białczyński

4 grudnia 2013 – Powiew Novego – flaga wszystkich słowiańskich plemion

Opublikowany w Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie przez bialczynski w dniu 5 Grudzień 2013

Nadesłane przez Aletheia Nowy Eon

Flaga wszystkich słowiańskich plemion

Aletheia Nowy Eon Aletheia Nowy Eon·36 filmów

Opublikowano 4 gru 2013

Dziś, symbolicznie jeszcze przed zachodem słońca, zawisła (może pierwsza taka w Polsce) słowiańska flaga, znak Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata.

Raz jeszcze krótko tutaj co do jej głębokiej symboliki, metafizyki i teologii słowiańskiej:
Centralny punkt – symbol Boga Bogów – Swąta – Światła Świata [Świętowita, Światłowiłta, Światowida, Światowita]
Ten znak jest symbolem Jedności i Wszechwspólnoty, panslavizmu i jego otwartości na inne kultury.
Cztery złączone, przecinające się koła (koło, krąg – najdoskonalsza geometryczna figura, porównaj m. in. symbolikę enso w zen i w buddyzmie, gdzie jest symbolem oświecenia) są elementem wspólnoty. Wspólnota jednak nie pochłania nikogo całkowicie. Te cztery kręgi są samodzielnie istniejące.
Ich niedomknięcie się oznacza otwartość wspólnoty na przyjmowanie nowego. Otwartość oznacza drogę, a nie statycznie zamknięte struktury.
Kolor niebieski/granatowy jest kolorem zaufania, wiary, wierności, stałości, siły duchowej człowieka i wspólnoty.
Czerwony kolor symbolizuje energię kreacji, siły witalne, siłę i poświęcenie.
Biały kolor oznacza świat, czystość, niewinność, doskonałość, jest kolorem boskości
Element boski jest elementem tutaj wszystko otaczającym i przenikającym, w którym wszystko żyje i jest, jednostka i wspólnota.
8- pełnia i ∞ – nieskończoność, infinitum; elementy ziemi i ognia (czerwony) splatają się w swojej bezgraniczności z elementami wody i powietrza na tle białego, boskiego elementu, w którym wszystko istnieje.
symbol składa się ze swastyki prawoskrętnej – niebieskiej – prastary symbol słoneczny oznaczający – Niebo, Wela i ze swastyki lewoskrętnej, czerwonej, oznaczającej Ogień i Ziemię.
Niebo, ziemia, ogień i wiatr przeplatają i splatają się w świętym wirze, umożliwiając światu jego dalsze istnienie; cztery wejścia, bramy, niczym, oczy Świetovita, widzą i błogosławią na cztery strony świata……słowiański uniwersalizm,

Zjednoczeni w tym znaku Słowianie stawią udany opór NWO i odbudują ich wspaniały, magiczny świat.

Ta flaga jest w rozmiarach 1mx1m, plus dodatkowy otwór na drzewiec o średnicy fi22mm, na profesjonalnym płótnie flagowym u mnie dostępna i może być zamówiona pod adresem: aletheia@onet.eu
Tę flagę wysyłam tylko pocztą poleconą, ekonomiczną (koszt flagi + przesyłki 47.80zł) albo priorytetową (koszt flagi + przesyłki 48.55zł). Każda flaga jest zapakowana w foli i zawiera instrukcję pielęgnacji.
Na ważne święta, na święto flagi, zawieś właściwą flagę!!!

SSSSS s-1553
http://www.youtube.com/watch?v=FkWAVio-mTE&feature=c4-overview&list=UUPbM2aCUVaEZBmKma2BarLg

SSSSS s-1553

https://www.facebook.com/jacek.m.kwiatkowski

SSSSS s-1553Dodam tylko, że mamy tutaj także bardzo ważny równoramienny Krzyż Pogański, który obrazuje tzw Cztery Filary Zodiaku Ziemi – tworzą go cztery otwarcia w znakach S – Białe Bramy Boga Bogów  – wyznaczające kierunki północ-południe-wschód-zachód.

Jestem pewien, że niedługo będzie ich powiewać o wiele więcej, i to we wszystkich krajach świata!

Ta jest pierwsza, to bez wątpienia dziejowa chwila, więc ją po prostu tutaj odnotowujemy.

Myślę, że muzyka, hudba, jaką tutaj słyszymy wyraża w pełni nasze intencje dla Świata i Matki Ziemi, dopełniając to co mówią symbole wizualne.

 

Więcej szczegółów na temat symboliki tutaj: http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/

CB

Wiara Przyrody a Życie, czyli o celu.

Opublikowany w Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 29 Wrzesień 2013

Andrian Bekiarov  (2)Andrian Bekiarov

Brak nam Forum na Blogu, ale to sprawia, że ważne dyskusje pod niektórymi artykułami przeradzają się w samodzielne artykuły i stają się przyczynkiem do kolejnych poważnych dyskusji na pokrewne tematy oraz o innych wynikających z nich zasadniczych sprawach.

as_above_so_below_by_andrianart-d51eobkAndrian Bekiarov

Tak jest i tym razem. Otrzymaliśmy wpis który domagał się odpowiedzi, a odpowiedź wymagała uczynienia pewnej syntezy. Prezentujemy tenże wpis i wykonaną syntezę, a obie te rzeczy jako przyczynek do dyskusji o stosunku Wiary Przyrody do życia i celu życia.

storm_by_andrianart-d49dy8zAndrian Bekiarov

Każdy z nas zadaje sobie różne pytania – w tym takie jakie zadaje nasz czytelnik. Ja odpowiedziałem jak odpowiedziałem, ale różne mogą być punkty widzenia. A może warto coś dodać. Każdy ma swoje doświadczenia i odbywa swoją drogę na swój sposób.

CB

storyteller_2_by_andrianart-d49dyhoAndrian Bekiarov

Wpis Apostazja-J:

Wysłany 25.09.2013 o 2:14

Witam. Jestem poszukiwaczem “swojego plemienia” i nie chodzi mi o moje genetyczne pochodzenie, jest ono mało istotne, chociaż nie zaprzeczę: chciałbym wiedzieć jakie i gdzie są moje korzenie, bardziej zależy mi na jakości “merytorycznej” dyskusji, ludziach mających różne poglądy, zdanie, opinie jednak nie trzymających się ich kurczowo. Innymi słowy, ludziach, którzy zmieniają zdanie – nawet często- pod wpływem nowych informacji również na pozór fałszywych , ludzi kreatywnych. Jest dla mnie rzeczą wiadomą, że PRAWDY nie ma tak jak CZASU, PRZESTRZENI, wzrok, słuch i reszta zmysłów nas oszukują, możemy być dwuwymiarową grą i jeszcze do tego jak Mario Bros chodzić tylko w prawo…. , prawdziwy jest TYLKO ból, dlatego złe (właściwie “dobre” TEŻ) bóstwa się nim karmią w większości religii.

Wszystko co kiedykolwiek wymyślono lub się wymyśli, w sferze filozoficznej, może być prawdą, każdy mógł mieć rację lub będzie miał rację choćby wymyślał : skrzaty, inteligentne gady i inne, zhumanizowane lub nie, stworzenia… , JEDNAK wszystko jednocześnie, na równych prawach, może być bzdurą, zasadniczo ja osobiście dodaję również prawa fizyczne, jednym słowem nie ma dla mnie “świętości” i jednocześnie wszystko jest święte.
Wiem… , możecie powiedzieć: twoje “plemię” mieszka w zamkniętych zakładach psychiatrycznych. Zasadniczo to mogę, bez obrazy, to zaakceptować, jednak ja jeszcze… , mam dostęp do sieci :) i w ten sposób mogę zwiększać swój i innych “OBŁĘD”.

DLATEGO: “cały ten zgiełk” nabiera zupełnie innego, pełniejszego SENSU przy innym założeniu : JESTEŚMY W PIEKLE.
Bo na pewno Ziemia nie jest miejscem DOBRYM, nie może być takowym, bo żeby przeżyć trzeba się wzajemnie zjadać, pocić,
WYDALAĆ, śmierdzieć itd. Cierpieć, dręczyć, zadawać ból, kochać, doznawać “nierówności”.
Zmiana założenia powoduje, że WSZYSTKO zaczyna się nam układać w logiczną całość: jesteśmy tu za karę, każdy ma swoje do “ODŻYCIA” i albo “odżywa” jak należy, potem NIRWANA albo … , sobie dokłada do PIECA :) i powrót do Piekła np. zostaje psem w Afganistanie, a może kobietą(?) nie wiem co gorsze!

Jeśli chodzi o obecne moje przekonania polityczne to najbliższa memu sercu jest ANARCHIA. Jestem zajadłym wrogiem wszelkiej władzy, tej opiekuńczej, despotycznej i tej oficjalnej i tej podstępnej(religii np. ), mówienia mi co mogę czytać, oglądać, mówić którą stroną drogi mam jeździć…, ŻARTOWAŁEM :) , lubię pożartować, nie lubię smutasów i tzw. “poważnych ludzi”, którzy to wysyłają innych na wojny a sami się dekują.

… , nie wiem czy dobrze trafiłem.
Kiedyś miałem “misję” na apostazja.pl tak broniłem krk, że stałem się jego zagorzałym wrogiem, zostałem tam dwa razy zbanowany: pierwszy gdy go broniłem a zorientowałem się, że to krk założyło i kontroluje to forum, … , drugi gdy ewoluowała moja nienawiść do niego na oczach moderatorów, którzy nie byli osobami tylko postaciami. W momencie gdy im to wytknąłem-ciach-BAN. Ale złośliwie przyjąłem nick z nazwą ich forum, minęło pięć lat a oni ciągle w “swoich” OKOPACH myślowych.

Andrian BekiarovAndrian Bekiarov

Podpowiedź CB: Wysłany 25.09.2013 o 6:40 |

Witamy w Życiu. Życie nie jest ani niebem ani piekłem, jest tylko życiem. Życie nie jest bólem – jest przyjemnością. Jest tym czym je uczyni nasza Świadomość. Twoja, moja, jego jej. Jesteśmy materialnymi Nosicielami Świadomości i pozostajemy w interakcji z pozamaterialnymi energiami/bogami, czyli Siłami Sprawczymi, albo nazwijmy je Sterującymi Światem Materii i Niematerii. Niezależnie od tego w jakim złudzeniu pozostaje Twoja Świadomość percepująca Wszechświat przez Twoje materialne zmysły to jedno jest faktem – podległość Siłom Sprawczym/Sterującym.

Świadomość określa byt a nie Byt określa świadomość. Świadomość to jest to Duże, Byt to jest to małe – podległe. “Życie jest Przyjemnością” – tak twierdzimy. Nie bólem, nie lękiem, nie nieszczęściem. To nie jest żadna dewiza ani cel, ani punkt widzenia. Tak jest jeśli połączenie Świadomości i Materii jest Uładzone – zharmonizowane. Jeśli nie jest, trzeba odbyć drogę, która prowadzi do harmonii. Gdy ją osiągamy pozostaje nam przeżyć przyjemnie życie. Lecz co to znaczy. Największa przyjemność to być Pożytecznym. Tu się pojawia pytanie co jest pożyteczne. To co przynosi przyjemność nam i innym bytom materialnym posiadającym świadomość – Istotom Świadomym – ludziom, zwierzętom , roślinom. A więc pożyteczne jest i w najwyższym stopniu przyjemne dbać o jak najlepszą jakość życia – czyli środowiska dla tych Bytów, a więc dbać o Nie i o Matkę Ziemię.

Oczywiście najprostsze rozwiązanie dla Jednostkowej Istoty Świadomej Materialnej to pogrążyć się w Nirwanie – ale to rozwiązanie egoistyczne. Dla nas nie do przyjęcia. Łażenie po Ziemi i puszenie się swoją Nirwaną przed innymi, albo odejście z tego Świata bez dbałości o całą resztę? Jaki to miałoby sens?! Widujemy różnych guru i mesjaszy, którzy to czynią. Czyż to nie są małe egoistyczne potworki? I co robią takiego? Uczą innych jak dojść do takiego stopnia pogrążenia w “szczęściu” i egoizmie?

Prawdziwym szczęściem jest dążenie do szczęścia, droga – życie – pełne, z poświeceniem dla wszystkich istot żywych i Matki Ziemi, po to by wszystko to w Ładzie wznosiło się Wyżej i Wyżej ku Świadomości Nieskończonej, ku Jedności. Jesteśmy w Drodze i Zmieniamy Świat na Lepszy dla Wszystkich Istot Żywych. Każde na swoim poziomie możliwości, ale każde ze wszystkich sił. Dużo? Mało? To czynimy. Dla Siebie i jednocześnie dla Wszystkich. Każde na własną odpowiedzialność. Jesteśmy Wolnymi Ludźmi. To nie znaczy wolnymi od Przeznaczenia, to nie znaczy wolnymi od odpowiedzialności, ani wolnymi od życia, to znaczy tylko tyle ile może – Wolnymi od Mayi – od wszelkiej DOKTRYNY – to jest rodzaj Anarchii i w niej żyje Nasze Plemię. Jest to jednak Anarchia Regulowana przez Nieskończoną Świadomość, przez Prawa Wszechświata, przez Prawa Przyrody. Prawa te działają nieustannie a odstępstwo od nich tworzy dysharmonię, dyskomfort, coś co ludzie zwykli nazywać “zło” – to jest wymierzone w KAŻDĄ MATERIALNĄ JEDNOSTKĘ W KAŻDY ŚWIADOMY BYT, KTÓRY WYPADA Z REZONANSU. Chcesz tego czy nie dostajesz po łapach. Na tym polega odpowiedzialność i jedyne ograniczenie Anarchii. Tylko tyle i aż tyle.

Mamy wolność, możemy na przykład napompować atmosferę Ziemi spalinami fabrycznymi i odpadami do granic jej wytrzymałości. Ale czy unikniemy odpowiedzialności, czy nie dostaniemy za to po łapach, i czy to będzie naprawdę PRZYJEMNOŚCIĄ – takie życie?! Tylko tyle i aż tyle.

To Wiara Przyrodzona Słowiańska – Jesteś na Stronach Wiary Przyrody. Nie jakiegoś zabobonu, lecz prawdziwego RACJONALIZMU i HOLIZMU. Tutaj nie kwestionuje się Paradygmatu Kanta, bo doświadczalnie potwierdzono iż Zasada Zwierzchności Świadomości nad Materią istnieje i działa. Każdy może to sprawdzić sam. Nie dyskutujemy i nie filozofujemy żeby filozofować – żyjemy według Novego – to się nazywa Nowy Styl Życia. Ale oczywiście to żaden mus, każdy może pozostać w Swoim Plemieniu, Starym Plemieniu albo jakimś Innym. My robimy swoje.

Ostatnia odpowiedź. Co jeśli ktoś działa Przeciw Naszemu Plemieniu? Co wtedy, czy walczymy? Tak – ale to nie wymaga wielkiego wysiłku, posiadania armii i rakiet. Nieskończona Świadomość sama ze swojej zasady systematycznie eliminuje wszystkie przeszkody na drodze ku Jedności i czyni to z niesłychaną sprawnością i siłą. Jest bezwzględna dla wszystkich, którzy wypadają z Rezonansu.

Możesz na przykład jeść ponad miarę żarcie z chemikaliami, lansować konsumpcjonizm i oddawać się mu, preferować hedonizm i uprawiać go, możesz wrogo i podle traktować ludzi i Przyrodę, możesz wprowadzać opresję i terror, możesz budować system “nie wolno” i mieć Niewolników zamiast współpracowników i wrogów zamiast współpracowników. Możesz to wszystko, ale jak to się dla kogoś takiego skończy? Koniec jest zawsze ten sam – eliminacja przez Świadomość Nieskończoną – fizyczna eliminacja, dezintegracja CIAŁA MATERIALNEGO I PSYCHIKI. DLATEGO NIE BOIMY SIĘ ŻADNYCH WROGÓW. ONI ELIMINUJĄ SIĘ SAMI, SYSTEMATYCZNIE.

Andrian Bekiarov  (4)Andrian Bekiarov

Wakacyjnie: Marihuana sprzed 2700 lat, w grobowcach Tok-Harów!

Opublikowany w nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata przez bialczynski w dniu 11 Sierpień 2013

Temat nie nowy i  niby znany w Internecie, ale ponieważ pochodzi sprzed roku 2009 nie wiąże się tam tego odkrycia ANI Z TOKHARAMI ANI Z LUDŹMI O ARIO-SŁOWIAŃSKIEJ HAPLOGRUPIE R1A. dzisiaj wiemy że to nasi pradziadowie byli owymi użytkownikami konopi i że czynili to rytualnie w obrzędach Wiary Przyrodzoney. 

4

Prawie kilogram ciągle zielonych liści znaleziono w mającym 2700 lat grobie na Pustyni Gobi. Wydarzenie opisano w “Journal of Experimental Botany” uznając znalezisko za najstarszą znaną skrytkę marijuany.

 

789 gramów ususzonych konopii znaleźli naukowcy w grobowcu mężczyzny o europejskim wyglądzie, który odkopano niedaleko Turpan (Turfan) w północno-zachodnich Chinach. Zdaniem naukowców, którzy opisali znalezisko w “Journal of Experimental Botany”, nie ma wątpliwości, że znalezione konopie miały służyć jako narkotyk.

4a

Zmarły 45-latek miał niebieskie oczy i jasne włosy. Naukowcy podejrzewają, że mógł być szamanem ludzi tworzących kulturę Gushi. Pochówki ludzi o europejskim wyglądzie są w tym rejonie Chin stosunkowo częste. Suche warunki i zasadowa gleba spowodowały, że marihuana zachowała się rewelacyjnie. Wciąż ma naturalny kolor, choć charakterystyczny aromat już dawno się ulotnił. Zdaniem uczonych jest to najstarszy udokumentowany przypadek stosowania konopii jako środka farmakologicznego.

 

Zespół 18 naukowców (w większości Chińczyków), który badał starożytną marihuanę, próbował zasiać ziarna, ale nie udało im się wyhodować rośliny. Ustalili za to, że znaleziony susz miał bardzo wysoką zawartość psychoaktywnej substancji THC.

26

Oprócz marihuany naukowcy znaleźli też w grobowcu uprząż, wyposażenie łucznicze oraz harfę. Nie natrafili jednak na nic, co wyjaśniłoby, w jaki sposób zażywano narkotyk. Jednym z największych kłopotów podczas badań było przewiezienie znalezionych konopi do laboratorium w Anglii. Walka z urzędnikami o konieczne pozwolenia zajęła naukowcom 10 miesięcy.

Jak się wydaje marihuana nie była powszechnie używana przez ludzi kultury Gushi. Znaleziono ją na razie tylko w dwóch z 500 przebadanych grobowców.

 

Na podstawie The Cannadian Press.Region-Turpan

 

Turpan

Chariot_spread

Rozpowszechnienie ario-słowiańskiej kultury kurhanowej Sintaszta (czerwony kolor) oraz Andronowo (pomarańczowy) na przestrzeni czasu w Eur-Azji

800px-R1a1a_distribution

Rozmieszczenie haplogrupy R1a1

 

Jak widać obszary te zachodzą na siebie, są kompatybilne.

02 08 2013 – Ruszył Slovianski Sklepik, gdzie można nabyć Księgę Ruty


Zgodnie z zapowiedziami uruchomiliśmy właśnie słowiański sklepik.

0_0_productGfx_5da8911b94449c6a28c769624b7c0559

Nazywa się on właściwie Slovianski Sklepik i funkcjonuje pod adresem: http://sklep1327616.home.pl/

Slowianic1

Na razie jest w nim tylko Księga Ruty i Kwartalnik Słowianić nr 1 – z czerwca 2013, ale będą też inne książki, a  we wrześniu Księga Tura i Słowianić nr 2.

0_0_productGfx_b09a8e4509a6dc1727b156854a459bd6

Będą się tutaj pojawiać kolejne książki wydawane przez Slovianskie Slovo, a także książki, i czasopisma o charakterze słowiańskim, a wydawane przez inne wydawnictwa.

0_0_productGfx_4c3067a8e8d46d0ced1d0a3338908dfe

Będą w nim też dostępne inne produkty słowiańskie i użyteczne obiekty związane z Nową Świadomością i Nowym Stylem Życia.

0_0_productGfx_f6c4e39f348c2e71a1e049b55bbd286c

SSSSS s-1553

Marcowe Wołanie Słońca w Nielepicach

Opublikowany w Starosłowiańska Świątynia Światła Świata przez bialczynski w dniu 18 Maj 2013

DSC01104

Nie jeździmy w święte miejsca po to żeby zbierać dokumentację magicznego wywoływania słońca, ani nie zbieramy dokumentacji tego cudu, po to żeby udowadniać coś tłumom niedowiarków. Zasmieszczone tutaj zdjęcia “nie trzymają się” kolejności zachodzących zmian. Fotografia to tylko “nalepka” (vlepka, etykieta) przyczepiona do momentum w czasoprzestrzeni. Czasoprzestrzeń jest złudzeniem fizycznym, oglądem bytu świadomego sformatowanego w materialnym ciele.

DSC01095

Fotografujemy rzadko bo fotografowanie to praca, która jest co prawda przyjemna, ale jest to praca z aparatem fotograficznym, a my jeździmy po to by pracować z bogami, medytować i łączyć się z przyrodą w jej świątyni. Brak właściwej kolejności otwira odbiorcy pole do odczytania kodu, do gry z materiałem, do “igraszek rozumu i wyobraźni”. Jest to nasz celowy zamiar – stworzyć pole do tej gry.

DSC01096

Każde doświadczenie, może być tym, które “otworzy przed nami świat na nowo”. dzielimy się więc tym co doświadczamy. Skoro już robimy te zdjęcia, to będziemy je także publikować i czasami komentować. Wzgórze Nielepickie ma niesamowitą energię, a choć wydaje się niepozorne to jest także niesłychanie pięknym zjawiskiem estetycznym i przyrodniczym. Jest prawdziwą świątynią, co pokażę wam tak naprawdę tej jesieni.

DSC01097

Moc mocą, przyroda przyrodą, estetyka estetyką, ale najcudowniejsza jest magia wywoływania słońca. Powiemy o tym coś głębszego przy kolejnych prezentacjach. Tutaj tylko wstęp, trochę o “technologii” tego procesu i o umocowaniu osobistym (bardzo ogólnikowo).

DSC01098

  Oczywiście wywoływanie słońca nie jest celem samym w sobie, a nawet w ogóle nie jest naszym celem. Jest “stanem pożądanym-oczekiwanym” i realizowanym w związku z tym, jako zjawisko pożądane, wywoływane na “życzenie-oczekiwanie”.

DSC01099

Można powiedzieć, że to magia chmur bardziej niż słońca. Możliwe , ponieważ zawsze towarzyszy temu wydarzeniu obecność wiatru. Spotkania z bogami w świętych miejscach odbywamy od czterech lat regularnie 2 razy w tygodniu lub częściej.

DSC01100

Pokażemy wam tylko  sobotnio-niedzielne wyjazdy. Nasze wołanie Słońca nie jest związane z chwilą pobytu w danym miejscu. Tam jedynie kulminuje.

DSC01101Kulminacja czyli realizacja tego stanu jest fizyczną manifestacją łączności z bogami/energiami. Piszę o “wołaniu Słońca”, chociaż jest to fizyczny proces rozstępowania się Chmur (Suknie Chmurne Perperuny), czy też rozganiania ich przez Wiatr (Strzybóg).

DSC01102Wiatr i ptaki, to zjawiska towarzyszące chwili medytacji i przemianie stanu fizycznego. Bezchmurność – taka chwila – w czasie każdego naszego pobytu w Świątyni Światła Świata to nieustanna intencja, wyrażana przeze mnie “podświadomie”, od czterech lat w sposób ciągły. Co zdarzyło się cztery lata temu? Może kiedy indziej szerzej o tym duchowym doświadczeniu. W roku 2008 otwarły się szeroko Gwiezdne Wrota, a proces Zmiany przybrał bardzo na sile. Nasze “przeforamtowanie” (otwarcie, oświecenie, kontakt, uwrażliwienie, uważność, nadświadomość, unifikacja, zjednoczenie – nazwijcie to jak chcecie)  trwało jakiś czas. To ciągły proces, bo kiedy znajdziesz się w nowej krainie, każdego dnia się czegoś uczysz. Ta podróż trwa. Trwała i poprzednio; życie to podróż, to droga, ścieżka, wyprawa, doświadczenie którego nie wolno nikomu zmarnować – lecz teraz jest niesłychanie intensywna. Wyjście z Kalijugi manifestuje się w świecie od lat 60-tych XX wieku (właściwie od lat 20-stych, ale tylko nieliczni w tamtych czasach, albo jeszcze wcześniejszych, mieli dosyć wrażliwości by w tym uczestniczyć aktywnie).

DSC01103

Wiatr i ptaki są fizycznymi manifestacjami kosmicznych i ziemskich sił: Żywiołu (Powietrze, Tyn Strzybogów) i Mocy (Droga-Weń, Wena i Ścieżka, Tyn Podagów-Weniów). Jestem wnukiem Strzybożym i wnukiem Pogody. Anna jest córą Swarożyca Ognia Niebieskiego, wnuczką Słońca i  Łady-Łagody, Pani Układności, Ładności i Piękna. Jakiś mnich zapisał, że Słowianie to wnuki Strzyboże. Możliwe ponieważ nasze totemy to Słońce i Ptak Słoneczny – Orzeł, Ptak Ogniowy Kur, i Ptak Wiatru Sokół. Mówiono o nas także Wężowe (Jaszczurze, Smocze, Żmijowe) Plemię – zapewne z powodu Matki Sokołotów – Ptako-Wężycy Kąptorgi (Torgitaos) z Hylaji (Helisji-Kalisji [Kałużji, Kałuszji]) Naddnieprzańskiej. Wiatr i Ptaki “realizują” się natychmiastowo, w chwili “wypowiedzenia-wyemanowania-wydania” “dyspozycji-życzenia-intencji”. Opóźnienie wynosi czasem, kilka sekund (nie więcej niż 5: raz, dwa, trzy, cztery, pięć! I jest).

Tadeusz Wolański (1785 – 1865) “O słowiańskich runach etruskich” – “Arkaim z lotu ptaka” i “Igry bogów” – seria filmów Siergieja Striżaka – Czyli myślmy samodzielnie

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 24 Kwiecień 2012

Arkaim z lotu Niebiańskiego Orła

zobaczcie też ten film na You Tube – wygląda lepiej na pełnym ekranie i filmy pokrewne, na bocznym pasku, na You Toube: http://www.youtube.com/watch?v=8uTOswSk_54

Także warta zobaczenia w całości seria filmów  “Igry Bogów” (Gry Bogów)

na www.igrybogov.tv – film Siergieja Striżaka.

To oczywiście rosyjska wizja Baji Słowian. Nawet jeśli jej nie akceptujemy w całości to jest bardzo pomocna w samowyzwoleniu , w wyjściu spod wpływu wszelkich doktryn obowiązujących we współczesnej nauce oraz polityce  i podobnie jak filmy z Trechlebowem pomaga spojrzeć samodzielnie na Rzeczywistość – uniezależnić się od “autorytetów” i umocnić w osobistych sądach.

Współczesna Rosja jest zachwycona i zafascynowana odkrytymi po latach działami Tadeusza Wolańskiego (II Starosłowiańska Świątynia Światła Świata w Warszawie), który sądził podobnie jak Winicjusz Kossakowski, że runy etruskie należy czytać po słowiańsku. Ludzie w Polsce w ogóle nie wiedzą,  że ktoś taki istniał – podobnie zresztą nie wiedzą o Trentowskim, Szukalskim ani tak naprawdę nic nie wiedzą o Kochanowskim czy Mickiewiczu. Rosjanie zaś szaleją na punkcie książek Wolańskiego i wydaja je na nowo.  Wolańskiego zmarginalizowano bo jego doktryna nie pasowała do nauki germano-anglosaskiej, dopiero Rosja przywraca mu należne miejsce i cześć. Czy tak samo ma być z naszymi współczesnymi niepokornymi odkrywcami?

Tadeusz Wolański – Warszawsko-Wielkopolski Strażnik Wiary Słowian (1785 – 1865)

Tadeusz Wolański (ur. 17 października 1785 w Szawlach, zm. 16 lutego 1865 w Ryńsku) – polski archeolog i badacz napisów w języku etruskim. Herbem rodowym był Przyjaciel. W swoich dziełach niemieckojęzycznych podpisywał się jako Thadeus Freund von Wolan Wolański.

Jego ojciec Jan był radcą dworu króla Stanisława Augusta i znany był jako znakomity badacz przyrody oraz alchemik. Matką Tadeusza była Johanna de Buch.

Jako oficer armii napoleońskiej Tadeusz Wolański uczestniczył w kampanii 1812 roku, czyli w wyprawie na Rosję, za udział w której został uhonorowany Legią Honorową. Po poślubieniu Wilhelminy z domu Szretter osiedlił się w Wielkopolsce, w Rybitwach pod Pakością.

Wolański we wszystkich swych zamierzeniach i działaniach dążył do udowodnienia tezy o znacznej (czy nawet wybitnej) roli Słowian w dziejach starożytnych cywilizacji. Poglądy te już za jego życia budziły liczne kontrowersje, po jego śmierci uznane zostały za fantastyczne. Zasługą jego było jednak to, dostrzegał on konieczność gromadzenia i zabezpieczania znalezisk archeologicznych z ziem słowiańskich, w tym oczywiście z terenów Polski, mimo utrudnień spowodowanych porozbiorowymi podziałami, i rozbudzał zainteresowanie najstarszymi dziejami ziem słowiańskich, tworząc dobry klimat dla rozwoju poszukiwań archeologicznych.

Swe badania i zainteresowania historyczno-archeologiczne wspierał Wolański pasją kolekcjonerską. Zasłynął m.in. jako zbieracz monet i medali, w tym monet greckich i rzymskich, gromadził zabytki krajowe i zagraniczne, minerały, muszle, owady (znaczna kolekcja motyli), okazy ptaków. Sławy przysporzyła Wolańskiemu także ogromna biblioteka.

Dzieła

  • “Wyjaśnienie dotyczące poprawności w odczytaniu nazwiska Jana de Ognasd”, 1839, Przyjaciel Ludu, R.VI, 1839, t.1, nr 1, str. 6-7; [1]
  • “Tadeusza Wolańskiego odkrycie najdawniejszych pomników narodu polskiego. Cz.1″, 1843; [2]
  • “Tadeusza Wolańskiego odkrycie najdawniejszych pomników narodu polskiego. Cz.2″, 1843; [3]
  • “Tadeusza Wolańskiego listy o starożytnościach słowiańskich: zbiór pierwszy z 143 rycinami na XI tablicach”, wyd. Ernest Günther, Gniezno, 1845
  • “Briefe über slawische Alterthümer”, 1846; [4]
  • “Wyjaśnienie znaczenia napisów na etruskich pomnikach”, 1846, Przyjaciel Ludu, R.XIII, 1846, t.1, nr 5, str. 39-40; [5]
  • “Schrift-Denkmale der Slawen vor Christi Geburt”, wyd. Lange, Gniezno, 1850; [6]
  • “Die Opfergefässe des Tempels der Taurischen Diana, Tom 1″, wyd. Lange, Gniezno, 1851; [7]
  • “Описание памятников, объясняющих славяно-русскую историю”, 1854; [8]
  • “Tizba żalodya w czterech oddziałach: Na podstawie tragjedyi Francuzkiej Wiktora Hugo Znanej pod nazwa̜: Andżelo tyran Padwański wierszem ojczystym napisał Tadeusz Wolański”, 1863, nakład i druk J.B. Langego;

Bibliografia

Stronczyński, Kazimierz – Pieniądze Piastów od czasów najdawniejszych do roku 1300, Warszawa, 1847; [9]

  • Śliwa, Joachim – Tadeusz Wolański (1785-1865) i zabytki egipskie „znalezione nad Bałtykiem”, Alma Mater, nr 46/2002; [10]

Tadeusz Wolański (* 17. oktobra 1785; † 16. februara 1865) bě pólski archeolog a slědźer napisow w etrušćinje. Wón je awtor hipotezy o słowjanskim pochadźe Etruskow.

Twórby

  • Wyjaśnienie znaczenia napisów na etruskich pomnikach, 1846

Tadeusz Wolański,( 17 października 1785 – 16 lutego 1865) – polski archeolog i kolekcjoner, słowianofil, autor hipotezy o słowiańskim pochodzeniu Etrusków. Kolekcja Wolańskiego zawierała miedzy innymi wykonaną z brązu figurę Ozyrysa i gliniane figurki Ushebti. Obie zostały odkryte podczas wykopalisk w pobliżu Morza Bałtyckiego (!) I datą 07/04 wieku pne. er. Według Wolańskiego te dane świadczą o handlowym połączeniu pomiędzy starożytnym Egiptem i ziemią Słowiańską. Obecnie obie figurki są przechowywane na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponadto, T. Wolański znany był z posiadania wielkiej biblioteki, los tych książek nie jest obecnie znany. Wolański wiedział, że jego odkrycia nie będą akceptowane w Europie Zachodniej. I tak, w liście do archeologa Karola Roganowskiego (1819-1888) pisał: “Czy we Włoszech, Indii i Persji – nawet w Egipcie – nie ma słowiańskich zabytków …? Czy starożytne księgi Zaratustry, bez wyjątku, czy ruiny Babilonu, zabytki Dariów, pozostałości miasta Persów (Persepolis), pokryte pismem klinowym, nie zawierają napisów oczywistych dla Słowian? Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy patrzą na to, “Jak Kozioł Na Wodę”. My, Słowianie, będziemy w stanie doprowadzić te badania do końca, tylko wtedy, gdy nasze dzieci i wnuki będą chciały śledzić nasze ślady! Tradycyjnym historykom nie udało się obalić faktów ,że zapisy etruskie to napisy przy pomocy języków słowiańskich, jak również nie dali rady stanowić alternatywy czytania przy użyciu innych języków. Zatem badania Wolańskiego bezzasadnie uznano “fantastycznymi” i wycofano z obiegu. Istnieje przekonanie, że książka T. F. Wolańskiego w 1853 roku zostały włączone w Papieski Indeks ksiąg zakazanych “i skazane na spalenie.

Joachim Śliwa

Tadeusz Wolański (1785-1865) i zabytki egipskie „znalezione nad Bałtykiem” 

(z miesięcznika Alma Mater Uniwersytetu Jagiellońskiego)

Zagadnienie znalezisk egipskich z terenów Polski było przedmiotem zainteresowań badaczy-amatorów jeszcze na początku XIX wieku, z czasem dopiero stając się dziedziną badań specjalistów zajmujących się oddziaływaniem kultów orientalnych (w tym także egipskich) poza granicami Imperium Romanum czy też przebiegiem starożytnych szlaków handlowych. Parę dziesiątków lat upłynęło już od etapu bezkrytycznego podejścia do każdego „znaleziska” aż po bardziej racjonalną analizę przedmiotów spotykanych w tak znacznej odległości od owych wiodących ośrodków orientalnych. Znacznie większy stopień krytycyzmu w podejściu do zabytków (całkowicie zresztą uzasadniony) spowodował, iż obecnie brać można pod uwagę jedynie kilka znalezisk. Znajduje się wśród nich fajansowy amulet z wizerunkiem tzw. Pataikosa-Pantheosa znaleziony w Cieszkowie oraz skarabeusz z Sadzarzewic (1), Zadowic (2) i Leśna (1) . Ich obecność na ziemiach polskich może być łączona istotnie z funkcjonowaniem starożytnych szlaków handlowych wiodących z rejonów śródziemnomorskich na północ, poczynając od epoki późnego brązu (ok. 800-650 p.n.e.) aż po IV-V w. n.e.

Oprócz wymienionych zabytków wyróżniono też kategorię tzw. importów prawdopodobnych, do których zaliczyć można figurkę Izydy z Horusem z Małachowa, uszebti z okolic Solca i ewentualnie uszebti z Nowego Miasta. Ich proweniencja nie jest w pełni potwierdzona, nie jest jednak wykluczone, iż jako tzw. importy mogły dostać się na nasze ziemie już w starożytności. Część natomiast zabytków orientalnych dotarła na nasze tereny stosunkowo późno i tworzy kategorię tzw. Znalezisk pozornych, łącznie z obiektami stanowiącymi przedmiot intensywnych zainteresowań XIX-wiecznych starożytników i kolekcjonerów, które z nadmiaru gorliwości zostały uznane następnie za znaleziska terenowe o randze importów . W grupie tych właśnie tzw. znalezisk pozornych, występujących w dawnej literaturze przedmiotu (nie zawsze zachowanych po dzień dzisiejszy), wymienić należy brązową figurkę Ozyrysa z jeziora Gopło (znaleziona przed r.1852), głowę Izydy z Kartuz (znalezioną przed rokiem 1882) oraz brązową figurkę Izydy ze Świdnicy (znalezioną przed rokiem 1819). W tej kategorii umieścić należy także trzy zabytki z naszej uniwersyteckiej kolekcji. Jest brązowa figurka Ozyrysa znaleziona rzekomo w okolicach Kijowa i darowana Gabinetowi przez Kazimierza Pułaskiego z Żyliniec (przed 1877) oraz dwa interesujące zabytki egipskie, także o niekwestionowanej autentyczności, pochodzące z dawnej kolekcji Tadeusza Wolańskiego: brązowa figurka Ozyrysa i fajansowa figurka uszebti. Oba zabytki ofiarowane zostały Uniwersytetowi w roku 1872 przez Władysława Czartoryskiego. Wcześniej jednak zakupione zostały przez niego ze zbioru po słynnym w swoim czasie starożytniku i zbieraczu, Tadeuszu Wolańskim , któremu niżej poświęcimy więcej uwagi.

Pierwszy spośród wymienionych zabytków to brązowa figurka Ozyrysa (ryc. 1), opracowana starannie, ukazująca boga owiniętego w całun, z dłońmi w układzie dolnoegipskim (ułożone poziomo na piersiach, prawa powyżej lewej), wyzierającymi z rozcięć w całunie, dzierżącymi insygnia władzy królewskiej – w prawej znajduje się bicz nehaha, w lewej umieszczone jest berło heka. Głowę bóstwa zdobi atef, opatrzony dwoma strusimi piórami . Figurka odznacza się dobrym opracowaniem szczegółów, uwydatnionych liniami rytymi (oczy, brodę, pióra na atefie). Wykazuje ona cechy wyrobu, który przypisać można tzw. Okresowi saickiemu (czasy panowania XXVI dynastii, 664-525 p.n.e.). Drugi zabytek z kolekcji Woleńskiego to fajansowa figurka uszebti (ryc. 2) , datowana na czasy panowania XXX dynastii (380-343 p.n.e.) . Ukazana tu została mumio kształtna sylwetka w tzw. trójdzielnej peruce, z rękami skrzyżowanymi na piersiach. W prawej dłoni dzierży motykę, w lewej natomiast końcówkę sznura, na którym z tyłu, na plecach zwiesza się torba z ziarnem siewnym. Poniżej skrzyżowanych dłoni, na korpusie figurki zachowały się cztery pełne linie rytego tekstu i część następnej linii. Wynika z owego zapisu, iż figurka przeznaczona była dla kapłana imieniem Hor-udża, zrodzonego z Tanet-Amon. Dalej natomiast znajduje się fragment 6 rozdziału Księgi Umarłych: „O wy uszebti! Jeżeli wymieniono Ozyrysa kapłana Hor-udża do wykonywania wszelkich prac, które wykonuje się tam, w Państwie Umarłych. Oto ty usunąłeś zło [...]”. Oba zabytki są dość typowe, lecz w naszej kolekcji należą do ważnych eksponatów, również ze względów dydaktycznych. Ich znaczenie wiąże się jednak jeszcze z innym problemem, wspomnianym już na początku. Zdaniem ich niegdysiejszego właściciela Tadeusza Wolańskiego (ryc. 3), miały one być dowodem kontaktów ziem słowiańskich z odległą i wręcz bajeczną krainą nad Nilem. Istnienie tak dalekosiężnych kontaktów już w starożytności nobilitować miało ziemie słowiańskie, dość ubogie w świadectwa tego typu. Z jakichś względów Wolański był przeświadczony, iż obie figurki są właśnie takimi importami. Figurka Ozyrysa została opatrzona przez właściciela następującym tekstem naniesionym na jej plecach: „Znaleziono nad Bałtykiem. Ze zbioru Tadeusza Wolańskiego”, oraz tuszem na drewnianej podstawce: „Horus. Figurka egipska znaleziona podobno nad Bałtykiem. Ze zbirów po Tadeuszu Wolańskim”. Sądzić można z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż ten drugi napis jest już nieco późniejszy. Cechuje się on już pewną dozą ostrożności, jeśli chodzi o miejsce znalezienia, zawiera natomiast ewidentny błąd w identyfikacji bóstwa. Również opisana już wyżej figurka uszebti uważana była za znalezisko dokonane nad Bałtykiem, jak świadczą o tym resztki trudno już czytelnego tekstu naniesionego tuszem lub atramentem na jej tylnej stronie: „(…) znalezione nad Bałtykiem”.

Brak jednak jakichkolwiek innych informacji i przesłanek, które te stwierdzenia mogłyby potwierdzić, a więc nie kwestionując autentyczności figurek, musimy oba zabytki umieścić właśnie w kategorii tzw. znalezisk pozornych. Najpewniej oba zabytki wchodziły w skład czyjeś niewielkiej kolekcji prywatnej i wskutek nieporozumienia (jeśli wykluczymy działalność intencjonalną) uznane zostały w pewnym momencie za przedmioty „wykopane” na naszych ziemiach. Omawiając figurkę Ozyrysa z naszej kolekcji, Jerzy Kolendo pisze: „Bardzo poważne wątpliwości dotyczące faktu znalezienia figurki Ozyrysa nad Bałtykiem może budzić osoba jej pierwszego posiadacza Tadeusza Wolańskiego (1785-1865). Zbierane przez niego zabytki archeologiczne służyły z reguły do popierania fantastycznych zupełnie pomysłów odnoszących się do wczesnych dziejów ziem Polski” . Jak się okazuje, tego rodzaju „importów” było w kolekcji Wolańskiego więcej. Tymi słowy zwracał się Wolański do Karola Rogawskiego (1819-1888), współczesnego sobie archeologa i znakomitego kolekcjonera: „Dałem Panu Kondratowiczowi (Władysławowi Syrokomli) – który jest sekretarzem Towarzystwa Wileńskiego Starożytności – dwie małe figurki mitologiczne ze słowiańskiej ziemi wykopane oraz jeden metalowy naramiennik (taki sam jak Panu przesłałem) w celu składania takowych w zbiorze wileńskim. Trzeba wspierać wszystkie zbiory narodowe, bo przecież składamy wszyscy jedną tylko wielką familię od Czarnego do Bałtyckiego Morza, od lodów północnego bieguna aż za Karpaty! Co mówię? Alboż to Italia, Indie i Persja – nawet Egipt – nie starczą pomnikami słowiańskimi? Bądź w głazach, bądź w narzeczach? Alboż to Zoroastra księgi życiodawcze (Zę=daszta), alboż to rudera Babilońskie, pomniki Dariusza, szczątki Parsa=hrada (Persepolis) pokryte pismami klinowatymi, nie zawierają dosyć jeszcze zrozumiałą słowiańszczyznę? Anglicy, Francuzy i Niemcy patrzą na to, jak kozioł na wodę. Nam Słowianom tylko rzeczy te zostawione są do badania i wierzaj mi Pan, że dojdziemy do celu jeśli tylko dzieci i wnuki nasze (to jest Pańskie i moje) zechcą wstępować w nasze ślady![...]” . W cytowanym liście Wolańskiego zawarty został niemal pełny program jego wieloletnich trudów i zabiegów, zmierzających do wykazania znacznej (czy wręcz wybitnej) roli Słowian w dziejach starożytnych cywilizacji. „Wierząc w istnienie run słowiańskich, odczytywał je na monetach celtyckich, brakteatach skandynawskich, a nawet na sarkofagach etruskich. Poglądy swe wyłożył w kilku bogato ilustrowanych pracach w języku polskim i niemieckim” . Nie bez znaczenia jest jednak i to, iż dostrzegał Wolański konieczność gromadzenia i zabezpieczania znalezisk archeologicznych z ziem słowiańskich, w tym oczywiście z terenów Polski, mimo utrudnień spowodowanych porozbiorowymi podziałami, co wyraził jednoznacznie cytowanymi już słowami: „Potrzeba wspierać wszystkie zbiory narodowe”, do czego sam wybitnie się przyczynił. Sylwetka Tadeusza Wolańskiego zasługuje bez wątpienia na przypomnienie, choćby ze względu na ogromną aktywność i wielostronne zainteresowania. Najzwięźlej scharakteryzował go ostatnio jeden ze współczesnych archeologów: „(…) hrabia z Wolan, trzymany do chrztu przez samego Tadeusza Kościuszkę, alchemik, mistyk, mason, słowianofil i fantasta, poszukiwacz kamienia filozoficznego i eliksiru wiecznej młodości” . W dwa lata po śmierci Wolańskiego, tak oceniano jego działalność: „Zapalony aż do przesady miłośnik archeologii w poczynionych przez siebie odkryciach, pomimo niezaprzeczonej nauki, uniósł się mrzonkami i najdziwaczniejsze potworzył baśnie. Dowodzą one w swej treści, iż autor jest zbyt łatwowiernym i nadzwyczajnie bujną fantazją obdarzonym” .

“Odkrycie najdawniejszych pomników Narodu Polskiego”

- Książka Tadeusza Wolańskiego na Googlebooks

Rosyjskie wydanie  “Pisma o słowiańskich starożytnościach”

От издателей

Вы держите в руках запрещённую книгу!

Не пугайтесь: все книги Воланского в 1853 году были внесены в папский «Индекс запрещённых книг» и приговорены к сожжению. К нашему счастью папская инквизиция не всё смогла сжечь.

Нам как издателям приятно выпустить книгу с такой судьбой после её полуторавекового забвения. Инквизиции давно нет. На её совести сотни, если не тысячи бесследно сгинувших авторов и их трудов. Впервые русский читатель услышал имя Воланского благодаря книге историка-патриота Егора Ивановича Классена, доктора философии и магистра изящных наук, входившего в комиссию по коронации Николая I. В своём капитальном труде «Древнейшая история Славян и Славяно-Руссов до рюриковского времени» (1854) Е.И Классен включил в качестве приложения два выпуска труда Воланского «Описание памятников, объясняющих Славяно-Русскую историю».

Предшественником и Воланского, и Классена можно считать Мавро Орбини, книга которого «Историография початия имене славы и разширения народа славянского и их царей и владетелей под многими именами и со многими Царствиями, Королевствами и Провинциями», была издана в Санкт-Петербурге в 1722 году (переиздано в 2010 г. издательством «Белые альвы»). В этой книге Орбини пишет следующее:

«Славянский народ озлоблял оружием своим чуть ли не все народы во Вселенной; разорил Персиду: владел Азиею, и Африкою, бился с египтянами и с великим Александром; покорил себе Грецию, Македонию, Иллирическую землю; завладел Маравиею, Шеленскою землею, Чешскою, Польскою, и берегами моря Балтийского, прошёл во Италию, где многое время воевал против римлян.

Иногда побеждён бывал, иногда биючися в сражении, великим смертопобитием римлянам отмщевал; иногда же биючися в сражении, равен был.

Наконец, покорив под себя державство Римское, завладел многими их провинциями, разорил Рим, учиняя данниками цесарей римских, чего во всём свете иной народ не чинивал…».

Но разве официальные «историки» смогут признать такую мощь за славянским народом?! А ведь эту книгу писал не славянин. Орбини был Архимандритом Рагужским в сицилийском городе Рагузе. Его книга тоже попала в список запрещённых Ватиканом.

И в наши дни у государств есть списки «запрещённых книг», и их при изъятии тоже приговаривают к «уничтожению» – часто эти книги имеют отношение к политике. Но разве можно отделить исторические концепции и гипотезы от политики? Нельзя, конечно. Именно по этой причине традиционная наука труды и Воланского, и Орбини, и Классена до сих пор не признаёт. Ведь всё, что касается величия Русского народа и Славянства, сразу объявляется «ненаучным».

Эта книга по нашей просьбе была найдена в Нью-йоркской библиотеке, другом нашей редакции Наталией Гаттас, за что ей особая благодарность.

Любители истории получают настоящий подарок, который должен вдохновить современных исследователей на новые научные и творческие подвиги во славу Великой Истории Славянства.

Благодарим Сергея Сергеевича Робатеня за организацию перевода книги.

Олег ГУСЕВ
Роман ПЕРИН

О книге Ф. Воланского
«Письма о славянских древностях»

Этого события, перевода на русский язык, книга ждала долгих полтора века, с тех пор, как её автор выпустил польское и немецкое издания. Самое первое письмо было адресовано «Уважаемой Петербургской академии». Похоже, что Воланскому не удалось заинтересовать обнаруженными им фактами древнейшей славянской истории академиков, которые проигнорировали послание.

Книга была издана автором на собственные средства в двух частях. Первая часть, содержащая 5 писем с приложением 145 иллюстраций на 12 гравюрах, вышла в 1846 году в Гнезно, древнейшем городе Польского королевства.

Вторая часть, составленная из 7 писем и содержащая 88 иллюстраций на 10 гравюрах, вышла там же, в 1847 году. В письмах автор описал монеты, амулеты и другие предметы, найденные автором в своих экспедициях по славянским землям, а также изображения древних предметов, полученные от единомышленников. На многих из этих предметов имеются письменные знаки, которые автор определил, как славянские, сами предметы автор отнес к дохристианскому периоду славянской истории и культуры.

Имя Фаддея Воланского часто встречается в трудах первой половины XIX века, у исследователей русской и славянской истории, на его богатейшую коллекцию старинных предметов, амулетов, монет, содержащих славянские надписи, ссылались историки школы Н.С. Тихонравова.

Затем отношение к Воланскому изменилось, и завеса академического молчания покрыла его богатейшие материалы по славянской истории, письменности и культуре дохристианского периода, сделав их неизвестными публике более чем на столетие. Возможно, это проявление непознанных нами законов духовного развития, заставляющих нас забывать то, что было хорошо известно предкам, чтобы впоследствии вспоминать когда-то забытое и удивляться мудрости тех, кто создавал и сохранял славянскую культуру на протяжении многих тысячелетий её драматического развития.

Но так же следует учитывать конкретные мотивы тех общественных слоев, которые определяют содержание учебников по славянской истории и культуре с учетом своих собственных сословных интересов.

Замечательный израильский историк, профессор Тель-авивского университета Шломо Занд в переведенной на главные европейские языки книге «Кто и как изобрел еврейский народ»1 показал на богатейшем фактологическом материале, как менялись на протяжении одного только XX века концепции происхождения и исторических прав «вечного народа», как аккуратно забывались и вычеркивались из школьного обихода исторические идеи теоретиков сионизма 30-х годов, неудобные теоретикам сионизма в 50-е годы XX века. Оказывается, по Занду, у профессиональных создателей учебников истории нет никаких препятствий морального – этического плана для искажения, сокрытия и даже выдумывания исторических обстоятельств, если это востребовано политиками современного государства. Надо думать, что-то подобное имеет место в истории славянских народов.

Вот что сообщает Александр Семёнович Иванченко, изучавший рукопись воспоминаний Егора Классена в Русском музее Сан-Франциско.

«Когда труд Ф.Воланского в 1847 году вышел в свет в Варшаве2, католический примас Польши, входившей в состав Российской империи, обратился в святейший Синод России с просьбой испросить разрешение у императора Николая I применить к Воланскому аутодафе на костре из его книги. Тот, однако, Николай I, которого все наши писатели привыкли изображать невежественным Палкиным, затребовал, тем не менее, сначала книгу Воланского и вызвал из Москвы для её экспертизы Классена. Простой случайностью это быть не могло.

Вероятно, Николай I знал, что наша дохристианская письменность Классену известна. Потом император приказал «взять потребное количество оной книги под крепкое хранение, остальные же, дабы не наносить вред духовенству, сжечь, к Воланскому же прикомандировать воинскую команду для содействия ему в его экспедициях по сбиранию тех накаменных надписей и впредь и охранения его персоны от возможных злоключений».

Так распорядился Николай Палкин. Классену же велел опубликовать в своём сочинении такие таблицы из книги Воланского, которые бы не вызвали недовольство Русской православной церкви, что Классен и сделал со всей предусмотрительностью. Но недовольство со стороны церкви всё равно вызвал великое, как теперь раздражает наших ученых историков одно упоминание его имени.3

Обратим внимание на ключевые слова «вред духовенству», взятые Классеном из прямой речи императора. Этот фактор действует на протяжении тысяч лет, пока существует духовенство, которое само определяет, что ему вредно – инакомыслие, которым наполнены книги, написанные другими буквами, созданными в другом духовном мироощущении.

Неважно, что это мироощущение принадлежало собственным предкам. Политический заказ существует всегда, и всегда найдутся энтузиасты – исполнители, которые способны забыть собственных родителей, а не только пращуров.

Поэтому неугодные книги становятся нечитаемыми вследствие многочисленных реформ языка, проводимых правящими идеологами, и горят уже много сотен лет. Древние, бесценные для мировой культуры статуи взрываются даже в XXI веке, надписи соскребаются или исчезают в таинственных «частных коллекциях».

Возможно, и коллекция Воланского тоже где-то хранится или таится, чтобы быть обнаруженной, выкопанной из пепла в далеком будущем, как выкапывал свои находки сам Воланский и его единомышленники.

Эта книга относится к таким находкам. Она никогда не издавалась на русском языке, поэтому необходимы некоторые пояснения.

В русской традиции имя автора Фаддей Воланский является принятым в его эпоху результатом русификации иностранных имен для российских читателей. В немецком издании книги автор именует себя Тадеушем фон Волан Волански, оставаясь при этом славянским историком и патриотом.

Как видно, в его время немецкое или русское по форме имя было просто данью дипломатическому обычаю и не означало автоматической принадлежности носителя к конкретному народу. Дворянская частичка «фон», в подлиннике передаваемая одной буквой v. означает, что наш Фаддей происходит из поселения Волан, об этом же говорит его польское имя Воланский.

Вполне возможно, что эти метаморфозы имён в Европе как частное проявление глобальных идеологических реформ начались задолго до эпохи Воланского, и сама немецкая частичка происходит от славянского предлога «в», прямо указывающего читателю, где живёт Фаддей.

Поскольку книга представляет собой слегка обработанный автором сборник отдельных писем, написанных в разное время разным адресатам, то иллюстрации, на которые ссылается автор, живут отдельной жизнью на своих листах, размещённые довольно хаотично по отношению к последовательности текстового описания.

Имеются изображения, на которые напрасно искать описания в тексте. Возможно, Воланский, как энтузиаст, стучавший во все двери с целью привлечь общественное внимание к славянской письменной истории дохристианского периода, пользовался своим альбомом иллюстраций (гравюрами на медных досках) по разнообразным поводам, не описанным в рамках этой книги.

Некоторые утверждения Воланского, очевидные для него и его собеседника, покажутся современному читателю довольно легковесными или мало обоснованными.

Сам он понимал, что без ошибок в его толкованиях полустертых знаков не обошлось, но при этом осознавал себя первопроходцем, увидевшим русские смыслы в никем из современников не читаемых сочетаниях непонятных письмен на древних предметах, собранных в разных, не всегда доступных исследователю, коллекциях.

Переводчик Бобровская Екатерина Анатольевна приложила много усилий для того, чтобы довольно тяжеловесный немецкий текст начала XIX века воспринимался современным читателем без дискомфорта, но с сохранением авторского стиля и аромата эпохи.

Благодарим за материальную поддержку перевода книги Бобкова Сергея Вячеславича.
Административное сопровождение переводу оказывал Татур Вадим Юрьевич.
С пожеланием читателю открыть для себя глубину собственного культурного наследия
Сергей Робатень, редактор перевода

1 Занд Ш. Кто и как изобрел еврейский народ/ Шломо Занд; [пер. с ивр. М.Урицкого]. – М.: Эксмо, 2010. – 544 с. – (Подлинная история). ISBN 978-5-699-39598-9
2 Памятники письменности славян до Рождества Христова, собранные и объясненные Фаддеем Воланским. Три выпуска этой работы Воланского опубликованы Классеном в собственном переводе с комментариями в кн.: Егор Классен. Новые материалы для древнейшей истории славян вообще и Славянов–Руссов до рюриковского времени в особенности с легким очерком истории руссов до Рождества Христова. Выпуски 1-3. 1854 – 1861. – М.: Белые альвы, 1999. – 320с., ил.
3 Иванченко А.С. Путями великого россиянина. Роман – исследование. Редактор и издатель Гусев О.М. СПб, – 2006.-с.70-71

Świadomość własna, indywidualna, niepodległa to pierwszy stopień do zrozumienia, że jesteśmy bogami będąc cząstką Bogów.

Wiara Przyrody nie jest RELIGIĄ – pamiętajmy to zawsze i wszędzie – Wiara tym się różni od religii, że ma wymiar wyłącznie indywidualny 

Ty Wierzysz , Ja Wierzę, On Wierzy

NIE MA DOKTRYNY POWSZECHNEJ

lecz jest Suma Indywidualnych Wierzeń

i

Wspólnota SUMY

na tej sumie oparta.

Wielka Przyrodo każdy kłania się Tobie i Twojemu Wieczystemu Pięknu!

Podnieście swoje głowy wy Drzewa, podnieście swoje głowy wy wieczne Źdźbła Traw

Sowa jest w Świątyni G(n-w)ieździe

Wielka Przyrodo  – Schronienie Serca

Twoje Filary są Święte

Każdy z nas kłania się Tobie Wielka Przyrodo

Tyś zawsze Wierna

O Wielki Sowi

Rozświetl przed nami Ciemności

Wielka Sowo  – Książę Mądrości

Duchu Nawi i Wewnętrznego Światła

Dwa są na słońcach swych przeciwnych – bogi!

Chwalimy cię O Pani, chwalimy cię  O Panie.

Niezbędny komentarz

Link od Mezamira – bardzo ważny – do Gier-Igrów (“igry” to po rosyjsku także” zabawy”) Bogów:

http://www.youtube.com/watch?v=xg3HxDsFzuI&feature=player_embedded

Mamy tu piękny obraz Niebieskiego Ptaka – Orła Nieba, Orła Przemiany i wykład na temat słowa Wiara, które w najwierniejszym brzmieniu przechował język Polaków – polski – czego autorzy nie zauważają przez ignorancję lub z powodu ich “kompleksu Polaków” i poczucia rosyjskiej “gorszości” od Europejczyków, a więc też od Polaków (łacinników) – co zupełnie nieuzasadnione.

Zgadza się. Dokładnie tak – film pokazuje sedno. Wiedza Trechlebowa jest głęboka i dotyka sedna. Dodajmy jednak dla porządku, ale też przede wszystkim dla pogłębienia, że:

1. Ukraińcy nie są żadnymi Małorusami – w tym punkcie widać skażenie imperialne i odchylenie rosyjskie, które każe im szukać w Ukraińcach niższości podczas gdy to oni są Macierzą Rusi. Ten problem nazewniczy rozwijają przypisy do Taj Księgi Ruty i objaśniają go. Ukraina i dawna Małopolska w granicach historycznych to jedność – Biała Chorwacja czyli Wielka Haria. Ona jednoczyła wszystkich Rusów – Ha-Rusów (Małopolan, Krakowian i Goroli-Goryniczów), Nu-Rusów (znad Nura i Nurzca, północnych), Mo-Rusów (Morawianów), Ka-Rusów (Czarnych Rusów, potem zwanych Małymi, których duża część wyprowadziła się do Czarnogóry, a są też znani jako Karo-Panowie-Karpianowie – to Słowacy i Poleszucy), Gie-Rusów (Herosów, Gierojów znad rzeki Gerros – inaczej Wielkich bo Białych Rusów, znanych też jako Białowierzanie i Bużanie i Bogatyrsi-Agatyrsi – jak najbardziej Ukraińców), Roso-Mężów (Rosiów i Rossomonów i Roskalanów-Heliszów-Kaliszów – czyli Skołotów zwanych Rudo-Rusymi czyli Czerwonymi Rusami – a Kalisze – znani są Grekom i ich mitom jako Helisi z Hylaji gdzie Echidna-Kąptorga – Matka Scytów – Mać Syra skąd Syromaci-Sauromaci, Sarmaci). To jest połączone starożytne królestwo Nurów i Budynów – NU-Rusja. Rosjanie są Bu-Rusami – Burami-Borysami – Czarnosiermiężnymi, a raczej potomkami Koszerysa i Borusa-Borysa – wędrujących na Wschód do Iranu i Indii dwóch braci z czasów przed Troją (Wojną o Helenę-Gelonos-Gleń-Gołuń), są ich spadkobiercami, wcale nie gorszymi, bo to piękna tradycja i wielka – tej powtórnej fali powrotnej, spadkobiercami znad Moskwy i Mokoszy oraz z Itilu i Czarnej Ziemi, z Borusji – Boranii, o której sami mówią i piszą i co pokazują także na różnych mapach, z Boranii bo tak się nazywał kraj otaczający Moskwę – z Tartarii starych map i podań.

2. Zapis jest ważny, ale nie można sprowadzić pamięci do znaku. Pamięć i tradycja to mowa. Dlatego zwracam uwagę, aby się uwolnić od zapisu – od ortograficznego traktowania słów – trzeba je traktować fonetycznie. Oczywiście Ruś zachowała to częściowo w ocalonym alfabecie, a my nie mamy tego w alfabecie łacińskim, a raczej mamy także śladowo – jako echo run słowiańsko-etruskich. Autor filmu nie bierze pod uwagę polskiego słowa WIARA gdzie w wymowie jest zachowane owo “Ja”.
3. Autor nie odkrywa tutaj niestety – nie wiem z jakiego powodu – może z braku wiedzy albo przez celowe pominięcie – bo w Rosji Rodzimowierstwo służy odrodzeniu nacjonalnemu, na nim buduje się Nowy Imperializm a więc wspólnotę, ale rozumianą w sposób XIX wieczny. Oto co jeszcze to słowo znaczy:
Wijara = Wieda
+
Wijara = Ja
+
Wijara = Ra

gdzie ra – oznacza rzeczywiście syntezę Trzech Ogni (u nas to Ogień Niebieski – Niebo – Światło – Dażbóg + Ogień Chemiczny – nazwijmy go “prawdziwym ogniem – Płomieniem – Swaróg + Ogień Plazmatyczny – Perun).

To Trójca Niebieska do której dochodzi 4 Żywioł – tworząc Czwórcę Górną Żywiołów- Wiatr – Strzybóg i jego cały Tyn Wiatrów i Powietrza.

Osiem Żywiołów tworzy 3 Trójce i jednocześnie dwie Czwórce.

Mamy
Trójcę Niebieską – Ognistą – reprezentującą Niebo i Prawię i Welę,
Trójcę Jasną – Żywotną lub Żywą (Życia) – Wiatr + Bór (Drzewo u Chińczyków) + Spor (zalęg, błoto – u Chińczyków Bagno)= Jawia
oraz
Trójcę Ziemi (Podziemi) czyli Spor + Woda + Ziemia = Nawie.

Czwórcę Żywiołów Dolnych, Ciężkich, Ciemnych tworzą: Bór + Spor + Woda + Ziemia.

Ja – to ja, czyli Tylko ja wiem, tylko tyle wiem ile wiem, tylko moja jest wiara a nie niczyja. Wiary się nie dzieli z innymi w sensie “jestem tylko z tymi i tymi, bo wyznaję to i to”. Wspólnota powstaje ponad Wiarą jako suma wierzeń. Wiara jest zupełnie indywidualna. Nie może być inaczej – tylko to daje jej wieczny żywot – Inaczej staje się doktryną – RELIGIĄ.

W odpowiedzi na pojawiający się nurt tzw Bogów Polskich i tworzenie odrębności polskiej w Wierze Przyrody stwierdzam, że przy całym szacunku dla tych poglądów i ich odkrywczej niepodważalnej dla NAUKI roli, brak im Głębokiej Wiedy z której wynika że WIARA Słowian była i jest JEDNA.

Nie ulegajmy pokusie rozbicia i zaściankowości wynikającej z zamknięcia Polaków w granicach etnicznych po 1945 roku;Niech nam 50 lat życia w Baraku Obozu Socjalistycznego nie przysłania że Polska nigdy nie była jednoetniczna i jednowyznaniowa. Nie było Wiary polskiej była tylko wspólna Wiara Słowiańska – to stwierdzenie nie grozi nam zruszczeniem ani dominacją Moskwy.

WIARA jest Indywidualna a Wspólnota jest Sumą Wierzeń. Wyzwalajmy się też cierpliwie z poczucia i syndromu postkolonialnego – Tylko stając na Równi z Rosją i jej tradycją stajemy się naprawdę wolni i zdolni do odrodzenia. Tylko Macierz jest rozwiązaniem współczesnego problemu narodowego – nie Ojczyzna i nie męskość i walka i wybijanie przeciwników, lecz żeńskość i jej płodność i rozrodczość ludzi i idei i ich rozpowszechnienie po całym Świecie. Bierzmy przykład z Żydów i paradoksalnie z chrześcijaństwa – jako sposobów ekspansji nie do powstrzymania. Ten pierwszy wzorzec jest najskuteczniejszym nowoczesnym narzędziem rozpowszechniania idei – odwiecznie oparty jest on na pierwiastku żeńskim i idzie przez tysiąclecia po kądzieli. Kto nie rozumie tego i tworzy męską Wspólnotę Wszechpolską do WALKI o NARÓD – ten przegrał i pozostał w XIX wieku – Kto stawia na NARÓD NOWOCZESNY – rozlokowany ponad granicami swojej Ojczyzny i Cudzych ojczyzn – ten stawia na Macierz, żeńskość i po kądzieli wchodzi w XXI wiek – jako człowiek wyzwolony z syndromu POSTKOLONIALIZMU.

Pamiętajcie zawsze POLACY – gdziekolwiek w Świecie teraz jesteście – piszę to bo wiem że mnie czytacie – twórzcie Wspólnoty Wiary Przyrodzonej – to są wasze ojczyzny a raczej macierze w obcych ojczyznach – to nasza wspólnota Światowa Polaków. Pomagajcie sobie nawzajem i trzymajcie się razem – zawsze razem i niech nad innego Polaka nie będzie wam nikt bliższy i bardziej godny pomocy i wsparcia. To jest nacjonalizm prawdziwy, najgłębszy, nie do pokonania.

Kto nie zna pamiętnika Kronikarza Rockefellerów i jego wyznań powinien nadrobić te zaległości bo to rzadkie żeby tak rzucał Żyd przed gojów słowa głębokiej prawdy.

pozdrawiam wszystkich i włączam to w treść artykułu razem z linkiem Mezamira, a także umieszczam na bocznym pasku w dziale Księga Wiedy pod tytułem “Jama Arki – Wieda i Wiara”, bo to jest zbyt cenne, aby nam mogło gdzieś umknąć i ulecieć. Tekst o Tadeuszu Wolańskim idzie, jako osobny, do II SSŚŚŚ w Warszawie.

CB

Bracia Polscy – O prawdziwych powodach upadku Polski w XVIII wieku i upadku teraźniejszym


Pewnie większość myślących osób czytała opracowanie  J. T. Bąbla poświęcone Arianom – Braciom Polskim. Napisał on je w roku 2002 i jest do dzisiaj zamieszczone na jego autorskich stronach. Polecam wszystkim jego interesujące artykuły (http://rodman.most.org.pl/JTB.htm)  – tak samo jak wszystkie Strony Strychowe, prowadzone przez Rodmana pod http://rodman.most.org.pl/gs.htm

Jest to lektura, która istotnie przewietrza umysł – podobnie zresztą jak Taraka Wojciecha Jóźwiaka. Bez przewietrzenia zaś nie sposób dokonać prawdziwego „nowego otwarcia” i wejścia na własną, całkowicie samodzielną drogę – pozbawioną już autorytetów, które stają się, gdy jesteśmy ugruntowani i okrzepnięci wewnętrznie, zbędne.

Stwierdzenie, że autorytety stają się zbędne nie oznacza rzecz jasna, że możemy przestać się uczyć, od każdego kto potrafi dać nam coś nowego i pożytecznego. Poniższy artykuł jest bardzo pouczający, ponieważ pokazuje jak niszczący dla Polski był wpływ Watykanu i Kościoła jako instytucji. Jak niszczycielskie jest wykorzenienie z własnej tradycji nie muszę nikogo chyba przekonywać. Obecna fala żarliwości chrześcijańskiej w Polsce, która kulminuje zapewne w maju 2011 roku  ma szczególnie pogański charakter – jak cały kult Świętych i kult Obrazów.

Bracia Polscy mają szczególny wkład w rozwój światopoglądu naukowego na którym dzisiaj bazuje nasza cywilizacja i w drugi nie mniej ważny fundament tej cywilizacji – tolerancję religijną, prawa człowieka i demokrację.

Bracia Polscy stali się nosicielami tych idei niestety nie w Polsce, w której działali  lecz w Europie Zachodniej  – po tym jak ich z Polski za namowami Watykanu po prostu wyrzucono.

To była rzeczywista I Wielka Fala Polskiej Emigracji, pod koniec XVI i z początkiem XVII wieku  – emigracji nie za chlebem -emigracji z kraju, który był w szczytowej fazie rozkwitu gospodarczego i naukowego, który był wzorcem tolerancji i wolności.

Bracia Polscy mają wreszcie wielkie zasługi dla Świata jako dawcy idei demokracji, rozdziału państwa od kościołów, tolerancji wyznaniowej – ale przede wszystkim jako dawcy nowoczesnej, naukowej wiedzy.

Jak trudno nowe poglądy wykreowane przez naukę, przebijają się do świadomości ludzi i jak wielka praca jest potrzebna, aby tego dokonać, pokazuje poniższa mapa. Wielu Polaków do dzisiaj nie wie, a wielu naukowców polskich wciąż nie przyjmuje do wiadomości tego, co wie już od jakiegoś czasu przeciętny zjadacz Internetu, naukowcy i zwykli zjadacze chleba w Europie i na Świecie. Wciąż spotykam się z zarzutem, że opowiadam bajki o tym że Słowianie od Starożytności  – od około 7000 – 10.000 p.n.e. są już w Europie, że zawsze od tamtego czasu w niej byli  i że współtworzyli wiele archeologicznych kultur, łącznie z kulturą łużycką. Tymczasem poniższa mapa i cały cykl innych map które to niezbicie potwierdzają wisi na stronach EUPEDII już drugi rok.Te mapy na Eupedii i tak są stronnicze i przeceniają wkład Zachodnich Europejczyków (R1b1b2) w poszczególne kultury archeologiczne – przypisują sobie udział w większości z kultur Europejskich, ale trzeba by solidnego osobnego artykułu na ten temat żeby wyjaśnić jakie manipulacje czynią.

Oto jedna z tych map bo DZISIAJ rolę Braci Polskich w Polsce – pełnimy my, Wiara Przyrodzona Słowiańska – krzewimy aktualną, nowoczesną wiedzę i wiarę wśród Polaków i Słowian.

Mapa zasięgu kultury Ceramiki sznurowej współtworzonej  przez Słowian z Eupedii - R1a1a1 + I2a2 – to tak naprawdę wspólny etnos , a więc to nie tylko Kultury Ceramiki Sznurowej i Yamna, ale także azjatyckie nie pokazane tutaj Andronowo (Arkaim, Gonur) i inne oraz te które stworzyli ludzie I2a2 – a więc Old Europe i Megalitic na wyspach brytyjskich i w Bretonii . To także Protoanatolian z Troją, a później nie widoczna tutaj (obecna na innej z map Eupedii) ekspansja R1a1 na Kretę i do Grecji.

Niniejszy artykuł poświęcamy przypomnieniu kilku spraw:

1. Pamięci Braci Polskich – Arian.  Wśród nich w Polsce w XVI wieku, a potem w Europie i Ameryce Północnej w XVII wieku, ukrywało się wielu całkowitych i skończonych pogan, którzy oczywiście nie mogli działać wtedy jawnie, ale czynili wszystko żeby Ciemne Wieki skrócić do minimum, a dla siebie prywatnie praktykowali własną wersję religii – Wiarę Przyrodzoną i dzielili się nią z tym z kim bezpiecznie mogli to uczynić. Bracia Polscy tworzyli prężne ośrodki naukowe i krzewili nowoczesną myśl tępioną przez Inkwizycję w całej Europie. Mimo, że byli wyznawcami doktryny chrześcijańskiej  przyczynili się (nawet jeśli mimowolnie) do przetrwania Wiary Przyrodzonej, podobnie jak “uczeni” zgłębiający  na uniwersytetach astrologię.

2. Czynimy to też aby przypomnieć, że właściwie Wiara Przyrodzona Słowiańska i Wieda nie wiązały się w przeszłości i nie wiążą się dzisiaj z prawicowością w sensie konserwatyzmu (wiążą się z odnowieniem ducha narodu – to fakt niezaprzeczalny, ale duch narodu odnowiony to nie brak miejsca w naszej Ojczyźnie dla gości, ludzi innych, odmiennych i inaczej myślących) – Wiara Przyrodzona była zawsze, a dzisiaj jest bezsprzecznie, wiarą współbrzmiącą z przyrodą, opartą na jej obserwacji i wyciąganiu logicznych wniosków, była i jest nowoczesnością, postępem i rewolucją humanistyczną – jedyną wiarą, która bierze Przyrodę i Świat takim jaki on jest, nie traktuje go ideologicznie, naginając go i wyobrażenia o nim, do tego co mówi Święta Księga. Wiara Przyrodzona Słowiańska dzisiaj – jest  nośnikiem nowoczesności myślenia i jednocześnie próbą odtworzenia rodzimych korzeni Sarmacji, próbą powrotu do tożsamości ODNIEWOLNICZONEJ. Wiara Przyrodzona współczesna nie jest pogaństwem – nie jest czcią dla obrazów, wiarą w cuda, wiarą w świętość czyli półboskość Ludzi, bałwochwalstwem cudzej krwi i pamiątek po ludziach – tym jest Chrześcijaństwo, tym jest katolicyzm – wiara o prawdziwie pogańskich cechach, która z pogaństwa wzięła wszystko co najgorsze i od siebie dołożyła jeszcze więcej – wręcz patologiczną nienawiść i pogardę dla życia, dla szczęścia, dla Przyrody, obsesję kary za niepopełnione grzechy … ale tu nie miejsce żeby ciągnąć tę litanię, zabrakłoby mi wolnych gigabajtów na tym blogu.

3. Chcemy też przypomnieć, co legło faktycznie u podstawy upadku Polski – Nie Sarmatyzm, ani  tolerancja religijna, lecz zapiekły katolicyzm i nietolerancja – KONTRREFORMACJA POD SZYLDEM Kościoła Katolickiego kierowana z Watykanu, pisana krwią niewinnych ofiar  – która wytrzebiła państwo z wszelkiej światłej myśli, z nowoczesnego badania Świata, z idei jakiegokolwiek postępu, z krytyki i kontroli Kościoła, z  wyciągania z odkryć i analiz naukowych wniosków dla budowania Państwa obywatelskiego i nowoczesnego. To wtedy kształtowały się zalążki światopoglądu naukowego, który od Polskich Braci – Arian, wygnanych z Polski, przejęła Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone Ameryki – kształtując nowoczesne zasady rozdziału państwa od kościoła i fundamentalne elementy swoich Konstytucji (amerykańskiej i francuskiej), stawianych do dzisiaj wciąż – po 4 stuleciach od wprowadzenia – za wzór do naśladowania wszystkim, którym marzy się postęp i dobrobyt.To fanatyczny katolicyzm pod presją Watykanu uniemożliwił ułożenie dobrych stosunków z Rosją po zdobyciu przez Polaków Kremla a potem uznanie Trzeciego Narodu – prawosławnych Ukraińców w Rzeczpospolitej za równych partnerów. Te dwie rzeczy to dwa wielkie kołki wbite do przyszłej rozbiorowej trumny polskiej .

4. Przypominamy też do jakich metod musiano się uciekać, aby utrzymać w Polsce katolicyzm i chrześcijaństwo po 600 latach wcielania go (dokładnie takimi samymi metodami jak opisano poniżej) w życie.To prawda że Bracia Polscy nazywali siebie chrześcijanami i większość pośród nich nimi się czuła, ale świadomie czy nie – ich ideolodzy – zbliżyli się tak bardzo do Wiary Przyrodzonej w głoszonych przez siebie poglądach, że nie bez powodu Raków nad Pilicą nazwano Sarmackimi Atenami – Nie istniała bowiem żadna sprzeczność wewnętrzna między ateńską – grecką filozofią a grecką mitologią – stanowiły one jedno ciało choć mówiły różnymi językami, pierwsza językiem rozumu (ratio) a druga serca (intuicji), a obie mówiły o tym samym obserwowanym przez siebie Świecie Przyrody posługując się najwyższym dostępnym poziomem wiedzy. Tam nie zabijano nie wierzących w Herę, czy Dionizosa  za to, iż w nią, czy w niego nie wierzą. Nie łamano kołem tych co nie chodzili do świątyni Zeusa…

Dla nas Bracia Polscy – a zwłaszcza ich myśliciele i ideologowie są kontynuatorami i nosicielami najświatlejszych tradycji umysłowych przechowanych przez Astrologów, okultystów i czarownice oraz innych wiedunów i wieszczów – nosicieli wiedzy starożytnej, kontynuatorów osiągnięć świątyń dawnej Wiary Przyrodzonej całego Świata.  Bracia Polscy dali przystań tym wspaniałym ludziom, którzy później  przekazywali ową myśl następnym pokoleniom w różnych możliwych formach. W istocie przez ponad 100 lat bezpośrednio , a później pośrednio ich kontynuatorzy stali się nosicielami tego co wydała z siebie Wiara Przyrodzona – bo grecka filozofia była esencją Wiary Przyrody, a dzisiejsza filozofia buddyjska jest prostą kontynuatorką Wedy i Wiary Przyrody Słowiano-Indo-Irańczyków.

5. Ostatnim powodem dla jakiego przytaczamy niniejszy artykuł jest list od Rodzimowiercy załamanego stanem świadomości Polaków i perspektywą braku nadziei na wyjście ze stanu „utraty  świadomości kulturowej i poczucia zakorzenienia w Słowiańszczyźnie i jej tradycji ” (a nie w tradycji obcej: judeo-chrześcijańsko-zachodniej). Na ten list odpowiedzieliśmy prywatnie. Ale  sądzimy, iż wielu osobom ten artykuł J. T. Bąbla może pośrednio pomóc zrozumieć stan Polski jaki dzisiaj mamy i stan zbiorowej świadomości Polaków do jakiego doprowadziło tysiąclecie wyzucia z własnej wiary przyrodzonej i 200 lat wyzucia z własnych dziejów, z własnej polskiej interpretacji historii.

Pod artykułem przytaczamy część tez z “Listu do Rodzimowiercy” – bo zdaje nam się, że mogą mieć wartość uniwersalną  i dać pewną wiedzę, czy też przyczynek do własnych przemyśleń i dyskusji , słowem mogą stanowić wartość wspólną dla nas wszystkich – ludzi Wierzących, wyznawców Wiary Przyrodzonej Słowian, czy też po prostu Wiary Przyrody.

Sąd nad Arianami

Oto artykuł:

Jerzy Tomasz Bąbel

Wyklęci i wygnani – Bracia Polscy

Pamięci tych,

którzy odważyli się myśleć.

Na stropie jednej z komnat pałacu biskupów krakowskich w Kielcach, a dziś siedziby Muzeum Narodowego, znajduje się interesujący obraz powstały w 1641 r. w pracowni Tomasza Dolabelli. Rezydujący tu w XVII w. biskup Jakub Zadzik wznosząc oczy ku niebu, mógł nacieszyć swój wzrok i duszę widokiem owego “Sądu nad arianami”, do którego sam osobiście wraz z kanclerzem Jerzym Ossolińskim się przyczynił i mógł podziękować Bogu, iż ci wstrętni heretycy zostali pogromieni. Widok wystraszonej gromadki podgolonych jegomościów z wytrzeszczonymi oczyma, stojących przed całym majestatem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, tj. królem Władysławem IV siedzącym na tronie w otoczeniu senatorów, duchownych i posłów, mógł krzepić serce każdego dobrego katolika. Rzecz szła bowiem nie o byle co, lecz o zagładę Akademii Rakowskiej, centrum heretyckiej myśli.

Raków znajduje się dokładnie 21 km na południe od Łyśca (Świętego Krzyża) nad rzeką Czarną. Dziś to tylko senne prowincjonalne miasteczko, pozbawione wszelkich szans rozwoju a o jego przebrzmiałej wielkości świadczą tylko pamiątkowy kamień na rynku i dziwne nazwy ulic, placów i obszarów – Drukarnia (=łąka na południe od kościoła poreformackiego),, Papiernia (= młyn na rzece Czarnej), szkoła, Bursa (= miejsce a zachód od kościoła przy stawie) i wreszcie cmentarz ariański (=piaszczyste wzgórze za Bursą). Tam też dwa wieki temu Tadeusz Czacki rozkopywał groby heretyków, aby znaleźć w nich flaszki zawierające łaciński tekst: “Scio,cui credidi”(“Wiem, komu wierzyłem“).

Gdy zwiedzamy dzisiejszy Raków, aż nie chce się wierzyć, że w I połowie XVII w. tętniło tu intensywne życie naukowe, setki studentów przemierzały te ulice a na istniejącej tu przez 36 lat Akademii ówczesna elita intelektualna sekty wykładała filozofię, matematykę, retorykę, nauki humanistyczne i przyrodnicze. Odbywały się tu uroczyste synody i kolokwia, na które przyjeżdżała szlachta z różnych stron Rzeczypospolitej, a także wielu gości z Niemiec, Holandii, Francji, Anglii i Szkocji. W latach 1569-1662 w sumie było 51 synodów ariańskich, z czego aż 39 właśnie w tym mieście. Nic też dziwnego, że Raków nazywano ariańskim Rzymem, Genewą a nawet “Nową Jerozolimą”. W najprzedniejszej na owe czasy drukarni w latach 1600-1638 wydawano podręczniki do nauki oraz fundamentalne dzieła (ponad 200 tytułów w kilku językach, w tym słynny “Katechizm rakowski”), które rozchodziły się po całej Europie, “wywołując wszędzie szeroki i burzliwy oddźwięk”. Bez przesady można powiedzieć, że Raków – owe Ateny Sarmackie miał szansę stać się z czasem Oxfordem lub Sorboną Europy środkowej i wschodniej. Nie ulega też wątpliwości, że sytuacja taka była nie do zniesienia dla kleru katolickiego, luterańskiego i kalwińskiego, i należało ośrodek taki wszelkimi sposobami zniszczyć. Uważano bowiem ich idee za “socyniańską zarazę zrodzoną wśród bagien sarmackich”, “jadowitą truciznę”, “monstrualną hydrę”, “morderczą broń szatana” a podejrzanych wśród siebie o sympatie dla nich “szczuto jak psy”.

Kim byli ci ludzie, że stanowili taką wielka groźbę i ściągali na siebie tak wielką nienawiść? Szlachta katolicka nazywała ich pogardliwie “nurkami” lub “nowochrzeczeńcami”. Występują również pod nazwą antytrynitariuszy, unitarian, socynian, Braci Polskich i arian. Sami zaś siebie zwali “chrystianami” albo “Braćmi”. Dzieje tej sekty liczą sto lat, a jej powstanie datuje się na lata 1562-65.

Okres ów w dziejach Europy to czas wojen religijnych, w których dobrzy chrześcijanie “zionąc miłością do bliźniego swego” pławili się w krwi “miłujących Chrystusa inaczej”, czyli swych ideologicznych przeciwników. Konsekwencją obowiązującego dogmatu mówiącego, że nie ma zbawienia duszy poza Kościołem Katolickim było myślenie, które zostało jasno wyłożone m.in. przez teologa katolickiego, jezuitę, kardynała Roberta Bellarmina (1542-1621; Disputationes…, II tomus Controversia II, lib. III):

“….heretyków należy zabijać. Albowiem po pierwsze, szkodzą bliźnim bardziej niż jakikolwiek korsarz lub rozbójnik, gdyż zabijają dusze, a nawet burzą fundament wszelkiego dobra i napełniają państwo niepokojem, który jest następstwem różnic w religii. Po drugie, ukaranie ich wpłynie korzystnie na wielu, liczni bowiem z tych, których bezkarność czyniła nieczułymi, wobec grożących kar zaczynają się zastanawiać, w jaką wielką popadli herezję, oraz mieć się na baczności, aby przypadkiem nie skończyli nędznie życia doczesnego i nie utracili szczęśliwości w przyszłym. Na koniec dla zatwardziałych heretyków jest dobrodziejstwem, że usuwani są z tego życia. Albowiem im dłużej żyją tym więcej wymyślają błędów, tym większą deprawują liczbę ludzi i zyskują sobie tym sroższe potępienie.”

XVI w. to czas “złotego wieku” Polski, jej największej ekspansji terytorialnej, jej wspaniałej kultury i religijnej tolerancji. To właśnie w Polsce, “państwie bez stosów” powstał w 1573 r. niebywały akt prawny znany pod nazwą Konfederacji Warszawskiej (nota bene obłożony klątwą przez synod biskupów katolickich w 1577 r. w Piotrkowie). Jego wagę doceniła w XX w. społeczność międzynarodowa, gdyż Konfederacja Warszawska znalazła się we wszystkich niemal zarysach dziejów tolerancji, jakie wydano w Niemczech, Francji, Anglii, Włoszech i USA. Wzmianka o tej ustawie ukazała się również w syntetycznym zarysie dziejów ludzkości, wydrukowanym pod patronatem UNESCO. Akt ten bowiem jako pierwszy w Europie głosił wolność wyznaniową. Nic też dziwnego, że kraj nasz w XVI w. ku oburzeniu i rozpaczy fanatycznych, wojujących kontrreformatorów, stał się “przystanią i rajem” dla prześladowanych za wiarę w zachodniej Europie.

W 1565 r. ze zboru kalwińskiego ostatecznie wyłonił się skrajny odłam polskiej reformacji (Ecclesia minor), sekta zwana arianami głosząca radykalne poglądy społeczne i bulwersujące współczesnych tezy religijne. Walczyli oni bowiem z supertotalitarną władzą Kościoła sięgającą aż do myśli i sumień ludzkich. “Nie wolno nam narzucić cenzury na nikogo, ponieważ każdy z nas ma prawo do własnej indywidualnej oceny… Nie dajemy nikomu prawa do gwałcenia, prywatnie lub publicznie, wolności sumienia, ani wolności do propagowania religii siłą lub przymusem” pisał Samuel Przypkowski (1592-1670; Dissertatio de pace et concordiae ecclesiae, Amsterdam 1628) a jego współwyznawca, Jonasz Szlichtyng dodawał: “Na czymże bowiem polega wolność sumienia, która Bogu jednemu jest podporządkowana, jeśli nie na tym, byś w sprawach religii myślał, co chcesz, swobodnie głosił to, co myślisz, i czynił wszystko, co nie pociąga za sobą ludzkiej krzywdy?”.

Idee religijne Braci Polskich były niejednolite i z czasem ewoluowały. Jednakże wspólną ich cechą było odrzucenie dogmatu o Trójcy Świętej. Stąd nazywano ich arianami, wiążąc niesłusznie ich poglądy z wczesnochrześcijańską doktryną Ariusza. We wczesnym okresie swego rozwoju antytrynitarską koncepcją teologiczną łączyli z pierwiastkami irracjonalizmu i mistycyzmu. To podejście zmieniło się, gdy w ich zborze zwyciężyły idee Fausta Socyna. W teologii ariańskiej nastąpiło wówczas zwycięstwo racjonalizmu religijnego, który wywarł później istotny wpływ na kształtowanie się racjonalizmu religijnego i deizmu w zachodniej Europie. Chociaż uważali, że Pismo stoi ponad rozumem (supra rationem), przyznawali indywidualnemu rozumowi ludzkiemu przodującą rolę w interpretowaniu Biblii i poznawania prawd religijnych, uznając, że nie powinno się przyjmować niczego, co byłoby przeciwne rozumowi.

Z kolei w ideologii społeczno – politycznej Braci Polskich wyróżnić można dwa nurty. Pierwszy, radykalny panował we wczesnym okresie istnienia sekty, gdy grupowała ona elementy plebejskie. Podstawą ideologii było braterstwo wszystkich ludzi. Obowiązywał ich wówczas zakaz sprawowania urzędów państwowych i służby wojskowej, zakaz udziału w wojnach oraz posiadania majątków ziemskich korzystających z pańszczyzny. Potępiali karę śmierci i poddaństwo. Postulowali zrzeczenia się majątków przez szlachtę i obowiązek zarabiania na życie pracą własnych rąk.

Drugi nurt, umiarkowany istniał głównie w XVII w., gdy sekta grupowała zamożnych mieszczan, średnią szlachtę, a nawet magnatów. Wówczas złagodzono radykalizm społeczny zezwalając na piastowanie urzędów i branie udziału w wojnach obronnych. Uważano, że stosunki społeczne winny opierać się na zasadzie wzajemnej miłości, przy poparciu świeckiej władzy państwowej oraz na obronie równości społecznej.

Charakterystyczne dla Braci Polskich było wysuwanie w religii na pierwszy plan treści moralnych. Postulat tolerancji religijnej z jakim często występowali, z czasem rozwinęli w tezę o konieczności rozdziału państwa od kościoła, szczególnie tam gdzie w jednym państwie żyją wyznawcy wielu religii, jak to było w ówczesnej Rzeczypospolitej.

Ok. roku 1570 na ziemiach między Pilicą a Wisłą istniało aż 37 ich zborów. Do głównych ośrodków ruchu Braci Polskich należały Pińczów, Bełżyce, Kisielin, a przede wszystkim wspomniany już Raków w dawnym województwie sandomierskim, w którym w 1602 r. założono słynną w Europie Akademię Rakowską, skupiająca wybitne siły naukowe. Arianie odegrali znakomitą rolę w rozwoju języka polskiego, szkolnictwa, kultury i nauki. Dzięki nim znaczne postępy uczyniły studia biblijne (filologia Biblii, krytyka tekstu biblijnego).

W XVII w. ruch Braci Polskich był najważniejszym łącznikiem Polski z przodującym ruchem umysłowym Europy. Głównymi ideologami arian byli Polacy – Piotr z Goniądza, Grzegorz Paweł z Brzezin, J. Niemojewski, M. Czechowic, Sz. Budny, A. Wojdowski, A. Wiszowaty, H. Moskorzewski, S. Przypkowski, S. Lubieniecki, a także spolonizowani cudzoziemcy – F. Socyn, J. Crell, M. Ruar, W. Szmalc, J. Stegmann, J. Szlichtyng, J. Völkel i inni. Braćmi Polskimi byli także, o czym się dziś nie pamięta, najwybitniejsi poeci epoki baroku – Wacław Potocki i Zbigniew Morsztyn.

Radykalizm poglądów religijno – społecznych arian polskich wzbudzał powszechną nienawiść kleru i szlachty katolickiej. Z kolei spory natury doktrynalnej stały się dla socynian źródłem nienawiści ze strony innych protestantów (kalwinistów i luteranów). Z arianami polemizowali katolicy – m.in. Białobrzeski, S. Hozjusz, M. Kromer, S. Reszka, H. Powodowski, B. Herbest, M. Łaszcz i sam sławetny Piotr Skarga. Propaganda kościelna szykując się do decydującej z nimi rozprawy sięgnęła również do tradycyjnych już sposobów walki z heretykami – oszczerstw, kalumnii, a nawet oskarżeń o satanizm (celował w tym m.in. jezuita ks. Mikołaj Ciechowski).

Podczas koronacji władcy polscy przysięgali dotrzymać wierności Konfederacji Warszawskiej, ale niejednokrotnie przysięgi te łamali pod naciskiem Watykanu (np. Zygmunt III Waza, Jan Kazimierz). Szczególnie w okresie rządów ostatniego z Wazów, starano się nadać toczonym podówczas przez Rzeczypospolitą wojnom charakter religijny (wojny z Chmielnickim na Ukrainie = boje ze “schizmatykami”, “potop” = wojna z heretykami). Przypomnijmy tu, że w 1649 r. w Warszawie wyruszającemu na bitwę z armią kozacką pod Beresteczko królowi Janowi Kazimierzowi, nuncjusz papieski Jan de Torres udzielił specjalnych błogosławieństw i wręczył (niczym na krucjatę!!) chorągiew z krzyżem i miecz. W wiele lat później podobny miecz otrzymał od papieża król Jan III Sobieski ciągnący na odsiecz wiedeńską. Pierwszy z władców walczył ze zbuntowanymi prawosławnymi poddanymi, drugi z muzułmańską armią turecką.

Powoli Polska stawała się widownią prześladowań religijnych. Druga połowa XVII w. to czas pełnego zwycięstwa kontrreformacji w Rzeczypospolitej, która z państwa wolności religijnych stała się stopniowo krajem nietolerancji wyznaniowej. Proces ten zakończył się w 1668 r., kiedy to wolność sumienia w Polsce zostaje ostatecznie zlikwidowana ustawą sejmową przewidującą karę śmierci za porzucenie wiary katolickiej. Dodajmy tu, że dopiero po kolejnych 123 latach, w punkcie I, Konstytucji 3 Maja zapisano, iż przejście od katolicyzmu “Wiary Panuiącej do iakiegokolwiek wyznania iest zabronione pod karami Apostazyi”, ale już bez groźby fizycznego unicestwienia odstępcy.

Przełom w dziejach tolerancji religijnej w Polsce zasadniczo nastąpił w 1638 r., kiedy to nakazano zamknięcie na zawsze Akademii Rakowskiej, zniszczenie drukarni i zboru ariańskiego, co oznaczało zarazem likwidację centralnego ośrodka tego ruchu. W roku 1647 wyrokiem sądu sejmowego zamknięto wszystkie szkoły i drukarnie Braci Polskich w całej Rzeczypospolitej. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że część arian widziała swe ocalenia podczas “potopu” w osobie protestanta – króla szwedzkiego Karola Gustawa. Tym bardziej, że podburzone przez księży katolickich chłopstwo mordowało ich i paliło im dwory (głównie na Podgórzu, w 1655/56 r. ). 27 lipca 1656 r. pod Warszawą król Jan Kazimierz (były kardynał i jezuita) złożył uroczysty ślub, że po zwycięstwie w wojnie ze Szwedami wypędzi z kraju arian, którzy “bluźnią dziewicy Maryi nie uznając boskości Jej Syna”. Ślubu dotrzymał. W konstytucji sejmu walnego ordynaryjnego z 1658 r znajdujemy następujący tekst “Iż ieśliby kto taki znalazł się, ktoryby sektę tę Aryańską w Państwach naszych tak Koronnych, iako y W.X.L. et provincijs eis annexis śmiał y ważył się wyznawać, krzewić, abo opowiadać, abo onej assertores protegere et fovere, a byłby o to legitime convictus, takowy każdy wyżej mianowanemu statutowi podlegać ma, y bez wszelakiey odwłoki przez Starosty nasze, Urzędy ich, na gardle ma bydź karany, sub privatione Capitaneatus. /…/ Chcąc iednak clementiam nostram pokazać; ieżeliby się który takowy znalazł, coby tey sekty swoiey wyrzec się niechciał; takowemu na lat trzy do wyprzedania się pozwalamy, salva bonorum et personarum securitate, atque debitorum repetitione...” ( za “Volumina Legis”, t. IV, s.238).

Wyrok sejmu polskiego w 1658 r. o wypędzeniu Braci Polskich z Rzeczypospolitej był wyłącznie aktem zemsty i nienawiści religijnej, gdyż ten sam sejm ułaskawił wszystkich katolickich oraz innych, protestanckich kolaborantów i przestępców politycznych. Arianom natomiast dano czas 3 lat, w ciągu których mieli zmienić swe wyznanie na katolickie lub też wyemigrować. W przeciwnym razie groziła im śmierć. “Dawno to tedy Korony Polskiej była żądza, żeby tych już nie nowokrzczeńców, ale bezkrzczeńców, wiary się tureckiej w poprzednich artykułach upornie trzymających, w Polsce nie cierpiano”, tryumfował jezuita ks. Mikołaj Cichowski, uzasadniając decyzję sejmu o wygnaniu arian. Zakazy te powtórzyły i dodatkowo uszczegółowiły konstytucje sejmowe z lat 1659,1661,1662,1668. Z jednej strony jest to dowód wyjątkowej zajadłości, z drugiej natomiast małej skuteczności prawa, jak to zawsze w naszym kraju bywało.

Większość Braci Polskich jednakże opuściła Ojczyznę i była to pierwsza z wielu w naszych dziejach wielka emigracja. Osiedlili się w Prusach Książęcych, Siedmiogrodzie i na Śląsku, a potem wywędrowali dalej, w głąb Niemiec i do Holandii, gdzie m.in. w latach 1666-1668 pod redakcją A. Wiszowatego wydrukowali monumentalne dziewięciotomowe dzieło “Bibliotheca Fratrum Polonorum”.

Bracia Polscy wywarli wpływ na kształtowanie się racjonalizmu religijnego i deizmu w Holandii, Francji i Anglii. Z myśli arian polskich skorzystał zachód Europy, byli oni bowiem prekursorami Oświecenia. Po śmierci ostatniego pokolenia socynian na wygnaniu, ich idee przejęli unitarianie angielscy i amerykańscy. Przypkowski, Crell i Szlichtyng dali w 1630-50 swój istotny wkład w kompleksowe rozwiązanie problemu tolerancji religijnej i stosunku Kościoła do państwa (postulując ich rozdział). Ich prace drukowane w Rakowie czytali i studiowali najwybitniejsi filozofowie ówczesnej Europy – Locke, Newton, Leibnitz, Spinoza, Bayle. Prekursorskie idee Braci Polskich rozszerzone i udoskonalone przez Locke’a (Anglia) i Bayle’a (Francja) zostały następnie przeniesione za Atlantyk przez J. Madisona i T. Jeffersona, twórców konstytucji Stanów Zjednoczonych.

Wiek XVIII to w Rzeczypospolitej Obojga Narodów czas tryumfalizmu Kościoła katolickiego, budowy świątyń i wspaniałych ołtarzy, “cudów” i objawień, pielgrzymek i sanktuariów, skrajnej dewocji a zarazem upadku gospodarczego i militarnego państwa, nędzy chłopów, powszechnego pijaństwa, ostatnich w Europie polowań na czarownice, prześladowań innowierców, głupoty politycznej, egoizmu magnaterii i wreszcie zdrady narodowej ówczesnych kosmopolitycznych elit. Tego pikującego lotu państwa ku zagładzie nie zdołały zatrzymać wysiłki patriotów i ludzi oświeconych (K. Puławski, T. Kościuszko, J. Poniatowski i in.). Wielkie, potężne niegdyś i kwitnące mocarstwo wschodnioeuropejskie zostało rozdarte przez trzech zaborców.

W tym samym czasie za Oceanem Atlantyckim ariańskie idee rozdziału państwa od religii zapisano w Konstytucji Stanów Zjednoczonych. I to one m.in. stworzyły z tego państwa dzisiejsze supermocarstwo światowe.

“Rozum to wąż”, słyszymy wciąż z ust niektórych kościelnych teologów. A dzisiejsza Polska wygląda tak, jak wygląda.

Pisane Anno Domini 2002,

w dniu św. Agnieszki,

naszej katolickiej patronki cenzury.

Nurowie i Budynowie oraz Bałtowie według opracowań litewskich – V wiek p.n.e. (bez kompleksów)

Kilka tez z “Listu do  Rodzimowiercy”

ale skrótowo w punktach:
1.polska Wikipedia jest taka jak polscy Wikipedyści w swojej masie.
>
2. To jest źródło informacji często wypaczonej – do przyjęcia tylko tam gdzie i tylko „do tego stopnia” do jakiego nasza własna wiedza w danej dziedzinie pozwala się zgodzić z wiedzą jaką tam nam proponują, która wcale nie jest obiektywna.
>
3. Bzdury jakie piszą tam o Wierze Przyrodzonej, o znaczeniach symboli w obrzędach i świętach – to jakieś dziecinne punkty widzenia, które nie tylko, że ledwie liżą Wiarę Przyrodzoną po wierzchu, to  “specjalnie” z premedytacją spłycają ją i ośmieszają.

4. W Wikipedii wszystko jest nacechowane ideologią, czasami zachodzi obawa czy  prosta informacja o np. jakimś ptaku czy zjawisku elektrycznym też nie jest „ideologicznie” skrzywiona.
>
5.  Antysłowiańskość i antypolskość Wikipedii, ale szerzej samych Polaków, to efekt 200 lat niewoli w Polsce i obecnie dużej proniemieckości, czyli podlizywania się Elity  – TEJ Ręce, Która Teraz Karmi – tak jak przedtem podlizywali się Rosji, która karmiła poprzednią elitę.

6. U Rosjan takich tekstów poddających w wątpliwość słowiańskość różnych plemion, wykopalisk archeologicznych -  jak na przykład widać to w haśle Goplanie w polskiej Wikipedii  się nie znajdzie.

7. Oni piszą i widzą albo obiektywnie albo co najwyżej w druga stronę: – że Cały świat zaczyna się od Słowian, Słowianie są najważniejsi, a Rusini – najważniejsi ze Słowian.

8. O Rusinach tak myślą i piszą, bo oni walczą wciąż o Ukraińców i Białorusinów – których, jak czują i dobrze to czują, nie zdołali na swoją stronę “moskiewską” do końca przeciągnąć, tak aby się poczuli z nimi jednym – gdzieś tam się jakaś po-polskość błąka po Ukrainie i Białorusi i w ich duszach Ukraińców i Białorusinów, i  błąka się jakaś po-zachodniość.
>
>
>
9. Kościół, który w XXI wieku żyje relikwiami i świętymi – Relikwiami typu krew Papieża w Łagiewnikach w Krakowie w kryształowej fiolce,  krew Papieża do której zaraz zaczną się zjeżdżać z całego świata, żeby klęcząc przed tym “krwistym kryształem” się uzdrowić – taki Kościół musi upaść. On jest dobry i był dobry dla niepiśmiennych trzymanych w ryzach siłą i zabobonem oraz “głupimi ” opowieściami o smole w Piekle.

10. Dla ludzi o normalnej logice i światopoglądzie opartym na nauce – to jest jakiś bełkot duchowy i intelektualny, POMIJAJĄC już fakt, że coś takiego jak relikwia jest czczeniem pośrednio człowieka z którego pochodzi, a nie boga.

11. W ogóle kult świętych – jest już sam w sobie dla mnie dewiacją – Co to znaczy że święty??? Rozumiałbym gdyby dawali tytuł Bożego Wojownika – temu co umarł za wiarę śmiercią rycerską, albo jakiegoś Herosa Chrześcijaństwa – temu co wcielał w życie to co napisano w Świętych Księgach = ale święty to znaczy co? Nagle stał się półbogiem, który uzdrawiał ludzi? (Tak jest w procesie beatyfikacyjnym !!!) Przecież to absurd, jak w przedszkolu jakimś – nie baja, bo Baja to Materia Wszechświata – poważna sprawa, a to jest po prostu bujda na resorach wciskana ciemnym masom.

Wiemy że istnieją samowyleczenia, że dobrą myślą można się leczyć, że powtarzaniem mantry można się uzdrowić – ale gdzie tutaj cud i bóstwo i religia?!!! To co najwyżej Siły Natury-Przyrody, własne siły organiczne człowieka, wola życia.

12. Z JP II ojciec mojej żony grał w piłkę i ćwiczył w kółku teatralnym na UJocie – Wojtyła był zwyczajnym facetem,  który też oglądał się za spódnicami jak każdy, poczuł w sobie kaznodzieję – był doskonałym aktorem i zrobił furorę pośród tłumu – to są fakty. Ale to co się teraz wyprawia – krew we fiolce zawieszonej na ołtarzu w krysztale – to jakiś kompletny zabobon wprost ze Średniowiecza. Porównajcie to sami z 4 Lekcjami na tym blogu i macie porównanie tych dwóch wiar i sposobów wierzenia. Nie porównujcie tego broń Boże z definicjami Wiary Przyrodzonej (Rodzimej) z Wikipedii polskiej gdzie wystarczy przeczytać hasło Dziady, żeby doznać szoku, co to za zabobony pogańskie i gusła jakieś paskudne.
>
13. Prawdziwa religia – tak jak Wiara Przyrody (Wiara Przyrodzona Słowiańska) naprawdę  nie jest daleka od nauki – zgadza się z nauką – jest tą samą nauką powiedzianą innymi słowami – To widać w fizyce – Sensowna religia to nie wiara w moc obrazów, świętych i w sąd ostateczny, cuda. Sami robimy sobie co chwilę Dzień Sądu Ostatecznego (zabijanie ludzi i zwierząt trwa na Ziemi nieustannie – zbiorowe wojenne, terrorystyczne i po prostu kryminalno-zbrodnicze) i sami zmierzamy do wyrządzenia sobie krzywdy (niszczenie Ziemi).
>
>
14. KK i w ogóle religie starego typu wszystkie, które są “Nieprzyrodzone” – nie przetrwają “rewolucji kulturalnej” jaką ludzkość teraz przechodzi – Nie będzie już niepiśmiennych, dla których zostały stworzone – są w istocie sprzeczne z Prawami Przyrody, Ziemi, Nieba, Kosmosu.
>
15. Fizyka współczesna mówi o Hologramie Horyzontu Zdarzeń zapisanym w Czarnych Dziurach – to jest fizyka, nauka ścisła – Ja to nazywam Czarna (Czarowna) Baja Świata – Materia, na której wszystko jest zapisane co było i co ma być – to jest Wiara Przyrodzona Słowiańska. Wiara  i Nauka – To jeden zgodny głos, a nie jakaś ciągła sprzeczka o każdy następny krok. Kościół jeszcze 100 lat po Koperniku kazał się wyrzec Galileuszowi potwierdzenia tego co odkrył Kopernik, czyli że Ziemia nie jest Pępkiem Świata. To właśnie oni, dla których Księga ważniejsza jest niż Życie, niż Człowiek – święci, uzdrowienia, kości i krew w krysztale, która wszystko uleczy – zamiast się sami zabrać do nauki, roboty i leczenia, wierzą że każdą zbrodnię popełnioną można odkupić pokutą i Bóg przebaczy. Nie! – zbrodnie są niewybaczalne i mają skutki nieodwracalne.

16. Wiara Przyrodzona jest tylko ujęciem w innych słowach PRAW i PRAWD WSZECHŚWIATA – rzeczy obserwowanych od tysiącleci przez Ludzi, ujęciem w języku opisowym intuicyjnym – poetycznym, trafiającym w emocje, tego samego co nauka opisuje suchym językiem faktów rzeczywistych lub wręcz cyframi i symbolami literowymi.
>
>

17. Jeżeli w Wierze Przyrodzonej mamy opowieści o bogach co przyszli do ludzi , że przyszli pod jakąś postacią po to żeby coś pokazać , przekazać – dać , albo odebrać to jest to tylko metafora niebezpieczeństw zawartych w naszej własnej samoświadomości,  niebezpieczeństwa jakie niesiemy sami sobie i które z nas samych może płynąć i jest to ostrzeżenie przed tymże niebezpieczeństwem – T0 wytyczna żeby pójść w stronę dobrą – a co to znaczy dobrą w Wierze Przyrody? – Dobrą dla Przyrody dla Ziemi, dla Wody dla Życia, dla naszych Dzieci – dobrą to znaczy Nie niszczącą, lecz budującą. I to jedyne co powinniśmy i musimy zrobić – Nie pozwolić zabić Życia – Przyrody – Ziemi a tym samym samych Siebie.
>
18. Co to znaczy wyznawać Wiarę Przyrody – To znaczy bez wymyślnych słów obcych takich jak eucharystia i inne dziwaczne konstrukcje teologiczne  – konkretnie i prosto – konkretnymi działaniami , najprostszymi dostępnymi na każdym szczeblu własnego rozwoju, własnej wiedzy, własnego życia, posiadanej władzy – od prostego człowieka poprzez kadry profesorów do Prezydenta kraju – Czynić Dobro w rozumieniu pkt. 17
>
19. To prawda, że  Polska jest po prostu w  okropnym stanie świadomości zbiorowej. Może Polska nie przetrwa, Polska być może już wyrzekła się swoich korzeni i to jest jak z Insurekcją Kościuszkowską – za późno – jaźń została rozdwojona. Polacy chcą być brani za lud Zachodu, ale są ludem Wschodu – w sensie kulturowym i korzeni i całej prehistorii są ludem Wschodu – to prawdziwy dramat. Ale Rosjanie nie mają tego kłopotu ze sobą. Rosja przetrwa na pewno, bo tam zaczyna się wszystko od Słowian i Rusinów. Mało brakuje, żeby Adama i Ewę zrobili Słowianami.

I to jest zdrowe – To to samo co widać w całej okazałości w mitach Greckich – oczywiście historycznie rzecz biorąc kłamstwa, kłamstwo na kłamstwie – bo gdyby Grecy wszystkich zawsze zwyciężali tak jak piszą w swoich mitach to nie byłoby ZSRR wczoraj, tylko wciąż niezwyciężona od tysiącleci Wielka GRECJA.

Słowianie ich zdruzgotali -  Greków i Rzymian – a piszą o Słowianach Grecy i Rzymianie tyle co nic, a jak już to jak o barbarzyńcach – wszyscy w koło zresztą w ich mitach i w ich opisach geograficznych, czy opracowaniach , to barbarzyńcy. Piszą Grecy i Rzymianie o nich tylko jako o brudasach i głupkach, którzy mają trzy ogony i dwie głowy a chodzą na rękach (najpierw tak piszą o Amazonkach, potem o Persach, Trojanach , Trakach, Celtach, Fenicjanach wreszcie o Germanach i Słowianach.

Wiadomo, że tak nie było – zostali pokonani przez lepiej zorganizowanych , lepiej uzbrojonych, silniejszych – być może sami wydali na siebie wyrok swoją gnuśnością i ołowianymi rurami wodociągowymi, brudem, zachłannością, systemem niewolniczej pracy, albo jeszcze czym innym, ale jedno jest pewne zwyciężyło zdrowsze, silniejsze a więc lepsze.
>
>
>20. Nie ma nic złego w tym że Grecy i Rzymianie byli dumni z siebie i z tego co stworzyli, nic złego, że wychwalali to pod niebiosa – Polacy niewolnicy (bo TO NIE WSZYSCY POLACY są na szczęście chorzy na chorobę postkolonialną – tylko ci którzy mają postkolonialną świadomość niewolniczą – tak jak w Afryce po wyzwoleniu spod kolonializmu – kompleks postkolonialny) postponują sami siebie i dołują – gryzą się między sobą jak to niewolnicy – chodzi o żłób – Im bardziej kraczesz tak jak ten kto ma władzę tym większe szanse, że znajdziesz się bliżej żłoba – więc prześcigają się w opowiadaniu nawet największych głupot byle by były one “poprawne politycznie”
>
21. Nie przejmujmy się nimi, tymi Polako-Niewolnikami (trzeba ich uświadamiać i edukować, oczywiście, bo prędzej czy później wyjdą z “choroby postkolonialnej” a szybciej jeśli ktoś pomoże im wyjść)  – tymi którzy mają pokiereszowane w głowach, przez to co przeszli ich dziadkowie, rodzice, pradziadkowie, nie trzeba się martwić – Tak MUSI BYĆ, MUSIMY przez to przejść, żeby odzyskać wspólnie “zdrowie”. Pokolenie = 25 lat, więc 200 lat to 4 pokolenia niewolników. Tylko najstarsze kolonie w Afryce były po tyle lat w niewoli i proszę popatrzyć co tam się dzieje, jak nie potrafią dojść do siebie.
>
22.  Nie pozwólmy sobie tego zrobić . Musi być trzon ludzi trzeźwych, myślących, którzy pójdą drogą wiary przyrodzonej (Wiary Przyrody) – którym nie da się zrobić wody z mózgu – Obiecać II Irlandię i rzeczywiście spełnić tę groźbę odbierając im emerytury zanim jeszcze zdążyli je zarobić. I jeszcze spowodować, żeby po tym wybrali na II kadencję. Samo hasło Drugiej Irlandii puszczone na 5 minut przed Kryzysem Wielkim jak ten prawdziwy Wielki Kryzys z lat 30-stych jest dowodem albo na brak wiedzy co się święci w świecie, albo na głupotę, ograniczenie umysłu – które wyklucza z rządzenia. czego można się spodziewać w przyszłości po takich politykach?! Takich ssamych głupich decyzji – jak ślepe parcie do euro. Z niewolnikami można tak zrobić miotają się oni od ściany do ściany , naśladują tylko obce wzory (bo obce jest wyższe a oni mają wdrukowany kompleks niższości). Niewolnicy mogą ich wybrać na II i III kadencję.

23. Nie odżegnujmy się jednak od światowych wzorców – to myśl Braci Polskich i teozofów, czy masonów a zarazem filozofów takich jak Bronisław Trentowski („ukrytych” czcicieli Wiary Przyrody) ukształtowała nowoczesną konstytucję amerykańską i myśl filozoficzną tzw. Zachodu – to są wzory które oni wzięli od nas w XVIII  i XIX wieku i wcielili JE w życie.
>

24. Byłoby oczywiście dobrze gdyby także Polska w końcu doszła do siebie i wygrała swoją szansę
> – To może się stać – Ale pewności nie ma – dostaliśmy bardzo ciężko po kościach – nie na własne życzenie, choć trochę mamy w tym własnej zasługi, bośmy się w masie poddali, odeszli pod naporem terroru od korzeni i wiary własnej na rzecz niewolniczej, cudzej – ale to raczej kwestia bardziej pogranicznego położenia w obrębie Sarmacji – na linii Wschód – Zachód niż faktycznej słabości. Na linii frontu przez 1000 lat trudno zachować zdrowie i równowagę psychiczną, a jeszcze trudniej myśleć o kulturze, tradycji, korzeniach – tylko szrapnele świszczą nad głową, więc komu w głowie nauka i kultura. Jak na taką sytuację poradziliśmy sobie CELUJĄCO. Teraz czas na coś więcej – na nowe otwarcie się, na KORZENIE właśnie, na przewrót w myśleniu, rewolucję kulturalną (choć to się dobrze nie kojarzy z powodu Chińczyków) bo mamy chwilę oddechu – chociaż wojna cały czas trwa.

25.  Mam nadzieję, że jako naród składamy się z tkanki o takich samych  właściwościach jakie mają komórki ludzkiej wątroby. Wątroba w dwa miesiące potrafi się odrodzić nawet z 5% zdrowych komórek.
>

26.  Rację ma w epoce informatyzacji – nie ten kto ją ma tylko ten kto potrafi ją skutecznie głosić. Więc korzystajmy z narzędzi jakich nikt na świecie do tej pory nie miał w sposób skuteczny i profesjonalny.
>
27. Telewizja jest najgorszym narzędziem do głoszenia czegokolwiek – obraz to tylko emocje – zawartość informacyjna jest tak naprawdę mała – Moc ma Słowo. Nie wygrają ci którzy mają telewizję, bo już raz przegrali a ludzie mogli wtedy tylko pisać kredą na murach “TV kłamie” – to wystarczyło żeby ich obalić w 1980. Słowo ma MOC i dlatego nazwaliśmy się jako etnos Słowianami. My się tak nazwaliśmy a nie żadni Grecy nas nazwali czy Niemcy – Niemi Ludzie – oni nas nazwali Niewolnikami i takimi najchętniej nas widzą. Internet ma MOC SŁOWA i moc obrazu! INternet ma proporcje właściwe dla skutecznego działania. To nowe narzędzie o nieobliczalnych możliwościach, nieprzewidywalne dla  politycznych manipulatorów, uzurpowanych nieautentycznych “autorytetów”, starapów, zbiorowych reżimów i władców absolutnych. To dla nich śmiertelne zagrożenie – co widać po krajach arabskich i chińskiej cenzurze Internetu. Kto chce robić cenzurę Internetu ten jest wrogiem demokracji – W dniu 17 lutego 2011 roku pochwalne peany na temat cenzurowania Internetu, które jest niezbędne żeby “czemuś” tam zapobiegać, głoszeniu jakichś tam treści – wygłasza drukowana i cyfrowa Gazeta Wyborcza – kto by pomyślał ?!!! Coś takiego nie przyszłoby mi do głowy jako autorowi science fiction w roku 1989 – no ale w 1992 coś już bym podejrzewał, że ten nieprawdopodobny pomysł scenariuszowy może się kiedyś w przyszłości ziścić. Niegdysiejsi Obalacze Reżimu Komunistycznego nawołują dzisiaj do cenzury, w imię wyższych celów. A to piękne – już to słyszałem kiedyś – wtedy tym wyższym celem w imię którego nawet mordowano ludzi – nie mówiąc już o cenzurze – była Demokracja z przymiotnikiem “socjalistyczna”.

Próby manipulowania przy Internecie w Polsce powinny być sygnałem do tego co w Egipcie. Jeśli któregoś dnia zaczną cenzurować Internet i zamykać strony internetowe – obojętne z jakiego powodu – Pozostanie nam tylko wyjść na ulice – jak kiedyś.

>
28. Pozdrawiam wszystkich wątpiących – Będzie dobrze. Jest wielu zdrowych ludzi w Polsce o czym świadczy tekst zamieszczony poniżej

I fragment artykułu z Salonu24

z lubczasopismo.salon24.pl:

“… Najbliżsi ideom liberalnym byli arianie- bracia polscy, którzy wyłonili się z kościoła kalwińskiego w latach 1562-1565. Prześladowani włoscy antytrynitarze zostali sprowadzeni po Polski przez Georgio Blandrata, osobistego lekarza królowej Bony, który sam potajemnie należał do tego ruchu. Pierwszy zbór powstał w Krakowie w 1562 roku. Georgio (Jerzy) Blandrata przekonał Grzegorza Pawła z Brzezin do tej interpretacji wiary. Grzegorz Paweł z Brzezin był pierwszym pastorem zboru ewangelickiego w Krakowie, i szybko stal się twórcą ruchu społeczno-wyznaniowego braci polskich.

Uznawali oni zasadę braterstwa wszystkich ludzi. I początkowo wywodzili z niej ich bezwarunkowy pacyfizm- nosili symboliczne drewniane miecze, nie przyjmowali urzędów związanych z przemocą- państwowych i wojskowych. Odrzucali ideę podziału społeczeństwa na stany, odrzucali feudalne poddaństwo chłopów jak i obowiązek świadczenia dziesięcin. Sprzeciwiali się karom chłosty i śmierci. Dopuszczali jedynie walkę obronną. Inny był ich stosunek do praw własności- „nieliberalnie” optowali za własnością wspólną, przypominając socjalistów utopijnych.

Ze spraw wyznaniowych odrzucali boskość Jezusa, przedmioty kultu (obrazy, relikwie) jak też i ceremonie, obrzędy. Odrzucali przymusowy chrzest uznając że tylko świadomy wybór wyznania przez dorosłą osobę może być odpowiedzialny. Odrzucali możliwość zmartwychwstania ciała na Sądzie Ostatecznym, ale uznawali za możliwe zmartwychwstanie duchowe ludzi postępujących dobrze.

W niewielkim Rakowie, na dobrach przekazanych im przez właściciela ziemskiego zbudowali akademię, która w ciągu 36 lat istnienia wykształciła ponad 1000 osób i była na ustach intelektualistów ówczesnej Europy, znana jako Ateny Sarmackie.

Postulowali oni poprzez swoje oficyny wydawnicze racjonalizm i tolerancję. Literatura podaje iż ariański Katechizm Rakowski w kwestiach neutralności światopoglądowej państwa oraz rozdziału państwa od Kościoła był inspiracją twórców Konstytucji USA, m.in. Tomasza Jeffersona.

Arianie wierzyli że: ”żaden autorytet zewnętrzny nie może nakłaniać ani zmuszać człowieka do wierzenia w to czego jego rozum ogarnąć nie może lub nie uznaje za słuszne”. Wg nich, „zanim się zacznie wierzyć, trzeba wpierw zrozumieć. Prawdy proponowane przez innych muszą być poddane krytyce rozumu i przyjęte tylko te, które zgodne są ze zdrowym rozsądkiem.”

Marcin Czechowic, urodzony w 1532 roku w Zbąszyniu, mógłby stanowić wzór rewolucjonisty tamtej epoki. Pionier pacyfizmu, głosił zakaz zabijania, także zwierząt. Domagał się demokratyzacji państwa, zniesienia poddaństwa chłopów, równości wszystkich stanów. Zachęcał nawet do wyrzeczenia się własności prywatnej, a także do niestosowania przemocy nawet w samoobronie. W sferze wiary głosił że Jezus jest tylko człowiekiem, ale doskonałym i godnym czci.

Jan Niemojewski złożył w proteście urząd sędziego, by nie nakładać ówczesnych krwawych kar na skazywanych. Uwłaszczył i uwolnił chłopów w swoich 20-tu wioskach. Samuel Przypkowski pochodził z rodziny o tradycjach liberalnych. Już jego stryj uwolnił swoich poddanych w 1572 roku, a swój dom w Krakowie zamienił na szpital i przytułek (od niego pochodzi zresztą nazwa tamtejszej ulicy- Szpitalna). Dom ten został później zburzony przez podburzonych przez kler katolicki mieszczan Krakowa.

Samuel Przypkowski pisał “Nie wolno nam narzucić cenzury na nikogo, ponieważ każdy z nas ma prawo do własnej indywidualnej oceny… Nie dajemy nikomu prawa do gwałcenia, prywatnie lub publicznie, wolności sumienia, ani wolności do propagowania religii siłą lub przymusem”. Przypkowski propagował państwo bezstronne wyznaniowo, które nie może mieszać się w sprawy sumienia, musi pozostawiać obywatelom wolność, którą Przypkowski definiuje jako tolerancję. Co więcej, wg niego to państwo powinno dbać o to, aby nikt nie był zagrożony w swej wolności wyznaniowej. Przypkowskiego nazwano wówczas ,,światłem Polski i świata”.

Arianie głosili równouprawnienie kobiet, zgorszenie ówczesnych katolików budził fakt że kobieta wygłaszała nauki moralne lub głosiła kazanie. Związki arian opierały się na partnerstwie obu płci, żadna z nich nie mogła w nim dominować.

Pod koniec 1570 roku w dorzeczu Pilicy funkcjonowało 37 zborów ariańskich, a w całej Polsce około 150. Liczyły średnio od 100 do 200 osób. Jednakże już w 1571 zniszczono w Krakowie zbór protestancki i cmentarze innowierców. Od 1594 Faust Socyn, włoski wolnomyśliciel, padał ofiarą napaści i przemocy. W 1598 grupa krakowskich studentów, wywlekła Fausta Socyna z jego mieszkania, spaliła jego księgozbiór i usiłowała go zabić; w ostatniej chwili uratował go Marcin Wadowita, ksiądz i wykładowca.

W Świdniku (nowosądeckie) doszło do masowych mordów arian, pojedyncze przypadki morderstw były częste, ba, sprzyjała temu administracja publiczna. Arianie uwalniali chłopów z poddaństwa i uwłaszczali ich na swoich ziemiach, ale niejednokrotnie to właśnie ci uwolnieni zabili swoich niedawnych oswobodzicieli, wg literatury ze względów wyznaniowych, wspomina się w niej że byli podburzani przez kler katolicki. A jezuita, ks. Mikołaj Ciechowski celował w oskarżaniu ich o satanizm….”

Rodzimy Kościół Polski

Opublikowany w Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 6 Styczeń 2011

Quantcast

QuantcastW Rodzimym Kościele Polskim ożywiona została w roku 1995 tradycja Lechickiego Kręgu Czcicieli Światowita działającego w Warszawie od roku 1950 do 1980. Można jednak powiedzieć, że te oficjalne daty nie oddają ciągłości działania Rodzimowierców na Mazowszu.

Krąg LKCŚ jako organizacja praktycznie ze śmiercią Władysława Kołodzieja przestał działać, ale poszczególni uczestnicy tego Kręgu żyli i działali nadal na swoją rękę.

To Lech Emfazy Stefański doprowadził do rejestracji RKP  w 1995 roku – tym samym doprowadził on do rozpoczęcia działalności pierwszego oficjalnego zorganizowanego i zarejestrowanego Kościoła Pogańskiego w Polsce.  Tym samym doprowadził  też  do oficjalnego odrodzenia publicznego kultu pogańskiego i publicznych obrzędów pogańskich w Polsce.

Słowiańska Wiara Przyrodzona istniała jednak, czczono bogów i odbywano obrzędy oraz uroczystości słowiańskie w wielu miejscach w Polsce przez całe 1000 lecie istnienia chrześcijaństwa, a na pewno odkąd ja pamiętam i odkąd da się odtworzyć “historycznie” działalność Strażników Wiary Przyrodzonej. To nie jest bynajmniej czas od Zoriana Dołęgi Chodakowskiego, ani tym bardziej Bronisława Trentowskiego – jakby chcieli różni domorośli dziejopisowie Rodzimej Wiary – to trwało od zawsze i trwa do dzisiaj i będzie trwać.

Ktoś kto podaje daty związane z nimi za początek odrodzenia pogaństwa w Polsce kompletnie nie ma pojęcia o czym mówi.

“Wiara Przyrodzona Słowiańska JEST JEDNA – kto NAS dzieli ten jest NASZYM wrogiem” [Zorian Dołęga Chodakowski - w jednym z listów do przyjaciela].

Czesław Białczyński

Chram mazowiecki RKP

Rodzimy Koścół Polski

(z Taraki – gdzie całość)

W dniu 24 marca 1995 roku, został zarejestrowany w Urzędzie do Spraw Wyznań, (pod numerem 88), RODZIMY KOŚCIÓŁ POLSKI. 33 Jego siedzibą jest Warszawa, istnieją też ośrodki w Poznaniu i Lublinie. Grupa ta jest spadkobierczynią i kontynuatorką Lechickiego Stowarzyszenia Czcicieli Świętowida, Władysława Kołodzieja. 34 Jej założycielami i liderami są literat, reżyser i psychotronik Lech Emfazy Stefański 35 oraz aktor Kazimierz Mazur. Obecnie kościół liczy ponad czterysta osób. 36 Nazwa Rodzimego Kościoła Polskiego nawiązuje, jak można się dowiedzieć z broszury programowej tej grupy, do nazwy Native American Church (Rodzimy Kościół Amerykański), która jest wspólnotą zrzeszającą wyznawców pogańskich religii Indian amerykańskich. Założenia programowe zawarte w tej broszurze są najistotniejszą częścią wiary Rodzimego Kościoła Polskiego:

  • “1. Rodzimy Kościół Polski reprezentuje wyznanie henoteistyczne. Wierzymy, że o losie świata decyduje Siła Kosmiczna zwana Bogiem oraz liczne istoty duchowe Mu podległe.
  • 2. Nasi słowiańscy praprzodkowie byli czcicielami Boga, a nie diabła. Czcili tego samego Boga, Stwórcę i Dobroczyńcę, którego nazywano różnie w językach różnych narodów. Nie pozwalamy sobie wmówić, że nasi praprzodkowie byli czcicielami Zła. Nie dajemy też wiary średniowiecznym mnichom chrześcijańskim, przybyłym do nas z obcych ziem, którzy w naszych dawnych symbolach religijnych chcieli widzieć jedynie martwe drewniane “bałwany”, podczas gdy w rzeczywistości były to wyobrażenia istot duchowych podległych Bogu, lub symbole jego wielorakich aspektów.
    Polacy nie muszą wstydzić się swojej praprzeszłości. Nie mają też powodu, aby wypierać się jej. Mamy zatem pełne prawo, by w naszym języku nazwać Boga również Jego dawnym imieniem ŚWIĘTOWID.
  • 3. Rodzimy Kościół Polski jest kościołem otwartym, ponieważ nie uzurpuje sobie prawa wyłączności – ani w sprawach osobistej wiary, ani przynależności kościelno – organizacyjnej. Do Rodzimego Kościoła Polskiego przystąpić może chrześcijanin, buddysta, mahometanin, nie wyrzekając się przy tym, ani wypierając, swojej dotychczasowej wiary. [...]
  • 4. Nie pozwalamy sobie wmówić, że “być Polakiem”, to oczywiście znaczy to samo, co “być katolikiem”. Zwolennikiem “heretyckiej” wiary był przecież Mikołaj Rej, Polak-Słowianin z krwi i kości, żarliwy patriota, nazywany Ojcem Języka Polskiego. [...]
  • 5. Wyznawcą Rodzimego Kościoła Polskiego można zostać bez względu na to, jakiej narodowości przodków ma się w swoim drzewie genealogicznym. Naród – to jest język i kultura, a nie pochodzenie ‘polskie’. [...] Polakiem jest ten, kto się za Polaka uważa – choćby jego babka była Rosjanką, pradziadek Niemcem z Saksonii, a prababka węgierska Żydówką. [...] Mając na myśli tak właśnie pojmowaną polskość, nazywamy nasz Kościół RODZIMYM KOŚCIOŁEM POLSKIM.”

Po prawej Lech Emfazy Stefański

ze strony: Jerzego BG

Rodzimy Kościół Polski

Nazwa Rodzimego Kościoła Polskiego wzorowana jest na ogromnie celnej nazwie Kościoła zrzeszającego potomków dawnych mieszkanców Ameryki, Indian: “Native American Church”. Wprowadzana ogniem i mieczem chrystianizacja nie zdołała do końca wytępić przywiązania do dawnych wierzeń. Native American Church (Rodzimy Kościół Amerykański) nawiązuje do nich i wskrzesza je, respektując przy tym przybyłe później wierzenia chrześcijańskie.

Założenia programowe

Rodzimy Kościół Polski reprezentuje wyznanie henoteistyczne. Wierzymy, że o losie świata decyduje Siła Kosmiczna zwana Bogiem oraz liczne istoty duchowe Mu podległe. Nasi słowiańscy praprzodkowie byli czcicielami Boga, a nie diabła. Czcili tego samego Boga, Stwórcę i Dobroczyńcę, którego nazywano różnie w językach różnych narodów. Nie pozwalamy sobie wmówić, że nasi praprzodkowie byli czcicielami Zła. Nie dajemy też wiary średniowiecznym mnichom chrześcijańskim, przybyłym do nas z obcych ziem, którzy w naszych dawnych symbolach religijnych chcieli widzieć jedynie martwe, drewniane “bałwany” , podczas gdy w rzeczywistości były to wyobrażenia istot duchowych podległych Bogu, lub symbole Jego wielorakich aspektów.

Polacy nie muszą wstydzić się swojej praprzeszłości. Nie mają też powodu, aby wypierać się jej. Mamy zatem pełne prawo, by w naszym języku nazywać Boga również Jego dawnym imieniem ŚWIĘTOWIT. Rodzimy Kościół Polski jest kościołem otwartym, ponieważ nie uzurpuje sobie prawa wyłączności – ani w sprawach osobistej wiary, ani przynależności kościelno-organizacyjnej.

Do Rodzimego Kościoła Polskiego przystąpić może chrześcijanin, buddysta, mahometanin, nie wyrzekając się przy tym, ani wypierając, swojej dotychczasowej wiary . Może natomiast poszerzyć jej zakres. Obca jest nam zasada wyłączności. Uważamy, że można być równocześnie np. buddystą i katolikiem. Przystąpienie do Rodzimego Kościoła Polskiego wcale nie musi oznaczać zerwania z religią dotychczas wyznawaną. Może – jeśli ktoś tak sobie życzy – lecz nie musi. Wyznawcą Rodzimego Kościoła Polskiego można zostać bez względu na to, jakiej narodowości przodków ma się w swoim drzewie genealogicznym. Naród – to jest język i kultura, a nie pochodzenie “polskie”. Nasi królowie żenili się z księżniczkami niemieckimi, austriackimi, a także pozostawiali nieślubne potomstwo z żydowskimi konkubinami, na przykład Kazimierz Wielki. Podobnie czynili nasi pradziadowie wyższych i niższych stanów. Polakiem jest ten, kto za Polaka się uważa – choćby jego babka była Rosjanką, pradziadek Niemcem z Saksonii, a prababka węgierską Żydówką. Polakiem jest ten, kto czuje się szczęśliwy, gdy słucha Chopina, Moniuszki lub Szymanowskiego; kto czuje się między swoimi, gdy dookoła mówią po polsku. Mając na myśli tak właśnie pojmowaną polskość, nazywamy nasz Kościół RODZIMYM KOŚCIOŁEM POLSKIM.

Kult

Rodzimy Kościół Polski głosi kult Boga Jedynego – tego samego, który u Arabów bywa nazywany “Allach”, a u wyznawców judaizmu i chrześcijan “Jahwe” lub “Jehowa”. Tegoż samego Jedynego Boga nasi praprzodkowie zwali po swojemu “Świętowit” , póki w dziesiątym wieku nie nakazano im nazywać Go innym imieniem – czcigodnym ale obcym; imieniem, które nadał Mu lud bardzo od nas pod każdym względem daleki, małoazjatycki.

Słowianie musieli się wyrzec nie tylko własnego wyobrażenia Boga, lecz także Jego imienia. Nie przestrzegających tego zakazu karano bardzo surowo, często ścięciem głowy mieczem. Za niedotrzymanie postu w piątek kat wybijał grzesznikowi zęby. Nie mamy się czego wstydzić. Nasi słowiańscy praprzodkowie nie byli dzikusami. Wiadomo na przykład, że na terenach polskich wytapiano żelazo, które kupcy dostarczali rzymskim kowalom. Duchowe życie dawnych Słowian nie było prymitywne. Ich koncepcje filozoficzno-teologiczne, zapisane w postaci złożonych ideogramów, przetrwały do naszych czasów i są przez naukowców z powodzeniem odczytywane. Czy zatem możliwa jest rekonstrukcja religii dawnych Słowian? Tak, aczkolwiek będzie to rekonstrukcja w wielu punktach hipotetyczna.

Lepiej jednak mieć nawet miejscami hipotetyczną całość, niż tylko niespójne ze sobą kawałki. Kraje zamieszkałe przez Słowian rozciągają się na znacznym obszarze Europy. Wyniki badań przyniosły nam wiadomości o wspólnej w czasie płaszczyźnie kulturowej różnych słowiańskich plemion. Wspólny zrąb wierzeń ujawnia się wśród Słowian zachodnich, południowych i wschodnich. Wszyscy oni rozporządzali rozbudowaną i zmitologizowaną wizją świata o podobnych zarysach, wykształconą przed progiem chrystianizacji. Mówimy więc o religii słowiańskiej. Zwięzłą jej charakterystykę znajdujemy w Xll-wiecznej “Kronice słowiańskiej” Helmolda: “Obok wielokształtnej rzeszy bożków, którymi ożywiają pola i lasy, lub przypisują im smutki i rozkosze, nie przeczą, że wierzą w jednego Boga w niebie, rozkazującego pozostałym. Ów Najpotężniejszy troszczy się tylko o sprawy niebiańskie, inni zaś – pełniący w posłuszeństwie przydzielone im zadania – pochodzą z jego krwi (tzn. ze wyłonił ich z Siebie -przyp. LES) i w tym każdy jest znamienitszy, im bliższy jest owemu Bogu Bogów.”

Wybitny badacz religii Prasłowian, Bogusław Gediga, twierdzi, że słowiańska “tradycja tak ukształtowanego panteonu bóstw , w którym jeden jest bogiem głównym, i właściwie cała koncepcja panteonu bóstw zbliża się nieomal do monoteizmu, musi sięgać odległych czasów”. Tego typu koncepcje określa się w religioznawstwie mianem “henoteizmu”. Co do tego, ze dawni Słowianie byli “henoteistami” naukowcy są zgodni. W religii słowiańskiej, jak pisał Lech Leciejewicz, “występowała zatem tendencja do monoteizmu, spleciona z typowym dla ludów rolniczych kultem przyrody, a zwłaszcza Słońca”.

Prokopiusz z Cezarei zapisał około 550 roku, że Słowianie wierzą w jednego Boga, pana wszystkiego, oraz w bóstwa przyrody. Imię Świętowit nie było więc nazwą “pogańskiego bałwana” ani “diabła” , lecz imieniem Boga – Jedynego Boga. Henoteistyczna koncepcja boskości była dogodnym gruntem dla przyjęcia chrześcijaństwa. Religijna “rewolucja” w X wieku, brutalnie niszcząc wszystko, co wiązało się ze światem duchowym naszych praprzodków, odcięła nas od korzeni. Chrześcijańscy misjonarze zachowali się u nas jak barbarzyńscy najeźdźcy. Dziś praprzeszłość naszej Ojczyzny daje się rekonstruować na podstawie nielicznych obcych dokumentów i archeologicznych wykopalisk.

Słowiański model świata

Zagadkowość czterotwarzowego “słupa ze Zbrucza” – jak nazywają naukowcy ogromny posąg Świętowita, przechowywany w Muzeum Archeologicznym w Krakowie – od prawie półtora wieku prowokuje badaczy do podejmowania kolejnych prób jego interpretacji. Rozwój metodologii badania naukowego przyczynił się do powstania w ostatnim dwudziestoleciu dwóch prac naukowych o szczególnie wielkiej wadze, autorstwa Adama Łapińskiego i Janusza Kotlarczyka.

Adam Łapiński przyjął jako jedno z założeń, że słup ze Zbrucza stanowi zapisany przy pomocy form plastycznych “tekst” , który ktoś, kiedyś, adresował do kogoś. Przyjął też tezę o uniwersalności kodu zastosowanego w zabytku. Założył, że dzieło ma charakter symboliczny, a zatem o jego doniosłości nie decyduje realizm przedstawienia, lecz rzeczywistość, do której przedstawienie się odnosi. Każdy symbol jest wieloznaczny, a jego wieloznaczność polega na tym, że może być interpretowany na kilka paralelnych sposobów- i właśnie w tej równoległości interpretacji może tkwić najgłębszy jego sens.

Z cybernetyki i ogó1nej teorii systemów zaczerpnął autor podstawową dla swej pracy ideę: sensu jakiejkolwiek całości nie można zrekonstruować przez sumowanie sensów jej poszczególnych części – podobnie nie można określić funkcji jakiegokolwiek urządzenia poprzez sumowanie funkcji jego podzespołów. Na przykład: zegarek nie jest sumą kółek zębatych i sprężyn, lecz strukturą – i ona właśnie stanowi sens całości. Aby zrozumieć sens całości, należy dochodzić do interpretacji jej części poprzez interpretowanie całości, poprzez poznawanie “struktury systemu”.

Symbolikę słupa ze Zbrucza autor interpretuje dwojako: kosmologicznie i socjologicznie. Człowiek wszędzie i zawsze przedstawia sobie wszechświat jako twór zorganizowany – jako Porządek czyli Kosmos. Porządek ten zawsze jest dla człowieka Porządkiem Najwyższym, Najwyższą Instancją. Ujmowany bywa jako największy i najwspanialszy twór Boga, albo też bywa z Nim utożsamiany. Jednostka ludzka doświadczając wciąż poczucia, że jest jedynie mikroskopijnym elementem gigantycznego systemu, rozumie, iż wyjdzie na tym najlepiej, jeśli będzie żyć i działać zgodnie z zasadami funkcjonowania całości.

Współczesna ideologia “ekologiczna” ma – w powyższym rozumieniu – charakter “parareligijny”. “Najszerzej rozpowszechnioną w dawnych kulturach i jednocześnie najwytrwalej popularyzowaną przez dawne systemy sterujące koncepcją kosmosu była jego wizja w postaci gradualnej opozycji, której skrajne człony – dynamiczne niebo i statyczną ziemię – przedziela kilka kosmicznych poziomów, tzw. sfer niebieskich (nieb). Skrajne człony opozycji – niebo astralne i ziemię – wiąże przebijająca kolejne sfery oś, której dół wyznacza środek ziemi, a górę punkt obrotu nieba astralnego. Wokół tej osi krążą należące do kolejnych sfer ciała kosmiczne – słonce, księżyc i planety . Abstrakcyjna idea kosmicznej osi, należąca do najpowszechniejszych pojęć na kuli ziemskiej, znajdowała w różnych kulturach konkretyzację: w postaci słupa, kolumny, filara, góry czy drzewa, które stoi w środku świata i swym wierzchołkiem wspiera kopułę: niebios.

Do takich właśnie modeli należy słup znaleziony w Zbruczu. Jego program wertykalny (odbierany przez widza synchronicznie) odnosi się do statycznego aspektu kosmosu, do jego struktury hierarchicznej (do hierarchii kosmicznych sfer). Strefa dolna programu słupa daje się związać z najniższą sferą kosmiczną – sferą Księżyca; strefa środkowa – ze sferą Słońca; strefa górna – z najwyższą kosmiczną sferą, ze sferą gwiazd stałych. Program horyzontalny słupa, odbierany przez widza diachronicznie, odnosi się natomiast do dynamicznego aspektu kosmosu, do jego struktury cyklicznej, do idei czasu, kt6rego istotą jest powtarzalność, cykliczność i czterofazowość. Cztery przedstawienia strefy górnej, która – jak ustaliliśmy – reprezentuje niebo astralne, reprezentują cztery ćwiartki nieba. Cztery przedstawienia strefy środkowej – czterofazowy roczny bieg słońca. Przedstawienia górnej i środkowej strefy oddają więc ideę roku wywiedzioną z obserwacji ruchu słońca względem nieba.

Można zatem powiedzieć, jak ongiś zaproponował Joachim Lelewel, że cztery przedstawienia strefy górnej są reprezentacjami pór roku (“stanowisk” słońca wśród gwiazd w cyklu rocznym): żeńska postać z rogiem reprezentuje lato, męska z koniem i bronią – jesień, męska postać bez atrybutu – zimę, żeńska postać z dyskiem – wiosnę. Cztery przedstawienia strefy dolnej odnoszą się do miesięcznego cyklu księżycowego na niebie (jedna – do jego niewidoczności).

Reasumując możemy powiedzieć, ze słup ze Zbrucza jest modelem opisującym czaso-przestrzenną strukturę kosmosu.” Drugi z wymienionych wyżej współczesnych badaczy słupa ze Zbrucza, Janusz Kotlarczyk, od lat zajmował się archeoastronomią kultową, widząc w niej ważne dla archeologów narzędzie badawcze, pomagające w wielu przypadkach zrozumieć sens i przeznaczenie rozmaitych konstrukcji, czworokątnych rowków, kręgów kamiennych, czy też par kopców. słup ze Zbrucza nazwał autor “hymnem w kamieniu ku czci Słońca” i twierdzi, że tylko przy zorientowaniu ścian słupa względem stron świata cały sens znajdujących się na nim wyobrażeń staje się w pełni zrozumiały.

“Słońce w swoim biegu rocznym wschodzi i zachodzi w róznych punktach horyzontu – przesuwając się od skrajnego położenia na południu podczas przesilenia zimowego do skrajnego położenia północnego podczas przesilenia letniego. Nie ma potrzeby, aby w tym miejscu uzasadniać, iż od zamierzchłej otchłani wieków omawiane kierunki znajdowały się w centrum uwagi rozmaitych ludów na całej kuli ziemskiej i stanowiły kościec pierwotnego kalendarza.” Jeśli skierujemy czołową stronę dolnego piętra słupa (z klęczącą postacią męską, widzianą od przodu) w kierunku wschodu Słońca “podczas zimowego przesilenia, które to zjawisko jest centralnym punktem cyklu rocznego obiegu Słońca, spostrzegamy, iż w tę samą stronę zwrócona jest postać z maleńką figurka obok głowy na środkowym piętrze oraz postać z rogiem na piętrze górnym.

Wymowa całej ściany jest jednoznaczna: rodzące się 22 grudnia Słońce (z zorzy porannej – piętro środkowe) jest bogiem, który przezwyciężył swoją śmierć (upokorzywszy odwiecznego wroga? – piętro dolne) i lada moment podniesie się nad horyzontem. Zwycięskie bóstwo wy pija nowy róg wzmacniającego boskiego napoju jako symbol cyklicznego odradzania się i odmładzania, równocześnie wróżąc dostatek i obfitość (piętro górne). W kierunku zachodu Słońca w dniu poprzedzającym zimowe przesilenie skierowana jest ściana z wyobrażeniem postaci trzymającej kółko (górne piętro).

Może to oznaczać, że zachodzące Słońce, mimo chwilowej słabości pozostanie nieśmiertelne. Z nadzieją na nieśmiertelność dusz zmarłych, które udają się do krainy spokoju położonej na zachodzie, prowadzone przez zachodzące Słońce – deus psychopompus – wykształcił się zwyczaj pogrzebów przed zachodem Słońca. Identyczne kółka są trzymane przez postacie w serbskich wyobrażeniach średniowiecznych. Zapowiedzią odrodzenia się Słońca zdaje się być znajdujące się w piętrze środkowym wyobrażenie zorzy wieczornej jako kobiety-rodzicielki z piersiami wezbranymi pokarmem.

W kierunku zachodu Słońca podczas przesilenia letniego skierowana jest postać z koniem i szablą. Słońce letnie (22 czerwca) jest w swojej największej mocy – najwyżej góruje i przebywa najdłuższą drogę w ciągu najdłuższego dnia, co zawsze symbolizował koń. Zachód Słońca w tym dniu nie odznaczał się widocznie niczym specjalnym, przebywanie najpotężniejszego Słońca w świecie zmarłych było najkrótsze, nic mu więc nie zagrażało. Widocznie z tego powodu postać górnego piętra skierowana ku NW nie posiada żadnego atrybutu. Zorze poranna i wieczorna nie mają uwidocznionych piersi, gdyż w tym dniu Słońce się nie rodziło. Natomiast koło szprychowe na najniższym piętrze wyraża podobną myśl jak koń – szybki ruch nocnego Słońca.

Jak z powyższej próby nowego odczytania semantyki wyobrażeń wynika, obelisk zbruczański można uznać za ideogram zdarzeń jakie przezywa cyklicznie bóstwo słoneczne podczas przebywania w dwóch opozycyjnych położeniach; podczas zimowego przesilenia – tryumf ponownego narodzenia, podczas letniego – tryumf najwyższej władzy i mocy. Do teologii tej należy również wiara w obecność nocnego Słońca i rodzicielską rolę zórz.” Warte uwagi jest spostrzeżenie autora, że czubki głów “postaci tańczących” w środkowym pasie zbruczańskiego słupa są obcięte przez listwę oddzielającą piętra, która w tym przypadku mogłaby reprezentować horyzont, spoza którego ukazuje się Słońce. Autor chętnie utożsamia “postacie tańczące” z wyobrażeniem zórz wyprzedzających wschody Słońca w dniach solstycjów. “Maleńka figurka obok głowy tańczącej postaci kobiecej, znajdująca się na tej samej ścianie co postać z rogiem, może oznaczać narodziny nowego Słońca z zorzy porannej w dniu zimowego przesilenia.”

Ręce Boga

Prasłowiański krzyż albo “Rece Boga”

Wielu badaczy, analizując zagadnienie motywu krzyża w starożytności, stwierdza, że był symbolem naczelnego bóstwa. Wobec znanej i dość powszechnej w różnych religiach ,solaryzacji bóstw naczelnych, również w przypadku kultury łużyckiej i pomorskiej symbolizuje on bóstwo słoneczne. Przykładem mocno potwierdzającym ten sąd jest tzw. “ryt narracyjny” na kultowym naczyniu z Białej koło Łodzi. Składa się on z wielu uproszczonych rysunków – znaków ideograficznych.

Przeważają wsród nich postacie ludzkie stojące na grzbietach zwierząt oraz różne formy krzyża. Człowiek stojący w pozie hieratycznej na grzbiecie zwierzęcia nie jest oczywiście wyobrażeniem realistycznym, lecz symbolicznym, znanym już starożytnym Egipcjanom. W malowidle ściennym we wnętrzu grobowca faraona Setiego II (19-ta dynastia) dusza zmarłego stoi na grzbiecie idącej lwicy; nie dosiada jej lecz stoi na niej, bo dusza nie waży i spaść na ziemię nie może.

W Muzeum Egipskim w Kairze znajduje się drewniany posąg Amenhotepa II którego dusza również jedzie na grzbiecie lwicy . Postacie na naczyniu z Białej są duszami zmarłych, którzy po śmierci dostąpili heroizacji. Mają wyolbrzymione dłonie, przypominające grzebienie. We wszystkich dawnych słowiańskich rytach grzebień występuje w kontekście dialektyki najwyższych mocy , to jest Słońca i Księżyca. “Kto kiedykolwiek czesał się kościanym grzebieniem, bo tylko takich używała ludność kultury pomorskiej, ten z pewnością odczuł i zobaczył wyładowanie elektryczne, niby piorun. Powiązanie wizerunku grzebienia z liniami nieba, bądź to za pośrednictwem łączących kresek, bądź – jak w rycie z Piotrowic Kołobrzeskich – rąk sięgających z nieba, musi nam narzucić interpretację wizerunku grzebienia jako symbolu energii kosmicznej.

” Postacie herosów lub półbogów” na popielnicy z Białej mają olbrzymie dłonie w kształcie grzebieni, ponieważ uczestniczą w zawiadywaniu ogniowymi mocami “niebiańskimi” – błyskawicą i gromem. Jeden ze znaków niższego pasa jest ideogramem wyrażającym całą koncepcję teologiczną. Wybitny badacz Marian Kwapiński zwraca uwagę na fakt, ze “ideogramy abstrakcyjne są imionami własnymi najwyższych mocy oraz ich prerogatyw” . Znak, o którym mowa, można by nazwać “Rękami Boga”. Tworząc krzyż cztery piorunowładne ręce, sięgając w cztery strony świata, obejmują go – gestem władczym i opiekuńczym. W czterech polach pomiędzy ramionami tego “prasłowiańskiego krzyża” widzimy cztery krzyże łamane (swarzyce). Jest to starszy niż Prasłowianie (czy Pragermanie) bo indoeuropejski znak symboliczny: znak bóstwa solarnego. Tu mamy cztery swarzyce: dwie z pojedynczymi zakończeniami i dwie z podwojonymi. Symbolizują więc nie jedną, lecz dwie postacie “ognia niebiańskiego”. Dwa aspekty boskości, czyli Słońce i Piorun.

Dwie zwykłe swarzyce oznaczają moce słoneczne, zaś te z podwojonymi “skrzydełkami” – jako że wyrażają większą dynamikę ruchu – moce piorunowe. Całość ideogramu “Ręce Boga” wyraża Najwyższą Boskość w dwóch jej aspektach: słoneczno-ognistym i władczo-opiekuńczym. Jest symbolem Mocy Wszechogarniającej, czczonej przez Słowian od wysp na Bałtyku aż po naddnieprzańskie stepy- najpierw jako cztery ręce wyciągnięte w cztery strony świata, a później jako jeden słup o czterech twarzach, Świętowit.

Etyka

Jak wykazały badania naukowe, “słup ze Zbrucza” jest złożonym w swojej strukturze wyobrażeniem ideograficznym. Jego analiza semantyczna pozwala na rekonstrukcję podstaw wiary dawnych Słowian, która wyraźnie określała pozycję jednostki ludzkiej w otaczającym ją świecie, a co za tym idzie – zakres jej praw i obowiązków. Święty “słup ze Zbrucza” uświadamiał wiernym, że 1.człowiek jest cząstką przyrody, tworem mocy kosmosu, 2.człowiek jest cząstką społeczeństwa. Człowieczy byt, jego bezpieczeństwo i życiowe powodzenie, zależne są od respektowania tych Prawd. Inaczej mówiąc: Świętowit wymaga przestrzegania Praw Przyrody i Praw Ładu Społecznego. Wymaga tego od nas dla naszego własnego dobra. Nasz Bóg zabrania nam kradzieży i zabójstw , gwałtów i rabunków. Nakazuje poszanowanie dla związków międzyludzkich, które organizują społeczeństwo – od rodziny po państwo. Nakazuje nam bronić Przyrody, która jest Jego świętym tworem.

Rodzimy Kościół Polski – strona internetowa

Księga Tura – Taja 8 oraz fragment Taji 14 (Stworze i Zdusze, Wielkie Bitwy i Dzikie Łowy w Równonoce i Przesilenia) a także fragment apokryfu “Stworze i Zdusze” (na ten sam temat)

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata przez bialczynski w dniu 23 Grudzień 2010

Świąteczne Prezenty w Pierwszym Dniu Kostromy-Zimy oraz na Święta Świtu Światła Świata:

Świąteczna choinka – To nie dziwne, że przyjął się germański zwyczaj dekorowania zielonego drzewa, zamiast słowiańskiego olbrzymiego słomianego snopa - kolor żółty, pszeniczny, jest słoneczny i bardziej odpowiedni- tak samo jak sam snop ziarnisty (owoc Słońca) bardziej odpowiada temu świętu, ale zielony to jądro wiosny i lata, psychologicznie bardziej przemawia do ludzi stęsknionych zimą za zielenią i wiosną. U nas tym razem choinka prawdziwie zimowa – Mroźny Świerk Zimowy.

 

Copyright © by Czesław Białczyński

Wielki Tajemnik Słowiański – Księga Tura

TAJA 8

O ŚWIECIE NARODZONYM z Boga Bogów, Ludziach powstałych z Potwora Porusza i o ważnym rodzie Gałęzów

według lędziańskich guślarzy z Łężna1, wejunasów plemienia Stawanów z Tękit2 oraz sredeckiej kapiszty Swąta w ziemicy Serdczan3.

Słońce z mrozu, a więc Słońce Mora (Moroza) – inaczej obraz (odbicie) Swarożyca w tynie (niwie) Morów

O świecie zrodzonym z Boga Bogów – według sredeckich kapłanów Swąta i innych podań Timoczan Dunajskich4

Pewnego razu, kiedy Zerywanie mieszkali już w ziemskiej Kolibie, ale w tej starej, i rozdzielili się na rody, a panował nad nimi król królów Goryw z rodu Bardzów, spadła z Nieba wielka księga. Znalazł ją w stepie najstarszy syn królewski Bierło i zaniósł ojcu. Zjechali się wszyscy królowie rodów-plemion i zapytali Gorywa, co jest w niej napisane. Księga ta była wypełniona tajami, których nikt nie potrafił odczytać, jako że ludzie nie znali wtedy taj. Goryw nie wiedział, co im odpowiedzieć, lecz gdy się wahał, nadleciał siwy gołąb. Ptak, który się środkiem nocy wyłonił z głębin ciemności, okrążył ognisko i usiadł na ramieniu króla królów. W jednej chwili Goryw dostrzegł nagle i pojął całą mądrość zawartą w Księdze. Tak im wtedy powiedział:

Ta księga, dana nam z Głębi Nieba przez bogów, zbyt jest obszerna, bym wam o wszystkim mówił. Są tylko trzy pytania, na które, natchniony świętością i światłem ducha odpowiem. A jedno z nich jest – jak się stał wszy świat, drugie – skąd się wzięli ludzie, a trzecie – kto się począł z czego.

Nasz Świat Biały wziął się od Pana, Krasne Słońce z Lica Białobożego, Młode Światło (Księżyc) z Piersi Jego. Białe Zorze z Oczu Bożych, Gęste Gwiazdy z Szat Jego, Bujne Wiatry z Ducha Światłego. Mir i Narod Boży poszedł od Porusza. Jego krzepkie Kości z Kamienia, a jego Ciało z wilgotnej Ziemi. Od jego Kości kości nasze, a z jego Ciała nasze ciało. Stąd, od niego u nas na Ziemi poszli carowie i kniaziowie – z głowy Poruszowej, stąd wojowie, bojarzy – z Poruszowych mości, stąd kmiecie z kolana Poruszowego.

Mroźny Bór, trujące i leczące siły ziół i mrozu – odbicie Żywiołu Boru w Mocy Morów (Władców Mrozu, Zapomnienia, Starości, Choroby, Kirsnu, ale i Gorączki, Jadu-Trucizny i Jadu-Leku, a przez to  i Ozdrowienia; Panowie Krainy Lodu i Śniegu)

Słowo o znaczeniach zawartych w Księdze Głębi (Gołubiej Knidze)

Czudiesnicy timoczańscy z Widina, którzy wieszczą w świątyni Wida-Makowica, tak tłumaczyli wiele wieków później owe słowa zerywańskiego króla królów Gorywa:

Cały świat począł się od Swąta, nasza Biała Ziemia z Białobogi, zaś Czarna Ziemia – Wela – z Czarnoboga. Krasne Słońce (Tarczę Swarożyca) wykuł Swarog z Lica Białobogi. On sam, Swarog – Ogień Niebieski, został poczęty z Białobogi i Czarnogłowa, a zrodził się z jej Lica. Chors i cały jego ród, w tym Księżyc-Młode Światło, wyszli z Piersi Białobożej. Dażbogowie i ich córki Białe Zorze narodzili się z Oczu Białobożych. Gęste Gwiazdy5, żelazne świecące kule, wykuł Swarożyc z Szat Kauków, a Dażbóg rzucił je na Niebo, Swarog i Płon zaś je rozpalili. Bujne Wiatry (Strzybog i Stryja) zrodziły się ze złączonych oddechów – tchu i ducha Kauków, a dzieci Świstów (Pogwizd, Poświst i Dyj) z ich własnych splecionych tchnień.

Świat zwierząt, roślin i ludzi (Mir i Narod) poszedł od Porusza, jako że wszystko, co żywe a śmiertelne, zrodziło się z Wiechcia (rośliny – Zróstowie, zwierzęta – Zwirzowie i ludzie – Zerywanie). Ciało i kości Porusza powstały ze skał i ziemi przy jednym z Dziewięciu Ognisk. Zatem nasze kości i ciało pochodzą z jego ciała i kości.

Carowie-królowie zrodzili się ze złotych gałęzi, co wyrastały u samego wierzchołka Wierszby, czyli z głowy Porusza, wojowie i bojarzy zrodzili się ze srebrnych (żelaznych) gałęzi, które rosną na konarach Wierszby, czyli ze środka, z wnętrza (mości) Poruszowej, zaś kmiecie-wieśniacy narodzili się z brązowych gałęzi wyrastających przy ziemi z pnia Wierszby, czyli z nogi Poruszowej.

Żywioł Nieba w Krainie Mrozu – wysokie niebo podcza lotu – obraz z okna samolotu

Słowo o ukształceniu Gęstych Gwiazd i szatach Czarnogłowa oraz Białobogi

Guślarze z Sierdza6 prawią, że ukształcenie Gęstych Gwiazd przez Swarożyca było jego pierwszą pracą po tym, jak ocalony od Pożary, wraz ze wszystkimi Bogami (na prośbę Swąta) ruszył robić porządki we wszym świecie.

Jasny, twardy Czarnogłów i miękka, ciemna Białoboga mieli szaty z żelaza. Czarnowłosy i czarnobrody Czarnogłów miał szatę czarną, w dłoniach dzierżył ostre, Świecące jasno narzędzia wojownika –włócznię, topór, bęben i siodło, a rządził dworami bogów zimnych, białych i śnieżnych oraz bogami martwych pór. Białoboga – białowłosa, odziana w białą szatę, trzymała w rękach czarne obłe przedmioty: grudę-kulę Ziemi, kulisty dzban, motek wełny i hak wędy, a rządziła dworami ciepłych, dobrych bogów. Swarożyc wyprawił się do ich trzemów welańskich i urwał każdemu połeć szaty. Z podartych szat zmiętych w kule powstały czarne i białe gwiazdy, które zostały rzucone na Niebo. Gdy Swarog je rozpalił, czarne zapłonęły czerwono, białe niebiesko, a cała Gęstwa przybrała wygląd szala-drogi wiodącej ku Bramie Bram. Niektóre jednak pozostały białe, a niektóre czarne.

Sporowie zmożeni

Słowo o królach zrodzonych z Porusza

Czudiesnicy z Widina dodają, że jest wiadome, iż wprost od Świci-Gałęzy zrodzili się dwaj królowie wielkich plemion – Derwan i Ruszłan (Urusłan-Rusłan). Od pierwszego bierze początek plemię Drewlanów, od drugiego zaś plemię Rosów-Rusów znad ruczaju Roś. Miano Derwana pochodzić ma wprost od Drzewa Drzew, zaś drugiego króla od bogini Roszy, która wychowała Rusłana i obdarzyła go swymi łaskami. Przetrwał on jako jedyny ze Stwolinów. Nigdy nie został rażony w bitwie ni pojedynku i ożenił się z księżniczką Iwną pochodzącą z ludu Windów-Wędów7, którą wyzwolił od zalegającego dno Białego Jeziora potwora Jędzóra. Jędzór miał pożreć piękną Iwę jako kolejną ofiarę składaną corocznie Białemu Diwowi8. Pokonawszy potwora, Rusłan wydobył z dna jeziora samoświecący kamień, porwał księżniczkę nad dunaj Roś, tu posiadł ją i zapłodnił. Potem odjechał, a z księżniczki Iwny narodził się jego syn Rus, zwany też Iwaszką. Od nich obu poszło nazwanie Rusów.

Słońce i Niebo odbite w Zmarzlinie – obraz dwóch Żywiołów w Mocy Morów

Słowo o Żywiołach Swarogu i Dażbogu

Kapłani ze Sredca tłumaczą, dlaczego Dażboga nazywa się synem Swarogowym, choć wcale jako Niebieskie Światło nie jest synem Niebieskiego Ognia. Jest tak, według nich, z dwóch powodów.

Po pierwsze utarło się mówić o boskim Świetle Dażbóg, a o boskim Ogniu Swarog, tak samo jak o ziemskim ogniu mówi się Swarożyc, o ziemskiej błyskawicy Perunic, a o ziemskim młodym świetle – Miesiąc lub Księżyc. Jest prawdą, że w brzuchu Pierwnicy pierwsza zażgnęła się iskra – czyli boski Ogień. Dopiero zaś wtedy, gdy Swąt odłączył się od Pierwnicy, buchnął on blaskiem – boskim Światłem. Od ognia więc światło pochodzi, jak chcą twierdzić niektórzy. Ale prawdą jest też, że i ogień (żar), i światło (blask) oba rodzą się z iskry, która wszak nie jest ni jednym, ni drugim. Iskra była ziarnem, z którego wszystko, cały świat, zlągł się i wywił. Drugi powód, dla którego widzą w Dażbogu syna Swarogowego, jest ten, że Swarog był pierwszym z bogów przybyłych na Ziemię w Bitwie Żywiołów. Tak więc Ogień był pierwszy na Ziemi i sparzył się z Siemią Matką, a ich oboje przykryli swym zielonym płaszczem Wodowie. Perun dobył ich na wierzch spod wód, a Wiłowie-Knowie zasadzili ziarno znalezione przez Spora. Dopiero kiedy już wyrosła Ósica, nadciągnęli Sołowie (Dażbogowie) z blaskiem niebieskim, a wykute przez nich ze Swarogami Sklepienie wsparło się na Ósicy. Dażbóg zatem przybył na Ziemię ostatni, a Swarog pierwszy – najpierw był tu Ogień, a na koniec Światło Nieba.

Żywioł Matki Ziemi poprzez mroźne kurtyny

Słowo o Księdze Głębi – Knidze Knig

Jak twierdzą guślarze Lężańscy, Gołubia Kniga była przechowywana przez wszystkich władców Zerywańskich aż do wypędzenia ze Starej Koliby. Kilka kart z tej knigi ocalało i znalazło się w ręku Suki Sławy, gdy Dwanaście Suk i Dwunastu Odyńców przybyło do Nowej Koliby. Te karty trzymali później królowie Siedmiu Ludów i na nie przysięgali za każdym razem, gdy obejmowali władzę. Mieli prowadzić swe ludy przez świat z poszanowaniem wiary oraz skromności, w przykładnym żywocie, z dala od zbytku, bez używania zabronionych ludziom boskich taj. Dlatego, od tej chwili, wszyscy najwyżsi władcy Sławian tytułowani byli kniaziami – tymi, którzy posiedli tajemnicę Gołubiej Knigi. U Serbów i Bułgarów strzępy tej Księgi Gołębiej, zwanej też Księgą Głębi, przetrwały do dziś.

Ta Księga Głęboka jest Księgą Ksiąg (Knigą Knig) i od niej pochodzą wszelkie księgi Nieba i Ziemi – z niej się wywodzą słowa, w niej są od samego początku zawarte znaki, od niej pochodzi pismo. Kniga została zrobiona z czarownych gałęzi Drzewa Drzew. Wiele gałęzi się obłamało, kiedy Diw-Ładziw wdrapał się na wierzchołek i nie chciał stamtąd zejść. Rzecz działa się w czasie Siódmej Bitwy w Wojnie o Krąg. Knowie-Wiłowie i Ładowie zbierali wtedy po bitwie, ze Swątowego polecenia, gałęzie i liście. Mieli je spalić w Ognisku Ognisk na Równi. To wtedy Łado ukradł płonną gałąź, a Kupała drzazgi, z których zrodzili się Stwolinowie. Borowił zaś i Lesza-Borana zrobili cztery księgi tnąc jedną z gałęzi Wierszby na deszczułki. Trzy z Ksiąg zabrali Mokosze, a czwartą Chors. Tę właśnie, zapisaną tajami przez Chorsa, zwiemy Księgą Głębi. Dlatego prośby do Bogów i wiadomości dla nich do dziś ryje się i zapisuje na brzozowej korze albo na brzozowych deszczułkach i wiesza na gałęziach brzóz w borze, skąd je biorą Wilce-Sjeny i niosą ku Bogom na Welę. Dlatego też w każdej najmniejszej wiosce Sławian sadza się pośrodku drzewo Zapis, które troskliwie się pielęgnuje, bo przypomina ono nie tylko Drzewo Drzew, ale i Księgę Ksiąg, którą stanowi każdą swoją gałązką, konarem i listkiem. Na nim także wiesza się bajorki – wstążki proszalne, wymawiając życzenia i prośby do bogów. Od stanu i mocy tego drzewa zależy dola całej wsi i najbliższej okolicy9.

Inni twierdzą, że Księgi Mokoszów są zrobione na glinianych stronnicach, i że Księga Głębi także była z kamienia.

Jeszcze inni prawią, że to Plątwa-Przepigoła ukształciła pierwszą księgę, klejąc własną śliną opadłe, suche listki Wierszby. Ponoć dlatego słowo zapisane na korze lub stronnicy zwie się właśnie wierszem, a przez owę ślinę Przepigoły słowo zapisane nie zawsze jest prawdziwe i nie zawsze odpowiada myśli.

Królewskie – kniagińskie  pióropusze i szmamańskie wstęgi – bajorki, węsiorki

Słowo o królu królów Gorywie oraz jego synu Bierle

Tytuł cara, jaki nosił Goryw, przysługiwał zawsze tylko królowi wszystkich królów, którego wybierali spomiędzy siebie kniazie. Oznaczał on najwyższego czarownika, podlegającego bogini Czarze – Pani Mądrości i Wiary, posiadającego także prawo do Czary-Dzbana Zerywanów oraz wiedzy zawartej w Księdze Ksiąg. Car panował do końca swych dni, po jego śmierci wybierano spomiędzy kniaziów nowego. A czyniono tak, bowiem jak nad bogami panuje Bóg Bogów, tak nad królami musi panować Król Królów – car10.

Po Gorywie, który był porywczy, lecz rządził szczęśliwie, objął władzę jego syn Bierło, który tak był ciekaw znaczenia Taj, że rozpoczął o nie wojnę z Bogami, po której ludzi wyrzucono ze starej Koliby.

Niektórzy stwierdzają z całą stanowczością, że Bierło nie był winny rozpętania owej strasznej wojny, od której byliby wyginęli wszyscy Zerywanie. Ich zdaniem, już kiedy Bierło był dzieckiem, padł ofiarą Plątwy-Przepigoły, która sprawiła, że to on właśnie, znany z wielkiej ciekawości najmłodszy syn Gorywa, znalazł Księgę Głębi. Inną jest sprawą, że Bierło był nienasycony, wszystkiego chciał mieć więcej, a najwięcej chciał przeróść swego ojca Gorywa i pradziada Bogdara. Dlatego było wiadome, że nie poprzestanie na tym, co ojciec powiedział, i sam będzie chciał odczytać wszystkie tajemnice zawarte w Księdze. Niektórzy znów, zwłaszcza żercy ludu Wędów, znani wrogowie Chorsa, wywodzą, że Chors-Książ rzucił Zerywanom Księgę Ksiąg, działając przeciw swoim wrogom Dziewom, Perunowi i Matce Ziemi, którzy sprzyjali zawsze ludziom i troszczyli się o nich. Tak więc Chors miał działać przeciw Ludziom i to on uknuł spisek, który wywołał Wojnę o Taje, bo Chors chciał się zemścić na tych, którzy kiedyś obdarli go ze skóry i uczynili z niej Bęben11.

Takimi samymi królami królów jak Goryw i Bierło – carami – byli: wcześniej Pirst, a później Maha, Mądżak, Boza, Boj, Koczerga, Krak I, Kij, niektórzy Swewaldycze, Drogowit Stodorański, Sław Stomogilen, a także ich następcy znani już z pisanych dziejów Sławian, jak na przykład Samon, Świętopełk Wielkomorawski, Symeon Bułgarski, Bolesław Chrobry, niektórzy Jagiellonowie czy Katarzyna Wielka i inni Romanowowie.

Swąt-Gałęzowie w Tynie Morów (pióro Wostrogota?, szczeć Świętogłazy?, sierść Świchrza?, łapa-Świćgałęzy?)

O ważnym i dziwnym rodzie Głęzów, zwanych też Zgłęzami12

Nie ma dziwniejszego, ale i ważniejszego rodu pod gwiazdami niźli Głęzowie. Wieści o nich i ich wyglądzie, a i o tym, czym się zajmują na tym świecie, są różne i niepewne. W wielu sprawach tyczących się Głęzów nie ma zgody między kątynami, kościołami i kapisztami przeróżnych ziemic Sławów. Co do jednego wszyscy są zgodni, że Głęzowie zrodzili się chwilę przed narodzinami Śmiertelników, to jest ludzi, zwierząt i roślin. Nie ma już wszelako zgody co do tego, jak ich właściwie zwać ani ilu jest członków w tym ważnym rodzie, ani jak które z nich dziś wygląda i gdzie dokładnie przebywa.

Żercy z Łężna prawią, że jest aż pięcioro Głęzów i można ich zwać zarówno Głazami, Gałęzami, jak i Głązami czy Głęzami albo też Zgałęzami, Zgłazami, Zgłęzami lub Zgęzłami. Narodzili się oni od dotknięcia Swąta tak samo jak i ludzie, tego samego dnia, kiedy Swąt spoczął na Głazie Głazów po wielkim znoju stwarzania Świata. Bóg Bogów chciał się wtedy ochłodzić, a że był wielce utrudzony, ręka mu się omsknęła i odłamał cały konar Wierszby. Pachał się nim dobrą chwilę, a potem odłamał z niego gałązki na Wiecheć, którym obtarł czoło i szyję zlane boskim istem. Z tego Wiechcia, ciśniętego do tyłu, zrodzili się później ludzie. Bóg Bogów narwał innych gałęzi z drzewa i uczynił nowy wiecheć-miotłę do kąpieli. Podszedł do Źródła Źródeł – Modrego Banioru i wykąpał się. Kiedy wrócił, zarówno głaz, jak i konar-gałąź żyły już, przesiąkły bowiem istem Światowitowym.

Tak więc według większości kątyn wschodnich – burskich i budynowskich, w tym zwłaszcza kątyn znad Sanu i Wiaru oraz spadkobierców kapiszty białobożskiej z Nowogrodu13 w jednej chwili narodzili się z Wiechcia Ludzie i Głęzowie: Swić-Gałęza14 z gałęzi Drzewa Drzew oraz Święta-Głaza poczęta przez Swąta z Głaza Głazów, na którym siedział.

Żercy kątyn lugijskich, zwłaszcza lędzińskiej świątyni w Lężnie, powiadają, że to nieprawda. Po pierwsze ludzie zrodzili się później, dopiero po założeniu uprawy przez Kauków, a ich wychów trwał całą welańską noc. Dopiero następnego ranka wylęgli się Zerywanie i zostali zerwani z zagonu przez prarodziców. Po drugie, ludzie zrodzili się z Wiechcia, którym się Bóg Bogów oćwiczył i obtarł w kąpieli, a nie z tego, którym ocierał czoło. Ten pierwszy nasiąkł tylko boskim potem i z niego zrodził się Świchrz, zwany też Wichrzem – wierzchowiec Swąta, jeden z pięciu Głęzów. Z konara obłamanego przez Swąta narodziła się Świć-Gałęza – Zwierz Zwierzów, potężna i rosochata, okryta futrem i łuskami tak, jako drzewo okryte jest korą i liśćmi. Z kamienia, na którym Bóg Bogów siedział, czyli z Głaza Głazów, zrodziła się Święta-Głaza, ze Skały Skał, o którą się Bóg Bogów oparł dłonią, przyszła do żywota Świętoskała. Swatyr-Ałatyr, zwany Królem Kamieni i Żywym Kamieniem albo Kamieniem Kamieni, dostał życie dopiero wtedy, gdy Swąt wracał z kąpieli i spostrzegł porywających Wiecheć Kauków. Rzucił za nimi owym kamieniem leżącym przy Skale Skał.

Kamień Swatyr został przyniesiony na Welę przez Swąta razem ze Światogorem-Poruszem, który zaciskał ów kamień w dłoniach.

Niektórzy mówią, że to Świćgałęza zamienia się w wierzchowca Świchrza, kiedy Bóg Bogów pragnie się szybko przemieścić przez świat. Inni jeszcze, że otrzymała tak piękny wygląd (postać wierzchowca) przez zetknięcie z dłonią Boga Bogów, i że ów biały jak śnieg koń jest strażnikiem Kłódzi. Mówią też oni, że Swatyr pozostał na dnie Bołotyku i stamtąd rządzi wszemi kamieniami całego świata.

Są i tacy, co sądzą, że to Świętoskała jest owym żywym kamieniem – królem wszystkich kamieni Ziemi i że to ona daje polecenia Simowi. Spotyka się zdania, że Swatyr rządzi kamieniami leżącymi pod wodą, Świętoskała tymi w Niebie, Świętogłaza tymi na Weli, zaś ziemskimi skałami i kamieniami rządzą tylko Sim i Skalnik.

Świćgałęza dzień i noc pilnuje Drzewa Drzew przed dotknięciem, a nawet spojrzeniem niepowołanych. Strzeże ona Kłódzi od strony powietrza i Wysokiego Nieba. Świętogłaza waruje u progu zamyku Kłódź i strzeże dostępu na Ziemi, pilnując by nikt progu nie przestąpił. Świętoskała zamyka drogę do drugiego kręgu Kłódzi – Warowni Swąta – i czuwa nad nieskalanym Źródłem Źródeł u Modrego Banioru, a także broni Kłódzi od spodu, od strony Podziemia. Swatyr spoczywa na dnie strumienia wypływającego z Banioru i tworzącego potem spadającą z Równi Spadospadem Rzekę Rzek – Pętlicę. Broni on dostępu każdemu, kto by się tu chciał dostać drogą wodną. Wszyscy oni czuwają nieprzerwanie, nigdy nie zasypiają i nigdy nie są zmęczeni.

Tylko Głęzowie widują Swąta, jako że są jego sługami. Świchrz nosi Swąta do boju, gdy opuszcza on Kłódź rozsądzać spory i walki. Świchrz zwołuje też bogów na Zbór, gdy Ojciec Ojców, Pan Panów chce im dać kolejną Rzecz uczynioną przez siebie albo udzielić rady, albo ich ukarać. Jak wiadomo, Swąt po trzykroć wychodził z Kłódzi, a według pliskiej wyroczni Wida-Makowica, wielkiej stróży-wieszczycy Jelony15, wyjdzie jeszcze tylko jeden raz, by zniszczyć wszy świat16.

Jeśli idzie o wygląd Głęzów, to, jak powiedziano, jest on dziwny. Troje z Głęzów ma kształty kamieni. Świętogłaza przypomina wielkiego jak góra kamiennego żółwia. Zanim ożyła, była Głazem Głazów i pozostaje nim w dalszym ciągu. Żółw zresztą od niej właśnie otrzymał grubą skórę i tęgą skorupę, bo zrobiło się jej żal, że Swarożyc tak bezlitośnie pali zwierza swoją Tarczą. Żółw przypłacił ten podarek powolnością i niemrawością, ale za to zyskał bezpieczeństwo od drapieżców, ciepły wygodny dom, który ze sobą nosi, i długowieczność. Żółwie właśnie dlatego są powszechnie czczone, a szczególnie wśród Lęgów, którzy są wyznawcami Matki Ziemi (i wszystkich bóstw związanych z Żywiołem Ziemi, kopalinami i skałami), że są pod opieką Świętogłazy. O Świchrzu wiemy, że ma wygląd wierzchowca, bardzo szybkiego ogiera siwej maści, skrzystego i krwiożerczego. Świętoskała przypomina ponoć skamieniałego Wieloryba z na wpół otwartą paszczą-pieczarą. Jedno słabe tchnienie tej paszczy wciąga śmiałków w welańską Bramę Bram lub rzuca ich w Nawie. Są tacy, którzy mówią, że to jest właśnie Brama Bram Weli i przez paszczę Świętoskały prowadzić ma droga do Pierwnicy. Swatyr przypomina trójkątny spory kamień czarnej barwy, ma wygląd klina, a w sobie ciężar dziesięciu Ziem. Jest przy tym ciepłym i żywym kamieniem. Pod jego opieką są wszystkie kamienie Ziemi, które wszak stanowią ostatni szczebel ziemskiego życia. Życie w nich płynie wyjątkowo wolno, niezauważalnie, ale myli się, kto uważa kamienie, glebę czy piasek za martwe. Taki jest Swatyr – gdzie upadł rzucony przez Swąta, tam leży, dokąd go zanieśli bogowie, tam był, ale cały czas robi swoje i nic ani nikt nie może przepłynąć ani przejść obok tego Kamienia Kamieni w górę strugi Pełnicy. Wreszcie Świćgałęza jest okryta szczecią i łuskami, ma rosochate odnóża – wiele nóg, wiele rąk i wiele skrzydeł. Te rosochate ręce i nogi zakończone są ostrymi pazurami-hakami i drą ofiary na strzępy. Świćgałęza przypomina więc wyglądem inoga, ale jest boskim pomocnikiem – Głęzem. Wszyscy ci słudzy Swąta czerpią z jego istu, są więc świetliści, oślepiający, pałają prawdziwym żarem. Nawet bogowie nie odważają się ich dotknąć ani blisko podejść. Wyjątkiem był tutaj Diw-Ładziw. Ale o tym prawi już inna taja.

Przypisy do Taji 8

1 Łężno (Leżno), należące do plemienia Lędzian z ludu Lęgów-Lugiów, było dla wszystkich Lęgów tak samo ważnym ośrodkiem wiary przyrodzonej, jak dla ludu Budynów Gleń, dla Wędów Wineta (a później Arkona), dla Nurów Karodunon albo Nurz, dla ludu Burów Białoboże, dla ludu Mazów Tłoka, dla Serbów Sarbakon, a dla Istów Romowe. Każdy z tych najstarszych głównych ośrodków religijnych miał nieco inny wygląd i organizację. Pięć z nich mieściło się w dużych grodach albo w ich bezpośrednim sąsiedztwie (Wineta, Gleń, Karoduna, Nurz, Sarbakon), jeden był w całości grodem świętym (Romowe), jeden odosobnionym uroczyskiem (Białoboże). Jeszcze innego rodzaju ośrodek stanowiło Leżno, gdzie mieściła się tylko świątynia i budynki zajmowane przez opiekujących się nią kapłanów. Znajdował się tutaj święty krąg złożony z posągów dwudziestu bogów Żywiołów i bogów Mocy. Drewniane posągi, odkryte przez archeologów, miały wysokość od 1,5 metra do 3,5 metra i były „jednogłowami”. Podobne kręgi tworzono również poza świątyniami w ważnych Świętych miejscach, na wzgórzach-bugryszczach (np. Ślęża, Perynia, Łysa Góra i wiele innych) oraz trebiszczach, na terenie wszystkich ziemic Sławiana.

a Patrz np.: SSS, Pradzieje ziem polskich (praca zbiorowa), W. Hensel Polska starożytna, W. Szafrański Prahistoria religii na ziemiach polskich.

2 Stawanowie – duże plemię pochodzące z ludu Burów. W jego skład prócz właściwych Stawanówa wchodzili Sułonowie, Słowenowie, Słubowie, Słowowie, Skołoci, Sękołowie (Skołowie) i Sklawinib. Od nich wywodzi się nazwa Słowianie, jako że stanowili bardzo ruchliwą grupę, która wędrując w rozmaitych kierunkach, weszła w skład wielu ludów. W końcu wszyscy Słowianie przyjęli miano, jakim zwali sami siebie Słowowie, którzy wszyscy pochodzą od synów królowej Soławy – córy Swarożyca i Ziemianki. Słowowie zamieszkali nad jeziorem, które nazwali imieniem królowej, czyli nad Jeziorem Sławskim. Nazwa Słowianie znaczy po prostu Dzieci (Wiano) Słońca (Swarożyca-Soła-Sołnca). Rdzeń sou (soł) ma podwójne znaczenie: wilgotny (mokry) i słoneczny (gorący, ślący ciepło). Końcówka -wianie oznacza zwieńczenie, wiano, wierzchlisko (wierzchołek i źródło), wierch, wiatr, weń – powietrze. Niektórzy uważają jednak, że nazwa Sławianie znaczy Wiano Wądy (Suawianie), i że w związku z tym wszyscy oni pochodzą od starożytnych Wędów (Wenedów Łużycko-Wiślańskich). Miano tego wielkiego ludu Ziemi bierze się także, według innych podań, stąd, że posługiwali się tylko słowem, a nie zapisem (zapisywanie słów było im zabronione przez bogów). Większość obcych przyjęła nazwę za pośrednictwem wielkiego plemienia Sklawinów, którzy w V-VI wieku zaatakowali Bizancjum i rozbite Zachodnie Cesarstwo Rzymskie, zajmując Panonię-Bołotoń, tereny Alp (Góry Alków) oraz ziemice naddunajskie i nadadriatyckie. Nad Dobrudżą i na naddunajskiej ziemicy Stomogile rządził przed bułgarskim carem Asparuchem (z ludu tureckich Protobułgarów) słowiański car Sław Stomogilen, mający przydomek stąd, iż wzniósł w swoim państwie sto kurhanówc.

Kapiszta w Tękitach była ośrodkiem wiary dla plemienia rdzennych Stawanów, którzy żyli na północy, w Krainie Jezior, w bliskości Istów, z którymi się później zmieszali. Archeologowie odkryli w Tękitach ślady świątynid.

a O Stawanach ze starożytnych zapisów Ptolemeusza patrz np. SSS t. V, str.408.

b Część uczonych wywodzi miano Słowian od pojęcia słow – ludzie swoi, inni od sou Ł wilgoć, czyli mieszkający na błotach i nad wodami. Z tego samego rdzenia sou wywodzi się jednak znaczenie Słońce, Sol, Słowo, Sława, Suł, słać, posyłać, słaniać, Usłań [patrz SEB str. 499-501,507, 525]. Inna grupa uczonych uważa zatem, że nazwa Sławianie (Słowianie) została wzięta od plemienia zamieszkałego pierwotnie nad Jeziorem Słowo, jeszcze inni zaś, że od plemienia Sklawenów albo Skołotów. Są i tacy, którzy uważają, że tę nazwę pochodzącą z germańskiego nadali Słowianom Goci, wywodzą ją więc od slawan – milczeć lub sklawe – niewolnik.

Warto zwrócić uwagę, że rdzeń sklaw (skalw) określa w językach słowiańskich po pierwsze „skałę, kamień, glinę”, a po drugie „błoto, bagno, kał” [patrz: T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice..., str. 131-137; H. Łowmiański Początki Polski t. I, str. 177-180, t. 11, str. 44 i nast.; L. Niederle Slovanske starożitnosti t. II, str. 469-484; J.P. Szafarzyk Słowiańskie starożytności t. I, str. 293, 305, t. II, str. 47; SSS t. V, str. 274 i inne].

c Nomenklatura ta jest potwierdzona dla Dobrudży przez wczesnośredniowieczne źródła [Kedrenos – Skylitzes II, 594]. O carze Sławie – SSS t. V, str. 23.

d Patrz np.: B. Gierlach Świt Mazowsza.

3 Sredczanie, jedno z małych plemion Antów-Wątów. Zwani tak od swojego położenia w sredcu, czyli środku – sercu Nowej Koliby nad Dunajem, pośród innych plemion Sławian, Niektórzy twierdzą, że zamieszkiwali początkowo w dorzeczu dunaju Seret. Ich głównym ośrodkiem stał się w późniejszym czasie gród Sredec, gdzie mieściła się jedna z poświadczonych przez wielu kronikarzy kapiszt Swąta-Światowita. Sredec stał się później stolicą Bułgarii i nazwano go Sofią,

Niektórzy uważają Sredczan za odłam dużego plemienia Timoczan. Inni umieszczają ich pierwotne siedziby nad rzekami Seret i Birład, gdzie mieścił się prastary gród Birład. Wcześniej kapiszta Swąta znajdowała się w opanowanym przez Seredczan w VII wieku grodzie Swisztow, a jeszcze wcześniej właśnie nad górnym Seretem. Ich ziemica rozciągała się pomiędzy ziemiami Siedmiu Rodów, Siewierzan, Zagorian, Smoleńców, Strumińców, Morawian, Timoczan, Gątów i Sękołów. Starorzymską Trację, Dację, Panonię i Macedonię zasiedlało 25 plemion słowiańskicha. Niektórzy uważają Sredczan za dawnych władców tych plemion. Później (VII-V111 w.) ulegli oni w walce bitnym turskim Protobułgarom i przestali odgrywać ważną rolę na Bałkanach. Według zwolenników tej teorii, stolica owej wspólnotowej ziemicy Słowian Południowych mieściła się w V wieku w Dobrudży. Stare kroniki zachowały imię ich króla-kniazia Sława, który panował przed pierwszym protobułgarskim władcą Asparuchemb.

Timoczanie zajmowali ziemie po obu stronach Dunaju, ale głównie na północy, nad Cisą aż po górną Maruszę. W VI wieku zostali zepchnięci przez Awarów bardziej na południe. Świątynie w Widinie i Sredcu, a wcześniej Swisztowie, znajdowały się pod opieką witiaziów – kapłanów-wojowników odpowiadających dokładnie arkońskim witungom. Należeli oni do tej samej gromady kapłanów służących Swętowitowic.

Antowie to duże plemię wywodzące się z ludu Budynów zmieszanego w czasie walk i wędrówek z plemionami burskimi. Antom przewodzili w pewnym okresie Wędowie-Wętowie Nadczarnomorscy. Plemię to wraz ze Sklawinami, drugim dużym słowiańskim ugrupowaniem plemiennym (o mieszanym pochodzeniu nurskolęgsko-sorbomazowskim), któremu przewodzili potomkowie Stawanów – Sławowie Nadłabscy, zajęło w wieku IV-VI całą południowo-wschodnią Europę po Alpy i Apeniny, Wyspy Egejskie i Dalmatyńskie, Kretę i Sycylię. Sławianie weszli też wtedy do Azji Mniejszejd.

a Według przekazu Mojżesza z Chorene [patrz SSS t. V, str. 157-158 – o Siedmiu Rodach].

b O carze Sławie panującym w Ziemi Karwuńskiej, utożsamianej z Dobrudżą, wspomina apokryficzny latopis bułgarski (Skazanije Isaja proroka – XI wiek) [SSS t. V. str. 238].

c O Timoczanach, Widinie, Sredcu, Swisztowie i Sredczanach – patrz np. SSS (pod odpowiednimi hasłami, zwłaszcza Sofia t. V, str. 328). O witungach – patrz w przypisach do poprzednich taj, np. do Tai Drugiej.

d O Antach – patrz np. SSS, MSKDS i wiele innych, łącznie z przypisami do poprzednich taj.

4 Chodzi tu O Gołubią Knigę i Setnik południowosłowiański, a także o zapiski Latopisów ruskich. Powieść doroczna, pod rokiem 1071 podaje zrąb owej mitycznej opowieści w „Sporze Jana Wiatycza wojewody Świętosława z Wołchwami”a.

a Stich o Gołubinej Knigie, spisany w 1861 roku zbiór ustnych podań i opowieści duchowych z głębokiej przeszłości, przypomniany w roku 1935 przez Stanisława Schayera.

5 Gęste Gwiazdy to Droga Mleczna powstała z szaty Białobogi i Czarnogłowa.

6 Sierdz – dzisiejszy Sieradz, znany starożytnym kronikarzom pod celtycką nazwą Setidawaa. Stąd pochodzi zrąb mitu o narodzinach ludzi oraz o walce o Bułę między Białym i Czarnym Bogiem.

a Za Setidawę niektórzy uważali również Szczecin [patrz przypis 4 do Tai Czwartej]. Identyfikuje się ją również jako dacką Getidawę.

7 Chodzi tu o Wędów-Wędsysłów, zwanych też Susłami albo Węsami-Wężami, którzy w tym czasie zajmowali ziemice nad Jeziorem Ilmeń i Jeziorem Białym. To właśnie z plemienia Węsów (Wędsysłów) oraz Wądalów wywodziły się najbardziej awanturnicze i bitne grupy wojów – Wojsko Bractwa Wilkówa. Wyprawiali się oni do Skandynawii, na ziemice Nurów i daleko na Zachód w poszukiwaniu drogi w Zaświaty. Z tego licznego plemienia pozostały w IX wieku już tylko niedobitki w Nadłabiu Susłowie. Nie podlegali oni obcym królom aż do swego upadku w IX wieku, po przegranej bitwie z Germanamib.

W oryginale podania mowa jest o pobycie Rusłana w Indii. Chodzi tutaj o Windię (Wenedię), a nie o Indie. Wędię-Windię często nazywano Indią albo mylono z Indiami, Wędów-Wenedów zaś mieniono Windami lub Ind a mi. Żołnierze rzymscy w roku 5 n.e. pojmali podczas wyprawy do Germanii, u ujścia Renu, okręt Indów-Windów rzucony na mieliznę. Windowie ci mówili niezrozumiałym językiem, a byli jasnowłosi i niebieskoocyc. Byli to Wędowie-Dalowie, którzy wypuszczali się z Rugii-Rany lub kolonii Wendsuseł (Vendsyssel) w Jutlandii na łupieżcze wyprawy na Morze Północne, a także do wędyjskiej Białej Ziemi, Wandei w Bretonii u ujścia Sekwany czy Gwynedyd.

a L. P. Słupecki Wilkołactwo

b Chodzi o resztkę Wędów-Sysłów pozostałą w Nadłabiu. W źródłach – Rocznikach fuldajskich – występują pod rokiem 869 jako Siusli [patrz SSS t. V, str. 484]. Inna resztka tego wielkiego niegdyś plemienia osiadła nad Klaźmą, między Wołgą a Oką, gdzie powstał gród Susdal (Suzdal). Były to niedobitki dawnych Węsów-Wężów [SSS t.V,str.486].

c Według notatki Korneliusza Neposa.

d Patrz przypis 1 i 2 do Tai Pierwszej.

8 Biały Diw może oznaczać boga Diwa-Ładziwa. Słowo „biały” odpowiada określeniu „wielki”. Wielki Diw może więc być bogiem Diwem albo bogunem z rodu Dziwów (Szczekotunów). Bóg Dziw przyjmował w swoich świątyniach ofiary z dziewic.

9 W Serbii i wielu innych okolicach Słowiańszczyzny znane były drzewa zwane „zapisami” albo drzewami „grumadnymi”a. Każda wieś, gród i sioło, każda zadruga i każdy ród posiadały własne drzewo, które było ziemskim odbiciem Drzewa Drzew rosnącego na Wierchu Weli. Takie samo drzewo posiadało całe plemię, książęcy ród oraz cała ziemica. Drzewo to znajdowało się pod opieką całej społeczności, a w jego rozwoju odbijały się losy grupy ludzkiej, którą sobą reprezentowało. Gdy słabło i schło, było to złą wróżbą, uwiąd konara zwiastował śmierć grupy osób, niepowodzenie wyprawy, mór, suszę itp.

Pod „zapisem” często składano ofiary, pod nim też zanoszono prośby do bogów, przewiązując jego gałęzie proszalnymi wstążkami. Dbano, by drzewo było wolne od szkodników, by nie cierpiało braku wody (zwłaszcza w czasie suszy) i by w jego pobliżu zachowane były spokój oraz powaga. Drzewo owo często znajdowało się w samym środku wsi, a cała zabudowa rozchodziła się koliście od owego głównego miejsca. Znane są typowo słowiańskie plany zabudowy przestrzennej, które mają właśnie kształt kolisty. Na Połabiu po tym kształcie, zwanym okółem, opolem albo pagiem-pągiem (Pąk – kula), odróżnia się budownictwo słowiańskie od germańskiego. Obok „zapisu” często znajdowała się świątynia będąca jednocześnie domem gromadnym, przeznaczonym dla starszyznyb. We wszystkie święta właśnie tutaj obradowano, składano ofiary, urządzano uczty. Jeśli świątynia lub święty gaj znajdowały się w innym miejscu (np. na wzgórzu obok wioski), to po spełnieniu ofiar przenoszono się pod centralne drzewo zapisowe i tutaj odbywała się gromadna ucztac.

Istniał także zwyczaj, zachowany na Rusi nawet jeszcze w XVIII wieku, pisania przy pomocy tajemnych znaków próśb na zwitkach brzozowej kory (zwanej bieriostem)d i przyczepiania owych zwitków do gałęzi albo przybijania ich do pnia. W gałęziach drzewa przebywali bogunowie zwani Wilcami lub Sjenami. Sjen siedzący w drzewie zapisowym (rodowym albo świętym) zanosił prośby Bogom i od nich przynosił wierg, byt i dolę dla wszystkich, którzy znajdowali się w zasięgu jego władzy i pod jego piecząe. Okolice świątyń otaczały święte gaje, w których wszystkie drzewa były nietykalne. Na ziemicy pojedynczego małego plemienia znajdował się zwykle jeden święty gaj, a drzewa w nim przedstawiały „wszystkich ludzi” (członków owego plemienia), ścięcie któregoś z drzew w świętym gaju byłoby potrójną zbrodnią: zabiciem samego drzewa będącego symbolem bóstwa, zabiciem Sjena siedzącego w drzewie i zabiciem któregoś z ludzi plemienia.

W świętych gajach centralne miejsce zajmowały: drzewo księcia, drzewo boga miejscowego, drzewo całego plemienia i drzewo ziemicy. Te cztery drzewa zwykle otaczały świątynię o nich, jako o drzewach specjalnych, piszą kronikarze. Oczywiście istniały święte gaje bez świątyń, kapiszt czy kącin, jak również bugryszcza czy trebiszcza, na których szczycie rosło tylko jedno drzewo poświęcone jednemu bogu, Było też na poszczególnych terenach i ziemicach sporo innych drzew świętych poza świętymi gajami, drzew, które wykazywały się własnościami leczącymi, miały niesamowite kształty, wyróżniały się wiekiem albo często trafiał w nie swoją Błyskawicą Perun, Drzewa święte zwano też drzewami sjenowitymi lub sjenami.

a Patrz KLS, R. Vulcanescu Kolumna Niebios.

b Dokładny opis wsi drzewiańskiej z Wendlandu Nadłabskiego z pięknie uwypuklonym wątkiem centralnego drzewa i organizacji osady wokół tego miejsca podaje Adam Fischer w Etnografii słowiańskiej zeszyt l – Połabianie. Z biegiem wieków centralny punkt we wsiach słowiańskich zajął kościół z nieodłącznym szynkiem obok. Taki plan zabudowy stanowił naturalną kontynuację przedchrześcijańskiej tradycji tego miejsca jako punktu obrzędowego ośrodka kultu, modlitwy, ofiary, prośby i uczty.

c Po spełnieniu ofiary miał miejsce pochód, czyli przejście od świątyni na pospólny plac położony w środku terytorium (osady, grodu, plemienia). Tam odbywano rady starszych oraz wspólne zabawy obrzędowe, zwane obiadami, ucztami albo świętem (zależnie od okazji). Należy odróżniać pochód, który był uroczystym przejściem ze świątyni, bugryszcza lub świętego gaju pod „zapis”, od obchodu, odbywanego w asyście guślarzy i kobziarzy, z trąbitami i grzechotkami, bębnami i trzaskaniem z batów. Obchód był obejściem w koło całego terenu osady, a jego celem było odstraszenie złych mocy. Również po obchodzie wolno się było rozejść dopiero pod „zapisem” [wiele opisów obrzędów znajduje się u O. Kolberga w jego dziele Lud, u Z. Glogera w Roku polskim, a także w SFP, u K. Bystronia, K. Moszyńskiego i innych].

d O bieriostach patrz w MNM – Brzoza t. I, str. 169. Jeszcze w drugiej połowie XIX wieku wieszano prośby do Leszych (duchów-bogunów lasu), pisane na bieriostach.

e O Sjenach i Wilcach-Sjenach patrz Cz. Białczyński Stworze i Zdusze, str. 133.

10 Miano car zawiera znaczenia czar – wiara, religia, magia, czarownik – kapłan, czarować – sprawować obrzędy (liturgię), kar – czerwony, kar – karminowy (czerwony), kerw – krew (co określa cara jako osobę czyniąca krwawe ofiary i sądy) oraz car – kary (czarny), car – czarny, kar – kara (co określa cara jako sprawującego sądy i orzekającego kary, w tym także skazującego na śmierć). Nadto słowo car posiada wszystkie te związki znaczeniowe, które wiążą się z mianem Chorsaa. Tytuł pochodzi ze wschodu, podobnie jak i samo słowo, które jest jednym z licznych słów zaczerpniętych w zamierzchłej przeszłości przez Sławian od Scytów, być może w okresie wspólnego królestwab.

a Patrz Taja Druga, przypis 2; Taja Szósta, przypis 20.

b Wielu poważnych uczonych uważa za fakt istnienie wspólnego królestwa scyto-słowiańskiego w okresie między III a I wiekiem p.n.e.

11 Bęben ze skóry Chorsa ma właściwość sprowadzania wielkiej mocy bojowej, takiej jaką posiadał sam Chors, nim go obdarto ze skóry. Straszna kara obdarcia ze skóry, na jaką skazano Chorsa, miała związek z zamachem na Czarnogłowa i porwaniem Swarożyca oraz zamknięciem go w podwodnej Jaskini Kłów (Warze). Bęben na krótko dostał się w ręce Dziewów, ale Chors im go odebrał. Nie mógł już jednak zdjąć skóry z bębna i przywrócić jej własnemu ciału. Od tamtego czasu Chors nie rozstaje się z Bębnem, który wzmaga jego siły. W razie niebezpieczeństwa Bęben sam bębni ostrzegając Chorsa przed wrogami. Istnieje jednak i inna wersja podania o Bębnie, którą przytaczamy w tai Wojna o Krąg.

12 Gałęzowie (Głęzowie, Głazowie) lub Zgłęzowiea (Zgłazowie, Zgałęzowie ), czy też Zgęzłowie to miano, które zawiera odniesienia zarówno do głazu, jak do gałęzi. Także takie wyrazy, jak: rosyjskie głaza – oczy, polskie gały – oczy, gołość – nagość, gala – krągłość oraz golem – olbrzym, wskazują na cechy budowy i usposobienia owych boskich pomocników. Galić znaczy patrzeć wytężając wzrok, pilnie baczyć, pilnować (na tym polega główne zajęcie Gałęzów-Zgłazów). We wszystkich słowiańskich językach powtarza się owo dziwne znaczenie wraz z drugim, jeszcze dziwniejszym, galić – podawać. Gałęzowie są owymi galaczami (podawaczami) rzeczy wytworzonych przez Swąta wszych rzeczy Pierwszych i Wtórych. Uderza jednocześnie dwoistość innego rodzaju: oto galić to czyhać i jednocześnie służyć. Również gala – kula, gal – koło (gołe koło niezarosłe na szczycie góry). Wszak zamyk Kłódź ma kształt okołu i takiż kształt mają wszystkie posadowienia Sławian na wszy m świecie w koło środka, świętego drzewa, na wzór boskiej Góry Gór, Wierchu Weli i Drzewa Drzew. Stąd owe okoły i opola oraz pągi-pagi grody i okręgi słowiańskie. Gałąź to nie tylko konar odrost drzewa, to również dział, dziedzina. Gałęzowie strzegą dziedziny Swąta. Głaz to krągły kamień, odłom skalny. Ze znaczeniem tym związane są blisko takie pojęcia, jak: głowa i gałka, galas i żołądź (gołądź). Głazami nazywano dawniej kamienie szlachetne. Bursztyn to obce słowo przejęte od Germanów (choć może mieć ono także pochodzenie indoeuropejskie), ją tar to słowo istyjskie, a słowiańskie miano tego szlachetnego, świętego kamienia brzmiało glazen lub głazno. Krople jątaru (głazna, bursztynu) są, jak wiadomo, łzami Swarożyca wylanymi przez boga w nadmorskiej zatoce Wiłów po utracie Złotysa, zaczarowanymi przez Gałęzę w szlachetne kamienie oddane na wieki Wodom. Blisko związaną z Gałęzami boginią jest Gogołada.

Od Gałęzów ma pochodzić plemię Gołęszyców, zrodzone ze Świćgałęzy i ziemskiego mężczyzny. Słowa gęzło i Zgęzłowie, czyli byty powstałe z gęzla to wyrazy wywodzące się wprost od gąść –  gęsty, skupiony, ciężki oraz zwięzły, zwęźlony. Także gęśl-gąśl-gąźl – instrument zrobiony z drewna Drzewa Drzew, gąsł (gędę) – mówić, prawić, bajać (opowiadać baje, czyli podania i mity), czy gusł (gusło) –czarować, wyczarowywać, składać ofiary bogom, modlić się, gędźba – muzyka, gędźby – instrumenty muzyczne, gędziebny zwięk (zwąk) śpiewne granie, dźwięk muzyki, granie dzwonków, gęzdba – recytacja, wierszowana mowa uroczysta, gudźba (godzić) godna przemowa, zaklęcie, śpiewne zawodzenie. Ten ostatni związek znaczeniowy prowadzi nas wprost do Godów – bogów Kiru i pojęcia sodu – roku, godziny, godności oraz godnego święta Święta Godów największego słowiańskiego zimowego święta, Narodzin Światła. Kolejne nawiązanie to ghaus (gęś) święty biały ptak, ptak Roda i Rodżany, gąszcze (huszcze, haszcze) – zarośla, gęstwina – gąszcz drzew, gęsty – gruby, skłębiony, glyza (głuza) – bryła, gładki – równy, ładny, gładzić – wyrównywać, doprowadzać do ładu, głaskać, ( glasit ‘ ) – głaskać, gładzić, jak i łagodzić, głosić – mówić rzeczy ważne, używać głosu, głusz – głuchy, głusza –miejsce odludne, guzica – kuper, guzło – tyłek, guzik, guzeł, guz – okrągłość, wypukłość, narośl, guzdrać się, guzdrała – poruszać się powoli, chodzący wolno, powolny. Ciąg ostatnich czterech znaczeń nawiązuje wprost do wyglądu i sposobu bycia Zgłęzów.

a SES t. I. str. 251-253, 268-274, 314, 380.

13 Kąciny nad Wiarem to ośrodki wiary przyrody czynne od starożytności, od czasów kultury łużyckiej. Wiar jest dopływem Sanu, a w jego zakolach znajdowało się wiele grodzisk słowiańskich, założonych na starych osadach: Czerteń-Czertek (od III wieku), Trepcza, Horodina, Hordysko, Temeszów, Tyrawa, Dynów, Polhowa, Iskań, Didyń, Kopyśno, Rybotycze, Gruszów, Góra Rokietnica koło Tuligłów, Krzywcza i innea. Z tej samej okolicy znane są dwa Kopce Przemyskie. Z całą pewnością okolica Przemyśla, Góra Rokietniańska, Góra Iskań czy Góra Golcowa (k. Brzozowa) były dawnymi ośrodkami wiary przyrody, związanymi z Chorwatami – spadkobiercami Nurów oraz z Budynami – spadkobiercami podań kątyny w Gleniu.

Nowogród Wielki przejął tradycje białozierskie, nadilmeńskie i podania kołodunów z Białych Bogów.

a O grodach tzw. kultury przeworsko-oksywskiej na tym terenie, kontynuujących elementy kultury łużyckiej w okresie od III w. p.n.e. do III w. pisze W. Hensel w Polsce starożytnej, str. 426-480. mapa str. 466. Patrz także w SSS, San t. V, str. 43 oraz hasła odpowiadające nazwom grodzisk.

14 Istyjskim odpowiednikiem Świćgałęzy strzegącej wejścia do Kłódzi na Górze Gór jest Wizunas – smok pożerający ludzi, którzy po śmierci usiłują wejść na szczyt Boskiej Górya. Wizunas w naszej mitologii to smok strzegący wejścia na Onawielną Górę Welesów.

a SMLIE str. 453.

15 Stróże – kasta kapłańska wieszczek w Plisce, w ziemicy bułgarskich Siewierzana. Kudiesnicy siewierscy twierdzą, że plemię ich, pochodzące z ludu Czarnosiermiężnych (Burów), bierze się wprost od bogini Siwej, czyli Żywii. Jako jej potomkowie osiedli nad rzeką, którą nazwali Siwą (Siewą) na cześć swojej matki bogini. Zadanie stróży polegało na pilnowaniu głównej wieszczki – wyroczni, która przepowiadała przyszłość w natchnieniu czerpanym ze słowa samego Wida-Makowica. Pod wpływem napojów odurzających, w trakcie obrzędowego tańca, zwanego Wrzącym Kołem (Vrzinokolo)b wprawiała się ona w stan szału i jasnowidzenia, przepowiadała przyszłość świata, po czym traciła przytomność. Jakość przepowiedni zależała od spokoju wieszczki, który był nienaruszalny. Główną wieszczkę nazywano w Plisce Jeloną. Starucha Jelona okresowo przemieniała się w rogatą łanię. Każda kolejna główna wieszczka przybierała imię i tytuł Jelony.

a Siewierzanie w swej głównej masie, jako wielkie plemię z ludu Burów, mieszkali na północy nad rzeką Desną. Centrum ich osadnictwa stanowił obszar nad rzeką Siewą. Ich nazwa ma się brać także stąd, że obejmowali ziemie siwerne – uroczyska, ostępy. Archeologia poświadcza ich istnienie od III wieku p.n.e. Siewierzanie rozdzielili się na kilka grup, jak wiele plemion po okresie wędrówki ludów. Mały ich odłam zawędrował do dzisiejszej Bułgarii razem z Antami (Wątami Nadczarnomorskimi) w IV wieku, a drugi, równie nieliczny, z Awarami w roku 558. Siewierzan bułgarskich nazywano Sewerami. Pliska stała się ich stolicą, nim zapanowali nad nimi Protobułgarzy (lud turecki) [patrz: SSS t. V, str. 175-177].

b Wrzące Koło to jeden z licznych obrzędowych tanów doprowadzających do ekstazy. Tany obrzędowe znane są z terenu całej Słowiańszczyzny. Zawsze odbywały się w kole -imitacji Świętego Kręgu Bogów. Tany te praktykowali także bogomilcy i chłystowie wczesnochrześcijańskie sekty wyklęte przez Kościół chrześcijan. Obrzędowe stosowanie owego tańca jest dobrze znane również z terenów Serbii, o czym pisze bliżej K. Moszyński w KLS.

16 Pogląd o czwartym, ostatecznym wyjściu Swąta z Kłódzi wyznaje większość świątyń Słowian. Inne poglądy mieli wieszczowie z działającej oficjalnie od 1921 roku w Krakowie Świątyni Świętowita (Światowida), zwanej dzisiaj Starosłowiańską Świątynią Światła Świata. Według wieszcza Światosława Trygława Chobota, kapłana Świątyni nazywanej Świętym Kołem Czcicieli Światowidaa, Bóg Bogów co tysiąc lat objawia światu kolejne ze swych czterech obliczy. Tym samym dokonuje się odnowienie wiary świata – Wiary Przyrody (religii przyrodzonej), a jednocześnie rozpoczyna się nowy okres w dziejach świata trwający do kolejnego objawienia Twarzy (Oblicza) Swąta. Według działających współcześnie, u końca XX w., wieszczów i drzewidów Świętowita ze Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w Krakowie objawienie owo następuje co 28 Kół Wieków, czyli po każdym pełnym obrocie koła wieków stanowiącym pełną Epokę Swątab.

a Święte Koło Czcicieli Światowida będące ujawnionym w 1921 roku członem Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, czyli Świątyni Świętowita, działało oficjalnie nieprzerwanie do roku 1947. W okresie międzywojennym stanowiła je mocno zakonspirowana grupa. Początkowo była ona niedostępna dla niewtajemniczonych. Prowadziła działalność religijną nawiązującą do wiary dawnych Słowian. W tamtych latach ujawnionym kapłanem Koła był Władysław Kołodziej, zwany Piastem Kołodziejem (czyli odtwórcą) Koła Świętej Wiary Światowida. Nosił on tytuły wieszcza Światowida, drzewida Jasnogór i dąbrowida Puszczy Białowieskiej.

W 1922 roku wieszcz Światowida Światosław Trygław Chobot ogłosił w „Odrodzeniu” miesięczniku badań duchowych, Osiem Zasad Słowiańskich. W tym samym roku i w latach następnych drugi wieszcz Światowida prof. Mirosław Jan Sas-Zubrzycki przedstawił szereg dzieł dotyczących wiary przyrody i kultu Światowida-Świętowita. Była to między innymi książka Mir-Sława. Znak krzyżowy, Lwów 1922. Także inni ujawnieni wieszczowie Świętowita, np. Wrócisław i Stanisław, wydali wiele dzieł i wierszy z dziedziny wiary i kultu Światowida. Wydawano wtedy dwutygodnik „Siew Wolności”, dwumiesięcznik „Sława”, miesięcznik „Świat Ducha” i rocznik „Lechicka Wiosna”. Założono także Towarzystwo Literatów Lechickich zrzeszające kilkunastu pisarzy. We wrześniu 1941 roku wieszcz Wrócisław utworzył podziemną Wielką Radę Drzewidów Lechii Polskiej działającą w Krakowie do wyzwolenia spod okupacji niemieckiej.

Po wojnie grupa wznowiła działalność wydając dwa roczniki „Kalendarza Słowiańskiego” (1946.1947).

W następnym okresie Świątynia musiała przejść do działalności podziemnej. Podejmowano jednak co jakiś czas próby jej rejestracji w Urzędzie do Spraw Wyznań Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – np. 7 czerwca 1965 roku zgłoszono statut Lechickiego Stowarzyszenia Czcicieli Światowida. Zgłoszenie ponawiano również bez rezultatu w latach siedemdziesiątych.

Innym ujawnionym w okresie międzywojennym Skrzydłem Świątyni był Szczep „Rogate Serce” krzewiący dawną wiarę poprzez działania artystyczne, pisarstwo, malarstwo i inne sztuki wyzwolone. Jego dąbrowidami byli między innymi twórcy: Stanisław Szukalski (Stach z Warty), Marian Konarski (Marzyn z Krzeszowic) i Marian Wawrzeniecki malarz, autor „Kwiecistych Światowitów”, studiujący w Krakowie (uczeń J. Matejki) i w Monachium, członek PAU od 1897.

Wawrzeniecki opublikował wiele prac o Słowianach, uchodził za badacza starej religii, wierzeń, zabobonów i czarów. Napisał m.in. eseje Zabawa dzieci w „piekło-niebo” i Gra w klasy – ich starożytność, współczesne przejawy i zwyrodnienie (1938), Boże stopki na kamieniach (1937), Był autorem wielu obrazów z cyklu „Męczeństwo czarownic” oraz cyklu „starosłowiańskiego”: „Żalniki”, „Kurhany”, „Uroczyska”, „Groby ciałopalne”, „Światowidy”, „Świątki”, „Dawne bogi słowiańskie”. Odtwarzał życie i wierzenia dawnych Słowian. Zmarł w 1943 roku potępiony przez środowisko artystów będących pod wpływem klerykalnym.

Innym dąbrowidem działającym z ramienia Świątyni był malarz Stanisław Jakubowski autor cyklu „Bogowie Słowian” (Kraków, 1933) [patrz J. Majchrowski Szkice z historii polskiej prawicy lat Drugiej Rzeczpospolitej, „Żywioł” 6/1993, 8/1995].

b Składającym się z dwóch okresów Białobogi i 2 okresów Czarnogłowa (każdy 2×7 wieków, przy czym wiek = 48 lat, zgodnie z miarami Kręgu Bogów i Kalendarzem Księżycowym wynikającym z zapisu taj).

Mit odtworzono na podstawie Podań sieradzkich, Gołubiej Knigi, Setnika południowosłowiańskiego, oraz podań Wielkorusów, Małorusinów-Ukraińców, Białorusinów, Bułgarów, Siedmiorodzian, Chorwatów, Bośniaków, Serbów, Czarnogórców i Macedończyków.

(foto Visana)

Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy są z jednej strony epizodem Wojny o Krąg, z drugiej jednymi z ważniejszych wydarzeń tej Wojny w Bitwie Szóstej i Bitwie Siódmej , a także poprzez wyrok Swąta dla Ziemi stanowią Zamknięty, Zaklęty Krąg ustanowiny przez Boga Bogów w wyniku Wojny o Krąg – której te dwie bitwy były ostatnimi epizodami. To one wywołały Swiatowita z Kłodzi i zmusiły po raz drugi do wzięcia w karby wszystkiego co stworzył.

Skrzyste Ptaki w tynie Morów

Taja 14 (fragment)

O Stworzach i Zduszach oraz Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach w Równonoce i Przesilenia

Szósta Bitwa – o Mnożność

Spokój trwał krótko, niemal natychmiast przyszło do nowej bitwy. Ta rozegrała się między Młodymi a Starymi Jednogłowymi. Młodzi koniecznie, tak jak rodzice, chcieli mieć Mnożność, czyli móc spłodzić własne dzieci, zdolne zasiadać z nimi w jednym kręgu na Równi.

Wszystko, co się im rodziło, to były tylko inogi albo wytędze płodzeni z ludźmi. Perunic miał z Zorzą potomstwo, ale i ono okazało się dziwokształtne, a zabił je, nim zdążyło wzrosnąć. Już samo to, że udało mu się zniszczyć bezpowrotnie własne dzieci, świadczyło, że były inogami, bogunami albo jeszcze czymś inszym. Są tacy, zwłaszcza kapłani ze sławskich świątyń Perunica i istyjskich Perkunasa, co powiadają, że nie miał on wcale zamiaru uśmiercać własnego potomstwa. Według nich posiekał swoich i Zorzy synów, by dać im nauczkę za to, że kryli schadzki matki z Księżycem. Kiedy to w porywie gniewu uczynił, okazało się, że jego razy spowodowały, iż są całkiem martwi. Ponoć próbował ich wtedy nawet przywrócić do życia czerpiąc żywą wodę ze studni-zdroju Rodżany, ale nic to nie dało.

Sprawa Bitwy o Mnożność jest jednak dziwna, bowiem nie wiadomo, jak by to mogli Starzy Jednogłowi spowodować, żeby ich siły ródcze przeszły na dzieci, skoro sami od jakiegoś już czasu nie stwarzali równego sobie potomstwa. Żercy Plątwy-Przepigoły (Pripegali) z Łużyc twierdzą, że cała ta bitwa była tylko zaczynem ku walnej rozprawie przygotowanej przez Przepląta, a znanej jako Bitwa Siódma – o Miarę. Jakkolwiek było, dzieci wystąpiły w utarczce o Mnożność po raz pierwszy przeciw rodzicom, próbując zająć ich miejsce.

Ta próba sił zakończyła się zdecydowanym niepowodzeniem Młodych Żywiołów i Mogtów. Młodzi posłali wpierw Podagżyka, Chorzycę i Rudź, by prosili Starych o Mnożność po dobroci. Zaraz po posłannictwie Dabogi Starzy Żywiołowie i Mogtowie postanowili spotkać się u Wiłego Jeziora welańskiego, by między sobą ustalić zasady rozejmu i przynależnych rodom obowiązków względem ludzi. To, że wyłączono ze spotkania Młodych, ubodło najbardziej Ładziwa-Diwa i Radę Rodzicę. Oni oboje wodzili rej na zborze w Golem Beudzie, gdzie skrzyknęli wszystkich Młodych Jednogłowych.

Daboga, Wąda, Śrecza i Dziewanna powiedziały przybyłej do Wiłów grupie, że Żywiołowie wcale nie mają siły Mnożności, o której mowa, i nie mogą się w związku z tym nią dzielić. Jednak Rudź nie chciała im uwierzyć. Po powrocie do Golem Beudu przekonywała Młodych Jednogłowych, że ową siłę po prostu przed nimi ukryto, tak samo jak ukryto u Sporów Miesiące czy Kołacz Wieków.

– Jakże jednak mogłaby wyglądać ona Mnożność? – zastanawiała się Boda.

Wtedy właśnie po raz pierwszy Swąt wypuścił z Kłódzi Bodre Swiatło, Bożą Krówkę, a Starzy Bogowie natychmiast wsiedli na wielki wóz zaprzężony w dwie skrzyste niedźwiedzice Borowiła i popędzili, by ją schwytać. Ku owej iskrze, nowonarodzonemu Światłu, pognali również Kirowie, ale Jednogłowi ich uprzedzili. Kostroma-Kolada urwała jeden dyszel wozu i już, już sięgała po zdobycz, uczepiwszy się jego złotych kół, kiedy Rodżana złapała Bożą Krówkę i połknęła ją. Niektórzy prawią, że ją tylko ukryła w fałdach swej sukni. Kostroma rozzłoszczona porażką wysłała Światłogońców do Młodych Jednogłowych, żeby im powiedzieli, że oto Starzy Bogowie porwali Mnożność-Skrę Świeżego Światła.

– Wszak wiadomo, że Swąt się zalągł w brzuchu Nicy jako skra witalna – dowodziła. – Kto zatem posiądzie ową skrę bożą, ten otrzyma moc mnożności niczym nie ograniczoną, tak jak i Swąt.

Na te słowa Młodzi Jednogłowi ruszyli natychmiast całym zastępem na niebo. Zagrodzili drogę wielkiemu wozowi, który obciążony nad miarę poruszał się dosyć powoli. Siedzieli w nim Łado z Ładą i Rod z Rodżaną, Kupała z Dziewanną oraz Borowił z Leszą. A zachowywali się wcale nieskromnie. Rod dął w trąbitę, jakby chciał wszystkim rozgłosić o podarunku, jaki posiadł, Dziewanna i Lesza śpiewały, aż niosło ich głosy pod samo Sklepienie Niebieskie, a Łado wtórował im swoją kołatką-trajkotką. Mąd prowadził Młodych Jednogłowych. Za nim szły Boda, Ródź, Rada Rodzica, Lelij-Smęt i Bodnyjak, a za nimi cała reszta. Mąd wystąpił naprzód, złamał ten dyszel, który jeszcze w wozie pozostał, i zażądał, żeby Starzy Jednogłowi oddali Boże Swiatło Młodym, a trzydziewięciodrabinowy, dwunastoszprychowy, czterokoły, skrzysty wóz Kirom, do których kiedyś należał. Ten wóz2, tak jak Braci Miesiąców i Kołacz Wieków, trzymano u Sporów w jednej z 366 Złotych Izbic. Starzy Żywiołowie i Mogtowie nie spodziewali się napaści, byli bezbronni. Pierwszy oprzytomniał Rod. Zeskoczył z wozu, wyrwał jedno z ogromnych kół, uniósł je nad głowę, ale zabrakło mu siły. Doskoczył do niego Łado Sturęki, razem je unieśli. Zamachnął się Łado, okręcił i potoczyło się koło na zastępy Małobogów. Mąd był tak zaskoczony, że nawet się nie poruszył, gdy koło było już przy nim. Uderzyło go w pierś i przeleciało po nim, a potem uderzyło też Sowiego, który nie zdążył umknąć w bok, Bodnyjaka, i przejechało po nogach Zmory. Łado zaterkotał swoją kołatką i spłoszył wierzchowce napastników. Małobogowie rozpierzchli się na różne strony. Rod skoczył na wóz i strzelając lejcami na skrzyste niedźwiedzice powiózł Wielkobogów na Welę. Małobogowie najpierw musieli opatrzyć rannych, a dopiero kiedy to zrobili, ruszyli w pogoń. Okazało się jednak, że trzykołowy wóz jest szybszy, niż był, kiedy miał cztery koła. Pogoń dopadła Wielkobogów u skraja Niwy Wiłów. Zeskoczyli tu z wozu i pierzchli w Bór Jodłowy. Rodżana cały czas trzymała Bodre Światło (Bożą Krówkę, Iskierkę) pod językiem. Tu w Jodłowym Borze ją wypuściła. Widząc to część Małobogów rzuciła się za Światłem, by je ułowić, a część pędziła za Wielkobogami żądna pomsty. Rozpoczęły się wielkie Dzikie Łowy.

Bitwa, jaka się rozegrała w borach Wiłów, miała najdziwniejszy przebieg z dotychczasowych. Podag z Pogodą tak poplątali drogi Młodych, a Wiłowie tak zgęścili las, że tamci pogubili się w borowych ostępach i długi czas krążyli po bezdrożach. Doszło do kłótni o przewodnictwo. Najpierw prowadził ich do boju Ładziw, potem Boda, a gdy wciąż nie znajdowali drogi ani przeciwnika, z którym mieli się zetrzeć, powierzono przewodnictwo Wilcowi jako obznajomionemu z borem. On jednak musiał dać za wygraną. W końcu, nie wiedzieć jakim sposobem, młodzi znaleźli się w bagnach Płytkowodzia, otoczeni ze wszech stron przez gotowych do boju Starych Jednogłowych. Tym razem stał u ich boku i Perun ze srebrną błyskawicą, i Swarog ze złotym młotem, i Dażbóg z pałnasiekiem, i nawet Weles z krwiożerczymi czaszkami. Zażądano od Młodych zaniechania walki, grożąc im, że zostaną na zawsze pogrążeni w bagnach. Nie ustąpili. Uderzani błyskawicami Peruna, młotem Swaroga, pał nasiekiem Dażboga, kłuci krakulicą Chorsa, wekierą Podaga i krzywym brzytem Mora, zanurzali się coraz głębiej w toń. W końcu Swara nakryła ich swoją rozżarzoną chustą i poszli całkowicie w tonie wodne. Między młodymi byli jednak Wodyca, Wodnik i Śląkwa. Dzięki tym trojgu udało się najpierw dopłynąć do podwodnego tynu Wodów, a potem dotrzeć do Studziennic – Zdrojów Czystowodnych i przeprawić się w Niwę Prowów. Nie ulegli Starym, a wrzało w nich gniewem i ręce same rwały się do czynu.

Niechybnie przyszłoby do nowego boju, bo zamierzali wrócić w Bór Jodłowy, by złowić Jasną Bożą Krówkę, ale Bożebóg dawno ją już stamtąd zabrał na swoje Boże Pole. I stała się Boża Krówka Bedrik najpierw Orłem Białym, a potem Białą Krową. Postanowili Małobogowie ją ukraść, uprowadzić, jak niegdyś czynił z gowędem (bydłem skrzystym) Perun albo Weles, jednak wtedy, jakby w sam czas, by zapobiec zbrodni targnięcia się na rodzicieli, Swąt wypuścił z Kłódzi drugie bodre Światło. Ten robaczek jaskrawy był ciemny i zwinny. Doskoczyła do niego Rudź i zaraz ukryła go pod sukniami. Ale i Plątwa zobaczyła Świeże Światło. Wszczęła wrzawę i Wielkobogowie ruszyli w pogoń za Rudzią, dosiadając skrzystej zwierzyny. Jakby im było mało, że posiadają już Białą Krowę! Naprzeciw nim ruszyli Małobogowie, gotowi do końca bronić swojej zdobyczy.

Jeśli Swąt uczynił owo drugie światło, by przyczynić się do zgody, to wcale jej nie było. Rozpoczęły się drugie Dzikie Łowy na Weli, Niebie i Ziemi. Rudź uchodziła po gajach, pustoszach i niwach, aż ukryła się na Żytnim Zagonie. W tym czasie bogowie ścierali się ze sobą i wciągnęli do walki swoich pomocników Przedstworzy – pierwbogunów i pierwboginki. Najdzielniej stawał przeciw Wielkobogom Tur-Kołota (Turupid-Ciosno). Obficie się lała boska posoka-juchor, kras z i płeń. A pilnowali owego zagonu straszni psi czarni. Tych psów dostała Reża od Kupały-Dziwienia, by pomagali jej strzec zasiewów, bo bogunowie Morów stale się zakradali niszcząc uprawy. Nikt nie odważył się wejść w gęste zboże, lecz otoczyli je ze wszech stron i nie odstępowali. Rudź wypuściła spod sukien Ciemną Bożą Krówkę, ale ta nie miała tutaj soczystej trawy, by wzrosnąć. Boda wyszła przed wszystkich, wzięła się pod boki i rzekła, że z każdym z Wielkobogów z osobna się zmierzy, a kto ją pokona, ten dostanie Ciemnego Bedrika. Nie wiadomo czy ją natchnął siłami sam Swąt, czy też może Białoboga, w każdym razie Boda wpierw pokonała w zapasach pewną siebie Marzannę, potem Swarę, Stryję i Łagodę, a kiedy zwyciężyła również Spora, Wielkobogowie dali za wygraną. Odstąpili. Boda powiodła Bożą Krówkę Ciemną na łąki Radogostów, w swoją dolinę, zwaną Kotłem Body. Tu pasąc się wzrosła ona wpierw w Czarnego Orła (lub Kruka), a potem w wielkiego Czarnego Byka.

Lecz na tym wojna się nie zakończyła. Z gniewu i upokorzenia oraz wzrastającej zawiści przyszło do brzemiennej w skutkach Siódmej Bitwy – o Miarę.

Kapłani wądzcy mówią, że owym pierwszym Światłem była Biała Boża Krówka lub Boża Owieczka, nosząca na pancerzu czarne ślady od licznych uderzeń Perunica i Ciosny Turupida. Druga Boża Krówka Bedrik3 miała mieć czarny pancerz, a kropki (ślady uderzeń Peruna i Swaroga) białe. Według gleńskich żerców kątyny Bożeboga, Boda wydała na świat z fałdów sukni Czarną Bożą Krówkę nie w Żytnim Zagonie Rgłów, lecz w Topolowym Gaju i ukryła ją w topolowym pudełku4.

Według lędziońskich kątyn ze światliszcza nad Danaprem5, owo Boże Światło Ciemne miało postać Czerwonego Świetlika. Stąd Świetliki przybywają w czerwcu na ziemskie niwy, na pamiątkę owego wydarzenia. Jasne zaś Światło miało postać Bedrika Biedronki, czerwonej barwy pancerza, z czarnymi kropkami.

Od tamtego też czasu na pamiątkę pierwszych Dzikich Łowów i tego, że Łado z Rodem rzucili kołem w Mą da, wózki święte używane do obrzędów, a także wozy bojowe, mają po trzy koła, a nie cztery. Wóz Kirów jest widzialny cały czas na Niebie, jako że go Kirom zwrócono, a na dodatek ciągną go skrzyste wielkie niedźwiedzice, które im dano, żeby zadośćuczynić krzywdom.

Wszystko to działo się w jeden dzień welański, a jeden taki dzień jest jak cały rok na Ziemi. Od tego czasu Łado nosi przydomek Kołata, zaś Rod-Kolada (Kułada)6.

Obrzędy związane z narodzinami Bodrego Światła i Dzikimi Łowami obchodzi się dwakroć w roku po całej Słowiańszczyźnie: raz podczas letniego przesilenia, a drugi podczas zimowych Godów. Wtedy też stawia się w domostwach żytnie snopy i zdobi pomieszczenia jodłowymi gałęziami7.

Według podań czarowników i wieszczów z Wyszehradu, Budy, Krakowa, Gniezdna i Wolina, a więc tradycji kącin Zachodu, dawnych ludów Nurów, Wędów i Lęgów, wydarzenia miały nieco inny przebieg. Na Wielkim Wozje Godów, prócz wymienionych bogów siedzieli także Dażbóg z Dabogą i Przepląt z Plątwą. Ciągnęły go nie skrzyste niedżwiedzice, lecz Dażbogowe złotorogie tury. Gdy Małobogowie zatrzymali wóz, Mąd złamał dyszel, zaś Turupid-Ciosno ubił tury, którym Krasatina odłamała złote rogi. Kupała-Dziwień zeskoczył pierwszy, lecz nim cokolwiek zrobił, Sowi odciął mu głowę swoim krzywym dziobiskiem. Plątwa natychmiast złapała toczącą się głowę Kupałową i przymocowała ją do karku Pana Żądzy, obwiązując łopianem. Sprawiło to, że głowa przyrosła w mgnieniu oka. Rozwścieczony Rod zdjął wtedy koło wozu i rzucił nim w Małobogów, a Łado tylko klekotał swoją kołatką, płosząc skrzyste wierzchowce Młodych Żywiołów i Mogtów. Sturęki Łado sam się zaprzągł do trójkołowego wozu i pognał na Welę, w Niwę Wiłów.

Według nich, w drugich Dzikich Łowach Rudź wydała na świat Ciemne Bodre Światło w Łanach Żytnich u Rgłów, a Dziwień-Kupała wtedy dopiero potajemnie dał Żywi-Siwej, córce Rgła i jego synowi Rgiełcowi, siedem czarnych psów, które gotowe były rozszarpać każdego, kto choćby stopą naruszy żytni zagon. Czy to z powodu odniesionej rany (odcięcia głowy), czy z jakiegoś innego, Dziwień zaczął uważać, że Wielkobogowie niesłusznie nastają na drugie Bodre Światło, skoro posiadają już Białą Krowę. Doszło do pojedynku zapaśniczego Body, w którym bogini pokonała wojowniczą Swarę, sprytną Plątwę, zwinną Stryję i groźną Perperunę. Na koniec Dziwień wystąpił przeciw niej i przegrał, a wtedy Wielkobogowie odstąpili od Zagonu i Bod a mogła powieść Bedrika ku swojej kotlinie.

Powiadają oni, że Krasatina ozdobiła złotymi rogami turów Dażbogowych swój pałac nad Błękitnym Jeziorem, na welańskiej Niwie Dziewów i zawiesiła na nich także inne zdobycze z Dzikich Łowów: futra sobole i rysie oraz szabłę – krzywy miecz-kozik Mora, który zwą także brzytem albo morzykiem8. Niektórzy mówią jednak, że Mor nigdy nie utracił swojego morzyka-szabły.

Gdy zaś idzie o czarne psy Dziwienia, to po zakończeniu Wojny o Krąg Żywia-Siwa dała je swojej matce Reży, by przypieczętować zgodę między Młodymi i Starymi Mogtami.

Tak oto skończyła się Bitwa o Mnożność, chociaż okazało się, iż Bodre Światło wcale jej nie daje. Jest ono mnożnością i siłą ródczą samą dla siebie albo jak powiadają inni, jedynie duszyczką Swątlnicy. Nikt nie może posiąść Bożego Światła na stałe w jakiejkolwiek jego postaci – Bożej Krówki, Orła czy Krowy-Byka.

Nastał pokój, lecz tylko po to, by zebrano siły przed następną bitwą – o Miarę.

Żywioł Powietrza zamrożony przez Morów w odwiecznej bitwie

Bitwa o Miarę – siódme, końcowe starcie w Wojnie o Krąg

Uradzono w Golem Beudzie, że trzeba Starym odebrać wszystko, zwłaszcza zaś Kołacz Wieków przechowywany w Złotej Izbie tynu Sporów. Kołacz dzielili między sobą Wielkobogowie. Czynili to w ten sposób, że kto go spożywał w danym roku, ten tym rokiem władał. Każdego godu kto inny odkrawał sobie część. Kołacz Wieków powoli odrastał, a z końcem roku znowu był cały i następny z Wielkobogów mógł zjeść swoją część. Strzegli go bardzo i nie chcieli dzielić z Małobogami, bowiem uważali, że jako uczyniony z welańskich zbóż, daje temu, kto go spożywa, wieczną młodość, wieczystą mądrość i wielką moc. Bali się więc, że go zabraknie, zwłaszcza iż wszystkie kolejne wypieki Śreczy i Reży nie posiadały takich właściwości jak ów pierwszy kołacz wieków – Kołwieko. Bitwa toczyła się więc nie tylko o miarę czasu, ale także o miarę mądrości, miarę siły i władanie Bodrym Światłem. Małobogowie zamierzyli dorównać rodzicom, przewyższyć ich i zająć ich miejsce w Kręgu.

Bój, który się rozegrał, był najcięższą z bitew całej wojny. Zjednoczeni Małobogowie nie byli ani tak sprytni, ani tak mądrzy, jak zespoleni Wielkobogowie, jednakże przewyższali tamtych siłą i nie znającą lęku odwagą, z której brało się wielkie zdecydowanie ich działań. Mówi się, że za obydwiema ostatnimi bitwami Wojny o Krąg stał Przepląt, który był ich ukrytym tworzycielem. Wielką rolę w jednej i drugiej odegrały jego dzieci: Mąd i Licho. Kto twierdzi w ten sposób, powinien wskazać korzyści, jakie miałby Przepląt wynieść z owych utarczek. Jeżeli miał zamiar wyrównać różne porachunki i odbić swoje straty z poprzednich bitew, to zamiar ten mu się nie powiódł. Niektórzy prawią, że jedynym jego zamiarem było objęcie przywództwa nad Siłami Ciemności. Jeżeli tak, to osiągnął swój cel. Ale są też tacy, co prawią, iż przez poprzednich pięć bitew Wojny o Krąg bezład i poplątanie wszych rzeczy tak niepomiernie na całym świecie wzrosły, że oboje Plątowie dostrzegli możliwość całkowitego zapanowania nad dziedzinami Swąta. Ten zamiar nie powiódł im się tylko dzięki wyjściu Swąta z Kłódzi.

Paprotniki Rodów zmorzone przez Marzannę

Perun i Prowe podstępem odbierają Małobogom Przedstworzów

Osidle-Osudzie nie chciało się bić. Zawsze najchętniej przebywała w swojej Zdrożnej Ostoi. Opuściła Golem Beud i wróciła do siebie. Prawdki Prowego, które na wszystko mają baczenie, doniosły o tym swemu władcy. Prowe ze starymi Weniami zawitali niespodzianie w Niwę Jaja. Niby to przypadkiem przechadzali się po okolicy. Dziwnym zrządzeniem droga zawiodła ich do Zdrożnej Ostoi. Tu spotkali Osidłę. Wiedziała, po co przyszli. Wid-Wij, Pan Wieszczby, powiedział jej o tym, kiedy odchodziła. Powiedział nie tylko to. Usiłował ją powstrzymać twierdząc, że jej odejście doprowadzi do poruszenia Kłódzi i wyjścia na Welę Swąta. Postanowiła trzymać język za zębami. Nie sprawiali jednak wrażenia wrogich. Prowe chciał zrozumieć, dlaczego Młodzi buntują się przeciw Starym. Pytał, co ona myśli o zapiekłości Młodych przeciw rodzicielom. Skąd w nich taka złość? Próbowała przekonać Prowego, Podaga i Pogodę, by podzielili się tym, co mają, ze swoimi dziećmi. Od słowa do słowa przyszło do kłótni. Na każde jej zdanie mieli dwa zdania, a na każdą rację trzy własne racje. Osidła niebacznie wykrzyczała im, że dni ich są policzone, bo szykuje się zajazd na tyn Sporów. Pożałowała zaraz i czym prędzej odeszła. Było już jednak za późno. Przepowiednia Wida sprawdziła się. Osidła nie przedsięwzięła żadnych kroków. Zamknęła się w swojej samotni nie chcąc brać w niczym udziału.

Prowe powiadomił Starych Jednogłowych, że Małobogowie napadną tyn Grubów licząc, iż dom znajduje się tylko pod opieką bogunów Spora i Śreczy oraz skrzystych zwierząt ich niwy. W obecności wszystkich uradzono podstęp. Postanowiono, że Wielkobogowie, dokładnie tak jak niegdyś Rodowie, zamkną się cichaczem w tynie Grubów, a część schowa się w Złotojabłonnym Sadzie. Kiedy Małobogowie uderzą, spotka ich sroga kara.

Wid-Wij, syn Makosza, wiedział o tym – odczytał prawdę z lotu ptaków nad Golem Beudem i z kształtów chmur. Ostrzegł Małobogów, by odstąpili od natarcia, bowiem wnętrze tynu będzie pełne ukrytych wrogów. Wyśmiano go, że się lęka słabych bogunów, świętych zwierząt, mocy zaklęć i kilku niewinnych inogów stanowiących straże.

Perun zamierzył jednak coś jeszcze innego. Nie wierzył Osidle, a może czuł raczej, że Małobogowie wiedzą o jej zdradzie. Nie słuchając nikogo sam jeden wyprawił się do Golem Beudu i przedstawił ugodowy pomysł zażegnania bitwy. W zamian za swoich Przedstworzów Małobogowie mieli dostać Kołacz Wieków, Wóz Godów i Białą Krowę – bez walki. Mieć Mnożność, Miarę Czasu, Wieczystą Mądrość i Wielką Moc oraz cztery pory roku tylko dla siebie!? W zamian za kilkudziesięciu Przedstworzów?! To było coś niewyobrażalnie wspaniałego! Nie wahano się ani chwili, a Wida, który znów się sprzeciwiał, zagłuszono nie dopuszczając do słowa. Umówiono się, że wymiana nastąpi na Niwie Ładów, opodal Siodła Gogoli. Perun powiedział, że przekona Wielkobogów, i z tym opuścił Golem Beud.

Nie poszedł jednak wcale do nich wszystkich, bo wiedział, że ich nie przekona, tylko do Prowego. Jemu wyjaśnił swój pomysł. Prowe stwierdził, że trzeba nakłonić jeszcze Chorsa, bowiem tylko on jeden jest zdolny wyczarować coś, czego nie ma, i sprawić, by wyglądało jak prawdziwe. Był to twardy orzech do zgryzienia dla Peruna, bo od czasu wyprawy po czarny kamień i obdarcia Pana Czaru ze skóry w ogóle nie rozmawiali ze sobą. Chors postawił trudny warunek – Perun pozwoli mu się pokonać w walce i przeprosi go za to, co mu kiedyś uczynił.

Wołchwowie z Kijowa i innych świątyń Peruna mówią, że udane wykradzenie kamiennej błyskawicy i ukorzenie się Pana Gromu przed Chorsem, gdy ten przyszedł pod Perunowy tyn, miało miejsce właśnie po tym tajemnym układzie, a nie wcześniej, jak prawią inni. Jest prawdą, że Perun tylko jeden jedyny raz przegrał, właśnie z Chorsem i że stracił w wyniku przegranej kamienną błyskawicę.

Perun nigdy nie był wprawnym kowalem, a i Prowe nie potrafił dobrze budować rzeczy. To, co we dwóch wykonali, tylko dla ślepego mogło uchodzić za owe drogocenności przyrzeczone Małobogom. Chors jednak przydał czaru tym rzeczom i wyglądały po jego robocie jak najprawdziwsze. Perun zjawił się w Siodle Gogoli, a rzeczy postawił na wzgórzu, skąd siały wspaniałym blaskiem rozjaśniając niczym słońce całą Dolinę Czterech Bogiń. Małobogowie dotrzymali słowa. Nie lękali się niczego, bowiem było ich wielu, a Perun sam. W duchu śmiali się z głupiej wymiany wymyślonej przez Wielkobogów. Spędzili swoich Przedstworzów w dolinę i obejrzawszy dokładnie Kołacz, Wóz oraz Białą Krowę, dobili targu. Perun popędził bogunów i boginki do tynu Grubów, gdzie siedzieli zaparci Wielkobogowie. Byli bardzo zdziwieni, jakimż to sposobem Perun doprowadził do tego, że Małobogowie pozbyli się dobrowolnie swoich pomocników. Ich radość była wielka, bo teraz posiedli taką przewagę, że Małobogowie nie mieli nawet co myśleć o zdobyciu tynu i ukrytych w nim drogocenności.

Pomiędzy Małobogami przyszło zaś od razu do utarczek. Bodnyjak chciał być Pasterzem Białej Krowy, a Mąd chciał pierwszy ugryźć Kołacza. Jednakże inni też tego chcieli. Rozpoczęła się przepychanka, sprzeczka, a wreszcie bijatyka. W bitwie zapomniano o przedmiotach. Warz a łakomie spoglądała na czarowny wypiek i korzystając z zamieszania wbiła zęby w wykuty z żelaza, malowany kołacz. Złamała sobie dwa górne siekacze i narobiła takiego krzyku, że wszystkich to otrzeźwiło. Teraz dopiero spostrzegli Małobogowie, jakiego strasznego podstępu ofiarą się stali. Chciano natychmiast uderzyć na tyn Grubów i wybić Wielkobogów do nogi. Wid ich ostudził stwierdzając, że nie mają już nawet żadnych pomocników. Przekonywał ich także, by się ukorzyli i przysięgli rodzicielom, że nigdy nie sięgną po ich rzeczy, a wtedy na pewno ich własność – bogunowie i boginki zostanie im zwrócona. Znowu go nie słuchano. Żądza zemsty była zbyt wielka, ale zgodzono się, że bez pomocników nie da się wykonać takiego planu.

Słońce śmiertelnie zmrożone, skowane – W Okowach Mora, w Okowach Lodu

Ożywienie zduszów w Nawiach

Smutek i zwątpienie zapanowały w duszach Młodych Jednogłowych. Nikt nie wiedział, co począć. Pomysł poddała jednak Licho.

– Wszak – powiedziała – Nawie są pełne zmarłych ludzi. Dajmy im ciała i tchnijmy w nich żywot, a uczynimy armię liczniejszą niż ktokolwiek może sobie wyobrazić. Tak też zrobiono, chociaż nie było to wcale proste.

Do ożywienia zduszów nie wystarczyło rozpalenie nieci żywota w zwykły sposób, łuczywem Lelija. Trzeba było użyć do tego skry z Ognia Ogni pilnowanego przez Swaroga. Zdobył ją Bodnyjak, który jako ślepiec, nie zwracając uwagi Kauków ani Gałęzów, zaszedł na Równię. Był przemarznięty i dygotał, więc Swarogowi pomocnicy, ogniści bogunowie Bogacze, pozwolili mu usiąść i się ogrzać. W pewnej chwili nadleciał znienacka Dyj-Bełt i rozrzucił płonące polana po okolicy. Bogacze musieli zbierać żagwie i układać je na powrót w stos. W tym czasie Bodnyjak porwał jedną z nich, ukrył za pazuchą, a następnie dał Dyjowi. Ten poniósł płonącą żagiew prosto do Nawi. Sowica-Polel zrąbał aż dwa konary Gorgorzału w Piekle, by było dosyć polan do rozpalenia zniczów Życia. Skalnik oddał Podziemie na miejsce działań, a Zmora zagony w pustoszach Otchłani. Niektórzy kudiesnicy powiadają jednak, że wylęg wszych zduszów odbył się w samym Piekle. Mąd i Dzidzilela-Żal pławili trupie ciała i zmarłe dusze w żywej wodzie ze źródeł Rudzi. Mą d nieustannie je okręcał i bełtał wody swoim kijem-wijem. Dyj mu w tym pomagał, rozdmuchując wełny i burząc toń. Dzidzilela zanurzała w wodzie martwe członki oraz każdą kosteczkę po kolei, a potem przekładała do kotła. Kocioł został wykradziony Chorsowi przez Licho. Zmora wyrabiała jad z ziół zbieranych przez Chorzycę i smarowała nim jigły, które Dzidzilela wbijała w każdą duszę kładzioną do martwego ciała. Następnie warzono ich w kotle i maczano w piekielnej Czernicy. W skalnikowym Podziemiu stanęły wraz zagony szkaradnych postaci. W długich rzędach kłębiły się potworne ciała zapełnione duszami z Piekieł i Założy. Rychło ożywione straszydła poczęły pochrząkiwać, macać się i oglądać, szczerząc wielgachne kły. Tak narodzili się zdusze – półboskie byty poczęte z martwych członków i dusz ludzi zmarłych.

Ponieważ w tym czasie jeszcze niewielu ludzi przebywało w Nawiach, bo Zerywanie dopiero co zamieszkali ziemską Kolibę, na ostatnich z nich – Lepirów, zabrakło już ciał i wyszli półprzejrzyści, bo jedno ciało dzielono na dwóch, a czasem nawet i trzech z nich.

Skalnik, Licho, Zmora i Mąd wyposażyli swoich podopiecznych w broń. Skalnik wykuł z kamienia miecze, szable, sztylety i haki, Licho ukuła niewidzialne zbroje twardsze niż żelazo, hartowane w kipielach Czerwienicy i Lawospadach Czernicy. Mąd z prętów i gałęzi piekielnych drzew zrobił łuki i dzidy, a Zmora strzały i groty, które razem z Dzieldzieliją zatruwała jadem iglanym.

Oto powstała armia Sił Ciemności i zgrzytając zębami, kłapiąc krwiożerczymi paszczami, przestępowała z nogi na nogę, nie mogąc się doczekać znaku, by ruszyć do krwawego boju.

[foto Trevor White]

Słowo o zdusznych rodzinach i sotniach

W Podziemiu i Piekle ukształcono tego dnia trzynaście rodzin zduszów, a w każdej z nich było wiele sotni, a każda następna rodzina czy sotnia nosiła w sobie przyrodzoną krwiożerczość i straszniejszy od poprzedniej wygląd. Każda z tych przerażających zdusznych rodzin miała jednak swoje słabe miejsca, coś co pozwala nad zduszem zapanować lub go przepędzić, gdy się ma w sobie dosyć siły i odwagi po temu. Nad każdą sotnią stanął książę ciemności, znany ludziom z imienia. Ci mieli postać szczególnie okrutną.

Ludzie jednak zetknęli się ze zduszami dopiero dużo później. Czas przed ich pojawieniem się na Ziemi nazywany jest Czasem Srebrnym, tak jak okres, w którym Zerywanie żyli na Niwach Weli (przed strąceniem) nazywany jest Czasem Złotym9, a okres ich żywota w Kolibie Czasem Brązowym.

[foto: Janice Street]

Narodziny Stworzy na Stokrotnej Łące, czyli Ustokrotnienie Przedstworzy

Kiedy o tym wszystkim, co działo się w Nawiach i w Podziemiu, dowiedzieli się Wielkobogowie, padł na nich blady strach, bo wszystkich Przedstworzów było wtedy na świecie tylko, a niektóre z nich mało bitne12. Zrozumieli, że w bitwie nie będą mogli nawet myśleć o stawieniu czoła licznej czeredzie okrutnych przeciwników. Jedynie Spor zachował przytomność umysłu. Za jego radą zebrano wszystkich Przedstworzów na Stokrotnej Łące. Tu zakopano ich w sporzącą glebę i podlewano obficie żywą wodą ze Zdroju Rodów. Wkrótce z każdego zakopanego wyrosło sto okazałych kwiatów o stu białych płatkach. Tak powstały stokrocie (kwiaty stokrotne). Gdy Pąki stokroci się rozpękły, z każdego wyskoczyła boginka lub bogun. Oto jak narodzili się Stworze.

Niektórzy powiadają, że dopiero od tego czasu łąkę ową nazwano Stokrotną, jako że dokonało się na niej Ustokrotnienie Stworzy. Inni mówią, że łąka zawsze się tak nazywała, a to dla swych stokrotnie sporzących właściwości.

Stworze byli o wiele mniejszych rozmiarów niż ich rodzice, Przedstworze. Co ciekawe, również rodziciele utracili swoje rozmiary wydając na świat tyle potomstwa. Zachowali może tylko ciut mocniejszą posturę i bardziej podstarzały wygląd. W ten sposób powstały rozliczne rodziny Stworzów, którym przewodzić poczęli owi rodziciele, zwani Starszymi. Każdy z narodzonych posiadał dokładnie taką samą moc jak jego poprzednik, Przedstwórz.

Wołchwowie Grubów ze Sporysza powiadają, że nie było to dokładnie po stu Stworzów zrodzonych z każdego Przedstworza, lecz po 99, tak że wszystkich po Ustokrotnieniu było 31 200. Zawarta w liczbie mnożności czerta wyraźnie wskazuje, że Stworze mają niekoniecznie sprzyjające życiu przyrodzenie i część z nich działa zupełnie odwrotnie, niż zakładali bogowie. Niekiedy ten sam sporzący dobro i powodzenie bogun potrafi działać przeciw życiu, ku śmierci.

Ustawiono ich jak najszybciej w bojowe szyki. Na czele stanęli Perun, Łada-Łagoda i Dziewanna. Zaraz za nimi wyruszył dosiadając Białej Krowy Bożebóg-Bodo. Krowy nie można było zostawić samej, bo było pewne, że Małobogowie zechcą ją podstępnie wykraść. Za to schowano dokładnie w spichrzu Kołacz Wieków, ukryto w Grusznym Sadzie wóz i zamknięto w podziemiach sporzego tynu Miesiąców. W bojowym pogotowiu opuszczono usłane białym kwieciem Stokrotne Łąki.

[foto: Royce Bair]

Wielka Bitwa – Biała Krowa przeciw Czarnemu Bykowi

Na Niebieskim Polu stanęły naprzeciw siebie dwie potężne armie, dosiadające skrzystych wierzchowców bądź inogów (zwierzów niebiańskich). Pierwsza drużyna sił ciemności, złożona z Małobogów i zduszów, prowadzona była przez Bodę siedzącą oklep na Czarnym Byku. Dowodzili nią Chorsiniec i Mąd. Druga, składająca się z Wielkobogów i stworzów, biała drużyna, z dowodzącym Perunem i Ładą-Łagodą, prowadzona była przez Bożeboga na Białej Krowie. Na początku Pogoda wystąpiła naprzód, próbując doprowadzić po raz ostatni do zgody. Małobogowie nie dopuścili jej do słowa, zagłuszając przemowę warkotem i biciem bronią o tarcze. Wkrótce rozpętała się straszliwa bitwa. Niebiosa zatrzęsły się, a nad Ziemią i Welą przeleciały dujawice łamiące drzewa i wyrywające góry. Ze straszną niszczącą siłą spadły deszcze, ciężkie jak kamienne wodospady. Dosiadane przez zduszów szaszory, skrzydlate dziki i kozły, rozrywały na strzępy zastępy Rusałek, Latawców, Nocnic i Kąpielników. W tym czasie inni bogunowie, na swoich skrzydlatych wilkach, jeleniach i koniach, zabijali bezlitośnie Upiory, Strzygi, Wilkołaki, Dybuki i Wiedźmy. Zwierzęta raniły się i kiereszowały wzajemnie. Z gardeł bogów i ich pomocników dobywał się okrutny wrzask wojenny. Krew boska lunęła strugą. Na Ziemi i Weli spadły wtedy krwawe deszcze. Odłamki broni i obcięte członki boskie leciały z niebios jak grad. Raz po raz walił się z hukiem na lądy ziemskie rażony bogun lub martwy wierzchowiec. Powoli otrząsał się potem z martwoty-kirsnu, rany mu się zasklepiały i powtórnie ruszał do boju. Zabite w walce zdusze spadały z powrotem w Nawie i stopniowo ich ubywało. Już, już zdawało się, że Wielkobogowie i Biała Krowa zwyciężą, ale Siły Ciemności zdwoiły swe wysiłki i zapiekłość, użyto też ukrytych dotychczas łuków i zatrutych strzał. Rażone strzałami Zmory i Dzieldzieliji zwierzęta oraz bogunowie, wpadali w szał i siekali swoich, zamiast rzucać się na wroga. Biała drużyna jęła się wycofywać. Wkrótce był to prawdziwy odwrót, a po chwili odwrót bezładny. Mąd i Diw z sotniami Wąpierzy, Biesów i Przezkostów osaczyli Białą Krowę. Raniono Bożeboga, który spadł na Ziemię. Perperuna wszczęła krzyk i zawróciła. Dosiadła Białej Krowy, która miała już wbitych w boki sto dzid i broczyła obficie krwią. Broniąc jej zmierzano chyżo do Weli. Coraz kto inny dosiadał i poganiał Białą Krowę, i kto inny ją osłaniał od ciosów. Wpierw był to Rod, potem Rodżana, później Swara, a wreszcie sam Swarog. Dopiero jemu udało się ujść w Jodłową Puszczę Borowiła, lecz Krowa uderzona w czoło kamienną maczugą, poraniona i osłabła, zmieniła się nagle w Krwawego Orła.

Pozostali Małobogowie skupili się naprzeciw tynu Grubów w ich Niwie. Wielkobogowie otoczyli tyn pierścieniem gotowi bronić do ostatka zamkniętego w nim dobytku. Wybuchła druga Wielka Bitwa. Znów polała się niebieska, biała i czerwona krew. Jednorożce rozcinały boki skrzydlatym wilkom, czetlice-kury rozszarpywały ażdahorów, skrzyste węże dusiły w mocarnych splotach pierzaste połozy. Wela zadrżała, w trzech miejscach nadpękła i trysnęła z nich ogniem. Dwugłowe orły i psiogłowce kąsały bogunów, a grad strzał wypuszczanych przez Wołotów raził bezlitośnie szeregi Jątrów, Strosków i Duchaczy. Z mgieł dobyły się Widma, z wód uniosły Toplice, zaduł wicher uczyniony przez Strzybogowych synów i wnuków. Lepiry wzniosły się kurcząc krogulcze pazury, zatrzymały wiatr w miejscu i niespodzianie skierowały go w stronę boginek i bogunów. Całą Niwę Niw przykryła ciemność, a mglista zawiesina wodna sprawiła, że powietrze stało się nieprzejrzyste i zapadła noc.

W tym czasie przeistoczona w Czerwonego Orła Biała Krowa zmarniała i skurczyła się do krzty. Stała się Krwistą Bożą Krówką, małą jak na początku, a na pancerzu miała wiele zakrzepłych ran od wrażych uderzeń. Swarog rozgrzewał ją swoim witalnym oddechem, rozpalał jak umiał, ale ona coraz bardziej gasła. Zdawało się, że umiera. Lecz kiedy już całkiem zamknęła oczy, stał się dziw najdziwniejszy, oto odżyła tchnięta Swarogowym oddechem (a może, jak chcą niektórzy, tajemnym tchnieniem Swąta) i poczęła się odradzać. Wpierw stała się Białym Orłem, a zaraz potem, upasiona runem leśnym, dojrzała do postaci Białej Krowy. Borowił okryty pyłem bitewnym przybył do swoich puszcz. Miał złe wieści. Obaj dosiedli pośpiesznie Białej Krowy i ruszyli rączo ku Niwie Grubów. Na widok Białej Krowy pełnej sił witalnych Małobogowie zwątpili w swą moc. Zwątpienie to pierwszy krok do klęski. Zastępy zduszów znacznie się przerzedziły. Od walki musiała odstąpić Zmora, Dzieldzielija i Sowi, którzy pobieżali w Nawie ożywić na powrót zabitych zduszów. Zwycięstwo przechyliło się na stronę białej drużyny. I byliby zwyciężyli Wielkobogowie, gdyby nie Diw-Ładziw, który natchniony nagłą myślą rzucił się ku Wierchowi Weli.

[foto: Janice Street]

Diw na Drzewie Drzew

Wywijając ośmioma uzbrojonymi ramionami, Diw przedarł się w obręb Zamyku Kłódź. W walce wręcz pokonał strzegącą Drzewa Drzew Świćgałęzę i zasiadł w jego konarach, blisko wierzchołka. Z Wierszby raził wszystkich wrogich bogów. Diw-Ładziw, jako dziecko Dziewanny i Łada, był z przyrodzenia dziki i nieokiełznany, a posiadał też wielkie zdolności bitewne i łowcze. Niełatwo było go pokonać, jako że urodził się zakuty w złotą zbroję, a władał najbieglej spośród wszystkich bogów dzidą i procą. Właśnie pociskami z procy siał najokrutniejsze spustoszenie w szeregach Wielkobogów i Stworzy. Z wierzchołka Wierszby widział wszystko i trafiał zawsze bezbłędnie. Jego działanie do tego stopnia zmieniło przebieg bitwy, że biała drużyna znowu jęła się wycofywać.

Nikt z Wielkobogów nie zasłużył się jednak w boju tak jak Prowe. Czstnota słynąca niegdyś z odwagi, teraz zaś krucha jak gliniany garnek, była pozornie w bitwie nieużyteczna, ale przelała całą swoją moc na męża. Prowe sprytnie przybliżał się do Czarnego Byka, wziąwszy łuk od Łady-Łagody. Korzystając ze zgiełku bitewnego i zwrócenia przez wszystkich uwagi na Diwa, ukryty w wykrocie, oddał z bliska śmiertelny strzał w samo bycze serce. Zwierzę wierzgnęło i upadło, a nim dotknęło ziemi, stało się Krwawym Orłem. Czerwony Orzeł próbował się wzbić w powietrze, ale nim tego dokonał, był już tylko Czerwoną Biedronką. Biedronka z trudem przeleciała kawałek, tylko tyle by usiąść na ramieniu swej pasterki, Body.

Załamanie Małobogów było zupełne. Swarog, Perun, Dziwień, Daboga, Śrecza, Dziewanna i Łada-Łagoda wdarli się na Wierch Weli rozpoczynając szturm na Drzewo Drzew. W zacietrzewieniu, zaognieniu bojowym, bitewnym wzburzeniu, stało się nieszczęście – broniący się zajadle Diw złamał gałąź, na której siedział, i trącił Kłódź Swątową. Tego było za wiele. Pan Panów, Władca Władców wielki Swąt-Światowit wyszedł wtedy z Kłódzi, by przywrócić porządek. Jednym dmuchnięciem strącił Diwa z Drzewa Drzew. Ten uleciał ku Nawiom trzymając się ułamanej gałęzi jak ptasiego skrzydła. Owa gałąź była płonna, dlatego tak łatwo się ułamała.

(foto: Maku Kulden)

Wyjście Światowita z Kłódzi

Kiedy Bóg Bogów pojawił się w obrębie Zamyku, a potem wyszedł na Wierch, wszyscy wojownicy rozpierzchli się niczym pchły, przerażeni jego gniewem. Każdy czmychał w najciemniejszy kąt i zaszywał się po zakamarkach swoich niw lub w najgłębszych norach. Bogowie zamieszani w wywleczenie Nawiaków na świat żywy, poczuli narastające przerażenie.

Wieszczowie kąciny Światowida z Rugii-Rany twierdzą, że strach rozlewa się po wszych duszach zawsze, gdy Swąt wychodzi, bowiem razem z nim wylewa się na świat Postrach, resztka owego potwora, którego Bóg Bogów wydał z siebie, by pokonać zbuntowanych Zniczów. Największy zaś przestrach, wręcz grozę, budzi on zawsze w tym, kto jest winien.

Dziewięcioro Małobogów skryło się wpierw w czarnej chmurze nocy, uczynionej przez Bodnyjaka, a potem pod jej osłoną przedarło się do Podziemia. Tu Skalnik dał im spoczynek i sam się schronił razem z nimi. Tych dziewięcioro to byli (poza Skalnikiem): Mąd, Zmora, Licho, Dzidzilela, Dyj-Bełt, Bodnyjak, Lelij-Smęt i Polel-Sowica. Światowit ich nie ścigał. Dał im spokój, lecz objął ich klątwą. Kara była sroga. Owi bogowie od tamtego czasu nigdy nie mogą pokazać się w świetle pełnego dnia. Wychodzą na Ziemię i Welę tylko nocą, w burzę i nawałnicę albo przesiadują w jamach i jaskiniach, żlebach górskich, w głębinach wód czy czarnych ostępach leśnych. Za białego dnia wysyłają na świat tylko swoich pomocników – bogunów i boginki, których rękami czynią swoje powinności. Lel, Polel, Skalnik, Licho, Zmora i Bodnyjak zawsze odchodzą w Podziemia lub Zaświaty przed świtem, a na ziemskie niwy przybywają po zmierzchli, gdy skryje się ostatni promień słońca. Trochę lżejsza kara spotkała Przepląta i Plątwę, których Bóg Bogów uznał za winnych wywołania dwóch ostatnich bitew i poruszenia Kłódzi. Ci przebywają na niwach tylko w dni mętne, bezsłoneczne. Kiedy białe światło zalewa świat, kryją się w ciemnych zakamarkach.

Diw-Ładziw spadłszy w Nawie boleśnie się potłukł i uciekł do swojej matki Dziewanny. Ta przemyciła go w ciemne puszcze Borowiła. Tu pielęgnowała syna, a gałąź o dwóch Pędach podzieliła na pół. Jedną część zasadziła w ziemi, koło tynu Dziewów, drugą zaś w koronie dębu. Dziewanna miała nadzieję, że z gałęzi wyrośnie nowe drzewo drzew, ale ta gałąź była inna niż wszystkie pozostałe pędy Wierszby. Niektórzy kudiesnicy i żercy mówią, że była ona zaszczepiona przez Gałęzów albo przez Swąta, i pochodziła od Swątlnicy. Jako taka nie mogła wydać pożytku w postaci złotych jabłek. Gałąź w ziemi szybko uschła. Przy tej drugiej Dziewanna postawiła na straży waleczne skrzydlate jelenie. Bogowie łakomie spoglądali na wzrastającą roślinę, a kiedy zaowocowała, bardzo starali się ją zdobyć. Jelenie nie dopuszczały jednak nikogo. Przepląt wymyślił w końcu podstęp. Posłał na drzewo swoje ptaki. Zerwały one owoce, a bogowie podzielili się ziarnem. Ponieśli je w swoje niwy i posadzili w koronach własnych drzew. Tak rozmnożyła się Jemioła-Imiela, zwana także Omelą – czwarte wcielenie bogini Swątlnicy-Światłolicej. Nie wyrosło z niej drzewo drzew, ale czarowna roślina, która wydawała zawsze płonne ziarno. Z jej owoców nie mogło wzrosnąć nic, co by było zdolne do samodzielnego bytowania. Jemioła, jako odłamek świetlistego Drzewa Drzew, stała się rośliną Ładów, a ptaki, które ją zerwały, nazwano jemiołuszkami. Do dziś żywią się one owocami jemioły.

Najświętsza jest jemioła zrywana z dębów, ta zawsze jest wieszana pod czechółem, a jej liście maluje się złotem na pamiątkę owej drugiej Wielkiej Bitwy i świetlistego pochodzenia krzewu. Pod jemiołą i czechółem ludzie składają sobie życzenia wszystkiego najlepszego, pod nią zastawiają stół biesiadny, gdzie ucztują siedząc w kole13. Czynią to 24 grudnia, gdy rodzi się Jasne Bodre Światło – Biała Boża Krówka. Siedzenie w kole i tańczenie w kole, a także śpiewanie kolęd, oddaje cześć boskiemu Kręgowi Kręgów, Kostromie-Koladzie, której czas zimowego królowania się wtedy rozpoczyna, i upamiętnia ów rzut kołem od Wozu Kirów, wykonany przez Roda i Łada w obronie Białej Bożej Krówki. Tego dnia zdobią też wszy Słowianie gałęziami jodły ściany domów, by przypomnieć narodziny Bożej Krówki w Jodłowej Puszczy i przyozdabiają snopy żyta rozstawione w czterech kątach izby na pamiątkę porodzenia Czarnej Bożej Krówki przez Rudź w Żytnim Łanie14.

Wojowniczego Diwa-Ładziwa uczynił Bóg Bogów Panem Walki i Strażnikiem Ładu Świata, by już nigdy nie obrócił się przez swą dzikość przeciw światu. Wszyscy Jednogłowi uznali w nim Pana Wojny, Małobogowie zaś uczynili go swoim Wielkim Wodzem.

Światowit ustanowił nowy ład. Miesiące Kirów pozostały częściowo tylko przy Żywiołach, część z nich oddał Mogtom. Chorsowie mieli nimi władać, lecz kiedy zaginął Świcień (Świbań-Przybycień), Swarożyc z Radą Zbożą się nimi zajęli. Maści pozostały przy Dendze, lecz Swąt nie wyzwolił jej z wężych kształtów, których się może owa bogini wyzbyć tylko na zbory boże i wielkie święta. Kradzież powinna być bowiem ukarana. Boda pozostała Pasterką Ciemnego Bodrego Światła, Bożebóg zaś Jasnego. Niektóre kawałki sadów i zagonów ukradzione Rgłom przez Morów pozostały przy tych ostatnich, by złagodzić ich zatwardziałość i nieprzystępność. Wielu bogów straciło poprzednie tytuły i części władztwa, niektórzy zyskali nowe dziedziny. Wszyscy Małobogowie zostali dopuszczeni do Kołacza Wieków, z którego każdy ma kawałek dla siebie. Opiekują się od tego czasu poszczególnymi godami-rokami całego Koła Wieków. Przywilej ten został odebrany Wielkobogom. Bóg Bogów wymierzył też wszystkim uczestnikom Wojny o Krąg karę, polegającą na tym, że powołani z Nawi zduszowie pozostali przy Życiu. Cała ich moc i złość, i zapiekłość obróciła się teraz przeciw bogom Niw. Stali się sługami wyłącznie trzynastu Ciemnych Bogów, tworząc wielką armię Sił Ciemności. Prócz owych dziewięciu Małobogów ukaranych przez Swąta, Ciemnymi Bogami stali się Przepląt, Plątwa, Mor i Chors. Niestety działania zduszów obróciły się także przeciw ludziom, bowiem za wszelką cenę starają się one wydobyć z udręczenia, by móc odpocząć w Nawiach i szukają niecierpliwie nowej ofiary, która by je zastąpiła w przypisanym na wieki zadaniu. Zdusze są wobec ludzi tak samo krwiożercze, jak wobec bogów, maczają palce we wszystkim złym i nienawidzą wszystkiego, co żywe.

Wedle życzenia Swątowego, do końca świata cztery razy każdego roku odbywać się mają Dzikie Łowy i Wielkie Bitwy. By bogowie nigdy nie zapomnieli, co chcieli ze światem uczynić, a także by przetrzebić nieco mnożących się licznie zduszów. Wielkie Bitwy mają miejsce między 20 a 26 dniem marca i września, Dzikie Łowy zaś między 20 i 26 dniem grudnia i czerwca. Dla ludzi są to największe święta każdego roku – czas strachu, ale i wielkiej radości, kiedy się okazuje, że świat przetrwał kolejne Śmiertelnie zagrożenie. Powiedział bowiem Światowit, że jeśli któregoś razu owe działania bojowe wymkną się Żywiołom i Mogtom spod władania i Krąg Przemian zostanie przerwany, to właśnie wtedy wyjdzie z Kłódzi po raz czwarty i będzie to koniec tego świata.

Wreszcie bogowie zasiedli razem ze Swątem w Kręgu na Równi i odbyło się święto zgody. Światowit zapowiedział im, że kiedy wyjdzie następny raz z Kłódzi, spotkają ich straszniejsze rzeczy, po czym już nie mówiono o przykrych sprawach, lecz radowano się i cieszono oraz raczono obficie miodem, piwem, sołwą i sporyszem, a także innymi boskimi napitkami i jościem.

Siedem Czarnych Psów Dziwienia-Kupały pozostało przy Rgłach, którzy zgodzili się, by ten je brał na przechadzki. Tak więc żytniowąsy Dziwień od tamtego czasu chadza każdego lata z owymi psami, strzegąc zielonych zbóż przed zniszczeniem.

Żywioł Wód, Borów i Ziemi, Moc Chorsów (Księżyca), Moc Ładu, Moc Pogody i Moc Rodów w okowach Morów

Przypisy do Taji 14

2 Wóz Godów został porwany przez Swaroga, kiedy Jednogłowi uprowadzali z ich tumów Braci Miesiąców. Wóz załadowano na łódź Chorsińca i pozostawiono później u Sporów. Każde z czterech kół wozu Kirów (Godów) oznacza jedną z czterech pór roku na Ziemi i w całej Niebieskiej Krainie. Jego dwa dyszle oznaczały czas ciemny, zimny i letni, ciepły. Miały barwę czarną i białą. Wóz ciągnęło zwykle sześć Światłogońców przynależnych do tumu boga zawiadującego odpowiednią porą roku i stroną świata (sześć gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy). Owe Światłogońce (Żar-Ptaki) mają łapy niedźwiedzie i niedźwiedzie pazury, ciało wężowe, a łby ptasie. Położenie Wielkiego Wozu na niebie zmienia się zależnie od tego, czyje Światłogońce go ciągną. Dyszel wozu wyznacza kierunek jazdy. Od kiedy wóz znalazł się w posiadaniu Jednogłowych, zaprzężono do niego skrzyste niedźwiedzice – będące przedstawieniem zastępczym i ucieleśnieniem zwierzęcym Wiłów. Najstarsze podania mówią jednak o złotorogich turach –ucieleśnieniach słonecznych, zwierzętach przedstawiających dwór Sołów.

3 Boża Krówka, Boża Owieczka, Słonyszko, Bedrik, Biedronka to w różnych krajach Słowian nazwy tego samego zjawiska: owada będącego ucieleśnieniem młodego, świeżego Światła – pierwszego, jarzęcego Światła Bodrego. Jego narodziny rozpoczynają okres wydłużania się dnia, czas upadku Ciemnościa. Większość Sławów używa określenia Boża Krówka i Bedrik-Biedronka. Czesi, Serbowie i Chorwaci nazywają owada Bożą Owieczką, a Łużyczanie Bożym Słoneczkiem. ukraińcy poza nazwą Soneczko używają określenia Bedrik. Nazwę Biedronka wywodzi się od beran (baran), czyli bydełko (owca) boża. Baran u wszystkich Ariów jest przedstawieniem światła słonecznegob. Określenie to zawiera znaczenia takie jak: wgłębienie, stok, biera – los, brać, bodryj (ros.) – krzepki, silnego ducha, chętny, bodry (serb.) –żwawy, budrus (litew.) – czujny, świeży. Wywodzi się je więc także z rdzenia bud tworzącego takie słowa, jak budzić, budowacc. Słowo bodry – krzepki jest jednocześnie odwróceniem wyrazu dobry. Nawiązuje także do barwy białej i określenia biały – wielki, świecący (sanskryckie bhati). Takie nawiązanie prowadzi z kolei także do odmiennego kręgu znaczeń: biel (bielawa) – bagno, błoto i bajać – mówić, opowiadać oraz baj mit, bajorek itp.d. Znana jest także inna nazwa Bożej Krówki – Wiedrzenica, która wiąże ją z boginią Pogodą. Litwini używają nazwy Dievo Karwyte (Boża Krówka). W sanskrycie spotyka się okreś1enie Indragopa, czyli Bydło Indry. Pokazuje to jeszcze jeden z licznych związków słowiańsko-indyjskich.

a Jej postać jest w folklorze związana z przejściem od starego do nowego roku [MNM t. I, str. 182; SMLIE str. 74].

b W mitologicznych podaniach Słowian spisanych przez folklorystów i etnografów postać Bożej Krówki jest szeroko znana. Jest ona symbolem owego nowonarodzonego światła, córką Matki Boskiej, czyli Matki Niebieskiej (Dażbogi) lub Matki Ziemi, wysłanniczką Boga Bogów. W części podań występuje jako żona Perunica, zaklęta w tę postać za zdradę. Czarne kropki na pancerzu owada mają być śladami po uderzeniu piorunem. Te podania zdają się wiązać jej postać z Zorzą, której też przypisują czwórkrotne narodzenie.

Ogólnie u ludów aryjskich (indoeuropejskich) biedronka jest Żukiem Matki Boskiej. W chrześcijańskiej tradycji Słowian Wschodnich postać ta jest przypisana do tekstów związanych z Wigilią Bożego Narodzenia. Zanosi prośby do nieba i pytania domagające się odpowiedzi, także pytania o deszcz i dobrą pogodę. Liczne warianty jej nazwy Bedrik-Wedrik (wiedro – pogoda) wskazują na mityczny związek biedronki z pytaniami o pogodę lub deszcz. W powiedzeniach i przysłowiach jest zwana szczodrą: .,Daj Boże i na Bedrik”, „Szczedrik Biedrik – dajte warennik”. Szczedrij Wieczir to noc narodzenia nowego Światła Bożego.

c Występują liczne odmiany z różnymi samogłoskami, jak zwykle w wypadku samogłosek ma miejsce duża chwiejność, stąd postacie budr i bidr, bodr oraz bedr.

d Słownik etymologiczny A. Brucknera, str. 25.

4 Baj o Bodrym Świetle jest znany także Irańczykom jako mit o Smoku Kermańskima. Według niego na południu Persji żyła dziewczyna, prządka. Gdy pewnego razu przędła na Panieńskim Wzgórzub, znalazła małego białego robaczka. Włożyła go do pudełka z drewna topoli. Zaniosła go do domu swego ojca Haftwada. Robaczek rósł, więc zrobiła mu nowe mieszkanie w czarnej skrzynce. W niej się rozwinął i przystroił w czarną koszulkę ze złotymi gwiazdkami na plecach. Razem z Robaczkiem szczęście i dostatek zawitały do ich domu, a wkrótce także chwała oraz władza, bowiem podczas buntu przeciw władcy –tyranowi Haftwad i jego synowie odznaczyli się walecznością. Powierzono więc Haftwadowi panowanie, miasto zaś nazwano Kermanem (kerm – robak). Gdy Ardaszirc rozpoczynał budowę swego państwa (założyciel dynastii Sasanidów, którego ta legenda dotyczy) wyprawił się do Kermanu na owego Robaczka, który urósł już do wielkości smoka. Ardaszir pokonał smoka pojąc go wrzącym ołowiemd.

a Patrz M. Składankowa Mitologia Iranu, str. 228.

b Zastanawiający jest związek postaci prządki przędącej na panieńskich Skałach z licznie występującymi na Słowiańszczyźnie określeniami i nazwaniami różnych białych skał, grup ostalców wapiennych, jako Prządek lub Skał Panieńskich. Skały Panieńskie występują w podkrakowskim Lesie Wolskim (welskim) i wiąże się z nimi podanie o zakonnicach norbertankach – dziewicach, które wolały stać się kamieniami niż ulec Tatarom. Legenda ta wskazuje na starszy podkład mitologiczny leżący u jej podłoża i wyraźnie związany ze wspólnym okresem słowiańsko-scytyjsko-irańskim.

c Znane jest blisko nawiązujące imię jednego ze słowiańskich wodzów – Ardagast. Dowodził on Sklawinami podczas wyprawy na Bizancjum w roku 585. Był prawdopodobnie królem jednego z plemion Słowian zamieszkujących Siedmiogród – ziemicę Siedmiu Rodów, może Gątów. W roku 594 poniósł klęskę i musiał się ratować ucieczką z własnej naddunajskiej ziemi [patrz: MSKDS albo SSS t. I  –Ardagast].

d Ardaszir przebrał się za kupca, spoił strażników Smoka i jego samego zabił, wlewając mu do paszczy roztopiony ołów, co przypomina do złudzenia sposób zabicia smoka przez Kraka (lub Skubę) w mitach polskich. Ten sposób zgładzenia smoka, przez napełnienie go wrzącym, palącym materiałem, jest znany tylko z podania irańskiego i polskiego. Ardaszir dopiero po tym czynie mógł się ogłosić szachem Iranu, tak samo jak Krak mógł się ogłosić królem.

Mit ukazuje, jak z białego, małego robaczka wyrasta wielki czarny smok o wyraźnym charakterze ogniowym – złote gwiazdki na jego pancerzu to iskry ognia. Początkowy obraz robaczka symbolizuje iskrę. Iskra pojawia się przy krzesaniu ognia za pomocą twardego patyczka – wrzeciona (jak u prządki), a pudełko z miękkiego drewna topoli przypomina deszczułkę do krzesania (w micie jest wyłożone dodatkowo watą przypominającą strzępki hubki). Obrzęd odzwierciedla więc mit lub odwrotnie, mit jest uzasadnieniem obrzędowego, corocznego rozpalania świeżego ognia w dzień zimowego przesilenia,

Dziewczyna, prządka-strażniczka ognia, zobowiązana do jego krzesania i utrzymywania przypomina starożytne westalki. Zwyczaj pilnowania ognia przez strażniczki znany jest z Indii, Iranu, a także Słowiańszczyzny (przechowany np. w obrzędzie podkrakowskiej Siuda Baby w Ledniej Górze) i prawdopodobnie wielu innych kultur, nie tylko aryjskich.

5 Alidzoni to plemię znane ze starożytnych zapisów, występujące już w V w p.n.e.a. Żyli oni nad górnym Bohem i Dnieprem-Danaprem, Według relacji, w ich ziemicy znajdował się gród będący siedzibą kapłanów wiary przyrody,

Alidzoni to zniekształcony przez greckich kronikarzy zapis miana Lędzionie. Byli oni odłamem wielkiego ludu Lęgów, który zawędrował nad Dniepr. Małym plemieniem w obrębie owego plemienia Lędzionów mogli być Polanie Kijowscy, którzy jak wiadomo, mają swój wielkopolski odpowiednik w Polanach Gnieździeńskich, a przez podróżników greckich zwani byli najprawdopodobniej Scytami-Oraczami. Niektórzy mówią też – zwłaszcza przedstawiciele kapiszt Wschodu – że Lęgowie mieli kolebki nad Bohem i Dnieprem, obok Budynów i Burów, a ziemice nadwiślańskie należały początkowo wyłącznie do Wędów i Istów (na północy) oraz Nurów (na południu). Część małego plemienia Polan-Oraczy pozostała nad Dnieprem w okolicach Kijowa, a część wywędrowała razem z pozostałymi Lęgami, między innymi z Lędzionami. W I wieku n.e. zajęli oni Wielkopolskę i Śląsk, zakładając wielki Związek Lęgijski (Lugijski)b. Jeszcze w X wieku plemię Lędziców (Licikavici) zajmowało nad Wisłą tereny wschodnie i znane było Rusinom jako Lęchowie (Lachowie, Lechici)c.

a Pisze o nich w swoich kronikach Herodot (IV, 17) i Hekataios [patrz SSS t. 1, Alidzoni; PP t. l, str. 108-115]. Wielu badaczy lokalizowało siedziby Słowian w dawnej Scytii Właściwej.

b U Ptolemeusza i innych pisarzy greckich oraz rzymskich.

c Patrz PP. Rzeczywiście Polacy jako Lachowie, Lędziele lub Lechistańczycy są znani tylko Rusinom Naddnieprzańskim, Węgrom (będącym spadkobiercami Hunów i Awarów) oraz Turkom (spadkobiercom kultury scyto-irańskiej). W nauce istnieją rzecz jasna i inne równoprawne interpretacje nazw ludu Alidzonów czy spekulacje na temat pochodzenia etnicznego Scytów-Oraczy.

6 Gody zwano także Kolędą, jako że były potrójnym świętem bogów Kolesa (Koła Życia, Kręgu Świata, Kręgu Kręgów). Tych trzech bogów, czczonych między 20 a 26 grudnia, to: przychodzący w tym czasie Kolada-Kostrub (czyli inaczej Kostroma-Kostrubonka, zwana też Śmiertnicą, Maslenicą albo Kraczunem), Rod-Kolada (Kułada) oraz sam Łado-Kołata. Niektórzy dodają, jako czwartego, Turupida-Ciosnę (czyli Tura-Kołotę).

Dzień narodzin Bodrego Światła nie był czczony jako rozpoczęcie Nowego Roku, lecz rozpoczęcie nowego Kręgu Przemian, nowego cyklu słonecznego. Było to jedno z najbogatszych w symbole świąt wiary przyrody. Jednocześnie oddawano bowiem cześć Zimie (Kostromie) występującej pod postacią Czarnego Byka, Orła albo Kruka (Kraczuna). Kraczun, postać znana niegdyś całej Słowiańszczyźnie (rosyjskie Koroczun, słowackie Kraczun, bułgarskie Kraczuniec), to krocząca ciemność, zima i śmierć. Białorusini określali go jako ducha zagłady, konwulsji, nagłego skurczu i zapaści, nagłej śmierci, konania. Postać i obrzędy Kraczuna mają związek z pojęciami kręgu, kręcenia się i koła przemiana. Kolędy służyły przebłaganiu i obezwładnieniu ciemności oraz zimy. Poprzez świętą pieśń (modłę) proszono bogów, by przywrócili światło i wzbudzili siły rozrodcze ziemi. Podobnie jak święty tan, zwany kołem, pieśni te toczyły się w nieskończoność naśladując ideę zamkniętego, powtarzalnego i nieskończonego kręgu przyrody.

Nowy cykl, rozpoczynany od narodzin Bodrego Światła (może z biodra Swąta lub z Bodrej Kłódzi?) w dniu górowania ciemności, wiąże się z Koladą.

Kolada (Kolieda, Kolęda, Kulęda)b to określenie oznaczające koło (godu, roku) – zamknięcie starego i rozpoczęcie nowego cyklu, nieskończonego Koła (Koła Wieków). Miano to wiąże się także z kołodą-kłódzią (siedliskiem Swąta), z lędo – puściznami, goliznami, łysymi polami, kolącym charakterem zimy, również w ważny i mocny sposób z ładem – porządkiem, uładzeniem, ułożeniem, a przez to z bogiem Ładem (Lado, Lyado, Łado). Tego dnia Łado puszcza Niebiańskie Koło letnich (lednich) miesięcy w ruch, a ono tocząc się zabija jego zimnego brata Mąda albo Sowiego (według niektórych kącin samego Mora albo Perepułta).

Zwraca uwagę fakt występowania tych samych elementów etymologicznych w obrzędach zimowego i letniego przesilenia. W święcie Kresu (Kupały, Kupaliach), czyli w czasie drugich Dzikich Łowów występują też mityczne symbole, takie jak koła czy kołki (wrzeciona ogniowe). W Kupalia miało miejsce krzesanie świeżego ognia, skakanie przez ogień, rzucanie płonących kół wozu na wodę, a także obrządek polegający na szukaniu w ziemi, u korzeni łopuchów, srebrnych główek Kupały (to echo mitu o odcięciu głowy Kupały i złączeniu jej liściem łopianu z ciałem boga).

a O znaczeniu pojęcia kręgu – patrz w SMLIE str. 256; o Kostromie, Kostrubonko i Kraczunie w MNM t. II. str. 101, tamże o Kolesie –  symbolu słonecznym t. 1, str. 664.

b Postać Kolady jest w wielu elementach według S. A. Tokariewa zbieżna z czczonymi w osobnych świętach Bożiczem, Badnjakiem i Awsieniem [MNM t. I, str. 665].

7 Serbowie i Chorwaci nazywają noc narodzin światła Tajną Dobą, Potajną Dobą lub Potajną Nocą, co nawiązuje zarówno do pojęcia tajania – odmrażania, ubywania nocy, odwilży, jak i tajemnicy – prawdy wiary objętej zakazem, tai – świętego znaku czy tai – ciszy, wyciszenia, uciszenia.

W wieczór poprzedzający Narodziny Światła zbierano się w grupach i szukano starego wykrota-pniaka, który uosabiał Pana Nocy – Bodnyjaka. Każdy brał też do domostwa, ze swej stodoły-spichrza, okazały snop zboża pełen ziaren, który postawiony w kącie reprezentował Koladę (Polacy) albo Kolieda (Chorwaci). W niektórych okolicach robiono z tego snopa kukłę, uosobienie boga. Na snopku wieszano podarki i różne inne pożytki oraz wiązano wróżebno-życzeniowe wstążki, bajorki. Następnie we wspólnym miejscu urządzano wielkie ognisko.

Gdy świdrem ogniowym rozpalono już ogień, wrzucano do niego Badniaka (często również przybranego w siwe włosy i brodę), siadano lub stawano w świętym kręgu i śpiewano o Koladzie-Kołodzie, z której wylęgnie się światło. Z iskier wznoszących się w niebo wróżono o plonach i stadach w następnym roku. Potem przenoszono żar z ogniska (każdy brał jedno polano albo węgielek) do swoich domów. Żar kładziono do pieców w domostwach i od niego rozpalano „świeży” ogień („stary” był od rana tego dnia wygaszony). Żar w piecu podtrzymywano przez cały rok.

Następnego dnia zasiadano w kręgu wokół Snopa-Kolędy (Macicy – Kłódzi, mającej symbolizować prawdziwą Kłódź Swąta, z której odradza się Swet-lnica, Boża Krówka). Tu odbywało się ciche, milczące oczekiwanie do wieczora, aż do chwili, gdy na niebie pokazywała się pierwsza gwiazda, owo Światło (Iskra Swąta). Widziano w niej obraz pierworodnej iskry – zaczynu istnienia (Skry Światła – Swetu, Skry Świata – Swetu, Skry Świętej – Swąta, Skry Świtu – Swiłtej). Niepojawienie się owej gwiazdy oznaczałoby koniec świata, zapowiadałoby niechybne zwycięstwo Sił Ciemności w mającej się rozpocząć nocnej bitwie, prorokowałoby nadejście nocy, która nigdy się nie skończy.

Kiedy gwiazda się wreszcie pokazała, Tajna Doba (czas tajemnicy i ciszy) dobiegała końca, rozpoczynała się zaś Potajna Noc. Od tej chwili śpiewano wesołe, skoczne kolędki, w których sławiono czyny Łada, BożaBożeńka (Boda-Bożeboga) i Body Zapaśniczki, opowiadano o Świetle i Kłódzi. Spożywano święte potrawy (kutję i kisiel), wróżono, obsypywano się owsem, Życzono sobie pożytków. W szystko to działo się pod czechołem, białym obrusem zawieszonym u sufitu i skrywającym Jemiołę (symbol odwróconego Drzewa Drzew) albo Światliszcze – rozbudowany gałęziasto wisior wykonany ze słomek i ozdób (także symbolizujący odwrócone Drzewo Drzew). Ta uczta nie była wcale przejawem radości, lecz lęku i stanowiła czynność obrzędową mającą na celu dodać ducha bogom i bogunom walczącym po dobrej stronie. Raczono się odurzającymi napojami po to, żeby dodać sobie otuchy, uzyskać śpiewny, święty trans i zapomnieć o tej strasznej bitwie, która przez całą noc trwała wokół biesiadujących. Tę noc nazywano właśnie potajną. W potajną noc nie wolno było wyrzucić żadnego wędrowca za próg. Byłby to akt obrazoburczy, wręcz barbarzyński, ponieważ na świecie, w ciemnościach, szalała bitwa, a przestrzeń wypełniały demony.

Po owej nocy cudownego ocalenia Bożej Krówki (kiedy Snop-Kołoda tryskał światłem pośród ciemności, a zwierzęta przemawiały ludzkim głosem), nastawał dopiero czas prawdziwej radości ze wspaniałego zwycięstwa – wielkie święto, zwane Zapustami. Ruszał korowód z chorągwiami, wózkami kultowymi, w maskach, najpierw do kątyny lub miejsca świętego, na przykład na bugryszcze do sjenowitego drzewa rodu albo do zapisu – drzewa plemiennego. Odwiedzano żalniki z podziękowaniem dla bogów, duchów opiekuńczych i dla dziadów (zmarłych).

Obszedłszy miejsca święte i żalniki, pochód obchodził też całą wieś. Od tego momentu ruszały również korowody młodych ludzi, wtajemniczonych różnych bractw, grumad guślarzy, przedstawiających dzieje niebiańskiej bitwy. W pochodach tych odtwarzano to wszystko, co według mitów działo się poprzedniej nocy na niebie. Stąd w korowodzie obecność kozłów, turów (turoń) i niedźwiedzia.

Obrzędy związane ze Szczodrym Wieczorem, Tajną Dobą, Potajną Nocą i ogólnie mówiąc, Godami, były bardzo bogate i rozległeb.

a Kolędnicy, czyli zapustnicy, jeszcze w XIX wieku chadzali poprzebierani za tzw. drabów, z młodym wilczkiem albo sarną czy niedźwiadkiem. Wkładali na siebie kożuchy wywrócone włosem na wierzch i obwiązywali się powrósłami z pełnych kłosów albo grochowinami. Zwyczaj „obwiązywania” dotyczy też zwierząt domowych i drzew – miało to przynieść pomnożenie przychówku. Groch i pełne kłosy to symboliczne, roślinne wcielenia Sporów i Rgłów, bogów darzących powodzeniem i urodzajem.

Z chodzeniem po kolędzie wiąże się też postać Mikołaja (właściwie pogańskiego Mikoły-Mąda), który chodził od domu do domu skuwając ziemię mrozem i lodem, a jednocześnie w wielkim worze roznosił podarki. Pieczono także specjalne korowaje – okrągłe chleby symbolizujące rok, gody, słońce i wiele innych świętości.

Z początkiem nowego cyklu słonecznego związany jest, obchodzony wciąż przez Małorusinów i Białorusinów, obrzęd Bohatego lub też inaczej Szczodrego Wieczoru. Gospodynie pieką na tę okazję placki i pierogi, gotują mięsiwo, chłopcy i dziewczęta chodzą też wtedy powtórnie z kolędą. Ze Szczodrym Wieczorem wiążą się wróżby. Dziewczęta rzucają siemię lniane na ogień, a gdy ono z trzaskiem pęka, chłopcy wypowiadają życzenia.

Jak pisze Z. Gloger [w Roku polskim, str. 103], lud wiejski od Odry do Dniestru miał jednakowy zwyczaj kolędowania z turoniem, niedźwiedziem, koniem, kozą, żurawiem i wilkiem.

W Krakowie ze wsi Piasek tuż przed postem wleczono słomianą kukłę zwaną Comberem. Comber był to kawał kloca (symbol Bodnyjaka), do którego zaprzęgano złapanego kawalera, a wieńcem z grochowin zdobiono mu głowę [pisze o tym Oskar Kolberg w tomie V dzieła Lud].

Jak podaje K. Moszyński [w KLS], najważniejszą konstelacją nieba północnego jest w wierzeniach ludowych Wielka Niedźwiedzica, zwana też Wielkim Wozem.

Według M. Składankowej [Mitologia Iranu, str. 201], w wierzeniach, także słowiańskich, Wielkiej Niedźwiedzicy przeciwstawiane są Plejady jako gwiazdy ptasie (zwane nieraz: Kwoka i Pisklęta, Kwoczki, Kruki). Do dziś na Syberii niedźwiedź jest zwierzęciem podziemnym. Szamanów niedźwiedzich zakopuje się głęboko pod ziemią i w podziemia trafia po śmierci ich dusza, przeciwnie niż szamanów ptasich, których dusza ulatuje do nieba i których zwłoki chowa się w konarach drzew.

Niedźwiedź jest symbolicznym zwierzęciem Wiłów – Władców Boru, bóstw korzennych, ciemnozielonego lasu – uznawanego przez badaczy symboli kultury i wierzeń za ekwiwalent zaświatów [patrz M. Derwich i M. Cetwiński Herby, legendy, dawne mity oraz J. G. Frazer Złota gałąź].

Plejad jest siedem i konkurują one wyraźnie z Wielką Niedźwiedzicą do miana symbolu Lata. W Aweście miano Plejad brzmi Perune, co jakże znacząco nawiązuje do pojęcia pioruna i słowiańskiego boga błyskawicy Peruna.

Święto Godów trwało według pewnych tradycji 12 dni, w czasie których z niecierpliwością i lękiem wypatrywano pierwszej gwiazdy na ciemnym niebie [patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu].

b O Godach dużo pisze wielu uczonych, między innymi Z. Gloger w Roku polskim i Encyklopedii staropolskiej, a także K. Moszyński w KLS t. III, str. 986-1009.

8 Przedstawiona wersja pochodzi wprost z tekstów dawnych kolęd związanych z Godami i Kupaliami-Kresem na ziemiach Polski, Pieśni te były żywe jeszcze z początkiem XX wieku. Południowopolska kolędka o Krasopani wydającej rozkaz zabicia złotorogiego tura i wieszającej w swoim zamku na obłamanych złotych rogach zwierzęcia futra sobole i rysie oraz szable, została zanotowana przez Floriana Dołęgę Chodakowskiegoa. Zygmunt Gloger przytacza także inne kolędy związane z wątkami Siódmej Bitwy, w których jest mowa o Złotej Jemiole.

a ESP t, III-IV, str. 56-58, w tekście ogólnym o tradycji kolędy (tu także o zakazie śpiewania kolęd wydanym przez synod gnieźnieński w 1602 roku), także w Rok polski.

9 Niektórzy nazywają Złotym Czasem okres, kiedy Nyja-Śmierć, zapędzona na Gruszę Spora, siedziała tam i nie mogła zejść (dzięki czemu ludzie w ogóle wtedy nie umierali). Było to jednak później, właściwie w okresie zwanym Brązowym, czyli za pierwszych królów zerywańskich panujących nad Kolibą.

Po Czasie Złotym, Srebrnym i Brązowym nastał czas Żelazny – w wyniku wojny ludzi przeciw bogom o Taje. Potem rozpoczął się Czas Kamienny. Według niektórych kątyn, zwłaszcza południowosławskich, czas ten trwa do dziś. Według kącin Zachodu mamy już Czas Ognisty (lub, jak mawiają inni, Gwiazdowy). W Księgach Tajemnych, zwłaszcza w Księdze Głębia powiedziano, że Człowiek przeżyje Dziewięć Czasów, a ten ostatni będzie Pusty. Kiedy nastanie Pusty Czas, wyruszy Nawa – Łódź Osta i skończy się obecny Świat.

a Księga Głębi, czyli Kniga Gołubia. Omówiono ją w przypisach do poprzednich taj.

12 Liczba 312 Przedstworzów wynika stąd, iż każdy ród Żywiołów ma po pięciu bogów, a każdy z nich miał po troje Przedstworzów, czyli 40 x 3 = 120. Z kolei rody Mogtów liczą po 4 bogów, a każdy miał po 4 pomocników, czyli 12 x 4 = 48 x 4=192. Razem daje to 312 Przedstworzów zrodzonych z pokawałkowanych Po14 tworów. Liczba ta tworzy czertę 6, czyli czertę życia. Po Ustokrotnieniu zrodziło się więc 31 200 Stworzów.

13 Nie jest prawdą, że jemioła jako święty krzew, a także obrzędy związane z jemiołą nie były znane dawnym Słowianom. Pogląd taki można często spotkać i jest bezkrytycznie rozgłaszany. Tymczasem w XIX wieku 15 zapisano w zapadłych, odizolowanych od świata wsiach Podola i Polesia archaiczne kolędy opowiadające fragmenty mitu o boskiej Jemiole, a także o ludziach i Złotej Gałęzi – Imieli. Jedną z nich jest kolęda o Złotej Jabłoneczce ze złotymi gałęziami na koronie, drugą kolęda o Złotej Rzęsie (Starzęśla to inna nazwa Jemioły) rosnącej na Jaworze, z którego dziewczyna ją zerwała i odlała z niej złoty kubek, by dać w nim pić Bożowi i jego pomocnicom Anielicom. Anielice zastępują tutaj, rzecz jasna, boginkia.

a Patrz ESP, Rok polski, D. Kolberg Lud i inne.

14 W czasie Święta Kresu w drugie przesilenie (górowanie letnie) – 24 czerwca palono koła wozu na pamiątkę owego rzutu kołem Łada i Roda, poszukiwano Kwiatu Paproci (Rudzi), jaśniejącego ogniem pośród nocy i skakano przez ogniska. Zaślubiano również ogień i wodę, rzucając zapalone wieńce w fale rzek.

Bitwa

O Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach według Apokryfu “Stworze i Zdusze, czyli Starosłowiańskie Boginki, Bogunowie i Demony”


Zamknięty krąg – czyli o wieczystości Wielkich Bitew i Dzikich Łowów oraz o ważnych zwierzętach niebiańskich

W Wielkich Bitwach i Dzikich Łowach oprócz Stworzy, czyli Boginek i Bogunów, oraz Zduszów, czyli demonów, biorą udział także dosiadane przez nich niebiańskie zwierzęta. Nie są one przy tym jedynie wierzchowcami, lecz walczą z przeciwnikami nie mniej zajadle, niż dosiadający je wojownicy. Zwierzęta te powstały tak samo, jak zwierzęta ziemskie – w wyniku Trzeciego Działu i Wojny O Bułę, podczas Bitwy o Ziemię, Welę i Niebo. W tym samym czasie powstały także wszystkie rośliny, drzewa i skały tak ziemskie, jak i niebiańskie. Rodzicami większości roślin i zwierząt są Wiłowie. Rodzicami lądów i gór są Simowie, rodzicami mórz i rzek Wodowie, a wiatru i powietrza Strzybogowie. Wiłowie są przy tym rodzicami nie tylko roślinności lądowej i zwierząt osiadłych na lądzie, ale także flory i fauny wód, która zrodziła się z pierwotnego zalęgu, a potem zalana przez Wodów pozostała w ich królestwie.
Zwierzęta Niebiańskie dzielą się na Niebieskie i Welańskie. Od ziemskich różnią się wielkością, dzikością, powszechną skrzydlatością i tym, że są wieczne, tak samo jak Bogunowie i Boginki, choć ciało ich jest zniszczalne. Odradzają się w sposób nieskończony, a zniszczenie wraz z odrodzeniem tworzy Zamknięty Krąg Przemian. Jest dwanaście rodzajów zwierząt Niebieskich, to znaczy tych, które mają miejsce na sklepieniu Niebios, gdzie na codzień żyją, pasą się, odpoczywają i skąd czasami przybywają na Ziemię. Te zwierzęta to: Koń, Wilk, Dzik, Byk, Jeleń, Niedźwiedź, Kozioł, Wąż, Szczur, Ryba, Łoś i Wielki Orzeł, a wszystkie Skrzydlate. Zwierzęta Welańskie to chimery: Psiogłowce, Ćmy-Pazie, Szaszory-Dwugłowe Orły, Kury-Syreny, Połozy-Pierzaste Węże, Czarnoludy, Ały-Smoki, czy Jednorożce. Ich wyglądu nie będziemy tutaj szczegółowo opisywać. Każde z tych zwierząt dysponuje jakąś groźną bronią (kopytami, pazurami, rogami, kłami, dziobami), przy pomocy której rozrywa i niszczy zarówno Stworze i Zdusze, jak i inne zwierzęta będące jego przeciwnikami. Zależnie od tego, ile w jakimś zwierzęciu jest Jasnej, a ile Ciemnej Natury, walczy ono po stronie bądź Sił Jasnych, bądź Ciemnych. Stworze dosiadają najczęściej Jednorożców, Psiogłowców, Syren-Kurów oraz Skrzydlatych Zwierząt: Węży, Niedźwiedzi, Jeleni, Łosi, Byków, Wilków i Koni. Zdusze dosiadają zaś Szaszorów, Wielkich Orłów, Kozłów, Szczurów, Czarnoludów, Ciem-Pazi, Połozów, Ał-Smoków i Skrzydlatych Ryb, oraz Skrzydlatych Dzików.
Ciało zwierząt Niebiańskich, zwanych też Zwierzętami Bożymi, choćby było rozwłóczone, pokiereszowane i martwe, po jakimś czasie odtwarza się w postaci zbliżonej do pierwotnej. Nie jest to bowiem, jak u człowieka (a więc i Zdusza), śmiertelne ciało z nieśmiertelną duszą, lecz wieczne ciało-dusza. Ciałodusza Zwierzęcia Bożego nie jest tak doskonała, jak ciałodusza Stworza. Boginka czy Bogun mogą przybrać na jakiś czas dowolną formę, na przykład postać ptaka, kształt ludzki, pozór skały lub przedmiotu, by w dowolnej chwili wrócić do swego prawdziwego obrazu Stworza. Zwierzęta Niebiańskie, tak jak Niebiańskie Rośliny i Niebiańskie Drzewa, pozostają zawsze tym samym: zwierzętami, drzewami i roślinami. W dodatku poranione zwierzęta Niebiańskie czasami nie odtwarzają się dokładnie, lecz z pewnymi drobnymi ułomnościami. Stąd można spotkać między nimi niektóre z ułamanym kłem czy rogiem, z jednym okiem lub tylko trzema kończynami.
Wielka Bitwa przedstawia sobą straszny widok. Dosiadane przez demony Szaszory, Skrzydlate Dziki czy Kozły rozrywają na strzępy zastępy Rusałek, Latawców, Nocnic i Kąpielników. Jednocześnie Boginki i Bogunowie na swoich Skrzydlatych Wilkach, Jeleniach i Koniach zabijają bezlitośnie Upiory, Strzygi, Wilkołaki, Dybuki czy Wiedźmy. Także zwierzęta ranią się i zabijają wzajemnie, kąsają Boginki i demony, ze wszystkich gardeł dobywa się okrutny wrzask bitewny, padają gromy, unoszą się obłoki pary, śmigają pioruny i niebo rozdzierają błyskawice. Strugi wody walczą z potokami ognia, światło zmaga się z ciemnością, czarne chmury i mgła zasnuwają pole walki niczym dym. Co chwilę z nieba spadają pokiereszowane członki i strzępy ciał, broń Niebian, leje się obficie czerwona i niebieska krew. Jednorożce rozcinają brzuchy Skrzydlatym Kozłom, Syreny-Kury rozszarpują Smoki-Ały, Skrzydlate Węże połykają i duszą Połozy w swych potężnych splotach. Ziemia drży, kiedy Dwugłowe Orły i Psiogłowce zagryzają się wzajemnie a grad strzał piorunowych wyrzucanych przez olbrzymów Wołotów zasypuje szeregi Jątrów, Wąpierzy i Lepirów. Z mgieł dobywają się Widma, z wód unoszą się Topce i Toplice, wicher duje, albo niespodzianie staje w miejscu i znów zrywa się do biegu wraz z zastępami Stworzy i Zduszów. Cały świat przykrywa ciemność, a mglista zawiesina wodna sprawia, że powietrze robi się nieprzejrzyste, jakby zapadła noc. Po jakimś czasie wszystko się uspokaja i Bitwa dobiega końca. Podobnie ma się rzecz z Dzikimi Łowami.
Zdusze zabite w Bitwie trafiają do Założy Zaświatów, czyli Nawi Labiryntu Bezdroży na Weli,i tam czekają na okazję nowego wcielenia się w trupa czy noworodka, lub możliwość wejścia w jakieś ciało, które stanie się dwuduszne.
Z tych właśnie powodów istnieje w świecie wieczna równowaga: wciąż jest tyle samo Stworzy, co Zduszy, i nie ubywa Bożych Zwierząt. Wydarzenia te tworzą zamknięty krąg, zwany nieraz Wielkim Kręgiem, gdyż Bitwy i Łowy odbywają się w czasie dorocznych przesileń oraz górowań. Wielka Bitwa ma miejsce dwa razy: w przesilenie wiosenne, to jest między 20 a 26 marca, oraz w przesilenie jesienne, między 20 a 26 września. Dzikie Łowy odbywają się dwukrotnie, w czasie górowania Jasności bądź Ciemności, w tak zwane Potajne Doby, czyli między 20-26 czerwca oraz 20-26 grudnia.
Lud uważa, że właściwie każda większa burza, zawierucha, zamieć śnieżna, nawałnica połączona z piorunami, błyskawicami i z niezwykłymi zjawiskami atmosferycznymi jest bitwą, w której ścierają się Stworze ze Zduszami.
Tak więc Zamknięty Krąg powtarza się w nieskończoność, a cykl tych wydarzeń przebiega następująco:
Dwudziestego czwartego grudnia, w dniu Narodzin Jasności (światła), Światowit wypuszcza z Kłódzi pod postacią Bożej Krówki świeżo narodzone światło, Jasną Moc. Jest to Jasna Boża Krówka, którą symbolizuje czerwona biedronka, zwana zresztą przez lud bożą krówką. Wtedy właśnie rozpoczynają się Dzikie Łowy, w trakcie których Zdusze-demony usiłują złowić ową Jasną Bożą Krówkę. Bronią jej i osłaniają ją Stworze, które mylą tropy pogoni, ścierają się z zastępami wroga i atakują Siły Ciemności. Przez następne dni i tygodnie Boża Krówka rośnie i przepoczwarza się w Białego Orła. Jasna Moc pod postacią Białego Orła przewodzi zastępom Stworzy aż do wiosennego przesilenia, kiedy to staje się dojrzałym światłem Pełnym, symbolizowanym przez Białego Skrzydlatego Byka (Białą Skrzydlatą Krowę).
Owego Białego Skrzydlatego Byka dosiada któryś z Wielkich Bogów (Pęrun, Łado, Łada-Łagoda, Kupała albo Dziewanna) podczas Wielkiej Bitwy Wiosennej, kiedy to przez Stworze i Wielkobogów pokonany zostaje stary, zeszłoroczny Czarny Skrzydlaty Byk, dosiadany przez wodza Zduszów, czyli któregoś z Małych Bogów (Dzieldzieliję, Zmorę, Sowicę lub Smęta-Lelija).
Dwudziestego czwartego czerwca, w noc Narodzin Ciemności, wylatuje z Kłódzi Światowita świeżo narodzona Ciemna Boża Krówka, symbolizowana przez czarną biedronkę. Rozpoczynają się wtedy drugie Dzikie Łowy, tym razem rozpętane przez Siły Jasności, czyli Stworzy, w pogoni za Ciemną Mócą, Czarną Bożą Krówką. Obroniona przez Zdusze Ciemność rośnie i przepoczwarza się w Czarnego Orła, przewodzącego demonom aż do przesilenia jesiennego, kiedy to Ciemność osiąga pełną dojrzałość i przemienia się w Czarnego Skrzydlatego Byka. Wtedy dochodzi do drugiej Wielkiej Bitwy, Bitwy Jesiennej. W czasie tej Bitwy młody Czarny Skrzydlaty Byk jest dosiadany przez któregoś z Małych Bogów, dowodzących zastępami demonów (Groźnicę, Chorsińca, SądzęOsudę, Prawica, Włada). Stara Biała Skrzydlata Krowa, królująca od zeszłego roku, upada, zanika i przepoczwarza się w Czerwonego Orła. Czerwień jest symbolem zachodzącego słońca i barwą krwi. W czasie tej przegranej przez Siły Jasności Bitwy przewodzi im któryś z Wielkich Bogów (Perperuna, Swara, Swarog, Rod lub Rodżana).
Czerwony Orzeł maleje, kurczy się do rozmiarów Bożej Krówki i znika w przeddzień ponownych narodzin jasnej Mocy, w dniu 24 grudnia kolejnego roku.
Czarny Skrzydlaty Byk króluje aż do następnego przesilenia, czyli kolejnej Wielkiej Bitwy Wiosennej, kiedy to Siły Ciemności ulegają w walce tryumfującym Jasnym Mocom. Pokonany przez Białego Byka (Krowę) Czamy Byk upada, przechodząc w stadium Czerwonego Orła, a później Czarnej Bożej Krówki, ginącej w przeddzień ponownych narodzin Ciemności, 24 czerwca.
W ten właśnie sposób powtarza się nieustannie cykl narodzin i śmierci wielkich sił we Wszechświecie, Jasnej i Ciemnej i nieustannie powtarza się odwieczna walka tych sił, symbolicznie ujęta jako Wielkie Bitwy i Dzikie Łowy.
Biały Byk (Krowa) jest uosobieniem prabogini Białobogi, związanej z Pierwszym Działem dokonanym przez Boga Bogów. Czarna Boża Krówka, wyrastająca na Czarnego Skrzydlatego Byka jest wcieleniem Czarnogłowa, praboga Pierwszego Działu.
Powszechna cześć, jaką się od niepamiętnych czasów darzy wśród Słowian bożą krówkę, krowę, byka i orła bierze się nie tylko z faktu, że są to symbole siły, uporu, karmicielstwa, mocy, światła, ale i stąd, że dawno temu stanowiły one wcielenia najważniejszych sił Natury (Jasności i Ciemności) i każdego roku odgrywały misterium walki tych sił między sobą. Wszelkie obrzędy połączone z przebieraniem się za zwierzęta i wojowników, z obnoszeniem turoni, kozłów, wilków, z oprowadzaniem po wsiach niedźwiedzi (jak to jeszcze sto lat temu bywało) są także odgłosem owej pradawnej starosłowiańskiej tradycji.

Praktyki astrologiczne jako przedłużenie Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej wśród polskich królów i uczonych, a także o wojnach religijnych i etnicznych.

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 15 Grudzień 2010

Czy istnieją związki między Wiarą Przyrodzoną Słowian a astrologią, spirytyzmem, teozofią, antropozofią, ekologią, wolnomularstwem, hinduizmem, buddyzmem i Wedą?


Dla kogoś wtajemniczonego jest to pytanie zbędne, bo odpowiedź oczywista.

Tak – były, są i zawsze będą.

Dla laika, kogoś początkującego w Wierze Przyrodzonej – odpowiedź może być trudniejsza i może mieć większe znaczenie.

Ale myślę, że mało kto z nas, dzisiejszych Pogan (rodzimowierców), postrzega cały ciąg kontynuacyjny dawnych wierzeń pogańskich w związku z  ASTROLOGIĄ.

Astrologia jest rozwinięciem praktyk wróżbiarskich i obserwacji nieba, które się ciągną od czasów Arkajamy (Arkaimu) i Stonehenge, a były i są nieodłączną częścią Wiary Przyrodzonej – czy zatem ten związek nie jest oczywisty i prosty?

Pierwsza, pisana po łacinie, wzmianka o Stonehenge pochodzi z około 1130 roku z dzieła Historia Anglorum, której autorem był Henry of Huntington: Opisując cztery cuda Brytanii, pisze:

… Drugi [cud] jest w Stonehenge, gdzie kamienie zadziwiających rozmiarów ustawione są na kształt wrót tak, iż drzwi wydają się nakładać na drzwi. I nikt nie może zgadnąć jakim sposobem tak wiele kamieni wzniesiono tak wysoko, ani dlaczego zostały tam zbudowane.”

Z biegiem stuleci ten układ kamiennych “drzwi” zniknął w dużym stopniu. Pozostało ich jednak na tyle wiele, żeby stać przed czy pod nimi w oniemieniu. W historycznie drugiej wzmiance o Stonehenge w roku 1136, kronikarz Geoffrey of Monmouth opowiada mit, według którego Stonehenge jest przeniesionym z Irlandii pomnikiem Tańca Gigantów.

Przez długie stulecia, kiedy wszelkie przejawy pogaństwa brutalnie tłumiono – ten jeden wątek, praktyki astrologiczne – był dopuszczony, był używany, był uważany za naukę. Rola astrologii w przechowaniu wierzeń Wiary Przyrodzonej od starożytności do współczesności jest niezaprzeczalna. Astrologii zawdzięczamy przeniesienie w XXI wiek całej głębi filozoficznej wypracowanej przez pokolenia żerców, magów i kapłów Wiary Przyrodzonej – w tym Wiary Przyrodzonej Słowian, Istów i Skołotów (Scytów).

Wykopaliska i techniki datowania wskazują, że około 4200 pne (pod koniec domniemanej wędrówki ludów neolitycznych z Bliskiego Wschodu) neolityczni ludzie pojawili się w Windmill Hill w okolicach Avebury (niedaleko od Stonehenge) i zbudowali wzniesione, obronne obozowisko. Zaludnienie było rzadkie. Wykopane przez archeologów topory zrobione były z kamienia występującego w Cornwall i Dorset.

 

Poniższy artykuł ma za zadanie jedynie przypomnieć długą historyczną listę POLSKICH krzewicieli – tego jedynego, dopuszczalnego oficjalnie przejawu pogaństwa, jaki tolerował Rzym,  przez 2000 lat swojej hegemonii religijnej w Europie – a ponad 1000 lat w naszych krajach słowiańskich. Tę hegemonię Kościół (zwłaszcza rzymski) stopniowo rozszerzał w tym czasie na resztę świata, tymi samymi metodami (zwłaszcza w Ameryce).

Peru – katakumby z czaszkami ofiar zarazy i Inkwizycji

Miejmy także świadomość, że wielu Astrologów w różnych epokach przepłaciło życiem i torturami zadanymi przez Inkwizycję wyznawanie tej tajemnej “nauki”, która jest bardziej jednak wiarą niż nauką, i to wiarą prastarą.

W Avebury, Woodhenge i Durrington Walls odkopano ślady koncentrycznych drewnianych budowli z okresu około 3000 pne. Kołowe kształty sugerują czcicieli Słońca i nieba. Około 2600 pne, w Avebury, neolityczni ludzie zbudowali ogromny (o średnicy 3 razy większej niż Stonehenge) krąg z około 600 głazów, kształtem przypominających romb albo kolumnę. Archeologowie łączą takie kształty kamieni z seksualnym symbolizmem kobiety i mężczyzny i możliwym kultem płodności. Tylko 76 z tych megalitycznych kamieni przetrwało do dzisiaj. Całość otoczona była rowem i wałem. Konstrukcja kamienna w Avebury jest o około 600 lat starsza niż kamienna, do dziś istniejąca, kamienna faza Stonehenge II.

Czy te niezliczone ofiary Kościoła, tę kościelną, chrześcijańską wendetę na Pogromcach Imperium Romajskiego mamy uważać za pogrobową zemstę rzymskich cesarzy?!

Nie wiem.

Jednak patrząc w przeszłość i oceniając tą samą miarą jaką oceniamy dzieje państw i narodów, działania władz religijnych chrześcijaństwa i islamu, trzeba uznać w wielu wypadkach za planowe LUDOBÓJSTWO.


Należy nazywać rzeczy po imieniu. Chrześcijanie (nie tylko Broń Boże katolicy, ale wszyscy bez wyjątku, łącznie z tymi protestantami i luteranami którzy zgotowali Żydom holocaust i tymi prawosławnymi, którzy dopuścili się “organizacji” Wielkiego Głodu na Ukrainie) i Wyznawcy Mahometa są winni nie mniejszego ludobójstwa niż zbrodnicze satrapie państwowe XX wieku.

Czy to nam czegoś nie przypomina?

Mamy XXI wiek. Z końcem XX wieku skończyła się w Europie krwawa katolicko-prawosławno-islamska wojna w Jugosławii. Tak naprawdę tych ludzi nic tam nie różni poza religią.Bośniacy mówią językiem serbo-chorwackim, a jak widać serbo-chorwacki to jeden język, tyle że Serbowie są prawosławni a Chorwaci są katolikami. Podobnie działo się w Białej Chorwacji którą przezwano w XV wieku Małopolską – Chorwaci katolicy (uważani za Polaków) rżnęli się z z Chorwatami prawosławnymi (uważanymi za Rusów) – co za absurdalna bzdura i powód do rzezi!!! Na dodatek to ludność czysto słowiańska z tej samej rodziny – haplogrupa R1a1a1!!!


Od pewnego młodego człowieka otrzymałem list w którym on pisze, że to bzdura – używa tego słowa – iż rzezie polsko-ukraińskie miały podłoże religijne, bo Polacy przywracali tam tylko porządek zburzony buntem antypaństwowym, a Rusini mieli powody ETNICZNE.

Odpowiedziałem mu tak ( i ten długi wywód z powodu jego wagi – tutaj przytoczę):

Po obu stronach Buga żyli kiedyś Chorwaci – tzw. Biali, po obu stronach Buga aż po Kraków była więc – jak by to powiedzieć ta sama Ruś, albo ta sama Sławia, która się nie różniła niczym, ani wiarą, ani językiem, ani tradycją. Zachodnią Chorwację-Chrobację Białą oderwał od wschodniej dopiero Bolesław Chrobry – za co otrzymał tenże zaszczytny przydomek królewski. Jeszcze na mapach z XIX wieku (co polecam w artykule o Nurusach czyli Chorwatach Białych na tym BLOGU) widnieje owa Chorwacja Biała, znana również dobrze legendom i kronikarzom wczesnośredniowiecznym na południu – w Małej – Czarnej Chorwacji nadśródziemnomorskiej (bo to nasi potomkowie, którzy tam osiedli po podboju Cesarstwa Rzymskiego Zachodniego i Wschodniego). O Chorwację Czerwoną między Rusią Kijowską a Polanami toczyły się długo święte boje (Grody Czerwieńskie). Zachodni Chorwaci zostali ochrzczeni z Rzymu, a Chorwaci związani z Kijowem przez Bizancjum – to stało się JEDYNĄ RÓŻNICĄ między nimi. Dotyczy to także innych podzielonych politycznym sporem polańsko-ruskim plemion: Wołotów (Wołynian), Bożan (Bużan) i innych. Język polski i ukraiński ich nie dzielił, bo te języki nie istniały, istniał jeden język i różne jego gwary – prawie tak jak dzisiaj – łatwo mi zrozumieć Ukraińca, Białorusina, Chorwata, Słoweńca, a trudniej Kaszuba czy Łużyczanina (też plemię Lechickie, tj. Lęgijskie – a Polska – Polechia – to nic innego jak sukcesor Lęgii-Lechii-Lugii). Podzieliła ich tylko i wyłącznie NOWA wiara. Polska podbiła Ruś Kijowską razem z Litwinami i nagle tym spod katolickiego herbu zaczęło się wydawać że są lepsi i mędrsi i że mają prawo brać Chorwatów z tamtej strony – prawosławnych, pod but. To praprzyczyna, tak podzielono Chorwację Białą – a tę zachodnią część zaczęto nazywać Małopolską (żadnej Małej Polski nad Górną i Środkową Wisłą nie było – była Wiślania i Haria-Wharat-Kharpatia czyli Harwacja Biała). Prowincja polska zwana Małopolską z grubsza pokrywa się z wcześniejszą Nurusją – pomiędzy Krakowem i Kijowem, czyli Białą Rusią albo inaczej Białą Harią, Białą Harpątią – Wielkim Haratem – Wharatem. Dla łatwiejszego zrozumienia: hara – to po czesku góra, Harahow – Góra Chowańców – Chowańce beskidzkie plemię – od nich też Często-Chowa, czy Jura Karopańsko-Chowańska – czyli Krakowsko-Częstochowska. A pąć – wąska, kręta ścieżka, górska dróżka – znamy słowo pątnik – wędrowiec, kręcący się po drogach, wąć – także wijąca się droga, tak jak wijka, wić – Khar-Pąt, Har-pat, Har-wat’ – inaczej w starożytności nazywani Karopanami – bo także waść, wać-Pan – jeździec, właścicicel konia, wojownik – Khar-wat (Góral, Czarny Pan, Czarny Wojownik, Har-Naś – Nasz Czarny, Kary Pan, czarni – bo mieli czarne wysokie czapy – jak harnasie, a które potem się spłaszczyły lecz są wciąż czarne u naszych Górali.).


Tak więc w rezultacie nieświadomi po latach swoich korzeni i prawdziwego pochodzenia Chorwaci Zachodni rżnęli Chorwatów Wschodnich, żeby ich przymusić do posłuszeństwa Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a Chorwaci Wschodni rżnęli Chorwatów Zachodnich żeby się oderwać od tego rżnięcia i żeby wreszcie mogli rządzić się sami, i żeby nikt ich nie rżnął i nie orzynał. A jak się rozpoznawało kto jest kto?! Ano – katolicy to ci zachodni a prawosławni – ci nasi swoi, wschodni. Gdyby się nie różnili od 900 n.e. religią nikt by nie wiedział kogo ma rżnąć i dlaczego i nikt by nie wiedział komu wolno rządzić kim, a komu nie wolno. Ta cała nienawiść nie miała by żadnego kryterium – wszyscy oni bowiem byli by jednej – własnej – Przyrodzonej Wiary. Tak podzielono najpierw Wielką Morawę – jednych chrzcząc, a z drugich robiąc rasę niższą, potem tak podzielono Lugię-Lęgię – Łużyce: Wieletów, Drzewian, Obodrzyców, Pomorzan postawiono przeciw Ślężanom, Wartanom, Polanom, Koszebom i innym – chrzczonym, tak też postąpiono z Chorwacją Białą czyli Nurusją – która była jedna od Dniepru do Górnej Wisły i po rzekę Nur, Neris, Nurczyk na północy. Wyśmiewani dzisiaj jako oszołomy i radykałowie Białorusini i Ukraińcy, którzy twierdzą że Ruś sięgała po Kraków i że Małopolska to Ruś – niestety mają rację – tyle tylko że Nurusja nie miała nic wspólnego z Moskwą ani Warszawą – jej dwie stolice to Kraków i Kijów.

Palenie wiedźm – Wiedźmy (wiedzące, wiodące, przekazicielki podań Wiary Przyrodzonej)

I tyle. A wracając do współczesności.

Wciąż trwa żydowsko-islamska wojna w Palestynie i chrześcijańsko-islamska terorystyczno-państwowa wojna na Bliskim Wschodzie w Europie i USA. To wojny religijne a nie etniczne. Różnice między Europejczykami a Irakijczykami, Irańczykami, Pakistańczykami i Afganami są żadne – większość z nich genetycznie jest nosicielami dwóch haplogrup: R1a1a1 (słowiano-scytyjskiej) i R1b1b1 (celtyckiej), a więc trudno o większą genetyczną bliskość – to wręcz jedna rodzina. Co ich różni – obyczaje i system społeczny wyrosłe z religii.  Żeby było śmieszniej obie te grupy wojenne wywodzą się z chrześcijaństwa – podobnie jak katolicy i prawosławni.

Biblioteka Aleksandryjska – rekonstrukcja

(Podczas inwazji Cezara na Egipt (48/47 p.n.e.) od okrętów egipskich zajął się ogniem Pałac Królewski, a następnie ogień przeniósł się na bibliotekę (Brucheion). Prawdopodobnie nie wszystkie zbiory spłonęły, bo Serapeion został nienaruszony, ale na pewno spora ich część. W 391 r. patriarcha Teofil wykonując rozkaz cesarza Teodozjusza o niszczeniu świątyń pogańskich spalił część Serapeionu (tam znajdowały się także księgi pogańskie). Ostatecznie księgozbiór zniszczono w 642 r. na rozkaz kalifa Omara, który polecił Arabom spalenie wszystkich ksiąg niewiernych.)

Przywódcy religijni i religijni fanatycy są też winni olbrzymich spustoszeń kulturalnych. Takich choćby, jak  spalenie Biblioteki Aleksandryjskiej, nie mówiąc już o zniszczeniu tradycji i kultury Inków i zdewastowaniu ich religii przyrodzonej, czy prawie że w pełni udanej próbie unicestwienia wszelkich śladów Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej. W imię religii posuwano się niewątpliwie do ludobójstwa i barbarzyństwa, do fałszerstw propagandy i indoktrynacji całych narodów i dziesiątkowania populacji. I trwa to dzisiaj – współcześnie.

Opowieści o podłożu etnicznym tych wojen włożyć należy głęboko między baśnie (piszę między baśnie, bo bajki, baje – to tylko obelżywe, dyskredytujące określenie stosowane przez klechów Kościoła na Baję – Mitologię Słowian, Baję – Materię Świata – tkaną przez Bogów na Weli).

Współczesna archeologia dzieli budowę Stonehenge na pięć lub sześć faz na przestrzeni ponad 1300 lat. To, co jest obecnie widoczne w Stonehenge, jest wynikiem głównie fazy IIIa i w niewielkim tylko stopniu następnych faz. Z drugiej strony, oczywiście, jest wynikiem późniejszego niszczącego działania czasu i ludzi.

Rzecz będzie jednak głównie o astrologii i królach polskich a nie o ludobójstwie, czy barbarzyństwie religijnym.

Pozwoliłem sobie wzbogacić poniższą suchą wyliczankę faktów i dat Z Historii Astrologii w Polsce – Rafała T.  Prinke, o komentarze, które są znaczące i dają świeży punkt widzenia. C.B.]

Zainteresowanych szczegółami na temat Stonehenge odsyłam na stronę: Zwoje (The Scrolls) [po polsku, bez przekładu: zrolki]


Oto przedruk ze strony Chiński Horoskop : http://www.chinskihoroskop.pl/astrologia/?aneks-1,32

Aneks 1 –

Zarys dziejów astrologii w Polsce

(uaktualniony skrót artykułu Krótki zarys dziejów astrologii w Polsce Rafała T. Prinke zamieszczonego w: Problemy astrologii. Stowarzyszenie Astrologów w Poznaniu, 1980).

Łado! Łado! Łado!
Ładzimy nowy gród.
Gród ładzimy
nad jeziorem Lednicą.

Orzeł będzie
grodowi królował.
Biały orzeł
będzie grodu strzegł!

Tekst i ilustracje z książeczki Ewy Szelburg-Zarembiny “Lech, Czech i Rus” – warto tego poszukać dla własnych dzieci (wyd. KAW 1980)


Polskiey Monarchii rzucił fundamenta LECHUS, z Kroacyi oriundus, który tameczney domowey woyny impatiens. Bratem Czechem i z liczną ludu wyszedł kwotą; Brata Czecha w kraju tym, który się od niegoż Czechami nazwał, zostawił, a sam aż tu, gdzie Polska teraz, zawitał Roku po Narodzeniu CHRYSTUSOWYM według Hageka 644, według Wapowskiego Roku 550, według innych 555. Wtenczas właśnie słońce było w Niebieskim znaku Byka, który od pogan jest Marsowi y Wenerze konsekrowany, z tey racyi Venus Wielkiey, a Mars Małey Polszczę są Panami – według rationum Astronomów Ks. Benedykt Chmielowski Nowe Ateny II, 289

Ilustrował Janusz Towpik

[Na sam początek mamy tutaj więc piękny fragment historii nowożytnej Polski, historii można rzec, którą z punktu widzenia współczesności (ad 2010 n.e.) można traktować jako naukę w miarę ścisłą. Ale czy Polacy nawykli przez 200 lat tak bardzo do swojej niewoli, i do swojej niewiedzy, a raczej do swojej „wiedzy” (w cudzysłowie - bo to wiedza ograniczona ramami dyktatu obcych) wsączanej przez Zaborców (czytaj Kolonialistów)

zechcą wreszcie

i  zażądają

aby zaczęto ich uczyć w szkołach ICH WŁASNEJ WIEDZY, czyli na przykład

PRAWDZIWEJ HISTORII (nie ruskiej, wiedeńskiej, berlińskiej, londyńskiej czy paryskiej)??? C.B.]

Lech

Najwcześniejsze wzmianki o astrologii w Polsce pochodzą z początku XV wieku. Można z nich wnioskować, że pierwsi astrologowie przybyli z Czech. Jeden z nich, będący równocześnie lekarzem był zatrudniony na dworze Kazimierza Wielkiego. Pierwsze wykłady astrologiczne na młodej Akademii Krakowskiej rozpoczęły się około roku 1423, kiedy to przybył do Krakowa profesor astrologii Henryk Czech (Bohemus), który wkrótce zdobył sobie sławę bardzo trafnymi przepowiedniami. Między innymi w 1427 r., z rozkazu królowej Zofii, żony Władysława Jagiełły, wróżył o losach jej trzech synów. Przepowiednie spełniły się, co do dwóch, trzeci zmarł jako dziecko.

Kazimierz Wielki

[Zwracam uwagę na uczestnictwo króla Kazimierza Wielkiego (budowniczego Kopca tzw. Esterki, który był faktycznie Kopcem Matki Ziemi w Krakowie, aż do zburzenia około roku 1955 przez komunistów) w oficjalnym umocowaniu astrologii w Polsce.

Wszak ASTROLOGIA jest bez wątpienia kontynuatorką niektórych – podkreślam – niektórych aspektów pogańskiej, Wiary Przyrodzonej. Tak więc pogańskie wierzenia w tej części, którą tolerował Rzym jeszcze dobrze nie umarły, jak już wróciły w Polsce – za sprawą systematycznego związku jej królów ze Starą Wiarą Przyrodzoną.


ASTROLOGIA była i jest jako „przepowiadaczka przyszłych zdarzeń i dziejów” a także jako „obserwatorka zdarzeń na niebie”, „mierzycielka czasu” i „wyznaczycielka kalendarza przyrodzonego” spadkobierczynią pogańskich świątyń słowiańskich i wcześniejszych świątyń słowiano-skołockich, sistańskich, zar-zduszańskich (zaratusztriańskich), szamańskich -  z całą wielo-tysiącletnią tradycją wiedzy tajemnej pogańskich kapłanów.

Gdyby nie nasza – wieszczów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata – wrodzona skromność  większość królów polskich i wielkich magnatów musielibyśmy zaliczyć już przez sam fakt restaurowania ASTROLOGII w Polsce do grona jeżeli nie Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian czy WIELKICH STRAŻNIKÓW ŚWIATOWIDA, to przynajmniej do grona Wielce Zasłużonych dla Obrony Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej. Trzeba jednak dodać, że wielu z nich – jak na przykład Kazimierz Wielki czy Władysław Jagiełło to byli wciąż wyznawcy tej wiary, a nawet czynni kapłowie. Tych nazywamy Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian bez wahania.

Myślę, że po przeczytaniu niniejszego tekstu, przyznacie nam słuszność drodzy czytelnicy, i to wszyscy, bez wyjątków.

C.B.]

Jan Długosz (trudno go jako kanonika uznać za Strażnika Wiary Przyrodzonej, chociaż w tamtych czasach kanonikom różne rzeczy w duszy grały. Za to na pewno jest Zasłużonym dla Ocalenia Wiary Rodzimej (Zowrem) – nawet jeżeli zrobił to niechcący.

Pierwszą katedrę astrologii (niezależną od powstałej już około roku 1405 katedry astronomii) ufundował w 1453 r. Jan Dombrówka, po którym zachował się rękopis astrologiczny. Był to jednak fundusz skromny i w 1459 r. został powiększony o fundację Marcina z Żórawicy koło Przemyśla, zwanego Królem (Rex) (około 1422 — do przed 1460). Po uzyskaniu magisterium w Krakowie w 1444 r., studiował on astrologię w Bolonii i Pradze, po czym od 1455 r. sprawował funkcję Profesora astrologii w Akademii Krakowskiej. Był też nadwornym lekarzem i astrologiem kardynała Zbigniewa Oleśnickiego i przyjacielem Jana Długosza, a także autorem najstarszego polskiego iudicium astrologicznego, na rok 1451.

[Mamy tutaj w tym pięknym towarzystwie tak  odsądzanego i nielubianego - zwłaszcza jako przekaziciela imion bogów Słowian - Jana Długosza. Cóż za piękny przypadek?! C.B.]

Marcin Król był twórcą tzw. „astrologicznej szkoły krakowskiej”, której sława szybko rozprzestrzeniła się po całej Słowiańszczyźnie, a także po Niemczech i Austrii. Do końca XV wieku była to jedyna wszechnica astrologiczna w Europie środkowej, kształcąca przyszłych profesorów astrologii uniwersytetów europejskich oraz wydająca znane we wszystkich krajach iudicia Practica Cracoviensis.

Uniwersytet Jagielloński Colegium Maius – pracownia

Spośród uczniów Marcina Króla największą sławę astrologiczną zyskało dwóch: Marcin Bylica z Olkusza (ok. 1434 – 1494), współpracownik wybitnego astronoma i astrologa niemieckiego Jana Regiomontana (Regiomontanusa), później nadworny astrolog króla węgierskiego Macieja Korwina, oraz Jan z Głogowa zwany Głogowczykiem (ok. 1445-1507), wykładowca astrologii na Akademii Krakowskiej, autor ogromnej liczby pism, z których dużą część stanowiły iudicia, czyli prognostyki roczne, redagowane przez niego od 1468 r. Szczególną sławę przyniosła Głogowczykowi przepowiednia, że zjawi się na świecie czarny zakonnik, który sprowadzi na Kościół Katolicki zamieszanie większe od herezji husyckiej. Po wystąpieniu Marcina Lutra, który był augustianinem, a więc nosił czarny habit, cała Europa podziwiała dokładność tej przepowiedni.

O obrotach ciał niebieskich – Mikołaj Kopernik otrzymał pierwszy egzemplarz tej księgi drukiem leżąc już niemal na marach. Gdyby nie wysiłek paru atrologów, zwłaszcza Jana Joachima Retyka, nie doczekałby się druku za życia, a może nigdy nikt z nas by tego nie doczekał – (przykład Bronisława Terntowskiego, którego Bożyca spoczywa w archiwach Czartoryskich już 200 lat i nie była drukowana jest pouczający).

[W tym miejscu znów się wtrącę. Jest to bowiem idealne miejsce żeby wskazać na cienką linię graniczną jaka dzieli naukę i naukowość od „naukawości”. Dzisiaj większość z Was ze śmiechem przyjęłaby restytucję katedry astrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale pamiętajmy, że w ramach tego uniwersytetu wykładana też była medycyna lecząca pijawkami, larwami much, zimnymi okładami, wsadzaniem do gorącego chlebowego pieca i była też religia, bo dzisiejsza Akademia Papieska to nic innego jak „kawałek”  rozerwanego przez Komunistów UJ. Ta religia wzbraniała przez długi czas Mikołajowi Kopernikowi druku jego traktatów, które lokować powinniśmy na pograniczu astrologii i astronomii. Te traktaty – jak przeczytacie poniżej – wydał on tylko dzięki swoim przyjaciołom ASTROLOGOM, a raczej dzięki zakamuflowanym zwolennikom Wiary Przyrodzonej, którzy wspierali wszystko co się z nią wiązało, w tym także wiedzę – prawdziwą, głęboką, niekiedy tajemną – tam gdzie nie mogła ona być jawna. Tak to „czarnoksięsko-pogańska” astrologia przecierała szlaki przed gnębioną przez Kościół myślą naukową, która bez wsparcia tej pseudonauki miałaby zapewne dłuższą drogę do pokonania.

Inkwizycja - Proces Galileusza

Może w XXI wieku dalej musielibyśmy wierzyć, że Ziemia jest płaska, nie byłoby lotów kosmicznych,  i nadal musielibyśmy przyznawać przed Wielkim Inkwizytorem ze skruchą , że świat zaczął się w roku, który bezbłędnie wskazuje Biblia?

Miejmy też świadomość jak zmieniają się kryteria naukowości. Czy dzisiejsza archeologia i kilka innych „humanistycznych” nauk nie opartych do końca na niepodważalnych naukowych twierdzeniach, nie będzie musiało kiedyś wypaść za burtę Uniwersytetu, tak jak astrologia?

I jeszcze jedno pytanie – przewrotne – czy jesteśmy wszyscy w 100% przekonani że astrologia i jej horoskopy (nie te gazetowe zabawy, ale poważne opracowania) są rzeczywiście zupełnym przeżytkiem???   Jednak trafiają z przepowiedniami, częściej niż by to wynikało ze statystyki. Wiele spraw na tym świecie zdarza się – poza statystycznymi teoriami i ich obliczeniami prawdopodobieństwa wydarzeń. – C.B.]

Kazimierz Jagiellończyk

Astrologia szybko weszła na dwory polskich monarchów i magnatów. Jak wspominano już, mieli swych astrologów Kazimierz Wielki i Władysław Jagiełło. Kazimierz Jagiellończyk zatrudnił w 1464 r. astrologa Piotra Gaszowca z Loźmierzy Polskiej (ok. 1430-147.4) i zabrał go ze sobą na wojnę pruską.

Pod koniec XV wieku sława i znaczenie „astrologicznej szkoły krakowskiej” zmniejszyły się znacznie. Przyczyną tego było powstanie katedr astrologii na uniwersytetach niemieckich i austriackich, których iudicia powoli wypierały krakowskie z rynku europejskiego. W tym właśnie czasie studiował na Akademii Krakowskiej jeden z najwybitniejszych jej absolwentów, Mikołaj Kopernik.

Wśród nauczycieli, których wykładów słuchał, było wielu znakomitych astrologów: Michał Falkner z Wrocławia (zm. 1534), autor pierwszych drukowanych w Polsce iudiciów na lata 1494 i 1495 (wcześniej drukowano ie w Niemczech lub rozpowszechniano w kopiach rękopiśmiennych), Bernard z Biskupiego (zm. 1531), Szymon z Sierpca (zm. 1512), Marcin Bylica z Olkusza (wykładał astronomię), Wawrzyniec Korwin lub Rabe z Neumarkt (Środa Śląska) (zm. 1527) (wykładał filozofię). Astrologii uczył Kopernika sam Jan z Głogowa, a także Wojciech Krypa z Szamotuł (zm. 1567).

“To wszystko niebo rządzi, a planety jego

Bo im moc ta nadana od Pana samego.

… wzdyć przed się planety moc mają,

gdyż owi praktykarze czasy powiadają,

O niemocach, o śmierci, o pewnych przygodach,

O kłopotach, o walkach i o prędkich szkodach.”

Mikołaj Rej

Jak powszechnie wiadomo, Kopernik nie zajmował się prognostykowaniem w takim stopniu jak współcześni mu astronomowie. Istnieją jednak przesłanki, że próbował swych umiejętności i w tej dziedzinie, choć jego główne zainteresowania szły w innym kierunku. Nie zachował się, co prawda żaden horoskop opracowany przez Kopernika, ale istnieją skreślone jego ręką dane do obliczeń astrologicznych, a także notatki i traktaty astrologiczne będące jego własnością (jeden z nich został przez Kopernika własnoręcznie przepisany).

W okresie panowania Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta astrologia stała się w Polsce bardzo popularna zarówno wśród magnaterii. jak i w niższych warstwach społeczeństwa. Zatrudnianie astrologów było szeroko praktykowane nawet wśród dostojników kościelnych. Mieli swych astrologów biskupi Piotr Tomicki i Samuel Maciejowski.

MACIEJ Z MIECHOWA

“TRACTATUS DE DUABIS SARMATIJS ASIANA ET EUROPIANA”

KRAKÓW 1517

“Autor zbija błędy rozsiane o Wschodzie Europy jeszcze przez Greków. Najprzód i najwięcej mówi o Tatarach, ich pochodzeniu, przybyciu i obyczajach, potem o dawnych mieszkańcach Sarmacyi, Połowcach, Gotach, Alanach, Wandalach i Swewach. W drugiej części podaje opis Rusi, Litwy i Żmudzi najwięcej pod względem etnograficznym. daje krótki opis w. ks. Moskiewskiego i ziem niedawno przez nie zawojowanych. Jest to zatem pierwsza geografia Polski bez baśni napisana. W tej książce po raz pierwszy spotykamy próby wytłumaczenia początków narodu polskiego” (Kopera).

“Miechowita przedstawił obraz terytoriów między Wisłą a Donem (Sarmacja europejska) oraz między Donem a południkiem Morza Kaspijskiego (Sarmacja azjatycka), będący obrazem i geograficznym, i etnograficznym. [...] zawiera dane o ukształtowaniu powierzchni, rzekach, klimacie, florze i faunie oraz o różnych, zamieszkujących ziemie jednej i drugiej Sarmacji ludach i ich dziejach. W opisie swym Maciej z Miechowa poświęcił szczególna uwagę krajom państwa moskiewskiego [...]. Miechowita w zdecydowany sposób wystąpił przeciw [...] mylnym wiadomościom i opisom. Opis własny [...] oparł w przeważnej mierze na informacjach i relacjach, jakie mógł uzyskać od podróżników, którzy zwiedzali tamtejsze kraje, a także od jeńców wojennych i zbiegów. W ten sposób ‘Tractatus de duabus Sarmatiis’ wzbogacił poważnie wiedzę w zakresie geografii regionalnej. Rzecz [...] przejawiała zdecydowaną tendencję empirystyczną i przeciwstawiała się tradycyjnym, nie potwierdzonym przez obserwację przekazom [...]. Dziełko Miechowity zyskało, i to bardzo szybko, wielki rozgłos w Europie. Dość długo toczyły się wokół niego polemiki, znajdowali się bowiem i obrońcy dawnych autorytetów. Ostatecznie książka Miechowity oraz tendencja, która znalazła w niej wyraz, wyszły z tych sporów zwycięsko”

Również król Zygmunt Stary żywo interesował się astrologią, zapisując w swym modlitewniku dokładne godziny urodzin kolejnych dzieci. Miał kilku nadwornych doradców astrologicznych, między innymi Jakuba Ferdynanda Balenzisa i Leonarda Pieczychowskiego. Z grona praktyków tego okresu największym uznaniem cieszyli się Jakub z Iłży, Mikołaj z Tuliszkowa, Mikołaj z Szadka — przyjaciel Mikołaja Kopernika, Józef Struś —słynny lekarz poznański i inni.

Ważnym momentem w dziejach polskiej astrologii stał się rok 1522, w którym Maciej z Miechowa (Miechowita) (1457-1523), historyk, lekarz, astrolog i ośmiokrotny rektor Akademii Krakowskiej, powiększył fundację katedry astrologii i jednocześnie sprecyzował zasady, na jakich miała działać przez następne dwa stulecia. Profesorem astrologii miał być wybierany co 15 lat najlepszy praktyk, który w czasie swej kadencji musiał co roku opracowywać iudicia i układać kalendarze. Program wykładów obejmował — poza Tetrabiblos Ptolemeusza, które było podstawowym podręcznikiem astrologii w całej Europie i świecie arabskim — szereg dzieł arabskich astrologów z Hiszpanii, które wywarły znaczny wpływ na dalszy rozwój astrologii krakowskiej.

Zodiak i miesiące z Tetrabiblos Ptolomeusza

Zygmunt August, wielki miłośnik nauk tajemnych, korzystał z rad profesora Akademii Krakowskiej Piotra Proboszczowicza, który ustalał termin koronacji Katarzyny Austriackiej, a także przepowiedział królowi śmierć w 72 roku, nie precyzując czy ma to być rok życia, czy rok kalendarzowy. Zygmunt August istotnie zmarł w 1572 roku w wieku 52 lat. Inny astrolog, Marcin Fox (Foxius), również profesor Akademii, przepowiedział królowi śmierć na rok 1552, kiedy to król omal nie został zabity podczas wizyty w Królewcu.

Zygmunt August (nie mylić z Poniatowskim, który był jego karykaturą w sensie … no w każdym sensie, dlaczego?)

[Ostatni król polski z rodu Jagiellonów, ukoronowany w 1530 r. jeszcze za życia ojca, Zygmunta Starego, rządy objął w Polsce po jego śmierci. Panowanie Zygmunta Augusta to dalszy ciąg rozkwitu Rzeczypospolitej szlacheckiej, okres zwany w literaturze "złotym wiekiem". W polityce wewnętrznej król przestrzegał zasady tolerancji religijnej, co zapewniło Polsce spokój wewnętrzny. Wśród przenikających do kraju prądów ukształtowała się ideologia Braci Polskich (arian), najradykalniejszego odłamu w polskim protestantyzmie.
W związku z upadkiem niemieckiego państwa zakonnego w Inflantach doprowadził Zygmunt August do włączenia znacznej części Inflant do państwa polsko-litewskiego, co wywołało długotrwałą "wojnę północną" z Moskwą. Odwracało to uwagę narodu od żywotnych spraw obrony granic zachodnich i odzyskania Śląska. W związku z wojną północną Zygmunt August zainteresował się sprawami morskimi i był pierwszym władcą, który organizował polską flotę wojenną.
Jedną z trosk Zygmunta Augusta było utrwalenie związku państwowego między Polską i Litwą. Na sejmie w Lublinie zawarta została w 1569 r. unia, która zespoliła je w jedno państwo. Kończyło to w zasadzie budowę wielonarodowościowej Rzeczypospolitej, w której pełna władza znalazła się w rękach szlachty, a z czasem - w rękach magnackich.]

Jednym z najwybitniejszych astrologów epoki zygmuntowskiej był Kasper Gośki (zm. 1576), docent Akademii Krakowskiej, później lekarz i astrolog prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego, a po jego śmierci, burmistrz Poznania. Sławę europejską przyniosły mu prognostyki wydawane w latach 1551-1563 w Krakowie i Wrocławiu, szczególnie zaś opublikowana w 1571 r. przepowiednia zwycięstwa świata chrześcijańskiego nad Portą Otomańską. W uznaniu tego faktu rząd Rzeczypospolitej Weneckiej wydał następującą uchwałę: „Ponieważ Kasper Gośki, Polak, matematyk, sławny z dowcipu i męstwa, jakby duchem wieszczym natchniony, zwycięstwa nasze przewidział (…) przeto uchwalamy, by temuż Kasprowi Goskiemu, przyjętemu w poczet patrycjuszy weneckich, posąg pieszy z miedzi w gimnazjum naszym był wystawiony; nadto (…) przeznaczamy rocznie i do śmierci trzysta dukatów, aby ta nagroda i dla innych bodźcem do nauk matematycznych i sławy się stała”.

Znak Ryb z kalendarza astrologicznego z 1512 roku

Pierwsi królowie elekcyjni również nie stronili od astrologii. Szukał w niej oparcia i pomocy Henryk Walezy, o którym przepowiednie wydał w Krakowie w 1573 r. Jerzy Joachim Retyk, przyjaciel Kopernika i wydawca jego wiekopomnego dzieła.

Stefan Batory radził się astrologów w sprawie terminu przyjazdu do Polski i ślubu z Anną Jagiellonką, a w 1585 r. odbył szereg spotkań z wielkim magiem angielskim, nadwornym astrologiem królowej Elżbiety I, Johnem Dee.

Jednym z najpłodniejszych astrologów końca XVI wieku był Jan Latoś, profesor Akademii Krakowskiej i dziekan wydziału lekarskiego, który przepowiedział między innymi upadek państwa otomańskiego na. rok 1700, w czym niezbyt się pomylił, gdyż pokój zawarty przez Turcję z Ligą Świętą w Karłowicach w 1699 r. był praktycznie końcem potęgi Otomanów.

Począwszy od XVII wieku astrologia europejska, a z nią i polska, zaczęła chylić się ku upadkowi. Ostatnim wielkim astrologiem, zamykającym jej „złoty wiek” w Polsce, był Jan Brożek (Broscius) (1585–1652), wybitny matematyk, pedagog i jeden z największych umysłów swej epoki. W 1614 r. został wybrany do pełnienia funkcji profesora astrologii, którą sprawował do roku 1629, zgodnie z zarządzeniami Macieja z Miechowa. W 1639 r. zapisał Brożek Akademii Krakowskiej 3000 złotych, z czego 1000 przeznaczył na pomnożenie dochodu profesora astrologii, a także zmodyfikował program wykładów astrologicznych. Jako praktyk był Brożek doradcą astrologicznym Zygmunta III Wazy. Władysława IV i Jana Tęczyńskiego, wojewody krakowskiego.

Jan III Sobieski miał również nadwornego astrologa i geometrę, Stanisława Solskiego, a na wyprawę wiedeńską zabrał ze sobą kalendarz astrologiczny Stanisława Słowakowica (1634-1702) na rok 1683, w którym notował bieżące wydarzenia.

Karta Imion z kalendarza astrologicznego fińskiego

Powolny upadek astrologii przejawiał się też w tym, że przestawały wychodzić teoretyczne traktaty na jej temat, a coraz popularniejsze stawały się kalendarze astrologiczne zawierające różne prognozy na następny rok, a także wiele porad i informacji z wszelkich dziedzin życia. Poza Krakowem wydawane były w XVII wieku w Zamościu, Gdańsku, Poznaniu, Częstochowie i Wilnie.

Czasy saskie to okres całkowitego upadku astrologii. Mimo powszechnie już wrogiego do niej stosunku sfer wykształconych, niektórzy władcy wciąż uciekali się do astrologów w trudnych momentach. Szczególnie August II Mocny lubił otaczać się różnymi „wtajemniczonymi”, alchemikami, różokrzyżowcami i astrologami. Jeden z nich, Jakub Henryk Flemming, zdobył sobie tą drogą stanowisko marszałka dworu i pierwszego ministra, a w końcu stał się faktycznym władcą Saksonii i Polski.

Astrologiczne kalendarze były najpoczytniejszym wydawnictwem w XVIII-wiecznej Polsce. Wychodziło ich corocznie około 20 w nakładzie ponad 20 tysięcy egzemplarzy. Największym potentatem w tej dziedzinie był Stanisław z Łazów Duńczewski (1701-1767); po uzyskaniu doktoratu z filozofii w Krakowie w 1724 r. rozpoczął wydawanie swego Kalendarza polskiego i ruskiego, który ukazywał się nieprzerwanie przez 50 lat. Na Akademii Zamojskiej był Duńczewski profesorem matematyki i fizyki, a ponadto piastował wiele innych godności.

Drugim co do ważności wydawcą kalendarzy była nadal Akademia Krakowska, na której aż do reformy kołłątajowskiej w 1780 r. była katedra astrologii. Wśród profesorów, którzy opracowywali kalendarze astrologiczne w tym okresie byli między innymi: Józef Alojzy Putanowicz, reformator wydziału filozoficznego i twórca kursu filozofii eklektycznej, Józef Tomasz Szabel, rektor Akademii. Andrzej Jan Kanty Trzciński, kierownik katedry fizyki, Sebastian Czochron, prawnik i jeden z najwybitniejszych przedstawicieli nauki oświeceniowej w Krakowie, Feliks Radwański, kierownik pierwszej katedry mechaniki i hydrauliki. Również Jan Śniadecki jako młody profesor matematyki opracował trzy roczniki Kalendarza polskiego i ruskiego (1776-1778).

Wychodzące od 1737 r. kalendarze polityczne, pozbawione części prognostykarsko-astrologicznej, stopniowo wypierały kalendarze astrologiczne, a tym samym likwidowały ostatni przejaw astrologii. Ostatnia bodaj próba jej obrony w Polsce przedrozbiorowej ukazała się w kalendarzu na rok 1772 wydanym przez autora ukrywającego się pod pseudonimem Astrofil Krakowski. Natomiast ostatni kalendarz z prognostykami wydany został w Wilnie w 1806 r. Wspomniany Astrofil Krakowski tak pisał o astrologii w roku 1771: „Toć prawda, że ta nauka różnymi czasy różnym przeciwnościom podpadała (…), nigdy jednak nauka astrologiczna tak wygnana wcale nie była, aby potem z honorem nie była powrócona”. Twierdzenie to okazało się słuszne nie tylko w odniesieniu do chwilowych wahań popularności astrologii, ale również do przedwcześnie ogłoszonego jej ostatecznego upadku.

Tybetański kalendarz astrologiczny – ręcznie malowany

[Oto mamy i pierwszy okres upadku całkowitego astrologii, który jakoś dziwnie wiąże się z utratą niepodległości przez Polskę. Czy jest to zbieg okoliczności, czy zabieg rozbiorców polegający na obrzydzeniu Polakom całej ich wielkiej tradycji – łącznie z tą królewską i sarmacką – polegający na obrzuceniu w ich pamięci i przekazie Wielkich Przodków, inwektywami  i odpowiedzialnością poprzez nadanie szlacheckich edyktów za upadek - który był upadkiem NIEUNIKNIONYM - bo demokracja między satrapiami musiała polec!!!

Zatem obciążano w tzw. Oświeceniu świadomie tych, którzy doprowadzili Polskę do Największej chwały w nowożytnej historii – zaledwie kilka chwil temu, gdy Polska ratowała Europę przed Turkami, zaledwie kilka mgnień temu gdy władztwo Jagiellonów sięgało trzech mórz: Bałtyku, Morza Czarnego i Adriatyku!!!

Czy to był przypadek, poczekajmy chwilę a historia przyniesie nam odpowiedź. C.B.]

 

Bitwa pod Kłuszynem otwierająca Polakom drogę do zdobycia Moskwy i zajęcia Kremla – 4 lipca 1610


Po XIX-wiecznej przerwie, w czasie której zajmowali się nią jedynie odosobnieni fanatycy (np. Juliusz Słowacki w liście do matki z 2 stycznia 1838 roku pisał, że obliczył horoskop nowo urodzonemu synowi Zdzisławy Zamojskiej), astrologia odżyła na nowo w Europie i Stanach Zjednoczonych dopiero w XX wieku.

Takich samotnie idących pod prąd – chętnie nazywa się dzisiaj Oszołomami – oto więc odosobniony fanatyk Juliusz Słowacki – Wielki Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian:

Juliusz Słowacki herbu Leliwa (ur. 4 września 1809 w Krzemieńcu, zm. 3 kwietnia 1849 w Paryżu na gruźlicę) – jeden z najwybitniejszych poetów polskich doby romantyzmu, dramaturg i epistolograf. Obok Mickiewicza i Krasińskiego określany jako jeden z Wieszczów Narodowych. Twórca filozofii genezyjskiej (pneumatycznej), epizodycznie związany także z mesjanizmem polskim. Był też mistykiem.

Jednymi z pierwszych praktyków nowego okresu astrologii w Polsce byli: Julian L. Haluza z Poznania, działający od 1904 r., Antoni Sękowski, praktykujący do I wojny światowej w Berlinie, a potem w Bydgoszczy, oraz Kazimierz Stabrowski (1869-1929), wybitny malarz, założyciel i dyrektor Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, założyciel Warszawskiego Towarzystwa Teozoficznego.

Jerzy Siemiginowski-Eleuter – Jan III Sobieski pod Wiedniem


[Przychodzi Niepodległa Polska i oto mamy ponowny rozkwit wszystkiego co tak nagle uwiędło na lat 150. Oto i mamy Towarzystwo Teozoficzne i Astrologów oraz Wolnomularstwo Polskie, wśród którego pod rozbiorami po Powstaniu Listopadowym, jedną z najwybitniejszych postaci był wielki polski filozof i niezaprzeczalny Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej Bronisław Trentowski. Czy to przypadkowy związek między polskim, towarzystwem teozoficznym , Wielką Lożą Masońską, astrologami czasopismami „Wyzwolenie” i Odrodzenie oraz ruchem na Śląsku Cieszyńskim w Nydku, w Polsce i na Morawach?! C.B.]

W niepodległej Polsce pierwsze wzmianki o astrologii ukazały się w czasopiśmie „Wyzwolenie” wydawanym w Nydku, od czerwca 1919 r., przez Polskie Towarzystwo Teozoficzne na Śląsku Cieszyńskim. W 1921 r. bracia Józef i Karol Chobotowie założyli miesięcznik „Odrodzenie”, który do końca lat dwudziestych był jedynym w Polsce pismem skupiającym miłośników i badaczy okultyzmu, wiedzy ezoterycznej, spirytyzmu, itd. (takie periodyki, jak „Przegląd Teozoficzny”, „Wiedza Filozoficzna” czy „Świat Niewidzialny” miały nieco inny charakter). Na łamach „Odrodzenia” debiutowało wielu znanych później astrologów, jak: Karol Chobot, Jan Starża-Dzierżbicki, Zygmunt Koehler, Władysław Brzechffa. W drugiej połowie lat dwudziestych każdy numer zawierał „Wskazówki astrologiczne”, a w marcu publikowany był horoskop dla Polski na następny rok. Dnia 9 sierpnia 1921 r. odbyło się w warszawskiej Księgarni Filozoficzno-Okultystycznej „Sędziwój-Wroński” zebranie czterech osób mające na celu zainicjowanie zorganizowanej pracy astrologicznej. Inicjatorem był Tohelles, były zesłaniec na Sybir. Niestety nie są znane dalsze działania tej grupy.

Numer 1 – z marca 1921 roku

[Dla wyjaśnienia pewnych związków:
„Teozofia to "boska mądrość" lub "mądrość bogów" (theos to po grecku Bóg, sophia to mądrość). Termin ten stosuje się często dla oznaczenia filozoficznej tradycji - czy raczej splotu tradycji wzajemnie powiązanych - której europejscy przedstawiciele to Pitagoras, Platon i Szymon Mag, Plotyn i Mistrz Eckhart, Mikołaj z Kuzy, Paracelsus i Giordano Bruno, Jakub Bohme i F. Schelling. Teozofia to również jeden z głównych nurtów myśli indyjskiej, bliskie są jej chiński taoizm i muzułmański sufizm. Wspólny dla wszystkich tych tradycji jest nacisk na doświadczenie mistyczne, odsłaniające przed człowiekiem głębszą rzeczywistość duchową; dalej ezoteryczny, dostępny tylko dla wtajemniczonych charakter doktryny; fascynacja zjawiskami okultystycznymi, niezwykłymi mocami uzyskiwanymi w miarę osiągania kolejnych stopni rozwoju duchowego; wreszcie ontologiczny monizm: duchowa rzeczywistość dostępna w doświadczeniu mistycznym okazuje się, koniec końców, rzeczywistością jedyną.
Nowego - i dziś podstawowego - znaczenia termin "teozofia" nabrał, gdy 17 listopada 1875 Helena Pietrowna Bławacka (1831-1891) i Colonel Henry Steele Olcott (1832-1907) założyli w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Ona, Rosjanka z pochodzenia, o hipnotyzującym spojrzeniu i kontrowersyjnej osobowości, podczas kilkuletniego pobytu w Tybecie nawiązała bezpośredni kontakt z przebywającymi tam Mistrzami.
Mistrzowie – jak  stwierdziła - zapoznawszy ją ze ściśle strzeżonymi doktrynami, nakazali jej udać się do Stanów Zjednoczonych i odszukać Olcotta, prawnika, dziennikarza i badacza parapsychicznych mocy.
Po założeniu organizacji - on został jej pierwszym prezydentem, ale ona odgrywała wiodącą rolę - wyruszyli w podróż, która skończyła się w Madrasie. Tam, na południowym brzegu rzeki Adyar, niedaleko od jej ujścia do Zatoki Bengalskiej, kupili w 1892 r. budynek, który stał się - i do dziś pozostaje - Siedzibą Główną Towarzystwa Teozoficznego. Stopniowo bogaci teozofowie - wielu z nich należało do wyższych sfer - wykupywali przyległe tereny i wznosili na nich własne domy (podczas nieobecności właścicieli budynki pozostawały do dyspozycji Towarzystwa, przechodziły na jego własność z chwilą ich śmierci). W pierwszych latach naszego stulecia posiadłość obejmowała już około 100 hektarów, na jej terenie rósł słynny, drugi co do wielkości w Indiach, figowiec.

Helena Bławacka

Cele Towarzystwa Teozoficznego określono następująco:
1. Utworzyć jądro Uniwersalnego Braterstwa Ludzkości bez podziału na rasy, wyznania, płeć, kasty czy kolor skóry.
2. Popierać studia w zakresie Porównawczej Religii, Filozofii i Nauki;
3. Badać niewyjaśnione prawa przyrody i drzemiące w człowieku moce…”
… Następczynią Bławackiej była Anna Besant. „
I jeszcze o związkach TEOZOFII Z ANTROPOZOFIĄ (to tendencyjna definicja z jakiejś katolickiej strony, ale nie bądźmy drobiazgowi  istotne jest co innego. Szczególnie rozśmieszające jest zdanie, które wyboldowałem na czerwono, bo będąc cząstkami Boga jesteśmy - chcemy czy nie - istotami o naturze boskiej – Chrześcijaństwo naprawdę jest nieźle pokręcone):

Rudolf Steiner

„Teozofia obejmuje różnorodne poglądy, chrześcijańskie i pozachrześcijańskie, które tworzą spójny i jednolity światopogląd. Teozofie łączy wiele z  alchemią, astrologią i okultyzmem, a także z buddyzmem, hinduizmem (Wedą i Rygwedą), spirytyzmem. Celem teozofii jest osiągnięcie za pomocą wiedzy ezoterycznej, wiedzy o głębszych i tajemnych związkach rzeczy, prawdy głębszej niż ta, do której dochodzi się dzięki wierze. Wiedza ta dotyczy przemiany człowieka, jego uduchowienia. Sprowadza się często do poznania siebie i uznania siebie za istotę o naturze Boskiej i Boskim przeznaczeniu. W zależności od stopnia obecności w niej elementów chrześcijańskich można mówić o teozofii chrześcijańskiej; Chrystus odgrywa rolę najwyższej mądrości. W 1875 r. powstało  Towarzystwo Teozoficzne. W 1902 r. sekretarzem generalnym Towarzystwa został Rudolf   Steiner, najbardziej wpływowy i najbardziej płodny pisarz teozoficzny. Na tle ogólnego rozpadu ruchu teozoficznego, którego powodem było uleganie różnym tendencjom religijnym, Steiner w 1913 r. założył gminę Antropozofia (antropozofia jako rodzaj wiedzy o człowieku), która zachowała wiele elementów teozofii. Wpływy teozoficzne i antropozoficzne zaznaczają się bardzo silnie w ideach Nowej Ery. …”
A oto już wypowiedź i punkt widzenia ze strony Loży Masońskiej:
Annie Besant
„…Charles Webster Leadbeater (1854-1934). Inna osoba: Annie Besant (1847-1933). To byli przywódcy Towarzystwa Teozoficznego, którzy zostali przyjęci do lóż Droit Humain i szybko stali się szefami całego Zakonu. Od nich datuje sie mariaż DH z teozofią. I z tego też powodu Rudolf Steiner zerwał z TT i założył własny ruch: Towarzystwo Antropozoficzne.  

Początkowo DH i idea założycielki, Marie Deraismes (1828-1894), nie miała nic wspólnego z wschodnim okultyzmem w wersji H.P. Bławatskiej, propagowanym przez TT. Ale sama Bławatska zainteresowana była masonerią - mam nawet jedno dziełko jej autorstwa "o pochodzeniu rytuału w Kościele i w masonerii" [!]. To zainteresowanie odziedziczyli jej następcy w przywództwie TT. W efekcie jest dzisiaj to, co jest: koedukacyjny, teozoficzny Zakon masoński, pracujący w 33 stopniowym RSDiU, ale całkowicie podporządkowanym wykładni teozoficznej.

Trzygłowa Bogini -  Białoboga z dokumentów Masonerii

Jak napisał przed kilkunastu laty przywódca polskiego DH w latach 1933-1938: Wyjaśniam, że Polskie Towarzystwo Teozoficzne oraz Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa Le Droit Humain były zupełnie odrębnymi organizacjami, a tylko niektórzy członkowie Towarzystwa wstąpili do wolnomularstwa. Natomiast Towarzystwo i Zakon “Le Droit Humain” opierają się na tej samej Mądrości Odwiecznej. (W. B o c h e ń s k i, Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa “Le Droit Humain”, “Ars Regia” 1994, nr 1, s. 82.) “Mądrość Odwieczna” , o której mówił Bocheński, to doktryna Heleny Pietrowny Bławatskiej (1831-1891) – założycielki i wieloletniej przywódczyni TT.

Inne masońskie przedstawienie trójgłowego bóstwa – tym razem męskie – Trzygłów-Czarnogłów

…Teozofowie nie tylko “zmiksowali się” z masonerią w wydaniu DH, przejmując przywództwo i kształtując jego profil, lecz także weszli do Kościołów neo-gnostyckich, przyjmując “sakry biskupie”…
…Annie Besant działaczka społeczna, feministka, inicjowana w loży „Le Droit Humain”, kierowniczka Towarzystwa Teozoficznego przyniosła światło masonerii mieszanej do Wielkiej Brytanii – w Londynie powstała loża „Human Duty” (Ludzki Obowiązek)…

Bronisław Trentowski, wielki filiozof Polski, czołowy teoretyk Wolnomularstwa, Wielki Strażnik Wiary Przyrodzonej Słowian, autor Bożycy

… Droit Humain nie miało na samym początku charakteru ezoteryczno-teozoficznego. Wprost przeciwnie – “duch”, jaki nadali rodzącemu się stowarzyszeniu jego założyciele George Martin i Maria Deresmais miał charakter racjonalistyczny i wolnomyślicielski. Dopiero na początku XX w., gdy teozofowie po nieudanych próbach nawiązania szerszej współpracy z masonerią w ramach obrządku Memphis, które nadało niegdyś stopnie adopcyjne Helenie Bławackiej (dyplom WWF), dowiedzieli się o mieszanej masonerii – postanowili nawiązać z nią bliższy kontakt. Trzeba nawet przyznać, że przyczynili się do jego rozwoju.  

Kiedy tworzono w Polsce federację, to – jak wspomina Bocheński – natrafiono na duże opory ze strony władz paryskich, bowiem we Francji rytuał ma materialistyczną interpretację, a w Anglii (podobnie jak w Holandii, Indiach i USA) opiera się na wiedzy ezoterycznej. W Polsce przedwojennej DH miało szeroką podstawę teozoficzną, ale byli tam również obecni materialiści i ateiści. Loża “Orła Białego” zajmowała się problematyką rytuału i historią okultyzmu…”. C.B.]

Numer 1 z 1924 roku

Przełomowy dla nowej astrologii polskiej był rok 1927, w którym ukazała się pierwsza większa pozycja książkowa zatytułowana Astrologia. Wtajemniczenie i porady dla każdego. Autorami jej byli Andrzej Pawłowski, który później już nie występował na arenie astrologicznej, i Alfred Ulkan, Niemiec pochodzący z Iławy i mieszkający w Toruniu, który był jednocześnie właścicielem wydawnictwa „Taurus”. Praca ta napisana na dosyć niskim poziomie, wyjaśniała podstawowe zasady budowy horoskopu i podawała szereg tradycyjnych porad astrologicznych.

W kwietniu tego samego roku pojawił się pierwszy numer dwumiesięcznika, „Wiadomości Astro-logiczno-Literackie”, wydawanego i redagowanego przez Karola Chobota. Pismo wychodziło jedynie przez rok. Pod koniec 1927 r. ukazał się Pierwszy polski kalendarz astrologiczny na rok W2B oparty na podstawach naukowych astrologii, opracowany przez Franciszka A. Prengla. Pierwszy rocznik był jeszcze skromny, lecz w następnych latach kalendarz szybko się powiększył i zyskał objętość ponad 100 stron, wychodząc później jako Polski kalendarz astrologiczny (Almanach wpływów kosmicznych). Było to niewątpliwie najlepsze wydawnictwo astrologiczne w okresie międzywojennym, utrzymane na wysokim poziomie i dorównujące kalendarzom zachodnim. Głównymi współpracownikami kalendarza, autorami zamieszczanych w nim artykułów, byli: prof.drjan Sas-Zubrzy-cki, dr Antoni Czubryński, Antoni Sękowski, Mieczysław Klecz, Julian L. Haluza, Konstanty Chmielewski, Karol Chobot, mgr Zygmunt Koehler, prof. Franciszek Stopa, prof. dr Stanisław Peliński, Zbigniew Prevoz, dr Józef Ryglewicz, Myrtha Noel i kilkanaście innych osób.

Wiadomości Astrologiczno-literackie numer z 1927 roku

Redaktor Polskiego kalendarza astrologicznego, Franciszek Augustyn Prengel, urodził się 26 czerwca 1899 r. w Chicago, a zmarł prawdopodobnie w obozie koncentracyjnym w Dachau. Był on niewątpliwie centralną i najwybitniejszą postacią w polskiej astrologii okresu dwudziestolecia. Skupił wokół siebie większość polskich astrologów, był autorem kilku książek oraz dużej ilości artykułów astrologicznych zamieszczanych w wielu czasopismach, a także był przedstawicielem Międzynarodowego Związku Astrologów na Polskę.

Franciszek Augustyn Prengel, syn Antoniego i Balbiny z d. Adrian, urodził się 26 czerwca 1899r. w Ameryce Południowej (F.M.O. BRJEM) [W Czy wiesz kto to jest Warszawa 1938r. jako miejsce urodzenia podano Chicago - uwaga red.]. Od 4 października 1906 roku mieszkał w Bydgoszczy przy ulicy T. Magdzińskiego nr. 2, a od listopada 1935 roku do 31 października 1939 roku przy ul. Melchiora Wierzbickiego nr.1 m.5.

W listopadzie 1939r. został aresztowany przez władze hitlerowskie i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zginął śmiercią męczeńską.

Franciszek Augustyn Prengel według danych z kartoteki mieszkańców Bydgoszczy z okresu międzywojennego, znajdującej się w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Bydgoszczy, występował jako nauczyciel prywatny, literat i astrolog. Był osobą samotną ? kawalerem.

Fr. A. Prengel należał do grupy najsławniejszych astrologów polskich okresu międzywojennego. Był współtwórcą Polskiego Towarzystwa Astrologicznego, które w 1937 zostało zarejestrowane w dziele towarzystw naukowych w Bydgoszczy.

Jeszcze jednym ważnym wydarzeniem końca 1927 r. było założenie pierwszej w Polsce organizacji astrologicznej. Polskiego Towarzystwa Astrologicznego w Warszawie. Oficjalnie zostało ono zarejestrowane 23 lutego 1928 r., a prezesem został Jan Starża-Dzierżbicki (1883-1939), artysta malarz i znany autor exlibrlsów, a także autor wielu artykułów astrologicznych. Dwa kolejne stowarzyszenia powstały w 1929 r. W maju tego roku (lub, według innego źródła, w maju 1930) założone zostało Towarzystwo Astrologiczne „Kosmos”, które w 1932 r. zmieniło nazwę na Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy. Prezesem został Franciszek A. Prengel, a w 1937 r. organizacja liczyła ok. 60 członków. Było to najbardziej aktywne stowarzyszenie astrologiczne w międzywojenne) Polsce, głównie dzięki inwencji i zdolnościom organizatorskim Franciszka Prengla.

Kurs astrologii urodzeniowej – książka z 1937 roku

W tym samym roku-Alfred Ulkan i Karol Chobot założyli Towarzystwo Astrologiczne Toruń (T.A.T.) w Toruniu i zaczęli wydawać jego oficjalny organ „Przegląd Astrologiczny”. Pismo wychodziło co miesiąc, a czasem co dwa i przestało się ukazywać w 1930 r.

Wśród współpracowników byli: Ernst Tiede (znany astrolog niemiecki), M. Anzenberger, M. Fandrejewski i inni. W latach trzydziestych astrologia często gościła na łamach popularnej prasy. Franciszek Prengel pisał między innymi w „Gazecie Bydgoskiej” i „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Jan Starża-Dzierżbicki również w IKC i „Wieczorze Warszawskim”. Powstało też wtedy wiele czasopism okultystycznych zamieszczających regularnie artykuły o tematyce astrologicznej. Najważniejsze z nich to „Hejnał” wydawany w Wiśle przez Jana K. Hadynę, a od 1934 r. przez Jana Pilcha, oraz „Wiedza Duchowa” (później „Lotos”) wydawany od 1934 r. przez Jana K. Hadynę w Krakowie. Kolejna organizacja astrologiczna powstała w Łodzi w 1934 r. Było to Polskie Towarzystwo Przyjaciół Astrologii i Astronomii, zorganizowane przez inż. Maksymiliana Dziergowskiego.

Lotos – miesięcznik wydawany przez Jana K. Hadynę w Krakowie od 1934 roku, numer 1 z 1935

Później jego prezesem został Łucjan Żak. . W 1935 r. Franciszek Prengel wraz z Zygmuntem Koehlerem, absolwentem matematyki Uniwersytetu Warszawskiego, zainicjowali wydawanie przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy miesięcznika „Niebo Gwiaździste”. Redaktorami pisma byli kolejno Zygmunt Koehler-(1935), Konstanty Chmielewski (1936-37) i Franciszek A. Prengel (1938-39). Poza stałymi współpracownikami Polskiego kalendarza astrologicznego autorami artykułów byli między innymi; prof. Wincenty Lutosławski, inż. Józef Maliński, dr med. Stanisław Breyer, dr fil. Oskar Wojnowski, Piotr Gawlikowski, Łucjan Żak, Zygmunt Stepnicki, M. Fandrejewski, J.W. Sadowski, Adam Odrowąż-Wróblewski.

Lotos strona potytułowa

Również w 1935 r. warszawscy zwolennicy astrologii założyli Instytut Badań Astro–Dynamicznych przy Towarzystwie Miłośników Wiedzy i Przyrody. Była to placówka badawcza, która między innymi rozpisała dwie ankiety astrologiczne. Jej dyrektorem był Mieczysław Wilbik.

Rok 1937 przyniósł wydanie Elementarnego kursu astrologii urodzeniowej w 15 lekcjach przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w Bydgoszczy. Został on opublikowany anonimowo, lecz później, w 1939 r., przyznał się do jego autorstwa Zygmunt Koehler, który też prowadził na łamach „Nieba Gwiaździstego” uzupełniające „Wykłady astrologii praktycznej”. Praca ta była pierwszym i jedynym ogólnym podręcznikiem astrologii wydanym drukiem w międzywojennej Polsce (Kurs astrologii nowoczesnej autora o pseudonimie Adamar (Adam Marcinkowski) był rozprowadzany jedynie w formie maszynopisu powielanego przez redakcję „Lotosu”).

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – motto ze Stanisława Wyspiańskiego

Kurs stał też na stosunkowo wysokim poziomie i nie ustępował podobnym publikacjom w krajach zachodnich w tym okresie. Nie brakło też w Polsce możliwości nauczenia się astrologii. Już w 1929 r. A. Marcinkowski z Warszawy reklamował korespondencyjny kurs astrologii, a w 1938 r. bydgoskie Towarzystwo powołało do życia Wolną Wszechnicę Astrologiczną i ogłosiło zapisy na trzymiesięczny kurs. Podobny kurs, prowadzony przez Zygmunta Koehlera, został zainaugurowany w Warszawie na początku 1939 r. referatem „Gwiazdy a życie ludzkie” Roberta M. Waltera (zm. 1981), znanego w stolicy z wielu odczytów i artykułów astrologicznych i okultystycznych. Krótko przed wojną powstały jeszcze dwie organizacje astrologiczne. W styczniu 1939 r. Adam Odrowąż-Wróblewski i Zygmunt Koehler rozpoczęli organizowanie Polskiego Towarzystwa Astrologii Naukowej w Warszawie. Na zebraniu organizacyjnym 19 lutego 1939 r. swój akces do Towarzystwa zgłosiło ok. 150 osób. Zebranie organizacyjne Polskiego Towarzystwa Astrologii Naukowej w Poznaniu miało miejsce 14 kwietnia 1939 r„ a na zebraniu konstytucyjnym 17 maja dokonano wyborów zarządu, w wyniku których prezesem został inż. Józef Maliński. Wybuch II wojny światowej położył kres polskiej astrologii, która dopiero w latach trzydziestych osiągnęła stosunkowo wysoki poziom i dynamicznie się rozwijała. Nie zdążyło się ukazać wiele zapowiadanych w 1939 r. publikacji, a także nie zaczął wychodzić planowany przez Franciszka A. Prengla miesięcznik „Astrologia”. Polscy astrologowie okresu międzywojennego mieli na swym koncie wiele trafnych przepowiedni.

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – roczniki dostępne w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej pod linkiem:

LOTOS 1935- 1939

Tak na przykład Jan Starża-Dzierżbicki już w 1935 r., na łamach tygodnika „Świat” przewidział na rok 1938 przyłączenie Austrii do Trzeciej Rzeszy. Franciszek A. Prengel, piszący prognozy polityczne w Polskim kalendarzu astrologicznym, przepowiedział bardzo wiele wydarzeń, łącznie ze śmiercią Józefa Piłsudskiego.

W okresie powojennym ruch astrologiczny w Polsce odradzał się bardzo wolno. Astrologowie, którym udało się przetrwać okupację, nadal zajmowali się swoją pasją, ale w sposób niezorganizowany i praktycznie nic nie publikując. W Warszawie osiedli Zygmunt Koehler, Robert M. Walter i J.W. Sadowski. Leszek Szuman, zamieszkały w Szczecinie, prowadził żywą działalność pisząc artykuły i obszerne prace astrologiczne (niektóre dotychczas nie wydane), a także gromadząc olbrzymią ilość dokumentacji astrologicznej (ok. 8 tys. horoskopów).

Lotos – artykuł redakcyjny – Symbol Lotosu – zakończenie

[Tutaj, mimo próby stworzenia pozorów ciągłości widać znów lukę – Polska właśnie straciła niepodległość i wolnomyślicielstwo zostało zastąpione „jedynym słusznym światopoglądem wprost z ZSRR". Znów zaczęto obciążać za to odpowiedzialnością twórców potęgi i odrodzenia - Józefa Piłsudskiego, który zatrzymał Sowietów przed tryumfalną defiladą na Polach Elizejskich.

Prawdziwe odrodzenie następuje z hippisowską rewolucją, która okazuje się jedynym lekarstwem na zamordyzm – Powszechne wypowiedzenie posłuszeństwa soc-reżimowi uwalnia nowe możliwości, ale tak naprawdę w pełni po 10 latach działania tego ruchu  - w 1980 roku. C.B.]

Astrologia Rafała T,. Prinke z lat 80-tych XX wieku

Pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych przyszła do Polski nowa fala zainteresowania okultyzmem, parapsychologią i podobnymi tematami, jednocześnie pojawiły się w prasie tzw.„horoskopy” na wzór podobnych rubryk w pismach zachodnich. Oczywiście nie miały one nic wspólnego z astrologią i były (przynajmniej w większości) pisane przez osoby nie wiedzące nic na jej temat. Zorganizowany ruch astrologiczny w Polsce Ludowej datuje się od 1977 r., kiedy to przy istniejącym od 1973 r. Wielkopolskim Stowarzyszeniu Różdżkarzy powstał Zespół Astrologii (później Sekcja Astrologii i Biokosmologii). Dnia 1 marca 1978 r. odbyło się w Baranowie pod Poznaniem zebranie w sprawie utworzenia organizacji astrologicznej, którego inicjatorami byli mgr Witold Bońkowski i dr Leszek Weres. Po zalegalizowaniu stowarzyszenia i zatwierdzeniu statutu odbyło się zebranie inauguracyjne 7 października1978r. Na prezesa wybrano mgr. Witolda Bońkowskiego.

Profesor doktor Leszek Weres – Urodzony 18 maja 1945 r., w Krakowie. Absolwent Wydz. Prawa UAM , w Poznaniu (1969),
pod kierunkiem prof. K. Skubiszewskiego.
Od 1969 r. ponad 20 lat w Instytucie Zachodnim (Polska Akademia Nauk) w Poznaniu (asystent, adiunkt), specjalizacja: teoria konfliktu, logika kreatywnych rozwiązań sytuacji konfliktowych…, intensywne studia na Uniwersytecie Harvarda (teoria i logika sytuacji konfliktowych, koalicje, negocjacje, integracja), potem na kalifornijskim Uniwersytecie Stanforda (psychologia agresji, kreatywna komunikacja), (1973).
W latach 1974-1975 w Międzynarodowej Komisji Kontroli i Nadzoru w Sajgonie, konfrontacja dramatycznej rzeczywistości wojennej (zwolennik pacyfizmu) z tradycyjnymi wartościami duchowymi Dalekiego Wschodu.

1978 – 1985 wiceprezydent Międzynarodowego Towarzystwa Badań Astrolog. ( z siedzibą w Los Angeles ), wielokrotny wykładowca i uczestnik Światowych Kongresów Psychotroniki, tak samo Kongresów Astrologii i Kosmobiologii, wreszcie Świat. Forum Symbolizmu.

Sympatia dla taoizmu i ruchów ekologicznych, także muzyki symfonicznej i stylu country (balladuje przy gitarze) i dzieci (czwórka własnych: Michał i Marysia , 4-letni Leszek jr i 2-letni Adam urodzeni już w Łodzi).

Pierwsza nazwa organizacji brzmiała Stowarzyszenie Zjawisk Astralnych i Parapsychologicznych, lecz jako nieadekwatna została wkrótce zmieniona na Stowarzyszenie Astrologów. Trzykrotnie Stowarzyszenie wydało obszerne zbiory artykułów zatytułowane Problemy astrologii . Dr Leszek Weres, będący wiceprezydentem International Society for Astrological Research oraz w latach 1978-1980 wiceprezesem Stowarzyszenia Astrologów, od roku 1979 prowadzi szeroką popularyzację astrologii poprzez wykłady i odczyty, zarówno publiczne, jak i dla pracowników różnych wyższych uczelni, w wielu miastach Polski. W Poznaniu zorganizował w styczniu 1980 r. Klub Miłośników Astrologii, propagujący astrologię humanistyczną pod patronatem Osiedlowego Domu Kultury „Orbita”. Kiedy w maju 1980 r. nastąpił rozłam w Stowarzyszeniu Astrologów, część zarządu oraz członków wystąpiła z niego i związała się z tym Klubem, który współdziałał z Sekcją Astrologii i Biokosmologii Wielkopolskiego Stowarzyszenia Różdżkarzy.

Pod koniec 1978 r. zorganizowano w Warszawie Sekcję Psychologii Przednaukowej przy Seminarium „Koncepcja człowieka w psychologii humanistycznej” w ramach Grupy Problemowej Aksjologii i Etyki Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Pod tym kryptonimem kryły się referaty i dyskusje na tematy astrologiczne. Wśród referentów byli przedwojenni astrologowie (między innymi Robert M. Walter), a także znani przedstawiciele świata nauki i kultury (między innymi prof. dr Andrzej Wierciński oraz tłumacz i znawca C. G. Junga, Jerzy Prokopiuk). Przewodniczącym grupy został mgr Tadeusz Doktór, a od grudnia 1980 r. Wojciech Rojek.

Lech Emfazy Stefański

Dnia 1 grudnia 1980 r. powstała Sekcja Astrologiczna w prowadzonym przez Lecha Emfazego Stefańskiego Warszawskim Stowarzyszeniu Radiestetów, której przewodniczącą została IzabelaWęgierska a od 1982 r. Marek Burski.

Jesienią 1981 r. dr Leszek Weres rozpoczął w Warszawie (w ramach Stowarzyszenia Radiestetów) oraz w Poznaniu i Wrocławiu półroczne (50 godz.) kursy astrologii humanistycznej w oparciu o skrypt L.Weresa i R.T. Prinke Gwiezdny elementarz. Wstęp do astrologii humanistycznej. Jeden z wydziałów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu potraktował kurs poznański jako wykład monograficzny w roku akademickim 1981/82 i jego zaliczenie potwierdziły wpisy w indeksach studentów w nim uczestniczących. Dr L. Weres poprowadził na UAM w roku akademickim 1982/1983 wykład monograficzny „Symbolika astrologiczna w kulturze i sztuce”. W Warszawie i w Poznaniu rozpoczął się cykl specjalistycznych seminariów astrologicznych.”

[Koniec opracowania]

Astrologowie arabscy – sufi

[Jak widać opracowanie tematu kończy się na 1983 roku. Nie będę dopisywał dalszego ciągu. Związki astrologii, teozofii, antropozofii, wolnomularstwa, spirytyzmu, hinduizmu a więc Wedy (dodajmy to tego zoroastryzm z wszelkimi wariantami) i Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej są oczywiste.

Czy istniały? Tak istniały.

Czy istnieją? Tak istnieją.

Czy to powinno budzić niepokój?

Nie, bo ludzie wolni, wolnomyśliciele wszystkich epok są otwarci na siebie, a wszystkie prądy płynące z jednego źródła – NATURALNEGO, PRZYRODZONEGO są naturalnymi rozwinięciami i uzupełnieniami, albo wariantami tej samej WIARY PRZYRODZONEJ – i całej jej nie dwu-, nie cztero- lecz co najmniej dziesięcio-tysiąc-letniej tradycji. C.B. ]

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 484 other followers