białczyński

Galeria – Klasyczne ilustracje słowiańskie

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Grudzień 2010

Z inicjatywy Dobrosława Wierzbowskiego uruchamiamy – świątecznie i noworocznie – Coś specjalnego!!!

Wyłącznie dla miłośników naprawdę wysublimowanych wrażeń estetycznych i kolekcjonerów motywów słowiańskich;

Galeria ta będzie przedstawiać wyłącznie ilustracje – to znaczy prace plastyczne powstałe z myślą o zilustrowaniu tekstu: baśni, bajki, podania ludowego, mitu, pieśni, wierszy czy innych literackich utworów o tematyce słowiańskiej.

Stanisław Jakubowski – Król Kruk i królewna Rybka

Mam pewien problem z  definicją klasyki, bo czy należy tutaj zastosować kryterium wieku wydania dzieła, czy czasu publikacji ilustracji. Co uważać za klasykę w tej dziedzinie?!

Stanisław Jakubowski – Żalnik

Ostatnio „dorwałem się”, że tak powiem brzydko – do rarytasu, prawdziwej perełki, białego kruka – „Bogi słowiańskie” Stanisława Jakubowskiego z 1933 roku (poniżej jedna reprodukcja) – czy uznać to za klasykę?

Stanisław Jakubowski – Stary dwór

Istnieje także inny problem. Wiele ilustracji (jak choćby te z powyżej przytoczonej książki) są znane i znalazły się w dziale „…Wizja słowiańskiej Baji”, albo w dziale Strażnicy Wiary

Uwaga nie będziemy tutaj publikować obrazów, samodzielnych wydawnictw graficznych – które nie ilustrują tekstu, ani samodzielnych kart pocztowych.

Stanisław Jakubowski – Wodospad

Zapraszamy wszystkich do nadsyłania prac, które uważacie za klasykę. Ta galeria będzie się różnić od innych przede wszystkim tym, że będziemy tutaj zamieszczać bardziej szczegółowe opisy prac i informacje o wydaniach z jakich pochodzą, a także kiedy powstały.

Stanisław Jakubowski – Bogowie Słowian, karta tytułowa (1933, Kraków)

 

Stanisław Jakubowski Bogowie Słowian, Światowit strona polsko-angielska (1933, Kraków)

Stanisław JakubowskiBogowie Słowian, Światowit strona francuska (1933, Kraków)

Informacje wzbogacimy o ciekawostki, jeśli takowe wynajdziemy.

Poczet bogów – klasyczna ilustracja rosyjska

Zapraszamy także do pilnego śledzenia tej galerii, bo jest ona – tak jak wszystkie artykuły i galerie na tym blogu – w nieustannej rozbudowie i ewolucji. Wszędzie, na wszystkich stronach Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, przybywają nowe teksty, modyfikacje graficzne, nowe zdjęcia,  NOWE OBRAZY, MAPY I DODATKOWE WIADOMOŚCI.

Wszystkie artykuły są nieustannie rozwijane, więc za każdym razem znajdziecie w nich coś nowego.

 

Witold Chomicz (ur. 1 listopada 1910 w Kijowie, zm. 15 marca 1984 w Krakowie) – malarz, grafik, od 1934 wykładowca w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych, a od 1950 profesor w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Witold Chomicz –  Wawel (fragment Legendy Wawelu)

 


Witold Chomicz – Legenda Wawelu (całość, ze strony Artinfo)

Kształcił się w Krakowie, Warszawie i Pradze. Interesowała go przede wszystkim grafika użytkowa, głównie książkowa. Wykształcił wielu wybitnych iluminatorów.

Witold Chomicz – Noc kupalna.

Drzeworyt, 30 x 18 cm. Sygnowany na klocku l.d. „CH” oraz pod klockiem p.d. „Chomicz W”, l.d. tytuł i technika.

 

Witold Chomicz – Wjazd króla na Wawel

 

Malował również obrazy olejne, tworzył drzeworyty, plakaty i projekty witraży. Inspirował się sztuką ludową i krakowskim folklorem. Był członkiem jury konkursu szopek krakowskich.

 

Witold Chomicz – Lajkonik

 

Witold Chomicz – Emaus, pod klasztorem Norbertanek – Święto Wiosny (1938)

 

 

MICHAŁ BYLINA

Urodził sie 18 I 1904r. w Worsówce pod Malinem, na Ukrainie. Już w latach chłopiecych żywo interesował sie historia Polski, szczególnie zas historia wojska polskiego. Urodzony na obczyznie uczył się w rosyjskich szkołach, a wiec ojczyste dzieje poznawał z domowych opowiesci, czytajac ksiażki i ogladajac reprodukcje obrazów wielkich mistrzów pedzla: Jana Matejki, Juliusza i Wojciecha Kossaków.

 

Michał Bylina – Czarodziejska księga

Po pierwszej wojnie swiatowej, w 1921 roku, Michał Bylina przyjechał do Warszawy i podjął studia malarskie i graficzne w Szkole Sztuk Pieknych. Tu również pełnił służbe wojskowa w l Pułku Szwoleżerów. Jak przystało na malarza bataliste, żołnierska praktyke odbywał wiec w kawalerii. Historie wojska, dawnej broni, mundurów, poznawał studiujac zbiory Muzeum Wojska Polskiego. Po uzyskaniu dyplomu Szkoły Sztuk Pieknych zaczał tworzyc pierwsze wielkie kompozycje historyczne, a równoczesnie rozpoczał współprace z Instytutem Wydawniczym _Nasza Ksiegarnia” oraz z redakcjami „Płomyczka” i „Płomyka”, wykonujac ilustracje do ksiażek i czasopism dla dzieci.Podczas II wojny swiatowej porucznik Michał Bylina brał czynny udział w walkach. W boju pod Chorzelami (niedaleko Mławy) został ranny, a uniknawszy niewoli, przystapił do Zwiazku Walki Zbrojnej.

 

Michał Bylina – Bolesław Chrobry

Przez cała wojne pełnił konspiracyjna służbe w Armii Krajowej. Brał także udział w Powstaniu Warszawskim, odnoszac cie.kie rany podczas walk na Mokotowie. Zaraz po wojnie, w zburzonej Warszawie, ponownie rozpoczał prace w organizujacym sie na nowo Instytucie Wydawniczym „Nasza Ksiegarnia”. Podjał sie także prowadzenia wykładów jako profesor Akademii Sztuk Pieknych. Po 1950 roku rozpoczał sie najważniejszy okres twórczosci malarskiej Michała Byliny. W jego pracowni powstawały coraz to nowe obrazy, ukazujace tysiacletnia tradycje oreża polskiego – od czasów pierwszych Piastów aż po II wojne swiatowa.

Michał Bylina – Baśń rosyjska

Powstawały wielkie kompozycje malarskie, a także ilustracje do legend i basni oraz cykl ilustracji historycznych. Wiele z nich trafiło do ksiażek i czasopism dzieciecych, do szkolnych podreczników, pomagajac uczniom młodszych klas w poznawaniu ojczystych dziejów. Dzieła malarskie Michała Byliny zdobia dzis sale Muzeum Wojska Polskiego, Muzeum Narodowego oraz Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego w Warszawie.

 

 

Michał Bylina – Bolesławowa drużyna

Michał Bylina – i jako artysta, i jako żołnierz – dobrze zasłużył sie ojczyznie. Wzbogacaniu wiedzy o historii Polski poswiecił cały swój talent i wiele lat pracy. A gdy podczas wojny trzeba było stanac w obronie ojczyzny, znalazł sie w pierwszym szeregu walczacych jak ci dawni obroncy Rzeczypospolitej,których pamiec utrwalał na swoich obrazach.

Michał Bylina -Ilustracja do baśni

 

WYBRANE DZIEŁA MICHAŁA BYLINY

– 1952 – Komuna Paryska (olej, 142 X 205 cm) w zb. MWP.

– 1953 – Lenino (olej, 141 X 210 cm), w zb. w ZSRR; replika w zb. MWP.

– 1954 – Czerwony Pułk Warszawy (olej, 141 X 210 cm), w zb. MWP.

– 1956 – 2.Y.1945 w Berlinie (olej, 140 X 200cm), w zb. w ZSRR.

– 1956/59 – Prace z cyklu ilustracji do dziejów Polski (mal. tempera w form. 14 X 16 lub 23 X 16 cm).

– 1959 – Wrzesien (olej, 140 X 200 cm), w zb. MWP.

– 1961 – Legnica (tempera, 47 X 63 cm), w zb. MWP.

– 1962 – Bitwa pod Sans Souci (tempera, 140 X 200 cm) w zb. Muz. PPR.

– 1963 – Nysa (tempera, 140 X 200 cm), w zb.MWP.

– 1965 – Kołobrzeg (olej, 100 X 128 cm), w zb. MWP.

– 1965 – Białystok 1905 r. (tempera, 140 X 200cm), w zb. Muz. PPR.

– 1966 – Mieszka na cedynskich wzgórzach (olej,54 X 65 cm), w zb. MWP.

– 1968 – Cedynia (olej, 54 X 65 cm), w zb. MWP.

– 1968 – Odra (olej, 140 X 200 cm), w zb. MWP.

– 1972 – Bitwa nad Bzura – Wólka Weglowa(olej, 90 X 120 cm), w zb. MWP.

– 1973 – Goniec do lesnych (olej, 138 X 172cm), w zb. MWP.

– 1974 – Gdansk (olej, 138 X 172 cm), w zb. MWP.

– 1976 – Kosciuszko -pod Saratoga (olej, 90 X 120 cm), w zb. MWP.

– 1977 – Portret Jaroslawa Dabrowskiego (olej,120 X 90 cm), w zb. MWP.

Sztaluga i paleta Michała Byliny (oryginały)Bolesławowa dru.yna, olejLegiony, temperaMarszałek Edward

Rydz _ Smigły, olejBatory, tempera

 

 

Uczeń Władysława Skoczylasa i Tadeusza Pruszkowskiego, profesor ASP w Warszawie.

Michał Bylina – Stara Baśń

 

 


 

Nikołaj Koczergin

 

 

Nikołaj Koczergin – Światogor i Mikuła Sielianin

Nikołaj Koczergin – Alosza Popowicz i Żmij

Николай Михайлович Кочергин родился 9 мая 1897 года в селе Всесвятском. Это небольшое село находилось в нескольких верстах от Тверской заставы. Сегодня именно здесь расположена станция метро „Сокол”. После нескольких лет занятий в сельской школе Николай Кочергин был определен в городское училище в Замоскворечье, где учился без особого желания и предпочитал вместо уроков убегать в Третьяковскую галерею или Румянцевский музей. Любовь к искусству привела его в 1908 году в Строгановское художественно-промышленное училище.

Браться сеяли пшеницу
Да возили в град-столицу:
Знать, столица та была
Недалече от села.

Получив сначала общее образование, Кочергин успешно овладел и специальными предметами. Этому способствовали опытные преподаватели, работавшие в училище.

Умение свободно разбираться в эпохах и стилях, привычка просматривать альбомы, справочники, знакомясь с которыми художник постоянно пополнял свои знания, подтолкнули Кочергина к собиранию книг. За несколько десятилетий им была собрана богатая библиотека по изобразительному искусству, одна из наиболее значительных в частных коллекциях Ленинграда.

 

Кобылица молодая,
Задом, передом брыкая,
Понеслася по полям,
По горам и по лесам…

Продолжая занятия в училище, Николай Кочергин увлекся скульптурой из дерева, а через некоторое время был даже назначен помощником заведующего резчицкой деревянной мастерской. Летом 1918 года он вступил добровольцем в Красную Армию и вскоре был направлен в высшую школу военной маскировки (ВШВМ).

Царь смотрел и дивовался,
Гладил бороду, смеялся
И скусил пера конец.

Кочергин создавал советский плакат, внеся в него свой оригинальный вклад, такими произведениями агитационного искусства, как „Очередь за Врангелем”, „1 Мая”, „Дети-цветы коммуны”. К этому необходимо добавить его обширную деятельность для газет и журналов двадцатых-сороковых годов в карикатуре, в оформлении периодических изданий „Красная панорама”, „Огонек”, „Вокруг света” и „Мир приключений”.

 

Вот полночною порой
Свет разлился над горой,-
Будто полдни наступают,
Жар-птицы налетают…

Следует отметить не устаревшую и поныне замечательную работу художника, выполненную для ленинградского кукольного театра Евгения Деммени „Гулливер в стране лилипутов”.

 

Tryumf Iwana

Искусно и остроумно им вырезанные из дерева куклы, уже более полувека не сходят со сцены, радуя своей удивительной образностью.

 

Но девица не простая,
Дочь, вишь, месяцу родная,
Да, и солнышко – ей брат.

И серебряным веслом
В окияне правит том…

После нападения гитлеровской Германии на Советский Союз, основным делом Кочергина стала агитационо-плакатная тематика. В блокадном Ленинграде, как и тысячи ленинградцев, тяжело-больной Кочергин отдавал созданию агитационных произведений все свои силы. Он принимал участие и в создании „Окон ТАСС”. Весной 1942 года он был вывезен в тяжелом состоянии из города „дорогой жизни” по льду Ладожского озера. Кочергин с семьей эвакуировался в город Фрунзе. В конце сороковых годов художником был создан ряд монументальных полотен – „Новгород наш” (1946), „Ленинградцы” (1948), „Штурм Зимнего дворца” (1950).

 

Carewna Dziewica – Konik Garbusek Szirina był chyba o ile się nie mylę wydany po raz pierwszy w 1953 roku. Ta Carewna pochodzi najprawdopodobniej z owego I wydania.

Послевоенный период отмечен крупными успехами Кочергина в иллюстрировании детской книги. Художник начал выступать с рисунками в детских журналах. Приключенческие повести Г.Матвеева „Зеленые цепочки”, П.Капицы „В открытом море” и Э.Выгодской „Опасный беглец” были одними из первых произведений, проиллюстрированных художником для „Детгиза”. Во второй половине пятидесятых годов с рисунками Кочергина был издан „Всадник без головы” Майн Рида.

Вот въезжают на поляну
Прямо к морю-окияну;
Поперёк его лежит
Чудо-юдо рыба-кит

Эпос нашей страны – обширная область работы Кочергина в детской книге. Среди многочисленных произведений, проиллюстрированных им, следует назвать былины, сборник из героического эпоса народов СССР, сказки России, Карелии, Молдавии, далекой Тувы.

„Здравствуй, Месяц Месяцович!
Я – Иванушка Петрович,
Из далёких я сторон
И привёз тебе поклон.”

Несколько раз переиздавался в его оформлении „Конек-горбунок”. Кочергин добился своего, оригинального прочтения знаменитой сказки II.П.Ершова. Красочность русской старины привлекла его и определила характер иллюстраций, столь же ярких и праздничных.

Царь велел себя раздеть,
Два раза перекрестился, –
Бух в котёл – и там сварился!

Важным этапом в развитии творчества Кочергина стали рисунки к карело-финскому эпосу „Калевала”. Первый вариант иллюстраций был напечатан в 1953 году. Четыре года спустя, в 1957 году, „Калевала”, выпущенная „Детгизом”, пополнилась новыми графическими листами.

 

Оформление книги было улучшено художником. Но он не остановился на достигнутом. В издании 1967 года рисунки стали еще образнее. Чувствуется широта характеров героев, неиссякаемый оптимизм, могучии жизненная и душевная силы.

Русский и зарубежный фольклор, приключенческий жанр, произведения современной литературы – это лишь преобладающие стороны обширного творчества художника.

Рисунки к египетским, вьетнамским сказкам, к произведениям китайской классики XIV века, к фантастической повести М.Зуева-Ордынца „Сказание о граде Ново-Китеже”, к стихам С.Михалкова (отмеченным дипломом на Всесоюзном конкурсе 1967 года) – это всего часть произведений книжной графики Кочергина шестидесятых годов.

Сказка В.Жухровского „Волшебная тыква” с иллюстрациями 1970 года, удостоенна диплома Всероссийского конкурса искусства книги. Художник улучшил издание „Калевалы” 1973 года. Он сделал заставки цветными и более цельными.

 

Кочергину очень близка тема героических деяний, она нашла широкое развитие в его иллюстрациях. Рисунки к книгам „Русские богатыри” и „Русские конники” (издательство „Малыш”, 1971) знакомят юного читателя с подвигами русских воинов от сказочных былинных времен до периода Великой Отечественной войны.

Иллюстрации увлекают своей романтической взволнованностью и прославляют доблесть русских людей.

 

Важную военно-патриотическую тему развивают и рисунки художника к книгам „Богатыри” (1972) и „Денис Давыдов” (1973). В произведениях Кочергина получили особенно образное воплощение народные предания о славных витязях.

Лучшие из его иллюстраций к былинам „Святогор” и „Добрыня Никитич” принадлежат к наиболее впечатляющим страницам книжной графики на темы фольклора.

Эти творческие достижения еще раз убеждают, что Кочергин – один из самых опытных и значительных мастеров советской детской книги, завоевавший широкое признание.

Достижения Кочергина в иллюстрировании детской литературы и в эстампах на темы фольклора знаменовали высший этап развития его графики, связанный с общим подъемом советского искусства в середине шестидесятых и в семидесятые годы.

Количество произведений Кочергина очень велико. Художник работал в искусстве более полувека. До конца своих дней заслуженный художник РСФСР Николай Михайлович Кочергин плодотворно работал. Он скончался 10 мая 1974 года после короткой тяжелой болезни.


Н.М.Кочергин всегда говорил, что он стремился, чтобы его искусство было доступно самым широким слоям зрителей.

 

Ilustracja do Aleksandra Puszkina – Zielony Dąb na Łukomorzu

 

Iwan Bilibin

Ива́н Я́ковлевич Били́бин (4 (16) августа 1876(18760816) — 7 февраля 1942) — русский художник, книжный иллюстратор и театральный оформитель, участник объединения «Мир искусства».

Alkonost

Биография

Иван Билибин родился 4 (16) августа 1876 в селе Тарховка (близ Петербурга), в семье военного врача. Окончил юридический факультет Петербургского университета. В 1898 учился в мастерской художника А. Ашбе в Мюнхене, затем несколько лет занимался под руководством Ильи Репина в школе-мастерской Марии Тенишевой. Жил преимущественно в Санкт-Петербурге. После образования художественного объединения «Мир искусства» становится активным его членом.

В 1899 году Билибин случайно приезжает в деревню Егны Весьегонского уезда Тверской губернии. Здесь, он впервые создает иллюстрации, в ставшем впоследствии, «билибинским», стилем, к своей первой книге «Сказка о Иван-царевиче, Жар-птице и о Сером волке».

В 1902, 1903 и 1904 Билибин посещает Вологодскую, Олонецкую и Архангельскую губернии, куда его командирует этнографический отдел Музея Александра III деревянной архитектуры.

Iwan Bilibin – Bies

Художественный талант Билибина ярко проявился в его иллюстрациях к русским сказкам и былинам, а также в работах над театральными постановками. С 1899 по 1902 он создаёт серию из шести «Сказок», изданных Экспедицией заготовления государственных бумаг, затем то же издательство выпускает сказки Пушкина с иллюстрациями Билибина. В частности, появились «Сказка о Царе Салтане» (1907) и «Сказка о Золотом Петушке» (1910). В 1905 издана иллюстрированная Билибиным былина «Вольга», а в 1911 — сказки Рославлева в издательстве «Общественная Польза». К тому же «сказочному» стилю с древнерусскими орнаментальными мотивами относится постановка оформленной Билибиным оперы «Золотой Петушок» в 1909 в театре Зимина в Москве.

В духе французской мистерии представлено им «Чудо св. Теофила» (1907), воссоздающее средневековую религиозную драму; Испанией XVII века вдохновлены эскизы костюмов к драме Лопе де Вега «Овечий источник», к драме Кальдерона «Чистилище св. Патрика» — театральная постановка «Старинного Театра» в 1911 г. Шутливой карикатурой на ту же Испанию веет от водевиля Ф. Сологуба «Честь и Месть», поставленного Билибиным в 1909 г.

Sołowiej Rozbójnik (1940)

Заставки, концовки, обложки и другие работы Билибина встречаются в таких журналах начала XX века, как «Мир Искусства», «Золотое Руно», в изданиях «Шиповника» и «Московского Книгоиздательства».

Во время революции 1905 года художник создаёт революционные карикатуры.

В 1915 году он участвует в учреждении Общества возрождения художественной Руси, наряду со многими другими художниками своего времени.

После Октябрьской революции 1917 Билибин уезжает из России. С 1920 он сперва живёт в Каире, затем в Александрии, а в 1925 обосновывается в Париже. В это время он готовит блистательные декорации к постановкам русских опер, художника приглашают оформить балет Стравинского «Жар-птица» в Буэнос-Айресе и ряд опер в Брно и Праге.

С годами он примиряется с советской властью. В 1935—1936 он участвует в оформлении советского посольства в Париже, создаёт монументальное панно «Микула Селянинович».

После этого, в том же 1936 году, художник на теплоходе «Ладога» возвращается на родину и поселяется в Ленинграде. Билибин преподаёт во Всероссийской Академии художеств, продолжает работать как иллюстратор и художник театра.

Билибин умер в блокадном Ленинграде 7 февраля 1942 года в больнице при Всероссийской Академии художеств. Последней работой знаменитого художника стала подготовительная иллюстрация к былине «Дюк Степанович» в 1941 году. Похоронен в братской могиле профессоров Академии художеств возле Смоленского кладбища.

inny Alkonost Iwana Bilibina

Билибинский стиль

Для билибинского рисунка характерно графическое представление. Начиная работу над рисунком Билибин набрасывал эскиз будущей композиции. Чёрные орнаментальные линии четко ограничивают цвета, задают объём и перспективу в плоскости листа. Заполнение акварельными красками черно-белого графического рисунка только подчеркивают заданные линии. Для обрамления рисунков Билибин щедро использует орнамент.

Bitwa Dobryni Nikitycza ze Żmijem

Произведения

  • 1899 — «Сказка об Иване-царевиче, Жар-птице и о Сером волке»
  • 1899—1900, 1902 — «Василиса Прекрасная»
  • 1899 — «Царевна-Лягушка»
  • 1900 — «Перышко Финиста Ясна-Сокола»
  • 1900—1901 — «Марья Моревна»
  • 1901—1902 — «Сестрица Аленушка и братец Иванушка»
  • 1902 — «Белая уточка»
  • 1903 — былина «Вольга»
  • 1904—1905 — «Сказка о царе Салтане» А. С. Пушкина
  • 1906 — «Сказка о золотом петушке» А. С. Пушкина
  • 1908 — «Сказка о рыбаке и рыбке» А. С. Пушкина

Kikomora

  • 1909 — опера «Золотой петушок» Н. Римского-Корсакова
  • 1911 — «Сказка о трех царских дивах и об Ивашке, поповском сыне» А. С. Рославлева
  • 1919 — «Поди туда — не знаю куда, принеси то — не знаю что…»

Ilustracja do bajki Soł

 

Ilustracja do bajki Morozko

Ilustracja do bajki Carewna Liaguszka

Ilustracja do bajki Biała Kaczka

Ilustracja do bajki Baba Jaga

 

Ilustracja do bajki O Złotym Ptaku

 

Inni

Sołowiej Rozbójnik – anonimowy artysta ludowy – ilustracja z 1700 roku

Illia Muromiec i Sołowiej – podaje się że to XVIII wiek, ale u dołu widać datację 1876

 

 

Ilija Mutromiec Wiktora Wasniecowa z 1914 roku

 

 

I Trzej bohaterowie Wiktora Wasniecowa (z tego samego okresu)

Praktyki astrologiczne jako przedłużenie Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej wśród polskich królów i uczonych, a także o wojnach religijnych i etnicznych.


Czy istnieją związki między Wiarą Przyrodzoną Słowian a astrologią, spirytyzmem, teozofią, antropozofią, ekologią, wolnomularstwem, hinduizmem, buddyzmem i Wedą?


Dla kogoś wtajemniczonego jest to pytanie zbędne, bo odpowiedź oczywista.

Tak – były, są i zawsze będą.

Dla laika, kogoś początkującego w Wierze Przyrodzonej – odpowiedź może być trudniejsza i może mieć większe znaczenie.

Ale myślę, że mało kto z nas, dzisiejszych Pogan (rodzimowierców), postrzega cały ciąg kontynuacyjny dawnych wierzeń pogańskich w związku z  ASTROLOGIĄ.

Astrologia jest rozwinięciem praktyk wróżbiarskich i obserwacji nieba, które się ciągną od czasów Arkajamy (Arkaimu) i Stonehenge, a były i są nieodłączną częścią Wiary Przyrodzonej – czy zatem ten związek nie jest oczywisty i prosty?

Pierwsza, pisana po łacinie, wzmianka o Stonehenge pochodzi z około 1130 roku z dzieła Historia Anglorum, której autorem był Henry of Huntington: Opisując cztery cuda Brytanii, pisze:

… Drugi [cud] jest w Stonehenge, gdzie kamienie zadziwiających rozmiarów ustawione są na kształt wrót tak, iż drzwi wydają się nakładać na drzwi. I nikt nie może zgadnąć jakim sposobem tak wiele kamieni wzniesiono tak wysoko, ani dlaczego zostały tam zbudowane.”

Z biegiem stuleci ten układ kamiennych „drzwi” zniknął w dużym stopniu. Pozostało ich jednak na tyle wiele, żeby stać przed czy pod nimi w oniemieniu. W historycznie drugiej wzmiance o Stonehenge w roku 1136, kronikarz Geoffrey of Monmouth opowiada mit, według którego Stonehenge jest przeniesionym z Irlandii pomnikiem Tańca Gigantów.

Przez długie stulecia, kiedy wszelkie przejawy pogaństwa brutalnie tłumiono – ten jeden wątek, praktyki astrologiczne – był dopuszczony, był używany, był uważany za naukę. Rola astrologii w przechowaniu wierzeń Wiary Przyrodzonej od starożytności do współczesności jest niezaprzeczalna. Astrologii zawdzięczamy przeniesienie w XXI wiek całej głębi filozoficznej wypracowanej przez pokolenia żerców, magów i kapłów Wiary Przyrodzonej – w tym Wiary Przyrodzonej Słowian, Istów i Skołotów (Scytów).

Wykopaliska i techniki datowania wskazują, że około 4200 pne (pod koniec domniemanej wędrówki ludów neolitycznych z Bliskiego Wschodu) neolityczni ludzie pojawili się w Windmill Hill w okolicach Avebury (niedaleko od Stonehenge) i zbudowali wzniesione, obronne obozowisko. Zaludnienie było rzadkie. Wykopane przez archeologów topory zrobione były z kamienia występującego w Cornwall i Dorset.

 

Poniższy artykuł ma za zadanie jedynie przypomnieć długą historyczną listę POLSKICH krzewicieli – tego jedynego, dopuszczalnego oficjalnie przejawu pogaństwa, jaki tolerował Rzym,  przez 2000 lat swojej hegemonii religijnej w Europie – a ponad 1000 lat w naszych krajach słowiańskich. Tę hegemonię Kościół (zwłaszcza rzymski) stopniowo rozszerzał w tym czasie na resztę świata, tymi samymi metodami (zwłaszcza w Ameryce).

Peru – katakumby z czaszkami ofiar zarazy i Inkwizycji

Miejmy także świadomość, że wielu Astrologów w różnych epokach przepłaciło życiem i torturami zadanymi przez Inkwizycję wyznawanie tej tajemnej „nauki”, która jest bardziej jednak wiarą niż nauką, i to wiarą prastarą.

W Avebury, Woodhenge i Durrington Walls odkopano ślady koncentrycznych drewnianych budowli z okresu około 3000 pne. Kołowe kształty sugerują czcicieli Słońca i nieba. Około 2600 pne, w Avebury, neolityczni ludzie zbudowali ogromny (o średnicy 3 razy większej niż Stonehenge) krąg z około 600 głazów, kształtem przypominających romb albo kolumnę. Archeologowie łączą takie kształty kamieni z seksualnym symbolizmem kobiety i mężczyzny i możliwym kultem płodności. Tylko 76 z tych megalitycznych kamieni przetrwało do dzisiaj. Całość otoczona była rowem i wałem. Konstrukcja kamienna w Avebury jest o około 600 lat starsza niż kamienna, do dziś istniejąca, kamienna faza Stonehenge II.

Czy te niezliczone ofiary Kościoła, tę kościelną, chrześcijańską wendetę na Pogromcach Imperium Romajskiego mamy uważać za pogrobową zemstę rzymskich cesarzy?!

Nie wiem.

Jednak patrząc w przeszłość i oceniając tą samą miarą jaką oceniamy dzieje państw i narodów, działania władz religijnych chrześcijaństwa i islamu, trzeba uznać w wielu wypadkach za planowe LUDOBÓJSTWO.


Należy nazywać rzeczy po imieniu. Chrześcijanie (nie tylko Broń Boże katolicy, ale wszyscy bez wyjątku, łącznie z tymi protestantami i luteranami którzy zgotowali Żydom holocaust i tymi prawosławnymi, którzy dopuścili się „organizacji” Wielkiego Głodu na Ukrainie) i Wyznawcy Mahometa są winni nie mniejszego ludobójstwa niż zbrodnicze satrapie państwowe XX wieku.

Czy to nam czegoś nie przypomina?

Mamy XXI wiek. Z końcem XX wieku skończyła się w Europie krwawa katolicko-prawosławno-islamska wojna w Jugosławii. Tak naprawdę tych ludzi nic tam nie różni poza religią.Bośniacy mówią językiem serbo-chorwackim, a jak widać serbo-chorwacki to jeden język, tyle że Serbowie są prawosławni a Chorwaci są katolikami. Podobnie działo się w Białej Chorwacji którą przezwano w XV wieku Małopolską – Chorwaci katolicy (uważani za Polaków) rżnęli się z z Chorwatami prawosławnymi (uważanymi za Rusów) – co za absurdalna bzdura i powód do rzezi!!! Na dodatek to ludność czysto słowiańska z tej samej rodziny – haplogrupa R1a1a1!!!


Od pewnego młodego człowieka otrzymałem list w którym on pisze, że to bzdura – używa tego słowa – iż rzezie polsko-ukraińskie miały podłoże religijne, bo Polacy przywracali tam tylko porządek zburzony buntem antypaństwowym, a Rusini mieli powody ETNICZNE.

Odpowiedziałem mu tak ( i ten długi wywód z powodu jego wagi – tutaj przytoczę):

Po obu stronach Buga żyli kiedyś Chorwaci – tzw. Biali, po obu stronach Buga aż po Kraków była więc – jak by to powiedzieć ta sama Ruś, albo ta sama Sławia, która się nie różniła niczym, ani wiarą, ani językiem, ani tradycją. Zachodnią Chorwację-Chrobację Białą oderwał od wschodniej dopiero Bolesław Chrobry – za co otrzymał tenże zaszczytny przydomek królewski. Jeszcze na mapach z XIX wieku (co polecam w artykule o Nurusach czyli Chorwatach Białych na tym BLOGU) widnieje owa Chorwacja Biała, znana również dobrze legendom i kronikarzom wczesnośredniowiecznym na południu – w Małej – Czarnej Chorwacji nadśródziemnomorskiej (bo to nasi potomkowie, którzy tam osiedli po podboju Cesarstwa Rzymskiego Zachodniego i Wschodniego). O Chorwację Czerwoną między Rusią Kijowską a Polanami toczyły się długo święte boje (Grody Czerwieńskie). Zachodni Chorwaci zostali ochrzczeni z Rzymu, a Chorwaci związani z Kijowem przez Bizancjum – to stało się JEDYNĄ RÓŻNICĄ między nimi. Dotyczy to także innych podzielonych politycznym sporem polańsko-ruskim plemion: Wołotów (Wołynian), Bożan (Bużan) i innych. Język polski i ukraiński ich nie dzielił, bo te języki nie istniały, istniał jeden język i różne jego gwary – prawie tak jak dzisiaj – łatwo mi zrozumieć Ukraińca, Białorusina, Chorwata, Słoweńca, a trudniej Kaszuba czy Łużyczanina (też plemię Lechickie, tj. Lęgijskie – a Polska – Polechia – to nic innego jak sukcesor Lęgii-Lechii-Lugii). Podzieliła ich tylko i wyłącznie NOWA wiara. Polska podbiła Ruś Kijowską razem z Litwinami i nagle tym spod katolickiego herbu zaczęło się wydawać że są lepsi i mędrsi i że mają prawo brać Chorwatów z tamtej strony – prawosławnych, pod but. To praprzyczyna, tak podzielono Chorwację Białą – a tę zachodnią część zaczęto nazywać Małopolską (żadnej Małej Polski nad Górną i Środkową Wisłą nie było – była Wiślania i Haria-Wharat-Kharpatia czyli Harwacja Biała). Prowincja polska zwana Małopolską z grubsza pokrywa się z wcześniejszą Nurusją – pomiędzy Krakowem i Kijowem, czyli Białą Rusią albo inaczej Białą Harią, Białą Harpątią – Wielkim Haratem – Wharatem. Dla łatwiejszego zrozumienia: hara – to po czesku góra, Harahow – Góra Chowańców – Chowańce beskidzkie plemię – od nich też Często-Chowa, czy Jura Karopańsko-Chowańska – czyli Krakowsko-Częstochowska. A pąć – wąska, kręta ścieżka, górska dróżka – znamy słowo pątnik – wędrowiec, kręcący się po drogach, wąć – także wijąca się droga, tak jak wijka, wić – Khar-Pąt, Har-pat, Har-wat’ – inaczej w starożytności nazywani Karopanami – bo także waść, wać-Pan – jeździec, właścicicel konia, wojownik – Khar-wat (Góral, Czarny Pan, Czarny Wojownik, Har-Naś – Nasz Czarny, Kary Pan, czarni – bo mieli czarne wysokie czapy – jak harnasie, a które potem się spłaszczyły lecz są wciąż czarne u naszych Górali.).


Tak więc w rezultacie nieświadomi po latach swoich korzeni i prawdziwego pochodzenia Chorwaci Zachodni rżnęli Chorwatów Wschodnich, żeby ich przymusić do posłuszeństwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a Chorwaci Wschodni rżnęli Chorwatów Zachodnich żeby się oderwać od tego rżnięcia i żeby wreszcie mogli rządzić się sami, i żeby nikt ich nie rżnął i nie orzynał. A jak się rozpoznawało kto jest kto?! Ano – katolicy to ci zachodni a prawosławni – ci nasi swoi, wschodni. Gdyby się nie różnili od 900 n.e. religią nikt by nie wiedział kogo ma rżnąć i dlaczego i nikt by nie wiedział komu wolno rządzić kim, a komu nie wolno. Ta cała nienawiść nie miała by żadnego kryterium – wszyscy oni bowiem byli by jednej – własnej – Przyrodzonej Wiary. Tak podzielono najpierw Wielką Morawę – jednych chrzcząc, a z drugich robiąc rasę niższą, potem tak podzielono Lugię-Lęgię – Łużyce: Wieletów, Drzewian, Obodrzyców, Pomorzan postawiono przeciw Ślężanom, Wartanom, Polanom, Koszebom i innym – chrzczonym, tak też postąpiono z Chorwacją Białą czyli Nurusją – która była jedna od Dniepru do Górnej Wisły i po rzekę Nur, Neris, Nurczyk na północy. Wyśmiewani dzisiaj jako oszołomy i radykałowie Białorusini i Ukraińcy, którzy twierdzą że Ruś sięgała po Kraków i że Małopolska to Ruś – niestety mają rację – tyle tylko że Nurusja nie miała nic wspólnego z Moskwą ani Warszawą – jej dwie stolice to Kraków i Kijów.

Palenie wiedźm – Wiedźmy (wiedzące, wiodące, przekazicielki podań Wiary Przyrodzonej)

I tyle. A wracając do współczesności.

Wciąż trwa żydowsko-islamska wojna w Palestynie i chrześcijańsko-islamska terorystyczno-państwowa wojna na Bliskim Wschodzie w Europie i USA. To wojny religijne a nie etniczne. Różnice między Europejczykami a Irakijczykami, Irańczykami, Pakistańczykami i Afganami są żadne – większość z nich genetycznie jest nosicielami dwóch haplogrup: R1a1a1 (słowiano-scytyjskiej) i R1b1b1 (celtyckiej), a więc trudno o większą genetyczną bliskość – to wręcz jedna rodzina. Co ich różni – obyczaje i system społeczny wyrosłe z religii.  Żeby było śmieszniej obie te grupy wojenne wywodzą się z chrześcijaństwa – podobnie jak katolicy i prawosławni.

Biblioteka Aleksandryjska – rekonstrukcja

(Podczas inwazji Cezara na Egipt (48/47 p.n.e.) od okrętów egipskich zajął się ogniem Pałac Królewski, a następnie ogień przeniósł się na bibliotekę (Brucheion). Prawdopodobnie nie wszystkie zbiory spłonęły, bo Serapeion został nienaruszony, ale na pewno spora ich część. W 391 r. patriarcha Teofil wykonując rozkaz cesarza Teodozjusza o niszczeniu świątyń pogańskich spalił część Serapeionu (tam znajdowały się także księgi pogańskie). Ostatecznie księgozbiór zniszczono w 642 r. na rozkaz kalifa Omara, który polecił Arabom spalenie wszystkich ksiąg niewiernych.)

Przywódcy religijni i religijni fanatycy są też winni olbrzymich spustoszeń kulturalnych. Takich choćby, jak  spalenie Biblioteki Aleksandryjskiej, nie mówiąc już o zniszczeniu tradycji i kultury Inków i zdewastowaniu ich religii przyrodzonej, czy prawie że w pełni udanej próbie unicestwienia wszelkich śladów Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej. W imię religii posuwano się niewątpliwie do ludobójstwa i barbarzyństwa, do fałszerstw propagandy i indoktrynacji całych narodów i dziesiątkowania populacji. I trwa to dzisiaj – współcześnie.

Opowieści o podłożu etnicznym tych wojen włożyć należy głęboko między baśnie (piszę między baśnie, bo bajki, baje – to tylko obelżywe, dyskredytujące określenie stosowane przez klechów Kościoła na Baję – Mitologię Słowian, Baję – Materię Świata – tkaną przez Bogów na Weli).

Współczesna archeologia dzieli budowę Stonehenge na pięć lub sześć faz na przestrzeni ponad 1300 lat. To, co jest obecnie widoczne w Stonehenge, jest wynikiem głównie fazy IIIa i w niewielkim tylko stopniu następnych faz. Z drugiej strony, oczywiście, jest wynikiem późniejszego niszczącego działania czasu i ludzi.

Rzecz będzie jednak głównie o astrologii i królach polskich a nie o ludobójstwie, czy barbarzyństwie religijnym.

Pozwoliłem sobie wzbogacić poniższą suchą wyliczankę faktów i dat Z Historii Astrologii w Polsce – Rafała T.  Prinke, o komentarze, które są znaczące i dają świeży punkt widzenia. C.B.]

Zainteresowanych szczegółami na temat Stonehenge odsyłam na stronę: Zwoje (The Scrolls) [po polsku, bez przekładu: zrolki]


Oto przedruk ze strony Chiński Horoskop : http://www.chinskihoroskop.pl/astrologia/?aneks-1,32

Aneks 1 –

Zarys dziejów astrologii w Polsce

(uaktualniony skrót artykułu Krótki zarys dziejów astrologii w Polsce Rafała T. Prinke zamieszczonego w: Problemy astrologii. Stowarzyszenie Astrologów w Poznaniu, 1980).

Łado! Łado! Łado!
Ładzimy nowy gród.
Gród ładzimy
nad jeziorem Lednicą.

Orzeł będzie
grodowi królował.
Biały orzeł
będzie grodu strzegł!

Tekst i ilustracje z książeczki Ewy Szelburg-Zarembiny „Lech, Czech i Rus” – warto tego poszukać dla własnych dzieci (wyd. KAW 1980)


Polskiey Monarchii rzucił fundamenta LECHUS, z Kroacyi oriundus, który tameczney domowey woyny impatiens. Bratem Czechem i z liczną ludu wyszedł kwotą; Brata Czecha w kraju tym, który się od niegoż Czechami nazwał, zostawił, a sam aż tu, gdzie Polska teraz, zawitał Roku po Narodzeniu CHRYSTUSOWYM według Hageka 644, według Wapowskiego Roku 550, według innych 555. Wtenczas właśnie słońce było w Niebieskim znaku Byka, który od pogan jest Marsowi y Wenerze konsekrowany, z tey racyi Venus Wielkiey, a Mars Małey Polszczę są Panami – według rationum Astronomów Ks. Benedykt Chmielowski Nowe Ateny II, 289

Ilustrował Janusz Towpik

[Na sam początek mamy tutaj więc piękny fragment historii nowożytnej Polski, historii można rzec, którą z punktu widzenia współczesności (ad 2010 n.e.) można traktować jako naukę w miarę ścisłą. Ale czy Polacy nawykli przez 200 lat tak bardzo do swojej niewoli, i do swojej niewiedzy, a raczej do swojej „wiedzy” (w cudzysłowie – bo to wiedza ograniczona ramami dyktatu obcych) wsączanej przez Zaborców (czytaj Kolonialistów)

zechcą wreszcie

i  zażądają

aby zaczęto ich uczyć w szkołach ICH WŁASNEJ WIEDZY, czyli na przykład

PRAWDZIWEJ HISTORII (nie ruskiej, wiedeńskiej, berlińskiej, londyńskiej czy paryskiej)??? C.B.]

Lech

Najwcześniejsze wzmianki o astrologii w Polsce pochodzą z początku XV wieku. Można z nich wnioskować, że pierwsi astrologowie przybyli z Czech. Jeden z nich, będący równocześnie lekarzem był zatrudniony na dworze Kazimierza Wielkiego. Pierwsze wykłady astrologiczne na młodej Akademii Krakowskiej rozpoczęły się około roku 1423, kiedy to przybył do Krakowa profesor astrologii Henryk Czech (Bohemus), który wkrótce zdobył sobie sławę bardzo trafnymi przepowiedniami. Między innymi w 1427 r., z rozkazu królowej Zofii, żony Władysława Jagiełły, wróżył o losach jej trzech synów. Przepowiednie spełniły się, co do dwóch, trzeci zmarł jako dziecko.

Kazimierz Wielki

[Zwracam uwagę na uczestnictwo króla Kazimierza Wielkiego (budowniczego Kopca tzw. Esterki, który był faktycznie Kopcem Matki Ziemi w Krakowie, aż do zburzenia około roku 1955 przez komunistów) w oficjalnym umocowaniu astrologii w Polsce.

Wszak ASTROLOGIA jest bez wątpienia kontynuatorką niektórych – podkreślam – niektórych aspektów pogańskiej, Wiary Przyrodzonej. Tak więc pogańskie wierzenia w tej części, którą tolerował Rzym jeszcze dobrze nie umarły, jak już wróciły w Polsce – za sprawą systematycznego związku jej królów ze Starą Wiarą Przyrodzoną.


ASTROLOGIA była i jest jako „przepowiadaczka przyszłych zdarzeń i dziejów” a także jako „obserwatorka zdarzeń na niebie”, „mierzycielka czasu” i „wyznaczycielka kalendarza przyrodzonego” spadkobierczynią pogańskich świątyń słowiańskich i wcześniejszych świątyń słowiano-skołockich, sistańskich, zar-zduszańskich (zaratusztriańskich), szamańskich –  z całą wielo-tysiącletnią tradycją wiedzy tajemnej pogańskich kapłanów.

Gdyby nie nasza – wieszczów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata – wrodzona skromność  większość królów polskich i wielkich magnatów musielibyśmy zaliczyć już przez sam fakt restaurowania ASTROLOGII w Polsce do grona jeżeli nie Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian czy WIELKICH STRAŻNIKÓW ŚWIATOWIDA, to przynajmniej do grona Wielce Zasłużonych dla Obrony Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej. Trzeba jednak dodać, że wielu z nich – jak na przykład Kazimierz Wielki czy Władysław Jagiełło to byli wciąż wyznawcy tej wiary, a nawet czynni kapłowie. Tych nazywamy Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian bez wahania.

Myślę, że po przeczytaniu niniejszego tekstu, przyznacie nam słuszność drodzy czytelnicy, i to wszyscy, bez wyjątków.

C.B.]

Jan Długosz (trudno go jako kanonika uznać za Strażnika Wiary Przyrodzonej, chociaż w tamtych czasach kanonikom różne rzeczy w duszy grały. Za to na pewno jest Zasłużonym dla Ocalenia Wiary Rodzimej (Zowrem) – nawet jeżeli zrobił to niechcący.

Pierwszą katedrę astrologii (niezależną od powstałej już około roku 1405 katedry astronomii) ufundował w 1453 r. Jan Dombrówka, po którym zachował się rękopis astrologiczny. Był to jednak fundusz skromny i w 1459 r. został powiększony o fundację Marcina z Żórawicy koło Przemyśla, zwanego Królem (Rex) (około 1422 — do przed 1460). Po uzyskaniu magisterium w Krakowie w 1444 r., studiował on astrologię w Bolonii i Pradze, po czym od 1455 r. sprawował funkcję Profesora astrologii w Akademii Krakowskiej. Był też nadwornym lekarzem i astrologiem kardynała Zbigniewa Oleśnickiego i przyjacielem Jana Długosza, a także autorem najstarszego polskiego iudicium astrologicznego, na rok 1451.

[Mamy tutaj w tym pięknym towarzystwie tak  odsądzanego i nielubianego – zwłaszcza jako przekaziciela imion bogów Słowian – Jana Długosza. Cóż za piękny przypadek?! C.B.]

Marcin Król był twórcą tzw. „astrologicznej szkoły krakowskiej”, której sława szybko rozprzestrzeniła się po całej Słowiańszczyźnie, a także po Niemczech i Austrii. Do końca XV wieku była to jedyna wszechnica astrologiczna w Europie środkowej, kształcąca przyszłych profesorów astrologii uniwersytetów europejskich oraz wydająca znane we wszystkich krajach iudicia Practica Cracoviensis.

Uniwersytet Jagielloński Colegium Maius – pracownia

Spośród uczniów Marcina Króla największą sławę astrologiczną zyskało dwóch: Marcin Bylica z Olkusza (ok. 1434 – 1494), współpracownik wybitnego astronoma i astrologa niemieckiego Jana Regiomontana (Regiomontanusa), później nadworny astrolog króla węgierskiego Macieja Korwina, oraz Jan z Głogowa zwany Głogowczykiem (ok. 1445-1507), wykładowca astrologii na Akademii Krakowskiej, autor ogromnej liczby pism, z których dużą część stanowiły iudicia, czyli prognostyki roczne, redagowane przez niego od 1468 r. Szczególną sławę przyniosła Głogowczykowi przepowiednia, że zjawi się na świecie czarny zakonnik, który sprowadzi na Kościół Katolicki zamieszanie większe od herezji husyckiej. Po wystąpieniu Marcina Lutra, który był augustianinem, a więc nosił czarny habit, cała Europa podziwiała dokładność tej przepowiedni.

O obrotach ciał niebieskich – Mikołaj Kopernik otrzymał pierwszy egzemplarz tej księgi drukiem leżąc już niemal na marach. Gdyby nie wysiłek paru atrologów, zwłaszcza Jana Joachima Retyka, nie doczekałby się druku za życia, a może nigdy nikt z nas by tego nie doczekał – (przykład Bronisława Terntowskiego, którego Bożyca spoczywa w archiwach Czartoryskich już 200 lat i nie była drukowana jest pouczający).

[W tym miejscu znów się wtrącę. Jest to bowiem idealne miejsce żeby wskazać na cienką linię graniczną jaka dzieli naukę i naukowość od „naukawości”. Dzisiaj większość z Was ze śmiechem przyjęłaby restytucję katedry astrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale pamiętajmy, że w ramach tego uniwersytetu wykładana też była medycyna lecząca pijawkami, larwami much, zimnymi okładami, wsadzaniem do gorącego chlebowego pieca i była też religia, bo dzisiejsza Akademia Papieska to nic innego jak „kawałek”  rozerwanego przez Komunistów UJ. Ta religia wzbraniała przez długi czas Mikołajowi Kopernikowi druku jego traktatów, które lokować powinniśmy na pograniczu astrologii i astronomii. Te traktaty – jak przeczytacie poniżej – wydał on tylko dzięki swoim przyjaciołom ASTROLOGOM, a raczej dzięki zakamuflowanym zwolennikom Wiary Przyrodzonej, którzy wspierali wszystko co się z nią wiązało, w tym także wiedzę – prawdziwą, głęboką, niekiedy tajemną – tam gdzie nie mogła ona być jawna. Tak to „czarnoksięsko-pogańska” astrologia przecierała szlaki przed gnębioną przez Kościół myślą naukową, która bez wsparcia tej pseudonauki miałaby zapewne dłuższą drogę do pokonania.

Inkwizycja – Proces Galileusza

Może w XXI wieku dalej musielibyśmy wierzyć, że Ziemia jest płaska, nie byłoby lotów kosmicznych,  i nadal musielibyśmy przyznawać przed Wielkim Inkwizytorem ze skruchą , że świat zaczął się w roku, który bezbłędnie wskazuje Biblia?

Miejmy też świadomość jak zmieniają się kryteria naukowości. Czy dzisiejsza archeologia i kilka innych „humanistycznych” nauk nie opartych do końca na niepodważalnych naukowych twierdzeniach, nie będzie musiało kiedyś wypaść za burtę Uniwersytetu, tak jak astrologia?

I jeszcze jedno pytanie – przewrotne – czy jesteśmy wszyscy w 100% przekonani że astrologia i jej horoskopy (nie te gazetowe zabawy, ale poważne opracowania) są rzeczywiście zupełnym przeżytkiem???   Jednak trafiają z przepowiedniami, częściej niż by to wynikało ze statystyki. Wiele spraw na tym świecie zdarza się – poza statystycznymi teoriami i ich obliczeniami prawdopodobieństwa wydarzeń. – C.B.]

Kazimierz Jagiellończyk

Astrologia szybko weszła na dwory polskich monarchów i magnatów. Jak wspominano już, mieli swych astrologów Kazimierz Wielki i Władysław Jagiełło. Kazimierz Jagiellończyk zatrudnił w 1464 r. astrologa Piotra Gaszowca z Loźmierzy Polskiej (ok. 1430-147.4) i zabrał go ze sobą na wojnę pruską.

Pod koniec XV wieku sława i znaczenie „astrologicznej szkoły krakowskiej” zmniejszyły się znacznie. Przyczyną tego było powstanie katedr astrologii na uniwersytetach niemieckich i austriackich, których iudicia powoli wypierały krakowskie z rynku europejskiego. W tym właśnie czasie studiował na Akademii Krakowskiej jeden z najwybitniejszych jej absolwentów, Mikołaj Kopernik.

Wśród nauczycieli, których wykładów słuchał, było wielu znakomitych astrologów: Michał Falkner z Wrocławia (zm. 1534), autor pierwszych drukowanych w Polsce iudiciów na lata 1494 i 1495 (wcześniej drukowano ie w Niemczech lub rozpowszechniano w kopiach rękopiśmiennych), Bernard z Biskupiego (zm. 1531), Szymon z Sierpca (zm. 1512), Marcin Bylica z Olkusza (wykładał astronomię), Wawrzyniec Korwin lub Rabe z Neumarkt (Środa Śląska) (zm. 1527) (wykładał filozofię). Astrologii uczył Kopernika sam Jan z Głogowa, a także Wojciech Krypa z Szamotuł (zm. 1567).

„To wszystko niebo rządzi, a planety jego

Bo im moc ta nadana od Pana samego.

… wzdyć przed się planety moc mają,

gdyż owi praktykarze czasy powiadają,

O niemocach, o śmierci, o pewnych przygodach,

O kłopotach, o walkach i o prędkich szkodach.”

Mikołaj Rej

Jak powszechnie wiadomo, Kopernik nie zajmował się prognostykowaniem w takim stopniu jak współcześni mu astronomowie. Istnieją jednak przesłanki, że próbował swych umiejętności i w tej dziedzinie, choć jego główne zainteresowania szły w innym kierunku. Nie zachował się, co prawda żaden horoskop opracowany przez Kopernika, ale istnieją skreślone jego ręką dane do obliczeń astrologicznych, a także notatki i traktaty astrologiczne będące jego własnością (jeden z nich został przez Kopernika własnoręcznie przepisany).

W okresie panowania Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta astrologia stała się w Polsce bardzo popularna zarówno wśród magnaterii. jak i w niższych warstwach społeczeństwa. Zatrudnianie astrologów było szeroko praktykowane nawet wśród dostojników kościelnych. Mieli swych astrologów biskupi Piotr Tomicki i Samuel Maciejowski.

MACIEJ Z MIECHOWA

„TRACTATUS DE DUABIS SARMATIJS ASIANA ET EUROPIANA”

KRAKÓW 1517

„Autor zbija błędy rozsiane o Wschodzie Europy jeszcze przez Greków. Najprzód i najwięcej mówi o Tatarach, ich pochodzeniu, przybyciu i obyczajach, potem o dawnych mieszkańcach Sarmacyi, Połowcach, Gotach, Alanach, Wandalach i Swewach. W drugiej części podaje opis Rusi, Litwy i Żmudzi najwięcej pod względem etnograficznym. daje krótki opis w. ks. Moskiewskiego i ziem niedawno przez nie zawojowanych. Jest to zatem pierwsza geografia Polski bez baśni napisana. W tej książce po raz pierwszy spotykamy próby wytłumaczenia początków narodu polskiego” (Kopera).

„Miechowita przedstawił obraz terytoriów między Wisłą a Donem (Sarmacja europejska) oraz między Donem a południkiem Morza Kaspijskiego (Sarmacja azjatycka), będący obrazem i geograficznym, i etnograficznym. […] zawiera dane o ukształtowaniu powierzchni, rzekach, klimacie, florze i faunie oraz o różnych, zamieszkujących ziemie jednej i drugiej Sarmacji ludach i ich dziejach. W opisie swym Maciej z Miechowa poświęcił szczególna uwagę krajom państwa moskiewskiego […]. Miechowita w zdecydowany sposób wystąpił przeciw […] mylnym wiadomościom i opisom. Opis własny […] oparł w przeważnej mierze na informacjach i relacjach, jakie mógł uzyskać od podróżników, którzy zwiedzali tamtejsze kraje, a także od jeńców wojennych i zbiegów. W ten sposób ‚Tractatus de duabus Sarmatiis’ wzbogacił poważnie wiedzę w zakresie geografii regionalnej. Rzecz […] przejawiała zdecydowaną tendencję empirystyczną i przeciwstawiała się tradycyjnym, nie potwierdzonym przez obserwację przekazom […]. Dziełko Miechowity zyskało, i to bardzo szybko, wielki rozgłos w Europie. Dość długo toczyły się wokół niego polemiki, znajdowali się bowiem i obrońcy dawnych autorytetów. Ostatecznie książka Miechowity oraz tendencja, która znalazła w niej wyraz, wyszły z tych sporów zwycięsko”

Również król Zygmunt Stary żywo interesował się astrologią, zapisując w swym modlitewniku dokładne godziny urodzin kolejnych dzieci. Miał kilku nadwornych doradców astrologicznych, między innymi Jakuba Ferdynanda Balenzisa i Leonarda Pieczychowskiego. Z grona praktyków tego okresu największym uznaniem cieszyli się Jakub z Iłży, Mikołaj z Tuliszkowa, Mikołaj z Szadka — przyjaciel Mikołaja Kopernika, Józef Struś —słynny lekarz poznański i inni.

Ważnym momentem w dziejach polskiej astrologii stał się rok 1522, w którym Maciej z Miechowa (Miechowita) (1457-1523), historyk, lekarz, astrolog i ośmiokrotny rektor Akademii Krakowskiej, powiększył fundację katedry astrologii i jednocześnie sprecyzował zasady, na jakich miała działać przez następne dwa stulecia. Profesorem astrologii miał być wybierany co 15 lat najlepszy praktyk, który w czasie swej kadencji musiał co roku opracowywać iudicia i układać kalendarze. Program wykładów obejmował — poza Tetrabiblos Ptolemeusza, które było podstawowym podręcznikiem astrologii w całej Europie i świecie arabskim — szereg dzieł arabskich astrologów z Hiszpanii, które wywarły znaczny wpływ na dalszy rozwój astrologii krakowskiej.

Zodiak i miesiące z Tetrabiblos Ptolomeusza

Zygmunt August, wielki miłośnik nauk tajemnych, korzystał z rad profesora Akademii Krakowskiej Piotra Proboszczowicza, który ustalał termin koronacji Katarzyny Austriackiej, a także przepowiedział królowi śmierć w 72 roku, nie precyzując czy ma to być rok życia, czy rok kalendarzowy. Zygmunt August istotnie zmarł w 1572 roku w wieku 52 lat. Inny astrolog, Marcin Fox (Foxius), również profesor Akademii, przepowiedział królowi śmierć na rok 1552, kiedy to król omal nie został zabity podczas wizyty w Królewcu.

Zygmunt August (nie mylić z Poniatowskim, który był jego karykaturą w sensie … no w każdym sensie, dlaczego?)

[Ostatni król polski z rodu Jagiellonów, ukoronowany w 1530 r. jeszcze za życia ojca, Zygmunta Starego, rządy objął w Polsce po jego śmierci. Panowanie Zygmunta Augusta to dalszy ciąg rozkwitu Rzeczypospolitej szlacheckiej, okres zwany w literaturze „złotym wiekiem”. W polityce wewnętrznej król przestrzegał zasady tolerancji religijnej, co zapewniło Polsce spokój wewnętrzny. Wśród przenikających do kraju prądów ukształtowała się ideologia Braci Polskich (arian), najradykalniejszego odłamu w polskim protestantyzmie.
W związku z upadkiem niemieckiego państwa zakonnego w Inflantach doprowadził Zygmunt August do włączenia znacznej części Inflant do państwa polsko-litewskiego, co wywołało długotrwałą „wojnę północną” z Moskwą. Odwracało to uwagę narodu od żywotnych spraw obrony granic zachodnich i odzyskania Śląska. W związku z wojną północną Zygmunt August zainteresował się sprawami morskimi i był pierwszym władcą, który organizował polską flotę wojenną.
Jedną z trosk Zygmunta Augusta było utrwalenie związku państwowego między Polską i Litwą. Na sejmie w Lublinie zawarta została w 1569 r. unia, która zespoliła je w jedno państwo. Kończyło to w zasadzie budowę wielonarodowościowej Rzeczypospolitej, w której pełna władza znalazła się w rękach szlachty, a z czasem – w rękach magnackich.]

Jednym z najwybitniejszych astrologów epoki zygmuntowskiej był Kasper Gośki (zm. 1576), docent Akademii Krakowskiej, później lekarz i astrolog prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego, a po jego śmierci, burmistrz Poznania. Sławę europejską przyniosły mu prognostyki wydawane w latach 1551-1563 w Krakowie i Wrocławiu, szczególnie zaś opublikowana w 1571 r. przepowiednia zwycięstwa świata chrześcijańskiego nad Portą Otomańską. W uznaniu tego faktu rząd Rzeczypospolitej Weneckiej wydał następującą uchwałę: „Ponieważ Kasper Gośki, Polak, matematyk, sławny z dowcipu i męstwa, jakby duchem wieszczym natchniony, zwycięstwa nasze przewidział (…) przeto uchwalamy, by temuż Kasprowi Goskiemu, przyjętemu w poczet patrycjuszy weneckich, posąg pieszy z miedzi w gimnazjum naszym był wystawiony; nadto (…) przeznaczamy rocznie i do śmierci trzysta dukatów, aby ta nagroda i dla innych bodźcem do nauk matematycznych i sławy się stała”.

Znak Ryb z kalendarza astrologicznego z 1512 roku

Pierwsi królowie elekcyjni również nie stronili od astrologii. Szukał w niej oparcia i pomocy Henryk Walezy, o którym przepowiednie wydał w Krakowie w 1573 r. Jerzy Joachim Retyk, przyjaciel Kopernika i wydawca jego wiekopomnego dzieła.

Stefan Batory radził się astrologów w sprawie terminu przyjazdu do Polski i ślubu z Anną Jagiellonką, a w 1585 r. odbył szereg spotkań z wielkim magiem angielskim, nadwornym astrologiem królowej Elżbiety I, Johnem Dee.

Jednym z najpłodniejszych astrologów końca XVI wieku był Jan Latoś, profesor Akademii Krakowskiej i dziekan wydziału lekarskiego, który przepowiedział między innymi upadek państwa otomańskiego na. rok 1700, w czym niezbyt się pomylił, gdyż pokój zawarty przez Turcję z Ligą Świętą w Karłowicach w 1699 r. był praktycznie końcem potęgi Otomanów.

Począwszy od XVII wieku astrologia europejska, a z nią i polska, zaczęła chylić się ku upadkowi. Ostatnim wielkim astrologiem, zamykającym jej „złoty wiek” w Polsce, był Jan Brożek (Broscius) (1585–1652), wybitny matematyk, pedagog i jeden z największych umysłów swej epoki. W 1614 r. został wybrany do pełnienia funkcji profesora astrologii, którą sprawował do roku 1629, zgodnie z zarządzeniami Macieja z Miechowa. W 1639 r. zapisał Brożek Akademii Krakowskiej 3000 złotych, z czego 1000 przeznaczył na pomnożenie dochodu profesora astrologii, a także zmodyfikował program wykładów astrologicznych. Jako praktyk był Brożek doradcą astrologicznym Zygmunta III Wazy. Władysława IV i Jana Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego.

Jan III Sobieski miał również nadwornego astrologa i geometrę, Stanisława Solskiego, a na wyprawę wiedeńską zabrał ze sobą kalendarz astrologiczny Stanisława Słowakowica (1634-1702) na rok 1683, w którym notował bieżące wydarzenia.

Karta Imion z kalendarza astrologicznego fińskiego

Powolny upadek astrologii przejawiał się też w tym, że przestawały wychodzić teoretyczne traktaty na jej temat, a coraz popularniejsze stawały się kalendarze astrologiczne zawierające różne prognozy na następny rok, a także wiele porad i informacji z wszelkich dziedzin życia. Poza Krakowem wydawane były w XVII wieku w Zamościu, Gdańsku, Poznaniu, Częstochowie i Wilnie.

Czasy saskie to okres całkowitego upadku astrologii. Mimo powszechnie już wrogiego do niej stosunku sfer wykształconych, niektórzy władcy wciąż uciekali się do astrologów w trudnych momentach. Szczególnie August II Mocny lubił otaczać się różnymi „wtajemniczonymi”, alchemikami, różokrzyżowcami i astrologami. Jeden z nich, Jakub Henryk Flemming, zdobył sobie tą drogą stanowisko marszałka dworu i pierwszego ministra, a w końcu stał się faktycznym władcą Saksonii i Polski.

Astrologiczne kalendarze były najpoczytniejszym wydawnictwem w XVIII-wiecznej Polsce. Wychodziło ich corocznie około 20 w nakładzie ponad 20 tysięcy egzemplarzy. Największym potentatem w tej dziedzinie był Stanisław z Łazów Duńczewski (1701-1767); po uzyskaniu doktoratu z filozofii w Krakowie w 1724 r. rozpoczął wydawanie swego Kalendarza polskiego i ruskiego, który ukazywał się nieprzerwanie przez 50 lat. Na Akademii Zamojskiej był Duńczewski profesorem matematyki i fizyki, a ponadto piastował wiele innych godności.

Drugim co do ważności wydawcą kalendarzy była nadal Akademia Krakowska, na której aż do reformy kołłątajowskiej w 1780 r. była katedra astrologii. Wśród profesorów, którzy opracowywali kalendarze astrologiczne w tym okresie byli między innymi: Józef Alojzy Putanowicz, reformator wydziału filozoficznego i twórca kursu filozofii eklektycznej, Józef Tomasz Szabel, rektor Akademii. Andrzej Jan Kanty Trzciński, kierownik katedry fizyki, Sebastian Czochron, prawnik i jeden z najwybitniejszych przedstawicieli nauki oświeceniowej w Krakowie, Feliks Radwański, kierownik pierwszej katedry mechaniki i hydrauliki. Również Jan Śniadecki jako młody profesor matematyki opracował trzy roczniki Kalendarza polskiego i ruskiego (1776-1778).

Wychodzące od 1737 r. kalendarze polityczne, pozbawione części prognostykarsko-astrologicznej, stopniowo wypierały kalendarze astrologiczne, a tym samym likwidowały ostatni przejaw astrologii. Ostatnia bodaj próba jej obrony w Polsce przedrozbiorowej ukazała się w kalendarzu na rok 1772 wydanym przez autora ukrywającego się pod pseudonimem Astrofil Krakowski. Natomiast ostatni kalendarz z prognostykami wydany został w Wilnie w 1806 r. Wspomniany Astrofil Krakowski tak pisał o astrologii w roku 1771: „Toć prawda, że ta nauka różnymi czasy różnym przeciwnościom podpadała (…), nigdy jednak nauka astrologiczna tak wygnana wcale nie była, aby potem z honorem nie była powrócona”. Twierdzenie to okazało się słuszne nie tylko w odniesieniu do chwilowych wahań popularności astrologii, ale również do przedwcześnie ogłoszonego jej ostatecznego upadku.

Tybetański kalendarz astrologiczny – ręcznie malowany

[Oto mamy i pierwszy okres upadku całkowitego astrologii, który jakoś dziwnie wiąże się z utratą niepodległości przez Polskę. Czy jest to zbieg okoliczności, czy zabieg rozbiorców polegający na obrzydzeniu Polakom całej ich wielkiej tradycji – łącznie z tą królewską i sarmacką – polegający na obrzuceniu w ich pamięci i przekazie Wielkich Przodków, inwektywami  i odpowiedzialnością poprzez nadanie szlacheckich edyktów za upadek – który był upadkiem NIEUNIKNIONYM – bo demokracja między satrapiami musiała polec!!!

Zatem obciążano w tzw. Oświeceniu świadomie tych, którzy doprowadzili Polskę do Największej chwały w nowożytnej historii – zaledwie kilka chwil temu, gdy Polska ratowała Europę przed Turkami, zaledwie kilka mgnień temu gdy władztwo Jagiellonów sięgało trzech mórz: Bałtyku, Morza Czarnego i Adriatyku!!!

Czy to był przypadek, poczekajmy chwilę a historia przyniesie nam odpowiedź. C.B.]

 

Bitwa pod Kłuszynem otwierająca Polakom drogę do zdobycia Moskwy i zajęcia Kremla – 4 lipca 1610


Po XIX-wiecznej przerwie, w czasie której zajmowali się nią jedynie odosobnieni fanatycy (np. Juliusz Słowacki w liście do matki z 2 stycznia 1838 roku pisał, że obliczył horoskop nowo urodzonemu synowi Zdzisławy Zamojskiej), astrologia odżyła na nowo w Europie i Stanach Zjednoczonych dopiero w XX wieku.

Takich samotnie idących pod prąd – chętnie nazywa się dzisiaj Oszołomami – oto więc odosobniony fanatyk Juliusz Słowacki – Wielki Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian:

Juliusz Słowacki herbu Leliwa (ur. 4 września 1809 w Krzemieńcu, zm. 3 kwietnia 1849 w Paryżu na gruźlicę) – jeden z najwybitniejszych poetów polskich doby romantyzmu, dramaturg i epistolograf. Obok Mickiewicza i Krasińskiego określany jako jeden z Wieszczów Narodowych. Twórca filozofii genezyjskiej (pneumatycznej), epizodycznie związany także z mesjanizmem polskim. Był też mistykiem.

Jednymi z pierwszych praktyków nowego okresu astrologii w Polsce byli: Julian L. Haluza z Poznania, działający od 1904 r., Antoni Sękowski, praktykujący do I wojny światowej w Berlinie, a potem w Bydgoszczy, oraz Kazimierz Stabrowski (1869-1929), wybitny malarz, założyciel i dyrektor Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, założyciel Warszawskiego Towarzystwa Teozoficznego.

Jerzy Siemiginowski-Eleuter – Jan III Sobieski pod Wiedniem


[Przychodzi Niepodległa Polska i oto mamy ponowny rozkwit wszystkiego co tak nagle uwiędło na lat 150. Oto i mamy Towarzystwo Teozoficzne i Astrologów oraz Wolnomularstwo Polskie, wśród którego pod rozbiorami po Powstaniu Listopadowym, jedną z najwybitniejszych postaci był wielki polski filozof i niezaprzeczalny Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej Bronisław Trentowski. Czy to przypadkowy związek między polskim, towarzystwem teozoficznym , Wielką Lożą Masońską, astrologami czasopismami „Wyzwolenie” i Odrodzenie oraz ruchem na Śląsku Cieszyńskim w Nydku, w Polsce i na Morawach?! C.B.]

W niepodległej Polsce pierwsze wzmianki o astrologii ukazały się w czasopiśmie „Wyzwolenie” wydawanym w Nydku, od czerwca 1919 r., przez Polskie Towarzystwo Teozoficzne na Śląsku Cieszyńskim. W 1921 r. bracia Józef i Karol Chobotowie założyli miesięcznik „Odrodzenie”, który do końca lat dwudziestych był jedynym w Polsce pismem skupiającym miłośników i badaczy okultyzmu, wiedzy ezoterycznej, spirytyzmu, itd. (takie periodyki, jak „Przegląd Teozoficzny”, „Wiedza Filozoficzna” czy „Świat Niewidzialny” miały nieco inny charakter). Na łamach „Odrodzenia” debiutowało wielu znanych później astrologów, jak: Karol Chobot, Jan Starża-Dzierżbicki, Zygmunt Koehler, Władysław Brzechffa. W drugiej połowie lat dwudziestych każdy numer zawierał „Wskazówki astrologiczne”, a w marcu publikowany był horoskop dla Polski na następny rok. Dnia 9 sierpnia 1921 r. odbyło się w warszawskiej Księgarni Filozoficzno-Okultystycznej „Sędziwój-Wroński” zebranie czterech osób mające na celu zainicjowanie zorganizowanej pracy astrologicznej. Inicjatorem był Tohelles, były zesłaniec na Sybir. Niestety nie są znane dalsze działania tej grupy.

Numer 1 – z marca 1921 roku

[Dla wyjaśnienia pewnych związków:
„Teozofia to „boska mądrość” lub „mądrość bogów” (theos to po grecku Bóg, sophia to mądrość). Termin ten stosuje się często dla oznaczenia filozoficznej tradycji – czy raczej splotu tradycji wzajemnie powiązanych – której europejscy przedstawiciele to Pitagoras, Platon i Szymon Mag, Plotyn i Mistrz Eckhart, Mikołaj z Kuzy, Paracelsus i Giordano Bruno, Jakub Bohme i F. Schelling. Teozofia to również jeden z głównych nurtów myśli indyjskiej, bliskie są jej chiński taoizm i muzułmański sufizm. Wspólny dla wszystkich tych tradycji jest nacisk na doświadczenie mistyczne, odsłaniające przed człowiekiem głębszą rzeczywistość duchową; dalej ezoteryczny, dostępny tylko dla wtajemniczonych charakter doktryny; fascynacja zjawiskami okultystycznymi, niezwykłymi mocami uzyskiwanymi w miarę osiągania kolejnych stopni rozwoju duchowego; wreszcie ontologiczny monizm: duchowa rzeczywistość dostępna w doświadczeniu mistycznym okazuje się, koniec końców, rzeczywistością jedyną.
Nowego – i dziś podstawowego – znaczenia termin „teozofia” nabrał, gdy 17 listopada 1875 Helena Pietrowna Bławacka (1831-1891) i Colonel Henry Steele Olcott (1832-1907) założyli w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Ona, Rosjanka z pochodzenia, o hipnotyzującym spojrzeniu i kontrowersyjnej osobowości, podczas kilkuletniego pobytu w Tybecie nawiązała bezpośredni kontakt z przebywającymi tam Mistrzami.
Mistrzowie – jak  stwierdziła – zapoznawszy ją ze ściśle strzeżonymi doktrynami, nakazali jej udać się do Stanów Zjednoczonych i odszukać Olcotta, prawnika, dziennikarza i badacza parapsychicznych mocy.
Po założeniu organizacji – on został jej pierwszym prezydentem, ale ona odgrywała wiodącą rolę – wyruszyli w podróż, która skończyła się w Madrasie. Tam, na południowym brzegu rzeki Adyar, niedaleko od jej ujścia do Zatoki Bengalskiej, kupili w 1892 r. budynek, który stał się – i do dziś pozostaje – Siedzibą Główną Towarzystwa Teozoficznego. Stopniowo bogaci teozofowie – wielu z nich należało do wyższych sfer – wykupywali przyległe tereny i wznosili na nich własne domy (podczas nieobecności właścicieli budynki pozostawały do dyspozycji Towarzystwa, przechodziły na jego własność z chwilą ich śmierci). W pierwszych latach naszego stulecia posiadłość obejmowała już około 100 hektarów, na jej terenie rósł słynny, drugi co do wielkości w Indiach, figowiec.

Helena Bławacka

Cele Towarzystwa Teozoficznego określono następująco:
1. Utworzyć jądro Uniwersalnego Braterstwa Ludzkości bez podziału na rasy, wyznania, płeć, kasty czy kolor skóry.
2. Popierać studia w zakresie Porównawczej Religii, Filozofii i Nauki;
3. Badać niewyjaśnione prawa przyrody i drzemiące w człowieku moce…”
… Następczynią Bławackiej była Anna Besant. „
I jeszcze o związkach TEOZOFII Z ANTROPOZOFIĄ (to tendencyjna definicja z jakiejś katolickiej strony, ale nie bądźmy drobiazgowi  istotne jest co innego. Szczególnie rozśmieszające jest zdanie, które wyboldowałem na czerwono, bo będąc cząstkami Boga jesteśmy – chcemy czy nie – istotami o naturze boskiej – Chrześcijaństwo naprawdę jest nieźle pokręcone):

Rudolf Steiner

„Teozofia obejmuje różnorodne poglądy, chrześcijańskie i pozachrześcijańskie, które tworzą spójny i jednolity światopogląd. Teozofie łączy wiele z  alchemią, astrologią i okultyzmem, a także z buddyzmem, hinduizmem (Wedą i Rygwedą), spirytyzmem. Celem teozofii jest osiągnięcie za pomocą wiedzy ezoterycznej, wiedzy o głębszych i tajemnych związkach rzeczy, prawdy głębszej niż ta, do której dochodzi się dzięki wierze. Wiedza ta dotyczy przemiany człowieka, jego uduchowienia. Sprowadza się często do poznania siebie i uznania siebie za istotę o naturze Boskiej i Boskim przeznaczeniu. W zależności od stopnia obecności w niej elementów chrześcijańskich można mówić o teozofii chrześcijańskiej; Chrystus odgrywa rolę najwyższej mądrości. W 1875 r. powstało  Towarzystwo Teozoficzne. W 1902 r. sekretarzem generalnym Towarzystwa został Rudolf   Steiner, najbardziej wpływowy i najbardziej płodny pisarz teozoficzny. Na tle ogólnego rozpadu ruchu teozoficznego, którego powodem było uleganie różnym tendencjom religijnym, Steiner w 1913 r. założył gminę Antropozofia (antropozofia jako rodzaj wiedzy o człowieku), która zachowała wiele elementów teozofii. Wpływy teozoficzne i antropozoficzne zaznaczają się bardzo silnie w ideach Nowej Ery. …”
A oto już wypowiedź i punkt widzenia ze strony Loży Masońskiej:
Annie Besant
„…Charles Webster Leadbeater (1854-1934). Inna osoba: Annie Besant (1847-1933). To byli przywódcy Towarzystwa Teozoficznego, którzy zostali przyjęci do lóż Droit Humain i szybko stali się szefami całego Zakonu. Od nich datuje sie mariaż DH z teozofią. I z tego też powodu Rudolf Steiner zerwał z TT i założył własny ruch: Towarzystwo Antropozoficzne.  

Początkowo DH i idea założycielki, Marie Deraismes (1828-1894), nie miała nic wspólnego z wschodnim okultyzmem w wersji H.P. Bławatskiej, propagowanym przez TT. Ale sama Bławatska zainteresowana była masonerią – mam nawet jedno dziełko jej autorstwa „o pochodzeniu rytuału w Kościele i w masonerii” [!]. To zainteresowanie odziedziczyli jej następcy w przywództwie TT. W efekcie jest dzisiaj to, co jest: koedukacyjny, teozoficzny Zakon masoński, pracujący w 33 stopniowym RSDiU, ale całkowicie podporządkowanym wykładni teozoficznej.

Trzygłowa Bogini –  Białoboga z dokumentów Masonerii

Jak napisał przed kilkunastu laty przywódca polskiego DH w latach 1933-1938: Wyjaśniam, że Polskie Towarzystwo Teozoficzne oraz Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa Le Droit Humain były zupełnie odrębnymi organizacjami, a tylko niektórzy członkowie Towarzystwa wstąpili do wolnomularstwa. Natomiast Towarzystwo i Zakon „Le Droit Humain” opierają się na tej samej Mądrości Odwiecznej. (W. B o c h e ń s k i, Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa „Le Droit Humain”, „Ars Regia” 1994, nr 1, s. 82.) „Mądrość Odwieczna” , o której mówił Bocheński, to doktryna Heleny Pietrowny Bławatskiej (1831-1891) – założycielki i wieloletniej przywódczyni TT.

Inne masońskie przedstawienie trójgłowego bóstwa – tym razem męskie – Trzygłów-Czarnogłów

…Teozofowie nie tylko „zmiksowali się” z masonerią w wydaniu DH, przejmując przywództwo i kształtując jego profil, lecz także weszli do Kościołów neo-gnostyckich, przyjmując „sakry biskupie”…
…Annie Besant działaczka społeczna, feministka, inicjowana w loży „Le Droit Humain”, kierowniczka Towarzystwa Teozoficznego przyniosła światło masonerii mieszanej do Wielkiej Brytanii – w Londynie powstała loża „Human Duty” (Ludzki Obowiązek)…

Bronisław Trentowski, wielki filiozof Polski, czołowy teoretyk Wolnomularstwa, Wielki Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian, autor Bożycy

… Droit Humain nie miało na samym początku charakteru ezoteryczno-teozoficznego. Wprost przeciwnie – „duch”, jaki nadali rodzącemu się stowarzyszeniu jego założyciele George Martin i Maria Deresmais miał charakter racjonalistyczny i wolnomyślicielski. Dopiero na początku XX w., gdy teozofowie po nieudanych próbach nawiązania szerszej współpracy z masonerią w ramach obrządku Memphis, które nadało niegdyś stopnie adopcyjne Helenie Bławackiej (dyplom WWF), dowiedzieli się o mieszanej masonerii – postanowili nawiązać z nią bliższy kontakt. Trzeba nawet przyznać, że przyczynili się do jego rozwoju.  

Kiedy tworzono w Polsce federację, to – jak wspomina Bocheński – natrafiono na duże opory ze strony władz paryskich, bowiem we Francji rytuał ma materialistyczną interpretację, a w Anglii (podobnie jak w Holandii, Indiach i USA) opiera się na wiedzy ezoterycznej. W Polsce przedwojennej DH miało szeroką podstawę teozoficzną, ale byli tam również obecni materialiści i ateiści. Loża „Orła Białego” zajmowała się problematyką rytuału i historią okultyzmu…”. C.B.]

Numer 1 z 1924 roku

Przełomowy dla nowej astrologii polskiej był rok 1927, w którym ukazała się pierwsza większa pozycja książkowa zatytułowana Astrologia. Wtajemniczenie i porady dla każdego. Autorami jej byli Andrzej Pawłowski, który później już nie występował na arenie astrologicznej, i Alfred Ulkan, Niemiec pochodzący z Iławy i mieszkający w Toruniu, który był jednocześnie właścicielem wydawnictwa „Taurus”. Praca ta napisana na dosyć niskim poziomie, wyjaśniała podstawowe zasady budowy horoskopu i podawała szereg tradycyjnych porad astrologicznych.

W kwietniu tego samego roku pojawił się pierwszy numer dwumiesięcznika, „Wiadomości Astro-logiczno-Literackie”, wydawanego i redagowanego przez Karola Chobota. Pismo wychodziło jedynie przez rok. Pod koniec 1927 r. ukazał się Pierwszy polski kalendarz astrologiczny na rok W2B oparty na podstawach naukowych astrologii, opracowany przez Franciszka A. Prengla. Pierwszy rocznik był jeszcze skromny, lecz w następnych latach kalendarz szybko się powiększył i zyskał objętość ponad 100 stron, wychodząc później jako Polski kalendarz astrologiczny (Almanach wpływów kosmicznych). Było to niewątpliwie najlepsze wydawnictwo astrologiczne w okresie międzywojennym, utrzymane na wysokim poziomie i dorównujące kalendarzom zachodnim. Głównymi współpracownikami kalendarza, autorami zamieszczanych w nim artykułów, byli: prof.drjan Sas-Zubrzy-cki, dr Antoni Czubryński, Antoni Sękowski, Mieczysław Klecz, Julian L. Haluza, Konstanty Chmielewski, Karol Chobot, mgr Zygmunt Koehler, prof. Franciszek Stopa, prof. dr Stanisław Peliński, Zbigniew Prevoz, dr Józef Ryglewicz, Myrtha Noel i kilkanaście innych osób.

Wiadomości Astrologiczno-literackie numer z 1927 roku

Redaktor Polskiego kalendarza astrologicznego, Franciszek Augustyn Prengel, urodził się 26 czerwca 1899 r. w Chicago, a zmarł prawdopodobnie w obozie koncentracyjnym w Dachau. Był on niewątpliwie centralną i najwybitniejszą postacią w polskiej astrologii okresu dwudziestolecia. Skupił wokół siebie większość polskich astrologów, był autorem kilku książek oraz dużej ilości artykułów astrologicznych zamieszczanych w wielu czasopismach, a także był przedstawicielem Międzynarodowego Związku Astrologów na Polskę.

Franciszek Augustyn Prengel, syn Antoniego i Balbiny z d. Adrian, urodził się 26 czerwca 1899r. w Ameryce Południowej (F.M.O. BRJEM) [W Czy wiesz kto to jest Warszawa 1938r. jako miejsce urodzenia podano Chicago – uwaga red.]. Od 4 października 1906 roku mieszkał w Bydgoszczy przy ulicy T. Magdzińskiego nr. 2, a od listopada 1935 roku do 31 października 1939 roku przy ul. Melchiora Wierzbickiego nr.1 m.5.

W listopadzie 1939r. został aresztowany przez władze hitlerowskie i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zginął śmiercią męczeńską.

Franciszek Augustyn Prengel według danych z kartoteki mieszkańców Bydgoszczy z okresu międzywojennego, znajdującej się w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Bydgoszczy, występował jako nauczyciel prywatny, literat i astrolog. Był osobą samotną ? kawalerem.

Fr. A. Prengel należał do grupy najsławniejszych astrologów polskich okresu międzywojennego. Był współtwórcą Polskiego Towarzystwa Astrologicznego, które w 1937 zostało zarejestrowane w dziele towarzystw naukowych w Bydgoszczy.

Jeszcze jednym ważnym wydarzeniem końca 1927 r. było założenie pierwszej w Polsce organizacji astrologicznej. Polskiego Towarzystwa Astrologicznego w Warszawie. Oficjalnie zostało ono zarejestrowane 23 lutego 1928 r., a prezesem został Jan Starża-Dzierżbicki (1883-1939), artysta malarz i znany autor exlibrlsów, a także autor wielu artykułów astrologicznych. Dwa kolejne stowarzyszenia powstały w 1929 r. W maju tego roku (lub, według innego źródła, w maju 1930) założone zostało Towarzystwo Astrologiczne „Kosmos”, które w 1932 r. zmieniło nazwę na Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy. Prezesem został Franciszek A. Prengel, a w 1937 r. organizacja liczyła ok. 60 członków. Było to najbardziej aktywne stowarzyszenie astrologiczne w międzywojenne) Polsce, głównie dzięki inwencji i zdolnościom organizatorskim Franciszka Prengla.

Kurs astrologii urodzeniowej – książka z 1937 roku

W tym samym roku-Alfred Ulkan i Karol Chobot założyli Towarzystwo Astrologiczne Toruń (T.A.T.) w Toruniu i zaczęli wydawać jego oficjalny organ „Przegląd Astrologiczny”. Pismo wychodziło co miesiąc, a czasem co dwa i przestało się ukazywać w 1930 r.

Wśród współpracowników byli: Ernst Tiede (znany astrolog niemiecki), M. Anzenberger, M. Fandrejewski i inni. W latach trzydziestych astrologia często gościła na łamach popularnej prasy. Franciszek Prengel pisał między innymi w „Gazecie Bydgoskiej” i „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Jan Starża-Dzierżbicki również w IKC i „Wieczorze Warszawskim”. Powstało też wtedy wiele czasopism okultystycznych zamieszczających regularnie artykuły o tematyce astrologicznej. Najważniejsze z nich to „Hejnał” wydawany w Wiśle przez Jana K. Hadynę, a od 1934 r. przez Jana Pilcha, oraz „Wiedza Duchowa” (później „Lotos”) wydawany od 1934 r. przez Jana K. Hadynę w Krakowie. Kolejna organizacja astrologiczna powstała w Łodzi w 1934 r. Było to Polskie Towarzystwo Przyjaciół Astrologii i Astronomii, zorganizowane przez inż. Maksymiliana Dziergowskiego.

Lotos – miesięcznik wydawany przez Jana K. Hadynę w Krakowie od 1934 roku, numer 1 z 1935

Później jego prezesem został Łucjan Żak. . W 1935 r. Franciszek Prengel wraz z Zygmuntem Koehlerem, absolwentem matematyki Uniwersytetu Warszawskiego, zainicjowali wydawanie przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy miesięcznika „Niebo Gwiaździste”. Redaktorami pisma byli kolejno Zygmunt Koehler-(1935), Konstanty Chmielewski (1936-37) i Franciszek A. Prengel (1938-39). Poza stałymi współpracownikami Polskiego kalendarza astrologicznego autorami artykułów byli między innymi; prof. Wincenty Lutosławski, inż. Józef Maliński, dr med. Stanisław Breyer, dr fil. Oskar Wojnowski, Piotr Gawlikowski, Łucjan Żak, Zygmunt Stepnicki, M. Fandrejewski, J.W. Sadowski, Adam Odrowąż-Wróblewski.

Lotos strona potytułowa

Również w 1935 r. warszawscy zwolennicy astrologii założyli Instytut Badań Astro–Dynamicznych przy Towarzystwie Miłośników Wiedzy i Przyrody. Była to placówka badawcza, która między innymi rozpisała dwie ankiety astrologiczne. Jej dyrektorem był Mieczysław Wilbik.

Rok 1937 przyniósł wydanie Elementarnego kursu astrologii urodzeniowej w 15 lekcjach przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy. Został on opublikowany anonimowo, lecz później, w 1939 r., przyznał się do jego autorstwa Zygmunt Koehler, który też prowadził na łamach „Nieba Gwiaździstego” uzupełniające „Wykłady astrologii praktycznej”. Praca ta była pierwszym i jedynym ogólnym podręcznikiem astrologii wydanym drukiem w międzywojennej Polsce (Kurs astrologii nowoczesnej autora o pseudonimie Adamar (Adam Marcinkowski) był rozprowadzany jedynie w formie maszynopisu powielanego przez redakcję „Lotosu”).

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – motto ze Stanisława Wyspiańskiego

Kurs stał też na stosunkowo wysokim poziomie i nie ustępował podobnym publikacjom w krajach zachodnich w tym okresie. Nie brakło też w Polsce możliwości nauczenia się astrologii. Już w 1929 r. A. Marcinkowski z Warszawy reklamował korespondencyjny kurs astrologii, a w 1938 r. bydgoskie Towarzystwo powołało do życia Wolną Wszechnicę Astrologiczną i ogłosiło zapisy na trzymiesięczny kurs. Podobny kurs, prowadzony przez Zygmunta Koehlera, został zainaugurowany w Warszawie na początku 1939 r. referatem „Gwiazdy a życie ludzkie” Roberta M. Waltera (zm. 1981), znanego w stolicy z wielu odczytów i artykułów astrologicznych i okultystycznych. Krótko przed wojną powstały jeszcze dwie organizacje astrologiczne. W styczniu 1939 r. Adam Odrowąż-Wróblewski i Zygmunt Koehler rozpoczęli organizowanie Polskiego Towarzystwa Astrologii Naukowej w Warszawie. Na zebraniu organizacyjnym 19 lutego 1939 r. swój akces do Towarzystwa zgłosiło ok. 150 osób. Zebranie organizacyjne Polskiego Towarzystwa Astrologii Naukowej w Poznaniu miało miejsce 14 kwietnia 1939 r„ a na zebraniu konstytucyjnym 17 maja dokonano wyborów zarządu, w wyniku których prezesem został inż. Józef Maliński. Wybuch II wojny światowej położył kres polskiej astrologii, która dopiero w latach trzydziestych osiągnęła stosunkowo wysoki poziom i dynamicznie się rozwijała. Nie zdążyło się ukazać wiele zapowiadanych w 1939 r. publikacji, a także nie zaczął wychodzić planowany przez Franciszka A. Prengla miesięcznik „Astrologia”. Polscy astrologowie okresu międzywojennego mieli na swym koncie wiele trafnych przepowiedni.

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – roczniki dostępne w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej pod linkiem:

LOTOS 1935- 1939

Tak na przykład Jan Starża-Dzierżbicki już w 1935 r., na łamach tygodnika „Świat” przewidział na rok 1938 przyłączenie Austrii do Trzeciej Rzeszy. Franciszek A. Prengel, piszący prognozy polityczne w Polskim kalendarzu astrologicznym, przepowiedział bardzo wiele wydarzeń, łącznie ze śmiercią Józefa Piłsudskiego.

W okresie powojennym ruch astrologiczny w Polsce odradzał się bardzo wolno. Astrologowie, którym udało się przetrwać okupację, nadal zajmowali się swoją pasją, ale w sposób niezorganizowany i praktycznie nic nie publikując. W Warszawie osiedli Zygmunt Koehler, Robert M. Walter i J.W. Sadowski. Leszek Szuman, zamieszkały w Szczecinie, prowadził żywą działalność pisząc artykuły i obszerne prace astrologiczne (niektóre dotychczas nie wydane), a także gromadząc olbrzymią ilość dokumentacji astrologicznej (ok. 8 tys. horoskopów).

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – zakończenie

[Tutaj, mimo próby stworzenia pozorów ciągłości widać znów lukę – Polska właśnie straciła niepodległość i wolnomyślicielstwo zostało zastąpione „jedynym słusznym światopoglądem wprost z ZSRR”. Znów zaczęto obciążać za to odpowiedzialnością twórców potęgi i odrodzenia – Józefa Piłsudskiego, który zatrzymał Sowietów przed tryumfalną defiladą na Polach Elizejskich.

Prawdziwe odrodzenie następuje z hippisowską rewolucją, która okazuje się jedynym lekarstwem na zamordyzm – Powszechne wypowiedzenie posłuszeństwa soc-reżimowi uwalnia nowe możliwości, ale tak naprawdę w pełni po 10 latach działania tego ruchu  – w 1980 roku. C.B.]

Astrologia Rafała T,. Prinke z lat 80-tych XX wieku

Pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych przyszła do Polski nowa fala zainteresowania okultyzmem, parapsychologią i podobnymi tematami, jednocześnie pojawiły się w prasie tzw.„horoskopy” na wzór podobnych rubryk w pismach zachodnich. Oczywiście nie miały one nic wspólnego z astrologią i były (przynajmniej w większości) pisane przez osoby nie wiedzące nic na jej temat. Zorganizowany ruch astrologiczny w Polsce Ludowej datuje się od 1977 r., kiedy to przy istniejącym od 1973 r. Wielkopolskim Stowarzyszeniu Różdżkarzy powstał Zespół Astrologii (później Sekcja Astrologii i Biokosmologii). Dnia 1 marca 1978 r. odbyło się w Baranowie pod Poznaniem zebranie w sprawie utworzenia organizacji astrologicznej, którego inicjatorami byli mgr Witold Bońkowski i dr Leszek Weres. Po zalegalizowaniu stowarzyszenia i zatwierdzeniu statutu odbyło się zebranie inauguracyjne 7 października1978r. Na prezesa wybrano mgr. Witolda Bońkowskiego.

Profesor doktor Leszek Weres – Urodzony 18 maja 1945 r., w Krakowie. Absolwent Wydz. Prawa UAM , w Poznaniu (1969),
pod kierunkiem prof. K. Skubiszewskiego.
Od 1969 r. ponad 20 lat w Instytucie Zachodnim (Polska Akademia Nauk) w Poznaniu (asystent, adiunkt), specjalizacja: teoria konfliktu, logika kreatywnych rozwiązań sytuacji konfliktowych…, intensywne studia na Uniwersytecie Harvarda (teoria i logika sytuacji konfliktowych, koalicje, negocjacje, integracja), potem na kalifornijskim Uniwersytecie Stanforda (psychologia agresji, kreatywna komunikacja), (1973).
W latach 1974-1975 w Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru w Sajgonie, konfrontacja dramatycznej rzeczywistości wojennej (zwolennik pacyfizmu) z tradycyjnymi wartościami duchowymi Dalekiego Wschodu.

1978 – 1985 wiceprezydent Międzynarodowego Towarzystwa Badań Astrolog. ( z siedzibą w Los Angeles ), wielokrotny wykładowca i uczestnik Światowych Kongresów Psychotroniki, tak samo Kongresów Astrologii i Kosmobiologii, wreszcie Świat. Forum Symbolizmu.

Sympatia dla taoizmu i ruchów ekologicznych, także muzyki symfonicznej i stylu country (balladuje przy gitarze) i dzieci (czwórka własnych: Michał i Marysia , 4-letni Leszek jr i 2-letni Adam urodzeni już w Łodzi).

Pierwsza nazwa organizacji brzmiała Stowarzyszenie Zjawisk Astralnych i Parapsychologicznych, lecz jako nieadekwatna została wkrótce zmieniona na Stowarzyszenie Astrologów. Trzykrotnie Stowarzyszenie wydało obszerne zbiory artykułów zatytułowane Problemy astrologii . Dr Leszek Weres, będący wiceprezydentem International Society for Astrological Research oraz w latach 1978-1980 wiceprezesem Stowarzyszenia Astrologów, od roku 1979 prowadzi szeroką popularyzację astrologii poprzez wykłady i odczyty, zarówno publiczne, jak i dla pracowników różnych wyższych uczelni, w wielu miastach Polski. W Poznaniu zorganizował w styczniu 1980 r. Klub Miłośników Astrologii, propagujący astrologię humanistyczną pod patronatem Osiedlowego Domu Kultury „Orbita”. Kiedy w maju 1980 r. nastąpił rozłam w Stowarzyszeniu Astrologów, część zarządu oraz członków wystąpiła z niego i związała się z tym Klubem, który współdziałał z Sekcją Astrologii i Biokosmologii Wielkopolskiego Stowarzyszenia Różdżkarzy.

Pod koniec 1978 r. zorganizowano w Warszawie Sekcję Psychologii Przednaukowej przy Seminarium „Koncepcja człowieka w psychologii humanistycznej” w ramach Grupy Problemowej Aksjologii i Etyki Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Pod tym kryptonimem kryły się referaty i dyskusje na tematy astrologiczne. Wśród referentów byli przedwojenni astrologowie (między innymi Robert M. Walter), a także znani przedstawiciele świata nauki i kultury (między innymi prof. dr Andrzej Wierciński oraz tłumacz i znawca C. G. Junga, Jerzy Prokopiuk). Przewodniczącym grupy został mgr Tadeusz Doktór, a od grudnia 1980 r. Wojciech Rojek.

Lech Emfazy Stefański

Dnia 1 grudnia 1980 r. powstała Sekcja Astrologiczna w prowadzonym przez Lecha Emfazego Stefańskiego Warszawskim Stowarzyszeniu Radiestetów, której przewodniczącą została IzabelaWęgierska a od 1982 r. Marek Burski.

Jesienią 1981 r. dr Leszek Weres rozpoczął w Warszawie (w ramach Stowarzyszenia Radiestetów) oraz w Poznaniu i Wrocławiu półroczne (50 godz.) kursy astrologii humanistycznej w oparciu o skrypt L.Weresa i R.T. Prinke Gwiezdny elementarz. Wstęp do astrologii humanistycznej. Jeden z wydziałów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu potraktował kurs poznański jako wykład monograficzny w roku akademickim 1981/82 i jego zaliczenie potwierdziły wpisy w indeksach studentów w nim uczestniczących. Dr L. Weres poprowadził na UAM w roku akademickim 1982/1983 wykład monograficzny „Symbolika astrologiczna w kulturze i sztuce”. W Warszawie i w Poznaniu rozpoczął się cykl specjalistycznych seminariów astrologicznych.”

[Koniec opracowania]

Astrologowie arabscy – sufi

[Jak widać opracowanie tematu kończy się na 1983 roku. Nie będę dopisywał dalszego ciągu. Związki astrologii, teozofii, antropozofii, wolnomularstwa, spirytyzmu, hinduizmu a więc Wedy (dodajmy to tego zoroastryzm z wszelkimi wariantami) i Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej są oczywiste.

Czy istniały? Tak istniały.

Czy istnieją? Tak istnieją.

Czy to powinno budzić niepokój?

Nie, bo ludzie wolni, wolnomyśliciele wszystkich epok są otwarci na siebie, a wszystkie prądy płynące z jednego źródła – NATURALNEGO, PRZYRODZONEGO są naturalnymi rozwinięciami i uzupełnieniami, albo wariantami tej samej WIARY PRZYRODZONEJ – i całej jej nie dwu-, nie cztero- lecz co najmniej dziesięcio-tysiąc-letniej tradycji. C.B. ]

Kniaź Włodzimierz – rosyjska wizja Baji??? Chyba nie – film rysunkowy w mikołajkowym prezencie

Posted in Mitologia Słowiańska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 14 Grudzień 2010

Za nami Święty Mikołaj(6 grudnia według tradycji kapiszt zachodnich) a przed nami Dziadek Mróz (20 grudnia według kapiszt wschodnich) – Jeden i drugi to stary poczciwy, choć czasami i groźny bóg Wiary Przyrodzonej – Mąd-Nikuła (Mącący i Znikający Rzeczy, ale też Dawca Dóbr – czasami identyfikowany też z Boginią Licho – według nas wcieloną w towarzyszącą mu w folklorze Ukrainy Śnieżynkę-Śnieguroczkę).

Mąd Nikuła i Śnieguroczka-Licho, a także znana z Łużyc trzecia postać związana z tym obrzędem – Dzieciątko-Bałwanek – rzeźby ludowe, Ukraina

Dlatego przedstawiam – tym którzy nie znają – a przypominam tym którzy dobrze znają – coś dla naszych pociech i wnuków- FAJNY FILM, ale pod warunkiem że zaopatrzy się go w parę komentarzy:

1. Kapłani Peruna nie byli złymi żercami, którzy knuli przeciw Rusi – wręcz odwrotnie! To Bizancjum zmusiło Włodzimierza do zniszczenia Wiary Przyrodzonej, w zamian za obietnicę łatwego zdobycia i panowania nad bizantyjskim Wschodem.

2. Waregowie nie byli obcy, nie byli łupieżcami – byli słowiańskimi odkrywcami i najemnymi wojami – obrońcami przez turkijskimi ludami Stepów. Byli  morskimi wędrowcami z Ludu Wędów – Wenetów, skazanego klątwą Swarożyca na wieczystą tułaczkę po lądach i morzach oraz służbę u innych.

3.  To Bizancjum na Wschodzie i Cesarstwo Karola Wielkiego na Zachodzie knuło i dzieliło Słowiańszczyznę nastawiając przeciw sobie Polan i Wieletów, Wiślan i Wielkomorawian, Guniów-Hunów i Serbów, Antów Naddunajskich i HAwarów-Chorwatów. To Grecy jątrzyli ruskich kniaziów przeciw sobie i kupowali Włodzimierza przeciw Wielkiemu Królestwu SIS.

4. Ewangelia niestety nie uratowała nikogo z dalszej rzezi w czasie kolejnych krucjat przeciw Słowianom i Prusom, które trwały 800 lat (od VI wieku n.e. do XIV wieku – a nawet jeszcze 1410 rok pod Grunwaldem nie położył im kresu). Głosiciele Ewangelii zgotowali Słowianom trwającą setki lat rzeź.

Zapewne wielu z was zna ten film i już widziało. Składa się z 8 części. Polecam całość choć to nie jest nasza polska wizja tematu, ani nawet wizja utrzymana w klimacie Wiary Przyrodzonej, momentami wręcz propaganda chrystiańska, ale pokazuje dawne czasy w ciekawy sposób. Zasługą tego filmu jest że w ogóle je pokazuje. Ucieszy na pewno wasze dzieci. Nie zapomnijcie jednak o komentarzu.

Oto link na You Tube: http://www.youtube.com/watch?v=vOXl0Rvp61o&feature=related

[film można też zobaczyć w całości pod tym linkiem: http://czernik59.wordpress.com/2010/12/12/kniaz-wlodzimierz/]

Już w roku 1995 wspólnie z Markiem Kreutzem napisałem serię 6 scenariuszy, filmów animowanych na dobranoc po 25 minut na podstawie Stworzy i Zduszy. Te filmy miały inną niż tu przedstawiany – czysto pogańską wymowę. Wtedy zadeklarowaliśmy też że jesteśmy gotowi szybko i sprawnie w ciągu roku napisać 6 kolejnych scenariuszy a prywatny producent zadeklarował zakup w Anglii sprzętu montażowego, na kredyt, aby tę produkcję zrealizować.

Przedstawiliśmy propozycję jako producencką Ministerstwu Kultury oraz zgodnie z logiką w formie pakietu Agencji Scenariuszowej – wspólnie z tworzącą się wtedy ambitną firmą producencką z Warszawy – Render Communications Ltd.

Scenariusz okazał się za dobry żeby go po prostu spławić, ze „złą” recenzją. Miał recenzje bardzo dobre.

Przedstawiliśmy jednocześnie treatment scenariusza filmu pełnometrażowego, animowanego – „Błyskawica Peruna” z tymi samymi bohaterami co serial. Następnie złożono pakiet do APF – Powstały wymagane czołówki, postacie i fragmenty animacji – o dziwo dostaliśmy dotację z Agencji Scenariuszowej na napisanie scenariusza – wszystko zostało złożone.

Napisaliśmy z Markiem Kreutzem scenariusz filmu fabularnego. Został przyjęty przez Agencję Scenariuszową, wypłacono nam honorarium.

Niestety TVP nie zdeklarowała swojego współudziału w produkcji.

Scenariusz za który Ministerstwo nam zapłaciło stał się więc własnością Agencji Scenariuszowej na 10 lat.  Na tyle zablokowano nasze prawo własności i możliwość robienia czegokolwiek z tym materiałem.

I co ?

Oto mija 15 lat od tamtej chwili. Ani serial ani film fabularny nie powstały. Render Communications skończył jako firemka produkująca przerywniki antenowe dla TVP 3 Warszawa, a potem zbankrutował.

Zobaczcie więc co w tym czasie zrobili Rosjanie .

Czy o to chodziło Ministerstwu Kultury?

Niedługo udostępnię tutaj scenariusz jednego z odcinków, które w 1996 roku miały szansę produkcji – gdyby ktokolwiek z decydentów w Polsce wykazał się jakąkolwiek dalekowzrocznością i pomyślał o interesie NAS Wszystkich a nie swoich kumpli od żłoba, którym trzeba było dać kasę, aby mogli dalej uprawiać swoją chałturę i uchodzić za luminarzy polskiej kultury – autorytety medialne od siedmiu boleści.

To było jedno z tych frustrujących doświadczeń, które spowodowały moje odejście z „polskiego” „przemysłu” filmowego.

Scenariusz „Błyskawicy Peruna” wciąż istnieje i jest gotowy do produkcji natychmiast – Tylko kto go sfinansuje i kto zanimuje?!!! Jak zwykle w Polsce?…

Pamiętajcie że Waregowie to były oddziały słowiańsko-skańskich wojów, podróżników, zdobywców – nie germańskich, nie normańskich jak ich pokazywała i pokazuje niemiecka propaganda lecz wenetyjskich – wędyjskich odkrywców – takich jak ci z Wolina i Arkony.

Przybywając na Ruś Włodzimierzową nie przybywali do obcego kraju, aby go podbijać – wracali do siebie po odkrywczych i gospodarskich wyprawach do Skandynawii, na Islandię, na Grań – Wyspę Graniczną w drodze do Zaświatów do Weli –  i jeszcze dalej – na samą Welę – do Wenelądu – nad Wielkie Jeziora i Lodowe Wyspy, do miejsc które dzisiaj znamy jako Amerykę Północną i północną Kanadę.

Pamiętajmy że wojny wewnętrzne w Sistanie po zdobyciu Rzymu i upadek wszelkich rzemiosł oraz handlu wraz z upadkiem tego olbrzymiego odbiorcy dóbr sistańskich (żelaza, wyrobów rzemiosła, zboża) – spowodował podziały Sistanu i umożliwił Germanom Karola Wielkiego i Bizantyjczykom otoczenie Słowiańszczyzny kołem ognia i żelaza, a potem powolne odbudowanie pozycji – Co zajęło im jednak, mimo „Ewangelii i miecza” około 500 lat i okazało się TOTALNIE nieskuteczne.

Dzisiaj, po 1050 latach od tzw „Chrztu Polski” i więcej od tzw „Chrztu Rusi”,  wciąż walczą o ziemię nad Odrą i Wisłą, o Europę Środkową – nie pozwólmy im się rozpanoszyć za Łabą i nad Adriatykiem ani nad Dunajem, a tym bardziej tutaj w Górach Harów – Kharpatach – Sercu dawnego Wharatu skąd nasi przodkowie, Słowiano-Ariowie – z Nowej Koliby  – nieśli Wiarę Przyrodzoną na Wschód ,Północ i Południe wiele tysięcy lat temu.

Jesteśmy!!! A bogiem naszym jest Perun i Świętowit!!!

Mimo że udało im się kupić – a potem złupić:

– chciwego złota i zaszczytów Chytiłłę-Gunia (Atyllę – tego otruli podstępnie)

– naiwnego Światopełka z Wielkiej Morawy Hardagońskiej (miał panować od Bałtyku po Adriatyk, jeśli pokona Awarów-Hawarów-Horwatów Białych)

– żądnego władzy w Cesarstwie Zachodnim Mieszka i Bolesława Chrobrego z Kotyszków (temu obiecali koronę Cesarstwa Rzymskiego po Ottonie),

i łasego na skarby Bizancjum i władzę nad nim uzurpatora – namiestnika Sistanu w Kijowie – Włodzimierza Wielkiego (przez małżeństwo miał zdobyć niezdobyty Konstantynopol).

Materiał nadesłał T.S. – wspierający od pewnego czasu bardzo mocno działalność Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata.

Dzięki jego aktywności, wielkiej wiedzy i inicjatywie niedługo w dziale Z Krainy Księżyca przedstawiamy bardzo ciekawy materiał o twórczości J. J. Tolkiena i Języku Elfów. [podaję inicjały, bo na razie nie uzgodniliśmy, niczego innego . C.B.]

Arkaim – ciągłość od Atlantydy do współczesnej Słowiańszczyzny – starożytne pismo i język słowiano-indo-skołocki (ario-słowiański) czy ario-słowiano-celtycki?


Rosyjskie odczytanie pisma etruskiego przez W. Czudinowa

Moje publikacje z maja tego roku na temat Arkaimu (Arkajamy, Arki i Arkony) pobudziły bardzo dużą aktywność Rodzimowierców w Rosji, ale też w ogóle wzbudziły falę zainteresowania tematem, jakiej wcześniej nie notowałem.

Arkajama- Jama Arki – Miejsce Przekazu Wiedy

10 czerwca 2010 roku na mojej stronie gościłem – co wykazała statystyka strony: 4770 osób. Był to rekordowy dzień w historii mojego blogu, okazało się że 2710 to wejścia z Rosji. Kolejnego dnia pojawiło się juz ponad 11.000 czytelników, z czego ponad 8000 z Rosji.

Miesiąc temu na You Tube pojawił się ciekawy film który polecam wszystkim do oglądania w całości. Jest to pochodząca właśnie z Rosji, w miarę spójna wizja ciągłości kultury północnej Europy i północnej oraz centralno-zachodniej Azji na przestrzeni – jeśli nie 100.000 lat, jak chcą autorzy, to co najmniej 40.000 lat, a więc od Atlantydy (WądLądMaztydy, Ątlątmaztyki) do współczesności.

Słowiańskie runy – od Atlantów i Arkaimu po dzisiaj:

część 3

http://www.youtube.com/watch?v=kp_d8EstjwI&feature=related

część 4

http://www.youtube.com/watch?v=APKYVp348wg

część 5

http://www.youtube.com/watch?v=QB7xK_G85D8&feature=related

 

 

Z wieloma różnymi tezami tego filmu można się nie zgadzać. Mnie osobiście uderza luka w narracji, która sprowadza się do pominięcia pewnych faktów, które nie służą moskiewskim wielkomocarstwowym tezom, ale niestety według badań genetycznych są faktami.

Otóż Słowiano-Indo-Skołoci (SIStanie) wyszedłszy że Starej Koliby (Darii), odbyli Pierwszą Wędrówkę szlakiem południowym przez Gonur i potem stepami nad Morzem Czarnym (z rozgałęzieniem do Indii i Iranu) skąd weszli do Nowej Koliby nad Dunaj i Adriatyk (także w okolice dzisiejszej Wenecji – tzw. Wenec, ale i na ziemie słoweńskie, trackie – Dawania, Dracja i na ziemie macedońskie – Makodewa) w Białym Lądzie.

Tam żyli od mniej więcej 11.000 lat pne. Potem jednak około 5000 lat temu część z nich przeniosła się nad Odrę, Wisłę i Łabę . Byli też tacy którzy zawędrowali do Skandynawii (skąd dzisiaj duży procent haplogrupy R1a1a1 w Norwegii, Szwecji i Islandii) współtworząc ethnos nordycki. Stąd – znad Łaby, Wisły i Odry ruszyła na wschód – w kierunku południowego Uralu, do Azji Centralnej i do Indii oraz Iranu Druga Wielka Wędrówka.

Znaleziska

Rosja musi się pogodzić z faktem, że okolice Moskwy nie są tym obszarem kluczowym i pierwotnym, lecz wtórnym, bo zasiedlonym przez ludność znad Łaby, Odry i Wisły dopiero w Drugiej Wędrówce na Wschód i Południowy Wschód (znanej już z zapisów starożtytnych – jako ekspansja Ariów w kierunku Uralu, Małej Azji, Krety, Egiptu, Indii i Iranu).

Bardzo ciekawy w tym filmie jest wątek ciągłości słowiańskiego pisma poprzez pismo sanskryckie, a także poprzez pismo etruskie, czyli ze styku zachodniego Słowian (Prasłowian, czy Słowiano-Isto-Skołotów) z kulturami współtworzącymi w późniejszym czasie cywilizację Rzymu-Romy (romajską).

Tak jak ludność prasłowiańska (słowiano-isto-skołocka) współtworzyła być może z Etruskami (my nazywamy ich Hytruskami) kulturę zachodnio-romajską tak Makodewowie i Drakowie współtworzyli (a nie podlegali jedynie wpływom) kulturę wschodnio-romajską (helleńską) i hattycką w Małej Mazji (Małej Azji).


Jeśli idzie o Imperium Hettytów to obecność w dziejach Azji Scytów (Skołotów) jest bogato udokumentowana, począwszy od biblijnych zapisów, a skończywszy na dokumentach assyryjskich (ozeryjskich) i potem perskich czy hinduskich.

W filmie przez ładne zderzenie obrazów widać na oko ową ciągłość pisma od prawdopodobnie pierwotnych kobalnych-wiciowych (węzełkowych) zapisów, gdzie węzły podwieszone są do linii (nanizane na sznur), poprzez sanskryt i welesowicę do napisów etruskich i głagolicy.

Być może sprawa starożytnego pisma Słowian nie jest tak definitywnie i negatywnie rozstrzygnięta jak się to wielu wydawało – być może to są właśnie owe „zaginione’ w pomroce dziejów słowiańskie runy.

Wenetyjskie pismo kobalne z Doliny Zila Gail pod Górą Pleke

Być może przyjdzie nam jeszcze kiedyś przyznać rację „naukową” autorm koncepcji przedstawionych w tym filmie, nie tylko jeśli idzie o historię Słowian, ale ich runicznych zapisów. Może, jak chcą autorzy, to Grecy czerpali z tradycji słowiano-indo-scytyjskiej tworząc swoje pismo.

W filmie pojawia się także mapa Królestwa Słowiano-Isto-Skołockiego, z której wytworzeniem przez dłuższy czas nie potrafiłem sobie poradzić – nie jestem biegły w grafice komputerowej. Zwracam na nią uwagę, bo jest tam ładnie pokazany prawie że pełny obraz SIStanu Azjatyckiego – Mapa obejmuje niemal wszystkie historycznie przynależące do niego ziemie.

Nie pokazano Europy oraz największego zasięgu w Afryce – Awarinu, a także Indii pod panowaniem Koszan-Kuszanów.

Poniżej Królestwo Sis – bez ziem Białego Lądu (Europy) i Indii Kuszanów

Polecam cały ten film – mimo zastrzeżeń-  wszystkim, którzy chcą objąć świat nieco szerszym – holistycznym – całościowym spojrzeniem i otworzyć się na wiedzę bardzo co prawda świeżą, nie do końca zweryfikowaną i teoretycznie opracowaną, w pewnej części może nawet opartą na intuicji i spekulacji,  ale być może najwartościowszą właśnie z tego powodu.

Z moich zbiorów:

Runy wenetyjskie znad Adriatyku

Runiczny napis – wyraz bóg – Słowenia

Na koniec po dyskusji ze Sceptykiem, postanowiłem dla pełniejszego oglądu przytoczyć jednak trzy  opinie na temat autentyczności Knigi Welesa i w związku z tym także być może welesowicy:

Pierwsza to fragment z Wikipedii wskazujący na argumenty „obrony Księgi, druga opinia wspomnianego już Wojciecha Jóźwiaka – nie tak kategoryczna, jak ostatnia ( bo powołałem się na niego a nie przytoczyłem). Trzecia, ostatnia, zdecydowanie negatywnie oceniającego księgę i to co wokół niej odbywa się na Wschodzie – Przemysława Urbańczyka.

Oto one:

Welesowica – słynna tabliczka 16 z księgi Welesa

Z wikipedii argumenty obrońców:

Zdaniem obrońców Księgi Welesa za autentycznością tekstu miałoby przemawiać to, że do takiego fałszerstwa potrzebny byłby wybitny historyk i lingwista, a ani Izenbek, ani Mirolubow takimi nie byli. Zwolennicy wskazują na to, że Izenbek i Mirolubow nie odnieśli żadnej osobistej korzyści z badania tych tabliczek, więc takie oszustwo nie miałoby sensu, a ewentualne błędy w tekście powstały w wyniku jego przepisywania.

Niektórzy słowiańscy neopoganie (zwłaszcza na obszarze Rosji i Ukrainy), wbrew stosunkowo jednoznacznemu osądowi badaczy na temat autentyczności Księgi Welesa, uważają ten tekst za swoją świętą księgę[1]. Część z nich czyni to nawet całkowicie pomijając kwestie autentyczności rzeczonego źródła tłumacząc to tym, że nawet jeśli jest ona falsyfikatem, to jej autorzy (wnosząc po treści) bazować musieli na wcześniejszych autentycznych źródłach – Księga Welesa będąc więc nawet falsyfikatem, z ich punktu widzenia nadal przekazuje dość istotne, ważne dla ich wiary, treści.


Sanskryt – fragment Rygwedy

Wojciech Jóźwiak O Knidze Welesowej na portalu TARAKA:

„…

Ali Izenbek zmarł w Brukseli w sierpniu 1941, już pod niemiecką okupacją. Jego zbiory dostał Miroliubow, lecz tabliczek w nich nie było – zaginęły i nikt ich odtąd nie widział. Są domniemania, jakoby przechwyciło je Ahnenerbe, tajne historyczne archiwum SS, albo później KGB, albo wywiad brytyjski i w jakimś tajnym schowku leżą dotąd.

Po wojnie o tabliczkach dowiaduje się inny rosyjski emigrant, mieszkający w San Francisco Aleksandr Kurenkow, monarchista i miłośnik starożytności. Odnajduje Miroliubowa i w 1954 r. ściąga go do USA. W piśmie pt. „Żar-Ptica”, które wydaje Kurenkow, obaj publikują fragmenty Księgi – z zachowanych kopii. Jest jeszcze jeden świadek: Siergiej Liesnoj, profesor slawistyki w Canberra w Australii, któremu wcześniej Miroliubow przesłał fragmenty Księgi.

Ponieważ „tabliczki Izenbeka” zaginęły, istnieją trzy źródła Księgi: zapiski Miroliubowa, publikacje Kurenkowa w „Żar-Pticy” i książka Liesnoja. Teksty z tych trzech źródeł w jakimś stopniu różnią się między sobą. Na ich podstawie „Księga Welesa” była dotąd przynajmniej sześć razy tłumaczona na rosyjski lub ukraiński. Polskiego przekładu całości wciąż nie ma.

Co zawiera „Księga Welesa”? Jest to najdawniejsza historia Rusi, czy w ogóle Słowian, zaczynająca się w IX wieku przed naszą erą i doprowadzona do lat 800-tych naszej ery. Praojcem Słowian był wg niej Bogumir, żyjący w kraju Siedmiorzeczu. Jego potomkowie popadli później w niewolę u „cara Nabsursara”, lecz uwolnili się i uciekli do kraju Scytów. Dalej Księga opisuje kolejne wojny i przymierza Słowian z Kostobokami, Chazarami, Gotami, Hunami. Pojawiają się w niej imiona wodzów, jak gocki Hermaneryk, znanych ze źródeł greckich i rzymskich. (Fantastyczność tej historii nie oznacza jeszcze fałszywości Księgi – np. „Kronika Polska” Kadłubka zawiera pseudohistoryczne fantazje w dośc podobnym stylu!) W opowieść wplecione są wzmianki o rodzimych obyczajach, religii i bogach. Słowianie wg Księgi byli monoteistami szczególnego rodzaju: wierzyli w jednego boga, który pojawiał się i był czczony pod wieloma różnymi postaciami i imionami: jako Swarog, Perun, Weles, Trygław, mając do pomocy pomniejsze bóstewka. Tu fragment Księgi, z tabliczki nr 30, zamieszczony w Wikipedii, transliterowany z cyrylicy:

ašče bot’ ie blouden’ in’ iakove oleščašet’ boze toia odieliaščeve osvrgy izverżden’ bude izdry iako ne niemiachomă bozia razvie vyšen’ i svrg i inoi soute mnożestvoi jako bg ie iedîn’ i mnăżestven’ da sen ne razdiliaščet’ nikie  toa mnoż’stwa i ne reščašet’ jakożde imiachom’ bogy mnogoa se bo sventyre  ade do noi i da boudiem’ dostiščenoi ovia

[‚ – jer miękki, ă – jer twardy]

Co jest tłumaczone (przekładam z rosyjskiego):

A jeśli jakiś wszetecznik będzie liczyć bogów, oddzielając ich od Swaroga, wyklęty będzie z rodu, jako że nie ma u nas bogów oprócz Najwyższego. Istotą Swaroga i innych jest mnogość, bo bóg jest zarówno jeden jak i mnogi. Niech nikt nie rozdziela tej mnogości i nie mówi, że mamy wielu bogów.

Gdyby „Księga Welesa” była autentyczna, byłaby prawdziwą rewelacją! Niestety, większość badaczy uważa ją za falsyfikat. Zwłaszcza językoznawcy zarzucają, iż jej język jest chaotyczny, nie ma stałej gramatyki i zawiera słowa, które nie mogły istnieć w żadnym słowiańskim języku ponad 1000 lat temu, jak np. słowo zapisane pszebende – odpowiednik współczesnego polskiego „przebędzie”. Zwolennicy autentyczności Księgi ripostują, że błędy powyższego rodzaju mógł wprowadzić Miroliubow podczas kopiowania; także mogły wkraść się przy przepisywaniu tekstu współczesną rosyjską czcionką na maszynie do pisania.

Jeśli falsyfikat, to kto go w takim razie wyprodukował? Najbardziej podejrzany jest sam Miroliubow, od którego pochodzą wszystkie zapiski, kopie i jedyna fotografia, która zresztą okazała się być zdjęciem wcale nie autentycznej tabliczki tylko jej odrysu. Być może to on, z pomocą Kurenkowa, wyprodukował ową fałszywkę w San Francisco w latach 1950-tych, wplatając do swojej fikcji opowieść o rzekomym znalazcy, nieżyjącym już wtedy Izenbeku.

Lecz jeśli nie Miroliubow, to kto? Z pewnością nie Izenbek, który ani nie miał odpowiedniej wiedzy, ani nie zadbał o pokazanie tego zabytku światu. Zapewne faktycznie tabliczki te poniewierały się w splądrowanym dworze, lecz sporządzono je wcześniej. Pewne ślady naprowadzają na Aleksandra Sułakadzewa (1771-1830). Był on z pochodzenia Gruzinem, miłośnikiem „starożytnych” ksiąg i zabytków, które zarówno zbierał, jak i sam fabrykował. Miał prywatne muzeum, gdzie przemieszane były autentyki z podróbkami. Była wśród nich „na 45 bukowych deskach, księga Jagipa, smarda z IX wieku” – i zapewne to były owe „deski”, które sto lat później znalazł Izenbek.

Powyższa wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Księgę wykonano około 1800 r na zlecenie Sułakadzewa, nieznaną drogą weszła w posiadanie tamtej rodziny spod Charkowa, została znaleziona przez Izenbeka, po jego  śmierci zaginęła. Zdążył ją przepisać Miroliubow, który szczerze uważał ją za autentyczny strosłowiański zabytek.

Mimo niepewnego pochodzenia, „Księga Welesa” stała się świętą księgą rosyjskich neopogan i jako dzieło literackie powinien ją ktoś wreszcie przetłumaczyć całą na polski. Fragmenty przekładu są w zasobach Wikipedii, autor(ka) podpisuje się „Wikiskryba:Niki_K”.

Teksty buddyjskie w języku pali – Tipitaka

पाळिभासा विकिनिखिलकोसो પાલી ભાષા વિકિનિખિલકોષો পালী ভাষা বিকিনিখিলকোষো ปาลีบกาซ̣าฤิกินิคิละโก̄ซ̣โ̄ Pali Bhasa Wikinikhilakoso

Flag of Buddhism.svg

सागतं! विकिकोसो (निखिलकोसो – आङ्गलभाषा: Wikipedia)| अयं सद्दकोसो समानकिक्को होति, अबद्ध निखिलकोस करेतु। विखिसद्दकोसो इमस्स विखि-निखिलकोसस्स (http://pi.wiktionary.org) अक्खरपदिको सहायो। तुवम्पि इमस्मि सद्दकोसे वत्थूनि लिखेय्य! उपकारो:āngalabhāsā-pāli आङलभाषा-पाली अयं निखिलकोसो आरद्धकतो फुस्समासे १६, २५४९। इतिरचि २,३१७ भाथुनि लिखित: होन्ति| अपी च खो सब्बे भाथुनि आबध्दा भबेतब्बा| (GNU)। अभ्यासत्थाय सहायतापयोगट्ठले गच्छन्तु । अधस्तात् लेखनाय सुविधाय स्थलानि सन्ति –

Wikipedia w języku pali

I druga – Przemysław Urbańczyk

[kliknij- powiększ]

Na koniec muszę jednak dopisać swój komentarz. tekst Przemysława Urbańczyka pochodzi z roku 2004. Nie mógł znać faktów z 2010 roku. Nie zmienia to rzecz jasna nic w sprawie Księgi Welesowej, ale okazuje się, że najnowsze badania genetyczne przyznają rację Oldze Skurlatowej.

Jej słowa nie były więc rojeniem – bo Scytowie i Słowianie to nie tylko ta sama haplogrupa R1a1a1, ale także identyczność potwierdzona w tej chwili pomiarami czaszek, barwą włosów i innymi rekonstrukcjami. O ile mogę przyjąć (choć nie bez oporów, bo tam są poważne autorytety naukowe zaangażowane), że wszelkie te rekonstrukcje i pomiary to fałszywki, to nie jestem skłonny kwestionować wyników badań genetycznych – bo genetyka jest nauką ścisłą. Każdy inny genetyk (a w programie uczestniczą przecież Amerykanie i inni) może te wyniki potwierdzić lub obalić. Dotychczas nikt ich nie kwestionuje, mimo takiej możliwości. To już nie są żadni amatorzy, ani płynne teorie i spekulacje – to elektroniczna analiza materiału DNA z grobowców scytyjskich i jej porównanie ze słowiańskim współczesnym DNA.

I jakoś nie pasuje do niczego innego.

Stanisław Szukalski – Etruscan funerary portrait

Jeszcze jedna próba odczytania Etruskiego w języku polskim ze strony WWW T.S. Marskiego

Etruski jako lachski ze strony T.S. Marskiego

Etruski a sprawa Lachska ~ Słowiańska – czyli jak podzielić nad’słowa Etrusków przy pomocy rdzeni naszego języka, ogólne i szczególne tych języków podobieństwo.

itatmiaicacheramśvavatiexeunialiastresthemiasamexthutathefarieivelianassalcl

uveniasturucemunistasthuvastamerescailacvetulerasenasciavilhurvarteśiameita

leialcvealsasenacatraneszilacalseleitalaasnaśversitanimheramveavilenicaca pulumxva (Tak wygląda tekst etruski brakwnimodstępów, dlatego jego odszyfrowanie nie jest łatwe, niżej próba jego odczytania, za Aleksandrem Niemirowskim.)

ita tmia icac he ramśva vatiexe unialiastres themiasa 8

Tę wotywę i te świątynne dary, ofiarowane Junonie-Astarte, zbudowane. 10

mex thuta thefariei velianas sal cluvenias turuce 7

Władca państwa Thefarie Velianas w czas obrzędu wbijania gwoździa podarował

10

munistas thuvas tameresca ilacve tulerase nas ci avil 8

je dla tej świątyni i świątynnej przybudówki na boskie cele. I oto trzy lata, 14

hurvar teśiameitale ialcve alsase nac atranes zilacal 7

gdy w październiku przy pogrzebie… bóstwa…i oto sługę swego za ten zilatów 13

seleitala asnaśvers itanim heramve avil enicaca pulumxva 7 dar. Co się tyczy posągu w tej świątyni, to ich lata jak gwiazdy. 13

(ostatecznie daje to 37 słów etruskich, 60 polskich)

Wyglądał by ten język w tym podziale, na skrajnie syntetyczny (jedynymi językami syntetycznymi są języki słowiańskie minus macdonobułgarski, z martwych sanskryt i łacina, klasyczna greka) w powyższym odczytaniu jest tu tylko’10’wyrazów wyglądających na zaimki czy słowa posiłkowe [(ita, tmia, icac, he, mex, avil, sal, nas, nac,) ci-trzy to nie kwestionowany przez nas liczebnik], co stanowi czwartą część słów tego etruskiego tekstu, w polskim tłumaczeniu tekstu etruskiego, mamy 25 słów tego typu na 60 wszystkich słów czyli blisko połowę, mogło by to sugerować, że te tłumaczenie jest nieprawidłowe czyli podział tego superzdania jest niepoprawny, niżej używamy do podziału tego tekstu języka słowiańskiego czyli dzielimy go przy pomocy rdzeni naszego języka.

it at mia icac heram śvavati exe uni alias tre’sthe mia

To od mnie jako chram sławić dla Uni oraz trze’żcie mnie.

sam ex thuta thefarie ive liana s sal clu’venia sturucem

Sam od czucia szafarki życia lina z sal sło’wienia poruczam

Uni stas thu’vas ta mere’sca ila cve’tule rase nasci. Avil hur

Uni stos czu’wasz ta mor’ska s’iło świa’tła rase naście. Jawił hur

varteś ia mei tale i al cvealsa se nac at rane s zil acal

warteś ja mej cało i ale zwalcz ze nas od ran z sił ocal

sele i tala. As’naś vers i ta nim heram vea’vil eni caca

dusze i ciało. Jas’nyś wers i to nim chram wyja’wił nie inaczej pulumxva.~ gwiazdy~(może pola xvaru-svaru-ognia).

Staraliśmy się wykorzystać najczęstsze końcówki naszego fleksyjnego języka, typu wać~vati~wienia w tekście wyróżnione pogrubieniem, staraliśmy się wykazać, że możliwe jest podzielenie tego tekstu przy pomocy naszych rdzeni. Oczywiście możliwe są inne podziały np. Iveliana ­~ życia lina może być imieniem bo jest imię Ewelina, ja będę się upierał przy prawidłowym wydzieleniu frazy sele i tala (duszy i ciała) bo to czysta lidyjska czeszczyzna, też słowo posiłkowe s-z, heram-świątynia poza tym nie będę się upierał jeśli ktoś podzieli ten tekst inaczej z tym zastrzeżeniem, że do podziału tego tekstu użyje klucza z języków słowiańskich, no może użyć też łaciny bo przecież łacina przesiąkła leksyką etruską słowo ex-exe, czy angielskiego (it-to) zresztą nie jest ważne czy to prawidłowo wydzieliliśmy ważne jest to, że można to zrobić i to dość swobodnie. Etruskowie zamieszkiwali na obszarze Czech dorzecza górnej Łaby i Odry więc dzisiejsi kontynuatorzy zasiedlenia tych terenów, Czesi, Polacy, Niemcy, Anglicy (historycznie do 5 wieku nad dolną Łabą) powinni posiadać najwięcej zbieżności leksykalnych (izoglos) z językiem Etruskim, jak i też Łacina współzamieszkująca przecież razem z Etruskami Italię. Trzeba oczywiście uwzględnić trzy tysiące lat różnicy w ewolucji tych języków od wywędrowania Lidów-Etrusków-Rasnali-Rasena do Itali. Sam język Etruski oczywiście co do struktury słowotwórczej najbliższy czeszczyźnie i polszczyźnie w jej zachodniej formie.

Rozpatrywane przez nas słowa etruskie z dość długiego tekstu można podzielić więc odczytać, na wiele sposobów, krótsze zdania z inskrypcji nagrobnych można odczytać już dość jednoznacznie ze względu na to, że na grobach pisze się uwzględniając lokalną frazeologię religijną te same rzeczy we wszystkich stronach świata i we wszystkich językach, tu jest pochowany taki a taki, żył tyle i tyle, rodzina nieutulona w żalu niech zmarły odpoczywa w spokoju, lub niech śni snem sprawiedliwych.

Możliwe są jakieś lokalne warianty typu polecanie duszy temu czy innemu bogu itd. ale sens inskrypcji, będzie taki sam lub niewiele się będzie różnił, najlepiej jak wypiszemy te inskrypcje po kolei i spróbujemy je odczytać.

ar. larci. tusnu (tekst N 3594)

lt. mi(nate) tuśnu ( tekst N 249)

ar. caiś, tuśnu Is. caleria (tekst N 3781)

(u)leś, feluskeś, tusnut..pana(l)aś mi ni mul(uw~an)eke (tekst N 5213)

Feluśkuś tu śni panuś mnie(mój) miłuw~anek

(miłow~anek-koch~anek czyli był by to grób mężczyzny pochowanego przez żonę).

l. tetina. w. tuśnut (nal) (tekst N 810)

dziecina(detina) tu śni (wiec raczej byłby to grób dziecka)

vel aneś clauke, vel aneś tuśnu, vel aneś artal…

vel. anes. tusnu (tekst N 1726)

Powyższe zdania posiadają jedno słowo (tusnu, tuśnu, tuśnut) powtarzające się we wszystkich zdaniach odpowiada ono polskiej frazie ”tu śni” mającej znaczenie ”niech odpoczywa w pokoju” czy ”niech śpi snem sprawiedliwych” itp. (tusnu, tuśnu, tuśnut) te słowa to zrosty lub zostały źle podzielone ”tu snu, śnu, śnut” to ”snu, tu śni, śnić” więc odpowiada to polskiej odmianie, być może etruskie snu, śnu, śnut różnią się np. z powodu zapisu tego słowa w różnych dialektach, a nie z powodu jego odmiany, bo np. słowa śnić-snut różnią się tak jak polskie wać i czeskie vati, więc różnica byłaby jak miedzy dialektem polskim i czeskim języka Słowiańskiego.

Czwarte zdanie ma też końcówki podobne do naszych zdrobnień wyra-żających uczucia, najczęściej stosowanych przez kobiety i dzieci dlatego nie wiem czy prawidłowo je napiszę, zdrobnień typu Gosiunia, Gosieczka, Gosiusia, Gosiuśkusia, imię Felek, Feluskuś jest typowe dla polszczyzny jeśli chodzi o końcówki czyli podobieństwo szczególne jak i całe to zdanie jest ogólnie podobne do zdań polszczyzny, oczywiście Etruskowie wywędrowali z zachodniej polski i czech do północnych włoch przed 3000 lat więc nie jest możliwa absolutna zbieżność miedzy tymi językami, ale podobieństwa są na tyle duże, że należy uznać ich pokrewieństwo.

Napisy z monet na terenie Słowacji z imionami o końcówkach typu uś-us ek-ec znamy też z I wieku p.n.e. ”Maccius”, ”Biatec” pierwsze jak imię król Maciuś drugie Biatek może od obiata-ofiara, czyli Biatek ktoś ofiarny poświęcający się dla ogółu, a czy imię Maciuś jest polskie, jest słowo celtyckie mac-syn wiec maciuś to zdrobnienie typu synuś w każdym bądź razie ma to słowo polsko-etruską końcówkę.

Mamy też w tych słowach naszą końcówkę ~ek, mul(uwan)’eke, clau’ke, Sław’ek, Sław’ka, choć wygląda jakby niebyła końcówką odmienną lub była w jakiejś pierwotnej formie ‚eke’ żeby stworzyć podobną musimy dodać naszą końcówkę w dwóch przypadkach ek+ka~eka wtedy upodabnia się do końcówki etruskiej ‚eke’.

Wywodzimy imię Etrusków-Rasena (odmiana Rasnal), od naszych H’ytrusów-K’rasnali, zbieżność miedzy tymi wyrazami jest wyraźna, pomijając przedrostki czy zredukowane przednio wyrazy, to one w sposób absolutny odpowiadają naszym rodzimym wyrazom, nie są to słowa nieadekwatne w obu przypadkach są imionami praktycznie mitycznych czy bajkowych ludów, czy też przezwiskami czyli nie znaczą te słowa na przykład, wycior, czapka, majtki, czyli nie mają jakiegoś przypadkowego związku, są to słowa siedmio ~ sześcioliterowe w swej Italskiej formie, jak liczyliśmy na początku książki, słów sześcioliterowych jest w 24 literowym alfabecie 192 000 000, co praktycznie wyklucza przypadkowe podobień-stwo dwóch słów tej długości, zwłaszcza, że jest tu dodatkowa podwójna adekwatność względem znaczenia, jak i podobieństwa dwóch par słów.

Poniżej dyskusja, którą otwarliśmy ze Sceptykiem, kto ma ochotę niech się dołączy.

O Świętym Kole Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – 1921 – 1989)


W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej, pod podanym poniżej linkiem, można znaleźć czasopismo Odrodzenie redagowane przez członków Bractwa Odrodzenia Narodowego (BON) i Świętego Koła Czcicieli Światowida przed II Wojną Światową oraz wiele innych osób zaangażowanych w odrodzenie duchowe Polski.

Odrodzenie to miesięcznik poświęcony sprawom odrodzenia człowieka i badaniom zjawisk duchowych

W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej znajdziemy numery  począwszy od roku 1921 do roku 1928

http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/9357?tab=1

Prezentowane są liczne ciekawe materiały dotyczące nie tylko Świętego Koła Czcicieli Światowida, ale w ogóle odrodzenia duchowego człowieka, odrodzenia Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej i jej roli w ogólnym odrodzeniu Polski i w budowaniu duchowej potęgi Słowiańszczyzny, opartej o prastare korzenie oraz o wiedzę o prawdziwej przeszłości i naszych związkach z kulturą sarmacko-skołocką (scytyjsko-irańsko-indyjską).

Na początek przytoczymy tutaj jednak materiały zebrane na temat Świętego Koła Czcicieli Światowida przez Michała Łapińskiego i Tomasza Szczepańskiego w 19 numerze KARTY z 1996 roku

oto one:

(kliknij aby powiększyć)

Jedna uwaga i uzupełnienie: Święte Koło Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – założone w Krakowie, od 1921 działa w całej Polsce do 1945 roku oficjalnie, a nieoficjalnie do 1989 tylko w Krakowie i okolicy). To nie to samo co Lechicki Krąg Czcicieli Światowida (LKCŚ) – ten drugi działa po II Wojnie Światowej w Warszawie w zasadzie od roku 1950 do 1980.

W roku 1941 wieszcz Wrócisław włącza ŚKCŚ w Krakowie i Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej w struktury Polskiego Państwa Podziemnego – członkowie Koła walczą w ramach Armii Krajowej, organizują także Tajne Nauczanie np. w Ciężkowicach pod Tarnowem. W tamtejszym Tarnowskim zgrupowaniu AK, w Krakowie, na Górnym Śląsku, w Warszawie (także w Powstaniu Warszawskim) – zawsze związani z AK walczą z Niemcami do końca wojny, a potem niektórzy także przeciw nowym okupantom z Moskwy i ustrojowi PRL.   [C.B.]

Oto zaś zapowiedziany na początku fragment z Odrodzenia. Jest to pierwsza i druga część zamieszczonego na łamach tego miesięcznika  opracowania ideologa i współzałożyciela Świętego Koła Czcicieli Światowida – doktora Jana Sasa-Zubrzyckiego „Bogoznawstwo wśród Słowian”

oto ono

Widać że już przed II Wojną światową istniała krytyka postawy naukowej Aleksandra Brucknera i jego Mitologi Słowiańskiej (Polskiej i Litewskiej), a także świadomość, że niesłusznie lekceważy się przekazy takich kronikarzy jak choćby Jan Długosz.

Wszystkich zainteresowanych całością tego tekstu zachęcam do odwiedzenia Śląskiej Biblioteki Cyfrowej i roczników Odrodzenia gdzie w numerach 9/1925, 10/1925 oraz w całym roczniku 1926 i numerze 1/1927 pisma znajduje się dalszy ciąg tego ciekawego artykułu.

To Józef i Karol Chobot oraz Jan Sas-Zubrzycki, a z nimi Władysław Kołodaziej, byli głównymi przewodnikami duchowymi Świętego Koła, głównymi animatorami BON – Bractwa Odrodzenia Narodowego i czasopisma Odrodzenie.

O Władysławie Kołodzieju można powiedzieć, że był poza tym spośród Koła Czcicieli Światowida najtwardszym i najwytrwalszym kontynuatorem  idei odrodzenia Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej, który przeniósł ją w czas współczesnej „rewolucji kulturalnej” 1968 roku i dał impuls do odrodzenia w zorganizowanych formach w późniejszym okresie.

Białczyzmy i casus Białczyńskiego – czyli o usuwaniu słowiańskich bogów przez uzurpatorów z Wikipedii


Czy Stoigniew, stoi gniewem tylko z powodu swego pseudonimu?

Czesław Białczyński – pozdrowienia dla Fundamentalistów RKP z Wikipedii, a raczej dla Czerwonych Brygad z KC PZPR

dopóki polska Wikipedia toleruje takich Stoigniewów jako redaktorów haseł o Rodzimowierstwie – mam pewność, że jest niewiarygodnym źródłem jakiejkolwiek wiedzy i informacji. Od dawna polecam zresztą każdemu konfrontację każdego hasła „polskiej” WIKI z angielską WIKI, prędzej tam się dowiecie o pochodzeniu nie jednej idei i osoby, o źródłosłowach itp niż w polskiej wersji, która wygląda jak redagowana przez dawną „polską” CENZURĘ. Napisałem „polską” bo to była cenzura rosyjska, a dzisiaj jest niemiecko-rosyjska, ale oczywiście robiona jak i tamta polskimi rękami. Niestety to czas postkolonialny po 200 latach niewoli, wielu woli nadal nie myśleć, wręcz chce żeby inni myśleli za nich i robili za nich, niż żeby musieli myśleć samodzielnie i sami naprawiać tę ruinę.


(zapis zaledwie fragmentu, ułamka dyskusji z Wikipedii – pouczający dla wszystkich, bo mówi coś o „twórcach” tej niby obiektywnej encyklopedii Internetowej)

motto:

„Najpierw będą was ignorować, potem wyśmiewać, później zwalczać, a potem opluwać – przez cały czas będziecie przegrywać, dopiero na końcu wygracie”

Mahatma Ghandi

Ponieważ ta dyskusja odbywa się publicznie na łamach Internetu, mimo że narusza moje dobra osobiste i moje dobre imię, odpowiadam przez jej zacytowanie również publicznie. Nie odniosę się ani do języka tej dyskusji, ani do jej poziomu. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Niech każdy czytelnik dokona oceny na własny użytek – od profesora do przedszkolaka – bo taki jest przekrój społeczny Internetu. Artykuły w Wikipedii współredaguje Rodzimy Kościół Polski.

Oto zapis:

Białczyzmy

Hej. Integruj śmiało z pominięciem DNU. Można to zrobić pod tytułem Fikcyjne bustwa w twurczości Czesława Białczyńskiego (pżenieść tam Bogowie żywiołuw i dodać sekcje o pozostałyh „postaciah”). A potem eknąć kategorię. Pozdrowienia. Elfhelm (dyskusja) 22:22, 26 cze 2009 (CEST)

[edytuj] Grafika:Wila.jpg

Może i ładny obrazeczek, ale… No właśnie, znowu prześladujący nas Białczyński. Artykuł, do którego odnosi się ów obrazek, został zgłoszony do usunięcia. Jeżeli poleci, to obrazek powinien podzielić jego los. Aha, i nie jest to żadne słowiańskie bóstwo, wbrew opisowi grafiki. Stoigniew >pogadaj< 16:39, 27 lip 2008 (CEST)

  • wp:or się kłania. Masur juhu? 21:35, 27 lip 2008 (CEST)

Czy WP:OR dotyczy w takim samym stopniu grafik? Moim zdaniem raczej nie, bo jeśli jednak tak, to większość grafik (za wyłaczeniem zdjęć) wykonanych przez Wikipedystów powinna zostać usunięta – takie np. mapy to dokładana analogia tej grafiki: na podstawie różnych źródeł powstaje nowe dzieło. Aotearoa dyskusja 12:55, 28 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Kategoria:Czesław Białczyński

Kolejny przykład uwielbienia wikipedii dla pana Czesia i jego pomysłów. Kim jest p.Białczyński, że doczekał się tu własnej kategorii?! Twórcą fantastyki? Toż nawet Tolkien nie ma własnej kategorii. Rok temu przerabialiśmy walkę z kultem Czesia na wiki. Widać, że znowu staje się on dla szerokiej rzeszy wyrocznią w sprawach słowiańskich. Może lepiej sięgnąć do Gieysztora? Stoigniew Dyskusja

Ze wszystkimi fikcyjnymi bóstwami w tej kategorii trzeba zrobić taki myk: [18]. Dodatkowo, MSZ do integracji w Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Lajsikonik Dyskusja 12:06, 27 lip 2008 (CEST)

Nie wiem, czy takie coś ma sens. Moim zdaniem należy to bezwzględnie usuwać, bo stanowi to bazę do pisania przez różne IP lub świeżych użytkowników kolejnych artykułów o „bóstwach pogańskich Słowian”. Kiedyś takich artykułów było kilkanaście. Zostawiając nawet te 5 obecnie istniejących, kusimy miłośników białczyzmów (chociażby nocnice, które są świeżym artykułem, i po usunięciu zostały znowu przywrócone). Pomysły Białczyńskiego są zebrane w artykułach bogowie mocy i bogowie żywiołów. I lepiej niech z nich nie wychodzą, a pan Białczyński pożegna się z własną kategorią, bo to jest śmiech na sali. Stoigniew Dyskusja

  • wszystkie wymienione poniżej artykuły zintegrować z bogami mocy i żywiołów. –Adamt rzeknij słowo 13:01, 27 lip 2008 (CEST)
    • fajnie by było, tyle że z artykułów nie wynika do którego artykułu przysługuje im integracja :-/ I co teraz? Lajsikonik Dyskusja 13:55, 27 lip 2008 (CEST)
      • Masz racje, moze faktycznie zrobić to co proponuje Stoigniew czyli kategoria Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego ?–Adamt rzeknij słowo 18:22, 27 lip 2008 (CEST)
        • Zrobić można jeden artykuł o takiej nazwie, i władować tam artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów, plus tego które do nich „nie pasują”. Wydaje się to najrozsądniejszym rozwiązaniem, bo wygrzebywanie i zgłaszanie co chwila coraz to nowych „białczyzmów” jest trochę męczące… Stoigniew >pogadaj< 18:26, 27 lip 2008 (CEST)
        • Przy utworzeniu kategorii wystarczy zmieniać odpowiednio kat bez zgłaszania ich do poczekalni. a że trzeba przejrzeć kategorię bóstwa słowiańskie cóż ….ktos musi :) –Adamt rzeknij słowo 18:42, 27 lip 2008 (CEST)
  • Jak mówiłeś – wrzucić wszystko łącznie z tamtymi dwoma zbiorczymi artykułami do jednego artykułu Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, pousuwać oddzielne artykuły dla jego „słowiańskich bogów” i wywalić kategorię „Czesław Białczyński”. W ten sposób powinniśmy się pozbyć w miarę skutecznie „białczyzmów” z wikipedii i zabrać się za pracę nad hasłami dot. wierzeń słowiańskich (które wyglądają tragicznie). Stoigniew Dyskusja

Przejrzałem sobie inne wikipedie… i załamałem ręce. W momencie kiedy my byliśmy zaśmieceni „białczyzmami”, przeszły one na inne wiki… angielska wikipedia roi się od artykułów na temat wymysłów Białczyńskiego, traktując je jako bóstwa dawnych Słowian. A wszystko przez taki właśnie niekontrolowany syf u nas Stoigniew >pogadaj< 16:30, 27 lip 2008 (CEST)

  • Ok stworzyłem coś takiego Kategoria:Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego jeżeli usuniemy kat Białczyński trzeba odlinkować. Czy takie rozwiązanie jest dobre? –Adamt rzeknij słowo 18:40, 27 lip 2008 (CEST)
    • Nie wiem czy kategorii nie zamienić powinniśmy na artykuł o takiej nazwie, bo to jest moim zdaniem rozwiązanie zastępcze. Zmieniamy tylko nazwę kategorii, a bzdurne artykuły zostają, a w nich nadal rozważania filologiczne, historyczne i odwołania na źródeł których nie ma, by uwiarygodnić Białczyńskiego. Proponowałbym stworzyć taki artykuł: Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, i tam opisać co to ten pan powymyślał. Pozbędziemy się i kategorii Czesław Białczyński, i artykułów dla każdej z jego postaci, i przy okazji zbiorczych bogowie mocy i bogowie żywiołów. Stoigniew >pogadaj< 18:45, 27 lip 2008 (CEST)
      • No tu się nie zgadzam. Można nie lubić Białczyńskiego ale jego twórczość to fakt i bóstwa jakie wymyslił są bóstwami fikcyjnymi. To jest jasne Mamy postacie fikcyjne, krainy, wyspy, światy itp nie widzę powodu dlaczego nie można opisać fikcyjnych bogów Białaczyńskiego o ile sa one umieszczone w odpowiedniej kategorii. Połączenie wszystkich opisów w jeden art będzie nie czytelne. –Adamt rzeknij słowo 18:50, 27 lip 2008 (CEST)
        • No można coś takiego zrobić, ale trzeba przy okazji gruntownie przerobić artykuły już istniejące, bo niestety mimo wspomnienia że to z Białczyńskiego, reszta jest pisana tak, jakby to była święta prawda. Stoigniew >pogadaj< 18:53, 27 lip 2008 (CEST)
          • To nie chodzi o lubić/nie lubić, stan obecny wprowadza w błąd, to prawie jak hoax. To tak jakby opisać fikcyjne postaci czy zakony z twórczości Dana Browna jako faktycznie istniejące, i pododawać je do np. listy zakonów. Białczyński wykreował swój świat fikcji który z autentyczną słowiańską mitologią nie ma wiele wspólnego, w oryginale nie było np. dualizmu moralnego (jest późniejszy, chrześcijański), nie jest wymagana symetria bóstwo męskie-bóstwo żeńskie (u Białczyńskiego występuje), imiona i funkcje bóstw i istot demonicznych to w > 80% wymysł autora itp. itd. Ktoś kto nie zna tematu a zajrzy do Wikipedii naczyta się bzdur – fikcja nie jest oddzielona od autentyku. Lajsikonik Dyskusja 18:59, 27 lip 2008 (CEST)
            • O to właśnie mi chodzi. Postaci z Białczyńskiego są nagminnie wrzucane pomiędzy hasła z mitologii lub demonologii słowiańskiej, a ich opisy mają potwierdzać ich autentyczność. A i do artykułu o Sporze ktoś dopisał (już usunąłem) „Czesław Białczyński intepretuje postać Spora tak a tak”~.Niestety jeśli chodzi o hasła związane z wierzeniami słowiańskimi to mamy na wikipedii totalny chaos przeplatany „białczyzmami” Stoigniew >pogadaj< 19:02, 27 lip 2008 (CEST)
            • Zgadza się Obecnie każdy artykuł nie jest poprzez kategorie powiązany z mitologią słowiańską Trzeba poprawic artykuły by nie linkowały do niej a jedynie opisywały wymyślone bóstwa. czyli przerobić arty a informacje odnoszace się do np. Mickiewicza usunąć. Tak to widzę–Adamt rzeknij słowo 19:05, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wij

Wij, czyli żmij według Białczyńskiego. Bzdury o jakiejś „armii” Wija co to z Perunem walczy wedle źródeł (ciekawe jakich). Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. Stoigniew >pogadaj< 18:16, 27 lip 2008 (CEST)

Jest w kategorii Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Pokemony też są w wiki i bóstwa Tolkiena także. Przykuta (dyskusja) 23:20, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Nocnice

Dobrze, że nie nocniki. Jakiś miesiąc temu kolejny mitoman z kręgu Białczyńskiego napisał ten artykuł, robiąc jeszcze do niego odnośniki w artykułach o poświadczonych źródłowo bóstwach słowiańskich. Artykuł dwa dni temu usunięto ze względu z jakiego usuwaliśmy rok temu wszystkie białczyzmy (niemerytoryczność, brak źródeł). Teraz widzę, że ktoś przywrócił ten artykuł. Stoigniew Dyskusja

  • Faktycznie wygląda to na jakąś hochsztaplerkę. Według SJP nocnica to brak orgazmu podczas parcia na pęcherz w nocy. Out. kićior (dyskusja) 17:34, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wila

Kolejny durny wymysł Białczyńskiego. Artykułów napisany tak, że dowodzi rzeczywistego istnienia czegoś takiego, podpierając się nawet Mickiewiczem. I bzdurne fragmenty typu „porównywano ją z grecką Hekate”. Kto porównywał? Białczyński w swoich bajkach? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Stworze i Zdusze

To samo co wszystkie wymysły Białczyńskiego. Nie mnożyć bytów ponad miarę, są już artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów. Poza tym kim jest Białczyński, żeby mieć koncepcję klasyfikacji demonów słowiańskich? Naukowcem zajmującym się tematem? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kaukowie

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Białoboga

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kydpdict

Boruta (demon słowiański) [edytuj]

Dosyć problematyczne hasło. Sprawdziłem w Wielkiej Księdze Demonów Polskich Podgórskich – obecna treść hasła to jedna z wielu bzdur wymyślonych w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielonych potem przez Linknera. Gieysztor i Strzelczyk odsyłają do jednego z wielu określeń borowego, w dodatku późnego i chyba niezbyt popularnego. Moim zdaniem wystarczy wzmianka w haśle Diabeł Boruta o pochodzeniu legendy od wiary w demona mieszkającego w podłęczyckim lesie (z usunięciem bzdur przekopiowanych z tego hasła) i wzmianka w haśle Lesij (które zamierzam niedługo wyremontować). Stoigniew >pogadaj< 13:16, 22 mar 2009 (CET)

Jeśli tak, to może napisać w artykule że to fikcyjny demon, wymyślony w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielony potem przez Linknera? Choćby po to, żeby ktoś kto trafi na tego „demona słowiańskiego” w innym miejscu, mógł na wiki przeczytać dementi… Olaf @ 14:57, 22 mar 2009 (CET)

Uważam, że nie ma sensu robić taki wyjątek. Do tej pory wszystkie wymysły Trentowskiego i innych romantyków były usuwane (vide peklenc czy dydek). Poza tym przerażająca jest perspektywa powielania casusu Białczyńskiego. Stoigniew >pogadaj< 15:05, 22 mar 2009 (CET)

  • zgadzam się ze zdaniem Olafa. Hasło ze względu na swoja popularność powinno zostać a w nim zawrzeć informacje o jego fikcyjności. Na temat bóstw i mitologii słowiańskiej (pomijam błędność twierdzenia o mitologi jako takiej) nie ma nadal bezwzględnej zgodności badaczy a to czy jedni uznaja a inni nie uznają poszczególne bóstwo czy demony, zostawmy im samym. Czytelnik powinien dowiedziec się ze takie pogląd istnieje wg tego a tego zwłaszcza że Boruta wystepuje często w literaturze.–Adamt rzeknij słowo 15:38, 22 mar 2009 (CET)
    • Rozbieżności między badaczami to nie jest udawanie że wymysły romantyków są mitologią słowiańską. Możemy i artykuł Religia Słowian oprzeć na Słowackim oraz Linknerze, tylko że będziemy wtedy pisać bajki. Jeżeli już zostawić hasło, to zmienić kategorię i tytuł (żeby nie był „demon słowiański” w przypadku gdy opisujemy twórczość Trentowskiego). W haśle lesij (czeka na przeniesienie pod poprawny tytuł leszy) zamieściłem już informację o pobocznej nazwie boruta, zaraz poprawię informację w haśle Diabeł Boruta za leksykonem Podgórskich. Na koniec fragment z encyklopedii Glogera z hasła „bór” – (…) lud przeniósł nazwisko ludzkie Boruta (…) na diabła, zwanego także borowym (…) jako na ducha mieszkającego w boru (…) Stoigniew >pogadaj< 15:48, 22 mar 2009 (CET)
      • Po remoncie haseł leszy i Diabeł Boruta mamy już w nich uźródłowione i sprawdzone informacje. Na stronie ujednoznaczniającej boruta mamy odesłanie i do diabła, i do leszego. Ten nasz artykuł pasuje tam teraz jak pięść do nosa. Stoigniew >pogadaj< 13:35, 23 mar 2009 (CET)
        • Czyli po prostu w tej chwili dubel z błędną nazwą. Lajsikonik Dyskusja 22:04, 23 mar 2009 (CET)

Fujjj, ile w tym jadu – czy to jacyś Fundamentaliści mitologiczni rodem z Czerwonych Khmerów?

C.B. – jednak musiałem skomentować.

To wstyd dla polskiej nauki, że toleruje taką „naukawość” i styl osób, które nie mając odwagi podpisać się własnym nazwiskiem i pokazać twarzy, głoszą pseudoprawdy po Brucknerze i po Kossinnie, pseudoprawdy dawno nieaktualne, bo przyjmowane z lubością wyłącznie przez Komuchów w latach polskiej niewoli i Ateizmu głoszonego z Moskwy.

Ten człowiek śmiał przybrać pseudonim po Janie Stachniuku – typowy uzurpator i tchórz.

Dzisiaj idą na pasku Berlina, starzy propagandziści, dalecy od prawdy, wiedzy, w imię źle pojętej tolerancji – nieweryfikowalni. Myślałem że to fundamentalizm w rodzaju Czerwonych Khmerów, ale nie, to jest coś gorszego, to są stare dobre Czerwone Brygady Propagandy komunistycznej, zaślepione teoriami kolonialnymi z Berlina i Moskwy.

Oto dalszy ciąg Wojny Wikipedycznej – sierpień 2010

    • Proszę, zapoznaj się ze źrudłami zamiast tracić czas na pżepyhanki i złośliwości. Marmale (dyskusja) 17:55, 28 lip 2010 (CEST)
      • Ja akurat się ze źrudłami dawno zapoznałem i mam je pod ręką. Dlatego widzę co jest opisane i widzę że opis tego „Jarego Święta” to wspułczesne zlepki rużnyh obżęduw z naciąganymi interpretacjami. Co zresztą tutaj potwierdzasz – ja o Gieysztoże i Szyjewskim, Ty o „słowiańskim kościele”. Stoigniew >pogadaj< 18:44, 28 lip 2010 (CEST)
        • Kolego Stoigniewie, jak sam pżyznałeś w „źrudłah” z kturymi się zapoznawałeś nic nie ma w interesującym nas temacie. Ja podaję konkretne weryfikowalne pżez internet książki, strony i akapity w kturyh wyraźnie pisze o słowiańskim święcie wiosny – „Jarym”, związku Jaryły zaruwno z Mażanną (ktura nota bene była jego żoną), jak i z Wielkanocą, więc żeby je obalić wypadałoby hyba pżedstawić jakieś „kontrźrudła” a nie bez pżerwy powtażać to samo „o źrudłah, w kturyh nic nie ma”? Jeszcze raz Cię proszę, zapoznaj się z podanymi pżeze mnie źrudłami i pżestań się w końcu kompromitować. Z mojej strony EOT. Dziękuję za uwagę. Marmale (dyskusja) 19:35, 28 lip 2010 (CEST)
          • Dobra ja wymiękam, z mojej strony koniec dyskusji. Piszesz że „Mażanna była żoną Jarowita” i jako źrudło podajesz angielską Wikipedię, wedle kturej Polacy modlili się do Złotej Baby. LOL, idę się wyśmiać. Stoigniew >pogadaj< 19:43, 28 lip 2010 (CEST)
            • Sorry, ale kurde nie mogę. DODAJESZ W HAŚLE JAKO ŹRÓDŁO BELETRYSTYCZNĄ TWÓRCZOŚĆ CZESŁAWA BIAŁCZYŃSKIEGO. DO PISANIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ NADAJE SIĘ TO TAK SAMO JAK „STARA BAŚŃ”, CZY JAK „EGIPCJANIN SINUHE” DO OPISYWANIA DZIEJÓW STAROŻYTNEGO EGIPTU. LESZEK MATELA TO Z KOLEI ZNANY EZOTERYSTA I OKULTYSTA, NIE MAJĄCY POJĘCIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ I DORABIAJĄCY DO NIEJ JAKIEŚ PARAPSYCHOLOGICZNE BZDURY. MASZ W OGÓLE POJĘCIE O CZYM PISZESZ?! Stoigniew >pogadaj< 20:01, 28 lip 2010 (CEST)
              • Po pierwsze, bardzo Cię proszę, żebyś się opanował i zapżestał wojny edycyjnej (i jak już wcześniej prosiłem, nie usuwał źrudeł do zakończenia dyskusji). Po drugie do pierwszej pozycji, kturej zażucasz beletrystyczność jest podany link do fragmentu. Nie jest to sensu stricte fragment książki, ale dodatek w postaci artykułu opublikowanego wcześniej w czasopismah i hyba tylko dla Ciebie jest to tekst beletrystyczny. Nie wiem kim jest Matela, nie interesuje mnie jego zajęcie czy też hobby a jedynie co ma do napisanie w zakresie słowiańskih świąt a w szczegulności Jaryh Goduw. Na tej stronie możesz się zapoznać ze spisem treści i fragmentem, ktury udowodni Ci, że ruwnież nie jest to pozycja beletrystyczna. Źrudła pżywracam po raz ostatni, nie będę się z Tobą bawił w wojenki. Proszę jakiegoś administratora o wpłynięcie swoim autorytetem na kolegę Stoigniewa w celu powstżymania go pżed usuwaniem źrudeł, kture mu się z rużnyh względuw nie podobają, ewentualnie o zabezpieczenie strony i pozwolenie innym potencjalnym dyskutantom na zapoznanie się ze źrudłami. Marmale (dyskusja) 20:35, 28 lip 2010 (CEST)
                • Sam potwierdzasz, że nie wiesz, to Cię oświecę – Białczyński to znany fantasta. Napisał m.in. Mitologię słowiańską w kturej zmyślił sobie kilkadziesiąt słowiańskih boguw i jakieś dziwaczne mity (wypociny Białczyńskiego zostały z Wiki usunięte kilka lat temu już, teraz zaczynamy pżywracać?). Obecnie zaś zajmuje się prowadzeniem strony internetowej gdzie rozpisuje się o swoih „odkryciah naukowyh” na temat „genu słowiańskiej rasy”. Matela zaś to okultysta i ezoteryk, napisał Wyrocznię słowiańską, w kturej to opisuje „starosłowiańskie” tehniki tulenia się do dżewek celem pobierania z nih energii kosmicznej. Jak zaczniemy to stosować jako źrudło do mitologii słowiańskiej, to dodam jako bibliografię w haśle Australia Tomek w krainie kanguruw – bo czemu by nie? Pżecież pisze o Australii. Stoigniew >pogadaj< 20:40, 28 lip 2010 (CEST)
                • Aby zapoznać się z dorobkiem p. Mateli, wystarczy zajżeć do PL.WIKI :) Jest to człowiek, ktury zna się na wszystkim: na Słowianah, na Atlantydzie, feng-shui, czakramah… Godna podziwu erudycja tj. fantazja ;) Ale ten jego bełkot się spżedaje… Felis domestica (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
  • Sorry, ale żadne z podanyh Ciebie źrudeł (za linki dziękuję) nie zawiera treści, kture podałeś w artykule (np. zgodnego z artykułem opisu rytuałuw święta Jarego, czy święta Jaryły). Żadne nie łączy bezpośrednio święta Jaryły i Mażanny (ba, Łuczyński wprost, na s. 171, podkreśla, że były to rużne obżędy, z kturyh poświęcone Jaryle odbywały się w kwietniu, a Mażannie – w marcu). Żadne z tyh źrudeł nie posługuje się pojęciem „Jarego Święta”. Stoigniewa ponosi, ale co do meritum ma rację. W podsumowaniu – jest na wiki artykuł Jaryło, jest Mażanna. W oparciu o podane w tej dyskusji źrudła można ładnie je rozbudować opisując faktyczne obżędy słowiańskie z tym związane. „Jaremu Świętu”, jako pomysłowi grupki rodzimowiercuw, walor encyklopedyczności trudno pżyznać, może wzmianka w wymienionyh wyżej tekstah, że dawne obżędy/zwyczaje ih zainspirowały do czegoś takiego to nie byłoby zbyt wiele… Gżegoż B. (dyskusja) 20:51, 28 lip 2010 (CEST)
      • OK, zacznijmy od etymologii Jarego Święta. Słowo pohodzi od awestyjskih słuw „jar” tzn. „rok” ktury w kalendaży solarnym słowian rozpoczynał się w czasie wiosennej ruwnonocy, i awestyjskiego „ajar”, czyli „dzień”. Jary to więc wiosenny”, czyli inaczej „święto wiosenne”. W tym źrudle jest: (…)Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami(…) Konkretne, pierwotne Jare Święto, występowało pżez dłuższy czas u słowian wshodnih, u słowian zahodnih ewoluowało do bardziej nam znanego zwyczaju topienia mażanny, jednak jest to to samo jare (wiosenne) święto. Marmale (dyskusja) 21:54, 28 lip 2010 (CEST)
      • Idąc dalej (strona 123) (…)W folkloże Słowian zahodnih brak odpowiednika Jaryły. Wiadomo, że po pożegnaniu zimy, związanym z postacią Mażanny(…) i dalej (strony 132-133) Pieśni śpiewane w czasie topienia Mażanny wskazują, że jej odejście oznacza pżyjście św. Jeżego, czyli solarnego uosobienia wiosny, Jaryły. Mażanna w pżeciwieństwie do Jaryły, „umierała” na wiosnę: jej ubraną w białą płahtę kukłę obnoszono ze śpiewem po wioskah, by potem ją podpalić i wżucić do wody Dlaczego więc twierdzisz, że w źrudłah nic nie ma? Marmale (dyskusja) 22:22, 28 lip 2010 (CEST)
          • Zacząć od „jarego święta”? Śladu użycia takiego pojęcia w podanyh źrudłah w ogule nie dostżegłem. W artykule podany jest też pżebieg obżęduw, ktury w takiej postaci i w odniesieniu do takiego święta w źrudłah ruwnież nie występuje. Artykuły na wiki powinny odpowiadać treści podanyh źrudeł, a nie „twurczo” je rozwijać i interpretować. Powtużę: podane źrudła na pewno pżydałyby się do rozwinięcia artykułuw Jaryło i Mażanna, w zakresie naszyh domniemań co do obżędowości słowiańskiej (gdzie ewentualnie może znalazłoby się miejsce dla wzmianki, że zainspirowało to rodzimowiercuw do czegoś takiego). Natomiast w gruncie żeczy artykuł opisuje święto rodzimowiercuw, o kturym nie ma mowy w ogule w podanyh źrudłah, i kture na osobny artykuł moim zdaniem nie zasługuje. A stwierdzanie, że takie „Jare Święto”, w takiej postaci to „etniczno święto Słowian”, co często jest powtażane w sieci (a może to artykuł jest kopią tekstuw z sieci? dat nie poruwnywałem), jest wręcz szkodliwe w tej sytuacji. Gżegoż B. (dyskusja) 08:16, 29 lip 2010 (CEST)

W Słowniku Starożytności Słowiańskih pod hasłami „Jar-” mamy wyłącznie nazwy własne (toponimy oraz imiona władzcuw i jednego Jarowita, utożsamianego ze Świętowitem). Picus viridis Odpowiedz zoilowi 21:11, 28 lip 2010 (CEST)

  • Panowie proszę o ohłonięcie i powstżymanie sie od wzajemnyh atakuw. Marmale pżeczytałem wszystkie podane pżez Ciebe źrudła nawet więcej niz podałeś i nigdzie nie znalazłem ani podawanej w artykule daty, ani powiązania świeta Jarowita z Mażanną Jest tam mowa o wzajemnej korelacji ale nie na pewno nie mozna je łączć w jedno święto. Świeto jako takie istnieje i jeżeli jest ważne powinno zosytać Jednakże tżeba koniecznie napisać je zgodnie ze źrudłami ze zrozumieniem tyh źrudeł. –Adamt żeknij słowo 00:52, 29 lip 2010 (CEST)
  • Adamt, pżecież dałem powyżej cytat z Szyjewskiego „Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca” A mit o Jaryle i Mażannie znajduje sięhoćby tutaj. Marmale (dyskusja) 01:50, 29 lip 2010 (CEST)
Jeden o jednym, drugi o drugim… Adamt pisze że nie masz źrudła na związek Jaryły z Mażanną, to podajesz mu dwa rużne źrudła – jedno o Jaryle, drugie o Mażannie… PS wszystkie te hasła mamy – Mażanna, Jaryło, Kostroma (mitologia)… Nie rubmy na siłę z tego jednego hasła. Stoigniew >pogadaj< 01:54, 29 lip 2010 (CEST) 

  • I pewnie ze względu na brak związku w podanym pżeze mnie źrudle, o kturego pżeczytanie prosiłem Cię pięć razy można pżeczytać” Rekonstrukcja prasłowiańskiego mitu płodności, podjęta pżez R. Katièicia w jego cyklu artykułuw zapoczątkowanym rozprawą „Hoditi – roditi…” z 1987 roku, dla Mażanny pżewiduje rolę siostry i nażeczonej boga płodności i urodzaju, w tradycji horwackiej nazywanego „Zielonym Jurem”, ktury najprawdopodobniej nałożył się na postać słowiańskiego boga urodzaju określanego teonimem od rdzenia *Jar- (Jarowit, Jariùo i in.). Sam rdzeń *jar- potwierdza związek bustwa z wiosną i wegetacją (…) Jariùo (Jarowit), znaczyłby więc dosłownie ‘wiosenny’, ‘silny pan’ lub ‘wiosenny pan’. Nadal nie widzisz związku? Marmale (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
Gdybyś znał się hociaż trohę na temacie w kturym się tu wypowiadasz jako znawca, to wiedziałbyś, że taka koncepcje są mniej lub bardziej ostrożne i powinny być za podaniem autora podane w haśle o danym bustwie (jak hociażby w haśle Swarug hipoteza Jakobsona i etymologia Bruecknera). Na pewno nie jest to podstawa do Twoih własnyh interpretacji i własnyh rekonstrukcji jakiegoś żekomego, zaginionego święta – tym bardziej że oprucz tego źrudła podpierasz się Matelą i Białczyńskim, czym się całkowicie dyskredytujesz. Stoigniew >pogadaj< 02:36, 29 lip 2010 (CEST) 

  • Artykuł pżeczytałem i nie idąc w jego ocenę jako rekonstrukcji wieżeń, pozwolę sobie go zacytować:
Wzmianka o święcie Jarowita dotyczyła połowy kwietnia (około 14-15 IV) […] Tihon, biskup w Woroneżu zniusł 15 kwietnia 1765 roku obżędy Jaryły (str. 167)
W dodatku obżędy łączone z Mażanną i Jaryłą pozostawały w związku czasowym – wyniesienie Mażanny popżedzało [podkr. moje -FD] wniesienie „nowego Latka” i uroczystości kwietniowe Jaryły (str. 169)
Związek (lub jak twierdzi cyt. autor – paralelność) między postaciami mugł być, obie postacie związane były z wiosną (hoć w rużnym – patż cyt. art. – harakteże), ale o wspulnym święcie dnia 21 marca słowa tam nie ma. O pisankah też nie. Felis domestica (dyskusja) 03:13, 29 lip 2010 (CEST)
A to: Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami… (i ten dalszy cytat Szyjewskiego) pżeczytałeś? Bo już hyba z tżeci raz cytuję. Wspulnego święta nie ma, bo tu o dwie rużne żeczy hodzi. Pierwsza to pierwotne Jare, czyli Święto nowego roku, wiosny, odrodzenia, czy czego tam jeszcze, druga to puzniejsze święta: Jaryły u słowian wshodnih i Mażanna u zahodnih. Obydwa wywodzą się z tego samego święta – solarnego nowego roku – Jarego. O pisankah też gdzieś było, ale nie hce mi się już szukać. W każdym razie zwyczaj malowania jaj pohodzi z Persji, więc wydaje się to w miarę logiczne zważywszy na solarny tyh harakter świąt i indoeuropejskie kożenie słowian. Marmale (dyskusja) 03:54, 29 lip 2010 (CEST)
Gdzie w dyskutowanym właśnie art. Łuczyńskiego znajduje się ten cytat? Podaj proszę stronę, bo ja nie znalazłem, Szyjewskiego nie ma także w bibliografii Łuczyńskiego. Daty 21 marca też nie znalazłem. Jest ten cytat w tu, o to Ci hodziło? Bo jeśli tak to (pomijając fakt, że to portal grupy wyznaniowej, a nie drukowane źrudło etnologiczne) autor wykazuje się totalną ignorancją
-myląc pżesilenie z ruwnonocą
-opowiadając o ludah zbieracko-rolno-pasterskih (szkoda, że nie nomadyczno-osiadłyh i rybacko-wysokogurskih)
-twożącyh „jedną wielką rodzinę” – nic, to, że wymieniane ludy wykształciły się jako odrębne byty gdzie i kiedy indziej… itp.
Załużmy nawet, że takie święto istniało (dlaczego jedno, a nie cykl obżędowy? i wtedy nie musimy „dzielić” jego obyczajuw, tylko wiążemy święto jedno z wielkanocą, innne z Zielonymi świątkami etc). Załużmy. No to pokaż mi, że miało taki pżebieg jak w art. Jare Święto. Jeśli podejdziesz do sprawy uczciwie, to możesz powiedzieć: mogło istnieć takie święto, nazwy własnej, z braku źrudeł nie znamy, dokładnego pżebiegu też nie, nie możemy powiedzieć, kture elementy weszły w skład kturyh świąt. Mamy źrudła na temat puźniejszej obżędowości, na ih podstawie możemy zrekonstruować mit o bustwah (prawdopodobnie) związanyh ze świętami wiosennymi.
Nie zapomnijmy też dodać, jak czyni to każdy uczciwy badacz, hoćby rosyjscy semiotycy pżez Łuczyńskiego cytowani (Toporow &Co, bardzo solidni, poczytaj,są polskie pżekłady), że wszelkie rekonstrukcje mituw z pozostałości w pieśniah itp. są wysoce hipotetyczne–Felis domestica (dyskusja) 03:49, 30 lip 2010 (CEST)
  • Sprawa jest prosta – nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej. Owszem, będą elementy wspulne, ale zawsze będzie to reinterpretacja i jedynie bardziej lub mniej (częściej mniej) wierna rekonstrukcja. Stoigniew podnosi, że w związku z tym kategoria jest błędna, a ja się z tym zgadzam. Natomiast jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne jako osobny artykuł. Sugestie miałbym dwie – albo po skruceniu dopisać obecną treść do artykułuw o związkah wyznaniowyh, w sekcji „obżędowość”, albo utwożyć artykuł zbiorczy Obżędowość rodzimowierstwa słowiańskiego, traktujący o wszystkih świętah – a tam mogą być źrudłem strony tyhże związkuw, bo niby czemu nie? Co do encyklopedyczności takiego zbiorczego artykułu, powinien być MSZ traktowany jak wydzielona ze względu na rozmiary sekcja art. rodzimowierstwo słowiańskie, zatem prawdopodobnie ostałby się w Wikipedii. Lajsikonik Dyskusja 07:21, 29 lip 2010 (CEST)
  • Chyba już na szczęście nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. Ja bym w to w ogule wspułczesnyh związkuw wyznaniowyh nie mieszał. Może sobie być wzmianka, że jakieś tam grupy obhodzą i tyle, może być link ze strony tego Związku, tudzież innyh religii z sekcji o obhodzonyh świętah. Zostawiłbym to jako historyczny fakt istniejącego kiedyś święta, a czy będzie to jako sekcja w jednym artykule z na pżykład nocą kupały i innymi słowiańskimi świętami, czy też osobno, to już hyba wszystko jedno. Marmale (dyskusja) 10:40, 29 lip 2010 (CEST)
    • Pżeczytałeś ze zrozumieniem post Lajsikonika? Bo znowu ktoś o czymś, a Ty o czymś zupełnie innym. Stoigniew >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) wypowiedź niemerytoryczna. Proszę, wypowiadaj się w temacie merytorycznie i nie wycofuj moih edycji skreślającyh nic nie wnoszące zaczepki. Marmale (dyskusja) 11:37, 29 lip 2010 (CEST) >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) MOŻE DOPRECYZUJĘ, BO MARMALE NAGMINNIE WYKREŚLA TĘ WYPOWIEDŹ – LAJSIKONIK PISZE ŻE M.IN. „nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej„, „zawsze będzie to reinterpretacja„, „jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne„. Z KOLEI KOMENTARZ MARMALE DO TEJ WYPOWIEDZI BRZMI :nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. ALBO NIE PRZECZYTAŁ UWAŻNIE WCZEŚNIEJSZEJ WYPOWIEDZI, ALBO ZNOWU JEDEN PISZE O JABŁKACH, A MARMALE DOWODZI ŻE TU O GRUSZKI CHODZI. Stoigniew >pogadaj< 11:56, 29 lip 2010 (CEST)
  • W haśle pojawiło się kolejne super wiarygodne źrudło – tandetny artykuł z „Newsweeka”. Tu każdy może się z nim zapoznać i ponownie ocenić czy dodawane pżez Marmale „źrudła” mają jakikolwiek związek z teoriami i opisami pżedstawionymi w treści hasła. Słowo „Jare” pojawia się w tekście dwa razy, w kontekście „rodzimowiercy 21 marca obhodzą Jare Gody”. Stoigniew >pogadaj< 11:45, 29 lip 2010 (CEST)
  • Cuż, ja pżynajmnie robię swoje uźrudławiając tekst, Ty niestety nie podałeś jeszcze żadnego kontrźrudła, wszystkie Twoje wypowiedzi oparte są na „twojej wiedzy” i „braku źrudeł”, więc mamy konfrontację – Twoje słowa pżeciwko konkretnym opublikowanym źrudłom. Proszę Cię ruwnież o zapżestanie wycofywania tej edycji, bo stajesz się coraz mniej wiarygodny do dalszej dyskusji. Marmale (dyskusja) 11:55, 29 lip 2010 (CEST)
  • Na co mam ci podawać kontrźrudło? Na to że czegoś takiego nie ma? Może mam znaleźć jeszcze kontrźrudło że na wieżbie nie rosną gruszki, bo ty masz źrudło że rosną? Masz rację, źrudło nie muwiące nic na temat lepsze od braku źrudeł. Nieważne, czy w „źrudle” pżez Ciebie podanym jest coś na temat związany z hasłem, czy nie. Dodaj jeszcze „Tomek w krainie kanguruw”. Wszak to jest źrudło, a moja wypowiedź oparta jest na „braku źrudeł” i mamy „konfrontację”. I pżestań wykreślać moje wypowiedzi, bo jeśli ktoś tu jest niemerytoryczny, to tylko ty. Stoigniew >pogadaj< 12:00, 29 lip 2010 (CEST)
  • WP:WER, zasada 3: „Obowiązek powołania się na wiarygodne źrudła spoczywa na dodającyh nowy materiał, a nie na tyh, ktuży zamieżają ten materiał usunąć.” Podane pżez Ciebie opracowania nie potwierdzają zawartości artykułu, więc nie można stwierdzić, że jest on uźrudłowiony. Gżegoż B. (dyskusja) 13:00, 29 lip 2010 (CEST)

  • Swoje zrobiłem i kończę z Tobą dyskusję – szkoda czasu na pisanie ciągle tego samego. Marmale (dyskusja) 12:05, 29 lip 2010 (CEST)
    • Ja też kończę tę jałową „dyskusję” i niewątpliwie skończę z Wikipedią ewidentnie jeśli Czesław Białczyński znowu zacznie być traktowany jako źrudło. Cofniemy się w rozwoju o 4 lata i tża będzie popżywracać hasła typu Śląkwa, Koczkodan (demon słowiański), Peklenc i masę innyh. Potem proponuję spolszczyć jeszcze en:Złota Baba. Co z tego że wszystko bzdury i wspułczesne wymysły, ale będziemy mieli mitologię słowiańską bogatszą od greckiej! Tyle że niekoniecznie mającą cokolwiek wspulnego z naszymi pżodkami i faktami pżedstawionymi w źrudłah naukowyh i etnograficznyh. Tu masz na pżykład około setki „słowiańskih boguw”, co z tego że żaden badacz tematu nigdy o nih nie słyszał – jest źrudło!… Stoigniew >pogadaj< 12:10, 29 lip 2010 (CEST)$
  • Tu masz wiarygodny tekst o istnieniu takiego bustwa jak Złota Baba. Jest to kolejny powud, żeby stwierdzić, że niekture Twoje działania na Wikipedii są podyktowane albo zwykłą niewiedzą, albo kwestiami światopoglądowymi. Taka postawa według mnie ewidentnie wpływa na szkodę projektu. Marmale (dyskusja) 22:52, 29 lip 2010 (CEST)
I po raz kolejny wyhodzi twuj kompletny brak jakiejkolwiek wiedzy na temat w kturym się wypowiadasz jako ekspert. Gdybyś miał hociaż kżynę wiedzy na temat mitologii słowiańskiej, to wiedziałbyś, że XIX-wieczne publikacje nie są żadnym źrudłem do wieżeń słowiańskih. Nie prezentują sobą żadnej wartości, co już na początku XX wieku wykazał Brueckner, Ale Ty nadal widzę tkwisz na poziomie „Starej baśni”, Linknera, idoli prillwickih i kamieni z Mikożyna. Nauka poszła o 150 lat do pżodu. Ale ty od Gieysztora wolisz Księgę Welesa. Stoigniew >pogadaj< 22:59, 29 lip 2010 (CEST)

i tu Marmale (dyskusja) 23:05, 29 lip 2010 (CEST)

  • Taaak, u Kraszewskiego ktury nie znał prawie nic poza panteonem Długosza, ktury uważał za autentyczny (odsyłam do „Starej baśni”, źrudło do mitologii słowiańskiej takie jak film „Troja” do Homera). Stoigniew >pogadaj< 23:08, 29 lip 2010 (CEST)

i tu, hyba tracisz na wiarygodności coraz bardziej. Marmale (dyskusja) 23:09, 29 lip 2010 (CEST)

  • Brueckner się już w grobie ze 100 razy pżewrucił, wracamy do epoki Lelewela… Stoigniew >pogadaj< 23:10, 29 lip 2010 (CEST)

Cuż, widzę że pojawiło się kolejne fałszywie podpięte źrudło, czyli Gieysztor. Mam nadzieję, że ktoś z czytającyh ma tę pozycję i może sprawdzić o czym naprawdę Gieysztor pisze (na życzenie mogę wysłać skany podanyh w haśle stron). Polecam ruwnież zobaczyć jedno z genialnyh źrudeł Marmale – bezpłatny tygodnik „Sąsiedzi”. Jeżeli zaczynamy używać czegoś takiego jako źrudło do pisania o mitologii słowiańskiej, zwłaszcza do uzasadnienia naciąganyh interpretacji, to znaczy że shodzimy na psy. Stoigniew >pogadaj< 23:42, 29 lip 2010 (CEST)

  • Zdaje się, że już każda pżeciętnie inteligenta osoba (poza tobą) załapała, że jar to wiosna, więc jare znaczy wiosenne. jary to słowiańskie określenie jurności, nowego życia, kżepkości, wiosny itp. (tu kolejny dowud),. We wspułczesnym języku polskim ruwnież pozostały pozostałości tego słowiańskiego słowa jare zboże, stary ale jary, także w znaczeniu imion (hoćby Jarosław). Nie dociera, czy po prostu hcesz usunąć jedno z najważniejszyh słowiańskih świąt z Wikipedii, tylko dlatego, że hasło jest dowodem na pogańskie pohodzenia Wielkanocy? I ty jesteś członkiem Wikiprojektu mitologia słowiańska? Naprawdę śmieszne. Zbędne i niegżeczne. Morg(dyskusja) 15:30, 30 lip 2010 (CEST) Racja – dzięki :) Marmale (dyskusja) 20:16, 30 lip 2010 (CEST) Marmale (dyskusja) 12:38, 30 lip 2010 (CEST)
  • Jako średniointeligentna osoba złapałem, że jare to wiosenne, jak ruwnież że mamy źrudła do opisu i rekonstrukcji wczesnojarego marcowego święta Mażanny, średniojarego, kwietniowego święta (nomen omen) Jaryły, puźnojaryh świąt majowyh (pżekształconyh w Zielone Świątki), ba, nawet końcowojarego, czerwcowego święta Kupały/ŚwJana. Tylko na jedno jakieś Jare Święto źrudeł nie widzę. Nie wiem też dlaczego pżdokowie nasi słowiańscy pżehować mieli w obżędowości ślady wszystkih tyh pomniejszyh świąt, tylko tego najważniejszego nie. Jeśli założymy, zdroworozsądkowo, że ludzie pżede wszystkim hronią to co najważniejsze, tedy zgodnie z bżytwa Ockhama nie ma potżeby wymyślać nowyh Jaryh Świąt – zupełnie wystarczą te jare święta, kture już są znane i kture są opisane/należy opisać w odpowiednih działah. PS Szukasz „dowoduw”, poczytaj Uspienskiego i Toporowa, nie blogeruw.Felis domestica (dyskusja) 00:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • OK, po raz piąty i ostatni cytuję „(…) Jest to czas naszyh świąt wielkanocnyh, a termin owyh obhoduw waha się między 21 marca a 24 kwietnia, pżypadając dokładnie na pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca. W Wielkanocy zahował się pradawny termin agrarnego, księżycowego święta Nowego Roku, a z nim część noworocznyh obżęduw. Dla rolnikuw i pasteży była to graniczna data, od kturej mogli rozpoczynać rużne czynności związane z uprawą i hodowlą – z pewnością najważniejsze święto całego cyklu rocznego. Nic więc dziwnego, że w tyh obhodah było wiele magicznyh rytuałuw związanyh z rozpoczynającą się wegetacją i mającyh zapewnić dobry urodzaj oraz powodzenie w całym nowym roku. Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca(…)” Skoro słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży, dalej za Wikipedią:Słowianie dzieli też rok na inne okresy, nieuwzględniane w dzisiejszym kalendażu, tj. pory roku. Początek, koniec i długość poszczegulnyh pur roku była rużna w zależności od tego, w jakiej strefie klimatycznej dane plemię mieszkało, i tak np. wiosna zaczynała się od 1 marca (na południu) do 23 kwietnia (na pułnocnym wshodzie). oraz Brak jest danyh dotyczącyh tego, kiedy dla Słowian zaczynał się nowy rok. Na Rusi, gdzie pżeżytki słowiańskiego kalendaża pżetrwały najdłużej Nowy Rok obhodzono 1 marca lub 1 wżeśnia, jednak jest niemal pewne, iż początek roku w tym dniu nie jest słowiańskiego pohodzenia – 1 marca rok zaczynał się w starożytnym Rzymie, zaś data 1 wżeśnia wskazuje na wpływ kalendaża bizantyjskiego. Niektuży badacze spekulują, iż początek roku pżypadał w dniu ruwnonocy wiosennej, kture było początkiem roku u niekturyh innyh luduw, a także pżypadało na okres początku prac polowyh, będącyh podstawą rolniczej gospodarki Słowian. Wg innyh badaczy początek roku związany był z okresem zimy – może następował wraz z pżesileniem zimowym; nazwa grudnia w niekturyh językah słowiańskih (np. czeskim, horwackim, a także staroruskim) prosinec/prosinac wiąże się z proszeniem, tj. modlitwą; był to więc jakiś okres pojednania z bogami, pojednania, a zatem nowy rok mugłby pżypadać w tym właśnie okresie. Na ten sam termin początku roku wskazuje także dawna nazwa okresu świąt Bożego Narodzenia (kturego kożenie sięgają czasuw pogańskih) tj. gody. Nazwa ta jest etymologicznie związana ze słowem god, oznaczającym rok, i dopiero w okresie puźniejszym, jako że okres zakończenia starego roku i początkiem nowego związany był z radością i zabawami, w wyniku zmiany znaczenia (tzw. pżesunięcie semantyczne), słowo gody zaczęło oznaczać zabawy, zwłaszcza weselne. Mam nadzieję, że po raz kolejny ostatni muszę tłumaczyć skąd rużnica w datah świąt wiosennyh. Pżeczytaj pozostałe źrudła, kture są dostępne. Dopełnieniem dyskusji o jarym może być na pżykład ta dyskusja, także słownik języka polskiego. Sceptycyzm to dobra żecz, ale jak widać wystarczy mieć odrobinę dobrej woli, żeby samemu znaleźć odpowiedź na wątpliwości, hociaż w razie czego służę pomocą. Marmale (dyskusja) 02:31, 31 lip 2010 (CEST)
  • samemu znaleźć odpowiedź – nie jesteśmy od „znajdowania odpowiedzi samemu” patż WP:OR. „Ta dyskusja” źrudłem nie jest, bo nie uźrudławiamy haseł dyskusjami na internetowyh forah. Nie uźrudławiamy też haseł na Wikipedii innymi hasłami na Wikipedii – pomijając już fakt iż hasło kalendaż słowiański, kture tu pżywołujesz, jest pozbawione wiarygodnyh źrudeł (hyba że za takie uważasz link do rosyjskiej Wiki, do oszablonowanego hasła ru:Инглиизм), jak ruwnież pełne zwyczajnyh pierduł (pisze o „Słowianah w starożytności” – może ty wiesz co Słowianie robili w starożytności na środkowoazjatyckih stepah. Bo jak na razie żaden badacz tego nie wie). A hasło o Kostromie mamy. Stoigniew >pogadaj< 09:05, 31 lip 2010 (CEST)
  • Nie, nie jesteśmy od znajdowania odpowiedzi, hasła się pżecież same uźrudławiają. Ten link jest jak napisałem dopełnieniem tej dyskusji a nie źrudłem. Marmale (dyskusja) 10:43, 31 lip 2010 (CEST)
  • „Skoro Słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży” – no, ja właśnie o tym. Zakładając (poproszę źrudła!), że faktycznie używali lunarnego i skoro konkretnej daty wskazać nie można, to już pierwsze zdanie dyskutowanego artu: Jare Gody – etniczne święto Słowian, pżypadające na ruwnonoc wiosenną (21 marca) lub pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca jest nieprawdziwe i do wyżucenia. BTW, ktoś kto posługuje się czysto lunarnym kalendażem, oleje solarne święto ruwnonocy…
-Co zaś do samouźradławiania haseł, to obszerne cytaty z Wikipedii to właśnie pżykład „samouźrodławiania” – nieuźrudłowionym (nawet szablon wisi) artem Kalendaż słowiański usiłujesz wykazać istnienie jakiegoś Jarego Święta, na kture też źrudeł na razie brak. Zrozum: nie kwestionuję, że obhodzili jakiś nowy rok, że mieli cały cykl obżędowy, rekonstruowany m.in. pżez szkołe tartuską do kturej pżedstawicieli Cię wielokrotnie odsyłałem. Ja tylko twierdzę, że nie ma dowoduw na Jare Święto w formie i czasie opisanej w dyskutownaym arcie. Można je opisać jako rodzimowierczą rekonstrukcję, wspułczesną interpretację. Można i należy opisać święta Jaryły itp. bo na nie stosunkowo mocne wskazuwki są.
-Wreszcie co do sceptycyzmu: uczyła go mnie m.in. wykładowcy kultury Słowian i polskiej kultury ludowej ;) hoć po studiah Słowianami już się nie zajmowałem. Ale tekst naukowy od popularno-naukowego i psudonaukowego (Matela itp.) odrużniam.Felis domestica (dyskusja) 13:55, 31 lip 2010 (CEST)
  • A no to dohodzimy do porozumienia. Ta data jest powiedzmy dość prawdopodobna dla niekturyh plemion słowiańskih, ale to nadal tylko hipoteza. To, że dzisiejsi neopoganie obhodzą święto w tym dniu to nie znaczy, że tak było, zwłaszcza, że w pżytoczonyh źrudłah są podane rużne terminy i hyba dlaczego już wiadomo. Artykuł więc wymaga poprawienia (i ja tego nie kwestionuję a nawet hętnie pomogę), ewentualnie wzmianki (np. w odrębnej sekcji) o wspułczesnyh obhodah. Tekst o kalendażu słowiańskim zacytowałem z Wikipedii, bo był jasno sklarowany powud tyh rużnyh terminuw, źrudła zapewne są gdzieś po rusku, zobaczę wieczorkiem do czego mnie odeśle wiki.ru. 1000 lat swoistego tabu na takie żeczy to nie w kij dmuhał. tu jest informacja o posługiwaniu się pżez słowian kalendażem rolniczym i lunarnym. Marmale (dyskusja) 17:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • Czyja hipoteza? Twoja? Jak nie podaj mi konkretnyh badaczy i konkretne plemiona (+ źrudła tyczące się tyh plemion). Bo ja też mogę sobie napisać że „prawdopodobnie niekture plemiona słowiańskie latały na Księżyc”. Kolejne słowo-wytryh na Wikipedii służące do pisania historycznyh bzdur – „niekture plemiona słowiańskie”. Już w haśle żywioły stało kiedyś że „niekture plemiona słowiańskie znały grecki piąty żywioł, eter”. Stoigniew >pogadaj< 17:58, 31 lip 2010 (CEST)
  • Stoigniew, dobże napisz sobie, ziew :). Tutaj jeszcze jakby ktoś hciał się zapoznać jest fragment z Gieysztora o Jarowicie – Jaryle i związku z wiosną. Marmale (dyskusja) 19:08, 31 lip 2010 (CEST)

  • Odpowiem tak: To że Karol Wojtyła napisał sztukę teatralną, nie dyskwalifikowało go do napisania homilii na Urbi et Orbi. To, że Białczyński napisał powieści wzorowane na słowiańskih mitah, nie dyskwalifikuje go do napisania poważnego tekstu o słowiańskim święcie wiosny. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST)
    • A ostatnio Białczyński rozpisuje się na swojej stronie o „słowiańskiej rasie”, „słowiańskim genie” i jakieś farmazony na temat żeszy „słowiańskih bustw” o kturyh nikt poza nim nigdy nie słyszał. Pomijając fakt, iż jest absolwentem tehnikum geodezyjnego i nie ma elementarnego wykształcenia historycznego, arheologicznego czy etnograficznego. Świetneś źrudło znalazł. Niemalże jak Ja, Klaudiusz do opisywania Imperium Romanum w I wieku. Stoigniew >pogadaj< 11:55, 9 sie 2010 (CEST)
    • Znuw kulą w płot… Co w takim razie oznacza poważny tekst? Podaj mi proszę jakieś recenzje w specjalistycznyh pismah. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

No to bardzo mętne masz podejście i dyskwalifikuje Cię ono jako merytorycznego redaktora. Największą bzdurę możemy napisać i potem „uźrudłowić” ją nie całościowo, ale dodając refy do poszczegulnyh słuw. Ot, możemy napisać że Słowianie obhodzili Święto Kaszankowe, poświęcone Perunowi. Znajdziemy źrudło na istnienie słowa „kaszanka”, potem źrudło na to że kaszankę składano w ofieże, potem że składano ją w ofieże m.in. podczas świąt poświęconyh Perunowi. I ładną konstrukcję zbudujemy, co z tego że totalnie bezsensowną… Kolego Stoigniewie, nagminne naruszanie pżez Twoją szanowną osobę nie tylko zasad wityetykiety ale i podstawowyh zasad kultury osobistej skłania mnie do refleksji, że powinieneś zrobić sobie dłuższą pżerwę na lekturę niekturyh zaleceń Wikipedii oraz społecznyh zasad savoir vivre. Natomiast niekture Twoje wypowiedzi [18] [19] w moih oczah nie tylko dyskwalifikują Cię do dalszej pracy jako redaktora Wikipedii, ale zasługują na długotrwałego bloka. Naprawdę, nie mam pżyjemnośc i z Tobą dyskutować, ponieważ poziom tej dyskusji mnie po prostu mieżi. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST) A mnie mieżi Twoje zaklinanie żeczywistości i to, że działasz jak w amoku byleby tylko nie pżyznać się do tego, że popełniłeś błąd. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

Tajemnik Burowijski: Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem


© copyright by Czesław Białczyński

Wiktor Wasniecow – Bój z Trzygłowym Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Wiktor Wasniecow – Sirin i Alkonost

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Andrzej Gusielnikow – Strzybog

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Korolkow – Kamień Ałatyr (Światyr)

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Rerich – Swarożyc

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

Korolkow – W Carstwie Czarnoboga – Wranego Żmija

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles, i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Matka Ziemia

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Korolkow – Drzewo Świata


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

Tajemnik burowijsko-skołocki: Jak się rodziła Matka Ziemia


© copyright by Czesław Białczyński



Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

(foto Ceiog 2009 – Galapagos)

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Święta Góra Kailasz Góra Kalji – Góra Swąta na Weli ma być 99 razy  większa od tej najmasywniejszej Świętej Góry Ziemi (foto: Steve Zzhong)

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

Rajec – Naw Rajska

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Taja 24 – O Bogach według Burów-Czarnosiermiężnych


Taja 24 –  (fragmenty burowijskie)

© copyright by Czesław Białczyński

Z boskich dziejów podług Burów:


Wydobycie Matki Ziemi

– w podaniach burowijsko-skołockich

Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Walka ze Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Czur-Chorsiniec

Mniejsi Bogowie Burów

W swoich podaniach Burowie nie powiadają nic o stopniach ważności bogów, o ich rozmieszczeniu w Kręgu Bogów na Równi, ani o ich ułożeniu w Drzewie Świata. Toteż Mniejsi Bogowie, którym Burowie nie przypisują wcale niższych pozycji w Kręgu Bogów, bo i o Kręgu nic w swoich przekazach nie mówią, są dziećmi bogów z bogami lub płonnymi dziećmi bogów z innymi świętymi bytami. Narodzili się oni wszyscy z różnych związków pomiędzy Żywiołami i Mogtami Większymi i Mniejszymi a także pomiędzy Kirami, Dzięglami i Mogtami oraz Żywiołami i boskimi pomocnikami ich wszystkich.  Ci są wśród pozaburskich kącin i gromad kapłanów zwani przeważnie Starszymi Stworzów czyli Prabogunami i Praboginkami, ale wielu z nich to po prostu Mniejsi Żywiołowie i Mniejsze Moce. Krąg Małych Żywiołów i Małych Mogtów utworzony przez burowijskie taje Wiedzy Przyrodzonej nie jest wcale mniejszy od kręgu przedstawianego przez kapiszty innych tradycji. Stąd pełny Krąg Bogów tworzą i tutaj  postacie Osiemdziesięciu Ośmiu Bogów  i postać jednej Ukrytej Bogini – Osiemdziesiątej Dziewiątej (Skrzystej Świętej Krowy – którą jednak nie jest Zemuna jeżeli zgodzimy się, iż Zemuna to Świętogłaza, a koza Seduna to Świćgałęza).

Jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia to osiągniemy zgodność z kątynami burskimi. Wymieniane przez Burów jako bogowie byty boskie należy, według kącin Wschodu, Zachodu i Południa, zaliczyć do najszlachetniejszej warstwy Bogów Mniejszych i do Przedstworzy, czyli Starszych Stworzów, których Krąg (Święte Koło Bogów sporządzone przez te kąciny) – nie pokazuje, a których jest tylu, ile jest rodzajów bogunów i boginek – czyli Osiemdziesiąt i Ośmiu. W burskich podaniach poświęcono im wiele miejsca, a dzieje ich są wplecione na równi w boskie dzieje.

Tych dziejów, potyczek, spotkań, związków  i wydarzeń nie będziemy w Księdze Ruty przedstawiać, bo nimi zajmie się szczegółowo Pierwsza Taja Księgi Tanów, nazywana Tają Burowijską. Tu tylko pokażmy kilka z owych postaci, by niejako uprzedzić czym będzie owa Taja i co Księga Tanów prócz samych Tanów objawia.

Tak więc ważną postacią burskich podań jest Windra (Wędra), który był synem Dyja – bogunem-dyjawołchem jednym z Przedstworzów, a więc Starszym Stworzy Dyjbołtów.

Ra-Wołch jest także jednym z Przedstworzów (jednym ze Starszych) – Synem Roda i Swary lub Roda i Siemi, albo żmija Wędryka i Siemi – to prabogun Swarków – słoneczny, niebiański prabyt boski. Ra-Wołch zakochał się w żmijcicy Peraskji – Pani Wód Wołgi i w jej toniach wziął z nią ślub. Chciał podbić Welę i Nawie, ale zobaczył na brzegu rzeki piękną Ładę w kąpieli. Pokazał się jej jako młodzieniec-wojownik, bohater Wołch. Stał się kochankiem Łady, która zdradzała mu sekrety wiedzy wojennej i łowów. Pod wpływem miłości zaniechał służby Ciemnym Bogom i stał się sługą Swąta oraz Swaroga-Czarnogłowa. Przemienił się w rzekę Wołgę i pozostał w jej toniach jako mąż Peraskji. Znany jest jako, Ra, Rwa, Rzwa lub Rawa – a są to też inne miana rzeki Wołgi-Rwy.

Alinka (Alija, Alka, Aljenka) córka Czarnogłowa-Swaroga i Plejony, miała córkę Ogidelę-Ognidawę (Agidel-Agnidewę, Ogniodzielę). Owa przedstworzyca, praboginka ogniowa, która urodziła Ogniodzielę, nazywana też była Alką, jako że była córką Alka – Czarnogłowa (Kauka-Dzięgla) i jest Starszą Stworzy Skierek.

Ałtynka – duch Gór Złotych, (Z)Ałtajskich – Starsza Stworzy Obiłuchów, była córką Amelfy-Omołwy (Obrytej).

Ważniejszą postacią Tajemnika Burowijskiego jest jej matka, sama Amelfa (Obryta, Omołwa). Jest ona córką Krowy Zemuny (Świętogłazy). Ona także widywana jest jako Krowa lub koziogłowa Nawka – Przedstworzyca, Starsza Nawek, a więc służka Zaświatów. Kąciny Zachodu przedstawiają ją jako boginkę służkę bogini Nyi, a w Bylinach jest ona matką Wasilija Busłajewa lub Aleszy Potapowicza. Kąciny Południa powiadają, że to ona może być burowijską odpowiedniczką Swątlnicy – Osiemdziesiątej Dziewiątej Bogini, która pokazuje się pod postacią Wedrika bądź Krowy Skrzystej, a która swój ród wywodzi z rodu Swątowego jak i Świętogłaza, i Świćgałęza, i Światyr-Ałatyr, i kwiat-gwiazda Świetlik-Aster i orzeł Wostrogot i wierzchowiec Świchrz.

Kąciny Wschodu, zwłaszcza Kijowska z Góry Bogit i kącina Chorsa z wyspy Hortycy powiadają jednak że odpowiednikiem Swątlnicy w Tajemniku Burowijskim jest Kryszeń-Iskra, który jest tam również wcieleniem Swątwoli-Swątbody.

Omelwa-Omołwa (Amelfa-Obryta) znaczy – Dająca Omrytę, napitek nieśmiertelności. Skołocki napój boski Amritę u Słowian nazywano Obrytą lub Omołwą (obróta – oburta – burtować, obrucać, bertać, oberek, obroty – odwracać normalny bieg zdarzeń czyli np. odradzać od śmierci, albo odbierać żywot i obracać żywych w zmarłych).  Omołwa znaczy odbierająca mowę, bo nieśmiertelni nie porozumiewają się ze Śmiertelnymi przy pomocy mowy, a co najwyżej poprzez dawane znaki, lub pokazywanie swej obecności. Taż obryta umożliwia Swątlnicy przemiany od biedronki poprzez orła do skrzystej korowy, czasami przez żeńskie a czasami przez męskie postacie (czarnego i białego byka).

Arij-Oryj to według wołchwów znad Wołchwowa syn Dażboga i Żywi, i prarodziciel ludów Aryjskich, w tym ludów Rusi[iii].

Bosokrun to smok, jeden z Ażdahów, sługa Czarnogłowa.

Bura Jaga Usonsza to Popielnica, służka Sowicy-Popioła Polela, córka Wiły-Borany.

Wawiła – syn Donu-Dani i Naniły jest bogunem wesela i radości, chmielu, opiekunem skomorochów Starszym Stworzy Chocholików, pomocników bogini Gogołady-Holdy.

Wołynia – córka Swaroga, to władczyni Morza, Starsza Stworzyc Topielic, żona Rzwy-Ra, urodziła mu córki-topielice Radę i Plejanę.

Sida to Starsza Stworzy Zemun-Ziemlanocek, która jest przedstawiana jako wcielenie Mazy (Azowki) i Neniły (Niemiły), Jasuny, bądź Domny, albo Mazy-Azji Gwiazdnicy.

Jara Taja jest córką Sima-Światogora i rusałki Plejany, która została uratowana przez Jaryłę przed Żmijem Łamią. Taja została narzeczoną Jaryły. Była ona także Zemuną, siostrą zemuny Sidy. To boginka utajania i odtajania, czyli tajania, a więc i tajemnicy.

Chmiel, to Starszy Bogunów Kąpielników – bogun Radości  i Cielesności, oblubieniec bogunki swarki Sury – córki Swarożyca i Jaruny

Mazja-Azja Gwiazdeczka, która jest Starszą Stworzyc Zmierzchnic, córką lub przybraną córką Sadki-Nura.

W Tajach Burowijskich znaleźć też można Święte Miejsce na Ziemi, a właściwie między Ziemią a Niebem nazywane Białowodziem, lub Wielowodziem, które ma być niczym Raj. Inne Kąciny Sistanu Wielowodziem bądź Wielodrożem nazywają jednak nie Raj, ani Rajec lecz Założę.

O tych miejscach i innych oraz o wszystkich powyższych boskich bytach i ich dziejach opowie wam jednak Taja Burowijska – Dwudziesta Piąta w Wielkim Tajemniku Słowiańskim.

Korolkow – Posłaniec Peruna (Pąćdagżwik)


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

[iii] Jak powiada jeden z rosyjskich strażników wiary przyrodzonej – spadkobierca tradycji burowijsko-skołockiej, kaziciel Moskiewskiej Świątyni Swaroga Oleg Asow, imię to nosi nie tylko praszczur wszystkich Ariów ale i ojciec Kija, Szczeka i Choriwa.

Księga Wiedy – Lekcja Trzecia: Koleso i Rodżana-Przyroda


KOLESO


(kliknij obrazek żeby zobaczyć szczegółowo całość)

Słowiańskie Koło Boskie, KOŁO DEWÓW – KOLESO.

Boskie Koleso – Boski Krąg , Koło-Soł – Koło Sił,

Koło Ślące [promieniujące siły],

Koło-Sołów – sołowo – słowo,Sołowiej – Słowem Wieszczący [Słowo Wijący]

Koło Słowian – Koło Sistanów – ludzi znających znaczenie słów,

Koło Kół  – każde z pól tego Koła ma swoje ukryte znaczenie, które ujawnia się tylko znającym znaczenie Słowa – czyli Przekazu, Wiedy, Znaków, Czert, Taj.

Koło Święte – zawierające święte znaczenia, święte znaki, święte miana, kulędarz Świąt

Koło Pełni – Koło Wszystkich Znaczeń,

Koło Swąt – Wszechświat – Kolos (Kołoświat, kosmos) – Bóg Bogów – Najwyższy

Jest odwzorowaniem Ładu Wszego Świata (Wszechświata, kosmosu) – Kłodzi (Kołod’ – Kołodź – Jajo Świata, Koł Świata – Oś Świata, Kolibna Łódź Świata).

To także Koło Ludzi w tym sensie, że Źródło narodzin Ludzi i Miejsce ich bytu – bo Ludzie to  równoważne ze Słowianie – Znający Słowo (Dzieci Słońca-Sołnca – Słońca Wiano i wiano Sławy-Sławuny – Znającej Słowo, inaczej Dzieci-Dziedzice Souarożica – Swarożyca – czyli Słońca lub Swaroga – Soła Rodzica),

to także

Istowie-Jątowie (Juszowie, Aesti)- pochodzący z Istu Boga Bogów – Juszu, Ichoru,

Skołoci – S-Kołodzi zrodzeni (z Gałęzi Drzewa Drzew, z Drzewa Drzew, z Boga Bogów, z Kłódzi)

lub

Wenedowie-Dawanie – od Dawców Weni, Daw-Darz Bogów (Dawów-Dziwów-Dewów), czyli od Bogów Pochodzący – Wene-Dewanie (Wiano Bogów, przez Bogów zDziełani – Stworzeni [diełat’ – tworzyć]).

(licencja Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Każda z postaci opisanych za pomocą KOLESA, na każdym z poziomów owego Kręgu (Koła Kół), jest uosobieniem i przedstawieniem symbolicznym, konkretnej siły wszechświata, działającej w charakterystyczny sposób.

Każda z tych określonych tutaj mianem, symbolem-znakiem, czertą -liczbą i innymi znakami opisanych – Jest uosobieniem mocy lub żywiołu, kiru lub działu, części mocy lub części żywiołu, cząstki pomocniczej mocy lub żywiołu albo działu lub kiru

Wszystkie te scharakteryzowane tutaj w KOLESIE i rozróżnione oddziaływania będziemy określać, dla prostoty wywodu –  jako Siły.

Siły te płyną z najwyższego szczebla – od Najwyższego – określonymi kanałami – promienno-energetycznymi  – wlewając się w konkretne zakątki świata, Ziemi,  przenikając i trafiając w określonym splocie sił w każdy byt (ożywiony i nieożywiony) i docierając do jądra każdego bytu.

Jest to boski ichor (energia, istota bytu, cząstka psi – wyposażona w myśl-wiedzę jako zawarty w niej ororz – jądro myśli, jarzęcą wiedę – nusson) – coś co Hinduiści i Weda nazywają kundalini, ale także dewanagari – co odczytać należy  jako prasłowiańskie (praindoeuropejskie) – DewaN Ogar – Boskie Światło-Ogień a także Boski Ichor – czyli boska krew (energia, moc-myśl-wiedza przenikająca wszystko co istnieje).

(na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Nazywają to także w jodze Brahmanem,

A w Wielkim Tajemniku Słowiańskim jest to Moc Bramy Bram – która Czterema Bramami Świata się od Swąta w Świat sączy.

Miejsce Bogów w Kręgu Welańskim (Kolesie Bogów) przedstawione w Księdze Tura nie jest wymysłem ani przypadkiem.

Nie jest przypadkowa ani wymyślona Wiara Przyrody i – takie właśnie jej określenie – „wiara przyrody”, „wiara przyrodzona” (naturalna), Wiara Słowian (wiara wypowiedziana Słowem, Wy-Słana, przekazana z promieniami Słońca (Sołońca,Sołńca), Wiara Ludzi – Słowian, Istów, Skołotów, Wenedawan – czyli mówiących językiem Słowym, językiem Słów).

Samhara Mutri – Gaja – Rodżana – Przyroda (tak czci się Przyrodę według starożytnej Wedy)

W tym Kręgu Świętym (Skrzystym, Świetlistym, Światowidowym) Rodżana – Bogini Stojąca Przy-Rodzie, inaczej zwana Przyrodą odpowiada za Wiarę i Jej Przekazy. Rodżana-Przyroda jest nie tylko Opiekunką Rodziny (rozumianej bardzo szeroko – jako plemię i szczep), ale także MATKĄ PRZYRODZENIA –  czyli Matką Wszystkiego Co Żywe Na Ziemi).

Andriej Gusielnikow – Rodżana [tutaj jako Bereginia (Brzeginia, Berehynia), ale to bez znaczenia, to tylko „wschodnio-północne” burowijsko-rosyjskie odchylenie interpretacyjne, według nas jest boginią – owszem Wielką Pomocnicą Matki Ziemi, ale nie zaledwie boginką  – duchem pomocniczym Matki Ziemi]

RODŻANA – Roda-Żena, Stojąca PRZY-Rodzie, jest przede wszystkim Wielką Kształcicielką Bytu Żywego, a więc i Przekazicielką w żywot na Ziemi

(poprzez or– wcielenie orzu-juchoru boskiego – nussonu-DNA – który my nazywamy po prostu ichORem albo rozróżniwszy trzy rodzaje ichoru: dobródzią, złyródzią lub zwykłocią)

– kosmicznego Ładu Wszego Świata. Jest Twórczynią Wiary, przy czym Wiara – to zarówno Taje i Tany podane do WIERZENIA jak i wspólnota Wierzących – czyli Wiernych – Słowiańska Wiara to inaczej Nasza (słowa) Wiara, Nasza Wspólnota.

Jest tak, bowiem to z Przyrody wywodzą się wszelkie święte wici-sploty ożywionego świata, a za nimi opowieści – Taje i Tany oraz Wiedy Wielkiego Tajemnika Wiary Przyrodzonej Słowian. Poprzez Przyrodę jest przekazywany Ludziom i wszystkiemu co Żywe – Wzór Świata – czyli kształt Boskiego Ładu.

Ona – PRZYRODA jest niejako tym Sitem, Przetakiem, Ekranem, Prze-Kaźnikiem dzięki któremu ów Ład Wszego Świata (Wszechświata) ujawnia się w swoim konkretnym uporządkowaniu na naszej planecie – Ziemi i w Każdym Bycie Który Na Niej Jest.

Rodżana-Przyroda jest Opiekunką Kazicieli i Kazicielek, Wiedunów, Wołchwów, Kudewosów-Kudełosów, Gąśćbiarzy (Huślarów-Guślarzy: pieśniarzy, wierszczbiarzy,ludzi przekazujących tan przez gędźbę – muzykę i słowo-pieśń) – wszystkich tych, którzy od dawien dawna dbali o przekaz taj i pamięć pokoleń, pamięć przeszłości – Pamięć DZIADÓW.

Bez przekazywania z pokolenia w pokolenie tychże Taj – Opowieści Przyrody (Wici Baji), Wiara nie mogła by trwać, a wszystkie obserwacje i obrzędy wiary wytworzone przez tysiąclecia bytu Słowian zostałyby utracone i zaprzepaszczone.

Bez istnienia i działania a także przekazów Przyrody (Rodżany – Pani Życia Ziemskiego i Wiary) NIE MA RODU (nie ma Narodów, nie ma ich języka i podań przyrodzonych, nie ma pola dla działania Roda – Pana Narodów).

Rodżana-Przyroda – Patronka Wiary Przyrodzonej

Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste.

Bea Douglas – Ancient forest ( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody, przeświadczenie o odwiecznym i nierozerwalnym związaniu Człowieka, Ludzi – Zerywanów, z innymi bytami powstałymi Z Kolesa – Drzewa Drzew: Zwierzętami i Zróstami-zRoślinami.

Ten związek Rodu Ludzkiego, Rodziny i Domu z Przyrodą nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć dla Tynu Rodów, a zwłaszcza dla pary Rod-Rodżana-Przyroda, wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także –  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Zaródzie

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę-dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara.

To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą, dar dla Ludzi. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru.

Znaczenia mian bogini Przyrody i jej wizerunek

RODŻANA

Postacie-wcielenia (równe miana): Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda, Mienia-Titra

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Pani Rodziny, Pani Przyrodzenia, Dawczyni Wieszczby, Pani Rodu, Pani Pieśni

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Wielkich Mogtów

funkcja (zakres działania): opiekuje się rodziną, odpowiada za cechy osobiste wszelkich żywych bytów, daje możliwość widzenia przyszłości, a także widzenia całości – a więc wieszczenia, odpowiada za umiejętności śpiewu i wierszowania

ród: Rodowie

pochodzenie: Dzięgle – syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złote Tarło, Złote Gęśle, Złote Jajo i Złota Pachalica (Wachlarz)

Pomocnicy (Stworze – boginki): Rodki-Rodżańce


Rodżana Gąść clip_image002Jerzy Przybył – Rodżana-Gąść

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Rodżana, Gąść, Mienia

Imię Rodżany znaczy po prostu żona Roda (żena – żona, kobieta, żeńszczyna – kobieta).

Rodżana jest czczona jako Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda i Mienia-Titra. Mienia czyli mieniąca się, świetlista, barwna, również zmienna. Także, a może przede wszystkim, Dawczyni Mian, czyli nazywająca rzeczy i dająca imiona przedmiotom oraz ludziom. Od tajemnego miana danego przez Rodżanę zależy wiele w życiu człowieka dokładnie całe jego przyrodzenie (ułożenie, charakter, płeć, konstytucja fizyczna, cechy budowy itp). Miano to jest związane z wiergiem-wyrokiem określanym przy narodzeniu przez Mokoszów i Rodów, a przynoszonym noworodkowi pod poduszkę przez Sądzenice, Rodżanice lub Narecznice (Udełnice). Ma ono postać wiergu-wiązki patyczków albo deszczułki z odpowiednim znakiem tajemnym lub wierguźdźbeł, wiergu-pajęczyny czy, zależnie od regionu, jeszcze inne postacie. Miano-imię powinno być okryte tajemnicą i nikomu niepowołanemu nie ujawniane, bowiem zawładnięcie tym imieniem przez wroga albo złego czarownika jest zgubne dla człowieka. Mienia znaczy także mówiąca, dająca dar mówienia, układania pieśni i wieszczenia, układania myśli w słowa. Pod przydomkiem Titra bogini była znana na Rusi Kijowskiej, a określenie to znaczy dokładnie mianująca, Dająca Miano (tytuł, nazwanie, imię), ale ma także inne znaczenie: miara, a więc Dająca Miarę, Mierząca – co wskazuje na jej bliski związek z Chorsem, który począł jedną z jej córek.

Do funkcji mowy i pieśni oraz muzyki odwołuje się drugi przydomek bogini – Gąść. Mówi on o Rodżanie jako dawczyni gęśli – narzędzi wytwarzających pieśń – muzykę (skrzypiec, cytry, liry, piszczałek, skuduczy, dzwonków, bębnów, dud, trąbit, kobz), zdolności muzycznych (bardzo ważnych z obrzędowego punktu widzenia i zawsze mocno związanych z rytuałem), tanecznych i słownych pozwalających układać pieśni, modlitwy, opowieści, zaklęcia – czyli gędać (gadać – mówić, zaklinać, czarować). Hudba (gudźba, gązdba, gęśćba) to stare słowo określające muzykę, nim je zastąpiono pożyczką z greckiej mitologii: Muzą. Hudobnicy, koźlarze (kobziarze), gęślarze-guślarze, gajdowie (dudziarze i gadacze, zaklinacze) to dawne gromady kapłanów (czarowników) związanych ze sprawowaniem kultu. Gusła to obrzędy, zaklinanie, uroczyste modlitwy (gąstać – szeptać, szemrać, mówić cicho, jednostajnie, monotonnie, tak jak się wymawia zaklęcia szamańskie lub modlitwy). Te odniesienia wiążą Rodżanę z obchodem – jedną z wielu znanych naszym starożytnym przodkom form czczenia bóstwa i świętowania (do dziś „obchodzić” znaczy też świętować), czyli rodzajem procesji z chorągwiami, wózkami kultowymi, w przebraniach, w maskach, dookoła wsi lub terytorium wspólnoty – tak by koło uświęcone obchodem zamknęło owo terytorium przed złymi mocami. Ptakiem Rodów jest gęś i specjalne obrzędowe pieczywo w formie bułek wypiekane dla Rodów nazywano gąską. Przydomek ten mówi także o Rodżanie jako bogini gęstowłosej, okrytej splotami – gęstwą włosów, być może kędzierzawej.

Trzeci przydomek – Przyroda (Rada, Ra)

oznacza Tę Która Stoi Przy Rodzie, czyli jego żonę-siostrę, tę, która decyduje o przyrodzeniu – czyli cechach związanych z przyjściem na świat, tę, która w każdą rzecz żywą wkłada zaródź i jest zawsze obecna przy porodzeniu każdego nowego bytu. Stąd wszystko, co żywe na Ziemi, nazwano Przyrodą (z grecka Naturą), bo we wszystkim, co żywe, co stworzone rękami boga, jest cząstka Rodżany.

( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Kim jest ona – Przyroda – która tyle pięknych i pożytecznych stworzeń bożych hołubi?

PRZYRODA – czyli Rodżana (Rod-żona),

bo Przy Rodzie Stojąca – Roda-Żona

i jego RODA

siostra RODZONA ).

Jest to ta bogini, którą musimy szczególnie adorować, ku której powinniśmy słać wszystkie nasze myśli i uczynki, której powinniśmy przychylić nieba i oddawać wieczny hołd, a także sławić ją codziennymi drobnymi dziełami.

Jesteśmy zobowiązani pielęgnować JĄ, dbać by nie utraciła sił i piękności, czuwać aby jej stan się nie pogarszał z upływem czasu, żeby nam młodniała a nie starzała się i by nie upadała na siłach.

Dlaczego i po co?

Po to choćby by mogły się cieszyć obcowaniem z nią – ową wszechwładną boginią królującą nad bytem człowieczym – nasze dzieci i wnuki, i ich wnuki i prawnuki, oraz praprawnuki owych prawnuków.

Przyroda-Rodżana w różnych odmianach Wiary Przyrodzonej bywa też nazywana RA i od tego wywodzone bywa słowo i znaczenie RASA – Ład Wszystkiego Żywego Na Ziemi.

( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Zobaczcie to koniecznie:

http://www.andiesisle.com/creation/magnificent.html

Banalne? Przesłodzone?

Być może. A jednak tygrysów jest na tym olbrzymim świecie już tylko 3000. To mniej niż mieszkańców we wsi Lanckorona. Zostały zniszczone przez Człowieka i są niszczone dalej z dziką, zachłanną, nieopanowaną bezwzględnością. Czy rzeczywiście Człowiek to aż tak podła rasa?

Świat nie został dany Człowiekowi jak mówi judeo-chrześcijaństwo. Został ożywiony dla wszystkich Istot Żywych.

My możemy zabić wszystko! Czyż to nie boskie uczucie?! W naszych rękach los Żywej Ziemi – Naszej Matki.

Tak możemy wszystko zniszczyć, wszystko zabić… ale…

…Ale nie łudźmy się – w tej chwili, tak bezwzględnie niszcząc PRZYRODĘ strzelamy sobie nie w kolano, nie w stopę – lecz Prosto w GŁOWĘ. To strzał samobójczy.

W Polsce jest chyba z ochroną Przyrody tak samo źle, jak w najciemniejszych regionach Świata – fala ludzkiej „wścieklizny” rozlewa się bez ograniczeń.

Spalono Dąb Napoleona

Nadleśnictwo Przytok ufundowało 5 tys. zł nagrody dla osoby, która przyczyni się do ujęcia sprawcy podpalenia najgrubszego dębu szypułkowego w Polsce.

Dąb Napoleona(fot. wikipedia)

Kolejny tysiąc złotych nagrody ufundował Zielonogórski Zarząd Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa – poinformowała rzeczniczka Lasów Państwowych Anna Malinowska.

Informacja o spaleniu dębu poruszyła wielu mieszkańców regionu. Maciej Boryna z Towarzystwa Bory Dolnośląskie przypomniał, że także dąb Chrobry pod Szprotawą kilka lat temu „zasmakował pożogi”.

– Zastanawia nas czy to objaw zwykłego chuligaństwa, czy może znaczące pomniki przyrody komuś w czymś przeszkadzają – pyta Boryna. Zaapelował, by, odpowiednie służby dołożyły wszelkich starań w celu ustalenia i ukarania sprawców.

Wandale ogień podłożyli prawdopodobnie w niedzielę. Postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze. – Wytypowano już osoby mogące mieć związek z tym zdarzeniem – mówi Małgorzata Stanisławska, rzeczniczka zielonogórskiej policji. Podpalaczowi grozi do dwóch lat więzienia.

Dąb Napoleona

Drzewo, którego wiek szacowano na 700 lat, spłonęło w poniedziałek. Dąb Napoleon, to jeden z najcenniejszych pomników przyrody województwa lubuskiego. Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór (powiat zielonogórski). Obwód drzewa wynosił ok. 10,5 metra, wysokość 22 metry.

Nazwa drzewa wzięła się z legendy głoszącej, że podczas wyprawy na Rosję w 1812 roku, po przeprawie przez Odrę pod jego konarami odpoczywał Napoleon Bonaparte.

Wycinkę dębów w Białowieży prowadzili oczywiście ci którzy powinni o nie dbać:

Sprawa toczyła się w latach 2003 – 2004

Straż Graniczna nie chce wycinania dębów

awa
2003-11-27, ostatnia aktualizacja 2003-11-27 18:49

Straż Graniczna twierdzi, że usunięcie trzech z siedmiu ponadstuletnich dębów w Puszczy Białowieskiej nie miało żadnego związku z czyszczeniem pasa granicznego.

Przypomnijmy: 19 listopada napisaliśmy, że w nadleśnictwie Białowieża w Puszczy Białowieskiej w rezerwacie wycięto kilkusetletnie dęby. Leśnicy twierdzą, że stały przy pasie granicznym i ich wycięcie nakazywała umowa ze Strażą Graniczną. Jednak w pozostałych dwóch nadleśnictwach puszczańskich – Browsku i Hajnówce – oraz w Białowieskim Parku Narodowym usunięto jedynie krzewy z samego pasa.

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku oświadczyła, że wszystko odbyło się legalnie, bo ustawa o ochronie granic jest nadrzędna nad prawem o ochronie przyrody, a wycinka była „wykonywaniem zadań z zakresu obronności kraju”….

Umorzyli bo wycinka była zgodna z prawem – ale niestety nie była zgodna ze zdrowym rozsądkiem. Chodziło o klepki na parkiet dla jakiegoś ”ładowanego kretyna”, a może to tylko część – wierzchołek – biznesu budowlanego Lasów Państwowych?

Sprawa wycinki dębów w Puszczy Białowieskiej umorzona

bdc
2004-09-20, ostatnia aktualizacja 2004-09-20 00:00

Prokuratura w Hajnówce umorzyła sprawę wycinki siedmiu dębów w rezerwacie Lasy Naturalne w Puszczy Białowieskiej. Stwierdziła, że nie doszło do naruszenia prawa

W czerwcu ub.r. podczas porządkowania pasa granicznego (granica polsko-białoruska) wycięto cztery kilkusetletnie dęby. Kolejne trzy wycięto po to, aby móc wywieźć te już wycięte. Zdaniem ekologów doszło do złamania prawa. Sprawę zgłosili prokuraturze. Ta poprosiła o pomoc biegłego w sprawie środowiska.

– Decyzję o umorzeniu śledztwa podjęliśmy na podstawie opinii biegłego, który stwierdził, że wycięcie dębów było zgodne z Ustawą o ochronie pasa granicznego – powiedziała nam wczoraj szefowa Prokuratury Rejonowej w Hajnówce Bożena Dyszlatys…

2007

Mordercy czerwonych dębów

Dariusz Bartoszewicz
2007-09-04, ostatnia aktualizacja 2007-09-04 00:00

Na Ursynowie ktoś ściął czubki kilku małych dębów. Tuż obok jest skupisko ogromnych reklam. Drzewa urosną, ale już ich nie zasłonią

Narożnik ulic Rosoła i Ciszewskiego na tyłach stacji paliw BP wygląda ohydnie. Stoją tam aż cztery billboardy, jeden z nich wysoki na kilka pięter. W ich rejonie jakaś „niewidzialna ręka” w barbarzyński sposób okaleczyła trzy dęby czerwone, które wreszcie okrzepły. Cięcie jest profesjonalne – zrobione za pomocą nożyc lub innego narzędzia, identyczne we wszystkich przypadkach.

– Tak okaleczone drzewa nigdy już nie będą ładne ani strzeliste…

Dąb Bolesław

2008

To się oczywiście nigdy nie skończy bo to naprawdę jest część biznesu wycinkowego… teraz Puszcza Knyszyńska 2008:

Minister myśli nad wycinką dębów

Z uwagi na pilny i skomplikowany charakter sprawy ministerstwo niezwłocznie zajmie się sprawą wycinki dębów w rezerwacie Starodrzew Szyndzielski – tym lakonicznym komunikatem Ministrestwo Środowiska potwierdziło „Gazecie”, że dotarł do niego złożony przez ekologów wniosek o wstrzymanie wycinki 159 drzew w Puszczy Knyszyńskiej
Chodzi o dęby, które zdaniem leśników trzeba wyciąć, by ograniczyć plagę atakującego je chrząszcza opiętka. Podlaska konserwator przyrody wyraziła na to zgodę. Nadała jej rygor natychmiastowej wykonalności, by wyrąb można było zacząć jak najszybciej.

Od jej decyzji odwołali się ekolodzy z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot. Podpierają się badaniami przyrodników, dowodzącymi, że opiętek atakuje tylko osłabione dęby, a w rezerwacie jest też miejsce na martwe drzewa. Przypominają fakt sprzed dwóch lat, kiedy w podobnej sytuacji minister środowiska odmówił zgody na wycinkę dębów w kilku rezerwatach Puszczy Białowieskiej.

Teraz wszyscy walczą z czasem. Leśnicy chcą rozpocząć wycinkę jeszcze w tym miesiącu, bo w maju z larw opiętka wyklują się chrząszcze, które zdaniem leśników zaatakują kolejne drzewa. Ekolodzy chcą wstrzymać wycinkę, nim do lasu wejdą drwale.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
http://miasta.gazeta.pl/b…35,5135173.html

I dalej:

… – To unikatowy bardzo cenny las – mówi nadleśniczy z Czarnej Białostockiej Kazimierz Antowski. – Zagraża mu żerujący na dębach opiętek. Jeśli nie usuniemy zaatakowanych przez niego drzew, zniszczy wszystkie z tego gatunku. To ostateczność, ale w tej sytuacji konieczna.

Antowski poprosił wojewódzkiego konserwatora przyrody o zgodę na wycięcie 159 dębów. W całym rezerwacie rośnie ich kilka tysięcy. W ubiegłym tygodniu konserwator zgodził się na usunięcie drzew zasiedlonych przez chrząszcza. Według szacunków samych leśników, to prawie 200 m sześc. dębiny. Jej wartość rynkowa to co najmniej 200 tys. zł.

– Obecność opiętka to rzecz normalna, a wycinka w rezerwacie jest sprzeczna z jego podstawowym celem – zachowaniem naturalnego drzewostanu, na który składają się również drzewa martwe – ripostuje Adam Bohdan z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, pozarządowej organizacji ekologicznej. – Do tego dochodzi jeszcze kwestia chronionych gatunków ptaków, np. jarząbka, których siedliska znajdują się w rezerwacie – przypomina dodatkowo, że teraz trwa okres lęgowy. Zakłócająca go wycinka byłaby naruszeniem unijnych dyrektyw siedliskowych. Bohdan zamierza odwołać się od decyzji konserwatora do ministra środowiska.

Może jednak nie zdążyć. Konserwator decyzję o wycince opatrzył rygorem natychmiastowej wykonalności, tak by nawet odwołanie od decyzji o wycince nie mogło jej powstrzymać. Leśnicy bowiem dowodzą, że drzewa trzeba usunąć do początku maja, nim z larw opiętka wylęgną się chrząszcze, które mogą zaatakować kolejne drzewa.

Wczoraj Pracownia wnioskowała do ministra środowiska, który jest w tej sprawie instancją odwoławczą, o wstrzymanie rygoru. Ministerstwo na razie nie podjęło żadnej decyzji…

I o co tutaj chodzi jeśli nie o forsę i o ludzką chciwość samych leśników?! W dalszym ciągu powtórka z rozrywki  w 2010

25 listopada 2010

Nie strzelać do słowackich niedźwiedzi! Apel do ministra

Listopad 25, 2010 Aktualności, Ekologia, Ochrona środowiska, Wydarzenia Brak komentarzy

Odstrzał niedźwiedzi brunatnych na Słowacji

18 organizacji działających na rzecz ochrony przyrody zwróciło się do ministra środowiska z apelem o interwencję w sprawie planowanych na Słowacji odstrzałów niedźwiedzi brunatnych. Przedstawiciele tamtejszych organizacji ekologicznych twierdzą, że władze tego kraju już wydały zgodę na odstrzał 50 niedźwiedzi w ramach tzw. polowań regulacyjnych oraz 25 – w ramach polowań ochronnych.

– Liczba niedźwiedzi przeznaczonych do odstrzału może być jednak wyższa – podkreśla Radosław Ślusarczyk, Prezes Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. – Celem naszego apelu jest skłonienie władz Polski do skierowania noty dyplomatycznej do władz Słowacji oraz Unii Europejskiej, a także zwrócenie uwagi na konieczność transgranicznej ochrony niedźwiedzia. Podobny apel zostanie skierowany do Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN).

Niedźwiedź brunatny jest na Słowacji gatunkiem chronionym na mocy prawodawstwa krajowego i międzynarodowego. Pomimo ochrony można tam na te zwierzęta legalnie polować. Co roku zabijanych jest kilkadziesiąt osobników. Odstrzały niedźwiedzi w przygranicznych regionach Słowacji mogą wpływać na populację bytującą po polskiej stronie, zwłaszcza w rejonie tatrzańskim, bo przecież zwierzęta granic nie znają. Każdy niedźwiedź odstrzelony w przygranicznym rejonie Słowacji, to dla polskiej, chronionej prawem, populacji (liczącej zaledwie kilkadziesiąt osobników) dotkliwa strata. Zarówno na Polsce jak i na Słowacji, ciąży obowiązek zachowania populacji niedźwiedzia w jak najlepszym stanie.

– Decyzja o ich odstrzale jest możliwa jedynie w przypadku braku zadowalającej alternatywy i zaistnieniu pewności, że skutki tej decyzji nie będą szkodliwe dla zachowania populacji danych gatunków we właściwym stanie ochrony w ich naturalnym zasięgu – dodaje Radosław Ślusarczyk. – Tak  mówi art. 16 dyrektywy siedliskowej. Powinna być ona również poprzedzona przeprowadzeniem oceny oddziaływania na integralność obszarów Natura 2000. Taka ocena dotychczas nie została przeprowadzona, a władze Słowacji nie udowodniły, że alternatywne – w stosunku do odstrzału – metody rozwiązania problemu nie przyniosły zadowalających efektów. Uważamy że jest to łamanie prawa wspólnotowego i działanie stanowiące realne zarażenie dla populacji niedźwiedzia brunatnego w Karpatach Zachodnich, zwłaszcza dla populacji bytującej na terenie Polski.

Polscy przyrodnicy uważają, że szkodom czynionym przez te duże drapieżniki można skutecznie zapobiegać w inny niż odstrzał sposób. Po naszej stronie Tatr tylko sporadycznie dochodzi do konfliktowych spotkań ludzi z misiami.

******

WARTO WIEDZIEĆ

Minister Środowiska

Profesor Andrzej Kraszewski

Apel w sprawie planowanych odstrzałów niedźwiedzi brunatnych na Słowacji

Szanowny Panie Ministrze!

Apelujemy do Pana o podjęcie stanowczych działań przeciwdziałających próbie eksterminacji niedźwiedzi brunatnych (Ursus arctos) bytujących na terenie Słowacji, w szczególności w rejonie tatrzańskim. Według doniesień medialnych władze Słowacji planują wydać zgodę na odstrzał kilkudziesięciu zwierząt bez szukania innych alternatyw i nie badając wpływu swoich decyzji na populację, której areały występowania rozciągają się po obu stronach granicy.

Niedźwiedzie są chronione przepisami krajowymi oraz międzynarodowymi (dyrektywa siedliskowa, Konwencja Berneńska). Decyzja o ich odstrzale jest możliwa jedynie w przypadku braku zadowalającej alternatywy i zaistnieniu pewności, że skutki tej decyzji nie będą szkodliwe dla zachowania populacji danych gatunków we właściwym stanie ochrony w ich naturalnym zasięgu (art. 16 dyrektywy siedliskowej). Powinna być ona również poprzedzona przeprowadzeniem oceny oddziaływania na integralność obszarów Natura 2000 (art. 6.3 dyrektywy siedliskowej, wyrok ETS w sprawie C-241/08). Wedle naszej wiedzy, taka ocena dotychczas nie została przeprowadzona, a władze Słowacji nie udowodniły, że alternatywne (w stosunku do odstrzału) metody rozwiązania problemu nie przyniosły zadowalających efektów.

Niedźwiedzie są zwierzętami o wysokich wymaganiach przestrzennych, areały poszczególnych osobników rozciągają się po obu stronach granicy i mogą wynosić nawet ponad 1000 km2. Planowane na Słowacji odstrzały mają bezpośredni wpływ na stan zachowania niedźwiedzi brunatnych w polskich Tatrach – każdy odstrzelony osobnik (dla polskiej populacji tatrzańskiej, która liczy kilkanaście osobników) to dotkliwa strata.

Zwracamy uwagę, że według badań monitoringowych Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, stan zachowania gatunku niedźwiedzia w Polsce i jego perspektywy określono jako „niezadowalający”.

Niemal wszędzie w zasięgu swojego występowania w Europie niedźwiedzie brunatne podlegają ochronie. Tymczasem jak podaje organizacja Slovak Wildlife Society corocznie wydaje się 60-80 pozwoleń na odstrzał tych zwierząt. Stanowi to poważne zagrożenie dla populacji niedźwiedzi brunatnych w Karpatach Zachodnich, w tym w szczególności w Tatrach.

Uważamy, że planowany, masowy odstrzał nie jest „załatwieniem problemu niedźwiedzi”. Szkodom czynionym przez te duże drapieżniki można skutecznie zapobiegać w inny sposób. Po polskiej stronie Tatr zminimalizowano przyczyny synantropijnego zachowania tych zwierząt i odtąd sytuacje konfliktowe zdarzają się sporadycznie.

Szanowny Panie Ministrze!

Polska – jako członek Unii Europejskiej oraz najbliższy sąsiad Słowacji – jest współodpowiedzialna za przetrwanie i ochronę tych dużych drapieżników.

Uważamy, że pomysł odstrzału tatrzańskich niedźwiedzi na Słowacji stanowi realne zagrożenie dla populacji bytującej w Polsce i w konsekwencji może spowodować pogorszenie właściwego stanu ochrony tych zwierząt w tej części Karpat.

Apelujemy o interwencję w tej sprawie u władz słowackich oraz w Komisji Europejskiej.

http://ekogroup.info/nie-strzelac-do-slowackich-niedzwiedzi-apel-do-ministra/

 

Inna historia ale jakby ta sama, a poza tym znana nam z lekcji historii – drzewa ofiarami polityki

Czepili się bojówkarze drzewa. Ludzie jak to ludzie między sobą się tłuką, chcą – proszę bardzo – mają się nawet prawo wytłuc do ZERA… Może wtedy reszta świata odetchnęłaby z ulgą?… Ale nie, ludziska nie zostawią za sobą nawet jednego drzewa – nic tylko pustynia… Takie są efekty oderwania od wiary przyrodzonej. Bo drzewo dla nich to nie Istota Żywa tylko przedmiot, Dąb to nie Organizm – tylko klepka parkietowa, psa do świątyni nie wpuszczą, nawet nie pozwolą się mu do niej zbliżyć – wywieszą zakaz wejścia w przykościelnym parku, kwiaty są dla nich dobre jeśli cięte na ołtarzu lub co bardzo, bardzo symptomatyczne – podeptane, powydzierane z płatków na procesji Bożego Ciała, albo świerki, jodły – w kącie – ścięte (które wytrzymują przy kaloryferach tydzień).

Zniszczono drzewa upamiętniające ofiary Smoleńska

W Parku Kusocińskiego w Olsztynie zniszczono 3 z siedmiu Dębów Pamięci – w tym dąb Lecha i Marii Kaczyńskich.

Sadzenie Dębów Pamięci w Starachowicach (zdjęć spalonych dębów nigdzie nie znajdziecie)

W Parku Kusocińskiego w Olsztynie zniszczono 3 z siedmiu Dębów Pamięci – w tym dąb Lecha i Marii Kaczyńskich. Drzewka zostały posadzone w hołdzie pamięci po katastrofie pod Smoleńskiem przez posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz wojewodę warmińsko-mazurskiego.

Według policji, pijani chuligani zniszczyli je w nocy z soboty na niedzielę. O sprawie powiadomili funkcjonariuszy mieszkańcy pobliskich bloków.

Na miejscu byli już pracownicy wydziału zieleni i uporządkowali teren. Straż miejska postanowiła patrolować częściej park Kusocińskiego.

sż,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

 

Bo dąb dla „prymitywów” to tylko rzecz, a nie życie

W Jaśle spalą dąb Hitlera


Dąb Hitlera w Jaśle

Władze Jasła postanowiły puścić z dymem drzewo zasadzone na cześć Adolfa Hitlera. Dąb ma 67 lat. Burmistrz, Maria Kurowska mówi, że nie wystarczy wycinka. Na łamach Dziennika zapowiada, że z pociętego dębu zostanie rozpalone wielkie ognisko.

Dąb został posadzony w kwietniu 1942 roku. Ma pochodzić z Austrii,  z rodzinnej miejscowości przywódcy III Rzeszy. Władza samorządowe przeprowadziły  śledztwo i orzekły, że dąb stanowi pamiątkę po jednym z największych zbrodniarzy w historii. W Dzienniku można przeczytać, że historię dębu wyjawił Pan Kazimierz Polak. Mieszkaniec Jasła powiedział dziennikarzom, że nie spodziewał się takiej decyzji władz.Był świadkiem zasadzenia dębu, a teraz zbiera podpisy, by powstrzymać wycinkę.

Publiczna dewastacja starego dębu nie będzie donośnym sygnałem, a jedynie dziecinnym happeningiem. Jak dalece trzeba nie rozumieć miejsca symbolu w kulturze, aby podjąć tak kuriozalną decyzję? Zmiana nazwy i nadanie pomnikowi nowego znaczenia byłaby przecież  silniejszym przekazem niż rytualne niszczenie drzewa!

Oczywiście drzewo winne że je Hitler posadził, czy też że z intencją ku jego pamięci posadzone. ZEMSTA „ludu bożego” na drzewie. Oczywiście drzewo winne, że mu dali mię Kaczyńskich. Zemsta Czerwonego Luda na drzewie.

Takie bojówki to była specjalność komuchów i UBecji. Tak robiły komuchy z PSL-em Mikołajczyka, tak robiła UBecja z Solidarnością, KPN i SKS-em, w imię jedynie słusznych poglądów… mordowano też wtedy lokalnych działaczy.

I jeszcze powrót do sprawy Napoleona – Kogoś złapali. Ale kogo? Ja się zawsze zastanawiam wtedy, czy to po prostu nie jakiś kozioł ofiarny.  Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań. Nic się nie zmienia – 20 lat i nic. Postkolonializm jakiś upiorny. Tak się składa, że za poprzedniej epoki napatrzyłem się jak oni działają, a i teraz nie brakło mi okazji, żeby widzieć ich w akcji i poznać ich metody.

Miniony czas nauczył mnie jednego – ZAWSZE, zawsze wspierać i bić się o to czego mi władza zabraniała, ZAWSZE wspierać i bić się za słabszych i bitych. Czy zawsze musi być jakaś zgraja i jakaś ofiara do wyk0ńczenia?

Czy kiedykolwiek sprawa Napoleona się wyjaśni? Wątpię jakoś….

Jest zatrzymany ws. podpalenia dębu

Wtorek, 16 listopada (21:06)

Policja z Zielonej Góry zatrzymała nieletnią osobę w sprawie podpalenia zabytkowego dębu Napoleon. To jednak nie podpalacz – dowiedział się reporter RMF FM Piotr Świątkowski. Zdjęcie spalonego drzewa otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

foto:

/Arek /Gorąca Linia RMF FM

Dąb spłonął w nocy z niedzieli na poniedziałek. Za wskazanie sprawcy wyznaczono nagrodę w wysokości w sumie 6 tysięcy złotych, bo był to najgrubszy w Polsce dąb szypułkowy. Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór w powiecie zielonogórskim. Obwód drzewa wynosił około 10,5 metra, wysokość 22 metry, a jego wiek szacuje się na 450-600 lat. Wewnątrz potężnego pnia znajdowała się wielka dziupla, mogąca pomieścić kilkanaście osób.

Nazwa drzewa wzięła się z legendy, która głosi, że podczas wyprawy na Rosję w 1812 roku, po przeprawie przez Odrę pod jego konarami odpoczywał Napoleon Bonaparte.

Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań w sprawie spalenia dębu.

W Polsce instytucje powołane do czuwania nad przyrodą i jej ochroną pod płaszczykiem „naukawości” organizują zbiorowe morderstwo Łosi w Biebrzańskim Parku Narodowym. Skąd ci ludzie się biorą. Kto im dał prawo do wydawania wyroków śmierci – a może tak ci „naukawcy” postrzelają sobie do siebie nazwajem, jak tak lubią zabijać?

Koniec odstrzałów łosi. 42 zabite

pap, łn
2010-11-22, ostatnia aktualizacja 2010-11-22 18:38

Łoś

42 łosie odstrzelono w Polsce na potrzeby badań naukowych nad populacją łosi. Miało być odstrzelonych 90 zwierząt, ale odstrzałów już nie będzie – poinformowała PAP w poniedziałek rzeczniczka ministerstwa środowiska Magdalena Sikorska.

O zgodę na odstrzały łosi wnioskowali do ministra naukowcy z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku, minister środowiska się na to zgodził, pozytywne opinie przedstawiła wcześniej Państwowa Rada Ochrony Przyrody i lokalna komisja etyczna. Nie zgadzała się rada naukowa Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Odstrzały miały być prowadzone do końca listopada, jednak już nie będą kontynuowane. Jak powiedział PAP szef zespołu prowadzącego badania prof. Mirosław Ratkiewicz, na poniedziałkowym spotkaniu w ministerstwie ustalono, że odstrzały zostaną zakończone. Ratkiewicz zapewnia, że przeprowadzone jednorazowo redukcje „nie zaszkodzą populacji łosia”. Nad Biebrzą ustrzelono 18-20 osobników.
Naukowcy wnioskowali o odstrzał łosi, by przeprowadzić wiele szczegółowych badań nad tymi zwierzętami – tłumaczy Sikorska. Chodzi m.in. o różna badania genetyczne, ocenę rozrodczości, określenie struktury wiekowej.

Prof. Ratkiewicz przyznaje, że wybrano pozyskanie łosi do badań przez odstrzał, gdyż w polskich warunkach trudno byłoby i znacznie bardziej kosztownie przeprowadzić badania inną metodą, np. przez usypianie osobników, które po badaniach byłyby wypuszczane. Była też obawa, że tak uzyskane wyniki nie byłyby do końca wiarygodne lub niewystarczające do uzyskania jednoznacznych wniosków. Ratkiewicz przyznaje też jednak, że „nie do końca cała sprawa została wystarczająco przez niego przemyślana”, dlatego więcej odstrzałów na potrzeby badań nie będzie – ustalono z ministrem.

Łosie stały się – choćby w Podlaskiem – niemal powszechne. Często wychodzą na drogi powodując wiele wypadków drogowych, w których giną i ludzie i łosie, niszczą też uprawy leśne. Leśnicy wnioskowali do ministra o zniesienie obowiązującego od 2001 roku w Polsce moratorium, czyli całorocznego zakazu strzelania do łosi. Moratorium powoduje, że łoś jest zwierzęciem jakby poza statusem: ani nie jest pod ochroną, ani nie jest gatunkiem łownym. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji, minister środowiska zlecił w 2009 roku białostockim naukowcom badania i wypracowanie strategii wobec łosi w Polsce.

W ramach projektu była już prowadzona inwentaryzacja łosi. Zimą: liczono łosie po tropach na śniegu, były pędzenia zwierzyny w lasach, liczono je też z samolotów podczas lotów nad Biebrzańskimi Bagnami. Ratkiewicz powiedział, że ustalono, że na terenie parku biebrzańskiego żyje około 620 łosi. Szacuje się, że w sąsiedniej Puszczy Augustowskiej jest ich około 500.

Prowadzone też będą badania genetyczne. Naukowcy wiedzą, że łosie znad Biebrzy różnią się genetycznie od łosi żyjących w innych regionach. Tworzą nawet coś w rodzaju reliktu, osobnej linii genetycznej. Ratkiewicz powiedział, że z dotychczasowych obserwacji wynika, że populacja biebrzańska łosi „ma się nie najlepiej”, młodych łosi na terenie parku narodowego rodzi się mniej niż kilkadziesiąt lat temu. Przyczyny są nieznane. Brane pod uwagę są m.in. takie czynniki jak choroby lub wyczerpanie bazy pokarmowej na terenie parku narodowego.

Badania potrwają do października 2011 roku. Współuczestniczą w nich także m.in. Lasy Państwowe, Polski Związek Łowiecki, naukowcy z Krakowa, Poznania oraz Instytutu Badawczy Leśnictwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Nawet jeżeli wyczerpuje się karma to jest tyle miejsc na świecie gdzie chętnie przyjęto by łosie, bo to gatunek, który trzeba chronić a nie dobijać.

Przeczytajcie jeszcze poniżej – to inna forma „dbałości” o przyrodę w Polsce.

W niektórych krajach na takie drzewa dmucha się i chucha, pielęgnuje je pieczołowicie, zabezpiecza i przede wszystkim leczy nowoczesnymi metodami. U nas nic się nie robi przez dziesiątki lat, a potem po prostu wycina się drzewo, które umiera.

Dąb Władek, zniszczony po sierpniowej burzy 

fot. Urząd Gminy Karczmiska

Dąb „Władek” rósł w Karczmiskach od 670 lat. Przetrwał wojny, powstania, a teraz – zniszczony przez ostatnie nawałnice, które przeszły nad Lubelszczyzną – musi zostać ścięty.

Mieszkańcy Karczmisk nie mogą odżałować drzewa. Wiekszość zdążyła się zżyć z „Władkiem”.

Drzewo zostało uszkodzone po burzy, która kilka dni temu przeszła nad Lubelszczyzną. Dąb został rozłupany na dwie częsci. Jak mówi wójt gminy Karczmiska, Zenon Olszowy – dalsze zabezpieczanie drzewa jest bezcelowe. Nie pomogą ani betonowe wypelnienia ani opaski zabezpieczajace. – Zniszczyła go starość – żałuje wójt.

„Władek” był ciekawostką w okolicy. Zjeżdżały do niego wycieczki. Podobno, jak głosi legenda, siadywał pod nim sam kól Władysław Łokietek, który przechodził tędy ze swym wojskiem.

Dąb jest pomnikiem przyrody. „Władek” miał przed zniszczeniem 8 metrów średnicy pnia i 35 metrów wysokości.

Obok dębu z Zagnańska, który rośnie w województwie świętokrzyskim i „Chrobrym” (Piotrowice w woj. dolnośląskim) to jeden z najstarszych debów w Polsce.

 

Można by to mnożyć w nieskończoność, ale to miała być Trzecia Lekcja i miała spełnić Trzy Cele:

  1. Stój zawsze po stronie Słabszego, bez względu na to czy podzielasz jego poglądy – ma prawo istnieć tak jak i inni.

  2. Nigdy nie pozwól nikomu (także Słabszemu którego broniłeś), aby narzucił ci swoje poglądy, a potem ograniczył twoją wolność.

  3. Drzewa i zwierzęta, woda i powietrze – Przyroda, nie są słabsze,

    one są „BEZBRONNE”,

    w ich wypadku pkt. 2 wam nie grozi .

Dlaczego słowo BEZBRONNE wziąłem w cudzysłów? Bo Przyroda ma jedną broń, ale jest to broń OSTATECZNA, która w sposób OSTATECZNY rozwiąże problem „Człowieka” i jego „człowieczeństwa” – To będzie Czwarte Wyjście Swąta-Światowita z Kłódzi. Kto czytał Księgę Tura i fragmenty Księgi Ruty na tym blogu, ten wie o czym mówię.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 869 obserwujących.