białczyński

Święte Wzgórze Grzybowskie – Wołanie Słońca

Opublikowany w przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata przez bialczynski w dniu 16 Kwiecień 2014

Dolina Grzybowska i Święte Wzgórze Grzybowskie znajdują się opodal Skały Kmity w Zabierzowie. Dno doliny porasta “grzybowy” las a środkiem płynie strumień.  DSC00713

 

Wzgórze ma dwa wierzchołki. Te zdjęcia pochodzą z tego wyższego z widokiem na lotnisko w Balicach.(WYNIESIENIE)

DSC00715

Razem ze Skałą Kmity, Wzgórzem Zabirów, Wzgórzem Demonów, Wzgórzem Kleszczowskim, Wzgórzem i Skałą Nielepicką, Skałą Krzywy Sąd, Złotą Polaną, Wzgórzem Brzoskwińskim i Wzgórzem Burowskim oraz Wzgórzem Rząska-Balice, tworzą one osobny  Krąg Świętych Wzgórz.

DSC00718Wyniesienie – wyjątkowo ponury dzień wiosny

DSC00719Widoczne Słońce – wszystkie zdjęcia bez kompresji [powiększ]

DSC00716

Krzak na Zielone Święta – tradycje Wołynia, Sjemika i inne zielonoświątkowe pogańskie obrzędy

Opublikowany w Słowianie przez bialczynski w dniu 14 Kwiecień 2014

aktualizacja 14 04 2014 godz. 19.04

kust_zelen_A

http://kuriergalicyjski.com/index.php/reportage/2356-pogaskie-tradycje-polesia

Setki turystów odwiedza wołyńską wioskę Swarycewicze w rejonie dubrowickim woj. rówieńskiego, aby obejrzeć pogański obyczaj Prowadzenie Krzaka. Zachował się jeszcze z czasów, gdy te ziemie zamieszkiwało plemię Drewlan.
Obrządek odbywa się w święto Zesłania Ducha Świętego (Piędziesiętnicy), zwane też Trójcą lub Zielonymi Świętami. W Swarycewiczach w tym czasie wodzą „Krzak”. Takiego obrządku już nigdzie nie można zobaczyć.
– W obrządku udział biorą dziewczęta i kobiety. Wybierają pośród siebie najbardziej urodziwą dziewczynę, którą nazywają „Krzakiem”. Wyplatają jej z ziół spódniczkę, którą nakładają na krajkę, za pas wkładają gałązki z liśćmi i kwiaty – opowiadają mieszkańcy miejscowości. – Na głowę Krzaka wkładają kilka wianków z kwiatów i liści klonu. Takie przebranie rzeczywiście przypomina krzak. Tradycja powiązana jest z tym, żeby gospodarz, do którego chodzi się składać życzenia nie poznał dziewczyny.
Reszta uczestników orszaku ubiera się odświętnie, starsze kobiety przystrajają się w zielone gałązki. We wsi zbiera się kilka takich grup, każda ze swoim „Krzakiem”. Chodzą po wsi i składają życzenia sąsiadom: najpierw młode dziewczęta, później – zaręczone, a na koniec – kobiety zamężne. Chodzą od chaty do chaty i śpiewają: „…Krzak z krzakiem, a żyto z prosem, żeby wam się żytko rodziło i w komorze płodziło!”. Gospodynie wynoszą chleb, wypieki i kompot z suszu. Następnie grupa śpiewa kilka piosenek obrzędowych, częstuje się i idzie dalej.
Mieszkańcy wierzą, że im więcej „grup krzakowych” odwiedzi domostwo, tym większy dostatek będzie w obejściu. Jeżeli z jakiejś przyczyny „Krzak” ominie jakąś chatę, można uznać to za obrazę gospodarzy. Tradycja mówi: „Kogo krzak ominie – tego szczęście minie”.
Po zakończeniu wodzenia Krzaka grupy schodzą się na łące nad rzeką i śpiewają: „Wodziliśmy Krzaka od chaty do chaty, żeby ludzie byli szczęśliwi i bogaci!”. Na koniec obrzędu z Krzaka należy zdjąć dekorację kwietną ze słowami: „To na urodzaj i dobrobyt!”.
Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 12 (184) 28 czerwca – 15 lipca 2013

 

 559px-Lubok_zodiac«Круглы год». Лубок. Канец XVII – пачатак XVIII ст.

Gaik-Maik, czyli Zielone Świątki – ogólnie

Powinny być obchodzone z końcem kwietnia 20- 26 kwietnia, jako Święta Drzew oraz Święto Pasowania dla Chłopców i Dziewcząt (Drugi Obrządek Przejścia po Postrzyżynach – awans dla Wyrostków  do Gromady Młodych Wilków, Rysiów, Lisów także Święto Pasterskie, a dla młodych dziewczyn do Gromady Kukułek, Przepiórek lub Bocianiej)

Ludowe obyczaje związane z Zielonymi Świątkami mają swe źródła w obrzędowości pogańskiej. Wpisane są w rytm przyrody, oczekiwanie nadejścia lata. Ich archetypem są magiczne praktyki, które miały oczyścić ziemię z bogunów i boginek wodnych (Wodowie) oraz mnożnych (Sporowie-Spasowie), odpowiedzialnych wiosną za rozwinięcie procesu wegetacji Przyrody-Rodżany i nawodnienie ziaren rozródczych, zarodków Roda i Sporu (Sporysz-Spas Złotowąs/Zlat Us) i Zalęgu (Złota Baba – Śrecza/Średcza) ukrytych w Matce Ziemi. Działania te miały sprawić by ziarna przestały sie mnożyć a zaczęły rosnąć w masę i dojrzewać, czyli miały na celu zapewnić obfite plony. Palono ognie, gdyż jak wiadomo to Słońce-Swarożyc i Ogień – Swarog oraz Swara-Żara (Pani Gorejąca) odpowiadają za ogrzanie Matki Ziemi. Domy przyozdabiano zielonymi gałązkami, tatarakiem, kwiatami. Przystrajanie domostw zielonymi gałęziami symbolizuje Pełnię Wiosny, okres w którym cała ziemia i wszystkie Bory są już pięknie okryte liśćmi, a Łąki kwiatami. Wzrost Zróstów (Roślin) jest zakończony i powinny one przejść ku dojrzewaniu, skupione na rozwoju wydanych i zawiązanych już owoców. W każdym obejściu gospodarskim na Słowiańszczyźnie rosła dawniej Brzoza – Drzewo Bogini Czsnoty i Prowego, która to para symbolizuje Prawa Ziemskie, Zasady i Cnoty Ludzkie, a w tym wypadku także Prawa Przyrody i Prawa Kirów – Zasady Rozwoju. W późniejszym okresie deformacji chrześcijańskiej tego święta niektórzy chłopi  wycinali młode brzózki i stawiali je w obejściu. Na przykład w ludowej tradycji ziemi dobrzyńskiej zachowały się do dzisiaj zwyczaje związane z kultem drzew i zielonych gałęzi.W tradycji Polesia zachowało się Święto Krzak, na Mazowszu, Mazurach i Litwie obrzędy powiązano ze Świętem Bociana: Błoweszem i  Busiołem.

Bydło okadzano dymem ze spalonych święconych ziół, przystrajano wieńcami i kwiatami, a po grzbietach i bokach toczono jajka. W okresie późniejszym zasiane pola obchodziły pochody wiosenne, niesiono chorągwie i obrazy oraz palwany Bóstw Kiru – Młode Latko (Ruja-Rujewit, bóstwo symbolizowane przez podwójne męsko-żeńskie dwustronne kukły w białych szatach), śpiewano przy tym pieśni związane z urodzajem oraz zatykano Gaiki, i sześcioramienne, równe pogańskie krzyże, ze wstęgami i kwiatami, we wschodzących uprawach. Wybierano też spośród młodych Gaję i Gajka, lub Raję i Rajka, lub Maję i Majka – Królową i Króla Lata.

W zależności od regionu nazywane były dawniej również Sobótkami (południowa Polska) lub Palinockami (Podlasie), co jest konsekwencją tego, że w okresie chrystianizacji próbowano przenieść obchody Nocy Kupalnej na okres majowych Zielonych Świątek (a dopiero później na termin pierwotnie bliższy temu pogańskiemu świętu, na specjalnie w tym celu ustanowioną wigilię św. Jana).

Zielone Świątki szczególnie były popularne wśród pasterzy, którzy ucztowali i tańczyli przy ogniu. Zwyczaj ten do dzisiaj jest popularny wśród górali zagórzańskich i Podhalan, w sobótkową noc na wielu wzgórzach palą się widoczne z daleka ogniska, od których odpala się tzw. fakły (lub kozubki) – szczególny rodzaj pochodni, robionej z kory młodego świerka (w gwarze podhalańskiej smreka/smereka). Robi się z niej swego rodzaju sakwę na długim kiju, do której wkłada się żywicę. Z fakłami robi się pochody między poszczególnymi watrami (tj. ogniskami), a także obchodzi pola, szczególnie te zasiane, w celu odpędzenia złych duchów od zagonów i pól .

Tradycja Zielonych Świątek przetrwała wszędzie na Słowiańszczyźnie, także w Niemczech na Łużycach i w Saksonii (Pfingstbaumpflanzen) oraz na Białorusi, Ukrainie i w Rosji.

kozubki

Fakła lub Kozubek na Podhalu

Fakłą lub kozubkami na Podhalu zwą żywiczną pochodnię zapalaną podczas Zielonych Świąt. Robiono ją z płatów kory smrekowej zszytej włóknem w formie długiej sakwy. Do środka wrzucano żywicę, sakwę przytwierdzano na długim kiju, by po zapaleniu jej nie poparzyć się i nie zabrudzić odzienia. Była to specjalność podrostków, wielka ich uciecha i duma. Całe szeregi młodzieży z tykwami – fakłami szły w góry do miejsc, gdzie rozpalano zielonoświąteczne watry. Tam właśnie przy ognisku zapalano fakły i później długim wężem rozbawiona młodzież szła górskimi ścieżkami do następnej watry i tak prawie całą noc. Piękny był widok takich ognistych serpentyn, pnących się nocą to w górę, to w dół po uboczach górskich i dolinach. Fakły, płonące pochodnie, wici wzywające do zachowania dawnych tradycji rozpoczynały okres Zielonych Świąt, starożytnego święta miłości w Beskidach.

SW palma2

Gaik-Maik, Święto Bogów Kiru (czyli Stron i Pór), Palmy-Gaje Zielonoświątkowe w Lipnicy Murowanej

 

Przejeżdżałem wczoraj przez Lipnicę i wpadłem w samo oko cyklonu – 10-cio metrowe Gaiki-Maiki ustawiono na małym ryneczku, a wokół toczył się pogański jarmark na niespotykaną skalę. Jechaliśmy okrągłą godzinę odcinek 1 kilometra. Palmy miały po dziesięć i więcej metrów.

 

 

Nie sposób w jednym małym artykuliku opisać tego co wiąże się z Zielonymi Świętami odsyłam więc także do artykułów poświęconych Świętom Bocianim i Wielkanocy.

 SW palmy z5042246X

SW palmy a35be829000bf7c947d7b866

palmy wilen 27694515546ae3a43

palma wilen 1

W Rosji

Зелёные Святки[1] — славянский народный праздничный комплекс весенне-летнего календарного периода, называемый также по главному дню — Семиком, и распространённый у восточных славян повсеместно. У русских Зелёными святками называлась неделя, предшествующая празднику Троицы[2], у украинцев — период с четверга (в иных местах со вторника[3]) седьмой недели после Пасхи по вторник восьмой недели после Пасхи[4] (в иных местах по Троицын день[5]). Праздник знаменует окончание весны и начало лета.

 

800px-Semik_crop«Семик». Лубок. XIX век.

Другие названия

Праздничный комплекс: Зелёные Святки[6], Троицкие святки[7], Русалочья неделя[8], Русальная неделя[9], Русалии, Великая неделя[10], Клечальная, Задушные поминки, Кукушки, Завивание венков[1], польск. Stado[11], чеш. Králový týždeň[12].

Главный день: Семи́к, Велик четверг[13], Великоденный четверг[13], Тюльпа[14], белор. Сёмуха, Русалчин Велик день (новг.), Мавский Велик день (новг.), Троица умерших (южно-рус., полес.)[15], Навская Троица (южно-рус., полес.)[15], Рипей (азов.).

Символика праздника

Сёмицкая неделя бывает на седьмой неделе после Пасхи и получила такое народное название от Семика. Эта неделя в старину известна была под именем Русальной. Малоруссы называют ее зелёною, клечальною, а последние три дня зелёными святками. Около Стародуба её величают Греною, где и семицкие песни называются Гренухами. Дни семицкой недели наш народ называет особенными именами: вторник: задушными поминками, четверг: семиком, субботу: клечальным днём, семицкие ночи называются: воробьиными. Литовцы и поляки называют нашу Семицкую неделю зеленою неделею, чехи и словаки — Русальною, карпато-руссы — Русалье.

Сахаров И. П., Сказания русского народа

Семик, как и Троица считался девичьим праздником. Девочек-подростков принимали в компанию девушек и они могли «невеститься», гадать о суженом и принимать участие в осенне-зимних посиделках (см. Кумление). Также и в природе Мать — Сыра Земля готовилась к плодоношению — на пролетье колосились рожь и овёс:

— «Семик, Семик, Троица,
Пресвятая мать Купальница,
Ты на чём приехала?»
— «На овсяном зерночке,
На оржаном колосе!»

Как и перед другими большими праздниками, перед Семиком (Троицей) поминали умерших: сначала заложных, затем родителей.

В католической традиции, Зелёные святки завершались на Троицу объездами по селу верхом на лошадях, играми в «Краля» и «Кралицу» (см. Королевские обряды)[15].

Русалии

Русалии, русальные дни — праздник в память умерших у древних славян[16], поминальные дни[17], поминальный обряд[18].

Первое упоминание о русалиях содержится в Лаврентьевской летописи (под 1068 г.). В ней осуждается языческий обычай призывать «дьявола» для предотвращения засухи: «Дьявол льстить, превабляя ни от Бога трубами и скоморохы, гусльми и русальи». В более поздних памятниках Русалии характеризуются как «бесовские игрища» и «потехи с плясанием», песнями, с ряжением в маски животных и т. п.

Праздник Русалий, будучи чисто языческим по содержанию, носит христианское название, или, по крайней мере, отпечаток греко-римского влияния. Праздник Русалий отмечался не только восточными славянами, но и южными — в Сербии и Болгарии, и само название Русалии появилось именно на Балканах. Считается, что слово Русалия (ст.-слав. рѹсалиѩ, др.-серб. и др.-рус. русаліа, болг. русалия, сербохорв. русаље) образовано путём заимствования из лат. rosālia — «Розалии, праздник роз» — языческого праздника древних римлян, обряда поминовения предков[19][20]. Слово русалка произошло от названия праздника[19]. В то же время Т. Д. Златковская ставит под сомнение возможность заимствования древнеримской обрядности восточными славянами[21].

На Семик или в Троицын день (в иных местах с Вознесенья) русалки выходят из воды и пребывают на земле[22]. Считалось, что на Семик, то есть в мае-июне, когда становится тепло, русалки появляются на берегах рек и озёр, в лесах и рощах и качаются на ветвях деревьев (ср. у Пушкина: «Русалка на ветвях сидит»). В течение всего периода русалки находятся в непосредственной близости от человека, так что даже могут вступать с ним в контакт. С Семика действовали многочисленные запреты и обычаи, например, повсеместным был запрет на большие работы, нельзя было ходить в лес поодиночке, водить туда скот, полоскать бельё и заниматься шитьём. Один из древних обычаев, связанных с этим праздником, — это запрет на купание в реке, особенно в полдень и в полночь. Существовало поверье, что русалки утаскивают утопленников к себе. В Русальную неделю следовало задабривать русалок — тогда можно было рассчитывать на их помощь.

Русалии на Руси отмечались в канун Рождества Христова[23] и Богоявления[24] (зимние Русалии), на неделе после Троицы[24] (Русальная неделя) или в летний Иванов день (Иван Купала[23]). Словом русалия/русалии в древнерусских источниках называли праздник Пятидесятницы либо неделю до или после Троицы.

Во время Русалий песни и гуляния затягивались далеко заполночь. Церковь к подобным праздникам относилась крайне отрицательно: к примеру, Стоглавый собор 1551 года резко осуждал подобные гуляния:

Русальи о Иванове дни и в навечерии Рождества Христова и Крещения сходятся мужи и жены и девицы на нощное плещевание, и на безчинный говор, и на бесовские песни, и на плясание, и на скакание, и на богомерзкие дела. И бывает отроком осквернение и девам растление. И егда мимо нощь ходит, тогда отходят к реце с великим кричанием, аки беси, и умываются водою. И егда начнут заутреню звонити, тогда отходят в домы своя и падают, аки мертвии, от великого клопотания.[25]

Семик

Семи́к (Русалчин Велик день, Троица умерших) — седьмой четверг или седьмое воскресенье после Пасхи, откуда и название. Во многих местах с этого дня в сёлах ставили берёзки («Троицкое дерево»), а девушки «кумились». Открывает обрядовый комплекс троицко-семицкого празднества. В течение столетий древние обряды Семика постепенно переносились на Троицу. В одних местах этот процесс к XIX в. полностью завершился: Троица (Троицкая суббота и воскресенье) впитала в себя всю обрядность Семика. В других — обрядовые действия раскладывались на Семик и Троицу. В Белоруссии (белор. Сёмуха) и на юге России Семик отмечали в воскресенье, считая название «Троица» церковным.

Отличительной чертой Семика являлось поминовение «заложных» покойников, то есть погибших не своей смертью («кто не изжил своего века»). Поминки проводились обычно в четверг Семицкой недели, в некоторых местах — во вторник («Задушные поминки»[3]). Считалось, что души заложных покойников возвращаются в мир живых и продолжают свое существование на земле в качестве мифологических существ. Их запрещалось отпевать в церкви, и поминались они отдельно. По народным представлениям, умерших плохой смертью не принимает земля, поэтому они остаются неупокоенными и могут досаждать живым, зачастую находятся в услужении у нечистой силы, а иногда вообще обладают демоническими свойствами. Поминать заложных покойников разрешалось только в Семик, поэтому этот день считался «отрадой» для их душ. В городской традиции до конца XVIII века в Семик хоронили скопившихся за зиму в «скудельницах» заложных покойников, которых запрещали хоронить в другое время. Поминки в Семик проводились дома, на кладбищах, в часовнях, на местах сражений и массовых захоронений. Обязательной была поминальная трапеза с обрядовой пищей (блины, пироги, кисель и т. д.) и пивом (позже — вином и водкой). Поминовение нередко принимало разгульный характер, сопровождалось весёлыми гуляниями и даже кулачными боями. Таким образом, поминовению заложных покойников уделялось очень большое внимание. Связано это с тем, что они, при отсутствии должного почтения, вполне могли наслать засуху или неурожай, тревожить своими посещениями или открыто вредить людям[26].

До сих пор в селе Юрла Пермского края в этот праздник все жители, в подавляющем большинстве русские, идут на могильник и поминают своих усопших. Они настилают на могилы скатерти и накрывают их. Затем они окуривают могилу зажжённой свечой или лампой с ладаном и после этого принимаются за трапезу, которая начинается с варёных куриных яиц.

На сегодняшний день практически повсеместно поминальная обрядность с собственно Семика перешла[источник не указан 290 дней] на Троицкую родительскую субботу.

Семик у неславянских народов

Помимо русских, Семик отмечался и другими православными народами Русской равнины. Коми-пермяки в этот день ходят на кладбища, чтобы помянуть своих умерших. Поминают чаще всего рыбным пирогом (чери нянь), пекут и другие пироги, например, шаньги из крупы (шыгдöса пирöг).[27]

Подобные обычаи встречаются и у других финно-угорских народов России, в том числе у мордвы, марийцев (Семык) и удмуртов, а также чувашей (Симек). В отличие от русских у них, как и у коми-пермяков, праздник носит преимущественно и почти исключительно поминальный характер.

Обряды с берёзой

800px-Кумление

Кумление на Семик-Троицу. XIX в.

На Семик девушки шли в лес «завивать берёзу»[28] (ср. песню «Во поле берёза стояла»). Выбрав деревья, девушки завивали их — связывали верхушки двух молодых берёзок, пригибая их к земле[29]. Из веток заплетали венки[30]. При этом пели песни, водили хороводы, а под берёзками ели принесённую с собой еду (при этом обязательно должна была быть яичница). При завивании венков девушки кумились, то есть совершали обряд кумления[31]: на связанные в виде круга ветви берёз вешали крестик, девушки попарно целовались через этот венок, менялись какими-нибудь вещами (кольцами, платками) и после этого называли друг друга кумой (посестримство). Специалисты объясняют этот обычай как пережиток древнейших обрядов, отмечавших половую зрелость девушек и принятие их в особую половозрастную группу.

Когда заканчивались чисто девичьи обряды, к участницам гуляний присоединялись парни с угощением и выпивкой.

Песня-величание семицкой берёзки

Берёзонька белая,
Берёзонька кудрявая
На чём приехала?
На ковре, на золоте,
На атласе, на бархате.
У кого же ты гостила?
У отца, у матери,
У роду, у племени,
У красных девушек.
Хотят берёзоньку срубить,
И её в речке утопить.

По книге «Обрядовая поэзия»[32]

Завиванием и кумлением обряды с берёзой не ограничивались. Берёза — это вообще центральный объект в Семик и Троицу, ей посвящено множество обрядов. Берёзу выбирали в лесу, завивали, вырубали и украшали, носили по деревне, вокруг полей, водили вокруг неё хороводы, устраивали рядом с берёзой гуляния. В Троицу берёзовыми ветвями украшали церкви, избы и даже улицы. После праздников берёзу разрывали и разбрасывали ветки по полю, или кидали в реку[28].

По мнению В. Я. Проппа, причина такого повышенного внимания именно к берёзе заключается в том, что молодую берёзу считали средоточием магической плодородной энергии. Эта энергия важна и полям, которые жизненно нуждаются в плодородии, и людям и скоту, которым необходима энергия плодовитости. Поэтому и поля, и людей старались приобщить к этой живительной энергии берёзы[28][33]. Кроме того, берёзу в её ритуальной роли можно сравнить с «майским деревом» западноевропейских народов. Как считает Д. К. Зеленин, оба этих явления своими корнями восходят к древним тотемическим представлениям[34].

На юге России, где берёза была редкостью, основным обрядовым деревом часто выступал клён, из-за чего дни называли «клечальной субботой» и «клечальным понедельником». Клечальный — от названия листьев клёна, которыми украшали дома и дворы.

Семицкая песня из Владимирской губернии

Семик честной, Семик ладужный,
Послал за винцом, на нем семь одеж,
Все шелковые, полушелковые,
Семику да Семичихе — яичко!
Семик баню продает,
Семичиха не дает;
Стряпала, стряпала
В тесто ложки прятала!

По книге В. К. Соколовой [35]

См. также

  • Троицын день
  • Троица (Сёмуха) в Белоруссии
  • Троицкая суббота
  • Русальная неделя
  • Вятская свистунья
  • Кумление
  • Русалка
  • Заложные покойники
  • Семык
  • Зелёный Юрий

Białoruska Sjemucha – Święto Brzozy

Сёмуха (таксма Сёдмуха, Сёмка Троіца, Зелянец, Зялёныя святкі) — злучальнае звяно паміж прыроднымі сезонамі, гаспадарчымі цыкламі, станамі і формамі грамадскіх стасункаў і дачыненняў. Вытокі Сёмухі ўзыходзяць храналагічна да пачатковых перыядаў складвання рода-племянной арганізацыі грамадства.

brzozaax7

Асаблівасці

Узнікненне і фармаванне звязана з такой важнай і вызначальнай асаблівасцю беларускага народнага і кожнага іншага традыцыйнага календара, як наяўнасць у яго будове злучальных элементаў у выглядзе тых ці іншых святаў, іншых адметных каляндарных перыядаў. У беларускім традыцыйным календары разам з Сёмухай такімі спалучальнымі пунктамі выступаюць Масленка, Спасаўскія святы і Піліпаўка. Разам з назвай, якая ў недалёкім мінулым была вельмі пашыранай практычна па ўсёй тэрыторыі Беларусі, цяпер шырока бытуе найменне «Тройца». Царкоўная назва свята — Пяцідзесятніца. Хрысціянскай царквой Пяцідзесятніца вытлумачваецца як свята сашэсця Святога Духа на апосталаў, належыць да ліку двунадзесятых святаў і адзначаецца на пяцідзесяты дзень пасля Вялікадня. У культавую практыку праваслаўнай царквы свята Тройцы ўведзенае ў XIV ст.

Сёмуха належыць да ліку святаў, якія не маюць выразна акрэсленай даты і адзначаюцца ў залежнасці ад Вялікадня. Ёсць шэраг фактаў, якія дазваляюць выказаць сцверджанне, што і ў часы паганства яно было таксама рухомым, залежала ад прыродных зрухаў, у першую чаргу ад часу з’яўлення лісця на дрэвах, якія ўсведамляліся як культавыя. На Беларусі такімі былі дуб (сімвал мужчынскага пачатку), клён, ясень (якія таксама ў залежнасці ад мясцовых культурных і прыродных умоў разглядаліся як дрэвы мужчынскага кшталту), бяроза (сімвал і тыповае ўвасабленне жаночага пачатку), ліпа, рабіна і іншыя «жаночыя» дрэвы. Апрыёры можна сцвярджаць, што ў часы паганства свята Сёмуха не магло адзначацца раней, чым распусцяцца асноўныя культавыя дрэвы, бо “веснавыя песні не спяваюць на «голы лес», чакаюць, калі ён пакрыецца лісцем або калі першы раз закуе зязюля. Каляндарны рух часу святкавання Сёмухі, як можна меркаваць, укладваўся ў двухтыднёвы прамежак (для параўнання адзначым, што царкоўная Тройца магла святкавацца ў прамежку з 10 [23] мая па 13 [26] чэрвеня).

Шэраг фактаў дазваляе сцвярджаць, што ў дахрысціянскія часы і, магчыма, у раннім хрысціянстве Сёмуха і звязаны з ёю цыкл святаў працягваліся да Пятра, прынамсі Купалле ўваходзіла ў дадзеную святочную парадыгму («на Купалу вечарам заканчваецца спяванне веснавых песняў»).

Сёмушныя святы непарыўна знітаваныя з Вялікаднем, Юр’ем і ў залежнасці ад мясцовых культурных прыярытэтаў Міколам (якія выступаюць як сімвалы і ўвасабленне мужчынскага пачатку), Купаллем, Пятром (якія давалі магчымасць меркаваць пра плён і канкрэтныя вынікі працоўных намаганняў). Сёмушныя святы ахопліваюць каляндарны перыяд, які ў народзе мае вельмі ёмістую назву — пралецце («Чэрвень — пралецця скон, а лета ў гон»).

11 brzoza IMG_9925

Жаночае свята

Факты сведчаць, што Сёмушны цыкл з’яўляецца выключна жаночым, галоўнае месца і найважнейшыя ролі ў якіх належаць дзяўчатам шлюбнага (плоднага) узросту і маладым жанчынам, якія ўжо нарадзілі і маглі яшчэ працягваць жыццё роду. Невыпадковая прымеркаванасць Сёмухі як тыпова жаночага свята да перадкупальскага часу тлумачыцца важнасцю і складанасцю шматаспектных стасункаў земляроба з прыродай менавіта ў гэты перыяд. Кумаванне, віццё вянкоў, варажба шлюбнай накіраванасці, звычай месці магілы бярозавымі венікамі, упрыгожванне хаты, гаспадарчых пабудоў зелянінай, праводзіны русалак (як правіла, у жыта) — усё гэта мела сваёй мэтай паўплываць на плодныя сілы зямлі. I кумленне тут выступае своеасаблівым парогам, перайшоўшы які дзяўчына пераходзіла ў шлюбны статус. Зафіксаваная збіральнікамі ў XIX ст. форма кумлення дзяўчат як сведчанне сяброўства «на год» асоб прыблізна аднолькавага ўзросту ў далёкай старажытнасці, трэба меркаваць, мела выгляд яднання (кумлення) жанчыны рэпрадуктыўнага ўзросту і дзяўчыны шлюбнага статуса. Звычай жа месці магілы бярозавымі венікамі трэба разглядаць як своеасаблівую форму просьбы аб дапамозе-апякунстве, аб спрыянні продкаў свайму роду. Дадзены звычай мае самыя шчыльныя сувязі з уяўленнем старажытных беларусаў, што вясной разам з ажываннем прыроды ажываюць і «душы мёртвых», г. зн. душы продкаў, якія выходзяць на белы свет. I звычай абмятання магіл бярозавымі венікамі тут выступае як своеасаблівы, а галоўнае своечасовы кантакт-паведамленне, папярэджанне, што вясна ўжо прыйшла. Бярозавы венік у такім разе пры ўсіх іншых значэннях меў і выконваў функцыю камунікацыйнага канала, быў правадніком «жывой» энергіі, закліканай паспрыяць, дапамагчы хутчэйшаму абуджэнню продкаў. Звычай упрыгожваць жытло i гаспадарчыя пабудовы, культавыя збудаванні зелянінай найперш сведчыць пра тое, што Сёмушныя святы ў дахрысціянскія i, верагодна, першыя хрысціянскія стагоддзі святкаваліся ўсім родам-племем на адкрытай прасторы — у культавых гаях, у месцах, дзе раслі культавыя дрэвы. Галінкі зеляніны казалі пра тое, што супольнікі далучыліся да сакральных вытокаў, што яны ушанавалі сакральныя сілы, абнавілі i пацвердзілі сваю далучанасць да ix, што аддаюць caмix сябе ва ўладу гэтых сакральных сіл.

Праводзіны русалак

Праводзіны русалак праз бор, дуброву (сімвалы i ўвасабленне мужчынскага пачатку) у жыта таксама мелі за мэту спрыяць ураджаю. Паводле народнага ўяўлення, русалкі ў Сёмушныя святы (паводле некаторых звестак — на Ушэснік) выходзяць з вады i да восені пасяляюцца на зямлі. I як толькі яны высахнуць, то адразу i гінуць. Вада — неабходная ўмова працягу ix жыцця. Існавала павер’е, што яны могуць выклікаць такі жаданы i патрэбны ў пару каласавання дождж, таму i праводзілі ix у жыта.

Траецкія дзяды і бабы

Перад Тройцай, або Сёмухай, у многіх мясцінах Бeлapyci ладзіліся Траецкія дзяды i бабы. Пакланенне продкам не адрознівалася ад падобнага ў іншыя адпаведныя даты па характары урачыстасці, колькасці i складу ўдзельнікаў, колькасці страў, але вылучалася сваёй функцыянальнай, сутнаснай накіраванасцю. Kaлi аснову восеньскix, Пакроўскіх, дзядоў складае падзяка за здабыты плён працоўных шчыраванняў, у тым ліку шлюб i спадзяванні на яго, то Траецкія напоўнены просьбамі, вераю, чаканнямі на належны водгук-аддзяку пакладзеных сіл у бягучым гаспадарчым годзе. Такія ж асаблівасці ўласцівыя і Траецкім бабам, якія папярэднічаюць дзядам i адзначаюцца ў пятніцу — посны дзень, а таму ёсе стравы на стале былі посныя, асноўнай з якіх была аўсяная мілта.

Іншыя абрады

Абавязковымі i вызначальнымі acaблiвacцямi Сёмухі з’яўляюцца карагоды, пляценне вянкоў, якія часта выкарыстоўваліся ў якасці мантычнага сродку ў мэтах прадбачання будучыні на працягу бягучага сямейна-гаспадарчага года. У некаторых мясцінах да Сёмухі дапасоўваліся «пiвa», «фэсты».

У залежнасці ад мясцовых традыцый Сёмуха, або Тройца, адзначалася адзін, тры дні, тыдзень, заканчвалася ж Русальным, або Граным, тыднем. Гэты тыдзень, паводле мясцовых традыцый, пачынаўся пасля Сёмухі або праз тыдзень пасля яе. Як правіла, на працягу Гранога, або Русальнага, тыдня забаранялася выконваць тую ж, што i на Каляды, работу. У канкрэтных мясцовасцях гэтая забарона распаўсюджвалася цалкам на тыдзень, а ў некаторых — на частку яго або пэўныя дні.

  • Беларуская міфалогія: Энцыклапедычны слоўн. — 2-ое выд., дап. — Мн.: Беларусь, 2006. — 599 с. — С. 464—466.

 

Slow góra Krim barje brzozy

 

Zielone Świątki, dawne Stado…

Ratomir Wilkowski
Data dodania: 2011-10-06 14:07
Zielone Świątki to polska nazwa ludowa święta majowego, pierwotnie związanego z przedchrześcijańskimi obchodami święta wiosny (z siłą drzew, zielonych gałęzi i wszelkiej płodności).

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zielone_swiatki_dawne_stado_139504.html

Żydowski Szawuot

Szawuot (hebr. שבועות) – żydowskie Święto Tygodni, zwane też Świętem Żniw, Pięćdziesiątnicą lub Zielonymi Świątkami, obchodzone 6 dnia miesiąca siwan – w diasporze także przez dzień następny. Upamiętnia ono nadanie Tory Mojżeszowi na górze Synaj i wypada w siedem tygodni po Święcie Paschy[1] (stąd zwane jest Pięćdziesiątnicą). Święto to wiąże się ponadto ze starożytnymi obyczajami rolniczymi. Podczas święta synagogi są przystrojone na zielono. Tradycyjne pokarmy świąteczne to: dania z sera i mleka oraz specjalne bochenki z nowego zboża.

 

Dolina Mnikowska i Wzgórze Mnikowskie

Opublikowany w Starosłowiańska Świątynia Światła Świata przez bialczynski w dniu 12 Kwiecień 2014

DSC00754-

DSC00755-

DSC00756-

DSC00757-

DSC00758

-

DSC00761

-

DSC00759-

DSC00763-

 

DSC00765Wzgórze

DSC00766-

DSC00767-

DSC00769-

DSC00771-

DSC00770-DSC00774Ściemnienie

DSC00772-

DSC00764Wyniesienie

DSC00775Święte Źródło

 

 

 

Hryhorij Sawycz Skoworoda (1722 – 1794) – Strażnik Wiary Słowian (III SSŚŚŚ Lwów)

Opublikowany w nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 10 Kwiecień 2014

Григорий_СковородаHryhorij Sawycz Skoworoda (ukr. Григорій Савич Сковорода), Grigorij Sawwicz Skoworoda, ros. Григорий Саввич Сковорода; ur. 3 grudnia (22 listopada s.s.) 1722 w Czornuchach, zm. 9 listopada (29 października s.s.) 1794 w miejscowości Iwaniwka, dziś Skoworodyniwka) – ukraiński[1][2][3][4] poeta, filozof i kompozytor, który żył w Imperium Rosyjskim i wniósł istotny wkład do ukraińskiej i rosyjskiej filozofii i kultury[5].

Życie

Skoworoda urodził się w 1722 w rodzinie kozackiej w Czornuchach pod Łubniami na Ukrainie Lewobrzeżnej, wówczas w Imperium Rosyjskim. Studiował na Akademii Kijowsko-Mohylańskiej łacinę, grekę, hebrajski, niemiecki, teologię, poetykę, matematykę, nauki przyrodnicze i historię w latach (1734-1741, 1744-1745, 1751-1753), ale nie ukończył pełnego programu studiów. Przez pewien czas nauczyciel domowy w majątkach ziemian ruskich. Od 1745 do 1750 przebywał na Węgrzech. Wędrował po Ukrainie w zwykłym stroju, z hebrajską Biblią, fletem i kilkoma zeszytami własnych utworów, bajek i pieśni, opowiadając i śpiewając je po wsiach i miastach na przycerkiewnych placach lub jarmarkach. Możliwe, że podróżował także do innych części Europy. W latach 1750-1751 nauczał poetyki w Perejasławiu. Od 1759 do 1769, z przerwami, wykładał na uniwersytecie w Charkowie filozofię moralną. Z obu uczelni został zwolniony z powodu swoich wolnomyślicielskich poglądów. W ostatnich latach swojego życia podróżował pieszo po Ukrainie, zatrzymując u swoich przyjaciół.

Legenda mówi, że trzy dni przed śmiercią Skoworoda udał się do jednego ze swoich najbliższych przyjaciół i powiedział, że chce u niego zostać już na stałe. Codziennie rano opuszczał dom z łopatą pod pachą. Okazało się, że kopał sobie grób. Trzeciego dnia, zjadł obiad, wstał i powiedział: “nadszedł mój czas”. Poszedł do drugiego pokoju, położył się i umarł. Na jego nagrobku znajduje się napis, który kazał wyryć: Мир ловил меня, но не поймал, co można przetłumaczyć: „Świat próbował mnie dopaść, ale mu się nie udało” lub Świat łowił mnie, ale nie pojmał. Zmarł 9 listopada 1794 roku. Grób znajduje się we wsi Skoworodyniwka (rejon Iwaniwka).

Filozofia

Skoworoda interpretował i dobrze znał dzieła filozofów antycznych oraz ulegał wpływom filozofii nowożytnej – Erazma z Rotterdamu oraz współczesnych mu encyklopedystów francuskich. Filozofia Skoworody związana jest organicznie z hermeneutyką Pisma Świętego. Głosił pogląd o trójwarstwowej istocie świata: makrokosmos, mikrokosmos, świat symboli – Biblia. Makrokosmos to przyroda, świat obiektywny, materialny. Mikrokosmos to świat wewnętrzny, istota człowieka, świat idealny. Świat symboli reprezentowany jest przez Biblię, treści symboliczne. Człowiek może odróżnić mikrokosmos od makrokosmosu przez Biblię, która jest kluczem do poznania świata. Te trzy czynniki przedstawiają ideę tego świata i oddziałują wzajemnie na siebie. W centrum systemu filozoficznego Skoworody znajdują się dwa symbole: ziarno i koło. Ziarno odzwierciedla wieczność materii, koło natomiast zmieniającą się przyrodę, która żyje i rozwija się, tworząc zamknięty krąg. Skoworoda głosi równość wszystkich wiernych w obrębie religii oraz pochwałę pracy: „każda praca jest błogosławiona przez Boga”, a grzechem podział miejsc wokół Niego. Zgodnie z naukami Skoworody jedynym najważniejszym i tak naprawdę jedynym zadaniem filozofii jest szukanie prawdy i chęć jej poznania. Szczęście człowieka polegać ma właśnie na tym, żeby, mimo trudności, doszukiwać się w życiu prawdy. Może dążyć do tego różnymi drogami, dlatego wrogość w stosunku do tych, którzy wyznają inne prawdy, nie znajduje uzasadnienia. Dlatego nietolerancja religijna nie znajduje usprawiedliwienia, bo wieczna prawda przejawia się na tym świecie w różnych formach. Według Skoworody warte pochwał są życie w harmonii z samym sobą i autentyczność. Człowiek powinien znaleźć odpowiednią pracę, która musi być jego przeznaczeniem. Pracę, która umożliwi przebywanie w harmonii ze sobą, czyli doprowadzi nas do szczęścia. Skoworoda żył zgodnie z głoszonymi ideami – minimalizował zbytki, zajmował się kształceniem swojego umysłu. Skoworoda wykształcić własny [system filozoficzny] nie akceptowany przez kanoniczne moskiewskie prawosławie – cerkiew traktowała go jak odszczepieńca i heretyka. Było to połączenie idealizmu z panteizmem („Bóg jest przyrodą”). Skoworoda nie uznawał żadnej innej władzy oprócz własnego sumienia.

Utwory

Fragment tablicy pamiątkowej w Bratysławie

W trakcie wędrówek powstały najważniejsze dzieła: traktaty filozoficzne – Dialog czyli rozmowa o starożytnym świecie (Діалог, или Розглагол о двернем міре), Rozmowa pięciu podróżnych o prawdziwym szczęściu w życiu (Rozhowor piati putnikow o istinnom szczasti w żyzni), Narcyz, czyli rozmowa na temat: poznaj siebie samego (Наркісс. Розговор о том: Узнай себя); cykl bajek prozą – pt. Bajki charkowskie (Басні харковскія); przypowieści – Wdzięczny Herod (Благодарний Еродій), Ubogi skowronek (Вбогий жайворонок), zbiór wierszy zawierający liryki, ody, pieśni historyczne i okolicznościowe wiersze patriotyczne – Ogród pieśni nabożnych (Сад БожественньІ песней), tj. cykl trzydziestu utworów poetyckich, które powstały na przestrzeni trzydziestu lat (1753-1783). Wśród wierszy znaleźć można jedne o łacińskim tytule De libertate (O wolnoścі) – zawarta w nim wzmianka o Bohdanie Chmielnickim nie zostawia cienia wątpliwości, o jakiej wolności mowa. W czasach zlikwidowania Siczy Zaporoskiej, zakazu używania nazwy „Sicz” i „Kozacy Zaporoscy” wiersz zawierał pochwalne wezwanie: sławny bądź na wieki na cześć hetmana wojsk kozackich i był świadectwem odwagi i wewnętrznej wolności Skoworody. Autor prozatorskich i poetyckich utworów łaciną, tłumacz dzieł filozofów rzymskich (np. dialog Cycerona O starości, traktat Plutarcha O spokoju serca). Ulubiony przez siebie gatunek bajki Skoworoda zaliczał do utworów filozoficznych i uważał, że od czasów antyku jest ona najbardziej trafnym nośnikiem prawdy. Cenił w bajkach treść filozoficzną, dydaktyczną, artyzm literacki – uważał, że właśnie takie połączenie tworzy znakomitą bajkę. Fabuła części bajek jest wzorowana na bajkach antycznych. Басні харковскія (Bajki charkowskie) pochodzą z lat 60. XVIII w.

Wiodące wątki: treści filozoficzne, refleksje o istocie człowieka, o harmonii wewnętrznej, poznaniu siebie, refleksje nad światem przyrody jako ucieleśnieniem Boga – wizerunku absolutnej doskonałości. Wątek satyryczny – demaskuje zło społeczne, niesprawiedliwość, intrygi, pomówienia. Otwarcie szydzi z możnych tego świata i przeciwstawia im prostego człowieka moralnego. Wątek duchowy – rozważania o istocie Boga, odwołujące się do tradycji literackiej (aluzja w tytule do Boskiej komedii Dantego). Utwory podejmujące w sposób niezmiernie oryginalny i głęboki takie kwestie, jak problem prawdy, sprawiedliwości oraz wewnętrznej wolności człowieka, jego miejsca i znaczenia w rozwoju cywilizacyjnym. W tomie wierszy Сад БожественньІ песней (Ogród pieśni nabożnych) dowiódł znakomitej techniki poetyckiej i znajomości zasad poetyki: wprowadza anafory, oryginalne metafory, alegorie, przysłowia.

Utwory, choć za życia pisarza nie drukowane, rozchodziły się po Ukrainie w odpisach rękopiśmiennych, wywierając ogromny wpływ na dalszy rozwój piśmiennictwa i myśli ruskiej. U S. znaleźć można prawdziwą mądrość wieku m.in. znakomite aforyzmy. Postrzega się go jako prekursora liryków. Świat wartości duchowych człowieka po raz pierwszy został przedstawiony tak doskonale. Skoworoda skupia się na „ja lirycznym” – na odczuwaniu świata. Te cechy czynią go prekursorem liryki wewnętrznej. Spuścizną literacką S. są też bajki. Myśli Skoworody oddziaływały na kulturę rosyjską i ukraińską w ciągu dwóch stuleci. Jego nauki były znane już za jego życia, po śmierci został uznany za jednego z największych filozofów Słowiańszczyzny. Zwolenników jego filozofii nazywano „skoworodyńcami”.

W roku 1881 dzieła filozofa wydano w Petersburgu, a jego samego uważano za prekursora nowoczesnej szkoły rosyjskiej filozofii. Uznany jest za wzór Lwa Tołstoja, oraz ukraińskich poetów: Pawła Tyczyny, Maksyma Rylskiego, Iwana Dracza.

Bocian w mitologii Słowian (z blogu Słowianolubia, SSŚŚŚ i nie tylko)


wa o1904aBocianicaWanda Bibrowicz, Śląska Strażniczka Wiary Słowian  – Bocianica (kilim)

http://slowianolubia.blogspot.com/2013/02/bocian-bozy-ptak-sowian.html

 

Bocian – boży ptak Słowian

Praktycznie na całej Słowiańszczyźnie bocian był uważany za wyjątkowego ptaka, szczególnie związanego z ludźmi. Mitów, wierzeń, przysłów, opowieści związanych z bocianem, krąży bez liku. Bocian nie tylko pochodzi od ludzi, rozumie naszą mowę i ma duszę, ale chroni nas – Słowian przed wszelakim plugastwem (szkodnikami, złem, urokami, chorobami), z zachowań bocianów można wróżyć przyszłość, powodzenie bądź nieszczęście, no i oczywiście przynosi dzieci ;)

Bociany w Bukwałdzie pod opieką Ewy czują się dobrze.

Bocian jako dobroczynny, boży, święty ptak podlegał szczególnej ochronie, zniszczenie gniazda, jajek, a już nie daj boże, zabicie bociana uważano za ciężki grzech. Ściągało to niechybnie nieszczęścia na sprawcę, jego rodzinę, a nawet całą wieś lub okolicę. Choroby, śmierć, straty w chudobie i plonach, a nawet klęski żywiołowe – susza, pożar, powódź, gradobicie.
O bocianie mógłbym długo, ale inni zrobili to lepiej i ciekawiej ode mnie, zapraszam do lektury linków poniżej, a nawet zarchiwizowania sobie tych tekstów, nigdy nie wiadomo, kiedy ulecą z Internetu.
Bocian w słowiańskich wyobrażeniach ludowych cz. 1
Bocian w słowiańskich wyobrażeniach ludowych cz. 2
Symbolika bociana w kulturze Słowian
Bocian powstał z człowieka cz. 1
Bocian powstał z człowieka cz. 2
Bocian powstał z człowieka cz. 3
Bocianopedia

Warto o tym niezwykle ważnym dla Słowian ptaku opowiedzieć swoim dzieciom, wnukom, młodszemu rodzeństwu. To część naszego dziedzictwa, którym możemy się szczycić przed całym światem. 25% światowej populacji bociana mieszka w Polsce. Mieszka, bo czuje się tu dobrze, m.in. dzięki naszej słowiańskiej kulturze, która go chroni z dawien dawna.
Przy okazji warto też wesprzeć, choćby 1% podatku, Fundację Albatros, która uratowała już setki bocianów. Znam osobiście jej „szefową” Ewę Rumińską (dr. weterynarii) – ręczę, że na pewno nie zmarnuje waszych datków.

POL wiosna bocian_bialy1

Bocian -Bodzian i Święto Bociana (Busioł, Błowesz)

 

Jest takie święto Bocianie które nazywa się Błowesz lub Busioł, ale nie jestem w stanie opisać tutaj rytuału. PIEKŁO SIE BUŁECZKI W KSZTAŁCIE ŁAP BOCIANA – PALCZASTE “BUSŁOWE ŁAPY” znane na Mazowszu i Podlasiu

“Dzieci od tego dnia mogły wreszcie wyjść z izby i bawić się na świeżym powietrzu. Wybiegały na łąki i gdy udało im się zauważyć bociana radośnie krzyczały :” busioł! busioł!”

 

Bociany od zawsze cieszyły się sympatią Słowian. Ich przylot zwiastował nastanie ciepłych dni i prawdziwej wiosny. Wierzono że w zagrodzie gdzie gniazdują bociany – będzie się szczęściło a w dom, na którym bociany uwiły gniazdo nigdy nie strzeli piorun. Gospodarze starali się zachęcać bociany do osiedlania się na swoich domach i aby ułatwić im to zadanie zaciągali na budynki stare brony lub koła, na których bociany wiły gniazda. Niekiedy do gniazd wkładano upieczone “busłowe łapy” które miały skłonić bociany do osiedlenia się w swojej zagrodzie.

 

Gospodynie oprócz “busłowych łap” formowały z ciasta także brony, bułeczki w kształcie bocianich jaj a także inne narzędzia rolne: pługi, sochy, grabie. Miało to zapewnić urodzaj i powodzenie w pracach polowych. Artur Gaweł, autor książki “Zwyczaje, obrzędy i wierzenia agrarne na białostocczyźnie od połowy XIX do początku XXI wieku” upatruje źródła tych zwyczajów w przedchrześcijańskich obrzędach towarzyszących przesileniu wiosennemu. Dni, które wyznaczały przejście do nowego cyklu były uważane za szczególnie ważne. …”

bocian_w_locie

 Bocian w Księdze Ruty oraz w Księdze Tura

Księga Tura

str 131

Simowie (Ziemowie) otrzymali dla siebie: wierzbę-witwę i wierzbę-iwę, dzika i ślimaka, bociana,
tojeść, Żurawinę i borówkę bagienną, bobownik i bagno, jelonka rogacza, czarny diament i opal,
granit, miesiąc sierpień (zarzew), maść czarną (brunatną), taję Z, czertę 8, liczbę 8, gramotę t,
z rzeczy ziemskich kamień, skałę i ziemię, a także welańską Niwę Ziemi ze Skalnym Tynem.

str 227

Niwa Simów jest porośnięta krzewami wiecznej borówki, bagna, żurawiny i bobownika. Tych
roślin nie było na Ziemi, zanim ich w darze nie przyniosła z welańskiej niwy Obiła. Ze zwierząt
zamieszkują tę niwę dziki, a z ptaków bociany.

 

str 302

Boda jest czczona także w Tyńcu pod Grodem Kraka, gdzie nachodzi się jej góra40, a dawniej
znajdowała się również jej świątynia. Miejsce to jest nazywane Biedziną. Potomkowie dawnych
Białych Chorwatów zamieszkujący do dziś nad Wisłą, podobnie jak Chorwaci Nadadriatyccy,
znają podanie mówiące o tym, jak Boda-Bieda skoczyła Śmierci na plecy. Według ich żerców,
inaczej nie dałoby się wytłumaczyć, dlaczego pomocnikami Body są bogunowie Żyry, i po co jej
Chwost do chłostania oraz Klepadło, zwane Bidłem, na którym „wyklepuje biedę”.
Boginię widuje się często w otoczeniu bociana, który jest jej ptakiem, lisa i myszy. Żyry, pomocnicy
Body, są bardzo niechętne ludziom. Mówi się, że dawniej Żyry lubiły ludzi, ale spotkała je straszna
krzywda z ręki głupiego, zachłannego kmiecia, który zamierzał je wszystkie posiąść dla siebie
i uwięzić. Od tego czasu są złośliwe i zżerają po zagrodach oraz domostwach co się da.

str 323 przypisy

Zwraca uwagę nazwa uprzęży zwanej obodjem, a także związek z boginią Bodą kolącej rośliny Bodziszka i ptaka Bociana (Bodziana). Bocian to według mitu Cisz-Ciesz, jeden z wojów Zerywanów, pierwszy wytędz, zamieniony w ptaka przez boginię Bodę, której był synemd. Południowi Słowianie, zwłaszcza Chorwaci, a co za tym idzie, również
dzisiejsi Małopolanie, widzą w niej poza pasterką niebiańską także sprawczynię biedy ludzkiej, wrogo nastawioną
do ludzi od czasu, gdy straciła syna z powodu jego własnej lekkomyślności. Zwą ją oni Bidą-Będąe.
Istyjskim odpowiednikiem bogini jest Walgina. Boda zamieniła swego syna – woja Cisza, w bociana, by go ocalić przed zemstą Wiłów-Kienów.

 

str 336

Ostatnia gromada Zwierzów i Zróstów to ci, którzy narodzili się w owej postaci powtórnie,
czyli zostali przez bogów z różnych powodów w postać roślin i zwierząt zaklęci po wsze czasy.
Tak zrodziły się świetliki, z ciała Znicza Miłoroda (stworzone ręką samego Swąta), bocian zaklęty
przez boginię Bodę, z jej własnego syna-wytędza, niedźwiedź, łabędź czy kruk. Tak samo narodziły
się jarzębina i powój, z pary kochanków zaklętych ręką Dziewanny, czy bratek (brat i siestriczka,
siestriczka) zaklęty przez Dyja z rodzeństwa Rykawda i Iworody, borówka czarna zrodzona ręką
Borany z ciała Gogółki (rozwiązłej córki bogini Chochołdy) oraz kilka innych roślin. Niektórzy
powiadają, że z Gogółki zrodziła się kukułka, ptak, a nie gógódza – czarna borówka.

Bocian-6tka-Stryj-447

str 423 główne podanie o Bocianie – Woju Ciechu

Przyszło więc do tego, że rozeźleni bogowie zmówili się między sobą, żeby dać nauczkę
pyszałkowatym Wiłom-Kienom. Do tego celu postanowili wykorzystać ludzi, bo podstęp był
konieczny przeciw czujnym Władcom Boru. Ludzie byli chyba najbardziej rozeźleni na Królów
Kniei, bo widzieli łakomym okiem nieprzebrane bogactwo, a tymczasem musieli cierpieć głód
i choroby. Błąkali się po Ziemi nie mogąc znaleźć ani pokarmu, ani uleczającego ziela, a do tego
dobrze pamiętali Złoty Czas, kiedy jeszcze żyli na Weli. Stanowili więc doskonały materiał do
użycia przeciw Wiłom.
W owym czasie ludzie nie mieli władców, ale był między nimi jeden, który się bardzo wyróżniał,
dzielny woj Cisz (Cich). Ulubiła go sobie sama Rosza i urządzała z nim schadzki pod dziką jabłonią
w wysokich górach Koliby. Podczas którejś górskiej wyprawy Bożebóg, przybywszy w dolinę pod
postacią złotego ptaka, powiedział mu, co ludzie powinni uczynić, żeby zmienić swój byt. Cich od
razu poszedł wtedy do Władców Boru i wyzwał Wilca na pojedynek w zagadkach. Stawką w tym
zmaganiu miały być z jednej strony posiadane przez Wilca węże, a z drugiej wszyscy mężczyźni
zerywańscy, którzy staliby się w razie przegranej sługami boga. Cich zaskoczył Wilca głęboką
mądrością i zadał bogu niespodzianie trudne pytania. Tak naprawdę owe zagadki szeptała mu
do ucha Rodżana, a wszystkie odpowiedzi na łamigłówki Wilca podpowiedziała mu Wodyca (bo
Wilec rzekł same zagadki o wodzie).
Pojedynek rozpoczęto o świcie, a kiedy było już południe i wciąż raz zwyciężał Wilec, a raz
Cich, przybył zaciekawiony Boruta, by popatrzyć, jak to się skończy. Tak go owa gra wciągnęła,
że zapomniał o tym, czego powinien był pilnować, czyli o ptakach. Walka tymczasem trwała
i stawała się coraz zaciętsza, a stawki w niej rosły. W końcu, tuż przed zachodem słońca, przy
ostatniej zagadce, Cich postawił pod zastaw wszystkich ludzi, a Wilec całą swoją gadzinę.
424 Taja piętnasta – Między bogami
Cich zadał pytanie: co będzie, kiedy nic nie będzie? Wilec milczał zaskoczony. Myślał długo, a im
dłużej się zastanawiał, tym bardziej niejasna stawała się ta sprawa. Milczał, milczał i milczał. Nie
znalazł rozwiązania. Cich ze spokojem zapakował gadzinę do worka i odszedł. Dopiero teraz
przecknął się Boruta i pobiegł kłaść ptaki spać. Gdy jednak przybył w swój tajemny zakątek,
okazało się, że ani jednego ptaka nie ma! W czasie kiedy trwała bitwa na zagadki, Pogoda
i Bożebóg zebrali wszystkie ptaki i przenieśli je najpierw za Morze, a potem na Wyspę Weń na
Weli. Pogoda ukryła ptaki pod rozległą i nieprzeniknioną koroną Wyraju. Mało tego, ukradli też
Borucie wszystkie kwiaty, które Bożebóg porozsadzał po różnych zakątkach Koliby oraz po polach
i łąkach całej Ziemi.
Boruta na próżno szukał, biegał i rozpaczał. Zbiegł całą Ziemię i całe Niebiosa, ale nawet śladu
po ptakach nie znalazł. Kiedy usiadł w swoim zakątku chcąc się pocieszyć widokiem kwiatów
i ich zapachem, zobaczył, że ich także nie ma. Popadł w okrutną rozpacz i wył tak głośno, że aż
się Góry Kauków trzęsły.
Tymczasem Cich szedł łąką z pełnym workiem, który mu Bożebóg przykazał w razie wygranej
wrzucić do morza. Kiedy tak szedł, zmęczył się i przysiadł na chwilę. Wystawił twarz do słońca
i cieszył się ze swego zwycięstwa. Tymczasem Wilec, nie mogąc się pogodzić ze stratą, wył
z rozpaczy. Przyszła do niego Plątwa i powiedziała, że potrafiłaby mu pomóc w odzyskaniu
bogactw, ale nie za darmo. Obiecał jej, że się z nią podzieli łupem. Plątwa, tylko na to czekała.
Pobiegła szybko za Cichem i szepnęła mu żeby rozsupłał worek. Woj wpierw się wzbraniał, ale
szeptała coraz natarczywiej. W końcu już nic innego nie słyszał jak tylko dudniące w głowie słowa:
– Otwórz, zobacz, jakie tam masz bogactwa nieprzebrane, jakie wspaniałości! Otwórz! Otwórz!!!
Niepomny przestróg dał się w końcu skusić. Rozwiązał worek, a wtedy cała gadzina wyskoczyła
z niego i rozpełzła się po polach, łąkach i wodach. Wilec nie posiadał się z radości, bo chociaż
gadzina rozpierzchła się tak szybko, że nie mieli się z Plątwą czym dzielić, to i Cich nic w ręku
nie miał.

By uczcić zakończenie sporu i przypieczętować ugodę, Prowe i Łado zaprosili bogów na ucztę.
Rozpalono święty ogień, a Wiłów-Kienów posadzono na głównym miejscu. W podzięce za
ugodę i dar, jaki Wiłowie dali wszystkim innym bogom i całemu światu, pozwolono, by mieli taki
przywilej, że na każdej uczcie jako pierwsi będą próbować kąsków każdej podanej potrawy.
Po porządnym posiłku Wiłowie wrócili do swoich włości i ustalili nowe podziały władztwa
w podległej im niwie. Borowił oddał Leszy-Boranie swoje drzewa i tym sposobem stała się ona
Władczynią Drzew, a on sam został wyłącznie Panem Grubego Zwierza. Boruta-Leszy został
Władcą Małego Zwierza i Krzewów, Rokita-Bugaj Władcą Gajów i Polan oraz Panem Owadów,
Wilec zaś stał się Panem Runa, Władcą Trzęsawisk i Królem Wężów, czyli Gadziny.
Borowił nie mógł jednak darować obelgi, jaka spotkała ród Kienów z ręki marnego śmiertelnika,
Cicha. Wilec, który przegrał z nim w zagadkach, wyszedł na głupca, Boruta na gapę, Rokita zaś
(któremu owady same uciekły) na słabeusza. Car Borów postanowił ścigać woja i go zgładzić.
Cich uchodził długo przez Kolibę, lecz w końcu odeszły go siły i byłby niechybnie padł ofiarą
Wiłów, gdyby nie Rosza. Bogini zabrała bohatera ze sobą na Welę i tam ukryła go w tynie Sporów.
Borowił szybko odkrył skrytkę wrażego woja. W całej potędze stanął pod Złotym Dworem
i zażądał, by mu natychmiast wydano uciekiniera. Według prawa bożego, na Weli nikt śmiertelny
nie mógł przebywać, chyba że jako martwy – w Nawiach. Spor nakazał więc Pogodzie, by
natychmiast opuściła tyn i jego niwę. Pogoda potajemnie wyprowadziła Cicha z dworu i między
bogami uradzono, że lepiej będzie, jeśli Cich zniknie ze świata. A że nie posłuchał Bożeboga
i wypuścił gadzinę na łąki, choć mógł ją utopić w morzu, zamieniono go w bociana i oddano
pod opiekę Bożebogowi – Panu Gospodarstwa.
Boską matką Cicha była podobno bogini Boda. To ona sama, z ciężkim sercem, zamieniła
urodziwego młodzieńca w ptaka. Od tego czasu bocian przez całe życie zbiera gadzinę, którą
nieopatrznie po świecie rozsypał, a ludzie zwą go Wojciechem, czyli wojem Cichem, zaklętym
w ptasią postać. Pamiętają też wszy Sławowie jego wielki wyczyn i to, że o mało byłby pierwszym
królem Zerywanów. Przeto czczą go, nie krzywdzą jego potomków, którzy gniazda między ludźmi
zawsze zakładają, chcąc być bliżej swoich. Urządzają też Sławowie i Istowie wielkie święto
bocianie i ptasie, zwane Błoweszem23, i obnoszą postać owego woja-bociana w korowodach
świątecznych i w Gody, bo od tego czasu zaczęło się Zerywanom w Kolibie zupełnie inaczej
układać i wreszcie przestali cierpieć głód. Tylko Rosza długo, długo nie mogła przeboleć utraty
kochanka.

 

str 429 przypisy

 

Po przemienieniu Cisza w bociana i zabraniu go w Niwy Bożeboga pogrążyła się w rozpaczy i oddała duszę
Zaświatom. Jej pocieszycielem był podobno sam Sowi-Polel i stąd narodził się Kościej Bezśmiertnya. Korzenia
jest córką Chorzycy i bezimiennego wojownika z pierwszych kolibańskich Zerywanów. Według innych podań
matką Kościeja była sama Chorzyca.

przypis 23 str 430

Postać bociana jest obok turonia i niedźwiedzia zawsze obecna w pochodach związanych ze Świętem Światła,
czyli Godami, kiedy życie się odradza, nowe światło daje nową nadzieję i pcha ku wiosennemu porodowi spory
zalęgłe w Ziemi. Takie same korowody towarzyszyły zresztą wielkiemu Świętu Wiosny, czyli Nowemu Rokowi
słowiańskiemu, a w nich bocian był postacią pierwszoplanową, odwrotnie niż w zimie, kiedy pierwszoplanowe są
jednak turoń, niedźwiedź i Śmierć-Kostucha. Opisy Błoweszu – Ptasiego, Bocianiego Święta, są znane z tradycji
Wielkorusów, Białorusinów i Litwinów, gdzie szczególnie długo był ów obrządek praktykowany(a). Święto miało
miejsce wraz z obchodami Święta Ziemi i pokrywało się z czasem przylotu bocianów. Bocian do dzisiaj jest
przez wszystkich Słowian uważany za świętego ptaka, który chroni gospodarstwo (niwa działania Bożeboga-
Radogosta). Otacza go cześć, a zniszczenie bocianiego gniazda lub zabicie tego ptaka ściąga niezawodnie
nieszczęście, z pożarem domostwa włącznie. Istnieje wiele podań w tradycji zarówno Polaków, jak i innych
ludów Sławów, które opowiadają o bocianie, a szczególnie znane jest to o przemianie człowieka w bociana
w następstwie niespełnienia do końca boskiego polecenia(b).
a SLLB str. 58, KLS t. III, str. 986–1009 – O zwierzęcych postaciach i maskach w obrzędach, Bocian [Błowesz
– litewskie święto], Żuraw, Wilk, Niedźwiedż itp.
b Patrz: SFP str. 44–45, a także E. Janota Bocian, Lwów 1876.

Ciconia_nigra_Duisburg

 

Księga Ruty

str 24

Inne ożywione istoty osiągają swoje wytwory bez myśli, idąc jedynie za boskim nakazem. Takoż
drzewo puszcza świeże pędy na wierzchołku, bo tak chce Borana. Kwiat kwitnie w wyznaczonej
porze, jaką mu wybiera Gaj-Ruja. Niedźwiedź zasypia zimą w gawrze, jak tego pragnie Mor
i Kostroma. Ryba składa ikrę w stawie, jak jej każe Wąda i Ródź. Jabłko źrałe spada z konara, gdy
chce tego Śrecza. Bociany na gniazdach siadają, zleciawszy z krain dalekich, kiedy Dziewanna
ukwieci łąki. Mrowce budują kopce podług głosu Gogołady, wilcy zasię wyją, kiej im Księżyc
Srebrzysty rozkaże.

 

przypisy str 62

 

Opowieści bajeczne (mitologiczne) o duszyczkach przynoszonych z Zaświatów przez Rudź i Rodzanice –
bogunki pomocnice Rodżany, a pozostawianych w zawiniętych, otwierających się nad rankiem, pączkujących
liściach łopucha, przeniesiono z biegiem czasu na liście kapusty i kapuściane zagony. Przekonanie, że dzieci
rodzą się w głowach kapusty jest powszechne wśród Polaków, na równi z przekonaniem, że dziecko przynosi
bocian. Do dziś taką wersję narodzin podaje się małym dzieciom.

 

str 73 Bocian i Ląd Biały oraz Czarny

Kudawowie Świątyni Światła Świata, powiadają jednak, że matkami owych dziewcząt musiały
być nie boginie, lecz bogunki, których boski ist jest na tyle słaby i bliski ludzkiemu ichorowi, że
możliwym się staje narodzenie z boskich lędźwi półboskiego-półludzkiego potomstwa. I tak Wędę
urodziła Topielica Czapła, Łabędę-Lędę powiła Łojma Łaska, a Mazowkę-Mazję wydała na świat
Dziennica Skoła. Dziewczynki zostały spłodzone i zrodzone, gdy boginki przybrały ludzką postać
i dzięki temu miały ludzkie kształty, bez śladu inożności. Takie narodziny nie zdarzyły się nigdy
wcześniej i nigdy potem, zatem nie były to zdarzenia zwyczajne. Te trzy przyszły bowiem na
świat w sposób jeszcze bardziej tajemny i cudowny, niż to się stało z Czarodaną. Stały się ludźmi
zwyczajnymi i ziemskimi, choć pochodziły bezpośrednio z boskiego nasienia i z boskiego ciała.
Trzy Siostry Po Ładziwie – bo tak też je zwano na Weli – przeznaczone zostały do spełnienia
niezwykłej roli w dziejach Nowej Koliby. Na dodatek miały też dokonać rzeczy wyjątkowej –
założyć pierwsze w dziejach plemię rządzone wyłącznie przez kobiety. Było to plemię Mazonów
i Mazonek, Plemię-Gniazda. Temu plemieniu poruczyli bogowie być w Nowej Kolibie zbiornicą
czystej Zaródzi Nowego Człowieczeństwa, czyli Odwieczną i Najczystszą Zbiornicą Nasienia
Ludzkości w Nowym Świecie – przeznaczyli im stać się jedynym Zamkniętym Zakonem Ziemi.
Takie narodziny wymagają swojej ceny i tak się też stało. Zaraz, gdy dzieci przyszły na świat,
Ładziw posłuszny prawom Weli przebił ich matki mieczem-harapem, a ich dusze wcieliły się
w Czaplę, Sokoła i Łabędzia.
Te trzy ptaki są znakami trzech wielkich lądów świata, poza którymi nie ma już innych na Ziemi:
Czapla jest ptakiem-znakiem Wenelądu oddanego później we władanie Wędy, Sokół – Swarny
Ptak jest znakiem ptakiem Mazstyki-Mazji (Śwazstyki), nad którym to lądem królowanie objęła
później Maza-Mazowka (Śwarna Mazja, Śwarstyka-Świastyka, Maza Bezwstyda)), a Łabędź jest
znakiem-ptakiem Lądu – Lądu złączonego Morzem Żywym. Przy czym Biały Łabędź jest znakiem
Białego Lądu (Północnego) a Czarny Łabędź Czarnego Lądu (Południowego). Niektóre kapiszty
podają też, że tym ptakiem-znakiem Lądu jest Czarny i Biały Bocian, bo bocian rzeczywiście łączy
Ląd w całość, a Łabędź łączy tylko Krainę Lodu i Skanię z Lądem i Mazją.
Stąd, kiedy matki dziewczynek zamieniły się w ptaki, ich córy zostały przez Ładziwa umieszczone
w rodzie wielkiego żercy i czarownika z plemienia Połuczan, zwanych też Połoczanami. Było to
plemię pochodzenia bursko-nuruskiego z Pałkinów i Łyskowiców. Czarodziej i wróż, o którym
tu mowa, zajmował się także podróżowaniem i wymianą, czyli był poniekąd wtajemniczonym
kapłanem mudrem-żagłem i pomieniaczem kapiszty Podagów. Zwał się Sadko-Sądek lub Nur, zaś
jego żoną była istyjka Jaśniena. Oboje przybrani rodzice dziewcząt mogli się szczycić starodawnym
rodowodem krwi, sięgającym czasów samego Światogora i narodzin Straszów Welańskich. Ród
kniagina Sądka-Nura II wywodził się od Żar Ptaka Ogniksa, czyli inaczej Rujogońca Wojnyksa
(Fejniksa, Rójnika)8, a ród Jaśnieny II od Oryja z królewskiego starożytnego, zerywańskiego rodu
Kuksów i od Zorzy-Jaśnieny I.

str 97 – Bocian przenosiciel wieści

Mąż żył tak długo, że czcili go za samą jego długowieczność, podobnie jak onegdaj Kościeja,
z tym że tamten spowodował, iż ludzie przez długi czas nie umierali w ogóle. Podobną cześć
oddawały plemiona Telawelowi, który wyzwolił słońce z rąk Węsada i Bogów Ciemności, a potem
odszedł w świat samotnie, lecz wieści o jego czynach przynosiły gołębie i słowiki, bociany i ryby.

 

str 161

Jednak dopiero Opiekunka Domu – bogini Żywia-Siwa, zwana także Kurką, pozbierała
najpożyteczniejsze ptaki i nie bez sprzeciwu innych bogów objęła je swoją opieką.
Zaciekle bronili swoich praw Kaukowie i Kirowie. Wkrótce rozpętała się więc między nimi
a Żywią taka wojna, że bogini okładana świetlnymi udarami i ognistymi razami uszła pokonana
w Krainę Morów. Tam ukrywała się długi czas, z całym swoim ptactwem schowanym pod sukniami
i opończami. Żeby przetrwać pogonie, musiała się zamienić w lodowy sopel. Obielona szronem
Żywia trwała nieruchomo tak długo, że w końcu zarówno światłogońce Kirów, jak smoki i żnuje
Trzygłowych zaprzestały poszukiwań. Kiedy Żywia odtajała, okazało się, że kury, koguty, kaczkiutki
i inne ptaszydła bez uszczerbku przetrwały czas moru, za to ona sama zupełnie osiwiała. Stąd
jej drugie imię – Siwa.
Od tego czasu ptaki domowe – kury, gęsi i kaczki znalazły się na zawsze w jej opiece. Domowe
ptactwo i gołębie, pozostające we władaniu Pogody, dostarczyły ludziom wystarczające ilości
pokarmu, aby mogli przetrwać zły czas i się pomnożyć.
Jako że w ucieczce od Knów-Wiłów z owego zakluczenia w drzewych klatach-klutach przewodziły
gęsi, kaczki i bociany, to one głównie (i kilka innych jeszcze gatunków ptaków) zyskały przywilej,
aby odlatując przybierać kształt klucza na niebie.
Tym bardziej świętowanie jaja, branie go do obrzędów, jego wieńczenie i czynienie zeń oraz na
nim znaków zapisów, czyli noworocznego Przekazu Taj, stało się powinnością ludzi, którzy w ten
sposób głoszą pochwałę wszystkim ptakom i czczą pamięć owej przyjaźni z pierwszego trudnego
okresu bytowania Zerywanów na Ziemi, kiedy to ptaki pomogły im przetrwać.

 

Black Storks

 

 

 

 

 

 

Jak myśl jezuicka i czyn Watykanu gładzi grzechy Świata! – “Władca much” a 200 drzew wyciętych dla Świętego Jana Pawła w Kraśniku!

Opublikowany w Teksty społecznie zaangażowane przez bialczynski w dniu 6 Kwiecień 2014

849cd448-54b6-44e9-b045-6371dc7af097.fileObydwa filmy i komentarz do nich nadesłał 5 kwietnia Dwakruki. Przypomniało mi to o innych praktykach watykańskich w Polsce, mianowicie o cenzurowaniu współczesnych wydań C. K. Norwida przez szacowne wrocławskie wydawnictwo Ossolineum oraz o cenzurowaniu wydań ‘Mitów Greckich” Roberta Gravesa, czy “Złotej Gałęzi” Jamesa Frazera. Ostatnio znalazłem też dziwacznie skrócone wydanie “Króla Ducha” Juliusza Słowackiego. Nie zajmowałem się do tej pory takimi “subtelnościami”. Jednak te działania w połączeniu z masowymi przekrętami treści encyklopedycznych na Wikipedii, i haseł związanych z Wiarą Przyrodzoną Słowiańską czy w ogóle ze Słowiańszczyzną, domagają się chociażby wzmianki, jeśli już nie znajdujemy czasu i nie posiadamy siły przebicia, by je szerzej udokumentować i sprostować.

Także propagandowa wojna wytoczona światu przez Rosję w związku z anszlusem części Ukrainy każe przypomnieć po raz kolejny o istocie manipulacji jakiej jesteśmy poddawani.Także manipulacja Watykanu i przedstawicieli jego korporacji w Polsce dokonana na Ślęży, każe nam zwrócić uwagę na jezuickie metody działania i sposób “cenzurowania” rzeczywistości, przez tych którzy uważają się za władnych do stosowania takich praktyk. Mowa tu również o tak zwanym środowisku naukowym, które sygnuje swoimi podpisami Katastrofę Smoleńską, z tej czy innej strony.

Jeśli komuś się zdaje, że działalność judeo-chrześcijańskiego lobby i “płaskich ateistów” to wyłącznie polska specjalność i nie ma miejsca gdzie indziej, przytoczony przykład “Władcy Much” pomoże mu zrozumieć faktyczną skalę problemu. W istocie zakłamany jest cały obraz Zachodniej Cywilizacji i wyobrażenie ludzi na jej temat. 

Przykłady poniższe pokazują jak na dłoni mechanizm przy pomocy którego narody, w tym naród polski, są pozbawiane korzeni, są przytłaczane treściami judeo-chrześcijańskimi, albo  materialistycznymi konceptami i definicjami Świata.

Nie dziwmy się,  że w polskich szkołach nie uczy się niczego o Lechii (Lęgii, Lugii, Leszy – Królestwie Lasów), państwie poprzedzającym bezpośrednio Po-Lechię (Po-Leszę, Polszę, Polskę) Piastów, a tym bardziej nie uczy się niczego o Wenedii, Wielkiej Sarmacji i Wielkiej Scytii oraz Tartarii – starożytnych prasłowiańskich dawczyniach niemal całej pierwotnej duchowej kultury Indii i Persji oraz znaczących elementów religii Judei i Egiptu czy starożytnej Grecji.Problem nie dotyczy tylko Polski, ale całej zakłamanej kultury zachodniej. Czy myślicie, że w szkołach USA uczy się prawdziwej historii Ameryki Północnej i dziejów eksterminacji jej prawowitych mieszkańców, jaka leży u podstaw Najwspanialszej Demokracji Wszechświata?! Czy myślicie że w podręcznikach historii do francuskich szkół jest choćby linijka o dewastacji Algierii i krwawym wyzysku oraz rzezi Konga, albo o masowej grabieży i przymusowej chrystianizacji innych okolic Afryki dokonanych przez Francuzów?

150488_wladca-much_2012_400

Czegóż lepszego można zatem oczekiwać po Niewolnikach judeo-katolickiego wdruku, utrwalanego w Polsce systematycznie od XVII wieku przez Jezuitów?!

Wszak pilni uczniowie owych “Krwawych Rycerzy  Jedynego Boga” wraz z postkomuną, czyli marksistowskimi ateistami, inną, tylko pozornie odmienną, grupą “Morderców Chrystusa”, obsiedli dzisiaj licznie ministerstwa, administrację państwa, rząd Polski i Sejm III RP. Dla nich Słowianie czy Polska zaczyna się od IX wieku lub 966 roku, a Naród Polski od 1794!

Dla nich stan szlachecki kultywujący sarmacką tradycję herbów i tamg, od czasów pogańskich, od starożytności to nie naród!!! Dla nich sięganie do starożytnego pojęcia wojostwa (rycerstwa przedchrześcijańskiego), wiecu ludowego i tożsamości rodowej, to zbyt niebezpieczne przypomnienie o prawdziwej wartości N A R O D O W O Ś C I, jako etnosu kulturowego, najdawniejszych korzeni Słowiaństwa, sposobu bycia i życia.

To oni właśnie, Duchowe Karły Krystiańskie i Pojałtańskie, decydują dzisiaj w naszym kraju jakiej historii Polski uczą się nasze dzieci. Tak naprawdę Ich korzenie są jeszcze płytsze i bardziej rachityczne niż korzonki Saprofitów z Judejskiej Pustyni.

 

Przesyłka od Dwakruki:

https://www.youtube.com/watch?v=cpJD0wJt5S0

Lord Of The Flies 1963 .

Ten sam film z roku 1990 – Co za zmiana???

Lord Of The Flies[1990]full movie

 

Oto przykład jak kościół zmienił pewien stary film który nie był po jego myśli. Czarno biały to autentyk, a kolorowy to przeróbka . W drugim przerobionym filmie wątek kościelny zniknął całkowicie a “źli” chłopcy u których ujawniły się cechy zdziczenia to ci cywilni nie ZUNIFORMIZOWANI .

 

 

 

“Władca Much” to czołowy przykład, w jaki sposób polityka jezuicka Watykanu oraz tzw. materialistyczna, ateistyczna “polityczna poprawność”, oczyszcza przestrzeń publiczną z oryginalnych treści.

W wersji filmu z 1990 roku mamy znamienną ewolucję, która jest absolutnym i skandalicznym odejściem od oryginału powieści Williama Goldinga. Podobnych przykładów “działalności” myśli watykańskiej, a szerzej judeo-chrześcijańskiej myśli wypaczającej intencje autorów oryginalnych dzieł, obecnej w wytwórniach filmowych, wydawnictwach i instytucjach nauki, które powinny podawać rzetelny obraz świata i przekazywać niewypaczoną myśl autorską są niestety tysiące. Podobną rolę spełnia płytki materializm będący jedynie pozorem naukowości, a w rzeczywistości kolejnym sposobem cenzurowania i zamykania klatki zniewalającej umysły ludzi. Materializm przyziemny prowadzi do takich kuriozalnych zjawisk jak “poprawność”, która nie ogranicza się wcale do sektora polityki. Obejmuje ona wszelkie dziedziny nauki i powoduje, że ludzie po prostu wierzą w zabobony, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistą nauką. Połączenie obydwu praktyk, cenzury kościelnej i materialistycznej prowadzi do całkowitego wypaczenia obrazu świata w jakim żyjemy.

W Polsce pierwszym z brzegu przykładem takiej działalności są “cenzurowane” wydania dzieł Cypriana Kamila Norwida przez Wydawnictwo Ossolineum, które winno być wzorcem  obiektywnego przekazu. Z nowych wydań wycina się fragmenty oryginalnych utworów i dopisuje się nieprawdziwe informacje, iż te fragmenty się nie zachowały. 

Mało tego, cenzuruje się również powieści dla dzieci – czego przykładem była przytaczana tutaj na blogu dalsza część Przygód Profesora Gąbki. Tej próbie zapobiegliśmy tylko dzięki temu że posiadamy własne wydawnictwo. Gdyby nie to książka zostałaby solidarnie wykluczona w rynku księgarskiego w Polsce, przez katolickie bądź neomarksistowskie redakcje wydawnictw. To wydarzenie ucieszyło mnie nawet, bo doszedłem do wniosku że to zaszczyt  znaleźć sie wśród autorów cenzurowanych przez kościół i Post-PZPRowską Post-Ubecką III RP. Znalazłem się w doborowym towarzystwie, bo trudno o  większe wyróżnienie niż znaleźć się w jednej piwnicy z Norwidem, Słowackim, Kochanowskim czy Goldingiem. Ze zdziwieniem odkryłem jednak że znalazł się tutaj także Antoine de Saint-Exupery. Nie zdziwiłbym się gdyby to był De Sade, ale de Saint-Exupery?!! Gdybym tego nie widział na własne oczy nie uwierzyłbym. Gdyby A. de Saint-Exupery żył na pewno nie zgodziłby się na taką bezczelność małych cenzorskich gnojków, jaka spotkała w Polsce jego “Małego Księcia” i po prostu nie zgodziłby się na wydanie lądując w jednej celi z innymi zakazanymi, cenzurowanymi pisarzami. Wyobraźcie sobie, że w nowym wydaniu, Bankiera z jednej z planet, zastąpił Biznesmen!!! … Rozumiecie?!… Teraz o pazernych Bankierach zwanych Banksterami nie wolno pisać w książkach dla dzieci w Polsce tego co napisał de Saint-Exupery!!! Podobny los – cenzura “wycinająca” treści – spotkał w naszym skatoliczonym neomarksistowskim kraju “Nagą Małpę” Desmonda Johna Morrisa.

 

Innym przykładem działania super-cenzury, tym razem na polu nauki,  jest systematyczne nieuwzględnianie wyników badań genetycznych w archeologii i rozpowszechnianie przez polskich naukowców, powtarzanej przez Niemców od XIX wieku i podjętej przez propagandę hitlerowską tezy o nieobecności Słowian w Europie do IX wieku. Szereg innych przykładów zaobserwowanych w nauce światowej i rzutujących na szereg dyscyplin naukowych przytaczałem niedawno prezentując wykład Rupherta Sheldrake’a, w artykule “Czy rEWO-LUCjA wybuchła już na Ziemi”

 

Wróćmy jeszcze do Władcy Much – jaką niewygodną dla Watykanu prawdę ukrywa się jeszcze przed nami??

 Z Wiki:

Władca much (ang. Lord of the Flies) – powieść angielskiego pisarza, laureata nagrody Nobla, Williama Goldinga, która w alegoryczny sposób mówi o upadku kultury stworzonej przez człowieka. Książka opisuje grupę chłopców, ocalałych z katastrofy samolotu na bezludnej wyspie, których próby zorganizowania własnych rządów i społeczności mają katastrofalne konsekwencje. Władca much, wydany w 1954 roku, był pierwszą powieścią Goldinga i wszedł na stałe do kanonu najważniejszych powieści XX wieku, a w 2005 roku książka znalazła się na liście stu najlepszych anglojęzycznych powieści powstałych od 1923 roku, ogłoszonej przez tygodnik Time[1]. Książka była dwukrotnie filmowana, w 1963 i 1990 roku.

Tytuł odnosi się do hebrajskiego imienia demona Belzebuba (בעל זבוב, Baal-Zevuv – pan much), używanego także jako jedno z określeń szatana, którego w powieści obrazuje wbita na kij głowa dzikiej świni.

 

Wyjaśniam: Miano Baal = Pan, w językach semickich jest kalką sanskrycko-istyjsko-słowiańskiego (scytyjskiego, aryjskiego) Palwan – Pa(lwa)n, Pal(wan) -  Święty Kołek (Posąg Boga ze Świętego Drzewa, z Boskiego Gaju – Wyraju – Wanu).

Słowo znane obecnie jako Bał-wan, gdzie człon wan jest wciąż zachowany w niezmienionej formie (oznacza Święty Gaj) zaś człon pierwszy został zastąpiony rdzeniem bał – od “bać się”, w miejsce “pał” – pal, pałający blaskiem, pałka święta, kumir. Czyli obecnie “straszydło święte”, drzewne/drzewe (prastare) z boskiego drzewa, inaczej drzew = dew. Dewan-Dawan-Dywan – boski wzór – Baja na materii wyryta – Boski przekaz, boskimi znakami drzewymi (prastarymi) sanskryckimi (sensu skrytymi) uczyniony, inaczej Taja Taj. Dewa (D[rz]ewa) – bóg – Duch Świętego Gaju – D-Ewa – D-Ana.

mxdg

Zatem Baal Zevuv – to przekręcenie semickie dawnego scytyjskiego miana Pana Zewu, Obra Zwu – Tego Który Władał Nazwami (Mianami), Obra-Zowaniem i OBO-rotem (gdzie B lewo-prawe będące B jak i W – ruskie, Wawel=Babel), czyli Tajami – Perepułta , Przepląta – Władcy Taj. Przepląt – Pan Zwania, Władca Głosu, Pan Głagołu (Mowy i Pisma, Taj). Władca Taj – Przepląt utracił władanie tajami w wyniku Wojny o Taje i stał się Panem Dokuczliwym, Wielkim Plątem, Tym Który Kłóci, zamiast Kłódzić (zamykać w kłódź, sedno, jądro, zamyk Swąta, Jedność Światła Świata), co czynił Tają Taj – Głagołem – Obwiecadłem (Owi[e]dziadłem). Jego symbolem w świecie owadów jest Mucha – najdokuczliwszy z owadów.

 

 Z Wiki:

 

Powieść powstała w pierwszych latach zimnej wojny, jej akcja toczy się podczas nieokreślonego konfliktu nuklearnego. Chłopcy, których działania są tematem tej historii, są uczniami brytyjskich szkół: znajdują się wśród nich zwykli uczniowie w wieku od kilku do kilkunastu lat, ale także świetnie zorganizowany, dowodzony przez Jacka chór, ubrany w jednakowe peleryny. Powieść opisuje ich stopniowe pogrążanie się w barbarzyństwie, kontrastując w ten sposób z wymową innych książek głoszących ciągły rozwój ku pełniejszym formom ludzkiej natury, jak miało to miejsce np. w Koralowej Wyspie (1857) Roberta Michaela Ballantyne’a[2], Dwóch latach wakacji (1888) Juliusza Verne’a. Choć obie książki były niewątpliwą inspiracją dla Goldinga, to w przeciwieństwie do XIX-wiecznego optymizmu autorów, Golding – świadek historii XX wieku – rozwiewa złudzenia o, z gruntu dobrej, naturze człowieka. Dzieci z dobrych domów, pozostawione same z dala od cywilizacji w rajskim krajobrazie, zatracają stopniowo ludzkie odruchy. Ze względu na przesłanie płynące z książki, można ją określić mianem dystopii.

Na poziomie alegorycznym głównym tematem jest konflikt pomiędzy dążeniem do cywilizacji, harmonijnej i pokojowo rządzonej według ustalonych reguł, a Nietzscheańską wolą mocy, która nie toleruje sprzeciwu słabszych. W powieści Goldinga można również odnaleźć opis napięć powstających pomiędzy indywidualną jednostką a zbiorowością, wykazującą syndrom grupowego myślenia, między racjonalną i emocjonalną reakcją na sytuację oraz pomiędzy moralnością a niemoralnością. Powieść pokazuje, jak do tego typu napięć dochodzi i jak ludzie podlegają ich wpływom[3].

Ze względu na kontrowersyjny pogląd autora w kwestii natury ludzkiej powieść znajduje się na liście stu tytułów, których usunięcia z amerykańskich bibliotek najczęściej domagają się czytelnicy[4].

Oto przykład, że nawet skatoliczona i skrajnie materialistyczna polska Wikipedia nie jest w stanie uniknąć przedstawienia w sposób zakamuflowany Prawdy. Niestety trzeba umieć bardzo dobrze “czytać”  zmanipulowane, zakamuflowane treści przedstawiane tam w sposób tendencyjny czasami z intencją cenzurowania rzeczywistości a czasami bez intencji, w wyniku podświadomej cenzury wewnętrznej autora hasła. 

Nie będę wyrokował czy i w tym wypadku mamy do czynienia z jawnym naciskiem jezuickim i działalnością kościoła wprost – nie znamy autora tego hasła i jego powiązań.  Być może jest to cenzura podświadoma autora wychowanego w judeo-chrześcijańskim środowisku i efekt kalki-wdruku, utrwalonej postawy wobec kościoła, cenzurującej “złe zdanie o jego działalności i roli moralnej w dziejach”. Pocieszające jest iż mimo tego wysiłku prawda wychodzi na jaw.

 

Znamy dobrze mechanizm stosowany od wieków przez jezuitów, jest to tzw “nacisk wiernych”. Przychodzą “turyści” na Ślężę i domagają się usunięcia posągu Świętowita. Przychodzą “turyści” do magistratu w Krakowie i domagają się usunięcia spod Kościoła Mariackiego aktorów odgrywających nieruchome postacie ‘Diabła” i “Śmierci”! Przychodzą “czytelnicy” i domagają się usunięcia z bibliotek w USA “Władcy Much”. Hasło nie wyjaśnia jakiego rodzaju “czytelnicy” domagają się zakazania udostępniania tej książki. Na szczęście nie jest to tajemnicą. Usunięcia z bibliotek “Władcy much” domagają się skrajni judeo-chrześcijanie.

Conch_drawingKoncha – symbol demokracji w książce Goldinga – archetypowa, utrwalona w językach słowiańskich ikona miłości – kochania-koszania i kosza-rodni, żeńskości, naczynia roz-koszy. Roz-koszajacy znaczy nie tylko dający rozkosz i kochanie, ale także “rodzący kosze”. Ktoś kto nie zna słowiańskiego pojęcia “kosz” – znaczącego przypadkowy byt, los niekontrolowany – ten nie ma możliwości by pojąć właściwie miano “ko(n)cha”, kochać = koszać, kosz – dziurawe naczynie, przepuszczające, “koszawe”. Pojęcie to przejęli od Scyto-Indo-Słowian z Sistanu Semici (także Żydzi) i jest ono używane przez nich nieświadomie także dzisiaj, podobnie jak miano Belzebuba. W tym wypadku na oznaczenie rytualne świeżego pokarmu, czystego od krwi, świeżo zrodzonego i “czysto zgładzonego” bytu, bytu  “koszernego”.    

Z WIKI:
Koncha
Koncha wyróżnia Ralpha jako przywódcę, wprowadza na zebraniach ład, staje się istotnym narzędziem demokracji i równości praw. Jej dźwięk gromadzi rozproszonych po wypadku chłopców, później na ten sygnał wszyscy schodzą się na zgromadzenia. Ralph zostaje wybrany na przywódcę, ponieważ to on przy jej pomocy zebrał wszystkich. Zgodnie z wprowadzoną zasadą podczas obrad może wypowiadać się tylko ten, kto trzyma konchę w ręku, a prawo głosu ma każdy. Znaczenie konchy maleje wraz z odrzuceniem praworządności przez Jacka i jego myśliwych. Do konchy najbardziej przywiązany jest Prosiaczek, on pilnuje podczas zebrań, aby prawo głosu było przestrzegane, on też inicjuje wyprawę z konchą pod Skalny Zamek, aby nie tylko odzyskać okulary, ale też ratować społeczność. Koncha – symbol praworządności i demokracji – ginie razem z Prosiaczkiem, od tej pory na wyspie rządzi terror, wprowadzony przez Jacka[3].FF świątynia swiatowita

Odwrotnym działaniem jezuickim jest zawłaszczanie publicznej przestrzeni i wprowadzanie w nią na niespotykaną skalę tak zwanych “znaków wiary”. Przykładem jest Ślęża z jej kościołem na szczycie, krzyżem kamiennym i Drogą Krzyżową, przykładem  jest głośny ostatnio Park  w Kraśniku.

Jedyny park w mieście ma się zamienić w Świątynię Świętego Jana Pawła, w której zamiast drzew rosnąć będzie kilkadziesiąt jego pomników.

Pytam, sam będąc Teistą, gdzie mają pójść na spacer niewierzący  w judeo-katolickiego boga (jak JA), albo Ateiści, żeby nie musieć w przestrzeni publicznej obcować z tym, według ich oceny “zabobonem”?!

 

Kraśnik im. Jana Pawła II. Wycięli lipy, postawią rzeźby

Dodano: 1 kwietnia 2014, 6:30 Autor: Agnieszka Antoń-Jucha

Rzeźby powstaną w czasie pleneru rzeźbiarskiego. Od 22 do 29 kwietnia nad swoimi papieżami będzie pracować dwunastu artystów.

bildeWycinka, na którą kraśnicki magistrat dostał zgodę pod koniec lutego, obejmie 231 drzew. (fot. Archiwum)

Pasja z jaką katolicy w Polsce dewastują stare drzewostany (drzewe zapisy dziejów) musi mieć moim zdaniem u podstawy głęboko zakorzeniony  wdruk, którym jest pogarda dla natury, dla przyrody, dla wszystkiego co nie jest kontrolowane przez Pismo Święte, do wszystkiego co nie jest PUSTYNIĄ.Nienawiść do Puszczy, Królewskiego Lasu – Królestwa Lechii – Lęgii, Świętej Lugii – Rodzinnego Gniazda Po-Lachów, wysysa się bowiem we współczesnej Polsce prosto z kate(s)chizmu wraz  z tak zwaną Pierwszą Komunią, która jest Deklaracją Pustynnej Wiary, niezbędnym po chrzcie w niemowlęctwie etapem stygmatyzacji czarną magią, kolejnym etapem dalszej, systematycznej dewastacji słowiańskiej tożsamości Polaków.

 

http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20140401/KRASNIK/140339881

 

– M.in. z Włodawy, Chodla i Szczytna. Każdy z nich będzie autorem co najmniej jednej rzeźby. Gwarantuję, że są to dobrzy artyści, bo wszystkich znam – zapewnia Szczepan Ignaczyński, rzeźbiarz i współorganizator imprezy.

Ignaczyński tłumaczy, że Ojciec Święty zostanie przedstawiony jako aktor, górski turysta, czy kajakarz. – Postaci będą miały do 180 cm wysokości, bo nie mamy większych klocków. Mimo to, jeden z rzeźbiarzy przymierza się do zrobienia dwumetrowego papieża – zdradza.

– Rzeźby powstaną z lip wyciętych z parku miejskiego, który od ubiegłego czwartku nosi nazwę Jana Pawła II – mówi Michał Mulawa, p.o. dyrektora Centrum Kultury i Promocji w Kraśniku. I podkreśla: – Drzewa wrócą do parku w postaci rzeźb.

Wycinka, na którą kraśnicki magistrat dostał zgodę pod koniec lutego, objęła 231 drzew. – 68 chorowało, pozostałe były zdrowe. Kolidowały jednak z planami inwestycyjnymi miasta – tłumaczy Agnieszka Mochol ze Starostwa Powiatowego w Kraśniku. – Na urząd został nałożony obowiązek nasadzenia 213 nowych drzew.

27 kwietnia, w dniu kanonizacji papieży Jana Pawła II i Jana XXIII, rzeźby zostaną zaprezentowane mieszkańcom miasta. – Bez względu na to, czy będą już skończone czy też nie – zaznacza Ignaczyński.

Główne papieskie uroczystości miasto organizuje wspólnie z parafią p.w. Miłosierdzia Bożego. – Uroczystości z Watykanu będzie można oglądać na telebimie. Będzie też koncert Eleni – zapowiada Mirosław Włodarczyk, burmistrz Kraśnika.

O wartość artystyczną figur burmistrz się nie martwi. – Ci rzeźbiarze nie są nowicjuszami – przekonuje.

Nie wszyscy jednak są tego tak pewni. – Siedem setek, w większości miernych i kiczowatych pomników Jana Pawła II, z plastiku, kamienia i brązu naprawdę może męczyć – zauważa dr Kazimierz Ożóg, historyk sztuki z Instytutu Sztuki Uniwersytetu Opolskiego, który swój doktorat poświęcił pomnikom papieża powstałym za jego życia. – Uważam, że pomysł na szybki plener i zwielokrotnienie papieża w drewnie jest odbiciem naszej nieskomplikowanej i lichej świadomości znaczenia przyszłego świętego. Może to i jakiś hołd, ale czy na pewno kompletny i mądry? Niby w drewnie przez tydzień można coś zdziałać, ale raczej nie będzie to nawet cień klasy ołtarza mariackiego, ale zwykły świątek.

Ile będą kosztować kraśnickie rzeźby? – Budżet przeznaczony na ten cel to ok. 20 tys. zł. Przedsięwzięcie sfinansuje wspólnie miasto i powiat – mówi Mulawa. – Na rękę rzeźbiarze dostaną po 1300 zł – zdradza Ignaczyński.

Na rzeźbach się nie skończy. W miejskim parku papieskich elementów ma być więcej. – Na ławkach chcemy umieścić tabliczki, na których znajdą się cytaty z encyklik Jana Pawła II – zapowiada Łukasz Wyka, kierownik Wydział Inwestycji, Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM w Kraśniku.

Nie ujmując nic artystom z Włodawy i Chodla jestem pewien, że dziesiątki głów Papieża-Polaka nie muszą być najwyższej artystycznej jakości, a pomysł zgromadzenia tylu popiersi w jednym miejscu, będącym otwartą przestrzenią publiczną, a nie przyzakonnym ogrodem, jest co najmniej mocno dyskusyjny. Czy tam w Kraśniku działa Konserwator Zabytków i Architekt Miejski?! A może Konserwator i Architekt Wojewódzki?!

W cytowanym tutaj artykule oczywiście w ogóle nie porusza się aspektu zawłaszczenia przestrzeni publicznej przez wyznawców jednej określonej religii. To jest poza schematem myślowym autorki, albo nie przechodzi jej przez usta z lęku przed wyznawcami tegoż kościoła w Kraśniku, a może wręcz z lęku przed mocodawcami dziennikarki w redakcji, w samorządzie miasta, w kręgach politycznych Kraśnika. W cywilizowanym kraju świata taka praktyka byłaby prawnie zabroniona.

A oto inne przykłady myślenia w duchu judeo-chrześcijańskiej ideologii pustynnej – Niech wszystko zamieni się w pustynię!!! Jak w Judei!

” Bierz sobie Ziemię i czyń ją sobie poddaną – nich ci uległą będzie. Tyś jest jej panem!!!”

66361_a

 

Białołęka – wycięto 200 drzew

 

- Na wniosek Polskiego Związku Wędkarskiego, który zwrócił się do zarządcy o uporządkowanie terenu, na którym miały się odbyć mistrzostwa świata w wędkarstwie, bezmyślny zarządca Kanału wystąpił do urzędu dzielnicy o zezwolenie na wycinkę chorych drzew, których tam prawie w ogóle nie było – i takowe zezwolenie otrzymał. Pod pretekstem uporządkowania terenu wycięto piękną aleję drzew na odcinku ponad trzech kilometrów! To jest sprawa dla prokuratora! – denerwuje się nasz czytelnik.

 

- Dokonano dewastacji najładniejszego miejsca do spacerów i do rekreacji na terenie wschodniej Białołęki. Wycięcie tylu zdrowych drzew podyktowane zostało ludzką głupotą i brakiem wyobraźni urzędników – irytują się mieszkańcy. – Bezmyślnie wydano zezwolenie na wycinkę chorych drzew nie żądając żadnych potwierdzających ten fakt dokumentów.

Mieszkańcy pobliskich ulic chcą wystąpić z pozwem zbiorowym przeciwko działaniom Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, które spowodowały degradację środowiska i zawiadomić prokuraturę o popełnieniu przestępstwa, polegającego na bezprawnym zniszczeniu trwałych elementów środowiska przyrodniczego i zniszczeniu gniazd i lęgowisk ptaków, oraz sprowadzeniu zagrożenia w ruchu kołowym poprzez likwidację naturalnej bariery odgradzającej pas drogi od głębokiego na trzy metry Kanału Żerańskiego.

 

Park Śląski musi zapłacić UM w Chorzowie ponad 3 mln zł! To kara za wycięte w parku drzewa

Ponad trzy miliony złotych. Tyle musi zapłacić Park Śląski do kasy Urzędu Miasta w Chorzowie. Chodzi o bezprawne, według władz miasta, usunięcie ponad 200 drzew.

Przelew musi dotrzeć na konto urzędu w ciągu czternastu dni. O całej sprawie poinformowało stowarzyszenie “Nasz Park”, które które zgłosiło sprawę prezydentowi Chorzowa. Jeśli wyrok się uprawomocni, to Park Śląski może mieć gigantyczne problemy finansowe.

-To nie jest panie redaktorze w jednym miejscu, bo to jest na tym obszarze gdzieś 200 na 200 metrów, to w całym obrębie zostało wycięte - pokazuje nam miejsce, gdzie w Parku Śląskim wycięto drzewa Gerard Mądry, Stowarzyszenie “Nasz Park”. Blisko rok temu przedstawiciele stowarzyszenia “Nasz Park” zauważyli, że w Parku Śląskim brakuje drzew. Okazało się, ze wycięto blisko dwieście czterdzieści drzew. Nielegalnie. -Nie jesteśmy przeciwni wycinaniu czy pielęgnacji. Ale niech to wszystko będzie legalnie zrobione, prawda? W zamian za wycięte drzewa niech gdzieś nasadzone są jakieś inne drzewa. Może faktycznie trzeba było odnowić ten drzewostan, ale wszystko w imię prawa niech będzie – podkreśla Gerard Mądry, Stowarzyszenie “Nasz Park”.

A jak się okazało – nie było. Sprawa została zgłoszona prezydentowi Chorzowa. Ten podjął decyzję, o wymierzeniu Parkowi Śląskiemu kary w wysokości blisko trzech i pół miliona złotych. -Na wycinkę drzew, które mają powyżej dziesięciu lat jest wymagane zezwolenie prezydenta miasta, zezwalające na taką wycinkę. – Tutaj tego zezwolenia nie było? -No, nie było - przyznaje Zuzanna Kurczek, UM w Chorzowie. Teraz Park Śląski musi w ciągu 14 dni wpłacić pieniądze na konto chorzowskiego urzędu miasta. Władze Parku Śląskiego podkreślają, że mają jeszcze czas na odwołanie. -To oczywiście są duże pieniądze, ale jestem spokojny o to, że spółka nie będzie ich musiała zapłacić, bo wygramy to postępowanie administracyjne. Nawet gdyby się niestety okazało, że będzie park zobowiązany do zapłaty odszkodowania, to nie są to środki które spowodują jakąś tragedię dla parku - mówi Arkadiusz Godlewski, prezes Parku Śląskiego.

 

08 01 2013

Wycięli 300 drzew w Ogrodzie Krasińskich. “Skandal, dewastacja”

z12937147Q,Wycinka-drzew-w-Ogrodzie-KrasinskichDewastacja Parku Krasińskich – Warszawa 2013

Dewastacja, brak wrażliwości, skandal – tak część mieszkańców podsumowuje wycinkę ponad 300 drzew w Ogrodzie Krasińskich. Urzędnicy bronią jednak swoich decyzji. – Ten park miał to nieszczęście, że przez wiele lat nie wykonywano tu żadnej gospodarki drzewostanem – twierdzi  Renata Kaznowska, dyrektor Zarządu Terenów Publicznych.

Minął miesiąc od początku modernizacji Ogrodu Krasińskich, ale część mieszkańców patrzy z niedowierzaniem na to, co stało się w tym popularnym śródmiejskim parku. I nie chodzi o ogrodzenie, które wyrosło wzdłuż południowej części ogrodu, ale ubytek sporej liczby drzew. Władze dzielnicy już wcześniej zapowiedziały, że wycinka się odbędzie, ale skala zaskoczyła mieszkańców. Na warszawa@tvn.pl dostaliśmy kilka maili od mieszkańców zdruzgotanych nowym widokiem. “Brak tutaj logiki”

- Serce się kraja, jak człowiek widzi, jak zdewastowany został ten park. Modernizacja kojarzy mi się z naprawą, odbudowywaniem, natomiast to, co tutaj się stało, jest skandalem, dewastacją – mówi Weronika Tauer, jedna z osób, które zwróciły nam uwagę na wygląd parku. – Samosiejki są nadal, drzew chorych nie ma, ale zgodzono się na wycięcie 50, 60-letnich kasztanowców i innych drzew. W moim przekonaniu brak tutaj logiki, już nie mówiąc o liczeniu się z opinią mieszkańców. Brak sensu – denerwuje się.

 

Jak się okazało wycięto ponad 500 drzew a nie 300 i urzędasy nadal mają się dobrze mimo akcji społecznej Zielonej Mocy wymierzonej w tych Barbarzyńców z Urzędu Miasta Warszawa.

Czy takie działania, jak powyżej przedstawione, mają rzeczywiście małą szkodliwość społeczną? Sądzę, że wręcz odwrotnie. Dają fatalny wzór do naśladowania maluczkim, dzieciakom i prostym ludziom. Są to smutne przykłady skrajnego barbarzyństwa ludzi, którym się wydaje, że skoro ukończyli wyższe uczelnie (to żenujące i powinno być wstydliwe dla uczelni, które im dały dyplomy magisterskie okrywając się taką hańbą!!!) i otrzymali mandat do decydowania o niektórych sprawach, to mogą robić co im się żywnie podoba i dowolnie wypaczać Rzeczywistość oraz Przestrzeń Publiczną.

 

A propos – czy “Władca Much” jest lekturą obowiązkową w polskim szkolnictwie średnim?

 

Czy rEWO-LUCjA wybuchła już na Ziemi? (materiały od Patryka)

Opublikowany w nauka, Polska, Teksty społecznie zaangażowane, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 4 Kwiecień 2014

SSSSS s-1553Właściwie każdego dnia słyszę od ludzi jak dosyć mają rządu i państwa, systemu w którym muszą żyć i jak czują się ubezwłasnowolnieni we własnym, rodzinnym kraju. Myślę, że wielu z nas zastanawia się w jaki sposób przejść, jak przeskoczyć, od małych kooperatyw, od lokalnych plemiennych słowiańskich społeczności, które tworzymy  w Polsce i na świecie, do skali całego kraju i jeszcze szerzej, do zmiany systemu Pan – Niewolnik w skali kontynentu, albo w skali całej Matki Ziemi.

Szczególnie obecnie, w Czasie Wielkiej Zmiany, mamy okazję obserwować sytuacje skrajne, które dotykają warunków brzegowych istnienia tego Systemu. Tak jest z Ukrainą i wybuchem Gniewu w Kijowie, tak jest z Gniewem ludzi w Turcji, tak jest z Bośnią i tamtejszym wrzeniem, tak jest na Tajwanie, w Chinach i Rosji. Tak jest w Polsce, gdzie mamy Oburzonych i Gniewnych i gdzie zdesperowani rodzice niepełnosprawnych dzieci  urządzili swój Majdan w Polskim Sejmie. Cyniczną reakcję na te desperackie zrywy obserwujemy na ekranach telewizorów codziennie. Jutro zobaczymy kolejny prześmiewczy akt, który będzie się nazywał Głosowanie nad Wynegocjowanym Jednostronnym Porozumieniem z Rodzicami Niepełnosprawnych Dzieci. 

Obserwujemy akty desperacji całkiem małych społeczności dotkniętych obstrukcją aroganckich rządów, które reprezentują wyłącznie interesy Światowej Banksterskiej Korporacji, a nie interes własnego narodu czy tym bardziej jakiejś słabej grupy społecznej oraz bunty całkiem dużych narodów, jak Naród Ukraiński, czy Naród Turecki, które poddane są skrajnemu naciskowi Systemu Pan-Niewolnik, w bardzo różnych czasami płaszczyznach. Płaszczyzny są różne ale nacisk jest skrajny. Także w Polsce ten nacisk jest bardzo skrajny, chociaż pozornie tego nie widać. Nie widać, bo 2,5 miliona młodych Polaków, którzy mogliby to zademonstrować zostało “wyrzuconych” z Polski przez nieludzki system.  

Codziennie rozmawiam z właścicielami gospodarstw rolnych, z małymi przedsiębiorcami polskimi, z naukowcami, z nauczycielami, ze sprzątaczkami i sklepowymi za ladą,  ze sprzedawcami na placach, z sekretarkami w biurach , ze studentami, z emerytami, z dziesiątkami ludzi w naszym kraju. Wszyscy mówią to samo: W tym systemie nie da sie żyć!

18 marca otrzymałem prezent od Patryka, który prowadzi blog Bladymamut na WordPressie (polecam serdecznie ten blog [http://bladymamut.wordpress.com/2014/03/ ], bo zawiera wiele doskonałych materiałów, które mają holistyczny charakter i reprezentują Wolną Myśl Wolnych Ludzi). Wpis pod artykułem “Czesław Białczyński” na Czarnym Pasie. Przytoczę ten wpis za chwilę. Razem z  nim drugi wpis w prezencie,  a do obu wpisów dołączone filmy. W tym jeden poświęcony Prawu i Powiernictwom a drugi mitom naukowym materializmu. Nic nie dzieje się przypadkiem. I to zestawienie też nie jest przypadkowe. Minęło trochę czasu nim przetrawiłem obydwa te wykłady i załapałem jak wszechstronne przesłanie one niosą. 

Kiedy ma się świadomość, że żyjemy w pseudodemokracji, że nasze głosy nic nie zmieniają, że nawet jeślibyśmy wygrali jakieś tam wybory to i tak nasze głosy przeliczą serwery w Moskwie, albo  o dalszym rozwoju wypadków w kraju zdecydują połączone siły pop-propagandy medialnej, kasy banksterskiej oraz policyjne pałki i karabiny maszynowe (jak w Kijowie), a jeśli to nie pomoże, to wesprze je w majestacie prawa (umowy o pomocy obcych armii i sił policyjnych na terytorium Polski), albo bezprawia (pod wyimaginowanym pretekstem ochrony jakiejś grupy obywateli – jak na Krymie), bratnia pomoc mocarstwa atomowego, które rozjedzie nas czołgami, żeby przywrócić  na Naszej Ziemi Rodzinnej System Pan -Niewolnik za wszelką cenę,  KIEDY MA SIĘ TAKĄ ŚWIADOMOŚĆ, TO STAJE SIĘ ZROZUMIAŁE, ŻE SYTUACJA DOJRZAŁA DO REWOLUCJI.

Tak! Sytuacja dojrzała do rewolucji i to rewolucji na skalę planety. Do rewolucji totalnej. Absolutnej. Wszechstronnej!

Jak jednak przeprowadzić rewolucję na miarę XXI wieku? Rewolucję zupełnie nowego rodzaju.  Tak się składa, że obydwa nadesłane przez Patryka wykłady stanowią doskonałą wskazówkę i mówią w zasadzie na ten sam temat, choć w różnych płaszczyznach. Mówią one to co mówi cały blog Bladymamut i wiele innych blogów Wolnych Ludzi, to co mówimy tutaj i co powtarza Światowy Internet od dłuższego czasu: ŚWIAT WYGLĄDA INACZEJ NIŻ GO SIĘ OPISUJE! ŚWIAT MOŻE BYĆ INNY NIŻ JEST WEDŁUG OBOWIĄZUJĄCYCH OPISÓW. ŻYCIE LUDZI I SAM SYSTEM SPOŁECZNY MOŻE BYĆ INACZEJ ZORGANIZOWANY NIŻ TEN JAKI ZASTALIŚMY, KIEDY SIĘ URODZILIŚMY I W KTÓRYM JESTEŚMY ZMUSZENI – ZMUSZENI! – UCZESTNICZYĆ! 

Potrzeba nam rewolucji bezkrwawej, rewolucji na skalę i na modłę Rewolucji Dzieci Kwiatów sprzed 50 lat, z roku 1968. Potrzeba nam rewolucji, która nie będzie się ścierać, tak jak ta w Kijowie z karabinami maszynowymi i czołgami, lecz takiej która wejdzie miękko w System i zdemoluje go wewnętrznie stanowiąc Totalną Odmowę Udziału w Nim. 

Oto wpisy i wykłady jakie otrzymałem.

Przeglądałem bloga i próbowałem coś znaleźć na temat prawa i powiernictw i zdecydowałem się, że tutaj wrzucę, najwyżej proszę usunąć lub przenieść w inne miejsce mój komentarz. Razem z jedną dziewczyną przetłumaczyłem jeden z wykładów Deana Clifforda na temat prawa i powiernictw, pomimo,że materiał odnosi się głównie do Kanadyjskiego podwórka to można się z niego sporo dowiedzieć na temat prawa powierniczego, w jakiej roli można występować w relacji z rządem, jak te role są odwracane z powodu naszej niewiedzy, jak władza operuje na domniemaniu, o co chodzi z imieniem, jak zgadzamy się na wiele rzeczy poprzez domniemanie. Jak cały obecny system oparty jest na domniemaniu, wprawdzie nie podpisujemy z władzą żadnego kontraktu ani umowy, ale władza domniemuje, że przyjmujesz jej warunki i grzecznie podporządkujesz się jej postanowieniom. Nikt nie ma prawa spisać twoich praw. Jeśli ktoś uważa, że może spisać twoje prawa, to znaczy, że ma również prawo cię ich pozbawić, jeśli uzna to za stosowne. Twoje prawa są niepisane i żaden człowiek, ani organizacja nie mogą ci ich przyznać, ani odebrać.

Dean Clifford – napisy PL – Your Rights, Trusts, and how to enforce them
Series 1

 

 

I drugi wpis oraz materiał z wykładu:

 

Dodam jako dodatek do tej prezentacji
Rupert Sheldrake napisy PL The Science Delusion BANNED TED TALK

 

Naukowe Urojenia – wystąpienie Ruperta Sheldrake’a na temat dogmatów w dzisiejszej nauce.

Przy okazji przypomnę słowa Mariana Mazura:
“Naukowców interesuje rzeczywistość, jaka jest. Doktrynerów interesuje rzeczywistość, jaka powinna być.
Naukowcy chcą, żeby ich poglądy pasowały do rzeczywistości. Doktrynerzy chcą, żeby rzeczywistość pasowała do ich poglądów.
Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami naukowiec odrzuca poglądy. Stwierdziwszy niezgodność między poglądami a dowodami doktryner odrzuca dowody.
Naukowiec uważa naukę za zawód, do której czuję on zamiłowanie. Doktryner uważa doktrynę za misję, do której czuje on posłannictwo.
Naukowiec szuka “prawdy” i martwi się trudnościami w jej znajdowaniu. Doktryner zna “prawdę” i cieszy się jej zupełnością.
Naukowiec ma mnóstwo wątpliwości, czy jest “prawdą” to, co mówi nauka. Doktryner nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest “prawdą” to, co mówi doktryna.
Naukowiec uważa to, co mówi nauka za bardzo nietrwałe. Doktryner uważa to, co mówi doktryna, za wieczne.
Naukowcy dążą do uwydatniania różnic między nauką a doktryną. Doktrynerzy dążą do zacierania różnic między nauką a doktryną.
Naukowiec nie chce, żeby mu przypisywano doktrynerstwo. Doktryner chce, żeby mu przypisywano naukowość.
Naukowiec unika nawet pozorów doktrynerstwa. Doktryner zabiega choćby o pozory naukowości.
Naukowiec stara się obalać poglądy istniejące w nauce. Doktryner stara się przeciwdziałać obalaniu poglądów istniejących w doktrynie.
Naukowiec uważa twórcę nowych poglądów za nowatora. Doktryner uważa twórcę odmiennych idei za wroga.
Naukowiec uważa za postęp, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w nauce. Doktryner uważa za zdrajcę, gdy ktoś oderwie się od poglądów obowiązujących w doktrynie.
Naukowiec uważa, że jeżeli coś nie jest nowe, to nie jest wartościowe dla nauki, a wobec tego nie zasługuje na zainteresowanie. Doktryner uważa, że jeżeli coś jest nowe, to jest szkodliwe dla doktryny, a wobec tego zasługuje na potępienie.
Naukowcy są dumni z tego, że w nauce w ciągu tak krótkiego czasu tak wiele się zmieniło. Doktrynerzy są dumni z tego, że w doktrynie w ciągu tak długiego czasu nic się nie zmieniło.”

Pozdrawiam
Patryk

SSSSS s-1553

 Jedyna droga do Wielkiej Zmiany to odmowa uczestnictwa w Systemie Pan – Niewolnik. Odmowa w taki sposób i na tak masową skalę na jaką odmówiliśmy tego jako młode pokolenie w 1968 roku. Oznacza to stosowanie przedstawionej tutaj powyżej praktyki w codziennym życiu, stosowanie przedstawionej tutaj filozofii każdego dnia. Omijanie Systemu na wszelkich możliwych frontach. Organizacja Plemion, czyli małych społeczności lokalnych prowadzi do tego, że przerodzą się one osiągnąwszy odpowiednią masę w nową Sieć Społeczną na skalę kraju i kontynentu – tak jak w 1968. 

Pozostaje naprawdę tylko opracować technologię samego Wielkiego Przewrotu, ponieważ w tej chwili mamy już nie tylko Program Nowego, czyli to co ma zastąpić Stare, ale także mamy metodę obalenia Starego – i to bez jednego wystrzału. Jak przystało na XXI wiek. Nadszedł czas tworzenia jednolitego Słowiańskiego Ośrodka Myśli, który te metody rozwinie w szczegółach, do takiej fazy, która pozwoli  wcielić w życie Wielką Zmianę Społeczną.

 

Czy ta r-EWO-LUCjA (N-EVO-LUCiA, NEO-Oświecenie) już się przypadkiem nie toczy, chociaż do nas to być może w pełni jeszcze nie dociera? Czy ona już nie wybuchła i to w skali całej Ziemi?!

Jak się pracuje u Semira Osmanagicza, relacja bezpośrednia spod Piramid w Visoko (autor: Leszek, rok 2012 i 2013)

Opublikowany w Słowianie przez bialczynski w dniu 2 Kwiecień 2014

Visoko_Pyramid_of_The_Sun_4Jak wygląda praca ochotników w Visoko.

Nie jest to tak jak się z pozoru wydaje, ale o tym później.
Zacznijmy od tego, ze żeby zacząć pracę przy wykopkach należy wysłać podanie, które znajduje się na stronie fundacji, a w nim terminy przyjazdu, kwalifikacje i tym podobne bzdury ( bzdury, bo praca sprowadza się do wożenia urobku taczkami, lub odkopywanie łopatą i kilofem).
Całość zmiany (turnus dwutygodniowy  stanowi około 40 osób. Stanowiska pracy można samemu wybrać (najczęściej jeżeli stanowisko pracy komuś nie odpowiadało, pracownicy-ochotnicy  zmieniali się co 2-3 dni). W tunelach pracowało ok 20 osób, natomiast reszta w grupach 4-5 osobowych na stokach.
Praca trwa przez 5 dni w tygodniu, po około 7 godzin dziennie.
Ceny w Bośni są podobne do cen w Polsce (niektóre produkty nieco droższe, niektóre tańsze np. świeże owoce tańsze o połowę:). W Visoko jest kilka piekarni, gdzie w miarę na bieżąco pieką różne placki i chleby (najczęściej jest to jasne pieczywo, chleba na zakwasie, ani razowego nie widziałem). W miasteczku są źródła, gdzie jest woda zdatna do picia. Walutą są Bośniackie Marki w przeliczniku 1BM=2 zł. BM nie można kupić w Polsce, ale na pewno sprzedają ją na Chorwacji. Wymiany pieniędzy w Bośni dokonuje się w kantorach lub bankach, do wymiany potrzebny jest paszport lub dowód osobisty (w Visoko są tylko banki i w razie potrzeby bankomaty). W Bankach przyjmują tylko euro, dolary amerykańskie, funty brytyjskie, franki szwajcarskie, walutę chorwacką i węgierską (polskiej nie kupują). Ceny w kantorach i bankach są podobne.

Do Bośni

Pojechałem sam. Kupiłem bilet w jedną stronę, gdyż nie wiedziałem kiedy wrócę. Lot miałem z Warszawy do Chorwacji (lotnisko Split), następnie autobusem do Sarajewa i busem podmiejskim do Visoko. Cena przelotu wyniosła ok 120 złotych (chyba to była linia Eurolines – lata sezonowo, ma śmigłowe samoloty Bombardier). Autobus ze Splitu do Sarajewa kosztował ok 120 złotych. Autobus jedzie całą noc, więc polecam zacząć wieczorem, aby być rano w Sarajewie.

O Splicie i Budapeszcie

Lotnisko jest jakieś 15 kilometrów od miasta, więc można na piechotę, ale jeżdżą autobusy z lotniska w pobliże centrum. Próbowałem łapać stopa, ale po dwóch godzinach zrezygnowałem. Autobusy do Bośni odchodzą z portu w Splicie. Będąc w dzień warto tu zajrzeć na targowisko owoców. W Sarajewie dworzec kolejowo-autobusowy otwiera się dopiero o 7.00 więc na nocleg nie ma co liczyć.  Droga powrotna: bus do Zenicy 20 zł , dalej pociąg do Budapesztu (200zł) i autobus do Krakowa (około 100 zł). Jadąc pociągiem z Zenicy przed południem do Budapesztu przyjeżdża się bardzo późnym wieczorem.W Budapeszcie trzeba bardzo uważać na złodziei (zasnąłem na 3 minuty! i Cyganie ukradli mi cały plecak, z resztą nie tylko mnie…)

Na miejscu w Visoko

Generalnie na ponad półtora miesiąca wraz z przejazdami wydałem coś koło 1700 zł, ale musiałem przed wyjazdem dokupić kilka rzeczy.
Z Bośniakami przy odrobinie wyobraźni można śmiało po Polsku się porozumieć (tylko u nich lewa to prawa, a prawa jakoś inaczej), natomiast z innymi ochotnikami po angielsku (spotkałem tylko jednego Polaka).
UWAGA NA MINY!!! część terenów wokół Visoko jest nadal zaminowana (na pewno świątynia Matki Ziemi i część piramidy Księżyca, natomiast Piramida Słońca i Smoka są bezpieczne). Jest dużo tablic ostrzegawczych, więc lepiej w takich miejscach  nie schodzić z drogi, choć zdarza się, że miejscowi wieszają tablice, żeby nikt nie wchodził na ich teren.
Należy też uważać na skorpiony. Są nieduże (do 4 cm) i łatwo je przeoczyć, więc lepiej wieszać rzeczy na drzewie i pracować w wysokich butach. Chowają się w rozpadlinach, dziurach i innych chłodnych i zacienionych miejscach. Ten gatunek nie ma na tyle mocnego jadu, żeby doprowadzić do śmierci (chyba, że alergika), natomiast węże są na tyle jadowite, że po ukąszeniu śmierć następuje do godziny (jeśli nie poda się surowicy). Szczerze, to szukałem tych węży, ale nawet śladu po nich nie widziałem, natomiast skorpionów kilka znalazłem.
Teraz o tym co na miejscu:
Żeby pracować jako ochotnik, trzeba im zapłacić (jaka stawka jest obecnie nie wiem. W 2012 wynosiła jakoś 10 dolarów za dzień). W zamian fundacja zapewnia zakwaterowanie w hotelu  i 2 posiłki (patrząc realistycznie na warunki hotelowo żywieniowe, były to warunki kiepskie), oraz ubezpieczenie i sprzęt. Sprzęt osobisty typu buty robocze, czy rękawice lepiej mieć swoje.

Ciemne strony, czyli gdy chcesz działać na własną rękę

Po tym jak z grupą przepracowaliśmy 2 tygodnie postanowiliśmy zostać i podziałać dłużej .Nie stać nas było na dalszy pobyt w hotelu, więc zaczęliśmy szukać prywatnych kwater do wynajęcia. Gdy mieliśmy już lokum zaczęły się problemy, że ochotnicy mieszkający poza hotelem nie mogą pracować. Była nas około 12 osób i był za nami były naczelny archeolog fundacji Ricardo Brett.W końcu wraz z nim wynajęliśmy duży dom (który okazał się byłym burdelem i miejscem więzienia kobiet, ale to inna para kaloszy). Wraz z przyjacielem Bośnakiem – reporterem amatorem – zaczęliśmy działać w kierunku utworzenia dodatkowego oddziału fundacji, dla tych co nie chcą zostać w hotelu bo nie mają funduszy, albo przyjechali zobaczyć co w trawie piszczy. Ricardo Brett poinformował nas, że Semir Osmanagicz  zarządził iż w naszym domu mogą zostać tylko ochotnicy, którzy przepracowali 2 tygodnie, a ci, którzy nie są zameldowani w hotelu nie mają możliwości pracy przy wykopach.
Przyjaciel dziennikarz zaczął pisać artykuły o tych posunięciach. Pewnego wieczoru, gdy przyszedł do hotelu spotkać się ze znajomym właściciel hotelu powiedział, żeby przestał opisywać takie rzeczy, bo go zastrzelą. Okazało się, że właściciel hotelu jest miejscowym gangsterem, ma kilka apartamentów w Chorwacji, które wynajmuje bogatej klienteli, i ponoć ma powiązania z handlarzami bronią (choć tego nie mogę potwierdzić). Wniosek nasuwa się sam…
Inna rzecz wraz ze znajomym pojechałem raz jeszcze rok później (wrzesień 2013), zobaczyć co się dzieje na miejscu.
Okazało się, że w fundacji nastąpił rozłam. Główny archeolog odszedł, tworząc fundację zajmującą się wykopaliskami archeologicznymi w poszukiwaniu śladów Słowian, rząd cofnął Semirowi dotacje na odkrycia, główny “górnik” również zrezygnował. Nie powiedzieli czemu, gdy chciałem ich wypytać odpowiadali wymijająco. W tunelach pojawiły się nowe ślady np. runy na głazach, które rok wcześniej były gładkie (najprawdopodobniej sfabrykowane dowody, choć może to być również akt wandalizmu).
Atmosfera bardzo niemiła, jeśli wypytywałem robotników bośniackich, mimo, że znali mnie, bo rok wcześniej dużo czasu spędziłem w tunelach. Część wykopów na zewnątrz piramidy w podobno ważnych miejscach zasypano.
Wszystko poszło w stronę zarabiania pieniędzy na przyjezdnych ochotnikach, taka, jak to się teraz mówi, aktywna turystyka. Przykre, bo idea piękna.
To o fundacji, natomiast o tunelach i piramidach napiszę następnym razem.
Pozdrawiam serdecznie,
Leszek
v Bosanska-Piramida-Sunca-Visoko

część 2 – Piramidy

Witam,

jak obiecałem napiszę teraz o samych piramidach. Muszę powiedzieć, że najlepiej tam samemu pojechać i poczuć na miejscu atmosferę i zobaczyć co i jak.
Co się tyczy atmosfery pracy i ochotników, muszę przyznać, że panowała tam rodzinna atmosfera i niesamowita serdeczność.W zasadzie już po kilku chwilach czuło się rodzinną bliskość. Ochotnicy – ludzie otwarci, każdy w jakimś stopniu czegoś poszukiwał. Tego Czegoś. W zasadzie widząc ich wszystkich odnosiło się wrażenie, że zna się ich od dawna. A wśród ochotników pełen przekrój społeczny: malarze, radiesteci, badacze runów, uzdrowiciele Reiki, była  kobieta z Hiszpanii wraz z córką, która przeprowadzała zagubionych na druga stronę, jej córka potrafiła rozmawiać ze zwierzętami, badacze nowych technologii itp.
Niestety podczas wykopów panowało niesamowite podniecenie, które udzielało się każdemu, a to z kolei utrudniało analizę na gorąco. Co za tym idzie wszystko co się zobaczyło, brało się za niezbity dowód i powstawały na prędce różne niesamowite teorie nie poparte faktami.
Nie miałem w rękach materiałów badawczych i wyników analiz. W zasadzie nie znalazłem informacji kto wykonywał datowanie radiowęglem i w jakich laboratoriach się to odbywało, a o profile i przekroje geologiczne nie mogłem się doprosić, więc na temat prawdziwości datowań i budowy nic nie wiem. Na tyle na ile mi pozwoliły moje obserwacje mogę stwierdzić, że Piramida Słońca wcale nie jest ułożona zgodnie z kierunkami świata (jest różnica kilku stopni, nawet na mapach google jest to widoczne).
3 piramidy ( z 5) tzn Słońca, Księżyca i Smoka są zupełnie odmiennej budowy geologicznej: Słońca – okrycie to kamienne bloki widoczne na zdjęciach, choć w niektórych miejscach wcale nie ma okrywy, są tylko bloki piaskowca (miało tam być wejście, lecz po przekopaniu fragmentu nic nie znaleźliśmy, ten wykop został zasypany), a pod spodem glina mocno sprasowana;
Piramida Smoka (najmniejsza) – piaskowce dużo słabsze i drobniejsze, jakby z domieszką iłów (choć nie mam pewności), warstowane, zapadanie ich było prostopadłe do stoku czyli jakieś 30-40 stopni;
Piramida Księżyca-płyty (jakby jakieś margle) różnej wielkości od formatu A3 do nawet 1,5 na 1,5 m, grubości kilku cm.
Jeśłi na dolinę nałożymy Kwiat Życia, to wszystkie piramidy będą się znajdować na przecięciach linii, oraz
http://www.youtube.com/watch?v=qUqtOtiIdhszgodnie z tą spiralą ( a właściwie na tej spirali), gdzie w początek tej spirali, bądź gdzieś przy początku znajdował się nieczynny kościół.

O tym kościele nie wiele wiem, miejscowi nie chcieli poruszać tego tematu, sam kościół jest na pewno podpiwniczony.W Visoko są same meczety i jeden klasztor jakiegoś zakonu, chyba francuskiego.
W dolinie a także wokół niej są liczne ślady osadnictwa ( praktycznie na każdym wzniesieniu), nie mogę stwierdzić z jakiego okresu pochodziły, natomiast archeolog R. Brett uważał, że był to spory przedział czasowy
Podobno kiedyś oblegali Visoko Turcy, twierdząc że to przeklęte miejsce. Wymordowali okoliczną ludność i spalili osady niestety nie słyszałem całej rozmowy o tym temacie,
Na piramidzie Słońca znajduje się odbudowany fragment rzymskiego fortu, jakieś 30-50 metrów poniżej szczytu od strony północnej są resztki oryginalnych murów
Podobno na zdjęciu z początku XX w. piramida słońca nie była zalesiona. Nie widziałem zdjęcia, ale chodząc po piramidzie, również nie zauważyłem drzew starszych niż 80 lat
Na piramidzie Słońca było mnóstwo motyli, natomiast na piramidzie Księżyca olbrzymie ilości jelonków (za to motyli praktycznie nie było), które nie występowały na piramidzie Słońca
Jest takie miejsce na Piramidzie słońca, w którym łańcuszek z kulek-magnesów odchylał się od pionu o 30 stopni (od piramidy), natomiast mosiężny pion wisiał nieruchomo.
W moim odczuciu energia piramidy słońca przypomina trochę energię Ślęży, natomiast piramidy Księżyca to bardziej RAdunia.
Często sypiając na wierzchołku piramidy słońca widziałem na niebie NOL-e. Świecące obiekty szybko poruszające się po niebie , nagle skręcające pod różnymi kątami (skręt następował praktycznie w miejscu)
W tunelach panuje doskonały mikroklimat do przebywania w nim.
Miejscami widać wyraźnie w tunelu fragmenty jego oryginalnego kształtu.
W tunelu  w którym kopałem była kamienna tablica z runami (runy ostrzegają przed czymś, nikt nie był w stanie rozgryźć przed czym). Ten kamień w 2012 i 2013 pozostał bez zmian, natomiast na innych pojawiły się różne znaki
W jednej z cześci tunelu są w podłożu gliniastym odciśnięte ślady po torach kolejki wąskotorowej (na odcinku kilku metrów ślad równoległy szerokość wgłębień kilka centymetrów, nie więcej niż dłoń, jakby po szynach, bez śladów po podkładach, brak śladów butów. Na stropie miejscami okopcone ślady. W fundacji mówiło się iż tunel był zasypywany 2 krotnie, później, że 3 krotnie przez różne cywilizacje. Podobno znaleziono paznokieć z okresu 2 wojny światowej, zardzewiałą latarnię i fragmenty szkieletu. Nie widziałem żadnego z tych znalezisk, ani ich zdjęć.
W niektórych miejscach w ścianach można było odnaleźć bryły wielkości pięści i mniejsze jakiejś substancji organiczej. Nie wiem czy je zbadano.
Tunele są tylko częściowo zasypane, tzn po odcinkach zasypanych są odcinki tylko częściowo, a nawet wcale nie zasypane.
Archeolog twierdził, że tunele były kopalniami obsydianu na narzędzia (obsydian występuje raczej przy wulkanach, a obecność wulkanów w tamtych okolicach zamieniłby piaskowce w kwarcyty)
Semir twierdził, iż materiał z wykopanych tuneli posłużył do budowy okładzin piramidy ( materiał z tuneli jest raczej drobniejszy niż materiał na okładzinach)
Podobno ze względu na jakieś promieniowanie z tuneli zwierzęta tam nie wchodzą (Widziałem tam gryzonie o wielkich oczach podobne do wiewiórki, lecz o szarej sierści i długich palcach, ze znikomymi pazurami.Typowo nocne. Jako, że wejście było w miarę szczelnie zamknięte, prawdopodobnie dostają się przez jakieś boczne korytarze)
Bloki okładzin piramidy Słońca znajdowały sie w znacznej odległości od piramidy (idąc od Visoko do miejscowości Buci, przy starym wodnym młynie). Bloki miały na oko 1 do kilku ton.
visoko rzut r1xz

Trochę z innej beczki

W tunelach Alba- dziewczyna która rozmawiała ze zwierzętami widziała “szarych”, podobnie w jednym z miejsc, gdzie ludzie nie chcieli kopać jedna z ochotniczek doznała jakiegoś energetycznego ataku – twierdziła, że coś w nią weszło i siedziało w jej ciele.
Był taki Amerykanin Mike, DJ, który wszedł na piramidę Słońca, ustawił mikrofony i zaczął nagrywać. Następnie nagranie filtrował i z tych częstotliwości które nagrał, po odfiltrowaniu wyszedł mu dialog w języku angielskim między dwoma ludźmi, którzy porozumiewali się z jakąś grupą przez komunikator. Mówili o sprawach technicznych i procedurach. Całość trwała może 2 minuty. Słyszałem już przefiltrowany dźwięk, ale nie zrozumiałem co mówiły głosy (dla mnie było zbyt zabrudzone), natomiast czytałem ten dialog po przepisaniu. Ciekawe, że po zamieszczeniu oryginalnego nagrania tzn nie po przefiltrowaniu (niesłyszalne częstotliwości dla ucha ludzkiego) i oczyszczonego wraz z filtrami jakie użył Mike i technik filtracji w internecie nagranie zostało błyskawicznie usunięte przez nieznanych sprawców.
Podczas nagrywania wywiadu w hotelu na tarasie (to było blisko zachodu słońca) wraz z grupą osób widzieliśmy Nol-a – coś między spadająca gwiazdą a flarą- na flarę za szybka, wypaliła się i znikła.Możliwe, że została nagrana przez kamerzystę podczas wywiadu. Podobne zjawisko widziałem w zeszłym roku dzień, albo dwa przed przesileniem, ok 22 na Ślęzy.
Pracowałem w tunelach w zasypanych tunelach, gdzie wraz z 2-3 osobami (między innymi z Polakiem mieszkający w Kanadzie) próbowaliśmy się przebić przez zasypane fragmenty. Było to jakieś 40-50m przed frontem robót (właśnie tam były ślady po torach ). Aby się tam dostać, trzeba było się czołgać, lub iść na czworakach, a pracować na leżąco przepychając materiał nogami, bo było zbyt ciasno. Była to praca bez zabezpieczeń przy świetle latarek. Po 5 dniach nie było miejsca na przepychanie urobku, więc przerwaliśmy. Właśnie po pracy w tamtym miejscu doznałem niesamowitego uczucia. Było to niezwykle intensywne odczucie, odczucie jakbym krzywdził własną matkę. Po tym przestałem kopać w tunelach.
Jest tam coś niezwykłego-myśli natychmiast się krystalizują – gdy czegoś potrzebowałem albo poszukiwałem jakichś informacji natychmiast znajdował się ktoś kto przynosił odpowiedź.
Dziwnych rzeczy i pogłosek było znacznie więcej ale nie widzę potrzeby, żeby o tym pisać.
Tak na podsumowanie mogę stwierdzić, iż w tych miejscach jest coś niezwykłego, ale raczej nie to co sugeruje fundacja, która poszła w komercję. Sam Semir Osmanagicz nie ma w oczach tego błysku poszukiwacza, jaki mieli ochotnicy. Niestety wszystkie materiały i dokumentacje straciłem razem z plecakiem, ale w razie pytań chętnie odpowiem. Pozdrawiam, Leszek
v PiramidaVisoko

Brak haplogrupy N (ugrofińskiej) a język węgierski na Uhorzu (Węgrach, Hungarii)

Opublikowany w nauka, Polska, Słowianie przez bialczynski w dniu 31 Marzec 2014

https://sites.google.com/site/haplo4862/country-national-haplogroup-chart-dna

Węgry hg

Materiał na jakim się opieram pochodzi z powyżej podanej strony poświęconej genetyce.

W miarę postępu badań genetycznych wyjaśnia się coraz bardziej sprawa Węgier i rozbieżności pomiędzy językiem obowiązującym na tym terenie a składem poszczególnych grup ludnościowych współtworzących ten organizm przedpaństwowy w okresie od 5000 p.n.e. do 500 p.n.e., protopaństwowy od  500 p.n.e. do V wieku n.e. oraz w formie obecnej jego państwowości od 500 n.e. do dzisiaj, czyli 2000 n.e..

Powyższy diagram przedstawia rozpoznaną obecnie w 2014 roku sytuację haplogrupową Y-DNA na Węgrzech.

Widać z niego, że skład genetyczny populacji jest nieco odmienny w proporcjach niż się rysował początkowo. Ta sytuacja zmienia się też w miarę coraz większej liczby badań na innych terenach, ale w zakresie mniej znaczącym niż na Węgrzech.  Przedstawimy tutaj diagram Polski, Rosyjski , Fiński, Mołdawski, Ukraiński, Serbski, Słowacki i Austriacki, a także  Indyjski, po to żeby porównać pewne sytuacje związane z rozkładem puli genetycznej i zasięgiem obowiązujących tam współcześnie języków, które ukształtowały się w toku dziejów.

Zacznijmy jednak od Węgier i języka ugro-fińskiego jakim się tam mówi.

Węgry

Gdy patrzymy na rozkład haplogrup obecnych na terytorium Węgier narzuca nam się rzecz niewiarygodna – otóż brak tutaj zupełnie osławionej haplogrupy Ugro-Fińskiej – N. Ona na obecnym terytorium Węgier w ogóle nie występuje.  Nie mieszkają tutaj więc potomkowie prawowitych Węgrów, Ungarów, Ono-Gurów, Ogrów, Ogórów (Pogórzan), Hunów, Awarów, Huno-Awarów, Uhorzan, Ugrów, Ugliczów. Na Węgrzech występują w składzie genetycznym populacji według tych diagramów haplogrup Y-DNA, następujące grupy ludności: R 50,7% (w tym słowiano-scytyjskiej R1a1a jest 21,5%, a R1a1 to tylko 0,2%, celtyckiej R1b jest  29%), I 29% (Staroeuropejska), E 16,5% (Afrykańska), J 3,5% (Semicka), H 1% (Hinduska-Cygańska).

Jak to się zatem stało, że Węgrzy mówią językiem ugro-fińskim skoro nie ma tam Ugro-Finów? Grupa hinduska 1% (Cyganie) i semicka 3,5% nie mają ze względu na małą liczebność znaczenia przy formowaniu się języka. Logiczne jest bowiem, że na danym terenie wybiera się jako wspólny język użytkowy język jakiejś znaczącej liczby mieszkańców z którymi “należy się” porozumiewać bądź jako gospodarzami terenu, jako decydentami lub jako grupą z którą trzeba dokonywać wymiany dóbr.  Dalej w toku użytkowania ten język przekształca się, jest uzupełniany słowami z obu języków współtworzących, tworzy się specyficzna lokalna wymowa wyrazów i wreszcie powstaje nowa składnia, łatwa do “obsługi” dla wszystkich grup językowych ludności. Pozostałe grupy ludności na terenie Węgier pozostają niemalże w patowej równowadze i jest ich wiele. Celtowie 29%, Staroeuropejczycy 29%,  grupa Słowiańska to 21%, a Afrykańska prawie 17%.  Wiemy, że Celtowie i Staroeuropejczycy nie posiadają dominujących języków. Ich mowa łatwo się kreolizuje i przystosowuje do innych, ich język nie zdominował nigdzie europejskich konglomeratów etnicznych. Dał im swój wkład, domieszkę, ale w różnych miejscach Europy jako wiodące przyjmowano inne języki niż celtyckie i staroeuropejskie.

Jak to było na Węgrzech? Przy takiej równowadze podjęta została zapewne przez władców wojowników Ugro-Fińskich, którzy jak wiemy z kronik w pewnym momencie historycznym opanowali te ziemie jako “obrońcy”, decyzja, że to ich język będzie jednoczył wszystkie te różnojęzyczne plemiona i ludy. Musiało się to dziać późno, czyli wtedy, kiedy Madziarowie Nadwołżańscy (grupa nosicielska języka ugro-fińskiego na tym obszarze) podbili te ziemie około 906 roku. Struktura feudalna była już po 300 latach “przymiarek” na tym terenie na tyle okrzepła i plemiona nawykłe do zarządzania “z książęcego dworu”, że udało się “z dworu książąt madziarskich” poprzez żupanów narzucić  wszystkim mieszkańcom język węgierski jako “urzędowy”. Musiał tutaj panować ustrój tego typu, że ludność bez uzgodnienia z przedstawicielami Madziarów nie mogła przedsięwziąć niezbędnych dla przeżycia działań. Dlatego musiała opanować ten język żeby funkcjonować. No dobrze, ale to nie wyjaśnia skąd się wziął język skoro nie ma tutaj ludzi, którzy mogliby go przynieść, czyli tych z haplogrupą N.

Ziemia węgierska (hungarska, madziarska) w językach ościennych i dawnym tutejszym, różne nosiła miana. Nazwa “Węgry” pozostała do dzisiaj po plemiennej przeszłości słowiańskiej, po tych plemionach, które nadal dzisiaj zamieszkują centralne Węgry. Znamy podobną nazwę plemienia z Wendlandu nad Morzem Bałtyckim w Niemczech z Połabia (Pomorze Przednie) – Wagry – “wagry” czyli bagna (bagry). Nazwa tej ziemi nadbołotońskiej ma szereg wariantów i odmian; Uhorze/Ugry (Ungaren) – Ugór  (Puszta – Zielona Pustynia Węgierska), Wągry-Wagry (Bagry- bagna Bołotoni -Balatonu), Ugry-Ugory (Pustki), Ugole (Kąty, Węgły) – Uglicze, Uhorze (Podgórze Karpat – U Hor, U stóp Harpątów – nizina leżąca). Zachowała się także nazwa nawiązująca do starożytnych Czaropanów z Caroduny, Panonia -  Ziemia Panów i Nizina Panońska.

Zatem Ziemia Uhorzan-Panów (Podgórzan Harskich) w okolicy Budy – którego to grodu nazwa jest przecież z gruntu słowiańska, jak i Balatonu (to też słowiańska nazwa – Bołotoń) jest zapewne ziemią plemienną rdzennie słowiańską.  Zamieszkiwana była tak dawniej jak i dzisiaj przez Słowian etnicznych hg R1a, mimo że weszła w skład państwa węgierskiego.

Tak samo ziemie Słowiańskiej Wołoszy  weszły w romańską Mołdowę. Tu także językiem dominującym obecnie nie jest słowiański, lecz romański (rumuński). Żyło zaś tutaj plemię całkiem słowiańskie zwane Ugliczami – Węgłami – Kącianami – Gątami – Gotami – Getami. Zamieszkiwało ono u brzegu Morza Czarnego, na Wołoszy, na Pokuciu, u stóp Karpat-Harpątów nad Dniestrem. Również w Rumunii grupa etniczna słowiańska jest spora, byli to Siedmiorodzianie. Gdy idzie o Mołdowę i Rumunię to mechanizm kształtowania się romańskiej dominacji językowej był jednak zupełnie inny niż na Węgrzech. Nie była ona narzucona, lecz jest wynikiem zamieszkiwania tutaj znacznej liczby ludności Staroeuropejskiej mówiącej jakimś dawnym językiem raseńskim, retyckim, wenetyckim lub mieszanką, być może celto-satroeuropejską, która następnie zmieszała się raz jeszcze ze scyto-słowiańskim, przejmując z niego aż 30-40% słów.

Wróćmy jednak do Węgier. Gdzie zatem szukać rdzennych Madziarów Ugro-Finów, którzy podbili tutejszych Scytów-Słowian, Celtów, plemiona Romańskie, Greków haplogrupy E oraz Staroeuropejczyków? Ano po sąsiednich krajach, bo Węgry były przecież tak jak Polska, znacznie większe niegdyś, niż te dzisiejsze. I rzeczywiście, jeśli rozejrzymy się w koło, to znajdziemy.

Oto w Mołdowie występuje już Haplogrupa N i to całkiem licznie – 4,1 %. To tam są ugrofińscy Madziarowie, tam się schowali, ale nie mówią dziś po węgiersku tylko po rumuńsku. Jeśli Awarzy, albo Hunowie rzeczywiście byli ludem turkucko-ugrofińskim (co nie jest pewne bo wiele wskazuje że mogli być Słowiano-Turkutami lub Słowianami) to tam musieli oni zapuścić korzenie, a nie w centralnych Węgrzech gdzie haplogrupa N nie występuje.

Gdzie jeszcze znajdziemy owych Madziarów-Ugrofinów? Otóż natrafimy na nich na Słowacji. Wiemy, że mieszka tam do dzisiaj ludność węgierskojęzyczna Hungarzy-Madziarzy. Jest ich tutaj 3,5% i nie zatracili języka, ale to wynika z faktu, że Węgry utraciły tu część ziemi na rzecz Słowacji razem ze swoja rdzenną ludnością.

Prawdziwie wielkie ich skupisko znajdziemy jednak na dzisiejszej Ukrainie – 9,4% ludności o hg N. Ci nie mówią w ogóle po węgiersku, a tym bardziej po fińsku. Na Białorusi też  mamy haplogrupę N – syberyjską – 5% (mówią po białorusku). Czy na Ukrainie i Białorusi mogą to być zatem pozostałości po  Chazarach-Połowcach (Moro-Kumanach/Markomanach)? Mogą, ale i tutaj możemy się spodziewać genów po Hunach, Awarach, Madziarach. To tutaj, na Ukrainę, według kronikarzy, wycofali się po klęsce synowie Atylli-Chatyłły i tutaj mogli osiąść ze swoimi drużynami.

Także w Serbii znajdziemy zaskakująco znaczną liczbę Y-DNA hg N – 5,4%. Czy to potomkowie Awarów? Bardzo prawdopodobne. To z tą ziemią graniczy przecież B-Awaria!  A w Niemczech (B-Awaria) jest 1,7% hg N. Trochę mniej hg N znajduje się też w Austrii 0,6%. W Niemczech i Austrii mówią oni po niemiecku. Ich obecność w Austrii może wynikać z faktu, że dwór wiedeński i administracja były dla Węgrów otwarte bardziej niż dla Polaków. Jednak obecności w Niemczech nie sposób wyjaśnić inaczej jak tym, że są to potomkowie Hunów i Awarów.

Dla udokumentowania, że haplogrupa N jest nośnikiem języka ugro-fińskiego przedstawiamy diagram Finlandii:

Finlandia – Winlądia

finland hgWidać tutaj rzecz oczywistą, że przy prawie 60% jednorodności fińskiej tego kraju i 29% domieszce Staroeuropejczyków, którzy nigdzie w Europie nie narzucili Indo-Europejczykom swojego języka, a jedynie wnieśli swoje słownictwo w język indoeuropejski, dominuje język fiński. 7 % domieszka Słowian, nie była w stanie narzucić swojego języka Finom. Tym bardziej 4% domieszka Celtycka.

Język ugro-fiński okazuje się na tyle silny, przydatny do skomplikowanej komunikacji, że mógł stać się spoiwem nie tylko dla Finów ale i dla tak różnoetnicznego środowiska jakie występowało na Nizinie Panońskiej.

Wielu badaczy sądzi, że języki ugro-fińskie podobnie jak drawidyjski niesłusznie zalicza się do innej grupy językowej niż pozostałe indoeuropejskie. Wygląda na to, że jest to jedna i ta sama grupa. Jeżeli są to języki zewnętrzne to bardzo bliskie, pograniczne dla Indoeuropejczyków. Być może zresztą, że wyrastają one ze starszej wspólnoty, którą mogły tworzyć  w Starej Kolibie Syberyjsko-Aralskiej razem ludy haplogrupy R1 (Indoeuropejczycy – centralni), R2 (Drawidowie-Darwidowie, południowi – Indyjsko-Cejlońscy), Q (Aralczycy/PreIndianie Amerykańscy – północno-wschodni) i N (Syberyjczycy/Ugro-Finowie – północno-zachodni). Do tego dochodzą ludy turkuckie (to Tatarzy, Mongołowie i Turcy), które tworzyły swój język w tej samej Starej Kolibie Indoeuropejczyków, lecz na pograniczu kitajskim – czyli południowo-wschodnim, z Chinami i południowo-zachodnim z Semitami.

języki stara koliba haplo

Cały ten proces językowy jaki zaszedł na Węgrzech potwierdza pośrednio z poziomu lingwistyki Wędrówkę Ludów, ale tylko w tym sensie, że pomiędzy  1. wiekiem n.e. a 6. wiekiem n.e.  przemieszczały się rzeczywiście przez Europę ze Wschodu na Zachód “ludy” stanowiące  zbrojne drużyny, nawet może armie, jednak nie całe plemiona, z całymi zadrugami, rodami. Były to raczej armie zdobywcze, jak ta węgierska, które atakowały Rzym, a przy okazji narzucały swoją zbrojną “opiekę” i “wolę” swojemu rolniczemu  zapleczu prowiantowemu.

Jeśli idzie o Finlandię warto  zwrócić uwagę na fakt, że zamieszkuje ją 7% Scyto-Słowian, którzy tam dotarli i zadomowili się oraz przetrwali do dzisiaj. Żyją tam jako znacząca grupa, trzecia co do wielkości , po rdzennych tutaj zapewne Staroeuropejczykach i przybyłych z Syberii Ugro-Finach, blisko spokrewnionych z Indoeuropejczykami językowo.

Omówmy teraz bliskie sąsiedztwo Węgier, bo rysuje się wiele ciekawych spostrzeżeń co do owych krajów. Na początek Mołdowa – bardzo, bardzo ciekawy kraj. Nie spodziewacie się nawet jak bardzo ciekawy.

Mołdowa

Mołodowa hg44% R wśród których R1a stanowi 30%, a R1b w przybliżeniu 14%. 27% grupa I- Staroeuropejczyków. Dominuje tutaj język rumuński, a więc romański, z mocną naleciałością słowiańską, którą określano kiedyś na 30-40% słów pochodzenia odsłowiańskiego. Oprócz ponad 4% ludności haplogrupy N ciekawe jest występowanie tutaj prawie nigdzie w Europie niespotykanej domieszki ludności o hg Q. Ta grupa genetyczna, która niegdyś sąsiadowała z Indoeuropejczykami w Centralnej Azji jest główną składową osadnictwa Indian w Ameryce. Jak widać część owego ludu haplogrupy Q zadomowiła się również nad Morzem Czarnym.  Ciekawe jak czują się Europejscy przedstawiciele tego niezwykle przedsiębiorczego ludzkiego plemienia, które pierwsze przeprawiło się przez Pacyfik do Nowego Świata przez Syberię i Indonezję oraz Mikronezję już około 15.000 lat p.n.e. Nie prezentujemy tutaj plasterka z rumuńskimi haplogrupami. Powiem wam tylko że to co odróżnia Rumunię od Mołdawii mimo tego samego używanego języka, to prawie że idealnie równy podział tego kraju między R1a – 20%, R1b – 19%, I – 22% oraz J – 27%. Te 4 grupy stanowią w Rumunii 90% całej ludności.

Słowacja

słowacja hgJęzyk słowiański, bo i dominacja R1a jest tutaj olbrzymia, tylko trochę mniejsza niż w Polsce. Występuje 3,5% hg N – Ugro-Fińskiej, czyli Madziarów węgierskich, na południu. Dominujący jest konglomerat R1a – I (62%). Potwierdza to że taki układ gdzie większość ludności mówiła w tych dwóch macierzystych językach prowadził do dominacji języka, który dzisiaj nazywamy słowiańskim.

Ukraina – Kraj Haro-Rusów i Budynów

Ukraina hg50% R1a – język słowiański, bliski polskiemu. Duża liczba przedstawicieli hg I, a w języku ślad tego bardzo niewielki. Przewaga liczebna Słowian musiała być tak duża, że nie miało sensu próbować się porozumiewać innym językiem. Takie swobodne uformowanie się języka musiało przebiegać według zupełnie innego modelu niż model węgierski czy model serbski jaki zobaczymy poniżej. 

Serbia – Kraj Awarów

serbia hgMimo prawie 40% wkładu hg I, gdzie I2 stanowi ponad 30%, a R1a tylko 14% – język słowiański. 5,4% Ugro-Finów, którzy musieli być dawcami języka węgierskiego na Węgrzech i biorą się tutaj zapewne z Austro-Węgier albo od Awarów. Być może wszyscy oni to serbscy Węgrzy. Ciekawe czy da się to stwierdzić w języku serbskim jakim się posługują czy też rozpłynęli się i mówią czystą serbszczyzną (serbo-chorwackim). Widać, że podobnie jak u Węgrów język narzucił dwór i grupa wojowników – być może Awarów-Hawarów, Chorwatów, bo to język serbsko-chorwacki. W takim układzie Awarowie musieli posługiwać się językiem słowiańskim – serbsko-chorwackim, czyli wspólny dla obu nacji. Byliby więc Awarzy etnicznie Serbami lub Chorwatami, w każdym razie Słowianami.

Austria – Ziemia Choruntanów, Jakoszanów i Rakoszanów

austria hg60% R przy czym 43%R1b – w wyniku język germański, czyli celto-słowiański. Słowianie – Rakoszanie, Jakoszanie, Choruntanie nie byli w stanie narzucić tutaj języka, musieli wytworzyć język wspólny dla Celtów,  Słowian oraz Staroeuropejczyków, których jest tutaj 23% Język germański to R1b+ R1a+I. Potwierdza to drogę formowania języka w Skandynawii, gdzie musiał on nabrać cech germańskich dopiero po wejściu Celtów.

Polska – Haro-Nuria, Lęgia i Wenedia

Poland hgNiesamowita jednorodność R – Słowiano-Celtycka – 85%, z wielką przewagą R1a – Słowian 64% całej populacji. Domieszka hg I tylko 6%. Język słowiański.

Rosja – Burowia-Zaboreja (Hiperboreja)

Rosja hgRosja to prawdziwy tygiel ludów i haplogrup. Słowianie pochodzący tutaj od Polaków i Ukraińców oraz Białorusinów narzucili język całemu wielkiemu obszarowi. Tylko 6% R1b, najmniej w krajach Słowian.

Indie

Indie hgIndie pokazują zdecydowaną dominację hg R, i niewielką przewagę R1 nad R2. Przy czym odmiennością jest tutaj to iż pośród R1 występuje wyłącznie R, R1 i R1a. Nie ma w ogóle przedstawicieli R1b. R1a, która dała sanskryt i wedy stanowi  27,5%, Drawidowie R2a – 23,3%. Haplogrupa H, którą maja Cyganie Europejscy stanowi tutaj 24,5%. 

Łużyccy, Śląscy i Połabscy Strażnicy Wiary Słowian oraz bohaterowie narodowi – Jaksa z Kopanicy (1120 – 1176)

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie przez bialczynski w dniu 29 Marzec 2014

z7224214Q,Jaksa-GryfitaJaksa Gryfita, Jaksa z Miechowa lub Jaxa Gryfita (ur. w 1120 roku XII wieku, zm. ok. 1176 r.[1]) – możnowładca małopolski, krzyżowiec i fundator klasztoru bożogrobców w Miechowie.

Część historyków uważa go za postać identyczną z pojawiającym się w źródłach tego samego okresu Jaksą z Kopanicy, który w 1145 poślubił Agapię, córkę Piotra Włostowica, a w 1154 został księciem Stodoran, by trzy lata później ulec Albrechtowi Niedźwiedziowi i schronić się w Polsce[2].

Pochodzenie Jaksy nie jest pewne, choć większość badaczy przychyla się do teorii, że należał on do możnowładczego rodu Świebodziców-Gryfitów[3]. W starszych opracowaniach pojawiało się nawet stwierdzenie, iż miał być on protoplastą rodu, jednak nie jest to możliwe z uwagi na brak męskich potomków[4] (ród Gryfitów wywodził się zapewne od jego męskich krewnych).

Być może na przełomie lat 50. i 60. XII w. ufundował klasztor norbertanek w podkrakowskim Zwierzyńcu (według tradycji pierwszą jego przełożoną miała być córka Jaksy). W 1162 wyruszył na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, z której powrócił po roku, przywożąc ze sobą Marcina Gala, kanonika zakonu bożogrobców. Ufundował wówczas klasztor bożogrobców w Miechowie. Był też ofiarodawcą licznych majątków dla klasztoru benedyktyńskiego w Sieciechowie oraz klasztorów norbertanek w Krzyżanowicach (być może był także fundatorem tego ostatniego).

Brał aktywny udział w życiu politycznym. W 1161 uczestniczył w zjeździe możnych w Łęczycy. W 1166/1167 miał uczestniczyć wraz z synem Piotra Włostowica Świętosławem w spisku przeciwko księciu Bolesławowi Kędzierzawemu.

Jako zięć Piotra Włostowica Jaksa pojawia się na kartach powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego Historia prawdziwa o Petrku Właście, palatynie którego zwano Duninem (1878). W XVIII w. rajcy miechowscy chcąc uczcić pamięć Jaksy utworzyli herb miasta z połączenia godło bożogrobców z Gryfem – godłem herbu rodu Gryfitów-Świebodziców[5].

W zbiorach Museo Nazionale del Bargello we Florencji znajduje się bogato dekorowany miecz, tradycyjnie wiązany z osobą Jaksy z Miechowa[6].

Jaksa z Kopanicy, ew. Jaksa z Kopaniku (zm. po 1168/1178?) – słowiański książę połabskich Stodoran, zwanych też czasem Hawelanami, w kronice wielkopolskiej nazwany księciem serbskim: dux Sorabie, na denarach IACZA DE COPNIC, IACZO DE COPNIC lub IAKZA COPTNIK CNE(S)[1].

Jaksa_z_KopanicyJaksa z Kopanicy

Część historyków uważa go za postać identyczną z pojawiającym się w źródłach tego samego okresu Jaksą z Miechowa, możnym małopolskim z rodu Gryfitów, aktywnym w Małopolsce w latach 60. XII w., zmarłym 1176[2], wątpliwości dotyczące łączenia tych postaci (wymieniany jest również i trzeci Jaksa mający żyć w tym samym okresie[3]) a związane z ewentualnym szerokim zasięgiem geograficznym tłumaczyłaby wysoka pozycja, “obydwaj” Jaksowie wymieniani są w dokumentach na pierwszym miejscu wśród świadków i opatrywani tytułem dominus, a także książę np. Jacza, qui cognominatus erat dux (cognominatus = uchodzący za/używający tytułu [księcia]) na przywileju Bolesława Wstydliwego z 1252 r. dla klasztoru sieciechowskiego, a dotyczącego Jaksy z Miechowa[4]. Pomimo rozlicznych powiązań zarówno z krajem Stodoran, jak i Małopolski, stałym miejscem pobytu Jaksy był Wrocław.[5]

Pierwsza wzmianka o Jaksie dotyczy jego małżeństwa z Agatą[6], córką potężnego komesa Piotra Włostowica w 1145. Zgłaszał pretensje do Brenny (Brandenburg) po Przybysławie Henryku. Posiłkowany przez Polaków ok. 1154 odebrał ją Albrechtowi Niedźwiedziowi, by po trzech latach stracić ją na rzecz tegoż – wówczas to schronił się na Śląsku. W 1157 zmarł w Pradze jego syn, będący zakładnikiem cesarza Fryderyka Barbarossy.

Kopanica, z której Jaksa jest pisany (Copnik – kopa, góra, hałda), najprawdopodobniej znajdowała się na obszarze dzisiejszej dzielnicy Berlina – Köpenick. Jako udzielny władca Stodoran Jaksa bił własną monetę – “brakteaty Jaksy”[7]. Monety te zdobił wizerunek męża (woja) z mieczem w jednym ręku i z palmą (będącą zapewne symbolem sprawiedliwości) w drugim i okolony był napisem Iaczo de Copnik. Później pojawiają się w prawej ręce chorągiew, w lewej krzyż, a napis okalający brzmi: Jakza Kopnik kneź. W sumie znanych jest pięć wzorów monet bitych w Kopanicy za czasów Jaksy[8].

Imię

Mnogość wariantów zapisu nie ułatwia rozwiązania: Iaczon, Iazko, Iazco, Iacxo, Iaxa, Iacza, Iaczo, Iakza. Część autorów zbyt literalnie trzymając się jednej z form jego zapisu (Iacza należałoby jednak odczytywać jako Jakza) opowiada się za Jacza będącym skróceniem od Jaczemir, Jaczewoj, od psł. *jakъ(jь) “silny, mocny”, porównaj scs. jačajь “znakomitszy, mocniejszy”, część za wariantem imion Jazon, Jacek (Jacko), jednak najprawdopodobniejszy wariant fonetyczny sugeruje bliskość do Jaks(z), Jaks(z)a, Jaks(z)o będących staropolskimi wariantami chrześcijańskiego imienia Jakub.

Jaxa_BrakteatBrakteat Jaksy

Książę Jaksa – fakty i kontrowersje

Jaksa (Jaxa, Jaxo, Jacza, Jaczo, Jazko), fundator klasztoru Kanoników Stróżów Grobu Chrystusowego (Bożogrobców) w Miechowie oraz domu Panien Norbertanek na Zwierzyńcu w Krakowie, to postać której tożsamość od 850 lat z górą jest wciąż spowita mgłą tajemnicy.
Kontrowersje budzi nawet kwestia objaśnienia imienia Jaksa. Niektórzy badacze twierdzą, iż pochodzi ono od nazwy osobowej Jan. Inni opowiadają się za poglądem, iż mamy tutaj do czynienia ze skróconą wersją imienia Jakub. Trudno jednak udowodnić, że źródłosłów “jak” jest wyprowadzony od tego imienia, gdyż istnieje słowo słowiańskie “jak”s, oznaczające człowieka dzielnego, silnego. Zarówno od imienia Jakub, jak i apelatywu “jak” mogła więc powstać owa forma, czyli imię Jaksa. Przyrostek “-sa” (wyprowadzony od “-sza”) występuje w języku polskim nader rzadko (np. Borsza, Radsza, Bogusza, Nietyksza). Imię Jaksa, dziś już zupełnie zapomniane, było w użyciu jeszcze w XVI wieku.
Badania nad Jaksą, rozpoczęte przed 150 laty i prowadzone z różnym nasileniem do dzisiaj przez licznych polskich i niemieckich historyków, przyniosły w efekcie dość pokaźny zestaw prac i przyczynków. Większość z nich krytycznie odnosi się do dawnej twórczości historycznej przynależnej do świata baśni. Czy słusznie – trudno nam orzekać, jednak przynosi to kolejne nieporozumienia i poglądy na sprawę. Jaksa zasłużył sobie nie tylko na – nadane mu przez literaturę – miano “jednego z najbardziej wpływowych ludzi w dwunastowiecznej Polsce”, ale stał się przedmiotem najgłośniejszego zapewne w dziejach naszej mediewistyki problemu identyfikacji: czy był księciem Sprewian (Jedno z plemion Serbów Łużyckich – Sorabów) i zięciem komesa prowincji śląskiej, Piotra Włostowica, czy był rycerzem z Miechowa i uczestnikiem pielgrzymki do Grobu Chrystusa w Jerozolimie, ze znanymi nam skutkami.
Archiwalia Bożogrobców nie dotrwały do naszych czasów, ale szczegółowe informacje historyka zakonu, Andrzeja (Samuela) Nakielskiego (1584-1652), przedstawione w jego pracy “Miechovia sive promptuarium, autiquitatum Monasterii Miechoviensis” z 1634 roku, opartej na gruntownej znajomości zbiorów biblioteki klasztornej, pozwalają na stwierdzenie, iż łączenie Jaksy – księcia Sorabów – z fundatorem klasztorów: miechowskiego i zwierzynieckiego dokumentowały jakieś nie zachowane do dzisiaj annały oraz tradycja.
Zwierzyniecka tradycja utrzymuje nawet, że Jaksa miał w tym zgromadzeniu córkę Annę, mniszkę, która została przełożoną konwentu.

jaksa Karte_JaxaZiemie

Tradycja o krucjatowych zasługach tego pierwszego dobroczyńcy przetrwała zarówno w Miechowie, jak i na Zwierzyńcu do XVII wieku, chociaż szczegóły uległy zatarciu. Trzeba dodać, iż wątek krucjaty stanowi również argument w dyskusji nad utożsamianiem z sobą księcia z Kopnika i wielmoży z Miechowa. Źródła obce tytułują Jaksę zawsze princeps, a w dokumencie biskupa pomorskiego z 1168 roku występuje on nawet – widocznie jako gość – przed miejscowymi władcami.
Źródła polskie znają natomiast wielmożę Jaksę, fundatora klasztoru Bożogrobców w Miechowie, wymienianego w dokumentach na czele list świadków, ale bez tytułu księcia.
Jan Długosz w V księdze swego dzieła “Annales seu Cronice incliti Regni Poloniae”, a następnie w “Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis” podaje informacje o Jaksie jako fundatorze klasztorów zwierzynieckiego i miechowskiego.
Zapisy te są zgodne z piętnastowieczną redakcją katalogu biskupów krakowskich, gdzie przy biogramie biskupa Mateusza (1144-1166) podano: “Huius etiam temporibus Jaxa nobilis de domo Grifonum fundat duo monasteria, unum in Myechow, aliud in Zwyerzinycz”.
Najbardziej przekonującymi źródłami do identyfikacji Jaksy są niewątpliwie nekrologi klasztorów, pisane w średniowieczu, lecz później uzupełniane i przepisywane, tzw. libri mortuorum:

  • Prepozytury premonstrateńskiej w Doksanach nad Ohrą, gdzie pod datą 26 lutego 1176 roku znajduje się następująca zapiska: “Obiit Jaxo dux et frater noster, qui dedit huic ecclesie XII marcas“;
  • Opactwa św. Wincentego na Ołbinie we Wrocławiu, gdzie 27 lutego tegoż roku podano, że zmarł “Jaczo dux”;
  • Domu Panien Norbertanek ze Zwierzyńca, gdzie pod (inną, przesuniętą) datą 20 marca roku 1176 znajduje się informacja: “princeps Jaxa fundator monasterii Zwyerzinicensis“.
    Z zapisków tych, które przetrwały wszelkie późniejsze redakcje, w sposób oczywisty wynika, iż klasztory nie zapominały o swych dobroczyńcach i fundatorach, tym bardziej, gdy byli oni książętami. Należy dodać, że inne źródła zawierają ważne do rozwiązania tej kwestii wskazówki:
  • Dokument sieciechowski z 1252 roku, wyliczając posiadłości darowane przez swego dobroczyńcę (piętnaście wsi) kościołowi i klasztorowi Benedyktynów w Sieciehowie, podaje: “a Jacza qui cognominatus erat dux“;
  • Kronika wielkopolska w sposób wyraźny przyznaje mu tytuł “dux Sorabiae“.
    Wiadomości te powtórzył w swym dziele uczony kanonik, Jan Długosz, ale nawet on przy opisie dóbr klasztoru w Sieciechowie rozróżnia Jaksę z Miechowa od innego (“dux, cuius stirps est ignota“). Ten drugi przez naszego uczonego nazywany jest księciem Sorabów, przy czym pod tym pojęciem rozumiał on również Słowian północno-zachodnich. Natomiast kronikarz brandenburski, Henryk z Antwerpii, w swym przekazie z 1165 roku uważa go za Polaka: “principians in Polonia“. Jego “Tractatus de captione urbis Brandenburg” stanowi jedyne współczesne życiu naszego bohatera szersze źródło na temat wydarzeń i stosunków na pograniczu Niemiec i Połabia.
    Jeszcze inne źródła przedstawiają Jaksę jako Pomorzanina, a nawet Ślązaka. Kim był ojciec Jaksy, wbrew temu, co obszernie “wyłożyli” m.in. Jan Długosz, Marcin Kromer, Samuel Nakielski i Adam Naruszewicz, pozostaje wciąż kwestią otwartą, natomiast jego matką była zapewne księżniczka połabska, siostra księcia Brenny Przybysława Henryka. W świetle pewnych przypuszczeń nie można wykluczyć, iż nosiła imię Przybysławy.
    Około 1140 roku Jaksa panował nad plemieniem Sprewian, którego dzieje są niemal nieznane. Plemię Sprewian miało siedziby na obu brzegach dolnej Sprewy (mniej więcej późniejsze kraje Barnim i Teltow), czyli na terytorium przejściowym pomiędzy plemionami wieleckimi a serbskimi.
    U zbiegu rzeki Dahme i Sprewy, na wyspie zwanej później zamkową (Schlossinsel) znajdował się gród rezydencjalny Jaksy – Kopnik (w literaturze bardzo często nazywany Kopanik i Kopanica), leżący na skrzyżowaniu szlaków prowadzących z rejonu Niemiec środkowych ku przeprawom odrzańskim i z Meklemburgii na Łużyce.
    Przez Kopnik zmierzały zapewne niektóre najazdy niemieckie na Polskę i wyprawy pierwszych Piastów na zachód. Terytorium Sprewian uzależnił od Polski – zapewne równocześnie z Pomorzem Zachodnim – Bolesław Krzywousty, który z pomocą biskupa Ottona z Bambergu rozpoczął jego chrystianizację i włączył go do nowo utworzonej diecezji w Lubuszu (około roku 1125).
    Opanowane przez Bolesława ziemie były lennem niemieckim, z którego książę złożył cesarzowi Lotarowi III hołd. Jaksa około roku 1145 pojął za żonę Agapię, córkę palatyna Piotra Włostowica i księżniczki ruskiej Marii. W wianie za żonę otrzymał liczne dobra na Śląsku, w Wielkopolsce, ziemi krakowskiej i ziemi sandomierskiej. Agapia była jedyną żoną Jaksy. Przeżyła swego męża, po jego śmierci ukończyła budowę kościoła pw. św. Michała w opactwie św. Wincentego na rodzinnym Ołbinie.
    Jaksa i Agapia mieli kilkoro dzieci. Wiemy, iż ich jedyny syn znalazł się wśród zakładników (obok Kazimierza, później zwanego Sprawiedliwym), którzy mieli gwarantować trwałość pokoju w Krzyszkowie. Przebywał on na dworze Władysława II, lennika i sojusznika cesarza w Pradze, gdzie zmarł w 1158 roku. Wiadomość o tym zapisał kronikarz Wincenty z Pragi. Jaksa zapewne zjawił się na jego pogrzebie, a potem przybył do klasztoru premonstrateńskiego w Doksanach, gdzie złożył siostrom sporą kwotę, aby modliły się za spokój jego duszy.
    Prawdopodobnie jedna córka Jaksy została wydana za Fryderyka, wójta z Saltzwedel, druga za wojewodę Mikołaja, natomiast trzecia, Anna, została drugą ksienią w klasztorze Panien Norbertanek na Zwierzyńcu, założonym w wyniku owego spotkania z czeskimi premonstratensami. Zapiski o ofiarowaniu przez Jaksę dwunastu grzywien dla tego konwentu i przyjęciu go w zamian do konfraterni to jedyne ślady zabiegów o sprowadzenie do Polski owych białych mniszek.
    Rozgałęziony krąg rodowy Piotra Włostowica stanowił oparcie dla działalności Jaksy w Polsce i na Połabiu. Teść – jak wiadomo – był człowiekiem bogatym i odgrywał ogromne znaczenie w życiu politycznym, gospodarczym i kulturalnym dwunastowiecznej Polski. Jego dzieje oplotły różne legendy: jedna mówi, że pochodził z Danii, druga – że na zamorskiej wyprawie zdobył duńskie regalia. Nowe badania wykazały, że Piotr Włostowic pochodził ze starego rodu Łabędziów. Był palatynem Bolesława Krzywoustego (w latach 1117-1125), jego pierworodnego syna, księcia-seniora Władysława II (w latach 1138-1145), od 1146 roku Wygnańca. W jego rękach znajdowały się: masyw góry Ślęzy (Sobótki) z otaczającymi ją osadami (w liczbie 10) i grodem w Bętkowicach, ziemia na Ołbinie i wyspa odrzańska Piasek, przez którą wiodło połączenie do grodu na Ostrowiu Tumskim, wraz z przedmieściem o tej samej nazwie we Wrocławiu.
    W służbie Bolesława Krzywoustego wielce się zasłużył. Brał udział we wszystkich jego wyprawach na Morawy i na Pomorze, w obronie Śląska przed najazdem cesarza Henryka V w 1109 roku, w uderzeniu na Czechy, itd. Jego żona była siostrą przyrodnią pierwszej żony księcia Bolesława Krzywoustego, Zbysławy (córki księcia kijowskiego Świętopełka II Izasławicza), przez co wszedł w koligacje nie tylko z Rurykowiczami, ale także z rodem Piastów.
    W 1120 roku Piotr Włostowic udał się na dwór księcia Wołodara Rościsławowicza, panującego w nadgranicznym Przemyślu. Tam, udając wygnańca i wroga polskiego władcy, pozyskał zaufanie Wołodara, a następnie zdradziecko pochwycił go na polowaniu i przywiózł do Polski.
    Zapewne posag Marii, okup złożony przez ruskiego księcia i nadania Bolesława (posiadłości pomiędzy górną Pilicą a Radomką z głównym ośrodkiem w Skrzynnie oraz dobra nad Nidzicą z Książem Wielkim jako centrum tych ziem) uczyniły go najbogatszym wielmożą w Polsce i umożliwiły wybudowanie siedemdziesięciu siedmiu kościołów i klasztorów (z czego w samym Wrocławiu aż dziewiętnaście) w akcie pokuty za wiarołomny postępek wobec Wołodara. Trzy czwarte masywu Ślęzy i przylegające do niego wsie (za wyjątkiem fragmentu góry i dwóch osad) weszło w skład fundacji klasztoru Kanoników Regularnych Najświętszej Marii Panny. Kościoły Piotra Włostowica zapoczątkowują na Śląsku architekturę i rzeźbę romańską.
    Był ojcem trzech synów: Wszebora, Świętosława, Idziego (Konstantyna), oraz dwóch córek: wspomnianej wyżej Agapii i Beatrycze (przełożonej klasztoru w Strzelnie). Po śmierci Bolesława Krzywoustego popierał obóz pierworodnego Władysława II, żonatego z Agnieszką, córką Leopolda austriackiego, lecz był zdecydowanym przeciwnikiem wojny domowej pomiędzy nim a jego braćmi z drugiej żony ojca Salomei, Niemki – hrabianki Bergu.
    Oskarżony o zdradę przez Agnieszkę, co było konsekwencją nierozważnego żartu dotyczącego jej cnoty, został w 1145 roku podstępnie pochwycony w swej rezydencji w Ołbinie, okaleczony przez obcięcie języka i oślepiony. Po kaźni udał się z synem Idzim na tułaczkę.
    Po usunięciu przez młodszych braci księcia seniora powrócił do kraju i odzyskał swoje dobra. Zmarł w 1153 roku i został złożony w bogatym sarkofagu, obok zgasłej trzy lata wcześniej żony, w opactwie benedyktyńskim św. Wincentego na Ołbinie.
    Z powrotem na Śląsk synów Władysława II Wygnańca, jego ród przenosi się do Małopolski. Na Śląsku zaczynają się zaznaczać wpływy niemieckie, które przynieśli z sobą książęta, synowie matki Niemki, wychowani na cesarskim dworze.
    Postać Piotra Włostowica została wkrótce po jego śmierci otoczona legendą. Jego losy, a zwłaszcza tragiczny koniec, opiewała tzw. Carmen Mauri, swoisty unikat poetycki powstały we wspomnianym opactwie w drugiej połowie XII wieku, a także różne kroniki polskie i niemieckie oraz liczne dzieła i utwory, aż po czasy nam współczesne.
    W 1150 roku umarł Przybysław Henryk, ostatni książę i niedoszły król Stodoran. Plemię to mieszkało nad rzeką Hobolą (Hawelą), między Wieletami a Obodrzycami. Przybysław Henryk panował nad swymi ziemiami z głównego swego grodu Brenna.
    Książę wobec Niemców prowadził politykę dobrego sąsiedztwa, nie różniącą się od prowadzonej wobec sąsiadów – Polski i Czech. Jego związek z margrabią Marchii Północnej, Albrechtem, hrabią Ballenstadt, zwanym Niedźwiedziem, zajmującym w dziejach połabskich i stosunkach polsko-niemieckich szczególne miejsce, sięgał roku 1128, kiedy to podawał do chrztu syna Albrechta – Ottona, obdarowując go przy tej okazji należącą do niego ziemią Suchą.
    Tymczasem Albrecht, uważany przez Niemców za dzielnego, mądrego i szczęśliwego księcia, zaś przez Słowian za okrutnego, przewrotnego i zuchwałego człowieka, opanował po śmierci księcia Brennę. Zamiar swój zrealizował dzięki podstępowi księżny-wdowy Petryssy, która przez trzy dni ukrywała informacje o zgonie Przybysława Henryka, dopóki zawiadomiony przez nią Albrecht nie przybył i nie zajął grodu.
    Petryssa, gorliwa chrześcijanka i rzeczniczka wiązania się z Niemcami, podjęła swą decyzję zapewne w obawie przed nawrotem pogaństwa w kraju Stodoran.
    Jaksa był siostrzeńcem księcia, posiadał więc w Brennie – wobec bezdzietności zmarłego księcia – poważne prawa sukcesyjne.
    Albrecht na krótko przejął gród, gdyż Jaksa “in Polonia func principante” “cum magno exercitu Polonorum” (z dużą pomocą polską) wypędził niemiecką załogę z Brenny i osadził tam na powrót Słowian, a nawet Sasów, dobrze ich zresztą opłacając. Wziętą do niewoli załogę brandenburską odesłał do Polski. Jaksa umocnił w państwie Stodoran chrześcijaństwo, niszcząc kult Trzygłowa na wzgórzach zwanych później Harlungerberg, gdzie ufundował kościół pw. Najświętszej Marii Panny, oraz przyczynił się do umocnienia premonstrateńskiej fundacji przy kościele św. Gotarda w Pardwinie, na podgrodziu Brennej.
    Wydarzenia z lat 1145 i 1150, tj. związanie się z obozem Piotra Włostowica i przejęcie spadku po Przybysławie Henryku, miały doniosły wpływ na późniejsze życie i działalność Jaksy, który odtąd zaczął dzielić swój czas między Polskę a Połabie.
    Związany przez Piotra Włostowica z obozem wspierającym książąt-juniorów (a więc rodami Łabędziów, Gryfitów, Toporów, Lisów), niebawem po śmierci teścia, co miało miejsce w 1153 roku, przejął palację krakowską i ze swym szwagrem Świętosławem stanął na czele grupy wielmożów broniącej postanowień testamentu Bolesława Krzywoustego i praw książąt-juniorów, zagrożonych zabiegami Władysława II Wygnańca o odzyskanie utraconej władzy. Stronnictwo owo miało charakter antycesarski, ponieważ sojusznikami wygnanego księcia-seniora byli kolejni cesarze: Konrad III i Fryderyk Barbarossa (znani krzyżowcy).
    Panowanie Jaksy w Brennie dobiegło kresu 11 czerwca 1157 roku, kiedy to margrabia Albrecht Niedźwiedź, wspomagany przez arcybiskupa magdeburskiego Wichmana, wykorzystał konflikt polsko-niemiecki, opanował Brennę i wszystkie ziemie Stodoran. Jaksa utrzymał jednak swoją władzę w Kopniku, gdyż istnienie księstwa zagwarantował układ krzyszkowski. Nie wydaje się konieczne wysuwanie daleko idących wniosków o wypędzeniu Jaksy z jego księstwa czy o poddaniu kraju książętom pomorskim.
    Po 1162 roku Jaksa bił w Kopniku złote i srebrne brakteaty z napisami JACZO, JACZA de COPNIC, de COPTNIC itd., ze swoim wizerunkiem oraz krzyżem patriarchalnym lub gałązką palmową. Jaksa, przejmując wzorce monet brandenburskich i magdeburskich, zapożyczył treści ideowe zawarte w ich symbolice – krzyż patriarchalny podkreślał odbycie pielgrzymki do Jerozolimy. Na uwagę zasługują pojawiające się na dwóch typach monet bitych przez Jaksę słowiańskich napisów: “cne” (cnes, cnens) względnie “kes” (knes, knens), co w językach połabskich znaczy tyle, co kniaź, książę. Widzieli je i opisywali najznakomitsi numizmatycy.
    Opanowanie w latach 1166-1167 głównych grodów dzielnicy śląskiej przez synów Władysława II, Bolesława Wysokiego i Mieszka Plątonogiego, izolowało księstwo kopnickie od ziem będących we władaniu książąt-juniorów. Od południa graniczyło ono bowiem z Marchią Łużycką, a od zachodu z Marchią Brandenburską. W tych warunkach jedynie północny fragment granicy tego księstwa z Pomorzem Zachodnim gwarantował jakieś kontakty z terenami pozostającymi w rękach książąt-juniorów. Istnienie księstwa kopnickiego zależało od stałego wsparcia polityczno-militarnego ze strony polskiej, stąd obecność Jaksy na zjazdach w Jędrzejowie i Łęczycy (1153), Łęczycy (1161), Jędrzejowie i Wkryujściu (1168) i Milicy (1172). Należy przypuszczać, że w tym czasie Jaksa dokonał zapisu swego księstwa na rzecz pomorskich Gryfitów w zamian za wspieranie w sporach z Albrechtem Niedźwiedziem. Popierał także Mieszka Starego, który jako książę wielkopolski przykładał większą wagę do spraw połabskich niż książę-senior Bolesław Kędzierzawy, bardziej zainteresowany Rusią i Prusami.
    Jaksa zasłynął (wespół ze swym szwagrem Świętosławem) także jako przywódca pewnego rodzaju rokoszu przeciwko księciu Bolesławowi Kędzierzawemu w obronie praw pogrobowca Kazimierza, zwanego Sprawiedliwym, który dzięki temu uzyskał w 1167 roku część dzielnicy sandomierskiej z Wiślicą.
    W okresie względnego bezpieczeństwa Kopnika Jaksa wziął udział w wyprawie do Ziemi Świętej, opisanej przez Jana Długosza i Macieja Miechowitę. W Polsce i na Połabiu przebywało bowiem wiele osób związanych z ideologią krucjatową. Manifest Bernarda z Clarivaux zachęcający rycerstwo polskie do zaangażowania się w II krucjatę lewantyńską dotarł do Polski najpewniej już w 1147 roku. W klimacie religijnych uniesień dojrzewały różnorodne decyzje o odpowiednich przygotowaniach do wyprawy rycerskiej. Dość będzie wspomnieć zabiegi księcia Henryka Sandomierskiego, który wyprawił się do Jerozolimy już w 1145 roku. Jaksa nie wziął udziału w wyprawie krzyżowej Konrada III w 1147 roku, jak próbuje to sugerować Adam Naruszewicz, ponieważ uczestniczył wtedy w zorganizowanej przez Sasów i Duńczyków krucjacie połabskiej przeciwko Obodrzycom i niedobitkom Wieletów. Nie wyprawił się do Ziemi Świętej także w 1154 roku, jak podaje Marcin Kromer, ponieważ w latach 1147-1157 zajęty był obroną Brenny, całego księstwa Stodoran i dziedzicznych włości. Po układach krzyszkowskich Brenna, nazwana później Brandenburgiem, znalazła się w rękach Albrechta, dając podstawę Marchii Brandenburskiej – jednego z najbardziej agresywnych niemieckich księstw średniowiecza – ale wówczas ów pokój gwarantował jeszcze istnienie państwa Sprewian.
    Wyprawa 1162 roku podkreślała natomiast więzi łączące tego księcia z chrześcijaństwem i miała miejsce w okresie względnego bezpieczeństwa Kopnika. Stąd dłuższa nieobecność władcy w Kopniku nie była już większym problemem.
    Wyprawa do Jerozolimy była niezwykle trudna i bardzo niebezpieczna. Stan dróg lądowych pozostawał wiele do życzenia, podróż statkiem była bardzo uciążliwa. Droga wiodła przez Wenecję, Adriatyk, Morze Śródziemne, Kretę do Akki. Uczestnikom wyprawy dokuczał głód i pragnienie, zagrażali korsarze i rabusie. Jaksa przybył do Ziemi Świętej, gdy zapewne żył jeszcze król jerozolimski Baldwin III (zm. 10 marca 1163 r.), a opuszczał ją, gdy na stolcu monarszym zasiadał Amalryk I, ukoronowany osiem dni po śmierci poprzednika. Patriarchą jerozolimskim był Amalryk z Nesle (1157-1180).
    Być może uczestniczył w pogrzebie zmarłego w trzydziestym trzecim roku życia króla i koronacji jego 27-letniego brata, hrabiego Jaffy i Askalonu. Królestwo jerozolimskie swoją organizacją, zarządzaniem i gospodarką, miastami, opactwami i rezydencjami imponowało księciu z północy. W Jerozolimie rozmawiał z patriarchą, kapitułą jerozolimską oraz, być może, z przedstawicielami bractwa “Ubodzy rycerze Chrystusa” (templariusze) i braćmi Szpitala Świętego Jana Chrzciciela (joannici). Widząc pobożność Kanoników Regularnych Stróżów Świętego Grobu, ich gorliwe zabiegi o chwałę Bożą i skrzętne starania około pątników – zapragnął sprowadzić ten zakon na ziemie polskie. Trwałym efektem pobytu księcia była zgoda patriarchy Amalryka na fundację klasztoru kanoników w Polsce. Zapewne w Jerozolimie Jaksa wystawił dokument dla Bożogrobców w Miechowie, o którym wspomina w swym akcie z 1198 roku patriarcha Monachus.
    Z Ziemi Świętej przywiózł do Polski ułomek Drzewa Krzyża Świętego, cztery worki tej ziemi, jak chce Samuel Nakielski, czy może kasetkę relikwiarzową z ziemią, po której stąpał Chrystus, oraz mnicha Marcina Gallusa o przydomku Wielbłąd, pobożnego kapłana.
    Jaksa przekazał nowemu klasztorowi należące najprawdopodobniej do posagu Agapii wsie Miechów, Zagorzyce i Komorów, stanowiące pierwotne uposażenie Bożogrobców.
    Wkrótce podjęto prace nad wzniesieniem zabudowań klasztornych i budowę nowej świątyni przy istniejącym zapewne w Miechowie kościółku.
    Czas budowy nowego kościoła można zamknąć w latach 1163-1186. Lokalizacja i jego założenie przestrzenne są sporne. Według przypuszczeń niektórych badaczy był to budynek być może nawiązujący w typie do rozszerzonej rotundy, tzw. anastasis. Jego konsekracji dokonał w rocznicę zdobycia Jerozolimy, tj. 15 lipca 1186, biskup krakowski Gedko.
    Wkrótce książę Bolesław Kędzierzawy na prośbę Jaksy zatwierdził fundację klasztoru i przekazał Bożogrobcom immunitet obejmujący zwolnienie z ciężarów prawa książęcego, zwolnienie od jurysdykcji mincerza książęcego oraz pełny immunitet sądowy.
    Uposażenie nadane przez Jaksę kanonikowi jerozolimskiemu było niewielkie, ale cześć dla Grobu Chrystusa, rozbudzona propagandą krucjat, była tak silna i rozpowszechniona, iż dary rycerzy i przywileje książęce posypały się hojnie na nową fundację. Zatwierdzając dobra Bożogrobców, patriarcha jerozolimski wymienia nie trzy, ale trzydzieści pięć posiadłości oraz trzy kościoły, inne dziesięciny, 3 źródła solne i uwolnienia od ciężarów prawa książęcego tak daleko idące, jakich nie posiadał wówczas żaden klasztor. Badaczy dziejów Jaksy zdumiewa jego rozmach fundacyjny. Wiadomo, że miechowski klasztor Bożogrobców dostał trzy wsie, dom Norbertanek zwierzynieckich trzy wsie (Zwierzyniec, Bibice, Rogoźnik [Zabierzów]), prepozytura krzyżanowicka św. Michała – trzy wsie, komandoria Templariuszy koło Brenny (obecnie Tempelhof) – trzy wsie (w tym przypadku istnieją pewne wątpliwości co do osoby fundatora, gdyż literatura jest skłonna widzieć tutaj księcia śląskiego Henryka Brodatego, którego potężne państwo sięgało na obszarach nadodrzańskich na północ od Warty, obejmowało Lubusz i zapewne – przynajmniej przez pewien czas – sprawowało władzę zwierzchnią nad ziemiami barnimską i teltowską), natomiast benedyktyni w Sieciechowie aż piętnaście wsi. Uposażył również fundację premonstrateńską w Pardwinie przy Brennie. Przyczynił się w sposób niezwykle hojny do rozwoju opactwa Benedyktynów na wrocławskim Ołbinie, wznosząc tam z żoną Agapią kościół pw. Św. Michała. Fundacje nad Nidą, pod Krakowem i w Miechowie stanowiły posag Agapii.
    Jaksa zmarł, według Rocznika Kapituły krakowskiej, 27 lutego 1176 roku, i został złożony do grobu w Miechowie. Jego zniszczony nagrobek oglądał jeszcze w XVII wieku historyk zakonu Bożogrobców, Andrzej (Samuel) Niekielski. Obecny, klasycystyczny pomnik przyścienny w północnej nawie bazyliki z barokowym portretem księcia na miedzianej blasze pochodzi z 1802 roku.
    Zachowany w Muzeum Architektury we Wrocławiu słynny ołbiński tympanon z kościoła św. Michała, przedstawiający postacie Jaksy i Agapii, mógł być – jak przypuszczają niektórzy historycy – przeznaczony dla Miechowa na miejsce złożenia ciała księcia. Ostatecznie został związany z pochówkiem Agapii, powracającej po śmierci Jaksy na rodzinny Ołbin rodu Łabędziów.
    Spośród wielmożów swego okresu Jaksa wyróżniał się jako postać wybitna, o wielkich horyzontach, silnym charakterze, wytrwale dążąca do celu, głęboko religijna, aktywna politycznie, hojna na polu fundacyjnym i ruchliwa na dużych przestrzeniach Polski i Połabia, Świętego Cesarstwa Rzymskiego i Lewantu.
    Jego działalność dotyczyła wszystkich centralnych problemów Polski, Słowiańszczyzny i Niemiec, związanych z takimi wydarzeniami jak palacja Piotra Włostowica i jego upadek, spory książąt i naruszenie zasad pryncypatu, wojna z Albrechtem Niedźwiedziem o Brennę, wyprawa cesarza Fryderyka I Barbarossy na Polskę i pokój w Krzyszkowie (rok 1157), koniec pogaństwa wśród plemion połabskich i ruch krucjatowy.
    Być może po śmierci Jaksy obszar Sprewian przeszedł pod władzę książąt pomorskich; nie jest też wykluczone zwierzchnictwo śląskie.
    Pamięć o Jaksie jest wciąż żywa w Miechowie i na Zwierzyńcu. Upamiętniają go ulice: w Krakowie (od 1937 roku) – Jaxy Gryfity i w Miechowie (od 1929 roku) – Jaksy.
    Działająca w piwnicach miechowskiego opactwa Bożogrobców galeria sztuki również nosi jego imię.
    Postać tę przypominają dwa dzieła w klasztorze Norbertanek: ufundowany za czasów ksieni Petroneli Poniatowskiej portret imaginacyjny Jaksy z przedstawieniem klasztoru Bożogrobców w Miechowie w tle, herbem Gryf, pochodzący z 1757 roku, i posąg fundatora, późnorenesansowy, ze śladami polichromii, pochodzący z początku XVII w.; na postumencie umieszczono wierszowaną inskrypcję poświęconą fundacji klasztoru. W bazylice Grobu Bożego i św. Jakuba Młodszego w Miechowie znajduje się wspomniany już nagrobek Jaksy, który otoczony jest szczególną opieką. W kościele pw. św.św. Augustyna i Jana Chrzciciela na Zwierzyńcu znajduje się malowidło Andrzeja Radwańskiego z 1760 roku z przedstawieniem córki Jaksy, matki przełożonej Norbertanek, Anny.
    Na wzmiankę zasługuje jeszcze wspomniany już tympanon ołbiński – interesujące dzieło rzeźby drugiej połowy XII wieku. Po obu stronach mandorli kroczą ku Chrystusowi fundatorzy kościołów: po lewej Bolesław Kędzierzawy, po prawej – Jaksa. Obaj trzymają modele świątyń – Bolesław z napisem “IN BITOM” (kościół pw. św. Małgorzaty), Jaksa – bez napisu. Za postacią księcia Bolesława znajduje się jego syn Lestek, a za sylwetką Jaksy klęczy jego żona Agapia, co objaśnia stosowny napis.(Tekst niniejszy jest skrótem opracowania poświęconego Jaksie z Kopnika.

jaksa Ołbin-tympanon_fundacyjny-awers

Tympanon fundacyjny opactwa na Ołbinie z przedstawieniem Chrystusa w mandorli; po prawej klęczą Jaksa i jego żona Agata

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 486 other followers