białczyński

Świątynie Światła Świata – Grzybnica, Góra Polanowska, Borków

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 24 Lipiec 2014

Grzybnica_07Grzybnica

Kręgi kamienne Wiary Przyrodzoney Słowian w Grzybnicy – stanowisko archeologiczne położone  3 km na północ od wsi Grzybnica, pod Koszalinem (starożytny Gród Kosza – Bogowie Kosza to: Makosze – Panowie Przeznaczenia, Plątowie-Kosze – Panowie Splotu oraz Dziewowie-Kosze-Krasze – Panowie Koszania-Miłości i Żądzy). Kręgi pochodzą z I-IV wieku n.e.. Na porośniętym lasem terenie widoczne są kręgi kamienne i kurhany. Odkryte przez archeologów przedmioty należą w większości do archeologicznej kultury wielbarskiej. Nie świadczy to jednak wcale o tym iż nastąpiła tutaj jakaś inwazja obcych, a tylko o przejęciu na pewnym etapie rozwoju przez ludność miejscową techniki tzw. „wielbarskiej”. Podobnie jak dzisiejsza Polska nie została najechana przez Niemców, lecz przejęła technikę zachodnioniemiecką np. w Gliwicach gdzie polscy robotnicy wytwarzają niemieckie „technologicznie” samochody.

 

Identyczne kręgi znane są także z terenów północnej Europy, z Norwegii (z prowincji: Hordaland, Rogaland, Vest-Agder, Aust-Agder, Vestfold i Ostfold), z terenów słowiańskich Połabian i Łużyków (Lugiów) znajdujących się na terenie dzisiejszych Niemiec (z północno-zachodniej i zachodniej Meklemburgii) i z terenu dzisiejszej wschodniej Polski (z Pomorza Wschodniego oraz Mazur). W powiązaniu z naszą obecną wiedzą z dziedziny genetyki poświadcza to dodatkowo znany fakt że Słowianie zasiedlili około roku 2500 pn.e. także Skonię (Skandynawię) gdzie do dzisiaj występuje duży procent w Norwegii i Szwecji ludności o halogrupie Y-DNA R1a. 

Grzybnica_12

Badania archeologiczne cmentarzyska rozpoczęto w roku 1974. Odkryto 5 kręgów kamiennych o różnej wielkości. Dwa kręgi o średnicy 36 m są największymi spotykanymi w Europie.

 

[powiększ]

Na cmentarzysku znajdują się następujące formy archeologiczne:

  • 5 kręgów kamiennych, w tym jeden krąg podwójny, tzn. krąg mniejszy wstawiony w większy, obydwa połączone są ze sobą czterema „szprychami” – takiego układu brak w innych kręgach kamiennych na terenie obecnej Polski,
  • 2 kurhany kamienno-ziemne,
  • 35 płaskich kamiennych budowli nagrobkowych,
  • 6 stosów ciałopalnych, rytualnie zarzuconych kamieniami,
  • 2 trójkątne obiekty kamienne o charakterze kultowym.

Kręgi kamienne połączone czterema szprychami świadczą o kalendarzowym charakterze tej budowli, która jako uroczysko mogła być poświęcona Bogom Kiru -Godom. Koncentrycznie położone i połączone czterema szprychami (pory roku) dwa kręgi główne oznaczają odwzorowanie Kręgu na Wierchu Weli – Krąg Śata-Śwta, Światła – Bogas Najwyższego Świętowita oraz Kręg Bodów Działu – Białoboga i Czarbn0b0ga – poświadczony tutaj dodatkowo dwoma budowlami trzylicowymi – trójkątnymi, symbolizującymi bogó trzuygłowych lub stanowiących ekwiwalenty geometryczne bóstw trzygłowych , czyli bogów Działu. Pozostałe trzy kręgi poświęcone są odpowiednio Żywiołom, Mocom – Mogtom oraz Duchom Pomocniczym – Boginkom i Bogunom. Jednocześnie znajduje się tutaj miejsce wiecowe, a także żalnik z ogniskami do ciałopalenia oraz smętarz, który zawiera trzy rodzaje pochówków:

  • groby szkieletowe,
  • groby ciałopalne popielnicowe,
  • groby ciałopalne jamowe.

Ponieważ smętarz i żalnik były używane w czasie od I do IV wieku n.e. świadczy to że miejsce to jako Święte służyło plemionom i grupom wyznającym różne zasady grzebania zmarłych oraz że ludność kultury łużyckiej żyła nadal na tym terenie po pojawieniu się pobratymców ze Skonii. Smętarz był używany przez ludność kultury łużyckiej, pomorskiej, które to kultury były spokrewnione. Ludność tych kultur archeologicznych zamieszkiwała Pomorze od czasu gdy tylko ustąpiło tutaj zlodowacenie. Otoczenie grodu Kosza i okolicznych cmentarzysk na Górze Chełm czy w Grzybnicy wskazuje na przynależność tej ziemi do Prasłowian i Staroeuropejczyków, ludności o haplogrupie R1a oraz I1. Jak wiadomo Koszalin na także inne święte wzgórze, które opisaliśmy tutaj na Czarnym Pasie, Chełm Koszaliński,  w dziale Świątynie Światła Świata. Kult Koszaliński opisuje też Księga Ruty (Taja 20). 

Grzybnica_01

cytuję:

„…

Spałkalisz – gród wymieniany w dawnych kronikach rzymskich jako Askaukalisa. Jest to jeden z głównych
grodów plemiennych Koszebów. Stare grodzisko z okresu kultury łużyckiej i jego następne wcielenia z okresu
kultury przeworskiej i jeszcze późniejsze, umiejscowione były w okolicach dzisiejszej Bydgoszczy.
Koszebowie należą do plemion z grupy Koszan, zrodzonych z krwi Koszerysa. Pochodzą bezpośrednio od
Skołotów Koszanów, oddających cześć Przeplątowi-Koszowi oraz Stolemów-Stołpów, narodzonych z wędyjskich
Spalów (prawnuków Stwolinowych) i istyjskich Osiłków (potomków Asiłków) z Osilii. Oddają oni cześć bogini
Kalii – Obwile (Czarnej Bogini), Gogoładzie Wielkiej – Golemie oraz Plątwie Ukaranej – Przepigole (Przegołej,
Przegolonej, Gołej, Pokalanej albo inaczej – Skalanej).
Dzieje Spalów biegną od najdawniejszej starożytności i splatają się z dziejami najważniejszych ludów tej ziemi.
Spalowie to bitne wędyjskie plemię, wywodzące się od bohatera spod Widłuży (Troi-Ilionu) – Pałomęża-
Pylajmena. Tenże Pałomąż przewodził Wędom i Istom-Osiłkom, których przyprowadził do wrót grodu Priama
(Radopryma) w Widłużę, z Północy. Pałomąż miał nadzieję obronić przed Romajami, będące w dzierżawie
lennika Królestwa Sis, Radopryma (Priama), pradawne wiano Zerywanów Troję-Widłużę i Troję-Trójorzę na
Złotym Rogu. Jednakże Troja-Widłuża została zniszczona.
Po tej wojnie osiadł więc Pałomąż wśród Hytrusków, tworząc królestwo Wenedów i Istów nad Morzem Bodów,
zwane Wenec, co znaczy ni mniej ni więcej tylko Wieniec – zwycięskie zwieńczenie. Bo chociaż Pałomąż w Troi-
Widłuży nie pozostał, a królestwo Radopryma (Priama, Pryma Radu) było zrujnowane, to Wędowie i Istowie
odnieśli w bitwach same zwycięstwa i wzięli bogate łupy.
Romajowie zwali to królestwo, rozłożone nad brzegiem Morza Bodów, Wenetą, a syn Pałomęża miał zostać
następcą tronu Hytrusków. Pałomąż-Pylajmen założył tam grody Pątwa, Isto i Wenecb. Jednak Romaje-
Hytruskowie i ich sojusznicy nie trzymali się umowy i odmówili synom i wnukom Pałomęża-Pylajmena rządów
w Ziemicy Romajskiej. Zaczęli też uciskać Wenec.
Choć Wenedowie dzielnie stawali Hytruskom i Wolcom, dochodząc swoich praw, przegrali ważne bitwy i utracili
wiele bogactw. Zatem, prawnuki Pałomęża I znużone romajskimi rządami i znękane ich jarzmem, wróciły nad
Bołotyk. Stamtąd się niegdyś ich plemię wywiodło, nim ruszyło, wpierw na Bołotonie w Uhorzu, w Ziemicę
Polęgockąc, a potem z Polęgii prosto pod Troję-Widłużę.
Do domu poprowadził ich długą, morską wyprawą prawnuk Płomęża-Pylajmena, kniagin Pałomąż II – Palemon.
Po drodze zatrzymywali się w kilku miejscach. Najpierw osiedli na południowym wybrzeżu Zatoki Czarneckiej
w obwarze Bastad. Nazwanie Basta z tego się wzięło, iż wycieńczeni musieli już przerwać morską drogę i przez
dłuższy czas wypocząć. Kiedy wyruszyli z Basty, nie upłynęli daleko, jako że przyszło do buntu. Zatrzymali się
w Czerńcu i Wędzie, gdzie część Wędów opuściła pokład, nie mając już sił na dalszą drogę. Ci, którzy popłynęli
dalej z Palemonem, zatrzymali się kolejny raz na dłużej już w Wędonii, na brzegu rzeki Morzącej (Morzy)e, jako
że ich łódź się rozpadała. Posadowili tutaj dwa nowe obwary i pobudowali nową łódź.
Potem wyruszyli na Morze Wądów, kierując się ku wschodowi. Gnani burzą, zepchnięci na północny-zachód
wichrami, o mało nie zamarzli. Uratowała ich gościnna wyspa o płaskim brzegu, daleko za Wielką Wyspą.
Tę nazwali wyspą Istląf, jako że zostawili tutaj część wojów istyjskich i osadników, a też na cześć bogów wody
i ognia, którym poświęcone jest otaczające wyspę morze. Zatrzymali się także na północy, po drugiej stronie
wąskiej cieśniny, naprzeciw obwaru Węzeł Wida, w ziemi wtedy pustej, a potem zwanej Skanią-Skonią albo
Skonem Świata, i tam zostawili osadników.
Wylądowali wreszcie na ziemi ojczystej w Walinie, a potem poszli na wschód budując gród w Szczecidawie nad
Odrą. Część z nich tu osiadła. Część poszła dalej na wschód – to późniejsi Wędywarowie i Osiłkowie. Z tych
część jeszcze później poszła na południe – to Pałukowie i Pałkini Łyskowiccy. Od nich też pochodzili Pałcyni
Naddunajscyg, którzy na koniec osiedli w tym samym dokładnie miejscu, z którego Pałomąż-Pylajmen wyszedł
pod Troję, w Polęgocji.
Tak to podróże Wędów, zgodnie z rzucona klątwą, zataczają raz za razem pełne koła i nigdy nie ma końca
tułaczki, a lud ten, niegdyś krzepki i wielki, roztapia się w innych i ślad po nim niknieh.
Spalska dziewica-kapłanka, a zarazem królowa, Odrzycha, z wodzem Osiłków z Ludu Istów dała początek
Stolemom, którzy zamieszkali w Godunie. Owi Stolemowie i Spalowie zwani są Słowienami i jako Słowieni
wrócili później na południe, nad Morze Bodów, do koliby, gdzie dotarli w Nowych Czasach Nowej Koliby, w kilku
falach ciągnąc: a to z Gątami-Gotami, albo potem z Guniami, a to wreszcie z Chorwatami i Chawarami-Obrami.
Taja dwudziesta – Przypisy – Pr zedtajowojnie 195
Odepchnięci na koniec od morza, utrzymali się w górach. Żyją obecnie w kraju zwanym Słoweniąi, a okolice
Weneca dzisiaj znowu przynależą do nich i do innego plemienia słowiańskiego – Harusów-Chorwatów.
Tak to Królestwo Sis nikomu i nigdy niczego nie daruje, zawsze wraca tam, gdzie kiedyś coś objęło w posiadanie,
i nigdy po wsze czasy wybaczać nie będzie swych krzywd ani darować swych Ziem.
Ziemię Pomorską (Połukomorską), oprócz Słowienów, objęli w gospodarzenie Koszebowie i Koczewianie,
stanowiący północny odłam wielkiego plemienia Koszanów. Oba małe plemiona łącznie nazywane są dziś
Kaszubami. W ich bliskim sąsiedztwie na Pomorzu Bołotyku zamieszkali też północni Jątowie – Jakoszowie
(Jaksowie) – część z nich znana jest kronikom jako Jadźwingowie. Zamieszkali tu także Porusowie-Borusowie
(Brusowie znani jako Prusowie).
Tym sposobem nad Morzem Bołotyckim odtworzony został ten sam układ sąsiedzki, jaki ustanowił w Windii
Koszerys, gdzie Koszanie-Koszanowie (Kuszanowie) sąsiadowali z Koszetyrsami, Jakoszanami i Poruszami.
Także tu i tam jest Morze Wądów, poświęcone Wądom i Tłom-Żgwiom, tyle że jedno – to pierwsze północne
– graniczy z welańską Nawią Ciszy – Otchłanią, a to drugie, południowe, zwane Windzkim lub Indyjskim,
graniczy z welańską Nawią Piekło.
Te są krańce Ziemi dla Zerywanów.

Grzybnica_08

….Jedno z najważniejszych miejsc świętych Kaszubów nosi miano Koszalin. To w Koszalinie posadowiona jest
Góra Chełm, na której czczono, nieprzerwanie od starożytności do późnego średniowiecza, bogów Wiary
Przyrodzonej. Tutaj oddawano hołd bogom, także na Trunikuj, gdzie siedział potężny książę i żerca.
Górę wieńczył kiedyś chram, a miejsce to poświęcono i oddano w opiekę Tynom Plątów i Makoszów. Cała góra
to świątynia, którą traktowano jako Świętą Ziemię Kosza, czyli Lenno Kosza, inaczej Kosza Leń lub Kosza Lico
– Obraz Kosza. Możliwe, że świątynia z gajem i chramem ulokowanym na Górze Chełm, będącej jedną z pasma
dawnej Gołogóry, poświęcona była wszystkim boskim rodom związanym z ceremoniałem Przejścia do Wiecznej
Krainy, czyli bogom Śmierci (Tyn Welesów), Koszu – Przeznaczenia (Tyn Makoszów), Koszu – Przypadku (Tyn
Plątów) oraz Zapomnienia (Tyn Morów). Przez tysiąclecia chowano na zboczach góry zmarłych z wszystkich
okolicznych plemion i kultur.
a Wymieniany przez Ptolemeusza w II wieku n. e., na tej samej mapie, gdzie pokazany jest Kalisz. W świecie
nauki od 100 lat trwają spory co do jego identyfikacji i w różnych opracowaniach wymienia się różne
lokalizacje tego grodu, począwszy od okolicy Koszalina, poprzez Biskupin, Płock, Osiek pod Bydgoszczą,
Otłoczyn, Osielsko, do Inowrocławia. W zasadzie niezależnie od ostatecznej lokalizacji, która kiedyś zapewne
nastąpi, zawsze gród ten pozostanie w ziemi i rękach Koszebów i Koczewian, czyli dzisiejszych Kaszubów
i Kociewian.
b Pątwa – później Padwa, Isto – później Astate, Wenec – dzisiaj Wenecja.
c Ziemia Polęgocka – Ziemia, gdzie umiejscowiona była Nowa Koliba – Jaskinia Lęgu – Lęgia Właściwa lub
inaczej Pierwotna – czyli ziemia pomiędzy Uhorzem, Jeziorem Bołotoń, rzeką Wag i wzdłuż Środkowego
Dunaju. Od tej nazwy i od imienia jednego z Kruków wziął imię jeden z największych Ludów Nowej Koliby
– Lęgowie. Od nich pochodzą zarówno Ślęgowie – Ślązacy, jak i Polęgowie-Polęchowie – Polacy i ŁugowieŁużyczanie
oraz reszta plemion lechickich.
d Zatoka Czarnecka – dzisiaj Zatoka Carnacu (Biskajska), Basta – zwana po odejściu Wenedów Baską
i następnie Ziemią Basków.
e Czerniec – Carnec w Mormoryce to dzisiejszy Carnac w Bretanii, Węda – dzisiejsze Vannes w Bretanii, Rzeka
Morząca – później Moza.
f Istla – Isep Tlący, Wyspa Tłów-Żgwiów, czyli Ątlów – później zwana Islandią.
g Pałcyni Naddunajscy – zanotowani przez kronikarzy rzymskich jako Peucyni, razem z Biesotarnami, znanymi
kronikom jako Bastarnowie.
h O Klątwie Wędów opowiada Taja 27 w Księdze Tanów.
i Te skomplikowane dzieje Spalów i Słoweńców przechowały podania Istyjczyków-Litwinów (Let-Winilów),
którzy wędrowali razem z nimi do ojczyzny, wiedzieni przez Palemona. Podanie o Palemonie wracającym
z Rzymu wywodzi od niego królewskie dynastie nadbałtyckich Let-Winów. Najdziwniejsze, że potwierdzają
to wszystko najnowsze wyniki badań genetycznych, opublikowane w roku 2007. Poza tym, że dowodzą
one genetycznej identyczności Węgrów i Polaków, to lokują ich położenie początkowe na około 10 000
lat wstecz, czyli około roku 8000 p.n.e., w południowej Europie. Badania te dowodzą także znacznych
domieszek słowiańskich genów na drodze morskiej wyprawy Palemona – na Islandii i w Skandynawii,
a także wśród Bałtów i Ugrofinów. Okazuje się także na ich podstawie, że Łużyczanie, Białorusini, Bałtowie,
Ukraińcy, Słowacy, Słoweńcy i Chorwaci są bardzo blisko spokrewnieni z Polakami. Spokrewnienie to
dotyczy również Węgrów oraz Finów, którzy mówią zupełnie niesłowiańskim i nawet nieindoeuropejskim
językiem – ugrofińskim. Równie mocno spokrewnieni są z Polakami Rosjanie, Rumuni i Czesi. Mniej Bułgarzy,
196 Taja dwudziesta – Przypisy – Przedtajowojnie
Macedończycy i Serbowie. Badania genetyczne stale wnoszą nową wiedzę na temat pokrewieństwa
poszczególnych ludów. Blisko ze Słowianami są spokrewnieni w dużej części Afgańczycy, Irańczycy, Hindusi
z Kaszmiru i północnych Indii, Kirgizowie, Kazachowie czy Turkmeni.
Dzisiaj niektórzy naukowcy – zapewne pod wpływem wiedzy genetycznej – uznają języki ałtajsko-ugrofińskie
również za odłam języków indoeuropejskich.” 

Grzybnica_23

 Ciekawa strona o Grzybnicy Marzanny i Czarka (http://www.astra28.eu/grzybnica.html) – wiedzę tam opisaną prosze jednak traktować w kontekście nowych odkryć genetyki – Genetyka wskazuje niezbicie że Goci byli Słowianami zmieszanymi ze Staroeuropoejczykami i ich przybycie ze  Skonii – Skandynawii było jedynie „powrotem do domu” w związku z trudnymi warunkami przetrwania i nieurodzajem w Skonii (Skandynawii). 

Góra Polanowska

 

078.Góra.PolanowskaDziwny to zwyczaj przywracania na Pomorzu różnym miejscom niemieckich nazw obowiązujących tutaj tylko przez 200 lat podczas gdy słowiańskie były obecne przez 8000 lat. Nie zauważyłem żeby w Niemczech przywracano nazwy słowiańskie takim miastom jak Berlin, Hamburg, Drezno czy Lipsk, albo Zgorzelec?

Czy to nie ta sama misja Rzymskiego Kościoła, która jest prostą kontynuacją krucjat rycerstwa krzyżackiego z Niemiec?! Czy to nie ten sam sposób myślenia z okresu wczesnego średniowiecza kiedy krzewiono wiarę niemieckimi mieczami i papieskimi klątwami?! Czy to nie ten sam duch późniejszego Drang nach Osten przeciw Słowianom, wraz z „prusackim drylem” i chrześcijańską pieśnią na ustach!? Czy ci Franciszkanie to Polacy, czy jakiś kosmopolityczny zakon niemiecko-kreolski?!

Blisko miejscowości Polanów, w lasach na wzgórzu, znajduje się drewniany klasztor – pustelnia. Otaczająca przyroda, proste i surowe warunki życia, wszechogarniająca cisza. Jest to prastare, starożytne miejsce poświęcone spotkaniu z Bogami. Początek franciszkańskiej obecności na świętej Górze Polanowskiej datuje się na rok 2002, kiedy to wmurowany został kamień węgielny pod budowę przyszłego kościoła i klasztoru. Inicjatorem franciszkańskiej obecności w tym miejscu był ojciec Janusz Jędryszek, który ponownie jest przełożonym.

Święta Góra Polanowska-miejsce pielgrzymkowe i pustelnia franciszkańska.Święta Góra Polanowska-wzniesienie 156metrów,znajdujące się dwa kilometry od Polanowa w województwie zachodniopomorskim.Nagrania video i zdjęcia własne.Muzyka Creative Commons Free PD.com Public Domain Music http://www.freepd.com .Utwór Ambient B-Kevin MacLeod.

  • Standardowa licencja YouTube

    Jak zwykle mamy tutaj święte źródło z woda leczniczą (mineralną), święte rozdwojone drzewa – romboty i święty kamień – czyli typowo pogańskie atrybuty boskie Świętego Gaju. Kamienny krąg zastąpiono kręgiem z drewnianych krzyży.

    polanowska

    Wędrówka na górę rozpoczyna się z parkingu znajdującego się przy wylocie z Polanowa na Cetuń. Dawniej było to miejsce pogańskiego kultu, gdzie ludność oddawała cześć słowiańskim bogom. Do czasów reformacji Św. Góra w Polanowie, obok Góry Chełmskiej w Koszalinie i wzniesienia Rowokół koło Smołdzina, była jednym z ważniejszych ośrodków kultu religijnego na Pomorzu Zachodnim.

    krysia2_1b94b2e0d2b8b642c533d41a0a8e3d71Święte Źródło

    Kiedy chrystianizowano Pomorze, była ostoją pogaństwa, kiedy do kościołów wkraczała reformacja – trwała w kulcie maryjnym. Rozkwit Polanowa przypadł na X-XII w., kiedy to dokonywało się na Pomorzu „zbożne dzieło” chrystianizacji. W 1124 r. przybył na te ziemie z misją Otton, biskup Bambergu. W owym czasie góra była ważnym miejscem kultu pogańskiego. Szczyt jej był mocno obwarowany, a fosy i wały chroniły przed obcymi. Jednak nowa religia stopniowo wyparła pogańskie bożki. Pierwsza wzmianka o kaplicy pw. NMP na Świętej Górze pochodzi z 1385 r.

    Swieta_Gora_Polanowska_(church)Pustelnia Franciszkanów

Z powyższego opisu wynika jasno że góra była objęta kultem pogańskim do roku 1385, czyli czasów Królowej Jadwigi i Jagiełły (też, jak wiadomo, aż do śmierci był poganinem). Jak więc sami widzicie jest to miejsce świeżo zawłaszczone przez kościół watykański, odebrane kultowi Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej już w czasach III RP. Będziemy zabiegać o jego bezwzględny zwrot prawowitym użytkownikom – Polskim Poganom, Rodzimowiercom Słowiańskim.

Borków

Informacje ze strony poświęconej fotografii alternatywnej Pinholeandphotodocument: http://pinholeandphotodocument.blogspot.com/2011/06/megality-dokumentacja-dolmen-z-borkowa.html

P6059049

Najstarsza budowla w Polsce to liczący 5000 lat, potężny, megalityczny grobowiec w Borkowie (gmina Malechowo), chyba jedyny dolmen w Polsce. Obok niego znajduje się, obłożona kamieniami polnymi, kilkudziesięciometrowa zbiorowa mogiła. Jest to wyjątkowy przykład grobowca komorowego.

P6059028

Jak podaje pan Adam Bryl  z Borkowa, do 1896 r. stał tutaj jeszcze jeden grobowiec podobnego typu ale rozebrali go poszukiwacze skarbów, „które – jak głosiły stare legendy – miały się znajdować wewnątrz. Po wydobyciu prehistorycznych kamiennych i krzemiennych narzędzi oraz kruchej ozdoby bursztynowej rozczarowani poszukiwacze skarbów zaniechali swojej działalności. Badania archeologiczne prowadzone w latach 30. XX w. potwierdziły, że dolmen w Borkowie musiał powstać około 3 tys. lat p.n.e. Komora grobowa składa się z 12 olbrzymich głazów narzutowych, przykrytych 4 głazami stanowiącymi strop. Do dziś nie wyjaśniono tajemnicy transportowania potężnych głazów i konstruowania z nich komór grobowych. Niewykluczone, że grobowiec zbudowano dla wyjątkowego zmarłego – wodza, dostojnika czy kapłana. Mogło to być także miejsce kultowe. Prochy zmarłych składano w dolmenie wielokrotnie, uprzątając poprzednie pochówki pod ściany komory.” 
P6059033Dolmeny są nie tyle grobowcami co miejscami „przejścia w inny wymiar” (Zaświaty), stąd właśnie bierze się zwyczaj wielokrotnego ich wykorzystywania  i uprzątania kości poprzednich zmarłych pod ściany.

Borkowo (cmentarzysko) – cmentarzysko megalityczne. Na Niżu Środkowo- i Zachodnioeuropejskim oraz w Skandynawii. Budowniczych megalitów zalicza się do kręgu kulturowego, nazywanego w archeologii kulturą pucharów lejkowatych. Na Pomorzu grupy tej ludności widoczne są poprzez artefakty archeologiczne mniej więcej od  3500 lat p.n.e. Podobne budowle występują też w obecnych północnych Nimczech (Słowianie Połabscy) oraz w Jutlandii – również zasiedlanej przez Słowian i Staroeuropejczyków już od roku około 3000 p.n.e..


W wyniku rozpoznanego archeologicznie terenu, w obrębie wsi Borkowo zlokalizowano 32 stanowiska, z czego połowa przypada na znaleziska z neolitu i tyleż samo na osadnictwo wczesnośredniowieczne (X – XI wiek) i średniowieczne (XIV – XV wiek), to ostatnie zarejestrowano zwłaszcza w obrębie starej zabudowy wsi. W kilku miejscach rozpoznano ludność łużycko-pomorską. Zarówno ludność kultury pucharów lejkowatych, kultury łużyckiej jak i kultury pomorskiej to ludność Słowiańska i Staroeuropejska haplogrup Y-DNA R1a oraz I1 i I2.

Nazwa wsi Borkowo, lasku sosnowego Borek, wzgórza Pottack, strumienia Bigalla, to nazwy w oczywisty sposób słowiańskie.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAGrobowiec bezkomorowy w Borkowie

Na miejscu cmentarzyska rozpoznać można nieregularny prostokąt z rzędami kamieni, na których stropie znajdują się 4 potężne głazy, każdy z nich o długości 2 m i szerokości 1 m. Głazy, są świadkiem epoki kamienia. Jest to wielki »grób olbrzymów«, grób megalityczny. Cmentarzysko znajduje się w lesie mieszanym położonym około 0,5 km na wschód od wsi Borkowo. Jest to cmentarzysko megalityczne z całą pewnością z młodszej epoki kamienia. Rozciąga się ono wzdłuż wysokiej, stromej krawędzi wysoczyzny, pomiędzy drogą leśną a podmokłą doliną bezimiennej rzeczki.

Wielkie kamienie w budownictwie sepulkralnym występowały i występują w różnych kulturach świata- nie wszędzie chodzi o megalityzm. Archeolog, Ignacy Skrzypek mówi, że: „Przez megalityzm należy rozumieć międzyplemienny i międzykulturowy styl architektoniczny, będący wyrazem kultu przodków, przejawiający się w określonych monumentalnych, prostych i surowych budowlach, głównie grobowych, ale także świątynnych i ceremonialnych, na które składają się charakterystyczne struktury kamienne i kamienno – ziemne, najczęściej kurhany z grobami komorowymi różnych typów. Te formy to groby korytarzowe i tolosy, grobowce galeriowe, menhiry, dolmeny (Borkowo) i formy doń zbliżone. Ich zasięg na świecie jest olbrzymi. W Europie rozpowszechniły się w okresie neolitu (V – III tysiąclecie p.n.e.), natomiast na Niż Polski idee megalityczne dotarły w III tysiącleciu p.n.e., manifestując się głównie w postaci potężnych, najczęściej trapezowatych, kurhanów kamienno- ziemnych z obstawami z wielkich głazów narzutowych. Są to tzw. grobowce bezkomorowe. Długość ich na Pomorzu waha się od 15 do 70 m, na Kujawach do przeszło 100 m, szerokość u podstawy wynosi 8 – 10 m. w części zaś „ogona” 1 m, a wysokość pierwotna wynosiła od 1 do 4 m. Otaczająca je obstawa zbudowana była z głazów, których ciężar w partii szczytowej sięgał 7-10 ton, zmniejszały się one w miarę zwężania grobowca. Szpary w ścianach obstawy szczelnie wypełniano mniejszymi kamieniami (metodą tzw. suchego muru). Tylko w ścianie szczytowej pozostawiano przerwę -jedyne symboliczne wejście do wnętrza. Wewnątrz obstawy budowano liczne konstrukcje kamienne, m.in. poprzeczne ścianki dzielące obiekt na kilka części. Dno tworzyła warstwa drobnych otoczaków.”

W Muzeum w Koszalinie z badań w Borkowie znajdują się 4 siekiery, grot oszczepu i gładzik z grobowca nr 4 oraz tylko jedna siekiera krzemienna z grobowca nr 3. Jest jeszcze kilka innych narzędzi krzemiennych i kamiennych z Borkowa, ale pochodzących prawdopodobnie z innych luźnych znalezisk.

Ogólnie grobowce bezkomorowe są typologicznie starszą formą grobów megalitycznych niż grobowce komorowe. Ich początki sięgają schyłku V tysiąclecia p.n.e., budowane były jednak również przez całe IV i III tysiąclecie, a na Pomorzu głównie w III tysiącleciu p.n.e.

 Przebudzenie Pani Przeznaczenia, Mokoszy – Bogini Grzybnickiej

http://www.mistycznabrama.net/channeling/290-czas-przebudzenia-picej-pani-sowian-.html

taja 5 lęda olszanskij boris slav011

Bo w Grzybnicy Pani śpi dusza jej czekała,
A właściwy czas przychodzi budzi ją jak z rana.
Wiele wieków przepłynęło, długo, długo spała,
Czas jej wstać więc teraz już z ogromną miłością.
I zaczyna marzyć już o tym, że jak wstanie obdaruje mocą swą tych co tam zastanie.
A przyniesie wielkie dary językiem miłości, byśmy dalej mogli iść drogą szczęśliwości.
A więc przybądź jeśli czujesz wewnętrzne przesłanie, by się włączyć w czas przemiany.
Tworzyć Ziemi nowy plan i dla Ciebie i dla  dzieci, którym życie już inaczej wzleci.

olszanskij wiosna 154871-Sepik

Żyjemy w niezwykłych czasach. W ważnych miejscach mocy w Polsce i na świecie budzą się Istoty Opiekuńcze – pradawne Bóstwa Ziemi. Na Malcie budzi się jedna z głównych, Pierwotnych Pramatek. Wstaje Rycerz z Giewontu Istoty Opiekuńcze ze Ślęży i kamiennych kręgów, powstają pradawni władcy i władczynie grodu Kraka. Ten przekazowy wiersz informuje o czasie odrodzenia Pani Śpiącej w Grzybnicy. Bóstwa związane z rdzennymi kulturami mają pomoc nam płynniej przechodzić w Nowy Wymiar.  Pani z Grzybnicy- związana jest z naszymi Słowiańskimi Mocami. Nosi Ona w sobie aspekty: Bogini Mokosz/Makosz (rodzimej Pani płodności, obfitości, miłości, dobrych związków),  oraz Perunicy ( Bogini ognia i piorunów). Dlatego na miejsce swego snu wybrała Grzybnicę. Kolejne migracje ludności na tych terenach uczciły to miejsce budując w nich kamienne kręgi i kurhany. A że świadome były tego, aby jej nie przeszkadzać nie oznaczyły dokładnie miejsca jej odpoczynku.

Przebudzenie Śpiącej Pani przyniesie inne spojrzenie na energetykę kobiety i jej uświęcenie. Pani będzie pomagać rozwijać relację między ciałem i duszą, ale też zdejmować obręcze karmiczne. Mężczyznom niesie Ona inne spojrzenie na swą żeńską część i możliwość jej uczczenia a także podniesienia rangi własnej i kobiet wokół nich. To czas wejścia w strukturę Nowego Wymiaru. Bóstwa mogą wstać i wprowadzić nas w lepszy czas. Warto dokonać tego w odpowiedniej grupie, ponieważ energia jednej osoby jest niewystarczająca. A wejście w kontakt ze Śpiącą Panią wymaga inicjacji. Niektóre z osób, jakie przyjadą na wakacyjne warsztaty: Siedem Sekretów Szczęścia w dn.2607- 01.08.2014, będą proszone o to, aby zostać Strażnikami i Strażniczkami Świętej Tradycji Słowian w swoich miejscach zamieszkania, lub zostaną włączone w krąg Straży Świętego Ognia. Inne dzięki praktykom odbytym na Świętej Górze Polanowskiej w Kamiennych Kręgach w Grzybnicy będą mogły stopić obręcze karmiczne, oraz  zharmonizować się  i doświadczyć przebudzenia świetlistych ciał duszy. Wchodzimy w czas przejrzystości, to ważny czas – dzięki któremu chronieni będziemy przed destrukcyjnymi kodami, tak powszechnie jeszcze stosowanymi w celu stopowania rozwoju ludzkości.

Boris olszanskij rusalia 21

Oto wstępny plan naszych działań

- Św. Góra Polanowska ( rozpuszczanie obręczy i kodów karmicznych, rozwibrowywanie kryształów duszy, praktyka z rodem ) – przygotowanie do procesu wtajemniczenia.
-  Kamienne Kręgi w Grzybnicy (uzdrawianie i regeneracja, tworzenie świetlistych ciał duszy, specjalne inicjacje na pełniejsze wejście w Nowy Wymiar).
-  Dolmen w Borkowie ( praktyka ze Strażnikami Dolmeny, podróż w czasie i przestrzeni do Serca Galaktyki).

 

Wioletta Ewa Tuchowska 06.06.2014

Świątynie Światła Świata: Łobżenica – Gaj Dębowy na Górce – Krąg Swarożyca oraz o Belbuku z Lubicka

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 22 Listopad 2013

łóbz krągGaj Górecki zwany niegdyś Gajem na Górce Łobżenickiej,to stara nazwa sięgająca czasów pogańskich, Jest to skrawek ongiś potężnej puszczy krajeńskiej, z której do dzisiaj przetrwało około 40 prostych dębów szacowanych na 600 do 900 lat.Zamieszkiwały tu kiedyś plemiona pogańskie, które przed przyjęciem chrześcijaństwa oddawały cześć swoim bogom. To miejsce należało do Swaroga lub Swarożyca. [Tylko co tu robi ten krzyż katolicki? Ma to miejsce odczarować, czy zaczarować? Pasuje? Mnie nie pasuje.]

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!
slowianic nr 2 przod

łobz kropielnica swarożyc

TAJEMNICZY GRANIT w Centrum Maryjnym – pozostałość Swarożyca jako kropielnica

Jego kształt przypomina jakiegoś bożka pogańskiego – mówią konserwatorzy zabytków kamiennych. Starożytna swastyka wyryta z boku może oznaczać znak słońca i światła. Są na nim również wyryte  liczne znaki chrześcijańskie (krzyże jerozolimski, krzyże Bożogrobców, krzyż Lotaryński, siedem wydrążonych wgłębień – 7 sakramentów oraz dziesięć guzów – 10 przykazań.
Najważniejszą jednak rzeczą jest wizerunek Salwatora – Zbawcy, tak dziwnie skonstruowany, że z greckih inicjałów IHS wyrasta postać człowieka.
Granit ten mógł być używany jako chrzcielnica, a wyryte znaki, to „biblia pauperum” (biblia ubogich) dla pierwszych nawróconych Pomorzan.
Granit ten stoi dziś w kruchcie góreckiego kościoła i służy za kropielnicę.

łobz dąb

Z blogu: La vie est belle

Każdy ma takie miejsce, a może kilka miejsc, gdzie nabiera mocy,
 gdzie go ciągnie i pojedzie w to miejsce choć na chwilę, aby spojrzeć, powdychać  zapachy, które są jedyne w swoim rodzaju, bo nigdzie indziej nie spotykane… 
Do jednego z moich magicznych miejsc wiedzie przepiękna kasztanowa aleja… Hm, o tej porze roku kasztany już kwitną, dookoła łaki i pola, które z biegiem letnich dni będą pełne maków i chabrów. Aleja kasztanowa wchodzi jakby od niechcenia do dębowego gaju, który znajduje się na niewielkim wzniesieniu stąd nazwa mojego magicznego miejsca Górka.
 
 P6100006
 
 Nazywano  to miejsce Gajem, Górką pod Łobżenicą lub Górką na Krajnie.
 Górka leżała na prastarym trakcie bursztynowym, który biegł między innymi przez Nakło do Kołobrzegu.
DSC_0046Święty Gaj Swarożyca
Ziemia Krajeńska była niegdyś porośnięta nieprzebytą puszczą. Gaj Górecki to stara nazwa sięgająca czasów pogańskich.
DSC_0042Święty Gaj Swarożyca
Dzisiaj jest to skrawek ongiś potężnej puszczy krajeńskiej, z której do dzisiaj, jako niemi świadkowie, przetrwało około 40 prastarych dębów szacowanych na 600 do 900 lat.
DSC_0041Święty Gaj Swarożyca
DSC_0040Święty Gaj Swarożyca
Podobne im wiekiem i urodą są jedynie znane wszystkim bo utrwalone pędzlem przez Leona Wyczółkowkiego  – dęby rogalińskie.
DSC_0043
Obecnie są to pomniki przyrody, które są pod ochroną.
łobz krąg swarożyca mapka

Relacja z Histmagu:

Czasów głęboko pogańskich sięga swym rodowodem rytualny krąg położony w dębowym gaju, opodal niewielkiej, sennej miejscowości Łobżenica. Ten ważny z pewnością w całej Krajnie ośrodek pogańskiego kultu Swarożyca przyciągał rzesze czcicieli tego boga przez całe zapewne wieki. Gaj ten w czasach przedchrześcijańskich był częścią wielkiej Puszczy Krajeńskiej. Zwany był wówczas „Gajem na górce”, lub prosto: „Górką”. W samym centrum gaju umiejscowiony był ów kamienny krąg, w którego centrum rósł potężny, stary dąb, a opodal płonął święty ogień. To właśnie kilkaset metrów stąd, pewnego słonecznego dnia, stał się cud…

Œwiêty gaj wyznawców szamanizmu, nieopodal drogi Irkuck-ListwiankaTak Słowianie składali tutaj prośby – proszalne bajorki i węsiorki. Węsiorki tylko z barwą boga, bajorki z bajnym zapisem – znakami, runami, z prośbą lub znakiem bóstwa.

Przyznam, że nie jestem zbyt podatny na sugestie. Mimo to, kiedy zupełnie przypadkiem znalazłem się w gaju dębowym „na górce”, kiedy zbliżyłem się do, zrekonstruowanego wprawdzie, ale przecież wyglądającego bardzo prawdopodobnie kręgu kultowego, doznałem przedziwnego uczucia mocy płynącej z tego miejsca, uczucia, że oto znalazłem się w miejscu, w którym czas się zatrzymał. Właściwie nie ma w tym niczego dziwnego, rzeczywiście czas jak gdyby tu stanął.

Chociaż Puszczy Krajeńskiej wokół jak na lekarstwo, to jednak gaj zachował się doskonale. I to nie w postaci nasadzonych wtórnie dębczaków. Wiele z drzew rosnących wzdłuż alei to 800-letnie kolosy. Patrząc na nie można śmiało powiedzieć, że upływ czasu to wierutna bzdura. Tak samo zapewne myśleli kapłani tego świętego miejsca. Jakże musieli być zdziwieni, kiedy nagle, ni z tego, ni z owego, ich świat nawiedziła inna zupełnie rzeczywistość, wróżąc bardzo rychłe i bolesne zmiany.

Czasem zastanawiam się, jak wyglądało to krzewienie chrześcijaństwa, jak przebiegały zmiany, czy były burzliwe i ostre, czy rozchodziły się łagodnie jak kręgi na wodzie, powolutku obejmując wszystkie dziedziny średniowiecznej rzeczywistości. Czasami próbuję sobie wyobrazić, jak odbywała się ta szczególna „zmiana warty” ot, choćby tu, w Górce… Przy kręgu, w świętym gaju…

Czy wyglądało to tak jak na ilustracji Radzikowskiego do tomiku „Wieczory pod lipą, czyli historia narodu polskiego” Lucjana Siemieńskiego, czy zupełnie inaczej? Czy twarze kapłanów pogańskich, których posągi były niszczone, topione i zakopywane, były tak samo przerażone i pełne oburzenia jak twarze tych dwóch Wiszów z ilustracji pana Walerego Eliasza?

łubowo zdjecie rzezby

Zastanawiam się, jak wyglądało topienie kamiennego Belbuka w jeziorze Lubicko na Pomorzu (więc stosunkowo niedaleko od gaju)? Od samego początku, odkąd tylko w latach dwudziestych ubiegłego wieku rybacy wyłowili tego nieforemnego bożka z nieco groteskowo zaznaczonymi szczegółami twarzy, wiadomo było, że jest to posąg miejscowego pradawnego bóstwa. Prowadząc linię prostą od miejsca znalezienia posągu do brzegu wyspy, można łatwo wywnioskować, że w czasach swej największej świetności stał ów Belbuk w gaju na szczycie wyspowego wzniesienia. Tego sympatycznego kolegę stoczono najwyraźniej po pochyłości zbocza do wody. Obalanie bałwanów można więc rozumieć bardzo dosłownie.

lubowo

A jednak… Długi czas wydawało mi się, że sytuacja przedstawiona na sztychu Radzikowskiego jest mocno naciągana i nieprawdziwa, ale z innego (niż smutny los kapłanów) powodu. Mieszko neofita, nakazujący kruszenie starych bóstw, wyrywający „chwasty starej wiary” zdawał mi się tutaj być osobą zupełnie nie na miejscu…

I właśnie wtedy natrafiłem na pewien artykuł zamieszczony w „Gazecie Biskupińskiej”. Artykuł w sposób zwięzły i rzeczowy przedstawiał najnowsze odkrycia profesor Zofii Kurnatowskiej. Spośród informacji zawartych w tekście, mnie szczególnie uderzyła jedna. Otóż pani profesor w konkluzji do swoich badań dowodziła, że w latach czterdziestych X wieku Polanie dokonali swoistego rozbratu z własną historią. W warstwach kulturowych z tego okresu przeważająca większość grodów wielkopolskich posiada spaleniznę świadczącą o masowym ich niszczeniu i zakładaniu na ich zgliszczach zupełnie nowych przestrzeni miejskich. Teza niby trochę rewolucyjna, a jednak… Już bodaj dwa lata temu pani profesor mówiła wprost:

Żeby stworzyć tę domenę państwową, konieczna była likwidacja tego, co było przedtem. I to w Wielkopolsce wyraźnie widzimy, że dużo grodów wcześniejszych, grodów z okresu plemiennego, zostało zniszczonych przez pożar, a w każdym razie żaden z tych, które były wybudowane w IX wieku nie przetrwał okresu budowy państwa, chyba że był w ważnym miejscu strategicznym.

Skała Kmity (Wzgórze Kleszczowskie) – jesień

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 24 Wrzesień 2013

DSC02189 kleszczow kompr

Droga wiedzie wpierw wąwozem, który był dawniej bardziej malowniczy.

DSC02190kleszczow kompr

Zielony, „ciemny”  korytarz do Świątyni Światła

DSC02191kompr

Była „Przygoda na Rodos” i „Anna z Mórz Południowych” w powieściach Stanisława Pagaczewskiego, a tu „Anna na Zakręcie” podczas „Przygody w Kleszczowie”. Bez żartów i ironii, każde spotkanie z bogami/energiami to niesamowite przeżycie, porównywalne a właściwie przewyższające to co niosą sobą wymienione tutaj tytuły książek.  Zawsze jest to rodzaj energetycznego szoku. Przywykliśmy do określenia szok termiczny, szok tlenowy, a to jest szok elektromagnetyczny, nussonowy, Nus-S(u)on-NOVY.

DSC02192kompr

Szybko znajdujemy się w lesie, tym nad Skałą Kmity w Zabierzowie, a właściwie w Kleszczowie – Filary świątyni

DSC02201kompr

W takie słoneczne dni musimy oczywiście ściągnąć chmury, bo istotą obrzędu jest patrzeć prosto w słońce, a całkiem wprost, zwłaszcza w południe to możliwe tylko przez sekundę, najwyżej dwie. Dlatego chmurki są niezbędne żeby chociaż na 1 do 3 minut umożliwić bezpośredni kontakt wzrokowy z lekko przesłoniętym Słońcem-Swarożycem/Oknem/Okiem Świadomości Nieskończonej/Świetlistą Istotą/Bytem Welańskim. Jest to niesłychane doładowanie energetyczne. To tak jakbyś jadł światło. Ważne żeby zdjęć okulary jeśli się ich używa. Szkło jest niepotrzebną przeszkodą. Patrzeć przez szkło to tak jak próbować się opalić przez szybę.

DSC02202kompr

Niesamowita zieleń. Nic nie dorówna Świątyni Światła Świata, żaden ludzki pałac, ani wieżowiec, żadna wieża Babel ani żaden Wawel (niestety musiałem to skompresować).

DSC02204bez kompr

Znajdź pozostałość po triangulu, czyli punkcie wysokościowym na szczycie wzgórza, i poszukaj żelaznego ptaka. Specjalnie bez kompresji.

DSC02205bez kompr

pszczoła

DSC02207kompr

Warstwy – warto powiększyć każde zdjęcie – coś czarnego na niebie – dywan, kobierzec, posadzka świątyni – Nawłocie

DSC02208bez kompr

Trochę większa pszczoła

DSC02209kompr

Zielone ściany Świątyni Światła, posadzka – na końcu zielonego dywanu Wierzeje – czyli drzwi do Boru i Drzwi Wiary, przez nie wychodzi się z lasu na wzgórze – na polanę, na widok, na cała Boską Katedrę, która się ciągnie widokiem aż do Tatr- Tartarów, granicy Kraju Mor-Rusów (Słowaków) i Mor-Rawian (Morawian, Orawian).

DSC02210kompr

powiększ i powąchaj. Całe powietrze pachnie miodem. To jedno z najpiękniejszych kadzideł w tej świątyni.

DSC02211kompr

powiększ

DSC02212kompr

W tle ściana i nad nią sklepienie

DSC02213kompr

Zupełnie inna kaplica, w nawie po prawej stronie polany

DSC02214kompr

polichromia Świątyni

DSC02215kompr

szczegóły – ale niestety ogromu piękna tych kilku, może kilkunastu, tysięcy kwiatów te zdjęcia nie oddają. Tak samo nie zobaczycie tutaj zmienności kolorów zależnej od „gry Chmur-Perperuny  i Słońca-Swarożyca”.

DSC02216kompr

powiększ i zagub się w zapachu rumianku – to coś kompletnie odmiennego niż ciemność betonowych katakumb i ich ponure barwy oraz stęchłe, zmurszałe, zimne wonie

DSC02217kompr

Pozostałość triangula z bliska – dawniej każdy ważny punkt wysokościowy był obudowany drewnianą wieżą geodezyjną widoczną z minimum  trzech kilometrów. To resztka mojej geodezyjnej przeszłości i wiedzy.  Pamiętam te drewniane konstrukcje z krzyżem na wierzchołku, teraz są niepotrzebne.

DSC02218kompr

Kiedy uklękniesz dotrzesz do innej warstwy – do zapachu siana , zasychającej ale wciąż żywej trawy

DSC02219kompr

Miód

DSC02220kompr

DSC02221bez kompr

Tam gdzieś są Tatry

DSC02222bez kompr

Teleobiektyw nam niepotrzebny, wystarczy rozdzielczość wzroku człowieka.

DSC02223bez kompr s pr

Więc zrobiliśmy to, sprowadziliśmy chmury. Rdzawa posadzka, prawie czarna ściana i sinawo-niebieskie sklepienie

DSC02224 bez kompr piekne kleszczow

powiększ koniecznie maksymalnie i smakuj szczegóły. Spróbuj sobie wyobrazić gorący miodny zapach. Specjalnie nie zrobiłem kompresji tego zdjęcia  – można się zanurzyć w kontemplacji świątyni – złączyć się ze światłem Świata, mimo że się tam nie było. Tu fotografia kodystyczna zbliża się do kodystycznego malarstwa. Fotografia kodystyczna to taka, w której nie jest najistotniejsze to co zdaje się zasadniczo pokazywać obrazek, ale to co obraz mówi poza tym.

Świątynie Światła Świata: Licheń bogini Licho, Góra Trygława w Kazimierzu i kompleks Ślęża -Wieżyca -Radunia – Walim


Licheń i Licho

Jako że tekstu i obrazu tutaj niewiele dorzucam modlitewną, sprzyjającą skupieniu muzykę Wiary Przyrodzonej pochodzącą z Tybetu – w sam raz do naszych sanktuariów eklektycznych pogańsko-katolickich pasującą. Niech nas natchnie swoją mocą i wibracją na nowy tydzień.

Tibetan mantra chant – OM

CB

Oto co nam ku czci Bogini Licho zbudowano – a to dosyć ciemna bogini – jedno z trzynastu Ciemnych Bóstw Podziemnych

Sanktuarium w Licheniu to miejsce kultu złego boga.
Legenda głosi, że w czasach rzymskich na wzgórzu nad jeziorem, pośród prastarych drzew znajdowała się pogańska świątynka, w której czczono szatana, zwanego po słowiańsku „Licho”. W wyznaczone miejsce przychodzili ludzie, aby się modlić do wyciosanego w granicie bałwana, składać mu ofiary i odprawić gusła i zabobony. W 1969 r. odkopano na wzgórzu tajemnicze głazy i kamienie, pochodzące prawdopodobnie z rozbitego pogańskiego ołtarza ustawionego przed posągiem, a także kamienie rytualne, które służyły do pogańskich obrzędów kultowych.


W czasach rzymskich wiódł tędy szlak handlowy zwany „szlakiem bursztynowym”, ciągnący się od Morza Bałtyckiego do Morza śródziemnego. Pierwsza historyczna wzmianka o Licheniu pochodzi z 1151 r., kiedy to Piotr Dunin postawił granitowy krzyż w połowie drogi między Grąblinem a Licheniem, znacząc tym samym szlak z Kalisza do Kruszwicy. Historyczny krzyż stoi dzisiaj na licheńskim rynku.

Licheń Stary – wieś położona we wschodniej części województwa wielkopolskiego, w powiecie konińskim, w gminie Ślesin, nad Jeziorem Licheńskim. Miał prawa miejskie w wiekach XV-XVII. Od połowy XIX w. jest ośrodkiem pielgrzymkowym o znaczeniu ogólnopolskim.

W lesie grąblińskim została zbudowana droga krzyżowa oraz dwie kapliczki: duża i mała. W małej jest umieszczony kamień przyniesiony z głębi lasu grąblińskiego, mający wg wierzeń przedstawiać wypalone stopy Matki Bożej. – to właśnie Kamień Bogini Licho, można go tam podziwiać do dzisiaj i pokłonić mu się po pogańsku oraz odbyć przy nim pogańskie modły.

Kazimierz Dolny Góra Trygława, czyli dziś Trzech Krzyży

Zamiast Trygława postawmy trzy krzyże.
Kazimierz Dolny nad Wisłą leży u stóp tzw. Góry Trzech Krzyży. Krzyże postawiono w 1708 roku. A dlaczego akurat trzy?

Kazimierz Dolny z Góry Trygława Czarnogłowa

W czasach pogańskich na górze był posąg Trygława inaczej Trzygłowa, któremu cześć oddawała miejscowa ludność. Posąg został zniszczony ale w tradycji funkcjonowała nazwa Góra Trygława. Aby to zmienić, postawiono trzy krzyże i nazwano miejsce Górą Trzech Krzyży.

O dziwo i tutaj Mamy Będkowice i Sokolec, lecz tu  po przeciwnych stronach inii Arkona – Ślęża – Piramida Cheopsa – dokładnie tak samo jak w wypadku Doliny Ojców i Doliny Źródła Bytów. Jest także Walim i Góra Włodarz i jest Wielka Sowa.

Kompleks Ślęża – Wieżyca – Radunia – Walim

Ten kompleks świątyń Wiary Przyrod(zone)y zajmuje w Systemie Świętych Gór Polskich szczególne miejsce. Można bez przesady powiedzieć, że jes t to jedno z najważniejszych miejsc kultu Lechitów, a więc miejsce Polskie.

Zarówno Święte  Góry Łyskowickie (Łysogóry – nazywane dzisiaj Świętokrzyskimi) ze Świątybnią Dziewięciu Kręgów, jak Wzgórxza Kijowskie i System Wzgórz i Gór Świętych Wawel  – Welski Las Sowiniec – Dolina Ojców to święte miejsca Harii – Harusji czyli Rusi Białochorwackiej – domeny Karopanów, Mogilanów i Wiślan – szczepów Nu-Ruskich i Ha-Ruskich.

Tutaj na rdzennej Ziemi Lęgów – Lęchitów – Lechitów na Śląchsku w starej Lugii należy lokować prastare królestwo lechickie które dało nazwę Po-Lechii, Po-Leszy (rosyjskie: Po-lsza)

Już samo położenie Ślęży na przecięciu Liniii Stonehenge – Jasna Góra – Łysa  – Góra Zamkowa w Kijowie do Cypla Kamczatki z Linią Arkona – Piramida Cheopsa – poprzez Czarnotyn w Bramie Morawskiej czyni z tego kompleksu zjawisko wyjątkowe .

Ślęża – foto Tomek Strzelec

Dziwne jest że Hitlerowcy wybrali ten kompleks na Projekt Riese – Olbrzym i tutaj w licznych świętych słowiańskich górach ryli niezliczone tunele, w kórych ulokować mieli wielki przemysłowy kompleks militarny, który miał być ukryty pod ziemią i niedostępny dla bombardowań, a który dzisiaj pod górami takimi jak Ostra Góra w Rzeczce, Góra Sobań, Gór Chłopska w Jugowicach, Góra Osówka, Góra Gontyna i Sokolec, Góra Włodarz, Walim czy Moszna – jest miejscem licznych wypraw odkrywczych i poszukiwań ukrytych skarbów.

WALIM – Wielki – Welski – Walimowie to Olbrzymowie inaczej Wołoci, a to synonim plemienia Wielotów – Wołotów- Walimów z Łużyc – i projekt Olbrzym Riese – jak najwyższy szczyt Tatr Tartarów – Rysy – także Olbrzym, lecz Olbrzym Tartarski, część Rusi – Tartarii, Harusji Skołockiej.

Łużyce – rdzenna Ziemia Lechicka – Lugijska która dzisiaj już w całości mówi po niemiecku i z Niemcami się identyfikuje – trochę szkoda, ale takie są dzieje. To znaczna część utraconej Lechii – tej Lechii dla której rzeka Łaba-Łabęda – Święta Rzeka Lędy (wcielenia człowieczego Bogini Łady) Królowej  Białego Lądu była  nie mniejszą świętością niż Święta Góra Lędy-Łady – Ślęża.

Grupa Ślęży i Raduni (kliknij) – Kiedy się patrxzy na tę mapę to jaskby się widziało odwzorowanie Weli na Ziemi. Pełno tu skał osobliwych miejsc, Żródeł Żywej Wody, potoków i jest nawet Modry Banior, choć go tak nie nazywają. Szczytem tej Małej Weli jest Ślęża poświęcona Bogini Ładu Świata – Uporządkowania, Uładzenia – Harmonii. Liczne górki i wierzchołki tutejsze można przyporzadkować kolejnym bóstwom. Jestem przekonany że to miejsce podobnie jak Kraków i Okolice odzwierciedla cały panteon 89 – Sił Wszego Świata, a jeśli nie to być może jego połowę – słynne 44 bóstwa rządzące bezpośrednio wyłącznie Światem Człowieka.

Radunia – Radunica obok Góry Łady – Ślęży to Góra ważnej Bogini z tynu Rodów: Rady  Rodzicy tej którą pamiętają dobrze Czesi i czczą ją także i czcili również tutaj na tej śląskiej – lechickiej górze – Radunica, Drasznica, odpowiedzialna za inicjacje dzieci w dorosłość, za ogniowe próby – przetrwała w bajkach jako Baba Jaga – Jadzica – Jadźka, Ta co Jątrzy Rany, zadaje ból inicjacyjny, dręczy i drażni, lecz także uczy, wychowuje radzi i rodzi dorosłego człowieka wyklutego z dziecięctwa. Towarzyszy jej przeważnie mądra Sowa, a powinien towarzyszyć Sęp – inna nazwa tej góry to Góra Sępia.

Tutaj także Góra Wieżyca – dlaczego przez „ż” nie wiem – bo to przecież stara Góra Wiary – Wierzyca.

Wielka Sowa widziana z Waligóry

Mamy też w tym kompleksie Wielką Sowę (1015 m npm) na podobieństwo krakowskiego Sowińca i Wzgórza Bielawskie – Białe Wzgórza – tak jak w Krakowie (tam dzisiaj wielki święty kompleks w Łagiewnikach poświęcony Janowi Pawłowi II – Nie lękajcie się i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a to tuż obok Kopca Kraka i tzw. Libanu, mamy również Waligórę i Grabinę.

Grupa Raduni

Z Wiki

Radunia, niem. Geiersberg (po wojnie nazywana Sępią Górą) – drugi wyodrębniający się szczyt w Masywie Ślęży i wznoszący się na wysokość 573 m n.p.m. Na zboczach góry na wysokości ok. 325 m n.p.m. ma swoje źródło rzeka Czarna Woda.

Na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.) powstał na Raduni kamienny krąg kultowy, otaczający sanktuarium księżyca. Zachowane do dziś partie mają 1780 m długości, średnia szerokość 4,5 m, a wysokość do 60 cm. Na szczycie znajduje się zagłębienie, tak zwana „Kacza Kałuża”, w którym znaleziono ułamki naczyń. Poniżej bije źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawia się w źródłach pisanych od XIII wieku.

Na wierzchołku znajduje się Rezerwat przyrody Góra Radunia. Chroni on miejsca występowania rzadkich gatunków roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych. Dużą wartością przyrodniczą odznaczają się płaty świetlistej dąbrowy oraz muraw kserotermicznych, a także stanowiska cennych elementów flory, w tym związanej z serpentynitami paproci zanokcicy klinowatej.

Jak widać i tutaj podobnie jak w Dolinie Ojców występuje specjalny rzadki gatunek paproci – a więc tu można podobnie jak w Ojcowie poszukiwać owego tajemnego Kwiatu Paproci  – związanego z miłością, rodzicielstwem i małżeństwem. Co ciekawe kompleks Ślęży i Raduni oraz Wieżycy odnosi się głownie do Bogów Mocy – czyli tych rządzących bezpośrednio Człowiekiem. Kwiat paproci to roślina zarówno Ładów – Opiekunów Małżeństwa, ale i Bogów Wojny, jak i Rodów Panów Zwycięstwa Życia, Roda – Władcy Ludzkiego Plemienia i Przyrody – Rodżany – Władczyni Ludzkiego Siedliska a także Rudzi – której rośliną jest także Ruta – Pani Narodzin. Ich duchy pomocnicze Rodżanice (Sudenice, Narecznice) wręcazajnoworodkowi jego Przeznaczenie i nadają mu Imiona – to tajemne znane tylko matce, i bogom i jemy samemu i to oficjalne – te Wyroki Boże na Trzech Deszczułkach (lub patyczkach z łodygi krwawnika) wkładają dziecięciu pod poduszkę w kołyskę.  Jak widać w procesie narodzin Człowieka biorą udział wszystkie Moce – bo oczywiście Dziwieniowie (Dziwień-Kupała i Dziewanna-Kupalina) to bogowie początku tego procesu – to w ich Święto młodzi ruszają na poszukiwanie Kwiatu Paproci, który ma w przyszłości pod opieką innych Mocy (Bóstw) tak pięknie zaowocować.

—-

Radunia

Oto informacje zamieszczone przez pana Wojciecha Kota na stronie WWW poświęconej Raduni (zdjęcia także jego autorstwa):

Masyw Ślęży – Radunia (573 m n.p.m.)
Radunia stanowi drugi co do wielkości szczyt Masywu Ślęży. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawiła się już w XIII wieku. Po wojnie nazwano ją Sępią Górą. Na szczycie Raduni znajduje się polana z blokami serpenitu i ograniczonym widokiem na Góry Sowie.
Góra zbudowana jest z serpenitów z domieszką magnetytu, które powodują wysoką anomalię magnetyczną, szczególnie na szczytowych skałkach. Znaleziono tu ślady pobytu człowieka z neolitu (4000 – 1700 lat p.n.e.): kamienny toporek i fragmenty naczyń kultury pucharów lejkowatych. W kilku miejscach u podnóża Raduni wyłamywano wtedy serpentynit, służący do wyrobu narzędzi.
Góra Radunia – jak trafić ?.

szlak niebieski:
Przełęcz Tąpadła – 30 min,
Przełęcz Słupicka – 45 min, Jordanów Śląski – 3 h 40 min.

Szczyt Raduni jest objęty ochroną jako rezerwat florystyczny „Góra Radunia”. Chroni on zespół rzadkich roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych.

Źródło Srebrnik

Na szczycie zachował się monumentalny wał kultowy z luźno ułożonymi kamieniami, obejmujący główny wierzchołek i grzbiet na pd. – wsch. od szczytu o dł. ok. 2 km. Powstał na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.). Widoczny dziś wał o wysokości 40 – 60 cm otaczał „święte miejsce”, w którym oddawano cześć bóstwu księżyca. Na szczycie znajduje się zagłębienie tak zwana Kacza Kałuża, w którym znaleziono ułamki naczyń.
Starożytne wały kultowe
(wokół szczytu Radunia)
Poza kręgiem na zboczu góry znajdują się dwa święte żródła – Głębokie oraz Srebrnik, które były prawdopodobnie także miejscem kultu, przy których odkryto przedmioty z nim związane. Źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu.

Wieżyca (Wierzyca)

Masyw Ślęży – Wieżyca (415 m n.p.m.)
 
Wieża widokowa – Wierzyca
Wieżyca, po wojnie zwana Górą Kościuszki, porośnięta jest karłowatymi dębami tworząc tzw. „świetlistą dąbrowę”. Tuż za szczytem na północ i wschód od wierzchołka zachowały się relikty kamiennego wału kultowego. Na szczycie stoi masywna wieża widokowa zbudowana w latach 1905 – 07, wyremontowana i udostępniona do zwiedzania przez Towarzystwo Ślężańskie. Wieża udostępniana jest w słoneczne weekendy w sezonie od wiosny do jesieni. Z wieży przy dobrej pogodzie obserwować można Równinę Śląską i Wrocław, a także Karkonosze ze Śnieżką.
Zapraszam też na stronę Lasów Polskich poświęconą masywowi Ślęży: Ślęża dzieje przyroda

Rzeźby kultowe

Miś
Sobótka – Rzeźby kultowe
Kultowe rzeźby w okolicy góry Ślęży – oznaczone znakiem ukośnego krzyża, powstały najpóźniej w okresie 700 – 400 lat p.n.e. Wszystkie rzeźby kultowe są dziełem miejscowej ludności okresu kultury łużyckiej, która stawiała swoim bóstwom pomniki wykuwając z miejscowego granitu kamienne ciosy lub figury ludzi i zwierząt.
  • Niedźwiedź„, często nazywany misiem ślężańskim – kamienna rzeźba o doskonale uchwyconej charakterystyce gatunku zwierzęcia stojąca na szczycie Ślęży obok kościoła. Na brzuchu ma znak ukośnego krzyża.
  • Postać z rybą” lub też panna z rybą – kamienna rzeźba pozbawiona głowy i nóg, przedstawia człowieka odzianego w długą szatę, oburącz trzymającego wielką rybę. Na ciele ryby widnieje ukośny znak. Ustawiona w połowie drogi wiodącej z Sobótki na szczyt góry Ślęży przy czerwonym szlaku.
  • Niedźwiedź„, z utrąconymi przednimi łapami – znajduje się obok postaci z rybą. Ślad ukośnego krzyża wyryty na grzbiecie rzeźby.
  • Grzyb” lub tułów mnicha – fragment kamiennej rzeźby stojącej przy wschodniej ścianie Sanktuarium Św. Anny w Sobótce. Najprawdopodobniej jest to dolna część postaci człowieka w długiej szacie. Wyraźnie widoczny znak ukośnego krzyża.
  • Mnich” – kamienna rzeźba o kształcie przypominającym kręgiel lub wysmukłego naczynia. W miejscach niewidocznych: na podstawie bazy i na głowicy znajdują się znaki ukośnego krzyża. Znajduje się przy ul. Armii Krajowej w Sobótce prowadzącej do Domu Wycieczkowego „Pod Wieżycą”.
  • Kolumna Sobótczańska” (bez symboli znaku ukośnego krzyża) – w Muzeum Ślężańskim.

Znaki ukośne znajduja się ponadto na kamieniach i skałach:

  • dwa kamienie cylindryczne – w Muzeum Ślężańskim,
  • głaz gabrowy – u podnóża Plasterek,
  • kamień gabrowy – na Drodze Ślężan tuż za Rozdrożem pod Kamiennym Krzyżem,
  • głaz – na drodze Ślężan ponizej granicy rezerwatu przyrody,
  • kamień – na zakręcie Drogi Ślężan poniżej Husyckich Skał,
  • skała Kazalnica (Głowa) – na wierzchołku Stolnej.

Panna z Rybą

Ukośny krzyż(hipotezy):

I- wtórnie umieszczony na rzeźbach może być znakiem granicznym z 1209 roku, gdy dokonano podziału Ślęży między księciem Henrykiem Brodatym i Klasztorem Najświętszej Marii Panny we Wrocławiu.II – może być związany z pogańskim kultem solarnym
Mnich
 Kamienne wały kultowe

Tajemnicze konstrukcje kamienne zbudowane na początku epoki żelaza w formie kręgu usypane wokół Ślęży oraz Raduni i Wieżycy. Ułożone są one z różnej wielkości kamieni i bloków skalnych bez użycia zaprawy. Kręgi te oznaczały zasięgi miejsc świętych, gdzie odprawiano obrzędy religijne. Wały kamienne miały charakter kultowy. Strzegły miejsc bytowania bogów i pogańskich obrzędów religijnych. Związane były z ówczesnymi wierzeniami i praktykami religijnymi. Szczyt Ślęży otoczony został z południa, wschodu i północy wałem. Umocnienia na wierzchołku Ślęży mają ścisły związek z kultem religijnym.
Pogański kult religijny

W Masywie Ślęży oddawano cześć bóstwu słonecznemu, drzewom, źródłom, ciałom niebieskim (księżyc, gwiazdy) i zjawiskom atmosferycznym (deszcze, burze, wiatry).
Wykopaliska archeologiczne pozwalają z dużym prawdopodobieństwem określić początki wierzeń religijnych na Ślęży do początków tutejszego osadnictwa, a więc jeszcze do epoki kamiennej. Ówcześni ludzie bezradni wobec potężnych sił przyrody, przewyższających ich zjawisk przyrodniczych, patrzyli na nie z podziwem i przerażeniem, dopatrując się w nich jakiejś nadludzkiej działalności, działalności bogów. W ten sposób w wyobraźni pierwotnych mieszkańców okolic Ślęży rodziły się postacie bóstw słońca, ognia, piorunów i urodzaju, jako szczególnie ważnych w życiu człowieka, otaczanych specjalnym kultem. Siedziby owych fantastycznych bogów doszukiwano się w jakichś niezwykłych miejscach, jakby specjalnie w tym celu stworzonym przez naturę.
Wykopaliska archeologiczne dostarczyły wielu dowodów na działanie w tym miejscu prężnego ośrodka kultowego. Spośród szeregu drobnych przedmiotów, z których część używana była do zabiegów magicznych, na szczególną uwagę zasługują gliniane i kamienne krążki symbolizujące słońce. Silnych wielowiekowych tradycji pogańskich ześrodkowanych na Ślęży nie mogło łatwo zatrzeć krzewiące się od X w. chrześcijaństwo.
Chrystianizacja

Ślęża była ważnym ośrodkiem pogańskich praktyk religijnych – ich początki sięgają epoki brązu (700 r. p.n.e.), a upadek przypada na okres wczesnego średniowiecza. Rozkwit sanktuarium związany był z osadnictwem celtyckich Bojów. Pod koniec IV w. p.n.e. grupy Bojów założyły sanktuarium na górze Ślęży. Musiała stać się miejscem działalności chrystianizacyjnej. Zainicjował utrwalenie nowej ideologii Piotr Włostowic (Włast), fundując klasztor augustianów. Zakonnicy reguły Św. Augustyna przybyli około 1140 roku i, jeśli wierzyć XII-wiecznym dokumentom, zbudowali kościół oraz klasztor na samym szczycie góry. Chyba dla ułatwienia tej budowy powstała też wówczas mała osada obok źródełka Jakuba (100m w prawo od szlaków żółtego z czerwonym prowadzącym z Sobótki na Ślężę, na wysokości około 480 m) – odkryto szczątki ceramiki i warsztatu kamieniarskiego, oceniane na XIII-XIV wieku. Trzeba jednak dodać, że takich małych osad lub zagród dla zwierząt na zboczach góry powstało wtedy więcej. Zaledwie po 10-15 latach augustianie opuszczają jednak Ślężę i przenoszą się niżej. Być może do Sobótki-Górki, gdzie powstała ich prepozytura, albo też od razu do Wrocławia na Wyspę Piaskową. Dlaczego zakonnikom nie odpowiadał szczyt góry, nie wiemy na pewno. Może wiąże się to z uśmierceniem ich mecenasa Piotra Włostowica. Domyślamy się, że Wrocław był dla nich wygodniejszą i atrakcyjniejszą siedzibą. Stamtąd zarządzali swymi posiadłościami, w tym osadą (jeszcze nie miastem) Sobótką i targami odbywającymi się tam w soboty. W 1209 r., w wyniku umowy-układu z księciem Henrykiem Brodatym, augustianie posiadają już tylko połowę góry. Wschodnia i południowa jej część wraz ze szczytem przechodzi w ręce książęce. Z tym faktem wiąże się powstanie granicy, której przebieg wytyczono w terenie m.in. na kilku skałach i kamiennych rzeźbach za pomocą znaków X. W latach pięćdziesiątych – sześćdziesiątych XX w. uważano te ryty również za elementy kultu pogańskiego (tzw. krzyże solarne). Tymczasem wszystkie zachowane na zboczach góry znaki ukośnego krzyża (po uwzględnieniu pierwotnego usytuowania rzeźby niedźwiedzia) leżą wzdłuż tej właśnie granicy. Co więcej, ich głębokość, przekrój i kształt ścianek są do siebie podobne – jakby wykonywano je według ścisłych wytycznych. W 1494 r. augustianie dokupili resztę góry Ślęży. Teraz w całości należała do nich aż do kasaty zakonu w 1810 r.

Świątynia Rodów i Świątynia Bytów-Źrzebów – Dolina Ojców i Dolina Źródła Bytów (rzecz o przypadkach)

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 12 Styczeń 2012

Dolina Ojców

Czy ktoś dzisiaj pamięta, że w XIX wieku jeszcze istniała taka właśnie nazwa na tę dolinę, a nie Dolina Prądnika?

[kliknij - powiększ]

Linia Wawel Jasna Góra  jest częścią odwzorowania Oriona, Łysa Skała zwana Skałą Syriusza jest jedną z dwóch psich skał w sytemie doliny Źródła Bytów i doliny Ojców. Drugą jest Skała Pieskowa.

Ta nowa nazwa jest od rzeczki Prądnik, która jej dnem płynie. Prądnik to jest również nazwa święta, a  ta marna rzeczka – jak się przekonacie jest jedną ze świętych rzek słowiańszczyzny, mimo tego, iż taka marniuchna.

Dolina Ojców według nas to powinna być nazwa nadal OBOWIĄZUJĄCĄ, BO WYWODZĄCĄ SIĘ Z PRASTAREJ TRADYCJI NIE BEZ POWODU. Jak wiele bowiem wskazuje to tu odbywały się obrzędy ukrólewiania w czasach, kiedy Zerywanie  osiedli nad Wisłą, Łabą i Odrą.

Będziemy tu dalej pisać o tych sprawach na podstawie wiedzy jaką można wysnuć z podań mitologicznych greckich, rzymskich, perskich, asyryjskich, ze starożytnych kronik, z wedy Hindusów, z wiary Zaratusztry i jego Obwiesty (Awesty), wreszcie także z Biblii i innych źródeł starożytnych. Jest to opowieść mitologiczna – wysnuta z Baji Dziejów, czyli ze starożytnego zapisu, a nie rozprawka naukowa – nie mylmy tych dwóch rzeczy.

Kiedy to się działo, kiedy nowi Zerywanie – Harowie-Hariowie-Ariowie, się tutaj pojawili? Dokładnie nie określimy momentu w czasie, to niemożliwe, ale na pewno po tym, gdy Stara Koliba nad Jeziorem Aralskim przestała istnieć. Było to jednak grubo przed upadkiem grodu górytów w Arkajamie, bo ten gród to już drugi okres wędrówki znad Dunaju i Wisły do Mazji i nad Widjusz (Indus) i Gęgawę (Ganges).

Działo się to po tym, jak z Nowej Koliby nad Dunajem (ok. 5000 roku pne) wyfrunęło Siedem Kruków dając początek Siedmiu Ludom Sławskim i jedna Kurka-Łabędzica, która dała poczatek ósmemu ludowi Królestwa Sis – Istom.

Pamiętajmy też, że z pogromu po Wojnie O Taje ocalała ptakowężyca Kąptorga, której pamięć przechowali w swoich mitach Grecy, a która uwiodła Heraklesa w Hylaji (Helisjii-Kalisji lub Halanii-Alanii Budynowskiej, rozciągnionej pod Kijowem, a  zwanej też Polanią).

Tego Skołoci-Sokołoci zwą nie Podopiecznym Hery i jej sławcą, lecz Perprzechwałą, bo Hera to Perperuna, a on nie sławcą i bohaterem był lecz romajskim złodziejem krów i koni.   W różnych wersjach swoich podań Grecy uczynili ją też mężczyzną Targitaosem, ale my wiemy, że kąptorga (kaptorga), to takie puzderko z relikwią wieszane na piersi, i że od niej od tejże Pramaci Sokołotów-Skołotów to miano pochodzi: bowiem -taos- boska, torga – torebka-puzderko, kap – phal-pal (święta drzazga ze słupa boskiego – z kapu, tu też phal-wan z którego klechowie chrześcijańscy „bałwana” zrobili.

Perprzechwała (Herakles), a także Perperuna (Pera-Peryń-Hera) – Bogini Burz i Piorunów, żona Peruna, czyli według Greków Dzeusa i onże sam Perun-Dzeus. Dzeus (czy to rzeczywiście obce słowo, nie, znamy je przecież w dwóch odmianach diews-dewa – bóg-bogini i dzień i dzieło, działanie. Dla nas (i dla Greków, u których duża część tradycji i wiary, jest z naszą wspólna)  to ten Bóg, co Dzień udarem swym i błyskiem z Nocy czyni – czyli dzieła. To ten, który przychodzi z wydłużaniem Dnia, ten który otwiera Błyskawicą wegetację z początkiem roku rolniczego, otwiera Wiosnę (Jar-Runę), ten który tą błyskawicą zapładnia Matkę Ziemię, ten który rozpoczyna na roli dziełanie – robotę w polach i uprawach.  To z Perperuną i Perunem wiąże się rzeczka Prądnik – bo prąd – prąt – to owa perunowa błyskawica (prącie boskie, co pierze i prze), a też kamienny grocik – święty, relikwia pogańska, pozostałość kamienna po wypalonej boskiej błyskawicy, gdy już uderzyła w ziemię. Prądnik to prastara dolina, a w niej takie strzałki  nie były rzadkością, można je tutaj było znaleźć w dużej liczbie (po ludziach paleolitycznych) – kamienne grociki, Strzałki Peruna. Oto najstarsze być może źródło świętości tej doliny, ale nie jedyne. Rzeczka Prądnik to zatem Rzeczka Perunowa. Co może niektórych zdziwić najwyraźniej z Perperuną, wiąże się też postać Heraklesa.

Ale w niniejszym artykule ten początkowy ciąg logiczny i pierwsze zestawienie faktów jest – tak jak u Hitchcocka -  jedynie wstępnym  „trzęsieniem  ziemi”, a po nim będzie coraz gorzej, horror będzie narastał. Ostrzegam, że dla co bardziej sztywno myślących i mocno stąpających po ziemi, zwłaszcza po twardym, ubitym (czytaj XIX i XX wiecznym) gruncie nauki, TO CO DALEJ może się okazać zbyt silnym emocjonalnym wstrząsem.

Mimo wszystko będziemy kontynuować.

Jedną z najważniejszych skał nad tą Rzeczką Perunową jest nie inna skała jak Skała Psia (Pieskowa) – dziwne prawda? Jeśli się nie pomyśli mitologicznie i nie poznało całego systemu powiązań symbolicznych, to trudno zrozumieć, że ktoś tak głupią nazwę, na cześć pospolitego zwierzęcia, dał potężnej skale! Jednakże  zwierzę to ludzie mają za „psią krew” i „psią juchę”, a „psi żywot” za marny, zasię innowiercę i  łajdaka, kłamcę określają -  „psubrat, sukinsyn, psia wiara”  – dopiero od czasu wprowadzenia chrześcijaństwa – to bardzo niedługo w tradycji mitologicznej, zaledwie mgnienie .

Przed wprowadzeniem chrześcijaństwa psom wiodło się znacznie lepiej – dokładnie tak samo, jak im się wiedzie dzisiaj w hinduistycznych świątyniach, gdzie są wielbione, karmione, nietykalne, wolne, święte, a pochówek urządza się im w ludzkim rytuale (odwrotnie niż u Chińczyków wrogów Ariów w Wielkiej Wojnie Tajowej, którzy je jedzą). Psia Skała jest związana nie tylko z Kultem Psa jako reprezentanta i symbolu oraz wcielenia w ziemskie życie owego boga,  ale też z Kultem Psiej Gwiazdy – Syriusza. Syriusz zaś jest Psem Oriona, a Orion Wielkim Łowcą.

Syriusz – ostatnimi czasy bardzo jest modny w najfantastyczniejszych koncepcjach pochodzenia inteligencji, bogów i życia na Ziemi.

Oto Anubis – my wiemy, że szakal to pies.  Świętość postaci psa sięga co najmniej czasów starożytnego Egiptu, a wiąże psa zarówno z szakalem, jak i  z wilkiem.



Otóż i czym jest Pies – przewodnikiem Oriona w czasie jego polowań, ale i towarzyszem Izydy, Strażnikiem Królewskich Grobów i jednym Z Władców Zaświatów. Zwracam od razu uwagę, że Orion ma dwa psy – Wielkiego Psa i Małego Psa. Tak samo nasz Bóg-Gospodarz Strażnik Pól Uprawnych – Rgieł ma dwa psy o żelaznych zębach, a Koszych Bogów również mamy dwóch  Ma-KOSZ to pierwszy Pan Kos   – Władca Przeznaczenia, swój czas ma na poczatku słowiańskiego roku, zaraz po Kosym miesiącu Krzywym – tym zaś władał drugi Bóg Koszu – Przepląt – Władca Przypadku (kos-los, kosa- warkocz, splot wypadków i splot włosów) i jednocześnie koślawego skróconego , wyrównawczego miesiaca. Słowiańska nazwa Oriona „Kosy” – wiąże się więc z tym czasem początkowym , z krwawym wschodem słońca i początkiem agrarnego roku inicjnowanym udarem Peruna, jego runięciem (uderzeniem i upadkiem) na Matkę Ziemię, po którym się ona runi-roji.

Pieskowa Skała

Jak się przekonacie w systemie Świętych Skał i Wzgórz Doliny Ojców i Doliny Bytów są Dwie Skały Psie – symetryczne względem siebie a jedna na Linii Oriona-Kosiarza, to jest odpowiednik Syriusza prawdziwy, to słynna Skała 502 w Dolinie Bytów, a ta druga nazwana Pieskową nie bez powodu bo to Pies Mały – piesek dla Oriona-Łowcy. Ale to wszystko nie koniec tylko wciąż początek. Bowiem istnieją w tych dwóch dolinach Skały Sokole – czyli Skały Nieba i Światła i Słońca.

Opodal tej Skały, na której postawiono słynny zamek, tak się dziwnie składa, mamy skałę zwaną Maczugą -czyją? Heraklesa-Herkulesa-Perprzechwały! A z nią znów związaną legendę – rzecz dziwna, o Sokolicy i jej pisklętach na czubku tej Maczugi.

Jak już wspomnieliśmy znamy Plemię Sokole, a nawet cały wielki Lud Sokoli – Sokołotów-Skołotów, Scytów i ich pramatkę co podobno z Heraklesem wydała trzech synów założycieli Scytii (według Greków-Romajów). Nosili oni imiona: – trzeci Karpok (co nam się dziwnie z Karpatami-Harpąciami wiąże – kolejny zbieg okoliczności i brzmień???), drugi – Lipok (co jakoś pachnie lipnie lipą, dziwne – ale mniej dziwne, gdy się wie, że Lipa to drzewo Sołów  -Bogów Nieba i Światła,  – oraz że lipa, sokół i maczuga to symbole Jasnego Nieba i Panów Niebiosów, jak również Boga Sołńca-Słońca) .

A pierwszy najważniejszy z tych synów był Kolok (Koloksais-Kolaksais, Kołok Syn, Kołok Świecący, Kołok Święty).  Otóż w Księdze Ruty napisałem jak to było naprawdę, bo było odwrotnie niż chwalą się Grecy Romaje, choć Kołak, Lipok i Karpok rzeczywiście przyszli na świat jako protoplaści Skołotów z lędźwi być może Perprzechwały i Kąptorgi.

Sądzę jednak, że Grecy posunęli się dalej i tak jak kradli Scytom krowy i konie, bo tamci potrafili je hodować, jak nikt inny (tak jak i dzisiaj potomkowie Sarmatów nad Wisłą)  i tę postać im „ukradli”. Dlaczego tak myślę? Bo ten Herkoles (Hera-Kleta, klecący o Herze), też znamy takie słowo nie tylko w związku z czarownicą co masło kleci, bo klecić to łączyć, klecić zdanie to składać zdanie, klecenie to mowa i czynność magiczna, kleta – to klatka spleciona, jak kosz. Herakles to także Kołek Hery – Kolak-Sais. Także w rzymskiej wymowie tego imienia, „Her-kules”, brzmi takie samo znaczenie, proste do zrozumienia w języku polskim: Hery Kulesza – kulis – Sługa Hery, kręcący się wokół Hery, Kołek Hery-Pery (oblubieniec? kapłan?). Czy może więc był to kapłan – kołodun Pery-Perperuny?

Kołoduni – to wieszczący i wróżący z kręgów, wszelkich kręgów także kolistych tanów i kręgów na wodzie- dunie (toni) i z kołtuna – kulistego skrętka włosów. A kołtun, jak podaje K. Moszyński, był jeszcze na początku XX wieku uznawany przez „ciemniackie” chłopstwo Polesia za świętość, której ścinać nielzja – nie należy, tak jak dzisiaj dredów. Tylko czy kołtun rzeczywiście świadczył o ciemniactwie czy o pogaństwie, bo dred o ciemniactwie chyba nie świadczy, lecz o przynależności do wiary i kultury – w tym wypadku Rasta.

Per-Przechwała (Herkules) i Święty Kołak – władca Scytów,byli więc może i mitycznymi protoplastami, ojcami ludu  Scytów, ale na pewno nie byli Grekami. Wiele wskazuje, że Romaje kradli też Scytom baje, bo Scytowie byli wziętymi opowiadaczami bajarzami – jako że im zapisywać niczego wolno nie było – tylko podawać mową. Więc byli bajarzami i pletli Baję – klecili mityczne opowieści. Jeszcze za czasów Dariusza i potem ( o czym można poczytać w Mitologii Iranu Marii Składankowej) Persi (dziwna nazwa – Lud Perunowy?) czerpali z tradycji Saków i innych Sokołotów swoje mitologiczne podania np. o Keju-Kuwaszu i Rustamie, o smoku ogniowym i inne. Tak, czerpali je z północy, a nie dawali je na północ, czerpali je Od Słowiano-Irańczyków znad Dniepru i Wisły.

[Kliknij - powiększ]

Maczuga jest, jeszcze raz to podkreślmy, boskim narzędziem Bogów Nieba, a sokoły są ich boskimi ptakami , a lipa jest ich boskim drzewem. Skołoci -Scytowie tak jak i Słowianie są Wianem Sołńca czyli Swarożyca, który jest synem Swaroga lecz bywa nazywany przez ruskie kroniki Dażbogiem – Słońcem. Jest to niesłuszne utożsamienie o tyle, iż to są naszym zdaniem dwie różne boskie postacie. Że dwie, wskazuje logika filozoficznej podstawy podziału świata Przyrodzonego (świata naturalnego, przyrody) na 8 podstawowych żywiołów (4 główne aktywne i 4 dopełniające), ale żywiołów dwubiegunowych (in-yang, a więc, razy2) czyli idąc głębiej na 16 głównych (Wielkich) reprezentantów tychże 8  Żywiołów. Każdy z Żywiołów ma bowiem swoją stronę-formę aktywną (męską) i stronę pasywną (żeńską). Tak więc Stryja to powietrze, a powietrze po prostu jest – stoi – zalega – istnieje, lecz by je poruszyć potrzebny jest aktywny czynnik – małżonek-brat, Wicher.

Swarożyc, czyli słońce, nie jest samo w sobie żywiołem, lecz gwiazdą (tworem żywiołów), dzieckiem pary podstawowych Żywiołów (rodziców – Światła Niebieskiego, czyli fal elektromagnetycznych i Ognia Niebieskiego, czyli atomowej syntezy i rozpadu). Faktycznie Słońce-Swarożyc jest członkiem rodu Sołów-Bogów Nieba, synem Dawany-Dabogi-Dobrej – Pani Niebieskiej oraz najprawdopodobniej Swaroga – Ognia Niebieskiego. Jest jednak także mowa o tym, iż możliwe że był on nie synem Swaroga a synem Dażboga -Pana Światła, lub jednego i drugiego. Wtedy Słońce-Swarożyc byłoby tworem falowym ożywionym przez  siły elektromagnetyczne i siły grawitacji. Wtedy siły atomowe – syntezy i rozpadu, to tylko wtórne zjawisko związane z naciskiem grawitacji na jądra atomów. Ale jest w egzegezie Słońca miejsce i na „palec-pirsztuk” Peruna, bo to run energetyczny, aktywny sprawca łączenia się i rozpadu jąder atomowych.

Specjalnie przekładam w tym miejscu nasz zwykle poetycki język mitów (język bardziej przydatny dla holistycznego opisu Wszechświata) na przyziemny, ścisły język nauki. Chodzi o to byśmy wszyscy uświadomili sobie, ze filozofia przyrody nie pozwala mnożyć bytów nad potrazebę i tworzyć bóstw zawieszonych w ‚powietrzu”. One są wyłącznie tylko tam gdzie istnieje w Przyrodzie Miejsce dla Nich,  i są tylko tym   na co zezwalają Prawa Wszechświata (Światła Świata).

Pamiętajmy jednak przez  cały czas, że obraz Swarożyca jako Żywiołu-Dziecka to nie jest ani słońce astronomów, ani słońce fizyków jądrowych, ani słońce meteorologów, ani słońce astrologów, ani też słońce biologów, geologów i psychologów – to wszystkie te słońca razem, plus jeszcze tysiące innych aspektów tej Istoty-Gwiazdy Dziennej i jej Interakcji z Planetą-Matką Ziemią – w tym te nieodkryte i nieobjęte przez naukę.

Czymże jest jeszcze  maczuga z Doliny Ojców? Tu już dochodzimy do ściśle słowiano-skołocko-perskich wątków, które z Grekami nic wspólnego nie mają – ano chodzi o to, że bogowie zrzucili Scytom boskie przedmioty o boskich rozmiarach, które służyły im do rozpoznania, kto ma w sobie siłę boską i może zostać królem.

Kto chciał zostać królem musiał się zmierzyć z tą maczugą kamienną, albo z innymi boskimi narzędziami, takimi jak np. zrzucona Czara-Dzban, albo Jarzmo.

Tu dochodzimy do bliskiego miejsca i bliskiej Kompleksowi Świętych Miejsc Doliny Ojców, nazwy „Jerzmanowic”,  gdzie kolejna Psia Skała – Skała Syriusza, słynna Skała 502, ale to jest już po drugiej stronie, na linii Wawel – Jasna Góra i o tej Skale-Jarzmie opowiemy później, a może nawet przy innej okazji (zdarzenia z nią związane są opisane w artykułach o Zodiaku krakowskim na naszym blogu pod „Wawel i Święte Wzgórza i kopce”). To już Dolina Źródła Bytu lub Dolina Bytów, a w niej znajdziemy też Czarę -  wzgórze i skałę, do której prowadzi brama skalna zwana nie inaczej jak Czarcie Wrota, lecz to są Wrota Czary nie czartów, bo wiodą  do Skały Czary – nad nimi.

Z Doliną Ojców związane są też liczne inne podania – o boskich ingerencjach związanych z napadami Tatarów (co, jak już Maria Składankowa 30 lat temu dowiodła, zawsze ma u źródła związki słowiańsko-perskie), a także o wracających królach odtwarzających potęgę państwa, ojczyzny – jak w legendzie o królu Łokietku i jego tutejszej grocie, której Skała zwana była dawniej Królewską i Grota Królewska w niej – a nie grota Łokietka. Ta skała Królewska, wpisana jest w system świętych wzgórz (też dziwny zbieg okoliczności -można zobaczyć na załączonych mapach). Czyż nie w tej Grocie Królewskiej, na kamiennym tronie, sadzano przypadkiem pierwszych władców będących jednocześnie kapłanami, związanymi z tajemnicami (tajami) wydobycia i obróbki krzemienia, będących – górnikami-górytami (guru). Czyż nie tak wygląda znany i z Chorwacji obrządek ukrólewienia, czyli objęcia władzy królewskiej?!

Dolina Ojców powiązana jest więc z podaniami akcentującymi obronę niepodległości przed najazdem, obronę wiary, przedstawiana jest jako miejsce schronienia władców i ośrodek zastępujący stolicę, jest miejscem ukrólewiania- obrządku objęcia władzy królewskiej, miejscem z którego można Ojczyznę odtworzyć, gdzie Grota Królewska i Skała Korona, gdzie Brama Kraka (nazywana bezmyślnie Krakowską), gdzie Skała Pięciopalca, a więc Palopątna, Skała Pirsztuków – pierwszej dynastii zerywańskiej (co potem w nazwie Palopątu-Peloponezu, półwyspu Pięciopalczastego w Grecji odzwierciedlone zostało, może przez Durzuńców) oraz jest miejscem, gdzie liczne grodziska rozsiane są po okolicy i występuje ciągłość jak  w Kompleksie Grobów Królewskich (Słonowickim) i Kompleksie Świątyni Dziewięciu Kręgów (Świętogórskim, Łyskowickim) od 5500 p.n.e. (nie mówiąc o ciągłości dawniejszej. Są tu znowu Skały Kawalerskie i Skały Panieńskie, jak pod Krakowem , w Lesie Welskim gdzie także związane zostały z wątkiem legendarnym napadu na Kraków i  Klasztor Norbertanek  Tatarów (znowu święte miejsce Wzgórze Bronisławy i Gontyna i kopiec Kościuszki dzisiejszy)  oraz przemiany mniszek w owe skałki. I o tym micie przemiany dziewic w skały pisze nieoceniona Maria Składankowa w swoim leciwym już dzisiaj opracowaniu wskazując na jego wspólne źródło, wspólne pochodzenie i wspólne słowiano-irańskie korzenie.

Uczeni nasi przez stulecia nie potrafili znaleźć i wskazać tego wspólnego korzenia – dopiero genetyka musiała odkryć że Scyci i Słowianie to ludność o tym samym genotypie (słynna już haplogrupa R1a1), a więc jedna rodzina, jeśli nie absolutna jedność homogeniczna czyli Słowianie = Scyci, to bracia i siostry najbliżsi sobie, z jednego plemienia.  Trzeba powiedzieć, że nauka Scytów – jako nomadów i stepowców – przez dwa stulecia lekceważyła, w nich upatrywała owych barbarzyńców widzianych z Grecji i Rzymu.

Dopiero ostatnio zauważa się, że ludność imperium scytyjskiego prowadziła zróżnicowany tryb życia i żyła na różnym poziomie wytwórczym, takim jaki był niezbędny w danym miejscu. Scytowie byli cały czas pod nosem naukowców, lecz ci zapatrzeni w autorytety , w swoich profesorów, powtarzali w koło ten sam naukawy „mit” – Scyta – barbarzyńca, Scyta- stepowiec, Scyta koczownik!

Teraz okazują się krewnymi Słowian pochodzącymi od wspólnego ojca, okazuje się, że gdzieniegdzie i niekiedy wykonywali najkunsztowniejsze ozdoby i broń, a czasami żyli w ziemiankach i zadowalali się ręcznie zrobionym garnkiem z gliny i łukiem wcale nierefleksowym. Czy dzisiaj jest inaczej? Jaka jest różnica między życiem mieszkańca Moskwy i tegoż Rosjanina na Syberii pod kołem biegunowym? Czy to dwa obce ludy czy ta sama cywilizacja? Jaka jest różnica między Indianami ze stolicy Brazylii Brasilii, a tymi co żyją w puszczy dookoła? Taka że jedni z puszczy wyszli i jeżdżą dzisiaj samochodami a inni w niej zostali i strzelają z łuku do małp? Czy przez to przestali być jedną rodziną? Czy ci z miasta zapomnieli o wierzeniach przodków?  Czy przestali mówić i rozumieć po indiańsku, bo nauczyli się po portugalsku? Czy nie mają przypadkiem tej samej haplogrupy Q, mimo że tak różnie żyją w tym samym czasie?

Czy to co powyżej jest naprawdę tak trudne do pojęcia? To, że mogą żyć równocześnie Scytowie bogato zdobiący wspaniałe wytwory ze złota i Scytowie koczujący w ziemiankach z dzidą i łukiem, w puszczy?

To czego nam dzisiaj trzeba to wielkiej rewizji spojrzenia na archeologię, której odkrycia od 150 lat pojmuje się w kategoriach wojny i zniszczenia, a nie symbiozy i „przejmowania wzorów” przez ludność, która nie przestaje być sobą.

Ojciec, ten wspólny, Słowian i Scytów miał mutację genetyczną w określonym chromosomie i przekazał ją wszystkim swoim następcom. Ojciec ten  mówił tym samym dla jednych i drugich językiem. Wychowywał się na mitologicznych opowieściach babek i matki, niesionych przez dziesiątki wieków z ust do ust – bez żadnego zapisu, a przede wszystkim utrwalonych w brzmieniu słów.

Znani są Scytowie Biblii, znani są Grekom, z nich pochodziły Amazonki, sarmackie wojowniczki, znani są zapisom historycznym z Persji, Asyrii, z Grecji. Gdy upadał Rzym zajmowali te same miejsca co wieki wcześniej – nad Dunajem i Morzem Czarnym w Kaukazie i Khazarii (Koszerii, późniejszej Chazarii, a dzisiejszym Kazachstanie).

Znane jest też starożytnym dziejopisom plemię scytyjskie, scyto-trackie (skołocko-drackie, żmijowo-smocze) Ojców znad Dunaju i Ojców z Kaukazu, dokładnie ze ścisłymi datami tak jak Królestwa Scytów na Krymie. To pierwsze  niejakiego Ojca-Ateasa, które zatrzymało Filipa-Wojlipę Macedońskiego, ojca Aleksandra Macedońskiego, i jego armię na linii Dunaju (to zresztą jeden z większych przekrętów kronikarskich relacja z tej wojny i opis jej wyników). Drugie plemię to lud Ostrochojców – Osetyńców (Ostów i Ojców – Ostroch-Ojców). To jeden lud w dwóch różnych położeniach tak samo jak Dachowie Scytyjscy w Azji (znani z dziejów Persji, bo Persję najechali i niejako współtworzyli, co zapisano w kronikach) i Dakhowie-Dakowie nad Dunajem. W świetle odkryć genetyki te różnice położenia ludów i plemion o tej samej nazwie już dzisiaj nie dziwią, a nawet to genetyka wreszcie tłumaczy sensownie skąd się biorą te powtórzenia, zwłaszcza, że są też często rozciągnięte w czasie, a nie tylko w miejscach. Wiemy dzisiaj, dzięki genetyce,  iż ludność o określonym genotypie np. R1a1a1 nigdy nie opuszczała całkowicie miejsca w którym żyła – część szła a część w nim pozostawała.

Nie będziemy tutaj szerzej opisywać świętych miejsc tej doliny, poza wymienionymi i przywołanymi powyżej, jest ich jeszcze wiele i wymagają osobnego artykułu oraz dalszego dogłębnego rozpoznania. A są to miejsca niesamowite – takie jak Kaplica na Wodzie, która leży dokładnie na linii tego systemu i nie bez powodu – nie z przypadku i fanaberii budowniczych posadowiona została ta kaplica w poprzek rzeki – na wodzie właśnie, a nie gdzieś obok wody. Jest Wzgórze Grodzisko pod miejscowością Skałą, z umieszczonym tutaj sanktuarium i pustelnią na urwisku nad przepaścią z widokiem oczywiście na Psią Skałę (tu była także kultura łużycka). Te zabudowania kościelne też nie są oczywiście przypadkowe i mają swoją wymowę.

Dolina Ojców, jako niegdyś bardzo niedostępna, związana z górnictwem krzemienia (krzemień stąd znajdowany jest w zabytkach neolitycznych wzdłuż Dunaju na Słowacji, Węgrzech i nad Morzem Czarnym), związana z wtajemniczeniem, była miejscem uświęconym i spełniała rolę wielkiego sanktuarium wypełnionego symbolami. Była ona naprawdę DOLINĄ OJCÓW, miejscem gdzie przeprowadzano królewskie obrzędy i miejscem przekazywania taj – wtajemniczeń kapłańskich Wiary Przyrod(zone)y.

Dolina ta daje nam jeszcze jedną wskazówkę swojej Królewskości i powiązania z regionem Morza Czarnego – wprost poprzez swoją florę. To charakterystyczne, że rosną tutaj rośliny typowe dla otoczenia Morza Czarnego. Skąd się wzięły? Czy ktoś je tutaj przywlókł i zostały tu rozmnożone, przyjęły się i były używane w obrzędach? Piszemy o tych roślinach na końcu tego artykułu.  Tu napiszmy tylko, że jedną z nich – znów przypadek – jest paproć, gatunek niesłychanie rzadki języcznik zwyczajny, legendarny Pąp Rudzi – Kwiat Paproci. Człowiek, który jest prawdziwym szczęściarzem znajdzie tutaj jednak naprawdę niesłychany rarytas – grzyb – purchawicę olbrzymią, która jest wspaniałym grzybem jadalnym, jeden osobnik waży do 25 kilogramów, i dawniej musiała stanowić  szamańsko-królewski posiłek na uczcie koronacyjnej Słowiano-Sokołockich królów, podobnie jak pąki paproci – Pąpy Rudzi, prawdziwy Kwiat Paproci.

Abstrahując od tego czy Dolina Ojców była rzeczywiście kiedyś scytyjsko-słowiańską doliną królewską trzeba stwierdzić, że jakby nie było, przez wieki obrosła w znaczenia tak magiczne i symbole tak jednoznaczne, że z powodzeniem dzisiaj może pełnić rolę miejsca świętego Świątyni Światła Świata.

Nie będziemy tutaj mieli żadnych wątpliwości komu tę świątynię przypisać – jako Dolina Ojców jest bowiem siedliskiem Boga Roda – Ojca Narodów i Plemion oraz całej Ludzkości. Matką tejże ludzkości jest Pani Siedliska Ludzkiego, Siedliska Wszystkiego Co Żywe – Ta Która Stoi Przy Rodzie – Przyroda-Rodżana. Ta Dolina jest Prawdziwym Królestwem Przyrody i dzisiaj. Ich duchami pomocniczymi są Rodzanice (Narecznice), które wsadzają pod poduszkę nowonarodzonego, do jego kolebki, trzy deszczułki od Panów Przeznaczenia – Mokoszów. Deszczułki określające zręb-przeznaczenie, wierg – wyrok i dolę – byt. To z nimi rodzice uzgadniają magiczne (mogiczne, bo magia to moc) tajemne imię dziecka znane tylko bogom, im i samemu dziecku, nigdy głośno bez potrzeby i w obecności innych ludzi niewypowiadane.

Jest owa Dolina  tychże bogów Mocy świątynią i miejscem kultu dla wyznawców Wiary Przyrody w Słowiańszczyźnie. Jest miejscem kultu tych mocy, jak i ich dzieci, Mocy Mniejszych tego Tynu-Domu: Rudzi-Zaródzi – Pani Narodzin – Królowej Pąpu Rudzi – Pani Kwiatu Paproci, a także Radorady- Rady Rodzicy nazywanej też Drasznicą, Opiekunki Dzieci, Pani Dorastania oraz Wychowania. Ta druga została przechowana pieczołowicie w pamięci pokoleń przez podania ludowe, w licznych bajkach jako Baba Jaga, Jagodowa Baba – ta która stróżowała i stróżuje Obrzędom Przejścia w kolejne stadia dorosłości, i próbom dojrzałości, jakie się wiążą z tymi obrzędami (jakim się kandydatów do przejścia poddaje).

Dolina Ojców jest bezpośrednio związana z Systemem Psiej Gwiazdy (Syriusza) i Kultem Psa-Anubisa, Strażnika Grobów Królewskich, jest związana także fizycznie z Linią Wawel – Jasna Góra, która jest z kolei jedną z centralnych osi Har[u]skiego Systemu Świętych Wzgórz, jest związana – co oczywiste z Odwzorowaniem Gwiazdozbioru Oriona w powiązaniu z Wawelem i jego kompleksem wzgórz świętych, jest wreszcie związana z Doliną Bytów, leżącą  po stronie przeciwnej niż sama Dolina Ojców, lecz tak samo prostopadle jak Dolina Ojców do osi Wawel – Jasna Góra. Tam, w Dolinie Bytów także znajdziemy Skałę Sokolą – Sokolicę, ważną jaskinię i Źródło oraz liczne skały.

Dolina Bytów – foto Jacek Chmielewski

Dolina Źródła Bytów


Dolina Źródła Bytów – tę nazwę mało kto zna, raczej powszechna jest inna jej forma, Dolina Będkowska i Źródło Będkówki, potoku, który tą doliną płynie.

Skoro jednak w końcowej fazie opowieści o Dolinie Bogów Rodu nawiązaliśmy już do Rodzanic i tego co one nowonarodzonemu przynoszą opowiedzmy i o tym dziwnym kolejnym przypadku, czyli o miejscu położenia Doliny nazywanej Będkowską co w formie rzeczownikowej wyprowadza się do słowa byt i być-istnieć. Tak się składa, że dolina ta leży na wprost Doliny Ojców (Rodów), a jedna długa prosta łączy poszczególne jej ważne punkty, które (i tu znowu przypadek) mają nazwy wprost związane z Bogami Źrzebu, z punktami po przeciwnej stronie w Dolinie Rodów (Ojców).
Jak to się stało, że te prastare, odwieczne nazwy miejscowe tak dziwnie przypadkiem ze sobą harmonizują (ładzą się, układają) w tej właśnie konkretnej okolicy?

Dochodzimy w tym miejscu do tak już wielkiego nagromadzenia „przypadków” – czyli koszów-kosów, że gdyby Przepląt – Bóg Przypadkowych Zdarzeń – Kosych mógł przemówić ludziom nauki do rozumu, to powiedziałby – Panowie, to nie jest moja działka, przysięgam wam. Użyjcie tu rachunku prawdopodobieństwa i użyjcie praw statystycznych, żeby mi powiedzieć skąd wzięły się tutaj RAZEM te wszystkie przypadki.

Ja powiadam, że to żaden przypadek, tylko  ludzka ręka i ludzka myśl, która składa w tym miejscu cześć starodawnym  pogańskim bogom – składa ją znakiem fizycznym – pogańskiego krzyża i słowem – nazwaniem.

Dawno temu mówiło się źrzeb a nie zręb, zrąb, a, także źrzeć – dostrzegać i dojrzewać, skoroźrzywy – rychłościgły, czyli źrzeby-źrzywy znaczy ścigły, żwawy, rozbrykany, a źreb – płód, skąd i źrebak-źrzebak-żrzebak – dojrzewający, rozbuchany, żywy, dopiero co urodzony z płodu, mający podstawę do tego być dojrzałym, dojrzewający, ale nieułożony do jazdy, młody. Żrzeć – patrzeć, źiureti (lit.) – patrzeć, zriet’ – dostrzegać, zrzedło – zwierciadło. Słowo źrzeb w znaczeniu „podstawa” zostało z biegiem czasu uproszczone do zręb-zrąb – miejsce spojenia elementów, fundament, zastrzał w budowli, a jednocześnie czynność zrąbywania-ścinania, czyli rozdzielania spoiny (jak w zrąbywaniu drzewa, rozdzielaniu całości). Co ciekawe w awestyjskim zarwan – wiekowość, zarta – zestarzały, co też nawiązuje nie tylko do zręb – podstawa, zastrzał, ale i do Zerywanów – pradawnego, wiekowego plemienia Ludzi. W indyjskim dżirjati to także już nie źrzejący-dojrzewający-dojrzały, lecz stary. Ale mamy też słowo źródło, które brzmiało niegdyś źrzodło, źrzódło, źrzedlo, żrzedlo – a co oznacza ujście i początek, podstawę, wypływ, początek, bowiem źródłowy to podstawowy, pierwotny. Mamy też oznaczające kapłana słowo żrzec – żerca- żerzec. A więc ciąg źrzeb – źrzec – źrzeć – źrzed. To tylko ułamek z całego bogatego ciągu znaczeń, które dowodzą, że Bogowie Źrzebu to Bogowie Przeznaczenia, Bogowie Podstawy – scalający ale i dzielący, gdzieś hen u podstaw, u źródła bytu-istnienia.

Tutaj wypada zrobić jeszcze jedną ważną uwagę. Słowo byt – byt’- być w języku ruskim zapisuje się i wymawia jako bud – bud’ (ja będę – ja budu, ty będziesz – ty budiesz). Stwierdzamy tutaj związek nie tylko z mianem być, bytować ale także z mianami budzić się (np. do życia) i budować, buda – dom, szałas. Powiązanie tego kompleksu znaczeń z bogami (siłami) Budującymi Podstawę Bytu poprzez przeznaczenie jest podwójnie ważne. Znane z zapisków Herodota plemię Budynoi jest bowiem plemieniem bez wątpienia słowiańskim, a na dodatek jest notowane przez zapisy różnych kronikarzy w sposób ciągły, przez wiele wieków od V wieku p.n.e., a z czasem przesuwa się ono w dwóch kierunkach. Z jednej strony na zachód, gdzie notowani są Bytyńcy i gdzie w końcu opodal, bardzo niedaleko na zachód od kompleksu Doliny Bytów powstaje znane historyczne, oddzielne od Śląska, związane z Małopolską-Harią średniowieczne księstwo Bytomsko-Oświęcimskie (księstwo Bytów-Budomów-Bytomów i Ośców-Oćców – Oś-Wędów, Ośwętyńców).
Budynowie są znani kronikom także z tego, że mieli wielki gród nad Morzem Czarnym w stepach nazywany Gelon-Gleń-Gołuń, w którym zamieszkiwali też greccy handlarze i helleńscy kolonizatorzy Nadczarnomorskiej Scytii. Inna część tychże Budynów poszła znad Dniepru na południe do Anatolii i dała razem z Amazonkami podwaliny pod księstwo – Bytynię, zapisywaną przez Greków w mitach i kronikach jako Bitynia.

Tak więc mnie jakoś sąsiedztwo tych dwóch plemion w Harii-Wharacie, u podnóża Gór Harskich i w sąsiedztwie dwóch dolin, Doliny Rodu i Doliny Zrębu-Bytu nie dziwi. Wydaje mi się wskazane, gdyż jedno dopełnia drugie, a oba – zarodek i narodziny oraz przeznaczenie dola i byt, leżą u początku i podstawy ludzkiego i każdego żywota (bytu ożywionego). Odzwierciedlają one także tutaj przez swoje położenie sąsiedzkie położenie Ojców i Budynów nad Dunajem i Dnieprem (nad Morzem Czarnym), jak i sąsiedzkie położenie i wspólnotę we wczesnośredniowiecznym księstwie Bytomów i Oćców-Oświęcimców w zachodniej Małopolsce.

Podsumujmy.
Dolina Ojcowska i Dolina Źródła Bytów tworzą razem Kompleks Psiej Gwiazdy Małej i Dużej, a połączone z Kompleksem Welskim (Wielkim, Welańskim), czyli z Wawelem i jego Wzgórzami i Kopcami  stają się Odwzorowaniem Oriona na Ziemi. Oriona z jego Dwoma Psami – Psem Wielkim i Psem Małym. Skała zwana Łysą w Jerzmanowicach jest tutaj Wielką Skałą Psiej Gwiazdy – Syriusza, a Skała Pieskowa, jak nazwa wskazuje Małej Psiej Gwiazdy – Procjona.

To nie przypadek.

Ten ziemski Orion wkomponowany jest w jeszcze większy Kompleks, o którym w tej chwili za wcześnie mówić  w szczegółach, ale pokażemy go tutaj w ogólnym zarysie – prace są bowiem w toku i wiele jeszcze zagadek przed nami.
Że ten system większy istnieje nie my pierwsi zauważamy, lecz już wiele pokoleń przed nami go postrzega i poprzez wybitne jednostki swoich czasów tę wiedzę i przeczucia sygnalizuje, jak, np. przez Adama Mickiewicza (o którym mi któryś z zawziętych dyskutantów napisał gdzieś pod artykułem, że „wyssał katolicyzm z piersi matki” co musiałem ostro zdementować – dziw bierze, że go nie dotknęła oficjalna papieska ekskomunika) i innych artystów,  w tym uznanych za narodowych wieszczów. Wiedzę tę upowszechniali okultyści, ezoterycy, Czciciele Światowida, Szczep Rogate Serce, mistycy i masoni – jak Bronisław Trentowski. Nazwisk i osób można by przytoczyć bardzo wiele, łącznie z Henrykiem Sienkiewiczem, który opiewał świętość Jasnej Góry, choćby w Potopie. W ostatnich czasach system ten w zarysach opisywały takie osoby z kręgów okultystyczno-astrologicznych i ezoterycznych jak Witold Suliga, którego rozważania są tu u nas dostępne, Leszek Matela czy także T. Marski.


Tak więc żebyśmy mieli jasność, Wzgórze Wawelskie z centralnym punktem – wcale nie tam gdzie katedra, nie tam gdzie Krypta Gereona, ale dokładnie na Skale Smoczej Jamy jest częścią  wielkiego Kompleksu  Świętych Wzgórz Harskich, który możemy nazywać też Nuruskim (Czarnoruskim), Har-Ruskim (Biało-Ruskim), oraz Małoruskim (Czerwono-Ruskim) czyli Budynowsko-Bytyńsko-Harskim.  Dla uproszczenia można by powiedzieć że jest to System Świętych Gór Starej Harii – Wharatu. Biegnie on od Arkony do Starego Łyśca na dzisiejszej Ukrainie ale też do Kijowa na wschodzie i na zachód do Jerynia, gdzie stała słynna świątynia Jarowita – za Łabą.

Ale i to nie koniec. Nasz harski system nawiązuje do jeszcze większego obejmującego najprawdopodobniej Ląd Biały (Europę), Ląd Czarny (Afrykę) i Mazję (Azję). Czy sięga dalej – także do Wenelądu czyli do Ameryki Północnej, gdzie docierali wikingowie, tego jeszcze nie wiemy, ale nie jest to wykluczone. Jeśli tak by się okazało byłaby to nowa nie lada zagadka, na którą nie znajdziemy zapewne innej odpowiedzi niż jakaś „kosmiczna” teoria. Już teraz bowiem przypatrując się sieci powiązań pomiędzy różnymi świętymi miejscami (miejscami przyrodzonego kultu) ze starożytności która była przecież według naszych dzisiejszych standardów niesłychanie „prymitywna”, mamy spory kłopot żeby uzasadnić jak to się stało że te punkty tak się dokładnie ze sobą łączą na tak olbrzymich przestrzeniach.

Główna linia wiążąca system Haruskich Świętych Wzgórz z ogólnym systemem lądyjsko-mazyjskim to linia przebiegająca od Kręgu Stonehenge przez Krąg Woodhenge w Brytanii a dalej przez  Ślężę, Jasną Górę i przez polski Łysiec (Łysą Górę) w Górach Świętokrzyskich do Łysej Góry Kijowskiej, czyli do dzisiejszej góry zamkowej w budynowskiej (bytowskiej) stolicy Halanii-Polanii. Linia ta co ciekawe przechodzi przez Ziemię Jeryńską i okolice Weimaru w Niemczech – tam leży słynna Nebra w której znaleziono Dysk z Nebry i Jeryń (Gheren)  z dawną świątynią Jarowita.

Zwracaja też uwagę inne linie systemu – takie jak Arkona – Kamień Pomorski – Gniezno – Łysa Góra – Stary Łysiec (pod Kołomyją), czy linia Kołomyja/Stary Łysiec – Wawel (lub Grodzisko Tynieckie) – Chełm Śląski (Góra Świętej Anny) – Ślęża – Kres Sołu nad Łabą (pod Magdeburgiem)  z końcem pod Groningen na wybrzeżu Morza Północnego.

Najbardziej niesamowitą jednak rzecz zobaczycie teraz tutaj na mapie poniżej. Ta mapa wskazuje, że Ślęża jest miejscem naprawdę niezwykłym i magicznym. To Ślęża i Arkona łączą Har(u)ski System Świętych Gór i Wzgórz z najważniejszym mistycznym punktem na Ziemi – z Piramidą Cheopsa. Linia łącząca czubek tej piramidy z cyplem Arkony przebiega dokładnie przez wierzchołek Ślęży – możecie to sobie sami sprawdzić w Googlu, ale tu poniżej macie tę mapę. Nie zamierzam na razie komentować tego faktu, dziwię się że nikt o tym głośno dotychczas nie mówił. Uważam ten fakt za spore własne odkrycie i sądzę, że świadczy to o głębokim mistycznym, magicznym i magnetycznym związku wszystkich miejsc włączonych w system, ale szczególnie tych które maja stara potwierdzoną tradycję świątyń Wiary Przyrody i leżą na głównych wielkich liniach. 

Powyższym zagadkom będziemy poświęcać kolejne artykuły.  Tutaj wrócimy jeszcze na chwilę do Tynu Bytów i Doliny Źródła Bytów.

By opisać tu pokrótce Tyn Bytów – czyli Mogtów Przeznaczenia użyjemy słów z lekcji 1 i lekcji 2 (dostępne na czarnym pasku po prawej). Dokładny opis z wynikającymi ze znaczenia imion boskich Bogów Źrzebu-Bytu (nazwań danej siły) ciągami znaczeń pokrewnych obejmujących krąg najbliższy oddziaływania danej mocy (tyn-dom) znajdziecie w Poczcie Bogów Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y – także na czarnym pasku.

Lekcja 1

8 Żywiołów i 12 Mocy – razem 20 Sił – Wcieleń i Emanacji Najwyższego – 20 Sił Wszego Świata (Wszechświata), 20 Sił Światła Świata (Oświecenia i Światłości).

Nasza Wieda nie jest filo-zofią (Przemądrością tylko), nie jest nauką (Wiedzą jedynie), ani wiarą (ślepym wyznaniem dogmatu) – jest Wszechobejmującym Wykładem – po prostu Mądrością – Wiedą: o Gwiazdach, o Świecie, o Rzeczy Istności (nie mylić z potoczną rzeczywistością), Wiedą o Życiu, Wiedą o Ludziach, Wiedą o Przyrodzie, o Bycie i Byciu, o bycie – Istnieniu i o Bycie – Istocie (Bule-Bądcie – planecie, Wszym Świecie, Kosmosie, Ziemi, Istocie – życiu, tym co także kiedyś dawno, swoim przybranym imieniem chciał przekazać i wyrazić Budda – Bądta – będący, przez co oświecony, świadomy, wiedzący).

Język Polski – uwierzcie – To NAPRAWDĘ – język prastary, język pradawny, język trudny, język pełen zapomnianych znaczeń, język starych jak Świat słów, które rodziły się z Wodą i Ogniem, które wzrastały z Borem i bagienną roślinnością, które kształciły się w szorstkim boju, wałkowane przez morskie wełny i górskie stoki i krzewne ciernie, w boju o przetrwanie Człowieka w Świecie Przyrodzonym, a więc  o przetrwanie Rodu w Przyrodzie.
Ród i Przyroda – czy mówią wam coś te dwa pojęcia – To określenie jednej z Mocy, którym podlegamy jako Ludzie.
Rod – pradawny bóg i Przyroda znana z dawnych zapisów pod postacią Rodzanic, kwestionowana jako bogini, ale przecież nie dajmy się wyprowadzać wciąż na manowce niedowiarkom – jej istnienie nie podlega dyskusji. Tylko ciągłe pomijanie tej SIŁY i powątpiewanie mogło nas zaprowadzić w Miejsce w Którym Dzisiaj Jesteśmy – Na Skraj. Tylko tysiącletnie oddzielenie Rodu od Przyrody i zakwestionowanie potęgi tej ostatniej mogło zaowocować takim STANEM jaki możecie obserwować wszędzie dookoła siebie – w lesie, wodzie, pogodzie, wichurach i deszczach, powodziach i tajfunach – trąbach powietrznych.

 Trzy Moce Kosze: Przeznaczenie, Przypadek i Uczucia (Czucie).
kosz – los,

kosz – przypadek,

kosz – koszanie (kochanie – miłość, koszka – kotek, miły zwierz i bazia – kudłaty zarodek, kokosz i kokota – czyli sidła żądzy, kochanie-seks)

Kosz – Przeznaczenie – to splot (kosa – warkocz, splot) wynikający z Zapisu Baji, a więc z całych dotychczasowych Dziejów – z Runu od Początku i naszego Wpisu w ten Run, czyli inaczej osobisty, przypisany Czas i Miejsce we Wszechświecie. To jednak splot uformowany w obręcz – w JARZMO, nie mający początku ani końca. Jest jak litera O.

Kosz – Przypadek – to splot (kosa, warkocz Baji) wynikający ze Splątania – z działania Plątów czyli z Przypadku, Nieprzewidzianego Runu, Runu Bezplanowego, Runu Chaosu, który ludzie zwykli nazywać Ciemną Siłą, albo Niekorzystnym Zbiegiem Okoliczności, albo Diabelskim Szczęściem (kiedy udaje się coś co się udać nie może bo jest przeciwne Ładowi Świata). Ten warkocz ma kształt wijący się, węży i otwarty, jest jak litera S.

Uczucie (Czucie) – to splot, który jest poza kontrolą Rozumu, to Moc Naszej Cielesności – to co sprawia że Lubimy bądź Nienawidzimy – to co działa „od pierwszego wejrzenia” – czyli zanim zdążysz Pomyśleć, zanim jakakolwiek myśl ci zakiełkuje – Już Wiesz a jeszcze nie pomyślałeś.Ten splot jest niewidzialny, ale ma kształt jak Kok, kołtun – kształt kuli. Nie wiesz kiedy i jak to się stanie ani skąd przyjdzie, ani nie masz na to wpływu w żadnej sekundzie dziania się tego. Jest niezauważalne i otacza cię w mgnieniu we wszystkich wymiarach. Możesz wyjść ze splotu S przez wolną przestrzeń jaką on pozostawia (wolna wola), możesz pozostać w środku Pierścienia – Obręczy – Jarzma i  nie dotykać go, ale nie możesz odsunąć się ani odpuścić kuli koszania.

Ten trzeci rodzaj koszej mocy jak widzicie wiąże się z także z działaniem dwóch pierwszych i z działaniem Rodów.

Lekcja 2
Mogt PRZEZNACZENIA czyli Moc Nieci, Baji, Przędziwa – moc mokosza,  to jest nic innego jak ciągnący się od Pierwszego Aktu Stworzenia ciąg nieustających, wynikających z siebie nawzajem współzależności  -Zręb Dziejów (Źrzeb), Wyrok Losu (Wierg Czasu i Miejsca działania), Dola (osobisty Los zakotwiczony w Zrębie i Wyrokach) i wreszcie Byt – los związany z chwilą, ale nie ten przypadkowy będący domeną Plątów-Koszów (prawdziwy kosz-przypadek – dziecko Przepląta-Chaosu), lecz związany z chwilą przeznaczoną – nieodwracalną „zaplanowaną” niejako od Początku Świata na ten dzień i miejsce w przestrzeni i w dziejach i twoje osobiste w nim „bycie” – bycie „tu i teraz”. Mogt Przeznaczenia tworzy Litą Baję Dziejów Świata, nieodwracalną – tam wplata się nieć żywotów i dzieje nieożywionych bytów gdzie Baja na to pozostawia miejsce. Każdy kamień i każda osoba mają swoją Dolę od urodzenia i są zakotwiczeni w „Być – Tu i Teraz”, które to atrybuty życia wynikają ze Zrębu i Wyroku czyli Dziejów od Początku świata Wszystkich Bytów i Urodzenia w miejscu przestrzeni i określonym czasie dziejów.

Miejsca przybytków Bogów w Dolinie Bytów widać na mapie i są one następujące:

Skała Jarzma – to skała i sanktuarium Zrębu a więc Makosza,Skała Jarzęca i Jarząca się, Skała Zrębów Bytu.

Skała Sokola – sokolica to skała sanktuarium Wida-Wija, wszystko i dalekowidzącego, Tego Który Zna Przyszłość i który widzi ją swoim Jedynym Sokolim Okiem

Czarcie Wrota i Skała Czary – to sanktuarium Mokoszy – Bogini Zapisu Baji na Dzbanie, Bogini Plotącej tej która nosi Przetak-Kosz-Czarę i przędzie nieci doli.

Źródło i Skała Bytów to sanktuarium Dodoli  z czterema jaskiniami. Kto chce dobrą dolę w życiu mieć musi ze źródła zaczerpnąć, wodę podzielić między siebie i swoich bliskich, wypić ją razem pospołu w obrzędzie, wpierw połowę oddawszy bogini na skale. Najlepiej wlać ją do jednej z cztrech jaskiń, a jeszcze lepiej do wszystkich czterech.

Najbardziej tajemniczym miejscem tego systemu jest Jaskinia i Skała Nietoperzowa. To miejsce w którym splatają się wszystkie kosze tyny – sanktuarium Kosy-Kusego, czyli Przepląta, Kupały-Dziwienia-Koszki i Mokoszy Matki Kosza-Czary.

Nietoperze, bezpióre ptaki-nieptaki są latającymi symbolami i wcieleniami tynu i bogów Plątów.


Opis miejsc w dolinach – Dolina Bytów

Dolina Będkowska, zwana też Doliną Będkowicką lub Będkówką – piękna krajobrazowo i posiadająca duże walory przyrodnicze, geologiczne i historyczne dolina potoku Będkówka spływającego z Wyżyny Olkuskiej do Rowu Krzeszowickiego. Jest jedną z 7 dolin wchodzących w skład Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie. Ma długość 7-8 km i jest jedną z najdłuższych dolin Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Rozpoczyna się obniżeniem terenu przy drodze krajowej nr 94 z Krakowa do Olkusza, a kończy w przysiółku Łączki Kobylańskie. Wygodnym miejscem, skąd można zwiedzić dolinę są Będkowice, gdyż znajdują się w środku pomiędzy doliną Będkowską i Doliną Kobylańską, można więc stąd zwiedzić obydwie doliny.


Wyżłobiona w wapieniach jurajskich dolina ma charakter wąwozu o stromych ścianach wschodnich i łagodniejszych zboczach zachodnich. Jest doliną krasową i można na niej zaobserwować niemal wszystkie formy geologiczne i zjawiska charakterystyczne dla krasu. Oprócz głównej doliny występują w niej jeszcze mniejsze boczne dolinki o różnorodnym charakterze – albo są to skaliste wąwozy typu kanion, albo jary o bardziej łagodnych stokach porośnięte lasem. Są też jaskinie, źródła i wywierzysko. Wiele skał udostępnionych jest do wspinaczki. Dnem głównej doliny prowadzi droga (zakaz wjazdu pojazdów) i znajdują się nieliczne zabudowania.
W wylocie doliny w przysiółku Łączki Kobylańskie na rozdrożu znajduje się kapliczka. Nad nią w lesie porastającym zbocza doliny wznoszą się po obu stronach wysoko w górze wybitne skały – po wschodniej stronie Cebulowa, nieco dalej po zachodniej Wietrznik (403 m n.p.m.). Dalej mijamy piękną, gustownie zaprojektowaną, krytą gontami willę i kilka stawów rybnych z hodowlą pstrągów w płaskim w tym miejscu dnie doliny. Ponad nimi we wschodnim zboczu wznoszą się skały: Rybne, Wężowe, Migdałkowa. Ścieżka wspina się nieco do góry. Po prawej stronie ścieżki, charakterystyczna skałka tuż nad potokiem. Po lewej mijamy kapliczkę ufundowaną ku pamięci mieszkańców okolicy pomordowanych przez hitlerowskich okupantów w czasie II wojny światowej.

Źródło Bytów – bije spod Skały Bytów (Źrzebów-Makoszy) z wydajnością 50 litrów na sekundę i tworzy Potok Bytów

Płynący po prawej stronie drogi Potok Będkowski przegrodzony jest skalną zaporą (na miejscu dawniej istniejącego w tym miejscu naturalnego wodospadu). Dolina rozszerza się. Na wschodnim zboczu wybitna skała Szaniec, a w niej Jaskinia Szaniec. W zboczu tym znajduje się brama skalna zwana Będkowską Bramą, a za nią boczna dolinka. Przebiega przez nią żółty szlak turystyczny przez Będkowice do Doliny Kobylańskiej. W skałach Bramy Będkowskiej odkryto resztki niedużego grodziska. W północnym kierunku za Będkowską Bramą znajdują się w wysokich i stromych ścianach wąwozu skały: Pytajnik, Lajkonik i Wysoka.


We wschodnim zboczu Sokolica

- najwyższa w całej Jurze Krakowsko-Częstochowskiej skała wspinaczkowa. Ma wysokość ponad 70 m i na jej szczycie znajdują się resztki bardzo starego grodziska. Dolina skręca tutaj w kierunku wschodnim. Przechodzimy na drugą stronę Będkowskiego Potoku. Ok. 500 m od rozdroża po prawej stronie bardzo charakterystyczna skała, zwana ze względu na swój kształt Iglicą. Po lewej stronie, za potokiem popularna skała wspinaczkowa Zamczysko. Dalej na potoku znajduje się Szum – największy w całej Jurze naturalny wodospad (zwany również Szerokim), a w pewnej odległości od niego wspinaczkowa Skała z Bluszczem. W stromym zboczu po prawej stronie liczne skały, niektóre z nich również udostępnione do wspinaczki. W zboczu tym warto podejść stromą leśną drogą by zobaczyć bramę skalna zwaną Czarcimi Wrotami lub Piekielną Bramą. W zboczu tym znajduje się jeszcze inna wybitna skała – Gęsiarnia. Ok. 350 m od drogi znajduje się wywierzysko zwane źródłem Będkówki. Wypływa z niego czysta, krystaliczna woda (ok. 50 l/s). W skałach powyżej źródła 4 pionowe jaskinie. 1,5 km dalej następna grupa skał; po prawej stronie Wielka Turnia, Zaklęty Mur, Zaklęty Bastion i Łabajowa Skała, a w niej Jaskinia Łabajowa. W Dolinie Będkowskiej jest jeszcze wiele innych jaskiń, najciekawszą z nich jest znajdująca się w górnej części doliny Jaskinia Nietoperzowa.

foto Z Bereszyński

Grodzisko na Sokolicy

Grodzisko z trzech stron chronione było kilkudziesięciometrową przepaścią, gdyż położone było na potężnej skale zwanej Sokolicą (również Skałą Sokolą lub Grodzisko).
Szczytowa powierzchnia Sokolicy zamknięta jest od dostępnej wsch. strony głęboką fosą i wysokimi na kilka metrów potrójnymi wałami ziemnymi. Całość tworzy trójkąt o najdłuższym boku wsch. długości ok. 100 m.
Grodzisko to było użytkowane w czasach przedhistorycznych i wczesnohistorycznych.
Na szczycie Sokolicy odkryto resztki dużego, grodziska rycerskiego z VIII-IX w. Z tego też względu skała ta dawniej nazywana była Grodziskiem. Zachowały się resztki wałów, w czasie prac archeologicznych odkryto ślady osadnictwa z okresu neolitu i kultury łużyckiej.
Wg legendy na skale tej miano niegdyś stawiać zamek, ale przed ukończeniem budowy zaniechano jej.
Archeolodzy twierdzą, że grodzisko to obok Tyńca, Piekar, Chełma koło Bochni i innych na ziemi krakowskiej należały do najciekawszych i najkunsztowniej umocnionych w dawnym państwie Wiślan.
Badał je m.in. w 1909 archeolog Leon Kozłowski, późniejszy premier Polski, wraz z J. Czarnowskim. W rejonie grodziska znaleziono ułamki ceramiki, wyroby z krzemienia i z żelaza oraz kości ówczesnych zwierząt domowych.

Będkowice powiat krakowski, woj. małopolskie
Sokolica jest to skała w Dolinie Będkowskiej, podobno największa wapienna skała wspinaczkowa na Jurze.
Na szczycie znajduje się jedno z lepiej umocnionych grodzisk wczesnośredniowiecznych. Były też podobno próby budowania tu zamku obronnego.
Grodzisko jest imponujące, na wiki piszą o resztkach wałów ale to nieprawda, wały są kompletne, wysokie na 5 -10m, strome i trudno dostępne podczas deszczu (ślisko). Ze szczytu fantastyczne widoki!

Wały na Sokolicy (foto: Z, Bereszyński)

Na skale Sokolica odkryto ślady grodziska z XII-XIII w. Dzięki umiejscowieniu na wysokim wzniesieniu, z trzech stron chroniła je kilkudziesięciometrowa przepaść. Grodzisko było prawdopodobnie użytkowane w czasach przedhistorycznych. Stawiano tu według legendy zamek, lecz ponoć budowy nie ukończono. Zdaniem archeologów, mogło to być najciekawsze i najlepiej umocnione grodzisko w dawnym państwie Wiślan. W pobliżu, na skale Dębnik, istnieją ślady po drugim, mniejszym grodzisku.

Źródło Bytów i potok Bytów

Warto zobaczyć wodospad Szum – największy na całej Jurze. Na północ od Sokolicy znajduje się grupa skał zwana Cmentarzysko. Przed nimi sterczy wysoki na 25 m ostaniec Iglica. Wędrując dalej szlakiem niebieskim, po lewej stronie mijamy dużą skałę o niepowtarzalnej nazwie – Dupa Słonia. Jest ona szczególnie lubiana przez wspinaczy (znajduje się po drugiej stronie potoku, przez który można przejść po kładce).

Dochodzimy do niewielkich zabudowań. Przed nimi odchodzi w prawo leśna droga (bez znaków), doprowadzająca przez Czarcie Wrota do szosy w pobliżu Będkowic. Zanim skręcimy w prawo, ponad wspomnianymi zabudowaniami, znajdziemy główne źródło krasowe potoku Będkówka. Wywierzysko ma wydajność 50 l/s! Tuż przy nim tworzy się pokaźny, malowniczy zbiornik wodny.

Wywierzysko, reokren – typ źródła o silnym wypływie. Najczęściej występuje w regionach górskich. Jest to przeważnie źródło typu wokluzyjskiego (od Vaucluse – miasto we Francji) – nazwa źródła, w którym wypływają na powierzchnię wody podziemne na obszarach krasowych. Wydajność takiego źródła może być znaczna, jeśli jest mniejsza od ilości wody wpływającej do ponoru (wchłonu) jest to ujemny bilans zlewni.

Czarcie Wrota lub Piekielna Brama

– jedna z bardziej znanych bram skalnych na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. Znajduje się w lesie w Dolinie Będkowskiej, przy stromej leśnej drodze prowadzącej z dna doliny na wzniesienie. Tworzą ją dwa ostańce skalne po obydwu stronach tej drogi, zbudowane z wapieni górnej jury. Jeden z nich ma postać skalnej iglicy z sosną na szczycie, drugi, znajdujący się wyżej ma skomplikowane kształty i znajduje się w nim tunel dziurawiący go na wylot. Oprócz bramy przy drodze tej występują jeszcze w lesie liczne inne skały. Drogą nie prowadzi żaden szlak turystyczny, można jednak do Czarciej Bramy podejść od szlaku wiodącego dnem Doliny Będkowskiej (ok. 200 m) lub zejść w dół od szosy z Będkowic do Bębła (ok. 500 m).

Jaskinia Nietoperzowa

– Jest to jedna z dłuższych jaskiń na Wyżynie Krakowsko – Częstochowskiej, ok 326 m długości. Swą nazwę zawdzięcza licznym w niej dawniej nietoperzom. Podobnie jak jaskinie Łokietka i Ciemna również jest to jaskinia krasowa z licznymi salami oraz naciekami. W 1997 roku wnętrza jaskini służyły za scenografię do filmu „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana.

Jaskinia jednootworowa o rozwinięciu poziomym, zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem, temperatura stała ok 7,5°C. Czas zwiedzania jaskini ok 30 – 40 min.

Przed jaskinią znajduje się bezpłatny parking.

Jaskinia – o innych nazwach Jerzmanowicka, Księża, Biała. Nazwa Nietoperzowa, jaskini, pochodzi od znalezionych tutaj  szczątków kopalnych i współcześnie żyjących gatunków nietoperzy. Jaskinia Nietoperzowa usytuowana w grupie skał górnej części Doliny Będkowskiej, położona 447 m nad poziomem morza,
Na uwagę zasługuje wodospad naciekowy w początkowej części jaskini, oraz liczne kotły wirowe na stropie w głębszych jej częściach.

Pisana historia jaskini sięga pierwszej połowy XIX wieku. Już w 1841 roku A. Grafowski po zwiedzaniu tej jaskini wspomina o wcześniejszym wybieraniu namuliska używanego jako nawóz. Przemysłową eksploatację prowadził z ramienia Górnośląskiego Urzędu Górniczego O. Grube w latach 1872-1879 co w znacznym stopniu zniszczyło pierwotne osady jaskini. Zupełnie przypadkiem natrafił on na 4000 kłów niedźwiedzia jaskiniowego. Jeszcze dziś, przy odrobinie szczęścia, można taki kieł znaleźć.
Pierwsze poszukiwania przeprowadził tu w roku 1871 hrabia Jan Zawisza, właściciel Doliny Ojcowskiej, znajdując liczne zabytki archeologiczne i kości zwierzęce. W czasie gospodarczej eksploatacji namuliska nadzór archeologiczny sprawował F. Romer, który zebrane zabytki przekazał do muzeum wrocławskiego. W roku 1918, gdy pierwszym prywatnym właścicielem był Antoni Ferdek, przewodnik po Ojcowie, badania w pobliżu wejścia jaskini przeprowadził Leon Kozłowski.
Z punktu widzenia archeologicznego Jaskinia Nietoperzowa znana jest przede wszystkim jako stanowisko górnopaleolityczne datowane na 38000 lat temu, będące obozowiskiem łowców niedźwiedzia jaskiniowego. Łowcy jerzmanowiccy, będący przedstawicielami grup ludzkich określanych już mianem Homo sapiens (człowiek myślący), byli twórcami odkrytych tu m.in. krzemiennych grotów i oszczepów reprezentujących tak zwaną kulturę jerzmanowicką.
Jaskinia znana jest od dawna.

Najstarsza zwzmianka pochodzi z roku 1866 z przewodnika A. Grabowskiego. Pierwsze badania wykopaliskowe prowadzil w roku 1871 J. Zawisza. W czasie eksploatacji gospodarczej namuliska w latach 1872-79 (nawoz fosforowy) nadzor archeologiczny prowadzil F. Römer, znaleziono wtedy ok. 4000 klow niedzwiedzia jaskiniowego.

Podczas badan W. Chmielewskiego w latach 1956-62 znaleziono liczne slady pobytu w jaskini ludzi z okresu Paleolitu, Neolitu i Sredniowiecza. Jaskinia otrzymala swa nazwe od ogromnych kolonii nietoperzy zimujacych we wnetrzu. Pisze o nich W. Taczanowski w roku 1854: „hr. Wodzicki odwiedzajac te miejscowosc, znalazl niezliczone massy nietoperzow przyczepione do sklepien. Dla przekonania sie jak dalece trudne sa do spedzenia trzy razy w jednym kierunku strzelal: wszakze tylko tyle miejsca oproznionego zostawalo, ile naboj zajal, w innych zwierzeta nieporuszone siedzialy. Po tej probie dwa koszyki napelniono zabitemi nietoperzami.” Obecnie nocek wystepuje w jaskini sporadycznie. W okresie zimowym wystepuja tu kolonie podkowcow malych.

Ludzie sprzed 6500 lat zostawili tu garnki i różne narzędzia a poza tym znaleziono całą masę kości nieistniejących już zwierząt. Jedna z największych w okolicy jaskiń udostępnionych do zwiedzania.

Dolina Ojców

Utworami geologicznymi odsłaniającymi się w rejonie Ojcowskiego Parku Narodowego są wapienie górnojurajskie, osiągające ok. 200 m miąższości, powstałe z nagromadzenia ogromnej ilości szczątków organizmów, które żyły w morzu jurajskim ok. 150 mln lat temu. Barwa ich jest z reguły biała, jasnożółta lub jasnoszara.

[To morze łączyło się z Morzem Ciemnym, którego fragment ocalał do dzisiaj i nazywa się Morzem Czarnym. Czarne (Ciemne) Morze Kauków zamknięte było w południowym wschodzie pasmem Czarnych Gór Kauków – Kaukazem. CB]
Najstarsze znalezisko archeologiczne z Jaskini Ciemnej datowane jest na schyłek zlodowacenia środkowopolskiego (120-115 tys. lat p.n.e.).

Ślady osadnictwa w okolicach Ojcowa, ciągną się od czasu pojawienia się tu pierwszego człowieka aż do wieków średnich.

Większość dotychczasowych odkryć związanych jest z neolitem (młodsza epoka kamienia, ok. 5,5-2,2 tys. lat p.n.e.). Neolityczne materiały  archeologiczne odkryte tutaj pochodzą z jaskiń. Z epoką tą wiąże się kopalniana eksploatacja krzemienia, przypadająca na początkowy okres gospodarki rolniczo-hodowlanej. Odkryto kopalnie i pracownie krzemieniarskie w okolicach Ojcowa, Sąspowa i Bębła. Reprezentują one  kilka kultur neolitycznych: ceramiki wstęgowej rytej, lendzielskiej, pucharów lejkowatych, ceramiki promienistej. Ojcowskie jaskinie służyły za schronienie przybyszom, m.in. z doliny Wisły pod Krakowem. Krzemień z okolic Ojcowa znany jest w tej epoce na terenie Moraw, Słowacji i Węgier.

Wczesne średniowiecze przynosi ożywienie osadnicze, w którym największe znaczenie odgrywały grody budowane wzdłuż dolin na wysuniętych cyplach skalnych, mających z natury położenie obronne.

Na terenie Parku zachowały się ślady kilku grodzisk z wczesnego średniowiecza. Jest to Ogrojec przy Jaskini Ciemnej, gród na górze Okopy w Ojcowie oraz w Grodzisku i Sułoszowej. Zespół grzebieni skalnych wokół Ogrojca przy Jaskini Ciemnej uznawany jest przez niektórych uczonych (np. prof. J. Bogdanowskiego) za najstarszy przykład fortyfikacji w Polsce. Nie wyklucza się, że badania wykopaliskowe na ruinach zamku Kazimierzowskiego w Ojcowie i na zamku w Pieskowej Skale, przyniosłyby odkrycie kolejnych średniowiecznych założeń grodowych.

Początkowo dobra ojcowskie stanowiły własność Korony, która z czasem zaczęła się kurczyć na rzecz własności magnackiej i duchownej. Już w poł. XIII w. Grodzisko i Skałę z okolicznymi dobrami otrzymał klasztor SS. Klarysek z Zawichostu (przeniesiony później do Krakowa), Pieskowa Skała w 1378 r. przeszła w ręce rodziny Szafrańców, a Ojców pozostał królewszczyzną. Taki podział dóbr na królewskie, duchowne i magnackie utrzymał się do upadku Rzeczypospolitej (1795 r.).

Wojciech Gerson – Łokietek pod Ojcowem

Jaskinia Łokietka

– najdłuższa jaskinia na terenie Parku – 320 m. Według legendy w XIV w. w jaskini miał się ukrywać książę Władysław Łokietek uciekając przed czeskimi wojskami w czasie rywalizacji o tron z królem Wacławem II. Dzięki sprytowi, pomocy pająka oraz miejscowej ludności spędził w jaskini sześć tygodni, przeczekując w ten sposób niesprzyjający dla niego okres.

Jaskinia położona jest w północnym zboczu Góry Chełmowej, ok 125 m nad dnem Doliny Sąspowskiej. Jaskinia jednootworowa o rozwinięciu poziomym, oświetlona elektrycznie, temperatura stała 7,5°C, zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem, czas zwiedzania ok 30 min.
dawniej znana jako Jaskinia Królewska oraz niewłaściwie Grota Łokietka) – jaskinia krasowa o rozwinięciu poziomym w Dolinie Sąspowskiej w północno-zachodnim zboczu Chełmowej Góry w obrębie Ojcowskiego Parku Narodowego, udostępniona dla ruchu turystycznego.
Z jaskinią wiąże się legenda o Władysławie Łokietku, który miał się w niej schronić po ucieczce z Krakowa przed wojskami czeskiego króla Wacława II. Życie uratował mu pająk, który zasłonił otwór jaskini pajęczyną, wprowadzając w błąd pościg. Pamiątką po tym wydarzeniu są nazwy jaskini oraz poszczególnych jej komór, a także brama w kształcie pajęczej sieci, zamykająca wejście.
Do wejścia prowadzi wąska szczelina skalna o długości 20 m (pozostałość korytarza, którego strop zawalił się). Korytarz zwany Głównym prowadzi do Sali Rycerskiej o wymiarach 25 × 10 m, z którego wychodzą dwa korytarze: schodami w dół do tzw. Sypialni (sztucznie przebity) oraz tzw. Kuchni, sali znajdującej się blisko powierzchni ziemi (ze stropu zwisają korzenie drzew). Sypialnia jest największą salą jaskini o wymiarach 20 × 30 m. Szata naciekowa Jaskini Łokietka jest uboga, zachowała się tylko w niedostępnych miejscach. Łączna długość korytarzy i komór wynosi ok. 270 m, temperatura zaś 7–8 °C.
Jaskinia ta była znana od dawna. Pierwsze wzmianki pochodzą z końca XVII. Od końca XVIII w. stanowiła atrakcję turystyczną, zwiedzano ją, wraz z sąsiednią Jaskinią Ciemną, w czasie odwiedzin popularnego wówczas Ojcowa. W 1927 uznana za zabytek.


Ruiny Zamku w Ojcowie – Wzgórze Ojców

– Zamek w Ojcowie podobnie jak Zamek Pieskowa Skała powstał w XIV w. z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego. Burzliwa historia sprawiła, że obecnie pozostały z zamku tylko malownicze ruiny. Do zwiedzania mamy basztę bramną w której znajduje się makieta zamku oraz ośmioboczną wieżę – najwyżej położony fragment zamku. Ze wzgórza zamkowego roztacza się piękny widok na Dolinę Prądnika.

Ruiny znajdują się we wsi Ojców koło głównego parkingu (płatny) z którego wyrusza większość wycieczek zwiedzających OPN.

Widok z Doliny na taras widokowy Jaskini Ciemnej

Palecznica- Palopąt – Rękawica Ojcowska – Dolina Ojców

Rękawica, zwana też Pięciopalcówką lub Białą Ręką – wybitna skała o charakterystycznym kształcie w Ojcowskim Parku Narodowym. Zbudowana jest z jurajskich wapieni. Znajduje się w środkowej części Doliny Prądnika, na jego zachodnim zboczu w masywie Góry Koronnej i wznosi się ok. 85 m powyżej dna doliny.


Nazwa skały związana jest z legendą, według której podczas jednego z najazdów tatarskich ludność okoliczna szukała schronienia w Jaskini Ciemnej, wejście do której znajduje się w pobliżu. Jednak Tatarzy penetrowali dolinę poszukując ludności. Wówczas Bóg zasłonił wejście do jaskini własną ręką, ratując w ten sposób ludzi od śmierci lub haniebnej niewoli. Rzeczywiście, skała składająca się w górnej części z 5 palczastych kolumn, przypomina swoim kształtem dłoń. Jest dobrze widoczna zarówno z dna doliny, jak i ze szlaku turystycznego prowadzącego przez Górę Koronną. Z platformy widokowej przy wejściu do Jaskini Ciemnej widać ją z bliska, z profilu. Nie wolno uprawiać na niej wspinaczki skałkowej.
Było to dawno temu, podczas najazdu Tatarów. W jaskini schronili się wówczas miejscowi ludzie. A Bóg zasłonił wejście własną dłonią, skale nadając jej kształt. Dlatego głaz nosi nazwę „Biała Ręka” lub „Pięciopalcówka”.

Jaskinia Ciemna

Jest jaskinią uważaną za największą na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej pod względem wielkości komory, a zarazem należy do najważniejszych stanowisk archeologicznych w Polsce. Pierwsze ślady człowieka (kultura prądnicka) w Jaskini Ciemnej pochodzą sprzed ok. 125 tys. lat. U wejścia do wewnątrz założył on swoje siedlisko. Miejsce to obecnie nazywane jest Oborzyskiem. Łącznie z nim Jaskinia ma 230 m długości.

Znajduje się na wysokości ok. 65 m nad dnem Doliny Prądnika. Przed wejściem do jaskini znajduje sie zrekonstruowane obozowisko neandertalczyków oraz platforma widokowa z widokiem na Dolinę Prądnika i wznoszącą się tuż obok charakterystyczną skałą wapienną zwaną Rękawicą lub Pięciopalcówką. Jaskinia składa się właściwie z jednej olbrzymiej komory, 80 m długości, 20 m szerokości i 10 m wysokości, która u końca zwęża się i przechodzi w tzw. Tunel. Zamieszkują ją nietoperze (głównie podkowiec mały), ćmy, białe wije oraz pająki z gatunku sieciarz jaskiniowy (meta menardi). Temperatura powietrza wynosi 7-8 °C.
Środkową część komory zdobią wielkie kopulaste stalagmity, których wysokość sięga do 1 m. Strop jest pokryty licznymi stalaktytami rurkowymi. W 1924 r. jaskinia została wpisana do rejestru zabytków.

Część podania o Rykawdzie Iworodzie i Czarodanie Czarnej Królowej

Legenda o stalaktytach
Przed wiekami żyła w Ojcowie piękna dziewczyna, która się nieszczęśliwie zakochała. Nieodwzajemnione uczucie spowodowało, że rzuciła się ze skały, prosząc bogów, by mogła zamienić się w jedną z nich. Prośba dziewczyny została spełniona, ale jej serce do dzisiaj bić nie przestało. Wciąż płacze, a jej skamieniałe łzy zamieniają się w stalaktyty Jaskini Ciemnej.

Góra Koronna – Dolina Ojców

Góra Koronna ma 436 m n.p.m. wysokości i wznosi się ponad Doliną Prądnika, w południowo-wschodniej części Ojcowskiego Parku Narodowego. Na zboczu góry znajduje się Jaskinia Ciemna. Na Górę Koronną można dotrzeć z Ojcowa. Przy szlaku turystycznym znajduje się wiele ciekawych ostańców skalnych, m.in. Skały Panieńskie i Skały Kawalerskie. Podejście na górę jest dość strome. Wierzchołek znajduje się około 110 m nad Doliną Prądnika co powoduje, że Góra Koronna jest doskonałym punktem widokowym. W pobliżu Góry Koronnej znajduje się grodzisko, datowane na I połowę XIII wieku.


Góra Koronna jest masywem skalnym wypiętrzającym się o ok. 100 m ponad poziom Doliny Prądnika. Pokryta jest murawami kserotermicznymi i grądem. Wyróżniającym się elementem masywu jest skała Rękawica (ze skałą związana jest legenda), naprzeciw Bramy Krakowskiej, za którą kryje się otwór Jaskini Ciemnej.
Przez Górę Koronną przebiega ścieżka dydaktyczna „Jaskinia Ciemna – Góra Okopy”, na której można zapoznać się z ciekawymi gatunkami roślin kserotermicznych oraz zachodzącymi procesami krasowymi.

Grodzisko – Pustelnia Salomei i grodzisko – cmentarzysko

przysiółek w Gminie Skała (województwo małopolskie), nad rzeką Prądnik, 3 km na zachód od Skały, na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego.

Książę Bolesław Wstydliwy, który od 1243 roku panował nad dzielnicą krakowską (senioralną), ufundował zamek obronny w Grodzisku, broniony fosą i wałami oraz klasztor i kościół w stylu romańskim. W 1260 roku książę nadał Grodzisko wraz z przyległymi wioskami swojej siostrze, Salomei która po śmierci swojego męża, króla Halicza – Kolomana, w 1245 roku wstąpiła do zakonu klarysek.

Po nadaniu Grodziska Salomea przeniosła się wraz z grupą klarysek z Zawichostu do nowo powstałej warowni. W XIII wieku w pobliżu klasztoru miało miejsce wiele zbrojnych potyczek; warownia okazała się niezbyt bezpieczna, toteż na początku XIV wieku klaryski poprosiły króla Władysława Łokietka o przeniesienie w inne miejsce. W 1320 roku zostały przeniesione do Krakowa i osadzone przy kościele świętego Andrzeja. Od XV wieku klasztor w Grodzisku opustoszał i przez ponad dwa wieki całkowicie popadł w ruinę. W XVII wieku siostry klaryski ponownie zainteresowały się miejscem po swojej dawnej siedzibie, głównie za sprawą toczącego się procesu beatyfikacyjnego Salomei. W latach 1677-1691 zbudował on zespół architektoniczno-rzeźbiarski w stylu manierystycznym, potocznie nazywany pustelnią błogosławionej Salomei.

Fauna i flora Ojcowskiego Parku Narodowego

W tym pięknym miejscu na nasłonecznionych zboczach występuje około 200 gatunków roślin kserotermicznych – reliktów okresu stepowego.
Wśród nich są takie, które występują na stepach wokół Morza Czarnego, m.in. trawa ostnica Jana na skałce Jonaszówka i na Górze Koronnej, macierzanka wczesna, wiśnia karłowata, obrazki plamiste i aster gawędka (w Grodzisku). Lasy zajmują 71% powierzchni parku. Na kwaśnych glebach wierzchowin rosną bory mieszane, północne stoki wzniesień są porośnięte buczynami karpackimi, południowe zaś zaroślami i ciepłymi buczynami. Na skałkach wapiennych występują murawy kserotermiczne, a w miejscach wilgotnych sinice, tworzące ciemne plamy. W szczeliny skalne wciskają się mchy i wątrobowce, często tworząc w zacienionych miejscach zwisające „girlandy” o dużej powierzchni, nawet do 30 m”. Zacienione stoki północne i północno-wschodnie Chełmowej Góry i Czyżówki porasta reliktowy las jaworowy z cieniolubną paprocią, języcznikiem zwyczajnym. Grądy rosną na miejscach najżyźniejszych, a łęgi w dolinach rzecznych. W potokach można spotkać jeszcze jeden relikt – glon wodolubek rosnący na kamieniach, którego brunatne plechy o kształcie nici lub sznurów mają zapach śledzi. Wśród grzybów osobliwością jest purchawica olbrzymia, największy wśród wszystkich znanych grzybów na świecie. Znaleziono ją w parku trzykrotnie: w 1876, 1964 i 1991 roku. Grzyb ten może osiągać średnicę do 100 cm i ciężar do 25 kg. Jest jadalny! Do innych ciekawych grzybów występujących w parku należy gwiazdosz czteropromienny, kształtem przypominający gwiazdę. Można tu spotkać też sromotnika bezwstydnego wabiącego owady nieprzyjemnym dla ludzi zapachem. Z grzybów jadalnych (ale w parku narodowym nie wolno ich zbierać!) występują borowiki szlachetne, maślaki i podgrzybki. Wskutek działalności człowieka wiele lasów wycięto, liczne gatunki roślin, takie jak cis czy jarząb brekinia, zniknęły z parku, a osuszanie podmokłych terenów i zanieczyszczone powietrze wciąż powodują zmianę i zubożenie składu gatunkowego.

Mało kto wie, że wszystkie gatunki paproci umiarkowanej strefy są jadalne, ale wolno jeść (po przyrządzeniu) tylko ciasno zwinięte pąki liści – to te pąki nazywano też Kwiatem paproci. Jest 250 gatunków paproci, a ta akurat jest na liście ginących gatunków, więc jej zjadać nie należy , zwłaszcza że zbiera się świeże pąki – mają one wtedy rudą barwę – stąd Paprudź – pąp rudzi – i dzisiejsza nazwa paproć. Poza wszystkim pąki języcznika mogą jeść tylko królowie Języtów – Jazyczników, na uczcie królewskiej po obrzędzie w którym dźwignęli Maczugę lub Jarzmo, lub Czarę. Byli oni królami jazyczników czyli pogan i znanego plemienia Skołotów które zostało zapisane w kronikach jako Jazygowie-Jazykowie.

Stary Park i Wzgórze Czerwonoprądnickie, czyli Wzgórze Mora-Morchołda


Tę podróż na modlitewne wzgórze odbywam zwykle piechotą, bo to najbliższy święty punkt położony blisko naszego, to jest mojego i Anny, domu. Od dzieciństwa byłem przyzwyczajony do posiadania ogrodu, teraz, w naszym domu na Prądniku Czerwonym pozostał mi tylko  balkon, który zamieniam w busz i Park Zaczarowanej Dorożki. Parczek malutki, raczej skwer, mimo tego miewa zaskakujące  momenty, takie jak na przykład ten poniżej. Na starej olsze i wyrastającym spod niej równie starym drzewiastym głogu, rozgościło się dzikie wino.

Trójca z Parku Zaczarowanej Dorożki

Głóg, Olcha i Dzikie wino z bliska

Głóg

Park Zaczarowanej Dorożki, brzoza Grzegorz nad strumieniem w pobliżu mostku – ma 1 rok. To samosiejka z mojego balkonu z 2010 roku, posadzona jesienią, teraz ma już prawie 2 metry, po jednym sezonie.

Brzoza Grzegorz i Grzegorz Sambor Ryn (lat, 8, 8) )- pierwowzór jednej z postaci „Nowych Przygód Baltazara Gąbki i jego Kompanii”. Pierwszy tom nowej trylogii – „Profesor Gąbka na tropie Czarnej Dziury” – skończyłem pisać 30 września tego roku.

Z dawnego ogrodu na Łobzowie zostało bardzo niewiele, właściwie poza posesją pradziadkostwa Sułkowskich, a dzisiaj Uznańskich, przy Przeskoku 16 i ich ogrodu, nic już nie zostało. No, może jeszcze te dwa zabytkowe wiązy (dawniej nad Młynówką) – pomniki przyrody – które ochrzciliśmy Stanisławem Pagaczewskim i Władysławem Białczyńskim, w Święto Drzew 2011. Ostatni dąb, z którym miałem osobisty sentymentalny związek, wyciął sprytny prawnik pan Wu i jego partnerka deweloperka, Pani Wu. Poinformował mnie o tym fakcie chełpliwie przez wpis na blogu, dnia 26 sierpnia w moje urodziny. Wyjątkowo bezczelny typek.

Przeskok 16 posesja pradziadkostwa Sułkowskich, dzisiaj Ogród Łobzów państwa Uznańskich – to bliskie mi osoby, od strony dziadka Władysława Białczyńskiego, wychowywałem się tutaj od urodzenia do 6 roku życia. Nasz dom stał obok, Przeskok 14. Miał równie wspaniały ogród, aż do Młynówki Królewskiej i owych dwóch wiązów, o których piszę powyżej.

Wcześniej dąb otruto tak skutecznie, że ten pomnik przyrody , któremu 1 maja nadaliśmy imię, tego lata był uschły już w 2/3.  Piszę otruto, bo czas skończyć z tymi dziwacznymi formami, które pozwalają żywe istoty traktować jak przedmioty martwe. Takie podejście – urzeczowiające istoty żywe – jest pierwszym krokiem do podłego traktowania Przyrody. Pan Wu i Pani Wu którzy myślą, że są bezkarni, już zostali ukarani. My nie działamy jak polskie sądy, ani jak Wydział Ochrony Środowiska!!!

Miejsce po dębie. Przykład państwa Wu posłuży nam do przekonania innych, że z Towarzystwem Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce nie ma żartów. Zabijanie drzew i zwierząt, niszczenie pomników przyrody, lekceważenie prawa, jest karane, nie tak to inaczej.

To tylko pierwsza z licznych kar jakie ich dosięgną. Stali się czarnymi charakterami mojej powieści dla dzieci i młodzieży, IV tomu Przygód Baltazara Gąbki „Profesor Gąbka i jego Kompania na tropie Czarnej Dziury”. Rola epizodyczna, ale historyczna, no i przejdą do historii nie tak jak by chcieli – na wieki, podobnie jak przeszła do niej np. pani Dulska. Na razie nazywamy ich Panem i panią Wu, ale zapewniam was, że do czasu. Poznamy ich w przyszłości w każdym szczególe, łącznie z osobistym wizerunkiem – jestem pewien. Zostali ostrzeżeni zanim wycięli drzewo, że sprawiedliwość ich dosięgnie i że nie ujdą kary. Można o tym przeczytać w majowym artykule. Nie posłuchali przestrogi. Tak będzie z każdym kto będzie niszczył przyrodę, także z urzędnikami, którzy do tego przyłożą rękę.

Puste, elegancko wyrównane, miejsce po dębie pomniku przyrody Władysławie z Łobzowa. Niełatwo będzie o tym dębie zapomnieć komukolwiek, bo nie był to już bezimienny dąb, którego los nikogo by nie obchodził.  Pan Wu i Pani Wu stali się tym samym wrogami publicznymi NR 1, wszystkich Zielonych w Krakowie.

Ich zła sława będzie trwać po wieki – to krok pierwszy. Inne „przyjemności”, jakie Państwa Wu czekają opiszemy w obiecanej przypowieści. Zła karma ciągnie się za zbrodniarzami przez tysiąclecia. Tak będzie i w tym wypadku.

Prądnik Czerwony nie jest przypadkowym miejscem mojego zamieszkania. Za realnego socjalizmu często ludzie brali co popadło byleby mieć mieszkanie, bo to był nie lada rarytas zwłaszcza w latach Cudu Gospodarczego Edwarda Gierka. 1970-1980 – to  fantastyczna dekada według TVN i innych polskich telewizji! Żyć nie umierać! Tylko, że 99% społeczeństwa miało na ten temat inne zdanie. Obecny cud gospodarczy i Zielona Wyspa przypominają mi wypisz wymaluj tamtą propagandę sukcesu i tamtą klęskę gospodarczą. To nie jest przypadek, ta zbieżność. To jest ta sama metoda ogłupiania przy pomocy mediów, dziel i rządź, no i dawaj igrzyska, jak najwięcej igrzysk np. Euro 2012. Wtedy też o dziwo remedium na kłopoty była piłka nożna i Orły Górskiego. Mam nadzieję, ze ludzie poznają się w końcu na propagandzie, uprawianej według szkoły moskiewskiej, ale niestety przebudzenie ma miejsce dopiero kiedy kasa jest pusta, więc trochę to jeszcze potrwa. Wróćmy jednak do rzeczy przyjemniejszych.

Ślimakowisko na skraju parku przy małej uliczce Dominikanów

Wybrałem to miejsce świadomie. Dokładnie ten blok, przy potoku, nad dawnym, zasypanym stawem, przy Młynie Dominikanów. Po Łobzowie i Kazimierzu, gdzie mieszkałem od 7 roku do 15-stego, to trzecia okolica sentymentalna w Krakowie, z którą jestem związany tak naprawdę już od dzieciństwa,  poprzez drugiego z kolei  mojego dziadka, dorożkarza Andrzeja Kapustę, który był przyjacielem Jana Kaczary z Czerwonego Prądnika. Jan Kaczara znany jest jako Zaczarowany Dorożkarz, dzięki wierszowi Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Piękny prosty wiersz. Najczęściej oni obaj i Jan Kaczara i Konstanty Ildefons byli zaczarowani mocną dawką gorzałki. Dziadek też nie odmawiał. Co ciekawe wtedy ich nie ścigano za pociąganie na koźle, ale oczywiście było nieporównanie mniej dorożek i powozów, nie mówiąc o samochodach.

Mój obecny ogród na Pradniku Czerwonym

Mogliśmy zamieszkać przy ulicy Biernackiego, w domu rodzinnym Anny, gdzie w ogrodzie kamieniczki posadziliśmy w 1972 roku w słowiańskim akcie swadźby, nasz małżeński krzew bukszpanu – potem przeniesiony do Tabaszowej, do ogrodu posiadłości ciotki  Maryny Gorzkowskiej (Marii Pagaczewskiej z domu). Tam, w Tabaszowej, jeszcze raz przeniesiony do sąsiedniej „rodzinnej” posesji, rośnie do dzisiaj.

Wybraliśmy jednak własną drogę, życie wyłącznie na własny rachunek i Prądnik Czerwony.

Osławiony rok 2012 okazuje się być dla nas 40 rocznicą wspólnego życia. Dziwna sprawa i dziwne uczucie. Minęło, jak z bicza strzelił – piękny to był czas mimo, że trudny.

Stary Park, droga na Święte Wzgórze – dzikie wino w trawie


Strumień, olchy i wierzby

Wracając do Świętego Wzgórza Czerwonopradnickiego – opisujemy je, bo to są chyba już jego ostatnie tchnienia. Zostanie niedługo najprawdopodobniej zbudowane.

Mapa, żebyście mogli łatwiej umiejscowić to wzgórze w całej strukturze wzgórz świętych i kopców. [kliknij]

Przejdziemy trasą, którą zwykle chodzę. Ostatnio byłem tam 26 września właśnie z Grzegorzem Samborem.

Bardzo Stara Brzoza nr1 – do nadania imienia w kolejne Święto Drzew


Dzikie kolorowe rumiany  w Starym parku

Nasze pogańskie świątynie są naprawdę przepiękne. Nawet jeśli ludzie, czy miasto doprowadzą do dewastacji, one bronią się pięknem przyrody, nawet tej zapuszczonej, dzikiej, ruderalnej. Podobno Stary Park, który okala to wzgórze od północy ma być kiedyś renowowany. Jeżeli na modłę parków niemieckich to bardzo dziękuję.

Bardzo Bardzo Stara Brzoza w drodze na Święte WZGÓRZE - będziemy ją mijać jeszcze raz w drodze powrotnej – to pomnik przyrody

Mam nadzieję, że nie za mojego życia. Mam też nadzieję, że zanim to nastąpi Zieloni staną się na tyle silni żeby narzucić inne standardy renowacji, niż obecne wykładanie wszystkiego betonową kostką. Wzgórze Czerwonoprądnickie takie jak jest łącznie z resztką Starego Parku broni się samo i pozostaje dobrym miejscem do modlitwy kontemplacyjnej i zjednania się z Przyrodą.

Stary Park ciągnie się wzdłuż strumienia Sudoł – Rozrywka, a pod Świętym Wzgórzem Czerwonoprądnickim tryska źródełko, które wpada do strumienia. Dzisiaj to ściek dawniej była to świętość. Pamiętam to źródełko z roku 1973 kiedy to zamieszkaliśmy w naszym pierwszym samodzielnym mieszkaniu na Mistrzejowicach, wynajętym od dziewczyny Psa (później jego żony). Pies – przywódca krakowskich hippisów w tamtych latach, dzisiaj poseł PISu – profesor historii Ryszard Terlecki, radykalny działacz Republikanów, pozostaje człowiekiem mi bliskim, odwrotnie niż dla Kory Jackowskiej, która lekko go opluła w 2007 roku, poprzez Gazetę Wyborczą, kiedy kandydował na prezydenta Krakowa.

Podzieliło nas jedno, on twierdził, że tylko przy pomocy Kościoła Katolickiego da się utrzymać jedność Polski. Ja twierdziłem, że Polska poradzi sobie lepiej bez KK. Tak znaleźliśmy się na dwóch biegunach, co nie zmienia mojego sądu o nim. Dziwi mnie, że Kora poddała się jadom establishmentu i pozwoliła wykorzystać swoje wypowiedzi dla celów politycznych. Ale to jej sprawa, oczywiście. Chociaż jednak taka nielojalność świerzbi. Podlizałaś się IM Koro, a to był twój Pies i ty byłaś jego Koro. Jak mogłaś?! Czy ty to ONI?! Kiedyś byliśmy inni, tak jak inny był ten strumień i źródło – czy lepsi? Na pewno mniej świadomi i mniej doświadczeni. Strumień i źródło były jednak lepsze – czyste.

Kaczki nadal cenią sobie to miejsce, chociaż słabo je widać bo wzięły nogi za pas.

Modlitwa to dla mnie akt połączenia się z siłami Nieba i Ziemi, z mocą Kosmosu, z przeszłością tego co mam pod stopami i z ciągłością tego co nad moją głową  w teraźniejszości, także akt złączenia się z przyszłością zawartą w nasionach i kiełkach, w Przyrodzie -  to współodczuwanie w miejscu i w chwili z Wszechświatem, to skorzystanie z możliwości kontaktu z duchowością wszystkiego co żyło, żyje i będzie żyć kiedykolwiek. Modlitwa pozwala energiom Matki Ziemi, przetrawionym przez nią siłom słonecznym, księżycowym i gwiezdnym wejść w ciało i umysł człowieka. Pozwala zaczerpnąć część tej wielkiej siły, pozwala w skupieniu zrozumieć więcej i oczyścić się ze wszystkiego co zbędne i szkodliwe.

Północny stok wzgórza

Do wzgórza dochodzi się drogą wzdłuż potoku obok centrum leczenia Uzależnień – ładna nazwa – dla Izby Wytrzeźwień i obok Cmentarza Batowickiego, po jego południowej stronie.

Wzgórze Czerwonoprądnickie widok na zachód – w tle linia Lasu Welskiego z Kopcami Kościuszki i Piłsudkiego – na samiutkim horyzoncie

Na szczyt wspinamy się przez zalesione zbocze. Łagodne podejście. Z wierzchołka dawniej był widok we wszystkich kierunkach, teraz dwa z nich są zdecydowanie zabudowane. Kierunek południowy i południowo-wschodni został już zabudowany bardzo blisko.  Zachodni tak jak na zdjęciu powyżej – wciąż widać Wzgórze Sowiniec-Chełm i Las Welski, zwany dziś Wolskim. Był to niegdyś naprawdę WELski – wielki – las, jęzor puszczy ciągnącej się od Bytomia w Ziemi Ślęgów – Ślązaków, przez Olkusz, przez Tenczynek i Rudno, przez Czerną i Krzeszowice, przez Nielepice i Srebrną Górę, przez Tyniec do samego Grodu Kraka.

Wzgórze Mora-Morchołoda, najwyższy punkt oznaczony granicznikiem.

Obecnie nie da się zobaczyć leżącego na północnym-zachodzie wzgórza w Węgrzcach zwanego Łysą Górą, znanego ze wzmianki Zoriana Chodakowskiego. Zasłaniają wysokie bloki leżące w oddali.

Wzgórze Czerwonoprądnickie – resztka świętego gaju i resztka fortu Twierdzy Kraków.

Wzdłuż skraju gaiku i dawnej działki fortu, którego nawet resztek już nie ma, choć jeszcze pamiętam z lat 80-tych ubiegłego wieku ceglane ściany bastionu, dochodzimy do granicznika który dzisiaj wyznacza wierzchołek Czerwonoprądnickiego Wzgórza.

Widok na północny wschód i wschód – Mistrzejowice.

Widać za to doskonale za wieżowcami, na zdjęciu, Wzgórze Mistrzejowickie z jego twierdzą, to znaczy fortami Twierdzy Kraków.

Gaj – strona zachodnia.

Tutejszy Czerwonoprądnicki fort to już tylko wspomnienie, cegłę rozrabowano już dawno.

Łagodny spadek na północny zachód – tutaj będą budować

Wieżowce na zdjęciu zasłaniają Łysą Górę w Węgrzcach.


Widok na zachód

Między blokami na zdjęciu widać w przerwie wieżę Kościioła na Prądniku, a nad nią linię Lasu Welskiego i Wzgórza Broni Słowian (dzisiaj Bronisławy), z dwoma nieznacznymi wyniosłościami  – jedna po prawej od wieży to Kopiec Kościuszki czyli Wzgórze Salwatorskie, gdzie dawniej też stał kopiec. Sądziłem wcześniej, że to był kopiec Nyji, ale Nyja to na pewno dzisiejsza Skałka obok Wawelu. Czyje to kopce i wzgórza na Salwatorze gdzie dzisiaj kopiec Kościuszki, Gontyna i Klasztor Norbertanek – to sprawa otwarta. Zapewne wyjaśni się w przyszłości.

Wzgórze – widok na gaj i kamień od południowego wejścia – dla nas to droga powrotna

Co ciekawe ze Wzgórza Czerwonoprądnickiego nie widać dzisiaj Beszczu – centralnego miejsca dla Taj księgi Ruty, gdzie moim zdaniem był pierwotny Żabikruk, centrum w kompleksie świętych miejsc wodnych – pomiędzy kopcem Wandy – Mogiłą (dzisiaj Klasztor Cystersów) i wzgórzem Perunowym – Kaim w Bieżanowie. Nie widać tego, bo tak blisko podeszła zabudowa wysokich bloków.

Południowa strona wzgórza zabudowana blisko blokami
Ulicą Marchołta schodzimy w dół, z powrotem ku Staremu Parkowi i Bardzo Bardzo Starej Brzozie – pomnikowi przyrody.

Ulica Marchołta – widok w górę droga na wzgórze z drugiej strony.

Nazwa ulicy Marchołta nie jest przypadkowa. Nie przypadkowo też znalazła się tutaj ulica Sabały – to efekty pracy strażników Wiary Przyrodzonej w Radzie Miasta Krakowa jeszcze za czasów Komuny. Dawniej to Wzgórze było świętym miejscem Mora- Mor- Chołda, Chłoda-Mroza, znanego Rusinom, a dzisiaj Rosjanom, Białorusinom i Ukraińcom jako Died Moroz – dziadek Mróz (uchrześcijaniony Mor – Bóg Chłodu, Zimy, Pomoru – mąż Marzanny-Mroźnicy – Królowej Śniegu i Pani Starości, inaczej Wielkiej Staruchy).

Znów jesteśmy przy Bardzo Bardzo Starej Brzozie

Ta brzoza otrzyma imię Morosławy – czyli Sławiącej Mora, tej która nosi Sławę Mora i głosi ją – a więc niejako jest jego kapłanką. Imiona Morosław, Morosława, Marosław, Marzysława, Marsław -  nie przetrwały do naszych czasów, ale przetrwało jedno i związane jest ono z pogańskim buntem Mazowsza – to MASŁAW.

Plakietka pomnika przyrody - Brzoza Morosława z Czerwonego Prądnika. Dokładne dane o drzewie podamy 1 maja w Święto Drzew i Boru

Brzoza Morosława, wrzesień 2011

Rośnie opodal terenu Straży Pożarnej i komendy Policji. Miejmy nadzieję, ze w tak zacnym sasiedztwie tym razem nikt jej nie otruje żeby wyszarpać działkę pod swój interesik.

Chrońmy ją wszyscy.

Liguster pod brzozą.


Brzoza i liguster

Brzoza

Stary park strumień i wierzby w drodze powrotnej

Stary park droga powrotna

Stary park – busz

Grochodrzew Sambor obok kaplicy i kościoła Św. Jana Chrzciciela, w Starym Parku – tutaj z 1 maja z uroczystego nadania imienia w Święto Drzew

Jesteśmy z powrotem w domu – Park Zaczarowanej Dorożki – wierzby nad potokiem Sudoł Rozrywka



Świątynie Światła Świata – Łąki Bratiańskie – Lipy Lubawskie – Kurzętnik


Tereny ziemi lubawskiej poza piękną fauną i florą mogą poszczycić się wieloma walorami historycznymi takimi jak np.: pozostałości po licznych wczesnośredniowiecznych grodziskach i ruiny kilku zamków, z których do najbardziej znanych zalicza się zamek biskupi w Lubawie, zamek Rodu Działyńskich (starostów Bratiańskach) w Bratianie oraz zbudowany na przełomie XIII i XIV wieku zamek kapituły chełmińskiej w Kurzętniku. Poza tym według legendy to właśnie na tych terenach w pierwszej połowie XIII wieku w miejscowości zwanej Łąki Bratiańskie doszło do objawień Matki Boskiej



Łąki Bratiańskie

Wieś w Polsce, położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie nowomiejskim, w gminie Nowe Miasto Lubawskie, znana głównie z istniejącego tu od XVII do XIX wieku klasztoru franciszkanów reformatów i sanktuarium maryjnego. Obecnie osada składa się z terenów poklasztornych, administracyjnie podległych miastu Nowe Miasto Lubawskie, pozostała część osady podlega administracyjnie gminie Nowe Miasto Lubawskie.

Dziś znajduje się tu kilka domków i tajemnicze ruiny. Krążą też  stare podania, które wiążą to miejsce z pogańskimi bogami. Co ciekawe niewielu mieszkańców ziemi lubawskiej wie, że  przez 200 lat Łąki były jedną ze słynniejszych wsi w Polsce, a znajdujący się tam klasztor odwiedzały dziesiątki tysięcy pielgrzymów.

Skarlin Wieczorki – łąki w okolicy  Łąk   [foto by krzysiek_kl z Panoramio]

(kliknij)

Historia

Zdaniem abp Edmunda Piszcza (zajmującego się historią Łąk), we wczesnym średniowieczu istniał tu święty gaj pogańskiej bogini wiosny Majumy. Jeszcze na początku XIII w. poganie na Ziemi Lubawskiej składali w dwóch miejscach swoje ofiary: w Lobnic (dzisiejsze Łąki) oraz w Lipach Lubawskich. Ofiary składano dwa razy w roku: wiosną i w czasie żniwnym.

Około 1257 r. wzniósł tu drewniany kościółek Gerhard von Hirzberg. Około 1400 r. w Łąkach powstała kaplica murowana, którą polecił zbudować wójt bratiański Filip von Cleeberg. Po zniszczeniu klasztoru franciszkanów reformatów w Nowym Mieście Lubawskim (istniejącego tam od 1624 r.) Paweł Działyński z żoną funduje najpierw drewniany (1631), a później murowany klasztor (1639), do którego zostali przeniesieni franciszkanie-reformaci z miasta.

Szybko rozwijający się kult tego miejsca sprawił, że nazwano je „pruską Częstochową”.

Na przełomie XVIII i XIX wieku, z uwagi na sławę i oddziaływanie patriotyczne, Łąki Bratiańskie zwano „pruską Częstochową” lub „Częstochową Północy”. Pielgrzymki z odległych miejscowości przybywały w sposób zorganizowany – kompaniami. Odnotowano ruch z trzech kierunków:

1) z Kaszub – spod Bytowa, Lęborka, po drodze łączyli się z wiernymi z Borów Tucholskich i przez Pelplin dochodzili do Gniewu – punktu zbornego, dalej podążając przez Prabuty;

2) z Prus Książęcych (Warmia) – łączyła się z kaszubską w Prabutach;

3) z Królestwa Kongresowego.

foto by Tomek (kliknij)

Legendy

Początki W pobliżu Nowego Miasta we wsi Łąki stoją resztki murów z ogrodzenia nie istniejącego już starego klasztoru. Obok dziś jeszcze sterczy usypany ludzką ręką pagórek w kształcie stożka. W jego wierzchołku widać spore zagłębienie. Tam składano ofiary pogańskim bóstwom. Wzgórze to znane jest miejscowej ludności pod nazwą Lelum-Polelum. Prawdopodobnie wokoło niego zbierali się niegdyś okoliczni poganie i odprawiali swoje obrzędy. Wieść głosi, że po zburzeniu pogańskiego bóstwa na owym pagórku zagościły złe duchy, które pod osłoną nocy wyprawiały piekielne harce. Złe duchy stały się postrachem okolicznych mieszkańców. Aby się ich pozbyć, na szczycie pagórka wybudowano kapliczkę. Od tego czasu złe duchy opuściły wzgórze.

Widzenie dzieci Wieki trwająca legenda głosi, że dzieci, pasące bydło na łąkach bratjańskich, nagle bardzo się przelękły, bo piękny jakiś obraz ukazał się im na Drwęcy. Cały opływał w aureoli niebiańskiej jasności i poruszał się jak żywy. Dzieci wnet opuściło przerażenie, a ogarnęło je zdziwienie,bo wydawało się im, jakoby obraz płynął pod wodę. Nagle stanął na środku rzeki, to znów płynął, stawał drugi raz i trzeci i znowu płynął, aż wreszcie stanął naprzeciwko tego miejsca, gdzie dziś są ruiny klasztoru łąkowskiego i tam już pozostał. W Łąkach prawdopodobnie nie było wówczas żadnej osady, dopiero o jakie ćwierć mili drogi stało świeżo zbudowane Nowemiasto. Tam najwcześniej dobiegła wieść o cudownem objawieniu się Matki Boskiej.

  [foto Stanisław Ulatowski]

Franciszkański Rejestr Cudów z XVII wieku

Zakon Franciszkanów, których sprowadził do Łąk w pierwszej połowie XVII wieku Paweł Działyński (starosta Bratiański rezydujący na zamku w Bratianie) zanotował liczne cudowne uzdrowienia. Oto niektóre z opisów zachowanych w kościelnej kronice:

- w 1631 roku cudowna figura uzdrowiła Pawła Działyńskiego, fundatora klasztoru, który został dotknięty „hirargą podagrą”. Według opisów przewieziono go do Łąk, gdzie ofiarował się Matce bożej. W rezultacie powrócił pieszo do zamku bratiańskiego.

- w 1644 roku dwaj ślepi odzyskali w Łąkach wzrok, a dwaj chromi sprawność chodzenia.

- w 1644 roku notuje kronika Dorotę Wołowską, która zachorowała śmiertelnie, Syn jej – kanonik kapituły chełmińskiej przyjechał do Łąk, by prosić gwardiana o ofiarowanie matko Madonnie Łąkowskiej. Uzdrowiona matka przyjechała później na to miejsce zostawiając w podzięce srebrną tabliczkę.

- w 1666 roku został cudownie uzdrowiony Mikołaj Narzymski z choroby nogi i serca, ofiarował potem wota w kształcie nogi i serca.

- 25 czerwca 1669 roku przywieziono do Łąk Mariannę Ziółkowską z Prus Książęcych po całorocznej chorobie. Po spowiedzi i Komunii św. przed wizerunkiem Maryi „zdrowo wyszłą z kościoła bez niczyjej pomocy”.

- We wsi Jafty, milę przed Prabutami uzdrowiony został od ciężkiej choroby pewien heretyk o nazwisku Gościnny, którego matka – katoliczka pielgrzymowała w tej intencji do Łąk.

- W 1675 roku odnotowano uzdrowienie z ciężkiej ślepoty Katarzyny z Dobrzejewic z ziemi dobrzyńskiej.

- Paweł Dreszler chorował przez prawie cały rok. Uczyniwszy ślub, że nawiedzi to cudowne miejsce, wyzdrowiał.

- W 1685 roku doznał cudownego uzdrowienia z choroby (puchlina) Jan Kazimierz, a Urszula z Dłotowa (koło Mławy) chodząca o kulach została uzdrowiona – kule zostawiła jako wotum w kościele.

To tylko kilka z wybranych przeze mnie cudów dokonanych przez Madonnę z Łąk. Więcej w książce Andrzeja Koreckiego, Sanktuarium Maryjne w Łąkach Bratiańskich.

Procesja wodna z figurą Matki Boskiej Łąkowskiej pod prąd rzeki Drwęcy jest najbardziej oryginalnym elementem uroczystości odpustowych w Nowym Mieście Lubawskim. Na pokładzie strażackiej łodzi, w towarzystwie kajakarzy, kopia figury od prawie 10 lat płynie na miejsce, gdzie przed wiekami istniał klasztor braci Reformatów.

Pożary

Z dawnego klasztoru w Łąkach Bratiańskich prawie nic już nie pozostało, lecz stąd wywodzi się kult maryjny, znany nie tylko w Nowym Mieście Lubawskim, ale również na całym Pomorzu oraz Warmii i Mazurach.


Pochodzenia cudownej figurki Matki Boskiej Łąkowskiej nie sposób ustalić, gdyż pierwotna historia obrazunie została nigdy spisana. Pozostały jednak podania ludowe i legendy oraz opisy cudownych uzdrowień, które działy się za przyczyną Łąkowskiej Pani.Według legendy, płynącą pod prąd rzeki Drwęcy figurkę, miały zauważyć dzieci pasące bydło na pobliskiej łące. Wieść o tym wydarzeniu rozeszła się wśród wiernego ludu i obraz znalazł swoje miejsce w wybudowanym nieopodal kościele. Odtąd figura Matki Boskiej Łąkowskiej stała się przedmiotem kultu, który rozpowszechnił się po całym Pomorzu, Warmii i Mazurach.
Ojcowie franciszkanie – reformaci zostali sprowadzeni przez Pawła Działyńskiego do Łąk Bratiańskich ok. 1631 roku, gdzie dotychczas znajdowała się kapliczka z cudowną figurą Matki Boski Łąkowskiej. Starosta zbudował tu m.in. pierwotnie drewniany kościół i klasztor, który spłonął, a w 1638 r. zbudował zakonnikom klasztor łąkowski, w którym umieszczono cudowną figurę Matki Boskiej Łąkowskiej.
Wieść o cudownym obrazie dotarła też do Watykanu i prawdziwość cudów potwierdzona została w 1750 roku przez papieża Benedykta XIV, który wydał dekret o ukoronowaniu obrazu. Uroczystość według historyków była wspaniała, gdyż klasztor zdobiło 2 tysiące lamp olejnych, a z Elbląga sprowadzono Gwardię Koronną liczącą 80 żołnierzy oraz oddziały konnicy z Malborka i Chełmna. Wśród pątników rozdzielano wówczas nawet 18 tysięcy sztuk komunii świętej.
Klasztor reformatorów w Łąkach Bratiańskich przestał praktycznie istnieć w 1882 roku. Dzięki przytomności prowincjała Ojca Binkowskiego figurę zdołano uratować z pożaru kościoła. Wówczas wizerunek przeniesiono do kościoła parafialnego w Nowym Mieście, gdzie znajduje się w głównym ołtarzu do dziś.

Święte gaje były i są materialnym wyrazem kultu Wiary Przyrodzonej Słowian. Gaje były ogradzane płotem z ozdobnymi bramami i wejściem, a słowo gaić pierwotnie  oznaczało – zamykać ogrodzeniem.
Na ziemi lubawskiej znajdowały się prawdopodobnie trzy tzw. święte gaje: w Łąkach, Lipach i Kurzętniku, gdzie w XIII wieku poganie składali ofiary bożkom i drzewom.

Po pożarze 5/6 maja 1882 r. spłonął klasztor i kościół, figura Matki Boskiej Łąkowskiej została przeniesiona do kościoła parafialnego w Nowym Mieście Lubawskim.
Ruiny klasztoru łąkowskiego leżą przy trasie Toruń – Olsztyn.

To miejsce ma tendencje do powrotu ku starym bogom [foto Stanisław Ulatowski]

Chrześcijanie objęli to miejsce zaledwie 300 lat temu, a jeszcze w XIII wieku składano pogańskie ofiary w trzech miejscach kultu – masowo. Kult domowy starych bogów trwał tutaj w wielu miejscowościach po II Wojnie, a dzisiaj trwa nadal dzięki wyznawcom zrzeszonym w pogańskich kościołach, a także tym którzy z dziada pradziada wyznają Wiarę Przyrody i nigdzie i nigdy nie byli zrzeszeni. Czy zatem została przerwana ciągłość Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, jak nam się to wmawia?  Panował tutraj kult lelija i Polela-Sowiego (Lelum i Polelum), a także Kurke-Żywii zapisanej przez kronikarzy na Połabiu, jako Siwa-Żywia. Ale przede wszystkim miał tutaj miejsce kult Pani Nieba – Władczyni Niebieskiej, matki Boża-Bożyca (Bodnyjaka). Boginię tę nazywano Dawczynią Wszystkiego Dobrego – a więc także Daweną, Dawaną, Daną, Dobrą, Dabą, Dabogą i wreszcie Dażbogą albo Dagobą (to ostatnie od płonięcia – światła dnia, bo to Pani Nieba Jasnego). Jej mąż-brat Dażbóg, Daćbóg, Dadźbog – to Pan Światła, Władca Jasności, Pan Niebiosów, także Bóg Dawca.  To jej i jemu poświęcone są w Słowiańszczyźnie lipy.

Ten kult Bogini Dawczyni – dawczyni nie czegoś konkretnego lecz „wszystkiego dobrego”, albo „wszystkiego”, matki Boża-Bożyca-Bodnyjaka,  jak to zwykle, chrześcijaństwo przerobiło na kult swojej Pani Niebieskiej – Matki Bożej (oni nigdy nie mówią Matki Chrystusa czy Matki Jezusa – zwracam uwagę – zawsze mówią Matka Boża).

Łąki – resztka muru klasztornego (foto by Tomek)

Łąki Bratiańskie – Świątynia Światła Świata poświęcona nie Lelowi i Polelowi, ale Majumie czyli Maji – bóstwu Kiru Świata zwanego Latem. Owo dwugłowe bóstwo, które czczono pochodami  złożonymi z króla lata i królewny lata (zawsze dwie płci) nazywano też  podwójnymi nazwami męsko-żeńskimi: Gają-Gaikiem, Mają-Maikiem (Majuną-Majem) czy Rują-Rujewitem (Roją-Rugiewitem). Podanie o Lelu i Polelu, jest raczej echem podwójności tego wysokiego dwupostaciowego bóstwa, które należało do rodu Stronporów albo inaczej Kirów Świata i władało porą lata oraz kierunkiem południowym i dojrzewaniem. Łąki – to rzeczywiście odpowiednie miejsce dla tego rodzaju kultu boga kwiecistego i rozródczego, boga owocowania.

W stroju figur Matki Boskiej, do dzisiaj obowiązuje znany słowiański kanon kolorystyczny: biały, czerwony, niebieski i złoty. To wszystko kolory związane z władcami Niebios: tynem Swaroga i Swary, czyli Ognia – czerwony, tynem Perunów (Peruna-Perkuna i Perperuny-Peruniki oraz ich synów, w tym Perkunasa-Perunica), czyli tynem Błysku-Runu – niebieski, tynem Dawców (Dażbogi i Daćboga), czyli Światła – złoty oraz tynem Strzybożym (Strzbóg i Stryja), czyli tynem Wiatru – biały.   [foto Stanisław Ulatowski]

Lipy Lubawskie – Świątynia Pani Niebieskiej, Matki Boża-Bożyca-Bodnyjaka

Kurzętnik – Świątynia Kurche-Kurki-Siwej, znanej Długoszowi jako Żywye, czyli Żywii.

C.B.

Ta ziemia ma wiele tajemnic – to tzw wczesnośredniowieczne grodzisko  w Nielbarku (kliknij)

Kult pogański i maryjny w Lipach za Lubawą

Marcin Michalski

[całość artykułu na HistoriaMi.pl]

Lipy to mała wieś sąsiadująca z Lubawą, natrafimy na nią jadąc z miasta w stronę Złotowa. W miejscowości znajduje się filialny kościół (podlegający lubawskiej farze) pw Nawiedzenia NMP. Zbudowany w XIX wieku w stylu neogotyckim. Świątynię wzniesiono na miejscu dawnego Świętego Gaju Prusów, w którym rosło bardzo dużo lip. Większość historyków zgadza się, że etymologia (pochodzenie) nazwy miejscowości jest związana z tym pogańskim miejscem kultu. Historia wsi oraz kościółka, zbudowanego na miejscu stojącego tu od XIII wieku kościółka drewnianego jest niezwykle ciekawa.

Lipy Lubawskie (foto by Tomek)

W starym, spisanym w latach 1880 – 1902 „Słowniku Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” czytamy: „O najdawniejszych czasach, jako i o zjawieniu Matki Najświętszej w Lipach  taką mamy wiadomość. Miejsce gdzie są teraz nasze polskie Lipy już za pogańskich czasów słynęło jako święte. Stare akta kościelne zapisują, że tu istniał gaj święty i że starzy Prusacy, wracając po ofiarowaniu w Lobnic (t. j. z Łąk naszych sławnych) w tym tu gaju koło miasta Lubawy przystawali, nowe ofiary na cześć bogini Majumy składając i biesiady swoje religijne wyprawiając (…)”[1]. Zastanawiający jest fakt, że w miejscu tym podobnie jak w Łąkach Bratiańskich w XIII wieku rozwinął się silny kult maryjny, który swoim zasięgiem objął tereny położone setki km od Lubawy i Nowego Miasta Lubawskiego[2].

Aby zrozumieć proces przejścia okolicznej ludności z kultu pogańskiej bogini Majumy, czczonej w Świętych Gajach od setek lat na chrześcijański kult maryjny trzeba przytoczyć fakty oraz legendy, które rzucają nieco światła na to fascynujące zagadnienie. Wiemy, że w pierwszej połowie XIII wieku pojawił się na tych terenach biskup Chrystian (cysters), który od 1209 roku prowadził misję chrystianizacyjną w Prusach. Dnia 18 lutego 1216 roku udało mu się nawrócić Wielkiego Wodza Sasinów mieszkającego w grodzie Lubawa. Ten pruski władca nazywał się Surwabuno i był panem ziemi lubawskiej, która w tamtych czasach obejmowała zaledwie kilkanaście km dookoła Lubawy, rzeka Drwęca stanowiła naturalną zachodnią granicę jego księstwa. Surwabuno przyjął chrzest z rąk biskupa Chrystiana i za jego namową w 1216 roku udał się do Rzymu, gdzie oddał swoje włości pod opiekę Stolicy Apostolskiej. Ówczesny papież Innocenty III nadał mu chrześcijańskie imię Paweł. Tyle jeśli chodzi o fakty historyczne[3].

Nawrócenie władcy i jego otoczenia miało niewątpliwie kluczowe znaczenie ale co ze zwykłą ludnością, która od pokoleń wyznawała bardzo barwną rodzimą, pruską religię, czciła wielu bożków i była przywiązana do kultu natury. W Lipach koło Lubawy podobnie jak w przypadku Łąk Bratiańskich nieco światła na nawrócenie zwykłej pogańskiej ludności rzucają legendy, w których znajdują się przysłowiowe (mniejsze lub większe) ziarenka prawdy. W każdym Świętym Gaju znajdowało się święte drzewo, najważniejsze ze wszystkich rosnących na terenie gaju. Zgodnie za starymi podaniami: „Matka Boska cudownie się objawiła w Lipach, tuż przy owem pogańskim drzewie świętem. Wierni przejęci do głębi tem zjawiskiem postanowili dla cudownego obrazu tu kościół pobudować. Ale biskup Chrystjan rzekł do nich: „Nie godzi się, aby obok przybytku Matki Najśw. Owe pogańskie drzewo zostawało. Pójdźmy i powalmy je.” A było jeszcze takie zabobonne przekonanie u ludu, że drzewo to jest nietykalne i że żadna ręka ludzka nie może mu zaszkodzić. Poszła tedy z Lubawy uroczysta procesja na to miejsce. Biskup Chrystjan pierwsze zrobił cięcie w drzewie, potem rzucił się lud i porąbał je w kawały i spalił je”[4].

Próba rekonstrukcji gaju Majuny wokół kościoła w Lipach – lipowa alejka (foto by Tomek)

Przytoczona legenda częściowo tłumaczy jak doszło do wyparcia kultu pogańskiego przez kult chrześcijański. Kolejne podanie z kolei przybliża nam wydarzenia związane z samym objawieniem cudownej figury Matki Boskiej Lipskiej, a oto jego treść: „(…) w prześlicznym gaju lipowym nad lipą, rosnącą niegdyś opodal strumyka Sandeli, ukazała się pewnego dnia wielka jasność. Lotem błyskawice rozeszła się wieść o tem zjawisku w pobliskiej Lubawie. Za kilka chwil niemal wszyscy ludzie z miasta przybyli na to miejsce. Niestety, jasności już nie było. Natomiast znaleziono cudowną figurkę N. M. P. z Boskiem Dzieciątkiem na ręku, całą rzeźbioną z drzewa. Niebawem zeszli się chrześcijanie i naradziwszy się między sobą, zabrali ją stamtąd i z uszanowaniem zanieśli do kościoła w Lubawie. Lecz niedługo cieszyli się widokiem i obecnością cudownej figury, bo wnet takowa niewidomą siłą na swoje pierwotne miejsce przeniesioną została. To samo trzykrotnie się powtórzyło. Trzy razy przynosili mieszczanie figurę św. do Lubawy i tyleż razy ona znikała. Dopiero za czwartym razem figura nie ruszyła się z miejsca i po dziś dzień za czcią przechowywaną bywa w kaplicy Mortęskich, skąd tylko raz w roku, mianowicie w czasie w czasie słynnego odpustu lipskiego (2 lipca), w uroczystej procesji przenoszoną bywa do Lip”[5]. Kościółek w Lipach wkrótce zyskał miano sanktuarium maryjnego. Niestety poza legendą nie dysponujemy żadnymi informacjami o pochodzeniu drewnianej figurki oraz o budowie drewnianej świątyni[6].

Jak dla mnie przytoczona legenda raczej niczego nie tłumaczy – zwłaszcza trudno uwierzyć w ten niesłychany przełom psychologiczny, który pozwolił się ludności rzucić za księdzem i obalić to drzewo. Raczej, jak to zwykle,  majestat pana i jego wojów strzegących mieczem terenu w trakcie wyrębu drzewa, dokonanego na żądanie mnicha przez „nawróconego” księcia, powstrzymał lud przed kolejnym mordem na „świętym” chrześcijańskim.

C.B.

Kurzętnik

O Kurzętniku już pisaliśmy przy okazji innych świątyń światła świata, więc tam też czytajcie.

Kurzętnik

Świątynie Światła Świata – Wilcze Uroczysko w Kryłowie


Wilcze Uroczysko

„Kto ustawił te figurkę i skąd wziął się trwający do dziś dzień już nie tak silny jak niegdyś kult tego miejsca? Według miejscowej tradycji figurę św Mikołaja patrona trzody postawił przy źródełku rządca majątku z Kryłowa, któremu przyśniło się, że nadejdzie pomór na bydło. Inna wersja mówi, że rządca został wyleczony z paraliżu przez cudowną wodę ze źródełka i postawił tu figurę z wdzięczności. Opowiada się też, że „za cara” prawosławni i katolicy sądzili się kto ma korzystać z cudownej wody. Ciekawe przekazy starszych mieszkańców tych okolic relacjonuje w swej książce profesor Zin. Oto niektóre z nich. W drugiej połowie minionego stulecia miejsce to zaliczane było do najsławniejszych sanktuariów Chełmszczyzny, Zamojszczyzny i Wołynia. Każdej niedzieli i w każde święto gromadziły się tu dziesiątki ludzi. Na Wilcze Uroczysko ściągały tłumy. W świetle zebranych relacji trudno mówić jedynie o kulcie Św. Mikołaja, to był zapewne dodatek do osobliwych wierzeń i uzdrowicielskiej cudownej mocy świętego wilka. Te wierzenia o cudownej mocy wilka sprawiły, iż kobiety, które nie mogły zajść w ciążę siadały na tym wilku głaskały go po brzuchu a następnie wskakiwały do wody na chwilkę do źródełka i to wystarczyło, aby oczekiwać swoich marzeń tych czy innych…”

(Opis z kaplicy Św. Mikołaja na Wilczym Uroczysku)

Opowieść Profesora Wiktora Zina

„…A oto jeszcze inna opowieść. Jadąc traktem z Zamościa w kierunku Kryłowa, mija się pocięte miedzami pola, samotne grusze i kępy wierzbowe na rozległych łąkach. Ktoś, kto nie zna tej okolicy, pomyśli o monotonnej, chociaż malowniczej równinie.
Tymczasem tuż pod Kryłowem, nie więcej niż sto metrów od traktu, zetknąć się można ze swego rodzaju fenomenem – zapomnianym sanktuarium. Miejsce, o którym opowiem, stanowiło niegdyś cel wielu pielgrzymek ludzi zamieszkałych z tej i z tamtej strony Bugu. Zjawiali się tu pątnicy z Łucka i Białej Podlaskiej,z Krzemieńca i Kamieńca.
O bogactwie pejzażu – o czym wspomniano – świadczy jego tworzywo: teren płaski lub sfalowany, drzewa, woda, niekiedy kamienie. Z tych elementów Matka Przyroda buduje kulisy naszego życia. W miejscu, które odwiedzimy, tych elementów nagromadziło się sporo i to na niewielkiej przestrzeni.Jest więc obłe zbocze wzgórza przylegające do rozległych łąk. Wzniesienie kończy się dość stromym cyplem, u którego podnóża bije źródło. Kiedyś, trzydzieści lat temu, gdy rysowałem to miejsce, zafascynowała mnie obłożona kamieniami szczelina w stromym zboczu. Płynęła stamtąd zimna krystaliczna woda. Zadziwiał jej dostatek. Płynęła w dzień i w nocy, nieprzerwanym strumieniem pokonując pierwszą przeszkodę, jaką był długi granitowy kamień, przypominający wydeptany próg. Na nim zostały wyryte niegdyś zlizane przez wodę , tajemnicze znaki. Czytelny był jedynie ostatni – przedstawiał ludzkie oko. Po pokonaniu tego głazu woda formowała strumyczek, ponad którym biegła droga ułożona była z dyli.
W niewielkiej odległości za mostkiem i drogą, strumyczek rozlewał się w dwie sadzawki. Pierwszą z nich, kwadratową, nazywano „świętą wodą”, druga była zwyczajnym stawem rybnym. Brzegi pierwszej obudowane były omszałymi bierwionami, tworzącymi coś na podobieństwo zrębu izby. Piaszczyste dno sadzawki oglądane z góry wydawało się jakby położone tuż nad powierzchnią wody.Było to jednak złudzenie, w istocie zagłębione było ono prawie na dwa metry. Ciekawe że w „świętej wodzie” nie widziało się żadnego wodorostu, najdrobniejszej roślinki. Bujne trawy ramowały konstrukcję od zewnątrz.W ścianie sąsiadującej ze stawem urządzono zmyślne stawidło, tędy z sykiem i pluskiem nadmiar wody przelewał się do sąsiedniego rozlewiska, obrośniętego oczeretami i tatarakiem. Toń tego stawu zakrywała częściowo rzęsa wodna , którą rozsuwały karpie pływające tuż pod powierzchnią wody.Od strony wschodniej, kryłowskiej, do stawu przylegały trudne do przebrnięcia zarośla. Tu, w kępach ciemnozielonego sitowia, miały swe mateczniki kurki wodne i derkacze. Kępy skarlałych wierzb tworzyły zielony kołtun rozsiadły na moczarach i soczewkach bagien. Całe to mokre królestwo otaczały topole olbrzymy, takie piętrowe gmachy zieleni- gdzieś tam na poddaszu bratały się już z obłokami.
Topole są gadatliwe, szemrzą i szeleszczą nawet w dzień bezwietrzny. Na nich przesiadywały stada żółtych wilg, ptaków również gadatliwych, które odlatują od nas najwcześniej, bojąc się chłodów jesieni. Wokół topolowej kępy i stawów rozciągały się łąki i mokradła, po których kroczyły dziesiątki bocianów. Był to wszakże ledwie opis tego, co znajdowało się tuż ponad źródłem. Tu wiekowy płot otaczał niewielki skrawek pochyłej ziemi.
Gęstość i wiek rosnących olbrzymów świadczyły, że jest to miejsce szczególne. Tuż za bramą ogrodzenia wchodziło się jakby do wnętrza budowli. Zielona kopuła drzew sprawiała, że panował tu półmrok. Uwagę zwracał dąb starzec, o pomarszczonej i omszałej korze. Jeden z jego konarów, nakrywał półkolistym łukiem wyodrębnioną przestrzeń, sprawiając, że inne gałęzie musiały podporządkować się tej podporze. Porównanie do kopuły wcale nie było literackim skojarzeniem. Konary klonów, jaworów i jesionów, oparłszy się o mocarny dębowy konar, tworzyły przestrzeń niemal geometrycznie doskonałą.
W środku tej osobliwej kaplicy, na splantowanej platformie stał pomnik, a właściwie cała konfesja. Na kamiennym cokole, do którego prowadziły ceglane schody, królował posąg świętego Mikołaja, patrona podróżnych. Obok niego klęczały dwa aniołki. Na specjalnym wyniesieniu ustawiono realistycznie wyrzeźbiony kosz. W jego wnętrzu ktoś nieświadomy mógłby dopatrzyć się ułożonych owoców. Kiedyś jednak wyraźnie widać było, że są to dziecinne główki. Wszystko to nie stanowi na razie żadnej rewelacji : kamienne ucieleśnienie słynnej legendy o świętym biskupie i niewiniątkach. Taki kosz jest atrybutem wyobrażenia tego świętego. Rewelacja zaczyna się po prawej stronie figury. Tu ustawiono rzeźbę, która pochodzi z innego czasu i innej parafii. Wyobraża ona siedzącego na tylnych łapach wilka. Nie lwa, nie niedźwiedzia lecz wilka. Kto i kiedy dostawił go do św. Mikołaja ? A może inaczej… Kto umieścił świętego przy niewątpliwie starszym kamiennym zwierzęciu, tego nie dowiemy się zapewne nigdy. Tuż naprzeciw wilka stała wkopana w ziemię potężna dębowa kłoda, do której przymocowano zamczystą, ręcznie kutą skarbonkę, zamykaną na wielką, również ręcznie wykutą kłódkę.
Wszystko było tu tajemnicze i tchnęło zagadkowym pięknem. Święty spoglądał na świat spojrzeniem obojętnym a właściwie nacechowanym nadzwyczajną ciekawością. Takie spojrzenia zapamiętałem rysując w Kairze staroegipskie sarkofagi. Wilk z kolei patrzył na świat zuchwale. Jego rozwarty pysk pomimo zatarcia szczegółów przez czas, miał w sobie tyle realizmu i grozy, że oglądający go nie zdziwiłby się, gdyby z tej paszczy i jęzora ściekać zaczęły pasemka wilczej śliny. Ktoś zapalił woskową świecę we wgłębieniu głowy zwierzęcia. Płomyk pełgał i chwiał się. W tym czasie wiatr zaskowyczał w dębowych konarach i jakiś wielki ptak sfrunął bezszelestnie ku tarninowym chaszczom.Tak zapamiętałem i opisałem to miejsce w roku 1950. Wtedy nazywano je jeszcze Wilczym Uroczyskiem. Po trzydziestu paru latach znalazłem się tu powtórnie i po to, by pokłonić się świętemu, i po to, by ocenić, co zmieniło się prze ostatnie lata. A więc : wymieniono płot – to mała strata. Burze połamały niektóre drzewa, inne wycięto. Źródło ujęte zostało betonową cembrowiną, przekształcono stawy. Prastary pomnik i dąb pozostały. Jedynie jakiś złodziej lub kolekcjoner ukradł ów pień z kutą skarbonką i kłódką. Wszystko wokół przeobraża się, aż dziw, że wilcze uroczysko uległo tylko tak niewinnym zmianom. W tym konkretnym przypadku nastąpiło inne i to niecodzienne zjawisko – to miejsce pozbawił czas świętości.

Czy świętość miejsca potrafi ulec aż takiej degradacji, a jeśli już, to dlaczego?

Cytat z książki „Opowieści o polskich kapliczkach” – Wiktor Zin
Kraków-2004

Kryłów

Kryłów – miejscowość położona nad Bugiem, w gminie Mircze, powiecie hrubieszowskim, województwie lubelskim.
W latach 1523 – 1869 roku posiadał prawa miejskie. Od 1867 do 1954 był siedzibą gminy, następnie do roku 1973 gromady.
Był też centrum, składającej się z miasta i okolicznych wsi, Włości Kryłowskiej, którą rozparcelowano w latach
1929 – 1931.
W latach 1593 – 1612 działało tu słynne Gimnazjum Kalwińskie, uczelnia wyższa o wysokiej renomie.

Początki osadnictwa sięgają X wieku, na wyspie istniał gród, który był zapewne jednym z Grodów Czerwieńskich. Prawa miejskie Kryłów otrzymał około 1523 roku (w tym roku wymienia się Kryłów jako miasto). Na przełomie XVI i XVII wieku działa tutaj uczelnia wyższa.
Najludniejszy był na początku XX wieku mieszkało w nim około 3000 ludzi (Polaków, Żydów i Ukraińców. I wojna światowa zatrzymała szybki rozwój miasta. Przed II wojną światową liczył 2500 mieszkańców, w roku 1943, 1500 ludzi, a po wojnie jedynie 300 osób, w drugiej połowie XX wieku Kryłów liczył najwięcej 600 mieszkańców dzisiaj liczy około 400 osób (wliczając do liczby ludności wieś Prehoryłe, która była zaliczana jako przedmieście Kryłowa – tak zdaniem wyliczano ludność Kryłowa przed 1943 rokiem, daje liczbę ludności odpowiednio: 1100 i obecnie 800 mieszkańców).

Geneza nazwy miejscowości, jak by się mogło zdawać nie ma nic wspólnego z rosyjskim bajkopisarzem Kryłowem, lecz nawiązuje do nazwy „Kryjów”. W dawnych wiekach tereny te najeżdżane były przez Tatarów, którzy rabowali i mordowali żyjących tu ludzi. Aby uniknąć śmierci i uchronić mienie przed zrabowaniem ludzie skrywali się w małym drewnianym zameczku na wyspie, która w połączeniu z rozległymi bagnami stanowiła bezpieczną fortecę.      W wieku XV istniał już w miejscu drewnianej warowni murowany zamek wzniesiony przez Tęczyńskich herbu Topór, drewniany kościół i miasteczko, które zostało zniszczone przez Szwedów w 1655 roku. W tym czasie od XVI wieku Kryłów stanowił własność kolejno znacznych wówczas rodów: Ostrorogów, Radziejowskich, Prażmowskich, Jeżewskich, Chrząnowskich i Horodyskich.

    Do dnia dzisiejszego przetrwało wiele zabytków : kościół, ruiny zamku, cmentarz katolicki,unicki, prawosławny i kirkut żydowski, ogrodzenie klasztorne wraz z figurą świętego Jana Nepoucena i studnią, brama pałacowa w parku a także cudowne źródełko przy figurze świętego Mikołaja na „Wilczym Uroczysku”, gdzie dawniej poganie prawdopodobnie czcili boga Welesa.

Komentarz

Fajna opowieść ale poganie nie czcili tutaj Welesa. Weles nie ma nic wspólnego ze świętym Mikołajem Wilczym.  Zwierzęciem Welesa jest Czarny Kozioł – stąd stał się on diabelskim bogiem, jest Panem Zaświatów. Weles – Pan Weli (Zaświatów).

Wilk – wołk, także woł(kający) czyli wołający i łkający – wyjący, ale i wielki, boski. Wół – wołk, samiec krowy – także wielki, boski zwierz. Pierwszy związany z Bogami Przeznaczenia, drugi z mylonym z Welesem – Bogiem Dostatku, Opiekunem Zwierząt Wołosem. Cechy Wołosa i Bogów przeznaczenia troiście splatają się w świętym Mikołaju chrześcijan. Pana Weli – Welesa powszechnie na skutek ruskich notatek chrześcijańskich mnichów myli się z Welesem i utożsamia te dwie postaci. Wołos – Bóg Wołowy – syn Spora – Boga Bogactwa (Sporzenia się, Przysparzający), i syn Śreczy – Pani Spotkań i Szczęścia, Bogini Środy i Środka, żony-siostry Spora. Spor – jest Żywiołem, w systemie taoistycznym chińskim symbolizuje ten żywioł Bagno – miejsce rozmnażania, ten tyn (dom) to domena siły kosmicznej która jest mnożnością, rozrodem i rozwojem – nie ma nic wspólnego ze śmiercią, która dotyczy tylko istot „śmiertelnych”. Weles Pan Zaświatów i całej Weli to bóg Mocy, który razem z Nyją zarządza „śmiercią” i bytowaniem po śmierci.  

Wilk jest zwierzęciem Mokoszów – Bogów Przeznaczenia. Mo-kosz – Pani Wyroków Nieba (Wiergu) – bogini związana też z wyplotem i tkactwem, z uprawą i przerobem lnu i konopi oraz Ma-kosz – także bóg przeznaczenia i wróżby tzw. Źrzebu-Zrębu – to jest prawdziwe Przeznaczenie – to którego nic nie zmieni przeznaczenie wynikające z Wzoru na Baji – Materii Świata i Splotu Wszego Świata. To także bóg maku i makowych wizji.

Przeznaczeniem Kosym – czyli niespodziewanym trafem władają jednak Plątowie (Przepląt-Perepułt, Plątwa- Przepigoła, Licho i Mąd-Mętlik). To Mąd –Metlik jest prawzorem ruskiego Mikołaja Wilczego. Polecam niesłychanie wnikliwą rozprawę na ponad 370 stronach  na temat dwoistości postaci Świętego Mikołaja i drugiego źródła kultu tej postaci – ruskiego Mikuły-Mikołaja. Książka autorstwa Borysa Uspieńskiego „Kult świętego Mikołaja na Rusi” wydana przez KUL – jest, o czym już kiedyś pisałem, wzorcem naukowej analizy – mimo, że autor nie wyciąga do końca wszystkich nasuwających się nieodparcie wniosków na temat tejże dwoistości postaci i połączenia w jednym świętym Mikołaju ich obu. To ruski Święty Mikołaj, a nie ten z Bliskiego Wschodu był tym, który przychodzi Zimą z podarkami dobrymi albo złymi w towarzystwie Marzanny – Śnieguroczki, w najdłuższą noc. To on jest właśnie echem pogańskiego boga Mąda-Mętlika, mącącego w umysłach, wspomaganego przez boginki Męcice-Męcichy, obdarzającego ludzi przypadkowymi podarkami raz dobrymi, raz kiepskimi, raz drobnymi, a czasami olbrzymimi darami, które wyglądają na pozór dobrze a są czymś paskudnymi i fatalnym – jak na przykład wypadki losowe. Kosze Przeznaczenie to właśnie wypadek losowy, traf, zbieg okoliczności, impuls. Impuls może przywieść człowieka do zguby, fajne auto i duża kasa, czyli fura i sałata – mogą go wysłać prosto na Tamten Brzeg. Koszy – znaczy krzywy, kosa – splot okoliczności, kosa – warkocz np. dziewczęcy, kosa – symbol śmierci nagłej, kos – ptak wróżebny, kose wejrzenie (krzywe, niebezpieczne, uroczne), ale i koszać – kochać, roz-kosz (bogami tego rodzaju Kosza – trzeciego rodzaju kosza  są Dziwieniowie: Kupała i Dziewanna, Krasa i Zielija-Dzidzilela). Kosze tknięcie to zakochanie, coś na co człowiek nie ma wpływu, co jest poza jego wolną wolą, to także ślepa żądza, pożądanie, furia, ekstaza. Te trzy Tyny (domy) Bogów Mocy zdaja się szczególnie groźne, budzą w ludziach lęk – wnoszą w ludzki porządek nieład (Plątwa jest poza wszystkim wiecznie knującą zdradę Boginią Kłótnicą, Przepląt jest Bogiem Niezgody i Panem Przypadku, Licho jest Boginią Porywającą, Wielką Złodziejką – tą która sypie kłody pod nogi. Mąd  zaś – mąci, kręci, ukrywa prawdę, zaciemnia obraz – to on sprowadza furię i daje impulsy, głupie pomysły, dyktuje pochopne kroki – daje dobry albo zły kosz (traf i prezent). Sam kosz – jest właśnie takim narzędziem, jest przetakiem – niby służy do przenoszenia lub składowania przedmiotów, ale woda przez niego przeleci, mąka się przesypie, ryba z niego wypełznie, zamyka on i przepuszcza. Perepłuć – po ukraińsku, po rusku – zatracić, zgubić, przepić, przehulać, a także perepłuć – przepłynąć, coś co było i przepadło, minęło – nie ma tego  

Dlatego nazwa Kryjowa nie pochodzi wcale od kryjówki ludzkiej lecz od miejsca świętego, dawnego Wilczego Uroczyska – Świętego Gaju Bogów Przeznaczenia: Mokoszów i Plątów, a szczególnie – jak widać Mąda-Mikuły czyli tego z którego chrześcijaństwo prawosławne zrobiło ruskiego Mikołaja – Pana Wilków, który nad Wilkami panuje (zarządza), który od wilków ochrania. Mąd Kryjący, skrywający prawdę, obdarzający tym co chce dać, czyli darem-podarkiem- paskudnym losem-koszem albo szczęśliwym-trafem. Mąd-Mętlik – Pan Ukrywający, Kryj.

 CB

Poganie, Arianie, Kalwini mieli tutaj długo swoją siedzibę i zbór

„…Dawny Gród Czerwieński z X wieku na wyspie w zakolu Bugu, zniszczony przez

Tatarów w połowie XIII w. Dwa wieki później odebrany ruskim feudałom przez króla

Kazimierza Jagiellończyka (za odmowę udziału w wojnie z Krzyżakami) i nadany

wojewodzie krakowskiemu Janowi Tęczyńskiemu. Spadkobiercy wojewody postawili

tu już w końcu XVI w. warownię i wystarali się dla Kryłowa o prawa miejskie.

W 1546 roku nadbużański majątek przejął możny ród Ostrorogów. Stanisław

Ostroróg, wielmoża wielkopolski poślubił Zofię Tęczyńską, co początkowo spotkało

się z dezaprobatą familii – on był kalwinem, ona – katoliczką. Jednak w 1546 r.

małżonkowie zamieszkali w Kryłowie, a Stanisław – zagorzały reformator otworzył tu

nawet zbór kalwiński. Jego syn Mikołaj rozbudował zamek w potężną fortecę oraz

ufundował gimnazjum kalwińskie, konkurujące poziomem z Akademią Zamojską.

W połowie XVII w…”

 Kryłów

O świętym Mikołaju i jego dwoistości

 fragmenty artykułu Moniki Koziołek

ze strony: gadki.lublin.pl

Patron, czyli czym zajmuje się święty Mikołaj?

Zakres funkcji świętego Mikołaja i związanych z nimi obrzędów w folklorze europejskim jest różnorodny. Obfituje w bogactwo treści symbolicznych oraz tych wyrażanych gestycznie w wielu obrzędowych sytuacjach. Połączone zostają tu elementy chrześcijańskie z pogańskimi, co z kolei odsyła do sfery symboliki mitologiczno – religijnej. Na przestrzeni wieków nagromadziło się sporo tekstów, które potwierdzają, iż Mikołaj patronował nie tylko temu, co wynika z jego kanonicznej biografii, ale też przejmuje wiele cech od innych postaci. Ludzie postrzegając go jako postać pomocną im w potrzebie często bowiem kojarzyli go też z innymi świętymi.

Mikołaj staje się opiekunem wilków (częściej w tradycji wschodniej), opiekunem dobytku, obrońcą zwierząt domowych przed wilkami – dobrym pasterzem (koni i bydła), chroni od szczurów i myszy (legenda rosyjska o karczmarzu). Staje sie patronem lecznictwa (obecny w zmawianiach znachorskich), orędownikiem uwięzionych i uciśnionych, pretenduje do roli klucznika raju i przewodnika po niebie i piekle (utożsamiany często lub stawiany obok świętego Piotra i Pawła – „Pietrzepawlemikołaju” – modlitewka zapisana w okolicach Kolbuszowej1). Opiekuje się pannami na wydaniu, dziewicami, dziećmi. Jednocześnie jest opiekunem żeglarzy – ratuje tonących i rozbitków, modlą się do niego flisacy. Legendy czynią go też niekiedy patronem piwowarów, młynarzy i literatów. Omówienie tych wszystkich funkcji i ich genezy wymaga wnikliwego przyjrzenia się, w jakiś sposób tradycje wschodnie przenikają się z tradycjami zachodnimi. Pozwolę więc sobie przytoczyć te najbardziej znamienite funkcje patronalne świętego.

„Na świętego Mikołaja ciekawość się podwaja, panny patrzą pod poduszki, czy tam nie ma jakiej duszki”2
Na plan pierwszy wysuwa się opieka Mikołaja nad pannami na wydaniu oraz nad dziećmi. Znana jest historia z jego życia, kiedy to ratuje trzy córki ubogiego szlachcica darując im posag, dzięki któremu ratuje je od hańby. Jest to często wykorzystywany w malarstwie i tekstach motyw. Z tego też faktu wywodzi się przypisywana Mikołajowi hojność. Oprócz panien z prośbą do Mikołaja zwracają się też kobiety i pary małżeńskie starające się o potomka. Praktyka ta zarejestrowana podczas badań w Kryłowie (woj. Lubelskie, gmina Mircze) i okolicach powiązana jest nie tylko z samą postacią świętego, ale też z towarzyszącym mu kamiennym wilkiem. To na wilku miały siadać kobiety, które chcąc mieć dziecko przybywały w miejsce kultu świętego i tu modliły się wykonując przy tym magiczne w swym pierwotnym wydźwięku czynności i zanurzając się w wodzie, której przypisywana jest uzdrawiająca moc (w Kryłowie przy figurze Mikołaja i wilka wytryska źródło)3. Obecnie znany jest zwyczaj przyjeżdżania małżeństw w to miejsce, chociaż informatorzy nie podają informacji o podobnych zdarzeniach, to pamięć o nich nadal trwa.

„Święty Mikołaju, co tam robisz w raju?/ Robię piękne lale, piłki i korale./ Święty Mikołaju masz jeszcze dość czasu, uszyj dla mej lali sukienkę z atłasu”4
W powszechnym pojmowaniu zwłaszcza dzieci otoczone są szczególną opieką świętego. Niezwykle żywotna jest tradycja obdarowywania przez Mikołaja, szczególnie w świecie zachodu. Tu wątki mitologiczne i biograficzne scalają się w rozrywkowy i zabawowy rytuał. Święty Mikołaj nie tylko nagradzał dzieci, ale też rozdawał rózgi mające być symbolem nagany (dawniej był to symbol zdrowia i siły).

W jaki sposób odbywała się „wizyta” świętego? Najłatwiejszą formą jest wkładanie „pod poduszkę” podarków – oczywiście niewidzialną ręką dorosłych. Jest to odniesienie do legendy – święty wsparł panny także po kryjomu. Zgoła odmienną, ale znacznie bardziej widowiskową formą, okazuje się „chodzenie” świętego Mikołaja od domu do domu, gdzie przepytuje dzieci i wręcza im podarunki – w zależności od tego, czy były grzeczne, czy rozrabiały.

„Święty Mikołaju!/ Weź kluczyki z raju./ Zamknij psa wściekłego/ I wilka dzikiego./ Niech nie ziapie na tę rosę,/ Na której ja bydło pasę”5.

Istnieje wiele teorii dotyczących powiązania Mikołaja z postacią wilka. Znamienne jest jednak to, że widzimy go nieomal w każdym miejscu, gdzie pojawia się też sama postać świętego. Ten związek funkcjonuje dwojako. Mikołaj jest zarówno opiekunem wilków, jak i strzeże przed nimi ludzi, zachowując równowagę. Związana jest z tym funkcja Mikołaja jako troskliwego pasterza lub opiekuna pasterzy. Warto w tym miejscu przytoczyć przykład kryłowskiej figury świętego. Obok niej bowiem znajduje się wilk. Żaden z mieszkańców nie jest w stanie określić, która z postaci znalazła się tu jako pierwsza. Do zespołu figur dołączona jest misa, w której, według informatorów, umieszczone były postaci trójki dzieci. Geneza powstania takiego zespołu jest tak zawiła, iż należałoby mieć na uwadze zarówno legendy o świętym i jego życiorys, jak i barwne opowieści informatorów. Według niektórych miejsce to zwane było „wilczym uroczyskiem”, a figura powstała dzięki inicjatywie bogatego człowieka, którego przed wilkami uratował objawiony Mikołaj. Istnieją także tezy wskazujące jakoby to figura wilka była pierwsza a świętego pojawiła się znacznie później. Miejsce to miałoby być wilczym sanktuarium. Istnieją również przekazy o tym, jak miejscowi pasterze przychodzili do figury, aby złożyć dar Mikołajowi i prosić o pomoc przy pilnowaniu dobytku.

Świętowanie, czyli kiedy Mikołaj dostaje prezenty, a kiedy je rozdaje?

„(…) Świenty Mikołaju sławny cudami na ziemi i na morzu, któryś dostąpił przez pokorę rzeczy wysokich, a przez ubóstwo rzeczy bogatych (…) Świenty mikołaju świątobliwy z dzieciństwa swego…módl się za nami”(…)

„Mikołaj zimowy”8 – obchodzony 6 grudnia połączony jest z początkiem zimy (znajduje to odniesienie w wielu przysłowiach, np.: Na Mikołaja porzuć wóz a zaprząż sanie9). Z tym dniem i częstokroć z wigilią tego dnia wiąże się wiele zabiegów magicznych. Ludzie składają różne podarunki, ofiary, aby w ten sposób zdobyć przychylność świętego i zapewnić sobie spokojną zimę. Proszą o łaski uznając Mikołaja za swego patrona od spraw wszelakich. W ziemi Nadrabskiej ludzie zostawiali dary w postaci kogutów, kur i lnu, aby zapewnić sobie u Mikołaja ochronę przed wilkami10. Współcześnie można zanotować jeszcze ten zwyczaj na pograniczu w miejscowości Kryłów. Ludzie opowiadają tam o darach, jakie składano i nadal niektórzy składają w dniach 5 – 6 grudnia. Nie są one jednak już tak ściśle połączone z ochroną przed wilkami, a mają być wyrazem szacunku dla świętego i darem dla zapewnienia sobie opieki z jego strony : (…)Koguta łapali i nieśli koguta. No akurat, bo to patron jest Świenty Mikołaj patron zwierząt. Żeby sie drób chował koguty nieśli(…). Społeczność wsi spotyka się w tych dniach nie tylko w kościele – gdzie ma miejsce wręczenie podarków dzieciom (mieszkaniec wsi przebiera się za biskupa Mikołaja), ale też przy figurze świętego Mikołaja. Tam – obok figury, której towarzyszy figura wilka11 – zapalają świece i kładą kartki z życzeniami i podziękowaniami do świętego. Ciekawy był też zwyczaj powstrzymania się od motania przędzy – co miało zapobiec szkodom wyrządzanym przez wilki12.

Należy też bowiem zwrócić uwagę na drugie święto – Mikołaja wiosennego, tzw „ciepłego Mikołaja”. Przypisywano temu okresowi znaczenie w uprawie ziemi, hodowli zwierząt. Według niektórych informatorów do 9 maja nie można było wyprowadzać bydła na wypas. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w tradycjach rosyjskich, gdzie wespół z Mikołajem występuje święty Jerzy. Funkcjonuje takie oto porzekadło: Jerzy z ciepłem (latem, rosą), a Mikołaj – z trawą (pokarmem)13. W świadomości katolików ten dzień utrwalił się jako „urodziny” świętego. W Kryłowie odbywa się wtedy procesja do figury świętego, ustawiany jest ołtarz i odprawiana zostaje msza. Co charakterystyczne – to szczególny ekumenizm tego miejsca w czasie święta, ale też ekumenizm codzienności, objawiający się w swoistym „dzieleniu się” tą postacią i łaskami, jakie niesie ona dla społeczności.

Wilcze uroczysko i sanktuarium Mikołaja – słów kilka o kryłowskim domu świętego16

„Sanktuarium Mikołaja” znajduje się właściwie w miejscowości Kolonia Kryłów – tuż przy drodze z Mircza do Kryłowa (jadąc od strony Hrubieszowa można trafić na słupy graniczne. Wspaniali, otwarci ludzie i miejsce, do którego chce się wracać. Sam Kryłów słynie z ruin granicznej twierdzy i dzikiej nadbużańskiej przyrody. Ale do tego miejsca przyciąga coś jeszcze… Drogowskaz zaprasza, aby odwiedzić Mikołaja – nieformalnego patrona tej i okolicznych miejscowości. Po przejściu kilkuset metrów, skręcając od drogi głównej natrafiamy na zaciszne miejsce – kilka ławek, źródło i górujący nad wszystkim święty Mikołaj w towarzystwie wilka, schroniony pod opiekuńczym dębem.

Mieszkańcy Kryłowa i okolic opowiadają o straszliwej burzy, jaka nawiedziła te strony i o tym, jak dąb uchronił „ich” Mikołaja. Przez lata mojego wędrowania w to miejsce zaledwie kilka razy mogłam pobyć sam na sam z moim patronem. Trwa tam ciągły ruch, przyjeżdżają ludzie, chcący zaczerpnąć krystalicznie czystej wody słynącej cudami. Ale to głównie dzięki Mikołajowi przyjezdni otrzymują łaski. 6 grudnia, wieczorem zapalone w tym miejscu świece i kartki ułożone pod brzuchem wilka, czy wetknięte w figurę świętego potwierdzają, że o Mikołaju się pamięta. I nie tylko prosi, ale też dziękuje się za jego obecność.

Mieszkańcy kontynuują pewien zwyczaj rozpoczęty wiele lat temu – przy okazji świąt przy figurze pozostawiona zostaje księga, w której każdy może wpisać swoje intencje lub podziękowania.17

Do Mikołaja chodzi się przy okazji świąt, nie może też zabraknąć w tym czasie wody ze źródła. W wielki piątek ludzie udają się w to miejsce przed wschodem słońca, aby zaczerpnąć wody posiadającej w tym czasie szczególne właściwości. To kryłowskie sanktuarium stało się przedmiotem zainteresowania profesora Wiktora Zina, który pochodził z Hrubieszowa i miejsce to – znane jeszcze z opowieści dziadków – było bliskie jego sercu. Mieszkańcy tej i okolicznych miejscowości chętnie przyjmują przybysza, który chce dowiedzieć się czegoś o tym, jak teraz czci się Mikołaja. Dbają o figurę, odbudowali niedawno drogę prowadzącą do niej. Choć są to może gesty powierzchowne, świadczą jednak o głębokim przywiązaniu do świętego.

Legenda postaci Mikołaja czerpie z tak wielu wątków i powiązań, że nie sposób przedstawić ją bez wnikliwych analiz, zarówno mitologii wierzeń pogańskich, jak i bez analizy wpływu katolicyzmu i prawosławia. Wątki wschodnie i zachodnie przenikają się tworząc nową jakość – Mikołaj pozostaje ponad tym. Pozostaje wspaniałomyślnym patronem, do którego każdy zwraca się w potrzebie.

Mikołaj łączy ludzi ponad wyznaniami – co w piękny sposób wyraził w rozmowie ze mną informator; zapytany, jak wygląda sytuacja pomiędzy Polakami i Ukraińcami w jego miejscowości (Szychowice, wieś sąsiednia do Kryłowa) spotykającymi się na pograniczu, aby czcić świętego: (…) Ten Mikołaj pu prostu dużo ludzi połączył teraz i kiedyś łączył. (…) Ta świentość jest dla jednych i dla drugich taka sama (…).
Przypisy:
1 Zob. Kotula F., Znaki przeszłości. Odchodzące ślady zachować w pamięci, Warszawa 1976, s. 76. Motyw łączenia tych trzech postaci jest charakterystyczny dla osoby Mikołaja tak samo jak łączenie go z innymi świętymi, ale też postaciami z mitologii słowiańskiej. Następuje przekazywanie funkcji innych świętych. Istnieje dużo przekazów dotyczących tego zjawiska. Święty Mikołaj kojarzony jest ze św. Michałem, św. Jerzym, stawiany obok św. Barbary. B. Uspienski w ciekawy sposób pokazuje tę kwestię na przykładzie analizy postaci mitologicznych – Wołosa i Peruna, ale też uświadamia, jak wielkie znaczenie na wschodzie miał Mikołaj, który utożsamiany był wręcz z Bogiem – następuje tu znaczne pomieszanie wątków.
Por.: B.Uspienski, Kult św. Mikołaja na Rusi, Lublin 1985.
2 O. Kolberg, Dzieła wszystkie, Przysłowia, t. 60.
3 Warto też zajrzeć do prac i artykułów dotyczących kryłowskiego „ Wilczego uroczyska” – szeroko na temat dawnych praktyk tego typu pisze np. Zin W., Opowieści o polskich kapliczkach, Warszawa 1995., informacje przytaczam na podstawie wywiadów, które przeprowadziłam w roku 2007.
4 Cytat za: Święty Mikołaj w folklorze rosyjskim i polskim, [w:] Dzieło chrystianizacji Rusi Kijowskiej, (red.) R. Łużny, Lublin 1988, s.145.
5 Modlitewka zapisana przez Franciszka Kotulę w Handzlówce (ówczesny powiat Łańcucki), zob.: Kotula F., Znaki przeszłości. Odchodzące ślady zachować w pamięci, Warszawa 1976, s.50.
6 Litania do św. Mikołaja, Fragment wywiadu przeprowadzonego przez autorkę w miejscowości Kryłów (woj. Lubelskie)w 2007 r.
7 Zalewski Wincenty, Święci na każdy dzień, Warszawa 1998.
8 „Nikoła zimnij” określenie pochodzące z tradycji rosyjskiej, więcej : Anna Woźniak, jw.
9 Kolberg O., Dzieła wszystkie, t. 60 Przysłowia, s.239.
10 Klinger W., Doroczne święta ludowe a tradycje grecko-rzymskie, (red.) J. Bystroń, Kraków 1931.
11 Dane te są wynikiem badań, jakie przeprowadziłam w latach 2005 – 2007 we wsi Kryłów i okolicznych miejscowościach.
12 Zob.: Kolberg O., Dzieła wszystkie. Mazowsze I.T. 24 s.198.
13 Sokołowa W.K., Wiesiennie – letnije kalendarnyje obriady russkich, ukraińcew i biełorussow, Moskwa 1979, s.155, też : Woźniak A., jw.
14 Szeroko na ten temat traktuje B. Uspienski w swej książce pt. Kult św. Mikołaja na Rusi, Lublin 1985, s. 34.
15 Warto przeczytać pewną historię opisaną przez J. de Voragine w „Złotej legendzie”.
16 Wszystkie informacje zawarte w tej części to fragmenty badań przeprowadzonych przeze mnie w latach 2005 – 2008.
17 Idąc z duchem czasu umożliwiono składanie próśb i podziękowań za pośrednictwem portalu internetowego http://www.krylow.info. Umieszczono tam „Internetową księgę próśb i podziękowań” w której można takowe założyć. Jest to pomysł tak kontrowersyjny jak i zasługujący na uwagę z punktu widzenia przemian jakie zachodzą we współczesnych formach kultu świętych.

 Kryłów

Świątynie Światła Świata : Tyniec (Polska) – Wały, Grodzisko, Źródło Świętorujańskie (Świętego Jana)


Tyniec

Brama Tyniecka od strony Piekar

Osiedle w Krakowie leżące na zachodnim krańcu miasta nad Wisłą, w przełomowej, skalistej Bramie Tynieckiej, wśród malowniczych Wzgórz Tynieckich zbudowanych z wapienia jurajskiego. Wg niektórych naukowców Wzgórza Tynieckie należy zaliczać do Wyżyny Krakowskiej, gdyż jest to część skał przeciętych przez Wisłę i przez to podzielonych na dwie części. Obecnie Tyniec należy administracyjnie do dzielnicy Krakowa Dębniki. Słynny z jednego z najcenniejszych w Polsce zabytków sakralnych – klasztoru Benedyktynów. Ze względu na duże walory przyrodnicze okolicy cały Tyniec wszedł w obręb Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego.

Opactwo – Góra Mały Tyn (Tyniec)

800-650 lat p.n.e. (V okres epoki brązu) – istniało tu grodzisko zaliczane obecnie do bardzo małych (4-19 tys. m2)

500 p.n.e. – grodzisko z kultury łużyckiej na wzgórzu Grodzisko nad Wisłą

II w. p.n.e. – istniało tu w ostatnim podokresie lateńskim osiedle celtyckie, w którym odkryto kości kota – jedne z pierwszych znanych na terenie Polski

połowa I w. p.n.e. – znaleziska jednych z pierwszych malowanych naczyń znanych na terenie Polski

X w. – Bolesław Chrobry ufundował dwa pierwsze w Polsce klasztory Benedyktynów w Tyńcu i na Św. Krzyżu. Klasztor tyniecki, którego opat nazywany był abbas centrum villarum (od stu wsi posiadanych przez klasztor) nosił tytuł arcy-opata i uważał się za przełożonego wszystkich klasztorów benedyktyńskich w prowincji gnieźnieńskiej. Każde z tych opactw starało się o zakładanie nowych klasztorów, tudzież kościołów filialnych, z których z kolei powstawały zwykłe parafie. Tak też opactwo tynieckie założyło zależne od siebie opactwo Orłowskie na Śląsku posiadające 12 własnych miast.

Ujęcie z dołu Małego Tynu

ok. 1070 – osadzenie zakonników w Tyńcu prawdopodobnie przez króla Bolesława Śmiałego. ?

2 połowa XI w. – budowa romańskiej świątyni i klasztoru na wapiennej skale nad Wisłą

XII w. – powstaje tu kościół opacki, a na Wiśle zaczyna funkcjonować prom

XIII – XV w. – w pn. części wzgórza klasztornego mieścił się zameczek

1259 – Tatarzy mimo umocnienia klasztoru murami i basztami niszczą klasztor

1333-70 – za czasów Kazimierza Wielkiego Tyniec uzyskuje ogólnopolskie znaczenie

Przełom XIV i XV w. – budowa gotyckiego kościoła na miejscu romańskiej świątyni oraz gotycka rozbudowa klasztoru

XV – XVIII w. – budowa i rozbudowa obwarowań klasztoru

XV w. – przebudowa zameczku w Tyńcu na opatówkę

1405 – na prośbę Witolda księcia litewskiego Benedyktyni z Tyńca założyli opactwo w Starych Trokach

1578 – opatówka powstała z przebudowy zamku w wyniku kolejnej przebudowy otrzymuje wystrój renesansowy

pocz. XVII w. – kompleks klasztorny zostaje umocniony fortyfikacjami ziemnymi

Skały po piekarskiej stronie Wisły

1618-22 – przebudowa gotyckiego kościoła w stylu wczesnobarokowym

1662 – przebudowa budynku klasztornego

XVIII w. – budowa bramy ogrodowej i wykopanie studni

połowa XVIII w. – druga przebudowa budynku klasztornego

19 kwiecień 1771-12 czerwiec 1772 – podczas konfederacji barskiej klasztor stanowił silną ostoję dla konfederatów

po 1772 – trzecia przebudowa budynku klasztornego

Dziedziniec

koniec XVIII w. – przebudowa fasady kościoła

przełom XVIII i XIX w. – budowa drewnianego spichlerza folwarcznego

15 marzec 1815 (lub 1816) – zniesieniu uległo opactwo Benedyktynów w Tyńcu, które dostało się pod panowanie Austrii i zostało przekazane jezuitom

1834 – w klasztorze wybucha pożar spowodowany uderzeniem pioruna. Od tego czasu klasztor w ruinie

1939 – Benedyktyni powracają do Tyńca po niemal 100 latach nieobecności

1943 – w północnym skrzydle klasztoru odkryto romańskie wnętrze

po 1946 – odbudowa budynku klasztornego

1947 – utworzenie rezerwatu „Podgórki”

1957 – utworzenie rezerwatu „Skołczanka”

1961 – na terenie klasztoru podczas prowadzonych tu prac archeologicznych znaleziono złoty kielich i patenę romańską

1973 – przyłączenie osiedla Tyniec do Krakowa

1989 – likwidacja promu na Wiśle w Tyńcu, który funkcjonował tu nieprzerwanie od XII w.

Księżyc nad Tyńcem

Warto zobaczyć:

Na stromej skale wapiennej, około 40 m ponad lustrem Wisły wznosi się zespół opactwa Benedyktynów – jeden z najcenniejszych zabytków sakralnych w Polsce sięgający początków państwa polskiego, w którego skład wchodzi również relikt zamku z XIII-XV w.

Koło Tyńca w Podgórkach (Wzgórza Tynieckie) na obszarze chronionym jako Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy znajduje się rezerwat stepowy “Skołczanka” w południowej jego części zbiorowe mogiły) oraz rezerwat florystyczny „Podgórki”. Wzgórza Tynieckie posiadają wiele punktów widokowych, m. in. widok z opactwa, Góra Wielkanoc, wzniesienia przy ul. Juranda ze Spychowa.

Święte Źródło – studnia Małego Tynu

Na wschód od Tyńca w miejscu przeprawy przez Wisłę autostrady A4 znajduje się duże zakole starorzecza Wisły – ślad po dawnym przebiegu tej rzeki. U północnego podnóża wzgórza Duża Biedzinka (229 m n.p.m.) położonego w sąsiedztwie autostrady A4 – południowej obwodnicy Krakowa oraz ulic Nad Czerną i Bolesława Śmiałego znajduje się „Źródło Świętojańskie” – pomnik przyrody (jeden z dwóch pomników przyrody w Krakowie nie będący drzewem lub zespołem drzew i jedyne źródło-pomnik na terenie Krakowa). Niestety po ok. 5 metrach potok wpływa na prywatna ogrodzoną siatką posesję, aby ostatecznie poniżej zasilić starorzecze-zakole Wisły.

W Podgórkach w sąsiedztwie rozległych Lasów Tynieckich znajduje się klasztor ss. Służebniczek Staromiejskich.

Oczywiście na wyniosłej skale wapiennej  – postawiono naprzeciw starego grodziska kultury łużyckiej na Górze Tyn (nazywanej dzisiaj Grodzisko)- klasztor Benedyktynów – ze świętą Studnią i źrółem leczniczych wód obramowanych od dawien dawna wspaniałą studnią.

Wały Wiślane – Zakola Starorzecza


Zakole

Klasztor na Żmijowej Górze – Mały Tyn (Tyniec) – i widoczna Żmijowa  Jama

Mały Tyn – Żmijowa Jama

Ślepa Wisła – Starorzecze

Góra Tyn Wielki (Grodzisko) i grodzisko Tyn

Niecały 1 km na południe od opactwa benedyktynów w obrębie Góry Grodzisko (280 m n.p.m.) rozpościera się rozległy teren ze śladami prehistorycznego grodziska. Najlepiej przejść tę drogę wałami od opactwa spod jego Smoczej-Żmijowej Jamy.

Widok na Górę Tyn (Grodzisko), stare słowiano-skołockie (czyli scytyjsko-sarmackie) grodzisko kultury łużyckiej a potem słowiano-celtycki (harsko-mogilański) gród lateński poprzez Wisłę z Góry Grodziska Piekary po drugiej stronie rzeki

Droga na Górę Tyn przez osiedle – równoległa do drogi wałem – widać Klasztor w tle

Zakole poniżej Wału widok od strony Tynu-Grodziska

Tyniec – czyli Mały Tyn – góra i na niej Klasztor Benedyktynów na Górze Żmija-Smoka a w tle starożytny Tyn – Wielki Tyn – grodzisko na górze zwanej dzisiaj Grodziskiem

Źródło Świętorujańskie

Źródło znajduje się w pobliżu opisywanego przez nas Rezerwatu Skołczanka i Sanktuarium w Skołczance

U północnego podnóża wzgórza Duża Biedzinka (229 m n.p.m.) położonego w sąsiedztwie autostrady A4 – południowej obwodnicy Krakowa oraz ulic Nad Czerną i Bolesława Śmiałego znajduje się „Źródło Świętojańskie”

„Źródło Świętojańskie” – pomnik przyrody (jeden z dwóch pomników przyrody w Krakowie nie będący drzewem lub zespołem drzew i jedyne źródło-pomnik na terenie Krakowa).

Strumień Świętorujański wpływa na prywatną posesję

Jedna z ważniejszych Świątyń Światła Świata

Tyniec jest jedną z ważniejszych świątyń Światła Świata. Często się tutaj modlę na Wałach, w Skołczance, na Tynie Wielkim czyli Grodzisku i przy Żmijowej Jamie.

Miejsce to szczególnie wycisza, a klasztor powstał tutaj ze względu na starożytny kultowy charakter całego kompleksu – nie jestem pewien czy Stary Tyn i grodzisko Piekary nie były grodami-obwarami Świętej Wiary Przyrodzonej Słowian już około 1000 lat p.n.e.

Wały – droga od grodziska Tyn Wielki (Grodzisko) wałem do Małego Tynu (Żmijowej Góry) z klasztorem i jamą


Wałem do Grodziska

Drzewa – miejsce modlitewne i medytacyjne

Żabia Łąka


Łęgi Zalewowe i Wisła

Żabia Łąka – Stawki – Znajdź na tym zdjęciu dwie dzikie kaczki


Zioła


Droga do Grodziska – koniczyny na wale

Droga do Grodziska czyli Wielkiego Tynu – widok na Mały Tyn i Jaskinię Żmija


Droga do Grodziska

Wielki Tyn


Droga do osiedla od Grodziska

Miejsce modlitwy

W trakcie modlitwy zza chmur wychodzi słońce

Studnia – Święte pogańskie Źródło Małego Tynu czyli Góry Tyniec

Klasztorna studnia
Nieopodal Wawelu, jak on górujący nad zakolem Wisły i zbudowany na wapiennej skale, wznosi się klasztor Benedyktynów w Tyńcu. Obecny na tym miejscu od tysiąca lat, przetrwał dziejowe nawałnice i kataklizmy.

Przyjmował w swych murach królów i wielkich tego świata, był warowną twierdzą oraz miejscem naukowych badań. Tak jak inne sędziwe budowle, obrósł w opowieści i legendy, które wraz z faktami historycznymi tworzą barwną mozaikę fantazji i rzeczywistości.
Jeśli dopisze nam szczęście, to może przemówią do nas obronne mury, bruk klasztornego dziedzińca, ułamki kolumn i rzeźb. Na pewno opowiedzą nam niejedną ciekawą historię. Może usłyszymy opowieść o dumnym księciu Walgierzu, może opowieść o konfederatach barskich, którzy bronili i fortyfikowali klasztor. A może jeszcze inne? Wszak każdy z nas inaczej widzi, słyszy i reaguje…
Mnie udało się usłyszeć opowieść o klasztornej studni, którą po powrocie do domu spisałem i przekazuję czytającym. Oto studzienna historia.

W czasach opata Iwo
Było to dawno, w czasie, gdy na wawelskim tronie zasiadał król Kazimierz zwany Wielkim, a opactwem tynieckim władał świątobliwy opat Iwo. Wśród królewskich rycerzy byli dwaj przyjaciele Jaśko Topór i Staszko Nałęcz. Razem na łowy i na wojny się gotowali, a na turniejach nigdy przeciwko sobie nie występowali. Nierozłączni i serdeczni jak bracia, lecz różni byli jak ogień i woda. Jaśko – porywczy i gwałtowny, gotów o każde słowo czy gest chwytać za miecz, Staszko – wesoły, ludziom życzliwy i skory do pomocy.
Pewnego dnia rozeszła się między królewskimi rycerzami wieść: Staszko zginął z ręki Jaśka! Rozgniewany o jakiś żart przyjaciela Jaśko jednym ciosem miecza zabrał mu życie. Jedni wierzyć nie chcieli, za niewczesną krotochwilę tę nowinę uważali. Drudzy „Hańba mu!” wołali. „Miast jak prawy rycerz pozwać przeciwnika na udeptaną ziemię, na walkę pieszą lub konną, zabił znienacka jak zbój, godzien więc jak zbój zawisnąć na szubienicy”.
Gdy król dowiedział się o tym zdarzeniu, wezwał Jaśka przed swe oblicze i zapytał: – Zali prawdą jest, żeś zabił Staszka Nałęcza, czy też potwarz to, niesława rozpowiadana przez złe języki? Jaśko, hardo w oczy królowi patrząc i niedawny gniew ledwo przed majestatem hamując, odrzekł: – Prawdą jest miłościwy królu, iż zabiłem Staszka Nałęcza. Uczyniłem to, gdyż uchybił mej czci rycerskiej i dobremu imieniu!
- Skoro tak, to srogo zawinił przeciwko tobie – zmarszczył się król. – Ale i ty zawiniłeś, boś sprawiedliwość w swoją wziął rękę, zamiast sprawę przed królewski majestat przywieźć. Opowiedz swą krzywdę, a ja jego przewinę i twoją winę rozważę.
Skłonił się Jaśko, tchu nabrał i powiada: – Na łowach byliśmy, miłościwy panie. Moja strzała jeno raniła jelenia, bo nagły zwrot zrobił, w gąszcze umykał. Zanim drugą posłałem, Staszko swoją wypuścił i rogacza dobił. Zrazu dworować ze mnie począł, że kuszy bez naciągania nie napnę to i moje strzały słabe, a celu mniejszego niż Floriańska Brama nie trafię.

.
Rozgniewał się na te słowa król i rzekł: – Nie na tom cię pasował na rycerza, byś próżny był i zabijał jak zbój, lecz byś strzegł prawa, bronił słabych i służył orężem swemu krajowi! Nie godzien jesteś nosić rycerski pas i ostrogi. Skoro postąpiłeś jak łotr bez czci i sumienia, tedy jak łotr zawiśniesz na szubienicy
Struchleli wszyscy, nawet ci, którzy w pierwszym gniewie szubienicy Jaśkowi życzyli. A był przy tym obecny opat tyniecki, znany ze swej mądrości, który gościł na królewskim dworze. Słysząc królewski wyrok rzekł: – Miłościwy panie! Daruj życie temu młodzieńcowi. Zdumiał się król słowom opata.
- Nie lękajcie się, miłościwy królu – odparł opat – darujcie mu życie i darujcie mi tego człowieka. Kara surowa go nie minie. Sam ją obmyślę i dopilnuję jej wykonania.
Król zamyślił się dłuższą chwilę, po czym odrzekł: – Niech się stanie podług waszej woli, czcigodny opacie.

Będziesz drążył studnię…
Opat podziękował królowi i zwrócił się do Jaśka: – Słuchaj, nieszczęśniku. Nie jesteś już rycerzem ni wolnym człowiekiem. Miłościwy król darował mi ciebie, byś za swoją winę odpokutował… Za karę będziesz drążył w tynieckiej skale studnię. Ma ona być tak głęboka, by wody z niej starczyło dla całego klasztoru i załogi w naszej fortecy stacjonującej. Gdy tego dokonasz, skończy się twoja kara. Taka jest moja wola i decyzja.
Jaśko pobladł. Na kolana przed królem padł. – Panie miłościwy, zlituj się. Poćwiartować mnie każ, niech raz zginę marnie, ale nie czyń mnie niewolnikiem. Lecz stało się jak chciał opat. Dniem i nocą rąbał Jaśko tyniecką skałę. Nie oglądał bożego świata, gdyż ze studni nie wychodził. Chleb i wodę spuszczano mu na linie, a urobek wywożono w koszu uwiązanym na sznurach.
Pogłębiała się studnia, lecz końca pracy nie było widać. Jaśko walcząc z nieubłaganą skałą to złorzeczył, to modlił się na przemian, aż już i na złe słowa sił mu brakować zaczęło. Pewnej nocy, gdy Jaśko odpoczywał chwilę na stercie świeżo odłupanej skały, ujrzał postać zabitego przyjaciela.
Widziadło przemówiło do niego w te słowa: – Wysłano mnie, bym ci oznajmił, że dopełniła się już twoja kara i pokuta. Przebaczam ci mą śmierć. A teraz słuchaj uważnie. Gdy jutro rano spuszczą kosz, by zabrać twój urobek, ty uderz jeszcze raz kilofem w skałę, po czym wsiądź do kosza i co prędzej każ wieźć się na górę, gdyż studnia napełni się wodą.
Po wypowiedzeniu tych słów postać Staszka znikła. Na drugi dzień Jaśko uczynił wszystko tak, jak mu nakazywał duch przyjaciela. Ledwo zdążył wsiąść do kosza i wyjechać na górę, gdy studnia napełniła się wodą. Wciąż jej przybywało. Już sięgała brzegów cembrowiny, już przelewała się przez nią, już wypływała na dziedziniec! Gwar się zrobił i radość. Kto żyw wybiegł z klasztoru, sam opat przybył popatrzeć, i tylko Jaśko w cień się usunął, na kolana padł, by Bogu i zmarłemu przyjacielowi podziękować.

ANDRZEJ NAZAR


Tynieckie tajemnice

Artykuł z gazety: “Dziennik Polski”

Klasztorna studnia
Nieopodal Wawelu, jak on górujący nad zakolem Wisły i zbudowany na wapiennej skale, wznosi się klasztor Benedyktynów w Tyńcu. Obecny na tym miejscu od tysiąca lat, przetrwał dziejowe nawałnice i kataklizmy.

Przyjmował w swych murach królów i wielkich tego świata, był warowną twierdzą oraz miejscem naukowych badań. Tak jak inne sędziwe budowle, obrósł w opowieści i legendy, które wraz z faktami historycznymi tworzą barwną mozaikę fantazji i rzeczywistości.
Jeśli dopisze nam szczęście, to może przemówią do nas obronne mury, bruk klasztornego dziedzińca, ułamki kolumn i rzeźb. Na pewno opowiedzą nam niejedną ciekawą historię. Może usłyszymy opowieść o dumnym księciu Walgierzu, może opowieść o konfederatach barskich, którzy bronili i fortyfikowali klasztor. A może jeszcze inne? Wszak każdy z nas inaczej widzi, słyszy i reaguje…
Mnie udało się usłyszeć opowieść o klasztornej studni, którą po powrocie do domu spisałem i przekazuję czytającym. Oto studzienna historia.

W czasach opata Iwo
Było to dawno, w czasie, gdy na wawelskim tronie zasiadał król Kazimierz zwany Wielkim, a opactwem tynieckim władał świątobliwy opat Iwo. Wśród królewskich rycerzy byli dwaj przyjaciele Jaśko Topór i Staszko Nałęcz. Razem na łowy i na wojny się gotowali, a na turniejach nigdy przeciwko sobie nie występowali. Nierozłączni i serdeczni jak bracia, lecz różni byli jak ogień i woda. Jaśko – porywczy i gwałtowny, gotów o każde słowo czy gest chwytać za miecz, Staszko – wesoły, ludziom życzliwy i skory do pomocy.
Pewnego dnia rozeszła się między królewskimi rycerzami wieść: Staszko zginął z ręki Jaśka! Rozgniewany o jakiś żart przyjaciela Jaśko jednym ciosem miecza zabrał mu życie. Jedni wierzyć nie chcieli, za niewczesną krotochwilę tę nowinę uważali. Drudzy „Hańba mu!” wołali. „Miast jak prawy rycerz pozwać przeciwnika na udeptaną ziemię, na walkę pieszą lub konną, zabił znienacka jak zbój, godzien więc jak zbój zawisnąć na szubienicy”.
Gdy król dowiedział się o tym zdarzeniu, wezwał Jaśka przed swe oblicze i zapytał: – Zali prawdą jest, żeś zabił Staszka Nałęcza, czy też potwarz to, niesława rozpowiadana przez złe języki? Jaśko, hardo w oczy królowi patrząc i niedawny gniew ledwo przed majestatem hamując, odrzekł: – Prawdą jest miłościwy królu, iż zabiłem Staszka Nałęcza. Uczyniłem to, gdyż uchybił mej czci rycerskiej i dobremu imieniu!
- Skoro tak, to srogo zawinił przeciwko tobie – zmarszczył się król. – Ale i ty zawiniłeś, boś sprawiedliwość w swoją wziął rękę, zamiast sprawę przed królewski majestat przywieźć. Opowiedz swą krzywdę, a ja jego przewinę i twoją winę rozważę.
Skłonił się Jaśko, tchu nabrał i powiada: – Na łowach byliśmy, miłościwy panie. Moja strzała jeno raniła jelenia, bo nagły zwrot zrobił, w gąszcze umykał. Zanim drugą posłałem, Staszko swoją wypuścił i rogacza dobił. Zrazu dworować ze mnie począł, że kuszy bez naciągania nie napnę to i moje strzały słabe, a celu mniejszego niż Floriańska Brama nie trafię.

Świątynie Wiary Przyrodzonej – Litwa: Rumszyszki, Kernave i Świntorog

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Sierpień 2010


Rumšiškės (Rumszyszki)

Rumszyszki to mała wioska na trasie Wilno-Kowno, w której nie byłoby niczego ciekawego, gdyby nie to, że znajduje się tam największy skansen na Litwie. Jest on malowniczo położony na brzegu Zalewu Kowieńskiego (zwanego terz Kowieńskim Morzem), utworzonego na rzece Niemen.

W skansenie znajdują się tradycyjne domy i inne budynki przeniesione z róznych regionów etngraficznych Litwy – Żmudzi, Auksztoty, Dzukiji i Suwalszczyzny. Wprawdzie we wszystkich regionach tradycyjne budownictwo było podobne, ale i tak muzeum było bardzo interesujące.

Dużym plusem było także piękne położenie w lesie z licznymi jeziorkami. Eksponatów jest w Rumszyszkach tak dużo, że mimo sprzyjającej pogody i długiego czasu spędzonego w skansenie, nie zdążyliśmy wszystkiego zobaczyć…


Kernave

::::::::::: Legendary place :::::::::::

The seventh MJR Festival has chosen for its location the legendary Kernavė, which from times immemorial has been known as the centre of both history and the ancient religion, as well as the first capital of the Grand Duchy of Lithuania. Viewing the sublimely beautiful Pajauta Valley from the impressively huge hillforts of Kernavė it is hard to remain indifferent to the grand spirit of the Past and the magic energy forcing its way from the Nature’s abysses.

Kernavė is easily accessible from both country’s motorways (A1 and A2), as it is located 40 km to the northeast of Vilnius. The events of Juodaragis will take place in a remarkable, originally equipped location in Valiūkiškiai, about 3 km from Kernavė, in a forest on a riverside of Neris. You may freely reach this place by the road through Kernavė woods by car or on foot. A vast fenced territory with magnificent wooden structures of various sizes on the picturesque Neris River bank makes an ideal site for the Juodaragis activities and pleasant time spending. You will be taken by surprise by the spirit of the place.

Three buses go from Vilnius to Kernavė per day. Besides, special extra buses are expected to go on Friday. A minibus will go from Kernavė to the festival location (the schedule will be announced right before the festival). It is convenient to come by car, as there will be a supervised and guarded parking lot available in the festival area.

maps:
Kernavė-Valiukiškiai schema [88Kb]
Apylinkių žemėlapis [169Kb]
Renginio teritorija [netrukus]
Transporto schema [netrukus]

::::::::::: History and magic :::::::::::

Kernavė is one of the grandest and most interesting places in Lithuania. Over 50 archaeological, historical and cultural monuments are located in the legendary town and surrounding areas. Among those there is the largest Lithuanian complex of five defensive forthills. There used to be a wooden medieval city in the neighbourhood of the forthills, in the Pajauta Valley on the riverside of Neris. For the first time Kernavė was recorded in historical chronicles in 1279 as the domain of Traidenis (1269-1282), the Grand Duke of Lithuania. During the 13th century, Kernavė stronghold and city were among the most important Lithuanian economic and political centres. Sometimes Kernavė is referred to as Lithuanian Troy, which has not yet received the attention of its Homer.

People inhabited these areas more than 10,000 years ago. During the first millennium, when the first enemies’ attacks began, the inhabitants of Kernavė moved from Pajauta Valley to the fortified forthills. The latter served for military purposes up to the 14th century. Once the capital was moved to Trakai, Kernavė became the seat of the Grand Duchy of Lithuania, and eventually lost its political significance. It was rediscovered by Romantic poets only in the 19th c. Due to various reasons, Kernavė could not easily develop and remained a small yet indeed cosy and mysterious town where each visit leaves its unique trace… The town’s coat of arms pictures a rider standing with his sword and shield at the gates of the city ruins. The inscription below saying „I’d rather lose my life than freedom” remarkably corresponds to the spirit of Kernavė.


In ancient times, Kernavė also used to be the centre of Lithuanian pagan cult. The names of the ancient forthills, that is, Aukuras (Altar in English) and Lizdeika Hills, and the Kriveikiškiai steading, which used to be nearby, remind the times of the mysterious Lithuanian priests Kriviai. According to legends, after the introduction of Christianity, when Jogaila ordered the central Perkūnas Temple to be demolished in Vilnius, Krivių Krivaitis Lizdeika retreated to Kernavė and nursed the holy fire here until he passed away. The pagan temple used to be located on Aukuras Hill. The researchers maintain that there were ancient sites of cult on the banks of Pragarinė and Spėra Lakes as well as in the groves of Pajauta Valley. The sacral significance of Kernavė is confirmed by the fact that, right after the introduction of christianity, the christians built here a wooden Catholic Church. The christians consistently adhered to their aggressive tactics and used to build their temples in the most important sites of the ancient religion.

The sacral aura of Kernavė is very distinct, therefore, it is very much understandable why this place is famous for its abundant legends closely entwined with history. The sagas narrate about the legendary Duke Kernius, who defeated the crusaders a few times, and his beautiful daughter Pajauta. Other stories tell about abounding catacombs that used to lead from Kernavė to Trakai and Vilnius. The doors to the catacombs were made of iron in Kernavė, silver in Trakai and golden in Vilnius. Legends about the monster of Pragarinė Lake and Spėra Duke also wander upon the surrounding valleys.


::::::::::: The Locality Recalls the Golden Age of the Balts :::::::::::

There are numerous impressive forthills, altarhills, barrows and mythological stones located in the surrounding areas of Kernavė. These especially abound along Neris River going down towards Vilnius. On your way to the Festival you may visit the forthills of Velniakampis, Bradeliškės, Buivydai, and Karmazinai. The biggest oak-forest of Lithuania soughs nearby Dūkštos. Probably the best-known Lithuanian stone with four runes is located in this forest. Some researchers hold that it was not in Kernavė, but in Dūkštos where the ancient centre of religion was situated. There are more important stones in the surroundings: Three Brothers in Gabijolai, a stone with a human foot in Mitkiškės, the Rooster’s Stone in the river in Valiūkiškės, etc.

They say that the famous Karmazinai forthill at the tributary of Dūkšta into Neris River, is in fact an altar-hill called Viršupis (Above River in English). The stories of old people mention a pagan temple located here, which was surrounded by eighteen oak-trees in two circles. They also recall various haunting incidents. A nearby Karmazinai barrow is one of the largest in Lithuania. In the area of 12 ha there are over 130 mounds, the diameter of which is from 6 to 24 metres while the height reaches about one metre. It is said that there had been an old oak-tree among the mounds and a stone Perkūnas cult-figure beside before the World War Two. Now the fires are lit here each year on All Soul’s Day. Further, in the neighbourhood of Rastinėnai, in the depth of the woods, there stands Velniakampis (Devil’s Corner in English) Forthill which is an enigmatic and charming place just like its name tells us…

Po polsku

Kernave (Kiernów) - litewska Troja – reprezentuje jedyny na Litwie zespół archeologiczny, składajacy się z pięciu grodzisk oraz osad otwartych, cmentarzysk i innych stanowisk archeologicznych, datowanych na okres od schyłkowego paleolitu po późne średniowiecze.
Około 40 km na północny zachód od Wilna, na wysokim, prawym brzegu Wilii wznosi się pieć grodzisk -po litewsku „piłkalni”, czyli gór sypanych. Cztery grodziska położone są obok siebie – „Góra Zamkowa” (Pilies kalnas), „Tron Mendoga” (Mindaugo sostas), „Góra Lizdejki” (Lizdeikos kalnas) i „Góra Ofiarna” (Aukuro kalnas). Piąte grodzisko „Góra Krywejkiszki” (Kriveikiškiai kalnas), leżące kilkaset metrów na wschód pełniło funkcje bastionu, chroniącego bezpieczeństwo pozostałych.
Pierwsze wzmianki o Kernave w źródłach pisanych pochodzą z „Liwońskiej Kroniki Rymowanej” z 1279 r. Potężny władca Wielkiego Księstwa Litewskiego książę Trojden (1269-1282), dziadek Trojdena Mazowieckiego, zdołał w tym roku odeprzeć najazd krzyżackiego landmistrza Ernesta na Kernave, w tym okresie stolicę Litwy. Kilkanaście lat później litewską wyprawę odwetową na ziemię chełmińską czynnie wspierał zięć Wielkiego Księcia Trojdena, Bolesław II Mazowiecki.
Piękne grodziska oraz malownicza dolina Pojaty już w połowie XIX w. stały się obiektem badań pierwszych archeologów polskich – miłośników litewskich starożytności, hrabiów Eustachego i Konstantego Tyszkiewiczów, Adolfa Platera oraz poety Ludwika Kondratowicza-Syrokomli. Wyniki tych romantycznych badań zostały niestety prawie całkiem zapomniane, jedyny zachowany zabytek łączący nas z archeologią dziewiętnastowieczną to tak zwany posążek „Perkuna Kiernowskiego”.

Kiernów jest nazywany Litewską Troją , obejmuje 4 dobrze zachowane grodziska o stromych zboczach. Litwa – to kraj grodzisk, mamy ich około 1000. To są naturalne, przystosowane do obrony wzgórza – podstawowy typ osad litewskich od końca epoki brązu do końca 14 w.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy

Pierwsza historyczna wzmianka o Kiernowie pochodzi z 1279 r., kiedy gród bezskutecznie atakowali Krzyżacy. W 14 w. pierwsza stolica Litwy broniła dostępu dla wojsk zakonu do Wilna. Na przepływającej koło Kiernowa Wilii były trzy brody, przez które przechodziły wojska krzyżackie idąc w stronę grodu Giedymina.

Kiernów - pierwsza stolica Litwy
Wg dawnych legend gród w Kiernowie założył już w 1040 r. książę Kiernus.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy
Góra Ofiarna – najniższe grodzisko, stała tu niegdyś świątynia pogańska, a Litwini składali w tym miejscu ofiary swym bogom.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy
Góra Lizdejki – wg tradycji znajdowała się tu siedziba najważniejszego kapłana litewskiego Lizdejki.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy
W Kiernowie mieściła się niegdyś najstarsza stolica Litwy z siedzibą wielkich książąt. Tak było do 1321 r., kiedy to Giedymin przeniósł stolicę do Trok, a później do Wilna.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy
Góra Zamkowa – w XII-XIV w. ludzie mieszkali przede wszystkim na tym grodzisku.
Tron Mendoga – tu się znajdował zamek wielkich książąt, na tym grodzisku znaleziono resztki murów obronnych.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy
Neogotycki kościół p.w. Wniebowzięcia NMP, zbudowany z czerwonej cegły w l. 1914-1924. Ma pojedynczą wielokondygnacyjną wieżę z przodu.
Pomnik księcia Witolda
Nieopodal kościoła pomnik wielkiego księcia litewskiego Witolda – rycerza doskonałego, niezłomnego i idealnego dla Litwinów. Na początku 15 w. często przebywał w Kiernowie, pisał stąd listy do mistrzów krzyżackich. Pomnik stanął w tym miejscu w 2003 r., rzeźbiarzem jest A. Kmieliauskas.
Kiernów - pierwsza stolica Litwy
Książę Witold zbudował pierwszy kościół w Kiernowie w 1420 r. W tym miejscu się znajdowała ta świątynia pw. św. Mikołaja.Z lewa późnoklasycystyczna kaplica grobowa Romerów, którą ufundował Stanisław Romer. Członkowie rodziny są pochowani w podziemnej krypcie.
pomnik Mojżesza
Przed kościołem pomnik Mojżesza trzymającego 10 przykazań wyrytych na kamiennych tablicach, które na górze Synaj przekazał mu sam Bóg.
wilk w żelaznej zbroi
Kolejny pomnik w Kiernowie przedstawia wyjącego wilka w żelaznej zbroi z legendy o założeniu Wilna. Pierwszy pomnik stanął tu w 1934 r., to był okres, gdy Wilno należało do Polski, i stąd napis interesujący na pomniku: „Hej, świecie, bez Wilna nie uspokoimy się, nie.”.

Świntorog

O Żelaznym wilku
Na miejscu dzisiejszego Wilna, u stóp wzgórz, gdzie Wilenka wlewa swe wody do Wilii, w XIII wieku znajdowały się nieprzebyte lasy. Wśród tej puszczy dębowej wielki książę Świntorog wzniósł świątynię Perkunasa, rozniecił ogień święty, ustanowił tu arcykapłana Kriwe-Kriwejte, kapłanów Kriwe i wajdelotów, czyli ofiarników niższego rzędu. Odtąd miejscowość ta otrzymała nazwę doliny Świntoroga. Dokoła szumiał bór odwieczny, pełny różnego rodzaju zwierza. Potężny tur – król puszczy litewskiej, budził rykiem stuletnie olbrzymy, nocami szczekały i wyły wilki, drapieżny ryś ukryty w gęstwinie drzew czatował na zdobycz, a liczne różnorodne ptactwo napełniało powietrze pieniem i świegotem. Nie dziw, że puszcza ta często ściągała myśliwych, a echo roznosiło dźwięki rogów. Do zapalonych łowców należał wielki książę Giedymin, przebywający w swej nowej stolicy Trokach, gdzie na wyspie pośrodku jeziora Gałwe wzniósł zamek warowny. Giedymin z orszakiem towarzyszów swych wypraw wojennych i dworzan często oddawał się ulubionej rozrywce.Pewnego razu, a było to około roku 1322, książę goniąc olbrzymiego tura, zapuścił się aż na wzgórza, otaczające ujście Wilenki do Wilii i tu na jednej z gór dopadł zwierza i zabił go z kuszy. Ogromny tur, ugodzony w serce, padł nieżywy, a książę, oparłszy stopę na jego potężnej głowie, zadął w róg w złoto oprawny. Słońce już dawno zaszło i księżyc srebrnolicy wypłynął na niebo, srebrząc wierzchołki lip i dębów i migocąc w nurtach Wilii. Tylko ze świątyni, znajdującej się u stóp wzgórza bił blask czerwony ognia świętego, a smętny śpiew wajdelotów rozlegał się w ciszy nocnej. Znużeni całodziennym uganianiem się za zwierzem uczestnicy łowów, pokrzepiwszy siły skromną wieczerzą i miodem, układali się na spoczynek, wybrawszy na nocleg zgliszcze Świntoroga, pomiędzy świątynią a Wilią. Giedymin długo nie mógł zasnąć, wreszcie znużenie przemogło i sen skleił mu powieki. I oto przyśniło mu się, iż na szczycie góry, na której zabił tura, ukazał się wilk ogromny, cały żelazną zbroją okryty. Wilk podniósłszy głowę na księżyc, zawył, a wycie jego było tak donośne, iż zdawało się, że to nie on wyje, lecz sto innych wilków w nim zawartych. Gdy wschodzące słońce jasnymi promieniami zalało góry, rzekę i przedarło się przez listowie drzew, obudził się Giedymin i przypomniawszy sobie dziwny sen, opowiedział go swym towarzyszom. Jak wszyscy poganie, książę był zabobonny i przypisywał snom znaczenie wieszcze, wierząc, że zsyłają je bogowie, jako radę lub ostrzeżenie. Nikt jednak z dworzan nie mógł odgadnąć, co by takowy sen oznaczał. Wtedy ktoś poradził, by wezwać arcykapłana, słynącego z mądrości Lizdejkę. Kriwe-Kriwejte stanąwszy przed wielkim księciem i wysłuchawszy jego opowiadania, zamyślił się. Otaczający go kołem rycerze, wpatrzeni w oblicze kapłana, z niecierpliwością oczekiwali wytłumaczenia snu. Wreszcie Lizdejko wsparłszy jedną rękę na lasce, która była oznaką jego godności, a drugą podniósłszy do góry rzekł: – Miłościwy książę! Bogowie to zesłali ci ten sen i przez niego wyrażają swą wolę, której gdy będziesz posłuszny, czeka cię potęga i sława. Wilk żelazny znaczy, że na miejscu tym stanie zamek mocny i miasto – stolica państwa, a stu wilków w nim wyjących oznacza mieszkańców, którzy sławę twoją i tego grodu szeroko po świecie rozgłoszą. Masz więc być posłusznym woli bogów, wznieść tu zamek warowny i założyć miasto. Giedymin przyjął z radością to tłumaczenie i niezwłocznie na górze, którą nazwał „turzą”, zaczął budować zamek, opasany murem z dwiema wieżami sześciobocznymi. U stóp zaś góry, pomiędzy nią a świątynią stanął drugi zamek drewniany, czyli krzywy, z basztami, palisadami i blankami. Dokoła zaczęto wznosić domostwa. W ten sposób powstał gród, który od rzeki Wilii nazwę Wilna otrzymał, a do którego Giedymin przeniósł swoją stolicę z Trok. Lizdejce za wytłumaczenie snu wieszczego wielki książę rozkazał zwać się Radziwiłłem.
Żródło:Podania i legendy Wileńskie Zahorski Władysław
O Świątyni Perkunosa
Gdy Krzyżacy, korzystając z zamieszania, jakie na Litwie po śmierci Mendoga zapanował o, po dwakroć zniszczyli święte Romowe [1] nad Dubisą i Niewiażą, wtedy wielki książę Świntorog przeniósł Romowe do puszczy nad ujściem Wilenki do Wilii. Miejsce to księciu było znane jeszcze z czasów młodości, gdy się bawił łowami. Jakoż stanęła tu skromna i uboga gontyna bez dachu, a w niej przed posągiem groźnego Perkunasa, który z Połągi przywieziony został, rozniecono wiecznie gorejący ogień święty, strzeżony od zagaśnięcia przez ofiarników – wajdelotów i dziewice święte, wajdelotki. Za świątynią książę wyznaczył zgliszcze, czyli miejsce na całopalenie zwłok książęcych i sam tu po śmierci był przez syna Germonda spalony. Przed wejściem do świątyni Świntorog wybudował niewysoką basztę okrągłą, z której kapłani Kriwe ogłaszali ludowi wolę bogów oraz śledzili bieg słońca i gwiazd. Litwini pogańscy byli przesądni, wierzyli we wróżby i nie rozpoczynali żadnego dzieła bez naradzenia się z wróżbitami, wróżkami, czarnoksiężnikami i wyroczniami, których mnogość była na Litwie i Żmudzi. Jedni, zwani Puttones wróżyli z piany wodnej; inni z dymu, z soli, z wosku, z lotu ptaków, ze zjawisk powietrznych. Świntorog, starzec dziewięćdziesięciosześcioletni, nabożny i wierzący w gusła i wieszczby, pragnął przed rozpoczęciem budowy świątyni zasięgnąć rady wieszczki. Wiedział książę o Burinime, znakomitej wyroczni, mieszkającej na Żmudzi nad dolnym Niemnem. Do tej to Sybilli żmudzkiej Świntorog wysłał sześciu poważnych starców z darami bogatymi, prosząc, by zechciała odkryć, jakie będą losy przyszłej świątyni. Mądra wieszczka, po wykonaniu rozmaitych guseł, obiecała świątyni trwanie tak długie, jak długo pogaństwo samo trwać będzie. Wyrocznia kazała sporządzić i odwieźć księciu Świntorogowi 122 sztuki cegły okrągłej, z wyrytymi na nich znakami hieroglificznymi, które miały oznaczać dobre i nieszczęśliwe lata. Na ostatniej cegle był znak krzyża podwójnego . Miało to być przepowiednią, że gdy nadejdzie kolej tego znaku, chrześcijanie obrządków zachodniego i wschodniego zburzą pogaństwo i świątynię. Książę kazał wmurować te cegły w ścianę baszty od strony południa. Proroctwo wieszczki spełniło się, albowiem po 122 latach Jagiełło ochrzcił Litwę, zburzył świątynię Perkunasa, a na jej fundamentach wzniósł kościół katedralny. Znak podwójnego krzyża wyryty na ostatniej cegle król kazał umieścić na tarczy jeźdźca Pogoni, jako świadectwo zwycięstwa, odniesionego przez chrześcijaństwo nad pogaństwem.
[ 1] Romowe lub Romnowa to tradycyjne miejsce kultu starożytnych Bałtów, gdzie przebywał kapłan kapłanów (Kriwe Kri-wejte).Lelewel, na którym opierał się Zahorski, uważał istnienie Romnowy, równoważnej Rzymowi (Romahora), za pewnik historyczny. We współczesnej nauce historycznej uznane za legendę, w krórej tkwi jednak źdźbło prawdy (przypis wydawcy).
Żródło:Podania i legendy Wileńskie Zahorski Władysław
Romowe
na tym grodzisku znaleziono resztki murów obronnych.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 595 other followers