białczyński

Słowianić numer 4 – Wiosna 2014 – Słowiańskie grafiki Marka Hapona

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 21 Marzec 2014

slowianic 4 weirzch okładki

Okładka tył i przód (powiększ) -Jerzy Przybył „Dziady Żywieckie” oraz „Kaczeńce” (foto Anna Pagaczewska)

slowianic 4 wnętrze

Okładka wnętrze (powiększ)

Marek Hapon nadesłał z Chicago nowe i trochę starsze swoje grafiki. Jak zwykle, i te dawniejsze, jak i najnowsze, po prostu doskonałe. Weszły do 4 numeru „Słowianić”, który właśnie ukazuje się w Slovianskim Sklepiku obwieszczając wiosnę.

©®by Marek Hapon

Wskrzeszenie i uśmiercenie Peruna (2013)

Wskrzeszenie i uśmiercenie Peruna (2013)

Zaprzeczenie (1993)

Zaprzeczenie (1993)

Baba z dziadem (1995)

Baba z Dziadem (1995)

Bogowie Prusów, Perkunos i Pikolos (1995)

Bogowie Prusów, Perkunos i Pikolos (1995)

Nawie (1994)

Nawie (1994)

Perun Piorun (2013)

Perun, Piorun (2013)

Ptasia bogini, Kania (1996)

Ptasia bogini, Kania (1996)

Słup Trzygłówa (1993)

Słup Trzygłówa (1993)

Świętowit (1996)

Świętowit (1996)Trzygłów (1992)Trzygłów (1992)

Weles Nyja (2014)

Weles – Nyja (2014)

Wrona (1996)Wrona (1996)

Ta ostatnia poniżej już nie zdążyła, a szkoda bo jest fantastyczna

Marzanna Matka Polski (2014)komprMarzanna Matka Polski (2014)

Swarog (2013)komprSwarog (2013)

Słowianie w Telewizji Tagen – cykl programów! 22 03 2014 – Spotkanie na święcie Niezależnej Telewizji we Wrocławiu.


Słowianie w Telewizji Tagen – cykl programów

Kolebka Słowiańszczyzny 1cNa podstawie mapy z książki Tadeusza Millera – 3000 lat państwa Polskiego (obecnie wiemy więcej, więc trochę nieaktualna w opisie, ale zasadniczo zgodna co do zasięgu Nowej Koliby w Białym Lądzie) [powiększ, zobacz]

W dniu wczorajszym ukazał się w Telewizji Tagen pierwszy program, rozmowa ze mną, poświęcony Słowianom i Słowiańszczyźnie. Na razie nagraliśmy trzy programy, ale cykl będzie dłuższy a jego tematyka może być zależna także od głosów wszystkich słuchaczy i czytelników i poruszać sprawy nie tylko dalekiej przeszłości i etnosu Słowian, ale także sprawy aktualne,  Słowiańszczyzny Współczesnej i jej wpływu na bieg dziejów Świata.  W kolejnych odcinkach które ukażą się w TAGEN TV w najbliższym czasie będziemy mówić o Cywilizacji Północy czyli Wielkim Królestwie SIS oraz w następnej kolejności o Mitologii i Wierze Przyrodzoney Słowian.

Ten wstęp dla wielu osób mocno wciągniętych w temat Słowiańszczyzny może nie być odkrywczy, ale jest niezbędny jeśli chcemy Słowiańszczyznę przedstawić w sposób w miarę uporządkowany i wszechstronny , ale przede wszystkim jeśli chcemy naprawdę zrozumieć czym była i jest w dziejach Cywilizacji Człowieka, jakie są jej prawdziwe korzenie.

Oto link do pierwszego odcinka: http://tagen.tv/vod/2014/02/my-slowianie-poczatki/

Słowianie – kim byli, kim są, gdzie można doszukać się początków istnienia cywilizacji słowiańskiej.
Rozmowa z Czesławem Białczyńskim – pisarzem i scenarzystą, badaczem Słowian, autorem mitologii słowiańskiej, członkiem zespołu redakcyjnego kwartalnika Słowiańskie Słowo “Słowianić”.
www.bialczynski.wordpress.com

22 marca 2014 we Wrocławiu Słowianie , w tym Zrzeszenie Słowian, wezmą udział w święcie Niezależnej Telewizji

Podczas święta Niezależnej Telewizji i Spotkania jej Sympatyków we Wrocławiu, 22 marca, odbędzie się panel dyskusyjny poświęcony Słowiańszczyźnie z udziałem Redakcji Kwartalnika „Słowianić” i przedstawicieli Zrzeszenia Słowian oraz następnie spotkanie ze mną, które będzie mieć charakter autorski i zostanie poświęcone tematowi   „Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana”. Będzie to druga, nie publikowana dotychczas część wykładu, którą zaprezentowałem po raz pierwszy w Krakowie w listopadzie 2013 roku. Wydawnictwo Slovianskie Slovo będzie mieć podczas tego wydarzenia także swoje stoisko z książkami, mapami i poszczególnymi numerami kwartalnika Słowianić. W sprzedaży powinien być już wtedy Numer 4 Kwartalnika.

Tak w panelu dyskusyjnym jak i na stoisku będą obecni przedstawiciele Zrzeszenia Słowian. W panelu wystąpi oprócz mnie także Marek Wójtowicz, Tadeusz Mroziński i Zdzisław Słowiński.

Blog Białczyński obchodzi w tym roku – 20 czerwca – 5 rocznicę działania. Wcześniej istniał jako jeden z niezależnych Portali Fundacji Turleja od 21 marca roku 2004, a jeszcze wcześniej od 21 marca roku 1999, jako całkowicie niezależny portal „Kraina Księżyca”. Najstarsze materiały na naszym Blogu Białczyński poświęcone „Stworzom i Zduszom”, „Księdze Tura”, Starosłowiańskiemu Świętu Wiosny, BlackBlueArt oraz kodyzmowi czy Ruchowi Eko-Ekumeny, pochodzą z tego starego krajowego, krakowskiego portalu Krainy Księżyca (oraz Zeszytów Zielonych Brygad). Najwcześniej w Internecie zaistniała jednak książka „Stworze i zdusze”  publikowana w polskim medium w Kalifornii (USA) już w czerwcu roku 1994, w nie istniejącym dzisiaj Portalu Najmici.net (Iwona Szymańska publikowała tam twórczość szczególnie ważną dla przetrwania języka i kultury Słowian w USA). Można więc mówić, że i my jako Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrodzona Słowian i Portale poświęcone Słowiańskim Bogom obchodzimy także w marcu i czerwcu 2014 roku  swoje okrągłe rocznice: 20. (obecności w Najmici.net – 21 czerwca 1994), 15. (21 marca 1999 – w Krainie Księżyca), 10. (21 marca 2004 w Fundacji Turleja) i 5. jako Blog Białczyński. – 20 czerwca 2009. [Zaznaczam że zarówno Wolni Najmici jak i Zbigniew Turlej i jego Fundacja posiadali niepodważalne związki ze Stanisławem Szukalskim, a więc przedwojennym polskim i powojennym kalifornijskim Szczepem Rogate Serce (Najmici publikowali jego sztukę, jak również obrazy Zofii Stryjeńskiej).

proletariat00Stanisław Szukalski – Proletaryat (ze strony Najmici.net)

Poniżej prezentuję Program Święta Niezależnej Telewizji, która będzie obchodzić swoje kolejne (2. i 10.) urodziny:

Koleżanki i Koledzy!                                                                                                                           Przyjaciele !                                                                                                                          Wspaniali widzowie NTV!

Jako twórcy Projektu NTV odczuwamy wielką potrzebę dużego, integracyjnego spotkania z Wami, widzami NIEZALEZNATELEWIZJA.PL                                                                           W 2014 r. mija  też 2 rocznica (luty) powstania tego unikatowego i ekscytującego projektu i to kolejny pretekst do zrealizowania naszego pomysłu.

Stąd też, w swoim imieniu, a także twórców zjawiska NTV oraz naszego partnera Fundacji „Dobre Wibracje” mam wielką przyjemność zaprosić Was do udziału w     I Zlocie Sympatyków NTV     

Odbędzie się on w dniu 22 marca (sobota) 2014 roku we Wrocławiu w nowoczesnej sali konferencyjnej  IASE w pięknej scenerii jednego z największych parków miejskich w Europie – Parku Szczytnickiego (obok pięknej Antresoli i Fontanny).

Program

SALA GŁÓWNA (A)

10.00

Otwarcie Zlotu

Janusz Zagórski (NTV), Dariusz Krysa (Fundacja Dobre Wibracje)

10.10

Geneza Projektu NTV

Pierwsze w Polsce studio internetowej telewizji Wylatowo ON Line 2004 – 2007.

Pierwszy w świecie cywilny powietrzny patrol UFO transmitujący live obraz z monitoringu – 2005r. (Materiały archiwalne przygotowane przez Bolesława Kulę, Janusza Zagórskiego)

10.25

Okres nadawania niedzielnych programów w latach 2009 – 20011 (niezaleznatelewizja.pl i januszzagorski.pl)

10.30

Otwarcie Studia NTV we Wrocławiu – 2 luty 2012

Otwarcie studia w Warszawie. Aktywność ośrodka Gdańskiego

10.45

Nowy etap Projektu NTV (kanały tematyczne, ośrodki regionalne)

11.00

Dyskusja panelowa

Tajemnice III Rzeszy

Pierwsza w Polsce dyskusja panelowa w składzie:Igor Witkowski, Dariusz Kwiecień, Mirosław Figiel

11.45

Dyskusja panelowa

Nowy Paradygmat Wiedzy

z udziałem:

Dr Mieczysław Cenin, Aleksndra Dzięcielska, dr Krzysztof Lachowski, Włodzimierz Zylbertal. Prowadzi Janusz Zagórski

12.25

Przekaz uzdrawiającej energii – Józef Kurowski z Ciśca

Moc energetyczna śpiewu – Dominika Dominiak (Devi)

12.45

Dyskusja panelowa

Słowiańszczyzna wczoraj i dziś

z udziałem:

Czesław Białczyński, Tadeusz Mroziński, dr Zdzisław Słowiński, Marek Wójtowicz

13.30

Dyskusja panelowa

Odżywianie praną

z udziałem:

Aleksander Berdowicz, Mariusz Piotrowski, Krystyna Maciąg, Veni

14.15

Dyskusja panelowa

Technologie biorezonansu

z udziałem:

Mariusz Brzoskowski,, Maciej Janiszewski, Helena Nieczyporenko, Jarosław Kasprzak,Krystyna Styczyńska

15.00

Dyskusja panelowa

Lekarze wobec terapii naturalnych i nowej medycyny

z udziałem:

lek. med. Preety Agrawal, lek. med. Jadwiga Kempisty, lek med Irmina Mrozowicz – Szmidt, lek med. Anna Pokryszko

15.45

Prezentacja:

Złota proporcja – fundament natury i ludzkiej kreacji opartej na harmonii

Waldemar Gajewski

16.30

Idealna forma geometryczna – prezentacja unikatowego modelu Andrzeja Galińskiego z Nysy

16.45

Dyskusja panelowa

Alternatywny model organizacji ustroju społecznego – ekonomicznego i politycznego

z udziałem:

Andrzej Banach, Dariusz Brzozowiec, dr Krzysztof Lachowski, Kuba Miernik, Adam Kotucha, Paweł Nogal, Tomasz Pietruszka,

17.30

Ida śpiewu intuicyjnego

Dorota Pasalska

18.00

Dyskusja panelowa

Istoty pozaziemskie wobec Ludzkości – „dobrzy” czy „źli” ?

Dionizy Pietroń, Ewa Wierzbicka, Igor Witkowski, Danuta Sharma, Simon Parks – połączenie live by skype z konferencji w Anglii. Prowadzi Janusz Zagórski

18.45

Zakończenie części konferencyjnej

Przerwa na dużej sali do 20.00

W sali średniej i małej trwają nadal wykłady i spotkania (program poniżej)

Część towarzyska na sali głównej

20.00

Joga śmiechu niepowtarzalne przeżycie – sesja dla wszystkich chętnych

Paweł Tomczyk

21.00

Ekspresowy kurs tańca

Dionizy Pietroń

22.00

Bal Efów czyli Święto Miłości do Ziemi – Wiosna

Prowadzi – Veni

Bale Elfów organizowane są cyklicznie w czasie przesileń: wiosną, latem, jesienią i zimą. Słowo „bal” sugeruje zabawę z tańcami. Tu słowo „bal” oznacza przede wszystkim dostojność i radość. Wyrażamy RADOŚĆ naszych serc – wręcz zachwyt nad pięknem Ziemi i Wdzięczność za wszystko co nam daje. To czas pamięci o Niej i zwrócenia ku Niej swych Serc. Czas odpowiedni na to jest …zawsze, ale przede wszystkim w okresie najmocniejszych doznań energetycznych, czyli podczas przesileń. Możemy wówczas okazać Ziemi miłość, wdzięczność i szacunek. Otwiera się energetyczny portal.

Wszyscy chętni mogą odpowiednio się ubrać, skorzystać na miejscu z „wizażystki” malującej twarze.

00.00

Zakończenie I Zlotu

Sala średnia (B)

10.00

Niekonwencjonalne projekty Ireneusza Bazana

10.30

Polacy w Polsce i na świecie – moje refleksje – Kuba Miernik

11.00

Jak tworzyć własne materiały dziennikarskie i studia NTV – wystąpienie Ireneusza Piekarskiego (NTV Warszawa), Michał Stencel (NTV Wrocław)

11.45

Fundacja dr Ratha – Misja, badania, terapie witaminowe – Paweł Szczerbicki

12.15

Drogi osobistej transformacji – Grzegorz Śleziak

12.45

Złota proporcja w utworach Puszkina – Waldemar Gajewski

13.20

Nowa nauka wobec zjawisk paranormalnych – Włodzimierz Zylbertal

14.00

Prawia – mit dziejotwórczy. Systemowa teoria kultury – dr Mieczysław Cenin

14.30

Moja Słowiańszczyzna – Czesław Białczyński

15.15

Zarys koncepcji ekonomii obywatelskiej – podstawy nowego ustroju - dr Krzysztof Lachowski

16.00

Pozaziemskie źródła przebudzania świata- Igor Witkowski

16.45

Widzenie i malowanie aury – Regina Sidorkiewicz

17.15

Mini warsztaty śpiewu intuicyjnego – Dorota Pasalska

17.30

Demokracja Bezpośrednia w Polsce – koncepcje a realia – Adam Kotucha

18.00

Jednak ruszamy – Dobry – waluta lokalna w Polsce – Dariusz Brzozowiec

18.30

Korporacyjne struktury w polskiej gospodarce – Tomasz Pietruszka, Andrzej Banach

19.00

Pięć filarów długowieczności – lek. med. Jan Pokrywka

19.30

Praktyki medytacyjne - Mariusz Brzoskowski, Helena Nieczyporenko

20.00

Choroby cywilizacyjne – wyzwanie zdrowotne XXI wieku – przemyślenia i refleksje – Jarosław Kasprzak

20.30

Dyskusja panelowa:

Matryca energetyczna Richarda Bartleta

21.15

Primum non nocere – Po pierwsze nie szkodzić. Czy reguła ta jeszcze obowiązuje ?
Choroby na sprzedaż. Witaminy naturalne a syntetyczne – mgr farm. Beata Peszko

21.45

Wojskowe aspekty obrony polskiego Lwowa w latach 1918 – 1919 – unikatowa prezentacja Sławomira Szerera

22.30

Zakończenie wykładów na sali B

Zajęcie w sali małej (C)

Program

Tworzymy ogniwa NTV w Polsce i zagranicą

Zajęcia w małej sali C – to spotkania robocze osób pragnących tworzyć własneogniwa terenowe NTV

12.00

Warszawa (woj. mazowieckie)

12.45

Poznań, Zielona Góra (woj. wielkopolskie i lubuskie)

13.30

Szczecin (woj. zachodniopomorskie)

14.15

Olsztyn, Białystok, Bydgoszcz (woj. warmińsko-mazurskie, woj. podlaskie i kujawsko – pomorskie)

15.00

Łódź (woj. łódzkie)

15.45

Kraków i Katowice (woj. małopolskie,i śląskie)

16.30

Kielce (woj. świętokrzyskie)

17.15

Lublin (woj. lubelskie)

18.00

Rzeszów (woj. podkarpackie)

18.45

Opole (woj. opolskie)

19.15

Projekt NTV Zdrowie

20.00

Zakończenie zajęć na sali C

Całkowity koszt udziału w I Zlocie to 100 zł. Aby wziąć w nim udział należy tą sumę wpłacić do 15 marca 2014 roku na konto:  Alior Bank: 67 2490 0005 0000 4600 9873 7266.                                                                                                                                                   Fundacja ‚Dobre Wibracje’. Dopisek: I Zlot Sympatyków NTV.                                                    Ilość miejsc ograniczona                                                                                                                      Podany powyżej nr konta dotyczy tylko i wyłącznie wpłatom na wykup wejściówek na I Zlot. Darowizny na rzecz współpracy  Fundacji z NTV nadal mają to sam nr konta jaki jest linkowany ze strony głównej z działu Wsparcie.

Specjalna prośba: Jako organizatorzy mamy do 10 grudnia 2013 roku wpłacić dość pokaźną zaliczką na konto właścicieli centrum konferencyjnego.  Tym, którzy mogą tak szybko podjąć decyzję o udziale w Zlocie oraz wykupić wejściówkę do tego dnia serdecznie dziękujemy.

Janusz Zagórski    tel kom.  533 885 883 ,  info@niezaleznatelewizja.pl

Mitologia Słowian w obrazach – 3 filmy, w kompozycji Przemysława Laskowskiego

Posted in Mitologia Słowiańska by bialczynski on 24 Luty 2014

Publikuję u nas gdyż w filmach użyto między innymi prac autorów z naszego blogu. Filmy można oglądać na Youtube:

Zestawienie graficznych wyobrażeń polskich autorów na temat bogów i demonów Słowian ( i szereg innych tematów!) . Obrazy zostały pogrupowane w bloki , poprzedzone krótkimi opisami haseł , pośród których w części I znalazły się :
B – Baba Jaga , Białobóg , Biedronka , Bies , Bobok , Bocian , Boginka , Bogun , Bóg , Bratek ;
C – Chors , Cyca , Czarnobóg , Czart ;
D – Dadźbóg , Dąb , Dola i Niedola , Domowik , Dusiołek , Dydko , Dzidzileja , Dziewanna , Dziw , Dziwożona ;
G – Goplana ;
J – Jajko , Jarowit , Jemioła ;
K – Kłobuk , Kupała

K – Kwiat paproci ;
L – Latawica , Lel i Polel , Lelek , Leszy , Licho , Lipa ;
Ł – Łada ,
M- Majka , Marzanna , Mamuna , Mokosz ;
N – Nyja ;
O – Obłocznik , Osiłek ;
P – Perepłut , Perperuna , Perun , Pogoda , Południca , Prowe ;
R – Radogost , Rujewit , Rusałka ;
S – Siemargł , Smętek

S – Smok , Spor , Strzybóg , Strzyga , Swarożyc , Swaróg ;
Ś – Świętowit , Świst i Poświst , Świtezianka ;
T – Topielec ,Trzygłów , Turoń ;
U – Ubożę , Upiór ;
W – Wąpierz , Weles , Wilkołak , Wodnica ;
Z – Zmora ;
Ż – Żerca , Żmij , Żywia .

Dobra robota edukacyjna – pozdrowienia dla Przemysława

Moloch a sprawa polska, czyli jak ze Świetlistej Krowy zrobiono w Izraelu pożeracza dzieci

Posted in Mitologia Słowiańska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 18 Styczeń 2014

Moloch111Moloch, Molech lub Molekh – chtoniczne bóstwo fenickie i kananejskie. Nazwa wywodzi się od hebr. מלך „Melek” – król, bóg., (gr. Molóch). Identyfikowany z Adramelechem. Tak jak jemu, Molochowi miano składać ofiary z dzieci. Wzmianka o nim pojawia się w Biblii (2 Ks. Król., 23.10). Czczony jakoby pod postacią byka. Średniowieczna demonologia uznaje Molocha za jednego z demonów.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Faktyczne istnienie boga o imieniu Moloch w wierzeniach mieszkańców starożytnego Kanaanu jest sprawą niepewną. Według nowszych teorii zapis mlk należałoby odczytywać jako „molk” lub „mulk” a oznaczałby on po prostu ofiarę z dziecka. Przekonanie o istnieniu kultu bóstwa o tym imieniu uważa się w tym wypadku za wynik błędnej interpretacji tekstów.

Kult Molocha (lub ofiara molk) miał polegać m.in. na paleniu żywcem noworodków i małych dzieci w świętym ogniu, co określano eufemistyczne przejściem przez ogień. Na terenie Kartaginy (wówczas fenickiej kolonii) odnaleziono przyświątynne cmentarzyska nadpalonych kości tysięcy dzieci. Kult w tej formie sprawowany był przez co najmniej 300 lat aż do zniszczenia Kartaginy przez Rzymian.

Jednak sprawa palenia żywcem dzieci nie do końca jest pewna. W ostatnich czasach naukowcy (archeologowie, historycy) twierdzą, że „ofiarami” były martwe dzieci (np. urodzone martwe), a palenie ich ciał było formą pochówku. Świadczyć ma o tym brak znalezionych pozostałości dzieci, które powinny być z racji, iż śmiertelność wśród dzieci w tym czasie była bardzo wysoka. Twierdzi się, że historie o paleniu żywych dzieci wymyślili Rzymianie, aby pokazać Kartagińczyków jako morderców dzieci.Molok

Pochodzenie i nazwa

Moloch, bóg Ba’al, inaczej Święty Byk, był szeroko czczony w starożytności na Bliskim Wschodzie oraz wszędzie tam, gdzie rozrastała się kultura Kartagińczyków. Bóstwo było znane i przedstawiane pod trzema formami: cielak, wół lub człowiek z głową byka. Moloch nie był znany pod tym imieniem wśród swoich kultów, jest to tylko hebrajskie tłumaczenie. Pisemna forma Moloch (pierwsze greckie tłumaczenie Starego Testamentu) lub Molech (hebrajskie) tak naprawdę nie różną się niczym od nazwy Melech, czyli król. Hebrajskie litery מלך (mlk) zazwyczaj oznaczają melek – króla, ale wymawiane mōlek było tradycyjnie rozumiane jako właściwe imię Moloch. Było one często łączone z hebrajskim przyimkiem l- w formie lmlk, co oznaczało „do”, ale można też było interpretować jako „dla” lub „tak jak”. Tak więc formę lmlk można równie dobrze tłumaczyć jako „do Molocha” lub też „do meleka”. Czasami w teksach pojawiało się hmlk, które już konkretnie oznaczało Molocha.

Bożek pojawia się w hebrajskiej 1 Ks. Królewskiej 11:7:

Quote-alpha.png

Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz lmlk, ohydzie Ammonitów.

Jednakże w innych fragmentach (1 Ks. Królewska 11:33 oraz Ks. Sofoniasza 1:5) bóg Ammonitów nosi imię Milkom, a nie Moloch. W pierwszym greckim tłumaczeniu tego samego fragmentu możemy także przeczytać Milkom, więc prawdopodobnie w hebrajskim pojawił się błąd podczas zapisywania księgi. W dzisiejszych czasach można dostać wiele tłumaczeń Pisma Świętego, a w nich występują obie formy. Inny zapis z kolei, mlkm, może oznaczać „ich król” lub Milkom. W związku z tym w niektórych fragmentach autorzy mogli mieć na myśli Króla Ammonitów lub Milkoma.

Została wysnuta teoria, że bóg miasta Tyr, Melkart „król miasta”, był Molochem, a Melkart/Moloch był także jednocześnie Malkomem oraz innymi bogami, których nazwa zawierała w sobie mlk. Jednakże propozycja ta poparta jest tylko tym, że w kilku imionach występuje mlk.

W Ks. Amosa 5:26 możemy przeczytać:

Quote-alpha.png

Nie! A teraz poniesiecie Sikkuta, waszego króla, i Kewana, obrazy waszych bóstw, które sami sobie uczyniliście.

Jednakże w pierwszym greckim tłumaczeniu zwrot „wasz król” jest interpretowany jako Moloch i stąd w Dziejach Apost. 7:43 czytamy:

Quote-alpha.png

Obnosiliście raczej namiot Molocha i gwiazdę bożka Remfana, wyobrażenia, które zrobiliście, aby im cześć oddawać. Przesiedlę was za to poza Babilon.

Stosownie do tego łączenie Molocha z innymi bogami jest prawdopodobnie błędnym twierdzeniem.

Wszystkie inne odnośniki do Molocha, używając mlk, pojawiają się tylko w kontekście „przejście dzieci przez ogień lmlk”, ale tak naprawdę nie wiadomo, czy chodzi tutaj o zwrot „do Molocha” czy też może coś całkiem innego. Tradycyjnie jest to rozumiane jako palenie żywcem dzieci dla boga Molocha. Może to jednak oznaczać także bardzo niebezpieczny rytuał oczyszczenia przez ogień. Pojawia się on bez zwrotu mlk w innych częściach Pisma Świętego (Ks. Powt. Prawa 12:31, 18:10-13; 2 Ks. Królewska 21:6; Ks. Ezechiela 20:26, 20:31, 23:37), więc istnienie tych praktyk jest udokumentowane.

Moloch_the_god

Moloch w Piśmie Świętym

Ks. Kapłańska 18:21:

Quote-alpha.png

Nie będziesz dawał dziecka swojego, aby było przeprowadzone przez ogień dla Molocha, nie będziesz w ten sposób bezcześcił imienia Boga swojego. Ja jestem Pan!

Ks. Kapłańska 20:2-5:

Quote-alpha.png

Mów do Izraelitów: Ktokolwiek spośród synów Izraela albo spośród przybyszów, którzy osiedlili się w Izraelu, da jedno ze swoich dzieci Molochowi, będzie ukarany śmiercią. Miejscowa ludność ukamienuje go. Ja sam zwrócę oblicze moje przeciwko takiemu człowiekowi i wyłączę go spośród jego ludu, ponieważ dał jedno ze swoich dzieci Molochowi, splugawił mój święty przybytek, zbezcześcił moje święte imię. Jeżeli miejscowa ludność zasłoni oczy przed takim człowiekiem, który dał jedno ze swoich dzieci Molochowi, i nie zabije go, to Ja sam zwrócę oblicze moje przeciwko takiemu człowiekowi i przeciwko jego rodzinie i wyłączę go spośród jego ludu, jak również i tych wszystkich, którzy go naśladują, którzy uprawiają nierząd z Molochem.

2 Ks. Królewska 23:10:

Quote-alpha.png

Splugawił też i Tofet, które było w dolinie syna Hennomowego, aby więcej nikt nie przewodził syna swego, ani córki swojej przez ogień ku czci Molochowi.

Ks. Jeremiasza 32:65:

Quote-alpha.png

I zbudowali wyżyny Baala w dolinie Ben-Hinnom, by ofiarować swych synów i swoje córki ku czci Molocha. Nie poleciłem im tego ani Mi na myśl nie przyszło, by można czynić coś tak odrażającego i doprowadzać Judę do grzechu.

Starsze teorie

Ks. Jeremiasza 7:31:

Quote-alpha.png

I zbudowali wyżynę Tofet w dolinie Ben-Hinnom, aby palić w ogniu swoich synów i córki, czego nie nakazałem i co nie przyszło Mi nawet na myśl.

Rabin żyjący w XII wieku, Raszi, skomentował powyższy fragment:

Quote-alpha.png

Tofet to Moloch, który był zrobiony z mosiądzu. Podgrzewano go w dolnych częściach, a między gorące i rozstawione ręce wkładano dziecko, które było palone. Kapłan zaczynał grać na bębnie, aby zagłuszyć gwałtowny płacz i żeby nie ruszyło to serca ojca.

Z kolei inna tradycja mówi o świętym posągu, który był podzielony na siedem części. Do pierwszej wkładało się mąkę, do drugiej turkawkę, do trzeciej owcę, do czwartej barana, do piątej cielaka, do szóstej woła, a do siódmej dziecko. Potem wszystko to było razem palone poprzez ciepło ze środka statuy.

Późniejsi komentatorzy porównali to do greckich i łacińskich źródeł, w których można wyczytać o składaniu ofiar z dzieci w mieście Kartagina dla najważniejszego – Ba’al Hammona (znanym pod postacią boga Kronosa i Saturna).

Paul Mosca w swojej pracy napisał:

Quote-alpha.png

W ich środku stała statua Kronosa z brązu, a jej ręce rozciągały się nad brązowym piecykiem, płomienie którego pochłaniały dziecko. Kiedy ogień padał na ciało, jego części kurczyły się, a otwarte usta sprawiały wrażenie uśmiechu, do czasu, aż skurczone zwłoki cicho ześlizgiwały się do kosza.

Diodor Sycylijski (20:14) pisze:

Quote-alpha.png

W środku miasta była brązowa podobizna Kronosa z rozłożonymi rękami, a dłonie były skierowane w stronę ziemi, by każde z dzieci położonych poniżej wpadło w specjalny dół wypełniony ogniem.

Diodor wspomina także, że było zabronione rodzinie płakać, a gdy Kartagina została pokonana przez przywódcę greckiego, Kartagińczycy zaczęli twierdzić, że zdenerwowali bogów. Aby ich udobruchać, postanowili poświęcić na raz aż 200 dzieci najważniejszych rodzin, a w końcu skończyło się na liczbie 300. Informacja ta może być jednakże niezbyt prawdziwa, ponieważ Rzymianie w tym czasie puszczali dużo plotek o Kartagińczykach w ramach propagandy wojennej obu narodów.

Plutarch, grecki historyk, napisał w De Superstitiones, 171:

Quote-alpha.png

…cały teren przed statuą był wypełniony ogromnym hałasem fletów i bębnów, aby płacz zawodzących nie docierał do uszu zgromadzonych ludzi

Wydaje się więc, że dla wielu komentatorów bóg Kronos, lub Saturn, był Molochem. Jednakże archeologia dwudziestego wieku nie znalazła prawie żadnych dowodów na istnienie boga nazywanego Moloch lub Molech. Teksty ze Starego Testamentu nie są pewnym źródłem, a legendy żydowskie pozostawiają wątpliwość o tym, co było powiedziane o Molochu. Jego opisy mogą być po prostu wzięte z poświęceń dla Kronosa i z mitu o Minotaurze.

Nie znano żadnego fenickiego boga z głową byka. To jednakże nie powstrzymuje niektórych od identyfikacji Molocha z Milkomem, Melkartem, Ba’alem Hammon i innymi bogami nazywanymi pan lub bóg (Ba’al). Te najróżniejsze sugestie połączone razem i porównane do bóstwa solarnego pokazują teoretycznego boga Baala, który było nazywany inaczej za każdym razem, gdy tylko kapłani tak chcieli.

Moloch w średniowieczu

Jak inni bogowie i inne demony wspomniane w Biblii, Moloch dołączył do średniowiecznej demonologii jako Książę Piekła. Czerpał on przyjemność z wywoływania u matek napadu płaczu, poprzez porywanie ich dzieci. Według XVI wiecznych demonologów, siła Molocha jest większa w grudniu.

Prawdopodobnie motyw porywania dzieci był zainspirowany tradycyjnym poświęcaniem ich Molochowi. Starożytni podgrzewali posąg aż do czerwoności, następnie zabierali noworodki i umieszczali je między rękami statuy, patrząc, jak się spalają.

Teoria Eissfeldta

W 1921 roku Otto Eissfeldt prowadził wykopaliska w Kartaginie i odkrył napisy, wśród których widniało mlk. W tym kontekście mogło to oznaczać „króla” lub też któregoś z bogów. Wysunął jednak wniosek, że jest to naprawdę forma określonego rodzaju poświęcenia. Taka, która w niektórych przypadkach dotyczyła także poświęcania ludzi. Znaleziono także rzeźbę, na której znajdował się kapłan trzymający dziecko, oraz sanktuarium kartagińskiej bogini wraz z cmentarzem, na którym znajdowały się setki spalonych ciał zwierząt i ludzi. Eissfeldt nazwał to miejsce tofet, używając hebrajskiego słowa o nieznanym znaczeniu, ale użytym w kontekście biblijnych przejść przez ogień. Większość dziecięcych kości wskazywała na noworodki, ale część należała do dzieci do szóstego roku życia.

Eissfeldt doszedł do prostego wniosku: hebrajskie pisma wcale nie mówiły o bogu Molochu, ale o poświęceniu molk lub mulk, a wstrętem nie było samo czczenie boga Molocha, który domagał się poświęcania dzieci, ale samo poświęcenie dziecka jako molk. Hebrajczycy byli przeciwni składaniu ofiar ze swoich dzieci nawet dla samego Jahwe. Ci, którzy zrobili takie poświęcenie, byli skazani na egzekucję przez ukamienowanie. Każdy, kto wiedział o takim poświęceniu i nie zareagował, aby je powstrzymać, był odrzucany ze społeczeństwa razem ze swoją całą rodziną.

Podobne „tofety” znaleziono w całej Kartaginie oraz innych miejscach, takich jak północna Afryka czy Włochy. Pod koniec XX wieku odkryto tofet z urnami zawierającymi kości i prochy na obrzeżach miasta Tyr, gdzie dawniej czczono Melkarta.

Dyskusje o teorii Eissfeldta

Na początku było niewielu ludzi, którzy podważali teorię Eissfeldta. Archeolog Sabatino Moscati, który początkowo popierał ten wniosek, zmienił opinię i zaczął się temu sprzeciwiać. Dużo osób poszło za nim.

Sabatino argumentował, że odkryte miejsca poświęceń dzieci nie były licznymi przypadkami i zostały dokładnie opisane jako wydarzenia w określonym czasie, a nie zjawisko regularne. Czy to nie mogły być spalone ciała dzieci, które zmarły w młodym wieku z naturalnych przyczyn? Czy palenie tych zwłok nie mogło być tamtejszym zwyczajem religijnym? Na jakiej podstawie wysunięte wniosek, że były one palone żywcem? A może odkryte miejsca były tylko propagandą? Dlaczego oskarżenia o poświęcanie ludzi w Kartaginie znaleziono tylko wśród pism małej garstki autorów, do tego wrogów tej cywilizacji, a nie wśród wielu pisarzy, którzy mieli więcej do czynienia z samą Kartaginą? W niektórych odkrytych miejscach jest więcej zwłok chłopców i dziewcząt niż samych noworodków. Teksty opisujące poświęcenie molk wspominają bardziej o zwierzętach niż samych ludziach. Oczywiście mogą to być zwierzęta zamiast ludzi, aby wykupić ludzkie życie. Biblijne potępienie poświęcenia dziecka jako molk wcale nie musi oznaczać, że we wszystkich molk musiało zginąć dziecko lub nawet, że molk dotyczył poświęcania ludzi.

Oprócz tego Greccy tłumacze z pewnością wiedzieli o tych rzeczach więcej niż my i stąd w ich wersji widnieje Moloch, a nie molk. Użycie przez Eissfeldta biblijnego słowa tofet wzbudziło ogólną krytykę nawet tych, którym ta teoria wydawała się prawidłowa. Dla nich to słowo oznaczało bardziej palenisko, a nie cmentarz jakiegoś rodzaju.

Baal_thunderbolt_Louvre_AO15775Wizerunek Baala na steli z Ugarit (XV-XIII stulecie p.n.e.)

Baal

(ugar. 𐎁𐎓𐎍, fenic. 𐤁𐤏𐤋, hebr. בעל Ba`al, akad. Bēlu, arab. بعل) – semickie bóstwo, którego ośrodkiem kultu było miasto Ugarit.

Baal u ludów semickich

Information icon.svg Osobne artykuły: Baal-Alijan, Baal-Hadad, Baal-Melkart i Baal Hammon.

W mitologii ugaryckiej porywczy, pełen młodzieńczego zapału bóg burzy i życiodajnego deszczu, władca świata. Co roku ginął w wyniku walki toczonej z Motem – bogiem śmierci i wysuszonej letnim skwarem ziemi – i zstępował do świata podziemnego, aby z nastaniem wiosny powstać z martwych. Nieustanna walka między życiem a śmiercią była tematem dramatycznego mitu, który głęboko poruszał i przynosił oczyszczenie wewnętrzne. Kiedy wrogowie Baala dokonywali najgorszego z najgorszych czynów, ich siła się wyczerpywała.

Imię Baal należałoby raczej uważać za tytulaturę, gdyż oznacza ono dosłownie „Pan”. Właściwe imię ugaryckiego boga burzy zapisywano 𐎅𐎄 (hd) i wokalizowano prawdopodobnie Haddu, co odpowiada aramejskiemu Hadad oraz akadyjskiemu Adad.

Władzę królewską nad światem otrzymał Baal – syn Dagona z rąk najwyższego boga El. Stary bóg zgodził się na to nie bez oporów, ponieważ posiadał własne potomstwo. W staraniach o zezwolenie na budowę pałacu, niezbędnego do potwierdzenia królewskiego statusu, znaczną rolę odegrała ukochana siostra Baala – Anat.

W sztuce wyobrażano Baala jako wojownika w szpiczastym hełmie ozdobionym rogami. W jednej ręce dzierży maczugę, w drugiej błyskawicę – jego boski atrybut. Zwierzęciem symbolizującym potęgę Baala jest byk, przy czym niektóre teksty ukazują go w tej postaci, zapładniającego stada jałówek, co miało ilustrować jego niespożytą seksualną siłę.

Seleukidzi popierali kult Baala w Syrii oddając mu szczególną cześć. Przymuszanie Żydów do jego kultu stawało się powodem powstań żydowskich. Wielokrotnie w Biblii potępia się kult Baala, jeszcze przed czasami machabejskimi.

Baal w starożytnym Egipcie

Kult Baala dotarł do Egiptu w czasach Ramzesa II (XIX dynastia), ogarniając niższe warstwy społeczeństwa. Żołnierze widzieli w nim strażnika granic. Świątynia Baala znajdowała się w dzielnicy obcokrajowców w Memfis. Wyobrażano go sobie pod postacią psa (odpędzającego złodziei i wrogów), czasem identyfikowano z Setem.

Baal w starożytnym Rzymie

Cesarz Heliogabal (204-222) sprowadził do Rzymu kult Baala (El Gabala) z syryjskiego miasta Emesa. Przypisywał mu duże znaczenie, traktując go jako jedyne bóstwo, a przynajmniej próbując mu podporządkować inne bóstwa. Doprowadził między innymi do przeniesienia do jego świątyni ognia Westy, kamienia Wielkiej Macierzy Bogów (Kybele), Palladium czy tarcz saliów (ancile). Wobec szaleństwa Heliogabala, po jego śmierci zakazano w Rzymie kultu Baala.

Bibliografia

  • Witold Tyloch, Odkrycia w Ugarit a Stary Testament, PWN, Warszawa 1980

Dagon_2

Dagon

lub Dagan (hebr. דגון) – główny bóg czczony przez północno-zachodnie ludy semickie. Prawdopodobnie opiekował się on rolnictwem i zbożem. Był szeroko czczonym na całym Bliskim Wschodzie z Mezopotamią włącznie (czcili go m.in. Fenicjanie, Amoryci). Pierwotne znaczenie imienia nie jest znane, ale dagan jest słowem powszechnie używanym w języku hebrajskim i ugaryckim dla określenia ziarna. Według jednego z przekazów bóg Dagan był wynalazcą pługa.

Kult boga Dagana poświadczony jest w Mari od około 2500 roku p.n.e., w Ebli i Tuttul – od około 2300 roku p.n.e., a w Ugarit – ponad tysiąc lat później. Sargon z Agade i jego wnuk Naram-Suen przypisywali wiele swych podbojów potędze boga Dagana. W jakimś momencie Dagan został głównym bogiem Filistynów, którzy prawdopodobnie uznawali go za swego głównego boga i władcę mórz.

W Ugarit, na wybrzeżu Morza Śródziemnego, uważano Dagana za ojca boga Baala (Hadada) i za drugiego w hierarchii, po Elu – bogu najwyższym. Jednakże w mitach ugaryckich nie jest on postacią pierwszoplanową. Jego rolę boga wegetacji ok. 1500 roku p.n.e. w dużej mierze przejął Baal.

Stosunkowo wcześnie Dagan został włączony do panteonu sumeryjskiego, ale jedynie jako bóstwo niższej rangi, usługujące w orszaku boga Enlila. Jego małżonką była bogini Szala, według innego przekazu Iszhara.

Hammurabi z Babilonu mówi, że zdobył miasto Mari dzięki potędze „swego stwórcy”, boga Dagana. Natomiast współczesny mu król asyryjski Szamszi-Adad I, „wyznawca Dagana”, zbudował temu bogu świątynię w mieście Terqa nad Eufratem, którą nazwał E-kisiga („Dom Ofiar Grobowych”). Również w mieście Aszdod stała jego świątynia. W poemacie asyryjskim bóg Dagan razem z Nergalem i Miszaru (dobro i zło) pełnią rolę sędziów umarłych w świecie podziemnym. Według wierzeń babilońskich Dagan trzymał przy sobie w świecie podziemnym w wiecznej niewoli siedmioro dzieci boga Enmeszarry (Siódemka bogów).

Tekst, datowany najpóźniej na IV w. n.e., błędnie mówi o Daganie jako o bóstwie rybim.

W tradycji chrześcijańskiej Dagon uznawany jest za demona.

W Biblii Dagon pojawia się w następujących miejscach: 1. Sam 5, 1-7; Sdz 16, 23ff.

Paradise_Lost_12

Lucyfer

(z łac. – niosący światło; lucis dopełniacz od lux: światło; ferre: nieść; także Lucyper, gdzie fer zamieniono na per – stracić, łac. perdere) – we współczesnej oraz późnośredniowiecznej myśli chrześcijańskiej jeden z upadłych aniołów.

Historia

Lucyfer z mitologii rzymskiej

W starożytnym Rzymie termin ten stosowany był przez astrologów do określenia Gwiazdy Porannej, czyli planety Wenus widocznej nad horyzontem przed wschodem Słońca. Słowo było najprawdopodobniej dosłownym tłumaczeniem greckich eosphoros (eώσφορος) – „niosący świt” lub phosphoros (φώσφορος) – „niosący światło”.

Information icon.svg Zobacz więcej w artykule Wenus, w sekcji W kulturze.

W łacińskim przekładzie Biblii

W nomenklaturze chrześcijańskiej imię to pojawiło się najprawdopodobniej po raz pierwszy w łacińskim przekładzie Biblii dokonanym pod koniec IV w. n.e. przez św. Hieronima ze Strydonu, zwanym Wulgatą. Znajduje się ono w:

  • Księdze Izajasza 14,12. W oryginalnym tekście hebrajskim występuje ono jako helel ben-szachar (הילל בן שחר po hebrajsku). Helel oznacza planetę Wenus, zaś ben-szachar to świetlisty syn poranka.
  • 2 Piotr 1:19 „I mamy mocniejszą mowę prorocką, której pilnując jako świecy w ciemnem miejscu świecącej, dobrze czynicie, ażby dzień oświtnął, i jutrzenka (lucyfer) weszła w sercach waszych.”

Lucyfer w antropozofii

Antropozofia uznaje Lucyfera za brata Chrystusa, który był inspiratorem religii orientalnych, jak buddyzm i hinduizm. Reprezentuje on erotykę, literaturę, prostą technikę, idee poprawy ziemskiego świata, jak demokracja czy ekologizm. Jest demonem słabszym od Arymana.

Lucyfer w podaniach i legendach

Legendy z samej stolicy apostolskiej mówią, że kobiecy demon Lewiatan był więziony w podziemiach Rzymu z rozkazu papieża Sylwestra. Według starej Legendy, Lucyfer na początku istnienia Świata zapałał miłością i pożądaniem do pewnej ziemskiej kobiety. Został jednak strącony do otchłani, przez co nie mógł wyjść do niej, na ziemię. Anioły Światłości, widząc jego tęsknotę, zdecydowały się poprosić Boga, by Lucyfer mógł się związać z kobietą, którą kochał. Po wielu namowach, anioły zdołały Go przekonać. Jednak decyzja Boga była taka, że Upadły Anioł może wychodzić na ziemię raz na sto lat. W ten sposób Lucyfer został upokorzony, ponieważ po stu latach spędzonych w Otchłani, gdy wreszcie wolno mu było wyjść na ziemię, owa kobieta już dawno zakończyła życie. I tak Legenda głosi, że raz na sto lat Lucyfer błąka się po Ziemi, tęskni, szukając tej, która już dawno odeszła.

Lucyfer jako jutrzenka

Do czwartego wieku, nie zawsze wiązano imię Lucyfer (pol. niosący światło) z upadłym aniołem światłości czyli diabłem. Zobacz, na przykład: św. Lucyfer, czy hymn Carmen aurorae. Lucifer w łacińskiej liturgii jest nazwą gwiazdy porannej, w której symbolicznie widziano Marię z Nazaretu. Jak gwiazda poranna zwiastuje, niesie światło Słońca, tak Maria zwiastuje nadejście Chrystusa. Zobacz też wyżej Lucyfer z mitologii rzymskiej oraz Lucyfer w łacińskim przekładzie Biblii.

Serapis_on_crocodile

Serapis

Serapis, Sarapis (stgr. Σέραπις, Σάραπις, łac. Serapis) – synkretyczne bóstwo hellenistycznego Egiptu, łączące cechy niektórych bogów egipskich i greckich. Otoczone szczególną opieką przez dynastię Ptolemeuszów, czczone było w Serapejonach, z których najbardziej znany, pełniący centrum kultu znajdował się w Aleksandrii. W okresie dominacji rzymskiej wraz z kultem Izydy rozpowszechnił się na inne części imperium.

Historia

Flawiusz Arrian, powołując się na informacje zawarte w „Królewskim dzienniku”, opisał w Anabazie śmierć Aleksandra Wielkiego. Zawiera ona najdalej sięgającą wstecz wzmiankę o Serapisie (323 p.n.e.), z której wynika, że podczas choroby króla szukano pomocy w jego babilońskiej świątyni[1] (Serapis był bogiem uzdrowień).

Istnieje również relacja Plutarcha dotycząca początków dominacji kultu Serapisa w Egipcie (Moralia, Izyda i Ozyrys). Według niej, Ptolemeusz I Soter miał sen, w którym bóg przemówił do niego i polecił przewieźć posąg Plutona z Synopy do Aleksandrii. Po pewnych perypetiach dokonali tego Soteles i Dionizjusz, którzy w tym celu zmuszeni byli uciec się do podstępu i kradzieży. Tymoteusz, grecki znawca prawa sakralnego ze sławnego rodu kapłanów z Eleusis oraz Manethon kapłan egipski rozpoznali później w posągu wizerunek boga Serapisa[2]. Posąg ten stanął w aleksandryjskim Serapejonie. Co ważne Plutarch opisując te wydarzenia korzystał najprawdopodobniej ze Świętych Tekstów Manethona[3]. Tę samą wersję przedstawił Tacyt opisując pobyt Wespazjana w Aleksandrii[4] (Historiae IV.83).

Cechy bóstwa i praktyki kultowe

Louvres-antiquites-egyptiennes-p1020068Posąg Apisa odnaleziony w Skkarze. Luwr

Kult Serapisa narodził się w Egipcie jeszcze przed podbojem i związany był z czcią oddawaną w Memfis świętemu bykowi Apisowi, którego po śmierci balsamowano i składano w grobowcu. Zgodnie z egipską mitologią Apis stawał się wtedy Ozyrysem, a zbiorowa dusza zmarłych zwierząt czczona była jako Osor Hapi. Greccy mieszkańcy Egiptu sprzed epoki hellenistycznej (np. Naukratis) nazywali go Serapisem[5][6].

Dla kolonistów, których większość władców państw hellenistycznych rekrutowała spośród Greków, naturalną rzeczą było zaspokajanie potrzeb natury religijnej poprzez uczestnictwo w kultach lokalnych. W religiach politeistycznych bóstwo związane było z terytorium, a przybysze zobowiązani do oddawania mu czci. Nie przeszkadzało to jednak w doszukiwaniu się w miejscowych wierzeniach podobieństw do tych rodzimych, bliższych i lepiej znanych. Proces nadawania bóstwom lokalnym imion reprezentantów greckiego panteonu nazywa się w dzisiejszej historiografii interpretatio graeca[7][8] (tłumaczeniem na grekę).

W związku ze znacznym wzrostem obszaru, na który zaczęła rozprzestrzeniać się kultura grecka, zjawiskiem charakterystycznym okresu hellenistycznego, było upowszechnianie się kultu bogów potężnych i uniwersalnych, których oddziaływanie wykraczało poza ramy polis. Stąd też wielki sukces kultów wschodnich, które w oczach Greków miały zdecydowanie bardziej powszechną naturę. To z kolei prowadziło do przejmowania przez bóstwa obcych panteonów cech bogów greckich[9].

Takim potężnym bóstwem był Serapis, który identyfikowany był przede wszystkim z Dionizosem i Zeusem, a od Asklepiosa przejął zdolność uzdrawiania. Odniesienia do egipskiego Ozyrysa akcentowane były poprzez więź ze światem podziemnym oraz małżeństwo z Izydą[6][10]. Przedstawiany był jako siedząca na tronie postać, przypominająca Hadesa lub Plutona (bóstwa chtoniczne). Na głowie miał kosz (łac. modius), pojemnik na ziarno, który był greckim symbolem krainy zmarłych. Bóg dzierżył berło oznaczające władzę. Towarzyszył mu Cerber, strażnik zaświatów, leżący u jego stop oraz wąż, prawdopodobnie nawiązujący do ureusza, egipskiego symbolu władzy[11][5].

Serapejony

Odpowiedź na pytanie, czy Ptolemeusze wspierali kult Serapisa po to aby uzyskać wśród poddanych, różniących się etnicznie i kulturowo, większą jedność i posłuch, pozostaje kwestią sporną[6][12]. Z inskrypcji fundacyjnych wiemy jednak, że to Ptolemeusz III Euergetes zbudował słynny, aleksandryjski Serapejon, który stał się centrum kultu, a podobne szybko zaczęły wyrastać w miastach prowincjonalnych. Krótki opis jego położenia przedstawia Pauzaniasz w swoich Wędrówkach po Helladzie[13]. Z serapejonem memfickim wiązała się instytucja ludzi zatrzymywanych (katochoi), wiernych którym bóg we śnie nakazywał pozostanie w granicach świątyni i nie mogli oni odstąpić tego miejsca bez wyraźnego sygnału[6].

Praktyki religijne związane z Serapisem były ściśle powiązane z kultem Izydy, a celebra ewoluowała w kierunku misteriów (szczególnie w okresie dominacji rzymskiej[9]). Związany z nimi wątek pasyjny, mający swoje korzenie w micie o Ozyrysie, silnie oddziaływał na wyobraźnię i emocje wiernych. Opłakiwano śmierć i radowano się ze wskrzeszenia bóstwa. Praktykowano oczyszczenie poprzez obmycie (np. w rzece) i uwolnienie od grzechów[14]. Przełom okresu hellenistycznego i cesarstwa to wzrost zainteresowania światem pozagrobowym i tymi aspektami bóstw chtonicznych które się do niego odnosiły. Wierzono również, że Serapis podobnie jak Asklepios leczy, przekazując we śnie szczegóły terapii[10].

Rozprzestrzenienie kultu i jego kres

Spontaniczne procesy synkretystyczne wspomagali kapłani tradycyjnych egipskich kultów. Mając na celu oswojenie miejscowych wierzeń i uczynienie ich bardziej zrozumiałymi dla przybyszów podejmowali się tłumaczenia tekstów religijnych lub pisania zupełnie nowych, uwzględniających kulturowe różnice. Jednym z takich kapłanów był Isodoros, którego liryki odnaleziono na ścianach hellenistycznej świątyni Izydy w Medinet Madi[15], a także wspomniany już Manethon opisujący w języku greckim historię swojego kraju[7].

Okazało się to bardzo pomocne w rozpowszechnieniu kultu poza granicami Egiptu, szczególnie w Grecji właściwej. Jej mieszkańcy mieli głęboki szacunek do religii egipskiej i doszukiwali się w niej pierwowzoru dla wierzeń rodzimych już w czasach Herodota[7] (Dzieje II.41 i 42[16]). Ze śladów pozostałości epigraficznych znany jest przebieg rozprzestrzeniania się kultu Serapisa w całym basenie Morza Śródziemnego. Sprzyjały temu szczególnie tradycyjne przemieszczenia całych grup ludności w poszukiwaniu nowych miejsc do życia, żołnierze służący w Egipcie, czy w końcu przebywający tu czasowo mieszkańcy innych części świata antycznego[17].

W I wieku p.n.e. u schyłku Republiki rzymskiej kult Serapisa i Izydy zaczął rozwijać się również w Italii. Ze względu na silne akcenty eschatologiczne, a co za tym idzie potrzebę opieki bóstwa, które mogłoby zapewnić zbawienie w życiu pozagrobowym (wątek ozyriański), szybko zyskał wielu zwolenników szczególnie wśród niższych warstw ludności[18]. Rozwój kultu nastąpił w okresie cesarstwa za panowania Kaliguli, który wybudował na Polu Marsowym świątynię Izydy[14]. Kolejny impuls przyszedł wraz z rządami cesarza Karakalli, który prowadząc politykę unifikacyjną ludności cesarstwa i wydaniem tzw. Constitutio Antonina (nadanie praw obywatelskich większości mieszkańców imperium), zapragnął zjednoczyć w kulcie bogów wszystkich cudzoziemców (Papirus Giessen 40[19]). W tym celu w centrum Rzymu na Kwirynale kazał wybudować nową świątynię Serapisa, w bliskiej odległości od świątyni Jowisza[20].

Kres kultowi Serapisa położyło dynamicznie rozwijające się w okresie późnego antyku chrześcijaństwo. W IV wieku n.e. doszło nawet do aktów agresji ze strony wyznawców rodzimej religii, którzy odpowiedzieli w ten sposób na wyśmiewanie ich wierzeń przez patriarchę Aleksandryjskiego Teofila. W efekcie tych zdarzeń cesarz Teodozjusz I Wielki, samemu będąc zagorzałym zwolennikiem nowej religii, zakazał praktyk pogańskich, a Serapejon zburzono[21][22][23].

Tagged with: , , ,

“Księga Tura”, “Nowe przygody Baltazara Gąbki”, “Słowianić 3″, “Polski łącznik”, kalendarz słowiański


slowianic 3Powoli uczę się w swoich zapowiedziach wydawniczych brać pod uwagę margines bezpieczeństwa, który polega na uwzględnianiu stałego poślizgu w naszych drukarniach. Tym razem też nas ten poślizg nie ominął, ale na szczęście okres tego poślizgu bardzo poważnie się zmniejszył w stosunku do poprzedniego przy wydaniu Księgi Ruty. Tak więc jest nadzieja poważna, że kolejne wydawnictwa będą się ukazywały w terminach które będą już w pełni trafione.

Dokładnie za tydzień od dzisiaj, czyli od 19 grudnia 2013 roku  w Slovianskim Slepiku powinny być w sprzedaży oprócz cały czas dostępnych pozycji (powieść “Imir”, kwartalnik “Słowianić nr 1″ “Słowianić nr 2″, “Mitologia Słowian  – Księga Ruty”, następujące nowości:

1. zapowiadana pierwotnie na pierwszą połowę listopada “Mitologia Słowian – Księga Tura” – tutaj prezentujemy stronę tytułową książki i jedną z ilustracji:

księga tura tytułowa

strona tytułowa

Jaruna clip_image002Jaruna-Jaryło (Jarewit)

2. “Nowe przygody Baltazara Gąbki i jego Kompanii – Na tropie Czarnej Dziury” – projektowana na 6 grudnia wychodzi przed Gwiazdką – tutaj okładka:

nowe przygody okładka

3. Kwartalnik “Słowianić” nr 3 – zimow0-noworoczny 2013/2014. Ukazuje się niemalże w terminie, który był planowany na 15 grudnia: w nagłówku przedstawiłem okładkę, tutaj prezentujemy spis treści, a na zakończenie artykułu świetny wywiad Wojciecha Świętobora Mytnika z  zespołem Perunwit.

Myślę, że to powinno wielu z was zachęcić do zakupu. Objętość kwartalnika jak zwykle 160 stron, w tym sporo kolorowych map związanych z nowymi odkryciami w genetyce, ostatnia część Trywidu Ślężańskiego i efektowne grafiki Stanisława Szukalskiego.

slowianic3 1slowianic 3 2

4. Za tydzień powinien też być dostępny w Sklepiku Kalendarz Słowiański – jest to kalendarz ścienny  do powieszenia, o wymiarach 50 cm x 30 cm w dwóch wersjach : z obrazem tła ze Świętowitem Zbruczańskim i Ślężańskim  oraz ze sceną ze Święta Kresu: Tańczące Panny – sygnowane przez Kolorodruk Inowrocław i Slovianskie Slovo.

kal slowianski(fragment kalendarza- wersja ze Świętowitami)

5. W druku znajduje się pierwsze wydanie oficjalne: “Polskiego łącznika”, drukowane we współpracy Slovianskiego Slova z Kolorodrukiem z Inowrocławia, które będzie dostępne w Sklepiku  już w styczniu 2014 roku

polski łącznik okładka

6. Do końca marca 2014 roku ukaże się książka: “Stworze i zdusze”.

Wywiad z zespołem Perunwit, z numeru 3 “Słowianić”

slowianic 3 3perslowianic 3 4perslowianic 3 5slowianic 3 6perslowianic 3 7

Kto nam daje prezenty – zapraszam na Przypiecek


Zapraszam do artykułu na blog Przypiecek, tam więcej: http://przypiecek.blogspot.com/2013/12/0612.html

przypiecek prezenty

Das Kindlein tyłA tutaj u nas jeszcze tylko kilka fotografii Łużyckiej postaci, która u nich przychodzi przynosząc Rózgi albo miłe Podarki. Tak postać jak i cały obrządek tego publicznego obdarowania prezentami lub cięgami, nazywa się Dzieciątko. Postać dwuznaczna w masce, wywołująca radość ale i lęk. Wszelkie postacie Mikołaja wzorowane są na słowiano-sybiro-fińskim Nikule (nasz bóg Mąd-Mikuła, Nikola-Tor), stąd związek Mikołaja z Finlandią Suomi (Suovi) – czyli bliscy, sąsiedzi, Suowikowie (Suo-Wiki), lud który jest także Suo-Wiano czyli Swarożycowe Wiano, bardzo nam bliski Hiper-Borejski czyli Za-Borzański Za-Bórski, część wielkiego ludu Burów sięgającego za Ural – Góry Panów, gdzie leżała Góra Kara.

Kindlein2

Słowiańszczyzna przed chrześcijaństwem – Zorian Dołęga Chodakowski


Secluded

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

Zorian Dołęga Chodakowski

O SŁAWIAŃSZCZYŹNIE

PRZED CHRZEŚCIJAŃSTWEM

Zniknęły przed wiedzą uczoną dzieje, obrzędy i zwyczaje nasze w epoce wielobóstwa. Nie sprzyjała oświata Europy całemu czasowi, w którym Krzyż święty wznosić się począł wśród rozległej i podzielonej Sławiańszczyzny. Pierwsi posłańcy do nas z wiarą dzisiejszą dalecy byli od umiarkowania, ażeby mieli co oszczędzić dla historii i wieków, i ten nieprzychylny zapał w ich następcach ledwo do naszych czasów nie doszedł. W tym duchu dziesięciu lub więcej władców naszego plemienia kolejno wywracali budowę przyrodzonym natchnieniem wzniesioną i obok nowych prawideł nieba nie zdołali zabezpieczyć własności ziemskiej, która by przetrwała do nas i była ichże samych pamiątką.

Wypadek ten jest najgłówniejszym w Sławiańszczyźnie, bo całą jej rozległość z czasem objął, upoważnił nowo tworzące się dzielnice i coraz więcej pomnażał. Ogniwa nowej wiary wcielały niepodobnych nas do reszty narodów Europy. Uczęszczał Słowak z nabożeństwa lub potrzeby do Rzymu lub Carogrodu, a przejąwszy się nienawiścią wzajemną stolic chrześcijaństwa, zapalał pochodnie wiekuistych wojen na przestrzeni swojej o to, że nie jednej głowie uświęconej daninę płaciła. Biada nam! Długo nazbyt przetrwaliśmy w tych obłędach. Nie wspomniałbym ich może, gdyby nie miały zgubnego wpływu na ten zakres naszej historii i nie były pierwszym podkopem miłej nam zawsze narodowości. Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi. Pierwsze dłuto dziejów Północy w czyim było ręku – wszystkim wiadomo. Łatwo widzieć, że powołanie zawsze trącało ich ręką i szczerby sprawiało w obrazie ojczyzny. Nie dziw zatem, że u nich epoka przedchrześcijańska, jeżeli nie ominiona całkiem i nie zarzucona wymysłami, wystawia nam tylko grube obyczaje, dzikość i ślepotę naszych ojców. U nich to z łatwością jednakową w Poznaniu, Kijowie i Nowogrodzie dzieje się przejście do wiary. Podług nich dosyć było przykładu i woli panującego, aby dzień jeden lub rok to przeznaczenie spełniły. Tak mniemając ci latopisarze, rzekłbyś, nie znali uporczywej duszy sławiańskiej, nie znali dziejów rodzinnego i pierwotnego ludu, u którego sposób rządzenia się i życia, obyczaje i mowa sama — ściśle były spojone z nauką o bogach. Przeobrażenie więc nagłe i szczęśliwe być nie mogło i w istocie nie było. Nowogród Wielki o cztery lata spóźnił się po Kijowie, w sto lat Rostów, a jeszcze później u nas Szczecin nawróciły się. Nie przywodząc naszych, dowodów, spomnijmy, co Naruszewicz mówi o okropnościach u Lachów w siedemdziesiąt lat nowej wiary z powodu prześladowania pogan, zamilczanego od naszych kronikarzy. Schronienie się na ostatek kapłanów z wielu bogami wśród zapadłej Litwy podwyższyło nie znaną dotąd krainę i w porze dogodnej do zemsty miecz podniosło na polskie i ruskie sadziby. Jaćwież przy źródłach Narwi ileż dokuczyła jednemu i drugiemu współbraciom? Co Nestor pisze o spółczesnych Radymiczanach i Wiatyczanach, a życiopis św. Wojciecha wyraża o Czechach i w życiu św. Benna biskupa misneńskiego, co się działo na ostrowie Ranowców? Wszystko okazuje, że nigdy człowiek, żyjący pośród swojej rodziny, nie przemienił siebie, nigdy z uprzedzeń i nałogów, które jemu długo towarzyszyły, razem nie otrząsnął się, bo nie łatwo jest powstać przeciw sobie samemu, zmienić sposób życia, myślenia, poniechać wszystko, co mu jest miłym, nade wszystko nadać inny obrót, językowi uzwyczajonemu czcić wielorakie bóstwa i pełnemu tych przenośni, przysłów i wzorów przyrodzonych, które stanowiły jego śpiewy obrzędowe, igrzyska, potoczną mowę i zawsze tchnęły jego wiarą. W dziejach zapomnianych, dawno rozsławionych i obecnych nasz ród zajmuje swoje miejsce. Nie zebrał się on z wygnańców ani szczątków upadłych mocarstw. Był zawsze ludem pierwotnym, właściwym i jednosłownym. Nie wiadomy jeszcze czas i przyczyny, dla których on opuścił sąsiedztwo Indowego Stanu, jak długo był w tej wielkiej drodze, nim wkroczył do Europy i zajął jej połowę od strony Azji. Pewnym tylko jest, że po usadowieniu się w nowym stanowisku zajmowali razem okolice zadunajskie aż do podstawy Bałkanu nad Adriatykiem, za Łabą i całą między nimi przestrzeń, jako też Północ od ściany Sweonów, rządzoną przez wielkich kaganów, nim przenieśli stolicę do Kijowa. Ze zmiany takowej na ziemi poczynili niektóre poprawy w zasadach wielbionych świateł nieba, liczne przenośnie z jestestw przyrodzonych rozciągnęli do poznanych na północy i całą jej przestrzeń na jednakie sta podzieliwszy, jednymże ustawom, obrzędom i zwyczajom podlegali. Widać wszędy w tej epoce naczelników z chorągwią przewodniczącą w pokoju, wojnie i świętych obrzędach. Połączenie w jednej osobie tak wielorakiej władzy nad licznym narodem tyle podawało sposobów stanowienia i wykonywania wszystkiego, że Sławianie, w tym stanie rzeczy i ręką przyrodzenia czczonego kierowani, nie mogli być ludem nieczynnym ani uśpionym. Wojna dla ubezpieczenia i rozszerzenia bytu, a w pokoju łowy, rola, rzemiosła pewne, obrzędy połączone z wielkimi grami i ucztą były ich powszechną zabawą, znamienitym i płci obojej spólnym zatrudnieniem. W pamiętnikach owych wieków dosyć często natrafia się na wyrazy: rola, pług, socha, kosa, kowal, stolar, tieśla, tkę, dłubię, dłuto, a nawet pisar i malar. Wszystko to było potrzebnym i użytym, zyskiwało swoją cześć i przeniosło do późniejszych wieków wysoką, ale już przenośną pochwałę*(1). Nigdzie nie widać śladu, aby przed epoką poloru naszego byli na Północy poddani. Nie mogli być oni w przechodzie z Azji do Europy i dotąd w drugiej części świata nie znają, co jest pracować na wieczystego pana, który w oczach swojego monarchy jest im równy. Wrodzona Sławianom prostota, wesołość, uprzejmość i szczerość wydawały się nawet w oczach nieprzyjaciół i to świadectwo zyskały. Męstwo, miłość i ta gościnność doskonała, na podziw i uwielbienie starym Saksonom służąca, bóstwami były całej naszej ziemi, wzajemnie się wynagradzającymi i hojne dary im niesiono. Kiedy mniej będziemy oczekiwać od wieszczych pisarzów zagranicznych, mniej na nich polegać, a przedsięweźmiem wśród siebie, na własnej przestrzeni, w gnieździe ojców naszych szukać o wszystkim wiadomości, znajdziemy może więcej niźli dotąd gdziekolwiek pisano. Wpatrzmy się tylko w ziemię naszę. Może Sławianie zostawili ją dla nas jako najtrwalszą księgę, może ją zakłęli, aby nigdy z dziedzictwa potomków nie wychodziła i w tym celu urzekli owoczesnym sposobem, by mogła służyć za świadectwo odwiecznej własności najpóźniejszym wnukom. Nie śmiejmy przeczyć naszym założycielom troskliwej przezorności o zachowanie takiej pamiątki, bo kto z ludem przeszedł rozległość między Indem i Bałtykiem, ten pewnie zyskał wiele doświadczenia i baczności na przyszłość i mógł być jak Mojżesz drugim zakonodawcą swojego plemienia. Poznajmy się więc z naszą ziemią, obliczmy wszystkie jej miana, czyli uroczyska. Będziemy widzieć, iż mimo dziewięciu wieków, mimo tyle wojennych zniszczeń, mimo niewiadomość i próżność samochwalna w odmienieniu starych nazwisk, zachowały się przecież i doszły jeszcze do nas imiona bogów, imiona do czci ich należące, imiona jej sprawców i tego jestestwa ziemnego, które w przestrzeni czasów zaleciwszy się wielkim dobrem i złem, na chlubę rodu ludzkiego i mowy naszej czołem wieków nazwane zostało*(2). Będziemy na tejże ziemi czytali nazwiska wszystkich zwierząt i ptaków, zarówno w Indzie zostawionych, jako i w tutejszym klimacie poznanych, wszystkich drzew leśnych i owocowych, ziół przyjemną wonią i kwiatem wabiących, jak i do pożywienia sposobnych, niemniej tych, co do leków i mniemanych czarów służyć mogły, oznaczenie wszystkich kruszczów wtenczas wiadomych, imiona wojny ze wszystkimi jej na tę porę narzędziami, jako też miru wiodącego długi szereg na łonie swoim zabaw i trudów, uroczyska morza ze wszystkimi podziałami wody i statków na niej używanych, wszystkie odmiany powietrzne, pewne liczby znaczące lub bogom poświęcone, wyrażenia wszystkich przeciwności, jakie tylko wyobraźnia człowieka wystawić sobie może, wszystkie przymioty złe i dobre, wszystkie członki, które składają ogół żywotnego ciała, wszystkie ich działania, wszystkie władze zmysłowe, wszystkie nazwiska ogólne i szczegółowe. Na koniec myśl, pamięć i sława jako sprężyny i cel tego obrazu; krócej mówiąc, cała encyklopedia, rzekłbyś, i cały słownik nasz w prostym lub przenośnym znaczeniu, pojedynczym lub składanym sposobie na ziemi naszej rozwinięty, dzielące ją stare sta w pewnym porządku napełnia. Nie ma stopy ziemi w starej Sławiańszczyźnie, żeby nie należała do tego rzędu słownego. Zarówno okrywa on osiadłe, jak i próżne miejsca, użyteczne i dzikie, wyniosłe i poziome, najeżone góry, jak doły i zapadłe bagna, czyste pola, jak zamierzchłe lasy, słowem, cała powierzchnia ziemi była stolicą naszych bogów i jedną tablicą naszej wiary. Kto zdoła w takiej obszerności, na każdej prawie mili czworogrannej zrachować będące ogrody, grodziskami i horodyszczami zwane, wałem dokoła obniesione i przy nich bliskie zawsze łyse czyli jasne góry, panujące zwykle miejscowemu położeniu i wznoszące się przy stokach i wodach? Dostrzega się na wielu miejscach, iż w niedostatku ziemnej wyniosłości, w gładkiej równinie, wśród nizin i błot Polesia, w dogodniejszym jednak miejscu, toż samo uroczysko zachowują. Kto słyszał, co Szczygielski *(3) o niej mówił, kto przypomni podanie powszechne o wiedźmach i czarownicach na Łysą Górę co czwartek po nowiu uczęszczających, kto słyszał o kijowskiej górze, ten dziwić się nie będzie mnogości pomienionych nazwisk. Rozległość olbrzymia ziemi sławiańskiej nie dozwalała ojcom naszym przestać na dziewięciu tylko przybytkach pozwolonych od sumiennych pisarzy, owszem, dla tej przyczyny w miarę ludności swojej, zakreślając stare sta i wmieszczając w nie sto nazwisk ziemskich, obierali pośrodku nich najokazalsze miejsca dla łysej góry i świętego ogrodu, czyli do tych stosując zaokrąglenie reszty należących nazwisk. Rozległość olbrzymia ziemi sławiańskiej nie dozwalała ojcom naszym poprzestać na dziewięciu tylko przybytkach pozwolonych od sumiennych pisarzy, owszem, dla tej przyczyny w miarę ludności swojej, zakreślając stare sta i wmieszczając w nie sto nazwisk ziemskich, obierali pośrodku nich najokazalsze miejsca dla łysej góry i świętego ogrodu, czyli do tych stosując zaokrąglenie reszty należących nazwisk. Praca moja nic jest jeszcze u swojego końca. Odkrycie każdego systematu nie może być zarazem głoszone w całej rozciągłości i trudno jest na słabych skrzydłach przelecieć oddalone wieki i z bystrością przeniknąć ich tajemnice. Czas tylko i usilna praca, po bacznym przejrzeniu wielu odległych okolic, przynieść mogą objaśnienie, jakim sposobem jedno czucie lub wola czyja na takiej rozległości umiały osnować tkań wszędy do siebie podobną lub przydać do niej tę rozmaitość, która za pewnym oddaleniem się, jakby w cale przeniesiona, powtarza się i odnawia. Chodząc wszędy po tIe starodrzewnej nauki, po ząkrętach sławiańskiego rządu, ileż to napotkać można Nowogrodów, tak dawnych jako i Starogrodów, Kijowów, Krakowów, Gniezn, Moskw, Kruszwic, Poznaniów, Budinów, Przemyślów, Białogrodów, Warszew , ze ze sprzężonymi tymiż samymi lub jednoznacznymi imionami. Ileż odkrywa się nicości i błędów w naszych opisach, które z nazwisk osad lub krajów tylu założycieli niebyłych wywiodły. Wsparty na tak rozległym i wszędy mi obecnym systemacie naszej osiwiałej starszyzny, patrzę spokojnie, jak w moich oczach znikają roje marzeń pochlebnych, co jakąś osobistość ukrytą mając na względzie, ćmę bohatyrów z nazwisk tyluż osad w kronikach czeskich siliły się stworzyć. Można powiedzieć, iż żaden z narodów upadłych, żaden z nowożytnych i polerownych nie pomyślał o takim układzie ziemskich nazwisk, nikt za pomocą podobnego słownika nie zapewnił sobie wiecznie trwającej pamięci. Nie jest to litania wszystkich świętych w hiszpańskiej Ameryce i na wyspach, bez ładu umieszczana. Sławiański porządek jest oryginalny, włąściwy naszym tylko zakonodawcom i przodkom, co przez tyle wieków w tysiącznych miejscach zrobili i zachowali. W tym była ich spólność, jedność, stąd wszystkim należny zaszczyt, stąd chcę mówić – wszyscy okryli się wieńcem i nazwiskiem S ł aw y. Przeglądając się często w tym obrazie, czułem tylekroć wewnętrzną cześć dla naszych pradziadów, uszanowanie ku tak wielkiej ich myśli i znajdowałem zawsze odradzającą się we mnie chęć dalszego rozpoznania i w miarę sposobów dokończenia tego obrazu. Czas powiedzieć cokolwiek i o podaniach ludu sławiańskiego. W narodzie pierwobytnym i kilkanaście wieków zliczającym na tejże ziemi zawsze podanie jakieś być musi. W niedostatku pisarzów lub owoczesnych świadectw zdolne jest wiele rzeczy nam odkryć. Lecz kto nie zamierzył sobie pewnego rysu, nie przygotował pewnych pytań, a jeszcze w miarę szerokości ziemi sławiańskiej nie ma zapasu odwagi, wytrzymałości i opatrzenia się w kilka jej dialektów, ten daremnie będzie oczekiwał podań; same do jego brzegu nie przypłyną i nie nastręczą się. Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym gorzkim zmroku dostrzec można świecące im trzy księżyce, trzy zorze dziewicze, siedm gwiazd wozowych. Tam zorza Lelowa zbliża się do młodego miesiąca – miłość nowożeńców i gody zwiastuje, tam zorza, księżycem ogrodzona lub zawojką pokryta, ślubną przysięgę , tłumaczy. Dotąd jeszcze trzy rzeki płyną podsieni lubowników, udzielają świętej wody do korowaja i kołaczów . Dotąd zawodzą się w nuceniach podolskich wróżby na tychże rzekach, jak bizantyckie kroniki wspominają. Jeszcze cichy Dunaj jak ów Ganges jest wodą świętą, pełną uroków, miłości i szczęścia, i na powierzchni swojej niesie korab czerwienny z okwitością swadziebną . szcze słup wyzłacać jadą do Lwowa. Dziewica między dwoma lwami stojąc bez bojaźni, oddaje rękę junoszy. Strusie pióra i pawie ogony zdobią wieńce i głowy poślubione, a czerwiec z maliną zmieszany stanowi chwałę czystości dochowanej. Rusa kosa pod Kijowem, złoty warkocz w Krakowie biorą pierwszeństwo. Jelenie, rysie, łabędzie i sokoły nie zapomniały jeszcze przynosić kochankom wieńców i pierścieni . Sierocie zabierającej się do ślubu opiewają dąbrowę pełną pni bez zieloności. Jeszcze mosty ścielą się ze trzciny, gdy dzieci mają upaść do nóg rodzicom, a drugie, usłane pierścieńmi i perłami, znajdują się po drodze kochanków. Ogólnie mówiąc o tych śpiewach obrzędowych, nieco uzbieranych nad Nieprem, Bohem, Bugiem, Sanem i górną Wisłą – wszędy tchną miłą smętnością, prostotą pełną przenośni i obrazów starożytnych . Wyznać trzeba, że kiedy lud wiejski, tak dawno usunięty od swobody, mógł jeszcze podobne nucenia zatrzymać, pewnie one w epoce panowania swojego na rajskich dworach i ogrodach, w gajach, na górach i polach uświęconych podczas soborów płci obojej pod okiem kniaziów, księdzów, królów, żerców , klechów i starostów obrzędowych były nierównie znakomitszymi . Niestety, nasza ziemia nie była morzem z trzech stron ubezpieczona, aby mogła pomimo wieki zachować tyleż co Szkocja. Lecz czego nic pomału żałować trzeba, że w Czechach za Karola IV, a w Polszcze w wieku Zygmuntów, przychylnym dla nauk i mowy ojczystej, w wieku nie tak pogorszonej zagrody wieśniaka, nie pomyślano o zbiorze całkowitym pieśni. Do podziwienia, że Jan Kochanowski wiele pięknej prostoty spod strzechy wiejskiej przenosząc do swoich rymów, nie wpadł na myśl podobną; ona tuż za nim stała. Ona by u Zygmunta Augusta otrzymała hojne wsparcie i stałaby się godnym tamtego wieku upominkiem. Oszczędziłoby się nam przez to czasu i pracy tym trudniejszej i nie byłoby przyczyny narzekać na Marcina z Urzędowa kanonika sędomirskiego *(4), Gizelego archimandrytę kijowo-pieczarskiego*(5), na drużynę Lojolego i na niezrachowany pułk jubileuszowy, którzy z żarliwością wielką deptali to wszystko, co jest dzisiaj celem ciekawości naszej. Obok tych win w zachodniej stronie oddajemy pochwałę mimowolną ruskiemu duchowieństwu. Greccy i unijaccy (jak my zwali) popi byli to bracia swojego ludu modlący Boga w sławiańskim języku **(6), wolni od wyniosłości i kłócenia mieszkańców swoimi reformy, mieli więcej pobłażania i łagodności z tej strony. Skutek to okazał, bo ruskie okolice nieporównanie więcej starych podań zachowały i mnie nauczyły. Na Rusi północnej w końcu XVIII wieku zebrano śpiewy i drukiem ogłoszono. Wydawca chwali ich rozległą jednostajność po wszystkich okręgach, lecz wyższość poetyczną przyznaje małorosyjskim, to jest południowej Rusi pieniom. Zgadzam się na to z przekonania własnego, gdy przez Niepr zajrzałem nieco do połtawskiego okręgu. Powiedzieć jednak trzeba prawdę, że w zbiorze tym dwunastoksięgowym nie widać stałego celu. Starano się bardziej o huczne noty lub kalinuszki posępne niźli o rzecz samę; nieznane osoby tym się trudniły, wyboru żadnego nie zrobiono. Względem szląskich, czeskich, morawskich i węgiersko-sławiańskich, nie znając ich jeszcze, nie mogę nic powiedzieć. Czynię jednak starania. W badaniach starożytności naszej przedstawia się jeszcze osobliwsza okoliczność. Kiedy ją tutaj wyrażę, niejeden będzie wątpliwością, a w pogotowiu i śmiechem przejęty. Szczerze wyznaję, że sam długo byłem w niedowierzaniu. W istocie, jak można przystać na to, aby znaki chluby szlacheckiej, ten pomnik urojonych powieści dla naszych rodopisów, to źródło bezdenne panegiryków dla ojców jezuitów, skazane w dzisiejszej oświacie na niepamięć, żeby mówię herby nasze mogły mieć starożytne i pewne znaczenie. Lecz rzućmy na stronę wszelkie uprzedzenia o tych znakach. One temu nie winne, że ich starano się nie rozumieć i umyślnie bajkami przyćmiono. Nasze zbiory heraldyczne są prywatnym autorów usiłowaniem, lecz nie dziełem urzędowym. W ostatnim zbiorze Piotra Małachowskiego wyrażono koło 10 000 rodzin, a wszystkich herbów, uważając z odmianami tamże wyrażonymi, będzie blisko tysiąca. Jakaż to liczba! Czy podobna jednemu człowiekowi ogarnąć i oznaczyć każdego początek i przyczynę niezmyśloną zacności? W tych księgach umieszczano podług wywodów, jakie komu podobało się napisać dla informacji autora lub z kwerendy po aktach urzędowych, które początku starożytnego szlachectwa nie wyrażają i my tak dawnych składów papierowych nie mamy. Patrząc, co Niesiecki sam w protestacji na końcu tomu IV wyraża o tej starożytności szlachty i herbów, o pochodzeniu ich ze krwi cesarzów wschodnich i zachodnich, od królów aragońskich i książąt sycylijskich, od komesów, a nawet od Olimpu i Oceanu prowadzonym – wszystko to nie zasługuje na żadną uwagę. Niemniej, chorobą zadawnioną jest u nas szukać chluby z rzeczy zagranicznych i dlatego nawet rodowody bardzo częste z Brytanii, Danii, Włoch, Francji i innych krajów. W tej cudzoziemszczyźnie nie mógł już być Słup, tylko Kolumna, Kruk ubrał się za Corwina, Niedźwiedź, ten biedny mąż, za poddanie się swoje żonie wyszedł z czasem na Ursyna. Wata obeznał, się ze Starym Testamentem i przywłaszczył Samsona. Biała gęś zasłyszała o sławie kapitolińskiej i podniosła się na Paparonę, a jasny sokół, ten ptak niegdyś znakomity, dawszy tyle chleba sokolniczym, zawsze będąc oznaką dzielnego mołojca, zniżony na ŚIepowrona. Ten pisze, że Baryczka przybył z Panonii do Węgier, potem do Polski; tamten wyraza, iż rybka herbowna Glaubiczów, Przecławskich i Rokosowskich była jeszcze przed narodzeniem Chrystusa. Zorza z księżycem ma gniazdo swoje nad Renem w zamku Monstern, po sławiańsku Leliwą niby zwanym. Boże stado w Kromerze będące *(7), znać przy zagładzie ubrzędu stada byłego u nas, tą koleją przewrócone w Boże zdarz z dykteryjką w pogotowiu, iż samo dobre życzenie królowi idącemu pod Warnę ten herb i szlachectwo przyniosło dla Szwarca . Wiadomy skutek wyprawy. Król poległ i noga żadna nic uszła; pamiętnie uiściło się życzenie! Jakkolwiek bądź stało się, Szwarc dlatego używał herbu, lecz nie pierwszy, bo on umarł bez potomstwa męskiego, a jednak kilkanaście rodzin używa tegoż samego znaku. Wspomniałem o skutku warneńskiej bitwy. Opłakiwała go długo Polska. Rodopisowie nasi w szczęśliwym widoku wszystko uważając, jakby po tryumfie spod Warny idącego Raka z dyplomatem szlachectwa chcieli ukazać . Niesiecki, we Lwowie piszący, nie widział przyczyny, dlaczego dąb we herbie będący od poprzednika dub nazwany. Wśród podobnego odmętu bajek i gwaru zgadzają się jednak wszyscy pisarze nasi, że były herby u nas za czasów pogańskich, że na pamiątkę przyjęcia chrześcijaństwa krzyżyki tylko dodano, a wyliczenie takowych herbów przez bojaźń sumienną opuszczono. Jeden Wacław Potocki 1696 r. ośmielił się powiedzieć, że herb Łada jest zabytkiem bożyszcza Łady; przecież Niesiecki, często go przywodząc, względem tego zdania milczy i podsuwa natomiast swój wywód historyczny od wsi w lubelskim województwie. Z tego uważać można, że jezuitom naszym bałwochwalstwo było lepiej wiadome, gdy tak stronili od niego, bo i Knapski w słowniku swoim wyrazu „ładna”, „ładność” nie położył, a lelek barbaryzmem, czyli nic nie znaczącym pokazał. Mówiąc o herbach, były one jako klejnoty szlacheckie przez wszystkie wieki troskliwie piastowane, lecz przechodząc przez tyle rąk chełpliwych, łżywych i zabobonnych, w odmiennej postaci okazywały się. Nie powinniśmy gardzić żadnym źródłem wiadomości, zwłaszcza krajowych. Doświadczmy, podnieśmy z nich zasłonę, oddzielmy obce za indygenatami przybyłe i późniejsze podług tablicy Czackiego i podług konstytucji; odłączmy na chwilę krzyżyki jako dodatek gorliwości chrześcijańskiej i wszystkie razem okażmy w rysunku. Wówczas postrzeżemy pewny między nimi układ, pewne podobieństwo i oddziały, tu pojedyncze znaki, tam złożone i jakby całkowite. Tu wszystkie światła niebieskie sławione w pieśniach wiejskich i osnowa nauki tak zwanych czarownic; tu zora Leliwa duże szczastływa, zora Lubowna. Tam korab z Lwami i słupem uwieńczonym u jednych, z dodatkiem leliwy i sokoła u Dziekońskich, ten sam zda się, na którym kniaź Mstisław Swiet Wołodimirowicz płynął po jeziorze Ilmenie do pięknej Lubawy. Dziewki z rozpuszczonymi włosami lub zawojką na głowie*(8) nie będąż to same książnice krakowskie i kniahinie ruskie, widziane na weselu i w naszych czasach? Biały koń na czerwonym tle – nie tenże sam, o którym Sakson Gramatyk w oblężeniu Arkony mowi? Herb pana Zadory – lwia głowa buchająca płomieniami i trzy takież głowy nie przypominająż nam Czernoboha widzianego w Wielkiej Syrbii? Skąd w heraldyce naszej tyle zwierząt i ptactwa, nie odrzucając kota, zająca, świń, jeża, kawek i sroki? Jakież miłostki wprowadziły tyle serc strzelistych i tyle łabędzi? A w inszych miejscach, drzewa, kwiaty, zioła, grzyby, węże, ryby i żaba. Możnaż pomyśleć, aby to wszystko miało oznaczać męstwo, rozum, cnotę i zasługi? Były wprawdzie czasy, kiedy umiano te przymioty na owych znakach wyczytywać i my tak szczęśliwemu omamieniu może najwięcej winni zachowanie tych hieroglifów starożytnych. Z Salustym Jezierskim, gdyby on żył kilką wiekami pierwej, zginąłby nieochybnie nasz zodiak szlachecki. Pewnie, iż w starodrzewiu dawano lub przybierano te znaki za jakąś dzielność i usługę, lecz bez stosunku znaków do osób. Czerpano te rysy z jakiejś księgi, która do nas nie doszła lub z natury wielbionej i zwyczajów sławiańskich, nam także nie znanych . Szkoda, że ustal już duch obrończy szlachectwa i nikt nie myśli o dopełnieniu zbioru herbów przyniesionych do dwunastu komisyj wywodowych w zachodniej stronie Państwa Ruskiego. Heraldyka Północnej Rusi, za cesarza Pawła I wydana, nie zaspokoiła w niczym mojej ciekawości; są jednak ślady, że były pieczęci kruszczowe za Igora, daleko wcześniej przed chrześcijaństwem. Znamiona pogańskie nieochybnie przywalone ciężarem troistego krzyża za Władymira I; nie uratowano ich poznańskim sposobem przez unią z krzyżykami. Stąd też wielki kagan jest na równi z apostołami i w liczbie świętych. Nasz Mieczysław za siedem żon po staremu jeszcze nie odpokutował. W następnych wiekach Ruś dosyć ma pieczęci, lecz na nich nic sławiańskiego. Ziemia, panujący i bojarowie stałych i jednostajnych nie używali herbów **(9). Dziewica z rozczesaną po ramionach rusą kosą, z wieńcem rucianym lub barwinkowym na głowie, sławiona w całej Północy i Południu Rusi, nie miała szczęścia zostać znamieniem swoich czcicieli. Czudo dwugłowne, nie znane Słowakom, przyleciało od Grecji po roku 1490 i siadło nad Mostkową rzeką za Iwana Wasylewicza. Uhry znamienne trzy rzeki i sześć lelij przewrócili na insze liczby i postać. Sprawiedliwie powiedział nasz Mikołaj Rej: „Świat ten dziwnie się kołysze w swoich sprawach”. Litwa, przyjmując wiele od Rusi w czci bogów, pismach i mowie urzędowej, jeszcze na pieczęciach Witowda Wielkiego i chorągwiach pod Grunwaldem ukazywała znamię takowe: \__/-|-\__/. Zepsuła go z czasem i wcale zaniechała. Zrcadlo słavneho markrabstvi moravskeho, w Olomaucy 1593, było księgą dla mnie pomocną. Czego w polskiej heraldyce znaleźć nie mogłem, a mocno życzyłem w stosunku do śpiewów wołyńskich, w tym to Zwierciedle zyskałem. Nie znam jeszcze heraldyki czeskiej i uherskiej, rodzin właściwie sławiańskich. Hospodarowie, wojewodowie mołdawscy, władnący brzegami sławnego u nas Dunaju, rządząc krainą starego Bohdanu, używali w dyplomatach hołdowniczych Polszcze pism i mowy sławiańskiej. W kilku aktach w Sybilli puławskiej będących z XV wieku i XVI widać stałe używanie na pieczęci wielkiej turowej głowy między Leliwą. Bojarowie w tym kraju dotąd są w prostocie sławiańskiej i powierzchowności tureckiej. Wszędzie można by coś znaleźć po otrząśnieniu cudzych pyłów i śniedzi. Wiele pochodni w ręku szlacheckich zgasło i to jeszcze pierwej, nim pomyślano o ich uczczeniu. Trzeba przeglądać cerkwie, kościoły, cmentarze lub po archiwach stare oryginały. Niezmierna praca! Lekki dowcip z przestrachu od niej uleci, bo tu krótkości nic folgować nie można. Trzeba długo mozolić się kwoli starym wiekom i naszym obyczajom i nieraz nakoźlić czoła. Zabezpieczmy przypadkowe i dość częste odkrycia z ziemi, te różne małe posągi, obrazki i narzędzia kruszczowe, naczynia, garnki z popiołami. Zliczmy i poznajmy wymiarem dokładnym wszystkie potężne mogiły, które na cześć jednej osobie sypane samotnie wieki przetrwały. Ochrońmy od zniszczenia w podziemnych pieczarach wykute na skale pisma, nam większą częścią nieznane. Zdejmijmy plany z położeń miejsc zaleconych znakomitością starodawną dla objaśnienia starego sta, nie dozwalając żadnemu uroczysku pójść w zapomnienie. Poznajmy wszystkie nazwiska, jakie lud wiejski, czyli jego lekarki w różnych stronach dają przyrodzeniu. Zbierzmy, ile można, śpiewy i herby starożytne, opisujmy celniejsze obrzędy. Wnieśmy to wszystko do jednej księgi, a przekonamy się niewątpliwie i o pochodzeniu naszym z Inąd, czyli Indostanu, i poweźmiem milsze wyobrażenie o naszych przodkach. Złączmy ich naukę V wieku z oświeceniem i wdzięcznością wnuków w XIX wieku już odzywających się. Nie zamierzałem sobie nigdy przed zebraniem wszystkich zapasów wcześnie o tym pisać. Skreśliłem tylko niektóre myśli, wyjęte z czteroletniej mojej wędrówki i pracy kwoli dalszego jej przeznaczenia. Postawiwszy siebie myślą za dziewięciu wałami wieków oddalonych, przed obliczem osiwiałej i poważnej brody naszych przodków nie mogłem już mówić bez pewnej czci dla nich i, jakby w ich imieniu, bez pewnej śmiałości, która wspierając się na rzetelnej prawdzie, ze skutków dotykalnych wywiedzionej, duszy północnej zawsze powinna być znamieniem. (Pisałem w Sieniawie nad Sanem 1818 r. w miesiącu marcu).

Przypisy *

Przypis 1
* Mikołaj Rej z Nagłowic w swych rymach chwaląc panów Czarnych Pawłów z rozumu, cnoty, męstwa i udatnej postawy, które były własnością całej ich rodziny, na dobitkę tych pochwał po staroświecku tak kończy:
„A za ich obyczajmi i za ich sprawami
Mógłby właśnie ich każdy zwać Koniakowkami”.
W godowniczych śpiewach ruskich kowalczyki i kowalenki kują konie panu staroście weselnemu, któremu swanienka czyli swacha daje podkowy złote i srebrne z uchnalami takimiż. Oto i przyczyna, dlaczego u nas tyle herbów napełnionych podkowami. Zawsze one wyrażają dobrego junaka i Niesiecki na wielu miejscach toż samo mówi.
Męstwo, wytrzymałość i zręczność w prowadzeniu wojny długo porównywano u nas z przyrodzeniem wilka. Pamięć tego zachowała się w pieśni o pochodzie na Połowców Igora kniazia siewierskiego. I Niesiecki w Koronie Polskiej [t. I-IV, Lwów 1728-1743] kilka takich przykładów umieścił: „Eleazar albo zwyczajnym na Rusi językiem Olizar (Jelisar) na jedno oko ślepy, atoli wielki wojownik, gdzie żadnej o sobie nie dając wieści, Tatarów napadł i szczęśliwie raził; stąd już ślepy, już głuchy Wołczok zwano go”. T. II, str. 424 i t. III, str. 453. Wilk Mazowiecki, człowiek znaczny. T. III, str. 234. Przodek Ługowskich Wilkiem nazwany, który mężnie wojował pod Leszkiem Czarnym z Litwą i Jaćwieżą i w nagrodę zasług wieś Ługi otrzymał. T. III, str. 184. Jan ze Strzelec herbu Grzymała, arcybiskup gnieźnieński, mąż wielki, poważany od Kazimierza Wielkiego i wykonawca jego ostatniej woli, Suchym Wilkiem był nazwany. T. II, str. 335. „Wilk mu za uchem wyje” – było u nas przysłowie; także: „Biega jakby z wilczą skórą po kolędzie”. Tysiące podobnych przenośni było w naszej mowie, zbogacała się ona znajomością i obrazami przyrodzenia, które służyło za wielką księgę naszym przodkom. My od nich daleko odstrzeliwszy się, wszystkiego zapomnieli i wszystkiego postradali. Dwadzieścia lat należało walczyć naszym, aby odzyskać straconą ojczyznę; nie mniejszych może trudów potrzebować będzie przywrócenie narodowości w mowie naszej. Zgorzkła obca słodycz bez miary używana. Czuć się już daje utęsknienie do prostych i ojczystych pokarmów. Zbierzmy je skrzętnie, a czas, sprawca wszystkiego, może wyda nam nowego Bojana, który do wygładzonej dziś mowy przydając starożytne obrazy i zwroty stanie sie twórcą narodowej oryginalności.

Przypis 2
‚ Miło dla nas byłoby za jednym razem okazać ten tryumf sławiańskiej mowy, gdyby ta rzecz nie zawierała się w ogólnym jej prawidle składania i mnożenia wyrazów. Tak wszystko poszło na niewiadomość, że chcąc jednę rzecz objaśnić, trzeba całą, tak nazwę, machinę poruszyć. Wszelako można przeświadczyć się o tym i ze słownika p. Lindego pod wyrazami: czoło, wiek i człowiek.
W Powieści o Mstisławie I Wołodimirowiczu, sławnym kniaziu ruskim, w nader starożytnym rękopiśmie znajdzionej, widziemy wielkiego posadnika Gostomysła Burywoicza. „Umom swoim on wieki obnimał” – to wyrażenie dosyć jest późne, bo z XII w., lecz razem jak jest wysokie, jak przypomina prawodawców mowy sławiańskiej? Trzeba być obcym, nie należącym do naszego plemienia i być tak pozbawionym wszelkiej wiadomości w tej mierze, aby jak Rulhiere, słabo chwyciwszy się za wyraz cerkiewny rab (oznaczający po sławiańsku i rusku służebnika, a po rosyjsku dziś niewolnika), mógł rozumować, że w tym kraju człowiek i niewolnik jednako nazywa się. Gdyby powiedział, że dzieci: rabiata często mianują się od rodziców, byłoby prawdą i świadectwem, jaka jest przyrodzona zwierzchność rodziców i uległość dla nich dzieci przez ten wyraz bez granic oznaczona .

Przypis 3
* W książce, acz późno pisanej: Aquila Polono-Benedictina… [Kraków 1663, s. 119 nn.] i w miejscowej legendzie: Krzyż Święty na Swiętney górze Swiętokrzyskiey, Łysiec nazwaney… przez X. Marcina Kwiatkiewicza… w Krakowie 1690.

Przypis 4
*Ten człowiek, zostawiwszy pamięć po sobie w napisanym Herbarzu polskim, to jest o przyrodzeniu ziół i drzew rozmaitych… MDVC roku wydanym, obok tego ujmuje w rękę bylice (czarnobyl, artemisia) i tak każe: „Tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polsce nie chcą opuszczać niewiasty, bo takież to ofiarowanie tego ziela czynią, wieszając, opasując się nim. Święta też tej diablicy (Dianny) święcą, czyniąc sobótki, paląc ognie, krzesząc ognia deskami, aby była prawa świętość diabelska; tamże śpiewają diabelskie pieśni plugawe tańcując, a diabeł też skacze, raduje się, że mu krześcijanie czynią modłę a chwałę, a o miłego Boga nie dbają, albowiem w dzień św. Jana wieśniaków przy chwale miłego Boga żadnego nie będzie, a około sobótki będą wszyscy czynić rozmaite złości” [Kraków 1595, s. 32].
Ten pogrom doścignął swojego celu i odnawia się jeszcze przez bolesne kije u spodu Góry Świętokrzyskiej. Dogorywają już w naszych oczach niewinne sobótki, pełne starożytnej tajemnicy i pełne przyjemności w rymach Jana Kochanowskiego. Ta chęć zacięta na wygnanie gościa sławiańskiego (ognia) i do tego stopnia ścieśniona swoboda utrudzonego kmiotka, że w naszym wieku polerowanym nikogo nie obchodzi, rzecz także dziwna.

Przypis 5
* Ten kapłan wydał w sławiańskim języku Sinopsis ruskiej historii 1679 r. Przytoczmy własne jego słowa, co mówi o „idolech” (bałwanach sławiańskich) na stronie 46: „Tohożdie Kupała (sobótka) boha, ili istinnieje biesa i do siele po niekiim stranam rossyjskim jeszcze pamiat’ dierżytsia, najpacze w nawieczeryi rożdestwa światoho Joanna Krestitiela, sobrawszesia w wieczer junoszy mużeska, diewiczeska i żenska połu, sopletajut siebie wieńcy ot zielja niekojeho i wozłahajut na hławu i opojasujutsia imi, jeszcze że na tom biesowstwiem ihraliszczy kładut i ohń i okrest jeho jemszesia za rucie, nieczestiwo chodiat i skaczut i pieśni pojut, skwiernoho Kupała czasto powtorajuszcze i czerez ohń preskaczujuszcze, samych siebie tomuż biesu Kupału w żertwu prynosiat. I innych diejstw djawolskich mnoho na skwiernych soboryszczach tworat, ich że i pisati nie lepo jest.
Jak nasz Marcin i ten Gizeli w opisaniu jednego obrzędu zgodzili się z sobą – łatwo jest widzieć. Gizeli w dalszej mowie o kolędzie jako starej przynęcie diabelskiej powstaję mocno na tura-szatana, używanego do zabaw kolędnych. Biedny zwierz! Nie dość, że go do szczętu wygubiło nasze niegospodarstwo, trzeba jeszcze, żeby i do piekła był skazany. Taka kolej! Ani myśleć o błogosławieństwie.

Przypis 6
** Na wspomnienie ojczystego języka nie można nie wydać ciężkiego westchnienia, że my Polacy w całym istnieniu (można policzyć dziesięć wieków) nie używaliśmy różnymi czasy własnej mowy, zaledwo dwa wieki, w obliczu zaś Boga i głów uwieńczonych – nigdy. Prawda, że ta wina jest w obłędach całej Europy, lecz Słowaka bynajmniej to nie pociesza. Przebóg, wpadliśmy w morze, które nas przejęło słonością i dech wolny zatamowało.

Przypis 7
* W księdze Henrykowi Walezemu przeznaczonej: De situ et Gente Polona, gdzie wyliczał herby polskie wielkimi głoskami i w nich Boże stado jaśnieje.

Przypis 8
*Ubiór białogłowski na wsi różne ma nazwiska; w Statucie litewskim: sierpanek i namiotka, które między Nieprem i Bugiem dobrze są znane; nad Donem i Sanem: zawojka, zawitie, wieczneje pokrytie. U rodopisów naszych cudownie wyszedł ten ubiór na chrzestną chustkę, chociaż nigdy nie chrzczono nikogo między rogami jelenimi. Starzy chrześcijanie takiej wystawy nie znali. Nazwisko zaś: Nałęcz poszło od szlachcica tego imienia, jak to można widzieć pod tym i wielu innymi herbami.

Przypis 9
**W zbiorze dyplomatów pod napisem: Sobranije gosudarstwiennych gramot i dogoworow, czast’ I, Moskwa 1813, można o tym zupełnie przeświadczyć się. W tym przybieraniu dorywczych znaków zaledwo cztery dają się postrzegać: pieczat’ kniazia Konstantinowa Dmitriewicza 1423 goda, pod nr 41 i 1428 goda, pod nr 44: toże pieczat’ kniazia Dmitria Juriewicza (Szemiaki) 1440, pod nr 59, co dają niektóre podobieństwa przedmiotów sławionych w śpiewach wiejskich. A na pieczęci księcia Możajskiego 1435, pod nr 46, falco supra lapidem, jak w heraldyce morawskiej opisuje się i jak nasze nimfy wiejskie spominają gniazda sokole na wysokich skałach. Czwarta jeszcze pieczęć kniazia galickiego młodszego Dymitra Juriewicza roku 1433, nr 50, zdaje się wyrażać naprzeciw księżyca młodą żonę podług nucenia w Czerwonej Rusi:

Postawlu ja swiczenku
Na protiw misiaczenka,
Czy budu ja tak jasnaja,
Jak misiaczenko jasnyj.
Postawlu ja Swekoronka
Na protiw moho Batenka,
Czy bude tak miłyj.
Jak mij Batenko ridnyj.
Hanyły mini Iude:
Złyj Swekoronko bude,
Ja toho ne sluchata,
Ridnym Batenkom zwała.

Bartosz Paprocki (1543 – 1614) – Strażnik Wiary Słowian (I SSŚŚŚ Kraków)


Herb_JastrzebiecBartłomiej (Bartosz) Paprocki, Bartolomej Paprocký herbu Jastrzębiec (ur. ok. 1543 w Paprockiej Woli, w pobliżu Sierpca, zm. 27 grudnia 1614 we Lwowie) – podczaszy dobrzyński, heraldyk polski i czeski (nazywany ojcem heraldyki polskiej i czeskiej), autor wielu herbarzy, pisarz, historyk, poeta i tłumacz, wydał liczne prace heraldyczne, wśród nich słynne „Herby rycerstwa polskiego”. Działał w Czechach i na Morawach na przełomie XVI i XVII wieku. Założył wieś Bartoszowiny w województwie świętokrzyskim.

22632_aRodzina

Urodził się w rodzinie Paprockich, w Paprockiej Woli w parafii Sierpc (Stara Wola, gm. Szczutowo). Był synem Jędrzeja Paprockiego, herbu Jastrzębiec i Elżbiety z Jeżewskich. Miał dwóch braci – Rosłańca, późniejszego proboszcza płońskiego i Wojciecha. Studiował na Akademii Krakowskiej, po czym przebywał u zamożnych krewnych m.in. na dworze Piotra Gorajskiego. Po śmierci rodziców, powrócił do domu i zajął się gospodarowaniem. Pozostawionymi po nich dwiema maleńkimi wioseczkami – Paprocką Wolą[1] i Głogołami[2]. Ożenił się z bogatą, podwójną wdową, Jadwigą, z domu Kossobudzką, córką Mikołaja, kasztelana sierpeckiego, dziedziczką Krajkowa i połowy Lipy koło Raciąża.

paprocki.gniazdocnoty

Twórczość

Początkowo pisał wiersze, jednak wkrótce poświęcił się pisarstwu historycznemu oraz heraldyce. Dzięki dziełom poświęconym szlachcie polskiej jak „Gniazdo cnoty” (1578) oraz „Herby rycerstwa polskiego” (1584) pogłębił i przyczynił się do utrwalenia wiedzy o genealogii polskich rodów szlacheckich. Wyjechał do Warszawy na dwór Andrzeja Taranowskiego, sekretarza królewskiego, któremu towarzyszył w jego drugim poselstwie do Stambułu. Po powrocie do kraju dowiedział się o śmierci żony, która nastąpiła w 1572 r. Osiadłszy na swych włościach otrzymał godność podczaszego Ziemi Dobrzyńskiej. W 1577 r. bierze udział w gdańskiej wyprawie Stefana Batorego. W latach 80. XVI w. wiąże się niefortunnie z rodem Zborowskich. Staje się stronnikiem Habsburgów popierając w staraniach o tron polski po śmierci Batorego austriackiego księcia Maksymiliana. Po zwycięstwie Zygmunta III w 1588 w Bitwie pod Byczyną zmuszony zostaje opuścić kraj i udaje się na emigrację do Czech i na Morawy gdzie spędził 22 lata. Przebywał na dworze biskupa ołomunieckiego – Stanisława Pawłowskiego w Kromieryżu. Przez ten czas opanowuje język czeski i oddaje się pracy pisarskiej. Był autorem historii Moraw, herbarzy szlachty morawskiej i czeskiej oraz tłumaczem wierszy Jana Kochanowskiego na język czeski. Wkrótce uzyskał także czeski indygenat.

Wartość dzieł Paprockiego jest o tyle większa, że korzystał z licznych źródeł polskich i czeskich, które nie zachowały się do czasów dzisiejszych. Jest także autorem wielu utworów poezji okolicznościowej, satyr, panegiryków i pamfletów. W 1610 roku u kresu życia powrócił do Polski z ogarniętych wojnami religijnymi Czech. Pozbawiony środków do życia mieszkał w klasztorach w Wąchocku oraz Lądzie. Zmarł nagle we Lwowie w 1614 r. i został pochowany w krypcie u franciszkanów.

Dzieła po polsku

  • Dziesiecioro przykazań meżowo, Kraków, 1575.
  • Koło rycerskie w którem rozmaite zwierzęta swe rozmowy wiodą, Kraków, 1576.
  • Panosza to jest wysławianie panów i paniąt ziem ruskich i podolskich, Kraków, 1575.
  • Historia żalosna o pratkosci i okrutnosci Tatarskiej, Kraków, 1575.
  • Gniazdo Cnoty, zkąd herby Rycerstwa Polskiego swój początek mają, Kraków, 1578.[3]
  • Krótki a prawdziwy wypis z jechania do ziemi Wołoskiej Iwana Wojewody, którego Podkową zowią, Kraków, 1578.
  • Hetman, Kraków, 1578.
  • Król, Kraków, 1578.
  • Testament starca jednego, który miał trzech synow, Kraków, 1578.
  • Historia barzo piekna i zalosna o Ekwanusie Krolu Skockim, Kraków, 1578.
  • Wesele Bogiń, Kraków, 1581.
  • Herby rycerstwa polskiego na pięcioro ksiąg rozdzielone, Kraków, 1584.
  • Bartosza Paprockiego Dwie broszury polityczne z lat 1587 i 1588.
  • Pamięć nierządu, 1588.
  • Nauka rozmanitych philosophów obieranie żony, Kraków, 1590
  • Gwałt na pogany, 1595.
  • Próba cnót dobrych, Kraków, kolem 1595.
  • Ogród królewski w którym krótko opisuje historye Cesarzów, Królow Polskich i Czeskich, arcyksiążąt Austryi, książąt Ruskich, Praha, 1599.
  • Cathalogus arcybiskupów, Kraków, 1613.
  • Nauka i przestrogi na różne przypadki ludzkie, Kraków, 1613.
  • Naprawa Rzeczypospoletej, Kraków, 1895.
  • Upominek, Kraków, 1900.
  • Odpowiedź, Kraków, 1910.

Dzieła po czesku

  • Zrcadlo slavného Markrabí moravského 1593 – Ilustrowana drzeworytami Jana Willenbergera. Dzieło pierwotnie napisane po polsku, przełożył na język czeski Jan Wodiczka, pastor luterański.
  • Kvalt na pohany, 1595,
  • Nová kratochvíle, Praha, 1579-1600,
  • Ecclesia, Praha, 1601,
  • Kšaft, Praha, 1601,
  • Půst tělesný, Praha, 1601,
  • Třinácte tabulí, Praha, 1601,
  • Diadochus, tj. posloupnost knížat a králů českých, biskupů a arcibiskupů pražských a všech třech stavů slavného království českého, to jest panského, rytířského a městského 1602 Praga
  • „O valce Turecké a jiné Přibéhy: vybor z Diadochu”
  • Obora, Praha, 1602.
  • „Panna, zenitba, zena ve staroceskie uprave polskych skladeb Reje z Naglovic” Praha, 1602
  • Historie o příbězích v království uherském, Praha, 1602.
  • Štambuch slezský Brno 1609

paprocki.herby

Bartholomew Paprocki (Polish: Bartłomiej Paprocki) (Czech: Bartoloměj Paprocký z Hlahol a Paprocké Vůle) (1543–1614) was a Polish and Czech writer, historiographer, translator, poet, herald and pioneer in the Polish and Czech genealogy.

Biography

He was born in Dobrzyń Lands town—Paprocka Wola in 1543, son of Jędrzej Paprocki and Elżbieta from Jeżewski. Paprocki was a Polish noble clan and they bore Jastrzębiec coat of arms. Bartosz studied at the Jagiellonian University. He began writing poems, but then dedicated himself to historiography and heraldry. In 1577, he participated in the Siege of Gdańsk. He was Podczaszy of Dobrzyń. In XVIc. `80s, he joined the pro—Habsburg party and supported Maximilian II, Holy Roman Emperor in the 1587 royal election, although he could have been bribed.[1] After the Battle of Byczyna in 1588, when Archduke Maximilian was defeated by the supporters of Sigismund III Vasa under leadership of Jan Zamoyski, Paprocki was made to abandon Poland and settle in Bohemia. There he spent 22 years, learned the Czech language and wrote about the history and heraldry of Bohemia and Moravia. He also translated Jan Kochanowski poems into Czech and wrote some for his own.[2] Later received the Czech Indygenat. He was admirer of Michał Sędziwój (Michael Sendivogius) scientific achievements, whom he dedicated the third part of „Ogród królewski…” published in 1599.[2]

His wife was much older, but rich. Jadwiga Kosobudzka (died about 1572) a castellan’s daughter from Sierpc, a widow of Wisniowski. They had no children and their marriage was unfortunate, Paprocki was tyrannized by his wife. Because of this experience, Paprocki remained misogynist till his death.[3] In 1610, Paprocki came back to Poland, lived in Wąchock and Ląd monasteries. Paprocki died on December 27, 1614 and was buried at Franciscan abbey in the city of Lviv. He was called the father of Polish and Czech genealogy

Bibliography

  • „Gniazdo Cnoty, zkąd herby Rycerstwa Polskiego swój początek mają” 1578. Kraków

-(Family Virtues, from which the seals of Polish knights began)

  • „Krótki a prawdziwy wypis z jechania do ziemi Wołoskiej Iwana Wojewody, którego Podkową zowią” 1578.Kraków

-(Short but True Excerpt in Coming of Iwan Wojewoda into the Land of Wallachia, Whom They Call „Horse Shoe”)

  • „Hetman” 1578
  • „Wesele Bogiń” 1581.

-(Goddes wedding)

  • „Herby Rycerstwa Polskiego, Na pięcioro Xiąg rozdzielone” 1584. Kraków

-(The heraldic arms of the Polish Knighthood)

  • Bartosza Paprockiego Dwie broszury polityczne z lat 1587 i 1588

-(Two of Bartosz Paprocki political pamphlets from 1587 and 1588 year)

  • „Zrcadlo slavného Markrabí moravského” 1593.

-(Mirror of a Famous Moravian margraviate)

  • „Ogród królewski w którym krótko opisuje historye Cesarzów, Królow Polskich i Czeskich, arcyksiążąt Austryi, książąt Ruskich” 1599. Praha

-(Royal garden, in Which I Write Briefly About the History of Emperors, Polish and Czech Kings, Austrian Archdukes and Russian Dukes)

  • „Nauka Rozmaitych Philozophow, około obierania żony…” 1602. Kraków

-(The lesson of different philosophers about wife choosing…)

  • „Diadochus, tj. posloupnost knížat a králů českých, biskupů a arcibiskupů pražských a všech třech stavů slavného království českého, to jest panského, rytířského a městského” 1602.

-(Diadochus, that`s, Hierarchy of Czech Princes and Kings, Bishops and Prague Archbishops and All Three Estates of the Famous Czech Kingdom, that`s, the Lords, Knights and Burghers)

  • „Štambuch slezský” 1609.

-(Silesian friendship album alba amicorum)

  • „Koło rycerskie”

-(Knights gathering)

  • Nauka y przestrogi na rozne przypadki ludzkie…

-(Lesson and a warning for different human cases…)

  • „O valce Turecké a jiné Přibéhy: vybor z Diadochu”
  • „Panna, zenitba, zena ve staroceskie uprave polskych skladeb Reje z Naglovic”

See also

  • Polish literature
  • Polish heraldry

Kim był naprawdę Bartosz Paprocki.

 

Legendy herbowe są przetworzonymi mitami Wiary Przyrodzonej – część z nich pochodzi jeszcze z czasów scytyjskich. Są przerobione, uchrześcijanione, ale chwała tym wszystkim ludziom, a zwłaszcza Bartoszowi Paprockiemu, że zapisał podania w takiej formie jak były mówione, bez wielu naleciałości i w różnych wersjach. Dzięki tym różnym wersjom udało się odkryć ich pierwotne znaczenie, oczyścić z naleciałości i stwierdzić że np: herb Odrowąż to Modry Wąż odnoszący się do rzeki Odry-Modrej, na przykład Panna na Niedźwiedziu z innego herbu to żadna tam księżniczka – to Borana, a całe podanie rodowe Radzi-Wiłłów odnosi się do Bogów Boru – Wiłłów. Łabędź jest symbolem słowiańsko-scytyjskim Białego Lądu czyli Europy, itd.

Herbarze przy umiejętnym czytaniu są pełne opowieści, to coś w rodzaju naszej Rodzimowierczej „bliblii”, tylko trzeba ją było rozczytać i na nowo napisać. Rozczytali ją dwaj naukowcy, no może nie dwaj, było ich wielu, ale naprawdę bardzo ważne jest to co zrobili M. Derwich i M. Cetwiński w książce „Herby, legendy dawne mity”. Ja wplotłem te rozczytane wątki w Baję Słowian – Księgę Tura i Księgę Ruty, czyli na nowo, zrozumiale, bez nalotu chrześcijańskiego, napisałem.

Przykład: Sam Paprocki był herbu Jastrzębiec – w tym herbie mamy Jastrzębia bojowego z ostrogami – Jastrub symbol Jeszy – Jessowita, jednego z czterech bogów Kirów – Stron i Pór Świata, decydującego o kierunku zachodnim i stadium rozwoju zwanym „zejściem” – jesienią. Trzyma on w szponach podkowę odwróconą do góry – a więc Kosz – Los-Przeznaczenie, a jednocześnie symbol Światła Słonecznego – nie ognia ale Światła Niebieskiego i Ziemskiego – Bogów Sołu – Sołńca – jako Nosicieli Światła (Żywioł Nieba). To Ogień atomowy, białe światło, nie to samo co Swaróg i Swarożyc – rodzaje Ognia lecz Bóg Nieba – Białego Ognia czyli Światła. Podkowa to znak Świętego Wierzchowca – takiego jakiego trzymano w Arkonie, w świątyni Świętowita. Wewnątrz podkowy znajduje się równoramienny krzyż – tzw. „maltański”, to nie jest oczywiście żaden krzyż maltański, tylko krzyż pogański – wyznaczający Podstawowy Kwadrat Zodiaku – Cztery Kiry Świata. To jest kolejne trzecie potwierdzenie, że Jastrzębiec jest znakiem świętych wojowników Yessy, Pomorskiego Jastruba, Jeszy – Jessowita.

To wszystko wiemy dzięki Paprockiemu i jego robocie. Herbarz herbarzowi nierówny, nie bez powodu ten uważa się za najlepszy.

To tylko część jego wielkich zasług, bo oczywiście utrwalił on w herbarzach także herby szlachty Moraw i Czech, był HERETYKIEM i  HERMETYKIEM, znawcą wiedy Hermesa, szkoły ateńskiej – jak Jan Kochanowski, a oni obaj ZNALI TEŻ JANA TWARDOWSKIEGO (Laurentego Dhur, vel Laurentego z Rud)- CZARNOKSIĘŻNIKA królewskiego. WYDZIAŁ ASTROLOGII I ASTRONIMII UJ BYŁ CENTRUM EZOTERYCZNEJ WIEDZY W TAMTYM CZASIE – Paprocki był wtajemniczony w Wiarę Przyrodzoną Słowian, był tłumaczem na inne języki słowiańskie utworów Jana Kochanowskiego, które same w sobie są Najwspanialszym i Niedoścignionym wzorcem hermetycznym – Pałacem Pogańskiej Wiedy. Sam Paprocki pisał też po czesku.

Dzięki tłumaczeniom Paprockiego cały świat słowiański poznał hermetyczną twórczość Kochanowskiego, którego uznaje się za prekursora liryki, największego słowiańskiego poetę wszechczasów, ale który jest tak naprawdę jednym z największych twórców KODYZMU w Sztuce czyli ukrytej treści i ukrytego przekazu wiedzy, w specjalnie skonstruowanych „budowlach” lirycznych jakimi są „Pieśni” (Księgi Pierwsze, Drugie  i Trzecie – korespondujące ze sobą). Od Kochanowskiego zaczyna się dialog Nad/Pod kulturą, który trwa przez całe dzieje sztuki polskiej. Kto się głębiej zastanowi, przyjmuje w sposób oczywisty, że tak jak Jan Kochanowski przekazał nam wielką część wiedzy o wierzeniach pogańskich przez swoją poezję tak Bartosz Paprocki w tym samym kodystycznym dialogu”nad/pod kulturą (nad i pod tekstem głównym utworu sztuki) przekazał nam tę wiedzę w „Gnieździe Cnót”.

Sam Twardowski miał tytuł Nauczyciel Pogan – Naczynie Wybrane (Graal, CzARA). Sam tytuł herbarza – nie użyty nigdy przez nikogo innego, świadczy o jego głębokim wtajemniczeniu w wiedzę mitologiczną bo to Bogini Cnota-Czsnota-Czystota jest jednocześnie Boginią Sławienia, Matką Sławieną, Matką Sławą – Gniazdo Sławy, żony Prowego, Pani Stojącej przy PROWEM, Bogu Praw Ludzkiego Świata, odpowiedniku Żywiołu Peruna (który sprawował Prawa Boskie), Prowe będącego Mocą Ziemską, PRAWEM Przyrodzonym i Sprawującego Prawa Ludzkie.

Bartosz Paprocki jest autorem książek „Wesele Bogin” i „Gwałt na pogany” (także po czesku).  

CB

Tagged with:

Rafał Orlicki – „Krzyż, jako stwórcza siła światłości u Prasłowian” (polemika z W. Kossakowskim)


Moje głębsze zastanowienie, wywołał artykuł Pana Winicjusza Kossakowskiego, pt. „Czy Polacy znali pismo ideograficzne?”. Zamieszczony w pierwszym numerze „Słowianić”.  Zapewne stało się tak, z racji moich zainteresowań i zajmowania się szeroko pojętą mową, w tym pismem i językiem Prasłowian.  Powyższy artykuł, wzbudził moje głębokie uznanie, przysporzył mi sporo wiedzy. Jednakże pozwolę sobie w tym miejscu na pewne drobne uściślenia i własne hipotezy.

Ogólnie, zgadzam się z interpretacją autora, że zapis obrazowy zamieszczony na urnie odnalezionej w Białej pod Łodzią, ma charakter kultu religijnego i przedstawia wiarę Prasłowian w nieśmiertelność istnienia ludzkiego. Jest w nim zawarta, bardzo wyrazista symbolika przemijania życia i odradzania się po śmierci w innej postaci.

Wielki wpływ wywarł na mnie ten zapis, umieszczony na urnie. Pewnej nocy cały swój sen poświęciłem jej obrazowi. Jakby wypływał z niego wprost do moich emocji, mojego ducha, jakiś znacznie głębszy przekaz. Pamiętam, że zacząłem śnić o poszczególnych obrazach (znakach) a przeszedłem w refleksyjny sen nad sensem ludzkiego bytu. Myślałem w tym śnie o ludziach, którzy gonią za pieniędzmi, aby przy ich pomocy lżej lub radośniej żyć, troszczą się tylko o siebie i swoich bliskich. Nie myślą o społeczności, narodzie, ludzkości, przyrodzie. Nagle pojawia się śmierć kogoś z ich bliskich lub ciężka choroba ich samych i pieniądze przestają być skuteczne, bo nie załatwią wszystkiego. W tym momencie, pojawia się pytanie; -Po co żyjemy?! Chyba najważniejsze pytanie, jakie człowiek może sobie postawić. – Czy dla potrzeb doskonalenia ludzkości w etapach ewolucji? Chyba nie, skoro zaraza może wybić połowę ludzi, wojny światowe podobnie, wybuch jakiegoś potężnego wulkanu unicestwić cały kontynent jak to niegdyś już bywało, uderzenie planetoidy zniszczyć całe życie na Ziemi. Dlaczego więc natura czy jak ktoś woli – Bóg, którzy są doskonali i nie marnują żadnej energii, mieliby stworzyć ludzi i poddać ich później unicestwieniu? A może tak, jak wierzyli pra Słowianie i wierzą buddyści czy też niektórzy chrześcijanie, jesteśmy śmiertelni na Ziemi, lecz w pewnej energetycznej i świadomej (duchowej) postaci nieśmiertelni, żyjąc nadal, w innym wymiarze? W końcu nawet Jezus rozmawiał w ogrójcu z niektórymi zmarłymi prorokami. Z drugiej strony, po śmierci nie możemy na Ziemi nic już uczynić, póki nie ożyjemy w ciele ponownie. (‘Ciało’ ma wiele bliskiego ze słowiańskim słowem ‘światło’. ‘Światło’, najprościej wyjaśnić znajdując znaczenie jego rdzeni w bliskoznacznym wyrazie ‘świt/świta’.  Bowiem ‘świt’ to ‘si-wid’ czyli ‘światła-widzenie’. Od ‘widzenie’ mamy termin ‘witanie’ gdyż ‘powitanie’ to nic innego jak kogoś ‘zobaczenie’. Nasze ‘ciało’ czy rosyjskie ‘tieło’ to skrócona forma wzięta ‘ti-el-ło’ czyli ‘ci-el-ło’; ‘twoje/jego – wybrane/miejsce/to – tu’. Od tego wyrazu pochodzi określenie polskie dla fragmentu ciała, jakim jest ‘czoło’ czy też nazwa młodego zwierzęcia ‘cielak’. Mam jednak poważne przypuszczenia że pierwotną formą słowa ciało był inny zestaw rdzeni, a mianowicie; ‘si-el-ło’ oznaczający ‘światła – miejsce –to’. Stąd ‘sioło’ czyli siedziba ludzka, wieś, a od niej ’siodło’. Miejsca dla ciała. Jednak ‘si’ przeszło bardzo często w ‘ci’ lub ‘ti’. Takie przekształcenie tego morfemu oznaczałoby, że zaimki osobowe, pojęcie istoty ludzkiej, słowa typu ‘ty/wy/oni/tamci/ci’, wywodzą się od energii, ze światłości). A jeśli moje poglądy są słuszne? Jeśli istnieje nieskończoność życia ludzkiego w postaci duszy, która niekoniecznie się reinkarnuje, może ginie na zawsze tylko gdy na życie jakiekolwiek nie zasługuje, lub doskonali się w innych wymiarach?  Jakże podobna byłaby ta prasłowiańska wiara do pierwotnego chrześcijaństwa, bez ocalej tej skomplikowanej otoczki zbawienia przez sakramenty? To cóż jest wówczas wartością, którą możemy przenieść w tamte zaświaty? Czy nasze skarby zebrane na ziemi, które mól i rdza zjedzą? Czyż nie wyłącznie te, niezniszczalne, jak; miłość, wiedza, otwartość na poznawanie, pamięć i szacunek wobec przodków?

Moim skromnym zdaniem, zapis umieszczony na okręgu urny, powinniśmy czytać z prawej strony na lewą, podobnie jak w języku hebrajskim, który swoje starożytne korzenie języka werbalnego, przynajmniej jego podstawowe rdzenie i liczne wyrazy, wyniósł moim zdaniem wprost od Arjów – proto Słowian (Wszystkie te podobne rdzenie; ‘ar, as, al, ał’ oznaczają coś wysokiego, wyniosłego lub wielkiego. Stąd ‘Asowie’ to ludzie wysocy, ‘Arjowie’ szlachetni z racji posiadania wielkiej wiedzy i kultury, góra ‘Ararat’ to ‘ar-ra-ra-ti’ czyli ‘wysoka-wielka-mocna-ta’ bądż ‘wysoka-moc-mocy-ta’, zaś góry ‘Ural’ to ‘ziemia-wysoka’ zaś romańskie ‘Alpi’ czy też germańskie ‘Alpe’ to ‘wysokie-wody’, a góry ‘taj’ to ‘wysokie tajemnicze/niedostępne’ od rdzenia ‘taj’ jaki oznaczał ‘ti-aj’ czyli; ‘te mokre, wilgotne, wodniste’ podobnie jak ‘taj-ga’ to ‘taj-gaj’ czyli ‘podmokłe knieje/zarośla’ bądź rzeka ‘Dunaj’ to ‘dun-aj’ czyli ‘dni/jasność płynąca’ czy nasze dawne ‘źródełko’ czyli ‘ruczaj’ to ‘ru(d/s)-ti-aj’; ‘rodzący-ten/tu-wilgoć’ czy tez nasz miesiąc ‘maj’; ‘ma-aj’; ‘ma-wilgoć’. taj to więc nie żadne tam ‘góry złote’ jak później tłumaczyły tą nazwę ludy mongolskie, przejmując te i podobne nazwy po Arjo-Słowianach. Są to pozostałości jednego języka protoeuropejskiego, jaki zapewne należał do ludów które pierwsze skolonizowały ten kontynent po ustąpieniu lodowca, o prasłowiańskiej proweniencji. Owa pozostałość przeniosła się z języka werbalnego do pisma, gdzie samogłoska oraz litera ‘o’ nawiązuje do kształtu ust przy jej artykułowaniu, litera „r” to szczerzenie zębów i warczenie oznaczające ‘moc, postrach’, zaś duża litera ‘A’ pochodzi od niekoniecznie runicznego symbolu, ale wyobrażenia góry, czegoś wysokiego. Zawarta w niej pozioma kreska, to podstawa tej góry, ziemia, z której wyrasta. Tak też powstała sylaba ‘Ra/Re’ oznaczająca; ‘moc na wysokości’ a później ‘słońce’, od niego ‘boga’ czy też stanowiła cześć imion faraonów twierdzących ze są synami Re, jak choćby Ramzes/Ramasses, gdy północny Egipt został częściowo podbity przez Arjów). Ta refleksyjność (obustronność) zapisu pisma, przetrwała wśród Etrusków, którzy nie będąc sami czystym ludem słowiańskim, zajęli krainę Słowian i przejęli ich pismo, mając, jako przybysze z Anatolii do dyspozycji pismo klinowe Hetytów. Jednak przyjęli właśnie pismo runiczne Słowian, bo to słowiańska kultura i język, widocznie były na tyle silne i przeważyły. Tak jak Bułgarzy, którzy są ludem azjatycko-tureckim, a jednak przyjęli kulturę i język słowiańskich tubylców. Podobnie, acz częściowo i Grecy, którzy przyjęli język słowiańskich Achajów (L-achaje) przybyłych znad nizin Dunajskich, gdzie było niegdyś europejskie centrum rozszerzenia się Słowiańszczyzny staro kontynentalnej (wcześniej były też inne koliby po drodze z Azji, jak ta na Kaukazie – Arjowie, czy ta pod Uralem – Arkaim, czy pod Ałtajem), na północ, zachód, wschód i południe. W tym protoplastów Polan, Lachów (‘Po-la-ha-an-ni’; ‘to/na-nizina/równe/płaskie-życie-on-liczba mnoga’. Zanikły w tym słowie podwójne głoski ‘a’ oraz miękkie ‘h’ słyszalne jeszcze w ukraińskim wyrazie ‘Lahi/Lachy’). Tyle, że język Grecki, który był pierwotnie językiem i pismem Achajów, stał się później formą zupełnie odmienną od dialektów słowiańskich, zachowując w kulturze mowy poza werbalnej, jedynie; ustrój plemienny Słowian, legendy, przekręcone nazwy bóstw i szczątkowe formy słownictwa słowiańskiego w tym nazwę tej krainy jako zapewne pierwotnie wyraz ‘Garbia’ bądź podobny, czyli kraina ‘górzysta’. Podobnie jak nasze ‘Karpaty’ to dawne ‘Harbate’ (stąd słowacka i ruska ‘hara’ czyli ‘góra’ oraz ‘hrad’ czyli wysoko wzniesiony zamek oraz nasza dawna stolica ‘Kraków’ należąca długo do Słowian Czeskich, dawniej być może ‘Horakow’ lub ‘Gorakow’ od rdzeni; ‘hor-ra-ko-ow’; ‘wysoka-silna-kolista(ogrodzona ostrokołem)-ta’. Nie ma ta nazwa nic wspólnego w swoim pochodzeniu od Greków jak niektórzy dawniejsi językoznawcy czy kronikarze polscy sugerowali, zaś odwrotnie, Grecy wiele zawdzięczają w swoich nazwach Słowianom) czyli górzysty, garbaty obszar. Od niej wywodzą swoją nazwę Chorwaci (dawniej Hrabati/Hrabaci a dzisiaj Hrwati) zamieszkujący niegdyś północno-wschodnie stoki Karpat. Czy też polskie słowo ‘Karpa’ określające resztki wystającego z ziemi pnia drzewa, bądź ryba z wyraźnie zakrzywionym grzbietem ‘karp’ bądź wyraz określający wzniesienie na szczątkach człowieka ‘grab/grób’.

Wszystkie te kultury budowane na języku pra słowiańskim, posiadają morfemy piśmienne bardzo często tworzone niejako od tyłu, czyli z prawej strony na lewą. Nawet w mowie werbalnej. Tak jak w naszym wyrazie oznaczającym nazwę miasta; „Rawa Mazowiecka” pochodzącej od pierwotnych rdzeni; ‘ra-wa maz-ow-iec-ka’ co oznacza; ‘moc/siła-tu/ta maż/błoto/mokro-to-jest-ta(młodszy przyrostek)’ a sensualnie ‘miasto/gród obronny na Mazowszu’. Dzisiaj, budując za pomocą współczesnej polszczyzny podobną nazwę, zapisalibyśmy ją zupełnie odwrotnie, jako: „wa-ra ow-iec-maz-ka’ czyli; ‘tu gród to-jest-podmokły-ka’ czy jakoś podobnie.  Żyjemy, korzystając z tak skonstruowanego języka zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy i ten odwrotny sposób ukształtowania składni rdzeniowej wielu słów, utrudnia nam jego sensualne zrozumienie. Ogromnie „wspomogła” ten proces językowej degrengolady i kulturowego odejścia od logiki prasłowiańskich morfemów, prawostronna technika zapisu łaciny, której zasady i wiele słów przejęliśmy. Chociaż i ona, posiada ogromny zasób prasłowiańskich morfemów i pojęć, bo przecież wyrosła na języku Etruskim i Celtyckim.

Przy naszym rozważaniu zapisu na urnie z Białej pod Łodzią, wybór prawidłowego kierunku odszyfrowania zapisu ideograficznego, ma wielkie znaczenie. I tak, ja dostrzegam w tym zapisie następujący przekaz, przy czym powtarzam, że zgadzam się z większością znaczeń podanych przez autora.

Pierwszy jest na nim krzyż równoramienny, który nie oznacza tylko stron świata znanych Słowianom (‘północ’; „pół-nocy” czyli jasne noce polarne, ‘południe’ czyli ‘po-łuń-dnie’ czyli ‘to-słoneczne-dni’ (porównaj do miasta greckiego Saloniki a dawniej Sołuń czyli ‘so-łuń’ > ‘jest/to-jasne/palące’ oraz słowa ‘słońce’ czy rosyjskie ‘sońce’ < ‘so-łoń-si’; ‘to-palące/czyniące-światło’ bądź w wyrazie ‘płomień’ <  ‘po-łoń-je-eń’; ‘to-palący-jest-koniec’. Gdzie ‘łoń’ może mieć wiele wspólnego ze słowem ‘łono’ powstałego ze skrócenia rdzeni ‘łoń-wo’ ; ‘życie/czyniące-to’ podobnie jak ‘dłoń’ < ‘di-łoń’ < ‘ti-łoń’ (jak w j.ruskim ‘dieło’ wymawiane pierwotnie miękko jako ‘tieło’); ‘to-czyni’), ‘zachód’ czyli ‘za-chadi(w domyśle słońce) od;’sa-ha-din’; ‘za/podąża/jest-życie/oddech-dzień/jasność/duch’, ‘wschód’ czyli ‘wa-si-chodzi’; ‘tu – światło/jasność–chodzi/chadi’ od wcześniejszych morfemów; ‘wa-si-ha-din(stąd arabsko-perski ‘dżin’)’; ‘tu-jasność/światło-życia-duch/dzień’), ale całą przestrzeń wszechświata poddaną mocy stwórczej światła. To różne odmiany światła, określają kierunki tej przestrzeni. Przestrzeń wypełniona wyłącznie ciemnością, to niebyt, nieistnienie! Nie ma celu i sensu jakim jest życie dzięki światłu. Porównaj rdzeń ‘si’ występujący w wielu wyrazach do słowa ‘sień’ czyli ‘si-eń’; ‘światła-koniec’ („zacienione pomieszczenie”) co spotkamy jako podobne, staropolskie wyjaśnienie w „słowniku etymologicznym języka polskiego” Aleksandra Brucknera. Bo według niego, ‘cień’ pochodzi wprost od prasłowiańskiego ‘sień’, który to wyraz oznaczał to samo, czyli ‘szarość, półmrok’. Stąd moim zdaniem, podobne wyrazy; ‘szron’ od ‘si-ro-on’; ‘jasność-rodzi-on’ czy też słowo ‘siwy’ od ‘si-wo’; ‘jasne-to’. Na pewno tak było, chociaż rdzeń ‘si’ przyjął często formę ‘ci’ gdzie raz wywodzi się od ‘ti’ (ty/ten) a raz od ‘si’ (światło/jasność). Nasza ‘jesień’ czy rosyjska ‘(w)osień’ to odpowiednio; ‘jes-sień’; ‘jest cień/szarość’ a dokładnie’ ‘je-si-eń’ czyli; ‘jest-światła-koniec’. Zaś ‘wo-sień’; ‘to-cień/szarość’. Przy czym ów przyrostek ‘eń’, prawdopodobnie stanowi jeden z podstawowych morfemów (najkrótszych rdzeni, zwykle dwugłoskowych, chociaż były i morfemy fonemiczne – jednogłoskowe) języka prasłowiańskiego, jaki wyparował w niebyt kulturowy. Gdy rozpoczął swoją wędrówkę gdzieś z krainy Prasłowian znad Ałtaju i zapewne stał się podstawą wyrazu należącego dzisiaj do Brytów, jako ‘end’ pochodząc od ‘eń-ti’; ‘koniec-tego’ a w zasadzie od ‘teń-ti’ czyli; ‘ti-eń-ti’; ‘to-koniec-tego’.

Kiedy ów równoramienny krzyż, wyryty na urnie (jakże więc stary to symbol, u Słowian znacznie przedchrześcijański) nazwany przez autora artykułu „rękoma Boga”, tak odczytamy i zauważymy, że każde z jego ramion wyposażył słowiański pisarz w pięciopalczaste zakończenia, niczym grabie, to zrozumiemy, że chodziło mu o wyrażenie jakiejś czynności stwórczej. Bo dłońmi się stwarza, coś czyni, dokonuje ‘dzieła’. A więc chodzi tutaj o życiodajną moc światła, energii, jaka panuje nad całym światem. Zresztą sama nazwa „świat” pochodzi właśnie od światła. To, dlatego, Słowianie tak czcili ‘ogień’ (‘ogień/agiń’; ‘og/ag/oh-je-iń’; ‘ostry/bolesny-jest-ten/on’, podobnie jak w ‘róg/rog/roh’ < ‘ro-og’; ‘rodzący, czyniący-ostrość/ból’ czy w słowie ‘wróg/wrag’ od; ‘wo-ro-og/ag’; ‘to-rodzi-ból’) że kojarzyli go przede wszystkim ze światłem, ze stwórczą energią dającą życie.

Po lewej stronie krzyża pojawia się wyraźnie postać kobiety, co widać po kropkach obrazujących jej piersi oraz trójkątną wklęsłość tułowia, jakby w kształcie litery ‘W’. Ten kształt litery, wskazuje na poród, bo jej piersi, jak już pisałem, są osobno zaznaczone. Kobieta również posiada ramiona zaopatrzone w liczne palce, bo jest tutaj symbolem dawania życia. Stoi ona, obok pewnego stworzenia. Nie na nim, jak to widzimy na pozostałych obrazkach, tylko obok. To ważny znak.

Stworzenie to, nie jest bowiem koniem, ale symbolicznie ujętą i być może dlatego nieco do niego podobną istotą, lecz bez głowy. Być może chodzi o to, że nie ma oczu i własnej woli, tylko kieruje nią Stwórca. Nie widzi, w jakie ciało wstępuje, nie wybiera go. Jest za to wyposażone w ogon. Pamiętajmy, że Słowianie mieli szacunek do włosów. Stąd długie brody dawnych bojarów, które dopiero car Piotr I-szy pochodzący ze zniemczonej dynastii Holstein-Gottorp-Romanow spowinaconej z wikingowym, nordyckim rodem Ruryka (stąd Rurykowicze) wychowany na zachodzie, w 1698 kazał im pościnać, nie szanując tradycji słowiańskich i prawosławnych a wprowadzając modę zachodnią. Słowianie Ruscy uważali, że we włosach długich mieści się mądrość i siła, stąd kazali się grzebać po śmierci ze ściętymi brodami. Uważali, że z nich pochodzi dusza (‘dusia’; ‘dun-si-an’; ‘dzień/życie-świetliste-jego’ lub ruska ‘dusija’; ‘dun-si-mja’; ‘czyniąca/życie/dni-świetliste-moje’, podaję tu oddzielone znakiem ‘/’ niekiedy różne warianty rdzeni, bo zależą one często od kontekstu i były bliskoznaczne) życiowa siła, dzięki której zmartwychwstaną. Lachy, przyjęli sarmacki zwyczaj golenia głów a w zamian posiadali długie wąsy. Ogon owej czworonożnej istoty na urnie, to więc symbol „ducha i życia”, dzisiaj powiedzielibyśmy; ‘nieśmiertelności duszy ludzkiej’. Jednak na innych wizerunkach, jakby przed wejściem w światło (krzyż) z którego powstaje człowiek, owe dusze ludzkie posiadają przy ogonie również palce (liczne kreski). Jakby miały więc swoja osobowość i możliwość działania. Dopiero później, gdy panuje nad nimi ciało człowiecze, są tej zdolności do samodzielnego bytu pozbawione.

Słowianie mogli wierzyć, że kobieta z chwilą rodzenia dziecka przestaje być  nieśmiertelna, a jej duch przechodzi na inne ludzkie istoty. Jej postać na obrazku wyraźnie przyjmuje w siebie tego ducha (poczęcie od światłości czyli krzyża – bo przecież dawniejsi ludzie nie wiedzieli jak jest stwarzane dziecko) lub go rodzi, gdyż ma szeroko rozstawione nogi i biodra.

Zauważmy, jak wiele jest kultur, w których kobieta nie była uważana w pełni za człowieka. Nawet wyrazy ją określające pochodzą od mężczyzny, jak sumeryjskie ‘an’ (nasz ‘on’ czy hebrajskie ‘Adam’ oznaczające u Żydów ‘człowiek’ to protosłowiański ‘Atan’ czyli ‘to-on’); czyli ‘mężczyzna/on’ zaś kobieta ‘an-na’ stąd w j. rosyjskim ‘ana’ zaś w polskim ‘ona’ (stąd niby hebrajskie imię ‘Anna’ od ‘Hannah’ („łaska”) a w istocie powstałe od rdzeni ‘ha-an-na-ha’; czyli; ‘oddechem/życiem-jego/mężczyzny-ta/tu-żyje’ co sensualnie znaczyło; ‘człowieka/mężczyzny- kobieta/istota’). Nic na to nie poradzimy, ale kulturowe poglądy nie mają nic wspólnego z nauką. Towarzyszą ludzkości od zarania dziejów, szczególnie tam, gdzie pojawia się religijna idea. Tak więc kobieta była szanowana w społeczności słowiańskiej lecz jej rola wypełniania duchowej misji była już za życia, na Ziemi. To rodzenie i przekazywanie w ten sposób swojej duszy. Stąd taki ogromny brak szacunku u ludów pierwotnych do kobiet bezpłodnych, uważanych za umarłe za życia. Natomiast rolą męską było przejść w inny wymiar przez śmierć, aby życie począć na nowo jako świetlista dusza, czasami widzialna jako ‘jawa’ czy tez ‘zjawa’ (stad być może Bóg nazwany przez Żydów jako; ‘Jawe/Jawi/Jahwe’ i wieloma podobnymi imionami, oznaczającymi po prostu inteligentnego ducha, co zapewne wzięli od  Arjo-Słowian).

Następny w okręgu to mężczyzna, stojący już na swoim nieśmiertelnym duchu. Przyglądając się dokładnie wszystkim duszkom, zauważymy, że ich kończyny są zwykle pochylone w prawo a więc niejako galopują one na lewą stronę. Tam właśnie, ze związku kobiety i mężczyzny pojawia się postać dziecka bez wykształconej głowy. Jakby sam tułow z oczami. To wyraźne odniesienie do istoty, która jest mała, nie posiada jeszcze określonej osobowości. A jednak ma swojego ducha, na którym pędzi ku nieskończoności.

Ostatnią postacią, znowu jest mężczyzna, zapewne chłopiec, bo jego głowa jest wyraźnie mniejsza od poprzedniego męża.

Za nim, pojawia się na okręgu symbol ‘swastyki’, czyli pierwotnie ‘ si-wa-as-ti’ (stąd bogini ‘Siwa’ czyli ‘świetlana’ czy Hetycka ‘Sawuszka’) co znaczy; ‘jasność-tu-wysoka-ta’. Zakończone ramiona swastyki są pochylone w jedną stronę i podwójne, co oznacza śmierć jako księżyc i inne gwiazdy nocy. Jak pisze autor, ale nie w sensie dosłownym jako ta planeta druga po słońcu, tylko wszystkie gwiazdy ukryte w ciemności. Bo swastyka to po prostu gwiazdy i układy planetarne w ruchu wirowym. To już nie sama światłość ale konkretne obszary stworzone przez światłość na bezkresnym niebie. W kulturze indyjskiej pozostały do dzisiaj swastyki trójramienne.

To podporządkowanie światów planetarnych, gwiazd i wszystkiego, co jest na niebie, światłości stwórczej, widzimy w symbolu krzyża równoramiennego, w którego wolne pola wbudowane są cztery swastyki. Świetnie zauważa tu Pan Winicjusz, że jest to równoczesna symbolika czasu i przestrzeni a ja dodam że i energii. Truj wymiarowa. Bo czytając znak swastyki słonecznej na przemian ze światłem nocnymi i ponownie słońcem oraz światłem w nocy, otrzymujemy cykl czasu. Ale to światło wyznacza ten upływ czasu. Słowianie nie dostrzegali wirowego ruchu słońca, żadnych jego ramion. Mogli natomiast dostrzegać ruch układów gwiazd. Znak swastyki jest wzięty z obserwacji – tutaj zaskoczę wielu, kształtu i ruchu wirowego układów planetarnych, jaka nie była dawniej możliwa z Ziemi. Cóż, nasi stwórcy przybyli już jako ludzie lub nam podobne istoty, z gwiazd, jeśli wykluczymy powstanie według teorii ewolucji a skłonimy się do kreacjonizmu.

Obok takiego krzyża, znajdujemy dwie samotne dusze, pozbawione postaci ludzkich. Są to bowiem, dusze oczekujące na wejście w ciało a ich życiodajną moc, sprawczy charakter, gotowość do działania, symbolizują ich ogony wyposażone w dłonie jak u każdej ludzkiej postaci wyrytej na urnie.

Moim skromnym zdaniem, jest to urna poświęcona śmierci jakiegoś chłopca, który odszedł do gwiazd (krainy wiecznego szczęścia i pomyślności – dlatego swastykami, górale polscy ozdabiali odrzwia swoich domów) aby wrócić do światłości gdzie narodzi się jako żyjąca dusza. Jest to ewidentny przykład, słowiańskiej, znacznie przedchrześcijańskiej wiary w nieśmiertelność życia ludzkiego. Nieważącej się określać i opisywać postaci siły stwórczej – Boga. Używającej symboliki krzyża, jako życiodajnej mocy światła. Jeden z przykładów obrazkowego pisma Słowian, wyprzedzającego swoim wiekiem, najstarsze pisma alfabetyczno-sylabiczne.

Kształt łacińskiej litery ‘x’ (czytaj ‘iks’) pochodzi od kształtu oznaczającego ‘krzyż’ który dla prastarych ludów symbolizował ‘słonce, światło, tajemnice, niewiadomą, świętość, moc, bóstwo’ i wywodzi się zapewne ze skrzyżowanych włóczni, znaku wielu ludów określającego niedostępność, zagrodzony szlak.  Znak krzyża bądź swastyki nazywano w różnych kulturach podobnie, jako; khi/hi – u Greków (zaś w dzisiejszej Grecji – ‘kru-iks’), chi – w łacinie, czi – u Chińczyków gdzie jednoznacznie oznacza wielka energię i jest wpisany w kształt litery ‘czi’, w Egipcie nazywano go – ‘an-che/chi’. Łatwo zauważyć podobieństwa w tych wszystkich nazwach, świadczące o wywodzeniu się wymienionych wyrazów oznaczających krzyż oraz sam symbol, z jakiegoś starożytnego języka i uduchowionej kultury. Tak wiec pochodzenie tej litery jest niewerbalne, bo wywodzi się z obyczaju. Możliwe ze wpierw myśliwskiego lub religijnego. Dzisiaj, w j.polskim mówimy na literę w kształcie krzyża – iks, u pra Słowian było to – si/szi.

Związek frazeologiczny z sylabą ‘si’, ma zdanie; ‘do si-ego roku’, co precyzyjnie wcale nie znaczy ‘zdrowego roku’ lecz poprawnie; ‘do świetlistego/ciepłego roku’. Dzisiaj, uległo zatarciu jego zrozumienie i myśli się, że chodzi tutaj o życzenie zdrowia, pomyślności. Tak! Ale dlaczego? Bo światło i ciepło to zdrowie! Sylabę ‘si’ występująca w staropolskim języku oraz współcześnie, jako rdzeń wielu slow, nauka tłumaczy, jako dawniejszy morfem a obecnie zaimek przymiotny; „ów, ten, tamten”, rzeczownik, rodzaj nijaki, liczba pojedyncza oraz mnoga. W istocie, jego znaczenie było podwójne, jako ‘światłość’ lub ‘ten’.

Wyraz „słowo’ pochodzi od morfemów; ‘si-łow-wo’, co sensualnie znaczyło; ‘światło-chwycone/złowione-to’ gdyż to co było dostrzegalne w jasności światła, było zarazem wiedzą, informacją. Stąd też nazwa rodziny słowiańskiej, czyli ‘Slowiani/Sloweni/Słowianie’ nie pochodzi od nazwy branych do niewoli ludów słowiańskich gdy cesarstwo rzymskie rozszerzało swoje panowanie na ich tereny i nie od bardzo podobnego języka, lecz od owego światła jakie chwytali niegdyś w swoje słowa, uwięzili w wiedzy. Bowiem ‘słowian-in’ to ‘si-łowia-an/in’ czyli ‘światłości-łowca-on’. Po części zapewne, dlatego, że byli jasnej karnacji, jasnowłosi, przybyli z gwiazd, ale przede wszystkim, darzyli szacunkiem stwórczą energię światłości. To byli myśliwi, łowcy światła w wiedzy, jaką zdobywali i zachowywali w swojej kulturze obficie mu poświeconej, która niestety została zniszczona.

ORLICKI       

Jeszcze z Harmonii Kosmosu – Czesław Białczyński i Tadeusz Mroziński, rozmowa o Słowiańszczyźnie i głagolicy przed kamerami NTV

Posted in Mitologia Słowiańska, Wiara Przyrody by bialczynski on 15 Październik 2013

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 816 obserwujących.