białczyński

Kult Drzew – możliwe rytuały Święta Boru – 1 maja oraz Święta Drzew – 2 maja


[ostatnia aktualizacja (zawsze na końcu artykułu): 18 kwietnia 2011]


Uwaga:
Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce ogłasza powszechną akcję NADAWANIA IMION NAJSTARSZYM DRZEWOM.Pierwsze obrzędy nadania imion odbędą się 1 maja w czasie Święta Boru oraz 2 maja w czasie Święta Drzew. Każdy kto włączy się do akcji może nadać imię wybranemu przez siebie w okolicy WIEKOWEMU, BARDZO STAREMU DRZEWU . Jak to zrobić dowiecie się TUTAJ!!!

Procedura nadawania imion  i dokumentacji jest zamieszczona pod wizerunkami drzew w tym artykule. Jest ona opisana krok po kroku łącznie w formułkami, które należy wypowiedzieć w trakcie obrzędu nadania imienia. Także wykaz słowiańskich imion.Oraz: Jak rozpoznać naprawdę stare drzewo – najlepiej z wykazu Pomników Przyrody województwa, miasta lub gminy, albo ze stron nadleśnictwa, towarzystwa ochrony przyrody, organizacji Zielonych, lub po prostu pójść z centymetrem.(Czytajcie o tym w artykułach poniżej).

Dodatkowo zamieszczamy fragmenty pracy Kazimierza Moszyńskiego o kulcie drzew wśród Słowian – bo oczywiście wiele się z polskiego Internetu na ten temat nie dowiecie, a z Wikipedii to już prawie ZERO. Są to istotne informacje o różnych elementach obrzędów drzewnych, które pozwolą wam wybrać sobie do święta nadania imienia drzewu odpowiadające wam fragmenty z Kultu Drzew.
Rytuały Kultu Drzew mogą mieć charakter religijny, ale nie muszą. Kto chce może im nadać charakter zupełnie świecki – po prostu w Duchu Ekologicznym. Czy przeżywamy ceremoniał nadania imienia drzewom TEISTYCZNIE czy ATEISTYCZNIE to nie ma żadnego znaczenia – ważne żebyśmy uczynili krok naprzód w Ochronie Najstarszych Drzew w Polsce i zapobiegli ich dalszemu niszczeniu, dewastacji zabijaniu.
Dąb – Pomnik Przyrody w Krakowie Prokocimiu w Parku Jerzmanowskich – BEZIMIENNY – do nazwania 1 lub 2 maja 2011. Może to dziwne a może nie –  w polskim internecie znalazłem listę najstarszych drzew na świecie, ale nie ma listy najstarszych drzew w Polsce. STWÓRZMY TAKĄ LISTĘ (niech ma nawet 33.000 pozycji, bo tyle jest drzew pomników przyrody w Polsce jak piszą w Wiki, albo i 100.000) i monitorujmy co się dzieje z drzewami z tej listy rosnącymi w naszej okolicy. Kiedy lista już powstanie każdą niepokojącą rzecz można będzie zgłosić do nas na mail: ssss.staredrzewa@gmail.com


Poniższy tekst pokazuje , że w Polsce – we wszelkich artykułach, opracowaniach (popularnych, naukowych) i definicjach pojęć i zjawisk społecznych, religijnych, naukowych – nie bierze się w ogóle pod uwagę istnienia Rodzimowierców, czyli polskich pogan WSPÓŁCZESNYCH, ani istnienia współczesnej WIARY PRZYRODY. W dalszej części tego artykułu, jak zwykle, będę wtrącał swoje uwagi. Wszelkie teksty pochodzące ode mnie (lub od nas  jako całości SSŚŚŚ) będą mieć kolor zielony.

Trudno mi podawać, we wszelkich artykułach jakie piszę, na każdym kroku, prawidłowe definicje niemal wszystkiego co nas otacza. Prawdę mówiąc – z naszego punktu widzenia, ludzi wyznających Wiarę Przyrody – tak wiele różnych wykoślawionych w Polsce pojęć należałoby prostować, że musielibyśmy poświecić temu – bez żadnej przesady – całe swoje życie, a może jeszcze życie kolejnego pokolenia.  By nie być gołosłownym – tylko w kontekście interesującego nas dzisiaj tematu Kultu Drzew i Święta Boru – 1 maja oraz Święta Drzew – 2 maja, wprowadzamy trochę pojęć i wiedzy z tego zakresu – pochodzącej z popularnych opracowań, które przydałyby się nam do obchodów świąt  i będą dla nas pożyteczne , ale niestety dopiero po opatrzeniu komentarzem, uwagami i sprostowaniami.

Encyklopedia Wiedzy:

Drzew kult, otaczanie czcią religijną drzew, związane m.in. z traktowaniem ich jako symboli życia i płodności, dopatrywaniem się w nich osi świata, łączącej niebo, ziemię i podziemia, uznawaniem ich za epifanię mocy istot nadprzyrodzonych, za miejsce objawiania się, wcielenie bądź siedzibę bóstw. Jest odmianą kultu przyrody. Kult drzew rozpowszechniony w dawnych czasach szeroko zarówno wśród ludów pierwotnych, jak i wyżej cywilizowanych, praktykowany współcześnie przez plemiona na wczesnym etapie rozwoju cywilizacyjnego, przetrwał w folklorze różnych stron świata. Obiektem czci były najczęściej wybrane gatunki drzew, np. dęby, jesiony, lipy w Europie, baobaby w Afryce, figowce na Wschodzie. Z wielu religii i mitologii znana jest idea drzewa kosmicznego, przedstawianego niekiedy, jak choćby w tradycji indyjskiej, w formie odwróconej – korzeniami do góry, symbolizującego żywy, nieustannie odradzający się wszechświat, którego elementy, jak pień, konary i gałęzie, wyrastają jedne z drugich i powiązane są ze sobą przynależnością do jednej całości.

„Praktykowany współcześnie przez plemiona na wczesnym etapie rozwoju” – a więc my tutaj w Polsce jesteśmy plemieniem na wczesnym etapie rozwoju – Brawo!!! No, ale chwała przynajmniej za bark kompleksów neokolonialnych i odwagę zaliczenia samych siebie (Polaków) do plemion prymitywnych.

No i cóż zaczynamy w takim razie sprostowania. Ta powyżej przedstawiona prymitywna definicja kultu drzew rzeczywiście odnosi się tylko i wyłącznie do prehistorycznych plemion okresu wczesnego neolitu, bo w fazie nieco późniejszego neolitu takie pojmowanie świętości drzewa (jak to powyżej  przedstawiono – na podstawie chrześcijańskich koncepcji naukowych XIX i XX wieku), musiałoby wśród ludzi neolitu wzbudzić pusty śmiech. Tym bardziej wśród współczesnych pogan (rodzimowierców) w Polsce czy Europie – ale jak z tego tekstu wynika współcześnie kult drzew podobno w ogóle nie występuje wśród cywilizowanych społeczeństw.

Wciąż w internecie rozpowszechnia się podobne bzdury,  powtarzając je za chrześcijańską nauką z lat 1800-1900 (wcześniej w ogóle nie było nauki tylko magia). Trzeba wiedzieć, że ta „nauka” jest nieaktualna w wieku XXI i że to tylko „nauka naukawa”.

Przeczytajcie poniżej jak rozbudowany jest kult drzew i roślin w Indiach – gdzie wciąż żywa jest najstarsza religia WEDA – znana niegdyś zarówno Hindusom aryjskim, Irańczykom, Scytom, Sarmatom jak i Słowianom. Także w dzisiejszej Polsce Rodzimowiercy – ludzie wyznający Wiarę Przyrody – oddają drzewom cześć i opiekują się nimi na co dzień, próbując je ratować przed „bezmyślnym” niszczycielstwem innych ludzi i starając się przywrócić, należną  im z natury rzeczy, cześć – odebraną przez chrześcijaństwo.

Współczesny Kult Drzew w Wierze Przyrody traktuje drzewa jako święte twory PRZYRODY, na Ziemi są to wytwory Przyrody i Matki Ziemi oraz Bogów Boru. Ci bogowie – to oczywiście jak wiemy nie żadne nadprzyrodzone olbrzymy o ludzkich kształtach, lecz po prostu Siły Kosmosu –  Aspekty i Emanacje Światła Świata – czyli Wszego Świata (przedstawiane obrazowo w postaci ludzkiej, albo innej – także jako zwierzęta, drzewa, kwiaty, owady). Poszczególne „gatunki-rodziny” drzew –  tak jak wszelkie byty przyrodnicze z poszczególnych rodzajów występujących na Ziemi (krzewy, rośliny-krzewiny, grzyby, plankton roślinny, płazy, gady, ryby, bezkręgowce, owady, a wreszcie ptaki i ssaki) są szczególną emanacją innych Sił Wszechświata objawiającą się na Ziemi  (widzialną) poprzez aspekt jej Przyrody. 

W tym sensie są one obrazem poszczególnych boskich rodów i reprezentacją tynów (tyn – dom, zagroda),jak i indywidualnie bogów danego tynu czy rodu, w osobnym bycie-sile, Przyrody,czyli w Mocy PRZYRODY. I odwrotnie –  są one jednocześnie obrazem obecności bytu Przyrody (tynu,rodu Rodów) czyli  ducha roślinnego i zwierzęcego i duchów pomocniczych Rodów (Roda i Przyrody) w owych innych siłach splecionych z ich duchem.

Przykładowo: Lipa jest obrazem Bogów Nieba (siły kosmosu opisanej jako Żywioł Nieba) w Przyrodzie Ziemi – jest obrazem w Przyrodzie wszystkich pięciu sił składających się na Żywioł Nieba: Siły Światła – Pana Światła – czyli Dadźboga, Siły Nieba-Kosmosu – Pani Niebieskiej -czyli Dażbogi-Da(wa)ny, Siły Nocy-Ciemności – Pana Nocy – czyli Bodnyjaka, Siły Gwiazd – Pana Gwiazd – czyli Płona-Płanetnika-Gwiezdnika i Siły Zarania – Pani Jutrzni – czyli Zorzy-Jutrybogi. Może być obrazem całego tego rodu jak i tynu na raz ( do tynu wchodzą jeszcze siły pokrewne związane rodzajowo z danym rodem), albo emanacją pojedynczej siły z tego tynu – czyli jednego z bóstw. Może też być siedliskiem jednego z małych pomocników bogów Żywiołu Nieba – któregoś z bogunów niebiańskich (patrz tabela poniżej). Lipa jest też – na odwrót obrazem, odbiciem, emanacją Przyrody ziemskiej w tynie, w rodzie Sił Żywiołu Nieba.

Poniżej zamieszczamy tabelkę, z której wynika jakie drzewa i rośliny są według Wiary Przyrodzonej Słowian emanacjami jakich sił kosmicznych (bogów Mocy i Żywiołów, Kirów i Działów oraz Najwyższego) objawionymi (wcielonymi) w daną roślinę czy drzewo. Możliwe są też nieco inne przyporządkowania, oraz bogatszy zestaw ziół i drzew, zwłaszcza że Słowianie znali przecież drzewa i rośliny z Mazji  (Azji) Południowej, które my dzisiaj uważamy za egzotyczne. Z tego powodu zamieszczamy także kawałeczek dalej zestaw drzew i roślin czczonych dzisiaj przez Hindusów znających Wedę,

W Polsce z definicji w ogóle nie bierze się pod uwagę istnienia Rodzimowierców i Wiary Rodzimej Przyrody.Jeśli każdy z nas 1 lub 2 maja tego roku nada imię 1 drzewu możemy pokazać, że istniejemy. Jeśli przez 5 lat od dzisiaj nadamy imiona 100.000 starych drzew w Polsce to pokażemy , że trzeba poważnie brać pod uwagę nasze zdanie we wszystkim co się w tym kraju robi. Imiona można nadawać nie tylko przy okazji Święta Boru i Święta Drzew – Możecie to czynić przez cały rok gdziekolwiek jesteście. Konieczna jest jednak dokumentacja TEGO CO SIĘ ROBI – A WIĘC OPIS MIEJSCA, DRZEWA, JEGO IMIĘ, DATA NADANIA IMIENIA, ZDJĘCIE DRZEWA (wystarczy aparatem komórkowym). Należy to wysłać mailem na adres:
ssss.staredrzewa@gmail.com
AKCES (zgłoszenie chęci udziału) do akcji  także wystarczy wysłać mailem na powyższy adres. Wtedy będziecie wymieniani jako oficjalni członkowie Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew, we wszystkich materiałach związanych z naszym działaniem. Żeby zostać członkiem Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce trzeba wziąć udział w akcji nadawania Starym Drzewom Imion. Ten udział jest wirtualny – nie pociąga żadnych kosztów a jedynym zobowiązaniem jest opieka nad Starym Drzewem któremu się nadało imię. Opieka w miarę możliwości własnych – to znaczy, że kiedy piorun odłamie konar nie musimy osobiście ruszać tam z piłą, ale powinniśmy dopilnować by właściwe, odpowiedzialne służby zajęły się tym rannym drzewem. Dlaczego? Bo taki mają obowiązek wynikający z tego, że wszyscy płacimy podatki na ten cel.

W ramach przygotowań do odbycia obrzędu nadania imienia drzewu musimy wykonać następujące czynności: 1. Znajdujemy naprawdę stare drzewo –
a) SAMODZIELNIE w terenie – Tabela z obwodami pnia które świadczą iż drzewo naprawdę ma swoje lata znajduje się poniżej w tym artykule. Oczywiście może to być także drzewo specjalne – jak na przykład to na szczycie Trzech Koron (jeśli ktoś aż tam zawędruje w tym celu), albo inne cenne i dziwne drzewo – w naszej okolicy.
b) Na listach wojewódzkich pomników przyrody lub miejskich lub gminnych listach – powinny być w Internecie jako uchwały lokalnych samorządów z 2004 i wcześniejszych lat. Jeśli nie ma szukamy w Internecie  takiego drzewa lub rozglądamy się w terenie. w Krakowie na przykład na listach Urzędu Miasta jest ponad 240 drzew pomników i wszystkie są bezimienne.
2. Potrzebny nam będzie do świętowania typowy zestaw piknikowy – jeśli z drugą osobą lub z całą rodziną (dzieci) to odpowiednia ilość kanapek i napojów, kocyk aby się rozłożyć pod drzewem itp.
3. Potrzebny będzie sprzęt specjalny: a) sznurek konopny lub inny który pozwoli nam opasać i przewiązać drzewo – na tym sznurku zawiązujemy potem kolorowe wstążki, b) kolorowe wstążki z domowego lamusa, lub kupione  w hurtowni – najtańsze są „zwykłe” wstążki szerokości 2,5 i 3 cm – które sprzedają w motkach po 50 m – cena 11 PLN netto za 50 m (ceny są podawane przeważnie za 100 m wstążki). Tniemy wstążki  na odcinki długości 0,5 – 1 m. Dobrze by było mieć ze dwa trzy kolory. c) Karteczka z zapisaną formułką nadania imienia. d) butelka czystej wody i kropidełko (możemy też pokropić drzewo ręką). e) jakikolwiek instrument muzyczny (dwie deseczki do uderzania o siebie, harmonijka, trąba, dzwoneczki, bębenek, tamburyn, piszczałka, flet). f) telefon komórkowy z aparatem fotograficznym lub aparat fotograficzny (jeśli mamy, jeśli nie to trudno)
g) imię wybieramy wspólnie z rodziną z zestawu imion do których podajemy tutaj linki, lub jeśli koniecznie chcemy uczcić naszego przodka w owym drzewie nadajemy mu jego imię (to wyjątek dla imion chrześcijańskich – tylko z takiej okazji je nadajemy drzewom, gdy czcimy swojego przodka o chrześcijańskim imieniu.


Kult Drzew i roślin w Słowiańskiej Wierze Przyrodzonej

na początek Wikipedia:

Źródłem wiedzy o miejscach świętych przedchrześcijańskich Słowian są obrzędy ludowe oraz teksty średniowieczne. Miejsca kultowe były zróżnicowane w zależności od potrzeb religijnych. Duchom domowym cześć oddawano w obrębie domu i zagrody, pozostałym demonom i bóstwom na łonie przyrody.

[Moje zastrzeżenie do czasu przeszłego. Miejsca Święte Pogańskich Słowian są TU i TERAZ - tam gdzie były tych POGAN przedchrześcijańskich i tam gdzie są tych POGAN, którzy je TU i TERAZ ustanowili - jako praktykujący wyznawcy Wiary Przyrody. Druga sprawa - kategoria demonów to jakiś chrześcijański wymysł i pojęcie przeszczepione z chrześcijaństwa. My demonów nie czcimy, bo demony to są twory powstałe z "ułomnych" dusz zmarłych ludzi - czyli Z-DUSZE wcielone w "ułomne" (czasami trupie, czasami inożne) ciała. Zdusze błąkają się po Zaświatach i po Ziemi, aż nie osiągną stanu który pozwala im ponownie wcielić się w normalną istotę lub inny byt będący całością. C.B.]

Ważną rolę w kulcie odgrywały zbiorniki wodne. Thietmar przytacza informację o plemieniu Głomaczy, których obrzędy religijne związane były ze źródłem Głomacz. W późniejszych kronikach często powtarza się potępienie odprawianego nad rzekami kultu. Kosmas z Pragi informuje o składaniu nad rzeką ofiar ze zwierząt, mąki i soli. Również w ruskim piśmiennictwie kościelnym znajduje się potępienie składanych nad wodą ofiar z kurcząt, a także zwyczaju przyprowadzania nad rzekę panny młodej, gdzie pito wspólnie z pucharu i wrzucano pierścienie do wody.

[Doprawdy nie wiem co ma wspólnego kult wód z kultem drzew. Oczywiście miejsce święte powinno mieć kamień, gołą ziemię, trawę, drzewo, krzewy, zioła, źródło lub strumień, widok na okolicę, na niebo i słońce i najlepiej na wszystkie 4 strony świata. Każde miejsce święte słowiańskiej wiary może mieć te wszystkie elementy albo niektóre z nich - im więcej - tym jest doskonalsze. Kult Drzew uprawia się w obecności drzew a nie wody, bez drzewa woda na nic się nam nie przyda. Wyobraźcie sobie, co piszą ludzie gdzie indziej, skoro to jest tekst z Wikipedii. C.B.]

Dużą rolę w kulcie słowiańskim odgrywały elementy przyrody nieożywionej – drzewa i kamienie. Olbrzymie głazy służyły jako ołtarze, czego przykładem jest np. głaz pod Kołbielą nad Świdrem, w którego zagłębienia w pierwszy dzień Wielkanocy składano resztki święconki i pieniądze[1]. Głazom o charakterystycznym kształcie przypisywano właściwości lecznicze.

[Widać, że ktoś tutaj nieudolnie próbuje zrobić jakiś skrót z epokowego dzieła Kazimierza Moszyńskiego - Kultury duchowej Słowian (zacytujemy ją tutaj poniżej obszernie) i po prostu kaleczy ten świetny tekst zamiast dawać jakąś jego syntezę. Akurat Joście nie miało nic wspólnego z kultem Drzew i Moszyński wyraźnie o tym pisze, a my to poświadczamy, bo nad Świdrem w Kołbieli ofiary Jościa wykonywał osobiście wpierw Marian Wawrzeniecki (przed II Wojną Światową), a następnie  Stanisław Wocjan (dopóki żył, zmarł 1974) - obaj  jako przewodnicy duchowi II Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata z Warszawy. C.B.]

Spośród drzew szczególnym kultem otaczano dąb, lipę, klon, wiąz i jesion. Poszczególne drzewa i ich skupiska uznawano za siedliska bogów lub demonów i otaczano ochroną. Thietmar wspomina o wycięciu w 1009 gaju zwanego Świętym Borem w Schkeitbar pod Lützen, któremu miejscowi Słowianie mieli oddawać wręcz boską cześć. Podczas chrystianizacji Szczecina mieszkańcy miasta uprosili biskupa Ottona z Bambergu by nie wycinał świętego orzecha, aby mogli odpoczywać w jego cieniu.

[Absurd totalny. Przykre – Słowianie oddawali cześć wszystkim drzewom jak leci – nie było drzew nie lubianych, nie świętych, drzew które wolno – skopać, zbeszcześcić, zniszczyć, drzew które nie są boskiego pochodzenia – wszystkie były przypisane i reprezentowały tyny i rody boskie w aspekcie Przyrody i świata roślinnego. Ponieważ jakiś niemiecki klecha napisał coś o jesionie i dębie, to zaraz szczególnie go czczono!!! A może tak pomyśleć chwilkę samodzielnie własnym mózgiem i zastosować logiczne rozumowanie zamiast powtarzać bzdury. Czy ktokolwiek słyszał, albo czytał jakiś tekst na temat drzewa, które Wiara Przyrody każe wytępić, zniszczyć, zbeszcześcić?

To chrześcijanie uważają np.  Osikę za wredne drzewo, na którym się Judasz powiesił i z tego powodu mają wystarczającą motywację, żeby to drzewo niszczyć, albo uważać za gorsze. Równie wredna jest według nich Wierzba – bo podobno diabeł w niej siedzi, niejaki Rokita – tak Rokita w niej może siedzieć jak i w każdym innym drzewie, bo to nie diabeł tylko bóg,  jest jednym z Bogów Boru, a Wierzba jest symbolem Drzewa Świata , Drzewa Drzew – Świerzby-Wierchy (stąd wiecha na budowlach). I oto mamy jak na dłoni źródło chrześcijańskiej  nienawiści do kolejnego gatunku drzew, które można bezkarnie, jako wredne, wyniszczać. Nie będę kontynuował tej listy, bo nie chcę nikogo obrażać, bo jak pociągnę dalej to przejdziemy wszystkie gatunki drzew i dotrzemy wkrótce także do dębów piorunowych, i jeszcze dalej do tak zwanych diabelskich, czarowniczych ziół godnych wytępienia. Czy naprawdę wciąż tkwimy w średniowiecznej ciemnocie chrześcijańskiej?!

Jeszcze głupsze jest stwierdzenie powtarzane – za pożal się Boże naukowcami chrześcijańskimi z XIX wieku, iż Słowianie oddawali boską cześć borom. Nie borom, lecz Bogom oddawali cześć – a Bór jest jednym z boskich Żywiołów. Napletli ci katoliccy księża takich bzdur, że ludzie mają teraz zupełną sieczkę w głowie.

Nie wiem czy warto to prostować, tutaj chcieliśmy tylko zacytować jakiś artykuł o kulcie drzew wśród Słowian – ale trafiamy za każdym razem  na coś co w USA nazwano by – naigrywaniem się z czyjejś wiary i obrazą czyjejś  religii, albo uczuć religijnych. Nie wiem kto to w Wikipedii pisze, ale jakiś zagorzały wróg Wiary Przyrody. Według tego co tu napisano należałoby powiedzieć analogicznie o katolikach, że oddają boską cześć drewnianemu krzyżowi (to odmiana kultu drzew, na miarę Świętego Józefa – stolarza). Ciekaw jestem jak by się czuli czytając o sobie coś takiego – może poczuliby się wreszcie, jak jakieś prymitywne plemię przedchrześcijańskie? Byłoby to na pewno zdrowsze niż mania wielkości  i gloria z bycia katolikiem.

No i jeszcze te demony siedzące w drzewach – Jeszcze raz: demony to są dusze zmarłych wcielone w nieziemskie stwory – czyli z-dusze, twory z dusz zmarłych powstałe, a nie boginki i bogunowie – tylko ci ostatni emanują z drzew, a nie jakieś demony. Brednia na bredni i brednią pogania. [ C.B.]

Szczególną rolę w kulcie słowiańskim odgrywał dąb, uważany za święte drzewo Peruna. Jeszcze w XIX wieku w pobliżu Woroneża młoda para udawała się do starego dębu i trzykrotnie go obchodziła. Jałowiec był drzewem kojarzonym z kultem zmarłych, zaś lipa z kultem kobiecym, przez co zaadaptowano ją później do kultu Matki Boskiej. Drzewo stanowiło symboliczne wyobrażenie axis mundi, w miejscach kultowych pozbawionych drzew składano ofiary u stóp słupa.

[Kolejne życzeniowe myślenie jakiegoś zdeklarowanego ateisty, czy może ortodoksyjnego katolika. W tym roku w kwietniu widziałem młodą parę, która specjalnie przyjechała pod odnowiony zameczek w Korzkwi pod Krakowem. Na drodze do zameczku rosną dwa naprawdę bardzo stare jesiony. Zatrzymali się przy jednym z nich, obejmowali go w ciszy, z zamkniętymi oczami,a potem robiono im zdjęcia. To był żywy, pogański Kult Drzew wśród katolików, którzy go zasymilowali nie wiedząc nawet jaki ciężki grzech popełniają w dniu ślubu- sakramentu świętego, w ślubnych ciuchach uprawiając ten wredny zabobon. Nie uważam się za szczególnego szczęściarza bo miliona w TOTKA nie udało mi się na razie wygrać, a identyczny obrazek widziałem w zeszłym roku na zamku w Wiśniczu i przy kościółku w Tropiu, zaraz po wyjściu z kościoła młodej pary. Zabawne. C.B.]


Wraz z rozwojem wspólnoty politycznej i centralizacją kultu zaczęto ograniczać przestrzeń sakralną. Pierwotnie ogradzano święte drzewa i gaje (stąd nazwa „gaj” od gajiti ogradzać). Helmold z Bozowa opisuje gaj pod Stargardem Wagryjskim, otoczony płotem z dwiema bramami i dziedzińcem pośrodku. Prawo wejścia do środka miał jedynie kapłan z ofiarnikami lub osoby którym groziła śmierć, gdyż teren świętego gaju zapewniał im azyl. Zorganizowane terytoria kultowe urządzano także na wzniesieniach. Kompleks na Ślęży został przejęty przez Słowian po Celtach, którym pierwotnie służył. Ślady otoczonych wałami kamiennymi miejsc kultowych odkryto w wielu miejscach na obszarze całej Słowiańszczyzny, dużym ośrodkiem tego typu była np. Łysa Góra.

[Nie będę prostował pojęcia gaju, bo gaić się - wcale nie pochodzi od grodzić, Gaik nie jest zerwanym Świętym Krzewem - kto by to uczynił temu by normalnie ręka uschła - gaić to rosnąć, ozieleniać się, okrywać liśćmi, odbywać sąd pod świętym drzewem.... No dosyć już, nie myślałem że będzie tak kiepsko, to miał być artykuł z Wikipedii o kulcie drzew wśród Słowian - ani o kulcie, ani o drzewach , ani wśród Słowian - ŻENADA!!!

I jeszcze do tego brednia o Celtach na Ślęży - Ślęża i Śląsk były tak samo "celtyckie" jak i "niemieckie" - TO ZNACZY po prostu nigdy, nigdy i przenigdy nie były ani jednych ani drugich!!!

Od 3500 roku p.n.e., kiedy na Ślęży jeszcze nie stały żadne figury, tę ziemię dookoła zamieszkiwali Słowianie (haplogrupa R1a1a1) i nieprzerwanie aż do dzisiaj dalej tu mieszkają.

Ci ludzie, którzy  mówią, że Śląsk nie jest częścią Polski są albo głupcami - dokładnie tak - nie waham się użyć tego słowa - głupcami i nieukami - albo są osobami o wyjątkowo złej woli, które żyją z uprawiania proniemieckiej, postgoebelsowskiej propagandy i powtarzają niemieckie brednie,  żeby nam wszystkim - Polakom - szkodzić.

Otóż nie ma i nigdy nie było bardziej polskiej części Polski niż Śląsk -  Bo Polska została ustanowiona przez Lugiów. Lug  znaczy - , lauk, lęg, łęk, ląka, łąka, łęg, łuk, luka, lęga - stąd Lęgia - Lęchia - Lechia  i jej następczyni Polęgia-Polęchia- Polska, Wielka Polska. Z tych samych Lugiów pochodzą Ślęgowie - Ślugowie - Ślęchici - czyli dzisiejsi Ślązacy. Z tych samych Lugiów-Lechitów pochodzą Łużyczanie - bo ług- łuż - łęg - lauk - łąka podmokła. Łużyczanie, Lechici i Ślęchowie to samo krwiste Serce Polski.To że Ślężanie (Ślyngowie - nazywani przez Niemców Silingami) pozwolili zamieszkać Niemym między sobą, a tamci im potem zabrali Śląsk i wcielili go do Niemiec, znaczy tylko tyle co zrobili dzisiaj Albańczycy w Kosowie. Dlatego Niemcy nigdy nie mogli spać spokojnie z takim grzechem na swoim protestanckim sumieniu, a także w każdej chwili musieli się liczyć z tym, iż Kaganat SIS w "osobie" Polęchji odbierze co kiedyś było jego, no i stało się. Albańczycy z Kosowa też nigdy spokojnie nie zasną - Przenigdy.

Ja sam jako Małopolanin mniej jestem Polakiem niż wszyscy ci Ślązacy.  Bo Małopolanie - Mali Polanie czyli Czarni Polanie znani z Kijowa, to nie Polęchowie ale Polędzicy, Lendowie i Polendowie, Nurusowie inaczej Biali Horwaci -, Biali czyli -Wielcy Harowie (Wołynowie, Wołynianie), Kharowie-Kharpianie (Karpianie, Horole-Górale, Haropanowie, Karopanowie) - a więc Ponurusowie, czyli Rusowie. Ukraińcy mają rację Małopolanie są Porusami - a ich Biała Chorwacja ciągnęła się wzdłuż Karpat - Lasem Harskim, od Krakowa aż do Kijowa ...Dobra - tylko co to ma wspólnego z kultem drzew, naprawdę nie wiem. Więc lepiej skończmy już z Wikipedią.  C.B.]

Kiedy już to wszystko mamy udajemy się z myślą o święcie, obrzędzie i pikniku pod Stare Drzewo które wybraliśmy. Tam rozkładamy obóz i w wybranym momencie przystępujemy do przygotowań.
4. Sprzątamy śmieci z okolicy drzewa.  Opasujemy drzewo sznurkiem na wysokości ok. 1,5 metra.
5. Na sznurku zawiązujemy pionowo ku ziemi wstążki w różnych kolorach dookoła całego drzewa. 
6. Przywołujemy wszystkich uczestników i rozpoczynamy obrzęd prosząc zebranych o uwagę i ciszę.
7. Rozpoczynamy od użycia instrumentu (np dzwonimy dzwonkami, lub bijemy kilka razy w bębenek)

Bogowie Słowiańscy i ich drzewa

BOGOWIE ŻYWIOŁÓW  [Bogunowie i Boginki]   
DAŻBÓG -DAŻBOGA——Płon-Płanetnik, -Badnjak-Bodnyjak,-Zorza Lipa Szerokolistna, Lipa Wąskolistna
LESZA -BOROWIŁ——-Boruta,–Rokita,–Belbuk-Wilec Jodła, Sosna
WEŁM -WĄDA–Wodnik,–Śląkwa-Dżdża, Wodyca Webło-Drzewo Morskie(Tasiem.)Sokora(Czarna Topola)
SPOR -ŚRECZA——Wołos, Rada-Zboża,Rosza Grusza-Jabłoń
SIM -ZIEMIA——Skalnik,——Ziemiennik,–Obiła Wierzba-Witwa, Wierzba-Iwa (Jiwa)
PERUN -PERPERUNA——Perunic,—Ciosno-Turupit,Łysk-Porenut Dąb Szypułkowy, Dąb Bezszypułkowy
SWARÓG -SWARA——Swarożyc,—Watra,–Denga Jawor, Świerk
STRZYBÓG -STRYJA——Dyj-Poświściel,-Poświst,–Pogwizd Osika, Trzcina
BOGOWIE MOCY [Bogunowie i Boginki]
MAKOSZ -MOKOSZA——-Wid-Wij,—-Dodola Wiąz-Białodrzew,(BiałaTopola)
PEREPUŁT -PLĄTWA—–Licho,—–Mąd Hebd (Bez Czarny), –Czeremcha
KUPAŁA -DZIEWANNA——–Krasa——Dzieldzielija Brzęk(Jarząb-Brekinia), –Jarzębina,-Miłorząb
PROWE-CZSTNOTA——Prawic-Usud,—Sądza-Kriwda Brzost,Brzoza Biała
BOŻEBÓG (Radogost) -UBOŻA (Domacha),—-Bida-Boda,–Warza-Cica Leszczyna, Dzikie Wino
RGIEŁ -REŻA——-Rgiełc,——-Żywia Trześnia, Wiśnia, [Orzech]
ŁADO – ŁAGODA—-Ładziw-Dziwień,—Gogoła(da) Jesion–Cis
CHORS -CHORSINA——Księżyc—-Chorsawa Olcha-Dereń(Świdwa)-[Olsza]
ROD -RODŻANA——-Rada-Rodzica–Zaródź-Ruda Buk-Grab
PODAG -POGODA——Podagżyk-Posłaniec,—–Ostoja-Osada(Osidła-Siuda) Wrzos–Brzyn-(Modrzew)
MOR -MARZANNA–Zmora———–Groźnica Śliwa–Tarnina-Morwa
WELES -NYJA-Lelij-Lel——Sowica-Polel Głóg-(Bojarysznik)-Jałowiec
    KIROWIE   [Światłogońce (Zar Ptaki) ]]
KOSTROMA–KOSTRUB(Owsień-Tausień) Jodła
JARUNA–JARYŁO Jiwa–[Jarząb]
RUJA–RAJEK Jarząb-[Jawor]
JESZ–YESSA Jesion-[Jawor]
KAUKOWIE-DZIAŁOWIE-DZIĘGLE -[Ażdahy ]
TRZYGŁAW -BIAŁOBOGA lipa
TRZYGŁAW -CZARNOGŁÓW dąb
Czterogłów – JEDNIA – [GŁĘZOWIE]
BÓG BOGÓW -SWĄT- SWANTEWIT drzewo drzew,Wierżba(dąb)
8. Obchodzimy drzewo gęsiego i tworzymy wokół niego koło – lub jeśli jesteśmy sami albo we dwoje stajemy  frontem do drzewa.
Przyjmijmy że tym drzewem jest bardzo stara lipa:
9. Oracja nadania imienia (przykładowa – mamy tu pełną dowolność, tak by przebiegło to zgodnie z naszym charakterem i temperamentem) – ” Witamy cię Stara Lipo. Przyszliśmy dziś do ciebie w Dniu Święta (Drzew, Boru), po to aby nadać ci na nowo twoje zapomniane przez wieki imię. Chcemy aby to imię nigdy nie zaginęło, i żebyś ty miała w nas ludziach opiekunów po wsze czasy. Dlatego my ludzie uznając twoją wiekowość i świętość nadajemy ci imię.
10. Nadajemy ci dzisiaj w to wielkie Zielone Święto  imię …. np. Bożena z Tyńca, Kira ze Stargardu, Świętosława ze Szczecina… 
11. Po wypowiedzeniu formułki używamy instrumentu (dzwonków, bębna) – po to żeby oznajmić światu, że akt się dokonał
12. Osoba prowadząca obrzęd podchodzi do drzewa i skrapia je wodą, a resztę wody leje w jej korzenie przy pniu.
13. Bierzemy się za ręce i oplatamy drzewo lub jeśli jest nas więcej obchodzimy kołem drzewo. Jeśli znamy jakąś piosenkę możemy ją z dziećmi zaśpiewać. Na koniec obejmujemy drzewo i w milczeniu przez chwilę jesteśmy razem z nim
14. Dzwonkami lub bębnem (trombitą, rogiem myśliwskim lub czymkolwiek innym –  zwykłym uroczystym  gwizdaniem) obwieszczamy koniec  obrzędu
15. Odbywamy blisko drzewa piknik, jemy kanapki – możemy poświęcić drzewu pierwszy kęs jadła i pierwszy łyk napoju. Jeśli w tym czasie na drzewie zjawią się patki, albo będą wokół niego krążyły – to dobry znak. Ceremonia się udała. Jeśli żadnych ptaków nie będzie – ceremonia też się udała, Ptaki przybędą jak się uspokoi.
16. Bawimy się wesoło dokąd mamy ochotę. Przed odejściem wykonujemy zdjęcie drzewa aparatem lub komórką- jeżeli mamy .
17. Sprzątamy starannie po sobie otoczenie drzewa.
18. W domu robimy opis i przesyłamy mailem na adres ssss.staredrzewa@gmail.com

Kult Drzew – wypis z Kazimierza Moszyńskiego – Kultura duchowa Słowian

ROZDZIAŁ 7.  KULT

str 249

…albo leży sam tylko kamień, nakryty kamienną płytą. Na tę płytę ofiarnik, zarzynający poświęcone zwierzę, składa skrwawiony nóż, aby kamień okrwawić. Jest to więc może, o ile sądzić wolno według zbyt skąpych informacyj, rodzaj ołtarza. Ciekawe, że i w innych stronach Słowiańszczyzny dochowało się używanie przez lud głazów w charakterze jak gdyby ołtarzy; zwłaszcza dotyczy to słynnych w archeologji kamieni z miskowatemi wgłębieniami; tak m. i. u nas w Polsce pod osadą Kołbielą nad rzeką Świdrem (na siedleckiem Mazowszu) znajdował się do niedawna wielki głaz, liczący około 15 kroków obwodu i zaopatrzony w kilka miskowatych eliptycznych zagłębień, który odgrywał znaczna rolę co roku w pierwszym dniu Świat Wielkanocnych. Tego mianowicie dnia lud okoliczny udawał się do kamienia i w jego zagłębienia składał resztki od spożywanego wówczas święconego oraz pieniądze. Obrzęd ten — po­dobnież jak i pole z kamieniem zwał się joście1.

192. Opierając się z jednej strony na bezpośrednich świadec­twach dawnych źródeł, a zaś z drugiej na żywych pomnikach, prze­chowanych do ostatnich czasów, oraz na niedwuznacznych i bardzo wartościowych wskazówkach porównawczej etnografji, możemy stwier­dzić, że dawni Słowianie posiadali liczne gaje i kępy drzew (w ro­dzaju naszych kęp lip, jesionów i t. p., otaczających krzyże przy­drożne) poświęcone bóstwom. Więcej nawet, nie jest bynajmniej wy­łączone, owszem jest prawdopodobne, że ogólno-słowiański wyraz gaj był pierwotnie właśnie nazwą zadrzewionej i ogrodzonej lub ochranianej przestrzeni, na której odprawiano nabożeństwa.

[Tak - wyraz gaj oznacza kępę zielonych drzew, a może i kępę poświęconą bogom, przez co nietykalną, świętą. Grodzić nauczono się na pewno później niż odprawiać modły i składać ofiary. C.B.]

Gdy­byśmy zapragnęli dokładniej wyobrazić sobie, jak mogły wyglą­dać owe dawne gaje Słowian, nie pozostalibyśmy i tu bez oparcia. Pogańskie ludy bowiem, o jakich wyżej była już mowa, a które za­mieszkują w najbliższem, bezpośredniem sąsiedztwie Słowian w do­rzeczu Wołgi, m. i. właśnie w gajach czczą swe bóstwa. Cały poziom kultury owych ludów, niewątpliwie znacznie zbliżony do poziomu kulturalnego dawnych Słowian, dalej warunki fizjograficzne, w ja­kich one żyją, mn. w. identyczne z temi, w których żyła ongiś przeważna część naszych przodków, wreszcie wspomniane wyżej bezpo­średnie świadectwa o dawnych świętych gajach Słowian (poniekąd zaś i o dawnych gajach Bałtów, Germanów oraz innych ludów euro­pejskich), wszystko to razem pozwala nam w pewnej mierze za-

1 Co do jego nazwy możnaby tu myśleć o pokrewieństwie ze st.-pers. * y as t a ‚ofiarowanie’5, stind. i s t a ‚ts.’, y a s t a r, y a s t ś  ‚ofiarnik’ i t. d.: byłyby to jednak pomysły zgoła fantastyczne, wobec tego, że joście a raczej jasće — bo takie było według wszelkiego prawdopodobieństwa właściwe brzmienie obchodzącej nas na­zwy — objaśnia się całkiem gładko jako kontynuacja wyrazu *jaśće ‚strawa, je­dzenie’, — w danym wypadku zapewne ‚świecone’ (porówn. urk.-rus. jastije ‚strawa’, bułg. jastije, jestije, st,-serb.-chorw. jestje i t. d.; pol. -gwar. jeśće ‚jedzenie3).

[I co wy na to. Kazimierz Moszyński nie wiedział, że jeden z rodzajów ofiary u Słowian nazywa się strawa. Zgoła fantastyczne mu sie wydawało, że Słowianie składali ofiary i że wspólne może być źródło słowiano-irano-indyjskie owego słowa joście- ofiara, jostnik - ofiarnik. My to już dzisiaj wiemy, więc nasz ogląd zachowanych przerz lud obrzędów powinien się wreszcie wyrazić głębokim szacunkiem za przechowanie tak praprastarego powiązania i świadectwa odbywania obrzędów przez Słowian  najprawdopodobniej dalej niż 3500 lat temu. C.B.]

250

K.  MOSZYŃSKI  KULTURA LUDOWA SŁOWIAN


stąpić niemożliwy już dziś do zrealizowania, szczegółowy opis pogańskich gajów Słowian z nad Wisły, Dniepru czy Oki i górnej \Wołgi, przez opis takichże gajów z nad Środkowej Wołgi i dolnej Karny.

Według M. Bucha święte gaje wotjackie znajdowały się dawniej w głębi lasów, otaczających wsie. Gdy z tych lub innych powodów (np. przy tworzeniu nowej osady) zachodziła potrzeba obrania któregoś z uroczysk na gaj, wtedy szaman -wróżbita dosiadał młodego konia, pozbawionego uzdy, i pozwalał się nieść w lasy, nie kierując wierzchowcem. Gdzie koń stanął, to miejsce przeznaczano na gaj. Dzi­siaj, gdy nawet w głuchych krajach W ot jako w i Czeremisów lasy na ogół wyniszczono, pozostały z nich często same tylko święte gaje. Są to jak gdyby drobne, ale troskliwie przechowywane resztki puszcz, zawierające w sobie wielowieczne dęby, lipy i inne drzewa. „Najwspanialszy taki gaj… — powiada S. K. Kuznecov odnośnie do Wotjaków — znajduje się na gruntach wsi Starej Jurnji*. Do tej świętości, otoczonej sześciokątnem ogrodzeniem, prowadzi olbrzymia aleja z odwiecznych sosen, dębów i lip, a w sąsiadującym z nią wąwozie rosną dzikie jabłonie znacznej grubości. Nic podobnie wspaniałego nie widziałem śród świętych gajów wotjackich”.

TJ Czeremisów (— a prawdopodobnie i u Wotjaków —) gaje dość często wień­czą miejsca wyższe: wzniesienia, pagórki czy też znaczniejsze wzgórza. Wyjąwszy dnie uroczyste, kiedy odprawiane są nabożeństwa, panuje tam cisza, dosłownie za­kłócana tylko przez głosy ptactwa, szum wiatru i szmer strumienia lub rzeki, które to ostatnie winny być w pobliżu ze względu na wodę, potrzebną przy gotowaniu ofiarnego mięsiwa a poniekąd także do oczyszczającej kąpieli, branej przed nabo­żeństwem przez kapłanów, oraz do rytualnego prania odzieży. Ludziom nic wolno jest chodzić do świętych gajów bez potrzeby; tem bardziej zaś nie wolno nawoły­wać się, czy też wogóle odzywać zbyt głośno, jeśli już jakaś okoliczność skłoniła ich do odwiedzenia leśnej samotni. Zwierzynie i ptactwu nie grożą tam sidła, ani wogóle żadne niebezpieczeństwo ze strony łowców; zioła przekwitają i wysiewają się bez przeszkody, gdyż nikt ich nie kosi; jagody — zwłaszcza w gajach, poświęconych groźnym duchom podziemnym — osypują się bezużytecznie dla człowieka w trawy i mchy, bowiem nikt nie waży się ich zerwać; suchy nawet chróst nie bywa zbierany przez wieśniaków, lecz czeka dnia, kiedy pomocnicy ofiarników ułożą zeń stosy przed świętemi drzewami i rozpalą ofiarne ogniska.

O ile gaj jest niezbyt wielki, natenczas dość często bywa ogradzany płotem, w którym pozostawia się parę lub kilka wrót, sytuowanych nie dowolnie, lecz skie­rowanych w określone strony świata (np. na południe, wschód i zachód). Zdarzają się jednak gaje, mierzące ok. 3 km w obwodzie; takie obywają się bez płotów. — Jeśli gaj nie jest poświęcony duchom podziemnym (przyjmującym ofiary składane przed drzewami iglastemi), tedy musi być liściasty albo mieszany, niepozbawiony brzóz, dębów i lip, które to drzewa uważane są za jedynie godne bogów i tylko przed niemi a przede wszystkiem przed lipą — odprawia się modły, połączone z ofiarami. Każde z bóstw ma przy tem inne, sobie tylko poświęcone drzewo.

[konieczna uwaga bo Moszyński w późniejszych materiałach będzie dowodził iż Słowianie czczą tylko dąb, lipę i jeszcze kilka drzew, a nie zauważa co sam pisze chwilę wcześniej, a mianowicie że "każde z bóstw ma przy tem inne, sobie tylko poświęcone drzewo". Co znaczy inny gatunek a nie inną kolejną lipę, czy dąb. Jak wynika z opisu poniżej, poza gajami własnymi osad i siół poszczególnych, istniały wciąż jeszcze szczątki organizacji hierarchicznej kultu w grupach okręgów.  C.B. ]

Oprócz gajów, należących do poszczególnych wsi, są też i takie, w których całe okręgi kultowe, złożone z kilkunastu lub większej ilości siół, odprawiają wspólne nabożeństwa.   Odwrotnie tu i owdzie spotykamy małe gaiki, należące do poszczególnych rodów czy nawet rodzin; gdzie indziej jednak rodziny włościańskie mają na własne, prywatne potrzeby kultowe tylko po jednem lub po kilka drzew w obrę­bie wioskowego gaju. W wielkich gajach Czeremisów, gdzie odbywają się nabożeń­stwa całych kultowych okręgów, często spotkać można budowlę, zaopatrzoną wewnątrz w ławy i stół. Nie jest to jednak świątynia, lecz schronisko dla ofiarników, niezbędne  zwłaszcza w czasie  niepogody,  gdyż  zwyczaj  zabrania im  nawet nocą

* W pow. mamadyskim byłej gubernji kazańskiej.

251

opuszczać święty gaj w ciągu szeregu  dni,   kiedy trwa uroczystość i odprawia się nabożeństwa.

Oprócz obszarów, zamieszkanych przez pogańskich Wotjaków i Czeremisów, są w Europie jeszcze inne kraje, gdzie do ostatnich czasów w związku z licznemi resztkami pogańskich religij dochowały się też typowe gaje święte. Mam tu na myśli pewne głuche okolice Kaukazu, l tam w stosunku do owych gajów obowią­zywał szereg zakazów; w szczególności nie wolno było przez nie przechodzić, w nich polować, łamać gałęzi, zbierać owoców, a nawet podobno zrywać liści, gdyż świętokradcom groziła ślepota czy też choroba (zaś w ra­zie zrąbania drzewa — śmierć). Podróżnicy wspominają o gajach do tego stopnia nietykalnych, że roiły się poprostu od dzikich pszczół i zwierzyny. Jednak nie wszystkie te zakazy były po­wszechne ; w niektórych stronach zwyczaj pozwalał np. żywić się płodami leśnemi, zebranemi w ga­ju świętym, a nawet zabijać tam zwierzynę; ale w takim wypadku

(3. (Gaj święty Czeremisów podczas czynności kultowych. (Chłop-kapłan odmawia modlitwę: obok stoi gęślarz, przy grywający do wtóru). Pow Urżum, b. gub. wjacka, Europa wschodnia (Z. S. S. R.). — Wg.oryginalnego zdjęcia U.Holm berga1 (porówn. też: Holmberg „Die Religion der Tscheremissen”, r. 1926, str. 150).

dziki miód, owoc czy zwierze mu­siały być spożyte, na miejscu, w obrębie gaju. Jak u Ugrofinów, tak też i u tubylców Kaukazu cześć, okazywana świętym gajom i drzewom, nie była wy­wołana przez same te gaje wzgl. drzewa jako takie, lecz tylko i wy­łącznie przez bóstwa i.t. p., któ­rym gaje oraz drzewa służyły za czasowy czy stały przybytek. Juk u północno-zachodnich Ugrofinów (Karelów etc.), tak i u tubylców Kaukazu można znakomicie prze­śledzić, co staje się z pogańskiemi gajami, gdy ludność przyj­muje chrzęścijanizm. Los ich jest zasadniczo wszędzie jednaki: nie­które trwają przez czas pewien nadal już tylko jako miejsca, do­kąd dostęp jest ograniczony a użytkowanie w mniejszym lub większym stopniu wzbronione ze względu na obawę nieszczęścia, wciąż jeszcze grożącego nieproszonym gościom; inne przyjmują w swój obręb chrześcijańskie świątynie, zachowując nadal nietykalność i grożąc nieustan­nie surowemi karami śmiałkom, którzy by się odważyli ją naruszyć.

193.   W  świetle   wszystkiego,   z   czem   zapoznaliśmy   się   przed chwilą, będziemy w stanie gruntownie zrozumieć liczne resztki rzeczy

1Za łaskawe  nadesłanie tego  zdjęcia składam p. U. Holmbergowi serdeczne podziękowanie.

252

K.  MOSZYNSKi:  KULTURA LUDOWA  SŁOWIAN


podobnych, napotykane na terytorjach Słowiańszczyzny. Najlepiej zachowały się te resztki w Bułgarji z jednej, a zaś na Wielkorusi z drugiej strony. Tak więc ofiary, składane przez bułgarskich wie­śniaków pod otwartem niebem, oraz związane z niemi modły nie były, jak już wiemy, odprawiane gdzie bądź, na pierwszem lepszem miejscu. Przeciwnie musiało to być miejsce, odpowiadające szczególnym wa­runkom (ob. § 191); zwykle znajdowało się bądź w lesie, bądź też ocienione było pewną ilością drzew, nieodzow­nie zaś — co najmniej jednem znaczniejszem drzewem. Według Marinova z drzew uznawano wyłącznie: dąb, wiąz, klon (ja­wor) i jesion. Miejsce uważane było za święte, i nikt nie ośmielał się go skalać; drzewa otaczane były czcią, pomieszaną z obawą; zwyczaj surowo zabraniał rąbać je, choćby jak wynika z danych A. Iljeva przeżywszy swój wiek, padły na ziemię i miały bezużytecznie rozsy­pać się w proch, lub choćby z nich zostały same tylko pnie; prze­stępcy lub jego rodzinie groziła nieuleczalna choroba albo niemota czy też inne kalectwo. Chorzy zawieszali tam na gałęziach kawałki tkanin i części odzieży na ofiarę, albo też składali pieniądze. Na ta­kich to świętych miejscach często wznoszono cerkwie i klasztory; drzewa, otaczające te budowle, w dalszym ciągu uchodziły w oczach ludu za święte; podobnież — znajdujące się u ich stóp źródła. Za­równo owym gajom, jak i źródłom po staremu przypisywano wła­sności lecznicze.

Pomijając mniej wyraziste przykłady, stwierdzające przetrwanie tradycji, nakazującej okazywać kult bóstwom i t. p. w ga­jach czy pod drzewami, a spotykane wcale często w innych kra­jach bałkańskich czy też u Słowian zachodnich oraz u Mało- i Biało­rusinów, przejdźmy od razu na terytorjum północno-wielkoruskie; tam bowiem zobaczymy obrazy, które pod względem świeżości, z jaką przechowały pogańską tradycję, śmiało mogą współzawodniczyć z poznanemi tylko co w Bułgarji. W 4. zeszycie czasopisma „Etnograficzeskoje Obozrenije” z r. 1895 znajduje się krótki, ale wartościowy przyczynek etnograficzny, dotyczący czerepowskiego powiatu nowogorodzkiej gubernji, t. zn. okolicy, położonej na zachód od Wołogdy i od tysiąca czy od blisko tysiąca lat zamieszkanej przez ludność wielkoruską. W południowej części tego powiatu zwracają na siebie uwagę liczne gaje przy wsiach, złożone głównie z sosen-„odwiecznych olbrzymów, w porównaniu z któremi prawdziwe bory wydają się być młode„. Gaje te czy borki są nietykalne; jak głosi tradycja, ktokol­wiek zrąbał tam choćby jedno drzewo, ten wkrótce padał ofiarą nie­szczęścia: tracił wzrok lub chorował i marł. Nawet młodzież, urzą­dzając wiosną igrzyska i korowody, omija te miejsca; natomiast chęt­nie i często wznosi tam lud kapliczki. Także dalej na północ, już w gubernji ołonieckiej, na terytorjum dziś wielkoruskiem nad jeziorem

253

ROZDZIAŁ 7. KULT


Kupieckiem „widać wiele-gajów świętych. Rosną one koło kaplic lub cerkwi i cieszą się szczególniejszem poważaniem. Byłoby świętokradz­twem rąbać je… Podczas świąt kościelnych… służą za miejsca zebrań i zabaw ludowych. Jeśli obok gaju istnieje woda, to w święta ko­ścielne odbywa się jej poświęcenie, poczem lud się kąpie, Kąpiele od­bywają się nietylko w lecie, lecz i w zimie, najczęściej wskutek uprzed­nich ślubów”. Ślady podobnych świętych gajów pozostały i w innych stronach Wielkorusi czyto w postaci rzeczywiście czczonych borków lub grup drzewnych, czy też w nadzwyczaj charakterystycznych na­zwach b o że lesje, m o łon y j l e s, oznaczających gaj, którego użytko­wanie jest wzbronione.

Między wszystkiemi czczonemi gajami i grupami drzew, wy stę­pującemi na ziemiach Słowian, należy ( przynajmniej w teorji, bo w praktyce jest to bardzo trudne —) rozróżnić trzy rodzaje: do pierw­szego będą należały te, które rosną na miejscach czczonych i zalesio­nych od czasów pogańskich, a więc rzeczywiście kontynuują pogań­skie święte gaje; do drugiego otoczone czcią dopiero w czasach chrześcijańskich, skutkiem tego, że pradawnym zwyczajem zostały użyte na rodzaj świątyni pod otwartem niebem, w której składano ofiary Bogu i świętym; do trzeciego wreszcie — drzewa i gaje czczone dlatego, ponieważ tam ukazał się któremuś z włościan (dzięki halu­cynacji lub nawet iluzji) krzyż, postać jakiegoś świętego, Matki Bo­żej, Chrystusa i t. p. Trzeci rodzaj, mieszający się poczęści (np. na terenie Bułgarji) z drugim, jest, zdaje się, najliczniejszy; w gruncie rzeczy nie należy on do omawianego przez nas zespołu, w danym bowiem wypadku nie chodzi zupełnie o gaj czy o drzewa, lecz tylko i wyłącznie o miejsce, uświęcone przez „zjawienie się” świętego sym­bolu lub nadludzkiej czczonej istoty.

194. Najprostszy rytuał ofiarowania spotykamy przy do­rocznych ofiarach, składanych na pewnych obszarach Słowiańszczy­zny duchom zmarłych. Funkcję ofiarnika pełni tu gospodarz domu: jego pomocnikami są inni członkowie rodziny, zwłaszcza żona. Ofia­rowanie polega zwykle na składaniu pierwszych cząstek wszystkich dań do osobnego naczynia (pozostawianego później na noc na stole) oraz na uprzedniem wezwaniu dusz, aby wzięły udział w wieczerzy. …


K. MOSZYŃSKK KULTURA LUDOWA SŁOWIAN

Geneza kapliczek nadrzewnych

Zapoznając się bliżej z tem ważnem dla etnologów zagadnieniem, rozpatrzmy naprzód stosunki u wschodnich są­siadów Słowian. Szczególnie zaś cenne będą tu dla nas wyniki badań K. Karjalainena nad religją Ostjaków. Według nich główne znaczenie „świętych” czy „świętych-dobrych” drzew polega u Ostjaków na tem, 1) że dźwigają one na sobie ofiary,, przeznaczone dla czczonych duchów (genetycznie nie mających nic wspól­nego z drzewami) i 2) że przechowują w sobie lub na sobie wyobrażenia tych du­chów w postaci posągów, wyrżniętych z drzewa, lub podobnych posążków, okry­tych w odzież (posągi te czy posążki bądź stoją u stóp drzewa, bądź przechowywane są w króbkach czyli koszałkach z kory, zawieszonych na drzewie, bądź wre­szcie – znajdują się w małych śpichlerzykach, stawianych na gałęziach drzewa niby nasze nadrzewne kapliczki).

[powyższy fragment tekstu pokazuje że również wywodów Kazimierza Moszyńskiego nie możemy przyjmować wprost i brać za "prawdę", ponieważ i on ulega chrześcijańskiej presji własnego wychowania w interpretacji zjawisk. Kult Drzew nie oznaczał nigdy - od neolitu - kultu "przedmiotu" lecz kult ducha (boginki i bogunowie zasiedlający miejsce, byt), albo kult bytu jako żywego stworzenia - posiadającego duszę i czującego. Pierwsze zdanie poniżej jasno pokazuje błędną interpretację obserwacji dokonaną przez  K. M. - C. B.]  

Jako schronienie posągów duchów posiada „święte” drzewo już duże znaczenie; wzrasta ono, gdy pod drzewem odprawia się kultowe czynności na cześć ducha, zwłaszcza zaś wtedy, gdy odprawia się je, pomimo że posąg istoty czczonej uległ zniszczeniu; w takich wypadkach drzewo staje się miej­scem pobytu ducha w czasie dokonywania ofiary; mówią więc o niem: „przez du­cha odwiedzane, promieniujące drzewo” lub „drzewo, na którem duch siedzi”. Dla­tego to podczas ofiarowania stają Ostjacy twarzą ku drzewu; dlatego również musi na nie płynąć krew ofiarowanego zwierzęcia, a pień jego musi być przez nią zbryzgany. Wobec powyższych okoliczności nie byłoby wcale dziwne, gdyby drzewo samo stało się widomym zastępcą i przedstawicielem ducha i w ten sposób zostało przedmiotem kultu. Dla takiego obrotu rzeczy nie udało się jednak Karjalainenowa znaleźć poświadczenia. Coprawda, zewnętrznie biorąc, składanie ofiar często tak wy­gląda, jakgdyby samo „święte drzewo” było przedmiotem kultu; ale to jest tylko pozór, nie rzeczywistość. To samo zaś widzimy u Wogułów. Drzewa i święte drzewka w rodzaju naszych maików, gaików i t. p. są tam również wyłącznie ołtarzami, czy raczej przybytkami w rodzaju najpierwotniejszej świątyni albo, mówiąc poprostu, miejscami spoczynku dla bóstwa. Gdy więc np. nad środkową Lozwą zetnie lud przed nabożeństwem do najwyższego boga (Tar9m’a t. j. boga nieba; cf. § 349) jodełkę, a gałęzie okrzesze, zostawiając zielone igliwie korony tylko u wierzchołka, i w korze wytnie wyobrażenie bóstwa, wtedy z pokłonami prosi boga, by przybył na uroczystość. I, jak chcą wierzenia, przylata bóg, sadowiąc się na wierzchołku jodły. — Z równą jaskrawością występuje drzewo jako miejsce spoczynku bogów u Finów nadwołżańskich. Przypisują mu te ludy duszę, okazują niewątpliwie pe­wien kult, ale jakże on jest blady w porównaniu z kultem, świadczonym pod drseivami przeróżnym bogom i duchom, genetycznie nie mającym nic z drzewami wspól­nego. Podczas wielkich uroczystości składa się coprawda ofiary i świętym drzewom, ale jakże nikłe! Po uroczystych modłach do bóstw i duchów, po prawdziwych nie­raz hekatombach ofiar im poświęconych zakopuje się na zakończenie nieco pienię­dzy pod drzewami z charakterystycznemi słowy: „Drzewo do ofiar, nie mów1, żeśmy ciebie bez ofiary zostawili”. Zupełna znikomość tego kultu, jego dodatkowość i pod-rzędność uwidocznia się tu w całej pełni.

424. Jeśli zważymy, że przy powierzchownem zapoznawaniu się z religją obcojęzycznego ludu kult bóstw, odprawiany pod drze­wami, może być bardzo łatwo wzięty za kult drzew, — jeśli uwzględnimy dalej, że dawniejsze źródła zawierają mnóstwo materjałów, opartych właśnie na bardzo powierzchownych obserwa­cjach, i jeżeli weźmiemy wreszcie pod uwagę, że religje starożytnych Greków i Rzymian, które zbadano bardzo szczegółowo i grun­townie, nie znały, o ile wiem, kultu drzew jako takich (drzewa były u nich z reguły poświęcone bogom), oraz że dokładne, bardzo ścisłe nowsze poszukiwania etnograficzne na obszarach ugrofińskich, gdzie­kolwiek nie zaginęła tam jeszcze religją pogańska, wykazały zupełną ni­kłość kultu drzew — a identycznie przedstawia się rzecz i u tubylców Kaukazu, — tedy z największą nieufnością odniesiemy się do wywodów Mannhardta, Frazera i ich naśladowców ‚, oraz zmuszeni będziemy

1 M. i. zupełnie  nie  rozumiał  kultu  drzew E. Anickov   (ob.  np.  jego  pracę „Yesennjaja obrjadovaja  pesnja na zapade i u Słavjan”, t. l, r. 190o, str. 160 i n.).

sami udać się ku źródłom, dotyczącym ludów poza-europejskich, aby poglądy tych badaczy sprawdzić. Oczywiście nie miejsce tu by wchodzić w szczegółowe roztrząsania nasuwających się zagadnień; ze względu jednak na ich  doniosłość przy interpretacji  obrzędów słowiańskich o jakich  będzie  mowa w cz.  III, kilka  przykładów   podać  musimy. Tak więc Ph. Paulitschke,  mówiąc o ludzie  Galia w płn.-wschodniej  Afryce,  pisze dosłownie: „Zasługuje na uwagę cześć okazywana pewnym  drzewom, które jednakowoż pojmowane są li tylko jako mieszkania Ajanów1, przebywających w ich wierzchołkach*…  „Wspaniała roślinność kraju Galia ułatwiła ze względu na obecność majestatycznych drzew wybór mieszkań dla ajanów, a zatem i miejsc kultu czy też świątyń w szerszeni znaczeniu wyrazu”2. Podobnież w Arabji3 etc.   drzewa są mieszkaniem duchów czy demonów.   W Armenji uchodzą one za miejsce wypoczynku dla duchów  świętych4; u Chewzurów na Kaukazie za mieszkanie aniołów  i t.d.5, 6,7. Do tegoż   wierzeniowego  zespołu całkowicie  należą z jednej strony wszystkie  europejskie tradycje o ukazywaniu się pobożnemu ludowi na lipach,  dębach i innych  drzewach  Matki  Bożej,  świętych i t. p., a z drugiej tu częściowo zaliczyć trzeba wierzenia w przebywaniu na drzewach i w drzewach rozmaitych demonów. Od strony kultowej tu również włączyć wypadnie pospolity zwyczaj otaczania drzewami kapliczek,  figur świętych i  kościołów, co się tłumaczy  odwiecznym, głęboko wrośniętym w tradycję nawykiem wznoszenia modłów i skla dania ofiar pod drzewami  (cf. § 193).  Jak zobaczymy  niżej, drzewo żywe i ścięte służy też w Europie  jako  miejsce, na którem  przeby­wają czy wypoczywają dusze zmarłych, a drzewo mityczne na pewnych obszarach Ziemi uchodzi za mieszkanie  (ptakokształtnych) dusz w*. gole. Zarazem przekonamy się, czem się tłumaczy ta dziwna napozór. ogromna rola drzew jako sui generis liturgicznych przedmiotów czy raczej świątyń: pradawne, zupełnie pospolite, ogólno-ludzkie wierzenie, dopatrujące się w (stałych, rzeczywistych  mieszkańcach  drzew)   …

1 Ajana jest to nazwa ogólna dla dobrych duchów (przeciwstawiających -i-złym, zwanym  j inni). Są one niewidzialne i prawie dokładnie  odpowiadają chrześcijańskim  aniołom. (Ph.  Paulitschke,   Ethnographie   Nordost-Afrikas,  t. 2, r. l *!<••• str. 19 i 22).

2 L. c., str. 34 i 36.               

3 A. Musil, Arabia Petraea, t. 3, r. 1908, str. 324 i i

4 M. Abeghian, Der armenische Yolksglaube, r. 1899, str. 59.

5 Zapiski  Kavkazskago otdeła Imp.  Russ.  Geograf. Obścestwa, t. 11, zesz   : r. 1881, str. 90.

6 Ob. też np. J. Henry, Les Bambara, r. 1910, str. 86; i t. p.

7 Wszystkie  takie drzewa  przedstawiają  dokładną  analogję do drzew tzw. sjenowitych  na  Bałkanach  (ob. niżej   §  427).  Podobne  przykłady  z krajów  egzotycznych  (kiedy  mianowicie drzewo nie jest pomyślane jako  ciało  przebywającej  w niem duszy, lecz jako  schronienie odwiedzającego je czy też przemieszkującego na niem lub w niem ducha albo bóstwa) należy  bezwarunkowo  uważać za błędnie interpretowane np. przez Frazera i jego naśladowców. Wychodząc bowiem od kon­cepcji „duszy drzewnej” jako pierwotnej, stawiają oni niczem w gruncie rzeczy nieumotywowane przypuszczenie, że pojęcie drzewa jako mieszkania czy siedliska   istot   mitycznych,   luźno   poza   tem   bytujących,  jest   pochodzenia   późnego i niepierwotnego.


[ To nie K. M. ma rację co do pierwotności duszy drzew a nie duchów zamieszkujących drzewa tylko Frazer] C.B.

ptaszkach — dusz ludzkich, demonów i bóstw, nie wyłączając najwyższych bogów nieba, w pełni odsłoni przed nami główną stronę tajemnicy wielkiego kultowego powodzenia drzew. Poniekąd mogła tu jednak także oddziałać wyniosłość tych roślin (porówn. analogiczne obieranie wierzchołków wzgórz i gór na miejsca kultu bóstw). Nie bez pewnego, całkiem zresztą podrzędnego i pomocniczego znaczenia były również może owe niepokojące nieraz — zwłaszcza nocą — szmery i szelesty, rozbudzane przez wiatr w listowiu koron, stale, u wszystkich bodaj ludów, przyjmowane za manifestowanie s\vej obecności przez jakieś niewidzialne istoty. Wreszcie niektóre tradycje ludowe zdają się świad­czyć, że i ze zjawiskami w rodzaju ogni św. Elma należałoby się tu może nieco liczyć l.

Geneza t. zw. kultu drzew byłaby więc dla nas w znacznym stopniu wyjaśniona. Ale uznać należy, że w religijnem życiu ludzkości, w szczególności zaś w wierzeniach pojęcie drzewa, jako przybytku ducha lub bóstwa, zdawna mieszać się mogło z pojęciem -całkiem mitycznego „drzewa niebieskiego” (ob. dział IV) oraz z pojęciem drzewa jako sprawcy chorób (§§ 133 i 429). W niektórych wypadkach — tym razem już w praktykach obrzędowych — mieszało się też z koncepcją zielonego drzewka — nosiciela wiosny czy odnowionego życia. W cza­sach późniejszych i na terenach bardziej ograniczonych rzecz kom­plikowała się przez domieszkę jeszcze innych pojęć. Niewątpliwie też oddawna animizowanie drzew i traktowanie ich w niektórych wypadkach, jakgdyby były istotami podobnemi do ludzi, przyczyniało się do zagmatwania ich roli w kulcie.

425. Tak jednak czy inaczej objaśnimy genezę czci, okazywanej drzewom przez dzisiejszych europejskich wieśniaków, jedno w każdym razie uderzyć nas musi przy bliższych studjach nad znaczeniem tych wspaniałych roślin w religijnem życiu Słowian oraz ludów, sąsiadu­jących z nimi od zachodu i wschodu. U ostatnich mianowicie, t. j. u Germanów z jednej a u Finów z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź pewien ogólny szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian niema ani śladu. O wielkiej czci drzew u germańskich ludów oraz o okrutnych karach, jakie u nich w niektórych krajach wymierzano za obłupianie drzew z kory i t. p., pisano już niejednokrotnie. Ciekawiej, a w każdym razie przejrzyściej przedstawiają się obchodzące nas strony kultury u nadwołżańskich Finów i Czuwaszów. „Lubią te plemiona — powiada P. Melnikoy o Mordwinach, Czeremisach i Czuwaszach — głuche lasy i ciemne gaje; ani jeden z nich bez potrzeby drzewa nie ruszy; siec bezcelowo

1 Zestaw np. Sbornik materiałoy dla opisani] a mestn. i plemen Kavkaza, t. 17, r. 1893, dz. 2, str. 118 z tem, co mówi M. Abeghian, 1. c., str. 59, w. l od góry i porówn. zupełnie pospolite pojmowanie świateł jako dusz czy duchów (§ 402).

las — to, ich zdaniem, grzech wielki: według ich starodawnego z wy-czaju las jest mieszkaniem bogów. Las niszczyć, — to zna­czy boga obrażać, jego domostwo rujnować, karę na siebie sprowadzać”. Choćbyśmy nawet przyjęli ten sąd krytycznie i osłabili jego jaskrawość przez dopatrzenie się w nim przesady, bądź co bądź jednak pewien życzliwy i na jakowymś szacunku oparty stosunek tubylców środkowego Powołża do drzew czy — jeśli kto woli — do gajów i lasów nie może, zdaje się, podlegać wątpliwości. Jakże krań­cowo przeciwstawnie przedstawia się ta rzecz u Słowian! Już tenże Melnikov, porównywając Wielkorusa z Finem lub Czuwaszem, nazywa go ni mniej ni więcej tylko „przyrodzonym wrogiem lasuu. „Dla nie­go — powiada — nie znaczy nic zrąbać wiekowe drzewo poto tylko, by wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzeby drzewko, obłupić lipkę, spowodować uschnięcie brzózki przez wypuszczenie oskoły lub złupienie brzosty na opał. ‚Nawet stuletnie dęby rąbie jedynie dlatego, aby obrać z nich żołądź na karm dla świń”. Czyż nie to samo mówią nam inni autorzy o Rusi zachodniej? „Ponad drogami — pisze np. J. Kraszewski o zachodniem Polesiu — smutny jest pozór lasów, gdyż bliżej ludzi są wyniszczone i niegodziwie popsute, większa część sosen żywcem poobcinana, inne powalono przez podpalenie, pokaleczone niemiłosiernie”. — A teraz chłop polski, Wł. Orkan, sam wieśniak rodem, takie mu wystawia świadectwo: „By prawdę rzec: nie ma on miłości do lasu. Już od dziecka, pasący bydło przy lesie, nożem wycina płaty kory świeżej z bujnego świerka na „kozubki”, młode drzewka z pasją kaleczy, smołą płaczące najradniej podpala, we wnętrzu jodeł starych wypala kadłuby — i naturalnie w rosnącym ten złośliwy, zbrodniczy stosunek do drzew, do lasu ostaje… Wiele dałoby się jeszcze sprawek podobnych na wieść. W r zo­cz y to niby nic — a świadczy o stosunku nielitośnie niszczycielskim chłopa do lasu”. To szczególne ustosunkowanie się, ta pasja niszczenia wyraża się u nas jednak nietylko względem drzew dziko rosnących, lecz i sadzonych, a nawet owocowych, o ile naprzykład wyrastają przy drogach. — Wystarczy dokonać podróży po Bułgarji, aby się prze­konać, że i tam lasów lud nie szanuje zupełnie. Co się zaś tyczy mie­szkańca Serbochorwacji, to dość jest powołać się na sąd Fr. Kraussa, który nazywa go wprost „drzewołupcą, złośliwym tępicielem lasów i dodaje, że „obcy mu jest kult drzew, jaki znają ludy północno-euro-pejskie a mianowicie germańskie”. W ten sposób dwa niezależne źródła — pisma Melnikova i pisma Kraussa — powtarzają prawi*-zupełnie to samo, jedno o płn.-wschodnich a drugie o najdalszych płd.-zachodnich krańcach Słowiańszczyzny. Tak tedy w świetle usto­sunkowania się do drzew Słowianie zgoła inaczej wyglądają, aniżeli sąsiadujące z nimi ludy fińskie i germańskie, choć wszystkie trzy grupy etniczne prowadzą od wieków jednaką rolniczo-hodowlanąl gospodarkę, więc nie w przesłankach natury gospodarczej zdają się leżeć przyczyny obchodzącej nas różnicy. Coprawda wydaje mi się, że przy dokładniejszych badaniach jaskrawość tej różnicy znacznie przyblednie. Bądź co bądź jednak, o ile się orjentuję w świadectwach, nie zatrze się ona doszczętnie. Próby jej objaśnienia byłyby niewąt­pliwie bardzo zajmujące; ponieważ jednak zawiodłyby nas stanowczo za daleko i miałyby charakter zupełnie hipotetyczny, więc musimy z nich tu zrezygnować, odkładając je do zamknięcia, które będzie po­dane na końcu całego dzieła.

[Tu uwaga zasadnicza - taki to wpływ miało na chłopów uchrześcijanienie ich i pozbawienie stosunku religijnego do drzew. Mamy jak na dłoni ten obraz z końca XIX i początku XX wieku - po 1000 latach oświecania chłopstwa przez Kościół. Wniosek w kolejnym zdaniu prawdziwy ale dla opisu stanu z początku XX wieku a nie DAWNYCH pogańskich Słowian. C.B.]

426. Jak widać z poprzedniego, o jakowymś ogólnym religij­nym szacunku wszelkich drzew mowy być u Słowian nie może. Jakoż nie znajdujemy co do niego żadnych pewnych, niedwuznacz­nych świadectw w etnograficznych materjałach. Szacunkiem czy pew­nego rodzaju religijną czcią cieszą się u Słowian jedynie: 1) drzewa, otaczające świątynie, ocieniające groby, kaplice i kapliczki, figury i obrazy świętych, krzyże, święte źródła i wogóle mie*jsca święte (ob. §§ 191—193), 2) drzewa, na których ukazać się miała ludowi lub gdzie ma zamieszkiwać Matka Boża, jaki święty, lub istoty demoniczne (w rodzaju wił etc.), 3) w zachodniej Serbochorwacji t. z w. sjeno-vite drveta (ob. § 427), 4) wyjątkowo w niektórych okolicach czy krajach całe gatunki pewnych drzew (co jakoby miały np. powstać z zaklętych ludzi etc.), 5) drzewa o kształtach niezwykłych, np. posia­dające konary skręcone w kształcie obręczy, szczególne jakieś naro­ślą i t. p., 6) drzewa pojedyncze, którym z tych lub innych powodów przypisano właściwości lecznicze, i wreszcie zrzadka 7) stare drzewa lub gaje, o których ludowa tradycja (czy też źródło etnograficzne) nic powiedzieć nie umie, poza tem jednem, że je należy szanować i nie wolno ich ścinać (są to zapewne z reguły wypadki podpadające pod punkty l, 2 lub 6, przyczem uzasadnienie czci zostało przez lud zapomniane lub przez etnograficzne źródło pominięte; tu cf. § 193).

Gdy chodzi o drzewa wymienione wyżej pod punktami l i 2, to cześć, żywiona dla nich, tłumaczy się sama przez się, i zresztą dość już o niej mówiliśmy w poprzednich ustępach (wyżej oraz §§ 191—193). Baczniejszą natomiast uwagę musimy tu poświęcić drzewom „sjeno-witym” oraz tym, o których się wierzy, że powstały z zaklętych ludzi.

Wierzeń ludowych, któreby drzewa czy wogóle rośliny wyraźnie obdarzały duszą, podobnie jak się nią obdarza zwierzęta czy owady, nie znam dotychczas z terytorjów słowiańskich prawie zupełnie. Wyraźnie zaznaczają się one u niesłowiańskich tubylców środkowego Powołża. Tacy naprzykład Czeremisi wierzą, że dopóki órt (‚dusza’) przebywa w drzewie, dopóty jest ono zielone i „wesołe”; gdy zaś je opuści, wtedy ginie. Do pu-ort

1 Nie dotyczy to Finów płn.-wschodnich, a w szczególności Zyrjan i Permja-ków, o których tu wcale nie mówimy.

K. MOSZYŃSKi: KULTURA LUDOWA SŁOWIAN


(‚dusza drzewa*; p u ‚drzewo5) modlą się niekiedy bartnicy, prosząc o spór dla pszczół; składają jej nawet drobne ofiary (sztukę drobiu). Wotjacy przyznają też duszę zbożom; widywać zaś ją mają (jak i duszę człowieczą) w postaci białego mo­tyla; jeśli porzuci zboże, wtedy więdnie ono i usycha. I t. d. Podobne poglądy czy zwyczaje opisywano również z krajów egzotycznych. Co do Sło­wian, to znam dotychczas tylko dwa odnośne świadectwa: jedno z Piń-czowskiego w Małopolsce, gdzie według ks. Wł. Siarkowskiego chłopi sądzą, że „drzewa w lesie mają duszę”, i drugie z Podhala (ob. § 484).

Niektórzy etnolodzy dawniejsi za dowód obdarzania drzew du­szą uważali m. i. pewien zabieg, przedsiębrany zwykle raz na rok, a zmierzający do zwiększenia urodzaju owoców przez groźbę zrąbania, skierowaną do skąpo rodzących czy płonych drzew owocowych. Dokonywa się tego zabiegu w sposób następujący: jedna z osób przy­stępuje z siekierą do drzewa i głośno zapowiada ścięcie; druga na­tomiast broni niedoszłej ofiary, zapewniając niejako w jej imieniu, że w roku przyszłym obrodzi obficie. Powtarza się ta praktyka w mn. w. identycznej postaci u Polaków, Małorusinów, rdzennych Bułgarów, Ma­cedończyków, Serbochorwatów i t. d.; poświadczona jest dalej dla wysp śródziemnomorskich, dla północnej Afryki (Maroko), dla pogranicza Europy i Azji płd.-zachodniej (Mingrelowie w Transkaukazji), dla Azji płd.-wschodniej (Malajowie) i wschodniej (Japonja). Wobec tego. że występuje w tak wielkim zasięgu, należy ją badać na szerokiem porównawczem tle. Do Słowian napewno przyszła z zewnątrz wraz z uprawą drzew owocowych. Z pozoru całkiem wygląda na jeden z przykładów naiwnego traktowania wszelkich przedmiotów w ten sposób, jakgdyby były istotami podobnemi do ludzi (ob. § 336); w ka­żdym razie o wyraźnej animizacji mowy być tu — gdy chodzi o Sło­wian — nie może.

[Kazimierz Moszyński uprawiając naukę XX wieku czerpał jak widać powyżej niekiedy wiedzę od księży katolickich zamiast ze źródeł , więc jak zwykle mamy tutaj widoczną katolicką interpretację faktów, do tego wyniesione ze szkoły wpojone głęboko przekonania (uprzedzenia) antysłowiańskie narzucone przez zaborców Polski. Na przykład to iż do Słowian uprawa drzew owocowych przyszła z zewnątrz. Pomijam fakt, iż nie mógł wiedzieć, że to między innymi  Słowianie uczyli Europę uprawy roślin i rolnictwa - w tym także uprawy drzew owocowych. Działo sie to o tysiąclecia wcześniej niż sobie wyobrażał KM w ogóle zaistnienie Słowiańszczyzny wyrugowanej skutecznie w XIX wieku  przez "naukę" germańską poza nawias historii i cywilizacji. Zupełnie nie zgadzamy się z autorem co do dalszego wywodu - wszelkie fakty absolutnie pewnie wskazują iż Słowianie uważali drzewa i wiele roślin - a zatem należy uważać iż wszystkie rośliny za posiadające "duszę" i będące siedliskiem wcieleń bóst, boginek i bogunów.  C. B.]

427, Wszelkie inne fakty z zakresu ludowych przesądów czy prak­tyk, podawane przez etnologów jako dowód, że Słowianie wierzą w ist­nienie „duszy drzewnej”, są — o ile je znam dotychczas — równie zawodne, jak tylko co omówiony. Zawodne i niepewne jest także prawie wszystko, co się pisze w pracach etnologicznych o „duszy” czy „du­chu zbóż”, jakoby uznawanych przez włościan słowiańskich. Nie prze­czę bynajmniej, że Słowianie posiadają mgliste wyczucie jakiejś „du­szy”, sprawiającej, że rośliny żyją (ob. § 484); ani przeczę również, że w niektórych obrzędach owa nieuchwytna istnośc może się dla nich przejściowo ucieleśniać w taki lub inny sposób; twierdzę tylko, że pospolicie nie znają oni jasnej koncepcji „duszy roślinnej” w ro­dzaju czeremiskiej. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu nie zdra­dza się też taka koncepcja w wierzeniu o „sjenowitych” drzewach. Zaznaczmy naprzód, że wszystko, co o niem wiemy, zawdzięczamy V. Karadżicowi1; inni autorzy powtarzają jego opis, dodając tylko

1 Czy Karadźić nie czerpie z drugiej ręki, tego stwierdzić nie mogłem.

od siebie komentarze. Karadżić ogłosił obchodzącą nas wiadomość w swym „Rjecniku” (wyd. z r. 1852), a następnie powtórzył w zna­nej książce „Żivot i obicaji naroda srpskoga” (r. 1867, str. 236). Do­tyczy ta wiadomość okolicy zwanej Grbalj, położonej w południo­wej Dalmacji na samem pograniczu Czarnogórza, i brzmi jak nastę­puje: „W Grblu opowiadają, że pomiędzy wielkiemi drzewami (bu­kami, dębami i in.) niektóre są s jen o vi t e, co mają w sobie taką siłę, iż ten, kto je zrąbie, natychmiast umiera, albo choruje przez dłu­gie lata aż do śmierci. Gdy się kto obawia, czy drzewo, które zrąbał, nie jest czasem s jen o vi t e, trzeba, aby na jego pniu odciął łeb ży­wej kurze tą samą siekierą, jaką zrąbał drzewo; wtedy nic mu nie będzie, choćby nawet drzewo było s jeno vi t e”. Nie potrzebujemy się wdawać w głębokie dociekania, aby stwierdzić, że niema w tem wszystkiem nic, coby stwierdzało wiarę w duszę drzewa. Przedewszyst-kiem gdybyśmy nawet przyjęli tłumaczenie takiego np. Fr. Kraussa i jego naśladowców, natychmiast uderzyłby nas dziwny fakt, że tylko niektóre drzewa z pośród wielkich mają posiadać duszę, -pod­czas gdy wszelkie inne mogą być jej pozbawione (Krauss zupełnie bezpodstawnie rozumie wyraz s jen 6 vi t jako ‚posiadający duszę’). Ale ważniejsze jest, co mówi o „sjenach” (s j e n) i „sjenowitych miej­scach” (s jen o vi to mjesto) Rowiński odnośnie do Czarnogórza: „Djin — powiada ten autor — jest to duch, ochraniający pewną od­dzielną miejscowość, górę, las, jezioro i t. p.; jest to zresztą nazwa turecka… po czarnogórsku wspomniana istota zwie się s jen i s je­no v i k. Taki to s jen znajduje się na Reckim Komie, który też dla­tego zwie się sjenowitem miejscem; człowiek, znalazłszy się tam, do­świadcza wiele strachu z powodu dokonywujących się dziwów. Do czasu ostatniej wojny uważano, że nie wolno jest stamtąd zabrać ani pręta, ni trawki, ni owocu granatu, których tam jest wiele; ale na sa­mem tem miejscu używaj, ile zapragniesz” (porówn. nawiasowo str. 251 § 192)… „I każdy dom także ma swego s jen a, genjusza-obroń-cę…”. Po przeczytaniu tych ważnych danych grbalskie wierzenie o sje-nowitych drzewach staje się odrazu docna jasne: wielkie te drzewa uchodziły niegdyś niewątpliwie za siedziby (niewidzialnych) genju-szów, zwanych s jenami. Zczasem w Grblu pamięć o owych demo­nach może zaginęła, ale tuż obok w Czarnogórzu przetrwała. Tym sposobem kult, okazywany w Grblu sjenowitym drzewom, jest w isto­cie swej kultem demonów i w zupełności należy do zespołu wierzeń oraz praktyk, omówionych w §§ 423 i n. Analogij dla niego dostar­cza — gdy chodzi o Słowian — przedewszystkiem Bułgarja, gdzie w niektórych stronach czci lud stare, wypróchniałe wewnątrz drzewa jako przybytek duchów-opiekunów siół.

Bardziej zajmujące jest składanie przez Serbów i Bułgarów ofiar na pniach drzew, zrąbanych na badnjak wigilijny (ob. cz. III) oraz —  niekiedy — na  drzewce  chorągwi  weselnej   (ob.  tamże).    Ale nawet gdyby bliższe badania dowiodły — co wydaje mi się niewykluczone, że  te  ofiary  są   i od dawna były przeznaczone dla drzew, a nie dla demonów, które ewentualnie na nich lub w nich mogły zamieszkiwać, i których zemsty chciano uniknąć, nie będą one same przez się stwier­dzały istnienia wiary w „duszę drzewną” (porówn. tu różnicę między animizacją   a   animatyzacją   przedmiotów   martwych   czy   też   roślin §§ 334-336).

428. Opowiadania Słowian o drzewach, mających być przemienio­nymi ludźmi, należą bardziej do mitów i klechd niż do wierzeń. Wspo­minam o nich jednak w tym związku, ponieważ na wschodzie i po­łudniu Słowiańszczyzny ciemniejsze osobniki z pośród ludu faktycz­nie wierzą w możliwość takiej przemiany, a na środkowem Polesiu istniejący tam zakaz rąbania jarzębin jest nawet umotywowany przez lud względem na ich człowiecze pochodzenie; mielibyśmy więc tu przykład pewnej „czci” całego gatunku drzew, uzasadnionej (oczywiście wtórnie) owym względem. Metamorfoza w drzewo zachodzi według podań, pieśni i wierzeń słowiańskich najczęściej w ten sposób, że gdy człowiek ginie, ciało jego zostaje pogrzebane, a z grobu wyrasta brzoza, dąb, jawor i t. p. Gdy ciąć siekierą czy nożem takie drzewo, płynie zeń krew1 i dobywa się niekiedy głos ludzki (porówn. dalej dział IV. gdzie mowa o balladach). Rzecz charakterystyczna: wszystkie znane mi ballady słowiańskie, zawierające motyw metamorfozy w drzewo, do­tyczą ludzi młodych. Oczywiście można to wytłumaczyć całkiem prosto tem, że w podaniach czy pieśniach, wyzyskujących tragiczny wątek śmierci lub klątwy, ofiarami padają w ogóle najczęściej młodzi kochan­kowie, nowożeńcy i t. p. Warto też jednak może zwrócić w tym właśnie związku uwagę na bardzo zajmujące wierzenie, zanotowane przez W. Bugiela od Małorusinki z Pokucia. Jak mu owa włościanka opo­wiadała, ciało starca gnije w grobie, nic z siebie nie wydając, nań miast ciało młodej dziewczyny gnije co prawda również, „ale dusza jej wciąż kwitnie”; stąd, gdy na grobie dziewczyny kwiat wyrośnie, może to być jej dusza względnie ona sama w innej postaci2. Wolnoby poniekąd sądzić, że lud wyobraża sobie niejasno, jakoby owo niedokoń­czone, przedwcześnie przerwane życie, zawarte w grobie, usiłowało się z niego pomimo wszystko wydobyć, pod jakąkolwiek postacią żyjącego istnienia. Kto poznał dobrze wieś, ten wie, iż właśnie podobne mgliste pojęcia (czy raczej poczucia!) można uważać za typowe dla umysłowości ludu. Wiarogodność świadectwa Bugiela (dającego sił­ując w słowa, że według ludu „młode życie kwiatem z grobu wyra-

1 Ten wątek miesza się też niekiedy do motywacyj zakazów ścinania niektó­rych czczonych drzew. Tak w Polsce, na Białorusi etc. spotykamy tu i ówdzie pojedyn­cze dęby, sosny i t. p., których lud nie pozwala rąbać „bo krew by z nich pociekła-.

2 Cf. też O. Kolberg, Chełmskie, t. 2, r. 1891, str. 99.

sta”) znajduje potwierdzenie w zewnętrznie odmiennym, ale co do istoty całkiem analogicznym przesądzie białoruskim, głoszącym, iż grzechy ciężkiego grzesznika ostem wyrastają z grobu; jeśli więc na czyjejś mogile oset wyrósł, to są to właśnie jego grzechy.

429. Pozostawałoby nam jeszcze powiedzieć słów parę o kulcie i wierzeniach, dotyczących drzew niezwykłego kształtu oraz mają­cych posiadać właściwości lecznicze. Wszystko jednak, co dotyczy pierwszych, nie stosuje się w gruncie rzeczy do nich jako do drzew, lecz należy do obszernego zespołu wierzeń i praktyk, otaczających przedmioty niezwykłe, potworne i t. p. Drzewa zresztą kształtów nie­zwykłych chętnie bywają uważane z jednej strony za siedzibę demo­nów, a z drugiej za obdarzone właściwościami leczniczemi. Jako cie­kawy przykład czczonego drzewa, którego kult wywołała (pośrednio) najwidoczniej li tylko jego niezwykła postać, podam sosnę we wsi Wieżyce (NEN od Sarnic na południowem Polesiu; ma ona kształt całkiem osobliwy, jest bowiem dziwnie krępa (przy średniej wyso­kości pień ma mieć tak gruby, że go dwu ludzi nie obejmie), igliwie posiada ciemniejsze niż inne sosny i rośnie „jak bukiet”. Drzewo to do tego stopnia pobudzało uwagę i wyobraźnię wieżyczan, iż śniło się niektórym z nich, co miało już bezpośrednio spowodować jego kult (niestety osoba, która mię o tem we wsi Starem Siole informo­wała, nie umiała dokładnie określić, na czem ów szacunek dla drzewa polegał).

Geneza wierzenia, przypisującego drzewom moc zsyłania cho­rób — szczególnie rozpowszechnionego u ludów germańskich i za-chodnio-fińskich, ale nieobcego bynajmniej także Słowianom — wska­zuje na wiele punktów wyjścia. Pomijając nader trudne nieraz do wyanalizowania wypadki, kiedy sprawcami chorób są właściwie nie drzewa, lecz mieszkające na nich demony, możnaby przedewszyst-kiem przypomnieć, iż powodowanie chorób przypisuje się wszak na-ogół wszystkim niemal przedmiotom i zjawiskom przyrody, otaczają­cym człowieka (ob. §§ 132 i n.), nic więc dziwnego, że przypisuje się je m. i. także drzewom; po wtóre niektóre drzewa posiadają cechy, wywołujące kojarzenie się ich z ludźmi cierpiącymi na określone cho­roby (dlatego to np. wiecznie drżąca osina uchodzi za źródło zimnicy; także przerozmaite liszaje, guzy i narośle, tak często pokrywające korę drzew, nie mogły dla prymitywnych umysłów nie wiązać się silnie z analogicznemi chorobliwemi utworami, pokrywającemi nie­kiedy ciało człowieka); po trzecie nader częste widywanie robaczywej kory i drewna powinnoby, jak to się niekiedy przypuszcza, nasuwać myśl o „robakach”, co według pojęć wieśniaków powodują tyle cho­rób ludzkich (§ 134). Słyszeliśmy dalej, że drzew czczonych rąbać nie wolno; otóż karą za przestąpienie zakazu jest, jak zwykle w po­dobnych wypadkach, choroba, kalectwo lub śmierć, a ten przesąd

może bardzo łatwo prowadzić do upatrywania bezpośredniego sprawcy choroby w obrażonem drzewie. Wieśniak białoruski, cierpiący na ból zębów, udaje się do jarzębiny, klęka przed nią, obejmuje rę­koma i błaga: „Pryśahaju taftę puóki żyć b u d u, to nigdy ani ś e f* ć e b e, ni łamać ńe b udu, annó zrąb i to j e, k a b minę z u b y ń e b ale li” („Przysięgam ci, że póki żyć będę, nigdy nie będę cię rąbał, ani łamał, spraw tylko, aby mnie zęby nie bo­lały”)- Gdy chodzi zresztą o choroby zębów i wogóle jamy ustnej, nie od rzeczy byłoby przypuścić, że szczególnie łatwo mogła powstać koncepcja, dopatrująca się w tych cierpieniach kary, zesłanej przez drzewo za zbytnie pozbawianie go jego płodów. Należałoby w związku z tem sprawdzić, do jakich to drzew i krzewów udaje się lud np. z prośbą o uwolnienie od bólu zębów. O ile wiem, Słowianie zachodni i zachodni Małorusini modlą się w takich wypadkach — przynajmniej w niektórych okolicach — do bzu czarnego J, do dębu…; zachodni Bia­łorusini — do jarzębiny i kaliny; wszystko to — drzewa o owocach, dawniej lub dziś jeszcze jadanych.

430. Praktyki ludowe, zamierzające spowodować uleczenie ja­kiej choroby przez drzewo, są niekiedy, zwłaszcza na terytorjum zachodnio-słowiańskiem, do tego stopnia wypaczone przez rozkład formy i treści, albo przez nadmierny rozrost skutkiem domieszania się dodatkowych składników pochodzenia chrześcijańskiego etc., że ich sens istotny ulega zaciemnieniu. Tak np. pod wsią Beisce w Kieleckiem (w Polsce) rósł doniedawna w lesie, czy może jeszcze rośnie, ogromny dąb, mający jakoby władzę leczenia cierpień zębów, dziąsła i gardła. Otóż chorzy udawali się doń przed wschodem słońca, nie odzywając się wcale do napotkanych osób; znalazłszy się na miejscu, odmawiali naprzód trzy razy „Ojcze nasz”, później również trzy razy „Zdrowaś Marja”, zaczem obchodzili trzykrotnie drzewo, mówiąc do niego: „Powiedz że mi, powiedz, mój kochany dębie, jakim sposobem l e c y ć zęby (wzgl. gardło etc.) w mojej gębi e”.

Okoliczność, że przy magicznem zdejmowaniu choroby z czło­wieka szczególnie często przekazuje się ją (u Słowian i innych ludów) na drzewo, tłumaczy się łatwo wierzeniem, wedle którego drzewa, jak widzieliśmy, uchodzą za szczególnie pospolite źródło chorób. Niekiedy takie przekazywanie ma dość zajmujące nazwy; więc, dajmy na to, u Słowian bałkańskich magiczne wydalanie zimnicy z człowieka na drzewo określa się jako „żenienie” pierwszej z ostatniem. — Tu i ówdzie u Słowian można się jeszcze spotkać z zawieszaniem na drzewach leczniczych szmatek, kawałków odzieży, a nawet całych koszul, zapasek, chustek i t. p.; widuje się też gdzie niegdzie skła-

Krzew ten zresztą uchodzi za ulubione miejsce pobytu demonów

danie ofiar pieniężnych. Szczególnie dobrze poświadczono te zwyczaje dla Bułgarji; chodzi tam jednak nieraz wyraźnie o drzewa, rosnące na „miejscach świętych” (§ 193); a więc moc lecznicza drzew byłaby tu pochodzenia wtórnego; rośliny te zawdzięczałyby ją bliskości Boga i świętych, dla których i ofiary mogły być pierwotnie przeznaczone. Na Słowiańszczyźnie zachodniej również znane jest zawieszanie ka­wałków ubrania i t. p. na drzewach w związku z lecznictwem, ale tam­tejszy lud nieraz motywuje ten zabieg w sposób, nie mający nic wspólnego z ofiarowywaniem darów drzewom. Kaszubi naprzykład uciekają się do wspomnianej praktyki dlatego, ponieważ wedle ich przekonania „jak dana część (zawieszonej na drzewie) odzieży (cho­rego) ulega zniszczeniu, tak zniszczeje choroba”.

431. Z kultem drzew nie należy żadną miarą mieszać różnej oceny ich przez lud z punktu widzenia ich wartości jako przy­bytku dla istot czczonych. U nas naprzykład uważa się zwłaszcza dęby i lipy za drzewa „lepsze” od innych w rozumieniu religijnem. Na tych to głównie drzewach tradycja ludowa chce widzieć święte zjawy, pod ich konarami często zawiesza lud czy ustawia kapliczki i t. d.; \v związku z tem ich też gałązki uchodzą w jego oczach za obdarzone pewnemi dobroczynnemi właściwościami i t. p. (te same zaś właśnie drzewa, rosnące w świętych gajach pogan nadwołżańskich, są przez nich 1t włączając brzozę, uważane za jedynie godne wielkich jasnych bóstw i tylko pod niemi składa się dla tych istot ofiary; str. 250 § 192). Etnografowie zbyt pohopnie mówią o „kulcie”, jakoby okazywanym tym drzewom jako takim przez lud, poprzestając zresztą na gołosłow­nych twierdzeniach.

Fakt, że niewszystkie drzewa mają jednakowe znaczenie w re­ligijnem życiu ludów jest bardzo zajmujący. Na czoło tych, co mają znaczenie największe, wysuwa się u Słowian niewątpliwie dąb. Jego ogromne rozmiary2 i zwłaszcza krzepkość są powszechnie sławione przez lud; owoc był niegdyś poniekąd używany na spiże (porówn. też cz. I § 20). O ile mi wiadomo, dąb na całym obszarze Słowiań­szczyzny 3 liczy się do drzew bądź „dobrych” czy „czystych”, bądź

1 Ściślej mówiąc przez Czeremisów (ob. § 192), bo co do innych — brak mi w tym względzie danych.

2 Dąb nietylko wzrostem prześciga wszystkie inne nasze drzewa liściaste, lecz poza tem korona jego w odpowiednich warunkach niezwykle rozrasta się wszerz. Według A. Garckego („111. Flora v. Deutschland”22, r. 1922) dęby dorastają (w Niem­czech) przeszło 40 m, podczas gdy jesiony i sokory — 35, lipy szerokolistne, buki, wiązy i białodrzewie — 30, lipy drobnolistne, klony, olchy i osiny — 25, brzozy i grusze — 20. Iglaste drzewa przewyższają liściaste: jodła dorastać ma 60 m, świerk — 56, mo­drzew — 50, sosna — 40. — Wedle niedokończonej jeszcze „Flory Polskiej” stosunki te przedstawiałyby się (u nas) cokolwiek inaczej (np. dla buków podano mn. w. tę samą wysokość, co dla dębów: do 30 m, wyjątkowo — do 40 m).

3 Wyjąwszy oczywiście krawędź płn.-wschodnią, gdzie wcale nie rośnie.

„świętych” (t. zn. godnych Boga i świętych Pańskich); częstokroć li­stowiu jego przypisuje się własności apotropeiczne, jemu zaś samemu moc leczniczą. Dawniej u Bułgarów dąb zastępował niekiedy cerkiew

w tych miejscowościach, gdzie jej nie było, a jeszcze dziś są na Bał­kanach wcale liczne ślady daw­nego czczenia bóstw czy świętych pod dębami (ob. np. fig. 15).

Prastary mityczny związek obchodzącego nas drzewa z gromowładnemi istotami usiłują wy­tłumaczyć niektórzy badacze oko­licznością, że w dęby pioruny biją częściej, niż w wiele innych drzew l. Przypuścićby tu jednak również można, iż bóstwu nie­bios, rządzącemu piorunami i wo-góle sprawami pogody, poświę­cano dęby m. i. pod wpływem kojarzenia się opadających czy wiszących żołędzi z wielkiemi kroplami dżdżu. Wiemy wszak dowodnie, jak wielkie znaczenie mają dla umysłowości pierwot­nej takie podobieństwa. Donie-dawna jeszcze Bułgarzy modlili się do (chrześcijańskiego) Boga o deszcz pod dębami i tam Mu składali ofiary. Także np. Mordwi-ni podczas pewnego obrzędu kultowo-magicznego błagali o urodzaj pod lipą, o plenność koni pod brzozą, ale o deszcz pod dębem2.

15. Święty dąb, zwany dębem § w. Je­rzego (^ur^ev dąb), pod wsią Wircze w okolicy Carevosela (Macedonja serbska). Pod dębem tym, mającym przeszło łom obwodu, zbierają się corocznie w dniach św. Jerzego oraz Wniebowstąpienia Pań­skiego włościanie ze wsi Wircze, zabijają wołu lub barany i ucztują (J. M. Pavlo-vić, MaleSevo i Male§evci, r. 1929, str. 207, fig. 81).

432. U zachodniej części Słowian bałkańskich i u takiej ż, ale bez porównania znaczniejszej części północnych (oraz u południowych Niem-

1 Stwierdzono to podobno naukowo, ale nie jest pewne, czy lud mógł tę rzecz ściśle zaobserwować. Oprócz dębów mają należeć do drzew często nawiedzanych przez gromy także inne, zawierające latem wiele skrobi (np. jawor i wiąz). Natomiast w drzewa, mające mało skrobi a dużo tłuszczów, pioruny biją jakoby rzadziej; do takich należy m. i. lipa. Ale „według statystycznych danych właśnie pod lipami ludzie szczególnie często giną od piorunów” (Hwb. d. d. A., t. 5, r. 1932/33, str. 1307). Ooprawda narzuca się tu przypuszczenie, że ostatni fakt może być wywołany przez szczególnie chętne, a zatem częste chronienie się ludu pod lipy, lipa bowiem ucho­dzi u ludu za drzewo, w które pioruny nie biją.

2 Ob. JSFou, t. 5, r. 1889, str, 19—20;  źródło — całkiem wyjątkowo! — mówi

ców i u Bałtów) obok dębu czołowe miejsce zajmuje lipa, co za­wdzięcza może swemu miododajnemu, wonnemu (odurzającemu we­dług włościan: § 277) kwieciu. „W wielu miejscowościach Istrji lipa rośnie około każdego kościoła czy kaplicy. W okolicy Triestu po lipach poznają, gdzie stoi kościół: niema lipy — niema i kościoła…”. We wsi Osojniku pod Severinem stara kaplica stoi około jeszcze starszej lipy; lipa ta cieszy się tak wielką czcią, że — jak mówi źródło — lud ra­czej pozwoliłby zniszczyć kaplicę, niż zrąbać to drzewo. Jakiś bliżej nieznany duchowny, który w XVII w. zwiedzał Slawonję, skarży się w liście, pisanym po włosku w 1629 czy 1630 r. do Rzymu, na nastę­pujący przeżytek pogaństwa w okolicy Cerny (E od Pożegi) w Sla-wonji. „Jest tam — powiada — w pustynnej miejscowości drzewo nazywane Lipą (chiamato Lippa), u którego każdej pierwszej niedzieli dziewiątego księżyca zbiera się mnóstwo Turków i chrześcijan z ofia­rami, świecami i innemi rzeczami. Ksiądz z sąsiedniej parafji odpra­wia tam mszę za jałmużnę, którą zbiera. Oni czczą to drzewo, całują je jak święte relikwje i opowiadają, że tworzy cuda i leczy tych, kto składa mu ofiary…”. Pierwsza niedziela dziewiątego księżyca jest to normalnie niedziela, poprzedzająca uroczyste święto Narodzenia N. M. P.; a podkreślić należy, że właśnie wszędzie u Słowian, gdzie „liturgiczna” wartość lipy ostro się zaznacza, kojarzy się to drzewo w szczególny spo­sób z kultem Matki Boskiej. Tak jest na zachodnich krańcach Sło­wiańszczyzny bałkańskiej, gdzie spotykać można obrazy Matki Bo­skiej na pniach lip; tak jest w jeszcze większym stopniu u zachod­niej części Słowian północnych, t. zn. u Czechów i Polaków, oraz da­lej ku północy u Bałtów (co najmniej u Łotyszów). Tu i owdzio w rdzennej Polsce (Łuków mazowiecki) mówi nawet lud, że lipa dla­tego jest drzewem „świętem”, bo w niej Matka Boska mieszka! Jak już wiemy, u nadwołżańskich Finów (Czeremisów, Mordwinów etc.) składa się ofiary pogańskim bogom pod lipamil (oraz dębami i brzozami). Tamże np. uzdę, używaną przy rytuale ofiarowania, spo­rządza się z lipowego łyka, a kij lipowy uchodzi za apotropaion; po­dobnież Małorusinom, Polakom i Czechom lipowe łyko albo uzda z niego a niekiedy i kij lipowy służą jako najpewniejsze środki, przy pomocy których można unieszkodliwić czy schwytać wampira, wod­nika i inne złe demony. W lipę też, jak twierdzi w niektórych kra­jach (np. w Polsce, w Słowenji) lud słowiański, nigdy nie biją pio-

o jakichś osobnych bogach lipy, brzozy i dębu. Jeśli to jest ścisłe — chodzi tu o pracę W. Mainofa (=V. Majnova) „Les restes dęła mythologie Mordvineu, której nie można ufać bez zastrzeżeń — tedy mamy z całą pewnością do czynienia z póź-nemi wykolejeniami; co zresztą w religji mordwińskiej — jako podległej bardzo daleko posuniętemu rozkładowi — dziwie nie może. U pogańskich Czeremisów i Wotjaków, o ile mi wiadomo, nic podobnego nie znaleziono.

1 U Czeremisów lipa ma nawet pierwszeństwo przed dębem (§ 192).


runy (podobnież jak w kalinę, leszczynę etc.).   W przeciwieństwie do tego, cośmy widzieli na zachodzie Bałkanów, — w środkowej i wschodniej części tego półwyspu lipa nie posiada żadnego prawie znaczenia w kulcie  czy  obrzędach,  co  jest tem ciekawsze, że dalej na wschód na Kaukazie, którego ludowa kultura wiele ma wspólnego z kulturą bałkańską, drzewo  to znów   wybija się — co najmniej w zachodniej Transkaukazji — na jedno z naczelnych miejsc w kultowym użytkowaniu, tak  powiedzmy, w b. gubernji  kutaiskiej   lipy  uchodzą  za  drzewa święte; w Imeretji obsadzają niemi cerkwie, jak u nas kościoły; ,,zrąbać lipę na drwa i spalić uważa się za grzech”. Być może maić y\\ czenie lipy w ludowem życiu religijnem w głębi Bałkanów  tłumaczy się całkiem prosto rzadkością jej występowania na tamtejszych obszarach; dokładnych jednak wiadomości brak mi w tym względzie

433. Rola brzozy w kultowych i obrzędowych praktykach  Słowian jest naogół mniejsza niż obu drzew poprzednich (jeśli pominie n używanie tego wcześnie na wiosnę zieleniejącego drzewa w charakterze maików, a gałęzi jego do majenia chat). Etnogeograficznie biorąc staje się ona tem donioślejsza, im bardziej posuwamy się ku północy  i zwłaszcza ku północnemu wschodowi (Ruś, zwłaszcza płn.-wschodnia Skandynawja,   Ugrofinowie i  inne   ludy   syberyjskie),   natomiast na Bałkanach — gdzie i samo drzewo jest ponoć rzadkie — zanika. Północny zasiąg ma jako „dobre” drzewo również jarzębina, ciesząca się szczególnie   wielkiem uznaniem (m. i. jako roślina  apotropeiczna u Biało-i Wielkorusów, a poza tem u Finów, Bałtów,  Skandynawów, Szkotów i Irlandczyków. Nie znaczy to, aby nie miała ona mieć pewnych   wartości   także w ludowej   religji  Słowian  zachodnich (i  także Niemców) oraz Słowian południowych (porówn. m. i. bułgarską nazwę jarzębiny: s a m o d i v s k o  d  r v o).

Do mniej   znaczących, ale bądź co bądź wziętych  drzew i  krzewów należą: klony1, jawory (głównie na Bałkanach), sosny, i * czyny,  jesiony2, wiązy   wzgl. brzosty  (głównie na Bałkanie), jabłonie,   jałowce,   wierzby  i  niektóre   inne.   Uderza   zupełnie znikoma rola tak wspaniałego drzewa, jak buk, który zresztą i w obrzędowości   czy   kulcie   ludowym   Niemców   ma   stosunkowo niewielkie znaczenie. Ten   szczegół,   zaznaczmy   nawiasem,   pozbawia   wszelkich cech prawdopodobieństwa hipotezę, usiłującą objaśnić pierwsze miejsce, zajmowane przez dąb, jadalnością jego owoców. Wszak  i n dostarcza   owoców, które pod   względem   użytkowym   znacznie   przewyższają żołędzie.

Dwuznaczne wierzenia krążą o osinie (a poczęści i o w i e r zbie);

1 Gałązki czy  liście  klonu  (podobnie  jak dębu, lipy etc.)  mają u nas i  gdzieindziej właściwości apotropeiczne  (porówn. tu str. 332, gdzie mowa opętaniu

2 Gałązki jego według bardzo dawnego i w całej niemal Europie (m. i. u wszystkich Słowian) znanego wierzenia mają odstraszać gady.

jest ona z jednej strony pogardzana i ma jakoby pozostawać w związku z nieczystemi mocami, a z drugiej uważa się ją za apotropeiczna i używa przeciwko tymże mocom. Coś podobnego powtarza się u części Małorusinów, u Polaków, Słowaków i Czechów odnośnie do b z u c z a r-11 e go (Sambucus nigra L.), pod którym mają przebywać złe demony, i dlatego nie należy go wyrywać ani nawet korzeni jego potrącać, ani też zanieczyszczać miejsca, gdzie rośnie. Ta sama jednak roślina ma także u niektórych wymienionych ludów i u Słoweńców zabez­pieczać od złego, a w Polsce (w Międzyrzeckiem), zwracając się do niej o uleczenie zębów, wieśniacy tytułują ją „świętą” (:„Świety bzie, weź moje bolenie pod swoje zdrowe korzenieu). Jest to zresztą krzew ogromnie czczony w płn.-zachodniej Europie (w Niem­czech, w krajach skandynawskich eta). Jak stwierdzają niektóre dane (np. ze Szwecji), dawniej składano pod nim (— oczywiście w związku z tem, że pospolicie rośnie przy domostwach, na przychaciach i t. p. —) ofiary dla bóstw czy demonów domowych. Być bardzo może, iż wie­rzenia o bzie przyszły do Słowian z zachodu (cf. też § 257), ale sama roślina była im znana oddawna; świadczy za tem jej ogólno-słowiań-ska nazwa: b t,z’L.

434. Z roślin nienależących do drzew wymieńmy tu naprzód pasorzytującą na drzewach, osławioną w zachodnio-europejskiej litera­turze (nietylko etnologicznej) jemiołę (Vis cum album L.) owo święte ziele Celtów. W III tomie „Wisły” podano o niej następująca, bardzo zajmującą wiadomość z Polski (z Sieradzkiego): „Wieczorem… przed wigilją Bożego Narodzenia gospodarz wchodzi do lasu na sosnę, upatruje na niej jemiołę, obija ją obuchem, ale nie ostrzem siekiery, i rzuca nadół ostrożnie, aby drugi człowiek, stojący na ziemi, mógł ją pochwycić w powietrzu, albowiem z ziemi żadna gałązka podnie­siona być nie powinna; poczem jemiołę w ten sposób zebraną kładą wraz z woskiem do uli pszczół, w przekonaniu, iż obfitość miodu będzie na rok przyszły”. Niestety ta wiadomość została podana przez L Piątkowską, której to autorce, jak już mówiliśmy (§ 400), ufać nie można. Co prawda w tej chwili nie umiem powiedzieć, czy i skąd Piątkowską przytoczoną informację odpisała; bądź co bądź wystarczy jednak to, co podkreśliliśmy w § 400, aby raz na zawsze podać w podejrzenie wszystkie jej informacje. — Kwestjonarjusz, według którego przeprowadzono w r. 1930/31 poszukiwania etnograficzne w całej Polsce, zawierał między innemi pytania: „Czy nie używano do czego rośliny, co rośnie na drzewach, wygląda jak zielona szeroka miotła i ma białe jagody? Jak ją zwali? W jaki sposób zrywali z drzewa?” Wszystkie ważniejsze dane, zawarte w odpowiedziach na te pytania, dają się streścić w następującem uogólnieniu. Naprzód jemioła znajduje dość częste zastosowanie u ludu rdzennie polskiego i białoruskiego (rzadziej u Małorusinów) jako środek leczniczy, i to bardzo wielostronny. Poza tem na wschodniem Mazowszu i na Białorusi używają jej w różnoraki sposób dla wywołania obfitego rojenia się wzgl.  wogóle  pomyślnego  chowu  pszczół (na wschodnim Mazowszu zbierano  jemiołę zimą i kadzono nią około uli w wigilję Bożego Narodzenia w tej myśli,  by   spowodować   „silne  roje”).   Wreszcie w jednej wsi, położonej w okolicy Gostynina (SW od Płocka), istniał bardzo  zajmujący  przesąd, wedle  którego, o ile „pod jemiołą stanie młoda para i umawia się — to się ożenią” (nasuwa to- do pewnego  zresztą tylko stopnia — na myśl znany wigilijny   zwyczaj   angielski).  Znikąd nie mam natomiast wiadomości, by przy zdejmowaniu   j< z drzewa zachowywano jakie szczególne sposoby; jedynie w okolicy Lublińca na Śląsku   sądzono, że nie  należy   ścinać  tej   rośliny, lecz trzeba ją łamać.

Ważne jest  tu natomiast  świadectwo  Marcina z Urzędowa zawarte   w  jego  zielniku,   napisanym w połowie XVI   w.,   a   ogłoszone w II t.   „Wisły”   przez   J.   Rostafińskiego  „I dzisia   jednak autor z przed blisko 400 lat— Tatarowie i Ruś tego strzegą, że gdy Jemioło   zbierają, tedy go żelazem   nie  ruchają,   gołą  ręką nieimają aż z drzewa znidą ziemie nietykają, tak powiadając, iż zachowywa moc swoje, którą ma ku pomocy ludzkiego zdrowia”. Tekst nie jest całkiem jasny; tyle jest w każdym  razie  pewne, że — o ile zaufamy Marcinowi — do   zdejmowania   jemioły   nie  używano u „Tatarów i Rusi” narzędzi żelaznych, ani też nie brano jej gołą ręką (lecz, poprzez   płótno,   połę  ubrania i t. p.); tyle zaś jest   prawdopodobne, że zdejmowana jemioła nie powinna  była upaść na ziemie. Otóż zupełnie­ podobne  ostrożności   zachowywali   starożytni   druidzi   galijscy.   Biało odziany kapłan   wchodził   po   dokonaniu  pewnych  obrządków   na   drzewo   i   ścinał świętą wszystkoleczącą   roślinę  złotym   sierpem.   Ścięta jemioła nie mogła   paść na ziemię,  dlatego więc była podchwytywana przez obecnych w rozpostartą białą tkaninę. W ten sposób zebrane ziele dawało według wierzeń celtyckich płodność jałowym zwierzętom, zabezpieczało przeciwko truciznom  i t. d.;  według   tychże,   czy   według rzymskich przesądów udzielało też ono lekkiego porodu kobietom, leczyło padaczkę i inne choroby. Jest rzeczą uderzającą, że na dalekim północnym wschodzie  Eurazji u Ajnów powtarzają się poniekąd wierzenia europejskie. I tam, jak na to wskazał J. G. Frazer jemioła jest  otoczona  czcią: i tam   przypisuje się jej moc, zapładniającą pola i kobiety oraz leczącą wszelkie niemal choroby.

Wracając do Słowian, zaznaczmy, iż na Bałkanach cześć jemioły i jej znaczenie przechowały się do dnia dzisiejszego. W pewnych stronach Bułgarji lud szczepi nawet umyślnie to ziele na owocowych drzewach w sadach, aby je mieć blisko  domu.   W tym  celu lub na wiosnę nacinają gałąź owocowego drzewa i w uczynioną w ten sposób szczelinę   wciskają   nasienie jemioły, zamazując   ran-sokiem   jemiołowych   jagód.    Ziele   uważa  się  poniekąd   za święte, a gałązki jego  zatykają   wieśniacy pod belki chat, aby zapewn zdrowie i t. p.; jagody dają bezpłodnym kobietom

435. Pomniejsze rośliny, zwłaszcza zioła, posiadają szczególnie wybitne znaczenie w ludowej magji oraz we wróżbach; to też w roz­działach, traktujących o tych działach kultury, poświęciliśmy im wiele miejsca (ob. §§ 241, 246, 256 sq., 265 sq., 317 sq.).

Ogólniejsze znaczenie mają np. przesądy, wedle których poszcze­gólne osobniki pewnego roślinnego gatunku, wyróżnione przez naturę swoistą cechą (niezwykłą bujnością lub wielkością) uważane są niejako za nosicieli żywotnej mocy czy plenności całego gatunku i w związku z tem obdarzane odpowiedniemi nazwami wzgl. tytułami. Niektóre znów wierzenia dopatrują się w pewnych ziołach jakgdyby głównych przed­stawicieli czy nawet rodziców całego wogóle roślinnego świata. Prze­sądy pierwszego typu stosują się u Słowian i innych ludów do roślin jadalnych; na ziemiach słowiańskich w szczególności do zbóż. Zdają się dawać typowe przykłady konwergencji; powtarzając się w podobnej postaci w oddalonych od siebie punktach Ziemi. Tak na pograniczu Wielko- i Białorusi w gubernji smoleńskiej w czasie żniw żytnich poszukują żeńcy troskliwie źdźbła żyta., któreby (dzięki igraszce na­tury) dźwigało na sobie jaknajwiększą ilość kłosów *. Znalazłszy, obdarzają je mianem „żytniej matki” (źitnaja matka) i pilnują „jak źrenicy oka” w ciągu całego roku aż do chwili siewu; wtedy zaś wysiewają je naprzód, wierząc, że im da obfity urodzaj. Także z Polski, z Beskidu śląskiego dostarczył mi jeden z uczniów wiado­mości o „matce zboża wzgl. żyta” (matka obiła), t. j. o źdźble z podwójnym kłosem; ziarno z niego dołączają do zasiewu (m. i. i do owsa), aby był dobry plon; „po kilka ziarn sadzą w tym samym celu między ziemniaki, między kapustę”. (Częściej jednak górale śląscy stosują wspomnianą nazwę do t. z w. sporysza czyli sczerniałych, chorobliwie rozrośniętych ziarn, zakażonych przez grzybek Sccule cornutum. Jeśli się ten grzybek gęsto spotyka, wróży to obfitość plonów i dobry zbiór2). U Bułgarów źdźbło zboża o podwójnym kłosie zwie się „carem niwy” (car na nivata), a ziarno z niego również przeznacza się do siewu i rzuca je niekiedy jako pierwsze na zasiewane pole. Zupełnie podobnie w niektórych krajach dalekiej Indonezji zbierają podczas żniw pewną ilość najhojniejszych i największych wiech8, zowiąc utworzony w ten sposób pęczek „matką ryżu” i uważając go za siedzibę duszy tego zboża; przechowują go bardzo troskliwie, aby móc przenieść ową dusze na zasiewy’. Inaczej kształtują się podobne przesądy np. we wschodniej Afryce u Dżag-gów, ale i u nich niezwykle wybujały okaz kukurydzy bywa nazywany „panem4 niwy”. W środkowej Ameryce, w Peru najpierwotniejszą postacią, pod jaką znano t. zw. tam „matkę kukurydzy”, była kukurydzowa łodyga, dźwigająca na sobie liczne i wielkie kolby, albo też taka z której wyrastały kolby podwójne.

1 Jedno z dwu źródeł, w jakich   znalazłem tę wiadomość, mówi o 12 kłosach.

2 Ob. indeks s. v. spór.

3 Wyróżnionych zresztą przez naturę nietylko bujnością i wielkością, lecz je­szcze pewnemi innemi właściwościami.

4 Względnie „naczelnikiem” czy „wodzem”.



Kult roślin w Indiach – w tym kult drzew

Kult roślin w Indiach ma długą historię. W religiach dharmicznych od tysiącleci wiele gatunków roślin pojawia się nie tylko w mitach, lecz również współcześnie stanowi istotną część kultu religijnego. Wielu z nich przypisuje się znaczenie magiczne i lecznicze. Prawie wszystkie rośliny uznane za święte wykorzystywane są również szeroko w ajurwedzie, tradycyjnym systemie medycyny hinduskiej.

Kwiaty, liście i owoce

Poszczególne części roślin (kwiaty, gałązki, liście, czasami owoce) są ofiarowywane podczas obrzędów w świątyniach. Powszechne w Indiach jest użycie pięciu rodzajów świętych liści podczas ceremonii religijnych:

  • pipalu
  • gularu
  • pilkhanu
  • bargadu
  • mango

Większość z roślin posiada symboliczny związek z jakimś bóstwem[1], np. niezwykle toksyczna i halucynogenna datura zostaje powiązana ze „straszliwym” (Bhajrawa) bogiem Śiwą, lotos z łaskawą boginią Lakszmi itd. Istnieje wiele wzmianek w Puranach, starożytnych tekstach mitologicznych. Łuk Kamy, boga miłości, jest ozdobiony kwiatami pięciu roślin: asioki, mango, navamal lika (Ixora parviflora), padmy – różowego lotosu (Nelumbe nucifera) i kamali, niebieskiego lotosu (Nympha stellata).

Istnieje wiele skodyfikowanych zasad stosowania kwiatów podczas obrzędów, np. z pewnymi wyjątkami nie używa się kwiatów, które spadły na ziemię, boginiom ofiaruje się najczęściej kwiaty w kolorze czerwonym itd. Obowiązują różne tabu: kwiatów sirisa (Albizzia lebbeck) nie można używać podczas pudży na cześć Ganeśa, zaś widźaja sala (Pterocarpus marsupium) w obrzędach na cześć Śiwy). Obrzędy wykonywane są w ściśle określonym czasie, tzn. zgodnie z tradycyjnym hinduskim kalendarzem świąt i wskazaniami astrologii indyjskiej.

Drzewa

Kult drzew na Półwyspie Indyjskim datowany jest od czasów przedaryjskich. Drzewa symbolizują płodność, witalność i moc siły wegetacji [18].

Reprezentowały też łącznik pomiędzy niebiosami i ziemią [19].

  • Wzmianki o szczególnych drzewach obfitują w mitologii indyjskiej. W niebiańskim ogrodzie boga Indry, zwanym Nandana, znajduje się pięć specjalnie wyróżnionych drzew (pańćawryksza):
    • mandara (Erythrina sricta), której cień uwalnia od dolegliwości i zmartwień;
    • paridźata (Nyctanthes arbor-tristis);
    • samantaka, wzmacniająca męską płodność;
    • harićandana, czyli sandałowiec (Santalum album), który pomijając już piękny zapach, odstrasza złe duchy;
    • kalpataru, posiadające moc spełniania życzeń (Sisyrinchium bermudianum).

Niektóre drzewa związane są w z poszczególnymi bóstwami lub postaciami mitologicznymi, np. mędrzec Markandeja schronił się w konarach bargadu podczas potopu.

  • Kodeks prawny Manusmryti zawiera listę kar za krzywdzenie drzew[20].
  • W wielu świątyniach ważnym elementem kultowym jest święte drzewo, tzw. sthala wrykszam[21] .
  • Niezależnie od kultu świątynnego, w Indiach zachowała się tradycja utrzymywania świętych gajów, co służyło między innymi zachowaniu gatunków szczególnie ważnych ze względu na swoje właściwości lecznicze. Przykładowo w Ghatach Zachodnich w stanie Maharasztra istnieje ponad 200 świętych gajów, zwykle poświęconych Matce Ziemi [22] . Zabronione są tam polowania, wypas zwierząt, a drewno pozyskać można dopiero jak drzewo uschnie.
  • Kult drzew stanowi również ważny element hinduizmu ludowego i śaktyzmu, według którego drzewa zamieszkują żeńskie duchy, zwane jakszi.

Nazwa indyjska

Nazwy botaniczne

Bóstwa

Znaczenie kultowe

Vata, wad, bargad

Figowiec bengalski
(Ficus indica)

Brahma

Symbolizuje nieśmiertelność – dzięki swym korzeniom powietrznym może się rozrastać praktycznie w nieskończoność. Związany jest również z Kryszną, który bawił się pod nim w dzieciństwie

Pippala, pipal, aśvattha

Figowiec pagodowy
(Ficus religiosa)

Budda, Wisznu , Śiwa [23].

Wg tradycji pod tym drzewem Budda osiągnął oświecenie.W hinduizmie drzewo to jest łącznikiem między ziemią a niebiosami oraz symbolem trimurti i wiedzy duchowej [24] .

Bilva, bel

Kleiszcze smakowite (Aegle marmelos)

Śiwa [25]

Liście klejowca wykorzystywane sa do celów rytualnych podczas święta Mahaśiwaratri. Wtedy dekoruje się nimi szczyt lingi w świątyniach śiwaickich.

Matulinga

Cytron (Citrus medica)

Śiwa

W hinduizmie drzewo to, pod nazwą sanskrycką matulinga, stanowi atrybut w przedstawieniach postaci boga Śiwy [26]. Symbolizuje niezliczone atomy, będące nasionami, z których powstał wszechświat [26].

Śiwalingi, lingini[27]

Dipocyclos palmatus

Śiwa

Używane w magii sympatycznej – ponieważ nasiona przypominają kształtem męskie genitalia, znachorzy zalecają ich spożywanie ciężarnym kobietom, pragnącym urodzić męskiego potomka [28].

Harada, haritaki

Terminalia chebula

Indra

W mitologii: gdy Indra pił amrytę, kropla nektaru spadła na ziemię i wyrosła haritaki [29].

Rudraksza

Mala wąskolistna
(Elaeocarpus angustifolius)

Śiwa

Z owoców wykonuje się różaniec śiwaicki.[30]

Kadamba [31]

Neolamarckia cadamba

Radha i Kryszna; Dewi (Parwati)

Ze względu na powiązanie tego drzewa z historią miłości Radhy i Kryszny powszechnie jest uważane za drzewo zakochanych; niezależnie od tego wiele bogiń określanych jest atrybutem „kadamba vane vasini” (mieszkająca w gaju kadambowym) [32].

Paridźata

Nyctanthes arbor-tristis

Wisznu, Lakszmi

To jedno z pięciu rodzajów drzew kalpawryksza rosnących w dewaloce. Jest wzmiankowane w micie amrytamanthana i Wisznupuranie.

Aśoka

Saraca indica

Wisznu, Budda

Pod tym drzewem narodził się Budda Siakjamuni.

Dźambul, dźamun, dźambolan

Czapetka kuminowa
(Syzygium cumini)

Rama

Rama podczas swego wieloletniego wygnania żywił się owocami drzewa dźambu, z tego powodu uważane są one, zwłaszcza w Gudżaracie, za pokarm bogów.

Mahua

Madhuca longifolia

Śiwa (Madhuca)

Ze względu na swoją pożyteczność, drzewo to jest uznawane za święte przez członków leśnych plemion (tzw. Scheduled Tribes), którzy starają się je chronić.

Kela, Kadali

Bananowiec
(Musa paradisiaca)

Parwati, Nanda dewi, Kali, Lakszmi, Sakambhari i Wanadurga, Ganeśa.

Wielowarstwowa łodyga bananowca jest symbolem znaczenia mantry Neti neti [33].

W kulcie jest używane podczas Lakszmi pudźy i Durga pudźy ( wtedy jest kąpane i ubierane w szaty analogicznie jak posążki bóstw hinduistycznych). Z łodyg robi się ceremonialne bramy, zaś liśćmi pokrywa świąteczne pawilony .

Amra

Mango indyjskie
(Mangifera indica)

Murugan, Lakszmi, Gandharwa, Gowardhan [34]

Liście mango używane są : w ceremoniach jadźńa, do dekorowania naczynia Lakszmi Ghata, jak również podczas hinduistycznej ceremonii ślubnej. Z drewna wykonuje się tron ceremonialny.

Amaltas

Strączyniec cewiasty
(Cassia fistula)

Śiwa

Żółte kwiaty symbolizują szczęście zesłana przez Śiwę. Są wykorzystywane w rytuałach związanych z keralskim świętem Vishu

Kapur, Karpura

Cynamonowiec kamforowy
(Cinnamomum camphora)

Ćandra

W hinduizmie jego znaczenie kultowe zostało objaśnione w tekście Suśrutasamhita. Sutry wspominają również o rytualnym spożywaniu soku tego drzewa[35].

Cynamonowiec jest używany podczas hinduistycznej ceremonii ślubnej, jak również podczas ofiar ogniowych hawan i jadźńa.

Deodar

Cedr himalajski
(Cedrus deodara)

Śiwa

Czczony zwłaszcza w Kaszmirze i Pendżabie. Nazwa sanskrycka deva-dara oznacza dosłownie „boskie drzewo”. Wg tradycji sam Śiwa medytował pod deodarem.

Pala

Chlebowiec różnolistny
(Artocarpus heterophyllus)

Murugan

Owoce tego drzewa (dżakfrut) są jednymi z trzech owoców (oprócz mango i bananów) składanych w ofierze.

Anar

Granatowiec właściwy
(Punica granatum)

Lalita, Gauri, wszystkie bóstwa

Kwiaty używane w ceremoniach religijnych, owoce trzymane w estymie ze względu na swoje właściwości zdrowotne. Istnieje przysłowie w hindi „ek anar, sau bimar” (Jeden granat na sto chorób).

Nim

Miodla indyjska
(Azadirachta indica)

Śitala

Kwiaty są spożywane rytualnie podczas noworocznych świat ugadi i gudhi padwa. Liście również wykorzystuje się podczas rytuałów Śitala pudźa

Sami

Figowiec benjamina
(Ficus benjamina)

Hanuman

Drewno wymagane w sztucznych ogniach w światyniach Nepalu [36].

Gular, dumri

Ficus racemosa

Jeden z pięciu najbardziej świętych liści, używanych podczas pudży

Ber

Głożyna pospolita
(Zizyphus jujuba)

Rama

W Ramajanie stara kobieta o imieniu Sabari ofiarowała owoce beru Ramie i Lakszmanie. Drzewo ber jest czczone również w sikhizmie – rośnie na terenie Złotej Światyni w Amritsarze [37].

Sala

Shorea robusta

Budda

Budda urodził się i zmarł pod tym drzewem

Semul, ilavu

Bombax ceiba

Lakszmi Parwati

Czerwone kwiaty ofiarowane są Lakszmi lub Parwati

Śriphala

Kokos właściwy, palma kokosowa (Cocos nucifera)

Waruna

Ze względu na wszechstronne zastosowanie uważana za kalpawryksza (drzewo spełniające życzenia), orzechy kokosowe używane są podczas rytuałów.

Ćampa

Plumeria (Plumeria)

Dewi

Zwana „temple flower” lub „pagoda tree”, drzewko często sadzone przy świątyniach i na cmentarzach buddyjskich i muzułmańskich jako symbol nieśmiertelnoiści. Z kwiatów robi się girlandy zwane ćampakmala, jako dary ofiarne dla bóstw[38].

Ćampaka

Michelia champaca

Śiwa ,Kama

Drzewo często sadzone wokół świątyń hinduskich. Jego kwiaty o żółtym kolorze, ofiarowane są Śiwie – wspomina o tym Adi Śankara [39].

Marudham, ardźuna

Migdałecznik arjuna
(Terminalia arjuna)

Murugan

Czczone jako sthalawrykszam w świątyni Dandajudhapani w Marudamalai (Coimbatore)

Bakula, mahizham, kesara

Mimusops elengi

Murugan, Śiwa, Wisznu, wszystkie bóstwa

Kobiety pragnące urodzić chłopca zawieszają malutką kołyskę na drzewie, w przypadku innych życzeń należy przyczepić do tego drzewa nić; nitki te zdejmowane są po spełnieniu życzenia. Czczone również w dżinizmie i buddyzmie, drzewo to rośnie m.in. przy stupach w Amarawati i Sanći [21].

Kura

Webera corymbosa

Murugan, Śiwa

Kobiety pragnące urodzić chłopca zawieszają malutką kołyskę również na tym drzewie; w świątyni Tiruvidaikali mleko oferowane jest świętej kobrze (naga), mieszkającej w dziupli drzewa sthalawryksza.

Padhiri

Stereospermum suaveolens

Murugan Uma

Często jako sthalawryksza w Tamilnadu [40]

 

Vanni, sami

Prosopis spicigera

Murugan, Durga

Drzewo dające siłę do odniesienia zwycięstwa, czczone zwłaszcza podczas święta dasara[41].

 

Kal athi

Ficus retusa

Murugan

Drzewo czczone zwłaszcza w Tirupparankunram koło Maduraju, jednym z sześciu miejsc związanych z Muruganem (poślubił on tam Dewasenę).

 

Kult roślin w Indiach ma długą historię. W religiach dharmicznych od tysiącleci wiele gatunków roślin pojawia się nie tylko w mitach, lecz również współcześnie stanowi istotną część kultu religijnego. Wielu z nich przypisuje się znaczenie magiczne i lecznicze. Prawie wszystkie rośliny uznane za święte wykorzystywane są również szeroko w ajurwedzie, tradycyjnym systemie medycyny hinduskiej.

Kwiaty, liście i owoce

Poszczególne części roślin (kwiaty, gałązki, liście, czasami owoce) są ofiarowywane podczas obrzędów w świątyniach. Powszechne w Indiach jest użycie pięciu rodzajów świętych liści podczas ceremonii religijnych:

  • pipalu
  • gularu
  • pilkhanu
  • bargadu
  • mango

Większość z roślin posiada symboliczny związek z jakimś bóstwem[1], np. niezwykle toksyczna i halucynogenna datura zostaje powiązana ze „straszliwym” (Bhajrawa) bogiem Śiwą, lotos z łaskawą boginią Lakszmi itd. Istnieje wiele wzmianek w Puranach, starożytnych tekstach mitologicznych. Łuk Kamy, boga miłości, jest ozdobiony kwiatami pięciu roślin: asioki, mango, navamal lika (Ixora parviflora), padmy – różowego lotosu (Nelumbe nucifera) i kamali, niebieskiego lotosu (Nympha stellata).

Istnieje wiele skodyfikowanych zasad stosowania kwiatów podczas obrzędów, np. z pewnymi wyjątkami nie używa się kwiatów, które spadły na ziemię, boginiom ofiaruje się najczęściej kwiaty w kolorze czerwonym itd. Obowiązują różne tabu: kwiatów sirisa (Albizzia lebbeck) nie można używać podczas pudży na cześć Ganeśa, zaś widźaja sala (Pterocarpus marsupium) w obrzędach na cześć Śiwy). Obrzędy wykonywane są w ściśle określonym czasie, tzn. zgodnie z tradycyjnym hinduskim kalendarzem świąt i wskazaniami astrologii indyjskiej.

Nazwa indyjska Nazwy botaniczne Bóstwo Znaczenie kultowe Grafika
Tulsi, tulasi Bazylia azjatycka, Ocimum tenuiflorum Kryszna Uschnięte i opadłe liście tulasi ofiarowywane są Wisznu (Krysznie) wraz z pożywieniem podczas codziennych rytuałów. Intonuje się wtedy modlitwę Tulasi Pranam, której znaczenie jest następujące: „Ofiarowuję moje wielokrotne pokłony Wrindzie, Śrimati Tulasi Dewi, która jest bardzo droga Keśawie. O bogini, obdarzasz służbą oddania dla Kryszny i posiadasz najwyższą prawdę.” Podczas wisznuickiej pudźy, liście składane jako ofiara upawastra (oznaczająca ubrania dla bóstwa)[2].
Tulsi
Dhatūrā Bieluń, Datura Śiwa[3] Kwiaty datury często są widoczne w płomiennym kręgu, otaczającym tańczącego Śiwę; datura jest tabu dla Wisznu[1]
Devil's Trumpet, Horn of Plenty, Downy Thorn Apple (Datura metel).jpg
Amla, amalaka, ambala, nelli Phyllanthus emblica, Emblica officinalis Brahma Wyrosła z łez Brahmy
Amla
Dźuhi, usimalligai Jaśmin Dewi Kwiaty jaśminu mogą być ofiarowywane wszystkim bóstwom
Jaśmin
Padma, pundarika Lotos Nelumbo nucifera Budda, Lakszmi, Murugan Symbol czystości – dzięki mikroskopijnym strukturom woskowym na powierzchni nie przylega doń brud, mimo że rośnie w mulistych zbiornikach wodnych
Kwiat lotosu
Nil kamala Nymphaea stellata Niebieski lotos Lakszmi   Nymphaea stellata, Myanmar.jpg
Venu, bams Bambus Śiwa, Wisznu Atrybut Kryszny Bamboo Forest.jpg
Paćuli Paczuli Kryszna Paczuli rozpropagował na Zachodzie zwłaszcza ruch Hare Kryszna, według którego jest to roślina, którą zamieszkuje Kryszna[4].
Kwiaty paczuli
Gańdźa Konopie indyjskie, Cannabis sativa Śiwa Palone rytualnie przez sadhu śiwaickich, zwłaszcza podczas święta Śiwaratri[5]
Cannabis

.

Ćandana Sandałowiec Wszystkie bóstwa Pastą z drzewa sandałowego naciera się posągi bóstw
Sandałowiec
Haldi Ostryż, Kurkuma Durga Pastą z kurkumy naciera się posągi bóstw, najbardziej spektakularny obrzęd tego typu odbywa się podczas Mahamasztakabhiśeka w Śrawanabelagola, gdy pastą z kurkumy nacierany jest olbrzymi kamienny posąg Gomateśwary [6].
Templekerala (27).jpg
Gurhal Ketmia róża chińska Kali Kwiaty hibiskusa ofiaruje się zwłaszcza podczas obchodów święta Durga pudźa[7]
Hibiscus rosa-sinensis.JPG
Pan Pieprz żuwny, pieprz betelowy, betel, Piper betle Lakszmi Jest obiektem kultu w tradycji Barui w Bengalu. Jego znaczenie religijne opisane jest w tekście Radźnirghantha [8] . Jego liście wykorzystywane są w trakcie hinduistycznej ceremonii ślubnej. Piper betle plant.jpg
Kuśa Trawa kuśa, Desmostachya bipinnata , Pos cynosuroides   Stosowana jest w prawie wszystkich ceremoniach pudźa i jadźńa  
Durwa Trawa durwa, Agrostis linearis Ganeśa Jest ofiarowana Ganesi podczas obrzędów  
Kaner Oleander Śiwa Dewi W Tamilnadu czasem jako sthalawryksza. Kwiaty ofiarowane zarówno Siwie, jak i Dewi (w przypadku oleandru, lotosu i róży kwiaty nie muszą być czerwone) [9]
Oleander
Palaś Butea monosperma Brahma, Śiwa, Wisznu; Kali Z drewna robi się święte naczynia i laski bramińskie; czerwone kwiaty ofiarowane są podczas krwawych ofiar na cześć bogini Kali; liście (brahma pattra) służą braminom po inicjacji jako talerze do jedzenia; suche gałązki używane są podczas obrzędu homa.[10]
Butea monosperma1.jpg
Pakur, pakar, pilkhan[11][12] Ficus lacor   Liście należą do pięciu najbardziej świętych
Sim, soma latā Sarcostema acidum   Sfermentowany sok tej rośliny spożywano rytualnie w starożytności pod nazwą soma[13]  
Ak, arka, erukku Calotropis gigantea Śiwa Kwiaty ofiarowane są podczas Śiwapudźa Starr 041014-0034 Calotropis gigantea.jpg
Arka Asclepias gigantica Rawi    
Ikh Trzcina cukrowa Ganeśa Jednym z atrybutów Ganeśa jest łuk zrobiony z łodygi trzciny cukrowej, z którego strzela ukwieconymi strzałami (puszpaśara), wskazując właściwą drogę [14]
Kaćnar [15] Bauhinia zmienna Śiwa Kwiaty ofiarowywane są Śiwie [16]
Funchal - Bauhinia variegata (Orchideenbaum) IMG 2104.JPG
Nagalingam, nagapuszpam Couroupita guianensis Aublet Śiwa Kwiat przypomina kaptur tysiącgłowej kobry nad Śiwalingą Abrico de Macaco.JPG
Aparadźita Clitoria ternatea Durga Kwiat przypomina żeńskie organy płciowe, z tego względu roslina jest uważana za wcielenie bogini Durgi.[17] Clitoria MS4124.JPG
Pannir Guettarda speciosa Murugan, Śiwa, Wisznu W Tirućendur wiernym oferowany jest wibhutiprasadam (święty popiół) z liści panniru. Guettardia2.jpg
Punnai, sultan ćampa Calophyllum inophyllum Murugan, Śiwa Kwiaty są składane w ofierze Śiwie podczas porannej pudży  

aaaa

Jeszcze o Świętych Gajach

Święty gaj – to święte miejsce poświęcone bóstwom, duchom przodków lub siłom natury. Święte gaje występują w pierwotnych religiach Ariów, Irańczyków, Greków, Rzymian, Germanów, Słowian, i Celtów. Istniały one zarówno w religiach starożytnych jak i w innych kulturach na świecie . W niektórych kulturach święte gaje poświęcone były bogom (jeden z nich stał się np. podstawą do powstania książki Jamesa Frazera Złota gałąź), w innych dodatkowo stanowiły symboliczną więź żywych ze zmarłymi przodkami, której naruszenie groziło poważnymi, negatywnymi konsekwencjami. Miejsca takie zachowały swoją funkcję religijną także współcześnie w wybranych nurtach religijnych.

 

Hinduizm

Niezależnie od kultu świątynnego, w Indiach zachowała się tradycja utrzymywania świętych gajów , co służyło między innymi zachowaniu gatunków szczególnie ważnych ze względu na swoje właściwości lecznicze. Zabronione są tam polowania, wypas zwierząt, a drewno pozyskać można dopiero jak drzewo uschnie. Jeden z kapłanów w Indiach tłumacząc dostojnikom angielskim w XIX wieku istotę rozumienia dlaczego ludzie modlą się do drzewa o specyficznym wyglądzie lub modlą się do Księżyca wyjaśnia, że w zasadzie nikt nie modli się do drzewa czy do Księżyca – ludzie modlą się do bóstwa, które stoi za tym przedmiotem.

  • W Ghatach Zachodnich w stanie Maharasztra istnieje ponad 200 świętych gajów, zwykle poświęconych Matce Ziemi . Zabronione są tam polowania ( wszystkie zwierzęta przynależą do bogini ) i wypas zwierząt. Drewno można pozyskiwać dopiero jak drzewo uschnie [1] . Przykładowe

lokalizacje gajów : Parinche Valley w dystrykcie Pune [2].

  • Bengalscy Santalowie czczą drzewa Sal ( Shorea robusta, Sari Sarjom ) lokalizowane w centralnej części ich świętych gajów [3] .
  • W stanie Meghalaya najbardziej czczone święte gaje to :
  1. Mawphlang Sacred Forest – 25 kilometrów od Shillong, w dystrykcie East Khasi Hills [4]
  2. Mausmai

Celtowie

Jednym z najstarszych przekazów zapisu świętego gaju był żołnierz rzymski Lukan. Opis dotyczy kultury celtyckiej. Znaleźć go można w książce profesora J. Gąssowskiego.

Wierzenia Słowian i Bałtów

Aleksander Brückner zamieszcza opisy podobnych świętych gajów w „Starożytnej Litwie”. Opisy te występują tam wielokrotnie. Problem świętych gajów związany był z problemem chrystianizacji Słowian i Bałtów, który to proces zakończył się w pełni w końcu XIX w. wraz z powstaniem gęstej sieci parafii. Przez długi czas procesom chrystianizacji i wprowadzaniu nowych porządków społecznych towarzyszyło wycinanie świętych gajów, niszczenie świątyń i posągów słowiańskich bóstw. Słowianie i Bałtowie przez długi czas opierali się procesowi niszczenia lasów, jednakże na części ziem, w szczególności Prus, proces ten przebiegał niezwykle szybko. Jeden z takich przypadków opisuje misjonarz Hieronim:

 


Dotarli tak do środka gaju, gdzie prastary dąb nad wszystkie drzewa za święty i za właściwą siedzibę bogów uważano; przez chwilę nikt się weń uderzyć nie ważył [...]. Wyrąbano cały las. W tej krainie było więcej lasów, równą czcią świętych, gdy po raz kolejny wyruszyli ku ich wycinaniu, przybył do Witowta wielki tłum niewieści z płaczem i krzykiem, skarżył się, że wyrąbano święty gaj i odebrano dom boży, w którym zwykli byli błagać pomocy bożej, skąd deszcze i pogodę otrzymywali; nie wiedzą więcej, gdzie szukać boga, któremu siedzibę zabrano. Jest kilka mniejszych gajów, w których zwykli czcić bogów; i te chcą zniszczyć, jakieś nowe świętości wprowadzając, a ojczysty zwyczaj wykorzeniając; proszą więc i błagają, aby nie dozwolił niszczyć miejsc i obrzędów kultu przodków. Za kobietami następują mężczyźni i twierdzą, że nie mogą znieść nowego obrzędu, i mówią, że opuszczą raczej ziemię i ogniska ojczyste niż przyjętą od przodków wiarę.

Przypisy

  1. ↑ Myśl ekologiczna w hinduizmie. Człowiek jako część stworzenia. W: Monika Tworuschka, Udo Tworuschka: Religie świata. Michał Dobrzański (tł.), Grzegorz Polak (uzup.). Wyd. 1. T. V: Hinduizm. Warszawa: Agora SA, 2009, s. 103, seria: Biblioteka Gazety Wyborczej. ISBN 978-83-7552-558-8.
  2. ↑ Sacred Groves of Parinche Valley of Pune District of Maharashtra, India and their Importance (ang.). [dostęp 2010-07-03].
  3. ↑ Myśl ekologiczna w hinduizmie. Człowiek jako część stworzenia. W: Monika Tworuschka, Udo Tworuschka: Religie świata. Michał Dobrzański (tł.), Grzegorz Polak (uzup.). Wyd. 1. T. V: Hinduizm. Warszawa: Agora SA, 2009, s. 103, seria: Biblioteka Gazety Wyborczej. ISBN 978-83-7552-558-8.
  4. ↑ Eco Destination . Mawphlang Sacred Forest (ang.). Department of Tourism, Government of Meghalaya. [dostęp 2010-07-03].

Bibliografia

  • Basham Arthur L.; Indie, 1964 PIW
  • Brückner Aleksander, Mitologia słowiańska i polska, PWN, Warszawa 1980
  • Brückner Aleksander, Starożytna Litwa, Ludy i Bogi, Szkice historyczne i mitologiczne, Wydawnictwo Pojezierze, Olsztyn 1984
  • Gąssowski Jerzy, Mitologia Celtów, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1978
  • Łowmiański Henryk, Religia Słowian i jej upadek (wieki VI-XII), PWN, Warszawa 1979
  • Łowmiański Henryk, Początki Polski, z dziejów Słowian w I tysiącleciu n.e., PWN, Warszawa 1964

Artykuł ze stron Racjonalisty: Pogromcy świętych gajów

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

Zagłada rodzimych wierzeń w Polsce

W Wyroczni słowiańskiej Lech Emfazy Stefański pisze o Słowiańszczyźnie: „religijna ‚rewolucja’ w X wieku, brutalnie niszcząc wszystko, co wiązało się ze światem duchowym naszych praprzodków, odcięła nas od korzeni, chrześcijańscy misjonarze zachowali się u nas jak barbarzyńscy najeźdźcy. Zrobili z Mieszkowej Polski istny ‚duchowy Obóz Zagłady’. Trzeba przyznać, że im się udało. Nie ocalało prawie nic”.

Ta ostra i podszyta ideowym żarem opinia w dużej jednak mierze wydaje się być prawdziwa. O ile rozumiem sentymenty miłośników rodzimych wierzeń słowiańskich, które tak konsekwentnie zostały unicestwione, że w zasadzie nic pewnego dziś o nich powiedzieć nie można a wszelkie rozprawy doktorskie o wierzeniach słowiańskich skazane są na spekulacje, o tyle nader wątpliwa wydaje się hipoteza czy raczej taka wizja Słowiańszczyzny, która uchowałaby się przed pogromem chrześcijańskim.

Jedno jest wszakże pewne: „Polacy”, czyli plemiona żyjące podówczas wokół Odry i Wisły, nie byli zainteresowani chrześcijaństwem, które musiało im być siłą narzucone, jako religia państwowa, drogą odgórnych zarządzeń. W tzw. chrystianizacjach nieodmiennie siła miecza liczyła się niepomiernie bardziej niż siła „Słowa Bożego”. Czasami słyszy się opinie o tym, jakoby chrześcijaństwo w Polsce zostało zaprowadzone „pokojowo”, znaczy to jednak tylko tyle, że bez zewnętrznej zbrojnej interwencji, jak w przypadku chrystianizacji np. Sasów, nie znaczy to jednak, że był to proces bez przymusu i bez przemocy. Jak pisze o naszym kraju niemiecki kronikarz Thietmar: „Ich pierwszy biskup Jordan ciężką miał z nimi pracę, zanim niezmordowany w wysiłkach nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej” (IV,56).

Proces chrystianizacji naszego kraju miał miejsce między IX/X a XIV/XV w., czyli przez kilkaset lat. Został naznaczony przymusowym chrztem władcy Wiślan, przyjęciem chrztu przez władcę Polan, następnie bardzo powolnym procesem chrystianizacji społeczeństwa, które wielokrotnie stawiało temu czynny opór, czasami w formach, które przez komentatorów historycznych bywają nazywane „powstaniami”. Proces zakończył się wyparciem ze świadomości społecznej całej tradycji religijnej, która częściowo została zniszczona, a częściowo przeformułowana i wchłonięta do systemu chrześcijańskiego. Był to swego rodzaju Kulturkampf, który w odróżnieniu tego XIX-wiecznego, po wielu wiekach zakończył się sukcesem.

W dyskusji o tym trudno jest wydawać oceny, co było „dobre” a co „złe” i wydaje się, że nader trudno jest w dyskusjach o „wojnach kulturowych” kierować się li tylko kryterium „korzystności”. Słowianofile argumentują, że odcięto nas od korzeni kulturowych, zabito naszą tradycję, zdeptano wszystko to, co stanowiło o wspaniałości pra-Słowian (których cechy „narodowo-kulturowe” na ogół są tutaj malowane z dużą dozą optymizmu i sentymentalizmu). Z kolei chrystianofile twierdzą, że wraz z chrześcijaństwem przyszła do nas „wyższa cywilizacja”. Gdzie więcej racji trudno jednoznacznie wskazać, jest jednak pewne, że twierdzenia o „wyższej cywilizacji” muszą łączyć z podejściem apatriotycznym, czyli muszą ignorować wszelkie ponadutylitarne czy ponadinteresowne podejście do polityki narodowej. Mówiąc inaczej, jeśli się twierdzi, że przyjęcie chrześcijaństwa było dla nas „dobre”, bo otworzyło u nas bramy dla „wyższej cywilizacji”, to równie dobrze można by poważnie rozważać, czy aby nie „lepsze” byłoby całkowite poddanie się germanizacji pod zaborami, bo być może Niemcy tworzą sprawniejszą, czyli lepszą od naszej państwowość, a tym samym stanowią w stosunku do nas „wyższą cywilizację”. Jestem przekonany, że żyją jeszcze tacy w Polsce, co uważają, że „za Niemca było lepiej”, jak i tacy, co uważają, że „pod Niemcem” byłoby lepiej, czyli korzystniej.

Te rozumowania pokazują tylko trudności tego rodzaju argumentów w przypadku chrystianizacji Polski. Dużo łatwiej jest ograniczyć się do faktów. A te wyglądają tak, że chrystianizacja była Kulturkampfem, tak jak była nim germanizacja czy rusyfikacja. Gdyby nie Niemiec zbliżający się nieubłaganie do naszych granic z mieczem i kropidłem być może żadnemu władcy do głowy by nie przyszło, by wszczynać w kraju rewolucję religijną i bezpardonowo niszczyć tradycyjne wierzenia. Kiedy jednak w roku 955 Otto I pokonał koalicję Obodrzyców i Wieletów na północnym zachodzie, kiedy jego margrabia Gero w 963 podbił Łużyce docierając do środkowej Odry, kiedy w tym samym czasie jego lennik, książę Czech, Bolesław Okrutny rozgościł się w Grodzie Kraka, innymi słowy kiedy wszystkimi kierunkami zbliżali się do Polan chrześcijanie, karmieni przez swych ideologów żarem świętych podbojów dla Chrystusa i skrajną pogardą dla tego co niechrześcijańskie — nasz Mieszko doszedł do wniosku, że warto uprzedzić fakty i pozbawić nieprzyjaciół przynajmniej jednego — doskonałego motywu. Tego rodzaju mądrości politycznej zabrakło siedemset lat później sarmackim warchołom wszczynającym ruchawkę barską, którzy mogliby wprawdzie osobiście tolerancji religijnej nie znosić, lecz winni byli zrozumieć, że zarzut nietolerancji może być łatwo wyzyskany przez ościenne mocarstwa dla uzasadnienia przed innymi agresji na Rzeczpospolitą.

Mieszko zrozumiał, że jako „niewierny” nie ma szans na normalne układanie się z innymi władcami, którzy przed nim zdążyli przyjąć już ideologię religijną zgodnie z którą człowiek innej wiary może być traktowany jak pies. Tego rodzaju „uzasadnienia” w formie anegdot czy hagiografii były ówcześnie szeroko kolportowane. Np. jak podaje G. Labuda, w tradycji Kościoła salzburskiego utrzymywała się przez długie lata legenda o obelżywym potraktowaniu przez karynckiego księcia Ingo (784-798) wielmożów słowiańskich zaproszonych na ucztę: „Zaprosił do siebie wierzących parobków do swego stołu, natomiast ich niewierzących panów polecił posadzić na zewnątrz przed drzwiami, jakby byli oni psami, kładąc przed nimi chleb, i mięso i wino w brudnych dzbanach”. Podobne anegdotki były u czeskich chrześcijan. W Legendzie o św. Wacławie znalazła się opowieść o księciu czeskim Borzywoju, który został podobnie podjęty po przybyciu na dwór chrześcijańskiego księcia morawskiego, Świętopełka: „Zaproszono na ucztę razem z pozostałymi, nie przydzielono mu jednak miejsca wśród chrześcijan, lecz zgodnie z pogańskim zwyczajem kazano mu usiąść na podłodze przed stołem”.

Chrześcijaństwo przyjęte zostało prze Polaków za pośrednictwem Czech, najpewniej poprzez obejmującą jurysdykcją kościelną Czechy diecezję ratyzbońską. Było to chrześcijaństwo obrządku łacińskiego (choć niewygasłe są spekulacje nad istnieniem u nas w większym zakresie równolegle obrządku słowiańskiego). Warto dodać, że kolejni papieże (m.in. Stefan V) zakazywali ówcześnie odprawiania mszy w języku słowiańskim. Po ochrzczeniu księcia (imię chrzestne: Dago) i jego dworu, zaczął się proces nawracania ludności. Oczywiście istniał też kler rodzimy, który jako mający utracić zatrudnienie i przywileje, stał się naturalnym wrogiem wewnętrznym i wielokrotnie inspirował wystąpienia i opór ludności. Cała rewolucja musiała się z konieczności opierać na cudzoziemskim klerze katolickim. W zasadzie aż do XII w. nie było kleru polskiego, lecz w całości importowany.

Możemy coś takiego wyobrazić sobie dziś: premier Marcinkiewicz i bracia Kaczyńscy postanawiają wzmocnić Polskę narzucając jej islam, który wszak w Europie, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa, jest wyznaniem umacniającym się. Ściągają do kraju kilka tysięcy imamów i ajatollahów, wydziedziczają kler katolicki z ich dóbr i kościołów, które przekazują imamom. Rozpoczyna się rewolucja religijna w Polsce. Dziś pewnie spaliłaby na panewce, bo jednak prawa człowieka itd. Niegdyś jednak, w owym tak sławionym dziś przez Kościół okresie, nie krępowano się takimi ograniczeniami. Wielu siłą zagnano do baptysteriów, reszta została zmuszona sankcjami prawnymi (np. prawo konfiskowania majątków wobec „pozostających w błędach pogaństwa”).

Upór ludności zaowocował stosowaniem nadzwyczajnej brutalności za Chrobrego. Jak podaje Thietmar: „W państwie [Bolesława] panuje dużo różnych obyczajów, a choć są one straszne, to jednak niekiedy zasługują na pochwałę. Lud jego wymaga bowiem pilnowania na podobieństwo bydła i bata, na podobieństwo upartego osła (…) Jeśli stwierdzono, że ktoś jadł po Siedemdziesiątnicy mięso, karano go surowo poprzez wyłamanie zębów. Prawo Boże bowiem świeżo w tym kraju wprowadzone, większej nabiera mocy przez taki przymus, niż przez post ustanowiony przez biskupów” (VIII,2). Niewątpliwie tego rodzaju praktyki inspirowane były przez samych misjonarzy. Wiadomo bowiem, że drugi z głównych ówczesnych misjonarzy na Polskę, św. Brunon z Kwerfurtu, zalecał wpajanie nowej wiary drogą przymusu.

Początkowo przez dłuższy czas po tzw. chrzcie Polski z 966 r. nie mieliśmy nie tylko rodzimego kleru, ale i nawet krajowej organizacji kościelnej. Cała Polska miała status kraju misyjnego. Biskupem misyjnym przydzielonym na Polskę był Jordan. Zaczęli ściągać do nas kolejni mnisi do zadań specjalnych, zaprawieni w operacjach misyjnych. Na Pomorzu działał aktywnie biskup kołobrzeski Reinbern, którego Thietmar tak wychwala: „Brak mi zarówno wiedzy, jak wymowy, by przedstawić, jak wiele zdziałał on na powierzonym sobie stanowisku. Niszczył i palił świątynie z posągami bożków i oczyścił morze zamieszkałe przez złe duchy wrzuciwszy w nie cztery kamienie pomazane świętym olejem i skropiwszy je wodą święconą. Na chwałę Boga wszechmogącego zaszczepił on na bezpłodnym drzewie latorośl winną, to znaczy wyhodował pośród nieokrzesanego ludu krzew świętego słowa Bożego” (VII,72). „Krzew święty” nie zapuścił tam jednak korzeni, gdyż operacja chrystianizacji na Pomorzu poniosła fiasko.

Tam jednak, gdzie „krzew” się przyjmował, niszczone były wszelkie oznaki rodzimej wiary. Na miejscach trzebionych gajów i burzonych świątyń stawiano kościoły, w dniach świąt tradycyjnych wprowadzano święta kościelne, lokalne bóstwa zastępowano kultem świętych (np. Brygis — św. Brygida). Szybko udało się wytępić zwyczaj kremacji zwłok, długo natomiast utrzymywała się praktyka manifestowania żałoby przez głośne lamenty i płacze. Podobnie było z radosnymi biesiadami; jak czytamy w Żywocie św. Stanisława: „Zakorzeniony ten bowiem i naganny zwyczaj wywodzi się ze starych błędów pogańskich i do dziś dnia starym obyczajem na ucztach u Polaków słyszy się pogańskie pieśni, klaskanie w dłonie i przepijanie do siebie nawzajem”. Jeszcze w 1415 r. synod biskupów polskich podjął uchwałę w następującym brzmieniu: „Również nie pozwalajcie na klaskanie i śpiewy, w których wzywa się imiona bałwanów…, jak to bywa w Zielone Świątki”

Pod koniec życia Mieszko I miał sporządzić dokument znany dziś pod nazwą Dagome iudex, w którym przekazuje swe państwo papieżowi Janowi XV. Ten zagadkowy dokument budzi jednak liczne wątpliwości. Owa polska wersja „donacji Konstantyna” może tyle samo jest warta.

Autor jest ateistą, co deklaruje na swoich autorskich stronach

Mariusz Agnosiewicz

Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm. Anatomia kolaboracji (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011). Koordynator ceremonii humanistycznych.

Strona www autora:

http://www.racjonalista.pl/kk.php/d,140

O Sile Drzewa – językiem syntezy


J..W. Goethe

Król Olch

Noc padła na las, las w mroku spał,
Ktoś nocą lasem na koniu gnał.
Tętniło echo wśród olch i brzóz,
Gdy ojciec syna do domu wiózł.

- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak?
Tam ojcze, on, król olch, daje znak,
Ma płaszcz, koronę i biały tren.
– To mgła, mój synku, albo sen.

„Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las!
Wesoło będzie płynąć czas.
Przedziwne czary roztoczę w krąg,
Złotolitą chustkę dam ci do rąk”.

- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew?
To król mnie wabi, to jego śpiew.
– To wiatr, mój synku, to wiatru głos,
Szeleści olcha i szumi wrzos.

„Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las,
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd.
Moje córki nucąc pląsają na mchu,
A każda z mych córek piękniejsza od snu”.

- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew
Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew?
– O, synku mój, to księżyc tak lśni,
To księżyc tańczy wśród czarnych pni.

„Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las!
Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!”
– Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu,
Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. -

Więc ojciec syna w ramionach swych skrył
I konia ostrogą popędził co sił.
Nie wiedział, że syn skonał mu już
W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz.


Magia i moc słowiańskich imion

(fragment z portalu: Gwiazdy)

Większość słowiańskich imion poszła w zapomnienie. Obecnie znamy zaledwie małą ich cząstkę, a przecież były ich tysiące! Strata jest tym dotkliwsza, że zawierały informacje o tym, co dla Słowian było na tyle ważne, aby zawrzeć to w magicznych formułach – imionach właśnie.

 

Słowianie należeli do wielkiej rodziny ludów indoeuropejskich zamieszkujących ogromne przestrzenie od Irlandii po Himalaje i wyspę Cejlon. Wszystkie języki indoeuropejskie pochodzą od jednego prajęzyka. Gdzie i kiedy żył lud, który mówił tym językiem? Wśród językoznawców i archeologów nie ma co do tego zgodności – jedni twierdzą, że 5000 lat temu gdzieś na Ukrainie, a inni, że 8000 lat temu w Anatolii (obecna Turcja).
Wszystkie (z pewnymi wyjątkami) ludy indoeuropejskie używały podobnych imion. Świadczy to o tym, że na początku, zanim rozeszły się po świecie, miały nie tylko jeden język, ale i jedną kulturę. Bo przecież sposób nadawania imion zależy od wierzeń, mitologii, religii i od tego, jak żyje dana społeczność, jakie panują w niej prawa i obyczaje.

Zaklęte życzenia
Podobieństwa w tworzeniu imion były tak wyraźne, że imiona powstałe w jednym języku tłumaczono na inny i to, co powstawało, było całkiem sensowne. Na przykład greckie imię Teofil (Theophilos), czyli „Boga miłujący”, przetłumaczono na słowiański jako Bogumił, a na niemiecki jako Gottlieb.

Wiele słowiańskich imion kończy się na -sław (Stanisław, Mirosław). W języku greckim odpowiada temu końcówka -kles (Patrokles, Herakles), bo -kles i -sław pochodzą od tego samego praindoeuropejskiego prasłowa, znaczącego „sława, sławny, znany”.
Indoeuropejskie imiona najczęściej były słowami złożonymi i wyrażały magiczne życzenie. Brzmiały tak, jakby nadający je kapłan lub ojciec, głowa rodu, zaklinał w nich los dziecka. Na przykład greckie imię Aleksander (Aleksandros) znaczyło „obrońca mężów” albo „mąż – obrońca” i zawierało życzenie: „obyś bronił swoich ludzi”.

Kronikarzu, notuj: „Ardagastes”!
Ze wszystkich ludów indoeuropejskich Słowianie najpóźniej wynurzyli się z mroków prahistorii. Pierwsze zapiski o nich pochodzą dopiero z około 500 roku naszej ery, kiedy to pojawili się nad Dunajem i napędzili stracha Grekom. Z tamtego czasu pochodzą też wzmianki o ich charakterystycznych imionach.
Pierwszy zapisany w historii wódz Słowian nazywał się Ardagastes. (Tak przynajmniej zanotowali to imię Grecy. Trzeba jednak przyjąć, że końcówka -es to naddatek wynikający z greckiej gramatyki). W dzisiejszej polszczyźnie imię to brzmi Radogost. Odnajdujemy je w nazwie Radogoszczy, czyli „grodu Radogosta”. Co ciekawe, spośród wszystkich ludów indoeuropejskich Słowianie mieli najbardziej rygorystyczne zasady komponowania swoich imion.

Co uchodziło, a co – nie
Grecy, Indowie, Germanie mogli się nazywać na cześć swych bóstw. Na przykład Izydor (Isidoros) to był „dar bogini Izydy”, Kalidaśa – „sługa bogini Kali”, a Thorwald – „władający z nadania boga Thora”. Słowianie natomiast nie zawierali w ludzkich imionach imion bogów (widocznie były tabu). Nie zawierali w nich także nazw zwierząt. W przeciwieństwie do Germanów, którzy powszechnie nazywali swych synów imionami takimi jak: Bernhard (Bernard), czyli „silny jak niedźwiedź”, albo Eberhard – „silny jak dzika świnia”. Podobnie postępowali Grecy, którzy tworzyli imiona w rodzaju Filip (Phil-ippos), czyli „lubiący konie”, albo Hipolit (Hippo-lytos), czyli „puszczający konie wolno”, co zapewne znaczyło: „tak biegły w sztuce powożenia, że konie go same niosą”. Słowianie jednak nigdy nie utworzyliby takich imion. Mogli mieć co najwyżej przydomki odnoszące się do zwierząt.
Tak samo nie były możliwe u naszych przodków imiona pochodne od nazw broni i innego sprzętu.
Wódz irańskich Scytów mógł się nazywać Sparapatas – „mający tarczę i strzały”, ale Słowianin – nie! Germanin mógł się nazywać Gerald – „władający włócznią”, a u Słowian takie imię nie miało prawa zaistnieć, i Mieczysław wcale tu nie jest wyjątkiem, bo to imię sztucznie stworzona.
Imiona Słowian były abstrakcyjne. Miały za zadanie zaopatrywać młodych ludzi w cnoty niezbędne w boju albo w radzie plemiennej – do utrzymania zgody i porządku. Miały też przypominać o szacunku dla starszych.

 

Cenna sława, władza i gniew
Ceniona była wśród Słowian sława, oczywiście dobra sława, zdobycie dobrego imienia w słusznej sprawie, i dlatego wiele imion kończyło się na -sław. Przyjrzyjmy się im:
Stanisław – „ustanów sławę”; Wrócisław (imię to pobrzmiewa w nazwach miast Wrocław i Warszawa) – „przywróć sławę”; Bolesław – „przynieś więcej („bole”) sławy”; Tomisław (pierwszy król Chorwacji) – „trudź się o sławę”; Czesław – „miej cześć i sławę”.
Imiona kończące się na -bor mówiły o cnotach wojennych, od „boriti” – walczyć: Czcibor – „walcz uczciwie”; Sambor, Są-bor – „walcz wraz z innymi” („są” znaczyło „razem”); Racibor – „walcz na wojnie” („rać” to „wojna”).
Cenioną cnotą (zwłaszcza na wojnie) był gniew, czyli wojenny zapał, stąd imiona: Zbygniew – „miej zbytek (nadmiar) gniewu”; Lutogniew – „niech twój gniew będzie przykry” (dla wrogów).
Niektóre imiona kończyły się na -włód, co oznaczało „władaj”: Inowłód – „władaj innymi” (a może „młodymi” lub „od młodego wieku”, bo to brzmiało tak samo); Wszewłód (po rusku Wsiewołod) – „władaj wszystkimi” Imiona zaczynające się na Suli- znaczyły „przysparzaj, pomnażaj”, i tak: Sulisław – „przysparzaj sławy”; Sulidziad – „przysparzaj swoim dziadom”, czyli przodkom. Czego miano tu przysparzać? Zapewne też sławy.

Mściciele na straży publicznego porządku
Niektóre imiona wzywały do zemsty. A trzeba wiedzieć, że zemsta nie była wtedy występkiem, jak dziś, lecz cnotą, bo na lęku przed zemstą rodu pokrzywdzonego człowieka opierało się poszanowanie dla prawa i porządku. Mściciele zastępowali w dawnych czasach policję i prokuraturę, dlatego tak bardzo byli cenieni.
Książę, który zbudował gród w Gdańsku, miał się, na przykład, mścić za wuja. Nazywał się Mściuj (czytaj: Mści-uj albo Mściwuj), czyli właśnie „pomścij wuja”. To zresztą ciekawe imię, bo pokazuje nam, że w tamtych czasach i na tamtych ziemiach wojownik miał solidaryzować się nie tylko z własnym rodem, czyli rodem ojca, co było oczywiste, ale również z rodem matki (wuj to był brat matki).
Inne imiona nawoływały do braterstwa w bitwie. Ciekawe, kto zgadnie, co znaczyło imię Borzytuchom, skamieniałe w nazwie pomorskiego miasteczka? – To samo, co Wojciech! Wojciech znaczy: „bądź pociechą w wojowaniu”, Borzytuchom – „bądź otuchą w walce” (w „borbie”).


Imiona Słowiańskie

ogólnie z Wikipedii

Imiona słowiańskie to imiona wywodzące się z pogańskiej, przedchrześcijańskiej tradycji słowiańskiej lub tworzone na ich wzór.

Charakterystyczną cechą imion słowiańskich, wyróżniającą je spośród innych imion ludów indoeuropejskich, był niemal całkowity brak odwołań w używanych imionach do wyznawanych bogów (prawdopodobnie temat tabu albo też wynik etymologii u Słowian samego słowa bóg – według A. Brücknera, F. Sławskiego o pierwotnym znaczeniu bogactwo, szczęście, dola – użytego np. w imieniu Bożydar).

[To absolutnie fałszywe zdanie bo języki słowiańskie znają masę imion związanych z bogami i członami boskich imion, chociażby rdzeń daż- dadź- z imienia Dzadźboga, Dażbogi, rdzeń swar - z imienia Swaroga (patrz niżej imiona czeskie), rdzeń rod- rad - tu już chyba nie trzeba wymieniać innych - także swąt - świat - święt np. w Światosław, Świętosława, Świętopełk, Svewlad, także wład, ład - Władysław, także człon wit - częsty w boskich imionach, również bor-  , również bog- , siem- , i wiele wiele innych można by ich wymieniać całe litanie jeszcze. C.B.]

U Słowian zasadniczo nie stosowano imion związanych z bronią (imię Mieczysław to imię stworzone przez Jana Długosza, który próbował w ten sposób wyjaśnić pochodzenie imienia Mieszko). Wśród imion złożonych nie spotyka się nazw zwierząt (wyjątkiem jest imię Wilkomir, poświadczone jednak w tylko jednym źródle, w dodatku późnym).

Właściwe imiona nadawane były prawdopodobnie w czasie postrzyżyn. Miały one magiczne znaczenie i stanowiły życzenie – wróżbę dla osoby je noszącej. Dzieci zanim otrzymały swoje prawdziwe imię (w wieku około siedmiu lat) nosiły imiona zastępcze, pozornie umniejszające wartość dziecka, a tym samym chroniące je przed złymi mocami np. Niemoj, Nielub, itp.

Imiona Słowian były abstrakcyjne. Ich zadaniem było zaopatrywanie młodych ludzi w cnoty niezbędne w boju albo w radzie plemiennej oraz do utrzymywania zgody i porządku. Miały również przypominać o szacunku dla starszych.


Historia imion słowiańskich

Information icon.svg Osobny artykuł: Dzieje imion w Polsce.

Imiona słowiańskie były ściśle powiązane ze słowiańską magią i zwyczajami. Wraz z rozwojem państwowości polskiej, rodzima kultura znalazła się pod silnym wpływem chrześcijaństwa oraz antroponimii związanej z kultem świętych.

Imiona staropolskie, współistniały z imionami chrześcijańskimi (zapożyczonymi z innych języków) do przełomu XV i XVI wieku. W tym okresie, między innymi na skutek decyzji Soboru trydenckiego, na którym zakazano używania imion niechrześcijańskich, zaczęły być wypierane przez obce kulturze polskiej imiona chrześcijańskich świętych. Z imion staropolskich w powszechnym użyciu zachowały się między innymi te, które nosili polscy święci, np. Kazimierz, Stanisław, Wojciech.

Odrodzenie słowiańskich imion nastąpiło w XIX wieku. Na podstawie analizy dawnych źródeł, przywrócono do życia wiele zapomnianych imion. Było to spowodowane wpływem filozofii romantyzmu, która odwoływała się do przeszłości i tradycji, a także pobudkami patriotycznymi, gdyż podczas zaborów starano się zachować polską tożsamość narodową.[1]

Imiona złożone (dwuczłonowe)

Dawne imiona słowiańskie składały się często z dwóch członów (leksemów), dlatego nazywa się je dwuczłonowymi lub złożonymi, np. imię Bolesław składa się z członów bole- i -sław. Niektóre leksemy występowały tylko na początku imienia (czyli jako pierwszy leksem) lub tylko na końcu (czyli tylko jako drugi), a inne zarówno na początku jak i na końcu.

Przykładowe człony to: bor „walka” (Borzymir, Dalibor), ciech „uciecha, pociecha” (Ciechosław, Wojciech, Sieciech), gniew (Gniewomir, Mścigniew, Zbigniew), mir „pokój, spokój, dobro” (Chociemir, Mirogod), sław „sława” (Sławobor, Gościsław, Jarosław), dom (Domarad), goj „lek, obfitość, pokój” (Częstogoj), woj „wojownik” (Wojsław, Częstowoj), (w)uj „wuj” (Gościwuj), żyr „pokarm, życie” (Domażyr, Żyrosław), rat „wojna, walka” (Racimir, Ratsław), mysł „myśleć” (Myślimir, Drogomysł).

Psł. *domъ oznacza „pomieszczenie, gdzie człowiek żyje ze swoją rodziną”; „wszystko, co jest w domu, rodzina, mienie, majątek”, „ród, pokolenie”, „strony rodzinne, kraj ojczysty”. Imiona z członem Doma- || Domo- w językach słowiańskich wystąpiły w liczbie 21 męskich i 2 żeńskie. Prasłowiańska *sěmьja może nieść ze sobą m.in. znaczenia: „rodzina, ród; czeladź, służba; własność”. Imiona z członem Siemi- || Siemo- wystąpiły: męskie 17-krotnie, a żeńskie jednokrotnie, w językach południowosłowiańskich, w polskim, czeskim i słowackim, sporadycznie w połabskim i łużyckim; badacze nie znaleźli śladów takich imion w materiałach staroruskich. *Rodъ oznaczał „pokolenie, generację, ród” i z tym członem odnotowano 2 imiona w jęz. polskim, czeskim, ruskim i serbo-chorwackim.

Charakterystyczną cechą jest dla nich możliwość przestawienia kolejności członów, przez co powstawały pary imion takie jak Sławomir i Mirosław, Radomił i Miłorad, Gniewomir i Mirogniew.

Imiona kobiece tworzono dodając końcówkę -a do imienia męskiego (np. Wszebora czy Stronisława). Niektóre człony występują tylko w imionach kobiecych: -wola (Boguwola, Bohuwola), -cześć (Przybycześć), -wieść (Dobrowieść), -włość (Boguwłość), -żyźń (Dobrożyźń, Świętożyźń). Znane są też złożone imiona żeńskie, których męskie odpowiedniki nie zostały znalezione w średniowiecznych dokumentach: Cirzpisława, Częstobrona, Dobromiła, Dobroniega, Dziadumiła, Ludomiła, Ludźmiła, Niedomira, Nieluba, Niemiła, Włościsława, Wyszeniega, Świętomira.

Zarówno imiona męskie jak i żeńskie były często skracane lub zdrabniane, przez co powstały np. formy: Cieszym z Cieszymysła, Bliz z Blizbora, Kaźmir z Kazimira, Sulim z Sulimira, Radochna z Radosławy. Często człon skrócony rozszerzano formantem o wygłosie -ch lub -sz (przykładem są imiona takie jak: Bolech, Częstoch, Milich, Gniewosz, Budzisz, Bogusz, Przybysz), albo formantami -ek, -ko, -ik, -yk, -ina, -yna, -on, -ęta, -ota (np. Godek, Sławek, Chwałko, Milik, Dobrzyk, Męcina, Borzyna, Miron, Chwalęta, Radzięta, Jarota).

Dotychczas zrekonstrowano około 600 imion dwuczłonowych męskich i 120 imion żeńskich używanych w języku staropolskim, zawierających 150 odrębnych rdzeni leksykalnych. Wiele imion odtworzono dzięki analizie nazw miejscowości oraz nazwisk.

Można odnotowac występowanie w innych językach słowiańskich imion, których odpowiedników nie ma w języku polskim. Są to np:

  • języki południowosłowiańskie – Domomyslъ (Domomysł), Sěmignevъ (Siemigniew), Sěminěgъ (Sieminieg), Domaněga (Domaniega, fem.), Sěmitěchъ (Siemiciech), Sěmibądъ (Siemibąd)
  • chorwacki – Domačaj (Domaczaj, por. pol. Domaczaja)
  • serbsko-chorwacki – Domońeg (Domonieg)
  • język czeski – Sěmibor (Siemibor), Sěmitěchъ (Siemiciech), Domamil (Domamił)
  • język pomorski – Sěmibądъ (Siemibąd)

[Jakoś mi tutaj brak obydwu łużyckich języków, które jeszcze nie są martwe, a na pewno nie używamy tych samych imion - ale właściwie dlaczego, skoro ich znaczenie jest tak jasne i oczywiste - a straciliśmy tysiące dawnych imion słowiańskich zastępując je tym obcym nic nie znaczącym dla nas bełkotem. C.B.]

Imiona niezłożone (jednoczłonowe)

Wśród imion słowiańskich spotykano też imiona jednoczłonowe, pochodzące od przymiotników bądź rzeczowników pospolitych (np. Poznan, Goszczon, Kochan, Wygnan, Krszczon, Baran, Szydło, Kąkol, Broda, Żyła, Uchacz, Łopata, Żaba, Rus, Cich). Ich znaczenie mogło było różne:

  • imiona życzące, np. Kochan (niech będzie kochany),
  • imiona mówiące o uczuciach do narodzonego dziecka, np. Obiecan, Żdan (obiecany, oczekiwany),
  • imiona chroniące dziecko przed złymi mocami (składają się z leksemów o wydźwięku negatywnym, odstraszającym) np. Wygnan, Mazan, Grozim,
  • imiona od nazw groźnych zwierząt, np. Wilk, Żbik,
  • imiona od niektórych roślin, np. Ślaz, Rzerzucha[1].

Niekiedy były to przydomki używane w funkcji imienia. Imion takich zachowało się wiele więcej niż imion złożonych, obecnie nie pełnią już funkcji imion.


Dawne i nowe imiona słowiańskie

Poniżej znajdują się odnośniki do starodawnych imion słowiańskich, jak i nowszych, na ich wzór utworzonych, wraz z datami imienin.

Męskie imiona słowiańskie

Information icon.svg Osobny artykuł: Męskie imiona słowiańskie.

Żeńskie imiona słowiańskie

Information icon.svg Osobny artykuł: Żeńskie imiona słowiańskie.

Męskie imiona słowiańskie polskie: patrz –  Polskie słowiańskie imiona męskie

Żeńskie słowiańskie imiona polskie: patrz – żeńskie słowiańskie polskie imiona

Męskie i żeńskie imiona słowiańskie czeskie: patrz – czeskie imiona

męskie i żeńskie imiona rosyjskie, ukraińskie, białoruskie: patrz – pogańskie ruskie imiona, imiona słowiańskie

męskie i żeńskie imiona serbsko-chorwackie (macedońskie, bośniackie, słoweńskie): patrz – słoweńskie imiona

męskie i żeńskie imiona bułgarskie (macedońskie, rumuńskie-wołoskie): patrz – bułgarskie imiona

Imiona czeskie – odrobina etymologii czeskich imion dla wnikliwych, którzy trochę łapią czeski (bardzo bliskie polskiego, jeśli się przebrnie przez różnice zapisu)

Jména osob

Celkový rozbor této části slovného výrazu v RZ a RK dosud podán nebyl, ba neznáme ani vážnější řešení dílčích otázek. Poměrně nejobjektivněji je psána stať Komárkova (Sborník, str. 245 nn.) a je pozoruhodné, že autorovy výsledky jsou pro R poměrně příznivé. Zbývá vlastně jen několik OJ, jejichž výklad činil potíže. Pro ostatní ,,nedoložená a nemožná” jména se buď našly přímé doklady (Lubor)  nebo je možno uvést jména tvořená analogicky  (Jarožír – Ranožír aj.).

Jsou ovšem také onomastická pojednání, v nichž se hovoří o ,,rádoby básnických jménech”, o ,,chybných výtvorech novočeského padělatele” apod. Tato literatura nám přináší po ryze odborné stránce dosti málo, a to zejména tam, kde se zaplétá do vlastních nedůsledností, kdy se na str. 36 zapomíná, co se tvrdilo na str. 15. To se stalo J. Svobodovi, který ve své častěji uváděné práci pokládá jméno ,,Slavoj ” za produkt 19. století, jenž znehodnocuje dílo Palackého, ale později — podle Ertla — je vyhlašuje za pravé staročeské, protože je jednoduché. Autor též cituje mezi Oj z RZK jméno ,,Bivoj”, které tam pochopitelně není.

Protože musíme bohužel ještě vkládat do naší práce apologetickou tendenci, povšimneme si nejdříve činitelů, jež jsou pro posouzení stáří a původnosti textu rozhodující.

1.
Jazyková správnost a českost  OJ i jejich komponentů. Bylo by nemožné hájit text, v němž by se objevoval třeba jen jediný výtvor obrozenců, nějaké jméno, jakých nalézáme ještě dost u Tyla nebo Klicpery, nemluvě o Hankových současnících. Jména jako ,,Jasoň, Krasoň, Hvězdoslav, Mlhoš” (mhla ote prachu, Jar.), Liboslav (RK: Lubomír), Mnohoslav, Čechomil, Mírumil (viz dále o komposičním vokálu), Lékoslav, Sudiprav vedle mnoha jiných by falsátora ihned usvědčila. Kromě jména Oldřichova – ,,Beneš Heřmanóv” je co do ethnické příslušnosti sporné — a možná zkomoleného ,,linhem”  z Proužků nejsou v R žádná jména přejatá z cizích  jazyků. Sémantický obsah jmen se neoddělitelně váže na jména indoevropská, což platí hlavně u složenin: zračí se v nich hlavně ,,abstraktní” vlastnosti jejich nositelů: čest, sláva, bojovnost, udatnost, hněvivost v boji, výsostné postavení v rodu, umění sjednat mír, síla v obraně i v útoku atd.
2.
Poměr počtu jmen jednoduchých ke složeným. Při krátkosti našich zlomků a také proto, že nemáme po ruce nějaké statistiky, lze jen obrysově konstatovat nenásilnost a přirozenost, s níž se drží simplex a compositum v přibližné rovnováze. Jednoduchá jména v RZK jsou tato: Chrudoš, Klenovic, Tetva, Popel, Čech, Lubuša, Trut , Radovan, Beneš, Heřmanóv, Čsmir (možná Čmyr, viz speciální část), Ludišě, Morana-Morena,  Oldřa,  Ruboš, Slavoj  (není-li ze ,,Slavivoj”), Srpoš , Vesna (není-li spíše apelativum) a Věstoň . Složená: Sutoslav , Lutobor, Ratibor, Jarožír, Střezibor , Samorod , Staglav , Bolemír , Boleslav, Čstimír , Jarmír, Jaroslav, Kruvoj, Lubomír, Luděk,  Ludislav, Lumír,  Neklan, Spytibor, Střebor , Veleslav, Vlaslav , Vněslav, Vojmír, Výhoň, Záboj , Sbyhoň , Sděslav.
3.
Místní příslušnost OJ ve vztahu k R. Řešení této otázky může být ovšem jen kusé a ne zcela spolehlivé, neboť OJ nejsou po této stránce stabilní. Přesto ukázal F.A. Slavík  (ČČM 63, 1889, str.168 nn.) níže uvedené souvislosti, jež by se daly ještě rozhojnit: Staglav  od Radbuzy: Štáhlavy a Šťáhlavce, Plzeňsko, Klenovica: Klenovice 2x na Písecku, u Soběslavi, u Klatov. Dodávám OJ ,,Klen” z Holečkových ,,Našich”. Popel: Poplovice u Klenovic na Plzeňsku. Svatoslav (my však čteme rukopisné ,,Sutoslav ”!) Svatoňov u Ml. Boleslavi a u Hradce – mluví se tu snad o hradě Lubici na soutoku Labe  s Orlicí. Tetva: Tetov na Otavě a u Kašperských Hor. Lutobor: Litoboř u Náchoda, Lichkov u Králík, Libřice u Jaroměře (Lutobor z RZ byl od Hradce Králové). Ratibor (od Krkonoš): Ratibořice, Ratiboř, Ratina. Radovan (sev. Čechy): Radešov n. Ohří, Radovanův Brod, Radešín, Radovanec, Radovesice, Radečice, Radechov, Radena. Jarožír (stř. Čechy): Jarov u Dvora Král., Jarešov u Volyně, Jarotice u Radobylců na Písecku — zde je ovšem větší odlehlost slovní i místní. Střezibor  (Posázaví): Střechov u Kácova, Střemelice, Střimelice, Střemošovice, Střebešice, Střížkov (ale zde je nutno někdy vyjít přímo od základu ,,Stře-”) Sbyhoň : Zbyhněvice u Heřm. Městce. Heřmanóv: Heřmanice, hl. SV. Čech. Lubor:  Libřice u Jaroměřic. Střebor : Střebechovice, Třebechovice, Třebeš, Třebešov (SV Čech). Spytibor: Spitovice, Spyves, tamtéž. Bolemír : Bolechov u Trut nova. Ruboš: Rubinovice, tamtéž. Zdeslav (lépe Sděslav) na Klatovsku: Zdislav u Skutče, Zdeslavice u Malešova a u Ledče, Zdi u Humpolce a u Vlašimi. Čestmír aj,: Ctiměřice (Ml. Boleslav), Ctimírovo Vesce, Ctiněvec u Roudnice, potok Čestina u Kácova.
4.
Způsob přepisu OJ v našem textu a jejich skutečné znění. Toto zkoumání nelze provést v RZ vzhledem k jeho jednoduché grafice, ale je neobyčejně důležité v RK. Zde se totiž nezvratně dokazuje, že RK je mladším opisem ze staršího textu, takže můžeme obohatiti naše starší textologické úvahy. Tak vidíme, že ,,ř” je v zásadě přepisováno v RK jako ,,rs” kromě těch míst, kdy opisovači nebylo původní znění slova již známo nebo kde mu nerozuměl (snad s výjimkou nářečového ,,uderiti” atd.). Proto čteme ,,Oldria”, nikoli ,,Oldřa”.  Kolísá také přepis jména Čestmír, kde čteme ,,Cestmir, Csmir, Cstmir, Cstimir”, kde druhé z těchto čtyř znění má asi význam ,,nomen – omen”, jak dále uvidíme. Je psáno ,,Hermanóv”, protože písaři bylo patrně známější německé ,,Herman” a neuvědomil si existenci českého ,,Heřmaně”, nemluvě o záhadách etymologických. Dále je psáno ,,Zdeslav” (2x), ač je to jistě ,,Sd-; nevíme, zda patří k adv. ,,zde”, tj. ,,sdě” v RK, anebo pravděpodobněji ke ,,sdieti ”. Opisovač znal dobře ,,sdě” i ,,sdieti ”, ale nijak se netrápil, jak je pochopitelné, se skutečným etymologickým původem i významem svého ,,Zdeslava”. Přesně totéž platí pro OJ ,,Vneslav” (3x), kdy si pisatel opět neuvědomil, že jméno znamená ,,vně slavný”, navenek proslulý”, ač jistě znal adverbium  ,,vně” (je také v našem EJ). Mimochodem: patří sem i ,,vnuz” v RK, tj. ,,vňuž”, neboť ani tato spojk a již nepatřila v době opisu do běžného slovného fondu 14. století. Neméně nápadný je ,,Veston” (2x), samozřejmě, že ,,Věstoň ”, neboť ,,zvěst i” a všechny deriváty k tomuto slovesu jsou v RK přepsány správně. Na přepis ukazuje ovšem i ,,w”, které je na příslušných místech téměř vždy takto transkribováno.
5.
Ústrojnost při tvoření komposit. Jde tu hlavně o vokál ve švu složeniny a o slovný druh obou komponentů. Můžeme tu rozeznávat následující typy:
a)
první člen  je slovesný (jednoduché nebo i složené verbum), druhý jmenný. Je to velmi archaický způsob zvláště tam, kde je verbální komponent roven slovesnému kořenu (později rozšířenému). Svoboda, uv. spis, str. 52 uznává částice  ,,by, ča, če, da, dě, je”, ,,sta”. Z tohoto výčtu nás nejvíce zajímá poslední, neboť její pomocí je tvořeno OJ Staglav  v LS. Mladší, ač ovšem také starobylý je ,,Stanislav”. Slovesných kořenů je v OJ a také v MJ ještě více, než shledal Svoboda. Je např. ,,Bivoj” – Bojslav, MJ Bukodry (koř. ,,der”), ale ,,dravec” aj.; dále ,,ber, bra” (Zbraslav, Branislav), ,,ster-stře” (náš ,,Střebor ”), ,,ter” – Třebíz, ,,zna-” – Neznavuj, ostatně sám Svoboda má i OJ ,,Čúkvas” – kdo ,,čuje, čije hostinu”. Podle T. Milewského, Slow. imiona osobowe s pierwiastkem werbalnym w pierwsztym czlonie na tle porownawczym, Slawische Namenforchung, Berlín 1963, str. 191 nn. tu má slovanština přímý vztah k jazykům iránským a ke staré indičtině, kde je toto tvoření zvlášť hojné; baltické jazyky je znají také, ale v menší míře. V RZK jsou ještě další OJ tohoto typu se základy jinde neznámými. Patří sem zejména ,,Lumír,  Luděk,  Lubor”,  dále ,,Kruvoj”, možná i ,,Vlaslav ”.Někdy je tento prazáklad, můžeme-li to tak nazvat, rozšířen buď předponou (Sbyhoň ) nebo vidovým derivátem slovesa, resp. jde o sloveso novější, jež může být i postverbální. Takto jsou tvořena jména RZK ,,Střezibor , Ludislav, Vratislav (k Ludislavu zkrácenina ,,Ludišě”, možná jediná v RZK). Důležité je, že spojovací vokál odpovídá tvarům aoristu  nebo imperativu.  Jiné samohlásky by byly novější, připojené analogicky.  O tom píše instruktivně např. M. Malcona, Budowa morfologiczna staropolskich imion osobowych”, Vroclav – Varšava – Krakov – Gdaňsk 1971, str. 17 nn. Příkladem takového pozdějšího tvoření je třeba ,,Imislav” ke slovesu ,,jmieti”, kde vokál ve švu sem přešel analogií  podle sloves typu ,,prositi”, jež byla, jak jsme výše dovodili, co do frekvence  na prvním místě.Zbývá dodat, že tvoření komposit ,,sloveso + jméno” byl oblíben též u vodních toků, jak vysvítá z příkladů v knize E. Rzetelsko-Feleszkové a J. Dumy (již uváděno), str. 164 nn.: Re-ja, My-slava, Ry-ja (ke slovesu ,,rýti”), Ry-la, O-dra (d6r) a Swetina (v6t-).
b)
první komponent je jmenný (adj. subst., particip.). V tomto případě je druhý člen  složeniny  slovesný, případně od dějového substantiva. Je ovšem i možnost ,,esocentrického” tvoření, jako třeba ve jménu ,,Jaroslav”, které asi značí ,,ten, kdo má stálou, živou slávu”. Spojovací vokál je u o-kmenů  -o-, u i-kmenů převážně -i-. Podle Milewského, Indoewropejskie imiona osobowe, Vroclav – Varšava – Krakov 1969, str. 71 je komposiční vokál ,,o” asi v 37,28% složených jmen slovanských. RZK do svých podkladů M. ovšem nezařadil. Napočítal jsem celkem 30 složených OJ v RZK, z toho s komposičním vokálem -o- jen šest, tedy 20%. Při nevelkém rozsahu našich zlomků nelze z tohoto výsledku mnoho vyvozovat. Ale pozoruhodné je, že polské doklady (Malcová, uv. spis, str. 24) naznačující nejméně stejné stáří komposit zcela bez spojovacího vokálu. Vkládání samohlásky do švu je ovšem též velmi starobylé a pochází snad ještě z dob, kdy ie. jazyky ani neměly rozvinutou flexi. Přesto se zdá ,,Ludomír” mladší než Lud-, Ludz-, viz i české aj. OJ ,,Ludmila”. Novotvary vznikají po různých změnách nebo analogicky.  Ze známých jmen našich předkřesťanských knížat je pět složených, ale z toho jen jedno s -o- ve švu; u panovníků z dob historicky lépe známých je tomu obdobně. Všechna OJ v RZK jsou starobylá. ,,Správné” o-kmeny  (nikdy analogické!)  jsou ,,Sutoslav , Lutobor, Jarožír, Samorod , Jaroslav, Lubomír”. Vedle toho přesně tvořená OJ z i-kmenů: Ratibor, Čstimír , Vratislav. OJ bez spojovacího vokálu: Jarmír, Vojmír, Čestmír.Nevíme, zda výklad polského MJ ,,Wislawice” z Vito- je správný, a to jak vzhledem k tomu, co bylo výše pověděno, tak i k dávné diskusi, zda mohla být ve slovanských OJ vymítána i celá prostřední slabika. Zde se dotýkáme sporu, který vyvolal zejména J. Polívka  jako odpůrce R.V. Ath. 3, 1886, str. 426 a v Ath. 4, 1887, str. 71 tvrdil, že předpokládané změny jako ,,Kruto (Krupo-) voj” a ,,Lubomír” na ,,Kruvoje” a ,,Lumíra”  jsou nemožné. Dodnes se dočítáme tohoto tvrzení v našich onomastikách, ač se uznává ztráta slabiky s úzkým vokálem jako ,,Vlastislav” – ,,Vlaslav , Vlaclav”. Jiní badatelé, zejména polští, však snesli dosti materiálu pro vymítání  slabik i s vokálem širokým, a to jak v apelativech, tak i ve jménech. Tak cituje W. Taszycki, Onomastyka, Vratislav-Krakov 1958, str. 7 a 63 např. ,,Pekoslawa” – Peclawa i Peslawa, Putislaw – Puslaw, tak i ,,Goslav, Roslaw, Wislaw, Raslaw”. E. Eichler, Studien zur Frühgeschichte slawischer Mundarten zwischen Saale und Neisse, Berlin 1965, str. 58 uvažuje o vývoji ,,Těchomysl – Těmysl”. Tento jev zkoumal i B. Dunaj, Jezik polski najstarszej doby pismiennej, Krakov 1975, str. 89. Soudí, že tu působil přízvuk, který padal na první slabiku předcházejícího komponentu a potlačoval další vokál nebo i slabiku, zvláště když obsahovala samohlásku úzkou nebo jer; častěji se zákon uplatňoval před slabikou -slav než před jinými komponenty.  V češtině máme ,,Jalubí” z ,,Jarolubí”, Búslav z Bohuslav, Jenofa z Jenofefa. K tomu Jireček, Nástin, str. 19. Jsou i další příklady: ,,kněgyni” – knieni, čelesno – česno, gospoda – gazda, vévoda – veyda (v OJ), podle Machka : mladoženich, mladoženka – manžel, manželka, pečeňa turova (druh houby s červenou šťávou, doslovně ,,býčí játra”) z toho ,,pečárka”. Vrchole m je vývoj jména ,,Nusle”, pův. ,,Neosvětely”, kde zmizely v době velmi staré tři slabiky.Obránci však učinili také zde — vedle jiných případů — chybu tím, že se zalekli autority odpůrců a neuvážili plodnější možnost jiných výkladů. Je nutno si uvědomit, že OJ v RZK jsou nadmíru stará. Vždyť i naše OJ patří ke stoletím dávno minulým. Stejně se musíme dívat na OJ ,,Kruvoj, Lumír”  a snad i ,,Vlaslav , Lubor,  Luděk”  a promítnout je do doby mnohem starší, než byl opis, ano i než byl archetyp  RK; ba nelze vyloučit ani vliv nějakého neslovanského živlu — substrátu — který se patrně uplatňuje, jak mimochodem konstatujeme, také v OJ citovaných Hájkem z Libočan. ,,Kruvoje” nelze vyvozovat z ,,Kruto, Krupo-” též proto, že tu byla labiovelára ,,w”, jež by v jazyce RK vypadla; měli bychom ,,Krutoj, Krupoj” tak, jako je tu ,,úžě – houžev” a ,,zeřivý  – zvěřivý”. Viz i dále v části speciální.
c)
první člen  je tvořen adverbiem  nebo slovem neohebným. Zásada tu je: první člen  má být v původní podobě, analogie  přicházejí až později. Tedy původní ,,Domamysl, Vněslav”, nověji též ,,Domomysl, Vnislav”. Tento typ tvoření je společný Slovanům, Indům a Iráncům, jak dokázal opět T. Milewski, Indoeuropejskie imiona osobowe, Vroclav – Varšava – Krakov 1969, str. 217 nn. K těmto OJ patří v RZK zejména ,,Bolemír , Spytibor, Výhoň, Neklan (= nezdolný, nepřemožitelný) a možná ,,Sděslav”, je-li od ,,sdě”, nikoli ,,Zdislav”.
d)
jména zdánlivě jednoduchá, ale vzniklá zkrácením původní formy. Je to postup značně novější, a proto doložený jen v mladší ,,Ludiši”, která sama je asi z ,,Ludislavy”. Dala by se takto vyložit i OJ ,,Srpoš , Ruboš” z téže skladby, ale je asi lépe vyjít z původního základu a sufixu ,,-oš”.
6.
Návaznost na obecný vývoj OJ v češtině.  Zde je nutno konstatovat několik skutečností, svědčících pro starobylost skladeb. Předně mají všechna OJ, ať složená nebo jednoduchá, svůj význam a nejsou tvořena mechanickým sdružováním komponentů; už jsme se dotkli případů ,,nomen – omen” v RZK. Je patrné, že Češi měli odedávna smysl pro udílení různých přezdívek, ať humorných nebo čestných, jak ještě uvidíme ve výkladu jednotlivých jmen. Všechny složeniny  jsou ,,epické” a nenajdeme tu pozdější ,,realistické” tvary jako ,,Povsinoha” nebo ,,Duspivo”.

V dalším podrobnějším výkladu OJ si povšimneme zejména těch, proti nimž byly a jsou vznášeny námitky, a těch, jejichž výklad činí potíže a k nimž připojujeme některé vlastní postřehy,

Bolemír , Lud. 19, 21 a 19, 24. Podle Flajšhanse nedoloženo. Komárek uznává OJ za možné, neboť způsob tvoření je produktivní. Komponent ,,bole, bolje” sahá do doby všeslovanské jazykové hodnoty. Jméno, v tomto znění se dokládá jako pro češtinu (Boleslav atd.), ale i pro polštinu (Malcová, uv. spis, str. 68) a pro sch. (F. Kopečný, Průvodce našimi jmény, Praha 1974, str. 46). Spor o to, zda je sufix ,,mír” původnější než ,,měr” nebo naopak, se častěji rozhoduje ve prospěch prvního hlavně proto, že ,,mir” se vyskytuje i jako první člen  složeniny,  kdežto ,,měr” nikoli. ,,Padělatel” byl téhož názoru, jak dokazuje vedle ,,Bolemíra ” i ,,Lubomír, Lumír,  Vojmír, Čstimír ” a vlastně i ,,Miroslav”  z MV.

Čstimír , Čestmír, Čstmír a CSMIR, jen v Čest. První tvar zastoupen podle Flajšhansova slovníčku jednou, druhý jednou, třetí sedmkrát a čtvrtý sedmkrát bez zjistitelného pevného systému. Flajšhans uznává jen formu ,,Čstimír”  za správnou a na podporu svého mínění cituje jiná znění tohoto OJ z ostatních stč. spisů, např. Štir, Styr, Štír, Zder”. Komárek námitku pomíjí. Připomínáme, že je také ,,Tyr” u Kosmy. Tato forma by se dala vykládat nejrůznějším způsobem, ale je možné, že je jméno ,,latinisováno”. Jméno Čestmír je tvořeno správně, pokud akceptujeme typ komposita  se dvěma samostatnými základy; pak by byla právě tato forma nejstarší. Obvykle se soudí, že je v tomto OJ skryto apelativum ,,čest”, ale bylo vysloveno i závažné jiné mínění: Milewski, Indoeuropejskie…tu vidí základ ,,čest”, tj. ,,mocný, silný” a na podporu tohoto názoru cituje polské ,,Czestomir”. Ale týž autor zná i původního ,,Č6st6míra” v témž spise, str. 53 a vidí tu jeden z dosti vzácných případů původního i-kmenového základu v první části komposita; tak je i ,,Hostivít”, později analogické  ,,Hostomysl”. K věci též M. Karpluková, Slowianskie imiona kobiece, Prace onomastyczne 4, 1961, str. 30. Vcelku lze říci, že tam, kde žilo v plném významu apelativum ,,čest”, zachovávala se tato původní podoba, kde složeniny  (nebo i slova tvořená sufixy) nabývaly vedlejších nebo odvozených významů, uplatnily se jerové zákony. Kromě toho přistoupila jako závažný činitel i nesnadnost při vyslovování této konsonantické skupiny; to se jeví jak v grafice (též v našem RK), tak i v přepisu a hláskovým vývoji slov podobné konstrukce (msta – mestný, lest – lestný atd.).

Jinak řeší jméno Malcová, uv. spis, str.77. Podle ní je ,,Čstimír”  od slovesa ,,č6stiti”, ale od subst. ,,čest6” je ,,Čestmír” a také např. ,,Česlav”. Toto mínění podporují též OJ jako ,,Boleczest, Przybyczezc, Zdzi (e) czest”. Existovalo i sloveso ,,čestiti” a ,,častovati” buď přechýlením k ,,části” nebo i starou nasalisací původního základu; viz i naše EJ ,,počestí jej otec mój” místo žádaného ,,poctí, počstí”. K tomu A.M. Seliščev, Slov. jazykoznanie I, Moskva 1941, str. 84. Všude se jeví značné kolísání: ve staré polštině je ,,czestný, czestné (honorarium), czestnošč (v žalmech); u Svobody, OJ, najdeme ,,Čtemír, Čstomír”, ale i MJ Ctimárovo Vesce, Ctiměřice (u Ml. Boleslavi), Ctiněves u Roudnice, ale též potok ,,Čestina” u Kácova, OJ Česťata, Česta, U Karplukowé, uv. spis str. 24 i ženské jméno ,,Čestěbrana” (nejisté). Vedle naší ,,ctnosti” je i ,,počestnost” ve starých dokladech, např. v Comest. K 234a. Kozierowski, Badania nazw topograficznych I, Poznaň 1916, str. 110 dokládá formu ,,Czesmir”. Jsou česká OJ Česťala, Čestla”, ale ovšem i ,,Czstimich”, MJ ,,Čstimice” u Svobody – Šmilauera, Dodatky k Profousovi, str. 145. B. Mašek, ČČM 67, 1893, str. 435 vychází z původního ,,Č6st6mir7”, A. Frinta,  Onomastické práce 2, Praha 1968, str. 44 vzpomíná na hornolužické ,,Česceměr” a připojuje poznámku: = Čestmír z RZK. Jméno samo je velmi starobylé a vyskytuje se již v Civ. evang. (Č6stimer), Stanislav III, str. 115. Ve formách na -er, ier vidí právem Malcová (uv. spis, str. 50) mladší adaptaci. Obdobné kolísání u ,,lestný, lest”: jsou ,,lestní druhové” v Modl. 165 V, ale ovšem i ,,Lstibořice”; ostatní v RK ,,sekyra mestná” vedle ,,pomsty”. Čestný je doloženo též v ,,Glossarium iuridicum” s.v. ,,ceztné” , vydal V. Hanka, Praha 1833. Pokud by se tu hledala ,,úmyslná chyba vydavatelova” nebo něco podobného, upozorňujeme na formu ,,počestnější” u Štítného, Šach. 1, 2.

Zatím jsme uváděli kolísání forem ,,čest, cti”, ale některé prameny  se rozcházejí ještě daleko výrazněji. Tak třeba Dalimilův ,,Štyr, Štír, Tyr” (vedle jiných zmatků, jako třeba ,,Czyr” v rkpu C a F nebo ,,Cztyr” v rkpu V) vznikl asi disimilací  pro ulehčení výslovnosti jako šmel – štimel, tj. ,,čmelák”. Tak je i jeden z vrahů sv. Václava. ,,Česta” přepisován i ,,Tira, Štyrsa” u Dalimila. O tom E. Bláhová a V. Konzal, Stal. legendy českého původu, Praha 1976, str. 98. J. Stanislav, Juh…., str. 232 vypočítává varianty ,,Isztimer, Zthemer, Stemer, Ztemer, Sthemer, Ctimir, Čstimir, Stimyr”. Stejně kolísá ovšem i ,,Stibor – Čstibor” atd. B. Dunaj, uv. spis, str. 144 poukazuje na přepisy skupiny ,,čšč” ve staré polštině: chci, czci, sti, zti, sci, sty, ci, czs, cisti, chsti, csti, chsci a pozdější disimilované  st-. Svou roli tu asi sehrála opět i blízkost polštiny, jež je pro Čest. z RK charakteristická, jak jsme již několikrát uvedli. Kozierowski (S.D.), Nazwiska, przezwiska, przydomki, imiona polskie niektorych typów slowotwórczych II, 1, Poznaň 1948, str. 2 uvádí OJ ,,Cmisz, Cmiszew” (jako ,,čma” = tma aj.) a V. Tasczycki, Onomastyka, Vratislav – Krakov 1958, str. 97 má OJ ,,Czmil” a ,,Chemil”.

Rukopisné ,,CSMYR” je možno brát jako jednu z grafických variant odchylnou od úzu RK, čteme-li ,,čmir”, ač Flajšhans ve svém slovníčku tento přepis zavrhuje, u Machka, ES je hojně dokladů na sloveso ,,čmírati” s mnoha deriváty;  M. právem připomíná nejasnost a mnohotvárnost těchto slov a nutnost dalšího zkoumání. Podle Kotta III je ,,Čmýr” malý, zakrslý člověk, ale i ,,dotěrný hmyz”. Patří sem nepochybně ,,čemesný” a možná i ,,čmuchati, čenich” atd. OJ ,,Čemerka” znamená asi ,,čiperka”, ostatně i stč. ,,čmýrati sě = hemžiti se”. V ruštině je ,,Čmyreva” jméno sportovkyně. Protože se Čestmír projevuje jako lstivý, obmyslný vojevůdce, který v naší skladbě dovede jednat i diplomaticky, vymýšlí válečné úklady atd., kloním se k názoru, že je nutno v některých případech skutečně číst ,,Čmir” a vidět zde ominosní význam tohoto OJ: čiperný, bystrý , snad i se vztahem k onomu ,,hemžení”, jež je popisováno při devítinásobném obcházení hory nad Vlaslav ovým vojskem. Karlowicz, I, str. 284 uvádí ,,czmucič” – oklamat (z litevského základu) a také ,,očmič” III, str. 388.

Chrudoš, LS. Flajšhans: nedoloženo. Bývá též citován ,,Chrud” z Hájku z Libočan, jako by všechna OJ z této kroniky byla vymyšlena a stala se pramenem k padělání. R. Komárek spojuje toto OJ se stsl. ,,chrod7” = kadeřavý a s českým slovesem ,,chrouti – rozchrnutý = rozházený” a celkem možnost tohoto OJ připouští. Právem. Etymologové se někdy dohadují, zda původní význam byl ,,crispus” – kadeřavý nebo ,,crudus” – silný, drsný, ukrutný. Toto druhé pojetí hájil např. Vardas (uv. spis, str. 5): kořen ,,kru” = raniti (viz i naše další úvahy o ,,Kruvoji”), praslov. ,,chrod-”: Podle Miklošiče je třeba slovo spojit s výrazy jako ,,chrosťav7” = kadeřavý, nem. ,,Krustex, kraus”, české ,,chrupavka, chřestavý” aj. Rodina těchto výrazů je nadmíru rozšířena, jak dokázal i V. Šanskij, V mire slov, Moskva 1978, str. 138: základ ,,krou-”, řecké ,,krúó”, slovanské gru-ch (viz i ,,rozhrušiti” v RK), kora, skora, chrust- tj. lámati (sem zřejmě i název brouka ,,chroust”), ale i ,,chvorost, chrustet6”, latinské ,,rudus”, lotyšské ,,grut-”; totéž věděl i náš Šercl, uv. spis, str. 38, kde se však vychází z onomatopoie: řecké ,,gromfas” – svině, ruské slangové ,,chrundak”. Podle Perssona II, str. 555 je třeba sem přiřaditi také avestské ,,chraoždva, chruždra” = tvrdý. Je proto zřejmě nutné spojit významy ,,kadeřavý, štětinatý, tvrdý, drsný, rozchrutý” v jedno, jak učinil i Machek, Studie o tvoření výrazů expresivních,  Praha 1930, str. 86: ,,chruna” = lesní porost, ale i ,,plevel, šupiny, speklé vlasy”, srv. i lotyšské ,,skaudrs” = ostrý. Trochu jinak Erben , ČČM 31, 1857, str. 400, který vykládá RZ alegoricky. ,,Chrudoš” – řecké ,,kryos”, tj. ,,ladný”, germánské ,,hruod”, ale i měsíc ,,gruden” resp. ,,grudzien”, tedy symbol zimy, jež podléhá přicházejícímu jaru. K věci viz i heslo ,,Staglav ”.

Přímé i nepřímé doklady: u Hájku ,,Chrud”, MJ Chrudim = drsné, hustě porostlé místo, MJ Chrudichromy (chruditi = oslabovati, ,,chromiti”) na Rakovnicku se říká ,,chrundí” = roští) expresivní  nebo petrifikát nosovky?),  viz dále u Machka s.v. ,,chlouditi”. Možná i ,,hrúd” – suché místo mezi bahnitými lukami, zvl. na Moravě, ale vůbec tam, kde byly náplavy u řek a kde rostlo různé rozsochaté býlí. Kozierowski, Badania I, str. 88 uvádí MJ ,,Chrzudówo, Chrzudowa”, Hájkův ,,Chrud” je zde také. Jméno statku ,,Kerudi” u Stanislava, Dějiny III, str. 138 (listina z r. 1138), jsou i ,,Chručice, Chrudek, Chrudeš, Chrudča” a dokonce přímo ,,Chrudoš” u Stanislava na uv. místě! Spolu se ,,Srpoš em” nalezneme jej též u Kozierowského, uv. spis II, 1, str. 25. Zde i polské ,,Krudasz”. ,,Chrudoš” přímo je též u Stanislava, Juh, str. 212 s odkazem na Černého- Vášu, MJM str. 196. Je tu asi ominosita: Chrudoš = tvrdohlavec, ježatec, drsný uplatňovatel svých práv, ale ovšem i ,,Staglav ”, který si též uměl ,,postavit hlavu”. ,,Chrudoš” může být přezdívka Hájkova ,,Rohoně” v téže souvislosti s ,,chrabrý Staglav ”  by mohl být totožný s Milovcovým synem Přeslavem, též u Hájka.

Jarožír LS: podle Flajšhanse ,,nedoložené a chybné” (proč chybné?). Komárek oslabuje námitku poukazem na doloženého ,,Ranožíra”. Přímý doklad nebyl dosud nalezen, ale komponent ,,žír” – etymologický jasný, neboť souvisí se ,,žráti” i ,,žizn” atd., je v OJ i v místních jménech velmi plodný. Vyskytuje se jako první i jako druhá část složenin.  V různých onomastikách jsme našli: Uněžír, Soběžír, Svěžír, Mojžír, Suližír, Wrocižír, Přižír, Nedažír; poslední je i české, předcházející jsou hlavně z polštiny. Dále Czazyrk, ruské Žirovit, Dobrožír, Volžír, Domažír a Domažirovič (v novgorodských archiváliích z r. 1224, A. V. Arcichovskij, Novg. gr. na bereste, Moskva 1958, str. 28 – z vykopávek r. 1955). U Svobody, uv. spis, str. 43 a 44: Žir, Živan, Žirota, Žirov. Polské ještě ,,Wszezyr, Nazyr”. Dodnes existuje OJ ,,Žiroš”. ,,Mutižira” zaznamenává Istoričeskaja onomastika,  Moskva 1977, str. 64, dále je tu i ,,Pažir”, mnoho z toho u Malcové, Budowa…., Prace onomastyczne 17, 1971, str. 9; dále Radozyr, Lutozyr a novější Žeromski. Připojujeme ,,Vrtěžíra” a doklady z Tupikova, str. 206: ,,Žirnos7, Žirovoj, Žiroj, Žirok7, Žiroslav7”. Doklady ještě rozhojňujeme: ,,Kroměříž”, po přesmyčce; Přežír, Sirožír u Hosáka – Šrámka II, str. 304 a 443; v témže spisu na str. 542 i ,,Žireta, Žirotín”; Žeranovice, Žerůtky, Žeravice, Žermanice, Žirota, Žiměrovice, Žiroměř, Sděžír a Dežeřice, možná i ,,Šaratice”. Tento komponent patří k nejstarším (S. Šrámek, O původě slovenčiny, Bratislava 1977, str. 211). Význam OJ ,,Jarožír” je asi ,,čilý, zámožný” nebo ,,brzobohatý”. Jeden z nejznámějších českých lingvistů tohoto století, jehož nejmenujeme dílem z šetrnosti, dílem proto, že by to byl citát z druhé ruky, překládal ,,kdo na jaře žere”.

Kruvoj, jen v Čest. Podle Flajšhanse jméno nedoložené a nemožné. Je prý sice v listinách tišnovského kláštera, ale ty prý jsou vesměs Bočkovými falsy. Komárek (Sborník, str. 247) si nevěděl s tímto OJ rady. Ale etymologických výkladů by mohlo být několik: odmítáme ovšem pokusy s ,,Krupovojem” a ,,Krutovojem” z důvodů již známých, i když by bylo možno se odvolat na ruského ,,Krugovoje”, Tupikov, str. 267. Nejlépe je však vyjít přímo ze základu ,,kru”, jak činí, samozřejmě v jiných spojitostech, opět Persson I, str. 328 nn. Význam je ,,tvrdý, krvavý, silný, tuhý”. K tomu: crusta, cruor, řecké krystallos, stind. krurás, litev. krutís, snad spolu se základy ,,chru-” a ,,gru-”. Možná tedy i stč. ,,hruvý” – hmotný, neotesaný. Muka I, str. 702 a 732 má výrazy ,,krud” = bič, dutky, psáno i ,,ksud”, polabské kränd = křupavý, křehký. Základ mohl být tvrdý i měkký. Polské ,,krychač” – rozsekávat na kousky. Nejbližší je nám výklad S. Mladenova, Gesch. der bulg. Sprache, Berlín – Lipsko 1929, str. 194 nn. Ten se odvolává přímo na řecké ,,krúó”, tj. ,,biji, tluku” i ,,drtím”. Praie. kořen je ovšem ,,(s)ker(s)kor”. K tomu bylo tvořeno mnoho dalších slov s archaickými konsonantickými sufixy, mj. též ,,krupý”, který je i v Jar. Labiála je v takovém případě dosti vzácná, ale bezpečně ověřená: zákl. ,,skei-”, k tomu řecké ,,skipón”, lat. Scipio, slov. ,,cěp”, ale stind. ,,ch-tá-h” a irské ,,sci-an”, nůž; slovanské ,,der” se rozšířilo rovněž v labiálu v odvozeném ,,dřípati” atd. K věci též Vasmer II s.v. ,,kruch”. Samozřejmě se můžeme opřít o litevské ,,krau-ti” a ,,krauš-ti”, z nichž druhé odpovídá přímo našemu ,,krušiti”, lotyšské ,,krauset” – dupati. Dokonce sem můžeme zařadit i ,,krýti, krov”, neboť dříve, než mohla být krytina usazena, bylo nutno rozřezat hmotu, nejčastěji dřevo,  jež bylo na vrch domu pokládáno (,,krýti” znamenalo totiž původně ,,pokládati”). Naskytla by se tedy pro ,,Kruvoje” i možnost výkladu ,,vojska kryjící, shromažď ující”. Hláskové potíže nejsou nepřekonatelné, neboť stupňování ,,u-y-ov-7” je ve slovanských jazycích všude běžné; tak máme i ,,kuji, kovati, kyj”, litevské ,,bliauti” – bluji, griauti – k tomu snad ,,řítiti se” (ač ovšem přímý základ ,,ru-” je bližší), šauti – suji, sunu, lotyšské ,,maut” – myji, plauti – pluji i plyji, plovati atd. Viz i naši úvahu ke jménům ,,Lubor,  Luděk,  Lumír”.  Machek uvádí s.v. ,,krýti” i nářeční ,,pokruvadlo”, kdy není jisté, že by to byl novotvar, stejně jako je ,,Turnov” podle Zubatého stará modifikace k ,,trn” k zákl. ,,ter, tr7” atd. ,,Kruvoj” po stránce syntaktické upomíná na obdobné složeniny  ,,Čúkvas, Bivoj, Čagost”. Nejpravděpodobněji je překlad OJ ,,Kruvoj” ,,vojska bijící”, neboť i toto jméno může být ominosní, promítneme-li si souvislost s Kruvojovou zoufalou obranou hradu, při níž ,,pod se bití” přišlo k plnému uplatnění. Tišnovské listiny by bylo třeba znovu projít. Podle písemného sdělení F. Adámka je archiválie s přímým dokladem ,,Kruvoje” zřejmě starobylá.

Lumír,  Luděk,  Lubor.  První dvě jména jsou toliko v Záb., třetí je v Lud. Proti ,,Luděkovi”  námitky nebyly; doklad na ,,Lubora”  se našel, jméno je u Svobody, a tak se palba odpůrců soustřeďuje dodnes na ,,Lumíra”,  o němž říká F. Kopečný (Průvodce….., str. 96), že je to jméno, které sice na poslech zle nevypadá, ale že je to ,,jedno z nepodařených, novověkých padělatelem vymyšlených jmen”. Prý by to mohla být leda zkrácenina z ,,Ludmír”. Tak nebo podobně vykládali též obránci – aspoň novější; je to další příklad zbytečného strachu z filologické autority jejich protivníků. Z dostupné literatury k R ovšem nevím, zda si někdo povšiml shody ve výše citovaných OJ, totiž vždy stejného prvního komponentu.

Jméno ,,Lumír”  nesmíme považovat za zkrácené z ,,Lud, Ludo-” a z ničeho takového. Už jsme viděli, že Záb. je skladba nadmíru starobylá, a také jsme konstatovali konservativnost, s níž písař transkriboval stará OJ i MJ. Byla by tu možnost, že ,,Lumír”  je jméno keltské, upravené z ,,Liutmara” nebo ,,Ludomera”, ale tomu vadí ryzí českost  Záboj e; přesto se vtírá analogie  při úvaze o prehistorii Řecka, kdy i jména předchůdců Homérových (Musaios, Thamyris, Olén, Orfeus) ba i Homér sám bývají považována za substrátová. — Dále je třeba si povšimnout, že některá OJ jsou tím kratší, čím starší. Důkazem je už ,,Ludmila” (ne ,,Ludo-”), MJ typu ,,Ludmírov”. K tomu i Malcová, str. 23 a naše úvahy o apelativu ,,ot-otěvěk”; je i srbské jméno ,,Lubmír”, polské ,,Ludzimír”, české ,,Lubhost”. Zajímavý je i ,,Nekmyr” (z pův. ,,něha….”, kde provedena disimilace).  U Svobody, Jména, str. 69 nn. jsem napočítal takových archaismů  asi sedmdesát.

Je nutno vyjít od základu ,,lu-” stejně jako v předešlém odstavci od ,,kru-”. Toto ,,lu”, jež má ještě dnes pozůstatek v našem ,,uleviti, odleviti” vyložil správně opět Persson II, str. 711: gotské ,,léw” = příležitost, litevské ,,liáujus” – dovoliti, ukrajinské ,,livyty”, litevské ,,liaunas – zlý, bezuzdný”, vše i k řeckému ,,lyó” – ovolňuji. Další analogie:  stind. ,,lunami”,  lat. ,,luo”, jež je v ,,solvo”, uvolňuji, ale i ,,platím”, německé ,,los”, jež vzniklo z ,,lau-s-ja”, albánské ,,l’aj” = platím, dokonce chetitské ,,lu-zi” = daň, poplatek. Machek ES s.v. ,,leviti” uznává tuto formu za novější, kdežto původní praslovanské ,,leu-ti” by dalo ,,luti”. A to právě máme zde. Milewski by jistě vzpomněl na řecká OJ jako ,,Lysandros, Lysistraté”, ale i kompositum ,,lysitelés”. Uvolniti a platiti souvisí spolu tak, že druhé znamená vlastně ,,zbaviti se dluhu”. Proto znamená ,,Lumír”  asi ,,ten, kdo dosahuje ulehčení v míru”, viz i ,,úleva, obleva, sleva” a samozřejmě i ,,levný”.

Tento základ ,,lu” není tak neplodný, jak by se zdálo. Je nutno jej vidět např. v polském MJ ,,Lutol”, které je zřejmým kompositem základů ,,lu-” a ,,toliti”, tj. ,,konejšiti, uklidňovati”. Dosud se ovšem vykládalo jako ,,Lut-ol” anebo z německého základu. Sem patrně patří i naše ,,Litultovice”. O derivátech s ,,tol-” v první nebo druhé části různých OJ a MJ není třeba se šířit. A. Černý, Ath. 4, 1886, str. 151 upozorňuje na německé ,,Leuther” a lužické MJ ,,Lutol”; slov. ,,toliti” snad k řeckému ,,telló”. Dále polská OJ jako ,,Luchora, Luchowo, Lusowo” (Kozierowski II, str. 659 a 662; dokládá se tu větší stáří těchto forem proti pozdějším kompositům s ,,Lube, Libu-”.). Polské ,,Lubranowice, Lubraniec”; naše ,,Luběd, Liběchov” apod. se ovšem vysvětlují jako deriváty  k ,,lub-”, ale sotva právem. Máme přece i ,,Běšiny, Běchovice”; výklady od ,,bielý” nemohou přesvědčit, je tu nepochybně apelativum ,,běs” s náležitým vývojem a ,,š” před úzkým vokálem, ,,ch” v ostatních případech. Velmi výmluvné je OJ ,,Ludechna” (relicta Ludkonis, vdova po Luděkovi)  u Svobody, str. 185, viz dále k ,,Luděk”.  Jako jsme viděli ,,Liběchov”, tak máme i ,,Zimoběch, Zimoběšice”, považované Šmilauerem – Svobodou za nejasné.

Luděk  je OJ dobře doložené, ale ve skutečnosti málo jasné. Obyčejně se odvozuje z německého ,,Ludwig”, nepochybně neprávem, neboť hláskové rozdíly jsou příliš veliké. Osoba toho jména v Záb. je slovanského původu, i když velí ,,cizím”; se Záboj em hovoří pochopitelně bez tlumočníka.

Cest, jak vyložit toto OJ ze zdrojů domácích, je několik. Mohli bychom je brát jako nesložené a povstalé přímo z ,,lúditi” – sváděti, louditi. Tak uvažoval T. Witkowski, Die Ortsnahmen des Kreises Stralsund, Berlín 1965, str. 89 k MJ ,,Lida”, tedy původně ,,Ljudeš, Ludník”. S tím by se dalo uvést ve spojitost jméno permoníka ,,Ludíka” u S. Czambela, Slováci a ich reč, Budapešť 1903, str. 235: tedy snad nějaký démon, šálící havíře. Lepší jsou však jiné možnosti: předně můžme vyjít z našeho ,,děkovati”, stč. ,,děč” – zdvořilot, uctivost a našich komposit jako ,,bezděky, mimoděk”. Potom bychom tu měli další ,,nomen – omen”. Odrodilý Luděk  by byl ten, kdo ,,splácí vděčností”, kdo se dobrovolně a vděčně poddal. Mohlo by se ovšem namítnout, že ,,děkovati” atd. je převzato z německého ,,danken”, které v Záb. hledat nesmíme. A tak se nabízí třetí výklad: spojit základ ,,lu-” s praslov. ,,dik7, divoký, deka, strus. dekat6sja” – být klamán, být voděn nečistou silou. Patřili by sem i ,,Děčané”, tj. ,,divocí lidé” je i lokalita ,,Velký Děč”. K tomu možná sch. dialektické ,,deknuti, zdeknuti”, ,,krepieren”, albánské ,,deké” – smrt. Slovné projevy Záboj ovy a Luděkovy  mají hlubší smysl, než se na první pohled zdá. Nadávka, kterou vrhá Luděk  do tváře Záboj ovi ,,potvoro hadóv” chce asi říci ,,nestvůrný čaroději,  kterého stvořili hadi”, tj. Slované). Možná, že naráží na podivuhodný akt, jímž je pobito třicet lidí stromem, který padl pod Záboj ovým mlatem, a proto vyzývá svého soupeře, aby bojoval ,,mečem”, tedy jakoby ,,civilisovaněji”. Záboj  zase vidí v Luděkovi  upíra, který ,,pije krev”, a posílá naň běsy, k nimž L. ostatně patří, neboť ,,Luděk”  asi nejspíše znamená ,,uvolňující démony, nečisté síly” tak jako výše uvedené ,,Ludechna” (-dehna), které by vůbec nebylo možno jinak vyložit. Pro to, že Luděk  není německé jméno, svědčí i staroruské ,,Ludekov” u Tupikova, str. 685.

Proti ,,Luboru”  již námitky nejsou. Je doloženo OJ a také četná MJ patří k tomuto základu, třeba slovenská ,,Luborča,  Luboreč,  Luboriečka”.  Svoboda (uv. spis, str. 171) vykládá jméno jako ,,Lub-or”, tedy s poměrně vzácným sufixem (asi jako ,,Vlador, Býchor, Tuchor, Čachor). Mohla by tu být i haplologie  z původního ,,Lubobor”, jež bylo kakofonické; kromě toho je Lud. skladbou z mladší vrsty RK. Překlad by byl — podle Svobody — snad ,,náruživý milovník” nebo něco podobného. Jistě je však lépe vyjít opět z komponentu ,,lu-”, tedy ,,rozpoutávající boj, nacházející uvolnění v boji” proti ,,mírumilovnému” Lumírovi.  Ještě poznámku: dělit ,,Lubora”  od ,,Libora” (Libořice), jak se činívá, je jistě zbytečné. Starší ,,Lubořice” žily ještě v roce 1338, jak dosvědčuje Hattala, Obrana RK, Praha 1911, str. 36.

Oldřa  (psáno ,,Oldria”), tj. ,,Oldřich”. Flajšhans říká: doloženo, ale nemožné jako název knížete. Dodnes prý urážejí náš jazykový cit hrubší zkratky jmen jako ,,Tonda, Franta” apod. Zdá se, že je tu po domácku upraveno německé ,,Uodalrich”, které bylo českosti  RK naprosto cizí. Ostatně je i ve formálnějším Dalimilu několikrát užito důvěrného ,,Vaněk” místo ,,Václav” (např. 98, 5 a 98, 9). I ,,Dagobert” je krácen na ,,Dago”, jak dosvědčil S. Rospond, Mówia nazwy, Varšava 1976, str. 16. Je tu míněn polský Mieszek První, nikoli francký král Dagobert. Jiné příklady: Rastic6místo Rastislav (Stanislav, Dějiny I, 207); Pribina místo Pribyslav (Stanislav II, str. 318) Hus nazývá ve Výkladu viery XIV A sv. Bartoloměje Bartošem a v Des. 77 I sv. Bernarda Bernáškem. Že je ,,Oldřa”  doložen od dob velmi starých, ukazuje m.j. Hosák – Šrámek II, str. 170 (MJ Oldřiš, Oldřišovice). V ,,Nářečí přechodného pásu česko-moravského”, Praha 1960, str. 122 upozorňuje autor S. Utěšený, že se tu vůbec neříká ,,Methoděj”, ale vždy jen ,,Metod, Methúd, Metin”. Tento kraj není vzdálen oblasti RK. — Pojmenování ,,Oldřa” se váže na oligarchický a epický charakter skladby a samozřejmě i na běžné tykání, jež je daleko od pozdějšího středověkého formalismu. Viz ostatně Svobodu, uv. spis, str. 105 nn.

Ludiše,  Ruboš, Srpoš , vesměs v Lud., se pokládají za vymyšlená nebo aspoň nedoložená, ač Komárek uznává plodnost všech těchto sufixů. ,,Srpoš e” uvádí Kott III, ale bez přesnější citace. Komárek vzpomíná na podobného ,,Srpotu”, jenž je asi ze Svobody; zde i ,,Srp, Srpéř, Serpéř, Srpík”. Mohli bychom se odvolat i na apelativum ,,srpen”, na polské MJ ,,Sierpc” a mnoho dalších derivátů, ukazujících starou plodnost tohoto základu.

,,Ruboše” dokládá Kozierowski II, 1, str. 22 jako české OJ; má i ,,Srpoš e” a dokonce ,,Chrudoše” na str. 25, ale ovšem nevíme, zda nečerpal ze starší české odborné literatury, kdy se ještě o pravosti RK nepochybovalo. Zdá se, že sufix -oš je zastoupen více v sch. (o těchto souvislostech bude řeč na vhodnějším místě), v češtině i lužičtině je hojnější -eš, ale to v RZK vůbec není. Snad si tohoto našeho zjištění povšimnou budoucí odpůrci, budou-li jací.

,,Ludiši” cituje rovněž Kozierowski na str. 14, ale jako jméno mužské. Naše ,,Ludiše”  je asi zkrácena z ,,Ludislavy”, neboť ,,Ludislav” je dostatečně doložen, je např. u Svobody na str. 78. Jsou tu i různé podoby tohoto OJ. Východiskem pro tvoření může být ,,Staniš” ze Stanislava, Pribyš z ,,Přibyslava”, Beneš, uv. spis, str. 65 a 66. M. Karpluková, uv. spis, str. 82 cituje polské ženské jméno ,,Lussa”, jež ovšem může být i z ,,Lubuše”. V témže spisu i ,,Luboša”, str. 82. Východiskem mohla být i ,,Lutoslava”. Karplukowa výstižně připomíná, že ženských jmen je ve starých spisech nepoměrně méně než mužských (str. 6). Proto také není v RZK jmenována Kublajevna, není tu jméno pro dceru Vojmírovu, družky Libušiny, milenku vítěz e nad Sbyhoněm a neméně anonymní jsou po této stránce všechny lyrické písně RK.

Samorod , jen v LS. Flajšhansovi stačilo k námitce, že jméno je u Hájka. Komárek vidí částečnou oporu pro původnost názvu ve staročeském ,,Samoděl”. Složeniny  tohoto typu jsou ovšem ve všech slov. jazycích vč. staré češtiny velmi hojné. Nepřihlížíme ani k přímému ,,samotoku, samorod nému vínu” (Kott III), které je známo dodnes. ,,Samorod ” v LS má jasný význam ,,nejlepší z rodu”. Je to jeden z archaických (meliorativních) významů; etymologicky patří ,,sám” k praie. ,,sama”, řecké ,,hama”, později ovšem ,,auto(s)” v témž smyslu. Lze uvést mnoho jmen analogických:  polské ,,Samobor” – nejlepší bojovník, ,,Samostrzel” – nejlepší střelec, ,,Samogost” – výborný hostitel, Samoslav, Samosod – nejlepší soudce (Malcová, str. 54). Viz ovšem i řecké ,,Autonoos, Automedón, Autolykos” (nejlepší myslitel, vládce a dokonce vlk). Ve staré polštině je ,,samica” – nejstarší koryto řeky. Sreznevskij má téměř 100 složenin s tímto komponentem, mezi tím i ,,samorod ” a ,,samorod-nyj” – to, co se samo narodí, ale i ,,přirozený, nevyumělkovaný”. Pozdější výrazy jako ,,samodruhý” a ,,samowtor” značí ,,dva lidé, 1+1, z nichž jeden je jaksi ,,hlavní”, příp. ,,pán” (tak i Machek); byly i výrazy jako ,,samotřetí” atd. z toho se pak vyvinul význam ,,sám = jediný”. Je tu tedy obdobný postup, jakého jsme byli svědky u vývoje významů ,,vterý  – druhý”.

Ve stsl. je složenin  se ,,samo” asi patnáct. Nahrazuje se tu nejen řecké ,,auto-”, ale i jiné komponenty  (idio- nebo ,,hekón”), odtud třeba ,,samochot6ně” z řeckého ,,(a)thelétos”, ač leckdy stává složenina se ,,samo” i samostatně bez závislosti na řeckém originálu. ,,Samorod u” se tu nejvíce blíží ,,samorastyj” nebo ,,samorostoštij” v Supr. 289, 11 aj. Indoevropské souvislosti shromáždil Milewski, Ie. idioma osobowe…, str. 104. Příklady ze staré ruštiny u Tupikova, str. 794 a 405. Dodnes žije ,,Samorod ” v současné sovětské onomastice (Samorod ov, denní tisk ze dne 27.4.1979). Polské OJ ,,Samotúl” u Rosponda, Mówia nazwy…, str. 230; naše MJ typu”Samotuly, Samotišky”, je i ,,samolet” – pták ohnivák, Cest. Mand. D 496. U Karlowicze V, str. 102 čteme též ,,samorod ny” – nejlepší z rodu; ,,samorod a” se nazývá výhonek, který vyrůstá jako nejsilnější z více dřev a je to i název pro rostlinu ,,rozchodník”, protože rostává s á m na střechách mezi nízkým a méně nápadným mechem.

Sbyhoň  (je i ,,Výhoň”), obé v mladší části RK působí větší potíže. Předně proto, že se dá přepisovat — nepříhlížíme-li k dalším důvodům — i ,,Zbyhoň” a ,,Zbihoň”, jak také nalézáme v některých vydáních RK. Námitky nejsou příliš věcné, ale ještě i Komárek se dovolává Klicperova ,,Zbyhoně” (viz též Ivanov, Tajemství RKZ, str. 211 nn.). Flajšhans přepisuje v RK ,,Zbyhoň”, ale z Klicperova ,,Blaníku” ,,Zbihon”. Tato druhá transkripce je ,,na hony” vzdálena od RK, protože ze skloňování ,,Sbyhoně” v RK plyně měkké zakončení a kromě toho nás základ ,,Zbi-” sotva někam přivede, ač ovšem výklad jména ze dvou imperativů  (zbij a hoň) by byl možný, ale toto spojení je nadmíru vzácné. Proto zbývají dvě reálné eventuality: čtení ,,Zbyhoň” a ,,Sbyhoň ”. Komponent ,,Zby” – je poměrně hojný: Zbyhněv, Zbylub, Zbivoj (?), MJ Zbiroh, Zbizuby, Zbyrad, Zbyslav (snad i MJ ,,Zbelitov”), Izbylut; domnívám se však, že tu jde o fonetický  a pozdější přepis míto ,,Sby-” a je pro to několik důvodů. Předně obsahuje druhá část komposita téměř vždy něco kladného (rod, radost, slávu, libost, vojsko – ani ,,hněv” není pejorativní, jak dokazuje i verš z Jar. ,,Vstaň, ó Hospodine, v hněvě svojem”). Právě ke jménu ,,Izbygněv” podává Kopečný (Průvodce, str. 138) dosti nejasný výklad: člověk, jemuž ,,zbyl hněv”, tedy ,,člověk, posilující hněv”, ač je to spíše ,,člověk, jenž se zbavuje hněvu”, tedy ,,mírný, rozvážný”. Ale mohl existovat i ,,Sbyhněv, Zbygněv” – prchlivec. MJ ,,Zbizuby, Zbiroh” mají asi nepůvodní znění. První bych vykládal z osobního jména ,,Zbyzub” nebo ,,Sbyzub” – člověk buď bezzubý nebo naopak s dobrými, silnými zuby; ,,Zbiroh” v sobě asi skrývá prapůvodní význam slova ,,rog7” – les, a proto vykládáme z nejstarší formy ,,S-byrog” — místo bohaté na lesy. Je ovšem nutno uznat možnost ,,Zby” i ,,Sby”, neboť máme i komponenty  s ,,přiby- uby” atd.

Zkusme argumenty, které by svědčily pro čtení ,,Zbyhoň”. Komárek se domnívá, že -ň- je analogické,  že tu bylo původně zakončení tvrdé, takže by tu byl základ ,,hon” – honění – člověk, který se zbavil honění, pronásledování. Podle V.B. Nebeského (ČČM 33, 1859, str. 227) jsou jména na -oň zvlášť hojná ve stoletích 10. až 13., potom však jich ubývá. Bylo by tedy analogické  změkčení, jež akceptuje Komárek, v zásadě přijatelné. Vzpomínáme na staroruské ,,pogon7, pogony” – souboj muže proti muži;  naše ,,výhon” – vyhánění dobytka na pastvu, ruské ,,vdogonku, vdogonju, dogonja, pogonja, sugonja”, ale i ,,sugoň” značí ,,honem, chvatně dohánět, pronásledovat”; dialektické ,,zagon” je i ,,vojen ský oddíl”. Některé z těchto útvarů jsou i deriváty  měkkých zakončení, takže analogie  k ,,honu” by nebyla nutná. Ve smyslu hanlivém jsou míněna ruská komposita jako ,,čistogan, šalygan, šelygan, šalogan” (hnáti – honiti – hana). Polské ,,bisygoň” – název zloděj e (běsy honěný?) u Karlowicze I, str. 86. V češtině je OJ ,,Hon” i ,,Hoň” (v Gebauerově slovníku); jsou MJ ,,Honětice, Honice”, OJ Hoňata (viz třeba F. Černý  a O. Váša,  Moravská jména místní, Brno 1907, str. 11). Staročeské ,,honsob” = záškodník. MJ ,,Pregnici” (Hosák – Šrámek II, str. 304) se považuje za odvozeninu od OJ ,,Pregoň”. M. Suliszowa, Staropolska fonetyka…uvádí na str. 143 jméno ,,Strzegoni” (viz i našeho ,,Střebor a” z RK). Slovinské ,,Vitigon” a hlavně ,,Gonimír” patří rovněž k našemu ,,Sbyhoni” stejně jako ,,Gomislav” u Malcové, str. 144, kde se jméno považuje za nejasné; potíže zmizí, nahradíme-li rukopisné ,,m” srozumitelným ,,n”. Kozierowski, Badania…., str. XVI uvádí základ ,,gon” jako plodný pro první i druhou část složeniny.

Dosud jsme se zabývali možnostmi plynoucími ze základu ,,hon” – honění a dokladovým materiálem vůbec; nyní uvedeme, proč doporučujeme čtení ,,sby”. Máme stsl. ,,goněti, goneznoti” – stačiti, míti hojnost čeho. Protože byl lov, ,,honění” zvěře od pradávna a dlouho do středověku jeden z hlavních zdrojů lidské obživy, vznikl zde význam ,,bohatství, dostatek” a dodnes se v této etymologické rodině obojí smysl kříží. Viz české OJ ,,Hoňsobě” a lidové expresivní  ,,hodně si nahonit” – zbohatnout. Jsou ovšem i jiné výklady uvedeného stsl. ,,goněti”. Tak např. J. B. Hofmann, EW d.gr. Sprache, str. 98, vychází při starořeckém komponnetu ,,-fontés” (polyfontés, Kleofontés) ze základu ,,guhen” – býti nakypělý, bohatý; patřily by sem i slova jako ,,žizn” a ,,věkožízný” z LS, litevské ,,gana”, něm. ,,genug”, viz i naši úvahu k ,,Hané” z jar. Tím by ,,Sbyhoň ” navazoval přímo na ie. jména s tímto základem, zejména na řecká komposita s -fontés. Polská MJ jako ,,Dzierzgoň, Dzierzgonka” v sobě ukrývají sloveso ,,držeti”, tedy ,,podržovat kořist, majetek, lup”.Polské MJ ,,Zbylut” je překládáno do němčiny jako ,,Geiersberg” a to ukazuje na nutnot čtení ,,sby”; jména jako ,,Sbyslav7” u Tupikova, str. 459 jsou psána zásadně s náslovným ,,s”. Je staročeské ,,shoňovati” (Listář Rožmb. 1,20 z r. 1420) – shánět, shlukovat. Polské ,,ganobič”, ruské ,,gonoba” = škoda, zhouba; sem snad i stč. OJ ,,Hoňata” a polské ,,Goniecin”. Sbyhoň  by tedy mohl být i ,,velký škůdce”. V našich textech je tedy zákald ,,gon, gan” častý, ale druhá varianta starého základu ,,goj-” není zastoupena, neřadíme-li sem citoslovce  ,,hoj”; opět další výmluvná skrytá zákonitost. — Uzavíráme tedy: jméno ,,Sbyhoň ” je opět ominosní, značí člověka majetného (byl to vladyka, měl svůj hrad, ,,velkou síň”, hodně služebnictva), ale i kořistného, který se domnívá, že může vše mít, ať jde o statky zděděné nebo uloupené — proto je v OJ skryt i význam ,,bezohledný škůdce, únosce”. Že jméno je starobylé a původní, nedokazují jen naše úvahy a doklady, ale také odlišnost výtvorů, jež zavedli do literatury naši obrozenci (P.Hauser , Tvoření podst. jmen v době nár. obrození, Brno 1978, str. 56, kde se píše chybně ,,Vestoň” z RK, ale kde se zaznamenávají též nazdařilá OJ ,,Mladoň, Krasoň, Květoň, Mlhoň, Chasoň, Ladoň, Hasoň, Jasoň, Duchoň, Flákoň, Bohoň, Lesoň, Lítoň, Miloň”).

Slavoj , jen v Záb. Námitky u Flajšhanse a Komárka nejsou, ale o starobylosti jména pochybuje Svoboda i Kopečný. Na rozpory ve spisu Svobodově jsme již ukázali. Na str. 123 uvádí Svoboda 18 derivátů k základu ,,Slav-”, ale ,,Slavoj ” tu není. Přímý doklad je však u Beneše, uv. spis, str. 96., a u Taszyckého, Onomastyka (Vratislav – Krakov 1958) na str. 153. Dále uvádějí též Černý – Váša, uv. spis, str. 4. Jméno může být nesložené, sufix – oj byl snad zvolen proto, aby vznikl vnitřní rým k ,,Záboj i”; přípustný by však byl i výklad, že původní forma byla ,,Slavivoj”. Nebo ,,Slavoj ”, vojska posílající?

Staglav , jen v LS, působil vždy potíže etymologické i významoslovné. Komárek uvádí několik možností výkladu, ale právem o nich sám pochybuje.

Sotva je tu ,,sto-” neboť to by zůstalo v půodní podobě (stohlavý, stolistý, Stoklasa, Stochod, Stolětov, Stokozenko) – Tupikov, str. 818. Jsou sice i ,,Staměřice”, ale původní forma tohoto MJ byla ,,Staniměřice”, novotvar až od konce 14. století. Stejně nepravděpodobné je vycházet ze spojení ,,Tščáglava” – hloupá, prázdná hlava. Předně je to pro epickou skladbu označení naprosto nevhodné, dále by bylo tvoření neústrojné, protože bychom čekali spíše ,,Teščiglav” nebo ,,Tščiglav” (významem by to bylo možné v případě, že bychom brali takové OJ k našemu ,,teskný”, které původně znamenalo ,,pečlivý”). Čtení ,,Šťáhlav, Štáhlav”, ač je odůvodněno toponomasti kou a třebaže vžité zásluhou Smetanovy ,,Libuše”, nepadá rovněž v úvahu, neboť bychom musili mít psáno ,,Scaglav” jako ,,vescby – věščby” v témže textu. Nepřijatelné je i vycházení ze základu ,,šťa-” (ščava, scáti, šči atd.) z důvodů, jež jsou nasnadě. Základ ,,Stag-” se vyskytuje v pojmenování hradu na Vyškovsku, ale jméno je skutečně obtížné, Hosák – Šrámek je nevyložili; forma ,,Stajnov” je také nepravděpodobná (viz i Archaeologia historica 5, 1980, str. 272 nn.). Flajšhans jméno z LS nevyložil. V době náruživé sháňky po všemocných dokladech nalezli ovšem obránci MJ i lokalitu ,,Šťáhlavy” na Radbuze, osadu ,,Štáhlavec” a také vrch ,,Štáhlav” nad Úhlavou u Žižic (upozornil na něj Zákrejs v ,,Pozůstalosti”). Registrujeme ještě pokus číst ,,Sťaglav” – hlavy stínající, nepravděpodobně.

Výklad jména ,,Štáhlavy” ze ,,stáhlého kopce” tedy ,,stahl – avý” neuspokojuje proto, že je tu naroubován starý sufix na pozdější participium,  utvořené ještě k tomu s prefixem,  tedy — řečeno terminologií odpůrců — Karel Čtvrtý vedle praotce Čecha. Proto je nejsnazší vybřednout ze všech těchto komplikací tím, že uznáme slovesný základ ,,sta-”, jenž je velmi starý a v onomastice dobře doložen. Viz např. H. D. Pohl a, referát ze 7. mezinárodního sjezdu slavistů ve Varšavě, str. 60, nn. Tak je i polské ,,Staslaw”, MJ Stakory, Stakoř, Stabor (Kott III), Stagoj, Stamír u Svobody, str. 86. Je tu další ,,nomen – omen” – člověk, který si ,,staví hlavu”, tedy ,,tvrdohlavec”, důstojný protějšek ,,naježeného” Chrudoše. Změnu ,,st-št” jsme již probrali v kapitole o hláskosloví: stopka – šťopka, postolka – poštolka. Druhá část komposita je běžná a sám Komárek cituje ,,Kročehlavy, Úpohlavy, Malohlavy”, je i slovanské božstvo ,,Triglav”, stsl. ,,strm6glav7”, naše ,,střemhlav” atd. K povšimnutí též opavské OJ i apelativum ,,stavinoha – povýšenec”.

Střebor  v Lud., bývá dodnes vykládáno jako zkrácené ze ,,Střezibor ”. Komárek žádá ,,v krajním případě” zkratku ,,Střezbor”, Flajšhans vytýká nedoloženost. Dopídit se skutečného významu tohoto OJ je ovšem dosti nesnadné. Domnívám se, že tu není zkrácenina; odporuje tomu starobylost našich textů a jejich jmen zvláště, jednak i ,,Strezibor”, který je v LS. Bylo nadhozeno několik možností: ke slovesu ,,střebati” (jestřáb, krvestřeb, MJ Jichostřeby) kdo něco ,,dyhtivě střebává do sebe” se sufixem ,,-or”, viz naše heslo ,,Lubor”.  Tak Flajšhans ve své obraně, ČČM str 256. Jiní navrhovali základ ,,sterb-, strabiti”, OJ Straba – posilovati, uzdravovati nebo ozdravěti; ještě jiná možnost by byla vidět zde základ ,,středi-”, ten, kdo je uprostřed boje. Vše je komplikováno tím, že nelze vyloučit ani původní apelativum ,,bor7 = les”, ač etymologický základ je týž jako v bor-ti, brániti, píchati (bodná zbraň – jehličí). Nejlépe je však vyjít přímo ze základu (s)ter- stříti, jenž byl, jak jsme již jinde dovodili, rozšiřován prehistorickými sufixy)  stíhati, střela, stříkati aj.). Obdobně jako ,,Střebor ” je tvořeno i ,,Strezegoni”, viz výše, Strzepieň, Malcová, str. 144, možná i naše MJ ,,Střekov” (vykládá se ovšem též ze ,,Skřěkov” od ,,skřěk” a sem skutečně hledí staré doklady; mohla by to však být dálková asimilace  k pův. Střekov, Stře-kov, kde je ,,prostřeno hodně kovů”, což souhlasí s povahou místa). Je i ,,Strzeslav, Strzeslava” (hl. polské OJ); Jména typu ,,Strze-gor” je jistě nejlépe rozkládat takto; dále naše ,,Střemily, Sřelút, Střelítov”. Ale v polských onomastikách jsou i přímé doklady našeho ,,Střebor a”. Malcová na str. 18 cituje – ve shodě se staršími obránci – možné původní ,,Strze-zy-bor”, ale uznává i nezkráceného ,,Střebor a” a kromě toho nalézáme na str. 111 i str. 45 formu ,,Trzebor”. Na Semilsku je potok ,,Střevelná”, možná ,,široko se rozvodňující”. Pro případné pátrání po dalších ie. spojitostech lze upozornit na řecké ,,sterifos, stereos”, anglosaské ,,strut ian”, středohornoněmecké ,,striuz” – zatvrzelý aj. Potom byl ,,Střebor ” znamenalo prosté ,,silně bojující”. Vystačíme však s domácím ,,ster-ti”, tedy ,,kdo bojuje na širokém prostoru”.

Střezibor , jen v LS. Podle Flajšhanse je ,,tvořeno chybně”, ač lze ovšem číst i ,,Střežibor”. Vzhledem ke stáří LS vykládáme raději přímo od ,,střieci”, nikoli pozdějšího ,,střežiti”. Tvoření komposita je správné, neboť slovesná forma je imperativní,  resp. aoristová,  tedy podle platných zásad; novější by bylo ,,Střezobor”, které uvádí rovněž Svoboda vedle náležitějších forem ,,Střezman, Střežimír, Střezislava, Střezivoj”.

Sutoslav , jen LS, psáno ,,ZUTOSLAV”. Formy se znělou sykavkou by nás nikam nevedly. Pokud vím, neporozuměl dosud nikdo tomuto OJ správně. Transkribuje se obvykle ,,Svatoslav”, ale nepochybně neprávem, poněvadž LS obsahuje vždy jen dobře psané ,,zákonu svatu, světě Vyšegradě”, nikoli ,,su-”. Základem je kořen ,,su-” známější ze sloves ,,sunouti, sypati” atd. Viz litevské supti, latinské ,,summus” ze ,,sup-, supra”, snad i ,,dissipo” a ,,consul” (kdo je ,,nejvyšší”). Prapříbuzné i ,,skáti” ze ,,s7-” rozšířením kořene. Jihočeská ,,soutka” = soutěska, kudy se sunou vory. V onomastice je tohoto základu využito ve jménech ,,Sunek, Sutek, Sutom, Sut, MJ Sutonice”. Kořen může mít významy aktivní i pasivní. Polské ,,suto” = hojně, ,,suty” – místo kameni tamtéž ,,suty” – místa s hromadou kamení, droga suta – sypaná pískem, ale i ,,chlopec suty = čilý” s významem ne zcela jistým (Karlowicz V, str. 266). Dále předpokládané sloveso ,,sovati”, k tomu OJ i MJ ,,Sovadina”, místo, kde se něco sesouvá. Obec Sutom na Lovosicku, tamtéž Sutomský vrch, německy Buschberg. V ruštině staré ,,sovati” a také ,,sovó” – naše ,,sudlice”. K tomu G. F. Odincov,  Etimologija 1976, str. 101 nn. Nejdůležitější jsou pro nás složeniny,  zejména ,,Suttomir” z onomastiky na Lovosicku, viz výše, a jistě také jugosl. ,,Sutomore”, které není od ,,Svaté Marie”, ale od moře s mělčinou plnou oblázků, jak je tomu i ve skutečnosti. Jako nejasné OJ cituje Malcová na str. 145 ,,Zetoslava”, který sem asi patří přímo, není-li to ovšem ,,Svetoslav”. Ještě české MJ Soutice, středočeský kraj; byli pánové Čabeličtí a Janovští ze Soutic (Sútic), J.M. Hulákovský, uv. čl. str. 421 a 422. V ,,Povesti vremenných lět”, výbor Gudzého, str. 13: Svjatoslav sunu kop6em – mrštil; tamtéž ,,sunusja v Dněpr7 ” – vrhl se; OJ Syp7 z Novg. listin. – Význam ,,Sutoslav a” je tedy buď ,,slavný vrhač kopím” nebo v pasivním smyslu ,,slávou posypaný, zahrnutý”.

Tetva Popel , praotec rodu Klenoviců, jen LS. Podle odpůrců ,,jméno neznámé” nebo ,,ukované” podle ,,teta”, případně ,,výmysl, kterým chtěl padělatel lichotit rodu Lobkoviců, v němž se ,,Popel” častěji vyskytuje”. Pokusy o výklad lze najít jen u obránců. Je nutno si připomenout, že jde o ,,rod star” i při srovnání s dějem LS, takže tu máme před sebou značný archaismus . Nejpravděpodobnější se zdá názor, že obě slova pocházejí původně z dětské řeči, která, jak známo, obsahuje při vyjadřování rodinných vztahů vesměs ,,snadné” souhlásky: mama, baba, teta, papa atd. Domnívám se, že jménu by nejlépe odpovídal překlad ,,Otec živitel”. Pro ,,Tetvu” by bylo možno akceptovat původní u-kmen  ,,tety”, ale odporuje tomu sklonění, čekali bychom spíše ,,Tetve Popelova”; je to tedy mužské jméno, a-kmen. Původní tvar byl asi ,,ta-”; Šercl, uv. spis, str. 234 uvádí řecké ,,tetta”, staind. ,,tat”, naše ,,tata” (též v latině), tyrolsky ,,tatte”, lotyšsky ,,tévs” a litevsky ,,tévas” – odtud může být domněle ,,záhadné” -va. Je ovšem i slovenská ,,Detva”, jež se však častěji vysvětluje od ,,dět6”. Přesto vzpomínáme na W. Stokesa ,,Urkeltischer Sprachschatz”, Göttingen 1894 s.v. ,,valos”, kde se uvádí keltské ,,deva-du i teva – tu”, tj. ,,silný, mocný”. Prapůvod je asi týž, i když ovšem LS praví výslovně, že rod Tetvův přišel do Čech ,,pres tri reky”, jimiž se zpravidla míní Visla, Odra i Labe,  ač ovšem ani příchod z jihu nelze vyloučit. Je zajímavé, že ,,Tatenice” mají nejstarší znění s náslovným ,,Det, Tet-”. Jiné doklady na tento základ: OJ Tetour z Tetova (od Holešova), MJ Tetvice; sufix upomíná na podobné případy: Ledvica, Lokvy od ,,loky”, lokve, hloubka v rybníku, pův. ,,n7kty = necky, maked. nošvina; oty, gen. otve druh kachny, MJ Útvina; ,,žely, želva (též v MV), MJ Želvice, žr7ny – žerno, Žernovice. Tetov u Kolína, luž. ,,Tetava” A. Černý, Ath. 4, 1886, str. 84. Bulharské ,,Tetevené” – jméno kmenové podle MJ Tetovo ukazuje zřejmě na existenci masc., viz J. Zaimov, Slawische Namenforschung, Berlín 1963, str. 52. Také E. Eichler a H. Walther, Ortsnamen der Oberlausitz, Berlín 1975, str. 312 uznávají kořen ,,tet7” vedle ženského ,,teta” a citují lužické i české archiválie. Litevsky ,,tévač” – otcové. Palacký a Šafařík, Älteste Denkmäler, už znali ,,Tetevčice” v záp. Haliči a ženské u-kmen y podle ,,svekry”; o tom všem nic nevěděl Hanka, který tu četl ,,Jetvy”, tj. nářečové ,,větve”, nemaje také ani ponětí o chronologii této dialektické změny. Připomínáme ještě řecké ,,tetta” – otec, tatalizó – lichotím se, lotyšské ,,Debess tevs” = nebe jako otec, mythologické; též ,,cetúté”, z toho ,,cetú”, v polštině ,,ciotko” aj. Jak známo, nemusí jména se základem ,,te-ta” aj. znamenat ,,tetu”, ale i ,,otce”, ba i jiné rodinné vztahy,  jež dítě počínající mluvit pochopitelně nerozlišuje.

U jména ,,Popel”, polské časté ,,Popiel” asi nejde o apelativum ,,popel”, pozůstatek ohně, ač nelze vyloučit souvislost s řeckým ,,poltos” a ,,palé”, tj. ,,moučná kaše” lat. ,,pollen”, též ,,pulvis” a stind. ,,palalam”, jak soudí Holub – Kopečný. Potom by tu nebyla spojitost s ,,páliti”, jak se obvykle soudí, ale opět s dětskou řečí, jak nejlépe ukázáno ve starém spisu Šerclově, str. 194: základ ,,pa” = jednak otec, jednak i výraz pro ,,jísti”, viz slova jako ,,papula, pápa”, řec. ,,popanon” – koláč, lat. ,,pabulum”, sloveso ,,pappare” (u Plauta), ostatně i ,,populus” – živený národ, základ ,,pamp” – kypěti, snad i ,,pampeliška”, plod bílé mateřské šťávy. Hláskoslovné potíže, záměna ,,o-a” při slovech tohoto typu nemusejí být na překážku. Je možné, že rod ,,Tetvy Popelóv” byl velmi zámožný, proto ,,živil” četné příslušníky, zejména naše ,,Klenovice” (polsky ,,Klonovici”), viz T. Skupina,  Prace onomastyczne II, Vroclav – Gdaňsk 1974, str. 78. Území tohoto rodu by tady pokrývalo značnou část jižních i západních Čech a jméno ,,Tetva Popel ” by bylo opět symbolické.

Trut  (pogubi saň lútú), jen LS. Komárek upouští od námitek čistě jazykových, neboť ,,trut ” staročesky doložen je” (Sborník, str. 248), ale věcně odvozuje Trut a i pověst o zabití saně z Beckovského) i když bychom se již zde mohli právem pozastavit nad tím, odkud to vzal B.). Flajšhans: ,,Trut  podle Trut nova a to z německého ,,Trautenberger”. Skutečnosti ovšem vypadají jinak. Etymologicky je nutno vyjít od kořene ,,ter-”, jenž je ovšem rozšířen. Tak máme řecké ,,trauma, tryó”, slovanské ,,trovo, trúti”, tryjó, tryti”, st.ind. ,,taruté”, litevské ,,truniú” – práchnivěti; děj může být aktivní i pasivní. K tomu Persson II, str. 777, který sem řadí také ,,tratiti”. Staročeské ,,trut ” znamená také ,,trubec”, ale plně sem patří: litev. ,,tréndu” – býti požírán od hmyzu; trond; stind. ,,trnatti” = vrtati, řecké ,,tetrainó”, stálým, týmž pohybem něco přepracovávat, obrábět. Podle Perssona I, str. 444 znamená základ ,,tru-” tlačit, tisknout”, sem i latinské ,,trudo, trucido”. Po nasalisaci potom stsl. ,,trat7” – stráž (z tohoto významu pak vychází třeba Zeyer  ve svém ,,Vyšehradu” aj.), lotyšské ,,trut s” – brusný kotouč, trinu = tru. Nosovku v našem ,,Trut u” se zdá dokazovat slovinské ,,Trot”. Zde je obdobná pověst o Trotu, bratru Krěsnikově (ke ,,křísiti”, ,,křesati”). ,,Krěs” tu znamená slunovrat, kresnik7 – červen, tedy symbol léta. Trot zabil draka zlatou sekerou, takže jde v podstatě o vítěz ství jara a léta nad zimou (Krek, uv. spis., str. 579). K základu patří ovšem i stčes. ,,trut iti” – ubíjeti, ale i ,,tráviti”. Viz i Ž. Ž. Varbot, Slawische Wortstudien, Bautzen 1975, str. 156 nn., ukrajinské ,,s6trut 7 – vyvracení”. Shevelov, uv. spis, str. 191 uvádí se staroruským ,,trut 7” a stsl. ,,trat7” v souvislost i anglosaské ,,thringan” a lotyšské ,,drupu – rozpadati se”, litevské ,,trúkti”. Další deriváty:  v polštině ,,trut y”, ruské ,,trut it6” – tiskout; stč. ,,otrut iti – udeřiti”, v Baw.; ,,natroutiti” = concutere, Kott, Dodatky I, slovenské ,,truštiti” – tříštiti, čes. ,,potroutiti” – tlouci na hřebík, truštiti se – lámati se (Kott III); trúpati – být ničen, kažen; ovšem i ,,trup”, pův. ,,mrtvola”, dodnes v ruštině; v Alx. B 151; v Žalt. Vitb. 36, 14 ,,aby zatrut ili pravé srdcem”, tj. ,,ut trucidarent” mečem i lukem; trut í – tluče, ale i ,,naléhá”, Dal. 17, 16; ,,srdce mé tvými ranami nadtruť”, Modl 80 V; bolest trut í, Hus, Dcerka 3; smrt trut í mnohé, Hus, list z Kostnice 1414; vozataj zlým duchem otrucen, Otc. 158a = percussus, Smetánka  překládá nepřesně ,,zachvácen”. ,,Otrut iti = omráčiti, Tkadl. S 5b; o drzvie sě truczeje” cituje Kott IV; u Týna ,,troutiti” dokazuje životnost a plodnost výrazu i do doby nové; symboličnost vokálu -u- právě u tohoto konglomerátu nachází J. M. Kořínek, Studie, str. 179 obdobně jako u ,,tlučení, tlupy ”. Ruské ,,trut en7” znamená i ,,kleštěnec”, tento úkon se kdysi prováděl tlučením. Ukrajinské ,,natrut ” – otlaček na noze, polské ,,natret” od stálého stoupání na nohu, polské ,,truč” – mučit, týrat u Karlowicze V, str. 424; u Tupikova, str. 459 je ,,Trut” jako jméno kyjevského mnicha, tamtéž i ,,Peretrut ov”, str. 745. U Karlowicze V, str. 179 je zmínka o Trut ovi a pověsti o něm; pohanského hrdinu později nahradil sv. Jiří. Dodnes žije na Slovensku ,,trucic” – ,,čapku do zemi truceu” – uhodil, mrštil.

Uvedli jsme hojnost dokladů hlavně proto, že je jim po sémantické stránce jedno společné: opakovaný úkon, ať jde o bití, tlučení, vrtání, rozpadání, práchnivění, mučení, trávení, zkrátka vždy o postupnou smrt. Proto je i ,,Trut ” jméno symbolické. Znamená ,,Zabíječe” draka nebo saně. Tato mythická zvířata mají vždy mnoho hlav a dlouhé, svíjející se tělo. Mythos souvisí s řeckým ,,Apollonem Sauroktonem”, tedy zabíjejícím ještěra nebo ještěrku, s iránským ,,Thra-etanem, hadobijcem, jak věděl již J. Voborník,  Julius Zeyer, Praha 1907, str. 89. J. Poulík,  Pevnost v Lužním lese, Praha 1967 uvádí nález  štítu z parohoviny, na němž je vyobrazen krokodil a lukostřelec; P. soudí, že jde o domácí motiv. Podle V.V. Ivanova a V.N. Toporova, Issledovanija v oblasti slav. drevnostej, Moskva 1974, str. 5 nn. je boj proti saním a drakům veden jaksi ,,shora dolů”, takže snad i v RZ stojí proti sobě Krkonoše a Polabí s Trut om jaksi uprostřed.

Doklady z onomastiky ovšem hledí také převážně k severu. Vardas, str. 7 dokládá potok ,,Trut inu”, tj. ,,Trut inu vodu” a také hydronymy ,,Trut navu, Trut ovu Úpu, Úpici”. V. Šmilauer, Příručka slov. toponomasti ky, Praha 1970, str. 184 tyto příklady nemá (proč?), ale ovšem ,,Trubce, Trocnov”. Pro starou pruštinu dovodil už H. Jireček, Vl. jména v RZ, Praha 1897, str. 19 jména jako ,,Trut enowe, Trut in, Trautenbach”. Polská MJ Trotnowice, Tratnowit, Tratnowiz (M. Suliszová, Staropolska fonetyka w swietle materiálu onomestycznego do 14. wieku”, Varšava – Vroclav 1976, str. 42), vše hlavně z Malopolska. Dále ,,Trut nowo, Trut nowy (u Gdaňska), Trut winiec”. Podle Kozierowského II, str. 324 a 325 i ,,Trat, Trath, Tracko” snad od ,,trut en”, trubec nebo bodavý čmelák, samozřejmě odvozený sufixem. Hosák – Šrámek II, str. 608 má ,,Trut manice, Trut maničky”. Při výkladu o nejznámějším českém Trut novu se tvrdívá, že město mělo původní název Úpa (2. polovina 13. století) a od roku 1301 že byl ,,Nový Trut nov”. To dokazuje leda, že byl i ,,Starý Trut nov” nebo jen ,,Trut nov”. Jiná námitka se soustředila na sufix, který je rozšířen o komponent ,,n7, no” a tvrdila, že by mělo být ,,Trut ov”. I tato výtka padá, neboť shodně je tvořeno ,,Kladno”, nejinak i ,,Vidnava, Olešná, Lužná, Deštná, Brocná, Osečná, viz I. Lutterer, Onomastické práce 2, 1968, str. 89 (Taszyckého sborník). Totéž dokázal i M. Rudnicki, Praslowianszczna Lechia-Polska I, Poznaň 1959, str. 188: tak i ,,Widna, Widnica” vedle jiných derivátů: Widawa, Widowo, Widowice, Widok, Widoczna, Widacz”. — Ze všech těchto důvodů nelze uznat těžkopádného ,,Trautenbergra”, z něhož ostatně nemáme v těchto OJ žádné další pozůstatky kromě násloví, za původce ,,Trut nova” i dalších míst.

Věstoň , jen v Jar. Flajšhans, jak se zdá, tápe ve spekulacích, odkud OJ pochází, zda z Nekrol. Podlaž. nebo dokonce z anglického ,,Weston” (!). Komárek se spokojuje s citátem z uvedeného soupisu mrtvých. Odůvodnili jsme již, proč je psáno bez ,,jotace”.  Jméno je kryto místními názvy ,,Věstonice” a ,,Věstoň ovice” (u Třebíče). Hosák – Šrámek II, str. 696 ovšem akceptují OJ ,,Věstoň ” jako samozřejmost.

Vlaslav , jen Čest. se bere jako zkrácený ,,Vlastislav”, Komárek říká, že by mělo být spíše ,,Vlaclav”. Jméno se v RK vyskytuje jen v této podobě a je možné, že tu opět působila blízkost polštiny jako v Čest. vůbec. Taszycki, Onomastyka, Vratislav 1958, str. 63 uvádí tato jména s vymítnutou dentálou: Goslav, Peslav, Raslav, Roslav, Vislav (to z Vitoslava, ale myslím, že by bylo lépe vyjít z archaického základu ,,vei-”) a Sieslav. Je však možné, že ,,Vlaslav ” vznikl jinak, třeba z ,,Vlad-slav” jako je ,,Vraslav” (Kott IV) nebo ,,Hoslovice” z ,,Hostlovice” a ty zase z ,,Hostilovice”. ,,Bratislava” souvisí se jménem ,,Braslav” (9. stol.), a tu se dostáváme k problému, jak přepisovat jméno Čestmírova protivníka u Dalimila, kde čteme ,,Vlastislav, Vratislav, Vladislav i Vlatislav”. V rkpu ,,L” je ,,s” nadepsáno, takže by tu bylo původně opět ,,Vlatislav”. Kdo ví, zda bychom neměli — vezmeme-li v úvahu archaické epické jádro skladby — vyjít i zde z pův. základu ,,val-vla” a považovat -d za rozšířený kořen. Máme totiž latinské ,,valeo” a také keltské ,,Catovalos” – velký vládce. Viz k tomu Otkupščikova, str. 119, kde se uznává kořen ,,val-” stupňovaný z ,,vel/vol”, což by souviselo se jménem pohanského božstva ,,Veles”. Viz též Ivanova s Toporovem, výše uvedený spis, str. 73, kde se právem rozkládá ,,vla-d-yka”, ano i Vel-ij, vel-ký a ještě starší řecké ,,vanax” (klasické ,,anax”) = vládce se styčnými body a tocharštinou vedle latinského ,,velle – volo” = chci.

Záboj , jen v RK ve stejnojmenné písni. Komárek uznává toto OJ za možné vzhledem k různým podobným s komponentem ,,-boj” a také k četným osobním jménům počínajícím podle ,,záboje – výpalků”, u Machka, ES je pod tímto heslem vyobrazen přístroj na vytloukání vosku a jiných hmot a název prý označoval i nějaký klín u pluhu. Kopečný v Průvodci… (str. 138) tvrdí, že jméno ,,nemá obdoby” v jiných slovanských jazycích. Dokonce jsem četl někde i námitku, že by tu musilo být ,,Záboj ník”.

O správnosti tvoření (prexix + jméno činitelské  z pův. ,,boi-os”) nemůže být pochyb, a proto uvedeme nejdříve různá jména tvořená analogicky:  Zádor, Zábor, Zabyla, Zámor, Zásmuk, Závrh (Závržice), Zabrat, Zadar, Zagosť, Zasad, Zamir (opositum k ,,Záboj i”?), Závid, Závist, Záhoř a dokonce i Zákon (Kott V), Zamsta, Záviš, Zabud, Zamysl, Zagreba, Zamarej, Zamarejko, Zamušajko, Zamjatna a jistě i mnoho dalších. A naopak příklady na ,,uv”#34105#>-boj: Zboj, ruské Izboj = vybití, Přiboj, rozboj, Sěboj, Proboj, Přědboj. Je i pomořanský Doboj (Milewski, Indoeuropejskie…, str. 74), polské ,,Uboj”, prý ve významu ,,člověk lenivý, tupý” (Karlowicz VI, str. 4; to nazaráží, neboť ,,bojovati” prý souvisí s ,,báti se”, ač to zní velmi překvapivě). Byl i ,,poboj”, ale jako apelativum; polské ,,pobojowica” – místo, kde se mlátí obilí. Tím se dostáváme ke značné sémantické rozštěpenosti takovýchto slov: máme běžně ,,náboj”, ale v polštině to znamená i ,,napadení, útok”, Karlowicz III, str. 216; strus. ,,zaboj” = ohraničené, vybojované místo; ,,rozboj” znamená ,,zbojnictví” i ,,zbojníka”, ale v sch. je to ,,tkalcovský stav”, ve slovinštině ,,zboj, loupež”, a to je podle L.V. Kurkiné (Etimologija 1976, str. 20) význam původní. Keltské souvislosti se nedají plně vyloučit, neboť Sadnikowa – Aitzetmüller citují (V, str. 252e) balkánsko-illyrské ,,Boius”.

Pomleté krmivo (lašské ,,zabuj” není jediným významem slova ,,záboj”), k němuž má Kott V 9 (devět) různých sémantických variant, z nichž nejvíce padá v úvahu ,,podivín, chmurně se dívající člověk”, ,,zabočenec” (na Místecku). Se středočeštinou se tu nemůžeme spokojovat. V polštině je ,,zabójstvo” běžné. S. Rospond, Gr. hist. jez. pol., Varšava 1971, str. 351 cituje ještě z Mickiewicze (Pan Tadeáš) ,,zabojca = zabíječ”. Také u Karlowicze ,,zabójnik = zbojník”, VI, str. 261. V témže slovníku na str. 339 ,,zabójowač – zabít” a dále na str. 347 ,,Zbój = zbojník”. Sufix ,,6” byl ovšem brzy rozšiřován – hlavně u jmen – kdežto u přístrojů nebo hmot toho nebylo zapotřebí. Tak cituje i Dokulil, Tvoření, st. 54 ,,zábojce” vedle ,,průbojce”, také ,,zabijce, průbojník” atd. Formant ,,ce” je pozdější proti ,,6c6”, viz ,,Vlaslav obojec”. Jako OJ uznává Záboj e i Hosák – Šrámek II, str. 699, neboť odtud prý vzniklo ,,Zabek” jako ,,Vybek, Vybčice”. Tak i ,,Příbek, Ubek”, snad i ,,Epek” a k tomu odvozená jména mítní. Obdobné tvoření také v lužičtině, kde se ,,Záboj i” blíží ,,zadora”, člověk odporující nebo odporný (Muka II, str. 1.005). – Protože existuje doložené staročeské ,,přěboj” i ,,Přěboj” (též přěbojník = loupežník), můžeme usoudit, že také zde je další ,,nomen – omen”; Záboj  – člověk, který loupežení naopak zabraňuje, tedy ,,obránce, ochránce”. Jihočeské ,,zabovati” by mohlo být zkráceno ze ,,zábojovati” jako se lidově krátí ,,Budějovice – Budějce”.

Tu tylko kilka słów wstępu do imion ruskich dla tych którzy znają alfabet rosyjski, reszta pod linkami podanymi powyżej

Imiona – ruskie (rosyjskie, ukraińskie, białoruskie)

Славянские имена

Имя определяет судьбу человека. Это ключ к его внутреннему я. Ведь неспроста на Руси у человека было два имени одно – ложное, для всех, и другое – тайное, только для самого человека и его очень близких людей. Эта традиция существовала как защита от недобрых духов и недобрых людей. Часто первое славянское имя было заведомо непревлекательным (Крив, Некрас, Злоба), для еще для большей защиты от недобрых. Ведь не имея ключа к сущности человека, причинить зло гораздо сложнее. Обряд второго имянаречения производился в подростковом возрасте, когда основные черты характера сформировались. Имя давалось исходя из этих черт. Славянские имена изобиловали своей разнообразностью, существовали группы имен:
1) Имена из животного и растительного мира (Щука, Ерш, Заяц, Волк, Орел, Орех, Борщ)
2) Имена по порядку рождения (Первуша, Вторак, Третьяк)
3) Имена богов и богинь (Лада, Ярило)
4) Имена по человеческим качествам (Храбр, Стоян)
5) И основная группа имен – двухосновные(Святослав, Доброжир, Тихомир, Ратибор, Ярополк, Гостомысл, Велимудр, Всеволод, Богдан, Доброгнева, Любомила, Миролюб, Светозар) и их производные (Святоша, Добрыня, Тишило, Ратиша, Путята, Ярилка, Милонег).
Из перечисленных имен несложно проследить процесс создания производного имени: из двухосновного отсекается вторая часть и прибавляется суффикс или окончание (-нег, -ло, -та, -тка, -ша, -ята, -ня, -ка).
Пример: Святослав : Свято+ша=Святоша.
Безусловно имена людей несут в себе значимую часть культуры и традиции всего народа. В России с пришествием христианства славянские имена почти полностью впали в небытие. Существовали списки славянских имен запрещенных церквью. Почему так происходило нетрудно догадаться. Одна часть имен (Лада, Ярило) была именами славянских богов, обладатели второй части были люди, которые и после христанизации Руси пытались восстановить культ и традиции (волхвы, богатыри). На сегодняшний день в России славянскими именами называют лишь 5% детей, что безусловно обедняет и так скудную славянскую культуру.
Целью данного раздела является не только внедрение в народ понятия истинно русских имен. Примером может служить следующая не редкая ситуация: Девочку назвали Гориславой. Соседи, удивляясь необычному имени говорят: „Не могли назвать как нибудь по-русски Ирой или Катей” – без комментариев. Основная цель данного раздела создать глобальный список славянских имен (кстати на сегодняшний день самый крупный в Рунете) с попыткой определить значения имен и сопоставления с историческимим и легендарными личностями.

O kulcie drzew z pewnego forum Goldenline – grupa Anastazja http://www.goldenline.pl/forum/134662/cos-o-drzewach

Stare Drzewa swoim potężnym wyglądem robiły na ludziach zawsze wielkie wrażenie. Bardzo Stare Drzewa, o których z pokolenia na pokolenie opowiadano, że stały już tutaj i rosły i były wielkie i stare, kiedy osiedlili się pierwsi ludzie w tej okolicy, były wśród Dawnych Słowian czczone jako drzewa święte. Starożytni Grecy i Rzymianie wierzyli, że dąb jest siedzibą i wizerunkiem najwyższych ich bóstw – Zeusa (Dzeusa-Dzieńjusza) i Jowisza (Jątwiszy-Jawisza-Jawii). Niektóre ludy uważały dęby za drzewa wyroczne, z których „zachowania” wróżono o pogodzie i urodzajach. U Germanów dęby poświęcano bogowi burz, pioruny bowiem biły najczęściej w te drzewa, rzadko czyniąc im szkodę.

Miejsca pogańskich kultów ludów celtyckich i słowiańskich przeważnie znajdowały się w starych gajach dębowych. W Europie Środkowej i Północnej, gdzie trudno było o liście wawrzynu do wieńczenia sławnych głów, splatano wieńce z liści dębowych. Motyw żołędzi od średniowiecza występuje w herbach królewskich i rycerskich, a także w emblematach mundurowych, jako symbol siły, sławy i szlachetności.

Drzewa święte
W dawnej religii kreteńskiej kult drzew, a nawet gałęzi, jako symboli bóstw zajmował ważne miejsce (adoracja, ofiary). U Greków i Słowian drzewa i gaje święte, były mieszkaniem lub własnością bóstw, nimf, tak jak źródła, góry itd. Wycinając las, pozostawiano jedno drzewo lub kępę drzew, często poświęcane Dziewannie lub Boranie (u Greków Artemidzie-Dziewannie). Dęby łączono w Grecji zazwyczaj z Zeusem (który jest jednak odpowiednikiem nie Peruna a Dzieńjusza-Dażboga – Dawcy Światła  Dnia i Pana Dnia). Od Dzieńjusza-Dadźboga (Ducha Dnia, Pana Dnia, Dawcy Dnia i Dawcy Światła, bo jusz- albo jąt – to nosiciel boskiej krwi – ichoru-juchoru – krwi błekitnej) powstało nie tylko imię greckiego boga Dzeusa (Dziejącego, Dziennego, Dawcy) ale również miano Oświeconego: dzieńjusz- geniusz   , oliwki z Ateną, wawrzyn z Apollinem, platany często z Dionizosem (Dziwnyjuszem – synem Kupały-Dziwienia), mirt z Afrodytą. Cyprysy, wiązy i topole białe zdobiły cmentarze, symbolizowały więc także świat podziemny.

Naukowo…
W lasach, w których nie ma pod dostatkiem wody, a co za tym idzie niemożliwe jest zaspokojenie potrzeb wszystkich drzew, rośnie więcej gatunków masywnych, przy czym zależność między gęstością występowania gatunku w całej populacji jest proporcjonalna do masy drzewa zawsze w potędze 3/4. Dzieje się tak we wszystkich ekosystemach!

Jabłonie w Kazachstanie

Według ostatnich badań genetyków, jabłoń domowa (malus domestica), której owoce znamy wszyscy jako świetne zimowe źródło witaminy C, wywodzi się od występującego w centralnej Azji Malus sieversii.
Stolica Kazachstanu Ałmaty (kaz. Алматы dawniej zwana Ałma-Atą) zawdzięcza swoją nazwę właśnie temu faktowi. Ałma znaczy po turecku (kazaski należy do grupy języków tureckich) jabłko, Ałma-Ata znaczyło Ojciec jabłek, a Ałmaty znaczy po prostu bogaty w jabłka.

Kult drzew i krzewów w Europie – Energia drzew

Kult drzew zalicza się do najstarszych wierzeń religijnych. Dawniej małżeństwa zawierane były przeważnie pod drzewami. Kiedy człowiek chciał sobie zapewnić qwitalność, zdrowie i siłę, albo płodność szukał odpowiedniego drzewa i długo pozostawała z nim w magicznym i fizycznym kontakcie (przytulanie, obejmowanie, dotykanie czołem, plecami, „rozmowa”, wsłucchiwanie sie w szum „wewnętrzny – pod korą pnia i „zewnętrzną mowę” drzewa. Kiedy kobieta chciała urodzić silnego chłopca przytulała się do dębu, buka, świerka, modrzewia, jesionu, wiązu, grabu, brzęka, jarząbu – zależnie od bóstwa do którego się zwracała o stawiennictwo, a kiedy chciała mieć piękną dziewczynkę przytulała się i „rozmawiała” z lipą, wierzbą, sosną, gruszą, jodłą, osiką, topolą, brekinią, jarzębiną, kaliną, tarniną. Zależało to też  od tego jakich cech życzyła swojemu dziecku. Inne cechy dawało wstawiennictwo głogu, śliwy a inne jabłoni, limby, cisa, dębu. Czczono wiele roślin i drzew, ze względu na ich właściwości lecznicze ale także ze względu na ich miododajność i znaczenie dla wyżywienia.

Idee dotyczące duchów drzew są bardzo zróżnicowane u różnych plemion i ras. Według wierzeń plemiennych Finów większość drzew zamieszkują duchy przyjazne. Tak samo uważaja Słowianie oraz Irańczycy i aryjscy Hindusi (potomkowie Scytów i Sarmatów), Rumuni (potomkowie Dawanów) i Bałtowie (potomkowie Istów). Szwajcarzy długo nie ufali drzewom, wierząc, że opanowane są one przez duchy podstępne, ale kiedy dotarli do nich słowiańscy Wenetowie przekonali się iż jest inaczej. Niektóre ludy syberyjskie i tureckie uważają, że duchy drzew mogą być okrutne i nieprzyjazne. Kult drzewa życia, był i jest rozpowszechniony wszędzie na Świecie.

Praktyki radiestezyjne pozwalające wykryć pod ziemią wodę i metale wywodzą się z kultu drzew. Także wiele magicznych praktykl leczniczych i oczywiście całe ziołolecznictwo, a także współczesna farmaceutyka wywodzą się z kultu drzew i roślin Wiary Przyrody. Praktyki odpukiwania w drzewo, są przykładem stosowania magii związanej z drzewem. Magia jest skuteczna o tyle o ile posiadamy silne wewnętrzne przekonanie o jej skuteczności. Maik, Wiecha, Choinka Zimowych Godów, Palmy i słupy Wielkanocne, Rózgi z ostrych gałęzi, wiechcie łaziebne do oćwiczania się w bani (saunie – niestety muszę tłumaczyć słowiańskie słowo obcym, do tego doszliśmy) to niektóre z zachowanych, pradawnych obyczajów czczenia drzew oraz późniejszych kultów drzew. Czczenie drzew Zapisów – czyli Starych i NAJSTARSZYCH DRZEW, czczenie świętych gajów (drzewnych rezerwatów i puszcz nienaruszalnych dla człowieka), czczenie drzew szczególnych w miejscach świętych (na bugryszczach, światliszczach, trebiszczach, smętarzach, przy świątyniach i zborach, zawieszanie bajorków i węsiorków proszalnych na gałęziach drzew i odbywanie pod drzewami medytacji oraz modlitw – jest praktyką Wiary Przyrody.

W Europie w historii religii rasy aryjskiej kult drzew odgrywał bardzo ważną rolę. Europa od zarania dziejów pokryta była potężnymi puszczami. Las Harski otaczający  ze wszech stron Góry Harskie (Har-pąty, Kharpaty) zamieszkałe przez Harów-Horoli (dzisiaj znanych jako Gorole-Górale) był największym nieprzerwanym lasem – puszczą Białego Lądu (Europy). Ten las opisywał już Herodot i znany był całemu starożytnemu Światu już w VII wieku p.n.e. Był to las ciągnący się od rzeki Grań (Ryn, Ren) aż po Stepy Czarnogłowskie (Nadczarnomorskie). W obecnych czasach na Wielkiej Wyspie na przykład bory Kentu, Surrey i Sussexu są pozostałościami dawnej wielkiej puszczy Drzewidy (Drewida, On-Drewida, Anderida), która niegdyś pokrywała cały południowy wschód wyspy.

Na zachód ciągnęła się aż do miejsca, gdzie stykała się z inną puszczą rozpościerającą się od Hampshire do Devon. Jeszcze w czwartym wieku przed naszą erą Rzym oddzielał od Etrurii olbrzymi Bór, który Liwiusz porównuje do germańskich (tzn. słowiańskich ) puszcz. W Grecji nadal jeszcze zbocza wysokich gór arkadyjskich pokryte są pięknymi lasami sosnowymi i dębowymi zdobiącymi swoją zielenią głębokie wąwozy. Oczywiście są one jedynie szczątkami borów, które w starożytności pokrywały olbrzymie powierzchnie na całym półwyspie greckim. Jak wiemy Słowianie, Skołoci i Dawanie a także Istowie uważali jednak iż Wyrodomaje (Rodomaje, Grecy, Hateńczycy) zamieszkują najbardziej skalisty kawałek Białegho Lądu i mało gościnne skaliste wyspy. Mimo tego ciągnęły się tutaj stosunkowo gęste lasy.

Zachowało się wiele świadectw istnienia kultu drzew w wielkich europejskich ludach aryjskiego i staroeuropejskiego pochodzenia. Powszechnie znany jest kult dębu u Celtów i Słowian (druidzi, drzewidzi). Celtyckie słowo oznaczające w ich języku uroczyszcza (święte miejsca) wydaje się mieć identyczne źródło i znaczenie z łacińskim „nemus” zagajnik lub polanka w lesie, które zachowało się w nazwie „Nemi”, o czym pisze George Frazier (Złota Gałąź). Słowianie również czcili drzewa i gaje, a słowo drzewy – oznacza prastary, pamiętający przedludzkie czasy – stąd Drzewianie, Drawenowie, Dragowie (Drakowie-Trakowie), Dregowicze (drega - ” martwe drzewo-zapis pradziejów”, zatopione w bagnie),  – to bardzo stare plemiona słowiano-skołockie. Zastanawiający jest w słowiańszczyźnie związek etymologiczny między drewym – drzewnym, a dragim, dreżym – smoczym – drażym, draczym, drżym (drago-drego, drak  – smok). Związek ten wyjaśnia podanie o narodzinach smoków i żmijów z drzazg Strąprzy-Wspóry – Pramatki będącej wcieleniem Drzewa Drzew – Wierchy Welańskiej.


Litwini zostali nawróceni na chrześcijaństwo dopiero pod koniec czternastego wieku i wiemy dzięki temu jak ważną rolę y kult drzew odgrywał wtedy u nich. Czcili oni wszystkie drzewa, w tym także wielkie dęby. Te wielkie drzewa spełniały również rolę wyroczni. Niektórzy utrzymywali wokół swych wiosek lub domostw święte gaje, w których nawet ułamanie gałęzi było grzechem. Uważali, że człowiek, który utnie gałąź w takim gaju, umrze nagle albo stanie się kaleką.
W rozumieniu człowieka pierwotnego cały świat jest w zasadzie ożywiony, a drzewa i rośliny nie stanowią pod tym względem wyjątku. Uważano że drzewa mają duszę taką, jaką posiada człowiek i dlatego odpowiednio je traktował.
Indianie wierzą, że wszystko w przyrodzie posiada swego ducha czyli swój cień. Uważają oni że „Cieniom” tym należne są pewne względy i szacunek ale nie wszystkim jednak takie same.
Przykładowo cień bawełnicy, największego drzewa w dolinie górnej Missouri, posiada w przekonaniu tubylców własny rozum który może dopomóc w pewnych przedsięwzięciach. Cienie krzaków i traw nie mają większego znaczenia ponieważ są pospolite.
Indianie uważali dawniej że nie wolno ścinać żadnego drzewa dlatego używali jedynie drzew, które same się przewróciły.
Skoro drzewa posiadają duszę, to jest oczywistą rzeczą, że potrafią czuć; i wobec tego ścinanie ich musi być dokonane możliwie ostrożnie i z odpowiednią powagą. Oczywiście dzisiaj nie jest do pomyślenia aby tak traktować drzewa które później przerabiane są na meble lub papier.

Drzewa i rośliny były uważane za istoty ożywione i dlatego oczywistą rzeczą jest że musiały posiadać płeć. W konsekwencji takiej koncepcji traktowano je jako istoty płci męskiej i żeńskiej, które można między sobą kojarzyć. Nie jest to zresztą wyobrażenie czysto fantastyczne gdyż rośliny, podobnie jak zwierzęta, posiadają swe różnice płci i rozmnażają się w swoich gatunkach przez połączenie elementów męskich i żeńskich. U wyższych jednak zwierząt organy obu płci są rozdzielone pomiędzy odrębne osobniki, natomiast u większości roślin istnieją one równocześnie obok siebie. Nie jest to jednak zasada powszechna i w wielu gatunkach roślina męska różni się od żeńskiej. Niekiedy zgodnie z wierzeniami dusze zmarłych zamieszkują drzewa. Uważa się że duchy najchętniej zamieszkują drzewa wysokie i potężne o szeroko rozpostartych gałęziach. Dawniej każda wioska posiadała swoje święte drzewo, w którym mieszkały dusze zmarłych przodków. Drzewu temu składało się ofiary, a każde uszkodzenie drzewa miało ściągać na wioskę niepowodzenia.

Obecnie możemy spotkać pewne pozostałości po dawnych wierzeniach w zbawcze właściwości drzew. Po zwieńczeniu domu dachem zatyka się na nim wiechę ze świeżo ściętych gałęzi. Niektórzy mówią że robi się to po to aby wprowadzić nowe życie do domu. Jeszcze inni twierdzą że po to aby duch drzewa sprawował ochronę nad nowym domem. Niedawno spotkałem się z jeszcze inną tego interpretacja. Mianowicie twierdzą niektórzy że zawieszenie wiechy na dachu jest prośbą o przyjęcie nowego elementu (jest nim wybudowany dom) do wspólnoty przyrody. Aby tworzył z nią jeden nierozerwalny element. Jedną całość łącząc się w ten sposób z duchem przyrody – całego ekosystemu ziemi.. Dzięki temu osobom zamieszkującym taki dom nic złego nie grozi. Oczywiście same zwieńczenie dachu “wiechą” jest również powodem do święta nie tylko osób które budowały dom ale również i ich właścicieli. Oczywiście sadzono również drzewa na posesji po to aby były naturalnymi strażnikami spokoju rodziny. Takich drzew nie ścinano z błahego powodu i jeszcze do tej pory można takie spotkać rosnące na niektórych wsiach.


Drzewa w życiu Słowian

Rośliny, a zwłaszcza drzewa, odgrywały w życiu religijnym Słowian olbrzymią rolę, przy czym miała ona dwojaki charakter:

  • drzewo, czy roślina jako przedmiot kultu
  • drzewo lub roślina jako ważny element praktyk magicznych

Geneza kultu drzew sięga czasów pradziejowych. Prawdopodobnie związane to było z ich okazałością i wysokością oraz szelestem poruszanych nocą przez wiatr, liści. Do dziś wśród wielu ludów tzw. prymitywnych góry czy wysokie drzewa są uważane za siedzibę bóstw, a tajemnicze w odczuciu ludzi, nocne szmery są odbierane jako rodzaj rozmowy duchów. Powszechne jest także przekonanie, że dusze ludzkie wcielają się w ptaki, a te z kolei często bytują na drzewach. Śladem tych pradawnych wierzeń w polskiej kulturze ludowej są opowieści o Matce Bożej i świętych ukazujących się na drzewach oraz zwyczaj obsadzania drzewami miejsc kultu – kościołów i kapliczek przydrożnych. W zwyczajach ludowych występuje także tzw. drzewko życia  – symbol nadchodzącej wiosny budzącej przyrodę ze snu zimowego oraz pojawiający się w mitach motyw kosmicznego drzewa – w mitologii germańskiej był to święty jesion Igdrasil. Ludzi zgodnie z tą mitologią stworzyli Odyn i Loki z drzew – mężczyzna askur(jesion) i kobieta embla (olcha).

Na Słowiańszczyźnie szacunkiem darzono jednak tylko te drzewa, które okalały świątynie, kapliczki czy groby, te które uważano za siedzibę sił nadprzyrodzonych oraz pewne gatunki drzew uznane za lecznicze lub też uznane za zaczarowane, np. z powodu niezwykłego kształtu. Wszystkie inne natomiast traktowane były ściśle użytkowo i to w sposób wręcz barbarzyński. Pisze o tym Kazimierz Moszyński cytując Melnikova, Orkana i Kraszewskiego: Melnikov o Wielkorusach: „ Dla niego nic nie znaczy zrąbać wiekowe drzewo po to tylko, by wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzeby drzewko, obłupić lipke …nawet stuletnie dęby rąbie jedynie, aby obrać z nich żołądź na karm dla świń”. Orkan, sam pochodzący ze wsi, pisze tak: „ By prawdę rzec : nie ma on miłości do lasu. Już od dziecka pasący bydło w lesie, nożem wycina płaty kory świeżej z bujnego świerka na „kozubki”, młode drzewka z pasją kaleczy, smołą płaczące najradziej podpala, we wnętrzu jodeł starych wypala kadłuby” i Kraszewski: „ smutny jest pozór lasów, gdyż bliżej ludzi są wyniszczone i niegodziwie popsute, większa część sosen żywcem poobcinana, inne powalone przez podpalenie, pokaleczone niemiłosiernie”.

Ochronie podlegają natomiast, jak już wspomniano, drzewa rosnące w miejscach kultu, uważane za siedzibę sił nadprzyrodzonych i te, w które wedle miejscowych wcieliły się dusze ludzkie. Kto zrąbałby lub uszkodził takie drzewo natychmiast umrze  albo będzie chorował długie lata i aż do śmierci nie wyzdrowieje. Tym też drzewom składano ofiary, głównie z chleba zakopywanego pod korzeniami. Nie tykano również drzew, w które wcielały się po śmierci dusze młodych ludzi. Upodobały sobie one zwłaszcza jarzębinę (dziewczęta) i dąb lub świerk (chłopcy). Prusowie z kolei wierzyli, że dusze kobiet wcielają się po śmierci w lipę, a dusze mężczyzn w dąb. W folklorze ludów całego świata istnieje niezliczona ilość baśni o zaklętych w drzewa bohaterach, cud-dziewicach, łotrach itp.

Drzewa mogą także zsyłać choroby – osika powoduje zimnicę, drzewa o nierównej korze pokrytej naroślami i guzami – liszaje, guzy, wypryski skórne, drzewa zaatakowane przez szkodniki powodują robaki, kalina, jarzębina, czarny bez zsyłają bóle zębów. Drzewa mogły także leczyć – dąb leczył bóle zębów, choroby jamy ustnej i gardła pod warunkiem dokonania zabiegu magicznego: człowiek cierpiący udawał się o świcie milcząc pod dąb, gdzie trzykrotnie odmawiał Ojcze nasz i Zdrowaś Mario, następnie trzykrotnie okrążał dąb pytając drzewo jak leczyć chorobę. Częste też było składanie leczniczym drzewom ofiar w postaci szmatek czy odzieży wieszanej na gałęziach lub ofiar pieniężnych. Kaszubi z kolei uważają, że odzież wiesza się na drzewie, aby zniszczała i tak samo zniszczeje choroba. Oryginalny „środek antykoncepcyjny” zachował się na Śląsku – kobieta, by ustrzec się niechcianej ciąży zawieszała na krzaku czarnego bzu ulepioną z ciasta figurkę dziecka mówiąc jednocześnie: „ Noś za mnie, a ja będę kwitła za ciebie”.

Niezależnie od kultu drzew funkcjonują specyficzne oceny drzew jako przybytku dla istot  czczonych. Szczególnie cenione są dęby, lipy i brzozy. Na tych właśnie drzewach, według ludowej tradycji, ukazywały się święte postacie, chociażby Matka Boska Świętolipska, czy Gietrzwałdzka. Powszechnie uważa się na Słowiańszczyźnie lipę za drzewo święte, ponieważ mieszka w nim Matka Boska. Łyko z pnia lipy i pręt lipowy to skuteczne środki na złapanie i unieszkodliwienie wampira i innych postaci demonicznych. Wampira skutecznie odstrasza czosnek, a kołek osinowy, którym przebija się pierś zmarłego podejrzewanego o to, że zmienia się w wampira, unieszkodliwia go na zawsze.

Zrąbanie i spalenie lipy jest uważane za ciężki grzech. W lipę nigdy nie uderza piorun. Brzózkami stroi się ołtarze na Boże Ciało, a po skończonym nabożeństwie zabiera     się gałązki z tych drzewek do domu, gdzie zatknięte za obrazy religijne chronią dom przed pożarem i piorunami. Na Warmii i Mazurach zazielenione gałązki brzozy wchodzą w skład palmy wielkanocnej wraz z baziami, jałowcem (kadykiem) i barwinkiem. Palmy zaś zatknięte w rogach pola chronią zasiewy przed zniszczeniem, w domu na strychu przed myszami i robactwem, w izbie  przed piorunami i pożarem, a w stodole chronią zboże. Na Zielone Świątki stroi się dom tatarakiem. Gałąź świerkowa lub sosnowa udekorowana bibułką, wstążkami koralikami tworzy gaik-maik odgrywający główną rolę w święcie powitania wiosny. „Dobrymi” drzewami, prócz lipy, są jarzębina, klon, jawor, leszczyna, wiąz, jałowiec i wierzba, choć ta ostatnia w niektórych regionach ma złą opinię. Brzoza, lipa i klon chronią przed czarownicami. Dlatego też w okolicy św. Jana (24. 06.) sporządza się bukiety z gałązek tych drzew oraz łopianu i chabrów i zawiesza nad drzwiami domostw i obór, by odstraszały czarownice. Na Zielone Świątki pasterz powinien był upleść i założyć bydłu na rogi ochronne wianki z chabrów. Osika, wierzba i czarny bez uważane są z jednej strony za siedzibę demonów, z drugiej za najlepszy środek chroniący przed nimi. W wierzbie według wierzeń ludowych mieszka diabeł Rokita, który czatuje na przechodniów, by wywieźć ich na manowce, a ponadto pilnuje schowanych w wypróchniałym pniu zbójnickich talarów. Osika, podobnie jak lipa, chroniła uciekającą Świętą Rodzinę. Według innej wersji dopuściła się zdrady.


Pomniki Przyrody

Pomnik przyrody – termin ten został wprowadzony przez Aleksandra von Humboldta na przełomie XVIII i XIX wieku, co dało początek kierunkowi konserwatorskiemu w ochronie przyrody.

W brzmieniu Ustawy o ochronie przyrody z 2004 roku:

Pomnikami przyrody są pojedyncze twory przyrody ożywionej i nieożywionej lub ich skupienia o szczególnej wartości przyrodniczej, naukowej, kulturowej, historycznej lub krajobrazowej oraz odznaczające się indywidualnymi cechami, wyróżniającymi je wśród innych tworów, okazałych rozmiarów drzewa, krzewy gatunków rodzimych lub obcych, źródła, wodospady, wywierzyska, skałki, jary, głazy narzutowe oraz jaskinie.

Do pomników przyrody ożywionej należą: pojedyncze krzewy, drzewa i grupy drzew odznaczające się sędziwym wiekiem, wielkością, niezwykłymi kształtami lub innymi cechami, a także zabytkowe aleje drzew. Natomiast do pomników przyrody nieożywionej należą: największe głazy narzutowe, tzw. eratyki oraz interesujące formy powierzchni ziemi np. – źródła, wodospady, jary, skałki, wywierzyska, przełomy rzeczne, jaskinie, odkrywki itp.

W Polsce znajduje się ok. 33 tys. pomników przyrody

, z czego najwięcej jest pojedynczych drzew i grup drzew.

 

Aby uznać drzewo za pomnik przyrody jego obwód w pierśnicy powinien być większy niż szacunkowe wartości minimalne dla danego gatunku. Poniżej podane są te wartości dla drzew rosnących poza lasami wg P. Rucińskiego[2]:

  • bez czarny – 100 cm
  • bez koralowy – 100 cm
  • bluszcz – wszystkie kwitnące
  • brzoza brodawkowata – 200 cm
  • brzoza omszona – 200 cm
  • buk zwyczajny – 300 cm
  • choina – 200 cm
  • cyprysy – 100 cm
  • czeremcha zwyczajna – 94 cm
  • czereśnia – 100 cm
  • dąb bezszypułkowy – 300 cm
  • dąb czerwony – 300 cm
  • dereń – wszystkie drzewiaste
  • dąb szypułkowy – 300 cm
  • głóg – 100 cm
  • grab – 200 cm
  • grusza – 200 cm
  • iglicznia – 275 cm
  • jabłoń – 200 cm
  • jałowiec – 75 cm
  • jarząb pospolity – 100 cm
  • jarząb szwedzki – 100 cm
  • jedlica, daglezja – 280 cm
  • jesion – 250 cm
  • jodła – 250 cm
  • kasztanowiec – 300 cm
  • klon jawor – 225 cm
  • klon polny – 225 cm
  • klon zwyczajny – 225 cm
  • klony inne – 220 cm
  • kruszyna – 40 cm
  • leszczyna pospolita – 100 cm
  • leszczyna turecka – 250 cm
  • lipy – 300 cm
  • magnolia – 150 cm
  • miłorząb – 150 cm
  • modrzew – 250 cm
  • olsza czarna – 225 cm
  • olsza szara – 225 cm
  • orzech włoski – 200 cm
  • sofora japońska (perełkowiec, szupin) – 250 cm
  • platan – 300 cm
  • robinia akacjowa – 300 cm
  • rokitnik – 60 cm
  • sosna Banksa – 275 cm
  • sosna czarna – 275 cm
  • sosna limba – 150 cm
  • sosna zwyczajna – 310 cm
  • sosna wejmutka – 275 cm
  • szakłak pospolity – 100 cm/wszystkie drzewiaste
  • świerk – 275 cm
  • topola biała – 400 cm
  • topola czarna i podobne – 400 cm
  • trzmielina – 50 cm
  • tulipanowiec – 150 cm
  • wierzba biała – 300 cm
  • wierzba krucha – 300 cm
  • wierzba iwa – 300 cm
  • wierzba pięciopręcikowa – 300 cm
  • wiąz górski – 225 cm
  • wiąz szypułkowy – 225 cm
  • wiąz polny – 225 cm
  • żywotniki – 100 cm

Wybrane pomnikowe dęby w Polsce

  • Dąb Bartek Przemysła, ok. 500 lat, rosnący przy murze przyklasztornym w wielkopolskiej miejscowości Owińska
  • Dąb Bartek koło Zagnańska
  • Dąb Bażyńskiego w Kadynach
  • Dąb Beczka w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Bogusława X w Puszczy Wkrzańskiej koło Leśna Górnego
  • Dąb Bolko w Hniszowie
  • Dąb Bolesław w Lesie Kołobrzeskim – najstarszy dąb w Polsce (wg szacunku z roku 2000: 805 lat)
  • Dąb Car w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Chrobry opodal wsi Piotrowice – do niedawna uznawany za najstarszy dąb w Polsce
  • Dąb Dzierżona we Wrocławiu
  • Dąb Jagiełły w Białowieskim Parku Narodowym
  • Dąb Józef w Brzynie (woj. pomorskie – gmina Krokowa)
  • Dąb Kongresowy w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Krzyż Południa w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Wielki Mamamuszi w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Mieszko na Ursynowie (dzielnica Warszawy)
  • Dąb Mnich w Mnichowie (województwo świętokrzyskie)
  • Dąb Napoleon w powiecie zielonogórskim
  • Aleja Napoleona w Parku Krajobrazowym Pojezierza Iławskiego
  • Dąb Król Nieznanowa w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Imperator Północy w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Imperator Południa w Puszczy Białowieskiej
  • Dąb Piotrowy w Toporowie (województwo lubuskie)
  • Dęby rogalińskie w Rogalińskim Parku Krajobrazowym
  • Dąb Poganin w Węglówce (województwo podkarpackie)
  • Dąb Stefan, Dąb Żeromskiego
  • Dąb Władek z Zagrzęby w Karczmiskach
  • Dąb Wolności w Głownie

Inne pomniki przyrody w Polsce

  • Jesion wyniosły w Rybniku
  • lipa na rynku w Brdowie (posadzona 3 maja 1919 r., pomnik przyrody od 1991 r.)
  • pomnikowe drzewa w Ogrodzie Zoo-botanicznym w Toruniu:
    • platan klonolistny (pierśnica – 422 cm, wysokość – 25 m)
    • sosna czarna (pierśnica – 234 cm, wysokość – 17 m)
    • dąb szypułkowy (pierśnica – 324 cm, wysokość 27,5 m).
  • Cis Henrykowski – najstarsze drzewo w Polsce, wiek szacowany na 1200-1300 lat


Pomniki przyrody na terenie Krakowa

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

Na terenie Krakowa znajdują się 254 pomniki przyrody (stan na marzec 2011) w postaci:

  • 1 głazu narzutowego
  • 1 źródła krasowego
  • 1 alei drzew
  • 251 pojedynczych drzew różnych gatunków:
    • Ajlant gruczołowaty
    • Brzoza brodawkowata
    • Buk czerwony
    • Buk pospolity, Buk pospolity odm. purpurowa
    • Czeremcha amerykańska
    • Dąb czerwony
    • Dąb szypułkowy, Dąb szypułkowy odm. kolumnowa, Dąb szypułkowy „Madera”
    • Grab pospolity
    • Grochodrzew
    • Iglicznia trójcierniowa
    • Jesion wyniosły
    • Kasztanowiec biały
    • Klon jawor
    • Klon pospolity
    • Leszczyna turecka
    • Lipa drobnolistna
    • Lipa srebrzysta
    • Metasekwoja chińska
    • Miłorząb dwuklapowy
    • Ostrokrzew kolczasty
    • Platan klonolistny
    • Sosna wejmutka
    • Świerk pospolity
    • Topola biała
    • Topola czarna
    • Wiąz górski
    • Wiąz szypułkowy

Wykaz wszystkich pomników przyrody na terenie Krakowa (stan na styczeń 2008):

L.p. Nazwa / gatunek Lokalizacja Obwód pnia (cm) Data uznania
1 Lipa drobnolistna ul. Tyniecka 152 495 i 324 1997
2 Dąb szypułkowy ul. Jugowicka 14 557 1997
3 Dąb szypułkowy ul. Zakopiańska 121 495 1997
4 Wiąz górski ul. Kąpielowa (park Swoszowice) 395 1997
5 Lipa drobnolistna ul. Kąpielowa (park Swoszowice) 408 1997
6 Lipa drobnolistna ul. Kąpielowa (park Swoszowice) 440 1997
7 Lipa drobnolistna ul. Kąpielowa (park Swoszowice) 313 1997
8 Lipa drobnolistna ul. Kąpielowa (park Swoszowice) 372 1997
9 Wiąz szypułkowy ul. Kąpielowa (park Swoszowice) 354 1997
10 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 407 1997
11 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 420 1997
12 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 317 1997
13 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 445 1997
14 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 335 1997
15 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 420 1997
16 Dąb szypułkowy ul. Podedworze 32 490 1997
17 Topola biała pl. Serkowskiego 450 1997
18 Jesion wyniosły ul. Mochnackiego (park) 286 1997
19 Dąb szypułkowy ul. Mochnackiego (park) 327 1997
20 Jesion wyniosły ul. Mochnackiego (park) 361 1997
21 Dąb szypułkowy ul. Mochnackiego (park) 478 1997
22 Dąb szypułkowy ul. Mochnackiego (park) 453 1997
23 Dąb szypułkowy ul. Mochnackiego (park) 406 1997
24 Lipa drobnolistna ul. Estońska (park) 304 1997
25 Wiąz szypułkowy ul. Malborska 145 370 1997
26 Dąb szypułkowy ul. Malborska 145 328 1997
27 Dąb szypułkowy ul. Malborska 145 274 i 271 1997
28 Dąb szypułkowy ul. Malborska 145 322 1997
29 Dąb szypułkowy ul. Malborska 119 345 1997
30 Dąb szypułkowy ul. Górników (park Jerzmanowskich) 528 1997
31 Dąb szypułkowy ul. Górników (park Jerzmanowskich) 411 1997
32 Dąb szypułkowy ul. Górników (park Jerzmanowskich) 542 1997
33 Buk czerwony ul. Górników (park Jerzmanowskich) 385 1997
34 Jesion wyniosły ul. Górników (park Jerzmanowskich) 389 1997
35 dąb szypułkowy ul. Górników (park Jerzmanowskich) 559 1997
36 Dąb szypułkowy ul. Górników 27 522 1997
37 Platan klonolistny ul. Górników 27 366 1997
38 Klon jawor ul. Tyniecka 7 310 1997
39 Dąb szypułkowy ul. Tyniecka 7 362 1997
40 Buk czerwony ul. Popiełuszki 36 343 1997
41 Źródło Świętojańskie
(źródło krasowe stałe)
Tyniec (u północnego wzgórza „Duża Biedzinka”
w wapiennikach górnej jury)
  1997
42 Lipa drobnolistna Al. Do klasztoru Benedyktynów 210-360 (19 szt.) 1997,
2 wykreślone w 2004
43 Iglicznia trójcierniowa ul. Powroźnicza 2 223 1997
44 Dąb czerwony ul. Powroźnicza 2 314 1997
45 Dąb szypułkowy Sidzina (park) 314 1997
46 Dąb szypułkowy Sidzina (park) 299 1997
47 Lipa drobnolistna Sidzina (park) 265 i 210 1997
48 Jesion wyniosły Sidzina (park) 374 1997
49 Rapa Kiwi
(granitowy głaz narzutowy)
ul. Spółdzielców 5 5 ton 1997
50 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 200 1998
51 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 261 1998
52 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 311 1998
53 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 220 1998
54 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 239 1998
55 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 289 1998
56 Wiąz szypułkowy ul. Bałuckiego 6 301 1998
57 Klon pospolity ul. św. Jacka „Klon Brygidy” 324 1998
58 Topola czarna ul. Stróża Rybna 484 1998
59 Topola czarna ul. Stróża Rybna 353 1998
60 Dąb szypułkowy ul. Chełmońskiego 168 279 1998
61 Sosna wejmutka Park Decjusza (koło willi Decjusza) 264 1997
62 Wiąz szypułkowy ul. Pod Strzechą 375 1997
63 Lipa drobnolistna ul. Pod Strzechą 399 i 272 1997
64 Jesion wyniosły ul. Pod Strzechą 385 1997
65 Jesion wyniosły Park Decjusza 390 1997
66 Jesion wyniosły Park Decjusza 312 1997
67 Wiąz szypułkowy ul. Morawskiego 5 399 1997
68 Lipa drobnolistna ul. Fieldorfa Nila 391 1997
69 Wiąz szypułkowy ul. Wrocławska 25 295 1997
70 Klon pospolity ul. Sosnowiecka 10 295 1997
71 Lipa srebrzysta ul. Kościuszki 32 424 1997
72 Ostrokrzew kolczasty Bielany klasztor 43, 38, 34, 18 i 13 1997
73 Buk pospolity Bielany klasztor 548 1997
74 Platan klonolistny Ogród Strzelecki 420 1997
75 Dąb szypułkowy ul. Kopernika 27 587 1997
76 Topola biała ul. Woronicza 10 367 1997
77 Miłorząb dwuklapowy ul. Garncarska 3 275, 203 i 175 1997
78 Jesion wyniosły pl. Kossaka 4 321 1997
79 Dąb szypułkowy ul. Batorego 14 336 1997
80 Miłorząb dwuklapowy ul. Batorego 12 305 1997
81 Platan klonolistny Planty Krakowskie, Filharmonia 520 1997
82 Wiąz szypułkowy ul. Woronicza 10 412 1997
83 Topola biała ul. Woronicza 10 577 1997
84 Klon pospolity ul. Woronicza 10 346 1997
85 Platan klonolistny ul. Studencka 25 315 1997
86 Jesion wyniosły ul. Straszewskiego 14 375 1997
87 Grab pospolity ul. Straszewskiego 14 236 1997
88 Grochodrzew ul. Smoleńsk/ul. Retoryka 338 1997
89 Lipa drobnolistna ul. Krowoderska 16 402 1997
90 Klon pospolity ul. Stradom 4 305 1997
91 Dąb szypułkowy ul. Widok 22a 299 1997
92 Dąb szypułkowy ul. Celarowska 30 380 1997
93 Klon jawor ul. Rakowicka Uniwersytet Ekonomiczny bl. C 294 1997
94 Wiąz szypułkowy ul. Karmelicka 51 290 1998
95 Miłorząb dwuklapowy ul. Franciszkańska 258 1998
96 Ajlant gruczołowaty ul. św. Jana 30 292 1998
97 Dąb szypułkowy ul. Wróżenicka 80 333 1997
98 Dąb szypułkowy Łuczanowice (zach. cz. cmentarza) 360 1997
99 Brzoza brodawkowata ul. Beliny Prażmowskiego 281 2002
100 Jesion wyniosły ul. Konopna dz. 141/2 222 2002
101 Dąb szypułkowy ul. Karowa dz. 16 428 2002
102 Dąb szypułkowy ul. Karowa dz. 8 309 i 216 2002
103 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 235 220 2002
104 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 236 188 2002
105 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 237 205 2002
106 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 238 184 2002
107 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 239 233 2002
108 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 240 223 2002
109 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 241 239 2002
110 Lipa drobnolistna ul. Styczna 12 dz. 242 281 2002
111 Wiąz szypułkowy ul. Głębinowa 2 dz. 223/1 263 2002
112 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 168 2003
113 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 231 2003
114 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 230 2003
115 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 275 2003
116 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 295 2003
117 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 206 2003
118 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 294 2003
119 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 232 2003
120 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 250 2003
121 Kasztanowiec biały ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 310 2003
122 Wiąz szypułkowy ul. Kaczeńcowa (nad stawem) 276 2003
123 Buk pospolity ul. Suchy Jar (rejon bud. Monaru) 299 2003
124 Buk pospolity ul. Suchy Jar (rejon bud. Monaru) 293 2003
125 Buk pospolity ul. Suchy Jar (rejon bud. Monaru) 290 2003
126 Buk pospolity
odm. purpurowa
ul. Suchy Jar (rejon bud. Monaru) 298 2003
127 Lipa drobnolistna Branice (zespół dworski) 403 2003
128 Świerk pospolity ul. Parnickiego (cz. górna potoku Rozrywka) 225 2003
129 Kasztanowiec biały ul. Parnickiego (cz. górna potoku Rozrywka) 248 2003
130 Kasztanowiec biały ul. Parnickiego (cz. górna potoku Rozrywka) 266 2003
131 Kasztanowiec biały ul. Parnickiego (cz. górna potoku Rozrywka) 268 2003
132 Kasztanowiec biały ul. Parnickiego (cz. górna potoku Rozrywka) 276 2003
133 Buk pospolity
odm. purpurowa
Park Decjusza 300 2003
134 Lipa drobnolistna Al. Waszyngtona 302 2003
135 Klon pospolity Al. Waszyngtona 305 2003
136 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 326 2003
137 Klon pospolity Al. Waszyngtona 340 2003
138 Klon pospolity Al. Waszyngtona 285 2003
139 Klon pospolity Al. Waszyngtona 260 2003
140 Klon pospolity Al. Waszyngtona 261 2003
141 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 278 2003
142 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 276 2003
144 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 300 2003
145 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 410 2003
146 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 320 2003
147 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 350 2003
148 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 330 2003
149 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 310 2003
150 Klon pospolity Al. Waszyngtona 280 2003
151 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 319 2003
152 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 434 2003
155 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 280 2003
156 Lipa drobnolistna Al. Waszyngtona 296 2003
157 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 350 2003
158 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 280 2003
159 Klon pospolity Al. Waszyngtona 293 2003
161 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 296 2003
162 Kasztanowiec biały Al. Waszyngtona 281 2003
163 Jesion wyniosły Al. Waszyngtona 395 2003
164 Metasekwoja chińska ul. Łukasiewicza 28 186 2003
165 Lipa drobnolistna ul. Tarłowska 259 2004
166 Wiąz szypułkowy ul. Lea 37 228 2004
167 Metasekwoja chińska ul. Beliny Prażmowskiego 38 200 2004
168 Jesion wyniosły ul. Powstańców 50 385 2004
169 Klon pospolity ul. Powstańców 50 376 2004
170 Dąb szypułkowy Kobierzyn, os. Mieszk. Szpitala Specjalist. 313 2004
171 Dąb szypułkowy Kobierzyn, os. Mieszk. Szpitala Specjalist. 310 2004
172 Dąb szypułkowy Kobierzyn, os. Mieszk. Szpitala Specjalist. 433 2004
173 Lipa drobnolistna ul. Czackiego 11 316 2004
174 Buk pospolity ul. Czackiego 11 288 2004
175 Dąb szypułkowy ul. Krochmalniki/ul. Zdunów 331 2004
176 Dąb szypułkowy ul. Sidzińska 3 395 2004
177 Dąb szypułkowy ul. Sidzińska 270 2004
178 Dąb szypułkowy ul. Sidzińska 277 2004
179 Dąb szypułkowy „Madera” ul. Beskidzka 4c 250 2004
180 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 330 2004
181 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 285 2004
182 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 260 2004
183 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 250 2004
184 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 270 2004
185 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 420 2004
186 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 270 2004
187 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 290 2004
188 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 325 2004
189 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 260 2004
190 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 280 2004
191 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 300 2004
192 Lipa drobnolistna Tyniec (cmentarz Opactwa Benedyktynów) 270 2004
193 Lipa drobnolistna Krowodrza, ul. Olszanicka 3, dz. 19/6 400 2004
194 Dąb szypułkowy ul. Ciepłownicza 68 273 2004
195 Leszczyna turecka ul. Basztowa 165 i 120 2007
196 Dąb szypułkowy pl. Sikorskiego 263 2007
197 Dąb szypułkowy
odm. kolumnowa
Skwer Rejtana 288 2007
198 Buk pospolity Dworek Białoprądnicki 378 2007
199 Wiąz szypułkowy Park Decjusza (koło willi Decjusza) 434 2007
200 Dąb czerwony Park Decjusza 463 2007
201 Czeremcha amerykańska Skałki Twardowskiego 269 2007
202 Dąb szypułkowy ul. Mieszczańska/ul. Dworska 325 2007
203 Dąb szypułkowy ul. Zachodnia/ul. Zalesie 286 2007
204 Dąb szypułkowy ul. Zachodnia/ul. Zalesie 307 2007

Źródła

Las Pamięci

Drzewne pogrzeby – pochówek ekologiczny, w którym człowiek wciela się w drzewo

[Czy chcecie w polsce takiego lasu? - napiszcie ssss.staredrzewa.gmail.com]

Ekologiczny pochówek?
2009-12-15

Przy wyborze miejsca i sposobu pochówku, dla wielu osób najważniejsze są tradycje rodzinne i religijne, ale rosnąca liczba (zwłaszcza młodych) ludzi kieruje się też względami ekologicznymi – czytamy na supermozg.gazeta.pl.

Tak, tak, to nie pomyłka: wyrażanie swojej woli odnośnie pogrzebu (lub jego braku) nawet na wiele lat wcześniej zaczyna być na świecie coraz bardziej normalne. Z dużym wyprzedzeniem można też wykupić miejsce na cmentarzach „nowej generacji”.

W Biblii można znaleźć pojedyncze wzmianki o chowaniu zmarłych w trumnie, w starożytnym Egipcie był to jednak zwyczaj pogański. W Europie ten rodzaj pochówku zaczął się upowszechniać ok. XIV wieku i jest mocno osadzony w kulturze chrześcijańskiej. Na przestrzeni wieków różne były mody i upodobania względem trumien (obciągane materiałem, malowane, sosnowe, dębowe, metalowe), a pod koniec XIX wieku powstały Towarzystwa Kremacji, propagujące palenie zwłok. Kościół początkowo sprzeciwiał się tej praktyce, zezwalając na nią tylko w wyjątkowych przypadkach (np. podczas wojny czy epidemii).

Dziś kremacja ma wielu zwolenników w krajach rozwiniętych – poddawanych jej jest ok. 70% Niemców, 60% Brytyjczyków oraz połowa Szwedów i Duńczyków. W Polsce – zaledwie 1-2% zmarłych. Ze względu na niewielką ilość dostępnych gruntów, w japońskich miastach istnieje obowiązek palenia zwłok.

Kremacja ma też swoich zagorzałych przeciwników, nie tylko wśród konserwatywnych katolików, ale również wśród niektórych osób troszczących się o środowisko. Krytykują oni wysokie zużycie energii i szkodliwe emisje powstałe w procesie palenia zwłok.

Mając na względzie właśnie względy ekologiczne, pewna Szwedka opracowała zupełnie nową metodę pochówku. Ciało zamrażane jest do -18 st. C, po czym zanurzane w ciekłym azocie. Staje się wtedy niezwykle kruche, dlatego kiedy następnie poddawane jest wibracjom, rozpada się w pył. Za pomocą pola magnetycznego metale oddzielane są od reszty pyłu, którego po osuszeniu pozostaje przeciętnie ok. 25-30 kg. Umieszczany jest on w specjalnej biodegradowalnej trumnie, wykonanej ze skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej. Trumna grzebana jest płytko pod ziemią i po upływie 6 do 12 miesięcy rozkłada się całkowicie. Firma Promessa, która opatentowała ten rodzaj pochówku, poleca zasadzenie na grobie drzewa, które będzie absorbować składniki odżywcze, dzięki czemu ciało zmarłego wróci do naturalnego cyklu przyrody.

Co ciekawe, szwedzki Kościół od razu poparł ten nowatorski pomysł. Wprawdzie procedury, takie jak zamrażanie ciała czy późniejsze odparowywanie wody są równie energochłonne, co kremacja, ale zwolennicy argumentują, że przynajmniej szkodliwe substancje nie przenikają do gleby i wód gruntowych, tak jak w przypadku tradycyjnego pochówku i kremacji (najgorzej dla środowiska, jeśli ciało jest zakonserwowane w formalinie lub zabalsamowane).

Szwedzki biznes się rozkręca; podobno zaadoptowanie metody rozważają m.in. Zaratustrianie w Indiach z uwagi na spadek liczebności sępów, które zgodnie z tradycją rozszarpywały zwłoki zmarłych. Do wielu osób przemawia argumentacja, że stosowana od lat metoda grzebania ciał głęboko pod ziemią jest nienaturalna i nieekologiczna. Nie dociera bowiem tlen i brak odpowiednich mikroorganizmów, przez co ciało wcale nie „obraca się w proch”, a jedynie gnije i to przez długi czas.

Powrót do natury to także hasło propagowane przez właścicieli cmentarzy leśnych: dużych obszarów, na których wykupuje się miejsce na przynajmniej 25 lat, a zwykle na 100. Jest to opcja raczej droga; przeznaczona dla tych, którzy nie chcą mieć tradycyjnego pogrzebu, ale chcą być pochowani pod ziemią. Zamiast stawiać nagrobek, najczęściej rodzina sadzi drzewo na grobie zmarłego. Wprawdzie każde miejsce wykorzystywane jest tylko raz i nie można np. pochować małżonka czy dzieci (żeby nie niszczyć roślinności), ale właściciele cmentarza mogą zastrzec prawo do wycinania niektórych drzew, jeśli las będzie zbytnio zagęszczony.

Pomysł chowania zmarłych w lesie zrodził się kilkanaście lat temu w Wielkiej Brytanii i nadal jest najbardziej powszechny właśnie w tym kraju, choć trend rozprzestrzenił się na inne kraje Europy Zachodniej, np. Niemcy i Hiszpanię oraz Amerykę Północną

Często w takich lasach nie wolno np. stawiać krzyży, co pewnie dla wielu Polaków byłoby nie do przyjęcia. W Polsce (mało popularnymi na razie) miejscami pochówku bez nagrobków są przycmentarne pola pamięci, które pełnią nieco inną rolę – o złożenie prochów w tym miejscu proszą przede wszystkim osoby samotne albo takie, które chcą zniknąć bez śladu.

Wiele osób jest przywiązanych do tradycji grzebania ciała w trumnie i nie wyobraża sobie innej możliwości. Pewnie dlatego wybór trumien na rynku amerykańskim i europejskim jest tak bogaty, że może oszołomić. Można wybierać spośród tektur, mas papierowych i innych łatwo rozkładających się materiałów, na których oczywiście będzie wybrany przez nas wzór, np. kopia dostarczonego przez nas zdjęcia, a użyte farby będą przyjazne dla środowiska

Istnieje też możliwość wypożyczenia trumny: w ozdobnej trumnie zewnętrznej, łatwo składanej i rozkładanej, umieszcza się tekturową trumnę właściwą, która będzie zakopana w ziemi, a tę zewnętrzną wykorzystuje się ponownie.

Można też zadbać, by zmarły pochowany był w ubraniu, które stosunkowo łatwo ulega degradacji, czyli wykonane jest z tkanin bawełnianych lub wełnianych, a nie syntetycznych.

Bez względu na to, jak zostali pochowani nasi bliscy, zawsze możemy starać się działać w zgodzie z naturą, kiedy odwiedzamy groby. Możemy oczywiście zacząć od tego, że pojedziemy na cmentarz autobusem zamiast samochodem – przynajmniej nie trzeba będzie martwić się o miejsce na parkingu. Kupując znicze warto zwrócić uwagę, czy można ich użyć ponownie – czy są zalewane woskiem, tak jak większość zniczy ceramicznych starego typu, czy na wkład, który można dokupić osobno i wymienić. Jeśli zaś chodzi o kwiaty, to najlepiej wybrać takie, które są wieloletnie, kwitną przez długi czas, a w dodatku (co ważne jeśli wybieramy się na groby w ten weekend) mogą być zasadzone jesienią – świetnie się nadają popularne chryzantemy. Można też pokusić się o coś bardziej nietypowego, a równie trwałego, np. wrzosy albo ozdobne krzewy wieloletnie.

Źródło: Marta Żylicz, supermozg.gazeta.pl, fot. sxc.hu


Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce tworzą na dzień 18 kwietnia 2011 roku uczestnicy akcji nadawania imion drzewom i obchodów Święta Boru 1 maja oraz Święta Drzew – 2 maja:

1. WWW.Najstarszedrzewa.blogspot.com

2. Starosłowiańska Świątynia Światła Świata

3. Związek Wyznaniowy Słowiańska Wiara

4. PanJan Banacki – leśnik