białczyński

The Mythology Of Slavic People – Czesław Białczyński

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 20 Marzec 2011

nota anglojęzyczna

Słowiańska Wiara zaprasza pod Wieżycę na Jare Gody – 26 marca 2011


 

Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara jak co roku organizuje pod Wieżycą uroczyste publiczne obrzędy Święta Wiosny – Jarych Godów. Także My w imieniu Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata pragniemy tam zaprosić wszystkich chętnych. Obrzęd jest imponujący, okolica jest przepiękna, a Ślęża to Góra Święta Słowiańszczyzny i miejsce wiosennych obrzędów Wiary Przyrod(zone)y od niepamiętnych czasów głębokiej starożytności – kultury łużyckiej albo jeszcze wcześniejszych.

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Warto tam być w tych dniach zwłaszcza, że dla nikogo nie zabraknie miejsca w wygodnym wynajętym ośrodku wycieczkowym.

Zapewniam WAS – wiem co mówię bo byłem i brałem udział – że jest to wielka okazja by poczuć niepowtarzalną magię obrzędu, wzruszenia związane ze wspaniałą przyrodą i więź plemienną ze współczesnymi a też więź z dziesiątkami pokoleń naszych Dziadów, którzy tutaj świętowali najważniejsze doroczne święto – w Noc Wielkiej Bitwy Niebieskiej Zrównania Nocy i Dnia, w Noc Święta Świąt – Jarych Godów.

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Każdy kto może się tam znaleźć osobiście powinien to zrobić. Chociaż jeden raz. Dla kogo taka wyprawa na cały weekend jest możliwa będzie miał okazję do odwiedzenia innych pobliskich gór – albo różnych tras wokół Ślęży, czy choćby do zwiedzenia samego Wrocławia, bo to dwa kroki.

Kto ma prasłowiańskie stroje, strój rycerski lub szlachecki, albo inne słowiańskie przebrania niech je weźmie ze  sobą. Odmiana stroju odmienia bowiem nastrój. Kto nie ma stroju specjalnego niech jedzie jak stoi – ciągnijcie pod Górę Ślężę na to wielkie święto – Najważniejsze w Dorocznych Słowiańskich obchodach – Święto Świąt!!!

Kto nie może niech zorganizuje u siebie swoje własne obrzędy Jarych Godów – publiczne albo całkiem prywatne, w najbliższym Świętym Miejscu – Świątyni Przyrody w swojej okolicy.

Zawieście na gałęziach Świętych Drzew i Krzewów kolorowe wstęgi poświęcone bogom – we wszystkich barwach Tęczy – Pani Barw – Niech te Bajory i Bajorki świadczą wszędzie gdzie jesteście i wyznajecie Wiarę Przyrodzoną o tym, iż prastare obrzędy są obchodzone i że prastarzy Bogowie Słowian są obecni na TEJ ZIEMI, w życiu naszego kraju, że wy sami jesteście obecni, i że Słowiańska Wiara Przyrodzona trwa i ma się w Polsce dobrze.

Czesław Białczyński

w imieniu całej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata

Przy okazji miło mi poinformować, że Słowiańska Wiara zadeklarowała przystąpienie do Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce i udział w organizowanych świętach Boru oraz Święcie Drzew – będziemy o tym pisać w najbliższym czasie.

 

A teraz już zaproszenie od Słowiańskiej Wiary:


Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

 

Wiosna z burzą w orszaku przybędzie

Perun gromem niebo upomni,

I ziemię zielenią żywą pokryje

A deszcz napoić jej nie zapomni.

 

Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy SŁOWIAŃSKA WIARA ma zaszczyt zaprosić na święto budzącego się życia – JARE GODY, jak co roku spotykamy się na przełęczy pod Wieżycą na polanie z białym kamieniem.

Plan uroczystości.

Piątek, 25 Marca 2011

Pierwsi goście spotykają się wieczorem w  wynajętym przez nas Domu Turysty  PTTK .

(ul. Armii Krajowej 13, 55-050 Sobótka)

Sobota, 26 Marca 2011 – Główny dzień uroczystości.

13.00 – 14.30  Wiec Słowiańskiej Wiary.

14.30 – 15.45  Prelekcja Michała Adamusa „Pogańskie źródła mitów w religiach monoteistycznych”.

16.00 – 17.00  Przygotowania do Obrzędu.

17.00                 Rozpoczęcie Obrzędu Jarych Godów.

19.30 – 20.15  Kolacja.

20.30 – 24.00 Mini koncert kapeli folkowej JAR połączony z biesiadą.    http://www.bdn.org.pl/jar/index1.html

Niedziela, 27 Marca 2011

9.30  – 10.30   Porządkowanie terenu.

10.30               Spacer na szczyt Góry Ślęży.

Koszt noclegu w pokoju wieloosobowym wraz z kolacją to jedyne 40 złotych.  Śniadanie za dodatkową, niską opłatą.  Z Wrocławia do Sobótki  i z powrotem istnieje bardzo dogodne połączenia liniami autobusów podmiejskich. (512,522).

Uwaga. Wszyscy zainteresowani udziałem w uroczystościach proszeni są o kontakt listowny w celu rezerwacji miejsc noclegowych zzwsw@strona.pl fourfaces@wp.pl .

ZZW Słowiańska Wiara

www.slowianskawiara.info.pl

www.slowianskawiara.pl

www.slowianskawiara.eu

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Jare Gody 2010 – Polana pod Wieżycą, Słowiańska Wiara

Lutowy numer miesięcznika Kraków 2011 – O Księdze Tura i Księdze Ruty

Posted in Mitologia Słowiańska by bialczynski on 26 Luty 2011

W lutym w miesięczniku Kraków można znaleźć artykuł Piotra Koziarza poświęcony Księdze Tura i Księdze Ruty oraz wierzeniom słowiańskim.



 

Niesamowite zagadki: Sporu o runy słowiańskie, znaki prilwickie, związki z językiem etruskim – ciąg dalszy

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, niesamowite zagadki, Słowianie by bialczynski on 21 Luty 2011

Pismo minojskie – Kreta-Wyspa Skryta, a także wyspa skrzętu-skryntu – labiryntu podziemnego kryjącego skarb Minotaura (Mężotura)

Dysk z Fajstos

Nie znamy wciąż języka jakim posługiwali się Kreteńczycy zapisując go pismem linearnym A (zapewne któryś z dawnych języków azjanickich –  A cóż to za język: czemu nie huno-awarski – czyli skołocki – scytyjski – czyli słowiański? C.B. ). Znaki PLA zaadoptowali przedstawiciele kultury mykeńskiej (Peloponez) i rozwinęli w PLB. To pismo także przepadło około 1200pne. „Klasyczny”, już alfabet grecki wywodzi się z Fenicji – grecy zaadoptowali alfabet fenicki dodając kilka samogłosek i zmieniając kierunek pisma (na dwustronny, w zależności od linii).

Ponieważ współczesna genetyka dowiodła, że haplogrupa DNA R1a1a1 jest słowińska ponad wszelką wątpliwość a także że jej przedstawiciele byli obecni nad Dunajem i Morzem Śródziemnym od 8000 p.n.e.  musimy dopuścić znaczący udział Słowiano-Scytów, których możemy też nazywać jeśli chcemy Prasłowianami nie tylko w kulturze trzcinieckiej czy łużyckiej nad Odrą i Wisłą oraz Dnieprem, ale także w wenetyjskich kulturach Europy i w ukształtowaniu nie tylko zabytków materialnych związanych z tymi kulturami ale także w ukształtowaniu pisma. Tak się składa że na Bałkanach odkryto kilka różnych możliwości takiego udziału Słowian w kształtowaniu różnych alfabetów – do niedawna nieznanych. jednym z nich jest język i pismo etruskie, ale nie tylko.

Na początek polecam cały cykl artykułów, a także może przede wszystkim książkę Winicjusza Kossakowskiego: Polskie Runy Przemówiły

Tutaj przytaczamy jedynie 3 artykuły z całej serii zamieszczonej na Wici Polskie – gdzie odsyłam zainteresowanych zgłębieniem teorii pana Kossakowskiego – chociaż od razu zaznaczam, że brak mi tam rysunków, zdjęć i materiałów,  do których autor się odwołuje.

Oto artykuły:


Współczesna genetyka lokuje Słowian na Bałkanach już w 8000 roku p.n.e. – Tabliczki z Tartaria – 5300 rok p.n.e. – to może być pismo słowiańskie.

Najstarsza, okrągła tabliczka z Tărtăria (podobnie ja jedna z późniejszych, prostokątnych) jest przedziurawiona i zapisana z jednej strony. Prawdopodobnie była więc wisiorem – amuletem, a napis zawierał jakieś zaklęcia lub wróżby.
Czegokolwiek by symbole te nie oznaczały, są one wyraźnie uporządkowane, przy czym nie wiadomo, czy krzyżujące się linie dzielące okrągłą tabliczkę na cztery pola są wyłącznie ramką tabeli czy maja jakieś dodatkowe znaczenie, jak w przypadku symboliki szamańskiej.

©Copyright  by Winicjusz Kossowski

Winicjusz Kossowski

CZY POLACY POSIADALI WŁASNE PISMO?

Historia jest jedyną nauką, którą piszą zwycięzcy.

To nauka  vv  manipulacji  faktami.

Nawet przy pobieżnej analizie historii Polski, mam wrażenie, że pisali ją patrioci innych narodów, wrodzy narodowi polskiemu. Co gorsza, w tej chwili, mamy niby „wolność”a antypolonizm jak wściekły, hasa nie tylko w środkach masowego przekazu, w polityce, gospodarce, ale i w nauce. Gdy ktoś próbuje przedstawić fakty w korzystnym świetle dla interesów polskich, jest wyśmiany i zakrzyczany. Gdy Polak umoczy pióro w atramencie, ma na karku prokuratora i cały urząd przymusu. Niewolnik ma siedzieć cicho! – Tymczasem mamy dumną i piękną przeszłość. Mieliśmy, jak wykazują nieliczne wykopaliska oraz historycy obcy, poczynając od Herodota, swoje państwo i swoją kulturę, swoją gospodarkę opartą na żelazie i drewnie. Nasza religia dopracowała się wysokiej etyki, przewyższając etykę chrześcijańską. Np. Szczecinianie wzbranialisię przed przyjęciem boga chrześcijan zarzucając że, „chrześcijanie kłamią, kradną i mordują”, utożsamiając te cechy z Bogiem chrześcijańskim. U Polaków gościnność, pomoc potrzebującym i honor, były cechami naturalnymi. Nie wyobrażano sobie życia w innych warunkach. Takich cech dopracowują się kultury wysoko rozwinięte, które b. często padają pod ciosami barbarzyńców. Z czasem i barbarzyńcy cywilizują się, przejmując zastaną kulturę. Tak było z Rzymianami podbijającymi Grecję, z hordami Dżingischana, zajmującymi Chiny, z Germanami zajmującymi Polskę, którą znano wówczas pod nazwą Horwati lub Weneti. W tym miejscu należy uściślić nazewnictwo. Otóż po raz pierwszy, jak wykazują kroniki, zaczęto używać nazwy Pollens do określenia państwa Bolesława Chrobrego. Kosmas z Pragi w swojej kronice nazywa Polaków Chorwatami, tej nazwy, obok Lahy, używa również kronikarz ruski Nestor. Ta nazwa, choć niezdarnie zapisana przez kronikarzy łacińskich, pojawia się w piśmiennictwie rzymskim i greckim.

Współczesna genetyka lokuje Słowian na Bałkanach już w 8000 roku p.n.e. – Tabliczki z Tartaria – 5300 rok p.n.e. – to może być pismo słowiańskie.

Czy nasi przodkowie znali pismo?

Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować Wawrzyńca Surowieckiego, piszącego w „Rocznikach Historycznych Towarzystwa Naukowego Królewskiego” w 1822 r.: „Herodot, który na cztery wieki przed naszą erą zwiedzał na północ Morza Czarnego i Dunaju, i tam poznał różne Narody ówczesne, świadczy wyraźnie: że Barbarzyńcy używali pisma; że po większej części pisali na skórach; że u nich widział różne napisy na wystawionych pomnikach. Vellejus sam się przekonał że w obu Panoniach [ówcześnie słowiańskich] za jego czasów Litteratura iuż była rozkrzewiona. Co Cezar powiedział o Gaulach [Galach] i Helwetach [Horwatach], że z dawna używali Pisma”.

Zajrzałem niedawno do Słownika Etymologicznego Języka Polskiego Al. Brűcknera. Przy haśle – litera; pisze: „z łac. – litera, pożyczki [zniekształconej] z grec. Difthera, ’skóra ściągnięta’, ‘pergamin’, ‘pismo’. Przy haśle runo: ‘skóra z wełną’; stąd ruń, ‘porost zboża (na wiosnę)’, runić się i runieć, runią ziemię okrywać. Prasłowiańskie; wszędzie tak samo, szczególniej u Serbów”. Zaprzeczyć nie można, wzajemnym przenikaniu się kultur europejskich.

Zaprzeczyć nie można, że „okrywa golizny”, niezależnie od tego czy to będzie skóra czy zasiane pole, w języku słowiańskim noszą miano – runo.

Zaprzeczyć nie można, że pojedyncza roślinka, czy pojedynczy włos z runa, „runą” zwiemy.

Zapisana skórapergamin, naszym przodkom z runem się skojarzyła. Czy była to pożyczka grecka, czy odwrotnie? – trudno dzisiaj ustalić.

Natomiast jest pewnym: runa to słowiańska nazwa litery.

Na określenie litery w języku germańskim jest ta sama nazwa – runa, w polskiej odmianie l.p. Nauka niemiecka dowodzi, iż powstała ze słowa germańskiego – tajemnica. A literki są wynalazkiem niemieckiego boga Tora. Nie znam niemieckiego boga i nie znam niemieckiej nauki, opartej na legendach germańskich. W słowniku polsko-niemieckim, na określenie tajemnicy jest z pewnością inne słowo. Bardziej trafia do mnie przekonanie: Germanie; lud rybaków, myśliwych i pasterzy, poprzez Bałtyk, mieli kontakt z rolniczą, a zatem kulturotwórczą ludnością słowiańską. Taki wynalazek, jak pismo, musiał ich fascynować i był dla nich tajemnicą, a słowiańskie słowo runa, w rozumieniu „tajemnica”, weszła do języka germańskiego.  Swoje spostrzeżenie, opieram na porównaniu run słowiańskich z runami germańskimi.

Runy polskie tworzono, przez rysowanie narządów mowy, które biorą udział w powstawaniu głoski. Wszystkie runy są zbudowane według tej zasady, chociaż krój liter zmieniał się w zależności od tego, czy były wycinane na desce, czy kute w metalu (pieniądz, broń).

Runy germańskie są produktem wtórnym. Zasada tworzenia run, była im nie znana. Przy dostosowywaniu do swojej mowy cudzych liter, nie zawsze dokładnie zapamiętanych, powstawały niezrozumiałe potworki. Tym należy tłumaczyć niemożliwość ich odczytania na starych zabytkach, pomimo to, że ich znajomość przetrwała do czasów współczesnych wśród kowali skandynawskich.

Polskie runy, trzymały się konsekwentnie swej zasady i dzięki temu były łatwe do rozszyfrowania, pomimo niewielkiej ilości pozostawionej nam przez historię. Każde nowe wykopalisko runami opisane, jest czytelne, pomimo iż nieraz by słowo zrozumieć, sięgnąć należy do słownika etymologicznego, co jest naturalnym dla języka żywego.

Ostatnim zabytkiem polskimi runami zapisanym, jest ogólnie znana moneta Sieciecha [1100 r.]. Wcześniejsze monety Mieszka I, bite dwoma stemplami, nieznacznie różniącymi się między sobą, są również runami zapisane. Dla wyjaśnienia. Pismo europejskie głosowe, jest budowane, według zasady identycznej z zasadą budowy run polskich. Najmniej przetworzonym jest alfabet polski, następnie fenicki. Etruskowie i Grecy zasady tej nie rozumieją, jednak odchyłek jest niewiele. Łacina dostosowując alfabet etruski do swoich potrzeb, literki uprościła nie zważając na żadne zasady, których prawdopodobnie nie znała. Kanonik Jan Długosz opisując czasy Bolesława Chrobrego, pisze iż: „król wydał nakaz spalenia wszystkich polskich ksiąg”. Decyzja królewska, na pozór niezrozumiała, staje się jasna, gdy pogrzebiemy trochę w historii Polski, sięgając źródeł.

Idole  prilwitzkie – czyli przylwickie (z Przylwic na Połabiu)

W „Żywotach św. Cyryla i św. Metodego” istnieje zapis” „…książe Wiślech, silni wielce, został przymuszony do przyjęcia chrztu”. U kronikarza Gala Anonima, mamy wzmiankę, o początkach królowania Piastów. Poprzedniego władcę określa się przezwiskiem Popiel, Chwościsko – ogonisko. Tadeusz Miller w swej pracy „Trzy tysiące lat Państwa Polskiego” – przezwisko Popiel pisze Po-pi-jelc. Jelc to rękojeść miecza. Pop – grecka nazwa kapłana chrześcijańskiego. Drugie przezwisko Chwościsko-ogonisko – dogłębniej wyjaśnia sprawę. Sądzi przeto, że „Książę Wiślech silni wielce”, to Popiel, którego imię zaginęło, a przezwisko zostało. Datę „chrztu Polski” w obrządku słowiańskim, greko-katolickim ustala na rok 874.

Popiel stracił władzę po buncie swych poddanych, przeciw poczynaniom popów sterujących władcą. Buntowi przewodził prapradziad Bolesława Chrobrego. Kroniki, jak zwykle pisane przez zwycięzców, musiały wychwalać przywódców buntu, przeciwko nowej, chrześcijańskiej religii. A że byli to dziadowie Bolesława, później gorliwego chrześcijanina, wybijającego zęby swym rodakom za nieprzestrzeganie postu, jak pisze biskup niemiecki Thietmar, rozkazowi króla, dziwić się nie należy. Kroniki te, to przecież nic innego, jak instrukcja dla poddanych, którym nowa religia była obcą i wrogą. Zagrożenie buntem, było widocznie realne w czasach Bolesława, skoro do takiego doszło za czasów panowania wnuków – po śmierci Mieszka II.

Ci, którzy opowiadali Gallowi Anonimowi historię Polski, musieli ją znać z zachowanych egzemplarzy ksiąg polskich, lub z opowiadań dziadów, którzy je czytali. Sprytny kronikarz, w obawie zniszczenia swego dzieła, dawne dzieje opisuje w formie legendy. Gani w niej Popielca a wywyższa rodzinę Piastów, z nadzieją, że inteligentny czytelnik sam prawdę między wierszami wyczyta. Księgi ukryte przed wyrokiem królewskim, jakie niewątpliwie musiały się zachować do czasów Galla Anonima – zniszczył sam czas, a może i ludzie, którzy już nie potrafili ich odczytać. Zapisane nieznanymi znakami, brane za wytwór szatana, szły na stos zgodnie ze zwyczajami kapłanów nowej wiary. Na nasze tereny wkroczyła nowa religia i nowa kultura, gdzie umiejętność pisania przysługiwała jedynie kapłanom. Panowie a nierzadko i książęta, w miejsce podpisu, odciskali swój pierścień. Po zamordowaniu Bolesława Śmiałego, powróciły zwyczaje z czasów Popijelca, przeciwko którym podnieśli bunt pierwsi Piastowie. Napisy słowiańskie na broni, z czasów przedchrześcijańskich, świadczą o znajomości sztuki pisania kowalom, sztuki która musiała być powszechną.

Winicjusz Kossakowski

W przygotowaniu do druku, jest drugie wydanie książki POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY, z odczytanymi rycinami z zabytków, dawnym alfabetem polskim zapisane. Dotarły do mnie w ostatnim czasie, ryciny hr. Jana Potockiego sporządzone na podstawie zabytków w Priwlicach. Jest 118 rycin. Opisanych runami słowiańskimi. Dwie tabliczki opisane alfabetem greckim z wtrąceniami z alfabetu run słowiańskich, opisane mową słowiańską [dziwne, że nauka niemiecka nie potrafiła ich odczytać]. Figurek sześć, nieopisanych, ich ubiór i atrybuty trzymane w ręku sugerują, że pochodzą z terenu kultury greckiej, może z granicznego Bizancjum. I, uwaga, rzecz ciekawa – jedna z figurek, niestety z utrąconą głową, nosi napis bóstwa germańskiego TOR, oczywiście napis w alfabecie run słowiańskich. Jedna ostroga z kwiatem w miejsce kółka – uważam to za import. Słowiańskie ostrogi, posiadały tępy, stożkowaty kolec. Reszta to narzędzia, broń, ozdoby, podobne do wykopalisk z terenów Polski. Przy pomocy rysunków i opisu, staram się przybliżyć zasadę tworzenia run polskich. Trochę wiadomości z historii pisma, ze szczególnym uwzględnieniem zabytków słowiańskich.

TEORIA POWSTANIA RUN SŁOWIAŃSKICH



06.02.2010.

TEORIA POWSTANIA RUN SŁOWIAŃSKICH

Tadeusza Millera poznałem, gdy miał lat 83, schorowany, milczący, gotowy do słuchania bardziej niż do rozmowy z nieznajomym. Było lato 2005 roku w lipcu, dwudziestego siódmego. Dzień upalny, parny, męczący. Okna mieszkania  szczelnie zamknięte.

Wrażliwy już był na przeciągi.

Książki po które przyjechałem, trzymano w domku opuszczonym, zarosłym bluszczem i zielem rozmaitym. Wewnątrz wilgoć i zapach niewietrzonego mieszkania. Stare sprzęty i narzędzia ogrodnicze obok dłut, pił i sprzętu rzeźbiarskiego. W kątach rzeźby ledwo zaczęte w których już duch artysty zamieszkał, ale zabrakło sił na wykończenie. Przy ścianach, jedne na drugich paczki książkami wypełnione – prosto z drukarni – pachnące farbą.

Prace chude, niewielkie z gęsto upchanymi faktami z historii Wenetów – jeszcze nie Słowian.

– Żmudna praca lat bez mała sześćdziesięciu.

– Godziny przesiedziane w archiwach i bibliotekach.

– Porywy radości, gdy odrzucony i zagrzebany w niepamięci szczegół historii rozbłyśnie, oświetli cząstkę drogi, da się poznać, zrozumieć.

Dzieje zaklęte w zdania i słowa – milczą, upakowane w paczuszki, pod zagrzybioną ścianą w opuszczonym domu.

Kupuję kilka paczek, może uda się umieścić je w księgarniach. Nierozprzedane egzemplarze pójdą na suweniry, dotrą do ludzi. Ilu z nich potrafi zrozumieć i docenić historię własną, podaną w prosty, niewyszukany sposób, oczyszczoną z „naukowych” śmieci „autorytetów”, typu Heleny Michnik, czy Bronisław Geremek?

„TRZY TYSIĄCE LAT PAŃSTWA POLSKIEGO jakiego nie znamy” Tadeusza Millera.

Tysiące przejrzanych starych map z nazwami rzek i miejscowości rozrzuconych po całej Europie, od Loary po Okę, mówi językiem Wenetów – Słowian.

-Po mapie Europy przewija się nitka drogi wskazującej wędrówkę ludów gockich, gdzieś z głębi stepów azjatyckich poprzez półwysep skandynawski i wyspy duńskie pakuje się w samo serce państwa Wenedów.

– Nazwy rzek i miast zdradzają ślady wędrówki Bałtów znad Oki na ziemie Słowian zamieszkałych nad Bałtykiem.

– Echo pamięci walk z ludami celtyckimi, wynalazcami żelaza, i imię słowiańskiego wodza Przemysła, zaklęte w nazwy grodów, które budował na obrzeżach swego imperium.

– Etymologia słów dawnych , zapomnianych.

Wszystko to ożywa i przemawia językiem zrozumiałym na kartkach książek pana Tadeusza.

Moja fascynacja jego pracami może mieć i przyczyny osobiste.

Właśnie w jego pracy traktującej o historii przedchrześcijańskiej mego narodu, znalazłem potwierdzenie własnych przemyśleń.

Sądzę, że udało mi się rozczytać alfabet Wenetów-Słowian. Zabytki historyczne odkryte w okolicach miejscowości Prilwice opisane runami polskimi, mówią dokładnie to samo co nazwy rzek i miejscowości z pracy pana Millera, rozszerzając temat o kulturę religijną i społeczną. Zabytki pisma runowego spisane w języku słowiańskim znajdowane są na terenach Europy, niegdyś państwa Słowian. Złożenie tych faktów stanowi już dowód niepodważalny, który sprzeciwia się rojeniom „autorytetów” niemieckich i – niestety – polskojęzycznych, którzy „sprowadzają” Słowian do Europy w wiekach średnich.

Gdy przekazałem panu Millerowi egzemplarz pracy „Polskie runy przemówiły”, po przejrzeniu jej powiedział: „Wiedziałem, prawda jest już udowodniona konkretnym materiałem źródłowym. Ale śmieci historyków we dwóch nie zmieciemy z historii Europy. A szkoda”.

Wkrótce zmarł

Winicjusz Kossakowski

Białystok – 9.11.2009r.

PS

Niżej przesyłam pracę T. Millera „Trzy tysiące lat państwa polskiego, jakiego nie znamy”.Sadzę, że warto ten materiał przybliżyć Narodowi Polskiemu.

– Mój list składa cześć jego pamięci.

==============

Inne pismo słowiańskie z Bałkanów – Napisy z Vinca

Wszystkie znaki Vinca zebrane z różnych artefaktów;
są wśród nich znaki występujące na tabliczce z Dispilio

Od 1908 r. na Bałkanach odkryto wiele obiektów ceramicznych z różnymi napisami należących do tzw. kultury Vinca. Większość tych obiektów datowana jest na koniec V w. pne, ale jedna z odkrytych w 1961 r. tabliczek z Tărtăria (obecnie rumuńskie Turdos) pochodzi z ok. 5.300 r. pne (datowanie węglowe).

Napisów nie udało się do tej pory odczytać, ale ich cechy i miejsca znalezisk pozwalają na snucie pewnych logicznych wniosków.

1. Większość napisów Vinca zawiera jeden symbol, który mógł być oznaczeniem producenta lub właściciela (a więc był raczej ideogramem a nie literą), jednak na wielu obiektach znaków tych jest więcej i wszystkie są w wyraźny sposób uporządkowane.
2. Obiekty Vinca znajdowano w śmietniskach, co oznacza, że nie miały one kultowego charakteru – w kulturze Vinca figurki wotywne i przedmiotu ofiarne grzebano razem ze zmarłymi pod podłogą domów. Ceramika była niewypalana, co wskazuje na użytkowy i krótkoterminowy charakter oznaczeń.
3. Wiele napisów umieszczono pod dnem naczyń, co wskazuje na to, że nie miały one religijnej treści, ale raczej funkcję użytkową. Wykopaliska z różnych rejonów wskazują na to, że kultura Vinca miała szerokie kontakty handlowe z innymi kulturami, być może więc symbole określały ilość naczyń lub ich zawartość i były częścią „rachunkowości”. Takie właśnie było źródło późniejszego pisma sumeryjskiego.

POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY cz. II

TEORIA POWSTANIA RUN SŁOWIAŃSKICH

Runy słowiańskie są uproszczonymi rysunkami. Zauważono, że przy wymawianiu głosek biorą udział różne narządy mowy. Wystarczyło je rysować.

W tym miejscu natrafiono na schody. Te same narządy mowy biorą udział w wymawianiu całej grupy głosek.

Problem rozwiązano.

Do podstawowego znaku, doczepiano dodatkowe kreski, kropki, ogonki, różnicując w ten sposób zapis.  Przykładowo: dla głoski „S” trzeba było narysować ząb górny i dolny. Powstał znak „X”. Dla „Ś” przedłużono prawą nóżkę, którą przekreślono do zapisania głoski „SZ” , itp..

W tym systemie zapisu mowy, trzeba było już nauczyć się znaków. Poszczególne plemiona, korzystając z tej zasady, nieco inaczej znaki kreśliły, czasami dobierając literki z innych alfabetów.. Przeto trzeba było się nieco natrudzić, by odczytać tekst, pochodzący z innego kręgu.

Już bułgarski mnich Chrabar pisał: „Prjeżde ubo Słowjene ne imjechą knig, ną czrtami i rjezami cztjechą i gatachą, pogani sąszcze”, co znaczy: „Wprzódy bowiem Słowianie nie mieli ksiąg, lecz kreskami i nacięciami czytali i gadali. Poganami są jeszcze”.

Ze względu na narządy mowy biorące udział w wymawianiu, głoski dzielimy na:

1) Szczelinowe S, Ś, Sz, C, Ć, Cz, Z, Ż, Ź, przy wymowie których zęby górne i dolne zbliżają się do siebie. Dźwięk wydostaje się przez szczelinę między zębami, odpowiednio modelowany językiem, daje różne głoski. Aby napisać -S- rysowano przekrój górnego i dolnego zęba. Powstał znak [S = X] . Dla zapisania głoski -Ś- przedłużano dolną prawą nóżkę [Ś – Ś].

Głoskę -Sz, sporządzono z -Ś, dodając jej dodatkową kreseczkę [Sz – Q].

C to również przekrój zęba górnego i dolnego, jedynie dodatkową kreskę rysowano z lewej strony na górnym ramieniu [C – C]. Głoskę Ć wykonano podobnym sposobem jak C, przedłużając dolną prawą nóżkę podobnie do Ś – [Ć – Ć]. Z głoską Cz poradzono sobie w podobny sposób [Cz – V].

Głoski powstałe z -Z-, pisanej pionową kreseczką z obustronnym daszkiem – Z – na terenach Polski, układają się: [ Z – Z ], [Ż – Ż], [Ź – Ź]. Runami w Prilwicach – Z- pisano trochę inaczej. Dla  -Z- wystarczyła pionowa kreseczka z łuczkiem na dole. Dla – Ź- , łuczek rysowano na górze. Dla -Ż-, znak -Z- kładziono poziomo – lub wykonano go z X, dodając jedną pionową kreseczkę w środku znaku – X. Na hełmie z Negau -Ż- zapisano pochyłą kreseczką z kółeczkiem na dole – zamiast łuczku, jak w Prilwicach.

2) Zapisując głoskę – A, rysowano otwarte usta. Na podniebieniu, w miejscu w którym czujemy dźwięk postawiono jedną, lub dwie kreseczki [A – A].

3) Wargowe B i P pisano przez narysowanie górnej i dolnej wargi [B – B]. Robiono to w dwojaki sposób – patrz na B łacińskie. Znak P pisano przez odwrócenie B o sto osiemdziesiąt stopni. [P – P].

Drugi sposób, który przeszedł potem do łaciny, rozwiązano przez odjęcie rysunku dolnej wargi [p – P].

4) Językowe I, pisano prostą pionową linią. Bez zmian przeszła litera do łaciny. Długie -J pisano dwoma sposobami. Pierwszy to wyraźne przedłużenie linii pionowej, może udającej język. Drugi sposób, to dorysowanie na górze dodatkowej kreseczki, która mogła różnie się układać [J-J].

Językowe -R . Drgający język, przy wymawianiu tej głoski, zapisano linią falistą, odchodzącą od kreseczki podniebienia [R – R]. Znak w nieco zmienionej formie trafił do łaciny.

5) Zębowo językowe T oraz D pisano przez narysowanie zębów jedynie dwoma kreseczkami, do których dostawiono kreseczkę języka [T – T].

Przy pisaniu literki –D, kreseczkę pionową, udającą język przesunięto na krawędź daszka z zębów.

[D – D]. Taki znak widnieje na Monecie Mieszka I , i wchodzi w słowo ŁaDa. Późniejsi heraldycy przerobili nieco Herb ŁADA, przesuwając na środek dolne kreseczki. Z Ł [ Ł]  powstał Y, a z D [D]   strzała. [T]. A znak kopuły nieba przerobili na podkowę, zbezczeszczono w ten sposób ideogram starosłowiańskiego bóstwa Łady, patrona królów i władców, pilnujących ładu i prawa.

W języku polskim istnieją cztery rodzaje głoski – D. Należą do nich D, Dz, Dż, Dź. We współczesnym alfabecie poradzono sobie z tym problemem wykorzystując zasadę dyftongu – podwójnych liter. W runach istniejących na zabytkach z Priwlitz, problem ten rozwiązano trochę inaczej. Doliczyłem się trzech znaków D, D,. Który z nich jaką głoskę reprezentuje, trudno mi powiedzieć. Język, którym posługiwali się słowiańscy Sasi, już dawno przestał istnieć. Zostali zgermanizowani. Nie przeszkadza to jednak w zrozumieniu wyrazów, czytając każdy znak jak – D.

6) Gardłowe H i E Słowianie pisali podobnie, rysując górę gardła wraz z małym języczkiem, widzimy to dokładnie na monetach Mieszka I i  Sieciecha. Znaki nieco podobne do dużego E łacińskiego, w piśmie odręcznym.  Przy  wycinaniu  na  drewnie  przyjął  jednak nieco inną formę[E -E, E,   ] .

Gardłowe H, na monecie Sieciecha przybrało formę E pisanego ręcznie, jednak z przedłużoną górną linią i stopką po drugiej stronie litery [H – H,     ]. Wycinane na drewnie przybrało postać podobną do E, lecz w nieco innej postaci. Przypomina literkę -I- z rosyjskiej „grażdanki”.

7) Gardłowe bezdźwięczne K– K pisano rysując gardło znakiem C.

Dla G-G dodawano kreskę – wyróżnik, na górze lub dole.

8) Na ostrzu dzirytu z Rozwadowa U napisano, rysując dzwon. Na innych zabytkach przyjmuje prostszą do wycięcia postać – V.

9) Ł starożytni Słowianie urobili z U, dorysowując mu ogonek. Na dzirycie z Rozwadowa ogonek wychodzi ze środka [Ł – Ł]. Na monecie Mieszka I – Ł urobiono z U pisanego przez V z ogonkiem odchodzącym od prawego boku.

10) Rozróżniano O długie od krótkiego. „O” wymawiane nieco dłużej pisano rysując  kółeczko w jakie układają się wargi w czasie wypowiadania. O krótkie pisano przez zrysowanie górnej wargi linią prostą z nieco uchyloną dolną wagą. Przewrócono znak o kąt prosty [ O – O].

O z kreską, utworzono z O krótkiego dorysowując jej poziomą kreseczkę na zabytkach z Prilwic.

[Ó – Ó]. Podobnie ten problem rozwiązano na monecie Sieciecha.

W języku polskim mamy nosowe O, mylnie wykonane z literki A, przez dopisanie do niej malutkiego noska. W runach, Słowianie nosowe  O, utworzyli z O krótkiego, dorysowując do niego malutki nosek [Ą – Ą]. Literka wycinana na drewnie przybrała postać pionowej  kreseczki z dwoma krótkimi odchodzącymi od niej pod pewnym kątem. To rozwiązanie znalazło się w runach etruskich.

11) Nosowe M pisano rysując nos z profilu, razem ze skrzydełkiem [M – M].

Dla nosowego N, również narysowano nos z profilu, jednak z wyraźnym zaznaczeniem dziurki od nosa [N – N]. Literka czasami przybiera postać małego -h z alfabetu łacińskiego.

Nosowe Ę utworzono dorysowując mały nosek do E [E – Ę].

12) Literki Y, nie odnalazłem na zabytkach z terenu Polski. Ponieważ napisy pismem etruskim dają się czytać i to w języku słowiańskim, gdy ich znaczenie zrównamy z runami słowiańskimi, domyślać się można że jest do etruskiej podobna  [Y – Y].   Na zabytkach prilwickich Y pisano-

w, w odróżnieniu od W – W

Pozostały wargowo zębowe  W oraz F.

13) „W” pisano rysując przekrój górnego zęba, podpartego wargą, jak w czasie wymawiania [W- W].

Literkę F utworzono z literki W, dorysowując jej z prawej strony dodatkową kreseczkę-wyróżnik [F – F].

Rodzaj narzędzia pisarskiego, którym wycinano runy na drewnie wymuszał ich uproszczenie do krótkich kreseczek.

Starożytna cywilizacja słowiańska stała na „drewnie i żelazie”. Drewno, do dzisiaj najlepszy, najzdrowszy  materiał na domy. Z drewna wykonywano większość narzędzi gospodarskich, mebli. W kuchni królowała glina i drewno.  W kraju porośniętym gęsto lasami, drewno było najbardziej dostępnym i tanim materiałem. Do przekazywania krótkiej wiadomości wystarczył wycięty kawałek gałęzi. Do zapisywania praw boskich i ludzkich używano na pewno odpowiednio wyprawionych skór, prawdopodobnie z owcy. Świadczy o tym pomysł na nazwanie litery runą, stworzycielką, który z runem owczym się kojarzy, podobnie jak u Greków. Wątpić nie należy, że ważniejsze napisy na deskach wycinano.

Inne narody pozbawione lasów, domy swoje budowali z gliny. Gliny też używali do spisania swoich kodeksów i dzienników. Inni w górach mieszkający trudzili się nad pismem kując je w kamieniu. Czas i ogień niszczy drewno, pergamin a z nimi i zabytki pisma. Nieliczne znaleziska pisma słowiańskiego  odnajdujemy na broni, brązowych figurkach i naczyniach. Napisy w języku słowiańskim, wykute w kamieniu,  znajdujemy również w Skandynawii.

Cywilizacje piasku i gliny, zachowały swoje dziedzictwo kulturowe. Pamięć o naszej cywilizacji, dzięki „pomocy” króla Bolesława Chrobrego, który „polskie  księgi nakazał palić” – zanikła. Nie można wykluczyć działalności w tym kierunku biskupów chrześcijańskich, którzy dzielnie walcząc z diabłami, nieznane pisma, za szatańskie uważali i skazywali na spalenie. Zachowała się wiadomość z ciekawego zdarzenia. Watykan w ramach walki z kacerstwem, nakazał swoim biskupom palić księgi kacerskie. Pobożny biskup z Krakowa, tak się przejął rozkazem papieża, że i księgi liturgiczne popalił. Śmieją się z niego nasi naukowcy. Ale biednemu biskupowi do śmiechu nie było. Skąd mógł wiedzieć, które księgi kacerskie a które  nie. Paląc wszystko, przynajmniej nie stanął na stosie. Wykazał tym samym mądrość życiową a nie głupotę. Głupotą wykazują się ci, którzy nie potrafią sobie wyobrazić, jak mocno grzeje „stos ofiarny”, i w jakich mękach ginie ofiara.

Winicjusz Kossakowski

Pismo Etruskie – ok. 500 r. p.n.e.

POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY – Artykuł Nr 11


23.02.2010.

POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY – Artykuł Nr 11

HEŁMY Z NEGAU w STYRII

Ten artykuł chciałbym napisać zestawiając jedynie cytaty uczonych. Nie sądzę aby mi się to udało. Jednak spróbuję.

Jeży Cepik „JAK CZŁOWIEK NAUCZYŁ SIĘ PISAĆ” – 1974r.

„Kto pierwszy wpadł na trop etruskiego pochodzenia run? Chyba Włoch, Carlo Paulini, który w roku 1885 dostrzegł dziwne podobieństwo furtoku do pisma waz etruskich”.

„Ów zacny i pracowity człek wyszedł pewnego razu, w roku  Pańskim 1811, na swoje pole i właśnie miał zająć się robotą, gdy wpadł do głębokiej jamy, w której odkrył 26 brązowych hemów. Na 12 hełmach widniały tajemnicze znaki, które potem zostały zidentyfikowane jako etruskie. Na jednym z hełmów był napis: avietitsaxirach, co możemy oddać jako „Harigast bogu” albo „Harigast ofiarowuje bogu”. Język był germański, gdyż w napisie tym dwa słowa, czytane z prawej do lewej, były germańskie”. Dalej „bla, bla, bla”, czyli naukowa sieczka.

Teraz zdanie , które uważam za ważne ze względu na datowanie znaleziska.

„Za najstarsze inskrypcje runiczne można by uważać dwie, z Negau, na brązowym hełmie z II wieku p.n.e., i z Maria Saalerberg w Karyntii, na rogowym sztylecie z I wieku p.n.e.”

Czemu odkrycie z Negau jest tak ważne?

Otóż, jest to klucz do historii Europy i narodów słowiańskich i germańskich.

W tym miejscu muszę wstawić pogląd mego przyjaciela z plemienia handlowego, na naukę i naukowców, które -mam nadzieję- pozwoli trzeźwiej patrzeć na poruszane tematy.

„Nauka to jest towar. Naukowiec, to jest ten  co z ten towar żyje. Jeżeli  na  towar prawdziwy  kupca nie ma, a za towar fałszywy jest duży pieniądz, to ja się ciebie pytam: Który towar naukowiec ma  produkować?”

To naukowe odkrycie, jak raz, pasuje do nauki zwanej historią. Poruszając się po zapiskach historyków musimy dokładnie śledzić: Kto jest kto. Co kto pisze i dlaczego? W większości wypadków są one pisane na zamówienie aktualnej polityki.  Historyk musi się wykazać inteligencją i polotem by w zamówionej treści ukryć prawdę historyczną, licząc po cichu, że może ktoś kiedyś zrozumie jego dzieło.

Ja naukowcem nie jestem i nie żyję z nauki. Mogę sobie pozwolić na własne poglądy wynikłe z badań historycznych, które są moim  hobby.

Są zbudowane dwa poglądy na historię Europy w tym na narody Słowian i Germanów.

Nauka germańska utrzymuje, na podstawie mapy Wispaniusza Agrypy, że wpierw na terenach europejskich żyli Germanie. Słowianie to nikomu nieznany dziki naród przybyły z głębi stepów azjatyckich, który w czasie „wędrówki ludów(IV wiek n. e. )” osiedlił się na terenach opuszczonych przez Germanów zajętych podbojem Rzymu.

Napis na hełmach z Negau datowanych na II wiek starej ery, odnaleziony na granicy Jugosławii i Austrii, gdyby był w języku gockim, potwierdzał by teorię germańską. Problem tkwi w tym, że napis opisano pismem etruskim, którego – jak dotychczas – nikt prawidłowo nie odczytał. Są robione wysiłki w tym kierunku przez naukę germańską. Pozwoliłem sobie przedrukować z internetu całe strony zapisane językiem niemieckim z dołączonymi zdjęciami zabytków. Materiał ten pozwoli wykazać wysiłki niemieckie. Zajmiemy się tym przy omawianiu zdjęć.

Natomiast badania niezależnych naukowców polskich pozwoliły zbudować tezę przeciwną tezie germańskiej.

W zapiskach greckich i rzymskich sprzed kilku tysięcy lat nie ma wzmianki o narodach germańskich i słowiańskich. Ziemię zamieszkałe na północ od Italii zamieszkiwał wielki naród  Wenetów, Wenedów. Aby zrozumieć nagłe pojawienie się Germanów i Slawenów, proponują zajrzeć do słownika łacińsko – polskiego.

Germanus znaczy brat, przyjaciel. Natomiast slawen, znaczy to samo co niewolnik, robotnik zniewolony.

Rozrastające się wielonarodowe państwo rzymskie, tych Wenetów którzy dobrowolnie przystąpili do Unii Europejskiej w rozumieniu Unii Rzymskiej  przezwali braćmi i przyjaciółmi. Natomiast ci Wenedzi, którzy podnieśli broń i bronili swojej wolności, stali się rezerwuarem siły roboczej i przezwano ich   Slawenami, czyli niewolnikami.

Tacyt (55 – 120 po Chr.) Wenedów zalicza do Germanów.

Widocznie niezbyt dobrze działo się Wenetom w Unii z Rzymem skoro zatrudniali na stanowiskach dowódczych, napływających poprzez Bałtyk Gotów. Ich umiejętności wojskowe widocznie były wysokie skoro udało się im, stojąc na czele weneckich Germanów, pokonać Rzym. Goci stanowisk książęcych i dowódczych nie oddali. Podlegli im Weneci z upływem wieków zatracili swój język na rzecz swych książąt. Natomiast Goci zatracili swe imię i przyjęli nowe imię Wenetów – Germanie.

Polscy naukowcy swą teorię popierają zapiskami zostawionymi przez cesarza Porfirogenetę w których mówi, że Germanie mówią po słowiańsku.

Mapa Wipsaniusza wskazywała jedynie plemiona weneckie przyjazne Rzymowi. Poza Wisłą byli wrodzy weneccy niewolnicy.

Wykazanie, że napis na kluczu do historii tych narodów, czyli na hełmach z Negau, jest w języku słowiańskim a nie w języku gockim, dowodził by:  Prawda historyczna jest po stronie nauki słowiańskiej.

Do tego „klucza” należy jeszcze dodać rozczytane zabytki runiczne z terenów całej Europy świadczące o ludach niegdyś je zamieszkujących, a jest ich grubo ponad dwieście.

Ale nie wybiegajmy.

Zgodnie z założeniem podam cytaty wybrane z pracy doktora Wojciecha Cybulskiego profesora literatury i języków słowiańskich. Dodam od siebie, urzędującego w Poznaniu, ówcześnie pod zaborem pruskim. Przypominam o „handlowej teorii naukowej”.

„……Pierwszą o nich wiadomość(hełmy z Nrgau) podało pismo: „Streiermaerkische Zeitschrift”, Gratc 1826, Heft 7, p. 48-60; opisał je potem i czytał napisy Jędrzej Kucharski w „Powszechnym dzienniku krajowym” w dodatku za rok 1829;…”

…”opisał je nareszcie w r. 1853 na nowo i napisy szczegółowo wytłumaczył Jan Kollar, profesor archeologii w Wiedniu,…..Kucharski był pierwszy, który ogłosił je za słowiańskie.  …Kucharski  czyta je od prawej do lewej jak następuje: Sidaku tu dli Jaromejsel  żupni pan Wapi.

A na drugim hełmie , z wyłączeniem nieodczytanych dwóch części skrajnych i dwóch znaków środkowego napisu, czytając także od prawej do lewej: Eiarifas  i  eie   abil.

Co ma znaczyć razem spojone: Mularzu! Tu dli (leży) Jaromyśl, żupny pan Wapi. Eiarifas go tu ubił”.

Dalej „uczona sieczka”na kilka stron dowodząca niewłaściwego czytania przez Kucharskiego. Mówię „uczona”, może trochę na wyrost, ponieważ Cybulski nie znał polskiego alfabetu runowego i nie miał nic do powiedzenia, oprócz inwektyw. W efekcie końcowym trafił: Kucharski również run nie znał.

Odczyt czeskiego uczonego Jana Kollara z pierwszego hełmu.

„tekst: Siraku turpi. Jarmeisva iphauna Phinths – u . dosłownie: Sziraku trupy Jaromeisla, żupna Pinths-u…..

„Napis na drugim hełmie czytany przez Kollara tak: Hary Chastiteiva (a) ivil   XILXII

sens: Popiół Czastitiva roku 40”.

Teraz następuje kilka stron uczonej sieczki zakończonej propozycją: „Niech więc pan Kucharski, lub który z zwolenników ś.p.  Kollara, raczą zabrać się do odczytania po słowiańsku powyższego napisu ; oddadzą archeologii i nauce o runach słowiańskiej wielką przysługę. …Nieśmiertelność imienia niezawodna. Oby dłużej trwała , jak pozyskana w skutku pierwszego odkrycia”.

Do odczytania podaje napis zrysowany z brązowej wazy odkrytej w Botzen. Napis podaje wraz z rozczytaniem niemieckiego naukowca z Berlina profesora Momsena.

Tak się składa, że napis wykonano w alfabecie etruskim i w języku etruskim, bardzo zbliżonym do wcześniej odczytanych run z Prilwitz. Czytamy od prawej do lewej.

LESzAM NI ChEDIU  LI KUSI USICA  CHEI LI LILE DISz NASI

Co w przetłumaczeniu na współczesny język polski znaczy: LASEM NIE CHODZĘ CHOĆ KUSI SIUŚKA CHEI LI LILE DZIŚ NASI (prawdopodobnie zwrotka z pieśni frywolnej).

Dla wyjaśnienia: Tłumaczenie słowa Usica, wziąłem z języka serbo-chorwackiego. W gwarze polskiej zachowało się jedynie w piosence ale już  w formie pieszczotliwej: „Usia (co robi) siusia ja widziała u…..).

Proszę zwrócić uwagę: Momsen runę (D) czyta jako (R), podobnie jak uczeni niemieccy na hełmach. Natomiast runa (Ch) tutaj czytana prawidłowo, na hełmach odczytywana jako (G). Proszę jeszcze, by porównać mój odczyt  z odczytem Momsena i jednemu tylko przyznać rację.

W internecie odnalazłem dwie publikacje germańskie na ten temat. Potraktowałem je w całości jako cytaty. Pierwsza w języku angielskim, napis odczytuje: HARIKAST ITEIVA. Na drugim dokumencie w języku niemieckim napis rozczytano: HARIGASTIZ  FEFAKIT. Oczywiście w obu wypadkach uczeni doszukują się jakiegoś znaczenia tych słów. Napis zgodnie z dawnym zwyczajem etruskim jest wykonany bez przerw między wyrazami co z jednej strony utrudnia czytanie , z drugiej – daje szerokie pole do kombinacji, szczególnie gdy nie znamy wszystkich liter. Do tego dochodzi nieznajomość języka Etrusków. Na szczęście mamy fotografię zabytku.

I tutaj szok. Rozumiem, że można różnie czytać te same runy. Źle czy dobrze, zależnie od naszej wiedzy , spostrzegawczości i inteligencji. Ale świadomie, a co niewybaczalne, nieumiejętnie fałszować? Robić z siebie idiotę a w tym i z nauki swojego kraju?

To już przechodzi moje wyobrażenie o  ludziach nauki niemieckiej.

Zbulwersował mnie odczyt niemiecki: HARIGASTIZ  FEFAKIT. Mogę odpuścić czytanie (D) jak (R), pomimo tego że nigdzie i w żadnym alfabecie takiego kwiatka nie ma, i nie ma na to żadnego wytłumaczenia. Mogę odpuścić czytanie runy w kształcie widełek skierowanych w górę, jako (G), pomimo, że nie ma na to żadnego logicznego wytłumaczenia. Sam niemiecki wielki Momsen, co widać na napisie z Botzen, czytał tą runę jako(Ch). Odpuszczam czytanie runy (G) jako (S). W ten sposób pisali jedynie Słowianie, co jest potwierdzone w odczytanych tekstach runicznych choćby z Prilwitz. Czytanie iksa z prawą nóżką dłuższą jako (T) też można wybaczyć. Jest przecież jakieś podobieństwo do współczesnego (t). Ale czytanie drugiego takiego samego znaku, tym razem jako (Z), odebranie najniższej kreseczki dla (E), aby przeczytać (F). Pionową kreseczkę czytać jako(E), czytanie trzech pionowych kreseczek  jako (K) i  ostatniego znaku, we wszystkich alfabetach runowych czytanych jako (L), przeczytać jako (T), jest nie tylko nadużyciem, ale zwykłym szachrajstwem. Do świadomych fałszerstw można zaliczyć fakt nie publikowania napisów z drugiego hełmu, razem odnalezionego w którego napisach występuje znana we wszystkich alfabetach runowych literka (T), pisana strzałką z grotem do góry.  Nie można by wtedy czytać iksa jako (T).Choćby z tych względów, oba napisy, pomimo że różne, są świadomie czytane fałszywie i poparte naukowym bełkotem. Nie trzeba nawet zaglądać do słowiańskiego alfabetu z artykułu nr 1, by czytać kolejno: H A D I Ch A G Ś I Ś EI F A M I L.

Dopiero dzięki dołączonej tablicy run wszelkich przez TITUSA do tematu „Hełmy z Negau”, w szeregu run etruskich odnalazłem (M) pisane trzema kreseczkami. Słowianie dla nosowego (M), rysowali po prostu nos, czasami przypominający małe (b) z łaciny.   Po właściwym odczytaniu (M)  zrozumiałem napis. Podzieliłem na wyrazy. Brzmi on: HADIChA   GŚIŚEJ FAMIL.

Co czyta się tylko w jeden sposób: Hadicha (imię własne – od słowa chodzić) z Gęsiej  familii(rodziny, plemienia). Właściciel hełmu, po prostu go podpisał i nic więcej.

Na zabytkach z Prilwitz słowo GĘŚ pisano dwoma runami GŚ. Gęś musiała mieć jakieś magiczne znaczenie w wierzeniach Słowian, skoro odlewano jej postać w złocie i umieszczano w słowiańskich świątyniach. Może, jako ptak, miała kontakt z bóstwami i przy pomocy czynności wróżenia, przekazywała wolę bóstw Słowianom?

Powodem do dumy, mogło być pochodzenie z familii Gęsiej. W Polsce do dzisiaj są popularne gęsie nazwiska, jak Gąsowski, Gęsicki, lub po prostu Gęś. Bardzo mi przykro panowie Germanie z Gotów. „Klucz” z Negau pasuje do zamka polskiej historii. Proponuję przeczytać książkę popularno- naukową Tadeusza Millera „3 tys. Lat Państwa Polskiego”

Negau helmet from Daone. Museum of Santa Julia, Brescia

Negau helmet refers to one of 28 bronze helmets (23 of which are preserved) dating to ca. 400 BC, found in 1811 in a cache in Zenjak, near Negau, now Negova, Slovenia. The helmets are of typical Etruscanvetulonic‚ shape, sometimes described as of the Negau type. They were buried in ca. 50 BC, shortly before the Roman invasion of the area. the Negau helmet inscription (read from right to left)

On one of the helmets („Negau B”), there is an inscription in a northern Etruscan alphabet. Note that the inscription need not date to 400 BC, but was probably added by a later owner in ca. the 2nd century BC or later. It is read as/// harikastiteiva\\\ip,

Many interpretations of the inscription have been proffered in the past, but the most recent interpretation is by T.L. Markey (Journal of Indo-European Studies 2001) who reads the inscription as ‚Harigast the priest’ (from *teiwaz „god”), as another inscribed helmet also found at the site bears several names (mostly Celtic) followed by religious titles.

In any case, the Germanic name Harigast is almost universally read. Formerly, some scholars have seen the inscription as an early incarnation of the runic alphabet, but it is now accepted that the script is North Etruscan proper, and precedes the formation of the Runic alphabet. Harigast constitutes an attestation of the Germanic sound shift, probably the earliest preserved, preceding Tacitus perhaps by some two centuries.

Must (1957) reads Hariχas Titieva as a Raetic personal name, the first element from the Indo-European (Venetic rather than Germanic), the second from the Etruscan.

The four discrete inscriptions on the helmet usually called „Negau A” are read by Markey as: Dubni banuabi ‚of Dubnos the pig-slayer’; sirago turbi ‚astral priest of the troop’; Iars’e esvii ‚Iarsus the divine’; and Kerup, probably an abbreviation for a Celtic name like Cerubogios

Helmets of the Negau type were typically worn by priests at the time of deposition of these helmets, so they seem to have been left at the Zenjak site for ceremonial reasons. The village of Zenjak was of great interest to German archaeologists during the Nazi period and was briefly renamed Harigast during World War II. The site has never been excavated properly.

HARIGASTIZ  FEFAKIT Przedłuża się nieco ta rozprawka. Może trzeba będzie podzielić ją po połowie. Trudno, ale muszę odnieść się do napisu na drugim hełmie. Do fotografii zabytku nie dotarłem, posłużę się przerysowanym przez dr Cybulskiego samym napisem. Napis z pierwszego hełmu był najdokładniejszy z prezentowanych przez innych autorów. Mam nadzieję, że i w tym przypadku autor nie „przedobrzył”.

Podobnie jak na poprzednim hełmie, napisy czytamy z prawej do lewej. Mamy do czynienia z dwoma zdaniami, drugi napis jest pisany do góry nogami i jak stwierdził pan Cybulski, jest wykonany punkcikami. Zakładam, że był wykonany w różnym czasie.  Napis na pierwszym hełmie zawierał imię własne i pochodzenie właściciela hełmu, spodziewam się  powtórki tego zwyczaju. Napis pierwszy ma kropeczkami oddzielone słowa. Nic w takim razie kombinować nie można, tylko czytać.

GIDAKU  TUD  LI   JADMEISzFP

Nie mam żadnych wątpliwości, że napis jest wykonany runami etruskimi i w języku etruskim. Przy czytaniu korzystałem z oficjalnych alfabetów etruskich. Nie ma obcych liter.

Etruskowie byli narodem trzyjęzycznym. Władali językiem Greków, Itaków(łacina), oraz własnym. Jak wynika z odczytanych zabytków język rodzimy był zachwaszczony mową grecką i mową Itaków. Stąd gramatyka i końcówki słów weneckie(słowiańskie), natomiast słowa są mieszaniną słowiańsko-grecko-łacińską. Dla przykładu podam zdanie usłyszane od Polonusa w Nowym Jorku. „Luknij przez łindoł, czy tam moja kara na kornerze stoi”. Kto nie zna języka angielskiego zdania nie zrozumie, tak samo anglik bez znajomości języka polskiego.

Napis na pierwszym hełmie jest zrozumiały i wydaje się słowiańskim. Ale jedynie dlatego, że język współczesny polski został zachwaszczony łaciną. Słowa – familia – do języka polskiego zostało wprowadzone dopiero w średniowieczu. Dwadzieścia dwa wieki temu było nieznane naszym przodkom. Tak samo  jest z napisami na drugim hełmie. W słowie pierwszym mamy końcówkę słowiańską (-aku), jak w słowach: biedaku, bydlaku. Tak sformowane słowo oznacza, że zwracamy się do kogoś po przezwisku lub imieniu, w tej chwili. Ale co właściwie oznacza słowo GID? Dwa następne słowa: TUD   LI,  są z pewnością w języku Słowian.  JADEME – jedziemy. JADEMEISz – to już imię. Przeszkadzają dwie ostatnie litery  FP.  Gdybym mógł podzielić to słowo na dwa, wyszło by;

JADEMEI  SzFP, co kojarzy się ze znanym słowem Szwab. Wynikałoby z tego, że Szwabi byli przed zniemczeniem Słowianami. Do dzisiaj inni Niemcy wyrażają się o nich z pogardą.

Napis przybrał podobną formę jak na hełmie pierwszym. Właściciel oświadcza każdemu GIDAKOWI, że nosi imię JADEMEI  i jest z familii SZWAB.

Napis drugi, ten wykonany punktakiem:

U Ż U P N I P A N U A P I

Żupa to słowiańska przestarzała nazwa kopalni, lub urzędnik pobierający opłaty w imieniu księcia, szczególnie na Bałkanie. W takim wypadku mielibyśmy do czynienia z urzędnikiem Żupanem. Dalsza część napisu może być imieniem własnym, PANUAPI. (słowo pochodzi od – panowanie), lub całe zdanie, bez imienia: ŻUPAN PANUJĄCY.

Jeżeli słowo Żupni uznamy za kopalnię, wówczas zdanie nabierze innego sensu: U ŻUPNI PANUACzI (panujący) a prościej – Dyrektor kopalni-.

W tym miejscu mam problem. Nie dysponuję dobrą fotografią zabytku. Mogę jedynie podejrzewać, że przepisujący napis trochę przedobrzył. Widział poprzednie literki (P) pisane kółeczkiem na linii prostej a gdy literka przedostatnia miała niepełne kółko, uznał że to ubytek spowodowany korozją i wstawił całe kółeczko. Tymczasem podobnym znakiem Słowianie zapisywali swoje (Cz), co przejął alfabet rosyjski. Pisano tylko ¼ , lub ½ kółeczka.

Zdanie: U ŻUPNI PANUACZI (panujący) mieści się w kanonach gramatyki słowiańskiej.

Można wnioskować, że najpierw JADEMEI  SzWP podpisał swoją własność, a z chwilą awansu na dyrektora żupy(kopalni) już punktakiem dopisał swój aktualny zawód, jako powód do dumy.

Warto sprawdzić czy w pobliżu miejsca znaleziska nie było przed ponad dwoma tysiącami lat, jakiejkolwiek kopalni. Mogła to być kopalnia soli, krzemienia, kopalnia rud z których uzyskiwano miedź, srebro, czy złoto, a może kamienie szlachetne?

Słowianie w tym czasie potrafili już wytapiać żelazo, świadczą o tym znajdowane u nas monety rzymskie i ogromne skupisko żużli po dymarkach.  Może warto tam poszukać rudy darniowej i pamiątek po prymitywnych hutach żelaza.

Winicjusz Kossakowski

PS

Poszukuję zdjęcia drugiego hełmu z Negau, aby zweryfikować napis. Podczas moich poszukiwań zetknąłem się wielokrotnie z dopasowywaniem napisów do przemyśleń uczonych.

—————–

Polecamy też inną książkę o runach słowiańskich którą wspomina Winicjusz Kossakowski – wydaną przez wydawnictwo Armoryka, autorstwa Wojciecha Cybulskiego, która tak jest anonsowana:

Runy słowiańskie, świadectwo mowy wśród tysiąca niemych pomników – nie znalazły dotąd nikogo, co by je był szczegółowo, oddzielnie, w całości, stosownie do ważności przedmiotu i wymagań nauki traktował. Po odkryciu tak zwanych Obotryckich pomników, wykopanych pomiędzy 1687 a 1697 r. w Meklemburgii, we wsi Prilwic, w bliskości jeziora Dolen i rzeczki Dolenca (Tollense), w miejscu gdzie miała stać dawna Rhetra czyli Ratara z sławną świątynią Radegasta; a raczej po opisaniu ich w osiemdziesiąt kilka lat później przez Mascha, które dotąd jest głównym źródłem i pierwszą podstawą Nauki o Runach słowiańskich – nie brakło wprawdzie pisarzy pomiędzy niemieckimi i słowiańskimi a szczególnie też skandynawskimi uczonymi, którzy się pomnikami tymi, składającymi się z brązowych bałwanków i różnych naczyń i sprzętów obrządkowych, tudzież znajdującymi się na nich napisami runicznymi mniej więcej szczegółowo zajmowali. Zajęcie to w dwójnasób się powiększyło, gdy w dwadzieścia parę lat później pierwotny zbiór Mascha , składający się z 66 sztuk, pomnożony został zbiorem podobnych, także w Meklemburgii znalezionych posążków, naczyń i sprzętów w liczbie 118 sztuk, opisanych w dziele Jana Potockiego i na nowo się ożywiło, gdy w trzydzieści lat potem przybyło do tych zbiorów kilkanaście sztuk w tychże okolicach znalezionych kamieni runicznych, opisanych przez Hagenowa…

JASKINIA W SITOVIE – pismo odkryte tutaj można łączyć ze Słowianami ponieważ genetyka współczesna lokuje Słowian na Bałkanach już od roku 8000 p.n.e. (haplogrupa R1a1a)
Napis z jaskini Sitovo w Bułgarii, 4.500 BC W 1942 r. w jaskini w Sitovie w Bułgarii odkryto napis liczący 340 cm długości i składający się z dwóch wierszy liter o wysokości 40 cm. Napis datowany jest na 4.500 pne, a więc na okres, gdy w Varnie działało już „złote” cmentarzysko (opisane wyżej), a w Rudnej Glavie działała pierwsza kopalnia miedzi. Treść tego napisu podobno odczytano, ale nie podaję tłumaczenia, bo nie ma ono żadnego znaczenia. Znaczenie ma to, że dwa tysiące lat przed pojawieniem się sumeryjskiego pisma klinowego jakiś chalkolityczny człowiek wykonał na kamiennej ścianie napis o wymiarach 3,5 x 1 m używając całkowicie abstrakcyjnych symboli, których znaczenia nie można było odczytać przez zwykłe kojarzenie ich kształtu z realnie istniejącymi przedmiotami.

Forum językoznawcze o książce Winicjusza Kossakowskiego

I Wreszcie na koniec fragment dyskusji z forum językoznawczego poświęconej książce pana Kossakowskiego.

http://forum.jzn.pl/printview.php?t=1398&start=0&sid=7988bda44aa3a7f063c6e82c55e63531

Książkę „amatora” oczywiście fachowcom bardzo łatwo się kopie, ale raczej przy pomocy prześmiestwa, zarzutów o niefachowość autora właśnie i innych podobnych argumentów. Znacznie trudniej im się to udaje gdy przychpodzi do twardej polemiki na argumenty.

Nie zamierzam popierać żadnej strony w tym sporze, choć jest oczywiste, że:

po pierwsze: cenię badania niezależne od autorytetów i nieuwikłane w hierarchiczny system akademicki

po drugie: cenię badania niezależne od takich czy innych funduszy państwowych, unijnych i wszelakich innych fundacyjnych za zachodnie pieniądze prowadzonych

po trzecie: ciekaw jestem jak polskie i rosyjskie badania pisma etruskiego i zapisów etruskich oraz ich tłumaczenia mają się wzajemnie do siebie i do oficjalnej „naukowej” wersji obowiązującej po akademiach polskich i rosyjskich

po czwarte: zgadzam się z Winicjuszem Kossakowskim na pewno w jednym, że polska nauka jest pełna kompleksów niższości a także głęboko przyczadzona XIX i XX wiecznymi  tezami, które często płynęły i nadal płyną z nacjonalistycznych uprzedzeń zwłaszcza końca XIX i początku XX wieku, i mają zabarwienie ideologiczne – przeważnie pangermańskie, antysłowiańskie i antypolskie.

A co z Mikorzynem – czy te kamienie na pewno są fałszywe? To co piszą w Wikipedii jest zupełnie nieprzekonywujące.

….

Copyright  by Winicjusz Kossowski

CZY POLACY POSIADALI WŁASNE PISMO?

Historia jest jedyną nauką, którą piszą zwycięzcy.

To nauka  vv  manipulacji  faktami.

Nawet przy pobieżnej analizie historii Polski, mam wrażenie, że pisali ją patrioci innych narodów, wrodzy narodowi polskiemu. Co gorsza, w tej chwili, mamy niby „wolność”a antypolonizm jak wściekły, hasa nie tylko w środkach masowego przekazu, w polityce, gospodarce, ale i w nauce. Gdy ktoś próbuje przedstawić fakty w korzystnym świetle dla interesów polskich, jest wyśmiany i zakrzyczany. Gdy Polak umoczy pióro w atramencie, ma na karku prokuratora i cały urząd przymusu. Niewolnik ma siedzieć cicho! – Tymczasem mamy dumną i piękną przeszłość. Mieliśmy, jak wykazują nieliczne wykopaliska oraz historycy obcy, poczynając od Herodota, swoje państwo i swoją kulturę, swoją gospodarkę opartą na żelazie i drewnie. Nasza religia dopracowała się wysokiej etyki, przewyższając etykę chrześcijańską. Np. Szczecinianie wzbranialisię przed przyjęciem boga chrześcijan zarzucając że, „chrześcijanie kłamią, kradną i mordują”, utożsamiając te cechy z Bogiem chrześcijańskim. U Polaków gościnność, pomoc potrzebującym i honor, były cechami naturalnymi. Nie wyobrażano sobie życia w innych warunkach. Takich cech dopracowują się kultury wysoko rozwinięte, które b. często padają pod ciosami barbarzyńców. Z czasem i barbarzyńcy cywilizują się, przejmując zastaną kulturę. Tak było z Rzymianami podbijającymi Grecję, z hordami Dżingishana, zajmującymi Chiny, z Germanami zajmującymi Polskę, którą znano wówczas pod nazwą Horwati lub Weneti. W tym miejscu należy uściślić nazewnictwo. Otóż po raz pierwszy, jak wykazują kroniki, zaczęto używać nazwy Pollens do określenia państwa Bolesława Chrobrego. Kosmas z Pragi w swojej kronice nazywa Polaków Chorwatami, tej nazwy, obok Lahy, używa również kronikarz ruski Nestor. Ta nazwa, choć niezdarnie zapisana przez kronikarzy łacińskich, pojawia się w piśmiennictwie rzymskim i greckim.

Czy nasi przodkowie znali pismo?

Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować Wawrzyńca Surowieckiego, piszącego w „Rocznikach Historycznych Towarzystwa Naukowego Królewskiego” w 1822 r.: „Herodot, który na cztery wieki przed naszą erą zwiedzał na północ Morza Czarnego i Dunaju, i tam poznał różne Narody ówczesne, świadczy wyraźnie: że Barbarzyńcy używali pisma; że po większej części pisali na skórach; że u nich widział różne napisy na wystawionych pomnikach. Vellejus sam się przekonał że w obu Panoniach [ówcześnie słowiańskich] za jego czasów Litteratura iuż była rozkrzewiona. Co Cezar powiedział o Gaulach [Galach] i Helwetach [Horwatach], że z dawna używali Pisma”.

Zajrzałem niedawno do Słownika Etymologicznego Języka Polskiego Al. Brűcknera. Przy haśle – litera; pisze: „z łac. – litera, pożyczki [zniekształconej] z grec. Difthera, ’skóra ściągnięta’, ‘pergamin’, ‘pismo’. Przy haśle runo: ‘skóra z wełną’; stąd ruń, ‘porost zboża (na wiosnę)’, runić się i runieć, runią ziemię okrywać. Prasłowiańskie; wszędzie tak samo, szczególniej u Serbów”. Zaprzeczyć nie można, wzajemnym przenikaniu się kultur europejskich.

Zaprzeczyć nie można, że „okrywa golizny”, niezależnie od tego czy to będzie skóra czy zasiane pole, w języku słowiańskim noszą miano – runo.

Zaprzeczyć nie można, że pojedyncza roślinka, czy pojedynczy włos z runa, „runą” zwiemy.

Zapisana skórapergamin, naszym przodkom z runem się skojarzyła. Czy była to pożyczka grecka, czy odwrotnie? – trudno dzisiaj ustalić.

Natomiast jest pewnym: runa to słowiańska nazwa litery.

Na określenie litery w języku germańskim jest ta sama nazwa – runa, w polskiej odmianie l.p. Nauka niemiecka dowodzi, iż powstała ze słowa germańskiego – tajemnica. A literki są wynalazkiem niemieckiego boga Tora. Nie znam niemieckiego boga i nie znam niemieckiej nauki, opartej na legendach germańskich. W słowniku polsko-niemieckim, na określenie tajemnicy jest z pewnością inne słowo. Bardziej trafia do mnie przekonanie: Germanie; lud rybaków, myśliwych i pasterzy, poprzez Bałtyk, mieli kontakt z rolniczą, a zatem kulturotwórczą ludnością słowiańską. Taki wynalazek, jak pismo, musiał ich fascynować i był dla nich tajemnicą, a słowiańskie słowo runa, w rozumieniu „tajemnica”, weszła do języka germańskiego.  Swoje spostrzeżenie, opieram na porównaniu run słowiańskich z runami germańskimi.

Runy polskie tworzono, przez rysowanie narządów mowy, które biorą udział w powstawaniu głoski. Wszystkie runy są zbudowane według tej zasady, chociaż krój liter zmieniał się w zależności od tego, czy były wycinane na desce, czy kute w metalu (pieniądz, broń).

Runy germańskie są produktem wtórnym. Zasada tworzenia run, była im nie znana. Przy dostosowywaniu do swojej mowy cudzych liter, nie zawsze dokładnie zapamiętanych, powstawały niezrozumiałe potworki. Tym należy tłumaczyć niemożliwość ich odczytania na starych zabytkach, pomimo to, że ich znajomość przetrwała do czasów współczesnych wśród kowali skandynawskich.

Polskie runy, trzymały się konsekwentnie swej zasady i dzięki temu były łatwe do rozszyfrowania, pomimo niewielkiej ilości pozostawionej nam przez historię. Każde nowe wykopalisko runami opisane, jest czytelne, pomimo iż nieraz by słowo zrozumieć, sięgnąć należy do słownika etymologicznego, co jest naturalnym dla języka żywego.

Ostatnim zabytkiem polskimi runami zapisanym, jest ogólnie znana moneta Sieciecha [1100 r.]. Wcześniejsze monety Mieszka I, bite dwoma stemplami, nieznacznie różniącymi się między sobą, są również runami zapisane. Dla wyjaśnienia. Pismo europejskie głosowe, jest budowane, według zasady identycznej z zasadą budowy run polskich. Najmniej przetworzonym jest alfabet polski, następnie fenicki. Etruskowie i Grecy zasady tej nie rozumieją, jednak odchyłek jest niewiele. Łacina dostosowując alfabet etruski do swoich potrzeb, literki uprościła nie zważając na żadne zasady, których prawdopodobnie nie znała. Kanonik Jan Długosz opisując czasy Bolesława Chrobrego, pisze iż: „król wydał nakaz spalenia wszystkich polskich ksiąg”. Decyzja królewska, na pozór niezrozumiała, staje się jasna, gdy pogrzebiemy trochę w historii Polski, sięgając źródeł.

W „Żywotach św. Cyryla i św. Metodego” istnieje zapis” „…książe Wiślech, silni wielce, został przymuszony do przyjęcia chrztu”. U kronikarza Gala Anonima, mamy wzmiankę, o początkach królowania Piastów. Poprzedniego władcę określa się przezwiskiem Popiel, Chwościsko – ogonisko. Tadeusz Miller w swej pracy „Trzy tysiące lat Państwa Polskiego” – przezwisko Popiel pisze Po-pi-jelc. Jelc to rękojeść miecza. Pop – grecka nazwa kapłana chrześcijańskiego. Drugie przezwisko Chwościsko-ogonisko – dogłębniej wyjaśnia sprawę. Sądzi przeto, że „Książę Wiślech silni wielce”, to Popiel, którego imię zaginęło, a przezwisko zostało. Datę „chrztu Polski” w obrządku słowiańskim, greko-katolickim ustala na rok 874.

Popiel stracił władzę po buncie swych poddanych, przeciw poczynaniom popów sterujących władcą. Buntowi przewodził prapradziad Bolesława Chrobrego. Kroniki, jak zwykle pisane przez zwycięzców, musiały wychwalać przywódców buntu, przeciwko nowej, chrześcijańskiej religii. A że byli to dziadowie Bolesława, później gorliwego chrześcijanina, wybijającego zęby swym rodakom za nieprzestrzeganie postu, jak pisze biskup niemiecki Thietmar, rozkazowi króla, dziwić się nie należy. Kroniki te, to przecież nic innego, jak instrukcja dla poddanych, którym nowa religia była obcą i wrogą. Zagrożenie buntem, było widocznie realne w czasach Bolesława, skoro do takiego doszło za czasów panowania wnuków – po śmierci Mieszka II.

Ci, którzy opowiadali Gallowi Anonimowi historię Polski, musieli ją znać z zachowanych egzemplarzy ksiąg polskich, lub z opowiadań dziadów, którzy je czytali. Sprytny kronikarz, w obawie zniszczenia swego dzieła, dawne dzieje opisuje w formie legendy. Gani w niej Popielca a wywyższa rodzinę Piastów, z nadzieją, że inteligentny czytelnik sam prawdę między wierszami wyczyta. Księgi ukryte przed wyrokiem królewskim, jakie niewątpliwie musiały się zachować do czasów Galla Anonima – zniszczył sam czas, a może i ludzie, którzy już nie potrafili ich odczytać. Zapisane nieznanymi znakami, brane za wytwór szatana, szły na stos zgodnie ze zwyczajami kapłanów nowej wiary. Na nasze tereny wkroczyła nowa religia i nowa kultura, gdzie umiejętność pisania przysługiwała jedynie kapłanom. Panowie a nierzadko i książęta, w miejsce podpisu, odciskali swój pierścień. Po zamordowaniu Bolesława Śmiałego, powróciły zwyczaje z czasów Popijelca, przeciwko którym podnieśli bunt pierwsi Piastowie. Napisy słowiańskie na broni, z czasów przedchrześcijańskich, świadczą o znajomości sztuki pisania kowalom, sztuki która musiała być powszechną.

Winicjusz Kossakowski

W przygotowaniu do druku, jest drugie wydanie książki POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY, z odczytanymi rycinami z zabytków, dawnym alfabetem polskim zapisane. Dotarły do mnie w ostatnim czasie, ryciny hr. Jana Potockiego sporządzone na podstawie zabytków w Priwlicach. Jest 118 rycin. Opisanych runami słowiańskimi. Dwie tabliczki opisane alfabetem greckim z wtrąceniami z alfabetu run słowiańskich, opisane mową słowiańską [dziwne, że nauka niemiecka nie potrafiła ich odczytać]. Figurek sześć, nieopisanych, ich ubiór i atrybuty trzymane w ręku sugerują, że pochodzą z terenu kultury greckiej, może z granicznego Bizancjum. I, uwaga, rzecz ciekawa – jedna z figurek, niestety z utrąconą głową, nosi napis bóstwa germańskiego TOR, oczywiście napis w alfabecie run słowiańskich. Jedna ostroga z kwiatem w miejsce kółka – uważam to za import. Słowiańskie ostrogi, posiadały tępy, stożkowaty kolec. Reszta to narzędzia, broń, ozdoby, podobne do wykopalisk z terenów Polski. Przy pomocy rysunków i opisu, staram się przybliżyć zasadę tworzenia run polskich. Trochę wiadomości z historii pisma, ze szczególnym uwzględnieniem zabytków słowiańskich.

TEORIA POWSTANIA RUN SŁOWIAŃSKICH

Drukuj

Email

06.02.2010.

TEORIA POWSTANIA RUN SŁOWIAŃSKICH

Tadeusza Millera poznałem, gdy miał lat 83, schorowany, milczący, gotowy do słuchania bardziej niż do rozmowy z nieznajomym. Było lato 2005 roku w lipcu, dwudziestego siódmego. Dzień upalny, parny, męczący. Okna mieszkania  szczelnie zamknięte.

Wrażliwy już był na przeciągi.

Książki po które przyjechałem, trzymano w domku opuszczonym, zarosłym bluszczem i zielem rozmaitym. Wewnątrz wilgoć i zapach niewietrzonego mieszkania. Stare sprzęty i narzędzia ogrodnicze obok dłut, pił i sprzętu rzeźbiarskiego. W kątach rzeźby ledwo zaczęte w których już duch artysty zamieszkał, ale zabrakło sił na wykończenie. Przy ścianach, jedne na drugich paczki książkami wypełnione – prosto z drukarni – pachnące farbą.

Prace chude, niewielkie z gęsto upchanymi faktami z historii Wenetów – jeszcze nie Słowian.

– Żmudna praca lat bez mała sześćdziesięciu.

– Godziny przesiedziane w archiwach i bibliotekach.

– Porywy radości, gdy odrzucony i zagrzebany w niepamięci szczegół historii rozbłyśnie, oświetli cząstkę drogi, da się poznać, zrozumieć.

Dzieje zaklęte w zdania i słowa – milczą, upakowane w paczuszki, pod zagrzybioną ścianą w opuszczonym domu.

Kupuję kilka paczek, może uda się umieścić je w księgarniach. Nierozprzedane egzemplarze pójdą na suweniry, dotrą do ludzi. Ilu z nich potrafi zrozumieć i docenić historię własną, podaną w prosty, niewyszukany sposób, oczyszczoną z „naukowych” śmieci „autorytetów”, typu Heleny Michnik, czy Bronisław Geremek?

„TRZY TYSIĄCE LAT PAŃSTWA POLSKIEGO jakiego nie znamy” Tadeusza Millera.

Tysiące przejrzanych starych map z nazwami rzek i miejscowości rozrzuconych po całej Europie, od Loary po Okę, mówi językiem Wenetów – Słowian.

-Po mapie Europy przewija się nitka drogi wskazującej wędrówkę ludów gockich, gdzieś z głębi stepów azjatyckich poprzez półwysep skandynawski i wyspy duńskie pakuje się w samo serce państwa Wenedów.

– Nazwy rzek i miast zdradzają ślady wędrówki Bałtów znad Oki na ziemie Słowian zamieszkałych nad Bałtykiem.

– Echo pamięci walk z ludami celtyckimi, wynalazcami żelaza, i imię słowiańskiego wodza Przemysła, zaklęte w nazwy grodów, które budował na obrzeżach swego imperium.

– Etymologia słów dawnych , zapomnianych.

Wszystko to ożywa i przemawia językiem zrozumiałym na kartkach książek pana Tadeusza.

Moja fascynacja jego pracami może mieć i przyczyny osobiste.

Właśnie w jego pracy traktującej o historii przedchrześcijańskiej mego narodu, znalazłem potwierdzenie własnych przemyśleń.

Sądzę, że udało mi się rozczytać alfabet Wenetów-Słowian. Zabytki historyczne odkryte w okolicach miejscowości Prilwice opisane runami polskimi, mówią dokładnie to samo co nazwy rzek i miejscowości z pracy pana Millera, rozszerzając temat o kulturę religijną i społeczną. Zabytki pisma runowego spisane w języku słowiańskim znajdowane są na terenach Europy, niegdyś państwa Słowian. Złożenie tych faktów stanowi już dowód niepodważalny, który sprzeciwia się rojeniom „autorytetów” niemieckich i – niestety – polskojęzycznych, którzy „sprowadzają” Słowian do Europy w wiekach średnich.

Gdy przekazałem panu Millerowi egzemplarz pracy „Polskie runy przemówiły”, po przejrzeniu jej powiedział: „Wiedziałem, prawda jest już udowodniona konkretnym materiałem źródłowym. Ale śmieci historyków we dwóch nie zmieciemy z historii Europy. A szkoda”.

Wkrótce zmarł

Winicjusz Kossakowski

Białystok – 9.11.2009r.

PS

Niżej przesyłam pracę T. Millera „Trzy tysiące lat państwa polskiego, jakiego nie znamy”.Sadzę, że warto ten materiał przybliżyć Narodowi Polskiemu.

– Mój list składa cześć jego pamięci.

==============

POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY cz. II

TEORIA POWSTANIA RUN SŁOWIAŃSKICH

Runy słowiańskie są uproszczonymi rysunkami. Zauważono, że przy wymawianiu głosek biorą udział różne narządy mowy. Wystarczyło je rysować.

W tym miejscu natrafiono na schody. Te same narządy mowy biorą udział w wymawianiu całej grupy głosek.

Problem rozwiązano.

Do podstawowego znaku, doczepiano dodatkowe kreski, kropki, ogonki, różnicując w ten sposób zapis.  Przykładowo: dla głoski „S” trzeba było narysować ząb górny i dolny. Powstał znak „X”. Dla „Ś” przedłużono prawą nóżkę, którą przekreślono do zapisania głoski „SZ” , itp..

W tym systemie zapisu mowy, trzeba było już nauczyć się znaków. Poszczególne plemiona, korzystając z tej zasady, nieco inaczej znaki kreśliły, czasami dobierając literki z innych alfabetów.. Przeto trzeba było się nieco natrudzić, by odczytać tekst, pochodzący z innego kręgu.

Już bułgarski mnich Chrabar pisał: „Prjeżde ubo Słowjene ne imjechą knig, ną czrtami i rjezami cztjechą i gatachą, pogani sąszcze”, co znaczy: „Wprzódy bowiem Słowianie nie mieli ksiąg, lecz kreskami i nacięciami czytali i gadali. Poganami są jeszcze”.

Ze względu na narządy mowy biorące udział w wymawianiu, głoski dzielimy na:

1) Szczelinowe S, Ś, Sz, C, Ć, Cz, Z, Ż, Ź, przy wymowie których zęby górne i dolne zbliżają się do siebie. Dźwięk wydostaje się przez szczelinę między zębami, odpowiednio modelowany językiem, daje różne głoski. Aby napisać -S- rysowano przekrój górnego i dolnego zęba. Powstał znak [S = X] . Dla zapisania głoski -Ś- przedłużano dolną prawą nóżkę [Ś – Ś].

Głoskę -Sz, sporządzono z -Ś, dodając jej dodatkową kreseczkę [Sz – Q].

C to również przekrój zęba górnego i dolnego, jedynie dodatkową kreskę rysowano z lewej strony na górnym ramieniu [C – C]. Głoskę Ć wykonano podobnym sposobem jak C, przedłużając dolną prawą nóżkę podobnie do Ś – [Ć – Ć]. Z głoską Cz poradzono sobie w podobny sposób [Cz – V].

Głoski powstałe z -Z-, pisanej pionową kreseczką z obustronnym daszkiem – Z – na terenach Polski, układają się: [ Z – Z ], [Ż – Ż], [Ź – Ź]. Runami w Prilwicach – Z- pisano trochę inaczej. Dla  -Z- wystarczyła pionowa kreseczka z łuczkiem na dole. Dla – Ź- , łuczek rysowano na górze. Dla -Ż-, znak -Z- kładziono poziomo – lub wykonano go z X, dodając jedną pionową kreseczkę w środku znaku – X. Na hełmie z Negau -Ż- zapisano pochyłą kreseczką z kółeczkiem na dole – zamiast łuczku, jak w Prilwicach.

2) Zapisując głoskę – A, rysowano otwarte usta. Na podniebieniu, w miejscu w którym czujemy dźwięk postawiono jedną, lub dwie kreseczki [A – A].

3) Wargowe B i P pisano przez narysowanie górnej i dolnej wargi [B – B]. Robiono to w dwojaki sposób – patrz na B łacińskie. Znak P pisano przez odwrócenie B o sto osiemdziesiąt stopni. [P – P].

Drugi sposób, który przeszedł potem do łaciny, rozwiązano przez odjęcie rysunku dolnej wargi [p – P].

4) Językowe I, pisano prostą pionową linią. Bez zmian przeszła litera do łaciny. Długie -J pisano dwoma sposobami. Pierwszy to wyraźne przedłużenie linii pionowej, może udającej język. Drugi sposób, to dorysowanie na górze dodatkowej kreseczki, która mogła różnie się układać [J-J].

Językowe -R . Drgający język, przy wymawianiu tej głoski, zapisano linią falistą, odchodzącą od kreseczki podniebienia [R – R]. Znak w nieco zmienionej formie trafił do łaciny.

5) Zębowo językowe T oraz D pisano przez narysowanie zębów jedynie dwoma kreseczkami, do których dostawiono kreseczkę języka [T – T].

Przy pisaniu literki –D, kreseczkę pionową, udającą język przesunięto na krawędź daszka z zębów.

[D – D]. Taki znak widnieje na Monecie Mieszka I , i wchodzi w słowo ŁaDa. Późniejsi heraldycy przerobili nieco Herb ŁADA, przesuwając na środek dolne kreseczki. Z Ł [ Ł]  powstał Y, a z D [D]   strzała. [T]. A znak kopuły nieba przerobili na podkowę, zbezczeszczono w ten sposób ideogram starosłowiańskiego bóstwa Łady, patrona królów i władców, pilnujących ładu i prawa.

W języku polskim istnieją cztery rodzaje głoski – D. Należą do nich D, Dz, Dż, Dź. We współczesnym alfabecie poradzono sobie z tym problemem wykorzystując zasadę dyftongu – podwójnych liter. W runach istniejących na zabytkach z Priwlitz, problem ten rozwiązano trochę inaczej. Doliczyłem się trzech znaków D, D,. Który z nich jaką głoskę reprezentuje, trudno mi powiedzieć. Język, którym posługiwali się słowiańscy Sasi, już dawno przestał istnieć. Zostali zgermanizowani. Nie przeszkadza to jednak w zrozumieniu wyrazów, czytając każdy znak jak – D.

6) Gardłowe H i E Słowianie pisali podobnie, rysując górę gardła wraz z małym języczkiem, widzimy to dokładnie na monetach Mieszka I i  Sieciecha. Znaki nieco podobne do dużego E łacińskiego, w piśmie odręcznym.  Przy  wycinaniu  na  drewnie  przyjął  jednak nieco inną formę[E -E, E,   ] .

Gardłowe H, na monecie Sieciecha przybrało formę E pisanego ręcznie, jednak z przedłużoną górną linią i stopką po drugiej stronie litery [H – H,     ]. Wycinane na drewnie przybrało postać podobną do E, lecz w nieco innej postaci. Przypomina literkę -I- z rosyjskiej „grażdanki”.

7) Gardłowe bezdźwięczne K– K pisano rysując gardło znakiem C.

Dla G-G dodawano kreskę – wyróżnik, na górze lub dole.

8) Na ostrzu dzirytu z Rozwadowa U napisano, rysując dzwon. Na innych zabytkach przyjmuje prostszą do wycięcia postać – V.

9) Ł starożytni Słowianie urobili z U, dorysowując mu ogonek. Na dzirycie z Rozwadowa ogonek wychodzi ze środka [Ł – Ł]. Na monecie Mieszka I – Ł urobiono z U pisanego przez V z ogonkiem odchodzącym od prawego boku.

10) Rozróżniano O długie od krótkiego. „O” wymawiane nieco dłużej pisano rysując  kółeczko w jakie układają się wargi w czasie wypowiadania. O krótkie pisano przez zrysowanie górnej wargi linią prostą z nieco uchyloną dolną wagą. Przewrócono znak o kąt prosty [ O – O].

O z kreską, utworzono z O krótkiego dorysowując jej poziomą kreseczkę na zabytkach z Prilwic.

[Ó – Ó]. Podobnie ten problem rozwiązano na monecie Sieciecha.

W języku polskim mamy nosowe O, mylnie wykonane z literki A, przez dopisanie do niej malutkiego noska. W runach, Słowianie nosowe  O, utworzyli z O krótkiego, dorysowując do niego malutki nosek [Ą – Ą]. Literka wycinana na drewnie przybrała postać pionowej  kreseczki z dwoma krótkimi odchodzącymi od niej pod pewnym kątem. To rozwiązanie znalazło się w runach etruskich.

11) Nosowe M pisano rysując nos z profilu, razem ze skrzydełkiem [M – M].

Dla nosowego N, również narysowano nos z profilu, jednak z wyraźnym zaznaczeniem dziurki od nosa [N – N]. Literka czasami przybiera postać małego -h z alfabetu łacińskiego.

Nosowe Ę utworzono dorysowując mały nosek do E [E – Ę].

12) Literki Y, nie odnalazłem na zabytkach z terenu Polski. Ponieważ napisy pismem etruskim dają się czytać i to w języku słowiańskim, gdy ich znaczenie zrównamy z runami słowiańskimi, domyślać się można że jest do etruskiej podobna  [Y – Y].   Na zabytkach prilwickich Y pisano-

w, w odróżnieniu od W – W

Pozostały wargowo zębowe  W oraz F.

13) „W” pisano rysując przekrój górnego zęba, podpartego wargą, jak w czasie wymawiania [W- W].

Literkę F utworzono z literki W, dorysowując jej z prawej strony dodatkową kreseczkę-wyróżnik [F – F].

Rodzaj narzędzia pisarskiego, którym wycinano runy na drewnie wymuszał ich uproszczenie do krótkich kreseczek.

Starożytna cywilizacja słowiańska stała na „drewnie i żelazie”. Drewno, do dzisiaj najlepszy, najzdrowszy  materiał na domy. Z drewna wykonywano większość narzędzi gospodarskich, mebli. W kuchni królowała glina i drewno.  W kraju porośniętym gęsto lasami, drewno było najbardziej dostępnym i tanim materiałem. Do przekazywania krótkiej wiadomości wystarczył wycięty kawałek gałęzi. Do zapisywania praw boskich i ludzkich używano na pewno odpowiednio wyprawionych skór, prawdopodobnie z owcy. Świadczy o tym pomysł na nazwanie litery runą, stworzycielką, który z runem owczym się kojarzy, podobnie jak u Greków. Wątpić nie należy, że ważniejsze napisy na deskach wycinano.

Inne narody pozbawione lasów, domy swoje budowali z gliny. Gliny też używali do spisania swoich kodeksów i dzienników. Inni w górach mieszkający trudzili się nad pismem kując je w kamieniu. Czas i ogień niszczy drewno, pergamin a z nimi i zabytki pisma. Nieliczne znaleziska pisma słowiańskiego  odnajdujemy na broni, brązowych figurkach i naczyniach. Napisy w języku słowiańskim, wykute w kamieniu,  znajdujemy również w Skandynawii.

Cywilizacje piasku i gliny, zachowały swoje dziedzictwo kulturowe. Pamięć o naszej cywilizacji, dzięki „pomocy” króla Bolesława Chrobrego, który „polskie  księgi nakazał palić” – zanikła. Nie można wykluczyć działalności w tym kierunku biskupów chrześcijańskich, którzy dzielnie walcząc z diabłami, nieznane pisma, za szatańskie uważali i skazywali na spalenie. Zachowała się wiadomość z ciekawego zdarzenia. Watykan w ramach walki z kacerstwem, nakazał swoim biskupom palić księgi kacerskie. Pobożny biskup z Krakowa, tak się przejął rozkazem papieża, że i księgi liturgiczne popalił. Śmieją się z niego nasi naukowcy. Ale biednemu biskupowi do śmiechu nie było. Skąd mógł wiedzieć, które księgi kacerskie a które  nie. Paląc wszystko, przynajmniej nie stanął na stosie. Wykazał tym samym mądrość życiową a nie głupotę. Głupotą wykazują się ci, którzy nie potrafią sobie wyobrazić, jak mocno grzeje „stos ofiarny”, i w jakich mękach ginie ofiara.

Winicjusz Kossakowski

POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY – Artykuł Nr 11

Drukuj

Email

Dodał: HP

23.02.2010.

POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY – Artykuł Nr 11

HEŁMY Z NEGAU w STYRII

Ten artykuł chciałbym napisać zestawiając jedynie cytaty uczonych. Nie sądzę aby mi się to udało. Jednak spróbuję.

Jeży Cepik „JAK CZŁOWIEK NAUCZYŁ SIĘ PISAĆ” – 1974r.

„Kto pierwszy wpadł na trop etruskiego pochodzenia run? Chyba Włoch, Carlo Paulini, który w roku 1885 dostrzegł dziwne podobieństwo furtoku do pisma waz etruskich”.

„Ów zacny i pracowity człek wyszedł pewnego razu, w roku  Pańskim 1811, na swoje pole i właśnie miał zająć się robotą, gdy wpadł do głębokiej jamy, w której odkrył 26 brązowych hemów. Na 12 hełmach widniały tajemnicze znaki, które potem zostały zidentyfikowane jako etruskie. Na jednym z hełmów był napis: avietitsaxirach, co możemy oddać jako „Harigast bogu” albo „Harigast ofiarowuje bogu”. Język był germański, gdyż w napisie tym dwa słowa, czytane z prawej do lewej, były germańskie”. Dalej „bla, bla, bla”, czyli naukowa sieczka.

Teraz zdanie , które uważam za ważne ze względu na datowanie znaleziska.

„Za najstarsze inskrypcje runiczne można by uważać dwie, z Negau, na brązowym hełmie z II wieku p.n.e., i z Maria Saalerberg w Karyntii, na rogowym sztylecie z I wieku p.n.e.”

Czemu odkrycie z Negau jest tak ważne?

Otóż, jest to klucz do historii Europy i narodów słowiańskich i germańskich.

W tym miejscu muszę wstawić pogląd mego przyjaciela z plemienia handlowego, na naukę i naukowców, które -mam nadzieję- pozwoli trzeźwiej patrzeć na poruszane tematy.

„Nauka to jest towar. Naukowiec, to jest ten  co z ten towar żyje. Jeżeli  na  towar prawdziwy  kupca nie ma, a za towar fałszywy jest duży pieniądz, to ja się ciebie pytam: Który towar naukowiec ma  produkować?”

To naukowe odkrycie, jak raz, pasuje do nauki zwanej historią. Poruszając się po zapiskach historyków musimy dokładnie śledzić: Kto jest kto. Co kto pisze i dlaczego? W większości wypadków są one pisane na zamówienie aktualnej polityki.  Historyk musi się wykazać inteligencją i polotem by w zamówionej treści ukryć prawdę historyczną, licząc po cichu, że może ktoś kiedyś zrozumie jego dzieło.

Ja naukowcem nie jestem i nie żyję z nauki. Mogę sobie pozwolić na własne poglądy wynikłe z badań historycznych, które są moim  hobby.

Są zbudowane dwa poglądy na historię Europy w tym na narody Słowian i Germanów.

Nauka germańska utrzymuje, na podstawie mapy Wispaniusza Agrypy, że wpierw na terenach europejskich żyli Germanie. Słowianie to nikomu nieznany dziki naród przybyły z głębi stepów azjatyckich, który w czasie „wędrówki ludów(IV wiek n. e. )” osiedlił się na terenach opuszczonych przez Germanów zajętych podbojem Rzymu.

Napis na hełmach z Negau datowanych na II wiek starej ery, odnaleziony na granicy Jugosławii i Austrii, gdyby był w języku gockim, potwierdzał by teorię germańską. Problem tkwi w tym, że napis opisano pismem etruskim, którego – jak dotychczas – nikt prawidłowo nie odczytał. Są robione wysiłki w tym kierunku przez naukę germańską. Pozwoliłem sobie przedrukować z internetu całe strony zapisane językiem niemieckim z dołączonymi zdjęciami zabytków. Materiał ten pozwoli wykazać wysiłki niemieckie. Zajmiemy się tym przy omawianiu zdjęć.

Natomiast badania niezależnych naukowców polskich pozwoliły zbudować tezę przeciwną tezie germańskiej.

W zapiskach greckich i rzymskich sprzed kilku tysięcy lat nie ma wzmianki o narodach germańskich i słowiańskich. Ziemię zamieszkałe na północ od Italii zamieszkiwał wielki naród  Wenetów, Wenedów. Aby zrozumieć nagłe pojawienie się Germanów i Slawenów, proponują zajrzeć do słownika łacińsko – polskiego.

Germanus znaczy brat, przyjaciel. Natomiast slawen, znaczy to samo co niewolnik, robotnik zniewolony.

Rozrastające się wielonarodowe państwo rzymskie, tych Wenetów którzy dobrowolnie przystąpili do Unii Europejskiej w rozumieniu Unii Rzymskiej  przezwali braćmi i przyjaciółmi. Natomiast ci Wenedzi, którzy podnieśli broń i bronili swojej wolności, stali się rezerwuarem siły roboczej i przezwano ich   Slawenami, czyli niewolnikami.

Tacyt (55 – 120 po Chr.) Wenedów zalicza do Germanów.

Widocznie niezbyt dobrze działo się Wenetom w Unii z Rzymem skoro zatrudniali na stanowiskach dowódczych, napływających poprzez Bałtyk Gotów. Ich umiejętności wojskowe widocznie były wysokie skoro udało się im, stojąc na czele weneckich Germanów, pokonać Rzym. Goci stanowisk książęcych i dowódczych nie oddali. Podlegli im Weneci z upływem wieków zatracili swój język na rzecz swych książąt. Natomiast Goci zatracili swe imię i przyjęli nowe imię Wenetów – Germanie.

Polscy naukowcy swą teorię popierają zapiskami zostawionymi przez cesarza Porfirogenetę w których mówi, że Germanie mówią po słowiańsku.

Mapa Wipsaniusza wskazywała jedynie plemiona weneckie przyjazne Rzymowi. Poza Wisłą byli wrodzy weneccy niewolnicy.

Wykazanie, że napis na kluczu do historii tych narodów, czyli na hełmach z Negau, jest w języku słowiańskim a nie w języku gockim, dowodził by:  Prawda historyczna jest po stronie nauki słowiańskiej.

Do tego „klucza” należy jeszcze dodać rozczytane zabytki runiczne z terenów całej Europy świadczące o ludach niegdyś je zamieszkujących, a jest ich grubo ponad dwieście.

Ale nie wybiegajmy.

Zgodnie z założeniem podam cytaty wybrane z pracy doktora Wojciecha Cybulskiego profesora literatury i języków słowiańskich. Dodam od siebie, urzędującego w Poznaniu, ówcześnie pod zaborem pruskim. Przypominam o „handlowej teorii naukowej”.

„……Pierwszą o nich wiadomość(hełmy z Nrgau) podało pismo: „Streiermaerkische Zeitschrift”, Gratc 1826, Heft 7, p. 48-60; opisał je potem i czytał napisy Jędrzej Kucharski w „Powszechnym dzienniku krajowym” w dodatku za rok 1829;…”

…”opisał je nareszcie w r. 1853 na nowo i napisy szczegółowo wytłumaczył Jan Kollar, profesor archeologii w Wiedniu,…..Kucharski był pierwszy, który ogłosił je za słowiańskie.  …Kucharski  czyta je od prawej do lewej jak następuje: Sidaku tu dli Jaromejsel  żupni pan Wapi.

A na drugim hełmie , z wyłączeniem nieodczytanych dwóch części skrajnych i dwóch znaków środkowego napisu, czytając także od prawej do lewej: Eiarifas  i  eie   abil.

Co ma znaczyć razem spojone: Mularzu! Tu dli (leży) Jaromyśl, żupny pan Wapi. Eiarifas go tu ubił”.

Dalej „uczona sieczka”na kilka stron dowodząca niewłaściwego czytania przez Kucharskiego. Mówię „uczona”, może trochę na wyrost, ponieważ Cybulski nie znał polskiego alfabetu runowego i nie miał nic do powiedzenia, oprócz inwektyw. W efekcie końcowym trafił: Kucharski również run nie znał.

Odczyt czeskiego uczonego Jana Kollara z pierwszego hełmu.

„tekst: Siraku turpi. Jarmeisva iphauna Phinths – u . dosłownie: Sziraku trupy Jaromeisla, żupna Pinths-u…..

„Napis na drugim hełmie czytany przez Kollara tak: Hary Chastiteiva (a) ivil   XILXII

sens: Popiół Czastitiva roku 40”.

Teraz następuje kilka stron uczonej sieczki zakończonej propozycją: „Niech więc pan Kucharski, lub który z zwolenników ś.p.  Kollara, raczą zabrać się do odczytania po słowiańsku powyższego napisu ; oddadzą archeologii i nauce o runach słowiańskiej wielką przysługę. …Nieśmiertelność imienia niezawodna. Oby dłużej trwała , jak pozyskana w skutku pierwszego odkrycia”.

Do odczytania podaje napis zrysowany z brązowej wazy odkrytej w Botzen. Napis podaje wraz z rozczytaniem niemieckiego naukowca z Berlina profesora Momsena.

Tak się składa, że napis wykonano w alfabecie etruskim i w języku etruskim, bardzo zbliżonym do wcześniej odczytanych run z Prilwitz. Czytamy od prawej do lewej.

LESzAM NI ChEDIU  LI KUSI USICA  CHEI LI LILE DISz NASI

Co w przetłumaczeniu na współczesny język polski znaczy: LASEM NIE CHODZĘ CHOĆ KUSI SIUŚKA CHEI LI LILE DZIŚ NASI (prawdopodobnie zwrotka z pieśni frywolnej).

Dla wyjaśnienia: Tłumaczenie słowa Usica, wziąłem z języka serbo-chorwackiego. W gwarze polskiej zachowało się jedynie w piosence ale już  w formie pieszczotliwej: „Usia (co robi) siusia ja widziała u…..).

Proszę zwrócić uwagę: Momsen runę (D) czyta jako (R), podobnie jak uczeni niemieccy na hełmach. Natomiast runa (Ch) tutaj czytana prawidłowo, na hełmach odczytywana jako (G). Proszę jeszcze, by porównać mój odczyt  z odczytem Momsena i jednemu tylko przyznać rację.

W internecie odnalazłem dwie publikacje germańskie na ten temat. Potraktowałem je w całości jako cytaty. Pierwsza w języku angielskim, napis odczytuje: HARIKAST ITEIVA. Na drugim dokumencie w języku niemieckim napis rozczytano: HARIGASTIZ  FEFAKIT. Oczywiście w obu wypadkach uczeni doszukują się jakiegoś znaczenia tych słów. Napis zgodnie z dawnym zwyczajem etruskim jest wykonany bez przerw między wyrazami co z jednej strony utrudnia czytanie , z drugiej – daje szerokie pole do kombinacji, szczególnie gdy nie znamy wszystkich liter. Do tego dochodzi nieznajomość języka Etrusków. Na szczęście mamy fotografię zabytku.

I tutaj szok. Rozumiem, że można różnie czytać te same runy. Źle czy dobrze, zależnie od naszej wiedzy , spostrzegawczości i inteligencji. Ale świadomie, a co niewybaczalne, nieumiejętnie fałszować? Robić z siebie idiotę a w tym i z nauki swojego kraju?

To już przechodzi moje wyobrażenie o  ludziach nauki niemieckiej.

Zbulwersował mnie odczyt niemiecki: HARIGASTIZ  FEFAKIT. Mogę odpuścić czytanie (D) jak (R), pomimo tego że nigdzie i w żadnym alfabecie takiego kwiatka nie ma, i nie ma na to żadnego wytłumaczenia. Mogę odpuścić czytanie runy w kształcie widełek skierowanych w górę, jako (G), pomimo, że nie ma na to żadnego logicznego wytłumaczenia. Sam niemiecki wielki Momsen, co widać na napisie z Botzen, czytał tą runę jako(Ch). Odpuszczam czytanie runy (G) jako (S). W ten sposób pisali jedynie Słowianie, co jest potwierdzone w odczytanych tekstach runicznych choćby z Prilwitz. Czytanie iksa z prawą nóżką dłuższą jako (T) też można wybaczyć. Jest przecież jakieś podobieństwo do współczesnego (t). Ale czytanie drugiego takiego samego znaku, tym razem jako (Z), odebranie najniższej kreseczki dla (E), aby przeczytać (F). Pionową kreseczkę czytać jako(E), czytanie trzech pionowych kreseczek  jako (K) i  ostatniego znaku, we wszystkich alfabetach runowych czytanych jako (L), przeczytać jako (T), jest nie tylko nadużyciem, ale zwykłym szachrajstwem. Do świadomych fałszerstw można zaliczyć fakt nie publikowania napisów z drugiego hełmu, razem odnalezionego w którego napisach występuje znana we wszystkich alfabetach runowych literka (T), pisana strzałką z grotem do góry.  Nie można by wtedy czytać iksa jako (T).Choćby z tych względów, oba napisy, pomimo że różne, są świadomie czytane fałszywie i poparte naukowym bełkotem. Nie trzeba nawet zaglądać do słowiańskiego alfabetu z artykułu nr 1, by czytać kolejno: H A D I Ch A G Ś I Ś EI F A M I L.

Dopiero dzięki dołączonej tablicy run wszelkich przez TITUSA do tematu „Hełmy z Negau”, w szeregu run etruskich odnalazłem (M) pisane trzema kreseczkami. Słowianie dla nosowego (M), rysowali po prostu nos, czasami przypominający małe (b) z łaciny.   Po właściwym odczytaniu (M)  zrozumiałem napis. Podzieliłem na wyrazy. Brzmi on: HADIChA   GŚIŚEJ FAMIL.

Co czyta się tylko w jeden sposób: Hadicha (imię własne – od słowa chodzić) z Gęsiej  familii(rodziny, plemienia). Właściciel hełmu, po prostu go podpisał i nic więcej.

Na zabytkach z Prilwitz słowo GĘŚ pisano dwoma runami GŚ. Gęś musiała mieć jakieś magiczne znaczenie w wierzeniach Słowian, skoro odlewano jej postać w złocie i umieszczano w słowiańskich świątyniach. Może, jako ptak, miała kontakt z bóstwami i przy pomocy czynności wróżenia, przekazywała wolę bóstw Słowianom?

Powodem do dumy, mogło być pochodzenie z familii Gęsiej. W Polsce do dzisiaj są popularne gęsie nazwiska, jak Gąsowski, Gęsicki, lub po prostu Gęś. Bardzo mi przykro panowie Germanie z Gotów. „Klucz” z Negau pasuje do zamka polskiej historii. Proponuję przeczytać książkę popularno- naukową Tadeusza Millera „3 tys. Lat Państwa Polskiego”

Negau helmet from Daone. Museum of Santa Julia, Brescia

Negau helmet refers to one of 28 bronze helmets (23 of which are preserved) dating to ca. 400 BC, found in 1811 in a cache in Zenjak, near Negau, now Negova, Slovenia. The helmets are of typical Etruscanvetulonic‚ shape, sometimes described as of the Negau type. They were buried in ca. 50 BC, shortly before the Roman invasion of the area. the Negau helmet inscription (read from right to left)

On one of the helmets („Negau B”), there is an inscription in a northern Etruscan alphabet. Note that the inscription need not date to 400 BC, but was probably added by a later owner in ca. the 2nd century BC or later. It is read as/// harikastiteiva\\\ip,

Many interpretations of the inscription have been proffered in the past, but the most recent interpretation is by T.L. Markey (Journal of Indo-European Studies 2001) who reads the inscription as ‚Harigast the priest’ (from *teiwaz „god”), as another inscribed helmet also found at the site bears several names (mostly Celtic) followed by religious titles.

In any case, the Germanic name Harigast is almost universally read. Formerly, some scholars have seen the inscription as an early incarnation of the runic alphabet, but it is now accepted that the script is North Etruscan proper, and precedes the formation of the Runic alphabet. Harigast constitutes an attestation of the Germanic sound shift, probably the earliest preserved, preceding Tacitus perhaps by some two centuries.

Must (1957) reads Hariχas Titieva as a Raetic personal name, the first element from the Indo-European (Venetic rather than Germanic), the second from the Etruscan.

The four discrete inscriptions on the helmet usually called „Negau A” are read by Markey as: Dubni banuabi ‚of Dubnos the pig-slayer’; sirago turbi ‚astral priest of the troop’; Iars’e esvii ‚Iarsus the divine’; and Kerup, probably an abbreviation for a Celtic name like Cerubogios

Helmets of the Negau type were typically worn by priests at the time of deposition of these helmets, so they seem to have been left at the Zenjak site for ceremonial reasons. The village of Zenjak was of great interest to German archaeologists during the Nazi period and was briefly renamed Harigast during World War II. The site has never been excavated properly.

HARIGASTIZ  FEFAKIT Przedłuża się nieco ta rozprawka. Może trzeba będzie podzielić ją po połowie. Trudno, ale muszę odnieść się do napisu na drugim hełmie. Do fotografii zabytku nie dotarłem, posłużę się przerysowanym przez dr Cybulskiego samym napisem. Napis z pierwszego hełmu był najdokładniejszy z prezentowanych przez innych autorów. Mam nadzieję, że i w tym przypadku autor nie „przedobrzył”.

Podobnie jak na poprzednim hełmie, napisy czytamy z prawej do lewej. Mamy do czynienia z dwoma zdaniami, drugi napis jest pisany do góry nogami i jak stwierdził pan Cybulski, jest wykonany punkcikami. Zakładam, że był wykonany w różnym czasie.  Napis na pierwszym hełmie zawierał imię własne i pochodzenie właściciela hełmu, spodziewam się  powtórki tego zwyczaju. Napis pierwszy ma kropeczkami oddzielone słowa. Nic w takim razie kombinować nie można, tylko czytać.

GIDAKU  TUD  LI   JADMEISzFP

Nie mam żadnych wątpliwości, że napis jest wykonany runami etruskimi i w języku etruskim. Przy czytaniu korzystałem z oficjalnych alfabetów etruskich. Nie ma obcych liter.

Etruskowie byli narodem trzyjęzycznym. Władali językiem Greków, Itaków(łacina), oraz własnym. Jak wynika z odczytanych zabytków język rodzimy był zachwaszczony mową grecką i mową Itaków. Stąd gramatyka i końcówki słów weneckie(słowiańskie), natomiast słowa są mieszaniną słowiańsko-grecko-łacińską. Dla przykładu podam zdanie usłyszane od Polonusa w Nowym Jorku. „Luknij przez łindoł, czy tam moja kara na kornerze stoi”. Kto nie zna języka angielskiego zdania nie zrozumie, tak samo anglik bez znajomości języka polskiego.

Napis na pierwszym hełmie jest zrozumiały i wydaje się słowiańskim. Ale jedynie dlatego, że język współczesny polski został zachwaszczony łaciną. Słowa – familia – do języka polskiego zostało wprowadzone dopiero w średniowieczu. Dwadzieścia dwa wieki temu było nieznane naszym przodkom. Tak samo  jest z napisami na drugim hełmie. W słowie pierwszym mamy końcówkę słowiańską (-aku), jak w słowach: biedaku, bydlaku. Tak sformowane słowo oznacza, że zwracamy się do kogoś po przezwisku lub imieniu, w tej chwili. Ale co właściwie oznacza słowo GID? Dwa następne słowa: TUD   LI,  są z pewnością w języku Słowian.  JADEME – jedziemy. JADEMEISz – to już imię. Przeszkadzają dwie ostatnie litery  FP.  Gdybym mógł podzielić to słowo na dwa, wyszło by;

JADEMEI  SzFP, co kojarzy się ze znanym słowem Szwab. Wynikałoby z tego, że Szwabi byli przed zniemczeniem Słowianami. Do dzisiaj inni Niemcy wyrażają się o nich z pogardą.

Napis przybrał podobną formę jak na hełmie pierwszym. Właściciel oświadcza każdemu GIDAKOWI, że nosi imię JADEMEI  i jest z familii SZWAB.

Napis drugi, ten wykonany punktakiem:

U Ż U P N I P A N U A P I

Żupa to słowiańska przestarzała nazwa kopalni, lub urzędnik pobierający opłaty w imieniu księcia, szczególnie na Bałkanie. W takim wypadku mielibyśmy do czynienia z urzędnikiem Żupanem. Dalsza część napisu może być imieniem własnym, PANUAPI. (słowo pochodzi od – panowanie), lub całe zdanie, bez imienia: ŻUPAN PANUJĄCY.

Jeżeli słowo Żupni uznamy za kopalnię, wówczas zdanie nabierze innego sensu: U ŻUPNI PANUACzI (panujący) a prościej – Dyrektor kopalni-.

W tym miejscu mam problem. Nie dysponuję dobrą fotografią zabytku. Mogę jedynie podejrzewać, że przepisujący napis trochę przedobrzył. Widział poprzednie literki (P) pisane kółeczkiem na linii prostej a gdy literka przedostatnia miała niepełne kółko, uznał że to ubytek spowodowany korozją i wstawił całe kółeczko. Tymczasem podobnym znakiem Słowianie zapisywali swoje (Cz), co przejął alfabet rosyjski. Pisano tylko ¼ , lub ½ kółeczka.

Zdanie: U ŻUPNI PANUACZI (panujący) mieści się w kanonach gramatyki słowiańskiej.

Można wnioskować, że najpierw JADEMEI  SzWP podpisał swoją własność, a z chwilą awansu na dyrektora żupy(kopalni) już punktakiem dopisał swój aktualny zawód, jako powód do dumy.

Warto sprawdzić czy w pobliżu miejsca znaleziska nie było przed ponad dwoma tysiącami lat, jakiejkolwiek kopalni. Mogła to być kopalnia soli, krzemienia, kopalnia rud z których uzyskiwano miedź, srebro, czy złoto, a może kamienie szlachetne?

Słowianie w tym czasie potrafili już wytapiać żelazo, świadczą o tym znajdowane u nas monety rzymskie i ogromne skupisko żużli po dymarkach.  Może warto tam poszukać rudy darniowej i pamiątek po prymitywnych hutach żelaza.

Winicjusz Kossakowski

PS

Poszukuję zdjęcia drugiego hełmu z Negau, aby zweryfikować napis. Podczas moich poszukiwań zetknąłem się wielokrotnie z dopasowywaniem napisów do przemyśleń uczonych.

—————–

Tagged with:

Halina Łozko: O Kolebce Słowian, Władimirze Szajanie i wprowadzeniu chrześcijaństwa (fragmenty)


Figurki kultowe – Peruna i Makosza (nie mylić z Mokoszą)

Książka Haliny Łozko

SŁOWIAŃSTWO: Rodzima Wiara Ukraińska

jest bardzo cennym opracowaniem, z którym nie do końca trzeba się zgadzać, ale które na pewno należy poznać. Zachęcam do zakupu tej książki jeżeli to jest możliwe.

Poniżej przytaczam dla zachęty trzy fragmenty z książki i tekst Marka Raua o Ukraińskiej Wierze Przyrodzonej oraz profesorze Władimirze Szajanie – Strażniku Wiary Przyrodzonej Słowian

Gromownik Perun (Korolkow)

Halina Łozko

SŁOWIAŃSTWO: Rodzima Wiara Ukraińska

Perun (Andriej Klimenko)

Kolebka Słowian

Zostawszy profesorem Wołodymyr Szajan nie porzucił swych marzeń o

odrodzeniu etnicznej, starodawnej wiary Ukraińców. W tym właśnie

widział drogę do wyzwolenia politycznego i duchowego, powrotu narodu

do jego odwiecznych i szlachetnych wartości. W. Szajan, organizator i

pierwszy przewodniczący Europejskiego Prezydium Ukraińskiej Wolnej

Akademii Nauk, napisał szereg prac z zakresu religioznawstwa

porównawczego, w tym studia nad Księgą Wełesową oraz Rigwedą.

Pierwszy tom tych prac pod tytułem Wiara przodków naszych wydali w

Kanadzie (Hamilton, 1987) jego uczniowie i następcy. Odwieczne

pragnienie ludzkości – dążenie do poznania i miłości znalazło

swój wyraz już w dawnej religii Indoeuropejczyków, jak to czytamy w

pisemnych pamiątkach Rigwedy: „poznaj Boga i pokochaj Go”. Światowa

religia przewraca wszystko do góry nogami: „na początek, bracie,

przyjmij chrzest święty, a potem dopiero nauczymy się bojaźni boga

i wypełniania jego woli”. Przez całe tysiąclecia chrześcijaństwo

niszczyło każdą żywą myśl, bezwzględnie zwalczało objawy

ludowej moralności i etnicznego pojmowania boga, piętnując je jako

nikczemne, podłe i wstrętne. Jednakże mądrość ludowa żyje

wiecznie – w naszych obrzędach i zwyczajach, w pieśniach i tańcach,

w wyszyciach ręczników, w pisankach, korowajach, w ogniskach

kupalnych i bożonarodzeniowych karnawałach.

Jak udowodnił w toku swoich badań profesor Szajan, wiara

prasłowiańska nie była politeizmem. Posiadała szczególne

pojmowanie bóstw, któremu odpowiada raczej termin „henoteizm”: Bóg

jedyny, ale mnogi w swych przejawach; ma tyle imion, ile tych

przejawów ukazuje się we Wszechświecie. Stąd rozmaitość imion

bogów w Rigwedzie, stąd też – bogactwo słowiańskiego panteonu

bogów; Ojciec Swaróg i synowie Swarożyce. Badacze dawnych religii

przez długi czas pozostawali pod przemożnym wpływem

chrześcijańskiego światopoglądu i nie potrafili wyzbyć się

uproszczeń dogmatycznego sposobu patrzenia na religię naszych

przodków. Niespodziewanie dwudzieste stulecie obdarzyło nas cudownie

zachowaną pamiątką kultową, nazwaną Księgą Wełesową (V-IX

wiek), która odsłoniła przed nami bogactwo duchowego życia dawnych

Słowian, ukazała te aspekty ich religii, praktyki kultowej oraz

fragmenty sakralnych tekstów, jakie dotąd nie były nauce znane i w

jakich znajdują swe potwierdzenie domysły wybitnych myślicieli

przeszłości. Wiara naszych przodków była i jest znaczącym wkładem

w dorobek kulturowy ludzkości. Znajdujemy w tej wierze cały szereg

podobieństw do Rigwedy, co świadczy bezspornie o dawnym pochodzeniu

tych wierzeń z jednego praźródła.

Praojczyzna narodów słowiańskich to terytorium między Dnieprem i

Odrą, gdzie lokalizuje się archeologiczny, lingwistyczny i

etnograficzny masyw słowiański. Nie brak naukowych hipotez w

dziedzinie złożonych procesów etnogenezy, jakie zachodziły na

ziemiach Słowiańszczyzny, ale nauka współczesna coraz bardziej

wysuwa na czoło teorie o autochtonicznym pochodzeniu i rozwoju plemion

słowiańskich na ich odwiecznych terytoriach. Całkiem możliwe, że

do największych sanktuariów przybywały pielgrzymki wiernych z całej

Słowiańszczyzny. Za takie święte miejsca możemy uważać

sanktuarium na Ślęży w pobliżu Wrocławia albo chrom* Świętowita

w Arkonie na Rugii. Stały takie chromy i na Rusi – sanktuarium Rodeń

nad brzegiem rzeki Roś, sanktuarium Roda-Świętowita na górze Bogit,

chrom Busziwśkyj na Podolu i in.

Perun

Profesor Władymyr Szajan o Księdze Welesowej

Następcy wołchwów przez długie jeszcze wieki po chrystianizacji

narodu przechowywali tajemną wiedzę swych przodków. Niektóre z ich

zapisów ocalały, resztę przekazywano z ust do ust. I tak nawet w XIX

wieku rozpowszechniany był rękopiśmienny apokryf kalendarza

obrzędów na cały rok ku czci Mokoszy. Teksty tego kalendarza

podawały w postaci zaszyfrowanej obliczenia „dwanadesiatnyc”, czyli

dwunastu piątków w roku, kiedy czczono Mokoszę (według

chrześcijańskiego kalendarza Paraskiewę-Piątnicę). Boris Rybakow

pisze, że ten kalendarz „reprezentuje znacznie wyższy poziom niż

modły niepiśmiennych bab przed świętą Paraskiewą”23. I chociaż

autor rękopisu ukrył się pod imieniem świętego Klemensa, to jest

oczywiste, że on przekazał w spadku po sobie wiedzę ruskich

wołchwów, których dziedzicem mógł być on sam.

Cennym źródłem do poznania i rekonstrukcji dawnej wiary ma stać

się Księga Wełesowa, dotąd mało zbadana, a to wskutek uprzedzeń

naukowców, którzy pod naciskiem imperialnej Rosyjskiej Akademii Nauk

wciąż uważają ją za falsyfikat. Aleksandr Puszkin w swoim czasie

obronił od podobnych napaści Słowo o wyprawie Igora, znalazłszy

zręczny argument w tym, że nie znany mu jest taki talent, który

mógłby dokonać podobnej podróbki. Rzeczywiście, czyżby znalazł

się na świecie taki znawca ukraińskiej mitologii, który

sfałszowałby (i po co?) tak oryginalny zabytek jak Księga Wełesowa?

Pisał na ten temat również profesor Wołodymyr Szajan: „Trudno

przypuścić, żeby jakiś falsyfikator znał tak dokładnie tyle

elementów starej wiary i obrzędu”24. Mimo to i dotąd pojawiają się

obraźliwe wystąpienia przeciw prawdziwości zabytku. Ktoś tam nawet

uważa, że taka podróbka była potrzebna jako podłoże do większej

chwały stalinowskiego imperium25. Uczeni ukraińscy muszą dokładniej

przebadać pamiątkę, nie oglądając się na moskiewskie

„autorytety”, i włączyć ją do naukowego użytku.

Wiadomości o ruskiej wierze znajdujemy także w pracach cudzoziemskich

podróżników i historyków: Al-Masudiego (Złote łąki), Ahmada Ibn

Fadlana, Prokopiusza z Cezarei (VII wiek), Al-Dżajhaniego (Księga

dróg i królestw, IX wiek), Ibn Dasta (Księga dobrych skarbów, I

połowa X w.) i in. Ponadto mamy opisy słowiańskiej wiary

sąsiadujących z Rusiczami plemion (Słowian wendyjskich, Lutyków i

in.) z czasów już późniejszych (X-XI wiek). U tych plemion

najdłużej zachowała się rodzima wiara, która swą filozofią,

obrzędowością, jak również pod względem budowli kultowych była

bardzo bliska kulturze ukraińskiej. Wszystkie te opisy jako też

materiały archeologiczne dają możliwość rekonstrukcji starej

wiary. Na obszarze Ukrainy takie archeologiczne pamiątki stanowią

grodziska – koło wsi Babyne i Kulisziwka (nad Dniestrem),

świętowisko Rżawynśke (w Czerniowieckiej obł.), Szumśke (w

Żytomierskiem), Trypolskie (nad Dnieprem), Błagowiszczenśke (nad

Desną), Busziwśke (w Winnickiem), Trachtemyriwśke i in.

Istnieje kilka nazw (słowiańskich i ukraińskich) oznaczających

dawne świętowiska: chrom, molbiszcze, kapiszcze, kontyna i inne.

Chromy – cerkiewno-słowiańska forma słowa choromy, co oznacza:

długa budowla w kształcie kabłąka (półkola), wzniesiona wokół

okrągłego majdanku, na którym stoi kapiszcze. W takich chromach

umieszczano długie stoły z ławami, gdzie mogło zasiąść do

rytualnej biesiady równocześnie 200-300 ludzi (na przykład w chromie

Błagowiszczenśkim koło Wżyszcza). Na świętowisku Rżawynśkim o

powierzchni 600 m2 choromy mieściły nie mniej niż 300 osób.

Zachodniosłowiańskie słowo kontyna być może pochodzi od kont

(żywność, jadło, prowiant). Otóż przy takich nabożeństwach, po

złożeniu żertw bogom, wszyscy obecni urządzali wspólną zastawę

stołu na cześć bogów. Może ono też pochodzić od kant (z

łacińskiego), co oznacza uroczysty śpiew na cześć bogów.

Perun na Niebie i kwiat Peruniki

O Wprowadzeniu Chrześcijaństwa

A kiedy

przyjęli chrześcijaństwo, to religia stępiła ich miecze, a wiara

zamknęła im dostęp do ich zwykłego zajęcia i powrócili do

ciężkiego życia i do biedy, i zmniejszały się ich środki

utrzymania.

więc kronikarz sytuuje chrzest Rusi

w okresie 36 lat (między rokiem 853 i 889). Odpowiada to danym

greckich chronografów, którzy stwierdzają, że rzecz odbyła się za

panowania Michała49.

W czasie od Askolda do Włodzimierza widzimy ciągłe zamieszki,

powodowane zmianą wiary, oraz nagłe zwroty: od pogaństwa do

chrześcijaństwa i na odwrót. Chrześcijanina Askolda zmienia poganin

Oleg, a po jego śmierci przychodzą chrześcijanie Igor z Olgą, a po

nich – poganin Świętosław, chrześcijanin Jaropełk, poganin

Włodzimierz przyjmuje wiarę Chrystusa. Siedemkroć w ciągu stulecia

zmienia się wskutek zmian religii polityka państwowa. Jak się tu nie

pogubić, jak nie utracić godności ludzkiej, zachować równowagę

ducha, odnaleźć słuszną drogę?

Powiedzenie ludowe głosi: „Czyja siła, tego i prawda”. Książę

Włodzimierz utrzymywał chrześcijaństwo w Kijowie siłą miecza i

ognia. Wierni mu wojewodowie Dobrynia i Putiata czynili to samo w

Nowogrodzie. I chociaż po wiekach pisze kronikarz, że w dniu

chrzczenia „widać było wielką radość na niebie i na ziemi”, to i

on nie zapomina zaznaczyć, że Peruna opłakiwali „ludzie niewierni”,

gdy rozkazał Włodzimierz „przywiązać go do końskiego ogona i

włóczyć z Góry Boryczewym Zjazdem do rzeczki i dwunastu ludzi

przystawił, by bili go kijami. I robili to nie jako drzewu, co

odczuwa, lecz ku zniesławieniu biesa”50.

Również sam nakaz chrzczenia ludzi wygląda u latopiśca bynajmniej

nie demokratycznie: „Włodzimierz rozesłał po całym mieście swych

posłańców z wezwaniem: „Jeśli kto nie stawi się jutro u rzeki –

bogaty czy ubogi, czy starzec, czy rab – ten moim nieprzyjacielem

będzie7”. Dalej czytamy rażące swym cynizmem zdanie: „Usłyszawszy

to, ludzie z radością szli, radując się, i mówili: „Gdyby to nie

było dobre, to książę i bojarzy nie przyjęli by tego7”.

Bardziej dokładny obraz chrystianizacji, ale w Nowogrodzie, podał

Latopis joachimski. Opowiada się w nim, że nowogrodzianie,

dowiedziawszy się o zamiarze Dobryni ochrzczenia ich, sprzysięgli

się na wiecu, że nie wpuszczą jego wojska do miasta i nie dadzą

„obalić idoli”. Przygotowali przy mostach dwie ogromne kupy kamieni,

tak jakby na prawdziwego wroga. Na czele obrońców stanął wołchw

„wyższy nad żercami Słowian Bogomił złotousty, dlatego zwany

Słowikiem”. Nowogrodzki tysięcznik Ugoniaj jeździł po mieście

krzycząc: „Lepiej nam umrzeć, niż dać naszych bogów na

zbezczeszczenie”. Ludność, uniesiona gniewem na Dobrynię, zburzyła

jego dom, usunąwszy wpierw jego rodziców. Wtedy Putiata (tysięcznik

Włodzimierza), nająwszy 500 ludzi u rostowców, nocą opłynął

miasto od tyłu na łodziach i wdarł się do Nowogrodu. Poczęła się

okrutna „rąbanina” nowogrodzian, których było pięć tysięcy, z

wojskiem Putiaty. Nowogrodzianie poczęli burzyć cerkiew Przemienienia

Pańskiego i rabować domy chrześcijan. Nad ranem przyszedł Putiacie

na pomoc Dobrynia ze swoim wojskiem i polecił palić domy

nowogrodzian. Wtedy ludzie pobiegli do swych domów i bój ustał.

Dobrynia nakazał swej drużynie „idole potłuc, drewniane popalić, a

kamienne rozbijać i wrzucać do rzeki; i była u niewiernych rozpacz

wielka. Mężowie i kobiety, patrząc na to, ze łzami i szlochaniem

wielkim błagali, by nie burzyć, bo to są ich prawdziwi bogowie”51.

Poczęto ogłaszać, żeby ludzie szli się chrzcić. Tych, którzy nie

posłuchali, żołnierze wlekli przemocą do rzeczki i tam ich

chrzcili. Powstało wówczas powiedzenie: „Putiata chrzci mieczem, a

Dobrynia ogniem”52.

Przypuszcza się, że pod koniec swego życia Dobrynia miał wyrzuty

sumienia z powodu swych bezeceństw. Otóż z punktu widzenia

moralności taka wojskowa służba u księcia traciła swój szlachetny

charakter – walka z własnym narodem w żadnej mierze nie była walką

o sprawiedliwość. W folklorze zachowały się przekazy o tym, że

Dobryni zdarzało się słyszeć płacz matek i dzieci, bezlitośnie

przezeń osieroconych. Jedna z północnoruskich bylin rozpoczyna się

lamentem Dobryni, który skarży się na rodzoną matkę: „Po coś ty

mnie, nieszczęsnego Dobryniuszkę, porodziła?…”, a dalej idą jego

żale:

Ja Dobrynia nie jeździłbym po pustym polu,

Ja Dobrynia nie zabijałbym niewinnych dusz,

Nie przelewałbym krwi na próżno,

Nie łzawiłbym Dobrynia ojców-matek,

Nie wdowiłbym Dobrynia młodych żon,

Nie skazywał na sieroctwo dzieciątek53.

Perun (Forosteckij)

O Władimirze Szajanie

Fragment z opracowania o Neopoganiźmie Marka Raua

z Taraki:

Na Ukrainie odrodzenie pogaństwa zainicjował prof. Władimir Szajan (1908-1974). W 1934 roku przeżył on objawienie religijne na górze Grechit, na Huculszczyźnie. A w 1943 roku założył Orden Licarow Boga Sonca (Zakon Rycerzy Boga Słońca), którego historia nie jest bliżej znana. Jak przypuszcza Leonard Pełka, z jego wyznawców mógł być sformowany odział UPA pod wezwaniem Peruna. Działalność Szajana nabrała rozmachu dopiero po wojnie i na emigracji, był on dyrektorem londyńskiej biblioteki im. Tarasa Szewczenki w Stowarzyszeniu Ukraińców, w Wielkiej Brytanii. Dzięki jego działalności publicystycznej i we współpracy z Mirosławem Sitnikowem, w środowisku emigrantów ukraińskich powstała w 1981 roku w Hamilton, w Kanadzie „Gromada Ukraińskoj Ridnoj Wiaru” (Wspólnota Rodzimej Wiary Ukraińców). 20

Na samej Ukrainie działały: RUNvira „Ridnaja Ukrainskaja Narodnaja Vira” (Rodzima ukraińska wiara narodowa z Lwem Syłenko na czele i Gromada Ukrajnskich Jazicznikow „Prawosław’ja” (Grupa Ukraińskich Pogan „Prawosławie”), powstała w 1993 roku z inicjatywy Galiny Łozko, ukrainistki i Andrieja Bogoroda – etnografa.

Pierwsza z wymienionych grup niewiele ma wspólnego z pogaństwem sensu stricto, jest to religia objawiona, z Lwem Syłenko jako prorokiem.” 21

Druga natomiast odwołuje się do tradycji zapoczątkowanej przez Szajana w Hamilton i nazywa się „prawowitą wiarą Ukrainy”, grupa ta wydaje pismo „Swarog”(od 1995 roku). 22 Dwudziestego piątego sierpnia 1997 roku miał miejsce w Kijowie I Ogólnoukraiński Sobór Rodzimej Wiary, nastąpiło na nim zjednoczenie wspólnot krajowych i zagranicznych, oraz powołanie „Widrodżenija Ukrajnskoj Ridu Wiru” (Odrodzonej Rodzimej Wiary Ukraińskiej).

W odezwie soborowej przeczytać można: „Uważamy się za prawnych spadkobierców i kontynuatorów Pogańskiej Wiary Rusi-Ukrainy, która w 988 roku została zakazana przez międzynarodową religię chrześcijańską. […] Nasza Rodzima Wiara głęboko osadzona jest w naszych tradycjach i stanowi trwały system wierzeń narodowych. […] Wierzymy w Rodzimych Ukraińskich Bogów zjednoczonych w Swarogu.” 23

Podstawy wiary RUNviry zawarte są, w tak zwanej „Księdze Wełesa”, najstarszym dokumencie piśmiennictwa staro słowiańskiego, pochodzącym ponoć z V wieku p.n.ch., a spisanym dopiero w IX wieku, dokument ten odnaleziono w 1919 roku. W książce „Wira Priedkiw Naszych” (Wiara Przodków Naszych) autorstwa Władimira Szajana, zawarty jest obszerny teoretyczny komentarz „Księgi Wełesa”. Grupa wydaje liczne publikacje książkowe i periodyki, poświecone popularyzacji wiary i kultury starożytnych Ukraińców, utrzymuje kontakty z grupami z innych krajów między innymi z polskim Zrzeszeniem Rodzimej Wiary. 24

Marek Rau

Perunica (Perperuna) – Korolkow

Góra Welburz (Elbrus) – jedno z centrów starożytnej Wiary Przyrodzonej naszych przodków Skołotów (Scytów)

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Wiara Przyrody by bialczynski on 31 Styczeń 2011

Góra Welburz (Elbrus)

Dzisiejsze serwisy PAP podają wiadomość o odkryciu w Górach Kabardyńskich nieznanej cywilizacji sprzed 3000 lat. Tę wiadomość można było na świecie znaleźć jakiś miesiąc temu. Nie pisałem o tym, bo była dostępna na Archeowieści.pl, ale teraz myślę, że warto ją choćby zestawić z treścią fragmentów Księgi Ruty i przypisów, które opowiadają o dziejach tego miejsca, jako pola ekspansji Skołotów (Prasłowian) w trakcie drugiego podboju Azji (Mazji). Pozostałością i najwyraźniejszym dokumentem tej ekspansji są wyniki współczesnych badań genetycznych z lat 2008-2010, które potwierdzają w krajach tego regionu, jak także w Kazachstanie, Kirgizji, Iranie, Afganistanie, Pakistanie i Indiach obecność ludzi o niebieskich oczach, jasnych włosach i  haplogrupie DNA R1a1a1 – typowo słowiańskiej a jednocześnie typowo scytyjskiej. Ludności prasłowiańskiego poch0dzenia jest tam dzisiaj około 30%.

Należą do nich nie tylko Hunzowie o których tutaj pisaliśmy, nie tylko Sistańczycy, ale także 30% Hindusów – a to ponad 150 milionów osób (w tym ponad 80% kast przywódczych Wiary Przyrodzonej – hinduistycznej, wedaistycznej i buddystów, wywodzących się z Kszatrijów, czyli dawnych Koszetyrsów i Koszan-Kuszanów) .

Welburz – szczyt

Oto treść wiadomości PAP:

Odkryto nieznaną kulturę sprzed 3000 lat

31 stycznia 2011 – 18 minut temu POg / PAP

Rosyjska ekspedycja archeologiczna odkryła pozostałości nieznanej kultury sprzed około 3000 lat w zachodniej części Kaukazu Północnego, na terenie Kabardo-Bałkarii, republiki należącej do Federacji Rosyjskiej – podaje serwis internetowy Russia Info-Centre.

Rosyjscy archeolodzy z Kisłowodzka w Kraju Stawropolskim, prowadzący badania pod kierunkiem Dymitra Korobowa, odkryli w rejonie Grzbietu Kabardyńskiego, u stóp górskiego szczytu Elbrus, pozostałości 160 ludzkich osad sprzed około 3000 lat, charakteryzujących się jednorodną formą architektoniczną.

Zdaniem naukowców, w odkrytych osadach mogło żyć nawet 25 tysięcy osób, które były przedstawicielami jednolitej, nieznanej wcześniej starożytnej kultury zamieszkującej góry Kaukazu.

Z miejsca położenia każdej z odkrytych osad roztacza się otwarty widok na Elbrus, najwyższy szczyt Kaukazu, którego dwa kopulaste wierzchołki oddalone od siebie o ok. 3 kilometry mają wysokość 5642 m i 5621 m n.p.m.

Według archeologów, taka lokalizacja osad nie może być przypadkowa. Ludzie, którzy przybyli w to miejsce ponad 3000 lat temu, z nieznanych powodów do budowy osad celowo wybierali miejsca z widokiem na Elbrus.

Ślady odnalezione na stanowiskach wskazują, że mieszkańcy opuścili osady pod koniec IX w. p.n.e. i odeszli w inne, nieznane miejsce.

Archeolodzy mają nadzieję, że w wyniku dalszych badań uda się ustalić, kim byli mieszkańcy osad u stóp Elbrusa i czy mogli mieć związek z tajemniczymi mieszkańcami starożytnego fortu Arkaim sprzed około 4000 lat, położonego na stepach południowego Uralu w obwodzie czelabińskim Uralskiego Okręgu Federalnego przy granicy z Kazachstanem.

Mieszkańcy Arkaim – prehistorycznego grodziska określanego mianem rosyjskiego Stonehenge – prawdopodobnie w połowie II tysiąclecia p.n.e. opuścili i spalili dotychczasową siedzibę, a w swojej dalszej wędrówce mogli dotrzeć na Kaukaz.

Elbrus (foto Sylwester Kucharski)

A oto stosowne fragmenty Księgi Ruty:

W związku z pewnymi zmianami w szyku Taj 18 i 19 które wprowadziłem 20 stycznia 2011 -poniższa opowieść znajduje się obecnie w Taji 18

Inna opowieść o wyzwoleniu Słońca

Powiadają wołchwowie kapiszt wschodu, ze Śwjatych Bogow i z Glenia, a także innych uroczysk Słowian, a zwłaszcza ze Slania, świętego grodu Siedmiu Rodów, że wyzwolenie Słońca inny miało przebieg niż twierdzą Istowie i Mazowie.

Jako, że Telawel w wielu krainach bywał i wielu jeszcze czynów dokonał, przypisywano mu tamże swojskie imiona, i pod nimi jest do dziś w owych krajach znany. Morawiany, którzy są potomkami Morusów i Chorwaci Nadbużańscy, Małopolscy i Śródziemnomorscy, praprawnuki Wielkiej Harii – Wharatu, czyli Horusów – Białych Harów (Charwatów, Chrobatów, Chawarów) i Nurów zapamiętali go pod mianem Światłopełk.

Biali Rusowie i wszyscy którzy się wywiedli z Ludu Budynów znają go pod imieniem Iwan (Iwo-Drak czyli Drak Iworodzian lub Jawan), a Siedmiorodzianie mający korzenie w starym plemieniu Białych Serbomazów Naddunajskich i isto-bursko-nuryjscy Porusowie-Prusowie, zapamiętali go jako Jonike.

Znają go też Wołoszanie, potomkowie pomieszanych Getów, Gotów-Gątów, Dawów, Dachów, Sokołowinedów i Wątów-Ątów co ich zwą dzisiaj Mołdową, Naddniestrzem i Rumunią. Ci zapamiętali go jako Fet Frumos – Syn Skrzysty, Malowany.

Horole-Karakałpaci znad Morza Orol oraz tamtejsi Porusowie-Poruszowie i Koszetyrsowie ze stoków Gór Świata, potomkowie dawnych Harów i Saków z Horoszy, Wierchanii-Hyrkanii (Wierszanii)[i], Bogtoharii, Bajanii i Bujanii nazywają go po prostu Kawe, czyli Kowal.

Złoci Tajhowie (z Gór Złotych Taj – Załatajhu-Ałtaju) – a to Załtajhowie, Szyszacy, Spisowie, Ojcy-Osiowie, Bierygowie i Orole z Gór Kamiennych, a też Tajchowie z Żywca, Ojcowie z Ojcowa, Spisowie ze Spisza i Gorole w Harpątji (dzisiejszej Małopolsce) oraz plemiona Burowii – nazywają Telawela Ilią lub Ilją Muromcem.

Fenowie-Wenowie i inne ludy Suomi oraz Ogórowie zwą go Ilmarinenem (Ilią Marinenem), podobnie jak Mieniowie znad Ilmienia. Różne się zatem zachowały podania o wielkim czynie Wyzwoliciela Swarożyca, co na Niebo Przywrócił Tarczę Słońca, a wszystkie one odmienne są jeno w szczegółach.

Tak więc, według onych przeróżnych plemion Słowian, Słońce zostało zamknięte w Zamyku Dziwotwora, który był synem (lub też córką) Mroka, czyli Mora. Dziwotwór ten zwany był Kłoką. Już po samym mianie inoga widać, że jego matką musiała być Borana albo Obiła.

 


[i] Hyrkania (Wierszania) – nosiła w języku perskim nazwę Wierhkania (Werhania), co tłumaczone bywa jako Kraj Wilkówa. Miano Hyrkania to nazwa potwierdzona w języku greckim. Ma ona być kalką ze staroperskiego verkâna, zachodnio-irańskie – varkana, wschodnio-irańskie vehrkana – nazwy krainy znanej z wielu zapisów w piśmie klinowym.

Verka znaczy w języku staroperskim wilk, więc Hyrkania ma znaczyć Kraj Wilków. Tymczasem zarówno nazwę grecką jak i perską można wyjaśnić przez język słowiański – najbliższy praindoeuropejskiemu (praaryjskiemu) językowi, a także bardzo bliski skołockiemu (scytyjskiemu) i perskiemu. Hyrkania czy też Wierchania to w takim wywodzie słowa: Kraj Hyrniaków – Wierchniaków, znanych też jako Warchonici, Wougarzy, Awarowie albo Guniowie-Hunowie.

Jest to cały czas ta sama grupa plemienna, która mieszkała na Powołżu, nad Dnieprem, w Horoszy, w Hyrkanii a także na pograniczu Kitaju-Kutaju i w Małopolsce – Harowie-Harusowie. Rozeszli się oni w różnych falach w różne strony Lądu i Mazji. Dzieje tych wypraw zawarte są w Księdze Ruty. Słowo hyr oznacza: poważanie, wyniosłość (jako cechę charakteru), postawność, sławę, chwałę, szcunek, posłuch a równocześnie wierzch (wyniosłość terenu), wierch, wierzchołek, hora – góra. Związane jest ono także z pojęciami takimi jak wier-ność i wiara. Warch – to jedno z mian dzika, zachowane w dzisiejszym warchlak.

Jako Słowianie wiele mieliśmy wspólnego nie tylko językowo, ale i kulturowo, poprzez Królestwo Sis i współtworzących je Skołotów i Serbomazów z Irańczykami (w tym Persami) i Windami (Hindusami aryjskiego pochodzenia) i mamy z nimi wiele wspólnych słów, a także tworzymy jedną grupę językową – grupę satem (o wspólnym brzmieniu nazw liczebnika sto) w ramach rodziny języków indo-europejskich.

Nazwy Wierchania i Hyrkania mają więc także znaczenie, które było nie do końca zrozumiałe dla Romajów.

Również poprzez „wilczy” rodowód miana Hyrkani Azjatyckiej można nawiązać do znanych z dziejów plemion słowiańskich, które uważamy za kontynuatorów skołockiej Hyrkanii, a to w nazwach dużych grup plemiennych jak Wieleci-Wołoci – zwani też Wilkami, Wołochów-Wołotów, Wołynian, Let Wenilów-Litwinów czy Wolinian (bo wołk – wielki, to także miano wilka).

Zwraca uwagę zbieżność nazwy górskiego kraju Hyrkanii z Górami Harcub oraz z Erzgebirge (Góry HarskieHarze i Góry Las Czeski – Hyrskie Góry), a także z nazwą Lasu Hercyńskiego, które leżą w samym środku Lądu (Europy), na ziemiach kniagini mazońskiej Łabędy-Lędy, ziemiach zerywańskich i później wędyjskich, a jeszcze później lęgijskich, czyli na ziemiach nad Łabą – a więc na ziemiach odwiecznie słowiańskich – gdzie sąsiadują z Karpatami – dawnymi Górami Harów, otoczonymi Lasem Harów, w starodawnym Wharacie-Bharacie – władztwie Harów i Nurusów, bo jak podaliśmy wyżej Hara, hora – góra, horoszy – dobry, poprawny, właściwy, a hyr to po prostu wierch. Tak zwane Ludy Morza (Bhar) zaś, to w rzeczywistości Ludy Har – Gór Harskich.

a Interpretację „wilczą” narzucił Mircea Eliade przydając ją również ludowi Daków. W swojej książce Od Zalmoksisa do Dżingis-Chana – na stronach od 9 do 18 – wywodzi on właśnie od wilków nazwę Hyrkanii. Pisze tam także o Dachach i Getach, Hiong-Nou (Huan-Huan, Juan-Juan, Żou-żuan) jako o pochodzących od Wilczycy. Pisze także o Drakach znad Dunaju i Odrysach znad Odry, o smoczych i wężowych godłach na ich chorągwiach bojowych, itp. Teza „wężowo-wilcza” Eliadego, która przypisuje tak samo jak Hyrkanii Azjatyckiej, również Getom i Dachom pochodzenie od Skołotów akcentując ich bliskie związki z nazewnictwem skołocko-słowiańskim, jest potwierdzeniem innych danych dziejowych o obecności Dachów i Guniów-Hunów w Hyrkanii i wspólnym pochodzeniu ich oraz Draków, Chorwatów, Budynów i innych plemion słowiańskich, skołockich i dawańskich (geckich) znad Dunaju, Odry, Wisły, Dniepru i Morza Czarnego.

b Objaśnianie tej nazwy jak czynią to Niemcy na bazie języka niemieckiego czy języków germańskich, jako Góry Żywiczne, wydaje się co najmniej mocno naciągane. One po prostu nazywają się Góry – Hory, Horze, Harze, Horce – Gorce. To chyba prostsze wytłumaczenie i nie trzeba mnożyć bytów ponad potrzebę.

Jezioro Sewan – dzisiaj Armenia dawniej Orzawa (Arzawa) i Oroja (Urartu)

Przypis 62 do Taji 18 – o pochodzeniu Mazów i Mazonek (Amazonek)

[1] Są trzy różne wykładnie korzeni ludu Mazów:

Jedni, zwłaszcza zaklinacze i znachorzy mazowscy z kącin w Szurpiłach przyznają się do przytoczonego rodowodu plemienia – od Męża i Maży-Mażeny z Zerywanów. Nie uznają oni podania przekazywanego przez Lęgów i Morawian, z którego wynika, iż pochodzą od zupełnie innego męża, króla zwanego Mądochem, który uciekł od Łukomorzan ze swoją drużyną i założył nowe plemię Mądochów. Z tego to plemienia przez pąpy miało się odrodzić plemię Mężogątów, a w nim miała się narodzić Maza-Mazja, od której pochodziły wojownicze Mazonki i nazwa plemienia Mazi – Mazochy, Mazowie, a potem też Mazowszany.

Wydaje się możliwe, że spór bardziej dotyczy kwestii czy Mąż-Mądoch był Zerywanem czy Łukomorzanem, bowiem ciągłość wszystkich plemion pozerywańskich (starokolibańskich) wywodzi się od Dwunastu Suk i Dwunastu Odyńców, którzy uwili pępy-pąki w ziemskim Warze – Nowej Kolibie, a potem wzlecieli jako Kruki, Kurka i Kąptorga.

Maża (łukomorzańsko-mądochska lub zerywańska) została zamieniona w jedną z Dwunastu Suk, a potem po wielu wydarzeniach, jej potomkini i nosicielka krwi przez pąp, kolejna Maza dała początek pradziejowemua plemieniu Mazonów, Mężogątów i Mazonek. W ten tylko sposób zachowała się ciągłość plemion sprzed Wojny o Taje i po Wygnaniu z Koliby, tak przekazane zostały cechy rodów i odtworzyły się nowe rody i ludy, będące bezpośrednią nicią wywodzącą się z przeszłości.

Podanie o „Konopielce-Rosomochu i Mężu” nie określa dokładnie czy Mąż nie przebywał także w innych plemionach, albo nawet czy nie stał się w trakcie licznych wędrówek (raczej ciągłej ucieczki) założycielem jakiegoś plemienia. Nie określa też ono czy uciekał samotnie czy z grupą wojów i kobiet. Jeśli przyjąć, że w ucieczkę zabrał wiernych wojów i założył sioło gdzie indziej, to może on być tym samym Mądochem, który według podania o „Rgle i Łukomorzanach” porzucił plemię i był ojcem Maży.

Można też przyjąć, jak czynią to withasowie plemienia Wędów-Sysłów (Wędsysłów, mienionych też Wężami-Wędsami) znad rzeki Wężery, że chodzi tu o jednego Męża-Mądocha i jedną Mażę-Mażenę z okresu tuż przed Wojną o Taje, czyli przed wygnaniem Zerywanów ze Starej Koliby. Tak też czynili zarówno żercy serbscy z Gordoserby w Mynżji, czy wędzcy z Winety, jak i budynowscy z Glenia, mimo że różne kapiszty nadają różne miana jej ojcu.

Pamiętać jednak należy o trzeciej możliwości. Upierają się przy niej rzekacze Łyskowiców z Góry Pałki. Znajduje ona potwierdzenie w tej Taji, w podaniu o „Telawelu i Swarożycu”. W ten sposób przedstawiają też sprawę w Taji Siedemnastej Księgi Tura żercy Zagątów ze Slania. Powiadają oni mianowicie, że Mazonie pochodzą od Maży Istyjskiej, córki Jisty odrodzonej przez pąpy w Kąptordze lub będącej wręcz odwieczną Kąptorgą, czyli Wielką Wężycą Skołotów.

Część kapiszt łyskowickich twierdzi (za kudiesnikami skołockimi i sakijskimi), że Maża, była Wielką Wężycąb, znaną pośród nich jako Wielowęda lub Kąptorga.

Postać Wielkiej Wężycy, w którą się miała Maża na koniec wcielić, występuje w każdej z pozostałych wersji podań na temat rodowodu Mazów i odrodzonej Maży w Nowej Kolibie.

Jest i taka możliwość jaką podają kapiszty południowe: Cakonów, Skrytów i Mynżan – że Mazowie i Mazonki odrodzili się wprost z boskiego nasienia z trzech córek Ładziwca i Łady-Łagody, a tylko pozorem jest iż przeszli oni do nowego bytu od pąpu w ciało Kąptorgi, a potem przez Jistę-Jaśnienę II z Istów i nasienie Nura-Sądka. Wtedy Jista II i Sądek byliby w rzeczywistości tylko ich przybranymi rodzicami. Na pewno jednak Mazowie odrodzili się od kniagini Mazy-Mazji i drugiej królowej, Łabędy. To potwierdzają nawet Romaje.

a pradziejowy – oznacza w tym przypadku przedhistoryczny. Obce słowo historia zastępujemy znanym językowi polskiemu określeniem dzieje, zaś określenie nauka historii określeniem wiedza o dziejach, bo chociaż słowo nauka nie jest słowem obcym, to nie obejmuje ono swoim zakresem całej wiedzy, a jedynie tę jej część, którą arbitralnie uznano za naukową.

b Patrz Taja 22 i 23

Fragment podania o Lędzie-Łabędzie i Białym Lądzie (Europie) z Taji 19

Bóg Byk uprowadził królewnę na wyspę Skrytę. Tutaj uwięził ją w Gortynie. Jedni powiadają, że to była grota w skałach ze źródłem żywej wody tryskającym u wejścia – a więc miejsce święte. Inni powiadają, że sama nazwa wskazuje, iż to był Tyn w Górach, czyli zamyk niedostępny, ukryty pomiędzy skałami. Tu przebywali wyłącznie we dwoje, nawet bez obecności jakichkolwiek bogunów.

Rozpacz Agi Nora-Nura II, a raczej kniagi-agi Nóra-Nura, jak prawią potomkowie Nurusów, czy kagana-agi Sadki-Sądka jak prawią Burowie, oraz jego żony, Jaśnieny II, była tak wielka, że zaraz po porwaniu posłali na poszukiwanie „przyrodniej” siostry własnego, rodzonego syna – Kadymąża-Kadzija (Kudana, Kudaja). Kadymąż był już wtedy pełnoletnim, młodym wojownikiem, a jako syn królewski przeszedł wtajemniczenia kapłańskie i poznał tajemnicę pisma.

Jednak Kudaj-Kadzij nie odnalazł nigdy Łagody-Lędy-Łabędy, a bojąc się gniewu ojca (agi Nora-Nura II, inaczej kniagi Sadki, albo kniazia Sądka) pozostał na obczyźnie, wśród Wyrodomajów. Powiadają dziekani, wojowie-kapłani Świątyń Działów, że wraz z synem udała się na poszukiwania córki także ich matka, czyli Jaśniena II Istyjska, która jednak na początku wyprawy zmarła w Ziemi Drackiej w Dardawii[i]. To Kudaj-Kadymąż miał być, według nich, winien jej śmierci i tak bardzo przeraził się gniewu ojca, iż uciekł do Wyrodomajów.

Powiadają gromady kapłanów ze Świątyń Kirów, że Kudaj-Kadymąż okazał się człekiem tak słabej woli, rozumu i siły przyrodzonej, iż aby wkupić się w łaski Wyrodomajów zdradził im tajemnicę kapłańską – umiejętność posługiwania się pismem[ii]. Zatem nie Skołoci, Istowie i Słowianie otrzymali tajemnicę pisma od Romajów Gelonów, lecz odwrotnie – to kapłani i władcy Wyrodomajów otrzymali Taję Pisma od Skołotów, przez nieodpowiedzialnego Kudaja, młodego kapłę Kącin Podagów-Mirów – Panów Drogi i Pokoju-Miru, Chorsów – Panów Tajemnicy i Natchnienia oraz Ładów – Panów Wojny i Wiedzy, w tym Gogołady-Gołagoły (Głagoły) – Pani Pisma.

Dopiero przez Kiryła z Sołunia zwrócili Romaje oną taję prawowitym właścicielom, pod postacią rytego głagołu, ponad półtora tysiąca lat później, w 1600 roku Nowej Koliby. Przez cały ten czas królestwo Sis w zapisach tajemnych, dozwolonych kapisztom i gromadom kapłanów, używało więc sznurowej (wiciowej) i bukwianej – lewej – Welesowicy, a nie prawego pisma – Tajemnicy-Głagolicy.

W czasie gdy błądząc po Wyrodomaji Kudaj bezowocnie poszukiwał siostry, Łagoda-Lęda na Skrycie w Gortynie, powiła trzech synów: Męża-Mężynosa, Wudnara-Radomudrę i Serpętę. Kiedy zazdrosne boginie Wąda, Perperuna i Chorsina – podejrzewając każda – że to jej mąż jest owym zdrajcą, który porwał piękną księżniczkę, zapałały nagłą złością i chciały się zemścić na dziewczynie, Srebrnorogi Bóg Byk postanowił zakończyć przygodę, dla dobra ich wspólnego potomstwa. Oddalił się na nocne niebo, gdzie porzucił byczą powłokę i gdzie pozostaje ona do dzisiaj jako gwiazdozbiór Tura. Nim to uczynił zamienił Łagodę-Łabędę w Białą Łabędzicę i odesłał ją nad rzekę Łabę. Tam mogła połączyć się z rodzoną matką i stała się królową tej rzeki, a też całej ziemi w około, zwanej Lądem. Ląd ten złożony jest z części Białej i Czarnej. Biały Ląd rozciąga się od Zachodniego Morza Wądów – Wądlądyku (Ątlądyku, Odlądstyku) za rzekę Don po rzekę Kamienną – Jajik i Góry Kamienne na wschodzie, a na południu po Czarne Góry Kauków i Morze Czarne (Ciemne) oraz Morze Żywe[iii].

Po południowej stronie Morza Czarnego i Morza Żywego oraz Czarnych Gór Kauków rozpoczyna się Czarny Ląd, który sięga swoim końcem Morza Windów graniczącego z Piekielnym Brzegiem Nawi Welańskiej. Tam są krańce Czarnego Lądu. Niejako wspólną częścią Białego Lądu, Czarnego Lądu i Mazji-Śwastyki jest półwysep Małej Mazji.

Powiadają wielcy mudrowie spośród najtajemniejszych kudałów, że Władca Rzeczy – ojciec Ładziwa, sam Łado Wielki, chcąc równo na ziemi nagrodzić wszystkie córki swego syna, co je miał z wielkimi boginiami (albo bogunkami), począł dzielić między nie królestwa od wschodu ku zachodowi. Nieszczęście chciało, że zaczął od najmłodszej Małmazji-Swarstyki i otumaniony jej sztuczkami i zachciankami oddał jej pół świata, aż po same Góry Panów czyli Gorole – Gural, inaczej Góry Kamienne, albo Góry Skołockie, zwane dziś Uralem. Niektórzy powiadają, że oddał jej ziemie aż po źródła Dźwiny. Potem pozostałe pół chciał podzielić między Łagodę-Lędę i Wędę, ale Łabęda też ma burzliwe przyrodzenie, i tak go opętała, że jej oddał ziemię aż po brzeg morza na zachodzie. Zatem Wędzie zostało tylko samo morze i Brzeg Przedweli na samiuteńkim zapadzie Świata, który różne Kapiszty Zachodu nazywają też Wenelądem,Wędylądem albo Brzegiem Nawi.

Dawno, dawno temu wszystkie znane ziemie Świata podzielone były więc między te trzy półboginie i dlatego wszystkie owe znane Ziemie razem zwano Wądlądmazykiem, albo prawidłowo i w pełnym brzmieniu – Wąd-Ląd-Maz-Stykiem, która to nazwa utarła się w łatwiejsze w wymowie miano – Ątlądstyk, a potem Wądlądyk, Wądlątyda, Atlantyda, a z czego do dziś pozostał tylko wodny ocean Atlanstyk-Atlantyk. Atlanstyk dawniej był jedyną znaną wodną częścią świata i mieniono go Styksem – czwartą częścią całej znanej Ziemi, i czwartym członem Trzeciego Nazwania Świata.

Trzeba bowiem wiedzieć co kazują wtajemniczeni z Bractw Wiary Przyrody, że cztery są miana Świata: Pierwsze Niewypowiadalne Miano Świata jest Swąt, Drugie Święte Miano Świata jest Matka Ziemia, Trzecie Ludzkie Miano Świata jest Wądlądmazstyk-Ątlądmastyk (Atlantyda), Czwarte Tajne Miano Świata jest …. Nieznane, bo tajne.

Kaukaz wiosna


[i] Ziemia Dracka, Dardawia – Tracja i Dacja po obu brzegach Dunaju nad Morzem Czarnym, w odróżnieniu od Dardanii (Tynii, Wielkiej Bytynii, Bytozwory) – również ziem Draków i Dachów oraz Bytynów, ale położonych na Złotym Rogu po obu stronach Morza Mora.

[ii] Kudaj-Kadzimąż, czyli Pochlebca, Pochwalca, Głoszący Chwałę, przekazujący wiedzę, kadziciel, ale i kaziciel, także skazany na wygnanie, za to że nie odnalazł siostry, lub jej szukania poniechał. Także kapłan kadzielny, czyli czuwający nad prośbami wznoszącymi się z dymem do Bogów, na Niebiosa i Welę, z bajorków proszalnych i węsiorków pochwalnych zawieszanych na świętych drzewach, w świętych gajach, w pobliżu kącin i kapiszt, albo zawieszanych na Drzewach Zapisach  umiejscowionych po środku każdej osady lub sioła. Jako boski pochwalca znał taje pisma i je przekazał Grekom – z tego powodu również nie mógł wrócić do Królestwa Sis, bo zostałby ukamienowany – zatem pozostał na zawsze na wygnaniu, a jego ród wyklęli nie tylko Sistanie, ale także bogowie, o czym dobitnie zaświadczają dalsze dzieje samego Kadzimęża-Kudaja, jak i jego potomków.

O Wyrodomajach, z których w późniejszych wiekach powstał Lud Romajów – czyli wyrodnych skazanych na wygnanie Zerywanach pisze dokładniej Taja 22.

Kaukaz – widok na górę Orzą – Orlą (Ararat)

[iii] Mowa tutaj o podaniu, które jest zanotowane jako oboczny wątek w Mitologii Greckiej, a które dotyczy narodzin jednej ze starszych kultur cywilizacji śródziemnomorskiej, kultury znanej z Krety a określanej współcześnie jako kultura kreteńska lub kultura minojska. Przez nas kultury te będą zawsze zgodnie z przekazem świątyń, kapiszt i grumad Wiary Przyrody uznawane za kulturę skrytyjską, inaczej zwaną też kulturą mynżańską.

Podanie pochodzące z Królestwa Sis jest niemal identyczne z podaniem romajskim o Zeusie i Europie (nazwa Europy wywodzi się z greckiego słowa Εὐρώπη (Europe) i poprzez łacińską formę Europa weszła do niemal wszystkich języków świata. Etymologia samego miana Εὐρώπη (Europe) jest niejasna: może pochodzić ono od greckiego εὐρωπός europosłagodnie wznoszący się (tak samo jak w mianie Łagoda), albo od asyryjskiego ereb – zachód. W micie romajskim (greckim) Europę porywa Zeus, w podaniu skołockim Lądę-Łabędę porywa nie wiadomo który z trzech bogów: Wodo, Swarog albo Perun. W podaniu romajskim jest ona córką Agenora króla Tyru. W podaniu skołockim jest córką czarownika i pomieniacza znad Ładogi, agi Nóra-Sadki (Nura-Sądka), najprawdopodobniej kagana, kniagina lub tyrsa – księcia lub czarownika plemiennego (nie kupca jak chcą późne podania ruskie znad Mienia-Ilmenia), z plemienia Bogatyrsów – znanych romajskim kronikom jako Aga-Tyrsowie. Takie ma być też imię króla tyryjskiego Age-Nor – według podania romajskiego.

W baju skołocko-słowiańskim ojcem  Europy – Łagody-Lędy lub Łabędy jest za każdym razem Ładziw – Bóg Wojny, a przybranym ojcem władca Bogatyrsów, aga-tyrs Nór-Sadko (Nur II Sądek). Baj mówi więc o plemieniu Bogatyrsów bądź o władcy obwaru Tyrs-Bierło znad Dunaju albo Tyrsu znad Danastru (założonego przez Fenicjan a zamieszkałego przez Tyragetów czyli  Bogatyrsów, Agatyrsów i Getów), a nie o Fenicjanach-Tyryjczykacha i ich Tyrze w Małej Mazji.

Platan (klon, jawor), pod którym miało dojść do zapłodnienia, nie jest drzewem Zeusa – jemu przynależy dąb. To jest drzewo Swarogów-Żgwiów, Tłów, których miano wiąże się z nazwą Atlantyku. Według podań słowiańskich jawor jest drzewem królewskim, a jaworowi ludzie to wojownicy króla. Miano miejsca, gdzie przebywała uprowadzona Łagoda – Gortyn – ma charakter słowiański, jest całkowicie zrozumiałe na gruncie języków słowiańskich, i nie wymaga skomplikowanego wywodu uzasadniającego znaczenie, jak to ma miejsce na gruncie greki.

Nazwa słowiańskiego plemienia Skortów-Skrytów (Skrotów-Skraińców), którzy razem z Cakonami i Mynżanami opanowali wyspy romajskie w V-VI wieku n.e. także jest zrozumiała, bo nawiązuje do skrzętów-skrytów – labiryntów, schowków, skrzyń-skrytek oraz skrzatów – strażników, opiekunów skarbów. Także, jeśli na gruncie słowiańskim staramy się rozszyfrować nazwę wyspy Kreta, będzie ona łatwa do zrozumienia; Kreta czyli wyspa krecia, z wyrytym pod ziemią labiryntem – krętym skryntem, Kreta – skryta, stanowiąca skrytkę, skrząca się na morzu, skrywająca w skryncie – labiryncie Mężotura (Menotaura) skarby – skrzęty, skrzynie – pełne skarbów (skrzętu). Skrytowie nie znaczyłoby wtedy nic innego jak Opiekunowie, albo Strażnicy Skryntu. Turowie to również plemię skołocko-buryjskie z Ludu Burów, którego duży odłam zamieszkiwał Półwysep Kumoryjski (Kumorski, Krymski) nad Morzem Czarnym. Władca z podania może równie dobrze być kagantyrsem Turów, ale kniaginowie plemion buryjskich używali tytułów kniaź lub kowe, a w najlepszym razie kij-kej (podobnie jak Sakowie – Skołoci Wschodni, Miodewowie-Medowie i Persowie).

a Jest to zupełnie inna interpretacja, zdecydowanie bardziej północna, podania o Europie. Popierają ją inne podania zachodnioskołockie i wschodnioskołockie (sakijskie-sokodawskie), zapisy hettyckie, perskie, ormiańskie (orojskie) i medyjskie oraz fakty takie jak inwazja z północy Ludów Bharatu lub Wharatu – Ludów Morza czy też Ludów Gór Hara, inwazja kumoryjsko-skołocko-wenedyjska – wcześniejsza niż achajska. Skrytyjczycy w naszym podaniu pochodzą od Bogatyrsów, znad Danapru. Łabęda-Lęda była ich księżniczką uprowadzoną przez Połysków-Płajsków, inaczej nazywanych Pyłozłotogłowymi (znanych Romajom jako Pelazgowie – miano niewytłumaczalne na gruncie greki). Płaj – to płaski przestwór, równina, lub równia – słowo dobrze znane Polakom z Wołoszy i wszystkim Rusnakom z Południowych Karpat, Połyskowie-Płajskowie zaś to Połyskowice, część plemienia Łyskowiców z Góry Pałki, Połyskowie (Pyłozłotogłowi) czyli – Jaśniejący, potomkowie Istów (Jątów, Jasnych),  poprzez krew Jaśnieny II Jisty (Lśniącej).

Księżniczka Łada-Łagoda-Łabęda dała imię ziemiom leżącym po obu stronach rzeki Łaby – tym w późniejszym czasie kiełtyjskim i tym skołocko-istyjsko-słowiańskim, czyli Europie-Łagodzie-Lędzie, po prostu Lądowi. Dla nas ten subkontynent Azji-Mazji nazywa się Ląd Biały, a mógłby się także nazywać – Łagoda albo Łabęda, czyli Godna Córa Ładów lub Będąca Córką Ładów, albo Lęda – Ziemia Stała, Ziemia Żywa, Ziemia Żywiąca.

Arkaim

Przypis 6 do Taji 19 – Arkajama

[1] Arkajama – Gród Wiedzy, gród-obwar uczonych – goryniczów-górów (guru – jak to jest obecnie zapisywane), mogtów i kapłów – w Górach Kamiennych, czyli Górach Ural (Gural, Horol). Leży w ramionach rzeki Karaganki i Utjaganki, w podgórskiej dolinie Arkajym na wschodnich stokach Uralu. Odkryty z kosmosu i znany obecnie jako Arkaim (Arkajym)a. Zwraca uwagę związek nazwy rzeki z Górą i Rzeką Kara, występującymi w najważniejszych starych podania skołockich (scytyjskich), skołocko-słowiańskich i perskich o Świętej Górze Kara, Wyspie i Morzu Kara oraz Drzewie Wyspowiszub.

W Arkajamie-Arkaimie mieszkali i pracowali górowie-gorynicze – nauczyciele wszelkich kapłów, a więc wołchwów, kudiesników, zinisów, świtungów, mogtów-magów, kowów-kowalisów, burtników, czarowników i innych rodzajów kapłów Wiary Przyrodzonej zrzeszonych w kilkudziesięciu oddzielnych gromadach (nazywanych tradycyjnie grumadami, od grumadek przy Wielkim Ogniu na Równi Welańskiej, które tworzą bogowie podczas swoich Narad).

Tutaj w Arkajamie gorynicze i ich uczniowie zajmowali się badaniem Wszechświata, określali współzależności ruchów ciał niebieskich i ich wpływ na Ziemię (Matkę), Przyrodę (Rodżanę) i człowieka (Zerywanów). Swoich największych odkryć nigdzie nie zapisywali. Nie występowali też nigdy ze swoją wiedzą publicznie. Na podstawie wieloletnich obserwacji opracowywali tajemne rytuały, obliczali terminy, ustalali zasady obrzędów, ustalali sposoby postępowania – arkana, czyli w‑taje‑mniczenie w wiedzę (w Wiedę, wniknięcie w Wedę) i wprowadzali je w życie plemienne. Dalsze widzeniawwiedzenia – czyli obserwacje, weryfikowały początkowe spostrzeżenia i pozwalały na wprowadzenie poprawek do świętych obrzędów czy też sposobów postępowania (wytopu, kowania, leczenia, zaklinania, itp.). Te nieustanne poprawki wprowadzane do wiedzy (Wiedy) doskonaliły ją do tego stopnia, że gorynicze i ich uczniowie-kapłowie, potrafili w końcu wyrazić pełną wiedzę,  jednym twierdzeniem czy wywodem, albo jednym bądź dwoma krótkimi słowami, w których zawarta była istota tajemnego działania.

Wiedzę Tajemną (Arkana Wiedy) przekazywali gorynicze Arkajamy wyłącznie ustnie kilku swoim uczniom, których kształcili u swego boku przez długie lata. Ci uczniowie byli potem założycielami i mistrzami poszczególnych gromad kapłańskich (Grumad Kapłów), które różniły się od siebie zarówno zakresem wiedzy, jak i narzędziami stosowanymi do jej pogłębiania oraz sposobami pośredniczenia w kontaktach między ludźmi a bogami, czy między żywymi a zmarłymi. Każda z gromad kapłów stosowała swoiste obrzędy magiczne, własne rytuały i sposoby czarownicze, wykorzystujące odpowiadający jej zakres wiedzy. Pod koniec życia ziemskiego gorynicz-góru (guru – to dosłownie będący górą, mieszkający w górach, pochodzący z gór, przedstawiciel świętej gromady kapłów-goroli, goryniczy, górujący wiedzą, gor– żar niecący, czyli wiedzący jak zapalać, niecić żar; wpierw dosłownie – żar-ogień, a potem w przenośni „żar-ogień” wiedzy i wiary), czyli mistrz – wyznaczał spośród członków gromad założonych przez swoich uczniów następcę, a sam udawał się w Zaświaty. Wyznaczał też następcę tymczasowego, kiedy okresowo przebywał w Zaświatach np. we wnętrzu Góry Kaganjątu (Kogajon – którą także niektórzy lokalizują w Górach Kamiennych, a nie w Bucegach). Także w miejscowym języku buriackim arka – znaczy osnowa, jądro, baza, podstawa. Słowo oral ma również znaczenia takie jak: oralny – wypowiadalny, głos, mowa, mowa główna, podstawowy język, czy horał – śpiewo-mowa uroczysta – święta.  Przyjmuje się, że to tutaj w Arkajamie powstały pierwsze hymny Ryg-Wedy (Wiedzy Jądra, Wiedzy Ziarna) i Gathy (Gadki, Gądki) Awesty (Obwiesty). Tutaj też zgłębiano tajniki geometrii, tajemnice liczb (czerty i czarowanie, butry-oboroty i burtowanie-obracanie), tajemnice znaków-pisów i wici (taje, bukwy, wikły), tajemnice ruchów ciał niebieskich, okresów Księżyca, zasady wytopu brązu, czy tajniki składu i działania ziół oraz trucizn.

Wzgórze Arkajama

Nazwę Arkajama (Arkajym, Arkaim) nosi święte wzgórze położone obok grodu-obwaru i znajdujące się tutaj święte, śródleśne uroczysko. Fakt, że w Arkajamie nie posługiwano się pismem świadczy o ortodoksyjnym przestrzeganiu zakazu używania taj – czyli znaków świętego pisma, czyli z jednej strony o surowym przestrzeganiu zasad Wiary Przyrodzonej, a z drugiej strony o tym, iż ośrodek arkajamski działał już po Wojnie o Taje.

Kradzież nasion z Drzewa Wyspowiszu i zabicie Ryby Kary, a także wyniesienie tajemnicy pisma, ale przede wszystkim użycie tajemnego pisma przez Żar‑zduszta (Zaratusztrę) stało się powodem, opisanej w perskich kronikach, wojny między Skołotami (Sakami) a Persami. Głoszenie Obwiesty i przyjęcie Żar-zduszta na dworze Wisztaspęty (Wisztaspy)c w grodzie Bałh (Balch) nad Bałhaszem i Orolem, spowodowało niekończący się ciąg wojen między Królestwem Sis a Persami. To tam, w Bałhu, Żar-zdusz dokonał największej zbrodni – zapisu w języku huno-awarskim Gądek Obwiesty, czyli użył publicznie taj, za co władca całego Wielkiego Kaganatu Sis wydał na niego wyrok śmierci. Był to tak poważny wyrok, że mimo ochrony władcy perskiego Żar-zduszt, pod koniec długiego życia w dostatku i zaszczytach, zginął zamordowany podstępnie z rąk Czaropanów (Karopanów-Karpianów). Stąd też późniejsza wyprawa Darjusza, syna Wisztaspęty przeciw Skołotom (Scytom), stąd dalsze nie kończące się wojny o zasady wiary.

Zwraca uwagę związek nazewniczy między Arkajamą, Arkoną i samą Arką. Czy Arka jest identyczna ze szkatułą – Skrzynią, w której bogowie skołocko-istyjsko-słowiańscy przechowywali Taje – albo też czy jest tożsama z obłym workiem  – Sakiem – widzialnym jako Biała Kula Światła, w którym przeniesiono Taje z Weli na Ziemię? Czy jest identyczna z Arką Pana – znaną z Biblii? Czy ci którzy skradli Taje Przeplątowi podczas wyprawy na Welę tutaj je ukryli – w Górach Kamiennych, a nie w Tajchu Beskidzkim, ani w innym miejscu: jak Schowek Harów (Hara-how), Góry Złote (Zał-Taje, Ałtaj), czy Góra Orza –znana dzisiaj jako Ararat?

Należy pamiętać, że nazwa tych gór mogła by też znaczyć Góry Arki (Horol, Gorol, Haral, Goral, Góry, Hary Arki – Hara Arkayama). Góry Kamienne były też nazywane Górami Panów. Z nich, według podania, Panowie zostali przegnani przez Dziewannę i stali się Czaropanami (Haropanami, Panami Harpątów, czyli Karpat).

Całość tego podania zawarta w Taji 23, pozostaje w zgodzie z danymi najnowszych odkryć genetyki dotyczącymi wędrówek Ludów Królestwa Sis (Słowian, Istów i Skołotów – ludów o haplogrupie R1a1). Także w Górach Horol i na wschód od tych gór mieszkały plemiona Saków – Wschodnich Skołotów (Wschodnich Scytów), niepokonanych nigdy przez Persów jako cały wieloplemienny szczep, od których pochodzą główne podania i legendy perskie i z których krwi pochodzili najwięksi perscy bohaterowie (boga-tyrowie, boga-tyrsowie), jak choćby, Żal (Zal-Zalazar) czy Rusłan (Rustam).

Arka-Jama to także jakby nazwa miejsca ukrycia Taj Wiary (Wiedy) Przyrodzonej – jama arki. W słowie arkajama po przestawieniu dwóch liter „rk” na „kr” (a przestawki u Słowian są częste, i były stosowane szczególnie w nazewnictwie wierzeniowym np. Weles-Wesel, jaro-rujo, Jarowit-Rujewit, zak-kaz, weń-naw i inne) zawiera się znaczenie „zakrycia” – ukry-joma, okry-joma, akra-jama. Słowo to wiąże się ze znaczeniem orzy – jarzęcy, świetlisty, święty,  jarzący się, kwiecisty i gwieździsty, kiełkujący, świeży, młody, silny, ziarno, jądro, skąd oriehorzech – jądro, oraz z samym mianem Ariów pochodzącym od Oryja – pierwszego władcy, albo Wyoranych na Zagonie Równi Welańskiej i Zerwanych, a potem strąconych na Ziemię. Widać wyraźny związek słowa ory ze znaczeniem uprawy – orki, odkrywania, tajemnicy oraczy – rolników. Rdzeń or-orzy zawiera się w wielu nazwach miejscowych i plemiennych – jak choćby bliska nam Orawa i znana hetyckim zapisom Orzawa (Arzawa) w Małej Mazji (Azji). Rdzeń ten zawarty jest i w mianie totemowego ptaka Słowian – orłaorzego ptaka – słowiańskiego i sarmackiego godła (skołockim-sokołockim godłem totemowym był sokół).

Arkona

Czy Arkona i Rugia (Ruja, Roja, Oroja) – uważana przez badaczy za rodzaj pogańskiego państwa kościelnego była kontynuatorką tradycji Arkajamy? My twierdzimy, że tak. Była jej późniejszym odpowiednikiem, kształciła kapłów i była grodem świętym, rodzajem pogańskiego Rzymu dla świata barbarzyńskiego, czyli dla całego świata rozciągającego się na północ od linii Dunaju aż po wschodnie brzegi Mazji (Azji) – czyli Kamczatkę (Kończudkę).

Arkajama uchodzi za to miejsce, w którym narodziła się zarówno najstarsza wersja Wed (Wiedy, Ryg-weda, czyli Wiedza Ziarna, czy też Zboża, Wiedza Podstawowa, Zamknięta, Jądro Wiedzy, czy też równocześnie Wiedza pochodząca od Bogów – Zboża, Weda Boża, bo reg– zboże, sporze, żyto, ryż. Tutaj także miała się narodzić odszczepieńcza Awesta – Obwiesta, ogłoszona przez Żar-zdusza (Zaratusztrę), syna Burusza ze szczepu Mieniów-Kamieniów, z rodu Spisów zamieszkałych w Górach Kamiennych. Gądki (Gathy),  w najstarszej wersji mało zrozumiałej dla Irańczyków, zapisano  w języku huno-awarskim (czyli gunio-harskim, gunio-obryjskim). Stąd też wykradziono taje przekazane Romajom (Grekom  i Rzymianom)  i Mlekomedirowi (Egiptowi). Pierwszym zostały dane przez przyrodniego brata Lędy-Łabędy (Europy), syna Agi Nora i Jaśnieny II – Kadzimęża, albo przez Dziwnyjusza-Żalmoszysza (Dionizosa-Zalmoksisa), który był jednym ze złodziei nasion z Drzewa Wyspowiszu z Góry i Wyspy Kara. Egipcjanom zostały przekazane przez Koszerysa znanego też w Indiach jako Kszatrij, a w Melkomedirze jako Ozyrys.

O ile w Windii i Mlekomedirze taje pozostawały w ukryciu i nie były publicznie stosowane przez długie wieki (np. Wedy zostały spisane dopiero w 100 roku p.n.e. a wcześniej były przekazywane ustnie – słowo w słowo tak jak w Arkajamie – a w Egipcie tajemnice kapłańskie tak strzegły pisma, że dopiero niemal współcześni nam archeolodzy odczytali to pismo), o tyle Persowie i Romaje zaczęli go używać łamiąc Święty ZakaZ.

Dlatego Wielka Skołotja (Scytia) i jej następczynie (Wielka Sarmacja i Słowiańszczyzna) znalazły się w odwiecznym konflikcie z Romajami i Persami. Windowie (Hindusi aryjscy) ani Mlekomedirzy (Egipcjanie) nie stali się wrogami Sistanu, bo dochowali tajemnicy Taj i uszanowali ZakaZ powszechnego posługiwania się znakami taj. ZakaZ ten był tak mocno przestrzegany w Królestwie Sis, że nie odnajdujemy do dzisiaj śladów pisma skołockiego (scytyjskiego) ani słowiańskiego (sarmackiego, serbo-mazowskiego), ani istyjskiego (bałtyjskiego), ani dracko-dawańskiego (tracko-dackiego) ze starożytności, mimo iż znane są słowa na określenie litery – bukwy, zapisu – pisać, zapis, ksiąg – księga, kniga i inne potwierdzające znajomość pisma. Wydaje się, że znajomość pisma wiązała się z wysokim stopniem wtajemniczenia, bo istnieje związek między pojęciem księgi (kniga) i księdza (kniaź) oraz księcia (kunig, kuniga). Związek ten rozciąga się na cały łańcuch mian władcy: kniaź (kniaga), kuninga, kunig, kagan, hagan, aga, han, khan. Wskazanie to rozciąga się również na określenie pisma witego, sznurowego – wici, gdzie widać taki sam związek między wić i wiedzieć a określeniami zarezerwowanymi dla osób wysoko postrzeganych lub najwyższych w grupie plemiennej: wiedźma, wieszcz, wódz, waćpan, waść, aćpan, acan, pan.

Mimo bliskich związków i kontaktów, mimo bliskiego sąsiedztwa Skołotów (Scytów) z Persami i Grekami, znanych jest tylko kilkanaście do kilkudziesięciu inskrypcji i zapisów imion scytyjskich, które zostały wykonane przez Greków albo Persów. Dzisiaj dzięki licznym odkryciom archeologicznym coraz bardziej znany jest wysoki kunszt artystyczny i rzemieślniczy Skołotów (Scytów), ich głęboka znajomość sztuki wojennej, czy narzędzi bojowych. Mimo tego, że ich wytwory w niczym nie ustępują wytworom greckim czy perskim Skołoci nie używali pisma a wiedzę przekazywali ustnie.  Dlaczego?

O korzeniach tego konfliktu i wywołanych nim wojen zapomniano, ale naszym zdaniem Tamta Pierwotna Wojna  – w niezliczonych odsłonach, wciąż odnawiana pod innymi pretekstami ideologicznymi, trwa od 4000 lat. Jest to naszym zdaniem prawdopodobnie odwieczna wojna między Aryjskim Wschodem (spadkobiercami R1a1 oraz zjednoczonymi z nimi przedstawicielami wenetyjskiej haplogrupy I2a2 – budowniczych megalitów Carnac [Czarniec] w Bretonii, w Stonhenge, w stepach Azji, nad Łabą, w polskiej Harii-Białochorwacji i na Pomorzu, w Wędii-Wenetii) a Aryjskim Zachodem (spadkobiercami R1b1 i wenetyjskiej I1). Potwierdzają to mapy rozłożenia tych haplogrup w powiązaniu czasowym do poszczególnych kultur archeologicznych i ich zasięgi w epokach dziejowych. Jej ostatnim epizodem była II Wojna Światowa, której celem było zniszczenie Żydów i Słowian, a która skończyła się powrotem Królestwa Sis do tzw. Nowej Koliby  – nad Łabę i Odrę oraz 50 letnim podziałem Niemiec. Być może współcześnie jesteśmy świadkami długotrwałego procesu pojednania i zjednoczenia tych dwóch odwiecznie rywalizujących o dominację stron.

a W roku 1982 satelity przekazały na Ziemię fotografię kilku niezwykłych kręgów, wyraźnie wyodrębniających się na powierzchni stepu południowo-uralskiego. Te koncentryczne kręgi zostały zidentyfikowane jako jeden z najstarszych obiektów kultury indoeuropejskiej (aryjskiej). Sztuczne pochodzenie owych kręgów nie budziło od początku żadnych wątpliwości. Wiek znaleziska oceniono na około 1700 do 1600 p.n.e. Obecnie jest ono uważane za gród-obserwatorium zbudowany – podobnie do kręgu Stonehenge – na planie koła.

Koło miało tutaj promień 160 metrów. Gród otaczała  dwumetrowa fosa napełniona wodą. Zewnętrzne mury były bardzo masywne. Przy wysokości 5,5 metra miały grubość 5 metrów. W murach znajdowały się 4 wyjścia, usytuowane po przeciwległych stronach. Największe było południowo-zachodnie, pozostałe 3 – mniejsze. Wchodzący do miasta trafiał od razu na jedyną ulicę w kształcie pierścienia, szerokości około 5 metrów, oddzielającą pomieszczenia (domostwa) przylegające do zewnętrznego muru od wewnętrznego pierścienia. Ulicę stanowił zbudowany z okrągłych belek pomost. Wszystkie mieszkania przylegające do zewnętrznego muru jak cząsteczki cytryny miały wyjścia na główną ulicę. W sumie zidentyfikowano 35 oddzielnych domostw w kręgu zewnętrznym. Liczba ta jest zbyt mała nawet dla wioski.
Dalej odkryto  tajemniczy pierścień murów wewnętrznych. Był on jeszcze potężniejszy aniżeli zewnętrzny. Miał szerokość  3 metrów, a jego wysokość osiągała 7 metrów. Mury te, według danych wykopaliskowych, nie posiadały przejść, poza jednym – od strony południowo-wschodniej. Tak więc 25 wewnętrznych domostw, identycznych jak te w okręgu zewnętrznym, było praktycznie odizolowane od reszty wysokim i grubym murem. Ażeby znaleźć maleńkie wejście do wewnętrznego kręgu, trzeba było przejść całą długość ulicy w kształcie pierścienia. Miało to ukryty sens. Wchodzący do obwaru musiał przejść drogę, którą przechodzi Słońce. Środek Arkajamy zajmuje centralny plac o kształcie nieomal kwadratowym, o wymiarach 25 na 27 metrów. Sądząc po śladach ognisk, usytuowanych według określonego porządku, był to plac przeznaczony do odprawiania tajemnych obrzędów związanych z Wiarą Przyrodzoną. W Arkajamie widzimy schemat mandali – kwadrat wpisany w koło. W starożytnych tekstach wierzeniowych koło symbolizuje Wszechświat, kwadrat Ziemię, nasz świat materialny. Ludzie już w starożytności na tyle dobrze znali strukturę Wszechświata i zdołali rozszyfrować zasady świętej geometrii, iż wiedzieli jak harmonijnie i naturalnie jest on urządzony. W trakcie budowy obwarów i grodów starali się więc odwzorować boski porządek Kłódzi, Weli i całego Wszechświata. W Arkajamie widać wyraźnie odwzorowanie struktury Kłódzi Swąta na Wierchu Weli.

Każde domostwo przylegało jedną stroną szczytową do zewnętrznego lub wewnętrznego muru i wychodziło na główną ulicę w kształcie pierścienia, albo na plac centralny. W zaimprowizowanym „przedpokoju” był specjalny odpływ wodny, który prowadził do kanału pod główną ulicą. Mieszkańcy tego miejsca  byli więc już w głębokiej starożytności wyposażeni w kanalizację. Ponadto w każdym domostwie znajdowała się studnia, piec i nieduża spiżarnia w kształcie kopuły. Piec i studnia były połączone kanałem powietrznym dającym „cug” tak mocny, iż pozwalał na wytop miedzi bez dodatkowego używania miechów.

Średnica wewnętrznego kręgu Arkajamy stanowi wszędzie równe 85 metrów, w rzeczywistości jest to pierścień o dwóch promieniach: 40 i 43,2 metrów. Promień pierścienia „księżyc Obri” w Stonehenge wynosi 43,2 metra. I Stonehenge i Arkaim usytuowane są na tej samej szerokości geograficznej. Obydwa miejsca w centrum doliny w kształcie misy.

Zauważmy, że odległość między  nimi wynosi prawie 4000km…

b Patrz Taja 23

c Wisztaspa lub Hystaspes (VI w. p. n. e.) – władca plemion Partii i Hyrkanii, ojciec króla Persji Dariusza Wielkiego. Według tradycji był niezwykle mądry i uczony, zapewne był też wraz z żoną Atossą (Otoszą), uczniem i protektorem Zaratusztry, który znalazł schronienie na jego dworze. Około 550 r. p. n. e. skorzystał z osłabienia Medii rządzonej przez Astyagesa (Agę Osta I)  i rozluźnił więzy zależności; od 548 r. p. n. e. Partia i Hyrkania znalazły się w granicach monarchii Cyrusa II Wielkiego, zaś Wisztaspa został w niej satrapą.

Taja 20 – O ustanowieniu obwaru Wiary na Welburzu

Zanim weszli w Krainę Mleka i Miodu zatrzymali się nad rzeką Nieuwratem w pobliżu ruiny, którą drzewidzi Bierły uznali za obwar Zełgina Zerywańskiego. Bierło z nabożną czcią odnowił ów obwar i wyposażył go starannie we wszelkie potrzebne pożytki. Posłał też jedną drużynę wojów oraz sześciu drzewidów na Górę Welburz, by odnowili tam kącinę i złożyli obiaty Runom oraz Ładom, przed czekającymi ich wielkimi bitwami w Mlekomedirze. Tak się stało. Drzewidzi pozostali na Welburzu stanowiąc gromadę Sześciu Założycieli Zakonu kapłów-wojowników Jughasów[i].


[i] Ruiny obwaru jaki napotkali nad rzeką Nieuwratem, który Romajowie w swoich pismach nazywają z niezrozumiałych powodów Eufratem (Ne-uwrat, Newrat, – Rzeka Bez Powrotu) to obwar Zełgma, ustanowiony najprawdopodobniej przez Zełgina w czasie, kiedy odszedł on od Zerywanów. Część kącin utrzymuje, ze Zełgin nie poszedł na Łukomorze, czyli na północny zachód, ale na południowy zachód, czyli przez Góry Czarnych Kauków, w okolice Góry Welburz. Tam posadowił obwar i tam ze swoimi ludźmi pozostawał. Zatem drzewidowie Bierły uznali, iż jest to ten właśnie obwar, na którego ruiny się natknęli. Tak najprawdopodobniej właśnie było, ponieważ kto inny mógłby tu tak dawno obwar postawić jak nie Zełgin. Zatem odnowili ową słynną z danych przekazów Zełgmę. Romaje tłumaczą nazwę obwaru jako zeugmaprzeprawa przez rzekę, most, złączenie brzegów, sprzężenie w jedność, jednakże nazwa tego miejsca pochodzi od imienia Zełgina, czyli Zełgo Męża – Zełgmęża, Zełgmunda i oznacza również połączenie ze złem, czyli zmącenie złem – zeł mąd, bowiem plemię Zełgina było plemieniem ludzi zmąconych, skażonych jego złem (łżem), i nazwano je między Zerywanami i Kolibańczykami – Zełgmądami. Nazwa rzeki bierze się stąd, iż wojowie Zełgina podjęli trzy kolejne wyprawy w dół tej rzeki, a żadna z nich nie wróciła do Zełgmy. Uznano ją za rzekę do Welańskiego Piekła, czyli Rzekę Bez Powrotu. Poniekąd tak właśnie jest ponieważ rzeka ta wpada do Morza Widyjskiego, które to morze graniczy z Nawią Welańską – Piekłem. Jughasowie na Górze Welburz zwanej przez Romajów Elbrusem stworzyli grumadę wojów kapłów służących bogom Wojny i Pioruna. Z biegiem wieków powstała tam świątynia, której działanie objęło także ród Rodów i inne boskie rody. Sami Jughasowie znani byli jako Juhasowie, Hasowie, Asowie, Asdęgowie, Asanowie, Aspanowie, Waćpanowie, aż wreszcie kiedy wokół Welburza bezwzględnie zapanowali na długie wieki Romaje i Persowie, włączyli się oni w plemię Halanów, jako ich straż przyboczna.

Profesor Jerzy Strzelczyk o „Stworzach i zduszach” – 1998 rok Rebis



Ilustrował Andrzej Kapusta

Quantcast

Ponieważ właśnie dzisiaj pojawił się kolejny rozpaczliwy wpis o niemożności nabycia w Polsce w żaden sposób egzemplarza Stworzy i zduszy, i jest to któryś już z rzędu może setny może tysięczny monit o wydanie wreszcie tej książki, jaki trafia do mnie, natchnęło mnie to do publikacji wstępu profesora Jerzego Strzelczyka, do jego Mitów, podań i wierzeń dawnych Słowian (Rebis, 1998).

Piękne, piękne… ale ponoć nie prawdziwe – Tylko czy komuś w ogóle chciało się sprawdzić czy to jest prawdziwe czy nie? Wystarczy opinia.

Ciekaw jestem dlaczego niby nieprawdziwe – Czy aby nie dlatego, że za bardzo przypomina zorganizowany system? Profesor Strzelczyk w życiu nie słyszał i nie czytał chyba o tym o czym w latach 30-stych wiedzieli wszyscy w Szczepie Rogate Serce czy w Świętym Kole Czcicieli Światowida – nie mówiąc już o Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Nie wiedział tego co napisał Moszyński – na to wychodzi, ani co piszą Czesi i Słowacy – jakie duchy pomocnicze i demony powtarzają się na Łużycach ,Śląsku i Bałkanach – no chyba tego nie wiedział – przecież ja to tylko odszukałem, zebrałem, posegregowałem i zebrawszy cechy z opisów w różnych słowiańskich krajach ułożyłem w – nie do końca „poważne” „lekkie” czasami dowcipne – opisy bogunów i boginek poszczególnych kategorii – JAKIE SIĘ SAME W TRAKCIE ZBIERANIA WYŁONIŁY.

Nie wymyśliłem ani jednej postaci, która tam jest opisana.

A Czy Dzikie Łowy (o kórych wiedziała Zofia Stryjeńska przed II Wojną Światową i je namalowała), o których wiedzą dobrze rosyjscy etnografowie (np. Miroliubow), czy Dzikie Łowy Przesileń Słonecznych i Wielkie Bitwy Równonocy  to fakt znany tylko wtajemniczonym ze Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata – czy tylko oni w to wierzyli i wierzą?!!!

Czy tylko oni obchodzą te święta?!!!

Oto odpowiednie cytaty na ten temat z przypisów do podania o Kryszniu i Radudze, z folkloru i literatury rosyjskiej:

[ii] Rada, o której mowa w tej baji to Tęcza-Denga. Nosi ona też przydomek Raduga. Nie należy mylić jej postaci z Radą-Rodzicą, Radoradą – Panią Radunic ani z Radą-Zbożą córką Sporów.

[iv] Pierwiosnek: na wiosnę rozkwitają złocistożółte kwiaty pierwiosnków jak np. pierwiosnek lekarski (Primula veris) czy wyniosły (Primula elatior), wśród ludu znany też jako „kluczyki” lub „klucze świętego Piotra”.

[v] Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą, w tym sensie w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika).

Według Księgi Welesa Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń) a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia, który można traktować jak przydomek nawiązujący do funkcji. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (przesilenie) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu, kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu.


W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszenia. Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.b

a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, „błękitny”, jak niebo zimą.

b W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, „mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.

W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – drzewo Wysznia i Kryszenia); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat.” ” Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiata Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny…Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i, znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata.”


Przy odtworzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych, o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów) związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich, przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków, (Sankt Petersburg, 1881).


Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Radudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne, we wszystkich tradycjach.


Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.

Jerzy Przybył – Swątlnica (Wedrik-Bedrik, Kryszna-Kres – w ciągu przemian )

Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: „Nieniecki epos”, Leningrad 1990; wraz z byliną „Ilja Muromiec i idoliszcze” Pośród indyjskich tekstów 10-ta Pieśń „Śrimad Bhagawatam”, patrz: książka Swami Prabhupady „Źródło wiecznej przyjemności”, a także 3-cia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie” Pindar „Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synie Kamienia Sasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

A wydawcy, którym do tej pory zaproponowałem tę książkę stwierdzają, iż nikt na nią nie czeka. No cóż…

Tajemnik Burowijski: Kryszeń i Rada-Raduga (fragment Taji 24)


Copyright © by Czesław Białczyński

Raduga – Denga – Tęcza

[Kilka słów wstępu. Niniejsza opowieść z Tajemnika Burowijskiego w jakiś sposób nawiązuje do dopiero co napisanego tekstu o Bogach Kiru – czyli Lekcji 4. Ta opowieść pokazuje w szczególnym świetle odtworzenie Dzikich Łowów i Wielkich Bitew i jest niejako ruskim dowodem , udokumentowaniem przedstawionego przeze mnie już w 1993 roku w Stworzach i zduszach mitu. Jest on znany nie tylko Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata od dawna – o czym także pisałem w artykule o Zofii Stryjeńskiej i jej obrazie Łowy bogów. Jest on znany i został zapisany w licznych pieśniach i poświadczonych obrzędach  związanych z Letnim Przesileniem – Kupałą-Kresem i Zimowym Przesileniem Koljadą. O tym dokładnie mówią przypisy pod tekstem, z wymienionymi źródłami.  Jest to jeden z tych elementów, które bezpośrednio wskazują iż Największe Tany – czyli święta związane z Przesileniami (Dzikie Łowy)  i Równonocami (Wielkie Bitwy) będące także świętami bogów Kirów (Stron i Pór) są w istocie świętami wszystkich boskich tynów i bogów, którzy są powiązani z rocznym cyklem C.B.]

Raduga

Kryszeń i Rada-Tęcza[i] –

(fragment Taji 24)

według wołchwów z Gonuru.


Rada – córa Władczyni Wód i boga Słońca Ra-Swarożyca[ii] żyła na Wyspie Słonecznej. Przybył do niej w swaty smok Tryton, syn Morskiego Cara – Wodo-Wełma. Jednak Rada za niego wyjść za mąż nie chciała. Rak Pustelnik poradził jej jak odstręczyć zalotnika. Dał jej trawę, której Tryton nie znosił. Natarła się nią Rada calusieńka, więc kiedy ją Tryton powąchał natychmiast uszedł do siebie.

Denga (Węsa, Wstęga, Tucza, Raduga)

Rada była tak piękna, że zaczęto mówić, że ona i od samego jasnego Słoneczka urodziwsza. Dowiedziawszy się o tym, Pan Słońca zawody ze swoją córką przygotował – kto świeci płomienniej. Po zawodach wszyscy uznali, że na niebie jaśniej świeci Słońce, a na Ziemi Rada-Raduga (Tęcza).

Raduga i Kryszeń-Młode Światło (Wedrik)

O urodzie Rady-Tęczy dowiedział się i Kryszeń, lotny statek sporządził i poleciał na wyspę Słońca Ra. Gdy przyleciał stawił się przed bogiem Ra-Swarożycem i poprosił, aby ten dał mu rękę pięknej Rady. Bóg Ra-Swarożyc odpowiedział, że wpierw Kryszeniowi trzeba wypełnić trzy zadania.

Monument Tęczy-Radugi w Kijowie

Pierwsze zadanie – Kryszeń miał pokazać bohaterski skok: dolecieć na koniu do Rady siedzącej w wieży wysokiej, dochodzącej do samego nieba. Doleciawszy do okienka, winien ściągnąć z palca Rady pierścień i pocałować ją w jasnoczerwone wargi. Łatwo wykonał tę pracę Kryszeń. Do samego nieba wzleciał skrzydlaty białogrzywy koń.

Tęcza-Raduga w Kijowie – fragment

Aby drugie zadanie wypełnić, Kryszeń miał w ciągu jednego dnia ujarzmić złotorogiego tura, zaprząc go do pługa, zaorać pole, zasiać żyto, coby wyrosło i zebrać urodzaj, nawarzyć piwa i ugościć nim gości. I z tą pracą Kryszeń dał sobie radę lekko.

Kryszeń Ognisty – stare malowidło

Potem bóg Swarożyc-Ra wypróbował Kryszenia i trzeci raz. Trzeba mu było znaleźć klucz zgubiony przez Radę w szczerym polu. Tylko tym kluczem można było otworzyć zamek, który odgradzał od warkocza Rady. Tylko po otworzeniu zamka można było rozpleść warkocz Rady-Tęczy[iii].

Warkocz Tęczy do rozplecenia

I Kryszeń znalazł ten klucz, okazał się nim pierwiosnek, „pierwszy kwiat” (Kwiat-Klucz Wiosny)[iv]. Wkrótce Kryszeń i Rada poszli w swadźbę, przyjęli złote wieńce.

Pierwiosnek – Kluczyk, Klucz Wiosny

Z kwiatów pierwiosnków wieniec spleciony

Na główce miłej Rady-Tęczy

A na Kryszeniu wieniec z lilii.

Wyszli Rada i Kryszeń

Na morski stromy brzeg,

Pod niebem wszem rozjaśnieli,

Jak razem z Tęczą Kryszeń-Swątwola[v].

Lilia – kwiat Kryszenia i Bożej Krowy-Swątlnicy (Wedry, Bodry, Zemuny, Starzęśli, Strzęśli, Jimieli) – jej rośliną jest Jemioła. Kryszenia nazywa się też Krzeseniem, Kreseniem – można go identyfikować także z Krzemieniem, synem Skalnika. Zupełnie inna jest jego pozycja w Indiach, ale zawiera także i te funkcje o których tutaj mowa.


[i] Za: A. I. Asov „Księga Koliady”

[ii] Rada, o której mowa w tej baji to Tęcza-Denga. Nosi ona też przydomek Raduga. Nie należy mylić jej postaci z Radą-Rodzicą, Radoradą – Panią Radunic ani z Radą-Zbożą córką Sporów.

[iii] Rozplecenie warkocza oznaczało wyjście za mąż.

[iv] Pierwiosnek: na wiosnę rozkwitają złocistożółte kwiaty pierwiosnków jak np. pierwiosnek lekarski (Primula veris) czy wyniosły (Primula elatior), wśród ludu znany też jako „kluczyki” lub „klucze świętego Piotra”.

[v] Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą, w tym sensie w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika). Według Księgi Welesa Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń) a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia, który można traktować jak przydomek nawiązujący do funkcji. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (przesilenie) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu, kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu.

Kryszeń i Rada [foto: Igor Rovenko]

W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszenia. Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.b

 

Walery Zelenkow – Rada i Kryszeń

a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, „błękitny”, jak niebo zimą.

b W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, „mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.

W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – drzewo Wysznia i Kryszenia); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat.” ” Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiata Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny…Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i, znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata.”

Kryszna w chramie

Przy odtworzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych, o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów) związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich, przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków, (Sankt Petersburg, 1881).

Kupała (Białoruś)

Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Raudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne, we wszystkich tradycjach.

Tęcza nad Kosowym Polem – Święte Miejsce Serbów

 

Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.

Jerzy Przybył – Swątlnica (Wedrik-Bedrik, Kryszna-Kres – w ciągu przemian )

Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

 

Jerzy Przybył – Relief Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata – Góra Trzygław pod Tęczą-Warkoczem (wplot boskich postaci w matkę Ziemię poprzez Baję-Dzieje i Welon-Więź)

Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: „Nieniecki epos”, Leningrad 1990; wraz z byliną „Ilja Muromiec i idoliszcze” Pośród indyjskich tekstów 10-ta Pieśń „Śrimad Bhagawatam”, patrz: książka Swami Prabhupady „Źródło wiecznej przyjemności”, a także 3-cia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie” Pindar „Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synie Kamienia Sasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

Sosłan – pomnik we Władykaukazie

Rafał T. Prinke – THE OCCULT MEANINGS BEHIND POLISH HERALDIC DEVICES


Opracowanie Historii Astrologii Polskiej Rafała T. Prinke, które zamieściliśmy w tym miesiącu na naszym blogu przypomniało mi, iż jego książki Mandala Życia (t.1+t.2) stanowiły wiele lat temu podstawę moich pierwszych warsztatów astrologicznych. Łezka się w oku kręci na widok tych okładek.

Astrologia to jeden z licznych obszarów wiedzy, które musiałem poznać na tyle głęboko, żeby móc wniknąć w sens Wiary Przyrodzonej zanim jeszcze przystąpiłem do odtwarzania słowiańskiej mitologii. Pierwsze moje studia to oczywiście Weda, potem buddyzm Zen w ośrodku krakowskim w latach 70-tych XX wieku (japońska ścieżka medytacji pod wodzą Filipa Kapleau) , potem oczywiście inne Księgi Hinduizmu, joga, astrologia, tarot itp.

Tak „banalne” księgi jak Biblię (rozpowszechnianą jeszcze przez Baptystów Dnia Siódmego przy placu Axentowicza w Krakowie – obok domu moich dziadków – Kapustów i domu mojej żony i rodziny jej matki – domu Olszowskich) i Mity Greckie, Mity Rzymian, Mity Celtów znałem już od dzieciństwa w opracowaniach Gravesa, Frazera, Eliadego i innych wybitnych znawców (od 12 roku życia były to moje główne lektury).

To były jednak tylko podstawy, główny zrąb – wiedzy – stąd do wiedy i Wiedy było jeszcze bardzo bardzo daleko.

Potem zaczęły się studia archeologiczne i dziesiątki innych. Historia – oczywiście przez cały czas już od podstawówki.

Językoznawstwo, lingwistyka, psycholingwistyka i psychologia przekazu oraz systemy komunikacji społecznej były mi potrzebne jeszcze na etapie Grupy Poetyckiej Warkod – łącznie z gruntownymi studiami historii sztuki, historii literatury, w tym szczególnie nowych prądów, awangard plastycznych i literackich.[Nowe prądy w sztuce to praktycznie czas dużo wcześniejszy, opracowania Andrzeja Lama o polskiej awangardzie studiowałem w 1969 roku, zanim zacząłem mniej lub lepiej naśladować Beat Generation z USA, z jej Ginsbergiem i Kerouakiem]

Ktoś powie, że moje wykształcenie to Szkoła Filmowa w Łodzi, ale mimo że nie posiadam dyplomów z zakresu etnografii, lingwistyki, że nie mam indeksu z zaliczeniami z etymologii, czy antropologii porównawczej, a nawet błahego dyplomu polonistyki, czy jakiegoś – byle jakiego dyplomu z byle jakiego religioznawstwa na byle jakim soc-uniwersytecie polskim (co byłoby w sumie nietrudne w latach 1970-1990, kiedy najważniejszym egzaminem był ten z marksizmu-leninizmu, zwanego filozofią), albo slawistyki, czy byle jakiej socjologii – ZAPEWNIAM WAS ŻE ODBYŁEM TE NAUKI – chociaż nie po to żeby mieć dyplomy, ale po to żeby mieć niezbędną  h-o-l-i-s-t-y-c-zn-ą wiedzę, która pozwoli zebrać strzępy, strzępki i strzępeczki – bo taki był stan mitologii Słowian.

Do tego doszły jeszcze konieczne nauki języków – do szkolnego rosyjskiego i niemieckiego trzeba było dodać angielski, i wszystkie inne języki słowiańskie – łącznie ze strzępkami drzewiańskiego, łużyckim dolnym i górnym, gwarami wołoskimi, itp. Oczywiście nie mówię o podstawach greki i łaciny – której socjalistyczna szkoła średnia ani nawet studia wyższe nie dawały i dzisiaj też nie dają.

Studia i zbieranie różnorakich materiałów do mitologii zajęły mi 30 lat.

Między innymi w miarę gruntownie – nie po mistrzowsku rzecz jasna, bo nie zamierzałem się specjalizować – poznałem też astrologię.

Dlatego przedstawiam poniższy tekst, z jednej z anglojęzycznych stron internetowych. Jest on ciekawy dla mnie samego, bo w inny sposób nawiązuje do znaków herbowych słowiańskich, tamg i run, i pozwala spojrzeć z innego  punktu widzenia na herby szlachty polskiej.

Przede wszystkim jednak dowodzi ich głębokiego związku z Wiarą Przyrodzoną i jej najgłębszymi tajemnicami okultystycznymi. Musimy bowiem mieć świadomość, że znaki herbowe nie powstawały w XVIII ani XIX wieku, kiedy to świat się okultyzmem ekscytował, nie powstawały też w wieku XV ani XVI. One tworzyły się na bazie znaków rodowych, znaków granicznych, znaków własności, znaków wojowniczych, znaków garncarskich, znaków świątynnych, znaków WIARY i znaków pisma wiary (taj), przez setki jeśli nie przez tysiące lat wcześniej, zanim znalazły tę rycerską, rodzinną formę herbu. Nie muszę chyba tłumaczyć, że wiele znaków herbowych ma ewidentne pochodzenie sarmackie, scytyjskie, irańskie – czego dowodzą liczne już dzisiaj opracowania, a czemu poświęca uwagę na tym BLOGU zwłaszcza Dobrosław Wierzbowski (do którego artykułów odsyłam). C.B.

Oto ów ciekawy tekst Rafała T. Prinke – niestety, a może dobrze że po angielsku?

THE OCCULT MEANINGS BEHIND POLISH HERALDIC DEVICES

Rafal T. Prinke, Poland

The question of different traditions of magic or secret teachings is generally accepted as an important one but is seldom dealt with. Usually it is stated that all traditions lead to one and the same goal: realization of one’s Higher Self Atman, King or whatever it is called, and a division into several great traditions or paths to enlightment is then given encompassing the Western Tradition of magic, the Eastern Tradition of Yoga and similar techniques, plus sometimes the African Tradition, the Amerindian Tradition, and perhaps the Pacific Tradition. Further, more subtle divisions are used in connection with the Eastern Tradition especially but almost never appear in the Western ones. The only exception seems to be in Witchcraft, where racial and national differences are clearly displayed by Anglo-Saxon, Celtic and other traditions. Witchcraft however should be treated rather as a religion with some admixture of magic than as a branch of magic proper (as defined in SSOTBME). . One of the key concepts of all occult teachings and the region where most of the occultist’s work is performed is the Astral Plane with all its inhabitants which is nothing else but the collective unconscious of Jungian psychology with all its archetypes and atavistic memories. This collective unconscious can be seen as possesing several strata corresponding to different levels of the Astral Plane, not all of which are accessible to everyone. This may be represented diagrammatically as follows:

This „genealogical tree,’ of the unconscious is in several respects similar to the Cabalistic Tree of Life: all we have to do is to add something infinite like Ain Soph or cosmic consciousness, at the top of the diagrams and the individual consciousness at the bottom of it and we will obtain a scheme of developement from Kether (i.e, the most universal and therefor the most abstract, archetypes which lie in the remotest layers of the unconscious mind) to Malkuth (i.e. the world we live in which is our individual consciousness). Of course this scheme is not as clear and simple as the Tree of Life. In fact it is rather confused, since one’s unconscious may draw on many sources from the higher levels which are themselves interrelated and the number of elements is too great to remember. Then what is the use of this „tree” other than an intellectual (conscious) exercise?

Certainly the entities belonging exclusively to the individual unconscious are the easiest to approach as they inhabit the realms lying just beyond the threshold of consciousness. Therefore they may be comparatively easily evoked and then stripped of everything that comes from our own past experiences. What is left belongs to a higher stratum and should in turn be stripped of all that is inherited biologically and so on, until the single universal truth, which is the core of all existence is uncovered and seen in its simplicity. The final step would consist in going still further and merging with the all-pervading cosmic consciousness thus reconciling this last pair of opposites: Self and Non-self. This is somewhat similar to „working the Paths” or „climbing up” the Tree of Life as well as to the „going back” techniques of A. O. Spare.

One may also consciously accept a whole body of any single tradition and force its symbols, images, ideas, correspondences etc, into his own unconscious thus changing it actively and creating an unconscious the content of which is not as individualistic as it used to be but gradually becomes more and more similar to the group unconscious of the particular tradition. Knowing the contents of our unconscious we can utilize it better. This technique may be compared to „drawing Kether to Malkuth”

It seems obvious that the first of these techniques is applicable more to individual work because every person has a different unconscious (which is clear from the diagram) just as each one has a different horoscope. (Cf. the statement in Liber AL „Every man and every woman is a star”.) The second method is mostly though not only, for group work, and probably an obligatory one for members of occult schools and orders as they have to share at least the general structure of their unconscious.

I have sketchily discussed my little theory of the evolution of the unconscious before passing to the main subject of this article in order to show the place and importance of the national unconscious and hereditary unconscious in the constitution of the individual Microcosm. I believe that many national arms, emblems, symbols, etc., as well as those of old families contain a wealth of occult meanings and there is a number of their possible applications.

The Polish nation posseses a body of such symbols which are much older than its known history. The national colours white and red, as well as the arms of Poland, the white eagle are at once recognized as important occult symbols frequently used in alchemical imagery. Less known however and far more interesting are the coats of arms of Polish nobility.

As can be seen from some examples of these coats of arms in their earliest known forms (Table I) there is a striking resemblance to some magical sigils from medieval and later grimoires. In later times under the influence of the West European heraldry, the elements of the coats of arms were convetionalized and represented as realistic objects such as stars, swords, arrows horse shoes etc. but it is still possible to reconstruct the original forms of these signs.

A distinctive feature of Polish heraldry is that one arms could have been used by dozens and in some cases by hundreds of families, all of which were believed to be related to one another though the exact genealogical links were so remote that they were no longer remembered. In fact they preceded the formation of family names. On the other hand, families of the same name may have used different arms which was the sign that they were not related and having the same name was just a coincidence.

There are two main theories concerning the origin of these typically Polish coats of arms. Both of them are very interesting and meaningful from the occult point of view, though the first one is considered historically incorrect. They are shortly as follows:

1) The runic theory: it was developed by Prof. Piekosiziski at the end of the past century. He believed that the heraldic signs evolved from the Scandinavian runes brought to Poland by the Viking invaders who later settled in this country and became the noble class. Several books of his expounded a very elaborate system showing the way in which the coats of arms were generated from runic letters claiming for instance, that the crosses were added after adopting-the Christian religion as a sign of „sanctifying” the symbols.

2) The Sarmatian theory: ‚This is a current theory saying that the coats of arms of Polish novility developed from magical characters of the Sarmatians which were called „tamgas”. According to tradition Polish nobility were the descendants of the ancient Sarmatians, and in fact Poland was often called Sarmatia or Sauromatia. In the 19th century this traditional belief was regarded as a myth, but now it is held to be based on truth. The tamgas were magical signs the exact purpose of which is not Known. They were found on various objects of everyday use, on weapons, jewellery, etc. and were brought to Europe by the Sarmatians in the early centuries A.D, from their homeland on the Black Sea and the Caspian Sea where they bordered with the Persian Empire the land of the Magi. It is easy to see the similarity of the tamgas and the coats of arms of Polish nobility (Table II).

[Ten jeden wyboldowany fragmencik pozwole sobie przetłumaczyć jednak bo ważny:

„…Te znaki zostały znalezione na różnych przedmiotach codziennego użytku, broni, biżuterii, itp. i zostały przywiezione do Europy przez Sarmatów w pierwszych wiekach naszej ery, z ojczyzny nad Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim, gdzie graniczyli z Imperium Perskim i Krainą Magów (lub jak kto woli Ziemią  Trzech Króli). Łatwo jest zobaczyć podobieństwo tamg i herbów szlachty polskiej (tabela II)…”

I skomnetuję go tak: Nie zgadzam się jedynie z tezą, iż został przywieziony z rodowych ziem Scytów i Persów w okolicach I wieku n.e.

Morze Czarne , Kaukaz, Mała Azja, Azja Centralna – aż po Kamczatkę i granicę z Chinami, a także ziemie dzisiaj chińskie np. Pustynia Takla Makan i rzeki Czerczen i Tarym , okolice Jeziora Aralskiego, dzisiejszy Kazahstan a częściowo i Mongolia, a także północny Pakistan, Afganistan i Iran, północno-zachodnie Indie – to rodzime ziemie Scyto-IndoIrano-Słowian, Ludów S-I-S – Sistańczyków. Scytowie mają słowiańskie DNA z hapologrupą R1a1a1 i słowiański wygląd na PODSTAWIE REKONSTRUKCJI CZASZEK. Scytów zna już Biblia w Starym Testamencie. Scytowie i Słowianie sąsiadowali  i tworzyli wspólnoty co najmniej od 20.000 lat, grubo przed epizodami z Żydami, Asyryjczykami, Medami czy Persami, znanymi ze starożytnych kronik i zapisów.

Ale o tym wszystkim Rafał T. Prinke nie mógł wiedzieć dokąd nie było wyników badań genetycznych z 2010 roku. C.B.]

Another interesting and magically significant feature of Polish heraldry is that each coat of arms has a special word associated with it. This word is known as „zawolaniell which means „a call” or „a cry” and very often its meaning and etymology is not known.

So having a magical character (coat of arms) and a word of power („zawolanie”), it seems possible to apply traditional magical techniques in order to get in contact with the „genius” of the family or its collective unconscious. As every individual has his Holy Guardian Angel similarly every family may be said to have its „Holy Guardian Archangel”, which may be contacted in this way.

These heraldic signs may also be looked upon from a different angle. They may be considered to be sigils which used to express some kind of a desire when they were created as the emblem of the family and later the desire itself was forgotten on the conscious level activating the unconscious level. This is similar to the technique used by A.0 Spare, but on a grand scale and with the difference that the sigil itself is not forgotten only the desire is.

Besides the magically looking, typically Polish, coats of arms, Polish nobility use also a number of arms of the Western European type. These include several familiar occult symbolic figures, as for example raven, pelican, long serpent, unicorn, griffin, salamander, sphinx, etc. Of special interest may be two kinds of Caduceus, one of which is a conventional representation with the winged wand of Hermes, surmounted by a triangle of three stars, reminding us of the three Supernals (Kether, Chkmah, Binsh) of the Tree of Life. The other is a pair of black snakes and a golden elemental cross above them (incidentally its „zawolanie’ may be translated as „Golden Freedom”). There is also a Pentagram with a fleur-de-lis on its upper point. The fleur-de-lis is symbolic of the spirits and this is the elemental attribution of that point of the Pentagram. Next comes a red rose surmounted by a golden cross placed on a cross of silver feathers and finally a man opening the jaws of a lion, reminding us of a similar Major Arcanum of the Tarot.

This article does not claim to unveil the hidden wisdom known only to initiates. It simply presents some ideas which appear interesting to me and possibly may open new areas of research for occult students. If anyone has similar ideas or experiences with similar techniques as those suggested here, I would be very glad to hear about it.

Tamgi z książki Sarmaci – profesora TADEUSZA SULIMIRSKIEGO

Tamgi na przedmiotach i broni

Tamgi i herby

Tamgi na kamieniu

Na jednym kamieniu różne fazy rozwoju znaków

Tamgi i runy w sprzączkach ażurowych

 

Tamgi w kształcie litery m i rosyjskiego h – x

Polecam też z prawdziwą przyjemnością inne teksty Rafała T. Prinke na stronie: alchemywebsite :

jak:


Rafal T. Prinke – Hermetic Heraldry

Article originally published in The Hermetic Journal, 1989, 62-78.

czy:


Rafal T. Prinke – Michael Sendivogius and Christian Rosenkreutz.

Article originally published in The Hermetic Journal, 1990, 72-98.
For later research and comprehensive presentation of Sendivogius in English see: Zbigniew Szydlo, Water which does not wet hands. The alchemy of Michael Sendivogius, London-Warsaw 1994.

Alchemia jest odgałęzieniem Arkaimskiej Wiedy tak samo jak Astrologia i Magia, a ogólnie wszystkie te dyscypliny są częścią pierwotnej Wiary Przyrodzonej tak w sensie filozoficznym jak i owocem jej praktyk i liturgii.

Na koniec, z rosyjskiej strony wołchw Roda znaki słowiańskie według tamtejszego zestawienia:


C.B.

Księga Tura – Taja 8 oraz fragment Taji 14 (Stworze i Zdusze, Wielkie Bitwy i Dzikie Łowy w Równonoce i Przesilenia) a także fragment apokryfu „Stworze i Zdusze” (na ten sam temat)

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 23 Grudzień 2010

Świąteczne Prezenty w Pierwszym Dniu Kostromy-Zimy oraz na Święta Świtu Światła Świata:

Świąteczna choinka – To nie dziwne, że przyjął się germański zwyczaj dekorowania zielonego drzewa, zamiast słowiańskiego olbrzymiego słomianego snopa – kolor żółty, pszeniczny, jest słoneczny i bardziej odpowiedni- tak samo jak sam snop ziarnisty (owoc Słońca) bardziej odpowiada temu świętu, ale zielony to jądro wiosny i lata, psychologicznie bardziej przemawia do ludzi stęsknionych zimą za zielenią i wiosną. U nas tym razem choinka prawdziwie zimowa – Mroźny Świerk Zimowy.

 

Copyright © by Czesław Białczyński

Wielki Tajemnik Słowiański – Księga Tura

TAJA 8

O ŚWIECIE NARODZONYM z Boga Bogów, Ludziach powstałych z Potwora Porusza i o ważnym rodzie Gałęzów

według lędziańskich guślarzy z Łężna1, wejunasów plemienia Stawanów z Tękit2 oraz sredeckiej kapiszty Swąta w ziemicy Serdczan3.

Słońce z mrozu, a więc Słońce Mora (Moroza) – inaczej obraz (odbicie) Swarożyca w tynie (niwie) Morów

O świecie zrodzonym z Boga Bogów – według sredeckich kapłanów Swąta i innych podań Timoczan Dunajskich4

Pewnego razu, kiedy Zerywanie mieszkali już w ziemskiej Kolibie, ale w tej starej, i rozdzielili się na rody, a panował nad nimi król królów Goryw z rodu Bardzów, spadła z Nieba wielka księga. Znalazł ją w stepie najstarszy syn królewski Bierło i zaniósł ojcu. Zjechali się wszyscy królowie rodów-plemion i zapytali Gorywa, co jest w niej napisane. Księga ta była wypełniona tajami, których nikt nie potrafił odczytać, jako że ludzie nie znali wtedy taj. Goryw nie wiedział, co im odpowiedzieć, lecz gdy się wahał, nadleciał siwy gołąb. Ptak, który się środkiem nocy wyłonił z głębin ciemności, okrążył ognisko i usiadł na ramieniu króla królów. W jednej chwili Goryw dostrzegł nagle i pojął całą mądrość zawartą w Księdze. Tak im wtedy powiedział:

Ta księga, dana nam z Głębi Nieba przez bogów, zbyt jest obszerna, bym wam o wszystkim mówił. Są tylko trzy pytania, na które, natchniony świętością i światłem ducha odpowiem. A jedno z nich jest – jak się stał wszy świat, drugie – skąd się wzięli ludzie, a trzecie – kto się począł z czego.

Nasz Świat Biały wziął się od Pana, Krasne Słońce z Lica Białobożego, Młode Światło (Księżyc) z Piersi Jego. Białe Zorze z Oczu Bożych, Gęste Gwiazdy z Szat Jego, Bujne Wiatry z Ducha Światłego. Mir i Narod Boży poszedł od Porusza. Jego krzepkie Kości z Kamienia, a jego Ciało z wilgotnej Ziemi. Od jego Kości kości nasze, a z jego Ciała nasze ciało. Stąd, od niego u nas na Ziemi poszli carowie i kniaziowie – z głowy Poruszowej, stąd wojowie, bojarzy – z Poruszowych mości, stąd kmiecie z kolana Poruszowego.

Mroźny Bór, trujące i leczące siły ziół i mrozu – odbicie Żywiołu Boru w Mocy Morów (Władców Mrozu, Zapomnienia, Starości, Choroby, Kirsnu, ale i Gorączki, Jadu-Trucizny i Jadu-Leku, a przez to  i Ozdrowienia; Panowie Krainy Lodu i Śniegu)

Słowo o znaczeniach zawartych w Księdze Głębi (Gołubiej Knidze)

Czudiesnicy timoczańscy z Widina, którzy wieszczą w świątyni Wida-Makowica, tak tłumaczyli wiele wieków później owe słowa zerywańskiego króla królów Gorywa:

Cały świat począł się od Swąta, nasza Biała Ziemia z Białobogi, zaś Czarna Ziemia – Wela – z Czarnoboga. Krasne Słońce (Tarczę Swarożyca) wykuł Swarog z Lica Białobogi. On sam, Swarog – Ogień Niebieski, został poczęty z Białobogi i Czarnogłowa, a zrodził się z jej Lica. Chors i cały jego ród, w tym Księżyc-Młode Światło, wyszli z Piersi Białobożej. Dażbogowie i ich córki Białe Zorze narodzili się z Oczu Białobożych. Gęste Gwiazdy5, żelazne świecące kule, wykuł Swarożyc z Szat Kauków, a Dażbóg rzucił je na Niebo, Swarog i Płon zaś je rozpalili. Bujne Wiatry (Strzybog i Stryja) zrodziły się ze złączonych oddechów – tchu i ducha Kauków, a dzieci Świstów (Pogwizd, Poświst i Dyj) z ich własnych splecionych tchnień.

Świat zwierząt, roślin i ludzi (Mir i Narod) poszedł od Porusza, jako że wszystko, co żywe a śmiertelne, zrodziło się z Wiechcia (rośliny – Zróstowie, zwierzęta – Zwirzowie i ludzie – Zerywanie). Ciało i kości Porusza powstały ze skał i ziemi przy jednym z Dziewięciu Ognisk. Zatem nasze kości i ciało pochodzą z jego ciała i kości.

Carowie-królowie zrodzili się ze złotych gałęzi, co wyrastały u samego wierzchołka Wierszby, czyli z głowy Porusza, wojowie i bojarzy zrodzili się ze srebrnych (żelaznych) gałęzi, które rosną na konarach Wierszby, czyli ze środka, z wnętrza (mości) Poruszowej, zaś kmiecie-wieśniacy narodzili się z brązowych gałęzi wyrastających przy ziemi z pnia Wierszby, czyli z nogi Poruszowej.

Żywioł Nieba w Krainie Mrozu – wysokie niebo podcza lotu – obraz z okna samolotu

Słowo o ukształceniu Gęstych Gwiazd i szatach Czarnogłowa oraz Białobogi

Guślarze z Sierdza6 prawią, że ukształcenie Gęstych Gwiazd przez Swarożyca było jego pierwszą pracą po tym, jak ocalony od Pożary, wraz ze wszystkimi Bogami (na prośbę Swąta) ruszył robić porządki we wszym świecie.

Jasny, twardy Czarnogłów i miękka, ciemna Białoboga mieli szaty z żelaza. Czarnowłosy i czarnobrody Czarnogłów miał szatę czarną, w dłoniach dzierżył ostre, Świecące jasno narzędzia wojownika –włócznię, topór, bęben i siodło, a rządził dworami bogów zimnych, białych i śnieżnych oraz bogami martwych pór. Białoboga – białowłosa, odziana w białą szatę, trzymała w rękach czarne obłe przedmioty: grudę-kulę Ziemi, kulisty dzban, motek wełny i hak wędy, a rządziła dworami ciepłych, dobrych bogów. Swarożyc wyprawił się do ich trzemów welańskich i urwał każdemu połeć szaty. Z podartych szat zmiętych w kule powstały czarne i białe gwiazdy, które zostały rzucone na Niebo. Gdy Swarog je rozpalił, czarne zapłonęły czerwono, białe niebiesko, a cała Gęstwa przybrała wygląd szala-drogi wiodącej ku Bramie Bram. Niektóre jednak pozostały białe, a niektóre czarne.

Sporowie zmożeni

Słowo o królach zrodzonych z Porusza

Czudiesnicy z Widina dodają, że jest wiadome, iż wprost od Świci-Gałęzy zrodzili się dwaj królowie wielkich plemion – Derwan i Ruszłan (Urusłan-Rusłan). Od pierwszego bierze początek plemię Drewlanów, od drugiego zaś plemię Rosów-Rusów znad ruczaju Roś. Miano Derwana pochodzić ma wprost od Drzewa Drzew, zaś drugiego króla od bogini Roszy, która wychowała Rusłana i obdarzyła go swymi łaskami. Przetrwał on jako jedyny ze Stwolinów. Nigdy nie został rażony w bitwie ni pojedynku i ożenił się z księżniczką Iwną pochodzącą z ludu Windów-Wędów7, którą wyzwolił od zalegającego dno Białego Jeziora potwora Jędzóra. Jędzór miał pożreć piękną Iwę jako kolejną ofiarę składaną corocznie Białemu Diwowi8. Pokonawszy potwora, Rusłan wydobył z dna jeziora samoświecący kamień, porwał księżniczkę nad dunaj Roś, tu posiadł ją i zapłodnił. Potem odjechał, a z księżniczki Iwny narodził się jego syn Rus, zwany też Iwaszką. Od nich obu poszło nazwanie Rusów.

Słońce i Niebo odbite w Zmarzlinie – obraz dwóch Żywiołów w Mocy Morów

Słowo o Żywiołach Swarogu i Dażbogu

Kapłani ze Sredca tłumaczą, dlaczego Dażboga nazywa się synem Swarogowym, choć wcale jako Niebieskie Światło nie jest synem Niebieskiego Ognia. Jest tak, według nich, z dwóch powodów.

Po pierwsze utarło się mówić o boskim Świetle Dażbóg, a o boskim Ogniu Swarog, tak samo jak o ziemskim ogniu mówi się Swarożyc, o ziemskiej błyskawicy Perunic, a o ziemskim młodym świetle – Miesiąc lub Księżyc. Jest prawdą, że w brzuchu Pierwnicy pierwsza zażgnęła się iskra – czyli boski Ogień. Dopiero zaś wtedy, gdy Swąt odłączył się od Pierwnicy, buchnął on blaskiem – boskim Światłem. Od ognia więc światło pochodzi, jak chcą twierdzić niektórzy. Ale prawdą jest też, że i ogień (żar), i światło (blask) oba rodzą się z iskry, która wszak nie jest ni jednym, ni drugim. Iskra była ziarnem, z którego wszystko, cały świat, zlągł się i wywił. Drugi powód, dla którego widzą w Dażbogu syna Swarogowego, jest ten, że Swarog był pierwszym z bogów przybyłych na Ziemię w Bitwie Żywiołów. Tak więc Ogień był pierwszy na Ziemi i sparzył się z Siemią Matką, a ich oboje przykryli swym zielonym płaszczem Wodowie. Perun dobył ich na wierzch spod wód, a Wiłowie-Knowie zasadzili ziarno znalezione przez Spora. Dopiero kiedy już wyrosła Ósica, nadciągnęli Sołowie (Dażbogowie) z blaskiem niebieskim, a wykute przez nich ze Swarogami Sklepienie wsparło się na Ósicy. Dażbóg zatem przybył na Ziemię ostatni, a Swarog pierwszy – najpierw był tu Ogień, a na koniec Światło Nieba.

Żywioł Matki Ziemi poprzez mroźne kurtyny

Słowo o Księdze Głębi – Knidze Knig

Jak twierdzą guślarze Lężańscy, Gołubia Kniga była przechowywana przez wszystkich władców Zerywańskich aż do wypędzenia ze Starej Koliby. Kilka kart z tej knigi ocalało i znalazło się w ręku Suki Sławy, gdy Dwanaście Suk i Dwunastu Odyńców przybyło do Nowej Koliby. Te karty trzymali później królowie Siedmiu Ludów i na nie przysięgali za każdym razem, gdy obejmowali władzę. Mieli prowadzić swe ludy przez świat z poszanowaniem wiary oraz skromności, w przykładnym żywocie, z dala od zbytku, bez używania zabronionych ludziom boskich taj. Dlatego, od tej chwili, wszyscy najwyżsi władcy Sławian tytułowani byli kniaziami – tymi, którzy posiedli tajemnicę Gołubiej Knigi. U Serbów i Bułgarów strzępy tej Księgi Gołębiej, zwanej też Księgą Głębi, przetrwały do dziś.

Ta Księga Głęboka jest Księgą Ksiąg (Knigą Knig) i od niej pochodzą wszelkie księgi Nieba i Ziemi – z niej się wywodzą słowa, w niej są od samego początku zawarte znaki, od niej pochodzi pismo. Kniga została zrobiona z czarownych gałęzi Drzewa Drzew. Wiele gałęzi się obłamało, kiedy Diw-Ładziw wdrapał się na wierzchołek i nie chciał stamtąd zejść. Rzecz działa się w czasie Siódmej Bitwy w Wojnie o Krąg. Knowie-Wiłowie i Ładowie zbierali wtedy po bitwie, ze Swątowego polecenia, gałęzie i liście. Mieli je spalić w Ognisku Ognisk na Równi. To wtedy Łado ukradł płonną gałąź, a Kupała drzazgi, z których zrodzili się Stwolinowie. Borowił zaś i Lesza-Borana zrobili cztery księgi tnąc jedną z gałęzi Wierszby na deszczułki. Trzy z Ksiąg zabrali Mokosze, a czwartą Chors. Tę właśnie, zapisaną tajami przez Chorsa, zwiemy Księgą Głębi. Dlatego prośby do Bogów i wiadomości dla nich do dziś ryje się i zapisuje na brzozowej korze albo na brzozowych deszczułkach i wiesza na gałęziach brzóz w borze, skąd je biorą Wilce-Sjeny i niosą ku Bogom na Welę. Dlatego też w każdej najmniejszej wiosce Sławian sadza się pośrodku drzewo Zapis, które troskliwie się pielęgnuje, bo przypomina ono nie tylko Drzewo Drzew, ale i Księgę Ksiąg, którą stanowi każdą swoją gałązką, konarem i listkiem. Na nim także wiesza się bajorki – wstążki proszalne, wymawiając życzenia i prośby do bogów. Od stanu i mocy tego drzewa zależy dola całej wsi i najbliższej okolicy9.

Inni twierdzą, że Księgi Mokoszów są zrobione na glinianych stronnicach, i że Księga Głębi także była z kamienia.

Jeszcze inni prawią, że to Plątwa-Przepigoła ukształciła pierwszą księgę, klejąc własną śliną opadłe, suche listki Wierszby. Ponoć dlatego słowo zapisane na korze lub stronnicy zwie się właśnie wierszem, a przez owę ślinę Przepigoły słowo zapisane nie zawsze jest prawdziwe i nie zawsze odpowiada myśli.

Królewskie – kniagińskie  pióropusze i szmamańskie wstęgi – bajorki, węsiorki

Słowo o królu królów Gorywie oraz jego synu Bierle

Tytuł cara, jaki nosił Goryw, przysługiwał zawsze tylko królowi wszystkich królów, którego wybierali spomiędzy siebie kniazie. Oznaczał on najwyższego czarownika, podlegającego bogini Czarze – Pani Mądrości i Wiary, posiadającego także prawo do Czary-Dzbana Zerywanów oraz wiedzy zawartej w Księdze Ksiąg. Car panował do końca swych dni, po jego śmierci wybierano spomiędzy kniaziów nowego. A czyniono tak, bowiem jak nad bogami panuje Bóg Bogów, tak nad królami musi panować Król Królów – car10.

Po Gorywie, który był porywczy, lecz rządził szczęśliwie, objął władzę jego syn Bierło, który tak był ciekaw znaczenia Taj, że rozpoczął o nie wojnę z Bogami, po której ludzi wyrzucono ze starej Koliby.

Niektórzy stwierdzają z całą stanowczością, że Bierło nie był winny rozpętania owej strasznej wojny, od której byliby wyginęli wszyscy Zerywanie. Ich zdaniem, już kiedy Bierło był dzieckiem, padł ofiarą Plątwy-Przepigoły, która sprawiła, że to on właśnie, znany z wielkiej ciekawości najmłodszy syn Gorywa, znalazł Księgę Głębi. Inną jest sprawą, że Bierło był nienasycony, wszystkiego chciał mieć więcej, a najwięcej chciał przeróść swego ojca Gorywa i pradziada Bogdara. Dlatego było wiadome, że nie poprzestanie na tym, co ojciec powiedział, i sam będzie chciał odczytać wszystkie tajemnice zawarte w Księdze. Niektórzy znów, zwłaszcza żercy ludu Wędów, znani wrogowie Chorsa, wywodzą, że Chors-Książ rzucił Zerywanom Księgę Ksiąg, działając przeciw swoim wrogom Dziewom, Perunowi i Matce Ziemi, którzy sprzyjali zawsze ludziom i troszczyli się o nich. Tak więc Chors miał działać przeciw Ludziom i to on uknuł spisek, który wywołał Wojnę o Taje, bo Chors chciał się zemścić na tych, którzy kiedyś obdarli go ze skóry i uczynili z niej Bęben11.

Takimi samymi królami królów jak Goryw i Bierło – carami – byli: wcześniej Pirst, a później Maha, Mądżak, Boza, Boj, Koczerga, Krak I, Kij, niektórzy Swewaldycze, Drogowit Stodorański, Sław Stomogilen, a także ich następcy znani już z pisanych dziejów Sławian, jak na przykład Samon, Świętopełk Wielkomorawski, Symeon Bułgarski, Bolesław Chrobry, niektórzy Jagiellonowie czy Katarzyna Wielka i inni Romanowowie.

Swąt-Gałęzowie w Tynie Morów (pióro Wostrogota?, szczeć Świętogłazy?, sierść Świchrza?, łapa-Świćgałęzy?)

O ważnym i dziwnym rodzie Głęzów, zwanych też Zgłęzami12

Nie ma dziwniejszego, ale i ważniejszego rodu pod gwiazdami niźli Głęzowie. Wieści o nich i ich wyglądzie, a i o tym, czym się zajmują na tym świecie, są różne i niepewne. W wielu sprawach tyczących się Głęzów nie ma zgody między kątynami, kościołami i kapisztami przeróżnych ziemic Sławów. Co do jednego wszyscy są zgodni, że Głęzowie zrodzili się chwilę przed narodzinami Śmiertelników, to jest ludzi, zwierząt i roślin. Nie ma już wszelako zgody co do tego, jak ich właściwie zwać ani ilu jest członków w tym ważnym rodzie, ani jak które z nich dziś wygląda i gdzie dokładnie przebywa.

Żercy z Łężna prawią, że jest aż pięcioro Głęzów i można ich zwać zarówno Głazami, Gałęzami, jak i Głązami czy Głęzami albo też Zgałęzami, Zgłazami, Zgłęzami lub Zgęzłami. Narodzili się oni od dotknięcia Swąta tak samo jak i ludzie, tego samego dnia, kiedy Swąt spoczął na Głazie Głazów po wielkim znoju stwarzania Świata. Bóg Bogów chciał się wtedy ochłodzić, a że był wielce utrudzony, ręka mu się omsknęła i odłamał cały konar Wierszby. Pachał się nim dobrą chwilę, a potem odłamał z niego gałązki na Wiecheć, którym obtarł czoło i szyję zlane boskim istem. Z tego Wiechcia, ciśniętego do tyłu, zrodzili się później ludzie. Bóg Bogów narwał innych gałęzi z drzewa i uczynił nowy wiecheć-miotłę do kąpieli. Podszedł do Źródła Źródeł – Modrego Banioru i wykąpał się. Kiedy wrócił, zarówno głaz, jak i konar-gałąź żyły już, przesiąkły bowiem istem Światowitowym.

Tak więc według większości kątyn wschodnich – burskich i budynowskich, w tym zwłaszcza kątyn znad Sanu i Wiaru oraz spadkobierców kapiszty białobożskiej z Nowogrodu13 w jednej chwili narodzili się z Wiechcia Ludzie i Głęzowie: Swić-Gałęza14 z gałęzi Drzewa Drzew oraz Święta-Głaza poczęta przez Swąta z Głaza Głazów, na którym siedział.

Żercy kątyn lugijskich, zwłaszcza lędzińskiej świątyni w Lężnie, powiadają, że to nieprawda. Po pierwsze ludzie zrodzili się później, dopiero po założeniu uprawy przez Kauków, a ich wychów trwał całą welańską noc. Dopiero następnego ranka wylęgli się Zerywanie i zostali zerwani z zagonu przez prarodziców. Po drugie, ludzie zrodzili się z Wiechcia, którym się Bóg Bogów oćwiczył i obtarł w kąpieli, a nie z tego, którym ocierał czoło. Ten pierwszy nasiąkł tylko boskim potem i z niego zrodził się Świchrz, zwany też Wichrzem – wierzchowiec Swąta, jeden z pięciu Głęzów. Z konara obłamanego przez Swąta narodziła się Świć-Gałęza – Zwierz Zwierzów, potężna i rosochata, okryta futrem i łuskami tak, jako drzewo okryte jest korą i liśćmi. Z kamienia, na którym Bóg Bogów siedział, czyli z Głaza Głazów, zrodziła się Święta-Głaza, ze Skały Skał, o którą się Bóg Bogów oparł dłonią, przyszła do żywota Świętoskała. Swatyr-Ałatyr, zwany Królem Kamieni i Żywym Kamieniem albo Kamieniem Kamieni, dostał życie dopiero wtedy, gdy Swąt wracał z kąpieli i spostrzegł porywających Wiecheć Kauków. Rzucił za nimi owym kamieniem leżącym przy Skale Skał.

Kamień Swatyr został przyniesiony na Welę przez Swąta razem ze Światogorem-Poruszem, który zaciskał ów kamień w dłoniach.

Niektórzy mówią, że to Świćgałęza zamienia się w wierzchowca Świchrza, kiedy Bóg Bogów pragnie się szybko przemieścić przez świat. Inni jeszcze, że otrzymała tak piękny wygląd (postać wierzchowca) przez zetknięcie z dłonią Boga Bogów, i że ów biały jak śnieg koń jest strażnikiem Kłódzi. Mówią też oni, że Swatyr pozostał na dnie Bołotyku i stamtąd rządzi wszemi kamieniami całego świata.

Są i tacy, co sądzą, że to Świętoskała jest owym żywym kamieniem – królem wszystkich kamieni Ziemi i że to ona daje polecenia Simowi. Spotyka się zdania, że Swatyr rządzi kamieniami leżącymi pod wodą, Świętoskała tymi w Niebie, Świętogłaza tymi na Weli, zaś ziemskimi skałami i kamieniami rządzą tylko Sim i Skalnik.

Świćgałęza dzień i noc pilnuje Drzewa Drzew przed dotknięciem, a nawet spojrzeniem niepowołanych. Strzeże ona Kłódzi od strony powietrza i Wysokiego Nieba. Świętogłaza waruje u progu zamyku Kłódź i strzeże dostępu na Ziemi, pilnując by nikt progu nie przestąpił. Świętoskała zamyka drogę do drugiego kręgu Kłódzi – Warowni Swąta – i czuwa nad nieskalanym Źródłem Źródeł u Modrego Banioru, a także broni Kłódzi od spodu, od strony Podziemia. Swatyr spoczywa na dnie strumienia wypływającego z Banioru i tworzącego potem spadającą z Równi Spadospadem Rzekę Rzek – Pętlicę. Broni on dostępu każdemu, kto by się tu chciał dostać drogą wodną. Wszyscy oni czuwają nieprzerwanie, nigdy nie zasypiają i nigdy nie są zmęczeni.

Tylko Głęzowie widują Swąta, jako że są jego sługami. Świchrz nosi Swąta do boju, gdy opuszcza on Kłódź rozsądzać spory i walki. Świchrz zwołuje też bogów na Zbór, gdy Ojciec Ojców, Pan Panów chce im dać kolejną Rzecz uczynioną przez siebie albo udzielić rady, albo ich ukarać. Jak wiadomo, Swąt po trzykroć wychodził z Kłódzi, a według pliskiej wyroczni Wida-Makowica, wielkiej stróży-wieszczycy Jelony15, wyjdzie jeszcze tylko jeden raz, by zniszczyć wszy świat16.

Jeśli idzie o wygląd Głęzów, to, jak powiedziano, jest on dziwny. Troje z Głęzów ma kształty kamieni. Świętogłaza przypomina wielkiego jak góra kamiennego żółwia. Zanim ożyła, była Głazem Głazów i pozostaje nim w dalszym ciągu. Żółw zresztą od niej właśnie otrzymał grubą skórę i tęgą skorupę, bo zrobiło się jej żal, że Swarożyc tak bezlitośnie pali zwierza swoją Tarczą. Żółw przypłacił ten podarek powolnością i niemrawością, ale za to zyskał bezpieczeństwo od drapieżców, ciepły wygodny dom, który ze sobą nosi, i długowieczność. Żółwie właśnie dlatego są powszechnie czczone, a szczególnie wśród Lęgów, którzy są wyznawcami Matki Ziemi (i wszystkich bóstw związanych z Żywiołem Ziemi, kopalinami i skałami), że są pod opieką Świętogłazy. O Świchrzu wiemy, że ma wygląd wierzchowca, bardzo szybkiego ogiera siwej maści, skrzystego i krwiożerczego. Świętoskała przypomina ponoć skamieniałego Wieloryba z na wpół otwartą paszczą-pieczarą. Jedno słabe tchnienie tej paszczy wciąga śmiałków w welańską Bramę Bram lub rzuca ich w Nawie. Są tacy, którzy mówią, że to jest właśnie Brama Bram Weli i przez paszczę Świętoskały prowadzić ma droga do Pierwnicy. Swatyr przypomina trójkątny spory kamień czarnej barwy, ma wygląd klina, a w sobie ciężar dziesięciu Ziem. Jest przy tym ciepłym i żywym kamieniem. Pod jego opieką są wszystkie kamienie Ziemi, które wszak stanowią ostatni szczebel ziemskiego życia. Życie w nich płynie wyjątkowo wolno, niezauważalnie, ale myli się, kto uważa kamienie, glebę czy piasek za martwe. Taki jest Swatyr – gdzie upadł rzucony przez Swąta, tam leży, dokąd go zanieśli bogowie, tam był, ale cały czas robi swoje i nic ani nikt nie może przepłynąć ani przejść obok tego Kamienia Kamieni w górę strugi Pełnicy. Wreszcie Świćgałęza jest okryta szczecią i łuskami, ma rosochate odnóża – wiele nóg, wiele rąk i wiele skrzydeł. Te rosochate ręce i nogi zakończone są ostrymi pazurami-hakami i drą ofiary na strzępy. Świćgałęza przypomina więc wyglądem inoga, ale jest boskim pomocnikiem – Głęzem. Wszyscy ci słudzy Swąta czerpią z jego istu, są więc świetliści, oślepiający, pałają prawdziwym żarem. Nawet bogowie nie odważają się ich dotknąć ani blisko podejść. Wyjątkiem był tutaj Diw-Ładziw. Ale o tym prawi już inna taja.

Przypisy do Taji 8

1 Łężno (Leżno), należące do plemienia Lędzian z ludu Lęgów-Lugiów, było dla wszystkich Lęgów tak samo ważnym ośrodkiem wiary przyrodzonej, jak dla ludu Budynów Gleń, dla Wędów Wineta (a później Arkona), dla Nurów Karodunon albo Nurz, dla ludu Burów Białoboże, dla ludu Mazów Tłoka, dla Serbów Sarbakon, a dla Istów Romowe. Każdy z tych najstarszych głównych ośrodków religijnych miał nieco inny wygląd i organizację. Pięć z nich mieściło się w dużych grodach albo w ich bezpośrednim sąsiedztwie (Wineta, Gleń, Karoduna, Nurz, Sarbakon), jeden był w całości grodem świętym (Romowe), jeden odosobnionym uroczyskiem (Białoboże). Jeszcze innego rodzaju ośrodek stanowiło Leżno, gdzie mieściła się tylko świątynia i budynki zajmowane przez opiekujących się nią kapłanów. Znajdował się tutaj święty krąg złożony z posągów dwudziestu bogów Żywiołów i bogów Mocy. Drewniane posągi, odkryte przez archeologów, miały wysokość od 1,5 metra do 3,5 metra i były „jednogłowami”. Podobne kręgi tworzono również poza świątyniami w ważnych Świętych miejscach, na wzgórzach-bugryszczach (np. Ślęża, Perynia, Łysa Góra i wiele innych) oraz trebiszczach, na terenie wszystkich ziemic Sławiana.

a Patrz np.: SSS, Pradzieje ziem polskich (praca zbiorowa), W. Hensel Polska starożytna, W. Szafrański Prahistoria religii na ziemiach polskich.

2 Stawanowie – duże plemię pochodzące z ludu Burów. W jego skład prócz właściwych Stawanówa wchodzili Sułonowie, Słowenowie, Słubowie, Słowowie, Skołoci, Sękołowie (Skołowie) i Sklawinib. Od nich wywodzi się nazwa Słowianie, jako że stanowili bardzo ruchliwą grupę, która wędrując w rozmaitych kierunkach, weszła w skład wielu ludów. W końcu wszyscy Słowianie przyjęli miano, jakim zwali sami siebie Słowowie, którzy wszyscy pochodzą od synów królowej Soławy – córy Swarożyca i Ziemianki. Słowowie zamieszkali nad jeziorem, które nazwali imieniem królowej, czyli nad Jeziorem Sławskim. Nazwa Słowianie znaczy po prostu Dzieci (Wiano) Słońca (Swarożyca-Soła-Sołnca). Rdzeń sou (soł) ma podwójne znaczenie: wilgotny (mokry) i słoneczny (gorący, ślący ciepło). Końcówka -wianie oznacza zwieńczenie, wiano, wierzchlisko (wierzchołek i źródło), wierch, wiatr, weń – powietrze. Niektórzy uważają jednak, że nazwa Sławianie znaczy Wiano Wądy (Suawianie), i że w związku z tym wszyscy oni pochodzą od starożytnych Wędów (Wenedów Łużycko-Wiślańskich). Miano tego wielkiego ludu Ziemi bierze się także, według innych podań, stąd, że posługiwali się tylko słowem, a nie zapisem (zapisywanie słów było im zabronione przez bogów). Większość obcych przyjęła nazwę za pośrednictwem wielkiego plemienia Sklawinów, którzy w V-VI wieku zaatakowali Bizancjum i rozbite Zachodnie Cesarstwo Rzymskie, zajmując Panonię-Bołotoń, tereny Alp (Góry Alków) oraz ziemice naddunajskie i nadadriatyckie. Nad Dobrudżą i na naddunajskiej ziemicy Stomogile rządził przed bułgarskim carem Asparuchem (z ludu tureckich Protobułgarów) słowiański car Sław Stomogilen, mający przydomek stąd, iż wzniósł w swoim państwie sto kurhanówc.

Kapiszta w Tękitach była ośrodkiem wiary dla plemienia rdzennych Stawanów, którzy żyli na północy, w Krainie Jezior, w bliskości Istów, z którymi się później zmieszali. Archeologowie odkryli w Tękitach ślady świątynid.

a O Stawanach ze starożytnych zapisów Ptolemeusza patrz np. SSS t. V, str.408.

b Część uczonych wywodzi miano Słowian od pojęcia słow – ludzie swoi, inni od sou Ł wilgoć, czyli mieszkający na błotach i nad wodami. Z tego samego rdzenia sou wywodzi się jednak znaczenie Słońce, Sol, Słowo, Sława, Suł, słać, posyłać, słaniać, Usłań [patrz SEB str. 499-501,507, 525]. Inna grupa uczonych uważa zatem, że nazwa Sławianie (Słowianie) została wzięta od plemienia zamieszkałego pierwotnie nad Jeziorem Słowo, jeszcze inni zaś, że od plemienia Sklawenów albo Skołotów. Są i tacy, którzy uważają, że tę nazwę pochodzącą z germańskiego nadali Słowianom Goci, wywodzą ją więc od slawan – milczeć lub sklawe – niewolnik.

Warto zwrócić uwagę, że rdzeń sklaw (skalw) określa w językach słowiańskich po pierwsze „skałę, kamień, glinę”, a po drugie „błoto, bagno, kał” [patrz: T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice…, str. 131-137; H. Łowmiański Początki Polski t. I, str. 177-180, t. 11, str. 44 i nast.; L. Niederle Slovanske starożitnosti t. II, str. 469-484; J.P. Szafarzyk Słowiańskie starożytności t. I, str. 293, 305, t. II, str. 47; SSS t. V, str. 274 i inne].

c Nomenklatura ta jest potwierdzona dla Dobrudży przez wczesnośredniowieczne źródła [Kedrenos – Skylitzes II, 594]. O carze Sławie – SSS t. V, str. 23.

d Patrz np.: B. Gierlach Świt Mazowsza.

3 Sredczanie, jedno z małych plemion Antów-Wątów. Zwani tak od swojego położenia w sredcu, czyli środku – sercu Nowej Koliby nad Dunajem, pośród innych plemion Sławian, Niektórzy twierdzą, że zamieszkiwali początkowo w dorzeczu dunaju Seret. Ich głównym ośrodkiem stał się w późniejszym czasie gród Sredec, gdzie mieściła się jedna z poświadczonych przez wielu kronikarzy kapiszt Swąta-Światowita. Sredec stał się później stolicą Bułgarii i nazwano go Sofią,

Niektórzy uważają Sredczan za odłam dużego plemienia Timoczan. Inni umieszczają ich pierwotne siedziby nad rzekami Seret i Birład, gdzie mieścił się prastary gród Birład. Wcześniej kapiszta Swąta znajdowała się w opanowanym przez Seredczan w VII wieku grodzie Swisztow, a jeszcze wcześniej właśnie nad górnym Seretem. Ich ziemica rozciągała się pomiędzy ziemiami Siedmiu Rodów, Siewierzan, Zagorian, Smoleńców, Strumińców, Morawian, Timoczan, Gątów i Sękołów. Starorzymską Trację, Dację, Panonię i Macedonię zasiedlało 25 plemion słowiańskicha. Niektórzy uważają Sredczan za dawnych władców tych plemion. Później (VII-V111 w.) ulegli oni w walce bitnym turskim Protobułgarom i przestali odgrywać ważną rolę na Bałkanach. Według zwolenników tej teorii, stolica owej wspólnotowej ziemicy Słowian Południowych mieściła się w V wieku w Dobrudży. Stare kroniki zachowały imię ich króla-kniazia Sława, który panował przed pierwszym protobułgarskim władcą Asparuchemb.

Timoczanie zajmowali ziemie po obu stronach Dunaju, ale głównie na północy, nad Cisą aż po górną Maruszę. W VI wieku zostali zepchnięci przez Awarów bardziej na południe. Świątynie w Widinie i Sredcu, a wcześniej Swisztowie, znajdowały się pod opieką witiaziów – kapłanów-wojowników odpowiadających dokładnie arkońskim witungom. Należeli oni do tej samej gromady kapłanów służących Swętowitowic.

Antowie to duże plemię wywodzące się z ludu Budynów zmieszanego w czasie walk i wędrówek z plemionami burskimi. Antom przewodzili w pewnym okresie Wędowie-Wętowie Nadczarnomorscy. Plemię to wraz ze Sklawinami, drugim dużym słowiańskim ugrupowaniem plemiennym (o mieszanym pochodzeniu nurskolęgsko-sorbomazowskim), któremu przewodzili potomkowie Stawanów – Sławowie Nadłabscy, zajęło w wieku IV-VI całą południowo-wschodnią Europę po Alpy i Apeniny, Wyspy Egejskie i Dalmatyńskie, Kretę i Sycylię. Sławianie weszli też wtedy do Azji Mniejszejd.

a Według przekazu Mojżesza z Chorene [patrz SSS t. V, str. 157-158 – o Siedmiu Rodach].

b O carze Sławie panującym w Ziemi Karwuńskiej, utożsamianej z Dobrudżą, wspomina apokryficzny latopis bułgarski (Skazanije Isaja proroka – XI wiek) [SSS t. V. str. 238].

c O Timoczanach, Widinie, Sredcu, Swisztowie i Sredczanach – patrz np. SSS (pod odpowiednimi hasłami, zwłaszcza Sofia t. V, str. 328). O witungach – patrz w przypisach do poprzednich taj, np. do Tai Drugiej.

d O Antach – patrz np. SSS, MSKDS i wiele innych, łącznie z przypisami do poprzednich taj.

4 Chodzi tu O Gołubią Knigę i Setnik południowosłowiański, a także o zapiski Latopisów ruskich. Powieść doroczna, pod rokiem 1071 podaje zrąb owej mitycznej opowieści w „Sporze Jana Wiatycza wojewody Świętosława z Wołchwami”a.

a Stich o Gołubinej Knigie, spisany w 1861 roku zbiór ustnych podań i opowieści duchowych z głębokiej przeszłości, przypomniany w roku 1935 przez Stanisława Schayera.

5 Gęste Gwiazdy to Droga Mleczna powstała z szaty Białobogi i Czarnogłowa.

6 Sierdz – dzisiejszy Sieradz, znany starożytnym kronikarzom pod celtycką nazwą Setidawaa. Stąd pochodzi zrąb mitu o narodzinach ludzi oraz o walce o Bułę między Białym i Czarnym Bogiem.

a Za Setidawę niektórzy uważali również Szczecin [patrz przypis 4 do Tai Czwartej]. Identyfikuje się ją również jako dacką Getidawę.

7 Chodzi tu o Wędów-Wędsysłów, zwanych też Susłami albo Węsami-Wężami, którzy w tym czasie zajmowali ziemice nad Jeziorem Ilmeń i Jeziorem Białym. To właśnie z plemienia Węsów (Wędsysłów) oraz Wądalów wywodziły się najbardziej awanturnicze i bitne grupy wojów – Wojsko Bractwa Wilkówa. Wyprawiali się oni do Skandynawii, na ziemice Nurów i daleko na Zachód w poszukiwaniu drogi w Zaświaty. Z tego licznego plemienia pozostały w IX wieku już tylko niedobitki w Nadłabiu Susłowie. Nie podlegali oni obcym królom aż do swego upadku w IX wieku, po przegranej bitwie z Germanamib.

W oryginale podania mowa jest o pobycie Rusłana w Indii. Chodzi tutaj o Windię (Wenedię), a nie o Indie. Wędię-Windię często nazywano Indią albo mylono z Indiami, Wędów-Wenedów zaś mieniono Windami lub Ind a mi. Żołnierze rzymscy w roku 5 n.e. pojmali podczas wyprawy do Germanii, u ujścia Renu, okręt Indów-Windów rzucony na mieliznę. Windowie ci mówili niezrozumiałym językiem, a byli jasnowłosi i niebieskoocyc. Byli to Wędowie-Dalowie, którzy wypuszczali się z Rugii-Rany lub kolonii Wendsuseł (Vendsyssel) w Jutlandii na łupieżcze wyprawy na Morze Północne, a także do wędyjskiej Białej Ziemi, Wandei w Bretonii u ujścia Sekwany czy Gwynedyd.

a L. P. Słupecki Wilkołactwo

b Chodzi o resztkę Wędów-Sysłów pozostałą w Nadłabiu. W źródłach – Rocznikach fuldajskich – występują pod rokiem 869 jako Siusli [patrz SSS t. V, str. 484]. Inna resztka tego wielkiego niegdyś plemienia osiadła nad Klaźmą, między Wołgą a Oką, gdzie powstał gród Susdal (Suzdal). Były to niedobitki dawnych Węsów-Wężów [SSS t.V,str.486].

c Według notatki Korneliusza Neposa.

d Patrz przypis 1 i 2 do Tai Pierwszej.

8 Biały Diw może oznaczać boga Diwa-Ładziwa. Słowo „biały” odpowiada określeniu „wielki”. Wielki Diw może więc być bogiem Diwem albo bogunem z rodu Dziwów (Szczekotunów). Bóg Dziw przyjmował w swoich świątyniach ofiary z dziewic.

9 W Serbii i wielu innych okolicach Słowiańszczyzny znane były drzewa zwane „zapisami” albo drzewami „grumadnymi”a. Każda wieś, gród i sioło, każda zadruga i każdy ród posiadały własne drzewo, które było ziemskim odbiciem Drzewa Drzew rosnącego na Wierchu Weli. Takie samo drzewo posiadało całe plemię, książęcy ród oraz cała ziemica. Drzewo to znajdowało się pod opieką całej społeczności, a w jego rozwoju odbijały się losy grupy ludzkiej, którą sobą reprezentowało. Gdy słabło i schło, było to złą wróżbą, uwiąd konara zwiastował śmierć grupy osób, niepowodzenie wyprawy, mór, suszę itp.

Pod „zapisem” często składano ofiary, pod nim też zanoszono prośby do bogów, przewiązując jego gałęzie proszalnymi wstążkami. Dbano, by drzewo było wolne od szkodników, by nie cierpiało braku wody (zwłaszcza w czasie suszy) i by w jego pobliżu zachowane były spokój oraz powaga. Drzewo owo często znajdowało się w samym środku wsi, a cała zabudowa rozchodziła się koliście od owego głównego miejsca. Znane są typowo słowiańskie plany zabudowy przestrzennej, które mają właśnie kształt kolisty. Na Połabiu po tym kształcie, zwanym okółem, opolem albo pagiem-pągiem (Pąk – kula), odróżnia się budownictwo słowiańskie od germańskiego. Obok „zapisu” często znajdowała się świątynia będąca jednocześnie domem gromadnym, przeznaczonym dla starszyznyb. We wszystkie święta właśnie tutaj obradowano, składano ofiary, urządzano uczty. Jeśli świątynia lub święty gaj znajdowały się w innym miejscu (np. na wzgórzu obok wioski), to po spełnieniu ofiar przenoszono się pod centralne drzewo zapisowe i tutaj odbywała się gromadna ucztac.

Istniał także zwyczaj, zachowany na Rusi nawet jeszcze w XVIII wieku, pisania przy pomocy tajemnych znaków próśb na zwitkach brzozowej kory (zwanej bieriostem)d i przyczepiania owych zwitków do gałęzi albo przybijania ich do pnia. W gałęziach drzewa przebywali bogunowie zwani Wilcami lub Sjenami. Sjen siedzący w drzewie zapisowym (rodowym albo świętym) zanosił prośby Bogom i od nich przynosił wierg, byt i dolę dla wszystkich, którzy znajdowali się w zasięgu jego władzy i pod jego piecząe. Okolice świątyń otaczały święte gaje, w których wszystkie drzewa były nietykalne. Na ziemicy pojedynczego małego plemienia znajdował się zwykle jeden święty gaj, a drzewa w nim przedstawiały „wszystkich ludzi” (członków owego plemienia), ścięcie któregoś z drzew w świętym gaju byłoby potrójną zbrodnią: zabiciem samego drzewa będącego symbolem bóstwa, zabiciem Sjena siedzącego w drzewie i zabiciem któregoś z ludzi plemienia.

W świętych gajach centralne miejsce zajmowały: drzewo księcia, drzewo boga miejscowego, drzewo całego plemienia i drzewo ziemicy. Te cztery drzewa zwykle otaczały świątynię o nich, jako o drzewach specjalnych, piszą kronikarze. Oczywiście istniały święte gaje bez świątyń, kapiszt czy kącin, jak również bugryszcza czy trebiszcza, na których szczycie rosło tylko jedno drzewo poświęcone jednemu bogu, Było też na poszczególnych terenach i ziemicach sporo innych drzew świętych poza świętymi gajami, drzew, które wykazywały się własnościami leczącymi, miały niesamowite kształty, wyróżniały się wiekiem albo często trafiał w nie swoją Błyskawicą Perun, Drzewa święte zwano też drzewami sjenowitymi lub sjenami.

a Patrz KLS, R. Vulcanescu Kolumna Niebios.

b Dokładny opis wsi drzewiańskiej z Wendlandu Nadłabskiego z pięknie uwypuklonym wątkiem centralnego drzewa i organizacji osady wokół tego miejsca podaje Adam Fischer w Etnografii słowiańskiej zeszyt l – Połabianie. Z biegiem wieków centralny punkt we wsiach słowiańskich zajął kościół z nieodłącznym szynkiem obok. Taki plan zabudowy stanowił naturalną kontynuację przedchrześcijańskiej tradycji tego miejsca jako punktu obrzędowego ośrodka kultu, modlitwy, ofiary, prośby i uczty.

c Po spełnieniu ofiary miał miejsce pochód, czyli przejście od świątyni na pospólny plac położony w środku terytorium (osady, grodu, plemienia). Tam odbywano rady starszych oraz wspólne zabawy obrzędowe, zwane obiadami, ucztami albo świętem (zależnie od okazji). Należy odróżniać pochód, który był uroczystym przejściem ze świątyni, bugryszcza lub świętego gaju pod „zapis”, od obchodu, odbywanego w asyście guślarzy i kobziarzy, z trąbitami i grzechotkami, bębnami i trzaskaniem z batów. Obchód był obejściem w koło całego terenu osady, a jego celem było odstraszenie złych mocy. Również po obchodzie wolno się było rozejść dopiero pod „zapisem” [wiele opisów obrzędów znajduje się u O. Kolberga w jego dziele Lud, u Z. Glogera w Roku polskim, a także w SFP, u K. Bystronia, K. Moszyńskiego i innych].

d O bieriostach patrz w MNM – Brzoza t. I, str. 169. Jeszcze w drugiej połowie XIX wieku wieszano prośby do Leszych (duchów-bogunów lasu), pisane na bieriostach.

e O Sjenach i Wilcach-Sjenach patrz Cz. Białczyński Stworze i Zdusze, str. 133.

10 Miano car zawiera znaczenia czar – wiara, religia, magia, czarownik – kapłan, czarować – sprawować obrzędy (liturgię), kar – czerwony, kar – karminowy (czerwony), kerw – krew (co określa cara jako osobę czyniąca krwawe ofiary i sądy) oraz car – kary (czarny), car – czarny, kar – kara (co określa cara jako sprawującego sądy i orzekającego kary, w tym także skazującego na śmierć). Nadto słowo car posiada wszystkie te związki znaczeniowe, które wiążą się z mianem Chorsaa. Tytuł pochodzi ze wschodu, podobnie jak i samo słowo, które jest jednym z licznych słów zaczerpniętych w zamierzchłej przeszłości przez Sławian od Scytów, być może w okresie wspólnego królestwab.

a Patrz Taja Druga, przypis 2; Taja Szósta, przypis 20.

b Wielu poważnych uczonych uważa za fakt istnienie wspólnego królestwa scyto-słowiańskiego w okresie między III a I wiekiem p.n.e.

11 Bęben ze skóry Chorsa ma właściwość sprowadzania wielkiej mocy bojowej, takiej jaką posiadał sam Chors, nim go obdarto ze skóry. Straszna kara obdarcia ze skóry, na jaką skazano Chorsa, miała związek z zamachem na Czarnogłowa i porwaniem Swarożyca oraz zamknięciem go w podwodnej Jaskini Kłów (Warze). Bęben na krótko dostał się w ręce Dziewów, ale Chors im go odebrał. Nie mógł już jednak zdjąć skóry z bębna i przywrócić jej własnemu ciału. Od tamtego czasu Chors nie rozstaje się z Bębnem, który wzmaga jego siły. W razie niebezpieczeństwa Bęben sam bębni ostrzegając Chorsa przed wrogami. Istnieje jednak i inna wersja podania o Bębnie, którą przytaczamy w tai Wojna o Krąg.

12 Gałęzowie (Głęzowie, Głazowie) lub Zgłęzowiea (Zgłazowie, Zgałęzowie ), czy też Zgęzłowie to miano, które zawiera odniesienia zarówno do głazu, jak do gałęzi. Także takie wyrazy, jak: rosyjskie głaza – oczy, polskie gały – oczy, gołość – nagość, gala – krągłość oraz golem – olbrzym, wskazują na cechy budowy i usposobienia owych boskich pomocników. Galić znaczy patrzeć wytężając wzrok, pilnie baczyć, pilnować (na tym polega główne zajęcie Gałęzów-Zgłazów). We wszystkich słowiańskich językach powtarza się owo dziwne znaczenie wraz z drugim, jeszcze dziwniejszym, galić – podawać. Gałęzowie są owymi galaczami (podawaczami) rzeczy wytworzonych przez Swąta wszych rzeczy Pierwszych i Wtórych. Uderza jednocześnie dwoistość innego rodzaju: oto galić to czyhać i jednocześnie służyć. Również gala – kula, gal – koło (gołe koło niezarosłe na szczycie góry). Wszak zamyk Kłódź ma kształt okołu i takiż kształt mają wszystkie posadowienia Sławian na wszy m świecie w koło środka, świętego drzewa, na wzór boskiej Góry Gór, Wierchu Weli i Drzewa Drzew. Stąd owe okoły i opola oraz pągi-pagi grody i okręgi słowiańskie. Gałąź to nie tylko konar odrost drzewa, to również dział, dziedzina. Gałęzowie strzegą dziedziny Swąta. Głaz to krągły kamień, odłom skalny. Ze znaczeniem tym związane są blisko takie pojęcia, jak: głowa i gałka, galas i żołądź (gołądź). Głazami nazywano dawniej kamienie szlachetne. Bursztyn to obce słowo przejęte od Germanów (choć może mieć ono także pochodzenie indoeuropejskie), ją tar to słowo istyjskie, a słowiańskie miano tego szlachetnego, świętego kamienia brzmiało glazen lub głazno. Krople jątaru (głazna, bursztynu) są, jak wiadomo, łzami Swarożyca wylanymi przez boga w nadmorskiej zatoce Wiłów po utracie Złotysa, zaczarowanymi przez Gałęzę w szlachetne kamienie oddane na wieki Wodom. Blisko związaną z Gałęzami boginią jest Gogołada.

Od Gałęzów ma pochodzić plemię Gołęszyców, zrodzone ze Świćgałęzy i ziemskiego mężczyzny. Słowa gęzło i Zgęzłowie, czyli byty powstałe z gęzla to wyrazy wywodzące się wprost od gąść –  gęsty, skupiony, ciężki oraz zwięzły, zwęźlony. Także gęśl-gąśl-gąźl – instrument zrobiony z drewna Drzewa Drzew, gąsł (gędę) – mówić, prawić, bajać (opowiadać baje, czyli podania i mity), czy gusł (gusło) –czarować, wyczarowywać, składać ofiary bogom, modlić się, gędźba – muzyka, gędźby – instrumenty muzyczne, gędziebny zwięk (zwąk) śpiewne granie, dźwięk muzyki, granie dzwonków, gęzdba – recytacja, wierszowana mowa uroczysta, gudźba (godzić) godna przemowa, zaklęcie, śpiewne zawodzenie. Ten ostatni związek znaczeniowy prowadzi nas wprost do Godów – bogów Kiru i pojęcia sodu – roku, godziny, godności oraz godnego święta Święta Godów największego słowiańskiego zimowego święta, Narodzin Światła. Kolejne nawiązanie to ghaus (gęś) święty biały ptak, ptak Roda i Rodżany, gąszcze (huszcze, haszcze) – zarośla, gęstwina – gąszcz drzew, gęsty – gruby, skłębiony, glyza (głuza) – bryła, gładki – równy, ładny, gładzić – wyrównywać, doprowadzać do ładu, głaskać, ( glasit ‚ ) – głaskać, gładzić, jak i łagodzić, głosić – mówić rzeczy ważne, używać głosu, głusz – głuchy, głusza –miejsce odludne, guzica – kuper, guzło – tyłek, guzik, guzeł, guz – okrągłość, wypukłość, narośl, guzdrać się, guzdrała – poruszać się powoli, chodzący wolno, powolny. Ciąg ostatnich czterech znaczeń nawiązuje wprost do wyglądu i sposobu bycia Zgłęzów.

a SES t. I. str. 251-253, 268-274, 314, 380.

13 Kąciny nad Wiarem to ośrodki wiary przyrody czynne od starożytności, od czasów kultury łużyckiej. Wiar jest dopływem Sanu, a w jego zakolach znajdowało się wiele grodzisk słowiańskich, założonych na starych osadach: Czerteń-Czertek (od III wieku), Trepcza, Horodina, Hordysko, Temeszów, Tyrawa, Dynów, Polhowa, Iskań, Didyń, Kopyśno, Rybotycze, Gruszów, Góra Rokietnica koło Tuligłów, Krzywcza i innea. Z tej samej okolicy znane są dwa Kopce Przemyskie. Z całą pewnością okolica Przemyśla, Góra Rokietniańska, Góra Iskań czy Góra Golcowa (k. Brzozowa) były dawnymi ośrodkami wiary przyrody, związanymi z Chorwatami – spadkobiercami Nurów oraz z Budynami – spadkobiercami podań kątyny w Gleniu.

Nowogród Wielki przejął tradycje białozierskie, nadilmeńskie i podania kołodunów z Białych Bogów.

a O grodach tzw. kultury przeworsko-oksywskiej na tym terenie, kontynuujących elementy kultury łużyckiej w okresie od III w. p.n.e. do III w. pisze W. Hensel w Polsce starożytnej, str. 426-480. mapa str. 466. Patrz także w SSS, San t. V, str. 43 oraz hasła odpowiadające nazwom grodzisk.

14 Istyjskim odpowiednikiem Świćgałęzy strzegącej wejścia do Kłódzi na Górze Gór jest Wizunas – smok pożerający ludzi, którzy po śmierci usiłują wejść na szczyt Boskiej Górya. Wizunas w naszej mitologii to smok strzegący wejścia na Onawielną Górę Welesów.

a SMLIE str. 453.

15 Stróże – kasta kapłańska wieszczek w Plisce, w ziemicy bułgarskich Siewierzana. Kudiesnicy siewierscy twierdzą, że plemię ich, pochodzące z ludu Czarnosiermiężnych (Burów), bierze się wprost od bogini Siwej, czyli Żywii. Jako jej potomkowie osiedli nad rzeką, którą nazwali Siwą (Siewą) na cześć swojej matki bogini. Zadanie stróży polegało na pilnowaniu głównej wieszczki – wyroczni, która przepowiadała przyszłość w natchnieniu czerpanym ze słowa samego Wida-Makowica. Pod wpływem napojów odurzających, w trakcie obrzędowego tańca, zwanego Wrzącym Kołem (Vrzinokolo)b wprawiała się ona w stan szału i jasnowidzenia, przepowiadała przyszłość świata, po czym traciła przytomność. Jakość przepowiedni zależała od spokoju wieszczki, który był nienaruszalny. Główną wieszczkę nazywano w Plisce Jeloną. Starucha Jelona okresowo przemieniała się w rogatą łanię. Każda kolejna główna wieszczka przybierała imię i tytuł Jelony.

a Siewierzanie w swej głównej masie, jako wielkie plemię z ludu Burów, mieszkali na północy nad rzeką Desną. Centrum ich osadnictwa stanowił obszar nad rzeką Siewą. Ich nazwa ma się brać także stąd, że obejmowali ziemie siwerne – uroczyska, ostępy. Archeologia poświadcza ich istnienie od III wieku p.n.e. Siewierzanie rozdzielili się na kilka grup, jak wiele plemion po okresie wędrówki ludów. Mały ich odłam zawędrował do dzisiejszej Bułgarii razem z Antami (Wątami Nadczarnomorskimi) w IV wieku, a drugi, równie nieliczny, z Awarami w roku 558. Siewierzan bułgarskich nazywano Sewerami. Pliska stała się ich stolicą, nim zapanowali nad nimi Protobułgarzy (lud turecki) [patrz: SSS t. V, str. 175-177].

b Wrzące Koło to jeden z licznych obrzędowych tanów doprowadzających do ekstazy. Tany obrzędowe znane są z terenu całej Słowiańszczyzny. Zawsze odbywały się w kole -imitacji Świętego Kręgu Bogów. Tany te praktykowali także bogomilcy i chłystowie wczesnochrześcijańskie sekty wyklęte przez Kościół chrześcijan. Obrzędowe stosowanie owego tańca jest dobrze znane również z terenów Serbii, o czym pisze bliżej K. Moszyński w KLS.

16 Pogląd o czwartym, ostatecznym wyjściu Swąta z Kłódzi wyznaje większość świątyń Słowian. Inne poglądy mieli wieszczowie z działającej oficjalnie od 1921 roku w Krakowie Świątyni Świętowita (Światowida), zwanej dzisiaj Starosłowiańską Świątynią Światła Świata. Według wieszcza Światosława Trygława Chobota, kapłana Świątyni nazywanej Świętym Kołem Czcicieli Światowidaa, Bóg Bogów co tysiąc lat objawia światu kolejne ze swych czterech obliczy. Tym samym dokonuje się odnowienie wiary świata – Wiary Przyrody (religii przyrodzonej), a jednocześnie rozpoczyna się nowy okres w dziejach świata trwający do kolejnego objawienia Twarzy (Oblicza) Swąta. Według działających współcześnie, u końca XX w., wieszczów i drzewidów Świętowita ze Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w Krakowie objawienie owo następuje co 28 Kół Wieków, czyli po każdym pełnym obrocie koła wieków stanowiącym pełną Epokę Swątab.

a Święte Koło Czcicieli Światowida będące ujawnionym w 1921 roku członem Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, czyli Świątyni Świętowita, działało oficjalnie nieprzerwanie do roku 1947. W okresie międzywojennym stanowiła je mocno zakonspirowana grupa. Początkowo była ona niedostępna dla niewtajemniczonych. Prowadziła działalność religijną nawiązującą do wiary dawnych Słowian. W tamtych latach ujawnionym kapłanem Koła był Władysław Kołodziej, zwany Piastem Kołodziejem (czyli odtwórcą) Koła Świętej Wiary Światowida. Nosił on tytuły wieszcza Światowida, drzewida Jasnogór i dąbrowida Puszczy Białowieskiej.

W 1922 roku wieszcz Światowida Światosław Trygław Chobot ogłosił w „Odrodzeniu” miesięczniku badań duchowych, Osiem Zasad Słowiańskich. W tym samym roku i w latach następnych drugi wieszcz Światowida prof. Mirosław Jan Sas-Zubrzycki przedstawił szereg dzieł dotyczących wiary przyrody i kultu Światowida-Świętowita. Była to między innymi książka Mir-Sława. Znak krzyżowy, Lwów 1922. Także inni ujawnieni wieszczowie Świętowita, np. Wrócisław i Stanisław, wydali wiele dzieł i wierszy z dziedziny wiary i kultu Światowida. Wydawano wtedy dwutygodnik „Siew Wolności”, dwumiesięcznik „Sława”, miesięcznik „Świat Ducha” i rocznik „Lechicka Wiosna”. Założono także Towarzystwo Literatów Lechickich zrzeszające kilkunastu pisarzy. We wrześniu 1941 roku wieszcz Wrócisław utworzył podziemną Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej działającą w Krakowie do wyzwolenia spod okupacji niemieckiej.

Po wojnie grupa wznowiła działalność wydając dwa roczniki „Kalendarza Słowiańskiego” (1946.1947).

W następnym okresie Świątynia musiała przejść do działalności podziemnej. Podejmowano jednak co jakiś czas próby jej rejestracji w Urzędzie do Spraw Wyznań Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – np. 7 czerwca 1965 roku zgłoszono statut Lechickiego Stowarzyszenia Czcicieli Światowida. Zgłoszenie ponawiano również bez rezultatu w latach siedemdziesiątych.

Innym ujawnionym w okresie międzywojennym Skrzydłem Świątyni był Szczep „Rogate Serce” krzewiący dawną wiarę poprzez działania artystyczne, pisarstwo, malarstwo i inne sztuki wyzwolone. Jego dąbrowidami byli między innymi twórcy: Stanisław Szukalski (Stach z Warty), Marian Konarski (Marzyn z Krzeszowic) i Marian Wawrzeniecki malarz, autor „Kwiecistych Światowitów”, studiujący w Krakowie (uczeń J. Matejki) i w Monachium, członek PAU od 1897.

Wawrzeniecki opublikował wiele prac o Słowianach, uchodził za badacza starej religii, wierzeń, zabobonów i czarów. Napisał m.in. eseje Zabawa dzieci w „piekło-niebo” i Gra w klasy – ich starożytność, współczesne przejawy i zwyrodnienie (1938), Boże stopki na kamieniach (1937), Był autorem wielu obrazów z cyklu „Męczeństwo czarownic” oraz cyklu „starosłowiańskiego”: „Żalniki”, „Kurhany”, „Uroczyska”, „Groby ciałopalne”, „Światowidy”, „Świątki”, „Dawne bogi słowiańskie”. Odtwarzał życie i wierzenia dawnych Słowian. Zmarł w 1943 roku potępiony przez środowisko artystów będących pod wpływem klerykalnym.

Innym dąbrowidem działającym z ramienia Świątyni był malarz Stanisław Jakubowski autor cyklu „Bogowie Słowian” (Kraków, 1933) [patrz J. Majchrowski Szkice z historii polskiej prawicy lat Drugiej Rzeczpospolitej, „Żywioł” 6/1993, 8/1995].

b Składającym się z dwóch okresów Białobogi i 2 okresów Czarnogłowa (każdy 2×7 wieków, przy czym wiek = 48 lat, zgodnie z miarami Kręgu Bogów i Kalendarzem Księżycowym wynikającym z zapisu taj).

Mit odtworzono na podstawie Podań sieradzkich, Gołubiej Knigi, Setnika południowosłowiańskiego, oraz podań Wielkorusów, Małorusinów-Ukraińców, Białorusinów, Bułgarów, Siedmiorodzian, Chorwatów, Bośniaków, Serbów, Czarnogórców i Macedończyków.

(foto Visana)

Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy są z jednej strony epizodem Wojny o Krąg, z drugiej jednymi z ważniejszych wydarzeń tej Wojny w Bitwie Szóstej i Bitwie Siódmej , a także poprzez wyrok Swąta dla Ziemi stanowią Zamknięty, Zaklęty Krąg ustanowiny przez Boga Bogów w wyniku Wojny o Krąg – której te dwie bitwy były ostatnimi epizodami. To one wywołały Swiatowita z Kłodzi i zmusiły po raz drugi do wzięcia w karby wszystkiego co stworzył.

Skrzyste Ptaki w tynie Morów

Taja 14 (fragment)

O Stworzach i Zduszach oraz Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach w Równonoce i Przesilenia

Szósta Bitwa – o Mnożność

Spokój trwał krótko, niemal natychmiast przyszło do nowej bitwy. Ta rozegrała się między Młodymi a Starymi Jednogłowymi. Młodzi koniecznie, tak jak rodzice, chcieli mieć Mnożność, czyli móc spłodzić własne dzieci, zdolne zasiadać z nimi w jednym kręgu na Równi.

Wszystko, co się im rodziło, to były tylko inogi albo wytędze płodzeni z ludźmi. Perunic miał z Zorzą potomstwo, ale i ono okazało się dziwokształtne, a zabił je, nim zdążyło wzrosnąć. Już samo to, że udało mu się zniszczyć bezpowrotnie własne dzieci, świadczyło, że były inogami, bogunami albo jeszcze czymś inszym. Są tacy, zwłaszcza kapłani ze sławskich świątyń Perunica i istyjskich Perkunasa, co powiadają, że nie miał on wcale zamiaru uśmiercać własnego potomstwa. Według nich posiekał swoich i Zorzy synów, by dać im nauczkę za to, że kryli schadzki matki z Księżycem. Kiedy to w porywie gniewu uczynił, okazało się, że jego razy spowodowały, iż są całkiem martwi. Ponoć próbował ich wtedy nawet przywrócić do życia czerpiąc żywą wodę ze studni-zdroju Rodżany, ale nic to nie dało.

Sprawa Bitwy o Mnożność jest jednak dziwna, bowiem nie wiadomo, jak by to mogli Starzy Jednogłowi spowodować, żeby ich siły ródcze przeszły na dzieci, skoro sami od jakiegoś już czasu nie stwarzali równego sobie potomstwa. Żercy Plątwy-Przepigoły (Pripegali) z Łużyc twierdzą, że cała ta bitwa była tylko zaczynem ku walnej rozprawie przygotowanej przez Przepląta, a znanej jako Bitwa Siódma – o Miarę. Jakkolwiek było, dzieci wystąpiły w utarczce o Mnożność po raz pierwszy przeciw rodzicom, próbując zająć ich miejsce.

Ta próba sił zakończyła się zdecydowanym niepowodzeniem Młodych Żywiołów i Mogtów. Młodzi posłali wpierw Podagżyka, Chorzycę i Rudź, by prosili Starych o Mnożność po dobroci. Zaraz po posłannictwie Dabogi Starzy Żywiołowie i Mogtowie postanowili spotkać się u Wiłego Jeziora welańskiego, by między sobą ustalić zasady rozejmu i przynależnych rodom obowiązków względem ludzi. To, że wyłączono ze spotkania Młodych, ubodło najbardziej Ładziwa-Diwa i Radę Rodzicę. Oni oboje wodzili rej na zborze w Golem Beudzie, gdzie skrzyknęli wszystkich Młodych Jednogłowych.

Daboga, Wąda, Śrecza i Dziewanna powiedziały przybyłej do Wiłów grupie, że Żywiołowie wcale nie mają siły Mnożności, o której mowa, i nie mogą się w związku z tym nią dzielić. Jednak Rudź nie chciała im uwierzyć. Po powrocie do Golem Beudu przekonywała Młodych Jednogłowych, że ową siłę po prostu przed nimi ukryto, tak samo jak ukryto u Sporów Miesiące czy Kołacz Wieków.

– Jakże jednak mogłaby wyglądać ona Mnożność? – zastanawiała się Boda.

Wtedy właśnie po raz pierwszy Swąt wypuścił z Kłódzi Bodre Swiatło, Bożą Krówkę, a Starzy Bogowie natychmiast wsiedli na wielki wóz zaprzężony w dwie skrzyste niedźwiedzice Borowiła i popędzili, by ją schwytać. Ku owej iskrze, nowonarodzonemu Światłu, pognali również Kirowie, ale Jednogłowi ich uprzedzili. Kostroma-Kolada urwała jeden dyszel wozu i już, już sięgała po zdobycz, uczepiwszy się jego złotych kół, kiedy Rodżana złapała Bożą Krówkę i połknęła ją. Niektórzy prawią, że ją tylko ukryła w fałdach swej sukni. Kostroma rozzłoszczona porażką wysłała Światłogońców do Młodych Jednogłowych, żeby im powiedzieli, że oto Starzy Bogowie porwali Mnożność-Skrę Świeżego Światła.

– Wszak wiadomo, że Swąt się zalągł w brzuchu Nicy jako skra witalna – dowodziła. – Kto zatem posiądzie ową skrę bożą, ten otrzyma moc mnożności niczym nie ograniczoną, tak jak i Swąt.

Na te słowa Młodzi Jednogłowi ruszyli natychmiast całym zastępem na niebo. Zagrodzili drogę wielkiemu wozowi, który obciążony nad miarę poruszał się dosyć powoli. Siedzieli w nim Łado z Ładą i Rod z Rodżaną, Kupała z Dziewanną oraz Borowił z Leszą. A zachowywali się wcale nieskromnie. Rod dął w trąbitę, jakby chciał wszystkim rozgłosić o podarunku, jaki posiadł, Dziewanna i Lesza śpiewały, aż niosło ich głosy pod samo Sklepienie Niebieskie, a Łado wtórował im swoją kołatką-trajkotką. Mąd prowadził Młodych Jednogłowych. Za nim szły Boda, Ródź, Rada Rodzica, Lelij-Smęt i Bodnyjak, a za nimi cała reszta. Mąd wystąpił naprzód, złamał ten dyszel, który jeszcze w wozie pozostał, i zażądał, żeby Starzy Jednogłowi oddali Boże Swiatło Młodym, a trzydziewięciodrabinowy, dwunastoszprychowy, czterokoły, skrzysty wóz Kirom, do których kiedyś należał. Ten wóz2, tak jak Braci Miesiąców i Kołacz Wieków, trzymano u Sporów w jednej z 366 Złotych Izbic. Starzy Żywiołowie i Mogtowie nie spodziewali się napaści, byli bezbronni. Pierwszy oprzytomniał Rod. Zeskoczył z wozu, wyrwał jedno z ogromnych kół, uniósł je nad głowę, ale zabrakło mu siły. Doskoczył do niego Łado Sturęki, razem je unieśli. Zamachnął się Łado, okręcił i potoczyło się koło na zastępy Małobogów. Mąd był tak zaskoczony, że nawet się nie poruszył, gdy koło było już przy nim. Uderzyło go w pierś i przeleciało po nim, a potem uderzyło też Sowiego, który nie zdążył umknąć w bok, Bodnyjaka, i przejechało po nogach Zmory. Łado zaterkotał swoją kołatką i spłoszył wierzchowce napastników. Małobogowie rozpierzchli się na różne strony. Rod skoczył na wóz i strzelając lejcami na skrzyste niedźwiedzice powiózł Wielkobogów na Welę. Małobogowie najpierw musieli opatrzyć rannych, a dopiero kiedy to zrobili, ruszyli w pogoń. Okazało się jednak, że trzykołowy wóz jest szybszy, niż był, kiedy miał cztery koła. Pogoń dopadła Wielkobogów u skraja Niwy Wiłów. Zeskoczyli tu z wozu i pierzchli w Bór Jodłowy. Rodżana cały czas trzymała Bodre Światło (Bożą Krówkę, Iskierkę) pod językiem. Tu w Jodłowym Borze ją wypuściła. Widząc to część Małobogów rzuciła się za Światłem, by je ułowić, a część pędziła za Wielkobogami żądna pomsty. Rozpoczęły się wielkie Dzikie Łowy.

Bitwa, jaka się rozegrała w borach Wiłów, miała najdziwniejszy przebieg z dotychczasowych. Podag z Pogodą tak poplątali drogi Młodych, a Wiłowie tak zgęścili las, że tamci pogubili się w borowych ostępach i długi czas krążyli po bezdrożach. Doszło do kłótni o przewodnictwo. Najpierw prowadził ich do boju Ładziw, potem Boda, a gdy wciąż nie znajdowali drogi ani przeciwnika, z którym mieli się zetrzeć, powierzono przewodnictwo Wilcowi jako obznajomionemu z borem. On jednak musiał dać za wygraną. W końcu, nie wiedzieć jakim sposobem, młodzi znaleźli się w bagnach Płytkowodzia, otoczeni ze wszech stron przez gotowych do boju Starych Jednogłowych. Tym razem stał u ich boku i Perun ze srebrną błyskawicą, i Swarog ze złotym młotem, i Dażbóg z pałnasiekiem, i nawet Weles z krwiożerczymi czaszkami. Zażądano od Młodych zaniechania walki, grożąc im, że zostaną na zawsze pogrążeni w bagnach. Nie ustąpili. Uderzani błyskawicami Peruna, młotem Swaroga, pał nasiekiem Dażboga, kłuci krakulicą Chorsa, wekierą Podaga i krzywym brzytem Mora, zanurzali się coraz głębiej w toń. W końcu Swara nakryła ich swoją rozżarzoną chustą i poszli całkowicie w tonie wodne. Między młodymi byli jednak Wodyca, Wodnik i Śląkwa. Dzięki tym trojgu udało się najpierw dopłynąć do podwodnego tynu Wodów, a potem dotrzeć do Studziennic – Zdrojów Czystowodnych i przeprawić się w Niwę Prowów. Nie ulegli Starym, a wrzało w nich gniewem i ręce same rwały się do czynu.

Niechybnie przyszłoby do nowego boju, bo zamierzali wrócić w Bór Jodłowy, by złowić Jasną Bożą Krówkę, ale Bożebóg dawno ją już stamtąd zabrał na swoje Boże Pole. I stała się Boża Krówka Bedrik najpierw Orłem Białym, a potem Białą Krową. Postanowili Małobogowie ją ukraść, uprowadzić, jak niegdyś czynił z gowędem (bydłem skrzystym) Perun albo Weles, jednak wtedy, jakby w sam czas, by zapobiec zbrodni targnięcia się na rodzicieli, Swąt wypuścił z Kłódzi drugie bodre Światło. Ten robaczek jaskrawy był ciemny i zwinny. Doskoczyła do niego Rudź i zaraz ukryła go pod sukniami. Ale i Plątwa zobaczyła Świeże Światło. Wszczęła wrzawę i Wielkobogowie ruszyli w pogoń za Rudzią, dosiadając skrzystej zwierzyny. Jakby im było mało, że posiadają już Białą Krowę! Naprzeciw nim ruszyli Małobogowie, gotowi do końca bronić swojej zdobyczy.

Jeśli Swąt uczynił owo drugie światło, by przyczynić się do zgody, to wcale jej nie było. Rozpoczęły się drugie Dzikie Łowy na Weli, Niebie i Ziemi. Rudź uchodziła po gajach, pustoszach i niwach, aż ukryła się na Żytnim Zagonie. W tym czasie bogowie ścierali się ze sobą i wciągnęli do walki swoich pomocników Przedstworzy – pierwbogunów i pierwboginki. Najdzielniej stawał przeciw Wielkobogom Tur-Kołota (Turupid-Ciosno). Obficie się lała boska posoka-juchor, kras z i płeń. A pilnowali owego zagonu straszni psi czarni. Tych psów dostała Reża od Kupały-Dziwienia, by pomagali jej strzec zasiewów, bo bogunowie Morów stale się zakradali niszcząc uprawy. Nikt nie odważył się wejść w gęste zboże, lecz otoczyli je ze wszech stron i nie odstępowali. Rudź wypuściła spod sukien Ciemną Bożą Krówkę, ale ta nie miała tutaj soczystej trawy, by wzrosnąć. Boda wyszła przed wszystkich, wzięła się pod boki i rzekła, że z każdym z Wielkobogów z osobna się zmierzy, a kto ją pokona, ten dostanie Ciemnego Bedrika. Nie wiadomo czy ją natchnął siłami sam Swąt, czy też może Białoboga, w każdym razie Boda wpierw pokonała w zapasach pewną siebie Marzannę, potem Swarę, Stryję i Łagodę, a kiedy zwyciężyła również Spora, Wielkobogowie dali za wygraną. Odstąpili. Boda powiodła Bożą Krówkę Ciemną na łąki Radogostów, w swoją dolinę, zwaną Kotłem Body. Tu pasąc się wzrosła ona wpierw w Czarnego Orła (lub Kruka), a potem w wielkiego Czarnego Byka.

Lecz na tym wojna się nie zakończyła. Z gniewu i upokorzenia oraz wzrastającej zawiści przyszło do brzemiennej w skutkach Siódmej Bitwy – o Miarę.

Kapłani wądzcy mówią, że owym pierwszym Światłem była Biała Boża Krówka lub Boża Owieczka, nosząca na pancerzu czarne ślady od licznych uderzeń Perunica i Ciosny Turupida. Druga Boża Krówka Bedrik3 miała mieć czarny pancerz, a kropki (ślady uderzeń Peruna i Swaroga) białe. Według gleńskich żerców kątyny Bożeboga, Boda wydała na świat z fałdów sukni Czarną Bożą Krówkę nie w Żytnim Zagonie Rgłów, lecz w Topolowym Gaju i ukryła ją w topolowym pudełku4.

Według lędziońskich kątyn ze światliszcza nad Danaprem5, owo Boże Światło Ciemne miało postać Czerwonego Świetlika. Stąd Świetliki przybywają w czerwcu na ziemskie niwy, na pamiątkę owego wydarzenia. Jasne zaś Światło miało postać Bedrika Biedronki, czerwonej barwy pancerza, z czarnymi kropkami.

Od tamtego też czasu na pamiątkę pierwszych Dzikich Łowów i tego, że Łado z Rodem rzucili kołem w Mą da, wózki święte używane do obrzędów, a także wozy bojowe, mają po trzy koła, a nie cztery. Wóz Kirów jest widzialny cały czas na Niebie, jako że go Kirom zwrócono, a na dodatek ciągną go skrzyste wielkie niedźwiedzice, które im dano, żeby zadośćuczynić krzywdom.

Wszystko to działo się w jeden dzień welański, a jeden taki dzień jest jak cały rok na Ziemi. Od tego czasu Łado nosi przydomek Kołata, zaś Rod-Kolada (Kułada)6.

Obrzędy związane z narodzinami Bodrego Światła i Dzikimi Łowami obchodzi się dwakroć w roku po całej Słowiańszczyźnie: raz podczas letniego przesilenia, a drugi podczas zimowych Godów. Wtedy też stawia się w domostwach żytnie snopy i zdobi pomieszczenia jodłowymi gałęziami7.

Według podań czarowników i wieszczów z Wyszehradu, Budy, Krakowa, Gniezdna i Wolina, a więc tradycji kącin Zachodu, dawnych ludów Nurów, Wędów i Lęgów, wydarzenia miały nieco inny przebieg. Na Wielkim Wozje Godów, prócz wymienionych bogów siedzieli także Dażbóg z Dabogą i Przepląt z Plątwą. Ciągnęły go nie skrzyste niedżwiedzice, lecz Dażbogowe złotorogie tury. Gdy Małobogowie zatrzymali wóz, Mąd złamał dyszel, zaś Turupid-Ciosno ubił tury, którym Krasatina odłamała złote rogi. Kupała-Dziwień zeskoczył pierwszy, lecz nim cokolwiek zrobił, Sowi odciął mu głowę swoim krzywym dziobiskiem. Plątwa natychmiast złapała toczącą się głowę Kupałową i przymocowała ją do karku Pana Żądzy, obwiązując łopianem. Sprawiło to, że głowa przyrosła w mgnieniu oka. Rozwścieczony Rod zdjął wtedy koło wozu i rzucił nim w Małobogów, a Łado tylko klekotał swoją kołatką, płosząc skrzyste wierzchowce Młodych Żywiołów i Mogtów. Sturęki Łado sam się zaprzągł do trójkołowego wozu i pognał na Welę, w Niwę Wiłów.

Według nich, w drugich Dzikich Łowach Rudź wydała na świat Ciemne Bodre Światło w Łanach Żytnich u Rgłów, a Dziwień-Kupała wtedy dopiero potajemnie dał Żywi-Siwej, córce Rgła i jego synowi Rgiełcowi, siedem czarnych psów, które gotowe były rozszarpać każdego, kto choćby stopą naruszy żytni zagon. Czy to z powodu odniesionej rany (odcięcia głowy), czy z jakiegoś innego, Dziwień zaczął uważać, że Wielkobogowie niesłusznie nastają na drugie Bodre Światło, skoro posiadają już Białą Krowę. Doszło do pojedynku zapaśniczego Body, w którym bogini pokonała wojowniczą Swarę, sprytną Plątwę, zwinną Stryję i groźną Perperunę. Na koniec Dziwień wystąpił przeciw niej i przegrał, a wtedy Wielkobogowie odstąpili od Zagonu i Bod a mogła powieść Bedrika ku swojej kotlinie.

Powiadają oni, że Krasatina ozdobiła złotymi rogami turów Dażbogowych swój pałac nad Błękitnym Jeziorem, na welańskiej Niwie Dziewów i zawiesiła na nich także inne zdobycze z Dzikich Łowów: futra sobole i rysie oraz szabłę – krzywy miecz-kozik Mora, który zwą także brzytem albo morzykiem8. Niektórzy mówią jednak, że Mor nigdy nie utracił swojego morzyka-szabły.

Gdy zaś idzie o czarne psy Dziwienia, to po zakończeniu Wojny o Krąg Żywia-Siwa dała je swojej matce Reży, by przypieczętować zgodę między Młodymi i Starymi Mogtami.

Tak oto skończyła się Bitwa o Mnożność, chociaż okazało się, iż Bodre Światło wcale jej nie daje. Jest ono mnożnością i siłą ródczą samą dla siebie albo jak powiadają inni, jedynie duszyczką Swątlnicy. Nikt nie może posiąść Bożego Światła na stałe w jakiejkolwiek jego postaci – Bożej Krówki, Orła czy Krowy-Byka.

Nastał pokój, lecz tylko po to, by zebrano siły przed następną bitwą – o Miarę.

Żywioł Powietrza zamrożony przez Morów w odwiecznej bitwie

Bitwa o Miarę – siódme, końcowe starcie w Wojnie o Krąg

Uradzono w Golem Beudzie, że trzeba Starym odebrać wszystko, zwłaszcza zaś Kołacz Wieków przechowywany w Złotej Izbie tynu Sporów. Kołacz dzielili między sobą Wielkobogowie. Czynili to w ten sposób, że kto go spożywał w danym roku, ten tym rokiem władał. Każdego godu kto inny odkrawał sobie część. Kołacz Wieków powoli odrastał, a z końcem roku znowu był cały i następny z Wielkobogów mógł zjeść swoją część. Strzegli go bardzo i nie chcieli dzielić z Małobogami, bowiem uważali, że jako uczyniony z welańskich zbóż, daje temu, kto go spożywa, wieczną młodość, wieczystą mądrość i wielką moc. Bali się więc, że go zabraknie, zwłaszcza iż wszystkie kolejne wypieki Śreczy i Reży nie posiadały takich właściwości jak ów pierwszy kołacz wieków – Kołwieko. Bitwa toczyła się więc nie tylko o miarę czasu, ale także o miarę mądrości, miarę siły i władanie Bodrym Światłem. Małobogowie zamierzyli dorównać rodzicom, przewyższyć ich i zająć ich miejsce w Kręgu.

Bój, który się rozegrał, był najcięższą z bitew całej wojny. Zjednoczeni Małobogowie nie byli ani tak sprytni, ani tak mądrzy, jak zespoleni Wielkobogowie, jednakże przewyższali tamtych siłą i nie znającą lęku odwagą, z której brało się wielkie zdecydowanie ich działań. Mówi się, że za obydwiema ostatnimi bitwami Wojny o Krąg stał Przepląt, który był ich ukrytym tworzycielem. Wielką rolę w jednej i drugiej odegrały jego dzieci: Mąd i Licho. Kto twierdzi w ten sposób, powinien wskazać korzyści, jakie miałby Przepląt wynieść z owych utarczek. Jeżeli miał zamiar wyrównać różne porachunki i odbić swoje straty z poprzednich bitew, to zamiar ten mu się nie powiódł. Niektórzy prawią, że jedynym jego zamiarem było objęcie przywództwa nad Siłami Ciemności. Jeżeli tak, to osiągnął swój cel. Ale są też tacy, co prawią, iż przez poprzednich pięć bitew Wojny o Krąg bezład i poplątanie wszych rzeczy tak niepomiernie na całym świecie wzrosły, że oboje Plątowie dostrzegli możliwość całkowitego zapanowania nad dziedzinami Swąta. Ten zamiar nie powiódł im się tylko dzięki wyjściu Swąta z Kłódzi.

Paprotniki Rodów zmorzone przez Marzannę

Perun i Prowe podstępem odbierają Małobogom Przedstworzów

Osidle-Osudzie nie chciało się bić. Zawsze najchętniej przebywała w swojej Zdrożnej Ostoi. Opuściła Golem Beud i wróciła do siebie. Prawdki Prowego, które na wszystko mają baczenie, doniosły o tym swemu władcy. Prowe ze starymi Weniami zawitali niespodzianie w Niwę Jaja. Niby to przypadkiem przechadzali się po okolicy. Dziwnym zrządzeniem droga zawiodła ich do Zdrożnej Ostoi. Tu spotkali Osidłę. Wiedziała, po co przyszli. Wid-Wij, Pan Wieszczby, powiedział jej o tym, kiedy odchodziła. Powiedział nie tylko to. Usiłował ją powstrzymać twierdząc, że jej odejście doprowadzi do poruszenia Kłódzi i wyjścia na Welę Swąta. Postanowiła trzymać język za zębami. Nie sprawiali jednak wrażenia wrogich. Prowe chciał zrozumieć, dlaczego Młodzi buntują się przeciw Starym. Pytał, co ona myśli o zapiekłości Młodych przeciw rodzicielom. Skąd w nich taka złość? Próbowała przekonać Prowego, Podaga i Pogodę, by podzielili się tym, co mają, ze swoimi dziećmi. Od słowa do słowa przyszło do kłótni. Na każde jej zdanie mieli dwa zdania, a na każdą rację trzy własne racje. Osidła niebacznie wykrzyczała im, że dni ich są policzone, bo szykuje się zajazd na tyn Sporów. Pożałowała zaraz i czym prędzej odeszła. Było już jednak za późno. Przepowiednia Wida sprawdziła się. Osidła nie przedsięwzięła żadnych kroków. Zamknęła się w swojej samotni nie chcąc brać w niczym udziału.

Prowe powiadomił Starych Jednogłowych, że Małobogowie napadną tyn Grubów licząc, iż dom znajduje się tylko pod opieką bogunów Spora i Śreczy oraz skrzystych zwierząt ich niwy. W obecności wszystkich uradzono podstęp. Postanowiono, że Wielkobogowie, dokładnie tak jak niegdyś Rodowie, zamkną się cichaczem w tynie Grubów, a część schowa się w Złotojabłonnym Sadzie. Kiedy Małobogowie uderzą, spotka ich sroga kara.

Wid-Wij, syn Makosza, wiedział o tym – odczytał prawdę z lotu ptaków nad Golem Beudem i z kształtów chmur. Ostrzegł Małobogów, by odstąpili od natarcia, bowiem wnętrze tynu będzie pełne ukrytych wrogów. Wyśmiano go, że się lęka słabych bogunów, świętych zwierząt, mocy zaklęć i kilku niewinnych inogów stanowiących straże.

Perun zamierzył jednak coś jeszcze innego. Nie wierzył Osidle, a może czuł raczej, że Małobogowie wiedzą o jej zdradzie. Nie słuchając nikogo sam jeden wyprawił się do Golem Beudu i przedstawił ugodowy pomysł zażegnania bitwy. W zamian za swoich Przedstworzów Małobogowie mieli dostać Kołacz Wieków, Wóz Godów i Białą Krowę – bez walki. Mieć Mnożność, Miarę Czasu, Wieczystą Mądrość i Wielką Moc oraz cztery pory roku tylko dla siebie!? W zamian za kilkudziesięciu Przedstworzów?! To było coś niewyobrażalnie wspaniałego! Nie wahano się ani chwili, a Wida, który znów się sprzeciwiał, zagłuszono nie dopuszczając do słowa. Umówiono się, że wymiana nastąpi na Niwie Ładów, opodal Siodła Gogoli. Perun powiedział, że przekona Wielkobogów, i z tym opuścił Golem Beud.

Nie poszedł jednak wcale do nich wszystkich, bo wiedział, że ich nie przekona, tylko do Prowego. Jemu wyjaśnił swój pomysł. Prowe stwierdził, że trzeba nakłonić jeszcze Chorsa, bowiem tylko on jeden jest zdolny wyczarować coś, czego nie ma, i sprawić, by wyglądało jak prawdziwe. Był to twardy orzech do zgryzienia dla Peruna, bo od czasu wyprawy po czarny kamień i obdarcia Pana Czaru ze skóry w ogóle nie rozmawiali ze sobą. Chors postawił trudny warunek – Perun pozwoli mu się pokonać w walce i przeprosi go za to, co mu kiedyś uczynił.

Wołchwowie z Kijowa i innych świątyń Peruna mówią, że udane wykradzenie kamiennej błyskawicy i ukorzenie się Pana Gromu przed Chorsem, gdy ten przyszedł pod Perunowy tyn, miało miejsce właśnie po tym tajemnym układzie, a nie wcześniej, jak prawią inni. Jest prawdą, że Perun tylko jeden jedyny raz przegrał, właśnie z Chorsem i że stracił w wyniku przegranej kamienną błyskawicę.

Perun nigdy nie był wprawnym kowalem, a i Prowe nie potrafił dobrze budować rzeczy. To, co we dwóch wykonali, tylko dla ślepego mogło uchodzić za owe drogocenności przyrzeczone Małobogom. Chors jednak przydał czaru tym rzeczom i wyglądały po jego robocie jak najprawdziwsze. Perun zjawił się w Siodle Gogoli, a rzeczy postawił na wzgórzu, skąd siały wspaniałym blaskiem rozjaśniając niczym słońce całą Dolinę Czterech Bogiń. Małobogowie dotrzymali słowa. Nie lękali się niczego, bowiem było ich wielu, a Perun sam. W duchu śmiali się z głupiej wymiany wymyślonej przez Wielkobogów. Spędzili swoich Przedstworzów w dolinę i obejrzawszy dokładnie Kołacz, Wóz oraz Białą Krowę, dobili targu. Perun popędził bogunów i boginki do tynu Grubów, gdzie siedzieli zaparci Wielkobogowie. Byli bardzo zdziwieni, jakimż to sposobem Perun doprowadził do tego, że Małobogowie pozbyli się dobrowolnie swoich pomocników. Ich radość była wielka, bo teraz posiedli taką przewagę, że Małobogowie nie mieli nawet co myśleć o zdobyciu tynu i ukrytych w nim drogocenności.

Pomiędzy Małobogami przyszło zaś od razu do utarczek. Bodnyjak chciał być Pasterzem Białej Krowy, a Mąd chciał pierwszy ugryźć Kołacza. Jednakże inni też tego chcieli. Rozpoczęła się przepychanka, sprzeczka, a wreszcie bijatyka. W bitwie zapomniano o przedmiotach. Warz a łakomie spoglądała na czarowny wypiek i korzystając z zamieszania wbiła zęby w wykuty z żelaza, malowany kołacz. Złamała sobie dwa górne siekacze i narobiła takiego krzyku, że wszystkich to otrzeźwiło. Teraz dopiero spostrzegli Małobogowie, jakiego strasznego podstępu ofiarą się stali. Chciano natychmiast uderzyć na tyn Grubów i wybić Wielkobogów do nogi. Wid ich ostudził stwierdzając, że nie mają już nawet żadnych pomocników. Przekonywał ich także, by się ukorzyli i przysięgli rodzicielom, że nigdy nie sięgną po ich rzeczy, a wtedy na pewno ich własność – bogunowie i boginki zostanie im zwrócona. Znowu go nie słuchano. Żądza zemsty była zbyt wielka, ale zgodzono się, że bez pomocników nie da się wykonać takiego planu.

Słońce śmiertelnie zmrożone, skowane – W Okowach Mora, w Okowach Lodu

Ożywienie zduszów w Nawiach

Smutek i zwątpienie zapanowały w duszach Młodych Jednogłowych. Nikt nie wiedział, co począć. Pomysł poddała jednak Licho.

– Wszak – powiedziała – Nawie są pełne zmarłych ludzi. Dajmy im ciała i tchnijmy w nich żywot, a uczynimy armię liczniejszą niż ktokolwiek może sobie wyobrazić. Tak też zrobiono, chociaż nie było to wcale proste.

Do ożywienia zduszów nie wystarczyło rozpalenie nieci żywota w zwykły sposób, łuczywem Lelija. Trzeba było użyć do tego skry z Ognia Ogni pilnowanego przez Swaroga. Zdobył ją Bodnyjak, który jako ślepiec, nie zwracając uwagi Kauków ani Gałęzów, zaszedł na Równię. Był przemarznięty i dygotał, więc Swarogowi pomocnicy, ogniści bogunowie Bogacze, pozwolili mu usiąść i się ogrzać. W pewnej chwili nadleciał znienacka Dyj-Bełt i rozrzucił płonące polana po okolicy. Bogacze musieli zbierać żagwie i układać je na powrót w stos. W tym czasie Bodnyjak porwał jedną z nich, ukrył za pazuchą, a następnie dał Dyjowi. Ten poniósł płonącą żagiew prosto do Nawi. Sowica-Polel zrąbał aż dwa konary Gorgorzału w Piekle, by było dosyć polan do rozpalenia zniczów Życia. Skalnik oddał Podziemie na miejsce działań, a Zmora zagony w pustoszach Otchłani. Niektórzy kudiesnicy powiadają jednak, że wylęg wszych zduszów odbył się w samym Piekle. Mąd i Dzidzilela-Żal pławili trupie ciała i zmarłe dusze w żywej wodzie ze źródeł Rudzi. Mą d nieustannie je okręcał i bełtał wody swoim kijem-wijem. Dyj mu w tym pomagał, rozdmuchując wełny i burząc toń. Dzidzilela zanurzała w wodzie martwe członki oraz każdą kosteczkę po kolei, a potem przekładała do kotła. Kocioł został wykradziony Chorsowi przez Licho. Zmora wyrabiała jad z ziół zbieranych przez Chorzycę i smarowała nim jigły, które Dzidzilela wbijała w każdą duszę kładzioną do martwego ciała. Następnie warzono ich w kotle i maczano w piekielnej Czernicy. W skalnikowym Podziemiu stanęły wraz zagony szkaradnych postaci. W długich rzędach kłębiły się potworne ciała zapełnione duszami z Piekieł i Założy. Rychło ożywione straszydła poczęły pochrząkiwać, macać się i oglądać, szczerząc wielgachne kły. Tak narodzili się zdusze – półboskie byty poczęte z martwych członków i dusz ludzi zmarłych.

Ponieważ w tym czasie jeszcze niewielu ludzi przebywało w Nawiach, bo Zerywanie dopiero co zamieszkali ziemską Kolibę, na ostatnich z nich – Lepirów, zabrakło już ciał i wyszli półprzejrzyści, bo jedno ciało dzielono na dwóch, a czasem nawet i trzech z nich.

Skalnik, Licho, Zmora i Mąd wyposażyli swoich podopiecznych w broń. Skalnik wykuł z kamienia miecze, szable, sztylety i haki, Licho ukuła niewidzialne zbroje twardsze niż żelazo, hartowane w kipielach Czerwienicy i Lawospadach Czernicy. Mąd z prętów i gałęzi piekielnych drzew zrobił łuki i dzidy, a Zmora strzały i groty, które razem z Dzieldzieliją zatruwała jadem iglanym.

Oto powstała armia Sił Ciemności i zgrzytając zębami, kłapiąc krwiożerczymi paszczami, przestępowała z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać znaku, by ruszyć do krwawego boju.

[foto Trevor White]

Słowo o zdusznych rodzinach i sotniach

W Podziemiu i Piekle ukształcono tego dnia trzynaście rodzin zduszów, a w każdej z nich było wiele sotni, a każda następna rodzina czy sotnia nosiła w sobie przyrodzoną krwiożerczość i straszniejszy od poprzedniej wygląd. Każda z tych przerażających zdusznych rodzin miała jednak swoje słabe miejsca, coś co pozwala nad zduszem zapanować lub go przepędzić, gdy się ma w sobie dosyć siły i odwagi po temu. Nad każdą sotnią stanął książę ciemności, znany ludziom z imienia. Ci mieli postać szczególnie okrutną.

Ludzie jednak zetknęli się ze zduszami dopiero dużo później. Czas przed ich pojawieniem się na Ziemi nazywany jest Czasem Srebrnym, tak jak okres, w którym Zerywanie żyli na Niwach Weli (przed strąceniem) nazywany jest Czasem Złotym9, a okres ich żywota w Kolibie Czasem Brązowym.

[foto: Janice Street]

Narodziny Stworzy na Stokrotnej Łące, czyli Ustokrotnienie Przedstworzy

Kiedy o tym wszystkim, co działo się w Nawiach i w Podziemiu, dowiedzieli się Wielkobogowie, padł na nich blady strach, bo wszystkich Przedstworzów było wtedy na świecie tylko, a niektóre z nich mało bitne12. Zrozumieli, że w bitwie nie będą mogli nawet myśleć o stawieniu czoła licznej czeredzie okrutnych przeciwników. Jedynie Spor zachował przytomność umysłu. Za jego radą zebrano wszystkich Przedstworzów na Stokrotnej Łące. Tu zakopano ich w sporzącą glebę i podlewano obficie żywą wodą ze Zdroju Rodów. Wkrótce z każdego zakopanego wyrosło sto okazałych kwiatów o stu białych płatkach. Tak powstały stokrocie (kwiaty stokrotne). Gdy Pąki stokroci się rozpękły, z każdego wyskoczyła boginka lub bogun. Oto jak narodzili się Stworze.

Niektórzy powiadają, że dopiero od tego czasu łąkę ową nazwano Stokrotną, jako że dokonało się na niej Ustokrotnienie Stworzy. Inni mówią, że łąka zawsze się tak nazywała, a to dla swych stokrotnie sporzących właściwości.

Stworze byli o wiele mniejszych rozmiarów niż ich rodzice, Przedstworze. Co ciekawe, również rodziciele utracili swoje rozmiary wydając na świat tyle potomstwa. Zachowali może tylko ciut mocniejszą posturę i bardziej podstarzały wygląd. W ten sposób powstały rozliczne rodziny Stworzów, którym przewodzić poczęli owi rodziciele, zwani Starszymi. Każdy z narodzonych posiadał dokładnie taką samą moc jak jego poprzednik, Przedstwórz.

Wołchwowie Grubów ze Sporysza powiadają, że nie było to dokładnie po stu Stworzów zrodzonych z każdego Przedstworza, lecz po 99, tak że wszystkich po Ustokrotnieniu było 31 200. Zawarta w liczbie mnożności czerta wyraźnie wskazuje, że Stworze mają niekoniecznie sprzyjające życiu przyrodzenie i część z nich działa zupełnie odwrotnie, niż zakładali bogowie. Niekiedy ten sam sporzący dobro i powodzenie bogun potrafi działać przeciw życiu, ku śmierci.

Ustawiono ich jak najszybciej w bojowe szyki. Na czele stanęli Perun, Łada-Łagoda i Dziewanna. Zaraz za nimi wyruszył dosiadając Białej Krowy Bożebóg-Bodo. Krowy nie można było zostawić samej, bo było pewne, że Małobogowie zechcą ją podstępnie wykraść. Za to schowano dokładnie w spichrzu Kołacz Wieków, ukryto w Grusznym Sadzie wóz i zamknięto w podziemiach sporzego tynu Miesiąców. W bojowym pogotowiu opuszczono usłane białym kwieciem Stokrotne Łąki.

[foto: Royce Bair]

Wielka Bitwa – Biała Krowa przeciw Czarnemu Bykowi

Na Niebieskim Polu stanęły naprzeciw siebie dwie potężne armie, dosiadające skrzystych wierzchowców bądź inogów (zwierzów niebiańskich). Pierwsza drużyna sił ciemności, złożona z Małobogów i zduszów, prowadzona była przez Bodę siedzącą oklep na Czarnym Byku. Dowodzili nią Chorsiniec i Mąd. Druga, składająca się z Wielkobogów i stworzów, biała drużyna, z dowodzącym Perunem i Ładą-Łagodą, prowadzona była przez Bożeboga na Białej Krowie. Na początku Pogoda wystąpiła naprzód, próbując doprowadzić po raz ostatni do zgody. Małobogowie nie dopuścili jej do słowa, zagłuszając przemowę warkotem i biciem bronią o tarcze. Wkrótce rozpętała się straszliwa bitwa. Niebiosa zatrzęsły się, a nad Ziemią i Welą przeleciały dujawice łamiące drzewa i wyrywające góry. Ze straszną niszczącą siłą spadły deszcze, ciężkie jak kamienne wodospady. Dosiadane przez zduszów szaszory, skrzydlate dziki i kozły, rozrywały na strzępy zastępy Rusałek, Latawców, Nocnic i Kąpielników. W tym czasie inni bogunowie, na swoich skrzydlatych wilkach, jeleniach i koniach, zabijali bezlitośnie Upiory, Strzygi, Wilkołaki, Dybuki i Wiedźmy. Zwierzęta raniły się i kiereszowały wzajemnie. Z gardeł bogów i ich pomocników dobywał się okrutny wrzask wojenny. Krew boska lunęła strugą. Na Ziemi i Weli spadły wtedy krwawe deszcze. Odłamki broni i obcięte członki boskie leciały z niebios jak grad. Raz po raz walił się z hukiem na lądy ziemskie rażony bogun lub martwy wierzchowiec. Powoli otrząsał się potem z martwoty-kirsnu, rany mu się zasklepiały i powtórnie ruszał do boju. Zabite w walce zdusze spadały z powrotem w Nawie i stopniowo ich ubywało. Już, już zdawało się, że Wielkobogowie i Biała Krowa zwyciężą, ale Siły Ciemności zdwoiły swe wysiłki i zapiekłość, użyto też ukrytych dotychczas łuków i zatrutych strzał. Rażone strzałami Zmory i Dzieldzieliji zwierzęta oraz bogunowie, wpadali w szał i siekali swoich, zamiast rzucać się na wroga. Biała drużyna jęła się wycofywać. Wkrótce był to prawdziwy odwrót, a po chwili odwrót bezładny. Mąd i Diw z sotniami Wąpierzy, Biesów i Przezkostów osaczyli Białą Krowę. Raniono Bożeboga, który spadł na Ziemię. Perperuna wszczęła krzyk i zawróciła. Dosiadła Białej Krowy, która miała już wbitych w boki sto dzid i broczyła obficie krwią. Broniąc jej zmierzano chyżo do Weli. Coraz kto inny dosiadał i poganiał Białą Krowę, i kto inny ją osłaniał od ciosów. Wpierw był to Rod, potem Rodżana, później Swara, a wreszcie sam Swarog. Dopiero jemu udało się ujść w Jodłową Puszczę Borowiła, lecz Krowa uderzona w czoło kamienną maczugą, poraniona i osłabła, zmieniła się nagle w Krwawego Orła.

Pozostali Małobogowie skupili się naprzeciw tynu Grubów w ich Niwie. Wielkobogowie otoczyli tyn pierścieniem gotowi bronić do ostatka zamkniętego w nim dobytku. Wybuchła druga Wielka Bitwa. Znów polała się niebieska, biała i czerwona krew. Jednorożce rozcinały boki skrzydlatym wilkom, czetlice-kury rozszarpywały ażdahorów, skrzyste węże dusiły w mocarnych splotach pierzaste połozy. Wela zadrżała, w trzech miejscach nadpękła i trysnęła z nich ogniem. Dwugłowe orły i psiogłowce kąsały bogunów, a grad strzał wypuszczanych przez Wołotów raził bezlitośnie szeregi Jątrów, Strosków i Duchaczy. Z mgieł dobyły się Widma, z wód uniosły Toplice, zaduł wicher uczyniony przez Strzybogowych synów i wnuków. Lepiry wzniosły się kurcząc krogulcze pazury, zatrzymały wiatr w miejscu i niespodzianie skierowały go w stronę boginek i bogunów. Całą Niwę Niw przykryła ciemność, a mglista zawiesina wodna sprawiła, że powietrze stało się nieprzejrzyste i zapadła noc.

W tym czasie przeistoczona w Czerwonego Orła Biała Krowa zmarniała i skurczyła się do krzty. Stała się Krwistą Bożą Krówką, małą jak na początku, a na pancerzu miała wiele zakrzepłych ran od wrażych uderzeń. Swarog rozgrzewał ją swoim witalnym oddechem, rozpalał jak umiał, ale ona coraz bardziej gasła. Zdawało się, że umiera. Lecz kiedy już całkiem zamknęła oczy, stał się dziw najdziwniejszy, oto odżyła tchnięta Swarogowym oddechem (a może, jak chcą niektórzy, tajemnym tchnieniem Swąta) i poczęła się odradzać. Wpierw stała się Białym Orłem, a zaraz potem, upasiona runem leśnym, dojrzała do postaci Białej Krowy. Borowił okryty pyłem bitewnym przybył do swoich puszcz. Miał złe wieści. Obaj dosiedli pośpiesznie Białej Krowy i ruszyli rączo ku Niwie Grubów. Na widok Białej Krowy pełnej sił witalnych Małobogowie zwątpili w swą moc. Zwątpienie to pierwszy krok do klęski. Zastępy zduszów znacznie się przerzedziły. Od walki musiała odstąpić Zmora, Dzieldzielija i Sowi, którzy pobieżali w Nawie ożywić na powrót zabitych zduszów. Zwycięstwo przechyliło się na stronę białej drużyny. I byliby zwyciężyli Wielkobogowie, gdyby nie Diw-Ładziw, który natchniony nagłą myślą rzucił się ku Wierchowi Weli.

[foto: Janice Street]

Diw na Drzewie Drzew

Wywijając ośmioma uzbrojonymi ramionami, Diw przedarł się w obręb Zamyku Kłódź. W walce wręcz pokonał strzegącą Drzewa Drzew Świćgałęzę i zasiadł w jego konarach, blisko wierzchołka. Z Wierszby raził wszystkich wrogich bogów. Diw-Ładziw, jako dziecko Dziewanny i Łada, był z przyrodzenia dziki i nieokiełznany, a posiadał też wielkie zdolności bitewne i łowcze. Niełatwo było go pokonać, jako że urodził się zakuty w złotą zbroję, a władał najbieglej spośród wszystkich bogów dzidą i procą. Właśnie pociskami z procy siał najokrutniejsze spustoszenie w szeregach Wielkobogów i Stworzy. Z wierzchołka Wierszby widział wszystko i trafiał zawsze bezbłędnie. Jego działanie do tego stopnia zmieniło przebieg bitwy, że biała drużyna znowu jęła się wycofywać.

Nikt z Wielkobogów nie zasłużył się jednak w boju tak jak Prowe. Czstnota słynąca niegdyś z odwagi, teraz zaś krucha jak gliniany garnek, była pozornie w bitwie nieużyteczna, ale przelała całą swoją moc na męża. Prowe sprytnie przybliżał się do Czarnego Byka, wziąwszy łuk od Łady-Łagody. Korzystając ze zgiełku bitewnego i zwrócenia przez wszystkich uwagi na Diwa, ukryty w wykrocie, oddał z bliska śmiertelny strzał w samo bycze serce. Zwierzę wierzgnęło i upadło, a nim dotknęło ziemi, stało się Krwawym Orłem. Czerwony Orzeł próbował się wzbić w powietrze, ale nim tego dokonał, był już tylko Czerwoną Biedronką. Biedronka z trudem przeleciała kawałek, tylko tyle by usiąść na ramieniu swej pasterki, Body.

Załamanie Małobogów było zupełne. Swarog, Perun, Dziwień, Daboga, Śrecza, Dziewanna i Łada-Łagoda wdarli się na Wierch Weli rozpoczynając szturm na Drzewo Drzew. W zacietrzewieniu, zaognieniu bojowym, bitewnym wzburzeniu, stało się nieszczęście – broniący się zajadle Diw złamał gałąź, na której siedział, i trącił Kłódź Swątową. Tego było za wiele. Pan Panów, Władca Władców wielki Swąt-Światowit wyszedł wtedy z Kłódzi, by przywrócić porządek. Jednym dmuchnięciem strącił Diwa z Drzewa Drzew. Ten uleciał ku Nawiom trzymając się ułamanej gałęzi jak ptasiego skrzydła. Owa gałąź była płonna, dlatego tak łatwo się ułamała.

(foto: Maku Kulden)

Wyjście Światowita z Kłódzi

Kiedy Bóg Bogów pojawił się w obrębie Zamyku, a potem wyszedł na Wierch, wszyscy wojownicy rozpierzchli się niczym pchły, przerażeni jego gniewem. Każdy czmychał w najciemniejszy kąt i zaszywał się po zakamarkach swoich niw lub w najgłębszych norach. Bogowie zamieszani w wywleczenie Nawiaków na świat żywy, poczuli narastające przerażenie.

Wieszczowie kąciny Światowida z Rugii-Rany twierdzą, że strach rozlewa się po wszych duszach zawsze, gdy Swąt wychodzi, bowiem razem z nim wylewa się na świat Postrach, resztka owego potwora, którego Bóg Bogów wydał z siebie, by pokonać zbuntowanych Zniczów. Największy zaś przestrach, wręcz grozę, budzi on zawsze w tym, kto jest winien.

Dziewięcioro Małobogów skryło się wpierw w czarnej chmurze nocy, uczynionej przez Bodnyjaka, a potem pod jej osłoną przedarło się do Podziemia. Tu Skalnik dał im spoczynek i sam się schronił razem z nimi. Tych dziewięcioro to byli (poza Skalnikiem): Mąd, Zmora, Licho, Dzidzilela, Dyj-Bełt, Bodnyjak, Lelij-Smęt i Polel-Sowica. Światowit ich nie ścigał. Dał im spokój, lecz objął ich klątwą. Kara była sroga. Owi bogowie od tamtego czasu nigdy nie mogą pokazać się w świetle pełnego dnia. Wychodzą na Ziemię i Welę tylko nocą, w burzę i nawałnicę albo przesiadują w jamach i jaskiniach, żlebach górskich, w głębinach wód czy czarnych ostępach leśnych. Za białego dnia wysyłają na świat tylko swoich pomocników – bogunów i boginki, których rękami czynią swoje powinności. Lel, Polel, Skalnik, Licho, Zmora i Bodnyjak zawsze odchodzą w Podziemia lub Zaświaty przed świtem, a na ziemskie niwy przybywają po zmierzchli, gdy skryje się ostatni promień słońca. Trochę lżejsza kara spotkała Przepląta i Plątwę, których Bóg Bogów uznał za winnych wywołania dwóch ostatnich bitew i poruszenia Kłódzi. Ci przebywają na niwach tylko w dni mętne, bezsłoneczne. Kiedy białe światło zalewa świat, kryją się w ciemnych zakamarkach.

Diw-Ładziw spadłszy w Nawie boleśnie się potłukł i uciekł do swojej matki Dziewanny. Ta przemyciła go w ciemne puszcze Borowiła. Tu pielęgnowała syna, a gałąź o dwóch Pędach podzieliła na pół. Jedną część zasadziła w ziemi, koło tynu Dziewów, drugą zaś w koronie dębu. Dziewanna miała nadzieję, że z gałęzi wyrośnie nowe drzewo drzew, ale ta gałąź była inna niż wszystkie pozostałe pędy Wierszby. Niektórzy kudiesnicy i żercy mówią, że była ona zaszczepiona przez Gałęzów albo przez Swąta, i pochodziła od Swątlnicy. Jako taka nie mogła wydać pożytku w postaci złotych jabłek. Gałąź w ziemi szybko uschła. Przy tej drugiej Dziewanna postawiła na straży waleczne skrzydlate jelenie. Bogowie łakomie spoglądali na wzrastającą roślinę, a kiedy zaowocowała, bardzo starali się ją zdobyć. Jelenie nie dopuszczały jednak nikogo. Przepląt wymyślił w końcu podstęp. Posłał na drzewo swoje ptaki. Zerwały one owoce, a bogowie podzielili się ziarnem. Ponieśli je w swoje niwy i posadzili w koronach własnych drzew. Tak rozmnożyła się Jemioła-Imiela, zwana także Omelą – czwarte wcielenie bogini Swątlnicy-Światłolicej. Nie wyrosło z niej drzewo drzew, ale czarowna roślina, która wydawała zawsze płonne ziarno. Z jej owoców nie mogło wzrosnąć nic, co by było zdolne do samodzielnego bytowania. Jemioła, jako odłamek świetlistego Drzewa Drzew, stała się rośliną Ładów, a ptaki, które ją zerwały, nazwano jemiołuszkami. Do dziś żywią się one owocami jemioły.

Najświętsza jest jemioła zrywana z dębów, ta zawsze jest wieszana pod czechółem, a jej liście maluje się złotem na pamiątkę owej drugiej Wielkiej Bitwy i świetlistego pochodzenia krzewu. Pod jemiołą i czechółem ludzie składają sobie życzenia wszystkiego najlepszego, pod nią zastawiają stół biesiadny, gdzie ucztują siedząc w kole13. Czynią to 24 grudnia, gdy rodzi się Jasne Bodre Światło – Biała Boża Krówka. Siedzenie w kole i tańczenie w kole, a także śpiewanie kolęd, oddaje cześć boskiemu Kręgowi Kręgów, Kostromie-Koladzie, której czas zimowego królowania się wtedy rozpoczyna, i upamiętnia ów rzut kołem od Wozu Kirów, wykonany przez Roda i Łada w obronie Białej Bożej Krówki. Tego dnia zdobią też wszy Słowianie gałęziami jodły ściany domów, by przypomnieć narodziny Bożej Krówki w Jodłowej Puszczy i przyozdabiają snopy żyta rozstawione w czterech kątach izby na pamiątkę porodzenia Czarnej Bożej Krówki przez Rudź w Żytnim Łanie14.

Wojowniczego Diwa-Ładziwa uczynił Bóg Bogów Panem Walki i Strażnikiem Ładu Świata, by już nigdy nie obrócił się przez swą dzikość przeciw światu. Wszyscy Jednogłowi uznali w nim Pana Wojny, Małobogowie zaś uczynili go swoim Wielkim Wodzem.

Światowit ustanowił nowy ład. Miesiące Kirów pozostały częściowo tylko przy Żywiołach, część z nich oddał Mogtom. Chorsowie mieli nimi władać, lecz kiedy zaginął Świcień (Świbań-Przybycień), Swarożyc z Radą Zbożą się nimi zajęli. Maści pozostały przy Dendze, lecz Swąt nie wyzwolił jej z wężych kształtów, których się może owa bogini wyzbyć tylko na zbory boże i wielkie święta. Kradzież powinna być bowiem ukarana. Boda pozostała Pasterką Ciemnego Bodrego Światła, Bożebóg zaś Jasnego. Niektóre kawałki sadów i zagonów ukradzione Rgłom przez Morów pozostały przy tych ostatnich, by złagodzić ich zatwardziałość i nieprzystępność. Wielu bogów straciło poprzednie tytuły i części władztwa, niektórzy zyskali nowe dziedziny. Wszyscy Małobogowie zostali dopuszczeni do Kołacza Wieków, z którego każdy ma kawałek dla siebie. Opiekują się od tego czasu poszczególnymi godami-rokami całego Koła Wieków. Przywilej ten został odebrany Wielkobogom. Bóg Bogów wymierzył też wszystkim uczestnikom Wojny o Krąg karę, polegającą na tym, że powołani z Nawi zduszowie pozostali przy Życiu. Cała ich moc i złość, i zapiekłość obróciła się teraz przeciw bogom Niw. Stali się sługami wyłącznie trzynastu Ciemnych Bogów, tworząc wielką armię Sił Ciemności. Prócz owych dziewięciu Małobogów ukaranych przez Swąta, Ciemnymi Bogami stali się Przepląt, Plątwa, Mor i Chors. Niestety działania zduszów obróciły się także przeciw ludziom, bowiem za wszelką cenę starają się one wydobyć z udręczenia, by móc odpocząć w Nawiach i szukają niecierpliwie nowej ofiary, która by je zastąpiła w przypisanym na wieki zadaniu. Zdusze są wobec ludzi tak samo krwiożercze, jak wobec bogów, maczają palce we wszystkim złym i nienawidzą wszystkiego, co żywe.

Wedle życzenia Swątowego, do końca świata cztery razy każdego roku odbywać się mają Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy. By bogowie nigdy nie zapomnieli, co chcieli ze światem uczynić, a także by przetrzebić nieco mnożących się licznie zduszów. Wielkie Bitwy mają miejsce między 20 a 26 dniem marca i września, Dzikie Łowy zaś między 20 i 26 dniem grudnia i czerwca. Dla ludzi są to największe święta każdego roku – czas strachu, ale i wielkiej radości, kiedy się okazuje, że świat przetrwał kolejne Śmiertelnie zagrożenie. Powiedział bowiem Światowit, że jeśli któregoś razu owe działania bojowe wymkną się Żywiołom i Mogtom spod władania i Krąg Przemian zostanie przerwany, to właśnie wtedy wyjdzie z Kłódzi po raz czwarty i będzie to koniec tego świata.

Wreszcie bogowie zasiedli razem ze Swątem w Kręgu na Równi i odbyło się święto zgody. Światowit zapowiedział im, że kiedy wyjdzie następny raz z Kłódzi, spotkają ich straszniejsze rzeczy, po czym już nie mówiono o przykrych sprawach, lecz radowano się i cieszono oraz raczono obficie miodem, piwem, sołwą i sporyszem, a także innymi boskimi napitkami i jościem.

Siedem Czarnych Psów Dziwienia-Kupały pozostało przy Rgłach, którzy zgodzili się, by ten je brał na przechadzki. Tak więc żytniowąsy Dziwień od tamtego czasu chadza każdego lata z owymi psami, strzegąc zielonych zbóż przed zniszczeniem.

Żywioł Wód, Borów i Ziemi, Moc Chorsów (Księżyca), Moc Ładu, Moc Pogody i Moc Rodów w okowach Morów

Przypisy do Taji 14

2 Wóz Godów został porwany przez Swaroga, kiedy Jednogłowi uprowadzali z ich tumów Braci Miesiąców. Wóz załadowano na łódź Chorsińca i pozostawiono później u Sporów. Każde z czterech kół wozu Kirów (Godów) oznacza jedną z czterech pór roku na Ziemi i w całej Niebieskiej Krainie. Jego dwa dyszle oznaczały czas ciemny, zimny i letni, ciepły. Miały barwę czarną i białą. Wóz ciągnęło zwykle sześć Światłogońców przynależnych do tumu boga zawiadującego odpowiednią porą roku i stroną świata (sześć gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy). Owe Światłogońce (Żar-Ptaki) mają łapy niedźwiedzie i niedźwiedzie pazury, ciało wężowe, a łby ptasie. Położenie Wielkiego Wozu na niebie zmienia się zależnie od tego, czyje Światłogońce go ciągną. Dyszel wozu wyznacza kierunek jazdy. Od kiedy wóz znalazł się w posiadaniu Jednogłowych, zaprzężono do niego skrzyste niedźwiedzice – będące przedstawieniem zastępczym i ucieleśnieniem zwierzęcym Wiłów. Najstarsze podania mówią jednak o złotorogich turach –ucieleśnieniach słonecznych, zwierzętach przedstawiających dwór Sołów.

3 Boża Krówka, Boża Owieczka, Słonyszko, Bedrik, Biedronka to w różnych krajach Słowian nazwy tego samego zjawiska: owada będącego ucieleśnieniem młodego, świeżego Światła – pierwszego, jarzęcego Światła Bodrego. Jego narodziny rozpoczynają okres wydłużania się dnia, czas upadku Ciemnościa. Większość Sławów używa określenia Boża Krówka i Bedrik-Biedronka. Czesi, Serbowie i Chorwaci nazywają owada Bożą Owieczką, a Łużyczanie Bożym Słoneczkiem. ukraińcy poza nazwą Soneczko używają określenia Bedrik. Nazwę Biedronka wywodzi się od beran (baran), czyli bydełko (owca) boża. Baran u wszystkich Ariów jest przedstawieniem światła słonecznegob. Określenie to zawiera znaczenia takie jak: wgłębienie, stok, biera – los, brać, bodryj (ros.) – krzepki, silnego ducha, chętny, bodry (serb.) –żwawy, budrus (litew.) – czujny, świeży. Wywodzi się je więc także z rdzenia bud tworzącego takie słowa, jak budzić, budowacc. Słowo bodry – krzepki jest jednocześnie odwróceniem wyrazu dobry. Nawiązuje także do barwy białej i określenia biały – wielki, świecący (sanskryckie bhati). Takie nawiązanie prowadzi z kolei także do odmiennego kręgu znaczeń: biel (bielawa) – bagno, błoto i bajać – mówić, opowiadać oraz baj mit, bajorek itp.d. Znana jest także inna nazwa Bożej Krówki – Wiedrzenica, która wiąże ją z boginią Pogodą. Litwini używają nazwy Dievo Karwyte (Boża Krówka). W sanskrycie spotyka się okreś1enie Indragopa, czyli Bydło Indry. Pokazuje to jeszcze jeden z licznych związków słowiańsko-indyjskich.

a Jej postać jest w folklorze związana z przejściem od starego do nowego roku [MNM t. I, str. 182; SMLIE str. 74].

b W mitologicznych podaniach Słowian spisanych przez folklorystów i etnografów postać Bożej Krówki jest szeroko znana. Jest ona symbolem owego nowonarodzonego światła, córką Matki Boskiej, czyli Matki Niebieskiej (Dażbogi) lub Matki Ziemi, wysłanniczką Boga Bogów. W części podań występuje jako żona Perunica, zaklęta w tę postać za zdradę. Czarne kropki na pancerzu owada mają być śladami po uderzeniu piorunem. Te podania zdają się wiązać jej postać z Zorzą, której też przypisują czwórkrotne narodzenie.

Ogólnie u ludów aryjskich (indoeuropejskich) biedronka jest Żukiem Matki Boskiej. W chrześcijańskiej tradycji Słowian Wschodnich postać ta jest przypisana do tekstów związanych z Wigilią Bożego Narodzenia. Zanosi prośby do nieba i pytania domagające się odpowiedzi, także pytania o deszcz i dobrą pogodę. Liczne warianty jej nazwy Bedrik-Wedrik (wiedro – pogoda) wskazują na mityczny związek biedronki z pytaniami o pogodę lub deszcz. W powiedzeniach i przysłowiach jest zwana szczodrą: .,Daj Boże i na Bedrik”, „Szczedrik Biedrik – dajte warennik”. Szczedrij Wieczir to noc narodzenia nowego Światła Bożego.

c Występują liczne odmiany z różnymi samogłoskami, jak zwykle w wypadku samogłosek ma miejsce duża chwiejność, stąd postacie budr i bidr, bodr oraz bedr.

d Słownik etymologiczny A. Brucknera, str. 25.

4 Baj o Bodrym Świetle jest znany także Irańczykom jako mit o Smoku Kermańskima. Według niego na południu Persji żyła dziewczyna, prządka. Gdy pewnego razu przędła na Panieńskim Wzgórzub, znalazła małego białego robaczka. Włożyła go do pudełka z drewna topoli. Zaniosła go do domu swego ojca Haftwada. Robaczek rósł, więc zrobiła mu nowe mieszkanie w czarnej skrzynce. W niej się rozwinął i przystroił w czarną koszulkę ze złotymi gwiazdkami na plecach. Razem z Robaczkiem szczęście i dostatek zawitały do ich domu, a wkrótce także chwała oraz władza, bowiem podczas buntu przeciw władcy –tyranowi Haftwad i jego synowie odznaczyli się walecznością. Powierzono więc Haftwadowi panowanie, miasto zaś nazwano Kermanem (kerm – robak). Gdy Ardaszirc rozpoczynał budowę swego państwa (założyciel dynastii Sasanidów, którego ta legenda dotyczy) wyprawił się do Kermanu na owego Robaczka, który urósł już do wielkości smoka. Ardaszir pokonał smoka pojąc go wrzącym ołowiemd.

a Patrz M. Składankowa Mitologia Iranu, str. 228.

b Zastanawiający jest związek postaci prządki przędącej na panieńskich Skałach z licznie występującymi na Słowiańszczyźnie określeniami i nazwaniami różnych białych skał, grup ostalców wapiennych, jako Prządek lub Skał Panieńskich. Skały Panieńskie występują w podkrakowskim Lesie Wolskim (welskim) i wiąże się z nimi podanie o zakonnicach norbertankach – dziewicach, które wolały stać się kamieniami niż ulec Tatarom. Legenda ta wskazuje na starszy podkład mitologiczny leżący u jej podłoża i wyraźnie związany ze wspólnym okresem słowiańsko-scytyjsko-irańskim.

c Znane jest blisko nawiązujące imię jednego ze słowiańskich wodzów – Ardagast. Dowodził on Sklawinami podczas wyprawy na Bizancjum w roku 585. Był prawdopodobnie królem jednego z plemion Słowian zamieszkujących Siedmiogród – ziemicę Siedmiu Rodów, może Gątów. W roku 594 poniósł klęskę i musiał się ratować ucieczką z własnej naddunajskiej ziemi [patrz: MSKDS albo SSS t. I  –Ardagast].

d Ardaszir przebrał się za kupca, spoił strażników Smoka i jego samego zabił, wlewając mu do paszczy roztopiony ołów, co przypomina do złudzenia sposób zabicia smoka przez Kraka (lub Skubę) w mitach polskich. Ten sposób zgładzenia smoka, przez napełnienie go wrzącym, palącym materiałem, jest znany tylko z podania irańskiego i polskiego. Ardaszir dopiero po tym czynie mógł się ogłosić szachem Iranu, tak samo jak Krak mógł się ogłosić królem.

Mit ukazuje, jak z białego, małego robaczka wyrasta wielki czarny smok o wyraźnym charakterze ogniowym – złote gwiazdki na jego pancerzu to iskry ognia. Początkowy obraz robaczka symbolizuje iskrę. Iskra pojawia się przy krzesaniu ognia za pomocą twardego patyczka – wrzeciona (jak u prządki), a pudełko z miękkiego drewna topoli przypomina deszczułkę do krzesania (w micie jest wyłożone dodatkowo watą przypominającą strzępki hubki). Obrzęd odzwierciedla więc mit lub odwrotnie, mit jest uzasadnieniem obrzędowego, corocznego rozpalania świeżego ognia w dzień zimowego przesilenia,

Dziewczyna, prządka-strażniczka ognia, zobowiązana do jego krzesania i utrzymywania przypomina starożytne westalki. Zwyczaj pilnowania ognia przez strażniczki znany jest z Indii, Iranu, a także Słowiańszczyzny (przechowany np. w obrzędzie podkrakowskiej Siuda Baby w Ledniej Górze) i prawdopodobnie wielu innych kultur, nie tylko aryjskich.

5 Alidzoni to plemię znane ze starożytnych zapisów, występujące już w V w p.n.e.a. Żyli oni nad górnym Bohem i Dnieprem-Danaprem, Według relacji, w ich ziemicy znajdował się gród będący siedzibą kapłanów wiary przyrody,

Alidzoni to zniekształcony przez greckich kronikarzy zapis miana Lędzionie. Byli oni odłamem wielkiego ludu Lęgów, który zawędrował nad Dniepr. Małym plemieniem w obrębie owego plemienia Lędzionów mogli być Polanie Kijowscy, którzy jak wiadomo, mają swój wielkopolski odpowiednik w Polanach Gnieździeńskich, a przez podróżników greckich zwani byli najprawdopodobniej Scytami-Oraczami. Niektórzy mówią też – zwłaszcza przedstawiciele kapiszt Wschodu – że Lęgowie mieli kolebki nad Bohem i Dnieprem, obok Budynów i Burów, a ziemice nadwiślańskie należały początkowo wyłącznie do Wędów i Istów (na północy) oraz Nurów (na południu). Część małego plemienia Polan-Oraczy pozostała nad Dnieprem w okolicach Kijowa, a część wywędrowała razem z pozostałymi Lęgami, między innymi z Lędzionami. W I wieku n.e. zajęli oni Wielkopolskę i Śląsk, zakładając wielki Związek Lęgijski (Lugijski)b. Jeszcze w X wieku plemię Lędziców (Licikavici) zajmowało nad Wisłą tereny wschodnie i znane było Rusinom jako Lęchowie (Lachowie, Lechici)c.

a Pisze o nich w swoich kronikach Herodot (IV, 17) i Hekataios [patrz SSS t. 1, Alidzoni; PP t. l, str. 108-115]. Wielu badaczy lokalizowało siedziby Słowian w dawnej Scytii Właściwej.

b U Ptolemeusza i innych pisarzy greckich oraz rzymskich.

c Patrz PP. Rzeczywiście Polacy jako Lachowie, Lędziele lub Lechistańczycy są znani tylko Rusinom Naddnieprzańskim, Węgrom (będącym spadkobiercami Hunów i Awarów) oraz Turkom (spadkobiercom kultury scyto-irańskiej). W nauce istnieją rzecz jasna i inne równoprawne interpretacje nazw ludu Alidzonów czy spekulacje na temat pochodzenia etnicznego Scytów-Oraczy.

6 Gody zwano także Kolędą, jako że były potrójnym świętem bogów Kolesa (Koła Życia, Kręgu Świata, Kręgu Kręgów). Tych trzech bogów, czczonych między 20 a 26 grudnia, to: przychodzący w tym czasie Kolada-Kostrub (czyli inaczej Kostroma-Kostrubonka, zwana też Śmiertnicą, Maslenicą albo Kraczunem), Rod-Kolada (Kułada) oraz sam Łado-Kołata. Niektórzy dodają, jako czwartego, Turupida-Ciosnę (czyli Tura-Kołotę).

Dzień narodzin Bodrego Światła nie był czczony jako rozpoczęcie Nowego Roku, lecz rozpoczęcie nowego Kręgu Przemian, nowego cyklu słonecznego. Było to jedno z najbogatszych w symbole świąt wiary przyrody. Jednocześnie oddawano bowiem cześć Zimie (Kostromie) występującej pod postacią Czarnego Byka, Orła albo Kruka (Kraczuna). Kraczun, postać znana niegdyś całej Słowiańszczyźnie (rosyjskie Koroczun, słowackie Kraczun, bułgarskie Kraczuniec), to krocząca ciemność, zima i śmierć. Białorusini określali go jako ducha zagłady, konwulsji, nagłego skurczu i zapaści, nagłej śmierci, konania. Postać i obrzędy Kraczuna mają związek z pojęciami kręgu, kręcenia się i koła przemiana. Kolędy służyły przebłaganiu i obezwładnieniu ciemności oraz zimy. Poprzez świętą pieśń (modłę) proszono bogów, by przywrócili światło i wzbudzili siły rozrodcze ziemi. Podobnie jak święty tan, zwany kołem, pieśni te toczyły się w nieskończoność naśladując ideę zamkniętego, powtarzalnego i nieskończonego kręgu przyrody.

Nowy cykl, rozpoczynany od narodzin Bodrego Światła (może z biodra Swąta lub z Bodrej Kłódzi?) w dniu górowania ciemności, wiąże się z Koladą.

Kolada (Kolieda, Kolęda, Kulęda)b to określenie oznaczające koło (godu, roku) – zamknięcie starego i rozpoczęcie nowego cyklu, nieskończonego Koła (Koła Wieków). Miano to wiąże się także z kołodą-kłódzią (siedliskiem Swąta), z lędo – puściznami, goliznami, łysymi polami, kolącym charakterem zimy, również w ważny i mocny sposób z ładem – porządkiem, uładzeniem, ułożeniem, a przez to z bogiem Ładem (Lado, Lyado, Łado). Tego dnia Łado puszcza Niebiańskie Koło letnich (lednich) miesięcy w ruch, a ono tocząc się zabija jego zimnego brata Mąda albo Sowiego (według niektórych kącin samego Mora albo Perepułta).

Zwraca uwagę fakt występowania tych samych elementów etymologicznych w obrzędach zimowego i letniego przesilenia. W święcie Kresu (Kupały, Kupaliach), czyli w czasie drugich Dzikich Łowów występują też mityczne symbole, takie jak koła czy kołki (wrzeciona ogniowe). W Kupalia miało miejsce krzesanie świeżego ognia, skakanie przez ogień, rzucanie płonących kół wozu na wodę, a także obrządek polegający na szukaniu w ziemi, u korzeni łopuchów, srebrnych główek Kupały (to echo mitu o odcięciu głowy Kupały i złączeniu jej liściem łopianu z ciałem boga).

a O znaczeniu pojęcia kręgu – patrz w SMLIE str. 256; o Kostromie, Kostrubonko i Kraczunie w MNM t. II. str. 101, tamże o Kolesie –  symbolu słonecznym t. 1, str. 664.

b Postać Kolady jest w wielu elementach według S. A. Tokariewa zbieżna z czczonymi w osobnych świętach Bożiczem, Badnjakiem i Awsieniem [MNM t. I, str. 665].

7 Serbowie i Chorwaci nazywają noc narodzin światła Tajną Dobą, Potajną Dobą lub Potajną Nocą, co nawiązuje zarówno do pojęcia tajania – odmrażania, ubywania nocy, odwilży, jak i tajemnicy – prawdy wiary objętej zakazem, tai – świętego znaku czy tai – ciszy, wyciszenia, uciszenia.

W wieczór poprzedzający Narodziny Światła zbierano się w grupach i szukano starego wykrota-pniaka, który uosabiał Pana Nocy – Bodnyjaka. Każdy brał też do domostwa, ze swej stodoły-spichrza, okazały snop zboża pełen ziaren, który postawiony w kącie reprezentował Koladę (Polacy) albo Kolieda (Chorwaci). W niektórych okolicach robiono z tego snopa kukłę, uosobienie boga. Na snopku wieszano podarki i różne inne pożytki oraz wiązano wróżebno-życzeniowe wstążki, bajorki. Następnie we wspólnym miejscu urządzano wielkie ognisko.

Gdy świdrem ogniowym rozpalono już ogień, wrzucano do niego Badniaka (często również przybranego w siwe włosy i brodę), siadano lub stawano w świętym kręgu i śpiewano o Koladzie-Kołodzie, z której wylęgnie się światło. Z iskier wznoszących się w niebo wróżono o plonach i stadach w następnym roku. Potem przenoszono żar z ogniska (każdy brał jedno polano albo węgielek) do swoich domów. Żar kładziono do pieców w domostwach i od niego rozpalano „świeży” ogień („stary” był od rana tego dnia wygaszony). Żar w piecu podtrzymywano przez cały rok.

Następnego dnia zasiadano w kręgu wokół Snopa-Kolędy (Macicy – Kłódzi, mającej symbolizować prawdziwą Kłódź Swąta, z której odradza się Swet-lnica, Boża Krówka). Tu odbywało się ciche, milczące oczekiwanie do wieczora, aż do chwili, gdy na niebie pokazywała się pierwsza gwiazda, owo Światło (Iskra Swąta). Widziano w niej obraz pierworodnej iskry – zaczynu istnienia (Skry Światła – Swetu, Skry Świata – Swetu, Skry Świętej – Swąta, Skry Świtu – Swiłtej). Niepojawienie się owej gwiazdy oznaczałoby koniec świata, zapowiadałoby niechybne zwycięstwo Sił Ciemności w mającej się rozpocząć nocnej bitwie, prorokowałoby nadejście nocy, która nigdy się nie skończy.

Kiedy gwiazda się wreszcie pokazała, Tajna Doba (czas tajemnicy i ciszy) dobiegała końca, rozpoczynała się zaś Potajna Noc. Od tej chwili śpiewano wesołe, skoczne kolędki, w których sławiono czyny Łada, BożaBożeńka (Boda-Bożeboga) i Body Zapaśniczki, opowiadano o Świetle i Kłódzi. Spożywano święte potrawy (kutję i kisiel), wróżono, obsypywano się owsem, Życzono sobie pożytków. W szystko to działo się pod czechołem, białym obrusem zawieszonym u sufitu i skrywającym Jemiołę (symbol odwróconego Drzewa Drzew) albo Światliszcze – rozbudowany gałęziasto wisior wykonany ze słomek i ozdób (także symbolizujący odwrócone Drzewo Drzew). Ta uczta nie była wcale przejawem radości, lecz lęku i stanowiła czynność obrzędową mającą na celu dodać ducha bogom i bogunom walczącym po dobrej stronie. Raczono się odurzającymi napojami po to, żeby dodać sobie otuchy, uzyskać śpiewny, święty trans i zapomnieć o tej strasznej bitwie, która przez całą noc trwała wokół biesiadujących. Tę noc nazywano właśnie potajną. W potajną noc nie wolno było wyrzucić żadnego wędrowca za próg. Byłby to akt obrazoburczy, wręcz barbarzyński, ponieważ na świecie, w ciemnościach, szalała bitwa, a przestrzeń wypełniały demony.

Po owej nocy cudownego ocalenia Bożej Krówki (kiedy Snop-Kołoda tryskał światłem pośród ciemności, a zwierzęta przemawiały ludzkim głosem), nastawał dopiero czas prawdziwej radości ze wspaniałego zwycięstwa – wielkie święto, zwane Zapustami. Ruszał korowód z chorągwiami, wózkami kultowymi, w maskach, najpierw do kątyny lub miejsca świętego, na przykład na bugryszcze do sjenowitego drzewa rodu albo do zapisu – drzewa plemiennego. Odwiedzano żalniki z podziękowaniem dla bogów, duchów opiekuńczych i dla dziadów (zmarłych).

Obszedłszy miejsca święte i żalniki, pochód obchodził też całą wieś. Od tego momentu ruszały również korowody młodych ludzi, wtajemniczonych różnych bractw, grumad guślarzy, przedstawiających dzieje niebiańskiej bitwy. W pochodach tych odtwarzano to wszystko, co według mitów działo się poprzedniej nocy na niebie. Stąd w korowodzie obecność kozłów, turów (turoń) i niedźwiedzia.

Obrzędy związane ze Szczodrym Wieczorem, Tajną Dobą, Potajną Nocą i ogólnie mówiąc, Godami, były bardzo bogate i rozległeb.

a Kolędnicy, czyli zapustnicy, jeszcze w XIX wieku chadzali poprzebierani za tzw. drabów, z młodym wilczkiem albo sarną czy niedźwiadkiem. Wkładali na siebie kożuchy wywrócone włosem na wierzch i obwiązywali się powrósłami z pełnych kłosów albo grochowinami. Zwyczaj „obwiązywania” dotyczy też zwierząt domowych i drzew – miało to przynieść pomnożenie przychówku. Groch i pełne kłosy to symboliczne, roślinne wcielenia Sporów i Rgłów, bogów darzących powodzeniem i urodzajem.

Z chodzeniem po kolędzie wiąże się też postać Mikołaja (właściwie pogańskiego Mikoły-Mąda), który chodził od domu do domu skuwając ziemię mrozem i lodem, a jednocześnie w wielkim worze roznosił podarki. Pieczono także specjalne korowaje – okrągłe chleby symbolizujące rok, gody, słońce i wiele innych świętości.

Z początkiem nowego cyklu słonecznego związany jest, obchodzony wciąż przez Małorusinów i Białorusinów, obrzęd Bohatego lub też inaczej Szczodrego Wieczoru. Gospodynie pieką na tę okazję placki i pierogi, gotują mięsiwo, chłopcy i dziewczęta chodzą też wtedy powtórnie z kolędą. Ze Szczodrym Wieczorem wiążą się wróżby. Dziewczęta rzucają siemię lniane na ogień, a gdy ono z trzaskiem pęka, chłopcy wypowiadają życzenia.

Jak pisze Z. Gloger [w Roku polskim, str. 103], lud wiejski od Odry do Dniestru miał jednakowy zwyczaj kolędowania z turoniem, niedźwiedziem, koniem, kozą, żurawiem i wilkiem.

W Krakowie ze wsi Piasek tuż przed postem wleczono słomianą kukłę zwaną Comberem. Comber był to kawał kloca (symbol Bodnyjaka), do którego zaprzęgano złapanego kawalera, a wieńcem z grochowin zdobiono mu głowę [pisze o tym Oskar Kolberg w tomie V dzieła Lud].

Jak podaje K. Moszyński [w KLS], najważniejszą konstelacją nieba północnego jest w wierzeniach ludowych Wielka Niedźwiedzica, zwana też Wielkim Wozem.

Według M. Składankowej [Mitologia Iranu, str. 201], w wierzeniach, także słowiańskich, Wielkiej Niedźwiedzicy przeciwstawiane są Plejady jako gwiazdy ptasie (zwane nieraz: Kwoka i Pisklęta, Kwoczki, Kruki). Do dziś na Syberii niedźwiedź jest zwierzęciem podziemnym. Szamanów niedźwiedzich zakopuje się głęboko pod ziemią i w podziemia trafia po śmierci ich dusza, przeciwnie niż szamanów ptasich, których dusza ulatuje do nieba i których zwłoki chowa się w konarach drzew.

Niedźwiedź jest symbolicznym zwierzęciem Wiłów – Władców Boru, bóstw korzennych, ciemnozielonego lasu – uznawanego przez badaczy symboli kultury i wierzeń za ekwiwalent zaświatów [patrz M. Derwich i M. Cetwiński Herby, legendy, dawne mity oraz J. G. Frazer Złota gałąź].

Plejad jest siedem i konkurują one wyraźnie z Wielką Niedźwiedzicą do miana symbolu Lata. W Aweście miano Plejad brzmi Perune, co jakże znacząco nawiązuje do pojęcia pioruna i słowiańskiego boga błyskawicy Peruna.

Święto Godów trwało według pewnych tradycji 12 dni, w czasie których z niecierpliwością i lękiem wypatrywano pierwszej gwiazdy na ciemnym niebie [patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu].

b O Godach dużo pisze wielu uczonych, między innymi Z. Gloger w Roku polskim i Encyklopedii staropolskiej, a także K. Moszyński w KLS t. III, str. 986-1009.

8 Przedstawiona wersja pochodzi wprost z tekstów dawnych kolęd związanych z Godami i Kupaliami-Kresem na ziemiach Polski, Pieśni te były żywe jeszcze z początkiem XX wieku. Południowopolska kolędka o Krasopani wydającej rozkaz zabicia złotorogiego tura i wieszającej w swoim zamku na obłamanych złotych rogach zwierzęcia futra sobole i rysie oraz szable, została zanotowana przez Floriana Dołęgę Chodakowskiegoa. Zygmunt Gloger przytacza także inne kolędy związane z wątkami Siódmej Bitwy, w których jest mowa o Złotej Jemiole.

a ESP t, III-IV, str. 56-58, w tekście ogólnym o tradycji kolędy (tu także o zakazie śpiewania kolęd wydanym przez synod gnieźnieński w 1602 roku), także w Rok polski.

9 Niektórzy nazywają Złotym Czasem okres, kiedy Nyja-Śmierć, zapędzona na Gruszę Spora, siedziała tam i nie mogła zejść (dzięki czemu ludzie w ogóle wtedy nie umierali). Było to jednak później, właściwie w okresie zwanym Brązowym, czyli za pierwszych królów zerywańskich panujących nad Kolibą.

Po Czasie Złotym, Srebrnym i Brązowym nastał czas Żelazny – w wyniku wojny ludzi przeciw bogom o Taje. Potem rozpoczął się Czas Kamienny. Według niektórych kątyn, zwłaszcza południowosławskich, czas ten trwa do dziś. Według kącin Zachodu mamy już Czas Ognisty (lub, jak mawiają inni, Gwiazdowy). W Księgach Tajemnych, zwłaszcza w Księdze Głębia powiedziano, że Człowiek przeżyje Dziewięć Czasów, a ten ostatni będzie Pusty. Kiedy nastanie Pusty Czas, wyruszy Nawa – Łódź Osta i skończy się obecny Świat.

a Księga Głębi, czyli Kniga Gołubia. Omówiono ją w przypisach do poprzednich taj.

12 Liczba 312 Przedstworzów wynika stąd, iż każdy ród Żywiołów ma po pięciu bogów, a każdy z nich miał po troje Przedstworzów, czyli 40 x 3 = 120. Z kolei rody Mogtów liczą po 4 bogów, a każdy miał po 4 pomocników, czyli 12 x 4 = 48 x 4=192. Razem daje to 312 Przedstworzów zrodzonych z pokawałkowanych Po14 tworów. Liczba ta tworzy czertę 6, czyli czertę życia. Po Ustokrotnieniu zrodziło się więc 31 200 Stworzów.

13 Nie jest prawdą, że jemioła jako święty krzew, a także obrzędy związane z jemiołą nie były znane dawnym Słowianom. Pogląd taki można często spotkać i jest bezkrytycznie rozgłaszany. Tymczasem w XIX wieku 15 zapisano w zapadłych, odizolowanych od świata wsiach Podola i Polesia archaiczne kolędy opowiadające fragmenty mitu o boskiej Jemiole, a także o ludziach i Złotej Gałęzi – Imieli. Jedną z nich jest kolęda o Złotej Jabłoneczce ze złotymi gałęziami na koronie, drugą kolęda o Złotej Rzęsie (Starzęśla to inna nazwa Jemioły) rosnącej na Jaworze, z którego dziewczyna ją zerwała i odlała z niej złoty kubek, by dać w nim pić Bożowi i jego pomocnicom Anielicom. Anielice zastępują tutaj, rzecz jasna, boginkia.

a Patrz ESP, Rok polski, D. Kolberg Lud i inne.

14 W czasie Święta Kresu w drugie przesilenie (górowanie letnie) – 24 czerwca palono koła wozu na pamiątkę owego rzutu kołem Łada i Roda, poszukiwano Kwiatu Paproci (Rudzi), jaśniejącego ogniem pośród nocy i skakano przez ogniska. Zaślubiano również ogień i wodę, rzucając zapalone wieńce w fale rzek.

Bitwa

O Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach według Apokryfu „Stworze i Zdusze, czyli Starosłowiańskie Boginki, Bogunowie i Demony”


Zamknięty krąg – czyli o wieczystości Wielkich Bitew i Dzikich Łowów oraz o ważnych zwierzętach niebiańskich

W Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach oprócz Stworzy, czyli Boginek i Bogunów, oraz Zduszów, czyli demonów, biorą udział także dosiadane przez nich niebiańskie zwierzęta. Nie są one przy tym jedynie wierzchowcami, lecz walczą z przeciwnikami nie mniej zajadle, niż dosiadający je wojownicy. Zwierzęta te powstały tak samo, jak zwierzęta ziemskie – w wyniku Trzeciego Działu i Wojny O Bułę, podczas Bitwy o Ziemię, Welę i Niebo. W tym samym czasie powstały także wszystkie rośliny, drzewa i skały tak ziemskie, jak i niebiańskie. Rodzicami większości roślin i zwierząt są Wiłowie. Rodzicami lądów i gór są Simowie, rodzicami mórz i rzek Wodowie, a wiatru i powietrza Strzybogowie. Wiłowie są przy tym rodzicami nie tylko roślinności lądowej i zwierząt osiadłych na lądzie, ale także flory i fauny wód, która zrodziła się z pierwotnego zalęgu, a potem zalana przez Wodów pozostała w ich królestwie.
Zwierzęta Niebiańskie dzielą się na Niebieskie i Welańskie. Od ziemskich różnią się wielkością, dzikością, powszechną skrzydlatością i tym, że są wieczne, tak samo jak Bogunowie i Boginki, choć ciało ich jest zniszczalne. Odradzają się w sposób nieskończony, a zniszczenie wraz z odrodzeniem tworzy Zamknięty Krąg Przemian. Jest dwanaście rodzajów zwierząt Niebieskich, to znaczy tych, które mają miejsce na sklepieniu Niebios, gdzie na codzień żyją, pasą się, odpoczywają i skąd czasami przybywają na Ziemię. Te zwierzęta to: Koń, Wilk, Dzik, Byk, Jeleń, Niedźwiedź, Kozioł, Wąż, Szczur, Ryba, Łoś i Wielki Orzeł, a wszystkie Skrzydlate. Zwierzęta Welańskie to chimery: Psiogłowce, Ćmy-Pazie, Szaszory-Dwugłowe Orły, Kury-Syreny, Połozy-Pierzaste Węże, Czarnoludy, Ały-Smoki, czy Jednorożce. Ich wyglądu nie będziemy tutaj szczegółowo opisywać. Każde z tych zwierząt dysponuje jakąś groźną bronią (kopytami, pazurami, rogami, kłami, dziobami), przy pomocy której rozrywa i niszczy zarówno Stworze i Zdusze, jak i inne zwierzęta będące jego przeciwnikami. Zależnie od tego, ile w jakimś zwierzęciu jest Jasnej, a ile Ciemnej Natury, walczy ono po stronie bądź Sił Jasnych, bądź Ciemnych. Stworze dosiadają najczęściej Jednorożców, Psiogłowców, Syren-Kurów oraz Skrzydlatych Zwierząt: Węży, Niedźwiedzi, Jeleni, Łosi, Byków, Wilków i Koni. Zdusze dosiadają zaś Szaszorów, Wielkich Orłów, Kozłów, Szczurów, Czarnoludów, Ciem-Pazi, Połozów, Ał-Smoków i Skrzydlatych Ryb, oraz Skrzydlatych Dzików.
Ciało zwierząt Niebiańskich, zwanych też Zwierzętami Bożymi, choćby było rozwłóczone, pokiereszowane i martwe, po jakimś czasie odtwarza się w postaci zbliżonej do pierwotnej. Nie jest to bowiem, jak u człowieka (a więc i Zdusza), śmiertelne ciało z nieśmiertelną duszą, lecz wieczne ciało-dusza. Ciałodusza Zwierzęcia Bożego nie jest tak doskonała, jak ciałodusza Stworza. Boginka czy Bogun mogą przybrać na jakiś czas dowolną formę, na przykład postać ptaka, kształt ludzki, pozór skały lub przedmiotu, by w dowolnej chwili wrócić do swego prawdziwego obrazu Stworza. Zwierzęta Niebiańskie, tak jak Niebiańskie Rośliny i Niebiańskie Drzewa, pozostają zawsze tym samym: zwierzętami, drzewami i roślinami. W dodatku poranione zwierzęta Niebiańskie czasami nie odtwarzają się dokładnie, lecz z pewnymi drobnymi ułomnościami. Stąd można spotkać między nimi niektóre z ułamanym kłem czy rogiem, z jednym okiem lub tylko trzema kończynami.
Wielka Bitwa przedstawia sobą straszny widok. Dosiadane przez demony Szaszory, Skrzydlate Dziki czy Kozły rozrywają na strzępy zastępy Rusałek, Latawców, Nocnic i Kąpielników. Jednocześnie Boginki i Bogunowie na swoich Skrzydlatych Wilkach, Jeleniach i Koniach zabijają bezlitośnie Upiory, Strzygi, Wilkołaki, Dybuki czy Wiedźmy. Także zwierzęta ranią się i zabijają wzajemnie, kąsają Boginki i demony, ze wszystkich gardeł dobywa się okrutny wrzask bitewny, padają gromy, unoszą się obłoki pary, śmigają pioruny i niebo rozdzierają błyskawice. Strugi wody walczą z potokami ognia, światło zmaga się z ciemnością, czarne chmury i mgła zasnuwają pole walki niczym dym. Co chwilę z nieba spadają pokiereszowane członki i strzępy ciał, broń Niebian, leje się obficie czerwona i niebieska krew. Jednorożce rozcinają brzuchy Skrzydlatym Kozłom, Syreny-Kury rozszarpują Smoki-Ały, Skrzydlate Węże połykają i duszą Połozy w swych potężnych splotach. Ziemia drży, kiedy Dwugłowe Orły i Psiogłowce zagryzają się wzajemnie a grad strzał piorunowych wyrzucanych przez olbrzymów Wołotów zasypuje szeregi Jątrów, Wąpierzy i Lepirów. Z mgieł dobywają się Widma, z wód unoszą się Topce i Toplice, wicher duje, albo niespodzianie staje w miejscu i znów zrywa się do biegu wraz z zastępami Stworzy i Zduszów. Cały świat przykrywa ciemność, a mglista zawiesina wodna sprawia, że powietrze robi się nieprzejrzyste, jakby zapadła noc. Po jakimś czasie wszystko się uspokaja i Bitwa dobiega końca. Podobnie ma się rzecz z Dzikimi Łowami.
Zdusze zabite w Bitwie trafiają do Założy Zaświatów, czyli Nawi Labiryntu Bezdroży na Weli,i tam czekają na okazję nowego wcielenia się w trupa czy noworodka, lub możliwość wejścia w jakieś ciało, które stanie się dwuduszne.
Z tych właśnie powodów istnieje w świecie wieczna równowaga: wciąż jest tyle samo Stworzy, co Zduszy, i nie ubywa Bożych Zwierząt. Wydarzenia te tworzą zamknięty krąg, zwany nieraz Wielkim Kręgiem, gdyż Bitwy i Łowy odbywają się w czasie dorocznych przesileń oraz górowań. Wielka Bitwa ma miejsce dwa razy: w przesilenie wiosenne, to jest między 20 a 26 marca, oraz w przesilenie jesienne, między 20 a 26 września. Dzikie Łowy odbywają się dwukrotnie, w czasie górowania Jasności bądź Ciemności, w tak zwane Potajne Doby, czyli między 20-26 czerwca oraz 20-26 grudnia.
Lud uważa, że właściwie każda większa burza, zawierucha, zamieć śnieżna, nawałnica połączona z piorunami, błyskawicami i z niezwykłymi zjawiskami atmosferycznymi jest bitwą, w której ścierają się Stworze ze Zduszami.
Tak więc Zamknięty Krąg powtarza się w nieskończoność, a cykl tych wydarzeń przebiega następująco:
Dwudziestego czwartego grudnia, w dniu Narodzin Jasności (światła), Światowit wypuszcza z Kłódzi pod postacią Bożej Krówki świeżo narodzone światło, Jasną Moc. Jest to Jasna Boża Krówka, którą symbolizuje czerwona biedronka, zwana zresztą przez lud bożą krówką. Wtedy właśnie rozpoczynają się Dzikie Łowy, w trakcie których Zdusze-demony usiłują złowić ową Jasną Bożą Krówkę. Bronią jej i osłaniają ją Stworze, które mylą tropy pogoni, ścierają się z zastępami wroga i atakują Siły Ciemności. Przez następne dni i tygodnie Boża Krówka rośnie i przepoczwarza się w Białego Orła. Jasna Moc pod postacią Białego Orła przewodzi zastępom Stworzy aż do wiosennego przesilenia, kiedy to staje się dojrzałym światłem Pełnym, symbolizowanym przez Białego Skrzydlatego Byka (Białą Skrzydlatą Krowę).
Owego Białego Skrzydlatego Byka dosiada któryś z Wielkich Bogów (Pęrun, Łado, Łada-Łagoda, Kupała albo Dziewanna) podczas Wielkiej Bitwy Wiosennej, kiedy to przez Stworze i Wielkobogów pokonany zostaje stary, zeszłoroczny Czarny Skrzydlaty Byk, dosiadany przez wodza Zduszów, czyli któregoś z Małych Bogów (Dzieldzieliję, Zmorę, Sowicę lub Smęta-Lelija).
Dwudziestego czwartego czerwca, w noc Narodzin Ciemności, wylatuje z Kłódzi Światowita świeżo narodzona Ciemna Boża Krówka, symbolizowana przez czarną biedronkę. Rozpoczynają się wtedy drugie Dzikie Łowy, tym razem rozpętane przez Siły Jasności, czyli Stworzy, w pogoni za Ciemną Mócą, Czarną Bożą Krówką. Obroniona przez Zdusze Ciemność rośnie i przepoczwarza się w Czarnego Orła, przewodzącego demonom aż do przesilenia jesiennego, kiedy to Ciemność osiąga pełną dojrzałość i przemienia się w Czarnego Skrzydlatego Byka. Wtedy dochodzi do drugiej Wielkiej Bitwy, Bitwy Jesiennej. W czasie tej Bitwy młody Czarny Skrzydlaty Byk jest dosiadany przez któregoś z Małych Bogów, dowodzących zastępami demonów (Groźnicę, Chorsińca, SądzęOsudę, Prawica, Włada). Stara Biała Skrzydlata Krowa, królująca od zeszłego roku, upada, zanika i przepoczwarza się w Czerwonego Orła. Czerwień jest symbolem zachodzącego słońca i barwą krwi. W czasie tej przegranej przez Siły Jasności Bitwy przewodzi im któryś z Wielkich Bogów (Perperuna, Swara, Swarog, Rod lub Rodżana).
Czerwony Orzeł maleje, kurczy się do rozmiarów Bożej Krówki i znika w przeddzień ponownych narodzin jasnej Mocy, w dniu 24 grudnia kolejnego roku.
Czarny Skrzydlaty Byk króluje aż do następnego przesilenia, czyli kolejnej Wielkiej Bitwy Wiosennej, kiedy to Siły Ciemności ulegają w walce tryumfującym Jasnym Mocom. Pokonany przez Białego Byka (Krowę) Czamy Byk upada, przechodząc w stadium Czerwonego Orła, a później Czarnej Bożej Krówki, ginącej w przeddzień ponownych narodzin Ciemności, 24 czerwca.
W ten właśnie sposób powtarza się nieustannie cykl narodzin i śmierci wielkich sił we Wszechświecie, Jasnej i Ciemnej i nieustannie powtarza się odwieczna walka tych sił, symbolicznie ujęta jako Wielkie Bitwy i Dzikie Łowy.
Biały Byk (Krowa) jest uosobieniem prabogini Białobogi, związanej z Pierwszym Działem dokonanym przez Boga Bogów. Czarna Boża Krówka, wyrastająca na Czarnego Skrzydlatego Byka jest wcieleniem Czarnogłowa, praboga Pierwszego Działu.
Powszechna cześć, jaką się od niepamiętnych czasów darzy wśród Słowian bożą krówkę, krowę, byka i orła bierze się nie tylko z faktu, że są to symbole siły, uporu, karmicielstwa, mocy, światła, ale i stąd, że dawno temu stanowiły one wcielenia najważniejszych sił Natury (Jasności i Ciemności) i każdego roku odgrywały misterium walki tych sił między sobą. Wszelkie obrzędy połączone z przebieraniem się za zwierzęta i wojowników, z obnoszeniem turoni, kozłów, wilków, z oprowadzaniem po wsiach niedźwiedzi (jak to jeszcze sto lat temu bywało) są także odgłosem owej pradawnej starosłowiańskiej tradycji.