Polska Wizja Baji – Tleledrag T.S. Marski „Księga Popiołów”


Tymon Niesiołowski „Król Duch”, (kompozycja do poematu Juliusza Słowackiego), 1909, pastel na papierze, 126,7 x 147,5 cm, Muzeum Narodowe, Warszawa

Rozdział 1

Ja Wele Tab ~ Duch Ksiąg

Inne, uczone, nad księgami siedzą,

Lecz z literami oko nic nie czyni,

O duchu w księgach zamkniętym nic nie wiedzą.

(Król Duch J. Słowacki)

Zasadniczą ideą księgi popiołów jest dotarcie do bezsprzecznej prawdy historycznej jakakolwiek miała by ona być, księga ta jest historią Słowian oraz obroną pisma i języka Słowian.

Jest ona napisana językiem potocznym, nadużywamy słów a, i, że, alias, często dosadnym, obrazoburczym, sprzecznym z zasadami eufonii, przypisy są właściwie podrozdziałami, częściowo piszemy ją w trybie przypuszczającym by czegoś dowieść by później używać tych samych faktów już jako twierdzeń, posługujemy się zapisem przeciwnym zasadom jednolitości szczegółów czyli np. zasadą stosowania znaków interpunkcyjnych Pro’rok ~ Pro-rok, często wbrew regułom ortografii (np. naZyWać nazywamy to akcentacją etymologiczną), składni jak i prawom estetyki czy redakcji książek, np. używamy zamiennie skrótu e.ch. (ery chrystian) i n.e. (naszej ery ~ ale nie mojej), nazywamy opisywany lud czy naród, a może kastę ~ warnę militarną raz Chor’watami, Hrob’atami ~ Mogilanami, Hor’manami, Walinami, Ljadami, Ledianami, drugi Pszońcami, Obrami, Wręgami, Worami, Lachami, innym razem imieniem Morusów czyli Empiriusów ~ Ąpirusów (płonących ~ ognistych), używamy na ich określenie też nazwy Lugii ~ Antów ~ Anteli ~ Andeli ~ Anji ~ czyli Aniołów, jak również nadajemy im imię Abarów, Awarów i Rusów które w dzisiejszej historiografii mają dość jednoznaczne choć dogmatyczne identyfikacje z jakimiś koczownikami gnębiącymi biednych Słowian czy z Rusią Kijowską, też Świętą Górę czyli Łysą Górę nazywamy ~ Peuką, Pełką, HaraWatą, Łysicą, Harą, Harati, Wolą, Wólką, Gol’gotą ~ górą czaszką, Heramem, Helemem używamy znanych słów w prastarym i innym znaczeniu od dzisiejszego np. niemcy~niemeci oznaczają wszystkich niesłowian, czy żydów zaliczamy ze względu na to, że jidisz to dialekt niemiecki do Niemców itp. wypisujemy też bardzo kontrowersyjne, aroganckie oraz emocjonalne opinie, robimy to wszystko nie dlatego, że nie lubimy czeskiego (lidyjskiego) alfabetu czy też mamy taki kaprys, ale bardziej po to by zmusić do myślenia wywołać żywszą wręcz gwałtowniejszą reakcję czytelnika by uzmysłowić mu struktury i piękno naszego języka dziś już nieco skostniałego i sformalizowanego, chodzi też o dotarcie do prawdy o naszej historii i naszych przodkach, bo chodzi nam tu jak wspomnieliśmy wyżej o obiektywną oraz bezsprzeczną prawdę historyczną.

Być może obrażę tą książką klasę inteligencką, chrześcijan, arystokratów, cyklistów, bałwochwalców, komunistów i ateistów jak też XIX nacjonalizmy polski, ukraiński, rosyjski, żydowski czy niemiecki alias wszystkie nasze święte krowy, choć na pewno nie obrażę tu ludzi inteligentnych bo oni wiedzą, że dużo ważniejsza jest prawda niż dobre samopoczucie czy uczucia ”konfesjonane” tej czy innej narodowości, warstwy zawodowej czy społecznej, życie w kłamstwie i obłudzie prowadzi zawsze do klęski, być może jest to historia panslawistyczna, choć myślę, że to historia świata według Barbarzyńcy, wyraz macedoński Bara ~ Słowo, więc Barbarzyńca synonim imienia ~ narodowości Słowian. Ktoś powie, że nie ma takiej narodowości, ale była jeszcze w czasach Kadłubka, a nawet w XVI wieku bo jakiej jest narodowości autor poniższych wersów. (narodowość tą zniszczył kofesjonalizm i separatyzm podsycany przez wrogów Słowian)

WENUS I STREFY JEJ WPŁYWÓW
RENESANSOWA RYCINA Z CYKLU PLANETY

… Serby, więc Antowie, Bosnacy za nimi

I Karwaci waleczni z chorągwiami swymi.

… za wodę głęboką zimnej Łaby wzięli;

Tak iż niemal wszystko jeden opanował

Naród co Bóg trojakim Neptunem warował.

(Jan Kochanowski)

Chcąc wywieść pochodzenie Słowian i ich języka, musimy sięgnąć do ksiąg z paru dziedzin wiedzy, mianowicie historii, indoeuropeistyki (językoznawstwa), archeologii, mitów indoeuropejskich i w zasadzie religioznawstwa, jak i zasobów słownikowych języków będących w miej lub bardziej istotny sposób, związanych pokrewieństwem czy innymi wzajemnymi wpływami. Zobaczymy, że w mitach, legendach i bajkach ~ dub’inuszkach jest zawarta wiedza historyczna, dużo większa niż w najobszerniejszych opracowaniach, wąsko wyspecjalizowanych uczonych ślepych na prawdę i fakty, mówiących hermetycznymi zawodowymi żargonami, mieszkańców nowej wieży babel czeskie słowo babel ~ bełkot, [uczonych ~ tuczonych gęsi (a może jednak Polacy to gęsi) na romajskich kłamstwach, jeśli nasi ulubieni uczeni to nie gęsi to na pewno romajskie psittakusy].

Nie jesteśmy zresztą pierwsi którzy chcieli coś wskrzesić z mitów i języka, np. R. Świerzbieński wskrzeszał Wiarę Słowian w swej książce, ”Wiara Słowian z Obrzędów, Klechd, Pieśni Ludu, Guseł, Kronik i mowy Słowian wskrzeszona.” Też nie pierwsi uznajemy Awarów za naszych, tak pisze o Awarach Słowacki.

Też nie pierwsi doszliśmy do wniosku, że mowa Słowian musi być najstarszym językiem świata, czy do tego, że Atlanci to Scyci, jedno i drugie uzmysłowił sobie Hugo Kołłątaj pisząc HRL, jednak doszliśmy do tego inną drogą i niezależnie od tych autorów, bez znajomości ich tekstów, a dowodzimy chyba jako pierwsi, że mowa ta utarła się w strukturach notacji kobalnej (węzełkowej ~ sznurowej). (teksty te załączyliśmy)

Wyprowadzenie etymologii wszystkich słów oczywiście nie jest możliwe, same słowniki kilkudziesięciu rzeczonych języków liczą setki opasłych tomów, jest to gigantyczny zasób informacji, pozostaje tylko problem jej odszyfrowania, jest to ponad siły jednego człowieka. Dlatego przeprowadzimy wywody etymologiczne kilkudziesięciu najważniejszych słów takich które są najczęściej w użyciu i mogły być już używane 4-5 tyś. temu.

Była to epoka neolitu, epoka kamienna, żelaza meteorytowego ale i hutnictwa miedzi i słabych brązów możliwe, że hutnictwa żelaza lecz raczej na pewno nie stali. Więc słowa te to, nazwy kamienia, skał, nazwy wojska, władców, też słowotwórstwo czasu, religijne, nazwy nieba i ziemi czyli elementów środowiska przyrodniczego inaczej terminów geograficznych, też terminologia broni, ksiąg i pisma (choć tego będziemy tu dowodzić, według obowiązującej wiedzy plemiona indoeuropejskie i później słowiańskie to dzicy barbarzyńcy), żywiołów ognia, wody, wiatru, zimna nazw gór i rzek, te słowa są najistotniejsze i imię własne ludzi oraz ich imiona, przydomki i przezwiska.

Nie wyśmiewamy tu wbrew pozorom ludzi, najwyżej ich poglądy co nie jest tym samym, ludzi nie powinno się wyśmiewać ale poglądy jeśli są niedorzeczne, naiwne i nielogiczne nawet powinno, nacechowanie emocjonalne polemiki z nimi jest po prostu potrzebne dla jasności sformułowań, jeszcze raz podkreślamy naszym przeciwnikiem nie są ludzie często głęboko zasugerowani, wręcz zaprogramowani przez scholastyczny dogmatyzm, odrzucający fakty podważające te dogmaty, choć to ludzie którzy nie mają nic wspólnego z prawdziwą i wolną od uprzedzeń nauką.

Twierdzi się, że Bulla Gnieźnieńska jest tzw. Złotą Bullą języka polskiego, jeśli tak to Diamentową Księgą języka polskiego jest każdy słownik języka słowiańskiego i wystarczy spojrzeć do słownika np. czeskiego czy macedońskiego zastanowić się co znaczą tam słowa czes. kazimir, kazisvet, hasićska, hamonit, ludrak, Pszoniec, harat, harant, haraszit, hrad, hrozinki, hrob, hlad, led, oj, voj, mac. lesz, lud, ludak, kraczun, bara, iz’wor, bardo itp. by historia nasza przestała być tak tajemnicza choć stanie się nieco niesamowita.

Jako samozwańczy obrońca polskich kronik, używam na ich obronę i w ogóle do oceny rzeczywistości historycznej dość prostego procesu poszlakowego który jest może dość prymitywnym narzędziem logicznym pozwalającym jednak bardzo prawidłowo ocenić fakty i wiarygodność przekazów, proces ten pozwala też wyciągać prawidłowe wnioski, dla uproszczenia nie odróżniamy specjalnie poszlak od znamion, czyli poszlaki bywają dla nas znamionami czy może częściej znamiona traktujemy jak poszlaki, postawiłem zarzut oszczerstw i kłamstw historycznych romajom i innym oraz go uzasadniłem wskazałem ich interes czyli dlaczego kłamią oraz wskazałem miejsca gdzie perfidnie i ewidentnie kłamią, przedstawiam też na to niezwykle liczne poszlaki, a co do osiągnięć rodzimych ”romajskich” z ducha historyków to skomentował je pewien szlachcic.

”Są wiersze…” ”To błazeństwo!”~”Są też Polskie dzieje”.

”Bodajbyście wisieli na haku, złodzieje,

Żeście, w wieczne swój naród podając pośmiechy,

Powyrzucali z kronik i Wendy, i Lechy…”

Z satyry ”Chudy literat”

(A.S. Naruszewicz przypadkowo powiedział

prawdę o tym co pseudonauka oświeceniowa

zrobiła z kronikami Polski.)

Sam Lelewel gdyby się tylko zastanowił, skąd się wzięło jego nazwisko, to pewnie zmienił by swe krytyczne poglądy, a może nawet sam zamienił w ognistego ducha z empireum niebieskiego. (gdy wyróżniamy jakieś wyrazy w zdaniu to znaczy, że sygnalizujemy jakieś ich związanie logiczne w tym wypadku, dwa wyrazy i jedna fraza znaczą to samo lele wel to ognisty duch, empireum to niebo czy siedziba boga zalana przeraźliwie jaskrawym światłem, po grecku empireum znaczy dosłownie ognista, czyli ognisty duch z ognistej siedziby)

Choć jestem w stanie uznać swoje wywody za błędne wtedy gdy moje bardzo poważne argumenty na rzecz prawdziwości kronik, Kadłubka, Długosza, Bielskiego, Prokosza i innych zostaną zbite bezsprzecznie, bowiem przytoczeni przed chwilą kronikarze na temat Polskiej przed chrześcijańskiej historii piszą mniej więcej to samo, a potwierdzają to ogólnie i niekiedy w szczegółach źródła od nich niezależne czyli arabskie, potwierdzają to też legendy ~ sagi niemieckie i skandynawskie, oraz ogólnie mówiąc mity indoaryjskie, potwierdzają to też nasze Słowiańskie legendy oraz słowotwórstwo czyli zasoby leksykalne języków Europy itp.

Nie jest to książka do wierzenia, bo wiara potrzebuje absurdu ”Wierzę bo to absurd.” jest to książka do zrozumienia czyli książka weryfikowalnych pojęć i wiedzy. Nie piszemy też tu wbrew pozorom przypowieści tylko historię książąt, bogów i władców oraz historię ludu pierwotnie ‚harisi’ drapieżców, tu wesprzemy się parafrazą pewnych martwych od wielu wieków historyków ”to do podziwienia, że Polska kiedyś szeroko w świecie słynąca ze swego barbarzyństwa… szeroko w świecie rozsławiona z władców świętych gór ~ cyklopów…” ~ dziś stała się krajem, serwilizmu, sług, niewolników i ciemnoty.

My niczego tu nie upiększamy staramy się w ogóle nic od siebie nie dodawać, korzystamy tylko z tego co istnieje piśmiennie w przekazach i leksykonach, oddając Polsce tylko to co jej należne. Traktujemy równoważnie wszystkie teksty czy to legendarne, mityczne czy historyczne, często głównie ich terminologię i zasoby leksykalne, nikt nie wymyślił terminów typu król, kagan, tuz, książę, człowiek, dew, bóg, diabeł, gigant, anioł, itp. one wynikają z zbiorowego doświadczenie ludzkości wobec tego pierwotnie traktowały o realnych bytach. Ale samo wyjaśnienie znaczenia słów i konotacji faktów jest niezbędne i wywołuje oczywiście kontekst, można nawet rzec, że książka ta jest wprost mechanicznym słownikiem etymologicznym i księgą cytatów.

Istnieją też w Małopolsce ~ Hrob’acji wokół Krakowa, Sandomierza, Przemyśla królewskie kurhany z czasów gdy być może nie mówiono taką polszczyzną jak obecnie ale bez wątpienia są to władcy Imperiów Scytyjskich inaczej Związku Antów alias Kaganatu Awarów czyli Chorwatów ~ Chrobatów, ludu o całkowicie odmiennej od naszej mentalności niesłychanie agresywnego, okrutnego, skłonnego do bohaterstwa i samobójczej śmierci na ceremonii pogrzebowej elekcyjnego boga ~ krala Anteli.

Z wszystkich mitów, legend i przekazów historycznych wyłania się obraz ludu lodu Ledian ~ Ljadów, Illi’rników, bardów, skoliotów ~ pieśniarzy, który okopał się jako harmia walecznych upiorów na grobach króli-lehin i przez całe wieki wojował świat z tych nekromanckich szańców ~ Lehi(ci~królewscy) ~ państwa grobów ~ hrobów ~ Chrob’acji, był to bardziej jeden wielki obóz wojenny niż państwo, Lechici~Regini czyli przerażający ~ Paralaci Regina-Rehina-Lehina ~ królewscy, a Lechici to nasze imię etniczne według Kadłubka, legendy nie kłamią, przodków się nie wybiera, innych przodków nie mamy, a i mieć nie będziemy.

W pierwszej księdze ”Wiedzy Rymów” wykorzystujemy przede wszystkim zasoby słów i fraz języków, prawdziwe skamieliny leksykalne, w drugiej księdze ”Wiedzy Legend” głównie wiedzę legend czy bajek, choć nie jest to podział ścisły, trzecia księga ”Wskrzeszenie Czasu” to taka półbeletrystyczna rekonstrukcja naszej historii wykorzystująca wiedzę z dwóch poprzednich ksiąg dajemy tu pierwszeństwo ”frazom z epoki” ze szkodą dla formy czy urody tekstu, raz by nie dodawać tu niczego ponad to co znajdujemy w słowotwórstwie i legendach drugie by w gładkościach tekstu nie zgubić prawdy historycznej, chociaż nieraz wywracamy nasze słowotwórstwo na nice lubo drugą stronę ali je prze’nico’wując, tak by dojść k pierwotnemu znaczeniu słów.

Czwarta księga to nasz osąd głównie naszego narodu, aż po czasy współczesne, możemy czytać poszczególne rozdziały według własnego upodobania bowiem każdy rozdział czy podrozdział jest tak napisany by zrozumieć go samodzielnie czyli mamy tam krótkie wyjaśnienie terminów i ich znaczenia oraz ich konotacji, choć najlepiej czytać tę książkę od początku.

(”Syn Czasu” jest późniejszym tekstem, i jest już rekonstrukcją bardziej beletrystyczną, jednak w miarę ściśle przyporządkowaną swej epoce…)

Dlaczego Księga Popiołów? Bo nasze imię Laszków, Popielidów, Rusów od popiołów i sadzy… byliśmy ludem płonących wód ~ rzek ognia…

Lile

(płomyki ~ igraszki)

Moje zAgnieWanie, ogniem zWanie

SpoWicie ogniem, ogniem opętanie

Tleli leli za płonęli, lelila lelila

Płonie niebo, płoną wody, płonę ja.

Płoną głazy, krzyczą głazy, śpiewam ja.

Spopielone ziemie, spopielone księgi

Spopielone plemię, roztrzaskane kręgi

Tlelila lelila z Agnie Wane ziemie

zAtliła się Atra, płonie dusza ma.

Rarog Leleg Hari’Tuz Płomień Głazu

Piszemy tę książkę nie tyle z punktu widzenia mojej nieskromnej osoby ile z punktu widzenia mnie jako świadomego języka czyli jako wcielenia języka ~ słowa…

t’Lele’drag T. S. Marskii

Almosz Jaszczik – Duchy różnych poziomów

Rozdział 2

Ja Język

Księga I Wiedza Rymów

2. Ja Język Wać Pan ~ Pan Wici Ilości Słów Moc [Gramatyka etymologiczna czyli uKryTa sTrukTura wJęzyKa polSkiEgo (neoWoLityCznEgo)]

W opracowaniach tyczących języka polskiego, spotykamy pogląd, że odmiana czasowników zwana koniugacją, jest archaiczniejszą od odmian rzeczowników, przymiotników itd. nazywanych deklinacjami. Więc gdy zajmiemy się koniugacją czasowników, będziemy mieli do czynienie z najstarszą z ważkich struktur antycznej pisowni polskiej. Tak starożytnej pisowni, bowiem zdaniem autora, powstanie odmian części mowy, alternacji prefiksów, sufiksów, słowotwórstwa i archaicznej alternacji wewnątrz rdzeni znajdowanej w martwych językach, sanskrycie, łacinie, staroperskim, starogreckim czy też starocerkiewnosłowiańskim i dzisiejszych językach słowiańskich bez pisma byłoby niemożliwością. Mówiąc prościej notacja nutowa czyli pismo not-kob musiało poprzedzać powstanie języka prainodeuropejskiego. I pismo to zwane dalej notacją słowiańską, ukształtowało obraz, strukturę i zachowanie języka zwanego tu i gdzie indziej praindoeuropejskim lecz jest to w zasadzie język prapolski lub toż samo prasłowiański.

Już XV wieczni gramatycy polscy zauważali osobliwe podobieństwo języka polskiego do greki czy łaciny, a na przełomie XVIII/XIX wieku Hugo Kąłłątaj czy późnej Stanisław Szukalski, wywodzili, że polszczyzna to najstarszy język świata czy mieli rację? Naukowo uznaje się, że z żywych języków leksykalnie polszczyzna jest najbliższa językowi praindoeuropejskiemu czyli jest jego prostą kontynuacją, co oznacza, że jest jeśli nie najstarszym to jednym z najstarszych języków ziemi. Ja wywodzę tu to, że ukształtowała się w strukturach notacji kobalnej ~ węzełkowej, inaczej, że 5~7 tysięcy lat temu używane było przez nas pismo węzełkowe ~ sznurowe które wpłynęło na strukturę i zachowanie naszego (prainde.) języka zwłaszcza koniugację którą niekiedy zwiemy tutaj też iugacją co od yuga~jarzmo, jako iugowanie czyli jarzmowanie inaczej acz to samo iuszowanie (sojuszowanie) wiązanie słów.

Przeprowadzimy tu pierw wywód etymologii dwóch czasowników,

zAgnieWać, naSuWać.

Zaczniemy tę podróż, przez wIęzy notacji węzełkowej naszego Ięzyka od wyWiedzenia etymologii słowa zagniewać. Jeśli otworzymy słownik etymologiczny niejakiego A. Bruknera to dowiemy się, że gniew pochodzi od gnicia i rekonstruuje się przy okazji prasłowiańskie słowo gniti (gnić). Lecz czy powinniśmy przystać na taką, powiedzmy sobie szczerze inteligencką etymologię. My lud prosty zobaczymy co mówi sam język, tworzymy sztucznie frazę, człowiek zgniły z gniewu lub gnije od zagniewania, wręcz niedorzeczne no i właśnie (ale można wywodzić gnicie od zaognienia rany, najpierw się rana zaognia, zaogniła później jak jest źle to gNije, ropieje).

W słownikach, gniew łączy się w takie związki frazeologiczne jak: płonąć gniewem, spurpurowieć od gniewu, synonimem gniewu jest wściekłość, pieklenie się, gniew jest silną emocją. Powyższe frazy i synonimy to w zasadzie redundancje i pleonazmy, wzmacniające i zastępujące co do istoty znaczenia, słowo gniew jest to mechanizm słowotwórstwa i słowa te płonąć, purpurowieć, wściekać, pieklić mogłyby wyprzeć z języka słowo gniew. Trzy te wyrazy są związane z szerzej rozumianym, procesem palenia ognia (pieklić, płonąć, zaliczamy tu też purpurowieć, przez wzgląd na purpurową barwę ognia) i to powinno już nam wskazać, prawidłową etymologię wyrazu ”gniew”.

Wspomnieliśmy wyżej, że gniew to silna emocja, o innych emocjach język mówi np. gorączkujemy się, dostajemy wypieków, czerwienimy się, zapłoniły się lica dziewczynie. Można jednak usprawiedliwić A.Bruknera tym, że różnica miedzy słowami gniew i gnić jest niewielka i tyczy tylko końcówki ‚w’ i ‚ć’ (gnieW, gniĆ) choć jest to istotna różnica i można udowodnić jej zródłosłowowy rodowód. Zapewne też myląca jest tu czeszczyzna i polszczyzna, (zahnivat-nadgniwać, hnievivy-gniewny), gdyż w tych pochodnych od gniewu i gnicia wyrazach (gnieWny-nadgniWać, hnieVivy-zahniVat), końcówka Wać, Vat zrastająca się wtórnie powoduje upodobnienie tych słów. Jednak kiedy patrzymy na Macedońskie, Czeskie, Polskie najbardziej zbliżone do formy rdzenia, wyrazy gneW, hneV, gnieW i gnie, hnit, gnić widzimy, że języki odpodobnienie to zachowują. Co prawda Macedońskie gnie-gnić nie ma analogicznej końcówki, jeśli chodzi o fleksję, ale może winna temu jest analityczność Macedońskiego.

Jeszcze nim dojdziemy do prawdziwej etymologii słowa ‚gniew’ zrobimy to co zawsze powinno się robić przy wywodzeniu pochodzenia wyrazu, czyli powinniśmy wypisać słowo ‚gniew’ jego pochodne i złożenia. Posłużymy się tu słownikiem ortograficznym, mamy w nim takie słowa jak: gniew, gniewać, gniewnie, gniewliwie, gniewny, gniewliwość, słowo pochodne Gniew, nazwa miasta i stąd gniewianin, gniewianka i gniewski, mamy też nazwę węża gniewosza, oraz okaże się najistotniejsze, słowa z przedrostkami zagniewany, zagniewać i też tu należące pogniewać.

Teraz chcąc, już bez wątpliwości, wywieść etymologię słowa gniew, musimy sięgnąć do języka Wedy (sanskrytu), mamy tam związek wyrazowy ‚agnie wati’ co znaczy, być ognia słowem, zwać się ogniem. Przytoczmy jeszcze raz słowa, zAgnieWanie, zAgnieWać. Jeśli weźmiemy wyraz zagniewać, utrącimy mu ‚z’ następnie uznamy, że sanskryckie ti i nasze ć w słowach agnie waTi i zagniewaĆ są tożsame, tak jak w czeskim hnevaT i polskim gniewaĆ, to okaże się, że wedyjskie agnie wati to analityczna forma polskiego zrośniętego słowa zAgnieWać.

Wypiszmy znów słowa w związkach logicznych, czeskie zahoret hnevem ~ zapłonąć gniewem, polskie spurpurowieć od gniewu, pałać, płonąć gniewem, teraz wedyjską frazę agnie wati i syntetyczną zAgnieWać (zAgnieWany). Jeśli przestawimy rdzenie w polskich słowach i sztucznie je analityzujemy otrzymamy formacje, z Wać Agnie, Agnie z Wać i zWany Agnie, Agnie z Wany, czyli zWać ogniem lub zWany ogniem, porównajmy to z sanskryckim agnie wati, które jest tłumaczone jako ‚być ognia słowem’, ‚być jednym słowem ogniem’, sam wyraz ‚wati’ jest tłumaczony jako ‚słowo’.

Podsumowując wywód, etymologii słowa gniew(zagniewania), możemy stwierdzić, że gniew pochodzi od ognia-agni i wać-wati (pierwotne znaczenie to słowo), zsyntetyzowanych w słowo zAgnieWać, które w polszczyźnie (między podbojem Indi 1700-1200lat p.n.e. a ekspansją Sklawanów 500r n.e.) zredukowało się poprzez odłączenie, upodobnionego do partykuły ‚za’ przedrostka, do postaci słowa GnieW. Inaczej mówiąc ‚z agnie wać’ zrosło się w jedno słowo ‚zagniewać’ i jest ono pierwotne, przyłączające się ‚z’ do ‚agniewać’ w konsekwencji oderwało ‚a’ od ‚agniewania’ i wtedy powstało słowo ‚gniewać’ fleksja zrobiła swoje i mamy słowo ‚gniew’.

Etymologia tego jednego słowa, rodzi wiele konsekwencji i wywołuje nowe konteksty, głównie to, że polskie ‚zagniewać’ jest bliższe fonetycznie sanskryckiemu ‚agnie wati’ niż czeskiemu hnevat. Drugie wywoływane zdanie, wnosi pogląd o wywędrowaniu 3500lat temu, zdobywców Indii z terenów (ziem) polski i jednocześnie dowodzi, że językowy separatyzm polsko-czeski musi mieć jeszcze starszą metrykę, bowiem polszczyzna utrzymuje, formację zAgniewaĆ, Agnie waTi, co najmniej 3500lat lub dowodzi, że czeski dokonał mutacji.

Nasza etymologia słowa GnieW, wywołuje ważkie pytanie o znaczenie wyizolowanej końcówki ”wać” i przedrostka ‚z’ w naszym języku. Ale pierwej zajmiemy się, etymologią, słowa ‚NaSuWać’ (suWać).

Dzisiejsza gramatyka dzieli słowo suwać, na rdzeń suw- i końcówkę , ale po wywiedzeniu etymologi słowa zAgnieWanie, będziemy używać innego podziału etymologicznego czyli, su-Wać. Wyraz ten jest bardzo rozrodzony w naszym języku, występuje w postaci ponad stu wyrazów, zapisanych samodzielnie w słowniku ortograficznym Pwn.

Dlatego wypiszemy go tylko w ponad dwudziestu formach, uszeregowanych licząc od najkrótszego przedrostka (prefiksu) i dwa ciągi koniugacyjne, dk Vb i dk I (tutaj końcówki wydzielane etymologiczne). Mamy więc;

su\wać

o\su\wać

u\su\wać

w\su\wać

do\su\wać

na\su\wać ~nę ~niesz ~ń ~nął ~neła ~nęli ~nięty ~nąwszy

ob\su\wać ~wam ~wasz ~wają ~waj ~wał ~wany ~wali

po\su\wać

wy\su\wać

za\su\wać

nad\su\wać

na\w\su\wać

pod\su\wać

po\z\su\wać

roz\su\wać

prze\su\wać

przy\su\wać

nie\u\su\wać

po\do\su\wać

po\ob\su\wać

po\wy\su\wać

W naszej kolumnie wyróżniliśmy twardy rdzeń i pierwotne słowo naszego języka, wać su (słowo su), że jest on twardy, widzimy w takich jego formach jak uSuNąć, wSuNie, wySuNięty, wySuŃ. Po tych przykładach widać wyraźnie, że wać wymienia się na inne końcówki Nąć, Nie, Nienty, Ń. Dowodzi to, że prawidłowo wydzieliliśmy końcówkę Wać, zaś samo Su nie ulega permutacji oczywiście są wyjątki, takie jak np. zZuwać-zSuwać buty.

Uzyskaliśmy tutaj dwie istotne informacje, fakt istnienia słowa ‚su’ i kilkudziesięciu słów tworzących przedrostki, tak zwanych słów posiłkowych typu nie, po, na, wy, itd. oczywiście te słówka występują też jako końcówki.

Jaka jest etymologia słowa SU otóż jest to słowo pierwotne i dźwiękonaśladowcze, wywoływane podczas przesuwania przez przesuwane przedmioty, a sssuuuu, zzzuuuu to najczęstsze dźwięki jakie są wówczas przez takie przedmioty wydawane, rysownicy w komiksach często umieszczają to słowo sssuuuu, zzzuuuu dla podkreślenia dynamiki rysunku w którym coś się przemieszcza. Jest też sususususu, przerywane przesunięcia z tego też, można wywodzić słowo sus.

Rozpatrywana przez nas etymologia słowa naSuWać , unaocznia nam, że słowo te jest zrostem kilku słów o różnej etymologii, więc partykuły ‚na’, pradźwięku ‚su’ i samodzielnego w sanskrycie wyrazu ‚wać’. Idąc dalej słowo ‚na’ wymienia się z (prze, wy, u, itd.), ponad dwudziestoma innymi tego typu wyrazami, ‚su’ jest słowem niosącym znaczenie, wyrazem węzłowym do którego są przywiązywane przedrostki i końcówki, samo ‚wać’ (sansk.- słowo), wymienia się w procesie kon’iugacji (prawem jarzmowania) na kilkadziesiąt innych słów typu (nie, wana, walny, nięty, itd.), z których niektóre występują samodzielnie w języku (nie, walny), inne tylko w zrostach [(sansk. barwa~wana), neły, niecie]. Więc patrząc z punktu widzenia, pochodzenia etymologicznego słowa ‚naSuWać’, w zależności od odmiany trybu, czasu słowo to ma różną etymologię, są to w zasadzie pierwotne zdania złożone z różnych słów, typu prze su nięty, nie u su walny, za su wano, itd.

Podsumowując etymologię powyższego słowa, stwierdzamy, że ‚su’ które jest tu osią i twardym rdzeniem w procesie koniugacji oraz przyrastania przedrostków, przyłącza kilkadziesiąt różnych pierwotnych słów naszego języka, które po rozłączeniu mają charakter krótkich zdań, podobnych strukturalnie do zdań języków analitycznych i daje ono w procesie słowotwórstwa, różnych odmian (deklinacji, koniugacji itp.) kilka tysięcy słowotwórczych zrostów (kilka tysięcy alomorfów z rdzeniem ‚su’) .

Jest takich wszechdźwięków, słów ponad czasowych w naszym języku dość dużo, może kilkaset, tutaj wypiszemy kilka dłuższych ciągów słów dźwiękonaśladowczych: tras(trzas), dras(draska), kras(raz), pras(prasnąc) po przejściu poprzez opozycję dźwięczności RL mamy, klas(klaskać), plas(plasnąć), plus(plus(k)nąć), mlas(mlasnąć), glas-hlas-hlast(głos-hlas). Do tego ciągu zaliczył bym też po wymianie końcowego S– raS ~raZ (s-z też znajdują się w opozycji dźwięczności, właściwie jest to ten sam dźwięk tyko raz szeptany ‚s’ drugi raz przepuszczany przez struny głosowe, więc gardłowe ‚z’ chyba każdy spotkał też osobę mającą trudności w wyma-wianiu dźwięku ‚r’ co u nas częste, wtedy taka osoba mówi zamiast Radek-Ladek, ‚r’ jest gardłowe ‚l’ szeptane, ale język i usta układamy tak jak przy wymawianiu ‚r’), wracając do ciągu kras-dras-klas itd. i wymianie ‚s-z’ na ‚t-d’, niech będzie, że prawem fleksji (ale i można z ciągu mutacji dźwięków s-z-c-ci-ti-t-d), tak czy siak mamy, klad-krad-trat (krat-klat), więc (lada-kładka-pada, raty-lata-tratować-kraść-konioKrad), stąd lid-lud-ljad-liud-ljud-lit, (grec.litos-kamień) jak i ród (lać, uderzać, klecić klatkę, czyli zBijać) dźwiękonaśladowcze.

Inne ciągi : bang-wang-fang-dong(don,woda)-tong(ton,toń)-ding-ping-pang-pank pach-bach-buch-bęc-pac-pęk-puk-tuk-tok-tyk-tik-tak

prze-trze-drze-brze-krze-grze(chot)-hrzą(k) i inne krzy(k)-ksyk(ksyknięcie)

(jaz)got-(hur)kot-kap(nąć)-kop(ać)-[s)tap(iać)(u)top(ić]-dup(nąć)-(s)tąp(nąć)-

tup(nąć)- chiHot (chihotać- ochota-ochotnik- śmiać się- śmiałość, śmiałek)

bul-pul-gul-kul(bulki idą, bulgot-gulgot-pulta się dlatego i kula od buli-guli)

Oczywiście większość z tych dźwięków wstępują w języku tylko w złożeniach i przemutowane słowotwórczo na przykład: ZaPach-pachNie- pachNęło (buchnęło), woń uderza w nozdrza dla tego mamy (za i pach), (pach i nie) sama Woń pochodzi od wang-wan-won (won stąd, uderzają i przepędzają lub grożą razami), analogicznie jak Pach, woń jest od (uderzenia) wang-wank-wan-woń.

Z tych to słów naturalnych, naśladujących dźwięk wywodzą się często ważne słowa nas najbardziej interesujące występują one w logicznych ciągach słowotwórczych mamy, pank-kras(ras)-klask-(klad-trat-kra(t) klit-lit) wang, (pankus) panowie, klasa, rasa, lud-ljad-ljud(rus)(norw.-ljod,szw.-ljud, czyli dźwięk) (łać. al-lido, uderzać) (czes. lid-lud), (niem. leute), ród, wana, kasta (port. casta ~ czysta krew, fran. casser ~ tłuc), po prostu lud pewnej krasy, urody, rodzaju, klasy, od liczenia(razy) stanu określania, uderzania. Należą tu semickie al.-lid, al.-lah, które znaczą pierwotnie też wszech głos-uderzenie. Czy to przypadek że pranord. (*Tiudisk-ludowy) jest podobne do słowa ludziska końcówa ‚ski’ jest przecież polska (np. ski ulega zanikowi w języku duńskim, dlaczego? Bo jest tam, pozostałością po słowiańskim podboju, to samo zjawisko językowe występuje w dialektach dolnoniemieckich, Długosz pisał, że Brema to miasto założone przez Słowian i pisał prawdę, chociaż w tym drugim wypadku, możemy mieć do czynienia z podbojem frankijsko-niemieckim jak i rekonkwistą, ogólnie rzecz biorąc germańską na tym terenie. Jak wytłumaczyć to odpodobnienie tej pary wyrazów tiudisk-ludziska występujące na początku tych słów ti-l, otóż pierwotnie istniał wyraz w formie tludziska od tludu trudu (trudzący się, sporzący, harujący i też miesza się to słowo z wyrazem od tlenia londu-lądu dlatego i lont to sznur który się tli-pali),w języku pranordyjskim zredukowało się L, a w polszczyźnie redukcji uległo T [oderwanie takie jest możliwe pod wpływem upodobnionego do partykuły (od-ot-at) przedrostka otlić, otlą, zat, atląt, atląd, lontląt].

Po tej dygresji historycznej wracamy do słowa ‚Wać’ i ‚Z’. ‚Wać’ sanskryckie vac~wać (głos, mowa, słowo, język) też bogini personifikująca (wy)mowę i królowa (bogini) bogów. ‚Wać’ w polszczyźnie znaczyło to samo, a dziś jest to prawdziwe supersłowo naszego języka .

Nasze zrosty waćPan, notoWać, rysoWać, spaWać, wnioskoWać zachowują to słowo z pierwotnym jego znaczeniem, wystarczy przestawić szyk rdzeni lub je rozłączyć i język mówi, Wać pan ~ słowo pan jeśli tą otrzymaną frazę lub zwrot podamy niewielkiej odmianie otrzymamy, słów pan, słowa pan, lub słowny pan, jest to dość logiczna i zrozumiałe znaczenie tych słów i można przyjąć, że taka jest etymologia tytularnego lub grzecznościowego słowa Waćpan, (takie przednie występowanie rdzenia Wać jest archaizmem, podobnie w staropolskim verbum (słowo) to szlachcic).

Podobnie słowa Wać noto-słowo noto (słowa not-noty), Wać ryso-słowo rys (słowa rysUnku), spawać daje Wać spa(spoi) ~ słowo spoin, wnioskoWać, Wać wniosko ~ słowo wniosku, niektóre te słowa (frazy) są więcej inne mniej jednoznaczne i zrozumiałe, bo to jest sztucznie analityzowanie języka fleksyjnego, do którego struktury jesteśmy przyzwyczajeni i która wydaje się nam naturalna i właściwa ale pierwotnie nasz język był bardziej analityczny i prymitywny niż można by obecnie sądzić.

Słowo nas w tym momencie obchodzące to ‚Wać’ występuje ono w swych permutacjach (wać, wić, wiać, wa, wią itd.) jest bowiem dzisiaj końcówką kumulująca wiele znaczeń wynikających z odmiany języka syntetycznego, jednak w słownikach do 4000 słów kończy się na samo Wać, bez wliczania tu mutacji.

Jaka jest jednak jego etymologia, znamy sanskrycką Wać-słowo ma tylko 3500lat starczyłoby, my jednak cierpimy na przerost ambicji więc znajdujemy najkrótszy zrost tego słowa w naszym języku, jest nim słowo zWać, czyli Wać-‚zet’ ten zrost z ‚Z’ jest charakterystyczny dla naszego języka i odróżnia nas Słowian od tych którzy uważają się za prawdziwszych Europejczyków czy jeszcze śmieszniej echt indogerman.

Ale o ‚Z’ później teraz co mówi słownik o zWać <<określać jakąś nazwą, jakimś mianem, imieniem; da-Wać komuś, czemuś jakąś nazwę, nazywać>> czyli w istocie rzeczy nadawać jakieś adekwatną wać-słowo, teraz wypisujemy odmianę: zWać ~zWę ~zWałem ~zWą ~zWij ~zWał ~zWany ~zWanie ~zWali ~zWały ~zWane ~zWiemy ~zWała ~zWanych ~zWanymi ~zWanym ~zWałyście ~zWaliście ~zWałeś ~zWiemy ~zWało ~zWiesz ~zWało ~zWana ~zWie ~zWaną ~zWanym ~zWano ~zWani ~ zWiecie. Nie jest ważne czy wypisaliśmy wszystkie przypadki, odmiana polska jest w istocie nieregularna i odczytywana podświadomie, nas interesuje etymologia, wypisaliśmy tu dość przypadków by po utrąceniu (pominięciu) przedrostka ‚z’ dostrzec, że bez przedrostka odmienione ‚wać’ staje się homonimami słów: Wał, Wały, Wij, Wali, {[Waliście, Wałyście,]nie ma takich słów poprawnych w polszczyźnie} Wiem, Wiesz, Wie, (które są czasownikami, rzeczownikami), są też tu takie słowa, które nie mają w polszczyźnie samodzielnego znaczenia, choć w językach pokrewnych posiadają w sanskrycie Wana to między innymi barwa, w czeskim vana to wanna, ze względu na to, że Wana występuje u nas w ciągu Wana, Wany, Wano, Wane, Wanym, Waną, Wani, też przez wzgląd na to, że język polski odpodabnia się zdwojonym (nn) w wyrazie wanna od czeskiego Vana i nawiązuje sam z siebie do wyrazu Wana więc formy sanskryckiej ufając mu uważamy, że jest to forma bliższa etymologicznie polskiej końcówce Wana i, że pierwotnie miała ona znaczenie barwy, {[ niebo jest niebieskiej wany, (koloru), nir(nil)wana] nir-nil, – siny-niebieski; wana-kolor, nirwana-niebieskiej barwy, osiągnąć nirwanę – stać się niebieskiego koloru, rozpłynąć się w błękicie, lub po prostu już prozaicznie pójść do nieba}. Jeśli powiemy jestem zWany, czarnym, czerwonym, białym, tak mnie malują, lub oczerniają, wybielają, obsmarowują, to powiemy to samo co byśmy rzekli, jestem w czarnej wanie (barwie) obmalowany, nazyWany.

I jest jak widać to odmiana nieregularna, mamy tu też rzeczownik zWanie, ale głownie Wać asymilowało dla potrzeb odmiany, parę ciągów słowotwórczych czy też odmiany paru wyrazów jak kto chce, bo mamy tu Wiem, wiesz, wie, wiecie, ciąg Wiedzy, czasowniki Wali i Wij rzeczowniki Wał, Wały, i długi siedmiowyrazowy ciąg sanskryckozbieżny Wana, Wany, Wani i jak wyżej. W przypadku Waliście-Wałyście, do Waly-Wali przyłącza się zaimkopodobna końcówka (wy)ście, wam.

Samo Wać w odmianie słowa zWać występuje w skromnej parze wyrazów Wać-Wij (Wij jest odmianą Wić, Wiły, Wili, itd., a Wać upodobnione jest do Wić) ale poszukując etymologii słowa Wać zwracamy uwagę, że jest ono w fonetyce i pisowni najbliższe słowom: Wiać, Wyć, Wić, jest tu tylko alternacja samogłoski wAć-wIAć-wYć-wIć, język odpodobnił te wyrazy w ten sposób byśmy mieli więcej wyraźnych i adekwatnych słów, na opisanie otaczającej nas rzeczywistości.

Wiać i Wyć, wiatr wieje i wyje, huk-świst wichru, słowa dźwiękonaśladowcze więc prasłowa, a wIć to instrument wiatru bo najczęściej, o wIci czyli wiotkie witki gałązek rozprasza się pędzące powietrze dając gamę różnych dźwięków (wyć), wIć 1. słownikowo to <<długa, cienka elastyczna gałązka, np. wierzbowa, brzozowa; witka>>, 2. <<nitkowaty wyrostek aparat ruchu wiciowców, glonów lub plem-ników>>, 3. rozłóg <<kłącza, pędy roślin podziemne i naziemne z których wyrastają korzenie>>, 4. tylko w lm, hist. << w dawnej Polsce: łozowe witki lub pęki powrozów rozsyłane do rycerzy jako wezwanie do stawienia się na wyprawę wojenną; później: uniwersały królewskie zwołujące pospolite ruszenie>>.

Rozsyłać wici. Jest to najciekawsza informacja lecz trochę myląca bo nie były to łozowe witki lub pęki powrozów tylko łozowe witki związane sznurami w pęki zwinięte jak dywan czy wianek i były one historycznie, pismem, zapisem kobalnym, notacją sznurową, czyli węzełkową, co zstąpiło wici? Uniwersały królewskie <wezwania pisemne do rycerstwa tzw. pospolitego ruszenia na wojnę> pismo nowsze pergaminy zastąpiło pismo antyczne, inna sprawa czy rozumiano, że wici były pismem chyba nie, to raczej siła tradycji sprawiała, że były rodzajem imponderabiliów władzy, bowiem Długosz czy Kadłubek za życia których pewnie istniały materialnie wici, chociażby jako pamiątki, nie wiedzieli, że były one pismem kob, notacją, a czy my dzisiaj mamy taką świadomość, wiedza ta jest tylko w podświadomości słowotwórczej języka.

Czy są gdzie indziej materialne lub pisemne informacje o istnieniu notacji łozowosznurowej, mamy łozy i wici (pęki rózg) używane w podob-nej funkcji przez rzymian, jako tzw. fascis noszone przez liktorów przed urzędnikami jako symbol (atrybut) władzy (od VII w p.n.e. czas trwania republiki Rzymskiej i imperium do V w n.e.).

Pismo chorwackie z wysypy Krk

Łatwiej nam też zrozumieć w tym kontekście czym był węzeł Gordyjski w zhelenizowanym micie fryg. Gordias pierwszy król Frygii, ojciec Midasa był oraczem tak jak Piast, na jarzmie jego byków usiadł orzeł, a miejscowa wieszczka przepowiedziała mu, że zostanie władcą. Frygom wyrocznia nakazała obrać królem pierwszego człowieka ujrzanego na wozie. Był nim Gordias w stołecznej świątyni DzEusa ustawił on albo Midas wóz którego jarzmo było przywiązane do dyszla niezwykłym węzłem, ten który umiałby węzeł rozwiązać miał zostać władcą Azji (Frygii). Tradycyjnie podaje się, że czynu tego dokonał Aleksander Macedoński inaczej Wielki, który rozciął węzeł mieczem, rozwiązanie jak na pogromcę Persów przystało.

Lecz czy prawidłowe, czy po prostu nie należało rozwiązać tego węzła poprzez jego odczytanie, tak jak rozwiązywanie krzyżówki polega na jej zapisaniu prawidłowo odgadniętymi słowami, zresztą u nas są szarady skąd się wzięło to słowo w Indiach słowo siarada jest nazwą rodzaju alfabetu, więc i u nas były węzełki notacji które były dla naszych przodków zagadką, tak jak węzeł gordyjski dla Aleksandra ale czy ktoś tnący krzyżówkę mieczem, nożem byłby dla nas kimś godnym szacunku, raczej uchodził by za analfabetę, więc czy to było jedyne rozwiązanie i czy uznał by je Gordias.

Jednak autorytet zdobywcy, boga sprawia, że w r. 334/333 p.n.e. takie rozwiązanie uchodzi za prawidłowe bez mała genialne, a i wygodne dla potomnych, bo nie trzeba tym sprofanowanym węzłem się już zajmować wszak został rozwiązany ostatecznie, zniszczony. Jednak sam fakt jego istnienia jest dla nas poszlaką w naszym procesie poszlakowym mającym dowieść istnienia notacji węzełkowej, sznurowej.

Kodeks Zografski

Na stronie ”Odpowiedz… czyli noty ~ koby i ksągi…” mamy rysunek z kodeksu Zografskiego, który jest już dowodem z X wieku na to, że tzw. Cyryl i Metody zdawali sobie sprawę z istnienia notacji węzełkowej którą prezentują, cenzura bizantyńska nie była doskonała i jest to też dowód na to, że prawdę trudno ukryć. Tam też płaskorzeźba z Ahura Mazdą który przekazuje inwestyturę Ardaszirowi, przypomina to wieniec z zwisającym końskim ogonem z deseniem siatkowym( tak też opisywane jest jedno z rodzaju wici rozsyłanych w Polsce, jako wieniec łozowosznurowy), struktura sznuropodobna, więc jednak może, to nasze poszukiwane noty, pismo węzełkowe. Są to fakty z terenu Polski, Italii, Azji Mniejszej, Persji, teraz zajrzymy do Indii.

Subkontynent Indyjski został opanowany 3500lat temu przez Ariów, jest tam obecnie kilkaset alfabetów, jednak w większości rodzime alfabety Indii Ariów, wywodzone są z dewanagari ”pisma boskiego miasta”, litery tego pisma są mało podobne do innych alfabetów (chociaż poniżej, po mechanicznym usunięciu ornamentu kreski, stają się podobniejsze np. do głagolicy okrągłej), nazywane też są ligaturami-wiązankami:

Widzimy, że wszystkie te litery odróżniają się od siebie poza jednym elementem, którą jest pozioma kreska we wszystkich literach, właściwie nie ma ona znaczenia dystynktywnego, czyli nie niesie żadnej informacji, gdybyśmy ją usunęli z tych liter, znaki te nic by nie straciły z swej wyrazistości, czyli niosły by całą informację im przypisaną, jako literom różnych dźwięków, teraz usuwamy tę kreskę:

Te litery są równie różne od siebie bez problemu je odróżniamy, więc z punktu widzenia ekonomi zapisu można by je pisać w taki sposób, co więc powoduje, że jednak litery te są zapisywane z tą zbędną kreską, odpowiedz jest jedna konserwatyzm piszących, wynikający z szacunku dla pierwotnego kształtu pisma, bo pierwotnie jednak ta kreska była potrzebna, więc jednak niesie ona informację o materiale konstrukcyjnym pisma, bowiem był to sznurek do którego przywiązywano znaki tego pisma, jeśli ściśniemy te litery tak by kreska pozioma się połączyła otrzymamy linię ciągłą, będącą poszukiwanym przez nas sznurem notacji kobalnej, inaczej węzełkowej:

Prawdopodobnie używano do zachowania kształtu tych liter kleju, kleNoty (ang. gle-glue pol. kle-klej), może smoły, wosku i innych utwardzaczy. Początkowo były te koby-noty duże by w miarę upływu czasu ulegać zmniejszeniu, chociaż tu prezentowane najmłodsze urny antropomorficzne mają duże znaki, być może dlatego, że to pismo okazjonalne, ozdobne jak pismo nagrobkowe:

Wyżej pierwsza od lewej ceramika wstęgowa ryta (4500-3500 p.n.e.), następnie kubek kultury pucharów lejkowatych (3500-2500 p.n.e.), kultura amfor kulistych (2500-1800 p.n.e.), oraz urny kultury pomorskiej około 1000lat p.n.e. Na wszystkich tych naczyniach sznuropodobne struktury, urna kobieca ma na piersi ornament przypominający sznurek zalakowany pieczęcią, męska na brzuścu linię nawiązująca do zbędnej linii pisma devanagari, a zwisające z niej znaki bardziej kształtem nawiązują do głagolicy.

Periodyzacja ta występuje w niektórych książkach, nie wiem czy jest prawidłowa, na ten czas przypada też funkcjonowanie kultur (w znamieniu jest imię) sznurowców-goblinów-wIęzyków, jedna z faz kultury ceramiki wstęgowej rytej nazywa się fazą ceramiki nomen omen nutowej, znajdujemy też stwierdzenia, typu ”sznury musiały mieć dla twórców tej ceramiki duże znaczenie” (więc może były pismem?), można powiedzieć podświadomie byli nasi archeolodzy blisko odkrycia zapisu kobalno-nutowego, jednak świadomie nie potrafili tego dostrzec, język analogowy czy symboliczny choć pierwotniejszy, nie dla każdego jest zrozumiały i bezpośrednio przekładalny na sformalizowany język werbalny, czyli prawidłowego znaczenia słów i logiki.

Ten wywód o notacji kobalnej był nam potrzebny w naszej etymologii słowa ‚Wać’ bowiem bezpośrednio to słowo powstało w strukturach tej notacji i słowo to opisuje materiał tego pisma, czyli wici-sznurki, więc twierdzenie jest takie, że słowo było wicią-wacią, więc naturalną nazwą słowa była wić-wać, a naturalną nazwą języka wIęzy-węzły, nazwa materiału zapisu przeniesiona została na nazwę słowa, oraz języka. ‚Wać’ jest kluczem do zrozumienia struktur naszego języka bo mówi dosłownie o materiale jakiego on używał do swojego zapisu, celowo nie wspomnieliśmy wcześniej, że drugim najkrótszym zrostem słowa ‚Wać’ oprócz zWać jest słowo rWać, bowiem rwać je można dlatego, że Słowa czyli Wać notowane-kodowane były na sznurkach, wiciach, nitkach, niciach, wątkach przędzy, dlatego wątek wypowiedzi rwie się jak nić czy sznurek, bo jest notką-nitką, notacją inaczej zapisem kobalnym z hobolinów – goblinów, knig, knutów, knotów, kobierców, dewanów. (filozof to miłośnik mądrości ~ filozofii, sophia-(mądrość) -(z)ophion-(wąż), mądrości-węży (kobów czy kobrów) czy więzów-pisma-not-dewanów-knig-kobów, czyli miłośnik ksiąg i wiedzy w nich zawartej, inaczej miłośnik nauki)

Zatrzymamy się teraz przez chwilę przy słowie ‚Z’ i jego znaczeniu w języku polskim. W słowniku ortograficznym liczącym 116 000 wyrazów mamy 40 stron słów zaczynających się na ‚Z’, co daje koło 6400 wyrazów blisko 5,5% zasobu słownikowego polszczyzny. W słownikach kieszonkowych frekwencja tych wyrazów na ‚Z’ dochodzi do 10% wszystkich słów, dlatego, że są to słowa dla nas bardzo wyraźne należące do struktury logicznej naszego języka i dla tego są częściej używane. Wyraz ‚Z’ i jego mutacje ‚s, za, zo, zs, zz, zza,’ przyłączając się do rdzeni tworzą prawie cały zasób wyrazów na ‚Z’ bowiem są też wyrazy takie jak ząb, ziąb itp. które są samorodne i powstały poza logiką przedrastania ‚Z’ przed rdzeniami. Świadomie tego zrastania ‚Z’ z rdzeniami i innymi wyrazami nie zauważamy, bowiem ‚Z’ i inne tego typu słowa ‚prze’ i jego mutacje ‚pro, przy, pra, pre,’ itd. jak i dalsze słowa ‚po, pod, wana, wić, wać, ek, ski, ego, nad, do, na, w, od, o, u, ob, wy, roz, nie’ należą do podświadomej struktury słowotwórstwa języka, którą odczytujemy w sposób podświadomy. Bo czy ktoś zastanawia się czy zRąb, zRaz, zWis, zLepek, są zRostami ‚Z’ z Rąbaniem, Razami, Wiszeniem, Lepieniem, Rośnięciem w pierwszej chwili nie będziemy widzieli związku między zrazem (kotletem), a razami (uderzeniami). Lecz jeśli przypomnimy sobie, że są bitki wołowe, cielęce, mięso na bitki, czyli ‚kotlety bite’ uświadomimy sobie, że zraz (kotlet) jest pochodną od wyrazu razić, odRaza to odRzucenie coś nas odTrąca np. z obrzydzenia.

Wracając do ‚Z’ w kieszonkowym słowniku łacińsko-polskim, liczącym koło 10 000 wyrazów, mamy tylko 8 ‚słownie osiem’ wyrazów łacińskich zaczynających się na ‚Z’ co stanowi poniżej jednego promila zasobu słów Łaciny.

W słowniku angielsko-polskim na 68 000 wyrazów tylko 160 to zaczynające się na ‚Z’ co stanowi proporcję taką jak w przypadku Łaciny.

Idąc dalej w słowniku fińskim na 90 000 haseł tylko 20 słów zaczyna się na ‚Z’, a co jest już ułamkiem promila.

Jaki z tego wniosek, ten, że wyraz ‚Z’ jest cechą która odróżnia język polski (słowiański, od 5% do 10% zasobu słownikowego słów zaczynających się na ‚Z’ w zależności od objętości słownika) od innych języków kontynentu europejskiego, chociaż ta cecha łączy go na przykład z językiem etruskim, który posiada wyraźne słowa na ‚Z’, zilc, zilath, zusle, ziv(który żył), zanena, zathrum.

Musimy tutaj powiedzieć, że niemiecki ma dużo wyrazów czytanych przez ‚Z’ ale pisanych przez ‚S’ samo zaś ‚Z’ Niemcy czytają jako ‚C’, niemiecka pisownia jeśli chodzi o wykorzystanie kodowania opozycji dźwięczności ‚Z~S’ w słowotwórstwie nie jest zbyt wyraźna ‚S’ jako ‚Z’ czytane jest tylko na początku wyrazów i między samogłoskami w pozo-stałych wypadkach jako ‚S’. Niemiecki ma na określenie ‚S’ literę podobną do naszego dużego ‚B’ z przedłużeniem ja u małego, ‚p’ ale nie jest to zbyt często wykorzystywana litera. [słowa na ‚Z’ to w Niemieckim około 4% zasobu słów, słownika liczącego 60 000 wyrazów, jednak gdy wypiszemy parę niemieckich słów na ‚Z’ okaże się, że to często słowa prawidłowo w innych językach wymawiane i zapisywane przez ‚C’, przykłady, (cwecke)zwecke-ćwiek, (cyklus) zyklus-cykl, (cyniker) zyniker-cynik, (cyste)zyste-cysta, (cypern)zypern-cypr, (civilist) zivilist-cywil, (citrin) zitrin-cytryna, (citieren) – zitieren – (za)cytować, (carewitsch) zarewitsch-carewicz, łacińskie cynicus-cyniczny, civilis-prywatny (cywilny), cyclicus-kołowy (cykliczny), można z tego wysnuć wniosek, że w zasadzie Niemcy utworzyli swój zasób słów na ‚Z’ zapożyczając słowa pisane przez ‚C’ i zapisując je przez ‚Z’, chociaż wymawiają to ‚Z’ jako ‚C’ i rzeczywiście nie ma w niemieckim słowniku wiele słów na ‚C’, koło 30 słów zaczynających się na ‚C’ czytanych przez ‚k’, a 150 z nich to słowa po prostu na ‚Ch’, więc można uznać, że niemiecki nie ma wyraźnego, jednoznacznego ‚Z’].

Można stąd wysnuć wniosek, ze skoro w językach peryferyjnych Łacinie, Angielskim, Fińskim ‚Z’ praktycznie nie występuje, to ta litera nie odróżniana w pisowni, czyli wymawianie niemieckiego ‚S’ jako ‚Z’, a odróżniana w wymowie ‚Z’ jako ‚C’, jest więc ta litera (dźwięk Z) pożyczką z Słowiańskiego, gdzie opozycja dźwięczności jest cechą stałą, wyraźną i żywą jak i sam zapis litery ‚Z’. Idąc dalej twierdzimy, że istnieje pewna wynikająca z powszechnych praw językowych, logiczna permutacja dźwięków i liter ‚s, z, c, k’, przykładem tego są, rosyjskie ‚C’ które jest czytane jako ‚S’, w Łacinie ‚C’ oznacza ‚K’, zaś w niemieckim ‚C’ jest zapisywane przez literę ‚Z’, a w polskim ‚C’ to ‚C’ czyli z znaczeniem pierwotnym, przyrodzonym, nadanym jej przy tworzeniu tej litery, (ta logiczna mutacja znaczenia dźwiękowego litery ‚C’ jest też niezależną poszlaką, na istnienie prezdłacińskiego związku między tymi alfabetami).

Już z tego przykładu można by wysnuć logiczny wniosek, że skoro w Polskim ‚C’ to ‚C’, ‚Z’ to ‚Z’, ‚K’ to ‚K’, a w Łacinie litery ‚Z’ czy ‚K’ są zbędne [jest po parę (1 promil) wyrazów na Z czy K i to obcego pochodzenia, trudno by więc uznać by Łacinnicy wymyślili te dla nich zbędne znaki ] i nie mają sensu jako dublety dźwięku w wypadku ‚K-C’, to alfabet ten logicznie rzecz biorąc, musiał powstać w języku polskim w którym litery te są użyte tylko z swym pierwotnym znaczeniem (czyli zakodowaniem dźwiękowym), a nie w łacinie, oczywistym się staje twierdzenie, że Łacina zapożyczyła ten zachodniopolski alfabet za pośrednictwem Etrusków-Rasnali-Krasnali-Hytrusów pochodzących z środkowej europy, którzy zamieszkiwali 1200lat p.n.e. dorzecze górnej Łaby jak i Odry tzw. kultura unietycka, a później przedłużycka oraz łużycka, tam też w tych kulturach utarł się ten alfabet na licach, tabLicach czarnych ksiąg, sągów, dubów.

Chociaż pierwotnym narodowym naszym alfabetem jest alfabet nutowy-kobalny-węzełkowy później tzw. głagolica to jednak na zachodzie polski powstał młodszy alfabet, który ostatecznie wyparł alfabet trudniejszy w zapisie (czyli zapisywaniu na powierzchniach pergaminów, czy też licach kart papieru) głagolicę, a że powstał na bazie dialektów połabskich, czeskich, śląskich oraz wielkopolskich i pomorskich jest równie dobrze przystosowany do języka polskiego, w swej masie dialektycznej wschodniopolskiego czyli Chorwackiego -Ljadskiego -Lachskiego -Ruskiego -Ruth’eni -Luth’eni -Lud’skiego (co wszystko synonimy) bo różnice między tymi dialektami były trzeciorzędne i dialektyczne, a nie językowe, tak jak i dzisiaj między dialektami słowiańskimi. Jest to fakt znany, jak twierdzą książki ”Mały Słownik Kultury Dawnych Słowian” s 447 .

”Wyjątkowo bliskie pokrewieństwo języków słowiańskich. jest faktem powszechnie znanym. Stwierdzono, że Rosjaninowi znad M. Białego łatwiej jest porozumieć się za pomocą swego własnego języka z Jugosłowianinem znad Adriatyku, niż mówiącym swymi narzeczami Niemcom z północy i z południa. Różnice między bardzo odległymi geograficznie językami słowiańskimi są dziś jeszcze rzeczywiście mniejsze, niż między dialektami niemieckimi.”

Dlaczego więc mamy jeden język niemiecki, skoro trudno się w nim porozumieć? A dla czego nie ma pojęcia jednego języka słowiańskiego, który trwa jako narzędzie porozumiewania na przekór różnicom alfabetycznym, konfesjonalnym, politycznym, pseudoetnicznym, mimo wielkich odległości geograficznych itd? I czy nie jest to tylko dowolność traktowania pojęcia języka, chęci podkreślania różnic i negowania jedności języka Słowiańskiego, przez separatystów dialektyczno-ortograficznych, czcicieli przecinków.

Jak wspomnieliśmy, istnieje pewien ciąg mutacyjny, wynikający z podstawowych praw językowych, który sprawia, że nasze ‚C’ znaczy w innych alfabetachraz ‚S’ 1ub ‚K’ albo oznaczane jest przez ‚Z’. Najprostsza mutacja zachodzi między ‚S~Z’ bo jest to przejście przez opozycję dźwięczności, widać to wyraźnie kiedy przyłączamy dźwięczne ‚Z’ do zaczynającego się na bezdźwięczną literę wyrazu. Inaczej można wyrazić tę zależność między ‚S~Z’, że ‚S’ jest szeptane, a ‚Z’ jest spółgłoską gardłową, przechodzącą przez struny głosowe. Oto przykład, zetrzeć ale już starli, mimo tego, że ‚Z’ zachowuje się w takich wyrazach na spółgłoskę dźwięczną jak zadać, zdać, zagadać, zgadać, zagryźć, zgryźć itd. to w wyrazach na spółgłoskę bezdźwięczna uwielbia przechodzić w ‚S’ zapleść ale spleść, zapina ale spina, zaprzysiąc ale sprzysiąc itp. ‚Z’ oddzielone od wyrazu samogłoską w zroście typu ze-, za-, zza-, zachowuje się przed spółgłoską w pozycji samodzielnej przechodzi w ‚S’ wyrazy typu s-pina, s-tarli itd.

Mutacja ‚Z~K~C’ jest bardziej subtelna i wynika też z pierwotnego znaczenia tych w zasadzie nadsłów w języku polskim. Mianowicie ‚K’, ‚C’ miały prawdopodobnie podobne znaczenie jak dzisiejsze ‚do’, zaś słowa ‚Z’, ‚S’ podobne znaczenie jak ‚od’ lub ‚nie’.

Zachowało się to ich znaczenie w paru archaizmach, dla cNota, cWał, cWany, cNić, zaCna mać, cMentarz, cMoknąć-(sMoktać), dodamy tu rosyjski cVet, serbskochorwackie cVijet, bo w polskim przechodzi ono w kWiat, które unaocznia nam, że mutacja ‚C’ w ‚K’ zachodzi.

Jeszcze wymienimy parę słów z pierwotnym ‚K’ wymieniony już kWiat oraz następujące słowa [kNuć, kNut, kNot, (etymologicznie związane)], kNur, kWota, kWit, kWarc, (uchodzą z zapożyczenia). Samo ‚K’ jest na ciągu mutacyjnym, ‚K~G~H’ mutuje więc dodatkowo, mówimy ‚gwiazda’, a Czesi mówią ‚hvezda’ natomiast Rosjanie mówią ‚zvezda’ czyli to samo słowo, zaczyna się raz na ‚G’ kiedy indziej na ‚Z’ czy ‚H’, dlatego możemy przedłużyć ciąg mutacji do takiej postaci ‚s, z, c, k, g, h’.

Czy nasz ciąg permutacji ‚s, ,z, c, k, g, h’ jest skończony, otóż nie ‚Z’ potrafi przejść w ‚Dz’, polskie dzWon, dzWonić, oraz serbskochorwackie zWon, zWonit, co od pierwotnego ”Wan, Wang” (bang -wang -fang -dong -tong -ding -ping -pang -pank) czyli dźwiękonaśladowczego słowa nazwy Dzwonu, Tin-tina, Cin-cina. Czy gre-ckie imię zEus~dzEus. ‚Dz’ z kolei przechodzi w ‚Dź, Dż’, czego nie będziemy dowodzić, ‚Dzi~Ci~Ti’ też przechodzi w ‚Dzień-Cień~Cin~Tin’, opozycja dźwięczności, jeśli spróbujemy powiedzieć szeptem słowo ‚Dzień’ to ktoś nas słuchający usłyszy słowo ‚Cień’, a Tin to po Etrusku słowo dzień.

Jeśli byśmy chcieli wyczerpać wątek ‚Z’ to musielibyśmy napisać osobną książkę, tutaj więc tylko fakty co najistotniejsze czyli ‚Z’ i jego relacje z ‚S’ w językach europejskich, jak wspominaliśmy ‚Z’ jest tym co odróżnia nasz język od innych języków europy, samo ‚S’ występuje dość często w tych językach, proporcje słów zaczynających się na ‚S’ są następujące, Fiński zasób słów na ‚S’ około 10%, Angielski 12%, Niemiecki 12,5% (słów o mieszanej wymowie S~Z), Polski 9% (+ słowa na ‚Z’ 5,5% = 14,5% zasobu słownikowego słów zaczynających się na litery Z-S), Łacina 10% słów na ‚S’, czyli podobnie nie jest to jakaś zasadnicza różnica, więc to odchylenie w stronę ‚Z’ polszczyzny nie jest typowe, czyli jest szczególne.

Teraz zajmiemy się kwestią etymologii słowa ‚stopa’, w naszym języku łatwo wytłumaczyć jego powstanie, są słowa tupać, tąpnąć, więc przyłączmy nasze ‚Z’, i mamy jako, że mutuje ono w ‚S’ przed bezdźwięcznymi spółgłoskami słowo, stąpnąć, stup(stóp), [tupać, tupot stup, (nie jest to zgodne z ortografią, bowiem nas obchodzi tylko etymologia,) wyraz ‚dupa-pupa’ jest równie dźwiękonaśladowczy tup-dup-pup-bup-bub, tip-top, tap-tap, taplać itp.], jak miało by owo przednie ‚S’ powstać w Angielskim, w wyrazach story, Spanish, ‚S’ przed rdzeniami jest pochodną, utartego rdzenia ‚his’ który uległ zanikowi (hi)story, (hi)Spanish, nie jest istotne, czy tak samo z tego, czy też z innego rdzenia, powstało ‚S’ przed wyrazem angielskim ‚stop’ ale najłatwiej wytłumaczyć owe przednie ‚S’, w ten sposób, że angielski po prostu przejął pewien zasób słów na ‚S’ utworzonych w języku słowiańskim-polskim.

Jest to wszystko według zwyczajnych praw językowych i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jednak zanim wrócimy do głównego wątku, struktur starszych niż struktury pisma czarnych dubów sągów, do słów utworzonych w notacji kobalnej, wypiszemy jeszcze trochę tych słów dźwiękonaśladowczych.

Wcześniej na stronie 24 wypisaliśmy parę ciągów słów dźwiękonaśladowczych więc tu takie małe ich uzupełnienie, najoczywistszy ciąg dźwięków naśladujących odgłosy zwierząt: świerGot, miauczeć, mruczeć, kukuryku, gęga, ryk, mruk, syk, kwik, kracze, rechot żab, grucha, gdacze, pieje, pies aja, zi-aja, zziajany, zieje, warczy, szczeka, jazgot psów, tętent koni, tętno (ten-ten).

Słowa naśladujące dźwięki fizjologiczne człowieka: chrapać, chrypieć, skrzypieć, zi-pać, {zi-ewać [stąd ewa – życie( jeszcze dycha, dyszy-więc żyje) ziEwa-dziEwa-dziEweczka], greckie, ewos- naród, mahaewos, wielki naród, dosłownie wielkie życie}, spać (s-pać, od sa-pać), dyszy, oddech, (dusza, uszedł dech, uszła z niego dusza więc nie żyje), klasnąć, mlasnąć, plasnąć, (chłosta -chlastać) – chlasnąć stąd hlas(czeskie)-glas-głos. Dziecko gu-ga, od pierwszych słów języka dziecięcego, synonim Wać-Ga (słowo), w pod-świadomych strukturach języka, znaczenie zrostu ga-Dać(słowa dawać), ga-Worzyć (słowa Warzyć, wytWarzać w wolu-gardle-worku). Samo słowo dziecko od dziecina-tintina(dzwoneczek), bowiem wieszano na szyi dzieciom dzwoneczki by swym dźwiękiem odstraszały złe moce, być może głos dzwoneczka miał wywoływać skutek prawny jako rodzaj języka, czyli prawnie bycia człowiekiem.

Dźwięki narzędzi, piszczy, popiskuje, pisk pióra, stąd słowa pisze-napis-pisarz, (chrobot skrobot), skrobie skrypt skryba skrzypiącym piórem, ciąć ciach(nąć), siec sie(ck)iera kiereszować, pompa pompomp, pamp-pomp-pump, pompować, bomb, bum, bam, bim, bom, bimbać.

Tryskać, pryskać, bryzgać najczęściej o wodzie (trask, prask, drask, brask, tlask, plask, dlask, blask, dokonaliśmy tu sztucznie permutacji, pierwszych dwóch liter tr-tl, pr-pl, dr-dl, br-bl, zostawiając wszędzie końcówkę -ask, w tej formie są w naszym języku trzy słowa, prask, plask, blask, reszta to słowa potencjalne, chociaż mogły być już stworzone i rozrodzić się same zanikając, np. drask -draska, drasnąć, czy trask-trzask), ciekawostka to, że słowo prysznic nie od pryskania tylko od nazwiska wynalazcy dla nas swojsko brzmiącego nazwiska Priessnitz (1799-1851), (nasza końcówka nic Kopanica, Legnica), wynalazca urządzenia natryskowego, prysznic tak jak natrysk dziś jest tak samo słowem-zrostem słowiańskich rdzeni i bez trudu z nich wnioskujemy do jakiego celu ich użyć, czyli tryskania-pryskania (pryśnie, prószy, rozprasza wodę) do kąpieli, bowiem u nas to się przyjęło tylko ze względu na to, że jest to słowo zrozumiałe i adekwatne w naszym języku (wątpię czy się przyjęło w Niemczech, ‚tusche’-natrysk), można też w ogóle podważyć fakt wynalazku, konewkę wymyślono dużo dawniej i czy nie jest to wynalazek oczywisty, który wynajdowano wielokrotnie, czyli trywialne wyważanie otwartych drzwi i gdyby pan Priessnitz, nazywał się Schonengruber to czy byśmy kąpali się pod Schonengruberem, słowo natrysk nawiązuje do tryskania, a prysznic do pryskania, pryśnięcia i nie jest to przypadek, że te dwa czasowniki pryskać, tryskać dały nazwę natryskowi-prysznicowi, podobieństwo rdzeni prysz-Preiss istnieje ale podobieństwo rdzeni prysz-prys jest dla użytkownika polskiego języka znacznie czytelniejsze, końcówka -nic, -nitz, też jest polska stanic, granic, więc dla tego i tylko dlatego mamy w polszczyźnie, wyrazy prysznic i natrysk, a nie wyraz preissnitz, na określenie urządzenia kąpielowego z sitkiem od konewki, bo mamy też natrix – wąż wodny – bicz wodny już w łacinie. Więc twierdzimy, że etymologia tego słowa, może być co najwyżej tylko podwójna, czyli od słów pryśnie-pryska i Preissnitz oraz, że tylko to pierwsze słowo (pryśnie-pryska) zadecydowało, o zakodowaniu się słowa ‚prysznic’ z jego konotacją w języku polskim i tego słowa (prysznic) w tym języku funkcjonowaniu, działa tu odczytywana podświadomie struktura rdzeni z zakodowanym pierwotnym znaczeniem tych rdzeni, czyli jądrem rdzeni dźwiękonaśladowczych. Poza tym w języku nie ma czegoś takiego jak jedyna prawidłowa etymologia, słowa są z językiem związane wieloma nawiązaniami, (o wielości nawiązań etymologicznych słów, patrz choćby ”Etymologia słowa Słowiani”).

Po powyższym wywodzie przejdziemy do dźwiękonaśladowczych słów, będących rdzeniami macierzystymi dla słów, dusza, mara, strachy, sele, czyli słów dyszy, szmery (koszmary), trachło, szelesty ( stąd nasza zieleń, selen, zielony), (sele-dusza w niemieckim, nasze słowa sielski-sielankowy szczęśliwy-radosny czyli uduchowiony nastrój, weSele, człek wesoły czyli np. dusza towarzystwa, sele-(dusza, w hetyc-kim duśk-duśkija-cieszyć się, w tym samym znaczeniu Sienkiewicza ”duszko ty moja”, czyli ‚radości ty moja’) , sele u nas zostało wyparte, a słowo sele-dusza jest już w Etruskim, też ciele-sele, cielak-prosiak, polsko-czeskie), wszystkie te wyrazy dusza-dyszy, mara-szmery, strach-trach, sele-szelesty, powstały według tej samej logiki słowotwórstwa i przenoszenia znaczenia z słów dźwiękonaśladowczych na imię abstrakcyjnej części istoty ludzkiej, czyli duszy człowieka, będącej uzupełnieniem dla ciała, po jego śmieci funkcjonującej samodzielnie i manifestującą swą obecność właśnie szelestami, szmerami, dyszeniem czy jękami, stukaniem i tłuczeniem się, najczęściej po nocy, też kroki, skrzypienie drzwi bez przyczyny przypisywane są duchom, duszom.

Ten przydługi wywód o słowach dźwiękonaśladowczych, zakończymy słowami ‚tak’ oraz ‚nie’ są to słowa pierwotne należą do ciągu tu w sztucznej mutacji tak-tag-dak-dag, czy też mutacji naturalnej czyli w żywych językach nie-niet-ne(słowiańskich)-no[nou]-nein(germańskich), polskie tak przechodzi w rosyjskie da, czyli z mutującym ‚t-d’ i utartym końcowym k-(zero), z nie-niet jest inaczej fonetycznie rosyjskie niet jest bliższe polskiemu nie niż czeskiemu ne z tym, że odróżnia się starą końcówka ‚t’ która uległa w języku polskim nie(t)-nie(zero) redukcji lub nigdy nie była w polszczyź’nie przyłączona, wracając do ciągu tak-tag…. nie jest on taki sztuczny, bowiem tagAn-dagAn to w języku hetytów nazwa ziemi-pola, pole od wyPalania Polana-wyPalona, można przyjąć, że tak po połączeniu z nie, słowo taknie-dagnie a po redukcji przedniej ‚t-d’ przeszło w aknie-agnie-ognie-ohńe, w niemieckim tag-dzień, szwedzkim dag-dzień możliwe, że od tak-dag ognia, świecenia, jasności wstaje nowy dzień, zapala się nowy ogień który zgaśnie wieczorem, opozycja światła dnia i ciemności noc-nic, czyli braku światła więc ciemności, mogły te słowa być już wypowiadane przez ludzi rozniecających ogień przed dziesiątkami tysięcy lat tak-tak-dag-tag-dak wtedy gdy krzesano (stuk) ogień, a krzesiwo sypało iskry na hubkę i mech, oraz nie-nic-noc jako jęk zawodu kiedy ten ogień gasł, lub nie udawało się ognia rozniecić, Atar, Atra, wAtra, może pochodzić od innej metody niecenia ognia przy pomocy kołka kręconego sznurkiem wspartego końcem na twardej drewnianej podstawie, tar, trze, atarcie zamieniało się na energię cieplną wystarczającą do rozniecenia ognia.

Są więc ‚tak’ i ‚nie’ związane z sobą logiką przytakiwania, potwierdzenia (jest, mam), oraz zaprzeczenia nie (braku, nic nie mam), jak dzień i noc, ciepło i zimno, płomienia-światła i ciemności jako zaprzeczenia ognia, czy ten wywód jest przekonywujący.

Mam nadzieję, że wystarczająco, bowiem dalej będziemy chcieli zwrócić uwagę na ilościowe występowanie, rdzeni naszego języka w strukturach notacji kobalnej, węzełkowej oraz co z tego wynika, jak i uzmysłowić sobie istnienie nadjęzyka, czyli międzyjęzykowych ciągów słowotwórczych i synonimicznych, opisujących antyczny świat indoeuropejczyków, a ściślej mówiąc antenatów czyli przodków Słowian więc Lugiów, Antów, Bharów, Paralatów, Scytów, Słewów, Thrusów, sTolimów, GigAntów, Lelegów, Rarogów, Ludraków, Chrobrów, Chorwatów, Hobrów, kObrów, Obrów, Obrzymów, co wszystko jedno imię ludu Olbrzymów, dzieci niebios i ziemi, (też świat zmieszanych z nami Krasnali, Wanów).

Jak już wspominaliśmy słownikowo koło 4700 wyrazów kończy się na ‚Wać’ przednie występowanie, tylko w archaizmie WaćPan, inne tego typu słowa ‚Wić’ jest już rzadsze, 231 wyrazów jako końcówka, dlaczego tak się dzieje, w słowniku jest 120 000 wyrazów jednak gdybyśmy je podali odmianie, okazałoby się, że w polszczyźnie jest grubo ponad 3 miliony słów wszystkich kształtów i znaczeń, bo każdy czasownik odmienia się przez osoby, czasy, tryby, liczby, strony, a w czasie przeszłym i przyszłym oraz trybie przypuszczającym przez rodzaje, rzeczownik i przymiotnik odmienia się przez 7 przypadków, liczbę, przymiotnik dodatkowo przez rodzaje, niektóre z tych 120 000 wyrazów trzeba przemnożyć do kilkudziesięciu razy, daje to tę olbrzymią, wielomilionową liczbę słów.

Więc ‚Wać’ powinna być znacznie częstszą końcówką niż to wynika z jej występowania słownikowego, jednak ta końcówka jest archaizmem (prawDoPoDobNie był to język syntetyczny który to fakt wymuszało pismo kobalne-węzełkowe, to jednak nie fleksyjny, sufiksacja była analogiczna do prefiksacji czytelna słowotwórczo, nie była jednak jak dzisiejsza fleksja mająca cechy na pozór regularnej odmiany związanej z przypadkami bo to jest wtórne), dlatego ‚Wać’ występuje w takiej liczbie i tylko w bezokoliczniku, dla unaocznienia, że inne końcówki też się tak zachowują weźmy inne słowo ‚Nie’ jego przednia pozycja jako przedrostka to około 1300 wyrazów, jako końcówka ponad 4000 słów, słowo ‚Na’ jest w liczbie około 1500 przedrostków i 1200 sufiksów, są to słowa występujące równie często na przedzie wyrazu jak i na jego końcu, inne np. prze i jego mutacje (pro, prą, pra, pry, pru, pre, przy itd. też ta permutacja dla dzisiejszej gramatyki jest słowotwórcza, a nie są to przypadki jednego słowa Pre-Pra itd.), występują zazwyczaj na początku wyrazu, stąd mamy kilka tysięcy wyrazów zaczynających się na ten przedrostek, na samo prze- jest ponad 2800 wyrazów tak samo z innymi tego typu słówkami, będącymi rdzeniami na których zbudowane jest nasze słowotwórstwo, co nam daje taka wyliczanka, uświadamia nam, jeśli jakiś język słownikowo jest podobny naszemu, tzn. ma takie same przedrostki i końcówki jest z naszym związany pokrewieństwem, więc o tym decydują takie rdzenie jak końcowe, ‚Wać’ także w jego mutacjach Wati-Wat, słowo ‚Na’, ‚Nie’, ‚Pro, Prze, (psze), Pra’, ‚Z, za, ze’, ‚Roz, Raz’ wszystkie te które wydzieliliśmy przy etymologii słowa suWać i jeszcze wiele innych, twierdzimy, że tylko te języki można uznać za indoeuropejskie (pochodzące od kultur sznurowych) które posiadają w strukturach swoich słów te rdzenie z najstarszej warstwy słów jakimi są czasowniki i ich słowotwórstwo. Więc znajdując gdzieś w słownikach jakiegoś języka idącą w setki słów, listę wyrazów zaczynających lub kończących się na słowo, ‚Nie’, ‚Pra, Prze’ też na słowo ‚Wać-Wat-Wati’ bez wątpienia będzie to język indoeuropejski, czyli język zapisów kobalnych, inaczej notacji sznurowców, inne języki są tylko związane stosunkami ligi językowej, czyli zostały w tym czy innym czasie dotknięte jakimś wpływem tego języka.

Wracamy teraz do słowników i informacji jaką niosą, skupimy się na słowach na literę ‚P’ jeśli policzymy słowa okaże się, że słowa te w liczbie 17 700, stanowią ponad 15% zasobu słów słownika liczącego 116 000 słów, w słowniku Niemieckim liczącym 60 000 wyrazów słowa na ‚P’ to 2400 wyrazów czyli ledwie 4% jest to już duża różnica blisko czterokrotna, skąd to się bierze, otóż w polskim słowniku przykładowo około 1400 słów na ‚P’ zaczyna się na przedrostek ‚Pod’ (podGórski, podJadać, podKowa, podLasie, podLotek itd.), koło 5000 słów zaczyna się na przedrostek ‚Po’ (poZakazywać, poZacierać, poWrzucać, poTłuc, poTwierdzić itd.), na ‚Prze’ 2800 słów, na ‚Przy’ 1500 słów, inne mutacje rdzenia prze ‚Pra, Prą, Pre, Pro, Pri, Por, Par, Per itd.’ dają jeszcze łącznie 3000 słów, więc na te przedrostki ‚po’, ‚pod’, ‚prze’ i jego mutacje jest w naszym słowniku 13 800 wyrazów co daje ponad 11% wszystkich słów licząc słownikowo, więc to jest ta zasadnicza statystyczna różnica między językiem polskim a niemieckim, czyli te przedrostki pod, po, prze, przy, pre, pra, itd. dają 11% przewagę słów na ‚P’ językowi polskiemu nad niemieckim, a które są przecież nasze i żywe w naszym języku, po odliczeniu tych 11% słów, zostaje 4% słów na ‚P’ liczba podobna jak w języku niemieckim (4%).

Język niemiecki nie posiada wyrazów na ‚Pod’ (na ‚pod’ tylko cztery Podagra, Podest, Podex(tyłek, dupa), Podium, ‚Pod’ to archaiczny rdzeń sPody – antyPody), czy ‚Po'( około 300 słów 13 razy mniej niż polski), w przypadku przedrostków ‚prze’ i jego mutacji niemiecki posiada około 1000 słów, czyli jednak stosunkowo czterokrotnie mniej niż w polskim. Wysnuć można stąd jedyny logiczny wniosek, że w większości te słowa zostały zapożyczone z języka polskiego (obojętnie czy za pośrednictwem łaciny czy nie, bowiem utworzone zostały według mechanizmów słowotwórstwa języka polskiego czyli słowiańskiego), niemiecki nie ma bowiem mechanizmów słowotwórczych umożliwiających powstanie tego typu słów. Idąc dalej można wyciągnąć wniosek, że niemiecki nie jest językiem indoeuropejskim, chociaż jest pod jego przemożnym wpływem, wynikającym ze stosunków ligi językowej.

Bowiem jeśli policzymy słowa na ‚P’ w łacinie (blisko 12%) to okaże się, że słów tych jest podobna ilość co w polszczyźnie, zaś słowa na pre, pra, pro… w małym słowniku Łaciny (około 12 000 słów) to ponad 1000 słów czyli liczba stosunkowo nawet większa niż w polszczyźnie co jednak łączy łacinę z polszczyzną, są też słowa poSideo-poSiadać poTens-poTęga (w logice przedrostka ‚po’), scriba-skryba, scriptum-skrypt- statuo– stanowić (uStanawiać), spino-kolec, cierń – spinacz – zszywacz-szpilka w logice przedrastania bezdźwięcznego ‚Z’ czyli ‚S’.

Ktoś powie, że brak słów na ‚Z’ w łacinie świadczy o tym, że to polszczyzna nie jest językiem indoeuropejskim, ten fakt braku ‚Z’ w łacinie można interpretować dwojako łacina oderwała się od polszczyzny przed powstaniem w polszczyźnie słowa ‚Z’, czyli przed podbojem królestw Krasnali-hyEtrusków (unietytów) przez Tolimów-Hobrów (sznurowców), a polszczyzna zapożyczyła te słowo z języka Wanów lub w polszczyźnie dokonała się innowacja przedrostka ‚C, S, K, G, H’ w ‚Z’ dopiero po wywędrowaniu przodków Italików na południe, ale w łacinie zdarzają się też słowa z rdzeniem ‚Wać-Wati’ co też świadczy o jej związkach z językiem sznurowców-koblinów-kobierców (polskim), słowa typu ‚vaticinator– prorok, vati-cina(tina)-tor co w znaczeniu rdzeni [słów dnia(boga) droga]’, choć może być to zapożyczenie łaciny z naszego języka za pośrednictwem języka etruskiego tin-bóg i tin-dzień, (również hetyckie tina-bóg).

Poza tym nie jest takie istotne który język to język indoeuropejski, a istotne są wzajemne relacje oraz związki języków z których możemy wywieść informację o historii świata, bowiem te języki wspólnie nieraz w porozumieniu nieraz w polemice, opowiadają o dziejach ziemi, właśnie te związki interleksykalne są tym co nazywamy nadjęzykiem indoeuropejskim np. należy tu do nadjęzyka, międzyjęzykowy ciąg słowotwórczy (prapolsko-hetycko-angielski), Tuz – wojownik ( ktoś możny, ważny),tuz- bójka, tuzać-bić (łomocić), tuzować- bić (tarmosić, szarpać), hetyckie Tuzzi (Duzi) – ‚wojsko’, pra(polskie)słowiańskie duzati, vyduznit, angielski tussle (bijatyka, bójka, wziąć się za bary) tusky (uzbrojony w kły) tush-tusk, (kieł), tussis (kaszel-duszności, kaszel wstrząsa, tarmosi, dusi) więc tussis-dusisz.

Innym ciągiem ze zmianą znaczenia słowa jest ciąg (polsko-hetycko-jagnobi), jadam-adant-adanz-odam-odamt, w znaczeniu pierwszych dwóch słów pol. i het. [jadam-jadany-adant-adanz-eter] -jedzący-zjeść- [etruskie słowo ~ etera-stołownicy-domownicy, należący do wspólnoty stołu-jadła, wspólnoty która tworzy najsilniejsze więzi międzyludzkie – tuż po rodzinnych (też transgatunkowe grupy, typu myśliwy i pies, wspólnie polują więc zdobywają pożywienie i jedzą)], więc eter-jeść etera – stołownicy – domownicy – czeladz, jadam, jag. odam-odamt-człowiek-ludzie (skąd zdaje się biblijny pierwszy człowiek-adam, wypędzony z raju od stołu pańskiego).

Jeszcze inne to związki słów (faktycznie izoglos, czyli węzłów nadjęzyka) których zmianę znaczenia (logiczne, wytłumaczalne przesunięcie znaczenia słowa), zrozumieć można dopiero po odwołaniu się np. do mitologii Indoeuropejskich, więc polskie słowo ‚noga’ (naturalny środek przemieszczania się) oraz indyjskie słowo ‚naga’ (wąż-żmija), a których związek możemy zrozumieć tylko przy pomocy mitów greckich o gigantach, którzy zamiast nóg mieli węże, jeśli na miejsce znaczenia naszej ‚nogi’ w zdaniu ‚chodzimy na nogach’, podstawimy słowo indyjskie ‚naga’ najbliższe w pisowni naszemu słowu ‚noga’ to otrzymamy zdanie ‚chodzimy na nagach, czyli ‚chodzimy na wężach’, geniusz nadjęzyka twierdzi więc, że jak giganci chodzimy na wężach, czyli nadjęzyk twierdzi, że jesteśmy potomkami gigantów, lub inaczej aczkolwiek to samo języki Indii i Polski twierdzą, że giganci-olbrzymi-bharowie-słowianie od tysięcy lat, do tej pory jak chodzili tak chodzą na wężowych nogach.

Czwarty rodzaj ciągów słowotwórczych to słowa antycznej indoeuropejskiej techniki np. zapisów, notacji świadczący o materialnym otoczeniu w jakim egzystowali nasi przodkowie, a były to knigi-koby-kobierce związany z nimi ciąg słowotwórczo-synonimiczny przebiega podobnie jak ciąg ‚tuzi’, wymienimy tu tylko parę słów z różnych języków o wspólnej etymologii, koby-noty to synonimy dające dwa uzupełniające się ciągi słowotwórcze, ciąg ‚kob’ oscylujący wokół znaczenia węzłów, przędzy, plecionek, wiązanek, polskie kobieta(prządka), kobierzec(materiał pleciony, wiązany), kobiernictwo (umiejętność tkania-splatania dywanów), kobiałka (koszyk pleciony z łyka lub wikliny), kobra (wąż się wije, sploty węża, kłębowisko węży – kłębek wełny), macedońskie, koba (los – który przędą prządki np. Mojry, koben złowieszczy los), czeskie kobliha (pączek ciasta, ale kwiaty też zawiązują pączki), mamy też rosyjskie z czasów Iwana Groźnego, zapisy kabalne(przywiązujące chłopów do ziemi), mamy też angielskie cobbler(cob-kob)[łatacz(zszywacz) starego obuwia], cobweb(pajęczyna, nić pajęcza).

Ciąg słów polskich, zanotować, konotować, notatka, nota, cnota (dobra nota, coś co się pisze, warte od notowania), knot(sznur świecy), wspólnota (związek, dosłownie współ węzeł), łacińskie nodo, (zawiązać w węzeł), nodus (węzeł), nodosus (pełen węzłów, przebiegły), nota (znak pisarski, napis, etykieta), noto (zatytułować, słowami określić), itp. wszystkie te wyrazy nawiązują do słowotwórstwa związanego z notacją sznurową mimo tego, że już od plus minus tysiąca (?) półtora tysiąca(?) lat nikt nie zawiązuje słów w kobierce, dywany, knigi to frazeologia jak i ciągi słowotwórcze związane z zapisami kobalnymi, notacją sznurową funkcjonują w językach ligi indoeuropejskiej.

Wobec tego noto-Wać to wiązać wici, wać-wić to słowo bowiem przy tych notacjach i ich odczytywaniu mówiono sobie na głos, czy pod nosem, wać (wić, nić, sznurek, czyli słowo maWiać, móWić, praWić, słaWić,), noto (notoWać, dosłownie zawiązywać węzeł wici-waci-słów), gaWędzić-gaWęda( ga-(słowo) słowa Wędzić-Węda wiązać), dlatego nasz język jest związany jak sznury, oraz posiada strukturę naśladującą w swej pisowni a co za tym idzie w wymowie noty, koby, wici, wać, nić, nawiązuje i konotuje, jest językiem niesłychanie dokładnym oraz jednoznacznym o wielokrotnym kodowaniu informacji, informacji w znaczeniu formalnym słowa, informacji zawartej w fleksji, informacji kontekstowej, informacji słowotwórczej (konotacji etymologicznej), oraz informacji kodowanej podświadomie, bowiem język odczytujemy podświadomie.

Rozłączając zrosty wyrazów czyli słowa syntetyczne, według podziału etymologicznego otrzymujemy, opis świata naszych przodków ich religii pojęć abstrakcyjnych, ich narzędzi czy rzeczy materialnych ich otaczających, ustroju ich państw, konfliktów jaki toczyli, wojen domowych i międzynarodowych, czyli tego co składa się na żywą i autentyczną historię matki ziemi i ludzkości.

Parafrazując poetę, proroka-wieszcza ”Nasz język jak lawa, na zewnątrz gramatyka szorstka, płytka i plugawa, lecz wewnętrznego słowotwórstwa ognistych dźwięków i tysiące lat zacierania nie wyziębi, więc plwajmy na gramatykę i zstąpmy do słowotwórczej dziejów głębi”.

O tym traktują pozostałe księgi tego tomu, o historycznej głębi przekazów, opowiadanej przez języki, bajki, mity, pieśni, źródła archeologiczne, czyli opowiadanej w sposób zbieżny i logiczny bajecznej, mitycznej i autentycznej historii matki ziemi, inaczej Polski.

Tutaj chcemy zasygnalizować pewną możliwość, wynikającą z pewnych faktów, fakt prawny kryterium człowieczeństwa, czyli związanie uznania za człowieka dziecka, dopiero po nauczaniu się przez dziecko mowy(czyli języka), nazwa ogólna ludzi ‚językowie’ czyli ludzie, więc być może istniał czas gdy był ‚gatunek ludzki niemy’ który nie był w znaczeniu prawa ludzkim znajdującym się pod tego prawa ochroną, oraz gatunek ‚ludzi-języków’ mówiących językiem abstrakcyjnym, werbalnym liczącym zwykle co najmniej 3000-10000 słów. (Dokładniej mówiąc mowa ciała to mowa wspólna zwierzętom i ludziom, wchodzi do niej 300-400 znaków mimiki i gestów, zajęcia odpowiednio nacechowanej postawy, napięcia mięśni, oraz dźwięków typu krzyk, ryk, warknięcie, syczenie, co odczytujemy podświadomie, czyli czujemy z postawy zwierzęcia czy człowieka czy jest przyjaźnie nastawiony czy ma ochotę nas zaatakować).

Czyli obiektywnie świadomość i istotę ludzką od zwierzęcej odróżnia posługiwanie się językiem kodem (abstrakcyjnych dźwięków, odbieranych słuchem, artykułowanych ustami), czyli językiem abstrakcyjnym powyżej tych 300-400 słów-znaków kodu mowy ciała, jednak w rdzeniach naszego języka jest mnóstwo słów dźwiękonaśladowczych (które można zaliczyć do mowy ciała, a dźwięki może na przykład naśladować papuga), a język wygląda jakby powstał dopiero w strukturach pisma-notacji, czyli powstaje pytanie czy język mówiony abstrakcyjny liczący tysiące słów powstał przed językiem pisanym, czy było odwrotnie i pierwszy był język abstrakcyjny kodu znaków-not, (odczytywany zmysłem wzroku notowany i przekazywany jako zapis wiązany ręcznie kobalny-węzełkowy do odpatrzenia-odczytania), czyli byłby to język obrazów a nie dźwięków pokrewny językowi analogowemu, rodzaj języka symboli wizualnych. Dziś te dwa języki się nam wydają nierozdzielne, ale przecież głuchoniemi potrafią czytać i pisać nie mając zmysłu słuchu czy daru mowy, czyli język słów pisanych, wiązanych-znaków odczytywany zmysłem wzroku może być samodzielnym językiem komunikacji międzyludzkiej jak jest transczasowej, historycznej ze światem pism, ksiąg tych którzy przeminęli.

Człowiek pierwotny od setek tysięcy lat posługiwał się ogniem, budował szałasy, miał narzędzia kamienne oraz rogowe, łuki i strzały, dzidy, ościenie, ubranie z skór i futer, co spowodowało 7-8 tyś lat temu powstanie oraz rozwój cywilizacji, są zwierzęta społeczne budujące miasta, termitiery z systemem poboru wody, mrowiska liczące wiele kopców, ptaki budują gniazda, altanki, plotą kuliste gniazda zwisające, lisy, susły, krety budują skomplikowane systemy korytarzy podziemnych i komór, małpy mają ręce i posługują się kamieniami i gałęziami które dopasowują (obrabiają) do swych potrzeb, niektóre ptaki wykonują tańce godowe i wydają długie skomplikowane ciągi dźwięków, czyli śpiewów, zwierzęta polują, kochają, przywiązują się, boja się, cierpią, gromadzą zapasy na zimę, słonie maja swe cmentarzyska itd.

Jedyną cechą wyraźnie różniącą człowieka od zwierząt jest język i to język pisany-kodowany, język to dodatkowy zmysł rozszerzający postrzeganie, powodujący powstanie świadomości człowieczej, dzięki zapisowi mamy świadomość historii, nadawania nazw (systematyzacji) i liczenia (liczenie może być pierwsze niż nazywanie, tak samo śpiew typu jodłowanie), mamy świadomość przestrzeni, czasu, poszerzoną możliwość zrozumienia innych ludzi, organizacji się w ponad rodzinne grupy, oraz możliwość przenoszenia swoich myśli w przestrzeni na wielkie odległości, jak i w czasie w przyszłość, jedynie to spowodowało gwałtowne zerwanie związków z naturą świata zwierząt i stworzenie świata ludzi więc te antyczne okrutne kryterium człowieczeństwa, jesteś językiem ~ jesteś człowiekiem może być jedynym prawdziwym oraz obiektywnym kryterium człowieczeństwa oraz jest koniecznym warunkiem powstania cywilizacji. I gdybyśmy szympansa nauczyli czytać i pisać w ten sposób powodując powstanie u niego świadomości i postrzegania językowego, to czy byłby dalej dla nas zwierzęciem czy jednak musielibyśmy uznać go za istotę rozumną, równą człowiekowi czyli z mocy antycznego prawa jesteś językiem (pisanym i czytanym, tak jak ludźmi są ludzie głuchoniemi używający języka migowego) więc jesteś człowiekiem, musielibyśmy uznać go prawnie za człowieka.

Bowiem kryterium wielkości-pojemności czaszki nie decyduje o człowieczeństwie, znane jest porównanie wielkości mózgów Anatola France (ok. 1000cm3) i Turgieniewa (2000cm3), obaj byli znanymi pisarzami, a jeśli chodzi o wielkość mózgu to szympansy mają przeciętnie (ok. 420cm2 więc zapewne były osobniki o wielkości mózgu ponad 500cm3) czyli wielkość ich mózgu jest dwukrotnie mniejsza od mózgu Anatola France, Turgieniew z wielkością swego mózgu wygląda jakby to on był z innego gatunku w stosunku do kolegi po piórze, bo ma z kolei od niego dwa razy większy mózg.

Słowa które mogły powstać w strukturach notacji sznurowej, znajdujemy w prekolumbijskich językach Ameryki, typu Tlaloc (lelek) – bóg deszczu, czy w Indonezji pewna pani polityk o imieniu Megawati, (wielkie-słowo). Być może rzeczywiście jeszcze kilka tysięcy lat temu był wspólny język kilkuset słów i gestów całej ludzkości jednak powstanie pisma spowodowało jego komplikację oraz po ekspansji rozpad.

Jednak czy wobec tego, nie powinien istnieć dualizm językowy między językami naturalnymi-pisanymi (można też powiedzieć kulturowymi, choć wynikającymi bez żadnych wątpliwości z naturalnego rozwoju danej cywilizacji, więc języków sztucznych tylko na tyle, na ile sztuczny jest człowiek i środowisko które wytwarza), cywilizacyjnymi czyli mających historyczny rozwój, językami powstałymi w warunkach technicznego postępu, odnotowanego-zakodowanego w słowotwórstwie języka, niezmiennymi z powodu zapisu (istnieniu tych języków w formie pisemnej), czyli nie ulegających łatwo mutacji czyli trwających w tej samej formie przez tysiąclecia, oraz językami prymitywnymi, (nie zapisywanymi) czyli posiadającymi kilkaset słów dźwiękonaśladowczych i dziś niezbyt wielką (lub większą) liczbę słów typu cywilizacyjnego jednak z braku zapisu szybko mutujących, tworzących szybko mnóstwo gwar i dialektów które równie szybko tracą z sobą więź komunikacyjną (są zrozumiałe dla niewielkiej grupy osób związanych bliskim sąsiedztwem).

Więc teoretyczny podział na języki kulturowe, historyczne, cywilizowane, o dużym obszarze występowania, wyraźne choć skomplikowane o dziesiątkach tysięcy słów, zapisane i z tego powodu słabo mutujące, więc logicznie też druga przeciwstawna grupa języków prymitywnych ludów pierwotnych, stojących poza czasem bez rozwoju cywilizacyjnego, w warunkach naturalnego rolnictwa i pasterstwa, zbieracko-łowieckich, niepiśmiennych, jako języki tworzone sytuacyjnie oraz leksykalnie w zależności od lokalnych warunków przyrodniczych, szybko mutujące najbardziej zrozumiałe w bliskim sąsiedztwie.

Trzecią grupą języków powinny być, historycznie języki katastroficzne, upadku cywilizacji z powodów klęsk militarnych, czy klęsk klimatycznych, ekologicznych i z innych przyczyn naturalnych, przy następującym regresie do poziomu gospodarki naturalnej (pozostałość to język kulturowy pozbawiony zapisu, ulegający z tego powodu szybkiej mutacji i regresowi leksyki cywilizacyjnej), też mogą tu należeć języki grup oderwanych od pnia języka macierzystego kulturowego, jednak brak zapisu powinien powodować przyspieszenie mutacji i uproszczenie np. deklinacji takiego języka, oraz języki ulegające kreolizacji w wyniku tworzenia się języka mieszanego porozumienia grupy najeźdźców z ludnością podporządkowaną, (tutaj znamy przykład, język angielski), czy też języki kreolskie tworzone na potrzeby handlu.

Te powyższe warunki i kryteria mogły nie występować do końca i z całą mocą w poszczególnych językach, więc możliwe są procesy częściowe, czyli granica miedzy tymi grupami języków może być płynna, z pewnych powodów można te języki zaliczyć raz do jednej raz do innej grupy języków, jednak podział na pierwsze dwie grupy powinien być wyraźny i dość prosty, kryterium zapisu (język pisany), słabej mutacji języka, wielkości terytorium jego występowania, cechy te to znamiona dowodzące pochodzenia języka, czyli zależy od nich to czy język jest językiem kulturowym i cywilizacyjnym, brak zapisu języka, szybka jego mutacja, małe terytorium występowania dowodzi, że jest to język prymitywny czyli przedcywilizacyjny, inaczej prehistoryczny (np. duża liczba języków na niewielkim terytorium i zachowanie tych języków czyli skłonność do mutacji, np. języki Papui Nowej Gwinei, też brak zapisu dialektu kaszubskiego powodował to, że w każdej wiosce mówiono na tyle inaczej, że trudno zrozumiale dla sąsiadów z innych wiosek co dowodzi tego, że największe podobieństwo zachodzi między zapisywanymi dialektami słowiańskimi oraz dowodzi zapisywania tych języków przed chrystianizacją, bowiem kaszubszczyzna nie zapisywana straciła cechy języka cywilizacyjnego, dowodzi to, że najistotniejsze z kryteriów języka cywilizacyjnego to jego zapisywanie).

Nasz język Słowiański należy do pierwszej grupy języków, jeśli uzmysłowimy sobie, że Łacina, Greka Klasyczna czy Sanskryt to pochodne od niego i już martwe języki to okaże się, że może być jedynym językiem kulturowym spełniającym powyższe kryteria języka kulturowego i to na przestrzeni kilku tysięcy lat [w znaczeniu czasu, język twierdzi, że czas i przestrzeń to jedno (unifikuje te pojęcia), a tutaj to synonimy], czyli jest jedynym żywym językiem kulturowym Indoeuropejskim, czy inaczej jedynym cywilizacyjnym językiem rodziny dialektów Indoeuropejskich.

Ktoś gdzieś kiedyś na pytanie co się stało z Grekami którzy stworzyli swą zdumiewającą i wielką cywilizację, odpowiedział, że potomkowie ich pasą dziś kozy na ruinach Akropolu.

A co się stało z Obrzymami, Atlantami, Hobrami, Spalmi, można w odpowiedzi tym, którzy uprawiają tak zwaną historię, na ruinach kaganatu Obrów, odpowiedzieć parafrazą; ”Mieliście chamy złoty róg… mieliście chamy czapki z piór, mieliście chamy władców z świętych gór, ostał wam się jeno języka sznur”.

Kaganmir V samozwaniec, czarnoksiężnik z Góry.

Rozdział 3

3. Odpowiedz duchowym innorodcom czyli noty – koby – ksągi – knigi – taby – dewany

Grecy i ich pisma twierdzą, że to oni wynaleźli Słowianom głagolicę, co ciekawe dzieje się to po roku 862, niespełna 40 lat po tym jak Tomasz Słowianin, omal nie usunął Greków z kart żywej historii, łącznie z ich władcami, uratowała ich tylko dywersja Bułgarów, która uwolniła Bizancjum z rocznego już oblężenia słowiańskiego. I było to jedno z ostat-nich miast w rękach Greków. Poniżej litery-wiązanki i mają one zupełnie przypadkowo (?!?!) ornament kółeczkowy, nawiązujący do węzełków. Pytanie czy grecy wymyślili też ligatury-wiązanki devannagari? Albo barsomy czy devany (księgi) perskich kapłanów? Co takiego Ahura’ Mazda przekazuje Arda’szirowi II na wyrytych płaskorzeźbach Tak-e-Bostan, siatkę na zakupy, czy może jednak inwestyturę, wici, fascis, symbol władzy, wieniec łozowosznurowy, noty-nody czyli zapis kobalny.

 

Zagadka, co takiego pokazuje św. Metody i św. Cyryl, na można powiedzieć, piktogramie (wyżej z Kodeksu Zografskiego z końca Xw.) stoją na tle pisma głagolicy z wyciągniętej ręki Metodego zwisa pęk sznurków, są one centralnie wyeksponowane w tym rysunku. Inaczej co umknęło bizantyjsko – cesarsko – prawosławnej cenzurze. Rozumny człowiek odpowie, że to kod (wł. coda-ogon-chwostek) notacji węzełkowej który posłużył za wzorzec głagolicy (pisanej).

Dlatego też od tych węzłów, mamy ruskie pismo zwane więzy.

Ale zakłamany romaj i przypadkowy użytkownik języka, odpowie, że to zupełny przypadek i ten piktogram nic nie przekazuje i nie ma żadnego sensu, wszystko na tym świecie powstaje w sposób cudowny albo przypadkowy dziwny i nie-wytłumaczalny, a myszy rodzą się z kupy starych szmat. I absolutnie nic nie wynika z świadomego działania ludzi, lub działania praw naturalnych.

Żywot Konstantego mówi, że pierwszą reakcją Filozofa , na zleconą mu przez cesarza misję wielkomorawską były słowa, – z radością tam pójdę, jeśli tylko mają litery do swojego języka”. A gdy się dowiedział, że nie mają, „odszedłszy, według dawnego obyczaju oddał się modlitwie wraz ze swoimi pomocnikami (…) i wkrótce ułożył litery i zaczął pisać słowa Ewangelii”. Cud – poszło jak z płatka, wystarczyło splunąć grekom i powstały pisma.

Bizantyńskie kłamstwa są przysłowiowe, pismo różne narody tworzyły przez tysiąclecia, a taki grecki geniusz trochę się pomodlił i wkrótce ułożył pismo nie podobne do żadnego (jak twierdzą niektórzy) i zaczął w nim pisać, oczywiście nie winimy tu Metodego, on powyżej pokazuje wyraźnie skąd wziął litery głagolicy, bizantyjsko-romajska kłamliwa propaganda nie powinna przecież przesłaniać prawdy. W XX w. erze komunizmu i Goebbelsa żyć kłamstwami choćby średniowiecznymi to lekka przesada, ale dla niektórych te kłamstwa to świętości, czciciele bałwanów i ciemnota to mierzwa na której krzewią się one najbujniej, przykrywając prawdę.

Nie można głagolicy wyprowadzić z alfabetów greckich, ale odwrotnie z głagolicy można wyprowadzić pismo arabskie, devanagari, cyrylicę, alfabety greckie, itd. Sznurek to materiał na którym utarła się głagolica, stąd jej kształty i zapętlająca się struktura, a sznuropodobne struktury są na urnach w Polsce od 7 tyś lat, rysunek kolii sznurowej częstej na wyobrażeniach dewów Bharatu dowodzi, że ta notacja węzełkowa zaniesiona została już ok. 3500 lat temu do Indii przez Aryów.

Rygweda zapisana w piśmie dewangari – boskoognistym (gorejącym)

Etymologia słowa kniga-koby-kobierzec.

Żeby wywieść etymologię słowa kniga-kniha musimy wywieść etymologię słowa kobieRzec, kobieTa, gobLin, kobOlt*, gobeLin, ros.- zapis kabalny (zapis wiążący prawnie), kob (macedonskie kob-los)[wąż-więzy-węzły-wiąż, kobRa,] kubEk to naczynie z uszkiem, sKobEl to zamknięcie w kształcie uszka, jak czytamy „męże nas zowią białogłowy, prządki, ku większemu zelżeniu kobietami zowią” szyk tego zdania jest nie najszczęśliwszy, bo stary, ale jeśli trochę go poprawimy, „męże nas białogłowy – zowią prządki, ku większemu zelżeniu kobietami zowią” będzie jednoznaczniej, nasze prapramatki były niezadowolone, że ich męże nie nazywają paniami, damami itd. a nazywają prządkami, kobietami, tak jak dzisiaj słowo krawcowa nacechowane jest pozytywniej niż szwaczka, tak prządka była dla naszych pramam, strawniejsza od kobiety (też rodzaj prządki), kobierzec jest plecionką rodzajem tkaniny czyli czegoś co zostało uprzędzone, gobeliny są bez wątpienia tkaninami, nazwa ta od goblinów – koboltów [demonów, też n.m. les Gobelins(Belgia) co od koboltów – goblinów pochodne, (świadczy też ta nazwa o ich ekspansji terytorialnej)].

Hobolin-miasto, według naszych przypuszczeń pierwotnie nazwa od słowa Hoblin-Goblin-Książę-Książ (miasto) lub słowa księga było to słowiańskie miasto na zachodnich kresach słowiańszczyzny, tak jak Rzymianie od nazwy Rzymu czy Moskale od nazwy Moskwy tak Gobliny od nazwy Hobolina, gobliny-kobolty, czyli od uszek-pętelek węzełków nawiązanych na witce łozowj (witka jest tym dla zapisu kobalnego, czym kratki czy linijki w zeszycie, dla utrzymania porządku liter), dewany, kobierce, knigi musiały przejść cały proces rozwoju notacji kabalnej**, od samotnych sznurków co odpowiada kartce papieru czy krótkiemu listowi, poprzez pęk sznurków, wieniec łozowosznurowy po zwijane jak dywan łozy związane sznurami, aż po pozbawione szkieletu łozowego sploty misternych drobno-węzełkowych kobierców, odpowiadające wielkiej księdze.

W języku rosyjskim fraza ‚zapis kabalny’ ma nacechowanie takie jak, pergamin wyroku prawnie wiążącego, czy rodzaj (cero-ceroWać – więc zawiązywać) cyrografu dokumentu sprzedaży wolności czyli duszy przynajmniej co do skutków, w języku macedońskim słowo koba znaczy los przeznaczenie, też złowieszczy los podobnie w niemieckim not znaczy niedola, bo not-kob to synonimy.

A skąd się wzięły w głagolicy okrągłe zakończenia liter, jest to pozostałość węzełków zapobiegających strzępieniu i rozplataniu sznurków zawiązywanych znaków notacji kobalnej, węzełkowej, są one podobne do uszek-kobów.

Teraz pozostała nam etymologia słowa kNiga, najbliższym co do jego kształtu słowem, jest kNaga 1. Regionalnie krakowskie <<duża kość>>, 2. Żegl. <<rozwidlony u góry kołek metalowy lub drewniany, przyśrubo-wany do masztu, pokładu lub burty; służy do umocowywania lin >>, czy przypadkiem co do kształtu materialnego knadze(2), a i z zastosowania (rozwidlony u góry kołek, który służy do umocowywania lin), odpowiada tzw. soszka czyli zakończony widełkowato kij (więc rozwidlony kołek) do którego mocowano wici (sznurki czyli liny), a później uniwersały królewskie, raczej nie bo soszka może być zdrobnieniem od sążka-soszka przy mutacji ‚ż’ w ‚sz’ i przedrośnięciu ‚k’ daje nam słowo książka-ksoszka, więc było by to przeniesienie nazwy utworzonej od sąg-szog (taby-duby) na inne księgi-kNagi-kNigi inną techniką zapisywane, więc notowane węzełkowe, czyli byśmy znów mieli do czynienia z mieszaniem się dwóch technik zapisu i ich słowotwórstwa w języku, my twierdzimy, że logicznie związane są ze sobą te słowa, zastosowaniem nazywanych przez te słowa rzeczy, czyli knaga i soszka to pierwotnie synonimy. [Samo zaś kNiga-kNaga łączy się z nogą-nagem (wężem), czyli węzłami-wężami notacji sznurowej, a kości nogi są największe więc stąd knaga w znaczeniu (1) krakowskim, przypominamy, że giganci chodzili na wężach-(sansk. Naga-Wąż)].

*KobOlt związany jest ze słowem kobalt metal o niebieskiej barwie, prawdopodobnie dlatego, że Weneci, Hobolini-Goblini ubierali się na niebiesko przynajmniej ci najwyższej warstwy, w Bizancjum było stronnictwo Wenetów-(więc Wenedów) czyli błękitnych, wiec Wenet i Kobolt to synonimy naszych nazw etnicznych.

**Najskrajniejszy opis tego zapisu, mamy w mitach Skandynawskich o Walkiriach (Rusałki dosłownie duchy ksiąg kalka słowa Wele’tabi gdzie wele~duch i taby~ksiegi) które rodziły się w kraju Olbrzymów, a później miały lecieć jako ptaki do Skandynawii (chcieli by), otóż kobierce(gobeliny) które tkały Walkirie opisujące (wyobrażające) bitwę, były z jelit poległych, ciężarkami głowy poległych, bijadłami – miecze, płochami – strzały.

 

3.3 Co mi rzekł kobieRzec

W językach indoeuropejskich istnieje pewien ciąg wyrazów, właściwie homonimów odpodobnionych w niezbyt wielkim stopniu, raz w znaczeniu księgi (księga, bók, kniga, dewan) drugi księcia-boga (książę, bóg, kniaź – kne(g)hini, dew), dzisiejsi wyznawcy Jehowy to w zasadzie też wyznawcy Biblii czyli świętej księgi, bo oni wierzą w autorytet zapisanych w tej księdze słów, islam bez Koranu też by nie istniał.

Bowiem w obu tych wypadkach bez wątpliwości istnieją księgi, istnienie boga jest kwestionowane i poddawane w wątpliwość, lecz nikt nie kwestionuje istnienia świętych ksiąg i ich wyznawców i to jest bezsprzeczne, więc bezsprzecznie to co mówią księgi (bók, kniga, dewan) jest dla ich wyznawców tym samym co słowa boga, więc księgi bezsprzecznie są dla ich wyznawców bogiem. Nie przypadkowo czasami Żydów nazywa się ludem księgi (Biblii), też zwani są ludem wybranym boga co bezsprzecznie znaczy to samo, tylko z tym zastrzeżeniem, że to Żydzi wybrali (stworzyli) księgę-boga bowiem to, że bóg wybrał ich może być kwestionowane, skoro kwestionowane jest istnienie samego boga.

Słownikowo dywan jest w znaczeniu 2. hist. <<nazwa wielu urzędów dworskich w krajach muzułmańskich; w Turcji osmańskiej (do XIX stulecia) naczelny organ władzy państwowej złożonej z wezyrów i najwyższych dostojników>> 3. Lit. << na Wschodzie muzułmańskim – zbiór utworów literackich jednego poety zgromadzonych za jego życia lub pośmiertnie>>, więc w znaczeniu 2 odpowiada to radzie książąt ( u nas senat to książęta kościoła czyli biskupi oraz magnateria jeśli nie większości to w znacznej części książęta), w znaczeniu 3 ”zbiór utworów literackich” bez wątpienia jest księgą, wszystkie to homonimy słowa dywan-kobierzec, pochodzącego z perskiego (indoeuropejskiego). Więc co nam przypadkowo rzecze kobie, kobierzec-dywan?

Jest jeszcze wyraz ksiądz, nawiązujący do nazwy księcia i księgi, dlaczego (?) bez wątpienia księża są związani z świętymi księgami, to co oni czynią to bezustanne odczytywanie, podczas wszelkich religijnych ceremonii wersów tych ksiąg, bezustannie posiłkują się autorytetem tych ksiąg na nie się powołując, bez ksiąg nie mogli by praktycznie egzystować bowiem ich zachowania niewiele by różniły się w istocie od rytuałów opartych na symbolice nie werbalnej, więc niewiele różniłyby się od zachowań czarowników czy szamanów.

(Szczególnym przypadkiem bałwochwalczego stosunku do książek byli komuniści czczący dzieła Marksa i Engelsa, usiłujący dostosować rzeczywistość do utopijnych idei twórców tych książek, sama ta kosmopolityczna i antynarodowa idea możliwa była tylko w środowisku klasy inteligenckiej, charakterystycznej dla wschodniej jewropy mającej wiele wspólnych znamion z chińską kastą mandarynów).

W powyższych akapitach staraliśmy się dowieść, że przeniesienie imienia księgi na nazwę boga jest w zasadzie naturalne i wynika z mechanizmu języka, tak jak nazwa staropolska gościńca(drogi) stała się nazwą gościniec-(po)darek, dar (droga, doroga, też od tego drożyna, drożyzna, drogoCenne, drogi dar), coś co przywozi się z drogi, gościńca, atrybutem księcia, księdza jest księga, więc jej nazwa przeniesiona została na tego który się nią posługiwał, posiłkował, podsumowując ten wywód uważamy ten ciąg homonimów za słowotwórczy i etymologicznie związany.

Jest więcej fraz i słów nawiązujących do antycznego pisma typu „duby smalone”, alfabet w Indiach zwany siarada – szarada (łamigłówka jakim stało się pismo sznurowe), „gruszki na wierzbie” (wierzba i jej witki pełniły kiedyś wielką rolę by zlekceważyć tę frazę, gruszki – o’kruszki chodzi o jakiś znaki typu nuty), te trzy frazy razem świadczą, że był u nas proces gdy starożytne alfabety znane były jeszcze nielicznym, ale u większości już analfabetów wywoływały irytację bo były dla niej czymś niezrozumiałym, wręcz stały się idiomami bredni, łamigłówek, opowiadania rzeczy niestworzonych, dla przeciętnego inteligenta to co tu jest napisane też będzie opowiadaniem dubów smalonych i pokazywaniem gruszek na wierzbie.

Poniżej mamy zapis słowa szog (k szog, księga) w PIEŚNI O WIKLEFIE Andzeja Gałki z 1449r jest to słowo (k)szog jeszcze bez przedrostka ‚k’ i poniżej* przeprowadzamy wywód jego etymologii, podobieństwo naszego słowa księga do słowa kniga jest przypadkowe i jeśli dobrze się im przyjrzymy to widzimy, że (k) ni (ga) [(k) się (ga) (k) szo (ga)] różnią się rdzeniem, rdzeń ‚szo’ uległ co prawda mutacji i upodobnił się do słowa ‚się’ ale nijak nie jest podobny do rdzenia ‚ni‚ z knig-knih słowa pierwotnego i wypartego z polszczyzny przez nowsze zrośnięcie słowa ‚sąg’ z przedrostkiem ‚k'(same sągi mogą być antyczne materialnie związane z tabami tab’licami), wyparło dzięki podobieństwu przedrostka (k) i końcówki (ga). (Możliwe, że angielskie słowo song-pieśń jest związane z naszym rdzeniem sąg, sąg-śpiewnik, śpiewać sągi, odczytywać pieśni ze śpiewnika, nazwa księgi sągu przeszłaby na nazwę pieśni).

I wszego pisma słowie, Wiklef prawdę powie czo szog*roskazuiu

[Co (z k)siąg rozkazują]

*szog-siąg-sąg. <<stos zawierający 4 metry przestrzenne drewna jednego sortymentu>> :pół sąga drzewa. Ułożyć drwa w sągi. Widać było także w pobliżu kilka sągów kamienia. Należało(…)drwa poukładać w sągi po kilkanaście mające sążni.

Sążeń. <<dawna miara długości ok. 1,7m>>

Sążnisty. <<odznaczający się potężnymi rozmiarami, zwłaszcza bardzo długi, bardzo wysoki>> : Sążnisty list. Sążniste sprawozdanie.

Posąg, posążek. Robię za kilkaset złotych dwanaście drewnianych posążków do kościoła na Zmujdzi.

Codex -‚pień, belka; księga złożona z drewnianych tabliczek’.

Po sąg, po(belka, pal, pień, sąg) oscyluje wokół znaczenia materiału o sporej wielkości nadającego się na rzeźby, jest to materiał sortowalny, mierzalny. Najczęściej w postaci materiału bali drewna, niekiedy kamienia. Sągi można też łupać na deski, deszczułki, więc materiał z sągu, k sągu, na woskowane tabliczki kszog, ksiąg,(czyli materiał z rozłupanego, na deski sągu-belki drzewa, k sągu, na belkę, złożonej z deszczułek księgi, ksiąg, książeczki, itd.).

Więc kSiąg, księgi, miały by taką samą etymologię jak codex, stąd pleść czyli opowiadać duby smalone, czarne księgi, taby smalone, tablica jest czarna i woskowane tabliczki były osmalane, żelaznym rylcem zrywano sadzę uzyskując białe litery na czarnym tle, pokutuje pogląd, że używano do tego celu dębiny, co moim zdaniem jest błędne, drewno dębu jest bardzo twarde i trudne w obróbce, po za tym jest ciemne same z siebie, co to ma za znaczenie, (dla czego atrament jest czarny? bowiem dobrze kontrastuje z bielą papieru i znaki pisma są wtedy czytelne), dlatego dębina musiała by być malowana na biało, podobno była trawiona, jest to za skomplikowany proces by był wykonywany, dużo prościej wziąć jasną buczynę osmalić wosk który częściowo się spalał dając sadź i jednocześnie przyklejał tę sadzę do lica deski tak, że taka deska specjalnie bardzo nie brudzi, a łatwo się tę kleistą sadzę zrywa z deski zmiękczonej ogniem i roztapiającym się woskiem. (buk-buczyna, bukwa-litera, bók islad. nazwa książki). Jeśli w słowie ‚strona’ dokonamy zmiany znajdujących się w opozycji dźwięczności ‚R’ w ‚L’ otrzymamy wyraz ‚stlona’ obtlona, osmalona bowiem w ten sposób uzyskiwano stronice czarnych ksiąg, runy to luny-łuny jaśnieją bo są jasne na czarnym tle, w języku mieszają się dwie techniki zapisu, węzełkowa nutowa, i skrybowa, pisana (skrobać, pisk pióra, rylca), dlatego coś jest osnute na tle, dubów smalonych, stlonic.

Ps. W powyższym wywodzie wyważałem otwarte drzwi bowiem znana jest taka technika pisania na osmolonej tabliczce woskowanej, ok. 1800 lat temu w Grecji, uczniowie posługiwali się takimi tabliczkami umożliwiającymi zacieranie liter i poprawianie błędów. Jednak kierując się samą logikę słowotwórstwa i frazeologii, można dojść do poprawnych wniosków i opisywać realny świat sprzed tysiącleci.

 W. Ivanov – Wnuki Peruna – Hiperboreja Atlantów

Rozdział 4

Atlanci z Atlantydy

Każdy przeczytał na pewno przynajmniej jedną książkę o Atlantydzie, mitycznym kontynencie wyspie i mocarstwie Atlantów, które nim zapadło się w odmęty Atlantyku natarło na antyczny świat chcąc zamienić wszystkie tamte narody, ”nawet te które nigdy nie były zniewolone w niewolników”. Czy to bajka czy historia, napisano być może zbyt wiele książek o Atlantydzie które są bajkami, jednak Atlantyda bez wątpienia musiała istnieć, ale chcąc oddzielić bajki o Atlantydzie od historii o Atlantydzie powinniśmy umiejscowić ją w czasie i archeologii, zarazem oddzielić to co racjonalne od fantastycznego czyli fizycznie niemożliwego, oraz znaleźć inne też historyczne czy mityczne ale niezależne od greckich przekazy o Atlantydzie niekoniecznie tak samo nazywanej.

Wybierzemy najpierw rzeczy najistotniejsze i największej wagi, czyli wielkość, położenie i ustrój Atlantydy oraz moment i skala jej agresji, skierowanej na państwa będące z tamtej strony słupów herkulesa względem Atlantydy, czyli agresji na ziemie będące w bezpośrednim sąsiedztwie Egiptu i Grecji, jak też ziemie znane dobrze Grekom, a zwłaszcza atakowanym przez Atlantów Egipcjanom, od których Grecy wtórnie dowiedzieli się o Atlantach.

1.Od razu możemy wykluczyć obszar wokół Egiptu i Grecji, jak i dobrze znane terytoria Grekom i Egipcjanom czyli Anatolię i Mezopotamię, wykluczmy też Libię(północną Afrykę jako ziemie przez Atlantów zdobyte), nie mogła Atlantydą być tez Kreta Minojska co często jest podnoszone, raz bo dobrze znana jest Egipcjanom, po drugie liczy ona 8220 km2, ma więc najwyżej 2 do 3 tys. działów (a królestwo hegemon Atlantydy liczy ich 60 tys.). Mało prawdopodobną lokalizacją pierwotnej Atlantydy są wybrzeża morza Śródziemnego, wydaje się, że przez wzgląd na kierunek agresji Atlantów czyli od strony Atlantyku możemy wykluczyć wschód czyli terytoria późniejszej Persji oraz ogólnie wschodu.

Pozostaje nam wnętrze półwyspu Iberyjskiego, Galia zaalpejska, oraz północ Hiperborejska (strefa na północ od Dunaju), czyli lądy będące północno zachodniego kierunku względem Egiptu i Grecji, podsumowując tylko tam fizycznie mogła się znajdować Atlantyda, agresja na wielka skalę przez ocean z Ameryki w tamtych czasach jest mało prawdopodobna. Z poniższego tekstu Platona o Atlantydzie możemy też obliczyć powierzchnię hegemonicznego królestwa Atlantydy, która składała się z dziesięciu królestw.[ liczyło to królestwo 60000 działów, po 10 na 10 stadiów (od 160m do 190m), daje to powierzchnię od około 150 tys. km2 do 215 tys. km2 ziemi uprawnej (działów rolniczych), jeśli uwzględnimy lasy, nieużytki, bagna, rzeki, jeziora, jakieś 30% ziem królestwa to powierzchnia tego królestwa osiągnie 200 do 300 tys. km2, jeśli dziewięć pozostałych królestw będzie miało średnio 120tys km2 to powierzchnia całej Atlantydy (związku dziesięciu królestw) wyniesie najmniej 1200-1300tys km2] Ostatecznie więc przy tak wyliczonej powierzchni Atlantyda może znajdować się tylko na nizinie północnoeuropejskiej. Półwysep Iberyjski jest na to za mały i zbyt odseparowany, Galia nadalpejska stanowiła by też tylko około jednej trzeciej jej terytorium, główna masa Atlantydy musi znajdować się na północ od Dunaju. Za wtórnie zmutowaną bajkę, uznamy zatopienie wielkiej wyspy~kontynentu bo to fizycznie nie jest możliwe.

2.Jaki był czas istnienia Atlantydy jako agresywnego zagrażającego strefie Grecko-Egipskiej mocarstwa, Egipt ma maksymalnie siedem tysięcy lat, Achaje pojawili się na Peloponezie około 2000 lat p.e.ch agresja Atlantów skierowana miała być jednocześnie przeciw obu tym ludom czyli najwcześniej około 4000 lat temu, dla Platona urodzonego w 428r p.e.ch. agresja Atlantów była czymś starożytnym, więc jeśli cofniemy się o 500-600 lat nie popełnimy jakiegoś zasadniczego błędu, czyli najazd Atlantów przypadałby na lata 2000 p.e.ch. do 1000 p.e.ch.(z innych wyliczeń przyjmuje się, że miało to miejsce dziewięćset lat przed Platonem czy Solonem więc w 1328 p.e.ch. co nie jest sprzeczne z naszym wyliczeniem).

3.Jaki był ustrój Atlantydy, z poniższego tekstu wynika, że był to związek dziesięciu królestw, władzę sprawował nad nią król dziewięciu króli, czyli król króli, władzę tą ograniczała rada-zebranie wszystkich króli, (”Król nie był panem życia żadnego ze swoich braci, to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu”), czyli o skazaniu któregoś z króli na śmierć decydowała zwykła większość głosów rady króli Atlantydy.

Główną czynnością wykonywaną przez króli było sądzenie, czyli byli tyranami-sędziami w sprawach większej wagi, głównie zagrożonych karą śmierci, [”każdy król panował nad ludźmi i nad większą częścią praw.(więc nie nad całością prawa) Karał i skazywał na śmierć kogo chciał”.] byli więc władcami o absolutnej władzy sądowniczej, ale którzy mieli się kierować przepisami zapisanymi na mosiężnym słupie, (A na słupie, oprócz przepisów prawa, była wyryta przysięga, zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych.), złamanie tych przepisów przez króla-sędziego było więc podstawa do osądu na opisanym poniżej osądzie zwyczajowym, do kary śmierci włącznie, nie mieli więc absolutnego immunitetu na sądzie odbywanym co pięć sześć lat [”i wtedy bywali sądzeni i sądzili, jeżeli ktoś obwiniał któregoś z nich o jakieś przestępstwo”(”ktoś obwinił” znaczy więc, że możliwym było oskarżenie sędziego-króla, co w wielu dzisiejszych państwach jest tylko teoretycznie możliwe, o czym świadczy powiedzenie ”równi i równiejsi”)] wynikało to prawdopodobnie po części z ich wyrachowania, tylko prawo obowiązujące wszystkich bez wyjątku może mieć szacunek wszystkich i raczej wyjątkowo będzie łamane (”Dzięki takiemu wyrachowaniu i dlatego że w nich trwała natura boska, wzrastało u nich to wszystko”).

4.Armia Atlantydy, liczebność hegemonicznego królestwa Atlantydy wyliczymy mnożąc 60000 działów przez liczbę dostarczanych-utrzymywanych przez nie wojsk, wódz jednego działu miał dostarczyć jedną szóstą utrzymania oddziału wojska [szóstą część wozu wojennego, (aby było dziesięć tysięcy wozów) dwa konie i dwóch jeźdźców. Oprócz tego zaprzęg dwukonny bez pudła, a na nim żołnierza z małą tarczą, który zeskakiwał, i woźnicę powożącego parą koni, oprócz jeźdźca, dwóch ciężkozbrojnych i łuczników, procarzy po dwóch i po trzech lekkozbrojnych, rzucających kamienie, rzucających włócznie (chodziło by tu więc o utrzymanie jednej szóstej rodzaju pocztu-oddziału 15 ludzi, w tym dwóch woźniców). I czterech marynarzy do załogi tysiąca i dwustu okrętów. Więc wojskowość królewskiego miasta taką miała organizację]. Daje to 150 tysięczną armię lądową oraz flotę liczącą 40 tysięcy ludzi i 1200 okrętów, daje to nam rozsądną, czyli nie fantastyczną liczbę ok. 34 marynarzy na okręt, wielkość obsady świadczy, że były to raczej łodzie transportowe…

Inne królestwa Atlantydy ”A z dziewięciu miast każde miało ustrój wojskowości inny, o czym długo byłoby mówić”, królestwa te były mniejsze lub słabsze, miały też inne ustroje militarne, jednak w sumie zapewne przewyższały dwu, trzykrotnie siły lądowe państwa hegemona unii, daje to szacunkowo od 450 do 600 tysięczną armię lądową związku królestw Atlantydy na czas wojny(flotę hegemona uznajemy za cechę specyficzną tego królestwa, więc jej nie przeliczamy choć zapewne inne królestwa Atlantydy miały dostęp do morza), jest to armia z 1500 lat p.e.ch., ale porównywalna jest do armii Perskich Dariusza i Kserksesa 500 tyś. (500 lat p.e.ch.) czy Imperium Rzymskiego też około 500 tyś. Jeśli w armiach Atlantydy służył co 50 jej obywatel, związek królestw Atlantydy zamieszkiwało od 30 milionów ludzi, jest to duże zasiedlenie ale nie jest liczbą fantastyczną, czyli co my przez to rozumiemy, nie jest liczbą fizycznie niemożliwą.

”Mężczyźni zdolni do broni, zamieszkujący doliny, mieli nakaz, żeby każdy dział dostarczył jednego wodza, a wielkość takiego działu wynosiła nieraz dziesięć razy dziesięć stadiów, a wszystkich działów było sześćdziesiąt tysięcy. A z gór i z reszty kraju zbierano ludzi ilość nieprzeliczoną, a wszyscy z każdej miejscowości i z każdej wsi byli przydzieleni do tych działów i do tych wodzów. Każdy wódz miał przykazane dostarczyć na wojnę szóstą część wozu wojennego, aby było dziesięć tysięcy wozów[do każdego wozu] dwa konie i dwóch jeźdźców. Oprócz tego zaprzęg dwukonny bez pudła, a na nim żołnierza z małą tarczą, który zeskakiwał, i woźnicę powożącego parą koni, oprócz jeźdźca, dwóch ciężkozbrojnych i łuczników, i procarzy po dwóch, i po trzech lekkozbrojnych, rzucających kamienie, rzucających włócznie. I czterech marynarzy do załogi tysiąca i dwustu okrętów. Więc wojskowość królewskiego miasta taką miała organizację. A z dziewięciu miast każde miało ustrój wojskowości inny, o czym długo byłoby mówić. A organizacja władz i godności taka tam była od początku.

Z tych dziesięciu królów każdy panował w swojej części w swoim miejscu nad ludźmi i nad większą częścią praw. Karał i skazywał na śmierć kogo chciał. Jednakże ich zależność wzajemna i stosunki między nimi były ustalone według nakazów Posejdona, jak im to prawo przekazało i pismo, które przodkowie wyryć kazali na słupie mosiężnym, który na środku wyspy stał w świątyni Posejdona. Oni się zbierali co pięć lat albo na przemian co sześć oddając równą cześć liczbie parzystej i nieparzystej(jakiś kult liczb), a zebrawszy się, naradzali się nad sprawami wspólnymi, dochodzili, czy ktoś jakiegoś przestępstwa nie popełnił, i odbywali sądy. A kiedy mieli sądzić, takie sobie nawzajem wystawiali uwierzytelnienie. Koło świątyni Posejdona pasły się na wolności byki. Otóż ci królowie w liczbie dziesięciu, sami tylko będąc w świątyni, modlili się do boga, żeby im dal złapać ofiarę, która by mu była mila, i wtedy rozpoczynali polowanie bez pomocy żelaza, a tylko przy pomocy kijów i pętali ze sznura. A gdy którego byka złapali, prowadzili go do słupa i tam na jego wysokości zarzynali go na ofiarę według przepisów pisma. A na słupie, oprócz przepisów prawa, była wyryta przysięga, zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych. Więc kiedy, zgodnie ze swoimi przepisami składając ofiarę, poświęcali ogniowi wszystkie członki byka, mieszali wino w wielkiej wazie i w imieniu każdego wrzucali do środka skrzep krwi, a resztę (byka) nosili do ognia, oczyściwszy słup naokoło. Potem złotymi czarami czerpali z wazy wino i skrapiając nim ogień przysięgali, że będą sądzić według praw na słupie i wymierzać kary, jeżeliby się kto (z króli) przedtem dopuścił jakiegoś przestępstwa, a na przyszłość żadnego przepisu dobrowolnie nie przestąpią i ani sami rządzić, ani rządzącego słuchać nie będą jak tylko w tym wypadku, jeżeli będzie wydawał zarządzenia zgodne z prawami ojca. Kiedy każdy z nich taką modlitwę odmówił, w imieniu własnym i swojego potomstwa, wypił wino i czarę złożył w świątyni boga, zajął się obiadem i rzeczami niezbędnymi, a zaczął zmrok zapadać i ogień ofiarny już był wystygł, wtedy się wszyscy ubierali w co najpiękniejsze niebieskie suknie, siadali na ziemi naokoło zgliszcz ofiarnych, które słyszały ich przysięgi, gasili wszystek ogień koło świątyni na noc i wtedy bywali sądzeni i sądzili, jeżeli ktoś obwiniał któregoś z nich o jakieś przestępstwo. Po skończonym posiedzeniu, gdy nastawał świt, zapisywali wyroki na tabliczce złotej i składali je razem z sukniami na pamiątkę u stóp boga.

Tam było wiele różnych praw jednostkowych w związku z przywilejami poszczególnych królów, a najdonioślejsze prawa zabraniały im kiedykolwiek podnosić broni przeciw drugiemu, a zobowiązywały wszystkich do pomocy wzajemnej, gdyby może ktoś w jakimś mieście próbował wytracić ich ród królewski. Więc u nich wspólnie, podobnie jak u ich przodków, odbywały się narady i zapadały uchwały o wojnie i o innych sprawach i tak zachowywał hegemonie ród atlantycki. Król nie był panem życia żadnego ze swoich braci, to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu.

Tę więc, tak wielką i taką potęgę w tych stronach wówczas położoną bóg na nasz kraj znowu uszykował i obrócił z jakiej takiej, jak mówi podanie, przyczyny. Przez wiele pokoleń, pokąd im starczyło natury boga, słuchali praw i odnosili się życzliwie do bóstwa, którego krew w nich płynęła. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech miar wielkością. Łagodność i roz-sądek objawiali w stosunku do nieszczęść, które się zawsze zdarzają, i w stosunku do siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem dzielności, wszystko, co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby ciężar, masę złota i innych dóbr; nie upajali się zbytkiem i bogactwo ich nie zaślepiało i nie prowadziło do utraty panowania nad sobą. Bardzo trzeźwo i bystro dostrzegali, że to wszystko pod wpływem miłości wzajemnej przy dzielności wzrasta, a jeśli te rzeczy brać serio i cenić wtedy one giną, a z nimi razem ginie miłość i dzielność. Dzięki takiemu wyrachowaniu i dlatego że w nich trwała natura boska, wzrastało u nich to wszystko, cośmy poprzednio przeszli. Ale kiedy w nich cząstka boga wygasła, dlatego, że się często z wieloma pierwiastkami ludzkimi mieszała, i ludzka natura zaczęła brać górę, wtedy już nie umieli znosić tego, co u nich było, zrobili się nieprzyzwoici i kto umiał patrzeć, ten widział już ich brzydotę, kiedy zatracali to, co najpiękniejsze, pośród największych dóbr. Tym, którzy nie potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego, wydawało się właśnie wtedy, że są osobliwie piękni i szczęśliwi, kiedy ich napełniała chciwość niesprawiedliwa i potęga.

Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć taki Stan rzeczy, zobaczyli, że się marnuje ród, który był jak się należy, więc karę im wymierzyć postanowił aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą, wiec zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi nad środkiem całego świata, zaczem widzi wszystko, co ma udział w powstawaniu, a zebrawszy powiedział….

Po zapoznaniu się z przydługim cytatem z dialogu ”Kritas” zwrócimy uwagę na to, że królowie Atlantydy ilością jak i rodzajem ich władzy oraz władzy króla króli Atlantydy, odpowiadają strukturze władzy greckich bogów ich główną funkcją było sprawowanie władzy sądowniczej i piecza nad prawem, podlegali królowi króli, czyli bogowi bogów, więc to wzmiankowane w tekście cytatu zebranie bogów to zebranie króli Atlantydy którzy postanowili lud swój puścić na wojnę przeciw całemu światu, za karę bo lud się im demoralizował by go w ten sposób przywieść do opamiętania, o tym właśnie mówią powyższe cytaty, przeniesione też niżej po usunięciu mniej istotnych fragmentów tekstu (mity greckie wywodzą swoich bogów z Atlantydy).

Powtórzmy ”… tych dziesięciu królów… bóg na nasz kraj znowu uszykował i obrócił… z takiej… przyczyny… kiedy w nich cząstka boga wygasła… i ludzka natura zaczęła brać górę… zrobili się nieprzyzwoici… zatracali to, co najpiękniejsze… kiedy ich napełniała chciwość niesprawiedliwa i potęga.

Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć… że się marnuje ródkarę im wymierzyć postanowił aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą, wiec zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi nad środkiem całego świata… a zebrawszy powiedział…” (tu w domyśle, tylko wojna ich wyleczy, kto jest za?)

Czy to możliwe by królowie-bogowie Atlantydy byli, aż tak wyrachowani, by wojną i jej niebezpieczeństwami karać, wychowywać i uczyć swój lud rozumu, jednak taka przyczyna agresji Atlantów na antyczny świat, podawana jest w przekazie Platona o Atlantydzie, czyli eksperyment wychowawczy pod tytułem ekspedycja karna przeciw światu, miał być w zasadzie karą dla atlantyckiej armii ekspedycyjnej. Trudno w tym miejscu rozstrzygnąć, czy to zaiste bogowie-filozofowie władali Atlantydą, czy może tylko taką przyczynę ich najazdu, dostrzegał filozof Platon. Tak w zasadzie nie jest to istotne, bo wojna rządzi się swoimi własnymi prawami i to niezależnie od przyczyn jej wywołania, więc dochodzimy do momentu w którym chcielibyśmy uzgodnić przekaz Platona z znanymi skądinąd faktami archeologicznymi czy historycznymi, tak wielki najazd musiał się odcisnąć w psychice zaatakowanych narodów czyli ich mitach, legendach, bajkach, tak samo pozostawić musiał jakieś ślady w archeologii tych terytoriów, czyli musi mieć swoje znamiona bez których nie odbywa się żadne realne wydarzenie.

Czy mamy w latach 1000 p.e.ch. do 2000 p.e.ch. na bliskim wschodzie, jakieś wydarzenia przypominające wielką wojnę zapowiadaną przez króli-bogów Atlantydy, jedynymi wydarzeniami mogącymi odpowiadać co do skali agresji Atlantów są wydarzenia z końca XIII i początku XII w. p.e.ch. kiedy tzw. ludy morza (Bahr) dokonały rozległych zniszczeń we wschodniej części morza śródziemnego, niszcząc między innymi późne Imperium Hetytów, zniszczyły też centra mykeńskie w Grecji zalegające tam warstwy spalenizny datowane są archeologicznie na ten okres, ich najazdy dokonały też wielkich przesunięć ludnościowych na bliskim wschodzie, dwukrotnie też ludy morza atakowały Egipt około 1218 i 1182 p.e.ch. ale po zaciętych walkach udało się Egiptowi obronić przed ich inwazjami, tracąc jednak na rzecz ludów Bahr Palestynę, co świadczy jak Egipt był blisko upadku, skoro nie miał sił by wyprzeć najeźdźców z tak bliskiego mu regionu.

Sprzymierzeńcami ludów morza(Bahr) w pierwszej inwazji na Egipt miały być plemiona Libijskie, a Atlantyda też miała władać Libią, aż do Egiptu, zgadza się też czas który podawany był na dziewięć wieków przed Platonem czyli około 1300 lat p.e.ch. skala najazdu Atlantów odpowiada też skali najazdów ludów morza, więc informacje Platona mogą być dość ścisłe, choć tyczące zapewne tylko pewnego wycinka wydarzeń. I wydaje się nie był to czas początkowy tych wydarzeń, a raczej jakieś apogeum, kiedy się więc te wydarzenia zaczęły? Można by z tej informacji Platona o pewnym porządku prawnym, panującym w dość zmilitaryzowanym społeczeństwie Atlantów i ich wymarszu, jakby na rozkaz-wyrok króli-bogów wywnioskować, że ich pierwsza akcja musiała mieć cechy planowej zdyscyplinowanej agresji przy pomocy regularnej dobrze dowodzonej armii, bo w wypadku najazdów ludów morza (Bahr) była to bardziej żywiołowa kolonizacja, z kobietami i dziećmi na wozach w tle.

Takie znamię akcji czysto militarnej ma opanowanie Egiptu w latach około 1652 do 1567 p.e.ch. przez Hyksos-ów-hik-hosfe co ma znaczyć po Egipsku ”władcy obcych krajów lub(i) władcy pasterzy ”, tak bowiem miano nazywać ich wodzów, panowali oni nad Egiptem około 100 lat z miasta ”Awaris” wprowadzając do Egiptu takie wynalazki jak brązowe miecze sierpowe, tarcze i hełmy oraz metalowe groty, bo w Egipcie walczono do tej pory głównie na pałki oraz maczugi, stosując w broni drzewcowej kościane czy kamienne groty, Hyksosi upowszechnili w Egipcie też konia, jak widać Hyksosi byli najeźdźcami z obszaru cywilizacji stojącej wyżej technicznie ich armia mogła być niewielka kilkunastotysięczna, było to po prostu zwycięstwo cywilizacji brązu nad cywilizacją epoki kamiennej.

Takie brązowe miecze sierpowe zwane są harpe-harpie (stąd nasze słowo szarpie-sharpie), metalurgię miedzi znamy na terenach polski już z lat 3100-2700 p.e.ch. w kulturze pucharów lejkowatych, a konie i wozy bojowe były już typowe, dla późniejszej cywilizacji sznurowców, armia Atlantydy z przekazu Platona jest armią lądową głównie konną i stosującą konne wozy bojowe. Znamy imię wielkiego bohatera, mitycznej postaci świata scytyjskiego – hiperborejczyka o imieniu ”Abaris”, od którego wywodzić się miało imię najwaleczniejszego ludu Scytów Awarów, widzimy, że słowa Awar-Abaris-Awaris (może tak jak Aleksandria od Aleksander) są tym samym słowem więc możliwe, że Hyksosi byli hiperborejczykami czyli pochodzili z Atlantydy, a Abaris był realną a nie mityczną postacią i podbił około 3650 lat temu Egipt. W następstwie Atlantydy w strefie Hiperborejskiej około 800r p.e.ch. powstało Imperium Skolotów-Scytów czyli Scytowie byli by spadkobiercami Atlantów. Historia to ciąg powiązanych faktów, a nie jakieś izolowane akty bez związku (głównie wydarzenia wiąże, ich czas i terytorium), końcem wydarzeń związanym z ekspansją Atlantów jest powstanie na dużym obszarze od bliskiego wschodu po obszar Indii włącznie, państw Ariów, większe z nich od zachodu zaczynając to Macedonia, Frygia, Lidia, Media, Persja, i terytorium dzisiejszego Bharatu czyli Indii.

Jak widzimy teokraci Atlantydy musieli przechytrzyć, wychowywanie wojną dla nauczki wymknęło się z pod kontroli rozpętali procesy nad którymi nie potrafili zapanować (zapewne stąd biblijni synowie boży którym spodobały się tamtejsze dziewczyny, odmawiający powrotu z opanowanych ziem), bogowie-królowie Atlantydy nie byli też nieśmiertelni, wojnę którą wywołali przeniesiono na następne wieki, nałożyć się też musiały na jej kontynuowanie inne przyczyny choćby psychologiczne czyli np. rozbudzoną rządzę władzy, następowało też pogorszenie klimatu świata Hiperborejskiego zwanego nomen omen klimatem atlantyckim było to optimum temperatury i wilgotności, zimy jeśli w ogóle u nas były to dużo krótsze, hodowla bydła była wtedy dużo łatwiejsza, praktycznie ciągły wypas, może nawet możliwe były u nas podwójne zbiory, więc nasz klimat atlantycki poprzez tzw. klimat subborealny (nieco chłodniej i suszej od ok. 2000p.e.ch.) przeszedł w klimat subatlantycki (wybitne ochłodzenie i zwiększenie wilgotności od ok. 1000lat p.e.ch).

Pogorszenie się klimatu, mogły spotęgować dodatkowo erupcje wulkanów (pyły wulkaniczne), co wywołuje dodatkowe zburzenia klimatyczne, a to musiało wywołać już zwykłą emigrację czy nawet exodus (etruskie mity o nieurodzaju za Atysa syna Manesa z powodu deszczy, głodzie i decyzji emigracji połowy ludu Lidii, informacja Edy o potopie w Jotunenheimie, biblijny 40 dniowy potop wywołany deszczami), inwazja ludów morza-wód Bahr-Abhar-Abaris-Bharat[woda-a(w)aryo-Arya-Ariowie-Awarzy] musiała trwać przynajmniej kilka wieków, same dwie inwazje na Egipt będące tylko epizodem tych wydarzeń nastąpiły w odstępie 36 lat co świadczy o długotrwałości tych procesów. Tymi zbrojnymi wychodźcami z Atlantydy z XIII wieku p.e.ch., były ludy zwane ogólnie wody-(a)waryo Bahr-(morze) a szczególniej Szardana, Szekelesz, Turusza, Peleset, Waszasz, biblijne Meszek, znani również z mitów greckich wojowniczy Lelegowie, czy królestwa Atlantydy nosiły podobne nazwy, niektóre może tak chociaż mogą to być nazwy rodzajów wojsk, nazwy grup zawodowych, przezwiska, nazwy od miast, nazwy od imion ich bohaterów i wodzów.

Odcisnęły się te wydarzenia w mitach i legendach z opisanym wyżej atakiem ludów morza na Egipt, związany jest mit Tyfona(huraganu) którego zrodziła Gaja, jedna z jego wersji mówi, że wszyscy bogowie-królowie uciekli ze strachu przed nim do Egiptu zmieniając się tam w zwierzęta, zdarza się tak, że ponoszący klęskę władcy czy rządy udają się do państw jeszcze walczących z ich przeciwnikami by przy ich pomocy odzyskać władzę, a zdaje się jedynym państwem które wybroniło swą niepodległość podczas tamtych wydarzeń był Egipt, może nawet udało się niektórym z tych władców powrócić do swych dziedzin, gdy huragan stracił swą moc przesuwając się na wschód.

Gaja była by Atlantydą sam Tyfon armią przez nią wysłaną po klęsce Gigantów atakujących tamtejsze teokracje, Gigantów czyli wcześniejszej armii Atlantydy, zgadzałoby się to z naszą etymologią słowa Gaja-Atlantyda-ziemia-ląd, Atlant-Atląd-lant-ląd, w mitach Egipskich Tyfon byłby zwany Apopisem (wąż niszczyciel bogów), Giganci mają wężokształtne nogi, matką Scytów jest Echidna od pasa w dół żmija, człekokształtne słupy podtrzymujące dachy świątyń w Grecji nazywane są Atlantami, a w Syrii na słupach świątyń umieszczane są wizerunki węży, czyli wymiennie słupami są węże lub Atlanci co pozwala nam ich utożsamić, czyli Tyfon-Apopis to armia Atlantydy.

Chociaż historia ta byłaby bardziej skomplikowana bogowie Grecji wywodzili się przecież z Atlantydy-Gaji byli by więc wcześniejszą armią Atlantydy jak twierdzi przekaz Kritas sami bogowie uknuli tę karę wojną, dla Atlantów, po jakimś czasie np. stu latach doszło do następnej inwazji z Atlantydy Gigantów, najazd Tyfona byłby więc kolejnym trzecim już najazdem z Atlantydy na świat śródziemnomorski.

Więc wniosek byłby taki, że Grecy dokonali deifikacji historii Atlantydy, czyli historia Atlantydy jest przekształcona w ufantastycznioną religię Greków, idąc tym tropem natrafiamy na mit o Telchinach (Telhines) z Rodos, dziewięciu demonicznych synach Pontu (morza czarnego) i Gaji, kowalach twórcach sierpu Kronosa, mieli przewidzieć potop i uciekli przed nim rozpraszając się po świecie, ta ostatnia informacja jest istotna bo tym potopem zagrażającym Rodos jest potop Deukaliona wywołany wybuchem Thery (nazywany największym kataklizmem w dziejach ludzkości), potop ten spowodowała olbrzymia fala morska efekt wybuchu wulkanu Thery, miał ten wybuch dwie fazy pierwszą słabszą podobno w 1520 roku p.e.ch. i drugą główną którego fala zniszczyła życie w strefie egejskiej w 1450 roku p.e.ch. czyli Telchinowie uciekliby z Rodos po pierwszych wstrząsach tektonicznych przed rokiem 1520 p.e.ch. czyli ich inwazja na Rodos musiała być jeszcze wcześniejsza z tego, że byli nazwani synami Pontu, sądzić możemy o nadpontyjskim położeniu ziemi ich pochodzenia, mieli być kowalami którzy tworzyli sierpy (nowość), więc i sierpowate miecze, czyli ich najazd na Rodos z strefy około pontyjskiej mógł być współczesny najazdowi Hyksosów na Egipt (ok. 1650 p.e.ch.).

Dochodzimy tu do kwestii czasu narodzin bogów greckich Zeusa i Posejdona, którzy byli wychowywani przez Kuretów-Zeus i Telchinów-Posejdon. Siedmiu Kuretów (czy od kuratela) wraz z matką Chalkis (halkos-brąz) mieli tańczyć, hałaśliwy taniec wojenny uderzając włóczniami o tarcze, wokół jaskini w której był schowany mały Zeus by zagłuszyć jego płacz (był to obrzęd intronizacji niezrozumiały dla Greków, więc tak sobie to wytłumaczyli). Telchin-owie mają pełnić podobną rolę przy Posejdonie jak identyfikowani z nimi Kureci przy Zeusie skądinąd wiemy, że Posejdon był starszy od Zeusa świadczy też o tym liczba dziewięciu Telchinów w przeciwieństwie do siedmiu Kuretów, liczba dziewięć jest dość częsta w starych mitach, siedem należy do późniejszych legend i bajek poapoliońskich tydzień został wtedy zredukowany do dni siedmiu co się wiąże z dniem narodzin Apolla. Zeus więc byłby późniejszym bogiem od sowiookiej (lelkowatej) Diany, siostry łucznika Apolliona (niszczyciela) zabójcy boga Smoka z Delf.

Jednak nie jest celem tego rozdziału chronologia greckich bogów tylko lokalizacja ziem Atlantydy, i tu będzie nam pomocny przekaz Diodora z Sycylii, otóż według niego Uranos był pierwszym królem Atlantydy, herosem który stworzył podwaliny kultury i cywilizacji Atlantów, ludu szczególnie pobożnego i sprawiedliwego zamieszkującego wybrzeże oceanu Atlantyckiego. Żoną Uranosa miała być Titai zwana później Gają stąd dzieci Uranosa to Tytani. Po grecku titanos to ‚margiel, kreda‚ czyli rodzaj ziemi więc Titai-Gaja-Atlantyda to synonimy dosłownie znaczące ziemia i Titai byłaby starszą nazwą Atlantydy leżącej na atlantyckim wybrzeżu Europy, w średniowieczu dominujący w strefie bliskowschodniej Arabowie nazywali Atlantyk od ludu nad nim mieszkającego Bahr ar-Rus wa’ s-Saqa-liba –morze Rusów i(alias) Słowian”, wniosek jest taki, analogi-cznie od nazwy przodków Słowian czyli Atlantów, musiał być nazwany Atlantyk, przez żyjących w tej samej strefie co Arabowie Greków.

Na północ od Dunaju miedzy Renem a Dnieprem jest dość miejsca na 10 królestw Atlantydy, do mórz południowych sięgała by Atlantyda w oko-licach Atri (Tyrenia) czyli na północy Adriatyku, sięgałaby też północnych okolic morza Czarnego między ujściem Dunaju (miasto Tyras) i ujściem Dniepru i tam prawdopodobnie leżały porty liczącego 60 000 działów królestwa króla króli i boga bogów Atlantydy. Jest przekaz odpowiadający charakterystyce Atlantów Platona i jest to przekaz Atlantów mówiących (my) żyliśmy tutajżyła tutaj niegdyś nieprzeliczona moc ludzi,… niezmierne królestwo,… siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem, iż poza wielkodusznością nie uznawali nic za wielkie… swojej dzielności nie stawiali nigdy żadnych granic. Tytułem swego zwycięstwa dorzeźbili oni granice zgoła pozaościennych krajów.”

Podsumowując Grecy nazywali bogów teo-deo podobnie dew nazywano bogów w Indiach, pewna historia o zniszczeniu miasta Tri’pury (Trój’miasta), przez niebiańską armię Dewów(bogów) w walce z Asurami (demonami), jest podobna do historii zniszczenia Troji (Trójnej), czy nie jest to ta sama historia choć bardzo przemutowana, ciekawe przydomki zyskał Sziwa ostateczny niszczyciel Tripury, Tri’pura’ghatin, Tri’pura’han, Tri’pura’hara co ogólnie znaczy Trój’miasta ~ Ghatin – śmierć, (hań’bić) Han – zabójca, Hara – niszczyciel.

Jak zawsze można mieć wątpliwości bo rdzeń ‚han’ jest też w słowach han’ah(król~) czy chan – książę, hara-bhara znaczy też olbrzym czyli olbrzym król Tripury, zaś epitet Sziwy Tripura’druh może znaczyć tak jak w naszym czy ruskim druh – drużba – drug – druzja czyli Tripury przyjaciel, w mitach Hinduizmu zdarza się, że teoretycznie ten sam bóg w różnych swoich wcieleniach walczy sam ze sobą, np. siódmy awatar Rama (Wisznu) hetka-łucznik podobnie jak Odys był jedynym który potrafił napiąć królewski łuk Sziwy by poślubić Sitę, więc Rama Wisznu awatar VII potrafi walczyć z Ramą VI Paraśu’ramą [(Rama(Wisznu) – topór wojenny) zabójca szlachty – kaszatrijów, okrąża kilkakroć ziemię zabijając wszystkich napotkanych kaszatrijów lub(i) urządza 21 pogromów szlachty]. Więc w końcu wielki Parasurama w eposie ”Ramajany” pojawia się ”niedostępny jak góra Kajlasa” przy wtórze wichru, trzęsień ziemi, zaćmień, tumanów kurzu, ciemności, ”przerażający niczym ogień zagłady świata” i butnie wyzywa Ramę VII na pojedynek, ten napina łuk Wisznu wręczony mu zresztą przez przygłupiego tu Paraśu’-Ramę VI, by go upokorzyć i Rama VI błagając o litość rejteruje w góry. Nie da się wiec wykluczyć, że nawet Rawana(Parys?) król Raksasów z Lanki który porwał Sitę, to jakieś wcielenie Sziwy, a Lanka to Tripura.

Czy więc jedna historia zostałaby rozszczepiona na trzy wątki, jeden odnotowany oraz przenoszony przez greków jako Iliada (historia Trojańska), drugi jako zniszczenie Tripury oraz trzeci wtórny, bardzo zmutowany lub najwierniejszy w Ramajanie, historia zniszczenia Lanki przez Ramę i armię małp Hanumana i tyczy to realnych zdarzeń z epoki najazdu ludów Bahr, kiedy to upadło jakieś wielkie miasto-stolica – (i)lanka-ilion tak jak Ilona~ Ilonka (eRana~ Eran~ Iran~ Ilan~ Iranka~ Ilanka)?

Raczej nie jest to jena historia, raczej są to zbitki różnych historii z podobnych czasów ok. 2000 do 1000 (p.n.e.) kiedy jakieś rytualne napięcie łuku decydowało o uznaniu prawa do tronu i dawało tytuł króla-boga, modny wtedy też był motyw wszczynania wojny o uprowadzoną żonę co było wystarczającym powodem do niszczenia światów, Tripura Asurów niszczona przez Dewów równie dobrze może być stolicą Asyryjską Aszur która w czasach przemarszu Aryów, była co najmniej podwójnym miastem z Kartukultininurtą, częste imię króli Asyrii z przednim rdzeniem Aszur’-ubollita, Assur’banipal, Asar’chadon, jednak surra znaczyło pierwotnie bóg, też w finougrjskim suur – wielki, może chodzi więc o jakiś konflikt jeszcze z środkowej Europy, Trikuta górska trójtwierdza Lawany (Sziwy który też był otoczony Rakszasami), mogła być twierdzą postsznurowców, olim-ilim, czyli Peuką, góry Harati miały kilka szczytów, czoti(szczyt) ~ cita – miasto, a atak był przeprowadzony przez unietytów hetki Ramy-Lamy, u nas Lama-Łama to smok burzy, Szesza to wąż na którym spoczywa Rama, jednak Szesza to wąż wód identyfikowany z Sziwą, oba wątki Baratu mogły być więc przemieszane, mito i religioznawcy wymyślili jednoznaczny konflikt boga burzy z smokiem wężem, ale jak widzimy jest smok burzy który jest tożsamy z bogiem burzy, można najwyżej uznać, że smok wąż to bóg burzy który zginął ~ umarł, a bóg który go zwyciężył staje się w końcu kolejnym złotolubnym bogiem smokiem burzy który czeka na swego pogromcę.

Wojna Trojańska choć ogólnie podobna była jednak jakimś innym konfliktem hetka~łucznik Apolion bronił Trojańczyków, ich sojusznikiem był też lud Lelegów jeden z ludów Morza-Bahr, nie wydaje się by Troja była jakimś antycznym Bizancjum stawiającym jakiś opór Aryom (Słowianom), był to jakiś lokalny konflikt w końcu okresu najazdów Ludów Morza-Bahr, jednak konflikt bardzo podobny w frazeologii ideologicznej do konfliktu z Ramajany, mit Tripury wspomina o basenie z wodą który miał powodować nieśmiertelność Asurów jest to element wskazujący na to, że Asurowie po prostu stosowali hydro‚mancję, stąd też odrastające głowy Hydry, też w miastach Harrapy znajdowały się jakieś rytualne baseny centralnie wyeksponowane, świadczy to o wielkim zasięgu religii z elementem hydro’macji.

Powiedzmy coś ustroju Atlatydy wygląda na to, że podstawową jej jednostką organizacyjną był dział a raczej niedział majątkowy o przeciętnej powierzchni ok. 400 hektarów których Atlatyda liczyła 60 000, co więcej w sposób niewątpliwie demokratyczny mieszkańcy takiego działu wybierali naczelnika-wodza odpowiedzialnego za utrzymanie części oddziału bojo-wego, czy pozostałość takiego ustroju to Słowiańska zadruga?

Jednak to było tylko jedno z 10 królestw, związku Atlantydy inne królestwa miały swoje lokalne specyfiki, sam wybór najwyższego władcy jednego nad dziewięcioma był dokonywany przez tych dziewięciu, Ozyrys miał być poczęty z łona wielkiej dziewiątki, czyli wyłaniany ~ wybrany. Wydaje się jednak, że władza tych najwyższych dziewięciu sędziów w ich państwach była absolutna i niedemokratyczna, najkrótsza jej charakterystyka to dziedziczna tyrania teokratyczna, jednego rodu pochodzenia boskiego, ograniczona i dyscyplinowana jednak zapisanym prawem, które obowiązywało sędziów-bogów i było egzekwowane w sposób bezwzględny i z wyrachowania przez najwyższy wiec rytualny, związany z ofiarą z byka, gdzie poddawali się osądowi z swych uczynków sami bogowie-sędziowie, co mogło skończyć się śmiercią któregoś z nich, wynikało to z wyrachowania doktryny ich prawa, wątpliwe by taki system władzy mógł wymyślić Platon, zwłaszcza, że nie wymyślił zdarzeń historycznych które się bez wątpienia dokonały jako tzw. najazd ludów morza – (a)bahar, więc i jego przekaz o ustroju Atlantów może być jak najbardziej wiarygodny zarzucanie mu zmyśleń i kłamstw dydaktycznych, budzi co najmniej wątpliwości i nie jest bezsprzeczną prawdą, a tylko taką uznajemy [bo skąd się wzięły słupy – Atlanty(Atleci?), nazwa Atlantyku i sami Atlanci w innych mitach antyku].

Pewną ciekawostką jest jakiś kult liczb oddawanie szacunku liczbie parzystej i nieparzystej, matematyka była więc dla Atlantów częścią ich religii, ale również świadczy to o znaczeniu i rozwoju matematyki jak i tym, że ich matematyka odróżniała liczby parzyste od nieparzystych co jest pewną abstrakcją.

Atlanci co oczywiste znali też pismo i zapisywali nim tablice z mosiądzu, odlewali też posągi z brązu, jednak chyba nie rzeźbili w kamieniu posągów, wiązać to należy z sakralnością nieobrobionego kamienia, więc zakaz religijny podobnie jak w islamie czy judaizmie, wyjątek czynili dla broni znamy u nas doskonałej jakości topory ze skał krystalicznych czy krzemienne siekiery, jednak brak jest rzeźb, mieli surowe powszechnie szanowane prawa, potrafili na ogół zachować pokój między sobą czyli zapobiegli wojom miedzy królestwami Atlantydy, jak i panowali nad próbami przewrotu i buntu przeciw ich rodom królewskim pochodzenia boskiego.

Wywodzenie ich rodu od Posejdona pozwala nam zidentyfikować ich z ludem mahadewa – wielkiego boga Sziwy władcy kręgów czasu i rzek, którego atrybutem jest trisula, czyli znów dochodzimy do tego, że Atlanci to Indoeuropejczycy alias Słowianie, jak również pozwala nam to ograniczyć czas Atlantydy od góry czyli pierwszym władcą Atlantydy był Posejdon – Sziwa, mógł władać w czasie ekspansji sznurowców 4200-4400 lat temu, koniec Atlantydy to 3300-3200 lat temu trwała by więc około tysiąca lat, chociaż zreintegrowanym imperium ekspandującym na zewnątrz była też ok. 3800-3700 lat temu.

Dodajmy, że podobnie wywodzi Atlantów od Scytów Bochów, Kołłątaj w swej HRL, a raczej ich utożsamia, a Scytowie to przodkowie Słowian.

Tutaj powinniśmy jeszcze wyjaśnić skąd się wzięły wysokie korony ludów Abhar – Atlantów, pierwotnie były związane one z pióropuszem, bez wątpienia takim samym co do istoty jak u wodzów przed kolumbijskich Indian północnoamerykańskich.

Wyspiański pisał ”miałeś chamie czapkę z piór”, jak wygląda ta czapka? Najlepiej wyjaśnia nam to bajka albo raczej legenda o olbrzymoludach, gdzie po pokonaniu trzech olbrzymów z lochów pod marmurowym pałacem wypuszczony zostaje trębacz ”..w srebrnym kaftanie, a od opaski na czole wznosiły mu się sokole skrzydła…”, po prostu jest to opis pióropusza innymi słowami, bo trudno lepiej opisać pióropusz inaczej niż ”opaska na czole z piór umocowanych podobnie jak są umocowane pióra w ptasich skrzydłach”, sama czapka z piór to też inna opisowa nazwa pióropusza, bo pióropusz jest nakryciem głowy skonstruowanym z piór.

Pierwszy Sziwa, którego zdobimy przez nas zrekonstruowanym pióropuszem, drugi jest bahr – morzanin, trzeci syryjski Atlant z słupów granicznych, Wladiu moneta przypisywana Władysławowi Hermanowi, wszystkie te nakrycia mają mniejsze lub większe pióra jako istotną część czapki, umieściliśmy tu też Harnasia którego czapka co do kształtu wywodzi się od pióropuszy – czepek z piór.

Rozdział 5

Smok Wandy

Lata od 203 p.e.ch. a latami 800 e.ch czyli lata epoki Stolimów (rok 999 epoki to 796 e.ch.)

Między legendą bajką historią a Prawdą. Czyli o Smoku jego bracie trucicielu i ich siostrze Bogini Wandzie oraz jej Świątyni.

”Dlaczego usypano Wandzie Kurhan? Bo tak u nas ”czczono jej nadludzki (czyli boski) majestat” (tak pisał np. o Wandzie Kadłubek).

W MHP Kaźmira Szulca przeczytamy tezę, że Wanda i Krak to były bóstwa, a nie ludzkie postacie historyczne, kompromisem niesprzecznym z tymi dwoma sprzecznymi opiniami, jest teza, że byli żywymi bogami władcami typowymi dla Scytów ~ Chrobatów, tak identyfikowanym narodowo ze względu na usypane im Kopce ~ Kurhany.”

W tej „pieśni” poniżej istotne jest tylko to, że królewicz (olbrzym) syn władcy(kolejnych władców obrów Światogorów) z Świętych Gór miał brata Smoka(ów-dowódców armii) którego podstępnie zamordował, bo miał w tym swój interes, i to jest cecha stała w ciągu kilkuset lat dla sytuacji politycznej w Gnitaheidi, czyli na północ od Dunaju czy Myrkwidu (lasu Hercyńskiego), a patrząc od Świętych Gór na zachód do Łaby i na wschód do Dniepru (jest to główna informacja reszta jest prawie nie istotna).

Eda „Pieśń o Fafnirze”. Olbrzym Fafnir jest lśniącym (więc świecącym-płonącym-ognistym) smokiem z pól Gnitaheidi – Świętych Gór (Sygurd do Regina „winę…ponosisz, że udałem się…tu do Świętych Gór), Smok jest spadkobiercą swego wielkiego ojca Hreidmara [Sławomira, hreid-sława i byłaby to kalka imienia węża Swafnira-Sławnira, więc Fafnir-Hreidmar to pleonazm czyli smok to syn smoka-węża z nawiązaniem w obu imionach do imienia sław‚y – sFaf-Hreid (jest to też imię węża alias Odina)], Sygurd jest niewolnikiem (jeńcem wojennym według własnych słów, tak czy owak był w niewoli) którym posłużył się Reginnolbrzym (Reginn-królewicz po łacinie, o sobie „długo byś pozwolił leżeć we wrzosie staremu olbrzymowi, gdybyś broni (w istocie trucizny) nie użył którą sam zrobiłem” więc ostatecznie królwewicz-olbrzym), do zabicia swego brata Smoka Fafnira, inne imiona „Edy” z tym imieniem związane Ofnir, Swafnir co synonimiczna mutacja imienia węża (of-ion) i Słowian (sław-swaf-faf), mamy końcówki ~nir (niebieski), czyli odczytujemy znaczenie tych imion jako wąż-modry (m’odro’wąż, m’azur~azuri), smok-venet, sławny-niebieski, słowianie-veneci-niebiescy.

Wyciągamy z tej historii wniosek taki, Reginn (królewicz) nasłał mordercę na brata jak to bywa w takich wypadkach by usunąć konkurenta do tronu, dziedzictwa po Królu ojcu. Regin dał swemu słudze do ręki nie miecz ale truciznę ale o tym niżej. W naszych kronikach jest też pewna historia z zabójstwem brata przez królewicza i smokiem w tle, jest to podanie Kadłubka o Kraku jego dwóch synach z których młodszy zbija starszego, a potem po wyjściu prawdy na jaw umiera przeklęty w niesławie na wygnaniu. Różnią się te historie tylko tym, że tu obaj bracia mieli pokonać smoka.

Ktoś powie, że te historie mogły się zdarzyć wszędzie, otóż ta historia wydarzyła się w Świętych Górach, więc ścisła wskazówka ograniczenia geograficznego do Świętych Górach Olbrzymów, wrogich Niemcom, tu Niemcy znajdują się w pętach, daleko od swego dziedzictwa. (Aleś ty niewolnik… Spętany zawsze się boi… spotwarzasz mnie Fafnir… żem daleki od ojców spuścizny, w pętach nie byłem, choć jeńcem wojennym) Nasza historia z Krakiem i synami staje się zrozumiała dopiero wtedy gdy dojdziemy do wniosku, że starszy syn Kraka (kraken-smok) był dowódcą Zmaja Ogiennego, został zamordowany przez brata rękami niewolnika, to wyszło na jaw i dlatego został wygnany. Smok czyli armia wymaga utrzymania czyli regularnych dostaw np. wołów, czy w wyniku tego zabójstwa doszło do jakiejś dezorganizacji naszych sił zbrojnych? Możliwe, Regin wygląda na zdemor-alizowanego skrytobójcę, nie był przygotowany do objęcia funkcji, brat był doświadczonym wodzem, który chadzał z armią zmarłych i był z nią i jej tajemnicami obeznany.

Możliwa jest bardziej dramatyczna wersja tych wydarzeń, najstarsze zapisy mówią o tym, że brat zgiął otruty (smok tez został otruty) w kontekście tej historii mówi się też, że znakomici ludzie tego plemienia zginęli otruci i chodzi tu o Lechitów, więc chodziło by tu o otrucie jakiejś dużej grupy dowódców naszej armii czyli potwierdzało by się nasze przypuszczenie, że pod zabójstwem brata czy smoka w obu przypadkach chodzi o otrucie, jest zachowana pamięć zbrodniczego zamachu na naszą armię-smoka, a trucizna musiała być bardziej wyrafinowana niż siarka w owczej skórze, ludzie ciemni nie rozumiejący przekazu poprzekręcali go niemiłosiernie, rozdzielili imię brata-smoka, na smoka i brata, ale racjonalne jądro tej historii pozostało, my łączymy imię brata i smoka wtedy historia staje się logiczna, bo prawda wraca na swoje miejsce

Nikt nigdy nie zabił żadnego smoka który by się czołgał na swym brzuchu do wodopoju, bo takie smoki nie istnieją i nie istniały. Pokonać armię która posługiwała się sztafażem armii zmarłych czyli smogiemdymami, się kiedyś zdarzyło, ale mogło się to wydarzyć tylko przy pomocy bratobójstwa, zdrady i trucicielstwa, wojny domowej, (jeśli dołożymy do tego lewantyńską herezję chrystian, szerzącą się na południu związku Słowiańskiego, pojawiają się nieuchronnie, wręcz znakomite warunki, doprowadzenia państwa i naro-du do klęski).

Kiedy to się zdarzyło, następczynią Kraka (formalnie Lecha) miała zostać Wanda podczas jej panowania, „srożył się pewien tyran lemański w zamiarze zniszczenia tego(naszego) ludu„, istotne jest tu francuskie imię Niemc-ów, sugerowało by ono, że chodzi o czasy z przewagą Galofranków, a najbardziej srożył się historycznie, atakując nasz lud od strony bramy morawskiej, podczas wojen z Awarami Karol Magni(wielki), bo my to Awarowie, a podboje Karola miały dojść do Wisły, wiec Karol Magni alias Tyran Lemański – czyli Karol lemański, tyran magni, został odnotowany w naszych źródłach jako wróg dążący do zniszczenia naszego ludu.

Krak ojciec Wandy po powrocie z zwycięskiej wyprawy do Karyntii miał zostać Królem, oczywiście było wielu władców o tytule Krak, ale wracać z Karyntii można było tylko wtedy kiedy ona zaistniała, lata (752-769r) to rządy Chotimira księcia Karyntii wasala Franków w następnych latach po najazdach Awarów doszło do przywrócenia granicy Awarsko-Frankijskiej na linii Bawarii i Firulu, Karyntiia wróciła pod nasze panowanie, kontrakcja Franków zaczęła się po 791r, wtedy też lub od parę lat później miała władać Wanda.

O zamku Lyscu i Łysej Górze „Na tym zamku pani iedna przedtym mieszkaiąca, podniowszy się w pychę, iż była poraziła wielkiego Aleksandra pod tą gorą, kazała się za Boginią Dianą chwalić. Ale natychmiast za tho bluźnierstwo pomstę Bożą uznała, iż on zamek wszystek grom roztrącił onę też panią ze wszystkimi służebnikami pothłumił, tak iż ieszcze po dziś dzień leżą na tym mieyscu wielkie gromady kamienia. Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”.

(więc w istocie rzeczy, była to ostatnia kapłanka więc dziewica bo tylko dziewice mogły być kapłankami (stąd dziewictwo oraz niezrozumiały dla niektórych upór Wandy), wielkiej Świątyni bogów Lady, Body (lub Wody) i boga Lelego (stąd przyśpiewka Łada, Ileli, u Macieja z Miechowa oraz Lado, Ylely u pewnego klechy), której to Świątyni pierścień wałów został zniszczony).

Jeśli by tą panią, Boginią była Wanda, a Wielki Aleksander-Karolem Wielkim, to zamek Lysiec byłby wielką Awarską twierdzą-światynią dziewięciu kręgów-ringów-pierścieni która została zniszczona przez Frank-ów, było to w 796 roku, po sześciu latach ciężkich wojen z wrogiem i bunt-ującymi się chrytianami, świątynię pomógł zniszczyć Frankom, zdrajca Moimir książę południowych Croatów, którzy się przechrzcili, gdyby nie zdrajcy, truciciele i nasze grzechy, pewnie nie upadło by państwo Obrzymów Światogorów z Świętych Gór.

Dlaczego tę historię z Wandą umieszczamy inaczej niż Prokosz który sytuuje w końcu niezwykle tragiczny cykl Kroka (u Prokosza Krok nie Krak został zabity po pięciu latach od oboru na króla), jego syna(?) Lecha (wygnany po dwóch latach rządów, za udowodniony mord brata) i jego następczyni Wandy (735-740 dewotio jej samobójcza ofiara) czyli według Prokosza panowanie ich wszystkich zamyka się w latach 728-740. Z powodu faktu oboru Kraka po zwycięskich walkach w Karyntii i jest to jakby przywrócenie urzędu króla po latach bezkrólewia w okresie innej formy rządów, czyli Krak nim został samowładcą zasłużył się jako zwycięski wódz walcząc na południe od Dunaju na obszarze dzisiejszej Austrii – Słowenii i zachodnich Węgier, oraz dlatego, że mógł to zrobić tylko w latach 760-780 kiedy u Prokosza przypadają rządy tzw. 12 wojewodów, a same panowanie Wandy przypada na lata kiedy srożył się wielce pewien Tyran (Karol) Lemański czyli w latach 791-815.

Wydaje się nam, że cykl Wandy pasuje do czasów ataku Karola Lemańskiego wątek romansowy to zupełne nieporozumienie(?) usiłujący wytłuma-czyć „stan cywilny” Wandy, wiadomo, że po ataku frankijskim 791r doszło do zamieszek i wojny domowej w kaganacie w wyniku którego zabito Kagana i kaganbeka Jugur’rusa, stąd zagadkowe zabicie Kraka w piątym roku panowania, następnie dwa lata rządów Lecha jego wypędzenie w 793r, potem pięcioletnie rządy Wandy do 798 roku(lub796), odnosząc w 795r zwycięstwo nad frankami pod Świętą Górą, jednak świątynia Awarska zniszczona została w 796r przy pomocy Mojmira, więc Wanda przeżyła by ją o dwa lata, możliwe, że ten Krak zabity w piątym roku panowania to nie ojciec Wandy tylko brat Krak-Krok-Kraken-smok, zabił go podstępnie trując Lech stąd został wygnany. Ten Krak ojciec Wandy umarł więc pięć lat przed 791 rokiem czyli około 786 roku, a najazdów na Bawarię i Firul dokonał już brat Wandy Krak (Krok u Proksza, u Kadłubaka Krak) zabity w piątym roku panowania przez swego brata Lecha i jego żonę-przyjaciela-niewolnika Sygurd’a~ę (filoagentka frankijska czy chrystiańska?).

Jest jeszcze jedna analogia Lech miał zostać wygnany po wyjściu na jaw jego roli w morderstwie po dwóch latach oraz umrzeć w niesławie na wiecznym wygnaniu, mamy też w źródłach Frankijskich jakąś frankijską ‚marionetkę­-kagana’ który musiał się schronić wypędzony na terytorium franków przed prześladowaniami z częścią ochrzczonych współwyznawców i miał też tam umrzeć w podobnym czasie. W wielu szczegółach więc była by to ta sama historia pisana tylko z dwóch punktów widzenia. Naszego Awarskiego i z punktu widzenia wrogów naszych Franków.

Ostatecznie w czasie rządów 12 wojewodów Krak się zasłużył jako zwycięski wódz czyli w latach 760-780, zaś w latach780 – 786 panował jako Król-Kagan, potem panował jego syn Krok-Krak – smok.

Kagan Krak brat Wandy w latach 786r do 791r skutecznie walczący z frankami oraz ugruntowuje porządek na południu antagonizując krypto-chrystian. Frankowie wtedy uruchomili swoich agentów (żona-przyjaciel Lecha i inne adherenci) oraz wzmacniają chrystiańską piąta kolumnę.

Krak – smok zostaje otruty razem z grupą doświadczonych najdzielniejszych z dzielnych wodzów, stąd rozprzężenie w 791r, nieudolne rządy truciciela Lecha sprzyjanie chrystianom układy z frankami, lud przejrzał na oczy wypędził truciciela i zapewne nowinkarza już 792r, zaczęła się wojna domowa północy z południem.

Wanda opanowała rozprzężenie, twarde sprawowanie rządów przez dziewicę westalkę – Wandę kapłankę wielkiego kościoła Lady, Boda i Lel-ego spowodowało to że, wyemancypowani już chrystianie na południu oderwali się ostatecznie od jej królestwa mamy wojnę domową i inter-wencje franków po stronie chrystian.

Jeszcze w 795 roku Wandzie udało się pokonać frantów pod Świętą Górą, jednak następny atak w 796 się powiódł dzięki kolaboracji Mojmira, więc po pięciu latach swych rządów (włącznie od 792 do796), gdy nie mogła przeżyć zniszczenia swojej świątyni czyli w 796r popełniła samo-bójstwo i „długo się jeszcze chwiało państwo”.

[Uzupełniając można dodać, że do tej historii wydaje się pasować historia Popiela II który za namową żony cudzoziemki otruł stryjów, wynikiem czego doprowadził do odpadnięcia prowincji pomorskich od swego królestwa, a sam został w końcu pożarty przez myszy (miszina tropka ­- droga mleczna czyli droga bohaterów, stąd mysza-bohater) które wyległy się z ciał pomordowanych książąt, jego krewnych uznających przecież jego władzę. Choć też jest twierdzenie, że to się stało (odpadnięcie prowincji) dopiero po objęciu władzy przez Piasta z powodu jego chłopskiego pochodzenia, ale syn węża nie mógł być chłopem, więc najprawdopodobniej dla tego, że Biało Chorwaci czyli Krak-Chościsko(wąż) narzucił Wielotom swego syna tzw. Piasta na władcę, byłby to więc ten historyczny wzmiankowany przez tzw. źródła Kagan Ruski z 839r więc to on nosił by imię Chościsko (wąż).

Wydarzenie te jest sytuowane przez Prokosza na rok 840, było by to 50 lat później niż upadek świątyni Wandy, dowodzi ono w każdym bądź razie, że trucicielstwo jako narzędzie walki o władzę znane było naszym książętom i królewiczom inna sprawa czy była jedna Wanda obrończyni świątyni, takich kapłanek musiało być na przestrzeni wieków więcej.

Nie da się wykluczyć, że obie te historie zostały przemieszane w naszej historiografii i legendach, żona Popiela jest cudzoziemką i Sygurd jest cudzoziemcem nie da się wykluczyć, że Sygurd pierwotnie był kobietą cudzoziemką czyli Sygurdą żoną królewicza-regina Lecha, bo imię Lech łączy się z imieniem Popiela ale u nas pełno było Leszków-Lestków i Popieli co wiązało się z kremacją pogrzebową, Lech-Leszek-Laszek (mac. lesz – trup, Lasz-Laszo’wać ang. (l)ash-popiół – Popiel co łączy się też z rus-sadza) choć bezsprzecznie były takie dwie historie jedna krakowska (sklawińska) – druga kruszewicka (Wielocko-kujawska), a sam szewc (shefc) Skuba mógł być shefem kuchni czyli kucharzem zaufanym cudzoziemki czyli Sygurdy, Skandynawowie nie odróżniają imion męskich od żeńskich jest tak np. w przypadku imienia Frey, brat i siostra noszący to samo imię, stąd często są myleni, nie da się wykluczyć, że samo słowo Regina odnosiło się do Sygurdy, bo Regina Sygurda znaczyło by dosłownie królewna Sygurda niewolnica-żona Olbrzyma (wtedy żony były kupne).

Sam słownik łaciny tłumaczy słowo regina tylko jako królowa, królewna, księżniczka, król to rex, regulus, regno – królować, a u nas król powinien najwyżej nazywać się Regin-Lechin, końcówka ‚a jest żeńska, zresztą mamy imię Har’Lechin dosłownie wysoki-olbrzym (lub płonący) król(kamień), też wilkołak (wielki kołek) bywa zwany wodzem olbrzymów (Ent-Ant’ów, Ris’ów, Thurs’ów, Hun’ów). Imiona Polskie – Wanda – Barbara – Jolanta – Jan – Jac’ek(Jack) – Tomasz – Łukasz(Lukas) – Szczepan (Sthephan), są i w Angielskim mogły się tam też dostać podczas ataków Rorika czy Horica na zachód z Danii w latach 830 – 860].

Jak wyglądała Świątynia dziewicy Wandy i bogów, czy boga czyli Lady, Body, Lely, czemu boga, bo może to być fraza Lada(w’ładca) ‚wody i ognia’, Body (chorwackie b~w woda) i Leli (lila ~ płomyczek igraszka, więc leli płomień-ogień), czyli Lad ~ władca żywiołów, też sama Wanda ma władać morzem, ziemią i przestworzami, („Vanda mare, Vanda terrii, Vanda aerii imperat”) czyli wodą, ziemią i powietrzem, trzema żywiołami czwartym antycznym żywiołem jest ogień, rekonstruując tę świątynię, będziemy się posiłkować trumnąurną Chrobrego, wizerunkiem świątyni z czasów tzw. reakcji pogańskiej, symbolem wiślickim i monetami z Słowacji – tu by zrekonstruować ‚znicz góry’. Nie wydaje się by była to cerkiew która występuje na monetach Bolesława Śmiałego, pierwsza moneta od góry.

Słupy są oplecione wężem, podobne wężowe tralki – atlanty były w świątyniach syryjskich, czyli podobne świątynie budowano już co najmniej 700lat p.e.ch. ilość słupów wzięliśmy z monety, jednak w 11 wieku, to nie mogła być oryginalna świątynia Peuki bowiem ta została zburzona 796 roku, więc ta z monety to jej rekonstrukcja, jest to zatem bardziej rekonstrukcja z rekonstrukcji niż rekonstrukcja z oryginału.

Jest zatem na monecie jeden krąg kamiennych słupów wokół świątyni, pisano o świątyni dziewięciu kręgów, być może nie były to koncentryczne współśrodkowe kręgi, bowiem na monecie są trzy kółka-pierścienie w kręgu kolumn, więc ilość pierścieni z monety to cztery, brakuje nam jeszcze pięciu kręgów-pierścieni być może rekonstruowana świątynia została zubożona i poprzestano na czterech kręgach które były wystarczające do pełnienia funkcji religijnych, a być może ten płot przed świątynią to następny krąg tralek tylko w rzucie poziomym.

Kiedy ją miano odbudować są informacje, że po śmierci(815) Tyrana Karola Magni, Słowianie podnieśli obalone słupy idoli Hamona, więc odbudowa mogła się zacząć po tej dacie, możliwe, że gdzieś koło 820 roku już ją odbudowano, a skoro jej wizerunki są na monetach z lat 1022 – 1050 to nie wykluczone, że dzisiejsza budowla klasztorna na Łysej Górze zawiera w sobie jej znaczne fragmenty.

Wyszła nam świątynia kształtem nawiązująca do klasycznych świątyń hellenistycznych, ale oryginalna świątynia musiała być zbudowana bardzo dawno, jej replika siłą rzeczy jako kopia, powielała by klasyczne kształty, bo budowano też u nas jak widać w czasach Bolesława Śmiałego kilkuwieżowe kopulaste cerkwie, są one chyba w kształtach jeszcze starsze bo podobne pagody budowano w Indiach, te najstarsze znane świątynie Indii mimo, że budowane z kamienia czy rzeźbione w skale, to miały w swych wnętrzach kolumny stylizowane na kolumny drewniane, to upodobanie do drewna musieli przynieść Aryowie z kraju swego pochodzenia, nasza cywilizacja był cywilizacją drewna najwyżej ławy-fundamenty budowli były kamienne, jednak drewno, belki, deski, są głównym materiałem naszych budowli, nawet późnośredniowieczne budowle są to w zasadzie budowle o konstrukcji mieszanej drewniano –kamiennej czy to chodzi o mury grodów czy o same budowle mieszkalne czy sakralne, nie są to za trwałe budowle, ich długość życia jest ogranicza trwałością belkowego szkieletu budowli.

Na ścianach naszej świątyni były też pewnie namalowane obrazy tak jak na zniszczonej świątyni Trzygłowa w Szczecinie, które były równocześnie bardzo realistyczne, z ścian jej bowiem patrzącym na nią ludziom zdawały się ulatywać namalowane na niej ptaki, ale tutaj nie wprowadziliśmy tego elementu by nie odbiegać od tematu kształtu świątyni.

Przy rekonstrukcji ‚nicza gory’ używamy symbolu z monet słowackich, które należą według nas do symboliki Awarskiej-Chorwackiej i religii drzewa życia, korzystamy tu z symboliki z monety przypisywanej szachowi Saporowi, ale nie miał on chyba koregenta, napisy nawiązują do liter notacji węzełkowej, ale nam chodzi teraz o słup na którym mamy znicz, czyli o słup kamienny jako ołtarz ognia, Persowie nazywani są Pyrsolatri – ogniaczciciele podobnie czcicielami ognia nazywają Słowian średniowieczni pisarze arabscy. Uważamy, że schody czyli podstawa ołtarza są drewniane widać łączenie belek na zrąb, ten dość archaiczny szczegół nie jest czymś nadzwyczajnym w religii, podobnie Mitra zabija ofiarnego byka kamiennym nożem podobnym do pięściaka, czy bogowie~królowie Atlantydy łowią byka na ofiarę tylko przy użyciu pętli rzemiennych i sznurów beż użycia żelaza, na pierwszy rzut oka to bezsensowne ale kult ognia, może wyprzedzać cywilizację, człowiek ognia występuje na ziemi od miliona lat, a pierwsze znane długotrwale utrzymywane ogniska są datowane, na 200 do 400 tysięcy lat temu, poprzednikiem homo sapiens najpewniej był człowiek rytualny używający języka symbolicznego, a homo sapiens przyszedł dopiero z pismem 7 – 8 tysięcy lat temu.

Bryła pod zniczem jest kamienna, sam lichtarz jest tu tylko uchwytem na palenisko ognia i nie ma pierwotnie większego znaczenia, głównym przedmiotem kultu jest ogień wydostający się z głazu tak jak iskra z krze-mienia, pomocna tu jest symbolika wskrzeszenia, skrzesania ognia który tożsamy jest płomieniem żywym czyli człowiekiem. Może ten znicz stał na zewnątrz świątyni w każdym bądź razie był na górze, zachowane jego umiejscowienie jest w imieniu GoryNicza czyli Nicz – ogień płonący na górze, nazwa ta też określa nam przedmiot kultu dominującego na górze, czyli kultu wiecznego znicza ognia, być może wewnątrz świątyni był jakiś niezadaszony dziedziniec bowiem wieczny ogień wytwarzał dym i opary które by szybko zaczadziły i osmoliły budowlę gdyby nie miała jakiegoś prostego i skutecznego systemu wentylacji, może nad zniczem fragment dachu był wywyższony na słupkach jako rodzaj wiaty nad dziedzińcem znicza. Możliwe, że pierwotnie był związany z wyobrażeniem Mitry z Góry Harati trzymającego w rozłożonych rękach dwie pochodnie. Stąd Mitra pertrogenes rodzący się ze skały czyli bryły skalnej, jak iskra ognia.

Jeszcze raz wracamy do całej świątyni tym razem w rekonstruowanym kręgu, wielkie kolumny to krąg wieków, małe kręgi były by kręgami dni, tygodni, miesięcy może i lat, jest to po prostu wielki zegar, godziny odmierzały świece palone wewnątrz świątyni, przesuwano później lub zaznaczano kolumnę – kamień dnia, gdy mijało siedem dni (lub dziewięć), odznaczano tydzień, wracając do dna pierwszego tygodnia, liczono drugi tydzień itd. miesiące, lata, wieki, nasze słowotwórstwo czasu na to wskazuje rok(skała) – opoka-epoka, minu’ta – mina(kamień).

Jeśli Gory’nicz to i Woro’nicz, iz’goj, iz’polion, więc iz’wor po srbskochrwacku i bułgarsku znaczy źródło, stad nasz ja’wor ~ jaworzyca pierwotnie źródło, więc możliwe, że na górze było święte źródło, w bajkach często mamy żywą wodę w źródle lub w studni po którą się wyprawiają bohaterowie tych historii, wątpliwe by na samym szczycie górze było źródło ale studnie mogły być, więc może małe kółka na monecie z świątynią oznaczały studnię z żywą wodą a nie jak to żeśmy odtworzyli małe kręgi słupów, bez wątpienia istniał wielki krąg musimy też pamiętać, że to była odbudowana od podstaw świątynia więc nie musiała dokładnie odpowiadać zniszczonej w 796 świątyni dziewięciu kręgów bez wątpienia czasu.

Mity etruskie mówiące o bohaterach którzy muszą przyjść pod koniec wieku narodu, by rozbić kamienne słupy końca czasu, by dać mu nowy czas bo inaczej naród umierał, czas narodu miał trwać kilka wieków najprawdopodobniej osiem lub dziewięć, Etruskowie liczyli wieki czasem życia pokolenia, było to dla każdego miasta inne obliczenie, bowiem kiedy zbudowano miasto, spisywano wszystkie dzieci które urodziły się w roku zbudowania miasta, kiedy umierał ostatni przedstawiciel tego spisanego pokolenia, kończył się wiek pierwszy tego miasta, znów spisywano wszystkie dzieci które urodziły się w roku śmierci najstarszego człowieka pierwszego wieku miasta, cykl się powtarzał z śmiercią ostatniego dziecka tego spisanego pokolenia kończył się drugi wiek miasta, podobnie było z wiekiem narodu spis wszystkich dzieci urodzonych w końcu poprzedniego wieku dawał podstawę do ustalenia długości kolejnego wieku narodu, wiek czyli epoka narodu trwała kilka takich wieków chyba dziewięć bo to stara religijnie nacechowana liczba.

Jaki jest związek miedzy liczbą dziewięć i liczbą łać. nowem – dziewięć, sansk. nawa – dziewięć, oraz naszym słowem nowa, łać. nowus – nowa, sansk. nawas – nowa. Taki sam jak miedzy frazą ‚nowa ziemia’ i ‚dziewicza ziemia’, liczba nowa i liczba dziewicza to synonimy i znaczą w istocie to samo, można to nazwać przenośną czy synonimiczną wymianą wyrazu.

Interesujące są bardzo nieregularne zmiany znaczenia słów określających okresy czasu, wiek – stulecie i ang. wek – tydzień, ros. god – rok i nasze god’zina, ostatni dzień tygodnia niedziela i ros. niediela – tydzień, nasze tygo’dnie i niem. tag – dzień, widzimy zupełnie dowolne prze-kształcenia treści przy zachowaniu kształtu wyrazu i jego istoty czyli zachowania jego znaczenia jako terminu czasu, nasze słowo dzień od cień-cin-tin etruskie tin – dzień, mieszają się tu dwa słowa dźwiękonaśladowcze dzyń’dzyń, rym cin’cin, rym tin’tin, (d’zwonit~zwon ~wan), cień – ciach ~ciąć, odcina się cień cięciem cienia (za’cina, ciąć~tnie aczi-miecz).

Te słowotwórstwo musiało kiedyś powstać w jakimś czasie kiedy zegary były z kamiennych części niekiedy były zniczami, ze’ogarkami, które służyły do obliczania czasu i ta ich kamienna i płomienna natura siłą rzeczy odcisnęła się w słowotwórstwie czyli terminologii związanej z okresami – odcinkami czasu.

W zrekonstruowanej przez naszych przodków świątyni mogły być jednak jak wyżej wspomnieliśmy studnie lub jakieś ocembrowane żródła ~iz’wory, nazwa wor’ jest nieraz w nazwach miast ruskich Woro’neż, Woro’tyńsk, Woro’niec, u nas są takie nazwiska Woro’nicz, Woro’niecki, czy miasto PrzeWor’sk, chyba archaiczniejszy Ja’wor, jest rzeka Wor’skla, słownictwo te powstało w epoce Awarów i związane jest z religią drzewa życia pod którym biło źródło z żywą wodą.

Możliwe że źródła te służyły do obrzędów nekromancji wskrzeszania zmarłych czy symbolicznego nowego odrodzenia, kąpiel w ki’sielu, ki – siła, siel – dusza czyli siładuszy.

W świątyniach u nas do 966 roku miały być wielkie misy chrzcielnice które zostały wyburzone po chrzcie, a może te misy zostały wyburzone bo należały do obrzędów starego obrządku Słowian.

„W całej Europie w VI – VIII wieku były budowane kościoły w których znajdowały się liczne zwierzęta, węże – jaszczurki itp. tak jakby nie były to świątynie chrześcijańskie”, dlaczego jedyne wytłumaczenie, bo były to świątynie Aryów czyli Scytów – Spali dopiero później przerabiając je wstawiano tam symbolikę chrystiańską.

[Jeszcze wracając do Wandy wspomnijmy Ryd’giera(gRodrigo), nie da się całkowicie wykluczyć, że Wanda była Weletabką czy Polanką – Gotką, a (g-)Rytgier (G’rod’gier, Wal’gierz (ogier), Wal’ter (terra) – duch ziemi) byłby Hrobatem, stąd dziwne zakończenie tej historii bo Wanda ma władać Polakami i Niemcami jeśli pod Polaków podstawimy Wielotów, a pod Niemców Hrobatów ~ Chorwatów przestanie to być dziwne, doszłoby tu do zmieszania dwóch różnych historii ataku Karola Magni alias Tyrana (a-)Lemańskiego (A’lemańskiego) i jakichś walk rojali-stów córki Kraka z jakimś uzurpatorem księciem – wodzem – tyranem Chorwackim – Lama’ńskim (Łama’ńskim ~ Rama ~ Lama ~ Lamja – Smok łama’cz – prze’łamać przeć i łamać czyli Przoniec – laga~Lach – Polak ), który dążył do władzy i korony poprzez poślubienie córki Kraka, samo jego wojsko odstąpiło od popierania jego uzurpacji, stąd dziwne ale chyba jednak trochę prorocze słowa samobójcy o rządach niewieś-cich które mają doprowadzić do zguby oba wojska czy ludy po rządami Wandy.

Grodceeric, Grodgier, Walgierz, Wal’ter, Wala’mir, a nawet Har’aldi [dosłownie czes. harat-płonąć czyli har-płonąca aldi~ladi~łódź (st.cerk.słow.), imię opisujące pochówek z tamtych czasów czyli zwłoki spalane w łodzi, a czy imię to coś znaczy po Norwesku?] to imiona polskie – Hrobackie z poprzedniej epoki końcówka ~old, jest polska bo imię litewskie Vitautas spolszczamy jako imię Wit’old ~ Wit’owt, czyli polszczyzna dodaje końcówkę ~old~ald~lad~lod~ołt, a przecież języki bałtyjskie mają być bliższe słowiańskim niż dialekty germańskie, tzw. Germanie mogą pochodzić od Hrobatów ~ Mogilan ~ Mazurów czyli Kurhanów odwrotnie jest to wykluczone, więc czy pierwotnie Mazurzy byli jakimiś Germanami? Tak ale ci Germanie mówili po polsku niem. ober-wyższy to redukcja od chrober~chrobry (Wola Chrober’ska), choć i u nas jest też redukcja w synonimicznej nazwie naszego narodowego tańca mazura (chr-)ober’ek – (chr-)ober’tus. Germanie nadreńscy sojusznicy Atylii oderwali się narodowością od Hrobatów może ok. roku 0 e.ch. bo są w ich legendach władcy Polski i Rusi walczący z Niemcami i Atyllą ok.450 roku e.ch.

Komuś to może się wydać dziwne, ale nie tylko Germanie czy Turcy ale nawet murzyni Bantu są ludnością mieszaną pochodzącą od wychodźców z tamtej epoki etnicznie związanych z kulturą przeworską (b-)Ant’owie ~ Bant’owie oba słowa znaczą tyle co Ludzie, plemiona Bantu znane są z przemysłu kowalskiego tak jak Turkuci przodkowie plemion Turkoidalnych, najstarszym miejscem występowania tej kultury jest Polska może dlatego nazwało się nas ang. pollensis – (na)sienny łać. germen ~ zarodek czyli siemię ~ semnon, pollensis, sporia, germen, bo żeśmy się rozsieli po świecie jak jakieś zarodki strasznego drzewa życia.]

Rozdział 6

Obrona Imienia Węży.

Węże są gadami niezwykle pożytecznymi, jako drapieżniki utrzymują w ryzach populację różnych gryzoni łącznie z szczurami i myszami które potrafią być prawdziwą plagą, jednak w powszechnej urobionej przez chrystianiazm opinii, są zwierzęciem wręcz demonicznym stąd budzącym lęki i niechęci, w chrześcijaństwie wąż jest uosobieniem szatana czy diabła, węże jadowite są rzeczywiście niebezpieczne, ale nie atakują nie sprowokowane, często ostrzegają syczeniem lub grzechotką, odczep się ode mnie jestem dobrze uzbrojonym wojownikiem.

Jednak dawnej w Polsce, Europie jak i starym świecie, stosunek do węży był bardziej wyważony, jak wiadomo w Grecji wąż był uznawany za wcielenie duszy zmarłego uczynienie krzywdy temu zwierzęciu wróżyło wielkie nieszczęścia i było naganne, jako znieważenie zmarłych, tak samo u Bałtów przez szacunek dla zmarłych hodowano w domach węże które były domownikami tak jak dziś pies czy kot, podobnie było i u nas wąż był wcieleniem duszy (tożsamy z duszą) mężczyzny wojownika, a często symbolicznym ojcem władców, ojciec Piasta to Chościsko (hasićskawąż czeskie), zaś Wolga Busławlewicz był synem Węża NiczaGory i Marfy Wsiesławewny:

Poprzez ogród, poprzez zielony. Biegła-pląsała młodziutka królewna,

Młodziutka królewna Marfa Wszesławiewa. Skoczyła z kamienia na lutego Żmija,

Na lutego, na Żmija, na Gorynicza. Luty Żmij się wije

Bucik owija ~ safian zielony. Pończoszkę jedwabną owija.

W udo białe ogonem uderzył. A wtedy królewna poczęła,

Poczęła i dziecko zrodziła.

Tak samo za syna Węża uchodził Aleksander Macedoński czy Oktawian, na splotach Węża Śeszy spoczywał Wisznu wielki bóg hinduizmu, zaś Ahi Budhnja (wąż głębin) jest imieniem Sziwy-Rudry, faraonowie mieli nad czołem diadem z głową kobry.

Święte kobry strzegły cedrów w raju plując ogniem, więc to raczej jakiś miotacz ognia stylizo-wany kształtem na kobrę, na rurkach miechy-dmuchawy tego miotacza-plujki, we wnętrzu zacisk-zawór na wężu.

W polskich mitach czy raczej już tylko logice słowotwórczej, Żmij Ogieny pierwotnie był wojskiem które broniło granic, wały obronne nazywano Żmijowymi, a w Żmigrodach stacjonowało owe wojsko, pierwotnie wąż był w raju żydowskim jako istota w pełnej swej krasie i bliski Bogu, po buncie Adama został wypędzony z raju, Mojżesz kazał zrobić wizerunek węża Żydom i kazał wpatrywać się w niego chorym, a co ich uzdrawiało, w Manicheizmie Eden był więzieniem przygotowanym przez Króla Ciemności, a Jezus przekazał tę wiedzę pod postacią węża, Adamowi i Ewie będącym w Raju-wiezieniu.

Też wąż jest świętym zwierzęciem Asklepiosa-Eskulapa syna Apoliona, (laska Asklepiosa jest opleciona wężem), boga lecznictwa wskrzeszającego zmarłych, kaduceusz Merkurego też oplatają węże, można węża też uznać za tożsamego z duszą (hinduizm), bowiem gdy zmarł brat Kriszny Balarama, to nieśmiertelny Wąż Śesza wyłonił się z jego ust i odleciał na powrót do oceanu mahadewa (wielkiego boga) Wisznu, czyli zachował się jak dusza ulatująca do nieba, niebo-ocean.

Księgi mówią, że wąż jest też dysponentem mądrości SarpaVidyja to Weda ~ wiedza wężów, w grece filo’zOphia-ophin-wąż, filozof jest więc miłośnikiem węży(węzów), łacińskie Serpens-węże odpowiada sanskryckiemu Sarpa i naszemu Serb, sierp, serpentyna, coś wężowego kształtu poruszające się wężowym ruchem, nazwa Serbów więc od węży tak jak Syryjczyków (Asyryjczyków) których słowo Ilu-Siru, znaczyło bóg wąż, którego wizerunki w Babilonii i Asyrii umieszczano na słupach granicznych oraz u bram świątyń by zabijał napastników i odpędzał demony (często pod postacią zwierząt i innych węży), porównaj też naszą trumnę Chrobrego, nasz słowiański Żmij Ogienny, walczący błyskawicami i piorunami ze smokami, demonami i czarownicami, też należał do tego rodzaju czystych dobroczynnych sił, był obrońcą wód i zasiewów, sprowadzającym życiodajne deszcze, co jest u nas zapomniane i zacierane przez chrystianizm ale przecież dobrze zaświadczone u Słowian południowych.

Ale głównie wąż to wojownik homerycki AchiLles [wąż-(hytry?), to takie same złożenie jak sanskrycki Ahi budhja wąż-głębin] jak i przeciwnik greków SarpeDon (wąż wodny) mają imiona etymologicznie związane z nazwą węży, skrzydlaci giganci mają wężokształtne nogi, a wąż jest wysłannikiem i wy-konawcą bożych wyroków, np. śmierć Likaona od węży, w ogóle Achaje-Achaje to skrót i zrost nazwy, Achi-haji, czyli węże ziemi ~ synowie ziemi (Ahiijawa – węże wodne, aba-awa-jawa znaczy woda, wody są wodami płodowymi ziemi, podobnie imię Arda’szir~ziemi’wąż, ang. sir-pan, gwarowe syra-noga).

Najwyraźniejsza jest funkcja węża symbolizującego Armię Niebios, czyli Apopisa niszczyciela bogów, Midgar-dsorma [jego wariant edycki of-nir czyli of-ofion-ophin-wąż nir-nil(siny-niebieski-modry-chabrowy) ~ sWafnir ~ Fafnir czyli permutacja ortograficzna sWaf-faf-(waffe-broń) czyli broń niebieska, broń niebios, swaf jest z kolei od naszego sław(w-ł)-sława-słewowie-Słowianie tak jak rustung-uzbrojenie od naszego imienia Rus-uMoRusany], Ahi budhję, czyli Żmija Ogiennego śpiącego w głębi-nach wodnych świętych rzek ognia. To jego ModroWęża, chabrowego hobra, wysłannika niebios czyli najwyższych bogów z Hary, obawiali się żywi bogowie, władcy antycznych teokracji i przestrzegali nieraz w sposób karykaturalny ustanowionych przez nich uniwersalnych praw np. biblijny Faraon w obawie przed gniewem Amona, zabijał cudzoziemca (więc popełniał morderstwo), którego żona mu się spodobała, tak by nie złamać zakazu cudzołóstwa, bo z wdową to on już nie cudzołożył. Widzimy więc, że symbolicznie wąż miał wiele pozytywnych konotacji był strażnikiem-obrońcą raju i najpotężniejszą bronią niebios, którą zniszczyli sami Weneci (Błękitni ~ Niebianie ~ Hobrowie, a raczej ich dzieci, potomstwo kobiet i (h)kobrów z mieszanych małżeństw na Bałkanach, bowiem wszystkich mężczyzn podczas najazdu zabijano), co opisują legendy o walce Żmija Ogiennego Wilka z swym ojcem Wężem Ognistym (Lamja(prze’łamać-rozgromić)-Smokiem Burzy).

Dziś konotacje pozytywne jak i negatywne węża wynikają z tego, że wąż to jedno z niewielu zwierząt, które pozostało w zasadzie nieujarzmione przez człowieka, jak i z tego, że węże jadowite dysponują potężną i niezwykle skuteczną bronią, która jest niezwykle niebezpieczna dla przeciętnego człowieka.

Powinniśmy jeszcze wyjaśnić skąd się wzięło utożsamienie duszy z wężem, nasi przodkowie byli o wiele bliżej natury, węże, jaszczurki i inne zwierzęta egzystowały tuż za progiem ich domostw lub często wewnątrz ich domów, obserwacja i znajomość ich życia, zwyczajów, fizjologii była wiec powszechna choć nie w pełni była zrozumiała, jedną z cech wspólnych gadom jest letarg zimowy kiedy to zwierzęta te na półmartwe spędzają zimę w stanie hibernacji, zagłębione w ziemi, w szczelinach pod kamieniami w korzeniach drzew itd. gdy przychodzi wiosna budząc się z zimowego snu wygrzebują się z ziemi tak jakby się z niej rodziły lub wstawały z martwych, ta ich cecha utożsamienie ich snu zimowego ze śmiercią, a wygrzebanie się z ziemi po przebudzeniu jako ponowne narodziny z łona matki ziemi. Pozorne więc to odradzanie skojarzyło się naszym przodkom z obrzędami pogrzebowymi ludzi.

Wąż, jaszczurka, żaba, były namacalnym dowodem odradzania się czy zmartwychwstania, więc siłą rzeczy wąż, ten często zamieszkujący kamienne kurhany oraz wygrzewający się na kamieniach zwierz stał się duszą przodka, dlatego też często te węże na rysunkach i rzeźbach z tamtych czasów, mają starcze brody czyli brody naszych przodków-dziadów, np. Etruski Anioł V wiek p.e.ch.

Wierzenia i religie to w zasadzie antyczne kosmologie wyjaśniający w sposób naukowo podobny mechanizmy i strukturę świata według ówczesnej wiedzy.

Naukowcy podważający systemy tej wiedzy, byli narażani na ataki dogmatyków (ortodoksów-bałwochwalców) danej religii, dlatego chciano spalić na stosie Galileusza czy też umieszczono na indeksie ksiąg zakazanych dzieła Kopernika, bo podważali oni dogmaty naukowe chrystianizmu czy biblii, cóż biblię kompilowali jacyś grecy dla których pasek Oriona był czymś zadziwiającym, przez co i niezmiennym dla boga judejskiego który nieźle znał się na greckiej Mitologii i Zodiaku (k.Joba), bóg (czy grek) ów mówi też coś o filarach na których jest osadzona ziemia, o jej kamieniu węgielnym, drzwiach morza itp. Taka wizja ziemi jest sprzeczna z wiedzą naukową i ta wiedza dowodzi też ignorancji proroków boga biblijnego więc musiała być bez wątpienia wiedzą bluźnierców, bo mówiąc wprost i bez ogródek konsekwencje tych naukowych poglądów dowodziły fałszywości panującej religii.

Paradoksem tej religii „ludzi jednej księgi” jest to, że człowiek osądzony przez rzymian i przy aplauzie żydów przez rzymian maltretowany i stracony, który winien według nich był bluźnierstwa czyli herezji wobec religii żydów czyli według prawa oraz wyroku rzymian, bluźnił on przeciw tej samej księdze i religii przeciw której bluźnił Galileusz, Kopernik i inni paleni już na stosach heretycy, czyli został w istocie złożony na krwawą ofiarą na ołtarzu bałwanów religii żydów i ołtarzu bałwana prawa rzymian, więc paradoksem ludzi religii jednej księgi jest to, że został on dla jakiejś części tych rzymian Wielkim Bogiem. Cóż faryzeusze-bałwochwalcy zawsze stanowili większość, bo przecież to chyba nie Niebiosa chcą ofiary krwi i cierpienia ofiar, tych czy innych bohaterów tylko szatan okryty rozdzieranymi szatami, sukniami, togami – faryzeuszy, inkwizytorów, sędziów, sprawiedliwych tego świata umywających ręce po złożeniu krwawej ofiary na ołtarzu tak naprawdę głupoty i ciemnoty tego świata, kuglarstwem i pseudoprawem uzurpującej sobie władzę i tak naprawdę są oni z wyznania chryzokratami czyli czcicielami złotego cielca, nędznymi kupczykami sprzedającymi krew i ciało swoich ofiar.

I jakiego boga wzywał Jezus na krzyżu „Eloi, Eloi lama sabaht’ani (są też zapisy „Eli, Eli lama sabachtani)?” bowiem nie znali tego imienia żydzi myśląc, że Eliasza wzywa, więc chyba nie był to bóg znany żydom, czy „Eloi~Eli… sabaht’ani” ma jakiś związek z naszym Ileli, Eli i słowem sabat, – samo Eli~Eloi tłumaczy się jako bóg lub pan, miało by wiec dokładnie takie same znaczenie jak nasze słowo Eli, bo u nas Ileli, Leli, Eli to imię boga (pan’bóg) z Świętej Góry, wiec czy sam Jezus wymyślił imię Eloi~Eli czy znał je skąd indziej.

Po srbskochrw. czy bułgarsku ‚lamja (łama)’ to smok burzy, czyżby „Eli, Eli lama sabachtani” znaczyłoby „,pan-bóg, smok burzy sabaht’ani”. Jak pisaliśmy wyżej Smok~Wąż jest ojcem wielu władców naszego Piasta też, może był i ojcem Jezusa, może Maria nie kłamała wbrew temu co piszą żydzi i rzeczywiście ojcem Jezusa był pan-bóg, smok burzy bo chyba wzywał on w tej ostatniej chwili Boga Ojca, a nie Eliasza, Peuka ~ święta góra to też Łysa góra sabatu – Ana’fiel [hAna, Ana, Anna, Annia, Anu, Anan, Aine, Ankou permutacja Enya-Anya-Ania-Anka co zawsze znaczy śmierć Ana’fiel (fiel-fjol-góra) – góra śmierci Nida’fjol, góra Nidy w podziemiu], obojętnie co znaczy słowo sabaht, to Jezus domagał się od Ojca pana-boga, smoka burzy sabaht(ani ~wolności~oswobodzenia~wyzwolenia) końca udręki czyli śmierci. (Czy oni wiedzą co wyznają i w kogo wierzą? I czy wiedzą czyjego imienia wzywał ich bóg~ofiara?)

Wracając do naszych węży, osobiście nie podoba mi się to związanie świata zmarłych ze światem zwierząt najkonsekwentniej przeprowadzone w hinduizmie czy buddyzmie z jego kołowrotem reinkarnacji wszystkiego co żyje, bardziej mi się podoba utożsamienie duszy i w zasadzie żyjącego człowieka z żywiołem ognia, to wychodzenie płomienia z kamienia oraz wracanie w kamień którego symbolem jest zapalany znicz na kamieniu nagrobka, o tym wracaniu olbrzymów w kamień mówi też ‚Eda’, jest to najstarsza idea w warstwach mutacji logiki naszej pierwotnej religii z epoki kamiennej, krzesiwa i skrzesania ognia symbolizującą obietnicę wskrzeszenia czyli odrodzenia ze zmarłych związana też z obrzędami okrzesania, obrzędami zapalenia świętego ognia który był tożsamy z imieniem Ariów jak świadczy imię Persów (pyrso-latri – ognia czciciele), B’harat (Indie – harat, czeskie – ‚płonący’, arabskie harrat ‚pola lawy(ognistej)’), czy nasze pierwotne imię znane „z dawien dawna” Sporów (s)porya-ogień.

Jaszczurka iz’aura-s’aura – wychodząca iz ognia-światła-z’aury, tak jak iskra z (is)krze’mienia, salamandra miała być w czerwone i czarne plamy dlatego, że rodziła się z ognia – z lawy ognistej wydobywając się z wnętrza ziemi, stąd nasze imię S’auro’maci dosłownie ‚z aury matki’ rodzący się z lawy ognistej, czyli tak jak salamandry, stąd wtórne utożsamienie Echidny z matką Skolotów). Aura (aure’ola) – tęcza – heta – bogen.

Więcej jest węży w korzeniach drzewa życia niż to się ignorantom wydaje, jeszcze Krzywoustego i jego armię Anonim potrafi nazwać smokiem ognistym „…pozwólmy cesarzowi powoli wędrować przez polskie lasy, aż sprowadzimy z Pomorza ognistego smoka.”, król Offawąż budował w Anglii wały obronne podobnie na południe od Kijewa były obronne wały żmijowe, takie wały budował Żmij Ogienny przeciwko frankom Karola M. Też wąż budował w Danii wały obronne przeciw frantom, podobno zdjęcia satelitarne wykazują, że najwięcej obronnych wałów żmijowych jest w Małopolsce, wszędzie tam dzieci Ognistego Smoka – Stoora rodem ze Storady były na pierwszej linii walki, w obronie drzewa życia, drzewa wieków i słupów Hamona~Hamana.

Paradoksem tej historii Smoka ~ Węża jest to, że bałwochwalcy ~ chryzokraci czyli frankowie i romaje czciciele własnych kłamstw, największym wrogiem Lama ~ Smoka Burzy ~ Pana Boga ~ Ileli Leli ~ Hamona, zrobili wizerunki zmasakrowanego przez siebie człowieka który w ostatniej chwili swej agonii resztką sił wołał ratunku boga „Eli, Eli Lama sabahtani” którego jak się wydaje uważał za swego ojca.

Nie da się wykluczyć, że ok. roku zerowego do minus 10 ~ 17 ery chrystian wędrował gdzieś przez Palestynę, pArtyjsko ~ Antelski Smok Burzy i zostawił tam jak to bywa trochę rudawych pa’sierbów, wiadomo, że Egipcjanie zabijali rude dzieci skąd ten obyczaj? Możliwe, że rzeź niewiniątek przypisywana Herodowi miała taki sam powód, usunięcie dzieci zrodzonych z węża, bywało, że takie nieślubne dzieci dla wstydliwości matek w starożytności nazywano dziewiczymi, ostatniego dzieciaka węża który ocalał z rzezi, stosując mord sądowy zamordowali rzymianie i żydzi, dodatkowy paradoks historii „wizerunki tej kobiety pokonują smoka” czy syn Zmaj Ogieny Wilk pokonuje ojca Smoka Ogiennego, upadek militaryzmu i Króla Bolesława Szczodrego w wyniku rewolucji wielkiej wszetecznicy, czyli zemsta porzuconej ~ zniewolonej ~ emancypującej się kobiety po stuleciach, no cóż nienawiść porzuconej kobiety to najstraszniejsza rzecz obok jadu kobry.

Rozdział 7

Król Węży

Trumna Chrobrego ~ Wielkiego Króla Węży

1.Wydłużona główka węża z bransolety II w. (kult. przeworska) analogia do węży urny. 2.Ideowe podobieństwo rękojeści grusa (żurawia czy szczerbca) do rękojeści miecza tetrarchów III w.

Dlaczego piszemy smok kObr-kobra, wąż – smok, otóż bajka separatystów krakowskich mówi, że 77 olbrzymów z ich władcą (królem) po wcieleniu ziemi krakowskiej do swego państwa zamieniło się w węże, w dialektach słowiańskich słowa hobry~obr~chrobry znaczą tyle co olbrzym – wielki – wielkolud po bułgarsku znaczy też dzielny.

Teraz jeśli dokonamy mutacji ‚h’ w ‚k’ (z ciągu mutacyjnego g-h-k), otrzymamy parę wyrazów hobry-kobry jest to zwykły mechanizm słowotwórstwa języka.

Tak więc w języku zachowała się pamięć imienia olbrzymów-kobrów-węży i co za tym idzie, jest drugi słowotwórczy przekaz niezależny od bajki, więc bajka nie jest bajką tylko przekazem o autentycznych wydarzeniach z II wieku naszej ery gdy kultura przeworska od paru wieków dominująca na nizinie polskiej opanowała pogórze karpackie z Krakowem gdzie wcześniej egzystowała kultura uchodząca za celtycką. Górale tak jak dziś Rusini, nazywali nas Polaków z nizin Lachami, bo początkowo byli poza wspólnotą polityczno-militarną kultury przeworskiej, bajka krakowska zachowała podświadomie wyraz niechęci (w każdym bądź razie przyjęto ją w krakowskim bez entuzjazmu) do tej, zapewne jednostronnej decyzji państwa olbrzymów, tam gdzie przeszedł olbrzymi wąż-smok-król węży ziemia (w bajce „szczyty gór” to wtórna logizacja przekazu, lub chodzi tu o Peukę-Łysicę polanę-halę stąd łysa góra pozbawiona sztucznie roślinności na szczycie) miała pozostać jałowa i pozbawiona roślinności (ale może być to też nawiązanie do klasycznego niszczycielskiego przemarszu każdej większej armii).

Jeśli by ktoś kiedyś widział trumnę Bolesława Chrobrego (Chabri-Niebieskiego, Chrabri-Wielkiego, Chrobrego-Kurhana) to ku swemu zdumieniu zobaczy, że po wyrzeźbionych kolumnach na jego trumnie wspinają się węże, co to za symbolika u tego jak piszą historycy arcychrześcijańskiego władcy, otóż Kosmas w swojej kronice pisze, że po 1022 r w Polsce doszło do prześladowania chrześcijan, a w co nie chcą uwierzyć nasi historycy, Chrobry na parę lat przed śmiercią wrócił do wiary przodków gdzie wąż był ‚totemem‚ czyli pośmiertną postacią duszy zmarłego, a ściślej postacią przejściową, miejscem pobytu duszy przed kolejnym odrodzeniem, reinkarnacją.

W grobach kultury przeworskiej zresztą znajduje się często bransolety (wiązane z Longobardami) na nadgarstek w kształcie obwiniętego na nim węża, stąd na trumnie Chrobrego węże i jest to jego swoiste wyznanie wiary oraz niewątpliwy testament sprzed tysiąclecia. (Nie da się całkowicie wykluczyć możliwości, że to trumna jakiegoś Bolesława Chrobrego(x) z powiedzmy IV-V wieku, który podobnie kreślił naturalne granice ziemi polskiej Dniepr, Elba, Sala, Dunaj, ale to mało prawdopodobne, choć styl i wykonanie tej trumny dawały by podstawy do sytuowania jej w dawniejszych czasach, powiedzmy schyłku imperium rzymskiego. Jeszcze inna możliwość to taka, że to trumna Bolesława Srogiego narodowości Pszoniec-Pszowianin ).

Ktoś powie, że to jest absolutnie niemożliwe, jednak na trumnie tej są symbole drzewa życia (gałązka tego drzewa), skrzyżowana z szczerbcem który ma rękojeść z głową ptaka (według Kadłubka miecz Chrobrego miał się nazywać grus-żuraw, czyli ptak, jest to zakrzywiony kord jednosieczny typowy dla kultury wielobarskiej, więc przynależny terytorialnie dynastii kujawskiej-polańskiej) nazwa szczerbiec przez następne wieki była kojarzona z prostym mieczem obosiecznym, wreszcie mamy na słupach tej trumny węże (główki tych węży są nienaturalne, a podobne z kształtu do głowy węża-ogona chimery) czy to z rządzenia niebios Bolesław Chrobry po bez mała osiemsetletnim śnie miałby się przenieść do takiej wybitnie scytyjskiej czy pogańskiej urny, która wypisz wymaluj pasuje do bajki z królestwa węży, a nie historii królestwa chrześcijan, niesłychany przypadek i kaprys losu, spisek pogan czy ta trumna od wieków była już w grobowcu, napisy wyglądają na osiemnastowieczne, ale jak pisano u nas przed katastrofą latynizacyjną albo czy nie są one wyryte dopiero w osiemnastym wieku, bo kord to raczej ‚grus’ – ptak, (choć chyba nie żuraw bo ma główkę ptaka raczej drapieżnego czyli orła, sokoła czy jastrzębia, możliwa jest tu taka etymologia, że słowo grus to synonim słowa szczerbiec od grus-gruz- krusz’y,. dalej szczerbić – kruszyć więc niszczyć – miecz niszczyciel – miecz kruszyciel – miecz szczerbiciel).

(Zapewne wiele zabytków z czasów przedchrześcijańskich siłą psychozy chrześcijańskiego początku państwa polskiego i dogmatowi wyższości kultury śródziemnomorskiej przypisuje się IX-X wiekowi tłumacząc to wkopaniem zabytku w warstwy wcześniejsze, być może tak nie jest, jednak przekonamy się o tym dopiero wtedy gdy odkryjemy co jest w kop-cach królewskich pod Krakowem czy Sandomierzem czyli czy nie ma tam podobnych urn).

Gdybyśmy nie znali wcale historii Polski, ale znali geografię, logikę, ogólnie historię i jej mechanizmy, oraz mieli za zadanie opisać, co można wywnioskować z tej trumny, najpewniej zapisalibyśmy to tak jak niżej.

Z nazw rzek na słupach tej trumny Dniepru, Elby, Sali otrzymamy granice państwa, a zakreślając na mapie obszar zawarty między rzekami, otrzymalibyśmy terytorium królestwa? Czy związku, republiki, a może jednak elekcyjnej teokracji?

Wywnioskowalibyśmy, że jedną z broni używanych w tym królestwie są kordy (szczerbiec), patrząc na oplatające słupy węże mielibyśmy je za jakieś symboliczne wyobrażenie strażników tego królestwa, a władca owego państwa nosił imiona Boleslao i Chrobry o tym, że to władca wnioskujemy z granic jego zwierzchnictwa bo nie są to przecież granice wioski czy miasta lub nawet prowincji, tylko granice co najmniej mocarstwa.

Powyższy opis zdaje się nie należeć do znanej nam historii polski, jednak trumna bez wątpienia istnieje co więcej bardziej pasuje do zamieszczonej poniżej bajki, bo artyści rzeźbiarze tej trumny w sposób świadomy czy podświadomy nawiązywali do imperialnej przeszłości Polski, tak jak swoim życiem nawiązywał do niej Chrobry, bowiem bajka, trumna i Chrobry należą do tej samej prawdziwej historii Polski, ta historia której uczą nas w szkołach jest historią zafałszowaną. Nawet gdyby ta trumna powstała np. w XVIII wieku to i tak nie pasuje do naszej świętobliwej historii. Chrobry dążył do odbudowy królestwa które istniało 1000 lat wcześniej i było to Królestwo – Regnum Sclavorum (Słowiańskie – Sklawinów – Lenkija, kultura przeworska), Gothorum (Gockie – Gutejów, kultura wielobarska ) sive [żywie-dziś(można i tak tłumaczyć, a czemu nie?)] Polanorum (Polskie) i takie są jego tytuły i roszczenia wyryte na nagrobku, zresztą królestwo Bolesława I Srogiego Pszońca było jeśli chodzi o granice prawie z nim identyczne.

Nasza historiografia neguje i przemilcza tego typu fakty nie pasujące do z góry założonej koncepcji typu ‚Mieszek się ochrzcił cuda niesłychane i niewidziane powstała Polska, wielka kultura i cywilizacja’, wcześniej to tylko dzicy poganie i barbarzyńcy, ciemnota oraz zacofanie i nic nie wiadomo, do tego jeden fantazjujący Kadłubek dorabiający Polsce historię, tak jakby Długosz, Bielski i inni pisali co innego, niestety taki idiotyczny obraz wydarzeń króluje w naszych podręcznikach do dziś dnia, z czyjej winy? Myślę, że scholastyczne programowanej mentalności historyków, inaczej będącej wynikiem autorytarnej sugestii czyli indoktrynacji podprogowej.

Niżej bajka „Jak Powstały Karpaty” pozbawiona frazeologii baśniowej inaczej wątków ściśle fantastycznych czyli fizycznie niemożliwych, (poniżej wytłuszczenie to wskazówka geograficznego położenia państwa węży-olbrzymów).

W dawnych, czasach najbliższym sąsiadem ziemi krakowskiej było Królestwo Olbrzymów. Mieszkańcy tego kraju nie byli olbrzymami, ale rządziło nimi siedemdziesięciu siedmiu wielkoludów. Na ich czele stał król, który był największym wielkoludem. Tych siedemdziesięciu siedmiu olbrzymów miało niezwykłą moc. Jeśli który z nich powiedział słowo „tak”, wyrastała wielka skała (a może gród, w legendach łużyckich hobrzy wznosili góry, góra-gród-gora-gorod spore podobieństwo, berg-burg), jeśli wymówił słowo „nie”, otwierała się przepaść (jeśli gród to przepaść, fosa). Był to kraj pełen dostatku, bogaty (więc dobrze rozwinięty gospodarczo i silny). Zebrała sięwielka królewska rada (raczej senat, na to wskazuje liczba ’77’) siedemdziesięciu siedmiu olbrzymów, myślą aby powiększyć królestwo – Zagarnijmy (inkorporacja) ziemię krakowską – (niżej zdanie o ograniczeniu władzy królewskiej, informacja o ustroju państwa).

Król zapytał resztę panów z rady o zgodę. A wszyscy oni odpowiedzieli jednogłośnie: – Tak! – (Wiec – ‚soWiet-saWat-saBat-sAbor-sObór-sHeym-sHeim’, słowiański wymagał jednomyślności, przypadek? Liberum Veto, niestety należy do tych samych tradycji.)

Pytanie czy nie było owego Króla ‚W’?, skoro w tamtej epoce była moda na korony z drogocennych kamieni w V wieku Justynian, Kagan Rusów~Chorwatów (Walan) VIII-IX wiek, a w VI-VII Kagan Awarski, czy to nie Król ‚Wenzy’ w dyamentowem thsubie.

Wypisz wymaluj ”wężowa” korona Popiela, według Słowackiego, czyli ”brylant w koronie Żmije Oko, miedzy dwoma rubinami na trzech perłach leży”.

Za karę, że chcieli zabrać cudzy kraj, utracili moc (stracili nimb bohaterów ~ obrońców ~ naturalnych przywódców, zyskali imię zaborców, uzurpatorów, ciemięzców, wyzyskiwaczy, czyżby w końcu zamienili w złotolubny (h)lud ‚hlat-glad’ – chciwców, hamonit – skąpić, sknery Hamona jak twierdzi czeszczyzna). Wyrosły karpaty, zniknął i zamek królewski, z całej rady olbrzymów zostało tylko kłębowisko wężów na szarej, skalistej ziemi. Królestwo się zwężyło do zasięgu wzroku króla koronowanego srebrnodiamentowym czubem (insygnium nie złote tylko srebrnodiamentowe, a pierwotnie korona była pierzastożelazna), który… nie mógł dostrzec… swoich ludzi… i ich szarych i białych guni (czyli byli ubrani w różnobarwne ‚kabaty’ gunia~hunia – huńka rodzaj płaszcza w Polsce, była też u nas szlachta szaraczkowa, od szarych kaftanów czyli kubra’czków czy może jednak kobra’czków, jakiś podział według funkcji lub wykonywanego zajęcia, wyróżniany kolorem, krojem i haft’em kaft’ana). Góry przez które wężowy król się przesunął, żadną drzewiną nie porosną (państwo węży dysponowało silną armią lecz w końcu po ekspansji uległo rozpadowi, czyli historyczna ekspansja Słowian i rozpad na kilka silniejszych do kilkudziesięciu słabszych dzielnic w zależności od epoki historycznej.).

Inna bajka dokładniej opisuje samego Króla Węży, jego przyjazny charakter nie jest to król groźnej armii raczej król duch, wiele mówi jego sposób przybycia, prawie objawienia, choć przybywa z pieczary pod Baranią (Waranią?) Górą to jednak dostrzegany jest ostatecznie na kopcu kamieni lub jakby wychodził z górki kamieni (czyli pierwotnie chodziło o kopczyk grobowy lub kurhan), opisuje też samą koronę jej budowę, tutaj już złotą i uplecioną z gałązek i listków oraz jej właściwość – czynienie niewidzialnym, analogicznie jak czapka Had’esa (Had’i – wąż), widzimy zmianę znaku – insygnium Króla Węży z srebrnodiamentowego diademu na złotą koronę gałązkowoliściastą, (nie jest to dowolna ahistoryczna zmiana diadem z drogich kamieni ma monarcha na monecie Grodce’~, a koronę z liści znajdujemy na monecie Bracislaw’).

… pojawił się nagle wąż, jakby go wyrzuciła górka kamieni. Na grzbiecie lśniły mu srebrnoszare łuski jak zbroja misternie kowana. Wielki był wspaniały. Na głowie nosił koronę ze złota szczerego…

Spoglądał… nieruchomymi oczami o podłużnej źrenicy zielonymi jak drogocenne szmaragdy – To przecież Król Wężów … Sam Król… mieszka w skalnej pieczarze pod Baranią Górą (miejsce pochówku Króla Węży?), a niechętnie ukazuje się ludziom… czyni to tylko wtedy gdy cos go zachwyci… czyjeś pieśni… – zaczął grać – Król Wężów zasłuchany w granie kołysał się w pełnym dostojeństwa wężowym tańcu. Korona jego, upleciona ze złotych gałązek i listków, siała dokoła podobny słonecznemu blask… (minął jakiś czas pojawiła się groźba niewoli).

Wpatrzył się w kamienie (modlitwa – medytacja na grobie?). Zobaczył dziwy… Król Wężów w złotej koronie pokazał mu się znowu. Przybył ze swej pieczary… ukrytej u stóp Baraniej Góry. Zesunął się z górki kamieni… Korona siała dokoła najpiękniejszy blask. Przybyłem bo usłyszałem twoje smutne i żałosne granie – zasyczał Król Węży – Powiedz mi co cię zmartwiło a ja poszukam rady…

– Nie, nie odejdziesz… nie opuścisz nigdy gór… Oderwij… od mej korony jeden złoty listek i noś go zawsze przy sobie… nawet mała cząstka Wężowej Korony czyni niewidzialnym. Widzieć cię będzie tylko ta osoba która cię miłuje najbardziej matka… i ja Król Wężów.

Są też legendy o pochówku Chrobrego w innych miejscach np. Legenda o śpiących rycerzach znamienitego Króla Chrobrego w Tatrach, w dolinie Kościeliskiej „w tych skaliskach w wielkiej by kościół pieczarze uśpione leży wojsko”, też pod Wawelem ma być zamek taki sam jak na górze.

„W sali pełnej ekwipunku stoi stół, a wokół niego śpią wszyscy polscy królowie w szatach koronacyjnych. Raz na rok, w noc świętojańską, słychać ruch rżenie koni i ich tętent, potem odgłosy potężnego rycerza, to Chrobry z mieczem archanioła spaceruje po dziedzińcu wawelskim.”

Biorąc na logikę to do tego zamku pod Wawelem można dostać się tylko przez smoczą jamę, czy więc tam nie znajduje się jakiś pochówek smoka czyli króla węży, nie da się tego wykluczyć bowiem jakiego pochodzenia jest ta jaskinia czy naturalnego, a może została sztucznie wykuta, po co? By dokonać pochówku władcy. Edyccy Olbrzymi wracali po śmierci w kamień, może ich królowie wracali w góry, kiedy odnajdziemy w skałach naszych gór czy omijanych przez romajskich archeologów kurhanach wokół Sandomierza, Przemyśla, Krakowa królewskie pochówki, będzie to zwycięstwo prawdy i legend.

„Chrobat, Chrobry, Hobry, Hobjer, kObry, Obr, Obrzym, Olbrzym” – to jedno imię historię tę napisali swym życiem olbrzymi, ja ją tylko odczytuję.

Uzupełniając

Legendy te są nasze więc i groby są nasze, ale nawet gdyby to byli jacyś najeźdźcy i obcy królowie, jacyś nie wiadomo jakiej rasy Scytowie, Germanie, Mongołowie, Celtowie gnębiący Słowian, to bez wątpienia z dzisiejszymi mieszkańcami Holandii, Wali, Niemiec, Mongolii mają o wiele mniej wspólnego niż z nami i są bardziej naszymi przodkami niż ich, a i nawet jeśli mieliśmy jakichś innorodnych króli to trzeba się z tym pogodzić i odkryć ich groby odsłużą nam swe przewiny wystawiając swe nagie kości na widok pielgrzymów do królewskich kurhanów przez następne wieki, a jeśli to czysto nasi władcy odzyskamy tym nasze imię i historię, jak również będziemy mieli jeszcze powód do dumy.

A są przecież między rokiem 600 n.e. a 1100 n.e. co najmniej dwa świadectwa późniejsze Galla Anonima wcześniejsze pośrednie Daurentiusa, Gall twierdził, że tym się charakteryzuje ten naród, że jego królestwa nikt nigdy nie ujarzmił w zupełności, a Dauretius też twierdził, że nikt nigdy nie narzucił Sklawinom swojej władzy i to oni zwykli brać daniny, co dowodzi co najmniej tego, że przez długie wieki byliśmy panami samych siebie i nie było u nas władców obcego pochodzenia, nawet władcy obcego pochodzenia nie przesądzają o rodzimym systemie władzy jak świadczy historia Unii Szlacheckiej, gdzie co trochę importowano obcych na tron królewski którzy zaprzysięgali różne pakta ograniczające ich władzę, a wszystkie inne stanowiska z reguły obsadzone były przez tuziemców.

W rozdziale o Belo – Welo Chorwatach postawiliśmy hipotezę, że wały Łyśca zamku z Świętej Góry będące też wałami wokół świątyni Lada, Boda i Lelego zostały zniszczone przez Franków i Mojmira w 796 roku, a część ich kamiennych wałów zrzucili na szczątki zniszczonej świątyni, nie jest to jedyna możliwa historia jaka się mogła wydarzyć na Peuce bowiem nie wiemy co się tam stało, Wizun miał mieszkać „w ruskiej skale” więc dosłownie wewnątrz Anafjol – Góry Śmierci, są przekazy o Nawiedzonej Górze Zmarłych do której wiedzie ścieżka zmarłych która jest strzeżona przez zmarłych, a kończy się ta ścieżka wykutą w tej górze bramą do świata zmarłych, więc możliwe, że pod gołoborzem może znajdować się wykuta w skale brama do lochów wewnątrz góry, wtedy wejście to zasypać mogli sami Obrońcy Góry na rozkaz Wandy by uniemożliwić najeźdźcy sprofanowanie wnętrz Świętej Góry, choć może zasypali ją jednak Frankowie lub czego nie da się całkowicie wykluczyć stało się to jeszcze w dawniejszych czasach, loch-Lach i taka możliwa etymologia naszego imienia nora – Norycy, nor manie – jaskiń duchy, spalaeum – jaskinia Spalowie, a imię Stolem może być od sztolni, skąd się wziął kamienny materiał wałów HaraWaty możliwe, że z kamieniołomu jakim były wykuwane lochy do wnętrza Góry, idąc dalej możliwe, że w lochach znajdowało się jakieś sanktuarium podobne temu jakie znajdowało się w Baie niedaleko Kumae na półwyspie Apenińskim.

Jeśli nasz domysł jest prawdziwy to podziemia na pewno będą większe niż w Baie, gdzie wykute chodniki liczą około 200 metrów w głąb skał, bo jeśli wał Góry został zbudowany z kamienia wydobytego z wnętrza Góry to mniej więcej świadczy o głębokości chodnika hipotetycznego i mitycznego królestwa Nyji ~ Hadi Hade’sa – Węża nad Węże, sztolnie te mogą liczyć nawet kilkaset metrów w głąb Góry sięgając źródła ~ iz’woru Styksu, czyli źródła z żywą wodą, bo wody Styksu w swej podziemnej części są życiodajne, jeśli inne legendy nie kłamały wskazując miejsce np. Troji czy samego Baie to czy mit o zejściu do podziemnego świata… boga żelaznego ludu Lachów został zmyślony (pers. loha – żelazo).

U Słowackiego który żył dwa wieki temu, więc wtedy kiedy żywa księga narodu Chrobatów wyśpiewywała jeszcze pieśni Sławiące Ojca Smoka, znajdujemy jeszcze inne wyjaśnienie choć podobne bowiem, według legendy z jego ”Króla Ducha” na Strasznej Górze Zober, identyfikowanej przez nas z Łysą Górą, choćby poprzez znamię jej rozsławienia wśród Słowian, miała się znajdować pustelnia trzech nieśmiertelnych pustelników-starców, a ściślej na Górze Zober znajdowały się pieczary czy jaskinie w których oni mieli mieszkać.

Co tylko umacnia nasze podejrzenia co do tego, że pod gołoborzem musi ukrywać się jakaś tajemnica, inna informacja o zaklętych duszach w przepięknych koronach, sugeruje, że znajdowały się tam królewskie pochówki, a informacja o dźwiękach dzwonów sugeruje, że mogło tam istnieć dość rozbudowane sanktuarium spełniające znacznie więcej funkcji religijnych, niż tylko pogrzebowem, czyli świątynia znajdowałaby się w sztolniach czy wykutych jaskiniach Świętej Peuki.

Had’i~es – Chaściska – Gory’nicz to imiona węża czy smoka, ojca władców lub samego władcy, jest to ten sam Król Wężów co z krakowskiej bajki o królestwie Olbrzymów którzy zmienili się w Węże i jest to pierwotnie królestwo Lachów jak zwano w Tatrach Polaków z nizin.

(Żelazo było u nas bardzo dawno w użytku, a i już nawet Hetycka piechota przerażała wroga chrzęszcząc żelazem podczas marszu, tak, że przeciwnik pierzchał nawet wtedy gdy jeszcze jej nie było widać, u nas tak zwane żelazo dymarkowe było w zasadzie rodzajem stali, wytop samego żelaza był prostszy, więc dymarki służyły wyłącznie do wytopu stali na broń).

Rozdział 8

Wiara Aryów

Obrządek Słowiański (chrystiański), czy Obrządek Słowiański (pogański).

Mamy kilka zbieżnych informacji o sytuacji religijnej w Polsce Bolesława Chrobrego, pod koniec jego panowania:

1.Informację o rzuceniu przez arcybiskupa Gnieź. Gaudent’a klątwy na Polskę. (trudno więc by Chrobrego koronował)

2.”Żywot Mojżesza Węgrzyna” powiada pięć lat po wyprawie Chrobrego, na Kijów (1018r czyli ok. 1023) rozpoczął Bolesław wielkie prześladowania mnichów i wypędził ich wszystkich z kraju (wystarczający powód dla klątwy rzuconej na państwo).

3.Kosmas raczej łacinnik podaje, że w 1022r rozpoczęto w Polsce prześladowanie chrystian.

4.Długosz podaje, że 1022r Chrobry stłumił bunt antykościelny (a może jednak bunt katolickokościelny sądząc po skutkach?).

5.Mamy też informacje o małżeństwach zawieranych na prawie krajowym, (czyli chyba z obrzędu pogańskim).

Te fakty kronikarskie tłumaczy się najczęściej w ten sposób, że Chrobry prześladował mnichów ale obrządku słowiańskiego bo pomagali jeńcom Rusinom, Gaudent rzucił klątwę na Polskę za to, że Chrobry żył z Rusinką w konkubinacie (co tu im winna Polska, wystarczyło obłożyć klątwą Chrobrego), zaś Kosmas po prostu się pomylił, a małżeństwa na prawie krajowym były nie wiadomo czym. Widać, że to rozumowanie nie trzyma się kupy, abstrahując od sytuacji politycznej czyli koronacji Chrobrego, a tylko obrządek słowiański to umożliwiał.

Więc Gaudent prześladuje Chrobrego, że ten dogadza Rusince, Chrobry prześladuje mnichów którzy pomagają jeńcom ruskim, Kosmas to pomyleniec, a śluby jeden z ważnych ogólnie sakramentów, bierze się zapewne w lesie pod jemiołom lub ówczesnym urzędzie stanu cywilnego, czyli krótko mówiąc absurd i niedorzeczność (to, że brano śluby w świętym gaju pod jemiołą, jest dość prawdopodobne jakaś pozostałość obyczajowy pocałunek pod drzewem życia).

Przypomnijmy sobie pewne inne cechy sytuacji religijnej Słowian, (w owym czasie u Kadłubka nazwa Słowianie, Lechici, Polacy używane są wymiennie bez odróżnienia, synonimicznie jako nasza nazwa etniczna), więc Grek Prokop z Cezarei pisał o ich wierze (VI wiek), a była to cecha dość trwała, religie tak szybko nie mutują:

„(…) Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. (…)Oddają ponadto także cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom, składają im ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby.(…)” (byli więc monoteistami!?!)

Grek Konstantyn Porfirogeta pisał, że 950r mieszkali na północ od Węgrów(Turków) i wschód od Niemiec Chorwaci Biali nieochrzczeni, brak wiadomości o chrześcijanach obrządku słowiańskiego, którzy przecież byliby powodem do dumy dla następcy cesarza Bizantyńskiego który wykoncypował Cyryla i Metodego oraz ich misję, więc nie omieszkał by o nich wspomnieć jako owocu chrystianizacji.

Ale co ciekawe są jeszcze w latach 1143-5, w Polsce ludzie nazywani Rusinami którzy wyznają jakiś swój bezbożny obrządek i dyscyplinę, niejaki biskup Mateusz pisze do niejakiego św. Bernarda de Clairvaux by on przybył przeciw nim i ich obrządkowi na pomoc, ” …bezbożnemu Rusinów obrządkowi i dyscyplinieLud ruski bowiem ani z kościołem łacińskim, ani greckim nie chciał być zgodny, lecz zupełnie od obu oddzielony z żadnym z nich nie współuczestniczy w przyjmowaniu sakramentów… [więc nie był to z pochodzenia obrządek wielkomorawski, tylko Ruski obejmujący całą Słowiańszczyznę, pisze się w tym kontekście głównie o Polsce ale i o Czechach (o Rusi w dzisiejszym tego słowa znaczeniu w tym piśmie tylko przypominając jako oczywistym tego obrządku występowaniu), jacy to więc Rusini w Polsce i Czechach, otóż Rusini właściwi czyli Chorwaci, bo Chorwat, Rusin, Sclawin, Słowianin, Obr, a i Lach to synonimy czyli imię własne tego samego ludu który dał nazwę różnym państewkom Słowiańskim po rozpadzie Związku-Banta-SpólNoty-Kaganatu Sclawinów-Lugii-Antów-Obrów-Awarów czyli Chrobrów ~ Kobrów ~ Hobrów ~ Obrów ~ Chorwatów ~ Rusinów ~ Lachów ~ Gebalimów ~ Goblimów ~ Mardów ~ MarHarii ~ Harów ~ Walinjana (warinjana-warengowie-wręgowie-szkieleci) itd. patrz też strony „Kwesta Białej Chorwacji”. (a jeśli był to obrządek słowiański pomorawski to dlaczego występuje na obszarze całej Rusi, czyżby Wielka Morawa chrystiańska obejmowała całą Ruś)].

Tłumaczy się to, że ten bezbożny obrządek Rusinów jest to obrządek słowiański-chrystiański, a może był to jednak obrządek słowiański przedchrystiański, 999r synod biskupów ustanowił święto zmarłych dlaczego przez tysiąc lat chrystianizmu, nie potrzebowali chrystianie tego święta a trzydzieści lat po tzw. chrzcie Polski, a parę lat później chrzcie Rusi, to święto zmarłych wprowadzili, bowiem te święto było u nas ważnym świętem i trzeba było go zaadoptować do chrystiańskiej celebry, by nie było kontrowersji między Słowianami, a resztą chrystian.

Jeszcze w XIV-XV wieku w Polsce w Zielone Świątki (stare polskie święto), pisał zdegustowany klecha „…schodzą się starki, kobiety i dziewczęta do kościoła, nie na modły, ale na tańce, nie Boga wzywać, ale diabła, mianowicie Ysaya, Lado, Ylely, Yaya(…) jeśli nie będą pokutować (czyściec) przejdą z Yassa, Lado na wieczne potępienie (piekło)” (schodzą się starki, kobiety i dziewczęta do kościoła na tańce, wzywać diabła Ysaya, Lado, Ylely, Yaya … przejdą z Yassa, Lado na wieczne potępienie), toż to istna demonstracja polityczna i religijna, więc takie to było chrześcijaństwo w Polsce, czy to nie o tym Ruskim ludzie i jego bezbożnych obrządkach pisał parę wieków wcześniej wspomniany wyżej Mateusz (a tak naprawdę chrześcijaństwo w Polsce to zaprowadziła najprawdopodobniej dopiero święta inkwizycja, a raczej wymusił strach przed jej stosami, wcześniej była to religia aparatu państwa, tak jak w 40 lat po wprowadzeniu komunizmu w Polsce była to ideologia 10% ludności kolaborującej z okupantem, zasilanej wszelkiej maści karierowiczami pozbawionymi kręgosłupa moralnego, sprzedającymi się za dobra materialne i przywileje, „możesz sobie i diabła ‚czcić‚ byle byś dziesięcinę płacił”).

Jeśli ktoś myśli, że jestem niechętny chrystianizmowi to muszę powiedzieć, że uważam chrystianizm za pewną mutację naszej religii, która po przekształceniu w środowisku lewantyńskim z nowym wątkiem mesjasza, wróciła do nas rykoszetem, tak więc nie jest to całkowicie obca nam religia i pełna jest ideologii i frazeologii naszej religii, bo u nas zmartwychwstawał na Świętej Peuce Światogor, czyli najwyższy Bóg Amon.

Sam przecież chrystianizm (Chrystus się ochrzcił, więc nie wymyślił chrztu) to miszmasz zapożyczeń z naszej religii poczynając od chrztu ~ krztu ~ okrzesania, poprzez święto zmarłych do opoki piotra, (kalpy-opoki-roki tu z religii kamiennych kręgów Sziwy-Zerwana-Kronosa ~ czasu) wszystko to należy do starej religii Ludu Słowian-Ludu Ariów, jest to religia w której na przykład było drzewo życia, chrześcijaństwo na każdym kroku nawiązuje polemikę lub asymiluje te symbole, nie mając lub też nie chcąc mieć tego świadomości, każdy słyszał na pewno frazę „krzyż jest nowym drzewem życia„, do czego tu nam chrystianie piją (przygadują) i rodzi się też naturalne pytanie czym jest i jak wyglądało stare drzewo życia, oraz z jakiej pochodzi religii? Czyżby o zgrozo pogańskiej.

Te drzewo życia z jego frazeologią znajdujemy też w Edzie (Drzewo Ygga-Strasznego, na którym ‚jedno’oki’ wisiał dziewięć dni sam sobie złożony w ofierze Odin), czczą to drzewo Sasi, liśćmi tego drzewa są pokolenia ludzkie o czym mówi Iliada Homera. Frygowie czcili dąb i lipę wieszając na nich wieńce, u nas czczono Święte Dębowe Gaje, w mitach Egipskich Święte Cedry w raju są strzeżone przez plujące ogniem kobry. Ale głównie symbolizowała drzewo życia winna latorośl, (czy też leszczyna) jako łatwo się szczepiąca, więc się odradzająca, dlatego taką to złotą gałąź (drzewa życia) dostał Brzetysław od naczelnika Giecza na znak, by ten ich przesiedlił (przeszczepił ) do Czech, chociaż byli oni już formalnie chrześcijanami to posługiwali się symboliką starej religii Słowian-Ariów-Awarów, inne jej cechy oprócz kultu drzewa życia (dąb, jawor, święte gaje), to kult ognia, monoteizm czyli kult gromowładcy, kult świętych rzek i źródeł, jej atrybuty oko niebios w trójkącie symbolizującym Świętą Górę, Górę Niebios (Pełkę) „która była szeroko rozsławiona z ‚jedno’okich’ cyklopów”(Długosz) tzw. oko opatrzności, czy diadem półksiężyca na głowie władcy (stąd książę-księżyc), wszystko to było i istniało w ramach obrządku Słowiańskiego, tego bezbożnego obrządku Rusinów-Chorwatów-Obrów o którym pisał rzeczony biskup Mateusz. Krak Kraczun to Mitra który mieszka na szczycie gór Harati i odradza się 25 grudnia w jaskini, czy przypadkowo Chrystus dokładnie powiela ten schemat, oczywiście nie i dlatego nasza religia musiała być z taką bezwzględnością niszczona, bo chrystianizm tylko ją naśladował i w końcu sobie przywłaszczył, by uchodzić za rzecz oryginalną choć jest tylko naśladownictwem, więc jest to bez wątpienia herezja judejsko-romajska importująca innowację biblijno-nowotestamentową która wyparła pierwotny i właściwy obrządek Słowiański w którym istotnym obrzędem był chrzest, herezja ta pozostawiła jednak większość obrzędów starej religii tylko je modyfikując, róg obfitości ~ kielich krwi-wina, kołacz ~ opłatek (jakaś ewolucja i mutacja musi zachodzić).

Innymi słowy mówiąc, bezbożny obrządek Rusinów w Polsce i ogólnie pojmowanej Słowiańszczyźnie to monoteistyczna religia przedchrystiańska z której wywodzi się obrzędowość chrystiańska, łącznie z wątkiem zmartwychwstania ściśle i pierwotnie mówiąc wskrzeszenia (problem z podniesieniem kamiennej płyty przez Światogora), bo Chrystus swoim, zmartwychwstaniem co do szczegółów (odrzuceniem płyty grobowca i siedzący na nim anioł twierdzący, że Chrystus poszedł już królować w niebie), powiela porządek wskrzeszenia Słowiańskiego Monarchy. Dobrze zdawali sobie z tego sprawę ludzie kościoła, dlatego tak wytrwale niszczyli wszelkie ślady pierwotnej wiary z której się wywodzili, bowiem chrzest był zanim powstał chrystianizm i to kilka tysięcy lat wcześniej, nim narodził się oraz zmartwychwstał (skoro w to wierzą) Chrystus, którego przecież ochrzcił wodą Jan Chrzciciel, a chrzczono się wodą i w Indiach i w Skandynawii oraz my wasserpolacy, czyli wodni Polacy nieprzypadkowo tak nazywani, bowiem w przezwisku jest znamię, krestojan~krzeszcijan (nazwa ta już u Herodoa V wiek p.e.ch. możliwych słów 9 literowych w alfabecie 24 literowym jest cztery i pół miliarda).

Bowiem chrzest ten wodny (był też chrzest ogniem logiką bardziej związany z wskrzeszaniem, okrzesaniem) oznaczał wejście do wód rzeki czasu i narodziny ponowne jako wyjście z wód płodowych matki ziemi, narodzenie się na nowo, więc dający nowe życie, które jest szansą na lepsze życie, poprawę, wyzbycie się grzechu, zepsucia i zła, a które jest tak naprawdę wielką nadzieją żywych którzy boją się świata martwych i niewiadomej którą on niesie.

Tego, że nie był to obrządek chrystiański dowodzą słowa o jego bezbożności i niechęci ludu Ruskiego ~ Lachskiego ~ Obrskiego do uczestnictwa w obrzędach kościoła obojętnie czy Greckiego czy Łacińskiego one wtedy się jeszcze mało różniły, jednak między obrządkiem Słowiańskim a chrześcijańskimi istniała zasadnicza różnica a był nią brak w tej religii wątków biblijno-nowotestametowych, trumna Chrobrego pokazuje kogo oraz jakie królestwo strzegą węże po jego śmierci, (czyli rajskie-kobry-wojownicy, strzegące cedrów-dębów w raju) był to władca pretendujący do zwierzchnictwa nad państwem teokratycznym, Chorwackim i Kujawskim czy Połabskim ale zawsze było to królestwo Słowian -Sklawinów-Rusów-Ludu-Ród-Ruth(enia-lud’enia)-Gotów-Polaków, obojętnie czy był tym władcą Madżak waliński, Wilcinius połabski, Hertnit ~ Amm’jusz Roso’monów (ruski-chorwacki), Lesz’ek (chorwacki), Popielida (polański), który jednoczył dzielnice Słowiańskie w kaganat, związek olbrzymów, a tytuł króla królów był tu przecież jak najbardziej adekwatny, ze względu na obszar jak i zróżnicowanie terytorialne i częściowo etniczne Słowiańszczyzny, bo jak mówią „Złote łąki” był wśród Słowian lud (a)Wali’nów(warinów), który był najczystszej krwi, więc inne ludy Słowiańskie musiały być już pomieszane z innorodcami, czyli mieszanej (więc nie najczystszej) krwi, choć wszyscy byli rośli i silni, a włosy ich nie były ani białe ani nie przechodziły zdecydowanie w barwę czarną, lecz wszyscy byli względem greków rudawi, więc od właściwości ciała zwani Rudzi-Rusi, czyli tak czy inaczej nie odbiegali za bardzo od siebie antropologicznie, przynajmniej dla obserwatora z zewnątrz.

Oczywiste w tej książce utożsamiam się z państwowym, czy też związkowym punktem widzenia Słowiańskiego ‚Związku Lugiów ~ Bantaibu Antów’ państwa narodu słowiańskiego, więc do herezji chrystianizmu jako narzędziu ideologicznej ekspansji Franków czy papieskiego Rzymu przeciwko Świętym Górom, które przyczyniło się do rozpadu kaganatu Obrów mam niechętny stosunek, ale nie jest to dla mnie jakoś szczególnie wiążące emocjonalnie bo to stare dzieje, po prostu tak jak dla związku radzieckiego, narzędziem ekspansji ideologicznej i politycznomilitarnej był komunizm, dla Niemiec nazizm, dla Arabów islam, tak dla Franków chrystianizm i jest to dla mnie wynalazek równie ważki jak włócznie i topory Franków, czyli mam do tego stosunek jak do przedmiotu martwego, bo tym jest ideologia narzędziem i niczym więcej, narzędziem walki, przetrwania, czyli organizacji się w celu ekspansji lub obrony, (obrony, czyli na przykład umacniania osiągniętych pozycji), chociaż niektórzy potrafią z tego narzędzia stworzyć sobie przedmiot bałwochwalczego kultu, a wtedy biada ludziom rozumnym i prawdzie. Chrystianizm jest w istocie, tak naprawdę w 90% historią głównie lewantyńską czy śródziemnomorską.

My mamy swoją słowiańską historię dorzeczy świętych rzek, córek świętej matki ziemi i jest to moja wiara, moja woda, moja ziemia święta, miejsce mego narodzenia, moja przeszłość, cmentarz i znicz, nie mam innych ziemi świętych ani cudzych bogów przed nią i mówiąc językiem archaizowanym, poetycznym i religijnym – iz poryo iz waryo takie wskazanie, z mego ognia z mej wody słowy tako nam antenaci rzeczą.

Niektórym się wydaje, że podobieństwa miedzy słowami są przypadkowe oczywiście nieraz tak bywa, tak jest np. w przypadku podobieństwa słowa krzest-chrzest (dźwiękonaśladowcze chrzęst, o’krzesać, stąd krzest) do słowa greckiego Chrys’tus (pomazaniec, dosłownie ‚złoty tuz’ tak jak chrysos-złoto, chryzo’stom-złoto’usty) spowodowało to, że słowo chrystianizm zmieszało się z naszym słowem krześcijaństwo wynika to z mechanizmów asymilacji języka czyli odczytywania obcego słowa przez rdzenie rodzimego języka zgodnie z pewną logiką bowiem chrzest jest ważnym obrzędem chrystianizmu, przypadkowo słowa Anioły [Anieli, Anya-Ela, dosłownie ‚mara-duch(też śmierć) ~ boga-świata’] wydają się słowem podobnym do greckiego słowa angelos (zwiastun) bo w istocie te słowa znaczyły co innego i są to różne słowa, choć te drugie słowo było używane przez naszą PAPLAJACĄ PO ŁACINIE SZLACHTĘ CZYLI INTELIGENCJĘ, a Anioł czy imię Anielka zachowało się dzięki językowi ludowemu czy mieszczańskiemu tak jak frazy morowi ludzie czyli jaworowi ludzie, nie jest zaś przypadkiem to, że celtycki bóg Esus dał imię jEzus’owi bo Esus i Jesus to te same słowo podobno Esus znaczy dobry więc pierwotnie Iesous Christós ~ Esus Chrystus znaczy dobry pomazaniec czy dobry złoty tuz-wojownik, niekiedy mówimy o kimś szczery(dobry) jak złoto, możliwa więc taka etymologia tego imienia, co podobne do złotego awatara Wisznu który ma mieć piękną złotą skórę stąd zwany jest lub będzie Gaurahari lub Gauranga.

Musimy coś sobie uzmysłowić chrystianizm wszędzie usiłował zatrzeć ślady starej religii w miejscu zburzonej świątyni pogańskiej czy wykarczo-wanego świętego gaju stawiano bożnicę chrystiańską, asymilowano obrzędy, przejmując czy to zielone światki, czy święto zmarłych którego w judaizmie po prostu nie ma (oni twierdzą, że nie można zakłócać spokoju zmarłym, a co praktycznie jest dość wygodne dla żywych, nie ma też w judaizmie pojęcia duszy, czy niebios), nawet na lipach które są wariantem kobiecego drzewa życia chrystianie przybijali kapliczki matki boskiej tak konsekwentnie, że później zachowało się w folklorze ludowym mniemanie, że w lipie mieszka matka boska. Zresztą chrystianin wszędzie będzie widział symbolikę chrystianizmu w skrajnych wypadkach nawet w niewyraźnym zacieku na szybie pierwszego lepszego domu zobaczy twarz matki boskiej, czy w plamie sadzy na kominie twarz Chrystusa.

Podobnie jest z umysłami naszych romajskich historyków oni wszędzie widzą Bizancjum i chrystianizm nawet w zdawałoby się dość oczywistej symbolice religii drzewa życia, zapomnianego choć odnotowanego jeszcze w kartach imperium-królestwa Trefl’ańskiego – Drewl’ańskiego.

Monety ruska ‚Walan (wanan?) R nasto(jaszczy)-miasto~przedni’?, awarska VII w. fragment korony na monecie czeskiej(?) przypisywanej Brzetysła-wowi, moneta z terytorium Słowacji VI w. przypisywanej grekom, symbol z płyty w Wiślicy, następnie symbol z monety oraz fragment płaskorzeźby z trumny Bolesława Lackiego. Zamieściliśmy też w środku symbol króla (K) trefl-drewl zwany u nas żołędziem jest on związany z dębem czyli wariantem drzewa życia, trójkąt Wiślicki z którego wyrasta winna latorośl łączy się kształtem z trójkątem z monety słowackiej na którym z kolei jest symbol ‚żołędny'(dębu), trójkąt ten symbolizuje świętą górę (co miesza się też z dachem świątyni, sama świątynia też miała stać na górze Peuce), na szczycie kopca Kraka znaleziono korzeń, karcz ~ karpę około 200 ~ 300 letniego dębu, dąb nie rozsiewa się wiatropylnie ze względu na ciężar żołędzia więc zasadzono go na szczycie kopca specjalnie, ścieli go chrystianie najpewniej w połowie (po pokonaniu tzw. reakcji pogańskiej) lub pod koniec XI wieku (po upadku Bolesława Śmiałego, bo na jego koronacji było jeszcze dziewięciu biskupów obrządku słowiańskiego, którzy to biskupi raczej czcili to ‚drzewo życia’, niż je zwalczali) czyli kopiec usypano w VIII – IX wieku, a wtedy to przecież w środkowej Europie dominowała kultura materialna z symboliką drzewa życia, jego wariantem jest też krzyż czy swastyka choć to symbole bardzo stare.

Krak zanim został królem miał walczyć zwycięsko w Karyntii, czyli chodzi tu o walki Awarów z Frankami więc Krak był władcą Awarów. Monety te świadczą o ciągłości symboliki religijnej u Słowian dąb, wina latorośl czy leszczyna jest tylko wariantem symbolicznym drzewa życia, bo przecież drzewo to bardziej jest drzewem genealogicznym dynastii, narodu czy ludzkości niż drzewem pospolitym.

Wyssaliśmy to z palca? Nie opowiadamy bajki, będzie to bajka O piastowskim dębie Jana Baranowicza która świadczy, że język pamięta czym było drzewo życia w naszej religii, tu czym było dla dynastii.

„Na północ od miasta Brzegu, które rzeka Odra zdobi jak błękitna przepaska jest wieś Szydłowiec… w sąsiedztwie lasu… unosi się stara legenda… znajdował się tu kiedyś prasłowiański święty gaj… w miejscu gdzie kiedyś stał ołtarz, rósł do niedawna jeszcze dąb-wiekowiec… Olbrzym to był nad olbrzymy… konary krzekotały się szeroko, pełne guzów i wygięć ~ więcej podobne do bajkowych węży i smoków niż do odnóg drzewnych… przebąkiwali, że dąb domowił się na Szydłowieckich gruntach od czasów Piasta Kołodzieja…

Różnie plotkowała legenda ale najprawdziwsze… było to, że żywot dębu wiązał się ściśle z żywotem Piastów co mieszkali na zamku w Brzegu. Książątka wychowywali się w zielonym cieniu konarów; odpoczywali po nauce, śmielsi wspinali się niczym wiewiórki na wierzchoły. Małe księżniczki siadywały na węźlistych korzeniach, wiły wianki z pachnących konwalii i fiołków, pląsały u jego stóp jak małe rusałki. Lata dzieciństwa upływały im pod rosochatą opieką.

Żaden drwal nie podniósł nigdy prawicy zbrojnej w topór na sędziwy, piastowski dąb. Ni drwal, ni ktokolwiek inny. Nie tylko dlatego, że jego nietykalność gwarantował przykaz książęcy. Dotknąć kory dębu równało by się świętokradztwu. Nie wiada, jakie moce w swych dziuplach chowało przez wieki drzewo pogańskie. Nie ważył się dotknąć nikt z obcych… życie dębu było związane z życiemPiastów. Nie sok ale krew, żywa krew krążyła pod chropowatością kory, kropla w kroplę ta sama co wypełniała tętnice i żyły Piastowiczów. Umierał książę z brzeskiego zamku, usychała i gałąź dębu. Opadały konary na paproć, zapadały się pod trawnik piastowskie trumny. Tak działo się przez pokolenia… Ostatnia gałąź odpadła z dębu w roku 1675. Wtedy właśnie zmarł ostatni piast, książę na Brzegu.”

Jeśli jeszcze ktoś nie wie czym było drzewo życia i z jakiej było religii to niczego już nie zrozumie.

Wracając jeszcze do monet romajscy historycy mają tendencję do jakiegoś specyficznego uwłaczania naszym przodkom cokolwiek oni nie zrobili starają się przypisać obcym wpływom, zapożyczeniom, naślado-wnictwu czy wręcz fałszowaniu głównie monet, mimo tego, że kiedy indziej z zażenowaniem przyznają, że sztuka lania miedzi czy brązu jest znana na naszych ziemiach od 5000 lat, wybicie monety nie jest więc taką wielką sztuką dla tej naszej prowincjonalnej ziemi, mamy więc wiele monet które są przypisywane różnym egzotycznym miejscom lub wreszcie nazywają te monety fałszywymi z bezsensownymi napisami, nawet potrafią wymyślić takie coś jak bicie pełnowartościowej monety w Saksonii specjalnie na eksport do Polski i to w czasie kiedy to Polska toczyła dość ciężkie wojny z Niemcami. Na dodatek Niemcy owi którzy biją dla nas te monety okazują się analfabetami bo nie potrafią prawidłowo zapisać imienia Adelajda więc piszą ‚Ateahlat’ co więcej monety te niekiedy mają też imię Bolizlavz które to imię świadczy, że Polacy przynajmniej lepiej od Niemców znali tzw. łać. alfabet bo poprawniej zapisują imiona, nazwa ATEA’HLAT może znaczyć na przykład a’tea(deo-teo) – bóg, hlat-glad – miecz, wiec bożymiecz bo chyba nie bez’bożny’miecz (a może hlat to czeskie hlad-głód (też chciwiec), ATEA’HLAT znaczyłoby wtedy bez’bożnych’głód, – bóstwo chciwców), są też monety np. Hiatmervs które są niby bite przez jakieś małe plemię słowiańskie czyli uznają, że może coś zrobić małe plemię, ale Państwo Bolesława porównywalne z Niemcami dominujące wówczas w Słowiańszczyźnie musi wszystko zapożyczać w Niemczech.

Jest moneta Bracislav [en’ces’nus – x‚rzekam (się na) zawsze, napis treścią pasuje do nieszczęsnego Mieszka II ale też możliwe, że wybił ją tzw. Brzetysław ok. 1041r, a może Braci’slav (czy od Braci-braterstwa Słowian, czy Wraci-wróci Wraci’slaw) to Bolesław Zapomniany i en’ces’nus znaczy (nie) wyrzeknę się nigdy] na której niby św. Wacław trzyma koronę z motywem drzewa życia, który to motyw też znajduje się często na dachu kapliczki-świątyni innych podobnych monet, korona drzewa i korona królewska mają tą samą nazwę bowiem obie symbolizują koronę drzewa życia, bo kiedy król zakładał taką koronę symbolicznie wcielał się czy wstępował w drzewo życia.

Inne monety ze Słowacji mają motyw ołtarza, na dwóch trzech raczej drewnianych stopniach znajduje się kulista bryła tu raczej kamienna, na niej znajduje się krzyżopodobny przedmiot kultu.

Jest to jakiś uskrzydlony kielich, też może być to jakiś lichtarz ~ znicz (więc czy to zNicz góry? Bardzo prawdopodobne.), ciekawa postać olbrzyma w mitrze biskupiej, druga postać kobieca z jakimiś pastorałem z czteroramienną gwiazdą.

Sam krzyż też jest często symbolem pogańskim w naszych kulturach archeologicznych jest przewodnim (czyli głównym) motywem zdobiącym ceramikę, krzyże z popielnicy z Bielska, przeworski, cztery awarskie, trzy oksywskie.

Jeszcze o napisach tym razem na mieczach lednickich napis IIEIIEII, jest podobny do przyśpiewki pogańskiej Ileli, Ileli – IlEli, IlElI, zapisanej dużymi literami odczytanie jako IIEII’EII – znaczyłoby Ileli Eli, s’ileli eli czyli silny – boże krzyże z tego miecza mogą być pogańskie patrz wyżej, możliwe, że IIEIIEII, znaczy tylko tyle co jakiś okrzyk pierwotnie bojowy jjej – jejj, bo drugi napis tzw. NON-NEN, może być zapisany alfabetem chorwckoruskim i znaczyć joj-jej – – same te słowa oj-joj, aj-jaj, ałła (Alki-Ałki), być może są pierwotnie imionami świętymi tak jak w przyśpiewce etruskiej ‚rym tin tin’ (bóg Tin) nasze ‚rym cin cin'(bóg Cin alias Zin), Olaboga (wszech bóg lub wszyscy bogowie), tak tez stało się z imionami chrystianizmu – jest okrzyk Jezu! – Jezus! Maria! Czy choćby dzieci, gdy płaczą czy boją się, wołają do swej obrony – Mamo! Napis OI CRAAD znaczy tyle co czeskie oj~voj w’oj’ownik, craad to jakieś imię lub przymiotnik (pluto~demo~oj‚krata~moc~władza).

Co mówi nam Przypadek Giecza oprócz tzw. oświeceniowej przyczyny zakłamywania i zacierania polskiej historii, istniał przyczynek interesu politycznego i religijnego (sędziego) Tyrana Polski – Judex Dagome alias Mieszka I, był to interes antydemokratycznej absolutnej władzy uzurpatora.

W Polsce w 966r, niemożliwa była chrystianizacja totalna choćby z powodów fizycznych, chrzest objął tylko wierchuszkę władzy w jakimś stopniu grody (stąd łatwość ich opanowania przez Czechów), należy się liczyć się też z pewną liczbą chrześcijan regionalnie do co najmniej kilku procent, musiały istnieć też różnice regionalne w ich występowaniu, jak świadczy przykład Gieczan, którzy wyemigrowali do Czech, zapewne z powodu swojej postawy w wydarzeniach nazywanych tzw. reakcją pogańską która miałaby nastąpić jakoby po 1032-34?-38?r. Czegóż ci Gieczanie wyemigrowali z polski w 1038-39r razem z czeskim najeźdźcą, bowiem byli odosobnieni w swojej wierze od której Polacy (Ljadzi-Ledianie) masowo odstąpili nie jak chcą nasi historycy w 1032r ale 1022r kiedy to arcybiskup Gaudenty obrzucił Polskę klątwą po tym jak Chrobry przejrzał na oczy i powrócił do prawej wiary ojców, o czym świadczy jego trumna.

Kosmas pisze, że 1022 rozpoczęto w Polsce prześladowania chrześcijan, oczywiste przesada odsunięto ich po prostu od władzy stracili przywileje stali się czym byli czyli mniejszością wśród większości Obrządku Słowiańskiego, co mogło być przez nich odbierane jako prześladowania, bowiem zapewne byli podani jakieś presji wywieranej przez pogańską większość czyli tych którzy byli obrządku Słowiańskiego. Jednak fakty odnotowane w czasie najazdu czeskiego, świadczą o tym, że miejsca kultu chrystian były nie naruszone, to dopiero czescy rabusie ogałacali kościoły z kosztowności, opinie o jakimś buncie pogan w Polsce w świetle tego faktu to zwykłe kłamstwa, raczej doszło do chrystiańskiej kontrrewolucji z elementem klasycznej zdrady czyli sprowadzenia obcych czeskich wojsk. Przez spisek ich Polska wpadła dopiero w zamęt wojny domowej i rozprzężenie oraz dopiero wtedy zaczęto ich prześladować był to jednak odruch gniewu ludu a nie sterowane przez państwo czystki. Łatwość najazdu czeskiego jego sukces wynikał z tego, że ktoś współdziałał z najeźdźcą, a kto? Ci którzy mieli w tym interes czyli odsunięci od władzy w Polsce chrystianie, dlatego Gieczanie którzy współdziałali bardziej masowo od innych z czeskimi rabusiami, razem z nimi opuścili Polskę w obawie przed odwetem tych dla których byli kolaborantami najeźdźcy.

Istnieje też pogląd, że to po śmierci Bolesława Zapomnianego który miał rządzić Polską po Mieszku II wybuchły w Polsce zamieszki, więc wydarzenia mogły przebiegać następująco, spisek chrystian obalenie Bolesława (Bracislawa ~ Braczysława?) Zapomnianego (raczej zabójstwo, 1038-39r), kontrakcja Polskiej pogańskiej większości, najazd czeski w celu wsparcia zamachowców chrystian, złupienie przez nich między innymi chrystiańskich kościołów i wycofanie się ich wojsk do Czech razem z chrystiańskimi religijnymi uchodźcami z Polski (z Giecza i nie tylko). W Polsce dochodzi do porachunków z pozostałymi oskarżanymi o zdradę biskupami obrządku chrystiańskiego, starostami; urzędnikami oskarżanymi o nieudolność oraz uczestnictwo w antypaństwowym spisku chrystian, pełna analogia do przypadku upadku imperium Awarskiego.

Co decyduje, że tak uważamy decydująca jest tu jednoznaczna informacja, o wywożeniu olbrzymich skarbów z kościołów i miast wielkopolski przez czeskich najeźdźców [Procesja w Pradze… niesiono… złoty krucyfiks, ważący trzy razy więcej niż odznaczający się wielką tuszą Bolesław Chrobry, oraz trzy wielkie i ciężkie złote płyty zdobne drogocennymi kamieniami… na końcu więcej niż na stu wozach wieźli olbrzymie dzwony (kościelne) i wszystek skarb Polski, za nimi postępował niezliczony tłum znakomitych mężów z rękami skrępowanymi żelaznymi pętami… ], przypomina to wywożenie skarbów zrabowanych z Awarskiej Świątyni Dziewięciu Kręgów, ale co bardziej istotne świadczy to o tym, że do 1038-39r w Wielkopolsce państwo jakkolwiek kierowane przez pogan, było sprawne, był tam zachowany porządek i prawo, oraz rzecz niezrozumiała dla chrystian tolerancja religijna, o czym świadczą te pełne skarbów kościoły, co powtórzmy dzieje się według niektórych historyków w państwie ogarniętym anarchią i dzikim pogańskim buntem.

Jeśli było to państwo bez rządu, sił zbrojnych, to dlaczego ci dzicy poganie dyszący rządzą mordu nie grabią tych niemiłych im świątyń pełnych złota? Cóż ich to powstrzymuje? Logiczna odpowiedź może być jedna, opowieść o pogańskim buncie to zwykłe kłamstwa tych którzy byli winni zamieszek i zdrady.

A powiedziała nam o tym chełpliwość czeskich złodziei dowodzonych przez ich księcia rabusia, którzy na rozłamie w Polsce dorobili się wielkich skarbów, co powtórzmy ukradli głównie w chrystiańskich kościołach pełnych skarbów, kościołach które nietknięte i bezpieczne stały w państwie tzw. pogan, do czasu najazdu czeskich chrystian-rabusi.

Podsumowując

Kwestia politeizmu Słowiańskiego. Jest on może pozorny wielość wyobrażeń boga nie przekreśla formalnie jeszcze monoteizmu, choć chyba każda religia musi praktycznie w końcu wyewoluować w politeizm czy nabrać znamion bałwochwalstwa czyli kultu obrazów i posągów.

Przykładowo ktoś z zewnątrz mógłby nazwać współczesny chrystianizm politeizmem z kultem duchów oraz świętych miejsc, Bóg jest zdecydowanie zepchnięty przez kult Boga Chrystusa, jest kult wielkiej Matki Boskiej, mamy też Archaniołów oraz kult Wielkich Świętych, z podziałem na różne ośrodki kultu, też kult obrazów (Ikonodule kontra Ikonoklaści). Czym się różni matka boska kazańska od matki boskiej częstochowskiej? Są to dwie różne ikony tej samej bogini, choć w różnych miastach i wyznaniach, jednak czymś się różnią, jedna Ikona jest patronką zaciekłej wojny przeciw Polakom-łacinikom, druga Ikona doznaje wielkiej czci Polaków-łaciników.

Innym Wielkim Bogiem tej religii często wywoływanym, jest Szatan bowiem sataniści bez wątpienia są jakąś sektą Chrystianizmu, mamy jeszcze podział na różne wielkie odłamy tej religii protestantyzm Opatrzność, prawosławie Boh i Osiudar znajet szto eto itp. których bohaterowie typu Luter są albo wielkimi świętymi albo inkarnacjami samego Lucypera (kto zacz?) czy Antychrysta, tym ostatnim imieniem protestanci często nazywali różnych Papieży opok czasu Chrystianizmu na ziemi według katolicyzmu, jeśli dodamy tu różne autokefaliczne kościoły oraz tzw. nadrzędną w logice tego pojęcia ‚trójreligię’ Abrahama czyli należący tu oprócz chrystianizmu, islam z Allachem który samoistnie można uznać za monoteizm oraz lewantyński judaizm z Jehową bogiem bez wątpienia różnym od Trójcy, sam Jezus – słowo boga, współistotny ojcu w trójcy jedyny, poczęty z ducha świętego, syn boży, dogmat o niepokalanym poczęciu kontra Izraelski epitet „nieślubny syn legionisty Pandera” według jego rodaków oraz bluźnierca którego trzeba ukrzyżować, wymuszanie wyroku przez histeryczny tłum wyznawców Jehowy, a wcześniej przecież nawet sama matka Joszuy twierdziła, że Jezus oszalał i przyszła z jego braćmi by go zabrać ale on się ich wyparł, czy zapomniała kto go począł, więc jak to jej zachowanie się ma do niepokalanego poczęcia. – Więc czy to rzeczywiście ta sama religia?

Inna kwestia w kogo wierzył sam Jezus, bo wzywał imienia boga „Eli, Eli lama sabachtani” , a boga tego imienia żydzi raczej nie znali myśląc, że Jezus Eliasza wzywa żeby go uratował, więc raczej nie znali też języka w którym wołał Jezus, bo zwrot ten jest zwykle wykładany „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił” (E.Mat. E.Mar.) co oznacza, że nie był on jednoznacznie zrozumiały, jeszcze inaczej brzmią ostatnie słowa Jezusa w (E. Łuk). „Ojcze w ręce twoje polecam ducha mego”, czy (E. Jana) „Wykonało się”, w każdym bądź razie słowa powtórzone „Eli, Eli” znaczyły „Boże mój, Boże mój”, więc były imieniem boga wywoływanego przez Jezusa jako wyznanie wiary w obliczu męczeństwa i śmierci.

Mamy tu też setki niekiedy szokujących czy wręcz ludobójczo się zwalczających sekt, czy wtedy dostrzeżemy tu monoteizm może deklaratywnie tak, choć ze znamion praktycznie nie.

(szokujących np. Adamici urządzali msze w kościołach kończące się orgiastyczną zbiorową kopulacją, co do ludobójstwa np. rzeż Hugenotów, ciałopalenie milionów heretyków i tzw. czarownic, czy choćby ostatnio tragedia Jugosłowian gdzie słowiańska idea narodowa przegrała z separatyzmem konfesjonalnym czyli rzezie na Bałkanach ludzi mówiących tym samym językiem różniących się głównie wyznaniem (islam, katolicyzm, prawosławie,) bo przecież samo imię Serbów i Chorwatów jest dla nich zupełnie pozbawione pierwotnego znaczenia, Serb-serpens to żmij ogienny, HorWat od haraWata – góra peuka – łysa góra, czyli noszą Imię Smoka oraz Góry Świata, węża Nicza Góry wysłannika najwyższego Boga Hamona pana (czło)wieków, władcy kręgów czasu, Światogora z Świętych Gór zaciekłego wroga herezji chrystiańskiej, ironia losu czy może świadome działanie starego wroga, „aby pokonać naród wystarczy odebrać mu świadomość jego historii…”. Czyli to narodowości kofesjonalne, a narodowości konfesjonalne to szczyt wynarodowienia).

Podobnie było u Słowian patrząc z zewnątrz można dostrzec politeizm jednak w VI wieku wyraźnie byli monoteistami, (Prokop z Cezarei) „ jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata”, Swarog ~ Hefajstos był wielkim królem i bohaterem Słowian jego syn Dagbog to s(A)waris ~ Swarożyc wieli bohater Hiperborejski zdobywca światów żyjący 17 wieków p.e.ch. a nasz monoteizm polegał na tym, że władca Swargi-Hary był namiestnikiem Gromowładcy lub tożsamy z Gromowładcą, bowiem Obrzym Światogor nie występuje przeciw Gromowładcy tak jak Ilja Muromiec czy Asiłkowie, Światogor przegrywa z paradoksem czy też ma problemy z wskrzeszeniem, bo sam jest wskrzeszonym najwyższym bogiem Hamonem.

Uzupełniając

Istniała oczywiście jakaś ewolucja władzy, przewroty zmiany sił doraźne układy sprawowania władzy gdzieś koło 1300 roku p.e.ch. władał u nas jakiś trójosobowy władca bowiem Kak(Kakus–Kagan) syn Hefajstosa ~ Swaroga miał być trzygłowy, a w ostatniej fazie przed upadkiem Kaganatu intronizowano dwóch władców Kagana i Kaganboka. Ozyrys miał być wyłaniany z wielkich dziewięciu, wygląda więc na władcę Atlantydy czyli z czasów sprzed agresji Awarisa na świat śródziemnomorski, czyli jego panowanie przypadało by na lata 1700 p.e.ch. Zeus, Hades, Posejdon i ich trójwładza przypomina znów trójgłowego Kakusa (kagana) czyli byli by władcami z późniejszej epoki niż Swarog ~ Hefajstos którego miał być synem czy następcą.

Wiadomo, że na Pełce odbywało się święto 1 maja „Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”. Inną pewną datą starego wyznania jest Kraczun narodziny boga 25 grudnia, dzień odrodzenia Mitry.

Innym naszym obrzędem jest Święto Zmarłych inaczej Dziadów jakąś jego mutacją jest Halloween w którym przebierające się za duszki i maszkary dzieci symbolizują fakt odradzania się zmarłych czyli ich powrotu jako dzieci stąd u nas słowa dziadki i małe dziatki oznaczające osoby bardzo stare i bardzo młode są praktycznie homonimami, bo dla pokolenia średniego jego dzieci oraz pokolenie dziadków względem rodziców tych dzieci byli tymi samymi osobami z ducha dlatego nadawano tym dzieciom dziatkom imiona dziadków, wiedziano o tym dobrze jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku, bo tak pisał o reinkarnacji (przeskakiwaniu ducha), choć tutaj bliższej pokoleniowo, bo ducha ojca w ciało wnuka Słowacki w ”Królu Duchu”.

Inne święta i obrzędy typu noc świętojańska czy topienie marzanny mają też swoje znaczenie ale są to mniej ważne uroczystości u roków czystości [słowo czysty jest redukcją od słowa (uro)czyście – u’rocz’iście ~ iście u roków „obchody u (kamiennych) roków”, z’iściło (iść-chodzić-i’szło) – przy‚szło – się stało – do‚szło do tego o czym mówiono].

Pik ma też znaczenie Szczytu może więc chodzi tu o królestwo szczytu góry Peuki – Hor’wacji – Szczytów ~ Scytów, ale u nas to wino, a ostatnia symbolika Awarów to motywy winnej latorośli.

Skąd się to bierze po prostu istnieją ciągi słowotwórcze związane z historią materialną, a i również są w języku ciągi synonimów stąd się biorą te logicznie zmiany znaczenia słów wokół symboliki karcianej.

Coeur (serce) – kier, carreau (czworokątny) – karo, pique – pik, trefle (koniczyna), powołujemy się na zachowane w kartach słowotwórstwo nawiązujące do naszej historii, nie koniecznie trefl od koniczyny, bo u nas nazywany jest żołędziem i było bez wątpienia plemię drewlan – treflan (ang. tre – drewno), kier jest w rdzeniu słowa kier’ować czy is’kier, sie’kier, a siekiera w pęku rózeg oznaczała władzę, a bez wątpienia był lud Walinów którzy przewodzili Słowianom nazwa lit. Lenkija to Polska, a po niemiecku Lenken znaczy kierować, czyli król Kier to król Lenków – Lenkiji – Polski (chyba od naszego Lęgi – Lengi – Lengija, wedle Rodzic – Ród), czy nie od Kier’ hier’archia? Nazwy żołądź i wino odpowiadają fazom religii drzewa życia, stąd symbolika króli ale dzwonek odpowiadał by raczej królestwu Wanów zWonit, zWon – dzwon. As to Tuz wojownik tuzać – bić, Kozyr czy ma coś wspólnego z k’Ozyrys’em, nie da się wykluczyć. Skoro bezsprzecznie As to słowo z mitologii to czemu Kozyr maiłby nie być z mitologii, czyli K’ozyrys Ozyr – zur ~ zer- Opatrujący, ojciec – pater.

Ps. Początkowo w tej książce chciałem pominąć ostatnie 1000 lecie i sprawy chrystianizacji & religii milczeniem, ale to jest niewykonalne nie można logicznie przedstawić naszych dziejów bez wyjaśnienia spraw religii, wynikało to nie tyle z niechęci wobec tej religii ale myślałem, że to w zasadzie nic nie znaczący rytualizm ten czy inny bóg tak czy inaczej chodzi o wesela, narodziny i pogrzeby ale pisząc rozdział o Białej Chorwacji nie tylko chciałem ale musiałem zająć stanowisko apologety Bielo ~ Belo Chorwatów i emocjonalnie stałem się Biało Chorwatem, a przecież jestem nim też etnicznie, jak miliony Słowian bo wszyscy Słowianie maja się wywodzić od ludu Welo ~ Belo Zeruanów – Chrobatów – Walinów – Antów potocznie Ludzi, poza tym nie jestem człowiekiem wiary tylko wiedzy, a jeśli ten świat ma stwórcę, to ze stworzenia można sądzić o tym twórcy, czyli z dzieła świata można wywieść wiedzę o stwórcy świata.

Choć bezsprzecznie z powodów etnicznych i politycznych odrzuciłem chrystianizm.

Rozdział 9

Księga III Wskrzeszenie czasu

Królowa Śnieżnieńska

Het, pod dziewięcioma rzekami czasu, za dziewięcioma opokami niebios, pod dziewięcioma deszczowymi tęczami w wielkim świętym borze, było sobie państwo dziewięciu dobrych rzek córek matki ziemi i olbrzymów, na wschód od niego były dzikie pola koczowników którzy, przepalali życie na koniu i wozie, od zachodu graniczyło ono poprzez rzekę Prosnę z królestwami krasnali. Na południu były wielkie góry, hory Tartar zwane też Kalpatami1, na północy było morze zwane tyglem Atli2 czyli Atliatygiem.

Państwo to nazwano od nazwy świętej rzeki Tolią, bowiem rzeka nazywała się Istla, Iztla, nieraz tylko Atla lub Wistla, niby droga z światła, ognia droga w świetle, tlejąca bowiem olbrzymi uważali, że woda jest tym w co zmienia się ogień gdy się przepali, a i od słońca rzeka lśni światłem a od błękitu nieba bywa modra więc jaśnieje, płonie błękitem, dwa tysiące lat później nazywano te rzekę w Imperium Romanum Wistulą, co znaczy w ich Romów rodzimym rozumieniu słów, szlak wodny mocy toli ~ tuli3, czyli ziemi.

Wierzyli oni też, że człowiek ma duszę ognistą która się tli, aż gdy duch ich życia zgaśnie z chwilą śmierci i jako para, czyli duch wodny wraca do rzeki do wód płodowych matki ziemi, by po jakimś czasie najczęściej dziewięciu latach znów się odrodzić, a duch wracał do źródeł rzeki łososiem, kiedy niewiasta zjadała takiego łososia stawała się brzemienna, dlatego uważali, że źródła rzek są święte i wybija z nich żywa woda więc je czcili.

Ładcą tego państwa był Kazimir4, zasiadający na kamiennym tronie ziemi imię te znaczyło, depczący opoki czasu lub kroczący po mirach-kamieniach świata, stąd Krasnale nazywali go też Kazisvetem i imię to było dla nich imieniem niszczyciela światów, był on olbrzymem burzy i hura-ganu bowiem jak każdy władca dowodził wojownikami, Tlelegami uderzającymi jak orkan, otaczali się oni tajemnicą walczyli tylko nocną porą, naśladując burzę nieśli ze sobą mgły i dymy oraz pochodnie którymi przerażali wrogów. Był to chmurny i dumny władca płonących wojowników zmierzchu ~ Bharów jak inaczej zwano Tlelegów.

Nie było wówczas słowa Obrzym-Olbrzym dlatego nazywali się Tolemami, Thulami, Hobrami5, co w ich języku znaczyło zwyczajnie tyle co ziemiany, ale dla ich sąsiadów słowo to było imieniem Olbrzymów Śnieżnych, Oszronionych czyli Ludu Lodu. Zaś imię Hobry lub Kobry od kobów-węzłow-węży, bowiem Hobrzy mieli kobierce czyli knigi które, były onotowane notacją węzełkową, czyli wiązali słowa na knigi sznureczkami.

Hobrowie byli co prawda więksi od innych nacji, ale wynikało to z tego, że żywili się mlekiem krowim napojem olbrzymów, dzięki temu z mleka i krwi matki krowy brali moc i swój wzrost, dlatego rasę krów uważali za świętą i otaczali wielkim szacunkiem, wybrany byk i krowa była utrzymywana w świętym gaju jako para królewska rodu bydła, w zasadzie nie hodowali innych zwierząt tylko zawsze suszyli siano dla krów, stawiali je w stogi i brogi zasiewali też zbożem obory, zagrody czyli miejsca w których zimowało ich bydło, osiągając dzięki temu naturalnemu nawożeniu duże plony z małego obszaru zasiewu.

Byli Hobrowie tak związani losem z rodem krowim, że niekiedy mówili tak „to nie my jesteśmy panami naszych krów tylko ich sługami” i mieli takie powiedzenie, że kiedy umrze ostatnia krowa zginie i ród olbrzymów. Mimo tego nie wyobrażali sobie by było na świecie coś piękniejszego od widoku kobiety karmiącej dziecko piersią i krowy którą doi cielak, i to było dla nich największym bogactwem i szczęściem na świecie, dlatego złośliwe karły które ukochały ponad wszystko złoto i świecidełka zwane drogocennymi kamieniami, nazywały każdego Kraka władającego olbrzymami Melkiem lub Melkorem czyli dojarzem. W samym zaś języku Hobrów słowo to Mleko ~ Mleczek oznaczało tylko tego który lubił pić mleko, wśród Fenicjan to imię Melkart ~ grododzierżca było imieniem bohaterskiego siłacza, zwanego przez Greków Heraklesem, sami Hobrowie nazywali go od kamiennego tronu, Krakiem lub Lechem czyli kamieniem, a od mchu porastającego kamień Rokitą.

Musimy niestety z przykrością dodać, że niektórzy Hobrzy ulegali temu zaślepieniu karłów złotem czyli złem i stąd się później wzięły wszystkie nieszczęścia matki ziemi i rodów Tolimów, bo nie tylko przyrodzona szlachetność zaczęła kierować umysłami Hobrów ale i żądza posiadania złota i świecidełek, choć bywały przecież i czasy gdy przeklinali zło i nie chcieli nawet na nie patrzeć, kochając się w żelazie i dzielności, wtedy szanując stare prawa i jedność, ulegając władzy Świętej Góry, wzrastali w największą potęgę.

Ze względu na to, że najczęstsze ich imiona to Tlolek, Leleg, Lolek, Oleg, Olek, Bolek, Tolek, nazywano też Tolimów w królestwach Krasnali Trolami lub Orkami, bowiem Krasnale gaworzyli gardłowo jak żaby6, i tam gdzie olbrzymi wymawiali imię swe Lelegi, Krasnale wymawiali Reregi lub Rarogi, niektórzy ich wrogowie uważali, że Hobrzy są demonami wodnymi czy wężami, przebywającymi w świętych rzekach i wodach ziemi w chmurach i w deszczu, chociaż dawniej sądzono, że są duchami kamieni i mieszkają w skałach, sądzono więc, że po śmierci wracali w kamień, to samo po śmierci działo się z Krasnalami. Karły z północy nazywali ich od nazwy ziemi Toli, czyli Thuli, Tollami, Thursami lub Thulami.

Ośrodkiem ich państwa były góry Harati7, nie tak wielkie jak Kalpaty, ale znajdowała się tam Święta Hara, góra Lengai, lęgów Hai rodzicielki, zwana górą śpiewów, tam bowiem na brzegu świata gdzie matka wszystkich olbrzymów Haya jest najbliżej Niebios, podczas uroków okrzesania drugi raz rodzili się olbrzymi, wyskakując z płomienia atry i otrzymując imię w nawęzach na szyję, wrzucano przy tym ich skoku przez ogień mokry kamień z rzeki ich rodu. Tam też obchodzono największe państwowe święta i inne obrzędy Toli.

Między innymi obrzęd intronizacji, nowego wieku liczyli oni bowiem wieki długością życia władcy, intronizacja polegała na skrzesaniu ognia Lela przy pomocy koła osadzonego piastą na wielkim słupie wkopanym za tronem, do obręczy koła przywiązywano różnej barwy czy wany powrozy, za nie brali uczestnicy uroczystości chodząc wokół kołowrotu i śpiewali Łado leli Leli lelaj nam, co znaczyło, zaświeć płomieniem życia nam panie. Lela zwanego później Klelem, Krelem, czyli Króla8 Toli, zwano go też Krakiem czyli odłupkiem od kamiennego tronu czyli tlelegtronu, bowiem można też go było wskrzesić tak jak się krzesze ogień, by potem płonął on jak kamień bursztynu. Leli czy Eli jak też zwano go w innych światach, był wcieleniem ognistego ducha niebios, po śmierci Ład Leli wracał na niebiosa by rozkazywać gromom i deszczom.

Hara, bardo gdzie chóry pieły pieśni i trele z kolii sznurowych, była osią kręgu ziemi i jak drewniana oś koła rydwanu, gdy jest w wielkim pędzie rozgrzana, strzela płomieniem i płonie, tak i z Hary wstawał słup ognia gdy wskrzeszano Lela. Bowiem duch z chmur i wód niebieskich wracał nowym wcieleniem odradzającego się władcy.

Sądzili też, że słońce to rozpalona od ruchu oś koła wielkiego wozu niebios, przejeżdżające po nieboskłonie, więc rysowali wyobrażenia słońca jako koła szprychowego, gwiazdy czyli wiazdy były dla nich torami wjazdu dusz nowonarodzonych, bowiem od tych rozpalonych ogni niebieskich które znano jako spadające gwiazdy pochodziły dusze, kiedy mówili niewiasta została zwiastowana to znaczyło tyle, że stała się brzemienna i jest już pierwiastką, tą która pierwszy raz urodzi, pierwszy raz dusza spadającej wiazdy się wcieli w jej dziecko. Nie całkiem podzielali ten pogląd koczownicy, którzy twierdzili, że gwiazdy to piasty wozów ich przodków, którzy odeszli do nieba, by w wiecznym pędzie przez niebieskie pola powozić tymi rydwanami z świecącymi od tarcia ośkami, twierdzili, że tylko tarcie wynikające z ruchu, może dostarczyć mocy do tak długotrwałych ognisk światła, co do spadających gwiazd to przyznawali rację temu, że to zstępujące dusze wcieleń rodzących się synów ziemi, Hojraków9.

Dlatego to wojownicy stępowali z nieba, jako gromy, lachy, rozpalone kamienne Raki, dlatego to nazywani byli nieba Rakami, kamieniami które spadły z nieba, dlatego przed wyruszeniem na wojnę stawali na nich, bowi-em z kamieni tych wstępował w nich duchem płomiennym, ognisty duch walki wielkich modrych skrzydlatych węży Habrów. Wierzyli, że i w stworzeniach wędruje ich dusza ptakiem odlatywała do raju, rybą zaś wracała do świętych źródeł rodu.

Dawniej często walczyli stojąc na rydwanie, stąd nazywali się Rataje10, kierowali nimi wydając rozkazy swym woźnicom, gdy mówili heta, wóz zwracał się w prawo by łatwiej było atakować strzałą z hety11 trzymanej przez nich w lewej ręce, gdy mówili w iśta, wtedy woźnica skręcał w lewo objeżdżając przeciwnika od prawej swej strony, przez to wystawiając wroga na atak iszty, włóczni dzierżonej w prawej ręce, tuza Rataja.

Nieopodal Hary znajdowały się liczne kopalnie krzemienia, używanego do wyrobu krzemiennych toporów i siekier, służyły one do zrąbywania drewna na domostwa i grody jak i do ciesielki, była to też ich główna broń. Pod górą były też, tygielnie gdzie przetapiano brązy i żelazo, wszelako krzemień był dużo tańszy i dostępniejszy w ich państwie i każdego było stać na krzemienną siekierę jak i na krzemienne zęby do pałąku, drewnianej kosy czy sierpu. Wielkie znaczenie miały u nich sznury i rzemienie, których używali do notacji, ich księgą był kobierzec, w kobach zawarte były losy i przeznaczenie ludzi, dlatego słowo koba przędza, uszko-pętelka znaczyło i los, dolę i złe przeczucie, kobiety-prządki które się u nich zajmowały koblinami, notowaniem czy skobaniem czyli odczytywaniem tych zawieszonych na ścianach kobierców, zwane były mojrami nie były one zwykłymi prządkami, tylko noszącymi się na błękitno Kniehiniami, których nawęzów wyroków nie śmieli mieniać najwięksi nawet ładcy Świętej Góry, tacy jak Światobor ojciec Kaziego i dziadek Kati.

Pierwszą z tych prządek była córka Kazimira, przesławna Katia, kiedy ojciec jej Kazi zbierał berła i złote jabłka w podupadłych królestwach krasnali, doznał niespodziewanej śmierci, od strzały jakiegoś hetki z gardu tuzów na Pomorzu, którzy stawili mu opór dowodzeni przez tamtejszego zemuzila, wtedy to Katia stanęła na miejscu ojca. Weszła nucąc pieśni na wysoki brzeg świata na górę ognia Harę i dokonała obrzędu intronizacji, wtedy też rozesłała wici. Potem waleczna dziewczyna, uwiła na oji, dyszlu rydwanu wać wojny12, założyła zbroję i stanęła spiżową stopą na karkach ludów północy z taką mocą, że przez następne trzy tysiące lat bałwoch-walcy z krain północy, czcili Katię na kolanach, jako wielką boginię ziemi, zwaną Skadi, późniejszą matkę wielkiego żmija Nicza Gory. Zaślubiono wówczas ziemi morze, a Jusza13 Katia rozkazywała ziemi i morzu.

Pomściwszy ojca powróciła dzielna dziewczyna na Świętą Górę, wtedy dziewięćdziesięciu dziewięciu błękitnych tolimów, waćpanów z wysokiej rady Toli jednogłośnie powiedziało tak!, a wyrokiem ich było to, że Jusza córka Kazimira miała, zapewnić ciągłość jego rodu. Wytchnienie tym też chciano dać naturze i poskromić wojowniczą dziewicę, bowiem z taką zawziętością prowadziła wojny, z jakiej znany był jedynie z starych nut otoczony rakczasmi pan wojenny Agnimir Siwan. Bowiem wojownicy przed ślicznym obliczem, władczyni dokonywali szalonych i wielkich czynów, dlatego potem zawsze z wojskiem chodziły, piękne dziewice Rusałki, których nikt pod karą nie śmiał tknąć.

Wybór oblubieńca należał do Kati, która pochlipując z upokorzenia, chodząc w kręgu roków, ze stojących przed nią boso, na swych kamieniach Wać’tuzów osłoniętych do kolan całunami, wybrała na męża tego Hobra który miał najładniejsze stopy, świadczyły one o zdrowiu oblubieńca i niebiańskim pochodzeniu wcielonego weń ducha, imienia tuza nie pomnę, wszelako dzielny musiał być to chłop, skoro narażał swą skórę, chcąc zwiastować tę srogą i wojowniczą dziewicę. Później było weselisko, a gdy jechali na wozie nowożeńcy wołano za nimi talisa co znaczyło tulcie się, wiadomo chciano zobaczyć czy całować się umieją, ja tam byłem we miodzie i mleku smutek topiłem, bo umyśleć, że gdybym nacnej aci słuchał na stopy większe miał baczenie, nogi mył, paznokcie u stóp strzygł scyzorem, to pewnie cieszyłbym się miłością władczyni ziemi, bom tuzloków Hyetrusów nie mniej niż inni tuzi, zawiesił w świątyni, jako wotum niebiosom. Swarga zdała mi się o tej pory niemiłą, więc wyruszył żem, na nową wojnę ante wrogom ziemi, bo my prawdziwi Tolimowie, ci z kob tych dewanów które knowają Rusałki, kiedy się już z nich odradzimy, to mamy dwa marzenia jedno to uknuć pieśni, drugie spłonąć w ogniu bitewnym na polu chwały.

Nanotowalim noty my Toleg Waćtuz, czyli słów wojownik, w kamieniu nie ryłem bo to u nas ciężkie przestępstwo, bezcześcić święty kamień, zapisywać skórę nienarodzonego jeszcze człowieka, określać czyjąś przyszłość to w woli jest Niebios.

Etymologie słów 1,2…13 patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 10

Antenaci

Księga III Wskrzeszenie Czasu

Z OGNIA ATLI RZEKI CZASU ANTENACI PRZODKOWIE

CZŁOWIEK CZOŁO/WIEKÓW ANTUŚAŚ PRZÓD/CZASU ANTROPOS

PRZÓD/WÓD (1800-1200lat p.n.e. POTOP ZAGNIEWANIE

WÓD ATLĄDU)

Po długotrwałych wojnach, między olbrzymami, obrońcami wód ziemi a bogami, doszło do upadku Bohemi ziemi Vanów zvanych Hyetrusami, którzy sami zwali się Lidami lub Krasnalami. Zwycięscy olbrzymi Jusze zwani też Dew czy Teo, tworzyli tedy zjednoczone władztwo Atlądu obejmujące wszystkie dobre wody, w dorzeczach dziewięciu rzek świetlanych. Było to jedynowładztwo i obierano w nim poprzez lelekcję Krela, wskrzeszano go na krzemiennym Tlelegtlonie zhiemi światlan w kamiennym kole wieków. Nazywano Bharem, Piastem, Krakiem, Lechem niekiedy słupem ognia tego który tytularnie, zwany był Osią Czasu, lub Sakrawaracinem obracającym kręgiem wieków i Ogniem Zhiemi. Wtedy też ustanowiono w Bharacie, urząd Tyrana Dagan czyli sędziego ziemi. Atlanie popełnili wielki błąd, że osłodzili Vanom gorycz utraty koron oddając ten wysoki urząd komuś będącemu półkrwi ich rodu.

Atlądzianie dufni w swą moc, marzyli o tym by zmienić przyrodzone granice matki ziemi i przesunęli jej kresy aż po krańce świata, naruszając tym prawa naturalne i był to drugi błąd. Choć nie ponaglała ich żądza panowania ani namiętność posiadania. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech miar wielkością. Łagodność i rozsądek objawiali w stosunku do nieszczęść, które się zawsze zdarzają, i w stosunku do siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem dzielności, wszystko, co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby ciężar, tylko siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem, iż poza wielkodusznością nie uznawali nic za wielkie i przyrostowi swojej dzielności nie stawiali nigdy żadnych granic, więc tylko tytułem swoich zwycięstw dorzeźbili oni granice zgoła pozaościennych krajów.

Zdobyto wówczas wszystkie krainy na północ od Atlądu po ocean nazywany później od ich imienia Atlantykiem. Na południu po przebyciu Atriatyku i innych wód podbito wszystkie ziemie łącznie z Egip-tem założyli tam swą lokalną stolicę Awaris zwaną miastem Abarisa – s(A)warisa Dagboga Ognistego-boga którego i Heliosem zowią syna Swaroga którego Hefajstosem zowią który później władał Egiptem. Na wschodzie bharowie, mrowia toni, Myrmidoni pod wodzą Wolga Busława dotarli do dalekiego świata ceglanych miast, podbijając Dasajow, zwanych Drawidami, poddanych sara hety Sałtyka, którego Wolg* Wszechsławewicz roztrzaskał, o ceglane podłogi pałacu stolicy Drawidów. Było to w owych czasach, gdy byli na ziemi olbrzymi, to byli mocarze znani z dawien dawna i bynajmniej nie byli oni wnukami jakiegoś boga którego imię od tęczy, księgi oraz hetki-łuku, tylko synami niebios i ziemi, choć często ich wodzami byli synowie władcy Swargi którego innym imieniem było imię Rokita od purpurowych wici związanych notacją Juszy, imię te co niektórzy tłumaczyli jako płonący krzak.

Pomawianie zaś Karkontów jak inaczej zwano Atlan o to, że usiłowali zgasić słońce są niedorzeczne. To przecież oni budowali przyrządy zwane później astrolabiami, na tym opierało się ich słownictwo twierdzące, że ziemia ma antypody czyli spody i bieguny, astrolabium jest antyglobusem który ma też dwa bieguny, stąd się brały mapy, że stałe punkty nieba pozwalały odtworzyć kontury ziemi. Znali krok ziemi, miejsce jej biegunów pojęcia prostej, punktu, kąta oraz trójgontometrię co w światach które podbili było czarną magią dlatego od imienia ludu słowo, ludi-magister nauczyciel i mag. Nigdy też nie porywali się z motyką na słońce chociaż uważali, że tak jak ziemia ma ono kształt piłki i jest globusem (glawusem), kulą ognistej lawy, chociaż niekiedy ruszali skały z posad świata, co gdy tyczy terminiusów, prowadzi najczęściej do wojen i upadku światów, bowiem jak uczy historia kwestionowanie granic i przesuwanie kamieni granicznych mirów i gmin wprowadza zamęt i jest naganne. Choć przy końcu czasu bywa nieuchronne.

Nazywano ich różnie zależnie od kraju i języka, Atlantami, Atletami, Atrydami, Atrijami, Bharami, Abharami, Bahrami, Lokapalami, Rakczasami, Karkontami, Karkonoszami, Tlelegami, Lelegami, Tralami, Thursmi, Thulami, Tolimami, Stolemami, Hobrami, Hojrakami, Niebarakami co wszystko od ich wyobrażeń jako mocarnych synów Aghaji, ognistych obrońców toni świętych rzek wód płodowych matki ziemi, samej nazwy ognistych wód, wreszcie bharczystych strażników zaklętych w kamienne słupy czy też góry, podtrzymujących na karkach, bharach kamienne niebiosa, by nie runęły na ziemię, często dlatego rzeźbiono ich postacie podtrzymujące dachy świątyń, stąd zwane kariatydami, atlantami, tralkami. Na koniec imię ich od zwyczajnej nazwy ziemi, lądu, pola, murawy, czyli tej która jako matka wszystkich, ostatecznie tuli, prochy swoich dzieci. Imię ich Giganci, ludzie ościeni od dzigu, gigu, trójzębu, trisulicy, tyrsu Slawana, siewcy toni, siwego Posejdona władcy kamiennych kręgów czasu.

I wtedy Atlantyda rozpadła się z powodu swego ogromu, wystąpiły przeciwko niej prawa natury i Czas syn przestrzeni, ojciec życia i brat śmierci. W wielkim kręgu opok czasu nadeszła straszna opoka buntu Apoliona, syna olbrzyma Agnimira Ahuragana i Vańskiej nałożnicy Lety. Był on sędzią żywych i umarłych w Dewanogordzie, mieście devanów i czarnych ksiąg zwanego też Ghobolinem, oraz Hetmanem khetajów.

Apolion wystąpił przeciw swemu naturalnemu bratu, k’Ozyrysowi Krelowi Kreli Hamonowi z Opok, obracającemu kamiennym kręgiem czasu świata. Wtedy to łucznicy Łukumona, pokonali ognistych rarogów Cyklopa władcę zmarłych, obrońców wód i krzemiennego tlonu przyrodzonego władcy Atlądu. Upadła wtenczas święta góra Meru-Harawata znana tysiąc lat później jako góra Peukion-Pełka. Hemię zaczęto nazywać Zhiemią, Atląd Ludią, Atlądzian Ludzmi, czas poczęto liczyć od nowa, wbijając srebrne ćwieki w belkę drzewa życia krokiew heremu Cina boga dnia.

Nie spodobało się to niebiosom, odtąd Ludię zaczęły nawiedzać klęski żywiołowe, ciągłe deszcze nawet czterdziestodniowe i okresy chłodu doprowadziły do powodzi nieurodzajów i klęsk głodu. Dotknęło to wszystko Goljadów w największym stopniu, tak jakby ościennych światów, nie widziały zagniewane żywioły. Chociaż ich spólnota rządzona przez żywego boga, dzielnie znosiła ustawiczne przeciwności i klęski, niesłychanie solidarnie dzieląc się jedzeniem, od pierwszego do ostatniego pościli co drugi dzień, oszczędzając żywność, później pościli częściej. To wreszcie gdy zło nie ustawało ciągnęli losy i podzielili się na dwie części, ci co mieli opuścić zhiemie, wyruszyli pod władzą Tyrana na szlaki przetarte przez Bhartuzów Atlądu. Oprócz wozów, bydła, broni i niezbędnych przyborów, zabierali ze sobą w woreczkach ziemię i w donicach wodę z świętych rzek, którymi święcili2 ziemie które zdobywali, już to przy zakładaniu miasta w podwaliny którego sypano garść matki ziemi, czy też skrapiając świętą wodą rzek ognia ujarzmiane krainy. Lud zasiedlił wtedy wiele zhiem, powstały wtedy Luddu-Lydia, Macedonia, Tyrenia, Fenicja, Iran, Indie i wiele innych zhiem. Choć nie podbito drugi raz Egiptu.

A wydarzenia te i poprzednie nazywano potopem, bowiem uczynił to Lud, prących toni rzek czasu, rzek ognia, którego duch zamieniał się w wody Lawy, Atry i Atli i niekiedy się budził…

Vadavagni3 (vada v agni) Woda w ogniu.

ZAPALENIE WÓD ZIEMI

Kiedy niebiosa uderzają o ziemię

Kiedy żelazo uderza o krzemień

Kiedy mąż, dziewicę żoną nazywa

Zaczyna się nowy czas

Zapala się nowy ogień

Zaczyna się nowe życie.

Biegnie za dniem, dzień

Idzie cień za cieniem

Kroczy rok za rokiem

Epoka z opoką przemija

Kamiennym swoim okiem

ProRok spogląda w przyszłych

Skalnych roków cień.

Jesteśmy masą niebios, jesteśmy mocą ziemi

Z płonących pól g’wiazd, duchem

Z lawy ognistej ciałem odrodzeni.

Trójkroć dziewiczy, nowy

Rok idzie w kręgu wieków

Opoka prze i mija za epoką

Idzie za dniem, dzień

U roków czasu wz’rok poety

Spogląda w przeszłych

Skalnych roków cień.

Jesteśmy mocą wód niebios

Jesteśmy masą zhiemi toni

Na wieszczej rzece czasu

Ku tafli rzeki śmierci

Fala za falą goni.

Idzie dzień nowy, dzień nawy

Dzień dziewiczy, dzień dziewiąty

Dzień w którym przypłynie nawa

Kiedy zaStygły Stygs ogniem

Życia zapłonie, dzień wskrzeszenia

Dzień zMartwychWstania i okrzesania

Dzień narodzonych i odrodzonych.

Zapalam wody ziemi ludzkiej

A gdy staną wody w ogniu

Wystąpią z brzegów rzeki czasu

I moc tych toni zmyje światy

Które zwyrodniały z oblicza

Matki ziemi.

Tną ziemie prące tonie światła

z’Atliła się Lawa, Atra i Atla

Rzeki ogniem zwane, białe ich

Wody wiozą okręty ku morzom

Ku niebom obcym, przez śmierć

Torem ognia idą synowie niebios

Odziani w błękit Tlelegtorzy

Niosący ogień, kroczący w zorzy.

Kroczy rok za rokiem

Idzie dzień za dniem

Jesteśmy w wz’roku nieba

Jesteśmy niebios snem.

Gdy czoło wieków zaklęte w człowieku

Kamienne słupy końca wieku narodu rozbije

Zmurszały świat spłonie, Rakczasów zaś tonie

Ludu morza tonie, zatopią ziemski krąg cały.

Kroczy rok za rokiem

Bieży dzień za dniem

Jesteśmy jawą ognia

Jesteśmy nieba snem.

Tlelegk Asen Marski

alias(oraz)

Lolegk Olegk Sapor Miecz Nidy SasaNida

Ispor Izgoj Izpolion Paliwoda

Lelek-Rereg-Rarog pTak zmierzchu.

Ze Sporów Spalów z aGaji z Polski z Dagan z Ziemi

Ludzkiej, Ljadskiej, Lediańskiej z atLądu.

2W mitach greckich, Telchinowie (Tlelkinowie) demoniczni synowie Pontu i Gaji mieli skrapiać opanowane prze siebie ziemie wodą Styksu, logicznie uznać to można, za święcenie zdobywanej ziemi.

Eymologie słów 1 i 3 patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 11

Kołodziej

Księga III Wskrzeszenie Czasu

Dzieje Dni Dawnych Spali Koliatów Ispoli Hobrów Abharów Zeruanów Neurów Paralatów Ljadów Kodanu I Świętej Góry Harati, Czas Świętej Góry, Opoka najwyższych Bogów Piastów Wielkich Kołków, Koloczasów, Kołodzieji (1202lat do 500r)

Stare koby dewanów, noty knute przez synów niebios i ziemi mówią, że jednym z skalnych słupów końca wieku narodu, inaczej końca czasu, jest tron karła, drugim prawa pisane, inne to bałwany bogów, by zyskać czas nowy, trzeba roztrzaskać kalpy, opoki, roki starego dokonanego już czasu o który jest on wsparty. Inaczej uczyni to obcy huragan dziejów, historii. Bowiem dzisiejszy tron karła, na początku czasu był tronem olbrzyma, który dokonał zniszczenia starego czasu, poprzez powrót do praw naturalnych, praw niebios i ustanowił swoją uprząż jarzmo kamienny tron jako rok, opokę pierwszą nowego czasu. Tak i uczyniono, jak mówią skolia czyli notowane na koliach koliedy ~ pieśni Skoliotów, Koliatów zwanych Goljadami.

Kiedy ostatni raz zmarli przyszli po Heta zemuzila, zilata ziemi i tyra w jednej osobie i usypano grób nad niesławnym ostatnim wcieleniem, żywego boga Apoliona, uradzono przywrócić rogację Karkontów oraz kamienny lelegtron bharów. Przepędzając niedobitki cepenów Cintora i burząc ich heramy, wprowadzano na nowo porządek. Był to porządek sprzed rokoszu Apoliona I, który wiązał rakoszu noty na rakoskach, gdy szedł podniósłszy żagiew buntu, przeciwko przyrodniemu bratu Hamonowi z epok. Wyrokiem deimosu Gladów shejmu, pankusu, całej, litej, ziemi, zniesiono rogację Łukumona, Lucifera psephisma, przepisy i prawa Zliczów. Na hali heremu Świętej Góry we wnętrzu pierścienia wałów ustawiono uroczyście roki czasu, a w środku ich kręgu wykuto grób, zamkniętą głazem skalną kryptę.

Gdy nadszedł czas wskrzeszenia, godzina intronizacji, odrzucono z grobowca głaz, a światło księżyca padło na głowę i piersi znajdującego się w krypcie człowieka, wtedy ów człowiek z imienia Hammon wyszedł z grobu i stanął w świetle pełni słońca zmarłych, księżyca. Kamienny krak krypty zaniesiono do świątyni ognia władcy, na jego oczach zawarto grób, nowym głazem przyszłego wieku. Sam Amon obsypany popiołem w najli-chszym odzieniu, przynależnym ludziom najniższego stanu, podszedł do kamiennego tronu i złożył tam z wielkim uszanowaniem to odzienie na lelegtronie, a sam zasiadł na jego podnóżku. Wtedy założono na niego rokiet, zarzucono mu na ramiona, ognistoczerwony płaszcz króla, a na głowę tiarę namiestnika niebios i w tym samym momencie, zapłonął ogień w kagańcu samowładcy na głazie który stał się świątynnym ołtarzem, obrzędy wskrzeszenia kraka nazywano kraczun co znaczy boga narodziny. Rozpoczął się wiek króla, który skończy się, gdy zgaśnie ogień jego żywota. Od kamionka tronu nazywano go Samonem, Amonem, Patryarchą i Monarchą, zdrobniale nazywano go Krakiem odłupkiem, przenośnie osią świata Ozijem Irysem, wielkim kołkiem, Piastem, Kijem1, a pieszczotliwie od czerwonawego mchu porastającego kamienny tron, Meszkiem albo Rokitą, choć niekiedy wywodzono to imię Rokita od purpury płomieni albo od wicin rokiciny krzaka płonącej wierzby, związanych węzłami notacji nutowej, symbolu najwyższej władzy. W ten sposób wznowiono władzę władcy zmarłych Har Regina, króla świętej góry, góry świata, Harawaty, Świętej Peuki, czaszki olbrzyma.

Na polu Tlelekcji zapanowała powszechna radość, stojący na kamieniach kręgów czasu leledzy kołysali się, naśladując taniec płomienia, wystrzeli-wano ogniste race, rakiety, Gorjaci grali na kitarach i śpiewali w tarcze, bardituz niósł się w doliny, wszyscy nucili pieśni wskrzeszenia, zmartwychwstania. Hara wyglądała jak przebudzony, świecący lawą i rzucający pod niebo płonącymi buławami wulkan, bowiem góra urodziła olbrzyma, chrobra.

Ze świtem gdy wstało słońce żywych, Devan Dewów, Bók Bogów, Księga Książąt i Król Króli, wszechmocny Pan Terry, księżycowy władca założył wysoki szołm cyklopów z dziademem zwieńczonym niebiesko zielonkawym smaragkdusem, zmarłych duszą, okiem opatrzności i z dnia na dzień z miesiąca na miesiąc z roku na rok odwróciły się klęski i skutki zniewieściałych i niefrasobliwych rządów pyszałka i wroga cnoty ostatniego z Apolionów, pierwszego w ucieczce ostatniego w boju oraz jego bezwstydnej cudzoziemskiej żony. Przywrócono z całą mocą zwierzchność nad krajami i odzyskano ziemie, które tymczasem odpadły w wyniku zaborów obcych królików, jak i samozwańczych krajowych uzurpatorów, mówią, że wtedy to melancholijny Ozyrys s’chentiment’alny władca zmarłych zdobył władzę nad całym światem, choć inni mówią, że był to jego syn Herkules lub wnuk Ozyrysa Szczyt o imieniu Kolosios Kołodziej twórca imperium Skolotów.

Sami nazywali się Skolotami co od kele języka i od skolia pieśni, bo byli bardami, pieśniarzami, Spalami co od spolium łupiestwa, Sporami co od sporyo czyli ognia, to co ich odróżniało od innych ludów to budowa drewnianoziemnych grodów, upodobanie do broni i żelaza którego byli miłośnikami i wytwórcami, uznawani też byli za żarliwych czcicieli boga wojny, bowiem to czym zabawiały się ich narody to wojna, która była dla nich niczym polowanie, największym i najbardziej pożądanym ich łupem były skalpy, niekiedy całe skóry co znamienitszych wrogów, kunsztownie wypchane trocinami stały przemieszane obok skór innych ich trofeów myśliwskich, lwów, wilków, niedźwiedzi, chociaż oczywiście wypchana skóra króla była warta tyle co sto skór wilczych czy tysiąc kunich, a trzy skóry książąt były warte jednej skóry boga.

Stąd bano się panicznie Paralatów rehina czyli królewskich, Paralat odpowiada słowu paralita tak jak słowa przerażający-porażający odpowiadają słowom przerażony-porażony, czyli Paralat to porażający przerażeniem, czyli od wojennego obyczaju ich armii śmierci, która wywoływała grozę, koszmary, neurozy i lęki, nazywano ich już to Neurowie, Lachy, Ljady, Mortuzy, Lenki-Strachy, a dawniej Rarogi-Lelegi.

Od zachodu znano ich państwo jako Kodan co od Kodyn ~ Kadija ~ Kaduk czyli tyran ~ sędzia tak jak królestwo od króla, a naród nazywano Wantalici co od związku czyli, want oraz kobów kodu ich notacji, choć niektórzy twierdzą, że Kodan to od imienia syna Króla Sauromatów co znaczy Węży czyli Gotów2 brata Helissy i znaczy tyle co Knut ~ Chwostek czy Koda ogon, plecionka, później nazywano ich Wenedami lub Słewami, choć inni twierdzą, że Kodan to od Kodynia miasta nad zatoką sinus Codans.

Był Krak który władał 70 lat przed śmiercią Aleksandra Macedońskeiego, odniósł pamiętne zwycięstwo nad Galami którzy opanowali Panonię i szykowali się do wkroczenia do Polski.

W latach panowania Wizymira3 zwanego Wizunem, a przez obcych Wilcyniuszem 340-388 e.ch. te władztwo Słowian nazywano od hegemonicznego ludu Juszem Wilków, bowiem Wizymir drogą podbojów zjednoczył wszystkich Antów w Słowiańskie imperium sięgające Persji gdzie Słewowie znani byli jako biali hunowie czyli Heftalici co od biali-alba-laba białej rzeki Suewos czyli Łaby, w Chinach od miasta stolicy tego imperium Wolinu nazywano je imperium Folin lub imperium Parpurumów czyli barbarzyńców, czarni hunowie Abarowie czyli Rusowie byli im wówczas podporządkowani, na południu graniczyli z Wizancjum, morze Słewskie na którym panowali nazywano sinus Codanus lub sinus Vendae, cały akwen oceanem Sauromackim czyli Waranków co znaczy Węży lub Jaszczurów.

W latach następnych jeden z synów Wizymira o imieniu Witkon puścił się na Rzym gdzie za panowania Honoriusza miał być zabity było to w 405r e.ch. inna grupa inwazyjna Wantalitów4 z powodzeniem dokonała inwazji na Galię, by później opanować Hiszpanię, w następnych latach zaatakowali nas Niemcy na służbie Rzymu, co spowodowało, że po osłabionych Słewach w Bancie Antów do hegemoni powrócili Harowie zwani też Mardami, Rusami czy Chorwatami. Grecy ówczesnych Słewów Skolotów od nazwy miasta nazwali Scytami.

1Kijem, ”Kij, kłoda, kamień jako król Anglii będę znany” fraza pewnego króla czy wojownika co chciał podbić Anglię, Piast Kołodzieji, Krak to kamienny odłupek kamiennego tronu, Oś cesarstwa (u Kadłubka), Sakrawaracin (władca uniwersalny obracający kręgiem świata) King Pin (król sworzeń osobistość), całe te słowotwórstwo związane z tytulaturą władców o randze cesarza-kagana. Czyli Kij, kłoda, kamień, to synonimy słowa władca uniwersalny, PatryArcha dosłownie kamień władca, rdzeń Archa jest skrótem od Tarchan ~ Tarkan ~ Arkan czyli wódz ~ dowódca ~ przy wodzach, nazwa wodzów w kaganacie podległych kagan’bookowi, tarchani stoją obok tronu kagana, jak tArchani(ołowie) obok tronu boga, bo należą do tej samej apokryficznej historii, wbrew znaczeniu słowa apokryf prawdziwej nie manipulowanej politycznie czyli autentycznej historii, archi ~ smyczki (są instrumenty smyczkowe) trzymać na smyczy-lejcach-wodzach archi-arkana wiedzy wszystko to od tajemniczych węzłów, kobów ~ nota-cji, nutowej), arcus ~ łuk od ko-smyka cięciwy (cień’ciwa ~ pod’arkadami ~ podcienie) czyli jest to międzyjęzykowy ciąg słowotwórczy związany z sznurami, trokami, rzemieniami.

Etymologie słów 2…4 patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 12

Syn czasu

Legendy Królestwa Zmarłych

”Nie wysłuchany dotąd nigdy świecie

Upiorów, dyktuj mi tę pieśń czerwoną…”

(”Król Duch” J. Słowacki)

Welemir ~ Duch Świata

Syn Czasu Władca Upiorów

Zdarzyło się to w czasach kiedy Nidę nazywano jeszcze Nedą, a Łysą Górę zwano Świętą Peuką, półtora stulecia przed upadkiem imperium rzymskiego, a niewiele lat po śmierci Hamona Ojca i Ducha Świata, kiedy trzech bezśmiertnych starców, Atryarchów z świątyni kręgów czasu z Peuki inaczej zwaną Górą Ziober, podróżowało przebranych za zwykłych klechów. Kiedy to owi po dotarciu do przysiółka Mahierowa pod Dzierową, od ubogich wieśniaków kupili otroka.

Na pozór był to zwykły chłopiec, może tylko bardziej dorodny niż inne dzieci, którego matka urodziła szczęśliwie z większym niż to zwykle bywa wysiłkiem, tak, że po wszystkim nieźle już zaniepokojona położna powiedziała z podziwem ”trudno było ale nic dziwnego taki chłop…”

Rodzice nie za bardzo chcieli sprzedać chłopca, ale zwyczajowe prawo nakazywało ulec prośbom mnichów jeśli zawarowali oni w akcie kupna obietnicę przysposobienia chłopca na klechę, poza tym za sumę jaką zapłacili mnisi, mogli sobie kupić dziesięć krów.

Później zaczęło wychodzić na jaw dlaczego zdaje się zwyczajni słudzy świątynni, zapłacili tak wygórowaną sumę za kilkuletniego brzdąca, bowiem nim zaproponowali odkupienie dziecka dowiedzieli się u zila, tutejszego pisarza gminnego, dokładnie co w tabach o czasie urodzenia dziecka zapisał… wreszcie w przyjacielskiej rozmowie z domownikami usłyszeli prócz różnych mniej zastanawiających historii z krótkiego życia dziecka, taką która ich przekonała że, jest to te dziecko którego szukali, mianowicie ledwie dziecko nauczyło się mówić podczas nocnej wędrówki od krewnych, zaczęło domagać od niosących go rodziców księżyca jaki jaśniał na nocnym niebie, wreszcie z kilkudziesięciu zabawek jakie niby przypadkiem mieli ze sobą podróżni, chłopiec wybrał niepozorną szarą opaskę na głowę z półksiężycem, nieudolną atrapę typowego diademu… E’nyji zwanego Welesem i innych Partyjskich książąt.

To przesądziło sprawę, tak jak i w kilkunastu innych tego typu przypadkach. Tym samym Świątynia Dziewięciu Kręgów, zebrała tym niewyszukanym acz skutecznym sposobem, tych kilkunastu chłopców ze znamieniem odrodzenia zmarłych, którzy urodzili się w dniu i godzinie śmierci Ducha Świata i Boga Hamona władcy Chrobatów.

W świątyni na czarnej górze, Bezśmiertni Starcy czynili nad nimi znaki, i odprawiali modły, nadawali im święte imiona Montymir, Świętopełk, Baramont, Walgierz czy Widimir, naszemu chłopcu nadano imię Welemir, ale zakazano mu komukolwiek je wyjawiać, dla ludzi zwać się miał synem trzech.

*2*

Do świątyni Wele Hamona, przybyli pątnicy wszelkiego stanu, by złożyć ofiarę z synów… przez płonącą bramę wodną Atraakwasu, weszło do heramu czterystu chłopców wybranych według cechy wzrostu, szybkości i siły, nagich przepasanych tylko zielem byla, a reszta niepocieszona z opiekunami wróciła w rodzinne strony.

Zwano go Trzechsyn, nie pamiętał już swoich prawdziwych rodziców, był Wiekiem synem Czasu tak jak inni którzy znaleźli razem z nim w świątyni Kamiennych Kręgów, jednak on był tu przygotowywany do władzy książęcej, a nie jak inni, których chowano tu tylko do walki, w obronie drzewa życia Ledian, Ludu Lodu, zawsze kończącej się bohaterską śmiercią, choć trudno powiedzieć po ilu bitwach, bo nie wierzyli oni w przeznaczenie, a zdawało się wybierali je sami.

Wharhara w której trwała nauka blisko pięciuset chłopców chowu wybranego, znajdowała się niewielkim umocnionym wzgórzu, w trudno dostępnej części kraju, w miejscu z natury obronnym i rzadko odwiedzanym, choć osady służebne i pasterskie znajdowały się tylko o kilka godzin drogi.

Nauka wiedzy koblinów była żmudna i nie odpowiadała usposobieniu, chłopców karmionych codziennie krowim mlekiem i krwią młodych byków, ale odczytywanie węzłów notacji kobalnej, świętego pisma Chrobatów należało do zwyczajowej inicjacji kniazi i nikt nie mógł zostać zaliczony w poczet książąt, bez biegłej znajomości t’arkanów tej starożytnej notacji.

Dużo lepiej szła im wszystkim nauka szyrmowania szerokim mieczem czy długą bardą, tutaj wychodziła z wybrańców długo doskonalona w świątyni czasu hodowla wojowników, to tutaj te jeszcze dzieci chowu walnego, zbyt umięśnione i masywne by ktokolwiek je lekceważył, zmieniały się w hufiec doborowy, ten huf walny który ostatecznym uderzeniem rozstrzygał bitwy jakie prowadziło państwo chrobów ~ Paralatów Lechina, Dzierusów, najwaleczniejszego narodu Scytów, szlachetnego ludu Siemnonów jak powiadają ludu starszego od nieśmiertelnych bogów.

*3*

Welemir i kilkunastu jego rówieśników siedziało w ławach, ustawionych w podkowę pod ścianami na których zawieszono dewany, na podobnie ustawionych stołach przed nimi leżały ich osobiste rylce i czarne tabliczki woskowe do notatek, uczyli się pieśni i legend poznając przeszłość królestwa zmarłych jak i pradziejów ludzkości.

Czernoryziec jak nazwano czertorytnika od czasu do czasu rzucając spojrzenie na lica czarnych kszog, perorował właśnie o końcu Związku Królestw Atlądu. Końcu mówiąc górnolotnie, będącym zarazem początkiem zstąpienia Ognistego Triglawa i rządów tego pierwszego, Jedynego w Świętej Trójcy Władcy Empireum, czyli iście Wele Hamona, Mitry i Ducha Świata, a którego kurhan zwany pospolicie Górą Trzech Św. Obrzymów, znajdował się niedaleko dolnego biegu rzeki Istli, na skraju osady Khałdus, co nazwa od hałdy kurhanu.

Powiedzcie dlaczego został wskrzeszony trójgłowy Kagan, ~ czarnoryziec zwrócił się bezwiednie do uczni, ~ dlatego ~ sam odpowiedział ~ że, rządy Kozyrsów wybieranych z łona wielkich dziewięciu tyranów, doprowadziły Wharat wielkiej ludzkości, do wielu nieszczęść, a każdy tyran i tak robił co chciał…

Welemir miał swoje zdanie na ten temat i uważał, że Duch Świata to właśnie wcielony Kozyrys… który z jakichś powodów musiał dokooptować Hamona i Mitrę do sprawowania władzy w Empirium Niebieskim, i był to jego błąd, bo władzę boską sprawowali dziś syn Mitra i ojciec Hamon, a Duch Świata mimo tego, że należał do wielkiej trójcy, był tylko spętanym niczym rab kobalny, bezlitosnym boskim akonem wodzem.

Choć zwany był sudomirem oraz straszliwym v’alter ego Hamona, był też bez wątpienia najwyższym boskim władcą zastępów L’andzielskich, najpotężniejszego narodu Scydów ~ ale nie zdradził się z tym sprzecznym, z dogmatem wiedzy i obowiązującej arii, poglądem. Skąd wziął ten pogląd, bo nie tylko słuchał starych pieśni ludu, a też posiadł wiedzę tajemną zachowaną w starych dewanach, Świątyni Kronik Kronosa …

Za to Welemir spytał czernorizdzca, który był zbyt zadowolony z swoich wywodów, za którego to Kozyrysa, sentymentalnego władcy zmarłych, Cydowie drugi raz zdobyli władzę nad całym światem… bo kiedy zdobędą trzeci raz, to jeszcze nie wiadomo… Jednak nie tak łatwo czernorizdzca zbić z pantałyku, odpowiedział, że proroctwa za to mówią kiedy stanie się to czwarty raz, mianowicie wtedy kiedy dobry smok ognia, powróci na czarną Górę Boga. Skutki zwycięstw mogą być różne, niekiedy smok wyrodnieje zmieniając się w złego smoka, Welemir milczał, bo dziś przecież, dobry smok strzeże Góry Boga, a polemika na temat tak odległej przyszłości nie miała większego sensu…

*4*

Nadszedł dzień popisu, w skartabellu zapisane były wszystkie imiona tych którzy mieli dzisiaj dzień próby, świątynia zakupiła pięciuset jeńców, byli to głownie rzymianie i ich najemnicy często z egzotycznych krajów, wypielęgnowani i dobrze odżywieni, otrzymywali broń którą sami wybierali wychodząc na wysypany piaskiem i trocinami, plac pojedynków, ci z jeńców którzy by zwyciężyli swego przeciwnika mieli obiecaną wolność…

Koło sztucznego wzgórza z wiązek chrustu zwożonych tu corocznie z całego powiatu, wzniesienia o płaskim wierzchołku na tym samym miejscu gdzie co roku składano ofiarę mieczowi z jeńców, miał się odbyć egzamin idących torem miecza, tak zwane dorzynki od imienia Dorzyńców zdobywających tu swoją pierwszą skórę skalpu.

Legionista Afranius, patrzył zza tarczy na nagiego szaleńca z szerokim mieczem, ufał swemu pancerzowi i gladiusowi, głowę osłaniał mu hełm, ale niepokoiła go długość miecza wysokiego umorusanego sadzą barbarzyńcy, słońce już zaszło, szarzało, ale było jeszcze dość widno, a i ogień płonął w kagańcach oświetlając boisko. Barbarzyńca pomyślał przyjmij panie tą ofiarę ode mnie, jeśli ją przymniesz, niech ci jego zbrojne ramię służy na wieki.

Na uderzenie gongu ruszyli na siebie, Radogost uderzył pierwszy, miecz z łoskotem spadł na tarczę w cięciu bocznym, drugie uderzenie z góry wymierzone było w hełm legionisty, który chciał przyjąć je na uniesiony do góry okuty brzeg tarczy, wykonując drugą ręką pchnięcie, podrzucił tarczę, wtedy stracił na chwilę przeciwnika z oczu, Radogost zrobił szybki krok w lewo i jego miecz spadł mijając tarczę, na przedramię, trzask łamanej kości wrzask legionisty zabrzmiały jednocześnie, gladius z zaciśniętą na nim kurczowo dłonią i kikutem przedramienia spadał bryzgając krwią w trociny boiska, gdy Radogost nie wytracając pędu uderzył trzeci raz, spuszczony na rzemieniu zawiązanym na nadgarstku miecz, kręcąc młyńca, tuż przed cięciem w kark, huknął jak z bata strzelił, koniec miecza na chwilę był szybszy niż dźwięk, załomotało o blachy pancerza i hełmu, głowa w hełmie potoczyła się po boisku znacząc je krwawo, bezgłowy korpus runął w przód, zatrzepotał kończynami, śmiertelne skurcze rzucały nim jeszcze długą chwilę, nim się wykrwawił i zastygł ostatecznie…

Radogost zawył jak wilk i uniósł do góry odcięty czerep, nie wiedział czy wypić z niego krew czy zdjąć skalp, w końcu zadowoli się tylko skalpem…

Podobne pojedynki toczono do rana, jednak żaden z jeńców mimo tego, że często byli to weterani wojenni, nie odzyskał wolności, żaden z nich nie pokonał młodego Cyda w bezpośrednim starciu, choć było kilka pojedynków bardziej wyrównanych, niż pojedynek Radogosta z Afraniusem.

Nic w tym dziwnego, jeden z bogów południowców ustami swego proroka mówił o Scytach: Naród to niezwyciężony, Naród to odwieczny… mocarzami są wszyscy…”, cóż odpowiednie odżywianie, mięso, krew, mleko, jak to zwykle bywa u hodowców bydła… i wyrasta naród olbrzymów i mocarzy.

Rusałki wszystko to knuły w koby dewanów, a w notach i węzłach tych kobierców pełno było podobnych opowieści, zwisały one ze ścian czytelni świątyni boga czasu, gdzie każdy może o tym przeczytać…

Oblężenie Welegardu

Licarz obudził się o zmierzchu, muskany pocałunkami spragnionej pieszczot niewolnicy, podniecony wziął ją prawie natychmiast, ale nie miał czasu na pieszczoty więc dość krótko zaspokajał swoją cielesną potrzebę, druga jego niewolnica przyniosła mu misę z wodą w której się umył, uczesał włosy wiążąc je w kok, potem odruchowo założył na oczy czarną opaskę gogli, tak by wychodząc z swojej ciemnej alkowy nie narażał swego nadwrażliwego wzroku, nawet na mocniejsze światło domowego ogniska, czy też na to by rozproszone promienie zachodzącego Słońca, nie raziły jego lelkowatych przyzwyczajanych od dziecka do ciemności oczu.

Tak jak każdy duch aczi, Sygniew wstawał zawsze gdy inni domownicy kładli się spać, jeszcze tylko jego matka czuwała przy ogniu, by podać mu niezbyt gorącą mięsistą strawę którą błyskawicznie połykał, potem założył szeroki pas harów, przypasywał karwat, krótki acz i szeroki miecz ze zbroczem typowy dla Empirów, potem znikał w ciemności matki Harów, Nocy.

Wcieleni w Żmija Ogiennego, zbierali się zawsze koło miny, kamienia miru, miejsca s’aboru kilku najbliższych osad, razem było ich tylu, że dowodził nimi setnik, dziesięć g’min tworzyło po’wiat tak jak to było w innych częściach Słewi. Tej nocy, dowiedzieli się o rozkazie przysłanym w imieniu Wele Hamona ze Żmijgrodu naddnieprzańskiego… zwyczajowo ciągnęli losy, co czwarty z nich miał się pożegnać z rodziną, bo następnej nocy miali wyruszyć jako wzmocnienie załogi Welegardu, któremu groziło oblężenie ze strony federatów imperium rzymskiego.

Powróciwszy do domu wypił kwartę świeżo utoczonej krwi byka, a potem w półmroku alkowy zaspakajał przez kilka godzin siebie i swoje niewolnice… i kochał je tak jakby miał jutro umrzeć, te ukochane dziewczęta, których być może już nigdy w tym wcieleniu nie zobaczy.

Trzeciej nocy po przebyciu trzydziestu mil lendziańskich, wojownicy dotarli do bram warowni duchów, jak tłumaczono sobie nazwę Welegardu, i oddali się pod dowództwo Cydobura, a tuż za nimi wjechały wozy z zaopatrzeniem, po dwóch dniach nadciągnęły hordy Niemietów wspierane przez rumskie kohorty.

Potyczki zaczęły się nieomal natychmiast po tym, jak kilkuset Niemietów, podsunęło się pod południową bramę grodu, usiłując zablokować drogę do niej, bowiem po potyczkach harcowników, wypadała z grodu lekka artyjska jazda podjeżdżając pod Niemietskie prowizoryczne stanowiska i zasypując je gradem strzał.

Ze zmierzchem wyszli z grodu wojownicy, opasani plecionymi ze słomy, warkoczami świec dymnych, szli jak na rusalije, nadzy jedynie z mieczami i miechami dud po pachą, uderzając z wyciem wilków, jazgotem orkanu, jak wściekła chera, poszli w dym, walcząc dzielnie, zabili wielu niemietów, a ich umocnienia obracając w popioły, spalili eterem wysyganym z dud.

Jednak gdy nadciągnęły główne siły wrogów, legiony imperium rzymskiego, pozycja Welegardu wyraźnie się pogorszyła, legiony rzymskie rozpoczęły, metodyczne oblężenie, wróg wybudował podwójne przeciwwały odcinając gród od wszelkiej pomocy, i założył wielki umocniony obóz pod Welegradem… po miesiącu w osaczonym grodzie, zaczęto jeździe wyjadać konie…

Wskrzeszenie

Mitra był bystrym młodzieńcem, dlatego od razu poparł Starców z Góry Anyi, którzy przybyli do niego z prośbą by wsparł, ich starania, o niezwłoczne wskrzeszenie władcy zmarłych, zapewnił ich, że osobiście przybędzie i przekaże przynależną Duchowi Świata pochodnię, jeśli tylko go Gogowie Ognia wskrzeszą.

Sam Mitra, choć był bogiem nienawidzącym kłamstwa, walczącym o prawdę i dobro, to nie był za pewny swojej obecnej pozycji syna bożego, następcy boga, i ograniczenie władzy ojca, jakie wiązało się z wskrzeszeniem boga Nawów, było mu na rękę, bowiem słowo Nyji w względzie uznania wcielenia Mitry, wiązało samowolę Kagana Hamona. Mitra spoczywał na sofie, na jego sinym od tatuaży ciele, wyróżniał się tatuaż oplatającego go węża, spojrzał ponuro spod swego diademu z gwiazdą, w ogień stosu świątyni, na mój miecz pomyślał, gdy się to dopełni, mój ojcze Królu Węży będziesz umniejszony, w władzy przez przerażającego Smoka Kurhanów.

A kiedy wzeszła gwiazda wieczorna której nie odróżniano tu od Jutrzenki, do sypialni Mitry weszła boska Lucyferyna… jak zwano Wenus, Święta Żona Mitry, a niektórzy twierdzą, że Lucyferyna zwana czule przez Mitrę, Lucynką to mężczyzna, co za niedorzeczność…

*2*

Nad grodem dominował jaśniejący oknami zamek boga, na gwarnym dworze Hamona, trwała w najlepsze wesoła biesiada weselna, właśnie nowo poślubiona żona boga straciła publicznie dziewictwo, najstarsza z czterdziestu państwowych żon boga, odprowadziła zwiastowaną pannę młodą na właściwe jej miejsce, na olbrzymiej tronołożnicy, obciągając przy tym na jej goły zadek suknię, więc jeszcze mocno podniecony bóg władca, wykorzystując nie wygasłą chuć, dobrał się do swojej siedemnastej żony, która widząc, że się chce do niej zbliżyć, nachyliła się i usłużnie zadarłszy szaty, wypięła mu kształtne pośladki… na szczęście ponad dwadzieścia żon jest w widomym błogosławionym stanie ~ pomyślał bóg ojciec, który nie lubił na takie, marnować nasienia i wbiwszy się w nią, ciężko sapiąc, zaczął przyspieszać ~ jakże ciężkie są powinności, wobec elemu i państwa ~ przeleciało mu jeszcze przez głowę, a potem nadeszło lędźwi wyzwolenie.

Na ten boży ambaras, do sali weszło trzech nieśmiertelnych starców z Świętej Góry, towarzyszyło im zwyczajowym prawem dziewięciu zbrojnych w labrysy wodzów świątyni i dziewicza kapłanka ziemi, idąc w stronę wysadzanej drogimi kamieniami trybuny tronu, mijali kolejne ławy, a rozbawione głosy stołowników, milkły tak jakby wszystko ścinał lód, więc kiedy dotarli do stóp tronu zamilkła prawie cała hala, ostatni zamilkł mocno już podchmielony tarhanioł Mszal, który z dzbanem wina w ręku wznosił toast krzycząc frywolnie… Potencja boga! Potęgą świata! ~ przypijając do boga władcy.

Bóg który w tym momencie znajdował się akurat w stanie euforii, bo zrobił to dzisiaj dziewiąty raz, dopiero po chwili skojarzył, zaległą ciszę z dziwną grupą, przed wyściełanym, kobiercami tronem. Wreszcie wzrok mu się wyostrzył, nastąpiło prawie olśnienie, poznał leszych… przeleciał mu po grzbiecie zimny dreszcz i otrzeźwiał, trupy opuszczały Górę Ziober tylko w wyjątkowych sytuacjach ~ krwi ~ wrzasnął na podczaszego. ~ A dla moich czcigodnych gości, stawiać stół, nań obrus i strawę ~ na tą drugą dagację ruszył się w podskokach podstoli.

~ Witajcie, świętobliwi co tam, słychać w kuźniach piekielnych ~ bóg ojciec zwrócił się uprzejmie do starców.

W tym czasie podstoli wydając polecenia zwijającej się jak w ukropie czeladzi, nadzorował błyskawiczne ustawianie ław i nakrywanie do stołu, a podczaszy podał bogu czaszę z żywą wodą, zwaną też nektarem, czyli kielich krwi byka którą syrulik właśnie świeżo utoczył.

~ W państwie chrobów nie najgorzej, Panie ~ rzekł Uglesz starzec z kosturem zwieńczonym orłem ~ żelaza i węgli mamy dość, a i daniny dochodzą na czas, ale doszły nas słuchy, o niepowodzeniach, ba klęskach jak ta pod Niszem zwanym też Naissus, waszych boskich zastępów w wojnie z imperium Rzymskim.

Bóg związku Antów Kagan Lest, zwany gdzie indziej królem Partów lubo Scytów, obruszył się na te słowa ~ przecie to wasza wina, świętobliwi ~ wszak to państwo grobów, przysyła ledwie czwartą część swych wojsk, pod dowództwo związku Antów ~ tak więc, dlaczego do nas przynieśliście te pretensje o te drobne porażki.

~ Jak wiadomo z umów banatu, Panie ~ rzekł Harlesz drugi starzec ~ całość sił obronnych Dzierusów, poza granice państwa chrobów, może wyjść tylko pod dowództwem boskiego Nyji, a nie byle tarchanioła, bo takie są święte prawa zmarłych. A do powrotu z otchłani czasu nowego wcielenia władcy zmarłych, twojego alter ego Panie, jak sądzę wiesz, potrzebny jest twój udział, Panie ~ dla dobra twego świata i spoli’tej Antów ~ dodał z naciskiem.

~ Czyżbyśmy słyszeli sugestię możliwości, samowolnego wskrzeszenia, władcy przez państwo zmarłych ~ bóg pomyślał, ~ łatwiej go będzie w razie czego obalić, ~ szybko podął decyzję ~ taaa, macie taką moc, są takie prawa, które na to pozwalają, intronizujcie kogo chcecie, któż to wie gdzie nasienni Wcieleiowie coś posiali, na pewno wodzem będzie wielkim, nie mam ochoty na dalszy dyskurs z wami, jak i na spotkanie z górą szkieletów, lubo jej przedpotopowymi obrzędami, jak wiadomo znacznie w czasie wyprzedzającymi narodzenie bogów ~ cóż, bóg nie był tradycjonalistą, zadowolony z swego konceptu, skinął na koniucha, a ten podprowadził do tronu konia, bóg wskoczył na konia z tronu nie dotykaj stopami ziemi. I już z konia zakrzyknął ze śmiechem ~ miłej zabawy ruda jeszcze wiestko, dziewicza kapłanko ziemi, a niedługo Anyu, martwa lub żywa, kochanico Nyji, jurnego i upiornego ducha xiężyca, ostatni raz patrzysz na Słońce czyli na Mnie ~ na te słowa, ledwie odtajała sala, wreszcie rozbrzmiała śmiechem. Bo zdano sobie sprawę z tego o czym prawi bóg Antów.

Starcy wiedzieli, że ich wyjście będzie znacznie mniej efektowne od wejścia, ale nie bardzo się tym martwili, choć w powszechnej opinii i tak byli martwi, bo Lest zwany przebiegałą, tym razem przechytrzył, jeszcze tylko w kolasie podczas powrotnej drogi jeden z atryarchów rzekł ~ choć, jednak Hamon musi być bardzo mądry, niby cin tor po kolana, a intrygi przędzie jak kobieta… rozległ się tłumiony śmiech, ~ w samej rzeczy, większość podczas igraszek cielesnych w ogóle nie myśli, bo jak dowodzi wiedza wiedźm, cała krew takim z głowy w przyrodzenie odpływa ~ dodał Trupimir, trzeci z wodzów ognia, będący najczęściej roztargnionym, co naturalne u oczytanych miłośników dewanów.

Potem zaległo ciężkie milczenie bo jak wiadomo, Słońce może się bezpiecznie spotkać z Xiężycem, tylko w podziemiach Góry Świata, gdzie indziej groza śmierci przejmuje Słońce, bo kończy to straszne spotkanie Xiężyc, krwawym zaćmieniem, starego Słońca, i dla nikogo nie jest to bezpieczne.

*3*

W przedczasach… duch mój… śród ciemnego piekła

Czuł się jak mgła powstająca z ziemi

… na dnie zimnej ołowianej skały…

Naprzód jak anioł w odłamie kamienia

Potem wąż ~ potem skrzydła sobie stwarza,

W ciemności nocy, w poświacie żarzących się węgli w żelaznych koszach kagańców, leży w żlebie żywy wiek, przykuty do głazu, spętany łańcuchami, zdradzony, ten wiek którego ogień żywota przywołano z otchłani giń ~ śmierci, nowo narodzony Xiężycowy Xiążę, wskrzeszony… by bronił drzewa życia, ten bez którego tron Trojana, trójboga L’andzielskiego przewrócić może byle uzurpator. Wiele dni i nocy smagało go powietrze, wietrznych lochów, grobowca władców Góry Anyi, spowity w mgły i opary, dymy kadzielnic… na dnie uwalu, porzucony przez wszystkich w mrokach.

Wreszcie w ciemności, wiek syn czasu zobaczył, ognik kaganka, a w jego świetle dostrzegł postać wiesty, schodzącej po schodach na dno skalnego żlebu, miała płócienną koszulę do kostek i zwyczajem wiest rozpuszczone rudawe włosy, zdała mu się nieziemsko piękna, i była chyba jego wybawieniem…

Iza Wela… jeszcze dziewicza kapłanka wód ziemi, schodziła, przedwiecznym zejściem duchów kamienia, na dno sztolni ku ciemnej, choć ciepłej od żaru kagańców wykutej w górze Anyi jaskini, tam gdzie rodził się bóg… trzej starcy nakłonili ja prośbą i groźbą, by ryzykując życiem wyrzekła się czystości i kapłaństwa, budząc ducha kamienia, boga nawów, wreszcie dostrzegła męża, marmurowym posągom podobnego, przykutego łańcuchami do głazu, był przytomny i patrzył na nią gorejącymi oczami, usłyszała jego głos ~ spodziewałem się, że uwolni mnie Lestek… lub miecza w serce ~ ale to będą znacznie ciekawsze czasy, pomyślał. ~ Ale ciebie moja piękna, spodziewałem się tylko w snach… Podała mu do ust brzeg dzbanka z żywą wodą, którą wypił duszkiem. Uświadomiła sobie, że ma już mokosz, długo tłumiona cielesność wzbierała rzeką pragnień, zadrżała, gotowa na zbliżenie ~ Już mnie uwiodłeś panie, ale wiesz, że muszę cię panie o coś prosić, nim cię uwolnię…

Podobny był w tym do Lesta, nie miał ochoty tego przedłużać, znał dobrze wiedzę rytów. ~ Nim, mnie tu złożono do grobu, piękna ~ przybito mnie na dziewięć dni do rei drzewa życia, wiem co należy do obrzędu, obiecuję Ci, że zostaniesz moją Świętą Żoną, więc nie mniej obaw, że cię wodzowie ognia, złożą w ofierze, bo oddadzą ci pokłon… Iza Wela musiała powiedzieć coś jeszcze ~ Twój przyjaciel oskarżył cię o bluźnierstwo… wobec bogów wcielonych…

Dostał za to skrzynkę dudków, a żona moja mnie zdradziła, pomyślał. Tuż po tym, jak go pojmano, Starcy dali mu potrzebne, do wcielenia słowa, tajne księgi opisujące historię przeszłych jego wcieleń, czytał biegle, ale minęło kilka miesięcy, nim je przetrawił i pojął, kim był i dlaczego to z nim czyniono. Nie dał jej skończyć ~ więc bluźniłem sam przeciw sobie, a co mam z bogami to moja sprawa… wiesz przecie, kiedy uwolnisz mnie, moje słowa będą słowami boga będą prawem mego świata, a ze światem żywych, nie łączy mnie, ni miłość, ni nienawiść. Władza króla Landzielskiego, jest tak na prawdę tylko atrapą władzy tego kamienia, z którym w współczesności związano mnie… ~

~ A i poza czasem tego świata, nie myśl też, wiesto, że to ci trzej leszy ubrali mię w grozę i majestat przerażenia, to kazał im Duch Czasu, kiedy zobaczyli na mnie znamię Zeruana.

To chronida zaświtało jej w głowie, bo znaki wcielenia prawowitych władców, wcielających się wśród ludu wieków, może mieć tylko bóg prawdziwy, zaniemówiła, zazgrzytał klucz w zamku kłódki, opadły z boga krępy i łańcuchy, nektar i podniecenie bliskością dziewicy, spowodowało, że nie czuł omdlenia, gotowy ją rozwiastować… a potem gdy przestała być wiestą… syn czasu, założył sobie upierzony hełm grozy, Xsiężycowego Xięcia, który uczynił twarz jego straszliwą, na pohybel wrogom Świętych Gór ~ Gór Świata, a może bogom siedmiu niebios i światów.

Rozległ się głośny krzyk tysięcy lelegtorów, miecze uderzały o tarcze, dopełniał się kraczun, w blasku ogni kagańców i dymach kadzielnych, wychodził z krypty na halę Peuki Krak, wsparty na szoszce, przyświecał mu sierp xiężyca w nowiu, a lud giął przed nim kolano, Mitra stojąc w świątyni Harawaty, zapalił jedną z swoich pochodni ogień w wielkim kagańcu, dym i skry poprzez komin, wzniosły się ognistoszarym słupem ponad jej dach, rozbrzmiały pieśni wskrzeszenia, kraczun był wielkim świętem w całym państwie Chrobatów, wszędzie na nowiu xiężyca, przed domami ustawiono stosy ognisk, weselono się, śpiący licarze z kitarami śpiewali pieśni o walce dobrego smoka z uciskim i niewolą, biesiadowano i koliedując Leli Leli Lama, sławiono narodziny płonącego smoka, skacząc przez ognie.

Przed Wele Krakiem i za nim, stanęły szeregi wychowanej z nim etery boga, która klęła się na perunowy kamień tronu, że będzie wierna mu do śmierci i po śmierci, bo tam gdzie legnie głowa wodza boga, tam i głowy drużyny jego legną, bo bohaterzy to atar ~ ogień boga, ognisty mur ubrany w szare aldziery spod których wyzierały blachy pancerzy, to ci którzy w przyszłości zawojują pół świata. A kiedy syn boży Mitra wręczył, Władcy Empirów pochodnię i spojrzał w szare oczy syna czasu, stracił resztki pewności, co do słuszności swoich poczynań, bowiem zrozumiał, że nie był to jemu posłuszny czas…

Holopagus ~ Całożerca

Do stolicy dotarły pierwsze, niepewne wieści o upadku Welegardu, który otoczony przeciwwałami, miał upaść jeszcze na tydzień przed wskrzeszeniem Nyji, rzymskie legiony i ich niemietscy federaci, zastosowały jedyną skuteczną wobec Cydów metodę, wzięcie grodu głodem, ograniczając się do ścisłej blokady Welegardu, bowiem wodzowie rzymscy zrezygnowali z wzięcia warowni atakiem, po doświadczeniach paru szturmów, po których ich żołnierze, wracali coraz bardziej przerażeni… mówiąc, że nie chcąc być karmą upiorów.

Cydowie bowiem wpuszczali do grodu szturmujących, tylko po to by następnie w osłonie dymów, rzucać się na nich z mieczami, potem Cydowie zaspakajali swój głód spijając krew, spływającą po zbroczach swych szerokich mieczy, wbitych w ciała swych wrogów.

Po ustaniu ataków, strażnik lasu śmierci Cydobur szukał jeszcze szansy na przełamanie, lub rozluźnienie, pierścienia oblężenia, w nocnych wycieczkach, jednak straty były zbyt duże by to trwać miało długo, wreszcie gdy zostało ich tylko kilka setek… wódź powiedział ~ opadliśmy z sił, odsieczy nie widać, a musiałaby być przeprowadzona dużymi siłami, by nas uwolnić z tej matni, nie zhańbimy ziemi ludzkiej poddaniem, dziś z wieczora podpalimy gród, a kiedy dymy z pogorzeliska dotrą do rumskich przeciwwałów, będzie z nimi i Lud mgieł, mówią, że to upiory prowadzą mgły, niech mgły poprowadzą nas, jeśli ktoś się przedrze opowie co się tu dokonało, inni nie mogą dać się wziąć żywcem…

Zapłonął gród upiorów, ci Cydowie co zginęli wcześniej płonęli na jego stosie, a nad nimi unosiła się chorągiew z znakiem góry, znamieniem Chrobacji, piorunowe oko w trójkącie, z którego wyrastają ku niebu gałęzie drzewa życia, a znawca w wstędze pod trójkątem dostrzegł jeszcze chrobackiego smoka, reszta tuzów moru w nisko snującym się dymie ruszyła szukać śmierci na wały wrogiego obozu…

*2*

Brylant Żmije Oko, miedzy czterema rubinami, na siedmiu perłach leży w błyskotliwym, srebrno diamentowym diademie. A ów słoneczny diadem leży na czerepie Chaściska Władcy Węży ~ Lesta, Boga Antów.

Hamon Góra Świata, stał ponury jak gradowa chmura, trawił dwie wieści, które każda z osobna może były by do przełknięcia, razem zdawały się złowieszcze, zwłaszcza, że ta pierwsza o zniszczeniu Welegardu przez siły rumskie, olbrzymiała z godziny na godzinę i zdawała się być wieścią o coraz większej klęsce.

Drugi złowieszczy zgrzyt, to zagadkowy udział jego syna Mitry w wskrzeszeniu Welesa, co stanowiło uznanie boskiej natury wskrzeszonego, tak, że nie można było derogować tego kraczunu, i to w żaden sposób. Bóg Hamon wietrzył w tym spisek, tak klęska w wojnie, powódź, grad, czy nieurodzaj, to zawsze winią mnie Boga Ojca, ~ myślał. Jeśli dolegliwości tego będą dla ludu zbyt wielkie, ani chybi złożą mnie w ofierze… miał wieszczą wizję, Xiężycowy Xiążę, zaćmi słońce, a gdy go odsłoni, świecić będzie ono płomieniem nowego życia… Całe życie stanęło mu przed oczyma, gdy był młody, czegoś chciał dokonać, jeszcze w mitrze następcy tronu namówił swego Ojca Hamona by wysłał wielką wyprawę po wodzą K’niwy, jego niszczyciele zdruzgotali armie romaji w Tracji, zginęli wówczas jacyś wielcy wodzowie romajscy zwani cezarami, ale ostatnie lata, minęły mu na przyjmowaniu hołdów, darów, gromadzeniu złota i klejnotów, miło trwonił czas, korowód kobiet, morze wypitego wina, pochwalne śpiewy pochlebców, a przecież niebo kocha bohaterów… owoc wiecznie zielonego krzewu ruty, przejrzał i runął w popielnik ofiarny ołtarza, sam utuczyłem się na ofiarę, a może mnie tu od początku na to hodowano jak byka zarodowego, a teraz ofiarnego, westchnął, ~ okrutne są prawa królestwa Sinych ~ Venetów.

… po czym bóg wezwał tarhanioła Mchala, i nakazał, zebrać wojska i ruszać pomścić Welegrad, tarhanioł żachnął się, coś tłumaczył, że wojsk mało, droga daleka ~ trudna… zamilkł i zrozumiał, co się w państwie sinych święci, dopiero gdy Lest, rzekł mu ~ gdyby nas miało być tylko czterystu, a choćby nas było tylko dwóch, zaprawdę powiadam ci lepiej będzie jeśli tam zginiemy. Tak pomyślał tarhanioł, ~ tylko wskrzeszono upiornego Welesa grabarza bogów, a już cień smoka grobów, padł na boga słońce.

Panie, ~ przełamując zaciskającą się na gardle, żelazną obręcz nieznanego mu uczucia ~ strachu… tarhanioł wycharczał ~ zemstą niech zajmie się Nyja, władza jego nie sięga do Grodu Hamona, na pewno nasze obawy są przedwczesne, nie chcemy iść jeszcze w twój wieczny kurhan, zaręczam Panie, wielu wojowników będzie chciało walczyć z go’liadami Nyji w obronie twego tronu… Odpowiedzą było, milczenie boga… który wspomniał sobie słowa hymnu K’niwy:

Jam odszedł… moją płomienną koroną

Trwożąc upiory… straszny ~ choć umarły.

Który po śmierci Hamona, którego był valterem ~ zastępcą, popełnił rytualne samobójstwo, wierny rytualnym prawom królestwa kurhanów…

*3*

Tymczasem, w części Scyti zwanej p’artą Nyji, na sztolniach i jaskiniach Góry Ziober trwało przesilenie czasu, najpierw nowo wskrzeszony bóg nawów, wiódł dyskusję z trzema leszymi, która była bardziej indagacją, coraz mniej przyjemną dla nieśmiertelnych starców, bo uświadomili sobie kto jest panem, a kto sługą na górze śmierci, bóg zaś uświadomił sobie, że państwo uległo rozprzężeniu i jego nawa dryfuje na mielizny rzeki czasu.

Duch Świata, miał absolutną władzę boga Świętej Góry Zmarłych, był władcą smoka kurhanów, bogiem który swym wyrokiem przecinał nici żywota ludzi, bogów i światów, za nim stała armia kościoboków, licząca dziewięć tysięcy pancernych i dziewięćdziesiąt tysięcy płonących tuzów, a setka tych wojowników, była warta tyle, ile dziesięć secin wojowników innych armii, jeśli by zechciał mógłby przeciąć nić żywota, nawet tego świata którym władał.

Nakazał leszym by zaprowadzili go do nawy grobowej, Kiejzara Kazi Mira… przed katakumbą na dyszlu raksy wielowiekowego rydwanu, znaleziono kiedyś biegle zawiązany w kulę węzeł, notacji kobalnej, dziś zrósł się w nieczytelną zetlałą masę, która pod dotknięciem, kruszała i rozsypywała się w pył. Rozebrano kamienną ścianę wejścia, w korytarzu prowadzącym do komory grobowej nie było pułapek, na katafelku spoczywał szkielet, na którego piersi leżała kolia sznurowa, rozłożona półksiężycem miedzy ramionami sięgając zapadłego w nicość brzucha, znamię starych bogów Wharatu, z brązowo złotego hełmu, wysuwała się podążając w stronę schnącego i kurczącego się ciała duża czaszka, na hełmie w świetle pochodni, z złotego trójkąta połyskiwało szmaragdowe oko cyklopów. Tyle pozostało z mocarnego niszczyciela światów, pomyślał Welemir, jednak podniosę i przyjmę ten znak, późnej nakazał leszym, by w kuźniach góry, wykuto dla niego taki sam hełm, gdy nadejdzie czas się przyda nie jemu to następcy…

Potem Nyja, rozmyślał nad przyczyną wyraźnych oznak, kryzysu w związku Antów, spadło zaludnienie, świeciły pustkami obejścia wiejskie, uciskano uboższych, możni przyjaźnili się z kupcami wrogich nacji, ba nawet wchodzili z nimi w koligacje, choć takie związki było zwyczajowo zakazane, więc ta przyczyna zdała się szybko oczywista, zdziwił się, nie tym, że kniazie i najprzedniejsi tuzowie, bardziej zajmują się kupiectwem, niż sprawiedliwymi rządami i ćwiczeniami wojennymi, ale tym, że to było tolerowane.

Co więcej najpierwsi supani, wręcz brali złoto od urzędników rzymskich, za przyznawanie im przywilejów handlowych, uznawano cudze prawa i obyczaje, stawiano też bałwany obcych bogów, rozwinął się oburzający handel duszami, czyli obracano ludzi w niewolników, sprzedając ich w obce kraje na wieczną niewolę, w procederze tym brali udział kniazie, supani i szlachetnie urodzeni, a jak wiadomo tylko bóg mógł wiązać koby losu. Wcześniej Scytowie nie mieli kupnych pachołków, służyli tylko ci którym bóg rozkazał.

Wele’mir wysłał swą eterę by podburzyła lud, rzucano oskarżenia przeciwko tym których bogiem była prywata i własny brzuch, których całe postępowanie było nauką zgubną dla wszystkich… Gniew ludu skierowano na nadzorców państwa, którzy mieli stać na straży porządku i interesów królestwa, a zamiast dbać o jego interesy i prawo, hołdowali słabościom podopiecznych, by słabych niewolić, przeciwko tym w których był początek zdrady i wszelkiego zła, nie byli oni przełożonymi, pasterzami, a ciemiężcami od ciemiężenia, bogacicielami od bogactw, tym którzy popuszczali cugle lubieżności innych, bowiem wspólnicy tej samej zbrodni nie mają oskarżyciela. Jako, że ryba psuje się od głowy, spadły głowy, do najbardziej uwikłanych w niecne sprawy rozkradania królestwa i winnych jego zachwiania, wysłano rozwiązane nawęzy, ci którzy uznali wyroki popełniając samobójstwa, zachowali w pokoju i posiadłościach swoje rody, choć nie obyło się tu i ówdzie bez zamieszek i samosądów, zdarzyło się też, że jeden wojewoda ze swymi ludźmi stawił opór wyrokowi, za co z całą swoim dworem, został złożony na ołtarzu prawa Chrobatów w skrwawiony Kurhan.

W samej dzielnicy Nyji złożono wszystkich cudzoziemców na ofiarę niebu, z krajów ościennych w panice uciekały całe obce plemiona, tam gdzie państwo zmarłych, sprawowało władzę bezpośrednio, znoszono cudzoziemskie cyrografy i zakazano handlu duszami. Po tym mgła tajemnicy, spowiła państwo zmarłych. W innych królestwach Scytów, pod grozą tych wydarzeń kniaziowie wprowadzali podobne zarządzenia, choć niekiedy wprowadzono je tylko pozornie.

*4*

Welemir, znów zstąpił do podziemi Świętej Góry Śmierci, na szyby i chodniki od tysiącleci wykuwanych lochów, katakumb bogów, tajemnych sanktuariów królestwa zmarłych, tam gdzie znajdowały się iz’wory rodu, źródła żywej i martwej wody.

Najpierw Bóg celebrował w głównej nawie świątyni wnętrza góry, ofiarę z byka, pragnąc wyjednać sobie u martwych bogów podziemi, przychylność wobec swoich zamierzeń, po czym przeszedł z swą eterą, sztolniami do skarbca świątynnego, gdzie od wieków składano część z łupów wojennych, przynależnych prawem Spolitej, Ognistemu Smokowi z Świątyni Góry, prócz skrzyń ze złotem czy drogocennymi kamieniami, sznurami pereł, koliami, pierścieniami, czy koronami, znajdowały się tam zastawy stołowe z różnej wartości kruszców, też złote kielichy, półmisy, polerowane srebrne zwierciadła, brązowe lichtarze, kunsztowne napierśniki, kotły, odlewy posągów ludzkich, boskich i zwierzęcych, chimer, węży, gryfów, smoków, jak również sprzęty których przeznaczenia trudno było dociec, obok bel zetlałych już, drogocennych tkanin, złotogłowi i jedwabi. I było tego na tysiące scytyjskich wozów.

Boga najbardziej interesowały monety, pożądane przez ludzi gminnych, za jakich bogowie wcieleni, uważali co mniejszych kniazi, dudki te miały skłonić udzielnych władców scydyjskich, do gorliwszej współpracy w wojnie z imperium rzymskim, można co prawda, było użyć wobec nich nakazów czy gróźb, jednak najemnik waleczniejszy jest od niewolnika, a sprzymierzeniec od p’lennika. Dla boga tuzów moru, ówcześnie najważniejszym przedsięwzięciem, było zniszczenie imperium rzymskiego. Dlatego ze skarbca smoka pobrano co trzecią skrzynię, złotych i srebrnych monet, tak by pierwszy szykowany najazd był największy.

Przetopiono też parę złotych i srebrnych cielców na monety z wizerunkiem upierzonego hełmu grozy wpatrzonego w sierp xiężyca, od nastroszonych piór hełmu, zwano te monety dudkami przez podobieństwo do nastroszonej głowy ptaka dudka, sama nazwa monety od wizerunku miesiąca na monetach.

Najazd Łupieżców

Jak popielni rycerze ciemni z grobu wstają

Z pamięcią dawnych hełmów i zbrój ~ nawet skrzydeł,

Jak konie broczą znowu w krwi aż do wędzideł…

I znów z piekła szlakiem wychodzą czerwonym

Smętne duchy ~ lecące za królem szalonym.

Szli chocholi w ciemności przyświecając sobie pochodniami, półnadzy opasani grubym powrozem świecy dymnej, szli straszno licy w czapkach z piór, cicho jako duchy zbrojni w maski grozy i szerokie acze ze zbroczem, a ich powieki i jagody lic, malowane sadzą.

Przestrzeń zewnętrzna poza helemem, dla duchów aczi, była nieustającym polem zbrojnych harców i walki, nawet niekiedy dla innych Słowian byli dość uciążliwymi obrońcami, toć dla wrogów Słowian, Nemietów których starym prawem zabijali, byli końcem świata, bo zostawiali tylko ziemię i niebo w ich krajach.

Dowodził tej wyprawie licarzy, sam świeżo wypierzony duch kamienia ~ Welemir, nad jego czołem świecił księżycowy znak księcia Chacharów, a jego hełm przykryty był zmoczonym krwawo, skrzydłem pióropusza z lotek szarych gęsi. Ile piór tyle skalpów wrogów królestwa Lendzelskiego, zdobył wódz jako młody wojownik, a pióra z tego hełmu władały burzą.

Po przejściu południowej bramy królestwa zmarłych, zwanej później bramą morawską, główne siły Paralatów Lechina połączyły się z wojskami które trzymały straż w świętym Cydoborze, lesie śmierci gdzie prócz, pasterzy czarnych stad Kraka, zakazane było się komukolwiek osiedlać, a las ten od wieków, otaczał państwo zmarłych.

Podjazdy lekkiej konnicy artyjskiej, wzięły rzymskich jeńców, po pobieżnych badaniach okazało się, że sześć rzymskich legionów przeprawiło się przez Dunaj idąc na wzmocnienie sił obozu rzymskiego, który rozbudowywano obok zgliszcz Welegardu, gdzie rzymianie przygotowywali się do, uderzenia wzdłuż rzeki Leli Wagu na związek Lugiów. Armia Upiorów ruszyła im naprzeciw.

Jednak kiedy armia L’andzieska dotarła w okolice Welegardu, okazało się, że obóz rzymski został w niezwykłym pośpiechu opuszczony, a Legiony rzymskie forsownym marszem porzucając tabory uchodziły w granice imperium… od złapanych federatów rzymskich którzy myszkowali po opuszczonym obozie, dowiedziano się, że owe sześć legionów faktycznie miało tylko ubezpieczać odwrót ich sił zgromadzonych w obozie pod zniszczonym Welegardem, dośpiewano więc sobie, że rozpuszczane przez rzymian pogłoski o natarciu na północ miały wprowadzić wodza związku Antów w błąd…

W pościg wyprawiono tylko jazdę, zakazując jej wdawać się w cięższe walki… główne siły Harów liczące 50 tysięcy wojowników, po przeprawie przez Dunaj mostem zbudowanym na łodziach, ruszyły na miasta i obozy legionów, rzymskich prowincji Norikum i Panonii, które zawsze służyły zaopatrzeniem dla operujących na Północ od Dunaju legionów rzymskich jak i były zapleczem ich federatów.

Welemir znał historię wojny z Rzymem swego poprzednika gniewnego K’niwy, który dwadzieścia lat wcześniej zniszczył legie rzymskie i zabił ich cesarza Decjusza pod Abrittus, jednak imperium choć osłabione trwało dalej, tym razem uderzenie lądowe na strefę poddunajską imperium zsynchronizowano z uderzeniem morskim na Azję Mniejszą i prowincje iberyjskie imperium.

Epilog

W latach 270 ~ 279 ery Chrystian pod chorągwiami piorunowego oka, spustoszono Galię, północną Italię, Norikum, Dację, Trację, najeźdźcy wdarli się na całej długości granicy Dunaju i Renu, na kilkaset do tysiąca kilometrów w terytoria rzymskie, okręty u’piorów L’andzielskich zwanych piratami, docierały nawet do Luzytanii na półwyspie iberyjskim.

I mimo tego, że w wyniku zawartego pokoju rzymianie utracili tylko Dację ewakuując z niej zromanizowaną ludność, osiedlaną w spustoszonej Tracji, to jednak potęga Rzymu została wówczas ostatecznie złamana, a Rzymianie zamiast kontynuować ekspansję, zaczęli wznosić wokół Rzymu potężne mury obronne.

Wiek później w 367 roku ery chrystian, Słowianie pod wodzą Trojana wnuka Welesa odnieśli pamiętne zwycięstwo na Imperium Rzymu. Od daty tego swojego zwycięstwa, Słowianie zwani od swych szarych guni w imperium Hunami, zaczęli liczyć nową erę swego czasu, bowiem bitwa ta stała się początkiem wojen, które doprowadziły do upadku imperium rzymskiego na którego gruzach, powstały nowe państwa Słowiańskie.

Krótki słownik mało znanych słów.

Antowie~Lugiowie obie nazwy etniczne znaczą dosłownie ludzie.

Dzierusi~Gierusi (Gerrosi) kniazie-władcy naród Scytów, grzebiący władców scytyjskich w wielkich kopcach w swoim kraju, znajdującym się czterdzieści dni drogi w górę Dniepru, czyli to Mogilanie ~ Chrobaci.

chaściska ~ wąż po czesku, też ojciec Piasta to Chościsko

Chrobaci ~ oboczna nazwa Chorwatów małopolskich, od hrobu ~ grobu (czeskie), czyli od kurhanów, Mogilanie, Kurgani, których władcą był Liada ~ polski Mars, jego znamieniem było Scop(Oko) antyczne znamię Małopolski.

Cydowie ~ Cytowie S’cytowie, od cita~cytadela, gród, cyd znaczy też śmierć-zabójstwo.

Hamon ~ bóg którego czcili Słowianie, Hamanem, nazywano też Piasta podczas intronizacji.

izwor ~ źródło po macedońsku

kazimir(kaziswet) ~ niszczyciel(światów) po czesku.

Weles ~ Nyja, bóg władca Lachów

Landziones, Lendzianie, Lengiel nazwy Polaków.

Ledianie ~ Polacy, nazwa Polaków wśród Słowian bałkańskich (led-lód).

Lechici(Kadłubek) ~ Reginowie, (królewscy) antyczna nazwa Polaków (Długosz).

lesz ~ trup po macedońsku, lesz’ek częste imię polskie.

Liady (Lachy) ~ nazwa Polaków na Rusi.

Nie’meci(ne’met) pierwotnie wszyscy niesłowianie, dosłownie nie ludzie (miet-człowiek też miet~met znaczy miecz, stąd Miet‚ek to zdrobnienie imienia Mieczy‚sław).

Paralaci Lehina (Basilleos), ~ dosłownie przerażający królewscy, lud dominujący wśród Scytów, (Scyci Królewscy)

Czechło ~ Gunia ~ Huńka ~ Karwatka ~ Algiera(aldziera) pierwotnie płaszcz, kurtka, koszula noszona przez Słowian, stąd imiona etniczne lub odwrotnie od nazw etnicznych nazwy o’dzie’rzy~o’gie’rzy, co było pierwsze, czy od nazwy etnicznej czech’ło imię Czechów czy od guni~hunki Huni-Guni czy od Gunów~Hunów, huńka~gunia.

Wele’mir ~ imię Słowian dosłownie duch świata, rosyjskie Wielie’mir, serbskie Veli’mir, też legendarny syn Kagana (Hertnita, herd’nite dosłownie odrutowane ognisko) Wala’mir, znany z legend niemieckich władca Polski i Rusi pogromca Hunów Atylli.

Żmij Ogienny ~ Smok Ognisty, mityczna armia Słowian okupujących Bałkany.

Rozdział 13

Księga III Wskrzeszenie czasu

Kagan Światogor1 obrzym z Świętych Gór i PAN HELEMU Nicz Gory Nyja – Welemir

Nida-Neda-Nedao 657 rok opoki Stolimów, od czasu odnowienia Bant Ludzi

(454 rok e.ch.)

(Był taki czas który zdarza się co 666 lat gdy z powodu zsyłanego nieurodzaju od wschodu od Gór Szatańskich nadciągają głodne hordy Ałtajskie (ałty znaczy sześć) które zmieszały się plemionami finougrami podporządkowawszy sobie również heksoidalnych Sunmanów przodków Niemców mieszających się z Tseutonami stały się sojusznikiem Imperium Rzymu w jego walce z Ognistymi Olbrzymami z Empireum czyli Królestwem Venetów – Niebieskim Anteli inaczej Spali, Rzymianom i ich sojusznikom udało się pokonać Kagana Osija Pomorskiego Władcę Weletabów który zginął w płomieniach zniszczonego przez nich Zgorzelca, jednak na placu boju pozostał jego brat niewidzialny król Welemir władca Śnieżnych Olbrzymów czyli Ledian z zakazanego państwa Hrobów)

Na ślubie Atylli byli posłowie Antelscy z darami weselnymi dla córki Hamona Światogora, więc wszyscy kniazie Antów wiedzieli, że jeszcze niewiele dni przed śmiercią Atylla obiecywał swoim hordom naddunajskim, bezkresy Gnitaheidi, jak tam w ich mieszanych gwarach nazywano Banta, związek Stolimów, od Mrokwidu, aż po sławne miasto Danupru mieli panować jego różnej maści sługusi. Tym bardziej nikt Elki nie winił, że oblubieńca we krwi zostawiła, bowiem według praw państwa zmarłych dziewice Świątyni Dziewięciu Kręgów nie mogły wychodzić za mąż za kogoś z poza granic helemu Nyji, obowiązywało to prawo zwykłe Rusałki, a trzeba wiedzieć, że dziewice tej świątyni były zapoznanymi z arkanami wojny aniołami śmierci, dlatego często nosiły imię Anya. Władca zastępów kościoboków Welemir, zgodził się ją oddać ojcu, dopiero po tym gdy wyjawiła mu swój zamiar zgładzenia Atylli, a i tak ledwo udało mu się opanować wzburzenie swojej umorusanej armii szkieletów, obiet-nicą wyprawienia się na wesele z nagimi mieczami, gdyby jednak miało dojść do skonsumowania tego świętokradczego związku małżeńskiego. A gdy powróciła biała knagini do dziewięciu kręgów niebios, uznano ją za Dziewicę Moru, wcielenie Śmierci, tak, że sam Księżycowy Władca Kościej będący przecież ziemskim wcieleniem Nyji i drugim władcą Haratu, nie śmiał przy niej siadać i jej rady przyjmował prawie jak rozkazy.

Później widziano ją częściej w towarzystwie starych bardów i klechów niż ludzi jej wieku, świątynni kapłoni przynosili jej stare kobierce które ona przeglądała, a jej palce z wielka biegłością przebiegały po ich kobach i przeplotach. Knagini po długich rozmyślaniach ogłosiła, że stare koby nakazują ostrożność jednak trzeba, bez względu na wszystko uprzedzić czas trójszóstego roku do którego zostało lat dziewięć, bowiem ludy z piętnem trójszóstego imienia stanęły u wrót ognistego heramu niebios. Należy więc doprowadzić do bitwy ostatecznej tak by z wrogów nikt nie ocalał, bo za dziewięć lat zło będzie zbyt potężne i będzie to czas sprzyjający wrogom Stolimów. Potwierdzali jej słowa kapłoni Świątyni Dziewięciu Kręgów Czasu – trzeba zniszczyć zło nim nabierze sił – mówił też kier Tolimir, labras cechu kowali – jest to przesilenie czasu czy chcemy czy nie nastąpi, gdy nadejdzie 666 rok czasu w kamiennym kręgu roków, to lepiej byśmy krwawe jego zapasy mieli już za sobą – Jak zrządzenie losu przyjęto więc poselstwo Shunów2, wysłane przez synów Atylli, które zażądało od Stolimów trybutu, było to ostatnie ich żądanie, bowiem żywcem kości im wyjęto i wypchano ich skóry sagimentum, a czyniąc zadość ich żądaniu wysłano te skóry jako trybut Hangrenom.

Trwał 657 rok opoki Stolimów po odprawie skór posłów Shuńskich wojna była nieuchronną. Z Kaganina rozesłano wici, aż po trzecie, ogłaszając Mortuz stan śmiertelnego wysiłku wojennego, Światogor wiedział, wiedzą władców z kręgów czasu, że zwykłe przygotowania wojenne tym razem nie wystarczą, dlatego kuźnie i piece hutnicze pod górą pracowały ustawicznie by przetopić wszelkie żelazo na broń, pamiętał też to, że dwadzieścia lat wcześniej jego poprzednik Kagan zginął w płomieniach grodu Weletabów Zgorzelca, zniszczonego przez koalicjantów Aecjusza.

Bardzi śpiewali pieśni wojenne, a Rusałki obiecywały po wszystkich grodach związku Sporów, że każdemu krzepkiemu mężczyźnie, bez względu na jego stan i zajęcie, dane będą miecz, tarcza i zapisane będzie jego imię w skartabelu – tabeli mieczy, jeśli się stawi w określonym czasie, na hali tronowej, góry Pełki, miejscu popisu, niejedna matka święte dziewice przeklęła, że syna im w wody rzeki ognistej powiodły, wiedząc, że nigdy już go żywym śród zwykłych ludzi nie zobaczy. Bowiem ochotnik śpiewając pieśni śmierci zstępował do jaskini, by w ciemności wnętrza matki ziemi u źródła żywej wody niby umrzeć, a po dziewięciu dniach wstawał z grobu wskrzeszony, był on tedy harat czyli Obr płonący, stawał się przerażającym swym widokiem obrońcą ziemi, mortuzem, wojownikiem armii kościoboków, wręgów, szkieletów, szedł z zmarłymi z Nidy Ognia, Nicz Gór, mara wcielona w węża ognistego z ępireum, Lele Draga smoka mgieł i dymów, który spał u korzeni drzewa życia, zbudzony jak grom uderzał z głębin wód płonących, świętych rzek ognia, uderzał jak ognisty huragan na zastępy wroga, ałtyńskie sługi triheksa, bo trójszósty to odwieczny wróg niebios i modrego Stolima.

Rozesłano wici z wezwaniem do wszystkich Sporów zamieszkałych na wschód, zachód i północ od Świętych Gór, w stronę Danpru, Łaby i morza z wezwaniem na wojnę w obronie świętych wód, rzek rodu olbrzymów. Najazd szykujący się z południa, groził bowiem wszystkim ziemiom rodu Sporów, całej Unii Antelskiej, od Kijewa przybył Oskart jak zwano booko labrasa wiodąc zastępy Ostrogotów yli Siewierzan, Polan i Wołgarów, od Khojawii przybył tamtejszy Zemuzil stary Aszczur stąd przez Niemetów zwany Sauronem z swymi Serbensami, samych Weletabów i Rarogów przyprowadził Wizimir z którymi przybyli też Warankowie z Arany i Apodrzyci.

Strażnicy mrocznego lasu Ratibor i Boruta odparli pierwsze watachy kruczowłosych Sunmanów jak zwali się wówczas niemcy wasale Shunów, do walk tych doszło jeszcze na przedpolach Mrokwidu, gdzie zniesiono ich ze szczętem. Jednak w obliczu nadciągających głównych sił, związku Shuńskiego, wojska Kurhanów wycofały się w bory i zaryglowały swą harmią bramę morborską. Zło wzbierające od południa zatrzymało się na granicy, sławnego lasu hercyńskiego, ale synowie Ałtaju i czciciele triheksa w każdej chwili mogli przełamać jego umocnioną moc. Pogrobowcy Atylli dobrze wykorzystali stypę po jego śmierci, mobilizując na niej, swoich wiernych jak psy wasali do wojny przeciwko znienawidzonym i budzącym wieczny lęk Hrobrom. Kaptowali ich pochlebstwem, obietnicą łupów i przekupstwem, a niekiedy biczem i groźbami, zgromadzili 200 tysięcy liczące siły Shuńsko – Sunmańskie, dochodziły do tego posiłki romajskie. Cały ten zbiór, synagoga szatana, wszystkie te hordy zła, pychy i żądzy złota, miały uderzyć, na ziemię mieczy. Celem miała być góra Harawata i przełamany miał być pierścień jej wałów i roztrzaskany kamienny tron smoka Stolema syna ziemi i niebios, stojący na gorgocie – górze śmierci – górze czaszce praojca olbrzymów.

Wola Chroberska przedcień bitwy.

Ja Wele Mir – duch świata – Nicz Góry zwany osią Antów, Pan Wieków, Helemu I Świętej Góry a we mnie wszyscy Władcy Góry ŚWIATOGOR – ŚWIĘTOPEŁK – ZGORYNICZ [zwany Kagan’em, Hertnit’em, KuniMunt’em, Berg(el)mir’em, PharaMont’em, CygMund’em]

~ My władcy góry prawami, przez nas stanowionymi, zamknęliśmy moc naszego ludu w ryzach naturalnych granic matki ziemi. Lecz oto przyszedł zbór zła, obca wroga moc, po nasze życie, by uczynić nas martwymi, podbić naszą ziemię, zbrukać nasze wody żony, a nasze dzieci uczynić niewolnikami. – Niech więc zobaczą nas w maskach śmierci, niech zobaczą płonących tlelegów, tych którzy wychodzą płomieniem gniewu z kamieni nagrobnych, by stanąć w obronie siedzib ojczystych, odwiecznego siedliska i cmentarzyska naszego rodu. – Przyszli spopielić nasze grody, obrócić w perzynę nasze miasta, tak więc niech zobaczą płonące wały świętej Hary, jak płoną rzeki, jak wstają zmarli z grobów, kiedyś przed samym naszym imieniem pierzchały hordy wrogów, truchleli bogowie i rozpadały ich bałwany, dziś zrywamy pęta praw, dajemy wam na szyję biały kamień, nie zapisaną tablicę losu, jakie chcecie zawiążecie, na swych szyjach nawęzy, nazwiecie się sami, lub dziełem swego życia wywalczycie swoje imię. – Jesteście wolni, wolnym słowem, wolnym ludem, macie aczi i jesteście mieczami, od was męże zawisło czy jutrzejsze słońce ujrzy Aczi, Acanów zwycięzcami, panami czy też na waszych szyjach zawisną jarzma niewolników. Czy lud mający wolną wolę obroni swoje dziedzictwo zostawione nam przez naszych ojców, śniących snem wieków na polach cmentarnych naszej ziemi. – Przebudźmy Nidy Ognia, węża głębin rzeki gniazda rodu, niech w maja ogiennego, wcielą się żywi i martwi. Niech przebudzi się hartagan, ogień ziemi, ognia końca czasu, smok strzegący źródeł rodu, modry wąż kobr niechaj uderzy! – Przebudźmy harmię, moc śpiącą w mogiłach przodków. Wołajmy Mortuzów niech zmarli z żywymi staną dziś w obronie ziemi ludzkiej. – By zapewnić nam przychylność niebios w zbliżającym się krwawym żniwie, składam tu dziś przed obliczem niebios i wami wszystkimi, obietnicę ofiary mego życia, gdy niebiosa dadzą nam zwycięstwo, złożę życie w podzięce niebu za opiekę nad naszym rodem. Odkupię tym też grzech mego zaniedbania, bo moja wina, że zło nabierało sił u granic naszej świętej ziemi i stanęło dziś, płonącą stopą wojny na naszych miastach i domach, niosąc naszej ziemi pożogę i zniszczenie. – Niech oratorzy obwołają naszą wolę! Niech marszałkowie przebudzą, zmarłych! Niech zapalą święte wody, Niech jeziora i rzeki podniosą się z swych łożysk i lejów! Niech woda w ogień się zamieni i uniesie mgłą tak by świata nie było widać podczas upiornej uczty demonów i bogów, bitwy czasu, wieków. – Przyrzeknijcie, że uczyńcie ziemię ludzką, aż po krańce świata, jedno niebo, jeden lud, jedna ziemia, jedno słowo, jedna pieśń, aż po kresy ziemi. – Przybierzcie naszą zbrojną postać, morowych ludzi, mortuzów, potężnego szczepu Mardów, wojowników śmierci z Świętej Góry Ognia, Hara Waty, stańcie się śmiercią, zanućcie pieśni wojny i zniszczenia światów.

Mówcy władcy mar szałkowie, zawołali zmarłych – wstańcie do oporu już czas! – Szyki o malowanych twarzach sadzą moru odpowiedziały – są wśród nas!!! – Zapłoneły od niczy nagrobnych pochodnie. Pochód wojsk grodów jak lawa zstępował z gór płonącym wężem, na niwy Nidy, palono za sobą drewniannoziemne obwałowania góry świata, świadomie odcinano sobie drogę powrotu i nie był to ogień zimny, zapłonęły wały Hara Waty stojące na kamiennej podstawie i wypchane atrapy – chochoły wojow-ników ustawione na stokach góry, która stała się jednym słowem ogniem, iluminacja też miała zaświecić w oczy wrogom by odwrócić ich uwagę od zamierzeń obrońców ziemi.

Otworzyły się groby i kurhany przebudził się Lama – smok burzy, Wąż Ogienny, Smog dymiący, mur’em z ch’mur okryty, Niebieski Jaszczur, modry wąż, olbrzymi kobr przedwieczny, obrońca ziemi najstraszliwsze z wojsk olbrzymów zwane harmią, armią płonącą, mgieł ludzie wcieleni w węża ognistego, wstępujący w obłoki płanetnicy i ci porwani, przez chmury burzy wojsko króla kruków władcy khurganu, gdy nieopatrznie wbrew zakazom patrzyli na przemarsz tajemnej armii, przeciągającej przez ich miasta i wioski. Ludzie burzowie króla Góry, Har Lechina uderzający jak orkan, błękitni Veneci, Wentowie malowane dzieci burzy i huraganu.

Żmij Kobrów zstępował z gór, mniejsze oddziały nadciągały z leży w borach i zaciskały swe wężowe sploty wokół, obozu wroga zatoczonego nad białą Nidą. Rozległ się mysi chrobot Chrobatów, ostrza uderzały o noże, szczękały miecze o tarcze, chrzęściły pancerze, pierwsze co uderzyło wroga to strach przed upiorną armią smoka, kroczące szyki przyspieszały kroku, rozgrzewano się i wprawiano w szał bojowy, wzmagał się brzęchot, szaszor i huk, wreszcie Wataman, Waćpan zwany Kościejem podniósł swoją szoszkę i halania, wrzawę przeszył przenikliwy okrzyk: – Gootuuj się! – Nad płonącymi szeregami przeleciała odpowiedz: – Gotowi !!! – Wreszcie uderzono w kotły, zagrzmiały surmy – trąby bojowe, a gdy znaleziono się na strzał z łuku od wrogiego obozu, zaintonowano wzywając huragan: – Ahuurrrragan!!! – Bhara!!! Bhara!!! Bhara!!! – Zabrzmiał trzykrotny okrzyk bojowy harmi kurhanów, nim wybrzmiał, pędem wybiegli, wnikający w szeregi wroga harcownicy rzucający głownie i butle z eterem mieszaniną żywic, tłuszczów, saletry i siarki, koszałki odpalili race i rur opałki, ciężkie żelazne ruryki bluznęły lurą ognistą i siarką w stronę szańców Shunów, podciągnięto raksze z beczkami empirytusu mieszanego z klejem i olejami, ciągnione od ich pomp węże plunęły z smoków płonącym eterem, paląc, oślepiając i mieszając szyki wrogów.

Zerwał się od tego wielki straszliwy ognisty wicher który palił i przewracał konie i jeźdźców w pancerzach. Wiatr niesioną smołą i tłuszczem oklejał i palił tarcze, kaftany, drzewca włóczni, i jak wicher liście, rozpędzał szeregi niemieckiej i romajskiej piechoty, jeszcze bardziej targało atakowanymi przerażenie, znali tę armię, słyszeli o niej jednak dopiero gdy ją zobaczyli, uwierzyli, że to same wojska piekielne na nich nacierają, bo było to doskonałe wojsko, które Stwórca stworzył w odległej przeszłości, do obrony wód ziemi, które samym swym pojawieniem w swej zbrojnej postaci, samą grozą swego widoku rozstrzygało bitwy, wojsko Hobrów, Lachów, Obrów, Abarów, s’Illingów, apelingów, paralatów, przerażające i paraliżujące strachem, wywołujące powszechną trwogę i paniczne lęki.

Potem rzucono świece dymne, smugami smogu smagały race, uruchomiono wytwornice pary, mrok zgęstniał, wtedy uderzyły stojące w drugim rzucie oddziały, które do tego czasu, stały osłaniając wzrok przed światłem pożogi czekając na swoją kolej do ataku, z wilczym wizgotem w mrok, mgły i dymy które spowiły wrogi obóz, wpadli półnadzy lulkowie, szaleńcy z mieczem jeno i umbem, napierali Słewowie z sulicami, uderzył kwiat jazdy walecznych Sklawinów w jaszczurzych łuskowych pancerzach, uderzyły z dzikim jazgotem doborowe zastępy obrów zbrojnych w bardysze, kolczugi i ostre szołmy, natarli lekkozbrojni Mortuzi, jeno w szołmach grozy walczący dwoma szaszkami wojownicy, jeńców brać zakazano, na nic zdawały się łuki Kunów gdy noc, mgły i dymy nie pozwalały dojrzeć celu, stłoczona wśród własnych szańców, konnica nie mogła rozwinąć pędu, blokowała ją niemiecka piechota z włóczniami i tarczami, dodatkowo namioty i wozy tarasowały możliwość manewru.

Najeźdźcy niezwyczajni nocnej walki wpadali w panikę, nie widzieli czy już uderzają na nich wrogowie czy stają naprzeciw swoich szyków podnosili więc broń na siebie i sami sobie zadawali straty, żelazny pierścień wojsk mieczy grodów, Hradharatów, rozharatawszy umocnienia obozu wdzierał się w głąb oddziałów Shunów, Niemców rzeż trwała do rana, wielu wtedy młodych wojowników Maja Ogiennego, zdobyło trzy tuzloki, skalpy, uzyskując tym prawo do noszenia burki, wielu z nich znalazło się też w ciężkich opałach gdy przerażone masy wrogich oddziałów usiłowały wydostać się z dobywanego obozu.

Pogrom najeźdźców był tak wielki, że tylko dwaj synowie Attyli wczorajsi w swym mniemaniu władcy świata z niewielką garstką tylko jeźdźców mających najlepsze konie wyrwali się z matni, uchodzili na południe, by schronić się w końcu pod skrzydła Bizancjum na niewielkim terytorium Myzji za Dunajem, w następnych latach i na te terytoria uderzyli Sklawinowie, kończąc dzieło z tymi Shunami i zaczynając z ich romajskimi sprzymierzeńcami.

Gdy dogasły stosy ofiarne boga, czterdziestu jego żon i czterystu wojowników jego etery, których większość szukała bohaterskiej śmierci uderzając w pierwszym szeregu podczas nocnej bitwy rok na roku, zsypano ich prochy do trumien i pochowano pod dnem trumienia Nidy, po czym przywrócono naturalny bieg jej wód, lud mówił, że widziano stado szarych gęsi które wypierzyło się na pogorzelisku i odleciało w stronę księżyca.

Nieraz gdy wiatr nastroszywszy świetliste łuski wód, lśniącego smoka toni pieści, spod tafli śniących wód słychać trąby bojowe, jak na chwałę grają pośród modrych fal dumne chrobrego wojska pieśni, wie o tym języka wąż co w rzece ognistej śni, snujący wciąż wątki starych legend, które dobry czas nam znów ucieleśni.

Etymologie słów ŚWIATOGOR – ŚWIĘTOPEŁK – ZGORYNICZ zMAJ Ogienny – Huni patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 14

Obr, Ljad, Rus

Kwestia Megale Chorwacji Wielkiej

Białej Chorwacji Obrów

Pewien Niemiec powiedział „żeby pokonać naród wystarczy odebrać mu jego historię”, jego przodek Karol Magni do spółki z Basileusami Bizantyjskimi i Papiestwem napisali historię ‚femina ~ kłamstw‚ wielkiemu narodowi Chorwatów alias Awarów właśnie po to by zniszczyć ów naród. [Paradoksem jest to, że oweych Niemców zwiodła historia tegoż narodu bo opierał się on na sztafażu Chorwackiej armii śmierci, ludobójstwo tej armii w niemieckim wydaniu doprowadziły w konsekwencji do największej klęski Niemiec w ich nowożytnej historii.]

1.Zamiast wstępu czyli – dlaczego Ljad, Lach, Rus, Obr, to synonimy.

Na początek tego rozdziału powinniśmy wywieść etymologię słowa Morus-Rus, określającego Morowych-Jaworowych Ludzi, otóż jest to słowotwórstwo od morusać-morus i skrócenie tego słowa do (mo)Rusać-Rusacy-Rusini, ‚mo’ uległo redukcji pozostało słowo Rus-czarny-sadza, od zwyczaju malowania sadzą twarzy, morusać <<brudzić, smolić, walać>>, w słowniku mamy takie frazy ‚nie życzę sobie, żebyście się tak morusali‚ oraz ‚zaniechajcie malowania twarzy‚ więc w drugiej frazie mamy wez-wanie aby zaprzestać celowego więc intencjonalnego malowania czernią-sadzą twarzy, w jakim celu malowano sadzą twarze wyjaśnia nam Eda „Piesń o Fafnirze” frazy (smok)Fafnir – ‚Hełm grozy przeciw synom człowieczym Miałem….Myślałem żem najmocniejszy kogokolwiek bym spotkał’- , Sygurd – Hełm grozy nie chroni nikogo gdzie gniewni ze sobą walczą… Rośnie bojowość śród synów człowieczych, gdy takim hełmem się zbroją‚- , więc efekt morusania dawał to co Eda nazywa ‚hełmem grozy’ Wyjaśnić też tu możemy, dlaczego nasze policzki nazywamy jagodami, yaga – straszny stąd Baba Jaga – Yaga, czyli Baba Straszna, twarz i po-liczki malowano czernią – sadzą, więc policzki (pierwotnie chyba apo’lica straszne lica) były czymś co straszyło więc były straszne bo były częścią szołmu grozy, a jagody leśne są czarne więc jak umorusane policzki więc też nazwano je jagodami, być może stąd nasze słowo ‚morda’ czy fraza „zakazana morda” od przerażającego oblicza Mardów ~ Chorwatów, słowotwórstwo jak wielokroć twierdzimy wbrew temu co niektórym się wydaje, nie jest bezsensowne.

Fafnir był lśniącym (więc ognistym, świecącym) smokiem z Świętych Gór, tych samych o których mówiły Olbrzymki Menja i Venja siostry (święto)górskich olbrzymów, tych samych Świętych Gór w których mieszkał Obr Światogor z Ruskich bylin, Fafnir był Żmijem Ogiennym czyli Żmijem Gory’niczem (zNiczem gory) znanym na południowej Słowiańszczyźnie i Rusi, czyli naszą Ljadską-Lachską-Obrską obronną armią zmarłych, smok wąż – [sWafnirFafnir(Eda) czyli permutacja ortograficzna sWaf-faf-(waffe-broń) czyli broń niebieska(nir-nil~siny-niebieski), broń niebios, rdzeń swaf jest z kolei od naszego sław(w-ł)-sława-słewowie-Słowianie tak jak rustung-uzbrojenie od naszego imienia moRusRus-uMoRusany]. Tu niżej mamy też upierzony chełm~szołm grozy ale nie był on chyba tani, dla młodych wojowników na dorobku, zwłaszcza, że to szołm z monet „staterów małopolskich” czyli z wizerunkiem samego Władcy Harów czyli sam Swafnir mógłby nosić taki chełm.

Na Rusi kijowskiej było porzekadło ‚idi k Ljadu’ co znaczyło idź do diabła, też fraza ‚strachy na Lachy‚ co znaczyło straszyć na daremnie, kiedy zobaczymy co znaczy słowo morus 1 << ogromny chłop, silny jak diabeł, ognisty, morus, zuch>>(czyli morus to ogromny-silny chłop-diabeł ognisty), morus 2<<brudas, smoluch, ten kto umorusany>> morusać jest zrostem mor (śmierć-spopielano zmarłych) i sać-sadza [czerń-popioły( tak jak MuchoMor, mor na muchy, naturalny środek owadobójczy gotowany z mlekiem i wystawiany pod koszem czyli siatką )] czyli to czym się morusano, po redukcji mo, daje rusać, przebywający na południu od Harów – Mardów – Chorwatów – Obrów – Rusów – Lachów – Smerdów tzw. Germanie, przyswoili sobie ten zredukowany wyraz i utworzyli swe wyrazy Rus – sadza, Russel – ryj-morda, Rustung – uzbrojenie, rusig – pokryty sadzą, też Riese – olbrzym (to samo znaczy Ent-Ant, niemieckie olbrzym), Rosjanie to dla Niemców Russe, chociaż jest to najpierw nasza nazwa małopolskich Chorwatów-Lachów, po Rusku Polsza i Bolsza (Is’polion-Olbrzym)to prawie homonimy, Obry i ich okupacja wołyńskich Dulębów-Tulibów (nazwa Wołyń od walinjana-waręgów-wręgów-obrów, choć możliwe, że Dulibowie zostali przesiedleni na Wołyń z Czech, tzw. słowiańskie nazwy progów Dniepru „ostrouvni prah i vulni prah” są w czystej czeszczyźnie która praktycznie nie zmutowała od 950r kiedy zapisał je Porfirogeta, nazwy tzw. Ruskie są w jakimś skażonym dialekcie słowiańskim war-wrzątek varu’foros-phoros-poroch kreolizującym z prowincjonalną greką czy łaciną lub jest to jakiś polski sanskryt czy prakryty), jawi się ruskim kronikom jako obca okupacja, oczywiście jest to pogląd separatystyczny, imię Obrów nazwa Wołyń jest pozostałością po działalności metropolii czyli Świętych Górach, tak jak i nazwa Ruś, zaś ruskie powiedzenie świadczące o wyginięciu Obrów „i nie ma po Obrach ni plemienia ni imienia” jest przecie równie prawdziwe jak nasze ludowe powiedzenie „za króla Olbrachta wyginęła cała szlachta„.

Czy Lachy-Rusi to też synonim Obra-Hobra – Olbrzyma, Kroniki Ruskie mówią że Obrzy byli pyszni prawdopodobnie pisali je Grecy, greckie słowo ‚hybris’ znaczy pycha, hybris-hobry-chabri-chrobry to prawie homonimy czy ciąg słowotwórczy, więc możliwe jest, że grecy nasze imię Hrobrów odczytywali przy pomocy swego słowa hybris i stąd uważali, że oznaczało to ich cechę charakteru oprócz tego, że byli „ciałem wielcy”.

Chyba najwcześniej w tzw. źródłach (SSS) odnotowane jest imię Rusów związane z tytułem Kagana Rusów z 839r, w 860 mamy do czynienia z atakiem „narodu Scytów tzw. Rusów” na Bizancjum jest to jakby nowa nazwa (choć stare przezwisko) naszego etnosu powstała po rozpadzie Kaganatu Awarskiego na chrystiańską Morawę i północną pogańską Białą Chorwację czyli Kaganat Rusów który jest prawnie bezpośrednim spadkobiercą Kaganatu Awarów-Obrów, ok. 822r przestano odnotowywać imię Awarów oraz odnotowano pierwsze informacje o tzw. książętach Morawskich, czyli zmiana imienia związanego z ich chrystianizacją, a na zachodzie zwano Rusów Normanami. (najazd Rusów z 843-844 roku na Hiszpanię „Rusini których Normanami nazywają” Lutiprand z Cremony)

Są co prawda Roso’moni Amm’iusza (Jusza Ammona) ale nazwa ta jest od naszej Rosy deszczu Rosić deszczowi ludzie, ludzie mgieł, burzy, huraganu, wichru, armia Króla Kruków uderzający jak burza, też nazwa łacińska ‚rosalie’ obrzędy związane ze zmarłymi, bo byli to ludzie moni-manes-duchy-mary (strachy-upiory czyli Lachy). Łacińskie costa-żebro, żebro to bez wątpienia rodzaj kości, czyli słowa Kosto’bokowie żebro’boki, kościo’boki znaczą w istocie to samo i jest to nazwa naszego ludu z II wieku p.n.e. który uderzył od północy poprzez Dację i dopiero w Macedonii udało się Rzymianom powstrzymać ich atak.

Jeśli by ktoś miał jeszcze wątpliwości czy Awarowie – Obrowie byli Słowianami to dodajmy, że w języku angielskim ‚Mor’ znaczy wielki podobnie w rumuńskim słowo ‚Mare’ też znaczy wielki czyli Olbrzym-Obr więc słowo Mor’awy znaczy dokładnie to samo co Awaria czyli kraj czy naród Obrów-Wielkich-Olbrzymów, czyli Awarowie i Morawianie to synonimy znaczące dosłownie to samo. Inna sprawa jakie terytorium to tzw. Wielkie Morawy bo rzeka Mor’awa (wielka woda ~ moru(śmierci) woda) od której pozornie biorą swą nazwę jest i na Bałkanach, a konkretnie w Serbii tak jak Welehrad czyli Belgrad który można odczytać z ruska (B znaczy W) jako Welgrad, cała historia z Świętopełkiem i Mojmirem może tyczyć Chorwacji Bałkańskiej, więc północna Morawa to Biała Chorwacja.

Istnieje tu też pewna analogia Awarów którzy „czcili swoje miecze i czworonogi” i Rusów „którzy klęli się na swoje miecze i przysięgali na skot” czyli czworonożne bydło będące wówczas największym bogactwem, tak jak wcześniej u Gotów – Czaszek, Awarowie mieli też niesamowicie przerazić plemiona powołża znamię przerażenia mają jednak zachodnio położeni względem powołża Harowie ze związku Lugii słynący z armii zmarłych budzącej powszechne przerażenie i tam już w II wieku odnotowano imię Awarinów czyli Awarów.

Nazwy te nawiązują do Scytów Przerażających – Paralatów Regina (królewskich) Rehina-Lehina – Lechitów czyli Lachów i do nazwy Rus choć to nazwy opisowe, przymiotnikowe, przezwiska, kiedy przezwisko, nazwa opisowa staje się etnonimem, najprawdopodobniej wtedy gdy staje się ogólnie niezrozumiała i nie ma znaczenia innego niż imię etniczne, czyli pierwotnie przezwisko morus-umorusany, morusać – sadza-rus, też rosa – woda deszczowa, rusałki-wodzianice – duchy wodne nawiązują do imienia ludu wodnego wasserpolacken i stało się imieniem naszego ludu, poprzez utratę pamięci naszej historii i religii wszystkie te słowa stały się dla nas niezrozumiałe bo są oderwane od swego naturalnego kontekstu (historycznego i religijnego). Do tego naszego imienia od Popiołów – Sadzy – Spalenizny – L’Ash ków, możliwe, że nawiązuje przekaz Ammianusa Marcelinusa który miał pisać o tym, że „Barbarzyńcy jak popiół z Etny spadli na prowincje cesarstwa rzymskiego”, możliwe, że błędnie odczytano tu słowa o na-jeździe etnosu (Etna) o imieniu Popiołów – Sadzy czyli Lasz~Rus, [spa’lasz – Spalowie ang. ash – popiół, ashtri – popielnica, (czy maha’rasztra to wielkie popielnice, a maho’met wielki człowiek?)], np. Sewilla nazywana jest w 7 wieku civitas Spalei – miastem Spali, a książęta w Hiszpanii mieli być pochodzenia Słowiańskiego co niekoniecznie od niewolników, a bardziej od tego, że Wizygoci byli Słowianami o takiej świadomości etnicznej bo świadomość etniczna jest najtrwalsza wśród warstw najwyższych, zresztą nosem arystokratycznym nazwany jest na zachodzie po prostu nos mazurski, a nasz taniec narodowy mazurek to oberek czyli Mazurzy to Oberowie – Obrowie, bo ober’ek – ober’tus to taniec narodowy Obrów.

Są jakieś informacje o istnieniu podziału Awarów, na dwa kaganaty północno – wschodni i południowo – zachodni, czy też o interwencjach Antów na rzecz Awarów panońskich, co wydaje się dziwne w świetle kategorycznych stwierdzeń o rozgromieniu Antów przez Awarów przy ich translokacji do Panonii, słowo Awarskie Dag znaczy góra, nazwa Polski z czasów Mieszka to Dagome co jest podobne do hetyckiego nazwania ziemi Takan ~ Dagan ale możliwe, że jest to od góry Dag’ome tak jak Hor’wacja od hor ~ gór czy Peucynowie od góry Peuki, Daganie synonim Peucynowie alias Horwaci ~ Gebalimowie co od Świętej Góry Światogora w polszczyźnie funkcjonuje powiedzenie „kto do kogo ma przyjść Mahomet do Góry czy Góra do Mahometa” znaczenie ma to takie, że góra jest ważniejsza od Mahometa kiedy powstało to powiedzenie możliwe, że w czasach gdy polską władali Światogorowie – Świętopełkowie władcy Świętych Gór.

Trzeba tu dodać, że nazwa ‚Rusów’ dla kronik „Staroruskich” jest nazwą nową twierdzą one, że wcześniej lud w dorzeczu Dniepru nazywano Słowianami, a język słowińskim, łączą kroniki te zmianę imienia na ‚Ruś’ z przybyciem Rorika z Rusi nie wiadomo gdzie lokowanej, inni lokują ich Danii, ale Rorik-Ruryk (Rerik to osada słowiańska na Połabiu), sam Ruryk był wodzem Kaganatu Rusów dawniej Chorwatów-Awarów-Obrów który atakował do roku 860 Frankonię w łodziach z Dani, dla wielu fakt taki, że pierwotnie przezwisko Lachów od MoRowy-(MoRawy), MoRus uMoRusany czyli Rus to nasze imię synonimiczne Lacha-Chrobata-Biało-chorwata (Ljada-Lędziana-Lediana-Polaka od lądu-ziemi-pola) będzie zapewne szokującym, ale zapewne szokującym dla Ukraińca byłoby prawda, że polskie słowo ukraina (u kraja, na kraju, z kraja) to synonim słowa kresy – pogranicze czego ziemi Ljadskiej tak jak poMorze to polskie słowo synonim wybrzeża (pobrzeża ziemi nadbrzeżnej), więc w istocie etymologii słowa Ukraina będzie to, że Ukraińcy to dla ‚nadJęzyka‚ po polsku Kresowiacy – Pogranicznicy mieszkający do dziś na kresach Unii szlacheckiej, kontynuujący jej tradycje bardziej niż my, a i kultywujący pewne dziś już śmieszne antypańskie kompleksy chłopsko-kozackie wynikłe z feudalnego ustroju Unii szlacheckiej, a u nas w XVI w. Ukrainą zwano też zachodnie kresy Polski „Ukraina ta, którą margrabstwem Brandenburskim… nazywają”.

Patrz też hasło ”Rus” (Słownik)

Rozdział 15

Kagan Hor

2. Od końca czyli Król Gebalimów, Biała Chorwacja, Kaganat ar-Rus

W rozdziale tym łącznie zajmiemy się Białą Chorwacją, Obrami (Olbrzy-mami), Awarami(Abarami) Awarinami, Waręgami (Wręgami), Walinami, bo jak będziemy dowodzić to po prostu synonimiczne etnonimy (nazwy etniczne) tego samego etnosu, pochodzenia przeworskiego, górników, hutników i kowarów ~ kowali ~ awali, Chorwatów ~ Chrobatów pierwotnie Harów-Bharów, a który był ludem hegemonicznym wśród Słowian, wokół którego zawiązywały się federacje Słowiańskie i który miał wśród Słowian duże i głównie militarne zasługi.

Musimy tu zając się nacjami całej europy wschodniej łączne z Azją środkową aż po Chiny, bowiem dochodziło tu do procesów etnogenezy przodków późniejszych narodów Tureckich, a przodków tych zwiemy za Gumilowem Turkutami, (chociaż Gumilow uważa, że Turcy są tylko z przywłaszczenia nazwy spadkobiercami Turkutów i etnicznie nie mają z nimi nic wspólnego) zwiemy ich tak też przez wzgląd na to, że Turkuciami nazywamy w naszym języku turkucia podjadka, świerszcza który większość życia spędza pod ziemią ryjąc korytarze i żywiąc się owadami i korzonkami kiełkujących roślin czyli taki mały górnik, a Turkuci według Gumilowa i źródeł archeologicznych mieli być w Azji środkowej pierwszymi, którzy przemysłowo wytapiali rudy żelaza, które wydobywali sposobem górniczym ( wiec kopiąc szyby i korytarze) i wytapiali w dymarkach, Turkuci też mieli jako pierwsi w Azji środkowej wprowadzić żelazo do powszechnego użytku, a wszystko było to około połowy VI wieku, wiek po tzw. załamaniu się kultury przeworskiej i wywędrowaniu z jej terytorium 60% ludności, czyli sugerujemy tu, że Turkuci to mieszańcy przeworsko-środkowoazjatyccy, bowiem kultura przeworska słynie właśnie z potężnego przemysłu wydobycia (kilkudziesięciometrowej głębokości szyby wydobywcze) i dymarkowego wytopu stali, która to kultura trwała na terytorium Polski między II wiekiem p.n.e. a latami 450 n. e.

Chociaż do tego przemieszania Słowian(Słewów) z pobitymi przez nich ludami środkowoazjatyckimi mogło dojść już przed rokiem 400 n.e. bowiem wtedy to miało dojść drogą podbojów do odtworzenia imperium Słowiańskiego przez połabskiego Wilcinusa władającego Wilzenlantem czyli Związkiem Wieletów (Wilków-Lupiones) samo imię Wilcinusa może być przekształceniem nazwy Wilczyjusz czyli (so)jusz (związek) wilczy (wilków) w mitach Edy uosabiany przez Olbrzyma Wilka Fenrira, połabianie zamieszkujący nad Łabą inaczej rzeką Suewos i nazywający się od jej imienia Słewami skąd miedzy innymi nasze imię Slawen, czyli najprawdopodobniej wtedy doszło do ostatecznego rozprzestrzenienia się tej nazwy na resztę Słowian i wyparcia przez nią nazwy Weneci czy Sporowie-Spalowie, źródła śródziemnomorskie odnotowują zaistnienie na naszych ziemiach już przed tym rokiem tzw. Sarmate Lupiones – (Lupus-wilk) więc Sarmaci Wilkowie.

Jednak żeby mieć chociaż przybliżony obraz wydarzeń i czasów musimy wypisać parę znanych z literatury faktów historycznych z różnych źródeł, a tyczących interesujących nas Białochorwatów alias Obrów.

Zaczniemy od ostatniej informacji źródłowej jak na ironię pochodzącej od Greka urodzonego w purpurze cesarza Bizantyjskiego Konstantego V Porfirogety (ur. 905 zm. 959) jest to informacja jakby poboczna bo głównym tematem tego przekazu jest relacja o Chorwatach bałkańskich którzy mieli wcześniej mieszkać z tamtej strony Bagibarei (Panonii) i pocho-dzić od Chorwatów „nie chrzczonych” z tamtej strony Turkii (Węgier) mieszkających, lecz jest też tam informacja, że książę tych Chorwatów podlega Królowi Frangii Ottonowi I Wielkiemu (912 ~ 973) (relacja jest współczesna cesarzowi więc opisuje sytuację z lat 950r – 959r, więc chodziło by o księcia Chorwatów czeskich? Bo niby po 950r Bolesław I Srogi został zmuszony do przyjęcia zależności trybutarnej od Ottona I, lub jest to jakaś późniejsza uzupełniająca wstawka kopisty), pisze również ”Chorwacja wielka, zwana też białą, jest pogańska aż do dnia dziś, tak samo jak sąsiadujący z nią Serbowie. Mniej jazdy wystawia, również i piechoty aniżeli ochrzczona Chorwacja ponieważ częściej napastowana jest przez Franków, Turków (Węgrów) i Pieczyngów”, wymienia też w kontekście ich zamieszkania kraj Boiki (identyfikowany jako Czechy).

Mamy powyżej pewną sprzeczność bowiem Chorwaci w Czechach byli już nominalnie chrześcijanami, wiedza o trybutarnej zależności księcia Bolesława I Srogiego? (może może to późniejsza wstawka kopistów, przenoszaca stan pożniejszy na czasy wcześniejsze, lub tylko z Czech, tak jak Chrobry z Łużyc) od Ottona I świadczyła by, że powinien Konstant. P. wiedzieć o tym fakcie jednak jeśli przyjmiemy, że istniała pewna separacja między Chorwatami w Czechach, a Chorwatami w Małopolsce to możemy uznać, że informacja o pogańskich Chorwatach tyczy tych pierwotniejszych Chorwatów bowiem Bolesław I Srogi narodowości Pszoniec, miał zabić tzw. św. Wacława za przejście na chrytianizm, sami Chorwaci do Czechach napłynęli z Małopolski, bo pierwotnie Chorwaci od Świętych Gór (Świętej Pełki, Hara Wata) które są w Małopolsce jest jeszcze jedna możliwość taka, że Chorwaci w Czechach byli dalej poganami (czyli obrządku słowiańskiego), a nawet terytorialnie przynależeli do państwa Białochorwackiego, a tylko Czesi się przechrzcili, pojawia się też pytanie o stosunek Wielkiej Chorwacji do Czech jak i do Rusi ogólnie i szczególnie Rusi Światosława, bowiem imię Lach-Rus-Chorwat-Obr to synonimy.

Skoro Białochorwaci walczyli z Pieczyngami (zasiedlającymi stepy nadczarnomorskie, a którzy byli też Słowianami), Niemcami oraz Turkami (Węgrami) ich zasiedlenie musiało być od lasostepów do Niemiec czyli linii Łaby i Soławy, oraz opierać się musiało o Karpaty lub Dunaj bo inna informacja to ta, że graniczą z Turkią(Węgrami) leżąc z tamtej ich strony, patrząc oczywiście z punktu widzenia Greka Konstantyna Porfirogety, potwierdza te ich zasiedlenie informacja, że mieszkają też w okolicy zwanej Boiki(Czechy) obok białych Serbów.

Jeśli teraz rzucimy te sąsiedztwa na mapę, otrzymamy obraz granic państwa Chorwatów, informacje te są zbieżne dają ten sam obraz zamieszkiwania Białych Chorwatów więc muszą być ścisłe i wiarygodne, co do czasokresu trwania Wielkiej Chorwacji to jako potężne państwo musiała istnieć już od lat 620n.e. kiedy to dokonała inwazji na Bałkany tworząc między innymi Chorwację południową, (identyfikacja Chorwatów z Awarami cofa tę datę do lat 550 n.e.), a wywodzenie Chorwatów gdzieś z Kaukazu to jakaś aberracja umysłowa.

Z informacją Kons.Porf. koresponduje informacja ze źródeł arabskich o Królu Gebalim, otóż posłom króla Gebalimów (Horwatów), udało (lub nie) się przejąć listy na dworze kalifa Abd ar-Rahmana III do Kagana Chazarów, że było to wrogie przejęcie listu, świadczą ich słowa proponujące kurierską usługę, „daj nam twoje listy, oddamy je królowi Gebalimów, on przez szacunek do ciebie odeśle twoje listy do Izraelitów w kraju Hangryn(Węgier), a ci poślą do Rum(Bizancjum), a stamtąd do Bułgarów, aż… na miejsce pożądane (do Chazarów)”, istotna jest tu informacja, że pierwszym krajem do którego będą przekazane listy są Hangryn (Węgry), czyli wskazówka geograficzna, że Gebalimowie graniczą terytori-alnie z północnymi Węgrami (gdyby graniczyli z nimi od południa wysłali by listy bezpośrednio do Bizancjum czyli nie mogą tu być Gebalimami, Chorwaci bałkańscy).

Podejrzana jest też gorliwość posłów którzy ofiarują się wysyłać listy zyg’zakiem czy naokoło wojtek, bo czy z Węgier czy z samej Białej Chorwacji bliżej jest do Bułgarii niż do Bizancjum, a dlaczego naszym posłom zależało na tym by dostać w swe ręce owe listy? Odpowiedź dają nam późniejsze wypadki czyli zniszczenie Kaganatu Chazarskiego przez wojska ruske w latach sześćdziesiątych X wieku po prostu chcieli przejąć korespondencje do wrogiego Kaganatu, bowiem Król Gebalimów to Kagan (król) ar-Rus, Rurykowicze to uzurpatorzy zależni od poparcia kupców (waregów) z Nowogrodu oraz najemników z Połabia i Skandynawii, bowiem Kagan Rusów odnotowany był już pod 839r a Kagan odpowiada tytułowi cesarza, a taki tytuł nie jest uznawany z dnia na dzień, [sam Ruryk (Rorik-Rerik~Reregk~Lelik) opuścił Danię i osiedlił się w Nowogrodzie dopiero w 862r].

Mamy więc dwie informacje z niezależnych źródeł o państwie z lat 930-950 znajdującym się na północ od Węgier, raz nazywanym Królestwem Gebalimów, drugi Białą Chorwacją, czy Białochorwaci i Gebalimowie to to samo? Bez wątpienia to samo na północ od Węgier może być tylko jedno państwo mające konflikty graniczne jednocześnie z Niemcami, Pieczyngami i Węgrami, sami Pieczyngowie też musieli okresowo wchodzić w skład Wielkiej Chrobacji skoro przeciwnikiem Chrobatów okresowo był Kaganat Chazarski. Zauważa się też w literaturze, że wymieniono Króla Gebalim w jednym szeregu z władcami Niemiec i Bizancjum co sugeruje jego wysoką rangę, zaś ranga króla zależy wyłącznie od wielkości i mocy jego królestwa, przesądza to sprawę identyczności Gebalimów-Chorwatów, bo na północ od granicy Węgier może znajdować się wyłącznie jedno duże Królestwo.

Stosując selekcję negatywną można wykluczyć to, że Gebalimami są niemcy czy B(w)izantyjczycy, bo ich władcy wymieniani są obok Króla Gebalimów, też nie są nimi Węgrzy czy Bułgarzy bo tam mają przesłać listy posłowie Gebalimów, ale muszą gdzieś w ich pobliżu mieszkać takie duże terytorium, miejsce na znaczne królestwo równoważne w randze cesarstwu, znajduje się tylko na północ od Dunaju i wschód od Łaby, ale skądinąd wiemy, że tam znajdowała się Biała Pogańska Chorwacja, etymologia słow Chorr ~ szczyt, Gebel ~ Góra, przesądza o tożsamości państwa Chorwatów i Gebalimów.

Nieprzyjazne zainteresowanie się posłów Gebalimów Kaganatem Chazarskim przesądza o identyczności Królestwa Gebalimów z Kaganatem (Królestwem) ar-Rus. Dlaczego? Gdyby istniał między Gebalimami-Chorwatami, a Chazarami, jakiś Kaganat Ruski wrogi Gebalimom to Gebalimowie byliby naturalnymi sprzymierzeńcami Chazarów, więc powołali by się na przyjaźń z Chazarami, Kagan odpowiada tytułowi cesarza i stąd wymienienie Króla Gebalimów w jednym rzędzie z władcami Niemiec i Bizancjum, też podlegać musieli Królestwu Gebalimów Pieczyngowie, będący w owych czasach znaczną potęgą.

Kroniki Staroruskie dwukrotnie odnotowują Chorwatów, raz jako idących z Olegiem w 907r na Grecję, drugi raz jako plemię żyjące w pokoju z innymi plemionami Rusi „I żyli w zgodzie Polanie i Drewlanie, … i Chorwaci„. Jest też informacja, o Światosławie z roku 969 który rzekł „…chcę żyć w Perejasławcu nad Dunajem gdyż tam jest środek ziemi mojej, bowiem tam schodzą się wszystkie dostatki: od Greków złoto, pawołoki,(czyli zależność trybutarna Bizancjum), z Czech i Węgier srebro i konie (również zależność trybutarna czy daniny?), z Rusi zaś skóra, wosk, miód i czeladź (tutaj daniny)„, ledwo 13 lat później 981r Włodzimierz, „Poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich Przemyśl, Czerwień i inne grody które są i do dziś pod Rusią” czyli Ruś Światosława była czymś innym niż Ruś Włodzimierza, do roku 981 nie ma żadnych informacji o Lachach.

Grody Czerwieńskie to Gardarika Czerwona czyli Ruś Czerwona, inaczej Chorwacja Czerwona, ten kolorowy podział jest typowy dla nomenklatury Chorwackiej, to upodobanie przeszło w spadku na kolorową nomenklaturę Rusi, „Kronika Staroruska” mówi o odebraniu Lachom „ich grodów„, gdyby to było odwojowanie ruskich grodów na pewno by o tym wspomniała jednak traktuje je jako zdobycz która jest utrzymana „do dziś pod Rusią (Kijewską) „, więc bez wątpienia Lachowie to synonim Chorwat-ów, bo właśnie na Rusi Czerwonej lokalizuje się Chorwatów z „Kronik Staroruskich”. Czyli Lachowie musieli być tam bardzo długo, na pewno byli za Olega i wspomnianego wyżej Światosława, więc dlaczego ”Kroniki Staroruskie” nie wspominają ich w powyższym cytacie, Lachowie byli bliżej niż Czesi oraz łatwiej osiągalni niż zakarpaccy Węgrzy, dlaczego kroniki milczą o jakichkolwiek konfliktach z Lachami* przed 981r i to czy tyczyło by to problemów np. z ewentualnymi daninami, czy chodzić by miało o konflikty o pogranicze?

Odpowiedź tę dają łącznie informacje o Chorwatach Ruskich, jak i informacje o Gebalimach i Białochorwatach, Król Gebalimów to Kagan ar-Rus, czy Światosław (książę nowogrodzki) byłby jego zastępcą (bo tak się zachowuje) dowodzącym wojskami i dokonał zamachu stanu, czy Kaganat załamał się później z powodu bezkrólewia czyli jego śmierci czy też śmierci właściwego Kagana ar-Rus, czy w wyniku innych wydarzeń jest w tym miejscu sprawą drugorzędną, nie ma też znaczenia kim był tak naprawdę Bolesław I Srogi Czechem czy może Chorwatem~Pszońcem alias Kaganem ar-Rus, istotne jest to, że istniał na pewno wtedy nadrzędny do małoplemiennych władców słowiańskich elekcyjny władca(monarcha) teokratyczny, którego tytuł był równoważny cesarskiemu i był to Kagan Gebalimów-Chorwatów-Rusów (właściwych) czyli Lachów, a jeśli był nim Kagan Pieczyngów to świadczy to o tym, że Pieczyngowie byli Chrobatami ~ Chorwatami ~ Gebalimami takiej świadomości narodowej.

(Upadek kagantu ar-Rus należy łączyć z buntem peryferyjnych separatystycznych książąt, którzy dla umocnienia swojej secesji przechodzili na chrześcijaństwo, atak na Lachów w 981r łączyć należy z przyjęciem chrztu przez Włodzimierza w 986r. i nie był to tylko kaprys satrapy, choć początkowo tworzył on jakiś prymitywny konkurencyjny do świętych gór ośrodek kultu w Kijowie z posągami bogów, atak ten mógł nastąpić przy udziale Mieszka Polańskiego stąd późniejsze pretensje Bolesława II Pobożnego o zwrot Regnum Oblatum czyli Chorwacji).

Tytułem uzupełnienia bowiem nasze teza, że Bolesław Srogi miałby być Kganem Rusów alias Królem Gebalimów zdaje się gołosłowna, według źródeł Bolesław I Srogi miał zabić w 929 r św. Wacława swego brata który przeszedł na chrystianizm, zaczął wojny z Niemcami toczył z nimi wyrównane wojny do 950r. Miał pochodzić z dzielnicy Pszowian (Przowian panował tam już od 922r) zamieszkujących niby północne Czechy na zachód od Chorwatów tylko, że Czesi i Słowacy nazywają Przońcami (Pszońcami czy to złośliwa nazwa okupantów od chwastu zbożowego?) właśnie Polaków, a Polskę Przońskiem (Pszońskiem), więc zarówno nazwa Pszo’ńców~wian jak i imię Chorwatów w istocie oznacza Polaków czy tylko zamieszkujących strategiczne terytorium Czech, czy Polskę właściwą, czyli bez wątpienia imię Bolesława I Srogiego należy łączyć z Polską, czyli wówczas Białą Chorwacją alias Królestwem Gebalimów, Królestwem ar-Rus czyli Bolesław I Srogi Pszoniec-Polak był Kaganem czyli cesarzem, być może w ogóle przeniesiono nazwę Pszońców do Czech redukując obszar panowania Bolesława do samych Czech upychając tam różne nazwy geograficzne z obszaru Słowiańskiego.

Imię Pszowianie może być od przewiani czyli wybrani ~ wyselekcjonowani przez władcę, tak jak mieli być wokół Kagana Rusów najdzielniejsi z dzielnych, bo jak twierdziliśmy gdzie indziej Hobrowie byli pierwotnie armią tworzoną przez wszystkich Słowian, a nie oddzielnym narodem. {np. huf walny to wy’chów~huf wybranych czyli synonim ”siły doborowe”[wy~do’brane specjalnie], które uderzały w celu walnego~ostatecznego rozstrzygnięcia bitwy, czyli pierwotnie walny ma to samo znaczenie co w skandynawskim wahl-wybrać, a huf od chow’ać ~ hodować do’rodnych wy’branych, wyselekcjonowanych po względem przydatności urody i siły czy dzielności}.

Musimy uzmysłowić sobie, że znane nam kroniki Czeskie, Ruskie, Polskie były kompilowane w XI-XII wieku w interesie panujących schrystianizowanych dynastii który tytuły władzy były wątpliwe bo dokonały przewrotu, a i pisano je też z optyki ówczesnego stanu ich posiadania rzutując to w przeszłość, sam czas zmieszał i poprzekształcał wiele wątków tych historii, wiele ukrywano, od błędów pogaństwa do faktów uzurpacji czyli zamachów stanu i przewrotu, porównując plus – minus 200 lat temu było powstanie Kościuszki i III rozbiór, 195 lat temu księstwo warszawskie, ok. 185-170 królestwo kongresowe, później między innymi był tzw. kraj priwiślański, 82 lata temu powstała II Rzeczpospolita, 60 lat temu ‚generalna gubernia’, 54 lata temu powstała Polska Republika Ludowa, a od 10 trwa tzw. III Rzeczpospolita, czyli od feudalizmu do komunizmu i z powrotem, kronikarzami naszymi byli w tym czasie zaborcy, polakożercy, piewcy caratu, hakatyści, naziści, marksiści, piewcy sanacji, czyli różnej maści słudzy kłamstwa, jednak mimo różnych ocen pewne fakty pozostały przez nich niezmienione inne przemilczane, fakty mogą być diametralnie różnie oceniane, ale najczęściej o zaistnieniu faktu się nie kłamie choć podkreślmy można go przemilczeć (np. konsekwentne przemilczanie imienia Bolesława Chrobrego przez Kosmasa).

Między powstaniem tych Starosłowiańskich Kronik a czasami które one opisują było równie wiele przewrotów, wojen i wydarzeń mącących obraz dawnych zdarzeń. Pomijając fakt, ze kroniki te pisali często ludzie z zewnątrz nie mających związku z rodzimym przekazem ustnym tych wydarzeń, czyli nie znali języka narodu którego historię opisywali, jak i piszących je z pozycji chwalców chrystianizacji, jednak sam fakt granic słowiańszczyzny i istnienia wewnątrz niej jej Chorwackiego jądra nie zatarło nawet tysiąc lat przeinaczeń i zafałszowań.

Nie wydaje się by Bolesław I Srogi którego bezpośrednie zwierzchnictwo obejmowało ziemię nad Horyniem, nie uzależnił również Kijowa znajdującego się ledwie 250 km na wschód od linii Horynia, łatwość późniejszych podchodów Bolesławów Lackich na Kijów jak i Czeskie nazwy tzw. porochów (ruskie phoros – czeskie prah) Dnieprowych świadczą za daw-niejszymi związkami Kijowa z Lachami i Czechami które dla ówczesnych Kijowian były być może oczywiste. Czy Bolesław Chrobry miał poprzednika który wiek przed nim wyznaczył granice na Łabie i Soławie, Dnieprze i Dunaju jako granice swego Królestwa czyli Bolesława I Srogiego.

Bolesław Chrobry(Chrober-hrob-kurhan) swą karierę zaczął jako władca Małopolski, wygląda na to, że podobnie z nią związana jest kariera polityczna Bolesława I Srogiego, bo zagadkowa informacja o Bolesławie Chrobrym który ujarzmił potężny szczep Chorwatów i(alias) Mardów oraz Węgrów kiełznając też Sasów może tyczyć zarówno Chrobrego jak i Bolesława Srogiego, chyba, że wzmianka ta tyczy jeszcze starszego władcy o tym imieniu bo imię Bolesław znane jest też jako imię legendarnych władców słowiańskich na Bałkanach (Dukjan), czy też znane jako imię syna Lestka III, czyli imię te jako imię książąt Słowiańskich było używane już przed inwazją Chorwacką na Bałkany VI-VII wieku, tylko, że wtedy nie było Węgrów (ok. 906r. ich lokacja Panońska), ale imię Węgrów (Madziarów) nie jest ich rodzimym imieniem tak jak nazywano ich Hunami w 400 lat po upadku Hunów tak przejęli i imię Uhrusy-Ugry-Ogry (Ogry francuskie wilkołak od imienia Awarów) Ogurów to imię uWalanych – wale’cznych Wali, ogorz’ałych (spalony knot to ogarek-ugor-pole wy’palone – ugor’załe stąd ager to po łać. pole-ziemia) – uMorusanych Rusów (sadza) stąd węgier-węgiel i rosyjskie ugol znaczy węgiel a po naszemu ugol-ugor-pole spalone na węgiel-sadzę, niemieckie rus-sadza).

Stąd też nazwa Mora’wian-wołochów-mauro’walachów(pasterzy) alias morusów-rusów, sama nazwa węgier-węgiel może oznaczać pierwotnie Białych Chorwatów bo Madziarzy nazywają nas (w)Lengiel z istniejącej permutacji (W ~ U ~ Ł ~ L), uęgi-łęgi-lędy stąd słowo u’ęgiel-u’egier w’łęgi~w’ręgi, czy nazwisko w’rangiel od w’ręgiel (odmiana jak k’ręgle-k’ręgiel jeśli z tym związane angielskie wrangler to awanturnik-kłótnik lub pastuch czyli wołoch-koczownik-pasterz i sięgała by ta nazwa V wieku), langiel, dLongi(drągal), długi-wysoki, ląd-lędzianie-longiones, wiec pierwotni Węgrzy był Słowianami, nazwa węgier oznacza też w średniowiecznej Polsce handlarza-kupca więc węgier-w’ręgiel(w’ręg)-waręg(kupiec).

Wygląda też na to, że opis Króla ar-Rus z przekazu arabskiego (921r) tyczy jakiegoś poprzednika Bolesława Srogiego skoro panował on w dzielnicy Pszowian-Polaków dopiero od 922 roku z innych źródeł (Bielski) wiemy, że w 921r (daty te są logicznie zbieżne) miał umrzeć Lestek VIII (zwany też Leszkiem) więc to on by był Królem Gebalimów ~ Chorwatów ~ ar-Rusów z wyżej wzmiankowanego arabskiego opisu, (bo samo opanowanie przez Olega w 882 roku Kijowa wygląda dość mętnie i gdzie tu Kagan Rusów z 839 roku, Kijów miałby być małą mieściną kierowaną przez Askolda i Dira który być może był jedną osobą termin ‚Dir’ mógł być tytułem dir-tir-tyr od sprawowanej funkcji np. sędzia-tyran, a słowo Askold imieniem, samo imię Oleg – olgu tarkan czyli wódz), jak wyżej pisaliśmy najprawdopodobniej cały obszar Pszońska-Chorwacji i Czech zredukowano do terytorium samych Czech gdzie utrzymała się jakaś linia dynastyczna pozostałość po Kaganach Białochorwackich.

Bolesław I Srogi miał umrzeć w 971(lub 972), jest to rok śmierci Światosława 971(lub972) który został osaczony przez Pieczyngów w okolicach ujścia Dniepru gdzie zimował, kniaź Pieczyngów Kuria zrobił sobie z jego czaszki puchar, może w tym wypadku zbieżność dat tych dwóch śmierci jest przypadkowa bo Bolesław Srogi był bardzo stary 50 lat samego panowania, ale zdarzało się tak i było to zwyczajem, że kiedy ponoszono klęski militarne Kagana rytualnie duszono i obierano nowego, być może jego wódź musiał popełnić rytualne samobójstwo.

Zastanawiające jest też to, że nikt nie poszedł Światosławowi z odsieczą, mimo tego, że potencjał Rusi był znaczny podczas jego pierwszej inwazji na Bułgarię szło z nim 60 tysięczne wojsko (pod koniec operacji miał ledwo 10 tysięcy, a zimował w okolicy porochów z kilkoma tysiącami?, setkami?), może chciano się pozbyć popularnego wodza, a może na wieść o śmierci Kagana Bolesława Srogiego poszedł tam bohatersko umrz