białczyński

Rafał T. Prinke – THE OCCULT MEANINGS BEHIND POLISH HERALDIC DEVICES


Opracowanie Historii Astrologii Polskiej Rafała T. Prinke, które zamieściliśmy w tym miesiącu na naszym blogu przypomniało mi, iż jego książki Mandala Życia (t.1+t.2) stanowiły wiele lat temu podstawę moich pierwszych warsztatów astrologicznych. Łezka się w oku kręci na widok tych okładek.

Astrologia to jeden z licznych obszarów wiedzy, które musiałem poznać na tyle głęboko, żeby móc wniknąć w sens Wiary Przyrodzonej zanim jeszcze przystąpiłem do odtwarzania słowiańskiej mitologii. Pierwsze moje studia to oczywiście Weda, potem buddyzm Zen w ośrodku krakowskim w latach 70-tych XX wieku (japońska ścieżka medytacji pod wodzą Filipa Kapleau) , potem oczywiście inne Księgi Hinduizmu, joga, astrologia, tarot itp.

Tak „banalne” księgi jak Biblię (rozpowszechnianą jeszcze przez Baptystów Dnia Siódmego przy placu Axentowicza w Krakowie – obok domu moich dziadków – Kapustów i domu mojej żony i rodziny jej matki – domu Olszowskich) i Mity Greckie, Mity Rzymian, Mity Celtów znałem już od dzieciństwa w opracowaniach Gravesa, Frazera, Eliadego i innych wybitnych znawców (od 12 roku życia były to moje główne lektury).

To były jednak tylko podstawy, główny zrąb – wiedzy – stąd do wiedy i Wiedy było jeszcze bardzo bardzo daleko.

Potem zaczęły się studia archeologiczne i dziesiątki innych. Historia – oczywiście przez cały czas już od podstawówki.

Językoznawstwo, lingwistyka, psycholingwistyka i psychologia przekazu oraz systemy komunikacji społecznej były mi potrzebne jeszcze na etapie Grupy Poetyckiej Warkod – łącznie z gruntownymi studiami historii sztuki, historii literatury, w tym szczególnie nowych prądów, awangard plastycznych i literackich.[Nowe prądy w sztuce to praktycznie czas dużo wcześniejszy, opracowania Andrzeja Lama o polskiej awangardzie studiowałem w 1969 roku, zanim zacząłem mniej lub lepiej naśladować Beat Generation z USA, z jej Ginsbergiem i Kerouakiem]

Ktoś powie, że moje wykształcenie to Szkoła Filmowa w Łodzi, ale mimo że nie posiadam dyplomów z zakresu etnografii, lingwistyki, że nie mam indeksu z zaliczeniami z etymologii, czy antropologii porównawczej, a nawet błahego dyplomu polonistyki, czy jakiegoś – byle jakiego dyplomu z byle jakiego religioznawstwa na byle jakim soc-uniwersytecie polskim (co byłoby w sumie nietrudne w latach 1970-1990, kiedy najważniejszym egzaminem był ten z marksizmu-leninizmu, zwanego filozofią), albo slawistyki, czy byle jakiej socjologii – ZAPEWNIAM WAS ŻE ODBYŁEM TE NAUKI – chociaż nie po to żeby mieć dyplomy, ale po to żeby mieć niezbędną  h-o-l-i-s-t-y-c-zn-ą wiedzę, która pozwoli zebrać strzępy, strzępki i strzępeczki – bo taki był stan mitologii Słowian.

Do tego doszły jeszcze konieczne nauki języków – do szkolnego rosyjskiego i niemieckiego trzeba było dodać angielski, i wszystkie inne języki słowiańskie – łącznie ze strzępkami drzewiańskiego, łużyckim dolnym i górnym, gwarami wołoskimi, itp. Oczywiście nie mówię o podstawach greki i łaciny – której socjalistyczna szkoła średnia ani nawet studia wyższe nie dawały i dzisiaj też nie dają.

Studia i zbieranie różnorakich materiałów do mitologii zajęły mi 30 lat.

Między innymi w miarę gruntownie – nie po mistrzowsku rzecz jasna, bo nie zamierzałem się specjalizować – poznałem też astrologię.

Dlatego przedstawiam poniższy tekst, z jednej z anglojęzycznych stron internetowych. Jest on ciekawy dla mnie samego, bo w inny sposób nawiązuje do znaków herbowych słowiańskich, tamg i run, i pozwala spojrzeć z innego  punktu widzenia na herby szlachty polskiej.

Przede wszystkim jednak dowodzi ich głębokiego związku z Wiarą Przyrodzoną i jej najgłębszymi tajemnicami okultystycznymi. Musimy bowiem mieć świadomość, że znaki herbowe nie powstawały w XVIII ani XIX wieku, kiedy to świat się okultyzmem ekscytował, nie powstawały też w wieku XV ani XVI. One tworzyły się na bazie znaków rodowych, znaków granicznych, znaków własności, znaków wojowniczych, znaków garncarskich, znaków świątynnych, znaków WIARY i znaków pisma wiary (taj), przez setki jeśli nie przez tysiące lat wcześniej, zanim znalazły tę rycerską, rodzinną formę herbu. Nie muszę chyba tłumaczyć, że wiele znaków herbowych ma ewidentne pochodzenie sarmackie, scytyjskie, irańskie – czego dowodzą liczne już dzisiaj opracowania, a czemu poświęca uwagę na tym BLOGU zwłaszcza Dobrosław Wierzbowski (do którego artykułów odsyłam). C.B.

Oto ów ciekawy tekst Rafała T. Prinke – niestety, a może dobrze że po angielsku?

THE OCCULT MEANINGS BEHIND POLISH HERALDIC DEVICES

Rafal T. Prinke, Poland

The question of different traditions of magic or secret teachings is generally accepted as an important one but is seldom dealt with. Usually it is stated that all traditions lead to one and the same goal: realization of one’s Higher Self Atman, King or whatever it is called, and a division into several great traditions or paths to enlightment is then given encompassing the Western Tradition of magic, the Eastern Tradition of Yoga and similar techniques, plus sometimes the African Tradition, the Amerindian Tradition, and perhaps the Pacific Tradition. Further, more subtle divisions are used in connection with the Eastern Tradition especially but almost never appear in the Western ones. The only exception seems to be in Witchcraft, where racial and national differences are clearly displayed by Anglo-Saxon, Celtic and other traditions. Witchcraft however should be treated rather as a religion with some admixture of magic than as a branch of magic proper (as defined in SSOTBME). . One of the key concepts of all occult teachings and the region where most of the occultist’s work is performed is the Astral Plane with all its inhabitants which is nothing else but the collective unconscious of Jungian psychology with all its archetypes and atavistic memories. This collective unconscious can be seen as possesing several strata corresponding to different levels of the Astral Plane, not all of which are accessible to everyone. This may be represented diagrammatically as follows:

This „genealogical tree,’ of the unconscious is in several respects similar to the Cabalistic Tree of Life: all we have to do is to add something infinite like Ain Soph or cosmic consciousness, at the top of the diagrams and the individual consciousness at the bottom of it and we will obtain a scheme of developement from Kether (i.e, the most universal and therefor the most abstract, archetypes which lie in the remotest layers of the unconscious mind) to Malkuth (i.e. the world we live in which is our individual consciousness). Of course this scheme is not as clear and simple as the Tree of Life. In fact it is rather confused, since one’s unconscious may draw on many sources from the higher levels which are themselves interrelated and the number of elements is too great to remember. Then what is the use of this „tree” other than an intellectual (conscious) exercise?

Certainly the entities belonging exclusively to the individual unconscious are the easiest to approach as they inhabit the realms lying just beyond the threshold of consciousness. Therefore they may be comparatively easily evoked and then stripped of everything that comes from our own past experiences. What is left belongs to a higher stratum and should in turn be stripped of all that is inherited biologically and so on, until the single universal truth, which is the core of all existence is uncovered and seen in its simplicity. The final step would consist in going still further and merging with the all-pervading cosmic consciousness thus reconciling this last pair of opposites: Self and Non-self. This is somewhat similar to „working the Paths” or „climbing up” the Tree of Life as well as to the „going back” techniques of A. O. Spare.

One may also consciously accept a whole body of any single tradition and force its symbols, images, ideas, correspondences etc, into his own unconscious thus changing it actively and creating an unconscious the content of which is not as individualistic as it used to be but gradually becomes more and more similar to the group unconscious of the particular tradition. Knowing the contents of our unconscious we can utilize it better. This technique may be compared to „drawing Kether to Malkuth”

It seems obvious that the first of these techniques is applicable more to individual work because every person has a different unconscious (which is clear from the diagram) just as each one has a different horoscope. (Cf. the statement in Liber AL „Every man and every woman is a star”.) The second method is mostly though not only, for group work, and probably an obligatory one for members of occult schools and orders as they have to share at least the general structure of their unconscious.

I have sketchily discussed my little theory of the evolution of the unconscious before passing to the main subject of this article in order to show the place and importance of the national unconscious and hereditary unconscious in the constitution of the individual Microcosm. I believe that many national arms, emblems, symbols, etc., as well as those of old families contain a wealth of occult meanings and there is a number of their possible applications.

The Polish nation posseses a body of such symbols which are much older than its known history. The national colours white and red, as well as the arms of Poland, the white eagle are at once recognized as important occult symbols frequently used in alchemical imagery. Less known however and far more interesting are the coats of arms of Polish nobility.

As can be seen from some examples of these coats of arms in their earliest known forms (Table I) there is a striking resemblance to some magical sigils from medieval and later grimoires. In later times under the influence of the West European heraldry, the elements of the coats of arms were convetionalized and represented as realistic objects such as stars, swords, arrows horse shoes etc. but it is still possible to reconstruct the original forms of these signs.

A distinctive feature of Polish heraldry is that one arms could have been used by dozens and in some cases by hundreds of families, all of which were believed to be related to one another though the exact genealogical links were so remote that they were no longer remembered. In fact they preceded the formation of family names. On the other hand, families of the same name may have used different arms which was the sign that they were not related and having the same name was just a coincidence.

There are two main theories concerning the origin of these typically Polish coats of arms. Both of them are very interesting and meaningful from the occult point of view, though the first one is considered historically incorrect. They are shortly as follows:

1) The runic theory: it was developed by Prof. Piekosiziski at the end of the past century. He believed that the heraldic signs evolved from the Scandinavian runes brought to Poland by the Viking invaders who later settled in this country and became the noble class. Several books of his expounded a very elaborate system showing the way in which the coats of arms were generated from runic letters claiming for instance, that the crosses were added after adopting-the Christian religion as a sign of „sanctifying” the symbols.

2) The Sarmatian theory: ‚This is a current theory saying that the coats of arms of Polish novility developed from magical characters of the Sarmatians which were called „tamgas”. According to tradition Polish nobility were the descendants of the ancient Sarmatians, and in fact Poland was often called Sarmatia or Sauromatia. In the 19th century this traditional belief was regarded as a myth, but now it is held to be based on truth. The tamgas were magical signs the exact purpose of which is not Known. They were found on various objects of everyday use, on weapons, jewellery, etc. and were brought to Europe by the Sarmatians in the early centuries A.D, from their homeland on the Black Sea and the Caspian Sea where they bordered with the Persian Empire the land of the Magi. It is easy to see the similarity of the tamgas and the coats of arms of Polish nobility (Table II).

[Ten jeden wyboldowany fragmencik pozwole sobie przetłumaczyć jednak bo ważny:

„…Te znaki zostały znalezione na różnych przedmiotach codziennego użytku, broni, biżuterii, itp. i zostały przywiezione do Europy przez Sarmatów w pierwszych wiekach naszej ery, z ojczyzny nad Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim, gdzie graniczyli z Imperium Perskim i Krainą Magów (lub jak kto woli Ziemią  Trzech Króli). Łatwo jest zobaczyć podobieństwo tamg i herbów szlachty polskiej (tabela II)…”

I skomnetuję go tak: Nie zgadzam się jedynie z tezą, iż został przywieziony z rodowych ziem Scytów i Persów w okolicach I wieku n.e.

Morze Czarne , Kaukaz, Mała Azja, Azja Centralna – aż po Kamczatkę i granicę z Chinami, a także ziemie dzisiaj chińskie np. Pustynia Takla Makan i rzeki Czerczen i Tarym , okolice Jeziora Aralskiego, dzisiejszy Kazahstan a częściowo i Mongolia, a także północny Pakistan, Afganistan i Iran, północno-zachodnie Indie – to rodzime ziemie Scyto-IndoIrano-Słowian, Ludów S-I-S – Sistańczyków. Scytowie mają słowiańskie DNA z hapologrupą R1a1a1 i słowiański wygląd na PODSTAWIE REKONSTRUKCJI CZASZEK. Scytów zna już Biblia w Starym Testamencie. Scytowie i Słowianie sąsiadowali  i tworzyli wspólnoty co najmniej od 20.000 lat, grubo przed epizodami z Żydami, Asyryjczykami, Medami czy Persami, znanymi ze starożytnych kronik i zapisów.

Ale o tym wszystkim Rafał T. Prinke nie mógł wiedzieć dokąd nie było wyników badań genetycznych z 2010 roku. C.B.]

Another interesting and magically significant feature of Polish heraldry is that each coat of arms has a special word associated with it. This word is known as „zawolaniell which means „a call” or „a cry” and very often its meaning and etymology is not known.

So having a magical character (coat of arms) and a word of power („zawolanie”), it seems possible to apply traditional magical techniques in order to get in contact with the „genius” of the family or its collective unconscious. As every individual has his Holy Guardian Angel similarly every family may be said to have its „Holy Guardian Archangel”, which may be contacted in this way.

These heraldic signs may also be looked upon from a different angle. They may be considered to be sigils which used to express some kind of a desire when they were created as the emblem of the family and later the desire itself was forgotten on the conscious level activating the unconscious level. This is similar to the technique used by A.0 Spare, but on a grand scale and with the difference that the sigil itself is not forgotten only the desire is.

Besides the magically looking, typically Polish, coats of arms, Polish nobility use also a number of arms of the Western European type. These include several familiar occult symbolic figures, as for example raven, pelican, long serpent, unicorn, griffin, salamander, sphinx, etc. Of special interest may be two kinds of Caduceus, one of which is a conventional representation with the winged wand of Hermes, surmounted by a triangle of three stars, reminding us of the three Supernals (Kether, Chkmah, Binsh) of the Tree of Life. The other is a pair of black snakes and a golden elemental cross above them (incidentally its „zawolanie’ may be translated as „Golden Freedom”). There is also a Pentagram with a fleur-de-lis on its upper point. The fleur-de-lis is symbolic of the spirits and this is the elemental attribution of that point of the Pentagram. Next comes a red rose surmounted by a golden cross placed on a cross of silver feathers and finally a man opening the jaws of a lion, reminding us of a similar Major Arcanum of the Tarot.

This article does not claim to unveil the hidden wisdom known only to initiates. It simply presents some ideas which appear interesting to me and possibly may open new areas of research for occult students. If anyone has similar ideas or experiences with similar techniques as those suggested here, I would be very glad to hear about it.

Tamgi z książki Sarmaci – profesora TADEUSZA SULIMIRSKIEGO

Tamgi na przedmiotach i broni

Tamgi i herby

Tamgi na kamieniu

Na jednym kamieniu różne fazy rozwoju znaków

Tamgi i runy w sprzączkach ażurowych

 

Tamgi w kształcie litery m i rosyjskiego h – x

Polecam też z prawdziwą przyjemnością inne teksty Rafała T. Prinke na stronie: alchemywebsite :

jak:


Rafal T. Prinke – Hermetic Heraldry

Article originally published in The Hermetic Journal, 1989, 62-78.

czy:


Rafal T. Prinke – Michael Sendivogius and Christian Rosenkreutz.

Article originally published in The Hermetic Journal, 1990, 72-98.
For later research and comprehensive presentation of Sendivogius in English see: Zbigniew Szydlo, Water which does not wet hands. The alchemy of Michael Sendivogius, London-Warsaw 1994.

Alchemia jest odgałęzieniem Arkaimskiej Wiedy tak samo jak Astrologia i Magia, a ogólnie wszystkie te dyscypliny są częścią pierwotnej Wiary Przyrodzonej tak w sensie filozoficznym jak i owocem jej praktyk i liturgii.

Na koniec, z rosyjskiej strony wołchw Roda znaki słowiańskie według tamtejszego zestawienia:


C.B.

Księga Tura – Taja 8 oraz fragment Taji 14 (Stworze i Zdusze, Wielkie Bitwy i Dzikie Łowy w Równonoce i Przesilenia) a także fragment apokryfu „Stworze i Zdusze” (na ten sam temat)

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 23 Grudzień 2010

Świąteczne Prezenty w Pierwszym Dniu Kostromy-Zimy oraz na Święta Świtu Światła Świata:

Świąteczna choinka – To nie dziwne, że przyjął się germański zwyczaj dekorowania zielonego drzewa, zamiast słowiańskiego olbrzymiego słomianego snopa – kolor żółty, pszeniczny, jest słoneczny i bardziej odpowiedni- tak samo jak sam snop ziarnisty (owoc Słońca) bardziej odpowiada temu świętu, ale zielony to jądro wiosny i lata, psychologicznie bardziej przemawia do ludzi stęsknionych zimą za zielenią i wiosną. U nas tym razem choinka prawdziwie zimowa – Mroźny Świerk Zimowy.

 

Copyright © by Czesław Białczyński

Wielki Tajemnik Słowiański – Księga Tura

TAJA 8

O ŚWIECIE NARODZONYM z Boga Bogów, Ludziach powstałych z Potwora Porusza i o ważnym rodzie Gałęzów

według lędziańskich guślarzy z Łężna1, wejunasów plemienia Stawanów z Tękit2 oraz sredeckiej kapiszty Swąta w ziemicy Serdczan3.

Słońce z mrozu, a więc Słońce Mora (Moroza) – inaczej obraz (odbicie) Swarożyca w tynie (niwie) Morów

O świecie zrodzonym z Boga Bogów – według sredeckich kapłanów Swąta i innych podań Timoczan Dunajskich4

Pewnego razu, kiedy Zerywanie mieszkali już w ziemskiej Kolibie, ale w tej starej, i rozdzielili się na rody, a panował nad nimi król królów Goryw z rodu Bardzów, spadła z Nieba wielka księga. Znalazł ją w stepie najstarszy syn królewski Bierło i zaniósł ojcu. Zjechali się wszyscy królowie rodów-plemion i zapytali Gorywa, co jest w niej napisane. Księga ta była wypełniona tajami, których nikt nie potrafił odczytać, jako że ludzie nie znali wtedy taj. Goryw nie wiedział, co im odpowiedzieć, lecz gdy się wahał, nadleciał siwy gołąb. Ptak, który się środkiem nocy wyłonił z głębin ciemności, okrążył ognisko i usiadł na ramieniu króla królów. W jednej chwili Goryw dostrzegł nagle i pojął całą mądrość zawartą w Księdze. Tak im wtedy powiedział:

Ta księga, dana nam z Głębi Nieba przez bogów, zbyt jest obszerna, bym wam o wszystkim mówił. Są tylko trzy pytania, na które, natchniony świętością i światłem ducha odpowiem. A jedno z nich jest – jak się stał wszy świat, drugie – skąd się wzięli ludzie, a trzecie – kto się począł z czego.

Nasz Świat Biały wziął się od Pana, Krasne Słońce z Lica Białobożego, Młode Światło (Księżyc) z Piersi Jego. Białe Zorze z Oczu Bożych, Gęste Gwiazdy z Szat Jego, Bujne Wiatry z Ducha Światłego. Mir i Narod Boży poszedł od Porusza. Jego krzepkie Kości z Kamienia, a jego Ciało z wilgotnej Ziemi. Od jego Kości kości nasze, a z jego Ciała nasze ciało. Stąd, od niego u nas na Ziemi poszli carowie i kniaziowie – z głowy Poruszowej, stąd wojowie, bojarzy – z Poruszowych mości, stąd kmiecie z kolana Poruszowego.

Mroźny Bór, trujące i leczące siły ziół i mrozu – odbicie Żywiołu Boru w Mocy Morów (Władców Mrozu, Zapomnienia, Starości, Choroby, Kirsnu, ale i Gorączki, Jadu-Trucizny i Jadu-Leku, a przez to  i Ozdrowienia; Panowie Krainy Lodu i Śniegu)

Słowo o znaczeniach zawartych w Księdze Głębi (Gołubiej Knidze)

Czudiesnicy timoczańscy z Widina, którzy wieszczą w świątyni Wida-Makowica, tak tłumaczyli wiele wieków później owe słowa zerywańskiego króla królów Gorywa:

Cały świat począł się od Swąta, nasza Biała Ziemia z Białobogi, zaś Czarna Ziemia – Wela – z Czarnoboga. Krasne Słońce (Tarczę Swarożyca) wykuł Swarog z Lica Białobogi. On sam, Swarog – Ogień Niebieski, został poczęty z Białobogi i Czarnogłowa, a zrodził się z jej Lica. Chors i cały jego ród, w tym Księżyc-Młode Światło, wyszli z Piersi Białobożej. Dażbogowie i ich córki Białe Zorze narodzili się z Oczu Białobożych. Gęste Gwiazdy5, żelazne świecące kule, wykuł Swarożyc z Szat Kauków, a Dażbóg rzucił je na Niebo, Swarog i Płon zaś je rozpalili. Bujne Wiatry (Strzybog i Stryja) zrodziły się ze złączonych oddechów – tchu i ducha Kauków, a dzieci Świstów (Pogwizd, Poświst i Dyj) z ich własnych splecionych tchnień.

Świat zwierząt, roślin i ludzi (Mir i Narod) poszedł od Porusza, jako że wszystko, co żywe a śmiertelne, zrodziło się z Wiechcia (rośliny – Zróstowie, zwierzęta – Zwirzowie i ludzie – Zerywanie). Ciało i kości Porusza powstały ze skał i ziemi przy jednym z Dziewięciu Ognisk. Zatem nasze kości i ciało pochodzą z jego ciała i kości.

Carowie-królowie zrodzili się ze złotych gałęzi, co wyrastały u samego wierzchołka Wierszby, czyli z głowy Porusza, wojowie i bojarzy zrodzili się ze srebrnych (żelaznych) gałęzi, które rosną na konarach Wierszby, czyli ze środka, z wnętrza (mości) Poruszowej, zaś kmiecie-wieśniacy narodzili się z brązowych gałęzi wyrastających przy ziemi z pnia Wierszby, czyli z nogi Poruszowej.

Żywioł Nieba w Krainie Mrozu – wysokie niebo podcza lotu – obraz z okna samolotu

Słowo o ukształceniu Gęstych Gwiazd i szatach Czarnogłowa oraz Białobogi

Guślarze z Sierdza6 prawią, że ukształcenie Gęstych Gwiazd przez Swarożyca było jego pierwszą pracą po tym, jak ocalony od Pożary, wraz ze wszystkimi Bogami (na prośbę Swąta) ruszył robić porządki we wszym świecie.

Jasny, twardy Czarnogłów i miękka, ciemna Białoboga mieli szaty z żelaza. Czarnowłosy i czarnobrody Czarnogłów miał szatę czarną, w dłoniach dzierżył ostre, Świecące jasno narzędzia wojownika –włócznię, topór, bęben i siodło, a rządził dworami bogów zimnych, białych i śnieżnych oraz bogami martwych pór. Białoboga – białowłosa, odziana w białą szatę, trzymała w rękach czarne obłe przedmioty: grudę-kulę Ziemi, kulisty dzban, motek wełny i hak wędy, a rządziła dworami ciepłych, dobrych bogów. Swarożyc wyprawił się do ich trzemów welańskich i urwał każdemu połeć szaty. Z podartych szat zmiętych w kule powstały czarne i białe gwiazdy, które zostały rzucone na Niebo. Gdy Swarog je rozpalił, czarne zapłonęły czerwono, białe niebiesko, a cała Gęstwa przybrała wygląd szala-drogi wiodącej ku Bramie Bram. Niektóre jednak pozostały białe, a niektóre czarne.

Sporowie zmożeni

Słowo o królach zrodzonych z Porusza

Czudiesnicy z Widina dodają, że jest wiadome, iż wprost od Świci-Gałęzy zrodzili się dwaj królowie wielkich plemion – Derwan i Ruszłan (Urusłan-Rusłan). Od pierwszego bierze początek plemię Drewlanów, od drugiego zaś plemię Rosów-Rusów znad ruczaju Roś. Miano Derwana pochodzić ma wprost od Drzewa Drzew, zaś drugiego króla od bogini Roszy, która wychowała Rusłana i obdarzyła go swymi łaskami. Przetrwał on jako jedyny ze Stwolinów. Nigdy nie został rażony w bitwie ni pojedynku i ożenił się z księżniczką Iwną pochodzącą z ludu Windów-Wędów7, którą wyzwolił od zalegającego dno Białego Jeziora potwora Jędzóra. Jędzór miał pożreć piękną Iwę jako kolejną ofiarę składaną corocznie Białemu Diwowi8. Pokonawszy potwora, Rusłan wydobył z dna jeziora samoświecący kamień, porwał księżniczkę nad dunaj Roś, tu posiadł ją i zapłodnił. Potem odjechał, a z księżniczki Iwny narodził się jego syn Rus, zwany też Iwaszką. Od nich obu poszło nazwanie Rusów.

Słońce i Niebo odbite w Zmarzlinie – obraz dwóch Żywiołów w Mocy Morów

Słowo o Żywiołach Swarogu i Dażbogu

Kapłani ze Sredca tłumaczą, dlaczego Dażboga nazywa się synem Swarogowym, choć wcale jako Niebieskie Światło nie jest synem Niebieskiego Ognia. Jest tak, według nich, z dwóch powodów.

Po pierwsze utarło się mówić o boskim Świetle Dażbóg, a o boskim Ogniu Swarog, tak samo jak o ziemskim ogniu mówi się Swarożyc, o ziemskiej błyskawicy Perunic, a o ziemskim młodym świetle – Miesiąc lub Księżyc. Jest prawdą, że w brzuchu Pierwnicy pierwsza zażgnęła się iskra – czyli boski Ogień. Dopiero zaś wtedy, gdy Swąt odłączył się od Pierwnicy, buchnął on blaskiem – boskim Światłem. Od ognia więc światło pochodzi, jak chcą twierdzić niektórzy. Ale prawdą jest też, że i ogień (żar), i światło (blask) oba rodzą się z iskry, która wszak nie jest ni jednym, ni drugim. Iskra była ziarnem, z którego wszystko, cały świat, zlągł się i wywił. Drugi powód, dla którego widzą w Dażbogu syna Swarogowego, jest ten, że Swarog był pierwszym z bogów przybyłych na Ziemię w Bitwie Żywiołów. Tak więc Ogień był pierwszy na Ziemi i sparzył się z Siemią Matką, a ich oboje przykryli swym zielonym płaszczem Wodowie. Perun dobył ich na wierzch spod wód, a Wiłowie-Knowie zasadzili ziarno znalezione przez Spora. Dopiero kiedy już wyrosła Ósica, nadciągnęli Sołowie (Dażbogowie) z blaskiem niebieskim, a wykute przez nich ze Swarogami Sklepienie wsparło się na Ósicy. Dażbóg zatem przybył na Ziemię ostatni, a Swarog pierwszy – najpierw był tu Ogień, a na koniec Światło Nieba.

Żywioł Matki Ziemi poprzez mroźne kurtyny

Słowo o Księdze Głębi – Knidze Knig

Jak twierdzą guślarze Lężańscy, Gołubia Kniga była przechowywana przez wszystkich władców Zerywańskich aż do wypędzenia ze Starej Koliby. Kilka kart z tej knigi ocalało i znalazło się w ręku Suki Sławy, gdy Dwanaście Suk i Dwunastu Odyńców przybyło do Nowej Koliby. Te karty trzymali później królowie Siedmiu Ludów i na nie przysięgali za każdym razem, gdy obejmowali władzę. Mieli prowadzić swe ludy przez świat z poszanowaniem wiary oraz skromności, w przykładnym żywocie, z dala od zbytku, bez używania zabronionych ludziom boskich taj. Dlatego, od tej chwili, wszyscy najwyżsi władcy Sławian tytułowani byli kniaziami – tymi, którzy posiedli tajemnicę Gołubiej Knigi. U Serbów i Bułgarów strzępy tej Księgi Gołębiej, zwanej też Księgą Głębi, przetrwały do dziś.

Ta Księga Głęboka jest Księgą Ksiąg (Knigą Knig) i od niej pochodzą wszelkie księgi Nieba i Ziemi – z niej się wywodzą słowa, w niej są od samego początku zawarte znaki, od niej pochodzi pismo. Kniga została zrobiona z czarownych gałęzi Drzewa Drzew. Wiele gałęzi się obłamało, kiedy Diw-Ładziw wdrapał się na wierzchołek i nie chciał stamtąd zejść. Rzecz działa się w czasie Siódmej Bitwy w Wojnie o Krąg. Knowie-Wiłowie i Ładowie zbierali wtedy po bitwie, ze Swątowego polecenia, gałęzie i liście. Mieli je spalić w Ognisku Ognisk na Równi. To wtedy Łado ukradł płonną gałąź, a Kupała drzazgi, z których zrodzili się Stwolinowie. Borowił zaś i Lesza-Borana zrobili cztery księgi tnąc jedną z gałęzi Wierszby na deszczułki. Trzy z Ksiąg zabrali Mokosze, a czwartą Chors. Tę właśnie, zapisaną tajami przez Chorsa, zwiemy Księgą Głębi. Dlatego prośby do Bogów i wiadomości dla nich do dziś ryje się i zapisuje na brzozowej korze albo na brzozowych deszczułkach i wiesza na gałęziach brzóz w borze, skąd je biorą Wilce-Sjeny i niosą ku Bogom na Welę. Dlatego też w każdej najmniejszej wiosce Sławian sadza się pośrodku drzewo Zapis, które troskliwie się pielęgnuje, bo przypomina ono nie tylko Drzewo Drzew, ale i Księgę Ksiąg, którą stanowi każdą swoją gałązką, konarem i listkiem. Na nim także wiesza się bajorki – wstążki proszalne, wymawiając życzenia i prośby do bogów. Od stanu i mocy tego drzewa zależy dola całej wsi i najbliższej okolicy9.

Inni twierdzą, że Księgi Mokoszów są zrobione na glinianych stronnicach, i że Księga Głębi także była z kamienia.

Jeszcze inni prawią, że to Plątwa-Przepigoła ukształciła pierwszą księgę, klejąc własną śliną opadłe, suche listki Wierszby. Ponoć dlatego słowo zapisane na korze lub stronnicy zwie się właśnie wierszem, a przez owę ślinę Przepigoły słowo zapisane nie zawsze jest prawdziwe i nie zawsze odpowiada myśli.

Królewskie – kniagińskie  pióropusze i szmamańskie wstęgi – bajorki, węsiorki

Słowo o królu królów Gorywie oraz jego synu Bierle

Tytuł cara, jaki nosił Goryw, przysługiwał zawsze tylko królowi wszystkich królów, którego wybierali spomiędzy siebie kniazie. Oznaczał on najwyższego czarownika, podlegającego bogini Czarze – Pani Mądrości i Wiary, posiadającego także prawo do Czary-Dzbana Zerywanów oraz wiedzy zawartej w Księdze Ksiąg. Car panował do końca swych dni, po jego śmierci wybierano spomiędzy kniaziów nowego. A czyniono tak, bowiem jak nad bogami panuje Bóg Bogów, tak nad królami musi panować Król Królów – car10.

Po Gorywie, który był porywczy, lecz rządził szczęśliwie, objął władzę jego syn Bierło, który tak był ciekaw znaczenia Taj, że rozpoczął o nie wojnę z Bogami, po której ludzi wyrzucono ze starej Koliby.

Niektórzy stwierdzają z całą stanowczością, że Bierło nie był winny rozpętania owej strasznej wojny, od której byliby wyginęli wszyscy Zerywanie. Ich zdaniem, już kiedy Bierło był dzieckiem, padł ofiarą Plątwy-Przepigoły, która sprawiła, że to on właśnie, znany z wielkiej ciekawości najmłodszy syn Gorywa, znalazł Księgę Głębi. Inną jest sprawą, że Bierło był nienasycony, wszystkiego chciał mieć więcej, a najwięcej chciał przeróść swego ojca Gorywa i pradziada Bogdara. Dlatego było wiadome, że nie poprzestanie na tym, co ojciec powiedział, i sam będzie chciał odczytać wszystkie tajemnice zawarte w Księdze. Niektórzy znów, zwłaszcza żercy ludu Wędów, znani wrogowie Chorsa, wywodzą, że Chors-Książ rzucił Zerywanom Księgę Ksiąg, działając przeciw swoim wrogom Dziewom, Perunowi i Matce Ziemi, którzy sprzyjali zawsze ludziom i troszczyli się o nich. Tak więc Chors miał działać przeciw Ludziom i to on uknuł spisek, który wywołał Wojnę o Taje, bo Chors chciał się zemścić na tych, którzy kiedyś obdarli go ze skóry i uczynili z niej Bęben11.

Takimi samymi królami królów jak Goryw i Bierło – carami – byli: wcześniej Pirst, a później Maha, Mądżak, Boza, Boj, Koczerga, Krak I, Kij, niektórzy Swewaldycze, Drogowit Stodorański, Sław Stomogilen, a także ich następcy znani już z pisanych dziejów Sławian, jak na przykład Samon, Świętopełk Wielkomorawski, Symeon Bułgarski, Bolesław Chrobry, niektórzy Jagiellonowie czy Katarzyna Wielka i inni Romanowowie.

Swąt-Gałęzowie w Tynie Morów (pióro Wostrogota?, szczeć Świętogłazy?, sierść Świchrza?, łapa-Świćgałęzy?)

O ważnym i dziwnym rodzie Głęzów, zwanych też Zgłęzami12

Nie ma dziwniejszego, ale i ważniejszego rodu pod gwiazdami niźli Głęzowie. Wieści o nich i ich wyglądzie, a i o tym, czym się zajmują na tym świecie, są różne i niepewne. W wielu sprawach tyczących się Głęzów nie ma zgody między kątynami, kościołami i kapisztami przeróżnych ziemic Sławów. Co do jednego wszyscy są zgodni, że Głęzowie zrodzili się chwilę przed narodzinami Śmiertelników, to jest ludzi, zwierząt i roślin. Nie ma już wszelako zgody co do tego, jak ich właściwie zwać ani ilu jest członków w tym ważnym rodzie, ani jak które z nich dziś wygląda i gdzie dokładnie przebywa.

Żercy z Łężna prawią, że jest aż pięcioro Głęzów i można ich zwać zarówno Głazami, Gałęzami, jak i Głązami czy Głęzami albo też Zgałęzami, Zgłazami, Zgłęzami lub Zgęzłami. Narodzili się oni od dotknięcia Swąta tak samo jak i ludzie, tego samego dnia, kiedy Swąt spoczął na Głazie Głazów po wielkim znoju stwarzania Świata. Bóg Bogów chciał się wtedy ochłodzić, a że był wielce utrudzony, ręka mu się omsknęła i odłamał cały konar Wierszby. Pachał się nim dobrą chwilę, a potem odłamał z niego gałązki na Wiecheć, którym obtarł czoło i szyję zlane boskim istem. Z tego Wiechcia, ciśniętego do tyłu, zrodzili się później ludzie. Bóg Bogów narwał innych gałęzi z drzewa i uczynił nowy wiecheć-miotłę do kąpieli. Podszedł do Źródła Źródeł – Modrego Banioru i wykąpał się. Kiedy wrócił, zarówno głaz, jak i konar-gałąź żyły już, przesiąkły bowiem istem Światowitowym.

Tak więc według większości kątyn wschodnich – burskich i budynowskich, w tym zwłaszcza kątyn znad Sanu i Wiaru oraz spadkobierców kapiszty białobożskiej z Nowogrodu13 w jednej chwili narodzili się z Wiechcia Ludzie i Głęzowie: Swić-Gałęza14 z gałęzi Drzewa Drzew oraz Święta-Głaza poczęta przez Swąta z Głaza Głazów, na którym siedział.

Żercy kątyn lugijskich, zwłaszcza lędzińskiej świątyni w Lężnie, powiadają, że to nieprawda. Po pierwsze ludzie zrodzili się później, dopiero po założeniu uprawy przez Kauków, a ich wychów trwał całą welańską noc. Dopiero następnego ranka wylęgli się Zerywanie i zostali zerwani z zagonu przez prarodziców. Po drugie, ludzie zrodzili się z Wiechcia, którym się Bóg Bogów oćwiczył i obtarł w kąpieli, a nie z tego, którym ocierał czoło. Ten pierwszy nasiąkł tylko boskim potem i z niego zrodził się Świchrz, zwany też Wichrzem – wierzchowiec Swąta, jeden z pięciu Głęzów. Z konara obłamanego przez Swąta narodziła się Świć-Gałęza – Zwierz Zwierzów, potężna i rosochata, okryta futrem i łuskami tak, jako drzewo okryte jest korą i liśćmi. Z kamienia, na którym Bóg Bogów siedział, czyli z Głaza Głazów, zrodziła się Święta-Głaza, ze Skały Skał, o którą się Bóg Bogów oparł dłonią, przyszła do żywota Świętoskała. Swatyr-Ałatyr, zwany Królem Kamieni i Żywym Kamieniem albo Kamieniem Kamieni, dostał życie dopiero wtedy, gdy Swąt wracał z kąpieli i spostrzegł porywających Wiecheć Kauków. Rzucił za nimi owym kamieniem leżącym przy Skale Skał.

Kamień Swatyr został przyniesiony na Welę przez Swąta razem ze Światogorem-Poruszem, który zaciskał ów kamień w dłoniach.

Niektórzy mówią, że to Świćgałęza zamienia się w wierzchowca Świchrza, kiedy Bóg Bogów pragnie się szybko przemieścić przez świat. Inni jeszcze, że otrzymała tak piękny wygląd (postać wierzchowca) przez zetknięcie z dłonią Boga Bogów, i że ów biały jak śnieg koń jest strażnikiem Kłódzi. Mówią też oni, że Swatyr pozostał na dnie Bołotyku i stamtąd rządzi wszemi kamieniami całego świata.

Są i tacy, co sądzą, że to Świętoskała jest owym żywym kamieniem – królem wszystkich kamieni Ziemi i że to ona daje polecenia Simowi. Spotyka się zdania, że Swatyr rządzi kamieniami leżącymi pod wodą, Świętoskała tymi w Niebie, Świętogłaza tymi na Weli, zaś ziemskimi skałami i kamieniami rządzą tylko Sim i Skalnik.

Świćgałęza dzień i noc pilnuje Drzewa Drzew przed dotknięciem, a nawet spojrzeniem niepowołanych. Strzeże ona Kłódzi od strony powietrza i Wysokiego Nieba. Świętogłaza waruje u progu zamyku Kłódź i strzeże dostępu na Ziemi, pilnując by nikt progu nie przestąpił. Świętoskała zamyka drogę do drugiego kręgu Kłódzi – Warowni Swąta – i czuwa nad nieskalanym Źródłem Źródeł u Modrego Banioru, a także broni Kłódzi od spodu, od strony Podziemia. Swatyr spoczywa na dnie strumienia wypływającego z Banioru i tworzącego potem spadającą z Równi Spadospadem Rzekę Rzek – Pętlicę. Broni on dostępu każdemu, kto by się tu chciał dostać drogą wodną. Wszyscy oni czuwają nieprzerwanie, nigdy nie zasypiają i nigdy nie są zmęczeni.

Tylko Głęzowie widują Swąta, jako że są jego sługami. Świchrz nosi Swąta do boju, gdy opuszcza on Kłódź rozsądzać spory i walki. Świchrz zwołuje też bogów na Zbór, gdy Ojciec Ojców, Pan Panów chce im dać kolejną Rzecz uczynioną przez siebie albo udzielić rady, albo ich ukarać. Jak wiadomo, Swąt po trzykroć wychodził z Kłódzi, a według pliskiej wyroczni Wida-Makowica, wielkiej stróży-wieszczycy Jelony15, wyjdzie jeszcze tylko jeden raz, by zniszczyć wszy świat16.

Jeśli idzie o wygląd Głęzów, to, jak powiedziano, jest on dziwny. Troje z Głęzów ma kształty kamieni. Świętogłaza przypomina wielkiego jak góra kamiennego żółwia. Zanim ożyła, była Głazem Głazów i pozostaje nim w dalszym ciągu. Żółw zresztą od niej właśnie otrzymał grubą skórę i tęgą skorupę, bo zrobiło się jej żal, że Swarożyc tak bezlitośnie pali zwierza swoją Tarczą. Żółw przypłacił ten podarek powolnością i niemrawością, ale za to zyskał bezpieczeństwo od drapieżców, ciepły wygodny dom, który ze sobą nosi, i długowieczność. Żółwie właśnie dlatego są powszechnie czczone, a szczególnie wśród Lęgów, którzy są wyznawcami Matki Ziemi (i wszystkich bóstw związanych z Żywiołem Ziemi, kopalinami i skałami), że są pod opieką Świętogłazy. O Świchrzu wiemy, że ma wygląd wierzchowca, bardzo szybkiego ogiera siwej maści, skrzystego i krwiożerczego. Świętoskała przypomina ponoć skamieniałego Wieloryba z na wpół otwartą paszczą-pieczarą. Jedno słabe tchnienie tej paszczy wciąga śmiałków w welańską Bramę Bram lub rzuca ich w Nawie. Są tacy, którzy mówią, że to jest właśnie Brama Bram Weli i przez paszczę Świętoskały prowadzić ma droga do Pierwnicy. Swatyr przypomina trójkątny spory kamień czarnej barwy, ma wygląd klina, a w sobie ciężar dziesięciu Ziem. Jest przy tym ciepłym i żywym kamieniem. Pod jego opieką są wszystkie kamienie Ziemi, które wszak stanowią ostatni szczebel ziemskiego życia. Życie w nich płynie wyjątkowo wolno, niezauważalnie, ale myli się, kto uważa kamienie, glebę czy piasek za martwe. Taki jest Swatyr – gdzie upadł rzucony przez Swąta, tam leży, dokąd go zanieśli bogowie, tam był, ale cały czas robi swoje i nic ani nikt nie może przepłynąć ani przejść obok tego Kamienia Kamieni w górę strugi Pełnicy. Wreszcie Świćgałęza jest okryta szczecią i łuskami, ma rosochate odnóża – wiele nóg, wiele rąk i wiele skrzydeł. Te rosochate ręce i nogi zakończone są ostrymi pazurami-hakami i drą ofiary na strzępy. Świćgałęza przypomina więc wyglądem inoga, ale jest boskim pomocnikiem – Głęzem. Wszyscy ci słudzy Swąta czerpią z jego istu, są więc świetliści, oślepiający, pałają prawdziwym żarem. Nawet bogowie nie odważają się ich dotknąć ani blisko podejść. Wyjątkiem był tutaj Diw-Ładziw. Ale o tym prawi już inna taja.

Przypisy do Taji 8

1 Łężno (Leżno), należące do plemienia Lędzian z ludu Lęgów-Lugiów, było dla wszystkich Lęgów tak samo ważnym ośrodkiem wiary przyrodzonej, jak dla ludu Budynów Gleń, dla Wędów Wineta (a później Arkona), dla Nurów Karodunon albo Nurz, dla ludu Burów Białoboże, dla ludu Mazów Tłoka, dla Serbów Sarbakon, a dla Istów Romowe. Każdy z tych najstarszych głównych ośrodków religijnych miał nieco inny wygląd i organizację. Pięć z nich mieściło się w dużych grodach albo w ich bezpośrednim sąsiedztwie (Wineta, Gleń, Karoduna, Nurz, Sarbakon), jeden był w całości grodem świętym (Romowe), jeden odosobnionym uroczyskiem (Białoboże). Jeszcze innego rodzaju ośrodek stanowiło Leżno, gdzie mieściła się tylko świątynia i budynki zajmowane przez opiekujących się nią kapłanów. Znajdował się tutaj święty krąg złożony z posągów dwudziestu bogów Żywiołów i bogów Mocy. Drewniane posągi, odkryte przez archeologów, miały wysokość od 1,5 metra do 3,5 metra i były „jednogłowami”. Podobne kręgi tworzono również poza świątyniami w ważnych Świętych miejscach, na wzgórzach-bugryszczach (np. Ślęża, Perynia, Łysa Góra i wiele innych) oraz trebiszczach, na terenie wszystkich ziemic Sławiana.

a Patrz np.: SSS, Pradzieje ziem polskich (praca zbiorowa), W. Hensel Polska starożytna, W. Szafrański Prahistoria religii na ziemiach polskich.

2 Stawanowie – duże plemię pochodzące z ludu Burów. W jego skład prócz właściwych Stawanówa wchodzili Sułonowie, Słowenowie, Słubowie, Słowowie, Skołoci, Sękołowie (Skołowie) i Sklawinib. Od nich wywodzi się nazwa Słowianie, jako że stanowili bardzo ruchliwą grupę, która wędrując w rozmaitych kierunkach, weszła w skład wielu ludów. W końcu wszyscy Słowianie przyjęli miano, jakim zwali sami siebie Słowowie, którzy wszyscy pochodzą od synów królowej Soławy – córy Swarożyca i Ziemianki. Słowowie zamieszkali nad jeziorem, które nazwali imieniem królowej, czyli nad Jeziorem Sławskim. Nazwa Słowianie znaczy po prostu Dzieci (Wiano) Słońca (Swarożyca-Soła-Sołnca). Rdzeń sou (soł) ma podwójne znaczenie: wilgotny (mokry) i słoneczny (gorący, ślący ciepło). Końcówka -wianie oznacza zwieńczenie, wiano, wierzchlisko (wierzchołek i źródło), wierch, wiatr, weń – powietrze. Niektórzy uważają jednak, że nazwa Sławianie znaczy Wiano Wądy (Suawianie), i że w związku z tym wszyscy oni pochodzą od starożytnych Wędów (Wenedów Łużycko-Wiślańskich). Miano tego wielkiego ludu Ziemi bierze się także, według innych podań, stąd, że posługiwali się tylko słowem, a nie zapisem (zapisywanie słów było im zabronione przez bogów). Większość obcych przyjęła nazwę za pośrednictwem wielkiego plemienia Sklawinów, którzy w V-VI wieku zaatakowali Bizancjum i rozbite Zachodnie Cesarstwo Rzymskie, zajmując Panonię-Bołotoń, tereny Alp (Góry Alków) oraz ziemice naddunajskie i nadadriatyckie. Nad Dobrudżą i na naddunajskiej ziemicy Stomogile rządził przed bułgarskim carem Asparuchem (z ludu tureckich Protobułgarów) słowiański car Sław Stomogilen, mający przydomek stąd, iż wzniósł w swoim państwie sto kurhanówc.

Kapiszta w Tękitach była ośrodkiem wiary dla plemienia rdzennych Stawanów, którzy żyli na północy, w Krainie Jezior, w bliskości Istów, z którymi się później zmieszali. Archeologowie odkryli w Tękitach ślady świątynid.

a O Stawanach ze starożytnych zapisów Ptolemeusza patrz np. SSS t. V, str.408.

b Część uczonych wywodzi miano Słowian od pojęcia słow – ludzie swoi, inni od sou Ł wilgoć, czyli mieszkający na błotach i nad wodami. Z tego samego rdzenia sou wywodzi się jednak znaczenie Słońce, Sol, Słowo, Sława, Suł, słać, posyłać, słaniać, Usłań [patrz SEB str. 499-501,507, 525]. Inna grupa uczonych uważa zatem, że nazwa Sławianie (Słowianie) została wzięta od plemienia zamieszkałego pierwotnie nad Jeziorem Słowo, jeszcze inni zaś, że od plemienia Sklawenów albo Skołotów. Są i tacy, którzy uważają, że tę nazwę pochodzącą z germańskiego nadali Słowianom Goci, wywodzą ją więc od slawan – milczeć lub sklawe – niewolnik.

Warto zwrócić uwagę, że rdzeń sklaw (skalw) określa w językach słowiańskich po pierwsze „skałę, kamień, glinę”, a po drugie „błoto, bagno, kał” [patrz: T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice…, str. 131-137; H. Łowmiański Początki Polski t. I, str. 177-180, t. 11, str. 44 i nast.; L. Niederle Slovanske starożitnosti t. II, str. 469-484; J.P. Szafarzyk Słowiańskie starożytności t. I, str. 293, 305, t. II, str. 47; SSS t. V, str. 274 i inne].

c Nomenklatura ta jest potwierdzona dla Dobrudży przez wczesnośredniowieczne źródła [Kedrenos – Skylitzes II, 594]. O carze Sławie – SSS t. V, str. 23.

d Patrz np.: B. Gierlach Świt Mazowsza.

3 Sredczanie, jedno z małych plemion Antów-Wątów. Zwani tak od swojego położenia w sredcu, czyli środku – sercu Nowej Koliby nad Dunajem, pośród innych plemion Sławian, Niektórzy twierdzą, że zamieszkiwali początkowo w dorzeczu dunaju Seret. Ich głównym ośrodkiem stał się w późniejszym czasie gród Sredec, gdzie mieściła się jedna z poświadczonych przez wielu kronikarzy kapiszt Swąta-Światowita. Sredec stał się później stolicą Bułgarii i nazwano go Sofią,

Niektórzy uważają Sredczan za odłam dużego plemienia Timoczan. Inni umieszczają ich pierwotne siedziby nad rzekami Seret i Birład, gdzie mieścił się prastary gród Birład. Wcześniej kapiszta Swąta znajdowała się w opanowanym przez Seredczan w VII wieku grodzie Swisztow, a jeszcze wcześniej właśnie nad górnym Seretem. Ich ziemica rozciągała się pomiędzy ziemiami Siedmiu Rodów, Siewierzan, Zagorian, Smoleńców, Strumińców, Morawian, Timoczan, Gątów i Sękołów. Starorzymską Trację, Dację, Panonię i Macedonię zasiedlało 25 plemion słowiańskicha. Niektórzy uważają Sredczan za dawnych władców tych plemion. Później (VII-V111 w.) ulegli oni w walce bitnym turskim Protobułgarom i przestali odgrywać ważną rolę na Bałkanach. Według zwolenników tej teorii, stolica owej wspólnotowej ziemicy Słowian Południowych mieściła się w V wieku w Dobrudży. Stare kroniki zachowały imię ich króla-kniazia Sława, który panował przed pierwszym protobułgarskim władcą Asparuchemb.

Timoczanie zajmowali ziemie po obu stronach Dunaju, ale głównie na północy, nad Cisą aż po górną Maruszę. W VI wieku zostali zepchnięci przez Awarów bardziej na południe. Świątynie w Widinie i Sredcu, a wcześniej Swisztowie, znajdowały się pod opieką witiaziów – kapłanów-wojowników odpowiadających dokładnie arkońskim witungom. Należeli oni do tej samej gromady kapłanów służących Swętowitowic.

Antowie to duże plemię wywodzące się z ludu Budynów zmieszanego w czasie walk i wędrówek z plemionami burskimi. Antom przewodzili w pewnym okresie Wędowie-Wętowie Nadczarnomorscy. Plemię to wraz ze Sklawinami, drugim dużym słowiańskim ugrupowaniem plemiennym (o mieszanym pochodzeniu nurskolęgsko-sorbomazowskim), któremu przewodzili potomkowie Stawanów – Sławowie Nadłabscy, zajęło w wieku IV-VI całą południowo-wschodnią Europę po Alpy i Apeniny, Wyspy Egejskie i Dalmatyńskie, Kretę i Sycylię. Sławianie weszli też wtedy do Azji Mniejszejd.

a Według przekazu Mojżesza z Chorene [patrz SSS t. V, str. 157-158 – o Siedmiu Rodach].

b O carze Sławie panującym w Ziemi Karwuńskiej, utożsamianej z Dobrudżą, wspomina apokryficzny latopis bułgarski (Skazanije Isaja proroka – XI wiek) [SSS t. V. str. 238].

c O Timoczanach, Widinie, Sredcu, Swisztowie i Sredczanach – patrz np. SSS (pod odpowiednimi hasłami, zwłaszcza Sofia t. V, str. 328). O witungach – patrz w przypisach do poprzednich taj, np. do Tai Drugiej.

d O Antach – patrz np. SSS, MSKDS i wiele innych, łącznie z przypisami do poprzednich taj.

4 Chodzi tu O Gołubią Knigę i Setnik południowosłowiański, a także o zapiski Latopisów ruskich. Powieść doroczna, pod rokiem 1071 podaje zrąb owej mitycznej opowieści w „Sporze Jana Wiatycza wojewody Świętosława z Wołchwami”a.

a Stich o Gołubinej Knigie, spisany w 1861 roku zbiór ustnych podań i opowieści duchowych z głębokiej przeszłości, przypomniany w roku 1935 przez Stanisława Schayera.

5 Gęste Gwiazdy to Droga Mleczna powstała z szaty Białobogi i Czarnogłowa.

6 Sierdz – dzisiejszy Sieradz, znany starożytnym kronikarzom pod celtycką nazwą Setidawaa. Stąd pochodzi zrąb mitu o narodzinach ludzi oraz o walce o Bułę między Białym i Czarnym Bogiem.

a Za Setidawę niektórzy uważali również Szczecin [patrz przypis 4 do Tai Czwartej]. Identyfikuje się ją również jako dacką Getidawę.

7 Chodzi tu o Wędów-Wędsysłów, zwanych też Susłami albo Węsami-Wężami, którzy w tym czasie zajmowali ziemice nad Jeziorem Ilmeń i Jeziorem Białym. To właśnie z plemienia Węsów (Wędsysłów) oraz Wądalów wywodziły się najbardziej awanturnicze i bitne grupy wojów – Wojsko Bractwa Wilkówa. Wyprawiali się oni do Skandynawii, na ziemice Nurów i daleko na Zachód w poszukiwaniu drogi w Zaświaty. Z tego licznego plemienia pozostały w IX wieku już tylko niedobitki w Nadłabiu Susłowie. Nie podlegali oni obcym królom aż do swego upadku w IX wieku, po przegranej bitwie z Germanamib.

W oryginale podania mowa jest o pobycie Rusłana w Indii. Chodzi tutaj o Windię (Wenedię), a nie o Indie. Wędię-Windię często nazywano Indią albo mylono z Indiami, Wędów-Wenedów zaś mieniono Windami lub Ind a mi. Żołnierze rzymscy w roku 5 n.e. pojmali podczas wyprawy do Germanii, u ujścia Renu, okręt Indów-Windów rzucony na mieliznę. Windowie ci mówili niezrozumiałym językiem, a byli jasnowłosi i niebieskoocyc. Byli to Wędowie-Dalowie, którzy wypuszczali się z Rugii-Rany lub kolonii Wendsuseł (Vendsyssel) w Jutlandii na łupieżcze wyprawy na Morze Północne, a także do wędyjskiej Białej Ziemi, Wandei w Bretonii u ujścia Sekwany czy Gwynedyd.

a L. P. Słupecki Wilkołactwo

b Chodzi o resztkę Wędów-Sysłów pozostałą w Nadłabiu. W źródłach – Rocznikach fuldajskich – występują pod rokiem 869 jako Siusli [patrz SSS t. V, str. 484]. Inna resztka tego wielkiego niegdyś plemienia osiadła nad Klaźmą, między Wołgą a Oką, gdzie powstał gród Susdal (Suzdal). Były to niedobitki dawnych Węsów-Wężów [SSS t.V,str.486].

c Według notatki Korneliusza Neposa.

d Patrz przypis 1 i 2 do Tai Pierwszej.

8 Biały Diw może oznaczać boga Diwa-Ładziwa. Słowo „biały” odpowiada określeniu „wielki”. Wielki Diw może więc być bogiem Diwem albo bogunem z rodu Dziwów (Szczekotunów). Bóg Dziw przyjmował w swoich świątyniach ofiary z dziewic.

9 W Serbii i wielu innych okolicach Słowiańszczyzny znane były drzewa zwane „zapisami” albo drzewami „grumadnymi”a. Każda wieś, gród i sioło, każda zadruga i każdy ród posiadały własne drzewo, które było ziemskim odbiciem Drzewa Drzew rosnącego na Wierchu Weli. Takie samo drzewo posiadało całe plemię, książęcy ród oraz cała ziemica. Drzewo to znajdowało się pod opieką całej społeczności, a w jego rozwoju odbijały się losy grupy ludzkiej, którą sobą reprezentowało. Gdy słabło i schło, było to złą wróżbą, uwiąd konara zwiastował śmierć grupy osób, niepowodzenie wyprawy, mór, suszę itp.

Pod „zapisem” często składano ofiary, pod nim też zanoszono prośby do bogów, przewiązując jego gałęzie proszalnymi wstążkami. Dbano, by drzewo było wolne od szkodników, by nie cierpiało braku wody (zwłaszcza w czasie suszy) i by w jego pobliżu zachowane były spokój oraz powaga. Drzewo owo często znajdowało się w samym środku wsi, a cała zabudowa rozchodziła się koliście od owego głównego miejsca. Znane są typowo słowiańskie plany zabudowy przestrzennej, które mają właśnie kształt kolisty. Na Połabiu po tym kształcie, zwanym okółem, opolem albo pagiem-pągiem (Pąk – kula), odróżnia się budownictwo słowiańskie od germańskiego. Obok „zapisu” często znajdowała się świątynia będąca jednocześnie domem gromadnym, przeznaczonym dla starszyznyb. We wszystkie święta właśnie tutaj obradowano, składano ofiary, urządzano uczty. Jeśli świątynia lub święty gaj znajdowały się w innym miejscu (np. na wzgórzu obok wioski), to po spełnieniu ofiar przenoszono się pod centralne drzewo zapisowe i tutaj odbywała się gromadna ucztac.

Istniał także zwyczaj, zachowany na Rusi nawet jeszcze w XVIII wieku, pisania przy pomocy tajemnych znaków próśb na zwitkach brzozowej kory (zwanej bieriostem)d i przyczepiania owych zwitków do gałęzi albo przybijania ich do pnia. W gałęziach drzewa przebywali bogunowie zwani Wilcami lub Sjenami. Sjen siedzący w drzewie zapisowym (rodowym albo świętym) zanosił prośby Bogom i od nich przynosił wierg, byt i dolę dla wszystkich, którzy znajdowali się w zasięgu jego władzy i pod jego piecząe. Okolice świątyń otaczały święte gaje, w których wszystkie drzewa były nietykalne. Na ziemicy pojedynczego małego plemienia znajdował się zwykle jeden święty gaj, a drzewa w nim przedstawiały „wszystkich ludzi” (członków owego plemienia), ścięcie któregoś z drzew w świętym gaju byłoby potrójną zbrodnią: zabiciem samego drzewa będącego symbolem bóstwa, zabiciem Sjena siedzącego w drzewie i zabiciem któregoś z ludzi plemienia.

W świętych gajach centralne miejsce zajmowały: drzewo księcia, drzewo boga miejscowego, drzewo całego plemienia i drzewo ziemicy. Te cztery drzewa zwykle otaczały świątynię o nich, jako o drzewach specjalnych, piszą kronikarze. Oczywiście istniały święte gaje bez świątyń, kapiszt czy kącin, jak również bugryszcza czy trebiszcza, na których szczycie rosło tylko jedno drzewo poświęcone jednemu bogu, Było też na poszczególnych terenach i ziemicach sporo innych drzew świętych poza świętymi gajami, drzew, które wykazywały się własnościami leczącymi, miały niesamowite kształty, wyróżniały się wiekiem albo często trafiał w nie swoją Błyskawicą Perun, Drzewa święte zwano też drzewami sjenowitymi lub sjenami.

a Patrz KLS, R. Vulcanescu Kolumna Niebios.

b Dokładny opis wsi drzewiańskiej z Wendlandu Nadłabskiego z pięknie uwypuklonym wątkiem centralnego drzewa i organizacji osady wokół tego miejsca podaje Adam Fischer w Etnografii słowiańskiej zeszyt l – Połabianie. Z biegiem wieków centralny punkt we wsiach słowiańskich zajął kościół z nieodłącznym szynkiem obok. Taki plan zabudowy stanowił naturalną kontynuację przedchrześcijańskiej tradycji tego miejsca jako punktu obrzędowego ośrodka kultu, modlitwy, ofiary, prośby i uczty.

c Po spełnieniu ofiary miał miejsce pochód, czyli przejście od świątyni na pospólny plac położony w środku terytorium (osady, grodu, plemienia). Tam odbywano rady starszych oraz wspólne zabawy obrzędowe, zwane obiadami, ucztami albo świętem (zależnie od okazji). Należy odróżniać pochód, który był uroczystym przejściem ze świątyni, bugryszcza lub świętego gaju pod „zapis”, od obchodu, odbywanego w asyście guślarzy i kobziarzy, z trąbitami i grzechotkami, bębnami i trzaskaniem z batów. Obchód był obejściem w koło całego terenu osady, a jego celem było odstraszenie złych mocy. Również po obchodzie wolno się było rozejść dopiero pod „zapisem” [wiele opisów obrzędów znajduje się u O. Kolberga w jego dziele Lud, u Z. Glogera w Roku polskim, a także w SFP, u K. Bystronia, K. Moszyńskiego i innych].

d O bieriostach patrz w MNM – Brzoza t. I, str. 169. Jeszcze w drugiej połowie XIX wieku wieszano prośby do Leszych (duchów-bogunów lasu), pisane na bieriostach.

e O Sjenach i Wilcach-Sjenach patrz Cz. Białczyński Stworze i Zdusze, str. 133.

10 Miano car zawiera znaczenia czar – wiara, religia, magia, czarownik – kapłan, czarować – sprawować obrzędy (liturgię), kar – czerwony, kar – karminowy (czerwony), kerw – krew (co określa cara jako osobę czyniąca krwawe ofiary i sądy) oraz car – kary (czarny), car – czarny, kar – kara (co określa cara jako sprawującego sądy i orzekającego kary, w tym także skazującego na śmierć). Nadto słowo car posiada wszystkie te związki znaczeniowe, które wiążą się z mianem Chorsaa. Tytuł pochodzi ze wschodu, podobnie jak i samo słowo, które jest jednym z licznych słów zaczerpniętych w zamierzchłej przeszłości przez Sławian od Scytów, być może w okresie wspólnego królestwab.

a Patrz Taja Druga, przypis 2; Taja Szósta, przypis 20.

b Wielu poważnych uczonych uważa za fakt istnienie wspólnego królestwa scyto-słowiańskiego w okresie między III a I wiekiem p.n.e.

11 Bęben ze skóry Chorsa ma właściwość sprowadzania wielkiej mocy bojowej, takiej jaką posiadał sam Chors, nim go obdarto ze skóry. Straszna kara obdarcia ze skóry, na jaką skazano Chorsa, miała związek z zamachem na Czarnogłowa i porwaniem Swarożyca oraz zamknięciem go w podwodnej Jaskini Kłów (Warze). Bęben na krótko dostał się w ręce Dziewów, ale Chors im go odebrał. Nie mógł już jednak zdjąć skóry z bębna i przywrócić jej własnemu ciału. Od tamtego czasu Chors nie rozstaje się z Bębnem, który wzmaga jego siły. W razie niebezpieczeństwa Bęben sam bębni ostrzegając Chorsa przed wrogami. Istnieje jednak i inna wersja podania o Bębnie, którą przytaczamy w tai Wojna o Krąg.

12 Gałęzowie (Głęzowie, Głazowie) lub Zgłęzowiea (Zgłazowie, Zgałęzowie ), czy też Zgęzłowie to miano, które zawiera odniesienia zarówno do głazu, jak do gałęzi. Także takie wyrazy, jak: rosyjskie głaza – oczy, polskie gały – oczy, gołość – nagość, gala – krągłość oraz golem – olbrzym, wskazują na cechy budowy i usposobienia owych boskich pomocników. Galić znaczy patrzeć wytężając wzrok, pilnie baczyć, pilnować (na tym polega główne zajęcie Gałęzów-Zgłazów). We wszystkich słowiańskich językach powtarza się owo dziwne znaczenie wraz z drugim, jeszcze dziwniejszym, galić – podawać. Gałęzowie są owymi galaczami (podawaczami) rzeczy wytworzonych przez Swąta wszych rzeczy Pierwszych i Wtórych. Uderza jednocześnie dwoistość innego rodzaju: oto galić to czyhać i jednocześnie służyć. Również gala – kula, gal – koło (gołe koło niezarosłe na szczycie góry). Wszak zamyk Kłódź ma kształt okołu i takiż kształt mają wszystkie posadowienia Sławian na wszy m świecie w koło środka, świętego drzewa, na wzór boskiej Góry Gór, Wierchu Weli i Drzewa Drzew. Stąd owe okoły i opola oraz pągi-pagi grody i okręgi słowiańskie. Gałąź to nie tylko konar odrost drzewa, to również dział, dziedzina. Gałęzowie strzegą dziedziny Swąta. Głaz to krągły kamień, odłom skalny. Ze znaczeniem tym związane są blisko takie pojęcia, jak: głowa i gałka, galas i żołądź (gołądź). Głazami nazywano dawniej kamienie szlachetne. Bursztyn to obce słowo przejęte od Germanów (choć może mieć ono także pochodzenie indoeuropejskie), ją tar to słowo istyjskie, a słowiańskie miano tego szlachetnego, świętego kamienia brzmiało glazen lub głazno. Krople jątaru (głazna, bursztynu) są, jak wiadomo, łzami Swarożyca wylanymi przez boga w nadmorskiej zatoce Wiłów po utracie Złotysa, zaczarowanymi przez Gałęzę w szlachetne kamienie oddane na wieki Wodom. Blisko związaną z Gałęzami boginią jest Gogołada.

Od Gałęzów ma pochodzić plemię Gołęszyców, zrodzone ze Świćgałęzy i ziemskiego mężczyzny. Słowa gęzło i Zgęzłowie, czyli byty powstałe z gęzla to wyrazy wywodzące się wprost od gąść –  gęsty, skupiony, ciężki oraz zwięzły, zwęźlony. Także gęśl-gąśl-gąźl – instrument zrobiony z drewna Drzewa Drzew, gąsł (gędę) – mówić, prawić, bajać (opowiadać baje, czyli podania i mity), czy gusł (gusło) –czarować, wyczarowywać, składać ofiary bogom, modlić się, gędźba – muzyka, gędźby – instrumenty muzyczne, gędziebny zwięk (zwąk) śpiewne granie, dźwięk muzyki, granie dzwonków, gęzdba – recytacja, wierszowana mowa uroczysta, gudźba (godzić) godna przemowa, zaklęcie, śpiewne zawodzenie. Ten ostatni związek znaczeniowy prowadzi nas wprost do Godów – bogów Kiru i pojęcia sodu – roku, godziny, godności oraz godnego święta Święta Godów największego słowiańskiego zimowego święta, Narodzin Światła. Kolejne nawiązanie to ghaus (gęś) święty biały ptak, ptak Roda i Rodżany, gąszcze (huszcze, haszcze) – zarośla, gęstwina – gąszcz drzew, gęsty – gruby, skłębiony, glyza (głuza) – bryła, gładki – równy, ładny, gładzić – wyrównywać, doprowadzać do ładu, głaskać, ( glasit ‚ ) – głaskać, gładzić, jak i łagodzić, głosić – mówić rzeczy ważne, używać głosu, głusz – głuchy, głusza –miejsce odludne, guzica – kuper, guzło – tyłek, guzik, guzeł, guz – okrągłość, wypukłość, narośl, guzdrać się, guzdrała – poruszać się powoli, chodzący wolno, powolny. Ciąg ostatnich czterech znaczeń nawiązuje wprost do wyglądu i sposobu bycia Zgłęzów.

a SES t. I. str. 251-253, 268-274, 314, 380.

13 Kąciny nad Wiarem to ośrodki wiary przyrody czynne od starożytności, od czasów kultury łużyckiej. Wiar jest dopływem Sanu, a w jego zakolach znajdowało się wiele grodzisk słowiańskich, założonych na starych osadach: Czerteń-Czertek (od III wieku), Trepcza, Horodina, Hordysko, Temeszów, Tyrawa, Dynów, Polhowa, Iskań, Didyń, Kopyśno, Rybotycze, Gruszów, Góra Rokietnica koło Tuligłów, Krzywcza i innea. Z tej samej okolicy znane są dwa Kopce Przemyskie. Z całą pewnością okolica Przemyśla, Góra Rokietniańska, Góra Iskań czy Góra Golcowa (k. Brzozowa) były dawnymi ośrodkami wiary przyrody, związanymi z Chorwatami – spadkobiercami Nurów oraz z Budynami – spadkobiercami podań kątyny w Gleniu.

Nowogród Wielki przejął tradycje białozierskie, nadilmeńskie i podania kołodunów z Białych Bogów.

a O grodach tzw. kultury przeworsko-oksywskiej na tym terenie, kontynuujących elementy kultury łużyckiej w okresie od III w. p.n.e. do III w. pisze W. Hensel w Polsce starożytnej, str. 426-480. mapa str. 466. Patrz także w SSS, San t. V, str. 43 oraz hasła odpowiadające nazwom grodzisk.

14 Istyjskim odpowiednikiem Świćgałęzy strzegącej wejścia do Kłódzi na Górze Gór jest Wizunas – smok pożerający ludzi, którzy po śmierci usiłują wejść na szczyt Boskiej Górya. Wizunas w naszej mitologii to smok strzegący wejścia na Onawielną Górę Welesów.

a SMLIE str. 453.

15 Stróże – kasta kapłańska wieszczek w Plisce, w ziemicy bułgarskich Siewierzana. Kudiesnicy siewierscy twierdzą, że plemię ich, pochodzące z ludu Czarnosiermiężnych (Burów), bierze się wprost od bogini Siwej, czyli Żywii. Jako jej potomkowie osiedli nad rzeką, którą nazwali Siwą (Siewą) na cześć swojej matki bogini. Zadanie stróży polegało na pilnowaniu głównej wieszczki – wyroczni, która przepowiadała przyszłość w natchnieniu czerpanym ze słowa samego Wida-Makowica. Pod wpływem napojów odurzających, w trakcie obrzędowego tańca, zwanego Wrzącym Kołem (Vrzinokolo)b wprawiała się ona w stan szału i jasnowidzenia, przepowiadała przyszłość świata, po czym traciła przytomność. Jakość przepowiedni zależała od spokoju wieszczki, który był nienaruszalny. Główną wieszczkę nazywano w Plisce Jeloną. Starucha Jelona okresowo przemieniała się w rogatą łanię. Każda kolejna główna wieszczka przybierała imię i tytuł Jelony.

a Siewierzanie w swej głównej masie, jako wielkie plemię z ludu Burów, mieszkali na północy nad rzeką Desną. Centrum ich osadnictwa stanowił obszar nad rzeką Siewą. Ich nazwa ma się brać także stąd, że obejmowali ziemie siwerne – uroczyska, ostępy. Archeologia poświadcza ich istnienie od III wieku p.n.e. Siewierzanie rozdzielili się na kilka grup, jak wiele plemion po okresie wędrówki ludów. Mały ich odłam zawędrował do dzisiejszej Bułgarii razem z Antami (Wątami Nadczarnomorskimi) w IV wieku, a drugi, równie nieliczny, z Awarami w roku 558. Siewierzan bułgarskich nazywano Sewerami. Pliska stała się ich stolicą, nim zapanowali nad nimi Protobułgarzy (lud turecki) [patrz: SSS t. V, str. 175-177].

b Wrzące Koło to jeden z licznych obrzędowych tanów doprowadzających do ekstazy. Tany obrzędowe znane są z terenu całej Słowiańszczyzny. Zawsze odbywały się w kole -imitacji Świętego Kręgu Bogów. Tany te praktykowali także bogomilcy i chłystowie wczesnochrześcijańskie sekty wyklęte przez Kościół chrześcijan. Obrzędowe stosowanie owego tańca jest dobrze znane również z terenów Serbii, o czym pisze bliżej K. Moszyński w KLS.

16 Pogląd o czwartym, ostatecznym wyjściu Swąta z Kłódzi wyznaje większość świątyń Słowian. Inne poglądy mieli wieszczowie z działającej oficjalnie od 1921 roku w Krakowie Świątyni Świętowita (Światowida), zwanej dzisiaj Starosłowiańską Świątynią Światła Świata. Według wieszcza Światosława Trygława Chobota, kapłana Świątyni nazywanej Świętym Kołem Czcicieli Światowidaa, Bóg Bogów co tysiąc lat objawia światu kolejne ze swych czterech obliczy. Tym samym dokonuje się odnowienie wiary świata – Wiary Przyrody (religii przyrodzonej), a jednocześnie rozpoczyna się nowy okres w dziejach świata trwający do kolejnego objawienia Twarzy (Oblicza) Swąta. Według działających współcześnie, u końca XX w., wieszczów i drzewidów Świętowita ze Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w Krakowie objawienie owo następuje co 28 Kół Wieków, czyli po każdym pełnym obrocie koła wieków stanowiącym pełną Epokę Swątab.

a Święte Koło Czcicieli Światowida będące ujawnionym w 1921 roku członem Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, czyli Świątyni Świętowita, działało oficjalnie nieprzerwanie do roku 1947. W okresie międzywojennym stanowiła je mocno zakonspirowana grupa. Początkowo była ona niedostępna dla niewtajemniczonych. Prowadziła działalność religijną nawiązującą do wiary dawnych Słowian. W tamtych latach ujawnionym kapłanem Koła był Władysław Kołodziej, zwany Piastem Kołodziejem (czyli odtwórcą) Koła Świętej Wiary Światowida. Nosił on tytuły wieszcza Światowida, drzewida Jasnogór i dąbrowida Puszczy Białowieskiej.

W 1922 roku wieszcz Światowida Światosław Trygław Chobot ogłosił w „Odrodzeniu” miesięczniku badań duchowych, Osiem Zasad Słowiańskich. W tym samym roku i w latach następnych drugi wieszcz Światowida prof. Mirosław Jan Sas-Zubrzycki przedstawił szereg dzieł dotyczących wiary przyrody i kultu Światowida-Świętowita. Była to między innymi książka Mir-Sława. Znak krzyżowy, Lwów 1922. Także inni ujawnieni wieszczowie Świętowita, np. Wrócisław i Stanisław, wydali wiele dzieł i wierszy z dziedziny wiary i kultu Światowida. Wydawano wtedy dwutygodnik „Siew Wolności”, dwumiesięcznik „Sława”, miesięcznik „Świat Ducha” i rocznik „Lechicka Wiosna”. Założono także Towarzystwo Literatów Lechickich zrzeszające kilkunastu pisarzy. We wrześniu 1941 roku wieszcz Wrócisław utworzył podziemną Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej działającą w Krakowie do wyzwolenia spod okupacji niemieckiej.

Po wojnie grupa wznowiła działalność wydając dwa roczniki „Kalendarza Słowiańskiego” (1946.1947).

W następnym okresie Świątynia musiała przejść do działalności podziemnej. Podejmowano jednak co jakiś czas próby jej rejestracji w Urzędzie do Spraw Wyznań Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – np. 7 czerwca 1965 roku zgłoszono statut Lechickiego Stowarzyszenia Czcicieli Światowida. Zgłoszenie ponawiano również bez rezultatu w latach siedemdziesiątych.

Innym ujawnionym w okresie międzywojennym Skrzydłem Świątyni był Szczep „Rogate Serce” krzewiący dawną wiarę poprzez działania artystyczne, pisarstwo, malarstwo i inne sztuki wyzwolone. Jego dąbrowidami byli między innymi twórcy: Stanisław Szukalski (Stach z Warty), Marian Konarski (Marzyn z Krzeszowic) i Marian Wawrzeniecki malarz, autor „Kwiecistych Światowitów”, studiujący w Krakowie (uczeń J. Matejki) i w Monachium, członek PAU od 1897.

Wawrzeniecki opublikował wiele prac o Słowianach, uchodził za badacza starej religii, wierzeń, zabobonów i czarów. Napisał m.in. eseje Zabawa dzieci w „piekło-niebo” i Gra w klasy – ich starożytność, współczesne przejawy i zwyrodnienie (1938), Boże stopki na kamieniach (1937), Był autorem wielu obrazów z cyklu „Męczeństwo czarownic” oraz cyklu „starosłowiańskiego”: „Żalniki”, „Kurhany”, „Uroczyska”, „Groby ciałopalne”, „Światowidy”, „Świątki”, „Dawne bogi słowiańskie”. Odtwarzał życie i wierzenia dawnych Słowian. Zmarł w 1943 roku potępiony przez środowisko artystów będących pod wpływem klerykalnym.

Innym dąbrowidem działającym z ramienia Świątyni był malarz Stanisław Jakubowski autor cyklu „Bogowie Słowian” (Kraków, 1933) [patrz J. Majchrowski Szkice z historii polskiej prawicy lat Drugiej Rzeczpospolitej, „Żywioł” 6/1993, 8/1995].

b Składającym się z dwóch okresów Białobogi i 2 okresów Czarnogłowa (każdy 2×7 wieków, przy czym wiek = 48 lat, zgodnie z miarami Kręgu Bogów i Kalendarzem Księżycowym wynikającym z zapisu taj).

Mit odtworzono na podstawie Podań sieradzkich, Gołubiej Knigi, Setnika południowosłowiańskiego, oraz podań Wielkorusów, Małorusinów-Ukraińców, Białorusinów, Bułgarów, Siedmiorodzian, Chorwatów, Bośniaków, Serbów, Czarnogórców i Macedończyków.

(foto Visana)

Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy są z jednej strony epizodem Wojny o Krąg, z drugiej jednymi z ważniejszych wydarzeń tej Wojny w Bitwie Szóstej i Bitwie Siódmej , a także poprzez wyrok Swąta dla Ziemi stanowią Zamknięty, Zaklęty Krąg ustanowiny przez Boga Bogów w wyniku Wojny o Krąg – której te dwie bitwy były ostatnimi epizodami. To one wywołały Swiatowita z Kłodzi i zmusiły po raz drugi do wzięcia w karby wszystkiego co stworzył.

Skrzyste Ptaki w tynie Morów

Taja 14 (fragment)

O Stworzach i Zduszach oraz Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach w Równonoce i Przesilenia

Szósta Bitwa – o Mnożność

Spokój trwał krótko, niemal natychmiast przyszło do nowej bitwy. Ta rozegrała się między Młodymi a Starymi Jednogłowymi. Młodzi koniecznie, tak jak rodzice, chcieli mieć Mnożność, czyli móc spłodzić własne dzieci, zdolne zasiadać z nimi w jednym kręgu na Równi.

Wszystko, co się im rodziło, to były tylko inogi albo wytędze płodzeni z ludźmi. Perunic miał z Zorzą potomstwo, ale i ono okazało się dziwokształtne, a zabił je, nim zdążyło wzrosnąć. Już samo to, że udało mu się zniszczyć bezpowrotnie własne dzieci, świadczyło, że były inogami, bogunami albo jeszcze czymś inszym. Są tacy, zwłaszcza kapłani ze sławskich świątyń Perunica i istyjskich Perkunasa, co powiadają, że nie miał on wcale zamiaru uśmiercać własnego potomstwa. Według nich posiekał swoich i Zorzy synów, by dać im nauczkę za to, że kryli schadzki matki z Księżycem. Kiedy to w porywie gniewu uczynił, okazało się, że jego razy spowodowały, iż są całkiem martwi. Ponoć próbował ich wtedy nawet przywrócić do życia czerpiąc żywą wodę ze studni-zdroju Rodżany, ale nic to nie dało.

Sprawa Bitwy o Mnożność jest jednak dziwna, bowiem nie wiadomo, jak by to mogli Starzy Jednogłowi spowodować, żeby ich siły ródcze przeszły na dzieci, skoro sami od jakiegoś już czasu nie stwarzali równego sobie potomstwa. Żercy Plątwy-Przepigoły (Pripegali) z Łużyc twierdzą, że cała ta bitwa była tylko zaczynem ku walnej rozprawie przygotowanej przez Przepląta, a znanej jako Bitwa Siódma – o Miarę. Jakkolwiek było, dzieci wystąpiły w utarczce o Mnożność po raz pierwszy przeciw rodzicom, próbując zająć ich miejsce.

Ta próba sił zakończyła się zdecydowanym niepowodzeniem Młodych Żywiołów i Mogtów. Młodzi posłali wpierw Podagżyka, Chorzycę i Rudź, by prosili Starych o Mnożność po dobroci. Zaraz po posłannictwie Dabogi Starzy Żywiołowie i Mogtowie postanowili spotkać się u Wiłego Jeziora welańskiego, by między sobą ustalić zasady rozejmu i przynależnych rodom obowiązków względem ludzi. To, że wyłączono ze spotkania Młodych, ubodło najbardziej Ładziwa-Diwa i Radę Rodzicę. Oni oboje wodzili rej na zborze w Golem Beudzie, gdzie skrzyknęli wszystkich Młodych Jednogłowych.

Daboga, Wąda, Śrecza i Dziewanna powiedziały przybyłej do Wiłów grupie, że Żywiołowie wcale nie mają siły Mnożności, o której mowa, i nie mogą się w związku z tym nią dzielić. Jednak Rudź nie chciała im uwierzyć. Po powrocie do Golem Beudu przekonywała Młodych Jednogłowych, że ową siłę po prostu przed nimi ukryto, tak samo jak ukryto u Sporów Miesiące czy Kołacz Wieków.

– Jakże jednak mogłaby wyglądać ona Mnożność? – zastanawiała się Boda.

Wtedy właśnie po raz pierwszy Swąt wypuścił z Kłódzi Bodre Swiatło, Bożą Krówkę, a Starzy Bogowie natychmiast wsiedli na wielki wóz zaprzężony w dwie skrzyste niedźwiedzice Borowiła i popędzili, by ją schwytać. Ku owej iskrze, nowonarodzonemu Światłu, pognali również Kirowie, ale Jednogłowi ich uprzedzili. Kostroma-Kolada urwała jeden dyszel wozu i już, już sięgała po zdobycz, uczepiwszy się jego złotych kół, kiedy Rodżana złapała Bożą Krówkę i połknęła ją. Niektórzy prawią, że ją tylko ukryła w fałdach swej sukni. Kostroma rozzłoszczona porażką wysłała Światłogońców do Młodych Jednogłowych, żeby im powiedzieli, że oto Starzy Bogowie porwali Mnożność-Skrę Świeżego Światła.

– Wszak wiadomo, że Swąt się zalągł w brzuchu Nicy jako skra witalna – dowodziła. – Kto zatem posiądzie ową skrę bożą, ten otrzyma moc mnożności niczym nie ograniczoną, tak jak i Swąt.

Na te słowa Młodzi Jednogłowi ruszyli natychmiast całym zastępem na niebo. Zagrodzili drogę wielkiemu wozowi, który obciążony nad miarę poruszał się dosyć powoli. Siedzieli w nim Łado z Ładą i Rod z Rodżaną, Kupała z Dziewanną oraz Borowił z Leszą. A zachowywali się wcale nieskromnie. Rod dął w trąbitę, jakby chciał wszystkim rozgłosić o podarunku, jaki posiadł, Dziewanna i Lesza śpiewały, aż niosło ich głosy pod samo Sklepienie Niebieskie, a Łado wtórował im swoją kołatką-trajkotką. Mąd prowadził Młodych Jednogłowych. Za nim szły Boda, Ródź, Rada Rodzica, Lelij-Smęt i Bodnyjak, a za nimi cała reszta. Mąd wystąpił naprzód, złamał ten dyszel, który jeszcze w wozie pozostał, i zażądał, żeby Starzy Jednogłowi oddali Boże Swiatło Młodym, a trzydziewięciodrabinowy, dwunastoszprychowy, czterokoły, skrzysty wóz Kirom, do których kiedyś należał. Ten wóz2, tak jak Braci Miesiąców i Kołacz Wieków, trzymano u Sporów w jednej z 366 Złotych Izbic. Starzy Żywiołowie i Mogtowie nie spodziewali się napaści, byli bezbronni. Pierwszy oprzytomniał Rod. Zeskoczył z wozu, wyrwał jedno z ogromnych kół, uniósł je nad głowę, ale zabrakło mu siły. Doskoczył do niego Łado Sturęki, razem je unieśli. Zamachnął się Łado, okręcił i potoczyło się koło na zastępy Małobogów. Mąd był tak zaskoczony, że nawet się nie poruszył, gdy koło było już przy nim. Uderzyło go w pierś i przeleciało po nim, a potem uderzyło też Sowiego, który nie zdążył umknąć w bok, Bodnyjaka, i przejechało po nogach Zmory. Łado zaterkotał swoją kołatką i spłoszył wierzchowce napastników. Małobogowie rozpierzchli się na różne strony. Rod skoczył na wóz i strzelając lejcami na skrzyste niedźwiedzice powiózł Wielkobogów na Welę. Małobogowie najpierw musieli opatrzyć rannych, a dopiero kiedy to zrobili, ruszyli w pogoń. Okazało się jednak, że trzykołowy wóz jest szybszy, niż był, kiedy miał cztery koła. Pogoń dopadła Wielkobogów u skraja Niwy Wiłów. Zeskoczyli tu z wozu i pierzchli w Bór Jodłowy. Rodżana cały czas trzymała Bodre Światło (Bożą Krówkę, Iskierkę) pod językiem. Tu w Jodłowym Borze ją wypuściła. Widząc to część Małobogów rzuciła się za Światłem, by je ułowić, a część pędziła za Wielkobogami żądna pomsty. Rozpoczęły się wielkie Dzikie Łowy.

Bitwa, jaka się rozegrała w borach Wiłów, miała najdziwniejszy przebieg z dotychczasowych. Podag z Pogodą tak poplątali drogi Młodych, a Wiłowie tak zgęścili las, że tamci pogubili się w borowych ostępach i długi czas krążyli po bezdrożach. Doszło do kłótni o przewodnictwo. Najpierw prowadził ich do boju Ładziw, potem Boda, a gdy wciąż nie znajdowali drogi ani przeciwnika, z którym mieli się zetrzeć, powierzono przewodnictwo Wilcowi jako obznajomionemu z borem. On jednak musiał dać za wygraną. W końcu, nie wiedzieć jakim sposobem, młodzi znaleźli się w bagnach Płytkowodzia, otoczeni ze wszech stron przez gotowych do boju Starych Jednogłowych. Tym razem stał u ich boku i Perun ze srebrną błyskawicą, i Swarog ze złotym młotem, i Dażbóg z pałnasiekiem, i nawet Weles z krwiożerczymi czaszkami. Zażądano od Młodych zaniechania walki, grożąc im, że zostaną na zawsze pogrążeni w bagnach. Nie ustąpili. Uderzani błyskawicami Peruna, młotem Swaroga, pał nasiekiem Dażboga, kłuci krakulicą Chorsa, wekierą Podaga i krzywym brzytem Mora, zanurzali się coraz głębiej w toń. W końcu Swara nakryła ich swoją rozżarzoną chustą i poszli całkowicie w tonie wodne. Między młodymi byli jednak Wodyca, Wodnik i Śląkwa. Dzięki tym trojgu udało się najpierw dopłynąć do podwodnego tynu Wodów, a potem dotrzeć do Studziennic – Zdrojów Czystowodnych i przeprawić się w Niwę Prowów. Nie ulegli Starym, a wrzało w nich gniewem i ręce same rwały się do czynu.

Niechybnie przyszłoby do nowego boju, bo zamierzali wrócić w Bór Jodłowy, by złowić Jasną Bożą Krówkę, ale Bożebóg dawno ją już stamtąd zabrał na swoje Boże Pole. I stała się Boża Krówka Bedrik najpierw Orłem Białym, a potem Białą Krową. Postanowili Małobogowie ją ukraść, uprowadzić, jak niegdyś czynił z gowędem (bydłem skrzystym) Perun albo Weles, jednak wtedy, jakby w sam czas, by zapobiec zbrodni targnięcia się na rodzicieli, Swąt wypuścił z Kłódzi drugie bodre Światło. Ten robaczek jaskrawy był ciemny i zwinny. Doskoczyła do niego Rudź i zaraz ukryła go pod sukniami. Ale i Plątwa zobaczyła Świeże Światło. Wszczęła wrzawę i Wielkobogowie ruszyli w pogoń za Rudzią, dosiadając skrzystej zwierzyny. Jakby im było mało, że posiadają już Białą Krowę! Naprzeciw nim ruszyli Małobogowie, gotowi do końca bronić swojej zdobyczy.

Jeśli Swąt uczynił owo drugie światło, by przyczynić się do zgody, to wcale jej nie było. Rozpoczęły się drugie Dzikie Łowy na Weli, Niebie i Ziemi. Rudź uchodziła po gajach, pustoszach i niwach, aż ukryła się na Żytnim Zagonie. W tym czasie bogowie ścierali się ze sobą i wciągnęli do walki swoich pomocników Przedstworzy – pierwbogunów i pierwboginki. Najdzielniej stawał przeciw Wielkobogom Tur-Kołota (Turupid-Ciosno). Obficie się lała boska posoka-juchor, kras z i płeń. A pilnowali owego zagonu straszni psi czarni. Tych psów dostała Reża od Kupały-Dziwienia, by pomagali jej strzec zasiewów, bo bogunowie Morów stale się zakradali niszcząc uprawy. Nikt nie odważył się wejść w gęste zboże, lecz otoczyli je ze wszech stron i nie odstępowali. Rudź wypuściła spod sukien Ciemną Bożą Krówkę, ale ta nie miała tutaj soczystej trawy, by wzrosnąć. Boda wyszła przed wszystkich, wzięła się pod boki i rzekła, że z każdym z Wielkobogów z osobna się zmierzy, a kto ją pokona, ten dostanie Ciemnego Bedrika. Nie wiadomo czy ją natchnął siłami sam Swąt, czy też może Białoboga, w każdym razie Boda wpierw pokonała w zapasach pewną siebie Marzannę, potem Swarę, Stryję i Łagodę, a kiedy zwyciężyła również Spora, Wielkobogowie dali za wygraną. Odstąpili. Boda powiodła Bożą Krówkę Ciemną na łąki Radogostów, w swoją dolinę, zwaną Kotłem Body. Tu pasąc się wzrosła ona wpierw w Czarnego Orła (lub Kruka), a potem w wielkiego Czarnego Byka.

Lecz na tym wojna się nie zakończyła. Z gniewu i upokorzenia oraz wzrastającej zawiści przyszło do brzemiennej w skutkach Siódmej Bitwy – o Miarę.

Kapłani wądzcy mówią, że owym pierwszym Światłem była Biała Boża Krówka lub Boża Owieczka, nosząca na pancerzu czarne ślady od licznych uderzeń Perunica i Ciosny Turupida. Druga Boża Krówka Bedrik3 miała mieć czarny pancerz, a kropki (ślady uderzeń Peruna i Swaroga) białe. Według gleńskich żerców kątyny Bożeboga, Boda wydała na świat z fałdów sukni Czarną Bożą Krówkę nie w Żytnim Zagonie Rgłów, lecz w Topolowym Gaju i ukryła ją w topolowym pudełku4.

Według lędziońskich kątyn ze światliszcza nad Danaprem5, owo Boże Światło Ciemne miało postać Czerwonego Świetlika. Stąd Świetliki przybywają w czerwcu na ziemskie niwy, na pamiątkę owego wydarzenia. Jasne zaś Światło miało postać Bedrika Biedronki, czerwonej barwy pancerza, z czarnymi kropkami.

Od tamtego też czasu na pamiątkę pierwszych Dzikich Łowów i tego, że Łado z Rodem rzucili kołem w Mą da, wózki święte używane do obrzędów, a także wozy bojowe, mają po trzy koła, a nie cztery. Wóz Kirów jest widzialny cały czas na Niebie, jako że go Kirom zwrócono, a na dodatek ciągną go skrzyste wielkie niedźwiedzice, które im dano, żeby zadośćuczynić krzywdom.

Wszystko to działo się w jeden dzień welański, a jeden taki dzień jest jak cały rok na Ziemi. Od tego czasu Łado nosi przydomek Kołata, zaś Rod-Kolada (Kułada)6.

Obrzędy związane z narodzinami Bodrego Światła i Dzikimi Łowami obchodzi się dwakroć w roku po całej Słowiańszczyźnie: raz podczas letniego przesilenia, a drugi podczas zimowych Godów. Wtedy też stawia się w domostwach żytnie snopy i zdobi pomieszczenia jodłowymi gałęziami7.

Według podań czarowników i wieszczów z Wyszehradu, Budy, Krakowa, Gniezdna i Wolina, a więc tradycji kącin Zachodu, dawnych ludów Nurów, Wędów i Lęgów, wydarzenia miały nieco inny przebieg. Na Wielkim Wozje Godów, prócz wymienionych bogów siedzieli także Dażbóg z Dabogą i Przepląt z Plątwą. Ciągnęły go nie skrzyste niedżwiedzice, lecz Dażbogowe złotorogie tury. Gdy Małobogowie zatrzymali wóz, Mąd złamał dyszel, zaś Turupid-Ciosno ubił tury, którym Krasatina odłamała złote rogi. Kupała-Dziwień zeskoczył pierwszy, lecz nim cokolwiek zrobił, Sowi odciął mu głowę swoim krzywym dziobiskiem. Plątwa natychmiast złapała toczącą się głowę Kupałową i przymocowała ją do karku Pana Żądzy, obwiązując łopianem. Sprawiło to, że głowa przyrosła w mgnieniu oka. Rozwścieczony Rod zdjął wtedy koło wozu i rzucił nim w Małobogów, a Łado tylko klekotał swoją kołatką, płosząc skrzyste wierzchowce Młodych Żywiołów i Mogtów. Sturęki Łado sam się zaprzągł do trójkołowego wozu i pognał na Welę, w Niwę Wiłów.

Według nich, w drugich Dzikich Łowach Rudź wydała na świat Ciemne Bodre Światło w Łanach Żytnich u Rgłów, a Dziwień-Kupała wtedy dopiero potajemnie dał Żywi-Siwej, córce Rgła i jego synowi Rgiełcowi, siedem czarnych psów, które gotowe były rozszarpać każdego, kto choćby stopą naruszy żytni zagon. Czy to z powodu odniesionej rany (odcięcia głowy), czy z jakiegoś innego, Dziwień zaczął uważać, że Wielkobogowie niesłusznie nastają na drugie Bodre Światło, skoro posiadają już Białą Krowę. Doszło do pojedynku zapaśniczego Body, w którym bogini pokonała wojowniczą Swarę, sprytną Plątwę, zwinną Stryję i groźną Perperunę. Na koniec Dziwień wystąpił przeciw niej i przegrał, a wtedy Wielkobogowie odstąpili od Zagonu i Bod a mogła powieść Bedrika ku swojej kotlinie.

Powiadają oni, że Krasatina ozdobiła złotymi rogami turów Dażbogowych swój pałac nad Błękitnym Jeziorem, na welańskiej Niwie Dziewów i zawiesiła na nich także inne zdobycze z Dzikich Łowów: futra sobole i rysie oraz szabłę – krzywy miecz-kozik Mora, który zwą także brzytem albo morzykiem8. Niektórzy mówią jednak, że Mor nigdy nie utracił swojego morzyka-szabły.

Gdy zaś idzie o czarne psy Dziwienia, to po zakończeniu Wojny o Krąg Żywia-Siwa dała je swojej matce Reży, by przypieczętować zgodę między Młodymi i Starymi Mogtami.

Tak oto skończyła się Bitwa o Mnożność, chociaż okazało się, iż Bodre Światło wcale jej nie daje. Jest ono mnożnością i siłą ródczą samą dla siebie albo jak powiadają inni, jedynie duszyczką Swątlnicy. Nikt nie może posiąść Bożego Światła na stałe w jakiejkolwiek jego postaci – Bożej Krówki, Orła czy Krowy-Byka.

Nastał pokój, lecz tylko po to, by zebrano siły przed następną bitwą – o Miarę.

Żywioł Powietrza zamrożony przez Morów w odwiecznej bitwie

Bitwa o Miarę – siódme, końcowe starcie w Wojnie o Krąg

Uradzono w Golem Beudzie, że trzeba Starym odebrać wszystko, zwłaszcza zaś Kołacz Wieków przechowywany w Złotej Izbie tynu Sporów. Kołacz dzielili między sobą Wielkobogowie. Czynili to w ten sposób, że kto go spożywał w danym roku, ten tym rokiem władał. Każdego godu kto inny odkrawał sobie część. Kołacz Wieków powoli odrastał, a z końcem roku znowu był cały i następny z Wielkobogów mógł zjeść swoją część. Strzegli go bardzo i nie chcieli dzielić z Małobogami, bowiem uważali, że jako uczyniony z welańskich zbóż, daje temu, kto go spożywa, wieczną młodość, wieczystą mądrość i wielką moc. Bali się więc, że go zabraknie, zwłaszcza iż wszystkie kolejne wypieki Śreczy i Reży nie posiadały takich właściwości jak ów pierwszy kołacz wieków – Kołwieko. Bitwa toczyła się więc nie tylko o miarę czasu, ale także o miarę mądrości, miarę siły i władanie Bodrym Światłem. Małobogowie zamierzyli dorównać rodzicom, przewyższyć ich i zająć ich miejsce w Kręgu.

Bój, który się rozegrał, był najcięższą z bitew całej wojny. Zjednoczeni Małobogowie nie byli ani tak sprytni, ani tak mądrzy, jak zespoleni Wielkobogowie, jednakże przewyższali tamtych siłą i nie znającą lęku odwagą, z której brało się wielkie zdecydowanie ich działań. Mówi się, że za obydwiema ostatnimi bitwami Wojny o Krąg stał Przepląt, który był ich ukrytym tworzycielem. Wielką rolę w jednej i drugiej odegrały jego dzieci: Mąd i Licho. Kto twierdzi w ten sposób, powinien wskazać korzyści, jakie miałby Przepląt wynieść z owych utarczek. Jeżeli miał zamiar wyrównać różne porachunki i odbić swoje straty z poprzednich bitew, to zamiar ten mu się nie powiódł. Niektórzy prawią, że jedynym jego zamiarem było objęcie przywództwa nad Siłami Ciemności. Jeżeli tak, to osiągnął swój cel. Ale są też tacy, co prawią, iż przez poprzednich pięć bitew Wojny o Krąg bezład i poplątanie wszych rzeczy tak niepomiernie na całym świecie wzrosły, że oboje Plątowie dostrzegli możliwość całkowitego zapanowania nad dziedzinami Swąta. Ten zamiar nie powiódł im się tylko dzięki wyjściu Swąta z Kłódzi.

Paprotniki Rodów zmorzone przez Marzannę

Perun i Prowe podstępem odbierają Małobogom Przedstworzów

Osidle-Osudzie nie chciało się bić. Zawsze najchętniej przebywała w swojej Zdrożnej Ostoi. Opuściła Golem Beud i wróciła do siebie. Prawdki Prowego, które na wszystko mają baczenie, doniosły o tym swemu władcy. Prowe ze starymi Weniami zawitali niespodzianie w Niwę Jaja. Niby to przypadkiem przechadzali się po okolicy. Dziwnym zrządzeniem droga zawiodła ich do Zdrożnej Ostoi. Tu spotkali Osidłę. Wiedziała, po co przyszli. Wid-Wij, Pan Wieszczby, powiedział jej o tym, kiedy odchodziła. Powiedział nie tylko to. Usiłował ją powstrzymać twierdząc, że jej odejście doprowadzi do poruszenia Kłódzi i wyjścia na Welę Swąta. Postanowiła trzymać język za zębami. Nie sprawiali jednak wrażenia wrogich. Prowe chciał zrozumieć, dlaczego Młodzi buntują się przeciw Starym. Pytał, co ona myśli o zapiekłości Młodych przeciw rodzicielom. Skąd w nich taka złość? Próbowała przekonać Prowego, Podaga i Pogodę, by podzielili się tym, co mają, ze swoimi dziećmi. Od słowa do słowa przyszło do kłótni. Na każde jej zdanie mieli dwa zdania, a na każdą rację trzy własne racje. Osidła niebacznie wykrzyczała im, że dni ich są policzone, bo szykuje się zajazd na tyn Sporów. Pożałowała zaraz i czym prędzej odeszła. Było już jednak za późno. Przepowiednia Wida sprawdziła się. Osidła nie przedsięwzięła żadnych kroków. Zamknęła się w swojej samotni nie chcąc brać w niczym udziału.

Prowe powiadomił Starych Jednogłowych, że Małobogowie napadną tyn Grubów licząc, iż dom znajduje się tylko pod opieką bogunów Spora i Śreczy oraz skrzystych zwierząt ich niwy. W obecności wszystkich uradzono podstęp. Postanowiono, że Wielkobogowie, dokładnie tak jak niegdyś Rodowie, zamkną się cichaczem w tynie Grubów, a część schowa się w Złotojabłonnym Sadzie. Kiedy Małobogowie uderzą, spotka ich sroga kara.

Wid-Wij, syn Makosza, wiedział o tym – odczytał prawdę z lotu ptaków nad Golem Beudem i z kształtów chmur. Ostrzegł Małobogów, by odstąpili od natarcia, bowiem wnętrze tynu będzie pełne ukrytych wrogów. Wyśmiano go, że się lęka słabych bogunów, świętych zwierząt, mocy zaklęć i kilku niewinnych inogów stanowiących straże.

Perun zamierzył jednak coś jeszcze innego. Nie wierzył Osidle, a może czuł raczej, że Małobogowie wiedzą o jej zdradzie. Nie słuchając nikogo sam jeden wyprawił się do Golem Beudu i przedstawił ugodowy pomysł zażegnania bitwy. W zamian za swoich Przedstworzów Małobogowie mieli dostać Kołacz Wieków, Wóz Godów i Białą Krowę – bez walki. Mieć Mnożność, Miarę Czasu, Wieczystą Mądrość i Wielką Moc oraz cztery pory roku tylko dla siebie!? W zamian za kilkudziesięciu Przedstworzów?! To było coś niewyobrażalnie wspaniałego! Nie wahano się ani chwili, a Wida, który znów się sprzeciwiał, zagłuszono nie dopuszczając do słowa. Umówiono się, że wymiana nastąpi na Niwie Ładów, opodal Siodła Gogoli. Perun powiedział, że przekona Wielkobogów, i z tym opuścił Golem Beud.

Nie poszedł jednak wcale do nich wszystkich, bo wiedział, że ich nie przekona, tylko do Prowego. Jemu wyjaśnił swój pomysł. Prowe stwierdził, że trzeba nakłonić jeszcze Chorsa, bowiem tylko on jeden jest zdolny wyczarować coś, czego nie ma, i sprawić, by wyglądało jak prawdziwe. Był to twardy orzech do zgryzienia dla Peruna, bo od czasu wyprawy po czarny kamień i obdarcia Pana Czaru ze skóry w ogóle nie rozmawiali ze sobą. Chors postawił trudny warunek – Perun pozwoli mu się pokonać w walce i przeprosi go za to, co mu kiedyś uczynił.

Wołchwowie z Kijowa i innych świątyń Peruna mówią, że udane wykradzenie kamiennej błyskawicy i ukorzenie się Pana Gromu przed Chorsem, gdy ten przyszedł pod Perunowy tyn, miało miejsce właśnie po tym tajemnym układzie, a nie wcześniej, jak prawią inni. Jest prawdą, że Perun tylko jeden jedyny raz przegrał, właśnie z Chorsem i że stracił w wyniku przegranej kamienną błyskawicę.

Perun nigdy nie był wprawnym kowalem, a i Prowe nie potrafił dobrze budować rzeczy. To, co we dwóch wykonali, tylko dla ślepego mogło uchodzić za owe drogocenności przyrzeczone Małobogom. Chors jednak przydał czaru tym rzeczom i wyglądały po jego robocie jak najprawdziwsze. Perun zjawił się w Siodle Gogoli, a rzeczy postawił na wzgórzu, skąd siały wspaniałym blaskiem rozjaśniając niczym słońce całą Dolinę Czterech Bogiń. Małobogowie dotrzymali słowa. Nie lękali się niczego, bowiem było ich wielu, a Perun sam. W duchu śmiali się z głupiej wymiany wymyślonej przez Wielkobogów. Spędzili swoich Przedstworzów w dolinę i obejrzawszy dokładnie Kołacz, Wóz oraz Białą Krowę, dobili targu. Perun popędził bogunów i boginki do tynu Grubów, gdzie siedzieli zaparci Wielkobogowie. Byli bardzo zdziwieni, jakimż to sposobem Perun doprowadził do tego, że Małobogowie pozbyli się dobrowolnie swoich pomocników. Ich radość była wielka, bo teraz posiedli taką przewagę, że Małobogowie nie mieli nawet co myśleć o zdobyciu tynu i ukrytych w nim drogocenności.

Pomiędzy Małobogami przyszło zaś od razu do utarczek. Bodnyjak chciał być Pasterzem Białej Krowy, a Mąd chciał pierwszy ugryźć Kołacza. Jednakże inni też tego chcieli. Rozpoczęła się przepychanka, sprzeczka, a wreszcie bijatyka. W bitwie zapomniano o przedmiotach. Warz a łakomie spoglądała na czarowny wypiek i korzystając z zamieszania wbiła zęby w wykuty z żelaza, malowany kołacz. Złamała sobie dwa górne siekacze i narobiła takiego krzyku, że wszystkich to otrzeźwiło. Teraz dopiero spostrzegli Małobogowie, jakiego strasznego podstępu ofiarą się stali. Chciano natychmiast uderzyć na tyn Grubów i wybić Wielkobogów do nogi. Wid ich ostudził stwierdzając, że nie mają już nawet żadnych pomocników. Przekonywał ich także, by się ukorzyli i przysięgli rodzicielom, że nigdy nie sięgną po ich rzeczy, a wtedy na pewno ich własność – bogunowie i boginki zostanie im zwrócona. Znowu go nie słuchano. Żądza zemsty była zbyt wielka, ale zgodzono się, że bez pomocników nie da się wykonać takiego planu.

Słońce śmiertelnie zmrożone, skowane – W Okowach Mora, w Okowach Lodu

Ożywienie zduszów w Nawiach

Smutek i zwątpienie zapanowały w duszach Młodych Jednogłowych. Nikt nie wiedział, co począć. Pomysł poddała jednak Licho.

– Wszak – powiedziała – Nawie są pełne zmarłych ludzi. Dajmy im ciała i tchnijmy w nich żywot, a uczynimy armię liczniejszą niż ktokolwiek może sobie wyobrazić. Tak też zrobiono, chociaż nie było to wcale proste.

Do ożywienia zduszów nie wystarczyło rozpalenie nieci żywota w zwykły sposób, łuczywem Lelija. Trzeba było użyć do tego skry z Ognia Ogni pilnowanego przez Swaroga. Zdobył ją Bodnyjak, który jako ślepiec, nie zwracając uwagi Kauków ani Gałęzów, zaszedł na Równię. Był przemarznięty i dygotał, więc Swarogowi pomocnicy, ogniści bogunowie Bogacze, pozwolili mu usiąść i się ogrzać. W pewnej chwili nadleciał znienacka Dyj-Bełt i rozrzucił płonące polana po okolicy. Bogacze musieli zbierać żagwie i układać je na powrót w stos. W tym czasie Bodnyjak porwał jedną z nich, ukrył za pazuchą, a następnie dał Dyjowi. Ten poniósł płonącą żagiew prosto do Nawi. Sowica-Polel zrąbał aż dwa konary Gorgorzału w Piekle, by było dosyć polan do rozpalenia zniczów Życia. Skalnik oddał Podziemie na miejsce działań, a Zmora zagony w pustoszach Otchłani. Niektórzy kudiesnicy powiadają jednak, że wylęg wszych zduszów odbył się w samym Piekle. Mąd i Dzidzilela-Żal pławili trupie ciała i zmarłe dusze w żywej wodzie ze źródeł Rudzi. Mą d nieustannie je okręcał i bełtał wody swoim kijem-wijem. Dyj mu w tym pomagał, rozdmuchując wełny i burząc toń. Dzidzilela zanurzała w wodzie martwe członki oraz każdą kosteczkę po kolei, a potem przekładała do kotła. Kocioł został wykradziony Chorsowi przez Licho. Zmora wyrabiała jad z ziół zbieranych przez Chorzycę i smarowała nim jigły, które Dzidzilela wbijała w każdą duszę kładzioną do martwego ciała. Następnie warzono ich w kotle i maczano w piekielnej Czernicy. W skalnikowym Podziemiu stanęły wraz zagony szkaradnych postaci. W długich rzędach kłębiły się potworne ciała zapełnione duszami z Piekieł i Założy. Rychło ożywione straszydła poczęły pochrząkiwać, macać się i oglądać, szczerząc wielgachne kły. Tak narodzili się zdusze – półboskie byty poczęte z martwych członków i dusz ludzi zmarłych.

Ponieważ w tym czasie jeszcze niewielu ludzi przebywało w Nawiach, bo Zerywanie dopiero co zamieszkali ziemską Kolibę, na ostatnich z nich – Lepirów, zabrakło już ciał i wyszli półprzejrzyści, bo jedno ciało dzielono na dwóch, a czasem nawet i trzech z nich.

Skalnik, Licho, Zmora i Mąd wyposażyli swoich podopiecznych w broń. Skalnik wykuł z kamienia miecze, szable, sztylety i haki, Licho ukuła niewidzialne zbroje twardsze niż żelazo, hartowane w kipielach Czerwienicy i Lawospadach Czernicy. Mąd z prętów i gałęzi piekielnych drzew zrobił łuki i dzidy, a Zmora strzały i groty, które razem z Dzieldzieliją zatruwała jadem iglanym.

Oto powstała armia Sił Ciemności i zgrzytając zębami, kłapiąc krwiożerczymi paszczami, przestępowała z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać znaku, by ruszyć do krwawego boju.

[foto Trevor White]

Słowo o zdusznych rodzinach i sotniach

W Podziemiu i Piekle ukształcono tego dnia trzynaście rodzin zduszów, a w każdej z nich było wiele sotni, a każda następna rodzina czy sotnia nosiła w sobie przyrodzoną krwiożerczość i straszniejszy od poprzedniej wygląd. Każda z tych przerażających zdusznych rodzin miała jednak swoje słabe miejsca, coś co pozwala nad zduszem zapanować lub go przepędzić, gdy się ma w sobie dosyć siły i odwagi po temu. Nad każdą sotnią stanął książę ciemności, znany ludziom z imienia. Ci mieli postać szczególnie okrutną.

Ludzie jednak zetknęli się ze zduszami dopiero dużo później. Czas przed ich pojawieniem się na Ziemi nazywany jest Czasem Srebrnym, tak jak okres, w którym Zerywanie żyli na Niwach Weli (przed strąceniem) nazywany jest Czasem Złotym9, a okres ich żywota w Kolibie Czasem Brązowym.

[foto: Janice Street]

Narodziny Stworzy na Stokrotnej Łące, czyli Ustokrotnienie Przedstworzy

Kiedy o tym wszystkim, co działo się w Nawiach i w Podziemiu, dowiedzieli się Wielkobogowie, padł na nich blady strach, bo wszystkich Przedstworzów było wtedy na świecie tylko, a niektóre z nich mało bitne12. Zrozumieli, że w bitwie nie będą mogli nawet myśleć o stawieniu czoła licznej czeredzie okrutnych przeciwników. Jedynie Spor zachował przytomność umysłu. Za jego radą zebrano wszystkich Przedstworzów na Stokrotnej Łące. Tu zakopano ich w sporzącą glebę i podlewano obficie żywą wodą ze Zdroju Rodów. Wkrótce z każdego zakopanego wyrosło sto okazałych kwiatów o stu białych płatkach. Tak powstały stokrocie (kwiaty stokrotne). Gdy Pąki stokroci się rozpękły, z każdego wyskoczyła boginka lub bogun. Oto jak narodzili się Stworze.

Niektórzy powiadają, że dopiero od tego czasu łąkę ową nazwano Stokrotną, jako że dokonało się na niej Ustokrotnienie Stworzy. Inni mówią, że łąka zawsze się tak nazywała, a to dla swych stokrotnie sporzących właściwości.

Stworze byli o wiele mniejszych rozmiarów niż ich rodzice, Przedstworze. Co ciekawe, również rodziciele utracili swoje rozmiary wydając na świat tyle potomstwa. Zachowali może tylko ciut mocniejszą posturę i bardziej podstarzały wygląd. W ten sposób powstały rozliczne rodziny Stworzów, którym przewodzić poczęli owi rodziciele, zwani Starszymi. Każdy z narodzonych posiadał dokładnie taką samą moc jak jego poprzednik, Przedstwórz.

Wołchwowie Grubów ze Sporysza powiadają, że nie było to dokładnie po stu Stworzów zrodzonych z każdego Przedstworza, lecz po 99, tak że wszystkich po Ustokrotnieniu było 31 200. Zawarta w liczbie mnożności czerta wyraźnie wskazuje, że Stworze mają niekoniecznie sprzyjające życiu przyrodzenie i część z nich działa zupełnie odwrotnie, niż zakładali bogowie. Niekiedy ten sam sporzący dobro i powodzenie bogun potrafi działać przeciw życiu, ku śmierci.

Ustawiono ich jak najszybciej w bojowe szyki. Na czele stanęli Perun, Łada-Łagoda i Dziewanna. Zaraz za nimi wyruszył dosiadając Białej Krowy Bożebóg-Bodo. Krowy nie można było zostawić samej, bo było pewne, że Małobogowie zechcą ją podstępnie wykraść. Za to schowano dokładnie w spichrzu Kołacz Wieków, ukryto w Grusznym Sadzie wóz i zamknięto w podziemiach sporzego tynu Miesiąców. W bojowym pogotowiu opuszczono usłane białym kwieciem Stokrotne Łąki.

[foto: Royce Bair]

Wielka Bitwa – Biała Krowa przeciw Czarnemu Bykowi

Na Niebieskim Polu stanęły naprzeciw siebie dwie potężne armie, dosiadające skrzystych wierzchowców bądź inogów (zwierzów niebiańskich). Pierwsza drużyna sił ciemności, złożona z Małobogów i zduszów, prowadzona była przez Bodę siedzącą oklep na Czarnym Byku. Dowodzili nią Chorsiniec i Mąd. Druga, składająca się z Wielkobogów i stworzów, biała drużyna, z dowodzącym Perunem i Ładą-Łagodą, prowadzona była przez Bożeboga na Białej Krowie. Na początku Pogoda wystąpiła naprzód, próbując doprowadzić po raz ostatni do zgody. Małobogowie nie dopuścili jej do słowa, zagłuszając przemowę warkotem i biciem bronią o tarcze. Wkrótce rozpętała się straszliwa bitwa. Niebiosa zatrzęsły się, a nad Ziemią i Welą przeleciały dujawice łamiące drzewa i wyrywające góry. Ze straszną niszczącą siłą spadły deszcze, ciężkie jak kamienne wodospady. Dosiadane przez zduszów szaszory, skrzydlate dziki i kozły, rozrywały na strzępy zastępy Rusałek, Latawców, Nocnic i Kąpielników. W tym czasie inni bogunowie, na swoich skrzydlatych wilkach, jeleniach i koniach, zabijali bezlitośnie Upiory, Strzygi, Wilkołaki, Dybuki i Wiedźmy. Zwierzęta raniły się i kiereszowały wzajemnie. Z gardeł bogów i ich pomocników dobywał się okrutny wrzask wojenny. Krew boska lunęła strugą. Na Ziemi i Weli spadły wtedy krwawe deszcze. Odłamki broni i obcięte członki boskie leciały z niebios jak grad. Raz po raz walił się z hukiem na lądy ziemskie rażony bogun lub martwy wierzchowiec. Powoli otrząsał się potem z martwoty-kirsnu, rany mu się zasklepiały i powtórnie ruszał do boju. Zabite w walce zdusze spadały z powrotem w Nawie i stopniowo ich ubywało. Już, już zdawało się, że Wielkobogowie i Biała Krowa zwyciężą, ale Siły Ciemności zdwoiły swe wysiłki i zapiekłość, użyto też ukrytych dotychczas łuków i zatrutych strzał. Rażone strzałami Zmory i Dzieldzieliji zwierzęta oraz bogunowie, wpadali w szał i siekali swoich, zamiast rzucać się na wroga. Biała drużyna jęła się wycofywać. Wkrótce był to prawdziwy odwrót, a po chwili odwrót bezładny. Mąd i Diw z sotniami Wąpierzy, Biesów i Przezkostów osaczyli Białą Krowę. Raniono Bożeboga, który spadł na Ziemię. Perperuna wszczęła krzyk i zawróciła. Dosiadła Białej Krowy, która miała już wbitych w boki sto dzid i broczyła obficie krwią. Broniąc jej zmierzano chyżo do Weli. Coraz kto inny dosiadał i poganiał Białą Krowę, i kto inny ją osłaniał od ciosów. Wpierw był to Rod, potem Rodżana, później Swara, a wreszcie sam Swarog. Dopiero jemu udało się ujść w Jodłową Puszczę Borowiła, lecz Krowa uderzona w czoło kamienną maczugą, poraniona i osłabła, zmieniła się nagle w Krwawego Orła.

Pozostali Małobogowie skupili się naprzeciw tynu Grubów w ich Niwie. Wielkobogowie otoczyli tyn pierścieniem gotowi bronić do ostatka zamkniętego w nim dobytku. Wybuchła druga Wielka Bitwa. Znów polała się niebieska, biała i czerwona krew. Jednorożce rozcinały boki skrzydlatym wilkom, czetlice-kury rozszarpywały ażdahorów, skrzyste węże dusiły w mocarnych splotach pierzaste połozy. Wela zadrżała, w trzech miejscach nadpękła i trysnęła z nich ogniem. Dwugłowe orły i psiogłowce kąsały bogunów, a grad strzał wypuszczanych przez Wołotów raził bezlitośnie szeregi Jątrów, Strosków i Duchaczy. Z mgieł dobyły się Widma, z wód uniosły Toplice, zaduł wicher uczyniony przez Strzybogowych synów i wnuków. Lepiry wzniosły się kurcząc krogulcze pazury, zatrzymały wiatr w miejscu i niespodzianie skierowały go w stronę boginek i bogunów. Całą Niwę Niw przykryła ciemność, a mglista zawiesina wodna sprawiła, że powietrze stało się nieprzejrzyste i zapadła noc.

W tym czasie przeistoczona w Czerwonego Orła Biała Krowa zmarniała i skurczyła się do krzty. Stała się Krwistą Bożą Krówką, małą jak na początku, a na pancerzu miała wiele zakrzepłych ran od wrażych uderzeń. Swarog rozgrzewał ją swoim witalnym oddechem, rozpalał jak umiał, ale ona coraz bardziej gasła. Zdawało się, że umiera. Lecz kiedy już całkiem zamknęła oczy, stał się dziw najdziwniejszy, oto odżyła tchnięta Swarogowym oddechem (a może, jak chcą niektórzy, tajemnym tchnieniem Swąta) i poczęła się odradzać. Wpierw stała się Białym Orłem, a zaraz potem, upasiona runem leśnym, dojrzała do postaci Białej Krowy. Borowił okryty pyłem bitewnym przybył do swoich puszcz. Miał złe wieści. Obaj dosiedli pośpiesznie Białej Krowy i ruszyli rączo ku Niwie Grubów. Na widok Białej Krowy pełnej sił witalnych Małobogowie zwątpili w swą moc. Zwątpienie to pierwszy krok do klęski. Zastępy zduszów znacznie się przerzedziły. Od walki musiała odstąpić Zmora, Dzieldzielija i Sowi, którzy pobieżali w Nawie ożywić na powrót zabitych zduszów. Zwycięstwo przechyliło się na stronę białej drużyny. I byliby zwyciężyli Wielkobogowie, gdyby nie Diw-Ładziw, który natchniony nagłą myślą rzucił się ku Wierchowi Weli.

[foto: Janice Street]

Diw na Drzewie Drzew

Wywijając ośmioma uzbrojonymi ramionami, Diw przedarł się w obręb Zamyku Kłódź. W walce wręcz pokonał strzegącą Drzewa Drzew Świćgałęzę i zasiadł w jego konarach, blisko wierzchołka. Z Wierszby raził wszystkich wrogich bogów. Diw-Ładziw, jako dziecko Dziewanny i Łada, był z przyrodzenia dziki i nieokiełznany, a posiadał też wielkie zdolności bitewne i łowcze. Niełatwo było go pokonać, jako że urodził się zakuty w złotą zbroję, a władał najbieglej spośród wszystkich bogów dzidą i procą. Właśnie pociskami z procy siał najokrutniejsze spustoszenie w szeregach Wielkobogów i Stworzy. Z wierzchołka Wierszby widział wszystko i trafiał zawsze bezbłędnie. Jego działanie do tego stopnia zmieniło przebieg bitwy, że biała drużyna znowu jęła się wycofywać.

Nikt z Wielkobogów nie zasłużył się jednak w boju tak jak Prowe. Czstnota słynąca niegdyś z odwagi, teraz zaś krucha jak gliniany garnek, była pozornie w bitwie nieużyteczna, ale przelała całą swoją moc na męża. Prowe sprytnie przybliżał się do Czarnego Byka, wziąwszy łuk od Łady-Łagody. Korzystając ze zgiełku bitewnego i zwrócenia przez wszystkich uwagi na Diwa, ukryty w wykrocie, oddał z bliska śmiertelny strzał w samo bycze serce. Zwierzę wierzgnęło i upadło, a nim dotknęło ziemi, stało się Krwawym Orłem. Czerwony Orzeł próbował się wzbić w powietrze, ale nim tego dokonał, był już tylko Czerwoną Biedronką. Biedronka z trudem przeleciała kawałek, tylko tyle by usiąść na ramieniu swej pasterki, Body.

Załamanie Małobogów było zupełne. Swarog, Perun, Dziwień, Daboga, Śrecza, Dziewanna i Łada-Łagoda wdarli się na Wierch Weli rozpoczynając szturm na Drzewo Drzew. W zacietrzewieniu, zaognieniu bojowym, bitewnym wzburzeniu, stało się nieszczęście – broniący się zajadle Diw złamał gałąź, na której siedział, i trącił Kłódź Swątową. Tego było za wiele. Pan Panów, Władca Władców wielki Swąt-Światowit wyszedł wtedy z Kłódzi, by przywrócić porządek. Jednym dmuchnięciem strącił Diwa z Drzewa Drzew. Ten uleciał ku Nawiom trzymając się ułamanej gałęzi jak ptasiego skrzydła. Owa gałąź była płonna, dlatego tak łatwo się ułamała.

(foto: Maku Kulden)

Wyjście Światowita z Kłódzi

Kiedy Bóg Bogów pojawił się w obrębie Zamyku, a potem wyszedł na Wierch, wszyscy wojownicy rozpierzchli się niczym pchły, przerażeni jego gniewem. Każdy czmychał w najciemniejszy kąt i zaszywał się po zakamarkach swoich niw lub w najgłębszych norach. Bogowie zamieszani w wywleczenie Nawiaków na świat żywy, poczuli narastające przerażenie.

Wieszczowie kąciny Światowida z Rugii-Rany twierdzą, że strach rozlewa się po wszych duszach zawsze, gdy Swąt wychodzi, bowiem razem z nim wylewa się na świat Postrach, resztka owego potwora, którego Bóg Bogów wydał z siebie, by pokonać zbuntowanych Zniczów. Największy zaś przestrach, wręcz grozę, budzi on zawsze w tym, kto jest winien.

Dziewięcioro Małobogów skryło się wpierw w czarnej chmurze nocy, uczynionej przez Bodnyjaka, a potem pod jej osłoną przedarło się do Podziemia. Tu Skalnik dał im spoczynek i sam się schronił razem z nimi. Tych dziewięcioro to byli (poza Skalnikiem): Mąd, Zmora, Licho, Dzidzilela, Dyj-Bełt, Bodnyjak, Lelij-Smęt i Polel-Sowica. Światowit ich nie ścigał. Dał im spokój, lecz objął ich klątwą. Kara była sroga. Owi bogowie od tamtego czasu nigdy nie mogą pokazać się w świetle pełnego dnia. Wychodzą na Ziemię i Welę tylko nocą, w burzę i nawałnicę albo przesiadują w jamach i jaskiniach, żlebach górskich, w głębinach wód czy czarnych ostępach leśnych. Za białego dnia wysyłają na świat tylko swoich pomocników – bogunów i boginki, których rękami czynią swoje powinności. Lel, Polel, Skalnik, Licho, Zmora i Bodnyjak zawsze odchodzą w Podziemia lub Zaświaty przed świtem, a na ziemskie niwy przybywają po zmierzchli, gdy skryje się ostatni promień słońca. Trochę lżejsza kara spotkała Przepląta i Plątwę, których Bóg Bogów uznał za winnych wywołania dwóch ostatnich bitew i poruszenia Kłódzi. Ci przebywają na niwach tylko w dni mętne, bezsłoneczne. Kiedy białe światło zalewa świat, kryją się w ciemnych zakamarkach.

Diw-Ładziw spadłszy w Nawie boleśnie się potłukł i uciekł do swojej matki Dziewanny. Ta przemyciła go w ciemne puszcze Borowiła. Tu pielęgnowała syna, a gałąź o dwóch Pędach podzieliła na pół. Jedną część zasadziła w ziemi, koło tynu Dziewów, drugą zaś w koronie dębu. Dziewanna miała nadzieję, że z gałęzi wyrośnie nowe drzewo drzew, ale ta gałąź była inna niż wszystkie pozostałe pędy Wierszby. Niektórzy kudiesnicy i żercy mówią, że była ona zaszczepiona przez Gałęzów albo przez Swąta, i pochodziła od Swątlnicy. Jako taka nie mogła wydać pożytku w postaci złotych jabłek. Gałąź w ziemi szybko uschła. Przy tej drugiej Dziewanna postawiła na straży waleczne skrzydlate jelenie. Bogowie łakomie spoglądali na wzrastającą roślinę, a kiedy zaowocowała, bardzo starali się ją zdobyć. Jelenie nie dopuszczały jednak nikogo. Przepląt wymyślił w końcu podstęp. Posłał na drzewo swoje ptaki. Zerwały one owoce, a bogowie podzielili się ziarnem. Ponieśli je w swoje niwy i posadzili w koronach własnych drzew. Tak rozmnożyła się Jemioła-Imiela, zwana także Omelą – czwarte wcielenie bogini Swątlnicy-Światłolicej. Nie wyrosło z niej drzewo drzew, ale czarowna roślina, która wydawała zawsze płonne ziarno. Z jej owoców nie mogło wzrosnąć nic, co by było zdolne do samodzielnego bytowania. Jemioła, jako odłamek świetlistego Drzewa Drzew, stała się rośliną Ładów, a ptaki, które ją zerwały, nazwano jemiołuszkami. Do dziś żywią się one owocami jemioły.

Najświętsza jest jemioła zrywana z dębów, ta zawsze jest wieszana pod czechółem, a jej liście maluje się złotem na pamiątkę owej drugiej Wielkiej Bitwy i świetlistego pochodzenia krzewu. Pod jemiołą i czechółem ludzie składają sobie życzenia wszystkiego najlepszego, pod nią zastawiają stół biesiadny, gdzie ucztują siedząc w kole13. Czynią to 24 grudnia, gdy rodzi się Jasne Bodre Światło – Biała Boża Krówka. Siedzenie w kole i tańczenie w kole, a także śpiewanie kolęd, oddaje cześć boskiemu Kręgowi Kręgów, Kostromie-Koladzie, której czas zimowego królowania się wtedy rozpoczyna, i upamiętnia ów rzut kołem od Wozu Kirów, wykonany przez Roda i Łada w obronie Białej Bożej Krówki. Tego dnia zdobią też wszy Słowianie gałęziami jodły ściany domów, by przypomnieć narodziny Bożej Krówki w Jodłowej Puszczy i przyozdabiają snopy żyta rozstawione w czterech kątach izby na pamiątkę porodzenia Czarnej Bożej Krówki przez Rudź w Żytnim Łanie14.

Wojowniczego Diwa-Ładziwa uczynił Bóg Bogów Panem Walki i Strażnikiem Ładu Świata, by już nigdy nie obrócił się przez swą dzikość przeciw światu. Wszyscy Jednogłowi uznali w nim Pana Wojny, Małobogowie zaś uczynili go swoim Wielkim Wodzem.

Światowit ustanowił nowy ład. Miesiące Kirów pozostały częściowo tylko przy Żywiołach, część z nich oddał Mogtom. Chorsowie mieli nimi władać, lecz kiedy zaginął Świcień (Świbań-Przybycień), Swarożyc z Radą Zbożą się nimi zajęli. Maści pozostały przy Dendze, lecz Swąt nie wyzwolił jej z wężych kształtów, których się może owa bogini wyzbyć tylko na zbory boże i wielkie święta. Kradzież powinna być bowiem ukarana. Boda pozostała Pasterką Ciemnego Bodrego Światła, Bożebóg zaś Jasnego. Niektóre kawałki sadów i zagonów ukradzione Rgłom przez Morów pozostały przy tych ostatnich, by złagodzić ich zatwardziałość i nieprzystępność. Wielu bogów straciło poprzednie tytuły i części władztwa, niektórzy zyskali nowe dziedziny. Wszyscy Małobogowie zostali dopuszczeni do Kołacza Wieków, z którego każdy ma kawałek dla siebie. Opiekują się od tego czasu poszczególnymi godami-rokami całego Koła Wieków. Przywilej ten został odebrany Wielkobogom. Bóg Bogów wymierzył też wszystkim uczestnikom Wojny o Krąg karę, polegającą na tym, że powołani z Nawi zduszowie pozostali przy Życiu. Cała ich moc i złość, i zapiekłość obróciła się teraz przeciw bogom Niw. Stali się sługami wyłącznie trzynastu Ciemnych Bogów, tworząc wielką armię Sił Ciemności. Prócz owych dziewięciu Małobogów ukaranych przez Swąta, Ciemnymi Bogami stali się Przepląt, Plątwa, Mor i Chors. Niestety działania zduszów obróciły się także przeciw ludziom, bowiem za wszelką cenę starają się one wydobyć z udręczenia, by móc odpocząć w Nawiach i szukają niecierpliwie nowej ofiary, która by je zastąpiła w przypisanym na wieki zadaniu. Zdusze są wobec ludzi tak samo krwiożercze, jak wobec bogów, maczają palce we wszystkim złym i nienawidzą wszystkiego, co żywe.

Wedle życzenia Swątowego, do końca świata cztery razy każdego roku odbywać się mają Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy. By bogowie nigdy nie zapomnieli, co chcieli ze światem uczynić, a także by przetrzebić nieco mnożących się licznie zduszów. Wielkie Bitwy mają miejsce między 20 a 26 dniem marca i września, Dzikie Łowy zaś między 20 i 26 dniem grudnia i czerwca. Dla ludzi są to największe święta każdego roku – czas strachu, ale i wielkiej radości, kiedy się okazuje, że świat przetrwał kolejne Śmiertelnie zagrożenie. Powiedział bowiem Światowit, że jeśli któregoś razu owe działania bojowe wymkną się Żywiołom i Mogtom spod władania i Krąg Przemian zostanie przerwany, to właśnie wtedy wyjdzie z Kłódzi po raz czwarty i będzie to koniec tego świata.

Wreszcie bogowie zasiedli razem ze Swątem w Kręgu na Równi i odbyło się święto zgody. Światowit zapowiedział im, że kiedy wyjdzie następny raz z Kłódzi, spotkają ich straszniejsze rzeczy, po czym już nie mówiono o przykrych sprawach, lecz radowano się i cieszono oraz raczono obficie miodem, piwem, sołwą i sporyszem, a także innymi boskimi napitkami i jościem.

Siedem Czarnych Psów Dziwienia-Kupały pozostało przy Rgłach, którzy zgodzili się, by ten je brał na przechadzki. Tak więc żytniowąsy Dziwień od tamtego czasu chadza każdego lata z owymi psami, strzegąc zielonych zbóż przed zniszczeniem.

Żywioł Wód, Borów i Ziemi, Moc Chorsów (Księżyca), Moc Ładu, Moc Pogody i Moc Rodów w okowach Morów

Przypisy do Taji 14

2 Wóz Godów został porwany przez Swaroga, kiedy Jednogłowi uprowadzali z ich tumów Braci Miesiąców. Wóz załadowano na łódź Chorsińca i pozostawiono później u Sporów. Każde z czterech kół wozu Kirów (Godów) oznacza jedną z czterech pór roku na Ziemi i w całej Niebieskiej Krainie. Jego dwa dyszle oznaczały czas ciemny, zimny i letni, ciepły. Miały barwę czarną i białą. Wóz ciągnęło zwykle sześć Światłogońców przynależnych do tumu boga zawiadującego odpowiednią porą roku i stroną świata (sześć gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy). Owe Światłogońce (Żar-Ptaki) mają łapy niedźwiedzie i niedźwiedzie pazury, ciało wężowe, a łby ptasie. Położenie Wielkiego Wozu na niebie zmienia się zależnie od tego, czyje Światłogońce go ciągną. Dyszel wozu wyznacza kierunek jazdy. Od kiedy wóz znalazł się w posiadaniu Jednogłowych, zaprzężono do niego skrzyste niedźwiedzice – będące przedstawieniem zastępczym i ucieleśnieniem zwierzęcym Wiłów. Najstarsze podania mówią jednak o złotorogich turach –ucieleśnieniach słonecznych, zwierzętach przedstawiających dwór Sołów.

3 Boża Krówka, Boża Owieczka, Słonyszko, Bedrik, Biedronka to w różnych krajach Słowian nazwy tego samego zjawiska: owada będącego ucieleśnieniem młodego, świeżego Światła – pierwszego, jarzęcego Światła Bodrego. Jego narodziny rozpoczynają okres wydłużania się dnia, czas upadku Ciemnościa. Większość Sławów używa określenia Boża Krówka i Bedrik-Biedronka. Czesi, Serbowie i Chorwaci nazywają owada Bożą Owieczką, a Łużyczanie Bożym Słoneczkiem. ukraińcy poza nazwą Soneczko używają określenia Bedrik. Nazwę Biedronka wywodzi się od beran (baran), czyli bydełko (owca) boża. Baran u wszystkich Ariów jest przedstawieniem światła słonecznegob. Określenie to zawiera znaczenia takie jak: wgłębienie, stok, biera – los, brać, bodryj (ros.) – krzepki, silnego ducha, chętny, bodry (serb.) –żwawy, budrus (litew.) – czujny, świeży. Wywodzi się je więc także z rdzenia bud tworzącego takie słowa, jak budzić, budowacc. Słowo bodry – krzepki jest jednocześnie odwróceniem wyrazu dobry. Nawiązuje także do barwy białej i określenia biały – wielki, świecący (sanskryckie bhati). Takie nawiązanie prowadzi z kolei także do odmiennego kręgu znaczeń: biel (bielawa) – bagno, błoto i bajać – mówić, opowiadać oraz baj mit, bajorek itp.d. Znana jest także inna nazwa Bożej Krówki – Wiedrzenica, która wiąże ją z boginią Pogodą. Litwini używają nazwy Dievo Karwyte (Boża Krówka). W sanskrycie spotyka się okreś1enie Indragopa, czyli Bydło Indry. Pokazuje to jeszcze jeden z licznych związków słowiańsko-indyjskich.

a Jej postać jest w folklorze związana z przejściem od starego do nowego roku [MNM t. I, str. 182; SMLIE str. 74].

b W mitologicznych podaniach Słowian spisanych przez folklorystów i etnografów postać Bożej Krówki jest szeroko znana. Jest ona symbolem owego nowonarodzonego światła, córką Matki Boskiej, czyli Matki Niebieskiej (Dażbogi) lub Matki Ziemi, wysłanniczką Boga Bogów. W części podań występuje jako żona Perunica, zaklęta w tę postać za zdradę. Czarne kropki na pancerzu owada mają być śladami po uderzeniu piorunem. Te podania zdają się wiązać jej postać z Zorzą, której też przypisują czwórkrotne narodzenie.

Ogólnie u ludów aryjskich (indoeuropejskich) biedronka jest Żukiem Matki Boskiej. W chrześcijańskiej tradycji Słowian Wschodnich postać ta jest przypisana do tekstów związanych z Wigilią Bożego Narodzenia. Zanosi prośby do nieba i pytania domagające się odpowiedzi, także pytania o deszcz i dobrą pogodę. Liczne warianty jej nazwy Bedrik-Wedrik (wiedro – pogoda) wskazują na mityczny związek biedronki z pytaniami o pogodę lub deszcz. W powiedzeniach i przysłowiach jest zwana szczodrą: .,Daj Boże i na Bedrik”, „Szczedrik Biedrik – dajte warennik”. Szczedrij Wieczir to noc narodzenia nowego Światła Bożego.

c Występują liczne odmiany z różnymi samogłoskami, jak zwykle w wypadku samogłosek ma miejsce duża chwiejność, stąd postacie budr i bidr, bodr oraz bedr.

d Słownik etymologiczny A. Brucknera, str. 25.

4 Baj o Bodrym Świetle jest znany także Irańczykom jako mit o Smoku Kermańskima. Według niego na południu Persji żyła dziewczyna, prządka. Gdy pewnego razu przędła na Panieńskim Wzgórzub, znalazła małego białego robaczka. Włożyła go do pudełka z drewna topoli. Zaniosła go do domu swego ojca Haftwada. Robaczek rósł, więc zrobiła mu nowe mieszkanie w czarnej skrzynce. W niej się rozwinął i przystroił w czarną koszulkę ze złotymi gwiazdkami na plecach. Razem z Robaczkiem szczęście i dostatek zawitały do ich domu, a wkrótce także chwała oraz władza, bowiem podczas buntu przeciw władcy –tyranowi Haftwad i jego synowie odznaczyli się walecznością. Powierzono więc Haftwadowi panowanie, miasto zaś nazwano Kermanem (kerm – robak). Gdy Ardaszirc rozpoczynał budowę swego państwa (założyciel dynastii Sasanidów, którego ta legenda dotyczy) wyprawił się do Kermanu na owego Robaczka, który urósł już do wielkości smoka. Ardaszir pokonał smoka pojąc go wrzącym ołowiemd.

a Patrz M. Składankowa Mitologia Iranu, str. 228.

b Zastanawiający jest związek postaci prządki przędącej na panieńskich Skałach z licznie występującymi na Słowiańszczyźnie określeniami i nazwaniami różnych białych skał, grup ostalców wapiennych, jako Prządek lub Skał Panieńskich. Skały Panieńskie występują w podkrakowskim Lesie Wolskim (welskim) i wiąże się z nimi podanie o zakonnicach norbertankach – dziewicach, które wolały stać się kamieniami niż ulec Tatarom. Legenda ta wskazuje na starszy podkład mitologiczny leżący u jej podłoża i wyraźnie związany ze wspólnym okresem słowiańsko-scytyjsko-irańskim.

c Znane jest blisko nawiązujące imię jednego ze słowiańskich wodzów – Ardagast. Dowodził on Sklawinami podczas wyprawy na Bizancjum w roku 585. Był prawdopodobnie królem jednego z plemion Słowian zamieszkujących Siedmiogród – ziemicę Siedmiu Rodów, może Gątów. W roku 594 poniósł klęskę i musiał się ratować ucieczką z własnej naddunajskiej ziemi [patrz: MSKDS albo SSS t. I  –Ardagast].

d Ardaszir przebrał się za kupca, spoił strażników Smoka i jego samego zabił, wlewając mu do paszczy roztopiony ołów, co przypomina do złudzenia sposób zabicia smoka przez Kraka (lub Skubę) w mitach polskich. Ten sposób zgładzenia smoka, przez napełnienie go wrzącym, palącym materiałem, jest znany tylko z podania irańskiego i polskiego. Ardaszir dopiero po tym czynie mógł się ogłosić szachem Iranu, tak samo jak Krak mógł się ogłosić królem.

Mit ukazuje, jak z białego, małego robaczka wyrasta wielki czarny smok o wyraźnym charakterze ogniowym – złote gwiazdki na jego pancerzu to iskry ognia. Początkowy obraz robaczka symbolizuje iskrę. Iskra pojawia się przy krzesaniu ognia za pomocą twardego patyczka – wrzeciona (jak u prządki), a pudełko z miękkiego drewna topoli przypomina deszczułkę do krzesania (w micie jest wyłożone dodatkowo watą przypominającą strzępki hubki). Obrzęd odzwierciedla więc mit lub odwrotnie, mit jest uzasadnieniem obrzędowego, corocznego rozpalania świeżego ognia w dzień zimowego przesilenia,

Dziewczyna, prządka-strażniczka ognia, zobowiązana do jego krzesania i utrzymywania przypomina starożytne westalki. Zwyczaj pilnowania ognia przez strażniczki znany jest z Indii, Iranu, a także Słowiańszczyzny (przechowany np. w obrzędzie podkrakowskiej Siuda Baby w Ledniej Górze) i prawdopodobnie wielu innych kultur, nie tylko aryjskich.

5 Alidzoni to plemię znane ze starożytnych zapisów, występujące już w V w p.n.e.a. Żyli oni nad górnym Bohem i Dnieprem-Danaprem, Według relacji, w ich ziemicy znajdował się gród będący siedzibą kapłanów wiary przyrody,

Alidzoni to zniekształcony przez greckich kronikarzy zapis miana Lędzionie. Byli oni odłamem wielkiego ludu Lęgów, który zawędrował nad Dniepr. Małym plemieniem w obrębie owego plemienia Lędzionów mogli być Polanie Kijowscy, którzy jak wiadomo, mają swój wielkopolski odpowiednik w Polanach Gnieździeńskich, a przez podróżników greckich zwani byli najprawdopodobniej Scytami-Oraczami. Niektórzy mówią też – zwłaszcza przedstawiciele kapiszt Wschodu – że Lęgowie mieli kolebki nad Bohem i Dnieprem, obok Budynów i Burów, a ziemice nadwiślańskie należały początkowo wyłącznie do Wędów i Istów (na północy) oraz Nurów (na południu). Część małego plemienia Polan-Oraczy pozostała nad Dnieprem w okolicach Kijowa, a część wywędrowała razem z pozostałymi Lęgami, między innymi z Lędzionami. W I wieku n.e. zajęli oni Wielkopolskę i Śląsk, zakładając wielki Związek Lęgijski (Lugijski)b. Jeszcze w X wieku plemię Lędziców (Licikavici) zajmowało nad Wisłą tereny wschodnie i znane było Rusinom jako Lęchowie (Lachowie, Lechici)c.

a Pisze o nich w swoich kronikach Herodot (IV, 17) i Hekataios [patrz SSS t. 1, Alidzoni; PP t. l, str. 108-115]. Wielu badaczy lokalizowało siedziby Słowian w dawnej Scytii Właściwej.

b U Ptolemeusza i innych pisarzy greckich oraz rzymskich.

c Patrz PP. Rzeczywiście Polacy jako Lachowie, Lędziele lub Lechistańczycy są znani tylko Rusinom Naddnieprzańskim, Węgrom (będącym spadkobiercami Hunów i Awarów) oraz Turkom (spadkobiercom kultury scyto-irańskiej). W nauce istnieją rzecz jasna i inne równoprawne interpretacje nazw ludu Alidzonów czy spekulacje na temat pochodzenia etnicznego Scytów-Oraczy.

6 Gody zwano także Kolędą, jako że były potrójnym świętem bogów Kolesa (Koła Życia, Kręgu Świata, Kręgu Kręgów). Tych trzech bogów, czczonych między 20 a 26 grudnia, to: przychodzący w tym czasie Kolada-Kostrub (czyli inaczej Kostroma-Kostrubonka, zwana też Śmiertnicą, Maslenicą albo Kraczunem), Rod-Kolada (Kułada) oraz sam Łado-Kołata. Niektórzy dodają, jako czwartego, Turupida-Ciosnę (czyli Tura-Kołotę).

Dzień narodzin Bodrego Światła nie był czczony jako rozpoczęcie Nowego Roku, lecz rozpoczęcie nowego Kręgu Przemian, nowego cyklu słonecznego. Było to jedno z najbogatszych w symbole świąt wiary przyrody. Jednocześnie oddawano bowiem cześć Zimie (Kostromie) występującej pod postacią Czarnego Byka, Orła albo Kruka (Kraczuna). Kraczun, postać znana niegdyś całej Słowiańszczyźnie (rosyjskie Koroczun, słowackie Kraczun, bułgarskie Kraczuniec), to krocząca ciemność, zima i śmierć. Białorusini określali go jako ducha zagłady, konwulsji, nagłego skurczu i zapaści, nagłej śmierci, konania. Postać i obrzędy Kraczuna mają związek z pojęciami kręgu, kręcenia się i koła przemiana. Kolędy służyły przebłaganiu i obezwładnieniu ciemności oraz zimy. Poprzez świętą pieśń (modłę) proszono bogów, by przywrócili światło i wzbudzili siły rozrodcze ziemi. Podobnie jak święty tan, zwany kołem, pieśni te toczyły się w nieskończoność naśladując ideę zamkniętego, powtarzalnego i nieskończonego kręgu przyrody.

Nowy cykl, rozpoczynany od narodzin Bodrego Światła (może z biodra Swąta lub z Bodrej Kłódzi?) w dniu górowania ciemności, wiąże się z Koladą.

Kolada (Kolieda, Kolęda, Kulęda)b to określenie oznaczające koło (godu, roku) – zamknięcie starego i rozpoczęcie nowego cyklu, nieskończonego Koła (Koła Wieków). Miano to wiąże się także z kołodą-kłódzią (siedliskiem Swąta), z lędo – puściznami, goliznami, łysymi polami, kolącym charakterem zimy, również w ważny i mocny sposób z ładem – porządkiem, uładzeniem, ułożeniem, a przez to z bogiem Ładem (Lado, Lyado, Łado). Tego dnia Łado puszcza Niebiańskie Koło letnich (lednich) miesięcy w ruch, a ono tocząc się zabija jego zimnego brata Mąda albo Sowiego (według niektórych kącin samego Mora albo Perepułta).

Zwraca uwagę fakt występowania tych samych elementów etymologicznych w obrzędach zimowego i letniego przesilenia. W święcie Kresu (Kupały, Kupaliach), czyli w czasie drugich Dzikich Łowów występują też mityczne symbole, takie jak koła czy kołki (wrzeciona ogniowe). W Kupalia miało miejsce krzesanie świeżego ognia, skakanie przez ogień, rzucanie płonących kół wozu na wodę, a także obrządek polegający na szukaniu w ziemi, u korzeni łopuchów, srebrnych główek Kupały (to echo mitu o odcięciu głowy Kupały i złączeniu jej liściem łopianu z ciałem boga).

a O znaczeniu pojęcia kręgu – patrz w SMLIE str. 256; o Kostromie, Kostrubonko i Kraczunie w MNM t. II. str. 101, tamże o Kolesie –  symbolu słonecznym t. 1, str. 664.

b Postać Kolady jest w wielu elementach według S. A. Tokariewa zbieżna z czczonymi w osobnych świętach Bożiczem, Badnjakiem i Awsieniem [MNM t. I, str. 665].

7 Serbowie i Chorwaci nazywają noc narodzin światła Tajną Dobą, Potajną Dobą lub Potajną Nocą, co nawiązuje zarówno do pojęcia tajania – odmrażania, ubywania nocy, odwilży, jak i tajemnicy – prawdy wiary objętej zakazem, tai – świętego znaku czy tai – ciszy, wyciszenia, uciszenia.

W wieczór poprzedzający Narodziny Światła zbierano się w grupach i szukano starego wykrota-pniaka, który uosabiał Pana Nocy – Bodnyjaka. Każdy brał też do domostwa, ze swej stodoły-spichrza, okazały snop zboża pełen ziaren, który postawiony w kącie reprezentował Koladę (Polacy) albo Kolieda (Chorwaci). W niektórych okolicach robiono z tego snopa kukłę, uosobienie boga. Na snopku wieszano podarki i różne inne pożytki oraz wiązano wróżebno-życzeniowe wstążki, bajorki. Następnie we wspólnym miejscu urządzano wielkie ognisko.

Gdy świdrem ogniowym rozpalono już ogień, wrzucano do niego Badniaka (często również przybranego w siwe włosy i brodę), siadano lub stawano w świętym kręgu i śpiewano o Koladzie-Kołodzie, z której wylęgnie się światło. Z iskier wznoszących się w niebo wróżono o plonach i stadach w następnym roku. Potem przenoszono żar z ogniska (każdy brał jedno polano albo węgielek) do swoich domów. Żar kładziono do pieców w domostwach i od niego rozpalano „świeży” ogień („stary” był od rana tego dnia wygaszony). Żar w piecu podtrzymywano przez cały rok.

Następnego dnia zasiadano w kręgu wokół Snopa-Kolędy (Macicy – Kłódzi, mającej symbolizować prawdziwą Kłódź Swąta, z której odradza się Swet-lnica, Boża Krówka). Tu odbywało się ciche, milczące oczekiwanie do wieczora, aż do chwili, gdy na niebie pokazywała się pierwsza gwiazda, owo Światło (Iskra Swąta). Widziano w niej obraz pierworodnej iskry – zaczynu istnienia (Skry Światła – Swetu, Skry Świata – Swetu, Skry Świętej – Swąta, Skry Świtu – Swiłtej). Niepojawienie się owej gwiazdy oznaczałoby koniec świata, zapowiadałoby niechybne zwycięstwo Sił Ciemności w mającej się rozpocząć nocnej bitwie, prorokowałoby nadejście nocy, która nigdy się nie skończy.

Kiedy gwiazda się wreszcie pokazała, Tajna Doba (czas tajemnicy i ciszy) dobiegała końca, rozpoczynała się zaś Potajna Noc. Od tej chwili śpiewano wesołe, skoczne kolędki, w których sławiono czyny Łada, BożaBożeńka (Boda-Bożeboga) i Body Zapaśniczki, opowiadano o Świetle i Kłódzi. Spożywano święte potrawy (kutję i kisiel), wróżono, obsypywano się owsem, Życzono sobie pożytków. W szystko to działo się pod czechołem, białym obrusem zawieszonym u sufitu i skrywającym Jemiołę (symbol odwróconego Drzewa Drzew) albo Światliszcze – rozbudowany gałęziasto wisior wykonany ze słomek i ozdób (także symbolizujący odwrócone Drzewo Drzew). Ta uczta nie była wcale przejawem radości, lecz lęku i stanowiła czynność obrzędową mającą na celu dodać ducha bogom i bogunom walczącym po dobrej stronie. Raczono się odurzającymi napojami po to, żeby dodać sobie otuchy, uzyskać śpiewny, święty trans i zapomnieć o tej strasznej bitwie, która przez całą noc trwała wokół biesiadujących. Tę noc nazywano właśnie potajną. W potajną noc nie wolno było wyrzucić żadnego wędrowca za próg. Byłby to akt obrazoburczy, wręcz barbarzyński, ponieważ na świecie, w ciemnościach, szalała bitwa, a przestrzeń wypełniały demony.

Po owej nocy cudownego ocalenia Bożej Krówki (kiedy Snop-Kołoda tryskał światłem pośród ciemności, a zwierzęta przemawiały ludzkim głosem), nastawał dopiero czas prawdziwej radości ze wspaniałego zwycięstwa – wielkie święto, zwane Zapustami. Ruszał korowód z chorągwiami, wózkami kultowymi, w maskach, najpierw do kątyny lub miejsca świętego, na przykład na bugryszcze do sjenowitego drzewa rodu albo do zapisu – drzewa plemiennego. Odwiedzano żalniki z podziękowaniem dla bogów, duchów opiekuńczych i dla dziadów (zmarłych).

Obszedłszy miejsca święte i żalniki, pochód obchodził też całą wieś. Od tego momentu ruszały również korowody młodych ludzi, wtajemniczonych różnych bractw, grumad guślarzy, przedstawiających dzieje niebiańskiej bitwy. W pochodach tych odtwarzano to wszystko, co według mitów działo się poprzedniej nocy na niebie. Stąd w korowodzie obecność kozłów, turów (turoń) i niedźwiedzia.

Obrzędy związane ze Szczodrym Wieczorem, Tajną Dobą, Potajną Nocą i ogólnie mówiąc, Godami, były bardzo bogate i rozległeb.

a Kolędnicy, czyli zapustnicy, jeszcze w XIX wieku chadzali poprzebierani za tzw. drabów, z młodym wilczkiem albo sarną czy niedźwiadkiem. Wkładali na siebie kożuchy wywrócone włosem na wierzch i obwiązywali się powrósłami z pełnych kłosów albo grochowinami. Zwyczaj „obwiązywania” dotyczy też zwierząt domowych i drzew – miało to przynieść pomnożenie przychówku. Groch i pełne kłosy to symboliczne, roślinne wcielenia Sporów i Rgłów, bogów darzących powodzeniem i urodzajem.

Z chodzeniem po kolędzie wiąże się też postać Mikołaja (właściwie pogańskiego Mikoły-Mąda), który chodził od domu do domu skuwając ziemię mrozem i lodem, a jednocześnie w wielkim worze roznosił podarki. Pieczono także specjalne korowaje – okrągłe chleby symbolizujące rok, gody, słońce i wiele innych świętości.

Z początkiem nowego cyklu słonecznego związany jest, obchodzony wciąż przez Małorusinów i Białorusinów, obrzęd Bohatego lub też inaczej Szczodrego Wieczoru. Gospodynie pieką na tę okazję placki i pierogi, gotują mięsiwo, chłopcy i dziewczęta chodzą też wtedy powtórnie z kolędą. Ze Szczodrym Wieczorem wiążą się wróżby. Dziewczęta rzucają siemię lniane na ogień, a gdy ono z trzaskiem pęka, chłopcy wypowiadają życzenia.

Jak pisze Z. Gloger [w Roku polskim, str. 103], lud wiejski od Odry do Dniestru miał jednakowy zwyczaj kolędowania z turoniem, niedźwiedziem, koniem, kozą, żurawiem i wilkiem.

W Krakowie ze wsi Piasek tuż przed postem wleczono słomianą kukłę zwaną Comberem. Comber był to kawał kloca (symbol Bodnyjaka), do którego zaprzęgano złapanego kawalera, a wieńcem z grochowin zdobiono mu głowę [pisze o tym Oskar Kolberg w tomie V dzieła Lud].

Jak podaje K. Moszyński [w KLS], najważniejszą konstelacją nieba północnego jest w wierzeniach ludowych Wielka Niedźwiedzica, zwana też Wielkim Wozem.

Według M. Składankowej [Mitologia Iranu, str. 201], w wierzeniach, także słowiańskich, Wielkiej Niedźwiedzicy przeciwstawiane są Plejady jako gwiazdy ptasie (zwane nieraz: Kwoka i Pisklęta, Kwoczki, Kruki). Do dziś na Syberii niedźwiedź jest zwierzęciem podziemnym. Szamanów niedźwiedzich zakopuje się głęboko pod ziemią i w podziemia trafia po śmierci ich dusza, przeciwnie niż szamanów ptasich, których dusza ulatuje do nieba i których zwłoki chowa się w konarach drzew.

Niedźwiedź jest symbolicznym zwierzęciem Wiłów – Władców Boru, bóstw korzennych, ciemnozielonego lasu – uznawanego przez badaczy symboli kultury i wierzeń za ekwiwalent zaświatów [patrz M. Derwich i M. Cetwiński Herby, legendy, dawne mity oraz J. G. Frazer Złota gałąź].

Plejad jest siedem i konkurują one wyraźnie z Wielką Niedźwiedzicą do miana symbolu Lata. W Aweście miano Plejad brzmi Perune, co jakże znacząco nawiązuje do pojęcia pioruna i słowiańskiego boga błyskawicy Peruna.

Święto Godów trwało według pewnych tradycji 12 dni, w czasie których z niecierpliwością i lękiem wypatrywano pierwszej gwiazdy na ciemnym niebie [patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu].

b O Godach dużo pisze wielu uczonych, między innymi Z. Gloger w Roku polskim i Encyklopedii staropolskiej, a także K. Moszyński w KLS t. III, str. 986-1009.

8 Przedstawiona wersja pochodzi wprost z tekstów dawnych kolęd związanych z Godami i Kupaliami-Kresem na ziemiach Polski, Pieśni te były żywe jeszcze z początkiem XX wieku. Południowopolska kolędka o Krasopani wydającej rozkaz zabicia złotorogiego tura i wieszającej w swoim zamku na obłamanych złotych rogach zwierzęcia futra sobole i rysie oraz szable, została zanotowana przez Floriana Dołęgę Chodakowskiegoa. Zygmunt Gloger przytacza także inne kolędy związane z wątkami Siódmej Bitwy, w których jest mowa o Złotej Jemiole.

a ESP t, III-IV, str. 56-58, w tekście ogólnym o tradycji kolędy (tu także o zakazie śpiewania kolęd wydanym przez synod gnieźnieński w 1602 roku), także w Rok polski.

9 Niektórzy nazywają Złotym Czasem okres, kiedy Nyja-Śmierć, zapędzona na Gruszę Spora, siedziała tam i nie mogła zejść (dzięki czemu ludzie w ogóle wtedy nie umierali). Było to jednak później, właściwie w okresie zwanym Brązowym, czyli za pierwszych królów zerywańskich panujących nad Kolibą.

Po Czasie Złotym, Srebrnym i Brązowym nastał czas Żelazny – w wyniku wojny ludzi przeciw bogom o Taje. Potem rozpoczął się Czas Kamienny. Według niektórych kątyn, zwłaszcza południowosławskich, czas ten trwa do dziś. Według kącin Zachodu mamy już Czas Ognisty (lub, jak mawiają inni, Gwiazdowy). W Księgach Tajemnych, zwłaszcza w Księdze Głębia powiedziano, że Człowiek przeżyje Dziewięć Czasów, a ten ostatni będzie Pusty. Kiedy nastanie Pusty Czas, wyruszy Nawa – Łódź Osta i skończy się obecny Świat.

a Księga Głębi, czyli Kniga Gołubia. Omówiono ją w przypisach do poprzednich taj.

12 Liczba 312 Przedstworzów wynika stąd, iż każdy ród Żywiołów ma po pięciu bogów, a każdy z nich miał po troje Przedstworzów, czyli 40 x 3 = 120. Z kolei rody Mogtów liczą po 4 bogów, a każdy miał po 4 pomocników, czyli 12 x 4 = 48 x 4=192. Razem daje to 312 Przedstworzów zrodzonych z pokawałkowanych Po14 tworów. Liczba ta tworzy czertę 6, czyli czertę życia. Po Ustokrotnieniu zrodziło się więc 31 200 Stworzów.

13 Nie jest prawdą, że jemioła jako święty krzew, a także obrzędy związane z jemiołą nie były znane dawnym Słowianom. Pogląd taki można często spotkać i jest bezkrytycznie rozgłaszany. Tymczasem w XIX wieku 15 zapisano w zapadłych, odizolowanych od świata wsiach Podola i Polesia archaiczne kolędy opowiadające fragmenty mitu o boskiej Jemiole, a także o ludziach i Złotej Gałęzi – Imieli. Jedną z nich jest kolęda o Złotej Jabłoneczce ze złotymi gałęziami na koronie, drugą kolęda o Złotej Rzęsie (Starzęśla to inna nazwa Jemioły) rosnącej na Jaworze, z którego dziewczyna ją zerwała i odlała z niej złoty kubek, by dać w nim pić Bożowi i jego pomocnicom Anielicom. Anielice zastępują tutaj, rzecz jasna, boginkia.

a Patrz ESP, Rok polski, D. Kolberg Lud i inne.

14 W czasie Święta Kresu w drugie przesilenie (górowanie letnie) – 24 czerwca palono koła wozu na pamiątkę owego rzutu kołem Łada i Roda, poszukiwano Kwiatu Paproci (Rudzi), jaśniejącego ogniem pośród nocy i skakano przez ogniska. Zaślubiano również ogień i wodę, rzucając zapalone wieńce w fale rzek.

Bitwa

O Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach według Apokryfu „Stworze i Zdusze, czyli Starosłowiańskie Boginki, Bogunowie i Demony”


Zamknięty krąg – czyli o wieczystości Wielkich Bitew i Dzikich Łowów oraz o ważnych zwierzętach niebiańskich

W Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach oprócz Stworzy, czyli Boginek i Bogunów, oraz Zduszów, czyli demonów, biorą udział także dosiadane przez nich niebiańskie zwierzęta. Nie są one przy tym jedynie wierzchowcami, lecz walczą z przeciwnikami nie mniej zajadle, niż dosiadający je wojownicy. Zwierzęta te powstały tak samo, jak zwierzęta ziemskie – w wyniku Trzeciego Działu i Wojny O Bułę, podczas Bitwy o Ziemię, Welę i Niebo. W tym samym czasie powstały także wszystkie rośliny, drzewa i skały tak ziemskie, jak i niebiańskie. Rodzicami większości roślin i zwierząt są Wiłowie. Rodzicami lądów i gór są Simowie, rodzicami mórz i rzek Wodowie, a wiatru i powietrza Strzybogowie. Wiłowie są przy tym rodzicami nie tylko roślinności lądowej i zwierząt osiadłych na lądzie, ale także flory i fauny wód, która zrodziła się z pierwotnego zalęgu, a potem zalana przez Wodów pozostała w ich królestwie.
Zwierzęta Niebiańskie dzielą się na Niebieskie i Welańskie. Od ziemskich różnią się wielkością, dzikością, powszechną skrzydlatością i tym, że są wieczne, tak samo jak Bogunowie i Boginki, choć ciało ich jest zniszczalne. Odradzają się w sposób nieskończony, a zniszczenie wraz z odrodzeniem tworzy Zamknięty Krąg Przemian. Jest dwanaście rodzajów zwierząt Niebieskich, to znaczy tych, które mają miejsce na sklepieniu Niebios, gdzie na codzień żyją, pasą się, odpoczywają i skąd czasami przybywają na Ziemię. Te zwierzęta to: Koń, Wilk, Dzik, Byk, Jeleń, Niedźwiedź, Kozioł, Wąż, Szczur, Ryba, Łoś i Wielki Orzeł, a wszystkie Skrzydlate. Zwierzęta Welańskie to chimery: Psiogłowce, Ćmy-Pazie, Szaszory-Dwugłowe Orły, Kury-Syreny, Połozy-Pierzaste Węże, Czarnoludy, Ały-Smoki, czy Jednorożce. Ich wyglądu nie będziemy tutaj szczegółowo opisywać. Każde z tych zwierząt dysponuje jakąś groźną bronią (kopytami, pazurami, rogami, kłami, dziobami), przy pomocy której rozrywa i niszczy zarówno Stworze i Zdusze, jak i inne zwierzęta będące jego przeciwnikami. Zależnie od tego, ile w jakimś zwierzęciu jest Jasnej, a ile Ciemnej Natury, walczy ono po stronie bądź Sił Jasnych, bądź Ciemnych. Stworze dosiadają najczęściej Jednorożców, Psiogłowców, Syren-Kurów oraz Skrzydlatych Zwierząt: Węży, Niedźwiedzi, Jeleni, Łosi, Byków, Wilków i Koni. Zdusze dosiadają zaś Szaszorów, Wielkich Orłów, Kozłów, Szczurów, Czarnoludów, Ciem-Pazi, Połozów, Ał-Smoków i Skrzydlatych Ryb, oraz Skrzydlatych Dzików.
Ciało zwierząt Niebiańskich, zwanych też Zwierzętami Bożymi, choćby było rozwłóczone, pokiereszowane i martwe, po jakimś czasie odtwarza się w postaci zbliżonej do pierwotnej. Nie jest to bowiem, jak u człowieka (a więc i Zdusza), śmiertelne ciało z nieśmiertelną duszą, lecz wieczne ciało-dusza. Ciałodusza Zwierzęcia Bożego nie jest tak doskonała, jak ciałodusza Stworza. Boginka czy Bogun mogą przybrać na jakiś czas dowolną formę, na przykład postać ptaka, kształt ludzki, pozór skały lub przedmiotu, by w dowolnej chwili wrócić do swego prawdziwego obrazu Stworza. Zwierzęta Niebiańskie, tak jak Niebiańskie Rośliny i Niebiańskie Drzewa, pozostają zawsze tym samym: zwierzętami, drzewami i roślinami. W dodatku poranione zwierzęta Niebiańskie czasami nie odtwarzają się dokładnie, lecz z pewnymi drobnymi ułomnościami. Stąd można spotkać między nimi niektóre z ułamanym kłem czy rogiem, z jednym okiem lub tylko trzema kończynami.
Wielka Bitwa przedstawia sobą straszny widok. Dosiadane przez demony Szaszory, Skrzydlate Dziki czy Kozły rozrywają na strzępy zastępy Rusałek, Latawców, Nocnic i Kąpielników. Jednocześnie Boginki i Bogunowie na swoich Skrzydlatych Wilkach, Jeleniach i Koniach zabijają bezlitośnie Upiory, Strzygi, Wilkołaki, Dybuki czy Wiedźmy. Także zwierzęta ranią się i zabijają wzajemnie, kąsają Boginki i demony, ze wszystkich gardeł dobywa się okrutny wrzask bitewny, padają gromy, unoszą się obłoki pary, śmigają pioruny i niebo rozdzierają błyskawice. Strugi wody walczą z potokami ognia, światło zmaga się z ciemnością, czarne chmury i mgła zasnuwają pole walki niczym dym. Co chwilę z nieba spadają pokiereszowane członki i strzępy ciał, broń Niebian, leje się obficie czerwona i niebieska krew. Jednorożce rozcinają brzuchy Skrzydlatym Kozłom, Syreny-Kury rozszarpują Smoki-Ały, Skrzydlate Węże połykają i duszą Połozy w swych potężnych splotach. Ziemia drży, kiedy Dwugłowe Orły i Psiogłowce zagryzają się wzajemnie a grad strzał piorunowych wyrzucanych przez olbrzymów Wołotów zasypuje szeregi Jątrów, Wąpierzy i Lepirów. Z mgieł dobywają się Widma, z wód unoszą się Topce i Toplice, wicher duje, albo niespodzianie staje w miejscu i znów zrywa się do biegu wraz z zastępami Stworzy i Zduszów. Cały świat przykrywa ciemność, a mglista zawiesina wodna sprawia, że powietrze robi się nieprzejrzyste, jakby zapadła noc. Po jakimś czasie wszystko się uspokaja i Bitwa dobiega końca. Podobnie ma się rzecz z Dzikimi Łowami.
Zdusze zabite w Bitwie trafiają do Założy Zaświatów, czyli Nawi Labiryntu Bezdroży na Weli,i tam czekają na okazję nowego wcielenia się w trupa czy noworodka, lub możliwość wejścia w jakieś ciało, które stanie się dwuduszne.
Z tych właśnie powodów istnieje w świecie wieczna równowaga: wciąż jest tyle samo Stworzy, co Zduszy, i nie ubywa Bożych Zwierząt. Wydarzenia te tworzą zamknięty krąg, zwany nieraz Wielkim Kręgiem, gdyż Bitwy i Łowy odbywają się w czasie dorocznych przesileń oraz górowań. Wielka Bitwa ma miejsce dwa razy: w przesilenie wiosenne, to jest między 20 a 26 marca, oraz w przesilenie jesienne, między 20 a 26 września. Dzikie Łowy odbywają się dwukrotnie, w czasie górowania Jasności bądź Ciemności, w tak zwane Potajne Doby, czyli między 20-26 czerwca oraz 20-26 grudnia.
Lud uważa, że właściwie każda większa burza, zawierucha, zamieć śnieżna, nawałnica połączona z piorunami, błyskawicami i z niezwykłymi zjawiskami atmosferycznymi jest bitwą, w której ścierają się Stworze ze Zduszami.
Tak więc Zamknięty Krąg powtarza się w nieskończoność, a cykl tych wydarzeń przebiega następująco:
Dwudziestego czwartego grudnia, w dniu Narodzin Jasności (światła), Światowit wypuszcza z Kłódzi pod postacią Bożej Krówki świeżo narodzone światło, Jasną Moc. Jest to Jasna Boża Krówka, którą symbolizuje czerwona biedronka, zwana zresztą przez lud bożą krówką. Wtedy właśnie rozpoczynają się Dzikie Łowy, w trakcie których Zdusze-demony usiłują złowić ową Jasną Bożą Krówkę. Bronią jej i osłaniają ją Stworze, które mylą tropy pogoni, ścierają się z zastępami wroga i atakują Siły Ciemności. Przez następne dni i tygodnie Boża Krówka rośnie i przepoczwarza się w Białego Orła. Jasna Moc pod postacią Białego Orła przewodzi zastępom Stworzy aż do wiosennego przesilenia, kiedy to staje się dojrzałym światłem Pełnym, symbolizowanym przez Białego Skrzydlatego Byka (Białą Skrzydlatą Krowę).
Owego Białego Skrzydlatego Byka dosiada któryś z Wielkich Bogów (Pęrun, Łado, Łada-Łagoda, Kupała albo Dziewanna) podczas Wielkiej Bitwy Wiosennej, kiedy to przez Stworze i Wielkobogów pokonany zostaje stary, zeszłoroczny Czarny Skrzydlaty Byk, dosiadany przez wodza Zduszów, czyli któregoś z Małych Bogów (Dzieldzieliję, Zmorę, Sowicę lub Smęta-Lelija).
Dwudziestego czwartego czerwca, w noc Narodzin Ciemności, wylatuje z Kłódzi Światowita świeżo narodzona Ciemna Boża Krówka, symbolizowana przez czarną biedronkę. Rozpoczynają się wtedy drugie Dzikie Łowy, tym razem rozpętane przez Siły Jasności, czyli Stworzy, w pogoni za Ciemną Mócą, Czarną Bożą Krówką. Obroniona przez Zdusze Ciemność rośnie i przepoczwarza się w Czarnego Orła, przewodzącego demonom aż do przesilenia jesiennego, kiedy to Ciemność osiąga pełną dojrzałość i przemienia się w Czarnego Skrzydlatego Byka. Wtedy dochodzi do drugiej Wielkiej Bitwy, Bitwy Jesiennej. W czasie tej Bitwy młody Czarny Skrzydlaty Byk jest dosiadany przez któregoś z Małych Bogów, dowodzących zastępami demonów (Groźnicę, Chorsińca, SądzęOsudę, Prawica, Włada). Stara Biała Skrzydlata Krowa, królująca od zeszłego roku, upada, zanika i przepoczwarza się w Czerwonego Orła. Czerwień jest symbolem zachodzącego słońca i barwą krwi. W czasie tej przegranej przez Siły Jasności Bitwy przewodzi im któryś z Wielkich Bogów (Perperuna, Swara, Swarog, Rod lub Rodżana).
Czerwony Orzeł maleje, kurczy się do rozmiarów Bożej Krówki i znika w przeddzień ponownych narodzin jasnej Mocy, w dniu 24 grudnia kolejnego roku.
Czarny Skrzydlaty Byk króluje aż do następnego przesilenia, czyli kolejnej Wielkiej Bitwy Wiosennej, kiedy to Siły Ciemności ulegają w walce tryumfującym Jasnym Mocom. Pokonany przez Białego Byka (Krowę) Czamy Byk upada, przechodząc w stadium Czerwonego Orła, a później Czarnej Bożej Krówki, ginącej w przeddzień ponownych narodzin Ciemności, 24 czerwca.
W ten właśnie sposób powtarza się nieustannie cykl narodzin i śmierci wielkich sił we Wszechświecie, Jasnej i Ciemnej i nieustannie powtarza się odwieczna walka tych sił, symbolicznie ujęta jako Wielkie Bitwy i Dzikie Łowy.
Biały Byk (Krowa) jest uosobieniem prabogini Białobogi, związanej z Pierwszym Działem dokonanym przez Boga Bogów. Czarna Boża Krówka, wyrastająca na Czarnego Skrzydlatego Byka jest wcieleniem Czarnogłowa, praboga Pierwszego Działu.
Powszechna cześć, jaką się od niepamiętnych czasów darzy wśród Słowian bożą krówkę, krowę, byka i orła bierze się nie tylko z faktu, że są to symbole siły, uporu, karmicielstwa, mocy, światła, ale i stąd, że dawno temu stanowiły one wcielenia najważniejszych sił Natury (Jasności i Ciemności) i każdego roku odgrywały misterium walki tych sił między sobą. Wszelkie obrzędy połączone z przebieraniem się za zwierzęta i wojowników, z obnoszeniem turoni, kozłów, wilków, z oprowadzaniem po wsiach niedźwiedzi (jak to jeszcze sto lat temu bywało) są także odgłosem owej pradawnej starosłowiańskiej tradycji.

O Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w Krakowie od połowy XIX wieku oraz o dwóch Strażnikach Wiary Przyrodzonej Słowian: o Marianie Wawrzenieckim (1863 – 1943) i Stanisławie Wocjanie (1903 – 1974)


Uwaga początkowa: Starosłowiańska Świątynia Światła Świata istnieje i działa poprzez zwykłych wyznawców i Strażników Wiary Przyrodzonej  od niepamiętnych czasów, przy czym wszyscy jej wieszczowie i wiedunowie, wszyscy czudełosowie i kaziciele twierdzą, że narodziła się na ziemiach zajmowanych przez Słowian, a potem przez słowiańskie państwa, a potem działała w państwach w których żyli Słowianie choć nie były one teoretycznie słowiańskie, w czasach kiedy siłą zaczęto wprowadzać obcą religię, a starej nie tylko zakazano –  lecz jej przedstawicieli eliminowano fizycznie (mordowano), zaś jej święte przedmioty – niszczono. Quantcast


Marian Wawrzeniecki – Słowiańska ofiara

[Ten obraz Mariana Wawrzenieckiego zamieszczamy w tym właśnie miejscu, po to żeby wyeksponować filozofię jego prac, myśl, która od nich wszystkich, jeśli poświęcone tematyce wiary – bije. Słowiańska ofiara – to ofiara z ludzkiego życia – całego i jedynego jakie mamy, to ofiarowanie się Bogom, to ofiarowanie się całkowite i bezwzględne (pozbawione jakichkolwiek warunków). Kobieta jako ofiara – występuje nie raz w jego pracach, bo życie kobiety jest cenniejsze niż życie mężczyzny – taki jest słowiański sposób myślenia – Kobieta jest bezcenna, jest najważniejsza, jest pod ochroną szczególną całego plemienia – nie trzeba tego tłumaczyć w skomplikowany sposób, dlaczego właśnie tak. Więc kobieta oddająca swe życie na ołtarzu ofiarnym – to jest niewyobrażalne poświęcenie ze strony jej samej – stworzonej do dawania życia a nie do przyjmowania śmierci  – i ze strony plemienia, które ją oddaje bogom. Czterogłowi bogowie wyrastają tutaj z korzeni zanurzonych w glebie i w jądrze Ziemi – Matki, i unoszą oni za dłonie do Nieba-Weli Ofiarującą się im Osobę. Jej Niebo – jest tutaj Białym Obłokiem – czystym , bez skazy. Obecny tutaj (i w innych obrazach) wąż i pień, po którym wąż pełznie oraz zawisa groźnie nad tą całą sceną – to wprost czytelny symbol – krwiożerczego, niszczącego Wiarę Przyrodzoną i jej bogów chrześcijaństwa. To także  symbol wygnania ze słowiańskiego Raju – Niebiosów Wiary Przyrodzonej, symbol kradzieży tego Raju-Rajca z jego Wenią – świętą rajską wyspą i świętym drzewem Wyraju. W wielu obrazach Wawrzenieckiego będą owe wprost skierowane do chrześcijaństwa odniesienia. Będzie nieustannie tej religii pustynnej wypominał ile krwawych ofiar i jak  krwawych kosztowało Słowian jej przyjęcie, ile zbrodni dokonała ona w ciągu dziejów na Słowianach. Często są w jego obrazach  przedstawiane sceny tortur za wiarę, ukrzyżowane kobiety, czy kobiety palone na stosach – wiedźmy – Wiedzące i Wiodące: znające Wiedę – święte kapłanki- kazicielki Wiary Przyrodzonej Słowian, skazane na kaźń. Bo zabijanie kobiet, Słowianie mieli za marnotrawstwo daru danego od Boga Bogów nie dla zabijania, ale po to by tworzyć nowe życie, wydawać potomstwo na świat. A zabijanie kobiet w imię religii Słowianie mieli i mają (ci którzy nadal wierzą) za nie tylko bezsensowne sadystyczne okrucieństwo, ale także za wyraz najprymitywniejszego barbarzyństwa. Kobieta według wierzeń słowiańskich może oddać się bogu – ofiarować mu się – tylko dobrowolnie. Wtedy składa ofiarę życia – dosłownie, albo zostaje kapłanką – przestaje być zwykłą kobietą, która poświęca swoje życie Bogom Wiary przyrodzonej w ten sposób, że jest po prostu matką, żoną, przekazicielką wiedy, jest sercem domowego ognia i panią rodzinnego domu.

Były to więc różne daty w różnych plemionach – niesłusznie utwożsamianych dzisiaj z krajami i królestwami (np Pomorzanie nie wtedy kiedy Polanie, a Białochorwaci-Małopolanie także kiedy indziej i inaczej niż Polęchowie-Polugiowie-Polacy i później niż Chorwaci Czarni-Nadadriatyccy, którzy wyszli z Białych już w IV wieku ne i od wtedy mniej więcej zaczynali się stykać z chrześcijaństwem rzymskim.

Także, twierdzą oni, że nigdy SSŚŚŚ nie utraciła ciągłości działania, ani swoich związków z tradycją dawnego Wielkiego Kaganatu Sarmacji i wcześniejszego Kaganatu Skołockiego (Wielkiego Królestwa Scytów).  O związkach krwi między Słowianami, Sarmatami, Scytami, Irańczykami, Indusami (Windami), Istyjczykami (Bałtami) i Dawanami (Wenedami-Trakami-Dakami) – mam nadzieję, nikogo dzisiaj nie trzeba już przekonywać.

W 1980 roku otrzymałem pełną akceptację ze strony SSŚŚŚ dla prowadzonej przeze mnie pracy nad odtworzeniem Wiary Przyrodzonej Słowian w Polsce i szerzej w Słowiańszczyźnie, w 1990 roku otrzymałem od SSŚŚŚ zgodę na publikacje z zakresu mitologii Słowian, wierzeń i rytuałów, a w 2000 roku otrzymałem zgodę i rozpocząłem organizację publicznego działania części struktury SSŚŚŚ – poprzez wszelkie możliwe formy aktywności jej ujawnionych członków. Działanie to toczyło się od roku 2000 wokół wydanej wtedy Księgi Tura i Mitologii Słowiańskiej, ale także wokół innych wydawnictw i na różnych polach aktywności – poprzez wystawy plastyczne, organizację Świąt Sztuki w dniach 1-5 maja roku 2003 i 2004, różnorakie promocje Polski i jej dawnej kultury zagranicą itp. Oficjalnie jednak Jawne Skrzydło SSŚŚŚ rozpoczęło aktywne działanie poprzez ten BLOG – w lipcu roku 2009.

Powiadają owi wiedunowie i kaziciele SSŚŚŚ – i ja za nimi – co następuje:

Członkowie SSŚŚŚ w przeszłości działali bardzo często jawnie, ale w strukturach innych organizacji i związków, w tym wyznaniowych czy twórczych, czy w różnych organizacjach politycznych. Jawne ich działania były związane z głoszeniem przez nich idei i poglądów Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej oraz organizacją obrzędowości i odprawianiem rytuałów – na tyle na ile to w danym czasie było możliwe.

Ponieważ przez ostatnich 200 lat Polska była w niewoli a Polacy nie mieli swojego państwa przeważnie członkowie SSŚŚŚŚ nie byli bardzo widoczni, ale jeśli się pewnym osobom i wydarzeniom oraz działaniom z przeszłości bardzo wnikliwie przyjrzymy to zobaczymy ich osoby i ich działalność w całej okazałości.

Co czyni możliwym DZISIAJ owo powiązanie działań i postaci z przeszłości? – Czyni to możliwym wyłącznie ta bezprecedensowa decyzja o częściowym ujawnieniu  Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, ona i tylko ona stwarza tę niepowtarzalną możliwość . Gdyby ten akt nie nastąpił, takie powiązanie nadal byłoby niemożliwe.

Dlaczego ta decyzja nastąpiła teraz tj. już, albo dopiero, w roku 2000?

W okresie wolności Polski między wojnami I i II wydawało się, że już nadszedł ten czas aby się ujawnić, ale ostrożność nakazywała zwłokę… okazało się, że było to w pełni uzasadnione i dalekowzroczne – odroczenie.

Część członków SSŚŚŚ wtedy się jednak ujawniła w swoich publicznych działaniach. Były to osoby, które działały w ramach jawnie rodzimowierczych  organizacji, które współtworzyły te organizacje, ale i przewijały się w różnych z nich, a także były to osoby, które działały nieco z boku – poza zorganizowanymi strukturami rodzimowierczymi i politycznymi.

Przykład dalszych oficjalnych działań władz PRL, po 1945 roku wobec tych wszystkich, którzy się już ujawnili wcześniej wskazywał konieczną jeszcze większą wstrzemięźliwość.

Dalsze doświadczenia związane z reaktywacją RKP – Rodzimego Kościoła Polskiego i doświadczenia całego warszawskiego Środowiska SSŚŚŚ wskazywały jednoznacznie, że nastąpiła głęboka infiltracja SB i jej współpracowników w środowisko rodzimowiercze i narodowe.  Robiono wszystko, aby Rodzimą Wiarę wpisać w  nierozerwalne związki z narodową prawicą i jednych powiązanych z drugimi, przy pomocy postawionych na czele „dziwnych ludzi” skompromitować.

Już w 1991 roku wiedzieliśmy co się dzieje. Rodzimowierczość nie musi się wcale wiązać z prawicowością – nawet na tym blogu, ktoś próbował nam to imputować (czytaj pod artykułem o mojej żonie Annie Pagaczewskiej-Białczyńskiej).

Wiara Przyrodzona Słowian – jest jedyną, uniwersalną religią, która ma przed sobą perspektywę nie tylko rozwoju, ale w ogóle przyszłość. Jest religią która ma w swoich podstawowych ZASADACH – wpisany organiczny związek z PRZYRODĄ – jest to wiara na wskroś nowoczesna, postępowa – co nie znaczy ani lewacka ani prawacka. Jest niepolityczna, to znaczy jest wiarą, religią, działalnością społeczną, filozofią życia i filozofią w ogóle – jest proekologiczna i powiązana z „zielonymi ruchami” w sposób organiczny (stąd moja publikacja Święta Wiosny w „Zielonych Brygadach” już w roku 1995) – poprzez podstawowe wartości, a nie związki personalne i polityczne. Mimo podejmowanych prób włączenia osób z kręgu SSŚŚŚ po roku 1989  w różne tworzące się organizacje oficjalne (wyznaniowe, polityczne, społeczne, inne) nigdy nie doszło do organizacyjnej współpracy. Co najwyżej były to indywidualne decyzje osobiste niektórych osób.

Działanie SSŚŚŚ nigdy nie było doraźne, ani pospieszne, ani podyktowane koniunkturami i modami. Cel jest zbyt poważny. Minęło 20 lat III RP, mniej więcej od 10 lat przestała być tajemnicą geneza „Wielkiego Czerwca 1989 roku”. Nastąpiło też samooczyszczenie się i wymiana pokoleń w samym Ruchu Rodzimowierczym. Nikt rozsądny nie wiąże już dzisiaj nierealnych politycznych planów z Wiarą Przyrodzoną Słowian. Wiara stała się tylko wiarą – nie jest polityką. Mimo iż warunki „zewnętrzne” – związane np. z ogólnym postępem nauki i wiedzy zdawały się wskazywać, że już w roku 1910, SSŚŚŚ będzie się mogła częściowo  ujawnić, minęło od tamtego czasu 100 lat do czasu podjęcia tego kroku.

Kończy się rok 2010 – Nie miał tej wielkiej przyjemności by ogłosić jawność Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata Stanisław Wyspiański (zm. 1907), nie miał tej  wielkiej przyjemności i możliwości Marian Wawrzeniecki (zm. 1943), nie miał jej Stanisław Jakubowski (zm. 1964),  ani Stanisław Pagaczewski (zm. 1984),

ani Stanisław Szukalski (zm. 1987 w USA)

– mam ją ja: w roku 2010.

¤

W DNIU WIELKIEGO ŚWIĘTA ŚWITU ŚWIATŁA ŚWIATA – w noc Pełni Księżyca, w Noc Najdłuższą w Roku  – 21 12 2010 roku  o godzinie 21.00 – oficjalnie ujawniamy działalność członków Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata działającej w Krakowie.

¤

Podejmujemy dzisiaj TYRS Wielkiej Skołotii, Wielkiej Sarmacji, Wielkiego Sistanu, Słowiańszczyzny – tradycję tysiącleci przekazaną współczesnej, nowoczesnej, odradzającej się Polsce. Podejmujemy tyrs po to tylko, by dawać wiedzę i wiedę i wieść – i jednoczyć – Nie dzielić, nie tracić, nie gubić się wzajemnie  w płytkich sporach, nie rozdrabniać się – po to żeby budować i zbudować.

Ten czas nadszedł właśnie teraz. Nadszedł ze względu na warunki wewnętrzne i zewnętrzne. Nie jest to ujawnienie całkowite i bezwzględne. Ten krok można cofnąć skutecznie. Jednakże my wszyscy którzyśmy się ujawnili, ani dla sławy, ani dla mamony – co chyba oczywiste, przy tym stopniu wciąż obecnej z prawa i lewa wzgardy dla Wiary Przyrodzonej Słowian – jesteśmy świadomi, że może to być najwyższa ofiara i byliśmy na nią gotowi.

Główną siedzibą Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata jest Kraków, ale tą siedzibą tak naprawdę był i jest Cały Świat (także np. Miasto Aniołów – Los Angeles w USA, czy Karlskrona w Szwecji). W Warszawie została „otwarta” („zainaugurowana otwarcie”) przez Mariana Wawrzenieckiego równo z jego wyjazdem z Krakowa, działalność Drugiej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, która jest kontynuowana. Marian Wawrzeniecki był też członkiem Świętego Koła Czcicieli Światowida i Szczepu Rogate Serce. Użyłem określenia w cudzysłowie dlatego, iż Starosłowiańska Świątynia Światła Świata działa nieprzerwanie od początku delegalizacji Wiary Przyrodzonej i wszędzie tam gdzie się znajduje chociaż jeden jej przedstawiciel. „Otwarcie” oznacza więc tutaj jedynie częściowe ujawnienie działań.

Nie jest naszym zadaniem i nigdy nie będzie tworzenie wokół SSŚŚŚ ośrodka centralizującego tradycję rodzimowierczą w Polsce i na Słowiańszczyźnie, ani organizującą i centralizującą wszelkie działania rodzimowiercze – naszym zadaniem jest przekazywanie wiedzy i Wiedy, jej głoszenie, a także walka o przywrócenie Wierze Rodzimej Słowiańskiej pełni jej praw w Polsce.

¤

Nim przejdziemy do artykułu ważne jest, z punktu widzenia oceny działań członków SSŚŚŚ w przeszłości poczynienie kilku jeszcze rozgraniczeń, bo wciąż pewne fakty są mylone przez podających je badaczy przeszłości.

Władysław Kołodziej – nigdy nie był katolickim księdzem.

Święte Koło Czcicieli Światowida (ŚKCŚ) to organizacja rodzimowiercza działająca od 1921 roku do 1945 oficjalnie w Krakowie (i oczywiście w całej Polsce i na całym świecie), ale działająca poprzez swoich członków w Krakowie i Okolicy oraz na świecie nieprzerwanie także i potem.

Lechicki Krąg Czcicieli Światowita  (LKCŚ) to inna organizacja – łącząca się z ŚKCŚ poprzez osoby Władysława Kołodzieja i małżeństwa Walczowskich oraz Mariana Wawrzenieckiego i jego następców w Warszawie, a także kilka innych osób, ale działająca zasadniczo po roku 1945, a właściwie w Warszawie od roku 1950 do 1980.

To z LKCŚ wyrasta wprost Rodzimy Kościół Polski, który pośrednio, przez te osoby łączące obydwa Koła, ma swoje korzenie także w ŚKCŚ.

Przedstawiciele SSŚŚŚ pojawiają się zarówno w ŚKCŚ jak i w LKCŚ a także w Szczepie Rogate Serce,jak również w Zadrudze, a także w innych związkach i stowarzyszeniach niewyznaniowych i wyznaniowych.  Dobrym przykładem osoby pozornie nie związanej będzie tu osoba J. K. Hadyny – wydawcy Lotosu w Krakowie, którego postać wiąże się zwykle w opracowaniach ze środowiskiem parapsychologiczno-spirytystycznym, a był on także członkiem SSŚŚŚ.

Quantcast

To Lech Emfazy Stefański doprowadził do rejestracji RKP  w 1995 roku – tym samym doprowadził on do rozpoczęcia działalności pierwszego oficjalnego zorganizowanego i zarejestrowanego Kościoła Pogańskiego w Polsce.  Tym samym doprowadził  też  do oficjalnego odrodzenia publicznego kultu pogańskiego i publicznych obrzędów pogańskich w Polsce.

Słowiańska Wiara Przyrodzona istniała jednak, czczono bogów i odbywano obrzędy oraz uroczystości słowiańskie w wielu miejscach w Polsce przez całe 1000 lecie istnienia chrześcijaństwa, a na pewno odkąd ja pamiętam i odkąd da się odtworzyć „historycznie” działalność Strażników Wiary Przyrodzonej. To nie jest bynajmniej czas od Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, ani tym bardziej Bronisława Trentowskiego – jakby chcieli różni domorośli dziejopisowie Rodzimej Wiary – to trwało od zawsze i trwa do dzisiaj i będzie trwać.

Ktoś kto podaje daty związane z nimi za początek odrodzenia pogaństwa w Polsce kompletnie nie ma pojęcia o czym mówi.

„Wiara Przyrodzona Słowiańska JEST JEDNA – kto NAS dzieli ten jest NASZYM wrogiem” [Zorian Dołęga Chodakowski – w jednym z listów do przyjaciela].

Czesław Białczyński

¤

 

Teraz już czas na artykuł

 

O Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w Krakowie od połowy XIX wieku

Marian Wawrzeniecki (1863-1943). Ten niezmiernie ciekawy, acz zapomniany artysta był malarzem (uczniem Jana Matejki), pisarzem, naukowcem, pionierem archeologii, religioznawcą i niestrudzonym propagatorem Słowiańszczyzny. Wawrzenieckiemu nie obca była religia naszych przodków, i to wersji dowodzącej jego głębokiej wiedzy o zasadach Wiary Przyrodzonej. Jego wiedza miała tak głębokie korzenie że wprawiała w zakłopotanie publicystów, polemistów i różnego rodzaju adwersarzy, którym brak było zwyczajnie w dyskusjach z nim sensownych argumentów opartych na ówcześnie dostępnych opracowaniach tematu. Dla Wawrzenieckiego najważniejszym  kształtującym go okresem były studia w Krakowie, bo chociaż był uczniem Jana Matejki to jednocześnie był też wielbicielem talentu i wiernym słuchaczem ówczesnego wieszcza Słowiańszczyzny – Stanisława Wyspiańskiego. Sam Jan Matejko aktywnie tak ukierunkowane zainteresowania Mariana wspierał , bo i on sam wspierał Strażników Wiary Przyrodzonej i Strażnikiem Wiary był osobiście – czego prosty dowód znajdujemy jako rzeźbę jego ręki na Kopcu Wandy w Krakowie.

Marian Wawrzeniecki podpisywał się monogramem – swarzycą (lewoskrętna swastyka, czyli pradawnym symbolem solarnym), ubierał się w szlafrok wyszyty takimi znakami. W jego dziełach często pojawiał się motyw Świętowita. Ilość prac poświęconych wierze Słowian (do tej pory niezbadanych pod kątem neopogaństwa), a także cała jego postawa twórcza i życiowa świadczy, że sprawa oficjalnego restytuowania publicznych obrzędów Wiary Przyrodzonej leżała mu głęboko na sercu. Marian Wawrzeniecki nie był oficjalnie członkiem Świętego Koła Czcicieli Światowida (informacje o tym członkostwie oficjalnym są sprzeczne), był za to członkiem, a nawet dąbrowidem Szczepu Rogate Serce, ale to było później. Przede wszystkim jego młodość przypada jednak na wcześniejszy okres, gdy Rogatego Serca jeszcze nie było. Kogo zatem reprezentował w owym młodym wieku i skąd czerpał tak zaawansowane wiadomości o religii pogańskich Słowian?

 


Marian Wawrzeniecki – Ofiara wiosenna

W tamtym czasie na krakowskim Łobzowie, u stóp Kopca Matki Ziemi, nazywanego Kopcem Estery zamieszkiwali w swoich rodowych posiadłościach rodzinnych Sułkowscy i Białczyńscy. Pierwszą żoną Władysława Białczyńskiego była Magdalena z Sułkowskich (zmarła ona przy czwartym porodzie a dziadek ożenił się wtedy po raz drugi z Józefą, która pomogła mu wychować dzieci z pierwszego małżeństwa i dała czworo własnych).

To Władysław Białczyński, zubożały szlachcic, majster budowlany, murarz, organizator ekip do remontów i renowacji zabytków architektury, willi i pałacowych posiadłości, a też i właściciel sporej ilości gruntów w Bronowicach (na których dzisiaj hotel Holiday Inn oraz biurowiec przedstawicielstwa Mercedesa Sobiesława Zasady) i niewielkiego gospodarstwa ogrodniczego nad Młynówką Królewską przy domu, oraz Magdalena Sułkowska, szlachcianka herbowa – córka pradawnych ogrodników królewskich, którzy uprawiali tutaj egzotyczne warzywa i owoce na stoły władców Polski od czasów Kazimierza Wielkiego – byli jądrem Wiary i obrzędowości domowej w tamtym okresie dziejów. Ale były też – nie tak daleko – inne jądra Wiary, jedno dosłownie o miedzę w Bronowicach Małych gdzie siedlisko miał Lucjan Rydel i Kazimierz Tetmajer, gdzie bywał Stanisław Wyspiański, Marian Wawrzeniecki, Jan Matejko, Jan Styka, a także Stanisław Przybyszewki,  i inni, gdzie zbierała się śmietanka Młodej Polski, gdzie bywał i czytywał swoje wiersze ludowy poeta wyrosły wprost z małopolskiego czarnoziemu – Antoni Kucharczyk, gdzie bywał profesor Jan Sas Zubrzycki (współzałożyciel ŚKCŚ) i jego siostra pisarka, poetka – Jadwiga z Łobzowa (Strokowa), a i często Władysław Białczyński, gdzie odbyło się słynne Wesele, gdzie pisano wiersze na cześć Adama Mickiewicza i Marii Konopnickiej. Stąd z Łobzowa, było też wcale niedaleko do Mnikowa, gdzie nieco wcześniej osiadł Witold Pruszkowski – Strażnik Wiary Przyrodzonej, i wcale nie daleko do innego tajemnego miejsca – gdzie na koniec życia osiadł Stanisław Wyspiański – do Łysej Góry w Węgrzcach Wielkich, do której ze swoimi przyjaciółmi już w 1817 roku pielgrzymował Zorian Dołęga Chodakowski (między innymi z Jerzym Samuelem Bandkem do którego tak pisał: “Chciej Pan uczynić szlub bogom ojczystym, że dziś jeszcze odwiedzisz łysą górę, którą napytałem w bliskości Krakowa. O pierwszej przyjdę do Pana i udamy się dla obejrzenia tej starożytnej posady, która była niegdyś świętą, a dziś przedmiotem być ma naszej ciekawości.” (Chodakowski przebywał w Krakowie 9 tygodni pod koniec 1817 roku. Odwiedził on również kopce Kraka, Wandy oraz ten w Krakuszowicach, a także ten na Łobzowie – leżący niemalże w granicach posiadłości Sułkowskich i Białczyńskich).

 

Wielu z tych bywalców Małych Bronowic, Łobzowa, ulicy Kazimierza Wielkiego, Węgrzec Wielkich i Mnikowa nie wymieniamy z nazwisk, bo by nam ten tekst zamienił się w długą litanię ciągnącą się przez lata, aż do I i II Wojny Światowej. Ale wierzajcie mi, że wielu spośród nich było współwyznawcami Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, wielu było jawnymi lub ukrytymi współpracownikami i sympatykami – tak jak jest i dzisiaj, wielu było po prostu Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian. Dzisiejsze grono współwyznawców, współpracowników i sympatyków SSŚŚŚ też jest niezwykle liczne i obejmuje nie tylko różne miejsca w Polsce, ale również na świecie – poczynając od słynnego już jako siedlisko Stanisława Szukalskiego Los Angeles – gdzie dzisiaj działa choćby słynna internetowa witryna WWW.Najmici.net, poprzez inne ośrodki w USA, Irlandię, Wielką Brytanię, Szwecję, Niemcy, Czechy, Słowację, Ukrainę, Białoruś, Litwę, Rosję po Indie, Nepal i Sri Lankę. Działała ona nawet w Republice Południowej Afryki – poprzez osobę bliskiej nam, a szczególnie mojej żonie, przyjaciółki – Margarity Stefanko (1953 – 2010), zmarłej nagle, latem tego roku w Kapsztadzie) i poprzez jej brata Marka. Czynione są starania, żeby ją pochować w Krakowie.

 

Marian Wawrzeniecki – Jej Dola

Jak wspomina moja matka (Maria z Kapustów, żona Zygmunta Białczyńskiego – mojego ojca) dziadek miał we zwyczaju każdej niedzieli w południe odprawiać obrzęd i wspólne modły, a także wygłaszać przed uroczystym rodzinnym obiadem – do którego obowiązkowo w odświętnych strojach – musiała zasiąść cała rodzina i wszyscy domownicy – umoralniające przemowy i przesłania nawiązujące do starych dziejów i mitycznych opowieści. Z tych opowieści (które pamięta moja matka – ur. 1927, dzisiaj 83 lata): o Wandzie, Kraku, Popielu, obrzędach wiosennych z Marzanną, znaczeniu Jaja Wielkanocnego, o Snopie Bożonarodzeniowym i Czechóle rozpostartym pod sufitem, a także Świetliku – Nowo Narodzonym Świetle Świata i Jemiole-Imieli (symbolizowanych przez słomiany „Świat” pod sufitem i zieloną jemiołę pod Światem), o Swarogu i o Klątwie Swarożyca rzuconej na Wenedów, oraz innych, zawsze płynął jakiś morał dla młodych zebranych przy stole. Dziadek często też zbierał wszystkich w niedzielne popołudnie i czytywał im stare poematy: Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, także współczesne wiersze Stanisława Wyspiańskiego (którego znał osobiście i nauk jego wysłuchiwał, tak samo zresztą jak i Julian II Pagaczewski, któremu Stanisław Wyspiański nie tylko namalował portret, ale przede wszystkim przekazywał wiedzę o obrzędach i wierzeniach).

 

Marian Wawrzeniecki – Nasze Życie

Małżeństwo Marii z Kapustów i Zygmunta nie było przypadkowe. Kapustowie byli znaną rodziną także z Łobzowa, mieli kamienicę przy ulicy Kazimierza Wielkiego 17, a wkrótce także Kazimierza Wielkiego 15 oraz przedsiębiorstwo dorożkarskie. Jeden z braci był Radcą Miejskim. Władysława Białczyńskiego oraz czterech braci Kapustów łączyło coś więcej niż wspólna szkoła i towarzystwo. Coś więcej łączyło ich z Pagaczewskimi i Olszowskimi, zwłaszcza z tą częścią rodziny Olszowskich, która wywodziła się z Moraw – od Kapturów. Dopóki Stanisławowi Wyspiańskiemu starczało sił i zdrowia to w Węgrzcach, albo na Łobzowie odbywały się potajemne spotkania i odprawiano gusła oraz inne obrzędy doroczne oraz wykładano prawidła Wiary Przyrodzonej.

 

Kamień ze swastyką upamiętniający miejsce śmierci, kompozytora, taternika, Strażnika Wiary Przyrodzonej Słowian – wytyczającego swastykami szlaki w umiłowanych Tatrach –  Mieczysława Karłowicza

Kapustowie przez cały czas kultywowali obrzędy Wiary Przyrodzonej przyniesione do Krakowa w połowie XIX wieku przez rodziców babci – Antoniny Zborzil-Kapusta z Moraw, gdzie się urodziła, a także utrzymywali kontakty z rodzinami morawskimi Muchów (Alfonsa Muchy), Kapturów, Duszanem Jurkowiczem i rodziną Polaszków (Polaczków – patrz: Albin), a także wieloma znajomymi z kręgu Towarzystwa Teozoficznego z Cieszyna i Nydku, czy z rodzinami wołoskimi i ukraińskimi (Vinzenców i Tillów) a nawet litewskimi np. Klemensiewiczów, czy Karłowiczów (Jana Aleksandra – z nim Zofia Kaptur spotkała się jeszcze podczas jego pobytu w Pradze u Alfonsa Muchy, a potem z Mieczysławem Karłowiczem, gdy ten od 1899 roku coraz częściej bywał w Tatrach a od 1903 powoli przenosił swe zainteresowania do  Małopolski, by od 1906 osiąść na stałe w Zakopanem).

 

Marian Wawrzeniecki -Scena symboliczna

Dzisiejszym Polakom takie związki rodzinne mogą się wydawać egzotyczne, ale przypominam, że w XIX wieku Polska znajdowała się pod zaborami zaledwie od kilkunastu- kilkudziesięciu lat – z licznymi wyzwoleńczymi epizodami (Insurekcji Kościuszkowskiej, wojen Napoleońskich, Powstania Listopadowego i Styczniowego – to wszystko było świeże – a do 1848 roku Republika Krakowska była autonomicznym tworem z dużą niezależnością). Dla nich wszystkich Polska to było wciąż to wielkie terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdzie Kijów nie był Kresami – bo Kresy ciągnęły się za Donem, a Adriatyk nie był obcym morzem bo tam przecież było Królestwo Chorwatów – naszych braci, przez pewien czas poddanych Jagiellonów, a potem królów Węgier, a wreszcie Habsburgów, którzy to wszystko w naturalnym procesie koligacji odziedziczyli (no może trochę czasami siłą!).

Ten cały krąg osób, do którego należał także w pewnym okresie i wywarł nań znaczny wpływ, ale też zaczerpnął zeń wiele wiedzy Marian Wawrzeniecki, to właśnie środowisko Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata.

Z krótkiego zarysu historycznego zdawać by się mogło, że była to grupa religijna o charakterze związku osób z sąsiedztwa: bo Ogród Łobzów – dawniej Sułkowskich, a dzisiaj przez koligacje Uznańskich – to Przeskok numer 16, dawny dom i ogród Białczyńskich to Przeskok 14 (wcześniej część majątku Sułkowskich), Przeskok to przecznica z Zakątka który był przecznicą z Kazimierza Wielkiego, tam pod numerami 15 i 17 Kapustowie, na tyłach w 1938 roku stawiają kamienicę Olszowscy skoligaceni z Kapturami z Moraw, tyle że Pagaczewscy mieszkali wtedy zupełnie gdzie indziej bo przy ulicy Floriańskiej, a dopiero po wojnie Stanisław zamieszkał w kamienicy Olszowskich (dzisiaj ul. Biernackiego 9), ale Stanisław Wyspiański mieszkał w różnych miejscach w centrum Krakowa (Kolejowa, Zacisze, Plac Mariacki, Krowoderska 79 – róg Alei Słowackiego –  to już bardzo niedaleko Młynówki i Olszowskich). To wrażenie „stowarzyszenia dzielnicowego” jest zdecydowanie mylne i pryska jak bańka, kiedy w krąg osób związanych z SSŚŚŚ włączymy tych wszystkich,  którzy byli związani ze Lwowem i Huculszczyzną, z Tillami, z Klemensiewiczami (Klemensiewicze mieli związki rodzinne z Adamem Mickiewiczem), Vinzencami, Karłowiczami i innymi. Nie zawsze były to także – jakby się mogło wydawać związki i koligacje rodzinne, z którymi przenoszono Starą Wiarę – bo Stanisława Wyspiańskiego nie łączyło z Władysławem Białczyńskim ani z Julianem Pagaczewskim żadne powinowactwo.

 

Ze Lwowem związana jest III Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, która mimo iż trzecia z nazwy, to jest starsza niż ta druga.

 

Marian Wawrzeniecki -Scena alegoryczna

Marian Wawrzeniecki był niemalże rówieśnikiem Stanisława Wyspiańskiego, Alfonsa Muchy i Duszana Jurkowicza, a także Stanisława Eljasza Radzikowskiego (1869 – 1935, lekarza, miłośnika Tatr, a także Strażnika Wiary Przyrodzonej – syna Walerego Eljasza Radzikowskiego ur. 1841, zm. 1905 – również Strażnika Wiary), Jadwigi z Zubrzyckich Strokowej, czy Jana Sasa Zubrzyckiego, ale to Stanisław Wyspiański był im wszystkim – i następnemu pokoleniu (Władysława Białczyńskiego, Andrzeja Kapusty, Juliana II Pagaczewskiego, Stanisława Vincenza, Albina Polaszka, Zofii Stryjeńskiej, Stanisława Jakubowskiego) wieszczem i przewodnikiem.

Drogi Stanisława Wyspiańskiego i Mariana Wawrzenieckiego splotły się w domu wujostwa tego pierwszego – Joanny i Kazimierza Stankiewiczów, poprzez osobę Jana Matejki, który tam często bywał gościem, a którego uczniem był Marian. Jak wiadomo  Stankiewiczowie wychowywali Stanisława i u nich mieszkał on po śmierci matki Marii (z Rogowskich).

 

Stanisław Ejlasz Radzikowski – Pogląd na Tatry

Prawdopodobnie, ale nie jestem w stanie tego w tej chwili potwierdzić na 100%, więzy rodzinne nie łączyły też ani Mariana Wawrzenieckiego, ani Zofii Stryjeńskiej, ani Stanisława Jakubowskiego czy Franciszka Walczowskiego, z nikim bliskim z naszych rodzin. Jednakże Zofia Stryjeńska prawie do końca Wojny mieszkała w tej samej kamienicy przy ulicy Starowiślnej co Bułatowie – a II mąż mojej matki to Edward Bułat . Później, w latach 1959-1968, ja sam mieszkałem w tej kamienicy właśnie.


Oczywiście szczególne związki rodzinne i koneksje sprzyjały zawieraniu małżeństw w pewnym kręgu – bo krąg ten dawał rękojmię uczciwości i prawości, gwarancję powodzenia przyszłemu stadłu. Tak było między Olszowskimi i Kapturami (dziadkowie mojej żony), tak między Zborzilami i Kapustami (moi dziadkowie), tak między Białczyńskimi i Kapustami ( w pokoleniu moich rodziców), tak między Pagaczewskimi a Olszowskimi (w pokoleniu rodziców mojej żony), tak między Białczyńskimi i Pagaczewskimi (w moim i mojej żony pokoleniu).

Wspólnie wyznawane wartości, światopogląd, stosunek do natury, stosunek do własnego ciała i seksualności, te same poglądy moralne, sprzyjały bliskości takich rodzin i akceptacji związków między młodymi.

Dlatego nie było żadnych wstrząsów „obyczajowych” na przykład między rodzinami moją i mojej żony zanim jeszcze zostaliśmy małżeństwem. Wcześniej przez dwa lata jeździliśmy na wakacje do Ciężkowic – na wspólny miesiąc, a tam nago opalaliśmy się razem z rodzicami, graliśmy z nimi w siatkówkę czy badmintona, pływaliśmy i kąpaliśmy się w rzece, spędzaliśmy czas na grach umysłowych, wędrówkach i rozmowach w stylu zupełnie przedwojennym.

 

Marian Wawrzeniecki -Sielanka

Ktoś z bliskich współwyznawców Wiary Przyrodzonej niedawno zapytał mnie jak wyglądał mój pogański ślub. Jak wiadomo wziąłem go z Anną w sierpniu 1972 roku.

Opisałem mu jak to było i wam teraz też opiszę.

Nie poznaliśmy się przez rodziny – to ciekawe, bo ja z matką odseparowaliśmy się od rodziny Białczyńskich i przenieśliśmy się na drugi koniec miasta do Prokocimia, 20 kilometrów od Bronowic i Łobzowa. To znaczy i tak i nie. Później podczas analiz wspólnych fotografii z dzieciństwa rozpoznaliśmy się razem na scenie przedszkola do którego jak się okazało chodziliśmy do jednej grupy – ANNA GRAŁA KSIĘŻNICZKĘ, A JA ZAJĄCA (to nam chyba zostało w małżeństwie, chociaż jeżeli ona jest księżniczką to bardzo zwyczajną, miłą i kochającą). Mamy z tego przedszkola wiele zdjęć niezależnie robionych przez moich i jej rodziców: przy stole świątecznym i choince, podczas Mikołaja, jakichś wyjść do muzeum itp.

Potem był okres, że bawiliśmy się, graliśmy w piłkę i rzucaliśmy kamieniami w kaczki na Młynówce, kiedy mieszkałem przez jakiś czas przy Kazimierza Wielkiego u babci. Potem jednak od 6 roku życia nie widywałem jej, ani nie bywałem u Olszowskich czy Pagaczewskich. Spotkaliśmy się ponownie w roku 1970 jako ukształtowani hippisi. Ona – ubierająca się na czarno, owiana legendą fotomodelki fotografików krakowskich związanych z legendarnymi wystawami Venus, do tego tajemnicza, wiecznie milcząca, „dziewczyna” nieformalnego przywódcy krakowskich hippisów, uczepiona jego ramienia, Ja –  obrazoburczy młody gniewny rzucający brzydkimi słowami w swoich wierszach pisanych w stylistyce Beat Generation, albo rymujący nowosłowa w głupkowatych nonsensownych wierszykach nawiązujących do piórblagistycznych próbek Witkacego.

 

 

Marian Wawrzeniecki -Baśń o rycerzu, zaczarowanej księżniczce i smoku

Jeśli idzie o mój ślub słowiański w 1972 roku – to była poważna sprawa z wymianą wiana-posagu – oboje wnieśliśmy, a właściwie nasze rodziny w naszym imieniu: wspólnie ufundowane złote obrączki – które nie miały służyć do noszenia i nigdy ich nie nosiliśmy, ale stanowiły zaczątek wspólnego kapitału nowej rodziny, plus po 8000 złotych z każdej strony (to było wtedy 2/3 wkładu na mieszkanie spółdzielcze) – tak to zostało ustalone przez moich rodziców i rodziców żony – czyli przez nasze rodziny, w toku wcześniejszej rozmowy o ślubie.

Ustalono też wtedy, kiedy będzie ślub, gdzie (u mojej żony, bo tam było przestronnie), kto go udzieli, ilu i jacy będą goście i jaki porządek wydarzeń.

Ślub odbył się 20 sierpnia 1972, udzielił go brat matki mojej żony, wuj Władek Olszowski, znający obrządek słowiański, jeszcze sprzed wojny, poprzez dziadka Juliana II Pagaczewskiego i bliskiego kolegę ojca mojej żony Stanisława a także poprzez innych znajomych i przyjaciół, mn. Czcicieli Światowida i ze SZCZEPU ROGATE Serce.

Wujo – jogin i wegetarianin, o którym gdzieś na blogu pisałem przy okazji kulinarnych artykułów o chwastach, znawca ziół i różnych mikstur roślinnych, człowiek od którego przejęliśmy bogactwo ziół, SOCZEWIC, jarzyn – nie stosowanych wtedy w ogóle w naszej kuchni, a znanych po wsiach od dawien dawna.

Marian Wawrzeniecki – Scena Rytualna

Od niego i od matki mojej żony cała znajomość roślin jadalnych z naszych łąk i właściwości ziół i także roślin trujących (była farmaceutką, doktorem Farmacji na UJ).

Od wujka Władka uczyłem się początkowo hatha jogi (potem już w krakowskim ośrodku Zen Filipa Kapleau, wspólnie z Olą Ulatowską, później Aleksandrą Porter – mistrzynią zen już w Warszawie).

Wujo żony nauczył mnie wielu pożytecznych rzeczy (pracował w drewnie jako konserwator zabytków, rzemieślnik – dzisiaj ma 90 lat i trzyma się świetnie).

[cytat ze współczesnego opracowania na temat buddyzmu w Polsce:
„BUDDYJSKA NOWA ERA
Jeśli dobrze liczę, to latem tego roku minie trzydzieści lat, odkąd rozpoczęto w Polsce grupowe medytacje i kursy buddyzmu zen – a więc można to nazwać trzydziestoleciem buddyzmu w Polsce
Pierwszą buddyjską linią przekazu, jaka zawitała do nas, był właśnie zen, czyli japońska szkoła medytacji, wówczas pod wodzą Filipa Kapleau, Amerykanina, który nauki pobierał u japońskich mistrzów. Nieco później zawitała tybetańska wadżrajana, którą do Europy przyniósł Ole Nydahl. Wkrótce zaczął nauczać i zbierać uczniów koreański mistrz Soen Sa Nim… A dziś nie potrafiłbym zliczyć wszystkich szkół, odłamów i mistrzów, którzy głoszą w Polsce nauki Buddy….”
….Osiedlili się też u nas buddyści, rzec można, z dziada pradziada, głównie Wietnamczycy, i jak słychać, chcą zbudować w Warszawie swoją – nie naśladowaną – buddyjską świątynię…”

(moim zdaniem ośrodek w Krakowie powstał w 1979 roku, ale może źle pamiętam? C. B.)

Warto zauważyć, że w świetle prawa polskiego nie miałem zdolności do zawarcia ślubu, bo nie miałem 20 sierpnia 1972 nawet skończonych 20 lat (a mężczyzna musi mieć 21 – w każdym razie wtedy dla urzędu stanu cywilnego tak było), de facto ja miałem 19 (26 sierpnia dopiero kończyłem 20), a żona 18 (już miała, bo skończyła w maju).

Uczucie między nami wybuchło jednak tak nagle i było tak wielkie, że nasze rodziny nie miały żadnych wątpliwości. Ślub cywilny odbył się dopiero 1 października 1973 roku, ze względów formalnych, żeby uregulować na przyszłość kwestie majątkowo-prawne.

Marian Wawrzeniecki – Akty 1919

Swadźba:
oczywiście były obustronne prezenty – ja jej dałem wiązankę ze stu maków i jej ulubione perfumy, ona mnie komplet fajek i tytoń (wrzosowe fajki – wtedy paliłem jeszcze)
były formułki,przysięga aż po grób na dobre i złe – ale nie wierności, tylko – „nie opuszczę cię… nigdy, w dobrym ni złym…”
były modły do całego panteonu,
było przewiązanie wstęgą, rąk na kołaczu,
był wspólny toast miodem,
były kadzidła,
rozpalenie ognia dla nowego domu, nowego gospodarstwa,
były ofiary na domowym ołtarzu dla bogów
i modlitwa krótka o powodzenie tego przedsięwzięcia
było wspólne stłuczenie dzbana glinianego po wypitym miodzie ,
było obcięcie pasm włosów jej i moich, ale nie było klasycznych oczepin.
Pasma związano czerwonymi wstążkami (kupalnymi), skrzętnie zebraliśmy we dwoje skorupy i skorupy i pasma ślubnych włosów spoczywają zdeponowane do dzisiaj w rodzinnej gablocie pamiątek, która stoi u nas obok ołtarza domowego.

Potem oczywiście biesiada – my ze wspólnych naczyń, reszta normalnie.

Byli też świadkowie – nasi przyjaciele Bohdan i Grażyna, i najbliższa rodzina.

Jeśli chodzi o obrzęd to naprawdę indywidualna sprawa, my w tamtych czasach nie mieliśmy wielkiego wyboru.

Marian Wawrzeniecki – Motyw bałkański – szewcy

Wróćmy jeszcze jednak na dwa zdania do czasów Stanisława Wyspiańskiego, Władysława Ekielskiego, Witolda Pruszkowskiego, Jana Sasa Zubrzyckiego, Jadwigi Strokowej, Zofii Kaptur, Aleksandra i Mieczysława Karłowiczów, Walerego Eljasza Radzikowskiego, Duszana Jurkowicza, Alfonsa Muchy  i Mariana Wawrzenieckiego, a potem następnego pokolenia Starosłowiańskiej Świątyni  Światła Świata  – Juliana II Pagaczewskiego, Władysława Białczyńskiego, Stanisława Vincenza, Albina Polaszka, Antoniny Zborzil, Andrzeja Kapusty, Stanisława Eljasza Radzikowskiego i Stanisława Jakubowskiego, a potem następnego z kolei pokolenia: Stanisława Pagaczewskiego, Zofii Stryjeńskiej, Zygmunta Białczyńskiego oraz Marii Kapusty, Aleksandry Karzyńskiej, Janiny Olszowskiej, Stanisława Szukalskiego, Franciszka i Zofii Walczowskich oraz innych zasłużonych dla SSŚŚŚ, Koła Czcicieli Światowida czy Szczepu Rogatego Serca.

Z tego co wiem od matki, różne osoby przewijały się przez obydwa domy i ten na Kazimierza Wielkiego i ten na Przeskoku. Bywało to towarzystwo artystyczne, bywali wojskowi i sportowcy ze Strzelca, Sokoła, Wisły i Cracovii (moi rodzice zbliżyli się na meczu piłki nożnej, pierwszą miłością mojej matki był bramkarz Wisły), bywali społecznicy i reformatorzy. Różne osoby bywały blisko przez jakiś czas i otrzymywały nawet pomoc finansową, a potem znikały. Na Łobzowie mieszkał profesor Jan Sas Zubrzycki przez część pobytu w naszym mieście (od 1900 do 1912 , potem wrócił do Lwowa) i Jadwiga z Zubrzyckich Strokowa (Jadwiga z Łobzowa) w swoim okresie krakowskim. Na Łobzowie bywał i Jan Matejko i Jan Styka, tyle, że oni nie stali się aktywnymi wyznawcami Świętowita – tak też było z pewnym Serbem, który uchodził za Chorwata, a miał związek z zamachem w Sarajewie (tym który wywołał I Wojnę Światową i wyzwolił Polskę spod rozbiorów), a w Krakowie spędził krótki, acz intensywny czas – O Ivo Andriczu, piszemy jednak w innym artykule na tym blogu. Jan Styka bywał nie tylko u Białczyńskich czy Zborzilów w Krakowie , a potem u Kapustów. Kiedy wyjechał do Lwowa i pracował na Uniwersytecie Lwowskim bywał także u Tillów – a raz nawet w Uhercach. Jan Styka poświęcił się pionierskim pracom malarskim na wielką skalę – panoramom narodowym. Podzielał narodowe i słowianofilskie poglądy członków Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, lecz jak wielu upatrywał siły polskości w związkach z katolickim kościołem. Jest on zresztą autorem największego religijnego obrazu na świecie – Golgoty, który znajduje się w USA, w amfiteatralnym, pawilonie zbudowanym specjalnie dla jego wystawienia przez Huberta Eatona, na słynnym cmentarzu Forest Lawn Memorial-Park w Glendale – Los Angeles -Kalifornia (gdzie pochowany jest Michael Jackson).

Rzuciłem nieco światła na związki osób, rodzin i idei, a także na kultywowanie wiedzy i obrzędów Wiary Przyrodzonej Słowian od połowy XIX wieku na Morawach i w Krakowie, a także na Ukrainie we Lwowie i w Bieszczadach (Uherce) i na Wołoszy, gdzie wychowywał się i dorastał Stanisław Vincenz. Mrok rozświetlony na mgnienie uchylił nam tylko cząstkę tajemnicy.

 

 



Marian Wawrzeniecki – Ofiara słowiańska na kurhanie


Uczyniłem tyle ile jest możliwe – TERAZ. Nie wiem dlaczego sprowokowała mnie do tego postać Mariana Wawrzenieckiego. Myśląc o nim i próbując odtworzyć na czym polegał jego związek ze Starosłowiańską Świątynią, doszedłem do przerażającego wniosku, że te wszystkie zajścia, wojny, powstania, rewolucje, zmiany ustrojowe, coś jednak przecięły i zniszczyły. Zaczynam teraz studiować pamiętniki pozostawione w rękopisach przez Stanisława Pagaczewskiego i całą stertę papierów po nim. Jest tam o Wawrzenieckim i jego przynależności do Kręgu Wtajemniczonych i Świątyni jedno zdanie – że był. Na nim polegam.

Nie mieliśmy czasu do tej pory przejrzeć z żoną tych wszystkich zapisków i notatek. Na półkach piętrzą się zakurzone zeszyty – co kryją?! Pamiętam, że zaraz po śmierci teścia wziąłem się za lekturę jednego z nich, ale wydał mi się spisem faktów, jak jakaś lista zakupów z danymi z dni i tygodni. Chyba byłem wtedy za młody, bo szybko odłożyłem go na półkę. Przeleżały tak 30 lat. Wstrząsające były te zapiski które dotyczyły śmierci Janki – Janeczki – jak pisał – jego żony, a matki mojej żony, mojej teściowej – 17 grudnia 1981 roku…. O tym i dzisiaj trudno mi pisać.

Wszystkie te osoby i sprawy, wszystkie te związki, ale najgorsze że także i ich dzieła – rozpłynęły się, zniknęły, przepadły. Dzisiaj po każdym z nich została tylko garstka zdjęć, parę książek czy obrazów, poza tym tylko mglista ludzka pamięć, która umiera wraz z kolejnymi pokoleniami. W przyszłości będziemy rozszerzać i uzupełniać tę wiedzę, ale publikować będziemy tylko w takim zakresie, który uznamy za stosowne do ujawnienia.

Ja sam niestety nie znałem mojego dziadka Władysława Białczyńskiego (umarł w roku 1948), to co wiem, to relacje mojej matki. Moja matka znała go bliżej krótko (od 1937), z moim ojcem rozstała się dosyć szybko po Wojnie, chociaż formalnie w latach sześćdziesiątych to praktycznie już w 1957. Ja straciłem definitywnie z ojcem kontakt w roku 1959 i nie udało mi się wydobyć od niego więcej wiadomości o formalnej strukturze SSŚŚŚ.

 

Marian Wawrzeniecki – Ukrzyżowanie

Dziadek Władysław wychował swoich synów i córki, mimo całej pryncypialności, w duchu postępu i nowoczesności. Stąd jeszcze przed Wojną fascynacja mojego ojca i wujka Henryka (starszego brata) a także Mieczysława (najstarszego w rodzinie – brata przyrodniego, po Magdalenie Sułkowskiej) nowymi prądami, ruchami społecznymi, spółdzielczością, rewolucją. Stąd udział ich obu w przedwojennym PPS, marszach 1-wszo Majowych, ruchu spółdzielczym Czytelnika, i trochę ślepe uczestnictwo w PPS powojennym, potem zjednoczonym z moskiewską agenturalną PPR, w autorytarny, totalitarny monolit PZPR, całkowicie zależny od Sowietów. Łobzów, był wylęgarnią działaczy społecznych, socjalistów i spółdzielców – takie poglądy miała zresztą Jadwiga Strokowa i przekazywała je młodym, mieszkającym po sąsiedzku – także Białczyńskim

Chociaż wcześnie utraciłem kontakt z ojcem (odzyskałem go dla moich dzieci w roku 1993 roku i utrzymywałem sporadycznie z racji oddalenia w przestrzeni do jego śmierci w roku 2007) to nigdy nie utraciłem kontaktu z babcią Józefą (do jej śmierci  – umarła w 1961) no i oczywiście cały czas znajdowałem się pod czułymi skrzydłami babci Antoniny Kapusty-Zborzilowej (zmarła w 1978 roku).

Dalszy ciąg tej opowieści nastąpi. Tutaj jednak chcielibyśmy się skupić na osobie Mariana Wawrzenieckiego, który mimo, iż się tym nie chwalił, ujawniał światu zewnętrznemu nie tylko swoją wiedzę, lecz wiedzę Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Przy okazji chciałbym też poświęcić kilka słów jego warszawskiemu następcy, Stanisławowi Wocjanowi.

Marian Wawrzeniecki był w wieku dojrzałym całkowicie związany z Warszawą, gdzie rozwijał Drugą Starosłowiańską Świątynię Światła Świata, a w Krakowie bywał sporadycznie.Po jego śmierci działalność Drugiej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w Warszawie i na Mazowszu kontynuował jego uczeń – Stanisław Wocjan i związane z nim osoby, między innymi Michał Bylina, Antoni Gawiński (1876 – 1954 – mimo iż namalował wiele obrazów świętych do różnych kościołów w |Polsce, podobnie jak wielu z Rogatego Serca) i inni, których nazwisk na razie nie ujawniamy.

 

Marian Wawrzeniecki -Modelka

O Marianie Wawrzenieckim

Z Wikipedii

Marian Wawrzeniecki, (ur. 1863, zm. 1943) – malarz, archeolog (m.in. prowadził wykopaliska na miejscu bitwy pod Racławicami, dokonując jej opisu na podstawie znalezisk – szersze informacje na stronach Panoramy Racławickiej), rysownik i historyk sztuki. Uczeń Jana Matejki, członek Akademii Umiejętności w Krakowie.

Jego specjalnością było badanie kultury dawnych Słowian i jej źródeł. W swoim malarstwie nawiązywał do kultury słowiańskiej (m.in. obrazy Uroczysko słowiańskie, Los, Smok i Ofiara) a jego dzieła pojawiały się na kartkach i znaczkach pocztowych. Jest autorem wielu prac naukowych historycznych i krytycznych. Jego kontrowersyjne poglądy wywoływały w świecie nauki i wśród artystów wiele sporów m.in. ze Stanisławem Witkiewiczem.

Uważany za jednego z prekursorów rodzimowierstwa słowiańskiego w Polsce.

Publikacje

  • Tabu u ludu naszego, „Wisła”, 20, 1916/1917, s. 249-257.

Marian Wawrzeniecki -Pejzaż wrażenie ponurych myśli (1896)

Muzeum Narodowe w Krakowie


Marian Wawrzeniecki

W związku z organizowaną przez Galerię Tate Britain w Londynie wraz z Instytutem Adama Mickiewicza w Warszawie wystawą Symbolism in Poland and Britain (14 marzec – 21 czerwiec) Muzeum nasze wypożyczyło kilka obrazów, w tym prezentowany na stałe w sali „Koniec Wieku” Galerii Sztuki Polskiej XX wieku obraz Witolda Wojtkiewicza „Popielec”.  Wystawa uświetniająca Rok Polski w Wielkiej Brytanii poświęcona będzie relacjom między malarstwem symbolicznym około roku 1900 w obu krajach.

W Galerii naszego Muzeum zamiast wypożyczonego obrazu zawisło dzieło pędzla  Mariana Wawrzenieckiego (1863-1943) „Pejzaż – Wrażenie ponurych myśli” namalowane około roku 1895 i będące darem artysty dla Muzeum. Obraz ten jest doskonałą ilustracją zainteresowań tego niezwykłego artysty i ciekawego człowieka. Artysta, którego wielką pasją życiową było badanie kultury dawnych Słowian, w swoim malarstwie nawiązywał do tej tematyki. Tworzył przede wszystkim nastrojowe obrazy pełne tajemniczości, często zawierające tematy zabarwione  erotyzmem i okrucieństwem.

Prezentowany „Pejzaż” to, jak mówi jego podtytuł, wizualizacja myśli. Można go interpretować jako próbę przedstawienia nastrojów dekadenckich epoki, upadku kultury śródziemnomorskiej, ale także ponurych wizji samego artysty.

Światosław Lenartowicz

Marian Wawrzeniecki -Pożegnanie na kirkucie

Document title

HISTORIA PRZYJAZNI MARIANA WAWRZENIECKIEGO I ANTONIEGO GAWINSKIEGO
A HISTORY OF MARIAN WAWRZENIECKI’S AND ANTONI GAWINSKI’S FRIENDSHIP

Author(s)

ZAREBSKA Paulina

Abstract

There are many friendships between artists in the history of art. As new materials appear. we may trace successive interesting relations between artists. One example was the friendship between Antoni Gawiriski and Marian Wawrzeniecki. The second artist was thirteen years older than the first one, and his influence was decisively much more important on the younger friend. They met most certainly around 1900, and their friendship survived over forty years. until the times of the Second World War and the year of Marian Wawrzeniecki’s death in 1943. When Wawrzeniecki met Gawiriski he was already a well-known. though underestimated. artist. He was first of all a respected scientist and archaeologist. The artist-erudite exerted a great influence on the younger painter who sought his artistic way. They were cemented by their love to art, love to the future, the cult of Jan Matejko, and common artistic views. They both tried to find national elements in the local living colour of Slavonic past and in the unique and individual work of home artists. They criticised S. Witkiewicz and attacked his lack of respect for the historical painting of Jan Matejko and Henryk Siemiradzki. They opposed the hegemony of the Polish Society of Artists „Art”. They attacked in the press their dominance and took part in competitive exhibitions organised by the artists from the groups „Zero” or „Odlam”. Gawiriski was most impressed by Wawrzeniecki’s illustrations, a fact that was particularly visible in Ad

 

Marian Wawrzeniecki – koncert Jankiela

 

Publisher

Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

Identifier

ISSN : 0035-7707

Source

Roczniki humanistyczne Y. 2007, vol. 55, No. 4, pages 215-244 [30 pages]

Language

Polish

 

Antoni Gawiński

ANTONI GAWIŃSKI

tytuł :

MARIAN WAWRZENIECKI

STUDIUM

ODBITKA ZE SFINKSA

DRUK PĘCZALSKIEGO I MARSZAŁKOWSKIEGO

WARSZAWA 1911 rok

 

OPIS : pozycja w oryginalnej , miękkiej okładce wydawniczej .  Autor – A. Gawiński w części tekstowej omawia malarstwo Wawrzenieckiego , w dalszej części przedstawionych jest 10 sztuk rysunków autorstwa Wawrzenieckiego (zobacz na zdjęciach) …

 

Tematyka rysunków zamieszczonych w tej pozycji :

  1. BASZTA
  2. CZAROWNICA
  3. UROCZYSKO SŁOWIAŃSKIE
  4. NIJA BOGINI SŁOWIAŃSKA
  5. KRASO – PANI

 

Format : 16 x 22 cm . Książka liczy : 30 stron

 

STAN : jak na zdjęciach …

lepiej niż dobry …

 

Marian Wawrzeniecki – Z podań słowiańskich

 

Marian Wawrzeniecki

(1863 – 1943) – jeden z uczniów Jana Matejki – w swojej twórczości odwoływał się do wierzeń prapolskich , jest autorem prac przedstawiających dzieje Polski przedchrześcijańskiej oraz symbolikę pogańską. Wawrzeniecki interesował się prapolską kulturą, pogańskimi wierzeniami, a jego stosunek do chrześcijaństwa zbliżony jest do stanowiska Z. D. Chodakowskiego.

 

 

Studia w warszawskiej Klasie Rysunkowej u Wojciecha Gersona, w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie u Jana Matejki oraz w Akademii monachijskiej. Członek Akademii Umiejętności w Krakowie. Jego specjalnością było badanie kultury dawnych Słowian i jej źródeł. W swoim malarstwie nawiązywał do kultury słowiańskiej (m.in. obrazy Uroczysko słowiańskie, Los, Smok i Ofiara) a jego dzieła pojawiały się na kartkach i znaczkach pocztowych. Jest autorem wielu prac naukowych historycznych i krytycznych. Jego kontrowersyjne poglądy wywoływały w świecie nauki i wśród artystów wiele sporów m.in. ze Stanisławem Witkiewiczem. Uważany za jednego z prekursorów rodzimowierstwa słowiańskiego w Polsce. Malował bardzo indywidualne, odważne w stylu i formie kompozycje o tematyce fantastycznej i baśniowej, nawiązujące czasem do legendarnych dziejów Słowian. Zajmował się też ilustracjami do książek i czasopism, m.in. do „Chimery”. Wykonywał także scenografią teatralną.

 

Odkrycia  w BARTODZIEJACH

 

Obszar dzisiejszej wsi Bartodzieje był zamieszkały już w okresie prahistorycznym. Świadczą o tym wyniki poszukiwań archeologicznych, z których pierwsze miało miejsce w czasach dość odległych, bo już w początkach ubiegłego wieku. Krakowski historyk Marian Wawrzeniecki i redaktor „Gazety Radomskiej” Szczęsny Jastrzębowski w latach 1902 i 1904 prowadzili prace badawcze w poszukiwaniu śladów kolonizacji w dolinie Radomki. Na przestrzeni 66 km jej biegu opisali 37 miejscowości, w których zlokalizowali 45 stanowisk z pozostałościami pradawnego osadnictwa. Do Bartodziej ekspedycja dotarła w sierpniu 1902 r. gdzie obiektem penetracji stało się piaszczyste wzniesienie, określane przez mieszkańców wsi jako „kole Cubatki” lub „kole Ługu”. Była to wydma leżąca ponad strugą, płynącą w kierunku rzeki.

Według relacji miejscowego rolnika, kilka lat wcześniej, w miejscu oddalonym kilkanaście metrów na północny zachód, na lewo od drogi wiodącej do Bródka, wyorane zostały dwa szkielety ludzkie, zwrócone stopami do siebie. Obok kości odnaleziono wówczas również kilka glinianych naczyń. Badania archeologiczne wskazanego miejsca potwierdziły istnienie prehistorycznych pozostałości. Znalezisko w postaci niewielkiej ilość odłamków ceramiki, wskazuje na miejsce pojedynczego pochówku lub fragment większej nekropoli.

Marian Michał Wawrzeniecki – Teka 78 kompozycji do obrazów, 1914-1923

sangwina, węgiel, czarna kredka, papier, rozmiar woluminu: 47,5 x 32 cm; sygn. (w różnych miejscach): M. swastyka W.; prace z autorskimi opisami: tytułami, część opatrzona informacją o realizacji malarskiej projektu, niektóre z adnotacją o nabywcy obrazu; Na okładce teki autorski napis: Szkice – pomysły -/ projekty- pierwsze/ notaty myśli/ malarskich/ MWawrzyniecki./ uczeń Jana Matejki. Na stronie tytułowej autorski komentarz do zbioru szkiców kompozycji poświęconych „Wielkiej Wojnie Europejskiej 1914-1918” z 13 XVII 1931 r.

Cena wywoławcza: 20 000 zł

 

Wydział Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego = Księga Pamiątkowa 2009

 

Z Warszawą, choć tylko w końcu swego życia, związany jest wielki Zygmunt Gloger (1845-1910), historyk kultury polskiej („Encyklopedia Staropolska”), etnograf („Rok polski w życiu, tradycji i pieśni”) i archeolog („Dolinami rzek”), członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, absolwent Szkoły Głównej, student UJ (historia i archeologia), zamieszkały w Warszawie od 1906 roku.

W swym majątku w Jeżewie zorganizował duże muzeum, gromadzące m.in. zbiory powierzchniowe znad górnej Narwi. Po śmierci, po długim procesie sądowym, zbiory trafiły do Krakowa (Muzeum Akademii) oraz do Muzeum Przemysłu i Rolnictwa na Krakowskim Przedmieściu, bowiem pan Zygmunt tak sobie zażyczył w testamencie, tam zajął się nimi kolejny nasz bohater, Marian Wawrzeniecki.

Zanim jednak przejdziemy do barwnej postaci tego malarza – słowianofila i entuzjasty powrotu do religii praprzodków, zatrzymamy się przy Dymitrze Jakowlewiczu Samokwasowie (1843-1911), rosyjskim archeologu i historyku prawa rosyjskiego, zatrudnionym na zruszczonym Uniwersytecie Cesarskim w Warszawie, w latach 1877-1894; potem został profesorem na Uniwersytecie w Moskwie.

Samokwasow chadzał na piaski podwarszawskie, m.in. te w Markach, zbierając głównie zabytki krzemienne, które starannie naszywał na kartonowe podkładki/tabliczki. Ostatecznie wylądowały w Muzeum Historycznym Księga pamiątkowa ….

w Moskwie w roku 1891. W Rosji uważano go za tak wybitnego archeologa, że Cesarska Komisja Archeologiczna zleciła mu wykopaliska kurhanów scytyjskich w Ryżanówce na Ukrainie (w celu zweryfikowania wyników Gotfryda Ossowskiego), badał także staroruski kurhan – Czarną Mogiłę.

Był prawnik, będzie artysta malarz, uczeń Wojciecha Gersona w Warszawie i Jana Matejki w Krakowie. Marian Wawrzeniecki (1863-1943), bo o niego tu chodzi, był wolnomyślicielem i ekscentrykiem, skrajnym niedowiarkiem, badaczem kultury dawnych Słowian, historykiem sztuki, członkiem Akademii Krakowskiej, miał kontrowersyjne poglądy, czym doprowadzał do rozpaczy uczonych i artystów. Propagował „rodzinowierstwo słowiańskie”, miał syndrom

„Starej Baśni”, trochę w stylu Młodej Polski malował obrazy i obrazki alegoryczno-słowiańskie (m.in. „Uroczysko słowiańskie”, „Los”, „Ofiara”) i w małym tylko stopniu był uczonym archeologiem. Badał m.in. pole bitwy pod Racławicami oraz groby neolityczne w Nałęczowie (za namową Stefana Żeromskiego), pracował w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa na Krakowskim

Przedmieściu (klasztor pobernardyński, siedziba muzeum od 1881 roku, przebudowa wnętrz w latach 1884-1888), dla którego wykonał serię obrazków dydaktycznych, znajdujących się aktualnie w Instytucie Archeologii UW.

Teraz pojawia się na scenie warszawskiej postać monumentalna, późniejszy pierwszy profesor archeologii na Uniwersytecie Warszawskim – Erazm Majewski (1858-1922 r.).

Marian Wawrzeniecki – Pax (Mir, 1904)

[Przytaczam niniejszy artykuł w całości ponieważ w zdecydowany sposób wyróżnia on jako osobną i akcentuje rolę w odtworzeniu Wiary Przyrodzonej Słowian grupy osób wywodzących się z Pierwszej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. C. B.]

Neopogaństwo – referat konferencja na UJ 2008 rok

Agnieszka Gajda
Doktorantka w Instytucie Nauk Politycznych
i Stosunków Międzynarodowych UJ
w Katedrze Historii
Polskiej Myśli Politycznej –

Neopogaństwo1, czyli zjawisko, co do którego definicji spory toczą się nawet wewnątrz samego środowiska, staje się
w Polsce coraz mniej egzotyczne i marginalne. Po blisko dwóch dekadach ofi cjalnego funkcjonowania niemal niepostrzeżenie wdarło się do polskiego życia publicznego: od działalności edukacyjno-naukowej, poprzez komercyjną aż po polityczną. Ale czym ono właściwie jest?

Pierwsze narzucające się skojarzenia – które nadal pokutują wśród polskiego społeczeństwa – to satanizm, sekciarstwo, okultyzm. Prawda jest jednak inna. Neopoganie to ludzie poszukujący źródeł duchowości w wierzeniach i kulturze
przedchrześcijańskich przodków2. Bierze się to z założenia, że religią najlepiej zespoloną z duszą Słowianina jest… religia słowiańska. Tym bardziej że religie naturalne – a taką jest wiara dawnych Słowian – wypływają z przyrody i są z nią nierozerwalnie związane, czego najbardziej brakuje neopoganom we współcześnie dominujących religiach
monoteistycznych. Nazywani są neopoganami, poganami, ale sami najczęściej wybierają określenie rodzimowiercy – od rodzimej, odwiecznej wiary3.
Nurt ten ma w Polsce bogatą tradycję – zarówno filozoficzną,  artystyczną, jak i naukową. Słowiańszczyzna zainteresowała Polaków już w XVI wieku – tak współczesna (relacje o słowiańskich sąsiadach, np. Czechach), jak i pierwotna, legendarna, która po części przetrwała i żyła wśród ludu (Pieśń świętojańska o Sobótce czy O Lechu i Czechu historia naganiona Jana Kochanowskiego).
Jednak apogeum owe fascynacje osiągają u schyłku XVIII, a szczególnie w XIX wieku, kiedy narody europejskie
zaczynają szukać swojej tożsamości i podstaw bytu narodowego. Wtedy to słowianofi le sformułowali zalążki idei neopogaństwa słowiańskiego, powiązanego z folklorem i wierzeniami ludowymi  oraz (w Polsce) z dążeniami niepodległościowymi.
Szczególną rolę odegrał tu Zorian Dołęga–Chodakowski (1784–1827) i jego rozprawa z 1818 roku O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem.
Opisywał on pogańską Arkadię słowiańską, swoistą „utopię retrospektywną”, która upadła pod naporem obcej kultury chrystusowej, przybyłej z Bliskiego Wschodu. Od momentu, w którym Krzyż święty wznosić się począł wśród
rozległej i podzielonej Sławiańszczyzny4, w Polsce współistnieją dwie cywilizacje: piastowska – będąca kontynuacją pradawnej kultury, która przetrwała wśród prostych chłopów, oraz łacińska – zapożyczona z zagranicy przez wyższe klasy. Chodakowski postawił tezę, że przyjęcie chrześcijaństwa spowodowało osłabienie siły i jedności krajów słowiańskich oraz zahamowało ich rozwój kulturowy.
Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi5.

Inspiracji do odbudowania polskiej tożsamości i odrodzenia rodzimej tradycji doszukiwał się w pozostałościach po słowiańskiej kulturze, ukrytych i często przesłoniętych chrześcijańską zasłoną w herbach, pieśniach i obrzędach. Postulował on także repoganizację wszystkich krajów słowiańskich, co miało uczynić z nich duchowego lidera Europy. Chodakowski inspirował wielkich polskich twórców romantyzmu i Młodej Polski, między innymi Adama Mickiewicza, Cypriana Kamila Norwida, Józefa Ignacego Kraszewskiego czy Stanisława  Wyspiańskiego. Ale Słowiańszczyzna czasów
pogańskich stała się wyznacznikiem również dla myślicieli politycznych pokroju Joachima Lelewela, Karola Libelta, Jędrzeja Moraczewskiego, Wawrzyńca Surowieckiego czy filozofa Bronisława Trentowskiego.
Wielu artystów plastyków Młodej Polski czerpało z pogańskiej Słowiańszczyzny pełnymi  garściami. Żadna inna epoka w polskiej kulturze tak silnie nie wykorzystywała wątków pogańskich.
Motywy zaczerpnięte ze słowiańskiej mitologii, archeologiczne odkrycia ówczesnych badaczy, bohaterowie historycznych legend wypełniają dzieła fi n de siècle’u. Inteligencja krakowska fascynowała się życiem chłopów z Podhala, nierzadkie stały się mieszane małżeństwa czy chociażby mówienie gwarą przez przedstawicieli wyższych sfer, legitymujących się, bądź co bądź, wykształceniem akademickim.
Te fascynacje nabierają powagi w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Artyści nie tylko inspirowali się Słowiańszczyzną pogańską, oni chcieli aktywnie włączyć się w odbudowę państwa polskiego poprzez ożywienie kultury prasłowiańskiej i włączenie jej ducha w nową kulturę narodową.
Do najważniejszych twórców tych czasów należą: Marian Wawrzeniecki, Zofi a Stryjeńska, Stanisław Jakubowski i Stanisław Szukalski6.
W literaturze omawiane wątki wykorzystują między innymi Leopold Staff, Julian Tuwim, po wojnie Zofia Kossak-Szczucka, Paweł Jasienica, Karol Bunsch, Zbigniew Nienacki.
Myślicielem, który w największym stopniu wpłynął na polskie neopogaństwo i nadał mu szczególny charakter, był Jan Stoigniew Stachniuk i założona przez niego grupa „Zadruga”7.
W swych nowatorskich pracach przedstawił spójny system fi lozofi czny, który nazwał kulturalizmem czy panteizmem ewolucyjnym. Zasadza się on na przekonaniu, że kultura jako proces reorganizacji ładu naturalnego świata prowadzi
do narastania mocy woli tworzycielskiej, czyli wszechobecnej w świecie czynnej energii kosmicznej. Obecność
woli tworzycielskiej sprawia, że człowiek doznaje organicznej jedności świata, ewoluującego ku wyższym formom (panteizm ewolucyjny). Człowiek jako jedyny posiada zdolność tworzenia, czyli wiązania żywiołów psychiki ludzkiej z żywiołami natury w taki sposób, że powstaje nowy i potężny kształt mocy, temuż człowiekowi podległy. Moglibyśmy go nazwać pierwiastkiem albo geniuszem rekonstrukcji ładu naturalnego świata8. Głównym celem „Zadrugi” miało być wytworzenie

Denar Mieszka I, ze swastykami

 


98 ALMA MATER

nowej świadomości narodu, uwolnionej od elementów wspakulturowych9. Zdaniem Stachniuka podstaw tego światopoglądu należy szukać u słowiańskich Prapolaków. Religia neopogańska nie miała być przenoszeniem
w XX wiek zapomnianych obrzędów, ale miała stanowić silne spoiwo społeczne. Wspólnota religijna miała być wyprzedzeniem narodowej wspólnoty tworzącej10. Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka!11 – to naczelne hasło Zadrugi obrazuje podejście do wspakulturowego katolicyzmu polskiego oraz znaczenie odcięcia od niego.
Katolicyzm zniszczył Polaka Słowianina i zastąpił go jednostką wspakulturową, zwaną przez Stachniuka Polakatolikiem. Na Skargowym „Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej” wyhodowano w ciągu wieków pokolenia Polakatolika. I wyhodowano okaz umysłowo tępy, emocjonalnie przygaszony, typ dla potrzeb Kościoła katolickiego doskonale znijaczony. Pokolenia mijają, typ wciąż istnieje i trwa. […] Przeciwko tej rzeczywistości bunt podniosła Zadruga. Obcej koncepcji życia i myślenia, koncepcji antyhumanistycznej, przeto antypolskiej, katolickiej, Zadruga
przeciwstawia godną człowieka koncepcję kulturową – polską fi lozofi ę i polski mit narodowy!12. Ostra krytyka religii katolickiej jest uzasadniana przez zadrużan tym, że jest ona obca biosowi Polaków, że złamała ducha naszych słowiańskich przodków oraz odpowiada za upadek i mierność Polski. Ale Zadruga to nie jałowy antyklerykalizm, to uderzenie wprost w katolicyzm jako obcą Polakom chrześcijańską koncepcję kulturową, a nie tylko religijną. Zmiana świadomości religijnej ma stanowić pierwszy krok na drodze przemian światopoglądowych, których ukoronowaniem
miała być wspólnota tworząca13. Właściwą koncepcję narodu można budować tylko w oparciu  o oryginalny system religijny, nawiązujący do prasłowiańskich korzeni. Wychodząc z nacjonalistycznych i przeciwnych marksizmowi przesłanek idealistycznych, dochodził do podobnych co komuniści wniosków w dziedzinie gospodarki.
Gdy doda się do tego panslawizm w polityce międzynarodowej, łatwo zrozumieć, dlaczego dla prawicy Zadruga była „komunistyczną agenturą”. Z kolei lewica zarzucała jej faszyzm i antysemityzm, mimo że Stachniuk w Zagadnieniu totalitaryzmu poddał system faszystowski (zarówno niemiecki, włoski, japoński, portugalski, jak i sowiecki stalinizm)
druzgocącej krytyce, a w pracy Człowieczeństwo i kultura dokonał ostatecznego rozrachunku z rasizmem. Na dodatek konsekwentna, totalna krytyka i odrzucenie katolicyzmu negatywnie nastawiały do „Zadrugi” także środowiska chrześcijańskie14.
Sporym problemem jest zakwalifikowanie myśli zadrużańskiej. Przyjęto kompromisowe określenie „nacjonal-komunistyczne”15, jednak nie jest ono zbyt precyzyjne. Dodatkowo zaznaczyć należy, że pogaństwo Stachniuka nie jest „standardowe” – opiera się na naukowym światopoglądzie demokratejskim i monizmie filozoficznym, nie próbuje wskrzeszać wierzeń starosłowiańskich, ale wrócić do pogańskiej przeszłości jako kolebki duchowej.

Innym ważnym przedwojennym środowiskiem neopogańskim było Święte Koło Czcicieli Światowida / Lechickie Stowarzyszenie Czcicieli Światowida, założone prawdopodobnie już w 1921 roku przez Władysława Kołodzieja. W latach 1946–1947 (do administracyjnego nakazu zawieszenia działalności) funkcjonowało w Łodzi Stowarzyszenie Lechitów „Sława”, mające swój początek w ŚKCŚ / LSCŚ – wydało ono dwa roczniki „Kalendarza Słowiańskiego” (Kołodziej starał się w oparciu o kalendarz gregoriański odtworzyć przedchrześcijański rok kultowy z głównymi świętami solarnymi,
nazwami miesięcy, imionami). Organizacja była dość luźna i niezbyt liczna, mimo to należały do niej znane osobistości, na przykład prof. Jan Sas-Zubrzycki, poeta Tadeusz Pietruszka, Józef Chobot, artyści Franciszek Walczowski i Stanisław Wocjan. Obecnie działające grupy neopogańskie w Polsce po częstokroć używają tych samych symboli,
słownictwa czy systemu kalendarzowego, co czciciele Światowida.

Przełomem dla omawianego zjawiska był rok 1989 i demokratyczne przemiany, które miały wtedy miejsce. Na podstawie nowego prawa wyznaniowego związki wyznaniowe i kościoły mogą w Polsce swobodnie funkcjonować. Tak więc w latach 90. rejestrują się pierwsze (i na razie jedyne widniejące w rejestrze kościołów i związków wyznaniowych)
grupy neopogańskie: Rodzimy Kościół Polski (1995 r.), Rodzima Wiara (1996 r.) i Polski Kościół Słowiański (1995 r.).
Znacznie więcej jest (lub było, gdyż już nie funkcjonują) grup niezarejestrowanych.
Istotne jest zaznaczenie, że w ramach polskiego neopogaństwa wyróżniamy środowiska stricte religijne, polityczne,
kulturalne, artystyczne (które rejestrują się zazwyczaj jako stowarzyszenia – po pierwsze ze względu na profi l działalności, po drugie na większą łatwość rejestracji niż w przypadku związku wyznaniowego). Często trudno zaklasyfi
kować konkretną grupę, gdyż działa ona na różnych polach, członkowie należą do innych organizacji neopogańskich o odmiennym profilu czy też sama grupa współpracuje z takimi związkami.
Istotne wydaje się, do jakiej „tradycji” odwołuje się dana grupa: „Zadrugi” Jana Stachniuka, Świętego Koła Władysława Kołodzieja czy może próbują tworzyć swój światopogląd, sięgając głównie do folkloru i przekazów historycznych.
Stosując ten klucz, można pokusić się o klasyfi kację ważniejszych współcześnie działających grup neopogańskich. Są to grupy:
– post-zadrużne: Rodzima Wiara (związek wyznaniowy), Stowarzyszenie na Rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” (stowarzyszenie kulturalne), Nacjonalistyczne Stowarzyszenie „Zadruga” (organizacja polityczna), Zakon Zadrugi „Północny Wilk”, Unia Społeczno–Narodowa (partia polityczna, już niefunkcjonująca), wydawnictwo
Toporzeł,
– post-kołodziejowe: Rodzimy Kościół Polski (związek wyznaniowy),
– folklorystyczne: grupa rodzimowierców krakowskich (religijna), drużyny wojów i rzemieślników (np. Drużyna Grodu Trzygłowa, Drużyna Wojów Wiślańskich KRAK),

– wyznaniowe: Polski Kościół Słowiański (związek wyznaniowy), Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy Słowiańska „Wiara”.

 

Naczelnik Rodzimej Wiary nosi srebrny
pierścień ze swastyką

 

 

Ornament widniejący w oknie kaplicy
Zygmuntowskiej na Wawelu – Czwórgłowy Upadły Bóg – Znicz, w formie Swastyki – Orzeł Welański

ALMA MATER 99

Jak widać w ramach poszczególnych klas znajdują się grupy uznające odmienne cele, co nie wyklucza współpracy; przykładowo:
wielu członków Rodzimej Wiary zarazem należy do Stowarzyszenia „Niklot”, a nawet do skrajnego NS „Zadruga”, równocześnie udzielając się w drużynach wojów czy uprawiając jakieś średniowieczne rzemiosło. Wiele jednak różni poszczególne środowiska, nawet odwołujące się do tych samych źródeł. Mimo wszystko polskie grupy
neopogańskie są skłócone, rywalizują ze sobą, często nie wyobrażając sobie możliwości połączenia i przez to wzmocnienia.
Czasami różnicami nie do pogodzenia są waśnie osobiste, ale o wiele częściej chodzi o głęboko odmienną interpretację
religii czy kultury Prasłowian. Przykładowo, Rodzimy Kościół Polski opowiada się za henoteizmem, żywiąc przekonanie, że o losie świata decyduje siła kosmiczna, zwana bogiem, którego poszczególnymi przejawami są inni pomniejsi bogowie.
Tak więc RKP głosi kult boga jedynego, którego Arabowie nazywają Allah, Żydzi i chrześcijanie Jahwe lub Jehowa, a Słowianie zwali Świętowit. Równocześnie RKP charakteryzuje się dużą otwartością i tolerancją – jego członkiem można zostać bez względu na wyznanie, narodowość, pochodzenie, rasę, płeć, stan rodzinny i majątkowy. Jest to często krytykowane, na przykład przez Rodzimą Wiarę, która twierdzi, że wyznawcą etnicznej religii słowiańskiej
może być jedynie Słowianin, z tego powodu, że dana grupa etniczna ma swoją własną, najlepiej jej odpowiadającą
religię, i to ją powinna kultywować, by rozwijać się najpełniej. Poza tym RW skłania się ku panteizmowi i politeizmowi jak najbardziej zbliżonemu do pogańskiej religii naszych przodków.
Różnice między poszczególnymi środowiskami powstają też na tle politycznym – najczęściej dotyczą kwestii rasowych czy panslawistycznych (np. uznanie Rosji za siłę dominującą w Słowiańszczyźnie lub odmawianie jej w ogóle słowiańskości, hasła zjednoczenia narodów słowiańskich lub skupianie się tylko na Polsce). Generalnie, zagadnienie rasizmu istotnie dotyczy polskiego neopogaństwa, gdyż poszczególne grupy – z natury politycznie prawicowe – mają często problem z wypośrodkowaniem roli przynależności etnicznej. I tak, bardzo rasistowskie hasła głosi na przykład NS „Zadruga” czy Zakon Zadrugi „Północny Wilk”.
Aczkolwiek są one często krytykowane przez grupy przywiązane do kulturalizmu Stachniuka (sic!).
Tak więc stosunkowo nieliczne polskie środowiska neopogańskie same uniemożliwiają sobie dynamiczny rozwój poprzez połączenie czy harmonijną współpracę, z drugiej jednak strony to zróżnicowanie ideowe daje im perspektywę rozwoju w przyszłości poprzez możliwość identyfi kacji przez ludzi o odmiennych przekonaniach.
Polscy neopoganie obchodzą cztery główne święta związane z cyklem solarnym: Święto Jare (równonoc wiosenna), Noc Kupały (tradycyjnie zwane Sobótką lub Nocą Świętojańską, przesilenie letnie), Święto Plonów (czyli dożynki wypadające na równonoc jesienną) oraz Święto Godów (Szczodre Gody, przesilenie zimowe).
Ważnym świętem są również Dziady, obchodzone na początku listopada, poświęcone czci przodków.
Na podstawie źródeł historycznych, archeologicznych, etnografi cznych rodzimowiercy próbują odtwarzać dawne zwyczaje i przebieg obrzędów, co nie jest zadaniem łatwym z powodu ich nikłej czy wręcz szczątkowej postaci. Dlatego też na przykład Rodzima Wiara nie określiła stałej, skonwencjonalizowanej „liturgii” – obrzędy często są improwizowane, różnią się między sobą zarówno pod względem terytorialnym (poszczególne oddziały odwołują się
do tradycji plemion słowiańskich niegdyś zamieszkujących na ich terenie, np. Oddział Małopolski do Wiślan, Śląski do
Ślężan, itd.), jak i czasowym (z roku na rok dopracowuje się i wzbogaca przebieg świąt zgodnie z prowadzonymi stale
badaniami). Inne grupy często opracowują dość sztywny scenariusz obrzędów.
Niektóre zachowują dużą rezerwę co do „obcych”, inne w internecie ogłaszają czas i miejsce obrzędu i zapraszają wszystkich zainteresowanych.
W tym roku mija 20 lat od początku zmian demokratycznych w naszym kraju, 20 lat swobodnej działalności polskich
neopogan. Niemal niepostrzeżenie stali się częścią polskiego życia publicznego: od działalności edukacyjno-naukowej (pokazy historyczne, wystawy muzealne, warsztaty dawnych rzemiosł, wycieczki edukacyjne dla dzieci), poprzez komercyjną (sprzedaż wyrobów „z epoki”, komercyjne pokazy dla fi rm) aż po polityczną (np. Mateusz Piskorski, prawa ręka Andrzeja Leppera, szef szczecińskiej Samoobrony, jest byłym członkiem Rodzimej Wiary). Coraz częściej neopogaństwo przenika do popkultury (literatura fantasy czy oparte na niej gry komputerowe, na przykład Wiedźmin, książki Rafała Dębskiego, Pawła Rochali, Michała Krzywickiego i innych).
Neopoganie nie uniknęli problemów (zaplątanie we wrażliwe kwestie rasowości, oskarżenia – często niesprawiedliwe – ze strony Kościoła katolickiego, konfl ikty wewnętrzne), nadal daleko im do silnych grup neopogańskich w krajach skandynawskich, anglosaskich czy wschodniosłowiańskich, ale wydaje się, że znaleźli niezagospodarowaną dotąd
w Polsce niszę i są częścią coraz bardziej wzmagającego się zjawiska sekularyzacji Polaków, czasem nazywanego
repoganizacją…

 

SYMBOLE POLSKICH RODZIMOWIERCÓW
Swastyka – inaczej Swarga, Swarzyca, Swarożyca, Krzyż Thora, Svastika, dysk Słońca – jest symbolem wielu kultur, występowała na wszystkich pięciu kontynentach. Zawsze oznaczała przychylność bogów, dążenie do sukcesu, zwycięstwo w walce, dobre plony. Wyraz ten pochodzi z sanskrytu (su = dobrze, szczęście, i asti = jest; suasti/swasti = dosłownie: dobrze jest) i ma być formułką powitania w rodzaju salve, na zdar, na zdrowie. Jako symbol pozytywny używana była w hinduizmie, judaizmie, rodzimych religiach Słowian, Germanów, Azteków. Swastyka może mieć ramiona zgięte w prawo albo w lewo. Postać „prawoskrętna”, naśladująca kształtem ramion ruch Słońca (widziany z półkuli północnej Ziemi), kojarzona jest

 

Swastyki zdobiące kamienicę przy ul. Karmelickiej
w Krakowie (naprzeciw teatru Bagatela)

100 ALMA MATER

 

najczęściej z kultami solarnymi, jako symbol ognia i Słońca (krąg promieni), jest talizmanem przynoszącym szczęście, często też jest łączona z wiertakiem do rozniecania ognia. Swastyka z ramionami skierowanymi w lewo jest znakiem nocy i magii, emblematem straszliwej bogini Kali, żony Śiwy. Swastyka lewostronna (hakenkreuz) była też używana przez partię hitlerowską i Trzecią Rzeszę jako symbol rasy aryjskiej. Najstarsze malowidło, na którym występuje
ten symbol, pochodzi z paleolitu (ma on przynajmniej 10 tysięcy lat). W naszym kraju pierwszą swastykę datuje się na okres neolitu, czyli cztery tysiące lat przed naszą erą. Do dziś jest jednym z najważniejszych symboli rodzimych kultur europejskich. Wśród Słowian była symbolem Swaroga, boga słońca. Zawsze okryta należytą czcią, rzeźbiona była na przedmiotach domowego użytku i broni. Góralski „niespodziany krzyż”, szczególnie popularny wśród zafascynowanych Tatrami twórców młodopolskich16, był symbolem obecnym w podhalańskich wierzeniach
ludowych. Emblemat ten, nazywany niekiedy podhalanką, oficjalnie został wprowadzony 21 czerwca 1919 roku
mocą ogłoszonego w tym dniu rozkazu ministra spraw wojskowych w poczet symboli wojskowych17.
Piktogram zwany Rękami Boga prawdopodobnie oznacza pojęcie boga najwyższego. Główny element symbolu
stanowią cztery piorunowładne ręce, o pięciu lub sześciu palcach ułożonych w grzebień. Ramiona krzyża skierowane w cztery strony świata są wyrazem wszechwładności stwórcy, zwanego w rodzimej wierze Słowian Bogoświatem. Często w czterech polach pomiędzy ramionami Boga umieszczane są łamane krzyże, czyli swarzyce.
Spośród czterech swarzyc dwie mają ramiona zagięte pojedynczo, dwie posiadają na końcach podwójne zagięcie. To symbol dwoistości ognia niebiańskiego: swarzyce o pojedynczych zagięciach oznaczają Swaroga i jego syna Swarożyca, czyli bóstwa ognia, zaś te o podwójnym zagięciu można rozumieć jako symbole Peruna, ze względu na większą dynamikę rysunku – typową dla zjawiska burzy. Same ręce krzyża wraz z grzebieniami na ich zakończeniach
można też przypisać jako atrybut boga gromów – mogą bowiem symbolizować deszcz i chmury typowe dla gwałtownych zjawisk atmosferycznych.
Toporzeł – symbol stworzony przez artystę Stanisława Szukalskiego, stanowi połączenie polskiego orła z obosiecznym toporem.
Dał nazwę współczesnemu wydawnictwu rozpowszechniającemu prace Zadrużan i innych ważnych dla środowiska neopogańskiego postaci. Toporzeł jest symbolem powstałego w 2006 roku Nacjonalistycznego
Stowarzyszenia „Zadruga”, a wraz z koroną – Unii Społeczno-Narodowej. Pojawia się również w zinach neopogańskich
(np. Lechia Stragona, Żywioł).
Posąg Światowida ze Zbrucza to kamienny posąg z XI wieku odnaleziony w 1848 roku (obecnie w Muzeum Archeologicznym w Krakowie). Jego wizerunek często wykorzystywany jest przez polskich rodzimowierców – jako rzeźba wykorzystywana podczas obrzędów, zawieszka noszona na szyi jako talizman, w wersji grafi cznej jako symbol grupy etc. Powszechnie uważany jest za ikonografi czne wyobrażenie wszechświata: idea modelu kosmosu
jako osi znajdowała konkretyzację w różnych kulturach w postaci słupa, kolumny, góry czy drzewa, które miałyby stać pośrodku świata i swym wierzchołkiem wspierać kopułę niebios. I tak, posąg podzielony jest na trzy poziomy, z których górny ma przedstawiać sferę niebiańską (boską), środkowy – ziemską (ludzką), dolny – zaświaty. Według innej koncepcji strefy te przedstawiają Nawię, Prawię i Jawię czy też określa się słup jako hymn w kamieniu ku czci
Słońca i doszukuje się sensu przy wcześniejszym zorientowaniu ścian słupa względem stron świata. RKP rozumie cztery twarze posągu jako różne aspekty boga – pierwiastek męski i żeński, dom, urodzaj, waleczność i mistycyzm, które są jednością.
Okrzyk „Sława!” używany jest przez rodzimowierców polskich zarówno podczas obrzędów (na cześć bogów), toastów, jak i w życiu codziennym (np. jako powitanie). Taką nazwę ma również periodyk Rodowego Wiecu Słowiańskiego (co
wskazuje na używanie tego słowa także przez neopogan z innych krajów słowiańskich).
Zawołanie to ma już długą tradycję w Polsce (np. używane było już w utworach romantycznych, Władysław
Kołodziej stworzył symbol tzw. Kołomir, Jan Sas-Zubrzycki napisał pracę pod tym
tytułem).

 

Nauka polska nie pozostała obojętna na to zjawisko społeczno-religijne – wyrazem tego jest między innymi cykl konferencji naukowych organizowanych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Skupiają one zarówno zasłużonych „weteranów” nauki (m.in. dr Leonard Pełka, prof. Ryszard Ignacy Danka, prof. Jacek M. Majchrowski), młodych, rozpoczynających karierę naukowców, ale również przedstawicieli samych grup neopogańskich.
Tegoroczna konferencja, która odbyła się w dniach 19–20 marca w Bibliotece Jagiellońskiej, zaskoczyła szerokim spektrum tematów oraz towarzyszącą wystawą zbiorów bibliotecznych oraz dzieł plastycznych związanych z polskim neopogaństwem.
Wydaje się, że pierwsza konferencja (z 2008 roku) odegrała bardzo pozytywną rolę w badaniach nad neopogaństwem
w Polsce, wyrywając je ze stagnacji i tkwieniu w momencie sprzed niemal piętnastu lat. Tegoroczna konferencja
stała się okazją do przedstawienia efektów badań zainspirowanych Toporzeł w wersji używanej przez Nacjonalistyczne Stowarzyszenie „Zadruga”

 

Posąg Świętowita używany przez rodzimowierców krakowskich
wraz ze stanicą zimową i wiosenną

 

Stanisław Jakubowski – Jarowit (drzeworyt)
w Bogowie Słowian z 1933 r. Sama
tarcza z tego drzeworytu jest często wykorzystywana
przez rodzimowierców

ALMA MATER 101
dyskusjami na pierwszym spotkaniu. Najlepszym tego przykładem jest wystąpienie Alicji Barcikowskiej (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie) Autoportret polskich (neo)pogan, w którym przedstawiła wyniki swoich badań ankietowych przeprowadzonych wśród członków grup neopogańskich. Jest to bodaj pierwsze tego typu badanie w Polsce, które przedstawia – oprócz danych demograficznych18 – widzenie siebie przez samych neopogan. Oprócz problematycznych kwestii nazewnictwa, co do których ankieta wprowadza pewien porządek19, znajdujemy tu odpowiedź na pytanie, co jest najważniejsze w byciu neopoganinem dla samych zainteresowanych.
Okazuje się, że to przede wszystkim indywidualizm i możliwość dokonywania własnych, wolnych wyborów, a także stały rozwój duchowy.
To również bliskość i szacunek dla natury, dziedzictwa przodków, tradycji oraz kult bogów. Nie mniejsze znaczenie mają również etyka i wartości pogańskie. Jako najważniejsze przeszkody neopoganie z kolei wskazują nietolerancję
otoczenia, trudności w kontaktach oraz własny brak aktywności. Ciekawe było również wystąpienie dr Doroty Ziętek (Instytut Religioznawstwa UJ), która mówiła o tożsamości nadawanej neopoganom przez katolików.
Tegoroczna konferencja bardzo szeroko podeszła do neopogaństwa w Polsce – obok rodzimowierstwa słowiańskiego mówiono również o wicca (Maciej Witulski, Instytut Religioznawstwa UJ; Anna Mazoń – Instytut Psychologii Stosowanej UJ), druidyzmie, a nawet o dosyć egzotycznych grupach, takich jak Misja Faraon (dr Szymon Beźnic,
Instytut Religioznawstwa UJ). Nie mniej często skupiano się na środowiskach post-zadrużnych, działających
na granicy religii i polityki. Agnieszka Gajda (Instytut Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ)
przedstawiła działalność młodego, bo powstałego w 2006 roku, Nacjonalistycznego Stowarzyszenia „Zadruga”.
Ta organizacja polityczna może stanowić przykład dużego zróżnicowania programowego i zakresu działania
polskich środowisk neopogańskich, które wbrew pozorom nie zawsze za główny cel obierają aktywność stricte
religijną, ale bardzo często działają na niwie społecznej i politycznej. NS „Zadruga” jest skrajnie nacjonalistyczna,
rasistowska, antychrześcijańska, a przy tym bardzo widoczna w internecie czy przy okazji manifestacji i akcji publicznych. Zbliżony do niego jest Zakon „Zadrugi” „Północny Wilk”, o którym mówił Mariusz Filip (Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM). Jednak w żadnym przypadku nie można w ten sposób postrzegać wszystkich
środowisk neopogańskich w Polsce.
Pozytywem drugiej konferencji naukowej Neopogaństwo w Polsce było poruszenie tematów do tej pory „nietkniętych”: dr Tomasz Szczepański (przewodniczący Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”) przedstawił sytuację środowiska rodzimowierczego w PRL w latach 1956–1989, dr Piotr Wiench (Katedra Socjologii SGGW) porównywał Rodzimą Wiarę i hinduizm, Maciej Bednarek mówił o obecności neopogan w internecie, Igor Górewicz (wojewoda Drużyny Grodu Trzygłowa, zastępca naczelnika Rodzimej Wiary) o Rodowym Wiecu Słowiańskim i uczestnictwie
w nim Rodzimej Wiary, a dr Anna Olszewska badała obecność ikony Światowida w polskim neopogaństwie i szerzej w polskiej kulturze, a także wyznaczniki jej świętości. Wartościowe również były referaty zasłużonych dla polskiej
nauki, a dla badań nad neopogaństwem szczególnie, dr. Leonarda J. Pełki (Przeszłość w teraźniejszości.
Refl eksje nad śladami wierzeń słowiańskich w kulturze polskiej), naczelnika  Rodzimej Wiary dr. Stanisława Potrzebowskiego (Rodzimowiercza tożsamość i jej źródła) czy dr. Zdzisława Słowińskiego (Neopogaństwo
a symulakry), który udowadniał, że można stworzyć współczesne zaplecze intelektualne dla polskiego neopogaństwa. Dużym zainteresowaniem cieszyły się wystąpienia dotyczące neopogaństwa w innych krajach: działalność Ásatrú w Danii przybliżyła Michalina Biel, wpływ neopogan na kulturę popularną w Rosji analizowała Anna Zaczkowska (Instytut Religioznawstwa UJ), a o sytuacji grup neopogańskich w Czechach mówiła Anna Marie Dostàlova (Uniwersytet Karola w Pradze).
Efektem drugiej konferencji naukowej Neopogaństwo w Polsce będzie opublikowany do końca 2009 roku tom, w którym znajdą się niemal wszystkie referaty. Już teraz dostępny jest tom pokonferencyjny z pierwszej
konferencji, który określany jest jako najlepsza publikacja na temat rodzimowierstwa, jaka dotąd pojawiła się
na polskim rynku (Neopogaństwo w Polsce pod red. A. Gajdy i J.M. Majchrowskiego, „Państwo i Społeczeństwo”
nr 4, 2008, rok VIII, Kraków 2008). Miejmy nadzieję, że również materiały z tegorocznej konferencji
nie zawiodą czytelników.

Lech Emfazy Stefański – RKP – Wyrocznia słowiańska: książka i karty do wróżb słowiańskich


1 Neopogaństwo – współczesne systemy wierzeń odwołujących się zarówno do etnicznej religii danego regionu lub kraju, jak i powstałych współcześnie, całkowicie od podstaw, ale mimo to posiadające ogólne cechy pogańskie – np.
będące klasyfi kowane jako politeizm.
2 Autorka omawia w niniejszym tekście tzw. neopogaństwo etniczne, tzn. odwołujące się do rodzimej, słowiańskiej religii. Tekst pomija nurty etnicznego neopogaństwa niesłowiańskiego (np. Àsatrù) czy bliższe New Age.
3 Poganin było określeniem pejoratywnym od łac. paganus – wiejski (a więc w ten sposób nazywano mieszkańców obszarów wiejskich, wieśniaków).
4 Z. Dołęga-Chodakowski, O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem i inne pisma, Wrocław 1999.

5 Ibidem.
6 Szukalski, zwany też Stachem z Warty, powołał w 1929 r. Szczep Rogate Serce, który miał nastawienie wręcz kontrkulturowe, godzące w establishment. Wszyscy członkowie byli młodzi – Szukalski uważał, że „starzy” po 30. roku życia nie mają siły, by walczyć o swe ideały. Motto Szczepu brzmiało: „Miłować i walczyć”. Członkowie przybierali
miana, czyli słowiańskie imiona przedchrześcijańskie, które często były neologizmami (np. Daromyśl, Gromikłam, Słońcesław, Ziemitrud). W dorobku artystycznym Stacha szczególne znaczenie dla rodzimowierców ma Toporzeł. Szukalskiego mimo wszystko trudno uznać za „klasycznego” rodzimego poganina. Wprawdzie był zdeklarowanym
antyklerykałem, nawet przez krótki czas był członkiem „Zadrugi” Jana Stachniuka (liczne nieporozumienia między tymi dwiema silnymi osobowościami doprowadziły do zakończenia ich współpracy), jednak nie godził się na negowanie katolickiego systemu wartości i próbował go połączyć ze swoją koncepcją Światowida.
7 Zadruga to zarówno wiejska wspólnota rodowa, funkcjonująca w południowej Słowiańszczyźnie jeszcze w początkach XX w., jak i staropolski system wspólnego gospodarowania i współżycia, wykształcony w epoce przedchrześcijańskiej.
8 J. Stachniuk, Człowieczeństwo i kultura, Poznań 1946, s. 10.
9 Wspakultura to całokształt przeszkód, które napotyka ewolucja ku wspólnocie tworzącej; to według prof. Czawnowskiego układ wskazań i zabiegów psychotechnicznych mających na celu maksymalne stłumienie naturalnych dążeń ludzkich i pogrążenie człowieka w absolutnej obojętności, aby zapewnić mu jego osobisty spokój duchowy
(G. Rowiński, M. Purzycka, Inne niebo czy w sieci szalonego proroka: nowe ruchy i sekty religijne w Polsce, Warszawa 1998, s. 168). Wspakultura składa się z sześciu pierwiastków: personalizmu, wszechmiłości, moralizmu, spirytualizmu, nihilizmu i hedonizmu, które najpełniej objawiają się w wielkich religiach uniwersalistycznych, a szczególnie w totalnej wspakulturze krzyża, czyli chrześcijaństwie.
10 Mit wspólnoty tworzącej to właściwa kierunkowa wzrostu narodu, wspólnota tworząca jest kolejnym szczeblem rozwoju człowieczeństwa, „tak jak motyl dalszym etapem poczwarki”, jej osią centralną jest kreacja duchowa, której treścią musi być doznawanie swego „ja” jako elementu spełniającego się dzieła kultury. […] poza „ja”, składającym
się z kilkunastu tysięcy dni trwania i nieuniknionej śmierci, istnieje olbrzymi świat dzieła kultury i historii. Wobec tego dzieła możemy zając postawę obojętną, i wówczas staczamy się ku wspakulturze, lub też aktywną […] i przez pełne, ekstatyczne wręcz doznawanie istoty bytu umożliwić stawanie się wspólnoty tworzącej (J. Stachniuk, Człowieczeństwo i kultura, Poznań 1946, s. 259–265).
11 A. Wacyk, Filozofia polska ZADRUGA, Wrocław 1994, s. 34.
12 Ibidem.
13 Co więcej, odrodzona wspólnota tworząca Słowian ma być awangardą rewolucji człowieczej, obejmującej 90 procent ludzkości dziś jeszcze sparaliżowanej bezdziejami. Indje, Chiny, przeważająca część Europy […]. Od świeżości emocjonalnej, odwagi myśli i czynu kierujących warstw w Słowiańszczyźnie zależy, czy rozsnuwające się
horyzonty rewolucji człowieczej zapłodnią wolę do tytanicznego dzieła zapoczątkowania i ukształtowania nowej wspaniałej ery (J. Stachniuk, Człowieczeństwo i kultura, Poznań 1946, s. 269).
14 Por. J. Tomasiewicz, Jan Stachniuk – nazista czy „narodowy bolszewik?”, „Żaden” nr 15, wiosna 1997.
15 Tego określenia użył sam Stachniuk w zarysie programu „Ideograf” z 1945 r.
16 Stanisław Radzikowski, lekarz i badacz przeszłości Podhala, umieszczał swargę przy swoich podpisach i na wizytówkach. Swastykami znaczył w Tatrach nowe szlaki kompozytor Mieczysław Karłowicz i takiż znak widnieje na kamieniu ustawionym w miejscu, gdzie znaleziono jego ciało.
17 Por. „Swarzyca”, Siecech, portal Swarga – symbole magiczne Słowian (www. swarga.za.pl); Nowa Encyklopedia Powszechna PWN, tom 6, Warszawa 1997, s. 130; W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 2000, s. 359–361.
18 Okazuje się, że kobiety w polskich środowiskach neopogańskich stanowią 39,5 procent „populacji”, większość polskich neopogan – prawie 86 procent – jest młoda (do 35 lat), mieszka w dużych lub średnich miastach (ok. 77 procent) oraz legitymuje się lub jest w trakcie zdobywania wyższego wykształcenia (71,7 procent). Co ciekawe, bardzo
zbieżne wyniki uzyskała Anna Marie Dostàlova, badając neopogan w Czechach. Warto zaznaczyć, że badanie zostało przeprowadzone przez internet na grupie 177 osób, trudno więc orzekać o jego bezwzględnej reprezentatywności.
19 Szerzej na temat definicji oraz struktur w polskim neopogaństwie mówił Scott Simpson (Instytut Religioznawstwa UJ).

Marian Wawrzeniecki – Ofiara

Spojrzenia nr 128 Waszyngton

Izydor Jablonski znotowal, ze Matejko „nie znosil <<martwego plotna>>.”

Wawrzeniecki tak to fachowo komentuje:

Wiadomo, ze Wlosi, kraj wielkiej tradycji malarskiej uzywaja plocien

gruntowanych <<w pewnym tonie>>, „szarych” mianowicie. Lenbach juz w

fabryce zamawial „grunt lenbachowski”, Whistler uznawal tylko grunt

srebrno-szary. I dodaje:

„Bialy grunt plotna, potrzebny impresjonistom dla podniesienia blasku

farby, <<jest zupelnie nieodpowiedni>> i artysta musi sie go spiesznie

wyzbyc, zanim mysl swoja jako tako na plotnie zaznaczona zobaczy”.

Impresjonisci byli w wieku Matejki, Cezanne, ktory czasem tu i tam biale

plotno zostawial, byl niemalze jego rowiesnikiem.

Zauwazmy, ze obaj byli dosc nieokrzesanymi prowincjuszami i, jak o tym

swiadcza wczesne prace Cezanne’a wyszli z dosc podobnego kregu

prowincjonalnych obsesji, lekow i fantazmatow. Roznica polegala na tym,

ze w czasie wojny francusko-pruskiej 1870 roku Cezanne „pracowal duzo

nad motywem z Estaque” i dal poczatek kubizmowi, Matejko w roku 1863

przewozil przez galicyjska granice chlopska furka bron dla powstancow,

malowal <<Polonie>>, a kiedy znalazl sie juz w Paryzu, „smutny swoj

wzrok obracal w strone Wawelu”. I dal poczatek malarstwu, ktorego

najwybitniejszymi przedstawicielami byli Maurycy Gotlieb i Jacek

Malczewski, Wyspianski i – zapewne – Witkacy, Kantor, Brzozowski,

Nowosielski, i ci, ktorzy dzis jeszcze ich droge kontynuuja.  <<Suum

cuique.>>



Marian Wawrzeniecki – Z teki kompozycji do obrazów – 79 rysunków z lat 1919 – 1923

Art & Slavic Neo-Paganism

Like in the Baltic countries, the interest in the pagan past manifested itself in Poland in the inter-war period. Pagan traditions became inspiration for art. A forerunner of this artistic stream was Marian Wawrzeniecki, author of numerous graphics devoted to paganism.

The most creative artist interested in paganism was Stanislaw Szukalski, son of a blacksmith and ĂŠmigrĂŠ from the town of Warta, born in 1893. Grown up in the USA he was sent by his father to study art in Cracow, Poland. His unique and imaginative style has drew much from pagan and folk tradition. He created a circle of his disciples, known as „Tribe of Haughty Heart”, which issued a magazine called „Krak” (a name of legendary Polish count, founder of Kraków – Cracow). Just before the outbreak of the WW II Szukalski went back to the USA and he lived there until his death in 1987. His ashes has been placed, according to his will, at the feet of one of the sculptures on the Easter Island.

Similar interests can be found in paintings and graphics of Zofia Stryjeńska. Looking for inspiration in the Polish folklore she tried to portray Slavic deities and depict traditional festivities.

The interest in paganism was not limited to the artistic circles. It began to manifest itself in the form of a social movement. The leader of this movement was Jan Stachniuk, born 1905 in Kowel. After completing his university studies in economy he began to publish books presenting his views on paganism. In 1937 he founded a pagan magazine „Zadruga”.

An interesting trait of Stachniuk’s thought is sacralisation of intellectual creativity and the cult of a cosmic energy, which manifests itself in strong will. According to Stachniuk, one cannot obtain prosperity by prayer and the success depends on one’s own efforts and active, creative attitude towards one’s life. It resembles in some way a protestant ethos.

In Poland there are still living collaborators of Stachniuk from the pre-war time. A group of former members of „Zadruga” lives now in Wroclaw and publishes a series of books on paganism in their own publishing house „Toporzel”. One of members of this group is Antoni Wacyk. In his book on Polish philosophy he underscores the personal dimension of the religious experience, which should preclude any forms of demonstrativness or any mediating role of professional priests between people and the sacred. A pagan religion, according to him, should concentrate on a mystical experience. Wacyk urges also for revision of the national history, pointing out that historians tend to glorify losers.

A neopagan group influenced by „Zadruga”, „Association of Indigenous Faith”, has been founded in Wroclaw by a right-wing pagan Jerzy Potrzebowski.

The legacy of „Zadruga” can be also found in the journal „Zywiol” appearing in Warsaw. Its editor, Andrzej Wylotek, belongs to the nationalist brand of paganism, claims to be close to the ideas of the French New Right with Alain de Benoist and is active on the political scene as a member of a nationalist party „Social-National Union”.

W ŚWIĄTYNI ŚWIATOWIDA, 1963

Olej, płótno; 55 x 30

Sygnowany l.d.: Stanisław Wocjan 1963

Na krośnie: „W ŚWIĄTYNI ŚWIATOWIDA” | STANISŁAW WOCJAN 1963 | dwukrotnie data 1963 oraz daty miesięczne od 23 VIII do 25 X

Stanisław Wocjan

(ur. 10 maja 1903 w Warszawie, zm. 4 października 1974 w Świdrze, obecnej dzielnicy Otwocka) – polski artysta malarz, przedstawiciel nurtu klasycznego realizmu, uczeń Mariana Wawrzenieckiego, wykładał Geometrię Wykreślną na Wydziale Elektrycznym i Łączności (później Elektroniki i Zakładu Konstrukcji Urządzeń Elektrycznych ) Politechniki Warszawskiej.

Biografia

Stanisław Wocjan syn Jana i Aleksandry urodził się w roku 1903 w rodzinie z arystokratyczno-rycerskimi książąt z Arpadów (Vuosian A.D. 1001, 1160 Hubebanus de Vossyan) szlacheckimi i inteligenckimi tradycjami. Odebrał wykształcenie w Państwowej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. H. Wawelberga i S. Rotwanda w Warszawie – absolwenci szkoły otrzymali tytuł inżyniera.

Stanisław Wocjan – Chopin

Bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej, od roku akademickiego 1945/1946 uczestniczył w odbudowie i organizacji Politechniki Warszawskiej. Pracował na Wydziale Elektrycznym PW, początkowo jako asystent. Prowadził jako profesor wykłady z geometrii wykreślnej i rysunku technicznego. W latach 60. XX wieku kierował Zakładem Podstaw Konstrukcji i Geometrii Wykreślnej PW. W roku 1970 przeszedł na emeryturę.

Stanisław Wocjan – Rombotowa sosna nad Świdrem

Stanisław Wocjan był autorem książek z dziedziny rysunku technicznego i geometrii wykreślnej, w tym podręczników akademickich oraz podręczników dla szkół zawodowych. Opracował monografię o swoim mistrzu i nauczycielu malarstwa Wspomnienia o Marianie Wawrzenieckim 1863-1943, zaś w roku 1962 wydał książkę Marian Wawrzeniecki (1863-1943), malarz i wolnomyśliciel.

Miał żonę, Stanisławę, pochodzącą z rodziny hrabiowskiej Hołoga, oraz syna, Juliusza, profesora neurochirurgii.

profesor Stanisław Wocjan

Malarstwo i działalność artystyczna

Stanisław Wocjan rozpoczął naukę malarstwa na niedzielnych kursach w Szkole Zdobnictwa i Malarstwa w Warszawie, gdzie kształcił się w latach 1921-1922. Od roku 1923 do 1924 kontynuował naukę w Szkole Sztuk Pięknych im. Wojciecha Gersona. W roku 1925 rozpoczął kształcenie pod kierunkiem Mariana Wawrzenieckiego, ucznia Jana Matejki. Nauka, trwająca do roku 1930, przerodziła się później we współpracę i przyjaźń artystów, zainteresowała Wocjana kulturą i religią Słowian, do której często nawiązywał w późniejszej twórczości. W roku 1936 Wocjan odbył szereg podróży zagranicznych (Rzym, Florencja, Paryż, Norymberga, Monachium, Drezno, Praga, Wiedeń), podczas których poznał osobiście Antoniego Madeyskiego oraz studiował sztukę klasyków: Paolo Caliari (Paolo Veronese), Leonarda da Vinci, Michała Anioła, a także romantyków: Delacroix, Laurensa, Chavannes’a. Ukształtowało to Wocjana jako malarza nurtu klasycznego realizmu, wyraźnie odcinającego się od abstrakcyjnych kierunków w sztuce.

Stanisław Wocjan – Pogrzeb wodza Polan

Pierwsze prace Stanisława Wocjana wystawiane były w Salonie Sztuki Stefana Kulikowskiego od roku 1926. Jego prace, inspirowane twórczością Fryderyka Chopina, wystawione zostały w ramach Salonu Dorocznego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w roku 1931. Od tego czasu jego obrazy regularnie pojawiały się w Zachęcie. W roku 1934 tryptyk Wocjana Odwieczne pieśni Karłowicza został wyróżniony podczas Salonu Dorocznego, sam Wocjan otrzymał zaś tytuł członka rzeczywistego artysty Towarzystwa.

Stanisław Wocjan – Świder

Niemal wszystkie prace Stanisława Wocjana sprzed II wojny światowej uległy zniszczeniu podczas Powstania Warszawskiego.

Po wojnie Stanisław Wocjan przystąpił do Związku Polskich Artystów Plastyków w roku 1945. Od roku 1946 aktywnie działał w środowisku artystycznym, organizując wraz z Zygmuntem Badowskim grupę Związku Artystów Niezależnych. Zorganizował wystawę prac grupy w roku 1947 w Sali Wysokich Napięć Politechniki Warszawskiej. Podobne wystawy zorganizowano jeszcze dwukrotnie, po czym grupa, pozostająca w opozycji do wprowadzanego socrealizmu, uległa rozwiązaniu. W tym okresie Wocjan, podobnie jak inni artyści, zmuszony jest do zaprzestania publicznego wystawiania obrazów.

W roku 1947 opublikował manifest artystyczny Odrodzenie przyjdzie, w którym popierał sztukę klasyczną i odcinał się od awangardy.

W roku 1956 udało mu się ponownie zorganizować środowisko artystyczne. Pragnieniem Wocjana była reaktywacja przedwojennego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, Ministerstwo Kultury i Sztuki wyraziło jednak zgodę na powołanie organizacji pod nazwą Towarzystwo Sztuk Pięknych w Warszawie.

Malarstwo Stanisława Wocjana należało do nurtu realistycznego. Artysta nie uznawał abstrakcji jako formy wyrazu. Jego obrazy cechowała bogata kolorystyka oraz duża dekoracyjność. Widoczne są nawiązania do nauczyciela, Mariana Wawrzenieckiego, jak i jego mistrza, Jana Matejki, zarówno w technice, jak i tematyce.

W jego twórczości można wyróżnić cykl obrazów przedstawiających kulturę starożytnych Słowian, ich wierzenia i obrzędy, oparte na wiedzy archeologicznej i etnograficznej. W swoich dziełach nawiązywał także do wierzeń cywilizacji greckiej i rzymskiej. Kolejny, znaczący cykl to obrazy-ilustracje do utworów muzycznych, zwłaszcza Chopina, ale też innych kompozytorów.

W cyklu historycznym ujął zarówno ważne wydarzenia z historii Polski (m.in. powstanie Kościuszki), jak i Europy. Wocjan stworzył też szereg obrazów o tematyce wojennej, inspirowanych okrucieństwami II wojny światowej, zwłaszcza Powstania Warszawskiego.

Stanisław Wocjan – U Świętego Dębu 1964

Ze wspomnień prof. dr hab. J.L. Jakubowskiego o prof. St. Wocjanie:

„ … skąd artysta malarz na Wydziale Elektrycznym? Otóż Wocjan miał za sobą studia techniczne i był specjalistą od kreśleń technicznych. Jako malarz był uczniem Mariana Wawrzenieckiego, reprezentanta klasycznego kierunku malarstwa, a jego ideałem był Jan Matejko. Jest zrozumiałe, że nie mógł on pogodzić się z kierunkiem socrealizmu w sztuce i zwalczał go namiętnie. Na tym tle wszedł w kolizję ze Związkiem Zawodowym Plastyków i okresowo bywał pozbawiany możliwości wystawienia obrazów, a nawet przydziału farb i płótna. Jako miłośnik malarstwa Wocjana pomagałem mu w organizowaniu w dużej auli Politechniki wystaw prac członków Związku Artystów Niezależnych, którego był animatorem (były to lata 1947 i 1949). … gdy w czasie Powstania Warszawskiego nasza Stolica legła w gruzach, gdy zburzeniu uległa Politechnika, gdy płomienie zniszczyły Twą pracownię z jej bezcennymi płótnami, nie załamałeś się. Jako gorący patriota zrozumiałeś, że Ojczyzna bardziej potrzebowała wtedy techniki niż sztuki. I jako wybitny specjalista, poświęciłeś się nauczaniu młodzieży akademickiej rysunku technicznego.
Ty, Mistrz barwy i kształtu, przekazywałeś swą wiedzę w fakturze czarno-białej, w fakturze czarnych linii na białym tle. Dziś kilka tysięcy inżynierów może być
dumnych z tego, że ich profesor był Artystą, który kreślenia techniczne wywodził od rysunków Leonarda da Vinci.
Wiem, że Twoja wybitna działalność
profesorska to tylko jeden z liści do wieńca chwały. Ty, Wizjoner barw, świateł i cieni, przejdziesz do historii kultury i sztuki polskiej przede wszystkim jako Artysta, który potrafił przelać na płótno nostalgię i czar utworów Szopena. Toteż śmiało mógłbyś powiedzieć: Non omnis moriar…”.

Na fot. 3. przedstawiono przykładowe prace malarskie prof. St. Wocjana – Odwieczne pieśni Karłowicza

oraz wykonany przez Niego Exlibris do książki prof. J. L. Jakubowskiego.

Informacja o powstaniu grupy plastyków „Zachęta”,
opublikowana  przez
Express Wieczorny 27 grudnia 1956 roku.

Było to spotkanie zapomnianych malarzy… W uroczystej sali posiedzeń
Senatu Warszawskiej Politechniki zasiedli niecodzienni goście. Zza
prezydialnego stołu mówili ludzie znani, o których pamiętają w Warszawie
tylko miłośnicy sztuki i z urzędu… Związek Polskich Artystów Plastyków.

Prawie sto lat temu powstało w Warszawie Towarzystwo Zachęty do
Sztuk Pięknych – piękną tę tradycję podtrzymywała przed wojną  „Zachęta”.
Należało do niej wielu znanych malarzy i warszawscy miłośnicy sztuki.

 

Stanisław Wocjan – karykatura

Aby w dalszym ciągu kultywować tę tradycję. aby do głosu doszła
starsza realistyczna szkoła warszawskich malarzy — na zebraniu w
Politechnice powstała nowa grupa artystów-plastyków — „Zachęta”.

Na czele „Zachęty” stanął artysta-malarz Stanisław Zawadzki — uczeń
Gersona. Do zarządu weszli również malarze:
Stanisław Wocjan i Szczepan
Skorupka
. O programie i zadaniach „Zachęty” rozmawiamy z nowowybranym
zarządem. A więc głos ma
Stanisław Wocjan:

Nie wszyscy są miłośnikami impresjonizmu i innych stylów współczesnego
malarstwa. Wielu ludzi chętnie wspo mina obrazy, których niewiele jest w
Desie. Chodzi o dzieła malarzy-realistów.   Poprzez naszą działalność chcemy
ułatwić miłośnikom sztuki kupowanie dzieł malarzy starszego   pokolenia,
którzy reprezentują  realizm. Będziemy organizować kiermasze i wystawy. M.
in. planujemy zorganizowanie większe j wystawy prac w ciągu najbliższych
kilku miesięcy — w auli Politechniki.

— A co jest pańską specjalnością?

— Przede wszystkim olej, dzieła o tematyce historycznej: ilustracje
muzyki Chopina  „Wiosna Ludów”, tryptyk ,,Odwieczna pieśń” Kasprowicza.
Staram się, aby obrazy moje cechowała nastrojowość, aby miały dużo światła.
Ostatnio swoje obrazy wystawiałem na znanej wystawie „Niezależnych” … w
1947 r.

Stanisława Wocjan – z domu Hołoga, żona Stanisława Wocjana

 

Stanisława Wocjan – z domu Hołoga, żona Stanisława Wocjana

Warto pamietać, że nad Świdrem, gdzie żył, mieszkał i głosił Wiarę Przyrodzoną Stanisław Wocjan ze Stanisławą Wocjanową z Hołogów, w Głupiance znajduje się słynna z nieprzerwanego działania od czasów pogańskich przed Chrztem Polski – Świątynia Światła Świata – Joście


Neopogaństwo1, czyli zjawisko, co do którego defi nicji spory
toczą się nawet wewnątrz samego środowiska, staje się
w Polsce coraz mniej egzotyczne i marginalne. Po blisko dwóch
dekadach ofi cjalnego funkcjonowania niemal niepostrzeżenie
wdarło się do polskiego życia publicznego: od działalności edukacyjno-
naukowej, poprzez komercyjną aż po polityczną. Ale
czym ono właściwie jest?
Pierwsze narzucające się skojarzenia – które
nadal pokutują wśród polskiego społeczeństwa
– to satanizm, sekciarstwo, okultyzm. Prawda jest
jednak inna. Neopoganie to ludzie poszukujący
źródeł duchowości w wierzeniach i kulturze
przedchrześcijańskich przodków2. Bierze się to
z założenia, że religią najlepiej zespoloną z duszą
Słowianina jest… religia słowiańska. Tym
bardziej że religie naturalne – a taką jest wiara
dawnych Słowian – wypływają z przyrody i są z nią
nierozerwalnie związane, czego najbardziej brakuje
neopoganom we współcześnie dominujących religiach
monoteistycznych. Nazywani są neopoganami, poganami,
ale sami najczęściej wybierają określenie rodzimowiercy – od
rodzimej, odwiecznej wiary3.
Nurt ten ma w Polsce bogatą tradycję – zarówno fi lozofi czną,
artystyczną, jak i naukową. Słowiańszczyzna zainteresowała Polaków
już w XVI wieku – tak współczesna (relacje o słowiańskich
sąsiadach, np. Czechach), jak i pierwotna, legendarna, która po
części przetrwała i żyła wśród ludu (Pieśń świętojańska o Sobótce
czy O Lechu i Czechu historia naganiona Jana Kochanowskiego).
Jednak apogeum owe fascynacje osiągają u schyłku XVIII,
a szczególnie w XIX wieku, kiedy narody europejskie
zaczynają szukać swojej tożsamości i podstaw bytu
narodowego. Wtedy to słowianofi le sformułowali
zalążki idei neopogaństwa słowiańskiego, powiązanego
z folklorem i wierzeniami ludowymi
oraz (w Polsce) z dążeniami niepodległościowymi.
Szczególną rolę odegrał tu Zorian Dołęga-
-Chodakowski (1784–1827) i jego rozprawa
z 1818 roku O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem.
Opisywał on pogańską Arkadię słowiańską,
swoistą „utopię retrospektywną”, która
upadła pod naporem obcej kultury chrystusowej,
przybyłej z Bliskiego Wschodu. Od momentu,
w którym Krzyż święty wznosić się począł wśród
rozległej i podzielonej Sławiańszczyzny4, w Polsce
współistnieją dwie cywilizacje: piastowska
– będąca kontynuacją pradawnej kultury, która
przetrwała wśród prostych chłopów, oraz łacińska
– zapożyczona z zagranicy przez wyższe klasy. Chodakowski
postawił tezę, że przyjęcie chrześcijaństwa spowodowało osłabienie
siły i jedności krajów słowiańskich oraz zahamowało ich
rozwój kulturowy.
Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania
nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące,
osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się
na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi5.
NEOPOGAŃSTWO W POLSCE
Inspiracji do odbudowania polskiej tożsamości i odrodzenia
rodzimej tradycji doszukiwał się w pozostałościach po słowiańskiej
kulturze, ukrytych i często przesłoniętych chrześcijańską
zasłoną w herbach, pieśniach i obrzędach. Postulował on także
repoganizację wszystkich krajów słowiańskich, co miało uczynić
z nich duchowego lidera Europy. Chodakowski inspirował wielkich
polskich twórców romantyzmu i Młodej Polski, między
innymi Adama Mickiewicza, Cypriana Kamila Norwida,
Józefa Ignacego Kraszewskiego czy Stanisława
Wyspiańskiego. Ale Słowiańszczyzna czasów
pogańskich stała się wyznacznikiem również
dla myślicieli politycznych pokroju Joachima
Lelewela, Karola Libelta, Jędrzeja Moraczewskiego,
Wawrzyńca Surowieckiego czy fi lozofa
Bronisława Trentowskiego.
Wielu artystów plastyków Młodej Polski
czerpało z pogańskiej Słowiańszczyzny pełnymi
garściami. Żadna inna epoka w polskiej kulturze
tak silnie nie wykorzystywała wątków pogańskich.
Motywy zaczerpnięte ze słowiańskiej mitologii, archeologiczne
odkrycia ówczesnych badaczy, bohaterowie historycznych legend
wypełniają dzieła fi n de siècle’u. Inteligencja krakowska
fascynowała się życiem chłopów z Podhala, nierzadkie stały
się mieszane małżeństwa czy chociażby mówienie gwarą przez
przedstawicieli wyższych sfer, legitymujących się, bądź co bądź,
wykształceniem akademickim.
Te fascynacje nabierają powagi w okresie dwudziestolecia
międzywojennego. Artyści nie tylko inspirowali się Słowiańszczyzną
pogańską, oni chcieli aktywnie włączyć się w odbudowę
państwa polskiego poprzez ożywienie kultury prasłowiańskiej
i włączenie jej ducha w nową kulturę narodową.
Do najważniejszych twórców tych czasów
należą: Marian Wawrzeniecki, Zofi a Stryjeńska,
Stanisław Jakubowski i Stanisław Szukalski6.
W literaturze omawiane wątki wykorzystują
między innymi Leopold Staff, Julian Tuwim, po
wojnie Zofi a Kossak-Szczucka, Paweł Jasienica,
Karol Bunsch, Zbigniew Nienacki.
Myślicielem, który w największym stopniu
wpłynął na polskie neopogaństwo i nadał mu
szczególny charakter, był Jan Stoigniew Stachniuk
i założona przez niego grupa „Zadruga”7.
W swych nowatorskich pracach przedstawił
spójny system fi lozofi czny, który nazwał kulturalizmem
czy panteizmem ewolucyjnym. Zasadza
się on na przekonaniu, że kultura jako proces
reorganizacji ładu naturalnego świata prowadzi
do narastania mocy woli tworzycielskiej, czyli
wszechobecnej w świecie czynnej energii kosmicznej. Obecność
woli tworzycielskiej sprawia, że człowiek doznaje organicznej
jedności świata, ewoluującego ku wyższym formom (panteizm
ewolucyjny). Człowiek jako jedyny posiada zdolność tworzenia,
czyli wiązania żywiołów psychiki ludzkiej z żywiołami natury
w taki sposób, że powstaje nowy i potężny kształt mocy, temuż człowiekowi
podległy. Moglibyśmy go nazwać pierwiastkiem albo geniuszem
rekonstrukcji ładu naturalnego świata8. Głównym celem
Denar Mieszka I
Godłem Rodzimej Wiary jest prastare
wyobrażenie złotego Słońca
na błękitnym tle – początkowo była
to właśnie swastyka, ale z powodu
kontrowersji, które ten symbol wywołuje,
zmieniono ją na krzyż trójramienny
(triskelion, trystyka)
98 ALMA MATER
„Zadrugi” miało być wytworzenie nowej świadomości narodu,
uwolnionej od elementów wspakulturowych9. Zdaniem Stachniuka
podstaw tego światopoglądu należy szukać u słowiańskich
Prapolaków. Religia neopogańska nie miała być przenoszeniem
w XX wiek zapomnianych obrzędów, ale miała stanowić silne
spoiwo społeczne. Wspólnota religijna miała być wyprzedzeniem
narodowej wspólnoty tworzącej10. Odkatoliczyć, unarodowić,
dowartościować Polaka!11 – to naczelne hasło Zadrugi obrazuje
podejście do wspakulturowego katolicyzmu
polskiego oraz znaczenie odcięcia od niego.
Katolicyzm zniszczył Polaka Słowianina
i zastąpił go jednostką wspakulturową, zwaną
przez Stachniuka Polakatolikiem. Na Skargowym
„Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać
niż doczesnej” wyhodowano w ciągu wieków
pokolenia Polakatolika. I wyhodowano okaz
umysłowo tępy, emocjonalnie przygaszony,
typ dla potrzeb Kościoła katolickiego doskonale
znijaczony. Pokolenia mijają, typ wciąż
istnieje i trwa. […] Przeciwko tej rzeczywistości
bunt podniosła Zadruga. Obcej koncepcji
życia i myślenia, koncepcji antyhumanistycznej,
przeto antypolskiej, katolickiej, Zadruga
przeciwstawia godną człowieka koncepcję kulturową – polską
fi lozofi ę i polski mit narodowy!12. Ostra krytyka religii katolickiej
jest uzasadniana przez zadrużan tym, że jest ona obca biosowi
Polaków, że złamała ducha naszych słowiańskich przodków
oraz odpowiada za upadek i mierność Polski. Ale Zadruga to nie
jałowy antyklerykalizm, to uderzenie wprost w katolicyzm jako
obcą Polakom chrześcijańską koncepcję kulturową, a nie tylko
religijną. Zmiana świadomości religijnej ma stanowić pierwszy
krok na drodze przemian światopoglądowych, których ukoronowaniem
miała być wspólnota tworząca13. Właściwą koncepcję
narodu można budować tylko w oparciu
o oryginalny system religijny, nawiązujący
do prasłowiańskich korzeni.
Wychodząc z nacjonalistycznych i przeciwnych
marksizmowi przesłanek idealistycznych,
dochodził do podobnych co komuniści
wniosków w dziedzinie gospodarki.
Gdy doda się do tego panslawizm w polityce
międzynarodowej, łatwo zrozumieć, dlaczego
dla prawicy Zadruga była „komunistyczną
agenturą”. Z kolei lewica zarzucała jej faszyzm
i antysemityzm, mimo że Stachniuk
w Zagadnieniu totalitaryzmu poddał system
faszystowski (zarówno niemiecki, włoski,
japoński, portugalski, jak i sowiecki stalinizm)
druzgocącej krytyce, a w pracy Człowieczeństwo i kultura
dokonał ostatecznego rozrachunku z rasizmem. Na dodatek konsekwentna,
totalna krytyka i odrzucenie katolicyzmu negatywnie
nastawiały do „Zadrugi” także środowiska chrześcijańskie14.
Sporym problemem jest zakwalifi kowanie myśli zadrużańskiej.
Przyjęto kompromisowe określenie „nacjonal-komunistyczne”15,
jednak nie jest ono zbyt precyzyjne. Dodatkowo zaznaczyć należy,
że pogaństwo Stachniuka nie jest „standardowe” – opiera się na
naukowym światopoglądzie demokratejskim i monizmie fi lozofi
cznym, nie próbuje wskrzeszać wierzeń starosłowiańskich, ale
wrócić do pogańskiej przeszłości jako kolebki duchowej.
Innym ważnym przedwojennym środowiskiem neopogańskim
było Święte Koło Czcicieli Światowida / Lechickie Stowarzyszenie
Czcicieli Światowida, założone prawdopodobnie już w 1921
roku przez Władysława Kołodzieja. W latach 1946–1947 (do
administracyjnego nakazu zawieszenia działalności) funkcjonowało
w Łodzi Stowarzyszenie Lechitów „Sława”, mające swój
początek w ŚKCŚ / LSCŚ – wydało ono dwa roczniki „Kalendarza
Słowiańskiego” (Kołodziej starał się w oparciu o kalendarz
gregoriański odtworzyć przedchrześcijański
rok kultowy z głównymi świętami solarnymi,
nazwami miesięcy, imionami). Organizacja
była dość luźna i niezbyt liczna, mimo to
należały do niej znane osobistości, na przykład
prof. Jan Sas-Zubrzycki, poeta Tadeusz
Pietruszka, Józef Chobot, artyści Franciszek
Walczowski i Stanisław Wocjan. Obecnie
działające grupy neopogańskie w Polsce po
częstokroć używają tych samych symboli,
słownictwa czy systemu kalendarzowego, co
czciciele Światowida.
Przełomem dla omawianego zjawiska był
rok 1989 i demokratyczne przemiany, które miały
wtedy miejsce. Na podstawie nowego prawa
wyznaniowego związki wyznaniowe i kościoły mogą w Polsce swobodnie
funkcjonować. Tak więc w latach 90. rejestrują się pierwsze
(i na razie jedyne widniejące w rejestrze kościołów i związków wyznaniowych)
grupy neopogańskie: Rodzimy Kościół Polski (1995 r.),
Rodzima Wiara (1996 r.) i Polski Kościół Słowiański (1995 r.).
Znacznie więcej jest (lub było, gdyż już nie funkcjonują) grup niezarejestrowanych.
Istotne jest zaznaczenie, że w ramach polskiego
neopogaństwa wyróżniamy środowiska stricte religijne, polityczne,
kulturalne, artystyczne (które rejestrują się zazwyczaj jako stowarzyszenia
– po pierwsze ze względu na profi l działalności, po drugie
na większą łatwość rejestracji niż w przypadku
związku wyznaniowego). Często trudno zaklasyfi
kować konkretną grupę, gdyż działa ona na
różnych polach, członkowie należą do innych
organizacji neopogańskich o odmiennym profi
lu czy też sama grupa współpracuje z takimi
związkami.
Istotne wydaje się, do jakiej „tradycji”
odwołuje się dana grupa: „Zadrugi” Jana Stachniuka,
Świętego Koła Władysława Kołodzieja
czy może próbują tworzyć swój światopogląd,
sięgając głównie do folkloru i przekazów historycznych.
Stosując ten klucz, można pokusić się
o klasyfi kację ważniejszych współcześnie działających
grup neopogańskich. Są to grupy:
– post-zadrużne: Rodzima Wiara (związek wyznaniowy), Stowarzyszenie
na Rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” (stowarzyszenie
kulturalne), Nacjonalistyczne Stowarzyszenie „Zadruga” (organizacja
polityczna), Zakon Zadrugi „Północny Wilk”, Unia Społeczno-
-Narodowa (partia polityczna, już niefunkcjonująca), wydawnictwo
Toporzeł,
– post-kołodziejowe: Rodzimy Kościół Polski (związek wyznaniowy),
– folklorystyczne: grupa rodzimowierców krakowskich (religijna),
drużyny wojów i rzemieślników (np. Drużyna Grodu Trzygłowa,
Drużyna Wojów Wiślańskich KRAK), Polski Kościół Słowiański
Naczelnik Rodzimej Wiary nosi srebrny
pierścień ze swastyką
Ornament widniejący w oknie kaplicy
Zygmuntowskiej na Wawelu
ALMA MATER 99
(związek wyznaniowy), Zachodniosłowiański Związek Wyznaniowy
Słowiańska „Wiara”.
Jak widać w ramach poszczególnych klas znajdują się grupy
uznające odmienne cele, co nie wyklucza współpracy; przykładowo:
wielu członków Rodzimej Wiary zarazem należy do Stowarzyszenia
„Niklot”, a nawet do skrajnego NS „Zadruga”, równocześnie udzielając
się w drużynach wojów czy uprawiając jakieś średniowieczne
rzemiosło. Wiele jednak różni poszczególne środowiska, nawet odwołujące
się do tych samych źródeł. Mimo wszystko polskie grupy
neopogańskie są skłócone, rywalizują ze
sobą, często nie wyobrażając sobie możliwości
połączenia i przez to wzmocnienia.
Czasami różnicami nie do pogodzenia
są waśnie osobiste, ale o wiele częściej
chodzi o głęboko odmienną interpretację
religii czy kultury Prasłowian. Przykładowo,
Rodzimy Kościół Polski opowiada
się za henoteizmem, żywiąc przekonanie,
że o losie świata decyduje siła kosmiczna,
zwana bogiem, którego poszczególnymi
przejawami są inni pomniejsi bogowie.
Tak więc RKP głosi kult boga jedynego,
którego Arabowie nazywają Allah, Żydzi
i chrześcijanie Jahwe lub Jehowa, a Słowianie
zwali Świętowit. Równocześnie RKP charakteryzuje się dużą
otwartością i tolerancją – jego członkiem można zostać bez względu
na wyznanie, narodowość, pochodzenie, rasę, płeć, stan rodzinny
i majątkowy. Jest to często krytykowane, na przykład przez Rodzimą
Wiarę, która twierdzi, że wyznawcą etnicznej religii słowiańskiej
może być jedynie Słowianin, z tego powodu, że dana grupa
etniczna ma swoją własną, najlepiej jej odpowiadającą
religię, i to ją powinna kultywować, by rozwijać się
najpełniej. Poza tym RW skłania się ku panteizmowi
i politeizmowi jak najbardziej zbliżonemu do
pogańskiej religii naszych przodków.
Różnice między poszczególnymi środowiskami
powstają też na tle politycznym
– najczęściej dotyczą kwestii rasowych czy
panslawistycznych (np. uznanie Rosji za siłę dominującą
w Słowiańszczyźnie lub odmawianie jej
w ogóle słowiańskości, hasła zjednoczenia narodów
słowiańskich lub skupianie się tylko na Polsce). Generalnie,
zagadnienie rasizmu istotnie dotyczy polskiego
neopogaństwa, gdyż poszczególne grupy – z natury politycznie
prawicowe – mają często problem z wypośrodkowaniem
roli przynależności etnicznej. I tak, bardzo rasistowskie hasła głosi
na przykład NS „Zadruga” czy Zakon Zadrugi „Północny Wilk”.
Aczkolwiek są one często krytykowane przez grupy przywiązane
do kulturalizmu Stachniuka (sic!).
Tak więc stosunkowo nieliczne polskie środowiska neopogańskie
same uniemożliwiają sobie dynamiczny rozwój poprzez połączenie
czy harmonijną współpracę, z drugiej jednak strony to zróżnicowanie
ideowe daje im perspektywę rozwoju w przyszłości poprzez możliwość
identyfi kacji przez ludzi o odmiennych przekonaniach.
Polscy neopoganie obchodzą cztery główne święta związane
z cyklem solarnym: Święto Jare (równonoc wiosenna), Noc Kupały
(tradycyjnie zwane Sobótką lub Nocą Świętojańską, przesilenie
letnie), Święto Plonów (czyli dożynki wypadające na równonoc
jesienną) oraz Święto Godów (Szczodre Gody, przesilenie zimowe).
Ważnym świętem są również Dziady, obchodzone na początku
listopada, poświęcone czci przodków.
Na podstawie źródeł historycznych, archeologicznych, etnografi
cznych rodzimowiercy próbują odtwarzać dawne zwyczaje
i przebieg obrzędów, co nie jest zadaniem łatwym z powodu ich
nikłej czy wręcz szczątkowej postaci. Dlatego też na przykład Rodzima
Wiara nie określiła stałej, skonwencjonalizowanej „liturgii”
– obrzędy często są improwizowane, różnią się między sobą zarówno
pod względem terytorialnym (poszczególne oddziały odwołują się
do tradycji plemion słowiańskich niegdyś
zamieszkujących na ich terenie, np.
Oddział Małopolski do Wiślan, Śląski do
Ślężan, itd.), jak i czasowym (z roku na
rok dopracowuje się i wzbogaca przebieg
świąt zgodnie z prowadzonymi stale
badaniami). Inne grupy często opracowują
dość sztywny scenariusz obrzędów.
Niektóre zachowują dużą rezerwę co do
„obcych”, inne w internecie ogłaszają czas
i miejsce obrzędu i zapraszają wszystkich
zainteresowanych.
W tym roku mija 20 lat od początku
zmian demokratycznych w naszym kraju,
20 lat swobodnej działalności polskich
neopogan. Niemal niepostrzeżenie stali się częścią polskiego życia
publicznego: od działalności edukacyjno-naukowej (pokazy historyczne,
wystawy muzealne, warsztaty dawnych rzemiosł, wycieczki
edukacyjne dla dzieci), poprzez komercyjną (sprzedaż wyrobów
„z epoki”, komercyjne pokazy dla fi rm) aż po polityczną (np. Mateusz
Piskorski, prawa ręka Andrzeja Leppera, szef szczecińskiej
Samoobrony, jest byłym członkiem Rodzimej Wiary). Coraz
częściej neopogaństwo przenika do popkultury (literatura
fantasy czy oparte na niej gry komputerowe,
na przykład Wiedźmin, książki Rafała Dębskiego,
Pawła Rochali, Michała Krzywickiego i innych).
Neopoganie nie uniknęli problemów (zaplątanie
we wrażliwe kwestie rasowości, oskarżenia
– często niesprawiedliwe – ze strony Kościoła
katolickiego, konfl ikty wewnętrzne), nadal daleko
im do silnych grup neopogańskich w krajach skandynawskich,
anglosaskich czy wschodniosłowiańskich,
ale wydaje się, że znaleźli niezagospodarowaną dotąd
w Polsce niszę i są częścią coraz bardziej wzmagającego
się zjawiska sekularyzacji Polaków, czasem nazywanego
repoganizacją…
SYMBOLE POLSKICH RODZIMOWIERCÓW
Swastyka – inaczej Swarga, Swarzyca, Swarożyca, Krzyż
Thora, Svastika, dysk Słońca – jest symbolem wielu kultur, występowała
na wszystkich pięciu kontynentach. Zawsze oznaczała
przychylność bogów, dążenie do sukcesu, zwycięstwo w walce,
dobre plony. Wyraz ten pochodzi z sanskrytu (su = dobrze, szczęście,
i asti = jest; suasti/swasti = dosłownie: dobrze jest) i ma być
formułką powitania w rodzaju salve, na zdar, na zdrowie. Jako
symbol pozytywny używana była w hinduizmie, judaizmie, rodzimych
religiach Słowian, Germanów, Azteków. Swastyka może
mieć ramiona zgięte w prawo albo w lewo. Postać „prawoskrętna”,
naśladująca kształtem ramion ruch Słońca (widziany z półkuli pół-
Swastyki zdobiące kamienicę przy ul. Karmelickiej
w Krakowie (naprzeciw teatru Bagatela)
Ręce Boga
100 ALMA MATER
nocnej Ziemi), kojarzona jest
najczęściej z kultami solarnymi,
jako symbol ognia i Słońca
(krąg promieni), jest talizmanem
przynoszącym szczęście, często
też jest łączona z wiertakiem do
rozniecania ognia. Swastyka
z ramionami skierowanymi
w lewo jest znakiem nocy i magii,
emblematem straszliwej bogini
Kali, żony Śiwy. Swastyka
lewostronna (hakenkreuz) była
też używana przez partię hitlerowską
i Trzecią Rzeszę jako
symbol rasy aryjskiej. Najstarsze
malowidło, na którym występuje
ten symbol, pochodzi z paleolitu (ma on przynajmniej 10 tysięcy
lat). W naszym kraju pierwszą swastykę datuje się na okres neolitu,
czyli cztery tysiące lat przed naszą erą. Do dziś jest jednym z najważniejszych
symboli rodzimych kultur europejskich. Wśród Słowian
była symbolem Swaroga, boga słońca. Zawsze okryta należytą
czcią, rzeźbiona była na przedmiotach
domowego użytku i broni. Góralski
„niespodziany krzyż”, szczególnie popularny
wśród zafascynowanych Tatrami
twórców młodopolskich16, był symbolem
obecnym w podhalańskich wierzeniach
ludowych. Emblemat ten, nazywany
niekiedy podhalanką, ofi cjalnie został
wprowadzony 21 czerwca 1919 roku
mocą ogłoszonego w tym dniu rozkazu
ministra spraw wojskowych w poczet
symboli wojskowych17.
Piktogram zwany Rękami Boga
prawdopodobnie oznacza pojęcie boga
najwyższego. Główny element symbolu
stanowią cztery piorunowładne ręce, o pięciu lub sześciu palcach
ułożonych w grzebień. Ramiona krzyża skierowane w cztery strony
świata są wyrazem wszechwładności stwórcy, zwanego w rodzimej
wierze Słowian Bogoświatem. Często w czterech polach pomiędzy
ramionami Boga umieszczane są łamane krzyże, czyli swarzyce.
Spośród czterech swarzyc dwie mają ramiona zagięte pojedynczo,
dwie posiadają na końcach podwójne zagięcie. To symbol dwoistości
ognia niebiańskiego: swarzyce o pojedynczych zagięciach
oznaczają Swaroga i jego syna Swarożyca, czyli bóstwa ognia, zaś
te o podwójnym zagięciu można rozumieć jako symbole Peruna,
ze względu na większą dynamikę rysunku – typową dla zjawiska
burzy. Same ręce krzyża wraz z grzebieniami na ich zakończeniach
można też przypisać jako atrybut boga gromów – mogą bowiem
symbolizować deszcz i chmury typowe dla gwałtownych zjawisk
atmosferycznych.
Toporzeł – symbol stworzony przez artystę Stanisława Szukalskiego,
stanowi połączenie polskiego orła z obosiecznym toporem.
Dał nazwę współczesnemu wydawnictwu rozpowszechniającemu
prace Zadrużan i innych ważnych dla środowiska neopogańskiego
postaci. Toporzeł jest symbolem powstałego w 2006 roku Nacjonalistycznego
Stowarzyszenia „Zadruga”, a wraz z koroną – Unii
Społeczno-Narodowej. Pojawia się również w zinach neopogańskich
(np. Lechia Stragona, Żywioł).
Posąg Światowida ze Zbrucza to kamienny posąg z XI wieku
odnaleziony w 1848 roku (obecnie w Muzeum Archeologicznym
w Krakowie). Jego wizerunek często wykorzystywany jest przez
polskich rodzimowierców – jako rzeźba wykorzystywana podczas
obrzędów, zawieszka noszona na szyi jako talizman, w wersji
grafi cznej jako symbol grupy etc. Powszechnie uważany jest za
ikonografi czne wyobrażenie wszechświata: idea modelu kosmosu
jako osi znajdowała konkretyzację w różnych kulturach w postaci
słupa, kolumny, góry czy drzewa, które miałyby stać pośrodku
świata i swym wierzchołkiem wspierać kopułę niebios. I tak, posąg
podzielony jest na trzy poziomy, z których górny ma przedstawiać
sferę niebiańską (boską), środkowy – ziemską (ludzką), dolny
– zaświaty. Według innej koncepcji strefy te przedstawiają Nawię,
Prawię i Jawię czy też określa się słup jako hymn w kamieniu ku czci
Słońca i doszukuje się sensu przy wcześniejszym zorientowaniu ścian
słupa względem stron świata. RKP rozumie cztery twarze posągu
jako różne aspekty boga – pierwiastek męski i żeński, dom, urodzaj,
waleczność i mistycyzm, które są jednością.
Okrzyk „Sława!” używany jest przez rodzimowierców polskich
zarówno podczas obrzędów (na cześć bogów), toastów, jak i w życiu
codziennym (np. jako powitanie). Taką nazwę ma również periodyk
Rodowego Wiecu Słowiańskiego (co
wskazuje na używanie tego słowa także
przez neopogan z innych krajów słowiańskich).
Zawołanie to ma już długą
tradycję w Polsce (np. używane było już
w utworach romantycznych, Władysław
Kołodziej stworzył symbol tzw. Kołomir,
Jan Sas-Zubrzycki napisał pracę pod tym
tytułem).
Nauka polska nie pozostała obojętna
na to zjawisko społeczno-religijne – wyrazem
tego jest między innymi cykl konferencji
naukowych organizowanych na
Uniwersytecie Jagiellońskim. Skupiają
one zarówno zasłużonych „weteranów”
nauki (m.in. dr Leonard Pełka, prof. Ryszard Ignacy Danka, prof. Jacek
M. Majchrowski), młodych, rozpoczynających karierę naukowców,
ale również przedstawicieli samych grup neopogańskich.
Tegoroczna konferencja, która odbyła się w dniach 19–20 marca
w Bibliotece Jagiellońskiej, zaskoczyła szerokim spektrum tematów
oraz towarzyszącą
wystawą zbiorów bibliotecznych
oraz dzieł
plastycznych związanych
z polskim neopogaństwem.
Wydaje się,
że pierwsza konferencja
(z 2008 roku) odegrała
bardzo pozytywną rolę
w badaniach nad neopogaństwem
w Polsce, wyrywając
je ze stagnacji
i tkwieniu w momencie
sprzed niemal piętnastu
lat. Tegoroczna konferencja
stała się okazją do
przedstawienia efektów
badań zainspirowanych
Toporzeł w wersji używanej przez
Nacjonalistyczne Stowarzyszenie
„Zadruga”
Posąg Świętowita używany przez rodzimowierców krakowskich
wraz ze stanicą zimową i wiosenną
Stanisław Jakubowski – Jarowit (drzeworyt)
w Bogowie Słowian z 1933 r. Sama
tarcza z tego drzeworytu jest często wykorzystywana
przez rodzimowierców
ALMA MATER 101
dyskusjami na pierwszym spotkaniu. Najlepszym tego przykładem
jest wystąpienie Alicji Barcikowskiej (Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej
w Lublinie) Autoportret polskich (neo)pogan, w którym
przedstawiła wyniki swoich badań ankietowych przeprowadzonych
wśród członków grup neopogańskich. Jest to
bodaj pierwsze tego typu badanie w Polsce,
które przedstawia – oprócz danych demograficznych18
– widzenie siebie przez samych
neopogan. Oprócz problematycznych kwestii
nazewnictwa, co do których ankieta wprowadza
pewien porządek19, znajdujemy tu odpowiedź
na pytanie, co jest najważniejsze w byciu
neopoganinem dla samych zainteresowanych.
Okazuje się, że to przede wszystkim indywidualizm
i możliwość dokonywania własnych,
wolnych wyborów, a także stały rozwój duchowy.
To również bliskość i szacunek dla
natury, dziedzictwa przodków, tradycji oraz kult
bogów. Nie mniejsze znaczenie mają również
etyka i wartości pogańskie. Jako najważniejsze
przeszkody neopoganie z kolei wskazują nietolerancję
otoczenia, trudności w kontaktach
oraz własny brak aktywności. Ciekawe było
również wystąpienie dr Doroty Ziętek (Instytut
Religioznawstwa UJ), która mówiła o tożsamości nadawanej neopoganom
przez katolików.
Tegoroczna konferencja bardzo szeroko podeszła do neopogaństwa
w Polsce – obok rodzimowierstwa słowiańskiego mówiono również
o wicca (Maciej Witulski, Instytut Religioznawstwa UJ; Anna
Mazoń – Instytut Psychologii Stosowanej UJ), druidyzmie, a nawet
o dosyć egzotycznych grupach, takich
jak Misja Faraon (dr Szymon Beźnic,
Instytut Religioznawstwa UJ). Nie
mniej często skupiano się na środowiskach
post-zadrużnych, działających
na granicy religii i polityki. Agnieszka
Gajda (Instytut Nauk Politycznych
i Stosunków Międzynarodowych UJ)
przedstawiła działalność młodego, bo
powstałego w 2006 roku, Nacjonalistycznego
Stowarzyszenia „Zadruga”.
Ta organizacja polityczna może stanowić
przykład dużego zróżnicowania
programowego i zakresu działania
polskich środowisk neopogańskich,
które wbrew pozorom nie zawsze za
główny cel obierają aktywność stricte
religijną, ale bardzo często działają na
niwie społecznej i politycznej. NS „Zadruga”
jest skrajnie nacjonalistyczna,
rasistowska, antychrześcijańska, a przy
tym bardzo widoczna w internecie
czy przy okazji manifestacji i akcji publicznych. Zbliżony do niego
jest Zakon „Zadrugi” „Północny Wilk”, o którym mówił Mariusz
Filip (Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM). Jednak
w żadnym przypadku nie można w ten sposób postrzegać wszystkich
środowisk neopogańskich w Polsce.
Pozytywem drugiej konferencji naukowej Neopogaństwo w Polsce
było poruszenie tematów do tej pory „nietkniętych”: dr Tomasz
Szczepański (przewodniczący Stowarzyszenia na rzecz Tradycji
i Kultury „Niklot”) przedstawił sytuację środowiska rodzimowierczego
w PRL w latach 1956–1989, dr Piotr Wiench (Katedra Socjologii
SGGW) porównywał Rodzimą Wiarę i hinduizm, Maciej Bednarek
mówił o obecności neopogan w internecie, Igor
Górewicz (wojewoda Drużyny Grodu Trzygłowa,
zastępca naczelnika Rodzimej Wiary) o Rodowym
Wiecu Słowiańskim i uczestnictwie
w nim Rodzimej Wiary, a dr Anna Olszewska
badała obecność ikony Światowida w polskim
neopogaństwie i szerzej w polskiej kulturze,
a także wyznaczniki jej świętości. Wartościowe
również były referaty zasłużonych dla polskiej
nauki, a dla badań nad neopogaństwem szczególnie,
dr. Leonarda J. Pełki (Przeszłość w teraźniejszości.
Refl eksje nad śladami wierzeń
słowiańskich w kulturze polskiej), naczelnika
Rodzimej Wiary dr. Stanisława Potrzebowskiego
(Rodzimowiercza tożsamość i jej źródła) czy
dr. Zdzisława Słowińskiego (Neopogaństwo
a symulakry), który udowadniał, że można
stworzyć współczesne zaplecze intelektualne
dla polskiego neopogaństwa. Dużym zainteresowaniem
cieszyły się wystąpienia dotyczące
neopogaństwa w innych krajach: działalność Ásatrú w Danii
przybliżyła Michalina Biel, wpływ neopogan na kulturę popularną
w Rosji analizowała Anna Zaczkowska (Instytut Religioznawstwa
UJ), a o sytuacji grup neopogańskich w Czechach mówiła Anna
Marie Dostàlova (Uniwersytet Karola w Pradze).
Efektem drugiej konferencji naukowej Neopogaństwo w Polsce
będzie opublikowany do końca 2009
roku tom, w którym znajdą się niemal
wszystkie referaty. Już teraz dostępny
jest tom pokonferencyjny z pierwszej
konferencji, który określany jest jako
najlepsza publikacja na temat rodzimowierstwa,
jaka dotąd pojawiła się
na polskim rynku (Neopogaństwo
w Polsce pod red. A. Gajdy i J.M. Majchrowskiego,
„Państwo i Społeczeństwo”
nr 4, 2008, rok VIII, Kraków
2008). Miejmy nadzieję, że również
materiały z tegorocznej konferencji
nie zawiodą czytelników.
Agnieszka Gajda
Doktorantka w Instytucie Nauk Politycznych
i Stosunków Międzynarodowych UJ
w Katedrze Historii
Polskiej Myśli Politycznej
1 Neopogaństwo – współczesne systemy wierzeń
odwołujących się zarówno do etnicznej religii danego regionu lub kraju, jak i powstałych
współcześnie, całkowicie od podstaw, ale mimo to posiadające ogólne cechy pogańskie – np.
będące klasyfi kowane jako politeizm.
2 Autorka omawia w niniejszym tekście tzw. neopogaństwo etniczne, tzn. odwołujące się do
rodzimej, słowiańskiej religii. Tekst pomija nurty etnicznego neopogaństwa niesłowiańskiego
(np. Àsatrù) czy bliższe New Age.
3 Poganin było określeniem pejoratywnym od łac. paganus – wiejski (a więc w ten sposób
nazywano mieszkańców obszarów wiejskich, wieśniaków).
4 Z. Dołęga-Chodakowski, O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem i inne pisma,
Wrocław 1999.

Galeria – Klasyczne ilustracje słowiańskie

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Grudzień 2010

Z inicjatywy Dobrosława Wierzbowskiego uruchamiamy – świątecznie i noworocznie – Coś specjalnego!!!

Wyłącznie dla miłośników naprawdę wysublimowanych wrażeń estetycznych i kolekcjonerów motywów słowiańskich;

Galeria ta będzie przedstawiać wyłącznie ilustracje – to znaczy prace plastyczne powstałe z myślą o zilustrowaniu tekstu: baśni, bajki, podania ludowego, mitu, pieśni, wierszy czy innych literackich utworów o tematyce słowiańskiej.

Stanisław Jakubowski – Król Kruk i królewna Rybka

Mam pewien problem z  definicją klasyki, bo czy należy tutaj zastosować kryterium wieku wydania dzieła, czy czasu publikacji ilustracji. Co uważać za klasykę w tej dziedzinie?!

Stanisław Jakubowski – Żalnik

Ostatnio „dorwałem się”, że tak powiem brzydko – do rarytasu, prawdziwej perełki, białego kruka – „Bogi słowiańskie” Stanisława Jakubowskiego z 1933 roku (poniżej jedna reprodukcja) – czy uznać to za klasykę?

Stanisław Jakubowski – Stary dwór

Istnieje także inny problem. Wiele ilustracji (jak choćby te z powyżej przytoczonej książki) są znane i znalazły się w dziale „…Wizja słowiańskiej Baji”, albo w dziale Strażnicy Wiary

Uwaga nie będziemy tutaj publikować obrazów, samodzielnych wydawnictw graficznych – które nie ilustrują tekstu, ani samodzielnych kart pocztowych.

Stanisław Jakubowski – Wodospad

Zapraszamy wszystkich do nadsyłania prac, które uważacie za klasykę. Ta galeria będzie się różnić od innych przede wszystkim tym, że będziemy tutaj zamieszczać bardziej szczegółowe opisy prac i informacje o wydaniach z jakich pochodzą, a także kiedy powstały.

Stanisław Jakubowski – Bogowie Słowian, karta tytułowa (1933, Kraków)

 

Stanisław Jakubowski Bogowie Słowian, Światowit strona polsko-angielska (1933, Kraków)

Stanisław JakubowskiBogowie Słowian, Światowit strona francuska (1933, Kraków)

Informacje wzbogacimy o ciekawostki, jeśli takowe wynajdziemy.

Poczet bogów – klasyczna ilustracja rosyjska

Zapraszamy także do pilnego śledzenia tej galerii, bo jest ona – tak jak wszystkie artykuły i galerie na tym blogu – w nieustannej rozbudowie i ewolucji. Wszędzie, na wszystkich stronach Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, przybywają nowe teksty, modyfikacje graficzne, nowe zdjęcia,  NOWE OBRAZY, MAPY I DODATKOWE WIADOMOŚCI.

Wszystkie artykuły są nieustannie rozwijane, więc za każdym razem znajdziecie w nich coś nowego.

 

Witold Chomicz (ur. 1 listopada 1910 w Kijowie, zm. 15 marca 1984 w Krakowie) – malarz, grafik, od 1934 wykładowca w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych, a od 1950 profesor w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Witold Chomicz –  Wawel (fragment Legendy Wawelu)

 


Witold Chomicz – Legenda Wawelu (całość, ze strony Artinfo)

Kształcił się w Krakowie, Warszawie i Pradze. Interesowała go przede wszystkim grafika użytkowa, głównie książkowa. Wykształcił wielu wybitnych iluminatorów.

Witold Chomicz – Noc kupalna.

Drzeworyt, 30 x 18 cm. Sygnowany na klocku l.d. „CH” oraz pod klockiem p.d. „Chomicz W”, l.d. tytuł i technika.

 

Witold Chomicz – Wjazd króla na Wawel

 

Malował również obrazy olejne, tworzył drzeworyty, plakaty i projekty witraży. Inspirował się sztuką ludową i krakowskim folklorem. Był członkiem jury konkursu szopek krakowskich.

 

Witold Chomicz – Lajkonik

 

Witold Chomicz – Emaus, pod klasztorem Norbertanek – Święto Wiosny (1938)

 

 

MICHAŁ BYLINA

Urodził sie 18 I 1904r. w Worsówce pod Malinem, na Ukrainie. Już w latach chłopiecych żywo interesował sie historia Polski, szczególnie zas historia wojska polskiego. Urodzony na obczyznie uczył się w rosyjskich szkołach, a wiec ojczyste dzieje poznawał z domowych opowiesci, czytajac ksiażki i ogladajac reprodukcje obrazów wielkich mistrzów pedzla: Jana Matejki, Juliusza i Wojciecha Kossaków.

 

Michał Bylina – Czarodziejska księga

Po pierwszej wojnie swiatowej, w 1921 roku, Michał Bylina przyjechał do Warszawy i podjął studia malarskie i graficzne w Szkole Sztuk Pieknych. Tu również pełnił służbe wojskowa w l Pułku Szwoleżerów. Jak przystało na malarza bataliste, żołnierska praktyke odbywał wiec w kawalerii. Historie wojska, dawnej broni, mundurów, poznawał studiujac zbiory Muzeum Wojska Polskiego. Po uzyskaniu dyplomu Szkoły Sztuk Pieknych zaczał tworzyc pierwsze wielkie kompozycje historyczne, a równoczesnie rozpoczał współprace z Instytutem Wydawniczym _Nasza Ksiegarnia” oraz z redakcjami „Płomyczka” i „Płomyka”, wykonujac ilustracje do ksiażek i czasopism dla dzieci.Podczas II wojny swiatowej porucznik Michał Bylina brał czynny udział w walkach. W boju pod Chorzelami (niedaleko Mławy) został ranny, a uniknawszy niewoli, przystapił do Zwiazku Walki Zbrojnej.

 

Michał Bylina – Bolesław Chrobry

Przez cała wojne pełnił konspiracyjna służbe w Armii Krajowej. Brał także udział w Powstaniu Warszawskim, odnoszac cie.kie rany podczas walk na Mokotowie. Zaraz po wojnie, w zburzonej Warszawie, ponownie rozpoczał prace w organizujacym sie na nowo Instytucie Wydawniczym „Nasza Ksiegarnia”. Podjał sie także prowadzenia wykładów jako profesor Akademii Sztuk Pieknych. Po 1950 roku rozpoczał sie najważniejszy okres twórczosci malarskiej Michała Byliny. W jego pracowni powstawały coraz to nowe obrazy, ukazujace tysiacletnia tradycje oreża polskiego – od czasów pierwszych Piastów aż po II wojne swiatowa.

Michał Bylina – Baśń rosyjska

Powstawały wielkie kompozycje malarskie, a także ilustracje do legend i basni oraz cykl ilustracji historycznych. Wiele z nich trafiło do ksiażek i czasopism dzieciecych, do szkolnych podreczników, pomagajac uczniom młodszych klas w poznawaniu ojczystych dziejów. Dzieła malarskie Michała Byliny zdobia dzis sale Muzeum Wojska Polskiego, Muzeum Narodowego oraz Muzeum Historii Polskiego Ruchu Rewolucyjnego w Warszawie.

 

 

Michał Bylina – Bolesławowa drużyna

Michał Bylina – i jako artysta, i jako żołnierz – dobrze zasłużył sie ojczyznie. Wzbogacaniu wiedzy o historii Polski poswiecił cały swój talent i wiele lat pracy. A gdy podczas wojny trzeba było stanac w obronie ojczyzny, znalazł sie w pierwszym szeregu walczacych jak ci dawni obroncy Rzeczypospolitej,których pamiec utrwalał na swoich obrazach.

Michał Bylina -Ilustracja do baśni

 

WYBRANE DZIEŁA MICHAŁA BYLINY

– 1952 – Komuna Paryska (olej, 142 X 205 cm) w zb. MWP.

– 1953 – Lenino (olej, 141 X 210 cm), w zb. w ZSRR; replika w zb. MWP.

– 1954 – Czerwony Pułk Warszawy (olej, 141 X 210 cm), w zb. MWP.

– 1956 – 2.Y.1945 w Berlinie (olej, 140 X 200cm), w zb. w ZSRR.

– 1956/59 – Prace z cyklu ilustracji do dziejów Polski (mal. tempera w form. 14 X 16 lub 23 X 16 cm).

– 1959 – Wrzesien (olej, 140 X 200 cm), w zb. MWP.

– 1961 – Legnica (tempera, 47 X 63 cm), w zb. MWP.

– 1962 – Bitwa pod Sans Souci (tempera, 140 X 200 cm) w zb. Muz. PPR.

– 1963 – Nysa (tempera, 140 X 200 cm), w zb.MWP.

– 1965 – Kołobrzeg (olej, 100 X 128 cm), w zb. MWP.

– 1965 – Białystok 1905 r. (tempera, 140 X 200cm), w zb. Muz. PPR.

– 1966 – Mieszka na cedynskich wzgórzach (olej,54 X 65 cm), w zb. MWP.

– 1968 – Cedynia (olej, 54 X 65 cm), w zb. MWP.

– 1968 – Odra (olej, 140 X 200 cm), w zb. MWP.

– 1972 – Bitwa nad Bzura – Wólka Weglowa(olej, 90 X 120 cm), w zb. MWP.

– 1973 – Goniec do lesnych (olej, 138 X 172cm), w zb. MWP.

– 1974 – Gdansk (olej, 138 X 172 cm), w zb. MWP.

– 1976 – Kosciuszko -pod Saratoga (olej, 90 X 120 cm), w zb. MWP.

– 1977 – Portret Jaroslawa Dabrowskiego (olej,120 X 90 cm), w zb. MWP.

Sztaluga i paleta Michała Byliny (oryginały)Bolesławowa dru.yna, olejLegiony, temperaMarszałek Edward

Rydz _ Smigły, olejBatory, tempera

 

 

Uczeń Władysława Skoczylasa i Tadeusza Pruszkowskiego, profesor ASP w Warszawie.

Michał Bylina – Stara Baśń

 

 


 

Nikołaj Koczergin

 

 

Nikołaj Koczergin – Światogor i Mikuła Sielianin

Nikołaj Koczergin – Alosza Popowicz i Żmij

Николай Михайлович Кочергин родился 9 мая 1897 года в селе Всесвятском. Это небольшое село находилось в нескольких верстах от Тверской заставы. Сегодня именно здесь расположена станция метро „Сокол”. После нескольких лет занятий в сельской школе Николай Кочергин был определен в городское училище в Замоскворечье, где учился без особого желания и предпочитал вместо уроков убегать в Третьяковскую галерею или Румянцевский музей. Любовь к искусству привела его в 1908 году в Строгановское художественно-промышленное училище.

Браться сеяли пшеницу
Да возили в град-столицу:
Знать, столица та была
Недалече от села.

Получив сначала общее образование, Кочергин успешно овладел и специальными предметами. Этому способствовали опытные преподаватели, работавшие в училище.

Умение свободно разбираться в эпохах и стилях, привычка просматривать альбомы, справочники, знакомясь с которыми художник постоянно пополнял свои знания, подтолкнули Кочергина к собиранию книг. За несколько десятилетий им была собрана богатая библиотека по изобразительному искусству, одна из наиболее значительных в частных коллекциях Ленинграда.

 

Кобылица молодая,
Задом, передом брыкая,
Понеслася по полям,
По горам и по лесам…

Продолжая занятия в училище, Николай Кочергин увлекся скульптурой из дерева, а через некоторое время был даже назначен помощником заведующего резчицкой деревянной мастерской. Летом 1918 года он вступил добровольцем в Красную Армию и вскоре был направлен в высшую школу военной маскировки (ВШВМ).

Царь смотрел и дивовался,
Гладил бороду, смеялся
И скусил пера конец.

Кочергин создавал советский плакат, внеся в него свой оригинальный вклад, такими произведениями агитационного искусства, как „Очередь за Врангелем”, „1 Мая”, „Дети-цветы коммуны”. К этому необходимо добавить его обширную деятельность для газет и журналов двадцатых-сороковых годов в карикатуре, в оформлении периодических изданий „Красная панорама”, „Огонек”, „Вокруг света” и „Мир приключений”.

 

Вот полночною порой
Свет разлился над горой,-
Будто полдни наступают,
Жар-птицы налетают…

Следует отметить не устаревшую и поныне замечательную работу художника, выполненную для ленинградского кукольного театра Евгения Деммени „Гулливер в стране лилипутов”.

 

Tryumf Iwana

Искусно и остроумно им вырезанные из дерева куклы, уже более полувека не сходят со сцены, радуя своей удивительной образностью.

 

Но девица не простая,
Дочь, вишь, месяцу родная,
Да, и солнышко – ей брат.

И серебряным веслом
В окияне правит том…

После нападения гитлеровской Германии на Советский Союз, основным делом Кочергина стала агитационо-плакатная тематика. В блокадном Ленинграде, как и тысячи ленинградцев, тяжело-больной Кочергин отдавал созданию агитационных произведений все свои силы. Он принимал участие и в создании „Окон ТАСС”. Весной 1942 года он был вывезен в тяжелом состоянии из города „дорогой жизни” по льду Ладожского озера. Кочергин с семьей эвакуировался в город Фрунзе. В конце сороковых годов художником был создан ряд монументальных полотен – „Новгород наш” (1946), „Ленинградцы” (1948), „Штурм Зимнего дворца” (1950).

 

Carewna Dziewica – Konik Garbusek Szirina był chyba o ile się nie mylę wydany po raz pierwszy w 1953 roku. Ta Carewna pochodzi najprawdopodobniej z owego I wydania.

Послевоенный период отмечен крупными успехами Кочергина в иллюстрировании детской книги. Художник начал выступать с рисунками в детских журналах. Приключенческие повести Г.Матвеева „Зеленые цепочки”, П.Капицы „В открытом море” и Э.Выгодской „Опасный беглец” были одними из первых произведений, проиллюстрированных художником для „Детгиза”. Во второй половине пятидесятых годов с рисунками Кочергина был издан „Всадник без головы” Майн Рида.

Вот въезжают на поляну
Прямо к морю-окияну;
Поперёк его лежит
Чудо-юдо рыба-кит

Эпос нашей страны – обширная область работы Кочергина в детской книге. Среди многочисленных произведений, проиллюстрированных им, следует назвать былины, сборник из героического эпоса народов СССР, сказки России, Карелии, Молдавии, далекой Тувы.

„Здравствуй, Месяц Месяцович!
Я – Иванушка Петрович,
Из далёких я сторон
И привёз тебе поклон.”

Несколько раз переиздавался в его оформлении „Конек-горбунок”. Кочергин добился своего, оригинального прочтения знаменитой сказки II.П.Ершова. Красочность русской старины привлекла его и определила характер иллюстраций, столь же ярких и праздничных.

Царь велел себя раздеть,
Два раза перекрестился, –
Бух в котёл – и там сварился!

Важным этапом в развитии творчества Кочергина стали рисунки к карело-финскому эпосу „Калевала”. Первый вариант иллюстраций был напечатан в 1953 году. Четыре года спустя, в 1957 году, „Калевала”, выпущенная „Детгизом”, пополнилась новыми графическими листами.

 

Оформление книги было улучшено художником. Но он не остановился на достигнутом. В издании 1967 года рисунки стали еще образнее. Чувствуется широта характеров героев, неиссякаемый оптимизм, могучии жизненная и душевная силы.

Русский и зарубежный фольклор, приключенческий жанр, произведения современной литературы – это лишь преобладающие стороны обширного творчества художника.

Рисунки к египетским, вьетнамским сказкам, к произведениям китайской классики XIV века, к фантастической повести М.Зуева-Ордынца „Сказание о граде Ново-Китеже”, к стихам С.Михалкова (отмеченным дипломом на Всесоюзном конкурсе 1967 года) – это всего часть произведений книжной графики Кочергина шестидесятых годов.

Сказка В.Жухровского „Волшебная тыква” с иллюстрациями 1970 года, удостоенна диплома Всероссийского конкурса искусства книги. Художник улучшил издание „Калевалы” 1973 года. Он сделал заставки цветными и более цельными.

 

Кочергину очень близка тема героических деяний, она нашла широкое развитие в его иллюстрациях. Рисунки к книгам „Русские богатыри” и „Русские конники” (издательство „Малыш”, 1971) знакомят юного читателя с подвигами русских воинов от сказочных былинных времен до периода Великой Отечественной войны.

Иллюстрации увлекают своей романтической взволнованностью и прославляют доблесть русских людей.

 

Важную военно-патриотическую тему развивают и рисунки художника к книгам „Богатыри” (1972) и „Денис Давыдов” (1973). В произведениях Кочергина получили особенно образное воплощение народные предания о славных витязях.

Лучшие из его иллюстраций к былинам „Святогор” и „Добрыня Никитич” принадлежат к наиболее впечатляющим страницам книжной графики на темы фольклора.

Эти творческие достижения еще раз убеждают, что Кочергин – один из самых опытных и значительных мастеров советской детской книги, завоевавший широкое признание.

Достижения Кочергина в иллюстрировании детской литературы и в эстампах на темы фольклора знаменовали высший этап развития его графики, связанный с общим подъемом советского искусства в середине шестидесятых и в семидесятые годы.

Количество произведений Кочергина очень велико. Художник работал в искусстве более полувека. До конца своих дней заслуженный художник РСФСР Николай Михайлович Кочергин плодотворно работал. Он скончался 10 мая 1974 года после короткой тяжелой болезни.


Н.М.Кочергин всегда говорил, что он стремился, чтобы его искусство было доступно самым широким слоям зрителей.

 

Ilustracja do Aleksandra Puszkina – Zielony Dąb na Łukomorzu

 

Iwan Bilibin

Ива́н Я́ковлевич Били́бин (4 (16) августа 1876(18760816) — 7 февраля 1942) — русский художник, книжный иллюстратор и театральный оформитель, участник объединения «Мир искусства».

Alkonost

Биография

Иван Билибин родился 4 (16) августа 1876 в селе Тарховка (близ Петербурга), в семье военного врача. Окончил юридический факультет Петербургского университета. В 1898 учился в мастерской художника А. Ашбе в Мюнхене, затем несколько лет занимался под руководством Ильи Репина в школе-мастерской Марии Тенишевой. Жил преимущественно в Санкт-Петербурге. После образования художественного объединения «Мир искусства» становится активным его членом.

В 1899 году Билибин случайно приезжает в деревню Егны Весьегонского уезда Тверской губернии. Здесь, он впервые создает иллюстрации, в ставшем впоследствии, «билибинским», стилем, к своей первой книге «Сказка о Иван-царевиче, Жар-птице и о Сером волке».

В 1902, 1903 и 1904 Билибин посещает Вологодскую, Олонецкую и Архангельскую губернии, куда его командирует этнографический отдел Музея Александра III деревянной архитектуры.

Iwan Bilibin – Bies

Художественный талант Билибина ярко проявился в его иллюстрациях к русским сказкам и былинам, а также в работах над театральными постановками. С 1899 по 1902 он создаёт серию из шести «Сказок», изданных Экспедицией заготовления государственных бумаг, затем то же издательство выпускает сказки Пушкина с иллюстрациями Билибина. В частности, появились «Сказка о Царе Салтане» (1907) и «Сказка о Золотом Петушке» (1910). В 1905 издана иллюстрированная Билибиным былина «Вольга», а в 1911 — сказки Рославлева в издательстве «Общественная Польза». К тому же «сказочному» стилю с древнерусскими орнаментальными мотивами относится постановка оформленной Билибиным оперы «Золотой Петушок» в 1909 в театре Зимина в Москве.

В духе французской мистерии представлено им «Чудо св. Теофила» (1907), воссоздающее средневековую религиозную драму; Испанией XVII века вдохновлены эскизы костюмов к драме Лопе де Вега «Овечий источник», к драме Кальдерона «Чистилище св. Патрика» — театральная постановка «Старинного Театра» в 1911 г. Шутливой карикатурой на ту же Испанию веет от водевиля Ф. Сологуба «Честь и Месть», поставленного Билибиным в 1909 г.

Sołowiej Rozbójnik (1940)

Заставки, концовки, обложки и другие работы Билибина встречаются в таких журналах начала XX века, как «Мир Искусства», «Золотое Руно», в изданиях «Шиповника» и «Московского Книгоиздательства».

Во время революции 1905 года художник создаёт революционные карикатуры.

В 1915 году он участвует в учреждении Общества возрождения художественной Руси, наряду со многими другими художниками своего времени.

После Октябрьской революции 1917 Билибин уезжает из России. С 1920 он сперва живёт в Каире, затем в Александрии, а в 1925 обосновывается в Париже. В это время он готовит блистательные декорации к постановкам русских опер, художника приглашают оформить балет Стравинского «Жар-птица» в Буэнос-Айресе и ряд опер в Брно и Праге.

С годами он примиряется с советской властью. В 1935—1936 он участвует в оформлении советского посольства в Париже, создаёт монументальное панно «Микула Селянинович».

После этого, в том же 1936 году, художник на теплоходе «Ладога» возвращается на родину и поселяется в Ленинграде. Билибин преподаёт во Всероссийской Академии художеств, продолжает работать как иллюстратор и художник театра.

Билибин умер в блокадном Ленинграде 7 февраля 1942 года в больнице при Всероссийской Академии художеств. Последней работой знаменитого художника стала подготовительная иллюстрация к былине «Дюк Степанович» в 1941 году. Похоронен в братской могиле профессоров Академии художеств возле Смоленского кладбища.

inny Alkonost Iwana Bilibina

Билибинский стиль

Для билибинского рисунка характерно графическое представление. Начиная работу над рисунком Билибин набрасывал эскиз будущей композиции. Чёрные орнаментальные линии четко ограничивают цвета, задают объём и перспективу в плоскости листа. Заполнение акварельными красками черно-белого графического рисунка только подчеркивают заданные линии. Для обрамления рисунков Билибин щедро использует орнамент.

Bitwa Dobryni Nikitycza ze Żmijem

Произведения

  • 1899 — «Сказка об Иване-царевиче, Жар-птице и о Сером волке»
  • 1899—1900, 1902 — «Василиса Прекрасная»
  • 1899 — «Царевна-Лягушка»
  • 1900 — «Перышко Финиста Ясна-Сокола»
  • 1900—1901 — «Марья Моревна»
  • 1901—1902 — «Сестрица Аленушка и братец Иванушка»
  • 1902 — «Белая уточка»
  • 1903 — былина «Вольга»
  • 1904—1905 — «Сказка о царе Салтане» А. С. Пушкина
  • 1906 — «Сказка о золотом петушке» А. С. Пушкина
  • 1908 — «Сказка о рыбаке и рыбке» А. С. Пушкина

Kikomora

  • 1909 — опера «Золотой петушок» Н. Римского-Корсакова
  • 1911 — «Сказка о трех царских дивах и об Ивашке, поповском сыне» А. С. Рославлева
  • 1919 — «Поди туда — не знаю куда, принеси то — не знаю что…»

Ilustracja do bajki Soł

 

Ilustracja do bajki Morozko

Ilustracja do bajki Carewna Liaguszka

Ilustracja do bajki Biała Kaczka

Ilustracja do bajki Baba Jaga

 

Ilustracja do bajki O Złotym Ptaku

 

Inni

Sołowiej Rozbójnik – anonimowy artysta ludowy – ilustracja z 1700 roku

Illia Muromiec i Sołowiej – podaje się że to XVIII wiek, ale u dołu widać datację 1876

 

 

Ilija Mutromiec Wiktora Wasniecowa z 1914 roku

 

 

I Trzej bohaterowie Wiktora Wasniecowa (z tego samego okresu)

Praktyki astrologiczne jako przedłużenie Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej wśród polskich królów i uczonych, a także o wojnach religijnych i etnicznych.


Czy istnieją związki między Wiarą Przyrodzoną Słowian a astrologią, spirytyzmem, teozofią, antropozofią, ekologią, wolnomularstwem, hinduizmem, buddyzmem i Wedą?


Dla kogoś wtajemniczonego jest to pytanie zbędne, bo odpowiedź oczywista.

Tak – były, są i zawsze będą.

Dla laika, kogoś początkującego w Wierze Przyrodzonej – odpowiedź może być trudniejsza i może mieć większe znaczenie.

Ale myślę, że mało kto z nas, dzisiejszych Pogan (rodzimowierców), postrzega cały ciąg kontynuacyjny dawnych wierzeń pogańskich w związku z  ASTROLOGIĄ.

Astrologia jest rozwinięciem praktyk wróżbiarskich i obserwacji nieba, które się ciągną od czasów Arkajamy (Arkaimu) i Stonehenge, a były i są nieodłączną częścią Wiary Przyrodzonej – czy zatem ten związek nie jest oczywisty i prosty?

Pierwsza, pisana po łacinie, wzmianka o Stonehenge pochodzi z około 1130 roku z dzieła Historia Anglorum, której autorem był Henry of Huntington: Opisując cztery cuda Brytanii, pisze:

… Drugi [cud] jest w Stonehenge, gdzie kamienie zadziwiających rozmiarów ustawione są na kształt wrót tak, iż drzwi wydają się nakładać na drzwi. I nikt nie może zgadnąć jakim sposobem tak wiele kamieni wzniesiono tak wysoko, ani dlaczego zostały tam zbudowane.”

Z biegiem stuleci ten układ kamiennych „drzwi” zniknął w dużym stopniu. Pozostało ich jednak na tyle wiele, żeby stać przed czy pod nimi w oniemieniu. W historycznie drugiej wzmiance o Stonehenge w roku 1136, kronikarz Geoffrey of Monmouth opowiada mit, według którego Stonehenge jest przeniesionym z Irlandii pomnikiem Tańca Gigantów.

Przez długie stulecia, kiedy wszelkie przejawy pogaństwa brutalnie tłumiono – ten jeden wątek, praktyki astrologiczne – był dopuszczony, był używany, był uważany za naukę. Rola astrologii w przechowaniu wierzeń Wiary Przyrodzonej od starożytności do współczesności jest niezaprzeczalna. Astrologii zawdzięczamy przeniesienie w XXI wiek całej głębi filozoficznej wypracowanej przez pokolenia żerców, magów i kapłów Wiary Przyrodzonej – w tym Wiary Przyrodzonej Słowian, Istów i Skołotów (Scytów).

Wykopaliska i techniki datowania wskazują, że około 4200 pne (pod koniec domniemanej wędrówki ludów neolitycznych z Bliskiego Wschodu) neolityczni ludzie pojawili się w Windmill Hill w okolicach Avebury (niedaleko od Stonehenge) i zbudowali wzniesione, obronne obozowisko. Zaludnienie było rzadkie. Wykopane przez archeologów topory zrobione były z kamienia występującego w Cornwall i Dorset.

 

Poniższy artykuł ma za zadanie jedynie przypomnieć długą historyczną listę POLSKICH krzewicieli – tego jedynego, dopuszczalnego oficjalnie przejawu pogaństwa, jaki tolerował Rzym,  przez 2000 lat swojej hegemonii religijnej w Europie – a ponad 1000 lat w naszych krajach słowiańskich. Tę hegemonię Kościół (zwłaszcza rzymski) stopniowo rozszerzał w tym czasie na resztę świata, tymi samymi metodami (zwłaszcza w Ameryce).

Peru – katakumby z czaszkami ofiar zarazy i Inkwizycji

Miejmy także świadomość, że wielu Astrologów w różnych epokach przepłaciło życiem i torturami zadanymi przez Inkwizycję wyznawanie tej tajemnej „nauki”, która jest bardziej jednak wiarą niż nauką, i to wiarą prastarą.

W Avebury, Woodhenge i Durrington Walls odkopano ślady koncentrycznych drewnianych budowli z okresu około 3000 pne. Kołowe kształty sugerują czcicieli Słońca i nieba. Około 2600 pne, w Avebury, neolityczni ludzie zbudowali ogromny (o średnicy 3 razy większej niż Stonehenge) krąg z około 600 głazów, kształtem przypominających romb albo kolumnę. Archeologowie łączą takie kształty kamieni z seksualnym symbolizmem kobiety i mężczyzny i możliwym kultem płodności. Tylko 76 z tych megalitycznych kamieni przetrwało do dzisiaj. Całość otoczona była rowem i wałem. Konstrukcja kamienna w Avebury jest o około 600 lat starsza niż kamienna, do dziś istniejąca, kamienna faza Stonehenge II.

Czy te niezliczone ofiary Kościoła, tę kościelną, chrześcijańską wendetę na Pogromcach Imperium Romajskiego mamy uważać za pogrobową zemstę rzymskich cesarzy?!

Nie wiem.

Jednak patrząc w przeszłość i oceniając tą samą miarą jaką oceniamy dzieje państw i narodów, działania władz religijnych chrześcijaństwa i islamu, trzeba uznać w wielu wypadkach za planowe LUDOBÓJSTWO.


Należy nazywać rzeczy po imieniu. Chrześcijanie (nie tylko Broń Boże katolicy, ale wszyscy bez wyjątku, łącznie z tymi protestantami i luteranami którzy zgotowali Żydom holocaust i tymi prawosławnymi, którzy dopuścili się „organizacji” Wielkiego Głodu na Ukrainie) i Wyznawcy Mahometa są winni nie mniejszego ludobójstwa niż zbrodnicze satrapie państwowe XX wieku.

Czy to nam czegoś nie przypomina?

Mamy XXI wiek. Z końcem XX wieku skończyła się w Europie krwawa katolicko-prawosławno-islamska wojna w Jugosławii. Tak naprawdę tych ludzi nic tam nie różni poza religią.Bośniacy mówią językiem serbo-chorwackim, a jak widać serbo-chorwacki to jeden język, tyle że Serbowie są prawosławni a Chorwaci są katolikami. Podobnie działo się w Białej Chorwacji którą przezwano w XV wieku Małopolską – Chorwaci katolicy (uważani za Polaków) rżnęli się z z Chorwatami prawosławnymi (uważanymi za Rusów) – co za absurdalna bzdura i powód do rzezi!!! Na dodatek to ludność czysto słowiańska z tej samej rodziny – haplogrupa R1a1a1!!!


Od pewnego młodego człowieka otrzymałem list w którym on pisze, że to bzdura – używa tego słowa – iż rzezie polsko-ukraińskie miały podłoże religijne, bo Polacy przywracali tam tylko porządek zburzony buntem antypaństwowym, a Rusini mieli powody ETNICZNE.

Odpowiedziałem mu tak ( i ten długi wywód z powodu jego wagi – tutaj przytoczę):

Po obu stronach Buga żyli kiedyś Chorwaci – tzw. Biali, po obu stronach Buga aż po Kraków była więc – jak by to powiedzieć ta sama Ruś, albo ta sama Sławia, która się nie różniła niczym, ani wiarą, ani językiem, ani tradycją. Zachodnią Chorwację-Chrobację Białą oderwał od wschodniej dopiero Bolesław Chrobry – za co otrzymał tenże zaszczytny przydomek królewski. Jeszcze na mapach z XIX wieku (co polecam w artykule o Nurusach czyli Chorwatach Białych na tym BLOGU) widnieje owa Chorwacja Biała, znana również dobrze legendom i kronikarzom wczesnośredniowiecznym na południu – w Małej – Czarnej Chorwacji nadśródziemnomorskiej (bo to nasi potomkowie, którzy tam osiedli po podboju Cesarstwa Rzymskiego Zachodniego i Wschodniego). O Chorwację Czerwoną między Rusią Kijowską a Polanami toczyły się długo święte boje (Grody Czerwieńskie). Zachodni Chorwaci zostali ochrzczeni z Rzymu, a Chorwaci związani z Kijowem przez Bizancjum – to stało się JEDYNĄ RÓŻNICĄ między nimi. Dotyczy to także innych podzielonych politycznym sporem polańsko-ruskim plemion: Wołotów (Wołynian), Bożan (Bużan) i innych. Język polski i ukraiński ich nie dzielił, bo te języki nie istniały, istniał jeden język i różne jego gwary – prawie tak jak dzisiaj – łatwo mi zrozumieć Ukraińca, Białorusina, Chorwata, Słoweńca, a trudniej Kaszuba czy Łużyczanina (też plemię Lechickie, tj. Lęgijskie – a Polska – Polechia – to nic innego jak sukcesor Lęgii-Lechii-Lugii). Podzieliła ich tylko i wyłącznie NOWA wiara. Polska podbiła Ruś Kijowską razem z Litwinami i nagle tym spod katolickiego herbu zaczęło się wydawać że są lepsi i mędrsi i że mają prawo brać Chorwatów z tamtej strony – prawosławnych, pod but. To praprzyczyna, tak podzielono Chorwację Białą – a tę zachodnią część zaczęto nazywać Małopolską (żadnej Małej Polski nad Górną i Środkową Wisłą nie było – była Wiślania i Haria-Wharat-Kharpatia czyli Harwacja Biała). Prowincja polska zwana Małopolską z grubsza pokrywa się z wcześniejszą Nurusją – pomiędzy Krakowem i Kijowem, czyli Białą Rusią albo inaczej Białą Harią, Białą Harpątią – Wielkim Haratem – Wharatem. Dla łatwiejszego zrozumienia: hara – to po czesku góra, Harahow – Góra Chowańców – Chowańce beskidzkie plemię – od nich też Często-Chowa, czy Jura Karopańsko-Chowańska – czyli Krakowsko-Częstochowska. A pąć – wąska, kręta ścieżka, górska dróżka – znamy słowo pątnik – wędrowiec, kręcący się po drogach, wąć – także wijąca się droga, tak jak wijka, wić – Khar-Pąt, Har-pat, Har-wat’ – inaczej w starożytności nazywani Karopanami – bo także waść, wać-Pan – jeździec, właścicicel konia, wojownik – Khar-wat (Góral, Czarny Pan, Czarny Wojownik, Har-Naś – Nasz Czarny, Kary Pan, czarni – bo mieli czarne wysokie czapy – jak harnasie, a które potem się spłaszczyły lecz są wciąż czarne u naszych Górali.).


Tak więc w rezultacie nieświadomi po latach swoich korzeni i prawdziwego pochodzenia Chorwaci Zachodni rżnęli Chorwatów Wschodnich, żeby ich przymusić do posłuszeństwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a Chorwaci Wschodni rżnęli Chorwatów Zachodnich żeby się oderwać od tego rżnięcia i żeby wreszcie mogli rządzić się sami, i żeby nikt ich nie rżnął i nie orzynał. A jak się rozpoznawało kto jest kto?! Ano – katolicy to ci zachodni a prawosławni – ci nasi swoi, wschodni. Gdyby się nie różnili od 900 n.e. religią nikt by nie wiedział kogo ma rżnąć i dlaczego i nikt by nie wiedział komu wolno rządzić kim, a komu nie wolno. Ta cała nienawiść nie miała by żadnego kryterium – wszyscy oni bowiem byli by jednej – własnej – Przyrodzonej Wiary. Tak podzielono najpierw Wielką Morawę – jednych chrzcząc, a z drugich robiąc rasę niższą, potem tak podzielono Lugię-Lęgię – Łużyce: Wieletów, Drzewian, Obodrzyców, Pomorzan postawiono przeciw Ślężanom, Wartanom, Polanom, Koszebom i innym – chrzczonym, tak też postąpiono z Chorwacją Białą czyli Nurusją – która była jedna od Dniepru do Górnej Wisły i po rzekę Nur, Neris, Nurczyk na północy. Wyśmiewani dzisiaj jako oszołomy i radykałowie Białorusini i Ukraińcy, którzy twierdzą że Ruś sięgała po Kraków i że Małopolska to Ruś – niestety mają rację – tyle tylko że Nurusja nie miała nic wspólnego z Moskwą ani Warszawą – jej dwie stolice to Kraków i Kijów.

Palenie wiedźm – Wiedźmy (wiedzące, wiodące, przekazicielki podań Wiary Przyrodzonej)

I tyle. A wracając do współczesności.

Wciąż trwa żydowsko-islamska wojna w Palestynie i chrześcijańsko-islamska terorystyczno-państwowa wojna na Bliskim Wschodzie w Europie i USA. To wojny religijne a nie etniczne. Różnice między Europejczykami a Irakijczykami, Irańczykami, Pakistańczykami i Afganami są żadne – większość z nich genetycznie jest nosicielami dwóch haplogrup: R1a1a1 (słowiano-scytyjskiej) i R1b1b1 (celtyckiej), a więc trudno o większą genetyczną bliskość – to wręcz jedna rodzina. Co ich różni – obyczaje i system społeczny wyrosłe z religii.  Żeby było śmieszniej obie te grupy wojenne wywodzą się z chrześcijaństwa – podobnie jak katolicy i prawosławni.

Biblioteka Aleksandryjska – rekonstrukcja

(Podczas inwazji Cezara na Egipt (48/47 p.n.e.) od okrętów egipskich zajął się ogniem Pałac Królewski, a następnie ogień przeniósł się na bibliotekę (Brucheion). Prawdopodobnie nie wszystkie zbiory spłonęły, bo Serapeion został nienaruszony, ale na pewno spora ich część. W 391 r. patriarcha Teofil wykonując rozkaz cesarza Teodozjusza o niszczeniu świątyń pogańskich spalił część Serapeionu (tam znajdowały się także księgi pogańskie). Ostatecznie księgozbiór zniszczono w 642 r. na rozkaz kalifa Omara, który polecił Arabom spalenie wszystkich ksiąg niewiernych.)

Przywódcy religijni i religijni fanatycy są też winni olbrzymich spustoszeń kulturalnych. Takich choćby, jak  spalenie Biblioteki Aleksandryjskiej, nie mówiąc już o zniszczeniu tradycji i kultury Inków i zdewastowaniu ich religii przyrodzonej, czy prawie że w pełni udanej próbie unicestwienia wszelkich śladów Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej. W imię religii posuwano się niewątpliwie do ludobójstwa i barbarzyństwa, do fałszerstw propagandy i indoktrynacji całych narodów i dziesiątkowania populacji. I trwa to dzisiaj – współcześnie.

Opowieści o podłożu etnicznym tych wojen włożyć należy głęboko między baśnie (piszę między baśnie, bo bajki, baje – to tylko obelżywe, dyskredytujące określenie stosowane przez klechów Kościoła na Baję – Mitologię Słowian, Baję – Materię Świata – tkaną przez Bogów na Weli).

Współczesna archeologia dzieli budowę Stonehenge na pięć lub sześć faz na przestrzeni ponad 1300 lat. To, co jest obecnie widoczne w Stonehenge, jest wynikiem głównie fazy IIIa i w niewielkim tylko stopniu następnych faz. Z drugiej strony, oczywiście, jest wynikiem późniejszego niszczącego działania czasu i ludzi.

Rzecz będzie jednak głównie o astrologii i królach polskich a nie o ludobójstwie, czy barbarzyństwie religijnym.

Pozwoliłem sobie wzbogacić poniższą suchą wyliczankę faktów i dat Z Historii Astrologii w Polsce – Rafała T.  Prinke, o komentarze, które są znaczące i dają świeży punkt widzenia. C.B.]

Zainteresowanych szczegółami na temat Stonehenge odsyłam na stronę: Zwoje (The Scrolls) [po polsku, bez przekładu: zrolki]


Oto przedruk ze strony Chiński Horoskop : http://www.chinskihoroskop.pl/astrologia/?aneks-1,32

Aneks 1 –

Zarys dziejów astrologii w Polsce

(uaktualniony skrót artykułu Krótki zarys dziejów astrologii w Polsce Rafała T. Prinke zamieszczonego w: Problemy astrologii. Stowarzyszenie Astrologów w Poznaniu, 1980).

Łado! Łado! Łado!
Ładzimy nowy gród.
Gród ładzimy
nad jeziorem Lednicą.

Orzeł będzie
grodowi królował.
Biały orzeł
będzie grodu strzegł!

Tekst i ilustracje z książeczki Ewy Szelburg-Zarembiny „Lech, Czech i Rus” – warto tego poszukać dla własnych dzieci (wyd. KAW 1980)


Polskiey Monarchii rzucił fundamenta LECHUS, z Kroacyi oriundus, który tameczney domowey woyny impatiens. Bratem Czechem i z liczną ludu wyszedł kwotą; Brata Czecha w kraju tym, który się od niegoż Czechami nazwał, zostawił, a sam aż tu, gdzie Polska teraz, zawitał Roku po Narodzeniu CHRYSTUSOWYM według Hageka 644, według Wapowskiego Roku 550, według innych 555. Wtenczas właśnie słońce było w Niebieskim znaku Byka, który od pogan jest Marsowi y Wenerze konsekrowany, z tey racyi Venus Wielkiey, a Mars Małey Polszczę są Panami – według rationum Astronomów Ks. Benedykt Chmielowski Nowe Ateny II, 289

Ilustrował Janusz Towpik

[Na sam początek mamy tutaj więc piękny fragment historii nowożytnej Polski, historii można rzec, którą z punktu widzenia współczesności (ad 2010 n.e.) można traktować jako naukę w miarę ścisłą. Ale czy Polacy nawykli przez 200 lat tak bardzo do swojej niewoli, i do swojej niewiedzy, a raczej do swojej „wiedzy” (w cudzysłowie – bo to wiedza ograniczona ramami dyktatu obcych) wsączanej przez Zaborców (czytaj Kolonialistów)

zechcą wreszcie

i  zażądają

aby zaczęto ich uczyć w szkołach ICH WŁASNEJ WIEDZY, czyli na przykład

PRAWDZIWEJ HISTORII (nie ruskiej, wiedeńskiej, berlińskiej, londyńskiej czy paryskiej)??? C.B.]

Lech

Najwcześniejsze wzmianki o astrologii w Polsce pochodzą z początku XV wieku. Można z nich wnioskować, że pierwsi astrologowie przybyli z Czech. Jeden z nich, będący równocześnie lekarzem był zatrudniony na dworze Kazimierza Wielkiego. Pierwsze wykłady astrologiczne na młodej Akademii Krakowskiej rozpoczęły się około roku 1423, kiedy to przybył do Krakowa profesor astrologii Henryk Czech (Bohemus), który wkrótce zdobył sobie sławę bardzo trafnymi przepowiedniami. Między innymi w 1427 r., z rozkazu królowej Zofii, żony Władysława Jagiełły, wróżył o losach jej trzech synów. Przepowiednie spełniły się, co do dwóch, trzeci zmarł jako dziecko.

Kazimierz Wielki

[Zwracam uwagę na uczestnictwo króla Kazimierza Wielkiego (budowniczego Kopca tzw. Esterki, który był faktycznie Kopcem Matki Ziemi w Krakowie, aż do zburzenia około roku 1955 przez komunistów) w oficjalnym umocowaniu astrologii w Polsce.

Wszak ASTROLOGIA jest bez wątpienia kontynuatorką niektórych – podkreślam – niektórych aspektów pogańskiej, Wiary Przyrodzonej. Tak więc pogańskie wierzenia w tej części, którą tolerował Rzym jeszcze dobrze nie umarły, jak już wróciły w Polsce – za sprawą systematycznego związku jej królów ze Starą Wiarą Przyrodzoną.


ASTROLOGIA była i jest jako „przepowiadaczka przyszłych zdarzeń i dziejów” a także jako „obserwatorka zdarzeń na niebie”, „mierzycielka czasu” i „wyznaczycielka kalendarza przyrodzonego” spadkobierczynią pogańskich świątyń słowiańskich i wcześniejszych świątyń słowiano-skołockich, sistańskich, zar-zduszańskich (zaratusztriańskich), szamańskich –  z całą wielo-tysiącletnią tradycją wiedzy tajemnej pogańskich kapłanów.

Gdyby nie nasza – wieszczów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata – wrodzona skromność  większość królów polskich i wielkich magnatów musielibyśmy zaliczyć już przez sam fakt restaurowania ASTROLOGII w Polsce do grona jeżeli nie Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian czy WIELKICH STRAŻNIKÓW ŚWIATOWIDA, to przynajmniej do grona Wielce Zasłużonych dla Obrony Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej. Trzeba jednak dodać, że wielu z nich – jak na przykład Kazimierz Wielki czy Władysław Jagiełło to byli wciąż wyznawcy tej wiary, a nawet czynni kapłowie. Tych nazywamy Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian bez wahania.

Myślę, że po przeczytaniu niniejszego tekstu, przyznacie nam słuszność drodzy czytelnicy, i to wszyscy, bez wyjątków.

C.B.]

Jan Długosz (trudno go jako kanonika uznać za Strażnika Wiary Przyrodzonej, chociaż w tamtych czasach kanonikom różne rzeczy w duszy grały. Za to na pewno jest Zasłużonym dla Ocalenia Wiary Rodzimej (Zowrem) – nawet jeżeli zrobił to niechcący.

Pierwszą katedrę astrologii (niezależną od powstałej już około roku 1405 katedry astronomii) ufundował w 1453 r. Jan Dombrówka, po którym zachował się rękopis astrologiczny. Był to jednak fundusz skromny i w 1459 r. został powiększony o fundację Marcina z Żórawicy koło Przemyśla, zwanego Królem (Rex) (około 1422 — do przed 1460). Po uzyskaniu magisterium w Krakowie w 1444 r., studiował on astrologię w Bolonii i Pradze, po czym od 1455 r. sprawował funkcję Profesora astrologii w Akademii Krakowskiej. Był też nadwornym lekarzem i astrologiem kardynała Zbigniewa Oleśnickiego i przyjacielem Jana Długosza, a także autorem najstarszego polskiego iudicium astrologicznego, na rok 1451.

[Mamy tutaj w tym pięknym towarzystwie tak  odsądzanego i nielubianego – zwłaszcza jako przekaziciela imion bogów Słowian – Jana Długosza. Cóż za piękny przypadek?! C.B.]

Marcin Król był twórcą tzw. „astrologicznej szkoły krakowskiej”, której sława szybko rozprzestrzeniła się po całej Słowiańszczyźnie, a także po Niemczech i Austrii. Do końca XV wieku była to jedyna wszechnica astrologiczna w Europie środkowej, kształcąca przyszłych profesorów astrologii uniwersytetów europejskich oraz wydająca znane we wszystkich krajach iudicia Practica Cracoviensis.

Uniwersytet Jagielloński Colegium Maius – pracownia

Spośród uczniów Marcina Króla największą sławę astrologiczną zyskało dwóch: Marcin Bylica z Olkusza (ok. 1434 – 1494), współpracownik wybitnego astronoma i astrologa niemieckiego Jana Regiomontana (Regiomontanusa), później nadworny astrolog króla węgierskiego Macieja Korwina, oraz Jan z Głogowa zwany Głogowczykiem (ok. 1445-1507), wykładowca astrologii na Akademii Krakowskiej, autor ogromnej liczby pism, z których dużą część stanowiły iudicia, czyli prognostyki roczne, redagowane przez niego od 1468 r. Szczególną sławę przyniosła Głogowczykowi przepowiednia, że zjawi się na świecie czarny zakonnik, który sprowadzi na Kościół Katolicki zamieszanie większe od herezji husyckiej. Po wystąpieniu Marcina Lutra, który był augustianinem, a więc nosił czarny habit, cała Europa podziwiała dokładność tej przepowiedni.

O obrotach ciał niebieskich – Mikołaj Kopernik otrzymał pierwszy egzemplarz tej księgi drukiem leżąc już niemal na marach. Gdyby nie wysiłek paru atrologów, zwłaszcza Jana Joachima Retyka, nie doczekałby się druku za życia, a może nigdy nikt z nas by tego nie doczekał – (przykład Bronisława Terntowskiego, którego Bożyca spoczywa w archiwach Czartoryskich już 200 lat i nie była drukowana jest pouczający).

[W tym miejscu znów się wtrącę. Jest to bowiem idealne miejsce żeby wskazać na cienką linię graniczną jaka dzieli naukę i naukowość od „naukawości”. Dzisiaj większość z Was ze śmiechem przyjęłaby restytucję katedry astrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale pamiętajmy, że w ramach tego uniwersytetu wykładana też była medycyna lecząca pijawkami, larwami much, zimnymi okładami, wsadzaniem do gorącego chlebowego pieca i była też religia, bo dzisiejsza Akademia Papieska to nic innego jak „kawałek”  rozerwanego przez Komunistów UJ. Ta religia wzbraniała przez długi czas Mikołajowi Kopernikowi druku jego traktatów, które lokować powinniśmy na pograniczu astrologii i astronomii. Te traktaty – jak przeczytacie poniżej – wydał on tylko dzięki swoim przyjaciołom ASTROLOGOM, a raczej dzięki zakamuflowanym zwolennikom Wiary Przyrodzonej, którzy wspierali wszystko co się z nią wiązało, w tym także wiedzę – prawdziwą, głęboką, niekiedy tajemną – tam gdzie nie mogła ona być jawna. Tak to „czarnoksięsko-pogańska” astrologia przecierała szlaki przed gnębioną przez Kościół myślą naukową, która bez wsparcia tej pseudonauki miałaby zapewne dłuższą drogę do pokonania.

Inkwizycja – Proces Galileusza

Może w XXI wieku dalej musielibyśmy wierzyć, że Ziemia jest płaska, nie byłoby lotów kosmicznych,  i nadal musielibyśmy przyznawać przed Wielkim Inkwizytorem ze skruchą , że świat zaczął się w roku, który bezbłędnie wskazuje Biblia?

Miejmy też świadomość jak zmieniają się kryteria naukowości. Czy dzisiejsza archeologia i kilka innych „humanistycznych” nauk nie opartych do końca na niepodważalnych naukowych twierdzeniach, nie będzie musiało kiedyś wypaść za burtę Uniwersytetu, tak jak astrologia?

I jeszcze jedno pytanie – przewrotne – czy jesteśmy wszyscy w 100% przekonani że astrologia i jej horoskopy (nie te gazetowe zabawy, ale poważne opracowania) są rzeczywiście zupełnym przeżytkiem???   Jednak trafiają z przepowiedniami, częściej niż by to wynikało ze statystyki. Wiele spraw na tym świecie zdarza się – poza statystycznymi teoriami i ich obliczeniami prawdopodobieństwa wydarzeń. – C.B.]

Kazimierz Jagiellończyk

Astrologia szybko weszła na dwory polskich monarchów i magnatów. Jak wspominano już, mieli swych astrologów Kazimierz Wielki i Władysław Jagiełło. Kazimierz Jagiellończyk zatrudnił w 1464 r. astrologa Piotra Gaszowca z Loźmierzy Polskiej (ok. 1430-147.4) i zabrał go ze sobą na wojnę pruską.

Pod koniec XV wieku sława i znaczenie „astrologicznej szkoły krakowskiej” zmniejszyły się znacznie. Przyczyną tego było powstanie katedr astrologii na uniwersytetach niemieckich i austriackich, których iudicia powoli wypierały krakowskie z rynku europejskiego. W tym właśnie czasie studiował na Akademii Krakowskiej jeden z najwybitniejszych jej absolwentów, Mikołaj Kopernik.

Wśród nauczycieli, których wykładów słuchał, było wielu znakomitych astrologów: Michał Falkner z Wrocławia (zm. 1534), autor pierwszych drukowanych w Polsce iudiciów na lata 1494 i 1495 (wcześniej drukowano ie w Niemczech lub rozpowszechniano w kopiach rękopiśmiennych), Bernard z Biskupiego (zm. 1531), Szymon z Sierpca (zm. 1512), Marcin Bylica z Olkusza (wykładał astronomię), Wawrzyniec Korwin lub Rabe z Neumarkt (Środa Śląska) (zm. 1527) (wykładał filozofię). Astrologii uczył Kopernika sam Jan z Głogowa, a także Wojciech Krypa z Szamotuł (zm. 1567).

„To wszystko niebo rządzi, a planety jego

Bo im moc ta nadana od Pana samego.

… wzdyć przed się planety moc mają,

gdyż owi praktykarze czasy powiadają,

O niemocach, o śmierci, o pewnych przygodach,

O kłopotach, o walkach i o prędkich szkodach.”

Mikołaj Rej

Jak powszechnie wiadomo, Kopernik nie zajmował się prognostykowaniem w takim stopniu jak współcześni mu astronomowie. Istnieją jednak przesłanki, że próbował swych umiejętności i w tej dziedzinie, choć jego główne zainteresowania szły w innym kierunku. Nie zachował się, co prawda żaden horoskop opracowany przez Kopernika, ale istnieją skreślone jego ręką dane do obliczeń astrologicznych, a także notatki i traktaty astrologiczne będące jego własnością (jeden z nich został przez Kopernika własnoręcznie przepisany).

W okresie panowania Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta astrologia stała się w Polsce bardzo popularna zarówno wśród magnaterii. jak i w niższych warstwach społeczeństwa. Zatrudnianie astrologów było szeroko praktykowane nawet wśród dostojników kościelnych. Mieli swych astrologów biskupi Piotr Tomicki i Samuel Maciejowski.

MACIEJ Z MIECHOWA

„TRACTATUS DE DUABIS SARMATIJS ASIANA ET EUROPIANA”

KRAKÓW 1517

„Autor zbija błędy rozsiane o Wschodzie Europy jeszcze przez Greków. Najprzód i najwięcej mówi o Tatarach, ich pochodzeniu, przybyciu i obyczajach, potem o dawnych mieszkańcach Sarmacyi, Połowcach, Gotach, Alanach, Wandalach i Swewach. W drugiej części podaje opis Rusi, Litwy i Żmudzi najwięcej pod względem etnograficznym. daje krótki opis w. ks. Moskiewskiego i ziem niedawno przez nie zawojowanych. Jest to zatem pierwsza geografia Polski bez baśni napisana. W tej książce po raz pierwszy spotykamy próby wytłumaczenia początków narodu polskiego” (Kopera).

„Miechowita przedstawił obraz terytoriów między Wisłą a Donem (Sarmacja europejska) oraz między Donem a południkiem Morza Kaspijskiego (Sarmacja azjatycka), będący obrazem i geograficznym, i etnograficznym. […] zawiera dane o ukształtowaniu powierzchni, rzekach, klimacie, florze i faunie oraz o różnych, zamieszkujących ziemie jednej i drugiej Sarmacji ludach i ich dziejach. W opisie swym Maciej z Miechowa poświęcił szczególna uwagę krajom państwa moskiewskiego […]. Miechowita w zdecydowany sposób wystąpił przeciw […] mylnym wiadomościom i opisom. Opis własny […] oparł w przeważnej mierze na informacjach i relacjach, jakie mógł uzyskać od podróżników, którzy zwiedzali tamtejsze kraje, a także od jeńców wojennych i zbiegów. W ten sposób ‚Tractatus de duabus Sarmatiis’ wzbogacił poważnie wiedzę w zakresie geografii regionalnej. Rzecz […] przejawiała zdecydowaną tendencję empirystyczną i przeciwstawiała się tradycyjnym, nie potwierdzonym przez obserwację przekazom […]. Dziełko Miechowity zyskało, i to bardzo szybko, wielki rozgłos w Europie. Dość długo toczyły się wokół niego polemiki, znajdowali się bowiem i obrońcy dawnych autorytetów. Ostatecznie książka Miechowity oraz tendencja, która znalazła w niej wyraz, wyszły z tych sporów zwycięsko”

Również król Zygmunt Stary żywo interesował się astrologią, zapisując w swym modlitewniku dokładne godziny urodzin kolejnych dzieci. Miał kilku nadwornych doradców astrologicznych, między innymi Jakuba Ferdynanda Balenzisa i Leonarda Pieczychowskiego. Z grona praktyków tego okresu największym uznaniem cieszyli się Jakub z Iłży, Mikołaj z Tuliszkowa, Mikołaj z Szadka — przyjaciel Mikołaja Kopernika, Józef Struś —słynny lekarz poznański i inni.

Ważnym momentem w dziejach polskiej astrologii stał się rok 1522, w którym Maciej z Miechowa (Miechowita) (1457-1523), historyk, lekarz, astrolog i ośmiokrotny rektor Akademii Krakowskiej, powiększył fundację katedry astrologii i jednocześnie sprecyzował zasady, na jakich miała działać przez następne dwa stulecia. Profesorem astrologii miał być wybierany co 15 lat najlepszy praktyk, który w czasie swej kadencji musiał co roku opracowywać iudicia i układać kalendarze. Program wykładów obejmował — poza Tetrabiblos Ptolemeusza, które było podstawowym podręcznikiem astrologii w całej Europie i świecie arabskim — szereg dzieł arabskich astrologów z Hiszpanii, które wywarły znaczny wpływ na dalszy rozwój astrologii krakowskiej.

Zodiak i miesiące z Tetrabiblos Ptolomeusza

Zygmunt August, wielki miłośnik nauk tajemnych, korzystał z rad profesora Akademii Krakowskiej Piotra Proboszczowicza, który ustalał termin koronacji Katarzyny Austriackiej, a także przepowiedział królowi śmierć w 72 roku, nie precyzując czy ma to być rok życia, czy rok kalendarzowy. Zygmunt August istotnie zmarł w 1572 roku w wieku 52 lat. Inny astrolog, Marcin Fox (Foxius), również profesor Akademii, przepowiedział królowi śmierć na rok 1552, kiedy to król omal nie został zabity podczas wizyty w Królewcu.

Zygmunt August (nie mylić z Poniatowskim, który był jego karykaturą w sensie … no w każdym sensie, dlaczego?)

[Ostatni król polski z rodu Jagiellonów, ukoronowany w 1530 r. jeszcze za życia ojca, Zygmunta Starego, rządy objął w Polsce po jego śmierci. Panowanie Zygmunta Augusta to dalszy ciąg rozkwitu Rzeczypospolitej szlacheckiej, okres zwany w literaturze „złotym wiekiem”. W polityce wewnętrznej król przestrzegał zasady tolerancji religijnej, co zapewniło Polsce spokój wewnętrzny. Wśród przenikających do kraju prądów ukształtowała się ideologia Braci Polskich (arian), najradykalniejszego odłamu w polskim protestantyzmie.
W związku z upadkiem niemieckiego państwa zakonnego w Inflantach doprowadził Zygmunt August do włączenia znacznej części Inflant do państwa polsko-litewskiego, co wywołało długotrwałą „wojnę północną” z Moskwą. Odwracało to uwagę narodu od żywotnych spraw obrony granic zachodnich i odzyskania Śląska. W związku z wojną północną Zygmunt August zainteresował się sprawami morskimi i był pierwszym władcą, który organizował polską flotę wojenną.
Jedną z trosk Zygmunta Augusta było utrwalenie związku państwowego między Polską i Litwą. Na sejmie w Lublinie zawarta została w 1569 r. unia, która zespoliła je w jedno państwo. Kończyło to w zasadzie budowę wielonarodowościowej Rzeczypospolitej, w której pełna władza znalazła się w rękach szlachty, a z czasem – w rękach magnackich.]

Jednym z najwybitniejszych astrologów epoki zygmuntowskiej był Kasper Gośki (zm. 1576), docent Akademii Krakowskiej, później lekarz i astrolog prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego, a po jego śmierci, burmistrz Poznania. Sławę europejską przyniosły mu prognostyki wydawane w latach 1551-1563 w Krakowie i Wrocławiu, szczególnie zaś opublikowana w 1571 r. przepowiednia zwycięstwa świata chrześcijańskiego nad Portą Otomańską. W uznaniu tego faktu rząd Rzeczypospolitej Weneckiej wydał następującą uchwałę: „Ponieważ Kasper Gośki, Polak, matematyk, sławny z dowcipu i męstwa, jakby duchem wieszczym natchniony, zwycięstwa nasze przewidział (…) przeto uchwalamy, by temuż Kasprowi Goskiemu, przyjętemu w poczet patrycjuszy weneckich, posąg pieszy z miedzi w gimnazjum naszym był wystawiony; nadto (…) przeznaczamy rocznie i do śmierci trzysta dukatów, aby ta nagroda i dla innych bodźcem do nauk matematycznych i sławy się stała”.

Znak Ryb z kalendarza astrologicznego z 1512 roku

Pierwsi królowie elekcyjni również nie stronili od astrologii. Szukał w niej oparcia i pomocy Henryk Walezy, o którym przepowiednie wydał w Krakowie w 1573 r. Jerzy Joachim Retyk, przyjaciel Kopernika i wydawca jego wiekopomnego dzieła.

Stefan Batory radził się astrologów w sprawie terminu przyjazdu do Polski i ślubu z Anną Jagiellonką, a w 1585 r. odbył szereg spotkań z wielkim magiem angielskim, nadwornym astrologiem królowej Elżbiety I, Johnem Dee.

Jednym z najpłodniejszych astrologów końca XVI wieku był Jan Latoś, profesor Akademii Krakowskiej i dziekan wydziału lekarskiego, który przepowiedział między innymi upadek państwa otomańskiego na. rok 1700, w czym niezbyt się pomylił, gdyż pokój zawarty przez Turcję z Ligą Świętą w Karłowicach w 1699 r. był praktycznie końcem potęgi Otomanów.

Począwszy od XVII wieku astrologia europejska, a z nią i polska, zaczęła chylić się ku upadkowi. Ostatnim wielkim astrologiem, zamykającym jej „złoty wiek” w Polsce, był Jan Brożek (Broscius) (1585–1652), wybitny matematyk, pedagog i jeden z największych umysłów swej epoki. W 1614 r. został wybrany do pełnienia funkcji profesora astrologii, którą sprawował do roku 1629, zgodnie z zarządzeniami Macieja z Miechowa. W 1639 r. zapisał Brożek Akademii Krakowskiej 3000 złotych, z czego 1000 przeznaczył na pomnożenie dochodu profesora astrologii, a także zmodyfikował program wykładów astrologicznych. Jako praktyk był Brożek doradcą astrologicznym Zygmunta III Wazy. Władysława IV i Jana Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego.

Jan III Sobieski miał również nadwornego astrologa i geometrę, Stanisława Solskiego, a na wyprawę wiedeńską zabrał ze sobą kalendarz astrologiczny Stanisława Słowakowica (1634-1702) na rok 1683, w którym notował bieżące wydarzenia.

Karta Imion z kalendarza astrologicznego fińskiego

Powolny upadek astrologii przejawiał się też w tym, że przestawały wychodzić teoretyczne traktaty na jej temat, a coraz popularniejsze stawały się kalendarze astrologiczne zawierające różne prognozy na następny rok, a także wiele porad i informacji z wszelkich dziedzin życia. Poza Krakowem wydawane były w XVII wieku w Zamościu, Gdańsku, Poznaniu, Częstochowie i Wilnie.

Czasy saskie to okres całkowitego upadku astrologii. Mimo powszechnie już wrogiego do niej stosunku sfer wykształconych, niektórzy władcy wciąż uciekali się do astrologów w trudnych momentach. Szczególnie August II Mocny lubił otaczać się różnymi „wtajemniczonymi”, alchemikami, różokrzyżowcami i astrologami. Jeden z nich, Jakub Henryk Flemming, zdobył sobie tą drogą stanowisko marszałka dworu i pierwszego ministra, a w końcu stał się faktycznym władcą Saksonii i Polski.

Astrologiczne kalendarze były najpoczytniejszym wydawnictwem w XVIII-wiecznej Polsce. Wychodziło ich corocznie około 20 w nakładzie ponad 20 tysięcy egzemplarzy. Największym potentatem w tej dziedzinie był Stanisław z Łazów Duńczewski (1701-1767); po uzyskaniu doktoratu z filozofii w Krakowie w 1724 r. rozpoczął wydawanie swego Kalendarza polskiego i ruskiego, który ukazywał się nieprzerwanie przez 50 lat. Na Akademii Zamojskiej był Duńczewski profesorem matematyki i fizyki, a ponadto piastował wiele innych godności.

Drugim co do ważności wydawcą kalendarzy była nadal Akademia Krakowska, na której aż do reformy kołłątajowskiej w 1780 r. była katedra astrologii. Wśród profesorów, którzy opracowywali kalendarze astrologiczne w tym okresie byli między innymi: Józef Alojzy Putanowicz, reformator wydziału filozoficznego i twórca kursu filozofii eklektycznej, Józef Tomasz Szabel, rektor Akademii. Andrzej Jan Kanty Trzciński, kierownik katedry fizyki, Sebastian Czochron, prawnik i jeden z najwybitniejszych przedstawicieli nauki oświeceniowej w Krakowie, Feliks Radwański, kierownik pierwszej katedry mechaniki i hydrauliki. Również Jan Śniadecki jako młody profesor matematyki opracował trzy roczniki Kalendarza polskiego i ruskiego (1776-1778).

Wychodzące od 1737 r. kalendarze polityczne, pozbawione części prognostykarsko-astrologicznej, stopniowo wypierały kalendarze astrologiczne, a tym samym likwidowały ostatni przejaw astrologii. Ostatnia bodaj próba jej obrony w Polsce przedrozbiorowej ukazała się w kalendarzu na rok 1772 wydanym przez autora ukrywającego się pod pseudonimem Astrofil Krakowski. Natomiast ostatni kalendarz z prognostykami wydany został w Wilnie w 1806 r. Wspomniany Astrofil Krakowski tak pisał o astrologii w roku 1771: „Toć prawda, że ta nauka różnymi czasy różnym przeciwnościom podpadała (…), nigdy jednak nauka astrologiczna tak wygnana wcale nie była, aby potem z honorem nie była powrócona”. Twierdzenie to okazało się słuszne nie tylko w odniesieniu do chwilowych wahań popularności astrologii, ale również do przedwcześnie ogłoszonego jej ostatecznego upadku.

Tybetański kalendarz astrologiczny – ręcznie malowany

[Oto mamy i pierwszy okres upadku całkowitego astrologii, który jakoś dziwnie wiąże się z utratą niepodległości przez Polskę. Czy jest to zbieg okoliczności, czy zabieg rozbiorców polegający na obrzydzeniu Polakom całej ich wielkiej tradycji – łącznie z tą królewską i sarmacką – polegający na obrzuceniu w ich pamięci i przekazie Wielkich Przodków, inwektywami  i odpowiedzialnością poprzez nadanie szlacheckich edyktów za upadek – który był upadkiem NIEUNIKNIONYM – bo demokracja między satrapiami musiała polec!!!

Zatem obciążano w tzw. Oświeceniu świadomie tych, którzy doprowadzili Polskę do Największej chwały w nowożytnej historii – zaledwie kilka chwil temu, gdy Polska ratowała Europę przed Turkami, zaledwie kilka mgnień temu gdy władztwo Jagiellonów sięgało trzech mórz: Bałtyku, Morza Czarnego i Adriatyku!!!

Czy to był przypadek, poczekajmy chwilę a historia przyniesie nam odpowiedź. C.B.]

 

Bitwa pod Kłuszynem otwierająca Polakom drogę do zdobycia Moskwy i zajęcia Kremla – 4 lipca 1610


Po XIX-wiecznej przerwie, w czasie której zajmowali się nią jedynie odosobnieni fanatycy (np. Juliusz Słowacki w liście do matki z 2 stycznia 1838 roku pisał, że obliczył horoskop nowo urodzonemu synowi Zdzisławy Zamojskiej), astrologia odżyła na nowo w Europie i Stanach Zjednoczonych dopiero w XX wieku.

Takich samotnie idących pod prąd – chętnie nazywa się dzisiaj Oszołomami – oto więc odosobniony fanatyk Juliusz Słowacki – Wielki Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian:

Juliusz Słowacki herbu Leliwa (ur. 4 września 1809 w Krzemieńcu, zm. 3 kwietnia 1849 w Paryżu na gruźlicę) – jeden z najwybitniejszych poetów polskich doby romantyzmu, dramaturg i epistolograf. Obok Mickiewicza i Krasińskiego określany jako jeden z Wieszczów Narodowych. Twórca filozofii genezyjskiej (pneumatycznej), epizodycznie związany także z mesjanizmem polskim. Był też mistykiem.

Jednymi z pierwszych praktyków nowego okresu astrologii w Polsce byli: Julian L. Haluza z Poznania, działający od 1904 r., Antoni Sękowski, praktykujący do I wojny światowej w Berlinie, a potem w Bydgoszczy, oraz Kazimierz Stabrowski (1869-1929), wybitny malarz, założyciel i dyrektor Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, założyciel Warszawskiego Towarzystwa Teozoficznego.

Jerzy Siemiginowski-Eleuter – Jan III Sobieski pod Wiedniem


[Przychodzi Niepodległa Polska i oto mamy ponowny rozkwit wszystkiego co tak nagle uwiędło na lat 150. Oto i mamy Towarzystwo Teozoficzne i Astrologów oraz Wolnomularstwo Polskie, wśród którego pod rozbiorami po Powstaniu Listopadowym, jedną z najwybitniejszych postaci był wielki polski filozof i niezaprzeczalny Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej Bronisław Trentowski. Czy to przypadkowy związek między polskim, towarzystwem teozoficznym , Wielką Lożą Masońską, astrologami czasopismami „Wyzwolenie” i Odrodzenie oraz ruchem na Śląsku Cieszyńskim w Nydku, w Polsce i na Morawach?! C.B.]

W niepodległej Polsce pierwsze wzmianki o astrologii ukazały się w czasopiśmie „Wyzwolenie” wydawanym w Nydku, od czerwca 1919 r., przez Polskie Towarzystwo Teozoficzne na Śląsku Cieszyńskim. W 1921 r. bracia Józef i Karol Chobotowie założyli miesięcznik „Odrodzenie”, który do końca lat dwudziestych był jedynym w Polsce pismem skupiającym miłośników i badaczy okultyzmu, wiedzy ezoterycznej, spirytyzmu, itd. (takie periodyki, jak „Przegląd Teozoficzny”, „Wiedza Filozoficzna” czy „Świat Niewidzialny” miały nieco inny charakter). Na łamach „Odrodzenia” debiutowało wielu znanych później astrologów, jak: Karol Chobot, Jan Starża-Dzierżbicki, Zygmunt Koehler, Władysław Brzechffa. W drugiej połowie lat dwudziestych każdy numer zawierał „Wskazówki astrologiczne”, a w marcu publikowany był horoskop dla Polski na następny rok. Dnia 9 sierpnia 1921 r. odbyło się w warszawskiej Księgarni Filozoficzno-Okultystycznej „Sędziwój-Wroński” zebranie czterech osób mające na celu zainicjowanie zorganizowanej pracy astrologicznej. Inicjatorem był Tohelles, były zesłaniec na Sybir. Niestety nie są znane dalsze działania tej grupy.

Numer 1 – z marca 1921 roku

[Dla wyjaśnienia pewnych związków:
„Teozofia to „boska mądrość” lub „mądrość bogów” (theos to po grecku Bóg, sophia to mądrość). Termin ten stosuje się często dla oznaczenia filozoficznej tradycji – czy raczej splotu tradycji wzajemnie powiązanych – której europejscy przedstawiciele to Pitagoras, Platon i Szymon Mag, Plotyn i Mistrz Eckhart, Mikołaj z Kuzy, Paracelsus i Giordano Bruno, Jakub Bohme i F. Schelling. Teozofia to również jeden z głównych nurtów myśli indyjskiej, bliskie są jej chiński taoizm i muzułmański sufizm. Wspólny dla wszystkich tych tradycji jest nacisk na doświadczenie mistyczne, odsłaniające przed człowiekiem głębszą rzeczywistość duchową; dalej ezoteryczny, dostępny tylko dla wtajemniczonych charakter doktryny; fascynacja zjawiskami okultystycznymi, niezwykłymi mocami uzyskiwanymi w miarę osiągania kolejnych stopni rozwoju duchowego; wreszcie ontologiczny monizm: duchowa rzeczywistość dostępna w doświadczeniu mistycznym okazuje się, koniec końców, rzeczywistością jedyną.
Nowego – i dziś podstawowego – znaczenia termin „teozofia” nabrał, gdy 17 listopada 1875 Helena Pietrowna Bławacka (1831-1891) i Colonel Henry Steele Olcott (1832-1907) założyli w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Ona, Rosjanka z pochodzenia, o hipnotyzującym spojrzeniu i kontrowersyjnej osobowości, podczas kilkuletniego pobytu w Tybecie nawiązała bezpośredni kontakt z przebywającymi tam Mistrzami.
Mistrzowie – jak  stwierdziła – zapoznawszy ją ze ściśle strzeżonymi doktrynami, nakazali jej udać się do Stanów Zjednoczonych i odszukać Olcotta, prawnika, dziennikarza i badacza parapsychicznych mocy.
Po założeniu organizacji – on został jej pierwszym prezydentem, ale ona odgrywała wiodącą rolę – wyruszyli w podróż, która skończyła się w Madrasie. Tam, na południowym brzegu rzeki Adyar, niedaleko od jej ujścia do Zatoki Bengalskiej, kupili w 1892 r. budynek, który stał się – i do dziś pozostaje – Siedzibą Główną Towarzystwa Teozoficznego. Stopniowo bogaci teozofowie – wielu z nich należało do wyższych sfer – wykupywali przyległe tereny i wznosili na nich własne domy (podczas nieobecności właścicieli budynki pozostawały do dyspozycji Towarzystwa, przechodziły na jego własność z chwilą ich śmierci). W pierwszych latach naszego stulecia posiadłość obejmowała już około 100 hektarów, na jej terenie rósł słynny, drugi co do wielkości w Indiach, figowiec.

Helena Bławacka

Cele Towarzystwa Teozoficznego określono następująco:
1. Utworzyć jądro Uniwersalnego Braterstwa Ludzkości bez podziału na rasy, wyznania, płeć, kasty czy kolor skóry.
2. Popierać studia w zakresie Porównawczej Religii, Filozofii i Nauki;
3. Badać niewyjaśnione prawa przyrody i drzemiące w człowieku moce…”
… Następczynią Bławackiej była Anna Besant. „
I jeszcze o związkach TEOZOFII Z ANTROPOZOFIĄ (to tendencyjna definicja z jakiejś katolickiej strony, ale nie bądźmy drobiazgowi  istotne jest co innego. Szczególnie rozśmieszające jest zdanie, które wyboldowałem na czerwono, bo będąc cząstkami Boga jesteśmy – chcemy czy nie – istotami o naturze boskiej – Chrześcijaństwo naprawdę jest nieźle pokręcone):

Rudolf Steiner

„Teozofia obejmuje różnorodne poglądy, chrześcijańskie i pozachrześcijańskie, które tworzą spójny i jednolity światopogląd. Teozofie łączy wiele z  alchemią, astrologią i okultyzmem, a także z buddyzmem, hinduizmem (Wedą i Rygwedą), spirytyzmem. Celem teozofii jest osiągnięcie za pomocą wiedzy ezoterycznej, wiedzy o głębszych i tajemnych związkach rzeczy, prawdy głębszej niż ta, do której dochodzi się dzięki wierze. Wiedza ta dotyczy przemiany człowieka, jego uduchowienia. Sprowadza się często do poznania siebie i uznania siebie za istotę o naturze Boskiej i Boskim przeznaczeniu. W zależności od stopnia obecności w niej elementów chrześcijańskich można mówić o teozofii chrześcijańskiej; Chrystus odgrywa rolę najwyższej mądrości. W 1875 r. powstało  Towarzystwo Teozoficzne. W 1902 r. sekretarzem generalnym Towarzystwa został Rudolf   Steiner, najbardziej wpływowy i najbardziej płodny pisarz teozoficzny. Na tle ogólnego rozpadu ruchu teozoficznego, którego powodem było uleganie różnym tendencjom religijnym, Steiner w 1913 r. założył gminę Antropozofia (antropozofia jako rodzaj wiedzy o człowieku), która zachowała wiele elementów teozofii. Wpływy teozoficzne i antropozoficzne zaznaczają się bardzo silnie w ideach Nowej Ery. …”
A oto już wypowiedź i punkt widzenia ze strony Loży Masońskiej:
Annie Besant
„…Charles Webster Leadbeater (1854-1934). Inna osoba: Annie Besant (1847-1933). To byli przywódcy Towarzystwa Teozoficznego, którzy zostali przyjęci do lóż Droit Humain i szybko stali się szefami całego Zakonu. Od nich datuje sie mariaż DH z teozofią. I z tego też powodu Rudolf Steiner zerwał z TT i założył własny ruch: Towarzystwo Antropozoficzne.  

Początkowo DH i idea założycielki, Marie Deraismes (1828-1894), nie miała nic wspólnego z wschodnim okultyzmem w wersji H.P. Bławatskiej, propagowanym przez TT. Ale sama Bławatska zainteresowana była masonerią – mam nawet jedno dziełko jej autorstwa „o pochodzeniu rytuału w Kościele i w masonerii” [!]. To zainteresowanie odziedziczyli jej następcy w przywództwie TT. W efekcie jest dzisiaj to, co jest: koedukacyjny, teozoficzny Zakon masoński, pracujący w 33 stopniowym RSDiU, ale całkowicie podporządkowanym wykładni teozoficznej.

Trzygłowa Bogini –  Białoboga z dokumentów Masonerii

Jak napisał przed kilkunastu laty przywódca polskiego DH w latach 1933-1938: Wyjaśniam, że Polskie Towarzystwo Teozoficzne oraz Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa Le Droit Humain były zupełnie odrębnymi organizacjami, a tylko niektórzy członkowie Towarzystwa wstąpili do wolnomularstwa. Natomiast Towarzystwo i Zakon „Le Droit Humain” opierają się na tej samej Mądrości Odwiecznej. (W. B o c h e ń s k i, Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa „Le Droit Humain”, „Ars Regia” 1994, nr 1, s. 82.) „Mądrość Odwieczna” , o której mówił Bocheński, to doktryna Heleny Pietrowny Bławatskiej (1831-1891) – założycielki i wieloletniej przywódczyni TT.

Inne masońskie przedstawienie trójgłowego bóstwa – tym razem męskie – Trzygłów-Czarnogłów

…Teozofowie nie tylko „zmiksowali się” z masonerią w wydaniu DH, przejmując przywództwo i kształtując jego profil, lecz także weszli do Kościołów neo-gnostyckich, przyjmując „sakry biskupie”…
…Annie Besant działaczka społeczna, feministka, inicjowana w loży „Le Droit Humain”, kierowniczka Towarzystwa Teozoficznego przyniosła światło masonerii mieszanej do Wielkiej Brytanii – w Londynie powstała loża „Human Duty” (Ludzki Obowiązek)…

Bronisław Trentowski, wielki filiozof Polski, czołowy teoretyk Wolnomularstwa, Wielki Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian, autor Bożycy

… Droit Humain nie miało na samym początku charakteru ezoteryczno-teozoficznego. Wprost przeciwnie – „duch”, jaki nadali rodzącemu się stowarzyszeniu jego założyciele George Martin i Maria Deresmais miał charakter racjonalistyczny i wolnomyślicielski. Dopiero na początku XX w., gdy teozofowie po nieudanych próbach nawiązania szerszej współpracy z masonerią w ramach obrządku Memphis, które nadało niegdyś stopnie adopcyjne Helenie Bławackiej (dyplom WWF), dowiedzieli się o mieszanej masonerii – postanowili nawiązać z nią bliższy kontakt. Trzeba nawet przyznać, że przyczynili się do jego rozwoju.  

Kiedy tworzono w Polsce federację, to – jak wspomina Bocheński – natrafiono na duże opory ze strony władz paryskich, bowiem we Francji rytuał ma materialistyczną interpretację, a w Anglii (podobnie jak w Holandii, Indiach i USA) opiera się na wiedzy ezoterycznej. W Polsce przedwojennej DH miało szeroką podstawę teozoficzną, ale byli tam również obecni materialiści i ateiści. Loża „Orła Białego” zajmowała się problematyką rytuału i historią okultyzmu…”. C.B.]

Numer 1 z 1924 roku

Przełomowy dla nowej astrologii polskiej był rok 1927, w którym ukazała się pierwsza większa pozycja książkowa zatytułowana Astrologia. Wtajemniczenie i porady dla każdego. Autorami jej byli Andrzej Pawłowski, który później już nie występował na arenie astrologicznej, i Alfred Ulkan, Niemiec pochodzący z Iławy i mieszkający w Toruniu, który był jednocześnie właścicielem wydawnictwa „Taurus”. Praca ta napisana na dosyć niskim poziomie, wyjaśniała podstawowe zasady budowy horoskopu i podawała szereg tradycyjnych porad astrologicznych.

W kwietniu tego samego roku pojawił się pierwszy numer dwumiesięcznika, „Wiadomości Astro-logiczno-Literackie”, wydawanego i redagowanego przez Karola Chobota. Pismo wychodziło jedynie przez rok. Pod koniec 1927 r. ukazał się Pierwszy polski kalendarz astrologiczny na rok W2B oparty na podstawach naukowych astrologii, opracowany przez Franciszka A. Prengla. Pierwszy rocznik był jeszcze skromny, lecz w następnych latach kalendarz szybko się powiększył i zyskał objętość ponad 100 stron, wychodząc później jako Polski kalendarz astrologiczny (Almanach wpływów kosmicznych). Było to niewątpliwie najlepsze wydawnictwo astrologiczne w okresie międzywojennym, utrzymane na wysokim poziomie i dorównujące kalendarzom zachodnim. Głównymi współpracownikami kalendarza, autorami zamieszczanych w nim artykułów, byli: prof.drjan Sas-Zubrzy-cki, dr Antoni Czubryński, Antoni Sękowski, Mieczysław Klecz, Julian L. Haluza, Konstanty Chmielewski, Karol Chobot, mgr Zygmunt Koehler, prof. Franciszek Stopa, prof. dr Stanisław Peliński, Zbigniew Prevoz, dr Józef Ryglewicz, Myrtha Noel i kilkanaście innych osób.

Wiadomości Astrologiczno-literackie numer z 1927 roku

Redaktor Polskiego kalendarza astrologicznego, Franciszek Augustyn Prengel, urodził się 26 czerwca 1899 r. w Chicago, a zmarł prawdopodobnie w obozie koncentracyjnym w Dachau. Był on niewątpliwie centralną i najwybitniejszą postacią w polskiej astrologii okresu dwudziestolecia. Skupił wokół siebie większość polskich astrologów, był autorem kilku książek oraz dużej ilości artykułów astrologicznych zamieszczanych w wielu czasopismach, a także był przedstawicielem Międzynarodowego Związku Astrologów na Polskę.

Franciszek Augustyn Prengel, syn Antoniego i Balbiny z d. Adrian, urodził się 26 czerwca 1899r. w Ameryce Południowej (F.M.O. BRJEM) [W Czy wiesz kto to jest Warszawa 1938r. jako miejsce urodzenia podano Chicago – uwaga red.]. Od 4 października 1906 roku mieszkał w Bydgoszczy przy ulicy T. Magdzińskiego nr. 2, a od listopada 1935 roku do 31 października 1939 roku przy ul. Melchiora Wierzbickiego nr.1 m.5.

W listopadzie 1939r. został aresztowany przez władze hitlerowskie i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zginął śmiercią męczeńską.

Franciszek Augustyn Prengel według danych z kartoteki mieszkańców Bydgoszczy z okresu międzywojennego, znajdującej się w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Bydgoszczy, występował jako nauczyciel prywatny, literat i astrolog. Był osobą samotną ? kawalerem.

Fr. A. Prengel należał do grupy najsławniejszych astrologów polskich okresu międzywojennego. Był współtwórcą Polskiego Towarzystwa Astrologicznego, które w 1937 zostało zarejestrowane w dziele towarzystw naukowych w Bydgoszczy.

Jeszcze jednym ważnym wydarzeniem końca 1927 r. było założenie pierwszej w Polsce organizacji astrologicznej. Polskiego Towarzystwa Astrologicznego w Warszawie. Oficjalnie zostało ono zarejestrowane 23 lutego 1928 r., a prezesem został Jan Starża-Dzierżbicki (1883-1939), artysta malarz i znany autor exlibrlsów, a także autor wielu artykułów astrologicznych. Dwa kolejne stowarzyszenia powstały w 1929 r. W maju tego roku (lub, według innego źródła, w maju 1930) założone zostało Towarzystwo Astrologiczne „Kosmos”, które w 1932 r. zmieniło nazwę na Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy. Prezesem został Franciszek A. Prengel, a w 1937 r. organizacja liczyła ok. 60 członków. Było to najbardziej aktywne stowarzyszenie astrologiczne w międzywojenne) Polsce, głównie dzięki inwencji i zdolnościom organizatorskim Franciszka Prengla.

Kurs astrologii urodzeniowej – książka z 1937 roku

W tym samym roku-Alfred Ulkan i Karol Chobot założyli Towarzystwo Astrologiczne Toruń (T.A.T.) w Toruniu i zaczęli wydawać jego oficjalny organ „Przegląd Astrologiczny”. Pismo wychodziło co miesiąc, a czasem co dwa i przestało się ukazywać w 1930 r.

Wśród współpracowników byli: Ernst Tiede (znany astrolog niemiecki), M. Anzenberger, M. Fandrejewski i inni. W latach trzydziestych astrologia często gościła na łamach popularnej prasy. Franciszek Prengel pisał między innymi w „Gazecie Bydgoskiej” i „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Jan Starża-Dzierżbicki również w IKC i „Wieczorze Warszawskim”. Powstało też wtedy wiele czasopism okultystycznych zamieszczających regularnie artykuły o tematyce astrologicznej. Najważniejsze z nich to „Hejnał” wydawany w Wiśle przez Jana K. Hadynę, a od 1934 r. przez Jana Pilcha, oraz „Wiedza Duchowa” (później „Lotos”) wydawany od 1934 r. przez Jana K. Hadynę w Krakowie. Kolejna organizacja astrologiczna powstała w Łodzi w 1934 r. Było to Polskie Towarzystwo Przyjaciół Astrologii i Astronomii, zorganizowane przez inż. Maksymiliana Dziergowskiego.

Lotos – miesięcznik wydawany przez Jana K. Hadynę w Krakowie od 1934 roku, numer 1 z 1935

Później jego prezesem został Łucjan Żak. . W 1935 r. Franciszek Prengel wraz z Zygmuntem Koehlerem, absolwentem matematyki Uniwersytetu Warszawskiego, zainicjowali wydawanie przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy miesięcznika „Niebo Gwiaździste”. Redaktorami pisma byli kolejno Zygmunt Koehler-(1935), Konstanty Chmielewski (1936-37) i Franciszek A. Prengel (1938-39). Poza stałymi współpracownikami Polskiego kalendarza astrologicznego autorami artykułów byli między innymi; prof. Wincenty Lutosławski, inż. Józef Maliński, dr med. Stanisław Breyer, dr fil. Oskar Wojnowski, Piotr Gawlikowski, Łucjan Żak, Zygmunt Stepnicki, M. Fandrejewski, J.W. Sadowski, Adam Odrowąż-Wróblewski.

Lotos strona potytułowa

Również w 1935 r. warszawscy zwolennicy astrologii założyli Instytut Badań Astro–Dynamicznych przy Towarzystwie Miłośników Wiedzy i Przyrody. Była to placówka badawcza, która między innymi rozpisała dwie ankiety astrologiczne. Jej dyrektorem był Mieczysław Wilbik.

Rok 1937 przyniósł wydanie Elementarnego kursu astrologii urodzeniowej w 15 lekcjach przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy. Został on opublikowany anonimowo, lecz później, w 1939 r., przyznał się do jego autorstwa Zygmunt Koehler, który też prowadził na łamach „Nieba Gwiaździstego” uzupełniające „Wykłady astrologii praktycznej”. Praca ta była pierwszym i jedynym ogólnym podręcznikiem astrologii wydanym drukiem w międzywojennej Polsce (Kurs astrologii nowoczesnej autora o pseudonimie Adamar (Adam Marcinkowski) był rozprowadzany jedynie w formie maszynopisu powielanego przez redakcję „Lotosu”).

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – motto ze Stanisława Wyspiańskiego

Kurs stał też na stosunkowo wysokim poziomie i nie ustępował podobnym publikacjom w krajach zachodnich w tym okresie. Nie brakło też w Polsce możliwości nauczenia się astrologii. Już w 1929 r. A. Marcinkowski z Warszawy reklamował korespondencyjny kurs astrologii, a w 1938 r. bydgoskie Towarzystwo powołało do życia Wolną Wszechnicę Astrologiczną i ogłosiło zapisy na trzymiesięczny kurs. Podobny kurs, prowadzony przez Zygmunta Koehlera, został zainaugurowany w Warszawie na początku 1939 r. referatem „Gwiazdy a życie ludzkie” Roberta M. Waltera (zm. 1981), znanego w stolicy z wielu odczytów i artykułów astrologicznych i okultystycznych. Krótko przed wojną powstały jeszcze dwie organizacje astrologiczne. W styczniu 1939 r. Adam Odrowąż-Wróblewski i Zygmunt Koehler rozpoczęli organizowanie Polskiego Towarzystwa Astrologii Naukowej w Warszawie. Na zebraniu organizacyjnym 19 lutego 1939 r. swój akces do Towarzystwa zgłosiło ok. 150 osób. Zebranie organizacyjne Polskiego Towarzystwa Astrologii Naukowej w Poznaniu miało miejsce 14 kwietnia 1939 r„ a na zebraniu konstytucyjnym 17 maja dokonano wyborów zarządu, w wyniku których prezesem został inż. Józef Maliński. Wybuch II wojny światowej położył kres polskiej astrologii, która dopiero w latach trzydziestych osiągnęła stosunkowo wysoki poziom i dynamicznie się rozwijała. Nie zdążyło się ukazać wiele zapowiadanych w 1939 r. publikacji, a także nie zaczął wychodzić planowany przez Franciszka A. Prengla miesięcznik „Astrologia”. Polscy astrologowie okresu międzywojennego mieli na swym koncie wiele trafnych przepowiedni.

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – roczniki dostępne w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej pod linkiem:

LOTOS 1935- 1939

Tak na przykład Jan Starża-Dzierżbicki już w 1935 r., na łamach tygodnika „Świat” przewidział na rok 1938 przyłączenie Austrii do Trzeciej Rzeszy. Franciszek A. Prengel, piszący prognozy polityczne w Polskim kalendarzu astrologicznym, przepowiedział bardzo wiele wydarzeń, łącznie ze śmiercią Józefa Piłsudskiego.

W okresie powojennym ruch astrologiczny w Polsce odradzał się bardzo wolno. Astrologowie, którym udało się przetrwać okupację, nadal zajmowali się swoją pasją, ale w sposób niezorganizowany i praktycznie nic nie publikując. W Warszawie osiedli Zygmunt Koehler, Robert M. Walter i J.W. Sadowski. Leszek Szuman, zamieszkały w Szczecinie, prowadził żywą działalność pisząc artykuły i obszerne prace astrologiczne (niektóre dotychczas nie wydane), a także gromadząc olbrzymią ilość dokumentacji astrologicznej (ok. 8 tys. horoskopów).

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – zakończenie

[Tutaj, mimo próby stworzenia pozorów ciągłości widać znów lukę – Polska właśnie straciła niepodległość i wolnomyślicielstwo zostało zastąpione „jedynym słusznym światopoglądem wprost z ZSRR”. Znów zaczęto obciążać za to odpowiedzialnością twórców potęgi i odrodzenia – Józefa Piłsudskiego, który zatrzymał Sowietów przed tryumfalną defiladą na Polach Elizejskich.

Prawdziwe odrodzenie następuje z hippisowską rewolucją, która okazuje się jedynym lekarstwem na zamordyzm – Powszechne wypowiedzenie posłuszeństwa soc-reżimowi uwalnia nowe możliwości, ale tak naprawdę w pełni po 10 latach działania tego ruchu  – w 1980 roku. C.B.]

Astrologia Rafała T,. Prinke z lat 80-tych XX wieku

Pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych przyszła do Polski nowa fala zainteresowania okultyzmem, parapsychologią i podobnymi tematami, jednocześnie pojawiły się w prasie tzw.„horoskopy” na wzór podobnych rubryk w pismach zachodnich. Oczywiście nie miały one nic wspólnego z astrologią i były (przynajmniej w większości) pisane przez osoby nie wiedzące nic na jej temat. Zorganizowany ruch astrologiczny w Polsce Ludowej datuje się od 1977 r., kiedy to przy istniejącym od 1973 r. Wielkopolskim Stowarzyszeniu Różdżkarzy powstał Zespół Astrologii (później Sekcja Astrologii i Biokosmologii). Dnia 1 marca 1978 r. odbyło się w Baranowie pod Poznaniem zebranie w sprawie utworzenia organizacji astrologicznej, którego inicjatorami byli mgr Witold Bońkowski i dr Leszek Weres. Po zalegalizowaniu stowarzyszenia i zatwierdzeniu statutu odbyło się zebranie inauguracyjne 7 października1978r. Na prezesa wybrano mgr. Witolda Bońkowskiego.

Profesor doktor Leszek Weres – Urodzony 18 maja 1945 r., w Krakowie. Absolwent Wydz. Prawa UAM , w Poznaniu (1969),
pod kierunkiem prof. K. Skubiszewskiego.
Od 1969 r. ponad 20 lat w Instytucie Zachodnim (Polska Akademia Nauk) w Poznaniu (asystent, adiunkt), specjalizacja: teoria konfliktu, logika kreatywnych rozwiązań sytuacji konfliktowych…, intensywne studia na Uniwersytecie Harvarda (teoria i logika sytuacji konfliktowych, koalicje, negocjacje, integracja), potem na kalifornijskim Uniwersytecie Stanforda (psychologia agresji, kreatywna komunikacja), (1973).
W latach 1974-1975 w Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru w Sajgonie, konfrontacja dramatycznej rzeczywistości wojennej (zwolennik pacyfizmu) z tradycyjnymi wartościami duchowymi Dalekiego Wschodu.

1978 – 1985 wiceprezydent Międzynarodowego Towarzystwa Badań Astrolog. ( z siedzibą w Los Angeles ), wielokrotny wykładowca i uczestnik Światowych Kongresów Psychotroniki, tak samo Kongresów Astrologii i Kosmobiologii, wreszcie Świat. Forum Symbolizmu.

Sympatia dla taoizmu i ruchów ekologicznych, także muzyki symfonicznej i stylu country (balladuje przy gitarze) i dzieci (czwórka własnych: Michał i Marysia , 4-letni Leszek jr i 2-letni Adam urodzeni już w Łodzi).

Pierwsza nazwa organizacji brzmiała Stowarzyszenie Zjawisk Astralnych i Parapsychologicznych, lecz jako nieadekwatna została wkrótce zmieniona na Stowarzyszenie Astrologów. Trzykrotnie Stowarzyszenie wydało obszerne zbiory artykułów zatytułowane Problemy astrologii . Dr Leszek Weres, będący wiceprezydentem International Society for Astrological Research oraz w latach 1978-1980 wiceprezesem Stowarzyszenia Astrologów, od roku 1979 prowadzi szeroką popularyzację astrologii poprzez wykłady i odczyty, zarówno publiczne, jak i dla pracowników różnych wyższych uczelni, w wielu miastach Polski. W Poznaniu zorganizował w styczniu 1980 r. Klub Miłośników Astrologii, propagujący astrologię humanistyczną pod patronatem Osiedlowego Domu Kultury „Orbita”. Kiedy w maju 1980 r. nastąpił rozłam w Stowarzyszeniu Astrologów, część zarządu oraz członków wystąpiła z niego i związała się z tym Klubem, który współdziałał z Sekcją Astrologii i Biokosmologii Wielkopolskiego Stowarzyszenia Różdżkarzy.

Pod koniec 1978 r. zorganizowano w Warszawie Sekcję Psychologii Przednaukowej przy Seminarium „Koncepcja człowieka w psychologii humanistycznej” w ramach Grupy Problemowej Aksjologii i Etyki Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Pod tym kryptonimem kryły się referaty i dyskusje na tematy astrologiczne. Wśród referentów byli przedwojenni astrologowie (między innymi Robert M. Walter), a także znani przedstawiciele świata nauki i kultury (między innymi prof. dr Andrzej Wierciński oraz tłumacz i znawca C. G. Junga, Jerzy Prokopiuk). Przewodniczącym grupy został mgr Tadeusz Doktór, a od grudnia 1980 r. Wojciech Rojek.

Lech Emfazy Stefański

Dnia 1 grudnia 1980 r. powstała Sekcja Astrologiczna w prowadzonym przez Lecha Emfazego Stefańskiego Warszawskim Stowarzyszeniu Radiestetów, której przewodniczącą została IzabelaWęgierska a od 1982 r. Marek Burski.

Jesienią 1981 r. dr Leszek Weres rozpoczął w Warszawie (w ramach Stowarzyszenia Radiestetów) oraz w Poznaniu i Wrocławiu półroczne (50 godz.) kursy astrologii humanistycznej w oparciu o skrypt L.Weresa i R.T. Prinke Gwiezdny elementarz. Wstęp do astrologii humanistycznej. Jeden z wydziałów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu potraktował kurs poznański jako wykład monograficzny w roku akademickim 1981/82 i jego zaliczenie potwierdziły wpisy w indeksach studentów w nim uczestniczących. Dr L. Weres poprowadził na UAM w roku akademickim 1982/1983 wykład monograficzny „Symbolika astrologiczna w kulturze i sztuce”. W Warszawie i w Poznaniu rozpoczął się cykl specjalistycznych seminariów astrologicznych.”

[Koniec opracowania]

Astrologowie arabscy – sufi

[Jak widać opracowanie tematu kończy się na 1983 roku. Nie będę dopisywał dalszego ciągu. Związki astrologii, teozofii, antropozofii, wolnomularstwa, spirytyzmu, hinduizmu a więc Wedy (dodajmy to tego zoroastryzm z wszelkimi wariantami) i Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej są oczywiste.

Czy istniały? Tak istniały.

Czy istnieją? Tak istnieją.

Czy to powinno budzić niepokój?

Nie, bo ludzie wolni, wolnomyśliciele wszystkich epok są otwarci na siebie, a wszystkie prądy płynące z jednego źródła – NATURALNEGO, PRZYRODZONEGO są naturalnymi rozwinięciami i uzupełnieniami, albo wariantami tej samej WIARY PRZYRODZONEJ – i całej jej nie dwu-, nie cztero- lecz co najmniej dziesięcio-tysiąc-letniej tradycji. C.B. ]

Kniaź Włodzimierz – rosyjska wizja Baji??? Chyba nie – film rysunkowy w mikołajkowym prezencie

Posted in Mitologia Słowiańska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 14 Grudzień 2010

Za nami Święty Mikołaj(6 grudnia według tradycji kapiszt zachodnich) a przed nami Dziadek Mróz (20 grudnia według kapiszt wschodnich) – Jeden i drugi to stary poczciwy, choć czasami i groźny bóg Wiary Przyrodzonej – Mąd-Nikuła (Mącący i Znikający Rzeczy, ale też Dawca Dóbr – czasami identyfikowany też z Boginią Licho – według nas wcieloną w towarzyszącą mu w folklorze Ukrainy Śnieżynkę-Śnieguroczkę).

Mąd Nikuła i Śnieguroczka-Licho, a także znana z Łużyc trzecia postać związana z tym obrzędem – Dzieciątko-Bałwanek – rzeźby ludowe, Ukraina

Dlatego przedstawiam – tym którzy nie znają – a przypominam tym którzy dobrze znają – coś dla naszych pociech i wnuków- FAJNY FILM, ale pod warunkiem że zaopatrzy się go w parę komentarzy:

1. Kapłani Peruna nie byli złymi żercami, którzy knuli przeciw Rusi – wręcz odwrotnie! To Bizancjum zmusiło Włodzimierza do zniszczenia Wiary Przyrodzonej, w zamian za obietnicę łatwego zdobycia i panowania nad bizantyjskim Wschodem.

2. Waregowie nie byli obcy, nie byli łupieżcami – byli słowiańskimi odkrywcami i najemnymi wojami – obrońcami przez turkijskimi ludami Stepów. Byli  morskimi wędrowcami z Ludu Wędów – Wenetów, skazanego klątwą Swarożyca na wieczystą tułaczkę po lądach i morzach oraz służbę u innych.

3.  To Bizancjum na Wschodzie i Cesarstwo Karola Wielkiego na Zachodzie knuło i dzieliło Słowiańszczyznę nastawiając przeciw sobie Polan i Wieletów, Wiślan i Wielkomorawian, Guniów-Hunów i Serbów, Antów Naddunajskich i HAwarów-Chorwatów. To Grecy jątrzyli ruskich kniaziów przeciw sobie i kupowali Włodzimierza przeciw Wielkiemu Królestwu SIS.

4. Ewangelia niestety nie uratowała nikogo z dalszej rzezi w czasie kolejnych krucjat przeciw Słowianom i Prusom, które trwały 800 lat (od VI wieku n.e. do XIV wieku – a nawet jeszcze 1410 rok pod Grunwaldem nie położył im kresu). Głosiciele Ewangelii zgotowali Słowianom trwającą setki lat rzeź.

Zapewne wielu z was zna ten film i już widziało. Składa się z 8 części. Polecam całość choć to nie jest nasza polska wizja tematu, ani nawet wizja utrzymana w klimacie Wiary Przyrodzonej, momentami wręcz propaganda chrystiańska, ale pokazuje dawne czasy w ciekawy sposób. Zasługą tego filmu jest że w ogóle je pokazuje. Ucieszy na pewno wasze dzieci. Nie zapomnijcie jednak o komentarzu.

Oto link na You Tube: http://www.youtube.com/watch?v=vOXl0Rvp61o&feature=related

[film można też zobaczyć w całości pod tym linkiem: http://czernik59.wordpress.com/2010/12/12/kniaz-wlodzimierz/]

Już w roku 1995 wspólnie z Markiem Kreutzem napisałem serię 6 scenariuszy, filmów animowanych na dobranoc po 25 minut na podstawie Stworzy i Zduszy. Te filmy miały inną niż tu przedstawiany – czysto pogańską wymowę. Wtedy zadeklarowaliśmy też że jesteśmy gotowi szybko i sprawnie w ciągu roku napisać 6 kolejnych scenariuszy a prywatny producent zadeklarował zakup w Anglii sprzętu montażowego, na kredyt, aby tę produkcję zrealizować.

Przedstawiliśmy propozycję jako producencką Ministerstwu Kultury oraz zgodnie z logiką w formie pakietu Agencji Scenariuszowej – wspólnie z tworzącą się wtedy ambitną firmą producencką z Warszawy – Render Communications Ltd.

Scenariusz okazał się za dobry żeby go po prostu spławić, ze „złą” recenzją. Miał recenzje bardzo dobre.

Przedstawiliśmy jednocześnie treatment scenariusza filmu pełnometrażowego, animowanego – „Błyskawica Peruna” z tymi samymi bohaterami co serial. Następnie złożono pakiet do APF – Powstały wymagane czołówki, postacie i fragmenty animacji – o dziwo dostaliśmy dotację z Agencji Scenariuszowej na napisanie scenariusza – wszystko zostało złożone.

Napisaliśmy z Markiem Kreutzem scenariusz filmu fabularnego. Został przyjęty przez Agencję Scenariuszową, wypłacono nam honorarium.

Niestety TVP nie zdeklarowała swojego współudziału w produkcji.

Scenariusz za który Ministerstwo nam zapłaciło stał się więc własnością Agencji Scenariuszowej na 10 lat.  Na tyle zablokowano nasze prawo własności i możliwość robienia czegokolwiek z tym materiałem.

I co ?

Oto mija 15 lat od tamtej chwili. Ani serial ani film fabularny nie powstały. Render Communications skończył jako firemka produkująca przerywniki antenowe dla TVP 3 Warszawa, a potem zbankrutował.

Zobaczcie więc co w tym czasie zrobili Rosjanie .

Czy o to chodziło Ministerstwu Kultury?

Niedługo udostępnię tutaj scenariusz jednego z odcinków, które w 1996 roku miały szansę produkcji – gdyby ktokolwiek z decydentów w Polsce wykazał się jakąkolwiek dalekowzrocznością i pomyślał o interesie NAS Wszystkich a nie swoich kumpli od żłoba, którym trzeba było dać kasę, aby mogli dalej uprawiać swoją chałturę i uchodzić za luminarzy polskiej kultury – autorytety medialne od siedmiu boleści.

To było jedno z tych frustrujących doświadczeń, które spowodowały moje odejście z „polskiego” „przemysłu” filmowego.

Scenariusz „Błyskawicy Peruna” wciąż istnieje i jest gotowy do produkcji natychmiast – Tylko kto go sfinansuje i kto zanimuje?!!! Jak zwykle w Polsce?…

Pamiętajcie że Waregowie to były oddziały słowiańsko-skańskich wojów, podróżników, zdobywców – nie germańskich, nie normańskich jak ich pokazywała i pokazuje niemiecka propaganda lecz wenetyjskich – wędyjskich odkrywców – takich jak ci z Wolina i Arkony.

Przybywając na Ruś Włodzimierzową nie przybywali do obcego kraju, aby go podbijać – wracali do siebie po odkrywczych i gospodarskich wyprawach do Skandynawii, na Islandię, na Grań – Wyspę Graniczną w drodze do Zaświatów do Weli –  i jeszcze dalej – na samą Welę – do Wenelądu – nad Wielkie Jeziora i Lodowe Wyspy, do miejsc które dzisiaj znamy jako Amerykę Północną i północną Kanadę.

Pamiętajmy że wojny wewnętrzne w Sistanie po zdobyciu Rzymu i upadek wszelkich rzemiosł oraz handlu wraz z upadkiem tego olbrzymiego odbiorcy dóbr sistańskich (żelaza, wyrobów rzemiosła, zboża) – spowodował podziały Sistanu i umożliwił Germanom Karola Wielkiego i Bizantyjczykom otoczenie Słowiańszczyzny kołem ognia i żelaza, a potem powolne odbudowanie pozycji – Co zajęło im jednak, mimo „Ewangelii i miecza” około 500 lat i okazało się TOTALNIE nieskuteczne.

Dzisiaj, po 1050 latach od tzw „Chrztu Polski” i więcej od tzw „Chrztu Rusi”,  wciąż walczą o ziemię nad Odrą i Wisłą, o Europę Środkową – nie pozwólmy im się rozpanoszyć za Łabą i nad Adriatykiem ani nad Dunajem, a tym bardziej tutaj w Górach Harów – Kharpatach – Sercu dawnego Wharatu skąd nasi przodkowie, Słowiano-Ariowie – z Nowej Koliby  – nieśli Wiarę Przyrodzoną na Wschód ,Północ i Południe wiele tysięcy lat temu.

Jesteśmy!!! A bogiem naszym jest Perun i Świętowit!!!

Mimo że udało im się kupić – a potem złupić:

– chciwego złota i zaszczytów Chytiłłę-Gunia (Atyllę – tego otruli podstępnie)

– naiwnego Światopełka z Wielkiej Morawy Hardagońskiej (miał panować od Bałtyku po Adriatyk, jeśli pokona Awarów-Hawarów-Horwatów Białych)

– żądnego władzy w Cesarstwie Zachodnim Mieszka i Bolesława Chrobrego z Kotyszków (temu obiecali koronę Cesarstwa Rzymskiego po Ottonie),

i łasego na skarby Bizancjum i władzę nad nim uzurpatora – namiestnika Sistanu w Kijowie – Włodzimierza Wielkiego (przez małżeństwo miał zdobyć niezdobyty Konstantynopol).

Materiał nadesłał T.S. – wspierający od pewnego czasu bardzo mocno działalność Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata.

Dzięki jego aktywności, wielkiej wiedzy i inicjatywie niedługo w dziale Z Krainy Księżyca przedstawiamy bardzo ciekawy materiał o twórczości J. J. Tolkiena i Języku Elfów. [podaję inicjały, bo na razie nie uzgodniliśmy, niczego innego . C.B.]

Arkaim – ciągłość od Atlantydy do współczesnej Słowiańszczyzny – starożytne pismo i język słowiano-indo-skołocki (ario-słowiański) czy ario-słowiano-celtycki?


Rosyjskie odczytanie pisma etruskiego przez W. Czudinowa

Moje publikacje z maja tego roku na temat Arkaimu (Arkajamy, Arki i Arkony) pobudziły bardzo dużą aktywność Rodzimowierców w Rosji, ale też w ogóle wzbudziły falę zainteresowania tematem, jakiej wcześniej nie notowałem.

Arkajama- Jama Arki – Miejsce Przekazu Wiedy

10 czerwca 2010 roku na mojej stronie gościłem – co wykazała statystyka strony: 4770 osób. Był to rekordowy dzień w historii mojego blogu, okazało się że 2710 to wejścia z Rosji. Kolejnego dnia pojawiło się juz ponad 11.000 czytelników, z czego ponad 8000 z Rosji.

Miesiąc temu na You Tube pojawił się ciekawy film który polecam wszystkim do oglądania w całości. Jest to pochodząca właśnie z Rosji, w miarę spójna wizja ciągłości kultury północnej Europy i północnej oraz centralno-zachodniej Azji na przestrzeni – jeśli nie 100.000 lat, jak chcą autorzy, to co najmniej 40.000 lat, a więc od Atlantydy (WądLądMaztydy, Ątlątmaztyki) do współczesności.

Słowiańskie runy – od Atlantów i Arkaimu po dzisiaj:

część 3

http://www.youtube.com/watch?v=kp_d8EstjwI&feature=related

część 4

http://www.youtube.com/watch?v=APKYVp348wg

część 5

http://www.youtube.com/watch?v=QB7xK_G85D8&feature=related

 

 

Z wieloma różnymi tezami tego filmu można się nie zgadzać. Mnie osobiście uderza luka w narracji, która sprowadza się do pominięcia pewnych faktów, które nie służą moskiewskim wielkomocarstwowym tezom, ale niestety według badań genetycznych są faktami.

Otóż Słowiano-Indo-Skołoci (SIStanie) wyszedłszy że Starej Koliby (Darii), odbyli Pierwszą Wędrówkę szlakiem południowym przez Gonur i potem stepami nad Morzem Czarnym (z rozgałęzieniem do Indii i Iranu) skąd weszli do Nowej Koliby nad Dunaj i Adriatyk (także w okolice dzisiejszej Wenecji – tzw. Wenec, ale i na ziemie słoweńskie, trackie – Dawania, Dracja i na ziemie macedońskie – Makodewa) w Białym Lądzie.

Tam żyli od mniej więcej 11.000 lat pne. Potem jednak około 5000 lat temu część z nich przeniosła się nad Odrę, Wisłę i Łabę . Byli też tacy którzy zawędrowali do Skandynawii (skąd dzisiaj duży procent haplogrupy R1a1a1 w Norwegii, Szwecji i Islandii) współtworząc ethnos nordycki. Stąd – znad Łaby, Wisły i Odry ruszyła na wschód – w kierunku południowego Uralu, do Azji Centralnej i do Indii oraz Iranu Druga Wielka Wędrówka.

Znaleziska

Rosja musi się pogodzić z faktem, że okolice Moskwy nie są tym obszarem kluczowym i pierwotnym, lecz wtórnym, bo zasiedlonym przez ludność znad Łaby, Odry i Wisły dopiero w Drugiej Wędrówce na Wschód i Południowy Wschód (znanej już z zapisów starożtytnych – jako ekspansja Ariów w kierunku Uralu, Małej Azji, Krety, Egiptu, Indii i Iranu).

Bardzo ciekawy w tym filmie jest wątek ciągłości słowiańskiego pisma poprzez pismo sanskryckie, a także poprzez pismo etruskie, czyli ze styku zachodniego Słowian (Prasłowian, czy Słowiano-Isto-Skołotów) z kulturami współtworzącymi w późniejszym czasie cywilizację Rzymu-Romy (romajską).

Tak jak ludność prasłowiańska (słowiano-isto-skołocka) współtworzyła być może z Etruskami (my nazywamy ich Hytruskami) kulturę zachodnio-romajską tak Makodewowie i Drakowie współtworzyli (a nie podlegali jedynie wpływom) kulturę wschodnio-romajską (helleńską) i hattycką w Małej Mazji (Małej Azji).


Jeśli idzie o Imperium Hettytów to obecność w dziejach Azji Scytów (Skołotów) jest bogato udokumentowana, począwszy od biblijnych zapisów, a skończywszy na dokumentach assyryjskich (ozeryjskich) i potem perskich czy hinduskich.

W filmie przez ładne zderzenie obrazów widać na oko ową ciągłość pisma od prawdopodobnie pierwotnych kobalnych-wiciowych (węzełkowych) zapisów, gdzie węzły podwieszone są do linii (nanizane na sznur), poprzez sanskryt i welesowicę do napisów etruskich i głagolicy.

Być może sprawa starożytnego pisma Słowian nie jest tak definitywnie i negatywnie rozstrzygnięta jak się to wielu wydawało – być może to są właśnie owe „zaginione’ w pomroce dziejów słowiańskie runy.

Wenetyjskie pismo kobalne z Doliny Zila Gail pod Górą Pleke

Być może przyjdzie nam jeszcze kiedyś przyznać rację „naukową” autorm koncepcji przedstawionych w tym filmie, nie tylko jeśli idzie o historię Słowian, ale ich runicznych zapisów. Może, jak chcą autorzy, to Grecy czerpali z tradycji słowiano-indo-scytyjskiej tworząc swoje pismo.

W filmie pojawia się także mapa Królestwa Słowiano-Isto-Skołockiego, z której wytworzeniem przez dłuższy czas nie potrafiłem sobie poradzić – nie jestem biegły w grafice komputerowej. Zwracam na nią uwagę, bo jest tam ładnie pokazany prawie że pełny obraz SIStanu Azjatyckiego – Mapa obejmuje niemal wszystkie historycznie przynależące do niego ziemie.

Nie pokazano Europy oraz największego zasięgu w Afryce – Awarinu, a także Indii pod panowaniem Koszan-Kuszanów.

Poniżej Królestwo Sis – bez ziem Białego Lądu (Europy) i Indii Kuszanów

Polecam cały ten film – mimo zastrzeżeń-  wszystkim, którzy chcą objąć świat nieco szerszym – holistycznym – całościowym spojrzeniem i otworzyć się na wiedzę bardzo co prawda świeżą, nie do końca zweryfikowaną i teoretycznie opracowaną, w pewnej części może nawet opartą na intuicji i spekulacji,  ale być może najwartościowszą właśnie z tego powodu.

Z moich zbiorów:

Runy wenetyjskie znad Adriatyku

Runiczny napis – wyraz bóg – Słowenia

Na koniec po dyskusji ze Sceptykiem, postanowiłem dla pełniejszego oglądu przytoczyć jednak trzy  opinie na temat autentyczności Knigi Welesa i w związku z tym także być może welesowicy:

Pierwsza to fragment z Wikipedii wskazujący na argumenty „obrony Księgi, druga opinia wspomnianego już Wojciecha Jóźwiaka – nie tak kategoryczna, jak ostatnia ( bo powołałem się na niego a nie przytoczyłem). Trzecia, ostatnia, zdecydowanie negatywnie oceniającego księgę i to co wokół niej odbywa się na Wschodzie – Przemysława Urbańczyka.

Oto one:

Welesowica – słynna tabliczka 16 z księgi Welesa

Z wikipedii argumenty obrońców:

Zdaniem obrońców Księgi Welesa za autentycznością tekstu miałoby przemawiać to, że do takiego fałszerstwa potrzebny byłby wybitny historyk i lingwista, a ani Izenbek, ani Mirolubow takimi nie byli. Zwolennicy wskazują na to, że Izenbek i Mirolubow nie odnieśli żadnej osobistej korzyści z badania tych tabliczek, więc takie oszustwo nie miałoby sensu, a ewentualne błędy w tekście powstały w wyniku jego przepisywania.

Niektórzy słowiańscy neopoganie (zwłaszcza na obszarze Rosji i Ukrainy), wbrew stosunkowo jednoznacznemu osądowi badaczy na temat autentyczności Księgi Welesa, uważają ten tekst za swoją świętą księgę[1]. Część z nich czyni to nawet całkowicie pomijając kwestie autentyczności rzeczonego źródła tłumacząc to tym, że nawet jeśli jest ona falsyfikatem, to jej autorzy (wnosząc po treści) bazować musieli na wcześniejszych autentycznych źródłach – Księga Welesa będąc więc nawet falsyfikatem, z ich punktu widzenia nadal przekazuje dość istotne, ważne dla ich wiary, treści.


Sanskryt – fragment Rygwedy

Wojciech Jóźwiak O Knidze Welesowej na portalu TARAKA:

„…

Ali Izenbek zmarł w Brukseli w sierpniu 1941, już pod niemiecką okupacją. Jego zbiory dostał Miroliubow, lecz tabliczek w nich nie było – zaginęły i nikt ich odtąd nie widział. Są domniemania, jakoby przechwyciło je Ahnenerbe, tajne historyczne archiwum SS, albo później KGB, albo wywiad brytyjski i w jakimś tajnym schowku leżą dotąd.

Po wojnie o tabliczkach dowiaduje się inny rosyjski emigrant, mieszkający w San Francisco Aleksandr Kurenkow, monarchista i miłośnik starożytności. Odnajduje Miroliubowa i w 1954 r. ściąga go do USA. W piśmie pt. „Żar-Ptica”, które wydaje Kurenkow, obaj publikują fragmenty Księgi – z zachowanych kopii. Jest jeszcze jeden świadek: Siergiej Liesnoj, profesor slawistyki w Canberra w Australii, któremu wcześniej Miroliubow przesłał fragmenty Księgi.

Ponieważ „tabliczki Izenbeka” zaginęły, istnieją trzy źródła Księgi: zapiski Miroliubowa, publikacje Kurenkowa w „Żar-Pticy” i książka Liesnoja. Teksty z tych trzech źródeł w jakimś stopniu różnią się między sobą. Na ich podstawie „Księga Welesa” była dotąd przynajmniej sześć razy tłumaczona na rosyjski lub ukraiński. Polskiego przekładu całości wciąż nie ma.

Co zawiera „Księga Welesa”? Jest to najdawniejsza historia Rusi, czy w ogóle Słowian, zaczynająca się w IX wieku przed naszą erą i doprowadzona do lat 800-tych naszej ery. Praojcem Słowian był wg niej Bogumir, żyjący w kraju Siedmiorzeczu. Jego potomkowie popadli później w niewolę u „cara Nabsursara”, lecz uwolnili się i uciekli do kraju Scytów. Dalej Księga opisuje kolejne wojny i przymierza Słowian z Kostobokami, Chazarami, Gotami, Hunami. Pojawiają się w niej imiona wodzów, jak gocki Hermaneryk, znanych ze źródeł greckich i rzymskich. (Fantastyczność tej historii nie oznacza jeszcze fałszywości Księgi – np. „Kronika Polska” Kadłubka zawiera pseudohistoryczne fantazje w dośc podobnym stylu!) W opowieść wplecione są wzmianki o rodzimych obyczajach, religii i bogach. Słowianie wg Księgi byli monoteistami szczególnego rodzaju: wierzyli w jednego boga, który pojawiał się i był czczony pod wieloma różnymi postaciami i imionami: jako Swarog, Perun, Weles, Trygław, mając do pomocy pomniejsze bóstewka. Tu fragment Księgi, z tabliczki nr 30, zamieszczony w Wikipedii, transliterowany z cyrylicy:

ašče bot’ ie blouden’ in’ iakove oleščašet’ boze toia odieliaščeve osvrgy izverżden’ bude izdry iako ne niemiachomă bozia razvie vyšen’ i svrg i inoi soute mnożestvoi jako bg ie iedîn’ i mnăżestven’ da sen ne razdiliaščet’ nikie  toa mnoż’stwa i ne reščašet’ jakożde imiachom’ bogy mnogoa se bo sventyre  ade do noi i da boudiem’ dostiščenoi ovia

[‚ – jer miękki, ă – jer twardy]

Co jest tłumaczone (przekładam z rosyjskiego):

A jeśli jakiś wszetecznik będzie liczyć bogów, oddzielając ich od Swaroga, wyklęty będzie z rodu, jako że nie ma u nas bogów oprócz Najwyższego. Istotą Swaroga i innych jest mnogość, bo bóg jest zarówno jeden jak i mnogi. Niech nikt nie rozdziela tej mnogości i nie mówi, że mamy wielu bogów.

Gdyby „Księga Welesa” była autentyczna, byłaby prawdziwą rewelacją! Niestety, większość badaczy uważa ją za falsyfikat. Zwłaszcza językoznawcy zarzucają, iż jej język jest chaotyczny, nie ma stałej gramatyki i zawiera słowa, które nie mogły istnieć w żadnym słowiańskim języku ponad 1000 lat temu, jak np. słowo zapisane pszebende – odpowiednik współczesnego polskiego „przebędzie”. Zwolennicy autentyczności Księgi ripostują, że błędy powyższego rodzaju mógł wprowadzić Miroliubow podczas kopiowania; także mogły wkraść się przy przepisywaniu tekstu współczesną rosyjską czcionką na maszynie do pisania.

Jeśli falsyfikat, to kto go w takim razie wyprodukował? Najbardziej podejrzany jest sam Miroliubow, od którego pochodzą wszystkie zapiski, kopie i jedyna fotografia, która zresztą okazała się być zdjęciem wcale nie autentycznej tabliczki tylko jej odrysu. Być może to on, z pomocą Kurenkowa, wyprodukował ową fałszywkę w San Francisco w latach 1950-tych, wplatając do swojej fikcji opowieść o rzekomym znalazcy, nieżyjącym już wtedy Izenbeku.

Lecz jeśli nie Miroliubow, to kto? Z pewnością nie Izenbek, który ani nie miał odpowiedniej wiedzy, ani nie zadbał o pokazanie tego zabytku światu. Zapewne faktycznie tabliczki te poniewierały się w splądrowanym dworze, lecz sporządzono je wcześniej. Pewne ślady naprowadzają na Aleksandra Sułakadzewa (1771-1830). Był on z pochodzenia Gruzinem, miłośnikiem „starożytnych” ksiąg i zabytków, które zarówno zbierał, jak i sam fabrykował. Miał prywatne muzeum, gdzie przemieszane były autentyki z podróbkami. Była wśród nich „na 45 bukowych deskach, księga Jagipa, smarda z IX wieku” – i zapewne to były owe „deski”, które sto lat później znalazł Izenbek.

Powyższa wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Księgę wykonano około 1800 r na zlecenie Sułakadzewa, nieznaną drogą weszła w posiadanie tamtej rodziny spod Charkowa, została znaleziona przez Izenbeka, po jego  śmierci zaginęła. Zdążył ją przepisać Miroliubow, który szczerze uważał ją za autentyczny strosłowiański zabytek.

Mimo niepewnego pochodzenia, „Księga Welesa” stała się świętą księgą rosyjskich neopogan i jako dzieło literackie powinien ją ktoś wreszcie przetłumaczyć całą na polski. Fragmenty przekładu są w zasobach Wikipedii, autor(ka) podpisuje się „Wikiskryba:Niki_K”.

Teksty buddyjskie w języku pali – Tipitaka

पाळिभासा विकिनिखिलकोसो પાલી ભાષા વિકિનિખિલકોષો পালী ভাষা বিকিনিখিলকোষো ปาลีบกาซ̣าฤิกินิคิละโก̄ซ̣โ̄ Pali Bhasa Wikinikhilakoso

Flag of Buddhism.svg

सागतं! विकिकोसो (निखिलकोसो – आङ्गलभाषा: Wikipedia)| अयं सद्दकोसो समानकिक्को होति, अबद्ध निखिलकोस करेतु। विखिसद्दकोसो इमस्स विखि-निखिलकोसस्स (http://pi.wiktionary.org) अक्खरपदिको सहायो। तुवम्पि इमस्मि सद्दकोसे वत्थूनि लिखेय्य! उपकारो:āngalabhāsā-pāli आङलभाषा-पाली अयं निखिलकोसो आरद्धकतो फुस्समासे १६, २५४९। इतिरचि २,३१७ भाथुनि लिखित: होन्ति| अपी च खो सब्बे भाथुनि आबध्दा भबेतब्बा| (GNU)। अभ्यासत्थाय सहायतापयोगट्ठले गच्छन्तु । अधस्तात् लेखनाय सुविधाय स्थलानि सन्ति –

Wikipedia w języku pali

I druga – Przemysław Urbańczyk

[kliknij- powiększ]

Na koniec muszę jednak dopisać swój komentarz. tekst Przemysława Urbańczyka pochodzi z roku 2004. Nie mógł znać faktów z 2010 roku. Nie zmienia to rzecz jasna nic w sprawie Księgi Welesowej, ale okazuje się, że najnowsze badania genetyczne przyznają rację Oldze Skurlatowej.

Jej słowa nie były więc rojeniem – bo Scytowie i Słowianie to nie tylko ta sama haplogrupa R1a1a1, ale także identyczność potwierdzona w tej chwili pomiarami czaszek, barwą włosów i innymi rekonstrukcjami. O ile mogę przyjąć (choć nie bez oporów, bo tam są poważne autorytety naukowe zaangażowane), że wszelkie te rekonstrukcje i pomiary to fałszywki, to nie jestem skłonny kwestionować wyników badań genetycznych – bo genetyka jest nauką ścisłą. Każdy inny genetyk (a w programie uczestniczą przecież Amerykanie i inni) może te wyniki potwierdzić lub obalić. Dotychczas nikt ich nie kwestionuje, mimo takiej możliwości. To już nie są żadni amatorzy, ani płynne teorie i spekulacje – to elektroniczna analiza materiału DNA z grobowców scytyjskich i jej porównanie ze słowiańskim współczesnym DNA.

I jakoś nie pasuje do niczego innego.

Stanisław Szukalski – Etruscan funerary portrait

Jeszcze jedna próba odczytania Etruskiego w języku polskim ze strony WWW T.S. Marskiego

Etruski jako lachski ze strony T.S. Marskiego

Etruski a sprawa Lachska ~ Słowiańska – czyli jak podzielić nad’słowa Etrusków przy pomocy rdzeni naszego języka, ogólne i szczególne tych języków podobieństwo.

itatmiaicacheramśvavatiexeunialiastresthemiasamexthutathefarieivelianassalcl

uveniasturucemunistasthuvastamerescailacvetulerasenasciavilhurvarteśiameita

leialcvealsasenacatraneszilacalseleitalaasnaśversitanimheramveavilenicaca pulumxva (Tak wygląda tekst etruski brakwnimodstępów, dlatego jego odszyfrowanie nie jest łatwe, niżej próba jego odczytania, za Aleksandrem Niemirowskim.)

ita tmia icac he ramśva vatiexe unialiastres themiasa 8

Tę wotywę i te świątynne dary, ofiarowane Junonie-Astarte, zbudowane. 10

mex thuta thefariei velianas sal cluvenias turuce 7

Władca państwa Thefarie Velianas w czas obrzędu wbijania gwoździa podarował

10

munistas thuvas tameresca ilacve tulerase nas ci avil 8

je dla tej świątyni i świątynnej przybudówki na boskie cele. I oto trzy lata, 14

hurvar teśiameitale ialcve alsase nac atranes zilacal 7

gdy w październiku przy pogrzebie… bóstwa…i oto sługę swego za ten zilatów 13

seleitala asnaśvers itanim heramve avil enicaca pulumxva 7 dar. Co się tyczy posągu w tej świątyni, to ich lata jak gwiazdy. 13

(ostatecznie daje to 37 słów etruskich, 60 polskich)

Wyglądał by ten język w tym podziale, na skrajnie syntetyczny (jedynymi językami syntetycznymi są języki słowiańskie minus macdonobułgarski, z martwych sanskryt i łacina, klasyczna greka) w powyższym odczytaniu jest tu tylko’10’wyrazów wyglądających na zaimki czy słowa posiłkowe [(ita, tmia, icac, he, mex, avil, sal, nas, nac,) ci-trzy to nie kwestionowany przez nas liczebnik], co stanowi czwartą część słów tego etruskiego tekstu, w polskim tłumaczeniu tekstu etruskiego, mamy 25 słów tego typu na 60 wszystkich słów czyli blisko połowę, mogło by to sugerować, że te tłumaczenie jest nieprawidłowe czyli podział tego superzdania jest niepoprawny, niżej używamy do podziału tego tekstu języka słowiańskiego czyli dzielimy go przy pomocy rdzeni naszego języka.

it at mia icac heram śvavati exe uni alias tre’sthe mia

To od mnie jako chram sławić dla Uni oraz trze’żcie mnie.

sam ex thuta thefarie ive liana s sal clu’venia sturucem

Sam od czucia szafarki życia lina z sal sło’wienia poruczam

Uni stas thu’vas ta mere’sca ila cve’tule rase nasci. Avil hur

Uni stos czu’wasz ta mor’ska s’iło świa’tła rase naście. Jawił hur

varteś ia mei tale i al cvealsa se nac at rane s zil acal

warteś ja mej cało i ale zwalcz ze nas od ran z sił ocal

sele i tala. As’naś vers i ta nim heram vea’vil eni caca

dusze i ciało. Jas’nyś wers i to nim chram wyja’wił nie inaczej pulumxva.~ gwiazdy~(może pola xvaru-svaru-ognia).

Staraliśmy się wykorzystać najczęstsze końcówki naszego fleksyjnego języka, typu wać~vati~wienia w tekście wyróżnione pogrubieniem, staraliśmy się wykazać, że możliwe jest podzielenie tego tekstu przy pomocy naszych rdzeni. Oczywiście możliwe są inne podziały np. Iveliana ­~ życia lina może być imieniem bo jest imię Ewelina, ja będę się upierał przy prawidłowym wydzieleniu frazy sele i tala (duszy i ciała) bo to czysta lidyjska czeszczyzna, też słowo posiłkowe s-z, heram-świątynia poza tym nie będę się upierał jeśli ktoś podzieli ten tekst inaczej z tym zastrzeżeniem, że do podziału tego tekstu użyje klucza z języków słowiańskich, no może użyć też łaciny bo przecież łacina przesiąkła leksyką etruską słowo ex-exe, czy angielskiego (it-to) zresztą nie jest ważne czy to prawidłowo wydzieliliśmy ważne jest to, że można to zrobić i to dość swobodnie. Etruskowie zamieszkiwali na obszarze Czech dorzecza górnej Łaby i Odry więc dzisiejsi kontynuatorzy zasiedlenia tych terenów, Czesi, Polacy, Niemcy, Anglicy (historycznie do 5 wieku nad dolną Łabą) powinni posiadać najwięcej zbieżności leksykalnych (izoglos) z językiem Etruskim, jak i też Łacina współzamieszkująca przecież razem z Etruskami Italię. Trzeba oczywiście uwzględnić trzy tysiące lat różnicy w ewolucji tych języków od wywędrowania Lidów-Etrusków-Rasnali-Rasena do Itali. Sam język Etruski oczywiście co do struktury słowotwórczej najbliższy czeszczyźnie i polszczyźnie w jej zachodniej formie.

Rozpatrywane przez nas słowa etruskie z dość długiego tekstu można podzielić więc odczytać, na wiele sposobów, krótsze zdania z inskrypcji nagrobnych można odczytać już dość jednoznacznie ze względu na to, że na grobach pisze się uwzględniając lokalną frazeologię religijną te same rzeczy we wszystkich stronach świata i we wszystkich językach, tu jest pochowany taki a taki, żył tyle i tyle, rodzina nieutulona w żalu niech zmarły odpoczywa w spokoju, lub niech śni snem sprawiedliwych.

Możliwe są jakieś lokalne warianty typu polecanie duszy temu czy innemu bogu itd. ale sens inskrypcji, będzie taki sam lub niewiele się będzie różnił, najlepiej jak wypiszemy te inskrypcje po kolei i spróbujemy je odczytać.

ar. larci. tusnu (tekst N 3594)

lt. mi(nate) tuśnu ( tekst N 249)

ar. caiś, tuśnu Is. caleria (tekst N 3781)

(u)leś, feluskeś, tusnut..pana(l)aś mi ni mul(uw~an)eke (tekst N 5213)

Feluśkuś tu śni panuś mnie(mój) miłuw~anek

(miłow~anek-koch~anek czyli był by to grób mężczyzny pochowanego przez żonę).

l. tetina. w. tuśnut (nal) (tekst N 810)

dziecina(detina) tu śni (wiec raczej byłby to grób dziecka)

vel aneś clauke, vel aneś tuśnu, vel aneś artal…

vel. anes. tusnu (tekst N 1726)

Powyższe zdania posiadają jedno słowo (tusnu, tuśnu, tuśnut) powtarzające się we wszystkich zdaniach odpowiada ono polskiej frazie ”tu śni” mającej znaczenie ”niech odpoczywa w pokoju” czy ”niech śpi snem sprawiedliwych” itp. (tusnu, tuśnu, tuśnut) te słowa to zrosty lub zostały źle podzielone ”tu snu, śnu, śnut” to ”snu, tu śni, śnić” więc odpowiada to polskiej odmianie, być może etruskie snu, śnu, śnut różnią się np. z powodu zapisu tego słowa w różnych dialektach, a nie z powodu jego odmiany, bo np. słowa śnić-snut różnią się tak jak polskie wać i czeskie vati, więc różnica byłaby jak miedzy dialektem polskim i czeskim języka Słowiańskiego.

Czwarte zdanie ma też końcówki podobne do naszych zdrobnień wyra-żających uczucia, najczęściej stosowanych przez kobiety i dzieci dlatego nie wiem czy prawidłowo je napiszę, zdrobnień typu Gosiunia, Gosieczka, Gosiusia, Gosiuśkusia, imię Felek, Feluskuś jest typowe dla polszczyzny jeśli chodzi o końcówki czyli podobieństwo szczególne jak i całe to zdanie jest ogólnie podobne do zdań polszczyzny, oczywiście Etruskowie wywędrowali z zachodniej polski i czech do północnych włoch przed 3000 lat więc nie jest możliwa absolutna zbieżność miedzy tymi językami, ale podobieństwa są na tyle duże, że należy uznać ich pokrewieństwo.

Napisy z monet na terenie Słowacji z imionami o końcówkach typu uś-us ek-ec znamy też z I wieku p.n.e. ”Maccius”, ”Biatec” pierwsze jak imię król Maciuś drugie Biatek może od obiata-ofiara, czyli Biatek ktoś ofiarny poświęcający się dla ogółu, a czy imię Maciuś jest polskie, jest słowo celtyckie mac-syn wiec maciuś to zdrobnienie typu synuś w każdym bądź razie ma to słowo polsko-etruską końcówkę.

Mamy też w tych słowach naszą końcówkę ~ek, mul(uwan)’eke, clau’ke, Sław’ek, Sław’ka, choć wygląda jakby niebyła końcówką odmienną lub była w jakiejś pierwotnej formie ‚eke’ żeby stworzyć podobną musimy dodać naszą końcówkę w dwóch przypadkach ek+ka~eka wtedy upodabnia się do końcówki etruskiej ‚eke’.

Wywodzimy imię Etrusków-Rasena (odmiana Rasnal), od naszych H’ytrusów-K’rasnali, zbieżność miedzy tymi wyrazami jest wyraźna, pomijając przedrostki czy zredukowane przednio wyrazy, to one w sposób absolutny odpowiadają naszym rodzimym wyrazom, nie są to słowa nieadekwatne w obu przypadkach są imionami praktycznie mitycznych czy bajkowych ludów, czy też przezwiskami czyli nie znaczą te słowa na przykład, wycior, czapka, majtki, czyli nie mają jakiegoś przypadkowego związku, są to słowa siedmio ~ sześcioliterowe w swej Italskiej formie, jak liczyliśmy na początku książki, słów sześcioliterowych jest w 24 literowym alfabecie 192 000 000, co praktycznie wyklucza przypadkowe podobień-stwo dwóch słów tej długości, zwłaszcza, że jest tu dodatkowa podwójna adekwatność względem znaczenia, jak i podobieństwa dwóch par słów.

Poniżej dyskusja, którą otwarliśmy ze Sceptykiem, kto ma ochotę niech się dołączy.

O Świętym Kole Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – 1921 – 1989)


W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej, pod podanym poniżej linkiem, można znaleźć czasopismo Odrodzenie redagowane przez członków Bractwa Odrodzenia Narodowego (BON) i Świętego Koła Czcicieli Światowida przed II Wojną Światową oraz wiele innych osób zaangażowanych w odrodzenie duchowe Polski.

Odrodzenie to miesięcznik poświęcony sprawom odrodzenia człowieka i badaniom zjawisk duchowych

W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej znajdziemy numery  począwszy od roku 1921 do roku 1928

http://www.sbc.org.pl/dlibra/publication/9357?tab=1

Prezentowane są liczne ciekawe materiały dotyczące nie tylko Świętego Koła Czcicieli Światowida, ale w ogóle odrodzenia duchowego człowieka, odrodzenia Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej i jej roli w ogólnym odrodzeniu Polski i w budowaniu duchowej potęgi Słowiańszczyzny, opartej o prastare korzenie oraz o wiedzę o prawdziwej przeszłości i naszych związkach z kulturą sarmacko-skołocką (scytyjsko-irańsko-indyjską).

Na początek przytoczymy tutaj jednak materiały zebrane na temat Świętego Koła Czcicieli Światowida przez Michała Łapińskiego i Tomasza Szczepańskiego w 19 numerze KARTY z 1996 roku

oto one:

(kliknij aby powiększyć)

Jedna uwaga i uzupełnienie: Święte Koło Czcicieli Światowida (ŚKCŚ – założone w Krakowie, od 1921 działa w całej Polsce do 1945 roku oficjalnie, a nieoficjalnie do 1989 tylko w Krakowie i okolicy). To nie to samo co Lechicki Krąg Czcicieli Światowida (LKCŚ) – ten drugi działa po II Wojnie Światowej w Warszawie w zasadzie od roku 1950 do 1980.

W roku 1941 wieszcz Wrócisław włącza ŚKCŚ w Krakowie i Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej w struktury Polskiego Państwa Podziemnego – członkowie Koła walczą w ramach Armii Krajowej, organizują także Tajne Nauczanie np. w Ciężkowicach pod Tarnowem. W tamtejszym Tarnowskim zgrupowaniu AK, w Krakowie, na Górnym Śląsku, w Warszawie (także w Powstaniu Warszawskim) – zawsze związani z AK walczą z Niemcami do końca wojny, a potem niektórzy także przeciw nowym okupantom z Moskwy i ustrojowi PRL.   [C.B.]

Oto zaś zapowiedziany na początku fragment z Odrodzenia. Jest to pierwsza i druga część zamieszczonego na łamach tego miesięcznika  opracowania ideologa i współzałożyciela Świętego Koła Czcicieli Światowida – doktora Jana Sasa-Zubrzyckiego „Bogoznawstwo wśród Słowian”

oto ono

Widać że już przed II Wojną światową istniała krytyka postawy naukowej Aleksandra Brucknera i jego Mitologi Słowiańskiej (Polskiej i Litewskiej), a także świadomość, że niesłusznie lekceważy się przekazy takich kronikarzy jak choćby Jan Długosz.

Wszystkich zainteresowanych całością tego tekstu zachęcam do odwiedzenia Śląskiej Biblioteki Cyfrowej i roczników Odrodzenia gdzie w numerach 9/1925, 10/1925 oraz w całym roczniku 1926 i numerze 1/1927 pisma znajduje się dalszy ciąg tego ciekawego artykułu.

To Józef i Karol Chobot oraz Jan Sas-Zubrzycki, a z nimi Władysław Kołodaziej, byli głównymi przewodnikami duchowymi Świętego Koła, głównymi animatorami BON – Bractwa Odrodzenia Narodowego i czasopisma Odrodzenie.

O Władysławie Kołodzieju można powiedzieć, że był poza tym spośród Koła Czcicieli Światowida najtwardszym i najwytrwalszym kontynuatorem  idei odrodzenia Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej, który przeniósł ją w czas współczesnej „rewolucji kulturalnej” 1968 roku i dał impuls do odrodzenia w zorganizowanych formach w późniejszym okresie.

Białczyzmy i casus Białczyńskiego – czyli o usuwaniu słowiańskich bogów przez uzurpatorów z Wikipedii


Czy Stoigniew, stoi gniewem tylko z powodu swego pseudonimu?

Czesław Białczyński – pozdrowienia dla Fundamentalistów RKP z Wikipedii, a raczej dla Czerwonych Brygad z KC PZPR

dopóki polska Wikipedia toleruje takich Stoigniewów jako redaktorów haseł o Rodzimowierstwie – mam pewność, że jest niewiarygodnym źródłem jakiejkolwiek wiedzy i informacji. Od dawna polecam zresztą każdemu konfrontację każdego hasła „polskiej” WIKI z angielską WIKI, prędzej tam się dowiecie o pochodzeniu nie jednej idei i osoby, o źródłosłowach itp niż w polskiej wersji, która wygląda jak redagowana przez dawną „polską” CENZURĘ. Napisałem „polską” bo to była cenzura rosyjska, a dzisiaj jest niemiecko-rosyjska, ale oczywiście robiona jak i tamta polskimi rękami. Niestety to czas postkolonialny po 200 latach niewoli, wielu woli nadal nie myśleć, wręcz chce żeby inni myśleli za nich i robili za nich, niż żeby musieli myśleć samodzielnie i sami naprawiać tę ruinę.


(zapis zaledwie fragmentu, ułamka dyskusji z Wikipedii – pouczający dla wszystkich, bo mówi coś o „twórcach” tej niby obiektywnej encyklopedii Internetowej)

motto:

„Najpierw będą was ignorować, potem wyśmiewać, później zwalczać, a potem opluwać – przez cały czas będziecie przegrywać, dopiero na końcu wygracie”

Mahatma Ghandi

Ponieważ ta dyskusja odbywa się publicznie na łamach Internetu, mimo że narusza moje dobra osobiste i moje dobre imię, odpowiadam przez jej zacytowanie również publicznie. Nie odniosę się ani do języka tej dyskusji, ani do jej poziomu. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Niech każdy czytelnik dokona oceny na własny użytek – od profesora do przedszkolaka – bo taki jest przekrój społeczny Internetu. Artykuły w Wikipedii współredaguje Rodzimy Kościół Polski.

Oto zapis:

Białczyzmy

Hej. Integruj śmiało z pominięciem DNU. Można to zrobić pod tytułem Fikcyjne bustwa w twurczości Czesława Białczyńskiego (pżenieść tam Bogowie żywiołuw i dodać sekcje o pozostałyh „postaciah”). A potem eknąć kategorię. Pozdrowienia. Elfhelm (dyskusja) 22:22, 26 cze 2009 (CEST)

[edytuj] Grafika:Wila.jpg

Może i ładny obrazeczek, ale… No właśnie, znowu prześladujący nas Białczyński. Artykuł, do którego odnosi się ów obrazek, został zgłoszony do usunięcia. Jeżeli poleci, to obrazek powinien podzielić jego los. Aha, i nie jest to żadne słowiańskie bóstwo, wbrew opisowi grafiki. Stoigniew >pogadaj< 16:39, 27 lip 2008 (CEST)

  • wp:or się kłania. Masur juhu? 21:35, 27 lip 2008 (CEST)

Czy WP:OR dotyczy w takim samym stopniu grafik? Moim zdaniem raczej nie, bo jeśli jednak tak, to większość grafik (za wyłaczeniem zdjęć) wykonanych przez Wikipedystów powinna zostać usunięta – takie np. mapy to dokładana analogia tej grafiki: na podstawie różnych źródeł powstaje nowe dzieło. Aotearoa dyskusja 12:55, 28 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Kategoria:Czesław Białczyński

Kolejny przykład uwielbienia wikipedii dla pana Czesia i jego pomysłów. Kim jest p.Białczyński, że doczekał się tu własnej kategorii?! Twórcą fantastyki? Toż nawet Tolkien nie ma własnej kategorii. Rok temu przerabialiśmy walkę z kultem Czesia na wiki. Widać, że znowu staje się on dla szerokiej rzeszy wyrocznią w sprawach słowiańskich. Może lepiej sięgnąć do Gieysztora? Stoigniew Dyskusja

Ze wszystkimi fikcyjnymi bóstwami w tej kategorii trzeba zrobić taki myk: [18]. Dodatkowo, MSZ do integracji w Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Lajsikonik Dyskusja 12:06, 27 lip 2008 (CEST)

Nie wiem, czy takie coś ma sens. Moim zdaniem należy to bezwzględnie usuwać, bo stanowi to bazę do pisania przez różne IP lub świeżych użytkowników kolejnych artykułów o „bóstwach pogańskich Słowian”. Kiedyś takich artykułów było kilkanaście. Zostawiając nawet te 5 obecnie istniejących, kusimy miłośników białczyzmów (chociażby nocnice, które są świeżym artykułem, i po usunięciu zostały znowu przywrócone). Pomysły Białczyńskiego są zebrane w artykułach bogowie mocy i bogowie żywiołów. I lepiej niech z nich nie wychodzą, a pan Białczyński pożegna się z własną kategorią, bo to jest śmiech na sali. Stoigniew Dyskusja

  • wszystkie wymienione poniżej artykuły zintegrować z bogami mocy i żywiołów. –Adamt rzeknij słowo 13:01, 27 lip 2008 (CEST)
    • fajnie by było, tyle że z artykułów nie wynika do którego artykułu przysługuje im integracja :-/ I co teraz? Lajsikonik Dyskusja 13:55, 27 lip 2008 (CEST)
      • Masz racje, moze faktycznie zrobić to co proponuje Stoigniew czyli kategoria Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego ?–Adamt rzeknij słowo 18:22, 27 lip 2008 (CEST)
        • Zrobić można jeden artykuł o takiej nazwie, i władować tam artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów, plus tego które do nich „nie pasują”. Wydaje się to najrozsądniejszym rozwiązaniem, bo wygrzebywanie i zgłaszanie co chwila coraz to nowych „białczyzmów” jest trochę męczące… Stoigniew >pogadaj< 18:26, 27 lip 2008 (CEST)
        • Przy utworzeniu kategorii wystarczy zmieniać odpowiednio kat bez zgłaszania ich do poczekalni. a że trzeba przejrzeć kategorię bóstwa słowiańskie cóż ….ktos musi :) –Adamt rzeknij słowo 18:42, 27 lip 2008 (CEST)
  • Jak mówiłeś – wrzucić wszystko łącznie z tamtymi dwoma zbiorczymi artykułami do jednego artykułu Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, pousuwać oddzielne artykuły dla jego „słowiańskich bogów” i wywalić kategorię „Czesław Białczyński”. W ten sposób powinniśmy się pozbyć w miarę skutecznie „białczyzmów” z wikipedii i zabrać się za pracę nad hasłami dot. wierzeń słowiańskich (które wyglądają tragicznie). Stoigniew Dyskusja

Przejrzałem sobie inne wikipedie… i załamałem ręce. W momencie kiedy my byliśmy zaśmieceni „białczyzmami”, przeszły one na inne wiki… angielska wikipedia roi się od artykułów na temat wymysłów Białczyńskiego, traktując je jako bóstwa dawnych Słowian. A wszystko przez taki właśnie niekontrolowany syf u nas Stoigniew >pogadaj< 16:30, 27 lip 2008 (CEST)

  • Ok stworzyłem coś takiego Kategoria:Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego jeżeli usuniemy kat Białczyński trzeba odlinkować. Czy takie rozwiązanie jest dobre? –Adamt rzeknij słowo 18:40, 27 lip 2008 (CEST)
    • Nie wiem czy kategorii nie zamienić powinniśmy na artykuł o takiej nazwie, bo to jest moim zdaniem rozwiązanie zastępcze. Zmieniamy tylko nazwę kategorii, a bzdurne artykuły zostają, a w nich nadal rozważania filologiczne, historyczne i odwołania na źródeł których nie ma, by uwiarygodnić Białczyńskiego. Proponowałbym stworzyć taki artykuł: Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego, i tam opisać co to ten pan powymyślał. Pozbędziemy się i kategorii Czesław Białczyński, i artykułów dla każdej z jego postaci, i przy okazji zbiorczych bogowie mocy i bogowie żywiołów. Stoigniew >pogadaj< 18:45, 27 lip 2008 (CEST)
      • No tu się nie zgadzam. Można nie lubić Białczyńskiego ale jego twórczość to fakt i bóstwa jakie wymyslił są bóstwami fikcyjnymi. To jest jasne Mamy postacie fikcyjne, krainy, wyspy, światy itp nie widzę powodu dlaczego nie można opisać fikcyjnych bogów Białaczyńskiego o ile sa one umieszczone w odpowiedniej kategorii. Połączenie wszystkich opisów w jeden art będzie nie czytelne. –Adamt rzeknij słowo 18:50, 27 lip 2008 (CEST)
        • No można coś takiego zrobić, ale trzeba przy okazji gruntownie przerobić artykuły już istniejące, bo niestety mimo wspomnienia że to z Białczyńskiego, reszta jest pisana tak, jakby to była święta prawda. Stoigniew >pogadaj< 18:53, 27 lip 2008 (CEST)
          • To nie chodzi o lubić/nie lubić, stan obecny wprowadza w błąd, to prawie jak hoax. To tak jakby opisać fikcyjne postaci czy zakony z twórczości Dana Browna jako faktycznie istniejące, i pododawać je do np. listy zakonów. Białczyński wykreował swój świat fikcji który z autentyczną słowiańską mitologią nie ma wiele wspólnego, w oryginale nie było np. dualizmu moralnego (jest późniejszy, chrześcijański), nie jest wymagana symetria bóstwo męskie-bóstwo żeńskie (u Białczyńskiego występuje), imiona i funkcje bóstw i istot demonicznych to w > 80% wymysł autora itp. itd. Ktoś kto nie zna tematu a zajrzy do Wikipedii naczyta się bzdur – fikcja nie jest oddzielona od autentyku. Lajsikonik Dyskusja 18:59, 27 lip 2008 (CEST)
            • O to właśnie mi chodzi. Postaci z Białczyńskiego są nagminnie wrzucane pomiędzy hasła z mitologii lub demonologii słowiańskiej, a ich opisy mają potwierdzać ich autentyczność. A i do artykułu o Sporze ktoś dopisał (już usunąłem) „Czesław Białczyński intepretuje postać Spora tak a tak”~.Niestety jeśli chodzi o hasła związane z wierzeniami słowiańskimi to mamy na wikipedii totalny chaos przeplatany „białczyzmami” Stoigniew >pogadaj< 19:02, 27 lip 2008 (CEST)
            • Zgadza się Obecnie każdy artykuł nie jest poprzez kategorie powiązany z mitologią słowiańską Trzeba poprawic artykuły by nie linkowały do niej a jedynie opisywały wymyślone bóstwa. czyli przerobić arty a informacje odnoszace się do np. Mickiewicza usunąć. Tak to widzę–Adamt rzeknij słowo 19:05, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wij

Wij, czyli żmij według Białczyńskiego. Bzdury o jakiejś „armii” Wija co to z Perunem walczy wedle źródeł (ciekawe jakich). Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. Stoigniew >pogadaj< 18:16, 27 lip 2008 (CEST)

Jest w kategorii Fikcyjne bóstwa w twórczości Czesława Białczyńskiego. Pokemony też są w wiki i bóstwa Tolkiena także. Przykuta (dyskusja) 23:20, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Nocnice

Dobrze, że nie nocniki. Jakiś miesiąc temu kolejny mitoman z kręgu Białczyńskiego napisał ten artykuł, robiąc jeszcze do niego odnośniki w artykułach o poświadczonych źródłowo bóstwach słowiańskich. Artykuł dwa dni temu usunięto ze względu z jakiego usuwaliśmy rok temu wszystkie białczyzmy (niemerytoryczność, brak źródeł). Teraz widzę, że ktoś przywrócił ten artykuł. Stoigniew Dyskusja

  • Faktycznie wygląda to na jakąś hochsztaplerkę. Według SJP nocnica to brak orgazmu podczas parcia na pęcherz w nocy. Out. kićior (dyskusja) 17:34, 27 lip 2008 (CEST)

[edytuj] Wila

Kolejny durny wymysł Białczyńskiego. Artykułów napisany tak, że dowodzi rzeczywistego istnienia czegoś takiego, podpierając się nawet Mickiewiczem. I bzdurne fragmenty typu „porównywano ją z grecką Hekate”. Kto porównywał? Białczyński w swoich bajkach? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Stworze i Zdusze

To samo co wszystkie wymysły Białczyńskiego. Nie mnożyć bytów ponad miarę, są już artykuły bogowie mocy i bogowie żywiołów. Poza tym kim jest Białczyński, żeby mieć koncepcję klasyfikacji demonów słowiańskich? Naukowcem zajmującym się tematem? Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kaukowie

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Białoboga

Kolejny wymysł Białczyńskiego, który doczekał się własnego artykułu. Wszelkie „białczyzmy” są upchnięte w osobnych artykułach (bogowie mocy i bogowie żywiołów. Nie ma sensu wracać do czasów, gdy wyrocznią w sprawach religii słowiańskiej na wikipedii (mieniącej się encyklopedią) był LITERATA Białczyński, a nie zajmujący się tematem naukowcy.

Tego typu artykuły wiele mogą namieszać osobom nieobeznanym z tematem. Można odnotować, że to postać z literatury Białczyńskiego, ale co z tego, skoro dalej następują pseudonaukowe brednie mające potwierdzić wymysły Białczyńskiego (rozważania historyczne i filologiczne, nawiązania do innych mitologii.

Usunąć bezwzględnie, bo tego typu artykuły uderzają w wiarygodność i poziom wikipedii. Rok temu przerabialiśmy już sprawę „Białczyński a mitologia słowiańska”. Pousuwać to, zamiast odświeżać znowu. Stoigniew Dyskusja

[edytuj] Kydpdict

Boruta (demon słowiański) [edytuj]

Dosyć problematyczne hasło. Sprawdziłem w Wielkiej Księdze Demonów Polskich Podgórskich – obecna treść hasła to jedna z wielu bzdur wymyślonych w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielonych potem przez Linknera. Gieysztor i Strzelczyk odsyłają do jednego z wielu określeń borowego, w dodatku późnego i chyba niezbyt popularnego. Moim zdaniem wystarczy wzmianka w haśle Diabeł Boruta o pochodzeniu legendy od wiary w demona mieszkającego w podłęczyckim lesie (z usunięciem bzdur przekopiowanych z tego hasła) i wzmianka w haśle Lesij (które zamierzam niedługo wyremontować). Stoigniew >pogadaj< 13:16, 22 mar 2009 (CET)

Jeśli tak, to może napisać w artykule że to fikcyjny demon, wymyślony w połowie XIX wieku przez Trentowskiego i powielony potem przez Linknera? Choćby po to, żeby ktoś kto trafi na tego „demona słowiańskiego” w innym miejscu, mógł na wiki przeczytać dementi… Olaf @ 14:57, 22 mar 2009 (CET)

Uważam, że nie ma sensu robić taki wyjątek. Do tej pory wszystkie wymysły Trentowskiego i innych romantyków były usuwane (vide peklenc czy dydek). Poza tym przerażająca jest perspektywa powielania casusu Białczyńskiego. Stoigniew >pogadaj< 15:05, 22 mar 2009 (CET)

  • zgadzam się ze zdaniem Olafa. Hasło ze względu na swoja popularność powinno zostać a w nim zawrzeć informacje o jego fikcyjności. Na temat bóstw i mitologii słowiańskiej (pomijam błędność twierdzenia o mitologi jako takiej) nie ma nadal bezwzględnej zgodności badaczy a to czy jedni uznaja a inni nie uznają poszczególne bóstwo czy demony, zostawmy im samym. Czytelnik powinien dowiedziec się ze takie pogląd istnieje wg tego a tego zwłaszcza że Boruta wystepuje często w literaturze.–Adamt rzeknij słowo 15:38, 22 mar 2009 (CET)
    • Rozbieżności między badaczami to nie jest udawanie że wymysły romantyków są mitologią słowiańską. Możemy i artykuł Religia Słowian oprzeć na Słowackim oraz Linknerze, tylko że będziemy wtedy pisać bajki. Jeżeli już zostawić hasło, to zmienić kategorię i tytuł (żeby nie był „demon słowiański” w przypadku gdy opisujemy twórczość Trentowskiego). W haśle lesij (czeka na przeniesienie pod poprawny tytuł leszy) zamieściłem już informację o pobocznej nazwie boruta, zaraz poprawię informację w haśle Diabeł Boruta za leksykonem Podgórskich. Na koniec fragment z encyklopedii Glogera z hasła „bór” – (…) lud przeniósł nazwisko ludzkie Boruta (…) na diabła, zwanego także borowym (…) jako na ducha mieszkającego w boru (…) Stoigniew >pogadaj< 15:48, 22 mar 2009 (CET)
      • Po remoncie haseł leszy i Diabeł Boruta mamy już w nich uźródłowione i sprawdzone informacje. Na stronie ujednoznaczniającej boruta mamy odesłanie i do diabła, i do leszego. Ten nasz artykuł pasuje tam teraz jak pięść do nosa. Stoigniew >pogadaj< 13:35, 23 mar 2009 (CET)
        • Czyli po prostu w tej chwili dubel z błędną nazwą. Lajsikonik Dyskusja 22:04, 23 mar 2009 (CET)

Fujjj, ile w tym jadu – czy to jacyś Fundamentaliści mitologiczni rodem z Czerwonych Khmerów?

C.B. – jednak musiałem skomentować.

To wstyd dla polskiej nauki, że toleruje taką „naukawość” i styl osób, które nie mając odwagi podpisać się własnym nazwiskiem i pokazać twarzy, głoszą pseudoprawdy po Brucknerze i po Kossinnie, pseudoprawdy dawno nieaktualne, bo przyjmowane z lubością wyłącznie przez Komuchów w latach polskiej niewoli i Ateizmu głoszonego z Moskwy.

Ten człowiek śmiał przybrać pseudonim po Janie Stachniuku – typowy uzurpator i tchórz.

Dzisiaj idą na pasku Berlina, starzy propagandziści, dalecy od prawdy, wiedzy, w imię źle pojętej tolerancji – nieweryfikowalni. Myślałem że to fundamentalizm w rodzaju Czerwonych Khmerów, ale nie, to jest coś gorszego, to są stare dobre Czerwone Brygady Propagandy komunistycznej, zaślepione teoriami kolonialnymi z Berlina i Moskwy.

Oto dalszy ciąg Wojny Wikipedycznej – sierpień 2010

    • Proszę, zapoznaj się ze źrudłami zamiast tracić czas na pżepyhanki i złośliwości. Marmale (dyskusja) 17:55, 28 lip 2010 (CEST)
      • Ja akurat się ze źrudłami dawno zapoznałem i mam je pod ręką. Dlatego widzę co jest opisane i widzę że opis tego „Jarego Święta” to wspułczesne zlepki rużnyh obżęduw z naciąganymi interpretacjami. Co zresztą tutaj potwierdzasz – ja o Gieysztoże i Szyjewskim, Ty o „słowiańskim kościele”. Stoigniew >pogadaj< 18:44, 28 lip 2010 (CEST)
        • Kolego Stoigniewie, jak sam pżyznałeś w „źrudłah” z kturymi się zapoznawałeś nic nie ma w interesującym nas temacie. Ja podaję konkretne weryfikowalne pżez internet książki, strony i akapity w kturyh wyraźnie pisze o słowiańskim święcie wiosny – „Jarym”, związku Jaryły zaruwno z Mażanną (ktura nota bene była jego żoną), jak i z Wielkanocą, więc żeby je obalić wypadałoby hyba pżedstawić jakieś „kontrźrudła” a nie bez pżerwy powtażać to samo „o źrudłah, w kturyh nic nie ma”? Jeszcze raz Cię proszę, zapoznaj się z podanymi pżeze mnie źrudłami i pżestań się w końcu kompromitować. Z mojej strony EOT. Dziękuję za uwagę. Marmale (dyskusja) 19:35, 28 lip 2010 (CEST)
          • Dobra ja wymiękam, z mojej strony koniec dyskusji. Piszesz że „Mażanna była żoną Jarowita” i jako źrudło podajesz angielską Wikipedię, wedle kturej Polacy modlili się do Złotej Baby. LOL, idę się wyśmiać. Stoigniew >pogadaj< 19:43, 28 lip 2010 (CEST)
            • Sorry, ale kurde nie mogę. DODAJESZ W HAŚLE JAKO ŹRÓDŁO BELETRYSTYCZNĄ TWÓRCZOŚĆ CZESŁAWA BIAŁCZYŃSKIEGO. DO PISANIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ NADAJE SIĘ TO TAK SAMO JAK „STARA BAŚŃ”, CZY JAK „EGIPCJANIN SINUHE” DO OPISYWANIA DZIEJÓW STAROŻYTNEGO EGIPTU. LESZEK MATELA TO Z KOLEI ZNANY EZOTERYSTA I OKULTYSTA, NIE MAJĄCY POJĘCIA O MITOLOGII SŁOWIAŃSKIEJ I DORABIAJĄCY DO NIEJ JAKIEŚ PARAPSYCHOLOGICZNE BZDURY. MASZ W OGÓLE POJĘCIE O CZYM PISZESZ?! Stoigniew >pogadaj< 20:01, 28 lip 2010 (CEST)
              • Po pierwsze, bardzo Cię proszę, żebyś się opanował i zapżestał wojny edycyjnej (i jak już wcześniej prosiłem, nie usuwał źrudeł do zakończenia dyskusji). Po drugie do pierwszej pozycji, kturej zażucasz beletrystyczność jest podany link do fragmentu. Nie jest to sensu stricte fragment książki, ale dodatek w postaci artykułu opublikowanego wcześniej w czasopismah i hyba tylko dla Ciebie jest to tekst beletrystyczny. Nie wiem kim jest Matela, nie interesuje mnie jego zajęcie czy też hobby a jedynie co ma do napisanie w zakresie słowiańskih świąt a w szczegulności Jaryh Goduw. Na tej stronie możesz się zapoznać ze spisem treści i fragmentem, ktury udowodni Ci, że ruwnież nie jest to pozycja beletrystyczna. Źrudła pżywracam po raz ostatni, nie będę się z Tobą bawił w wojenki. Proszę jakiegoś administratora o wpłynięcie swoim autorytetem na kolegę Stoigniewa w celu powstżymania go pżed usuwaniem źrudeł, kture mu się z rużnyh względuw nie podobają, ewentualnie o zabezpieczenie strony i pozwolenie innym potencjalnym dyskutantom na zapoznanie się ze źrudłami. Marmale (dyskusja) 20:35, 28 lip 2010 (CEST)
                • Sam potwierdzasz, że nie wiesz, to Cię oświecę – Białczyński to znany fantasta. Napisał m.in. Mitologię słowiańską w kturej zmyślił sobie kilkadziesiąt słowiańskih boguw i jakieś dziwaczne mity (wypociny Białczyńskiego zostały z Wiki usunięte kilka lat temu już, teraz zaczynamy pżywracać?). Obecnie zaś zajmuje się prowadzeniem strony internetowej gdzie rozpisuje się o swoih „odkryciah naukowyh” na temat „genu słowiańskiej rasy”. Matela zaś to okultysta i ezoteryk, napisał Wyrocznię słowiańską, w kturej to opisuje „starosłowiańskie” tehniki tulenia się do dżewek celem pobierania z nih energii kosmicznej. Jak zaczniemy to stosować jako źrudło do mitologii słowiańskiej, to dodam jako bibliografię w haśle Australia Tomek w krainie kanguruw – bo czemu by nie? Pżecież pisze o Australii. Stoigniew >pogadaj< 20:40, 28 lip 2010 (CEST)
                • Aby zapoznać się z dorobkiem p. Mateli, wystarczy zajżeć do PL.WIKI :) Jest to człowiek, ktury zna się na wszystkim: na Słowianah, na Atlantydzie, feng-shui, czakramah… Godna podziwu erudycja tj. fantazja ;) Ale ten jego bełkot się spżedaje… Felis domestica (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
  • Sorry, ale żadne z podanyh Ciebie źrudeł (za linki dziękuję) nie zawiera treści, kture podałeś w artykule (np. zgodnego z artykułem opisu rytuałuw święta Jarego, czy święta Jaryły). Żadne nie łączy bezpośrednio święta Jaryły i Mażanny (ba, Łuczyński wprost, na s. 171, podkreśla, że były to rużne obżędy, z kturyh poświęcone Jaryle odbywały się w kwietniu, a Mażannie – w marcu). Żadne z tyh źrudeł nie posługuje się pojęciem „Jarego Święta”. Stoigniewa ponosi, ale co do meritum ma rację. W podsumowaniu – jest na wiki artykuł Jaryło, jest Mażanna. W oparciu o podane w tej dyskusji źrudła można ładnie je rozbudować opisując faktyczne obżędy słowiańskie z tym związane. „Jaremu Świętu”, jako pomysłowi grupki rodzimowiercuw, walor encyklopedyczności trudno pżyznać, może wzmianka w wymienionyh wyżej tekstah, że dawne obżędy/zwyczaje ih zainspirowały do czegoś takiego to nie byłoby zbyt wiele… Gżegoż B. (dyskusja) 20:51, 28 lip 2010 (CEST)
      • OK, zacznijmy od etymologii Jarego Święta. Słowo pohodzi od awestyjskih słuw „jar” tzn. „rok” ktury w kalendaży solarnym słowian rozpoczynał się w czasie wiosennej ruwnonocy, i awestyjskiego „ajar”, czyli „dzień”. Jary to więc wiosenny”, czyli inaczej „święto wiosenne”. W tym źrudle jest: (…)Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami(…) Konkretne, pierwotne Jare Święto, występowało pżez dłuższy czas u słowian wshodnih, u słowian zahodnih ewoluowało do bardziej nam znanego zwyczaju topienia mażanny, jednak jest to to samo jare (wiosenne) święto. Marmale (dyskusja) 21:54, 28 lip 2010 (CEST)
      • Idąc dalej (strona 123) (…)W folkloże Słowian zahodnih brak odpowiednika Jaryły. Wiadomo, że po pożegnaniu zimy, związanym z postacią Mażanny(…) i dalej (strony 132-133) Pieśni śpiewane w czasie topienia Mażanny wskazują, że jej odejście oznacza pżyjście św. Jeżego, czyli solarnego uosobienia wiosny, Jaryły. Mażanna w pżeciwieństwie do Jaryły, „umierała” na wiosnę: jej ubraną w białą płahtę kukłę obnoszono ze śpiewem po wioskah, by potem ją podpalić i wżucić do wody Dlaczego więc twierdzisz, że w źrudłah nic nie ma? Marmale (dyskusja) 22:22, 28 lip 2010 (CEST)
          • Zacząć od „jarego święta”? Śladu użycia takiego pojęcia w podanyh źrudłah w ogule nie dostżegłem. W artykule podany jest też pżebieg obżęduw, ktury w takiej postaci i w odniesieniu do takiego święta w źrudłah ruwnież nie występuje. Artykuły na wiki powinny odpowiadać treści podanyh źrudeł, a nie „twurczo” je rozwijać i interpretować. Powtużę: podane źrudła na pewno pżydałyby się do rozwinięcia artykułuw Jaryło i Mażanna, w zakresie naszyh domniemań co do obżędowości słowiańskiej (gdzie ewentualnie może znalazłoby się miejsce dla wzmianki, że zainspirowało to rodzimowiercuw do czegoś takiego). Natomiast w gruncie żeczy artykuł opisuje święto rodzimowiercuw, o kturym nie ma mowy w ogule w podanyh źrudłah, i kture na osobny artykuł moim zdaniem nie zasługuje. A stwierdzanie, że takie „Jare Święto”, w takiej postaci to „etniczno święto Słowian”, co często jest powtażane w sieci (a może to artykuł jest kopią tekstuw z sieci? dat nie poruwnywałem), jest wręcz szkodliwe w tej sytuacji. Gżegoż B. (dyskusja) 08:16, 29 lip 2010 (CEST)

W Słowniku Starożytności Słowiańskih pod hasłami „Jar-” mamy wyłącznie nazwy własne (toponimy oraz imiona władzcuw i jednego Jarowita, utożsamianego ze Świętowitem). Picus viridis Odpowiedz zoilowi 21:11, 28 lip 2010 (CEST)

  • Panowie proszę o ohłonięcie i powstżymanie sie od wzajemnyh atakuw. Marmale pżeczytałem wszystkie podane pżez Ciebe źrudła nawet więcej niz podałeś i nigdzie nie znalazłem ani podawanej w artykule daty, ani powiązania świeta Jarowita z Mażanną Jest tam mowa o wzajemnej korelacji ale nie na pewno nie mozna je łączć w jedno święto. Świeto jako takie istnieje i jeżeli jest ważne powinno zosytać Jednakże tżeba koniecznie napisać je zgodnie ze źrudłami ze zrozumieniem tyh źrudeł. –Adamt żeknij słowo 00:52, 29 lip 2010 (CEST)
  • Adamt, pżecież dałem powyżej cytat z Szyjewskiego „Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca” A mit o Jaryle i Mażannie znajduje sięhoćby tutaj. Marmale (dyskusja) 01:50, 29 lip 2010 (CEST)
Jeden o jednym, drugi o drugim… Adamt pisze że nie masz źrudła na związek Jaryły z Mażanną, to podajesz mu dwa rużne źrudła – jedno o Jaryle, drugie o Mażannie… PS wszystkie te hasła mamy – Mażanna, Jaryło, Kostroma (mitologia)… Nie rubmy na siłę z tego jednego hasła. Stoigniew >pogadaj< 01:54, 29 lip 2010 (CEST) 

  • I pewnie ze względu na brak związku w podanym pżeze mnie źrudle, o kturego pżeczytanie prosiłem Cię pięć razy można pżeczytać” Rekonstrukcja prasłowiańskiego mitu płodności, podjęta pżez R. Katièicia w jego cyklu artykułuw zapoczątkowanym rozprawą „Hoditi – roditi…” z 1987 roku, dla Mażanny pżewiduje rolę siostry i nażeczonej boga płodności i urodzaju, w tradycji horwackiej nazywanego „Zielonym Jurem”, ktury najprawdopodobniej nałożył się na postać słowiańskiego boga urodzaju określanego teonimem od rdzenia *Jar- (Jarowit, Jariùo i in.). Sam rdzeń *jar- potwierdza związek bustwa z wiosną i wegetacją (…) Jariùo (Jarowit), znaczyłby więc dosłownie ‘wiosenny’, ‘silny pan’ lub ‘wiosenny pan’. Nadal nie widzisz związku? Marmale (dyskusja) 02:16, 29 lip 2010 (CEST)
Gdybyś znał się hociaż trohę na temacie w kturym się tu wypowiadasz jako znawca, to wiedziałbyś, że taka koncepcje są mniej lub bardziej ostrożne i powinny być za podaniem autora podane w haśle o danym bustwie (jak hociażby w haśle Swarug hipoteza Jakobsona i etymologia Bruecknera). Na pewno nie jest to podstawa do Twoih własnyh interpretacji i własnyh rekonstrukcji jakiegoś żekomego, zaginionego święta – tym bardziej że oprucz tego źrudła podpierasz się Matelą i Białczyńskim, czym się całkowicie dyskredytujesz. Stoigniew >pogadaj< 02:36, 29 lip 2010 (CEST) 

  • Artykuł pżeczytałem i nie idąc w jego ocenę jako rekonstrukcji wieżeń, pozwolę sobie go zacytować:
Wzmianka o święcie Jarowita dotyczyła połowy kwietnia (około 14-15 IV) […] Tihon, biskup w Woroneżu zniusł 15 kwietnia 1765 roku obżędy Jaryły (str. 167)
W dodatku obżędy łączone z Mażanną i Jaryłą pozostawały w związku czasowym – wyniesienie Mażanny popżedzało [podkr. moje -FD] wniesienie „nowego Latka” i uroczystości kwietniowe Jaryły (str. 169)
Związek (lub jak twierdzi cyt. autor – paralelność) między postaciami mugł być, obie postacie związane były z wiosną (hoć w rużnym – patż cyt. art. – harakteże), ale o wspulnym święcie dnia 21 marca słowa tam nie ma. O pisankah też nie. Felis domestica (dyskusja) 03:13, 29 lip 2010 (CEST)
A to: Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca. Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Krula (Pasteży) i Obnoszenie Krulewny w Polsce, obżędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemuha związały się z Zielonymi Świątkami… (i ten dalszy cytat Szyjewskiego) pżeczytałeś? Bo już hyba z tżeci raz cytuję. Wspulnego święta nie ma, bo tu o dwie rużne żeczy hodzi. Pierwsza to pierwotne Jare, czyli Święto nowego roku, wiosny, odrodzenia, czy czego tam jeszcze, druga to puzniejsze święta: Jaryły u słowian wshodnih i Mażanna u zahodnih. Obydwa wywodzą się z tego samego święta – solarnego nowego roku – Jarego. O pisankah też gdzieś było, ale nie hce mi się już szukać. W każdym razie zwyczaj malowania jaj pohodzi z Persji, więc wydaje się to w miarę logiczne zważywszy na solarny tyh harakter świąt i indoeuropejskie kożenie słowian. Marmale (dyskusja) 03:54, 29 lip 2010 (CEST)
Gdzie w dyskutowanym właśnie art. Łuczyńskiego znajduje się ten cytat? Podaj proszę stronę, bo ja nie znalazłem, Szyjewskiego nie ma także w bibliografii Łuczyńskiego. Daty 21 marca też nie znalazłem. Jest ten cytat w tu, o to Ci hodziło? Bo jeśli tak to (pomijając fakt, że to portal grupy wyznaniowej, a nie drukowane źrudło etnologiczne) autor wykazuje się totalną ignorancją
-myląc pżesilenie z ruwnonocą
-opowiadając o ludah zbieracko-rolno-pasterskih (szkoda, że nie nomadyczno-osiadłyh i rybacko-wysokogurskih)
-twożącyh „jedną wielką rodzinę” – nic, to, że wymieniane ludy wykształciły się jako odrębne byty gdzie i kiedy indziej… itp.
Załużmy nawet, że takie święto istniało (dlaczego jedno, a nie cykl obżędowy? i wtedy nie musimy „dzielić” jego obyczajuw, tylko wiążemy święto jedno z wielkanocą, innne z Zielonymi świątkami etc). Załużmy. No to pokaż mi, że miało taki pżebieg jak w art. Jare Święto. Jeśli podejdziesz do sprawy uczciwie, to możesz powiedzieć: mogło istnieć takie święto, nazwy własnej, z braku źrudeł nie znamy, dokładnego pżebiegu też nie, nie możemy powiedzieć, kture elementy weszły w skład kturyh świąt. Mamy źrudła na temat puźniejszej obżędowości, na ih podstawie możemy zrekonstruować mit o bustwah (prawdopodobnie) związanyh ze świętami wiosennymi.
Nie zapomnijmy też dodać, jak czyni to każdy uczciwy badacz, hoćby rosyjscy semiotycy pżez Łuczyńskiego cytowani (Toporow &Co, bardzo solidni, poczytaj,są polskie pżekłady), że wszelkie rekonstrukcje mituw z pozostałości w pieśniah itp. są wysoce hipotetyczne–Felis domestica (dyskusja) 03:49, 30 lip 2010 (CEST)
  • Sprawa jest prosta – nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej. Owszem, będą elementy wspulne, ale zawsze będzie to reinterpretacja i jedynie bardziej lub mniej (częściej mniej) wierna rekonstrukcja. Stoigniew podnosi, że w związku z tym kategoria jest błędna, a ja się z tym zgadzam. Natomiast jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne jako osobny artykuł. Sugestie miałbym dwie – albo po skruceniu dopisać obecną treść do artykułuw o związkah wyznaniowyh, w sekcji „obżędowość”, albo utwożyć artykuł zbiorczy Obżędowość rodzimowierstwa słowiańskiego, traktujący o wszystkih świętah – a tam mogą być źrudłem strony tyhże związkuw, bo niby czemu nie? Co do encyklopedyczności takiego zbiorczego artykułu, powinien być MSZ traktowany jak wydzielona ze względu na rozmiary sekcja art. rodzimowierstwo słowiańskie, zatem prawdopodobnie ostałby się w Wikipedii. Lajsikonik Dyskusja 07:21, 29 lip 2010 (CEST)
  • Chyba już na szczęście nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. Ja bym w to w ogule wspułczesnyh związkuw wyznaniowyh nie mieszał. Może sobie być wzmianka, że jakieś tam grupy obhodzą i tyle, może być link ze strony tego Związku, tudzież innyh religii z sekcji o obhodzonyh świętah. Zostawiłbym to jako historyczny fakt istniejącego kiedyś święta, a czy będzie to jako sekcja w jednym artykule z na pżykład nocą kupały i innymi słowiańskimi świętami, czy też osobno, to już hyba wszystko jedno. Marmale (dyskusja) 10:40, 29 lip 2010 (CEST)
    • Pżeczytałeś ze zrozumieniem post Lajsikonika? Bo znowu ktoś o czymś, a Ty o czymś zupełnie innym. Stoigniew >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) wypowiedź niemerytoryczna. Proszę, wypowiadaj się w temacie merytorycznie i nie wycofuj moih edycji skreślającyh nic nie wnoszące zaczepki. Marmale (dyskusja) 11:37, 29 lip 2010 (CEST) >pogadaj< 10:46, 29 lip 2010 (CEST) MOŻE DOPRECYZUJĘ, BO MARMALE NAGMINNIE WYKREŚLA TĘ WYPOWIEDŹ – LAJSIKONIK PISZE ŻE M.IN. „nie da się dowieść, że wspułczesna obżędowość rodzimowiercza jest kontynuacją starosłowiańskiej„, „zawsze będzie to reinterpretacja„, „jako opis wspułczesnego święta jest to nieencyklopedyczne„. Z KOLEI KOMENTARZ MARMALE DO TEJ WYPOWIEDZI BRZMI :nikt nie ma wątpliwości, że słowianie obhodzili w czasie wiosennego pżesilenia nowy rok pod nazwą Jare. ALBO NIE PRZECZYTAŁ UWAŻNIE WCZEŚNIEJSZEJ WYPOWIEDZI, ALBO ZNOWU JEDEN PISZE O JABŁKACH, A MARMALE DOWODZI ŻE TU O GRUSZKI CHODZI. Stoigniew >pogadaj< 11:56, 29 lip 2010 (CEST)
  • W haśle pojawiło się kolejne super wiarygodne źrudło – tandetny artykuł z „Newsweeka”. Tu każdy może się z nim zapoznać i ponownie ocenić czy dodawane pżez Marmale „źrudła” mają jakikolwiek związek z teoriami i opisami pżedstawionymi w treści hasła. Słowo „Jare” pojawia się w tekście dwa razy, w kontekście „rodzimowiercy 21 marca obhodzą Jare Gody”. Stoigniew >pogadaj< 11:45, 29 lip 2010 (CEST)
  • Cuż, ja pżynajmnie robię swoje uźrudławiając tekst, Ty niestety nie podałeś jeszcze żadnego kontrźrudła, wszystkie Twoje wypowiedzi oparte są na „twojej wiedzy” i „braku źrudeł”, więc mamy konfrontację – Twoje słowa pżeciwko konkretnym opublikowanym źrudłom. Proszę Cię ruwnież o zapżestanie wycofywania tej edycji, bo stajesz się coraz mniej wiarygodny do dalszej dyskusji. Marmale (dyskusja) 11:55, 29 lip 2010 (CEST)
  • Na co mam ci podawać kontrźrudło? Na to że czegoś takiego nie ma? Może mam znaleźć jeszcze kontrźrudło że na wieżbie nie rosną gruszki, bo ty masz źrudło że rosną? Masz rację, źrudło nie muwiące nic na temat lepsze od braku źrudeł. Nieważne, czy w „źrudle” pżez Ciebie podanym jest coś na temat związany z hasłem, czy nie. Dodaj jeszcze „Tomek w krainie kanguruw”. Wszak to jest źrudło, a moja wypowiedź oparta jest na „braku źrudeł” i mamy „konfrontację”. I pżestań wykreślać moje wypowiedzi, bo jeśli ktoś tu jest niemerytoryczny, to tylko ty. Stoigniew >pogadaj< 12:00, 29 lip 2010 (CEST)
  • WP:WER, zasada 3: „Obowiązek powołania się na wiarygodne źrudła spoczywa na dodającyh nowy materiał, a nie na tyh, ktuży zamieżają ten materiał usunąć.” Podane pżez Ciebie opracowania nie potwierdzają zawartości artykułu, więc nie można stwierdzić, że jest on uźrudłowiony. Gżegoż B. (dyskusja) 13:00, 29 lip 2010 (CEST)

  • Swoje zrobiłem i kończę z Tobą dyskusję – szkoda czasu na pisanie ciągle tego samego. Marmale (dyskusja) 12:05, 29 lip 2010 (CEST)
    • Ja też kończę tę jałową „dyskusję” i niewątpliwie skończę z Wikipedią ewidentnie jeśli Czesław Białczyński znowu zacznie być traktowany jako źrudło. Cofniemy się w rozwoju o 4 lata i tża będzie popżywracać hasła typu Śląkwa, Koczkodan (demon słowiański), Peklenc i masę innyh. Potem proponuję spolszczyć jeszcze en:Złota Baba. Co z tego że wszystko bzdury i wspułczesne wymysły, ale będziemy mieli mitologię słowiańską bogatszą od greckiej! Tyle że niekoniecznie mającą cokolwiek wspulnego z naszymi pżodkami i faktami pżedstawionymi w źrudłah naukowyh i etnograficznyh. Tu masz na pżykład około setki „słowiańskih boguw”, co z tego że żaden badacz tematu nigdy o nih nie słyszał – jest źrudło!… Stoigniew >pogadaj< 12:10, 29 lip 2010 (CEST)$
  • Tu masz wiarygodny tekst o istnieniu takiego bustwa jak Złota Baba. Jest to kolejny powud, żeby stwierdzić, że niekture Twoje działania na Wikipedii są podyktowane albo zwykłą niewiedzą, albo kwestiami światopoglądowymi. Taka postawa według mnie ewidentnie wpływa na szkodę projektu. Marmale (dyskusja) 22:52, 29 lip 2010 (CEST)
I po raz kolejny wyhodzi twuj kompletny brak jakiejkolwiek wiedzy na temat w kturym się wypowiadasz jako ekspert. Gdybyś miał hociaż kżynę wiedzy na temat mitologii słowiańskiej, to wiedziałbyś, że XIX-wieczne publikacje nie są żadnym źrudłem do wieżeń słowiańskih. Nie prezentują sobą żadnej wartości, co już na początku XX wieku wykazał Brueckner, Ale Ty nadal widzę tkwisz na poziomie „Starej baśni”, Linknera, idoli prillwickih i kamieni z Mikożyna. Nauka poszła o 150 lat do pżodu. Ale ty od Gieysztora wolisz Księgę Welesa. Stoigniew >pogadaj< 22:59, 29 lip 2010 (CEST)

i tu Marmale (dyskusja) 23:05, 29 lip 2010 (CEST)

  • Taaak, u Kraszewskiego ktury nie znał prawie nic poza panteonem Długosza, ktury uważał za autentyczny (odsyłam do „Starej baśni”, źrudło do mitologii słowiańskiej takie jak film „Troja” do Homera). Stoigniew >pogadaj< 23:08, 29 lip 2010 (CEST)

i tu, hyba tracisz na wiarygodności coraz bardziej. Marmale (dyskusja) 23:09, 29 lip 2010 (CEST)

  • Brueckner się już w grobie ze 100 razy pżewrucił, wracamy do epoki Lelewela… Stoigniew >pogadaj< 23:10, 29 lip 2010 (CEST)

Cuż, widzę że pojawiło się kolejne fałszywie podpięte źrudło, czyli Gieysztor. Mam nadzieję, że ktoś z czytającyh ma tę pozycję i może sprawdzić o czym naprawdę Gieysztor pisze (na życzenie mogę wysłać skany podanyh w haśle stron). Polecam ruwnież zobaczyć jedno z genialnyh źrudeł Marmale – bezpłatny tygodnik „Sąsiedzi”. Jeżeli zaczynamy używać czegoś takiego jako źrudło do pisania o mitologii słowiańskiej, zwłaszcza do uzasadnienia naciąganyh interpretacji, to znaczy że shodzimy na psy. Stoigniew >pogadaj< 23:42, 29 lip 2010 (CEST)

  • Zdaje się, że już każda pżeciętnie inteligenta osoba (poza tobą) załapała, że jar to wiosna, więc jare znaczy wiosenne. jary to słowiańskie określenie jurności, nowego życia, kżepkości, wiosny itp. (tu kolejny dowud),. We wspułczesnym języku polskim ruwnież pozostały pozostałości tego słowiańskiego słowa jare zboże, stary ale jary, także w znaczeniu imion (hoćby Jarosław). Nie dociera, czy po prostu hcesz usunąć jedno z najważniejszyh słowiańskih świąt z Wikipedii, tylko dlatego, że hasło jest dowodem na pogańskie pohodzenia Wielkanocy? I ty jesteś członkiem Wikiprojektu mitologia słowiańska? Naprawdę śmieszne. Zbędne i niegżeczne. Morg(dyskusja) 15:30, 30 lip 2010 (CEST) Racja – dzięki :) Marmale (dyskusja) 20:16, 30 lip 2010 (CEST) Marmale (dyskusja) 12:38, 30 lip 2010 (CEST)
  • Jako średniointeligentna osoba złapałem, że jare to wiosenne, jak ruwnież że mamy źrudła do opisu i rekonstrukcji wczesnojarego marcowego święta Mażanny, średniojarego, kwietniowego święta (nomen omen) Jaryły, puźnojaryh świąt majowyh (pżekształconyh w Zielone Świątki), ba, nawet końcowojarego, czerwcowego święta Kupały/ŚwJana. Tylko na jedno jakieś Jare Święto źrudeł nie widzę. Nie wiem też dlaczego pżdokowie nasi słowiańscy pżehować mieli w obżędowości ślady wszystkih tyh pomniejszyh świąt, tylko tego najważniejszego nie. Jeśli założymy, zdroworozsądkowo, że ludzie pżede wszystkim hronią to co najważniejsze, tedy zgodnie z bżytwa Ockhama nie ma potżeby wymyślać nowyh Jaryh Świąt – zupełnie wystarczą te jare święta, kture już są znane i kture są opisane/należy opisać w odpowiednih działah. PS Szukasz „dowoduw”, poczytaj Uspienskiego i Toporowa, nie blogeruw.Felis domestica (dyskusja) 00:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • OK, po raz piąty i ostatni cytuję „(…) Jest to czas naszyh świąt wielkanocnyh, a termin owyh obhoduw waha się między 21 marca a 24 kwietnia, pżypadając dokładnie na pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca. W Wielkanocy zahował się pradawny termin agrarnego, księżycowego święta Nowego Roku, a z nim część noworocznyh obżęduw. Dla rolnikuw i pasteży była to graniczna data, od kturej mogli rozpoczynać rużne czynności związane z uprawą i hodowlą – z pewnością najważniejsze święto całego cyklu rocznego. Nic więc dziwnego, że w tyh obhodah było wiele magicznyh rytuałuw związanyh z rozpoczynającą się wegetacją i mającyh zapewnić dobry urodzaj oraz powodzenie w całym nowym roku. Część elementuw rolniczego Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nih oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendaża. Tak na pżykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Mażanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały pżywiązane do daty 21 marca(…)” Skoro słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży, dalej za Wikipedią:Słowianie dzieli też rok na inne okresy, nieuwzględniane w dzisiejszym kalendażu, tj. pory roku. Początek, koniec i długość poszczegulnyh pur roku była rużna w zależności od tego, w jakiej strefie klimatycznej dane plemię mieszkało, i tak np. wiosna zaczynała się od 1 marca (na południu) do 23 kwietnia (na pułnocnym wshodzie). oraz Brak jest danyh dotyczącyh tego, kiedy dla Słowian zaczynał się nowy rok. Na Rusi, gdzie pżeżytki słowiańskiego kalendaża pżetrwały najdłużej Nowy Rok obhodzono 1 marca lub 1 wżeśnia, jednak jest niemal pewne, iż początek roku w tym dniu nie jest słowiańskiego pohodzenia – 1 marca rok zaczynał się w starożytnym Rzymie, zaś data 1 wżeśnia wskazuje na wpływ kalendaża bizantyjskiego. Niektuży badacze spekulują, iż początek roku pżypadał w dniu ruwnonocy wiosennej, kture było początkiem roku u niekturyh innyh luduw, a także pżypadało na okres początku prac polowyh, będącyh podstawą rolniczej gospodarki Słowian. Wg innyh badaczy początek roku związany był z okresem zimy – może następował wraz z pżesileniem zimowym; nazwa grudnia w niekturyh językah słowiańskih (np. czeskim, horwackim, a także staroruskim) prosinec/prosinac wiąże się z proszeniem, tj. modlitwą; był to więc jakiś okres pojednania z bogami, pojednania, a zatem nowy rok mugłby pżypadać w tym właśnie okresie. Na ten sam termin początku roku wskazuje także dawna nazwa okresu świąt Bożego Narodzenia (kturego kożenie sięgają czasuw pogańskih) tj. gody. Nazwa ta jest etymologicznie związana ze słowem god, oznaczającym rok, i dopiero w okresie puźniejszym, jako że okres zakończenia starego roku i początkiem nowego związany był z radością i zabawami, w wyniku zmiany znaczenia (tzw. pżesunięcie semantyczne), słowo gody zaczęło oznaczać zabawy, zwłaszcza weselne. Mam nadzieję, że po raz kolejny ostatni muszę tłumaczyć skąd rużnica w datah świąt wiosennyh. Pżeczytaj pozostałe źrudła, kture są dostępne. Dopełnieniem dyskusji o jarym może być na pżykład ta dyskusja, także słownik języka polskiego. Sceptycyzm to dobra żecz, ale jak widać wystarczy mieć odrobinę dobrej woli, żeby samemu znaleźć odpowiedź na wątpliwości, hociaż w razie czego służę pomocą. Marmale (dyskusja) 02:31, 31 lip 2010 (CEST)
  • samemu znaleźć odpowiedź – nie jesteśmy od „znajdowania odpowiedzi samemu” patż WP:OR. „Ta dyskusja” źrudłem nie jest, bo nie uźrudławiamy haseł dyskusjami na internetowyh forah. Nie uźrudławiamy też haseł na Wikipedii innymi hasłami na Wikipedii – pomijając już fakt iż hasło kalendaż słowiański, kture tu pżywołujesz, jest pozbawione wiarygodnyh źrudeł (hyba że za takie uważasz link do rosyjskiej Wiki, do oszablonowanego hasła ru:Инглиизм), jak ruwnież pełne zwyczajnyh pierduł (pisze o „Słowianah w starożytności” – może ty wiesz co Słowianie robili w starożytności na środkowoazjatyckih stepah. Bo jak na razie żaden badacz tego nie wie). A hasło o Kostromie mamy. Stoigniew >pogadaj< 09:05, 31 lip 2010 (CEST)
  • Nie, nie jesteśmy od znajdowania odpowiedzi, hasła się pżecież same uźrudławiają. Ten link jest jak napisałem dopełnieniem tej dyskusji a nie źrudłem. Marmale (dyskusja) 10:43, 31 lip 2010 (CEST)
  • „Skoro Słowianie posługiwali się kalendażem lunarnym więc nie można określić konkretnej daty pżypożądkowanej do wspułczesnyh kalendaży” – no, ja właśnie o tym. Zakładając (poproszę źrudła!), że faktycznie używali lunarnego i skoro konkretnej daty wskazać nie można, to już pierwsze zdanie dyskutowanego artu: Jare Gody – etniczne święto Słowian, pżypadające na ruwnonoc wiosenną (21 marca) lub pierwszą niedzielę po ruwnonocnej pełni Księżyca jest nieprawdziwe i do wyżucenia. BTW, ktoś kto posługuje się czysto lunarnym kalendażem, oleje solarne święto ruwnonocy…
-Co zaś do samouźradławiania haseł, to obszerne cytaty z Wikipedii to właśnie pżykład „samouźrodławiania” – nieuźrudłowionym (nawet szablon wisi) artem Kalendaż słowiański usiłujesz wykazać istnienie jakiegoś Jarego Święta, na kture też źrudeł na razie brak. Zrozum: nie kwestionuję, że obhodzili jakiś nowy rok, że mieli cały cykl obżędowy, rekonstruowany m.in. pżez szkołe tartuską do kturej pżedstawicieli Cię wielokrotnie odsyłałem. Ja tylko twierdzę, że nie ma dowoduw na Jare Święto w formie i czasie opisanej w dyskutownaym arcie. Można je opisać jako rodzimowierczą rekonstrukcję, wspułczesną interpretację. Można i należy opisać święta Jaryły itp. bo na nie stosunkowo mocne wskazuwki są.
-Wreszcie co do sceptycyzmu: uczyła go mnie m.in. wykładowcy kultury Słowian i polskiej kultury ludowej ;) hoć po studiah Słowianami już się nie zajmowałem. Ale tekst naukowy od popularno-naukowego i psudonaukowego (Matela itp.) odrużniam.Felis domestica (dyskusja) 13:55, 31 lip 2010 (CEST)
  • A no to dohodzimy do porozumienia. Ta data jest powiedzmy dość prawdopodobna dla niekturyh plemion słowiańskih, ale to nadal tylko hipoteza. To, że dzisiejsi neopoganie obhodzą święto w tym dniu to nie znaczy, że tak było, zwłaszcza, że w pżytoczonyh źrudłah są podane rużne terminy i hyba dlaczego już wiadomo. Artykuł więc wymaga poprawienia (i ja tego nie kwestionuję a nawet hętnie pomogę), ewentualnie wzmianki (np. w odrębnej sekcji) o wspułczesnyh obhodah. Tekst o kalendażu słowiańskim zacytowałem z Wikipedii, bo był jasno sklarowany powud tyh rużnyh terminuw, źrudła zapewne są gdzieś po rusku, zobaczę wieczorkiem do czego mnie odeśle wiki.ru. 1000 lat swoistego tabu na takie żeczy to nie w kij dmuhał. tu jest informacja o posługiwaniu się pżez słowian kalendażem rolniczym i lunarnym. Marmale (dyskusja) 17:51, 31 lip 2010 (CEST)
  • Czyja hipoteza? Twoja? Jak nie podaj mi konkretnyh badaczy i konkretne plemiona (+ źrudła tyczące się tyh plemion). Bo ja też mogę sobie napisać że „prawdopodobnie niekture plemiona słowiańskie latały na Księżyc”. Kolejne słowo-wytryh na Wikipedii służące do pisania historycznyh bzdur – „niekture plemiona słowiańskie”. Już w haśle żywioły stało kiedyś że „niekture plemiona słowiańskie znały grecki piąty żywioł, eter”. Stoigniew >pogadaj< 17:58, 31 lip 2010 (CEST)
  • Stoigniew, dobże napisz sobie, ziew :). Tutaj jeszcze jakby ktoś hciał się zapoznać jest fragment z Gieysztora o Jarowicie – Jaryle i związku z wiosną. Marmale (dyskusja) 19:08, 31 lip 2010 (CEST)

  • Odpowiem tak: To że Karol Wojtyła napisał sztukę teatralną, nie dyskwalifikowało go do napisania homilii na Urbi et Orbi. To, że Białczyński napisał powieści wzorowane na słowiańskih mitah, nie dyskwalifikuje go do napisania poważnego tekstu o słowiańskim święcie wiosny. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST)
    • A ostatnio Białczyński rozpisuje się na swojej stronie o „słowiańskiej rasie”, „słowiańskim genie” i jakieś farmazony na temat żeszy „słowiańskih bustw” o kturyh nikt poza nim nigdy nie słyszał. Pomijając fakt, iż jest absolwentem tehnikum geodezyjnego i nie ma elementarnego wykształcenia historycznego, arheologicznego czy etnograficznego. Świetneś źrudło znalazł. Niemalże jak Ja, Klaudiusz do opisywania Imperium Romanum w I wieku. Stoigniew >pogadaj< 11:55, 9 sie 2010 (CEST)
    • Znuw kulą w płot… Co w takim razie oznacza poważny tekst? Podaj mi proszę jakieś recenzje w specjalistycznyh pismah. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

No to bardzo mętne masz podejście i dyskwalifikuje Cię ono jako merytorycznego redaktora. Największą bzdurę możemy napisać i potem „uźrudłowić” ją nie całościowo, ale dodając refy do poszczegulnyh słuw. Ot, możemy napisać że Słowianie obhodzili Święto Kaszankowe, poświęcone Perunowi. Znajdziemy źrudło na istnienie słowa „kaszanka”, potem źrudło na to że kaszankę składano w ofieże, potem że składano ją w ofieże m.in. podczas świąt poświęconyh Perunowi. I ładną konstrukcję zbudujemy, co z tego że totalnie bezsensowną… Kolego Stoigniewie, nagminne naruszanie pżez Twoją szanowną osobę nie tylko zasad wityetykiety ale i podstawowyh zasad kultury osobistej skłania mnie do refleksji, że powinieneś zrobić sobie dłuższą pżerwę na lekturę niekturyh zaleceń Wikipedii oraz społecznyh zasad savoir vivre. Natomiast niekture Twoje wypowiedzi [18] [19] w moih oczah nie tylko dyskwalifikują Cię do dalszej pracy jako redaktora Wikipedii, ale zasługują na długotrwałego bloka. Naprawdę, nie mam pżyjemnośc i z Tobą dyskutować, ponieważ poziom tej dyskusji mnie po prostu mieżi. Marmale (dyskusja) 11:48, 9 sie 2010 (CEST) A mnie mieżi Twoje zaklinanie żeczywistości i to, że działasz jak w amoku byleby tylko nie pżyznać się do tego, że popełniłeś błąd. Loxley (dyskusja) 12:40, 9 sie 2010 (CEST)

Tajemnik Burowijski: Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem


© copyright by Czesław Białczyński

Wiktor Wasniecow – Bój z Trzygłowym Żmijem

Bitwa Swaroga-Czarnogłowa z Wronem – Czarnym Żmijem – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą

Utoczka miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi. Kaczogłowa jargonica Utka-Utoczka wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne. Ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu (Tarczy Swarożyca), a w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim. I zrodziły się dwa wieszcze Sokoły Ogniste – Finist (Wijnist) i Raróg-Swarożyc. I uchwycił Swarożyc za Słoneczną Traczę.

A kiedy Grom uderzył w Żelazne Jajo, wyszedł z niego ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij – syn Utki. A za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie: Obida ze smutnym licem oraz silnoskrzydłe Gryfon i Magur, a za nimi czarowny, smutnośpiewy Sirin.

Wiktor Wasniecow – Sirin i Alkonost

Kiedy Swarog-Czarnogłów uderzył młotem w Górę Ałatyr rozsypały się Jasne Iskry po Niebie. Góra pojaśniała i zapłonęła od kucia, i w cały świat wlały się Światła (Dażbóg) i i Jasna Siła – Swarga (Dażboga, córa Białboża, Dana- Pani Dnia Niebieskiego). Jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Wtedy to w ogniowych wichrach, w smadze-swile[i] urodził  się Siemargł-Weles syn Swaroga-Czarnoboga. Siemargł-Weles był jak samo światło Słońca, jak Żar (Swara) i Płomień Ognia Niebieskiego (Swaróg). Na początku był Władyką Ognia – Welesem Płomiennym. Z Ognia Czarnobożego urodził się też Strzybog Władca Wiatrów.

Andrzej Gusielnikow – Strzybog

Czarny Wron podpełzł podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot uderzył nim w górę. I Góra sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami. A z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły, i żmije i smoki, w tym Żmij Czarny, Luty -mocarny i wielogłowy. A z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne, wszyscy Bogucie (Boguchcice)[ii].

Co to tam w Niebiosach szumi, co tam tak groźnie grzmi? Oto wieszcze  ptaki zleciały się w Niebie, oto przybyła Prawda z Kriwdą. To Jaw starła się z siłą Nawi, to Życie starło się ze Śmiercią. Sotnia Świetlista spod Niebieskiej Powłoki wyśledziła gdzie się zebrały Sotnie Ciemności. Co widać?! Widać, że Ciemna Siła zgromadziła się wokół Gorejącego Kamienia. Spod Niebios na Nizinę z groźnym gromowym pomrukiem rzucili się w dół, ku siedlisku Ciemności Świetliści Gońce. I spadł Finist-Wijnist wprost na gniazdo Czarnego Wrona, chwycił go za prawe skrzydło i pociekła ciemna posoka.

Korolkow – Kamień Ałatyr (Światyr)

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

I wtedy ze swej Koliby – według Zachodnich, Południowych i Wschodnich Kącin Sistanu – wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr bogów.

Rerich – Swarożyc

Jednakże według Kącin Północy te wydarzenia miały swój dalszy ciąg. Oto on:

Pognał Jasny Sokół (Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędził się w boju z Czarnym Żmijem. Tam nagle zabrakło mu sił a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno morza i tam go uwięził. Pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię.

Po pewnym czasie Swarożyc, cudownym boskim wysiłkiem, zdołał się jednak zerwać z podwodnej uwięzi i wzniósł się wysoko na Niebiosy. W Niebo Wysokie poleciał – blisko Kuźnicy Niebieskiej swego ojca Swaroga-Ognia Niebieskiego i Swaroga-Czarnogłowa – Niebiańskiego Kowala. Natychmiast wzbił się za nim Czarny Żmij i popędził ku onej Kuźnicy. A lecąc wrzeszczał na cały Świat o tym jak podbił całą Ziemię i pogrążył ją w Ćmicy, i o tym że jest Kniaziem Całego Podniebiesia, a za chwilę podbije Niebieskie Niwy i stanie się Carem Wszego Świata.

Korolkow – W Carstwie Czarnoboga – Wranego Żmija

To nie ogień gore w Niebiańskiej Kuźni Niebieskiego Kowala Swaroga-Czarnogłowa, to nie żelazo w tyglach, w dłoniach Ognia Niebieskiego (Swaroga) kipi, to Weles-Siemargł dwoi się i troi przy kadziach i kowadłach. A Strzybog rozduwa jego miechy, z góry wdusza w płomień swoje Wichry-Wiry i rozpala święty ogień-smagę, sypią się iskry niczym promienie księżycowe. Robota w Kuźnicy się sporzy. Jest tam też dwunastu pomocników Rabów-Ogni-Kowalisów, najdoskonalszych bogunów-kowali i wszystkowiedzące Chochołdy Gogołady-Władycy: wszyscy jako Swaroga-Czarnogłowa słudzy co biją  żelazne dzwono młoteczkami i dla Swaroga-Ojca i dla Swarożyca-Syna sporko (szparko) bułatny pług kują.

Kowalisy-Raby bijąc i kując tak do Czarnego Żmija rzekły:

– Luty Czarny Żmiju, Powielicielu Ćmicy, przeliż swoim straszliwym jęzorem trzy ściany boskiego Zamyku, przebij wszystkie trzy wierzeje do Niebiańskiej Kuźnicy, my się tym sposobem dzięki tobie od tej ciężkiej roboty wyzwolimy, na język ci siądziemy  i z tobą wzlecimy, a wtedy to ty zapanujesz nad Wszym Światem.

Zaczął lizać Wierzeje Kuźnicy Czarny Żmij i lizał i lizał i nie mógł ich na wylot wciąż przelizać. A w tym czasie Swaróg ze Swarożycem sklecili do końca Boski Pług. W końcu jednak po kolei wszystkie trzy ściany Zamyku-Kuźnicy Żmij przelizał, i wszystkie trzy wierzeje przebił na wylot. A kiedy przebił się przez ostatnie Wierzeje, Swróg ze Swarożycem załpali go rozpalonymi kleszczami za język i poczęli okładać młotami po wszystkich łbach i tłuc go na kowadle, aż zaskomlał o łaskę. W tym czasie Weles-Siemargł już zaprzegał Czarnego Żmija do Pługa.

Stanęli wszyscy nad pokonanym Czarnym Żmijem, synem Czarnego Wrona – Czarnogłów, Swaróg i Swarożyc oraz Weles, i wszyscy oni rzekli Czarnemu Żmijowi – Teraz dopiero będziemy dzielić Matkę Ziemię, pójdziesz i przeoramy ją wgłąb miedzą, i przeoramy ją wzdłuż i wszerz miedzą, i podzielimy Podniebieśne Carstwo pomiędzy siebie – Po prawej za miedzą  będzie Swarogowe Władztwo, a po lewej za miedzą będzie Żmijowe Władztwo.

Matka Ziemia

Powiadają wołchwowie z Itila, że gdy się idzie wciąż dalej i dalej za miedzą po prawej, i wciąż się od miedzy oddala, to się na koniec dochodzi do tej samej miedzy od strony lewej, więc Żmijowi tak naprawdę zostały oddane tylko Podziemia – to co w głąb Matki Ziemi, pod miedzą, czyli Bieśne a nie Podniebieśne Carstwo.

Czarownicy i żercy kapiszt Wschodu, Zachodu i Południa powiadają jednak, że powyższy obraz zawiera w sobie dwa splątane w jeden warkocz (warkosz-kosę) wydarzenia. Pierwsze pochodzi z pradawnych początków Świata. Wtedy to na zamkniętego w Zamyku-Twerze, Boskiej Twornicy-Kuźnicy Boga Bogów Swąta (Świtoka-Roda) napadli Znicze Pierwbogowie, którzy zjednoczywszy swe siły przybrali postać Stugłowego Czarnego Żmija Wrona i wdarli się do Zamyku na Wierchu Weli, gdzie ten swoje Rzeczy Pierwsze kował. Pokonał ich wtedy Swąt ukazawszy się im jako Świetlisty Potwór, który wzbudził w ich sercach nieposkromiony lęk i spowodował ich upadek. Swąt – według ich kazań – nie dzielił się potem Światem z Upadłymi Bogami lecz uczynił z nich, odjąwszy każdemu z nich po jednej lub dwie głowy Umory-Strasze, Skrzyste Orły Welańskie. Ci Upadli Pierwbogowie, Znicze mieli na początku, tak jak i Swąt, po cztery głowy i cztery oblicza. To właśnie wydarzenie, ich zdaniem, opisuje bajna śnieć o Kuźnicy.

Powiadają kudiesnicy Chorsa z Caroduny, że ukazany w owym bajnym, wijnym splocie (wiju-wrzichu-wrczichu) obraz kucia Boskiego Pługa odnosi się do wydarzenia wykucia przez bogów Skrzystych Narzędzi Królewskich, które następnie bogowie zrzucili na Ziemię, po to by przy ich pomocy Zerywanie mogli, za każdym razem, gdy zemrze stary kniagin, rozstrzygać przez ich podjęcie z ziemi, kto ma być ich nowym władcą.

Świtungowie Swąta z Winety powiadają, że bitwę między ukształconymi przez Bogów Potworami o Ziemię, Welę i Niebo rozstrzygnął swoim wyjściem z Kłodzi Swąt, wtedy gdy zatrzęsły się Posady Świata, a Drzewo Świata podtrzymujące Całe Niebo, zostało zagrożone  złamaniem.

Lekarowie i czarodziejki Dawanów z Serbomazogatuzy nad Dunajem powiadają zaś iż obraz Kuźnicy pomieszny jest tutaj z obrazem Twornicy Swąta (Świętego Tweru) oraz że Kuźnica Swarogowa nie znajduje się na Wierchu Weli a na Swarożej Niwie, a także druga nachodzi się w Nawiach, w Piekle, a trzecia znajduje się w Najdalszym Niebie. Jest tu też ich zdaniem wpleciony obraz Trzemu Czarnogłowowego, który ma Trzy Wierzeje i trójkątny kształt, a także był nazywany podobnie Czarną Kuźnicą-Koźnicą Czarnego Boga Kowala.

Korolkow – Drzewo Świata


[i] Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła słonecznego. Swiła – święta siła życia, ożywiający wicher, wcielający życie w byty.

[ii] Boguchcice-Bogucice – czyli nie tylko stworze – boginki i bogunowie, ale także zdusze, czyli demony powstałe z dusz zmarłych. Stworzami – Bogińkami i Bogunami nazywany tylko byty stworzone rękami bogów z bożego namaszczenia, z bożej materii, w boskim zmaganiu, w boskim pomnożeniu, posiadające boskie właściwości. Powstały więc one z materii nieśmiertelnej. Boginiakami nazywamy ich dzieci, czy to z ludźmi, czy innymi bytami. Zdusze, choć stworzone ręką bogów, w boskim zmaganiu i pomnożeniu, powstały z materii zawartej w Nawiach, śmiertelnej, ludzkiej i zwierzęcej oraz roślinnej. Wszyscy oni razem i stworze i zdusze powstali z boskiej chętki – chcicy, stąd zwiemy ich razem Boguchcicami, co się z czasem uprościło w takie nazwania jak Bogucice, czy Bogucie.

Ta wersja boskiego baju pomija skomplikowane dzieje narodzin przedstworzy, a potem stworzy i zduszów w walce bogów z Potworami. Skupia się na innych obrazach z przeszłych dziejów Świata.