenie. Za przykład może posłużyć historia Greków.

Pod okupacją turecką naród stracił swoją narodowość i język. Po I Wojnie Światowej władcy tego świata zapragnęli mieć starą historię zapisaną w mitach greckich.

Odtworzono granice.

Do władzy zawsze znajdą się chętni.

Podjęto olbrzymią pracę, nauczenia Greków greckiego języka i udało się.

Świat ma Greków i Grecję.

Bez greckich mitów i dorobku kulturalnego, taka sztuczka była by niemożliwa.

Inny przykład.

Były dawniej niewielkie bandy, składające się z różnych plemion i narodów. Aby zapewnić sobie lekkie życie, zajmowali się rozbojem i handlem. Napadano na wioski, wycinano ludność, grabiono co miało jakąkolwiek wartość, wyjadano zapasy żywności. W między czasie wysyłano szpiegów, którzy rozpoznawali  teren i typowali następne ofiary. Proceder musiał się opłacać, skoro do bandy przyłączali się inni, podobnej profesji. Ślad by po nich zaginął, gdyby szefowie nie wymyślili im Boga, na dodatek, spisano mitologię, która była kompilacją mitów ówczesnych ludów.

Dzięki tym zabiegom banda nie tylko przetrwała, ale dzisiaj  trzęsie światem.

Zatem, nie lekceważcie mitów i szanujcie ludzi, którzy to rozumieją, i podejmują ogromną pracę, by zniszczone mity słowiańskie aktywować.

Zdaje sobie sprawę, że dokładne odtworzenie wierzeń jest niemożliwym, ale i niekoniecznym. Zmienia się cywilizacja, zmieniają się wierzenia i obyczaje. To co pozostało po wierzeniach słowiańskich jest wystarczającym, by odtworzyć, ale już w wydaniu współczesnym, dawne wierzenia i dawną dumę.

Rozumiał to Juliusz Słowacki.

Rozumiał to Adam Mickiewicz.

Podjęli próby, ale na próżno. Obaj popełnili podstawowy błąd, nie oparli się na historii.

Mity muszą wymieszać historię z religią, a religię z narodem.

 Innego wyjścia nie widzę.

Z chwilą opanowania chrześcijaństwa przez globalistów i przekształcania dwutysiącletnich mitów rzymskich w nowy twór (byt) polityczny, nastąpił regres i chęć powrotu do mitów z których wyrósł naród Słowian.

Z chwilą odczytania  napisów z zabytków historycznych zapisanych runami słowiańskimi, pojawiły się  dowody mówiące o naszej historii sięgającej tysiącleci. Mamy już pewność, a nie tylko domysły, że Etruskowie mówili językiem słowiańskim, zbliżonym do chorwackiego.

Mamy dowody na to, że w naszych wierzeniach byli obecni bogowie egipscy i bogowie Sumeru. Egipski bóg wstającego słońca  Chepri u nas otrzymał legendę słowiańską i zniekształcone imię  Geprig. Pojawiła się również bogini ziemi Izyda o imieniu Izydi. Natomiast Sumeryjski naczelny bóg, sprzed siedmiu tysięcy lat, o którym zapomniały narody, otrzymał w słowiańskiej legendzie stanowisko bóstwa nocy i postać lwa. To nie są już domysły a odczyt z figurek bóstw, wykonanych w złocie i brązie, odnalezionych w Saksonii w miejscowości Prilwitz (Przylwice).

Polski archeolog Tadeusz Wolański domyślał się tego dużo wcześniej i został skutecznie zamilczany. Jego prace można odszukać wydane w języku rosyjskim i niemieckim. O wydaniu polskim nie słyszałem.

Druga droga  do naszej historii mitologicznej to praca  biskupa Kadłubka, człowieka o wielkiej wiedzy, inteligencji i patriotyzmie. Trzeba tylko zrobić to o co prosił na samym wstępie. O czytanie mądre, czyli „między wierszami”.

Prawdą jest, że w wypadku św. Stanisława „odwrócił kota ogonem”, ale tego wymagała ówczesna sytuacja polityczna, gdzie Polska niszczała w „rozbiciu dzielnicowym”. Cud zrośnięcia się kości po śmierci, o czym one same świadczyły po ekshumacji, skatoliczony już naród polski zmusił do odpowiednich zachowań i wyzbycie się lokalnych uprzedzeń i swarów. Był to świetny akt polityczny a nie religijny i to trzeba pojąć nawet skatoliczonym umysłem. Pozostała wiedza zawarta w historii mitycznej mogła pochodzić z dawnych ksiąg polskich przeznaczonych do spalenia, jako księgi diabelskie, które zachowały się jeszcze w zbiorach biskupich. Podobno, taki rozkaz wydał sam król Bolesław Chrobry.

Tego nie jestem pewien.

Przypisuje to idiotom w sutannach, którzy w Krakowie  na rozkaz z Rzymu, popalili nawet księgi liturgiczne.

Pod miejscowością Choroszcz, miejscowi zwolennicy słowiańskiej mitologii postawili replikę posągu Światowida ze Zbrucza. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś próbował odciąć mu głowę. Zaznaczam, jest wiek XXI. W szkołach uczymy się mitologii innych narodów i nikomu by nie przyszło do głowy by zamordować np. Zeusa. Inne narody mogą mieć swoją mitologię a my nie. Idioci wszelkiego kalibru, których nie brakuje w internecie, popisują się swoją niewiedzą i chamstwem.

Biskup Kadłubek zwraca naszą uwagę w stronę Partów zamieszkałych pomiędzy Tygrysem i Eufratem w czasy ponad tysiąca lat przed narodzeniem Chrystusa.

W tym czasie pojawia się reformator religijny Zaratustra, który jako pierwszy daje ludzkości objawionego Boga transcendentalnego i pisze świętą księgę Awestę.

Z jego teologii korzystały inne narody, między nimi mozaizm. Najwięcej podobieństw do zaratustryzmu wykazują mity chrześcijańskie.

Jest wielu zwolenników twierdzących, że objawienie Zaratustry pochodzi z wierzeń słowiańskich. Należał do nich Adam Mickiewicz. A polski tłumacz Awesty profesor Ignacy Pietraszewski swój przekład zatytułował „ MIANO SŁOWIAŃSKIE w ręku jednej Familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie ZENDAWESTA a ZĘDASZTA  to jest Życiodawcza książeczka Zoroastra albo AWESTA WIELKA”

Smaczku takiemu twierdzeniu dodaje fakt, z życia słowiańskich apostołów św. Cyryla i św. Metodego. Ci panowie byli przekonani, po zapoznaniu się z praktyką i wierzeniami Słowian, że Słowianie musieli być ochrzczeni przez św. Piotra, zanim nawrócił się wysłannik Sanhedrynu  Szaweł.

W takim rozumowaniu, krąg się zamyka. Po przejściu przez wierzenia innych narodów i aktualizacji, religia słowiańska wróciła do Słowian jako instrument zniewolenia.

Do ww faktów dochodzi jeszcze poważna praca Czesława Białczyńskiego, który zebrał wiele opowieści i mitów z terenów słowiańszczyzny.

Potrzebny jedynie Sienkiewicz, który na podstawie dostępnego materiału napisze wartką powieść, dostępną maluczkim, która powinna być sfilmowana i zapaść w świadomość narodu, tak samo jak „Potop”, czy „Pan Wołodyjowski”.

 Winicjusz Kossakowski

Jacek Dobrowolski o książce Leszka Kolankiewicza „Dziady. Teatr Święta Zmarłych”, czyli o Jaryle i Jarunie


Jerzy Przybył Jaruna- Jaryło

Przytaczamy za Taraką artykuł Jacka Dobrowolskiego o Dionizosie, Jaryle i Jarowicie, ponieważ uważamy że powinien się on znaleźć  na wszystkich forach rodzimowierczych i to nie tylko w Polsce – ten artykuł domaga się szybkiego przetłumaczenia na angielski i inne języki. Będziemy to proponować autorowi w związku z otwarciem naszych anglojęzycznych stron. Zbiór cennych spostrzeżeń i pewna dokumentacja istnienia kwestionowanych obrzędów i śladów, których nie mam po prostu czasu przedstawiać i dokumentować dla potrzeb różnych niedowiarków  i Wikipedystów kwestionujących niektórych bogów. Można dodać, że Jarowit i Jaryło pod różnymi nazwami to wszechsłowiańskie postacie i obrzędy i można by je tutaj rozwinąć i uzupełnić o postacie zawsze występujące chłopaka i dziewczyny – króla i królowej wiosny a w Rosji także o dwustronne kukły które mają dwa oblicza – męskie i żeńskie – stąd jest pewne dla mnie iż to są Kirowie Pór Roku.

Inna ważna uwaga – wszystko pięknie, ale to nie Dionizos, gdyż słowiańskim odpowiednikiem Dionizosa a nie Bachusa jest Kupała-Dziwień (to imię drugie także zostało przechowane w zapisach i tradycji ludowej oczywiście). Imię greckiego boga pochodzi od imienia boga słowiano-indo-scytyjskiego a nie na odwrót, tak samo jak imię Dzeusa, któremu przypisano w Grecji funkcje piorunowe miast Świetlnych – Dziennych, stwarzających warunki do Dziełania – pracy, Stwórcy Dnia – u nas Dażboga – Pana Jasnego Nieba.

Dziwień jest mężem Dyjany i jej bratem jednocześnie a więc tworzą oni jeden Tyn – dom. Dziwień i Dziewanna – dzika królowa lasów zielonych.

Imiona z pierwiastkiem dziew- (diev, div, davs, dew) oznaczają świętość , nietykalność, niepokalaność, boskość – to dziewicze, dzikie (nieokiełznane moce), dawcy. To potwierdza pośrednio status dziew – kobiet, żen i wagę pierwiastka żeńskiego. Dla Słowian Dawcą jest i był zawsze tylko bóg – BOGacący świat i ludzi.

CB


Źródło: TARAKA

Panteon Bronisława Trentowskiego i Świątyni Światła Świata – jednak identyczne? – próba porównania


 ©® by Czesław Białczyński, Jerzy Przybył

część  I

Jerzy Przybył – Czarnogłów (Trzygłów)

Wydaje się, że trudno o dwa bardziej różne panteony niż ten przedstawiony w książce Tadeusza Linknera „Słowiańskie bogi i demony”, który jest panteonem autorstwa wybitnego filozofa polskiego XIX wieku Bronisława Ferdynanda Trentowskiego i panteon Świątyni Światła Świata.

Wydaje się. Właśnie! Dowiedziemy w tym wieloczęściowym artykule, że tylko się wydaje, bo w rzeczywistości te dwa panteony są niemalże identyczne, a różnica między nimi sprowadza się do przypisania niektórym bogom imiennie innej funkcji, przy uwzględnieniu tejże funkcji i jej położenia w strukturze Kręgu Koła Bogów, lub niektórym bogom innych imion własnych przy zachowaniu ich funkcji.

Tak diametralnie odmienny obraz jaki się rysuje po powierzchownej lekturze systemu Bronisława Trentowskiego, bierze się nie z istotnej różnicy filozoficznej, lecz z odmiennego punktu patrzenia na Rzeczy Istność (czyli Rzeczywistość – Wszech Świat – Światło Świata). Ujęcie Trentowskiego tnie bowiem Wszechświat w płaszczyźnie Trójpodziału Hierarchicznego i temu podziałowi pionowemu podporządkowuje sposób przedstawienia całości. Mowa tu o Trzech Głównych Poziomach Wszchświata (Wszego Świata)  – Prawi, Jawi i Nawi, na których to poziomach Trentowski  umieszcza swoich bogów przedstawiając niejako hierarchiczną strukturę władania poziomami Świata. Nie umieszcza on też swoich Bogów w Kręgu, w kolistej strukturze – bo to struktura charakterystyczna dla rzutu poziomego (przekroju z  punktu widzenia nadrzędnego nad Wszym Światem), on czyni rzut pionowy i widzi strukturę Wszechświata jako piramidę.

Mamy więc u Bronisława Ferdynanda Trentowskiego najpierw  bogów całkiem Górnych – władających Jawią i przebywających w Jawi (w Kręgu Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata  odpowiadają temu poziomowi trzy wewnętrzne kręgi), potem przedstawia on bogów niższego poziomu Średnich – tych którzy zawiadują Prawią (w Kręgu  Panteonu Świątyni Światła Świata są to Cztery Kręgi  Żywiołów i Mocy  – z wyjątkiem Tynu Welesów) oraz  na koniec daje nam trzeci poziom Bogów – Niskich – zawiadujących Światem Podziemnym  – Nawią (w kręgu SŚŚŚ są to wyłącznie Welesowie – Władcy Zaświatów, Zdusze, czyli demony i szeregowi mieszkańcy zaświatów – Dusze Zmarłych).

Tyle na razie na temat różnicy obrazu wynikającej z płaszczyzny cięcia Rzeczywistości.

Warto tu dodać że płaszczyzn cięcia rzeczywistości jest wiele – co najmniej tyle ile grup Sił Wszechświata, a może i więcej. Można to zobaczyć dobrze na przykładzie jeszcze inaczej wykonanego cięcia, w Panteonie Serbskim, który to obraz kiedyś  już prezentowałem przy innej okazji. Obraz układu bogów według Sretana Petrowicza tnie Rzeczywistość w płaszczyźnie Jawi i opisuje świat z punktu widzenia Matki Ziemi i Sima-Opoki (Skały – Szkieletu Matki Ziemi). To Ziemia jest w nim centralnie położona a pozostałe „słońca” kręcą się wokół niej na różnych poziomach.

Ułożenie Panteonu w płaszczyźnie Ziemi – wykonane przez Sretana Petrowicza (Mitologia Serbska)

Ktoś kto będzie chciał porównać z innymi panteonami panteon  zebrany i odtworzony przez Bronisława Trentowskiego w rozdziale Wiara słowiańska lub etyka piastująca wszechświat, w III tomie jego dzieła Bożyca lub teozofia natrafi na wiele niespodziewanych kłopotów.

Po pierwsze dostęp do dzieła jest tak trudny, że prawie niemożliwy – znajduje się ono jedynie w rękopisie od dziesiątków lat w magazynach Muzeum Czartoryskich w Krakowie.

Po drugie nigdy ten rozdział nie został opublikowany i nie zanosi się żeby ktoś go opublikował.

Po trzecie w pracach tych autorów, którzy mieli to szczęście zajrzeć do rękopisu naszego wybitnego filozofa i teozofa występują luki, które wskazują iż ważna część materiałów Trentowskiego im samym nie była dostępna, a więc albo została zagubiona, albo odizolowana od udostępnionego do wglądu materiału.

Jedyną książką, która starała się zebrać uczciwie i przekazać szerszej publiczności w Polsce materiały Bronisława Trentowskiego, a także w jakiś sposób streścić ideę, przeanalizować je i omówić, jest opracowanie Tadeusza Linknera noszące tytuł „Słowiańskie bogi i demony”. Książkę wydało po raz pierwszy wydawnictwo Marpress  z Gdańska w roku 1998 (wznowione w roku 2007).

Wcześniej jedyną osobą, która opublikowała fragmenty z Wiary słowiańskiej Trentowskiego był jego plagiator Joachim Szyc, co Tadeusz Linkner doskonale ukazuje i dokumentuje w swojej książce.

Tak więc ktoś kto zechce dokonać porównania, a nie miał niegdyś dostępu do dzieła Trentowskiego gdy ten jeszcze żył, albo nie dokonał za jego życia i za jego zgodą odpisu z jego dzieła, ten ma dzisiaj do dyspozycji tylko pojedyncze wyimki z tej pracy.

Najpełniejszy materiał przytacza Tadeusz Linkner, tak więc do tej publikacji się tutaj odniesiemy i z tą publikacją porównamy panteon Księgi Tura, czyli Czwórksięgu Wielkiego Świątyni Światła Świata.

Jerzy Przybył – Swaróg – Pan Ognia Niebiańskiego (Ogień Weli, czyli Ogień Wszego Świata) – rzeźba

Żeby móc porównać te dwa panteony warto wiedzieć trzy rzeczy:

  1. Obydwa powstały niezależnie, chociaż Starosłowiańska Świątynia Światła Świata posiadała wiedzę na temat pracy Bronisława Ferdynanda Trentowskiego i w pewnym momencie dostęp do tej pracy, ale jednak panteon jako spis osobowy nie został przekazany ani w pełni, ani nawet w wystarczającej części autorowi Księgi Tura, czyli autorowi tego tekstu. Miałem wiedzę przekazaną ustnie, a nawet w formie notatek i szkiców, ale na tyle na ile pozwalała pamięć i to po dziesiątkach lat i z trzeciej ręki: wiedza bowiem przechodziła od Juliana I Pagaczewskiego, od którego przekaz i notatka trafiły do Juliana II Pagaczewskiego, a od niego do Stanisława Pagaczewskiego i od niego do mnie – ale już bez notatki pisemnej, która zaginęła w czasie wojny podczas przeprowadzek z ul. Floriańskiej w Krakowie do Ciężkowic i z Ciężkowic (gdzie jeszcze widział ją Adam Bochnak i pamiętał Stanisław Pagaczewski ze zbiorów ojca) – z powrotem do Krakowa na ulicę Biernackiego. Zatem wiedzę przekazano mi ustnie i o tyle o ile, bo zadaniem przekazujących osób nie było wyuczenie się tego panteonu na pamięć i podawanie go do wierzenia kolejnym pokoleniom w pełnym poprawnym brzmieniu.
  2. Obydwa panteony oparte zostały na podstawach filozoficznych, naukowych, uwzględniających prawa jakimi rządzi się Wszechświat – czyli Rzeczywistość i  zostały skonstruowane w oparciu o metodę naukową wynikającą z zasad antropologii porównawczej. Przy czym panteon Trentowskiego  jak wiemy oparty jest na głównej organizującej go zasadzie trójpodziału, podczas gdy panteon Księgi Tura zawiera w sobie  trójpodział, ale trójpodział nie jest główną zasadą go organizującą lecz jest widzialny w odmiennej płaszczyźnie – jako zasada która ujawnia się na wszystkich poszczególnych szczeblach organizacji.
  3. Obydwa są odtworzeniem powstałym na podstawie zebranego materiału z podań i kronik oraz dostępnych opracowań ogólnosłowiańskich. Przy czym znów Panteon Księgi Tura powstał przy uwzględnieniu większej ilości niepolskojęzycznych materiałów i opracowań późniejszych jak choćby Brucknera, czy Toporowa, Jagicia, Łowmiańskiego, Karadżicza, Eliade, Greavsa i innych, które nie były dostępne Bronisławowi Trentowskiemu.

Po uwzględnieniu tych trzech uwag możemy już przejść do omówienia. Zaczniemy od zbiorczego spojrzenia na cały panteon Trentowskiego.

Tadeusz Linkner wymienia bogów tego panteonu w dwóch miejscach tekstu. Wpierw przy omówieniu całej konstrukcji, gdzie następuje przytoczenie hierarchii bogów z podporządkowaniem ich działom, a także pobieżne omówienie pochodzenia. Potem zaś wymienia ich jeszcze raz po kolei, przy okazji rozwinięcia tematu ich cech i omówieniu szczegółowym postaci tych bogów.

Tadeusz Linkner jest profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, literaturoznawcą, a więc badaczem utworów o charakterze literackim patrzącym na ich konstrukcję i strukturę w specyficzny sposób, tak jak patrzy krytyk literacki, lub badacz literatury. Nie jest to spojrzenie religioznawcze ani nawet antropologiczne. Uczony ten relacjonując pracę Bronisława Trentowskiego nie skupia się więc na ocenie panteonu bogów, ani na ocenie konstrukcji ani na analizie filozoficznych podstaw dokonanej przez Trentowskiego rekonstrukcji , ani też tym bardziej na analizie składu tego panteonu. Istotą jego odkrycia i publikacji jest przeprowadzenie literaturoznawczego dowodu na plagiat Joachima Szyca dokonany przez niego w 1865 roku, plagiat którego tajemnica przetrwała ponad 130 lat (1865- 1998). Ten aspekt rzeczy, acz istotny z punktu widzenia dziejów literatury i praw autorskich jest dla nas tylko ciekawostką , zwłaszcza iż w powszechnej opinii badaczy Joachim Szyc był jedynie przepisywaczem pracy Bronisława Trentowskiego. Na dodatek jako przepisywacz i złodziej, który nie miał dostępu do źródła, poplątał panteon i postacie, zagubił się we własnym kłamstwie i przedstawił światu zamiast systemu jego karykaturę. Na podstawie pracy Joachima Szyca „Słowiańscy bogowie” wydanej w Warszawie w 1865 roku można by sądzić, że są to brednie, nielogiczne fantazje, rekonstrukcja chybiona, sprzeczna sama w sobie. Tym bardziej, gdyby ją przyjąć za podstawę odtworzenia dzieła Bronisława Trentowskiego, musielibyśmy o samym Bronisławie Trentowskim jako filozofie przyjąć iż był marnym uczonym, który nie potrafił utrzymać w ryzach wymyślonego lub „zrekonstruowanego” przez siebie systemu.

Chociaż nie rozmawiałem na ten temat z panem profesorem Tadeuszem Linknerem nie przypuszczam jednak by on sam, otrzymawszy dostęp do strzeżonych w Muzeum Czartoryskich ksiąg Trentowskiego, do których instytucja ta broni dostępu niczym Cerber wejścia do Tartaru, przeoczył w dostępnym mu materiale jakiś poważny fragment, część panteonu, zwłaszcza część w oczywisty sposób istotną.

Ponieważ ja jako literat, członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich od 1983 roku nie miałem żadnych szans – bo nie jestem naukowcem – otrzymać wglądu w oryginał pracy Bronisława Trentowskiego ani nawet otrzymać dostępu do jakiejś elektronicznej wersji tego tekstu, mam podstawy by uważać, iż jeśli ktoś taki dostęp otrzyma to wykorzysta go do dna i bardzo solidnie pracę przejrzy. Sądzę że tak właśnie postąpił profesor Tadeusz Linkner. Jako naukowcowi nie są mu też obce badawcze metody naukowe i musiał zwrócić uwagę na grubsze nieścisłości na jakie się natknął w prezentowanym mu materiale badawczym. Mimo, że nie jest religioznawcą musiał zwrócić uwagę na niekonsekwencje, które dla tej klasy filozofa jakim był Bronisław Trentowski byłyby hańbiącymi omyłkami, bądź rażącymi błędami metodologicznymi i niekonsekwencjami prezentowanej doktryny.

Prawdą jest, że Bronisław Trentowski długo nie chciał opublikować swojego dzieła. Trudno powiedzieć jakimi kierował się przesłankami, gdy odmówił po raz pierwszy publikacji. Prawdą jest także, że pracował nad tym panteonem wiele lat, ponad 20, podobnie jak ja pracowałem nad odtworzeniem w latach 1980 – 2000 równie długo, zajęło mi to nie mniej czasu niż jemu, jednakże trudno sobie wyobrazić by po tylu latach panteon ten pozostawał w takim konstrukcyjnym chaosie w jakim przedstawia go w książce „Słowiańskie bogi i demony” Tadeusz Linkner. Braki i niekonsekwencje w przedstawionym przez profesora Linknera panteonie Trentowskiego są tak rażące, że musiałyby naszemu najwybitniejszemu w dziejach filozofowi wystawić hańbiące jego nazwisko świadectwo. Tymczasem nie wątpię, że zarówno Bronisław Trentowski dołożył wszelkich starań by odtworzyć system lub stworzyć solidny system, zamknięty i zwarty, rozwinięty logicznie i spójny, jak i że profesor Tadeusz Linkner dołożył starań aby solidnie i wyczerpująco, bez pominięcia istotnych szczegółów ten system przytoczyć w swojej książce, mimo iż jej głównym tematem jest analiza plagiatu. Jestem też pewien że praca profesora Linknera nie zmierzała do tego, aby ośmieszyć dzieło Trentowskiego, przynieść mu ujmę jako jego autorowi, czy przedstawić jego kompetencje i dokonania w krzywym zwierciadle, albo też narazić go jako autora tego zbioru i systemu filozoficznego na kpiny i zarzuty o brak podstawowej logiki i konsekwencji.

 Jerzy Przybył  – Swarożyc – Pan Ognia Niebieskiego (Ogień Niebios Ziemi)

Opierając się na powyżej wyłożonych przesłankach muszę zadać pytanie: Czy profesor Tadeusz Linkner otrzymał dostęp do pełnego dzieła? Być może jako literaturoznawca nie zwrócił uwagi na rażące braki religioznawcze w badanym materiale, które badaczowi o kompetencjach religioznawczych a nie literaturoznawczych musiałyby się rzucić w oczy.

Muszę w tym miejscu odejść od głównego tematu, by stwierdzić po  raz tysięczny chyba, że żyjemy jednak w bardzo dziwnym kraju, nie tylko ze względu na fakt że dzieła największego filozofa nie przychodzi do głowy nikomu w Wolnej Polsce opublikować w 150 lat po jego napisaniu, zwłaszcza, że jest to jeden z nielicznych ocalałych zabytków myśli filozoficznej który mamy w kraju, który pozostaje wciąż w rękopisie. Wiemy przecież z doświadczeń własnych i ze spisu dat historycznych dostępnych już uczniom szkół podstawowych, że Polska jest krajem nękanym regularnie wojnami, grabieżą wojenną i stratami wynikającymi z licznych okupacji obcych armii. Wygląda na to że czekamy aby rękopis Trentowskiego wreszcie przepadł w zawierusze dziejów i zniknął raz na zawsze jako kłopotliwa osobliwość z widnokręgu zdarzeń. Wygląda na to – ale to już teoria spiskowa – że komuś zależy wręcz aby do tego dzieła nie było dostępu. Gorzej – wydaje się że środowisko naukowe, w tym religioznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy organizują coroczne „naukowe” zjazdy na temat polskiego pogaństwa i neopogaństwa, w ogóle nie jest zainteresowane analizą tego   tekstu, który leży im pod nosem. W normalnym kraju byłoby to powodem do wstydu dla całego środowiska naukowego w danej dyscyplinie. W Polsce jest to zjawisko normalne nad którym przechodzi się do porządku nie poświęcając mu nawet jednego krytycznego zdania. Nawet jeśli bym przyjął, że dostęp do „Bożycy” i jej trzeciego tomu jest zabroniony przez Cerbera to w oniemienie wprawia mnie fakt, że nikt nie pokusił się o religioznawczą analizę materiału przedstawionego przez Tadeusza Linknera, zwłaszcza wiedząc jak bardzo wybitnym filozofem był Bronisław Trentowski i jak jego ustalenia na temat wiary słowiańskiej mogą być istotne dla odtworzenia panteonu Słowian. Jeśli nie ma dostępu do „Bożycy” to na co czeka środowisko naukowe, czemu milczy na ten temat?

Naprawdę nie wiem jak mam oceniać sposób działania i postępowania środowiska naukowców polskich, religioznawców, antropologów kultury, językoznawców, etnografów, historyków religii, filozofów, socjologów, którzy wszyscy dopuszczają się takiego zaniedbania lub lekceważenia istotnej możliwości odtworzenia panteonu lub dotarcia do prawdy na temat licznych pochodzących z tego panteonu postaci. Czyżby cały gmach religioznawstwa jako dyscypliny naukowej w Polsce był tylko zmurszałą fasadą na pokaz, za której kolorową ścianą uprawia się hucpę i działalność zmierzającą do całkowitego zaciemnienia obrazu przeszłości, obrazu religii pogańskiej i rodzimej Słowian, a nie do jej wyjaśnienia i ukazania w pełnym wymiarze?

Jeśli przez 150 lat nikt nie poddał pracy Trentowskiego krytycznej analizie to znaczy, że wszystkie te wydziały religioznawcze na wszystkich uniwersytetach polskich, tych katolickich i tych państwowych, są po prostu niepotrzebne, są zbieraniną darmozjadów, którzy dobrze się bawią za cudze pieniądze i miło spędzają żywot pławiąc się w naukowych tytułach. Jeśli nikt od 1998 roku nie poddał w żadnej pracy naukowej, solidnej  analizie książki Tadeusza Linknera i nie wyciągnął z tej analizy wniosków, to po co w ogóle te wydziały naukowe na uniwersytetach polskich istnieją?

Jeśli w podobnym stanie co religioznawstwo są inne nauki humanistyczne (historia, antropologia, kulturoznawstwo, etnografia, archeologia i inne) i za ich fasadą ukrywa się podobna pustka jak w tym przypadku, oznacza to, że tzw. „prawdzie naukowej” w Polsce w ogóle nie należy ufać, ponieważ nie jest ona aktualna nawet do 150 lat wstecz a co dopiero aktualna w XXI wieku, a instytucje powołane do jej odkrywania i badania w ogóle nie działają, a tylko pozorują realne działania.

W tym kontekście przestają dziwić powtarzane przez polskie środowisko „naukowe” za niemieckimi kolegami brednie o Wandalach i Gotach, allochtonistyczne teorie pochodzenia Słowian rodem z goebelsowskiej propagandy, ciągłe kwestionowanie przydatności genetyki dla dziedzin humanistycznych takich jak choćby archeologia i inne niemożności, jak na przykład brak reakcji na prace odkrywcze, choć amatorskie, Winicjusza Kossakowskiego i badaczy rosyjskich dotyczące słowiańskiego pisma runicznego, czy prace T. Marskiego dotyczące pisma kobalnego, opracowania językoznawcze związków języka polskiego z hindi, pali i perskim, związków religii rodzimej słowiańskiej z religią Iranu i Indii, czy wreszcie związków archeologicznych i kulturowych Słowian z Sarmatami, Scytami czy innymi ludami Wschodu. Czy i jak długo amatorzy tacy jak pan Kossakowski lub ja, będą musieli wyręczać całe to środowisko rzekomych naukowców  w ich podstawowych powinnościach, jak długo będziemy narażeni na ich prześmiewki i niepoważne traktowanie? Czy wiecznie, tak jak Bronisław Trentowski i jego „Bożyca”? Słowa „wiecznie” użyłem tu bez przesady, bo dwa wieku mijają i nikt nic nie zamierza analizować trzeciego tomu pracy Bronisława Ferdynanda Trentowskiego, żaden z dziesiątków polskich, uniwersyteckich autorytetów religioznawczych.

Już to jedno zaniedbanie wskazuje w jakiej ruinie jest polska „nauka” i jak pozorna jest jej marna egzystencja oraz co są warte wszystkie tytuły naukowe czy nagrody literackie i kulturalne w tym kraju. Na tym przykładzie widać bezwzględny prymat ideologii nad prawdą naukową, wręcz mumifikację tego sposobu myślenia w polskiej nauce i kulturze, mumifikację która doprowadziła te dziedziny – naukę i kulturę – do tak ośmieszającego upadku jak postępowanie względem nie tylko dzieła Bronisława Trentowskiego, ale także przecież dzieła dopiero co zmarłego w latach osiemdziesiątych XX wieku Stanisława Szukalskiego. Czy wystarczy że Gazeta Wyborcza przypięła temu pierwszemu łatkę masona i ezoteryka, a temu drugiemu łatkę nacjonalisty i oszołoma, żeby całe środowisko naukowe stanęło jak oniemiałe i schowało się w mysiej dziurze, a mózgi oddało na przechowanie piaskom pustyni stworzonej przez ideologię postkomunistycznego, neokolonialnego Salonu?

Czy to jest ten sam stan „naukowej” umysłowości, który każe „wierzyć” ekspertom z polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, bez wykonania ekspertyz i symulacji lotu samolotu prezydenckiego w Smoleńsku, że rozbiła go brzoza?! Czy to jest ten sam stan umysłowości „naukowej”, który odrzuca bez zapoznania się i bez przedstawienia kontrargumentów wyniki przeprowadzonej symulacji i obliczeń eksperta NASA, Polaka z USA , profesora Biniendy, który taką analizę wykonał i twierdzi, że odwrotnie – tę brzozę samolot ściąłby, jeśli by się z nią zetknął, a tylko krawędź  przednia skrzydła byłaby uszkodzona – nie obcięta 1/3 skrzydła, lecz ledwie uszkodzona jego przednia krawędź?!

http://vod.gazetapolska.pl/1127-analiza-katastrofy-smolenskiej-wywiad-prof-wieslaw-binienda

Na tym, tę smutną refleksję zakończę, choć wnioski jakie z niej trzeba wysnuć napawają nie zadumą już, lecz skrajnym zadziwieniem i przerażeniem.

 Jerzy Przybył – Trzygław (rok 2011)

Po raz pierwszy profesor Linkner wymienia bogów panteonu Trentowskiego na stronie 18 i 19, a dalej od strony 21 szeroko omawia po kolei poszczególne postacie, ich cechy i obszary działania oraz powiązania.

Pierwszy spis zatytułowany „W mitycznym kręgu” zawiera jednocześnie syntetyczny opis struktury panteonu. Już rzut oka na ten spis wywołuje pierwszą wątpliwość. Czy Trentowski mógł pominąć bóstwa tak ogólnie znane jak Swaróg i Swarożyc? Czy miało sens ukrycie ich pod jakąś inną nazwą skoro pochodzą z najstarszych dokumentów i zapisek kronikarzy, są też uznawane za podstawowe bóstwa powszechnie w całej Słowiańszczyźnie, nawet przez hiperkrytycznego Aleksandra Brucknera?

Oto rzeczony tekst z książki „Słowiańskie bogi i demony”:

Druga rzecz jaka się tutaj rzuca w oczy to pewna niekonsekwencja konstrukcyjna, bowiem Trentowski wyraźnie zaznaczył iż po pierwszej trójcy z najwyższym Jessą oraz współtowarzyszącymi mu Trygławie i Helu nastąpi poddana Jessie trójca Biełboh, Czarnoboh, Ham, a każdej z tych trójek przydana będzie siódemka.  Po czym, przedstawiony zostaje zestaw 7 + 9 + 7 zamiast 3 x 7.

Oto owo wyliczenie:

Jak widać z Białej krwi Trygława powstaje siedem bóstw podporządkowanych Biełbohowi: Światowid, Nocena, Jutroboh, Zdar, Swiezdy , Świcz i Kolada.

Z Czarnej Krwi jednak powstaje nagle 9 bogów – według zamieszczonego wykazu: Chrzorz , Semargł, Struyboh, Stryba, Mrokonos i Markota, Stwolimy, Hładolej i Merot.

Wreszcie z czerwonej Krwi Trygława powstaje – jak to pięknie oddał na swym obrazie Jerzy Przybył kolejnych siedem bóstw poddanych Hamowi: Ładon, Łada, Lel, Polel, Kuślak, Dyblik i Dziewa.

Do tego wyliczenia dołączę tutaj jeszcze Flinsa, który został przez Trentowskiego wydzielony z układu podporządkowanego Trójcy Czernoboh, Biełboh, Ham (Hammon – czczony w Grodzie Hamona – później znanym jako Hamburg).

Co rzuca się od razu w oczy w tym układzie? Otóż w pierwszej i drugiej grupie zostały umieszczone przez Bronisława Trentowskiego boginki i bogunowie – czyli duchy pomocnicze Żywiołów i Mocy, które występują zawsze w liczbie mnogiej.

W pierwszej grupie są to Swiezdy – czyli Gwiazdy – Gwiezdniki, w drugiej Stwolimy. Jeśli wyjmiemy te dwie grupy z przedstawionego układu i jedną z postaci z działu II przesuniemy do I – to rzeczywiście będziemy mieć 3 x po 7 bóstw, tak jak Trentowski zakładał.

Jest to sprawa zdumiewająca i zastanawiająca!!!

PRZYCHODZI MI DO GŁOWY ZGOŁA TRZECIA MOŻLIWOŚĆ, ani zagubienie części materiałów, ani ich ukrycie, lecz celowe działanie Autora tekstu. Autor być może nie chciał dać nam rzeczy „otwartej” i zachował dla siebie klucz do całkowitego uporządkowania dzieła. Nie chciał by ktokolwiek kto nie zna się na rzeczy i nie potrafi podstawić pod TEN system myśli filozoficznej, która go porządkuje kiedykolwiek w przyszłości mógł GO zaprezentować sensownie i przedstawiać  jako własne dzieło. Ten sposób myślenia okazał się bardzo skutecznym zabezpieczeniem w przypadku kradzieży Joachima Szyca, który pogubił się w systemie bogów prezentowanym przez Trentowskiego już na samym początku konstruowania swojego plagiatu. Stało się to gdy ze Słownika Polskiego w którym nasz filozof publikował hasła dotyczące słowiańskich bogów wycofał Trentowski z premedytacją uwagi, który bóg będzie następował po którym i od którego który się wywodzi.

By się zorientować którego z bogów można przesunąć do grupy pierwszej trzeba już przejść do rozdziału następnego – „Jasła wiary słowiańskiej”, który zaczyna się na stronie 21.

Tutaj jednak zatrzymamy się na chwilę nad drugą tajemniczą sprawą którą widać na pierwszy rzut oka. Ta tajemnicza sprawa to wydzielenie postaci Flinsa z całego panteonu. Moglibyśmy podejść to tego faktu na dwa sposoby:

a)      Flins jest odpowiednikiem 89 bogini (Śwątwoli-Swątbody) w układzie Świątyni Światła Świata czyli „wolnym bogiem” bogiem który nie jest przypisany żadnemu domowi ani Tynowi i odpowiada tylko przed bogiem bogów – Najwyższym, Światłem Świata.

b)      Jest znów jednym z istotnych elementów kamuflażu Trentowskiego przed niepowołanymi którzy chcieliby ten panteon splagiatować.

Przychylam się tutaj do tego drugiego wariantu, czyniąc uwagę iż jest to zabieg wstępny. Dlaczego?

Ponieważ w utworzonym także na podstawach filozoficznych założeń panteonie Świątyni Światła Świata ponad rozległym kręgiem Bogów Żywiołów i Bogów Mocy – tak samo jak tutaj u Bronisława Ferdynanda Trentowskiego – pozostaje 7 bóstw wyższego rzędu – sam Jeden Bóg Bogów, Dwoje Bogów Działu i Czworo Bogów Kiru.

Tutaj są to: Jesse, Trygław, Halu, Biełboh, Czernoboh i Ham oraz Flins.

I jeszcze dwie ważne drobniejsze kwestie do tego rozdziału: Pierwsza to uwaga Tadeusza Linknera, że bogowie w tych grupach często występują parami. To nie jest uwaga celna gdyż w ogóle nie występują tu parami a pojedynczo.

Druga kwestia to uwaga Tadeusza Linknera, zupełnie nieuprawniona, iż Trentowski utworzył królestwo wzorowane na chrześcijańskim Piekle, które po chrześcijańsku nazwał „piekielnym”. Otóż, jak tego dowiedziemy w toku dalszych wywodów, Trentowski nie uważał tego królestwa za Piekło rozumiane po chrześcijańsku, lecz za Królestwo Bogów Ciemnych, Bogów Podziemnych, Bogów Zaświatów.

Zaświaty słowiańskie to świat podziemny, ciemny lecz składający się z czterech nawi, zwany Nawią. Te nawie zaś to Naw Rajska, Naw Założna, Naw Piekielna i Otchłań. Chrześcijaństwo w krajach Słowian przejęło ich nazwy z wiary przyrodzonej i zastosowało je do objaśnienia pojęć religii chrześcijan. Warto tutaj zaznaczyć, że te pojęcia nie są wcale oryginalnym wynalazkiem chrześcijan, ani Żydów – czyli Testamentu (Biblii) Starego ani Nowego. Pojęcie „piekła” wyszło niegdyś z królestwa Słowian, Istów i Skołotów (SIS), zostało zniekształcone przez nowego proroka jakim obwieścił się przed światem Zar-Zduszt (Zaratusztra) wygnany z Wielkiej Scytii, gdzie był ścigany przez Czaropanów za kradzież relikwii z Wyspy Wyspowiszu  i z Góry Świata, którą Rosjanie, Siewiercy (mieszkańcy Syberii – Siewierii) i Tybetańczycy nazywają Szambalą, albo Szangri-la. To Zarzduszt nadał pojęciu piekła cechę przechowalnika dla czyniących zło, ponieważ on wprowadził do Wiary Przyrody dualizm i został za głoszenie swej objawionej Obwiesty i Gadki (Awesty i Księgi Gathy) przegnany z królestwa Sis. Persowie przyjęli go do siebie i jego wiarę wprowadzili jako religię państwową. Spowodowało to ciąg wojen między Scytami a Persją, z których ostatnią była wojna przegrana przez spadkobierców królestwa perskiego, pod wodzą Aleksandra Macedońskiego. Chrześcijaństwo zaczerpnęło dualizm pojęty jako walkę Dobra i Zła od Persów wprost z zaratusztrianizmu i jego dalszych mutacji.

Jak bardzo był przez Scytów znienawidzony Zar-Zduszt niech poświadczy, że ścigano go do końca życia, a Czaropanowie zabili go jako starca topiąc w górskim jeziorze w Karakorum – Górach Karych, Czarno-Ciemnych lub Czarowno-Czarnych (Górach Czarnosiermiężnych, czyli górach należących niegdyś do plemienia-ludu Czarnosiermiężnych – Melanchljanów-Melanho-Jątów, ludu Burów-Borusów). Historię tę opowiada Taja 23 w księdze Ruty. Tak więc pojęcie Piekła wróciło i odzyskało swoją nazwę własną pod którą wśród Słowian było znane, tyle że Nawią odpowiadającą w słowiańskich Zaświatach Piekłu jest Otchłań a nie Piekło. Ogniste Piekło – Naw Smocza jest jedną z tych trzech Nawi, z których dusza zmarłego może wrócić do życia, te trzy mają bowiem charakter przejściowy. Naw Rajska ma takie miejsce gdzie można pozostać na wieczność to Wyspa Weń, Las Rajec i rosnące tam Drzewo Boga Bogów – Wyraj. Druga to Otchłań, gdzie dusze rozpływają się w Nicy – a więc ulegają unicestwieniu. Piekło odpowiadało chrześcijańskim kaznodziejom jako zbliżone wyglądem do piekła chrześcijańskiego, które jednak jest u nich miejscem wieczystego pobytu i wieczystych tortur.

Z tym królestwem „piekielnym” w dalszej części książki ma miejsce wielkie zamieszanie, z którego płyną kolejne kłopoty w logicznym ułożeniu systemu. To także, moim zdaniem, stanowi kolejną wskazówkę, iż Trentowski zakamuflował przed niepowołanymi osobami swój system, w taki sposób żeby nikt kto nie zna Wiary Przyrodzonej Słowian nie mógł tego systemu sensownie poskładać w całość.

Jerzy Przybył – Stary rok – Bogowie Kiru, Stron i Pór (Pory Roku)

cdn

Świątynie Światła Świata: Licheń bogini Licho, Góra Trygława w Kazimierzu i kompleks Ślęża -Wieżyca -Radunia – Walim


Licheń i Licho

Jako że tekstu i obrazu tutaj niewiele dorzucam modlitewną, sprzyjającą skupieniu muzykę Wiary Przyrodzonej pochodzącą z Tybetu – w sam raz do naszych sanktuariów eklektycznych pogańsko-katolickich pasującą. Niech nas natchnie swoją mocą i wibracją na nowy tydzień.

Tibetan mantra chant – OM

CB

Oto co nam ku czci Bogini Licho zbudowano – a to dosyć ciemna bogini – jedno z trzynastu Ciemnych Bóstw Podziemnych

Sanktuarium w Licheniu to miejsce kultu złego boga.
Legenda głosi, że w czasach rzymskich na wzgórzu nad jeziorem, pośród prastarych drzew znajdowała się pogańska świątynka, w której czczono szatana, zwanego po słowiańsku „Licho”. W wyznaczone miejsce przychodzili ludzie, aby się modlić do wyciosanego w granicie bałwana, składać mu ofiary i odprawić gusła i zabobony. W 1969 r. odkopano na wzgórzu tajemnicze głazy i kamienie, pochodzące prawdopodobnie z rozbitego pogańskiego ołtarza ustawionego przed posągiem, a także kamienie rytualne, które służyły do pogańskich obrzędów kultowych.


W czasach rzymskich wiódł tędy szlak handlowy zwany „szlakiem bursztynowym”, ciągnący się od Morza Bałtyckiego do Morza śródziemnego. Pierwsza historyczna wzmianka o Licheniu pochodzi z 1151 r., kiedy to Piotr Dunin postawił granitowy krzyż w połowie drogi między Grąblinem a Licheniem, znacząc tym samym szlak z Kalisza do Kruszwicy. Historyczny krzyż stoi dzisiaj na licheńskim rynku.

Licheń Stary – wieś położona we wschodniej części województwa wielkopolskiego, w powiecie konińskim, w gminie Ślesin, nad Jeziorem Licheńskim. Miał prawa miejskie w wiekach XV-XVII. Od połowy XIX w. jest ośrodkiem pielgrzymkowym o znaczeniu ogólnopolskim.

W lesie grąblińskim została zbudowana droga krzyżowa oraz dwie kapliczki: duża i mała. W małej jest umieszczony kamień przyniesiony z głębi lasu grąblińskiego, mający wg wierzeń przedstawiać wypalone stopy Matki Bożej. – to właśnie Kamień Bogini Licho, można go tam podziwiać do dzisiaj i pokłonić mu się po pogańsku oraz odbyć przy nim pogańskie modły.

Kazimierz Dolny Góra Trygława, czyli dziś Trzech Krzyży

Zamiast Trygława postawmy trzy krzyże.
Kazimierz Dolny nad Wisłą leży u stóp tzw. Góry Trzech Krzyży. Krzyże postawiono w 1708 roku. A dlaczego akurat trzy?

Kazimierz Dolny z Góry Trygława Czarnogłowa

W czasach pogańskich na górze był posąg Trygława inaczej Trzygłowa, któremu cześć oddawała miejscowa ludność. Posąg został zniszczony ale w tradycji funkcjonowała nazwa Góra Trygława. Aby to zmienić, postawiono trzy krzyże i nazwano miejsce Górą Trzech Krzyży.

O dziwo i tutaj Mamy Będkowice i Sokolec, lecz tu  po przeciwnych stronach inii Arkona – Ślęża – Piramida Cheopsa – dokładnie tak samo jak w wypadku Doliny Ojców i Doliny Źródła Bytów. Jest także Walim i Góra Włodarz i jest Wielka Sowa.

Kompleks Ślęża – Wieżyca – Radunia – Walim

Ten kompleks świątyń Wiary Przyrod(zone)y zajmuje w Systemie Świętych Gór Polskich szczególne miejsce. Można bez przesady powiedzieć, że jes t to jedno z najważniejszych miejsc kultu Lechitów, a więc miejsce Polskie.

Zarówno Święte  Góry Łyskowickie (Łysogóry – nazywane dzisiaj Świętokrzyskimi) ze Świątybnią Dziewięciu Kręgów, jak Wzgórxza Kijowskie i System Wzgórz i Gór Świętych Wawel  – Welski Las Sowiniec – Dolina Ojców to święte miejsca Harii – Harusji czyli Rusi Białochorwackiej – domeny Karopanów, Mogilanów i Wiślan – szczepów Nu-Ruskich i Ha-Ruskich.

Tutaj na rdzennej Ziemi Lęgów – Lęchitów – Lechitów na Śląchsku w starej Lugii należy lokować prastare królestwo lechickie które dało nazwę Po-Lechii, Po-Leszy (rosyjskie: Po-lsza)

Już samo położenie Ślęży na przecięciu Liniii Stonehenge – Jasna Góra – Łysa  – Góra Zamkowa w Kijowie do Cypla Kamczatki z Linią Arkona – Piramida Cheopsa – poprzez Czarnotyn w Bramie Morawskiej czyni z tego kompleksu zjawisko wyjątkowe .

Ślęża – foto Tomek Strzelec

Dziwne jest że Hitlerowcy wybrali ten kompleks na Projekt Riese – Olbrzym i tutaj w licznych świętych słowiańskich górach ryli niezliczone tunele, w kórych ulokować mieli wielki przemysłowy kompleks militarny, który miał być ukryty pod ziemią i niedostępny dla bombardowań, a który dzisiaj pod górami takimi jak Ostra Góra w Rzeczce, Góra Sobań, Gór Chłopska w Jugowicach, Góra Osówka, Góra Gontyna i Sokolec, Góra Włodarz, Walim czy Moszna – jest miejscem licznych wypraw odkrywczych i poszukiwań ukrytych skarbów.

WALIM – Wielki – Welski – Walimowie to Olbrzymowie inaczej Wołoci, a to synonim plemienia Wielotów – Wołotów- Walimów z Łużyc – i projekt Olbrzym Riese – jak najwyższy szczyt Tatr Tartarów – Rysy – także Olbrzym, lecz Olbrzym Tartarski, część Rusi – Tartarii, Harusji Skołockiej.

Łużyce – rdzenna Ziemia Lechicka – Lugijska która dzisiaj już w całości mówi po niemiecku i z Niemcami się identyfikuje – trochę szkoda, ale takie są dzieje. To znaczna część utraconej Lechii – tej Lechii dla której rzeka Łaba-Łabęda – Święta Rzeka Lędy (wcielenia człowieczego Bogini Łady) Królowej  Białego Lądu była  nie mniejszą świętością niż Święta Góra Lędy-Łady – Ślęża.

Grupa Ślęży i Raduni (kliknij) – Kiedy się patrxzy na tę mapę to jaskby się widziało odwzorowanie Weli na Ziemi. Pełno tu skał osobliwych miejsc, Żródeł Żywej Wody, potoków i jest nawet Modry Banior, choć go tak nie nazywają. Szczytem tej Małej Weli jest Ślęża poświęcona Bogini Ładu Świata – Uporządkowania, Uładzenia – Harmonii. Liczne górki i wierzchołki tutejsze można przyporzadkować kolejnym bóstwom. Jestem przekonany że to miejsce podobnie jak Kraków i Okolice odzwierciedla cały panteon 89 – Sił Wszego Świata, a jeśli nie to być może jego połowę – słynne 44 bóstwa rządzące bezpośrednio wyłącznie Światem Człowieka.

Radunia – Radunica obok Góry Łady – Ślęży to Góra ważnej Bogini z tynu Rodów: Rady  Rodzicy tej którą pamiętają dobrze Czesi i czczą ją także i czcili również tutaj na tej śląskiej – lechickiej górze – Radunica, Drasznica, odpowiedzialna za inicjacje dzieci w dorosłość, za ogniowe próby – przetrwała w bajkach jako Baba Jaga – Jadzica – Jadźka, Ta co Jątrzy Rany, zadaje ból inicjacyjny, dręczy i drażni, lecz także uczy, wychowuje radzi i rodzi dorosłego człowieka wyklutego z dziecięctwa. Towarzyszy jej przeważnie mądra Sowa, a powinien towarzyszyć Sęp – inna nazwa tej góry to Góra Sępia.

Tutaj także Góra Wieżyca – dlaczego przez „ż” nie wiem – bo to przecież stara Góra Wiary – Wierzyca.

Wielka Sowa widziana z Waligóry

Mamy też w tym kompleksie Wielką Sowę (1015 m npm) na podobieństwo krakowskiego Sowińca i Wzgórza Bielawskie – Białe Wzgórza – tak jak w Krakowie (tam dzisiaj wielki święty kompleks w Łagiewnikach poświęcony Janowi Pawłowi II – Nie lękajcie się i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a to tuż obok Kopca Kraka i tzw. Libanu, mamy również Waligórę i Grabinę.

Grupa Raduni

Z Wiki

Radunia, niem. Geiersberg (po wojnie nazywana Sępią Górą) – drugi wyodrębniający się szczyt w Masywie Ślęży i wznoszący się na wysokość 573 m n.p.m. Na zboczach góry na wysokości ok. 325 m n.p.m. ma swoje źródło rzeka Czarna Woda.

Na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.) powstał na Raduni kamienny krąg kultowy, otaczający sanktuarium księżyca. Zachowane do dziś partie mają 1780 m długości, średnia szerokość 4,5 m, a wysokość do 60 cm. Na szczycie znajduje się zagłębienie, tak zwana „Kacza Kałuża”, w którym znaleziono ułamki naczyń. Poniżej bije źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawia się w źródłach pisanych od XIII wieku.

Na wierzchołku znajduje się Rezerwat przyrody Góra Radunia. Chroni on miejsca występowania rzadkich gatunków roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych. Dużą wartością przyrodniczą odznaczają się płaty świetlistej dąbrowy oraz muraw kserotermicznych, a także stanowiska cennych elementów flory, w tym związanej z serpentynitami paproci zanokcicy klinowatej.

Jak widać i tutaj podobnie jak w Dolinie Ojców występuje specjalny rzadki gatunek paproci – a więc tu można podobnie jak w Ojcowie poszukiwać owego tajemnego Kwiatu Paproci  – związanego z miłością, rodzicielstwem i małżeństwem. Co ciekawe kompleks Ślęży i Raduni oraz Wieżycy odnosi się głownie do Bogów Mocy – czyli tych rządzących bezpośrednio Człowiekiem. Kwiat paproci to roślina zarówno Ładów – Opiekunów Małżeństwa, ale i Bogów Wojny, jak i Rodów Panów Zwycięstwa Życia, Roda – Władcy Ludzkiego Plemienia i Przyrody – Rodżany – Władczyni Ludzkiego Siedliska a także Rudzi – której rośliną jest także Ruta – Pani Narodzin. Ich duchy pomocnicze Rodżanice (Sudenice, Narecznice) wręcazajnoworodkowi jego Przeznaczenie i nadają mu Imiona – to tajemne znane tylko matce, i bogom i jemy samemu i to oficjalne – te Wyroki Boże na Trzech Deszczułkach (lub patyczkach z łodygi krwawnika) wkładają dziecięciu pod poduszkę w kołyskę.  Jak widać w procesie narodzin Człowieka biorą udział wszystkie Moce – bo oczywiście Dziwieniowie (Dziwień-Kupała i Dziewanna-Kupalina) to bogowie początku tego procesu – to w ich Święto młodzi ruszają na poszukiwanie Kwiatu Paproci, który ma w przyszłości pod opieką innych Mocy (Bóstw) tak pięknie zaowocować.

—-

Radunia

Oto informacje zamieszczone przez pana Wojciecha Kota na stronie WWW poświęconej Raduni (zdjęcia także jego autorstwa):

Masyw Ślęży – Radunia (573 m n.p.m.)
Radunia stanowi drugi co do wielkości szczyt Masywu Ślęży. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawiła się już w XIII wieku. Po wojnie nazwano ją Sępią Górą. Na szczycie Raduni znajduje się polana z blokami serpenitu i ograniczonym widokiem na Góry Sowie.
Góra zbudowana jest z serpenitów z domieszką magnetytu, które powodują wysoką anomalię magnetyczną, szczególnie na szczytowych skałkach. Znaleziono tu ślady pobytu człowieka z neolitu (4000 – 1700 lat p.n.e.): kamienny toporek i fragmenty naczyń kultury pucharów lejkowatych. W kilku miejscach u podnóża Raduni wyłamywano wtedy serpentynit, służący do wyrobu narzędzi.
Góra Radunia – jak trafić ?.

szlak niebieski:
Przełęcz Tąpadła – 30 min,
Przełęcz Słupicka – 45 min, Jordanów Śląski – 3 h 40 min.

Szczyt Raduni jest objęty ochroną jako rezerwat florystyczny „Góra Radunia”. Chroni on zespół rzadkich roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych.

Źródło Srebrnik

Na szczycie zachował się monumentalny wał kultowy z luźno ułożonymi kamieniami, obejmujący główny wierzchołek i grzbiet na pd. – wsch. od szczytu o dł. ok. 2 km. Powstał na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.). Widoczny dziś wał o wysokości 40 – 60 cm otaczał „święte miejsce”, w którym oddawano cześć bóstwu księżyca. Na szczycie znajduje się zagłębienie tak zwana Kacza Kałuża, w którym znaleziono ułamki naczyń.
Starożytne wały kultowe
(wokół szczytu Radunia)
Poza kręgiem na zboczu góry znajdują się dwa święte żródła – Głębokie oraz Srebrnik, które były prawdopodobnie także miejscem kultu, przy których odkryto przedmioty z nim związane. Źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu.

Wieżyca (Wierzyca)

Masyw Ślęży – Wieżyca (415 m n.p.m.)
 
Wieża widokowa – Wierzyca
Wieżyca, po wojnie zwana Górą Kościuszki, porośnięta jest karłowatymi dębami tworząc tzw. „świetlistą dąbrowę”. Tuż za szczytem na północ i wschód od wierzchołka zachowały się relikty kamiennego wału kultowego. Na szczycie stoi masywna wieża widokowa zbudowana w latach 1905 – 07, wyremontowana i udostępniona do zwiedzania przez Towarzystwo Ślężańskie. Wieża udostępniana jest w słoneczne weekendy w sezonie od wiosny do jesieni. Z wieży przy dobrej pogodzie obserwować można Równinę Śląską i Wrocław, a także Karkonosze ze Śnieżką.
Zapraszam też na stronę Lasów Polskich poświęconą masywowi Ślęży: Ślęża dzieje przyroda

Rzeźby kultowe

Miś
Sobótka – Rzeźby kultowe
Kultowe rzeźby w okolicy góry Ślęży – oznaczone znakiem ukośnego krzyża, powstały najpóźniej w okresie 700 – 400 lat p.n.e. Wszystkie rzeźby kultowe są dziełem miejscowej ludności okresu kultury łużyckiej, która stawiała swoim bóstwom pomniki wykuwając z miejscowego granitu kamienne ciosy lub figury ludzi i zwierząt.
  • Niedźwiedź„, często nazywany misiem ślężańskim – kamienna rzeźba o doskonale uchwyconej charakterystyce gatunku zwierzęcia stojąca na szczycie Ślęży obok kościoła. Na brzuchu ma znak ukośnego krzyża.
  • Postać z rybą” lub też panna z rybą – kamienna rzeźba pozbawiona głowy i nóg, przedstawia człowieka odzianego w długą szatę, oburącz trzymającego wielką rybę. Na ciele ryby widnieje ukośny znak. Ustawiona w połowie drogi wiodącej z Sobótki na szczyt góry Ślęży przy czerwonym szlaku.
  • Niedźwiedź„, z utrąconymi przednimi łapami – znajduje się obok postaci z rybą. Ślad ukośnego krzyża wyryty na grzbiecie rzeźby.
  • Grzyb” lub tułów mnicha – fragment kamiennej rzeźby stojącej przy wschodniej ścianie Sanktuarium Św. Anny w Sobótce. Najprawdopodobniej jest to dolna część postaci człowieka w długiej szacie. Wyraźnie widoczny znak ukośnego krzyża.
  • Mnich” – kamienna rzeźba o kształcie przypominającym kręgiel lub wysmukłego naczynia. W miejscach niewidocznych: na podstawie bazy i na głowicy znajdują się znaki ukośnego krzyża. Znajduje się przy ul. Armii Krajowej w Sobótce prowadzącej do Domu Wycieczkowego „Pod Wieżycą”.
  • Kolumna Sobótczańska” (bez symboli znaku ukośnego krzyża) – w Muzeum Ślężańskim.

Znaki ukośne znajduja się ponadto na kamieniach i skałach:

  • dwa kamienie cylindryczne – w Muzeum Ślężańskim,
  • głaz gabrowy – u podnóża Plasterek,
  • kamień gabrowy – na Drodze Ślężan tuż za Rozdrożem pod Kamiennym Krzyżem,
  • głaz – na drodze Ślężan ponizej granicy rezerwatu przyrody,
  • kamień – na zakręcie Drogi Ślężan poniżej Husyckich Skał,
  • skała Kazalnica (Głowa) – na wierzchołku Stolnej.

Panna z Rybą

Ukośny krzyż(hipotezy):

I– wtórnie umieszczony na rzeźbach może być znakiem granicznym z 1209 roku, gdy dokonano podziału Ślęży między księciem Henrykiem Brodatym i Klasztorem Najświętszej Marii Panny we Wrocławiu.II – może być związany z pogańskim kultem solarnym
Mnich
 Kamienne wały kultowe

Tajemnicze konstrukcje kamienne zbudowane na początku epoki żelaza w formie kręgu usypane wokół Ślęży oraz Raduni i Wieżycy. Ułożone są one z różnej wielkości kamieni i bloków skalnych bez użycia zaprawy. Kręgi te oznaczały zasięgi miejsc świętych, gdzie odprawiano obrzędy religijne. Wały kamienne miały charakter kultowy. Strzegły miejsc bytowania bogów i pogańskich obrzędów religijnych. Związane były z ówczesnymi wierzeniami i praktykami religijnymi. Szczyt Ślęży otoczony został z południa, wschodu i północy wałem. Umocnienia na wierzchołku Ślęży mają ścisły związek z kultem religijnym.
Pogański kult religijny

W Masywie Ślęży oddawano cześć bóstwu słonecznemu, drzewom, źródłom, ciałom niebieskim (księżyc, gwiazdy) i zjawiskom atmosferycznym (deszcze, burze, wiatry).
Wykopaliska archeologiczne pozwalają z dużym prawdopodobieństwem określić początki wierzeń religijnych na Ślęży do początków tutejszego osadnictwa, a więc jeszcze do epoki kamiennej. Ówcześni ludzie bezradni wobec potężnych sił przyrody, przewyższających ich zjawisk przyrodniczych, patrzyli na nie z podziwem i przerażeniem, dopatrując się w nich jakiejś nadludzkiej działalności, działalności bogów. W ten sposób w wyobraźni pierwotnych mieszkańców okolic Ślęży rodziły się postacie bóstw słońca, ognia, piorunów i urodzaju, jako szczególnie ważnych w życiu człowieka, otaczanych specjalnym kultem. Siedziby owych fantastycznych bogów doszukiwano się w jakichś niezwykłych miejscach, jakby specjalnie w tym celu stworzonym przez naturę.
Wykopaliska archeologiczne dostarczyły wielu dowodów na działanie w tym miejscu prężnego ośrodka kultowego. Spośród szeregu drobnych przedmiotów, z których część używana była do zabiegów magicznych, na szczególną uwagę zasługują gliniane i kamienne krążki symbolizujące słońce. Silnych wielowiekowych tradycji pogańskich ześrodkowanych na Ślęży nie mogło łatwo zatrzeć krzewiące się od X w. chrześcijaństwo.
Chrystianizacja

Ślęża była ważnym ośrodkiem pogańskich praktyk religijnych – ich początki sięgają epoki brązu (700 r. p.n.e.), a upadek przypada na okres wczesnego średniowiecza. Rozkwit sanktuarium związany był z osadnictwem celtyckich Bojów. Pod koniec IV w. p.n.e. grupy Bojów założyły sanktuarium na górze Ślęży. Musiała stać się miejscem działalności chrystianizacyjnej. Zainicjował utrwalenie nowej ideologii Piotr Włostowic (Włast), fundując klasztor augustianów. Zakonnicy reguły Św. Augustyna przybyli około 1140 roku i, jeśli wierzyć XII-wiecznym dokumentom, zbudowali kościół oraz klasztor na samym szczycie góry. Chyba dla ułatwienia tej budowy powstała też wówczas mała osada obok źródełka Jakuba (100m w prawo od szlaków żółtego z czerwonym prowadzącym z Sobótki na Ślężę, na wysokości około 480 m) – odkryto szczątki ceramiki i warsztatu kamieniarskiego, oceniane na XIII-XIV wieku. Trzeba jednak dodać, że takich małych osad lub zagród dla zwierząt na zboczach góry powstało wtedy więcej. Zaledwie po 10-15 latach augustianie opuszczają jednak Ślężę i przenoszą się niżej. Być może do Sobótki-Górki, gdzie powstała ich prepozytura, albo też od razu do Wrocławia na Wyspę Piaskową. Dlaczego zakonnikom nie odpowiadał szczyt góry, nie wiemy na pewno. Może wiąże się to z uśmierceniem ich mecenasa Piotra Włostowica. Domyślamy się, że Wrocław był dla nich wygodniejszą i atrakcyjniejszą siedzibą. Stamtąd zarządzali swymi posiadłościami, w tym osadą (jeszcze nie miastem) Sobótką i targami odbywającymi się tam w soboty. W 1209 r., w wyniku umowy-układu z księciem Henrykiem Brodatym, augustianie posiadają już tylko połowę góry. Wschodnia i południowa jej część wraz ze szczytem przechodzi w ręce książęce. Z tym faktem wiąże się powstanie granicy, której przebieg wytyczono w terenie m.in. na kilku skałach i kamiennych rzeźbach za pomocą znaków X. W latach pięćdziesiątych – sześćdziesiątych XX w. uważano te ryty również za elementy kultu pogańskiego (tzw. krzyże solarne). Tymczasem wszystkie zachowane na zboczach góry znaki ukośnego krzyża (po uwzględnieniu pierwotnego usytuowania rzeźby niedźwiedzia) leżą wzdłuż tej właśnie granicy. Co więcej, ich głębokość, przekrój i kształt ścianek są do siebie podobne – jakby wykonywano je według ścisłych wytycznych. W 1494 r. augustianie dokupili resztę góry Ślęży. Teraz w całości należała do nich aż do kasaty zakonu w 1810 r.

Kilka niesamowicie dziwnych map – Słowianie, Wikingowie, Scyci


Dzisiaj zamiast sążnistego artykułu z wyjaśnieniami poczęstuję was zestawem kilku dziwnych map, z których być może coś wynika a być może nie wynika nic. Ich dziwność polega na tym , że przedstawiają specyficzne linie proste łączące charakterystyczne punkty Ziemi. Są to więc linie biegnące na długich dystansach, które przechodzą jak się okazuje przez miejsca ważne dla Wiary Przyrod(zone)y i miejsca o szczególnym charakterze (jak np. Piramida Cheopsa), albo charakterystyczne punkty geograficzne.

[Kliknij – powiększ]

Czytaj dalej

Świątynia Rodów i Świątynia Bytów-Źrzebów – Dolina Ojców i Dolina Źródła Bytów (rzecz o przypadkach)


Dolina Ojców

Czy ktoś dzisiaj pamięta, że w XIX wieku jeszcze istniała taka właśnie nazwa na tę dolinę, a nie Dolina Prądnika?

[kliknij – powiększ]

Linia Wawel Jasna Góra  jest częścią odwzorowania Oriona, Łysa Skała zwana Skałą Syriusza jest jedną z dwóch psich skał w sytemie doliny Źródła Bytów i doliny Ojców. Drugą jest Skała Pieskowa.

Ta nowa nazwa jest od rzeczki Prądnik, która jej dnem płynie. Prądnik to jest również nazwa święta, a  ta marna rzeczka – jak się przekonacie jest jedną ze świętych rzek słowiańszczyzny, mimo tego, iż taka marniuchna.

Dolina Ojców według nas to powinna być nazwa nadal OBOWIĄZUJĄCĄ, BO WYWODZĄCĄ SIĘ Z PRASTAREJ TRADYCJI NIE BEZ POWODU. Jak wiele bowiem wskazuje to tu odbywały się obrzędy ukrólewiania w czasach, kiedy Zerywanie  osiedli nad Wisłą, Łabą i Odrą.

Będziemy tu dalej pisać o tych sprawach na podstawie wiedzy jaką można wysnuć z podań mitologicznych greckich, rzymskich, perskich, asyryjskich, ze starożytnych kronik, z wedy Hindusów, z wiary Zaratusztry i jego Obwiesty (Awesty), wreszcie także z Biblii i innych źródeł starożytnych. Jest to opowieść mitologiczna – wysnuta z Baji Dziejów, czyli ze starożytnego zapisu, a nie rozprawka naukowa – nie mylmy tych dwóch rzeczy.

Kiedy to się działo, kiedy nowi Zerywanie – Harowie-Hariowie-Ariowie, się tutaj pojawili? Dokładnie nie określimy momentu w czasie, to niemożliwe, ale na pewno po tym, gdy Stara Koliba nad Jeziorem Aralskim przestała istnieć. Było to jednak grubo przed upadkiem grodu górytów w Arkajamie, bo ten gród to już drugi okres wędrówki znad Dunaju i Wisły do Mazji i nad Widjusz (Indus) i Gęgawę (Ganges).

Działo się to po tym, jak z Nowej Koliby nad Dunajem (ok. 5000 roku pne) wyfrunęło Siedem Kruków dając początek Siedmiu Ludom Sławskim i jedna Kurka-Łabędzica, która dała poczatek ósmemu ludowi Królestwa Sis – Istom.

Pamiętajmy też, że z pogromu po Wojnie O Taje ocalała ptakowężyca Kąptorga, której pamięć przechowali w swoich mitach Grecy, a która uwiodła Heraklesa w Hylaji (Helisjii-Kalisji lub Halanii-Alanii Budynowskiej, rozciągnionej pod Kijowem, a  zwanej też Polanią).

Tego Skołoci-Sokołoci zwą nie Podopiecznym Hery i jej sławcą, lecz Perprzechwałą, bo Hera to Perperuna, a on nie sławcą i bohaterem był lecz romajskim złodziejem krów i koni.   W różnych wersjach swoich podań Grecy uczynili ją też mężczyzną Targitaosem, ale my wiemy, że kąptorga (kaptorga), to takie puzderko z relikwią wieszane na piersi, i że od niej od tejże Pramaci Sokołotów-Skołotów to miano pochodzi: bowiem -taos- boska, torga – torebka-puzderko, kap – phal-pal (święta drzazga ze słupa boskiego – z kapu, tu też phal-wan z którego klechowie chrześcijańscy „bałwana” zrobili.

Perprzechwała (Herakles), a także Perperuna (Pera-Peryń-Hera) – Bogini Burz i Piorunów, żona Peruna, czyli według Greków Dzeusa i onże sam Perun-Dzeus. Dzeus (czy to rzeczywiście obce słowo, nie, znamy je przecież w dwóch odmianach diews-dewa – bóg-bogini i dzień i dzieło, działanie. Dla nas (i dla Greków, u których duża część tradycji i wiary, jest z naszą wspólna)  to ten Bóg, co Dzień udarem swym i błyskiem z Nocy czyni – czyli dzieła. To ten, który przychodzi z wydłużaniem Dnia, ten który otwiera Błyskawicą wegetację z początkiem roku rolniczego, otwiera Wiosnę (Jar-Runę), ten który tą błyskawicą zapładnia Matkę Ziemię, ten który rozpoczyna na roli dziełanie – robotę w polach i uprawach.  To z Perperuną i Perunem wiąże się rzeczka Prądnik – bo prąd – prąt – to owa perunowa błyskawica (prącie boskie, co pierze i prze), a też kamienny grocik – święty, relikwia pogańska, pozostałość kamienna po wypalonej boskiej błyskawicy, gdy już uderzyła w ziemię. Prądnik to prastara dolina, a w niej takie strzałki  nie były rzadkością, można je tutaj było znaleźć w dużej liczbie (po ludziach paleolitycznych) – kamienne grociki, Strzałki Peruna. Oto najstarsze być może źródło świętości tej doliny, ale nie jedyne. Rzeczka Prądnik to zatem Rzeczka Perunowa. Co może niektórych zdziwić najwyraźniej z Perperuną, wiąże się też postać Heraklesa.

Ale w niniejszym artykule ten początkowy ciąg logiczny i pierwsze zestawienie faktów jest – tak jak u Hitchcocka –  jedynie wstępnym  „trzęsieniem  ziemi”, a po nim będzie coraz gorzej, horror będzie narastał. Ostrzegam, że dla co bardziej sztywno myślących i mocno stąpających po ziemi, zwłaszcza po twardym, ubitym (czytaj XIX i XX wiecznym) gruncie nauki, TO CO DALEJ może się okazać zbyt silnym emocjonalnym wstrząsem.

Mimo wszystko będziemy kontynuować.

Jedną z najważniejszych skał nad tą Rzeczką Perunową jest nie inna skała jak Skała Psia (Pieskowa) – dziwne prawda? Jeśli się nie pomyśli mitologicznie i nie poznało całego systemu powiązań symbolicznych, to trudno zrozumieć, że ktoś tak głupią nazwę, na cześć pospolitego zwierzęcia, dał potężnej skale! Jednakże  zwierzę to ludzie mają za „psią krew” i „psią juchę”, a „psi żywot” za marny, zasię innowiercę i  łajdaka, kłamcę określają –  „psubrat, sukinsyn, psia wiara”  – dopiero od czasu wprowadzenia chrześcijaństwa – to bardzo niedługo w tradycji mitologicznej, zaledwie mgnienie .

Przed wprowadzeniem chrześcijaństwa psom wiodło się znacznie lepiej – dokładnie tak samo, jak im się wiedzie dzisiaj w hinduistycznych świątyniach, gdzie są wielbione, karmione, nietykalne, wolne, święte, a pochówek urządza się im w ludzkim rytuale (odwrotnie niż u Chińczyków wrogów Ariów w Wielkiej Wojnie Tajowej, którzy je jedzą). Psia Skała jest związana nie tylko z Kultem Psa jako reprezentanta i symbolu oraz wcielenia w ziemskie życie owego boga,  ale też z Kultem Psiej Gwiazdy – Syriusza. Syriusz zaś jest Psem Oriona, a Orion Wielkim Łowcą.

Syriusz – ostatnimi czasy bardzo jest modny w najfantastyczniejszych koncepcjach pochodzenia inteligencji, bogów i życia na Ziemi.

Oto Anubis – my wiemy, że szakal to pies.  Świętość postaci psa sięga co najmniej czasów starożytnego Egiptu, a wiąże psa zarówno z szakalem, jak i  z wilkiem.



Otóż i czym jest Pies – przewodnikiem Oriona w czasie jego polowań, ale i towarzyszem Izydy, Strażnikiem Królewskich Grobów i jednym Z Władców Zaświatów. Zwracam od razu uwagę, że Orion ma dwa psy – Wielkiego Psa i Małego Psa. Tak samo nasz Bóg-Gospodarz Strażnik Pól Uprawnych – Rgieł ma dwa psy o żelaznych zębach, a Koszych Bogów również mamy dwóch  Ma-KOSZ to pierwszy Pan Kos   – Władca Przeznaczenia, swój czas ma na poczatku słowiańskiego roku, zaraz po Kosym miesiącu Krzywym – tym zaś władał drugi Bóg Koszu – Przepląt – Władca Przypadku (kos-los, kosa- warkocz, splot wypadków i splot włosów) i jednocześnie koślawego skróconego , wyrównawczego miesiaca. Słowiańska nazwa Oriona „Kosy” – wiąże się więc z tym czasem początkowym , z krwawym wschodem słońca i początkiem agrarnego roku inicjnowanym udarem Peruna, jego runięciem (uderzeniem i upadkiem) na Matkę Ziemię, po którym się ona runi-roji.

Pieskowa Skała

Jak się przekonacie w systemie Świętych Skał i Wzgórz Doliny Ojców i Doliny Bytów są Dwie Skały Psie – symetryczne względem siebie a jedna na Linii Oriona-Kosiarza, to jest odpowiednik Syriusza prawdziwy, to słynna Skała 502 w Dolinie Bytów, a ta druga nazwana Pieskową nie bez powodu bo to Pies Mały – piesek dla Oriona-Łowcy. Ale to wszystko nie koniec tylko wciąż początek. Bowiem istnieją w tych dwóch dolinach Skały Sokole – czyli Skały Nieba i Światła i Słońca.

Opodal tej Skały, na której postawiono słynny zamek, tak się dziwnie składa, mamy skałę zwaną Maczugą -czyją? Heraklesa-Herkulesa-Perprzechwały! A z nią znów związaną legendę – rzecz dziwna, o Sokolicy i jej pisklętach na czubku tej Maczugi.

Jak już wspomnieliśmy znamy Plemię Sokole, a nawet cały wielki Lud Sokoli – Sokołotów-Skołotów, Scytów i ich pramatkę co podobno z Heraklesem wydała trzech synów założycieli Scytii (według Greków-Romajów). Nosili oni imiona: – trzeci Karpok (co nam się dziwnie z Karpatami-Harpąciami wiąże – kolejny zbieg okoliczności i brzmień???), drugi – Lipok (co jakoś pachnie lipnie lipą, dziwne – ale mniej dziwne, gdy się wie, że Lipa to drzewo Sołów  -Bogów Nieba i Światła,  – oraz że lipa, sokół i maczuga to symbole Jasnego Nieba i Panów Niebiosów, jak również Boga Sołńca-Słońca) .

A pierwszy najważniejszy z tych synów był Kolok (Koloksais-Kolaksais, Kołok Syn, Kołok Świecący, Kołok Święty).  Otóż w Księdze Ruty napisałem jak to było naprawdę, bo było odwrotnie niż chwalą się Grecy Romaje, choć Kołak, Lipok i Karpok rzeczywiście przyszli na świat jako protoplaści Skołotów z lędźwi być może Perprzechwały i Kąptorgi.

Sądzę jednak, że Grecy posunęli się dalej i tak jak kradli Scytom krowy i konie, bo tamci potrafili je hodować, jak nikt inny (tak jak i dzisiaj potomkowie Sarmatów nad Wisłą)  i tę postać im „ukradli”. Dlaczego tak myślę? Bo ten Herkoles (Hera-Kleta, klecący o Herze), też znamy takie słowo nie tylko w związku z czarownicą co masło kleci, bo klecić to łączyć, klecić zdanie to składać zdanie, klecenie to mowa i czynność magiczna, kleta – to klatka spleciona, jak kosz. Herakles to także Kołek Hery – Kolak-Sais. Także w rzymskiej wymowie tego imienia, „Her-kules”, brzmi takie samo znaczenie, proste do zrozumienia w języku polskim: Hery Kulesza – kulis – Sługa Hery, kręcący się wokół Hery, Kołek Hery-Pery (oblubieniec? kapłan?). Czy może więc był to kapłan – kołodun Pery-Perperuny?

Kołoduni – to wieszczący i wróżący z kręgów, wszelkich kręgów także kolistych tanów i kręgów na wodzie- dunie (toni) i z kołtuna – kulistego skrętka włosów. A kołtun, jak podaje K. Moszyński, był jeszcze na początku XX wieku uznawany przez „ciemniackie” chłopstwo Polesia za świętość, której ścinać nielzja – nie należy, tak jak dzisiaj dredów. Tylko czy kołtun rzeczywiście świadczył o ciemniactwie czy o pogaństwie, bo dred o ciemniactwie chyba nie świadczy, lecz o przynależności do wiary i kultury – w tym wypadku Rasta.

Per-Przechwała (Herkules) i Święty Kołak – władca Scytów,byli więc może i mitycznymi protoplastami, ojcami ludu  Scytów, ale na pewno nie byli Grekami. Wiele wskazuje, że Romaje kradli też Scytom baje, bo Scytowie byli wziętymi opowiadaczami bajarzami – jako że im zapisywać niczego wolno nie było – tylko podawać mową. Więc byli bajarzami i pletli Baję – klecili mityczne opowieści. Jeszcze za czasów Dariusza i potem ( o czym można poczytać w Mitologii Iranu Marii Składankowej) Persi (dziwna nazwa – Lud Perunowy?) czerpali z tradycji Saków i innych Sokołotów swoje mitologiczne podania np. o Keju-Kuwaszu i Rustamie, o smoku ogniowym i inne. Tak, czerpali je z północy, a nie dawali je na północ, czerpali je Od Słowiano-Irańczyków znad Dniepru i Wisły.

[Kliknij – powiększ]

Maczuga jest, jeszcze raz to podkreślmy, boskim narzędziem Bogów Nieba, a sokoły są ich boskimi ptakami , a lipa jest ich boskim drzewem. Skołoci -Scytowie tak jak i Słowianie są Wianem Sołńca czyli Swarożyca, który jest synem Swaroga lecz bywa nazywany przez ruskie kroniki Dażbogiem – Słońcem. Jest to niesłuszne utożsamienie o tyle, iż to są naszym zdaniem dwie różne boskie postacie. Że dwie, wskazuje logika filozoficznej podstawy podziału świata Przyrodzonego (świata naturalnego, przyrody) na 8 podstawowych żywiołów (4 główne aktywne i 4 dopełniające), ale żywiołów dwubiegunowych (in-yang, a więc, razy2) czyli idąc głębiej na 16 głównych (Wielkich) reprezentantów tychże 8  Żywiołów. Każdy z Żywiołów ma bowiem swoją stronę-formę aktywną (męską) i stronę pasywną (żeńską). Tak więc Stryja to powietrze, a powietrze po prostu jest – stoi – zalega – istnieje, lecz by je poruszyć potrzebny jest aktywny czynnik – małżonek-brat, Wicher.

Swarożyc, czyli słońce, nie jest samo w sobie żywiołem, lecz gwiazdą (tworem żywiołów), dzieckiem pary podstawowych Żywiołów (rodziców – Światła Niebieskiego, czyli fal elektromagnetycznych i Ognia Niebieskiego, czyli atomowej syntezy i rozpadu). Faktycznie Słońce-Swarożyc jest członkiem rodu Sołów-Bogów Nieba, synem Dawany-Dabogi-Dobrej – Pani Niebieskiej oraz najprawdopodobniej Swaroga – Ognia Niebieskiego. Jest jednak także mowa o tym, iż możliwe że był on nie synem Swaroga a synem Dażboga -Pana Światła, lub jednego i drugiego. Wtedy Słońce-Swarożyc byłoby tworem falowym ożywionym przez  siły elektromagnetyczne i siły grawitacji. Wtedy siły atomowe – syntezy i rozpadu, to tylko wtórne zjawisko związane z naciskiem grawitacji na jądra atomów. Ale jest w egzegezie Słońca miejsce i na „palec-pirsztuk” Peruna, bo to run energetyczny, aktywny sprawca łączenia się i rozpadu jąder atomowych.

Specjalnie przekładam w tym miejscu nasz zwykle poetycki język mitów (język bardziej przydatny dla holistycznego opisu Wszechświata) na przyziemny, ścisły język nauki. Chodzi o to byśmy wszyscy uświadomili sobie, ze filozofia przyrody nie pozwala mnożyć bytów nad potrazebę i tworzyć bóstw zawieszonych w ‚powietrzu”. One są wyłącznie tylko tam gdzie istnieje w Przyrodzie Miejsce dla Nich,  i są tylko tym   na co zezwalają Prawa Wszechświata (Światła Świata).

Pamiętajmy jednak przez  cały czas, że obraz Swarożyca jako Żywiołu-Dziecka to nie jest ani słońce astronomów, ani słońce fizyków jądrowych, ani słońce meteorologów, ani słońce astrologów, ani też słońce biologów, geologów i psychologów – to wszystkie te słońca razem, plus jeszcze tysiące innych aspektów tej Istoty-Gwiazdy Dziennej i jej Interakcji z Planetą-Matką Ziemią – w tym te nieodkryte i nieobjęte przez naukę.

Czymże jest jeszcze  maczuga z Doliny Ojców? Tu już dochodzimy do ściśle słowiano-skołocko-perskich wątków, które z Grekami nic wspólnego nie mają – ano chodzi o to, że bogowie zrzucili Scytom boskie przedmioty o boskich rozmiarach, które służyły im do rozpoznania, kto ma w sobie siłę boską i może zostać królem.

Kto chciał zostać królem musiał się zmierzyć z tą maczugą kamienną, albo z innymi boskimi narzędziami, takimi jak np. zrzucona Czara-Dzban, albo Jarzmo.

Tu dochodzimy do bliskiego miejsca i bliskiej Kompleksowi Świętych Miejsc Doliny Ojców, nazwy „Jerzmanowic”,  gdzie kolejna Psia Skała – Skała Syriusza, słynna Skała 502, ale to jest już po drugiej stronie, na linii Wawel – Jasna Góra i o tej Skale-Jarzmie opowiemy później, a może nawet przy innej okazji (zdarzenia z nią związane są opisane w artykułach o Zodiaku krakowskim na naszym blogu pod „Wawel i Święte Wzgórza i kopce”). To już Dolina Źródła Bytu lub Dolina Bytów, a w niej znajdziemy też Czarę –  wzgórze i skałę, do której prowadzi brama skalna zwana nie inaczej jak Czarcie Wrota, lecz to są Wrota Czary nie czartów, bo wiodą  do Skały Czary – nad nimi.

Z Doliną Ojców związane są też liczne inne podania – o boskich ingerencjach związanych z napadami Tatarów (co, jak już Maria Składankowa 30 lat temu dowiodła, zawsze ma u źródła związki słowiańsko-perskie), a także o wracających królach odtwarzających potęgę państwa, ojczyzny – jak w legendzie o królu Łokietku i jego tutejszej grocie, której Skała zwana była dawniej Królewską i Grota Królewska w niej – a nie grota Łokietka. Ta skała Królewska, wpisana jest w system świętych wzgórz (też dziwny zbieg okoliczności -można zobaczyć na załączonych mapach). Czyż nie w tej Grocie Królewskiej, na kamiennym tronie, sadzano przypadkiem pierwszych władców będących jednocześnie kapłanami, związanymi z tajemnicami (tajami) wydobycia i obróbki krzemienia, będących – górnikami-górytami (guru). Czyż nie tak wygląda znany i z Chorwacji obrządek ukrólewienia, czyli objęcia władzy królewskiej?!

Dolina Ojców powiązana jest więc z podaniami akcentującymi obronę niepodległości przed najazdem, obronę wiary, przedstawiana jest jako miejsce schronienia władców i ośrodek zastępujący stolicę, jest miejscem ukrólewiania- obrządku objęcia władzy królewskiej, miejscem z którego można Ojczyznę odtworzyć, gdzie Grota Królewska i Skała Korona, gdzie Brama Kraka (nazywana bezmyślnie Krakowską), gdzie Skała Pięciopalca, a więc Palopątna, Skała Pirsztuków – pierwszej dynastii zerywańskiej (co potem w nazwie Palopątu-Peloponezu, półwyspu Pięciopalczastego w Grecji odzwierciedlone zostało, może przez Durzuńców) oraz jest miejscem, gdzie liczne grodziska rozsiane są po okolicy i występuje ciągłość jak  w Kompleksie Grobów Królewskich (Słonowickim) i Kompleksie Świątyni Dziewięciu Kręgów (Świętogórskim, Łyskowickim) od 5500 p.n.e. (nie mówiąc o ciągłości dawniejszej. Są tu znowu Skały Kawalerskie i Skały Panieńskie, jak pod Krakowem , w Lesie Welskim gdzie także związane zostały z wątkiem legendarnym napadu na Kraków i  Klasztor Norbertanek  Tatarów (znowu święte miejsce Wzgórze Bronisławy i Gontyna i kopiec Kościuszki dzisiejszy)  oraz przemiany mniszek w owe skałki. I o tym micie przemiany dziewic w skały pisze nieoceniona Maria Składankowa w swoim leciwym już dzisiaj opracowaniu wskazując na jego wspólne źródło, wspólne pochodzenie i wspólne słowiano-irańskie korzenie.

Uczeni nasi przez stulecia nie potrafili znaleźć i wskazać tego wspólnego korzenia – dopiero genetyka musiała odkryć że Scyci i Słowianie to ludność o tym samym genotypie (słynna już haplogrupa R1a1), a więc jedna rodzina, jeśli nie absolutna jedność homogeniczna czyli Słowianie = Scyci, to bracia i siostry najbliżsi sobie, z jednego plemienia.  Trzeba powiedzieć, że nauka Scytów – jako nomadów i stepowców – przez dwa stulecia lekceważyła, w nich upatrywała owych barbarzyńców widzianych z Grecji i Rzymu.

Dopiero ostatnio zauważa się, że ludność imperium scytyjskiego prowadziła zróżnicowany tryb życia i żyła na różnym poziomie wytwórczym, takim jaki był niezbędny w danym miejscu. Scytowie byli cały czas pod nosem naukowców, lecz ci zapatrzeni w autorytety , w swoich profesorów, powtarzali w koło ten sam naukawy „mit” – Scyta – barbarzyńca, Scyta- stepowiec, Scyta koczownik!

Teraz okazują się krewnymi Słowian pochodzącymi od wspólnego ojca, okazuje się, że gdzieniegdzie i niekiedy wykonywali najkunsztowniejsze ozdoby i broń, a czasami żyli w ziemiankach i zadowalali się ręcznie zrobionym garnkiem z gliny i łukiem wcale nierefleksowym. Czy dzisiaj jest inaczej? Jaka jest różnica między życiem mieszkańca Moskwy i tegoż Rosjanina na Syberii pod kołem biegunowym? Czy to dwa obce ludy czy ta sama cywilizacja? Jaka jest różnica między Indianami ze stolicy Brazylii Brasilii, a tymi co żyją w puszczy dookoła? Taka że jedni z puszczy wyszli i jeżdżą dzisiaj samochodami a inni w niej zostali i strzelają z łuku do małp? Czy przez to przestali być jedną rodziną? Czy ci z miasta zapomnieli o wierzeniach przodków?  Czy przestali mówić i rozumieć po indiańsku, bo nauczyli się po portugalsku? Czy nie mają przypadkiem tej samej haplogrupy Q, mimo że tak różnie żyją w tym samym czasie?

Czy to co powyżej jest naprawdę tak trudne do pojęcia? To, że mogą żyć równocześnie Scytowie bogato zdobiący wspaniałe wytwory ze złota i Scytowie koczujący w ziemiankach z dzidą i łukiem, w puszczy?

To czego nam dzisiaj trzeba to wielkiej rewizji spojrzenia na archeologię, której odkrycia od 150 lat pojmuje się w kategoriach wojny i zniszczenia, a nie symbiozy i „przejmowania wzorów” przez ludność, która nie przestaje być sobą.

Ojciec, ten wspólny, Słowian i Scytów miał mutację genetyczną w określonym chromosomie i przekazał ją wszystkim swoim następcom. Ojciec ten  mówił tym samym dla jednych i drugich językiem. Wychowywał się na mitologicznych opowieściach babek i matki, niesionych przez dziesiątki wieków z ust do ust – bez żadnego zapisu, a przede wszystkim utrwalonych w brzmieniu słów.

Znani są Scytowie Biblii, znani są Grekom, z nich pochodziły Amazonki, sarmackie wojowniczki, znani są zapisom historycznym z Persji, Asyrii, z Grecji. Gdy upadał Rzym zajmowali te same miejsca co wieki wcześniej – nad Dunajem i Morzem Czarnym w Kaukazie i Khazarii (Koszerii, późniejszej Chazarii, a dzisiejszym Kazachstanie).

Znane jest też starożytnym dziejopisom plemię scytyjskie, scyto-trackie (skołocko-drackie, żmijowo-smocze) Ojców znad Dunaju i Ojców z Kaukazu, dokładnie ze ścisłymi datami tak jak Królestwa Scytów na Krymie. To pierwsze  niejakiego Ojca-Ateasa, które zatrzymało Filipa-Wojlipę Macedońskiego, ojca Aleksandra Macedońskiego, i jego armię na linii Dunaju (to zresztą jeden z większych przekrętów kronikarskich relacja z tej wojny i opis jej wyników). Drugie plemię to lud Ostrochojców – Osetyńców (Ostów i Ojców – Ostroch-Ojców). To jeden lud w dwóch różnych położeniach tak samo jak Dachowie Scytyjscy w Azji (znani z dziejów Persji, bo Persję najechali i niejako współtworzyli, co zapisano w kronikach) i Dakhowie-Dakowie nad Dunajem. W świetle odkryć genetyki te różnice położenia ludów i plemion o tej samej nazwie już dzisiaj nie dziwią, a nawet to genetyka wreszcie tłumaczy sensownie skąd się biorą te powtórzenia, zwłaszcza, że są też często rozciągnięte w czasie, a nie tylko w miejscach. Wiemy dzisiaj, dzięki genetyce,  iż ludność o określonym genotypie np. R1a1a1 nigdy nie opuszczała całkowicie miejsca w którym żyła – część szła a część w nim pozostawała.

Nie będziemy tutaj szerzej opisywać świętych miejsc tej doliny, poza wymienionymi i przywołanymi powyżej, jest ich jeszcze wiele i wymagają osobnego artykułu oraz dalszego dogłębnego rozpoznania. A są to miejsca niesamowite – takie jak Kaplica na Wodzie, która leży dokładnie na linii tego systemu i nie bez powodu – nie z przypadku i fanaberii budowniczych posadowiona została ta kaplica w poprzek rzeki – na wodzie właśnie, a nie gdzieś obok wody. Jest Wzgórze Grodzisko pod miejscowością Skałą, z umieszczonym tutaj sanktuarium i pustelnią na urwisku nad przepaścią z widokiem oczywiście na Psią Skałę (tu była także kultura łużycka). Te zabudowania kościelne też nie są oczywiście przypadkowe i mają swoją wymowę.

Dolina Ojców, jako niegdyś bardzo niedostępna, związana z górnictwem krzemienia (krzemień stąd znajdowany jest w zabytkach neolitycznych wzdłuż Dunaju na Słowacji, Węgrzech i nad Morzem Czarnym), związana z wtajemniczeniem, była miejscem uświęconym i spełniała rolę wielkiego sanktuarium wypełnionego symbolami. Była ona naprawdę DOLINĄ OJCÓW, miejscem gdzie przeprowadzano królewskie obrzędy i miejscem przekazywania taj – wtajemniczeń kapłańskich Wiary Przyrod(zone)y.

Dolina ta daje nam jeszcze jedną wskazówkę swojej Królewskości i powiązania z regionem Morza Czarnego – wprost poprzez swoją florę. To charakterystyczne, że rosną tutaj rośliny typowe dla otoczenia Morza Czarnego. Skąd się wzięły? Czy ktoś je tutaj przywlókł i zostały tu rozmnożone, przyjęły się i były używane w obrzędach? Piszemy o tych roślinach na końcu tego artykułu.  Tu napiszmy tylko, że jedną z nich – znów przypadek – jest paproć, gatunek niesłychanie rzadki języcznik zwyczajny, legendarny Pąp Rudzi – Kwiat Paproci. Człowiek, który jest prawdziwym szczęściarzem znajdzie tutaj jednak naprawdę niesłychany rarytas – grzyb – purchawicę olbrzymią, która jest wspaniałym grzybem jadalnym, jeden osobnik waży do 25 kilogramów, i dawniej musiała stanowić  szamańsko-królewski posiłek na uczcie koronacyjnej Słowiano-Sokołockich królów, podobnie jak pąki paproci – Pąpy Rudzi, prawdziwy Kwiat Paproci.

Abstrahując od tego czy Dolina Ojców była rzeczywiście kiedyś scytyjsko-słowiańską doliną królewską trzeba stwierdzić, że jakby nie było, przez wieki obrosła w znaczenia tak magiczne i symbole tak jednoznaczne, że z powodzeniem dzisiaj może pełnić rolę miejsca świętego Świątyni Światła Świata.

Nie będziemy tutaj mieli żadnych wątpliwości komu tę świątynię przypisać – jako Dolina Ojców jest bowiem siedliskiem Boga Roda – Ojca Narodów i Plemion oraz całej Ludzkości. Matką tejże ludzkości jest Pani Siedliska Ludzkiego, Siedliska Wszystkiego Co Żywe – Ta Która Stoi Przy Rodzie – Przyroda-Rodżana. Ta Dolina jest Prawdziwym Królestwem Przyrody i dzisiaj. Ich duchami pomocniczymi są Rodzanice (Narecznice), które wsadzają pod poduszkę nowonarodzonego, do jego kolebki, trzy deszczułki od Panów Przeznaczenia – Mokoszów. Deszczułki określające zręb-przeznaczenie, wierg – wyrok i dolę – byt. To z nimi rodzice uzgadniają magiczne (mogiczne, bo magia to moc) tajemne imię dziecka znane tylko bogom, im i samemu dziecku, nigdy głośno bez potrzeby i w obecności innych ludzi niewypowiadane.

Jest owa Dolina  tychże bogów Mocy świątynią i miejscem kultu dla wyznawców Wiary Przyrody w Słowiańszczyźnie. Jest miejscem kultu tych mocy, jak i ich dzieci, Mocy Mniejszych tego Tynu-Domu: Rudzi-Zaródzi – Pani Narodzin – Królowej Pąpu Rudzi – Pani Kwiatu Paproci, a także Radorady- Rady Rodzicy nazywanej też Drasznicą, Opiekunki Dzieci, Pani Dorastania oraz Wychowania. Ta druga została przechowana pieczołowicie w pamięci pokoleń przez podania ludowe, w licznych bajkach jako Baba Jaga, Jagodowa Baba – ta która stróżowała i stróżuje Obrzędom Przejścia w kolejne stadia dorosłości, i próbom dojrzałości, jakie się wiążą z tymi obrzędami (jakim się kandydatów do przejścia poddaje).

Dolina Ojców jest bezpośrednio związana z Systemem Psiej Gwiazdy (Syriusza) i Kultem Psa-Anubisa, Strażnika Grobów Królewskich, jest związana także fizycznie z Linią Wawel – Jasna Góra, która jest z kolei jedną z centralnych osi Har[u]skiego Systemu Świętych Wzgórz, jest związana – co oczywiste z Odwzorowaniem Gwiazdozbioru Oriona w powiązaniu z Wawelem i jego kompleksem wzgórz świętych, jest wreszcie związana z Doliną Bytów, leżącą  po stronie przeciwnej niż sama Dolina Ojców, lecz tak samo prostopadle jak Dolina Ojców do osi Wawel – Jasna Góra. Tam, w Dolinie Bytów także znajdziemy Skałę Sokolą – Sokolicę, ważną jaskinię i Źródło oraz liczne skały.

Dolina Bytów – foto Jacek Chmielewski

Dolina Źródła Bytów


Dolina Źródła Bytów – tę nazwę mało kto zna, raczej powszechna jest inna jej forma, Dolina Będkowska i Źródło Będkówki, potoku, który tą doliną płynie.

Skoro jednak w końcowej fazie opowieści o Dolinie Bogów Rodu nawiązaliśmy już do Rodzanic i tego co one nowonarodzonemu przynoszą opowiedzmy i o tym dziwnym kolejnym przypadku, czyli o miejscu położenia Doliny nazywanej Będkowską co w formie rzeczownikowej wyprowadza się do słowa byt i być-istnieć. Tak się składa, że dolina ta leży na wprost Doliny Ojców (Rodów), a jedna długa prosta łączy poszczególne jej ważne punkty, które (i tu znowu przypadek) mają nazwy wprost związane z Bogami Źrzebu, z punktami po przeciwnej stronie w Dolinie Rodów (Ojców).
Jak to się stało, że te prastare, odwieczne nazwy miejscowe tak dziwnie przypadkiem ze sobą harmonizują (ładzą się, układają) w tej właśnie konkretnej okolicy?

Dochodzimy w tym miejscu do tak już wielkiego nagromadzenia „przypadków” – czyli koszów-kosów, że gdyby Przepląt – Bóg Przypadkowych Zdarzeń – Kosych mógł przemówić ludziom nauki do rozumu, to powiedziałby – Panowie, to nie jest moja działka, przysięgam wam. Użyjcie tu rachunku prawdopodobieństwa i użyjcie praw statystycznych, żeby mi powiedzieć skąd wzięły się tutaj RAZEM te wszystkie przypadki.

Ja powiadam, że to żaden przypadek, tylko  ludzka ręka i ludzka myśl, która składa w tym miejscu cześć starodawnym  pogańskim bogom – składa ją znakiem fizycznym – pogańskiego krzyża i słowem – nazwaniem.

Dawno temu mówiło się źrzeb a nie zręb, zrąb, a, także źrzeć – dostrzegać i dojrzewać, skoroźrzywy – rychłościgły, czyli źrzeby-źrzywy znaczy ścigły, żwawy, rozbrykany, a źreb – płód, skąd i źrebak-źrzebak-żrzebak – dojrzewający, rozbuchany, żywy, dopiero co urodzony z płodu, mający podstawę do tego być dojrzałym, dojrzewający, ale nieułożony do jazdy, młody. Żrzeć – patrzeć, źiureti (lit.) – patrzeć, zriet’ – dostrzegać, zrzedło – zwierciadło. Słowo źrzeb w znaczeniu „podstawa” zostało z biegiem czasu uproszczone do zręb-zrąb – miejsce spojenia elementów, fundament, zastrzał w budowli, a jednocześnie czynność zrąbywania-ścinania, czyli rozdzielania spoiny (jak w zrąbywaniu drzewa, rozdzielaniu całości). Co ciekawe w awestyjskim zarwan – wiekowość, zarta – zestarzały, co też nawiązuje nie tylko do zręb – podstawa, zastrzał, ale i do Zerywanów – pradawnego, wiekowego plemienia Ludzi. W indyjskim dżirjati to także już nie źrzejący-dojrzewający-dojrzały, lecz stary. Ale mamy też słowo źródło, które brzmiało niegdyś źrzodło, źrzódło, źrzedlo, żrzedlo – a co oznacza ujście i początek, podstawę, wypływ, początek, bowiem źródłowy to podstawowy, pierwotny. Mamy też oznaczające kapłana słowo żrzec – żerca- żerzec. A więc ciąg źrzeb – źrzec – źrzeć – źrzed. To tylko ułamek z całego bogatego ciągu znaczeń, które dowodzą, że Bogowie Źrzebu to Bogowie Przeznaczenia, Bogowie Podstawy – scalający ale i dzielący, gdzieś hen u podstaw, u źródła bytu-istnienia.

Tutaj wypada zrobić jeszcze jedną ważną uwagę. Słowo byt – byt’- być w języku ruskim zapisuje się i wymawia jako bud – bud’ (ja będę – ja budu, ty będziesz – ty budiesz). Stwierdzamy tutaj związek nie tylko z mianem być, bytować ale także z mianami budzić się (np. do życia) i budować, buda – dom, szałas. Powiązanie tego kompleksu znaczeń z bogami (siłami) Budującymi Podstawę Bytu poprzez przeznaczenie jest podwójnie ważne. Znane z zapisków Herodota plemię Budynoi jest bowiem plemieniem bez wątpienia słowiańskim, a na dodatek jest notowane przez zapisy różnych kronikarzy w sposób ciągły, przez wiele wieków od V wieku p.n.e., a z czasem przesuwa się ono w dwóch kierunkach. Z jednej strony na zachód, gdzie notowani są Bytyńcy i gdzie w końcu opodal, bardzo niedaleko na zachód od kompleksu Doliny Bytów powstaje znane historyczne, oddzielne od Śląska, związane z Małopolską-Harią średniowieczne księstwo Bytomsko-Oświęcimskie (księstwo Bytów-Budomów-Bytomów i Ośców-Oćców – Oś-Wędów, Ośwętyńców).
Budynowie są znani kronikom także z tego, że mieli wielki gród nad Morzem Czarnym w stepach nazywany Gelon-Gleń-Gołuń, w którym zamieszkiwali też greccy handlarze i helleńscy kolonizatorzy Nadczarnomorskiej Scytii. Inna część tychże Budynów poszła znad Dniepru na południe do Anatolii i dała razem z Amazonkami podwaliny pod księstwo – Bytynię, zapisywaną przez Greków w mitach i kronikach jako Bitynia.

Tak więc mnie jakoś sąsiedztwo tych dwóch plemion w Harii-Wharacie, u podnóża Gór Harskich i w sąsiedztwie dwóch dolin, Doliny Rodu i Doliny Zrębu-Bytu nie dziwi. Wydaje mi się wskazane, gdyż jedno dopełnia drugie, a oba – zarodek i narodziny oraz przeznaczenie dola i byt, leżą u początku i podstawy ludzkiego i każdego żywota (bytu ożywionego). Odzwierciedlają one także tutaj przez swoje położenie sąsiedzkie położenie Ojców i Budynów nad Dunajem i Dnieprem (nad Morzem Czarnym), jak i sąsiedzkie położenie i wspólnotę we wczesnośredniowiecznym księstwie Bytomów i Oćców-Oświęcimców w zachodniej Małopolsce.

Podsumujmy.
Dolina Ojcowska i Dolina Źródła Bytów tworzą razem Kompleks Psiej Gwiazdy Małej i Dużej, a połączone z Kompleksem Welskim (Wielkim, Welańskim), czyli z Wawelem i jego Wzgórzami i Kopcami  stają się Odwzorowaniem Oriona na Ziemi. Oriona z jego Dwoma Psami – Psem Wielkim i Psem Małym. Skała zwana Łysą w Jerzmanowicach jest tutaj Wielką Skałą Psiej Gwiazdy – Syriusza, a Skała Pieskowa, jak nazwa wskazuje Małej Psiej Gwiazdy – Procjona.

To nie przypadek.

Ten ziemski Orion wkomponowany jest w jeszcze większy Kompleks, o którym w tej chwili za wcześnie mówić  w szczegółach, ale pokażemy go tutaj w ogólnym zarysie – prace są bowiem w toku i wiele jeszcze zagadek przed nami.
Że ten system większy istnieje nie my pierwsi zauważamy, lecz już wiele pokoleń przed nami go postrzega i poprzez wybitne jednostki swoich czasów tę wiedzę i przeczucia sygnalizuje, jak, np. przez Adama Mickiewicza (o którym mi któryś z zawziętych dyskutantów napisał gdzieś pod artykułem, że „wyssał katolicyzm z piersi matki” co musiałem ostro zdementować – dziw bierze, że go nie dotknęła oficjalna papieska ekskomunika) i innych artystów,  w tym uznanych za narodowych wieszczów. Wiedzę tę upowszechniali okultyści, ezoterycy, Czciciele Światowida, Szczep Rogate Serce, mistycy i masoni – jak Bronisław Trentowski. Nazwisk i osób można by przytoczyć bardzo wiele, łącznie z Henrykiem Sienkiewiczem, który opiewał świętość Jasnej Góry, choćby w Potopie. W ostatnich czasach system ten w zarysach opisywały takie osoby z kręgów okultystyczno-astrologicznych i ezoterycznych jak Witold Suliga, którego rozważania są tu u nas dostępne, Leszek Matela czy także T. Marski.


Tak więc żebyśmy mieli jasność, Wzgórze Wawelskie z centralnym punktem – wcale nie tam gdzie katedra, nie tam gdzie Krypta Gereona, ale dokładnie na Skale Smoczej Jamy jest częścią  wielkiego Kompleksu  Świętych Wzgórz Harskich, który możemy nazywać też Nuruskim (Czarnoruskim), Har-Ruskim (Biało-Ruskim), oraz Małoruskim (Czerwono-Ruskim) czyli Budynowsko-Bytyńsko-Harskim.  Dla uproszczenia można by powiedzieć że jest to System Świętych Gór Starej Harii – Wharatu. Biegnie on od Arkony do Starego Łyśca na dzisiejszej Ukrainie ale też do Kijowa na wschodzie i na zachód do Jerynia, gdzie stała słynna świątynia Jarowita – za Łabą.

Ale i to nie koniec. Nasz harski system nawiązuje do jeszcze większego obejmującego najprawdopodobniej Ląd Biały (Europę), Ląd Czarny (Afrykę) i Mazję (Azję). Czy sięga dalej – także do Wenelądu czyli do Ameryki Północnej, gdzie docierali wikingowie, tego jeszcze nie wiemy, ale nie jest to wykluczone. Jeśli tak by się okazało byłaby to nowa nie lada zagadka, na którą nie znajdziemy zapewne innej odpowiedzi niż jakaś „kosmiczna” teoria. Już teraz bowiem przypatrując się sieci powiązań pomiędzy różnymi świętymi miejscami (miejscami przyrodzonego kultu) ze starożytności która była przecież według naszych dzisiejszych standardów niesłychanie „prymitywna”, mamy spory kłopot żeby uzasadnić jak to się stało że te punkty tak się dokładnie ze sobą łączą na tak olbrzymich przestrzeniach.

Główna linia wiążąca system Haruskich Świętych Wzgórz z ogólnym systemem lądyjsko-mazyjskim to linia przebiegająca od Kręgu Stonehenge przez Krąg Woodhenge w Brytanii a dalej przez  Ślężę, Jasną Górę i przez polski Łysiec (Łysą Górę) w Górach Świętokrzyskich do Łysej Góry Kijowskiej, czyli do dzisiejszej góry zamkowej w budynowskiej (bytowskiej) stolicy Halanii-Polanii. Linia ta co ciekawe przechodzi przez Ziemię Jeryńską i okolice Weimaru w Niemczech – tam leży słynna Nebra w której znaleziono Dysk z Nebry i Jeryń (Gheren)  z dawną świątynią Jarowita.

Zwracaja też uwagę inne linie systemu – takie jak Arkona – Kamień Pomorski – Gniezno – Łysa Góra – Stary Łysiec (pod Kołomyją), czy linia Kołomyja/Stary Łysiec – Wawel (lub Grodzisko Tynieckie) – Chełm Śląski (Góra Świętej Anny) – Ślęża – Kres Sołu nad Łabą (pod Magdeburgiem)  z końcem pod Groningen na wybrzeżu Morza Północnego.

Najbardziej niesamowitą jednak rzecz zobaczycie teraz tutaj na mapie poniżej. Ta mapa wskazuje, że Ślęża jest miejscem naprawdę niezwykłym i magicznym. To Ślęża i Arkona łączą Har(u)ski System Świętych Gór i Wzgórz z najważniejszym mistycznym punktem na Ziemi – z Piramidą Cheopsa. Linia łącząca czubek tej piramidy z cyplem Arkony przebiega dokładnie przez wierzchołek Ślęży – możecie to sobie sami sprawdzić w Googlu, ale tu poniżej macie tę mapę. Nie zamierzam na razie komentować tego faktu, dziwię się że nikt o tym głośno dotychczas nie mówił. Uważam ten fakt za spore własne odkrycie i sądzę, że świadczy to o głębokim mistycznym, magicznym i magnetycznym związku wszystkich miejsc włączonych w system, ale szczególnie tych które maja stara potwierdzoną tradycję świątyń Wiary Przyrody i leżą na głównych wielkich liniach. 

Powyższym zagadkom będziemy poświęcać kolejne artykuły.  Tutaj wrócimy jeszcze na chwilę do Tynu Bytów i Doliny Źródła Bytów.

By opisać tu pokrótce Tyn Bytów – czyli Mogtów Przeznaczenia użyjemy słów z lekcji 1 i lekcji 2 (dostępne na czarnym pasku po prawej). Dokładny opis z wynikającymi ze znaczenia imion boskich Bogów Źrzebu-Bytu (nazwań danej siły) ciągami znaczeń pokrewnych obejmujących krąg najbliższy oddziaływania danej mocy (tyn-dom) znajdziecie w Poczcie Bogów Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y – także na czarnym pasku.

Lekcja 1

8 Żywiołów i 12 Mocy – razem 20 Sił – Wcieleń i Emanacji Najwyższego – 20 Sił Wszego Świata (Wszechświata), 20 Sił Światła Świata (Oświecenia i Światłości).

Nasza Wieda nie jest filo-zofią (Przemądrością tylko), nie jest nauką (Wiedzą jedynie), ani wiarą (ślepym wyznaniem dogmatu) – jest Wszechobejmującym Wykładem – po prostu Mądrością – Wiedą: o Gwiazdach, o Świecie, o Rzeczy Istności (nie mylić z potoczną rzeczywistością), Wiedą o Życiu, Wiedą o Ludziach, Wiedą o Przyrodzie, o Bycie i Byciu, o bycie – Istnieniu i o Bycie – Istocie (Bule-Bądcie – planecie, Wszym Świecie, Kosmosie, Ziemi, Istocie – życiu, tym co także kiedyś dawno, swoim przybranym imieniem chciał przekazać i wyrazić Budda – Bądta – będący, przez co oświecony, świadomy, wiedzący).

Język Polski – uwierzcie – To NAPRAWDĘ – język prastary, język pradawny, język trudny, język pełen zapomnianych znaczeń, język starych jak Świat słów, które rodziły się z Wodą i Ogniem, które wzrastały z Borem i bagienną roślinnością, które kształciły się w szorstkim boju, wałkowane przez morskie wełny i górskie stoki i krzewne ciernie, w boju o przetrwanie Człowieka w Świecie Przyrodzonym, a więc  o przetrwanie Rodu w Przyrodzie.
Ród i Przyroda – czy mówią wam coś te dwa pojęcia – To określenie jednej z Mocy, którym podlegamy jako Ludzie.
Rod – pradawny bóg i Przyroda znana z dawnych zapisów pod postacią Rodzanic, kwestionowana jako bogini, ale przecież nie dajmy się wyprowadzać wciąż na manowce niedowiarkom – jej istnienie nie podlega dyskusji. Tylko ciągłe pomijanie tej SIŁY i powątpiewanie mogło nas zaprowadzić w Miejsce w Którym Dzisiaj Jesteśmy – Na Skraj. Tylko tysiącletnie oddzielenie Rodu od Przyrody i zakwestionowanie potęgi tej ostatniej mogło zaowocować takim STANEM jaki możecie obserwować wszędzie dookoła siebie – w lesie, wodzie, pogodzie, wichurach i deszczach, powodziach i tajfunach – trąbach powietrznych.

 Trzy Moce Kosze: Przeznaczenie, Przypadek i Uczucia (Czucie).
kosz – los,

kosz – przypadek,

kosz – koszanie (kochanie – miłość, koszka – kotek, miły zwierz i bazia – kudłaty zarodek, kokosz i kokota – czyli sidła żądzy, kochanie-seks)

Kosz – Przeznaczenie – to splot (kosa – warkocz, splot) wynikający z Zapisu Baji, a więc z całych dotychczasowych Dziejów – z Runu od Początku i naszego Wpisu w ten Run, czyli inaczej osobisty, przypisany Czas i Miejsce we Wszechświecie. To jednak splot uformowany w obręcz – w JARZMO, nie mający początku ani końca. Jest jak litera O.

Kosz – Przypadek – to splot (kosa, warkocz Baji) wynikający ze Splątania – z działania Plątów czyli z Przypadku, Nieprzewidzianego Runu, Runu Bezplanowego, Runu Chaosu, który ludzie zwykli nazywać Ciemną Siłą, albo Niekorzystnym Zbiegiem Okoliczności, albo Diabelskim Szczęściem (kiedy udaje się coś co się udać nie może bo jest przeciwne Ładowi Świata). Ten warkocz ma kształt wijący się, węży i otwarty, jest jak litera S.

Uczucie (Czucie) – to splot, który jest poza kontrolą Rozumu, to Moc Naszej Cielesności – to co sprawia że Lubimy bądź Nienawidzimy – to co działa „od pierwszego wejrzenia” – czyli zanim zdążysz Pomyśleć, zanim jakakolwiek myśl ci zakiełkuje – Już Wiesz a jeszcze nie pomyślałeś.Ten splot jest niewidzialny, ale ma kształt jak Kok, kołtun – kształt kuli. Nie wiesz kiedy i jak to się stanie ani skąd przyjdzie, ani nie masz na to wpływu w żadnej sekundzie dziania się tego. Jest niezauważalne i otacza cię w mgnieniu we wszystkich wymiarach. Możesz wyjść ze splotu S przez wolną przestrzeń jaką on pozostawia (wolna wola), możesz pozostać w środku Pierścienia – Obręczy – Jarzma i  nie dotykać go, ale nie możesz odsunąć się ani odpuścić kuli koszania.

Ten trzeci rodzaj koszej mocy jak widzicie wiąże się z także z działaniem dwóch pierwszych i z działaniem Rodów.

Lekcja 2
Mogt PRZEZNACZENIA czyli Moc Nieci, Baji, Przędziwa – moc mokosza,  to jest nic innego jak ciągnący się od Pierwszego Aktu Stworzenia ciąg nieustających, wynikających z siebie nawzajem współzależności  -Zręb Dziejów (Źrzeb), Wyrok Losu (Wierg Czasu i Miejsca działania), Dola (osobisty Los zakotwiczony w Zrębie i Wyrokach) i wreszcie Byt – los związany z chwilą, ale nie ten przypadkowy będący domeną Plątów-Koszów (prawdziwy kosz-przypadek – dziecko Przepląta-Chaosu), lecz związany z chwilą przeznaczoną – nieodwracalną „zaplanowaną” niejako od Początku Świata na ten dzień i miejsce w przestrzeni i w dziejach i twoje osobiste w nim „bycie” – bycie „tu i teraz”. Mogt Przeznaczenia tworzy Litą Baję Dziejów Świata, nieodwracalną – tam wplata się nieć żywotów i dzieje nieożywionych bytów gdzie Baja na to pozostawia miejsce. Każdy kamień i każda osoba mają swoją Dolę od urodzenia i są zakotwiczeni w „Być – Tu i Teraz”, które to atrybuty życia wynikają ze Zrębu i Wyroku czyli Dziejów od Początku świata Wszystkich Bytów i Urodzenia w miejscu przestrzeni i określonym czasie dziejów.

Miejsca przybytków Bogów w Dolinie Bytów widać na mapie i są one następujące:

Skała Jarzma – to skała i sanktuarium Zrębu a więc Makosza,Skała Jarzęca i Jarząca się, Skała Zrębów Bytu.

Skała Sokola – sokolica to skała sanktuarium Wida-Wija, wszystko i dalekowidzącego, Tego Który Zna Przyszłość i który widzi ją swoim Jedynym Sokolim Okiem

Czarcie Wrota i Skała Czary – to sanktuarium Mokoszy – Bogini Zapisu Baji na Dzbanie, Bogini Plotącej tej która nosi Przetak-Kosz-Czarę i przędzie nieci doli.

Źródło i Skała Bytów to sanktuarium Dodoli  z czterema jaskiniami. Kto chce dobrą dolę w życiu mieć musi ze źródła zaczerpnąć, wodę podzielić między siebie i swoich bliskich, wypić ją razem pospołu w obrzędzie, wpierw połowę oddawszy bogini na skale. Najlepiej wlać ją do jednej z cztrech jaskiń, a jeszcze lepiej do wszystkich czterech.

Najbardziej tajemniczym miejscem tego systemu jest Jaskinia i Skała Nietoperzowa. To miejsce w którym splatają się wszystkie kosze tyny – sanktuarium Kosy-Kusego, czyli Przepląta, Kupały-Dziwienia-Koszki i Mokoszy Matki Kosza-Czary.

Nietoperze, bezpióre ptaki-nieptaki są latającymi symbolami i wcieleniami tynu i bogów Plątów.


Opis miejsc w dolinach – Dolina Bytów

Dolina Będkowska, zwana też Doliną Będkowicką lub Będkówką – piękna krajobrazowo i posiadająca duże walory przyrodnicze, geologiczne i historyczne dolina potoku Będkówka spływającego z Wyżyny Olkuskiej do Rowu Krzeszowickiego. Jest jedną z 7 dolin wchodzących w skład Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie. Ma długość 7-8 km i jest jedną z najdłuższych dolin Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Rozpoczyna się obniżeniem terenu przy drodze krajowej nr 94 z Krakowa do Olkusza, a kończy w przysiółku Łączki Kobylańskie. Wygodnym miejscem, skąd można zwiedzić dolinę są Będkowice, gdyż znajdują się w środku pomiędzy doliną Będkowską i Doliną Kobylańską, można więc stąd zwiedzić obydwie doliny.


Wyżłobiona w wapieniach jurajskich dolina ma charakter wąwozu o stromych ścianach wschodnich i łagodniejszych zboczach zachodnich. Jest doliną krasową i można na niej zaobserwować niemal wszystkie formy geologiczne i zjawiska charakterystyczne dla krasu. Oprócz głównej doliny występują w niej jeszcze mniejsze boczne dolinki o różnorodnym charakterze – albo są to skaliste wąwozy typu kanion, albo jary o bardziej łagodnych stokach porośnięte lasem. Są też jaskinie, źródła i wywierzysko. Wiele skał udostępnionych jest do wspinaczki. Dnem głównej doliny prowadzi droga (zakaz wjazdu pojazdów) i znajdują się nieliczne zabudowania.
W wylocie doliny w przysiółku Łączki Kobylańskie na rozdrożu znajduje się kapliczka. Nad nią w lesie porastającym zbocza doliny wznoszą się po obu stronach wysoko w górze wybitne skały – po wschodniej stronie Cebulowa, nieco dalej po zachodniej Wietrznik (403 m n.p.m.). Dalej mijamy piękną, gustownie zaprojektowaną, krytą gontami willę i kilka stawów rybnych z hodowlą pstrągów w płaskim w tym miejscu dnie doliny. Ponad nimi we wschodnim zboczu wznoszą się skały: Rybne, Wężowe, Migdałkowa. Ścieżka wspina się nieco do góry. Po prawej stronie ścieżki, charakterystyczna skałka tuż nad potokiem. Po lewej mijamy kapliczkę ufundowaną ku pamięci mieszkańców okolicy pomordowanych przez hitlerowskich okupantów w czasie II wojny światowej.

Źródło Bytów – bije spod Skały Bytów (Źrzebów-Makoszy) z wydajnością 50 litrów na sekundę i tworzy Potok Bytów

Płynący po prawej stronie drogi Potok Będkowski przegrodzony jest skalną zaporą (na miejscu dawniej istniejącego w tym miejscu naturalnego wodospadu). Dolina rozszerza się. Na wschodnim zboczu wybitna skała Szaniec, a w niej Jaskinia Szaniec. W zboczu tym znajduje się brama skalna zwana Będkowską Bramą, a za nią boczna dolinka. Przebiega przez nią żółty szlak turystyczny przez Będkowice do Doliny Kobylańskiej. W skałach Bramy Będkowskiej odkryto resztki niedużego grodziska. W północnym kierunku za Będkowską Bramą znajdują się w wysokich i stromych ścianach wąwozu skały: Pytajnik, Lajkonik i Wysoka.


We wschodnim zboczu Sokolica

– najwyższa w całej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej skała wspinaczkowa. Ma wysokość ponad 70 m i na jej szczycie znajdują się resztki bardzo starego grodziska. Dolina skręca tutaj w kierunku wschodnim. Przechodzimy na drugą stronę Będkowskiego Potoku. Ok. 500 m od rozdroża po prawej stronie bardzo charakterystyczna skała, zwana ze względu na swój kształt Iglicą. Po lewej stronie, za potokiem popularna skała wspinaczkowa Zamczysko. Dalej na potoku znajduje się Szum – największy w całej Jurze naturalny wodospad (zwany również Szerokim), a w pewnej odległości od niego wspinaczkowa Skała z Bluszczem. W stromym zboczu po prawej stronie liczne skały, niektóre z nich również udostępnione do wspinaczki. W zboczu tym warto podejść stromą leśną drogą by zobaczyć bramę skalna zwaną Czarcimi Wrotami lub Piekielną Bramą. W zboczu tym znajduje się jeszcze inna wybitna skała – Gęsiarnia. Ok. 350 m od drogi znajduje się wywierzysko zwane źródłem Będkówki. Wypływa z niego czysta, krystaliczna woda (ok. 50 l/s). W skałach powyżej źródła 4 pionowe jaskinie. 1,5 km dalej następna grupa skał; po prawej stronie Wielka Turnia, Zaklęty Mur, Zaklęty Bastion i Łabajowa Skała, a w niej Jaskinia Łabajowa. W Dolinie Będkowskiej jest jeszcze wiele innych jaskiń, najciekawszą z nich jest znajdująca się w górnej części doliny Jaskinia Nietoperzowa.

foto Z Bereszyński

Grodzisko na Sokolicy

Grodzisko z trzech stron chronione było kilkudziesięciometrową przepaścią, gdyż położone było na potężnej skale zwanej Sokolicą (również Skałą Sokolą lub Grodzisko).
Szczytowa powierzchnia Sokolicy zamknięta jest od dostępnej wsch. strony głęboką fosą i wysokimi na kilka metrów potrójnymi wałami ziemnymi. Całość tworzy trójkąt o najdłuższym boku wsch. długości ok. 100 m.
Grodzisko to było użytkowane w czasach przedhistorycznych i wczesnohistorycznych.
Na szczycie Sokolicy odkryto resztki dużego, grodziska rycerskiego z VIII-IX w. Z tego też względu skała ta dawniej nazywana była Grodziskiem. Zachowały się resztki wałów, w czasie prac archeologicznych odkryto ślady osadnictwa z okresu neolitu i kultury łużyckiej.
Wg legendy na skale tej miano niegdyś stawiać zamek, ale przed ukończeniem budowy zaniechano jej.
Archeolodzy twierdzą, że grodzisko to obok Tyńca, Piekar, Chełma koło Bochni i innych na ziemi krakowskiej należały do najciekawszych i najkunsztowniej umocnionych w dawnym państwie Wiślan.
Badał je m.in. w 1909 archeolog Leon Kozłowski, późniejszy premier Polski, wraz z J. Czarnowskim. W rejonie grodziska znaleziono ułamki ceramiki, wyroby z krzemienia i z żelaza oraz kości ówczesnych zwierząt domowych.

Będkowice powiat krakowski, woj. małopolskie
Sokolica jest to skała w Dolinie Będkowskiej, podobno największa wapienna skała wspinaczkowa na Jurze.
Na szczycie znajduje się jedno z lepiej umocnionych grodzisk wczesnośredniowiecznych. Były też podobno próby budowania tu zamku obronnego.
Grodzisko jest imponujące, na wiki piszą o resztkach wałów ale to nieprawda, wały są kompletne, wysokie na 5 -10m, strome i trudno dostępne podczas deszczu (ślisko). Ze szczytu fantastyczne widoki!

Wały na Sokolicy (foto: Z, Bereszyński)

Na skale Sokolica odkryto ślady grodziska z XII-XIII w. Dzięki umiejscowieniu na wysokim wzniesieniu, z trzech stron chroniła je kilkudziesięciometrowa przepaść. Grodzisko było prawdopodobnie użytkowane w czasach przedhistorycznych. Stawiano tu według legendy zamek, lecz ponoć budowy nie ukończono. Zdaniem archeologów, mogło to być najciekawsze i najlepiej umocnione grodzisko w dawnym państwie Wiślan. W pobliżu, na skale Dębnik, istnieją ślady po drugim, mniejszym grodzisku.

Źródło Bytów i potok Bytów

Warto zobaczyć wodospad Szum – największy na całej Jurze. Na północ od Sokolicy znajduje się grupa skał zwana Cmentarzysko. Przed nimi sterczy wysoki na 25 m ostaniec Iglica. Wędrując dalej szlakiem niebieskim, po lewej stronie mijamy dużą skałę o niepowtarzalnej nazwie – Dupa Słonia. Jest ona szczególnie lubiana przez wspinaczy (znajduje się po drugiej stronie potoku, przez który można przejść po kładce).

Dochodzimy do niewielkich zabudowań. Przed nimi odchodzi w prawo leśna droga (bez znaków), doprowadzająca przez Czarcie Wrota do szosy w pobliżu Będkowic. Zanim skręcimy w prawo, ponad wspomnianymi zabudowaniami, znajdziemy główne źródło krasowe potoku Będkówka. Wywierzysko ma wydajność 50 l/s! Tuż przy nim tworzy się pokaźny, malowniczy zbiornik wodny.

Wywierzysko, reokren – typ źródła o silnym wypływie. Najczęściej występuje w regionach górskich. Jest to przeważnie źródło typu wokluzyjskiego (od Vaucluse – miasto we Francji) – nazwa źródła, w którym wypływają na powierzchnię wody podziemne na obszarach krasowych. Wydajność takiego źródła może być znaczna, jeśli jest mniejsza od ilości wody wpływającej do ponoru (wchłonu) jest to ujemny bilans zlewni.

Czarcie Wrota lub Piekielna Brama

– jedna z bardziej znanych bram skalnych na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Znajduje się w lesie w Dolinie Będkowskiej, przy stromej leśnej drodze prowadzącej z dna doliny na wzniesienie. Tworzą ją dwa ostańce skalne po obydwu stronach tej drogi, zbudowane z wapieni górnej jury. Jeden z nich ma postać skalnej iglicy z sosną na szczycie, drugi, znajdujący się wyżej ma skomplikowane kształty i znajduje się w nim tunel dziurawiący go na wylot. Oprócz bramy przy drodze tej występują jeszcze w lesie liczne inne skały. Drogą nie prowadzi żaden szlak turystyczny, można jednak do Czarciej Bramy podejść od szlaku wiodącego dnem Doliny Będkowskiej (ok. 200 m) lub zejść w dół od szosy z Będkowic do Bębła (ok. 500 m).

Jaskinia Nietoperzowa

– Jest to jedna z dłuższych jaskiń na Wyżynie Krakowsko – Częstochowskiej, ok 326 m długości. Swą nazwę zawdzięcza licznym w niej dawniej nietoperzom. Podobnie jak jaskinie Łokietka i Ciemna również jest to jaskinia krasowa z licznymi salami oraz naciekami. W 1997 roku wnętrza jaskini służyły za scenografię do filmu „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana.

Jaskinia jednootworowa o rozwinięciu poziomym, zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem, temperatura stała ok 7,5°C. Czas zwiedzania jaskini ok 30 – 40 min.

Przed jaskinią znajduje się bezpłatny parking.

Jaskinia – o innych nazwach Jerzmanowicka, Księża, Biała. Nazwa Nietoperzowa, jaskini, pochodzi od znalezionych tutaj  szczątków kopalnych i współcześnie żyjących gatunków nietoperzy. Jaskinia Nietoperzowa usytuowana w grupie skał górnej części Doliny Będkowskiej, położona 447 m nad poziomem morza,
Na uwagę zasługuje wodospad naciekowy w początkowej części jaskini, oraz liczne kotły wirowe na stropie w głębszych jej częściach.

Pisana historia jaskini sięga pierwszej połowy XIX wieku. Już w 1841 roku A. Grafowski po zwiedzaniu tej jaskini wspomina o wcześniejszym wybieraniu namuliska używanego jako nawóz. Przemysłową eksploatację prowadził z ramienia Górnośląskiego Urzędu Górniczego O. Grube w latach 1872-1879 co w znacznym stopniu zniszczyło pierwotne osady jaskini. Zupełnie przypadkiem natrafił on na 4000 kłów niedźwiedzia jaskiniowego. Jeszcze dziś, przy odrobinie szczęścia, można taki kieł znaleźć.
Pierwsze poszukiwania przeprowadził tu w roku 1871 hrabia Jan Zawisza, właściciel Doliny Ojcowskiej, znajdując liczne zabytki archeologiczne i kości zwierzęce. W czasie gospodarczej eksploatacji namuliska nadzór archeologiczny sprawował F. Romer, który zebrane zabytki przekazał do muzeum wrocławskiego. W roku 1918, gdy pierwszym prywatnym właścicielem był Antoni Ferdek, przewodnik po Ojcowie, badania w pobliżu wejścia jaskini przeprowadził Leon Kozłowski.
Z punktu widzenia archeologicznego Jaskinia Nietoperzowa znana jest przede wszystkim jako stanowisko górnopaleolityczne datowane na 38000 lat temu, będące obozowiskiem łowców niedźwiedzia jaskiniowego. Łowcy jerzmanowiccy, będący przedstawicielami grup ludzkich określanych już mianem Homo sapiens (człowiek myślący), byli twórcami odkrytych tu m.in. krzemiennych grotów i oszczepów reprezentujących tak zwaną kulturę jerzmanowicką.
Jaskinia znana jest od dawna.

Najstarsza zwzmianka pochodzi z roku 1866 z przewodnika A. Grabowskiego. Pierwsze badania wykopaliskowe prowadzil w roku 1871 J. Zawisza. W czasie eksploatacji gospodarczej namuliska w latach 1872-79 (nawoz fosforowy) nadzor archeologiczny prowadzil F. Römer, znaleziono wtedy ok. 4000 klow niedzwiedzia jaskiniowego.

Podczas badan W. Chmielewskiego w latach 1956-62 znaleziono liczne slady pobytu w jaskini ludzi z okresu Paleolitu, Neolitu i Sredniowiecza. Jaskinia otrzymala swa nazwe od ogromnych kolonii nietoperzy zimujacych we wnetrzu. Pisze o nich W. Taczanowski w roku 1854: „hr. Wodzicki odwiedzajac te miejscowosc, znalazl niezliczone massy nietoperzow przyczepione do sklepien. Dla przekonania sie jak dalece trudne sa do spedzenia trzy razy w jednym kierunku strzelal: wszakze tylko tyle miejsca oproznionego zostawalo, ile naboj zajal, w innych zwierzeta nieporuszone siedzialy. Po tej probie dwa koszyki napelniono zabitemi nietoperzami.” Obecnie nocek wystepuje w jaskini sporadycznie. W okresie zimowym wystepuja tu kolonie podkowcow malych.

Ludzie sprzed 6500 lat zostawili tu garnki i różne narzędzia a poza tym znaleziono całą masę kości nieistniejących już zwierząt. Jedna z największych w okolicy jaskiń udostępnionych do zwiedzania.

Dolina Ojców

Utworami geologicznymi odsłaniającymi się w rejonie Ojcowskiego Parku Narodowego są wapienie górnojurajskie, osiągające ok. 200 m miąższości, powstałe z nagromadzenia ogromnej ilości szczątków organizmów, które żyły w morzu jurajskim ok. 150 mln lat temu. Barwa ich jest z reguły biała, jasnożółta lub jasnoszara.

[To morze łączyło się z Morzem Ciemnym, którego fragment ocalał do dzisiaj i nazywa się Morzem Czarnym. Czarne (Ciemne) Morze Kauków zamknięte było w południowym wschodzie pasmem Czarnych Gór Kauków – Kaukazem. CB]
Najstarsze znalezisko archeologiczne z Jaskini Ciemnej datowane jest na schyłek zlodowacenia środkowopolskiego (120-115 tys. lat p.n.e.).

Ślady osadnictwa w okolicach Ojcowa, ciągną się od czasu pojawienia się tu pierwszego człowieka aż do wieków średnich.

Większość dotychczasowych odkryć związanych jest z neolitem (młodsza epoka kamienia, ok. 5,5-2,2 tys. lat p.n.e.). Neolityczne materiały  archeologiczne odkryte tutaj pochodzą z jaskiń. Z epoką tą wiąże się kopalniana eksploatacja krzemienia, przypadająca na początkowy okres gospodarki rolniczo-hodowlanej. Odkryto kopalnie i pracownie krzemieniarskie w okolicach Ojcowa, Sąspowa i Bębła. Reprezentują one  kilka kultur neolitycznych: ceramiki wstęgowej rytej, lendzielskiej, pucharów lejkowatych, ceramiki promienistej. Ojcowskie jaskinie służyły za schronienie przybyszom, m.in. z doliny Wisły pod Krakowem. Krzemień z okolic Ojcowa znany jest w tej epoce na terenie Moraw, Słowacji i Węgier.

Wczesne średniowiecze przynosi ożywienie osadnicze, w którym największe znaczenie odgrywały grody budowane wzdłuż dolin na wysuniętych cyplach skalnych, mających z natury położenie obronne.

Na terenie Parku zachowały się ślady kilku grodzisk z wczesnego średniowiecza. Jest to Ogrojec przy Jaskini Ciemnej, gród na górze Okopy w Ojcowie oraz w Grodzisku i Sułoszowej. Zespół grzebieni skalnych wokół Ogrojca przy Jaskini Ciemnej uznawany jest przez niektórych uczonych (np. prof. J. Bogdanowskiego) za najstarszy przykład fortyfikacji w Polsce. Nie wyklucza się, że badania wykopaliskowe na ruinach zamku Kazimierzowskiego w Ojcowie i na zamku w Pieskowej Skale, przyniosłyby odkrycie kolejnych średniowiecznych założeń grodowych.

Początkowo dobra ojcowskie stanowiły własność Korony, która z czasem zaczęła się kurczyć na rzecz własności magnackiej i duchownej. Już w poł. XIII w. Grodzisko i Skałę z okolicznymi dobrami otrzymał klasztor SS. Klarysek z Zawichostu (przeniesiony później do Krakowa), Pieskowa Skała w 1378 r. przeszła w ręce rodziny Szafrańców, a Ojców pozostał królewszczyzną. Taki podział dóbr na królewskie, duchowne i magnackie utrzymał się do upadku Rzeczypospolitej (1795 r.).

Wojciech Gerson – Łokietek pod Ojcowem

Jaskinia Łokietka

– najdłuższa jaskinia na terenie Parku – 320 m. Według legendy w XIV w. w jaskini miał się ukrywać książę Władysław Łokietek uciekając przed czeskimi wojskami w czasie rywalizacji o tron z królem Wacławem II. Dzięki sprytowi, pomocy pająka oraz miejscowej ludności spędził w jaskini sześć tygodni, przeczekując w ten sposób niesprzyjający dla niego okres.

Jaskinia położona jest w północnym zboczu Góry Chełmowej, ok 125 m nad dnem Doliny Sąspowskiej. Jaskinia jednootworowa o rozwinięciu poziomym, oświetlona elektrycznie, temperatura stała 7,5°C, zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem, czas zwiedzania ok 30 min.
dawniej znana jako Jaskinia Królewska oraz niewłaściwie Grota Łokietka) – jaskinia krasowa o rozwinięciu poziomym w Dolinie Sąspowskiej w północno-zachodnim zboczu Chełmowej Góry w obrębie Ojcowskiego Parku Narodowego, udostępniona dla ruchu turystycznego.
Z jaskinią wiąże się legenda o Władysławie Łokietku, który miał się w niej schronić po ucieczce z Krakowa przed wojskami czeskiego króla Wacława II. Życie uratował mu pająk, który zasłonił otwór jaskini pajęczyną, wprowadzając w błąd pościg. Pamiątką po tym wydarzeniu są nazwy jaskini oraz poszczególnych jej komór, a także brama w kształcie pajęczej sieci, zamykająca wejście.
Do wejścia prowadzi wąska szczelina skalna o długości 20 m (pozostałość korytarza, którego strop zawalił się). Korytarz zwany Głównym prowadzi do Sali Rycerskiej o wymiarach 25 × 10 m, z którego wychodzą dwa korytarze: schodami w dół do tzw. Sypialni (sztucznie przebity) oraz tzw. Kuchni, sali znajdującej się blisko powierzchni ziemi (ze stropu zwisają korzenie drzew). Sypialnia jest największą salą jaskini o wymiarach 20 × 30 m. Szata naciekowa Jaskini Łokietka jest uboga, zachowała się tylko w niedostępnych miejscach. Łączna długość korytarzy i komór wynosi ok. 270 m, temperatura zaś 7–8 °C.
Jaskinia ta była znana od dawna. Pierwsze wzmianki pochodzą z końca XVII. Od końca XVIII w. stanowiła atrakcję turystyczną, zwiedzano ją, wraz z sąsiednią Jaskinią Ciemną, w czasie odwiedzin popularnego wówczas Ojcowa. W 1927 uznana za zabytek.


Ruiny Zamku w Ojcowie – Wzgórze Ojców

– Zamek w Ojcowie podobnie jak Zamek Pieskowa Skała powstał w XIV w. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego. Burzliwa historia sprawiła, że obecnie pozostały z zamku tylko malownicze ruiny. Do zwiedzania mamy basztę bramną w której znajduje się makieta zamku oraz ośmioboczną wieżę – najwyżej położony fragment zamku. Ze wzgórza zamkowego roztacza się piękny widok na Dolinę Prądnika.

Ruiny znajdują się we wsi Ojców koło głównego parkingu (płatny) z którego wyrusza większość wycieczek zwiedzających OPN.

Widok z Doliny na taras widokowy Jaskini Ciemnej

Palecznica- Palopąt – Rękawica Ojcowska – Dolina Ojców

Rękawica, zwana też Pięciopalcówką lub Białą Ręką – wybitna skała o charakterystycznym kształcie w Ojcowskim Parku Narodowym. Zbudowana jest z jurajskich wapieni. Znajduje się w środkowej części Doliny Prądnika, na jego zachodnim zboczu w masywie Góry Koronnej i wznosi się ok. 85 m powyżej dna doliny.


Nazwa skały związana jest z legendą, według której podczas jednego z najazdów tatarskich ludność okoliczna szukała schronienia w Jaskini Ciemnej, wejście do której znajduje się w pobliżu. Jednak Tatarzy penetrowali dolinę poszukując ludności. Wówczas Bóg zasłonił wejście do jaskini własną ręką, ratując w ten sposób ludzi od śmierci lub haniebnej niewoli. Rzeczywiście, skała składająca się w górnej części z 5 palczastych kolumn, przypomina swoim kształtem dłoń. Jest dobrze widoczna zarówno z dna doliny, jak i ze szlaku turystycznego prowadzącego przez Górę Koronną. Z platformy widokowej przy wejściu do Jaskini Ciemnej widać ją z bliska, z profilu. Nie wolno uprawiać na niej wspinaczki skałkowej.
Było to dawno temu, podczas najazdu Tatarów. W jaskini schronili się wówczas miejscowi ludzie. A Bóg zasłonił wejście własną dłonią, skale nadając jej kształt. Dlatego głaz nosi nazwę „Biała Ręka” lub „Pięciopalcówka”.

Jaskinia Ciemna

Jest jaskinią uważaną za największą na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej pod względem wielkości komory, a zarazem należy do najważniejszych stanowisk archeologicznych w Polsce. Pierwsze ślady człowieka (kultura prądnicka) w Jaskini Ciemnej pochodzą sprzed ok. 125 tys. lat. U wejścia do wewnątrz założył on swoje siedlisko. Miejsce to obecnie nazywane jest Oborzyskiem. Łącznie z nim Jaskinia ma 230 m długości.

Znajduje się na wysokości ok. 65 m nad dnem Doliny Prądnika. Przed wejściem do jaskini znajduje sie zrekonstruowane obozowisko neandertalczyków oraz platforma widokowa z widokiem na Dolinę Prądnika i wznoszącą się tuż obok charakterystyczną skałą wapienną zwaną Rękawicą lub Pięciopalcówką. Jaskinia składa się właściwie z jednej olbrzymiej komory, 80 m długości, 20 m szerokości i 10 m wysokości, która u końca zwęża się i przechodzi w tzw. Tunel. Zamieszkują ją nietoperze (głównie podkowiec mały), ćmy, białe wije oraz pająki z gatunku sieciarz jaskiniowy (meta menardi). Temperatura powietrza wynosi 7-8 °C.
Środkową część komory zdobią wielkie kopulaste stalagmity, których wysokość sięga do 1 m. Strop jest pokryty licznymi stalaktytami rurkowymi. W 1924 r. jaskinia została wpisana do rejestru zabytków.

Część podania o Rykawdzie Iworodzie i Czarodanie Czarnej Królowej

Legenda o stalaktytach
Przed wiekami żyła w Ojcowie piękna dziewczyna, która się nieszczęśliwie zakochała. Nieodwzajemnione uczucie spowodowało, że rzuciła się ze skały, prosząc bogów, by mogła zamienić się w jedną z nich. Prośba dziewczyny została spełniona, ale jej serce do dzisiaj bić nie przestało. Wciąż płacze, a jej skamieniałe łzy zamieniają się w stalaktyty Jaskini Ciemnej.

Góra Koronna – Dolina Ojców

Góra Koronna ma 436 m n.p.m. wysokości i wznosi się ponad Doliną Prądnika, w południowo-wschodniej części Ojcowskiego Parku Narodowego. Na zboczu góry znajduje się Jaskinia Ciemna. Na Górę Koronną można dotrzeć z Ojcowa. Przy szlaku turystycznym znajduje się wiele ciekawych ostańców skalnych, m.in. Skały Panieńskie i Skały Kawalerskie. Podejście na górę jest dość strome. Wierzchołek znajduje się około 110 m nad Doliną Prądnika co powoduje, że Góra Koronna jest doskonałym punktem widokowym. W pobliżu Góry Koronnej znajduje się grodzisko, datowane na I połowę XIII wieku.


Góra Koronna jest masywem skalnym wypiętrzającym się o ok. 100 m ponad poziom Doliny Prądnika. Pokryta jest murawami kserotermicznymi i grądem. Wyróżniającym się elementem masywu jest skała Rękawica (ze skałą związana jest legenda), naprzeciw Bramy Krakowskiej, za którą kryje się otwór Jaskini Ciemnej.
Przez Górę Koronną przebiega ścieżka dydaktyczna „Jaskinia Ciemna – Góra Okopy”, na której można zapoznać się z ciekawymi gatunkami roślin kserotermicznych oraz zachodzącymi procesami krasowymi.

Grodzisko – Pustelnia Salomei i grodzisko – cmentarzysko

przysiółek w Gminie Skała (województwo małopolskie), nad rzeką Prądnik, 3 km na zachód od Skały, na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego.

Książę Bolesław Wstydliwy, który od 1243 roku panował nad dzielnicą krakowską (senioralną), ufundował zamek obronny w Grodzisku, broniony fosą i wałami oraz klasztor i kościół w stylu romańskim. W 1260 roku książę nadał Grodzisko wraz z przyległymi wioskami swojej siostrze, Salomei która po śmierci swojego męża, króla Halicza – Kolomana, w 1245 roku wstąpiła do zakonu klarysek.

Po nadaniu Grodziska Salomea przeniosła się wraz z grupą klarysek z Zawichostu do nowo powstałej warowni. W XIII wieku w pobliżu klasztoru miało miejsce wiele zbrojnych potyczek; warownia okazała się niezbyt bezpieczna, toteż na początku XIV wieku klaryski poprosiły króla Władysława Łokietka o przeniesienie w inne miejsce. W 1320 roku zostały przeniesione do Krakowa i osadzone przy kościele świętego Andrzeja. Od XV wieku klasztor w Grodzisku opustoszał i przez ponad dwa wieki całkowicie popadł w ruinę. W XVII wieku siostry klaryski ponownie zainteresowały się miejscem po swojej dawnej siedzibie, głównie za sprawą toczącego się procesu beatyfikacyjnego Salomei. W latach 1677-1691 zbudował on zespół architektoniczno-rzeźbiarski w stylu manierystycznym, potocznie nazywany pustelnią błogosławionej Salomei.

Fauna i flora Ojcowskiego Parku Narodowego

W tym pięknym miejscu na nasłonecznionych zboczach występuje około 200 gatunków roślin kserotermicznych – reliktów okresu stepowego.
Wśród nich są takie, które występują na stepach wokół Morza Czarnego, m.in. trawa ostnica Jana na skałce Jonaszówka i na Górze Koronnej, macierzanka wczesna, wiśnia karłowata, obrazki plamiste i aster gawędka (w Grodzisku). Lasy zajmują 71% powierzchni parku. Na kwaśnych glebach wierzchowin rosną bory mieszane, północne stoki wzniesień są porośnięte buczynami karpackimi, południowe zaś zaroślami i ciepłymi buczynami. Na skałkach wapiennych występują murawy kserotermiczne, a w miejscach wilgotnych sinice, tworzące ciemne plamy. W szczeliny skalne wciskają się mchy i wątrobowce, często tworząc w zacienionych miejscach zwisające „girlandy” o dużej powierzchni, nawet do 30 m”. Zacienione stoki północne i północno-wschodnie Chełmowej Góry i Czyżówki porasta reliktowy las jaworowy z cieniolubną paprocią, języcznikiem zwyczajnym. Grądy rosną na miejscach najżyźniejszych, a łęgi w dolinach rzecznych. W potokach można spotkać jeszcze jeden relikt – glon wodolubek rosnący na kamieniach, którego brunatne plechy o kształcie nici lub sznurów mają zapach śledzi. Wśród grzybów osobliwością jest purchawica olbrzymia, największy wśród wszystkich znanych grzybów na świecie. Znaleziono ją w parku trzykrotnie: w 1876, 1964 i 1991 roku. Grzyb ten może osiągać średnicę do 100 cm i ciężar do 25 kg. Jest jadalny! Do innych ciekawych grzybów występujących w parku należy gwiazdosz czteropromienny, kształtem przypominający gwiazdę. Można tu spotkać też sromotnika bezwstydnego wabiącego owady nieprzyjemnym dla ludzi zapachem. Z grzybów jadalnych (ale w parku narodowym nie wolno ich zbierać!) występują borowiki szlachetne, maślaki i podgrzybki. Wskutek działalności człowieka wiele lasów wycięto, liczne gatunki roślin, takie jak cis czy jarząb brekinia, zniknęły z parku, a osuszanie podmokłych terenów i zanieczyszczone powietrze wciąż powodują zmianę i zubożenie składu gatunkowego.

Mało kto wie, że wszystkie gatunki paproci umiarkowanej strefy są jadalne, ale wolno jeść (po przyrządzeniu) tylko ciasno zwinięte pąki liści – to te pąki nazywano też Kwiatem paproci. Jest 250 gatunków paproci, a ta akurat jest na liście ginących gatunków, więc jej zjadać nie należy , zwłaszcza że zbiera się świeże pąki – mają one wtedy rudą barwę – stąd Paprudź – pąp rudzi – i dzisiejsza nazwa paproć. Poza wszystkim pąki języcznika mogą jeść tylko królowie Języtów – Jazyczników, na uczcie królewskiej po obrzędzie w którym dźwignęli Maczugę lub Jarzmo, lub Czarę. Byli oni królami jazyczników czyli pogan i znanego plemienia Skołotów które zostało zapisane w kronikach jako Jazygowie-Jazykowie.

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju? oraz linki do Żmijowego Plemienia i sprawy wawelskiego smoka


To sztuka starożytna naszych przodków Scytów – tak.

Przytaczamy tutaj wpis pana Adama Smolińskiego spod artykułu o Żmijowych Wałach i Żmigrodach, ponieważ znów okazuje się on ważki dla różnych toczących się dyskusji ogólnych. W tekście między innymi o tym, czy ktoś się zastanawia na poważnie wśród historyków, jak to było możliwe i z jakiego powodu Rzymianie prawie do samego końca trwania imperium nie posunęli się za Dunaj, a królowie perscy – Dariusz i jego następcy, czy wielki Aleksander Macedoński, także nie przekroczyli praktycznie linii Dunaj -Kaukaz, a jak to już uczynili, to po prostu dostawali łupnia, czy to od Tomirysy-Tamary, czy od innych Scytów. O tym piszemy szeroko w Księdze Ruty, a tutaj tylko jako spostrzeżenie, które chyba powinno dawać od dawna do myślenia badaczom.

To Skołoci-Słowiano-Indo-Irańczycy władali Medami, a Medowie władali Persami a gdy się Persowie wyzwolili i chcieli zaatakować Scytów to dostali łupnia, a głowa Cyrusa skąpała się we własnej krwi, w saku (skórzanym worze), obcięta ręką królowej Saków właśnie – TAMARY- Tomirysy.

Także tutaj link do dobrego artykułu pt. „Cała prawda o Wawelskim Smoku”, który ciągnie dalej sprawę związków słowiańsko-skołockich. Autor: ERBA.

http://krakow.net.pl/forum/watek-krakow-Prawda-o-smoku-wawelskim-Kraku-i-smoczej-jamie-wzg%C3%B3rze-wawelskie

Artykuł bardzo dobry kompleksowy, chociaż nie uwzględniający faktu, iż Skołoci to to samo  co Słowianie – tychże Słowian przodkowie, których Persja bała się jak ognia i nigdy nie zdobyła ich ziemi. Kto zna dobrze historię starożytną ten wie o tym . Kto słabo ją zna, powinien koniecznie przeczytać Księgę Ruty, bo jest to wersja mitów greckich na opak – z punktu widzenia Skołotów (Słowiano-Indo-Irańczyków) – naszych przodków. Judea nazywała ich Żmijowym Plemieniem, największym wrogiem ich boga – Jahwe (co zapisane jest w Biblii). Zastanawia w tym kontekście, że chrześcijaństwo zrobiło szatana z Luciferusa- Światła Świata (Światłowita).

Gdy się uwzględni nowe odkrycia genetyki – okaże się, że to jest rzeczywiście zachowana pamięć – lecz pamięć o obecności Scytów-Słowian od 3000 roku p.n.e także nad Wisłą. Słowianie w tym Lęgowie-Lęchici (Lugiowie) i Harowie (Harwaci) rzeczywiście bili się z z Keltami i Rzymem – choć śmiał się z tego Adam Naruszewicz – czołowy jezuita starannie ukształcony przez największych demagogów Watykanu, a także tabuny „naukowców” katolickich  ukształtowanych przez pozaborową pseudonaukę XIX wieczną i tabuny ich  następców z XX wieku (A. Bruckner i inni światli acz błądzący następcy, łącznie z głęboko dotkniętym materializmem marksistowskim K. Godłowskim). Mamy wiek XXI – idźmy naprzód śmiało – szkoda, że także naukowa praca Piotra Makucha nie uwzględnia tej wiedzy – poza lingwistycznej, bo genetycznej.

Nareszcie jednak doczekaliśmy się pierwszych naukowych opracowań związków nazewniczych i mitologicznych pomiędzy  Wawelem a wieżą Babel czy Krakiem Krakusem i Cyrusem Perskim. Widzę, że pracownicy naukowi z odpowiednich instytutów UJ wreszcie zaczynają się przebijać ze swoimi świeżymi koncepcjami. Prawie 40 lat trzeba było czekać na rozwinięcie myśli Marii Składankowej z Mitologii Iranu, ale doczekaliśmy się.

Tutaj linki do opracowań Piotra Makucha drukowanych w AlmaMater:

Wawel i Babel:

http://www2.almamater.uj.edu.pl/104/17.pdf

szkoda jednak, że myśl autora nie poszła dwutorowo – także ku odczytaniu jako prawidłowe konotacji: Wawel-Wąwel (W ową Wel) i Wawel -Wel – Wela (Zaświaty Słowian). Cóż – do tego potrzebna by była wiedza o mitologii Słowian, a także z antropologii porównawczej na temat rytuału odrodzenia przez zejście w podziemia, w Zaświaty, ze szczytu góry do jaskini. Taka jaskinia jak wawelska to rzadkość – z wejściem ze szczytu Welskiej (Szklanej, Onawielnej) Góry – W Wąwel i na Welskie Nawie, a wyjście z jaskini prosto w Naw Założną – wodną, w wody Wisły, a czasami wyjście to znajdowało się wręcz pod wodą.System jaskiń pod wzgórzem – tak jak pisze ERBA – był kiedyś rozległy, są zamurowane, a jedno z podziemi z tego systemu to to w krypcie z kamieniem Czakramu.

Do tego też potrzebna by była wiedza o rytuałach szamańskich. Ale nie wybrzydzamy – cieszymy się i dziękujemy.

Krakus – Kirkous – Kirus Kirkudanowicz – Kirus – Cyrus:

http://www2.almamater.uj.edu.pl/109/35.pdf

Opracowanie głębsze w Pressje.org:

http://www.pressje.org.pl/assets/articles/article_17_issue10.pdf

Dziękujemy Piotrowi Makuchowi za powyższe artykuły, dziękujemy też przy okazji Scottowi Simpsonowi- organizatorowi pogańskich konferencji naukowych w Krakowie (pod patronatem profesora Jacka Majchrowskiego) – za niestrudzoną działalność na rzecz pogaństwa, ale przede wszystkim na rzecz prowadzenia solidnych badań nad wiarą przyrodzoną – wiarą przyrody – w środowisku krakowskiej AlmaMater.

CB

Gnejusz Pompejusz zwany Wielkim , arcywróg Julisza Cezara, znakomity wódz rzymski – Dlaczego ta potęga bała się wychylić za Dunaj – czy wystarczyły im kłopoty z Drakami-Trakami oraz Dachami – czyli Scyto-trakami, czyli Słowiano-Iliryjczykami (R1a + I2), żeby  – także korzystając z zapisków kronik Greków o Amazonkach i innych królach Scytów i Sarmatów – poniechać takiej próby?

Adam Smoliński – Dlaczego Rzymianie mieli taki problem z przekroczeniem Dunaju?

Przy okazji informacji o Wałach Żmijowych pragnę przypomnieć o innym terminie związanym ze Żmijem Ogiennym. Był to rodzaj taktyki walki prowadzonej przez Sławian. Ognisty Smok lub Ognisty Żmij. Jednym ze sposobów walki taktycznej Słowian był nocny atak jazdy konnej z zapalonymi pochodniami. Większość ludów starożytnej Europy, odmiennych od Słowian, swoje bitwy prowadziło w czasie dnia. Atak nocny był dla nich zawsze zaskoczeniem, raczej nie potrafili walczyć w nocy. Słowianie tworzyli specjalne grupy wojowników wytrenowanych tylko do walki w nocy, zadające decydujące uderzenie, kończące bitwę w nocy. Taktyka ta była sławna wśród innych ludów Europy. Była dla nich przerażająca. Atakujący nocą Sławianie jawili się im jako demony, przed którymi nie ma obrony. Może stąd w bajkach i legendach innych ludów zawarta informacja, że smoki zionęły ogniem? Możliwe też, że w bitwie były używane przez Sławian miotacze ognia. Musieli oni znać właściwości ropy naftowej, która występowała w naturalnych kałużach, w Bieszczadach, jeszcze w czasach Łukasiewicza. Może tzw. „ogień grecki”, wcale nie był wynalazkiem Greków? Inną taktyką było symulowanie ucieczki z pola bitwy, a tym samym wciąganie w z góry zaplanowaną zasadzkę. Na ten wybieg Słowian nabierało się wiele armii, nawet jeszcze w XX w. Echa Ognistego Smoka oraz przerażenie, jakie on wywoływał można zobaczyć w filmie „Trzynasty wojownik” – w reżyserii Johna McTiernana – z 1999 r., na podstawie powieści Michaela Crichtona – Zjadacze umarłych. Nie jest to wcale powieść fantasy, to przypomnienie pewnych faktów historycznych. Raczej nieodbywających się nad Morzem Czarnym, lecz gdzieś w północno-zachodniej Europie, na styku Celto-germanów i Słowian – Wenedów (Wądów). Słowianie oczywiście przedstawieni są tu z pozycji propagandy germańskiej. Można tu zobaczyć, z jaką perfidią jesteśmy przedstawieni jako odrażający Wendole. Jak szczury żyjące w norach, zjadające odpadki i trupy własnych członków plemienia – kanibale. Wskazanie kogoś kanibalem zawsze propagandowo przynosi skutek odrazy. Celto-Germanie przedstawieni są oczywiście jako dzielni, cywilizowani bohaterowie, którzy zwyciężają odrażających Wendoli.
Jednak ta wraża propaganda pokazuje jeszcze inny aspekt sprawy, jak bardzo musieli się nas – Sławian, bać, że teraz tak nas opluwają, w zasadzie to normalne. Pomiędzy kłamstwami jest w filmie zawartych kilka prawd. Naprzykład figurka Mokoszy przypisana jest Wendolom, czyli Sławianom.
Przy całej dyskusji o historii Europy, między Słowiany, Germany i Romajami; między allochtonistami i autochtonistami, należy zadać jedno podstawowe, długie pytanie. – Jeżeli ci wielce Grecy tworzyli wielkie imperium i zawładnęli Małą Azją i Persją; jeżeli ci wielcy Rzymianie tworząc jeszcze potężniejsze imperium, zajęli północną Afrykę, tereny dzisiejszej Francji, Hiszpanii, Grecji, Małej Azji; dlaczego oni wszyscy nie weszli poza granice Dunaju, Kaukazu i dzisiejszego Afganistanu; na północ? Dlaczego potężni Rzymianie zadali sobie tyle trudu, aby przepłynąć straszną cieśninę i zdobyć mało urodzajną wyspę Brytów? Dlaczego atakowali niby zaprzyjaźnionych Celtów i przyjaznych Germanów? Lecz jakoś nie przeszli Dunaju, a było bliżej?
Wiedzieli przecież, że na północy są zasobne lasy, zielone łąki i uprawne pola. Znali dobrze wartość bursztynu, równającą się często wartości złota. Wiedzieli gdzie ten bursztyn się wydobywa; wiedzieli też, że tam na północ od Dunaju są ogromne zasoby rud cyny, miedzi, ołowiu, żelaza i złota. Zadowolili się tylko kupowaniem tych dóbr. Żadna gorączka nie pognała ani Greków, ani Rzymian, za Dunaj, na północ, aby przyłączyć te tereny do imperium. Pytam dlaczego? Czyżby Dunaj był szeroką rzeką wrzącej lawy, nie do przebycia? Dunaj nazwali limesem – nie przekraczalną granicą. Tylko strach mógł być tą barierą.

Kilka nowych obrazów z Rosyjskiej Baji na Nowy Rok


Borys Olszanskij – Morozko [kliknij]

Borys Olszanskij – Wołchwa z Radugą-Dengą [kliknij-powiększ]

Borys Olszanskij – Uprowadzenie księżniczki [powiększ]

Borys Olszanskij – Niebieski niebiański wieczór

Borys Olszanskij – Taniec z Ogniem [powiększ]

Borys Olszanskij – Rusalia [powiększ]

Borys Olszanskij – Jazyczeski motyw [powiększ]

Borys Olszanskij –  Noc Sołowieja [kliknij]

Siergiej Panasenko – Smok-Drak

Siergiej Panasenko Wieśniak i czort [kliknij]

Siergiej Panasenko –  W paszczy Ducha Wojny

Siergiej Panasenko – Baba Jaga

Siergiej Panasenko – Ruś Wediczeskaja (Czarowny las)

S. Panasenko – Pan Gór i Skał (u nas Sim)

S. Panasenko – Rusałka

S. Panasenko – Kąpiące się niedźwiedzie

S. Panasenko Żarptak

Konstanty Makowski – Bojarysznica

Konstanty Makowski –  Pochód Dziewanny (1890)

Konstanty Makowski -Tamara i Demon

Konstanty Makowski – Rusałki [powiększ]

Zosim Ławrientiew – Duch Boru (Borowił, Świętobor)

Wiktor Kriżanowski – Jaszczer

Wiktor Kriżanowski – Jaryło

Wiktor Kriżanowski – Sjemijaryło – Sie(d)miojaryło, czyli Spor

Wiktor Kriżanowski –  Światliszcze Peruna