białczyński

Arkaim – ciągłość od Atlantydy do współczesnej Słowiańszczyzny – starożytne pismo i język słowiano-indo-skołocki (ario-słowiański) czy ario-słowiano-celtycki?


Rosyjskie odczytanie pisma etruskiego przez W. Czudinowa

Moje publikacje z maja tego roku na temat Arkaimu (Arkajamy, Arki i Arkony) pobudziły bardzo dużą aktywność Rodzimowierców w Rosji, ale też w ogóle wzbudziły falę zainteresowania tematem, jakiej wcześniej nie notowałem.

Arkajama- Jama Arki – Miejsce Przekazu Wiedy

10 czerwca 2010 roku na mojej stronie gościłem – co wykazała statystyka strony: 4770 osób. Był to rekordowy dzień w historii mojego blogu, okazało się że 2710 to wejścia z Rosji. Kolejnego dnia pojawiło się juz ponad 11.000 czytelników, z czego ponad 8000 z Rosji.

Miesiąc temu na You Tube pojawił się ciekawy film który polecam wszystkim do oglądania w całości. Jest to pochodząca właśnie z Rosji, w miarę spójna wizja ciągłości kultury północnej Europy i północnej oraz centralno-zachodniej Azji na przestrzeni – jeśli nie 100.000 lat, jak chcą autorzy, to co najmniej 40.000 lat, a więc od Atlantydy (WądLądMaztydy, Ątlątmaztyki) do współczesności.

Słowiańskie runy – od Atlantów i Arkaimu po dzisiaj:

część 3

http://www.youtube.com/watch?v=kp_d8EstjwI&feature=related

część 4

http://www.youtube.com/watch?v=APKYVp348wg

część 5

http://www.youtube.com/watch?v=QB7xK_G85D8&feature=related

 

 

Z wieloma różnymi tezami tego filmu można się nie zgadzać. Mnie osobiście uderza luka w narracji, która sprowadza się do pominięcia pewnych faktów, które nie służą moskiewskim wielkomocarstwowym tezom, ale niestety według badań genetycznych są faktami.

Otóż Słowiano-Indo-Skołoci (SIStanie) wyszedłszy że Starej Koliby (Darii), odbyli Pierwszą Wędrówkę szlakiem południowym przez Gonur i potem stepami nad Morzem Czarnym (z rozgałęzieniem do Indii i Iranu) skąd weszli do Nowej Koliby nad Dunaj i Adriatyk (także w okolice dzisiejszej Wenecji – tzw. Wenec, ale i na ziemie słoweńskie, trackie – Dawania, Dracja i na ziemie macedońskie – Makodewa) w Białym Lądzie.

Tam żyli od mniej więcej 11.000 lat pne. Potem jednak około 5000 lat temu część z nich przeniosła się nad Odrę, Wisłę i Łabę . Byli też tacy którzy zawędrowali do Skandynawii (skąd dzisiaj duży procent haplogrupy R1a1a1 w Norwegii, Szwecji i Islandii) współtworząc ethnos nordycki. Stąd – znad Łaby, Wisły i Odry ruszyła na wschód – w kierunku południowego Uralu, do Azji Centralnej i do Indii oraz Iranu Druga Wielka Wędrówka.

Znaleziska

Rosja musi się pogodzić z faktem, że okolice Moskwy nie są tym obszarem kluczowym i pierwotnym, lecz wtórnym, bo zasiedlonym przez ludność znad Łaby, Odry i Wisły dopiero w Drugiej Wędrówce na Wschód i Południowy Wschód (znanej już z zapisów starożtytnych – jako ekspansja Ariów w kierunku Uralu, Małej Azji, Krety, Egiptu, Indii i Iranu).

Bardzo ciekawy w tym filmie jest wątek ciągłości słowiańskiego pisma poprzez pismo sanskryckie, a także poprzez pismo etruskie, czyli ze styku zachodniego Słowian (Prasłowian, czy Słowiano-Isto-Skołotów) z kulturami współtworzącymi w późniejszym czasie cywilizację Rzymu-Romy (romajską).

Tak jak ludność prasłowiańska (słowiano-isto-skołocka) współtworzyła być może z Etruskami (my nazywamy ich Hytruskami) kulturę zachodnio-romajską tak Makodewowie i Drakowie współtworzyli (a nie podlegali jedynie wpływom) kulturę wschodnio-romajską (helleńską) i hattycką w Małej Mazji (Małej Azji).


Jeśli idzie o Imperium Hettytów to obecność w dziejach Azji Scytów (Skołotów) jest bogato udokumentowana, począwszy od biblijnych zapisów, a skończywszy na dokumentach assyryjskich (ozeryjskich) i potem perskich czy hinduskich.

W filmie przez ładne zderzenie obrazów widać na oko ową ciągłość pisma od prawdopodobnie pierwotnych kobalnych-wiciowych (węzełkowych) zapisów, gdzie węzły podwieszone są do linii (nanizane na sznur), poprzez sanskryt i welesowicę do napisów etruskich i głagolicy.

Być może sprawa starożytnego pisma Słowian nie jest tak definitywnie i negatywnie rozstrzygnięta jak się to wielu wydawało – być może to są właśnie owe „zaginione’ w pomroce dziejów słowiańskie runy.

Wenetyjskie pismo kobalne z Doliny Zila Gail pod Górą Pleke

Być może przyjdzie nam jeszcze kiedyś przyznać rację „naukową” autorm koncepcji przedstawionych w tym filmie, nie tylko jeśli idzie o historię Słowian, ale ich runicznych zapisów. Może, jak chcą autorzy, to Grecy czerpali z tradycji słowiano-indo-scytyjskiej tworząc swoje pismo.

W filmie pojawia się także mapa Królestwa Słowiano-Isto-Skołockiego, z której wytworzeniem przez dłuższy czas nie potrafiłem sobie poradzić – nie jestem biegły w grafice komputerowej. Zwracam na nią uwagę, bo jest tam ładnie pokazany prawie że pełny obraz SIStanu Azjatyckiego – Mapa obejmuje niemal wszystkie historycznie przynależące do niego ziemie.

Nie pokazano Europy oraz największego zasięgu w Afryce – Awarinu, a także Indii pod panowaniem Koszan-Kuszanów.

Poniżej Królestwo Sis – bez ziem Białego Lądu (Europy) i Indii Kuszanów

Polecam cały ten film – mimo zastrzeżeń-  wszystkim, którzy chcą objąć świat nieco szerszym – holistycznym – całościowym spojrzeniem i otworzyć się na wiedzę bardzo co prawda świeżą, nie do końca zweryfikowaną i teoretycznie opracowaną, w pewnej części może nawet opartą na intuicji i spekulacji,  ale być może najwartościowszą właśnie z tego powodu.

Z moich zbiorów:

Runy wenetyjskie znad Adriatyku

Runiczny napis – wyraz bóg – Słowenia

Na koniec po dyskusji ze Sceptykiem, postanowiłem dla pełniejszego oglądu przytoczyć jednak trzy  opinie na temat autentyczności Knigi Welesa i w związku z tym także być może welesowicy:

Pierwsza to fragment z Wikipedii wskazujący na argumenty „obrony Księgi, druga opinia wspomnianego już Wojciecha Jóźwiaka – nie tak kategoryczna, jak ostatnia ( bo powołałem się na niego a nie przytoczyłem). Trzecia, ostatnia, zdecydowanie negatywnie oceniającego księgę i to co wokół niej odbywa się na Wschodzie – Przemysława Urbańczyka.

Oto one:

Welesowica – słynna tabliczka 16 z księgi Welesa

Z wikipedii argumenty obrońców:

Zdaniem obrońców Księgi Welesa za autentycznością tekstu miałoby przemawiać to, że do takiego fałszerstwa potrzebny byłby wybitny historyk i lingwista, a ani Izenbek, ani Mirolubow takimi nie byli. Zwolennicy wskazują na to, że Izenbek i Mirolubow nie odnieśli żadnej osobistej korzyści z badania tych tabliczek, więc takie oszustwo nie miałoby sensu, a ewentualne błędy w tekście powstały w wyniku jego przepisywania.

Niektórzy słowiańscy neopoganie (zwłaszcza na obszarze Rosji i Ukrainy), wbrew stosunkowo jednoznacznemu osądowi badaczy na temat autentyczności Księgi Welesa, uważają ten tekst za swoją świętą księgę[1]. Część z nich czyni to nawet całkowicie pomijając kwestie autentyczności rzeczonego źródła tłumacząc to tym, że nawet jeśli jest ona falsyfikatem, to jej autorzy (wnosząc po treści) bazować musieli na wcześniejszych autentycznych źródłach – Księga Welesa będąc więc nawet falsyfikatem, z ich punktu widzenia nadal przekazuje dość istotne, ważne dla ich wiary, treści.


Sanskryt – fragment Rygwedy

Wojciech Jóźwiak O Knidze Welesowej na portalu TARAKA:

„…

Ali Izenbek zmarł w Brukseli w sierpniu 1941, już pod niemiecką okupacją. Jego zbiory dostał Miroliubow, lecz tabliczek w nich nie było – zaginęły i nikt ich odtąd nie widział. Są domniemania, jakoby przechwyciło je Ahnenerbe, tajne historyczne archiwum SS, albo później KGB, albo wywiad brytyjski i w jakimś tajnym schowku leżą dotąd.

Po wojnie o tabliczkach dowiaduje się inny rosyjski emigrant, mieszkający w San Francisco Aleksandr Kurenkow, monarchista i miłośnik starożytności. Odnajduje Miroliubowa i w 1954 r. ściąga go do USA. W piśmie pt. „Żar-Ptica”, które wydaje Kurenkow, obaj publikują fragmenty Księgi – z zachowanych kopii. Jest jeszcze jeden świadek: Siergiej Liesnoj, profesor slawistyki w Canberra w Australii, któremu wcześniej Miroliubow przesłał fragmenty Księgi.

Ponieważ „tabliczki Izenbeka” zaginęły, istnieją trzy źródła Księgi: zapiski Miroliubowa, publikacje Kurenkowa w „Żar-Pticy” i książka Liesnoja. Teksty z tych trzech źródeł w jakimś stopniu różnią się między sobą. Na ich podstawie „Księga Welesa” była dotąd przynajmniej sześć razy tłumaczona na rosyjski lub ukraiński. Polskiego przekładu całości wciąż nie ma.

Co zawiera „Księga Welesa”? Jest to najdawniejsza historia Rusi, czy w ogóle Słowian, zaczynająca się w IX wieku przed naszą erą i doprowadzona do lat 800-tych naszej ery. Praojcem Słowian był wg niej Bogumir, żyjący w kraju Siedmiorzeczu. Jego potomkowie popadli później w niewolę u „cara Nabsursara”, lecz uwolnili się i uciekli do kraju Scytów. Dalej Księga opisuje kolejne wojny i przymierza Słowian z Kostobokami, Chazarami, Gotami, Hunami. Pojawiają się w niej imiona wodzów, jak gocki Hermaneryk, znanych ze źródeł greckich i rzymskich. (Fantastyczność tej historii nie oznacza jeszcze fałszywości Księgi – np. „Kronika Polska” Kadłubka zawiera pseudohistoryczne fantazje w dośc podobnym stylu!) W opowieść wplecione są wzmianki o rodzimych obyczajach, religii i bogach. Słowianie wg Księgi byli monoteistami szczególnego rodzaju: wierzyli w jednego boga, który pojawiał się i był czczony pod wieloma różnymi postaciami i imionami: jako Swarog, Perun, Weles, Trygław, mając do pomocy pomniejsze bóstewka. Tu fragment Księgi, z tabliczki nr 30, zamieszczony w Wikipedii, transliterowany z cyrylicy:

ašče bot’ ie blouden’ in’ iakove oleščašet’ boze toia odieliaščeve osvrgy izverżden’ bude izdry iako ne niemiachomă bozia razvie vyšen’ i svrg i inoi soute mnożestvoi jako bg ie iedîn’ i mnăżestven’ da sen ne razdiliaščet’ nikie  toa mnoż’stwa i ne reščašet’ jakożde imiachom’ bogy mnogoa se bo sventyre  ade do noi i da boudiem’ dostiščenoi ovia

[‚ – jer miękki, ă – jer twardy]

Co jest tłumaczone (przekładam z rosyjskiego):

A jeśli jakiś wszetecznik będzie liczyć bogów, oddzielając ich od Swaroga, wyklęty będzie z rodu, jako że nie ma u nas bogów oprócz Najwyższego. Istotą Swaroga i innych jest mnogość, bo bóg jest zarówno jeden jak i mnogi. Niech nikt nie rozdziela tej mnogości i nie mówi, że mamy wielu bogów.

Gdyby „Księga Welesa” była autentyczna, byłaby prawdziwą rewelacją! Niestety, większość badaczy uważa ją za falsyfikat. Zwłaszcza językoznawcy zarzucają, iż jej język jest chaotyczny, nie ma stałej gramatyki i zawiera słowa, które nie mogły istnieć w żadnym słowiańskim języku ponad 1000 lat temu, jak np. słowo zapisane pszebende – odpowiednik współczesnego polskiego „przebędzie”. Zwolennicy autentyczności Księgi ripostują, że błędy powyższego rodzaju mógł wprowadzić Miroliubow podczas kopiowania; także mogły wkraść się przy przepisywaniu tekstu współczesną rosyjską czcionką na maszynie do pisania.

Jeśli falsyfikat, to kto go w takim razie wyprodukował? Najbardziej podejrzany jest sam Miroliubow, od którego pochodzą wszystkie zapiski, kopie i jedyna fotografia, która zresztą okazała się być zdjęciem wcale nie autentycznej tabliczki tylko jej odrysu. Być może to on, z pomocą Kurenkowa, wyprodukował ową fałszywkę w San Francisco w latach 1950-tych, wplatając do swojej fikcji opowieść o rzekomym znalazcy, nieżyjącym już wtedy Izenbeku.

Lecz jeśli nie Miroliubow, to kto? Z pewnością nie Izenbek, który ani nie miał odpowiedniej wiedzy, ani nie zadbał o pokazanie tego zabytku światu. Zapewne faktycznie tabliczki te poniewierały się w splądrowanym dworze, lecz sporządzono je wcześniej. Pewne ślady naprowadzają na Aleksandra Sułakadzewa (1771-1830). Był on z pochodzenia Gruzinem, miłośnikiem „starożytnych” ksiąg i zabytków, które zarówno zbierał, jak i sam fabrykował. Miał prywatne muzeum, gdzie przemieszane były autentyki z podróbkami. Była wśród nich „na 45 bukowych deskach, księga Jagipa, smarda z IX wieku” – i zapewne to były owe „deski”, które sto lat później znalazł Izenbek.

Powyższa wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Księgę wykonano około 1800 r na zlecenie Sułakadzewa, nieznaną drogą weszła w posiadanie tamtej rodziny spod Charkowa, została znaleziona przez Izenbeka, po jego  śmierci zaginęła. Zdążył ją przepisać Miroliubow, który szczerze uważał ją za autentyczny strosłowiański zabytek.

Mimo niepewnego pochodzenia, „Księga Welesa” stała się świętą księgą rosyjskich neopogan i jako dzieło literackie powinien ją ktoś wreszcie przetłumaczyć całą na polski. Fragmenty przekładu są w zasobach Wikipedii, autor(ka) podpisuje się „Wikiskryba:Niki_K”.

Teksty buddyjskie w języku pali – Tipitaka

पाळिभासा विकिनिखिलकोसो પાલી ભાષા વિકિનિખિલકોષો পালী ভাষা বিকিনিখিলকোষো ปาลีบกาซ̣าฤิกินิคิละโก̄ซ̣โ̄ Pali Bhasa Wikinikhilakoso

Flag of Buddhism.svg

सागतं! विकिकोसो (निखिलकोसो – आङ्गलभाषा: Wikipedia)| अयं सद्दकोसो समानकिक्को होति, अबद्ध निखिलकोस करेतु। विखिसद्दकोसो इमस्स विखि-निखिलकोसस्स (http://pi.wiktionary.org) अक्खरपदिको सहायो। तुवम्पि इमस्मि सद्दकोसे वत्थूनि लिखेय्य! उपकारो:āngalabhāsā-pāli आङलभाषा-पाली अयं निखिलकोसो आरद्धकतो फुस्समासे १६, २५४९। इतिरचि २,३१७ भाथुनि लिखित: होन्ति| अपी च खो सब्बे भाथुनि आबध्दा भबेतब्बा| (GNU)। अभ्यासत्थाय सहायतापयोगट्ठले गच्छन्तु । अधस्तात् लेखनाय सुविधाय स्थलानि सन्ति –

Wikipedia w języku pali

I druga – Przemysław Urbańczyk

[kliknij- powiększ]

Na koniec muszę jednak dopisać swój komentarz. tekst Przemysława Urbańczyka pochodzi z roku 2004. Nie mógł znać faktów z 2010 roku. Nie zmienia to rzecz jasna nic w sprawie Księgi Welesowej, ale okazuje się, że najnowsze badania genetyczne przyznają rację Oldze Skurlatowej.

Jej słowa nie były więc rojeniem – bo Scytowie i Słowianie to nie tylko ta sama haplogrupa R1a1a1, ale także identyczność potwierdzona w tej chwili pomiarami czaszek, barwą włosów i innymi rekonstrukcjami. O ile mogę przyjąć (choć nie bez oporów, bo tam są poważne autorytety naukowe zaangażowane), że wszelkie te rekonstrukcje i pomiary to fałszywki, to nie jestem skłonny kwestionować wyników badań genetycznych – bo genetyka jest nauką ścisłą. Każdy inny genetyk (a w programie uczestniczą przecież Amerykanie i inni) może te wyniki potwierdzić lub obalić. Dotychczas nikt ich nie kwestionuje, mimo takiej możliwości. To już nie są żadni amatorzy, ani płynne teorie i spekulacje – to elektroniczna analiza materiału DNA z grobowców scytyjskich i jej porównanie ze słowiańskim współczesnym DNA.

I jakoś nie pasuje do niczego innego.

Stanisław Szukalski – Etruscan funerary portrait

Jeszcze jedna próba odczytania Etruskiego w języku polskim ze strony WWW T.S. Marskiego

Etruski jako lachski ze strony T.S. Marskiego

Etruski a sprawa Lachska ~ Słowiańska – czyli jak podzielić nad’słowa Etrusków przy pomocy rdzeni naszego języka, ogólne i szczególne tych języków podobieństwo.

itatmiaicacheramśvavatiexeunialiastresthemiasamexthutathefarieivelianassalcl

uveniasturucemunistasthuvastamerescailacvetulerasenasciavilhurvarteśiameita

leialcvealsasenacatraneszilacalseleitalaasnaśversitanimheramveavilenicaca pulumxva (Tak wygląda tekst etruski brakwnimodstępów, dlatego jego odszyfrowanie nie jest łatwe, niżej próba jego odczytania, za Aleksandrem Niemirowskim.)

ita tmia icac he ramśva vatiexe unialiastres themiasa 8

Tę wotywę i te świątynne dary, ofiarowane Junonie-Astarte, zbudowane. 10

mex thuta thefariei velianas sal cluvenias turuce 7

Władca państwa Thefarie Velianas w czas obrzędu wbijania gwoździa podarował

10

munistas thuvas tameresca ilacve tulerase nas ci avil 8

je dla tej świątyni i świątynnej przybudówki na boskie cele. I oto trzy lata, 14

hurvar teśiameitale ialcve alsase nac atranes zilacal 7

gdy w październiku przy pogrzebie… bóstwa…i oto sługę swego za ten zilatów 13

seleitala asnaśvers itanim heramve avil enicaca pulumxva 7 dar. Co się tyczy posągu w tej świątyni, to ich lata jak gwiazdy. 13

(ostatecznie daje to 37 słów etruskich, 60 polskich)

Wyglądał by ten język w tym podziale, na skrajnie syntetyczny (jedynymi językami syntetycznymi są języki słowiańskie minus macdonobułgarski, z martwych sanskryt i łacina, klasyczna greka) w powyższym odczytaniu jest tu tylko’10’wyrazów wyglądających na zaimki czy słowa posiłkowe [(ita, tmia, icac, he, mex, avil, sal, nas, nac,) ci-trzy to nie kwestionowany przez nas liczebnik], co stanowi czwartą część słów tego etruskiego tekstu, w polskim tłumaczeniu tekstu etruskiego, mamy 25 słów tego typu na 60 wszystkich słów czyli blisko połowę, mogło by to sugerować, że te tłumaczenie jest nieprawidłowe czyli podział tego superzdania jest niepoprawny, niżej używamy do podziału tego tekstu języka słowiańskiego czyli dzielimy go przy pomocy rdzeni naszego języka.

it at mia icac heram śvavati exe uni alias tre’sthe mia

To od mnie jako chram sławić dla Uni oraz trze’żcie mnie.

sam ex thuta thefarie ive liana s sal clu’venia sturucem

Sam od czucia szafarki życia lina z sal sło’wienia poruczam

Uni stas thu’vas ta mere’sca ila cve’tule rase nasci. Avil hur

Uni stos czu’wasz ta mor’ska s’iło świa’tła rase naście. Jawił hur

varteś ia mei tale i al cvealsa se nac at rane s zil acal

warteś ja mej cało i ale zwalcz ze nas od ran z sił ocal

sele i tala. As’naś vers i ta nim heram vea’vil eni caca

dusze i ciało. Jas’nyś wers i to nim chram wyja’wił nie inaczej pulumxva.~ gwiazdy~(może pola xvaru-svaru-ognia).

Staraliśmy się wykorzystać najczęstsze końcówki naszego fleksyjnego języka, typu wać~vati~wienia w tekście wyróżnione pogrubieniem, staraliśmy się wykazać, że możliwe jest podzielenie tego tekstu przy pomocy naszych rdzeni. Oczywiście możliwe są inne podziały np. Iveliana ­~ życia lina może być imieniem bo jest imię Ewelina, ja będę się upierał przy prawidłowym wydzieleniu frazy sele i tala (duszy i ciała) bo to czysta lidyjska czeszczyzna, też słowo posiłkowe s-z, heram-świątynia poza tym nie będę się upierał jeśli ktoś podzieli ten tekst inaczej z tym zastrzeżeniem, że do podziału tego tekstu użyje klucza z języków słowiańskich, no może użyć też łaciny bo przecież łacina przesiąkła leksyką etruską słowo ex-exe, czy angielskiego (it-to) zresztą nie jest ważne czy to prawidłowo wydzieliliśmy ważne jest to, że można to zrobić i to dość swobodnie. Etruskowie zamieszkiwali na obszarze Czech dorzecza górnej Łaby i Odry więc dzisiejsi kontynuatorzy zasiedlenia tych terenów, Czesi, Polacy, Niemcy, Anglicy (historycznie do 5 wieku nad dolną Łabą) powinni posiadać najwięcej zbieżności leksykalnych (izoglos) z językiem Etruskim, jak i też Łacina współzamieszkująca przecież razem z Etruskami Italię. Trzeba oczywiście uwzględnić trzy tysiące lat różnicy w ewolucji tych języków od wywędrowania Lidów-Etrusków-Rasnali-Rasena do Itali. Sam język Etruski oczywiście co do struktury słowotwórczej najbliższy czeszczyźnie i polszczyźnie w jej zachodniej formie.

Rozpatrywane przez nas słowa etruskie z dość długiego tekstu można podzielić więc odczytać, na wiele sposobów, krótsze zdania z inskrypcji nagrobnych można odczytać już dość jednoznacznie ze względu na to, że na grobach pisze się uwzględniając lokalną frazeologię religijną te same rzeczy we wszystkich stronach świata i we wszystkich językach, tu jest pochowany taki a taki, żył tyle i tyle, rodzina nieutulona w żalu niech zmarły odpoczywa w spokoju, lub niech śni snem sprawiedliwych.

Możliwe są jakieś lokalne warianty typu polecanie duszy temu czy innemu bogu itd. ale sens inskrypcji, będzie taki sam lub niewiele się będzie różnił, najlepiej jak wypiszemy te inskrypcje po kolei i spróbujemy je odczytać.

ar. larci. tusnu (tekst N 3594)

lt. mi(nate) tuśnu ( tekst N 249)

ar. caiś, tuśnu Is. caleria (tekst N 3781)

(u)leś, feluskeś, tusnut..pana(l)aś mi ni mul(uw~an)eke (tekst N 5213)

Feluśkuś tu śni panuś mnie(mój) miłuw~anek

(miłow~anek-koch~anek czyli był by to grób mężczyzny pochowanego przez żonę).

l. tetina. w. tuśnut (nal) (tekst N 810)

dziecina(detina) tu śni (wiec raczej byłby to grób dziecka)

vel aneś clauke, vel aneś tuśnu, vel aneś artal…

vel. anes. tusnu (tekst N 1726)

Powyższe zdania posiadają jedno słowo (tusnu, tuśnu, tuśnut) powtarzające się we wszystkich zdaniach odpowiada ono polskiej frazie ”tu śni” mającej znaczenie ”niech odpoczywa w pokoju” czy ”niech śpi snem sprawiedliwych” itp. (tusnu, tuśnu, tuśnut) te słowa to zrosty lub zostały źle podzielone ”tu snu, śnu, śnut” to ”snu, tu śni, śnić” więc odpowiada to polskiej odmianie, być może etruskie snu, śnu, śnut różnią się np. z powodu zapisu tego słowa w różnych dialektach, a nie z powodu jego odmiany, bo np. słowa śnić-snut różnią się tak jak polskie wać i czeskie vati, więc różnica byłaby jak miedzy dialektem polskim i czeskim języka Słowiańskiego.

Czwarte zdanie ma też końcówki podobne do naszych zdrobnień wyra-żających uczucia, najczęściej stosowanych przez kobiety i dzieci dlatego nie wiem czy prawidłowo je napiszę, zdrobnień typu Gosiunia, Gosieczka, Gosiusia, Gosiuśkusia, imię Felek, Feluskuś jest typowe dla polszczyzny jeśli chodzi o końcówki czyli podobieństwo szczególne jak i całe to zdanie jest ogólnie podobne do zdań polszczyzny, oczywiście Etruskowie wywędrowali z zachodniej polski i czech do północnych włoch przed 3000 lat więc nie jest możliwa absolutna zbieżność miedzy tymi językami, ale podobieństwa są na tyle duże, że należy uznać ich pokrewieństwo.

Napisy z monet na terenie Słowacji z imionami o końcówkach typu uś-us ek-ec znamy też z I wieku p.n.e. ”Maccius”, ”Biatec” pierwsze jak imię król Maciuś drugie Biatek może od obiata-ofiara, czyli Biatek ktoś ofiarny poświęcający się dla ogółu, a czy imię Maciuś jest polskie, jest słowo celtyckie mac-syn wiec maciuś to zdrobnienie typu synuś w każdym bądź razie ma to słowo polsko-etruską końcówkę.

Mamy też w tych słowach naszą końcówkę ~ek, mul(uwan)’eke, clau’ke, Sław’ek, Sław’ka, choć wygląda jakby niebyła końcówką odmienną lub była w jakiejś pierwotnej formie ‚eke’ żeby stworzyć podobną musimy dodać naszą końcówkę w dwóch przypadkach ek+ka~eka wtedy upodabnia się do końcówki etruskiej ‚eke’.

Wywodzimy imię Etrusków-Rasena (odmiana Rasnal), od naszych H’ytrusów-K’rasnali, zbieżność miedzy tymi wyrazami jest wyraźna, pomijając przedrostki czy zredukowane przednio wyrazy, to one w sposób absolutny odpowiadają naszym rodzimym wyrazom, nie są to słowa nieadekwatne w obu przypadkach są imionami praktycznie mitycznych czy bajkowych ludów, czy też przezwiskami czyli nie znaczą te słowa na przykład, wycior, czapka, majtki, czyli nie mają jakiegoś przypadkowego związku, są to słowa siedmio ~ sześcioliterowe w swej Italskiej formie, jak liczyliśmy na początku książki, słów sześcioliterowych jest w 24 literowym alfabecie 192 000 000, co praktycznie wyklucza przypadkowe podobień-stwo dwóch słów tej długości, zwłaszcza, że jest tu dodatkowa podwójna adekwatność względem znaczenia, jak i podobieństwa dwóch par słów.

Poniżej dyskusja, którą otwarliśmy ze Sceptykiem, kto ma ochotę niech się dołączy.

O Świętym Kole Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – 1921 – 1989)


W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej, pod podanym poniżej linkiem, można znaleźć czasopismo Odrodzenie redagowane przez członków Bractwa Odrodzenia Narodowego (BON) i Świętego Koła Czcicieli Światowida przed II Wojną Światową oraz wiele innych osób zaangażowanych w odrodzenie duchowe Polski.

Odrodzenie to miesięcznik poświęcony sprawom odrodzenia człowieka i badaniom zjawisk duchowych

W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej znajdziemy numery  począwszy od roku 1921 do roku 1928

http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/9357?tab=1

Prezentowane są liczne ciekawe materiały dotyczące nie tylko Świętego Koła Czcicieli Światowida, ale w ogóle odrodzenia duchowego człowieka, odrodzenia Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej i jej roli w ogólnym odrodzeniu Polski i w budowaniu duchowej potęgi Słowiańszczyzny, opartej o prastare korzenie oraz o wiedzę o prawdziwej przeszłości i naszych związkach z kulturą sarmacko-skołocką (scytyjsko-irańsko-indyjską).

Na początek przytoczymy tutaj jednak materiały zebrane na temat Świętego Koła Czcicieli Światowida przez Michała Łapińskiego i Tomasza Szczepańskiego w 19 numerze KARTY z 1996 roku

oto one:

(kliknij aby powiększyć)

Jedna uwaga i uzupełnienie: Święte Koło Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – założone w Krakowie, od 1921 działa w całej Polsce do 1945 roku oficjalnie, a nieoficjalnie do 1989 tylko w Krakowie i okolicy). To nie to samo co Lechicki Krąg Czcicieli Światowida (LKCŚ) – ten drugi działa po II Wojnie Światowej w Warszawie w zasadzie od roku 1950 do 1980.

W roku 1941 wieszcz Wrócisław włącza ŚKCŚ w Krakowie i Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej w struktury Polskiego Państwa Podziemnego – członkowie Koła walczą w ramach Armii Krajowej, organizują także Tajne Nauczanie np. w Ciężkowicach pod Tarnowem. W tamtejszym Tarnowskim zgrupowaniu AK, w Krakowie, na Górnym Śląsku, w Warszawie (także w Powstaniu Warszawskim) – zawsze związani z AK walczą z Niemcami do końca wojny, a potem niektórzy także przeciw nowym okupantom z Moskwy i ustrojowi PRL.   [C.B.]

Oto zaś zapowiedziany na początku fragment z Odrodzenia. Jest to pierwsza i druga część zamieszczonego na łamach tego miesięcznika  opracowania ideologa i współzałożyciela Świętego Koła Czcicieli Światowida – doktora Jana Sasa-Zubrzyckiego „Bogoznawstwo wśród Słowian”

oto ono

Widać że już przed II Wojną światową istniała krytyka postawy naukowej Aleksandra Brucknera i jego Mitologi Słowiańskiej (Polskiej i Litewskiej), a także świadomość, że niesłusznie lekceważy się przekazy takich kronikarzy jak choćby Jan Długosz.

Wszystkich zainteresowanych całością tego tekstu zachęcam do odwiedzenia Śląskiej Biblioteki Cyfrowej i roczników Odrodzenia gdzie w numerach 9/1925, 10/1925 oraz w całym roczniku 1926 i numerze 1/1927 pisma znajduje się dalszy ciąg tego ciekawego artykułu.

To Józef i Karol Chobot oraz Jan Sas-Zubrzycki, a z nimi Władysław Kołodaziej, byli głównymi przewodnikami duchowymi Świętego Koła, głównymi animatorami BON – Bractwa Odrodzenia Narodowego i czasopisma Odrodzenie.

O Władysławie Kołodzieju można powiedzieć, że był poza tym spośród Koła Czcicieli Światowida najtwardszym i najwytrwalszym kontynuatorem  idei odrodzenia Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej, który przeniósł ją w czas współczesnej „rewolucji kulturalnej” 1968 roku i dał impuls do odrodzenia w zorganizowanych formach w późniejszym okresie.

Białczyzmy i casus Białczyńskiego – czyli o usuwaniu słowiańskich bogów przez uzurpatorów z Wikipedii


Czy Stoigniew, stoi gniewem tylko z powodu swego pseudonimu?

Czesław Białczyński – pozdrowienia dla Fundamentalistów RKP z Wikipedii, a raczej dla Czerwonych Brygad z KC PZPR

dopóki polska Wikipedia toleruje takich Stoigniewów jako redaktorów haseł o Rodzimowierstwie – mam pewność, że jest niewiarygodnym źródłem jakiejkolwiek wiedzy i informacji. Od dawna polecam zresztą każdemu konfrontację każdego hasła „polskiej” WIKI z angielską WIKI, prędzej tam się dowiecie o pochodzeniu nie jednej idei i osoby, o źródłosłowach itp niż w polskiej wersji, która wygląda jak redagowana przez dawną „polską” CENZURĘ. Napisałem „polską” bo to była cenzura rosyjska, a dzisiaj jest niemiecko-rosyjska, ale oczywiście robiona jak i tamta polskimi rękami. Niestety to czas postkolonialny po 200 latach niewoli, wielu woli nadal nie myśleć, wręcz chce żeby inni myśleli za nich i robili za nich, niż żeby musieli myśleć samodzielnie i sami naprawiać tę ruinę.


(zapis zaledwie fragmentu, ułamka dyskusji z Wikipedii – pouczający dla wszystkich, bo mówi coś o „twórcach” tej niby obiektywnej encyklopedii Internetowej)

motto:

„Najpierw będą was ignorować, potem wyśmiewać, później zwalczać, a potem opluwać – przez cały czas będziecie przegrywać, dopiero na końcu wygracie”

Mahatma Ghandi

Ponieważ ta dyskusja odbywa się publicznie na łamach Internetu, mimo że narusza moje dobra osobiste i moje dobre imię, odpowiadam przez jej zacytowanie również publicznie. Nie odniosę się ani do języka tej dyskusji, ani do jej poziomu. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Niech każdy czytelnik dokona oceny na własny użytek – od profesora do przedszkolaka – bo taki jest przekrój społeczny Internetu. Artykuły w Wikipedii współredaguje Rodzimy Kościół Polski.

Oto zapis:

Białczyzmy

Hej. Integruj śmiało z pominięciem DNU. Można to zrobić pod tytułem Fikcyjne bustwa w twurczości Czesława Białczyńskiego (pżenieść tam Bogowie żywiołuw i dodać sekcje o pozostałyh „postaciah”). A potem eknąć kategorię. Pozdrowienia. Elfhelm (dyskusja) 22:22, 26 cze 2009 (CEST)

[edytuj] Grafika:Wila.jpg

Może i ładny obrazeczek, ale… No właśnie, znowu prześladujący nas Białczyński. Artykuł, do którego odnosi się ów obrazek, został zgłoszony do usunięcia. Jeżeli poleci, to obrazek powinien podzielić jego los. Aha, i nie jest to żadne słowiańskie bóstwo, wbrew opisowi grafiki. Stoigniew >pogadaj< 16:39, 27 lip 2008 (CEST)

  • wp:or się kłania. Masur juhu? 21:35, 27 lip 2008 (CEST)

Czy WP:OR dotyczy w takim samym stopniu grafik? Moim zdaniem raczej nie, bo jeśli jednak tak, to większość grafik (za wyłaczeniem zdjęć) wykonanych przez Wikipedystów powinna zostać usunięta – takie np. mapy to dokładana analogia tej grafiki: na podstawie różnych źródeł powstaje nowe dzieło. Aotearoa dyskusja 12:55, 28 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Kategoria:Czesław Białczyński

Kolejny przykład uwielbienia wikipedii dla pana Czesia i jego pomysłów. Kim jest p.Białczyński, że doczekał się tu własnej kategorii?! Twórcą fantastyki? Toż nawet Tolkien nie ma własnej kategorii. Rok temu przerabialiśmy walkę z kultem Czesia na wiki. Widać, że znowu staje się on dla szerokiej rzeszy wyrocznią w sprawach słowiańskich. Może lepiej sięgnąć do Gieysztora? Stoigniew Dyskusja

Ze wszystkimi fikcyjnymi bóstwami w tej kategorii trzeba zrobić taki myk: [18]. Dodatkowo, MSZ do integracji w Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Lajsikonik Dyskusja 12:06, 27 lip 2008 (CEST)

Nie wiem, czy takie coś ma sens. Moim zdaniem należy to bezwzględnie usuwać, bo stanowi to bazę do pisania przez różne IP lub świeżych użytkowników kolejnych artykułów o „bóstwach pogańskich Słowian”. Kiedyś takich artykułów było kilkanaście. Zostawiając nawet te 5 obecnie istniejących, kusimy miłośników białczyzmów (chociażby nocnice, które są świeżym artykułem, i po usunięciu zostały znowu przywrócone). Pomysły Białczyńskiego są zebrane w artykułach bogowie mocy i bogowie żywiołów. I lepiej niech z nich nie wychodzą, a pan Białczyński pożegna się z własną kategorią, bo to jest śmiech na sali. Stoigniew Dyskusja

  • wszystkie wymienione poniżej artykuły zintegrować z bogami mocy i żywiołów. –Adamt rzeknij słowo 13:01, 27 lip 2008 (CEST)
    • fajnie by było, tyle że z artykułów nie wynika do którego artykułu przysługuje im integracja :-/ I co teraz? Lajsikonik Dyskusja 13:55, 27 lip 2008 (CEST)
      • Masz racje, moze faktycznie zrobić to co proponuje Stoigniew czyli kategoria Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego ?–Adamt rzeknij słowo 18:22, 27 lip 2008 (CEST)
        • Zrobić można jeden artykuł o takiej nazwie, i władować tam artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów, plus tego które do nich „nie pasują”. Wydaje się to najrozsądniejszym rozwiązaniem, bo wygrzebywanie i zgłaszanie co chwila coraz to nowych „białczyzmów” jest trochę męczące… Stoigniew >pogadaj< 18:26, 27 lip 2008 (CEST)
        • Przy utworzeniu kategorii wystarczy zmieniać odpowiednio kat bez zgłaszania ich do poczekalni. a że trzeba przejrzeć kategorię bóstwa słowiańskie cóż ….ktos musi :) –Adamt rzeknij słowo 18:42, 27 lip 2008 (CEST)
  • Jak mówiłeś – wrzucić wszystko łącznie z tamtymi dwoma zbiorczymi artykułami do jednego artykułu Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, pousuwać oddzielne artykuły dla jego „słowiańskich bogów” i wywalić kategorię „Czesław Białczyński”. W ten sposób powinniśmy się pozbyć w miarę skutecznie „białczyzmów” z wikipedii i zabrać się za pracę nad hasłami dot. wierzeń słowiańskich (które wyglądają tragicznie). Stoigniew Dyskusja

Przejrzałem sobie inne wikipedie… i załamałem ręce. W momencie kiedy my byliśmy zaśmieceni „białczyzmami”, przeszły one na inne wiki… angielska wikipedia roi się od artykułów na temat wymysłów Białczyńskiego, traktując je jako bóstwa dawnych Słowian. A wszystko przez taki właśnie niekontrolowany syf u nas Stoigniew >pogadaj< 16:30, 27 lip 2008 (CEST)

  • Ok stworzyłem coś takiego Kategoria:Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego jeżeli usuniemy kat Białczyński trzeba odlinkować. Czy takie rozwiązanie jest dobre? –Adamt rzeknij słowo 18:40, 27 lip 2008 (CEST)
    • Nie wiem czy kategorii nie zamienić powinniśmy na artykuł o takiej nazwie, bo to jest moim zdaniem rozwiązanie zastępcze. Zmieniamy tylko nazwę kategorii, a bzdurne artykuły zostają, a w nich nadal rozważania filologiczne, historyczne i odwołania na źródeł których nie ma, by uwiarygodnić Białczyńskiego. Proponowałbym stworzyć taki artykuł: Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, i tam opisać co to ten pan powymyślał. Pozbędziemy się i kategorii Czesław Białczyński, i artykułów dla każdej z jego postaci, i przy okazji zbiorczych bogowie mocy i bogowie żywiołów. Stoigniew >pogadaj< 18:45, 27 lip 2008 (CEST)
      • No tu się nie zgadzam. Można nie lubić Białczyńskiego ale jego twórczość to fakt i bóstwa jakie wymyslił są bóstwami fikcyjnymi. To jest jasne Mamy postacie fikcyjne, krainy, wyspy, światy itp nie widzę powodu dlaczego nie można opisać fikcyjnych bogów Białaczyńskiego o ile sa one umieszczone w odpowiedniej kategorii. Połączenie wszystkich opisów w jeden art będzie nie czytelne. –Adamt rzeknij słowo 18:50, 27 lip 2008 (CEST)
        • No można coś takiego zrobić, ale trzeba przy okazji gruntownie przerobić artykuły już istniejące, bo niestety mimo wspomnienia że to z Białczyńskiego, reszta jest pisana tak, jakby to była święta prawda. Stoigniew >pogadaj< 18:53, 27 lip 2008 (CEST)
          • To nie chodzi o lubić/nie lubić, stan obecny wprowadza w błąd, to prawie jak hoax. To tak jakby opisać fikcyjne postaci czy zakony z twórczości Dana Browna jako faktycznie istniejące, i pododawać je do np. listy zakonów. Białczyński wykreował swój świat fikcji który z autentyczną słowiańską mitologią nie ma wiele wspólnego, w oryginale nie było np. dualizmu moralnego (jest późniejszy, chrześcijański), nie jest wymagana symetria bóstwo męskie-bóstwo żeńskie (u Białczyńskiego występuje), imiona i funkcje bóstw i istot demonicznych to w > 80% wymysł autora itp. itd. Ktoś kto nie zna tematu a zajrzy do Wikipedii naczyta się bzdur – fikcja nie jest oddzielona od autentyku. Lajsikonik Dyskusja 18:59, 27 lip 2008 (CEST)
            • O to właśnie mi chodzi. Postaci z Białczyńskiego są nagminnie wrzucane pomiędzy hasła z mitologii lub demonologii słowiańskiej, a ich opisy mają potwierdzać ich autentyczność. A i do artykułu o Sporze ktoś dopisał (już usunąłem) „Czesław Białczyński intepretuje postać Spora tak a tak”~.Niestety jeśli chodzi o hasła związane z wierzeniami słowiańskimi to mamy na wikipedii totalny chaos przeplatany „białczyzmami” Stoigniew >pogadaj< 19:02, 27 lip 2008 (CEST)
            • Zgadza się Obecnie każdy artykuł nie jest poprzez kategorie powiązany z mitologią słowiańską Trzeba poprawic artykuły by nie linkowały do niej a jedynie opisywały wymyślone bóstwa. czyli przerobić arty a informacje odnoszace się do np. Mickiewicza usunąć. Tak to widzę–Adamt rzeknij słowo 19:05, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wij

Wij, czyli żmij według Białczyńskiego. Bzdury o jakiejś „armii” Wija co to z Perunem walczy wedle źródeł (ciekawe jakich). Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. Stoigniew >pogadaj< 18:16, 27 lip 2008 (CEST)

Jest w kategorii Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Pokemony też są w wiki i bóstwa Tolkiena także. Przykuta (dyskusja) 23:20, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Nocnice

Dobrze, że nie nocniki. Jakiś miesiąc temu kolejny mitoman z kręgu Białczyńskiego napisał ten artykuł, robiąc jeszcze do niego odnośniki w artykułach o poświadczonych źródłowo bóstwach słowiańskich. Artykuł dwa dni temu usunięto ze względu z jakiego usuwaliśmy rok temu wszystkie białczyzmy (niemerytoryczność, brak źródeł). Teraz widzę, że ktoś przywrócił ten artykuł. Stoigniew Dyskusja

  • Faktycznie wygląda to na jakąś hochsztaplerkę. Według SJP nocnica to brak orgazmu podczas parcia na pęcherz w nocy. Out. kićior (dyskusja) 17:34, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wila

Kolejny durny wymysł Białczyńskiego. Artykułów napisany tak, że dowodzi rzeczywistego istnienia czegoś takiego, podpierając się nawet Mickiewiczem. I bzdurne fragmenty typu „porównywano ją z grecką Hekate”. Kto porównywał? Białczyński w swoich bajkach? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Stworze i Zdusze

To samo co wszystkie wymysły Białczyńskiego. Nie mnożyć bytów ponad miarę, są już artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów. Poza tym kim jest Białczyński, żeby mieć koncepcję klasyfikacji demonów słowiańskich? Naukowcem zajmującym się tematem? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kaukowie

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Białoboga

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kydpdict

Boruta (demon słowiański) [edytuj]

Dosyć problematyczne hasło. Sprawdziłem w Wielkiej Księdze Demonów Polskich Podgórskich – obecna treść hasła to jedna z wielu bzdur wymyślonych w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielonych potem przez Linknera. Gieysztor i Strzelczyk odsyłają do jednego z wielu określeń borowego, w dodatku późnego i chyba niezbyt popularnego. Moim zdaniem wystarczy wzmianka w haśle Diabeł Boruta o pochodzeniu legendy od wiary w demona mieszkającego w podłęczyckim lesie (z usunięciem bzdur przekopiowanych z tego hasła) i wzmianka w haśle Lesij (które zamierzam niedługo wyremontować). Stoigniew >pogadaj< 13:16, 22 mar 2009 (CET)

Jeśli tak, to może napisać w artykule że to fikcyjny demon, wymyślony w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielony potem przez Linknera? Choćby po to, żeby ktoś kto trafi na tego „demona słowiańskiego” w innym miejscu, mógł na wiki przeczytać dementi… Olaf @ 14:57, 22 mar 2009 (CET)

Uważam, że nie ma sensu robić taki wyjątek. Do tej pory wszystkie wymysły Trentowskiego i innych romantyków były usuwane (vide peklenc czy dydek). Poza tym przerażająca jest perspektywa powielania casusu Białczyńskiego. Stoigniew >pogadaj< 15:05, 22 mar 2009 (CET)

  • zgadzam się ze zdaniem Olafa. Hasło ze względu na swoja popularność powinno zostać a w nim zawrzeć informacje o jego fikcyjności. Na temat bóstw i mitologii słowiańskiej (pomijam błędność twierdzenia o mitologi jako takiej) nie ma nadal bezwzględnej zgodności badaczy a to czy jedni uznaja a inni nie uznają poszczególne bóstwo czy demony, zostawmy im samym. Czytelnik powinien dowiedziec się ze takie pogląd istnieje wg tego a tego zwłaszcza że Boruta wystepuje często w literaturze.–Adamt rzeknij słowo 15:38, 22 mar 2009 (CET)
    • Rozbieżności między badaczami to nie jest udawanie że wymysły romantyków są mitologią słowiańską. Możemy i artykuł Religia Słowian oprzeć na Słowackim oraz Linknerze, tylko że będziemy wtedy pisać bajki. Jeżeli już zostawić hasło, to zmienić kategorię i tytuł (żeby nie był „demon słowiański” w przypadku gdy opisujemy twórczość Trentowskiego). W haśle lesij (czeka na przeniesienie pod poprawny tytuł leszy) zamieściłem już informację o pobocznej nazwie boruta, zaraz poprawię informację w haśle Diabeł Boruta za leksykonem Podgórskich. Na koniec fragment z encyklopedii Glogera z hasła „bór” – (…) lud przeniósł nazwisko ludzkie Boruta (…) na diabła, zwanego także borowym (…) jako na ducha mieszkającego w boru (…) Stoigniew >pogadaj< 15:48, 22 mar 2009 (CET)
      • Po remoncie haseł leszy i Diabeł Boruta mamy już w nich uźródłowione i sprawdzone informacje. Na stronie ujednoznaczniającej boruta mamy odesłanie i do diabła, i do leszego. Ten nasz artykuł pasuje tam teraz jak pięść do nosa. Stoigniew >pogadaj< 13:35, 23 mar 2009 (CET)
        • Czyli po prostu w tej chwili dubel z błędną nazwą. Lajsikonik Dyskusja 22:04, 23 mar 2009 (CET)

Fujjj, ile w tym jadu – czy to jacyś Fundamentaliści mitologiczni rodem z Czerwonych Khmerów?

C.B. – jednak musiałem skomentować.

To wstyd dla polskiej nauki, że toleruje taką „naukawość” i styl osób, które nie mając odwagi podpisać się własnym nazwiskiem i pokazać twarzy, głoszą pseudoprawdy po Brucknerze i po Kossinnie, pseudoprawdy dawno nieaktualne, bo przyjmowane z lubością wyłącznie przez Komuchów w latach polskiej niewoli i Ateizmu głoszonego z Moskwy.

Ten człowiek śmiał przybrać pseudonim po Janie Stachniuku – typowy uzurpator i tchórz.

Dzisiaj idą na pasku Berlina, starzy propagandziści, dalecy od prawdy, wiedzy, w imię źle pojętej tolerancji – nieweryfikowalni. Myślałem że to fundamentalizm w rodzaju Czerwonych Khmerów, ale nie, to jest coś gorszego, to są stare dobre Czerwone Brygady Propagandy komunistycznej, zaślepione teoriami kolonialnymi z Berlina i Moskwy.

Oto dalszy ciąg Wojny Wikipedycznej – sierpień 2010

    • Proszę, zapoznaj się ze źrudłami zamiast tracić czas na pżepyhanki i złośliwości. Marmale (dyskusja) 17:55, 28 lip 2010 (CEST)
      • Ja akurat się ze źrudłami dawno zapoznałem i mam je pod ręką. Dlatego widzę co jest opisane i widzę że opis tego „Jarego Święta” to wspułczesne zlepki rużnyh obżęduw z naciąganymi interpretacjami. Co zresztą tutaj potwierdzasz – ja o Gieysztoże i Szyjewskim, Ty o „słowiańskim kościele”. Stoigniew >pogadaj< 18:44, 28 lip 2010 (CEST)
        • Kolego Stoigniewie, jak sam pżyznałeś w „źrudłah” z kturymi się zapoznawałeś nic nie ma w interesującym nas temacie. Ja podaję konkretne weryfikowalne pżez internet książki, strony i akapity w kturyh wyraźnie pisze o słowiańskim święcie wiosny – „Jarym”, związku Jaryły zaruwno z Mażanną (ktura nota bene była jego żoną), jak i z Wielkanocą, więc żeby je obalić wypadałoby hyba pżedstawić jakieś „kontrźrudła” a nie bez pżerwy powtażać to samo „o źrudłah, w kturyh nic nie ma”? Jeszcze raz Cię proszę, zapoznaj się z podanymi pżeze mnie źrudłami i pżestań się w końcu kompromitować. Z mojej strony EOT. Dziękuję za uwagę. Marmale (dyskusja) 19:35, 28 lip 2010 (CEST)
          • Dobra ja wymiękam, z mojej strony koniec dyskusji. Piszesz że „Mażanna była żoną Jarowita” i jako źrudło podajesz angielską Wikipedię, wedle kturej Polacy modlili się do Złotej Baby. LOL, idę się wyśmiać. Stoigniew >pogadaj< 19:43, 28 lip 2010 (CEST)
            • Sorry, ale kurde nie mogę. DODAJESZ W HAŚLE JAKO ŹRÓDŁO BELETRYSTYCZNĄ TWÓRCZOŚĆ CZESŁAWA BIAŁCZYŃSKIEGO. DO PISANIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ NADAJE SIĘ TO TAK SAMO JAK „STARA BAŚŃ”, CZY JAK „EGIPCJANIN SINUHE” DO OPISYWANIA DZIEJÓW STAROŻYTNEGO EGIPTU. LESZEK MATELA TO Z KOLEI ZNANY EZOTERYSTA I OKULTYSTA, NIE MAJĄCY POJĘCIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ I DORABIAJĄCY DO NIEJ JAKIEŚ PARAPSYCHOLOGICZNE BZDURY. MASZ W OGÓLE POJĘCIE O CZYM PISZESZ?! Stoigniew >pogadaj< 20:01, 28 lip 2010 (CEST)
              • Po pierwsze, bardzo Cię proszę, żebyś się opanował i zapżestał wojny edycyjnej (i jak już wcześniej prosiłem, nie usuwał źrudeł do zakończenia dyskusji). Po drugie do pierwszej pozycji, kturej zażucasz beletrystyczność jest podany link do fragmentu. Nie jest to sensu stricte fragment książki, ale dodatek w postaci artykułu opublikowanego wcześniej w czasopismah i hyba tylko dla Ciebie jest to tekst beletrystyczny. Nie wiem kim jest Matela, nie interesuje mnie jego zajęcie czy też hobby a jedynie co ma do napisanie w zakresie słowiańskih świąt a w szczegulności Jaryh Goduw. Na tej stronie możesz się zapoznać ze spisem treści i fragmentem, ktury udowodni Ci, że ruwnież nie jest to pozycja beletrystyczna. Źrudła pżywracam po raz ostatni, nie będę się z Tobą bawił w wojenki. Proszę jakiegoś administratora o wpłynięcie swoim autorytetem na kolegę Stoigniewa w celu powstżymania go pżed usuwaniem źrudeł, kture mu się z rużnyh względuw nie podobają, ewentualnie o zabezpieczenie strony i pozwolenie innym potencjalnym dyskutantom na zapoznanie się ze źrudłami. Marmale (dyskusja) 20:35, 28 lip 2010 (CEST)
                • Sam potwierdzasz, że nie wiesz, to Cię oświecę – Białczyński to znany fantasta. Napisał m.in. Mitologię słowiańską w kturej zmyślił sobie kilkadziesiąt słowiańskih boguw i jakieś dziwaczne mity (wypociny Białczyńskiego zostały z Wiki usunięte kilka lat temu już, teraz zaczynamy pżywracać?). Obecnie zaś zajmuje się prowadzeniem strony internetowej gdzie rozpisuje się o swoih „odkryciah naukowyh” na temat „genu słowiańskiej rasy”. Matela zaś to okultysta i ezoteryk, napisał Wyrocznię słowiańską, w kturej to opisuje „starosłowiańskie” tehniki tulenia się do dżewek celem pobierania z nih energii kosmicznej. Jak zaczniemy to stosować jako źrudło do mitologii słowiańskiej, to dodam jako bibliografię w haśle Australia Tomek w krainie kanguruw – bo czemu by nie? Pżecież pisze o Australii. Stoigniew >pogadaj< 20:40, 28 lip 2010 (CEST)
                • Aby zapoznać się z dorobkiem p. Mateli, wystarczy zajżeć do PL.WIKI :) Jest to człowiek, ktury zna się na wszystkim: na Słowianah, na Atlantydzie, feng-shui, czakramah… Godna podziwu erudycja tj. fantazja ;) Ale ten jego bełkot się spżedaje… Felis domestica (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
  • Sorry, ale żadne z podanyh Ciebie źrudeł (za linki dziękuję) nie zawiera treści, kture podałeś w artykule (np. zgodnego z artykułem opisu rytuałuw święta Jarego, czy święta Jaryły). Żadne nie łączy bezpośrednio święta Jaryły i Mażanny (ba, Łuczyński wprost, na s. 171, podkreśla, że były to rużne obżędy, z kturyh poświęcone Jaryle odbywały się w kwietniu, a Mażannie – w marcu). Żadne z tyh źrudeł nie posługuje się pojęciem „Jarego Święta”. Stoigniewa ponosi, ale co do meritum ma rację. W podsumowaniu – jest na wiki artykuł Jaryło, jest Mażanna. W oparciu o podane w tej dyskusji źrudła można ładnie je rozbudować opisując faktyczne obżędy słowiańskie z tym związane. „Jaremu Świętu”, jako pomysłowi grupki rodzimowiercuw, walor encyklopedyczności trudno pżyznać, może wzmianka w wymienionyh wyżej tekstah, że dawne obżędy/zwyczaje ih zainspirowały do czegoś takiego to nie byłoby zbyt wiele… Gżegoż B. (dyskusja) 20:51, 28 lip 2010 (CEST)
      • OK, zacznijmy od etymologii Jarego Święta. Słowo pohodzi od awestyjskih słuw „jar” tzn. „rok” ktury w kalendaży solarnym słowian rozpoczynał się w czasie wiosennej ruwnonocy, i awestyjskiego „ajar”, czyli „dzień”. Jary to więc wiosenny”, czyli inaczej „święto wiosenne”. W tym źrudle jest: (…)Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami(…) Konkretne, pierwotne Jare Święto, występowało pżez dłuższy czas u słowian wshodnih, u słowian zahodnih ewoluowało do bardziej nam znanego zwyczaju topienia mażanny, jednak jest to to samo jare (wiosenne) święto. Marmale (dyskusja) 21:54, 28 lip 2010 (CEST)
      • Idąc dalej (strona 123) (…)W folkloże Słowian zahodnih brak odpowiednika Jaryły. Wiadomo, że po pożegnaniu zimy, związanym z postacią Mażanny(…) i dalej (strony 132-133) Pieśni śpiewane w czasie topienia Mażanny wskazują, że jej odejście oznacza pżyjście św. Jeżego, czyli solarnego uosobienia wiosny, Jaryły. Mażanna w pżeciwieństwie do Jaryły, „umierała” na wiosnę: jej ubraną w białą płahtę kukłę obnoszono ze śpiewem po wioskah, by potem ją podpalić i wżucić do wody Dlaczego więc twierdzisz, że w źrudłah nic nie ma? Marmale (dyskusja) 22:22, 28 lip 2010 (CEST)
          • Zacząć od „jarego święta”? Śladu użycia takiego pojęcia w podanyh źrudłah w ogule nie dostżegłem. W artykule podany jest też pżebieg obżęduw, ktury w takiej postaci i w odniesieniu do takiego święta w źrudłah ruwnież nie występuje. Artykuły na wiki powinny odpowiadać treści podanyh źrudeł, a nie „twurczo” je rozwijać i interpretować. Powtużę: podane źrudła na pewno pżydałyby się do rozwinięcia artykułuw Jaryło i Mażanna, w zakresie naszyh domniemań co do obżędowości słowiańskiej (gdzie ewentualnie może znalazłoby się miejsce dla wzmianki, że zainspirowało to rodzimowiercuw do czegoś takiego). Natomiast w gruncie żeczy artykuł opisuje święto rodzimowiercuw, o kturym nie ma mowy w ogule w podanyh źrudłah, i kture na osobny artykuł moim zdaniem nie zasługuje. A stwierdzanie, że takie „Jare Święto”, w takiej postaci to „etniczno święto Słowian”, co często jest powtażane w sieci (a może to artykuł jest kopią tekstuw z sieci? dat nie poruwnywałem), jest wręcz szkodliwe w tej sytuacji. Gżegoż B. (dyskusja) 08:16, 29 lip 2010 (CEST)

W Słowniku Starożytności Słowiańskih pod hasłami „Jar-” mamy wyłącznie nazwy własne (toponimy oraz imiona władzcuw i jednego Jarowita, utożsamianego ze Świętowitem). Picus viridis Odpowiedz zoilowi 21:11, 28 lip 2010 (CEST)

  • Panowie proszę o ohłonięcie i powstżymanie sie od wzajemnyh atakuw. Marmale pżeczytałem wszystkie podane pżez Ciebe źrudła nawet więcej niz podałeś i nigdzie nie znalazłem ani podawanej w artykule daty, ani powiązania świeta Jarowita z Mażanną Jest tam mowa o wzajemnej korelacji ale nie na pewno nie mozna je łączć w jedno święto. Świeto jako takie istnieje i jeżeli jest ważne powinno zosytać Jednakże tżeba koniecznie napisać je zgodnie ze źrudłami ze zrozumieniem tyh źrudeł. –Adamt żeknij słowo 00:52, 29 lip 2010 (CEST)
  • Adamt, pżecież dałem powyżej cytat z Szyjewskiego „Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca” A mit o Jaryle i Mażannie znajduje sięhoćby tutaj. Marmale (dyskusja) 01:50, 29 lip 2010 (CEST)
Jeden o jednym, drugi o drugim… Adamt pisze że nie masz źrudła na związek Jaryły z Mażanną, to podajesz mu dwa rużne źrudła – jedno o Jaryle, drugie o Mażannie… PS wszystkie te hasła mamy – Mażanna, Jaryło, Kostroma (mitologia)… Nie rubmy na siłę z tego jednego hasła. Stoigniew >pogadaj< 01:54, 29 lip 2010 (CEST) 

  • I pewnie ze względu na brak związku w podanym pżeze mnie źrudle, o kturego pżeczytanie prosiłem Cię pięć razy można pżeczytać” Rekonstrukcja prasłowiańskiego mitu płodności, podjęta pżez R. Katièicia w jego cyklu artykułuw zapoczątkowanym rozprawą „Hoditi – roditi…” z 1987 roku, dla Mażanny pżewiduje rolę siostry i nażeczonej boga płodności i urodzaju, w tradycji horwackiej nazywanego „Zielonym Jurem”, ktury najprawdopodobniej nałożył się na postać słowiańskiego boga urodzaju określanego teonimem od rdzenia *Jar- (Jarowit, Jariùo i in.). Sam rdzeń *jar- potwierdza związek bustwa z wiosną i wegetacją (…) Jariùo (Jarowit), znaczyłby więc dosłownie ‘wiosenny’, ‘silny pan’ lub ‘wiosenny pan’. Nadal nie widzisz związku? Marmale (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
Gdybyś znał się hociaż trohę na temacie w kturym się tu wypowiadasz jako znawca, to wiedziałbyś, że taka koncepcje są mniej lub bardziej ostrożne i powinny być za podaniem autora podane w haśle o danym bustwie (jak hociażby w haśle Swarug hipoteza Jakobsona i etymologia Bruecknera). Na pewno nie jest to podstawa do Twoih własnyh interpretacji i własnyh rekonstrukcji jakiegoś żekomego, zaginionego święta – tym bardziej że oprucz tego źrudła podpierasz się Matelą i Białczyńskim, czym się całkowicie dyskredytujesz. Stoigniew >pogadaj< 02:36, 29 lip 2010 (CEST) 

  • Artykuł pżeczytałem i nie idąc w jego ocenę jako rekonstrukcji wieżeń, pozwolę sobie go zacytować:
- Wzmianka o święcie Jarowita dotyczyła połowy kwietnia (około 14-15 IV) […] Tihon, biskup w Woroneżu zniusł 15 kwietnia 1765 roku obżędy Jaryły (str. 167)
- W dodatku obżędy łączone z Mażanną i Jaryłą pozostawały w związku czasowym – wyniesienie Mażanny popżedzało [podkr. moje -FD] wniesienie „nowego Latka” i uroczystości kwietniowe Jaryły (str. 169)
Związek (lub jak twierdzi cyt. autor – paralelność) między postaciami mugł być, obie postacie związane były z wiosną (hoć w rużnym – patż cyt. art. – harakteże), ale o wspulnym święcie dnia 21 marca słowa tam nie ma. O pisankah też nie. Felis domestica (dyskusja) 03:13, 29 lip 2010 (CEST)
A to: Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami… (i ten dalszy cytat Szyjewskiego) pżeczytałeś? Bo już hyba z tżeci raz cytuję. Wspulnego święta nie ma, bo tu o dwie rużne żeczy hodzi. Pierwsza to pierwotne Jare, czyli Święto nowego roku, wiosny, odrodzenia, czy czego tam jeszcze, druga to puzniejsze święta: Jaryły u słowian wshodnih i Mażanna u zahodnih. Obydwa wywodzą się z tego samego święta – solarnego nowego roku – Jarego. O pisankah też gdzieś było, ale nie hce mi się już szukać. W każdym razie zwyczaj malowania jaj pohodzi z Persji, więc wydaje się to w miarę logiczne zważywszy na solarny tyh harakter świąt i indoeuropejskie kożenie słowian. Marmale (dyskusja) 03:54, 29 lip 2010 (CEST)
Gdzie w dyskutowanym właśnie art. Łuczyńskiego znajduje się ten cytat? Podaj proszę stronę, bo ja nie znalazłem, Szyjewskiego nie ma także w bibliografii Łuczyńskiego. Daty 21 marca też nie znalazłem. Jest ten cytat w tu, o to Ci hodziło? Bo jeśli tak to (pomijając fakt, że to portal grupy wyznaniowej, a nie drukowane źrudło etnologiczne) autor wykazuje się totalną ignorancją
-myląc pżesilenie z ruwnonocą
-opowiadając o ludah zbieracko-rolno-pasterskih (szkoda, że nie nomadyczno-osiadłyh i rybacko-wysokogurskih)
-twożącyh „jedną wielką rodzinę” – nic, to, że wymieniane ludy wykształciły się jako odrębne byty gdzie i kiedy indziej… itp.
Załużmy nawet, że takie święto istniało (dlaczego jedno, a nie cykl obżędowy? i wtedy nie musimy „dzielić” jego obyczajuw, tylko wiążemy święto jedno z wielkanocą, innne z Zielonymi świątkami etc). Załużmy. No to pokaż mi, że miało taki pżebieg jak w art. Jare Święto. Jeśli podejdziesz do sprawy uczciwie, to możesz powiedzieć: mogło istnieć takie święto, nazwy własnej, z braku źrudeł nie znamy, dokładnego pżebiegu też nie, nie możemy powiedzieć, kture elementy weszły w skład kturyh świąt. Mamy źrudła na temat puźniejszej obżędowości, na ih podstawie możemy zrekonstruować mit o bustwah (prawdopodobnie) związanyh ze świętami wiosennymi.
Nie zapomnijmy też dodać, jak czyni to każdy uczciwy badacz, hoćby rosyjscy semiotycy pżez Łuczyńskiego cytowani (Toporow &Co, bardzo solidni, poczytaj,są polskie pżekłady), że wszelkie rekonstrukcje mituw z pozostałości w pieśniah itp. są wysoce hipotetyczne–Felis domestica (dyskusja) 03:49, 30 lip 2010 (CEST)
  • Sprawa jest prosta – nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej. Owszem, będą elementy wspulne, ale zawsze będzie to reinterpretacja i jedynie bardziej lub mniej (częściej mniej) wierna rekonstrukcja. Stoigniew podnosi, że w związku z tym kategoria jest błędna, a ja się z tym zgadzam. Natomiast jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne jako osobny artykuł. Sugestie miałbym dwie – albo po skruceniu dopisać obecną treść do artykułuw o związkah wyznaniowyh, w sekcji „obżędowość”, albo utwożyć artykuł zbiorczy Obżędowość rodzimowierstwa słowiańskiego, traktujący o wszystkih świętah – a tam mogą być źrudłem strony tyhże związkuw, bo niby czemu nie? Co do encyklopedyczności takiego zbiorczego artykułu, powinien być MSZ traktowany jak wydzielona ze względu na rozmiary sekcja art. rodzimowierstwo słowiańskie, zatem prawdopodobnie ostałby się w Wikipedii. Lajsikonik Dyskusja 07:21, 29 lip 2010 (CEST)
  • Chyba już na szczęście nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. Ja bym w to w ogule wspułczesnyh związkuw wyznaniowyh nie mieszał. Może sobie być wzmianka, że jakieś tam grupy obhodzą i tyle, może być link ze strony tego Związku, tudzież innyh religii z sekcji o obhodzonyh świętah. Zostawiłbym to jako historyczny fakt istniejącego kiedyś święta, a czy będzie to jako sekcja w jednym artykule z na pżykład nocą kupały i innymi słowiańskimi świętami, czy też osobno, to już hyba wszystko jedno. Marmale (dyskusja) 10:40, 29 lip 2010 (CEST)
    • Pżeczytałeś ze zrozumieniem post Lajsikonika? Bo znowu ktoś o czymś, a Ty o czymś zupełnie innym. Stoigniew >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) wypowiedź niemerytoryczna. Proszę, wypowiadaj się w temacie merytorycznie i nie wycofuj moih edycji skreślającyh nic nie wnoszące zaczepki. Marmale (dyskusja) 11:37, 29 lip 2010 (CEST) >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) MOŻE DOPRECYZUJĘ, BO MARMALE NAGMINNIE WYKREŚLA TĘ WYPOWIEDŹ – LAJSIKONIK PISZE ŻE M.IN. „nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej„, „zawsze będzie to reinterpretacja„, „jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne„. Z KOLEI KOMENTARZ MARMALE DO TEJ WYPOWIEDZI BRZMI :nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. ALBO NIE PRZECZYTAŁ UWAŻNIE WCZEŚNIEJSZEJ WYPOWIEDZI, ALBO ZNOWU JEDEN PISZE O JABŁKACH, A MARMALE DOWODZI ŻE TU O GRUSZKI CHODZI. Stoigniew >pogadaj< 11:56, 29 lip 2010 (CEST)
  • W haśle pojawiło się kolejne super wiarygodne źrudło – tandetny artykuł z „Newsweeka”. Tu każdy może się z nim zapoznać i ponownie ocenić czy dodawane pżez Marmale „źrudła” mają jakikolwiek związek z teoriami i opisami pżedstawionymi w treści hasła. Słowo „Jare” pojawia się w tekście dwa razy, w kontekście „rodzimowiercy 21 marca obhodzą Jare Gody”. Stoigniew >pogadaj< 11:45, 29 lip 2010 (CEST)
  • Cuż, ja pżynajmnie robię swoje uźrudławiając tekst, Ty niestety nie podałeś jeszcze żadnego kontrźrudła, wszystkie Twoje wypowiedzi oparte są na „twojej wiedzy” i „braku źrudeł”, więc mamy konfrontację – Twoje słowa pżeciwko konkretnym opublikowanym źrudłom. Proszę Cię ruwnież o zapżestanie wycofywania tej edycji, bo stajesz się coraz mniej wiarygodny do dalszej dyskusji. Marmale (dyskusja) 11:55, 29 lip 2010 (CEST)
  • Na co mam ci podawać kontrźrudło? Na to że czegoś takiego nie ma? Może mam znaleźć jeszcze kontrźrudło że na wieżbie nie rosną gruszki, bo ty masz źrudło że rosną? Masz rację, źrudło nie muwiące nic na temat lepsze od braku źrudeł. Nieważne, czy w „źrudle” pżez Ciebie podanym jest coś na temat związany z hasłem, czy nie. Dodaj jeszcze „Tomek w krainie kanguruw”. Wszak to jest źrudło, a moja wypowiedź oparta jest na „braku źrudeł” i mamy „konfrontację”. I pżestań wykreślać moje wypowiedzi, bo jeśli ktoś tu jest niemerytoryczny, to tylko ty. Stoigniew >pogadaj< 12:00, 29 lip 2010 (CEST)
  • WP:WER, zasada 3: „Obowiązek powołania się na wiarygodne źrudła spoczywa na dodającyh nowy materiał, a nie na tyh, ktuży zamieżają ten materiał usunąć.” Podane pżez Ciebie opracowania nie potwierdzają zawartości artykułu, więc nie można stwierdzić, że jest on uźrudłowiony. Gżegoż B. (dyskusja) 13:00, 29 lip 2010 (CEST)

  • Swoje zrobiłem i kończę z Tobą dyskusję – szkoda czasu na pisanie ciągle tego samego. Marmale (dyskusja) 12:05, 29 lip 2010 (CEST)
    • Ja też kończę tę jałową „dyskusję” i niewątpliwie skończę z Wikipedią ewidentnie jeśli Czesław Białczyński znowu zacznie być traktowany jako źrudło. Cofniemy się w rozwoju o 4 lata i tża będzie popżywracać hasła typu Śląkwa, Koczkodan (demon słowiański), Peklenc i masę innyh. Potem proponuję spolszczyć jeszcze en:Złota Baba. Co z tego że wszystko bzdury i wspułczesne wymysły, ale będziemy mieli mitologię słowiańską bogatszą od greckiej! Tyle że niekoniecznie mającą cokolwiek wspulnego z naszymi pżodkami i faktami pżedstawionymi w źrudłah naukowyh i etnograficznyh. Tu masz na pżykład około setki „słowiańskih boguw”, co z tego że żaden badacz tematu nigdy o nih nie słyszał – jest źrudło!… Stoigniew >pogadaj< 12:10, 29 lip 2010 (CEST)$
  • Tu masz wiarygodny tekst o istnieniu takiego bustwa jak Złota Baba. Jest to kolejny powud, żeby stwierdzić, że niekture Twoje działania na Wikipedii są podyktowane albo zwykłą niewiedzą, albo kwestiami światopoglądowymi. Taka postawa według mnie ewidentnie wpływa na szkodę projektu. Marmale (dyskusja) 22:52, 29 lip 2010 (CEST)
I po raz kolejny wyhodzi twuj kompletny brak jakiejkolwiek wiedzy na temat w kturym się wypowiadasz jako ekspert. Gdybyś miał hociaż kżynę wiedzy na temat mitologii słowiańskiej, to wiedziałbyś, że XIX-wieczne publikacje nie są żadnym źrudłem do wieżeń słowiańskih. Nie prezentują sobą żadnej wartości, co już na początku XX wieku wykazał Brueckner, Ale Ty nadal widzę tkwisz na poziomie „Starej baśni”, Linknera, idoli prillwickih i kamieni z Mikożyna. Nauka poszła o 150 lat do pżodu. Ale ty od Gieysztora wolisz Księgę Welesa. Stoigniew >pogadaj< 22:59, 29 lip 2010 (CEST)

i tu Marmale (dyskusja) 23:05, 29 lip 2010 (CEST)

  • Taaak, u Kraszewskiego ktury nie znał prawie nic poza panteonem Długosza, ktury uważał za autentyczny (odsyłam do „Starej baśni”, źrudło do mitologii słowiańskiej takie jak film „Troja” do Homera). Stoigniew >pogadaj< 23:08, 29 lip 2010 (CEST)

i tu, hyba tracisz na wiarygodności coraz bardziej. Marmale (dyskusja) 23:09, 29 lip 2010 (CEST)

  • Brueckner się już w grobie ze 100 razy pżewrucił, wracamy do epoki Lelewela… Stoigniew >pogadaj< 23:10, 29 lip 2010 (CEST)

Cuż, widzę że pojawiło się kolejne fałszywie podpięte źrudło, czyli Gieysztor. Mam nadzieję, że ktoś z czytającyh ma tę pozycję i może sprawdzić o czym naprawdę Gieysztor pisze (na życzenie mogę wysłać skany podanyh w haśle stron). Polecam ruwnież zobaczyć jedno z genialnyh źrudeł Marmale – bezpłatny tygodnik „Sąsiedzi”. Jeżeli zaczynamy używać czegoś takiego jako źrudło do pisania o mitologii słowiańskiej, zwłaszcza do uzasadnienia naciąganyh interpretacji, to znaczy że shodzimy na psy. Stoigniew >pogadaj< 23:42, 29 lip 2010 (CEST)

  • Zdaje się, że już każda pżeciętnie inteligenta osoba (poza tobą) załapała, że jar to wiosna, więc jare znaczy wiosenne. jary to słowiańskie określenie jurności, nowego życia, kżepkości, wiosny itp. (tu kolejny dowud),. We wspułczesnym języku polskim ruwnież pozostały pozostałości tego słowiańskiego słowa jare zboże, stary ale jary, także w znaczeniu imion (hoćby Jarosław). Nie dociera, czy po prostu hcesz usunąć jedno z najważniejszyh słowiańskih świąt z Wikipedii, tylko dlatego, że hasło jest dowodem na pogańskie pohodzenia Wielkanocy? I ty jesteś członkiem Wikiprojektu mitologia słowiańska? Naprawdę śmieszne. Zbędne i niegżeczne. Morg(dyskusja) 15:30, 30 lip 2010 (CEST) Racja – dzięki :) Marmale (dyskusja) 20:16, 30 lip 2010 (CEST) Marmale (dyskusja) 12:38, 30 lip 2010 (CEST)
  • Jako średniointeligentna osoba złapałem, że jare to wiosenne, jak ruwnież że mamy źrudła do opisu i rekonstrukcji wczesnojarego marcowego święta Mażanny, średniojarego, kwietniowego święta (nomen omen) Jaryły, puźnojaryh świąt majowyh (pżekształconyh w Zielone Świątki), ba, nawet końcowojarego, czerwcowego święta Kupały/ŚwJana. Tylko na jedno jakieś Jare Święto źrudeł nie widzę. Nie wiem też dlaczego pżdokowie nasi słowiańscy pżehować mieli w obżędowości ślady wszystkih tyh pomniejszyh świąt, tylko tego najważniejszego nie. Jeśli założymy, zdroworozsądkowo, że ludzie pżede wszystkim hronią to co najważniejsze, tedy zgodnie z bżytwa Ockhama nie ma potżeby wymyślać nowyh Jaryh Świąt – zupełnie wystarczą te jare święta, kture już są znane i kture są opisane/należy opisać w odpowiednih działah. PS Szukasz „dowoduw”, poczytaj Uspienskiego i Toporowa, nie blogeruw.Felis domestica (dyskusja) 00:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • OK, po raz piąty i ostatni cytuję „(…) Jest to czas naszyh świąt wielkanocnyh, a termin owyh obhoduw waha się między 21 marca a 24 kwietnia, pżypadając dokładnie na pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca. W Wielkanocy zahował się pradawny termin agrarnego, księżycowego święta Nowego Roku, a z nim część noworocznyh obżęduw. Dla rolnikuw i pasteży była to graniczna data, od kturej mogli rozpoczynać rużne czynności związane z uprawą i hodowlą – z pewnością najważniejsze święto całego cyklu rocznego. Nic więc dziwnego, że w tyh obhodah było wiele magicznyh rytuałuw związanyh z rozpoczynającą się wegetacją i mającyh zapewnić dobry urodzaj oraz powodzenie w całym nowym roku. Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca(…)” Skoro słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży, dalej za Wikipedią:Słowianie dzieli też rok na inne okresy, nieuwzględniane w dzisiejszym kalendażu, tj. pory roku. Początek, koniec i długość poszczegulnyh pur roku była rużna w zależności od tego, w jakiej strefie klimatycznej dane plemię mieszkało, i tak np. wiosna zaczynała się od 1 marca (na południu) do 23 kwietnia (na pułnocnym wshodzie). oraz Brak jest danyh dotyczącyh tego, kiedy dla Słowian zaczynał się nowy rok. Na Rusi, gdzie pżeżytki słowiańskiego kalendaża pżetrwały najdłużej Nowy Rok obhodzono 1 marca lub 1 wżeśnia, jednak jest niemal pewne, iż początek roku w tym dniu nie jest słowiańskiego pohodzenia – 1 marca rok zaczynał się w starożytnym Rzymie, zaś data 1 wżeśnia wskazuje na wpływ kalendaża bizantyjskiego. Niektuży badacze spekulują, iż początek roku pżypadał w dniu ruwnonocy wiosennej, kture było początkiem roku u niekturyh innyh luduw, a także pżypadało na okres początku prac polowyh, będącyh podstawą rolniczej gospodarki Słowian. Wg innyh badaczy początek roku związany był z okresem zimy – może następował wraz z pżesileniem zimowym; nazwa grudnia w niekturyh językah słowiańskih (np. czeskim, horwackim, a także staroruskim) prosinec/prosinac wiąże się z proszeniem, tj. modlitwą; był to więc jakiś okres pojednania z bogami, pojednania, a zatem nowy rok mugłby pżypadać w tym właśnie okresie. Na ten sam termin początku roku wskazuje także dawna nazwa okresu świąt Bożego Narodzenia (kturego kożenie sięgają czasuw pogańskih) tj. gody. Nazwa ta jest etymologicznie związana ze słowem god, oznaczającym rok, i dopiero w okresie puźniejszym, jako że okres zakończenia starego roku i początkiem nowego związany był z radością i zabawami, w wyniku zmiany znaczenia (tzw. pżesunięcie semantyczne), słowo gody zaczęło oznaczać zabawy, zwłaszcza weselne. Mam nadzieję, że po raz kolejny ostatni muszę tłumaczyć skąd rużnica w datah świąt wiosennyh. Pżeczytaj pozostałe źrudła, kture są dostępne. Dopełnieniem dyskusji o jarym może być na pżykład ta dyskusja, także słownik języka polskiego. Sceptycyzm to dobra żecz, ale jak widać wystarczy mieć odrobinę dobrej woli, żeby samemu znaleźć odpowiedź na wątpliwości, hociaż w razie czego służę pomocą. Marmale (dyskusja) 02:31, 31 lip 2010 (CEST)
  • samemu znaleźć odpowiedź – nie jesteśmy od „znajdowania odpowiedzi samemu” patż WP:OR. „Ta dyskusja” źrudłem nie jest, bo nie uźrudławiamy haseł dyskusjami na internetowyh forah. Nie uźrudławiamy też haseł na Wikipedii innymi hasłami na Wikipedii – pomijając już fakt iż hasło kalendaż słowiański, kture tu pżywołujesz, jest pozbawione wiarygodnyh źrudeł (hyba że za takie uważasz link do rosyjskiej Wiki, do oszablonowanego hasła ru:Инглиизм), jak ruwnież pełne zwyczajnyh pierduł (pisze o „Słowianah w starożytności” – może ty wiesz co Słowianie robili w starożytności na środkowoazjatyckih stepah. Bo jak na razie żaden badacz tego nie wie). A hasło o Kostromie mamy. Stoigniew >pogadaj< 09:05, 31 lip 2010 (CEST)
  • Nie, nie jesteśmy od znajdowania odpowiedzi, hasła się pżecież same uźrudławiają. Ten link jest jak napisałem dopełnieniem tej dyskusji a nie źrudłem. Marmale (dyskusja) 10:43, 31 lip 2010 (CEST)
  • „Skoro Słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży” – no, ja właśnie o tym. Zakładając (poproszę źrudła!), że faktycznie używali lunarnego i skoro konkretnej daty wskazać nie można, to już pierwsze zdanie dyskutowanego artu: Jare Gody – etniczne święto Słowian, pżypadające na ruwnonoc wiosenną (21 marca) lub pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca jest nieprawdziwe i do wyżucenia. BTW, ktoś kto posługuje się czysto lunarnym kalendażem, oleje solarne święto ruwnonocy…
-Co zaś do samouźradławiania haseł, to obszerne cytaty z Wikipedii to właśnie pżykład „samouźrodławiania” – nieuźrudłowionym (nawet szablon wisi) artem Kalendaż słowiański usiłujesz wykazać istnienie jakiegoś Jarego Święta, na kture też źrudeł na razie brak. Zrozum: nie kwestionuję, że obhodzili jakiś nowy rok, że mieli cały cykl obżędowy, rekonstruowany m.in. pżez szkołe tartuską do kturej pżedstawicieli Cię wielokrotnie odsyłałem. Ja tylko twierdzę, że nie ma dowoduw na Jare Święto w formie i czasie opisanej w dyskutownaym arcie. Można je opisać jako rodzimowierczą rekonstrukcję, wspułczesną interpretację. Można i należy opisać święta Jaryły itp. bo na nie stosunkowo mocne wskazuwki są.
-Wreszcie co do sceptycyzmu: uczyła go mnie m.in. wykładowcy kultury Słowian i polskiej kultury ludowej ;) hoć po studiah Słowianami już się nie zajmowałem. Ale tekst naukowy od popularno-naukowego i psudonaukowego (Matela itp.) odrużniam.Felis domestica (dyskusja) 13:55, 31 lip 2010 (CEST)
  • A no to dohodzimy do porozumienia. Ta data jest powiedzmy dość prawdopodobna dla niekturyh plemion słowiańskih, ale to nadal tylko hipoteza. To, że dzisiejsi neopoganie obhodzą święto w tym dniu to nie znaczy, że tak było, zwłaszcza, że w pżytoczonyh źrudłah są podane rużne terminy i hyba dlaczego już wiadomo. Artykuł więc wymaga poprawienia (i ja tego nie kwestionuję a nawet hętnie pomogę), ewentualnie wzmianki (np. w odrębnej sekcji) o wspułczesnyh obhodah. Tekst o kalendażu słowiańskim zacytowałem z Wikipedii, bo był jasno sklarowany powud tyh rużnyh terminuw, źrudła zapewne są gdzieś po rusku, zobaczę wieczorkiem do czego mnie odeśle wiki.ru. 1000 lat swoistego tabu na takie żeczy to nie w kij dmuhał. tu jest informacja o posługiwaniu się pżez słowian kalendażem rolniczym i lunarnym. Marmale (dyskusja) 17:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • Czyja hipoteza? Twoja? Jak nie podaj mi konkretnyh badaczy i konkretne plemiona (+ źrudła tyczące się tyh plemion). Bo ja też mogę sobie napisać że „prawdopodobnie niekture plemiona słowiańskie latały na Księżyc”. Kolejne słowo-wytryh na Wikipedii służące do pisania historycznyh bzdur – „niekture plemiona słowiańskie”. Już w haśle żywioły stało kiedyś że „niekture plemiona słowiańskie znały grecki piąty żywioł, eter”. Stoigniew >pogadaj< 17:58, 31 lip 2010 (CEST)
  • Stoigniew, dobże napisz sobie, ziew :). Tutaj jeszcze jakby ktoś hciał się zapoznać jest fragment z Gieysztora o Jarowicie – Jaryle i związku z wiosną. Marmale (dyskusja) 19:08, 31 lip 2010 (CEST)

  • Odpowiem tak: To że Karol Wojtyła napisał sztukę teatralną, nie dyskwalifikowało go do napisania homilii na Urbi et Orbi. To, że Białczyński napisał powieści wzorowane na słowiańskih mitah, nie dyskwalifikuje go do napisania poważnego tekstu o słowiańskim święcie wiosny. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST)
    • A ostatnio Białczyński rozpisuje się na swojej stronie o „słowiańskiej rasie”, „słowiańskim genie” i jakieś farmazony na temat żeszy „słowiańskih bustw” o kturyh nikt poza nim nigdy nie słyszał. Pomijając fakt, iż jest absolwentem tehnikum geodezyjnego i nie ma elementarnego wykształcenia historycznego, arheologicznego czy etnograficznego. Świetneś źrudło znalazł. Niemalże jak Ja, Klaudiusz do opisywania Imperium Romanum w I wieku. Stoigniew >pogadaj< 11:55, 9 sie 2010 (CEST)
    • Znuw kulą w płot… Co w takim razie oznacza poważny tekst? Podaj mi proszę jakieś recenzje w specjalistycznyh pismah. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

No to bardzo mętne masz podejście i dyskwalifikuje Cię ono jako merytorycznego redaktora. Największą bzdurę możemy napisać i potem „uźrudłowić” ją nie całościowo, ale dodając refy do poszczegulnyh słuw. Ot, możemy napisać że Słowianie obhodzili Święto Kaszankowe, poświęcone Perunowi. Znajdziemy źrudło na istnienie słowa „kaszanka”, potem źrudło na to że kaszankę składano w ofieże, potem że składano ją w ofieże m.in. podczas świąt poświęconyh Perunowi. I ładną konstrukcję zbudujemy, co z tego że totalnie bezsensowną… Kolego Stoigniewie, nagminne naruszanie pżez Twoją szanowną osobę nie tylko zasad wityetykiety ale i podstawowyh zasad kultury osobistej skłania mnie do refleksji, że powinieneś zrobić sobie dłuższą pżerwę na lekturę niekturyh zaleceń Wikipedii oraz społecznyh zasad savoir vivre. Natomiast niekture Twoje wypowiedzi [18] [19] w moih oczah nie tylko dyskwalifikują Cię do dalszej pracy jako redaktora Wikipedii, ale zasługują na długotrwałego bloka. Naprawdę, nie mam pżyjemnośc i z Tobą dyskutować, ponieważ poziom tej dyskusji mnie po prostu mieżi. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST) A mnie mieżi Twoje zaklinanie żeczywistości i to, że działasz jak w amoku byleby tylko nie pżyznać się do tego, że popełniłeś błąd. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

Tajemnik Burowijski: Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem


© copyright by Czesław Białczyński

Wiktor Wasniecow – Bój z Trzygłowym Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Wiktor Wasniecow – Sirin i Alkonost

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Andrzej Gusielnikow – Strzybog

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Korolkow – Kamień Ałatyr (Światyr)

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Rerich – Swarożyc

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

Korolkow – W Carstwie Czarnoboga – Wranego Żmija

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles, i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Matka Ziemia

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Korolkow – Drzewo Świata


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

Tajemnik burowijsko-skołocki: Jak się rodziła Matka Ziemia


© copyright by Czesław Białczyński



Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

(foto Ceiog 2009 – Galapagos)

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Święta Góra Kailasz Góra Kalji – Góra Swąta na Weli ma być 99 razy  większa od tej najmasywniejszej Świętej Góry Ziemi (foto: Steve Zzhong)

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

Rajec – Naw Rajska

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Taja 24 – O Bogach według Burów-Czarnosiermiężnych


Taja 24 –  (fragmenty burowijskie)

© copyright by Czesław Białczyński

Z boskich dziejów podług Burów:


Wydobycie Matki Ziemi

– w podaniach burowijsko-skołockich

Matkę Ziemię wyłowiła z głębin Morza jargonica Kaczogłowa Utka. Nurkowała trzy razy w Głębinę aż udało jej się wydobyć garść Ziemi i kawałek uszczerbionego Kamienia Ałatyra.

Ziemię oddała Boskiemu Niebiańskiemu Kowalowi – Swarogowi (Czarnogłowowi) i ten swoim kowaniem rozciągnął ją do wielkich rozmiarów. A pomagało mu przy tym Słońce (Swarożyc), Ogień Niebieski (Swaróg), Miesiąc (Chors) i Wiatry (Strzybogowie). Kamień zaś, ukryła Utoczka we własnym dziobie. Kiedy jednak Ziemia rosła, Kamień w jej dziobie, czarownym sposobem, także stawał się coraz, coraz cięższy i większy. Nie utrzymała go Utoczka, wyrzuciła w Dal. Tam gdzie upadł – w Niebie Dalekim – wyrosła Góra Ałatyrska (Góra Gór – Wierch Weli).

Tę Górę nazywają kąciny Zachodu i Południa Górą Swąta, a wieńczy ona według nich Welę, osobną boską dziedzinę umieszczoną na Dalekim Niebie, która powstała w większości z kamienia i tylko z odrobiny glibieli.

Według kudiesników z Biełych Bogów – Swarog-Czarnogłów uczynił na Ziemi trzy podziemne władztwa. Ziemię osadził na Wodzie, a Wodę na Ogniu, Ogień zaś na Ćmicy, która jest nieskończoną Otchłanią – te są Zaświaty.

Żmij Jusz

Żeby zaś Matka Ziemia znowu gdzieś nie przepadła stworzył Żmija Jusza i osadził ją na jego grzbiecie. To Żmij Jusz dzierży w swych rękach Gody – Pory i Wieki – Lata Ziemi. W Niebiosach zaś uczynił Swarog-Czarnogłów Dobre Miejsce dla Dusz Prawych zwane Rajec i boskie Drzewo Wojów – Wyraj.

W tym miejscu kąciny Zachodu i Południa powiadają, że Zaświaty złożone z wszystkich czterech dziedzin zaziemskich – Niebieskiego Raju, Ognistego Piekła, Wodnistego Trzydziewięcioisepia – Założy oraz z Ćmistej Otłchani, nie nachodzą się pod Ziemią, a rozciągają się pod  Welą.

Walka ze Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Czur-Chorsiniec

Mniejsi Bogowie Burów

W swoich podaniach Burowie nie powiadają nic o stopniach ważności bogów, o ich rozmieszczeniu w Kręgu Bogów na Równi, ani o ich ułożeniu w Drzewie Świata. Toteż Mniejsi Bogowie, którym Burowie nie przypisują wcale niższych pozycji w Kręgu Bogów, bo i o Kręgu nic w swoich przekazach nie mówią, są dziećmi bogów z bogami lub płonnymi dziećmi bogów z innymi świętymi bytami. Narodzili się oni wszyscy z różnych związków pomiędzy Żywiołami i Mogtami Większymi i Mniejszymi a także pomiędzy Kirami, Dzięglami i Mogtami oraz Żywiołami i boskimi pomocnikami ich wszystkich.  Ci są wśród pozaburskich kącin i gromad kapłanów zwani przeważnie Starszymi Stworzów czyli Prabogunami i Praboginkami, ale wielu z nich to po prostu Mniejsi Żywiołowie i Mniejsze Moce. Krąg Małych Żywiołów i Małych Mogtów utworzony przez burowijskie taje Wiedzy Przyrodzonej nie jest wcale mniejszy od kręgu przedstawianego przez kapiszty innych tradycji. Stąd pełny Krąg Bogów tworzą i tutaj  postacie Osiemdziesięciu Ośmiu Bogów  i postać jednej Ukrytej Bogini – Osiemdziesiątej Dziewiątej (Skrzystej Świętej Krowy – którą jednak nie jest Zemuna jeżeli zgodzimy się, iż Zemuna to Świętogłaza, a koza Seduna to Świćgałęza).

Jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia to osiągniemy zgodność z kątynami burskimi. Wymieniane przez Burów jako bogowie byty boskie należy, według kącin Wschodu, Zachodu i Południa, zaliczyć do najszlachetniejszej warstwy Bogów Mniejszych i do Przedstworzy, czyli Starszych Stworzów, których Krąg (Święte Koło Bogów sporządzone przez te kąciny) – nie pokazuje, a których jest tylu, ile jest rodzajów bogunów i boginek – czyli Osiemdziesiąt i Ośmiu. W burskich podaniach poświęcono im wiele miejsca, a dzieje ich są wplecione na równi w boskie dzieje.

Tych dziejów, potyczek, spotkań, związków  i wydarzeń nie będziemy w Księdze Ruty przedstawiać, bo nimi zajmie się szczegółowo Pierwsza Taja Księgi Tanów, nazywana Tają Burowijską. Tu tylko pokażmy kilka z owych postaci, by niejako uprzedzić czym będzie owa Taja i co Księga Tanów prócz samych Tanów objawia.

Tak więc ważną postacią burskich podań jest Windra (Wędra), który był synem Dyja – bogunem-dyjawołchem jednym z Przedstworzów, a więc Starszym Stworzy Dyjbołtów.

Ra-Wołch jest także jednym z Przedstworzów (jednym ze Starszych) – Synem Roda i Swary lub Roda i Siemi, albo żmija Wędryka i Siemi – to prabogun Swarków – słoneczny, niebiański prabyt boski. Ra-Wołch zakochał się w żmijcicy Peraskji – Pani Wód Wołgi i w jej toniach wziął z nią ślub. Chciał podbić Welę i Nawie, ale zobaczył na brzegu rzeki piękną Ładę w kąpieli. Pokazał się jej jako młodzieniec-wojownik, bohater Wołch. Stał się kochankiem Łady, która zdradzała mu sekrety wiedzy wojennej i łowów. Pod wpływem miłości zaniechał służby Ciemnym Bogom i stał się sługą Swąta oraz Swaroga-Czarnogłowa. Przemienił się w rzekę Wołgę i pozostał w jej toniach jako mąż Peraskji. Znany jest jako, Ra, Rwa, Rzwa lub Rawa – a są to też inne miana rzeki Wołgi-Rwy.

Alinka (Alija, Alka, Aljenka) córka Czarnogłowa-Swaroga i Plejony, miała córkę Ogidelę-Ognidawę (Agidel-Agnidewę, Ogniodzielę). Owa przedstworzyca, praboginka ogniowa, która urodziła Ogniodzielę, nazywana też była Alką, jako że była córką Alka – Czarnogłowa (Kauka-Dzięgla) i jest Starszą Stworzy Skierek.

Ałtynka – duch Gór Złotych, (Z)Ałtajskich – Starsza Stworzy Obiłuchów, była córką Amelfy-Omołwy (Obrytej).

Ważniejszą postacią Tajemnika Burowijskiego jest jej matka, sama Amelfa (Obryta, Omołwa). Jest ona córką Krowy Zemuny (Świętogłazy). Ona także widywana jest jako Krowa lub koziogłowa Nawka – Przedstworzyca, Starsza Nawek, a więc służka Zaświatów. Kąciny Zachodu przedstawiają ją jako boginkę służkę bogini Nyi, a w Bylinach jest ona matką Wasilija Busłajewa lub Aleszy Potapowicza. Kąciny Południa powiadają, że to ona może być burowijską odpowiedniczką Swątlnicy – Osiemdziesiątej Dziewiątej Bogini, która pokazuje się pod postacią Wedrika bądź Krowy Skrzystej, a która swój ród wywodzi z rodu Swątowego jak i Świętogłaza, i Świćgałęza, i Światyr-Ałatyr, i kwiat-gwiazda Świetlik-Aster i orzeł Wostrogot i wierzchowiec Świchrz.

Kąciny Wschodu, zwłaszcza Kijowska z Góry Bogit i kącina Chorsa z wyspy Hortycy powiadają jednak że odpowiednikiem Swątlnicy w Tajemniku Burowijskim jest Kryszeń-Iskra, który jest tam również wcieleniem Swątwoli-Swątbody.

Omelwa-Omołwa (Amelfa-Obryta) znaczy – Dająca Omrytę, napitek nieśmiertelności. Skołocki napój boski Amritę u Słowian nazywano Obrytą lub Omołwą (obróta – oburta – burtować, obrucać, bertać, oberek, obroty – odwracać normalny bieg zdarzeń czyli np. odradzać od śmierci, albo odbierać żywot i obracać żywych w zmarłych).  Omołwa znaczy odbierająca mowę, bo nieśmiertelni nie porozumiewają się ze Śmiertelnymi przy pomocy mowy, a co najwyżej poprzez dawane znaki, lub pokazywanie swej obecności. Taż obryta umożliwia Swątlnicy przemiany od biedronki poprzez orła do skrzystej korowy, czasami przez żeńskie a czasami przez męskie postacie (czarnego i białego byka).

Arij-Oryj to według wołchwów znad Wołchwowa syn Dażboga i Żywi, i prarodziciel ludów Aryjskich, w tym ludów Rusi[iii].

Bosokrun to smok, jeden z Ażdahów, sługa Czarnogłowa.

Bura Jaga Usonsza to Popielnica, służka Sowicy-Popioła Polela, córka Wiły-Borany.

Wawiła – syn Donu-Dani i Naniły jest bogunem wesela i radości, chmielu, opiekunem skomorochów Starszym Stworzy Chocholików, pomocników bogini Gogołady-Holdy.

Wołynia – córka Swaroga, to władczyni Morza, Starsza Stworzyc Topielic, żona Rzwy-Ra, urodziła mu córki-topielice Radę i Plejanę.

Sida to Starsza Stworzy Zemun-Ziemlanocek, która jest przedstawiana jako wcielenie Mazy (Azowki) i Neniły (Niemiły), Jasuny, bądź Domny, albo Mazy-Azji Gwiazdnicy.

Jara Taja jest córką Sima-Światogora i rusałki Plejany, która została uratowana przez Jaryłę przed Żmijem Łamią. Taja została narzeczoną Jaryły. Była ona także Zemuną, siostrą zemuny Sidy. To boginka utajania i odtajania, czyli tajania, a więc i tajemnicy.

Chmiel, to Starszy Bogunów Kąpielników – bogun Radości  i Cielesności, oblubieniec bogunki swarki Sury – córki Swarożyca i Jaruny

Mazja-Azja Gwiazdeczka, która jest Starszą Stworzyc Zmierzchnic, córką lub przybraną córką Sadki-Nura.

W Tajach Burowijskich znaleźć też można Święte Miejsce na Ziemi, a właściwie między Ziemią a Niebem nazywane Białowodziem, lub Wielowodziem, które ma być niczym Raj. Inne Kąciny Sistanu Wielowodziem bądź Wielodrożem nazywają jednak nie Raj, ani Rajec lecz Założę.

O tych miejscach i innych oraz o wszystkich powyższych boskich bytach i ich dziejach opowie wam jednak Taja Burowijska – Dwudziesta Piąta w Wielkim Tajemniku Słowiańskim.

Korolkow – Posłaniec Peruna (Pąćdagżwik)


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.

[iii] Jak powiada jeden z rosyjskich strażników wiary przyrodzonej – spadkobierca tradycji burowijsko-skołockiej, kaziciel Moskiewskiej Świątyni Swaroga Oleg Asow, imię to nosi nie tylko praszczur wszystkich Ariów ale i ojciec Kija, Szczeka i Choriwa.

Księga Wiedy – Lekcja Trzecia: Koleso i Rodżana-Przyroda


KOLESO


(kliknij obrazek żeby zobaczyć szczegółowo całość)

Słowiańskie Koło Boskie, KOŁO DEWÓW – KOLESO.

Boskie Koleso – Boski Krąg , Koło-Soł – Koło Sił,

Koło Ślące [promieniujące siły],

Koło-Sołów – sołowo – słowo,Sołowiej – Słowem Wieszczący [Słowo Wijący]

Koło Słowian – Koło Sistanów – ludzi znających znaczenie słów,

Koło Kół  – każde z pól tego Koła ma swoje ukryte znaczenie, które ujawnia się tylko znającym znaczenie Słowa – czyli Przekazu, Wiedy, Znaków, Czert, Taj.

Koło Święte – zawierające święte znaczenia, święte znaki, święte miana, kulędarz Świąt

Koło Pełni – Koło Wszystkich Znaczeń,

Koło Swąt - Wszechświat – Kolos (Kołoświat, kosmos) – Bóg Bogów – Najwyższy

Jest odwzorowaniem Ładu Wszego Świata (Wszechświata, kosmosu) – Kłodzi (Kołod’ – Kołodź – Jajo Świata, Koł Świata – Oś Świata, Kolibna Łódź Świata).

To także Koło Ludzi w tym sensie, że Źródło narodzin Ludzi i Miejsce ich bytu – bo Ludzie to  równoważne ze Słowianie - Znający Słowo (Dzieci Słońca-Sołnca – Słońca Wiano i wiano Sławy-Sławuny - Znającej Słowo, inaczej Dzieci-Dziedzice Souarożica – Swarożyca – czyli Słońca lub Swaroga – Soła Rodzica),

to także

Istowie-Jątowie (Juszowie, Aesti)- pochodzący z Istu Boga Bogów – Juszu, Ichoru,

Skołoci – S-Kołodzi zrodzeni (z Gałęzi Drzewa Drzew, z Drzewa Drzew, z Boga Bogów, z Kłódzi)

lub

Wenedowie-Dawanie – od Dawców Weni, Daw-Darz Bogów (Dawów-Dziwów-Dewów), czyli od Bogów Pochodzący – Wene-Dewanie (Wiano Bogów, przez Bogów zDziełani – Stworzeni [diełat’ – tworzyć]).

(licencja Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Każda z postaci opisanych za pomocą KOLESA, na każdym z poziomów owego Kręgu (Koła Kół), jest uosobieniem i przedstawieniem symbolicznym, konkretnej siły wszechświata, działającej w charakterystyczny sposób.

Każda z tych określonych tutaj mianem, symbolem-znakiem, czertą -liczbą i innymi znakami opisanych – Jest uosobieniem mocy lub żywiołu, kiru lub działu, części mocy lub części żywiołu, cząstki pomocniczej mocy lub żywiołu albo działu lub kiru

Wszystkie te scharakteryzowane tutaj w KOLESIE i rozróżnione oddziaływania będziemy określać, dla prostoty wywodu –  jako Siły.

Siły te płyną z najwyższego szczebla – od Najwyższego – określonymi kanałami – promienno-energetycznymi  – wlewając się w konkretne zakątki świata, Ziemi,  przenikając i trafiając w określonym splocie sił w każdy byt (ożywiony i nieożywiony) i docierając do jądra każdego bytu.

Jest to boski ichor (energia, istota bytu, cząstka psi – wyposażona w myśl-wiedzę jako zawarty w niej or-orz – jądro myśli, jarzęcą wiedę – nusson) – coś co Hinduiści i Weda nazywają kundalini, ale także dewanagari – co odczytać należy  jako prasłowiańskie (praindoeuropejskie) – DewaN Ogar – Boskie Światło-Ogień a także Boski Ichor – czyli boska krew (energia, moc-myśl-wiedza przenikająca wszystko co istnieje).

(na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Nazywają to także w jodze Brahmanem,

A w Wielkim Tajemniku Słowiańskim jest to Moc Bramy Bram – która Czterema Bramami Świata się od Swąta w Świat sączy.

Miejsce Bogów w Kręgu Welańskim (Kolesie Bogów) przedstawione w Księdze Tura nie jest wymysłem ani przypadkiem.

Nie jest przypadkowa ani wymyślona Wiara Przyrody i – takie właśnie jej określenie – „wiara przyrody”, „wiara przyrodzona” (naturalna), Wiara Słowian (wiara wypowiedziana Słowem, Wy-Słana, przekazana z promieniami Słońca (Sołońca,Sołńca), Wiara Ludzi – Słowian, Istów, Skołotów, Wenedawan – czyli mówiących językiem Słowym, językiem Słów).

Samhara Mutri – Gaja – Rodżana – Przyroda (tak czci się Przyrodę według starożytnej Wedy)

W tym Kręgu Świętym (Skrzystym, Świetlistym, Światowidowym) Rodżana – Bogini Stojąca Przy-Rodzie, inaczej zwana Przyrodą odpowiada za Wiarę i Jej Przekazy. Rodżana-Przyroda jest nie tylko Opiekunką Rodziny (rozumianej bardzo szeroko – jako plemię i szczep), ale także MATKĄ PRZYRODZENIA –  czyli Matką Wszystkiego Co Żywe Na Ziemi).

Andriej Gusielnikow – Rodżana [tutaj jako Bereginia (Brzeginia, Berehynia), ale to bez znaczenia, to tylko „wschodnio-północne” burowijsko-rosyjskie odchylenie interpretacyjne, według nas jest boginią – owszem Wielką Pomocnicą Matki Ziemi, ale nie zaledwie boginką  – duchem pomocniczym Matki Ziemi]

RODŻANA – Roda-Żena, Stojąca PRZY-Rodzie, jest przede wszystkim Wielką Kształcicielką Bytu Żywego, a więc i Przekazicielką w żywot na Ziemi

(poprzez or- wcielenie orzu-juchoru boskiego – nussonu-DNA – który my nazywamy po prostu ichORem albo rozróżniwszy trzy rodzaje ichoru: dobródzią, złyródzią lub zwykłocią)

- kosmicznego Ładu Wszego Świata. Jest Twórczynią Wiary, przy czym Wiara – to zarówno Taje i Tany podane do WIERZENIA jak i wspólnota Wierzących – czyli Wiernych – Słowiańska Wiara to inaczej Nasza (słowa) Wiara, Nasza Wspólnota.

Jest tak, bowiem to z Przyrody wywodzą się wszelkie święte wici-sploty ożywionego świata, a za nimi opowieści – Taje i Tany oraz Wiedy Wielkiego Tajemnika Wiary Przyrodzonej Słowian. Poprzez Przyrodę jest przekazywany Ludziom i wszystkiemu co Żywe – Wzór Świata – czyli kształt Boskiego Ładu.

Ona – PRZYRODA jest niejako tym Sitem, Przetakiem, Ekranem, Prze-Kaźnikiem dzięki któremu ów Ład Wszego Świata (Wszechświata) ujawnia się w swoim konkretnym uporządkowaniu na naszej planecie – Ziemi i w Każdym Bycie Który Na Niej Jest.

Rodżana-Przyroda jest Opiekunką Kazicieli i Kazicielek, Wiedunów, Wołchwów, Kudewosów-Kudełosów, Gąśćbiarzy (Huślarów-Guślarzy: pieśniarzy, wierszczbiarzy,ludzi przekazujących tan przez gędźbę – muzykę i słowo-pieśń) – wszystkich tych, którzy od dawien dawna dbali o przekaz taj i pamięć pokoleń, pamięć przeszłości – Pamięć DZIADÓW.

Bez przekazywania z pokolenia w pokolenie tychże Taj – Opowieści Przyrody (Wici Baji), Wiara nie mogła by trwać, a wszystkie obserwacje i obrzędy wiary wytworzone przez tysiąclecia bytu Słowian zostałyby utracone i zaprzepaszczone.

Bez istnienia i działania a także przekazów Przyrody (Rodżany – Pani Życia Ziemskiego i Wiary) NIE MA RODU (nie ma Narodów, nie ma ich języka i podań przyrodzonych, nie ma pola dla działania Roda – Pana Narodów).

Rodżana-Przyroda – Patronka Wiary Przyrodzonej

Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Panią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste.

Bea Douglas – Ancient forest ( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody, przeświadczenie o odwiecznym i nierozerwalnym związaniu Człowieka, Ludzi – Zerywanów, z innymi bytami powstałymi Z Kolesa – Drzewa Drzew: Zwierzętami i Zróstami-zRoślinami.

Ten związek Rodu Ludzkiego, Rodziny i Domu z Przyrodą nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć dla Tynu Rodów, a zwłaszcza dla pary Rod-Rodżana-Przyroda, wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także –  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Zaródzie

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń, Kole-Swęto (kole-swo, kole-so)

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę-dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kalendar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara.

To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą, dar dla Ludzi. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru.

Znaczenia mian bogini Przyrody i jej wizerunek

RODŻANA

Postacie-wcielenia (równe miana): Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda, Mienia-Titra

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Pani Rodziny, Pani Przyrodzenia, Dawczyni Wieszczby, Pani Rodu, Pani Pieśni

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Wielkich Mogtów

funkcja (zakres działania): opiekuje się rodziną, odpowiada za cechy osobiste wszelkich żywych bytów, daje możliwość widzenia przyszłości, a także widzenia całości – a więc wieszczenia, odpowiada za umiejętności śpiewu i wierszowania

ród: Rodowie

pochodzenie: Dzięgle – syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złote Tarło, Złote Gęśle, Złote Jajo i Złota Pachalica (Wachlarz)

Pomocnicy (Stworze – boginki): Rodki-Rodżańce


Rodżana Gąść clip_image002Jerzy Przybył – Rodżana-Gąść

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Rodżana, Gąść, Mienia

Imię Rodżany znaczy po prostu żona Roda (żena – żona, kobieta, żeńszczyna – kobieta).

Rodżana jest czczona jako Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda i Mienia-Titra. Mienia czyli mieniąca się, świetlista, barwna, również zmienna. Także, a może przede wszystkim, Dawczyni Mian, czyli nazywająca rzeczy i dająca imiona przedmiotom oraz ludziom. Od tajemnego miana danego przez Rodżanę zależy wiele w życiu człowieka dokładnie całe jego przyrodzenie (ułożenie, charakter, płeć, konstytucja fizyczna, cechy budowy itp). Miano to jest związane z wiergiem-wyrokiem określanym przy narodzeniu przez Mokoszów i Rodów, a przynoszonym noworodkowi pod poduszkę przez Sądzenice, Rodżanice lub Narecznice (Udełnice). Ma ono postać wiergu-wiązki patyczków albo deszczułki z odpowiednim znakiem tajemnym lub wierguźdźbeł, wiergu-pajęczyny czy, zależnie od regionu, jeszcze inne postacie. Miano-imię powinno być okryte tajemnicą i nikomu niepowołanemu nie ujawniane, bowiem zawładnięcie tym imieniem przez wroga albo złego czarownika jest zgubne dla człowieka. Mienia znaczy także mówiąca, dająca dar mówienia, układania pieśni i wieszczenia, układania myśli w słowa. Pod przydomkiem Titra bogini była znana na Rusi Kijowskiej, a określenie to znaczy dokładnie mianująca, Dająca Miano (tytuł, nazwanie, imię), ale ma także inne znaczenie: miara, a więc Dająca Miarę, Mierząca – co wskazuje na jej bliski związek z Chorsem, który począł jedną z jej córek.

Do funkcji mowy i pieśni oraz muzyki odwołuje się drugi przydomek bogini – Gąść. Mówi on o Rodżanie jako dawczyni gęśli – narzędzi wytwarzających pieśń – muzykę (skrzypiec, cytry, liry, piszczałek, skuduczy, dzwonków, bębnów, dud, trąbit, kobz), zdolności muzycznych (bardzo ważnych z obrzędowego punktu widzenia i zawsze mocno związanych z rytuałem), tanecznych i słownych pozwalających układać pieśni, modlitwy, opowieści, zaklęcia – czyli gędać (gadać – mówić, zaklinać, czarować). Hudba (gudźba, gązdba, gęśćba) to stare słowo określające muzykę, nim je zastąpiono pożyczką z greckiej mitologii: Muzą. Hudobnicy, koźlarze (kobziarze), gęślarze-guślarze, gajdowie (dudziarze i gadacze, zaklinacze) to dawne gromady kapłanów (czarowników) związanych ze sprawowaniem kultu. Gusła to obrzędy, zaklinanie, uroczyste modlitwy (gąstać – szeptać, szemrać, mówić cicho, jednostajnie, monotonnie, tak jak się wymawia zaklęcia szamańskie lub modlitwy). Te odniesienia wiążą Rodżanę z obchodem – jedną z wielu znanych naszym starożytnym przodkom form czczenia bóstwa i świętowania (do dziś „obchodzić” znaczy też świętować), czyli rodzajem procesji z chorągwiami, wózkami kultowymi, w przebraniach, w maskach, dookoła wsi lub terytorium wspólnoty – tak by koło uświęcone obchodem zamknęło owo terytorium przed złymi mocami. Ptakiem Rodów jest gęś i specjalne obrzędowe pieczywo w formie bułek wypiekane dla Rodów nazywano gąską. Przydomek ten mówi także o Rodżanie jako bogini gęstowłosej, okrytej splotami - gęstwą włosów, być może kędzierzawej.

Trzeci przydomek – Przyroda (Rada, Ra)

oznacza Tę Która Stoi Przy Rodzie, czyli jego żonę-siostrę, tę, która decyduje o przyrodzeniu – czyli cechach związanych z przyjściem na świat, tę, która w każdą rzecz żywą wkłada zaródź i jest zawsze obecna przy porodzeniu każdego nowego bytu. Stąd wszystko, co żywe na Ziemi, nazwano Przyrodą (z grecka Naturą), bo we wszystkim, co żywe, co stworzone rękami boga, jest cząstka Rodżany.

( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Kim jest ona – Przyroda – która tyle pięknych i pożytecznych stworzeń bożych hołubi?

PRZYRODA – czyli Rodżana (Rod-żona),

bo Przy Rodzie Stojąca – Roda-Żona

i jego RODA

siostra RODZONA ).

Jest to ta bogini, którą musimy szczególnie adorować, ku której powinniśmy słać wszystkie nasze myśli i uczynki, której powinniśmy przychylić nieba i oddawać wieczny hołd, a także sławić ją codziennymi drobnymi dziełami.

Jesteśmy zobowiązani pielęgnować JĄ, dbać by nie utraciła sił i piękności, czuwać aby jej stan się nie pogarszał z upływem czasu, żeby nam młodniała a nie starzała się i by nie upadała na siłach.

Dlaczego i po co?

Po to choćby by mogły się cieszyć obcowaniem z nią – ową wszechwładną boginią królującą nad bytem człowieczym – nasze dzieci i wnuki, i ich wnuki i prawnuki, oraz praprawnuki owych prawnuków.

Przyroda-Rodżana w różnych odmianach Wiary Przyrodzonej bywa też nazywana RA i od tego wywodzone bywa słowo i znaczenie RASA – Ład Wszystkiego Żywego Na Ziemi.

( na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Zobaczcie to koniecznie:

http://www.andiesisle.com/creation/magnificent.html

Banalne? Przesłodzone?

Być może. A jednak tygrysów jest na tym olbrzymim świecie już tylko 3000. To mniej niż mieszkańców we wsi Lanckorona. Zostały zniszczone przez Człowieka i są niszczone dalej z dziką, zachłanną, nieopanowaną bezwzględnością. Czy rzeczywiście Człowiek to aż tak podła rasa?

Świat nie został dany Człowiekowi jak mówi judeo-chrześcijaństwo. Został ożywiony dla wszystkich Istot Żywych.

My możemy zabić wszystko! Czyż to nie boskie uczucie?! W naszych rękach los Żywej Ziemi – Naszej Matki.

Tak możemy wszystko zniszczyć, wszystko zabić… ale…

…Ale nie łudźmy się – w tej chwili, tak bezwzględnie niszcząc PRZYRODĘ strzelamy sobie nie w kolano, nie w stopę – lecz Prosto w GŁOWĘ. To strzał samobójczy.

W Polsce jest chyba z ochroną Przyrody tak samo źle, jak w najciemniejszych regionach Świata – fala ludzkiej „wścieklizny” rozlewa się bez ograniczeń.

Spalono Dąb Napoleona

Nadleśnictwo Przytok ufundowało 5 tys. zł nagrody dla osoby, która przyczyni się do ujęcia sprawcy podpalenia najgrubszego dębu szypułkowego w Polsce.

Dąb Napoleona(fot. wikipedia)

Kolejny tysiąc złotych nagrody ufundował Zielonogórski Zarząd Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa – poinformowała rzeczniczka Lasów Państwowych Anna Malinowska.

Informacja o spaleniu dębu poruszyła wielu mieszkańców regionu. Maciej Boryna z Towarzystwa Bory Dolnośląskie przypomniał, że także dąb Chrobry pod Szprotawą kilka lat temu „zasmakował pożogi”.

– Zastanawia nas czy to objaw zwykłego chuligaństwa, czy może znaczące pomniki przyrody komuś w czymś przeszkadzają – pyta Boryna. Zaapelował, by, odpowiednie służby dołożyły wszelkich starań w celu ustalenia i ukarania sprawców.

Wandale ogień podłożyli prawdopodobnie w niedzielę. Postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze. – Wytypowano już osoby mogące mieć związek z tym zdarzeniem – mówi Małgorzata Stanisławska, rzeczniczka zielonogórskiej policji. Podpalaczowi grozi do dwóch lat więzienia.

Dąb Napoleona

Drzewo, którego wiek szacowano na 700 lat, spłonęło w poniedziałek. Dąb Napoleon, to jeden z najcenniejszych pomników przyrody województwa lubuskiego. Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór (powiat zielonogórski). Obwód drzewa wynosił ok. 10,5 metra, wysokość 22 metry.

Nazwa drzewa wzięła się z legendy głoszącej, że podczas wyprawy na Rosję w 1812 roku, po przeprawie przez Odrę pod jego konarami odpoczywał Napoleon Bonaparte.

Wycinkę dębów w Białowieży prowadzili oczywiście ci którzy powinni o nie dbać:

Sprawa toczyła się w latach 2003 – 2004

Straż Graniczna nie chce wycinania dębów

awa
2003-11-27, ostatnia aktualizacja 2003-11-27 18:49

Straż Graniczna twierdzi, że usunięcie trzech z siedmiu ponadstuletnich dębów w Puszczy Białowieskiej nie miało żadnego związku z czyszczeniem pasa granicznego.

Przypomnijmy: 19 listopada napisaliśmy, że w nadleśnictwie Białowieża w Puszczy Białowieskiej w rezerwacie wycięto kilkusetletnie dęby. Leśnicy twierdzą, że stały przy pasie granicznym i ich wycięcie nakazywała umowa ze Strażą Graniczną. Jednak w pozostałych dwóch nadleśnictwach puszczańskich – Browsku i Hajnówce – oraz w Białowieskim Parku Narodowym usunięto jedynie krzewy z samego pasa.

Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Białymstoku oświadczyła, że wszystko odbyło się legalnie, bo ustawa o ochronie granic jest nadrzędna nad prawem o ochronie przyrody, a wycinka była „wykonywaniem zadań z zakresu obronności kraju”….

Umorzyli bo wycinka była zgodna z prawem – ale niestety nie była zgodna ze zdrowym rozsądkiem. Chodziło o klepki na parkiet dla jakiegoś ”ładowanego kretyna”, a może to tylko część – wierzchołek – biznesu budowlanego Lasów Państwowych?

Sprawa wycinki dębów w Puszczy Białowieskiej umorzona

bdc
2004-09-20, ostatnia aktualizacja 2004-09-20 00:00

Prokuratura w Hajnówce umorzyła sprawę wycinki siedmiu dębów w rezerwacie Lasy Naturalne w Puszczy Białowieskiej. Stwierdziła, że nie doszło do naruszenia prawa

W czerwcu ub.r. podczas porządkowania pasa granicznego (granica polsko-białoruska) wycięto cztery kilkusetletnie dęby. Kolejne trzy wycięto po to, aby móc wywieźć te już wycięte. Zdaniem ekologów doszło do złamania prawa. Sprawę zgłosili prokuraturze. Ta poprosiła o pomoc biegłego w sprawie środowiska.

– Decyzję o umorzeniu śledztwa podjęliśmy na podstawie opinii biegłego, który stwierdził, że wycięcie dębów było zgodne z Ustawą o ochronie pasa granicznego – powiedziała nam wczoraj szefowa Prokuratury Rejonowej w Hajnówce Bożena Dyszlatys…

2007

Mordercy czerwonych dębów

Dariusz Bartoszewicz
2007-09-04, ostatnia aktualizacja 2007-09-04 00:00

Na Ursynowie ktoś ściął czubki kilku małych dębów. Tuż obok jest skupisko ogromnych reklam. Drzewa urosną, ale już ich nie zasłonią

Narożnik ulic Rosoła i Ciszewskiego na tyłach stacji paliw BP wygląda ohydnie. Stoją tam aż cztery billboardy, jeden z nich wysoki na kilka pięter. W ich rejonie jakaś „niewidzialna ręka” w barbarzyński sposób okaleczyła trzy dęby czerwone, które wreszcie okrzepły. Cięcie jest profesjonalne – zrobione za pomocą nożyc lub innego narzędzia, identyczne we wszystkich przypadkach.

– Tak okaleczone drzewa nigdy już nie będą ładne ani strzeliste…

Dąb Bolesław

2008

To się oczywiście nigdy nie skończy bo to naprawdę jest część biznesu wycinkowego… teraz Puszcza Knyszyńska 2008:

Minister myśli nad wycinką dębów

Z uwagi na pilny i skomplikowany charakter sprawy ministerstwo niezwłocznie zajmie się sprawą wycinki dębów w rezerwacie Starodrzew Szyndzielski – tym lakonicznym komunikatem Ministrestwo Środowiska potwierdziło „Gazecie”, że dotarł do niego złożony przez ekologów wniosek o wstrzymanie wycinki 159 drzew w Puszczy Knyszyńskiej
Chodzi o dęby, które zdaniem leśników trzeba wyciąć, by ograniczyć plagę atakującego je chrząszcza opiętka. Podlaska konserwator przyrody wyraziła na to zgodę. Nadała jej rygor natychmiastowej wykonalności, by wyrąb można było zacząć jak najszybciej.

Od jej decyzji odwołali się ekolodzy z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot. Podpierają się badaniami przyrodników, dowodzącymi, że opiętek atakuje tylko osłabione dęby, a w rezerwacie jest też miejsce na martwe drzewa. Przypominają fakt sprzed dwóch lat, kiedy w podobnej sytuacji minister środowiska odmówił zgody na wycinkę dębów w kilku rezerwatach Puszczy Białowieskiej.

Teraz wszyscy walczą z czasem. Leśnicy chcą rozpocząć wycinkę jeszcze w tym miesiącu, bo w maju z larw opiętka wyklują się chrząszcze, które zdaniem leśników zaatakują kolejne drzewa. Ekolodzy chcą wstrzymać wycinkę, nim do lasu wejdą drwale.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
http://miasta.gazeta.pl/b…35,5135173.html

I dalej:

… – To unikatowy bardzo cenny las – mówi nadleśniczy z Czarnej Białostockiej Kazimierz Antowski. – Zagraża mu żerujący na dębach opiętek. Jeśli nie usuniemy zaatakowanych przez niego drzew, zniszczy wszystkie z tego gatunku. To ostateczność, ale w tej sytuacji konieczna.

Antowski poprosił wojewódzkiego konserwatora przyrody o zgodę na wycięcie 159 dębów. W całym rezerwacie rośnie ich kilka tysięcy. W ubiegłym tygodniu konserwator zgodził się na usunięcie drzew zasiedlonych przez chrząszcza. Według szacunków samych leśników, to prawie 200 m sześc. dębiny. Jej wartość rynkowa to co najmniej 200 tys. zł.

– Obecność opiętka to rzecz normalna, a wycinka w rezerwacie jest sprzeczna z jego podstawowym celem – zachowaniem naturalnego drzewostanu, na który składają się również drzewa martwe – ripostuje Adam Bohdan z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, pozarządowej organizacji ekologicznej. – Do tego dochodzi jeszcze kwestia chronionych gatunków ptaków, np. jarząbka, których siedliska znajdują się w rezerwacie – przypomina dodatkowo, że teraz trwa okres lęgowy. Zakłócająca go wycinka byłaby naruszeniem unijnych dyrektyw siedliskowych. Bohdan zamierza odwołać się od decyzji konserwatora do ministra środowiska.

Może jednak nie zdążyć. Konserwator decyzję o wycince opatrzył rygorem natychmiastowej wykonalności, tak by nawet odwołanie od decyzji o wycince nie mogło jej powstrzymać. Leśnicy bowiem dowodzą, że drzewa trzeba usunąć do początku maja, nim z larw opiętka wylęgną się chrząszcze, które mogą zaatakować kolejne drzewa.

Wczoraj Pracownia wnioskowała do ministra środowiska, który jest w tej sprawie instancją odwoławczą, o wstrzymanie rygoru. Ministerstwo na razie nie podjęło żadnej decyzji…

I o co tutaj chodzi jeśli nie o forsę i o ludzką chciwość samych leśników?! W dalszym ciągu powtórka z rozrywki  w 2010

25 listopada 2010

Nie strzelać do słowackich niedźwiedzi! Apel do ministra

Listopad 25, 2010 Aktualności, Ekologia, Ochrona środowiska, Wydarzenia Brak komentarzy

Odstrzał niedźwiedzi brunatnych na Słowacji

18 organizacji działających na rzecz ochrony przyrody zwróciło się do ministra środowiska z apelem o interwencję w sprawie planowanych na Słowacji odstrzałów niedźwiedzi brunatnych. Przedstawiciele tamtejszych organizacji ekologicznych twierdzą, że władze tego kraju już wydały zgodę na odstrzał 50 niedźwiedzi w ramach tzw. polowań regulacyjnych oraz 25 – w ramach polowań ochronnych.

– Liczba niedźwiedzi przeznaczonych do odstrzału może być jednak wyższa – podkreśla Radosław Ślusarczyk, Prezes Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. – Celem naszego apelu jest skłonienie władz Polski do skierowania noty dyplomatycznej do władz Słowacji oraz Unii Europejskiej, a także zwrócenie uwagi na konieczność transgranicznej ochrony niedźwiedzia. Podobny apel zostanie skierowany do Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN).

Niedźwiedź brunatny jest na Słowacji gatunkiem chronionym na mocy prawodawstwa krajowego i międzynarodowego. Pomimo ochrony można tam na te zwierzęta legalnie polować. Co roku zabijanych jest kilkadziesiąt osobników. Odstrzały niedźwiedzi w przygranicznych regionach Słowacji mogą wpływać na populację bytującą po polskiej stronie, zwłaszcza w rejonie tatrzańskim, bo przecież zwierzęta granic nie znają. Każdy niedźwiedź odstrzelony w przygranicznym rejonie Słowacji, to dla polskiej, chronionej prawem, populacji (liczącej zaledwie kilkadziesiąt osobników) dotkliwa strata. Zarówno na Polsce jak i na Słowacji, ciąży obowiązek zachowania populacji niedźwiedzia w jak najlepszym stanie.

– Decyzja o ich odstrzale jest możliwa jedynie w przypadku braku zadowalającej alternatywy i zaistnieniu pewności, że skutki tej decyzji nie będą szkodliwe dla zachowania populacji danych gatunków we właściwym stanie ochrony w ich naturalnym zasięgu – dodaje Radosław Ślusarczyk. – Tak  mówi art. 16 dyrektywy siedliskowej. Powinna być ona również poprzedzona przeprowadzeniem oceny oddziaływania na integralność obszarów Natura 2000. Taka ocena dotychczas nie została przeprowadzona, a władze Słowacji nie udowodniły, że alternatywne – w stosunku do odstrzału – metody rozwiązania problemu nie przyniosły zadowalających efektów. Uważamy że jest to łamanie prawa wspólnotowego i działanie stanowiące realne zarażenie dla populacji niedźwiedzia brunatnego w Karpatach Zachodnich, zwłaszcza dla populacji bytującej na terenie Polski.

Polscy przyrodnicy uważają, że szkodom czynionym przez te duże drapieżniki można skutecznie zapobiegać w inny niż odstrzał sposób. Po naszej stronie Tatr tylko sporadycznie dochodzi do konfliktowych spotkań ludzi z misiami.

******

WARTO WIEDZIEĆ

Minister Środowiska

Profesor Andrzej Kraszewski

Apel w sprawie planowanych odstrzałów niedźwiedzi brunatnych na Słowacji

Szanowny Panie Ministrze!

Apelujemy do Pana o podjęcie stanowczych działań przeciwdziałających próbie eksterminacji niedźwiedzi brunatnych (Ursus arctos) bytujących na terenie Słowacji, w szczególności w rejonie tatrzańskim. Według doniesień medialnych władze Słowacji planują wydać zgodę na odstrzał kilkudziesięciu zwierząt bez szukania innych alternatyw i nie badając wpływu swoich decyzji na populację, której areały występowania rozciągają się po obu stronach granicy.

Niedźwiedzie są chronione przepisami krajowymi oraz międzynarodowymi (dyrektywa siedliskowa, Konwencja Berneńska). Decyzja o ich odstrzale jest możliwa jedynie w przypadku braku zadowalającej alternatywy i zaistnieniu pewności, że skutki tej decyzji nie będą szkodliwe dla zachowania populacji danych gatunków we właściwym stanie ochrony w ich naturalnym zasięgu (art. 16 dyrektywy siedliskowej). Powinna być ona również poprzedzona przeprowadzeniem oceny oddziaływania na integralność obszarów Natura 2000 (art. 6.3 dyrektywy siedliskowej, wyrok ETS w sprawie C-241/08). Wedle naszej wiedzy, taka ocena dotychczas nie została przeprowadzona, a władze Słowacji nie udowodniły, że alternatywne (w stosunku do odstrzału) metody rozwiązania problemu nie przyniosły zadowalających efektów.

Niedźwiedzie są zwierzętami o wysokich wymaganiach przestrzennych, areały poszczególnych osobników rozciągają się po obu stronach granicy i mogą wynosić nawet ponad 1000 km2. Planowane na Słowacji odstrzały mają bezpośredni wpływ na stan zachowania niedźwiedzi brunatnych w polskich Tatrach – każdy odstrzelony osobnik (dla polskiej populacji tatrzańskiej, która liczy kilkanaście osobników) to dotkliwa strata.

Zwracamy uwagę, że według badań monitoringowych Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, stan zachowania gatunku niedźwiedzia w Polsce i jego perspektywy określono jako „niezadowalający”.

Niemal wszędzie w zasięgu swojego występowania w Europie niedźwiedzie brunatne podlegają ochronie. Tymczasem jak podaje organizacja Slovak Wildlife Society corocznie wydaje się 60-80 pozwoleń na odstrzał tych zwierząt. Stanowi to poważne zagrożenie dla populacji niedźwiedzi brunatnych w Karpatach Zachodnich, w tym w szczególności w Tatrach.

Uważamy, że planowany, masowy odstrzał nie jest „załatwieniem problemu niedźwiedzi”. Szkodom czynionym przez te duże drapieżniki można skutecznie zapobiegać w inny sposób. Po polskiej stronie Tatr zminimalizowano przyczyny synantropijnego zachowania tych zwierząt i odtąd sytuacje konfliktowe zdarzają się sporadycznie.

Szanowny Panie Ministrze!

Polska – jako członek Unii Europejskiej oraz najbliższy sąsiad Słowacji – jest współodpowiedzialna za przetrwanie i ochronę tych dużych drapieżników.

Uważamy, że pomysł odstrzału tatrzańskich niedźwiedzi na Słowacji stanowi realne zagrożenie dla populacji bytującej w Polsce i w konsekwencji może spowodować pogorszenie właściwego stanu ochrony tych zwierząt w tej części Karpat.

Apelujemy o interwencję w tej sprawie u władz słowackich oraz w Komisji Europejskiej.

http://ekogroup.info/nie-strzelac-do-slowackich-niedzwiedzi-apel-do-ministra/

 

Inna historia ale jakby ta sama, a poza tym znana nam z lekcji historii – drzewa ofiarami polityki

Czepili się bojówkarze drzewa. Ludzie jak to ludzie między sobą się tłuką, chcą – proszę bardzo – mają się nawet prawo wytłuc do ZERA… Może wtedy reszta świata odetchnęłaby z ulgą?… Ale nie, ludziska nie zostawią za sobą nawet jednego drzewa – nic tylko pustynia… Takie są efekty oderwania od wiary przyrodzonej. Bo drzewo dla nich to nie Istota Żywa tylko przedmiot, Dąb to nie Organizm – tylko klepka parkietowa, psa do świątyni nie wpuszczą, nawet nie pozwolą się mu do niej zbliżyć – wywieszą zakaz wejścia w przykościelnym parku, kwiaty są dla nich dobre jeśli cięte na ołtarzu lub co bardzo, bardzo symptomatyczne – podeptane, powydzierane z płatków na procesji Bożego Ciała, albo świerki, jodły – w kącie – ścięte (które wytrzymują przy kaloryferach tydzień).

Zniszczono drzewa upamiętniające ofiary Smoleńska

W Parku Kusocińskiego w Olsztynie zniszczono 3 z siedmiu Dębów Pamięci – w tym dąb Lecha i Marii Kaczyńskich.

Sadzenie Dębów Pamięci w Starachowicach (zdjęć spalonych dębów nigdzie nie znajdziecie)

W Parku Kusocińskiego w Olsztynie zniszczono 3 z siedmiu Dębów Pamięci – w tym dąb Lecha i Marii Kaczyńskich. Drzewka zostały posadzone w hołdzie pamięci po katastrofie pod Smoleńskiem przez posłów Prawa i Sprawiedliwości oraz wojewodę warmińsko-mazurskiego.

Według policji, pijani chuligani zniszczyli je w nocy z soboty na niedzielę. O sprawie powiadomili funkcjonariuszy mieszkańcy pobliskich bloków.

Na miejscu byli już pracownicy wydziału zieleni i uporządkowali teren. Straż miejska postanowiła patrolować częściej park Kusocińskiego.

sż,Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)

 

Bo dąb dla „prymitywów” to tylko rzecz, a nie życie

W Jaśle spalą dąb Hitlera


Dąb Hitlera w Jaśle

Władze Jasła postanowiły puścić z dymem drzewo zasadzone na cześć Adolfa Hitlera. Dąb ma 67 lat. Burmistrz, Maria Kurowska mówi, że nie wystarczy wycinka. Na łamach Dziennika zapowiada, że z pociętego dębu zostanie rozpalone wielkie ognisko.

Dąb został posadzony w kwietniu 1942 roku. Ma pochodzić z Austrii,  z rodzinnej miejscowości przywódcy III Rzeszy. Władza samorządowe przeprowadziły  śledztwo i orzekły, że dąb stanowi pamiątkę po jednym z największych zbrodniarzy w historii. W Dzienniku można przeczytać, że historię dębu wyjawił Pan Kazimierz Polak. Mieszkaniec Jasła powiedział dziennikarzom, że nie spodziewał się takiej decyzji władz.Był świadkiem zasadzenia dębu, a teraz zbiera podpisy, by powstrzymać wycinkę.

Publiczna dewastacja starego dębu nie będzie donośnym sygnałem, a jedynie dziecinnym happeningiem. Jak dalece trzeba nie rozumieć miejsca symbolu w kulturze, aby podjąć tak kuriozalną decyzję? Zmiana nazwy i nadanie pomnikowi nowego znaczenia byłaby przecież  silniejszym przekazem niż rytualne niszczenie drzewa!

Oczywiście drzewo winne że je Hitler posadził, czy też że z intencją ku jego pamięci posadzone. ZEMSTA „ludu bożego” na drzewie. Oczywiście drzewo winne, że mu dali mię Kaczyńskich. Zemsta Czerwonego Luda na drzewie.

Takie bojówki to była specjalność komuchów i UBecji. Tak robiły komuchy z PSL-em Mikołajczyka, tak robiła UBecja z Solidarnością, KPN i SKS-em, w imię jedynie słusznych poglądów… mordowano też wtedy lokalnych działaczy.

I jeszcze powrót do sprawy Napoleona – Kogoś złapali. Ale kogo? Ja się zawsze zastanawiam wtedy, czy to po prostu nie jakiś kozioł ofiarny.  Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań. Nic się nie zmienia – 20 lat i nic. Postkolonializm jakiś upiorny. Tak się składa, że za poprzedniej epoki napatrzyłem się jak oni działają, a i teraz nie brakło mi okazji, żeby widzieć ich w akcji i poznać ich metody.

Miniony czas nauczył mnie jednego – ZAWSZE, zawsze wspierać i bić się o to czego mi władza zabraniała, ZAWSZE wspierać i bić się za słabszych i bitych. Czy zawsze musi być jakaś zgraja i jakaś ofiara do wyk0ńczenia?

Czy kiedykolwiek sprawa Napoleona się wyjaśni? Wątpię jakoś….

Jest zatrzymany ws. podpalenia dębu

Wtorek, 16 listopada (21:06)

Policja z Zielonej Góry zatrzymała nieletnią osobę w sprawie podpalenia zabytkowego dębu Napoleon. To jednak nie podpalacz – dowiedział się reporter RMF FM Piotr Świątkowski. Zdjęcie spalonego drzewa otrzymaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

foto:

/Arek /Gorąca Linia RMF FM

Dąb spłonął w nocy z niedzieli na poniedziałek. Za wskazanie sprawcy wyznaczono nagrodę w wysokości w sumie 6 tysięcy złotych, bo był to najgrubszy w Polsce dąb szypułkowy. Rósł na skarpie pradoliny Odry w odległości trzech kilometrów od miejscowości Zabór w powiecie zielonogórskim. Obwód drzewa wynosił około 10,5 metra, wysokość 22 metry, a jego wiek szacuje się na 450-600 lat. Wewnątrz potężnego pnia znajdowała się wielka dziupla, mogąca pomieścić kilkanaście osób.

Nazwa drzewa wzięła się z legendy, która głosi, że podczas wyprawy na Rosję w 1812 roku, po przeprawie przez Odrę pod jego konarami odpoczywał Napoleon Bonaparte.

Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań w sprawie spalenia dębu.

W Polsce instytucje powołane do czuwania nad przyrodą i jej ochroną pod płaszczykiem „naukawości” organizują zbiorowe morderstwo Łosi w Biebrzańskim Parku Narodowym. Skąd ci ludzie się biorą. Kto im dał prawo do wydawania wyroków śmierci – a może tak ci „naukawcy” postrzelają sobie do siebie nazwajem, jak tak lubią zabijać?

Koniec odstrzałów łosi. 42 zabite

pap, łn
2010-11-22, ostatnia aktualizacja 2010-11-22 18:38

Łoś

42 łosie odstrzelono w Polsce na potrzeby badań naukowych nad populacją łosi. Miało być odstrzelonych 90 zwierząt, ale odstrzałów już nie będzie – poinformowała PAP w poniedziałek rzeczniczka ministerstwa środowiska Magdalena Sikorska.

O zgodę na odstrzały łosi wnioskowali do ministra naukowcy z Instytutu Biologii Uniwersytetu w Białymstoku, minister środowiska się na to zgodził, pozytywne opinie przedstawiła wcześniej Państwowa Rada Ochrony Przyrody i lokalna komisja etyczna. Nie zgadzała się rada naukowa Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Odstrzały miały być prowadzone do końca listopada, jednak już nie będą kontynuowane. Jak powiedział PAP szef zespołu prowadzącego badania prof. Mirosław Ratkiewicz, na poniedziałkowym spotkaniu w ministerstwie ustalono, że odstrzały zostaną zakończone. Ratkiewicz zapewnia, że przeprowadzone jednorazowo redukcje „nie zaszkodzą populacji łosia”. Nad Biebrzą ustrzelono 18-20 osobników.
Naukowcy wnioskowali o odstrzał łosi, by przeprowadzić wiele szczegółowych badań nad tymi zwierzętami – tłumaczy Sikorska. Chodzi m.in. o różna badania genetyczne, ocenę rozrodczości, określenie struktury wiekowej.

Prof. Ratkiewicz przyznaje, że wybrano pozyskanie łosi do badań przez odstrzał, gdyż w polskich warunkach trudno byłoby i znacznie bardziej kosztownie przeprowadzić badania inną metodą, np. przez usypianie osobników, które po badaniach byłyby wypuszczane. Była też obawa, że tak uzyskane wyniki nie byłyby do końca wiarygodne lub niewystarczające do uzyskania jednoznacznych wniosków. Ratkiewicz przyznaje też jednak, że „nie do końca cała sprawa została wystarczająco przez niego przemyślana”, dlatego więcej odstrzałów na potrzeby badań nie będzie – ustalono z ministrem.

Łosie stały się – choćby w Podlaskiem – niemal powszechne. Często wychodzą na drogi powodując wiele wypadków drogowych, w których giną i ludzie i łosie, niszczą też uprawy leśne. Leśnicy wnioskowali do ministra o zniesienie obowiązującego od 2001 roku w Polsce moratorium, czyli całorocznego zakazu strzelania do łosi. Moratorium powoduje, że łoś jest zwierzęciem jakby poza statusem: ani nie jest pod ochroną, ani nie jest gatunkiem łownym. Przed podjęciem jakichkolwiek decyzji, minister środowiska zlecił w 2009 roku białostockim naukowcom badania i wypracowanie strategii wobec łosi w Polsce.

W ramach projektu była już prowadzona inwentaryzacja łosi. Zimą: liczono łosie po tropach na śniegu, były pędzenia zwierzyny w lasach, liczono je też z samolotów podczas lotów nad Biebrzańskimi Bagnami. Ratkiewicz powiedział, że ustalono, że na terenie parku biebrzańskiego żyje około 620 łosi. Szacuje się, że w sąsiedniej Puszczy Augustowskiej jest ich około 500.

Prowadzone też będą badania genetyczne. Naukowcy wiedzą, że łosie znad Biebrzy różnią się genetycznie od łosi żyjących w innych regionach. Tworzą nawet coś w rodzaju reliktu, osobnej linii genetycznej. Ratkiewicz powiedział, że z dotychczasowych obserwacji wynika, że populacja biebrzańska łosi „ma się nie najlepiej”, młodych łosi na terenie parku narodowego rodzi się mniej niż kilkadziesiąt lat temu. Przyczyny są nieznane. Brane pod uwagę są m.in. takie czynniki jak choroby lub wyczerpanie bazy pokarmowej na terenie parku narodowego.

Badania potrwają do października 2011 roku. Współuczestniczą w nich także m.in. Lasy Państwowe, Polski Związek Łowiecki, naukowcy z Krakowa, Poznania oraz Instytutu Badawczy Leśnictwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Nawet jeżeli wyczerpuje się karma to jest tyle miejsc na świecie gdzie chętnie przyjęto by łosie, bo to gatunek, który trzeba chronić a nie dobijać.

Przeczytajcie jeszcze poniżej – to inna forma „dbałości” o przyrodę w Polsce.

W niektórych krajach na takie drzewa dmucha się i chucha, pielęgnuje je pieczołowicie, zabezpiecza i przede wszystkim leczy nowoczesnymi metodami. U nas nic się nie robi przez dziesiątki lat, a potem po prostu wycina się drzewo, które umiera.

Dąb Władek, zniszczony po sierpniowej burzy 

fot. Urząd Gminy Karczmiska

Dąb „Władek” rósł w Karczmiskach od 670 lat. Przetrwał wojny, powstania, a teraz – zniszczony przez ostatnie nawałnice, które przeszły nad Lubelszczyzną – musi zostać ścięty.

Mieszkańcy Karczmisk nie mogą odżałować drzewa. Wiekszość zdążyła się zżyć z „Władkiem”.

Drzewo zostało uszkodzone po burzy, która kilka dni temu przeszła nad Lubelszczyzną. Dąb został rozłupany na dwie częsci. Jak mówi wójt gminy Karczmiska, Zenon Olszowy – dalsze zabezpieczanie drzewa jest bezcelowe. Nie pomogą ani betonowe wypelnienia ani opaski zabezpieczajace. – Zniszczyła go starość – żałuje wójt.

„Władek” był ciekawostką w okolicy. Zjeżdżały do niego wycieczki. Podobno, jak głosi legenda, siadywał pod nim sam kól Władysław Łokietek, który przechodził tędy ze swym wojskiem.

Dąb jest pomnikiem przyrody. „Władek” miał przed zniszczeniem 8 metrów średnicy pnia i 35 metrów wysokości.

Obok dębu z Zagnańska, który rośnie w województwie świętokrzyskim i „Chrobrym” (Piotrowice w woj. dolnośląskim) to jeden z najstarszych debów w Polsce.

 

Można by to mnożyć w nieskończoność, ale to miała być Trzecia Lekcja i miała spełnić Trzy Cele:

  1. Stój zawsze po stronie Słabszego, bez względu na to czy podzielasz jego poglądy – ma prawo istnieć tak jak i inni.

  2. Nigdy nie pozwól nikomu (także Słabszemu którego broniłeś), aby narzucił ci swoje poglądy, a potem ograniczył twoją wolność.

  3. Drzewa i zwierzęta, woda i powietrze – Przyroda, nie są słabsze,

    one są „BEZBRONNE”,

    w ich wypadku pkt. 2 wam nie grozi .

Dlaczego słowo BEZBRONNE wziąłem w cudzysłów? Bo Przyroda ma jedną broń, ale jest to broń OSTATECZNA, która w sposób OSTATECZNY rozwiąże problem „Człowieka” i jego „człowieczeństwa” – To będzie Czwarte Wyjście Swąta-Światowita z Kłódzi. Kto czytał Księgę Tura i fragmenty Księgi Ruty na tym blogu, ten wie o czym mówię.

Święto Dziadów – Tan Mniejszy 13 – obrzęd w 4 Największych Tanach Roku


Witold Pruszkowski – Zaduszki

Dzień Zaduszny, kiedy oddajemy cześć duchom przodków – Dziadom, obchodzony jest w Polsce 2 listopada, czyli w dzień po katolickim Święcie Wszystkich Świętych, ale oba te dni święte zostały, przez chrześcijan i ich kościół, przypisane do tej daty w sposób sztuczny.

Oto co pisze o Dziadach Wikipedia polska (będę cytował po kawałku, po to żeby jaśniej skomentować i przekazać wam wprost, jak SSŚŚŚ widzi konkretne elementy obrzędu i sens całego święta)


Wiki:

„Dziady – zwyczaj ludowy Słowian i Bałtów, wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią[1]:…”

oraz

„…W prawosławiu podobne święto obchodzi się w pierwszą niedzielę po Pięćdziesiątnicy (Zesłaniu Ducha Świętego na apostołów) lub według innych źródeł – w sobotę przed Pięćdziesiątnicą[3]. Praktycznie w Rosji, części Białorusi i Ukrainy utożsamia się takie święto (lub tylko zaduszki) z tzw. dniem rodzicielskim (родительский день) lub Radonicą (ros. Радуница), obchodzonymi kilka razy do roku, ale najczęściej w okresie wielkanocnym, przy czym powinien to być wtorek, rzadziej poniedziałek tygodnia tomaszowego następującego po tygodniu wielkanocnym (rozpoczynającym się zgodnie z chrześcijańskim liczeniem dni tygodnia niedzielą wielkanocną)[4].

Natomiast według zwyczajów południowych prawosławnych Słowian święta takie obchodzono w Wielkim Tygodniu…”

a także

„…Kiedy w 610 papież Bonifacy IV otrzymał od cesarza starożytną świątynię pogańską Panteon, kazał złożyć tam liczne relikwie i poświęcił tę budowlę na kościół pod wezwaniem Matki Bożej Męczenników. Od tego czasu oddawano cześć wszystkim zmarłym męczennikom, w dniu 1 maja.

Papież Grzegorz III w 731 przeniósł tę uroczystość na dzień 1 listopada, a w 837 Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1 listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego. Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół…”

Celem obrzędu i Święta Dziadów było i  JEST – warto to podkreślić z całą mocą –  JEST – nie tyle „nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych”, ani „pozyskanie ich przychylności”, lecz oddanie czci przodkom, jak nakazuje odwieczny obyczaj różniący człowieka od zwierząt.

Poganom polskim chodzi o okazanie wdzięczności Dziadom, zachowanie ich w żywej pamięci i podziękowanie za podarowaną nam przez przodków możliwość bycia między żywymi i odbycia życiowej drogi na Ziemi.

[Podag-Mir jest Panem Drogi Życia i Wszelkich Dróg, Opiekunem Pątników i Podróżnych, Władcą Wypraw i Wędrówek. Stąd jego obecność w Komorze Sowiego przy Moście Wąci Czynu i Prawa (Czinwat – Prawat, Czynwąt – Prawąt), jako świadka owej wędrówki człowieka przez życie ziemskie.]

Dziady obchodzono nie dwa razy do roku (to się robi wśród katolików i prawosławnych do dzisiaj – na wiosnę i w jesieni, chociaż na wiosnę nieoficjalnie, przy okazji Wielkanocy), ale 4 razy do roku, w terminie Równonocy i Przesilenia, czyli zawsze pomiędzy dniem 20 a 26 danego miesiąca, najlepiej w dniu Pełni Księżyca związanej z tym miesiącem. Czasami Dziady Letnie i Zimowe nazywano też Babami.

Tak więc pierwotne terminy i terminy obecne Dziadów powinny być pomiędzy: 20 a 26 marca, 20 a 26 czerwca, 20 a 26 września oraz 20 a 26 grudnia.

To wyłącznie wysiłki chrześcijańskich misjonarzy na Słowiańszczyźnie związały słowiańskie święto Dziadów (albo inaczej Święto Przodków – Dziady i Baby) z dniem Wszystkich Świętych, przechrzciły je na Zaduszki i przesunęły to święto w miejsce, w którym jest dzisiaj.


Dla mnie osobiście święto Wszystkich Świętych, było od wczesnego dzieciństwa czymś niezrozumiałym. Nigdy nie obchodziliśmy go w domu rodzinnym. Obchodziliśmy Święto Zmarłych w Zaduszki – 2 listopada. Ponieważ jednak i władze PRL i KK w PRL dążyły do likwidacji Zaduszek oraz uczynienia jednego państwowo-kościelnego święta 1 listopada, które nazywano oficjalnie Świętem Zmarłych, zmuszeni byliśmy w końcu do oddawania czci Dziadom 1 listopada – w dniu wolnym ustawowo od pracy (do 1973 roku wolna od pracy była tylko niedziela, a dopiero od 1990 roku wszystkie soboty były wolne bez odpracowywania).

W świetle dziejów, gdy przyglądamy się historii nie dziwi, że KK wolał, aby ludzie czcili jego świętych, a nie swoich własnych Dziadów. KK robił wszystko co w jego mocy, żeby wykorzenić poszczególne ludy, plemiona i narody z ich własnej wiary i tradycji podporządkowując je jednocześnie Nowej Wierze. Pamięć Dziadów, którzy wierzyli w coś zupełnie innego niż zmuszano wierzyć ich dzieci, nie była wcale wygodna Kościołowi – choć wydaje się to sprzeczne z jego własną nauką i przykazaniami (Czcij ojca i matkę swoją).

Resztki kaplicy cmentarza wojskowego w Rymanowie Zdroju – zaprojektowanego przez Duszana Jurkowicza [foto Marysia i Marcin]

Oddawanie czci zmarłym ma tradycję tak starą jak świat. Tę cześć oddawano zawsze własnym przodkom w miejscach, gdzie grzebano zwyczajowo zwłoki lub prochy – na smętarzach lub żalnikach, albo we własnym gospodarstwie. Czczono też pamięć władców i bohaterów w specjalny sposób – sypiąc im okazałe kurhany i kopce. W miejscach pochówku władców, tam gdzie usypano ich kopce i kurhany odbywały się obrzędy zbiorowe – publiczne, Święta Dziadów. Ponieważ obrzędy te były stare jak świat (jak człowiek człowiekiem), więc miały charakter pogański. Stąd od samego początku chrystianizacji KK stosował wszelkie środki, by o tym święcie zapomniano, a jeśli to niemożliwe, żeby zapomniano o zwyczajach mu towarzyszących.

To się zupełnie nie udało i można powiedzieć, że dzisiejsi Katolicy w Polsce, obchodzą nieco zmienione w formie święto Dziadów właśnie, a nie żadnych katolickich świętych. Tak jak w Dziadach bowiem, najważniejszym elementem tego dnia u polskich katolików jest bycie na cmentarzu i oddanie czci własnym zmarłym. W tym dniu także katoliccy księża pobierają myto od wiernych za wspominanie ICH przodków (a nie wszystkich świętych katolickich) przez głośniki cmentarnych kaplic. Temu świętu nadal towarzyszą jarmarki, na których sprzedaje się nie tylko cmentarne akcesoria.

Nadal też nie zaniknęły nie tylko obrzędy związane z paleniem świateł, z ofiarą z kwiatów, ale także z ofiarą z pokarmu (miodek, chlebek) i z kadzidłami – dymem ofiarnym (z ziół wonnych) posyłanym do Zaświatów (Weli, Nieba) poprzez dym świec i kadzideł, który jest nosicielem modłów, obiat oraz żalów tego dnia.

Dla ludzi (co widać szczególnie wśród starszych, często schorowanych i bardziej niedołężnych) najważniejsze jest nie być w kościele na mszy w to święto , ale być na grobach przodków i jeśli im sił nie staje, to prędzej porzucają to pierwsze, a nigdy tego drugiego.

Tak więc w Polsce katolicy obchodzą współcześnie coś co możemy nazwać Zaduszkami albo Świętem Zmarłych (czyli tak czy owak Dziady), a nie Wszystkich Świętych – tyle, że czynią to albo w dniu 1 listopada, albo 1 i 2 listopada, jeżeli to jest możliwe, albo w okoliczne dni poczynając nawet od poprzedzającego święto tygodnia (bo często, w związku ze zmianami społecznymi jakie zaszły, trzeba pokonać spore odległości, aby być na grobach ważnych osób ze swojej rodziny).

Gdy idzie o cel Święta Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej, to nigdy nie różnił się on od celów współczesnego Święta Zmarłych, czyli tych które są obecnie realizowane przez Święto tzw. Wszystkich Świętych.

W Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej jest to wspomnienie o duszach zmarłych, które żyją wiecznie (jako dusze eteryczne) w Zaświatach, to znaczy – zależnie od przyjętego do wierzenia podania (taji, baju, bajorka Baji): albo w Niebie, albo na Weli, albo pod Wyrajem, albo w Rajcu. Jest to też wspomnienie o tych, którzy znajdują się w Nawiach czasowo, oczekując swojego kolejnego wcielenia ziemskiego.

Duszan Jurkowicz – cmentarz wojskowy na Górze Rotunda (Beskid Niski) [makieta]

Celem jest oddanie czci przeszłym pokoleniom, które wydały nas na świat, które spowodowały że ŻYJEMY TU i TERAZ, że JESTEŚMY.

Gdyby nie ich siła, zdolności, wola walki, umiejętności przetrwania, witalność i zdrowie, gdyby nie ich wysiłek, umiejętności zbrojne, wiedza gospodarcza i pamięć przekazów od jeszcze dawniejszych przodków – DZIADÓW, to nie byłoby nas dzisiaj na Ziemi.

Gdyby nie ich – DZIADÓW, decyzja o powołaniu nas do życia, a także gdyby nie skuteczność Ich życiowych zmagań w świecie Przyrody i Ich zmagań wewnątrz ludzkiego gatunku, to nie byłoby nas dzisiaj na Ziemi.

Przetrwali do dzisiaj Sami Najlepsi – Potomkowie Najlepszych z Najlepszych, tych którzy wiedzieli jak przetrwać i nie dali się pożreć zwierzętom, nie dali się wybić zarazom, nie dali się wziąć głodem podczas klęsk i długich zim, ani nie pozwolili się pokonać innym ludziom.

Jest im za co dziękować i jest ich za co czcić. Mieli po prostu fantastyczne geny – siłę fizyczną i psychiczną, wielki spryt i wiedzę.

Przywołuje się duchy przodków nie po to, żeby je z zaświatów wrócić do Żywych i coś od nich zyskać (wytargować), lecz przywołuje się ich Pamięć, dla Przypomnienia Samemu Sobie, jak wielką wdzięczność jesteśmy winni wszystkim naszym przodkom. To święto nie jest smętnym popłakiwaniem za zmarłymi, którzy odeszli, chociaż oczywiście służy także ŻAŁOBIE, jeśli ktoś ma taką świeżą potrzebę czy stałą konieczność.

Cmentarz na Rotundzie kilka lat temu

Jest owo święto również okazją i do uczczenia szczególnego pamięci narodowych bohaterów i uświadomienia sobie całej przebogatej przeszłości Narodu. Dlatego właśnie szczególnie wiele świateł zapala się przy grobach narodowych bohaterów i ich pomnikach, przy powstańczych mogiłach, w miejscach szczególnej narodowej pamięci. To nie ma nic a nic wspólnego ze Wszystkimi Świętymi – to są nadal Dziady.

Święto Dziadów – jak powiedziałem – było obchodzone przez słowiańskich naszych przodków cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie. Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi). Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyrażało ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Rotunda

Święto Dziadów, jest obchodzone przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską cztery razy do roku. To pokazuje jak wielką cześć oddawano i oddaje się przeszłym pokoleniom, ale pokazuje też jak wielką cześć oddawano Rodowi i Rodżanie-Przyrodzie.

Bo Rod  jest Ojcem Narodu, a Rodżana jest Panią Rodziny (Zadrugi) ale także Panią Ożywionej Ziemi – czyli Całej Przyrody. Jest więc niejako patronką Wiary Przyrodzonej – Tą z której owa Wiara wypływa. Jest też za przekazy tej wiary odpowiedzialna – a więc jest Pan8ią Wiary Przyrodzonej.

Związanie funkcji Władczyni Rodziny z Przyrodą otaczającą ludzkie Gospodarstwo nie jest dziwne, jest w pełni zrozumiałe, oczywiste. Wyraża ono przeświadczenie o współzależności Rodziny, Zadrugi i otaczającej ją Przyrody. Ten związek nie był nigdy wykoncypowany, wydumany, wymyślony – cześć wzięła się z prostego codziennego doświadczenia i obserwacji.

Wiara Przyrodzona Słowiańska ma tę olbrzymią zaletę, że cała, we wszystkich swoich przejawach, wypływa z Natury (Przyrodzenia) i wszystkie jej obrzędy, wszystkie jej opowieści, są tylko odzwierciedleniem naturalnych, przyrodzonych powiązań i współzależności.

Tak więc Dziady, to było i jest także –  poza specjalnym świętem w rocznym cyklu, które jest poświęcone całemu Tynowi Rodów – Święto Roda i Rodżany-Przyrody.

Obchodzone dodatkowo 4 razy w roku.

Żadna inna boska para nie miała i nie ma tylu świąt w pogańskim słowiańskim kulędarzu.

Słowo kalendarz nie pochodzi z łaciny, to łacińskie słowo jest zapożyczone z mowy skołocko-słowiańskiej, czyli prasłowiańskiej, albo inaczej słowiano-indo-irańskiej. Słowo to ma oczywiście mitologiczne korzenie i znaczenie obrzędowe oraz liturgiczne. Wywodzi się od złożenia:

Koleso – Święte Koło Zdarzeń,

Lęda – ląd, ziemia

oraz Dar – darzyć, obdarowywać,

a więc koleso-lędo-dar, kol-lęd-dar, kult-lęd-dar, kulę dar, wreszcie współczesne kalendarz, ros. kaledar’, białorus. kalandar, czes. kalendarz, i tak samo we wszystkich słowiańskich i bałtyjskach oraz w hindi – kailendara. To także Dar Kolady – boga Kiru Zimowego, którego żeńską postać nazywa się Kostromą-Zimą albo Koladą. Narzędzie miary czasu dane ludziom przez tego Boga Kiru.

Rotunda – odbudowa

Czasami Święto Dziadów może również służyć smutkowi i zastanowieniu nad tymi, którzy swoim pustym, bezwartościowym żywotem odeszli rozsypując się w Nicość (Otchłań Nawi), albo żyjąc szczególnie okrutnie i „nieludzko” (bez-dusznie, czyli demonicznie) zamieszkali Naw Jużną – Piekła – ich droga do powtórnych narodzin jest szczególnie trudna.

Należy pożałować w Święto Dziadów tych wszystkich, którzy poszli w Niebyt, w Otchłań, bo stamtąd po prostu już nie ma powrotu.

Generalnie jednak jest to święto radości, dumy, chwały Zmarłych Przodków, bo my jesteśmy najdoskonalszym dziełem jakie po sobie pozostawili. Dlatego w tym dniu śpiewano, jedzono, pito, śmiano się, tańczono, biesiadowano na grobach – co tak bardzo drażniło katolickich klechów oddających się jedynie pustynnym smędzeniom żałobnym i zawodzeniom nad duszami zmarłych.

Dziady związane z przesileniem zimowym – Żywieckie (relikt dawnego obrzędu Dziadów towarzyszącego Przesileniu Zimowemu)

Wzywano Dziadów do wspólnego posiłku i biesiady (strawy) chociażby dlatego, że trudno biesiadować w domu gospodarza bez niego samego, a miejsce pochówku (grób na smętarzu, urna na żalnikach, miejsce przodków w domostwie – często pod owinem, albo pod progiem) było traktowane jak pośmiertny dom zmarłego.

Czynności związane z czarami, wzywaniem zmarłych w konkretnym celu, po to by powiedzieli coś żywym, przekazali wiedzę – nie mają nic wspólnego ze Świętem Przodków – Dziadów. To specjalna procedura i obrząd związany z praktykami kącinnymi (świątynnymi).

W bardzo, bardzo odległych czasach, kiedy nasi przodkowie dopiero co wyszli z jaskiń w neolicie i przenieśli się do ziemianek i półziemianek, całkiem poważnie wzywano Dziadów na pomoc w Przesilenia i Równonoce (Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy), niejako chcąc wzmocnić Siły Boskie walczące w te święte dni o Ocalenie Światła Świata, Zwycięstwo Światła nad Ciemnością,

Uzyskanie przewagi Białej Swątlnicy – Krowy Jasnego Dnia nad Ciemną Nocą – Czarnym Bykiem Welesowym, było niezbędne po to, by zaczęła się wiosna i wegetacja, albo by płody ziemi mogły dojrzewać w Mocnym Słońcu Lata, a także w jesieni żeby Słabe Upadające Światło mogło ujść boskim prześladowcom z Krainy Ciemności, a wreszcie w najstraszniejszym ze strasznych dni – w Najdłuższą Noc Roku, aby w ogóle nie zgasło na wieki i odrodziło się kolejnego ranka.

Dziady związane z przesileniem zimowym – Żywieckie (relikt dawnego obrzędu Dziadów towarzyszącego Przesileniu Zimowemu)

Jesteśmy przekonani, że istocie tak rozumnej jak Człowiek wystarczyło aby dwukrotnie po najdłuższej nocy przyszedł jednak dzień, aby przestał traktować tę uroczystość dosłownie i nadał jej charakter symboliczny. Nie sądzę aby w X wieku, kiedy zjawili się klechowie z Rzymu, nasi przodkowie traktowali to wszystko dosłownie. Dla nich wzywanie Dziadów było tak samo symboliczne (a nie dosłowne) jak jest dzisiejsze zjadanie ciała chrystusowego w opłatku w Kościele Katolickim.

Wiki:

„…W najbardziej pierwotnej formie obrzędu dusze należało ugościć, (np. miodem, kaszą i jajkami) aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach…”

Czy ten infantylizm jest zamierzony, czy to pogarda i pycha współczesnego człowieka???!!!.

Ci którzy dzisiaj obchodzą na serio Święto Dziadów w Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej dzięki takim interpretacjom wychodzą na idiotów. Nie bądźmy tak zadufani w sobie, ani nie pozwólmy sobie wmówić, że nasi przodkowie byli takimi kretynami. Tego typu opowieściami mogli co najwyżej karmić dzieci, żeby wzbudzić  w nich lęk i posłuch, ale nie mogli poważnie w ten sposób interpretować rzeczywistości. Zresztą jak wiemy dzieci najpóźniej w 3 roku życia przestają wierzyć w Bobo i Babę Jędzę, w 6 roku przestają zaś wierzyć w Babę Jagę i Mikołę-Mąda – Świętego Mikołaja, mimo wielkich wysiłków dorosłych.

Dziady związane z równonocą wiosenną, Śmigustne  – Dobra koło Limanowej (relikt dawnego obrzędu Dziadów towarzyszącego Równonocy)

Dusze w Zaświatach zasadniczo egzystowały bardzo spokojnie i nie trzeba im było pomagać. Zaświaty to nie jakieś straszne miejsce, może dziwne, jak wszystko co na Weli i Niebie (w Prawi), ale nie straszne. Tak samo nie było żadnego strasznego – jak u chrześcijan – sądu nad duszą, gdy zmarły szedł do Nawi , na Welę. Sąd w Wierze Przyrody ma charakter formalny, bogowie przyjmują w Zaświaty wszystkich – kto był  p r a w y  nie musiał się niczego w sądzie obawiać, kto był  l e w y (n i e p r a wy) przeważnie także miał szansę odrodzenia.

Był tylko jeden rodzaj dusz, które rzeczywiście wymagały pomocy – to Zdusze, czyli demony – a te albo błąkały się po Nawiach, albo po Ziemi nigdy nie pochowane należycie, albo przebywały głównie w Nawi Południowej, Ognistej, Piekielnej, gdzie cierpiały za swoje uczynki, ale wcale nie wiecznie, chociaż niekiedy z punktu widzenia żywych mogło się wydawać, że wiecznie. I z tej Nawi jednak wydostawali się oni na Ziemię w kolejnym wcieleniu, wróciwszy po jakimś czasie do Założy, skąd przez Ostrów Bujan wracali na Świat Widzialny.

Jarmark Dziadów Wiosennych – Emaus (Kraków)

Miód, kasza, jajka – nie są pokarmem dla zmarłych, lecz ofiarą dla Bogów i Bogunów. Tych szczególnie bogów, którzy są ludziom bardzo, bardzo przychylni – stąd miód, kasza i orzechy (w kutji) dla Sporów (bogów Powodzenia i Szczęścia), Rgłów (Bogów Upraw i Hodowli) i Bożebogów (Bogów Domu i Domowego Ogniska – Radogostów). Przynoszono też inne pokarmy, specjalne chlebki (podobnie jak na wesele, czy plony – dla Ładów) i na przykład mak (w kutji) dla bogów Przeznaczenia – Mokoszy, głownie dla 7 Bogiń Szczęśliwych, tj. Przychylnych Ludziom, ale w gruncie rzeczy dla tych których szczególnie uczcić chcemy lub którym składamy modły albo obiaty.

Wezwanie dusz zmarłych do wspólnego posiłku, zaproszenie ich na biesiadę – jeszcze raz powtórzmy –  było też symboliczne. Także gdy obrząd odbywał się w domu (potem w pustych domach we wsi, potajemnie przed klechami) należało przywołać jego dawnych budowniczych i gospodarzy – Dziadów i podzielić się z nimi – symbolicznie.

Jarmark Dziadów Wiosennych towarzyszących Największemu Słowiańskiemu Świętu, Świętu Świata – Nowemu Rokowi i Równonocy Wiosennej oraz Świętu Roda i Przyrody

Wiki:

Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich[3]. Echem tego zwyczaju są współczesne znicze. Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp (między innymi w tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile). W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.

W tym akapicie mamy nie do końca trafną, ale bliską prawdy interpretację obyczajów zachowanych przez katolików i prawosławnych jako kontynuacja obrzędów pogańskich. Znicze, Ogień rzeczywiście świeci się:

po pierwsze jako znak chwały, czci – dla zmarłego, dla bogów

po drugie jako ogień ofiarny – z niego dymy niosą ku niebu i Weli modły (wychwalanie bogów i zmarłych, wyrazy wdzięczności za „opiekę”), obiaty (obietnice), żertwy (spalone ofiary – pokarmy, kwiaty, zioła, wieńce) i bajorki-węsiorki proszalne – prośby o „opiekę dalszą lub szczególną”,

po trzecie ogień „odpędza demony”, jako że światło rozprasza ciemności i jest symbolem Życia a nie Śmierci, przeciwieństwem śmierci.

foto maciek Leśniak

Oświetlano groby, rozstaje, podejrzane miejsca – dlatego że święto było związane z Równonocą i Przesileniem, a więc z Dzikimi Łowami i Wielkimi Bitwami Niebieskimi – zmaganiami Światła z Ciemnością. Wszystkie siły Jasności musiały być skupione z ludźmi żywymi, powinny ich wspomóc, więc przywoływano i Dziadów, aby przypomnieć sobie że oni byli i że przeżyli, i aby jako duchy obecne na Weli pomogli i teraz przezwyciężyć Ciemność i Noc – Nicę, która walczyła ze Swątem-Światłem. Wszystko to miało znaczenie symboliczne, miało wzmóc jedynie własnego ducha przez pamięć o poprzednich pokoleniach, które przezwyciężyły wszelkie trudności dając nam żywot.

Wiki:

W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych. W tym dniu niektóre czynności były zakazane, np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy i palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu[1].

Znowu brednie klechów. Owszem, wspierano zwyczajowo wśród Słowian osoby samotne i biedne – które przyjmowano do stołu w święta, dla których do dzisiaj stoi nakrycie, a nawet bywa że jest goszczony ktoś samotny lub biedny – u mnie w domu tak bywało nie raz, chociaż nie powiem, że bardzo często, ale wszak mamy XXI wiek.


Zaduszki – Cmentarz Obrońców Lwowa

Niewylewanie wody i gaszenie ognia domowego oraz powtórne rozpalanie go – to znów, nie wiem czemu niezrozumiały dla dzisiejszych interpretatorów, zwyczaj związany z Przesileniami i Równonocami, kiedy to odnawiano wodę domową i ogień domowy biorąc ogień jarzęcy (świeży) i wodę jarzącą (źródlaną świeżą). Kto  w ogóle wylewał wodę za okno po ciemku, czy za dnia?!!! Wodę szanowano.

To dopiero w XIX wieku w kwartałach lumpenproletariackich wodę chlustano za okno, byle gdzie, bo była już zanieczyszczona nienaturalnymi, nie nadającymi się do użycia dla roślin składnikami (np. ługiem). Na Łobzowie w gospodarstwie mojej babci Józefy Białczyńskiej, każdy dostałby po łbie jeszcze w latach 50-tych XX wieku za wylanie wody pozbawionej ługu-mydła byle gdzie – wszystko szło pod rośliny uprawne, albo dla zwierząt (tzw. pomyje dla świń). To są prawdziwie kretyńskie brednie z tą wodą laną na duchy przodków.

Płynąca na skraju naszej posiadłości i dzisiejszego Ogrodu Łobzów Młynówka Królewska mimo zagęszczenia ludnościowego była w latach 50-tych XX wieku tak czysta, że łowiliśmy w niej raki na zupę rakową, według przepisu z przedwojennej książki kucharskiej, a kobiety wzdłuż brzegu miały zrobione specjalne stanowiska – schodki, bo bieliznę prać można było w tej wodzie i prało się.

Jak bardzo można się zagubić w zrozumieniu pradawnego i najpierwotniejszego obrzędu Oddania Czci Przodkom zaświadcza cytowany artykuł z Wikipedii.

Wydaje się, że wielu ludzi kompletnie nie rozumie co czyni obchodząc to święto, a jednak gdybyśmy zapytali każdego co robi i po co, odpowiedziałby nam bez wahania i zbędnego „główkowania” – czczę moich zmarłych.

W latach 1970. szwedzki lekarz Nils-Olof Jacobson zważył umierającego człowieka i zanotował spadek masy ciała o 21 g. Doświadczenie powtarzali inni lekarze stwierdzając ubytek wagi ok. 21 g i uznano, że tyle właśnie waży ludzka dusza. Zważono dodatkowo duszę kota i myszy. Dusza kota ważyła 100 g, myszy – 3,5 g. („Zbędnik inteligenta” Eliza Sarnacka-Mahoney).

Tego typu „naukowych” dowodów istnienia duszy możemy znaleźć całkiem sporo. Dane są jednakże sprzeczne, również w odniesieniu do kwestii posiadania duszy przez zwierzęta, a ich wiarygodność pozostawia wiele do życzenia.

Co się jednak tyczy chrześcijan prawosławnych i katolickich, to w Święto Zmarłych – Dziady,  szczególnie zbliżają się oni do granicy pogańskości, bo bardzo trudno zrozumieć dlaczego ten dzień miałby być obchodzony jako Wszystkich Świętych. Chrześcijanom potrzeba nie lada ekwilibrystyki ekumeno-logicznej, aby uzasadnić czynności jakim się wtedy oddają. Do dzisiaj księża muszą ich przestrzegać czego nie powinni robić (np. zostawiać pokarmu na grobie, nawet pod postacią tradycyjnego miodku) co powinni wtedy myśleć, czyli co czczą a czego nie i jak powinni rozumieć to co robią. Bez tego tłumaczenia rzeczywiście ciężko się im połapać o co chodzi, bo biorą udział w 100% pogańskiej uroczystości Oddania Czci własnym Dziadom, a nie czymś innym co trzeba specjalnie nazywać i tłumaczyć.


Wiki:

Zwyczaj dziadów w literaturze

Do tego zwyczaju nawiązuje Adam Mickiewicz w Dziadach, gdzie opisano wzywanie dusz podczas obrzędu odbywającego się w opuszczonym miejscu kultu (kaplicy, kościele) lub na cmentarzu. Obrzędowi przewodniczył Guślarz (Koźlarz, Huslar), wzywający dusze zmarłych przebywających w czyśćcu, aby powiedziały, czego potrzeba im do osiągnięcia zbawienia i aby posiliły się z żywymi. Etnologia przedstawia jednak święto „Dziadów” w trochę odmiennej postaci. Obrzędy z okazji Dziadów odbywały się za czasów chrześcijańskich w miejscach związanych archetypowo (a często również i lokalizacyjnie) z dawnymi ośrodkami kultu – na wzgórzach, wzniesieniach, pod świętymi drzewami, w miejscach uważanych za święte (czasem rzeczywiście przy kaplicach, które często były budowane na dawnych miejscach kultu pogańskiego). Z racji swojego charakteru Dziady często odbywały się również przy grobach przodków, na cmentarzyskach. Mickiewiczowskie nawiązania do terminów takich jak „czyściec” i „zbawienie” są natomiast wynikiem nałożenia i przemieszania prastarych zwyczajów żywych od wieków wśród ludu oraz narzuconego chrześcijaństwa.

U dobrego gospodarza parobek nie chodził głodny, a wówczas było to bardzo ważne bo wszędzie była bieda. Za cały dzień ciężkiej pracy w polu otrzymywało się jako wynagrodzenie „połeć słoniny”. Płacono im za sezon pracy w lecie – zbożem i na dodatek kosz pierogów „Owijaków” z owocami, makiem lub serem.
Na „Wszystkie Święte” i „Zaduszki” – piekło się dwa piece pierogów, owijaków i chleb z burakami czerwonymi i niosło się na cmentarz, żeby obdzielić „dziadów”, którzy obstawiali przejścia na cmentarzu grzebalnym, modlili się za zmarłych z rodzin za jedzenie, za zawijaki z owocami, serem, makiem lub marchwią z makiem.

Dziady a chrześcijaństwo

W związku z ekspansją chrześcijaństwa lokalne, miejscowe zwyczaje tzw. pogańskiego pochodzenia, były sukcesywnie zakazywane. Ostatecznie jednak to, czego nie udało się wyprzeć nawet surowymi zakazami, było adaptowane lub zastępowane znanymi dziś formami – współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki.

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30. specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a pierwotnie będące przeznaczone dla dusz.

Jednym z przykładów zachowania się i przenikania z chrześcijaństwem „Dziadów” jest obrzęd, jaki występował do początków XX wieku w rejonie Latowickim. Sprzyjało temu pewna izolacja od większych skupisk ludzkich oraz odległość od lokalnej parafii. Podobne sytuacje, gdy dawne obrzędy zachowały ciągłość mimo przyjęcia chrześcijaństwa (także przy częściowej zmianie charakteru obrzędowości) miały miejsce także w Puszczy Kozienickiej, Bojkowszczyźnie i Ukraińskim Polesiu.

Dziady w rejonie latowickim rozpoczynały się drugiego listopada uroczystą modlitwą (tzw.”dziadami”) w starej, niezamieszkanej chacie, a następnie odprawiano je w konkretnych, uznanych za magiczne miejscach, m.in. na miejscowym uroczysku gdzie wg lokalnej tradycji w dawnych wiekach znajdowało się miejsce cmentarne. W centralnym miejscu obrzędu palono ogień, na prowadzącego obrzęd wybierano starca i ubranego w białą szatę guślarza. Wywoływali oni kolejno dusze zmarłych i karmili odrobinami postnego jadła namaczanego mlekiem i miodem, jako że wierzono, że właśnie tego dnia zmarli wracają, by się pożywić oraz także w to, że dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich. Obowiązywała także zasada ciszy na obrzędzie oraz chusty okrywające twarze uczestników, spojrzenia mogły spowodować porwanie przez dusze w zaświaty. Obrzęd kończył się zawsze przed północą[4].

Ilustracja do Mickiewiczowskich Dziadów

Zarówno Dziady Mickiewicza jak opisane tutaj Dziady latowickie to już bardzo pomieszane obrzędy, bardzo późne z XIX i XX wieku, mocno skażone wierzeniami chrześcijańskimi np. o czyśćcu – Założa jest oczywiście rodzajem lekkiego czyśćca, a Piekło Nawskie jest rodzajem bardzo lekkiego, choć nie raz okrutnego, Piekła chrześcijańskiego, ale to zupełnie nie to samo. To miejsca błądzenia, błąkania się i oczekiwania, miejsca kary i poprawy, miejsca z których prędzej czy później wraca się do życia ziemskiego, pod jakąś postacią – najczęściej ludzką. To nie ma charakteru wieczystego. Wieczysty jest tylko Rajec – bardzo przypominający Raj chrześcijański oraz niestety Otchłań – Niebyt, na takie wykreślenie ze świata trzeba było nieźle zapracować.

Sam Adam Mickiewicz – jeden z największych i najbardziej zasłużonych Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian tak objaśnił to co zapisał przy pierwszym wydaniu „Dziadów”: „…Jest to nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz)”…

Nie są to więc wcale Dziady w kształcie pogańskim, lecz reminiscencja. Natomiast nazwa Uczta Kozła  nie jest wyssana z palca, lecz nie dlatego że koźlar (guślar, huślar) prowadził  uroczystość. Uroczystość przywoływania Dziadów (u Mickiewicza bardziej ta kącinna uroczystość niż Święto Dziadów) była prowadzona przez gromadę koźlarów czyli guślarzy, czyli kapłów Kozła. Kozioł to zwierzę Welesa , sam Weles był nie raz ukazywany jako Bóg Koźlogłowy lub Koźlonogi, być może że od tego Boga Zaświatów pochodzi na całym świecie współczesny wizerunek Diabła upowszechniony przez chrześcijaństwo. Okryty czarnym futrem, koźlorogi i koźlonogi , ogoniasty Weles – Pan Zaświatów, Bóg Śmierci, Władca Weli, Król Nawi.

Wiki:

Współczesne obchody

Do dnia dzisiejszego na terenach wschodniej Polski, Białorusi, Ukrainy i części Rosji kultywowane jest wynoszenie symbolicznego jadła, w symbolicznych dwójniakach, na groby zmarłych. Dziady kultywuje też większość współczesnych słowiańskich ruchów neopogańskich (rodzimowierczych), zwykle pod nazwą Święta Przodków[3]. W Krakowie co roku odbywa się tradycyjne Święto Rękawki (Rękawka), bezpośrednio związane z pradawnym zwyczajem wiosennego święta przodków.

Bez komentarza – może poza tym, że jadło składają na grobach nadal Bułgarzy, Wołosi, Serbowie, Słoweńcy i wszyscy pozostali Słowianie południowi, a także Bałtowie, Węgrzy, Rumuni i Estończycy.

Przypisy

  1. 1,0 1,1 Dziady – rodzima tradycja obchodzenia święta zmarłych – Wiadomości24
  2. 2,0 2,1 O Zaduszkach – wywiad z Janem Witoldem Suligą w Radiu TOK FM, październik 2006
  3. 3,0 3,1 Dziady – Rodzimy Kościół Polski
  4. ↑ Historia Regionu Latowickiego – dziedzictwo kulturowe w regionie

Dziady Encyklopedia Staropolska Zygmunta Glogera

Dziady, stary zwyczaj ludowy, zawdzięczający swój niepospolity rozgłos Mickiewiczowi, który użył jego nazwy za tytuł do genjalnego swojego utworu. Uważamy też za rzecz najsłuszniejszą przytoczyć własne słowa wieszcza, które dał jako wyjaśnienie przy pierwszem wydaniu „Dziadów”. Jest to – mówi poeta – nazwisko uroczystości, obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą Kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huślarz, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).

W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnemi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo święci Dziady tajemnie, w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania umarłych zdaje się być wspólnym wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecyi za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie, i dotąd po wyspach Nowego-Świata. Dziady nasze mają to szczególne, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień Zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewaniem przynosi się ulgę duszom czyścowym. Cel tak poważny, święta, miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne, przemawiały niegdyś silnie do mojej wyobraźni; słuchałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykach, powracających z prośbami lub przestrogami, a we wszystkich zmyśleniach można było dostrzedz pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie przedstawiane”. Czem na Litwie Dziady, tem na Podlasiu i Mazowszu były wyprawiane w dzień zaduszny Stypy i Obiady żałobne. Tylko lud polski, pod wpływem duchowieństwa, nadał zwyczajom tym charakter chrześcijańskiej pobożności i nieraz zaprasza księży na sute „obiady żałobne” zastawiane po domach zamożnych kmieci w dzień Zaduszny (ob. Zaduszki). Marja Rodziewiczówna w wydanym przez nas „Roku Polskim” (Warszawa r. 1900) prześlicznie opisała czwartek powielkanocny, czyli dziady wiosenne, t. j. „Nawski dzień”, w którym lud nad Prypecią i Muchawcem niesie resztki święconego na groby rodzinne i ucztuje niby wspólnie z duchami zmarłych na ich mogiłach. Starożytny ten zwyczaj, lubo zupełnie przekształcony, przechował się dotąd przy mogile Krakusa w Krakowie pod nazwą „Rękawki”.

Rękawka

Dziady Interia.pl – 2009

Dziady to święto szczególne – w ten magiczny czas, gdy świat żywych i martwych dzieli szczególnie cienka granica, staramy się zapewnić duchom przodków strawę i napitek, a przede wszystkim ciepło ognisk.

Co więcej, podczas tej wyjątkowej nocy to właśnie żywi oddać mogą największą przysługę zagubionym duszom – wskazać drogę do Nawii. Przypomina nam to jedno z ważniejszych przesłań naszej rodzimej wiary – nie tylko duchy mogą oddać przysługę żywym, ale i żywi duchom…

Kult zmarłych istniał zawsze, wiara w życie pośmiertne jest rówieśnicą ludzkości. To więcej niż wiara, to przeświadczenie, wrodzony instynkt. Święto Zmarłych, czyli dzień poświęcony ich pamięci obchodzony był przez ludy słowiańskie kilka razy w roku, przy czym najważniejsze przypadały wiosną (w okolicach 2 V) i jesienią (w nocy z 31 X na 1 XI).

Kościół katolicki nie mogąc zwalczyć tego dość popularnego święta, zmuszony został zaakceptować (zresztą nie po raz pierwszy) święto jesienne, ustalając je na konkretny dzień – 2 listopada. Cześć i pamięć dla zmarłych była bowiem szczególną cechą Słowian i ich rodzimych zwyczajów.

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30-tych specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a które pierwotnie przeznaczone były dla dusz. Współcześnie tradycję tę, w dawnej pierwotnej formie, nadal jednak praktykują rodzimowiercze związki wyznaniowe jak „Rodzima Wiara”, „Rodzimy Kościół Polski” czy „Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy – Słowiańska Wiara”.

Rękawka dawniej

 

I jeszcze fragment sensownego artykułu Jana Skolimowskiego ze strony www.sedinum.stetinum.pl

 

Słowianie przynajmniej cztery razy w roku obchodzili cykliczne święta poświęcone zmarłym. Oprócz tego każda z rodzin czciła rocznicę śmierci swojego przodka. Mimo że z dawnego obrządku ciałopalnego nie pozostało już śladu, do dziś wiele odziedziczyliśmy po listopadowych Dziadach.

Smętarz – Wzgórze Wisielców, plansza w Wolinie

W całej Polsce obchodzimy Dzień Wszystkich Świętych. Większość osób wybierze się tego dnia na cmentarz, aby odwiedzić groby swoich bliskich. Kult naszych przodków sięga średniowiecza, choć pierwsi Słowianie (przełom VI i VII wieku) w bardziej urozmaicony sposób czcili swoich zmarłych.
Obecnie praktykowane groby szkieletowe pojawiły się dopiero w IX wieku. – U Słowian początkowo występował obrządek ciałopalny. Dopiero zetknięcie z chrześcijaństwem i przeniknięcie tej kultury spowodowało, iż zaczęły pojawiać się groby szkieletowe. Do XI stulecia spotykamy równolegle występujące pochówki w obu obrządkach. Istnieją cmentarzyska birytualne, czyli takie, w których znajdują się groby zarówno ciałopalne, jak i szkieletowe. Można takie zobaczyć chociażby w pobliskim Wolinie. Obrządek ciałopalny całkowicie zanika dopiero po XI wieku – tłumaczy Igor Górewicz, wojewoda szczecińskiej Drużyny Grodu Trzygłowa.
O tym, jak wyglądała pierwotna ceremonia pogrzebowa Słowian można dowiedzieć się ze źródeł. Arab Inb Rosteh następująco opisał ją w swoim dziele „Księga kosztownych klejnotów”: Jeśli umrze ktoś z nich, palą jego zwłoki w ogniu. Na drugi dzień po spaleniu zmarłego idą do niego, zbierają popiół z owego miejsca, wkładają do urny i umieszczają na pagórku. Wiadomo, że do stosu wrzucano również najbliższe przedmioty codziennego użytku zmarłego. Płonął również wierny towarzysz nieboszczyka – jego koń. Często życie odbierała sobie także żona zmarłego Słowianina. Wspomina o tym wszystkim żydowski podróżnik Ibrahim ibn Jakub: Palą się w ogniu, gdy ich wódz umiera, również palą swoje wierzchowce. Żony zmarłych ranią swoje ręce i twarze nożem, a kiedy jedna z nich twierdzi, że zmarłego kocha, wiesza stryczek, dołącza do sznura i mocno wiąże za szyję; sznur jest związany mocno pod nią, a ona tak trwa powieszona, aż umrze. Wtedy pali się ją i jest zjednoczona ze swoim mężem.
W średniowieczu kult zmarłych ważny był dla potrzymania pewnej tożsamości mieszkańców. – Miejsca święte i miejsca odbywania zebrań, wieców, obrzędów wróżb pokrywały się z cmentarzyskami. Dla ludności był to symbol, że razem z nimi są przodkowie, którzy nadają im swoją mądrość. Poza tym zacieśniało to więzi samych Słowian, było dla nich znakiem, że są społeczeństwem, strukturą rozciągniętą w czasie – kontynuuje Górewicz.

Dawniej na pamięć o zmarłych składały się dwa rodzaje świąt: rodzinne i cykliczne. W dniu spalenia zmarłego odbywała się tryzna (uroczystość pogrzebowa), o której wspomniał przytaczany już Ibrahim ibn Jakub. Podczas całopalenia ciał są huczne zabawy, a jako przyczynę swojej radości Słowianie podają, że ich Pan [Bóg] lituje się nad umarłymi. W podobny sposób obchodzona była również rocznica śmierci. Pisze o niej ibn Rosteh: W rok po śmierci zmarłego biorą dwadzieścia dzbanów miodu, czasem mniej, czasem więcej i udają się z nimi na wzgórze. Głośno objawiają radość i cieszą się w miejscu spalenia zmarłego.
Świąt cyklicznych, poświęconych przodkom było o wiele więcej niż dzisiaj. – W ciągu każdej pory roku odbywało się przynajmniej jedno święto zmałych. Obrzędowość miała wymiar wspólnotowy, dlatego dla Słowian bardzo ważne było podkreślanie ciągłości pokoleń. Warto zaznaczyć, iż nie wiadomo dokładnie jak wyglądał scenariusz cyklicznych obrządków – tłumaczy wojewoda Drużyny Grodu Trzygłowa. – Współcześnie wyobrażamy sobie święta jako zamknięty rytuał. Dawniej na całość święta składało się wiele drobnych zachowań. Przykładowo, jeśli w ciągu dnia usiadł ptaszek przy oknie już uznawało się, że to przyleciała dusza zmarłego, aby odwiedzić towarzyszy życia. Wierzono po prostu, że wszystko w tym dniu poświęcone jest zmarłym.

Ważna uwaga końcowa. Święto i obrzędy Dziadów nie zginęły nigdy.

Obchodzili je nasi dziadowie w latach 1800-nych, Pagaczewscy, Kapturowie, Białczyńscy, Kapustowie, Zborzilowie, Muchowie, obchodzili je nasi rodzice na przełomie XIX i XX wieku Pagaczewscy i Białczyńscy, obchodziłem je z moją rodziną, obchodziła je moja żona ze swoją rodziną – od wczesnego dzieciństwa, a więc w latach 50-tych XX wieku, a potem po naszym pogańskim ślubie w 1972 roku obchodziliśmy je wspólnie i co roku z całą naszą rodziną i przyjaciółmi. Każdego roku – więc nie ma żadnych szczątków, a teraz obchodzą je nasze córki ze swoimi bliskimi w XXI wieku – naprawdę to nie prawda, że przetrwały szczątki.

 

Polecam też poniższy artykuł który pochodzi z bibilioteki Związku Słowiańska Wiara:

kult_zmarlych_w_ujeciu_historycznym

Księga Wiedy: Lekcja Druga – Gdzie żyjemy oraz o uniwersalizmie Wiary Przyrodzonej Słowian


Czy słyszeliście kiedyś o Robercie Holdstocku? To pisarz, przedstawiciel anglosaskiego nurtu literatury fantasy – tak zwykło się go przedstawiać i tak widzi jego osobę skomercjalizowane, konsumpcyjne społeczeństwo współczesne poprzez swoje media.Przede wszystkim jednak, co w tym wypadku ważne, był Walijczykiem, podobnie jak John Porter – stąd jego szczególne zainteresowanie wierzeniami Celtów (podobnie jak zainteresowanie tymi wierzeniami u buddysty Johna Portera, bo można być buddystą i wyznawać Wiarę Przyrody).

foto: Duncan Morrison, Natural Resources Canada, Canadian Forest Service

Ja przedstawię go inaczej ponieważ Holdstock w zasadzie nie jest, przepraszam – wciąz trudno się przyzwyczaić, że nie żyje –  pisarzem – jest, był, przede wszystkim druidem kręgu Wiary Celtów na Wyspach Brytyjskich.

Przedstawia się go jednak medialnie jako pisarza, bo społeczeństwo obecne stoi wciąż jeszcze u progu przemian i nie dojrzało, by NAPRAWDĘ WIERZYĆ, w to co przekazują mu wieszczowie i druidzi Wiary Przyrody. Społeczeństwo, poprzez media „filtruje”, owe przekazywane mu wierzenia, nadając im wymiar racjonalny – to jest spychając je w sektor świadomości zwany „fantasy” lub „literatura fantasy” lub „literatura rozrywkowa”, albo „lekka rozrywka”.

Ewentualnie cały nurt Wiary Przyrody spycha w sektor „ciekawostki”, „odtworzenie wierzeń historycznych”, „konsumpcja i zagospodarowanie czasu wolnego”, „współczesne dewiacje umysłowe”, „grupy podkulturowe – tzw. subkultury”, „może coś w tym jest”, „trochę do wierzenia trochę do śmiechu”, itp., itd.

Las Yakushima

Tak więc Robert Holdstock napisawszy w roku 1984 utwór pod tytułem Las ożywionego mitu (w Polsce wydany w roku 1996 przez wydawnictwo Zysk i S-ka) trafił jako postać, do sektora „lekkiej rozrywki” ( w zasadzie był tam wcześniej bo od razu po debiucie zaszufladkowano go do działu s-f). Tam bowiem lokuje się współcześnie wszystkie te nurty ludzkiej aktywności twórczej, które głoszą pogląd irracjonalny (czyli ogólnie nieracjonalny, aracjonalny, lub antyracjonalny), to znaczy pogląd uważany za taki z punktu obowiązującej dzisiaj powszechnie religii  – Naukawości (Scjentyzmu Oświeconego – nie mylić z kościołem scjentystycznym, ani z głęboką wiedzą naukową, której jest w świecie współczesnym bardzo niewiele).

Anna Ruby Falls, Chattahoochee National Forest

Lądują tam chcąc czy nie chcąc twórcy i ich dzieła klasyfikowane w ten sposób przez zawodowych objaśniaczy Rzeczy Istności – wykształconych po współczesnych Świątyniach Scjentyzmu Oświeconego – Uniwersytetach. Ci zawodowi objaśniacze to spece (magowie, kapłani) na przykład od: archeologii, językoznawstwa,  historii, mitologii, etnografii – ale także od filmu, teatru, sztuk plastycznych, muzyki czy literatury tworzonej w poszczególnych językach.  Lądują tam więc twórcy science-fiction, autorzy fantasy, ale również kryminałów, pornosów, twórcy literatury historycznej, witraży, rzeźby użytkowej i wielu wielu innych twórców, w tym także systemów filozoficznych i religijnych, które nie cieszą się uznaniem ani poparciem wielkich „świątyń nauki”.

Bea Douglas – Stary bór

W tym konkretnym przypadku  – osoby Roberta Holdstocka –  klasyfikacji dokonali Angliści z Londynu.

 

Robert Paul Holdstock (2 August 1948 – 29 November 2009) was an English novelist and author best known for his works of Celtic, Nordic, Gothic and Pictish fantasy literature, predominantly in the fantasy subgenre of mythic fiction. 

Holdstock’s writing was first published during 1968. His science fiction and fantasy works explore philosophical, psychological, anthropological, spiritual, and woodland themes. He received three BSFA awards and won the World Fantasy Award in the category of Best Novel of 1985.

Awards

  • The novella Mythago Wood won the BSFA Award for Best Short Story in 1981 along with the World Fantasy Award for Best Novella in 1982.
  • The novel Mythago Wood won the BSFA Award for Best Novel in 1984 along with the World Fantasy Award for Best Novel in 1985. Mythago Wood was published as part of the Masterpieces of Fantasy series by Easton Press, who describe themselves as releasing ‚works of lasting meaning, beauty and importance.’
  • Lavondyss won the BSFA Award for Best Novel in 1988.
  • The Bone Forest was nominated for the World Fantasy Award in the category of Best Collection in 1992.
  • The Ragthorn, coauthored with Garry Kilworth, won the World Fantasy Award in the category of Best Novella in 1992 and was nominated for the BSFA Award for Best Novel in 1994.
  • The Fetch won the HOMer Award for horror novel in 1992.
  • The Iron Grail won the Czech Academy of Science Fiction Fantasy and Horror Award in the category of Best Novel in 2002.
  • La Forêt des Mythagos, i.e. the Mythago Wood collection, won the Grand Prix de l’Imaginaire in the category of Prix spécial in 2003.
  • Scarrowfell, Valley of Statues and Other Stories and its translation, published in French, won the Prix d’Imaginales award in the New Fantasy category in 2004.
  • Celtika won the Grand Prix de l’Imaginaire in the Foreign Language Novel category in 2004.

Select bibliography

Main article: Robert Holdstock bibliography

Ryhope Wood series

  • Mythago Wood
  • Lavondyss
  • The Bone Forest, a novella and short story collection
  • The Hollowing
  • Merlin’s Wood, a novel and two short stories (only published in the UK)
  • Gate of Ivory, Gate of Horn
  • Avilion

 


W Polsce, w imieniu Świątyni Scjentyzmu Oświeconego,  parają się tym tzw. Krytycy Literaccy, którzy są po prostu absolwentami odpowiednich wydziałów (polonistami) UW lub UJ, albo innej mniej znanej świątyni wszechwiedzącego polskiego odłamu religii zwanej Scjentyzmem Oświeconym . Uzurpują sobie też ten przywilej – ustanawiania hierarchii tego co dobre i niedobre, dopuszczalne i niedopuszczalne, poprawne i niepoprawne, będące dziełem lub będące kiczem – także gazety . A to Polityka (pismo, które rozdaje Paszporty Naukawe) , czy Gazeta Wyborcza – dziennik, który skupia tzw. elitę postępową i rozdaje także paszporty do Salonu Naukawości – ale nazywa je Nagrodą Nike.

Piszę ich (Anglistów, Krytyków) z wielkiej litery, tak jak pisuję nazwy gromad Wołchwów, Burtowników, Czarowników, Kudiesników, Cudałów-Kudawów, Rzekaczy, Lekarów czy inne gromady kapłańskie Wiary Przyrodzonej Słowian, ponieważ są oni typową kapłańską kastą Świątyni Naukawości (w istocie Scjentyzmu Oświeconego, który jest dogmatem, opartym na wierze w przekazy Dawnych Naukowców).

Cząstka Boru

Naukawość (Scjentyzm Oświecony) jest nieweryfikowalny, ponieważ, jak powiedziano, opiera się na WIERZE w dawne naukowe stwierdzenia Mistrzów danej dyscypliny, których stwierdzeń nie zwykło się poddawać weryfikacji.

Czy można rozróżnić naukowość od naukawości? Tak, ale nie jest to łatwe, trzeba bardzo chcieć i myśleć niezależnie, być wolnym od autorytetów, a najlepiej po prostu zdać się wyłącznie na własny intelekt.

Podam przykład. Powszechnie przyjmuje się że teoria ewolucyjna to fakt naukowy. Tymczasem ta teoria nie tłumaczy wielu rzeczy, nie dowiedziono wcale ewolucyjnego charakteru przemian gatunkowych w zadowalający sposób, czyli brak dowodów ostatecznie ją potwierdzających. Zatem jest ona w świecie nauki przyjmowana na wiarę. Bo WIARA – to bardzo silne przeświadczenie o istnieniu czegoś co nie da się udowodnić. Zatem wszystko co wynika z ewolucjonizmu to już nie nauka  tylko naukawość i na tej naukawości opierają dzisiaj egzystencję dziesiątki wydziałów tysięcy uniwersytetów na świecie. Chcąc nie chcąc muszę ich nazywać magami, kapłanami Oświeconego Scjentyzmu, nie mniej nie więcej uprawnionymi do głoszenia swoich poglądów, co kapłani Słowiańskiej Wiary Przyrody.

Ja OSOBIŚCIE wierzę w ewolucjonizm, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to pogląd naukowy – Ja w to wierzę, to tylko wiara nie potwierdzona wcale 100% dowodem.

Wszak według Wiary Przyrody człowiek nie został stworzony przez Swąta, lecz powstał z Drzewa Drzew (Kłódzi, Jaja Wszechświata) przy pomocy Bogów Działu, i z interwencją Żywiołów oraz Mocy!!!

San Juan Islands – Puszcza

Ponieważ jest to Lekcja Druga Księgi Wiedy – nie będziemy się zajmować w niej Scjentyzmem Oświeconym i jego meandrami, ani też stanem współczesnej globalnej świadomości społecznej, ale skupimy się na Robercie Holdstocku i fragmentach Lasu ożywionego mitu, traktując to dzieło i jego twórcę zupełnie inaczej niż kasta kapłanów Naukawości  – po prostu poważnie.

Robert Holdstock zasługuje na poważne potraktowanie, ponieważ przekazuje w owej książce część, nie wyssanej z palca a opartej na znajomości rzeczy, głębokiej Wiedy Wiary Przyrodzonej. Co prawda jest to wieda Wiary Przyrodzonej nie słowiańskiej a celtyckiej, ale jak się przekonamy Wiara Przyrody jest Jedna i Uniwersalna, a tylko imiona bogów – czyli reprezentantów określonych Sił Przyrodzonych występujących w Rzeczy Istności – różnią się, zależnie od kręgu kulturowego jaki wytworzył i zapisał owe wierzenia przyrodzone.

Puszcza Białowieska

Ta lekcja ma dwa cele i będę się cieszył jeśli oba zostaną przez Was osiągnięte. Pierwszym jest uświadomienie sobie owego Uniwersalizmu i Jedności Wiary Przyrodzonej na Świecie. Zwykło się bowiem traktować Wiarę Przyrodzoną bardzo „lekko” i „niepoważnie” (tak jak to wskazałem powyżej), a tymczasem jest to religia uniwersalna w nie mniejszym stopniu, niż przedstawiane za takie, współczesne monoteizmy, albo buddyzm – który traktuje się jako system filozoficzny a nie religię.

Puszcza Białowieska

Jej uniwersalizm i powszechna jedność na całym Świecie, mimo pozornych różnic, które sprowadzić należy do stosowania różnych nazwań dla uniwersalnych Sił Wszego Świata (Kosmosu) poprzez różne regionalne imiona (lub też liczby wymienianych Sił Przyrody – co tylko oznacza mniejsze lub bardziej szczegółowe różnicowanie emanacji Boga Bogów – Wszego Świata – Swąta – Kosmosu), zasadza się przede wszystkim na holistycznym-całościowym widzeniu i ujmowaniu Przyrody oraz uznaniu Praw nią rządzących i Sił nią kierujących za Niepodważalne i Obowiązujące Powszechnie.

Puszcza Białowieska

Wiara Przyrodzona Słowian, Celtów, Greków i Italików, Germanów, Hindusów, Irańczyków (Zoroastryzm), Ludów Syberii i Dalekiego Wschodu, Tybetańczyków, Japończyków, Afrykanów czy Nowogwinejczyków –   nie nazywa owych Sił rządzących Wszym Światem z precyzją i szczegółowością z jaką czyni to współczesna nauka, ponieważ jej  celem nie jest „opanowanie” tych sił, ich „wiwisekcja”, „odkrycie mechanizmów” i „wykorzystanie” owych odkryć dla własnych, mniej czy bardziej sensownych, potrzeb lub zachcianek.

Jezioro Szmaragdowe w Puszczy Bukowej pod Szczecinem

Wiara Przyrodzona uosabia owe Siły po to tylko, aby swoim wyznawcom Je objawić w postaci łatwej, przyswajalnej, widzialnej, bowiem jej celem – przeciwnie niż nauki – nie jest „zapanowanie” nad Siłami Wszechświata, lecz zaprowadzenie ŁADNOŚCI  – czyli zharmonizowanie działalności Człowieka (Jednostek, ale i Społeczności Świata) z Siłami Wszego Świata.

Miejmy zatem jasną i mocną świadomość, że Wiara Przyrodzona Słowian jest WIARĄ UNIWERSALNĄ, WSZECHŚWIATOWĄ, pozostającą w JEDNOŚCI z innymi Wiarami Przyrodzonymi i ich wyznawcami – a celem nadrzędnym Nas Wszystkich (Wyznawców Wiary Przyrody) na Świecie – jest zharmonizowanie działania człowieka z Przyrodą, ze Środowiskiem, z Naturą, z Siłami Wszechświata, którym wszystko na Ziemi – począwszy od atomu i ziarnka piasku po elektrownię atomową i ludzkie ambicje rządzenia światem – podlega.

Miejmy też jasną i mocną świadomość, że ta uniwersalna, wszechjedyna Wiara Przyrody jest obecnie najnowocześniejszą religią – wiarą (nie nauką), która wyznacza moralną przyszłość ludzkości i wytycza drogę harmonijnego rozwoju Ludzkości w zgodzie z Ładem Przyrody, siłami Matki Ziemi, runem – kierunkiem Rozwoju Wszechświata i działaniem Jego Sił (Działów, Kirów, Żywiołów i Mocy).

Las tropikalny

Ten uniwersalizm, jedność i wspólny cel pokażę Wam cytując fragmenty Lasu ożywionego mitu, bo jasno to dzięki nim widać. Wszak autor reprezentuje pozornie obcy krąg kulturowy i obcy nurt wiary przyrodzonej, swoje dzieło opublikował w roku 1984, kiedy mieliśmy tutaj inne problemy do rozwiązania w pierwszej kolejności i społeczna nasza świadomość na nich była skupiona. Jednak teraz przyszedł czas żeby naszą Zbiorową świadomość – przynajmniej świadomość Ludzi Wiary Przyrodzonej Słowian skupić właśnie na niej, na wierze przyrodzonej i na jej krzewieniu.

Sekwoje

Lekcja Druga Wiedy ma też cel Drugi (co oczywiste – gdyby była trzecia miałaby trzy cele) – trafić do Waszej Wyobraźni i Świadomości z pojęciami poszczególnego Żywiołu, Mocy, Kiru, Działu – jako otaczającego nas Wszechbytu – to jest jakby wszechobejmującego, egzystującego jako Osobność (i Osobliwość, a nawet Osobowość) Bytu, który Wszystko Inne przenika i poddaje swojemu działaniu, który z Wszystkim Innym się sprzęga i wywiera na Wszystko Inne wpływ, który jest niemalże organiczną Osobną Istotą, składającą się z materii ożywionej i nieożywionej, z innych pomniejszych istot żywych i bytów rzeczowych.

Poranek

Tę drugą rzecz, przy wsparciu moich krótkich komentarzy odnoszących przedstawioną wizję do Wiary Słowian – najlepiej uzmysłowi Wam fragment owej książki Roberta Holdstocka – nie fantasty, nie pisarza fantasy, lecz druidy, przekaziciela głębokiej Wiedy Wiary Przyrodzonej Celtów.

Zaczniemy od cytatu ze strony 94, czyli od celu nr 2 niniejszej Lekcji Drugiej.

Magic Forest – copyright (c) 2005 Dan Ritchie


Oto on:

„  – Dobry Boże, co to jest? – odezwał się Keeton.

Spojrzałem przed siebie nad jego barkiem i ujrzałem na horyzoncie mroczne początki lasu Ryhope. Wydawało się, że nad tą częścią okolicy wisi wielka chmura, spowijała ją niesamowita ciemność, całkiem jakby nad puszczą szalała burza. A mimo to niebo wyglądało na całkiem czyste. Można było dostrzec chmury, lecz rzadko rozsiane, letnie, jak nad całą zachodnią Anglią. Mroczny całun zdawał się bić w górę z samej kniei. W miarę jak zbliżaliśmy się do jej wielkiego obszaru, owa ciemność  zaczęła wpływać na nasz nastrój, przygnębiając nas i napełniając  czymś graniczącym z przerażeniem. Keeton wyraził to na głos, skręcając samolocikiem w prawo, by polecieć wzdłuż skraju lasu. Popatrzyłem w dół i ujrzałem Oak Lodge, dziadowski, zaniedbany budynek o szarym dachu. Cały otaczający teren wyglądał czarno i ponuro. Gęsta wypustka drzewek wiodła ku dobudówce domu, w której mieścił się gabinet.

Sam las robił wrażenie splątanego, gęstego i wrogiego. Widziałem ciągnące się daleko ulistnione wierzchołki drzew. Nie było w nich żadnej przerwy – szarozielone morze falujące na wietrze. Wyglądało niemal jak organizm, pojedyncze jestestwo, oddychające i poruszające się niespokojnie pod wzrokiem niepożądanych gości obserwujących je z powietrza. …

…Dostrzegłem strużkę bystrego potoku, kręty, kapryśny strumień szarobrązowej wody połyskujący tu i ówdzie w promieniach słońca. Na pewnym odcinku można było prześledzić jego trasę przez las, nim zamknęły się nad nim wierzchołki drzew…”


Ten fragment doskonale oddaje istotę Żywiołu Boru i opisuje go poprzez zaledwie obraz skrawka, ale  jako istotę wszechjedyną.

Bo Żywioł Boru to nie jest jakiś jeden czy drugi las, nie jakaś jedna puszcza, czy druga, nie zagajniki  – Bór to jednorodna formacja przyrodnicza, wszechorganizm złożony z dziesiątków małych podsystemów pełniących w owym wszechorganiźmie określone funkcje, funkcje życiowe, to znaczy funkcje które utrzymują go przy życiu, w zdrowiu i pełni sił ródczych, w zdolności do ciągłego samoodtwarzania, w witalności pozwalającej być produktywnym i produkować wytwory potrzebne, mało powiedziane – NIEZBĘDNE – całej Matce Ziemi (Planecie) do utrzymania z kolei jej przy życiu – a właściwie jej w STANIE ŻYCIA  i wszystkiego żywego co ona nosi.

Niełatwo sobie wyobrazić ten Żywioł jako Wszechobejmującą Globalną Istotę – Żywy Byt, Jedność, Osobność, Osobistość i Osobowość. Z jednej strony niełatwo sobie to wyobrazić a z drugiej bez słów jesteśmy w stanie odczuć i zrozumieć odmienność Boru od każdego innego rodzaju środowiska.

Do wyobraźni niech przemówią nam takie pomocne wzorce gatunkowe istot współtworzących Bór jak na przykład osobność sosny sędziwej – żyjącej po około 5000 lat i utrzymującej przez ten czas wokół siebie cały olbrzymi ekosystem współzależnych gatunków egzystujących w aurze jej żywicznych, bakteriobójczych oddziaływań, albo sekwoje i mamutowce  – jedne z największych żywych istot Ziemi , potężne, prawie 100 metrowej wysokości,

[Największy żyjący obecnie okaz mamutowca olbrzymiego – drzewo o nazwie General Sherman, którego wiek szacuje się na 2700 lat, posiada przy wysokości 84m (niektóre źródła podają nawet 95m) i średnicy pnia 7.7m (u podstawy 11.1m!) masę około 1200 ton, co stanowi ponad dziesięciokrotność masy największego zwierzęcia wszechczasów – płetwala błękitnego! Wiek 4000 lat jest dla mamutowców normalny.]

Opieńka miodowa

ale nie tak potężne objętościowo, jak opisana na tym blogu opieńka ciemna (największy osobnik ma masę 605 ton, jego grzybnia zajmuje prawie 9 km kw. i żyje prawdopodobnie od 8 tysięcy lat). Każdy drobny krzaczek borówki czarnej albo brusznicy składa się na  zespół połączony podziemnym systemem, ciągnącym się kilkaset metrów do nawet kilometra kwadratowego, bo nie są one pojedynczymi, jak nam się wydaje, drobnymi roślinkami, ale systemem. Zniszczenie pewnej liczby pojedynczych krzewinek może unicestwić cały taki system, który zaczyna schnąć całymi połaciami.

Gałąź kreozotu

Absolutnym rekordzistą świata pod względem długości życia jest – jak na razie – nie, nie człowiek oczywiście, ani słoń, ani żółw – rosnący na pustyniach Arizony krzew kreozotu, którego wiek szacuje się na 11700 lat! Świerk pospolity jak stwierdzono może żyć ponad 9000 lat, a my tniemy te drzewa na choinki zanim odbiją porządnie od ziemi. Zupełnie niewyobrażalnymi drzewami są  figowce bengalskie (baniany). Ich korzenie, pnie i korony stanowią jedność i obejmują czasami nawet kilkadziesiąt hektarów.

Banian

Pamiętajmy, że nie tak dawno jeszcze, można było przejść cały kontynent Euro-Azji od krańca do krańca nie opuszczając lasu. Nie jestem pewien czy dzisiaj byłoby to jeszcze możliwe – może należałoby podjąć taką próbę – na pewno od Kamczatki nad Pacyfikiem, poprzez podnóże Uralu doszlibyśmy do puszczy litewskiej i potem przeszli przez polskie bory – ale co dalej na Zachodzie poprzecinanym betonowymi pustyniami i stepowatościami pól uprawnych?!

Las deszczowy

To samo dotyczy Ameryki Południowej i jej wiecznie-zielonych lasów deszczowych (obecnie na potęgę bezmyślnie wycinanych na meble dla zacnych bogaczy z USA, Rosji, Honkongu, a teraz i Pekinu,  i tysiąca innych krajów).

Niezależnie jednak czy Bór stanowi jedność w przestrzeni fizycznej jakiegoś kontynentu, czy stanowi tylko mniej lub bardziej liczne plamy w innym rodzaju środowiska (w Żywiole Ziemi), to rozciąga się we Wszystkim Innym poprzez dystrybucję swoich wytworów i współoddziaływanie.

To między innymi dzięki niemu  – jego życiu, istnieniu, działaniu – jest na Ziemi taki a nie inny skład powietrza, dzięki niemu jest taka a nie inna wilgotność, dzięki niemu panuje taka a nie inna temperatura, dzięki niemu wody w oceanach cyrkulują jak cyrkulują

[Opieńka ciemna – grzyb - Osobnik z tego gatunku, znaleziony w 2001 r. w Malheur National Forest w Górach Błękitnych (ang. Blue Mountains) we wschodnim Oregonie i opisany w 2003 r. w kwietniowym numerze Canadian Journal of Forest Research, jest jednym z największym organizmów żyjących na Ziemi – przynajmniej jeśli chodzi o zajmowaną przestrzeń czyli powierzchnię wzrostu. Grzybnia tego pojedynczego osobnika zajmuje powierzchnię 8,9 km² i ma masę ok. 605 ton. Naukowcy szacują, iż grzyb ten rozwijał się przez 2-8 tys. lat, z pojedynczego mikroskopijnego zarodnika. Badania potwierdzające, iż ów grzyb jest jednym organizmem, polegały na gromadzeniu próbek grzybni z różnych miejsc lasu i obserwacji ich rozrostu w laboratorium, wykonano także badania genetyczne. W 1992 na południowym zachodzie stanu Waszyngton znaleziono okaz o równie imponujących rozmiarach dochodzących do ok. 6 km².]

Tak, Bór – rozumiany jako kompleks ożywionych zjawisk i kompleks ożywionych oraz nieożywionych substancji i produktów jakie wytwarza i jakie się nań składają, jest Wszechjedyną Planetarną Istotą.

Tak jak jest nią również Powietrze i Wiatr (Żywioł Strzyboży),

jest nią Niebo (Żywioł Dażboży) – jako zespół sił oddzielających Ziemię od otwartej przestrzeni Wszechświata i zespół sił pozwalających jednocześnie subtelnym i twardym energiom ogniowym i elektromagnetycznym (Swarożym i Perunowym) przenikać ku Ziemi, ku Matce Ziemi i wszystkiemu co na niej egzystuje bądź istnieje.

Powietrze jest również – Wszechjedyną Istotą która przenika Wszystko Inne  – glebę, skały, wodę i Człowieka. Powietrze i wiatr, nie jako tylko atmosfera złożona z gazów, ale jako Żywioł napełniony nieprzebranym bogactwem życia (w postaci bakterii, wirusów, pyłów organicznych i nieorganicznych  – wdychanych przez nas i wydychanych, osiadających na wszystkim i wszędzie, wciskających się z wichrem pod ziemię, jaskiniami i półprzepuszczalnymi warstwami ziemi nawet do jej jądra.

Powietrze zanieczyszczone i zniszczone w jednym, miejscu przemieszcza się gdzie indziej, wywiera swój wpływ na wszystko co przenika, dostarcza tlen bądź nie, dostarcza inne gazy (które są szkodliwe jeśli stanowią one składnik, który do niego wprowadziliśmy niebacznym działaniem), zawiera zawiesiny które świadomie lub nieświadomie wyzwoliliśmy – jak na przykład pyły wulkaniczne, które – nie do końca to wiemy  – w jakim stopniu uaktywniają się same z siebie, a w jakim z powodu naszej działalności (przecież wprowadzono zakaz nuklearnych prób podziemnych nie bez powodu).

Tegoroczne katastrofalne deszcze i powodzie spowodowane zawiesiną pyłu wulkanicznego  wyraziście ilustrują wszechjedyność Żywiołów Ziemi, Wody i Powietrza i ich współprzenikanie w skali całej planety.

Wszystkie Żywioły  – Woda, (pe)Run – energia rozbijająca i spajająca (atomów i sił ciążenia), energia subtelna  – Run Elektromagnetyczny jest zespołem powiązanych pól i fal, czy Ogień (Żar i Promienistość Słońca) Żywioł Swarogów przesączany przez zapory Nieba, zawiesiny Wody, przez meandry elektromagnetyczne Runu Perunowego (chmury, burze, pioruny, ładunki elektryczne) i masy Powietrza, czy wreszcie trudny do wyobrażenia Żywioł Zaczynu –  Sporu – Ruch Ródczy, Rozmnażania i Zamierania a także Odradzania, –  wszystkie one są Wszechjedynymi Istotami – Bytami przenikającymi i wpływającymi na Wszystko Inne na Ziemi, a także kształtującymi ją samą.

Nie inaczej jest z Wielkimi Mogtami (Mocami) to dwanaście jednorodnych obszarów – a właściwie spójnych jednolitych kompleksów, z których każdy bierze udział we współkształtowaniu Wszystkich Innych żywych i nieożywionych bytów na Ziemi i w całym Wszechświecie.

O trzech mocach Koszych pisałem w Lekcji Pierwszej

Mogt PRZEZNACZENIA czyli Moc Nieci, Baji, Przędziwa – moc mokosza,  to jest nic innego jak ciągnący się od Pierwszego Aktu Stworzenia ciąg nieustających, wynikających z siebie nawzajem współzależności  -Zręb Dziejów (Źrzeb), Wyrok Losu (Wierg Czasu i Miejsca działania), Dola (osobisty Los zakotwiczony w Zrębie i Wyrokach) i wreszcie Byt – los związany z chwilą, ale nie ten przypadkowy będący domeną Plątów-Koszów (prawdziwy kosz-przypadek – dziecko Przepląta-Chaosu), lecz związany z chwilą przeznaczoną – nieodwracalną „zaplanowaną” niejako od Początku Świata na ten dzień i miejsce w przestrzeni i w dziejach i twoje osobiste w nim „bycie” – bycie „tu i teraz”. Mogt Przeznaczenia tworzy Litą Baję Dziejów Świata, nieodwracalną – tam wplata się nieć żywotów i dzieje nieożywionych bytów gdzie Baja na to pozostawia miejsce. Każdy kamień i każda osoba mają swoją Dolę od urodzenia i są zakotwiczeni w „Być – Tu i Teraz”, które to atrybuty życia wynikają ze Zrębu i Wyroku czyli Dziejów od Początku świata Wszystkich Bytów i Urodzenia w miejscu przestrzeni i określonym czasie dziejów.

Baja – Materia Wszego Świata

Nie wiem czy to w moim wywodzie jest dostatecznie jasne, ale mogt Przeznaczenia jest Wszechjedyny i Wszechobejmujacy – tak samo jak Żywioły i działa na Wszystko Inne w Świecie.

Przykład: Ziemia jest tam gdzie być musi w chwili, gdy uderza w nią Kometa, która podąża wymuszonym torem od milionów lat, w tej chwili gdy Kometa uderza w Ziemię, w miejscu uderzenia żyją istoty z Wyroku Przyrody Ziemi, są to te a nie inne istoty, które są tutaj gdzie rzuciła je ich Dola, w tej chwili Przeznaczenia, Chwili Bytu – stanie się z nimi to co się z nimi musi nieuchronnie stać – NIC TEGO NIE ZMIENI. To najkrótszy obrazowy opis mogtu Przeznaczenia, jako jednorodnego Osobnego Bytu Rzeczywistego.

Nie będziemy tu opisywać poszczególnych wielkich mogtów – złożonych z współtworzących je czterech małych mogtów-mocy – to nie ta Lekcja. Ważne by zrozumieć i poczuć, że one są i działają – to nie jest złudzenie, to nie jest magia czarna ani biała, to nie jest zabobon – to jest tylko innego rodzaju Opis Rzeczywistości (Rzeczy Istności) i Wszechświata (Wszego Świata – Swąta).

Leśne Niebo

Tak więc po krótce jest poza Mogtem Mo-Koszy (Przeznaczenia) i pozostałych 11 Osobnych Bytów Mocy: Mogt Koszy (Chaosu-Koszu, Przypadku), Mogt Miłości-Koszania (Kochania i Żądzy), Mogt Prawdy (Prawi i Praw z Prawi płynących), Mogt Domu (Ostoji, Siedliska), Mogt Gospodarstwa (Rgielny), Mogt Ładu, Mogt Tchnienia (Horoszy, Ksnu, Księżycowy), Mogt Miru (Drogi i Weni – Pogody i Podaga-Mira), Mogt Ródczy (Przyrody i Roda), Mogt Morski (Zagłady-Starości, Choroby, Ziół i Ozdrowienia) i Mogt Śmierci (Welski).

Opiszemy tutaj jeszcze tylko jedno z Kirów – bogów Stron, Pór i Runów, po to żeby pokazać, że także na wyższych poziomach – ponad Mocami i Żywiołami, to co działa i rządzi, jest Wszechjedyne, Wszechprzenikające i Wszechobejmujące i jest Osobnym Bytem o jednorodnych właściwościach.

Niech będzie nim Gaja. Dlatego, że Gaja:

-  po pierwsze nawiązuje także do wierzeń Celtów, którzy Gaję doskonale znają, może troszeczkę inaczej ujmując zakres jej działania (ma takie samo znaczenie i u nas, lecz bardziej ukierunkowane, związane z konkretnym runem  – kierunkiem rozwoju Świata)

-  a po drugie dlatego, że w dziele Holdstocka znajduje się podanie, które również bardzo poważnie zaświadcza o jego głębokiej wiedzy w Wierze Przyrody – podanie o Guiwenneth – czyli Dziecku Gaji – Gaj – Wene (wene – wiano).

W Wierze Przyrodzonej Słowian istnieje obraz Gaji, jest to jedna z postaci Kiru Lata . Jest to obraz Gaji-Gaika jako Runu Letniej Ziemi odpowiadająca nazewniczo, swoją funkcją i porządkiem obrzędowym Ruji-Rujewitowi – Porze Lata i Dojrzewania . Porze i Runowi letniemu odpowiada trzeci obraz  Kiru Lata – Jug—Jużna – kierunek południowy.

Guiwenneth – Wiary Celtów to Dziecko Ziemi – jak pisze Holdstock. Nie trzeba nam tłumaczyć tego imienia z celtyckiego na polski bo ma ono to samo znaczenie – tak jak miano Soło-Wianie oznacza Wiano Słońca – Dzieci Sołońca-Swarożyca (Souarożiczia – Rodziciela Sołu, jako wilgoci, wody, dawcy światła, ognia i ciepła, a jednocześnie siły ożywiającej wody i Przyrodę, obdarzającej ją  wilgnością), tak i Gui-Wenneth to nic innego jak Wiano Gaji – Ziemi Rodzącej, Ziemi Płodnej, Ziemi Owocującej i Dojrzałej, Ziemi Rozwijającej się – a więc będącej dokładnie w tym samym runie – runie lata. Guiwenneth to Gajowena – czyli Wiano Rodzącej (Rozkwitłej) Ziemi-Gaji (Ziemi-Ruji) – Rującej się Planety Matki.


W tym wypadku Wianem Gai  jest Pani Boru – sam Bór  (Bór Mitotworu – Odwieczny Bór Wszechczasów  i jego emanacja  –  Borana, Pani Boru wiodąca bohaterów do jego serca.

Na koniec przytoczymy tę właśnie opowieść z Lasu ożywionego mitu. Oto ona – strony 142 (=7) – 150 (=6) :

Lasy pod Aspen

„…Były to pierwsze dni po przybyciu do kraju legionów ze wschodu.

W forcie w Dun Emrys mieszkały dwie siostry, córki wodza Morthida, który był stary, słaby i uległ pokusie pokoju. Obie dziewczyny były jednako piękne. Obie narodziły się tego samego dnia, w przeddzień święta boga słońca, Luga. Niemal nie sposób byłoby je odróżnić, gdyby nie fakt, że Dierdrath nosiła na prawej piersi kwiat wrzosu, a Rhiathan na lewej kwiat dzikiej róży. Rhiathan zakochała się w rzymskim dowódcy z pobliskiego fortu Gaerwent. Zamieszkała tam i między najeźdźcą a plemieniem z Dun Emrys nastał czas harmonii. Rhiathan była jednak bezpłod­na i jej zazdrość oraz nienawiść potęgowały się, aż jej twarz stała się niczym żelazo.

Dierdrath pokochała syna srogiego wojownika, który poległ w bitwie z Rzymianami. Syn ów nosił imię Peredur. Wygnano go z plemienia, ponieważ przeciwstawił się ojcu Dierdrath. Mieszkał te­raz, wraz z dziewięcioma wojownikami, w puszczy, w kamiennym jarze, gdzie nie odważały się zapuszczać nawet zające. Nocami przychodził na skraj puszczy i wzywał Dierdrath głosem gołębia. Dierdrath szła do niego. Po pewnym czasie urodziła jego dziecko. Gdy zbliżał się czas rozwiązania, druid, Cathabach, oznajmił, że nosi ona dziewczynkę. Nadano jej imię Guiwenneth, co znaczy „dziecko ziemi”. Rhiathan jednak wysłała do Dun żołnierzy. Dier­drath zabrano od ojca i porwano wbrew jej woli do namiotów położonych za drewnianą palisadą rzymskiego fortu. Zabrano również czterech wojowników z Dun oraz samego Morthida, który zgodził się, że dziecko, gdy już się narodzi, powinna wychowywać Rhiathan. Dierdrath była zbyt słaba, by protestować, Rhiathan zaś poprzysięgła bezgłośnie, że gdy tylko dziecko przyjdzie na świat, jej siostra umrze.

Peredur przyglądał się temu ze skraju lasu, pogrążony w roz­paczy. Jego dziewiątka była razem z nim i żaden nie mógł go pocieszyć. Dwukrotnie nocą atakował fort, lecz odparto go siłą. W obu przypadkach słyszał głos Dierdrath krzyczącej do niego: — Śpiesz się. Uratuj moje dziecko.

Za kamiennym jarem, gdzie las był najciemniejszy, znajdowa­ło się miejsce, w którym najstarsze drzewo było starsze niż kraj, okrągłe i wysokie niczym usypany z ziemi fort. Tam, jak wiedział Peredur, mieszkała jagad, jestestwo odwieczne niczym skała, po której gramolił się w jego poszukiwaniu. Jagad była jego jedyną nadzieją, gdyż ona tylko panowała nad życiem wszelkich stwo­rzeń, nie tylko w lesie, lecz również w morzu i w powietrzu. Pochodziła z najdawniejszych czasów i żaden najeźdźca nie mógł się do niej zbliżyć. Pamiętała zwyczaje ludzi z okresu Czuwania, gdy nie znali jeszcze języka.

Magic Forest by Minameishalo [ http://mynameishalo.deviantart.com/art/Magic-Forest-2-104730255%5D

Oto jak Peredur znalazł jagad.

Odszukał polankę, na której rósł dziki oset, a żadne drzewko nie sięgało mu wyżej niż do kostek. Wokół niego las był wysoki i milczący. Ani jedno drzewo nie runęło na ziemię, by stworzyć tę polankę. Mogła być tylko dziełem jagad. Dziewięciu towarzyszą­cych mu wojowników uformowało krąg, zwracając się plecami do Peredura, który stał między nimi. Trzymali w rękach gałązki leszczyny, tarniny i dębu. Peredur zabił wilka i spryskał jego krwią grunt wokół dziewięciu. Głowę zwierzęcia zwrócił ku północy. Na zachodnim końcu kręgu wbił w ziemię miecz. Na wschodnim położył sztylet. Sam stanął na południowym, wewnątrz swego pierścienia i zawezwał jestestwo.

W ten sposób robiono takie rzeczy w dniach przed nadejściem księży. Najważniejszy był krąg, który wiązał wzywającego z jego czasami i ziemią.

Siedmiokrotnie Peredur wzywał jagad.

Za pierwszym razem ujrzał tylko ptaki zrywające się do lotu z drzew (lecz cóż za ptaki to były: wrony, wróble i jastrzębie, wszystkie wielkie jak konie).

Za drugim razem leśne zające i lisy obiegły krąg i umknęły na zachód.

Za trzecim razem z gąszczu wypadły dziki. Każdy z nich był wyższy niż człowiek, lecz krąg je powstrzymał (choć Oswry przeszył włócznią najmniejszego, by zdobyć mięso; w innej porze roku miał odpowiedzieć za ów uczynek).

Za czwartym razem z zarośli wychynęły jelenie, a za nimi łanie. Gdy ich kopyta dotykały ziemi, las trząsł się, a krąg razem z nim. Oczy jeleni lśniły w nocy. Guillauc zarzucił na poroże jednego z nich naszyjnik, by zaznaczyć go jako swego; w innym czasie miał odpowiedzieć za ów uczynek.

Za piątym razem na polance zapadła cisza, choć poza zasię­giem wzroku poruszały się jakieś postacie. Nagle zza drzew wy­padli mężczyźni na koniach, którzy wypełnili polanę. Rumaki były czarne niczym noc. Każdy miał dwanaście wielkich, burych psów u kopyt i jeźdźca na grzbiecie. Płaszcze łopotały na bezgłośnym wietrze. Pochodnie płonęły. Ów dziki gon przemknął wokół dzie­wiątki dwadzieścia razy. Krzyki jeźdźców były coraz głośniejsze. Ich oczy lśniły. Nie byli to ludzie z kraju Peredura, lecz łowcy z zamierzchłych czasów i dni, które miały dopiero nadejść. Zebrali się tu, by strzec jagad.

Za szóstym i siódmym razem nadeszła sama jagad, podążająca za jeźdźcami i psami. Ziemia rozstąpiła się, a bramy wiodące do świata pod nią się otworzyły. Wynurzyła się z nich jagad: wysoka postać bez twarzy, o ciele spowitym w ciemne szaty, nadgarstki i kostki miała przyozdobione srebrem i żelazem. Upadła córa ziemi, pełne nienawiści i żądne zemsty dziecię księżyca, jagad, stanęła przed Peredurem. W pustce, która była jej twarzą, pojawił się milczący uśmiech. Nagle wzgardliwy śmiech rozdarł mężczyzny.

Jagad nie zdołała jednak przełamać kręgu roku i kraju, nie zdołała wyciągnąć Peredura daleko od owego punktu i pory roku, by zgubił się w dzikim miejscu, gdzie byłby zdany na jej łaskę. Trzykrotnie okrążyła krąg, zatrzymując się tylko po to, by popatrzeć na Oswry’ego i Guillauca, którzy zrozumieli natychmiast, że zabijając dzika i naznaczając jelenia, wydali na siebie wyrok. Ich los jednak to inna opowieść na inne lata.

I wtedy Peredur wyznał jagad, czego mu trzeba. Opowiedział jej o swej miłości do Dierdrath i o zazdrości siostry oraz groźbie dla dziecka. Poprosił o pomoc.

— A zatem dostanę dziecko — powiedziała jagad, a Peredur odrzekł, że nie dostanie.

— A zatem dostanę matkę — powiedziała jagad, a Peredur odrzekł, że nie dostanie.

— Zabiorę zatem jednego z dziesięciu — powiedziała jagad i przyniosła Peredurowi oraz jego wojownikom kosz zawierający orzechy laskowe. Każdy z mężczyzn oraz sam Peredur wziął jeden orzech i go zjadł. Żaden z nich nie wiedział, który zostanie związany z jagad.

— Jesteście łowcami długiej nocy — rzekła. — Jeden z was jest już mój, ponieważ za magię, którą wam daję, trzeba zapłacić i można do tego użyć jedynie życia. Przerwijcie teraz krąg. Koniec targów.

— Nie — odparł Peredur. Jagad roześmiała się.

Następnie wzniosła ramiona ku ciemnemu niebu. Peredurowi wydało się, że w pustce, która była jej twarzą, dostrzega rysy wiedźmy zamieszkującej ciało jestestwa. Była starsza niż sam czas. Tylko puszcza uratowała wojów przed jej złym spojrzeniem.

— Dam ci twoją Guiwenneth wykrzyknęła jagad — ale każdy obecny tu mężczyzna odpowie za jej życie. Jestem łowczynią z pierwszych lasów i lasów lodu, i lasów kamienia, i górskich szlaków, i smętnych wrzosowisk. Jestem córką księżyca i Saturna.

Leczą mnie kwaśne zioła, karmią mnie gorzkie soki, a opasują jasne srebro i zimne żelazo. Zawsze żyłam w ziemi i ziemia zawsze będzie mnie żywić, albowiem jestem odwieczną łowczynią i gdy będę cię potrzebowała, Peredurze, i twoich dziewięciu myśliwych, zawezwę was i ten, którego zawezwę, pójdzie. Nie ma czasów tak odległych, byście przez nie wędrowali, ani krain zbyt szerokich, zbyt zimnych, zbyt gorących, bądź zbyt odludnych, by zawiodła was tam wasza droga. Dowiedzcie się i wyraźcie zgodę, że gdy dziewczyna po raz pierwszy pozna miłość, wszyscy z was będą należeć do mnie… i odpowiedzą na mój zew albo nie, zależnie od natury rzeczy.

Forest Magic – Grey Seagull

Peredur miał ponurą minę, lecz gdy wszyscy jego towarzysze na to przystali, on również się zgodził. Tak też się stało. Od tej pory znano ich jako Jaguth, co znaczy Nocne Łowy.

W dzień narodzin dziecka widziano dziesięć orłów, które okrążyły rzymski fort. Nikt nie wiedział, co sądzić o tym omenie, gdyż ptak ten był dla wszystkich zainteresowanych dobrym zna­kiem, lecz ich liczba była zastanawiająca.

Guiwenneth urodziła się w namiocie, w obecności tylko siostry, matki, jej ojca oraz druida. Gdy jednak ów wzniósł dzięki przy użyciu dymu i niewielkiej ofiary, Rhiathan przycisnęła poduszkę do twarzy siostry i ją zabiła. Nikt nie widział, jak to uczyniła. Płakała nad jej śmiercią równie głośno, jak pozostali.

Następnie Rhiathan zabrała dziewczynkę, wyszła do fortu i uniosła dziecko wysoko nad głowę, ogłaszając siebie przybraną matką, a swego rzymskiego kochanka ojcem.

Beksiński : Orzeł -Strasz nad Brzegiem Nawi (Jeden z dziesięciu Upadłych Zniczów)

Nad fortem zebrało się dziesięć orłów. Łopot ich skrzydeł brzmiał jak odległa burza. Były tak wielkie, że gdy skupiły się razem, przesłoniły słońce i rzuciły na fort wielki cień. Z owego cienia wychynął jeden z nich, który opadł szybko z niebios. Za­trzepotał skrzydłami obok głowy Rhiathan, złapał dziecko w po­tężne szpony i ponownie wzbił się w górę.

Rhiathan krzyknęła z gniewu. Orły rozproszyły się szybko, umykając ku otaczającej fort krainie, lecz rzymscy łucznicy puścili tysiąc strzał, które utrudniły im lot.

Ten z nich, który trzymał w szponach dziecko, leciał najwolniej. W legionie był żołnierz, który słynął ze swych umiejętności łuczniczych. Jednym strzałem przeszył serce orła, który wypuścił dziecko. Pozostałe ptaki, widząc to, szybko zawróciły. Jeden z nich przeleciał pod dziewczynką tak, że swym grzbietem wstrzymał jej upadek. Dwa inne pochwyciły w szpony martwego ptaka. Z nim i z niemowlęciem uciekły do puszczy, do kamiennego jaru, gdzie odzyskały ludzki kształt.

To Peredur zanurkował po dziecko, sam Peredur, jego ojciec. Leżał martwy, piękny i blady, ze strzałą wciąż tkwiącą w sercu. Wokół jaru śmiech jagad niósł się niczym wiatr. Obiecała Peredurowi, że da mu jego Guiwenneth i przez kilka chwil ją miał. Jaguth zabrali go na dno kamienistej doliny, gdzie wiatr dął najsilniej, i pochowali go tam, pod białym marmurowym głazem. Wodzem grupy został teraz Magidion.

foto: Scotland, trip to Rogie Falls

Owi leśni łowcy, wygnani wojownicy, wychowali Guiwenneth najlepiej, jak potrafili. Czuła się wśród nich szczęśliwa. Wykarmili ją rosą leśnych kwiatów i mlekiem łani. Ubierali ją w lisie skóry i bawełnę. Gdy miała pół roku, umiała już chodzić. Gdy upłynęły cztery pełne pory roku, potrafiła biegać. Wkrótce po tym, nauczyła się mówić, znała już nazwy stworzeń z puszczy. Smutkiem napawało ją tylko to, że przemawiał do niej duch Peredura. Podczas wielu poranków znajdowano ją stojącą we łzach na i murowym głazie w wietrznym jarze.

Pewnego dnia Magidion i Jaguth polowali na południe doliny. Dziewczynka była z nimi. Rozbili obóz w sekretnym miejscu. Jeden z nich, Guillauc, pozostał z dzieckiem, podczas gdy pozostali wyruszyli na łowy.

Oto jak stracili Guiwenneth.

Rzymianie nieustannie przeszukiwali wzgórza, doliny i lasy otaczające fort. Wyczuli dym obozowego ogniska i polanę otoczyło dwudziestu ludzi. Ich zbliżanie się zdradziła wrona. Guiwenneth i myśliwy, Guillauc, zrozumieli, że są zgubieni.

Guillauc przywiązał sobie szybko dziewczynkę do pleców skórzanymi rzemieniami, tak ciasno, że sprawił jej ból. Następnie zawezwał magię jagad, która zmieniła go w wielkiego jelenia. W tej postaci uciekł przed Rzymianami.

Mieli oni jednak ze sobą psy, a te ścigały jelenia przez cały dzień. Gdy był już wyczerpany, odwrócił się i stanął do walki. Psy rozszarpały go, lecz Guiwenneth uratowano i zabrano do fortu. Duch Guillauca pozostał w miejscu, gdzie padł jeleń.

W roku, w którym Guiwenneth po raz pierwszy poznała miłość, przyszła po niego jagad.

Przez dwa lata Guiwenneth mieszkała w namiocie wewnątrz wysokich murów rzymskiej twierdzy. Zawsze można ją było zo­baczyć, jak usiłowała spoglądać ponad murami fortu, krzycząc i płacząc, całkiem jakby wiedziała, że są tam Jaguth, którzy cze­kają, by po nią przyjść. W owych latach nie widziano bardziej melancholijnego dziecka. Między dziewczynką a przybraną matką nie nawiązała się żadna więź miłości. Rhiathan jednak się z nią nie rozstawała.

Oto jak Jaguth ją odzyskali.

Przed świtem, wczesnym latem, Guiwenneth zawołało osiem gołębi. Dziecko obudziło się i wsłuchało w ich głos. Następnego ranka, przed pierwszym brzaskiem, zawołało ją osiem sów. Trze­ciego ranka obudziła się, nim zabrzmiał zew i przeszła przez pogrążony w mroku obóz ku murom, w miejsce, z którego widziała otaczające fort wzgórza. Stało tam osiem jeleni, spoglądając na nią. Po chwili zbiegły szybko ze wzniesienia i z hukiem kopyt okrążyły fort, wzywając ją głośno, nim wróciły na dzikie polany. Czwartego ranka, gdy Rhiathan spała, Guiwenneth wstała i wy­szła z namiotu. Wstawał świt. Pogrążoną w ciszy ziemię otulała mgła. Dziewczynka słyszała szepty wartowników stojących na wieżach strażniczych. Dzień był zimny.

Z mgły wychynęło osiem wielkich psów myśliwskich. Każdy z nich był wyższy od dziewczynki. Każdy miał oczy jak sadzę, paszczę jak czerwona rana i wywalony ozór. Guiwenneth jednak nie czuła strachu. Położyła się i pozwoliła, by największy z  nich wziął ją w zęby i podniósł. Zwierzęta podeszły bezgłośnie do północnej bramy. Tam stał strażnik. Nim zdążył wydać z siebie  głos, rozszarpały mu gardło. Nim mgła się rozproszyła, otwarto bramę i patrol pieszych żołnierzy opuścił fort. Nim ją zamknięto osiem psów wyśliznęło się na zewnątrz wraz z Guiwenneth.

Towarzyszyła Jaguth przez długie lata. Najpierw udali się na północ, na zimne wrzosowiska, przez śniegi, by ukryć się wśród pomalowanych plemion. Gdy ją odzyskali, Guiwenneth była maleńką dziewczynką na olbrzymim rumaku, lecz gdy dotarli na północ znaleźli mniejsze wierzchowce, które były równie szybkie.

Ponownie ruszyli na południe, na drugi koniec kraju, przez bagna i moczary, lasy i niziny. Przeszli przez wielką rzekę. Guiwenneth rosła, szkoliła się i nabrała biegłości. Nocami spała w ramionach wodza Jaguth.

W ten sposób upłynęło wiele lat. Dziewczyna stała się piękna pod każdym względem. Jej włosy były długie i rude, a skóra j jasna i gładka. Wszędzie, gdzie się zatrzymywali, młodzi wojów pragnęli jej, lecz przez lata pozostawała nieświadoma miłości. Zdarzyło się jednak, że na wschodzie kraju zakochała się po raz pierwszy, w synu wodza, a ten był zdecydowany ją zdobyć.

Jaguth zrozumieli, że ich czas z Guiwenneth dobiega końca. Zabrali ją z powrotem na zachód, odnaleźli dolinę i kamień ojca. Zostawili ją tam, gdyż ten, który ją kochał, podążał tu tuż za nimi, a zza głazów dobiegał śmiech jagad. Jestestwo zamierzało ich zagarnąć.

Dolina była smutnym miejscem. Kamień nad ciałem Peredura zawsze był jasny i gdy Guiwenneth czekała tam w samotności z ziemi wyłonił się duch jej ojca. Zobaczyła go po raz pierwszy on zaś zobaczył ją.

— Jesteś żołędziem, z którego wyrośnie dąb — oznajmił, lecz Guiwenneth go nie zrozumiała.

— Twój smutek przerodzi się we wściekłość — ciągnął Peredur. — Jesteś wygnańcem, jak i ja. Zajmiesz moje miejsce, nie spoczniesz, dopóki najeźdźca nie zniknie z kraju. Będziesz nękała i paliła. Przegonisz go z jego fortów i willi.

— Jak tego dokonam? — zapytała Guiwenneth.

Wokół Peredura uformowały się widmowe postacie wielkich bogów i bogiń. Jego duch uwolnił się bowiem od ściskających palców jagad. Gdy wykonał zobowiązanie, nie miała już do niego praw. W świecie duchów Peredur cieszył się sławą i przewodził rycerzom, którzy towarzyszyli Cernunnosowi, ozdobionemu porożem Panu Zwierząt. Rogaty bóg podniósł Guiwenneth ziemi i tchnął w jej płuca ogień zemsty oraz dał moc przemiany w każde zwierzę z puszczy. Epona dotknęła jej warg i oczu księżycową rosą, aby zaślepiała namiętności mężczyzn. Taranis dał jej siłę i grom. Była teraz silna pod każdym względem.

Stała się wtedy lisicą, która wśliznęła się do fortu Caerwent, gdzie jej przybrana matka spała z Rzymianinem. Gdy się obudził, zobaczył dziewczynę stojącą u jego siennika. Owładnęła nim miłość do niej. Wyszedł w ślad za nią z fortu i ruszył przez noc ku rzece, gdzie zdjęli ubrania i wykąpali się w wodach. Guiwenneth jednak zmieniła się w jastrzębia i przelatując mu nad głową, dziobała go w oczy, aż stał się ślepy. Zabrała go rzeka. Gdy Rhiathan ujrzała ciało męża, pękło jej serce i rzuciła się z wysokich urwisk na morskie skały.

W ten sposób dziewczyna Guiwenneth wróciła do miejsca swych narodzin.”

Miałem zamiar dodać komentarze ale spróbujcie sami zidentyfikować boskie zioła, postacie Dziewięciu Nocnych Łowców i Peredura ich przywódcę Znicza Piorunowego, Który Upadł i został wygnany, zamieniając się potem w Strasza – Welańskiego Orła. (Kim jest straszna Jagad, jedyna którą można prosić o pomoc?)

Las ożywionego mitu otrzymał najwyższą nagrodę w dziedzinie fantasy w świecie anglosaskim – World Fantasy Award za rok 1984.

Jednak nie taką nagrodę powinien był otrzymać sam Robert Holdstock za tę jakże udaną opisową ilustrację idei Wszechjedynego Boru.

Brahma – Indyjski Światowit-Swąt i 4 Bramy Bram w Wielkim Tajemniku Słowiańskim


Brahma standing on a turtle in the center, surrounded by the four Lokapalas, guardians of the Cardinal directions, Anuradhapura Period, Sri Lanka, 9th century. Brahma is Lord of the center. (from the left) Varuna, the Lord of the West and knowledge, with his mount, a horse. Kubera, the Lord of the North and wealth, carrying a mace and with a lion. Yama, the Regent of the south and Lord of death, with a bull. Indra, the Lord of the East and heaven with an elephant, holding a thunderbolt.

Czterogłowy Brama i Łączypałowie (Lokapalas) czyli Stronporowie – bogowie czterech Kirów Świata. U Hindusów Bogami Stron i Pór są: Waruna – Zachód, Pan Wiedzy i Siły, z Koniem; Kubera – Północ, Pan Bogactwa, z Podpłomykiem-Chlebem i z Lwem; Jama – Władca Południa, Pan Śmierci, z Bykiem; Indra, Pan Wschodu i Nieba, ze Słoniem i Błyskawicą. W środku czterogłowy Brahma-Swąt na Żółwiu (Świętogłazie) – Podporze Świata

W Wielkim Tajemniku Słowiańskim ta postać Stwórcy nie występuje w formie osobowej. Tutaj powyżej mamy wedaistyczne przedstawienie Boga Bogów z Czterema Głowami, którego podległymi emanacjami są czterej Strażnicy Kirów – Stronporowie, Kirowie – Bogowie Stron i Pór.

 

W Księdze Tura i Księdze Ruty znajdujemy jednak wyraźne nawiązanie do pojęcia Brahmy – jako źródła i punktu wyjścia-wejścia ze Świata Przedwidzialnego na Świat Widny, a więc z Pierwnicy i Nicy w Świat Stworzony – Przez Swąta. Są to cztery Bramy Bram związane z Czterema kirami Świata i czterema Główniami Boga Bogów.

Encyklopedycznie

Brahma, w mitologii indyjskiej stwórca świata, bóg-stwórca, jedna z osób indyjskiej trójcy – trimurti. Jest on utożsamiany z osobą brodatego starca siedzącego na lotosie, posiadającego cztery głowy i cztery ramiona.

 

Brama – posąg z Halebidu

 

W Polskim Internecie encyklopedycznym jak zwykle lakonicznie, prawie nic  z Wikipedii poniżej:

Brahma ( dewanagari ब्रह्मा , tamil. பிரம்மா ) – w hinduizmie to stwórca wszechświata, który wraz z Wisznu i Śiwą tworzy Trimurti.

Ikonografia

Brahma bywa przedstawiany jako czterogłowy mężczyzna , odziany w krysznadźinambara (skórę z czarnej antylopy) [1].

Kult

  • Największa w Indiach świątynia Brahmy znajduje się w miejscowości Pushkar w Radżastanie. Ta świątynia i położone w pobliżu święte jezioro są od wieków celem pielgrzymek nie tylko wyznawców hinduizmu, lecz także dźinizmu i sikhizmu.
  • Śiwa Temple w Balsane, dystr. Dhule posiada w swoim kompleksie świątynie Brahmy [2].
  • W kompleksie świątynnym dźjotirlingamu Baba Baidyanath w Devgarh w stanie Bihar znajduje się nieduża świątynia o nazwie Shakhichand Ojha zawierająca figurę czterotwarzowego Brahmy [3]

Siedziba

W hinduizmie rezydencją Brahmy jest Brahmaloka (loka – planeta), jedna z tzw. planet niebiańskich. Natomiast w ujęciu jogi

  • wirat,
  • hiranjagarbha i
  • prakryti

są trzema ciałami Brahmy, trzema jego mieszkaniami [4].

  • Tekst upaniszady Ćhandogja (VIII.1.1) a za nią Jogasutra (III.34) wspominają miasto Brahmy w przestrzeni ćakry anahata.
  • Jogabhaszja w komentarzu do sutry III.26 Jogasutry, objaśnia trójpoziomowy świat Brahmy, ponad lokami Indry i Pradźapatiego, jako zawierający kolejno coraz subtelniejsze sfery :
  1. Świat Dźanów – dźanaloka
  2. Świat Żaru – tapoloka
  3. Świat Prawdy – satjaloka [5] .

Znaczenie

  • W mitologii indyjskiej Brahma demiurg, rodzi się z kwiatu lotosu wyrastającego z pępka śpiącego Wisznu; kiedy już wszechświat zostanie stworzony, budzi się Wisznu i bierze go w opiekę na czas jednej kalpy, kosmicznego cyklu trwającego 4 320 000 000 lat ziemskich; po czym Śiwa niszczy go.

Czas trwania wszechświata jest ograniczony i równa się długości życia Brahmy, które trwa 311 040 000 000 000 ziemskich lat, a stanowi 100 „lat Brahmy”. Szacuje się, że aktualnie trwa 51. dzień Brahmy.

  • W wisznuizmie Brahma nie jest konkretną osobą, a raczej pozycją, którą pobożna dusza osiąga w cyklu samsary. Na powierzchni Oceanu Przyczyn unosi się nieskończona ilość wszechświatów i każdy z nich zamieszkiwany jest przez innego Brahmę.
  • Dla jogina Brahma jest wszystkoprzenikającym. W każdej z substancji, która istnieje we wszechświecie, jest obiektem czci oraz podporą dla samadhi. Przykładowo jogini, badając formy któregoś z żywiołów osiągają poprzez medytacje, rozpoznanie tam obecności Brahmy [6].
  • Brahma jest przyczyną przemian pięciu tanmatr [7].
  • Upaniszady stanowią tajemne nauczanie Brahmy [8].

 

Brama – posąg z Halebidu (niesiony przez Skrzystego Orła – Wostrogota)

Hinduizm (z sanskrytu – sindhu, z perskiego – hindu), jedna z najważniejszych, obok dżinizmu i buddyzmu, religii Indii. Od poł. I w. kontynuacja wedyzmu i braminizmu.

Hinduizm jest religią monoteistyczną polegającą na tym, że cześć oddaje się jednemu bogu, który przejawia się pod postaciami wcieleń i żeńskiej energii. W hinduizmie obowiązuje doktryna uznanie autorytetu Wed i pierwszeństwa kasty braminów, zasada ahinsy, uznanie prawa karmana i sansary oraz trzech ścieżek zbawienia.

Ogólna liczba wyznawców hinduzimu określana jest na ok. 640 mln. Obejmuje: Indie, część Pakistanu, Sri Lankę (Cejlon), Nepal, Sikkim, Bali, Trynidad.

Hinduizmu bóstwa

Najważniejszymi pośród bóstw są: Brahma, Wisznu i Śiwa, którzy łączeni są w triadę.

Brahma jest konstruktorem wszechświata, lecz jego moc i elementy stwórcze pochodzą od Wisznu, i to On, a nie Brahma, jest także zachowawcą i utrzymującym wszechświaty. Siwa doprowadza do końca każdy okres zwany kalpą, aż do zagłady świata. Brahma jest bogiem osobowym, przedstawianym jako brodaty mężczyzna, niekiedy z czterema lub pięcioma głowami i czterema ramionami. Żoną Brahmy jest Saraswati.

W Wielkim Tajemniku Słowiańskim Brama Bram jest cząstką Swąta-Świętowita; Wejściem-Wyjściem z Wszego Świata przez które prowadzą też drogi Tajemne pomiędzy Duchowymi Światami: Welą- Zaświatem (Niwami i Nawią stanowiącymi tutaj odpowiednik filozoficznego pojęcia Nawi), Ziemią-Światem Widzialnym Rzeczywistym (odpowiednikiem pojęcia Jawi) i Niebem, Welą- Niwą  jako odpowiednikiem filozoficznego pojęcia Prawii.

W Wielkim Tajemniku można też rozważać postać żony Swąta w którą wcielają się kolejno różne byty żeńskie. Poczynając od Nicy, która się z Nim na Początku zmieszała i od której pochodzili Pierwbogowie – Znicze, przemienieni następnie w Strasze Welańskie, poprzez Strąprzę Wspórę, z którą  miał Stronporów-Kirów Bogów Kirów Świata, a kończąc na Nieistniejącej – tzw. 89 Bogini – Swątlnicy, która podobno zamieszkuje Kłódź wspólnie z Nim, a na Świecie jest widzialna jako Wedrik-Bedrik albo Skrzysta Krowa – Pierwotne, Odradzające się każdego roku Światło Świata.  Hinduistyczne miano tej bogini zdaje się do dzisiaj przechowywać to znaczenie starodawnego wspólnego Słowianom, Irańczykom i Hindusom Jej Imienia: Saraswata czyli Żar Światła, Żar Świata, Żar Święty.

 

Brahma z Muzeum Guimet

 

Wedyzm według Encyklopedii

Wedyzm, najstarsza znana religia Indii, poprzedzająca braminizm i hinduizm, które się z niej wyłoniły. Jest też praźródłem filozofii indyjskiej. Jej podstawę stanowią Wedy. Kult wedyzmu ogniskował się wokół modłów i ofiar, które składano pod gołym niebem – dary ofiarne pochodzenia zwierzęcego i roślinnego spalano bądź wrzucano do wody. Powszechna była ofiara z somy, mająca zapewniać przychylność upajanych tym halucynogennym napojem bogów. Czczone w wedyzmie siły przyrody i kosmiczny ład nie były początkowo personifikowane, stąd brak podobizn bóstw.

Pierwotny panteon tworzyli m.in.: Djaus-pitar (Ojciec Niebo) i Prythiwi (Matka Ziemia) oraz Surja (Słońce), Czandramas (Księżyc), Uszas (Jutrzenka), Waju i Wata (Wiatr), Agni (Ogień). Najważniejszmi bogami wedyzmu byli: Indra, gromowładny pan nieba, pogromcą demonów i opiekun wojowników, oraz Waruna, władca wód kosmicznych, który wraz z Mitrą czuwał nad ładem moralnym w świecie (stróże rity).

Pobożność ludowa wyróżniła Rudrę, złowieszczego boga burzy, wiatru i dzikiej natury. Ci ostatni bogowie dość szybko ulegli upersonifikowaniu. Obok bóstw pojawiają się w wedyzmie boskie zwierzęta, rośliny, rzeki, góry, a także mityczni herosi. Integralną częścią tej religii była wiara w życie pozagrobowe – najpierw w pobliżu domostw rodzinnych, a później w podziemnym królestwie Jamy, boga śmierci.

 

Inna rzeźba Brahmy z Guimet

Jak jest w Wielkim Tajemniku Słowian?

W Wielkim Tajemniku Słowiańskim Djaus-pitarowi odpowiada Dażbóg (Dadźbóg – Niebo) – Dawca Światła, Pan Jasnego Nieba, Prythywi – matka Ziemia, Surja – Swarożyc – Ogień Ziemskiego Nieba, syn Swaroga – Ognia Niebieskiego (Ognia Weli i jej Niw), Czandramasowi odpowiada Miesiąc (w sanskrycie mas, mes – miesiąc), Uszas  odpowiada Jutrzenka (Utryboga), Waju i Wata  mają odpowiedniki w Strzybogu-Wietrze i Stryji-Powietrzu), Agni to Ogień-Żar (Swara), Waruna – Perun, Mitra – Podag-Mir, Rudrze wedaizmu odpowiada odpowiada Dyj-Poświściel.

 

Kolejna postać Brahmy z Muzeum w Guimet

W hinduiźmie a szczególnie w buddyzmie –  jego wysublimowanej według mnie formie skupionej na aspekcie duchowym Wszechświata istnieje pojęcie brahmanu.

 

Napisałem powyżej – w buddyzmie będącym według mnie wysublimowaną formą hinduizmu, ponieważ według wyznawców hinduizmu współczesnego jest on herezją hinduistyczną, a według niektórych filozofów Zachodu doktryną filozoficzną a nie religią.

Co to jest brahman?

encyklopedycznie

Brahman – w filozofii indyjskiej i hinduizmie bezosobowy aspekt Absolutu posiadający w pełni cechę wieczności (sat).

A więc Swąt-Świętowit

Etymologia

Z sanskrytu oznacza wzrastanie, przeobrażanie się, nabieranie siły, rozwój i rozszerzenie.

To właśnie co czyni Swąt-Świętowit

Terminologia

Wyróżnia się dwa aspekty Brahmana: Nirguna-brahman i Saguna-brahman.

Nirguna

To bezpostaciowa, pozbawiona atrybutów najwyższa substancja przenikająca wszechświat i podtrzymująca go. Absolutna wewnętrzna treść wszechświata [1].

Absolutną wewnętrzną treścią Wszechświata jest Swąt-Świętowit (Wszech Świat) – jest on więc jednocześnie nirguną i saguną, pod postaciami różnych Bogów-Emanacji.

Saguna

Saguna-brahman to manifestacja Nirguna brahmana pod dowolną formą. Uważany jest wtedy za symbol Nirguna-brahmana i służy kultowi religijnemu. Hinduiści dedykują swe bhakti Saguna-brahmanowi – najczęściej Wisznu, Śiwie lub Dewi.

Swąt-Świętowit manifestuje się pod dowolnymi obranymi przez siebie formami – postaciami boów poszczególnych aspektów Rzeczy Istności (Rzeczywistości)

Wedy

W wedach obrazem mitycznym brahmana jest skambha – centralna oś świata .

W Wielkim Tajemniku Słowiańskim Drzewo Drzew (centralna oś świata) jest częścią Kłodzi Swąta – jego Domu-Jaja Świata , w którym on stale przebywa – Kłodź-Jajo i Drzewo Drzew są Istotą Swąta-Świętowita.

Według wisznuitów

Wisznuici uważają go za przenikający całe materialne stworzenie blask, którym emanuje Bhagawan. Trzy koncepcje Brahmana: Prakryti jest Brahmanem jako pole działania, Brahmanem jest też dźiwa (dusza indywidualna), która próbuje kontrolować naturę materialną, i Brahmanem jest również kontroler ich obu, który jest rzeczywistym kontrolerem. Wyróżnia się pięć stopni realizacji Brahmana, które nazywa się brahma puccham. Trzy pierwsze spośród nich – annamaya, pranamaya i gjanamaja – związane są z polem działania żywej istoty. Transcendentalnym do wszystkich tych pól działania jest Wisznu, który nazywany jest anandamaja.

Według Adi Śankary

Adi Śankara uważał, że Brahman to niewidzialna, wieczna i niezmienna rzeczywistość. Według niego doświadczamy jej poprzez czas, wielość oraz zmianę. Wiedzy o nim nie możemy zyskać z doświadczenia. Prawdziwą wiedzę o nim możemy zyskać poprzez zrozumienie, że jesteśmy jego częściami, natomiast nie osobnymi jednostkami.

Śankara sądził, że posiadamy w pewnym stopniu jego bezpośrednią intuicję, która jest Brahmanem.

Brahma z Muzeum Sztuki Azji w Berlinie

Buddyzm encyklopedycznie

Buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalistycznych. Rozwijała się począwszy od V w. p.n.e., a jej punkt wyjścia stanowiły nauki głoszone przez Buddę Śakjamuniego. Podstawą buddyzmu są tzw. Cztery Szlachetne Prawdy, objawione przez Buddę w jego pierwszym kazaniu w Benaresie (Waranasi):

1) wszelkie bytowanie to ból i cierpienie – bolesne są narodziny, starość, śmierć, połączenie z niechcianym, rozłączenie z miłym, niezaspokojenie pragnień;

2) źródłem cierpienia jest niewiedza, z której poprzez różne stadia pośrednie wyłania się pożądanie i przywiązanie do życia zamykające człowieka w kręgu wcieleń (reinkarnacja);

3) istnieje możliwość położenia kresu cierpieniu;

4) stwarza ją tzw. Ośmioraka Ścieżka: należyty pogląd, należyty zamiar, należyta mowa, należyte działanie, należyty sposób życia, należyty wysiłek, należyta uwaga, należyta koncentracja;

Indra i Brahma

 

Buddyzm jest systemem autosoteriolegicznym: wskazuje drogę do samowyzwolenia, dostępną dla każdego, kto zechce ją w sposób właściwy praktykować. Nie odwołuje się do Boga – zarówno do Boga-Stwórcy, jak i  doBoga-Zbawcy (dlatego w kategoriach religioznawstwa Zachodu opisywany jest jako doktryna ateistyczna).

Przyjmuje, że u podłoża wszystkiego tkwi odwieczna pustka: śunjata, a świat stanowi dynamiczny układ nieustannie zmieniających się elementów, dharm, które nie istnieją same z siebie, lecz pojawiają się we wzajemnych momentalnych powiązaniach uwarunkowanych przez to, co je poprzedza, i zarazem warunkujących to, co po nich następuje (tzw. Prawo Współzależnego Powstawania sformułowane przez Buddę).

Podobną strukturę ma według buddyzmu osobowość ludzka, dlatego odrzuca on istnienie substancjalnej, trwałej duszy – głosi równocześnie zasadę absolutnej odpowiedzialności za popełnione czyny (tzw. prawo karmana), która trwa tak długo, jak długo człowiek tkwi w kręgu wcieleń. Wyzwalające oświecenie osiąga się bez zbawczej interwencji jakiejkolwiek instancji zewnętrznej, wyłącznie wysiłkiem własnym, odsłaniając i aktualizując tkwiące w samym sobie dyspozycje (każde stworzenie ma według buddyzmu naturę Buddy).

Wiara w Buddę jest wiarą w to, że był on kimś, kto zjawił się na Ziemi, by głosić naukę o wyzwoleniu, a jednocześnie w sposób doskonały ją zrealizował – jest też wiarą w prawdziwość i skuteczność jego nauki. Uważa się go zatem za mistrza duchowego, za nauczyciela, nie za Boga czy zbawiciela. Wyróżnia się cztery historyczne formy buddyzmu:

1) buddyzm pierwotny (trudny do zrekonstruowania z powodu braku dzieł własnych jego twórcy, najwierniej przekazany w kazaniach Buddy spisanych przez jego uczniów),

2) buddyzm hinajana (początek n.e. jego wykład zawarty jest w kanonie palijskim),

3) buddyzm mahajana (również początek n.e. istnieje w wielu odmianach, m.in.: lamaizm, zen),

4) buddyzm mantrajana albo buddyzm tantryczny (ok. V w. n.e.; tantra, wadźrajana).

Buddyzm jest systemem otwartym, pozbawionym rozbudowanej dogmatyki, dlatego mimo całej różnorodności jego szkół i kierunków nie występuje w nim zjawisko herezji (choć on sam, ze względu na odrzucenie objawienia, śruti, uznawany jest za herezję przez wyznawców hindiuzmu).

Stanowi przede wszystkim pewną indywidualną praktyką, której fundament to medytacja i zachowywanie podstawowych zasad etycznych: majtri (współczucia i przyjaznego nastawienia wobec wszystkich istot), ahinsy (nieczynienia krzywdy żadnej z nich), karuny (miłosierdzia) – rytuał i kult nie grają w nim roli pierwszoplanowej.

Nie istnieje też jakaś specjalna forma przyjęcia owej religii – buddystą staje się ten, kto podzielając wiarę w Cztery Szlachetne Prawdy zaczyna dążyć do wyzwolenia. W niektórych tradycjach nawrócenie na buddyzm łączy się z wypowiedzeniem formuły przyjęcia schronienia w tzw. trzech klejnotach buddyzmu: w Buddzie, Dharmie, czyli jego nauce, i Sandze, czyli wspólnocie wyznawców.

Istotną rolę w rozwoju buddyzmu odegrały wspólnoty zakonne, męskie i żeńskie, a także pierwsze sobory (486, 386 lub 376, ok. 250 p.n.e.), na których uporządkowano naukę Buddy, tworząc kanon akceptowany przez wszystkie odłamy tej religii. W Indiach największe wpływy osiągnął buddyzm za panowania cesarza Aśoki (ok. 264-227 p.n.e.). Wkrótce zaczął się rozprzestrzeniać w krajach Azji Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej.

Obecnie liczy ok. 700 mln wyznawców. Dominuje w Nepalu, Laosie, Bhutanie, Tajlandii, Birmie, Kambodży, Sri Lance. Wielu buddystów mieszka też w Chinach, Japonii, Korei Południowej, Wietnamie, Mongolii, Indonezji, Malezji oraz na obszarze Federacji Rosyjskiej. Niewielkie gminy buddyjskie znajdują się w Europie.

W Indiach, swojej ojczyźnie buddyzm, który już wcześniej przeżywał okresy kryzysu, upadł po najazdach muzułmańskich plemion turecko-afgańskich w XI-XIII w. Dziś jest tam niemal nieobecny (wyznaje go ok. 3 800 tys., tj. 0,7% mieszkańców).

Brahma

Krótkie przypomnienie na temat Bramy Bram


Słowiańskie Koło Boskie – KOLESO (Boskie Koleso – Boski Krąg) jest odwzorowaniem Ładu Wszego Świata (Wszechświata, kosmosu). Każda z postaci tego Kolesa, na każdym z poziomów owego Kręgu, jest uosobieniem i przedstawieniem symbolicznym, konkretnej siły wszechświata, działającej w charakterystyczny sposób. Jest uosobieniem mocy lub żywiołu, kiru lub działu, części mocy lub części żywiołu, cząstki pomocniczej mocy lub żywiołu albo działu lub kiru – wszystkie te scharakteryzowane tutaj i rozróżnione oddziaływania będziemy określać, dla prostoty wywodu –  jako siły. Siły te płyną z najwyższego szczebla – od Najwyższego – określonymi kanałami – promienno-energetycznymi  – wlewając się w konkretne zakątki świata, Ziemi,  przenikając i trafiając w określonym splocie sił w każdy byt (ożywiony i nieożywiony) i docierając do jądra każdego bytu. Jest to boski ichor (energia, istota bytu) coś co Hinduiści i Weda nazywają kundalini, ale także dewanagari – co należy odczytywać jako prasłowiańskie (praindoeuropejskie) – DewaN Ogar – Boskie Światło-Ogień a także Boski Ichor – czyli boska krew (energia, moc przenikająca wszystko co istnieje). Nazywają to także w jodze Brahmanem, albo dzielą na siłę Brahmy wszystkoprzenikającego i siłę Wisznu wszystkodzierżącego. My w Wielkim Tajemniku Słowiańskim przekazujemy iż jest to Moc Swąta Bramy Bram – która tymi Czterema Bramami Świata się od Swąta w Świat sączy przenikając WSZYSTKO i która przez owe Bramy Bram weni, wiciuje, owita i niejako zawiesza WSZYSTKO w Jego Wszechogarniających, Wszechdzierżących Swątowych rękach .

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 822 obserwujących.