białczyński

Zrzeszenie Słowian zaprasza na Spotkanie w Prasłowiańskim Gaju nad Gopłem. Rusza miesięcznik „Ku Jawie”!

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 3 Wrzesień 2014

Moi Drodzy

W imieniu Zrzeszenia Słowian i Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata chcę poinformować wszystkich Miłośników Słowiańszczyzny o nawiązaniu przez Nas bardzo bliskiej współpracy z Ośrodkiem „Prasłowiański Gaj” w Łojewie nad Gopłem: http://www.praslowianskigaj.pl/

drzewologo-gaj-napis

MITOLOGIA SŁOWIAN

IMPREZY, INSCENIZACJE, EDUKACJA, EVENTY Bogowie, wierzenia, pogańskie obrzędy i zwyczaje

 

Pragnę też zaprosić wszystkich chętnych na pierwsze wspólnie organizowane spotkanie w tym ośrodku. Po czerwcowym spotkaniu „Pod Bocianim Gniazdem” w Stefanowie nad   Jeziorem Głuszyńskim jest to drugie wydarzenie organizowane w Kręgu Kujawskim (Inowrocław-Kutno) Zrzeszenia Słowian i Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata:

Zrzeszenie Słowian i Ośrodek „Prasłowiański Gaj”

z a p r a s z a j ą

na wielkie duchowe spotkanie poświęcone
inicjacji Żywiołem Ognia (Chodzenie po ogniu)
oraz oczyszczaniu w Szałasie Potów.

Wydarzenia te mają wymiar zarówno duchowy jak i zdrowotny!
A wszystko to w samym środku Polski nad jeziorem Gopło
– w miejscu o pradawnych słowiańskich korzeniach.

Zapewniamy głębokie przeżycia i wiele dobrej zabawy.

W programie spotkania przewidziany jest również (niedziela) wyjazd na
budzące się z uśpienia, niesamowite megality kujawskie.

6-7 września
Łojewo 49
(między Kruszwicą a Inowrocławiem)
Ośrodek „Prasłowiański Gaj”

prowadzący:
Natalia Jaskólska
Marek Wójtowicz

Zlot 6 września około godz. 16.00.

Koszt uczestnictwa 150 zł.

Zgłoszenia i szczegóły:
tel. 535 483 643
lub
lewandowski.zenon@wp.pl

Pragnę też poinformować wszystkich zainteresowanych, że oprócz Kwartalnika „Słowianić”, którego  szósty numer wyjdzie 21 września 2014, uruchamiane jest nowe słowiańskie czasopismo – Miesięcznik „Ku Jawie”.

Prezentuję tutaj wprost ze składu, stronę miesięcznika,  która zaprasza na nasze Słowiańskie Spotkanie nad Gopłem 6-7 września w Prasłowiańskim Gaju. Gorąco wspieramy miesięcznik i będziemy go zasilać na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza dobrymi tekstami.

kujawy1kujawy2

 

W magicznym kręgu

W małej miejscowości pod Inowrocławiem o wdzięcznej nazwie Łojewo rządzą „dawni Słowianie”, którzy od września tego roku aktywowali Park Rozrywki i Edukacji PRASŁOWIAŃSKI GAJ – świat pogańskich wierzeń, zapomnianych bóstw i tajemniczych sił przyrody. Można tam zobaczyć m. in. Gaj Światowida (wierzbowy labirynt), Kamienny Krąg Mocy, Staw Utopców, Źródło Życia, Chatę Wróżychy czy Zielny Zakątek.

 Wraz z kilkunastoosobową grupą miałam sposobność uczestniczyć w obrzędzie Święta Równonocy, co dostarczyło nam niezapomnianych wrażeń i mnóstwo zabawy. Ogromny teren, gdzie odbyła się inscenizacja był oświetlony jedynie pochodniami. Przywitał nas Pan ubrany w prasłowiański strój (czapka z futerkiem, lniana tunika i nogawce) i zaprosił do drewnianej chaty ze snopkami słomy, gdzie w koedukacyjnej przebieralni zamieniliśmy nasze dżinsy na lniane suknie i tuniki. Niezbędnym dodatkiem były wianki z liści i owoców, które każdy z nas przywdział.

W kamiennym kręgu przy ognisku czekała już na nas „kapłanka”. Z naszym udziałem odprawiła starosłowiański obrządek, tworząc klimat tamtych czasów. Każdy miał pochodnie, palił swoje wianki, a z popiołów robił talizmany. Na koniec piliśmy magiczny napój smakiem przypominający grzane wino. Po nim poczuliśmy przypływ sił witalnych niezbędnych na dalszą część wieczoru

.

Po przeprowadzonej inscenizacji zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek. Wszystko robione było własnoręcznie tradycyjnymi metodami; chlebek ze smalcem, twaróg czy podpłomyki z miodem wręcz rozpływały się w ustach. Pieczenie kiełbasek i rozmowy o prasłowianach przy ognisku dodały uroku wieczorowi. Kapłanka, która odprawiała obrządek, podobno potrafi również przepowiadać przyszłość z kart – niestety nie skorzystałam. Wolę, aby moje przyszłe życie pozostało niespodzianką.

W Prasłowiańskim Gaju można uczestniczyć również w obrządkach takich jak Postrzyżyny Ziemowita, Prasłowiańskie Wesele, Przywitanie Wiosny czy Noc Kupały. Jest to miejsce z pewnością warte odwiedzenia, gdzie w niebanalny sposób można spędzić popołudnie, wieczór lub zorganizować imprezę.

Marek Wójtowicz i Natalia Jaskólska – Święto Kresu 2014 w Szklarskiej Porębie – Chodzenie po ogniu w Tagen TV


http://tagen.tv/vod/2014/07/swieto-kresu-chodzenie-po-ogniu/

 

kres 2V Śląska Starosłowiańska Świątynia Światła Świata we Wrocławiu  – mówi Marek Wójtowicz i Natalia Jaskólska.

kres

Kolejne Spotkania Słowiańskie 5-6 września nad Gopłem w Łojewie k. Kruszwicy, gdzie odbędzie się Inicjacja Chodzeniem po Ogniu, Namiot Potu  i spotkanie z Czesławem Białczyńskim oraz  Duchami Przodków na tamtejszych Megalitach.

Planowane też jest Spotkanie Słowian 20-21 września w Nowinie koło Henrykowa na Dolnym Śląsku także z Chodzeniem po Ogniu i Namiotem Potu.

 

28-29 06 2014 – Szklarska Poręba: Zrzeszenie Słowian zaprasza z okazji Święta Kresu (Słowiańskie Spotkanie, Chodzenie po Ogniu, Ceremonia Szałasu Potów)

Posted in Polska, Słowianie by bialczynski on 19 Czerwiec 2014

 

Zarząd Zrzeszenia Słowian (we Wrocławiu) i Starosłowiańska Świątynia Światła Świata zaprasza do Szklarskiej Poręby
na obrzędowe spotkanie z okazji Święta Kresu.

KK ogień kup2

 

Biesiadowanie przy wspólnym kotle, obrzędy oczyszczające, chodzenie po ogniu z zachowaniem
pełnego rytuału oraz mocne przeżycia w szałasie potów, uaktywnią wiele
Mocy duchowej, tak potrzebnej wszystkim w dobie wielkich przemian.
Spotkanie przebiegać będzie w rytmie bębnów i innych instrumentów na
żywo oraz dobrej muzyki. A wszystko to w malowniczej, górskiej scenerii
i pod czujnym okiem kamery telewizji Tagen.

chodzenie-po-ogniu-713_l

Muzyka na żywo – grupa Miano z Wrocławia.
Prowadzący: Natalia Jaskólska, Katarzyna Petyniak, Marek Wójtowicz.

Program szczegółowy:

sobota – 28 czerwca
15.00-16.00 – przyjazd uczestników i zakwaterowanie
16.00-17.00 – obrzęd oczyszczania ziołami
17.00-19.00 – wspólny posiłek przy ognisku
19.00-20,00 – przygotowanie do ceremonii rozpalania ognia
20.00 – rozpalanie ognia
20.00-22.00 – afirmacja ognia w kręgach mocy – przygotowanie wewnętrzne
ok. 22.00 – wejście na ogniową ścieżkę
ok. 22.30 – zakończenie inicjacji – rytuały końcowe
23.00-… – radościowanie się przy ognisku

niedziela – 29 czerwca
10.00 – rozpalanie ognia do ceremonii szałasu potów
10.15 – wspólne śniadanie z kotła przy ognisku
12.00 – ceremonia szałasu potów/dla pozostałych wycieczka w góry
15.00 – zakończenie spotkaniaz8097071Q,Dab-w-Bialowiezy--

Koszty uczestnictwa:
Noclegi w schronisku turystyczne „U Rumcajsa”:
łóżko – 25 zł, „podłoga” z własną pościelą i matą – 15 zł, rozbicie
namiotu – 10 zł
Osoby wymagające wysokich standardów
Villa „Marzenie” (nieopodal) – Anna Petyniak tel. 505 707 155
rezerwacja i opłata poza działaniem organizatorów.

- uczestnictwo w sobotnim spotkaniu 80 zł/osoba
- uczestnictwo w szałasie potów 50 zł/osoba (ograniczona ilość miejsc)
- wsad do kotła – 20 zł

Dojazd
Koleją: do stacji PKP – Szklarska Poręba Górna – pociąg z Warszawy i
Wrocławia (przyjazd 15.41), pociąg z Wrocławia (przyjazd 13.42) i dalej
do schroniska „U Rumcajsa” ok. 30 min. niebieskim szlakiem.
Samochodem: do stacji PKP – Szklarska Poręba Górna i dalej niebieskim
szlakiem, który pokrywa się z drogą.

Rezerwacja:
Organizator dokonuje rezerwacji noclegów w schronisku „Rumcajs” oraz
uczestnictwa w spotkaniu tylko na podstawie dokonanej imiennej wpłaty.
Decyduje kolejność zgłoszeń. Ilość miejsc ograniczona.
Konto, na które należy wpłacać:
Natalia Jaskólska
ING 76 1050 1751 1000 0023 2150 7671

Pozostałe informacje:
Stroje słowiańskie mile widziane – kolor, fantazja. Panie koniecznie w
strojach kobiecych! Poza tym wszystko, co służy dobrej zabawie!
Spożywanie napojów „mocnych”: po 23.00 (z wyłączeniem osób, które będą
brać udział w ceremonii szałasu potów)!!!

Kontakt i informacje:
Natalia Jaskólska 503 387 906, Marek Wójtowicz 535 483 643

SSSSS s-1553

Świątynia Światła Świata – Turbacz (luty 2014)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 19 Marzec 2014

® © foto by Kira Białczyńska

WP_20140126_171

IMG_9500

 

IMG_9502

 

IMG_9515

 

IMG_9542

 

IMG_9545

 

IMG_9563

 

IMG_9589

 

IMG_9599

 

IMG_9629

 

IMG_9630

 

IMG_9639

 

IMG_9642

 

IMG_9644

 

IMG_9646

 

IMG_9659

 

IMG_9664

 

WP_20140126_017

 

WP_20140126_034

 

WP_20140126_035

 

WP_20140126_048

 

WP_20140126_051

 

WP_20140126_060

 

WP_20140126_063

 

WP_20140126_073

 

WP_20140126_076

 

WP_20140126_082

 

WP_20140126_085

 

WP_20140126_093

 

WP_20140126_098

 

WP_20140126_104 (1)

 

 

WP_20140126_105

 

WP_20140126_116

 

WP_20140126_129

 

WP_20140126_139

 

WP_20140126_141

 

WP_20140126_148

 

WP_20140126_156

 

 

WP_20140126_157

 

WP_20140126_158

 

WP_20140126_165

4 grudnia 2013 – Powiew Novego – flaga wszystkich słowiańskich plemion

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 5 Grudzień 2013

Nadesłane przez Aletheia Nowy Eon

Flaga wszystkich słowiańskich plemion

Aletheia Nowy Eon Aletheia Nowy Eon·36 filmów

Opublikowano 4 gru 2013

Dziś, symbolicznie jeszcze przed zachodem słońca, zawisła (może pierwsza taka w Polsce) słowiańska flaga, znak Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata.

Raz jeszcze krótko tutaj co do jej głębokiej symboliki, metafizyki i teologii słowiańskiej:
Centralny punkt – symbol Boga Bogów – Swąta – Światła Świata [Świętowita, Światłowiłta, Światowida, Światowita]
Ten znak jest symbolem Jedności i Wszechwspólnoty, panslavizmu i jego otwartości na inne kultury.
Cztery złączone, przecinające się koła (koło, krąg – najdoskonalsza geometryczna figura, porównaj m. in. symbolikę enso w zen i w buddyzmie, gdzie jest symbolem oświecenia) są elementem wspólnoty. Wspólnota jednak nie pochłania nikogo całkowicie. Te cztery kręgi są samodzielnie istniejące.
Ich niedomknięcie się oznacza otwartość wspólnoty na przyjmowanie nowego. Otwartość oznacza drogę, a nie statycznie zamknięte struktury.
Kolor niebieski/granatowy jest kolorem zaufania, wiary, wierności, stałości, siły duchowej człowieka i wspólnoty.
Czerwony kolor symbolizuje energię kreacji, siły witalne, siłę i poświęcenie.
Biały kolor oznacza świat, czystość, niewinność, doskonałość, jest kolorem boskości
Element boski jest elementem tutaj wszystko otaczającym i przenikającym, w którym wszystko żyje i jest, jednostka i wspólnota.
8- pełnia i ∞ – nieskończoność, infinitum; elementy ziemi i ognia (czerwony) splatają się w swojej bezgraniczności z elementami wody i powietrza na tle białego, boskiego elementu, w którym wszystko istnieje.
symbol składa się ze swastyki prawoskrętnej – niebieskiej – prastary symbol słoneczny oznaczający – Niebo, Wela i ze swastyki lewoskrętnej, czerwonej, oznaczającej Ogień i Ziemię.
Niebo, ziemia, ogień i wiatr przeplatają i splatają się w świętym wirze, umożliwiając światu jego dalsze istnienie; cztery wejścia, bramy, niczym, oczy Świetovita, widzą i błogosławią na cztery strony świata……słowiański uniwersalizm,

Zjednoczeni w tym znaku Słowianie stawią udany opór NWO i odbudują ich wspaniały, magiczny świat.

Ta flaga jest w rozmiarach 1mx1m, plus dodatkowy otwór na drzewiec o średnicy fi22mm, na profesjonalnym płótnie flagowym u mnie dostępna i może być zamówiona pod adresem: aletheia@onet.eu
Tę flagę wysyłam tylko pocztą poleconą, ekonomiczną (koszt flagi + przesyłki 47.80zł) albo priorytetową (koszt flagi + przesyłki 48.55zł). Każda flaga jest zapakowana w foli i zawiera instrukcję pielęgnacji.
Na ważne święta, na święto flagi, zawieś właściwą flagę!!!

SSSSS s-1553
http://www.youtube.com/watch?v=FkWAVio-mTE&feature=c4-overview&list=UUPbM2aCUVaEZBmKma2BarLg

SSSSS s-1553

https://www.facebook.com/jacek.m.kwiatkowski

SSSSS s-1553Dodam tylko, że mamy tutaj także bardzo ważny równoramienny Krzyż Pogański, który obrazuje tzw Cztery Filary Zodiaku Ziemi – tworzą go cztery otwarcia w znakach S – Białe Bramy Boga Bogów  – wyznaczające kierunki północ-południe-wschód-zachód.

Jestem pewien, że niedługo będzie ich powiewać o wiele więcej, i to we wszystkich krajach świata!

Ta jest pierwsza, to bez wątpienia dziejowa chwila, więc ją po prostu tutaj odnotowujemy.

Myślę, że muzyka, hudba, jaką tutaj słyszymy wyraża w pełni nasze intencje dla Świata i Matki Ziemi, dopełniając to co mówią symbole wizualne.

 

Więcej szczegółów na temat symboliki tutaj: http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/

CB

02 08 2013 – Ruszył Slovianski Sklepik, gdzie można nabyć Księgę Ruty


Zgodnie z zapowiedziami uruchomiliśmy właśnie słowiański sklepik.

0_0_productGfx_5da8911b94449c6a28c769624b7c0559

Nazywa się on właściwie Slovianski Sklepik i funkcjonuje pod adresem: http://sklep1327616.home.pl/

Slowianic1

Na razie jest w nim tylko Księga Ruty i Kwartalnik Słowianić nr 1 – z czerwca 2013, ale będą też inne książki, a  we wrześniu Księga Tura i Słowianić nr 2.

0_0_productGfx_b09a8e4509a6dc1727b156854a459bd6

Będą się tutaj pojawiać kolejne książki wydawane przez Slovianskie Slovo, a także książki, i czasopisma o charakterze słowiańskim, a wydawane przez inne wydawnictwa.

0_0_productGfx_4c3067a8e8d46d0ced1d0a3338908dfe

Będą w nim też dostępne inne produkty słowiańskie i użyteczne obiekty związane z Nową Świadomością i Nowym Stylem Życia.

0_0_productGfx_f6c4e39f348c2e71a1e049b55bbd286c

SSSSS s-1553

Ta niesamowita Słowiańszczyzna – Wielka Tajemnica i Wielka Mistyfikacja


Nieprzypadkowo rozpoczynam ten artykuł od cytatu z Marii Janion – „Ta niesamowita Słowiańszczyzna”. Tak, Słowiańszczyzna jest NIESAMOWITA i jest to jedna z największych zagadek, jakie napotyka prędzej czy później każda Istota Świadoma, czyli każdy Myślący Wolny Człowiek na Ziemi – niezależnie od miejsca urodzenia i języka jakim się posługuje.

aa Haplogroup-R1aMapa 1. I should point out that R1a in Europe is heavily connected to Slavic speakers. Though quite high levels in Scandinavia as well, result is that most R1a in Ireland and Scotland is probably connected to Viking age. Other major language areas you see lots of R1a are among Iranic (Persian, Kurdish, Pasthun) and Indic (Hindi, Punjabi, Bengali, Nepali etc.) speakers.

[Powyżej w miarę uczciwa mapa R1a - to rzadkość. Opis, który tutaj fragmentarycznie pod nią zamieszczamy nie był już tak uczciwy, gdyż sugerował, że języki z grupy Kentum są równie źródłowe dla pra-indoeuropejskiego, jak języki satemowe, co jest nieprawdą. Pierwotny język indoeuropejski był językiem satem - możemy go nazywać SCYTYJSKIM lub Prasłowiańskim,  z niego wywodzą się dzisiejsze wszystkie satemowe języki pochodzące od staro-słowiańskiego (języka wspólnego Hg Y-DNA R1a1 czyli Scytów oraz Hg Y-DNA I, czyli Staroeuropejczyków): słowiańskie, albański, rumuński, węgierski, bałtyjskie-istyjskie, perski, hindi, pali i inne. Rzecz jasna są w nich składowe innych genetycznych podkładów co powoduje ich widoczne zróżnicowanie np - w bałtyjskich, czy węgierskim grupa Hg Y-DNA N, w perskim Hg Y-DNA J, w pali i hindi - L, H (Cyganie, którzy egzystują z nami Słowianami w Europie) i R2 (Drawidów). Również wcześniejszy wspólny dla Scytów i Celtów język praindoeuropejski był satemowy.]

Oczywiście my sami jako Słowianie mamy z myśleniem o Słowiańszczyźnie nieporównanie większy kłopot niż inni, którzy  nie czują się ze Słowianami spokrewnieni, ani nimi nie są. Tak przynajmniej teoretycznie powinno być; zewnętrzny ogląd powinien dawać, poprzez dystans emocjonalny, większy obiektywizm. Tak jednak nie jest i Słowianie są powszechnie postrzegani i opisywani, zwłaszcza przez tzw. Zachód, w sposób nieobiektywny i nieuczciwy. Dzieje się tak za sprawą ukształtowanych w  XIX wieku nacjonalizmów i szowinizmów, które ugruntowały, także w dzisiejszym myśleniu różnych nacji, schematy i stereotypy ufundowane na propagandzie tworzącej zręby ich dumy narodowej.

To powoduje, że pokutują i dzisiaj w różnych innych narodach intencjonalne sposobny myślenia o sobie, a także koncepcje ideologiczne na temat etnogenezy narodów i udziału poszczególnych etnosów w budowaniu cywilizacji, deprecjonujące bądź wykluczające z tego procesu inne nacje, oraz naginające fakty do pozornie spójnych,  jednak tworzonych arbitralnie z pominięciem wyników naukowych (przemilczeniem, lub innymi manipulacjami), teorii.

Już samo geograficzne umiejscowienie Słowiańszczyzny w strukturze lądów Matki Ziemi  daje do myślenia i wprawia wielu ludzi w zadziwienie lub konsternację. Można do tego zagadnienia podejść na zasadzie statystycznej – cóż, przypadek dziejowy, przypadek w ogóle – równie dobrze tę północno-środkową i centralno-południową Azję, jak i północ oraz środek i wschód Europy (Serce, Międzymorze – Trójmorze) mogliby zajmować, wedle tego statystycznego punktu widzenia,  Chińczycy, albo Semici, albo Celtowie, albo Aborygeni.


6936Mapa 2. Macierz Słowian – Distribution of Slavs across Eurasia, Haplogroup R1a1.

On the basis of a huge research material geographical cards of areas of moving of Slavs across Eurasia Haplogroup R1a1 [28-49] have been made, cards are constructed by the western scientists. On the strict scientific data the percentage of the Slavic population among the countries of Eurasia [28-49] has been determined. We have processed these figures and have made the table Quantity of Slavs in Eurasia, Haplogroup R1a1 (for 2010). At the end of the table the quantity of Slavs on religions has been determined.

[Ta mała mapa w rogu jest nierzetelna, nie pokrywa brązem północnej Afryki, a wiadomo, że była to jedna z dróg ekspansji R1 do Europy. Ma ona pokazywać zasięg R1 - czyli R1a1 oraz R1b1. Także duża mapa pokazująca Słowian jako R1a1 nie jest rzetelna - możemy tu mówić o Scytach czyli PRASŁOWIANACH, którzy stali się Słowianami dopiero po połączeniu się ze Staroeuropejczykami i ukształtowaniu wspólnego staro-słowiańskiego języka, protoplasty współczesnych języków słowiańskich.

haplogroup_i2a1

Mapa3. Macierz Słowian to obszar łączący zasięg R1a1 + I. Taka mapa pokrywałaby znacznie większy obszar, co widać powyżej na mapie nr 2 "Europy R1a1" (zielony kolor - dochodzi: Skandynawia Południowa oraz część Azjatycka po Indie),  a także obszar pokryty na mapie poniżej (mapa nr 4)  przez Hg Y-DNA I1, która jest stosunkowo późną mutacją HgY-DNA I, nazywaną Skandynawską (W. Brytania - Szkocja, Skandynawia z Finlandią i Islandia). Z oczywistych powodów  Hg Y-DNA I1 (lodowiec) zasiedliła Skandynawię razem z R1a1 dosyć późno w stosunku do zasiedlenia terenów nad Adriatykiem i Dunajem.

haplogroupI1

Mapa 4. Mapa Hg Y-DNA I1. Takich przekłamań, niedopowiedzeń i przekręceń jest niesłychanie wiele w materiałach popularno-naukowych poświęconych genetyce. To dowody nie tyle nierzetelności co "intencjonalności" tworzących i relacjonujących tę wiedzę. O nierzetelności i manipulacjach germanofilskiej Eupedii przypisującej germańskość haplogrupom R1a1 oraz I pisaliśmy w odrębnym artykule - znajduje się on na Czarnym Pasku po prawej: " O pangermańskim szowiniźmie i nacjonaliźmie, o nieustannych próbach naciągania faktów i anglo-niemieckich manipulacjach przy Y-DNA"]

6938Mapa 5. Distribution of Slavs across Eurasia, Haplogroup R1a1.

We have received sensational results. In Russia lives only 66 million Slavs, and with Ukraine and Belarus is about 92 million. In all Western Europe lives approximately 66 million western Slavs (as in Russia). But in Asia perfectly itself feel, not knowing that they Slavs, 650 million person. Appeared that Slavs Haplogroup R1a1 in Eurasia have more than 810 million people, this second place in the world after Chinese Haplogroup O (Han Chinese – 1137 million people – in 2010 y.).

[Mapa jest przekłamana: nie zaznaczono Bułgarii gdzie mieszka 12% R1a1, ani Grecji z 16%, ani Turcji i Iraku (średnio po 8%) - gdzie na terytorium Kurdów jest ponad 20% R1a1. Inny, dużo większy jest zasięg R1a w Iranie i w Indiach. W Niemczech zaznaczono 16% - podczas gdy wschodnie i północne Niemcy to 25-30% , a Łużyce wręcz 63% R1a1. To rozumowanie tutaj zaprezentowane również jest nie całkiem poprawne, ponieważ Słowianie w sensie etno-genetycznym, czyli etnosu językowego i historycznego + zasób rodziny genetycznej współtworzącej ten etnos, to tak naprawdę cała ludność  R1a1  na świecie, a także cała ludność Hg Y-DNA I (I2 + I1), jak również wszyscy przedstawiciele innych haplogrup w słowiańskich państwach, którzy mówią dzisiaj po słowiańsku (J, G, E, R1b itp). Należy zaznaczyć, że dane procentowe zmieniają się dynamicznie w miarę postępu badań.]

populacja Słowian w starym świecie 6943tabela

From this inconceivable quantity of Slavs are only 100 million Orthodox and 57 million Catholics and Protestants. But Moslems is greater – 272 million person. Hinduism it is even more – than 377 million people. Slavs appeared nothing worse Chinese – they the present Mongols who do not have number.

[Tabela nie uwzględnia udziału ludności Hg Y-DNA I w etnosie Słowiańskim, jak również nie uwzględnia udziału ludności innych haplogrup mówiących dzisiaj po słowiańsku, J, G, E, R1b itp. Uwaga: Tabela ta może odbiegać od podawanych w różnych miejscach aktualnych w 2012 roku szacunków jednakże , nie uwzględnia ona niektórych występujących populacji R1a - np w Szwajcarii jest to 1 mln ludzi, w Arabii Saudyjskiej 2 miliony, w Egipcie 2 miliony, w Indonezji 15 mln, we Francji i Anglii 7 mln, itd, generalnie sumarycznie to się jednak mniej więcej zgadza ]

Ten rodzaj myślenia „naukowego”, który tkwi korzeniami w newtonowskim obrazie świata, czyli czysto mechanistycznym jego widzeniu, musimy jednak odrzucić, odkąd dowiedzieliśmy się o istnieniu biologicznej „zasady minimalizmu”, nazywanej wśród biologów „zasadą doboru naturalnego”, a która obowiązuje również w świecie fizyki i matematyki i innych nauk, gdzie nazywana jest Brzytwą Ockhama. Od tego czasu wiemy z całą pewnością, iż w Przyrodzie (Naturze) nic nie dzieje się „przypadkiem”, a wszystko odbywa się po tzw „linii najmniejszego oporu”. Jeśli przyjmiemy ów „naturalny” a zarazem „minimalistyczny” tok myślenia oraz zaakceptujemy twierdzenia i odkrycia Świętej Geometrii o „ukrytym”, bądź „wyższym”/”głębszym” kodzie/planie działającym w konstrukcji i strukturze Wszechświata, a także o istnieniu „przeszywającej” wszystko Siatki Spajającej Wszechświat, czyli eterycznej Podszewki biorącej w sposób „inteligentny” udział w formowaniu bytów materialnych i kształtującej według pewnego „zamiaru” dzieje materii (co postuluje i potwierdza eksperymentalnie współczesna fizyka), to przypadkowość musimy sobie wybić raz na zawsze z głowy.

Wtedy zaś dochodzimy do logicznego wniosku, że Słowianie zajmują tę niszę ekologiczną na planecie Ziemia, która została im przez „naturę” przeznaczona i do zamieszkania której zostali przez Przyrodę/Naturę  najlepiej, jak to tylko możliwe, wyposażeni.

6907Nestor’s Christian swastika in body a cross.

Dane na temat liczebności Hinduistów czyli wyznawców Wiary Przyrodzonej pośród ludu Słowian przedstawione powyżej są znowu przekłamane, ale jakoś tam przybliżają nam właściwy obraz. Dzieje się tak ponieważ nie zaliczono tutaj 28 milionów ludzi o krwi R1a1 z samych tylko Chin, nie wzięto w ogóle pod uwagę „Nowego Świata”, gdzie żyje duży procent ludzi o Hg Y-DNA R1a oraz I.  Nie uwzględniono też ani taoistów ani buddystów. Uwzględniwszy te dane, w krajach dawnego SIStanu, zasiedlanych głównie przez Słowian i pokrewne co do tradycji oraz języka narody okazuje się, że jeśli idzie o wyznawaną religię Słowianie to głównie wyznawcy: Wiary Przyrodzonej – ok. 420 – 440 mln osób, muzułmanie ok. 270 mln i chrześcijanie również ok. 270 mln. Te dane nie uwzględniają oczywiście również ateistów. Pomiędzy prezentowanymi tutaj liczbami a tymi z innych artykułów gdzie podchodziliśmy do tematu liczebności poszczególnych religii na świecie zachodzą spore różnice. Jest to bowiem materia szczególnie zakłamana i ciemna, podlegająca „dziwacznym” praktykom zakazów i nakazów oraz dwoistej moralności ( np. w Polsce według ostatnich danych tylko 16 % katolików przyjmuje w ogóle komunię świętą, a tylko 30% katolików  bierze udział w mszach raz w tygodniu. Wielu z nich chrzci dzieci z konformizmu i bierze śluby kościelne dla świętego spokoju. Taka sytuacja dotyczy całego chrześcijaństwa Zachodniego w znacznie większym stopniu niż polskiego – na Zachodzie ślub jest imprezą komercyjną i zdarzeniem prawnym o charakterze  „kapitałowo-ekonomicznym”, a nie aktem religijnym.)  

 

Ostrzeżenie: Ludzie o głęboko uformowanym światopoglądzie opartym na KANONIE (dogmatach) Świątyni Nauki XIX i XX wieku nie powinni dalej czytać tego artykułu. Ci którzy czytali uważnie podpisy szarym drukiem pod obrazkami wiedzą już na pewno co się tutaj szykuje. Zalecam wycofanie się w celu ocalenia  Gmachu w Którym przebywa Wasza Świadomość – Wieży z Kości Słoniowej Uformowanej na Dogmatach Ery Wczesnego Nacjonalizmu. Ostrzegam Was, że ryzyko wejścia w Alternatywną Rzeczywistość jest w związku z dalszą lekturą tego tekstu bardzo wysokie.

6909

Nestor’s Christian swastika in two head an eagle cross.

Let’s repeat again truisms. The genotype is given on a man’s line, and a phenotype – on female. Therefore it is not necessary to be surprised, that descendants of Slavs from Mongolia and Central Asia in Russia and Europe get white and began to look, as normal Europeans. On the contrary, Slavs in Central Asia, the Inner Mongolia and Hindustan have remained dark as local women have corresponding shape. Besides Slavs in Europe Christians, and in Asia is Moslems and Hinduism.

 

To będzie krótki artykuł. W sumie jest bardzo niewiele do powiedzenia. Każdy kto jest Słowianinem – a do was piszę po polsku, do Wszystkich Słowian – w pewnym sensie jest dotknięty Chorobą Słowiańską – i intuicyjnie czuje że coś z nim jest nie w porządku. Rozpoznaje symptomy owej choroby, choć nie potrafi sobie postawić diagnozy. Będzie TUTAJ diagnoza – więc Kto woli nie wiedzieć co mu naprawdę dolega – niech także zaprzestanie lektury, bo z Owocem Poznania jest tak, że nie da się go wypluć gdy się połknęło, nie da się PRAWDY WYRZYGAĆ i żyć dalej, jak gdyby nigdy nic.

Jeszcze uwaga porządkowa: Tak zwany człowiek wykształcony, a do tego myślący, prędzej czy później  dociera w związku ze swoim naturalnym/przyrodzonym rozwojem, do granicy swojej ukształtowanej (wykształconej) Świadomości i zaczyna stawiać pytania, na które proces kształcenia/kształtowania nie przyniósł zadowalających odpowiedzi. Ten artykuł wykracza poza te „klasyczne” czy też „kanoniczne” granice, do których docierają w kształceniu adeptów różnego rodzaju  szkoły w tym także uniwersytety. Te wszystkie szkoły, jak wiecie są oparte na tzw „programach” zatwierdzanych przez tzw „ministerstwa” i tzw „rady programowe” – tam powstaje pewien kanon, który po pierwsze podporządkowany jest ideologicznie tzw „wiodącej tendencji w nauce”, po drugie podporządkowany jest politycznie rządowi na danym obszarze i jego poglądowi na dzieje (historię) oraz  na wszelkie inne dyscypliny. Stąd w Europie  nie uświadczycie dzisiaj uniwersytetu, który by ucząc biologii kwestionował darwinizm, albo ucząc fizyki kładł u jej podstawy Paradygmat Świadomości czyli filozofię Immanuela Kanta z Królewca.  Mamy tu dokładnie tę samą sytuację co w Średniowieczu, kiedy nie wykładano teorii Kopernika z Torunia, ani nie informowano studentów o odkryciach Galileusza.

Epoka brązu mapa europa afryka mala azja 2000 pneMapa nr 6 – kultur archeologicznych Epoki Brązu – ok. 2000 p.n.e . Widać tutaj kolejną manipulację. Kulturę unietycką dołączono kolorem do Brązowych Kultur Bałkańskich i Apenińskich oraz Małoazjatyckich. Z genetyki jednak wiemy, że ludność haplogrupy  I oraz R1a1 – jest obecna nad Adriatykiem i Dunajem od 8000 p.n.e. (także nad Morzem Czarnym co tutaj widać – jako Corded Ware), a od ok. 3000 p.n.e. jest także obecna i tworzy kultury nad Łabą Wisłą, Odrą i w Skandynawii. Tutaj połączono Prasłowian z Celtami zielonym kolorem i przedzielono kulturą Unietycką sugerując jej specjalną pozycję. Całą tę manipulację obnaża odkrycie grobowca pary królewskiej z roku 2400 p.n.e. w Eulau (na zachód od Lipska (na mapie czerwony kwadracik) – ta para królewska miała Y-DNA haplogrupy R1a1. Ta mapa pokazuje kultury nad Amu Darią jako stepowo-pasterskie podczas gdy były one w Epoce Brązu centralnymi ośrodkami, które budowały olbrzymie miasta i dysponowały wysokim stopniem wytwórczości. Widać to na mapie poniżej z opisem archeologicznym z artykułu

clip_image0021Mapa nr 7. W drugiej połowie III tys. przed naszą erą na terenach między Amu Darią a pasmem gór Koped Dag rozwinął się Baktryjsko-Margiański Zespół Archeologiczny, który był dominującą formacją kulturową w południowej części Azji Środkowej w epoce brązu. Jego cechą charakterystyczną była struktura i architektura dużych osad składających się najczęściej z centralnie położonej cytadeli, często o bardzo złożonej formie fortyfikacji, którą otaczały skromniejsze zabudowania i kolejne pierścienie murów. Cywilizacja Oxus utrzymywała bliskie kontakty handlowe z Cywilizacją Doliny Indusu. W Baktrii istniała nawet faktoria handlowa zamieszkana przez ludność z Doliny Indusu (stanowisko Szortugai, zob.: H. Francfort i inni 1989). Natomiast tereny Margiany przemierzała ze swoimi stadami, pochodząca z północnej części Azji Środkowej, nomadyczna ludność Kultury Andronowskiej, która, jak się przypuszcza, przemieszczała się między Margianą a Chorezmem. Ludność andronowska wywodzona jest z Kultury Trypolskiej, której populacja, zdaniem Ph. Kohla, przeszła transformacje z osiadłego na wędrowny tryb życia. Przypuszcza się, że ludność Cywilizacji Oxus i/lub Kultury Andronowskiej posługiwała się językiem proto-indo-irańskim [Pra-Indo-Europejskim].Więcej: http://archeologiawschodu.wordpress.com/2012/03/11/gonur-depe/

I jeszcze jedno: Nie będziemy się tutaj zajmować innymi nacjami niż „Naród” Słowiański, bo one to nie nasze zmartwienie. Niech się same o siebie martwią i poszukują rozwiązań w ramach swoich możliwości wewnętrznych. My mamy wielki komfort z racji swego „rozprzestrzenienia” po świecie i z racji posługiwania się wspólnym słowiańskim językiem. Ci wszyscy, którzy czują swoją słowiańskość żyjąc w innych narodowościach – inaczej: „w bytach państwowych identyfikujących się z inną kultura i językiem niż słowiańskie” – a są Świadomi, otrzymają potrzebną wiedzę Tutaj i TERAZ – zaraz, natychmiast. Jeśli zależy wam na kimś szczególnie – żeby się załapał – przekażcie mu tę wiedzę  jako kopię mailem, albo jako link – dowie się również natychmiast – jeżeli tylko zechce mu się kliknąć myszą.

I RP pożądna mapa województwMapa 8. [Kliknij i powiększ ]- To wreszcie jakaś porządna mapa I RP – Mnie chodzi tutaj tylko o to żebyście docenili ten obszar polskiej kultury, polskiego etnosu, polskiej tradycji sarmackiej i scytyjskiej. Tak wyglądała Polska kulturalna i państwowa z jej tradycją jeszcze w 1770 roku czyli pod koniec XVIII wieku, po 800 latach od Chrztu. Przesunięta na Wschód przez ekspansję niemiecką nie utraciła wcale wpływów kulturalno-wierzeniowych na Śląsku i Pomorzu oraz w Nadłabiu. To dopiero XIX wieczna germanizacja państwowego aparatu przemocy zabiła język drzewiański i wielecki-połabski, ale nie zdołała do dzisiaj zabić łużyckiego. Mapa ta poświadczyć ma także  o tradycyjnej polskiej różnorodności religijnej. Bowiem cały wschód to prawosławie, a do tego dochodzą Arianie, Kalwini, Ewangelicy, Tatarzy – muzułmanie, Żydzi i cały tzw. Lud Prosty niepiśmienny (chłopstwo), który wyznawał po cichu Wiarę Przyrody.  Tak było do Kontrreformacji, czyli do czasu, który definitywnie przekreślił dalszy byt tego państwa.  Pamiętajcie, że to z tego obszaru kulturowego, który promieniował daleko na wschód na całą Rosję i daleko na południe Europy (do Turcji, Konstantynopola i Italii – Polska Jagiellonów nie mieści się jakoś na żadnej mapie a sięga Adriatyku i obejmuje również Węgry, Wołosze, Centralne Karpaty, Siedmiogrodzie,  Słowację, Morawy i Stepy aż do Morza Czarnego) – wywodzili się dwaj najwięksi odkrywcy wszechczasów : Mikołaj Kopernik  z Torunia – który dokonał Rewolucji Heliocentrycznej, czyli uczynił Słońce centrum układu a Ziemię uczynił Kulą (od czego się zaczyna współczesna astronomia) oraz Immanuel Kant z Królewca, który dokonał rewolucji Świadomościowej kładąc Paradygmat Świadomości u podstaw Fizyki Materialnej. [Nie sugeruję tutaj, że ich odkrycia były pierwszymi na świecie, gdyż na inny sposób odkryli to już Atlanci i opisały później księgi starożytności w Sumerze, Asyrii, Persji i Indiach - lecz dokonali powtórnego odkrycia po Ciemnych Wiekach, na użytek wspólny Cywilizacji Zachodu].

Do rzeczy.

Wiemy że wszystko, ale to dosłownie Wszystko, jest w Rzeczywistości holistycznie (wszechstronnie) powiązane. Także data i godzina i sekunda publikacji tego artykułu Jest Powiązana i nieprzypadkowa. Mam już troszeczkę dosyć ciągłego tłumaczenia Niedowiarkom, którzy traktują Teorię Świadomości i całą filozofię Kanta  jak bajdurzenie bajoka, że Świadomość istnieje i działa ponad (pod/nad) Materią, której jesteśmy fizycznymi wytworami.  Przytaczanie przez „racjonalistów” argumentów o tym że uwierzą, jak sobie trafimy 3 razy z rzędu 6. w Totka jest żałosne i świadczy o nieuważnej lekturze, powierzchownej, tego blogu – „przypadek Totka” został już omówiony, trzeba się cofnąć w lekturze – sam nie pamiętam gdzie – nie tak dawno to było, więc poświećcie trochę czasu żeby zrozumieć,  jak bardzo nietrafny jest ten argument we wszelkiej dyskusji o Nieskończonej Świadomości, a także jak to jest wydumany „dowód” na nieistnienie owej Nieskończonej Świadomości. Jeżeli szkoda wam czasu by grzebać się w materiałach to pal was Licho (ale nie to z katolickich powiedzonek i baśniuszek – to prawdziwe Licho –  Lichesis)…

…Ponieważ kiedyś powiedziałem jednak, że każda Kropla Świadomości w Ocenie Świadomości Nieskończonej a także każda kropelka Świadomości  współtworząca Zbiorową Świadomość Planety – Matki Ziemi jest bezcenna i każdego ukochanego Leminga oraz słodkiego Yetisyna należy wyrwać, jeśli to możliwe, z świata Ułudy Mayi w jakim żyje i po którym biega z klapkami na oczach usiłując  na oślep dorwać i dorżnąć wszystkich innych Yetisynów i Lemingów, kieruję do Tych, którzy w to miejsce tekstu dotarli jeszcze jeden przekaz od Gregga Bradena:

http://vimeo.com/51906396

Jeśli to nie starczyło proponuję jeszcze to: Peter Rusell:

http://www.youtube.com/watch?v=rY7XXdRUK8k

A to żeby było wiadomo kto do was mówił:

http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Russell_%28author%29

„Racjonaliści”, którzy nadal po obejrzeniu tego materiału trzymacie się wciąż  twardo „płaskiej Ziemi”, nie do was jest skierowany ten artykuł, ani nie dla was ta Wieda – Turn off! – Wyłączcie się!

Teraz będzie trochę szokująca pierwsza konstatacja, która pozwoli pójść dalej wszystkim, którzy zechcą i potrafią.

Uznanie istnienia Spajającej Wszystko Niewidzialnej Eterycznej Energii (ciemnej materii i ciemnej materii) powoduje daleko idące reperkusje dla jakiegokolwiek sposobu spostrzegania działania Wszechświata, a co za tym idzie jego dotychczasowych przeszłych dziejów i jednocześnie przyszłości.  Pociąga ono bowiem za sobą uznanie jej „inteligencji” oraz istnienia „planu”, a więc „zamiaru” takiego a nie innego ukształtowania Świata Materialnego. Uznanie istnienia ukrytych w Świętej Geometrii proporcji oraz opartych na tych proporcjach konstrukcji, prowadzi z kolei do logicznego wniosku o holograficznej naturze Wszechświata, która zawiera istotnie zapisy całości w szczegółach (mikrocząstkach) współtworzących tę całość. Uznanie Inteligencji Spoiwa Wszechświata – Eteru (Światła Świata) i  jego rudymentarnego, immanentnego, organicznego związku ze Świadomością: współdrgania, empatii, kształtowania materii w „inteligentnej” odpowiedzi na bodziec myślowy niematerialny, do tego  z natychmiastowością przeczącą teorii względności Einsteina,  jest nie tylko potwierdzeniem słuszności Meta-paradygmatu Świadomości w stosunku do Świata Materii i uznaniem filozofii Immanuela Kanta za prawdziwą. Uznanie tych powyższych faktów pociąga za sobą przewrót w myśleniu i w postrzeganiu całej przeszłości materialnej Ziemi. Narzuca też ono konieczne świeże spojrzenie w planowaniu wspólnej przyszłości Człowieka i Planety, która jest jego Macierzą/Ojczyzną, a jednocześnie wytworem tej samej Świadomości Nieskończonej.

I druga informacja pozornie mniej szokująca, lecz dla niektórych także  trudna do „odkrycia” i „przyjęcia”:

Na świecie żyje i występuje tylko jeden podgatunek człowieka, którego nazywamy Słowianinem – albo Człowiekiem Słowiańskim. Człowiek ten posługuje się językiem słowiańskim lub odsłowiańskim (bliskim, aryjskim innym językiem). Czasami mówi jakimś językiem obcym jako pierwszym tj. od urodzenia, ale ten człowiek ogólnie,  i jako posługujący się językiem obcym, występuje tylko w dwóch  podgatunkach genetycznych, dwóch odmiennych formach genetycznych.  Składa się on z dwóch grup genetycznych pochodzących w linii męskiej od genomu haplogrupy Y-DNA R1a oraz I. Grupy te w dalekiej przeszłości podjęły na skalę całej Planety brzemienną w skutki decyzję o WSPÓŁISTNIENIU i tę decyzję wcieliły w życie tworząc etnos, który dzisiaj znamy jako Słowiańszczyznę. Te dwie grupy ludzkie – dwa Ludy Matki Ziemi utworzyły niegdyś wieloplemienną Wspólnotę.

Pierwszy lud, o Hg Y-DNA R1a1, nazywany jest przez nas dzisiaj Prasłowianami, lub przez część osób, które tej nomenklatury nie przyjmują, określany jest jako Scytowie (lub Scyto-Sarmaci, lub Ariowie, albo Indoeuropejczycy). Pochodzą od niego ludy o języku aryjskim SATEMOWYM. Drugi lud o Hg Y-DNA I, to Staroeuropejczycy, których język dał swój istotny wkład we wspólny język Ariów (Scytów=Prasłowian) tworząc nowy język i etnos – słowiański. W części północno-zachodniej, w Skandynawii jest to bardzo wyraźnie widoczne, w części południowo-wschodniej mniej wyraźne, ale przede wszystkim dlatego, że tak bardzo niewiele zachowało się śladów języka scytyjskiego, iż trudno o wystarczający materiał porównawczy, aby stwierdzić skalę przemian dokonanych w języku scytyjskim przekształconym w starosłowiański pod wpływem Ludu Dawanów-Drzewianów-Draków (Staroeuropejczyków).

Język starosłowiański w toku powtórnej wędrówki do Azji około 1800 – 1500 p.n.e. uległ transformacjom pod wpływem języków semickich z którymi się zetknął i innych – np drawidyjskich i uformował się w Persji i Indiach oraz w innych częściach Azji w ten, który znamy współcześnie: hindi, perski, pali i inne. Gdzieniegdzie np. w zetknięciu z Mongołami i  Turkami wręcz niemalże zaniknął przekazując swój wkład do języka tureckiego, częściowo chińskiego i mongolskiego, oraz ludów syberyjskich.

Przypadek ludów syberyjskich o Hg Y-DNA N – jest bardzo szczególny i ciekawy, bowiem ich język jest tak mocny, że mała populacja tego ludu przekazała go „słowiańskim” w większości genetycznej Węgrom, zachowała go jako nienaruszony pośród mało liczebnych ludów Syberii i Finów, oraz wpłynęła  znacząco na kształt języka Turków i Mongołów. Także grupa Ugro-Fińska w sposób szczególnie jaskrawy wpłynęła na język „słowiańskich” w większości genetycznej Bałtów – którzy stali się odrębną językowo grupą, pośrednią między Finami i Słowianami – tak jak lud turecki stał się pośrednim między Ugro-Finami, Słowianami a Mongołami i Chińczykami.

800px-HaplogroupI2Mapa 9 – Europa Ludność Hg Y-DNA I2

A więc jedna z tych grup które utworzyły wspólnotę kulturową i językową jest aryjska R1a,  a druga jest kompletnie niearyjska, bo staroeuropejska – I. Oczywiście Słowianin ma też swoje charakterystyczne markery matczyne, żeńskie Mt-DNA, podaję tutaj ich nazwy, ale nie będziemy tutaj rozwijać ich genealogii (wywodzą się wszystkie z Mt-DNA N oraz R a są to: gównie Mt-DNA I, J, W, K, U, T oraz X), żeby już nie wprowadzać niepotrzebnego chaosu myślowego – grunt, że są i są tak samo charakterystyczne jak męskie DNA. Ten konglomerat – bardzo ciekawy aryjsko-niearyjski stworzył grupę językową Słowian. Ludzie o Hg Y-DNA R1a1, czyli Scytowie, zdominowali ten układ językowo, drudzy I1 oraz I2 – dołożyli jednak swoją cegiełkę do języka prasłowiańskiego-scytyjskiego i powstało to co znamy i czym się posługujemy w zapisach od 1000 lat.

Wszyscy ludzie na świecie, którzy w sposób naturalny nabyli umiejętność posługiwania się językiem słowiańskim są Słowianami i mówią JEDNYM WSPÓLNYM DLA NICH WSZYSTKICH JĘZYKIEM, mówią po słowiańsku. Znaczy to że nie istnieją żadne sztucznie utworzone w XIX wieku języki tzw narodowe: czeski , słowacki, łużycki, bułgarski czy serbski albo kaszubski – nie istnieją jako odrębne „naturalne” języki.  Są to tylko gwary jednego wspólnego przyrodzonego języka. Zdecydowana większość ludzi haplogrupy R1a oraz I2 posługuje się językiem słowiańskim.

Spójrzmy na mapę jak rozkłada się udział Hg Y-DNA I w populacji Eurazji:   Haplogroup_I_(Y-DNA)

Mapa 10. Ludność Hg Y-DNA I,  Eurazja i Afryka Północna. Skąd znaleźli sie nad Aralem i Bajkałem? Ano przyszli tutaj w powtórnej fali z R1a1 – jest to jeden z dowodów owej Wspólnoty, bo Staroeuropejczycy zamieszkiwali pierwotnie wyłącznie Europę. Także ich wejście do Małej Azji i Afryki wiąże się ze wspólnotą z R1a1 oraz R1b1.

Stwierdzenie, że jest tylko jeden język słowiański dla niektórych ludzi może być odkryciem, zdziwieniem, albo szokiem, ale dla osób przygotowanych na tę wiadomość, choćby krótkimi studiami nad rozwojem i charakterystyką języka mówionego i pisanego, nie będzie to żadna rewelacja.

Słowianie całego Świata mówią Jednym Słowiańskim Językiem – posługując się jego kilkoma gwarami. Istnieją też na świecie grupy – bardzo duże, Hindusi i Irańczycy, którzy posługują się blisko spokrewnionymi językami odsłowiańskimi. To jest tak zwana Liga Satemowa – gdzie  na liczbę 100 mówi się „sto” a nie „cent” (grupa kentumowa) – ja tę tak zwana ligę nazywam Sistanem (a należą do niej także Bałtowie, Węgrzy, Rumuni i Albańczycy i inni).

Weźmy sobie mapę świata i usiądźmy wygodnie żeby się  przyjrzeć rozkładowi R1a1- niestety nie możemy zaprezentować podobnej mapy dla I na świecie.

Haplogroup_R_(Y-DNA)Mapa 11 – Ludność Hg Y-DNA R1. Nie dysponujemy żadną mapą, która pokazuje dystrybucję Hg R1a1 w Ameryce ponieważ taka mapa nie powstała. Zatem reprodukujemy tutaj mapę Hg R1 – ponieważ przypuszczamy, że nawet do 30 % Amerykanów  może być pochodzenia R1a1 + I (I jest składową języka słowiańskiego), a to oznacza, iż prezentowaną powyżej tabelę Ludności „R1a1 na świecie” należy uzupełnić o  około 100 mln ludzi pochodzących z USA, Kanady, Argentyny, Brazylii, Indonezji, Kambodży, Egiptu i innych krajów np. Australii, a także o koło 110 mln ludzi Hg Y-DNA I. Wtedy zaś populację Hg-Y R1a1 na świecie trzeba szacować – bazując na danych z roku 2010 – na 1.1 miliarda, i można ją bez trudu porównać do chińskiej Hg-Y O – która wynosi 1. miliard 100 mln  ludzi (jednakże bez diaspory amerykańskiej i w innych krajach Azji. Z  nią być może 1.3 mld osób – na 2010 rok)

arianie mapa 765px-Religions_in_Poland_1573Mapa 12. Wyznania na terenie I RP bez uwzględnienia Żydów, Muzułmanów i Pogan (Wiara Przyrodzona Słowian). Ośrodki Braci Polskich zakłamane (brak na południu Polski w okolicach Krakowa, a było ich tutaj kilka i to bardzo dużych – całe wsie ariańskie). Śląsk i Pomorze w dużym stopniu powinny być zaznaczone jako luterańskie (ewangelickie) poza granicami państwa, lecz kulturalnie ciążyły ku niemu i były osadzone w jego tradycji dziejowej.

mapa ceramika sznurowa i inne R1a1a1Mapa 13. Zestawienie kultur archeologicznych epoki brązu i haplogrup Y-DNA – przekłamane, gdyż sugeruje mniejszy zasięg Kultury R1a – na Bałkanach, np nie uwzględnia jej na terenie Bułgarii  i Grecji, ani na półwyspie Azji Mniejszej- to nieprawda (kłamstwo). Sugeruje istnienie ośrodka Celtów nad Morzem Czarnym i celtyckość Troi – Troja była Sistańska (Scytyjska) a nie Celtycka. Tak samo duża część dzisiejszej Turcji i Kurdystan – ciągłość R1a1 nie została tam nigdy przerwana. Umieszczono Celtów centralnie nad Dunajem – to kompletny fałsz. Celtowie przeszli nad Dunajem, po jego północnej rzadziej zaludnionej stronie na Zachód i zatrzymali się na terenie zachodnich Niemiec i Francji. Hallstatt i La Tene to epoka żelaza i rozszerzania wpływów celtyckich znad Atlantyku w okolice Alp i Dunaju, od zachodu. To okres o 1000 lat późniejszy. W opisie mapy ograniczono do minimum kultury w których wymienia się R1a  (Yamna i Corded Ware), a na dodatek R1a opisano na mapie jako Proto-Greek. To kuriozalne. Specjalnie oddzielono też Kultury naddunajskie haplogrupy I, aby zasugerować osobność tych kultur. Dodajcie do nich R1a1 – bo tak właśnie było. Dodajcie też R1a do Troi, Hatti i Kura Araxes. Wszędzie tam dołączono R1b1, ale „zapomniano” dopisać R1a1 „udając”,  że go tam nie było. Przypadek? Po dokonaniu tego sprostowania okaże się że R1a1 jest we wszystkich niemal kulturach naddunajskich i Małej Azji. W tym czasie 2800 – 1500 p.n.e.  Scyto-Słowianie współżyli już z Drzewianami (Staroeuropejczykami) nad Adriatykiem i Dunajem od 5.000 lat i zdążyli zająć ziemie do Renu i półwysep Skandynawski co – jakimś cudem tutaj pokazano. Tak manipuluje się mapami.

Z przedstawionych do tej pory w tym artykule liczb i map populacji oraz kultur archeologicznych wynika, że Słowianie zajęli olbrzymi obszar świata, jego najżyźniejsze ziemie rolne (Europa i Azja) oraz największe możliwe pastwiska (Wielki Step). Zajęli niszę ekologiczną klimatu umiarkowanego idealnie nadającą się do życia i zapanowali nad całym tym obszarem. Rozwinęli na tym obszarze hodowlę zwierząt i uprawę roli, osiodłali konia i zaczęli używać go jako środka lokomocji, oswoili bydło, opanowali produkcję przetworów mlecznych, dokonali wynalazków koła, wozu, rydwanu, żaren, opanowali wytop brązu i uszlachetniony wytop żelaza, produkcję dającej przewagę broni, stworzyli sprawne armie zapewniające bezpieczeństwo i taktyki umożliwiające podboje zbrojne, rozwinęli handel, wprowadzili do użytku chleb, makaron, herbatę, tkaniny z lnu i konopi, barwniki, używki, kiszonki, przetwory, opanowali rzemiosło złotnicze, opanowali budownictwo z drewna i kamienia, przy pomocy którego zbudowali liczne miasta z kamienia i z drewna, grody obronne i fortyfikacje, współtworzyli najstarsze kultury archeologiczne Eurazji, byli twórcami najstarszego znanego pisma Vinca i innych rodzajów zapisu, stworzyli opowieści mityczne opowiadające o ułożeniu Świata Przyrodzonego, które dały podstawy wielu mitologiom, wykonywali obserwacje astronomiczne i stworzyli kalendarze oraz systemy liczenia, które dopiero dzisiejsza matematyka i fizyka oraz astronomia dościga z użyciem zaawansowanych technologii np komputerowej (Dysk z Nebry).Scythians_Map

Mapa 14 – pokazuje pozornie ogrom Scytii, lecz jest to już mapa z okresu gdy Scytowie utracili kontrolę nad Partią (stworzoną przez scytyjskich Dakhów-Daków i Parnów) Małą Azją i Drakami-Drakhami-Drzewidami (Tracją-Dacją).  Poniżej wersja z roku 900-800 p.n.e.

scythians_map3

Mapa 15 – prawidłowy zasięg Wielkiej Scytii- bez Ziem Wenedów w Europie. Pamiętajmy, że Turcy w tym czasie podlegali Scytom, a później podnieśli bunt i zaczęli się wyzwalać oraz wspólnie z Mongołami narzucać w Stepie własny ład.

Dokonali tego wszystkiego ponad wszelką wątpliwość. Oni to stworzyli Persję i stali się kastą zarządzającą całym półwyspem Indii, oni i ich Amazonki były postrachem Egiptu, Judei i Grecji. Oni to nie dopuścili zsemityzowanych Persów Dariusza Wielkiego i zafrykanizowanych Greków Aleksandra Macedońskiego za linię Kaukazu i Dunaju. Oni to nie pozwolili na wejście tam później Rzymianom. Wreszcie to oni dokonali podboju Rzymu i wielokrotnie powstrzymywali próby ekspansji i odrodzenia Post-Rzymu opartego na chrześcijaństwie. Oto jest Słowiańszczyzna, która swoje korzenie ma w Północnej Atlantydzie (WątLądTydzie – Kraju Wątów-Wędów-Wenetów), w Wielkiej Tartarii, w Wielkiej Scytii, w Wielkiej Sarmacji, w Kaganacie Hunów i Państwie Awarów, Wielkomorawie, i Królestwie Jagiellonów, w Wielkiej Rosji i współczesnej Słowiańszczyźnie.

800px-450roman-hunnic-empire1764x1116

Mapa 16. Imperium Hunów – Guniów Hakowników Chytuiłły-Hatiłły (Atylli)

Myślę, że każdy kto dotarł do tego miejsca artykułu i przebrnął przez wszystkie dotychczas przedstawione mapy i ich opisy, otrzymał już dosyć dowodów na odwieczność , starożytność, potęgę genetyczną i kulturową oraz integralność człowieka zwanego Słowianinem z resztą Ludzkiego (Człowieczego) Cywilizowanego Świata. Otrzymał także zasób niesłychanie budujących faktów potwierdzających udział Prasłowian (Harów), Scytów, Saków, TokHarów i D-Aryjczyków (znad Oxusu-Darii) a potem Słowian, Istów (Bałtów), Dawanów (Traków, Daków), Indów i Persów we współtworzeniu przez wieki wszelkich możliwych kultur archeologicznych i wszelkich możliwych zdobyczy cywilizacyjnych Eurazji.

Imperium Jagiellonów XVw

Mapa 17 – Porównanie Imperium Hunów i Władztwa Jagiellonów w XV wieku

Myślę, że otrzymał też wiedzę, która rozświetla mroki Tajemnicy wokół pochodzenia i rozwoju Słowiańszczyzny w głębokiej przeszłości, mroki co do jej ciągłości kulturowej i ciągłości tradycji. Myślę, że posiadł wiedzę, która pozwala mu się wyleczyć z kłopotów tożsamości i „choroby” zwanej Chorobą Słowiańską – czyli z uporczywym brakiem zakorzenienia i poczucia ciągłości  oraz kompleksem niższości wynikającym z wbitego nam w głowy przeświadczenia, że Słowianie wyłonili się z bagien i puszcz około X wieku i zostali ucywilizowani przez misjonarzy „Światłego Imperium Post-Rzymskiego Narodu Niemieckiego” poprzez chrzest powszechny. Nie wierzcie też, że spadli na Ziemię w VII wieku z Awarami, albo że przybyli w V wieku z Hunami ani w to, że Cywilizację Wielkiego Stepu stworzyli KOCZOWNICY i BARBARZYŃCY.Jagiellon_countries_1490 2

Mapa 18. Państwa we władaniu Jagiellonów w 1490 roku, ponad 2.000.000 km2 – [kliknij powiększ] – poszczególne stolice podkreślone na czerwono.

Myślę, że pozwala ta wiedza spojrzeć wreszcie prawidłowo na własny rozwój Słowian, na ich miejsce w Świecie, którego nie osiągnęli żadnym cudem, ani przypadkiem, lecz jest im ono przynależne z samej zasady, przyrodzone i potwierdzone przyrodniczo na podstawie wielowiekowego zasiedzenia i wielowiekowej ciężkiej pracy naszych Dziadów, na tym obszarze który otrzymali od Matki Przyrody pod swoją opiekę jako miejsce do życia. Przez naszych dziadów z krwi których pochodzimy – co nie jest możliwe do zaprzeczenia ani zaklęcia na zasadzie żadnej propagandy i faszystowsko-nazistowskiej teorii wyższościowej Post-Rzymu.

Nasi Dziadowie, którzy to wszystko zostawili nam w spuściźnie, poświęcili całe życie by przetrwać na tym przydzielonym im przez Bogów fragmencie Lądu Białego i Mazji. Wiele pokoleń pracowało w pocie czoła by zbudować w tym fragmencie świata cywilizację, którą bez wstydu można nazwać Północną Kulturą Wielkiego Stepu i Wielkiego Boru. Ta cywilizacja oparta była na plemiennym wzorcu, była decentralistyczna i nie zawierała zasadniczo modelu Pan-Niewolnik aż do okresu chrześcijaństwa. Było to społeczeństwo wolnych współobywateli.

Myślę, że pokazaliśmy także poprzez tych kilka map, że współczesna Kultura Słowiańska ma swoje korzenie w Polsce, która była po Starej Kolibie Zerywanów nad Morzem Aralskim i na Syberii oraz po Drugiej Nowej Kolibie Naddunajsko-Adriatyckiej Trzecią Kolebką Słowiańszczyzny – tej Słowiańszczyzny, która odbyła drogę powrotną do Mazji i stworzyła Persję Parnów oraz Indie Kszatrijów, a potem stworzyła też Wielką Rosję.

Myślę, że nasi Dziadowie, wszystkie te niezliczone pokolenia przodków, które wydały nas ze swego Pnia, z Pnia DNA, z PNIA Świadomości Nieskończonej, z Pnia tego Nieskończonego Drzewa Świata, jako swoje współczesne Najlepsze pod Słońcem Owoce, oczekiwaliby od nas, że tego DZIEDZICTWA – MY ICH DZIECI, nie roztrwonimy.  Myślę, że nasi Dziadowie życzyliby sobie abyśmy zawsze pamiętali o korzeniach tego Drzewa, czyli o nich i ich pracy, i nie zapomnieli nigdy o tym kim jesteśmy oraz co posiadaliśmy i jaki wkład w życie i rozwój cywilizacji Człowieka wnieśliśmy.

Myślę, że każdy kto dobrnął do tego miejsca jednocześnie też posiadł wiedzę na temat Wielkiej Mistyfikacji z jaką mamy do czynienia względem Słowiańszczyzny od początku rozwoju epoki NAUKI, aż do współczesności, w której pokutują relikty nierozerwalnego związku nauk humanistycznych z propagandą nacjonalistyczną.

Dlaczego świat z uporem maniaka powtarza, że Słowiańszczyzna to dziki niecywilizowany kawałek świata. To gorsza część Europy i azjatycka dzicz?! Dzieje się to za sprawą nauki i w majestacie nauki sprzężonej z aparatem przemocy państwa i schyłkową strukturą społeczną feudalną, Systemem Pan-Niewolnik, zwanym dzisiaj kapitalizmem. Nauka powtarza te propagandowe twierdzenia Zachodu, powiela je i  nadaje im status prawd, gdyż nadal tkwi w pierworodnym błędzie materialnym, który doprowadził do pokawałkowania Wiedzy, defragmentacji Świata na poszczególne dyscypliny i zamknął owe dyscypliny arbitralnymi granicami. W ten sposób humanizm przestał stosować w swoich rozumowaniach, przy formułowaniu teorii i w dowodzeniu racji, narzędzia spoza kręgu humanizmu takie jak matematyka, a dzisiaj genetyka. Dziedziny takie jak historia czy archeologia stały się zlepkami faktów i domniemań, dowolnych interpretacji i polem manipulacji propagandowych podporządkowanych ośrodkom posiadającym pieniądze oraz władzę. Powiedzenie, że historię piszą zwycięzcy jest idealnym potwierdzeniem tego zwyrodnienia nauki. Współczesna nauka humanistyczna jest wyrosłą z nacjonalizmów zdeformowaną przez tezy propagandowe płynną zbieraniną faktów i półprawd oraz całkowitych zmyśleń nie opartych na żadnych dowodach. Jest zbiorem hipotez i teorii wyssanych z palca lub opartych na kruchych podstawach i logice, którą możemy łatwo dzisiaj zakwestionować.

Na przykład dominujący w rozumowaniu nauk archeologicznych czy etymologii obraz rozpowszechniania zdobyczy kulturalnych i cywilizacyjnych w drodze PODBOJU (jako głównego bądź jedynego narzędzia rozpowszechniania nowinek i innowacji) był obrazem obwiązującym w XIX wieku, kiedy formowały się nauki humanistyczne. Dzisiaj wiemy, że podbój , zbrojna forma opanowania jakiegoś terenu, nie jest wcale głównym narzędziem upowszechniania się nowości. Widać to dobrze współcześnie, kiedy nowinki są adaptowane równie dobrze w komunistycznych Chinach przez samych Chińczyków, a nie pod wpływem brytyjsko-amerykańskiego kolonializmu. Ten obraz świata ufundowany przez XIX wieczną naukę jest nieprawdziwy o czym wielokrotnie już tutaj pisaliśmy i mówiliśmy.

Skoro tak jest, zapyta ktoś, to dlaczego nie uczy się nas o tym w szkołach?!

Zapytajcie o to tych których wybiera się do Sejmu, a którzy podobno mają nas reprezentować. Zapytajcie dlaczego w ogóle nie chcą uczyć historii? Zapytajcie jakiej historii wciąż uczą? Zapytajmy ich wspólnie co zrobili żeby odkłamać obraz przeszłości i przywrócić Polakom (Słowianom) godność oraz poczucie zakorzenienia?! Zapytajmy ich czy przyłożyli kiedykolwiek rękę do rozpowszechnienia w świecie tej wiedzy, którą tutaj rozpowszechniamy?! Czy dali choć złotówkę na którąkolwiek książkę o mitologii Słowian, o Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej o Wierze Przyrody?! Czy podarowali z dóbr państwa Polskiego hojną ręką chociaż jeden kawałek ziemi pod Świątynię Światła Świata, pod jakąkolwiek Świątynię Wiary Rodzimej?! A przecież tak lekko rozdają naszą własność POSPOLITĄ (Wspólną) kościołowi z Pustyni?! Zapytajmy ich czy propagują słowiańską rodzimą kulturę i obyczajowość?!

Myślę, że znamy odpowiedzi na te pytania. Oni nie chcą byśmy się odrodzili jako „Naród” Słowiański. Oni są zapiekłymi wrogami NARODU POLSKIEGO, NARODU SŁOWIAŃSKIEGO, Wrogami Przyrody, wrogami Wiary Przyrody. Nawet jeśli deklarują się jako myślący „ekologicznie” to w głębi duszy są wrogami ekologii i wszystkiego co Zielone, wszystkiego co prowadzi do poszanowania Przyrody. Przykład z wczoraj z Krakowa: Po 20  latach dyskusji nad wymianą żarówek w Magistracie na ekologiczne, znów zadecydowali, że będą sobie świecić starymi żarówkami, bo są ładniejsze. Znów okazało się w odpowiedzi na Internetowo zorganizowaną Petycję w Sprawie Ogrzewania Niewęglowego, że nie mają planu, jak wyprowadzić z Krakowa węglowy opał, który truje ludzi! Znów zadecydowali, że urządzą sobie kolejną Olimpiadę tym razem Zimową w 2022 roku zamiast zbudować spalarnie i przejść na ekologiczne ogrzewanie domów, albo utrzymać kilka szkół podstawowych, albo wprowadzić bodźce by ludzie chcieli mieć dzieci!!!

Nie pora tutaj jednak na załamywanie rąk nad stanem Ich umysłów, bowiem ich dni są policzone. Pomyślmy raczej pozytywnie o tym co wynika z przedstawionych w tym artykule filmów, z tego co tam powiedziano, z tego na co wskazuje fizyka współczesna, z tego co czujemy, z tego co wynika z Wielkiej Zmiany 21 12 2012! Pomyślmy jakich narzędzi użyć by dokonać zasadniczych zmian w otoczeniu i jak zastosować praktycznie całą tę wiedzę.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć, jeśli uznajemy taki obraz świata i dziejów Słowian, jaki przedstawiono powyżej. Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć jeśli uznajemy nową Teorię Meta-Paradygmatu, czyli Nieskończonej Świadomości, która kształtuje poprzez naszą zbiorowość- Słowiańszczyznę i poprzez nas indywidualnie, przez Słowian, materialny świat wokół nas?

Pierwszy wniosek wydaje się prosty i oczywisty, lecz będzie znów szokujący.

Jesteśmy tym kim jesteśmy i znajdujemy się w takiej fazie rozwoju w jakiej się znajdujemy oraz zajmujemy taki obszar jaki zajmujemy oraz stanowimy taką część światowej populacji Ludzi jaką stanowimy dlatego, że TAKA jest NASZA ZBIOROWA  i INDYWIDUALNA ŚWIADOMOŚĆ NAS SAMYCH – SAMOŚWIADOMOŚĆ GRUPOWA. To znaczy że Stan Ogólny Naszej Świadomości Słowiańskiej pozwolił nam znaleźć się w tym właśnie miejscu Świata i jego Cywilizacji w jakim jesteśmy.

Drugi wniosek.

Świadomym oddziałaniem niewielkich grup stanowiących 1 promil populacji możemy zmieniać świat Materialny wokół nas. Zobaczmy jak wielki wpływ na świat miały jednostki wyrosłe w naszej kulturze – pojedyncze osoby, takie jak Mikołaj Kopernik, jak Immanuel Kant, jak odkrywczyni RAdonu Maria Skłodowska-Curie, jak słowiańscy wynalazcy i naukowcy, a także artyści, którzy dali światu wiele kulturalnych przełomów (byłyby to dziesiątki nazwisk, które musiałbym tutaj wymienić, nazwisk formatu Chopina czy Strawińskiego).

Wniosek Trzeci.

Każdy z nas naprawdę posiada poprzez własną Świadomość i użycie jej jako narzędzia wpływ bardzo wielki na kształt Materialny Środowiska wokół nas i na realizację własnych indywidualnych celów. To nasze środowisko to nie mała zaściankowa Polska wykrojona przez Stalina, lecz całe nasze dziedzictwo od Kamczatki do Atlantyku, cały świat w którym żyjemy – to dzisiejszy obszar naszego Słowiańskiego Plemienia – to mamy zagospodarować. Same połacie azjatycko-syberyjskie wystarczą na pokolenia, a przecież nasza Ziemia jest tam wszędzie, gdzie są Polacy(Słowianie) i ich własność.

Czwarty wniosek.

Powinniśmy zrobić wszystko aby upowszechnić tę wiedzę jaką posiadamy pośród wszystkich Słowian na Świecie, wszystkich ludzi o słowiańskim pochodzeniu, o słowiańskich korzeniach – we wszystkich językach jakimi się dzisiaj nasi genetyczni pobratymcy posługują (pali, hindi, angielskim, niemieckim i innych).

Wniosek piąty – Granica.

Wspólnota języka mówionego która w zasadzie sięga Niemiec, Skandynawii, Bałtów, Rumunów, Węgrów, Iranu i Indii, USA i innych krajów, a na pewno obejmuje wszystkie języki mówione Słowian – ta wspólnota językowa ułatwia nam formułowanie wspólne myślokształtów, bo myślokształty (myślowe obrazy) mają dwie składowe Słowo-Dźwięk (Głoskę i Melodię)oraz Obraz. Nasze SŁOWA są wspólne w bardzo wielkim podstawowym zakresie i wypowiadając myśl, emanując ją posługujemy się tym samym zakresem dźwięków i tym samym obrazem – w obszarze 1 miliarda istnień ludzkich. Ten stan rzeczy ułatwia także przekazywanie sobie wiedzy bezpośrednio od świadomości do świadomości. Nie korzystamy przy tym z języka angielskiego , który jest teraz powszechnie używany do porozumiewania się werbalnego, korzystamy z języka wewnętrznego przyrodzonego naszemu duchowi. NIECH TAK PO WSZE CZASY ZOSTANIE. Przekazujmy sobie wiedzę i informacje każdą możliwą drogą.

Wniosek Szósty – Życie.

Nasz Język jest naszym skarbem narodowym. Skarbem narodowym jest też Wiara PRZYRODZONA Słowian którą propagujemy. Dlaczego? Bo ona uczy nas w jaki sposób rozmawiać z Bogami/Energiami/Świadomością Nieskończoną/ Światłem Świata, którego jesteśmy częścią. Uczy nas poznawać siebie bez ograniczeń, uczy rozmawiać Samemu ze Sobą, uczy nas jak Być Cząstką Boga i być samym Bogiem jak dotrzeć do Samego Siebie do swojej Najwyższej Części Rdzenia Istoty Świadomej.

Wniosek Siódmy – Szczęście (Zdążanie).

Organizujmy wielką wspólnotę i wspólnie dotrzyjmy do jak największej liczby Słowian z wiedzą, którą tutaj przedstawiamy, uczyńmy wszystko by powstały liczne wydawnictwa, telewizja, radia, czasopisma, portale upowszechniające tę wiedzę – twórzmy Kulturę Słowiańską, oryginalną nie naśladującą Zachód – Naszą Którą od nas będą brać inni.

Wniosek Ósmy – Spełnienie

Przy pomocy Wspólnych Aktów Świadomości, przy pomocy wspólnoty informacyjnej i wspólnoty wiedzy, dokonajmy Wielkiej Zmiany Polski, działajmy wspólnie dla naszego bieżącego dobra i dla PRZYSZŁOŚCI. W ten sposób przez akty Świadome i Działanie świadome jesteśmy w stanie zmienić wszystko jak zechcemy i nadać krajowi pożądany, pomyślany przez nas kształt – Ziemi Wolnej od DESTRUKCJI OBECNEJ POLITYKI i OBECNEGO NEGATYWNEGO ŚWIATOPOGLĄDU, od KULTU Śmierci!!!

Czy tych wszystkich konstatacji jakie znalazły się tutaj we wnioskach nie słyszeliśmy już kiedyś, i czy  są to rzeczywiście całkiem nam obce słowa?! Ja jakbym to już słyszał tysiące razy. Nie, nie są nowe, rzeczywiście mówimy o tym i powtarzamy te sekwencje od dawna. Rzecz w tym,  że na te postulaty bardzo dobrze znane – musimy spojrzeć inaczej, od strony SPRAWCZEJ SIŁY NASZEJ INDYWIDUALNEJ, OSOBISTEJ ŚWIADOMOŚCI

Φ

Na koniec przytoczymy dwa artykuły i fragmenty dyskusji, które wnoszą do naszej wiedzy tę istotną wartość, iż potwierdzają, że przede wszystkim Słowianie mają problem ze swoją Słowiańskością i z jej umiejscowieniem w strukturze dziejów Świata oraz w odpowiednim miejscu współczesnej układanki tego świata. Potwierdzają też one wspólne nam wszystkim poczucie manipulacji PRAWDĄ w przeszłości i obecnie. Potwierdzają naszą obserwację, która nie jest tylko naszą specyficzną obserwacją Rodzimowierców, ludzi mających rzekome poczucie „mniejszości”, a w związku z tym spojrzenie ksenofobiczne i upatrujące zagrożeń tam gdzie ich nie ma.Te artykuły potwierdzają także, że Polska i Polacy nie potrafią się odnaleźć w zawierusze dziejów i szczególnie mocno odczuwają „Słowiańską chorobę” polegającą na braku poczucia „przynależności” do określonego kręgu tradycji i ciągłości dziejowej. Potwierdzają konieczność integracji ruchu narodowego wokół kwestii przywracania Poczucia Zakorzenienia wśród Polaków i szerzej Słowian. Potwierdzają istotność pracy jaką tutaj dokonujemy dla krzewienia wiedzy o Słowianach i ich roli, miejscu i dziejach oraz prawdziwej rdzennej Wierze Przyrodzonej Słowian.  Wreszcie artykuły te i dyskusje potwierdzają, że każdy kto dotyka tematu Słowiańszczyzny musi się liczyć z zapiekłym kontratakiem tzw „europejczyków” i tzw „ludzi o korzeniach sięgających roku 966″.  Potwierdzają też, że dyskusje jakie się u nas na blogu toczą, toczą się także gdzie indziej przy okazji takich artykułów – nie są naszą specyfiką Blogu Wiary Przyrodzoney Słowian, ani naszego ruchu rodzimowierczego.

Pamiętajmy że Wiarę Przyrody wyznaje co najmniej 420 milionów Słowian – Potomków i Nosicieli krwi o haplogrupie Y-DNA R1a1 oraz I. Nie jesteśmy żadną mniejszością, a nasza Słowiańska Wiara odrzucając pośrednictwo kapłanów i przyjmując światopogląd naukowy, może stanowić wzorzec nowoczesnego podejścia do kontaktu Człowieka z Bogiem, Boga w Człowieku z Bogiem Nieskończonym  i Człowieka z Człowiekiem samym w sobie.

Artykuł z 2.`10 2011 Nowy Ekran

Poskrob Ruska, a znajdziesz Polaka

Rzecz o wpływie badań genetycznych na kwestię pochodzenia Polaków.

„Tytuł artykułu jest cytatem z wypowiedzi jednego z badaczy genetyki Igora Rożańskiego”

Genetyka stanowi jedną z najmłodszych nauk. Sekwencjonowanie ludzkiego genomu dało początek rewolucyjnym odkryciom, których większość dopiero przed nami. Jednym z najciekawszych zastosowań genetyki jest archeologia. Archeologia genetyczna stanowi swego rodzaju „Świętego Graala” badań nad prehistorią. Od czasu pierwszych prac opartych na analizie DNA w latach 90ych rozwiązano więcej zagadek archeologicznych aniżeli przez ostatnie 100 lat. Badania prowadzone są cały czas. Z dnia na dzień pojawiają się nowe fakty, nowe wyniki badań zmieniających dotychczasowe postrzeganie prehistorii.

Jednym z najciekawszych elementów badań archeologii genetycznej są badania nad pochodzeniem Słowian. Przez dwieście lat toczono spory na temat historii ludu, który zajął pół Europy. Przełomowe w tym zakresie były prace A. Klyosowa oraz P.A. Underhilla z lat 2008-2011. Jak widać badania te są bardzo świeże, jednak już zmieniły całkowicie postrzeganie naszej historii na całym świecie. Na całym świecie oprócz Polski i Niemiec oczywiście. (Warto zastanowić się, dlaczego polscy „naukowcy” nie przyjmują do wiadomości, że tezy, którymi nadal karmią swoich studentów zostały całkowicie obalone. Nie mniej, nie jest to temat tego artykułu.)

Analiza haplogrup Y-DNA stanowi obecnie najskuteczniejszą metodę określania pochodzenia danej społeczności i jej korzeni prehistorycznych. Ludność słowiańska zaliczana jest do grupy Indo-europejskiej, określanej szeroko haplogrupami R1. R1a1 – ludy słowiańskie, R1b1 – ludy celtyckie. Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a
image

Mapa 19 – Ludność Hg Y-DNA R1a1 w Europie i Azji Mniejszej. Ta mapa nie jest zbyt dokładna ponieważ nie zamalowano na różowo Peloponezu gdzie mamy historycznie poświadczoną ponad 400 letnią dominację Słowian, którzy tworzyli tam krainy plemienne niezależne od Bizancjum stosunkowo niedawno – są to czasy od około 550 do 950 roku n.e. To samo dotyczy Krety gdzie Haplogrupa Y-DNA R1a1 jest obecna w sporym procencie, także na granicy Turcji  i Iraku jej obecność sięga ponad 20%, a ponad 10% udział jest w całym obszarze Turcji. Nie pokazano tutaj  dalszych związków słowiano-tureckich w Azji Centralnej, które obejmują wschód aż po Chiny i Indie.  Gdyby zakreślić tutaj linię 10% udziału R1a1 w Europie, zasięg powiększyłby się o jeszcze inne obszary, np. Sycylię, i sięgnąłby dalej na zachód – np. objąłby Francję, Północne Włochy i Bawarię, która jak wiadomo przez Boj-Awarów była związana po kolei z Wenetią, Lęgią-Lugią (Ślęgią), Harusją i Caroduną (czyli Białą Chorwacją), a potem z Hunalandem, Awarią i Wielką Morawą. 

Jak widać, największe zagęszczenie ludności tej szerokiej grupy występuje w Polsce. Warto zwrócić uwagę na fakt, że pośród Serbów Łużyckich współczynnik ten jest jeszcze wyższy. Obecnie badacze toczą spór o kolebkę tych ludów. Jak wiadomo, zarówno R1a1, jak i R1b1 wywodząc się z bardzo rzadko dziś spotykanej haplogrupy R i jej następcy R1. Spór toczy się pomiędzy zwolennikami ałtajskiej oraz irańskiej kolebki tych ludów. Ważną informacją jest fakt, że haplogrupa R wykształciła się 20 000-34 000 lat temu, natomiast R1 około 18 000 lat temu. Haplogrupy R1a1 oraz R1b1 są niewiele młodsze od R1. Jak wiadomo, jest to okres ostatniego większego zlodowacenia. Jest wysoce prawdopodobne, że niewielka ilość osób posiadających R1 świadczy o gwałtownym zmniejszeniu się populacji ludzkiej w tamtym rejonie. Duża ilość osób z R1a1 oraz R1b1 zdaje się natomiast sugerować emigrację tych w cieplejsze rejony. Anatole Klyosow przedstawił niedawno swoją teorię dotyczącą migracji społeczności R1a1. Świat nauki przywykł już czujnie słuchać tez Klyosowa ponieważ jego wcześniejsze teorie, całkowicie sprzeczne z powszechnie panującymi znalazły potwierdzenie w twardych dowodach.(Jedna z jego teorii mówiła, że ludność R1b1 przybyła do Europy 4000-5000 lat temu, wypierając na zachodzie Europy prawie całkowicie ludy wcześniej zasiedlające te obszary. Na chwilę obecną poważni naukowcy przyjmują to jako udowodniony fakt.) Klyosow, w swoich pracach suponuje, że ludność słowiańska przybyła do Europy ze stepów ałtajskich przez bliski wschód (osada Catal Hoyuk) oraz Bałkany. Stwierdza on, że kultura Vinca (twócy pierwszego pisma na świecie!!!) była tworzona przez ludność słowiańską uciekającą przed potopem, który zalał wybrzeża Morza Czarnego 5600 lat przed naszą erą. Powszechnie uważa się, że kultura Vinca dała początek kulturom naddunajskim z kulturą Ceramiki Sznurowej(Corded Ware) jako ich apogeum w 3 tysiącleciu przed naszą erą.
image

Mapa 20. Rzut zasięgu kultur archeologicznych – warto porównać z mapami zasięgu haplogrup Y-DNA gdyż ludność o tych haplogrupach przebywa na tych terenach nieprzerwanie od około 10.000 p.n.e. a w wypadku Staroeuropejczyków od 25.000 lat.

Twarde dowody na tę tezę możemy wskazać dzięki poświadczonym przypadkom genomu R1a1 osób przypisywanych tej kulturze.

Bardzo ciekawe są również fakty związane z haplogrupą R1a1a1g oraz R1a1a1g2, zwanymi do niedawna R1a1a7. Grupy te są bardzo charakterystyczne dla społeczności zachodzich Słowian (na południu Polski ponad 30% samej tej podgrupy). Rozkład przedstawiam poniżej.
image

Mapa 21. Ta mapa uzmysławia najlepiej sytuację językową – Mimo dużego udziału genetycznego Słowian, z powodu germanizacji, w Niemczech nie mówią oni w swoim języku. Na Węgrzech mała procentowo grupa Madziarów haplogrupy N – narzuciła język 60 % reprezentacji R1a1, w Grecji 15% udział okazał się za mały aby narzucić język słowiański. Duży udział Słowian nie doprowadził do całkowitej slawizacji Rumunów, 15% udział Słowian wystarczył by wykluczyć język tureckich Bułgarów (mapa nie pokazuje na fioletowo Bułgarii – nie wiadomo czemu.  Nie zaznaczono też Czarnogóry na fioletowo i części Azerbejdżanu oraz ziem zachodnich Niemiec, północnej Francji, północnych Włoch gdzie udział R1a1 = 10%.

Wstępnie datuje się powstanie tej haplogrupy na 2000 lat przed naszą erą. Najstarsze odmiany możemy znaleźć w Serbii i Chorwacji (małopolskę utożsamia się z tzw Białą Chorwacją natomiast Łużyce z Białą Serbią). Bardzo ciekawym faktem dotyczącym dotyczącym genomów z grupy R1a1 jest informacja, że w wariancja tego genu u społeczności Polskiej jest większa aniżeli dla całej populacji europejskiej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że najprawdopodobniejszym rejonem, w którym nastąpił gwałtowny wzrost tej populacji jest Polska. Naukowcy na świecie są na chwilę obecną prawie całkowicie zgodni, że ludność słowiańska zaludniła tereny zachodniej Rosji z terytoriów Polski. Najazdy Scytów i Sarmatów stanowiły emigrację wsteczną ludności przybyłej na stepy z Polski.

Teza odnośnie prypeckich korzeni ludności słowiańskiej w dzisiejszych czasach uznawana jest za praktycznie obaloną. Istnieje zbyt wiele dowodów przeczących takiej wersji wydarzeń. Począwszy od kronik, skończywszy na badaniach DNA. Próbki z tego obszaru wskazują na obecność mutacji, które najpierw nastąpiły na terenach Polski, natomiast późniejsze (nawet dzisiejsze) próbki z Polski nie zawierają mutacji z bagien prypeckich. Jako istotną ciekawostkę przytoczę też fakt, że wśród społeczności brahminów hinduskich (którzy wywodzą swoje pochodzenie od Aryów) dominującym genomem jest R1a1, lecz nie R1a1a7 (R1a1a1g ani R1a1a1g2). Niektórych może martwić, że nie pochodzimy od nacji, która podbiła Indie i zaprowadziła tam swoje porządki (Sanskryt jest językiem satemowym, polskiemu bliżej do sanskrytu aniżeli np do angielskiego), ponieważ w momencie gdy wyruszali oni z Europy (lub północnego Kaukazu, badania trwają, niedługo poznamy odpowiedź) u nas żyli już ludzie z R1a1a7. Pocieszające jest natomiast to, że kultura łużycka była już typowo polska, (nawet krowy hodowali polskie ;) ) jednak to jest już temat na inny artykuł.

fragment dyskusji

  • Pierwsza fala nie mogła być celtycka. Jest na to bardzo wiele dowodów w postaci badań genetycznych. R1b1 czyli celtowie bardzo długo siedzieli w Anatolii i stamtąd około 2500-3000 lat p.n.e. migrowali na zachód, przez bałkany, gdzie bardzo intensywne było już osadnictwo grupy słowiańskiej (R1a1), lub drogą morską przez wyspy. Podobnie nijak się ma późna migracja Polan ze wschodu na zachód. Na wschodzie R1a1a7 nie występuje, wykształciła się ona gdzieś na terenach Polski/Łużyc/Słowacji prawdopodobnie w czasie gdy celtowie dopiero się osiedlali w Europie. Różnice względem Twoich przekonań są takie, że było dokładnie na odwrót. Obawiam się, że spojrzałeś tylko na mapkę, a nie przeczytałeś tekstu.
    Andarian 02.10.2011 21:05:26
  • @Andarian
    Dziwna wydaje się wędrówka z Anatolii przez Bałkany – czy pozostały jakieś ślady?
    Czy nie bardziej przekonująca jest droga lądowa na północ od M. Czarnego?Nie jestem biegły w tych sprawach; pytanie: jak to się ma do do takiego słowiańskiego zwyczaju, jak Wieczerza Wigilijna, który pochodzi z Iranu obecnego, a powstał już po migracji indyjskiej?
    Krzysztof J. Wojtas 02.10.2011 22:01:26
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Koncepcja migracji na północ od M. Czarnego stanowi wersję alternatywną jednak brak na nią dowodów archeologicznych. Osobiście skłaniam się ku wersji o morskiej drodze kolonizacji celtyckiej lub też przez Egipt, Libię, Sycylię i Italię. Wersję tę wydaje się potwierdzać badanie DNA Tutenchamona (R1b1). Kwestia wieczerzy jest ciekawa i postaram się zagłębić w ten temat. Skąd pochodzą dane, że jest to zwyczaj młodszy aniżeli 1500 lat p.n.e. ? Od kiedy w Iranie panują takie obyczaje?
    Andarian 02.10.2011 22:22:59
  • @Andarian
    Bardzo ciekawie wygląda obecność polskiego R1a1a7 na południowym wybrzeżu Szwecji i na wschodnim wybrzeżu Danii, jak równiez samego R1a, na długo przed wytworzeniem się zjawiska Vikingów, którzy musza zatem być w bardzo znacznej częsci elementem słowiańskim, co choćby pokazuje obecność R1a na Islandii zasiedlonej całkiem niedawno uwzględniając skale czasową z notki.”Obawiam się” że już niedługo padnie argument o szwedzkim/skandynawskim pochodzeniu założycieli Rusi, jak również okaże się, że ‚szwedzcy” vikingowie tak bardzo sprawnie pływali po rzekach na terenach słowiańskich, bo z łatwościa mogli porozumiec się z miejscowymi władcami i wynegocjowywać dobre warunki na przemiesczanie się.

A co do Wieczerzy wigilijnej. Dla mnie to równie ważny ślad jak te potwierdzone badania DNA. Co więcej, zwyczaje są kulturowe i nie związane z genotypem. Czyli wpływ współżycia razem, a nie zasada plemienna.
Przy migracjach – zawsze jest możliwość kontaktów międzyplemiennych. I są to zazwyczaj inspiracje rozwojowe. Takie jednostki – mają szansę, przez zwą odmienność, uzyskać znaczącą rolę w plemieniu. To zwykle przekłada się na ilość „śladów genetycznych”.
Warto to rozważać.

Święto Yalda – odpowiednik wieczerzy wigilijnej jest świętem narodzin Mitry. Mitra w zaratuszianiźmie stanowił najpotężniejszą emanację Ahury Mazdy. Ponieważ w czasie najazdu Aryów w Iranie panował mazdaizm, Mitra był jednym z przyczynków do zreformowania mazdaizmu w zaratuszianizm. Mitra stanowi punkt wspólny wierzeń hinduistycznych z zaratuszianizmem.

niederlausitzwappen    Przepiękny Herb Łużyc

Wigilię zaś należy utożsamić z najważniejszym z gahambrów – świąt zaratusztriańskich – Now Ruz. Now Ruz był obchodzony przy równonocy wiosennej. Chodzi o wigilię Now Ruz – dzień i noc poświęcona ducom przodków . I porównać to z naszą wigilią i zwyczajami.

To, że kalendarz „pojechał” – to inna sprawa. Z czasem rzeczywiście był przy przesileniu zimowym. Gody – to godzenie się na służbę. Istnieją również Jare Gody – zgodne kalendarzowo z Now Ruz. Nowy Rok w zaratuszianizmie ma miejsce w dniu równonocy wiosennej. Pośród wielu elementów tego święta można wskazać malowanie jajek, chowanie słodyczy w ogrodzie i wiosenne porządki, które i u Nas są praktykowane tyle, że na Wielkanoc. Owszem, wiele zwyczajów z Now Ruz my praktykujemy w Wigilię, ale nie oznacza to, że święto to przybyło do nas ze wschodu.
Wieczerza; brak śladów tej formy w hinduizmie – na pewno nie w tej formie. Są natomiast opisy podobnych zwyczajów w Asyrii i na terenach Iranu. Zatem zwyczaj jest późniejszy.
Wiele przemawia, że powstał już w ramach zoroastryzmu, acz tu trzeba chyba odrzucić wersję Eliade, że Zaratusztra żył „500 lat” przed Aleksandrem (Macedońskim).
Raczej należy sądzić, że Zaratusztra żył około 1200 lat przed Chrystusem.
Niemniej zwyczaj zdaje się powstał około 1000 lat p.Ch. – co pozwoliło na jego utrwalenie i rozpowszechnienie wśród plemion słowiańskich ostatniej fali migracyjnej.
Uważam, że teza o naddunajskim pochodzeniu słowiańskiej kultury i rozwinięciu jej na ziemiach polskich niedługo nawet w Polsce będzie powszechnie uznawana jako właściwą, ponieważ popartą największą liczbą dowodów.mapoflusatia

Mapa 22. Oto co nam Słowianom z Nadłabia pozostało, same Łużyce okrojone do minimum. Napis Sakska – pokazuje nam zgermanizowanych stosunkowo wcześnie Saksonów, potomków Scytyjskich Saków. Ten genetyczny związek jest wprost zawarty w nazwie plemienia i kraju Sak-sonia (Saka-son, po scytyjsku-prasłowiańsku zapisano by to Saka-sais). Tradycję Scytyjską i Słowiańską nazywania syna po ojcu zachowaną dobrze do dzisiaj w Rosji przyjęli od nas Skandynawowie, gdzie częste sa nazwiska typu Lars-son, Gunar-son itd.

Nie zgadzam się z teorią, że Słowianie przybyli na ziemie Polskie ze wschodu w VI wieku. Nie zgadzam się z twierdzeniami, że była to dzicz pozbawiona obyczajów, przyjmująca wszystko co im podsunięto pod nos. Nie zgadzam się również z teorią, że Słowianie ukształtowali swój etnos i zwyczaje na wschodzie, skąd przybyli wypełniając pustkę pogermańską. To wszystko są teorie wysysane z palca na polecenie politbiur i gabinetów propagandy. Przytoczyłem bardzo konkretne argumenty obalające te tezy. W swoim artykule, w komentarzach do pańskich odpowiedzi, a także we wcześniejszym tekście „Lech, Czech i … polityka historyczna”.
Argumenty te w błyskawicznym skrócie to:
z powyższego artykułu:
1.Brak na wschodzie genu r1a1a7 wykształconego 4000 lat temu.
2.Najwyższa wariancja dla genów r1a1 u polskiej społeczności.
3.Twardy materiał dowodowy łączący kultury naddunajskie (Ceramiki Sznurowej w szczególności) z genomem r1a1
4.Zbieżność świąt słowiańskich z aryjskimi ( samo w sobie nie definiuje kierunków migracji ).
5.Słowiańskie imiona przywódców wojujących z Rzymianami (Radogost, Ariowit)
6.Kronika Nestora jasno mówi skąd przybyli Słowianie (z terenów Panonii)
7.Wskazanie u Tacyta, że ludy Suevów (wg mnie byli to Słowianie) posługiwali się wspólnym językiem, różnym niż pozostali Germanie.

Mogę także wskazać wiele innych argumentów, jak np zbieżność technologii budowy umocnień między Słowianami w VI-XII wieku, a technologią kultury łużyckiej.
Pan przytoczył jedynie argument o współwystępowaniu zwyczajów świątecznych w Polsce, Iranie i Białorusi, który sam w sobie nie określa kierunku migracji (chociaż niektórzy etnolodzy by polemizowali, że w społecznościach emigrujących tradycje utrzymywane są silniej).

@Andarian
Myślę też, że trzeba też ułozyć scenariusz zasiedlenia terenów Polski i środkowej Europy po zejściu lodowca. Lodowiec ostatecznie schodzi około16 tys a temu, dalej (b.krótki lub długi) interwał w którym ziemia powoli staje sie przydatną do uprawy, i dalej scenariusz migracji według haplogrup…
To dla pólnocnej Poslki…
Scenariusz dla innych częsci Polski będzie identyczny ale przesuniety czasowo…
Coś mi sie zdaje, że to nie będzie „scenariusz dla naszych sasiadów” korzystny, bo wydaje się oczywistym, logicznym i zdroworozsądkowym, że ludzie podążali za ustepującym lodowcem, czyli z południa a północ.Natomiast szybkość dostepności ziemi do uprawy jest zgodna z mapą wystepowania poszczególnych zlodowaceń, czyli mapy zasiedleń powinny być jej negatywem dla czasowego określenia zasiedlania ziem.Posiłkuje sie brykiem:)
http://edudu.pl/print-sciaga-zlodowacenie-polski,5ae12bd18488bc579b30Lodowiec nie przekroczył Karpat, zatem ziemie naddunajskie były naturalnym i najblizszym rezerwuarem imigrantów.
Co o tym sądzisz?
nadużycie link skomentuj
OHV 05.10.2011 10:43:41

@OHV
Niestety nie posiadamy żadnych dowodów na tak wczesne rozwinięcie się rolnictwa, chociaż ostatnio i tak drastycznie wydłużono historię upraw ziemi. Do niedawna przyjmowano, że rolnictwo rozwinęło się 4-5 tys lat p.n.e. Na chwilę obecną przypuszcza się, że pierwsi rolnicy zamieszkiwali okolice Gobekli Tepe 11-9 tys. lat p.n.e. Potwierdzają to badania okolicznej dzikiej pszenicy, która zdaje się być przodkiem dzisiejszej pszenicy hodowlanej. Gobekli Tepe swoją drogą jest chyba największą zagadką archeologiczną współczesnych (megalityczna świątynia kilka tysięcy lat starsza od piramid !!! świadomie zasypana przeszło 7 tys. lat p.n.e.). W okresie po ostatnim zlodowaceniu (ostatni okres zimny 11,6 tys lat temu) istniały świetne warunki do życia u wybrzeży jeziora Czarnego (do 5600 p.n.e. był to zamknięty akwen słodkowodny). Tak więc rolnictwo chociaż powstało zaraz po ostatnim zlodowaceniu, rozprzestrzeniło się dopiero 2-3 tysiące lat później. Ma to swoje rozsądne wytłumaczenie. Zarówno genetycy, jak i archeologowie są zgodni, że ostatni glacjał stanowił wąską szyjkę butelki dla wszystkich ludzi na świecie. Populacja ludzka zmniejszyła się w tym czasie wielokrotnie. Zanim odbudowano populację do tego stopnia, że musiała szukać nowych miejsc do zasiedlenia minęło trochę czasu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że również 12000 lat temu miał miejsce ostatni okres bardzo dużej aktywności wulkanicznej (właśnie zaczyna się następny). Także pierwszymi ludźmi, którzy zasiedlili nasze ziemie po lodowcu były społeczności zbieraczo-łowieckie, które nie miały jednak tak dużego przyrostu naturalnego by zasiedlić te ziemie. Większe zasiedlenie miało miejsce właśnie przez rolników-prasłowian z kultury KCWR po „potopie” nad Morzem Czarnym, która przekształciła się w kulturę Ceramiki Sznurowej.
@Andarian
Szkoda że takie ciekawe kwestie, są prezentowane w oparciu głównie o stronę której autor nagina rzeczywistość do swojej wizji (R1a1-Słowianie, R1b1-Celtowie – w paleolicie biegający za mamutami – właściwie rozumiem? Przecież tego nikt na poważnie brać nie może, a jeśli czytający nie ma żadnej wiedzy na ten temat to jak może wyłuskac z tego tekstu fakty, bo i takie się pojawiają?)A teraz co jest z grubsza faktem.
R1a-M458 (R1a1a1g) z jej subkladem R1a-L260 (R1a1a1g2) wywodzi się z terenów Polski, i jest ona ścisle związana ze Słowianami.
A skoro tak to:
a.) nie było żadnej pustki (po prostu skądś sie ci Słowianie musieli brać zaludniając szczególnie Czechy, Słowacje, Wegry, mniej Bałkany, a później np. tereny Rosji czy Białorusi)
b.) Słowianie musieli żyć na naszym terenie okresie Imperium Rzymskiego, ale skoro ta nazwa nie była wówczas znana, pojawiali się pod innymi nazwamiR1a – jest związane z Indoeuropejczykami (Y-DNA archeologiczne w postaci R1a!), to jedyny łącznik w postaci konkretnej haplogrupy Y-DNA, z tym że najważniejsza jest tutaj R1a1a1-M417. Nie chodzi o to że starsze R1a nie mogło jej towarzyszyć – bo mogło, ale to ona stanowi 99,9% R1a i to ona jest u Słowian jak i Hindusów, itd.
Skandynawskie vel germańskie R1a jest własciwie nieobecne u nas.Sprostuje kilka rzeczy.>>>>>”Tytuł artykułu jest cytatem z wypowiedzi jednego z najwybitniejszych badaczy archeologii genetycznej Igora Rożańskiego”To raczej powtórzenie tytułu wywiadu, jaki ukazał się w rosyjskiej prasie z faktycznym NAUKOWCEM.
Link do wywiadu -> http://www.gazeta.ru/science/2008/01/14_a_2552231.shtml
Tu praca której tyczył się wywiad -> http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0002929707000250
Faktycznie tytuł dobry. Po pierwsze obalono bzdury o (etnicznych) Rosjanach, że są to tylko zeslawizowani Tatarzy/Ugrofinowie. Po drugie rzeczywiście w Rosji, czyli w wiekszosci to teren średniowiecznej ekspansji Słowian, często widać konotacje z terenami Polski. W innych badaniach DNA, Rosjanie albo są tak blisko Polaków jak Ukraincy, albo bliżej. Natomiast Bałtowie umieszczani są za Rosjanami, i bliżej Ugrofinów.Co to za dziedzina archeologia genetyczna?Wykopujemy czyjeś szczątki sprzed tys. lat i badamy jego DNA?
Rożański się niczym takim nie zajmuje, więc jednym z „najwybitniejszych” badaczy tej dziedziny być nie może.
On po prostu, amatorsko próbuje wydzielić na podstawie publicznie dostepnych haplotypów danych haplogrup (tu ściśle R1a1a1) jej części składowe (haplogrupa po prostu słabo zbadana), i określić na tej podstawie skoro brak znanych dzisiaj SNP, pokrewieństwo jednych z drugimi, co w związku z najnowszymi (to nie żart – z wczoraj, i z zeszłego tygodnia) wynikami prywatnych badań, można to już dzisiaj powiedzieć – słabo mu wychodziło (mieszał gałęzie odrębnych subkladów: Z284 i Z280).>>>>>”Ludność słowiańska zaliczana jest do grupy Indo-europejskiej, określanej szeroko haplogrupami R1. R1a1 – ludy słowiańskie, R1b1 – ludy celtyckie. Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a”Proponowałbym mniej lektury strony ks. Pietrzaka – a więcej naukowych badań ;)
Jak wszyscy doskonale wiedzą – zachód Europy (tak – tam własnie dominuje R1b) jeszcze w starożytności zamieszkiwały ludy (chyba nie ma potrzebyw wymieniać?) nie-Indoeuropejskie, zastała po nich np. topo-, hydronimia, przekazy, czasem pismo. I właściwie indoeuropeizacja do dnia dzisiejszego się nie zakończyła – bo mamy taki lud jak Baskowie – jedni z rekordzistów jeśli idzie o częstotliwość R1b-M269 (R1b1a2). Ta haplogrupa w Europie występuje głównie pod dwiema postaciami – R1b-U106 (R1b1a2a1a1a) popularniejsza w północnym obszarze wystepowania, jak i R1b-S116 (R1b1a2a1a1b) w południowym.
Inne (indoeuropejskie? :D) R1b-V88 (R1b1c) mamy np w Kamerunie – http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n7/full/ejhg2009231a.html, właściwie ściśle związane jest z jedną z grup jezyków afroazjatyckich ( dawniej pod nazwą chamito-semickich http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n7/extref/ejhg2009231x3.xls ), a których ślady mamy np. w niektórych celtyckich, czy germańskich. Jeszcze inne R1b-M73 (R1b1b1) mamy w Azji, dzisiaj dość ściśle związane z grupą językową turecką, ale tu jako ciekawostkę można podać że jeśli badano daną grupę, to własciwie w każdym wypadku wychodził jej młody wiek u tej grupy (np. Baszkirzy) z silnym tzw. efektem założyciela – i właściwie można lokować jej rozwój u poszczególnych grup – dopiero od momentu wejścia Turków(-utów) na arene historyczną (swoją drogą często w przypadku różnych haplogrup, jest tak u tureckojęzycznych, ze stepu i wschodniej Azji). Z tym że R1b-M73 jako haplogrupa oczywiście jest starsza. I w przypadku R1b na tym tutaj zakończe.>>>>>>”Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a” – ja jednak korzystałbym z rozkładu zalinkowanej wcześniej rosyjskiej pracy. Ma więcej wspólnego z rzeczywistością (choć np. nie widać wartości z Małopolski czy Pomorza (Kraków-64%, Lublin-62,5%, Gdańsk 60% – ale tu zapewnę średnią podnieśli Kaszubi) .
http://www.sciencedirect.com/cache/MiamiImageURL/1-s2.0-S0002929707000250-gr3.jpg/0?wchp=dGLbVlk-zSkzS>>>>>>”Obecnie badacze toczą spór o kolebkę tych ludów. Jak wiadomo, zarówno R1a1, jak i R1b1 wywodząc się z bardzo rzadko dziś spotykanej haplogrupy R i jej następcy R1Nie znam przypadku, aby o kimś dzisiaj można było z całą stanowczością powiedzieć że posiada „R*” bez dalszych znanch dzisiaj mutacji, określających kolejne haplogrupy. Zmieniło to (w zeszłym roku) odkrycie SNP – M479, który definiuje dzisiaj haplogrupę „R2″ (Indie, Pakistan i okolice, dawne R* u ludów np mongolskich to właśnie R2-R2-M124 http://malyarchuk-bor.narod2.ru/JHG_11.pdf ). I chyba podobnie jest z R1*. Ponieważ (o ile to robiono) testowano zazwyczaj dwa SNPy okreslający R1b – M343, i SRY10831.2 (lub cześciej M17) a one okreslają nie R1a*, a R1a1* i R1a1a* – więc co kryje się w pracach naukowych pod pozycją R1* nie bardzo da się odpowiedzieć.>>>>>>” Spór toczy się pomiędzy zwolennikami ałtajskiej oraz irańskiej kolebki tych ludów.”Co takiego?
Co z Europą?>>>>>>”Ważną informacją jest fakt, że haplogrupa R wykształciła się 20 000-34 000 lat temu, natomiast R1 około 18 000 lat temu. Haplogrupy R1a1 oraz R1b1 są niewiele młodsze od R1. Jak wiadomo, jest to okres ostatniego większego zlodowacenia.”

W sporej mierze to te daty, to tak troche patykiem po wodzie.

Ale nie o to chodzi. Najbliższym krewniakiem haplogrupy „R” jest haplogrupa Q (np. Indianie), w przypadku „ugro-fińsko-bałtyckiego” „N” jest to „chińskie” „O” itd. – ale to oczywiście czasy lodowców, mamutów itp.

Gdzie urodziło się R* i R1* – pewnie Azja (Bliski wschód to obszar narodzin R1b, R2 w okolicach Iranu/Pakistanu, Q to Indianie, cmentarze Xiongnu, u l. tureckich itd.)
Gdzie urodziło się R1a*-M420? Tego nikt nie wie (posiadacze tej haplogrupy wystepują od W.Brytyjskich po Iran, w Indiach brak) – a więc mogło w Azji, a mogło w Europie z przybyłego R1*
R1a1*-SRY1532.2 też jest szeroko rozrzucona ( np. Szwecja, Polska)
R1a1a*-M17 podobnie

Ale to wszystko to moze promil lub mniej (0,01%?) w stosunku do najważniejszej haplogrupy pod postacią R1a1a1*-M417 pochodzącej najprawdopodobniej z czasów neolitu. A którą mozemy przypisać Indoeuropejczykom.
I która wreszcie zaczyna się dzielić (a ściśle odkrywany jest jej podział – szczególnie dzieki http://www.1000genomes.org/about) na kolejne.
Dzisiaj wygląda to tak.
Przedstawie dane pewne.
Dominująca w Skandynawi (i na Wyspach) R1a1a1 – M417+ Z284+
Dominująca w Europie kontynentalnej R1a1a1 – M417+, Z280+
Dominująca na wschodzie (Azja) R1a1a1 – M417+,Z93+
Oprócz tego R1a1a1g-M458 która na pewno jest Z93-, Z280- w przypadku SNP Z284 wyniki testów są oczekiwane na dniach.
Z tym że grupy Z284+ i Z280+ powinny być związane SNP – Z282 ( i M458 jeśli nie będzie posiadała Z284) a te powinny być związane kolejnym (Z645) z Z93+. A krewniakiem tej całej grupy będzie – europejskie (a scisle północno-zachodnioeuropejskie) R1a1a1*-M417 (a w tej grupie R1a1a1-L664)
W postaci drzewka wygląda to mniej więcej tak -> http://www.box.net/shared/buv3hsglnv1gb0sj4p0y

Tłumacząc to na polski. ;)
Haplogrupa R1a1a1*-M417 powstała w Europie (całkiem możliwe że w środkowej). To stąd rozprzestrzeniła się np. na wschód, do Azji (i Indii). Potwierdzenie 100% dadzą tego stwierdzenia oczywiscie badania archeologicznego Y-DNA.

„Anatole Klyosow przedstawił niedawno swoją teorię dotyczącą migracji społeczności R1a1″ – którą rzeczywistość błyskawicznie obaliła (wykopki Haaka w przypadku KCWR – F*, G2a3). Pomysł na droge R1a (no właśnie o jakie konkretnie mu chodziło?) Z Ałtaju via Catal Hoyuk via Bałkany to jedna z większych bzdur z jaką się można spotkać w tych kwestiach (chociaż jest większa tycząca się R1b, autorstwa… Klyosowa)

„R1a1a1g…. Najstarsze odmiany możemy znaleźć w Serbii i Chorwacji (Małopolskę utożsamia się z tzw Białą Chorwacją natomiast Łużyce z Białą Serbią).”

Co można znaleźć???

„..że w wariancja tego genu u społeczności Polskiej jest większa aniżeli dla całej populacji europejskiej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że najprawdopodobniejszym rejonem, w którym nastąpił gwałtowny wzrost tej populacji jest Polska” – oznacza to coś innego. Że na naszym obszarze się rozwijała, jak i z naszego – najprawdopodobniej – obszaru pochodzi. Polecam pracę na ten temat http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n4/full/ejhg2009194a.html

SNP – nie jest genem; polecam definicje. SNP to mutacja punktowa, a więc nie może być zróżnicowana ponieważ wówczas mielibyśmy do czynienia z innym SNP. Zróżnicowany jest haplotyp danej haplogrupy.

>>>> „ponieważ w momencie gdy wyruszali oni z Europy (lub północnego Kaukazu, badania trwają, niedługo poznamy odpowiedź) u nas żyli już ludzie z R1a1a7.”

Inne R1a wyparowało z terenów Polski? Skąd ten Kaukaz?

Jeśli np. Indoeuropejczycy wykształcili się w Europie (środkowej? wschodniej?) to rozprzestrzeniając się, nie wędrowali zwartą masą (całościowo) z jednego miejsca w drugie, tylko kolejne grupy oddzielały się gdy reszta pozostawała w ojczyznie – o ile ją jakieś klęski nie wygnały czy zniszyły to trwała, ewoluowała językowo, a te kolejne oderwane grupy wchodziły w interakcje z obcymi grupami językowymi, co sprzyjało zmianie języka i powastawaniu odrębności (jednym z pierszych osiągnieć indoeuropeistyki było odkrycie że celtyckie to też IE), oraz w trakcie tego rozprzestrzenia się dochodziło do powstawania potomnych haplogrup. Logiczne jest że jeśli dany SNP, powstał u potomstwa w innym miejscu, i czasie to nie mógł być obecny w „gnieżdzie”.

A teraz pytanie – skąd pewnosc że R1a1a1g-M458 już istniało? Może gdy grupa Indoeuropejczyków która nazwała się później Ariami, wchodziła do Azji to ta mutacja albo istniała na niewielkim obszarze i liczbie, kariere robiąc o wiele później, albo dopiero ta mutacja pojawiła się, albo miała się pojawiać u jakiegoś mieszkańca dorzecza Odry lub Wisły? Więc jak jednocześnie można było być właściwie na dwóch kontynentach, w tym samym czasie?

________________

ps.
Pod wczesniejszym wątkiem Pirx napisał:

„świadomość narodową, niezależnie od płci, przyjmuje się raczej po linii żeńskiej.”

A to jakieś fakty?
Bo te tyczące się Słowian, nie posiadających własnego państwa, a żyjący w obrębie organizmu państwowego innej nacji to mówią coś przeciwnego. Łużyczanie posiadaja R1a 63,4%, R1b-8,9% (a i proporcje pozostałych haplogrup są właściwie podobne do Małopolski R1a-64%, R1b-8% mniej więcej w bo w tym R1b może być.. zawarte starsze R1a), za to tuż za miedzą w granicach tego samego państwa bo Lipsk (ziemie wcześniej słowiańskie) sytuacja wygląda tak 27,1 % R1a (nawet sporo w porównaniu do rdzennych ziem germańskich np. Moguncja 8,4%-R1a 44,2%-R1b) a R1b-43,1% – już wiadomo dlaczego w Lipsku mówi się inaczej niż rodzima grupa etniczna?
Chętnie poznałbym badania ludności Śląska mówiącej (i która ją zachowała) po polsku z terenów które utraciliśmy na kilka stuleci. Bo Kaszubi R1a również mają ponad 60%. Natomiast jeśli znasz badania mtDNA tych trzech/czterech grup to się chetnie zapoznam, aby sprawdzić jak to po stronie „matczynej”. I którym grupom bliżej do siebie.

„a na przykład w prawie talmudycznym – wyłącznie.” – W przypadku tej nacji niesie to spore konsekwencje w przypadku Y-DNA, cały euroazjatycki bukiet haplogrup, zazwyczaj z młodymi, ale rozbudowanymi liczebnie kladami w tym i R1a-(głównie Z93+, L342+)

 

Artykuł w Nowym Ekranie z lipca 2012:

Praźródło.

Jeśli mam cień racji, grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo.

Oto moja, cokolwiek naciągana hipoteza, proszę nie brać jej zbyt dosłownie.

Wolałbym nie mieć cienia racji, bo:

Powiedzmy, że we wczesnych latach siedemdziesiątych, grupa wpływowych biznesmenów, pochodzenia, hmm, eskimoskiego, lub Czukczów, postanowiła zostać sponsorami ogromnej akcji badawczej.

Chodziło bowiem, o ostateczną rozprawę z bredniami wygenerowanymi przez program badawczy Trzeciej Rzeszy, poszukującej korzeni Rasy Panów, oraz z „odkryciami” grupy Ahnenerbe .

Wszystko ubrano w nazwę „program poszukiwania mapy genomu człowieka” i miało chodzić rzekomo wyłącznie o badanie praprzodków Homo Sapiens oraz tras wędrówek poszczególnych ludów.

Zanim badania zaczeły przynosić wyniki, minęło ponad dwadzieścia lat.

Nauka poczyniła znaczne postępy, dobrano się do Mapy Genomu.

Można było precyzyjnie określić czas i, nawet w przyblizeniu, miejsce powstania poszczególnych mutacji oraz róznicowania plemion.

Wreszcie, dzięki archeologom, językoznawcom, etnologom i genetykom, zweryfikowano ostatecznie dotychczasowe teorie na temat Wędrówek Ludów.

Wyniki, okazały się szokiem dla konserwatywnych środowisk naukowych, wywróciły dotychczasowy stan wiedzy o 180 stopni.

A sponsorzy, przerazili się, szokującego odkrycia, którego elementy  tu i ówdzie już opublikowano.

Trzeba było ograniczyć popularyzację wyników akcji, którą wcześniej z takim hukiem przeprowadzano.

Jednocześnie, nabrali pewności, co do natychmiastowej konieczności dezintegracji pewnej grupy genetycznej, która mogłaby odebrać im zawłaszczony status Narodu Wybranego.

Zwłaszcza, że, po latach niewoli, zaczęła ona powoli, odzyskiwać samoświadomość.

I wyrastać na lidera wśród podobnych sobie.

Pojawił się przywódca, zdolny przeciwstawić się hegemonii lokalnego imperium.

Sytuacja się zagęściła, po wydarzeniach w Gruzji.

Należało teraz działać bardzo szybko i zdecydowanie…

„Straszny Film Osiem”, powie któryś Troll.

A jeśli mam choć cień racji.

To grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo, lub los Aborygenów.

Wszystkim.

fragment z dyskusji pod artykułem na pewnym forum

„… Jeśli cała akcja badań Genotypu i Wędrówek Ludów nie była humbugiem, obliczonym na wydojenie budżetów i wypranie kolosalnej kasy, to cisza nad wynikami jest zadziwiająca.
Wygląda, że sponsorzy akcji przerazili się czegoś, niekoniecznie akurat związanego z moimi mrzonkami.
Ale, gdyby…
Grozi nam wtedy eliminacja, nie tylko fizyczna, lecz akcja na miarę wymazywania imienia Echnatona i kultu Atona, obliczona na stulecia.
Nienawiść do Polaków i Polskości zyskuje nagle(nie wiem, czy tak „nagle”) udokumentowane naukowo, podłoże rasistowskie.
Polskie Obozy zyskują nowe znaczenie.
Wstyd z bycia Polakiem, staje się pożądanym orężem przeciw Odmieńcom.
A może taki status nam przeznaczono.
Nasza, procentowo największa jednorodność genetyczna, mimo lat wojen, gwałtów i mieszania krwi, może być postrzegana jako zagrożenie dla dzisiejszej Rasy Panów.
Dziś, gdy w nieoczekiwany sposób, zdobyli dowody na własne, tysiącletnie oszustwo, nie mogą dopuścić ich do powszechnej świadomości.
Wyszłoby wtedy, że jeden naród, samym swym istnieniem, zagraża całemu, już realizowanemu NWO.
Czy jestem Polskim szowinistą?
Uważam, że dla nas to kwestia fizycznego przetrwania….”

Mogę tylko przypuszczać.
Być może, haplogrupa R1a1a1, została potraktowana, jako potencjalni zdobywcy i dominatorzy, vide sukces i panowanie kasty Braminów w Indiach.
A nasz Nieprzyjaciel planuje na pokolenia naprzód.
Zadziwiająca jest też jedna okoliczność:
Polska to, jak ktoś powiedział, wycieraczka Europy.
Dawno powinniśmy skundleć, stać się mieszańcami, jak Niemcy.
Mimo to, geny zachowały się w wysokiej zawartości procentowej, podobna jest tylko w Indiach w kaście bramińskiej.
Być może są to geny dominujące.
Dlatego trzeba nas zlikwidować.
Pamiętasz słowa pieśni „Ludu Kapłański, Ludu Królewski, Zgromadzenie Święte, Ludu Boży, Śpiewaj Swemu Panu”.

Jeśli oni zdobyli na to dowody, jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Mamy przeciw sobie i ludzi i Przeciwnika.

Na dzień dzisiejszy, wynika z tego wyjaśnienie korzeni nienawiści, którą budzimy np. w Niemcach, Żydach Chazarskich czy innych nacjach nie mających obecnie własnego kraju.
Dawni Germanie nie byli genetycznie i terytorialnie tym , czym dzisiejsi Niemcy.
Dawni Żydzi nie byli genetycznie i terytorialnie tym, czym są dzisiejsi mieszańcy, podający się za Żydów.
Jako spadkobiercy starożytnej kultury i mieszkańcy tych ziem od czasów przedbiblijnych(jeśli brać dosłownie datowanie Starego Testamentu) powinniśmy odbudowywać narodową dumę.
Ostatnie odkrycia wskazują na to, ze cywilizacja rozwinięta w Środkowej Europie, powstała na długo przed Sumerem.
Jeśli Niemcy, potrafili wzbudzić w sobie dumę z bycia Aryjczykami, nie będąc nimi, cóż my?
Iran, obecnie państwo teokratyczne, ma wokół samych wrogów, głównie z powodu błogosławieństwa złóż naturalnych, na których jest położony.
Czy sytuacja z łupkami nie jest podobna?
Nie obudziliśmy się z tysiącletniego snu, a już chcą nas zniszczyć.
Dopóki nie jest za późno- ŚPIĄCY MUSI SIĘ OBUDZIĆ.
Analogia z „Diuną” Herberta, nieprzypadkowa.
Tam, rdzenni, dziesiątkowani mieszkańcy, mieli wielki skarb wody, którego nie mogli użyć.
Jednak wygrali, dzięki swej wyjątkowości i charyzmatycznemu przywódcy.
Także, dzięki przebudzeniu duchowości, którą pogardzali najeźdźcy.
Śpiący musi się obudzić.
Tak nam dopomóż Bóg.

Wandale z Księgi Popiołów

Wandale

W średniowieczu w Europie powszechnie uważano Polaków za Wandali np. Tyran Dagome(Polski) Mieszko I nazwany był dux Wandalorum ~ ‚księciem Wandali’.

Tak też uważał Marcin Bielski i przytaczał na to fakt samoświadomości Polaków, bo jeszcze w jego czasach Polacy tak się sami określali gens Vadalorum (naród Wandali) (Marcin Bielski) ~ ‚A nawet ieszcze y dziś w kościele spiewaią „Bendic (Wendik-Wenedów) regem cunctorum, conuersa gens Vandalorum”. Skoro pięćset lat temu uważaliśmy się za Wandali i tysiąc lat temu w Europie nazywano nas Wandalami to trudno uznać by ten pogląd był fałszywy zwłaszcza, że do dziś zamieszkujemy pierwotne terytorium Wandali.

Wandale-Wandalici, Wandali – Wanda – Wanta (zachodniopolskie) – Banta (wschodnie Chorwackie) – Wątek (Wontek-Wantek-Wentek), permutacja słowa sznurek-węzełek-żyłka (mieć wenęsmykałkężyłkę do czegoś), stąd Wenedowie, Weni, Veneci, wiążący notujący słowa, nasze imię z czasów dominacji Słewskiego Wolinu Wizymierza, Wandale w 406 poprzez Francję – Hiszpanię dotarli do byłej Kartaginy, że to z pochodzenia Słowianie świadczą do dzisiaj często szerokie twarze tamtejszych Berberów (Barbarzyńcy), też nastąpiła u nich zmiana imienia z Wandali na (al)Mora’widów, a u nas na Mora’wian czy to sugestia czy przypadek, znana jest sprawa poselstwa od Wandali europejskich do Wandali afrykańskich, ok. 450 roku w którym domagali się od tych ostatnich zrzeczenia praw do majątków w Polsce, Gąsiorzyk się na to nie zgodził, istotne jest w tej informacji to, że 50 lat po wywędrowaniu dużego według „Historii Sekretnej” ówcześnie 80 tysięcznego (nie licząc kobiet i dzieci) ugrupowania naszych sił zbrojnych, istniało Państwo prawa respektujące ich prawa majątkowe w kraju ich pochodzenia, co za tym idzie tzw. Hunowie Atylli nie mogli tego państwa w najmniejszym stopniu zachwiać. Trzeba tu przypomnieć, że być może próbowali ale po bitwie nad Nedao (Nedą-Nidą) tzw. Huni Atylli przestali odgrywać większą rolę w Europie.

Słowinik Starożytności Słowianskich (SSS) str313 hasło Wandalowie:

Fragmenty hasła…

Około 290 roku doszło do konfliktu pomiędzy Wizgotami (Therwingi) i Tajfalami z jednej, a z Wandalami i Gepidami z drugiej strony. W rezultacie długotrwałych konfliktów pomiedzy Wandalami a Sarmatami i Wizygotami około 335 roku Wandalowie poniesli wielką klęskę, w której poległ ich król Wisumar (Jordanes, Get.113 i n). Z powodu klęski Wandalowie musieli opuścić swoje dotychczasowe siedziby (iuxta flumina Marisia, Miliare et Gilpil et Grisia; wg L. Schmita: Marosza oraz Biały, Czarny i Szybki Keresz) i zająć nowe w Panonii.

(zwróćmy uwagę na znane z naszych kronik imię Wizymira – Wizymierza prawie identycznie z imieniem Wisumara, kronika Prokosza sytuuje panowanie Wizimira prawie na ten sam okres co panowanie Wisumara)

”Nieuchwytne są początki średniowiecznych koncepcji wywodzenia Słowian (lub wręcz Polaków) od Wandali. W wieku VIII-IX nazwą Wandali oznaczano niekiedy mieszkańców Panonii, zarówno Awarów jak i Słowian.

Annales Alemanici pod rokiem 790 użyły tego określenia po raz pierwszy w stosunku do Słowian połabskich. Podobnie Adam z Bremy: ”a Winulis qui olim dicti sunt Wandali”.

W żywocie św. Udalryka bpa augsburskiego z końca X w., Mieszko I został nazywany ”dux Wandalorum”.

Mistrz Wincenty Kadłubek … pierwszy w polskiej tradycji przekazał tą legendę… (Wandalowie/Wandalici=Polacy).

Koncepcja ta w XIII i XIV wieku znalazła licznych zwolenników w Polsce i zagranicą.”

Zdrój Jana (1966 – 1972): czyli złamać własne „milczenie” i monopol Mediów Władzy dla Naszej Przyszłości

Posted in sztuka, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 13 Sierpień 2012

Skład zespołu:

gitara solo, vocal – Jerzy Wójcik (1946-1989)

gitara rytm. fort.wiola, voc. – Jacek Ukleja

gitara bas, voc. – Jerzy Kołacz / Paweł Partyka

fort.voc. – Rafał Marchewczyk

Klawiset,organy – Piotr Walewski

inst.perk., tamb. voc. – Ryszard Antoniszczak

perkusja – Marek Wilczyński

elektroakustyka – Jerzy Kołacz / Paweł Partyka

Miałem szczęście, poznałem osobiście Ryszarda Antoniszczaka – późniejszego autora doskonałych filmów animowanych,poznałem Rafała Marchewczyka (potem brał udział w  filmie „A imię moje Kinga” produkcji Crackfilmu),  jak i Marka Wilczyńskiego – autora muzyki do kilku utworów Zdroju Jana, a później do wielu filmów rysunkowych, a także właściciela studia dźwiękowego, po 1990 roku. Z Markiem Wilczyńskim pracowałem przy okazji produkcji filmowych w Crackfilmie (1996-2001). To on odbył tournée po Polsce i Stanach Zjednoczonych z Allenem Ginsbergiem, towarzysząc mu wraz z gitarzystą Stevenem Taylorem, na perkusji oraz syntezatorach. Crackfilm – o czym wtedy nie wiedzieliśmy, myśląc, że wreszcie jesteśmy w wolnej Polsce, był  jak się wkrótce okazało producentem niewygodnego – tzw. Drugiego Nurtu w III RP i został przez towarzystwo z Warszawki wykluczony, wyrzucony za burtę z całą premedytacją, jako niewygodny kontynuator idei wolności, ale zwłaszcza jako producent filmów katolickich – w czasach kiedy mało komu przychodziło do głowy kręcić dokumenty o pielgrzymkach, miejscach kultu i przechowywania szczególnych relikwii tej religii, czy np. o katolickich świętych. Uczestniczyłem w tych produkcjach („Poczajów – Wyspa Miłości”, „Częstochowa – Wyspa Miłości”, „A imię jej było Kinga”, „Róg Marksa i Obrońców Krzyża”) podpisując się pod nimi obiema rękami, bo było dla mnie wtedy, w 1996 roku, jasne, że jest to jeden ze sposobów poszerzenia płaszczyzny wolności. Nie zanosiło się wtedy na otwartą wojnę między Opcją Czerwoną i Czarną w Polsce (co obserwujemy dzisiaj), panowała też swoista koegzystencja między wszystkimi opcjami – zdawało się że wolność pozwoli każdemu znaleźć swoje miejsce, chociaż epizod z „Polskim łącznikiem” wycofanym już po składzie z Wydawnictwa Literackiego przez nowe kierownictwo w 1992 roku, wskazywał, że dzieje się coś niedobrego. Wtedy mało kto posiadał wiedzę w Polsce o kulisach Okrągłego Stołu gdzie Postkomuna, Socjało-Syndykaliści z KOR i Czarni (Chrześcijańska „Demokracja”) rozdzielili między siebie Nasz Kraj.

Polska i Polacy przywykli przez wieki niewoli do milczenia. Do milczenia i do propagandy Władców, a także do dezinformacji okupantów.

To obiegowa opinia. Ale czy rzeczywiście do tego wszystkiego przywykli? Czy można do tego przywyknąć? Czy przypadkiem nie mają już dość!

To jest teoretycznie wakacyjny artykuł rozrywkowy, poświęcony rozrywkowej muzyce, który jak to u nas na blogu, nie jest miałki, pozbawiony sensu. Nie jest też, jak to często gęsto bywa w masowych mediach, pozbawiony wartości informacyjnej (skażony wręcz dezinformacją), a więc nie jest  całkowicie bezwartościowym „złodziejem” waszego cennego czasu. Czas to bardzo cenna rzecz jaką mamy do spożytkowania na Ziemi.

Postaramy się zatem tutaj opowiedzieć coś o naszych trudnych dziejach i pokazać jakiś nieznany lub mało znany aspekt współczesnej Rzeczywistości w jakiej żyjemy, w  powiązaniu z tymi dziejami. Współczesność jest bowiem wypadkową i konsekwencją zdarzeń z przeszłości. Postaramy się i tutaj – na przykładach zdawałoby się błahych wskazać te miejsca w Rzeczywistości III RP, które stanowią o jej neokolonialnym charakterze.

Neokolonializm oznacza wtórność i naśladownictwo, bo niewolnik nie istnieje sam dla siebie, on istnieje tylko dla swojego pana i stanowi jako jednostka jego, czasem zwierciadlane, a czasem krzywe, odbicie. W skali społecznej oznacza to społeczeństwo będące odbiciem, kalką obcego lecz panującego jako wzorzec społeczeństwa dotychczasowych swych oprawców i ujarzmicieli. Najczęściej nie jest to odbicie zwierciadlane – czysta kalka, lecz właśnie twór wykoślawiony – jak w krzywym odbiciu, komiczny i straszny zarazem – bo tkanka społeczna kraju neokolonialnego jest tkanką trawioną swoistym rakiem – nie jest zdrowa ani normalna – jest poprzerastana wynaturzeniami.

To jest już Zdrój Jana trochę skomercjolizowany, który próbował się przystosować do cenzury i zaistnieć. Kompromis między sztuką i wolnością a PRL nie był możliwy

Chcę podziękować wszystkim uczestnikom tego Bloga , wszystkim osobom, które tutaj publikują, które się tutaj wypowiadają i dyskutują za to, że aktywnie zabierają głos. To niezwykle cenne.

Przełamując wyuczone – można rzec – wyssane z mlekiem matki, nawyki do milczenia i bierności łamiemy bowiem monopol tych, którzy chcieliby nas zagadać i narzucić nam Jedyny Słuszny Punkt Widzenia oraz Jedyną „Prawilną” Wizję Polski oraz tego co się w niej na bieżąco dzieje, a także w przeszłości działo.

Przełamać własne milczenie i bierność, wyjść do ludzi, podzielić się z nimi wiedzą, wygłosić swój sąd na jakikolwiek najbzdurniejszy nawet temat- jaki by on nie był ten sąd – to niezwykle cenne. Każdy z nas ma prawo być miejscami płytki i naiwny, ma prawo posiadać wyrywkową wiedzę, ma prawo błądzić i zmieniać zdanie, bo przecież poznając wciąż nowe fakty uczymy się rzeczywistości. Przełamać nawyk milczenia to jest pierwszy krok do tego by kiedyś przemówić pełnym głosem – własnym głosem – bez żadnych kompleksów.

Odsyłam z wielką przyjemnością do ich strony domowej : Ryszardy.pl

Że te nawyki bierności i milczenia mamy to jest pewne, bowiem nie może być inaczej z ludźmi w kraju, który ma za sobą 250 lat niewoli i cenzury oraz terroru policyjnego. Mamy do zrobienia długą samowyzwoleńczą drogę, która jest drogą przez własne ograniczenia i niestety  starciem z obecnym ciągle w naszym kraju aparatem propagandy Kolonialistów i ich krajowych tubylczych popleczników, którzy się stali klasą posiadającą, a w istocie są Odbiciem Porządku Społeczności Zdobywców w Krzywym Zwierciadle, są Karykaturą Zdobywców.

Oczywiście klasa posiadająca w Polsce to nie tylko oni – Neokolonialiści i ich Tubylczy Naśladowcy – ale w dużej, przeważającej części są to właśnie oni. Miejmy jasność, że żadnej Klasie Posiadającej na świecie, z natury rzeczy, nie zależy na wyzwoleniu świadomości w masach od niej zależnych, ponieważ nie może ona popierać niezależnego myślenia i nurtów odmiennych od tych, nad którymi panuje przy pomocy swoich pieniędzy.

Umieszczam bez obaw te utwory na naszej stronie – bo ci ludzie, wielcy twórcy, ludzie których  potraktowano w Polsce niegodnie, także w III RP odmawiając im należnego miejsca w dziejach i prawdy na temat tychże dziejów – to moi przyjaciele. Nie ma obaw, że wytoczą mi proces, albo będą żądać wycofania materiałów z takiej strony jak TA – Ze strony poświęconej walce o wolność i równość.

Dzieje składają się z rzeczy i spraw wielkich ale także i mniejszych albo całkiem małych. Pokazywanie przeszłości z zafałszowaniem powoduje, że nikt nie może sobie znaleźć właściwego miejsca w Teraźniejszości – Ukazanie prawdy o przeszłości, na odwrót –  pozwala wszystkim  wejść w naturalny sposób we właściwą rolę w Nowej Rzeczywistości Niezakłamanej.

Prosty przykład: To że nie ukarano zabójców górników z kopalni Wujek – ani tych co ciągnęli za cyngiel, ani tych co ciągnęli za sznurki – jest konsekwencją przyjęcia jako oficjalnej doktryny państwowej kłamliwej wersji dziejów, w której Generał Jaruzelski OCALIŁ Polskę od sowieckiej inwazji.

Klasa Posiadająca w Polsce stosuje całą gamę środków cenzurujących i propagandowych dla podtrzymania oficjalnej państwowej doktryny dziejów. Środki te rozwinięto w ciągu ostatnich 20 lat „naukowo”. Od czasów komuny i PRLu – Stalina i Gomułki, czy od czasów Goebelsa i Hitlera udoskonalono je w sposób zasadniczy.

Przy okazji podróży przez muzyczny świat drugiej połowy XX wieku – świat który został starannie ocenzurowany, a miejscami wręcz „wykasowany ” i „wykastrowany” przez Cenzurę PRL, przedstawimy tylko dwa ze sposobów działania Klasy Posiadającej i Władzy Która Tę Klasę – i nikogo więcej – Reprezentuje.

Pod tym linkiem Zdrój Jana z koncertu na żywo: http://www.youtube.com/watch?v=P9-EjO9Y8WQ&feature=relmfu

To już faza mocno skomercjalizowana, bo oczywiście „spece” od nagrań wiedzieli lepiej co wyeksponować i jak ich nagrać żeby stracili swoją „drapieżność” – to nie mogło się udać, było wbrew duchowi tego zespołu i idei psychodeliki – to spiwnicznienie, sprowadzenie ich do „klatki przyswajalności dla reżimu” musiało doprowadzić do upadku. Ich żywioł to szał i stroboskopowe światła i pękające jak zapałki pałeczki perkusisty, to czad jakiego nikt sobie wtedy na świecie nie wyobrażał – czad punkowy-  w czasie kiedy nikt nie stosował  takiej poetyki muzycznej. Światła stroboskopowe pokazały się kilka lat później dopiero, w kultowym amerykańskim filmie, nowej fali niezależnego kina nowojorskiego „Chłodnym Okiem”, jako chwyt filmowy – obrazek z klubu (kto wie czy nie przeniesiony tam z Klubu pod Ręką przez jakiegoś polskiego emigranta).

Tutaj utwór „Rdest”,  który nie da się skopiować z niewiadomych powodów:

http://www.youtube.com/watch?v=l_ZRsfXbKQ8&feature=relmfu

Żeby nie było tak sieriozno, lecz wakacyjnie i wesoło, w słonecznym nastroju sierpnia, przepleciemy ten artykuł zdjęciami  i linkami do dawnej muzyki – tej muzyki, którą dawniejszy establishment chciał zniszczyć, zabić, wymazać, skazać na zagładę i zapomnienie, a która dzisiaj żyje i wzbudza po 40 latach na Zachodzie okrzyki zachwytu i niedowierzania.

Trudno im przyjąć, Tam na Zachodzie, do wiadomości, że nie byli faktyczną awangardą, a raczej że byli nią dzięki wyłącznie szczęśliwemu trafowi, trudno zaakceptować, że coś takiego w ogóle istniało poza USA i Wielką Brytanią –  nad Wisłą,  że było to tak doskonałe. Trudno im tam zrozumieć, że nie dopuszczono do tego by to zostało pokazane na świecie, bo przecież to było do przodu w stosunku do sztuki zachodniej i propozycji muzycznych tamtych czasów. Tak – zgadza się, było. To samo uczyniono z polskim kodyzmem jako nurtem literackim i plastycznym powstałym w latach 1978-1981, który w muzyce nie znalazł wtedy swojego wyrazu – a którego zastosowanie praktyczne zobaczyliśmy dopiero w roku 2012 na Otwarciu Olimpiady w Londynie.

Ryszard Antoniszczak (znany również jako Richard A. Antonius, ur. 7 stycznia 1947 w Nowym Sączu[1]) – plastyk, pisarz, scenarzysta, reżyser filmów animowanych, autor książek i filmów o Miki Molu – molu książkowym. Członek i autor tekstów zespołu Zdrój Jana[1]. Autor eurosagi przygodowej Ósma Wyspa -Tajemnice Qanarii. W książce tej przedstawia również gramatykę stworzonego przez niego języka, Atlango.[potrzebne źródło]

Od 1981 r. mieszka w Szwecji. Jego bratem jest Julian Antonisz.

Filmografia

  • Żegnaj paro! (1974)
  • Miki Mol (1975)
  • Bajki zza okna (1992)
  • Miki Mol i Straszne Płaszczydło (1996)

W 1968 roku brzmienie takie jakie proponował Zdrój Jana, zespół chłopaków z ASP z Krakowa – hippisowska kapela podziemna, to było coś niesłychanego i na świecie przydarzyło się dopiero 10 lat później wraz ze słynnym koncertem punkowym The Clash, na londyńskim dachu.

Tutaj, w Krakowie była to muzyka ogólnego duchowego fermentu i spektakle, na których wychowywało się całe młode pokolenie buntowników rozpowszechniające przepisywane na maszynach w marnych kopiach , doskonałe tłumaczenia utworów Allena Ginsberga, zwłaszcza główne dzieło, dzieło  przetłumaczone przez J. W. Krzeszowskiego „Sutra słonecznikowa”, pokolenie sprowadzające do miasta mistrzów Zen i Jogi, współtworzące ruch Hare Kriszna w Polsce, przekładające z mozołem na język polski I Cing, czy propagujące grę w Go, wegetarianizm, ćwiczenia duchowe,wschodnie sztuki walki, magię i wiarę przyrody.

Zapraszam do artykułu na stronie ASP Kraków,

oto fragment:

Zdrój Jana ­– „Kiedy będę żałował”* (Wiadomości ASP nr 46) Jacek Ukleja

„Once upon a time…” Tak zaczyna się książeczka Ericha Segala „Yellow Submarine” . Jak bajka. A piękne obrazki Heinza Edelmanna – ukoronowanie tamtego POP’u – nadają szczególny wymiar opowieści o tym, jak The Beatles walczą Dobrem i Muzyką z Sinolami Wybrzydzaczami. Jak w bajce. I zwyciężają. Cały ten czas lat 60-tych był jak bajka. Byliśmy parę lat w tej bajce. W nierzeczywistości. Czego i wszystkim Wam życzę. Choć na chwilę życia.

Ta „bajka”, cały ten Cud, objawił się w nowej, autorskiej muzyce – w tej brytyjskiej interpretacji podstaw, czyli amerykańskiego bluesa i rockandrolla, można w skrócie powiedzieć. My tutaj (myślę o generacji), jako obserwatorzy tego cudu „z dalekiego kraju” za znacznie już zdezelowaną „żelazną kurtyną”, łapaliśmy krople tego, jak złoty deszcz, w marne radyjka – nocną porą nagrywaliśmy rzężące echa na magnetofony Melodia.

Jerzy Wójcik, 1946 –1989, (“Zdrojowy” Jimmy Hendrix)

cd na stronie ASP: Kiedy będę żałował – artykuł Jacka Ukleji

Część I – Cenzura i jej skuteczność

Zdrój Jana – czy ktoś im w czymś  pomógł? Na początku zapewne tak – taki był mechanizm, wciągnąć i potem spacyfikować. W PRL jeśli ktoś był naprawdę zdolny, to wykształcony przez sowieckie uczelnie aparat władzy wiedział, że nie należy robić sobie z niego wroga, bo przylepi Systemowi i Układowi niejedną łatę i to skutecznie – być może jeśli powstanie wielkie dzieło – będzie to „łata” przylepiona na wieki. Dopiero kiedy „oswajanie” twórcy okazywało się niemożliwe zostawał odrzucony z całą bezwzględnością.

Niebiesko Czarni – Naga – Wojciech Korda, Ada Rusowicz, Stan Borys: http://www.youtube.com/watch?v=teOzyJ_ZAK0

Takich zespołów jak Zdrój Jana – choć nie tak awangardowych, by mówić iż stanowiły zjawisko w skali świata i ówczesnej światowej muzyki – było w Polsce wiele i bywały wśród nich nieskończenie groźniejsze niż Zdrój. Jednak takiego zjawiska jak Zdrój Jana szczególnie szkoda. Polska jest specjalistką w zabijaniu sztuki i kultury – już casus Szukalskiego przed II WŚ tego dowiódł. Z takich groźnych naprawdę dla Systemu inicjatyw, choć nieco późniejszych można wymienić choćby  zespół Dupą Piotra Marka – ci nie mieli już zupełnie żadnej szansy nagrać choćby jednego kawałka, za to nieustannie nachodziła ich milicja. Taki był też zespół Brygada Kryzys, tacy byli Pudelsi.

Pierwsze walczące o wolność zespoły to oczywiście Rythm’ n’ Blues (zakaz występów już po 1 roku działalności) i Niebiesko Czarni oraz Polanie (uwielbiałem ich) – ale to była muzyka odtwórcza, podobnie jak wszystko inne, aż do Zdroju Jana.

Pudelsi Dupą i Piotr Marek – wstąpcie na stronę: http://pudel-pudelsi.blogspot.com/2011/02/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html . Ta strona pokazuje ducha niepokornego i niepokonanego

Pudel, Piotr Marek i jego syn – artyści wiecznie żywi – u Fotografa na Zwierzynieckiej

(powiększ)

Niebiesko Czarni to kamień milowy (razem z Klenczonem, Niemenem i Kordą), ale to koncesjonowane teksty pod zarządem kierowników literackich z PZPR.  Jeśli oglądacie Historię polskiego rocka z TVP Historia, to oglądacie stek kłamstw , to postpezetpeerowska historia rocka, Czerwona Propaganda. Czesław Niemen był w porządku i odegrał olbrzymią rolę, ale jego teksty wszystkie były „do kupienia” dla władzy – koncesjonowane. Tymczasem w kwietniu 1967 roku, kiedy w Polsce wystąpili Stonesi, istniał już Zdrój Jana, którego nikt z tych propagandystów z ekranu TVP nie chciał pokazać Polakom, a tym bardziej światu. Podobnie było 10 lat później – w 1981 roku z „Dupą” i później z Pudelsami czy wreszcie z Tiltem i Brygadą Kryzys (które jednak były nieco spóźnione – po punk rocku na Zachodzie).

Oto dobry tekst poświęcony Dupą: http://stilon-c60.blogspot.com/2009/02/dupa-bo-wiara-jest-jak-dupa-trzeba-ja.html

W tym filmie „Historia polskiego Rocka:” http://www.youtube.com/watch?v=BKqfLEat10k&feature=related - prawdę o Zdroju Jana mówi Kora, ale nie pokazuje się niestety tych świateł stroboskopowych, scenografii i efektu euforycznego, jaki wywoływały ich koncerty. Nie pokazuje się jak dym wali ze wzmacniaczy – wręcz odwrotnie na pierwszym planie dźwięczne a wielkie NIC. Po Zdroju Jana prześlizgnięto się w filmie zgrabnie, by przejść na grób Nalepy z 2007 roku – co za bezczelna manipulacja beneficjentów PRLu i III RP! Bezczelność – Breakout – to oczywista koncesja PRLu – blues to muzyka klasyczna rocka a nie żadna awangarda – chodziło o spacyfikowanie awangardy. I wykonano tę pacyfikację, bo chętni do oryginalności którzy stali w kolejce – jak Dżamble, Czarne Perły i dziesiątki innych – od razu zrozumiały co tu jest grane i woleli albo się wyłączyć albo się przyłączyć do wyznaczonego trendu – wbić się w ramy Systemu.

Tego co mogło być autentycznie polskie, oryginalne, własne – w Polsce nie chciano. Dlatego też jeszcze wiele lat później De Press korzystający z góralszczyzny w swoich utworach nie był możliwy do przyswojenia dla PRL, za to byli możliwi koncesjonowani i hołubieni Skaldowie.

W filmie nie widzę zespołu Osjan, ani Klanu. To było coś co się wymykało, razem z nieujarzmialnym na swój sposób Markiem Grechutą, który dobrze lawirował na granicy wolności i niewoli – oczywiście nie ma Piotra Marka – nawet Kora się nie zająknie na jego temat – nie ma oczywiście Dupą z Dreadhunterem.

Myślę, że w 1985 roku Piotr Marek miał już zupełnie dosyć – rozumiał, że Jarocin to tylko wentyl, a nie żadna wolność – wybrał wolność. Dzisiaj – patrzajcie no patrzajcie! – znów „ożywia się” Jarocin – dlaczego ? Bo potrzebny jest wentyl w związku z narastającym fermentem i nadciągającym wstrząsem społeczno-gospodarczym.

Konkluzja jedynie prawdziwa: Była w Polsce niezła muzyka rockowa, własna , oryginalna, oparta na naszej kulturze – ale zamordował ją totalitaryzm, bo prawdziwa sztuka jest mu obca. A jest mu obca dlatego, że prawdziwa sztuka obala mury – a namiastka sztuki tylko je wzmacnia. Polska muzyka rockowa była i jest koncesjonowana, jest namiastką i dlatego  byle kto byle czego TUTAJ nie zaśpiewa, tak jak Stuhr w Opolu  (też koncesjonowany, jak i Wajda – który musiał nie raz płacić robiąc „Lotne” i inne bzdety i do dzisiaj płaci swoim „Panom” różnymi akcjami politycznymi, jak i koncesjonowany był film „Wodzirej”, z którego narodziła się kariera Stuhra i całe kino „moralnego niepokoju” i cała w ogóle tzw „kultura PRL”).

Niekoncesjonowani skończyli w Polsce tak – jak na filmikach powyżej i w linkach poniżej i tylko tutaj (i na You Tube i na ich stronach domowych w Internecie) możecie ich oglądać i słuchać dzisiaj po 30, 40 latach – możecie sobie też kupić Rafała Wojaczka również po 40 latach, Wojaczka,  któremu wydali jeden zbiorek – a potem gdy nie dał się „kupić” zakończyli jego byt publiczny i artystyczne nadzieje. Też tego nie wytrzymał. Tak samo skończyłby Hłasko gdyby nie był Żydem – to mu dało szansę ucieczki do Izraela, tak skończyłby też Miłosz gdyby nie uciekł. Ale nie wszyscy mogli uciec – a raczej prawda jest taka, że uciec mogli nieliczni. Trwać tutaj to była sztuka. Możecie też sobie  poczytać kodyzm na czarnym pasku po prawej – który pochodzi z lat 1981 – 1990. Cenzura zatrzymała prawdziwą kulturę na rzecz pseudokultury koncesjonowanej – tej która w książce i filmie „Popiół i diament” wmawiała ludziom że walka powojenna AK i WiN to reakcjonizm uprawiany za pieniądze z USA, i że miejscem właściwym dla AKowców jest śmietnik historii a rolą właściwą do odegrania w dziejach jest śmierć na tymże  śmietniku.

„Śmierć buntownika”, której fragmenty tak ochoczo drukowała „Literatura” to „Popiół i diament 1970 roku”, roku w którym buntownicy kończą zastrzeleni na śmietniku, tak jak Maciek w „Popiele i diamencie” tylko że umierając recytują Sutrę słonecznikową Allena Ginsberga. Dlatego właśnie nigdy nie mogliście tej książki dostać do ręki i jej przeczytać. Próba „kupienia ” autora nie powiodła się – nie było jego zgody na koncesję – i usunięcie tego co niewygodne.

Düpą ostatni koncert Kraków 1985 (czesc1)

część 2 : http://www.youtube.com/watch?v=jBj63yFXMdU&feature=BFa&list=PL88E3B41826F94444

Oczywiście już bez Piotra, biegał tam jego synek po dworku Białoprądnickim. Byłem.

Jedną z metod tego odrzucenia niepokornych twórców przez PRL było nieustanne ich zwodzenie   perspektywą publikacji „niebawem” i rozmywanie oraz odwlekanie w czasie, jego definitywnej decyzji o przejściu do podziemia. To samo stosowano wobec Zdroju Jana – dając marchewkę w postaci muzyki do filmów i stosując kij w stosunku do innych ich działań – np. zabroniono występów w Klubie Pod Ręką i klub zamknięto.

Klan i Marek  Ałaszewski –  Nerwy Miast: http://www.youtube.com/watch?v=dMmvUBgUrrE&feature=related

Wiem dobrze o czym mówię, bo sam przeszedłem tę drogę w PRL, a potem w III RP. Te metody stosują do dzisiaj dobrze wyćwiczeni w tamtym okresie redaktorzy, zatrudnieni w oficjalnych wydawnictwach książkowych, muzycznych czy czasopismach. Stosują je ich uczniowie wytresowani do roli cerberów Ustroju przez Właścicieli tychże instytucji. Dopiero teraz dotykamy istoty cenzury amerykańskiej z lat 1968-1980, która spowodowała konieczność powołania niezależnego od Hollywood nowojorskiego podziemnego kina i prasy podziemnej – hippisowskiej w Kalifornii i podziemnych alternatywnych wydawnictw – Establishment amerykański także nie chciał publikować hippisowskich utworów muzycznych, książek i artykułów. Powtarzamy ten proces w Polsce współczesnej w nowym kontekście – Walki o Prawa Przyrody i harmonijny rozwój człowieka oraz o jego godność i wolność Polski.

Klan –  Z brzytwą na poziomki: http://www.youtube.com/watch?v=vzOZUbYlz8w&feature=related

Dzisiaj w Polsce mamy jednak zamiast czerwonej cenzury PRL, czyli odpowiednika burżuazyjnej cenzury Posiadaczy Gospodarki w Ameryce, także cenzurę czarną i cenzurę właścicielską Postkomuny, a więc w miejsce jednej Cenzury z PRL mamy 3 Cenzury, a w miejsce instytucji, z którą można było polemizować, bo miała wytyczone przepisami ścisłe ramy, cenzurę pozainstytucjonalną, niesformalizowaną, mogącą robić co się jej żywnie podoba.

Klan  – Automaty: http://www.youtube.com/watch?v=GqM0QNc9eKU&feature=related

Jest dla mnie cudem, że w ogóle kapela Zdrój Jana zaistniała publicznie w PRL – teraz miałaby także poważny problem żeby zaistnieć – lecz nie istniała wtedy najmniejsza szansa, aby ich muzyka stała się wyznacznikiem nowoczesności i rozwoju polskiego rocka, ba nawet najmniejsza szansa żeby została wylansowana i stała się popularna. Trend był inny – ku Czerwonym Gitarom i innym głupawkom do dzisiaj namiętnie pokazywanym w TVP jako istota muzyki tamtych czasów.

Romuald i Roman Kamień: http://www.youtube.com/watch?v=vvChWLosUX0&feature=related

piękna fraza prawie w całości zerżnięta z Tenn Years After

R & R – Człowiek : http://www.youtube.com/watch?v=efsHMkTF-j4&feature=related

Zasadniczą przesłanką do stosowania wciąż Cenzury jest jej bieżąca użyteczność. Pozwala ona w bieżącej chwili wykreślić z odbioru publicznego jakieś zjawisko i odsunąć w czasie je samo oraz skutki jego upublicznienia. Widać to doskonale na przykładzie Zdroju Jana. Ci którzy tę metodę stosują liczą, że albo nie zostanie ona rozpoznana przez co „głupszych i naiwnych” odbiorców, albo że oni sami nie zostaną zidentyfikowani jako jej źródło, gdyż są ukryci za plecami wystawionych na pierwszą linię redaktorów-siepaczy, policmajstrów Nowej Kultury Klasy Posiadającej. Liczą też że zostaną rozpoznani na tyle późno (jak i cały zastosowany  przez nich mechanizm), że sprawa się „przedawni” – zjawisko lub temat się zdezaktualizuje lub przebrzmi moda.

Klan: Nasze Myśli – http://www.youtube.com/watch?v=qcvaiwOZS9k&feature=related

Oczywiście przykład Zdroju Jana powinien podziałać na Właścicieli III RP odstraszająco, a także przykład amerykański, czy przykład Zachodniej Europy, gdzie „jedyny słuszny światopogląd” głoszony medialnie  przez długie lata, nie przetrwał, załamując się ostatnio pod wpływem warunków gospodarczych i technologicznych. Wikileaks – to jeden z przejawów owego załamania. Jednak im (Właścicielom) potrzebny jest głównie czas na utrwalenie swojego stanu posiadania i głębsze ukrycie się za nowymi prawami własności niezbywalnej, w tym własności intelektualnej także (bo któż ma siłę nabywania jej na własność jak nie oni).

Liczą też na to, że do odstrzału pójdą ich pracownicy – owi policmajstrowie z pierwszej linii – wykonawcy cenzury, a nie oni sami.

Choć przywróciliśmy dzisiaj do obiegu zbiorowego i do pamięci, a może też przed niektórymi osobami odkryliśmy cąłkowicie na nowo, a też oddaliśmy  tym artykułem niejako hołd Zdrojowi Jana i innym zespołom muzycznym, które PRL” zamordował”,  to pamiętajmy że te akty bezwzględnego terroru tamtej władzy opóźniły rozwój kulturalny Polaków o 40 lat. Teraz przechodzimy częściowo – jako zbiorowość wielka i pełna – a nie małe grupy zamknięte – procesy „intelektualne”, które już dawno się odbyły w tamtych małych zamkniętych społecznościach – jak krakowskie środowisko hippisowskie i artystyczne lat 60 -70. XX wieku.

Myślę, że możemy też inaczej spojrzeć na kariery takich zespołów, przedstawianych w Mediach Władzy jako bohaterowie walki z cenzurą i PRL-em jak na przykład  Lady Punk  czy Maanam albo Perfect, które były na tyle przyswajalne w końcówce PRLu aby je „wylansować” w III Programie Polskiego Radia, a potem wpisały się w pewnym momencie w System Władzy i przeszły na jej stronę, stając się częścią komercyjnej rozrywki. Nie jest to z mojej strony zarzut w ich kierunku, po prostu jedne grupy są mniej a drugie bardziej komercyjne, jedne nadają się do zawarcia cenzuralnego kompromisu i „oswojenia” inne nie.  Dotyczy to wszystkich twórców – jedni się nadają a innym nawet się nie proponuje, bo wiadomo jak to się skończy.  Głęboko patriotyczny, narodowy obóz do takiego oswojenia absolutnie się nie nadaje, stąd nawet stowarzyszenia Tradycji takie jak Niklot są oskarżane o propagowanie faszyzmu, podczas gdy propagują tradycję narodową, a książki tak niewinne jak powieść dla dzieci „Nowe Przygody Baltazara Gąbki” musiałyby zostać „przekręcone” o 180 stopni żeby stały się cenzuralne, w którymkolwiek z obiegów czy w Mediach Władzy czy w Mediach II, Czarnego Nurtu, a więc musiałyby zaprzeczyć samym sobie.

Pamiętajmy też, że decyzję o tym „mordzie kulturalnym” – nie tylko na muzykach ale przede wszystkim  na awangardzie literackiej i plastycznej tamtych lat (w tym na przykład na kodyzmie i nurcie nowej generacji buntowniczej lat 80-tych) podtrzymała następnie III RP – nadal własność tamtych władców z czasów PRL. Miejmy zatem świadomość, że obecnie funkcjonują 3 Polski – Polska Czerwona, Polska Czarna i Polska Zielona. Próby przylepiania Zielonych Inicjatyw do PostPRLowskiej „Lewicy” (partii Establishmentu i posiadaczy) są fałszywe, z góry skazane na przegraną i brak poparcia. To co prawdziwie Zielone wyrasta z Nas – Rodzimowierców i Naszej Tradycji Polski zakorzenionej od 10.000 lat nad Łabą Odrą, Wisłą, Dunajem i Dnieprem, a także z Naszych Nowych Koncepcji Narodu i Nowych Koncepcji Gospodarczych – redystrubucji zysku wynikającego z posiadania własności środków produkcji.

Słuchając TVP, TVN, Polsatu, czytając GW i inne Media Władzy miejmy cały czas świadomość KTO do nas przemawia ustami szczebioczącymi „prawdę jedyną ” i mizdrzącymi się do nas  pięknymi buźkami, miejmy świadomość w jakim celu nam to mówią Beneficjenci PRL przebrani w łaszki III RP.

Miejmy też świadomość, że w mediach opisanych powyżej stosuje się jeden z filtrów PRAWDY, ten służący Propagandzie Posiadających Środki Produkcji, ale w mediach II Nurtu – Czarnego – stosuje się inny jeszcze filtr – Filtr Propagandy:  Tych Którzy Sprawują Rząd Dusz i z tego doskonale żyją w swoim ziemskim wcieleniu. W tym wcieleniu swoim ziemskim, nie zamierzają oni również oddawać nikomu swojej „własności” – owych Dusz Którymi rządzą, ani Majątku jaki na wielowiekowym dojeniu  owych Dusz zbudowali.  Może się zdarzyć, że w Mediach Władzy zastosowany zostanie przeciw wam (nam) także ten drugi filtr – dzieje się tak wtedy kiedy realizowana jest polityka nie drażnienia przeciwnika.

Ja osobiście nie przewiduję żeby obóz Czarny mógł w Polsce kiedykolwiek dojść do władzy – ma on bardzo wąską podstawę poparcia – ale chwilowo i to może się zdarzyć. Wtedy będziemy mieć Polskę Zwatykanizowaną i wielki kłopot.

Jak by nie było kluczową sprawą jest przełamanie własnego milczenia, bariery obojętności która się wiąże z ostrożnością wpajaną nam przez nasze, nauczone tej ostrożności przez ponad 200 lat kolonializmu matki. Kluczowe jest także przełamanie monopolu informacyjnego tych dwóch opcji – to właśnie się dzieje – Cenzura w stosunku do takich zespołów muzycznych jak Bas Tajpan czy R.U.T.A. albo kapel hip-hopowych czy metalowych – czy wreszcie całej muzyki pogańskiej – jak Żywiołaka, Światogora, Leśnego Licha, Arkony czy innych – jest dzięki Internetowi nie skuteczna – Internet jest jedyną ostoją wolności jest też głównym ośrodkiem kształtowania się NOVEGO – prawdziwą ARKĄ NOVEGO XXI wieku.

Niebiesko Czarni mamy dla was kwiaty: http://www.youtube.com/watch?v=4pK05rA-Rkc&feature=related

 Część II – Teorie spiskowe, czyli dzielenie społeczeństwa

Apeluję żeby w publicystyce Alternatywnej Trzeciego – Naszego Nurtu – nie używać określenia mainstream i mainstreamowe media – to błąd, który legitymizuje propagandę, kłamstwo i głoszone przez Klasę Posiadającą oraz jej Władzę tezy. Te media nie są mainstreamowe- gdyż nie istnieje coś takiego jak trend „większości” – nie ma żadnej dającej się wyizolować i określić socjologicznie „większości”. Jest za to Klasa Posiadająca Środki Produkcji – jej jest Władza i jej są owe Media – więc są to Media Władzy lub Klasy Posiadającej.

Niestety nie rozśmiesza mnie ani nie bawi, kiedy Media Władzy w stosunku do jednych faktów zachowują się lekceważąco podczas gdy inne windują na szczyty zainteresowania publicznego przyklejając pierwszym etykietę „zmyśleń  i teorii spiskowej” a drugim „faktów rzeczywistych i istotnego wydarzenia”. Tak dzieje się gdy zamach na autobus w Bułgarii analizuje się i szuka spiskowych powiązań w oficjalnych mediach, tak jest gdy szuka się trzeciego i czwartego dna w spisku na papieża JP II, tak jest gdy szuka się np. w Polsce powiązań A. Breivika z neofasztystowskim sprzedawcą saletry i grafitu – natomiast celowe zadłużenie Grecji przez UE – to ma być teoria spiskowa

To zjawisko jest tak samo szkodliwe i działa na niekorzyść społeczeństwa w czasie rzeczywistym jak opisane powyżej zjawisko cenzury, jak korupcja i nepotyzm – to wszystko rujnuje wysiłki społeczeństwa i niszczy osiągnięcia ciężkiej wieloletniej pracy nas wszystkich.

Nagie fakty z jednego z wpisów pod artykułem w Onet.pl

Osiągnięcia rządu 2012-08-11

Pan premier ciężko pracuje,by żyło się lepiej – daje wam tu jego osiągnięcia.
Żeby nie było, że nic nie robi.

Rok 2012:
3 krotny wzrost podatku od “ użytków wieczystych “
Likwidacja prawie wszystkich ulg podatkowych
2 miliony Polaków w “ pętli zadłużenia “ na 30 mld. złotych. 14 mld. złotych długu na kartach kredytowych.
Zadłużenie samorządów – 12 mld. złotych.
Zadłużenie przedsiębiorstw – 240 mld. złotych.
Długi polskich banków komercyjnych – 60 mld. euro = ponad 240 mld. złotych,
Zagrożone kredyty gospodarstw domowych – 36 mld.
Polska tonie w długach; wszyscy, od noworodków do emerytów, jesteśmy zadłużeni po 21,5 tys. zł na głowę.
podwyżka cen energii
drastyczny wzrost bezrobocia
benzyna po 6 zł
podpisanie paktu fiskalnego
podpisanie ACTA
pan Tusk wywalczył w Unii prawo do zasiadania raz do roku przy stole państw strefy euro, na dostawionym stołku, dodatkowo Polska ma prawo milczeć.
podarowanie 7 mld EURO na ratowanie Grecji i ich 3x większych od naszych emerytur
podwyżka VAT do 23 % na ubranka dla dzieci ( POlityka prorodzinna w wykonaniu PO )
kompromitaca rządu w.s stadionu Narodowego
zrujnowana służba zdowia i kompletny chaos z listą leków
– 200 mln, złotych corocznych odsetek od elastycznej linii kredytowej 30 mld, euro, podpisanej przez Tuska z której nie korzystamy. 200 milionów corocznie w błoto !!!
– rzeczywista prywatyzacja służby zdrowia w Polsce. Ubezpieczenie społeczne wynikające z zapłaconych składek ZUS praktycznie nie istnieje. Leki i usługi medyczne są de-facto odpłatne. Bezrobotni maja być pozbawieni prawa do szczątków istniejącego jeszcze ubezpieczenia zdrowotnego. Nie masz pracy i pieniędzy – umieraj!
– W perspektywie Polacy będą płacili ok. 30% drożej za prąd ze względu na podpisany przez Tuska pakiet klimatyczny.
– Podatek katastralny w wysokości 1% wartości nieruchomości juz w 2014r.

2011:
zmniejszenie zasiłku pogrzebowego o 50%.
podwyżka podatku VAT
podwyżka AKCYZY
podwyżka podatku od ciężarówek
podwyżka opłaty klimatycznej
podwyżka składki rentowej
podwyżka wieku emerytalnego
podwyżka podatku gruntowego
podwyżka opłaty targowej
podatek od miedzi
akcyza na węgiel
uchwalenie ustawy drowotnej ( chaos w służbie zdrowia )
likwidacja ulg (jak na internet, rodzinne, na edukacje i kursy, przedsiębiorcze)

2010:

-wprowadzenie e-myta
-podatek pielegnacyjny, 1 % dochodow brutto,
-podniesienie oplaty rejestracyjnej dla samochodow,
-anulowanie budow polowy autostrad ( te które wybudowano się po prostu sypią )
-totalny chaos z pociagami
-likwidacja ulg na obowiazkowe biokomponenty do paliwa,
-umozenie miliardowych dlugow Rosji za gaz (bez powodu, w ramach przyjazni polsko radzieckiej)
-likwidacja ulg na internet,
-zamrozenie skladek do OFE,
-ogołocenie Funduszu Rezerwy Demograficznej
-zatrudnienie ponad 100 tysiecy nowych, zbednych urzednikow
-„kreatywna ksiegowosc”, czyli liczenie szarej strefy (to jeszcze niepewne)
-ustawa o zabieraniu dzieci pod BYLE pozorem na wzor Szwecji
-portet prezydenta w kazdej ambasadzie (ostatnio bylo tak za Gierka)
-spotkanie ambasadorow Polski z calego swiata z Sikorskim i Ławrowem (byle sluzby specjalne Rosji, obecnie sprawy zagraniczne) w celu wyznaczenia „wskazowek”.
-oblozenie VATem (najwyzszym) kursow ksztalcacych i szkolen, w tym na prawo jazdy.
-Pozyczka z EBI 2 miliardow Euro. Najwyzsza pozyczka, jakiej Europejski Bank Inwestycyjny udzielil od 2004.
-brak JAKICHKOLWIEK uzgodnien w sprawie gazociagu z Rosji do Niemiec. W efekcie, Polscy rybacy jako jedyni nie dostaja odszkodowan (Szwedzi i Estonczycy dostaja rownowartosc 150 tys zlotych kazdy).
-zablokowanie mozliwosci wplywania do portow w CALEJ POLSCE statkow o zanurzeniu wiekszym niz 7-8m. Statki te kierowane sa do Niemiec.
-Umowa na gaz z Rosja, o ktorej Unia Europejska wyrazila sie, ze jest skrajnie niekorzystna dla Polski.

Za TEN SAM gaz z Rosji Niemcy placa 20 % mniej, Anglicy 50 % mniej !!

Warto podsumowywać i warto wiedzieć.

Od siebie dodam, że w podobny sposób moglibyśmy podsumować jeszcze kilkanaście wcześniejszych lat od 1989 roku.

Czy więc warto tworzyć pełną społeczną i filozoficzną a też i polityczną alternatywę dla tego co obserwujemy?  Czy warto przełamywać milczenie, bierność i zniechęcenie? Czy warto rozmawiać i działać – tak jak My działamy?

 

Myślę, że odpowiedź może być tylko jedna. Cieszy artykuł Opolczyka, którego link podał Mezamir:

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/12/stary-porzadek-swiata-cd/

Społeczeństwo plemienne jest realną alternatywą dla Nowego Porządku (NWO) i starego porządku filozofii chrześcijańskiej  – jest faktycznym NOWYM PORZĄDKIEM opartym na starej dobrej, sprawdzonej zasadzie – JEST WIELKĄ ZMIANĄ, która nadchodzi.

Tak potrzebna jest realna alternatywa dla dotychczas prezentowanej filozofii życia zwanej filozofią chrześcijańską lub dla tej drugiej ateistycznej – zwanej materialistyczną filozofią marksistowską.

Ponieważ  rewolucji i postępu kultury nic nie jest w stanie zatrzymać kiedy WARUNKI do NIEJ DOJRZEJĄ – pozostaje mi ukłonić się nisko Mediom Władzy i samej Władzy Posiadaczy Środków Produkcji i ten wakacyjny tekst wypada mi zakończyć jakże obrazoburczymi słowami Juliana Tuwima sprzed II WŚ, które Władza puszcza dziś sobie z desek teatrów po to by sobie udowodnić że jest wolność – z tym że słowo MNIE proponuję w tym tekście zmienić na słowo „NAS”:

http://www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths

A Odśpiewawszy sobie tę  starą jarą śpiewkę, po prostu RÓBMY SWOJE – każdy to co potrafi najlepiej, bez załamywania rąk i pretensji do Żydów i Masonów, do Czerwonych i Czarnych.

Zakasujemy ich wszystkich. Jak to oni mówią – „Wszystkie ręce na pokład”? Zróbmy to samo – Nowe Nadchodzi i nic tej Wielkiej ZMIANY NIE POWSTRZYMA – NIE POZWÓLMY SIĘ IM DO NAS PRZYKLEIĆ, kiedy będą próbowali się załapać na nowe, po to żeby jeszcze raz obrócić to na swoją korzyść!!!

Żebyśmy mieli jasność – To co nadchodzi jako Wielka Zmiana nie zawsze będzie przyjemne, ale musimy przez to przejść. Wielka Zmiana ma też swoje przykre aspekty.

To co jest powstawaniem Nowego Świata może przybrać formę gigantycznej rewolty.

Nie mamy wyboru – bo nie my urządziliśmy Światowy System Finansowy – lecz Banksterzy, a nasze elity i establisz-męt Zdradziły Polaków podlizując się swoim neokolonialnym mocodawcom  zwanym już dzisiaj wprost EURODURNIAMI i realizując swoje „marzenie o bogactwie” Naszym kosztem – kosztem zwykłych obywateli.

Skoro tak się stało  spróbujmy mimo wszystko przejść zorganizowani przez Wielką Zmianę, po to aby nie  nie wystrychnięto nas – Zwyczajnych Ludzi w Polsce – po raz kolejny na dudka. Polecam artykuły które tylko pozornie wydają się nie związane z tematem:

Są to linki do bardzo różnych mediów: dwa pierwsze do mediów Czerwonych – skoro oni tak piszą to chyba musi być już bardzo źle, dwa kolejne do mediów Czarnych – ale wypada się z tymi tekstami mimo wszystko zgodzić

Polska obrała kurs na górę lodową!

Polska obrała kurs na górę lodową! część 2

Tuska Wschodniofryzyjski Transport Powietrzny

Polityka na przekór faktom

Komentowanie nie jest możliwe

Ignacy Pietraszewski (1796 – 1869) i jego ZendAwesta (Zen-Daszta) – Strażnik Wiary Słowian (IV SSŚŚŚ Wilno)


Polecam ten artykuł szczególnie tym polskim naukowcom, którzy odważają się próbować nieśmiało głosić jakieś tezy o wspólnocie kulturowej słowianio-irano-indyjskiej i o wspólnym pochodzeniu tych ludów, jak i o pradziejowym pochodzeniu Słowian – identycznych ze Scytami – nosicieli wspólnej kultury i duchowości pomiędzy Ariami. Jeżeli nie przestaniecie tego czynić skończycie tak jak ten wyrodny osobnik, któremu dobrego słowa nie potrafi poświęcić po 150 latach „polska” Wikipedia, a którego wspomina jedynie jego przyjaciel, orientalista w pośmiertnym epitafium, gmina Biskupiec w której się urodził – ale też go tam nie doceniają chociaż piszą o nim cieplej, no i jakiś tam „niedouk” Białczyński , którego książki i osoba są na współczesnym Indeksie Kościoła Katolickiego.

Wyciągnijcie i tę naukę, że prędzej was rodzina wyklnie jeśli wyrzeczecie się KK niż dostaniecie od niej grosz by dalej rozwijać swoje zainteresowania – bezbożne – i jeśli odmówicie pójścia w ślad braci rodzonych prosto do klasztoru czyli do Jedynego Nieba.

Chociaż tak jak kolega Ignacy Pietraszewski odbyliście wszystkie stosowne kursa naukowe i zdobyliście stosowne stopnie – poznaliście X języków – jak ten orientalista i odkryliście jako pierwsi coś na co nikt nie zwrócił uwagi przed wami – nie wspomni o was słowem żadna „poważna” encyklopedia, a wasze odkrycie zostanie wyszydzone z należytą starannością, która podziała odstraszającym przykładem na innych niepokornych „kretynów” i spowoduje że kolejny „głupek -przechrzta-odszczepieniec” nie spróbuje wywalić tych już raz wywalonych150 lat temu drzwi, po raz drugi. Nieważne bowiem czy coś jest prawdą, ani że coś odkryliście – jak eście wleźli między Wrony to kraczcie jak i ony – albo zdychajcie.

„Nowe” wydanie prastarego tłumaczenia Ignacego Pietraszewskiego (Chwała i Sława i chwarena ci Armoryko, która nazwą swą nawiązujesz do starożytnej wenedyjskiej Mormoryki na Czerncu – Carnacu.)

Stare Wedy, takie jak: Ryg-Weda, Jadźur-Weda, Sama-Weda i Upaniszady zalicza się do braminizmu wedyjskiego (wedyzmu) tj. wyznania Arjów. Wedy zostały jednak spisane w Indii dopiero ok. XV wieku p.n.e., a Upaniszady czyli nauki tajemne (Aranjaka – nauki gajowe) ok. VI wieku p.n.e.(Adam Wojtanek)

Jak widać obyczaje polskie są nieśmiertelne, a problemy odwieczne tak jak nasz lud, który spadł z Nieba w 966 roku razem z Kadzielnicą w Gniezdnie – a nie jak sobie mżycie w Bajach  – razem z Czarą Królewską – “Cz-”Arą z Góry “Cz”ARaRAtu (CZ-ara Boga RA – czy to naprawdę takie trudne do zrozumienia – CZ_ARA_RADu, trudne do odkrycia i przyjęcia?  RA jak  w WIARA, RA-trzy rodzaje ognia w jednym war-ysk-żar [war-łysk-gor]! – także trzy litery, trzy litery jak trzy gwiazdy Pasa Oriona-K-OSI-ARZA-Welesa, jak War-Łysko-Żary, We-leso-żary, jak RADA – Przekaz i Przykaz) , posadowioną w “ARKA”-jamie, przeniesioną następnie w kopii nad jezioro ARAL, zaginioną w pomroce dziejów w bojach z bogami o TAJE, gdzieś w okolicach Łukomorza czyli AR(s)Kony, odtworzoną po raz drugi i posadowioną jako OWAL (odwzorowanie Kłódzi) na Wzgórzu  “L”ARK(hill), a zatopioną powtórnie w “CZA”RO-dunie lub Czara-chowie (H-ARA-chow), a potem nauczaną w gajach ustnie – czyli jako trzecią Czarę ARA-Nyjakę (Czarę Zaginioną),  “Cz”ARKI którą skołoccy królowie C-ARowie (kaganowie) – a nie jacyś inni – nosili u pasa na podobieństwo “CZ”ARY – Wielkiego Dzbana – jednego z boskich narzędzi i stygmatów władzy Niebieskiej nadanej przez Bogów SISTANU – jej królom właśnie. Ta trzecia CZ-ARA-Njaka ocalała wszak właśnie jako Weda. Jest jeszcze jedno ogniwo w tym ciągu trzech Czar i to tam zrobiono trzecią kopię Cz-ARY -OWA-lu, i ono właśnie związane jest z Gizą i Nilem Błękitną Rzeką Mlekomediru:  Ow-ARysz (UW-ARIs, Uvaris-Awaris) - ostatnie miejsce UWicia Ary przez Rysów. To tamtejsi Rysowie – grumada przekazicieli Wiary są wszak znani Indiom-Windji jako riśi-riszi. To z kolei w Indiach ocalała nasza Ryg-Weda i Od-Harwat-Weda, tam rozwinięto ją twórczo przez wieki. I my dzisiaj tutaj wracamy do tej Ryg-Wedy Wedy Ziarna i Korzeni Wedy w Matce Ziemi zaRYTej-wyRYTej-zakRYTej – do Wiedy Odry i Wisły i Dniepru – Wiedy Najstarszej – Wiedy Słowiano-Istyjsko-Skołockiej. Pamiętajmy że ZendAwesta (Obwiesta) to odstępstwo od Wiary Przyrodzonej Słowian – odstępstwo od pojmowania “dobra” i “zła” jako dopełnienia – względnego stanu równowagi – to błąd, który wypaczył Wiarę Przyrody, a na którym to wypaczeniu oparły się późniejsze religie (w tym chrześcijaństwo).

Pamiętajmy że Wedę adoptowali z Indii wpierw Chińczycy-Kutaje u siebie jako Zend a potem Japończycy jako Zen a Obwiesta Zar-Zduszta jest wykoślawionym odpryskiem Wiedy SIS.

 

Wiele osób nieodłącznie kojarzy jogę medytacyjną z Indiami, następnie z ubóstwem i tzw. Trzecim Światem, ale mało kto pamięta, że do XIX wieku Indie zaliczały się do najbogatszych krajów świata. Indie były klejnotem w koronie swych władców. Dla Chińczyków Indie były zachodem. Hinduska medycyne ajur-wedyjska (wiedza Arjów) dała początki medycynie tybetańskiej. Chińczycy nazwali jogę „Czan”. Z Chin jogę przeniesiono do Japoni pod nazwą „zen”. (Adam Wojtanek)

I jeszcze jedno – zastanawiałem się czy nie sprostować paru spraw przy polskim odczytaniu – skądinąd doskonałym (niemalże – ale przecież w jednej głowie całej wiedzy rozproszonej sie nie domagajmy – to nie jest możliwe), które  to odczytanie bardzo mocno polecam – Grzegorza Niedzielskiego – tego wszystkiego z czym mamy do czynienia na Górze Bogit gdzie Świętowit ze Zbrucza stał, ale doszedłem do wniosku że musiałbym napisać równie sążnisty artykuł polemiczny. Chciałbym żebyście zajrzeli do tego artykułu na T-ARA-ce albo u nas do fragmentu III który przedrukowaliśmy (jest na czarnym pasku w dziale Świątynie Światła Świata, właśnie w tym DZIALE a nie innym jakimś – poświęconym Wielkiej Matce i Wenus – chociaż to bardzo ważne odczytanie i cyfry, przepraszam czerty  – bo to magiczne cyfry-wierzeniowe, znaczące a nie byle jakie – 3 i 6 wynikającej z dwóch trójek w centrum) – i zrozummy wszyscy, że najważniejsze w Orionie i Pasie Oriona -oddanych na Bogicie i  nie tylko na Bogicie, jak i w Trzech Słupach Bogitu – jest to iż centralny słup to AXIS MUNDI – Świętowit ze Zbrucza – Światło Świata – Najwyższy z Najwyższych – a dwie pozostałe gwiazdy to Wielki Dział – In-Yang – Czarnogłów i Białoboga – a 8 Ognisk – To 8 Żywiołów. Jak to już pojmiemy do końca to wszystko nam się inne ułoży – poza jednym – Musimy jeszcze uwierzyć, że Bogowie istnieją i działają naprawdę  – także w tej chwili.

Dla tych którzy opowiadają „baśniuszki” czyli senne pogaduszki o tym, że związek między Arkoną a Gizą jest przypadkowy a Ślęża znalazła się na tej linii bo tak wynika z rachunku statystycznego – jeszcze raz zamieszczam tutaj z tamtego artykułu mapy, które coś powinny pokazać albo dać do myślenia – Są tu cztery rzeki ERYDAN (Mleczna) – Nil (centralna rzeka MlekoMediru czyli Egiptu – jeśli ktoś zna jeszcze z Polaków to miano zapomniane tego kraju, a nie pogrążył się w odmętach niewiedzy jak Persowie, którzy swojej Awesty czytać nie umieli dopóki im Polak – Pietraszewski – jej nie przełożył na perski, a której Polak mały nie poznał mimo że mu ją Pietraszewski przełożył 150 lat temu)  – a trzecia z rzek to Odra, przepływajaca statystycznie (a może tylko statecznie?) obok statystycznej (a może ostatecznej Ostoi?) Ślęży, a czwarta to oczywiście Zbrucz.

Góra Bogit i rzeka Zbrucz

Odra, Erydan i Nil

Ignacy Pietraszewski

(ur. 31 grudnia 1796[1] w Biskupcu, zm. 16 listopada 1869 w Berlinie) – dziewiętnastowieczny

Życie i pisma.

Urodził się w Biskupcu na Warmii w rodzinie Baltazara i Barbary (z domu Ciecierskiej) Pietruszyńskich. Po śmierci ojca (1802) i powtórnym zamążpójściu matki (1805), w 10 roku życia przeprowadził się do Grodna, gdzie pozostawał pod opieką swoich wujów, Jana i Antoniego (późniejsi ojcowie: Faustus i Feliks) Ciecierskich, którzy w zakonie dominikańskim zajmowali wysokie stanowiska. Przebywali tam także jego dwaj starsi bracia (także dominikanie), którzy zmienili nazwisko z Pietruszyńscy na Pietraszewscy i do podobnej zmiany nazwiska skłonili Ignacego. Tam w latach 1807 – 1813 uczęszczał do gimnazjum dominikańskiego. Krewni próbowali skłonić go do tego, aby po ukończeniu gimnazjum wstąpił do zakonu dominikanów, jednakże stanowczo odmówił, chcąc kształcić się dalej. Wskutek tego rodzina odmówiła mu dalszego wsparcia, przez co sam musiał zadbać o własne utrzymanie. Przez kilka lat pracował jako guwerner i dopiero po zgromadzeniu pewnych oszczędności w roku 1822 mógł przenieść się do Wilna, gdzie na Uniwersytecie Wileńskim zapisał się na wydział literacki. Tam uczęszczał na wykłady profesora Wilhelma Münnicha (1788-1867) nauczającego podstaw języków perskiego i arabskiego.

W 1826 roku wyjechał do Petersburga, gdzie w tamtejszym instytucie języków wschodnich wykładali m.in. prof. Józef J. Sękowski, autor głośnego w tamtym czasie dzieła pt. Collectanea z dziejopisów tureckich rzeczy do historii polskiej służących (2 t., Warszawa 1824 – 1825) oraz prof. Mirza Dżafar Topczy-Basza[2]. Dzięki własnej pracowitości i pomocy życzliwych osób w r. 1830 został stypendystą w instytucie języków wschodnich i otrzymał posadę w ministerstwie spraw wewnętrznych, a później w ministerstwie spraw zagranicznych. W 1831 zdaje egzamin końcowy i płynnie włada językami: tureckim, perskim i arabskim. W celu doskonalenia znajomości języka tureckiego w roku 1832 wysłano go do Konstantynopola, gdzie pełnił funkcję dragomana. Tam też zrodziło się jego zamiłowanie do zbierania wschodnich monet. Odtąd piastował szereg stanowisk dyplomatycznych: w 1836 roku był dragomanem w konsulacie w Jaffie, następnie sekretarzem w konsulacie w Salonikach, w r. 1837 – dragomanem w konsulacie w Aleksandrii, a w latach 1838–1840 konsulem w Jaffie. Podczas swoich podróży po Wschodzie Pietraszewski zebrał wielką i unikalną w skali światowej kolekcję monet wschodnich (2683 sztuki), o której z wielkim uznaniem wypowiadali się ówcześni znawcy przedmiotu (opisał ją w pracy Numi Mohammedani, Berlin 1843.[3])

W roku 1840 wezwano go do Petersburga, gdzie objął posadę w ministerstwie spraw zagranicznych. W 1842 roku otrzymał profesurę na Uniwersytecie Petersburskim, gdzie wykładał język turecki. Wskutek choroby w r. 1844 zrzekł się stanowiska i po kuracji przeprowadził się do Berlina. W tym samym roku został mianowany doktorem filozofii na Uniwersytecie Berlińskim.

Po wystawieniu swojej kolekcji monet na Międzynarodowym Kongresie Filologów w Dreźnie w 1844 roku zrozumiał, że sprzedając ją stanie się finansowo niezależny. W celu znalezienia odpowiedniego nabywcy wyjechał do Anglii i w 1845 roku złożył ją w depozycie Muzeum Londyńskiego. Jednakże ciągłe zwlekanie z decyzją o sprzedaży oraz nieszczęśliwy splot wydarzeń w 1853 roku pozbawiły go wspaniałej kolekcji nie przynosząc mu większego zysku. W międzyczasie w roku 1847 powrócił do Berlina i na Uniwersytecie Berlińskim objął posadę wykładowcy języków wschodnich (głównie tureckiego).

W r. 1846 wydał Nowy przekład dziejów tureckich, dotyczących historii polskiej; była to jego polemika ze wspomnianym wyżej pismem Sękowskiego, który zbyt nieprzychylnie odnosił się do dziejów Polski, za to zbytnią sympatię okazywał dziejom tureckim (taką krytyczną opinię o pracy Sękowskiego podzielali i inni uczeni, m.in. A. Mickiewicz, chociaż inni podkreślali, że reakcja Pietraszewskiego była zbyt przesadzona).

Strona tytułowa Zend-Avesty (1858)

Kolejnym obszarem jego zainteresowań były badania nad świętymi pismami Zaratusztry, które zaowocowały wydaniem w 1857 roku dzieła pt. Miano slavianskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendawesta a Zędaszta, to jest życie dawcza książeczka Zoroastra [tytuł niemiecki brzmiał: Das slavische Eigentum seit dreitausend Jahren, oder nicht Zendavesta, aber Zendaschta, das heisst das lebenbringende Buch des Zoroaster]. W piśmie tym dowodził bliskiego pokrewieństwa języka awestyjskiego z językiem polskim. Publikacja ta spowodowała, że w 1858 roku odebrano mu katedrę na Uniwesytecie Berlińskim. (W latach 1858-1862 ukazała się poszerzona wersja jego tłumaczenia Awesty, zatytułowana Zend Avesta ou plutôt Zen-Daschta expliquè d’après un principe tout à fait noveau[4]).

Należy tutaj zaznaczyć, że jego pionierskie (chociaż kuriozalne) tłumaczenie Awesty do dnia dzisiejszego pozostaje jedynym przekładem tego dzieła na język polski.

W roku 1860, jako dragoman towarzyszył pruskiemu poselstwu do Persji[5]. W czasie tej podróży szach perski, Naser ad-Din (1848 – 1896), oferował mu posadę na swoim dworze, jednakże Pietraszewski odmówił[6] Wtedy też zerwał wszelkie kontakty z Europą, co spowodowało, że niektóre gazety doniosły o rzekomej śmierci Pietraszewskiego[7].

Po powrocie do Berlina (1861) wydał jeszcze kilka pism dotyczących Awesty: Abrégé de la grammaire Zend (1861)[8] oraz poprawione, jak je sam określił, niemieckie tłumaczenie ksiąg Zaratusztry Deutsche verbesserte Übersetzung der Bücher des Zoroaster (1864).

Po śmierci Pietraszewskiego w 1869 roku, jego córka Kazimiera Moschowa przygotowała wybór z pozostawionego w rękopisie opisu podróży po Wschodzie, który pt. Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie ukazał się w roku 1872.

Odnośnie do naukowej wartości pozostawionego przez Pietraszewskiego dorobku można zacytować W. Ogrodzińskiego: dotychczasowe prace o Pietraszewskim skupiły się przede wszystkim na biografii człowieka, nie zaś na analizie dorobku naukowego i publicystycznego[9]. Zatem obiektywna ocena jego dorobku pozostaje nadal kwestią otwartą i zadaniem dla jakiegoś przyszłego orientalisty.

[klik]

Dzieła wybrane (chronologicznie) oraz pozycje zdigitalizowane

  • Numi mohammedani. Fasciculus I. Continens numos Mamlukorum dynastiae, additis notabilioribus dynastiarum: Moavidarum, Charizmschachorum, Mervanidarum, Ortokidarum, Karakojunlu, Seldschukidarum, Atabekorum, Fatimidarum, Aiyubidarum, Hulagidarum et regum Siciliae. Collegit descripsit et tabulis illustravit I. P., interpretis munere ad legationem russicam Constantinopoli perfunctus, Berlin 1843 [inna kopia: google books ]. Reprint: BiblioBazaar 2009.

(zawiera: Tabulae numorum lithographicae.)

  • Sprostowanie niektórych tłumaczeń z tureckiego w zbiorze p. t. Collectanae Sękowskiego (w: Przegląd Poznański, 1845, tom 2, s. 69-112 i s. 317-341.)
  • Nowy przekład dziejopisów tureckich, dotyczących się historyi polskiej, a szczególniej Tarychy Wasyf Efendego. Tom I, Berlin 1846 (ukazał się tylko tom 1).
  • Miano slavianskie w ręku jednej familii od trzech tyśięcy lat zostające, czyli nie Zendawesta, a Zędaszta, to jest życie dawcza książeczka Zoroastra. Das slavische Eigenthum seit dreitausend Jahren, oder nicht Zendavesta, aber Zendaschta, das heisst das lebenbringende Buch des Zoroaster, zeszyt 1-2, Berlin 1857 [inna kopia: [1] ] (obejmuje księgi I-V Wendidadu; książka zawiera: tekst awestyjskiego oryginału, transkrypcję łacińską, tłumaczenia: polskie, niemieckie, francuskie, a w pierwszej księdze także osmańsko-tureckie (zapisane alfabetem arabskim) oraz komentarz (po polsku)). Nowe wydanie (wznowienie samego tekstu polskiego) pt.: Zędaszta, to jest życiodawcza książeczka Zoroastra albo Awesta Wielka. Przeł. Ignacy Pietraszewski, zredagowali i wstępem opatrzyli: Julian Edgar Kassner i Andrzej Sarwa. Seria: Święte Księgi, Święte Teksty 19. Wydawnictwo Armoryka. Sandomierz 2011. ISBN 978-83-62661-19-0.
  • Zend Avesta ou plutôt Zen-Daschta expliquè d’après un principe tout à fait noveau. (…). Le text est accompagné d’une prononciation, de traductions polonaise et français, et suivi d’un vocabulaire et d’une grammaire, Berlin 1858-62 (trzy części w dwóch tomach); poszczególne części zawierają:
    • tom 1, część 1, 1858: Du Wendidad, rozdz. I-VIII inna kopia (poszerzony o księgi VI-VIII Wendidadu reprint Miana slavianskiego… z 1857 roku);
    • tom 2, część 2, 1862: Du Wendidad, rozdz. IX-XXII (tekst oryginalny, transkrypcję łacińską, tłumaczenia: polskie i francuskie oraz komentarz (po polsku));
    • tom 2, część 3, 1862: Wyspered et Jasna, rozdz. I-LXXI (tekst oryginalny, transkrypcję łacińską, tłumaczenia: polskie i francuskie oraz komentarz (po polsku)).

[inna kopia: google books Reprint: Teheran 1976. (3 woluminy w 1 tomie). Także: Kessinger Publishing 2009 (tom 1).

  • Abregé de la grammaire Zend, Berlin 1861.
  • Deutsche verbesserte Übersetzung der Bücher des Zoroaster, Berlin 1864.
  • Wie der Gelehrte Fachmann mit unzünftigen Entdeckungen verfährt, Berlin 1864.
  • Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie, Warszawa 1872 (wznowiona w zbiorze: Ignacy Pietraszewski: Uroki Orientu, Olsztyn 1989).

Ponadto kilka rękopisów spłonęło w trakcie II wojny światowej, m.in.:

  • Enwer-i Suheili, czyli promienie czystej prawdy (inny tytuł: Powieści Pidpaia [Pilpaja]; tłumaczenie z perskiego jednej z wersji Pańczatantry).
  • Wypadki z dziejów Polski styczność z dziejami Turcji mające (drugi tom wypisów z kronikarzy tureckich) i inne [10].

 Co za pech – tak był ceniony i jego praca, że pozwolono rękopisom spłonąć! A czy to był w ogóle przypadek że spłonęły te rękopisy, skoro tak były niewygodne dla „nauki” germańskiej.  Czy oni nie palili książek na stosach w okupowanych krajach i u siebie? Światli i wspaniali – jak zwykle wszystko wiedzący „lepiej” Niemcy. Czy dzisiaj nie próbuje się restaurować tego typu myślenia tworząc wewnętrzną cenzurę w wydawnictwach – cenzurę katolicką, albo nazwijmy to delikatniej by nie urazić nikogo –  germano-chrześcijańską? Jest przecież nadal tylko jedna wersja „słuszna” dziejów i historii Polski. Dlatego tłumaczenie AWESTY na język polski jest tylko jedno i zawdzięczamy je temu człowiekowi, którego zniszczono w imię pielęgnacji MITU chrześcijano-germańskiej „nauki” , która jest niczym innym jak uprawianą od 250 lat, albo i więcej, propagandą przekręcającą cały sens Polskich Dziejów.

CB

 

Biskupiec – Ignacy Pietraszewski

Wstawiony przez admin 09 luty 2009

Specjalne miejsce w dziejach Biskupca zajmuje wybitny orientalista Ignacy . Pietraszewski, który swój związek z rodzinną ziemią podkreślił podpisując jedną ze swoich prac naukowych: Warmijczyk Ignacy Pietraszewski.
Pietraszewski urodził się 31 grudnia 1796 w Biskupcu w rodzinie mieszczańskiej. W rodzinnym mieście uczęszczał do szkoły elementarnej, następnie kształcił się u dominikanów w Grodnie, by z kolei rozpocząć studia na uniwersytecie wileńskim i kontynuować je w Petersburgu. Trudną drogę wiodącą z ubogiego mieszczańskiego domu, poprzez najczęściej głodne i chłodne studia uniwersyteckie aż do tytułu profesora języków wschodnich uniwersytetu berlińskiego, pokonał dzięki żelaznej woli, olbrzymiej pracowitości i pilności. W 1830 roku dzięki pracy, jaką otrzymał w carskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Petersburgu oraz dzięki stypendium na dalsze studia mógł kontynuować naukę. W rok później zdał z doskonałym wynikiem końcowy egzamin. W 1832 roku był tłumaczem misji rosyjskiej w Konstantynopolu, gdzie zrodziła się jego nowa, obok orientalistyki, pasja kolekcjonowania starych monet mahometańskich. Pozostał jej wiemy przez wiele lat, czy to jako dragoman (oficjalny tłumacz w placówkach dyplomatycznych i konsularnych na Wschodzie) w Konstantynopolu (1832-1835) i Jaffie (1836), sekretarz konsulatu w Salonikach (1836), drugi dragoman konsulatu generalnego w Aleksandrii czy wreszcie jako konsul w Jaffie (1838-1840). Wynikiem tej pasji była praca o monetach arabskich pt. „Nummi mohamedani”, wydana w Berlinie w 1843 roku. W rok później Pietraszewski uzyskał doktorat na uniwersytecie w Halle. Powierzono mu wówczas lektorat języków wschodnich na uniwersytecie berlińskim oraz stanowisko dyrektora królewskiego gabinetu numizmatycznego. Jego zbiór starych monet arabskich, liczący 2683 sztuki, był jedynym tego rodzaju w Europie. W 1846 roku ukazał się pierwszy tom jego pracy pt. „Nowy przekład dziejopisów tureckich dotyczących się historii polskiej…”. Tę właśnie pracę podpisał Warmijczyk Ignacy Pietraszewski, a zadedykował ją: „Szlachetnym tylko i wiernym rodzinnej ziemi mojej Braciom – nie zaś tym, którzy z uszczerbkiem Ojczyzny obcym zaprzedali swą uczoność, myśli, uczucia, słowem całą osobistość swoją, poświęcam obecne wydanie…, który czują i cenią myśli nawet Persa, mówiącego: …żyć można bez ciebie i nie w tobie – o ziemio moja rodzinna – jednakże gorszym jest takie życie, jak tysiąc razy umierać – i odżyć znowu na chwilę”.

Rok 1857 przyniósł nową pracę, wydaną nakładem własnym autora. Była to trzecia z jego wielkich pasji – szukanie dowodu na słowiański charakter ksiąg Zendawesty. Praca nosiła tytuł: „Miano słowiańskie w ręku jednej familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie Zendawesta, a Zędaszta, to jest życie dawcza książeczka Zoroastra”. Dwa lata później ukazały się przetłumaczone z perskiego „Powieści Pilpaja”. W 1860 roku Pietraszewski pojechał jako pierwszy dragoman poselstwa pruskiego do Persji i przebywał tam do 1864 roku. Po powrocie zamieszkał w Berlinie, gdzie zmarł 16 listopada 1869. Po jego śmierci wyszły drukiem dalsze prace Pietraszewskiego. W 1871 roku ukazały się jego studia francuskie o gramatyce języka zend, a w 1872 roku „Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie”. Prace jego ukazywały się również w językach niemieckim i francuskim.
Pietraszewski utrzymywał bliskie kontakty z polskim światem naukowym, a przede wszystkim z Joachimem Lelewelem. Był on członkiem polskich i zagranicznych towarzystw naukowych. Wprawdzie opinie o wartości niektórych z jego prac naukowych były kontrowersyjne, ale wszystkie encyklopedie uznają go za jednego ze znakomitszych przedstawicieli polskiej orientalistyki.

Źródło: „Biskupiec dzieje miasta i powiatu”, Wyd. Pojezierze, Olsztyn – 1969 r.

Oto jak opisuje jego osobę i dzieje jego odkrycia przyjaciel, orientalista Antoni Muchliński:

IGNACY PIETRASZEWSKI.

(Odbitek z Kurjera Wileń.).

…” On to pobierał początkowe nauki w Litwie, a potem w jej głównej szkole, — on to pokochał namiętnie lubą naszą krainę, on to bezustanku marzył o najpożądańszem dla siebie szczęściu wypocząć na schyłku dni swoich pod rodzinną palmą, brzózką czy wierzbą błoń litewskich i wędrownicze swe kości złożyć u podnóżka sosenki, tego litewskiego cyprysu. Ciężki zaiste i twardy był żywot jego, od samej kolebki, ale twardą i silnie zahartowaną też była dusza jego i wola. Urodzony w r. 1799 w księstwie Warmińskiem Prus królewskich, spotkał w samym zarodku życia niedostatek w domu rodziców, którzy poczciwą pracą zaledwie mogli wyżywić liczne swe potomstwo, ale, dzięki Opatrzności, zaświeciła mu w dzieciństwie już gwiazdka weselsza, gwiazdka nadziei. Sprowadzonym został do Litwy; gdzie dwaj jego zacni wujowie, Faustyn i Feliks Ciecierscy, sprawowali najwyższe godności w zakonie kaznodziejskim prowincji litewskiej, a których imiona dotychczas wymawiają się z należną czcią dla wielkich ich poświęceń, cierpień i szlachetnych uczuć dla kraju. Pod osłoną tych czcigodnych i dostojnych mężów, uczęszczał on do kwitnącego podówczas gimnazjum dominikańskiego w Grodnie, a po skończeniu tam nauk przeniósł się do Wilna, gdzie zapisał się na wydział literacki w uniwersytecie. W owym czasie na tym wydziale była ustanowiona dodatkowa katedra języków wschodnich i poruczona Münichowi, professorowi literatury starożytnej, a który posiadał li tylko początkową znajomość języków arabskiego i perskiego, przeto i wykład jego ograniczył się do czytania i prawideł grammatyki tych języków. Umysł młodzieńczy Pietraszewskiego skwapliwie rzucił się do tej nowej gałęzi wiedzy zachęcony przykładem professora Sękowskiego, którzy świeżo wróciwszy ze wschodu, objął przed kilku laty katedrę języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim i w tym właśnie czasie ogłosił dzieło „Collectanea z dziejopisów tureckich rzeczy do hisiorji polskiej służących, 2 tomy, Warszawa 1824 r.” przyjęte z zapałem przez uczonych, jako dzieło dostarczające nowych materjałów, dotąd prawie nietkniętych przez nikogo, do dziejów ojczystych. Lecz u Professora Municha nie wiele czego można było nauczyć się, inaczej umiał doradzić sobie nasz zapalony zwolennik mów azjatyckich, zamyślił udać się do Petersburga, gdzie Sękowski, wielostronną swą nauką i znakomitym talentem wykładu, umiał w uniwersytecie ułatwić i ożywić suche a żmudne uczenie się tych języków i krom tego znajdował się w stolicy osobny instytut języków wschodnich przy departamencie azjatyckim, w ministerjum spraw zagranicznych, a w którym prof. Szarmua z niepospolitym pożytkiem wykładał język peruki, mając do pomocy bieglejszego od siebie w praktycznem użyciu prof. Mirzę Dżafara Tobczybaszewa, dziś rzeczywistego radcę stanu i professora w tymże instytucie, znanego u nas z przekładu kilku sonetów Mickiewicza na wiersz perski. Zebrawszy zatem nader szczupły zapasik z dawania lekcij języka niemieckiego dla kleru dominikańskiego przy klasztorze ś. Ducha, a Wystarczający z biedą na kilkomiesięczne przeżycie, przyjechał w r. 1829 z najszlachetniejszym celem do Petersburga. Tu, zrządzeniem wyższem, znalazł w klasztorze Dominikańskim kilku znajomych i życzliwych mu kapłanów, co rozpoczynając wtedy święty swój zawod, umieli już pozyskać spółczucie i względy, a w dalszym czasie najpiękniej, wywiązać się z wysokiego stanowiska chwalebnego swego powołania. Ci najprzód podali Pietraszewskiemu opiekuńczą rękę, karmili błogie jego nadzieje i zjednali dlań przychylność kilku możnych osób, wpływem których niebawem przyjęty został stypendzistą Cesarskim w uniwersycie. Ale czyż godzi się zataić imiona tych jego dobroczyńców, jak i on sam ich nazywał? Rodacy nasi w stolicy łatwo je odgadną, bo któż tutaj nie pamięta ś. p. Klemensa Majłowicza, którego mowa płynęła z serca, a serce było wylane na ukojenie cierpień i nędzy bliźnich, lub któż nie zna czynów gorliwości, poświęceń ludzkości naszego Wincentego z Pauli, ks. Dominika Łukaszewicza? Żeby zaś bardziej utwierdzić zawód Pietraszewskiego, postarano się o przyjęcie go na służbę do ninisterjum spraw wewnętrznych z przeniesieniem jego na stypędzistę do instytu tu języków wschodnich (w r. 1830). W tej epoce szkoła ta składała się prawie z samych litwinów i byłych uczniów uniwersytetu wileńskiego. P. Żaba August, dziś konsul w Erzerumie, tylko co ukończył instytut i był wysłany na wschód, p. Chodźko Aleksander, b. konsul w Persji a dziś professor literatury słowiańskiej w Collego de France kończył wówczas tamże nauki, a jednocześnie byli z Pietraszewskim, pp. Szpicnagiel Aleksander b. Konsul w Jaffie, Gut Edward b. sekretarz poselstwa w Persji, śp. Szemiot Antoni i ja: jednego tylko mieliśmy kolegę nie litwina Popowa. Lubo lata Pietraszewskiego stawały na przeszkodzie w uczeniu się tak trudnych języków, pamięć też i pojętność jego wiele straciły już na łatwości przyswojenia ogromnego zapasu obcych wyrazów i wcielenia się w duch toku mów wschodu, tyle różniących się od europejskich, jednak praca żelazna a nie. zrażająca się Biczem i pilność przemogły te zawady: prócz (ego szczególne ku nam przywiązanie i poświęcenie się prof. Mirzy Dżafara Tobczybaszewa wpłynęły silnie i na postęp Pietraszewskiego, tak iż po trzech leciech pobytu w zakładzie, mógł już dość płynnie tłumaczyć się po persku i turecku. W końcu r. 1833 dla głębszego udoskonalenia się w języku Osmańskim zaliczony był do missji przy Porcie otomańskiej; mieszkaliśmy właśnie w Carogrodzie w jednymże domie Ormiańskim, najbliższym przeto byłem świadkiem jak mój towarzysz noce cale trawił

nad tyra językiem, i ażeby bliżej obeznać się z ludem i jego mową nieraz społem narażaliśmy życie swoje, zwłaszcza podczas postu Ramazanu, przemykając się ciemnemi i krętemi ulicami Stambułu, śród besztań a nierzadko i pocisków kamieni uliczników, aby, gdzieś na końcu miasta w kawiarni słyszeć słynnego meddacha, to jest opowiadacza powieści popularnych, dokąd zbierały się tysiące poważnych Osmanów, nęconych cynizmem, dowcipkowaniem i żarcikami z giaurów. W Konstantynopolu także zrodziło się w nim zamiłowanie do zbierania numizmatów muzułmańskich. Monety te, będąc starożytniejszemi od rękopismów arabskich, prócz świadectwa jakie nam dają o stanie sztuki, prostej zaiste jak ich obyczaje, są nieoszacowane dla filologji wschodu w ogóle, jako też w szczególności dla jej części dyplomatycznej, dla paleografji nadewszystko jeografja, historja i chronologja mogą tam zbierać fakta wcale nieznane, pomniki wstrząśnień i wojen wewnętrznych i zewnętrznych, bytowania i wielkości miast niegdyś kwitnących, obszaru państw i granic muzułmańskich, stosunków panujących z władzami i handlowych z obcemi mocarstwami, i wiele innych kwestij statystycznych i politycznych. Wszystkie te zalety i korzyści numizmatyki wschodniej zachęcały go, czasu kilkoletniego pobytu jego na wschodzie, do powiększania z wielkim kosztem, narażaniem się przebiegłością i pracą zbioru swojego. Zapewne posady, coraz wyższe, jakie

on zajmował ca drodze dyplomatycznej w tym przeciągu urzędowania, a mianowicie drogomana (tłumacza) przy konsulacie w Jaffie (w roku 1835), sekretarza przy konsolucie w Tessalonice (w r. 1836), drogomana drugiego przy konsulacie jeneralnym w Aleksandrji (w r. 1837), i nakoniec konsula w Jaffie porcie Jerozolimy (od r. 1838 do 1840), ułatwiały i mu środki wyszukiwania i nabycia tych pięknych skarbów przeszłości wschodu. Jakoż gabinet jego, pomiędzy zbiorami publicznemi i prywatnemi zajmował pierwsze miejsce, co poświadczył znakomity numizmatyk Fren, pochodnia przodkująca w tej gałęzi nauk; i inni orjentaliści niemieccy, którzy obejrzeli tę kollekcję na posiedzeniach filologicznych, w Dreznie w r. 1844, na które Pietraszewski był zaproszonym, mianowicie Olshausen, profesor języków wschodnich w Kiel (w Danji), który zrazu odkrył w niej najdawniejszy, ze znanych podziś dzień, numizmat muzułmański. Stieckel, profesor uniwersytetu w Jenie, który znalazł, według jego wyrażenia cuda w dopełnieniach nawet tego muzeum, professorowie uniwersytetu berlińskiego Kohne i Petermann i professor w Halli Rudiger, którzy jednogłośnie powtarzali, że zbiór Pietraszewskiego jest nowym skarbcem dla Europy naukowej. Nie powtarzając tego, co sam Pietraszewriki powiedział o nim w przedmowie do dzieła swego „Numi Motammedani” wydane go w Berlinie w r. 1843, a także rozbioru szczegółowego ogłoszone-

go z krytyką uczoną przez naszego ziomka p. Leopolda Sawaszkiewicza, znanego publicysty i historyka, pod tytułem: „Le Génie de l’Orient commenté par ses monumens monétaires; études historiques, numismatiques, politiques eteritiques, sur lé cabinet musulman dé M. Ignace Pietraszewski, par L. Sawaszkiewiez, Bruxelles 1846″ ia 8 stronic 220 i jedynaście tablic monet rzadszych, a które dzieło otrzymało pierwszą nagrodę akademji Belgijskiej, — dość wspomnieć, że kollekcja ta składała się z 2,683 monet, a z tych do tysiąca złotych. W dziele p. Szawaszkiewicza wyłożone są dzieje i samej kolekcji, dla dynastji Mameluków i Dżuszydów czyli chanów mongolskich złote hordy najkompletniejszej, oraz zalety onej i świadectwa o niej różnych numizmatyków. Nieporozumienia Pietraszewskiego z duchowieństwem greckiem Jerozolimy, wynikłe jak zdaje się, z gorliwości jego w obronie biednych pielgrzymce, rossyjskich, którzy często bywają wystawieni, według zeznania samych turystów Rossjan, na dowolne opłaty a nawet zdzierstwa i uciski, spowodowały odwołanie jego ze wschodu; w marcu 1840 r. rząd wezwał go do Petersburga i zaliczył do ministerjum spraw zagranicznych; ale Pietraszewski, mając zawsze większe zamiłowanie w życiu literackiem, niż w kłopotliwym i niewdzięcznym częstokroć zawodzie dyplomatycznym, którzy uśmiecha się bardziej dla osób z wyższej sfery towarzystwa, pragnął zająć katedrę w uniwersytecie; jakoż w r. 1842 poru-

czono mu wykład języka tureckiego w ówczesnej sekcji języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim i zajmował tę posadę do 1844 r. Odwykłemu od ciężkiego klimatu stolicy nie łatwo było z nim się zorientować, niebawem poczuł w sobie zarodek choroby wschodniej, co się zowie bouton d’Alep, z rodzaju trądu, napadającego wyłącznie na tych, co zamieszkali czas jakiś w Alepie, a kiedy nareszcie niemoc ta zaczęła gwałtownie się rozwijać na nodze, za radą lekarzy zmuszony został do wyjazdu za granicę, a stamtąd, po narodzie najsławniejszych doktorów Berlińskich, do wysłania prośby o uwolnienie go ze służby. W wodach zagranicznych otrzymał on znaczną ulgę; ale uprzątnąć chorobę niepodobna było, powstała zatem nieuleczoną na dalsze życie jego, niewywierając atoli, wpływem przyjaźniejszego klimatu, zgubnych skutków. Będąc urodzonym w Prusiech, wybrał sobie odtąd na pobyt stały Berlin, słynny z uniwersytetu i tylu uczonych we wszystkich umiejętnościach, i gdzie w professorze Petermanie znalazł wylanego dlań przyjaciela i przewodnika w naukowych pracach. W tymże roku otrzymał stopień doktora filozofji w uniwersytecie Halskim i znajdował się na posiedzeniach filologicznych w Dreźnie, gdzie kilkakrotnie przemawiał o numizmatyce wschodniej, i tamże wybrano go członkiem towarzystwa orjentalnego. które wtedy się zawiązało. Następnie w r. 1845 przedsięwziął wycieczki po Europie w celu sprzedania bogatego swego muzeum nu-

mizmatycznego, aby, ogołocony ze wszelkich zasobów pieniężnych zdołał zapewnić sobie środki do utrzymania się i niezależnie poświęcić się badaniom uczonym wyłącznie. A najprzód, będąc powodowanym uczuciem narodowości, co w nim przedewszystkiem górowało, pragnął aby skarbiec jego, ba skarbiec nauki, pozostał na ziemi ojczystej dla przyszłych pokoleń, u których zjawia się bez wątpienia umiejętni odgrzebacze przeszłości wschodu; ale na nieszczęście nic było w Poznańskiem, gdzie bawił blizko roku, ani w innych szczęściach kraju, mecenasa takiego, coby ofiarą, zaiste najlepiej użytą. przez nabycie tego zbioru, przyniosł na wieki chlubę imieniowi polskiemu i dla siebie samego. Wtedy już udał się do Londynu. Dyrektorowie. British museum, a szczególnie Vaux i Th. Burton, uczeni orjentaliści przy tem muzeum, i profesor Wilson, obejrzawszy i pilnie rozpatrzywszy nieoszacowany ten zbiór, natychmiast zaopinjowali potrzebę nabycia go dla Anglji. Lecz wsparcie pieniężne, jakie corocznie przeznacza się na ten zakład, było wówczas zupełnie wyczerpanem, rząd więc odłożył kupno do roku następnego, bez wyraźnego atoli z obu stron zobowiązania się. Na starania lorda Dudley Stuarta złożono go tymczasem w muzeum Brytańsikiem, pod uroczystą rękojmią, do jesieni 1846 r. i w ciągu tego dość ograniczonego terminu, pozostawał tamże gabinet naszego ziomka dla ubiegania się wszystkich muzeów europejskich o kupno jego. Wprawdzie, orjentalista polski, wiedząc, że zbiór jego jest jedynym, i że, gdy tego rodzaju pomniki znikają coraz bardziej na wschodzie, może zostać jedynym nazawsze, cenił go wysoko a przeto oznaczał szacunek może i wygórowany, dość że w Londynie nie było kupców i muzeum Brytańskie cóś zamilkło: doradzono mu jechać do Paryża dla spróbowania, czy rząd francuzki nie oświadczy chęci nabycia. Na tę podróż musiał zaciągnąć nieznaczną pożyczkę, na zastaw swego zbioru u jakiegoś nieszlachetnego bankiera Londynu, a kiedy omyliła go nadzieja i w Paryżu, do czego przyczyniły się bez wątpienia wypadki polityczne, które zaskoczyły Europę w r. 1846, nie był w stanie zwrócić pożyczki w terminie. Bankier wtedy postąpił z nim jak istny wandal, podstępnie sprzedał całkowitą kolekcję drogą licytacji, naprędce ogłoszonej na wagę kruszcu, tak że Pietraszewskiemu nic się z tego nie dostało. Nie chcemy tu powtarzać miotanych następnie oskarżeń na dyrektorów muzeum Brytańskiego, i wieści, nie wiemy czy uzasadnionej, że jakoby najlepsza część monet Pietraszewskiego tym sposobem przeszła do tego muzeum, gdyż nie mamy na to legalnych dowodów i nie czujemy się w prawie rzucać publicznie cienia nawet podejrzenia na państwo, słynące z wysokiej cywilizacji swych instytucij. Cokolwiek bądź, ta nieodżałowana strata wpłynęła nieszczęśliwem następstwem na dalsze jego prace naukowe, zwichnięte czy skutkiem źle pojętego przezeń patryotyzmu, czy też, prawdopodobniej, skutkiem niespożytego bolu, co moralnie dojmuje silniej od cierpień fizycznych, i częstokroć cechuje jakiemś czarnem piętnem dalszy żywot nieskalanego dotąd męża.

Szczęśliwy nad wyraz, kto oblokłszy się w pancerz hartu i wytrwałości zdoła walczyć z przeciwnościami i jeśli nie zetrzeć głowę smokowi niedoli, przynajmniej trzymać go na wodzy, aby wywalczyć sobie odwagę i ufność w przyszłości: takim był z tego względu nasz Pietraszewski — nie uległ on pod brzemieniem losu i niedostatku, nie przestał, choć nieraz mu dokuczała bieda, a to przez piętnaście lat następnych po katastrofie ze swym zbiorem, postępować w zawodzie raz sobie zakreślonym. Lecz taka jest własność prawie wszystkich pracowników nauki, tego to daru boskiego, że przewracając lemieszem znoju skibę wiedzy, umieją wyrobić, zaiste ciężko i w pocie czoła, przeświadczenie, iż pracują dla pożytku społeczności, służą sprawie ogólnej, i to właśnie przeświadczenie utrzymuje w nich życie, co oburącz z niedolą tak szybko się nurtuje u innych. Wróciwszy do Berlina, przyjęty został, jako Lector regius, do uniwersytetu tamecznego, dla wykładu w nim języków wschodnich a zwłaszcza tureckiego, z myłem nader honorarium, bo tylko trzechset talarów i począwszy od r. 1847, długi czas z tego głównie się utrzymywał. Oprócz tego zajmował się dawaniem prywatnych lekcij tych języków dla przedsiębiorących podróżować po Azji — on to bowiem jedynym był w Berlinie, co mógł być w tym przypadku pożytecznym. Po wydaniu pierwszego swego dzieła „Numi Mohammedani, w Berlinie 1843, towarzystwa numizmatyczne w Londynie i Berlinie zamianowały go takoż swym członkiem, a później został i członkiem akademii Jagielońskiej. Do ogłoszenia tej pracy przyłożył się książę B. Koczubej, któremu i poświęcił ją autor: jest to katalog jego zbioru, a że w nim dynastja Mameluków zajmuje pierwsze miejsce, przeto Pietraszewski, nie trzymając się porządku chronologji, zaczyna, z uwagi na ważność i rzadkość, od Mameluków, przed Ommjadami, którzy wyprzedzili tamtych dziesięcią przeszło wiekami. Fatymidy pojawiają się u niego w ósmym rzędzie po Mamelukach, nie tylko za Seldżukidami i Atabehami, lecz po dynastji czarno baraniej, która panowała pięciu wiekami później od Fatymidów. W nauce (jak słusznie mu zarzuca p. Sawaszkiewicz), co dostarcza źródeł dla dziejów, należy szanować starość i trzymać się z drobiazgową sumiennością przodkowania chronologicznego; nieład w tym względzie jest nie do przebaczenia. Atoli dzieło to składające się ze 139 stronic in 4-o i z piętnastu tablic, pozostanie na zawsze, z powodu mnóstwa tam nowości wschodnich, pomocniczem dla badań uczonych orjentalistow. Niebawem wystąpił on z dziełem polskiem: „Nowy przekład dziejopisów tureckich, dotyczących się historii polskiej. Tom 1-y Berlin 1846″ str. 214 in 8-o. Zaledwie ukazały się Coltectanea Sękowskiego, natychmiast obudziły one ogólne zajęcie, z przyczyny ważności przedmiotu i rozjaśnienia wielu szczegółów dziejów naszych, a obok tego i niechęć dla pisarza, za wykazaną przezeń ostro, nawet oczywistą potwarzą, wzgardę dla dziejopisów polskich, a przeciwnie zapału dla tureckich. Ozwały się w pismach perjodycznych poniekąd słuszne wyrzuty dla Sękowskiego. Kiedy Pietraszewski po raz pierwszy czytał to dzieło, zawrzała mu, jak sam mówi. krew w żyłach, na wykrzykniki tam nieprzychylne dla ojczyzny; to pobudziło go do uczenia się języków wschodnich, a w dalszym czasie do przedsięwzięcia nowego przekładu ustępów z dziejopisów tureckich, w Kollektaneach pomieszczonych. W przedmowie swojej, dość uszczypliwie napisanej przeciw Sękowskiemu, wyrokuje o nim z góry, że przekazał się niewiernym w swoim przekładzie, pozmieniał myśli tureckie, ponaciągał fałsze, przybrał obłudę, oszczerstwo barwą niby prawdy, i powtrącał nawet myśli własne w osobnych i obszernych okresach, dając takowe w dobrej wierze, za prawdziwe tureckie. Pierwszy tomik Pietraszewskiego zawiera nowy przekład trzech poselstw umieszczonych w dodatku do Kollektaneów i listu Sułtana Miurada III-go do Stefana Batorego 7, drobiazgową i zjadliwą krytyką na tłumaczenie Sękowskiego. Najwięcej błędów upatrzył on w poselstwie do Rossji Derwisz-Muhammedefendego; a które skądinąd mieści bardzo mało wiadomości o naszym kraju. Ale, jeżeli mamy

wyrzec prawdę; zarzuty Pietraszewskiego nie są wielkiej wagi: odnoszą się po części do znaczenia wyrazów; i rzadka prostują Sękowskiego; a gdzie on w istocie źle wyczytał tekst lub fałszywie wytłumaczył; pozostało tak i w nowym przekładzie; że: pomiędzy wielu tego rodzaju dowodami; wybierzmy tylko jeden z tegoż poselstwa. Derwisz-efendi w drodze do Petersburga, bawił jakiś czas w Kijowie — opuściwszy to miasto przybył do Kozłowca; a stąd trzeciego dnia stanął w Bochnie (Bochny u Pietraszewskiego), miasteczku handlowem. kędy się wielka liczba Greków osiedliła (Colletanea tom 2-i str. 292; u Pietraszewskiego str. 180); następnie udał się w dalszą drogę i na dniu jedynastym stanął w Tuhła czyli Tule. Obaj nie zauważali tego, że z Kijowa do Tuły nie jedzie się przez Bochnię czy Bochna: widoczna tu omyłka w nazwie, wynikła z przepisywania rękopismów i zamiast Bochnia, Bochny, należy Czytać Nieżyn, miasto powiatowe w gubernji Czernichowskiej, handlowe i zamieszkałe przez znaczną ludność grecką. Szkoda, że Pietraszewski nie zaczął od wyciągów z dziejopisów tureckich, znalazłby tym wiele do sprostowania, osobliwie w nazwiskach i imionach. W pierwszym tomie Kollektaneów (str. 205,216) pomieścił Sękowski nader ciekawe szczegóły o wyprawie na Polskę, w r. 1653, Islam-Gireja Chana Krymskiego, wyjęte z Naima-efendego; lecz imiona właściwe w tekście tureckim są przekształcone do takiego stopnia, że niepodobna ich

odgadnąć i tak pozostały w przekładzie polskim, albo są wypuszczone. Dziejopis turecki mówi, że król ze Lwowa wystąpił z całą armją przeciw kozakom i przybył pod ściany fortecy, zowiącej się Kart Konstantin t. j. do Starego konstantynowa (przymiotnik turecki kart znaczy stary); Sękowski nie umiał wyczytać tej nazwy, wypuścił ją i przetłumaczył „król wyszedłszy z Ilbadyna (Lwowa) ciągnie prosto do ziemi kozackiej.” Podobnego rodzaju opuszczenia powtarzają się u niego bardzo często, a skaleczone nazwy miasteczek i zamków Czaczeplik, Dimukie, Markoska, Dunko, Wisłatyn, Aryzad, Diszno, rzeki Syr i t. p. dałyby się łatwo sprostować i poprawić na Czaczanik, Demowka, Markowka, Zinkow, Husiatyn, Zborów, Wiszniowiec, Styr, jak równie imię pełnomocnika polskiego (a nie dowódcy jak u Sękowskiego) Kytłazyusz nie wypadłoby tak zostawić — czy nie będzie to Koryciński Koricius) lub któs podobny. Nie ulega wątpliwości, że Sękowski nie wszędzie jest wiernym i dokładnym w swych przekładach, i że jego krytyka naszych historyków jest przesadzoną, ale nie wypadało też Pietraszewskiemu z taką grozą nań rzucać się i razić go pociskami dorywczego częstokroć sądu. Za staraniem jednego z ziomków, nowy przekład poselstw tureckich, uprzednio był umieszczony cząstkowo w Przeglądzie Poznańskim, lecz obcięto mu poły tak kuso, zwłaszcza w objaśnieniach, że sam tłumacz zaledwo mógł poznać pracę swoją. Prócz tego w Przyjacielu ludu były drukowane ciekawe wyjątki z jego opisu podróży ośmioletniej wschodzie (XIII. 306,322, 346,350).

Przyswoiwszy sobie znajomość trzech mów, tak bogatych i rozległych, Azji, to jest języków arabskiego, perskiego i tureckiego, Pietraszewaki pałał szlachetną żądzą naukowego zawodu, bo ten zawód obiecywał mu środki dla całkowitego poświęcenia się ulubionym przezeń badaniom wschodu. Nieprzyjazny los inaczej zrządził: zamiast uniwersyteckiej katedry, do której był usposobionym, ziomek nasz rzucony, został na obszar działalności dyplomatycznej, do czego posiadał zasoby jedynie tylko w szczerych i prawych zasadach krwi swojej staropolskiej. Nie powiódł się mu ten zawód; tęsknił po katedrze —! kiedy ją utrzymał w uniwersytecie Berlińskim chociaż nadetatową, zdawało się, że orjentalista polski powracał do celu, o którym niegdyś marzył i dla którego, według wszelkiego prawdopodobieństwa, miał się urodzić. Ale tu właśnie zmienia się sfera pracy jego uczonej.

Uderzony nader blizkiem, a niezaprzeczonem, powinowactwem języka Zendzkiego ze słowiańskiemi, a mianowicie z polskim, poświęca się już nauce Zendawesty Zoroastra, czyli, jak on czytał, Zędaszty a jeszcze lepiej Zędawsty t. j. życiodawczej książki — im więcej ją zgłębia, im bliżej zajmuję się językiem Zendzkim, tem mocniej przekonywa się o najważniejszem dla dziejów polskich odkryciu, o użyteczności dla całej słowiańszczyzny. W skutek takiego przekonania wydaje on w r. 1857 w Berlinie dwa sposzyty Zendawesty z transkrypcją, tłumaczeniem na cztery języki; polski, niemiecki, francuzki i turecki i kommentarzem, pod tytułem: „Miano Słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendaweste a Zędaszta to jest życie dawcza książeczka Zoroastra” (drugi takiż tytuł po niemiecku), nie szczędząc ni pracy, ni wielkich kosztów, własnym nakładem, jedynie dla chluby świata Słowiańskiego i w ogólności dla dobra nauki. W ocenieniu tego dzieła, posługiwać się będziemy zdaniem z prawa głębokiego znawcy Sanskrytu i Zendu, naszego ziomka, p. Kajetana Koszowicza, profeasora literatury Sanskryckiej przy wydziale języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim. „Jako wydawca Zendawesty, sądzi on, Pietraszewski zdaje się mieć wiele wspólnego z drugim, dawno już zmarłym męczenikiem nauki Słowiańskiej, Walentym Skorochodem Majewskim. Przed 40-tu z górą laty, kiedy w całej Europie li tylko w Paryżu była katedra języka Sanskryckiego, kiedy nikt jeszcze nie podejrzałby najmniejszego powinowactwa Sanakrytu z językami Europy, Majewski pierwszy mową polską wyrzekł o tem powinowactwie i one udowodnił. Licz jakiż wzięło skutek pierwsze odkrycie zasad, któremi słusznie tyle się szczyci filologja porównawcza? oto, że Majewski był zmuszony szczupły swój fundusz obracać na drukowanie swych dzieł, przez nikogo nie czytanych, i że o nim dziś rzadki z rodaków, a za granicą może nikt nie wie.

W przedmowie do „Rozpraw o języku Samskrytskim (1816)” Majewski wołał: „nie żądam jak tylko zwrotu kosztów, pracę zaś i zabiegi z serca szanownym poświęcam współziomkom” koszta jednakowo się niewracały. Z gorzkiem uczuciem wołał on później: „straci autor, to nie będzie zbierał i pisał, a tem samem wiele zyska” (str. LXIV), a jednakże zbierał i pisał i przekazał dzieła swoje, ku uwielbieniu pamięci dostojnego męża, stuleciom przyszłości.

„Pietraszewski pierwszy wskazał niezaprzeczone nader blizkie powinowactwo Zendu z językami słowiańskiemi, a zwłaszcza z polskim. Uczeni sławiańscy pracę jego, pełną zamiłowania i poświęcenia się, pokryli milczeniem, zagraniczni zaś ozwali się o niej z szyderstwem i pogardą bez żadnych udowodnień. Gdyby znawcy Zendu, których tak mało dotychczas, wykazali sumiennie uchybienia naszego uczonego, niezawodnie by skorzystał on z uwag bezstronnych, i wartość pracy jego, bez wątpienia, nabyłaby wyższego znaczenia (łacniej zaiste przesądzać i szydzić jak sememu cóś utworzyć); widząc zaś jedyną złośliwość w swych sędziach, on zrobił co winien był zrobić, nie przestawał poświęcać zdrowia swego i lichego mienią dla nauki słowiańszczyzny, na złość swym przeciwnikom. Przy mnóstwie rzeczywistych uchybień w badaniach nad językiem, którego dotąd nie posiadamy jeszcze ani grammatyki ani słownika, uchybień, które na nicby się przydało tu wytykać, Pietraszewski nawet i tem dziełem swojem jaśnieje, jako pierwszy co za Słowian wyrzekł nieznany u nas pewnik o bliskiem powinowactwie języka Zendu ze słowiańskiemi, i nawet w bliższym stopniu, niż jest z nimi spokrewniony Sanskryt, o czem pierwszy zawyrokował przed 40-tą laty, jakiem wzmiankował, nasz uczony Majewski, i co przez spółczesną filologją ostatecznie jest udowodnionem. Kwestje, wykryte przez naszych pracowników, nie pozostaną bez wywarcia dobroczynnego wpływu nie tylko na filologiczne, ale i na historyczne badania, a zatem na cały ogół powszechnej oświaty.”Przysyłając mi dwa sposzyty Zędaszty,”cuda istotnie odkryłem, pisał mi (20 marca 1857 r.) za Bożą pomocą, kiedy się wczytasz, sam oddasz mi sprawiedliwość, i tym że duchem zachwycenia owionionym będziesz. Historyk nasz Joachim owo co mi pisze: nie gniewaj się że milczę, nie odpisuję na twe dzieło dosłane i listy, bo recenzję doń piszę, rzucam, i znowu piszę, bo ni liter ni jakiegokolwiek bądź dzieła na świecie nie znam, coby mi na oparcie dłużyć mogło, twe dzieło pierwiastkiem niechybnym, emigracją niezawodną której odkrycia przez cały mój wiek wyglądałem, o czemużem cie młodszy, bo jutro 71 lat kończę, abym się doczekał czytać i ostatni twój sposzyt, niech cię  Bóg błogosławi z mozolną a miłą, ojczystą twą pracą!” Dzieło, za które oczekiwał on wdzięczności nie tylko od ziomków, ale od całego świata Słowiańskiego, zniechęciło ku niemu władze uniwersytetu i pozbawiło go nawet bardzo umiarkowanego wsparcia, jakie pobierał w uniwersytecie. W liście 26-go grudnia 1858 gorzko się mnie żali na tę niesprawiedliwość, jaki wzięła skutek Zędeszta! wzgardzili, odrzucili ją Słowianie, poczytali autora za dziwaka! Biada mnie, że właśnie Sławianie dziś jeszcze zbyt leniwi, przeczą nie własnemi głosami a niemieckiemi, na ich katedrach osiadłerni, mojemu odkryciu, rękawica rzucona tomem pierwszym; patrz co odpowiedział ministrowi urzędowie professor Bopp, mój kollega w uniwersytecie, na katedrze języka Sanskryckiego „ja nieznam Zendzkiego”! a tymczasem w akademji nauk, śród swych kollegów, „to nic nie warto” odpowiedział. Nie uwierzysz jak mi serce boli za upadek prawdy i cierpienie autora! Towarzystwo języków wschodnich, w r. 1845 w Dreźnie zawiązane, pod moją ręką, przystało kilku członków do ministra oświecenia (zaćmienia aby mię odepchnął ze służby i zarazem przeciął mi sposób wydania drugiego tomu Zędaszty, która jest policzkiem dla nich i on ich wysłuchał, zepchnął mię już od roku i już od roku głodem mrę. Myślę wracać na wschód, ale jak i o czem? droga doń wiele kosztuje, a jabym się na koszta nie zdobył, sprzedawszy nawet za bezcen drogą memu sercu bibljotekę. Boże opatrz środki!” W następnym liście, 14-go marca 1859 r. podaje. „Biada Zędaszcie mojej, niemylnej, od krycie nazwy Sławiaństwa udowadniającej! Biada i mnie, bom się jak rak wyszeptał ze złota, i ani kroku dalej pójść niemogę! biada grammatyce Zędzkiej, jest to czysty obraz grammatyki polsko-rusko-serbsko-czeskiej, do serca Słowian czysto przemawiającej! i słownictwu ze źródłami słów słowiańskich wypracowanemu, już skończonemu! biada oraz tomowi drugiemu tego dzieła, wszystko to leży w skryptach bez ceny, a ja nań patrzę jak kozioł na wodę, bo nie pojmuję ducha Słowian, chociaż w tak ważnem odkryciu dla słowiaństwa tylko, dla 80 miljonów naszej ludności, li w Europie! Na prawdę, ja nie pojmuję Słowian uczucia w ich własnej, a najważniejszej im sprawie, bo ja, jak owa kropla, kluję i kluję skałę, aby się z niej wydobyć, ją przebić”! Szczególniejsza to rzecz, professor, który z chlubą i pożytkiem z katedry uniwersytetu wykładał język perski czy turecki, poniósł stratę w katedrze tych języków za napisanie dzieła w przedmiocie całkiem od jego prelekcij odrębnym! W takiej rozpaczy, wielce pocieszył go wspaniałomyślny Butieniew b. poseł przy porcie otomańskiej, czy pamiętasz go? pisze Pietraszewski 8-go września 1859 r. on mię tu przyjął jako ojciec prawdziwy, on się dziś cieszy jak swemi dziećmi, mężami dzisiaj, co z pod ręki jego wyszli. On przyjąwszy do rąk tom pierwszy, uradował się mocno i oświadczył że to rzecz godna, ten język aby go rozkrzewiać w kraju, on mi życzył powrócić do Rossji i starać się o katedrę języka Zędzkiego, o czem on u ministra porobi kroki.” Pragnął tego z duszy i Pietraszewski ale jak wiadomo, brak summy etatowej stawał na przeszkodzie. Pośród dolegliwych, utrapień, los powołał go znowu na wschód. Rząd Pruski okazał się dlań wspaniałomyślniejszym i lepiej oceniającym naukę jego, jak uniwersytet, którego był członkiem. „Bóg wszechmocny, słowa z listu, pisanego 2-go stycznia 1860 r. dał mi wpaść na stare, lecz czerstwe lata, na pierwszą moją karjerę. Naznaczony jestem pierwszym drogomanem przy poselstwie Pruskiem do Persji, do Teheranu; ale ja ciągiem myślę o mojem dziele. Orjentaliści z Bombay, Londynu, Paryża i Niemiec, mozoląc się od 200 lat nad przetłumaczeniem Zendawesty, Awesty, Zędawesty; nic znając i nie rozumiejąc brzemienia słowiańskiego nadali mu tok liturgiczny, bałwochwalczy, znamienując wszystkie słowa polskie jako boginie i bożków. O jakże Bóg miłosierny. On mi dziś wszystkie trudy wynagradza. W Persji żyć spkojnie, chwalić Boga, i dalej pracować nad mojem dziełem będę: tam może i grammatykę Zędską wydrukuję, bo Teheran już ma drukarnię. 5-go lutego wyjeżdżam do Triestu, skąd 11-go dalej parostatkiem do Aten, Syry, i do Stambułu, nam doskonale znajomego, co tam pamiątek i przypomnień! Ostatnie nader zajmująco jego pismo, a pełne już nadziei i uroku otrzymałem właśnie z Teheranu z d. 4 czerwca, 1860 r. „Otoż odzywa się do mnie, siedzę od miesiąca w stolicy Persów, pierwszych ludów świata, w stolicy prapradziadów rodu słowiańskiego, ich język spotykałem w aułach ruskich, w prowincji Azerbejdżańskiej. Djalekta zaś Perskie, jako to Mazandaranu i Farsystanu brzmią do tyla po zędsku przy słowach czysto słowiańskich że mieszkańcy odległych prowincij i miast różnych, już się nie rozumieją po persku; więc azerbejdżańsko-tureckim językiem rozmawiają. Jeśliby człowiek miał więcej zasobów do podróży i wydatku na książki, wieleby tu można odkryć dla literatury Słowiańskiej. Poznałem się z Gebrami: jest to lud prosty lecz poczciwy nad podziw, ich mowa jest czysto Zędska więc powszechna, trzymają się oni czysto praw Zoroastra; ale pisma jego nie znają, do tyla bowiem ignorantyzm wkradł się pod ich strzechę rodu niegdyś czystego. Z powodu zaniedbania języka Zędzkiego, który się plugawił na wschodzie różnemi tłumaczeniami, tak jak w Europie rożnem małpowaniem; oni do dziś dnia nie składają na cmentarzu trupów, ale wybrawszy górę, niezmiernie wysoką kładą tam ciała martwych na nastwęptastwa, potem zaś nagie a suche kości do głębokiej, na owej górze wykopanej studni zrzucają. Wyziewy ciał ludzkich, mówią oni, szkodzić zdrowiu nie mają. Kiedym położył przed ich oczy Zędasztę, lepiej Zędawastę, życie dawającą księgę, to z nabożeństwem ją przyjęli; czytali jak mogli, i oświadczyli, pomódz drukować tom drugi, a pierwszy na język perski przełożyć,— zobaczemy. Z radością czytałem twej pracy chrestomatję w Bibliotece Szacha, niech cię Bóg błogosławi w dobrych twych pracach.” Los się uśmiechnął naszemu uczonemu badaczowi przeszłości wschodu, lecz nie na długo, w wycieczce bowiem naukowej, przedsięwziętej przez członków poselstwa pruskiego do Szyrazu w połowie listopada) zachorował wspólnie ze wszystkiemi osobami poselstwa na gorączkę, grasującą wyłącznie w tym roku w Persji i Szyrazem; zaskoczony nielitościwie w nowych swych poszukiwaniach z zapałem przezeń rozpoczętych, w dali od kraju, który tak kochał i od przyjaciół, którzy go tak kochali, dokonawszy z Bogiem i w Bogu, poczciwie, szlachetnie, bogobojnie chwalebne swe powołanie, na tej ziemicy niedoli i odczarowań.

A. Muchliński.

Pozwolono drukować, z obowiązkiem złożenia w komitecie cenzury prawem przepisanej liczby egzemplarzy. Wilno, d. 20 Stycznia 1861 r. Cenzor, Paweł Kukolnik.

W drukarni A. H. Kirkora.

Autor: OGRODZIŃSKI Władysław
Tytuł: Ignacy Pietraszewski. Uczony „Warmijczyk”. W 90 rocznicę zgonu
Miejsce wydania: Olsztyn
Data wydania: 1960
Wydawnictwo: POJEZIERZE
Format: 20,5 cm
Strony: 28
Ilustracje: ilustr.
Mapy:
Oprawa: okł. oryg.

Wszystkim, którzy  wątpią w WIARĘ Przyrodzoną Słowian – jej odwieczność, sens i jej wieczystość, w skuteczność jej Strażników i istnienie Świątyni Światła,  gratuluję dobrego samopoczucia i życzę dalszych sukcesów w zgłębianiu Rzeczywistości w zgodzie z tzw ateizmem lub z tzw religią.

I to by było na tyle

CB

Uzupełnienie niezbędne

- włączam w artykuł link od Jacka do jedynego polskiego tłumaczenia Awesty – wykonanego przez  Ignacego Pietraszewskiego – ponad 150 lat temu – udostępniono publicznie w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej w Poznaniu:

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=108962&from=latest

Marek Wójtowicz i Piotr Kudrycki – Światowid-Świętowit na Ślęży

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Kwiecień 2012

Miesiąc prawie  temu przeszły Jare Gody i uroczystości na Świętej  Górze Słowian – Ślęży. Umiejscowienie tej Góry w systemie najważniejszych świętych gór i megalitycznych budowli Mazji (Azji) oraz Białego i Czarnego Lądu (Europy i Afryki) jest zupełnie wyjątkowe, bowiem to ta góra właśnie leży w samym sercu SYSTEMU i stanowi punkt przecięcia Osi Północ – Południe z Osią Zachód – Wschód.

Poniższy tekst jest nierozerwalnie związany z repliką Światowida postawionego 27 września 2010 (7518 r.S.) roku na Ślęży. Nie była to data przypadkowa. Według wszelkich znaków na Niebie i na Ziemi Ślęża jest bowiem Górą Rodów i Przyrody Ziemi – a więc jest Górą Narodów i Górą Siedliska – związaną z czertą 3. Ten charakter sanktuarium Ślężańskiego potwierdzają zlokalizowane tutaj zabytki. Góra Ślęży tworzy też oczywiście, jak wszystkie ważne święte góry swój własny system wzgórz i kopców. Ten system przez obecność choćby Raduni i miejscowej Będkówki potwierdza dodatkowo jej poświęcenie kultowi Przyrody i Roda.  Także i to że góra ta znajduje się w Sercu Świętych Wzgórz i Kopców nie jest przypadkiem, tak jak nie jest przypadkiem że to Lugia- Lęgia i jej spadkobierczyni Polska jest Sercem Świata.

C.B.

Na słowiańskiej góry szczycie…

Masyw Ślęży – miejsce niezwykłe, owiane tajemnicą, objęte swoistą zmową milczenia dotyczącą dawnych dziejów. Nie ma tu zabytków, ani szczególnych atrakcji turystycznych a miejsca tego nie trzyma się żadna legenda, choć wiadomo , że niegdyś bywał tu Bolesław Chrobry , Piotr Włost. Jednak w pogodne dni lub szczególne astronomiczne daty- gdy usiądzie się przy parkingu

na przełęczy Tąpadła- to można zobaczyć rejestracje samochodowe z najdalszych zakątków  Polski.

Co takiego przyciąga tych ludzi właśnie tutaj ?

 

Pod jasną nadziei gwiazdą…

Kiedy zejdzie się z uczęszczanych ścieżek i zanurzy w slężańskie ostępy, porzuci się odwieczne schematy myślowe, można się natknąć na pozostałości tego czym to miejsce było. A było to Święte Miejsce Słowian. Masyw emanował kompletem energii duszy planety. To tutaj rody słowiańskie utwierdzały w sobie energetyczne wzorce harmonijnej egzystencji ziemskiej, by wyruszyć potem w obszar euro dając zaczyn europejskim nacjom  .

Dzisiaj umęczeni cywilizacyjnym jarzmem ludzie coraz częściej szukają harmonii i  spokoju. Wielu z nich- wiedzionych często niejasnym przeczuciem- trafia na Ślężę by w cichej kontemplacji zarezonować z energią Matki Ziemi. I wtedy rodzi się w człowieku-najpierw nieuświadomiona jeszcze-z czasem jednak coraz silniejsza potrzeba zmian, innego spojrzenia na przyrodę ,kosmos i wreszcie na samego siebie. I nie jest to przypadek, że z niejednych ust słyszałem określenie

Slęża to ARKA NOVEGO !

 

Zapisuję wróżby słowa…

W dziewiętnastym wieku trafił tu Roman Zmorski –polski poeta romantyczny.

Jego pobyt upamiętnia tablica umieszczona na ścianie schroniska, a zamieszczony tam  jego sześciowiersz stanowi osnowę tego artykułu.

W 2009 roku- w trakcie czerwcowych inicjacji z udziałem żywiołów wody i ognia

-zrodził się pomysł  wyrzeźbienia repliki posągu Światowida, którego oryginał  znajduje się w muzeum archeologicznym w Krakowie. Człowiekiem, którego ślężańskie klimaty zainspirowały  do tego dzieła jest Piotr Kudrycki – poszukiwacz.

Wróci –
– wróci w stare gniazdo…

Poszukiwacz, coś spokój zakłóca, coś drażni duszę i ducha. Pytanie co?

Może to myśl rozumu podstępna każe szukać w idei Religi zachodu lub wschodu, wierzeniach i kulturze Indian , Hindusów lub czarnych braci z Afryki.

Wszędzie tam jest fascynacja i piękno i wiele można z tego wnieść do swojego życia. Jednak w pieczy Matki tam gdzie zrodzony zostałem, gdzie rodzina dom , miłość i przyjaciele, tam pełnię dla serca odnaleźć musiałem.

Kawał Lipy i dłuto  same się spotkały w akcie tworzenia w rodzącym się spokoju wewnętrznym. W harmonii z Sercem Matki Ziemi w przekazie przodków Słowian i tego miejsca gdzie czuję me gniazdo jest pełne.

 

Stare prawo, stara mowa…

Czyżby słowa wróżby zaczęły się spełniać. We  wrześniu 2009 roku- w trakcie 6 edycji  Harmonii Kosmosu w Sulistrowicach – miało miejsce odsłonięcie rzeźby

Świętej  Wizji Stworzenia Świata – ŚWIATOWID-autorstwa  Piotra Kudryckiego

Był to bardzo podniosły moment połączony z wykładem Marka Wójtowicza pod tytułem ‘’ Słowiański Rodowód”.

Przez następny rok rzeźba znalazła schronienie w Ślężańskim ośrodku Kultury w Sobótce, by wreszcie  27 września 2010 roku o godzinie 12.00 stanąć na szczycie Ślęży w schronisku PTTK.

Słowa wróżby Romana Zmorskiego po części wypełniły się.

i natchnione Słowian życie.

Słowianie czcili Jedynego Boga, lecz nie sposób zarysować granicę między ich religią a życiem. Sfery te przenikały się wzajemnie tak- jak Słońce przenika powietrze. We wszystkim co ich otaczało dostrzegali i czcili przejaw Bożej mocy i miłości.  Czyniąc wciąż żywą Wiedzę o Stworzeniu- którą im powierzono-mogli dowolnie czerpać z nieprzebranych zasobów obfitości, która zawsze czeka na człowieka.

Wsłuchani w rytmy przyrody, Księżyca, Słońca , Galaktyki- trwali w Harmonii z

DZIEŁEM BOŻYM.

Było to-zagubione już dziś- świadome uczestnictwo w nieskończonym strumieniu Życia.

Słowiańszczyzna jest jak ocean, aby poczuć jego bezkres , głębię i moc, trzeba się w nim zanurzyć i płynąć…

                                                            Marek Wójtowicz i Piotr Kudrycki

W czasopiśmie Świat Sobótki

 – październik 2011

[kliknij - powiększ - czytaj]

STĄPAJĄC PO ROZŻARZONEJ ŚCIEŻCE

Z Markiem Wójtowiczem – krzewicielem kultu obcowania z żywiołem ognia rozmawia Marzena Tomaszek.

- Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z ogniem?

To było latem 2000 roku w Górce. Wziąłem udział w spotkaniu, które kończyło się przejściem       po rozżarzonej ścieżce – i to był mój pierwszy raz …

- Co takiego stało się wtedy, że dziś – po 10 latach – ciągle kultywujesz i rozwijasz obcowanie z żywiołem ognia?

To było bardzo głębokie i nowe przeżycie. Słowa nie w pełni oddają jego istotę, ale jedno jest pewne, że przekroczyłem wtedy pewien próg. Próg zwany lękiem – czyli przestałem się bać! Po raz pierwszy zauważyłem, że można istnieć bez ograniczeń i wówczas moje życie zaczęło się zmieniać – i ten proces zmian trwa nadal, ponieważ przygoda z ogniem nie kończ się nigdy….

- Osoby, które przeszły inicjację żywiołem ognia to ludzie specjalnie predysponowani?

Nie. To może zrobić każdy. Jedyny warunek jaki trzeba spełnić – to trzeba chcieć!

- No tak „chcieć to móc” – ale potrzebne są chyba jakieś przygotowania?

Oczywiście. W zależności od tego, czy jest to grupa adeptów czy też grupa doświadczonych, spotkanie trwa od 5 do 10 godzin. Samo chodzenie po ścieżce trwa około 20 min. W pozostałym czasie uczestnicy są przygotowywani do inicjacji przy pomocy odpowiednich rytuałów, muzyki lub medytacji oraz szczegółowego instruktarzu,

- Na czym polegają rytuały?

O tym nie chcę mówić, ponieważ wiedza o rytuałach nie powinna funkcjonować w przestrzeni      publicznej. Mogę tylko zapewnić, że każdy, kto weźmie udział w „chodzeniu po ogniu” dozna ich działania.

- Gdzie znaleźć informację o takich działaniach?

                Cóż! Oswajanie Żywiołu Ognia to nie jest towar. Zatem, nie można go reklamować lub sprzedawać i większość prowadzących tego nie robi. Chęć udziału w inicjacji musi być na tyle silna, by zmusiła adepta do szukania kontaktu. A kto szuka – ten znajdzie …

- Powiedziałeś wcześniej, że przygoda z ogniem nigdy się nie kończy – co to oznacza?

Rzeczywistość w której jeszcze funkcjonujemy, to rzeczywistość ograniczona we wszystkich swoich aspektach. Na straży tych ograniczeń stoi lęk. Rozum, intelekt, rozsądek i wykształcenie mówią Ci – „nie rób tego”. Ty jednak opuszczasz tę część siebie i wchodzisz w inną – wyższą – i nagle stwierdzasz, że właśnie przeszłaś po rozżarzonej ścieżce (800 – 1000  ̊C). Zdumiona odkrywasz, że istnieje w Tobie poziom pozbawiony lęku, gdzie nie ma żadnych ograniczeń – i oto otwiera się przed tobą przestrzeń nieskończonych możliwości! Kolejną rzeczą, którą sobie uświadamiasz, że to Ty jesteś jedyną dysponentką tych możliwości i tej przestrzeni, by w końcu ugruntować w sobie pewność, że sama jesteś tą przestrzenią i tymi możliwościami. Wtedy stajesz wyprostowana, uśmiechnięta i z wysoko podniesionym czołem patrzysz przed siebie, bo wiesz już KIM JESTEŚ ! Czyż to nie fascynujące?

- Taki finał na pewno.

Nie mów o finale, bo to dopiero dobry początek! Kiedy wiesz już KIM JESTEŚ, możesz zacząć z tego korzystać.

- I to wszystko za sprawą ognia?

ŻYWIOŁ OGNIA symbolizuje DUCHA. To jedyny z żywiołów, który nie podlega ograniczeniom, istnieje tylko w ruchu. Jego podstawową cechą jest zmienność i w niej właśnie zawiera się jego moc i siła. Kto chce obcować z żywiołem ognia, musi działać z poziomu DUCHA.

Reasumując – rozżarzona ścieżka wiedzie nas do prawdy o nas samych – to ścieżka do naszych korzeni.

- Gdzie są Twoje korzenie?

Jestem Słowianinem. Moje korzenie tkwią głęboko w dziejach tej ziemi i tego ludu. To właśnie Słowianie byli wielkimi czcicielami ŚWIĘTEGO OGNIA. Tu – na obszarze między Kaukazem, a Alpami istniał kiedyś duży KAGANAT – największe w dziejach „imperium DUCHA” oparte o żywioł Słowiański. Świątynia 9 kręgów czasu która istniała na Ślęży, była zwornikiem między światem duchowym, a rzeczywistością materialną. Jednym z jej głównych atrybutów był – wiecznie żywy ŚWIĘTY OGIEŃ.

- Czy ogień ma właściwości terapeutyczne?

Tak, jedno przejście po rozżarzonej ścieżce daje tysiąckrotnie większy efekt niż godzinna akupresura stóp. Ludzie, którzy to robią 2 – 3 razy do roku i prowadzą zdrowy tryb życia, w zasadzie nie chorują. Jest jeszcze coś – nazwałbym to „ diagnostyką ognia”. Pod stopami znajdują się receptory wszystkich organów wewnętrznych. Jeśli któryś z organów jest chory lub osłabiony, to po przejściu po ścieżce – w miejscu gdzie znajdują się jego receptory wystąpi bąbelek. To działa bardzo precyzyjnie.

- Niedawno media podały, że w okolicach Rzymu zorganizowano „chodzenie po ogniu” dla grupy wysoko postawionych managerów i wszyscy wylądowali w szpitalu….

Cóż – jeśli za jakąkolwiek sprawę biorą się ignoranci, to to się zawsze źle kończy. Niestety żyjemy w świecie, gdzie ignorancja ma się coraz lepiej

- Czy Tobie zdarzają się niepowodzenia?

Sporadycznie. A głównie dlatego, że niektórzy ukrywają iż są np. w trakcie leczenia, lub po przebyciu ciężkiej choroby – choć ja zawsze o to pytam.

- Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia „na ścieżce”.

Dziękuję bardzo i zapraszam.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 654 obserwujących.