białczyński

Kuchnia Królestwa SIS: groch z fasolą czyli o orkiszu, bobie, ciecierzycy, sojenicy, soczewicy i innych słowiańskich strąkach i kłosach

Opublikowany w kuchnia, Słowianie przez bialczynski w dniu 28 Czerwiec 2012

Przedstawiamy tutaj przepisy na grochy i fasole oraz inne ziarna, które mogą równie dobrze stanowić podstawę diety mięsnej,  bezmięsnej (wolę takie słowo), a nawet czysto roślinnej (też wolę takie  określenie rdzenne i czysto słowiańskie, niż wege-tarianizm lub wega-nizm czy inne obce świństwo).

Będą to grochy i fasole rdzenne euro-azjatyckie (my rodzimowiercy polscy i słowiańscy mówimy lądyjsko-mazyjskie, bo Europa to po prostu Ląd , lub Biały Ląd – tak nazywali go nasi przodkowie,Afryka to Ląd Czarny, a Azja to Mazja – miano od-imienne pochodzące od Mazy-Maży (pół-boginki – pół-Amazonki, tak samo Ląd bierze miano od boginki i jednocześnie Mazonki -  Lędy-ŁABĘDY).

Herb Kołodyn hetmana Iwjana  Mazepy – jest nie tylko wariantem lustrzanych liter K czyli cyrylickiego Ж (z zamienioną na poziom podstawą tych liter), ale też wprost pokazuje dwa odwrócone księżyce co jest nawiązaniem bezpośrednim do głęboko ezoterycznych znaczeń i do mitologicznych przekazów Wiary Przyrodzonej Słowian zakorzenionych w najgłębszej asyryjsko-babilońskiej symbolice starożytnej.

Miano Koło-dyn odzwierciedla niebiański charakter Koła Czasu (Koła Czaru, Kola Czakry0, tak jak w słowie dyn-ia, dyn-gus, dyn-namit (ogień miotany – dyna-miot), den-ga (tęcza, bogini Denga), Ra-Du(n)-ga – (tęcza i woda – duń, toń oraz ruch – duć, dyć, duty, dęty, nadęty-obrzmiały, baniasty (jak słońce i owoc słoneczny – dynia) jak w imionach bogów: Wiatru – Dyj – Dyaus Pater , Deń-Dzień-Dyewana (świetlista, ruchliwa i leśna, bo wan – święty las, Wanowie – Święci Boru, bogowie leśni i ogniści), Dana-Daboga (Pani Dnia i Ognia Nieba, czyli Jassności) – identycznie jak w staropruskim (staroboruskim) słowie  dangus – niebo, dengenennis – niebieski, z niebios pochodzący, czy dag- ogień obecne w imieniu władcy Mieszka Koszańskiego (Koszebskiego) – Dagome, czy w końcówkach imion bogów jako znak światłości i świętości – dag na przykład w Po-DAG-a. Kołodyn – dynamiczne Koło czasu, koło Bogów, Koło Świata, Koło Światła, Koło Czaru (Księżyca – Czuryły), Kala-Czakra.

Mazja to imię słowiano-skołockiej bohaterki (bóg, wiadomo, tyrs – berło), które zniekształcono przez tysiąclecia w kontaktach z niearyjskimi językami. Od niego pochodzą też takie nazwy geograficzne jak Morze Mazowskie, Mazury, Mazowsze, plemienne jak Mazowszany, Mazonki-Amazonki oraz miana boskie jak Mażana-Marzana-Marzanna, czy imiona i nazwiska, jak współczesne Marzena, albo Mazepa – nazwisko bohatera dramatu Juliusza Słowackiego [hetman Iwan (Iwjan, Jan) Mazepa herbu Kołodyn - gdzie imię od Iwy-wierzby, Wierszby - Drzewa Świata i herb od Kołodzi-Kłódzi (Drzewa Świata, zamyku Swąta - Światła Świata) i od Kolady - bóstwa pór roku - Pani /Pana Zimy, zwanego też Kostromą lub Kostrubonkiem.

Królestwo Sis w Starożytności

Przedstawimy tutaj dania z całego obszaru starożytnego Sistanu (Królestwa SIS - Królestwa Słowian-Istów-Scytów), a więc z Wielkiej Scytii Europejskiej i Azjatyckiej, z Wielkiej Sarmacji Europejskiej i Azjatyckiej, z Wene-Dawii (Wene-Dahji), z Grand Tartarii - jak nazywano ten rozległy a jednorodny kulturowo obszar w różnych okresach, począwszy od czasów Asyrii i Babilonu, Judei i Egiptu z epoki Starszych Dynastii Królów (okres wczesnodynastyczny), aż po najnowsze czasy.

Miejmy świadomość, że naturalne pradawne dziedzictwo kulinarne Słowian rozciąga się od Doliny Indusu i Gangesu (rzek Widjuszu i Gęgawy), przez Himalaje, Dach Świata i Wielki Step, przez Syberię - od jej wschodnich alaskańskich i kamczackich krańców i poprzez Ural, przez Iran, Afganistan i Pakistan, przez Kaukaz i Anatolię aż do Południowej i Zachodniej Europy, a także na północ  - do Skandynawii.Obejmuje więc cały bieg rzeki Grań-Ren i Dunaj i Wołgi, rzek syberyjskich, ale i zachodnie Chiny, gdzie rudowłosi Toharowie "sprzedali" Chińczykom w odległych wiekach nie tylko tajemnicę hodowli bydła i wytwarzania przetworów mlecznych czy wykorzystania konia, rydwanu i koła, ale także tajemnicę wypieku chleba i wytwarzania pierogów, klusek czy makaronów, a także warzenia piwa (zbożowego), pienki (z konopi) i czaju (z liści wiśni, morwy, maliny, lipy czy herbaty).

Ponieważ żyjemy współcześnie a nie w starożytności, znajdą się tutaj także całkiem "świeże" kulinarne  nabytki, potrawy na bazie takich roślin jak fasole, z udziałem takich ziaren jak kukurydza i inne, które powtórnie odkryto w czasach europejskiego Odrodzenia, a które już wcześniej były w użyciu pradziadów Amerykanów, Azjatów i Europejczyków. Pamiętajmy że Nowy Świat był nowym tylko dla Europy Pośredniowiecznej, tej Europy która doznała straszliwego załamania cywilizacyjnego i szoku związanego z zapaścią demograficzną pomiędzy rokiem 400 a 800 naszej ery, która została odcięta od wiedzy o swoich korzeniach i przeszłych osiągnięciach przez chrześcijaństwo z jego scholastyką. Scholastyka, to "filozofia" i swoista metoda wykładu wiedzy o świecie, która była odmianą uniwersyteckiej cenzury Wiedzy. Przez 500 lat monopol na wiedzę i "światłość" miał w Europie Kościół i została ona przezeń świadomie ograniczona do Pisma Świętego i kilku dzieł Arystotelesa.

Tych którzy nie rozumieją tak szerokich "ambicji" terytorialnych słowiańskiej kuchni przepraszam, że nie wytłumaczę tutaj skąd się one biorą. Odsyłam do innych artykułów na tym blogu, które szeroko wyjaśniają nasze "korzenie" sięgające pradawnych czasów, a obejmujące terytorium dużo rozleglejszego niż to, z którego przytaczamy  kulinarne przepisy w tym akurat artykule.

Różnego rodzaju ziarna - grochy i zboża są prastarym pokarmem człowieka i stanowią podstawę naszej diety, czy tego chcemy czy nie. Nasze prababki włożyły wiele pomysłowości, inwencji i odkrywczego talentu w wykorzystanie możliwości jakie dała nam Przyroda. W dziedzinie wykorzystania jej zasobów jako pokarmu, a także przetwórstwa tychże zasobów, które pozwala wytworzyć niezbędne zapasy na czas niedostatku, Człowiek wzniósł się na wyżyny i z prostego zaspokajania głodu uczynił prawdziwą sztukę.

Dzisiaj często spotyka się głosy dietetyków i specjalistów od kuchni (a któż nie jest tym specjalistą skoro kobieta spędza w kuchni lwią część dnia a wszyscy - całymi rodzinami spędzamy na jedzeniu wcale nie mniej czasu niż na innych czynnościach), że ziarna , zboże, mąka, chleb (zwłaszcza biały) - mają niekorzystne działanie na to czy tamto, powodują problemy takie czy inne, otyłość i inne zdrowotne niekorzystne zawirowania, a w ogóle jedzenie skraca nam życie. 

Powiem co następuje. Jedzenie zabija w nie mniejszym stopniu niż oddychanie, a w ogóle życie prowadzi nas prosto do śmierci - Ciało jest chwilowym wehikułem, który nasz duch otrzymuje by nabrać specyficznych doświadczeń, które możemy osiągnąć tylko i wyłącznie dzięki Przyrodzie i Życiu w Przyrodzie Ziemi - myśmy są Ród i Dzieci Roda - Narody Ziemi, a ona  - Przyroda jest jego żoną i siostrą , nieodstępną towarzyszką PRZY RODZIE STOJĄCĄ, zaś Matka Nasza - Ziemia - daje nam całe swoje bogactwo, jak każda matka niczego nie skąpiąc. To od nas zależy jak skorzystamy z jej darów i w jakim stopniu one nam posłużą a w jakim nam zaszkodzą.  

A więc oddychając "spalamy" nasze ciała-wehikuły, jedząc obciążajmy organizm procesem trawienia i powodujemy że nie może on się w tym czasie skupić na innych czynnościach - na przykład obronnych przed zagrożeniami chorobotwórczymi. Jednak nie jedząc i nie oddychając skrócilibyśmy sobie życie o wiele bardziej. Jak zwykle między skrajnościami leży Złoty Środek - umiar to klucz do sukcesu.

Moje zdanie i doświadczenie życiowe, jakie nabyłem dzięki  kontaktom rodzinnym i towarzyskim (wuj Władysław 95 lat, wuj Henryk 91 lat, ciotka Maryna 89, moja mama 85 lat, mama mojego bliskiego przyjaciela Marka 83 lata - że nie wspomnę o trzymających świetną formę rówieśnikach 55-60-65 latkach) podpowiada mi, że wszelkie skrajności w dziedzinie odżywiania są niewskazane -  tak ograniczenia, dziwactwa, wykluczenia z diety, poddawanie się chwilowym modom dietetycznym, jak i wszelki nadmiar.

Smażony groszek cukrowy z bazylią i parmezanem

Jedzenie jest wielką życiową przyjemnością, przyrządzanie jedzenia jest przyjemnością wcale nie mniejszą. Kto to umie robić ten może uczynić z gotowania swoją życiową pasję i osiągnąć dzięki jej uprawianiu taką samą doskonałość duchową jaką osiągają mistrzowie zen czy nauczyciele buddyjscy.

Jedzmy więc z umiarem a stosujmy przy tym dosłownie kilka - tylko 10 - Przykazań Poprawnego Spożywania Pokarmów, a gdy dodamy do tego aktywność fizyczną i prawidłową postawę oraz właściwe oddychanie NIE BĘDZIEMY TYĆ, żyć się nam będzie przyjemnie i lekko, w zdrowiu, przez całe 100 czy nawet 120 lat, nie pozbawiając się przy tym żadnej przyjemności. Nie odmawiając sobie przyjemności, lecz jedynie je ograniczając, zyskamy coś bezcennego, doskonałe fizyczne samopoczucie, spokój i pogodę ducha oraz dobry humor. Te trzy rzeczy to PODSTAWA ZDROWIA naszego ciała - bo stare słowiańskie porzekadło mówiące, że "W zdrowym ciele zdrowy duch" na też swoją odwrotną stronę , "Zdrowe ciało jest tam tylko gdzie i duch jest zdrowy".

Groszek cukrowy

10 Przykazań Poprawnego Spożywania Pokarmów

Kilka prostych rad poniżej pochodzi z doskonałej książki holistycznego przyrodolecznika (lekara-lekarza-łąkarza, czyli ziołolecznika, a więc po łacinie medyka) doktora Michała Tombaka, który nie odkrywa wcale Ameryki, lecz powtarza znane od tysiącleci zalecenia jogi. Medycyna europejska dojrzała wreszcie do tego by te stwierdzenia i zalecenia jogi naukowo uzasadnić. Ponieważ wszyscy cierpimy na "skrzywienie naukowe" te uzasadnienia, które pozwalają nam sprawdzić tok rozumowania autora sprawią zapewne,  że będziecie mogli łatwiej w owe dobre rady UWIERZYĆ. Bez WIARY możecie sobie darować stosowanie owych rad. Apeluję jednak do wszystkich OŚWIECONYCH  - postarajcie się także postępować światle w dziedzinie tak prozaicznej jak odżywianie waszego ciała. Odżywianie jest kluczem do leczenia ciała i ducha.Wyeliminujcie ze swojego codziennego życia najprostsze błędy związane z odżywianiem, a wyniki,  jakie otrzymacie miło was zaskoczą. Z kiedyś otyłego i ospałego, lub po prostu chorowitego, czy też chorującego, niezadowolonego z życia człowieka zostanie tylko imię i nazwisko.

Ja osobiście uważam  zasady głoszone przez tego lekarza -Michała Tombaka - a też przez kilku innych lekarzy (przyrodo- i zioło-leczników), w tym zwłaszcza  doktora Władysława Stanisława Rybickiego WWW.twojawizja.pl - opierającego swój wykład o zdrowiu na przesłaniu słowiańsko-hebrajskim -  za nowoczesny wykład Lecznictwa Wiary Przyrody, wcielenie w życie, w tę ważną dyscyplinę i dziedzinę naszego życia jaką jest utrzymanie w zdrowiu naszego ciała, Głębokiej Wiedy Wiary Przyrod(zone)y Słowian.  

Niewtajemniczonym w Wiarę Przyrodzoną Słowiańską wyjaśniam - głęboka wieda - to nic innego jak holistyczna filozofia - wiedza wszechobejmująca, uwzględniająca w PEŁNI różnorodne aspekty  fizycznego i duchowego bytu Wszechświata, a w nim i naszej egzystencji, jego postrzegania i prawego sposobu postępowania, ku własnemu pożytkowi.

Oto 99 (a właściwie 10) rzeczy, których nie powinniście robić w związku z odżywianiem- za doktorami Tombakiem i Rybickim oraz za starożytną jogą:

1. Nie jedz szybko  - pośpiech podczas jedzenia, złe przeżuwanie pokarmu, zakłóca proces trawienia. Pokarm nie jest trawiony całkowicie i odkłada się w postaci tłuszczu. Żeby się pozbyć tego przyzwyczajenia należy przyjąć jako zasadę, że każdy kęs pokarmu powinien być przeżuty minimum 40-50 razy.

2. Nie pij podczas posiłków - prowadzi to bowiem do zaburzeń funkcjonowania układu pokarmowego i hormonalnego. Kto je w ten sposób tyje nawet od wody. Proszę się przyzwyczajać do picia na 20 minut przed jedzeniem, lub 1 - 1,5 godziny po jedzeniu.

3. Nie jedz dużo, a zwłaszcza produktów mącznych i słodyczy - skrobia, znajdująca się w produktach mącznych zmniejsza (zakleja) powierzchnię ssącą (wchłaniającą) przewodu pokarmowego, sprzyja powstawaniu w organizmie nadmiaru śluzu, a słodki smak powodowany cukrem, który mają produkty spożywcze, prowadzi przez nadmiar owego cukru do zwiększania masy ciała. Proszę zamienić słodycze na suszone owoce, pestki (np. słonecznika, dyni...) i niedużą ilość orzechów. Jednorazowy posiłek nie powinien być większej objętości niż  dwie zwinięte w pięść i złączone dłonie - taka jest objętość żołądka - jeśli tyle zjadłeś przerwij, bo żołądek więcej nie strawi, przepuści to do jelit niestrawione, a tam zostanie to przerobione tylko na tłuszcz, który odłoży się w pasie lub biodrach, albo jeszcze gorzej - to wszystko zalegnie w postaci szkodliwych jak cholera kamieni jelitowych w zakamarkach jelit i stanie się źródłem rozsiewanych stamtąd przez włoski jelitowe zakażeń organizmu, źródłem rozsiewu "złych" bakterii.

4.Zwalczaj przyzwyczajenie do częstego jedzenia lub ciągłego żucia - jak tylko coś trafia nam do ust, język jako organ smaku, przekazuje polecenie do mózgu i od razu włącza się wiele różnych mechanizmów, wśród których jest i mechanizm obronny. Język nie może od razu stwierdzić, czy to co trafiło, to „trucizna” czy pożywienie. Dlatego też, leukocyty, które chronią nas przed chorobami ,,porzucają swoją pracę” w zakresie leczenia i oczyszczania organizmu i szybko zaczynają się zbierać przy żołądku, do którego powinien trafić pokarm. Jeśli ich „usługi” się nie przydały, znów zaczynają się zajmować „swoją robotą”. Ale gdy nadejdzie nowa porcja pożywienia wszystko powtarza się od początku. W wyniku takiej wyczerpującej pracy leukocyty nie spełniają nałożonych na nie obowiązków w zakresie obrony organizmu. Właśnie dlatego, po pierwsze podczas epidemii np. grypy ci, którzy przyzwyczaili się ciągle żuć chorują w pierwszej kolejności, a po drugie układ enzymatyczny od takiej pracy zaczyna produkować zbyt słabe enzymy trawienne. Proces trawienia jest upośledzony, w rezultacie czego w organizmie zamiast wody i dwutlenku węgla powstaje tłuszcz, który się gromadzi w tkance tłuszczowej. (Nawiasem mówiąc, dotyczy to również tych, którzy nieustannie żują gumę).

5. Nie jedz produktów byle jak ze sobą skomponowanych, czyli niewłaściwie łączonych. Do strawienia różnych grup produktów są wydzielane różne enzymy. Nieprawidłowe łączenie produktów z czasem osłabia aparat enzymatyczny. Pokarm jest trawiony z trudem. Część pokarmu zaczyna gnić, a część - organizm przekształca w tłuszcz.

6. Nie leż przy jedzeniu ani po jedzeniu - zmiana pozycji pionowej ciała na poziomą „włącza” mechanizmy, które działają podczas snu i wtedy proces trawienia pokarmu odchodzi na „drugi plan”. Pokarm nie jest trawiony, tylko zamieniany w tłuszcz. Po jedzeniu najlepiej dla organizmu jest pochodzić, szczególnie pochodzić na piętach, (jeśli jest taka możliwość). To zapewni dodatkowy dopływ krwi do żołądka, co powoduje lepsze trawienie.

7. Nie jedz podczas oglądania telewizji, czy pracy na komputerze, gry wirtualnej itp - Jedzenie jest procesem intymnym. Nie na próżno starożytni dietetycy radzili, aby człowiek jedzący był „głuchy i niemy”. Jeśli się je i ogląda telewizję, to mózg nie wie co ma robić, przerabiać informację idącą z ekranu lub kierować procesem trawiennym. W wyniku takiego dylematu proces trawienia jest zakłócony i je się wtedy więcej.
8. Nie jedz w stanie poddenerwowania - Jeśli jesteście zdenerwowani nigdy nie jedzcie, bo będziecie jeść bez umiaru. Wątroba w pierwszej kolejności reaguje „na stres” i przy tym następuje gwałtowne zwężenie dróg żółciowych. Żółć nie dociera do jelita cienkiego i pokarm będzie niestrawiony. 

9. Nie jedz  przed snem (nocą) - nocą organizm śpi. Wszystkie procesy są skierowane na regenerację komórek i odbudowywania sił. Energia „uszła” z organów trawiennych. Nocne jedzenie daje nam tylko zwały tłuszczu (nie trawi się prawidłowo),  kamienie w wątrobie i piasek w nerkach. 

99. Nie jedz za wiele produktów rafinowanych i długo gotowanych. Te produkty są pozbawione naturalnych witamin, mikro i makro-elementów. Jedynie, co organizm może z nich wziąć – to „puste” kalorie, stąd nawet przy obfitości pożywienia odczuwa się ciągle głód, który trzeba zaspokoić, a to oznacza, że trzeba znowu jeść. W rezultacie jemy 5 - 10 razy więcej, niż powinniśmy.

Ponieważ czerwiec to czas młodego bobu i fasolki szparagowej oraz fasoli mamut - zaczniemy od tej Świętej Strączkowej Trójcy

Bób

Kilka słów o roślinie i jej dziejach

Jest uprawiany jako warzywo. Dziko rośnie w północnej Afryce i w Iranie, jest uprawiany w wielu krajach świata.

  • Roślina jadalna, używana w wielu kuchniach świata. Odmiana bobik (V. faba var. minor syn. V. faba var. equina) uprawiana jest na paszę.
  • Historia uprawy: odmiana właściwa (V. faba var. major) uprawiana była w basenie Morza Śródziemnego już w neolicie. W starożytnym Egipcie bób odgrywał rolę kultową. Ponieważ uważany był za "pokarm umarłych", kapłani go nie spożywali; podobnie pitagorejczycy. Pliniusz Starszy pisał, że wśród roślin strączkowych Rzymianie najbardziej cenią bób. Nasiona bobu odnaleziono w ruinach Troi. W Chinach uprawiany jest od 5000 lat.

jeśli chodzi o mądrość ludową kojarzy się z powiedzonkiem "zadać komuś bobu", czyli dać komuś szkołę, dosolić mu i ugotować go - słowem chodzi o wyczerpujące doświadczenie. Nie zdajemy sobie może z tego sprawy ale to właśnie religijna przeszłość bobu wiążąca go z Krainą Zmarłych i obrzędami pogrzebowymi jest źródłem tego powiedzenia.

Bób jest rośliną uprawną znaną od starożytności, ale jego  pochodzenie  nie jest jasne. Archeolodzy znajdują pozostałości bobu na stanowiskach na terenie całej Europy i Azji. Używano go już w okresie neolitu (czyli około 10-9 tysięcy lat przed naszą erą) w Mezopotamii, Syrii i Fenicji, w Macedonii - a więc tam gdzie żyli Słowianie nazywani wtedy jeszcze Scytami.
Ziarna bobu znajdowano później także w Egipcie i w Cesarstwie Rzymskim. Odkrycie bobu dla kuchni - jak wszystkie ludzkie odkrycia jest po trosze dziełem przemyślności ludzkiej i naszego talentu do eksperymentowania (nawet kosztem własnego zdrowia i życia - co widać wciąż na grzybobraniach współczesnych) a po części jest dziełem przypadku. Strąki dzikiego bobu (zresztą podobnie do innych dzikich zbóż) po osiągnięciu dojrzałości otwierały się i nasiona rozsypywały się wokół rośliny. Raz na jakiś czas zdarzały się jednak felerne egzemplarze, których strąki się nie otwierały i to właśnie one były częściej przynoszone przez zbierających pokarm po łąkach i stepach do domu. Zamknięte strąki, a więc rośliny z genetyczną mutacją, która byłaby niekorzystna w naturalnym środowisku, siano przy domach  i stopniowo wyhodowano roślinę uprawną nie tylko łatwą do zbioru ale i odżywczą.
Starożytny bób był nieco mniejszy od naszego i stanowił ważny element diety - był jednym z podstawowych składników żywieniowych. Nie bez powodu greccy lekkoatleci spożywali go przed ćwiczeniami, aby poprawić swoją wydajność. Znane są także przypadki używania nasion bobu jako "kartek do głosowania" w starożytnej Grecji. Spożywano przeróżne odmiany bobu o białych, brązowych czy zielonych nasionach. Rzymianie przygotowywali z bobu niewielkie placuszki, żywiono się nim także w okresie nieurodzaju pszenicy.

Gotowanie bobu

Jak długo gotować bób? Czy solić po włożeniu do wody, po ugotowaniu, a może wcale? Oto kilka porad dotyczących gotowania bobu.

Bób należy do roślin jednorocznych i dzięki sporej odporności na niekorzystne warunki atmosferyczne może być uprawiany praktycznie w każdej strefie klimatycznej. Kiedyś – był pokarmem klasy niskiej, dziś - jest żywieniowym rarytasem. Zachwycają się nim niemal wszyscy, a ceni się go nie tylko ze względu na wyjątkowy smak, ale i wartości odżywcze.
Te spore, zielone lub bladożółte nasiona, zawierają dużą ilość błonnika pokarmowego, białka, węglowodanów oraz zdrowych tłuszczów. To jednak nie koniec korzyści ze spożywania bobu - jest źródłem sodu, witamin z grupy B, witamy C i A.

Bób gotujemy w osolonej wodzie, przez 15-20 minut. Po tym czasie należy sprawdzić, czy już jest gotowy, ze względu na to, że czasem potrzebuje więcej czasu. Uważajmy jednak, gdyż rozgotowywanie warzyw niszczy składniki odżywcze.

Do gotowania można dodać masła, lub ulubionych przypraw. Bób najlepiej smakuje jedzony bez dodatków, np. posypany świeżym koperkiem, ale stanowi także doskonały dodatek do zup, sałatek oraz potrawek z warzyw. Najlepiej jeść go w całości, z łupinkami - gdyż mają one najwięcej wartości.

Bób - Przepisy

Przepisów na bób jest w kuchni sistańskiej mnóstwo. Przytoczymy ich tutaj kilka po to żeby pokazać nieco odmienne możliwości niż te do których przywykliśmy - bób łuskany z łupki prosto do pyszczka, chociaż nie da się ukryć że właśnie taki - kiedy młody - jest wprost jak narkotyk, nie można przestać.

Młody bób z makaronem i miętą

wystarczy gotować 2- 3 minut i jeść na gorąco lub

przygotować sałatkę z bobu i makaronu, z  sosem z dodatkiem mięty

1/2 kg młodego bobu
2-3 garście makaronu
garść orzechów włoskich
1 łyżka oliwy
1 łyżka soku z cytryny/octu winnego
1 łyżeczka miodu
czerwony pieprz
świeżo zmielony czarny pieprz
pół garści listków mięty
Bób gotujemy krótko, 2-3 min., przelewamy zimną wodą, łuskamy. Gotujemy makaron  i mieszamy bób z makaronem, podsmażamy chwilę z sosem z oliwy, cytryny i miodu, dodajemy posiekaną miętę. Posypujemy orzechami i pieprzem. Można jesć na zimno lub na ciepło.

Sałatka z bobu

  • 50 dag bobu
  • 2 nieduże ogórki konserwowe
  • strąk czerwonej konserwowej papryki
  • mała cebula
  • 3-4 łyżki gęstego majonezu
  • 2-3 ząbki czosnku
  • pietruszka
  • koperkek
  • cząber
  • sól, pieprz

Bób ugotować, wyłożyć na sito, polać zimną wodą. Przestudzony obrać ze skórki, połączyć z drobno posiekanym czosnkiem i cebulą. Paprykę i obrany ogórek pokroić w cienkie paski, dodać do bobu, wymieszać z trzema łyżkami posiekanej natki pietruszki, koperku, jedną łyżką posiekanego cząbru i majonezem, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Źródło: internet

Sałatka z bobu i kaparów

  • 50 dag bobu
  • garść kaparów
  • 3 łyżki majonezu
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 4 ząbki czosnku
  • sól, biały pieprz
  • sok z cytryny
  • gałka muszkatołowa

Bób ugotuj, odcedź i przelej zimną wodą. Dokładnie osącz. Gdy ostygnie, obierz ze skórki, wymieszaj z kaparami. Przygotuj sos: majonez wymieszaj ze śmietaną i roztartym czosnkiem, przypraw do smaku solą, białym pieprzem, sokiem cytrynowym i szczyptą gałki. Wymieszaj z bobem i kaparami. Podawaj na liściach zielonej sałaty.

Źródło: kuchnia.gazeta.pl

Sałatka z bobu młodego

  • 1 kg młodego bobu
  • 10 dkg pomidorów
  • 5 dkg cebuli
  • 1 łyżka posiekanego koperku
  • 2 jaja ugotowane na twardo
  • czerwona sproszkowana papryka
  • 1 łyżka musztardy
  • sok z cytryny
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki oleju
  • sól, pieprz
  • cukier

Młody bób umyć, zalać wrzącą, osoloną wodą. Ugotować, odcedzić, ostudzić, obrać z łupinek. Umyte pomidory, cebulę i jaja pokrajać w kostkę. Wymieszać wszystkie składniki z koperkiem. Wyłożyć na salaterkę i zalać ostrym sosem przygotowanym w następujący sposób: żółtko rozetrzeć z musztardą, rozprowadzić olejem i sokiem z cytryny, doprawić solą, pieprzem, papryką i cukrem do smaku. Sałatkę udekorować listkami zielonej sałaty.

Bób smażony

  • 1 kg bobu
  • 2 szklanki oleju
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzu
  • 1 łyżeczka soli ziołowej

Bób umyj i ugotuj w osolonej wodzie do miękkości. Zajmie to około 10-12 minut. Ostudź, a potem osusz na bawełnianej ściereczce. W rondlu rozgrzej 2 szklanki oleju. Temperatura jest wystarczająca, kiedy wrzucone do oleju ziarnko bobu natychmiast wypływa na powierzchnię i zaczyna skwierczeć. Wrzucaj bób niedużymi partiami do oleju i smaż przez 1-2 minuty, nie przejmując się, że niektóre łuski się pootwierają. Po usmażeniu odsączaj na papierowych ręcznikach. Wymieszaj dokładnie sól ziołową, pieprz oraz paprykę i taką mieszanką posyp bób.

W starożytnym Rzymie ta potrawa była swoistym odpowiednikiem popcornu, sprzedawano ją przede wszystkim gościom przybywającym na igrzyska i walki gladiatorów.

Źródło: uczta.vege.pl

Bób w winegrecie

  • 1 kg bobu
  • 1 duża cebula
  • 4 ząbki czosnku
  • koperek
  • 100 ml oliwy
  • sól i pieprz
  • 50-80 ml octu balsamicznego
  • lub winnego

Bób ugotować do miękkości w osolonej wodzie. Gdy przestygnie, obrać ze skórki. Cebulę posiekać jak najdrobniej. Wymieszać bób z cebulą i posiekanym koperkiem, posolić i popieprzyć do smaku. Osobno wymieszać oliwę z octem i wyciśniętym czosnkiem. Tym sosem polać sałatkę i wymieszać.

 

Minestrone z bobem

Minestrone to tradycyjna włoska zupa warzywna. Istnieją na nią setki przepisów w zależności od upodobania kucharza lub regionu Włoch, z jakiego kucharz pochodzi. Najbardziej znane jest minestrone po genueńsku, które gotuje się na boczku, a podaje z ziołowym pesto. W Toskanii do minestrone dodaje się białą fasolę i grzanki z pszennego chleba, a na Sycylii ryż i soczewicę. Dzisiejszy przepis pochodzi z małej wioski tuż pod Padwą, gdzie mieszkają moi włoscy przyjaciele. Latem do minestrone zawsze dodają świeżego łuskanego bobu, prosto z przydomowego ogródka.

  • 1 szklanka obranych i pokrojonych pomidorów
  • 1/2 kg bobu
  • po 2 łyżki posiekanej świeżej bazylii i pietruszki
  • 1 średnia marchewka
  • 1 gałązka selera naciowego
  • 2 średnie ziemniak
  • 1 szklanka poszatkowanej włoskiej kapusty
  • 3/4 szklanki zielonego groszku
  • 2 małe cukinie
  • 1/3 szklanki drobno połamanego spaghetti
  • 1/2 szklanki świeżo startego parmezanu
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
  • szczypta cynamon
  • świeżo zmielony pieprz

Bób umyj i wrzuć na gotującą się wodę na 3 minuty.Odcedź i włóż do dużej miski z lodowatą wodą. Gdy przestygnie, każde ziarno wyciśnij z jasnej łuski. Ziemniaki i marchew obierz i pokrój; marchew w plasterki, a ziemniaki w kostkę. Seler naciowy drobniutko posiekaj. Cukinie pokrój w centymetrową kostkę. W dużym garnku rozgrzej oliwę, wrzuć do niej słodką paprykę, zamieszaj i dodaj seler. Praż go na oliwie przez 2 minuty, a potem zalej posiekanymi pomidorami i 1,5 litra wody. Dodaj szczyptę cynamonu oraz posiekaną bazylię i pietruszkę. Zagotuj. Dorzuć pokrojone ziemniaki, marchewkę i kapustę. Gotuj pod przykryciem na wolnym ogniu 20 minut. Dodaj cukinię, groszek, bób, po półtorej łyżeczki soli i pieprzu. Gotuj 10 minut, po czym dodaj makaron i gotuj jeszcze 10 minut. Wyłącz ogień i po 5 minutach dodaj do zupy parmezan. Zostaw go jednak odrobinę do udekorowania każdego talerza zupy.

 

Warzywa z bobem

  • 1 kg bobu
  • 3 średnie marchewki
  • 2 małe cukinie
  • po 1 małej żółtej i czerwonej papryce
  • 150 g paprykowego serka śmietankowego
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 2 łyżki masła
  • pieprz świeżo zmielony

Bób umyj i ugotuj w osolonej wodzie - w zależności od świeżości gotuje się 10-15 minut na dość wolnym ogniu. Odcedź i wrzuć do dużej miski z zimną wodą, niech ostygnie. Kiedy bób jest już na tyle zimny, że nasiona brane w rękę nie parzą, wyłuskaj go. Marchew obierz i pokrój w cienkie plasterki, paprykę w drobną kostkę, a cukinię w cieniutkie słupki. Na dużej, głębokiej patelni rozgrzej masło. Dodaj paprykę w proszku i zamieszaj. Wsyp do garnka wszystkie warzywa oprócz bobu. Mieszaj przez 2 minuty tak, aby cały tłuszcz z przyprawami otoczył warzywa. Przykryj patelnię i duś warzywa na wolnym ogniu 7-10 minut. Mieszaj od czasu do czasu. Cukinia i papryka są soczystymi warzywami, więc podczas duszenia dość szybko puszczają sok, dlatego nie trzeba podlewać ich wodą. Gotowe warzywa powinny być jędrne, w żadnym wypadku rozgotowane. Oznacza to, że kiedy kroimy je nożem, stawiają lekki opór. Jeżeli podczas duszenia warzywa puściły zbyt dużo soku, odlej go. Na patelni nie powinno być go więcej niż 2-3 łyżki. Dodaj do warzyw bób, sól i pieprz do smaku oraz paprykowy serek. Wszystko dokładnie wymieszaj i poczekaj chwilkę, aż serek rozpuści się, tworząc sos oblepiający warzywa, wtedy wyłącz ogień pod patelnią. Danie to najlepiej podawać na letni obiad z gotowaną na sypko kaszą mazurską lub gryczaną. Doskonale nadaje się również na przyjęcia, z kromkami bagietki z ziołowym masłem.

Bób w strączkach

młody bób, kupowany  strączkach, preferują smakosze - jest wspaniałym zielonym dodatkiem do mięs i sałatek. Świetnie się sprawdza  ze słonym boczkiem, w warzywnych ragout, czy  jako purée z miętą do kotlecików jagnięcych. Ziel0ny bób strączkowy smakuje jak fasola.

Młody bób trzeba zblanszować i obrać.

Gdy mamy dojrzały bób to także nie musimy się ograniczać do klasycznego polskiego sposobu jego gotowania. Po ugotowaniu bobu możemy do niego dodać na przykład:

- masło, koperek i czosnek;

- cytrynę, oliwę, grubą sól morską i świeżą miętę;

- oliwę, kolendrę, papryczkę chilli i skórkę z cytryny;

Pasta z bobu i wędzonego pstrąga

1/2 kg młodego bobu,

2 dymki ze szczypiorem,

1 cytryna,

1 łyżeczka miodu,

5 łyżek oliwy,

garść łuskanych orzechów włoskich,

150 g filetu z wędzonego pstrąga,

sól, pieprz

Bób wrzucamy do gotującej się, osolonej wody na 3 minuty. Odcedzamy i wkładamy na 5 minut do zimnej wody. Po ostudzeniu delikatnie obieramy. Odkładamy garść najmniejszych ziaren, pozostałe osuszamy i rozgniatamy widelcem na grube purée. Dodajemy drobno posiekaną dymkę ze szczypiorem. Wyciskamy sok z cytryny, a sparzoną skórkę siekamy. Sok łączymy z miodem, doprawiamy solą, dodajemy oliwę i skórkę. Orzechy tłuczemy w moździerzu i wrzucamy do bobu. Łączymy z sosem miodowo-cytrynowym. Dodajemy rybę porwaną na kawałki i całe ziarna bobu, mieszamy.

Młody bób z boczkiem i cebulą dymką

0,5 kg świeżego bobu
20 dag wędzonego, chudego boczku
pół pęczka dymki
2 łyżki oliwy
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
0,5 garście świeżo startego parmezanu (można pominąć)
zielone listki do dekoracji

sposób przygotowania

Bób przebieram i gotuję na parze do średniej miękkości. Po lekkim wystudzeniu obieram ze skórek.
Z dymki odkrawam cebulki i kroję na ósemki, szczypior zaś kroję na kawałki o długości 2 cm.
Boczek kroję na drobną kostkę.
Na patelni rozgrzewam oliwę, wrzucam boczek, smażę przez kilka chwil, dodaję cebulę i smażę cały czas mieszając, aż lekko się zeszkli.
Do bobu dodaję gorącą cebulę z boczkiem, posiekany szczypior, mieszam, posypuję parmezanem.
Dekoruję listkami. Podaję z białym pieczywem.

Sałatka z bobu

  • 50 dag bobu
  • 2 nieduże ogórki konserwowe
  • strąk czerwonej konserwowej papryki
  • mała cebula
  • 3-4 łyżki gęstego majonezu
  • 2-3 ząbki czosnku
  • pietruszka
  • koperkek
  • cząber
  • sól, pieprz

Bób ugotować, wyłożyć na sito, polać zimną wodą. Przestudzony obrać ze skórki, połączyć z drobno posiekanym czosnkiem i cebulą. Paprykę i obrany ogórek pokroić w cienkie paski, dodać do bobu, wymieszać z trzema łyżkami posiekanej natki pietruszki, koperku, jedną łyżką posiekanego cząbru i majonezem, doprawić do smaku solą i pieprzem.

Źródło: internet

Sałatka z bobu i kaparów

  • 50 dag bobu
  • garść kaparów
  • 3 łyżki majonezu
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 4 ząbki czosnku
  • sól, biały pieprz
  • sok z cytryny
  • gałka muszkatołowa

Bób ugotuj, odcedź i przelej zimną wodą. Dokładnie osącz. Gdy ostygnie, obierz ze skórki, wymieszaj z kaparami. Przygotuj sos: majonez wymieszaj ze śmietaną i roztartym czosnkiem, przypraw do smaku solą, białym pieprzem, sokiem cytrynowym i szczyptą gałki. Wymieszaj z bobem i kaparami. Podawaj na liściach zielonej sałaty.

Młody bób z marchewką i orkiszem

dla 2 osób

- pęczek młodej marchewki;
- 3 łyżki masła – w części zastąpiłam olejem do smażenia;
- 100 g. groszku;
- łyżka miodu – dałam ciut więcej;
- 2 ząbki czosnku;
- pęczek natki pietruszki;
- skórka z cytryny – dałam odrobinę soku zamiast skórki;
- 200 g. – blanszowanego i obranego bobu;
- cukier;
- sól, pieprz – do smaku;
- bryndza

- orkisz – namoczony przez noc i ugotowany- opcja.

orkisz

1. Obrane marchewki gotować 5 minut z dodatkiem soli, cukru i masła. Marchewka ma być jędrna. Ja gotowałam na parze. Następnie należy dodać groszek – jeśli surowy. Po kilku minutach warzywa należy przelać zimną wodą.
2. Na patelni rozgrzać pozostałe masło i wymieszać z miodem. Podsmażyć przez chwilę marchewki, po czym dodać grubo posiekany czosnek, natkę i skórkę z cytryny – u mnie odrobina soku. Dodać groszek i bób, wymieszać do czasu podgrzania, zdjąć z ognia.
3. Serwować na ciepło z powstałym słodkim sosem, posypane pokruszoną bryndzą.. Ja układałam warzywa na orkiszu.

Kasza jaglana jest zdecydowanie najzdrowsza ze wszystkich produktów obecnych w naszej diecie.Jest jednym z najbardziej lekkostrawnych pokarmów zbożowych, nie zawiera glutenu. Jest bogata w witaminy z grupy B, witaminę E, lecytynę, wapń, potas,magnez, cynk,zawiera najwięcej ze wszystkich kasz żelaza. Dostarcza organizmowi krzemionki, ważnej dla zdrowia i urody (poprawia stan skóry, włosów i paznokci).
Jako jedyna kasza ma odczyn zasadowy, odkwasza organizm.  Pomaga oczyścić organizm z toksyn, polecana jest osobom walczącym z nadwagą.  Poprawia pamięć i reguluje poziom cholesterolu we krwi.

Sałatka z kaszy jaglanej i bobu

  • 1/2 szkl. kaszy jaglanej
  • 3/4 szkl. wywaru warzywnego ze świeżej włoszczyzny
  • ok. 300 g bobu
  • 1 pomidor świeży
  • 4 pomidory suszone z oliwy
  • 4 łyżki siekanego koperku
  • 2 łyżki siekanej bazylii
  • 1 nieduża cebula
  • 3-4 łyżki oliwy od pomidorów
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego ciemnego
  • 2 szczypty cukru trzcinowego
  • do smaku: sól morska prowansalska

Bób, świeży albo mrożony, wrzucić na wrzątek i gotować kilka minut. Wody nie solić! Odcedzić i wystudzić, obrać ze skórki. Kaszę przesypać na sito, przepłukać, wrzucić do wywaru jarzynowego i gotować pod przykryciem aż napęcznieje i wchłonie cały wywar, ostudzić. Świeżego pomidora zanurzyć na kilka sekund we wrzącej wodzie a następnie w zimnej - obrać ze skórki, posiekać. Suszone pomidory osączyć z oliwy, pokroić w paski. Cebulę obrać, posiekać, wymieszać z octem i cukrem, odstawić na chwilę a następnie dodać do kaszy. Dołożyć także wcześniej przygotowane inne składniki oraz posiekane zioła. Dolać oliwę i doprawić do smaku, wymieszać dokładnie. Odstawić w chłodne miejsce żeby wszystkie smaki się przeniknęły. Sałatka jest bardzo smaczna i pożywna - doskonała jako samodzielne danie.

Młody bób po polsku - z masłem

500 g zielonego młodego bobu, 3 łyżki masła, sól, pieprz.

Ewentualnie: 2 łyżki drobnej tartej bułki, 1 ząbek czosnku.

    Świeży bób można zarówno wyłuskać bezpośrednio ze strąków lub też kupić łuskany. Ziarna bobu wypłukać i ugotować w osolonej wodzie. Podawać polane topionym masłem lub masłem z tartą bułką. Dodatkowo można bób posypać świeżo zmielonym pieprzem, a do topionego masła dodać ząbek posiekanego czosnku. Podobnie postępować ze starszym bobem, ale wtedy gotować go trochę dłużej i przed podaniem wyłuskać ziarna bobu ze skórki.

Można również przyrządzić sobie puree z gotowanego i przetartego bobu. Dodać do niego odrobinę masła i przyprawy. Takie puree z bobu może być użyte do przyrządzania kanapek lub jako dodatek do drugiego dania.

Fasolka szparagowa

Uprawiana jako warzywo, z grupy tzw. roślin strączkowych. Do celów spożywczych wykorzystywane są głównie nasiona, zawierające dużo białka, a u odmian szparagowych całe strąki. Fasola szparagowa jest spożywana jako świeża po ugotowaniu, lub jest przetwarzana – konserwowana i zamrażana. Fasola szparagowa należy do warzyw ciepłolubnych, dlatego można ją przechowywać w temperaturze 8-10 stopni C, przy wilgotności względnej powietrza 85-90% / 5-7 dni. Fasola należy do warzyw o dużej wartości odżywczej. Została udomowiona przez Indian na długo przed podbojem tych ziem przez hiszpańskich i portugalskich konkwistadorów. Zresztą ci ostatni rychło docenili zalety fasoli i sprowadziwszy jej nasiona do Starego Świata, przyczyniając się do rozpowszechnienia uprawy tej rośliny na skalę towarową nie tylko na kontynencie europejskim, ale również w Afryce i Azji.
Wyhodowano liczne odmiany uprawiane także jako rośliny ozdobne ze względu na swoje piękne kwiaty.
Ma ona pewne znaczenia lecznicze. Tradycyjnie odwar (1 łyżkę stołową rozdrobnionego suszu zalać 1 szklanką wrzątku i gotować pod przykryciem 5 – 7 minut, przecedzić, pić 3 razy dziennie po 1 szklance) ze strąków działa moczopędnie, a ponadto w sposób zauważalny obniża poziom cukru we krwi. Jego stosowanie zaleca się w cukrzycy, chorobach nerek i pęcherza moczowego, nadciśnieniu tętniczym, wreszcie przy osłabieniu mięśnia sercowego. Nowym ustaleniem za to jest, że rozmaite gatunki fasoli mają nasiona bogate w składniki posiadające właściwości przeciwutleniające cechujące szereg warzyw i owoców. Jest to obecnie mierzone na stosunkowo nowym wskaźniku odżywczym względem ORAC-u. Poza tym, suszone i zmielone na mąkę nasiona fasoli znajdują zastosowanie przy leczeniu egzemy, ran, oparzeń i odmrożeń. Mączką ową należy po prostu posypać chore miejsce na skórze.

O fasolce szparagowej i jej leczniczych właściwościach

Pochodzi z Ameryki Środkowej i Południowej, jest uprawiany w wielu rejonach świata[2]. W Polsce wyłącznie jako roślina uprawna (bardzo rzadko jako efemerofit).

Spośród odmian fasoli szparagowej do upraw amatorskich szczególnie polecana jest odmiana ‘Blauhilde’. Jest to odmiana tyczna (wysokość ponad 3 m) tworząca długie, bezwłókniste strąki o ciekawej, fioletowo-niebieskiej barwie. Po ugotowaniu strąki stają się zielone. Wymaga stosowania podpór lub uprawy przy wysokich płotach. Spośród odmian żółtostrąkowych warto zwrócić uwagę na dwie średnio wczesne odmiany – ‘Polkę’ oraz ‘Galopkę’, których zaletami są odporność na choroby

W Zakliczynie od 2000 odbywa się Święto Fasoli. W roku 2006 do ugotowania potrawy zużyto m.in. 550 kg fasoli, ok. 500 kg różnych mięs, 100 kg warzyw.

Fasolka szparagowa ma dużą wartość odżywczą i dietetyczną, zawiera wiele witamin, minerałów oraz błonnik pokarmowy. Strąki fasoli są bogatym źródłem witaminy PP, witaminy C, kwasu foliowego oraz beta-karotenu.

Oprócz witamin strąki fasoli zawierają także całkiem spore ilości magnezu, który koi nerwy i jest odpowiedzialny za sprawne działanie układu sercowo-naczyniowego. Dostarczają potas, który reguluje gospodarkę wodną, ciśnienie krwi i wpływa na prawidłową pracę trzustki. Wapń zawarty w fasolce szparagowej buduje kości, uczestniczy w procesach krzepnięcia krwi, działa przeciwobrzękowo i przeciwzapalnie. Najwięcej cennych składników odżywczych zawiera fasolka zielona.

Fasolka szparagowa ma znacznie niższą wartość energetyczną niż fasola suszona. 100 gram strączków fasoli szparagowej dostarcza około 40 kalorii, suszona ponad 300! Zawiera także mniej białka niż fasola ziarnista. Świeża fasolka zawiera natomiast aglutyninę, która pełni ważną rolę w budowaniu odporności organizmu. Młode strąki fasolki zawierają inozytol – substancję, która usprawnia procesy przemiany materii, zmniejsza poziom tłuszczów we krwi i wzmacnia serce.

Uwaga! Surowa fasolka zawiera faginę – trującą substancję, ale gotowanie całkowicie neutralizuje jej toksyczność.

Lecznicze właściwości fasolki

Od wieków znane są lecznicze właściwości fasoli. Proszek z wysuszonych strąków wykorzystywano do leczenia oparzeń, egzem i ran na skórze, odwary natomiast do leczenia cukrzycy. W medycynie ludowej stosowana jest w chorobach nerek, pęcherza, nadciśnieniu.

Strąki fasolki szparagowej:

  • obniżają poziomu cholesterolu we krwi;
  • działają moczopędnie;
  • usuwają z organizmu toksyczne substancje i kwas moczowy;
  • działają łagodnie odwadniająco i oczyszczająco płyny ustrojowe;
  • wspomagają leczenie chorób nerek i pęcherza moczowego;
  • budują układ odpornościowy;
  • regulują zaburzenia metaboliczne;
  • mają działanie przeciwcukrzycowe;
  • wykorzystywane są w profilaktyce chorób serca i układu krążenia;
  • odwar ze strąków stosuje się w leczeniu reumatyzmu.

Fasolka szparagowa a cukrzyca

Strąki fasolki szparagowej mają działanie przeciwcukrzycowe, pomagają regulować poziom insuliny we krwi. Dzieje się tak dlatego, że po zjedzeniu fasoli następuje bardzo powolny wzrost poziomu cukru, a co za tym idzie nie są potrzebne duże ilości insuliny, by go przetworzyć.

Naukowcy potwierdzają wysoką skuteczność diety fasolowej szczególnie we wczesnej fazie choroby. Strąki fasoli zmniejszają zapotrzebowanie na insulinę, mogą być doskonałym uzupełnieniem leków przeciwcukrzycowych. Wszystkie działania wymagają jednak konsultacji z lekarzem.

Fasolka szparagowa, w sezonie letnim, jest smacznym dodatkiem do drugich dań, np. do ryb, kotletów mielonych, schabowych albo z piersi kurczaka czy składnikiem letnich zup jarzynowych. Podana w większej ilości, zwłaszcza dla osób niejedzących mięsa, w towarzystwie chleba lub bułki z masłem, może stanowić sycącą kolację.

Ugotowana fasolka szparagowa powinna być miękka i lekko krucha. Zbyt długie gotowanie fasolki spowoduje, że będzie rozgotowana i „ciapowata”.

Jak ugotować

Różne gatunki fasolki w różnym stadium wzrostu wymagają różnego czasu gotowania, dlatego kiedy fasola będzie się gotować, warto od czasu do czasu spróbować czy jej miękkość jest już na odpowiednim poziomie.

Jak gotować fasolkę szparagową w wodzie

Przede wszystkim obcinamy fasolce końce, a jeśi jest już bardzo dojrzała razem z końcem “wypruwamy” (tym samym delikatnym pociągnięciem noża) z jej boku “szew”, który jest łykowaty nawet po ugotowaniu.

W dużym garnku, w sporej ilości osolonej i posłodzonej wody, gotujemy fasolkę (na 1 kg fasolki powinny przypadać 4 l wody, 1 łyżeczka cukru i 1 łyżeczka soli).

 Doprowadzamy do wrzenia i pod przykryciem gotujemy przez ok. 5-15 minut. Młoda fasolka ugotuje się szybciej, a starsza będzie potrzebować więcej czasu.

Najlepiej w trakcie gotowania fasolki szparagowej wyjmować pojedyncze strączki i próbować czy są wystarczająco miękkie.

Odcedzamy fasolkę na durszlaku lub łyżce cedzakowej i podajemy. Na przykład z masłem i przysmażoną na nim bułką tartą.

Jak gotować fasolkę szparagową na parze

Fasolkę wkładamy do parowaru lub układamy na durszlaku, który umieszczamy na garnku z gotującą się wodą.

Przykrywamy i zostawiamy do gotowania na ok. 10-15 minut, w zależności od stopnia młodości fasolki.

Ugotowaną fasolkę szparagową podajemy z masłem z zezłoconą bułką tartą lub samym stopionym masłem z odrobiną cukru i soku z cytryny.

Gotowany kurczak z sosem z chili i kolendry

  • 400 ml wywaru drobiowego
  • 4 plasterki świeżego imbiru
  • 4 cebulki dymki, pokrojone w krążki
  • 2 duże gałązki świeżej kolendry
  • 4 filety z kurczaka (ok. 150 g każdy)
  • 500 g młodych ziemniaków, wyszorowanych (większe przekrojone na połówki)
  • 150 g cienkich szparagów
  • 150 g zielonej fasolki szparagowej
  • 1 mała główka sałaty rzymskiej, podzielona na listki
  • SOS
  • 4 łyżki soku z limonki
  • 2 łyżki jasnego cukru muscovado
  • 1 łyżeczka sosu rybnego
  • 1 czerwona papryczka chili, drobno posiekana
  • 2 łyżki świeżej kolendry, posiekanej
Wlać wywar do dużego rondla. Dodać imbir, dymkę i kolendrę. Ułożyć filety na dnie rondla, a na nich jedną warstwę ziemniaków. Zmniejszyć ogień, przykryć i gotować 15 minut.
2.
Ustawić na rondlu koszyk do gotowania na parze. Włożyć do niego szparagi i fasolkę. Przykryć i gotować 5-8 minut, aż warzywa zmiękną, a kurczak nie będzie surowy.
3.
Przyrządzić sos, ucierając wszystkie składniki. Ułożyć listki sałaty na półmisku.
4.
Wyjąć mięso i warzywa łyżką cedzakową. Pokroić mięso na plastry. Ułożyć wraz z warzywami na listkach sałaty i polać sosem. Podawać od razu.
Dobra rada

• Aromatyczny wywar, który pozostanie po przyrządzeniu tej potrawy, można wykorzystać do przygotowania zupy tajskiej. Należy go przecedzić i gotować krótko z dodatkiem makaronu nitki i garści drobno posiekanych warzyw lub mięsa z kurczaka.

Sałatka z fasolką i tzatzikami

  • 10 dkg fasolki szparagowej
  • sól do smaku
  • 1 łyżeczka cukru
  • 3 liście sałaty lodowej
  • 1 pomidor
  • 1/4 czerwonej cebuli
  • 1 łyżeczka przyprawy tzatziki
  • 1 łyżka słodkiej śmietany

Fasolkę oczyścić, odciąć jej końcówki, pokroić na krótsze kawałki, ugotować w lekko osolonej wodzie z dodatkiem cukru do miękkości, odcedzić, ostudzić. Sałatę umyć, osuszyć i porwać na mniejsze kawałki. Do sałaty dodać pokrojoną w cieniutkie piórka cebulę, pokrojonego w półplasterki pomidora i fasolkę. Całość oprószyć lekko solą, posypać przyprawą tzatziki. Dodać majonez i śmietanę. Wszystko delikatnie wymieszać.

Udziec jagnięcy pieczony z fasolą – wymyślne choć wiejskie danie z okloicy kamiennych kręgów i menhirów w Carnacu

  • 250 g suszonej fasolki flageolet, namoczonej przez noc w zimnej wodzie
  • 4 duże ząbki czosnku, obrane
  • 1 liść laurowy
  • 900 g chudego udźca jagnięcego bez kości, okrojonego z tłuszczu
  • 4 małe gałązki świeżego rozmarynu
  • ½ cytryny, pokrojonej w cienkie plasterki
  • 3 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 700 g mącznych ziemniaków, obranych i pokrojonych w kostkę
  • 2 szalotki, drobno posiekane
  • 4 pomidory, pokrojone w kostkę
  • 4 łyżki natki pietruszki, posiekanej
  • 450 g zielonej fasolki szparagowej
  • 4 łyżki czerwonego wina
  • 300 ml wywaru wołowego lub jagnięcego
  • sól i pieprz
Odlać i przepłukać fasolkę flageolet, włożyć do dużego rondla i wlać tyle zimnej wody, by strączki sięgały do połowy jej głębokości. Przykryć rondel i doprowadzić do wrzenia. Zebrać z powierzchni szumowiny, zmniejszyć ogień, dodać 2 ząbki czosnku i listek laurowy. Przykryć rondel i gotować fasolkę na małym ogniu około 1¼ godziny, aż będzie miękka.
2.
Rozgrzać piekarnik do temperatury 180°C. Nasmarować mięso od wewnątrz solą i pieprzem i posypać listkami z dwóch gałązek rozmarynu. Ułożyć plasterki cytryny, zwinąć płat w roladę i związać sznurkiem w odstępach 2,5 cm. Natrzeć z zewnątrz łyżeczką oliwy oraz doprawić solą i pieprzem do smaku. Pokroić pozostałe 2 ząbki czosnku w cieniutkie paseczki. Czubkiem noża zrobić nacięcia na powierzchni mięsa i wcisnąć w nie czosnek oraz pozostałe dwie gałązki rozmarynu połamane na małe kawałki.
3.
Zważyć mięso i policzyć czas pieczenia. Ułożyć je na ruszcie płytkiej brytfanny, zaokrągloną częścią do góry. Wstawić do piekarnika i piec wyliczony czas.
4.
Około 30 minut przed wyjęciem mięsa z piekarnika włożyć ziemniaki do rondla z wrzątkiem i gotować około 10 minut, aż lekko zmiękną. Odlać. Kiedy mięso będzie już gotowe, przełożyć je na deskę do krojenia, przykryć folią i ustawić w cieple. Zlać tłuszcz z brytfanny.
5.
Rozgrzać w rondlu na niezbyt dużym ogniu pozostałą łyżeczkę oliwy. Wrzucić szalotki i smażyć 2 minuty, dodać pomidory i smażyć jeszcze 3–4 minuty. Odlać fasolkę wyrzucić liść laurowy i dodać ją do szalotek z pomidorami. Posypać natką pietruszki i wymieszać. Dusić pod przykryciem 3–4 minuty, a następnie dodać ziemniaki i delikatnie wymieszać. Doprawić solą i pieprzem do smaku, pozostawić na maleńkim ogniu.
6.
Włożyć fasolkę szparagową do rondla i wlać wrzątek, by ledwie ją przykrywał. Gotować na niezbyt dużym ogniu 3–4 minuty, aż lekko zmięknie. Odlać i trzymać w cieple.
7.
Przygotować sos. Ustawić na palniku brytfannę, w której piekło się mięso. Wlać wino i wywar. Doprowadzić do wrzenia na niezbyt dużym ogniu, mieszając i zeskrobując to, co przywarło. Gotować jeszcze minutę. Zostawić na maleńkim ogniu.
8.
Pokroić mięso. Wyłożyć fasolę z ziemniakami na podgrzany półmisek i przykryć plastrami mięsa. Fasolkę szparagową i sos podawać osobno.

Inne propozycje

• Szybką wersję tej potrawy przyrządzimy z 4 steków z chudego udźca jagnięcego (łącznie ok. 600 g), okrojonych z tłuszczu oraz posypanych solą, pieprzem i odrobiną świeżego rozmarynu. Odsączyć z zalewy fasolkę flageolet lub cannellini z dwóch puszek (po ok. 400 g każda) i wrzucić do rondla. Dodać łyżeczkę oliwy z oliwek extra virgin, 2 łyżki wody, startą marchewkę, skórkę otartą z ½ cytryny, 2 drobno posiekane ząbki czosnku i 3 łyżki posiekanej natki pietruszki. Dusić pod przykryciem 10 minut, często mieszając. Rozgrzać łyżeczkę oliwy z oliwek na patelni teflonowej na dużym ogniu i smażyć mięso po 2 minuty z każdej strony, jeśli ma być krwiste lub dłużej – jeśli wypieczone. Podawać steki ułożone na fasoli, z młodymi ziemniakami i fasolką szparagową.

Fasolka szparagowa z masłem , koprem

  • 30 dag fasolki szparagowej żółtej
  • 4 łyżki masła
  • pieprz cytrynowy do smaku
  • sól morska do smaku
  • sok z cytryny do smaku
  • 4 łyżki pokrojonego koperku

Zagotować wodę w dolnym garnku do gotowania na parze . W górnym garnku ułożyć umytą fasolkę z obciętymi końcówkami. Gotować fasolkę al’dente przez ok. 15-20 minut. Rozgrzać masło na patelni . Dodać koper, szczyptę pieprzu cytrynowego i soli morskiej .Włożyć fasolkę i zamieszać by się pokryła przyprawami z masłem. Skropić sokiem z cytryny. Podawać na ciepło z ziemniakami z wody.

Fasolka szparagowa z sezamem

  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 łyżka ziarna sezamowego
  • 500 g świeżej fasolki szparagowej, pociętej na 5-centymetrowe kawałki
  • 60 ml (1/4 szklanki) bulionu drobiowego
  • 1/4 łyżeczki soli
  • świeżo zmielony czarny pieprz do smaku
Rozgrzać olej w dużej patelni lub w woku na średnim ogniu. Wsypać ziarna sezamu. Kiedy nasiona zaczną ciemnieć, dodać fasolkę szparagową. Smażyć mieszając, aż fasolka nabierze jasnozielonego koloru.
2.
Wlać bulion, doprawić solą i pieprzem, przykryć i dusić, aż fasolka będzie miękka, ale chrupiąca, około 10 minut. Odkryć i dusić, aż płyn odparuje.

Fasolka w szynce

  • fasolka szparagowa ok. 40 sztuk
  • 6 plastrów szynki np. parmeńskiej
  • 2 łyżki oleju
  • sól

Fasolki szparagowe opłukać i oczyścić z końcówek. W garnku zagotować wode z dodatkiem soli i wrzucic fasolkę. Ugotować ją tak, aby była miękka. Na plastrach szynki parmeńskiej ułożyć po kilka fasolek szparagowych i zawinąć. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju i przesmażyć na nim zawiniątka, uważając aby sie nie rozwinęły. Podawać jako przystawkę lub dodatek do obiadu.

Fasolka szparagowa z pomidorkami koktajlowymi

  • 700 g fasolki szparagowej, przyciętej i pokrojonej na 5 cm kawałki
  • 355 ml (1,5 szklanki) wody
  • 55 g masła
  • 1 łyżka cukru
  • 3/4 łyżeczki soli czosnkowej
  • 1/4 łyżeczki pieprzu
  • 1,5 łyżeczki posiekanej świeżej bazylii
  • 300 g pomidorów koktajlowych pokrojonych na połówki
Włożyć fasolkę do dużego garnka i zalać wodą. Przykryć i doprowadzić do wrzenia. Dusić na wolnym ogniu około 10 minut, aż będzie miękka. Odlać wodę i odstawić.
2.
Roztopić masło na patelni na średnim ogniu. Rozmieszać w nim cukier, sól czosnkową, pieprz i bazylię. Dodać pomidory i smażyć, delikatnie mieszając. Gdy tylko pomidory zaczną mięknąć, zdjąć z ognia. Wlać sos z pomidorkami na fasolkę i delikatnie wymieszać.

Fasolka szparagowa z marchewką i cukinią

  • 30 dag fasolki szparagowej
  • 2-3 marchewki
  • 1 mała cukinia
  • 4 łyżki masła
  • 3 łyżki bułki tartej
  • sól do smaku
  • kwasek cytrynowy do smaku

Fasolkę szparagową umyć, oczyścić. Marchewkę obrać, pokroić w krążki i razem z fasolką ugotować w osolonej wodzie, odcedzić. Cukinię obrać, pokroić w pół krążki i oddzielnie ugotować w wodzie z dodatkiem soli i szczypty kwasku cytrynowego. Na patelni rozgrzać masło, wsypać bułkę tartą, delikatnie podsmażyć. Następnie dodać odcedzoną z wody cukinię i fasolkę z marchewką. Wszystko razem wymieszać i smażyć przez chwilę, lekko zrumienić.

Fasolka szparagowa po tocharsku

  • 1 łyżka oleju arachidowego (z orzeszków ziemnych) lub sezamowego
  • 2 ząbki czosnku pokrojonego w cienkie plasterki
  • 450 g świeżej fasolki szparagowej, umytej i przyciętej
  • 1 łyżka cukru
  • 2 łyżki sosu ostrygowego
  • 2 łyżeczki sosu sojowego

Rozgrzać olej arachidowy w woku lub w dużej patelni na średnim ogniu. Podsmażyć na nim czosnek, aż brzegi zaczną brązowieć, około 20 sekund. Dodać fasolkę i obsmażać mieszając, aż zaczynie mięknąć, około 5 minut. Wmieszać cukier, sos ostrygowy i sos sojowy i nadal mieszając gotować przez kilka minut, aż fasola osiągnie pożądany stopień miękkości.

Zapiekanka z Zielonej Fasoli

  • 2 puszki zielonej fasoli, ok. 820 g
  • 1 puszka zupy krem grzybowej, ok. 300 g
  • 3/4 szklanki mleka
  • małe opakowanie french fried onions, ok. 80 g (smażonej cebuli)
  • pieprz, sól, opcjonalnie czosnek w proszku, przyprawa kreolska

Wymieszać zupę, mleko i przyprawy w naczyniu do pieczenia. Następnie delikatnie wmieszać odcedzoną fasolę i 2/3 szklanki cebuli smażonej po francusku. Pieczemy w temp. 175 – 180 C około 25 do 30 minut. Następnie wyłożyć resztę cebuli na wierzch wokół brzegu naczynia i zapiec ok. 5 minut aż cebula na wierzchu dojdzie na złoty kolor. Uwaga – smażona cebula lub smażona cebula po francusku to nic innego jak drobno pokrojona cebula obtoczona w posolonej mące i usmażona – można ją kupić w mniejszych lub większych opakowaniach, albo usmażyć samemu.

Domowa zupa warzywna z wołowiną

  • 500 g mielonej wołowiny
  • 1 cebula, pokrojona w kostkę
  • 6 czerwonych ziemniaków, drobno pokrojonych
  • 5 marchewek, pokrojonych w cienkie plasterki
  • 120 ml (1/2 szkl.) wody
  • 1 puszka (450 g) kukurydzy, odsączonej
  • 250 g mrożonej lub świeżej fasolki szparagowej
  • 1300 ml soku warzywno-pomidorowego
  • 235 ml (1 szkl.) wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka zmielonego czarnego pieprzu
W dużym garnku, na średnim ogniu, pod przykryciem podgotować wołowinę z cebulą i ziemniakami, aż mięso nie będzie już różowe, a ziemniaki zmiękną (10 do 15 minut).
2.
Tymczasem, umieścić marchew wraz z 1/2 szklanki wody w naczyniu, które można używać w kuchence mikrofalowej, a następnie gotować w mikrofalówce na wysokim poziomie mocy przez 5 minut, aż marchew zmięknie.
3.
Odlać płyn z mieszaniny z wołowiną i włożyć mieszaninę z powrotem do garnka, wraz z marchewką, kukurydzą, fasolą, sokiem warzywnym, wodą, solą i pieprzem. Gotować na małym ogniu przez 30 minut, aż smaki się dobrze wymieszają, a zupa będzie gorąca.

Pure z fasolki szparagowej

  • 1 kg fasolki szparagowej
  • 6 łyżek śmietany 18%
  • 2 jajka
  • 2 żółtka z jajek
  • 3 łyżki masła
  • sól

Fasolkę szparagową myję, obieram z końcówek i gotuję do miękkości w lekko posolonej wodzie. Ugotowaną fasolkę odcedzam i miksuję za pomocą blendera. Do zmiksowanej papki fasolkowej dodaję kolejno śmietanę, jajka, żółtka, sól, cały czas miksując. Gotowe pure z fasolki podaję jako dodatek do dań mięsnych. Pure przed podaniem można posypać posiekaną natką pietruszki.

Fasolka szparagowa z cytryną i włoskimi orzechami

  • 60 g (1/2 szkl.) posiekanych orzechów włoskich
  • 500 g fasolki szparagowej, przyciętej i pokrojonej na 5 cm kawałki
  • 2,5 łyżki roztopionego masła
  • 1 cytryna: skórkę zetrzeć, sok wycisnąć
  • sól i pieprz do smaku
Nagrzać piekarnik do 190°C. Ułożyć orzechy w jednej warstwie na blasze do pieczenia. Prażyć w rozgrzanym piekarniku, aż się lekko zarumienią, około 5 do 10 minut.
2.
Ułożyć fasolkę na sicie garnka do gotowania na parze i postawić sito na garnku z 2,5 cm wrzątku. Gotować w ten sposób od 8 do 10 minut lub aż fasolka będzie miękka, ale wciąż jasnozielona.
3.
Włożyć ugotowaną fasolkę do dużej miski i wymieszać z masłem, sokiem z cytryny i skórką z cytryny oraz doprawić solą i pieprzem. Przełożyć na półmisek lub salaterkę i posypać prażonymi orzechami. Podawać.

Surowe warzywa z trzema sosami (w tym fasolka szparagowa)

Surowe warzywa są smaczne i zdrowe, ale jeśli ktoś uważa, że chrupanie samych warzyw to zajęcie dobre dla królika, może je jeść z pysznymi dipami, czyli sosami do zamaczania. Podane w przepisie ilości można podać z owocami i podgrzanym chlebkiem pitta na lunch dla 4 osób.

ilość porcji: 8
    • Dip jogurtowy z pesto
    • 55 g listków świeżej bazylii
    • 1 ząbek czosnku, wyciśnięty
    • 1 łyżka orzeszków piniowych
    • 250 g chudego jogurtu naturalnego
    • Dip ze świeżymi ziołami
  • 170 g serka śmietankowego
  • 1 cebulka dymka, drobno posiekana
  • 2 łyżki natki pietruszki, drobno posiekanej
  • 1 łyżka szczypiorku, drobno posiekanego
  • 1 łyżeczka octu estragonowego
  • Włoski dip pomidorowy
  • 60 g suszonych pomidorów
  • 90 g twarożku wiejskiego
  • 90 g chudego jogurtu naturalnego
  • 30 g listków świeżej bazylii
  • sól i pieprz
  • Z czym podawać
  • 450 g różnych warzyw, takich jak młoda, drobna marchewka, pokrojona w słupki cukinia, miniaturowe kolbki kukurydzy (blanszowane 1 minutę), zielona fasolka szparagowa (blanszowana 1 minutę), pokrojona w paski papryka, listki cykorii i różyczki brokułów.
1.
Przygotować dip jogurtowy z pesto: utrzeć w moździerzu liście bazylii, czosnek i orzeszki piniowe. Mieszając dodawać po łyżce jogurtu. Doprawić solą i pieprzem do smaku. Można też zmiksować wszystkie składniki w mikserze. Przełożyć do miseczki, przykryć i wstawić do lodówki.
2.
Przygotować dip ze świeżymi ziołami: starannie wymieszać wszystkie składniki w misce. Przykryć i wstawić do lodówki.
3.
Przygotować włoski dip pomidorowy: włożyć suszone pomidory do żaroodpornej miski i zalać wrzątkiem. Odstawić na 30 minut, aż zrobią się miękkie. Starannie odsączyć, wysuszyć papierowymi ręcznikami i drobno posiekać.
4.
Utrzeć twarożek wiejski i jogurt w mikserze. Można też przetrzeć twarożek przez sitko i wymieszać z jogurtem. Przełożyć do miski. Dodać pomidory i wymieszać. Przykryć i wstawić do lodówki.
5.
Tuż przed podaniem włoskiego sosu pomidorowego drobno posiekać bazylię, dodać do sosu, doprawić solą i pieprzem do smaku i wymieszać.
6.
Ustawić miseczki z sosem na dużym półmisku lub talerzu i ułożyć dookoła nich warzywa.

1 porcja zawiera:

Inne propozycje• Do przedstawionych w przepisie sosów można podać wiele innych warzyw, na przykład pokrojonego w słupki selera naciowego lub ogórka, całe rzodkiewki, małe podłużne pomidorki przekrojone na połówki, małe różyczki kalafiora (surowe lub lekko obgotowane) oraz ugotowane, drobne młode ziemniaki.

Fasola Mamut

Mamut w pomidorach

  • 0,5 kg fasoli mamut
  • 4-5 dużych, podłużnych pomidorów (takie odmiany mają mniej pestek)
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego

PRZYGOTOWANIE:

Pomidory sparzyć, obrać ze skórki. Na patelni rozpuścić masło, zeszklić posiekaną cebulę, dodać czosnek i pokrojone w kosteczkę pomidory, dodać sól, pieprz i cukier, dusić 5-10 min. Fasolkę umyć, przyciąć końcówki. Zalać 2-3 szkl. wrzątku, wsypać po 1 łyżeczce soli i cukru, przykryć, ugotować, odcedzić. Gorącą fasolę przełożyć na półmisek i polać pomidorowym sosem. Podawać jako dodatek do mięs albo samodzielne danie np. na kolację. Można też fasolę wrzucić na patelnię z pomidorami i chwilkę razem poddusić.

Fasola Mamut z patelni

  • fasola w strąkach mamut 1 kg
  • boczek wędzony chudy 20 dkg
  • sól
  • pieprz cytrynowy
  • olej 2 łyżki
  • natka pietruszki

Fasolę ugotować w lekko osolonej wodzie (uważać żeby nie rozgotować. Boczek przesmażyć na oleju na skwarki, dodać odcedzoną fasole, lekko posolić posypać pieprzem cytrynowym, dodać posikaną natkę z pietruszki, delikatnie wymieszać. Smacznego:)

Fasolka mamut z bazyliowym pesto

  • asolka szparagowa mamut 200 g
  • pesto bazyliowe 4 łyżki
  • oliwa z oliwek 1 łyżka
  • orzeszki pinii 2 łyżki

Fasolkę umyć, odciąć końce, włożyć do garnka z gotującą się i osoloną wodą. Gotować około 5 minut, aby była al dente, a nie rozgotowana. Odcedzić, wymieszać z łyżką oliwy z oliwek. Rozłożyć na talerzach dodając po łyżce pesto. Orzeszki pinii lekko zrumienić na suchej patelni i posypać nimi fasolkę.

*Przepis na Pesto: http://www.gotujmy.pl/pesto-z-bazylii-ze-slonecznikiem,przepisy,104542.html

Mamut z marchewką w sosie gorgonzola

SKŁADNIKI:

  • Fasola szparagowa “Mamut”
  • marchew
  • groszek zielony
  • ser gorgonzola
  • śmietanka słodka 12%
  • pieprz biały
  • gałka muszkatołowa
  • sól

PRZYGOTOWANIE:

Fasole obieramy z kłączków i końcówek , marchewkę obieramy i kroimy w kawałeczki , gotujemy w osobnych naczyniach delikatnie posolone . Śmietankę podgrzewamy i dodajemy oraz odrobinę białego pieprzu, gałki muszkatołowej, pokruszony ser gorgonzola i soli. Gotujemy do czasu aż ser się rozpuści. Do naczynia wkładamy ugotowaną marchew oraz fasolę i wsypujemy podgrzany groszek , polewamy zrobionym sosem i gotowe:)

Pierś kurczaka z grilla z pieczoną fasolą mamut

Ilość dla 4 osób

  • - 4 piersi z kurczaka
  • - 200 g zielonej fasoli mamut
  • - 4 rzodkiewki
  • - 2 łyżki masła
  • - olej
  • - 1/3 pęczka szczypiorku
  • - 150 ml jogurtu naturalnego
  • - przyprawa do grilla ognista Galeo
  • - przyprawa do sosu tzatziki Galeo



1. Piersi z kurczaka przekrój wzdłuż na dwa cienkie płaty, oprósz Przyprawą do grilla ognistą, posmaruj lekko olejem, odstaw na kilka godzin w chłodne miejsce.

2. Fasolę ugotuj, posmaruj masłem, piecz na ruszcie razem z piersią z kurczaka.

3. Jogurt wymieszaj z Przyprawą do sosu tzatziki, dodaj tartą rzodkiewkę, posiekany szczypiorek, dokładnie wymieszaj. Otrzymany sos podawaj do kurczaka z fasolą.

Sałatka z fasolą mamut

  • 8 sztuk młode ziemnaki,
  • do smaku sól i pieprz,
  • 4 łyżki oliwa,
  • sok z jednej cytryny,
  • kilka listków świezej bazylii,
  • 2 puszki tuńczyk w oleju,
  • 1 sztuka czerwona cebula,
  • 100 gram pomidory koktajlowe (czerwone),
  • 300 gram fasola mamut,
  • 1 łyżeczka cukier

Ziemniaki dokładnie wyszoruj, przekrój na połówki lub ćwiartki, ugotuj w lekko osolonej wodzie. Fasolę umyj i przekrój na pół, ugotuj w wodzie z dodatkiem soli i cukru, odcedź. Cebulę posiekaj, pomidorki przekrój na pół, tuńczyka osącz z oleju, sok z cytryny wymieszaj z oliwą. Wszystkie składniki sałatki wymieszaj, dopraw solą i pieprzem, polej sosem i udekoruj świeżymi ziołami.

SAŁATKA FASOLOWA (Z FASOLĄ MAMUT):

0,30 kg fasoli mamut
10 niedużych młodych ziemniaków
0,10 kg pomidorków koktajlowych
1 czerwona cebula
2 puszki tuńczyka w oleju
Świeża bazylia
1 cytryna
4 łyżki oliwy
1 łyżeczka cukru
Sól, pieprz

Ziemniaczki dokładnie wyszorować, przekroić na połówki i ugotować w dużej ilości lekko osolonej wody. Fasolę oczyścić z włókien, umyć, pokroić na mniejsze kawałki ugotować w osolonej i lekko posłodzonej wodzie. Odcedzić. Cebulę obrać i drobno posiekać. Tuńczyka osączyć z oleju, pomidorki dokładnie umyć, pokroić na polówki lub ćwiartki. Oliwę połączyć z wyciśniętym z cytryny sokiem. Wszystkie składniki połączyć i dokładnie wymieszać. Doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem. (Do sałatki można dodać jajka ugotowane na twardo, a fasolę mamut można zastąpić inną fasolką szparagową.)

Zielony groszek

jadano go już w epoce kamienia i brązu, co dotąd potwierdzają odkrycia archeologiczne. Skąd pochodzi ? Ze wschodu, znad Morza Kaspijskiego, znad Morza Śródziemnomorskiego, z zachodniej Azji, aż do Tybetu i Indii, gdzie do tej pory rośnie dziko.Kiedy jeszcze ziemniaków nie znano w Europie, groch był w powszechnym użyciu.Świeży groszek, a także groszek wraz ze strąkiem (są takie odmiany jadalne), najlepiej jest jadać na surowo. Są nieporównywalnie bogatsze w witaminy i sole mineralne, a także łatwiej strawne niż groszek z puszki, mrożony, a szczególnie groch suchy, gotowany. Chociażby dla porównania – młody, świeży groszek ma dużo więcej witaminy E. I tak oto kilka cyfr.Świeży groszek zawiera w 100 g o,55% witaminy E,
mrożony – 0,25% witaminy E,
a puszkowany – 0,02% witaminy E.Czyli świeży groszek ma o wiele więcej witaminy E, niż konserwowy.
Ot, co !Kto nie powinien jadać groszku lub jadać go mało ?
Przede wszystkim zielonego groszku nie zaleca się cukrzykom (bo ma dużo cukru) i ludziom o słabym żołądku, bo nadmiar zielonego groszku może nawet spowodować biegunkę
Groszek cukrowy
Jest odmianą groszku zielonego. Pojawia się na rynku na początku sezonu owocowo-warzywnego. Wtedy też jest najsłodszy, najbardziej kruchy.
Nadaje się na surówki, sałatki, na ciepłą jarzynkę, zupy. Delikatne w smaku strączki doskonale komponują się z innymi warzywami, np. z sałatą, marchewką, pomidorami.Warto więc zacząć przyrządzać chrupiące strączki, gdy na straganach będziemy mieli ich dostatek. Oprócz wybornego smaku zawierają sporo białka, witaminy A, C, z grupy B oraz mikroelementy: żelazo, fosfor i wapń.Podobnie jak w przypadku innych jarzyn,  kupując groszek cukrowy należy zwracać uwagę na jego wygląd. Świeży, młody ma jędrne, jasnozielone, płaskie, zamknięte strączki z zawiązkami nasion lub z małymi nasionami.Czyszczenie groszku cukrowego polega na przycięciu końców strąków, ścięciu z krawędzi twardego włókna, umyciu i ewentualnie pokrojeniu. Z tak przygotowanego warzywa najlepiej przygotować potrawę w ciągu 24 godzin.Są dwa sposoby gotowania groszku cukrowego: krótko, na dużym ogniu, na półtwardo lub dłużej na małym ogniu na jarzynkę. W obu przypadkach wrzucamy go na wrzącą wodę i solimy pod koniec gotowania.
Dodanie podczas gotowania odrobiny kwasku cytrynowego lub octu, utrwala zielony kolor strączków. Duszony groszek warto przyprawić odrobiną cukru, by podkreślić jego naturalną słodycz.Można z niego robić domowe przetwory i zamrażać.Przechowywanie … 2-3 dni
Odkrycia archeologiczne potwierdziły, że warzywo znane było już setki lat przed naszą erą. Po rozpowszechnieniu w starożytnym Rzymie, Grecji, Egipcie, Indiach oraz w Chinach trafił do Europy. W początkowym okresie stanowił karmę dla zwierząt, a następnie został doceniony przez człowieka i został uwzględniony w naszym menu. Wykorzystywany głównie w postaci dojrzałej, dopiero kilka wieków temu, przekonano się do groszku zielonego, a więc podawanego w formie niedojrzałej. Od tamtego momentu powszechnie wykorzystywany w takiej formie,  znalazł szerokie zastosowanie w kuchni. Mrożenie i konserwowanie stanowi podstawowe sposoby na przedłużenie jego trwałości.W zależności od przyjętego kryterium możemy wyróżnić zróżnicowane odmiany grochu, ale najczęściej mówi się o groszku cukrowym oraz łuskowym, zwanym zielonym groszkiem. Groch cukrowy różni się tym od groszku zielonego (łuskowego), że jest spożywany w całości, razem ze strąkami. Możliwość spożywania całych strąków wynika, z braku w budowie strąku wyściółki pergaminowej. Wśród odmian grochu łuskowego możemy wyróżnić odmiany charakteryzujące się kulistymi i gładkimi nasionami, nasionami spłaszczonymi oraz pomarszczonymi. Odmiany wczesne zazwyczaj charakteryzują się nasionami gładkimi, natomiast późne pomarszczonymi.

Przepisy

Makaron z zielonym groszkiem z boczkiem i puszystym sosem z sera pleśniowego podawany z RUKOLĄ

Składniki:

• 1/3 szklanki zielonego groszku
• 2 porcje makaronu
• 50 g boczku
• 3 łyżki pokrojonej w kosteczkę młodej cebuli
• 50 g sera gorgonzola lub innego pleśniowego
• 1/4 szklanki śmietanki kremówki, ubitej
• sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
• do podania: rukola

Przygotowanie:

  • Zagotować osoloną wodę w garnku, wrzucić groszek i gotować przez około 3 minuty do miękkości. Wyłowić łyżką cedzakową. Do wrzącej wody wrzucić makaron i ugotować al dente, odcedzić.
  • W międzyczasie włożyć boczek na patelnię, smażyć z dwóch stron na wolnym ogniu przez kilka minut aż będzie chrupiący. Pokroić na kawałki, patelnię przetrzeć papierowym ręcznikiem i z powrotem włożyć boczek. Dodać cebulkę i poddusić na małym ogniu przez pół minuty.
  • Zmniejszyć ogień do minimum, dodać pokrojony na kawałki ser i wymieszać. Gdy ser się roztopi wlać ubitą śmietankę kremówkę (najlepiej ubić większą ilość), dodać groszek, doprawić solą i sporą ilością świeżo zmielonego pieprzu. Włożyć odcedzony makaron i wymieszać. Wyłożyć na talerze i posypać pokrojoną na kilkucentymetrowe kawałki rukolą.

Zupa krem z groszku

z sałatką z wędzonego łososia i awokado oraz z grzankami.


 2 porcje:

• 35 g masła
• 1/2 cebuli, pokrojonej w drobną kostkę
• 225 g wyłuskanego zielonego groszku (świeżego lub mrożonego)
• 75 ml wody
• 300 – 350 ml mleka
• sól i pieprz
• 1 łyżeczka przyprawy chilli (lub do smaku)
• 2 łyżeczki sosu tabasco (lub do smaku)
• 2 łyżki soku z cytryny
• 2 łyżki posiekanego szczypiorku (opcjonalnie)

  • W rondlu lub garnku z grubym dnem rozpuścić masło na małym ogniu. Dodać cebulę i gotować ją do miękkości przez 5 minut, od czasu do czasu mieszając (nie zrumieniać).
  • Dodać groszek i wlać wodę. Zwiększyć ogień do średniego i gotować pod przykryciem przez 3 – 4 minuty lub aż groszek będzie miękki. (Groszek mrożony może być gotowy dopiero po 10 minutach).
  • Dodać 300 ml mleka, doprawić solą, pieprzem i mieszając zagotować. Zmiksować na puree, zostawiając 2 łyżki groszku do dekoracji. Wlać z powrotem do garnka, zagotować i dolać resztę mleka jeśli krem jest za gęsty. Doprawić do smaku chilli, tabasco oraz sokiem z cytryny. Posypać szczypiorkiem, podawać z grzankami oraz z sałatką z łososiem wędzonym i awokado.

Rosół z zielonym groszkiem

1 mały kurczak

2 małe cebule

pęczek włoszczyzny

1/2 główka włoskiej kapusty

2 liście laurowe

2 ziarna ziela angielskiego

puszka zielonego groszku

sól, pieprz

natka pietruszki

Kurczaka umyj, oczyść i podziel na porcje. Zalej zimną wodą, zagotuj i zbierz szumowinę. Obrane cebulę opal nad płomieniem kuchenki, dodaj do mięsa. Włoszczyznę obierz, pokrój na kawałki. Kapustę oczyść z wierzchnich liści i razem z włoszczyzną dodaj do gotującego się rosołu. Dodaj ziele angielskie, liście laurowe sól i pieprz. Gotuj do momentu aż mięso będzie miękkie, które należy wyjąć z zupy i pokroić na małe kawałeczki i ponownie wrzucić do zupy. Groszek osącz, przelej na sicie zimną wodą a następnie dodaj do rosołu. Całość doprowadzić do wrzenia. Doprawić do smaku. Przed podaniem posypać drobno pokrojona natką pietruszki.

Lane kluski

8-10 łyżek mąki

2 jajka

sól

Jajka rozkłócić z odrobiną wody, dodać mąkę i mieszać tak długo aż uzyskamy gładką masę. Posolić. Ciasto ma mieć konsystencję gęstej śmietany. Ciasto wlewać cienką strużką do wrzącego rosołu. Gotować 2 minuty.

Roladki z kurczaka ze śliwką
z ciepłą sałatką z zielonego groszku, świeżej mięty i liści szpinaku

Składniki, 4 porcje:
• 2 duże piersi kurczaka
• 1 łyżka oliwy z oliwek
Nadzienie:
• 60 g suszonych śliwek, pokrojonych
• 1 łyżka posiekanej natki pietruszki
• 1 łyżeczka suszonego tymianku
• 1 łyżka soku z cytryny + 1 łyżeczka drobno startej skórki
• 4 płaskie łyżki bułki tartej
• 1 małe jajko, roztrzepane
• sól, pieprz
Sałatka:
• 200 g mrożonego zielonego groszku, rozmrożonego
• 2 łyżki oliwy z oliwek
• 1 mała cebula, pokrojona w cienkie krążki
• 2 garście świeżego szpinaku
• listki z 4 gałązek świeżej mięty

• MIODOWY SOS WINEGRET bez dodatku czosnku
• a także: około 10 wykałaczek, folia spożywcza

Przygotowanie:

  • Piersi z kurczaka umyć, oczyścić z kostek i włókien, rozdzielić na 2 pojedyncze piersi, następnie każdą nadkroić w najgrubszej części i otworzyć jak książkę. Oprószyć solą z dwóch stron, lekko rozbić tłuczkiem otrzymując trochę bardziej płaskie filety, mniej więcej jednakowej grubości.
  • Wymieszać śliwki z natką pietruszki, tymiankiem, sokiem i skórką z cytryny, bułką tartą i jajkiem. Doprawić solą oraz pieprzem. Nadzienie rozłożyć w środkowej części filetów, zwinąć ciasno w roladki i zabezpieczyć wykałaczkami. Roladki zawinąć w folię i włożyć do lodówki na 1 – 2 godziny, a najlepiej na całą noc.
  • Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy z oliwek i obsmażać roladki z każdej strony po około 2 minuty, aż się lekko zrumienią. Ułożyć w naczyniu żaroodpornym i wstawić do środkowej części piekarnika na 20 – 25 minut (mniejsze roladki piec krócej niż większe).
  • W międzyczasie przygotować miodowy sos winegret bez dodatku czosnku. Rozmrożony groszek gotować przez 2 minuty w osolonej wodzie, odcedzić. Rozgrzać patelnię z 2 łyżkami oliwy z oliwek, zeszklić cebulę, dodać groszek, doprawić solą oraz pieprzem i smażyć przez 1 minutę. Zdjąć z ognia, dodać umyty i osuszony szpinak oraz miętę, następnie polać sosem winegret i wymieszać.
  • Roladki z kurczaka pokroić na plastry i ułożyć na ciepłej sałatce.

Risotto z zielonym groszkiem, miętą i przegrzebkami

Według tego przepisu możesz przygotować wegetariańskie risotto z zielonym groszkiem i miętą. Przegrzebki są tylko dodatkiem, przygotowywanym oddzielnie. Zamiast przegrzebek można spróbować krewetek (równie szybko i prosto smażonych na patelni jak przegrzebki) lub też dodać inny ulubiony składnik.

Risotto z groszkiem i miętą:
• 3 łyżki masła
• 1/4 cebuli, pokrojonej w kosteczkę
• 15 ml białego wina
• 100 g surowego ryżu do risotto (np. Arborio), około 1 filiżanki
• 400 ml wrzącego bulionu warzywnego lub drobiowego
• 1 filiżanka zielonego groszku (świeżego lub mrożonego)
• 2 łyżki posiekanej mięty
• 3 łyżki tartego parmezanu (+ kilka wiórków do dekoracji)
Dodatki: po 2 łyżki posiekanego szczypiorku oraz świeża mięta (posiekana) do dekoracji

Przegrzebki:
• 2 łyżki oliwy z oliwek
• 10 przegrzebek, oczyszczonych i obranych (jeśli mrożone, rozmrozić)
• sól, pieprz

Przygotowanie:

  • Risotto: Na średniej patelni roztopić 3 łyżki masła, zeszklić cebulę. Dodać ryż, delikatnie posolić i wymieszać. Wlać wino i mieszając smażyć aż większość płynu odparuje. Dodawać stopniowo bulion, po pół filiżanki, mieszając pomiędzy kolejnymi porcjami. Dolewać kolejną porcję bulionu, jak tylko ryż zaabsorbuje poprzednią. Kontynuować przez 20 minut lub do czasu aż ryż będzie al dente.
  • W międzyczasie ugotować groszek w osolonej wodzie, odsączyć. Połowę groszku zmiksować blenderem na puree wraz z posiekaną miętą, połowę pozostawić w całości, odstawić.
  • Przegrzebki: Na 4 minuty przed końcem gotowania ryżu, na drugiej patelni rozgrzać oliwę z oliwek. Smażyć przegrzebki z dwóch stron, na średnio – dużym ogniu, przez około 1 minutę z każdej strony, aż będą ładnie zrumienione. Doprawić solą oraz pieprzem.
  • Kiedy ryż będzie miękki, ale jednocześnie al dente, dodać do niego puree z groszku, groszek w całości oraz tarty parmezan. Doprawić solą oraz pieprzem. Przełożyć na talerze wraz z przegrzebkami, posypać szczypiorkiem oraz miętą.

Groszek po florencku
Piselli alla fiorentina, jedno z najczęściej serwowanych dań we Florencji.

  • 250 g zielonego groszku (świeżego lub mrożonego,)
  • 4 plasterki cienko pokrojonego boczku podwędzanego
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • sól, pieprz

Rozgrzać patelnię lub płaski rondel, wlać oliwę i drobno pokrojony czosnek. Dodać pokrojony boczek i mieszając smażyć aż się zarumieni, a tłuszcz z boczku się stopi. Dodać groszek, doprawić solą i pierzem, wymieszać i jeszcze chwilę podsmażyć razem. Dodać tyle wody, aby przykryć groszek. Gotować bez przykrycia aż cały płyn wyparuje, przez około 10 minut.
W oryginalnych przepisach do groszku pod koniec gotowania dodaje się posiekaną natkę pietruszki. Nie widać jej na zdjęciu, bo groszek posłużył mi jako dodatek do MAKARONU Z GROSZKIEM I SEREM PLEŚNIOWYM, gdzie natka nie była już konieczna, ale na pewno nie zaszkodzi jej dodać.

Groszek po wenedzku
Przepis na groszek Tessy Capponi-Borawskiej, który ukazał się w miesięczniku “Kuchnia”/maj 2007. Tutaj boczku się nie podsmaża, dodaje się go w połowie czasu gotowania groszku.

Składniki i wykonanie:

  • 50 dag wyłuskanego zielonego groszku
  • 8 łyżek oliwy z oliwek
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 pęczek zielonej pietruszki
  • 5 dag wędzonego boczku
  • 1 łyżeczka cukru, sól

Zielony groszek wkładamy do garnka z oliwą, obranym czosnkiem, umytą i posiekaną natką. Solimy i dodajemy tyle zimnej wody, aby lekko przykryć groszek. Gotujemy na małym ogniu do miękkości. W połowie gotowania dodajemy cienko pokrojony boczek i cukier. W Toskanii używa się suszonego i solonego boczku wieprzowego o nazwie Carnesecca. Jest on niedostępny w Polsce, dlatego zastępuje się go boczkiem wędzonym.

Spaghetti z zielonym groszkiem i serem pleśniowym

Zielony groszek z boczkiem to klasyka, nie tylko w kuchni włoskiej. Z dodatkiem sera pleśniowego stanowi wspaniały zestaw na smaczny, kremowy makaron.Składniki:

  • 170 g spaghetti
  • 75 g sera pleśniowego
  • 2 łyżki zrumienionych orzeszki pinii
  • sól, pieprz
  • GROSZEK PO FLORENCKU, smażony z chudym boczkiem

Wykonanie:

  • Przygotować groszek z boczkiem według podanego przepisu.
  • Makaron ugotować w osolonej wodzie i jeszcze gorący wymieszać z połową podanej porcji sera oraz z groszkiem i boczkiem.
  • Rozłożyć na dwa talerze, na wierzch ułożyć resztę sera. Posypać orzeszkami pinii, pieprzem i solą do smaku.

Penne z pesto z zielonego groszku

Z zielonego groszku można też przygotować pesto. Ja do swojego dodałam dodatkowo czosnek, orzeszki pinii, tarty ser parmezan i oliwę z oliwek. Myślę, że lepsze byłyby orzechy włoskie, bardziej zdecydowane w smaku. Groszek jest słodkawy a zmiksowane orzeszki pinii trochę mdławe. W połączeniu z parmezanem pesto jak dla mnie miało zbyt mało wyrazisty smak. Do pesto z zielonego groszku najlepiej użyć makaronu penne lub innego o podobnym kształcie.

Dla 2-3 osób:

  • 1/2 opakowania mrożonego groszku
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki orzeszków pinii lub włoskich
  • 1/2 filiżanki tartego parmezanu, w tym do posypania po daniu
  • około 1/4 filiżanki oliwy z oliwek
  • 200 g makronu penne

Wykonanie:

  • Ugotować groszek zgodnie z instrukcją na opakowaniu, osączyć i wysuszyć.
  • Ugotować makaron al dente, zmieszać z 1 łyżką oliwy.
  • W międzycasie w blenderze zmiksować groszek, czosnek, orzeszki, parmezan (część zostawić do posypania po daniu), doprawić solą i pieprzem, dolać oliwy z oliwek, tyle aby uzyskać odpowiednią konsystencję pesto.
  • Zmieszać makaron z pesto, posypać parmezanem i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

Ewentualne dodatki: zrumieniony czosnek i ser mozzarella.

Pasztet bez pieczenia z zielonego groszku

Składniki

2 czubate szklanki mrożonego groszku

3 łyżki oleju

średnia cebula

1 czubata łyżka zielonego pieprzu w ziarnach

3 duże ząbki czosnku

5 czubatych łyżek uprażonego na suchej patelni słonecznika

2 czubate łyżki posiekanego koperku (aktualnie z mrożonki)

sól (ok 1 płaskiej łyżeczki)

3 czubate łyżki kaszy manny lub innej drobnej, ewentualnie mąki

 Wykonanie

Groszek wrzucam na sitko, przelewam wodą. Na patelni rozgrzewam olej, smażę na nim pokrojoną cebulę do zeszklenia, dodaję groszek, podgrzewam chwilę, wlewam 1/4 szklanki wody i podgrzewam 5 minut lub nieco dłużej- sprawdzamy groszek łopatką czy jest miękki.

Do blendera wrzucam słonecznik, miksuję chwilę, dodaję zawartość patelni /patelnię odstawiamy, nie myjemy ;)/ i miksuję, jeśli macie problem można kapnąć odrobinę wody, ale całość nie musi być zmiksowana jakoś ekstra gładko: niedomiksowane kawałki słonecznika przyjemnie chrupią, a kawałki groszku dodają całości uroku :) Zresztą groszek można rozgnieść widelcem, a słonecznik wrzucić do woreczka i ubić nieco wałkiem np.- to na wypadek gdybyście nie mieli blendera :)

Na patelnię wrzucam pieprz w całości (można go częściowo rozbić, ale ja wolę w całości) nie bojąc się ilości, podgrzany zielony pieprz jest super :), po chwili dodaję zmiksowaną pastę, płaską łyżeczkę soli, 2 łyżki wody i kaszę, porządnie wszystko mieszam podgrzewając przez kilka minut. Dodaję koperek i przeciśnięty przez praskę czosnek, mieszam, wyłączam gaz i zostawiam na ok 10 minut. Po tym czasie sprawdzamy czy smakowo wszystko jest ok, wg mnie było, więc zapakowałam masę do przelanej zimną wodą foremki- w tym wypadku szklanki i wstawiam do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na noc. Masę dorzucam stopniowo, dociskając wkładane warstwy łyżką lub dłonią.


Pieczona pierś kurczaka w panierce z parmezanu, młode ziemniaki i groszek cukrowy.

Kurczak bez smażenia, z chrupiącą skórką, bardzo miękki i soczysty w środku. Zapiekany w piekarniku przez 15 minut. Na sałatce z młodego szpinaku, z groszkiem cukrowym oraz oliwą z oliwek. Młody szpinak można zastąpić rukolą lub sałatą. Groszek cukrowy – zieloną fasolką lub zielonym groszkiem (świeżym lub mrożonym).

Składniki na 2 porcje:

  • 1 pierś kurczaka
  • 1 białko jaja
  • sól, pieprz
  • 3 – 4 łyżki drobno startego parmezanu
  • 4 młode ziemniaki
  • 50 g groszku cukrowego
  • 2 garście młodego szpinaku
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • kilka oliwek zielonych lub czarnych (dowolnie)

Rozgrzewam grill w piekarniku na średnią moc. Blachę wykładam kawałkiem folii aluminiowej. Na talerzu roztrzepuję białko z solą i pieprzem. Pierś kurczaka maczam najpierw w roztrzepanym białku a później obtaczam w tartym parmezanie. Układam na folii i wkładam do piekarnika na 15 minut, raz przewracając. Kurczak ma być złoty i chrupiący.
W międzyczasie gotuję młode ziemniaki oraz groszek cukrowy. Pokrojone w kostkę ziemniaki i odcedzony groszek mieszam ze szpinakiem, polewam oliwą i rozkładam na dwa talerze. Podaję z kurczakiem pokrojonym w paski. Doprawiam solą i pieprzem.

Bardzo wiosenna pasta z zielonego groszku (ewentualnie dodaj jajko)

Składniki:

  • 200 g zielonego groszku – wzięłam z puszki
  • cebula
  • 2-3 łyżki oliwy extra vergine lub oleju lnianego/sezamowego
  • przyprawy: zamiast cząbru z przepisu dałam estragon, pieprz, sól, sos sojowy, dodałam też czosnek niedźwiedzi

Wg przepisu groszek miał być ugotowany, co mi się trochę dziwne wydało w stosunku do groszku z puszki, ale się karnie zastosowałam i wrzuciłam na kilka minut na wrzątek ze szczyptą kurkumy. W tym czasie zeszkliłam na łyżce oliwy drobno pokrojoną cebulę. Przełożyłam odsączony groszek i cebulę (sł) do miski  i kolejno dodałam jeszcze: łyżkę oliwy (sł), estragon, pieprz, czosnek niedźwiedzi (o), a na końcu trochę soli i kilka kropli sosu sojowego (taki bez glutaminianu) (sn).
Zmiksowałam, przełożyłam na kromki chleba opieczone w tosterze i posypałam dla zwiększenia urody suszonymi pomidorami.

Grochówka z zielonego groszku

Składniki:

  • 250 gr zielonego groszku ( może być mrożony)
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 marchewka
  • 1 cebula
  • 1 litr wywaru warzywnego
  • 1 łodyga selera naciowego
  • 70 gr wędzonego boczku
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • sól
  • pieprz

Sposób wykonania:

Pierwszy sposób:

  1. marchewkę, seler, cebulę i czosnek drobno siekamy i smażymy na oliwie około 10 mim.
  2. następnie dodajemy pokrojony w kostkę boczek i smażymy jeszcze 5 min.
  3. w kolejnym kroku dodajemy groszek, wlewamy gorący bulion i gotujemy pod
    przykryciem na wolnym ogniu 30 min.
  4. pod koniec gotowania doprawiamy zupę sola i pieprzem

Drugi sposób:

  1. marchewkę, seler, cebulę i czosnek drobno siekamy i smażymy na 2 łyżkach oliwy około 10 min.
  2. następnie dodajemy groszek, wlewamy gorący bulion i gotujemy pod przykryciem, na wolnym ogniu 15 min.
  3. w tym czasie kroimy boczek w kostkę i smażymy na 1 łyżce oliwy aż się delikatnie zrumieni
  4. bulion z warzywami miksujemy i ponownie wlewamy do garnka, dodajemy podsmażony boczek i gotujemy jeszcze 15 min
  5. pod koniec gotowania doprawiamy zupę solą i pieprzem

Zielona sałatka z groszkiem cukrowym

Sałata z zielonym jabłuszkiem, dojrzałym awokado, zielonymi winogronami, groszkiem cukrowym i małymi kuleczkami mozzarelli.

Dodatki: zrumienione na patelni orzeszki pinii i słodko-słony sos vinegret (oliwa z oliwek extra virgin, miód, roztarty czosnek z solą, pieprz i sok z cytryny).
Groszek cukrowy przed dodaniem do sałatki gotuję na parze, aż będzie lekko twardawy i chrupiący. Lekko doprawiam solą, pieprzem i mieszam z łyżką oliwy z oliwek.

Ciecierzyca

 

Wiki

Cieciorka (Coronilla L.) – rodzaj roślin z rodziny bobowatych. Należy do niego ok. 20 gatunków roślin pochodzących z Azji, Europy i Afryki Północnej[2]. Gatunkiem typowym jest Coronilla valentina L.[3].

Rośliny o pierzastych liściach złożonych z drobnych i cienkich lub mięsistych listków. Kwiaty motylkowe zebrane w kwiatostan przypominający luźną główkę. Od kształtu tych kwiatostanów pochodzi łacińska nazwa rodzaju (łac. coronilla = mała korona)[2].

Jeden z rodzajów podrodziny bobowatych właściwych

Ciecierzyca Gatunki flory Polski

  • cieciorka pstra (Coronilla varia L.). Według nowszych ujęć taksonomicznych jest to Securigera varia (L.) Lassen[4].
  • cieciorka skorpionowata (Coronilla scorpioides (L.) Koch) – efemerofit

Gatunki uprawiane[7]

  • cieciorka powabna (Coronilla emerus L.)
  • cieciorka szerokolistna (Coronilla latifolia Jàv.)

Zastosowanie

Niektóre gatunki są uprawiane jako rośliny ozdobne, niektóre są roślinami leczniczymi

 

Ciecierzyca jest rzeczywiście rośliną zapomnianą w Polsce a przecież jest nam znana od co najmniej 6500 lat – z Mezopotamii wzięli ją bowiem nasi przodkowie Skołoci (Scyci) i przez Kaukaz przewieźli w Wielki Step, na Akerman i Ukrainę. Dzisiaj Wikipedysta który pisał o niej hasło nie ma pojęcia nawet że to jest roślina jadalna przede wszystkim a dopiero potem lecznicza

 

podstawowe informacje nieco szerzej

Ciecierzyca pospolita (Cicer arietinum) nazywana także cieciorką lub włoskim grochem jest jedną z pierwszych roślin z rodziny bobowatych uprawianych przez człowieka. Pochodzi z Bliskiego Wschodu, prawdopodobnie z zachodniej Azji, gdzie znana była już w 6500 r. p.n.e, skąd wkrótce potem dotarła do Europy. Była podstawową rośliną uprawną w Mezopotamii oraz starożytnym Rzymie. Jeden z czołowych rzymskich mówców i filozofów Marcus Tullius nosił nazwisko będące łacińską nazwą ciecierzycy – Cicer. Ciecierzyca nie rośnie dziko, jest wyłącznie rośliną uprawną.
Powszechnie stosowana jest w kuchni basenu Morza Śródziemnego, w Europie Zachodniej i USA oraz na Bliskim Wschodzie, a także Afryce Północnej. W Egipcie nasiona ciecierzycy traktowane są jako afrodyzjak. Znane są również jej właściwości lecznicze, jako panaceum na bóle głowy, zapalenia gardła oraz kaszel. Liście ciecierzycy mają właściwości ściągające i wstrzymujące, stąd znajdują zastosowanie jako okłady na zwichnięte kończyny oraz napar pomagający przy problemach trawiennych (niestrawność). Potrawy z ciecierzycy wzmacniają odporność organizmu, a także poprawiają stan włosów i skóry, pozwalają też obniżyć poziom cholesterolu we krwi.

Cała roślina (prócz nasion) jest pokryta włoskami, które działają drażniąco na skórę. Strąki ciecierzycy są małe, pękate, z jednym lub dwoma nasionami o spiczastym, przypominającym ptasi dziób końcu, porównywane często do niedużych orzechów laskowych, o barwie białożółtawej, czerwonawej lub brunatnej.

Na rynku dostępne są dwa rodzaje ciecierzycy:

1. kabuli, o ziarnach większych i jaśniejszych

2. desi – odmiana mniejsza i ciemniejsza.

Warta stosowania

W Polsce, choć powszechnie stosowana w kuchni staropolskiej, jest obecnie mało znana i doceniana. I jest to ogromne niedopatrzenie, gdyż ciecierzyca jest smaczna, zdrowa, sycąca i doskonale nadaje się do urozmaicenia diety. Ciecierzyca zawiera 25% białka o korzystnym składzie aminokwasowym, dlatego może z powodzeniem zastępować mięso. Jest również bogata w fosfor, potas, większość witamin z grupy B, żelazo i błonnik, zawiera też więcej żelaza niż inne rośliny strączkowe. 100 g ugotowanej ciecierzycy zawiera: 164 kalorie w tym: 27,4 g węglowodanów, 2,6 g tłuszczu, 7,6 g błonnika i 8,9 g białka.

W kuchni

Niedojrzałe nasiona ciecierzycy można jeść na surowo. Dojrzałe po ugotowaniu lub konserwowaniu są świetnym dodatkiem do wielu potraw. Można je stosować do sałatek, dań warzywnych typu ratatouille czy kus-kus.

Na świecie najbardziej znana jest w postaci falafel lub hummusu, który serwuje się z różnymi innymi przystawkami, sałatkami, pastami czy kiszonkami lub jako dodatek do szałarmy, kebabu, sznycla i właściwie do wszystkiego (może z wyjątkiem słodyczy). Ta pochodząca z Libanu potrawa (wg. legendy wymyślona przez sułtana Saladyna w czasach wypraw krzyżowych w XII w. n.e.) jest popularna na Bliskim Wschodzie, w kuchni arabskiej i żydowskiej, znana jest również w kuchniach kaukaskich. Pod nazwą chana, ciecierzyca pojawia sie jako składnik wielu dań hinduskich, m.in.: w zupach, sałatkach, curry oraz wielu przekąskach. W krajach basenu Morza Śródziemnego nasiona ciecierzycy podaje się także jako przystawkę – obtoczone w cukrze lub przyprawach. Używa się ich również jako namiastkę kawy. Z nasion wyrabia się także specjalną mąkę, zwaną besan lub Chana, którą wykorzystuje się jako dodatek do zup, chleba i makaronów. Mąkę z ciecierzycy wykorzystuje się równocześnie do przygotowania pakory (tj.: warzywa maczane w cieście z mąki z ciecierzycy i smażone w głębokim tłuszczu), popadum (cienkie i chrupiące placki), socca, bhajjiya (cebula w cieście) i Jidou liang fen. Mąka ta nie zawiera glutenu i może zastępować mąkę pszenną u osób na diecie bezglutenowej. Cennym wzbogaceniem diety są także kiełki ciecierzycy oraz młode pędy i liście, które przygotowuje się podobnie jak szpinak. Ciecierzyca dobrze komponuje się z oliwą, olejem orzechowym, sezamowym i z awokado, masłem, rozmarynem, tymiankiem, listkami laurowymi, szałwią, pietruszką, kolendrą, kminem, kurkumą, gałką muszkatołową, cynamonem, ricottą, parmezanem, boczkiem, cytryną, limonką, skórką pomarańczową, rukolą, rzeżuchą, pomidorami, groszkiem, cukinią, oberżyną, ziemniakami, makaronem, owocami morza oraz rybami o białym mięsie.

Proste przepisy na dania z ciecierzycy:

 

Pieczona ciecierzyca z suszonymi pomidorami i świeżym rozmarynem

  • 1½ ugotowanej ciecierzycy
  • 1 łyżeczka oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka suszonych płatków słodkiej papryki
  • 1-2 gałązki świeżego rozmarynu
  • 4-6 suszonych pomidorów, odsączonych z oliwy
  • szczytpa świeżo zmielonego grubego pieprzu

W naczyniu do zapiekania ułożyć ciecierzycę, polać oliwą i dokładnie wymieszać, by wszystkie ziarna były pokryte oliwą. Posypać płatkami papryki, pieprzem i rozmarynem, ponownie wymieszać całość. Na wierzch ułożyć suszone pomidory. Zapiekać, w nagrzanym do 180°C piekarniku około 25-30 minut. Po około 20 minutach wyjąć naczynie z piekarnika i wymieszać całość, ponownie wstawić do piekarnika.

2 porcje

 

Cieciorka z brokułami w pomidorach

  • 1 szklanka cieciorki, czyli grochu włoskiego
  • 5 dużych pomidorów
  • 2 brokuły
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • garść świeżych liści oregano i bazylii
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

Cieciorkę namocz na noc w 2 litrach zimnej wody. Odcedź, opłucz, zalej ponownie 2 litrami wody i gotuj do miękkości. Cały czas uzupełniaj wodę. Będzie to trwało około godziny. Aby sprawdzić, czy cieciorka jest ugotowana, wyciągnij jedno ziarenko i zmiażdż je między palcami. Powinno być w środku miękkie. Gdy cieciorka się gotuje, sparz wrzątkiem pomidory, obierz ze skórki i pokrój w kostkę. Świeże zioła umyj dokładnie i drobno posiekaj. Na patelni rozgrzej oliwę, wsyp do niej cynamon, paprykę i smaż przez kilka sekund. Dodaj pokrojone pomidory, posiekane zioła, szczyptę cukru i gotuj pod przykryciem 15 minut. Brokuły umyj, pokrój w różyczki i ugotuj na parze, nie dłużej niż 7-8 minut. Brokuły powinny być jędrne, w żadnym wypadku rozgotowane. Wymieszaj sos pomidorowy z ugotowaną cieciorką i brokułami, dosól do smaku. Cieciorkę z brokułami w pomidorach możesz podać na obiad z kasza gryczaną, ryżem lub kuskusem.

 

Pasta z kiełków ciecierzycy

Składniki: 200 g kiełków ciecierzycy, 50 g orzechów, 1 ząbek czosnku, 1 łyżeczka zmielonego kminu, 3-4 łyżki posiekanej natki pietruszki, 1-2 łyżki oliwy z oliwek (lub oleju arganowego), sól do smaku.

Przygotowanie: Kiełki ugotować na parze (ok. 15 min.). Orzechy zrumienić na patelni, następnie zmiksować wszystkie składniki dodając ok. ½ szklanki wody z gotowania ciecierzycy. Pasta ta jest bardzo smaczna i sycąca. Świetnie nadaje się na kanapki czy jako dip do warzyw.

Cieciorka w śmietanie

  • 300 g cieciorki
  • 2 cebule
  • 1 opakowanie jogurtu
  • oliwa
  • sól, pieprz

Cieciorkę namoczyć przez noc i ugotować do miękkości. Cieciorka gotuje się bardzo długo, więc warto uzbroić się w cierpliwość. Na oliwie zeszklić posiekaną cebulę, podsmażyć cieciorkę. Dodać jogurt, dusić na wolnym ogniu, doprawić solą i pieprzem. Posypać siekaną, pachnącą pietruszką.

Hummus

Składniki: 400 g ciecierzycy, 200 g pasty z sezamu, 4 ząbki czosnku (przeciśnięte praską), 4 łyżki soku z limonek (ewentualnie z cytryny), 2 łyżki oleju sezamowego, oliwa (ekstra vergine), sól, pieprz Cayenne do smaku.
Przygotowanie: Ciecierzycę po namoczeniu na noc gotować do miękkości. Odcedzić, pozostawiając wodę z gotowania. Zmiksować ciecierzycę na gładką masę. Do tak powstałej masy dodać resztę składników i dokładnie wymieszać. Jeśli masa jest zbyt sucha dolać odrobinę wody z gotowania i oliwę. Doprawić do smaku. Podawać oblany z wierzchu obficie oliwą.

/Za: http://www.exclusivelyfood.com.au/

Cieciorka z kapustą

  • 25 dag cieiorki
  • 1 niewielka główka włoskiej kapusty
  • 4 średniej wielkości pomidory
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 cebule
  • 4 łyżki oliwy
  • świeżo zmielony czarny pieprz
  • tymianek
  • sól

Namoczyć cieciorkę na noc. Ugotować w nieosolonej wodzie przez około godzinę. Cebulę oraz czosnek obrać i pokroić w drobną kostkę. Kapustę poszatkować i wrzucić razem z cebulą i czosnkiem na patelnię z rozgrzaną oliwą. Smażyć przez około 10 minut. Dodać odsączoną z wody cieciorkę i smażyć jeszcze parę minut. Pod koniec dodać obrane ze skórki i pokrojone w kostkę pomidory. Przyprawić do smaku pieprzem, solą i tymiankiem. Podawać udekorowane posiekanym szczypiorkiem.

 

 

Zupa z ciecierzycą i cukinią

Składniki: 2 cukinie, 2 pory, 2 ząbki czosnku, 800 g pomidorów z puszki, 1 łyżka przecieru pomidorowego, 1 listek laurowy, 400 g ciecierzycy z puszki, 750 ml bulionu warzywnego, 2 łyżki oliwy z oliwek,  sól, pieprz do smaku.
Przygotowanie: W rondlu podgrzać oliwę i podsmażyć na niej pokrojoną w kostkę cukinię i pory pokrojone w półplastry oraz posiekany czosnek (ok. 5 min.). Dodać bulion warzywny, pomidory z puszki, ciecierzycę, liść laurowy i przecier pomidorowy. Doprowadzić do wrzenia i gotować jeszcze ok. 5 min. Doprawić solą i pieprzem, dokładnie wymieszać. Zupę można posypać tartym parmezanem lub podawać z makaronem.

Cieciorka z papryką

[18.11.2002] To jest przepis zaczerpnięty z książki “Kuchnia Kryszny”, która generalnie jest świetną książką, jednak stanowczo nie dla początkującego kucharza. Wiele spośród zawartych tam przepisów jest dość trudnych zarówno w smaku, jak i wykonaniu. Trzeba też zainwestować w wiele przypraw, których w zwykłym supermarkecie się nie kupi, więc jeśli ktoś nie zamierza częściej gotować po hindusku, to odradzam poszukiwanie asafetidy czy tamaryndy. Udało mi się wyselekcjonować trochę prostszych i bliższych naszemu podniebieniu potraw, dzisiaj prezentuję naprawdę proste i pyszne danie z ciecierzycy, w oryginale nazywa się “czanna or simla mircz”. Można je podawać z chlebem, jogurtem. Koszt całości około 6 zł.

  • 250 g cieciorki
  • 2 zielone papryki
  • 3 pomidory (niekoniecznie)
  • kawałek imbiru
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • troszeczkę chili
  • 2 łyżeczki sproszkowanego kminku indyjskiego
  • 1/2 łyżeczki asafetidy
  • 3 łyżki oliwy
  • (albo ghee, czy ew. masło)
  • sól

Cieciorkę namoczyć przez noc i ugotować do miękkości, co może trwać ponad godzinę. Wody nie solić. Po ugotowaniu cieciorkę odsączyć, odlać kilka łyżek wody z gotowania. Paprykę drobno pokroić (na kawałki 1 centymetrowe). Do rondla wlać oliwę i smażyć na niej kilkanaście sekund przyprawy: kminek indyjski (to nie jest to samo, co nasz kminek!), kurkumę, posiekany imbir (lub 1/2 łyżeczki sproszkowanego), asafetidę (jeśli nie mamy to nic strasznego się nie stanie, ugotujmy bez niej) i chili (świeże lub suszone, czy sproszkowane). Dodać paprykę i smażyć na małym ogniu 3 minuty ciągle mieszając. Dodać cieciorkę i smażyć dalej jeszcze kilka minut. Papryka powinna zmięknąć, ale zbyt długo nie męczmy ogniem tej potrawy, bo zaczną nam się przypalać przyprawy. Na koniec dodajemy pokrojone pomidory (najlepiej wcześniej obrane ze skórki), całość można też rozcieńczyć 1-3 łyżkami wody z gotowania cieciorki. Gotujemy jeszcze 3 minuty mieszając i gotowe.

Curry z ciecierzycą

Składniki: 2 puszki ciecierzycy, 4 marchewki, 1 pietruszka/pasternak, 1/2 małego selera, groszek mrożony, puszka pomidorów, sól, chilli/tabasco do smaku, 3-4 łyżki jogurtu naturalnego, sok z połowy limonki, szczypta cynamonu, 1/2 łyżeczki ziaren kolendry, 1/2 łyżeczki kminu, 1/2 łyżeczki ziaren kopru, 2 łyżeczki kurkumy, duża cebula, 3-4 łyżki oliwy, 1-2 ząbki czosnku, 2-3 cm korzenia imbiru.
Przygotowanie: Rozgrzać garnek, w którym curry będzie gotowane, wsypać kolendrę, kmin i koper. Mieszając, podgrzewać ziarenka, aż zaczną intensywnie pachnieć. Przesypać je do moździerza i utłuc. Do gorącego garnka wlać oliwę, pokroić cebulę w kostkę, wrzucić na oliwę, dodać szczyptę soli i wymieszać. Posiekać czosnek, dorzucić do cebuli i smażyć, aż cebula stanie się szklista. Dodać ubite w moździerzu przyprawy i kurkumę – smażyć chwilę mieszając. Dodać pokrojone warzywa, przesmażyć, dodać pomidory i ciecierzycę. Jeśli płynu w garnku jest zbyt mało można dodać soku pomidorowego, albo wody. Doprawić solą i chilli, albo tabasco, ewentualnie można dodać szczyptę cynamonu. Całość dusić, aż warzywa zmiękną. Przed końcem duszenia można dodać kilka garści mrożonego groszku. Pod koniec duszenia dodać sok z limonki i jogurt. Można podawać jako samodzielne danie lub z chlebem.

/Za: http://www.smaker.pl/

Brukselka z cieciorką

  • 1/2 kg brukselki
  • 2 słoiczki przecieru pomidorowego
  • 2 plasterki ananasa z puszki
  • 1/2 szklanki cieciorki
  • 3 łyżki śmietany
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 łyżeczka bazylii
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • szczypta cynamonu
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 szklanki oleju do smażenia

Cieciorkę namocz na noc w wodzie. Następnego dnia odsącz, wypłucz, zalej ponownie wodą i ugotuj do miękkości. Trwa to 40-50 minut. W tym czasie umyj i osusz brukselkę, oczyść ją z wierzchnich listków, jeśli są zwiędnięte. Każdą brukselkę przekrój wzdłuż na pół. Brukselkę gotuj na parze 5-7 minut, może być niedogotowana. W rondlu rozgrzej olej. Kiedy będzie już bardzo gorący, wrzucaj do niego brukselki. Smaż partiami na złotobrązowo i odsączaj dokładnie na papierowym ręczniku. Wyjmij ananasa z puszki, pokrój w średniej wielkości kostkę. 1/2 szklanki syropu zachowaj. W dużym garnku rozgrzej oliwę z oliwek, kiedy zacznie skwierczeć, wsyp pieprz, paprykę i cynamon, zamieszaj i natychmiast dodaj przecier pomidorowy. Smaż wszystko następne 3 minuty, a potem dodaj syrop z ananasa, 1/2 szklanki wody, śmietanę, oregano i 1 łyżeczkę soli. Doprowadź sos do wrzenia, wrzuć do niego brukselkę, cieciorkę i ananasa. Wymieszaj dokładnie.

Sałatka z ciecierzycy i buraków

Składniki: 2 szklanki ciecierzycy, 2 ugotowane buraki, 1 szklanka kaszy orkiszowej, 1 jabłko, 1 niewielka cebula, 1 mały fenkuł (lub pół dużego), kilkanaście listków świeżej mięty, sok z połowy cytryny, 3-4 łyżki majonezu, sól i pieprz do smaku.
Przygotowanie: Dzień wcześniej włożyć ciecierzycę do wody i zostawić do namoczenia przez całą noc. Następnego dnia ugotować oddzielnie ciecierzycę i kaszę orkiszową, odcedzić, ostudzić, wymieszać. Dodać pokrojone warzywa i jabłko, wymieszać, doprawić majonezem, sokiem cytrynowym i przyprawami. Na końcu dodać poszatkowaną miętę. Wstawić do lodówki na godzinę. Sałatkę podawać lekko schłodzoną. 

 

Makaron z ciecierzycą

 
• 15 dag ciecierzycy
• 5 pomidorów
• 2 cebule
• oliwa
• makaron typu spaghetti
• 5 dag startego parmezanu
• 0,5 kostki rosołowej rozpuszczonej w 100 ml wody
• oregano, bazylia, sól, pieprz, słodka papryka (w proszku)
• natka pietruszki

1. Mimo iż wielu z nas nie słyszało zbyt wiele o cieciorce, to bardzo łatwo ją dostać w hipermarketach lub sklepach ze zdrową żywnością. Cieciorka znana jest też pod nazwą ciecierzycy lub grochu włoskiego.
2. Cieciorkę namoczyć na ok. 5 godzin. Namoczoną cieciorkę ugotować w osolonej wodzie, następnie zmielić ją.
3. Cebulę pokrojoną w półplastry usmażyć na oliwie, dodając cieciorkę. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pokroić w kostkę. 4 pomidory podsmażyć w rondelku (dodając bulion) do pełnego rozgotowania. Gdy nadmiar wody odparuje, dodać ostatniego pomidora pokrojonego w drobną kostkę, jednak już nie gotować.
4. Gotową masę połączyć z cebulą i cieciorką, posolić, popieprzyć, dodać oregano, bazylię, paprykę. Na ugotowany makaron nałożyć sos. Wszystko posypać startym parmezanem. Potrawę udekorować natką pietruszki lub świeżymi listkami bazylii.
Kotlety z ciecierzycy w sosie musztardowym

Składniki: 1 szklanka ugotowanej ciecierzycy, 2 łyżki oliwy z oliwek, ½ szklanki mąki, ½ szklanki bułki tartej, ¼ szklanki bulionu warzywnego lub wody, 2 łyżki sosu sojowego, 2 posiekane ząbki czosnku, ½ łyżeczki skórki cytrynowej, ½ łyżeczki suszonego tymianku, ½ łyżeczki papryki, ¼ łyżeczki suszonej szałwii, oliwa do smażenia lub pieczenia. Sos: 1 szklanka wody lub bulionu warzywnego, 4 łyżeczki musztardy chrzanowej, 1 łyżeczka mąki, 2 łyżeczki posiekanego świeżego koperku (może być suszony).

Przygotowanie: W misce rozgnieść ugotowaną ciecierzycę z oliwą, aż do uzyskania gładkiej masy. Dodać pozostałe składniki i ugniatać ok. 3 min., do uzyskania ciasta o zwartej konsystencji. Formować płaskie kotlety. Smażyć na patelni lub piec około 30 min. (po 20 minutach przekręcić kotlety) w 180°-190°C. Sos: Na małej patelni lub w bardzo małym garnku rozprowadzić w bulionie mąkę i zagotować. Dodać musztardę i koperek, gotować około 60-90 sek. Podawać ciepły lub w temperaturze pokojowej.

/Za: wiecejyofu.blox.pl/

 

Szpinak z ciecierzycą

  • 500 g ciecierzycy
  • 1 łyżeczka czerwonej papryki
  • 500 g szpinaku
  • 1/2 pęczka zielonej pietruszki
  • 1 duża cebula
  • 1 liść laurowy
  • 4 goździki
  • olej

Ciecierzycę opłukać, zalać zimną, przegotowaną wodą i moczyć 12 godzin. W dużym garnku zagotować wodę. Odsączyć ciecierzycę na sicie i wsypać do wrzącej wody. Zieloną pietruszkę opłukać pod bieżacą wodą. Cebulę obrać i opłukać. Do garnka z ciecierzycą wlożyć cebulę naszpikowaną goździkami, nie obrane, całe ząbki czosnku, liść laurowy i zieloną pietruszkę, osolić i gotować około 4 godzin. Gdy woda wyparuje dolać wrzątku. Szpinaczek dokładnie umyć (kilka razy zmieniając wodę) i pokroić. Po 3 godzinach gotowania ciecierzycy dodać szpinaczek i gotować jeszcze 1 godzinę. Ugotowaną ciecierzycę odcedzić. Wyjać ząbki czosnku, cebulę i liść laurowy. Na patelni rozgrzać olej. Wsypać łyżeczkę papryki, dodać ciecierzycę i smażyć 3 do 4 minut. Podawać od razu.

 

Indyjska zupa z ciecierzycy

Składniki: 1 łyzka oleju roślinnego, 1 duża cebula, 1 łyżeczka startego korzenia imbiru, 1 ząbek czosnku, 1 łyżka przyprawy garam masala, 850 ml bulionu warzywnego, 2 duże marchewki, 200 g suszonej ciecierzycy, namoczonej przez noc i ugotowanej, 100 g świeżej zielonej fasolki szparagowej.
 

Przygotowanie: W rondlu o grubym dnie rozgrzać olej, dodać pokrojoną cebulę, imbir i rozgnieciony czosnek. Smażyć przez 2 min., po czym dodać garam masala i smażyć ok. 1 min. Dodać połplasterki marchewki i bulion. Gotować na małym ogniu przez 10 min. Dodać fasolkę i ciecierzycę. Gotować 5 min. Zupę można podawać z chlebem naan lub le cecina.

Cieciorka z salami i czosnkiem
Puszka cieciorki, 10-15 dkg salami, 3 pomidory, mała czerwona cebulka.
Dressing: oliwa, ocet balsamiczny ciemny, zioła prowansalskie itp, pieprz, vegeta, świeże-koperek i pietruszka, ząbek czosnku (niekoniecznie).

Pomidorki sparzone i obrane ze skórki kroimy w kosteczkę, cebulkę drobniutko, salami w słupki, czy jak kto tam woli, mieszamy z cieciorką i posiekaną zieleninką.
Składniki soso-dressingu mieszamy w kubeczku, doprawiamy do smaku (każdy swojego), wyciskamy czosnek, jak już nadmieniłam, opcjonalnie, nie każdy szaleje za czosnkiem tak, jak JA!! Zalewamy sałatkę sosem i odstawiamy na kilka minut do przegryzienia. Podajemy z chrupiącym pieczywem. Włoska ciabatta jest rewelacyjna ale również bagietka będzie świetnym dodatkiem. Do tego schłodzone białe wino i Smacznego!!!

Karp ze szpinakiem i ciecierzycą

Składniki: 1 świeży karp o wadze około 1 kg, 1/2 łyżeczki zmielonego kminu, sól i pieprz, 1 łyżka oliwy z oliwek, 2 łyżki masła, 1 gałązka rozmarynu lub tymianku oraz 200 g świeżego szpinaku, 3/4 puszki (około 300 g) ciecierzycy + kilka łyżek zalewy, 1 łyżka oliwy z oliwek, 2 małe ząbki czosnku, 2 łyżki bułki tartej, 1/3 łyżeczki zmielonego kminu, szczypta cynamonu, 1/3 łyżeczki słodkiej papryki w proszku, sól i pieprz do smaku.
Przygotowanie: Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Rybę umyć, pokroić na 4 dzwonka, jeszcze raz opłukać, osuszyć. Dobrze oprószyć solą, pieprzem, doprawić kminem. Ułożyć w formie do pieczenia wysmarowanej 1 łyżką oliwy. Na rybie ułożyć wiórki masła i listki rozmarynu. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec przez 30 min. Następnie zwiększyć temperaturę do 220 stopni lub ustawić maksymalną moc grilla, i piec rybę jeszcze przez kolejne 10-15 min. Szpinak opłukać, osuszyć, oderwać twarde łodyżki. Włożyć na patelnię z 2 łyżkami wody i podgrzewać przez około 1 min. Odcisnąć i grubo posiekać. Na czystą patelnię wlać 1 łyżkę oliwy z oliwek, dodać czosnek i smażyć na małym ogniu przez 1 min. Dodać bułkę tartą i smażyć przez 1-2 min. W międzyczasie dodać kmin, cynamon i słodką paprykę w proszku. Dodać odsączoną ciecierzycę i chwilę podgrzewać. Dodać szpinak i skropić go kilkoma łyżkami zalewy z ciecierzycy. Delikatnie zamieszać i smażyć przez 1 min., na koniec lub przed samym podaniem doprawić solą i świeżo zmielonym pieprzem. Rybę wyłożyć na podgrzane talerze, w środek każdego dzwonka włożyć szpinak z ciecierzycą, polać pozostałym sosem z pieczonej ryby.

/Za: http://www.kwestiasmaku.com

Czulent z ciecierzycą

Składniki: 1 kg szpondru wołowego, 250 g łopatki, 1 noga wołowa, 10 jaj ugotowanych na twardo, 500 g ciecierzycy, 250 g ryżu, 2 kg średnich ziemniaków, 1 szklanka oliwy, 1 główka czosnku, 1 paczka szafranu, Nadzienie: 250 g mielonego mięsa, 100 g łoju, 1 szklanka startej macy, 2 jaja, pół łyżeczki gałki muszkatołowej, nać pietruszki, łyżeczka cynamonu, 2 łyżki oliwy, sól, pieprz.

Przygotowanie: Ciecierzycę zalać zimną wodą i pozostawić na noc. Po wymoczeniu ciecierzycę odsączyć, wypłukać i wrzucić do brytfanny. Dodać sól, oliwę, szafran, nie obraną główkę czosnku. Położyć na tym mięso i przerąbaną na pół nogę wołową. Połączyć mielone mięso, łój, tartą macę, przyprawy, posiekaną pietruszkę. Dobrze wymieszać, następnie utrzeć z jajami i oliwą. Uformować kulę i zawinąć w kawałek gazy. Położyć na środku garnka. Włożyć obrane ziemniaki i jaja ugotowane na twardo. Dodać sól i pieprz do smaku, podlać wodą. Wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 3-4 godziny w temperaturze 180°C. Potrawa będzie lepsza, jeśli piec się ją będzie przez 24 godziny w piekarniku o temperaturze nie przekraczającej 120°C. Przełożyć na rozgrzany półmisek. Mięso i kulę z macy i mięsa podzielić.

Cieciorka z brokułami w pomidorach – składniki

  • 1 szkl. cieciorki
  • czyli grochu włoskiego
  • 5 dużych pomidorów
  • 2 brokuły
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • garść świeżych liści oregano i bazylii
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki cynamonu

Cieciorka z brokułami w pomidorach – sposób przygotowania

Cieciorkę namocz na noc w 2 litrach zimnej wody. Odcedź, opłucz, zalej ponownie 2 litrami wody i gotuj do miękkości. Cały czas uzupełniaj wodę. Będzie to trwało około godziny. Aby sprawdzić, czy cieciorka jest ugotowana, wyciągnij jedno ziarenko i zmiażdż je między palcami. Powinno być w środku miękkie.
Gdy cieciorka się gotuje, sparz wrzątkiem pomidory, obierz ze skórki i pokrój w kostkę. Świeże zioła umyj dokładnie i drobno posiekaj. Na patelni rozgrzej oliwę, wsyp do niej cynamon, paprykę i smaż przez kilka sekund. Dodaj pokrojone pomidory, posiekane zioła, szczyptę cukru i gotuj pod przykryciem 15 minut.
Brokuły umyj, pokrój w różyczki i ugotuj na parze, nie dłużej niż 7 – 8 minut. Brokuły powinny być jędrne, w żadnym wypadku rozgotowane. Wymieszaj sos pomidorowy z ugotowaną cieciorką i brokułami, dosól do smaku. Cieciorkę z brokułami w pomidorach możesz podać na obiad z kasza gryczaną, ryżem lub kuskusem.

Zupa z ciecierzycy z makaronem


Składniki: 2 ząbki czosnku, gałązka świeżego rozmarynu, 1 puszka pomidorów w sosie pomidorowym, 4 łyżki oliwy z oliwek, 1 – 2 szklanki bulionu, 1 puszka ciecierzycy (gotowej do spożycia), pęczek natki pietruszki, sól, pieprz, ugotowany długi makaron.

Przygotowanie: Surową ciecierzycę należy wcześniej moczyć w zimnej wodzie przez 12 godzin, odcedzić, opłukać, zalać świeżą wodą i wtedy ugotować do miękkości. Czosnek drobno posiekać, lekko podsmażyć w rondelku na odrobinie oliwy, dodać gałązkę rozmarynu, pomidory i oliwę. Gotować przez 10-15 minut. Dodać bulion, odcedzoną ciecierzycę i posiekaną natkę pietruszki. Zupę gotować jeszcze przez 5 minut. Doprawić solą i pierzem. Rozmaryn wyjąć, połowę zupy zmiksować, wymieszać z resztą zupy. Podawać gorącą, z ugotowanym makaronem.

/Za: http://www.kwestiasmaku.com/

Ciecierzyca ze szpinakiem


Składniki: 250 g ciecierzycy, 1 cebula, 750 g liści świeżego szpinaku, 50 g płatków zbożowych, 100 g ziołowego twarożku, 1 ząbek czosnku, 2 łyżki oliwy z oliwek, sól, pieprz, świeżo utarta gałka muszkatołowa, suszony tymianek.

Przygotowanie: Ciecierzycę obficie opłukać, zalać wodą i przez noc moczyć w wodzie. Następnego dnia ugotować do miękkości w lekko osolonej wodzie, w której się moczyła przez ok. 90 minut. Cebulę i czosnek obrać i drobno posiekać. Szpinak umyć, usunąć ogonki. Ugotowaną ciecierzycę dokładnie odsączyć. Na dużej patelni lub woku rozgrzać oliwę, wrzucić cebulę, czosnek, tymianek, a po chwili również ciecierzycę oraz szpinak. Chwilę dusić, dodać płatki zbożowe. Wymieszać z ziołowym twarożkiem, doprawić do smaku solą i pieprzem oraz gałką. Mocno podgrzać i podawać na gorąco.

Sałatka z jogurtem, pomidorami i papryką

Składniki:

  • 260 g pomidorów
  • 1 puszka cieciorki
  • 100 g zielonego ogórka
  • 100 g czerwonej papryki
  • 1 czerwona cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka soku z cytryny
  • 2 – 3 łyżki jogurtu naturalnego typ grecki Light
  • bazylia, sól

Czerwoną cebulę obrać i drobniutko poszatkować, przełożyć do miski. Dodać dobrze odsączoną cieciorkę. Pomidory, ogórka i paprykę pokroić na kawałki, dodać do cieciorki. Skropić całość sokiem z cytryny, dodać zmiażdżone ząbki czosnku, jogurt naturalny, bazylię i sól do smaku.

Ciecierzyca na ostro

Składniki: 800 g ciecierzycy, namoczonej przez noc w wodzie/ewentualnie z puszki, 2 cebule, drobno posiekane, 1 łyżeczka imbiru, najlepiej świeżego, startego, 1/2 łyżeczki czosnku, 1 lub 2 papryczki chilli, najlepiej zielone, pozbawione pestek i drobno posiekane, 1/2 łyżeczki kurkumy, 3 łyżki masła ghee /masła zwykłego lub oliwy z oliwek, 2 dojrzałe pomidory, pozbawione pestek, drobno posiekane (ewentualnie w porze zimowej pomidory w puszce), 1 łyżka kolendry mielonej, 2 łyżki garam masala (do kupienia w sklepach ze zdrową żywnością), 2 łyżki soku z cytryny, 2 lub 3 łyżki posiekanej natki pietruszki.

Przygotowanie: W garnku o grubym dnie na rozgrzanym maśle/oleju poddusić cebulę, imbir, czosnek, papryczki i kurkumę, aż do zrumienienia. Dodać pomidory i chwilę podgotować aż zmiękną. Następnie dodać kolendrę i ciecierzycę. Gotować przez 10 minut. Wlać 250 ml wody (lub pozostałości po odsączeniu ciecierzycy z puszki) i gotować przez kolejne 10 minut. Przyprawić garam masala, dodać sok z cytryny i posiekaną natkę pietruszki. Wymieszać i gotować na wolnym ogniu przez 3 minuty. Jeśli danie jest zbyt gęste należy dodać odrobinę wody. 

/Za: http://www.przepisy.net/

Pieczone placuszki z ciecierzycy


Składniki: 150 g suchego grochu, 150 g suchej ciecierzycy, 150 g czerwonej cebuli (1 duża), 1 czerwona papryka, 4 ząbki czosnku, 1 jajko, 2-3 łyżki jogurtu naturalnego lub kwaśnej śmietany, 2 łyżki mąki, pół pęczka natki pietruszki, sól, pieprz do smaku.

Przygotowanie: Groch i ciecierzycę wypłukać, włożyć do garnka i zalać wodą 1 cm powyżej poziomu ziaren. Zostawić do namoczenia na 18-20 godzin. Odsączyć z wody i zmielić w maszynce do mięsa razem z cebulą i papryką. Dodać posiekany czosnek, jajko, jogurt/śmietanę, mąkę, posiekaną natkę i wyrobić na jednolitą masę. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Na 2 blachy wyłożone papierem do pieczenia nakładać łyżką porcje masy i rozpłaszczać na grubość ok. 8 mm. Piec ok. 20-25 do zrumienienia. Ostudzone placuszki można zamrażać.

Cytrynowy kurczak z cieciorką

na potrawkę:

8 filetów z udek kurczaka

puszka cieciorki

2 marchewki

1 cebula

1 tłusty ząbek czosnku

5 łyżki oliwy z oliwek

pęczek pietruszki*

sok z 1 cytryny

sól i pieprz

na kuskus:

dowolna ilość kuskusu

siekana mięta i pietruszka*

sól i pieprz

oliwa z oliwek

*kolendra byłaby znakomitym dodatkiem, ale krytyk nie lubi więc użyłam pietruchy

Mięso pokrój na kawałki (filet z udek na cztery części będzie w sam raz), posiekaj cebulę i zioła, marchewkę pokrój w plastry, czosnek zmiażdż. Jeśli masz wrażliwy żołądek (ja mam) obierz cieciorkę z łupinki i opłucz. Rozgrzej oliwę na patelni, dodaj cebulę, smaż przez chwilkę, dodaj mięso i obsmaż ze wszystkich stron. Dodaj marchewkę, czosnek, sok z cytryny, sól i pieprz. Przykryj i duś aż mięso będzie zupełnie ugotowane. Podlewaj łyżką wody od czasu do czasu, tak aby się nie przypalało. Na koniec dodaj cieciorkę i gotuj tylko tyle żeby się odgrzała, dodaj posiekaną pietruszkę. Kuskus wymieszaj z solą i pieprzem, zalej wrzątkiem (do około 1.5 cm ponad powierzchnię kuskusu) i odstaw na kilka minut. Kiedy będzie już napęczniały dodaj do niego oliwę z oliwek (wg uznania) posiekaną miętę i pietruszkę, wymieszaj. Podawaj razem.

Filety z indyka z cieciorką

  • 80 dag filetów z indyka
  • sól, pieprz
  • słodka papryka w proszku
  • 2 łyżki musztardy
  • 3 łyżki mąki
  • 2 cebule
  • olej
  • szklanka wytrawnego białego wina
  • 4–5 pieczarek
  • czerwona papryka
  • marchewka
  • puszka pomidorów bez skórki
  • puszka cieciorki
  • 2 łyżki śmietany

Mięso natrzyj solą, pieprzem i papryką, posmaruj musztardą, obtocz w mące, obsmaż na oleju. Wrzuć cebulę pokrojoną na ćwiartki, oprósz pozostałą z panierowania mąką, podlej winem i duś na małym ogniu. Wrzuć pokrojone pieczarki, paprykę i marchewkę oraz pomidory, dolej pół szklanki wody i przykryj. Gdy warzywa i mięso będą miękkie, wrzuć osączoną cieciorkę, dopraw sos do smaku, połącz ze śmietaną.

Harira (zupa z ciecierzycy, soczewicy i porów)

Składniki: 1 szklanka ciecierzycy namoczonej na noc (lub ok. 700 g z puszki), 6 pomidorów (lub 800 g pomidorów z puszki), 2 łyżki koncentratu pomidorowego, 1/2 szklanka brązowej soczewicy, 1/2 szklanka ryżu długoziarnistego, 2 cebule, 1 por, 3 ząbki czosnku (przeciśnięte przez praskę), 2 łodygi selera, 500 g jagnięciny lub wołowiny, 1 łyżka oliwy extra virgin, 1/2 łyżeczki imbiru w proszku, 1 łyżeczka cynamonu w proszku, szczypta nitek szafranu, 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu, 2 łyżki soku cytrynowego, 1/2 szklanki natki kolendry.

Przygotowanie: Na rozgrzanym tłuszczu zeszklić drobno pokrojoną cebulę, pora, łodygi selera i czosnek. Dodać pokrojone w kostkę mięso i zrumienić ze wszystkich stron. Wsypać przyprawy, przesmażyć przez minutę. Dolać 1 l wody i ciecierzycę i dusić pod przykryciem przez ok 45 min. (jeśli ciecierzyca jest z puszki to dodajemy ją na 5 min. przed końcem duszenia mięsa). Dodać pokrojone pomidory razem z sokiem, koncentrat pomidorowy i soczewicę, gotować ok. 15-20 min. Następnie dołożyć ryż i gotować aż do jego miękkości. Tuż przed podaniem wlać sok cytrynowy i wsypać posiekaną natkę kolendry.

składniki:

- 3 łyżki oliwy z oliwek
- 2 cebule
- 4 ząbki czosnku
- 1/2 kg kiełbasy chorizo
- szczypta ostrej papryki
- kieliszek wytrawnego cherry
- 5 pomidorów lub puszka pomidorów w zalewie
- 2 puszki cieciorki po 400 gram
- natka pietruszki

Cebulę grubo pokroić, czosnek posiekać. Rozgrzać oliwę i usmażyć na niej cebulkę i czosnek aż nabiorą złotego koloru. Kiełbasę pokroić w dwu centymetrowe kawałki, wrzucić na patelnie doprawić papryką. Wlać sherry i dodać obrane i grubo pokrojone pomidory (mogą być z puszki). Składniki doprowadzić do wrzenia, dodać odsączoną cieciorkę, dolać szklankę wody, przykryć i gotować pół godziny. Doprawić solą i pieprzem, posypać natka na sam koniec. Podawać z bagietką.

Na kotleciki cieciorkowe

  • 200 gram ciecierzycy surowej
  • jajko
  • sól
  • pieprz
  • mąka z pełnego przemiału ( do obtaczania )
  • oliwa z oliwek

Na szyneczkę :

  • szynka wieprzowa około 500 gram
  • cebula biała cała
  • czosnek – 2 ząbki
  • kostka mięsna np.Winiary 2 sztuki
  • majeranek 2 łyżki stołowe
  • przyprawa do mięsa wieprzowego np:Kamis
  • pieprz czarny świeżo zmielony
  • 20 suszonych podgrzybków
  • mąka z pełnego przemiału do obtoczenia mięsa oraz zagęszczenia sosu
  • olej do smażenia
  • 25 gram masła do smażenia

Zaczynamy od namoczenia ciecierzycy poprzedniego dnia wieczorem. Następnego dnia odlewamy wodę  i gotujemy w osolonej wodzie aż cieciorka będzie miękka. Odcedzamy  i tłuczemy na miazgę lub blend ujemy z dodatkiem paru łyżek oliwy. W międzyczasie szynkę kroimy  na sznycelki , nie rozbijamy tłuczkiem,  kroimy na cienkie plasterki , pieprzymy i obtaczamy w mące z pełnego przemiału. Sznycelki trzeba trochę podsmażyć na patelni na rozgrzanym oleju z odrobiną masła. Suszone podgrzybki trzeba namoczyć w ciepłej wodzie. Podsmażone sznycelki przekładamy do garnka , a na oleju po szynce podsmażamy lekko posiekany czosnek i cebulę , następnie przelewamy wszystko do garnka z szynką. Dodajemy dwie kostki mięsne , przyprawy – majeranek i przyprawę do mięsa wieprzowego , zaleawzmy szklanką wody i dodajemy namoczone grzyby razem z wodą , w której się moczyły. Dusimy  aż szyneczka zrobi się miękka. Cieciorkę mieszamy z jajkiem i formujemy kotleciki, które obtaczamy w mące z pełnego przemiału. Kiedy sznycelki są gotowe zagęszczamy sos  1/4 szklanki mąki z odrobiną letniej wody. Kotleciki z cieciorki smażymy na odrobinie oliwy z oliwek. Podawać z ogóreczkami kiszonymi.

Krokiety z cieciorką, ziemniakami i pieczarkami

  • NA NALEŚNIKI: (proporcje wg uznania)
  • mąka
  • jajko
  • woda gazowana
  • mleko
  • szczypta soli
  • FARSZ:
  • puszka cieciorki 400 gr.
  • 1 kg. ziemniaków
  • 2 duże cebule
  • 50 dkg pieczarek
  • tłuszcz
  • sól
  • pieprz
  • SOS:
  • 1 spora cebula
  • puszka pomidorów
  • zioła prowansalskie
  • ostry sos chili
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 kostka drobiowa
  • plus
  • 3 jajka
  • 1/3 szklanki mleka
  • bułka tarta

Pyszne, delikatne i zaskakująco interesujące smakowo.

Etapy przygotowania

  1. Z mleka, szczypty soli, mąki, jajka i wody robimy ciasto naleśnikowe i smażymy naleśniki na tłuszczu (na dużej patelni).
  2. W międzyczasie obieramy, myjemy i gotujemy ziemniaki w osolonej wodzie. Odstawiamy do wystygnięcia.
  3. Na oleju podsmażamy pokrojone cebule i pieczarki, doprawiamy solą i pieprzem do smaku.
  4. Cieciorkę odsączamy na sitku przez chwilę
  5. Robimy sos: Cebulę podsmażamy, dodajemy kostkę, wlewamy pomidory i trochę wody. Gotujemy do momentu aż sos zgęstnieje, a pomidory się delikatnie rozciapią. Doprawiamy sosem chili, przecięsniętymi ząbkami czosnku, solą, pierzem i sporą ilością ziół.
  6. Ziemniaki dokładnie tłuczemy lub przeciskamy przez praskę, dodajemy pieczarki z cebulką, cieciorkę i sos, dokładnie wszystko mieszamy, uważając aby nie rozgnieść ziarenek ciecierzycy. Doprawiamy do smaku.
  7. Na naleśniki nakładamy farsz i formujemy krokiety, obtaczamy w rozkłóconym z mlekiem, solą i pierzem jajku i bułce tartej.
  8. Smażymy na złoty kolor.

Soczewica

 

Zupa z soczewicy zielonej
- paczka soczewicy zielonej (350g)
-3 duże marchewki
- 2 średnie cebule
- pietruszka
- kawałek selera
- 4 średnie ziemniaki
- 2 małe puszki konc. pomidorowego (2x70g)
- 2 liście laurowe
- 5 ziarenek ziela angielskiego
- sól, pieprz
-olej do podsmażenia

Ziarna soczewicy opłukać, zalać w garnku zimną wodą (ok. 2,5l), postawić na gazie.
Marchewkę, cebulę, pietruszke i seler rozdrobnić na tarce (np. na grubych oczkach), podsmażyć na oleju, aż lekko zmiękną.
Ziemniaki pokroić w kostkę.
Jak woda w garnku z soczewicą zawrze, podgotować soczewicę 5-10 minut, wrzucić podsmażone warzywa i ziemniaki. Dodać liście laurowe i ziele angielskie, doprawić solą i pieprzem – nie zad użo, bo woda się trochę wygotuje.
Gotować ok. 40 minut, aż wszystkie warzywa będą miękkie. Dodać koncentrat pomidorowy wymieszany z odrobiną wody, doprawić zupe solą i pieprzem, zagotować.

Ciapka soczewicowa

[12.02.2003] Możecie uznać, że wygląda to obrzydliwie, ale jest pyszne! Trochę losowo udało mi się zrobić naprawdę świetny eintopf (czyli jednogarnkowiec) z soczewicą. Więc bez żadnych kombinacji mówię dokładnie jak to się stało. Składników tak wiele a koszt tylko 3-4 zł.

  • ponad 1/2 szklanki
  • czerwonej soczewicy
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1/2 selera
  • 1 ziemniak
  • 2 cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • łyżka octu winnego
  • kilka łyżek oliwy
  • kostka bulionowa
  • suszone zioła

Cebulę obrać, dowolnie pokroić i zeszklić na oliwie, dodać pokrojony w “zapałki” seler, pietruszkę i chwilę smażyć mieszając. Czosnek grubo pokroić, także dodać, a następnie pokrojoną marchewkę i ziemniaki, zalać wszystko 2 szklankami wody (mniej więcej, chodzi o to, żeby ten sprzęt pływał). Wrzucić do środka kostkę bulionową (oczywiście mogą być 2 szklanki rosołu, wywaru z warzyw itp.) i suszone zioła (liście laurowe (4), ziele angielskie (8 ziaren), płaska łyżka suszonego majeranku, szczypta suszonego rozmarynu, szczypta chili, garść naci pietruszki, pieprz, a może nawet sól). Moment dodania soczewicy jest zależny od tego, jaką mamy soczewicę. Na opakowaniu mojej było napisane, że ma się gotować około 10 minut, a jak już było 11 i wyłączyłem, to zamieniła się w ciapkę. No cóż bywa, w każdym razie warzywa potrzebują 20 minut w sumie, soczewica jak widać różnie, ale łatwo chyba będzie każdemu policzyć kiedy ją wrzucić. Jeśli jednak nie umiemy policzyć, to najlepiej ugotujmy ją oddzielnie w wodzie i nie będzie kłopotu, po prostu wyłączymy jak będzie miękka, a potem połączymy z warzywami. Jeśli wyjdzie nam całość zbyt rzadka, to będziemy mówić, iż jest to zupa z soczewicą. Gotowe danie posypujemy obficie natką pietruszki. Ach, jeszcze ocet winny, oczywiście, dodajemy i mieszamy.

soczewica po polsku zamiast fasolka po bretońsku – prawie to samo

Kotlety z soczewicy


szkl. soczewicy, 100g ryżu, jajko, bułka tarta lub namoczona w ciepłej wodzie i wyciśnięta kajzerka, soł, pieprz, ewentualnie cebula posiekana na drobno.
Soczewicę zalać wodą (dać więcej niż w proporcji 1:1.5), osolić, podgotować ok. 10 minut, dodać opłukany ryż, gotować razem do miękkości. Ostudzić, ubić tłuczkiem, wbić surowej jajko, dodać kajzerkę/tartą bułke do zagęszczenia masy, ew. cebule, doprawić solą, pieprzem, formować kotlety, panierować w tartej bułce i smażyć na oleju albo bez panierowania układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, piec w piekarniku ok. 20-25 minut w temp. 180stopni (aż jajko się zetnie w kotletach).

zupa soczewicowa z marchewką

Farsz z zielonej soczewicy

  • 1 szklanka zielonej soczewicy
  • 1/3 kostki masła
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 1 łyżeczka kurkumy lub curry
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki

Soczewicę dokładnie umyj, wsyp do garnka, zalej 2,5 szklanki wody, posól i gotuj pod przykryciem na średnim ogniu. Powinna się gotować intensywnie, ale uważaj, żeby nie kipiała. Po około półgodzinie woda powinna się wygotować, a soczewica zmięknąć tak, że pojedyncza fasolka da się rozetrzeć pomiędzy palcami. Zdejmij pokrywkę i, cały czas mieszając, odparuj pozostałą wodę. Kiedy soczewica zamieni się już w gęstą pastę, zdejmij ją z ognia. Ostudź. Na patelni rozpuść masło i wsyp przyprawy. Smaż je przez kilka sekund, żeby wydobyć ich aromat. Uważaj jednak, aby nie przypalić ani masła, ani przypraw! Wlej masło do farszu wymieszaj dokładnie mikserem lub drewnianą gałką.

sałatka z soczewicy z pomidorami i zieleniną

pasta soczewicowo-cieciorkowa:
20dag cieciorki z puszki, 20 dag soczewicy czerwonej ugotowanej, 2 ząbki czosnku przeciśniete przez praskę ioraz duża cebula posiekana – podsmażone razem na oleju, 2 łyżki koncentratu pomidorowego, kilka kropel soku z cytryny, 4 łyżki oleju, sól, pieprz, posiekany szczypiorek (pęczek) – wszystko wymieszać, zgnieść widelcem/blenderem/tłuczkiem.

Tutaj tołma czyli ormiańskie gołąbki w liściu winorośli z soczewicą

Gołąbki z soczewicą

  • 50 dag kapusty pekińskiej
  • 50 dag ziemniaków
  • 10 dag soczewicy
  • 13 dag marchewki
  • 13 dag selera
  • 13 dag porów
  • 1/2 szklanki rosołu
  • 4 pomidory
  • 2 cebule
  • 2 łyżki oleju
  • 2 jajka
  • 8 łyżek tartej goudy

Zagotować 3 szklanki wody. Wsypać soczewicę, dusić 35 minut na wolnym ogniu. Warzywa pokroić na kawałki, dodać do soczewicy 10 minut przed końcem duszenia. Z kapusty oderwać 12 zewnętrznych liści. Opłukać, blanszować 2 minuty w osolonym wrzątku, osączyć. Poukładać po trzy liście jeden na drugim tak, aby tworzyły rozetkę. Ziemniaki obrać, umyć, przełożyć garnka i gotować 20 minut. Przygotować farsz: soczewicę osączyć, wymieszać z serem i ewentualnie curry. Nadzienie ułożyć na liściach kapusty, zawinąć. Przygotować jarzynkę: resztę kapusty poszatkować. Cebule pokroić w kostkę. Podsmażyć na oleju razem z kapustą. Zalać rosołem. Gołąbki przełożyć do jarzynki. Dusić 15 minut. Jajka ugotować na twardo. Zalać zimną wodą, obrać ze skorupek i pokroić w kostkę. Pomidory opłukać, pokroić na ósemki, przełożyć do garnka z gołąbkami. Gotować razem około 3 minut. Potrawę umieścić na półmisku, posypać pokrojonym jajkiem. Podawać z gotowanymi ziemniakami. Składniki na cztery porcje.

Kanapki z pastą z soczewicy

  • 10 kromek jasnego pieczywa
  • 5 małych ogórków kiszonych
  • 1 mała główka sałaty
  • 4 łyżki ziaren słonecznika
  • 1/2 kostki masła
  • farsz z zielonej soczewicy

Sałatę podziel na listki, dokładnie umyj i osusz. Ogórki pokrój w plasterki. Ziarna słonecznika usmaż na suchej patelni na jasnozłoty kolor. Pieczywo posmaruj cienką warstwą masła i dwa razy grubszą warstwą farszu z soczewicy. Na każdej kanapce ułóż listek sałaty, na nim plasterki ogórka. Przed podaniem posyp ziarnami słonecznika. Oczywiście, kanapki możesz komponować zgodnie z własnym smakiem, kładąc na nie np. pomidory lub świeże ogórki i posypując natką lub koperkiem zamiast ziaren słonecznika.

Wiemy jak wygląda naleśnik – zobaczcie kolory ziaren soczewicowych – nazwa lentilki pochodzi od soczewkowatego kształtu podobnego do nasion soczewicznych

Naleśniki z soczewicą w sosie chrzanowym

  • 2 szklanki mąki
  • 2 szklanki maślanki lub mleka
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki oleju
  • farsz z zielonej soczewicy
  • s o s:
  • 1 słoiczek łagodnego chrzanu (200 g)
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
  • 2 małe kiszone ogórki

Mąkę wymieszaj z proszkiem do pieczenia, dodaj 1 łyżeczkę soli i maślankę. Wszystko wymieszaj dokładnie mikserem. Powinieneś otrzymać dość rzadkie naleśnikowe ciasto, jeżeli będzie za gęste, w czasie miksowania dodaj odrobinę wody. Usmaż z ciasta naleśniki, powinno wyjść 10-12 sztuk, w zależności od wielkości patelni. Ja smażę naleśniki na teflonowej patelni. Rozgrzewam suchą patelnię i na nią wylewam chochelką ciasto, dzięki czemu dobrze przywiera ono do powierzchni patelni i daje się rozprowadzić cienką, równomierną warstwą. Dopiero potem wlewam odrobinę oleju łyżeczką po brzegu patelni, równomiernie ze wszystkich stron. Dlatego moje naleśniki są cieniutkie i chrupiące. Każdy naleśnik posmaruj dużą łyżką farszu i zwiń w rulonik. Przygotuj sos chrzanowy. Pokrój ogórki kiszone w drobną kosteczkę. Wymieszaj chrzan ze śmietaną, jogurtem i ogórkami. Naleśniki podawaj na ciepło zaraz po usmażeniu lub odsmażane na odrobinie masła. Przed podaniem polej sosem chrzanowym.

fantastyczne danie kurczakowo-soczewicowe w stylu węgierskiego leczo

Pasta kanapkowa z soczewicy i orzechów

  • filiżanka zielonej soczewicy
  • pół filiżanki posiekanych orzechów włoskich
  • 2 łyżeczki musztardy Dijon
  • 1 łyżka octu winnego czerwonego
  • ostra czerwona papryka
  • sól i pieprz

Soczewicę opłukać i zalać zimną wodą i zagotować, aż nasiona będą miękkie (ok. 30 min). Odcedzić nasiona i miksować z resztą składników, aż do uzyskania gładkiej masy. Doprawić do smaku solą, pieprzem i papryką. Jeśli pasta będzie zbyt sucha możemy dodać odrobinę przegotowanej wody.

Paszteciki z soczewicą

  • 3,5-4 szklanek mąki
  • 20 g drożdży
  • 1/3 kostki masła
  • kwaśna śmietana
  • farsz z zielonej soczewicy

W szklance ciepłej wody rozpuść drożdże w misce, dodaj do nich 1 szklankę mąki i dobrze wymieszaj. Odstaw ciasto do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. W tym czasie w rondelku na średnim ogniu rozpuść masło i pozostaw do ostygnięcia. Ciasto po około 20 minutach powinno podwoić swoją objętość. Wtedy dodaj do niego pozostałą mąkę i 1 czubatą łyżeczkę soli. Wymieszaj starannie, wyrzuć ciasto na stolnice lub blat stołu i dokładnie zagnieć. Pod koniec zagniatania stopniowo dodawaj przestudzone masło. Powinieneś otrzymać miękkie, pulchne ciasto, które nie będzie się kleiło do rąk i da się dobrze rozwałkować. Odstaw je na 15 minut w ciepłe miejsce. Piekarnik nastaw na 200°C. Podziel farsz na 12 równych części, to samo zrób z wyrośniętym ciastem. Z każdego kawałka ciasta ulep kulkę i rozwałkuj ją na placek o owalnym kształcie i grubości 1 cm. Posmaruj równomiernie farszem, pozostawiając wolny centymetr od krawędzi. Placuszki zwiń w rulonik i zlep dokładnie brzegi. Wysmaruj masłem blachę, ułóż na niej paszteciki w parucentymetrowych odstępach. Uważaj, aby złączenia ciasta znalazły się pod spodem, ponieważ podczas pieczenia paszteciki często pękają w tych miejscach. Posmaruj paszteciki cienką warstwa śmietany i wstaw do piekarnika na ponad 40 minut. Są gotowe, kiedy zrumienią się na złotobrązowo. Paszteciki z soczewicą podaje się na zimno. Są doskonałym dodatkiem do zup, szczególnie do barszczu.

na zdjęciu pierogi z soczewicą kapustą i grzybami – mogą to być pieczarki jak i grzyby leśne – może być kasza gryczana zamiast soczewicy – wyglądają palce lizać, zwłaszcza jak się je powiększy

Pierogi z soczewicą

  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżka oleju
  • 4 łyżki masła
  • farsz z zielonej soczewicy

Do miski wsyp mąkę, dodaj olej i 1 łyżeczkę soli. W czajniku zagotuj wodę i wlej 1-1,5 szklanki wrzątku do miski z mąką. Wymieszaj ciasto łyżką, wyrzuć na stolnice i szybko zagnieć. Ciasto powinno być miękkie, ale elastyczne i nie może się kleić do rąk. W razie potrzeby dodaj odrobinę mąki lub wrzątku i zagnieć jeszcze raz. Zagniatać trzeba szybko, by ciasto nie wystygło. Zimne zrobi się twarde i trudno będzie je rozwałkować. Dlatego też zaraz po zagnieceniu włóż ciasto pod miskę. Stolnice lub blat stołu posyp niewielką ilością mąki, wyciągnij spod miski 1/4 ciasta, rozwałkuj na cienki placek. Szklanką wytnij w nim krążki, jeden przy drugim. Pozostałe skrawki ciasta ugnieć w kulkę i schowaj pod miskę. Na każdy krążek nakładaj łyżką ostudzony farsz, złóż na pół i dokładnie zlep brzegi. Potem wyciągnij następny kawałek ciasta i postępuj jak wyżej. W dużym garnku zagotuj wodę, posól, wrzuć pierogi. Gotuj 5 minut od ich wypłynięcia na powierzchnie. Uważaj, aby pierogi nie gotowały się zbyt intensywnie, ponieważ są delikatne i mogłyby się rozgotować. Odcedź pierogi i przelej ostrożnie zimną wodą – nie będą się sklejały. Podawaj polane roztopionym masłem. Jeżeli wystygną, możesz je odsmażyć na patelni.

Widać tutaj ograniczony zasięg uprawy soczewicy, Polska to jedna kropka, ale wiemy że na placach targowych Krakowa jej nie brakuje

Soczewica po bejrucku

  • 150 g soczewicy zielonej
  • 2 sztuki cebuli
  • 3/4 szklanki ryżu
  • oliwa
  • kminek mielony
  • sól, pieprz

Soczewicę namoczyć na 10 minut. W tym czasie ugotować ryż (najlepszy będzie długoziarnisty). Podczas gotowania ryżu wstawić napęczniałą soczewicę, po jej ugotowaniu nie wylewać wywaru! Ugotowaną soczewicę zmielić np. w maszynce do mięsa. Zeszklić pokrojoną drobno cebulę. Do zmielonej soczewicy dodać ugotowany ryż oraz przyprawy do smaku (zalecam sporo kminku), wymieszać. Dodać trochę wywaru z soczewicy i zeszkloną cebulkę, ponownie wymieszać. Gotować – dusić na wolnym ogniu przez około 10-15 minut. Podawać ze świeżą natką lub koperkiem.

Tu libijska odmiana zupy soczewicowej zimowej z grzankami z chleba

Soczewica pieczona

Ugotowaną soczewicę wymieszać z cebulą, czosnkiem, orzechami, mąką z pełnego przemiału, olejem, przyprawami. Piec godzinę, polać sosem pomidorowym albo keczupem.

Zimowa zupa z soczewicy

  • 1 szklanka brązowej soczewicy
  • 1/2 szklanki gęstej śmietany kremowej
  • 2 pietruszki
  • 2 marchewki
  • 1/2 selera
  • 3 ziemniaki
  • 1 łyżka masła
  • sól
  • pieprz
  • majeranek
  • 2 liście laurowe
  • ziele angielskie

Soczewicę dokładnie umyj, zalej 1 litrem wody, dodaj masło, liście laurowe, ziele angielskie i gotuj 15 minut na dużym ogniu. W tym czasie umyj i obierz warzywa. Pietruszki, marchewki i seler pokrój w drobną kostkę, ziemniaki zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Wrzuć do garnka pokrojone w kostkę warzywa i gotuj znowu 15 minut, już na trochę mniejszym ogniu. Cały czas uzupełniaj wodę w garnku. Teraz włóż do garnka utarte ziemniaki i gotuj jeszcze 10 minut. Kiedy ziemniaki będą miękkie, wyjmij z garnka połowę warzyw i soczewicy (jeżeli chcesz, aby zupa była bardzo gęsta, to więcej), dodaj do nich odrobinę wywaru z garnka i zmiksuj dokładnie. Wymieszaj z resztą zupy, dodaj śmietanę. Dopraw do smaku solą, pieprzem i majerankiem.

Kotlety z soczewicy I

  • 2 szklanki płatków owsianych
  • 1 szklanka soczewicy zielonej
  • 2 sztuki cebuli
  • 2 łyżki stołowe kiełków pszenicy
  • bułka tarta
  • olej

Płatki owsiane zalać wodą i odstawić do napęcznienia, czyli na 15 minut. Namoczyć soczewicę, po napęcznieniu odcedzić i ugotować do miękkości. Pokrojoną drobno cebulę zeszklić na oleju (nie spalić!). Ugotowaną soczewicę rozdrobnić widelcem, lub jeśli ktoś dysponuje techniką – przemielić. Napęczniałe płatki odcedzić, dodać soczewicę, cebulę i posiekane kiełki. Dodawać bułkę tartą do uzyskania zwartej masy. Rozgrzać olej, formować kotlety, można je przed smażeniem obtoczyć w bułce tartej.

Kotlety z soczewicy II

  • 1 szklanka ugotowanej soczewicy
  • 2 łyżki oleju tłoczonego na zimno
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/4 szklanki mąki razowej
  • majeranek
  • 1 cebula
  • bazylia
  • sól
  • bułka tarta

Soczewicę ugotować, cebulę pokroić w kostkę i poddusić na patelni. Połączyć oba składniki, a następnie zmielić w maszynce. Do masy dodać pół szklanki wody i mąkę. Formować kotleciki, obtaczać w bułce tartej i smażyć na oleju.

Kotlety z soczewicy III

  • 20-25 dag soczewicy
  • 1 cebula
  • bułka tarta
  • 1 jajko
  • sól
  • pieprz
  • jarzynka

Soczewicę namoczyć około 20 minut w zimnej wodzie, po czym ugotować do miękkości. Potem przekręcić przez maszynkę. Cebulę pokroić w kostkę i zezłocić na patelni, oczywiście z dodatkiem jakiegoś tłuszczu. Soczewicę, cebulkę (bez tłuszczu ze smażenia), jajko wymieszać, przyprawić do smaku i dodać tyle bułki tartej żeby nie było za rzadkie Uformować z masy kotlety (z takiej porcji wychodzi około 6-7 kotletów), obtoczyć w bułce tartej i smażyć na rozgrzanym tłuszczyku aż się zrobi chrupiąca skórka.

soczewica z Czarnego Lądu po Dolnomedirsku (dolnoegipsku albo etiopsku)

Soczewica w sosie czosnkowym po etiopsku

  • 1,5-2 szklanek zielonej soczewicy
  • łyżki oliwy lub sklarowanego masła
  • 4 mięsiste dojrzałe pomidory
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 1 strączek łagodnej papryki chili
  • sok z cytryny
  • odrobina sproszkowanej ostrej chili
  • pieprz
  • sól

Soczewicę starannie wypłucz, zalej litrem wrzącej wody, przykryj i odstaw na 30-40 minut. Spęczniałe ziarna odcedź, po czym ponownie włóż do pustego garnka i zalej taką ilością wrzącej, lekko posolonej wody, by były lekko przykryte. Postaw garnek na niedużym ogniu i gotuj, aż będą miękkie, co trwa 15-20 minut. Wtedy zdejmij z ognia i ewentualnie odcedź nadmiar wody. Czosnek drobniutko posiekaj, pomidory na chwilę zanurz we wrzącej wodzie, obierz i pokrój w kostkę. Papryczkę drobniutko posiekaj, usuwając wcześniej gniazdo nasienne. Na patelni rozgrzej oliwę lub masło, włóż czosnek i smaż, mieszając, aż się zrumieni. Następnie dodaj papryczkę chili oraz pomidory, duś razem chwilkę. Przypraw do smaku sokiem z cytryny, sproszkowaną papryką, solą i pieprzem. Teraz dodaj ugotowaną soczewicę i duś, mieszając, przez kilka minut. Podawaj jako samodzielne danie obiadowe.

Źródło: kuchnia.gazeta.pl

Soczewica z nektarynkami

  • 250 g soczewicy zielonej
  • liść laurowy
  • ziele angielskie
  • kostka rosołowa
  • pół szklanki słonecznika
  • 3 jajka
  • 2 nektaryny świeże lub pół puszki brzoskwiń z syropu
  • 100 ml śmietany ukwaszonej
  • 50 ml ketchupu
  • 2 łyżki majonezu
  • łyżka przyprawy magii do zup
  • sól, pieprz

Gotuje soczewicę 15-20 minut w osolonej wodzie z kostką rosołową, liściem laurowym, zielem angielskim i pieprzem. Po ugotowaniu przelewam na sitku zimną woda, wyjmuje liść i ziele. Jajka smażę na suchej patelni (bez tłuszczu!) bez przypraw, roztrzepując je cały czas rózgą. Powstaną suche „wiórki” jajeczne – powinny być małe. Słonecznik podsmażam na patelni również bez tłuszczu, cały czas mieszając, aby się nie przypalił. Odstawiam słonecznik do odparowania i ostygnięcia na kilka minut, a jaja wrzucam do soczewicy mieszając. Nektaryny (lub brzoskwinie) należy obrać, wypestkować (osaczyć) i potarkowac na grubych oczkach na tarce. Wrzucamy odsączone do soczewicy, dosypujemy słonecznik, dodajemy śmietanę, ketchup, przyprawę do zup, majonez i doprawiając do smaku mieszamy. Pozostawimy na noc w lodowce – słonecznik odda wtedy smak.

Kotlety z soczewicy i fety

  • rozgotowana czerwona
  • soczewica
  • ser typu feta
  • 2 jaja
  • bułka tarta
  • natka pietruszki
  • oliwa do smażenia
  • sól
  • pieprz

Składniki wymieszałam w miare dokładnie, formowałam kotlety i smażyłam na patelni.

Przepiękny kotlet z soczewicy który równoważy brak wszystkich innych zdjęć kotletów

Kotlety z soczewicy i orzechów

  • 3/4 szklanki soczewicy
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 mały seler naciowy
  • szklanka orzechów
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżki mąki pszennej razowej

Ugotować soczewicę w 1,5 litra wody pod przykryciem w czasie 30 minut. Podsmażyć cebulę i czosnek na łyżce oliwy. Ugotowaną soczewicę zmieszaną z cebulką, pokrojonym selerem naciowym i orzechami przekręcić przez maszynkę. Formować małe kotleciki, obtaczać w mące i smażyć na rozgrzanej oliwie.

Gołąbki (tołma) z soczewicy w liściach winorośli

  • 30 g soczewicy
  • 15 g kaszy manny
  • 20 g cebuli
  • 20 g oleju słonecznikowego
  • 10 g suszonych moreli
  • 10 g żółtych śliwek
  • 10 g rodzynek
  • 50 g liści winorośli
  • kolendra, mięta, cząber, pietruszka
  • sól, pieprz

Soczewicę ugotować i odcedzić. Mannę ugotować. Śliwki sparzyć wrzątkiem i po wyjęciu pestek drobno pokroić. Cebulę pokroić i usmażyć na oleju. Wszystkie te produkty oraz umyte rodzynki i drobno pokrojoną zieleninę wymieszać, posolić i popieprzyć. Świeże liście winorośli sparzyć wrzątkiem, a następnie usunąć grube łodygi. Na liście winorośli (3-4) kłaść przygotowany farsz po ok. 50-60 g i zawijać jak kopertę. W garnku ułożyć rzędami gołąbki, obłożyć morelami (uprzednio umytymi), zalać wodą tak, by ledwie przykryła produkty, dodać oleju i położyć na nie odwrócony talerzyk. Garnek przykryć pokrywką i na słabym ogniu dusić potrawę do miękkości. Następnie wyłożyć gołąbki na półmisek i posypać zieloną pietruszką. To danie można też przygotowywać, używając liści świeżej lub kwaszonej kapusty.

Kotlety z soczewicy i ryżu

Ugotować soczewicę i ryż, połączyć z pokrojonymi pieczarkami, cebulą, przyprawić, piec w piekarniku.

Sojenica (Soja)

 

 

Soja warzywna, inaczej nazywana soją owłosioną lub po prostu soją zwyczajną (Glycine max L./Merr.) jest gatunkiem rośliny jednorocznej z rodziny bobowatych. W Japonii nazywana jest „mięsem z pól”, a w Chinach „żółtym klejnotem” lub „królową wszystkich roślin”. Jako święta roślina zajmuje szczególne miejsce w kuchni narodowej tych krajów. Pochodzi z południowo-wschodniej Azji, gdzie była uprawiana już 3000 lat p.n.e. Pierwsi nauczyli się ją wykorzystywać Chińczycy, w Japonii ziarna soi pojawiły się o wiele później – na początku naszej ery. Dla Europy nasiona soi, wraz z zastosowaniem, odkrył w XVII wieku niemiecki uczony i podróżnik Engelbert Kaempfer, będący „na placówce” w Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej w Japonii. W Europie i Stanach Zjednoczonych w połowie lat 30 – tych soję zaczęto wykorzystywać do produkcji pasz zwierzęcych i oleju jadalnego, zaś w latach 60 – tych na skutek zwiększonego zapotrzebowania na nowe, wartościowe źródła białek rozpoczęto produkcję mąki sojowej, grysiku, kaszy oraz koncentratów białka sojowego. Obecnie 45% areału jej upraw znajduje się w USA, skąd pochodzi około 55% światowej produkcji. Pozostali najwięksi producenci soi to: Brazylia, Argentyna, Chiny oraz Indie i tereny byłego ZSRR. W Europie na największą skalę uprawia się ją w Rumunii. W Polsce jest rzadko uprawiana, gdyż wymaga dużo ciepła i stałych umiarkowanych opadów. Na niewielką skalę uprawiane są odmiany dostosowane do naszego klimatu.

Soja jest roczną rośliną strączkową o białych lub liliowych kwiatach, silnie rozgałęzioną, o gęsto owłosionych listkach, dorastającą do 20-180 cm. Na roślinie zawiązuje się około 30-40 długich, szorstkich strąków, w których znajduje się 1-4 małych, owalnych nasion. Nasiona soi mają różną wielkość i różną barwę: żółtą, brunatną, zieloną, czerwoną, czarną, nieraz są nakrapiane lub plamiste. Zawierają bardzo dużo białka (nawet do 40%), które jest pełnowartościowe, a jego skład aminokwasowy jest najbardziej, spośród produktów roślinnych, zbliżony do białka mięsa. Oprócz dużej ilości białka roślina ta jest źródłem węglowodanów i tłuszczów (nawet do 20%), w tym najzdrowszych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Stąd suche ziarna soi są nieco bardziej kaloryczne od ziaren grochu czy fasoli: 100 g suchych ziaren soi dostarcza 385 kcal, a grochu i fasoli – 290 kcal. Spośród witamin (A, PP, E) na uwagę zasługuje dość duża zawartość witamin z grupy B (witamina B1 w ilości 0,690 mg/100 g produktu, B2 – 0,189 mg/100 g produktu, a witamina B6 – 0,81 mg/100 g produktu). Porcja 100 g suchych nasion soi jest również doskonałym źródłem potasu (2132 mg), żelaza (8,9 mg), wapnia (240 mg), magnezu (216 mg) i fosforu (743 mg). Ziarna soi są także obfitym źródłem węglowodanów, lecytyny (wzmacniającej układ krwionośny i układ nerwowy), genisteiny (zapobiegającej nowotworom), flawonoidów, fito estrogenów (roślinnych hormonów, które łagodzą zaburzenia hormonalne oraz pomagają w profilaktyce chorób nowotworowych i krążenia) i błonnika (o. 10%).

Soja zawiera także specjalne substancje przeciwdziałające utlenianiu, co zapobiega jełczeniu tłuszczu w nasionach i w surowym oleju. Jest produktem bezglutenowym o właściwościach antymiażdżycowych, podwyższających odporność organizmu. Polecana jest starszym kobietom, gdyż łagodzi objawy menopauzy, nie powodując skutków ubocznych. Wpływa też na obniżenie poziomu cholesterolu i zwiększenie masy kostnej.
Ziarna soi od tysięcy lat są podstawowym składnikiem kuchni orientalnej. Jest smaczna i można ją wkomponować do swojego jadłospisu pod różnymi postaciami dla zróżnicowania swojego codziennego odżywiania. W kulinariach chińskich stosuje się zarówno nasiona, jak i kiełki. Z ziaren soi można robić pasty, zupy, kotlety, pulpety, risotto itp. Można z niej sporządzać różnego rodzaju pasztety do pieczywa ciemnego, farsze do pierogów czy naleśników oraz sałatki. Kiełki, mimo że są trudne do uprawy, są bardzo chrupkie i delikatne. Dodaje się je głównie do sałatek oraz innych potraw smażonych w woku.


Soja ma też wszechstronne zastosowanie w przetwórstwie. Jest najważniejszą na świecie rośliną oleistą. Z tłoczenia ziaren soi otrzymuje się olej sojowy, który używa się go głównie do smażenia, wyrobu ciast i produkcji margaryny oraz jako przyprawę. Olej sojowy charak¬teryzuje się łagodnym smakiem i zapachem, zawiera dużo niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jest zalecany w diecie przeciwmiażdżycowej, gdyż obniża poziom cholesterolu we krwi. Olej sojowy jest odpowiedni również do przyrządzania majonezów, sałatek i surówek.

Ze sfermentowanych ziaren soi powstaje pasta sojowa. Można spotkać jej różne odmiany np. ostrą pastę sojową, słodką pastę sojową czy pastę z żółtej soi. Stosuje się ją jako przyprawę np. do sosów. Inną przyprawą powstałą ze sfermentowanych ziaren soi i pszenicy jest sos sojowy. Należy on do najczęściej stosowanych przypraw na świecie. Został sprowadzony do Europy w XVII wieku przez Holendrów. Otrzymuje się go w wyniku poddania fermentacji ziaren soi i pszenicy. Ma on dwie odmiany. Jasny sos sojowy (japoński), łagodniejszy i słodszy, idealnie nadaje się do delikatnych potraw smażonych, sosów i zup. Natomiast ciemny sos sojowy (chiński) jest bardziej aromatyczny, słony i ostry, często dodaje się go do mięs, a także do dań, aby nadać im odpowiedni aromat i kolor. Z ziaren soi produkuje się też makaron, kaszę i mąkę sojową z której piecze się ciasta oraz chleb. Prażone nasiona stosuje się przy wyrobie ciast i słodyczy.

Z namoczonych w wodzie, a następnie rozdrobnionych ziaren sojowych otrzymuje się mleko sojowe. Jest ono bogate w białko oraz witaminy z grupy B, zawiera jednak mniej wapnia i witaminy D niż zwykłe mleko krowie. Z mleka sojowego w procesie koagulacji (cząsteczki białka łączą się w większe skupienia, tworząc skrzep) otrzymuje się serek tofu. Ma on łagodny smak, dlatego może być wykorzystywany do przyrządzania wielu różnych potraw. Pod wpływem dodanych przypraw może uzyskiwać zupełnie odmienny smak. Istnieje kilka gatunków tofu. Dwa najbardziej popularne to: tofu twarde, które nadaje się do gotowanych potraw, oraz tofu miękkie, mające śmietankową konsystencję. Zmiksowanym tofu można wzbogacać sosy, farsze, zupy, a nawet desery. Do kremowego można dodać jagody, maliny lub inne owoce, tworząc desery. W krajach wschodnich wyrabia się też sery tempeh oraz miso.
Preparaty z soi dodawane są do różnych przetworów dla podniesienia ich wartości odżywczych. Kaszę, mąkę sojową, a także koncentraty białkowe oraz izolowane białko sojowe wykorzystuje się jako domieszkę objętościową w produktach mięsnych oraz substytutach mięsnych. W sprzedaży jest także wiele gotowych półproduktów sojowych jak kotlety czy gulasz, które można przyrządzać według własnego gustu. Można też kupić sojowe kiełbaski, pasztet, pulpety czy flaki. Można więc powiedzieć, że soja ma zastosowanie uniwersalne.

Proste przepisy na dania z soi i jej przetworów:


Kotlety sojowe:


Składniki: 1 szklanka soi, 1 cebula, 2 ziemniaki, 2 ząbki czosnku, 1 jajko, majeranek, sos sojowy, bazylia, otręby pszenne, kminek, olej, ziarna sezamu, sól i pieprz do smaku.
Przygotowanie: Soję wypłukać i namoczyć na 8-12 godzin. Odcedzić i ugotować w świeżej wodzie do miękkości. Odcedzić i zmielić wraz z ugotowanymi ziemniakami. Dołożyć drobno posiekaną i podduszoną na oleju cebulę, jajko oraz sól i przyprawy. Gdyby masa była za rzadka, dodać trochę zarodków lub otrąb pszennych. Formować nieduże kotleciki i obtaczać w otrębach, sezamie lub bułce tartej. Smażyć na gorącym oleju.

Penne z soją i pesto


Składniki: ½ cebuli, 5 pomidorów koktajlowych, ½ kubka soi, 1 kubek makaronu penne, 4 łyżki pesto, oliwa z oliwek, sól do smaku.
Przygotowanie: Połowę średniej wielości cebuli zeszklić na łyżce oliwy z oliwek. Ugotować kubek makaronu penne. Pół kubka moczonej przez noc i ugotowanej soi wmieszać z cebulą na patelni. Pomidory koktajlowe pokroić w połówki i wrzucić na patelnię. Makaron po ugotowaniu odcedzić i przełożyć do soi i cebuli. Dodać do wszystkiego pesto i wymieszać. Przyprawić według uznania.

Rożki z soją w cieście francuskim

Składniki: 10 dag soi, 1 marchewka, 1 ziemniak, 1 cebula, 2 łyżki masła, 20 dag ryżu, 1 łyżka rodzynek, 2 szklanki bulionu warzywnego z kostki, sól, pieprz, kminek, cynamon, kurkuma, mrożone ciasto francuskie, 2 łyżki mleka.
Przygotowanie: Namoczoną przez noc soję zalać świeżą wodą i gotować ok. 1 godz. Marchewkę i ziemniaka pokroić w drobną kostkę, cebulę posiekać i zeszklić na rozgrzanym w rondlu maśle. Dodać opłukany ryż, marchewkę, ziemniaki i rodzynki, ciągle mieszając. Smażyć ok. 5 min. Wlać bulion, dodać soję, przyprawić do smaku. Gotować pod przykryciem na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż płyn zostanie wchłonięty. Rozmrozić ciasto, rozwałkować na placek grubości 3 mm, pokroić na kwadraty o boku 15 cm. Na każdy nakładać porcję farszu i zlepiać brzegi, formując rożki. Posmarować je mlekiem i piec ok. 30 min. w temp. 220°C.

Sałatka z kiełkami soi

Składniki: mała kapusta pekińska, 10 dag kiełków soi, 2 dymki ze szczypiorkiem, 3 łyżki oleju sojowego, 2 łyżki jasnego sosu sojowego, 2 łyżki miodu, 3 łyżki octu winnego.
Przygotowanie: Kapustę oczyścić z wierzchniej warstwy liści, opłukać, osuszyć i pokroić w paseczki. Dymkę ze szczypiorkiem pokroić w krążki. Kiełki sparzyć na sicie. Z oleju, octu, sosu i miodu przygotować gładki sos. Składniki sałatki wymieszać z sosem.

Makaron z akcentami sojowymi

Składniki: 80 g makaronu orkiszowego, pół bakłażana, pół średniej cebuli, 60 g kiełków soi, 30 g wędzonego tofu, 30 g naturalnego tofu, kilka różyczek brokułu, sos sojowy, olej sezamowy, kurkuma, chilli cayenne, sól, pieprz.
Przygotowanie: Makaron ugotować al dente. Pokroić cebulę w plasterki, a bakłażana i tofu w kostkę. Rozgrzać na patelni niewielką ilość oleju sezamowego i podsmażyć na nim przygotowane składniki. Doprawić kukrumą i chilli, dokładnie wymieszać. Odcedzony makaron wrzucić do przyrumienionego tofu, cebuli i bakłażana. Podgrzewać przez kilka min, doprawiając sosem sojowym, solą i pieprzem. Dodać kiełki i brokuły. Wymieszać i dusić ok. 2-3 min.

Na zdjęciu soja po grecku- przepis gdzieś w internecie, ale wygląda niczego sobie

Pomidorowy pasztet sojowy


Składniki: 250 g soi, szczypta tymianku, pół małego patata (lub marchewki), szczypta kminku, 1 duży liść laurowy, 2 ziarna ziela angielskiego, 1/2 łyżeczki łagodnego curry, szczypta oregano, kilka kropli soku z cytryny, 1/2 łyżeczki majeranku, sól czosnkowo-cebulowa, ½ dużej cebuli, pieprz, 2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego, 2-3 spore szczypty majeranku, olej.
Przygotowanie: Soję namoczyć na noc w dużej ilości zimnej wody (trzy razy wyższej niż poziom soi). Soję, marchewkę, liść laurowy, ziele angielskie, curry, oregano, tymianek i kminek zalać ok. ½ l wrzątku. Gotować do miękkości, ok. 2 godz. Odcedzić na durszlaku, wyjmując ziele i liść laurowy. Przełożyć z powrotem do rondla, polać kilkoma łyżkami oleju, dodać 1/2 dużej cebuli pokrojonej w kostkę i zeszklonej na oleju, wymieszać. Posypać sporą ilością pieprzu, 2 szczyptami chilli lub pieprzu cayenne, 1/2 łyżeczki łagodnego curry i wymieszać. Dodać 1/2 łyżki soli czosnkowo-cebulowej i miksować dodając 2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego, 2-3 spore szczypty majeranku. Masa stanie się nieco sucha i gęsta, miksować dalej dolewając po trochu olej, do uzyskania gładkiej konsystencji. Przełożyć do szklanego naczynia z pokrywką. Można przechowywać w lodówce do ok. 10 dni.

Zupa meksykańska


Składniki: 1/2 kg mięsa mielonego, 2 duże cebule, puszka fasoli czerwonej, puszka kukurydzy, soja lub kiełki sojowe, 3 ząbki czosnku, koncentrat pomidorowy (mały słoiczek), pół posiekanej papryczki chili, 1 litr bulionu, 2 łyżki majeranku, sól, pieprz do smaku.
Przygotowanie: Cebulę i czosnek zeszklić na oliwie, dodać mięso mielone i smażyć mieszając. Dodać koncentrat pomidorowy, wymieszać i chwilę smażyć, po czym wlać bulion. Gotować do chwili aż mięso będzie miękkie. Dodać fasolę, kukurydzę soję lub kiełki oraz papryczkę chili, wymieszać i gotować razem ok. 15 min. Dodać majeranek i doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać na gorąco z bagietką i/lub kukurydzianymi tortillami.

Zupa chińska z makaronem sojowym


Składniki: 2 podwójne piersi kurczaka, 4 łyżki oleju, opakowanie mrożonej chińskiej mieszanki warzywnej, 2 l bulionu drobiowego z kostki, pieprz, sos sojowy, imbir, 15 dag makaronu sojowego, łyżka siekanej natki pietruszki.
Przygotowanie: Mięso kurczaka oczyść i pokroić na cienkie paseczki. Partiami obsmażyć na chrupiąco, na 2 łyżkach oleju, przełożyć do rondla. Rozgrzać resztę oleju, podsmażyć na nim mrożone warzywa i dodać do mięsa. Zalać bulionem i wymieszać. Całość zagotować i dusić pod przykryciem ok. 5-6 min. Przyprawić do smaku pieprzem, sosem sojowym i imbirem. Makaron sojowy przygotować według przepisu na opakowaniu i wymieszać z zupą. Posypać natką pietruszki.

Tofu z soją i sezamem


Składniki: 350 g tofu, 400 g gotowego sosu chińskiego z soją i sezamem, 2 cebule dymki, 2 rozgniecione ząbki czosnku.
Przygotowanie: Tofu pokroić w 1 cm kostkę. Następnie przesmażyć je z cebulą i czosnkiem na rozgrzanym oleju przez ok. 1 min. Dodać sos chiński z soją i sezamem, gotować przez 5 min. Podawać na ciepło z ryżem lub makaronem sojowym.

Wiosenny twarożek z tofu

Składniki: 20 dag serka tofu, dymka ze szczypiorkiem, 4 rzodkiewki, ogórek, 2 kromki razowego pieczywa lub pumpernikla, mięta (może być suszona), sól, pieprz.
Przygotowanie: Serek tofu rozdrobnić widelcem. Warzywa umyć, osuszyć. Dymkę drobno posiekać, rzodkiewkę pokroić w półplasterki, a 1/3 ogórka w średniej wielkości kostkę. Pokrojone warzywa wymieszać z rozdrobnionym tofu. Podawać z razowym pieczywem. Resztę ogórka zmiksować wraz ze skórką. Masę doprawić do smaku posiekaną świeżą lub suszoną miętą i ewentualnie szczyptą soli oraz pieprzu. Można rozcieńczyć wodą mineralną. Przelać do szklanki.

Amrakhand

Składniki: 3 szklanki zmielonego serka tofu, 3 łyżki cukru pudru, 1 dojrzale mango, 1,5 łyżeczki mielonego kardamonu, 3 łyżki wody różanej, szczypta szafranu, garsć orzechów pistacjowych, 1 mango.
Przygotowanie: Tofu wymieszać dokładnie z cukrem pudrem i mielonym lub utłuczonym w moździerzu kardamonem. Szafran namoczyć w wodzie różanej, a mango zmiksować na mus. Jogurt wymieszać z musem i wodą różaną z szafranem. Wlewać do pucharków na przemian z warstwą pokrojonego w kostki mango. Ozdobić plasterkami mango i posiekanymi pistacjami. Podawać schłodzone.

 Zielona zupa z fantastycznej zmysłowej strony Zmysły w kuchni (zobacz co tam się dzieje – ekstaza estetyczna)

Zielona zupa z soją i brukselką

Składniki

2 cebule
1 por
4 ząbki czosnku
niewielka cukinia
1/2 kg brukselki
1 szklanka ziarna soi
3 kostki bulionowe warzywne
przyprawy,oliwa,woda

Na niewielkiej ilości oliwy lub oleju podsmażyc pokrojoną w kostkę cebulkę.

Gdy cebulka się zeszkli,po kolei dodawac pokrojony w talarki por, pokrojony w talarki czosnek, pokrojoną w kostkę wcześniej obraną i wydrążoną z pestek cukinię.

Poddusic wszystko razem, zalac wodą, dodac kostki bulionowe.

Brukselkę obrac z pierwszej warstwy liści, pokroic w cząstki i wraz z ziarnem soi dosypac do gotującej się zupy.

Przyprawic według gustu (mogą byc zioła prowansalskie,odrobina jasnego sosu sojowego,curry, a z uwagi na kapuściane właściwości brukselki trochę majeranku).

Gotowac około godziny, tak żeby ugotowała się soja (i tak pozostanie lekko twarda).

Zupa bogata jest w białko (soja) i witaminy, no i oczywiście jest dietetyczna.

Soja z warzywami

100g moczonej przez noc soi
1 łyżka oleju
1/4 łyżeczki chilli lub ostrej papryki
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
1 ząbek czosnku
1 cebula
0,5 kg pieczarek
1 średni seler
3-4 marchewki
łyżka mąki ziemniaczanej
łyżka wina
łyżka sosu sojowego
300 ml wywaru z gotowania soi
sól i pieprz

1. Namoczoną soję odcedzić i zalać dużą ilością świeżej wody, ugotować (uwaga! soja wymaga długiego gotowania, nawet do dwóch godzin!), odcedzić zachowując wywar.

2. W dużym garnku o grubym dnie rozgrzać olej, smażyć na nim chilli, czosnek, imbir 2 minuty, dodać warzywa pokrojone, dolać troszkę wody, żeby się nie przypaliły i dusić na małym ogniu.

3. Mąkę wymieszać z winem, sosem sojowym, wywarem z soi, wlać do uduszonych warzyw, dodać ugotowana soje i dusić jeszcze około 15 minut, doprawić do smaku, podawać na gorąco.

Gołąbki z soi

 

soja  -  ziarna , ewentualnie soja która jest już  gotowa /w sprzedaży na wagę lub w pudełkach- kotlety sojowe/ “

ryż -
ewentualnie płatki ryżowe / w przypadku jak dodajemy płatki nie należy ich oddzielnie gotować łączyć bezpośrednio z soją i przyprawami/

przyprawy sól pieprz cebulka, jak ktoś lubi czosnek

kapusta włoska

można dodac pieczarki

Ziarna soi ugotować na miękko odcedzić zemleć w maszynce od mielenia mięsa

ja  osobiście używam gotową soję, która jest dostępna w sklepach, / kotlety sojowe/

Otóż moczę tę soję następnie w kostce rosołowej obgotowuję do miękkości
jak ostygnie przez maszynkę od mięsa skręcić

ryż w torebce ugotować, też gotuję  w  wodzie z rozpuszczoną kostką rosołową

cebulkę podsmażyc na oleju sojowym /zarumienić lekko/

ryż łączę ze zmieloną soją dodaję przyprawy sól pieprz cebulke podsmażoną

kapustę włoską odparzyć/zakwszam lekko wodę octem w której odparzam kapustę, aby liście kapusty nie były bardzo “rozmiękłe”/

może być też kapusta biała

zawijam farsz z soi i ryżu wraz z przyprawami w liście kapusty układam w garczku zalewam tą wodą w której obgotowana była soja dodaję marchewkę seler pietruszkę startą na dużych oczkach tartki od jarzyn i duszę pod przygryciem około 30 min dodać przecier pomidorowy do sosu w której były duszone gołąbki polewamy nim gołąbki i gotowe

ostatnio zmodyfikowałam swój wymyslony przepis dodałam pieczarki które po umyciu podsmażyłam na oleju wraz z cebulka – pycha

danie na postne dni oczywiście z ziemniakami

Soja z grzybami

Składniki:
• opakowanie kotletów sojowych
• 1/2 kg. grzybów
• cebula
• olej
• 1/2 szklanki śmietany
• 2 ząbki czosnku
• 2 jajka
• sól
• pieprz
• 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
• 2 łyżki posiekanego koperku

Przygotowanie
Soję ugotować w/g przepisu na opakowaniu. Grzyby drobno poszatkować. Cebulę posiekać i zeszklić na oleju. Dodać grzyby, posolić, skropić wodą i dusić pod przykryciem do miękkości. Dodać śmietanę. Czosnek drobno posiekać , wymieszać z soją i oprószyć pieprzem. Wyłożyć na półmisek i polać sosem grzybowym i posypać zieleniną i posiekanymi na drobno ugotowanymi jajkami. Podawać z surówkami.

Sałatka ziemniaczana z kiełkami soi

40 dag ziemniaków
1 czerwona cebula (10 dag)
25 dag kiełków soi
1/2 łyżeczki kminku
sól

Sos:
1 łyżka musztardy
1/2 łyżeczki sproszkowanego imbiru
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka mleka skondensowanego
6 łyżek jogurtu naturalnego

Ziemniaki należy umyć, ugotować w łupinach razem z kminkiem. Następnie ostudzić, obrać i pokroić na cienkie plasterki.

Cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. Kiełki soi opłukać, osączyć na sitku. Dodać razem z cebulą do ziemniaków. Posolić i wymieszać.

Musztardę zmieszać z sokiem cytrynowym, mlekiem, jogurtem i imbirem.

Sałatkę polać sosem i ostrożnie wymieszać.

Zdjęcie i komentarz do niego pochodzą z: Milaparila Otulina Łyskogór (Gór Świętokrzyskich – zobacz).  Stare odmiany zbóż Stare gatunki zbóż które można spotkać w świętokrzyskim: Orkisz, pszenica Wysokolitewka, jęczmień wielorzędowy. Orkisz jest uprawiany w Jasieniu od lat ze względu na ubogie gleby wapienne które sprzyjają tej uprawie.

Ważna sprawa ORKISZ

W sklepach  ze zdrową żywnością dostaniemy produkty na bazie orkiszu. Wybór produktów z orkiszu jest szeroki, można kupić ziarno, kaszę, mąkę, pieczywo, makaron, płatki, otręby, syrop a nawet kawę z orkiszu. Z powodu drogiej uprawy nie jest to zboże tanie i wyroby z niego nie należą do tanich, jednak na zdrowiu nie powinniśmy oszczędzać (jeśli to tylko możliwe)



Orkisz to  nazwa właściwa dla podgatunku pszenicy zwyczajnej (Triticum aestivum). Pszenica ta ma luźny kłos i łamliwą osadkę. Orkiszem również nazywa się jęczmień dwurzędowy (Hordeum distichon). Występuje w formie nagiej, czyli takiej gdzie plewki są nie zrośnięte z ziarnem.
Jest to stary gatunek zboża. Już w czasach starożytnych był znany, ceniony i częściej uprawiany niż obecnie. Na Bliskim Wschodzie uprawiali go Izraelici, a w Europie Germanie i Rzymianie. Ci ostatni uznawali orkisz za pokarm dający siłę, spożywany był przez gladiatorów i zawodników igrzysk. Wcześniej ponoć znany był na Kaukazie i w Mezopotamii.
W XII wieku właściwości tego zboża rozpropagowała przeorysza klasztoru Benedyktynów Hildegarda z Bingen, wizjonerka i uzdrowicielka. Mniszka uważała, że orkisz jest najlepszym ziarnem zbożowym, działa rozgrzewająco i natłuszczająco i jest bardziej wartościowy niż inne ziarna. „Orkisz prowadzi do dobrej krwi, daje rozluźniony charakter i cnotę zadowolenia. Daje człowiekowi mocne mięśnie i zdrową krew, szczęśliwy umysł i pogodną duszę. Orkisz pozwala rosnąć mięśniom, troszczy się o prawidłowe wytwarzanie krwi oraz o dobre samopoczucie.” – uważała przeorka klasztoru Benedyktynów.

Orkisz w jakiejkolwiek formie, czy jako chleb czy też jako potrawa gotowana, jest dobry i wspomaga trawienie.Dzięki współczesnym badaniom naukowym dziś już wiemy, że w porównaniu z innymi zbożami, orkisz posiada optymalną zawartość jakościową i ilościową wszystkich składników – wysokowartościowego białka (o innej strukturze, niż pszenica), węglowodanów, nienasyconych kwasów tłuszczowych, soli mineralnych, pierwiastków śladowych (żelazo, magnez, fosfor, wapno), elektrolitów, witamin (wit. A, E, D, B1, B2, B6).Zawiera w wysokiej ilości, niespotykanej w innych produktach, Thiocyanat (rodanid) – ważny element wzmacniający i odpowiednio budujący system immunologiczny, naturalny czynnik wzrostu komórek nerwowych, krwi, tkanek kostnych i ciał odpornościowych. Badania naukowe dowiodły, że właśnie dzięki wysokiej zawartości tego elementu, orkisz zapobiega powstawaniu w organizmie człowieka komórek nowotworowych, działa antyalergicznie, przeciwzapalnie, wzmacnia serce i system nerwowy, podnosi witalność, zmniejsza poziom cholesterolu we krwi, zapewnia lepszą budowę tkanki mięśniowej, wpływa na poprawienie nastroju.

Dzisiaj cudowne właściwości orkiszu są odkrywane na nowo. Powraca on do łask dzięki wielorakim zaletom. Część z tych zalet stało się tematem badań naukowych i zostały one potwierdzona doświadczalnie. Badania nad orkiszem trwające trzydzieści pięć lat prowadzili naukowcy w różnych krajach. Odkryli, oni że najwartościowsze składniki znajdują się, nie tak jak w znanych nam dotychczas gatunkach zbóż, w łusce, ale w ziarnie wewnętrznym. Wykryli w nim obecność rodanidu, substancji biologicznie czynnej, która jest naturalnym antybiotykiem występującym w ślinie, krwi i mleku kobiecym. Chroni ona karmione dzieci przed infekcjami, wzmacnia układ odpornościowy, wspomaga procesy krwiotwórcze, przyrost ciała, zapobiega nieprawidłowemu przebiegowi ciąży. Według naukowców systematyczne stosowanie diety orkiszowej wzmacnia, regeneruje wszystkie narządy i układy w organizmie, przywraca zdrowie. Orkisz jest przydatny w leczeniu wielu schorzeń. Wskazany dla chorych po zawale serca. Wzmacnia narządy zmysłów, a także spowalnia procesy ich starzenia się. Ponadto stanowi znakomite pożywienie dla osób wyczerpanych, niedożywionych, wcześniaków i chorowitych niemowląt.

orkisz jest uniwersalnym środkiem sprawdzającym się wręcz doskonale przy leczeniu czy wspomaganiu leczenia oraz profilaktyce wszelkich chorób. Tysiącom ludzi przyniósł siłę i zdrowie w sytuacjach, wydawałoby się, bez wyjścia. Ze względu na swoje wielokierunkowe działanie polecany jest wszystkim, szczególnie zaś w następujących chorobach i dolegliwościach:

  • spadek odporności, zmęczenie, spadek wydolności organizmu;
  • nowotwory, choroby reumatyczne (również w profilaktyce);
  • ryzyko zawału, udaru,
  • choroby serca i układu krążenia;
  • podwyższony poziom cholesterolu we krwi;
  • utrudniona przemiana związków wapnia przy wzmożonej podatności na infekcje;
  • alergie (w tym skazy białkowe);
  • choroby krwi, nerek i wątroby, kamienie żółciowe, skurcze jelit, hemoroidy, biegunki, zaparcia;
  • schorzenia żołądkowo-jelitowe (wrzodziejące zapalenie jelit, choroba Leśniowskiego – Crohna, celiakia), choroby przemiany materii;
  • osłabienie organizmu po długotrwałym stosowaniu leków;
  • nerwice, depresje, spadek nastroju;
  • przy kuracji postnej w celu odbudowania sił organizmu.

Doradzam, by orkisz stanowił podstawę każdego Waszego posiłku. Osobom chcącym się dostosować do tej rady nie powinno sprawić to problemu – obecnie orkisz jest dostępny w przeróżnych postaciach: kaszy (ziarna), grysiku, mąki, otrębów, makaronu, płatków, a nawet – odpowiednio preparowany – zastępuje ryż. Z orkiszu wytwarza się też kawę i piwo, które zachowując walory smakowe tych napojów, nie tracą jednocześnie wspomnianych właściwości leczniczych.

Wszelkie produkty orkiszowe sprzyjają dobremu trawieniu i utrzymują w zdrowiu żołądek i jelita. Przy normalnym trawieniu i przy zaparciach zaleca się przede wszystkim produkty pełnoziarniste, np. chleb pełnoziarnisty, grysik pełnoziarnisty i nasiona orkiszu. Przy skłonnościach do biegunek korzystniejsze są produkty z białej mąki – biały chleb orkiszowy, biały makaron, zupy zaprawiane białą mąką.

Plewa orkiszowa jako wypełnienie poduszek, kołder, materaców itp. poprawia krążenie, usuwa wzmożone napięcie mięśniowe, łagodzi bóle, zapobiega powstawaniu odleżyn i odparzeń, ułatwia zasypianie.
Orkisz  zawdzięcza swoje odrodzenie Zielonej Rewolucji i Wierze Przyrody. Należy do zbóż najmniej wymagających, jeśli chodzi o uprawę. Jest odporny na różnorakie warunki pogodowe i może być uprawiany na ubogich glebach. Nie wymaga stosowania nawozów sztucznych. Przy wysokim nawożeniu pszenica ta wyrasta wysoka i daje mały plon. Jest więc zbożem ekstensywnym. W gospodarstwach ekologicznych wydajność ulega zwiększeniu dzięki stosowaniu kompostu. Mocna łuska otaczająca ziarno skutecznie zabezpiecza przed skażeniem zanieczyszczeniami z atmosfery, a nawet promieniowaniem radioaktywnym.

Orkisz (łac. Triticum spelta, niem. Dinkel), jeden z trzech produktów w stu procentach przyswajalnych przez ludzki organizm, zawiera najwięcej energii życia, viriditas. [ang. Spelt ] To prastare zboże zachowało swoją pierwotną formę, ponieważ, w odróżnieniu od innych, nie poddaje się modyfikacjom genetycznym. W ich wyniku traci swoje cenne właściwości i po prostu przestaje być orkiszem.Orkisz uprawiany był w starożytnym Egipcie, Azji i Europie.

Pszenica orkisz, zwyczajowo nazywana szpelcem lub orkiszem – gatunek zboża należący do rodziny wiechlinowatych.  Orkiszem nazywa się także jęczmień dwurzędowy (Hordeum distichon) – My piszemy tutaj powyżej o pszenicy orkisz, o czym warto pamiętać przy zakupach.

 

Według stanu na rok 2007 powierzchnia jego uprawy w Europie wynosiła około 18 tys. hektarów. W Polsce uprawia się około 200–300 hektarów orkiszu, głównie w gospodarstwach ekologicznych.

Ziarno orkiszu zawiera więcej białka (13–17 proc.) niż ziarno pszenicy zwyczajnej. Jest od nich także bogatsze w lepiej przyswajalny gluten. Ponadto zawiera więcej cynku, miedzi i selenu oraz witamin A, E i D. Dominującym kwasem tłuszczowym jest wartościowy dla zdrowia kwas linolenowy. Gatunek ten jest również bogatym źródłem błonnika pokarmowego.

25 marca 2008 „Czerkieska mąka orkiszowa” została wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych (woj. świętokrzyskie) w kategorii „Warzywa i owoce”

Wolni Ludzie, czyli filmy z bieżących wydarzeń – Stowarzyszenie Niklot oraz Niezależna Telewizja

Opublikowany w Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Teksty społecznie zaangażowane, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 25 Czerwiec 2012

To mi przypomina obraz monolitycznej struktury światopoglądowej zbudowanej przez Mass Media, podziurawionej inicjatywami Wolnych Ludzi – to święta góra w Bangladeszu. Zwie się Mahasthanghar. Maha – wielki, sthan – jest tutaj echem słowa sthanht(sankt, swęt) i sathan – czyli święty i światły, ghar zaś ma dwa znaczenia: góra-garb oraz gar-żar. Nazwa tej góry, choć odległa już od wspólnego pradawnego rdzenia z czasów wspólnoty Plemienia Arkajamy (ARKI) – Zerywanów (SIStanów), niesie jednak nadal ten sam sens, który zawiera się w znanym Słowianom słowie bugryszcze, bógra, bogóracz, bogracz. O Górze Bogaracz będzie jednak następnym razem.

Ponieważ pojawił się temat materiałów filmowych, a temat ten już jakiś czas krąży w SSŚŚŚ i ja sam z Rafałem Święckim podjąłem niezbyt udaną pierwszą próbę nagrania jakiegoś materiału w warunkach polowych w kwietniu tego roku, przedstawiam część tego co można zobaczyć, czyli co się aktualnie pokazuje w formie filmowej.Nie będziemy tutaj pokazywać tego co już pokazaliśmy poprzednio na koniec materiału poświęconego Ślęży, tylko rzeczy nowe – otrzymane w ostatnich czterech dniach.

Wszystkie inicjatywy w tym względzie są moim zdaniem cenne. Nawet jeżeli jakiś materiał jest nieudany w jakimś aspekcie (dźwiękowym czy obrazowym) to generalnie uczymy się czegoś nowego i prezentujemy to publicznie powiększając tym samym obszar kultury w jakiej możemy się poruszać i uczestniczyć.Przede wszystkim jednak przedstawiamy poglądy, prezentujemy i przekazujemy wiedzę, dzielimy się nią miedzy sobą stwarzając Przestrzeń Publiczną Niezależną od tej kreowanej oficjalnie.

Te ułomności wszystkie z czasem znikną, technikę się udoskonali , może zyskamy środki na bardziej profesjonalne realizacje – na pewno je zyskamy, wierzę że na pewno się pojawią.  Zaprezentowałem wam już w poprzednich materiałach np. ze Ślęży zarówno programy Niezależnej Telewizji, wykłady o duchowości i wszechświecie, ale także niezależne, czasami krótkie filmiki – jak ten ze Słowacji. Warto być może samemu – rzeczywiście nawet komórką, jeśli nie mamy niczego innego do dyspozycji, kręcić materiały dokumentujące pewne zjawiska, nawet przyrodnicze impresje czy piękne krajobrazy. Uczmy się i publikujmy, nawet jeśli jest to ułomne to JEST. Przestrzeń medialna i nasza własna przestrzeń osobista zapełnia się czymś innym niż oficjalny bełkot propagandy.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dla młodego pokolenia materiał filmowy jest czymś bardziej strawnym niż tekst pisany i młode pokolenie otrzymuje to co najbardziej lubi – żywych ludzi mówiących do nich i obrazy miejsc o których mowa.

– Ja jednak apeluję o czytanie – Rząd Nad Światem sprawować będą ci ludzie którzy Czytają i Piszą a nie ci którzy oglądają i nagrywają dźwięk – taka jest prawda. Wróć – nie używajmy słowa RZĄD, czy którzy chcą ustanowić obecnie Światowy Rząd odchodzą do LAMUSA, pogrążyli się w Labiryncie Ciemności  – To Nasza Sowa i Nasze Słowa są w Naszym Gnieździe – a NIE ICH.

Ośrodkiem Nowego Świata jaki formuje się na naszych oczach będą więc zawiadywać duchowo – nie inaczej, duchowo tylko i wyłącznie DUCHOWO, wyrąbując wciąż Nowe Ścieżki do Światła w Ciemności, ludzie, którzy Piszą i Czytają. Jest tak, było i będzie, bo słowo pisane podlega analizie, jest uchwytne i pozwala na wielokrotne powtórki dając inspirację do dalszego kształtowania własnej myśli i własnych wyobrażeń w kontekście myśli poznanej właśnie za pośrednictwem pisma.

Dzisiaj kolejne linki filmowo-telewizyjne – zwłaszcza do wykładu i ze spotkania w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa, gdzie przedstawili poglądy Niklota i Zadrugi – przewodniczący Stowarzyszenia Niklot doktor Tomasz Szczepański – Barnim oraz doktor Piotr Więch – socjolog, specjalista od ruchów neopogańskich, który był też obecny podczas konferencji organizowanej przez UJ w Krakowie na wiosnę tego roku (o ile pamięć mnie nie myli).

Część 1 Wykładu poglądów Niklota – niestety cenzurowana

Część  2 wykładu poglądów Niklota - ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, które okazało się niezbyt wolne, bowiem usunęło Niklota ze swego programu na przyszłość. Materiał  ten miał służyć poznaniu – aby każdy miał szansę wyrobić sobie własne zdanie otrzymując WIEDZĘ na temat – niestety materiał jest pocięty, skrócony z 2 godzin do arbitralnego wyboru.

Część 3 wykładu – dyskusja która zbacza w kierunku typowym – brak zrozumienia występujący powszechnie jest tutaj prezentowany przez osobę pytającą i dyskutującą (początek sekwencji w części II – bład techniczny – tak się nie tnie filmu, ale uczymy się).

– Kultura słowiańska rozumiana przez Stachniuka i przez ZADRUGĘ I PRZEZ NIKLOTA I PRZEZ NAS TUTAJ to znaczy w zasadzie kultura Polska – bo to ona sięgała po Moskwę i Ural także w swoich genetycznych przedstawicielach rusińskich, ale przede wszystkim jako emanacja bojarska sarmatyzmu. Także na naszym blogu mamy (niektórzy mają) problemy z określeniem siebie jako Słowian, zawężamy niejako automatycznie swoją tożsamość do narzuconej nam w ostatnich 50 latach niewolniczej monokultury stłoczonej między Odrą a Wisłą. To typowe dla okresu postkolonialnego pojmowanie własnej tożsamości. Wcześniejsze 150 lat rozbiło pamięć wspólnoty sięgającej za Smoleńsk i daleko nad Don, kolejna niewola “sprasowała” polskość do wymiaru pudełka od zapałek, które zmieszczono mn9iędzy Odrą a Wisłą.

PAMIĘTAJMY ZAWSZE – Polska Słowiańskość kończy się na Donie i na Dunaju, na brzegu Adriatyku i Morza Czarnego – w Międzymorzu – Za morzem Środka i Morzem Mora, w Płaskowyżach dawnej Orzawy i Oroji oraz Ozerii i sięga Bałtyjskich i Skandynawskich Krańców . To jest Słowiańskość = Polskość – kończy się w Iranie i Indiach, za Kaukazem, nad Jeziorami Wan i Suwan i za Górą Arki – Araratem, kończy się na Dachu Świata i Pustyni Takla Makan, nad Indusem i Gęgawą, na naszych braciach R1a1 – Zorianach i Wedaitach. Pamiętajmy że Nasz Duch jest częścią Ducha Wszystkich Ludów Ziemi i że Nasz Duch jest rozpostarty w całym obszarze Naszej Matki – wszędzie gdzie są Polacy, a szerzej Słowianie “z ducha i istoty”.

[powiększ]

Na koniec chciałbym wyrazić nadzieję, że również kolejny wykład zostanie nagrany i “Rumuńską obrzędowość  doroczną” z 28 czerwca, spotkanie organizowane przez NIKLOTA

prelekcję
mgr Wita Wilczyńskiego (redaktor radia internetowego “Radiowid” i magazynu “Gniazdo”)

 w lokalu “Metal Cave” ul. Jana Olbrachta 46
28 VI o 17.30

zobaczymy także dzięki inicjatywie doktora Tomasza Szczepańskiego w formie filmowej.

Przedstawiam tutaj także interesujące nowe linki do programów NiezależnejTelewizji.pl.

Oto linki specjalne do : Oblicza Duchowości z 14 czerwca 2012

oraz  Oblicza Duchowości  z dnia 21 czerwca 2012

Niestety nie udało mi się znaleźć materiału Alternews chyba, w którym śpiewano mantry Gandhiego i była mowa o Harmonii Kosmosu na Ślęży i medytacjach na górze Bugarach – której poświęcimy artykuł dnia 30 czerwca.

Góra Bogaracz

Wszystko co napisałem powyżej pokazuje jak na naszych oczach powstaje Inny Świat. Twórcy dotychczasowego “porządku” czynią rozpaczliwe wysiłki, żeby zachować kontrolę w myśl starych zasad “dziel i rządź”. Mieli nadzieję, że tworzą wiecznotrwałe imperium własnej władzy i że będą kontrolować przestrzeń ducha dotychczasowymi metodami, znanymi sobie z przeszłości. Czynili to w Polsce przez 20 lat (a właściwie przez 200 lat), więc nabrali poczucia wszechwładzy i poczucia bezkarności. Teraz widzą jak wielkiego wysiłku wymaga w ogóle utrzymanie się na powierzchni Władzy. Nie widzą jeszcze, że owa iluzoryczna władza jest iluzją całkowitą, ułudą zależną od niewyobrażalnych dla nich -  Przyziemnych Materialistów – sił.

Tymczasem burza i błyskawice w Doniecku przesądziły o losach drużyny Ukrainy w Euro 2012, burza i deszcz w Warszawie oraz we Wrocławiu, przed meczami i w trakcie, Polska – Grecja i Polska – Czechy, przesądziły o losie drużyny Polski. Cały starannie zaplanowany i nastawiany od pięciu lat APARAT PROPAGANDY po tygodniu nadymania Narodowego EGO został dokładnie rozmontowany przez siły Przyrody z lekką pomocą głupoty ludzkiej, która nakazała po deszczu w 30 stopniach Celsjusza zamknąć jakiemuś idiocie dach nad stadionem. Wszechpotężna Rosja dostała kopa od zbankrutowanej Grecji (to co tam się działo – zupełnie jakby Ciemna Energia zamurowała bramkę Greków, Rosjanie mogli z metra walić do pustej bramki a piłka ocierała sie o słupek i wychodziła na korner).  Potężne machiny propagandowe Wschodnioeuropejskich największych krajów i największych postkomunistycznych rozsadników niesprawiedliwości społecznej oraz destrukcji Polski, Rosji i Ukrainy a z nimi wiozący się u ich boku reżimik Białorusi i małe satrapie Krajów Bałtyckich – dostały od Nadświadomości Kosmicznej (Ziemskich Sił Przyrody, Zespolonej Nowej Świadomości, Matrycy – zwijcie to jak chcecie) potężnego Kopa prosto w swój Księżycowy Splot.

 Jakże śmiesznie brzmią jęki zawiedzionych klęską propagandową Igrzysk komentatorów, zawodzenia trenerów, sztuczne łzy gladiatorów, gdy człowiek sobie pomyśli, że źródłem tego “zła” (bo oni wierzą w zło i w Dobrego Boga, który załatwia sprawy ducha za nich) są decyzje błędne sprzed czterech lat, że w Krakowie i Katowicach – miastach będących niekwestionowanymi stolicami polskiego futbolu, nie będzie Euro. Głupie urzędasy wyłączyły JE z Igrzysk chcąc zrobić “dobrze” swojemu EGO, tymczasem to tam właśnie w dniach i godzinach meczów Polski nie spadła ani jedna kropla deszczu a pogoda była cały czas doskonała. Sięgając dalej – oczywiście, że u podstaw klęski leży niebotyczna korupcja i zgnilizna całego polskiego futbolu, ale sięgając jeszcze dalej – stan owego futbolu jest tylko wycinkowym – jak w archeologicznej odkrywce – pokazem stanu całego Państwa i jego gospodarki.

Nie pozostaje im nic innego jak dąć dalej w TUBĘ, bo reklamy są zapłacone i muszą lecieć z wszystkich kanałów wszystkich mass mediów. Tylko kto jeszcze chce słuchać tych trumtadrackich bredni o dziurawej skarpetce jednego czy drugiego idola, o nagniotku na jego stopie… Oni muszą dąć i ośmieszać się dalej.

Kuriozalny był dla mnie po przegranym meczu z Czechami cytat redaktora prowadzącego program po meczowy, z maila zrozpaczonego Telewidza:”… Franciszku dlaczego tego nie zrobiłeś?! Byłbyś ogłoszony Świętym Franciszkiem Polskiego Futbolu, Apostołem Narodu…”, koniec cytatu – W życiu, muszę wam się uczciwe przyznać, w życiu nie słyszałem większej bredni wypowiedzianej do milionów ludzi – do tego w jakiejś chorej ekstazie, która była wyrazem najniższego upadku człowieczeństwa, emocjonalnego błazeństwa. Był to dla mnie przejaw najgłębszego lekceważenia rozumu Istot siedzących w tym momencie po drugiej stronie Szkła, na które wpuszcza się Prących na nie ze wszystkich sił Idiotów takich jak ten. To była esencja tego co Odchodzi.

Polska jest epicentrum Wielkiej Zmiany – chcemy tego czy nie, rozumiemy to czy nie. To co tutaj się dzieje naprawdę zmienia świat. Nie dziwmy się nagromadzeniu absurdów i skrajności, braku dialogu i zastępowaniu argumentów opluwaniem, nie dziwmy się nowomowie która znów określa nienawiść słowem miłość, a mądrość słowem oszołomstwo. To typowe objawy Przesilenia. Kondensacja zdarzeń jest już przeogromna i będzie narastać. Lecz My się Nie Lękamy. Może być tylko lepiej po tym Wielkim O(PRZE)czyszczeniu.

Wolni Ludzie żyją czym innym – poszerzają przestrzeń własnego świata, który oderwał się już  od ram wyznaczonych przez Cenzurę i Zaklęty Krąg Mass Mediów – Ten Nowy Świat,  jego przestrzeń, obejmuje całą Kulę Ziemską i sięga dalej – Obejmuje ją inaczej niż ONI chcieliby – to jest nieodwracalne – To OSTATNI ACT Starego Porządku.

[kliknij]

Polecam gorąco – zaglądnijcie też na  Bogowiepolscy.net  gdzie nowe rewelacje na temat Wzgórza Lecha – Gniazda Bogów – To właśnie nasza przestrzeń kulturalna. Artykuł  opracowali : Kazimierz Perkowski, Dawid Walkowiak, Mariusz Malinowski

Góra Lecha – Gniazdo Bogów

“[Bogom i przodkom] wybudowano w mieście Gnieźnie najważniejszą świątynię,
do której pielgrzymowano ze wszystkich stron.” — Jan Długosz (1455)

“Lech – w mitologii zachodniosłowiańskiej i polskiej syn Pana, brat Czecha i Rusa,
eponimiczny heros Lechitów-Polaków.”
– Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich, Andrzej Kempiński
liniaszara.jpg

Góra Lecha w Gnieźnie to historyczne i zwyczajowe określenie gnieźnieńskiego Wzgórza Lecha. Wzgórze to, ongiś znacznie wyróżniające się z okolicznego krajobrazu – otoczone przez rzeki i jeziora – stanowiło idealną lokalizację dla jednego z najważniejszych ośrodków kultowych dawnych Polan[1]. Naszym przodkom kojarzyło się zapewne z mitologicznym modelem kosmicznej góry – domem bogów wyłaniającym się z wód Praoceanu. Jakich bogów czczono zatem na szczytach tej świętej góry Polan? Z pomocą przychodzi nam uważna analiza technik chrystianizacyjnych (przede wszystkim inkulturacji[2]) oraz nowy stan badań źródeł staropolskich.

Święto Kresu i Kryszeń-Krasa oraz Kwiat Żaru, czyli Kwiat Pąpu Rudzi oraz “Pieśń o Sobótce” Jana Kochanowskiego i “Pieśń o Ziemi Naszej” Wincentego Pola

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 23 Czerwiec 2012

Jerzy Przybył – Dziewanna

O tym święcie powiedziano już tyle, że nie wiadomo  co tu jeszcze dodać, a co już po wielokroć powiedziano. Ważnym i rzucającym się w oczy odkryciem jest powiązanie nazwy Kresu i postaci Krasy-Krasatiny lub Dziewanny-Krzesy z postacią ruskiego Kryszenia i hinduskiego Kriszny.

K-Rasa oznacza i działanie ku Rasie i zawiera człon ogniowy k-RA-sa i nawiązuje do znanego Skończykom – Skądy-Nawiom (Skonom)  pojęcia bogów Asów i Asgardu – Grodu Asów – kr-AS-a. Oczywiście krasy, krasny – jaśniejący ognisty, czerwony, piękny, zdrowy – cała masa pojęć jest wiązana z tym słowem w sposób jednoznacznie pozytywny – stąd też pochodzi słowo rusy – rudy, mieszany, a więc stąd wywodzi się miano Rusów. Krasić, kraśnieć – malować, czy nie od malowania ciał ohrą – czerwoną farbą? Czerwienie i czarować  – widać tutaj bliski związek mian kra-kar i czar-czer a przez to bliskość pojęć czarowania, czerwieni, pojęcia kary – czarny, kara – ukaranie i czar – czarowny a także car – władca.

Przytaczamy tutaj nieco rozjaśniające te wszystkie związki, ich bliskość oraz naświetlające obyczaje związane z obrzędem Kresu-Kupaliów fragmenty podania o Czarodanie, a także  ruskiego podania o Kryszeniu i Radudze (Ra-Dędze – Tęczy) oraz opis z czasów, gdy obrzęd ten był wśród Polaków powszechny – z pierwszej ręki Jana Kochanowskiego – największego poety Słowian wszech czasów. Na koniec poemat Wincentego Pola, który przypomina nam co rozumiemy przez Polskę i jej kulturę – tę rozległa, wspólną pogańską polsko-rusko-litewską Jerzy Przybył – Rykawd i Iworoda oraz ich syn Drakiw

6 rok Starych Czasów Nowej Koliby – Wiślania i Łysa Ziemia:

Odrodzenie Czaroduny i jej kolejne dzieje po dokonanej Zemście Dyja

 (fragment Taji 23 – Księga Ruty)

Był to czas kiedy w ziemi leśnej, zwanej Ziemicą Nurów, liczniej żyła dzika zwierzyna i ptaki niźli ludzie. Myśliwiec wędrując całymi dniami przez bory, jeno niedźwiedzie i tury napotykał, albo stada jeleni. Czasami zoczył inoga, czasami boginkę z boginiakiem u piersi, znacznie rzadziej boguna, a wcale już nieczęsto zdarzało mu się zetknąć ze zduszem. Wszystko w ziemi onej spowijał, niczym zielone morze – dziki, spieniony bór zwany Lasem Harów[i]. W tej nieodmianie zielnych wełen i ptasiego świergotu odmianą jeno góry stały – na jugu, zapadzie i wstoku – nagie, dalekim widokiem dające oparcie oku, a ciału ulgę śnieżnym chłodem, nawet w środku lata.

Wiślania była w Nurii inkszą od inkszych ziemic. Krainą rozległą, obfitą w doliny i wzgórza, rozłożone wokół stóp onych gór śnieżysto-skalistych, jak drobna dziatwa u kolan potężnych rodziców. Rozpostarta główną połacią w siewierz, usiana była białymi wieżami i bryłami skalnymi rozrzuconemi w ziemię aż po widnokręg, jakby je z jednego potężnego zamyku olbrzyma inny olbrzym, a może jeden z bogów, po całej okolicy roztrącił.

W onej krainie podgórskiej leżało także jedno miejsce wielce osobliwe – Błędy. Ziemia w wielkim obszarze była tam goła, albo tylko porosła słabą trawą – niczym na Weli u wrót Onawielnej Góry. Jakby śmierć i zaświaty taką miały tu moc, że życiowe siły w zarodku sprowadzone zostały ku mikrym rozmiarom. Jakby Weles i Mor dozwalali tu żywotowi i bytowi jeno tlić się, lecz nigdy płomieniem tęgim nie strzelić.

Tam to ciągnęła się przez setki piędzi jedyna na Zapadzie Świata, w Białym Lądzie uczyniona pustynia. Została poczęta dawno, osobiście ręką Dyja, na samym zalęgu świata, gdy kształciła się Ziemia, a z nią lądy i morza, kiedy Wielkie Morze Ciemne cofało się i schło. Tutaj był jego piaszczysty brzeg. O kształt Ziemi bił się tu Skalnik – Pan Podziemi, zdobywając ląd kawałek po kawałku, wydarty przemocą od Wodów.

Umyślił sobie Skalnik zaopatrzyć te okolice we wszelakie podziemne pożytki, a zwłaszcza w wielkie złoża srebra, krzemienia, żelaza, złota i innych szlachetnych metali. Jak sobie umyślił tak uczynił. Jednak Dyjowi-Błętowi się to nie podobało, bo nigdzie na Ziemi nie było miejsca, gdzie mógłby z piasku wiry i błęty kręcić, gdzie mógłby do woli swawolić i czuć się, jak u siebie. Z jednego miejsca nad Bołotykiem wziął więc piachu do wora i poszybował ku Wisełlądowi. Miał oną ziemię walnąć prosto na Srebrne Złoża, ale zawadził o wierzchołki drzew nad Błędem i rozpruł się ów wór, i zasypał wszystko inne, a zwłaszcza Złote Zagony i Pola Drogich Kamieni. Do pasma piasku po Morzu Ciemnym przybyło zatem rozległe polisko piachu bołotyckiego. I tak powstała pustynia zwana Błędem Dyja (Pustynia Błędyjnowska), która pod sobą kryje istne skarby, sztolnie, wąwozy i podziemne jeziora. Z niej to kiedyś dawno, Dyj zaczerpnął garść: z jej piachu białego powstała Czaroduna. Pustynia nie była wcale bardzo wielka, ale jej osobliwość powodowała, że nie jeden zabłądził biorąc mylną drogę i nie jeden padł z wycieńczenia kręcąc się w koło na wydmach i pustych ścieżkach.

Cała ta kraina pełna była podobnych dziwów – głębokich jaskiń, tajemnych grot, krętych korytarzy, wielkich skalnych komnat i kutych w żywym srebrze przełomów rzek, rozlanych miejscami w podziemne jeziora. Nie brakło i na powierzchni, dziwacznych skalnych wąwozów, błędnych wzgórz i urokliwych jezior z mrocznymi zatokami pośród boru. Liczne strumienie tryskały ze źródeł zlewając się zimnym kryształem prosto z gór w dolinę, zwłaszcza z Góry Wądy skąd Wądal-Wisduna wychodzi.

W Wiślanii królowała jakowaś tajemna senność. Niewiele ptactwa dało się zoczyć w powietrzu, a kiedy już się owoż zoczyło, miarkował człek, że milczkiem nieboskłon przebiega, bezdźwięcznie szybując, jakby się swym krzykiem lękało potwora jakiego ze snu zbudzić.

Na powyżu, skąd tryskały źródła świętej rzeki biegnącej ku Błotykowi, nachodziło się drugie miejsce osobliwe owej ziemicy – Bór Tajch, gdzie ongi Bierło zakopał taje. Między górami w rozległym rozstępie, stanowiąc jakby zachętę do wejścia w ów kraj, ciągnęła się trawiasta przestrzeń, płaska jak stół, bez jednego drzewa. Lecz kto by wybrał tę drogę już by z niej nie wrócił, bowiem było to rozległe po widnokrąg bagnisko Morawy, gdzie bogińki śmierci i złośliwe morawki wybrały sobie ziemskie siedlisko.

Miejscami bagno przeświecało jasną tonią wodnego zwierciadła. Od źródełka Głom, tryskającego spod wiekowego dębu, wiła się struga Orawa. Z wód owego bagna Mokosz wróżyła przyszłość. Może przez to wszystko ziemia ta zdawała się nosić na sobie jakoweś piętno lub w sobie jakieś zaklęcie? Nie był to jednak znak kary, ni zbrodni, a jeno piętno tajemnicy i zaklęcie świętości.

Święta Rzeka Wąduna toczyła ciemne wody środkiem pogórza. Na samym rozległym zapadlisku rozlewała się ona w dziesiątki nurtów, opływających skały i tworzących zarośnięte szuwarami wyspy oraz podmokłe łęgi nie do przebycia.

Powiadają, że ziemia ta od dawien dawna jest naznaczona w sposób szczególny, jako miejsce najważniejszych dla świata wydarzeń – szczególnej pamięci i świętości. Tu miały się rozegrać najcięższe bitwy, zarówno dwóch pierwszych wojen między bogami, zakończonych wyjściem Światowita z Kłódzi, jak i ostateczna, ziemska bitwa Wojny o Taje.

Tu miały się w przyszłości rozegrać najważniejsze wojny między ludźmi na Ziemi, tu miały się zdarzyć najstraszniejsze zbrodnie i stąd przyjść może Ostatnie Starcie, które doprowadzi do Czwartego Wyjścia Swąta z Kłódzi. Dlatego jest to ponoć miejsce tak szczególne, naznaczone dziwnością, różnorodne z powodu pozostałości boskich zamyków i urządzeń wojennych, i pobrużdzone krwawymi śladami potyczek, a także ciche, sielskie i święte.

Każdy kamień i zakątek tej ziemi ma swoje ważkie dla świata i barwne dzieje. A wśród licznych świętych przedmiotów, które znalazły tu swoje schronisko lub grobowiec wieczysty, jest do dziś leżący pod Górą Wąwel święty kamień Ziemi – Ułatyr (Ałatyr)[ii].

Ułatyr to jest ten niewielki ułamek Kamienia Kamieni – Światyra, który pozostał w Ziemi po tym jak bogowie pokonali Potwora Światogora. Światogor jak wiadomo, zapadał się trzymając w rękach Kamień Kamieni. Grzązł pod jego ciężarem coraz głębiej. Żeby Światogora można było spod ziemi wyciągnąć musieli bogowie część owego Kamienia odrąbać, bo inaczej nawet wszyscy pospołu nie udźwignęliby potwora, który nie chciał kamienia z pazurów puścić.

Ten to kamień – Ułatyr – jest przez wielu wiedów i kołodunów, a zwłaszcza kudełosów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, uważany wręcz za członka rodziny Swąta, nie mniej ważnego niż Świętogłaza (Zemuna) czy Świćgałęza (Siduna). Stąd Góra Wąwel od razu stała się święta i po dziś dzień, promieniuje na świat cały, wielką mocą.

To miejsce właśnie, i być może, że z powodu czucia jego wielkiej mocy, upatrzył sobie Krak-Nur na lęgowisko. Tu, pomiędzy odnogami rzeki, na skale, założył swoje gniazdo i tutaj powił swój lud nurski, czyli nurciański, zwany też nuruciańskim albo nuruskim. Ziele Ruty jest jego znakiem i Orzeł Biały o jednej głowie – Strasz Rah-Raróg.

W tę też ziemię któregoś razu, po długiej wędrówce wzdłuż i wszerz świata, z trzaskiem łamanych drzew, furkotem wyrywanych pni i świstem sitowia przybył Dyj. Tu, wyjąc i rzucając przekleństwa, toczył się po pustyni, a z każdym jego krokiem w niebo szedł pył, strzelały błęty i wznosiły się wiry. Tak bardzo wył i uwijał się Dyj, że aż przezwano go tutaj Płakoszem.

W tym to czasie Kreks skłócił się już był ze swoim nielicznym ludem. Wybudował łodzie śmigłe i mocne, na wzór korabia, bo jemu się trafiła ta karta Księgi Głębi, co o kleceniu statków rzykała. Uwidział sobie Kreks, zwany Lugiem, że Błotyk wszerz i wzdłuż przepłynie, a do tego jego panem i władcą się stanie, a jak trzeba to i z samym Wodo-Bełtem się o koronę zmierzy.

I stało się tak, że tępił każdego kto się poważył bez jego wiedzy na ono morze wypłynąć. A kto mu stanął okoniem tego zwyciężał, a zabiwszy go wypijał jego krew, by sobie dodać sił i przyczynić grozy własnej osobie pośród wrogów. Nie bacząc, że każdy czyn pociąga za sobą skutek ani zauważył, jak począł się zamieniać w potwora. Wkrótce nieliczni rybacy przestali na morze wypływać, a jego własny lud w głąb borów łakomie poglądał mając przecie przed sobą pełne morze.

Niektórzy powiadają, zwłaszcza zaś nurscy kudiesnicy i wróżowie Rudzi ze Stradowa, że to Dyj zabełtał wpierw Lugowi w głowie, omamił go, otumanił, okręcił w koło i ogłupił. Stąd Lug począł się nadmiernie po morzu rządzić i pchnął tym samym własnych pobratymców przeciw Wędom, którzy spokojnie żyli nad Wartą. Tak samo Istowie bojący się na morze wypływać coraz częściej łakomie patrzyli na Wielkie Jeziora, które były w rękach Budynów i Nurów. Tak to spełniało się posłanie Światowita, że brat przeciw bratu stanie z byle powodu.

Jednakże żercy Swaroga z Lęgnicy prawią, że przyczyny pierwszej waśni między ludami wyrosłymi z Kruków były o wiele głębsze i tajemnicze. Otóż ich zdaniem ani Kreks nie byłby oszalał, ani Wężowie-Wołgowie nie wyszliby ze swoich leży napierani przez Lęgów, ani nie naszliby Nurów, a ci nie wleźliby w zagony Budynów, gdyby nie Dyj i odrodzona przez niego Czaroduna.

Kiedy tylko Dyj się na Błędach pojawił, nagle całą tę ziemię, zwaną Wiślanią Nadwisduńską, spowił żar. Żar ten stał tak długo nad Wisełlądem, i tak był potężny, że wypalił większość roślin, wypłoszył z borów zwierzynę i przegnał ptactwo. To z jego powodu tyle jest w Wiślanii łąk i stepów na północ od Lasu Harów i sporo łysej ziemi, gołych gór, a nawet kawał  pustyni.

Zoczył tę rzecz Perun, który co wiosnę otwierał brzuch Siemi do życia swoją błyskawicą. Grzecznie próbował Dyja przekonać, że nic nie zyskuje mszcząc się na tej okolicy. Ale Dyj nie dawał się omamić. Od Dodoli wiedział, że to tutaj, gdzieś pośród setek onych białych skał rozrzuconych w wisełlądzkich pustoszach, leżą owe dwie – Czarnodyja i Rykawd z Iworodą. Wierzył Dodoli bez zastrzeżeń, bowiem znał dobrze złośliwość Panien Welańskich i nie zdziwiło go, że zesłały Czarodunę na wieczny spoczynek w ziemię, z której się narodziła.

Jednego dnia Perun dał za wygraną i odszedł, ale się nie omieszkał Perperunie poskarżyć. A ta od razu poczuła pismo nosem i skrzyknęła pozostałych sześć z Siedmiu Bogiń Pomsty. Im najbardziej by zagrażało odrodzenie tej ziemskiej trójcy. Zatem przytaiły się w okolicy bacząc, co się też dziać będzie. A Dyj drugiego dnia także się spierał z Perunem i obaj aże się rozpalili do bitki, ale Perun jeszcze raz ustąpił nie chcąc zaostrzać sporu.

Trzeciego dnia Perun zastał Dyja nie na Błędach tylko na Górze Swarogowej i podpatrzył skąd się onże żar bierze. Watra wykradła jakimś sposobem swojej matce Swarze Chustę Żaru a on nią kręcił zawzięcie, rozlewając gorąco ze szczytu góry. Wyskoczył Perun na nich oboje bardzo rozsierdzony, że niszczą i pustoszą ziemię miast pozwolić jej kwitnąć. Dyj tylko śmiał mu się w twarz, a Watra z Chustą uciekła. To tak rozsierdziło Władcę Piorunów, że począł ciskać błyskawicami w Dyja. Nie mógł go jednak dobrze trafić, bo Dyj kręcił się zwinnie i stale był w tym samym miejscu, a nie był w nim wcale. Aż w końcu całkiem zniknął i tylko płacz jego i wycie niosły się dalej wąwozami Wiślanii.

Powiadają żercy Guniów z Sistu zwanego też Soest[iii], że to wtedy dopiero Dyj przybrał postać człowieka, niejakiego Płakosza i dlatego Perun nie mógł go wypatrzyć. Pod tą ludzką powłoką występował ponoć potem ówże bóg Dyj mieniąc się owym imieniem, kiedy budował Łyszczec dla Czarodany i pod tym imieniem pojawił się ponownie, jako budowniczy Świątyni Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach.

Błyskawice Peruna raz po raz łupały wierzchołek góry aż rozłupały go tak bardzo, że dobyły się zeń wody znacznie silniejsze niż dotychczas. Wody te zasiliły dwa strumyczki Wisełek a te przerodziły się nagle w spienione, obfite strumienie. Tam, gdzie się złączyły w jedną potężną Wisdunę, powstała otwarta kipiel. Spłynęła ona jako nowa rzeka, potężniejsza niż kiedykolwiek, jako Atla-Wątla – Rzeka Ognista, powstała od uderzeń Peruna,  która wypełniła swoimi pętlami całą dolinę. A nurt miała tak wartki, że wyrywała drzewa, łamała im pnie i porywała ze sobą całe kawały lądu. Takoż w samej dolinie na dnie rwała wartko przed siebie a trafiwszy na zaklętych w kamień Rykawda i Iworodę porwała ów kamień i rzuciła go na drugi – na Czarnodyję. Tym sposobem matka i jej dzieci połączyły się, poczuły bicie swoich serc i czułe objęcia. W jednej chwili czar prysł i dusza Iworody z duszą Rykawda wyrwały się pospołu z welańskiej Jaskini Tronów. Cała trójka spojrzała sobie w oczy i odrodziła się.

Jerzy Przybył – Dyj-Poświściel

Królowa Łysej Góry, Łyszczec – Łyskowice, Pałkini i Harowie

Krótkie jednak było ich szczęście, już bowiem Wąda, Perperuna, Swara i pozostałe rzuciły się by rozerwać pętlę splecionych rąk i na powrót zarzucić pętlę martwego czasu. Wąda pochwyciła w swoje wiry Iworodę i wciągnęła w nurty – nie zamierzała jej wypuścić. Dyj rzucił się na ratunek roztrącił wody, lecz jego kręcenie się wcisnęło jeno Rykawda głęboko w ramiona Perperuny. Dyj dobył na ląd Czarodunę, ale Perperuna i Swara odpłynęły w tym czasie daleko, dzierżąc Rykawda pomiędzy sobą. Tak oto poniosło Rykawda, aż w Ziemicę Lęgów, nad samo morze, na dwór Kreksa. Iworodę zaś Wąda puściła pod Wędyjską Skałą, gdzie pobudował swe gniazdo Krwędys.

Czaroduna natychmiast wyruszyła na poszukiwanie dzieci. Szła i szła aż zaszła na wysoką górę całkiem łysą. Tu poczuła się zmęczona wędrówką, nieustannym wojowaniem i sporem z boginiami. Wypatrywała z onej Łysej Góry swoich dzieci i zamierzała za wszelką cenę je odnaleźć i pokonać wredne boginie. Razem z nią przybył na górę siwy staruch bez twarzy, za to z rozchełstanym brodziskiem niemal do ziemi. Budził grozę swoim wyglądem i drżenie lęku głosem, który dobywał się jakby z głębin studni, lub zaświatów. Na miejscu twarzy nosił łzawą maskę o smutnych rysach, jakoby twarz wiecznie tonącą w zgryzocie. Od tej maski nazwano go Płakoszem, a był to pod ludzką postacią sam Dyj.

Dyj w jedną noc pobudował na szczycie góry potężny zamyk dla swej ukochanej córy. Był to zamyk z wysoką do nieba białą wieżą – tumem. A cały zrobiony został z kamienia, który srebrzał i skrzył się w słońcu jak wzniesione ponad okolicę zwierciadło. Zamyk był dla każdego, kto się w tę stronę spojrzał z doliny, lub przybywał z odległych równin, znakiem, że oto wkracza na Łysą Ziemię. Dał też Dyj Czarodunie małe zwierciadełko, które onegdaj miała, żeby mogła w nie zaglądać i nim przepatrywać okolicę. Dał jej też wyczarowanego przez siebie Białego Kruka mówiącego ludzkim językiem, który zwał się Lasota, a stał się dla niej jako brat. Dał go jej po to, żeby go mogła wysłać dla sprawdzenia, nad bory i lasy, nad puszcze i jeziora, żeby tam ciągle, po onych borach i lasach, jej dzieci szukał. A też po to by po prostu miała do kogo zagadać. To wszystko też na wypadek, gdyby jej dzieci zbłąkane wróciły w te strony, żeby od razu mogły matkę odszukać, a ona je zobaczyć.

Niektóre kąciny i kapiszty podają, że Lasota był dzieckiem Dyja i Borany, a inne iż Dyja i Pogody, a więc był Czarodany rzeczywistym boskim bratem.

Codziennie o świcie budziła się Czaroduna z wielkim bólem w sercu i ten ból gnał ją na szczyt wieży. Z Białym Krukiem Lasotą rzeczywiście byli wkrótce jak siostra z bratem, dzielący radość i ból. Siadał jej na ramieniu i razem przemierzali trzysta i sześćdziesiąt pięć stopni na szczyt wieży. Ona celowała swoje zwierciadło w różne zakątki, śląc tam jasne promienie, a on rzucał się w niebo i krążył nad wskazanymi okolicami. Wracał umordowany wieczorem i niezmiennie meldował jej ze spuszczoną głową o niepowodzeniu, a ona klęła coraz mocniej boginie, i wyrzekała przeciw nim, coraz szybciej zbliżając się do kolejnej klątwy. Gniew w niej narastał i gotowa się była jeszcze raz rzucić na Welańskie Panny.

Kiedy tak stała kolejnego upalnego południa na szczycie góry i wpatrywała się w pusty, zielony widnokres, i zaklinała swoje zwierciadełko, a ono mówiło jej po raz kolejny „widzę jeno o Pani, że oni oboje żyją, są na tym świecie, ale daleko, daleko, jedno u wód wzniesionych szarymi wełnami, drugie śród białych gór, za daleko, nie wiem gdzie”, gniew ją porwał tak wielki, że ponownie postanowiła wyzwać boginie na śmiertelny bój.

Wtedy zstąpiła ku niej Dodola, spłynęła na jej gorejące lico zimnymi kroplami, otuliła jej rozpalone czoło chłodnym kojącym szalem. A strugi z góry płynące złączyły niebo i górę, i wlały spokój w jej serce. I wyszeptały kropliste usta deszczowej bogini, by zaprzestała wróżdy, jeśli chce, żeby jej dzieci żyły, by zaprzestała poszukiwań. A jeśli tak uczyni to dzieci jeszcze kiedyś obaczy, jeszcze kiedyś do niej wrócą, a przez cały czas będą żyły w spokoju. Jeśli zaś będzie się boginiami droczyć sprowadzą na jej dziatwę nieszczęście. Czaroduna poczuła wtedy olbrzymie zmęczenie i pogodziła się z tym co się stało, i postanowiła tu na dzieci czekać, bo lękała się, że je na powrót Mściwe Panny Welańskie ściągną do Nawi. Wtedy boginie uznały ją za pokonaną i zostawiły w spokoju[iv]. Zwłaszcza, że Dyj nie opuszczał jej ani na chwilę gotów znów poruszyć cały świat, gdyby włos spadł z głowy jego córki. Ale Czarodana w głębi duszy nie pogodziła się z przegraną, skryła w sobie głęboko ból i złość i oszukała boginie tak się tając. Ból i gniew nieustannie się w niej gotował tak, jak się cały czas gotuje Wodawogniu-Kobyla Głowa (Vadawagni) w Morzu Południowym, która jest gniewem mądrego Urwy z Bierygów. Czy taki gniew można na stałe, albo i na długo, ukryć przed bogami?

Odtąd codziennie o świcie wstępowałą na szczyt wieży i cały dzień przepatrywała widnokres, puszczała Kruka Lasotę, który wracał dopiero wieczorem, i przepytywała nieustannie zwierciadełko. Opuszczała zaś swą wieżę dopiero po zmroku, i tak czyniła nieustannie. Czas mijał, ale na jej zwierciadle nigdy nie pokazała się piękna twarzyczka Iworody ni przystojne oblicze Rykawda, mimo że nielicznych wędrowców i mieszkańców okolic często w nim widywała. Kruk zdrożony lotem zawsze wracał bez żadnych wieści. Pocieszało ją jedynie to, że sama siebie i swoje dzieci wyzwoliła z kamiennego snu, i że dzięki ugodzie z boginiami dała córce i synowi na nowo życie, że gdzieś tam w świecie są i któregoś dnia któreś z nich, a może i oboje, na pewno zobaczy.

Z każdą niedzielą jednak, z każdym miesiącem żal i smutek coraz większy królował w jej sercu. Widywani w zwierciadle ludzie poczęli ją mocno drażnić swoim szczęściem i spokojem, swoim zwyczajnym bytem. Kilka razy wzywała swoją dawną przyjaciółkę Plątwę, ale ta nie pokazywała się wcale. Raz zawitała na zamek obrzydliwa starucha-ropucha pokryta bąblami, kostropata, śmierdząca. Kazała ją Czarodana przegnać psami, a te poszarpały babę do krwi.

Żaden zły uczynek nie mógł zadośćuczynić jej bólowi i ulżyć krwawiącej ranie. Wyprawiała się zatem Czarodana z zamyku i napotkanych ludzi, tabory, sioła, okrutnie turbowała, niszczyła sadyby i zasiewy, rujnowała ułożony byt. Wkrótce zaczęła też niektórym odbierać życie. I zaczęto ją nazywać Czarną Królową.

Zachowywała się jak najgorszy zbój okrutnik, a wkrótce przygarnęła też drużynę zbójecką, wielgachnych, włochatych wojów co posługiwali się jak nikt inny maczugami, nasiekami i pałkami, a mówiono o nich, że są synami Stwolinów i zwano ich Stolemami-Skołotami. Nazywano onych dzikich mężów także Pałkinami, a niektórzy powiadają, że owo wojsko Czaroduny wyrosło z pni wiekowych jodeł porastających zbocza Łysej Góry, jako dar Boruty lub samego Borowiła dla niej – Borowi Woje, Jodłowi Rycerze.

Prawda jest jednak taka, że ci Pałkini byli ze Skołotów króla Lipoka (a więc nie Wyrwijodły ani Bora Burzana) i przyszli ze stepów, by być bliżej ziemi Wędów i Mazonek, od których wywodziła się ich matka Pałuka-Stwełna. Chociaż Pałkini uważali się za prawowitych władców tej ziemi od pierwszego spotkania z Czarodaną poczuli taki podziw i szacunek dla niej i taki wzbudziła w ich sercach lęk, że bez szemrania poddali się jej niepodzielnej władzy. Złożyli też pokłon u stóp czarownego, boskiego Kruka Lasoty. Był to bowiem czas, kiedy kobiety były równe mężom, a może nawet bardziej od nich były potężne, poważane, uważnie wysłuchiwane oraz czczone. Był to też wciąż czas, kiedy o objęciu władzy i przybraniu kagańskiej czapy-czuba, nie stanowiła krew po dziadach i ojcach, lecz boskie dokonania i moc tego, który po tyrs-berło i czub-koronę, sięgał. Jeżeli wykazał się siłą, zwyciężył w biegach i pojedynkach, podjął boskie narzędzie – to słuchano się go i bano. Bano się go i nazywano panem, banem lub wodzem. Taką właśnie panią-baną, wiedźmą-wodzynią, okazawszy  Lipokowym Wojom swoją moc, stała się dla nich Czarodana.

Ludność okoliczna rychło umknęła przed złością królowej z Łyskowisły do Wiślanii, czyli z Ziemicy Łysogórskiej, nazywanej też Połuczanią, do Wisełlądu. Ziemia okoliczna się wyludniła, i tylko wyjątkowo wędrowcy ważyli się zapuszczać w te strony. Na ich miejsce sprowadzili się zaś z północy zadziorzyści, łysogłowi olbrzymowie, również nasienie Stwełny-Pałuki tyle, że z Lugiem, którzy mienili się  Łyskowicami. Z tymi Czarodana zabawiała się, by zapomnieć o bólu i wyruszała otoczona zastępami owych Łysków i Pałkinów w bój. Wszyscy mówili o złej Czarnej Królowej, jej zamku Łyszczcu i drużynie z(a)bójców Pałkinów. Z czasem zaczęto Łysą Górę (Łysiec), Łysicę, Górę Dobrzeszowską, Górę Witosławską i Górę Wida[v] nazywać Peuką, Górą Pałki, lub Górą Pałuki, a wszystkie góry okoliczne Górami Pałków lub Łyskogórami.

 [Nie znam autora tego obrazu - ale jest bardzo dobry]

Rok 6 czasu NK, Wiślania:

Odrodzenie Czaroduny według zarzycek Dengi z Tęczyna i siemionek  Matki Ziemi z Czernej

 

O Rudnie Rodów, Górze Bełta, Czarnej Jaskini i Moście Dyja

Istnieje też taka odmiana opowieści o odrodzeniu Czarodany, która przechowywana jest przez żerców Dażboga-Mira z Nitry-Mitry na Słowacji i wejunasów Strzyboga we wszych Kącinach Małopolskich, a przejęta została od pradawnych zarzycek Dengi z Góry Tęczy i kapłanek siemionek Matki Ziemi z Góry Czernej w Wiślanii.

Podług niej to nie wody Wisduny połączyły rodzeństwo i matkę zaklętą w skały, lecz sam Dyj-Poświściel. Przemierzał on Ziemicę Nurów przez całe stulecia podejmując się różnych sposobów by odzyskać swoją córkę i wnuki. Brał z ziemi przypadkowe kamienie i rzucał skałą o skałę w nadziei, że za którymś razem trafi na te właściwe. Dodola wskazała mu to miejsce i wierzył jej, że tu Boginie Pomsty zrzuciły jego córkę i jej potomstwo, bowiem stąd się ona po części narodziła.

Kiedy rzucanie kamieni okazało się nieskuteczne Dyj umyślił sobie, że pewnie boginie ukryły owe kamienie w otaczającej wszystko w tej okolicy Puszczy Czernej – Lesie Harów. Upatrzył sobie dwie góry – Rudną i Górę Bełta i wyrozumował, że je połączy kamiennym ciągiem i tym sposobem zejdzie się góra z górą. Przez całe stulecie budował olbrzymi most w Czernej między owymi górami. Było to tak wielkie mościsko, że z niego można było sięgnąć samych wierzchołków tysiącletnich buków rosnących w puszczy. Most złączył dwie góry, ale nie ożywiły się one.

Pod mostem w Czernej znajduje się jednak Jaskinia Czarna, w której Dyj sypiał. Przez ową jaskinię wiedzie ostatnie wejście w Pola Drogich Kamieni i Złote Żyły ciągnące się w podziemiach okolicy. Kto potrafi odnaleźć to wejście i zna odpowiednie zaklęcia, trafi do czterech komnat: pierwszej – strzeżonej przez skrzyste szczóropióry, drugiej – pilnowanej przez skrzyste psy, trzeciej – bronionej przez skrzystego dzika i wreszcie do ostatniej warowanej skrzystym wężem i setką żmij. Jeśli się nie zlęknie może zabrać ze sobą tyle skarbów ile zechce. Jednak jeśli tylko przez chwilę się zawaha, lub włos mu się zjeży, natychmiast obróci się w kamień.

Wielu śmiałków próbowało przejść mostem i zejść z niego w Czernej do owej jaskini, ale żadnemu się nie udało. Z tego powodu wejście to zostało zawalone wielką stertą kamieni powstałych z ludzi. Przez to też w okolicy mostu kręci się wiele powstałych z owych ludzi zduszów-skrzeni. Skrzeniowie ci jeszcze bardziej wzmagają strach, bo strzegą skarbów zazdrośnie, by się innym nie dostały.

Tylko dwa razy w roku w Święto Rodów, do których należy Góra Rudna i w Święto Świstów do których należy Góra Bełt można bez śmiertelnego zagrożenia przedostać się na most i dotrzeć do jaskini, jako że wtedy zdusze czmychają przed Rodżanicami i bogunkami Matki Ziemi Siemlianockami. Kiedy ich nie ma, da się bezpiecznie wejść do jaskini, ale żeby z niej wyjść trzeba znać odpowiedzi na zagadki zadawane przez bogunki, a też i musi się znać zaklęcia pozwalające ruszyć kamienie[x].

 

 

O Pustyni Błędowskiej – podanie żercy Olkusza z kąciny Sima

 

Kiedy się nie powiodło Dyjowi z Górą Rudną  i Górą Błęta umyślił, że Górę Tęczy połączy z Górą Ojców, Górą Wądy i górami okolicznymi innym sposobem. Kolejne stulecie zeszło mu na tarciu kilkuset skał na proszek. Ścierał jedną po drugiej i mieszał je ze sobą i tym sposobem je łączył, a kiedy i to się okazało bezskuteczne wziął Dyj ów piasek i usypał pustynię, która miała połączyć Górę Tęczy z Babią to znaczy Mokoszą Górą. Ponieważ jednak wiele gór owym piaskiem zasypał a żadna nie ożyła stracił zapał do tej pracy i zaprzestał jej w połowie. Postanowił wrócić do prostszego sposobu i znów zaczął wściekle ciskać skałami. Powiadają też, że wtedy w wielkiej złości przysypał większą część skarbów owej ziemi pustynią, a poprosił też Wądę żeby resztę zatopiła, i ta rzeczywiście skierowała wody rzeki Baby pod ziemię i zatopiła Złote Pola i Drogokamienne Groty. W dodatku przeklął tę ziemię tak, że kiedykolwiek cokolwiek z niej wykopią to nowy kawałek pustyni będzie przybywał[xi].

 

 

 

Odrodzenie Czarodany i jej dzieci według dagów Gorgonów

Powiadają święci dagowie – opiekunowie gorejącej gałęzi Gorgorzału, od której wzięło miano całe plemię Gorgonów[xii] zamieszkujących Góry Gorgony na południe od Gór Tatr-Tartarów, że w swoich wędrówkach podupadły już na duchu Dyj, trafił na koniec w Dolinę Prądnika i Wisduny. Szedł od Doliny Ojców i przewalał prątki, którymi Perun z Perperuną i synami zasypali ongi tę okolicę. Wreszcie pewnego razu, gdy na Białą Skałę Wąwelnicę rzucił tę drugą Czarną Skałę stojącą obok Wąwelu i kiedy jedna skała uderzyła o drugą, poszły iskry na wszystkie strony. Wtedy odrodziła się Czarodana oraz Rykawd i Iworoda, jako że ich uścisk był tak gorący, że skry poszły aż do welańskiej Jaskini Tronów i pękły okowy wiezionych tam duszyczek rodzeństwa. W tę samą Czarną Skałę została w końcu Czaroduna na własną prośbę, dużo później, zamieniona powtórnie. Perperuna rzuciła ją pod Wzgórza Lasoty i Wąwel.

Lęgia (Lugia) i Wędia (Wenedawa):

Rykawd-Jaryk Wdały i Iworoda-Iwna Rodina – ucieczka oraz klęska – według kudałów z Góry Kałdus-Chełm

Gdy Bóg Bogów opuścił już Ziemię, Rykawd stał się przybocznym Kreksa, Iworoda zaś ulubienicą kniazia Wędsa. Jego zwano w nowym wcieleniu Rykiem Udałym albo Jarykiem Wdałym, a ją nazywano Iwną Rodiną lub Iwną Rusiną. I było tak, że ani jednemu ani drugiemu dziecku Czaroduny nie przychodziło do głowy oddalać się ze swojego nowego domu. Brało się to stąd, że litościwa, a może właśnie mściwa Łada-Łagoda odebrała im pamięć przeszłości.

Iworoda była piękną młodą dziewczyną, której urodą zachwycali się wszyscy na dworze Wędsa. Jego małżonka Gązwa, w miarę jak dziewczyna dojrzewała, stawała się coraz bardziej zazdrosna o jej wdzięki. Iworoda wykazywała od początku niezwykłe zdolności i umiejętności. Bez trudu rozpoznawała rośliny – zioła, krzewy i kwiaty, a które raz spostrzegła – nazywała różnymi imionami. Po kształtach oraz woni rozpoznawała ich właściwości oraz moc.

Inną jej umiejętnością była łatwość wzbudzania przychylności u ludzi i ich zaufania. Chętnie jej się zwierzali, lubili ją, a ona potrafiła każdego wysłuchać i powiedzieć mu coś co powodowało, że czuł się potem lepiej. Działo się tak, mimo że była jeszcze prawie dzieckiem nie więcej niż dwunastu wiosen. Widząc zdolności dziewczyny, ale też i coraz bardziej łakome spojrzenia kniazia Wędsa ku niej, Gązwa umyśliła, że oddali niebezpieczeństwo przeznaczając Iworodę do posług świątynnych. Odsunęłoby ją to ode dworu, pozwoliło zgłębić tajemnice ziół, rozwinąć zdolności kołbienia i wróżenia z patyczków – burtowania[xiii].

Pośród Wędów-Wężów (niewielkiej na północ wysuniętej swoją osadą grupy plemiennej) znany był kapłan Chorzycy, lekar i burtnik Wols. Ci Wężowie pochodzili od wędyjki księżniczki Wolgi i króla Lipoka ze Skołotów. Wolga była jego czwartą żoną. Zamieszkiwali też z nimi przybyli tu ze wschodu Osowie (przezywani przez Wędów i Lęgów Sromotami) z matki Ostny i króla Karpoka. Okół, w którym po społu żyli, zwał się Osiów.

Wols był jednym z licznych synów Lipoka. Zjeżdżali do niego ze wszej Słowiańszczyzny chętni wiedzy o wierze i przyrodzie, poznania kirów i dziejów świata oraz pochodzenia ludów, a także którzy chcieli poświęcić swój żywot bogom i obcować z ich wysłannikami. Węds nie bardzo był rad pomysłowi Gązwy, ale przychylił się do niego chcąc, by dziewczyna bardziej jeszcze dojrzała i rozwinęła swoje zdolności. Posłano więc Iworodę do osady Wężów oraz Sromotów-Osów i do kąciny Chorzycy w owym Osiowie nad rzekami Drwęcą i Osią.

Iworoda rychło okazała się najzdolniejszą z uczennic Wolsa. Poświęcał jej wiele uwagi i czasu. Razem wyprawiali się w tajemne zakątki zbierając zioła na leki i zioła do wróżb. Wols wtajemniczał ją w czarowne praktyki pozwalające przez zmrożenie lub inne działania zachować rośliny niezmienione co do właściwości nawet w gorące pory i nawet przez całe lata. Przekazał jej wiedzę jak wyciągać z nich soki i najgłębsze isty, zbierać właściwe części właściwych roślin, przerabiać je, ucierać, mieszać, suszyć sporządzać syropy, słodkie i gorzkie napary, czarne i białe moście.

Z czasem poczęła się wyprawiać sama, także w księżycowe noce, albo w pełnię, albo w młody księżyc, a nawet w nów, jeśli tego wymagała sztuka warzenia ziół. Powiadano również, że za plecami starego Wolsa na własną rękę poczęła zgłębiać czarną wiedzę i kumać się z ciemnymi mocami. Podobno prowadzona bezpośrednio za rękę przez samą Chorzycę, a czasem przez jej pomocnice jagi-jędze, poznała możliwości szkodzenia, za pomocą roślin i zaklęć, wszemu co żywe. Wśród zazdrosnych o względy Wolsa uczniów kąciny Chorzycy opowiadano też o jej nocnych wyprawach i przyjaźniach nawiązanych z mątwami, męcicami a też i z samą Dodolą. Rzeczywiście nie wiadomo jak posiadła Iworoda umiejętność kołbienia, czyli wróżenia z lotu ptaków, co do przyszłości, a także jak to się stało, że potrafiła przepowiadać zdarzenia.

W tym czasie Rykawd uczył się u boku swego przybranego ojca Kreksa. Był bardzo pojętnym czeladnikiem w pirackim rzemiośle, szybko zgłębiał tajniki żeglowania we dnie – na słońce i chąśnictwa nocą – przy gwiazdach. Jeszcze szybciej przyswajał sobie tajniki posługiwania się bronią, walki burta w burtę, czy ataku przy pomocy taranowania. Znać było, że płynie w jego żyłach krew starych królów, a także bohaterów – ziemskich synów bogów. Wkrótce Kreks ani się umiał ani chciał bez niego obejść. Spędzali długie tygodnie na morskich wyprawach w dalekie północne krainy. Z niewielką drużyną zbrojną w topory, haki i piki docierali, gdzie zdawało świat się kończy. W ziemie chłodne, okryte wyłącznie wrzosowiskami, rozłożone na samym zachodzie na skalistych wyspach, w zawiłe morskie ujścia i zatoki, ciągnące się niczym Ognista Piekielna Rzeka, między urwiskami i nawisami skalnymi, przez wiele setek stajań. Docierali do Wielkiej Ziemi Lodowej i Krainy Królowej Śniegu, skąd tylko nielicznym udaje się wrócić, bowiem stamtąd wiodą Bramy prosto na Welę.

Lęgowie z ich plemienia nie chcieli się jednak osiedlać w ziemicach odkrywanych przez Kreksa, ani nie polubili żeglarstwa. Drużyna Kreksa zmieniła więc znacznie skład. Tworzyli ją w końcu sami okrutnicy, zbójcy, zabijacy, srodzy wojowie zarówno z Lęgów jak i Wędów czy Istów. Najwięcej było wśród nich Wędów Wolsa i wyspiarzy Ozylów z Istów, zdarzało się jednak nawet, że podczas wypraw ku wschodowi dołączali do drużyny ciężcy wojownicy Burów uzbrojeni w młoty i kleszcze. Wędowie najbardziej palili się do wypraw morskich.  Mogli żeglować miesiącami i gnała ich naprzód jakaś wielka chęć odkrywcza. Kreks zazdrościł Krwędysowi jego poddanych i nieraz nawet myślał sobie po cichu, że chętnie by swoich z nim zamienił.

Kreks od pewnego czasu turbował się o swój lud. Powiadają staruchowie bogini Drasznicy- Radorady i kapłanki Licho z Kałuża-Kalisza, że miano ludu Lęgów wcale nie poszło od pierwszego ich ojca Kreksa-Luga, lecz od jednego z jego synów, który nosił miano Lęg, lub Lęch. Ten właśnie syn, co miał być jego prawowitym następcą najbardziej martwił Kreksa. Ani mu się podobały morskie wyprawy, ani tęsknił do zdobywania lądów, ani miał duszę odkrywcy. Jakby stworzony do jarzma podchwyconego kiedyś z ziemi przez króla Zariwa, uwielbiał Lęg grzebać się w glebie, w glibieli, w błocku, chadzać po łęgach, odwracać skiby oradłem i siać ziarno dla coraz to nowych upraw. Co gorsza, w większości, jemu zdawali się dawać posłuch, współplemieńcy. Odwracali się więc Lęgowie plecami do morza i w ogóle do wody, wchodząc coraz głębiej w ląd, w bory, karczując je i przemieniając w pola uprawne. Coraz bardziej z każdym rokiem obawiał się Kreks utraty władzy i utarczki między Lęchem a jego przybranym bratem Rykawdem, którego po prawdzie chętniej by na tronie nad Lęgami widział niż pierworodnego. Kiedy po raz kolejny Lęgowie odmówili Kreksowi, gdy ten zażądał żeby dali obsadę czterech nowych łodzi, rozeźlił się władca. Zamiast żeglować poszli oni znowu w bory karczować nową polanę. Postanowił więc posłać za nim drużynę dowodzoną przez Rykawda.

Wszędy bogowie bywają,

zakątek każdy w pieczy swej mają.

Nic co powstaje po świecie

poza ich wolą nie dzieje się przecie.

Takoż i tym razem Rykawd – Jaryk Wdały, nie nawykły do lądu i boru, choć doskonale po morzach żeglował, w lasach się ze swoją drużyną pogubił. Powiadają mędrcy z kąciny Mokoszy w Lądzie[xiv], że to ona pokręciła drogi Rykawda, przy pomocy swoich męcic, które spowiły ciężką ćmicą na trzy dni całą puszczę. Po sześciu księżycach wędrówek, wciąż nie znajdując Lęgów, ani nie umiejąc trafić na brzeg morza znalazł się Rykawd z wojami w czarownej okolicy. Kolejnego dnia o zachodzie słońca dotarli do gołego wzgórza, z którego widok się szerszy roztaczał, na łuk rzeki i niewielką polanę. Nad lasem snuł się dym z jakowegoś ogniska. Czem prędzej kazał Rykawd bieżać w stronę zakola pewien, że ktoś tutejszy, lub będący wytrawnym wędrowcem, pokaże im właściwą drogę. Lecz noc ich zastała, a do owej polany nie doszli. Za to kolejnego ranka z boru wyszedł prosto na nich ślepy starzec. Siwiuteńki był, z kosturem i oczkurem w dłoniach. Poprosił go Rykawd o pomoc, by go doprowadził na polanę. Okazało się, że prawie na niej byli, ale się wciąż w koło kręcili. Starzec, kiedy ich przyprowadził, na powrót w bór zawrócił.

Nie wiedzieli, że znaleźli się nad rzeką Osią, w ziemi plemienia Wężów z ludu Wędów. Jeszcze nim weszli w obszar polany doleciał ich przepiękny i tęskny śpiew dziewczęcia, równy o ile nie czarowniejszy, od pieśni czetlic w przyskalnych wirach na morskich, zaklętych pustkowiach. Jakież było zdziwienie wojowników, gdy okazało się, że na tej polanie sama jedna słodka i piękna dziewka przebywa, a prócz niej jeno jaskółki, kukułki, sikory, łanie i jelenie. Zapytał ją Rykawd, jakie jej imię, ale jeszcze nim mu odpowiedziała ich spojrzenia spotkały się i oczy obojga tak zaskrzyły, że aż cała polana pojaśniała i pokraśniała. Zaniemówili wojowie patrząc na jej urodę, powab i dumną postawę, zastygli niemal jak głazy porażeni jej krasą i boskim śpiewem.

Rykawd od razu poczuł żar niewyobrażony i serce uderzyło mu jak młot. Od jednego wejrzenia pokochał Iworodę. Już samo jej imię brzmiało mu słodko, jakby wspomnienie matczynej piersi. Nie inaczej czuła to Iworoda. Gdy Rykawd spojrzał na nią zadrżała, a każde wypowiedziane przez niego kojącym głosem słowo, wprawiało ją w jeszcze większe drżenie. Jego imię było jak wspomnienie spokojnego domostwa pod dębem, jak ogień grzejący izbę w mroźną noc, jak mocne ramię, na którym zawsze można się bezpiecznie wesprzeć. Nie poznali się młodzi, bo i nie mogli, wszak wszystko zapomnieli, ale poczuli ku sobie tak wielką miłość i pociąg, że nic już nie mogło stanąć na drodze do ich zbliżenia.

Kiedy Wols się dowiedział co zaszło, wielce się zmartwił, bo miał dobrze w pamięci uczucia Krwędysa i jego zamiarunki. Rykawd od razu posłał jednego z wojów, wskazaną przez Iworodę drogą do Garzu na Ruję (gdzie ze dworem Kreks przebywał), z wiciami, iż z panną zaślubioną z borów wraca. Wraca jak najszybciej, jeno wpierw na dwór Krwędysa, z którego ona pochodzi, zajść muszą, by o rękę prosić.

Iworoda nie była świadoma, jak bardzo miał ją na oku przybrany ojciec. Kiedy tylko dotarli na dwór Wols uprzedził Krwędysa jak się sprawy mają. Kiedy Rykawd – Jaryk Wdały poprosił, następnego dnia Krwędysa o rękę panny, ten odmówił mu stanowczo. Nadmienił przy tym, że mógłby się zastanowić nad zmianą zdania, gdyby Rykawd wykonał Siedem Prac: zdobył ptaka-gadaka o którym Krwędys w Gołębiej Księdze wyczytał, dobył święty kamień Światyr z głębin morza Błotyckiego, wykradł Bursztynową Izbę z nocnego zamyku Swarożyca zatopionego we wodach jeziora na zapadzie, pokonał Zielonego Czara o Wodnej Tarczy i przyniósł mu ją, pokonał Czerwonego Czara o Ognistej Traczy i wyrwał mu wątrobę i przyniósł ją na zielonej tarczy[xv], i jeszcze….

Rykawd nie słuchał go dłużej, choć udawał, że słucha i przyrzekł, że następnego ranka ruszy wykonać pierwsze zadanie. Krwędys nie kazał trzymać straży pewien, że panna, choć płakała, to uszanuje jego wolę. Zadowolony, że Rykawd zgodził się tak łatwo wykonać niewykonalne przecie zadania, legł twardym snem. Tymczasem Rykawd – Jaryk Wdały szepnął Iworodzie – Iwnie Rodinie, tylko jedno słówko. A gdy księżyc zszedł nisko z nieba, i pociemniało w borach, wymknęli się ze dworu Krwędysa.

Ruszyli ku Garzowi z wojami Ryka Udałego.

Jak Lęgowie naszli Wężów, Wędowężowie najechali Nurów, a Nurowie nawiedzili Budynów – według kącin Łyskowickich

Rankiem, gdy tylko odkryto porwanie panny, rozwścieczony Krwędys wraz ze zbrojną drużyną rzucił się w pogoń za Rykawdem. Było wśród Słowian we zwyczaju zaślubianie panien przez umówione porwanie, przeto gniew Krwędysa mógł dziwić. Uciekinierzy mylili tropy i zakolami szli w kierunku wyspy. Po kilku dniach ich czujność spadła. Którejś nocy nie czekając błogosławieństwa żerców kapiszty Świętowita młodzi pobrali się. Była to noc kupalna, święta – oboje nie chcieli dłużej czekać. Nad małżeństwami zawartymi tej nocy, dwudziestego czwartego dnia czerwca, szczególną pieczę mieli Dziewowie i Rodowie. Zatem były skoki nad ogniem i puszczanie Wianka strumieniem, a potem para wymknęła się na poszukiwanie Kwiatu Papródzi. Takoż stało się z tym małżeństwem królewskim, że tej nocy znaleźli ów kwiat czarowny, i poczęty został ich potomek, syn – Drak.

Następnego ranka drużynie Krwędysa udało się na tyle zbliżyć do uciekających, że jeszcze żarzyły się gorące ogniska po postoju tamtych. Postanowił Krwędys wyprzedzić zastępy Rykawda i uderzyć niespodzianie od przodu. Jak umyślił tak zrobił. Zaskoczenie było tak wielkie, iż w boju z ręki Krwędysa poległ sam Jaryk Wdały (Ryk Udały – Rykawd), a i większość jego wojów oddało życie. Iwna Rodina (Iworoda) pogrążyła się w rozpaczy, ani chciała słyszeć co jej prawi Krwędys. Pozornie poddała się i pozwoliła powieść z powrotem na dwór. Zbiegli niedobitkowie drużyny Rykawda po tygodniu dotarli do Garzu i opowiedzieli wszystko Kreksowi. Tak dusza Rykawda, nazywanego w drugim wcieleniu Jarykiem Wdałym albo Udałym Rykiem ponownie wróciłą do Jaskini Tronów.

Kreks zapałał żadzą mordu i poprzysiągł wróżdę Wędom. Zebrał wielką siłę i ruszył ku sadybom Wężów Wolsa. Usłyszawszy o niezliczonych zbrojnych zastępach Lęgów, co weszły w Ziemicę Wędów, a mordują nie znając litości każdego kto wpadnie im w ręce, takoż kobiety i dzieci, zląkł się wielce Krwędys i zebrał tych co zostali do ucieczki. Na czele ucieczki postępowali najbardziej zagrożeni Wężowie, a między nimi ukrył Krwędys brzemienną Iworodę (Iwnę Rodinę-Rusinę). Poszli w kierunku Wisełlądu, i tym to sposobem weszli Wędowie-Wężowie na Ziemicę Nurów, ale po drodze stała im Łysa Góra, Łyszczec na niej i Czaroduna z jej Pałkinami, Łyskowicami i Harami.

Któregoś ranka pokonawszy trzysta sześćdziesiąt i pięć stopni na szczyt tumu i skierowawszy ku północy swoje zwierciadło zobaczyła nagle Czarodana swoją córkę i poczuła jeszcze większy ból niż zwykle, ból który bił z istu Iworody.

W jednej chwili zobaczyła wszystko. To, że jej syn nie żyje, że zaślubił córkę i że poczęty został w onej córki trzewiach potwór. Wiedziała, że przyjdzie do strasznej bitwy z Krwędysem. A było to w czasie, kiedy bezlik Pałkinów z Chrobrami-Obrami i Charwatami oddaliła na południe. Sława Pałkinów Czarodany była wtedy wielka nie tylko pomiędzy Słowianami, ale i wśród Istów i Skołotów.

Było tak, że przyszło na Łyszczec posłannictwo od Kyja Rusego – Kruka Budynów, którego z kolei prosili Skołoci-Haralędowie, wielcy przyjaciele Dachów z Czarnych Gór Kauków, o pomoc w walce z wielkim wodzem i królem Ozierów (Asyryjczyków) Sargonem. Było to w roku 95 Starych Czasów Nowej Koliby, kiedy Ozieryjczycy-Kozeryjczycy (Asyryjczycy) sprzęgli się z Miodewami i Kumorami. Kumorzy osiedli w Prygji Małomazjatyckiej i ułaskawieni przez Karpoka, mieli nadzieję, że jeszcze się od Sistanu wyzwolą i odbiją swoich kowali z niewoli buryjskiej, więc przeciw Skołotom kolejny raz stanęli. Dała zatem Czaroduna Skołotom i Budynom swoich Pałkinów, Łyskowiców i Harów pełną moc i wtedy w bitwie Kozerowie (Ozierowie, Asyryjczycy) z Miodewami i Kumorami zostali pokonani, a śmierć kniagina Rusy I w Mokszyszu  została pomszczona.

Zachęceni zwycięstwem pomyśleli Skołoci-Pralędowie i Budynowie, że jeszcze większe siły zbiorą i zdobędą Bogtoharię, Syry Kraj i Jugę-Judewię a może nawet Zawaryn w Mlekomedirze albo i stolicę Kozerów-Ozierów (Asyryjczyków) Nieniwę. Jeszcze raz więc dała Czarodana wojów swoich i została przy niej jeno garstka do obrony Łysej Ziemi.

Nad Czarodaną czuwał jej ojciec Dyj, którego jako Płakosza obrano kapłanem Wiary Przyrody, wielkim zniczem-kaganem Świętej Góry. I zwołał Płakosz swoich popleczników bogów kącin Góry Pałki: Lela, Polela oraz Dzieldzieliję. Wzniósł on z Czarodaną wypróbowane modły – wezwanie o pomoc, które sprawdzały się już wiele razy pomiędzy bogami:

O Miłości, ciebie, ciebie na pomoc tu wzywam,

Której dobrotliwości od wieków nie zażywam

Która okowem spinasz gniew spornych żywiołów

Duchem swym sięgając Nawi i Wokołu

Przybądź Wielka Pani z mieczykami stoma

W krasie kwiecia płenej, co oręż pokona

Niech kadzidło wonne bitwę tę okryje

Niech sczezną w Otchłani mściwe Weli Żmije

Harowie jednak w tym samym czasie złożyli krwawe ofiary z trzystu trzydziestu i trzech Kozyryjczyków (Asyryjczyków), którzy dali głowy pod świętą pałkę Peuke-Pałłukę. Tym sposobem zyskano z jednej strony łaski całego rodu Rodów i Kupały z Dziewaną, jednakże wplątano w całą sprawę Morów. Najdziwniejsze, że pomoc swoją okazała też Zorza i Daba-Dobra, Bogini Jasnego Nieba. Zorza rozświetliła noc, a Daba oślepiła wrogów Czaroduny swym blaskiem. Także Strzybogowie wspomogli wyrodnego swego syna, Dyja. Najważniejszym jednak sprzymierzeńcem Czarodany stał się Chors, opiekun wiary przyrodzonej i główny bóg Harów. Biały Kruk Lasota przywołał z Weli olbrzymi rój ptaków – były to lelki, sowy, kaczki i skrzyste kruki. Gdyby nie Chors i Pogoda-Matka Ptaków, nie mogłyby one wyfrunąć z Wyraju.

Z garstką swych zastępów ruszyła Czarodana odważnie na wrogą hmarę. Broniąc północnej rubieży Ziemicy Nurów chciała odbić swoją córkę. Sowy i lelki rzuciły się za nią na Wędów kalecząc krawo ich twarze i wydziobując im oczy. Może jej zaskakujący atak by się powiódł, gdyby nie przeciwdziałanie, jak zawsze czujnych, Bogiń Pomsty. Spętały one nogi koniom Pałkinów, a upadłszy z grzbietów wierzchowców ciężcy Pałkinowie stali się bezbronni. Wycięto ich w pień.

Na skrzydłach dziesiątków skrzystych kruków i w ramionach wichrów, Czarodana, a z nią również ciężarna Iworoda, zostały wyniesione z pola bitwy. Ponieśli je krukowie na Wąwel Kraka-Nura. Perperuna z bezsilnej wściekłości nakazła swemu mężowi Perunowi pod groźbą, że go już nigdy do łożnicy nie wpuści, roztrzaskać Łyszczec w pył. I tak się stało. Chwilę po wielkiej bitwie przybyły pod górę zastępy Kreksa. Ten, zoczywszy jak bogowie sieką góry czyniąc nieprzebytą zaporę z ognia błyskawic, a z nocy dziełając dzień, zrezygnował z wróżdy[xvi].

Tak to uszedł Krwędys ku Wawelowi. Powiadają, że w ową noc ognia, sama Perperuna zstąpiła do łoża Kreksa i przekonała go, że uczyni z Wędów po wsze czasy sługów morza. Dlatego Kreks zawrócił i poniechał Krwędysa. Bogini wypełniła swoje przyrzeczenie i z tego powodu Wędowie od wieków przemierzają morza i rozmaite ziemie, a nigdzie nie mogą zostać na dłużej, żeby założyć swoje królestwo.

Krwędys jednak po zburzeniu Łyszczca, musiał pokonać Kraka-Nura, bo inaczej mógł być pewien zemsty Nurów, zwłaszcza Harów, Łyskowiców i Pałkinów – kiedy tylko zbiorą siły, a też pewnie po bratersku stojących za nimi Budynów i Pralędów (Haro-Lędów).

Krak nie przyjął na swym dworze dzielnej Czarodany lękając się, że ściągnie na cały lud Nurów pomstę boskich zastępów. Oddano jej skałę zwaną Wąwelnicą, tuż obok Wawelu. Postawiony tu zamyk nazwano Carodunonem. Czarodana i Iworoda-Iwna Rodina objęły go we władanie przypływając spod Wawelu na łodziach ciągnionych przez skrzyste kaczki. Towarzyszyli im Chrobrowie, Charwaci, Chrobaci i resztki Pałkinów.

Kiedy nadeszli Wężowie Krwędysa Krak podstępem odwrócił ich atak od Wawelu, udając wielką ucieczkę plemienia na Ziemicę Budynów. Wiele plemion nurskich ruszyło wtedy w drogę ciągnąc wozy rodzinne. Zostawili wszystkie nieruchomości i posiadłości, domostwa i spichrza. Na odwieczną sistańską modłę wojenną pozatruwali wody i spalili plony. Szli tak aż pod Gleń, główny gród Budynów. Krwędys nie namyślając się obszedł Wawel i Wąwelnicę, i ruszył za nimi.

Pod Gleniem Nurowie wsparci przez wracające znad Donu harmie Łyskowiców i Pralęgów (Haro-Lędów), nagle stawili czoła wrogom. Wspólnie z resztkami Pałkinów i Chrobatami Czarodany pokonali w ciężkiej bitwie Wędów-Wężów i drużyny innych plemion wędyjskich, które musiały się wrócić do siebie jak niepyszne.

Prawią też co poniektórzy, że Krwędys w wielkim strachu sam już nie wiedział czy kogo goni czy też ucieka i łatwo wpadł w urządzoną przez Nurów i Budynów zasadzkę pod Gleniem-Gołuniem. Krwędys cudem w tym boju uszedł z życiem, ponoć także za sprawą Perperuny. Jest to możliwe, bowiem ona właśnie najbardziej zapiekła była przeciw Czarodanie i najbardziej rada z nieszczęścia, jakie Krwędys wyrządził Iworodzie. Ona jedna wciąż wyczuwała bunt Czarodany i jej gniew. Być może też, że to ona z pomocą Mokoszy pchnęła ku sobie Rykawda i Iworodę.

Otoczony przez wojów i dźgany pikami Krwędys padał już z wyczerpania i upływu krwi, gdy znikąd zjawiła się Skrzysta Krowa-Żubrzyca i wyniosła go z pola walki na własnym grzbiecie. Wędowie poszli w rozsypkę i rzucili się do ucieczki.

Wiele kącin i gromad kapłów powiada, że te sprawy właśnie rozegrały się za czasów wojny skołocko-kozeryjskiej przeciw Sargonowi Drugiemu.

 

 Anna Lea Meritt – Świetliki

96 rok czasu NK – Nuria, Budynowia, Skołotia, Oroja:

Wojna Nurów i Skołotów przeciw  Wędom Wężom, Budynom i królowi Sargonowi Drugiemu – według kącin Nurusów – czarodziejów z Caroduny i żerców z Krakotynu, Nawaru oraz z Kijowa

Powiadają czarodzieje kąciny Chorsa i żarzyce kąciny Swaroga z Kopca Kraka i ze Wzgórza Lasoty, a też potwierdzają te słowa żercy Ludu Nurów z Nawaru, że nie od Kruka Kyja Budy Rusego z Glenia przyszła prośba do Czarodany o wojów, lecz od samego Kraka-Nura z jego Krakotynu.

Nurowie poczatkowo byli bardzo niechętni udziałowi w wojnie przeciw Kozeryjczykom i Miodewom. Po pierwsze cenili Miodewów, po drugie uważali za nierozsądne, aby drażnić tak wielkich mocarzy, jakimi wtedy byli Kozerowie-Ozierowie. Jednakże byli też Nurowie sprzymierzeni w onym czasie ze Skołotami-Sromotami z Osiowa, synami i córami Królowej Wędów Ostny i Karpoka ze Skołotów[xvii]. Królowa wędyjskiego plemienia Wężów została, którejś nocy porwana z leży nad Osią przez  kniagina Karpoka. Z ich związku zrodzili się władający plemieniem owiż Sromotowie, nazwani tak dlatego, że związek Ostny z Karpokiem wielką troską i sromotą, czyli zgryzotą napawał Wężów-Serpętów.

Sromotowie władali już w tym momencie dziejów kilkunastu szczepami. Występowali zaś w wojnie wspólnie z Ispolinami, Sporami i Harolędami (Pharalędami) a także sprzymierzonymi innymi plemionami Skołotów, Dachów i Mazów przeciw oddziałom króla Sargona II (napierającym na Oroję Rusy I, Hruszję i Swanetię w Czarnych Górach Kauków).

Z Ozeryjczykami (Asyryjczykami) Sargona sprzymierzyli się wtedy Miodewowie, Kumorowie i Mynżanie (Manijczycy),  którzy ulegli namowom ozeryjskim i zapomnieli komu podlegają na mocy więzów krwi lub złożonych dani. Wspólnie owiż zaatakowali Lędię w Małej Mazji. Ci skołoccy sprzymierzeńcy Sargona tłumaczyli się, że nie mogą iść za prawowicie panującym władcą – kaganem Karpokiem i za kaganbogiem Lipokiem, jako że król Sargon wziął zakładników i zagroził, iż wymorduje w pień możne rody w Mynżanii (Manie) i w Miodewii, gdy tylko zwietrzy cień zdrady. Kumorowie zaś z Prygji, gniew nosili w sercach do Skołotów po dwukrotnym poniżeniu i utracie Kowalów, których pognano w śnieżne krainy Burów i Istów. Nurusowie, Ispolinowie, Sromotowie i Pharalędowie postanowili jednak skończyć ze zniewieścieniem Miodewów, raz na zawsze nauczyć Kumorów komu podlegają i utrzeć nosa nabzdyczonym Mynżanom (Manijczykom). A uczynić to wszystko można było tylko wracając do sposobów działania kagana Kołaka.

Pharalędowie powiadają, że Budynowie początkowo tylko pozornie zgodzili się współpracować ze Skołotami, zaś skrycie wzięli stronę Miodewów, jako że ówcześnie panujący królewski ród u tychże, czerpał korzeniami od krwi wojowniczki Miodewny – Mazonki, córki Ojca, króla Gołgolidii, a później żony Romaja Jędzona i kniagini budynowsko-dachijskiego plemienia Bytyńców Wielkich.

Nie mamy pewności co do prawdy przedstawionej powyżej, jako że Budynowie i Nurowie uchodzą za odwiecznych przyjaciół i dziwi nas, iż wojowie Kyja Rusego wystąpili przeciw współbraciom, zwłaszcza, że chwilę potem połączyli się oni w jeden Lud Nuruski. Jednakże przedstwiamy tę opowieść w kształcie podawanym przez żerców nuruskich ze świątyni Śwista i Pogwizda z Krakotynu oraz żerców świątyń Podaga i Pogody z Nawaru, a także czarodziejów Kapiszty Krainy Księżyca z Caroduny i Strzyboga z Kijowa. Zastrzegamy jednak, iż nie wiemy dlaczego kapłani Wiatru, Pogody i Księżyca uważają wodzów Budynów od kniagina Kyja Rusego za zdrajców, a Burów za sprzymierzeńców, podczas kiedy inne świątynie podają te dzieje inaczej. Przytaczamy ten opis mimo wszystko, jeśli bowiem Sakowie z Sokodawy mogli wystąpić, w o dwieście lat późniejszej wojnie, u boku perskiego króla Darjusza I Wiekiego[xviii] przeciw innym Skołotom, więc przyjmujemy, że mogło to się wydarzyć i u Słowian dwieście lat wcześniej. Możliwe jednak, że tymi trzema kącinami rządzą jakieś inne, ukryte powody złości przeciw Kyjowi Rusemu, albowiem zdanie ich jest zadziwiająco zbieżne z opisami tej wojny wykonanymi przez kłamliwych Romajów.

Ponieważ Nurowie główne siły, w tym i Pałkinów Czaroduny, skierowali do Małej Mazji, do walki z królem Sargonem II, tylko resztki ich wojsk stanęły naprzeciw Wędowężów pod Łysą Górą. Stąd wzięła się klęska Czaroduny, i stąd rozbito zamyk Łyszczec.

Kiedy Budynowie odwrócili się od Skołotów podczas bitwy w Czarnych Górach Kauków, w Ziemicę Budynów natychmiast weszli Nurowie, ale nie w pokoju, lecz jako w ziemię wrogą, sprzymierzoną z Miodewami. Jednakże wszystkie zadrugi budynowskie z całym dobytkiem uciekły na pustkowia północy, pozostawiając pustosz i spaloną ziemię. Budynowie posunęli się do rozpaczliwego czynu – całkowicie spalili i zniszczyli swój główny gród, dumę wszystkich plemion budynowskich, słynny z kapiszt i wyroczni Gleń-Gołuń.

Przez ich działania Ozeryjczycy (Kozerowie) zdobyli obwar Mokszysz[xix], zaciekle broniony piersią kniagina Rusy I, który w ruinach Tweru, otoczony zewsząd przez wroga, przebił się mieczem, ginąc śmiercią wielkiego wodza.

W końcu Budynowie, Mynżanie (Manijczycy), Kumorowie-Prygjowie i Miodewowie zostali jednak pokonani przez Skołotów, w stepach u brzegu Morza Koszów, ale stało się to głównie dzięki Mężożercom i Czarnosiermiężnym z Ludu Burów, którzy w ostatniej chwili przyłączyli się do bitwy. Bitwa była zaciekła i krwawa, a król Sargon II zginął ścięty w boju harapem walecznego Hary Szczyrowoja.

W wyniku wojennych zawieruch Wędowie zajęli połowę Nurii i ani myśleli się z niej wynosić. Budynowie zaś ponieśli ciężkie straty w ludziach. Wiele plemion budynowskich za tę zdradę Nurowie wzięli w całości w niewolę. Wiele uciekło do Małej Mazji do swoich współbraci w Bytynii, Kąpodachii, Pawiolęgonii, Mirnie, Oroji i Cieplenicy. Kyj Bud Rusy z wiernymi wojami na długi czas ukrył się w Górach Kamiennych u Tuńdraków pod Górą Kary, nad Karą Rzeką, u brzegu Wyspy, w zimnych zatokach i na urwistych klifach Morza Ukora. Tutaj odbywał pokutę, nie odważając się przejść na południe od linii obwaru w Kamieniu.

Kruk-Nur przeniósł swój dwór w sam środek Ziemicy Czarnoruskiej i Poleskiej, pomiędzy plemię Nurzyców, nad rzekę Nurzec do grodu Nawar – Nawaron[xx], skąd łatwo mógł czuwać także nad całą rozległą Ziemicą Budynów.

Odcierpiawszy swoje winy Kyj Rusy, jeszcze dwa lata wyczekiwał po śmierci Karpoka, nim nie otrzymał z rąk nowego kagantyrsa Królestwa Sis – Lipoka, zgody na powrót do swojej ziemi. Przybył nad Danaper, a potem do Nawaronu i ukorzył się przed Krakiem Nurem. Zawarli umowę, że stworzą jedną ziemię i jeden lud – Lud Nuruski, i póki żyją będą nim władali razem – Nur jako tyrs, a Kyj jako kapła.

Po tym akcie Krak Nur nie władał już długo. Wkrótce pomarł z poczucia okrutnej klęski. Nie mógł przeboleć utraty Caroduny. Nad Budynowią i wschodnimi ziemiami Nurii objął władanie jako tyrs Kyj Rusy a kapłanką uczynił Czarodanę. Przystąpił też niemal od razu do odbudowy Glenia.

Ciało Kraka Nura za zgodą Wieloty, nowego władcy Wiślanii i Łyskowisły – Łysej Ziemi,  uroczyście przewieziono na Lasotę i tu pochowano.

Potem, za rządów Kraka III Żabika-Zobera, usypano opodal jego grobu kopiec, który stał się Kopcem Swaroga i Chorsa oraz kurhanem pierwszego władcy tej Ziemi – Kraka-Nura[xxi]. Niektórzy dziejopamięciarze powiadają jednakowoż, że Nur przeniósł się razem z Karopanami do Orzawy w Małej Mazji, do tamtejszego grodu Nawar.

Część kapiszt uważa, że te sprawy i bitwy zaszły tak późno, najwcześniej około 180 roku a najprawdopodobniej bliżej 260 roku Nowej Koliby, że pierwsi Krukowie już nie żyli, a owe bitwy i przygody dotyczą ich wnuków. Zatem Nur, o którym tutaj mowa byłby już Nurem III. Wiślanię zdobywać musieliby następcy Krwędysa a nie on sam, a po stronie Lęgów występowałby co najwyżej Lęch, albo Lech II, a nie sam Lug. Cała rzecz musiałaby się przy tym założeniu rozgrywać przecież w okresie władztwa tyrsa Widana znanego z zapisów jako Widantyrs, oraz za czasów króla Skobka z Isepodonów i tyrsy Tasaka, a więc w roku 286 czasu Nowej Koliby, kiedy wybuchła wojna z Darjuszem I Wielkim.

Większość kapiszt i kącin oraz gromad kapłańskich Wiary Przyrody jest jednak przekonana – i taką wiedzę przekazuje potomnym – że działo się to jeszcze przed czasami perskimi, w czasie wojny z kozeryjskim królem Sargonem II, lub jeszcze nawet i przed nim, około 70 roku Nowej Koliby. Tyle, że wcześniej władał przecież jeszcze sam kniagin Kołak, a te wydarzenia miały na pewno miejsce za czasów władania Karpoka i Lipoka, a nawet następcy Lipoka – Isepoka. Na pewno też właśnie w czasie wojny z Sargonem II, w roku 86 Nowej Koliby, po ataku Kozeryjczyków została przez nich zdobyta Oroja, a jej skołocki władca, Rusa I popełnił samobójstwo w ruinach własnego grodu Mokszysz.

To wtedy Skołoci – podkreślmy: według większości kapiszt – po raz pierwszy nie na żarty zmierzyli się z Kozeryjczykami. Po raz pierwszy też sprzymierzyli się wojennie z Kumorami z Pragii-Frygii (Pryngji), gdy ci poczuli że jeśli się nie odwrócą od Miodewów, to zostaną przez Skołotów wycięci w pień, i to całymi rodami. Dlatego w 95 roku Nowej Koliby stanęli u boku Skołotów i pod wodzą tyrsy Lipoka ostatecznie pokonali Sargona w wielkiej bitwie, w której tenże zginął.

Tak to wygrali Skołoci owo krwawe starcie, wyrzucając po krótkim czasie wrogów z Oroji i wzbudzając w ich sercach lęk. Ów lęk przerodził się następnie w szacunek, a owoż poszanowanie przyniosło wkrótce długotrwały sojusz.

Zdaniem większości kapiszt, nieporozumienie, które przenosi w czasie owe wydarzenia do czasów Darjusza Wielkiego, jak zwykle wywołali swoimi kłamliwymi zapisami dziejów, Romaje[xxii].

Jednak stare podania stwierdzają też, że żywot Pierwszych Kruków Nowej Koliby był niesłychanie krzepki i rozciągał się co najmniej na dwa koła wieków, a to oznacza możliwość osiągnięcia sędziwych 108 roków, przez każdego z nich.

 

 

100 rok czasu NK, Nuria:

Złe skutki wygranej wojny, czyli władztwo Wędów nad Górą Wąwel

Wędowie osadzili swojego kniazina na skale Wąwelskiej. Czarodana ze swoimi wojami uciekła tylko sobie znanymi ścieżkami na drugą stronę Wisduny-Wisły – na Lasotę, wzgórze Białego Kruka gdzie nachodziła się jego świątynia. Drak pozostał na nizinie u stóp Góry Wawel, pomiędzy licznymi wąwozami i skałami, w których roiło się od jaskiń. Cała okolica Wawelu i ziemie na zachód od niego to wapienne skały poorane korytarzami i rozlicznymi grotami, nie raz łączącymi się w skomplikowane systemy, co sprzyja prowadzeniu tu długich partyzanckich bojów[xxiii]. Dlatego nazywana była ona także Wądoliną Prądnicką, Krakowską albo Chowańską (Częstochowską). Ziemica Nurów została na długi czas podzielona. Nad Wiślanią i Łysą Ziemią zapanowali Wędowie Krwędysa. Ci chcąc upokorzyć Nurów nie oddali Caroduny pod bezpośrednie rządy kaniazinowi wędyjskiemu Wielocie, lecz wyznaczyli namiestnika.

Wędowie nie uznali też władztwa Czaroduny za prawowite. Także potem, kiedy pomarł już Kyj Buda Rusy w 102 roku Nowej Koliby, nie uznali królowania przez Czarodanę i Iworodę-Iwnę Rodinę nad Caroduną, Ziemią Mogilan, Górami Harów, Rusią Czerwoną oraz Wołyniem i Polesiem. Nad resztą Wiślanii i tymi ziemicami Nurów, które były w ich rękach ustanowili swojego zwierzchnika, wojewodę Sławomira. Posunięcie synów Krwędysa było nad wyraz przebiegłe.

Z tego właśnie powodu, chociaż wielokrotnie słano poselstwa do króla Lipoka, ten nie wtrącął się w spór. Kniagin Lipok już wcześniej współrządził rzeczywiście w Ziemicy Nurów, bowiem jeszcze za czasów Karpoka obwołano go w Świątyni Dziewięciu Kręgów kaganbogiem Skołotjii, Serbomazowii, Istji i Budynowii.

Kniagin Lipok milczał w sporze dlatego, że jednym z wodzów prowadzących harmię Królestwa Sis na Ozeryjczyków i przeciw oddziałom budynowskich Gleniów był kniagin z rodu bitnych Wędów Dalów – Wielota, który zaraz potem objął godność kagantyrsa Wędii, Istji i Burowii. Lipok zaś, jako kaganbog Łysej Ziemi zapamiętał, że Nurowie na początku wojny, kiedy był ustanowiony głównym wodzem, wcale nie chcieli mu pomóc. Jego oceny postawy Kruka Nura i całej Nurii, nie zmienił też bohaterski czyn Hary Szczyrowoja, który uśmiercił króla Sargona własną ręką.

Po śmierci Lipoka dalej nic się nie zmieniało w stosunku Skołotów i Serbomazów do Nurusów. Po Sławomirze, w 104 roku Nowej Koliby, tron namiestnika Wądów nad Wiślanią i Łyskowisłą objął jego syn z Wędów Dalów, Wszechsław. Toczono nieustanną wojnę domową. Używano w niej  podstępu, niegodnych sposobów, stawano wręcz i wyzywano się na pojedynki. Podchodzono wielokrotnie zamyki oraz szturmowano obwarowania. Drużyny bojowe ścigały się po bagnach nadwisduńskich i wycinały się w pień w skalistych wąwozach. Wędowie Wolgi Wszechsława nie radzili sobie przeciw Drzakowi na nadwisduńskich bagnach i trwała wyniszczająca wojna podjazdowa, w której obie harmie wyczerpywały siły nad miarę. Żadna ze stron w Wiślanii nie potrafiła jednak pokonać drugiej.

Mikołaj Raróg-Roerich – Światłość (Agni-Joga)

Ostatnie dni władania Czarodany i Iworody-Iwny Rodiny.

Drzak cały czas siedział pod wawelską skałą i stamtąd dręczył straszliwie zwycięzców. Nękał ich dotkliwie za każdym razem, kiedy schodzili w doliny i bagniste rozlewiska Wisły. Niszczyl dostawy, odcinał drogi pomocnikom, palił zapasy w kopcach i plony po polach. Porywał ludzi pojedynczo i całymi grupami i nie dawał się zwyciężyć.

Wojna z Ozeryjczykami skończyła się w 98 roku czasu NK odbiciem Oroji, grodu Mokszysz i całej okolicy Jeziora Wanów i Suwanów. Krak Nur umarł w roku 100 czasu NK, Kyj Bud Rusy w 102 roku czasu NK, a wojna w Wisęłlądzie wciąż trwała. Każdego dnia, Wędowie z Wawelu tracili ludzi i dobytek, domostwa, stada trzody oraz krowy i konie. Wędowie nie potrafili zdobyć prawobrzeżnych moczarów i wzgórz, ani pokonać Drakiwa[xxiv].

Ponoć właśnie wtedy gród wyrosły na Wzgórzu Lasoty – kruczego brata Czarodany uznawanego przez Mogilanów za nowego króla – naprzeciw Wawelu i Wąwelnicy, nazwano Czarnotynem[xxv]. Całe te wzgórza, łyse i gołe przypominały Czarodunie Łysiec i Łyskogóry, więc nazwała je Krzemionkami. Miano to nadała im także dlatego, że to Skalnik-Krzemień udzielił tutaj schronienia Pałkinom, Łyskowicom i Harom. Po tej stronie rzeki Wisły zamieszkali więc ci wszyscy co jej podlegali, których potem nazywano Mogilanami – potomkowie króla Lasoty oraz starodawnych Kumorów Ibora. Dalej na południe i wschód za nimi zaczynała się już ziemia Goroli-Horohów, Choruntan i Charopanów (Panów, Krakowian), bliskich pobratymców Charwatów z Góry Pałki, dalej zaś na północnym wschodzie szła ziemia Wiślan i  Zachełmian. Ci najmniej ucierpieli jako plemiona w bojach.

W Tartarach na południu żyli Karpiowie-Tartarzy, na zachód powyżej nich zaś Ziemię Żywicy zajmowali Gorole-Horyci (Goryci)[xxvi]. Na wschód od nich w Górach Gorcach zamieszkiwali też Gorole-Gorynicze, a dalej plemiona Karpan-Czaropianów (Czaropienian)[xxvii] w Pieninie i Karopanów (Czaropanów) w Beskidzie. Dalej szli Biesotarnowie i Beszowie-Biesi z Ludu Kiełtów w Bieszczadach. Jako Czarna Królowa Czaroduna objęła rządy także nad owymi dumnymi plemionami sprzymierzonymi z Mogilanami. Te  wszystkie plemiona zaraz po śmierci Kraka Nura okrzyknęły ją królową całej Wiślanii i wszystkich Nurów w Ziemiach Sis. Cóż z tego, skoro pół jej ziemi zajmowali Wędowie, a trzy czwarte jej poddanych oddawało im daninę. Z największym żalem patrzyła Czarna Królowa na utratę Właściwej Nurii, Zapałkowinii i Ponidzia.

Iworoda-Iwna Rodina po urodzeniu Draka o łuskowatej skórze a drapieżnego jak stu wilkołaków, popadła w smutę. Wciąż bolała nad swoją dolą, rozpamiętywała Rykawda i nie potrafiła dojść do żywota. Słabowała i ciągle płakała nad swoim potwornym synem Drakiwem, aż dostała blednicy.

Czarodana oddała jej nawet berło królowej sądząc, że ją to może do żywota przywiedzie, lecz tak się nie stało. Litościwa Mokosza – Pani Wiergu, czyli Wyroków, złączyła w końcu Iworodę z bratem Rykawdem. Stało się to w Kres, w 103 roku czasu Nowej Koliby. Zamieniła ich oboje w jeden kwiat – Kwiat Bratka-Siostrzycy[xxviii].

Mimo jednak, że jako Iworoda-Iwna Rodina i Rykawd-Ryk Udały stali się jednym kwiatem, czyli jednym ciałem i duszą, to ich pierwsze duszyczki pozostały w Jaskini Tronów, na dnie Ognistej Góry nad Czerwienicą w Piekle, bo tej klątwy Bogiń Pomsty zdjąć nikt nie może.

Od tego czasu bratki (siestriczki) przyjął jednak do siebie Kupała, który wszak opiekował się owym kazirodczym małżeństwem, i tym sposobem drugie duszyczki rodzeństwa (z – jak wiadomo – potrójnej duszy ludzkiej) zaznały spokoju. Stały się one kwiatami używanymi w obrzędach Kupalnej Nocy, jako znak zastępczy małżeństwa Rykawda i Iworody – Brata i Siostry, którzy na wzór bogów – Kupały i Dziewanny – zawarli siostrzano-braterskie małżeństwo w świecie ludzi.

Lecz wzory postępowania między bogami nie są tymi, które powinni naśladować ludzie. Ich naśladowanie jest często uważane na Weli za świętokradztwo i ludzką bezczelność. Ludzie otrzymali Słowo od Bogów po Wojnie o Taje i jego powinni się w ziemskim żywocie trzymać.

Zrozpaczona Czarodana chciała odebrać sobie życie, ale Perperuna nie dopuściła do tego. Któregoś ranka Czarodanę zbudził dziwny sen, który nie składał się w ogóle z obrazów. Kiedy spojrzała z Czarnotynu na Górę Wąwel i na Welski Las i na Welską Górę z kącinami licznych bogów, kiedy dostrzegła w oddali pasmo Tartarów nagle przejrzała i odkryła jedyną drogę, która pozwoli jej przerwać Zaklęty Krąg. To czego doznała we śnie to było uczucie wielkiej błogości i szczęścia z połączenia z dziećmi. Czarodana nie potrafiła nikogo pokochać prawdziwym uczuciem miłości poza tymi dwojgiem. To czego doznała budząc się ze snu to był wielki ból wieczystego z nimi rozstania. Kiedy nie kochała była spokojna jak skała. Istniało tylko jedno wyjście. Zaraz wezwała Ojca i poprosiła żeby ją poprowadził przed oblicze Perperuny. Ukorzyła się przed boginią i poprosiła, by jeśli nie chce jej uśmiercić, na powrót zaklęła ją w Nic Nie Czującą Skałę[xxix]. Perperuna tym razem nie poczuła nic w Czarodanie co by przeczyło jej słowom. Z rozkoszą spełniła jej prośbę obkładając ją jednak dwoma warunkami.

Jerzy Przybył – Perperuna

Perperuna zgadza się na powtórną śmierć Czarodany i stawia pierwszy warunek

Pierwszy warunek był taki, iżby raz na Koło Wieków budziła się Czarodana ze skalnego żywota i wcielała w którąś z mieszkanek Caroduny-Krakowa. W ciele żywej kobiety, ku przestrodze ludzi, całą drogę swego 99 letniego żywota i upadku, na oczach świata będzie przechodziła, a dziać się to będzie w dziewięć dni i dziewięć godzin.

Czarodana Wcielona przechodzić będzie całą swoją mękę podczas obrzędów Wiary Przyrodzonej, bez tragicznych dla świata następstw, ale tak jakby się to działo raz jeszcze. Potem się znów w skałę będzie obracać, a jej potomstwo na powrót zamieniać się będzie w kwiatki-bratki. Gdy to się dokona pozostanie ona przez kołwieko Nic Nie Czującą Skałą. Serce tej Skały bić jednak będzie przez cały ten czas, włosy Czarodany będą jej stale odrastać i łzy będą jej cały czas cieknąć.

Zadanie przygotowania obrzędu Czarodaniny oraz jego przeprowadzenia będzie spoczywać na kolejnych Strażnikach Wiary Przyrodzonej Słowian w Karodunie-Grodzie Kraka. Obrzęd może być jawny bądź niejawny, lecz nie ma mowy aby kiedykolwiek został zaniedbany. Bieg obrzędów zapoczątkuje Śmierć Czarodany po wypełnieniu Warunków Perperuny.

Wszystko to dla przypomnienia Ludziom i ostrzeżenia tych wszystkich, którzy by zapragnęli znów nagle bogów naśladować, lub ich z przywilejów okradać, albo występować przeciw ich woli, lub chcących zająć ich miejsce. Po to by się ludzie uczyli, rozumieli i czuli co im wolno. Rzecz ta ma się powtarzać do sądnego dnia, co kołwieko, aż Czarodanę i Carodunę-Gród Kraka zabierze Łódź Osta. Na to wyrazić musi zgodę, jeśli chce umrzeć.

I na to się zgodziła.

Te jej łzy stale cieknące, które od razu zamieniają się w skalne narośle, można zobaczyć w Jaskini Ciemnej, a jej włosy jako zieloną krzewinę co od skał odrasta, w borze Doliny Ojcowskiej.

I tak się dzieje – od wielu tysięcy lat odbywa się w Grodzie Kraka obrzęd Czarodaniny. Jest to jeden z najtajemniejszych obrzędów prowadzonych przez kolejne pokolenia kudałów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata[xxx].

 

Takie zakończenie dziejów Czarodany zadowoliło też Dyja-Poświściela i innych bogów, bowiem zarówno Dyj jak i inni, co kołwieko (co Koło Wieku), mogli mieć między sobą na całych dziewięć dni i dziewięć godzin znów żywą Czarodanę, Iworodę i Rykawda. Od tego czasu Dyj zaprzestał poszukiwań swej córki i wnuków oraz zaprzestał pustoszenia Błętów. Przestał też psuć Łyskogóry, ale po tym jak strzaskano niegdyś ich wierzchołki w harcach Dyja, Sima, Łyska, Skalnika, Turupita-Ciosny i Body, już na zawsze pozostały one niskie i płaskie.

Żercy kąciny Swaroga z Krakowa powiadają, że Czarodana doznała we śnie Oświecenia, a z oświeceniem tak zawsze bywa, że jest ono rozwiązaniem doskonałym, a więc spełniającym wszystkie oczekiwania wszystkich stron.

 

Drugi warunek Perperuny – Narodziny Zobiraja z krwi kniagina Wieloty i Czarnej Królowej

Był też i drugi warunek. Ten, że musi Czaroduna doprowadzić do zgody między Wędowężami z Wawelu i Mogilanami pochodzącymi od Nurów i Kiełtów oraz sprzymierzonymi z nimi Harami i Łyskowicami. Uczynić to winna dając tym trzem ludom wspólnego króla.

Złączyła się zatem w kolejny Zażynek Czarodana z samym tyrsem-kaganem Wędów, Istów i Burów, Wielotą – z Wędów Dalów i wkrótce, w ostatnim dniu Kresu 104 roku czasu Nowej Koliby, powiła syna Zobiraja. Ten od najmłodszego uwielbiał wodę i bagniska.

Stała się Czarodana skałą i została w grodzie, który nosi jej imię i imię pierwszego Kruka-Kraka. A dla pewności, by jej śmierć była wiecznotrwała zespoliła ją Perperuna z Ułatyrem, świętym kamieniem drzemiącym pod Wawelem, ułomkiem starodawnego Światyra, w Najgłębszej Głębi Ziemi i ze wszystkimi innymi skałami Ziemi Ojców, Skały, Skałki, Krzemionek i Prądnika.

Tutaj trwa więc – wyniosła, widoczna dla wszystkich ludzi Ziemi, niezniszczalna, piękna jak zawsze, z wiekiem coraz ładniejsza, wiecznotrwała, jak jej własne przesłanie i zarazem ukryta, niewidzialna, Zakopana w Głębi, złączona nie tylko z Onawielną Górą, ale i z Gniewądem i wnętrzem Tatr-Tartarów – Wejściem do Nawi Welańskiej – gdzie spoczywa Kwiat Słowiańskiego Rycerstwa, zaklęty w kamienne figury.

Co kołwieko budzą się owiż wojowie wraz z najważniejszymi królami wszystkich słowiańskich ludów, którzy powstają ze snu w komnatach podziemnych Onawielnej Góry, by odbyć zbór święty. Budzą się wtedy, kiedy i ona doznaje przebudzenia. Kiedy jej dzieje dopełniają się w Obrzędzie Dziewięciodniowym, wtedy oni postanawiają komu oddać w ręce władzę króla króli na następne kołwieko. A potem znowu pospołu Ona i Oni, kładą się w wieczysty sen.

Z Czarodaną, z każdym kołem wieków piękniejszy i trwalszy, i ważniejszy dla ludzkości im bliżej Dnia Osta, trwa gród wyrosły z jej dziejów – Kraków-Caroduna – gród nieskończony. Pod jego Wąwelską Onawielną Górą bije wciąż serce Czarodany. Nad tym grodem czuwa sama Bogini Burz Perperuna i chroni go – razem z sercem Czarodany – przed zniszczeniem Dziejową Zawieruchą[xxxi]. Bo serce Czarodany musi bić do Ostatniej Chwili.

Czaroduna została zaklęta w Nic Nie Czującą Skałę w dwa lata od przyrzeczenia danego jej przez Perperunę, na koniec kolejnych Kupaliów, w 105 roku Starych Czasów Nowej Koliby, gdy Zobiraj-Żabik miał roczek. Wtedy to, dokładnie o północy, Czarodanę, która przeżyła dokładnie 99 lat, 6 miesięcy i 6 dni – zamieniono w Czarną Skałę, którą Perperuna zesłała w samą Głąb, wiążąc ją z jądrem Ułatyra.

Tak to została zamknięta, nie tylko pod Lasotą, lecz na dnie Wisły i całej Wiślanii, i połączyła w jedność Lasotę z Wąwelem – grodem Kraka i z całymi Górami Harów i Świętogórami (Łyskogórami), które są Korzeniem Lądu.

Caroduną zwą żercy Świątyni Światła Świata dokładnie to miejsce widoczne na Ziemi, gdzie nachodzi się kącina Czarnej Królowej na Wzgórzu Lasoty. Na sąsiednim wzgórzu ustanowiono kąciny ku czci Chorsa i Swaroga i strzeżony przez Chrobatów-Harów grób króla Kraka I – Nura oraz grób Czarodany – zwanej też później Babką Kraka[xxxii].

Świątynie założone w Świętym Gaju na Krzemionkach poświecone zostały Skalnikowi i Mokoszy. Nazwano je Krakotynem. Wszystkie cztery kąciny (Ziemi, Wiergu, Ognia i Księżyca) prowadzili wróżbici i kołbiciele, którzy wróżyli z lotu Białego Kruka Lasoty, starszego niż mieszkańcy pamiętali – odwiecznego Białego Kruka, brata rodzonego Czarodany[xxxiii].

Guślarze z Gaju Skalnika powiadają, że nie miał on wcale syna Krzeszenia-Kryszenia, lecz, że to on sam jest onym Krzeszeniem-Krzemieniem. Mówią też o nim jako o wielce niedocenianym bogu, któremu ludzkość winna jest wdzięczność, bo to jego działanie, nieustanne krzesanie ognia w jądrze Ziemi, wytwarza wielkie niewidzialne struny na których się trzyma Tarcza Kamiennego Nieba chroniąca wszystko co żywe przed zabójczymi promieniami Światła Świata słanymi od Słońca. Przekonują oni, choć wielu im wiary dać nie chce bo jakież to niewidzialne struny być mogą, że tylko jego działaniu i onej Tarczy Kamiennego Nieba zawdzięczamy, iż Śmierorz nie wybił na Ziemi wszystkich do ostatka. Według nich Skalnik-Krzemień jest największym dobroczyńcą Zerywanów (Zerywanów-Ludzi, Zerywanów-Zwierzów i Zerywanów-Zróstów)[xxxiv].

Kiedy Zobiraj miał roczek przepłynął sam Wisdunę wpław. Nie miał już matki, lecz braku jej, ani ojca, nie odczuwał, bo „matek” i „ojców” w koło niego nie brakowało. Wielota z Wędów Dalów, ani razu od czasu jego poczęcia nie zagościł w pobliżu Caroduny i nigdy się nie spotkali. Zobiraj miał się za samoswojego i niepodległego nikomu, jak kiedyś była Swątlnica.

Kiedy Zobiraj-Zober miał siedem lat, prowadzał już przeprawy między wisduńskimi bagniskami. Był biegły w stawianiu zapór i kształceniu wodnych przepływów, a także zasieków, wałów, mostów zwodzonych i wszelkich budowli na wodzie lub wyspach. Z racji postury i umiłowania wody zwano go Zobirajem-Żabikiem lub Żabikrukiem, albo Żabikrakiem, czasami też mówiono o nim – Zober.

Do czasu, gdy Zobiraj nie dojrzeje powierzono go opiece dwóch przewodników: starego namiestnika Wawelu kniazia Wolgi Wszechsława i ognihorosa-kaganboga Królestwa Sis z Harów-Chrobrych, Białego Kruka – Szczyrowoja, jednego z licznych synów Kraka Nura. Ustalono, że kiedy Zobiraj przejdzie pierwsze postrzyżyny i zostanie przyjęty do Bractwa Wilków oraz gdy później, po kolejnych latach, przejdzie obrzędy przyjęcia do Bractwa Wężów, ogłoszą go nowym królem Ziemicy Nuruskiej, kolejnym Krakiem.

Drzak przez cały czas nękał Wędów Wąwelskich, przypominając im o zobowiązaniu wobec syna Czarodany. Szeptano na zamku i po obwarach, że potajemnie w trakcie wypraw Zobiraj spotyka się z Drzakiem Rykawdowiczem. W końcu Wolga Wszechsław by zakończyć krwawe boje zobowiązał się każdego roku płacić Drzakowi daninę ze stada świętych krów Bogatyrusów-Gierojów, świętych kóz, świętych baranów oraz świętych białych koni z Wolina, a Drzak zobowiązał się, że zniknie spod Caroduny w chwili, kiedy Zobiraj obejmie tron jako kniagin całej Nurusji.

Drak odszedł na południe, za Bramę Mora i tam osiadł, w Górach Draka (Wyżyna Drahańska) pod Dziewięcioma Skałami, nad rzekami Swratką, Igławą, Świtawą, Boczwą i Wagiem, u źródeł Morawy, Opawy i Olzy, w Górach Jasionikach, pod szczytami Śnieżnika i Pradziada, w Górach Oderskich i pod Jawornikami.

I nastał pokój.

 

Na wzgórzach między rozlewiskami Wisły i bagnami, rozsiadły się wkrótce liczne grody tworzące królestwo Wędów, Mogilan i Harów-Chrobatów. Mogilanie stali się czcicielami Białych Kruków. Czcili też Rusałki i Wodnice w wodach Wąduny i Trzęsawice w pobliskich bagnach. Na znak zgody pomiędzy Wędami a Nurami, a zwłaszcza między Wędowężami-Wielotami i Mogilanami, postawiono dwór na środku Wisduny, w połowie odległości Wawelu od Lasoty. Miejsce to nazwano Żabim Dworem lub dworem Żabika-Kruka. Ale czarownicy świątyni Chorsa powiadają, że miejsce to leżało gdzie indziej, na Beszczu, albo w Mogile. W tejże Mogile usypano też wkrótce Kopiec Bogini Wądy.

Czarodana i Biały Kruk Lasota – Jerzy Przybył

105 rok czasu NK, Caroduna:

Posłanie Czarodany – O miejscu Człowieka na Ziemi

Jeśli ludzie chcą ocalić swój świat od zagłady, to Posłanie Czarodany poznać musi każdy człowiek na Ziemi. Jeżeli pomiędzy Ziemianami zostanie choćby jeden niewiedzący, nieczujący lub nieświadom czym była, czym jest i co znaczy boska karoduna, Ziemia i wszystko co na niej istnieje, może łatwo obrócić się w zgliszcza. Stanie się to w Dzień Osta, a dzień ten nadejdzie niespodzianie.

Nie trzeba być mędrcem, ani wiedunem, ani uczonym, aby poznać czym jest karoduna. Wystarczy ją czuć lub po prostu wiedzieć czym jest. Nie trzeba jej rozumieć. Czuje się ją sercem, poprzez wiarę, bez żadnego tłumaczenia. Większość ludzi od poczęcia i urodzenia czuje to bardzo dobrze i lęka się jej śmiertelnie. Jednak są tacy, którzy się nad tym nigdy nie zastanowili.

Zatem: Wiedzcie, Czujcie, Wyobraźcie sobie, Miejcie Świadomość, iż ponad wszelką wątpliwość boska karoduna istnieje. Uruchamia się bezzwłocznie i nastaje nieuchronnie, kiedy się przekroczy w swym działaniu próg nieprzekraczalny, ostateczny. Ta Ostatnia Karoduna Bogów obróci się nie przeciw jednej istocie, lecz przeciw całej Ludzkości i wytępi ją, do ostatniego żywego bytu na świecie. Żadne kolejne Odrodzenie nie przekreśla karoduny, dokładnie tak samo jak było z Czarodaną. Każde kolejne pokolenie ludzkości będzie wtedy musiało na końcu długiej, powikłanej drogi i walki ulec unicestwieniu. Zaklęty Krąg Czaroduny może przerwać tylko objawienie Istoty Rzeczy i łaska bogów.

Lecz lepiej uczynimy nie dopuszczając byśmy jako kolejne pokolenie Ludzi na Ziemi weszli na drogę karoduny. Temu służy przesłanie Czarodany. Każdy człek na Ziemi powinien miarkować w swoich własnych krokach to, że jeśli przekroczy Granicę Nieprzekraczalną, wyzwoli niechybnie z Głębi i ściągnie ową Karodunę na Wszystko Co Żywe.

Obowiązkiem każdego człowieka na Ziemi jest odwiedzić Carodunę-Kraków chociaż jeden raz w życiu, poznać dzieje Czarodany i dotknąć kamienia, w którym bije jej serce.

Ci zaś, którym zdarzy się żyć w czasie, kiedy przypada koło wieków od ostatecznej Śmierci Czarodany i kiedy odbywa się uroczysta Czarodanina, powinni uczestniczyć w jej Odrodzeniu i Przemianie, oraz wszystkich odbywanych wtedy, i tylko wtedy, obrzędach Czaru Dany – Czaruduszy[xxxv].

Każdy powinien tam być choć jeden raz, bowiem nie wolno przegapić okazji do przypomnienia sobie i innym, do powiedzenia sobie i wszystkim innym w około, o dziejach Czarnej Królowej, czyli O Miejscu Człowieka na Ziemi.

Maria Tarasina – Ivana Kupała

Słowo o istocie obrzędu Kupaliów-Kresu

W obrzędzie Kupalnym[xxxvi] wszy Słowianie w pełnię czerwcową urządzają nie tylko skoki przez ogień ku czci Swaroga, puszczają wieńce z wplecionymi bratkami na wodę, ku czci Kupały, Wądy i Krasatiny, poszukują Kupałowej Srebrnej Głowy w liściach Łopuchu ku czci Dziewanny, a wreszcie szukają nocą przy pełnym księżycu Kwiatu Papródzi, ku czci Rodów i Chorsów. Ku czci wszystkich Bogów Opiekunów Domu, Miłości, Małżeństwa, Rozrodu, Wzrostu, ale też i Wód, Ziemi, Wiatru, Zaczynu, Nieba, Boru, Błyskawicy i Ognia palą ogniska po skałach i wzgórzach. Także palą je na pamiątkę Czarodany i piją święty napój z bratków. Soki kwiatu bratka-siestriczki przeobrażają się, pod wpływem księżycowego światła tej Nocy, w napój wieczystej młodości o wyjątkowej ródczej mocy, a pity wraz z napojem z lubczyka i ruty sprowadza on wielką miłość, stałość i wierność na pijących go w tę noc ludzi. Te trzy boskie isty symbolizują krew Czarodany, Rykawda i Iworody, którzy nieustannie odradzają się połączeni miłością silniejszą niż śmierć.

 Zofia Stryjeńska – Kupała

108 rok czasu NK, Łyskowisła:

Uznanie Harów jako Strażników Świętej Góry Pałki i Grobów Królewskich całej Skołotii – Świątynia Dziewięciu Kręgów

Dzięki mądrości Czarodany, jej samozaparciu, ogromnej matczynej miłości i jej ofiarności, dzięki temu, że złączyła się z kagantyrsem Wielotą w Carodunie, Łyskowice i Harowie-Chrobaci znów zasiedlili Łysą Ziemię.

Pałkinowie wrócili w swoje góry, a na Górze Pałuki, zwanej też Łysicą, ustanowiono kącinę Peruna i Perperuny oraz ich synów, po to żeby nieprzejednanych wrogów Czaroduny obłaskawić, a zarazem oddać cześć prarodzicowi Pałkinów, Harów i Łyskowiców – Turupitowi-Ciośnie (lub Łyskowi-Porenutowi).

Na Łyścu zaś, gdzie stał kiedyś potężny zamyk Czarnej Królowej zwany Łyszczec, posadowili Pałkinowie cztery posągi bogów i ustanowili cztery kąciny – ku czci Łady, Body, Lelija i Polela.

Na Górze Witowskiej (Świstowskiej) ustanowili Łyskowice świątynię Zorzy, Sima, Skalnika i całego rodu Świstów z osobną kąciną Dyja-Poświściela.

Na Górze Dobrzeszowskiej powstały zbudowane przez Harów kąciny Daby-Dobrej – Pani Dnia i Dziwieniów – Kupały, Krasatiny, Dziewanny i Dzieldzieliji.

Na Górze Widły ustanowiono zasię siłami Radomian kącinę Źrzebów z osobnymi stołpami Wida i Mokoszy oraz kącinę dwojga Nawiów – ze stołpami Nyi i Welesa.

W czasie bitew Harowie-Charwaci, Łyskowice i Pałkini tak  mocno dali się wrogom we znaki, tak straszną grozę siali w ich szeregach, że Sromoci, Ispolinowie i Isepodonowie nagrodzili ich całymi wozami złota. Także inni Skołoci, Budynowie, Burowie i Serbomazowie, licznymi plemionami, złożyli hołd wszystkim plemionom Harów.

Nocni wojownicy Nyi i Czarnej Królowej z Góry Pałki swoim widokiem i śmiertelnymi czarami rzucanymi na wroga, budzili popłoch wśród przeciwników. Mieli we zwyczaju wyłaniać się nagle z mroku, okryci szarą mazią i popiołem, jak upiory. Prócz kamiennych pałek i nasieków z krzemieniami, stosowali w bitwie ostre haki umocowane na łańcuchach do grubego drewnianego trzonka, bądź umocowane na żelaznej wici, a nazywane harapami – przy ich pomocy ściągali jeźdźców z koni i skracali piechurów o głowę (o harcap – warkocz).

Walczyli w świętym szale, upojeni sołwą i w zupełnej ciszy. Ogrom grozy jaki wiał od tych oddziałów powiększał szum ptasich piór zatkniętych w ich stanice, czaka i kaftany. Stąd ptasiopióre oddziały Harów poczęto zwać też Morusami-Mordorami, Siewcami Śmierci.

Skołoci dzielili się wtedy na liczne plemiona wędrowne zajmujące się wypasem świętych koni i świętych krów. Z czasem zaczęli tworzyć drużyny bojowe i obronne Burów-Czarnosiermiężnych Kowalisa.

Serbomazi, a to Serbowie Wielcy razem ze Serpami, Smerdami, z Mądochami, Mynżami i z Mężogątami a także z Mazonkami, utworzyli oddziały wojenne i zbrojne ramię Budynów oraz Lęgów. Wkrótce Skołotów, Serbów i Mazonki poproszono by walczyli też u boku Wędów, Istów i Dawów.

Wtedy właśnie postanowiono w uznaniu wielkości harii[xxxviii] Czarodany i ważności Łysej Ziemi, że tam będzie przechowywany Wieczny Ogień i tam też będzie się grzebać wszystkich władców Nowej Koliby, a Chrobaci staną się strażnikami Tej Ziemi, ponieważ ich wojom nikt grobów królewskich nie zdoła wydrzeć. Oddziałom bojowym wszystkich plemion Nurusów przewodzić zaczęli w owym czasie Harowie.

Jako że nic ważniejszego nie może być ponad pamięć przodków i ochronę ich grobów oraz ciągłe odprawianie na owych grobach należytych obrzędów, było to najwyższe możliwe wyróżnienie dla plemienia z Łyskowisły. Tak ustanowiono w 108 roku Nowej Koliby Świątynię Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach, gdzie na ruinach zniszczonego w 96 roku czasu NK Łyszczca zapłonęła Wieczysta Znicz, Ziemski Ogień Ogni, ku Pamięci Bogów i Przodków.

Wkrótce każdy z potomnych ludów kruczych zapalił podobne znicze na swojej ziemi. Istowie zapalili swój znicz na Szwintorogu, Wędowie w Arkonie, Lęgowie na Ślęży, Serbomazowie na Chełmie w Kałdusie,  Skołoci na Górze Orzej (Górze Arki) rozciągniętej między jeziorami Wanów i Suwanów, Dawowie w Serbomazogetuzie (albo na Koszu-Kogajonie-Kaganjącie[xxxix] w Południowych Górach Harów w Paśmie Gór Buczych, nazywanych też Bucegami), Budynowie w Zimnie na Świętej Górze nad rzeką Ługą, a Burowie na Jurmie w Czertowym Grodziszczu w Górach Kamiennych. Każdy z tych ludów trzymał też w swojej głównej świątyni kopię Świętego Dzbana – Boskiej Czarki (Arki) – Dzbana z Jamy Czarki (Czarkajamy-Arkajamy). Ale ten Jeden Ogień i związana z nim Świątynia Dziewięciu Kręgów (Wszych Kręgów Królestwa Sis) na zawsze pozostał najważniejszym.

Wołgarowie z Ludu Burów, którzy przenieśli się razem z Bułgarami nad Dunaj w Nowych Wiekach, powiadają, że w Górach Kamiennych Wielka Znicz paliła się w świątyni u stóp Tugaja przy Grzbiecie Odkrzykły (po lęgsko-wędzku i harsko-nurusku mówiąc: Góry Tęgiej przy Grzbiecie Pomianu[xl], co może też znaczyć Górę Dengi, Tęczy-Tuczy, czyli Wielkiej Niebiańskiej Bogini-Wężycy), albo pod Kruglicą w Dolinie Ksnów (Marzeń).





Jerzy Przybył – Dyjabołt – pomocnik Dyja Poświściela

Przypisy

[i] Las Harów, znany ze źródeł starożytnych jako Las Hercyńskia ciągnąć się miał od Białych Gór Kauków (Alpy) na Zachodzie poprzez Góry Harów zwane też Górami Karpoka aż do Gór Wschodu (Uralu, Kamieniów, Orol, Gorol, Gór Skołockich) i Gór Panów schodzących do Jeziora Świętojarskiego.

a Według Eratostenesa z Cyreny (275 – 194 r. p.n.e.) Silva Hercynia (Las Hercyński) przecinał Biały Ląd (Europę) i dzielił ją na część północną i część południową. Ciągnął się aż od Alp po Don (Tanais).

[ii] Spadkobiercy tradycji Kącin Wschodu, zwłaszcza Kąciny Glenia i Biełych Borów powiadają, że Ałatyr leży na dnie morza i wierzą, że chodzi tu o Morze Czarne, choć wielu z nich wskazuje również na Bołotyk (Bałtyk). Według cudawów (kudałów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata) Światyr-Ałatyr – znany wszystkim świątyniom słowiańskim jako Kamień Kamieni i część Świętej Rodziny Swąta, leży na dnie Błotyku czyli Morza Bałtyckiego. Natomiast pod Wawelem znajduje się Ułatyr, czyli uła-mek Światyra. Dopuszczają oni zastosowanie do tego ułamka także nazwy Ułotyr lub Ałatyr.

[iii] Sist – gród posadowiony przez Guniów za czasów Chatiły (Chytiłły, Atylli), jako stolica kaganatu Sis Guniów, znany z zapisów kronikarzy bizantyjskich i rzymskich jako Soest. To tajemnicze miejsce, na pograniczu kraju Obodrytów i Sasów, którego położenie jest do dzisiaj nieznane.

[iv] Powiadają zinisowie Body ze Świątyni Dziewięciu Kręgów w Świętogórach, że Boginie Zemsty przeraziły się odczarowania Czaroduny i przysłały Dodolę jako posłańca ugody. Wolały się nie ścierać ponownie z Czaroduną, bo poprzednia potyczka wszak przewróciła świat. Co prawda tym razem butny lud Zerywanów już nie istniał i groźba wystąpienia wspólnie z Czarodaną nowych królów była niewielka, lecz nie do końca lud zerywański wytrzebiono, bo rozmnożył się przy pomocy Rudzi w potomkach Kruków i wciąż płynęła w ich żyłach krew zerywańska, na pół boska, przeniesiona przez suki i odyńców poprzez Jaskinię Lęgu i pąpy.

[v] Wszystkie wymienione góry tworzyły Święty Krąg i stały się w późniejszym czasie siedzibami światyń Wiary Przyrody. Góra Wida zwana była w późniejszych czasach Widełką, a wreszcie Widełki-Zamczyskoa. Góry Pałków znane pod tą nazwą jeszcze przez starożytnych Rzymianb zaczęto zwać Świętymi Górami Łyskowiców, czyli Górami Łśniącymi (Łysogórami, Łyskogórami), Górami Łysków, Małymi Górami Świata, lub Świętogórami, a wreszcie Górami Świętokrzyskimi.

 

a O owym świętym kręgu – odtworzeniu w naturze świętej mandali pisze wspaniale w swoim eseju poświęconym Sanktuarium Świętokrzyskiemu Jan Witold Suliga.

 

b Ptolemeusz.

 

[vi] W Chybicach znajdował się odwieczny, nieustannie odnawiany święty Gaj Brzozowy. Jak wszystkie gaje brzozowe był on poświęcony Mokoszy lub całemu Rodowi Źrzebów. W tym wypadku sądzić należy, iż przypisany był rodowi ze względu na posadowienie w Świętogórach (Łyskogórach) świątyń całych rodów boskich i nadanie im wiodącego kiru w Wierze na obszarze całej Nurusji, a potem po umocowaniu tutaj Świątyni Dziewięciu Kręgów w całej Wielkiej Skołotii. Tym sposobem oprócz Harów wyróżniono plemiona Pałkinów i Łyskowicówa, którzy się stali kapłanami i kapłankami świątyń współtworzących Dziewięć Kręgów. Nazwa miejscowości Chybice pochodzi od miana Gaju Chybic będącego pod opieką świętych dziewic-wiedun, które nazywano też chybicami. Wróżby chybic i ich wskazówki zawsze można było rozumieć dwojako. Od nich wzięło się powiedzenie „na dwoje babka wróżyła”. Wróżba dokonywała się w chybotliwym – czyli chwiejnym tanie, wirowym biegu pełnym nagłych zwrotów, skłonów i skoków (chybać – skakać). Często też niestety te wróżby nie spełniały się, a raczej błędnie je odczytywano, czyli bywały według ludu chybione. Stąd przydano owym wiedunom (wiedźmom) – kapłankom Wida i Mokoszy z Łyskogór miano chybic.

 

a W zapiskach różnych kronikarzy przetrwali oni jako Licikawice, Litziki. Co próbowano tłumaczyć jako Listkowice, lecz jest  to w istocie zniekształcone miano Łyskowiców (Lskniewiców) – co potwierdzają liczne nazwy okoliczne miejscowości i miano samych gór, Łysogóry.

[vii] Wiele gromad kapłów powiada, że miano Chybic wywodzi się nie od owego wahania-chybania, czyli chybotania się, jeno od ochybki (ros. oszibka – błąd), od chybiania celu, czyli błędu, omyłki, jako że one najczęściej kłamią, albo po prostu się mylą.

[viii] Według niektórych podań chodzi tutaj o Górę Łysiec i Górę Dobrzeszowską, gdzie stwierdzono kamienne wały, pozostałości budowli powstałych z roztrzaskanych kamieni – paliczków Sima. Inni powiadają o Łyścu i Łysicy, jeszcze inni prawiąa, że większy z bliźniaków wyrósł na tzw. Miejskiej Górze, a młodszy na Górze Sieradowieckiej. Pewnego razu starszy brat krzyknął do młodszego, a głos jego jak grzmot przetaczał się po niebie: „Hej bracie! Podaj mi topór!”. Młodszy z wielkoludów zamachnął się i rzucił, ale jako że był od brata słabszy topór nie doleciał gdzie powinien i wrył się w miejsce, które później nazwano Doliną Bodzentyńską, tam dokładnie gdzie wypływa żródło rzeki Psarkib.

a Podanie to przytacza ksiądz Władysław Siarkowski  w swym zbiorze „Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc” (Kraków 1880) oraz Leokadia Firkowska w Legendach Świętokrzyskich (Kielce 1999). Patrz też J. W. Suliga „Święty Krąg Polski – Łysiec”  (patrz: http://rodman.most.org.pl/PS/Swietogory.htm – Portal świętokrzyski, i podstrony  http://rodman.most.org.pl/PS/JWS2.htm, 2008)

 

b Zadziwiające są tutaj dwa związki – miano doliny, która najwyraźniej jest doliną Bogini Body, a także nazwa rzeki, która jest tożsama z mianem zamku zbudowanego, według podania południowochorwackiego, później przez trzech braci Chorwatów w Sławonii – zamku Psary.

[ix] Gród Nawar, nazywany Nawaronem, położony nad Danaprema był pierwszą stolicą Ludu Nurów. Mimo, że Krak-Nur wybrał na miejsce gniazda i złożenia jaj, z których się wylęgli Nurowie Górę Wąwel, zaraz po lęgu przeniósł się właśnie tam. Także w tym grodzie po klęsce Nurusów w wojnie z Wężami-Wieletami Krak-Nur zakończył żywot przekazawszy władzę Kyjowi Budzie Rusemu. Działo się to koło 100 roku Nowej Koliby (700 p.n.e.). Od tamtego czasu utrwaliło się w pamięci pokoleń, iż Nawar-War daje osłonę w razie klęski, a modły w jego kątynach wznoszone do bogów wojny – Ładów, i władców Błyskawicy – Runów, mogą odmienić koleje przegranych wojen. Często skrywali się tam królowie, kaganowie i książęta Słowian, Istów-Jątów, Dawów i Skołotów z całymi armiami po przegranych bitwach, lub gdy ich pozycja w wyniku wielu klęsk stawała się beznadziejna.

Tradycja ta trwała także tysiąc lat później. W roku 1269 Nowej Koliby (469 n.e.), po śmierci Chatiły (Chytiłły)b kagana Guniówc, gdy objęli rządy jego synowie, doszło do walnej rozprawy z wojskami Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego i sprzymierzonymi z nimi Gątami. Gątowie byli dowodzeni przez młodych królewiczów Walamira, Bogdomira i Witimirad. Guniowie byli już wtedy podzieleni. Częścią zdecydowanych na walną bitwę wojsk dowodził Dengesicz-Tęgosiecze. Armia Tęgosiecza poniosła klęskę, on sam zaś zginął w boju, a jego odrąbaną głowę obnoszono tryumfalnie po głównej ulicy Carogrodu. Niedobitki jego armii wycofały się właśnie do grodu War. Tam zostały ocalone. Była to zemsta Gątów dokonana po prawie stu latachf.

Horoha czyli Górzyca znaczy zarówno Góralka – pochodząca z plemienia Górów, jak i Ta Która Oddała Się Na Świętej Górze. Imię to zawiera również takie znaczenia jak gorąca, ognista, świetlista a więc Święta, a także rogata, zadziorna, hyrna. Gorszka także nawiązuje do wymienionych poprzednio rdzeni, a dodatkowo stanowi odniesienie do pojęć takich jak gorszy, gorejący, gorączka, choroba, oraz do miana grochu – świętej potrawy bogów sporu. Gorszka także dlatego, że była ona tylko trochę brzydsza od Czarodany. Była ona jakby trochę mniej piękną i czarnowłosą powtórką bogini Krasy – stąd też miano Karszka. Dlatego miano Harowie pochodzi zarówno od ich matki Horohy-Gorszki-Karszki, jak i od Świętej Góry Pałki zwanej przez Skołotów, Istów i Słowian Horą Świata (Hara-śwata).

a Niektórzy uważają, że chodzi o położonie blisko ujścia Dunaju a nie Danapru, i że Nawar-War to gród w Dobrudży, który znajdował się w miejscu, gdzie powstała potem Warna.

 

b  Chatyła lub Chytiłła, czyli kagan Guniów zwany też Biczem Bożym, rządzący całą Wielką Skołotią (Scytią), czyli Królestwem Sis w latach 434-454 n.e., znany zapisom starożytnych kronikarzy np. Priskosa z Panion czy Jordanesa jako Attyla. Imię to oznacza: chcący, chwytający, przechwytujący,

 

c  Guniowie – czyli znani zapisom kronikarzy starożytnych Hunnowie, zapisywani także jako Unni, Unoi, Undini czyli Hakownicy. My przyjmujemy wywód ich miana od strojów, na których wzorowane były później ubiory szlachty polskiej nawiązujące do tradycji sarmackiej, tzw Szlachty Szarej – szarych guni, z wyłogami i kołnierzami, lub narzutkami z futra kun. Także dlatego, że miano to nawiązuje do zwyczajowych gonitw urządzanych w  celu wyłonienia następcy tronu i gonienia wrogów, których uprzednio wciągano w pułapkę udając ucieczkę. Innym, a pewnie wcześniejszym określeniem tego plemienia będącego czystym plemieniem skołockim, bowiem pochodzącego od króla Kołaka, jest ich nazwa – Konni. Byli oni bowiem wojownikami konnymi, a także zawołanymi hodowcami koni bojowych, o których zakup zabiegało u nich Cesarstwo Rzymskie. Sprzedaż koni Romajom bez wiedzy kagana Chytiły była najcięższym przestępstwem w Królestwie Sis nie tylko za czasów, gdy rzadzili nim Guniowie. Już w czasach Wojny Trojańskiej romajscy bohaterowie starali się lub usiłowali ukraść święte konie z Kałużji, lecz nie otrzymywali ich – jak np. Perprzechwała (Herakles).

 

d Imię Bogdomira zostało podane przez kronikarza Gotów Jordanesa w brzmieniu zgreczonym – Teodomir. Rdzeń bóg jest równoznaczny z greckim teo, po słowiańsku imię to brzmi więc Bog-domir. Wszystkie imiona młodych królewiczów gockich wymienione w tym miejscu przez Jordanesa są słowiańskie, nie jest więc dla nas zrozumiałe dlaczego Gotów uważa się za Germanów, a nie przynajmniej lud słowiańsko-nordycki zmieszany przez wieki wspólnego bytowania nad Wisłą i Dunajem.

 

e Dengezich-Dengesicz – można różnie interpretować to imię, jest bowiem tak zniekształcone w formie zapisanej przez kronikarza, że nie da się go przetłumaczyć jednoznacznie. W dosłownej wersji fonetycznej imię to znaczy Sicz Dengi, czyli Woj Dengi. W języku polskim nosiłby on imię Dengowoj lub Tugowoj, albo Tęgowoj. Takie też tłumaczenie można zaproponować jako równoprawne do Tęgosiecz. Inna interpretacja to Deng Gęsich lub Deng Gęsicz – gęś była ptakiem boskim rodu Sporów, Bogów Bogactwa i Powodzenia, możliwe jest także tłumaczenie Woj Tęczy (Tęgi, Wstęgi).

 

f Sto lat wcześniej, około roku 1160 czasu NK (360 n.e.) Guniowie dowodzeni przez Białobiera – Wielkiego Bierłę III (Balamber w kronikach greckich) rozgromili Gątów i przepędzili ich znad Dunaju zmuszając by się wdarli w granice Imperium Rzymskiego. Miało to miejsce po tym jak uznawany za pogromcę Wenedów Hermanryk odważył się zaatakować Dobródżan i zabił kagana siedmiorodzkiego Bozę-Biesa IV (Busa-Biesa Biełojara-Swewaldycza), a jego siedemdziesięciu dwóch władyków (lodag – wlodag – włodarz-władyka) kazał ukrzyżować.

[x] Podanie to przytacza w zbiorze podań małopolskich „Krakowskie legendy, podania, zwyczaje” Julian Zinkow.

[xi]  Rzeczywiście ta klątwa Dyja-Bełta się spełnia. Na skutek eksploatacji złóż we wsi Siedlec niedaleko Częstochowy powstała w latach 90-tych XX wieku kolejna pustynia o powierzchni około kilometra kwadratowego.

[xii] Dagowie Gorgonów – kapłani Gałęzi Gorgorzału, świętego drzewa welańskiego, którą mieli otrzymać od Gogołady. W swojej wysokogórskiej kącinie poświęconej Gogoładzie w Górach Gorganach, gdzie zamieszkiwało całe plemię Gorgonów, trzymali wiecznie gorejącą gałąź, od której raz w roku odpalano na nowo ogień w domostwach zastępując stary ogień i żar nowym, młodym, jarym żarem-ogniem welańskim. Według dagów Gogołady z Gorganów, to oni otrzymali ogień po raz wtóry od bogini na Górze Sywuli, kiedy Zerywanie-Pąpile rozeszli się po Nowej Kolibie. Kapłanów tego ognia zwano dagami od bardzo dawnej nazwy ognia (dag – ogień, stąd Denga – Tęcza, Dagbog – Pan Nieba, Dagboga – Pani Dnia). Odłamem plemienia Gorganów są Gorole-Horohowie (Harharzy) Górale Żywieccy w Beskidacha.

a Wszyscy oni byli zapisach starożytnych znani jako Gargarianie – Ci którzy współżyli z Amazonkami i mieli z nimi potomstwo.

[xiii] Burtowanie – inaczej obyrtanie, czyli obracanie w woreczku i wyrzucanie patyczków z łodyg krwawnika lub innych ziół, na równą powierzchnię, a potem wróżenie z układu łodyg, tj. zależnie od układów wzajemnych i stosunku w grupach łodyg ciemnych do jasnych odczytywanie wyroku – wiergu w danej sprawie. Łodygi ułożone burta w burtę, czyli wzdłuż krawędzi obok siebie, tworzą dobrą parę, łodygi skrzyżowane złąa. Jest to sposób wróżenia bardzo podobny do znanego Chińczykom z wróżb I Cing.

a Dokładny opis zasad burtowania i innych obrzędów zawarte są w Trzeciej Księdze Wielkiego Czwórksięgu Baji, zwanej Księgą Tanów.

[xiv] Ląd i kącina Mokoszy w Lądzie – Ląd koło Słupcy nad Wartą. Gród ten był stolicą plemienną Lędzian. Odkryto tam umocnienia i ślady budowli z X wieku na wcześniejszym podkładzie archeologicznym sięgającym wieku V, czyli okresu ok. 400 roku n.e..

[xv] Zielony Czar – Car o Wodnej Tarczy i Czerwony Czar ­- Car o Ogniowej Tarczy to  bogunowie lub inogi strzegące świętej wody i świętego ognia w głównych świątyniach i uroczyskach na ziemiach plemion czczących Wądę-Nurtę (znaną z zapisów jako Nerthus-Nerthaa, najprawdopodobniej w świętych miejscach Wiślan lub Mogilanów) i Swaroga (Czerwonorusów czyli Gierusów i Karusów czyli Czarnorusów). Plemiona te po wojnie Lęgów z romajskim królem królów Olegiem Białym (Aleksandrem Wielkim) znalazły się pod władzą Kiełtów i ich naczelników Dywasów – Zielonego i Ognistego. Tak samo pod władzą kiełtyjskiego wojownika Złotego Dywasa znalazły się relikwie i sanktuarium Dażbogów. Zadania te wykonał w końcu Urusłan.

a Nertha (celt. Nerthus, słow. Nurta, bałt. Nerta). Opis obrzędu i imię bogini podane zostały przez Tacyta, Germania, rozdział 40, w kontekście plemienia Longobardów. Longobardowie – Długobrodzi, dawniej słowiańscy Brodowie, którzy w okresie kultury łużyckiej, częścią plemienia przeprawili się jako wikingowie do Skandynawii i tam osiedli. W XIX wieku przy rekonstrukcji Germańskiej Mitologii arbitralnie przypisano ją Germanom i uczyniono z niej bezpodstawnie boginię plonów i urodzaju (Jakub Grimm). Bracia Grimm wiele podań słowiańskich z Połabia włączyli w mitologię germańską. W encyklopediach współczesnych do dzisiaj, bez żadnego naukowego uzasadnienia,  jest podawana jako bogini germańska. Figury kultowe bogini na brązowych wózkach znane są już z okresu kultury łużyckiej. Współczesna genetyka, w latach 2008-2010 wykazała bezspornie, że kulturę łużycką i wcześniejsze na obszarze od Łaby po Dunaj należy wiązać ze współformującymi ją Słowianami, ludźmi haplogrupy R1a1a1, obecnymi tutaj już od 3000 roku p.n.e., którzy stanowili większość w etnosie tworzącym tę kulturę. Drugim składnikiem ludzkim tego etosu byli Wenedowie haplogrupy I2a2 a trzecim Celtowie R1b1b2, a nie Germanie. W Eulau nad Łabą zidentyfikowano kopalne szczątki kilku osób z rodu królewskiego z roku ok. 2600 p.n.e. właśnie haplogrupy genetycznej R1a1a1, która jest powszechnie uznawana za słowiańsko-indyjsko-aryjską lub czysto słowiańską. Bogini ta, której figurę ciągnięto na wózku kultowym obsypaną kwiatami, wieńcami (jak to jest praktykowane w tradycji Wiary Przyrody – i między Słowianami również) była sprowadzana do rzeki gdzie polewano wózek i figurę wodą, a następnie zabijano osoby, które tworzyły jej orszak i „myły” posąg bogini (dotykały go). Jest to dosyć typowy obrzęd oddający cześć bogini wód i sprowadzający deszcz, a więc także i urodzaj. Jednak imię bogini, które usiłowano wywieść z norweskiego i języków skandynawskich w sposób pokrętny i nieprzekonywujący, jest proste do wywiedzenia z języków słowiańskich i bałtyckich, gdzie nurt – płynąca woda, szybka rzeka, zanurzać – wkładać pod wodę,  w głębinę wodną, zagłębiać się, pogrążać, nurza – wykop, dół, koryto, ziemianka. Tu także występuje wiele nazw rzek takich jak Nurzec, Nur, Neris, itp., jak również takie miana przypisuje się ptakom wodnym.  Wymieniane jest także plemię słowiańskie Neurów – Nurów (Herodot, Dzieje – ok. V wiek p.n.e w okolicy Dniepru, Buga, Neris-Wilji, rzeki Narew i Wisły), którzy najprawdopodobniej byli czcicielami Nurty znanej też jako Woda-Wąda.

Jest to typowy przykład germańskiej, pruskiej i niemieckiej inwazji imperialno-kolonialnej w sferze kultury i nauki, która trwa na ziemiach słowiańskich i w sferze mentalnej od 1000 lat.

[xvi] O zamku Łyścu i Łysej Górze, tak pisze Jan Długosz:  “Na tym zamku pani iedna przedtym mieszkaiąca, podniowszy się w pychę, iż była poraziła wielkiego Aleksandra pod tą gorą, kazała się za Boginią Dianą chwalić. Ale natychmiast za tho bluźnierstwo pomstę Bożą uznała, iż on zamek wszystek grom roztrącił onę też panią ze wszystkimi służebnikami pothłumił, tak iż ieszcze po dziś dzień leżą na tym mieyscu wielkie gromady kamienia. Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”.a

a Cytat za: Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 126

[xvii] Herodot wymienia w swojej Historii z V wieku p.n.e. nie tylko Nurów i Budynów, ale i Sorbomazów. Opisuje on sytuację starcia Skołotów z Persami dowodzonymi przez króla Darjusza. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem i zakończyły się klęską Darjusza, mimo iż udało mu się spalić Gleń (Gołuń). Niektórzy dziejopiosowie podają iż Budynowie sami spalili Gleń aby nie wpadł w ręce Persów. Ze Skołotami byli sprzymierzeni Nurowie a także mieli być sprzymierzeni greccy Geloni. Greccy Geloni zamieszkujący ziemię Budynów to tylko jeden z domysłów – jak na razie bez naukowego uzasadnienia – bowiem równie dobrze mogli to być Golemowie – czyli Istowie tutaj mieszkający, inaczej Goljadzie – Golemi, Ludzie Lodu), jak i Mężożercy (Androfadzy). Przeciw Skołotom zdecydowanie występowali Czarnosiermiężni, Bogatyrsowie (Agatyrsowie) i Turowie.

[xviii] Darjusz I Wielki zpisany w księgach Romajów i Persów jako Dariusz. W języku huno-awarskim, harsko-budynowskim czyli nuruskim, wedyjsko-istyjskim i buro-lęgijskim imię to znajduje bardzo łatwe objaśnienie: dar-jusz –  to znaczy Posiadający Ducha Wojowniczego, obdarzony juszem, potrafiący wydobyć z siebie rozjuszenie – święty gniew bojowy.

[xix] Mokszysz – jest zapisany przez Asyryjczyków (Ozerów-Kozerów-Kozeryjczyków) jako Musasir – gród w Oroji (Urartu), w którym swą siedzibę miała Chołda-Gogołada (zapisana przez Asyryjczyków jako Chaldi) i Mokosza, główne boginie Oroji (Urartu), i w którym koronowali się urartyjscy władcy. Gród został zdobyty za panowania Rusy I (Urzanu) przez ozyryjskiego (asyryjskiego) władcę Sargona II. Mokszysz jako jedyny gród nie złożył mu trybutu. Sargon II zaskoczył Rusę niespodziewanym marszem przez góry. Mieszkańców Mokszysza (Musasiru) Sargon wziął w niewolę, a gród złupił zagarniając składane tu przez wiele lat skarby Skołotówa.

a patrz – Wikipedia hasło Musasir. Do naszych czasów zachowała się sporządzona przez asyryjskich skrybów dokładna lista zdobytych kosztowności. Było to m.in. 1,5 kg złota, 4870 kg srebra, 10 800 kg miedzi, 6 złotych tarcz, złote ornamenty o łącznej wadze 66 kg, złoty miecz ważący 13 kg, 96 srebrnych włóczni, liczne srebrne naczynia, 12 srebrnych tarcz, 33 srebrne rydwany oraz wiele przedmiotów z kości słoniowej.

[xx] Niektórzy twierdzą, że Nawaron to nie ten sam gród co Nawar zwany później Warem. Według innych Nawaron to War, lecz leżał on nad Dunajem a nie nad Nurcem, ani nie nad Donem. Według tychże (głownie badaczy rumuńskich i bułgarskich) w jego miejscu Pałomąż I Pylajmonż (Pylajmen) pobudował w czasach przed Wojną Trojańską obwar War i założył państwo Warnę, od której później nazwę wziął kolejny gród i dzisiejsza Warna.

[xxi] Kopiec Swaroga-Chorsa został nazwany przez wczesnośredniowiecznych kronikarzy Kopcem Kraka. W istocie był to Kopiec poświęcony Bogu Ognia Niebieskiego – Swarogowi. Możliwe, że w dobie późniejszej, po pokonaniu przez Charwatów plemienia słowiańsko-kiełtyjskich Mogilanów, uczyniono z Kopca miejsce kultu pierwszego króla – Kraka – jednego z wytędzów Harów, Białych Chorwatów, Charopanów-Panów. Król Krak jako wytędz posiadał boskie pochodzenie. Jego ojcem, poprzez pęp i krew przeniesioną od Zerywanów przez suki i odyńce do Jaskini Lęgu-Waru, był sam Chors. Jako potomek Chorsa ocalał z pogromu stając się jednym z Siedmiu Świętych Kruków, założycieli Siedmiu Ziemic Siedmiu Ludów Sławian. Wraz z nimi założycielką Ziemicy Istów była ich siostra – Biała Łabędzica (Łybied, Kurka) oraz Kąptorga – Węża Matka Skołotów. Baj o Siedmiu Krukach i ich siostrze dotyczy okresu odejścia Słowian z Dunajskiej Koliby – Soławji – Lęgii Pierwotnej nazywanej także Polęgią albo Warną.

Kopce sypane ku czci Bogów Żywiołów, jednocześnie były obiektami kultowymi czci Bogów Mocy – odpowiadających owym Żywiołom. Jak jasno widać z Kręgu Bogów odpowiednikiem Bogów Wody są wśród Mocy bóstwa Miłości – Dziwieniowie, Ziemi odpowiadają Rgłowie – Opiekunowie Roli i Łąk oraz Uprawy, odpowiednikami Żywiołu Nieba są Bogowie Zaświatów – Welesowie, zaś odpowiednikiem Swarogów (Ognia Niebiańskiego) są Chorsowie (Światło Nocy). Zatem jak by nie patrzyć na rolę obrzędową Kopca Kraka był on poświęcony Swarogom i Chorsom jednocześniea.

a Według map austriackich niedaleko kopca Kraka czyli Swaroga, jeszcze w XVIII wieku, na tym samym wzgórzu, stał kopiec nazywany Kopcem Babki Kraka – to mógł być Kopiec Chorsa, czyli Księżyca a jednocześnie Czarnej Królowej – Czarodany, w istocie babki pierwszego Kraka Nura i matki Kraka Żabikruka-Zobiraja.

[xxii] Herodot odnosi informację o tej wojnie i najściu Kraju Nurusów przez Wężów do wojny Skołotów z Persami. Jest jednak zupełnie możliwe, że tyczy się to wcześniejszej o niemal 200 lat wojny Skołotów z Ozeryjczykami Sargona II.

[xxiii] Wielu władców w licznych wojnach i utarczkach zbrojnych wykorzystywało później Jurę Krakowsko-Częstochowską i okoliczne puszcze śląskie, krakowskie i kieleckie do prowadzenia wojny partyzanckiej. Tak postąpił wracając z wygnania do Polski król Władysław Łokietek w roku 2104 czasu NK, obierając na główną bazę Grotę Łokietka w Ojcowie, a po nim także król Jan II Kazimierz w okresie Potopu Szwedzkiego w roku 2455 czasu NK i Tadeusz Kościuszko w trakcie Insurekcji i działań pod Racławicami w 2594 roku czasu NK. Miejsca te wykorzystywano nawet w czasie II Wojny Światowej do prowadzenia najbardziej nasilonych i najlepiej zorganizowanych w Europie działań partyznackich przeciw Niemcom (kielecczyzna), a więc w roku 2740 czasu NKa.

a W Dolinie Prądnika znajduje się ponad 1000 dużych jaskiń i jeszcze więcej tzw. schronów, czyli małych niszowych komór jaskinnych. Patrz opracowanie katalogowe o jaskiniach w Dolinie Prądnika – strony internetowe Ojcowskiego Parku Narodowego.

[xxiv] Niektórzy kapłani, zwłaszcza czarownicy Chorsa z Caroduny podkreślają stanowczo w swoich przekazaniach, że Drzak i Drakiw to dwie różne postacie. Łączymy je tutaj w jedną postać określaną Smokiem Caroduńskim. Smok Drak Wawelski był zapewne zwyczajnym człowiekiem, królem o być może odrażających cechach cielesnych. Uczyniono go w podaniach okrutnym i bezwzględnym władcą, albo wręcz „potworem”, którego urodziła Iworoda, a którego wrogowie Czarodany, Harów, Łyskowiców i Mogilanów przedstawiali jako inoga, nie mogąc przezwyciężyć jego waleczności. Przedstawiony opis wskazuje, że Drzak dobrze opanował zasady boju i postępowania z wrogiem stosowane przez pierwszych królów skołockich. Podobnie Romaje opisywali władcę Skryty Mynżańskiej (Krety Minojskiej) Mężotura, jako Minotaura – półczłowieka, półbąka.

Według tychże czarowników kąciny Chorsa, Drakiw rzeczywiście istniał i mieszkał pod skałą wawelską, ale był to prawdziwy smok-drakon Ażdahor-Całożerca, prawdziwe dziecko  Ażdahy.

Jeszcze inni powiadają, że żadnego smoka pod Wawelem nie było, a tylko dzielny Drzak-Drakiw, piękny lecz nieszczęśliwy syn Iworody, który bronił skutecznie Carodunę przed Wędami.

[xxv] Gród Kraka i liczne grody w okolicy – Identyfikacja Karoduny i Grodu Kraka.

Okolicę dzisiejszego Krakowa zajmowały liczne grody, z których każdy miał swoją nazwę, lecz żaden nie nazywał się Krakowem. Były takie grody jak Wawel, Okół, Tyniec, obecny Zwierzyniec-Salwator, Mogiła, Kleparz potem Stradom itp. Wydaje się że jest takie jedno miejsce które mogłoby oznaczać ów dawny gród Kraka – to okolica Kopca Kraka zwana Krzemionkami ze swoimi odrębnościami i legendami, ze swym kultem wielkanocnym  i artefaktami bardzo licznymi z okresu kultury łużyckiej. Wtedy starożytny Kraków-Caroduna położony byłby na południowy-wschód od Wawelu. Krakowem owym mogłoby być także hipotetyczne wynikające z przecięć linii Kopców miejsce zwane dziś Łęgiem i Beszczem, zalane i niezbadane archeologicznie z powodu ciągłych zalewów, a mogące być posadowionym tam właśnie – jako że stojącym na wodzie – jak większość grodów łużyckich. Obszar Lasoty i Kopca Kraka na Krzemionkach określany jest mianem Gródek.

[xxvi] Horiti – plemię wymieniane przez Króla Alfreda w położeniu między Małopolską a Śląskiem – wiązane zwykle z Chorwatamia. Według nas odłam Chorwatów zwanych Horitami-Gorytami zamieszkujący Beskid Żywiecki i dalej na południowy zachód – gdzie sięgał “ogon zachodni” Chorwatów w Czechach.

Karpowie, Karpianowie, Biesowie, Charwaci – Góry Karpów, Krakowskie, Góry Charwackie – Karwaty, Harwaty, Góry Harów – to góry zwane dzisiaj Karpatami. Około II wieku p.n.e. nazywane były górami Karpów, plemienia charwackiego zmieszanego wtedy z Kiełtamib. Część Karpów-Karpianów poszła na północ (Kurpie), część pozostała na miejscu (Górale Tatrzańscy), część przeszła Tatry i osiadła na ich południowych stokach (Słowacy), część poszła dalej na południe z Chorwatami. Karpaty nazywano także w kronikach średniowiecznych Górami Krakowskimi. Do czasu inwazji Gotów w II-III wieku n.e. mieszkało tu także plemię Biesów i Biesotarnów. Od Biesów pochodzić ma nazwa Beskidu, Bieszczad i Besarabii.

Żercy z Caroduny twierdzą, że nazwa tych gór bierze się od Zduszów-Biesów, od Biesa i Beszcza którzy przerodzili się w biesy nawiedzające te “błędne” góry, i że wszyscy mieszkańcy tych gór choć są Harami i Chorwatami jak i inni, mają w sobie tyle krwi onych Biesów, że do dziś z byle powodu krew się w nich łatwo gotuje i złe im z oczu patrzy.

a SSS, II, str. 219

b Karpowie, Carpi – SSS, II, str. 379

 

[xxvii] Karpianie – Chorwaci Karpaccy – według Kosmografa z Rawenny – w VI wieku wywędrowali nad Dunaj. Razem z nimi wymienia on także Antów (znanych nam jako Wątowie Nadciemnomorscy) i inne ludy słowiańskie. Prokop z Cezarei pisze o Antach, że mieszkali aż do ujścia Donu do morza Azowskiego, powyżej skołockich Utigurów, których niektórzy uważają także za Kumorów (Kimmerów), a my za być może któreś z plemion skołocko-turecko-węgierskich.

[xxviii] Bratek to popularny dwubarwny kwiat, roślina występująca dziko w północnej Europie. Nazywany jest też siestriczką, lub „bratem i siostrą”, wśród wszystkich Słowian. Kres, czyli święto Kupały odbywa się między 20 a 26 czerwca.

[xxix] Podanie o śmierci Czarodany, którą bogowie zamienili w skałę przechowało się w postaci Legendy Jaskini Ciemnej w Ojcowie. Według jego uproszczonej i odmitologizowanej wersji „Nieszczęśliwie zakochana dziewczyna rzuciła się na kamienie, prosząc bogów pogańskich, by ją w skałę zamienili. Prośbę dziewczyny bogowie spełnili, jej ciało stało się skałą, lecz serce bić nie przestało. Dlatego włosy wciąż jej odrastają w postaci leśnych zarośli, a z oczu płyną łzy, które od razu krzepną w kamień, przemieniając się w stalaktyty”.

Witold Chomicz – Noc Kupalna

[xxx] Obrzęd odbył się po raz ostatni w 2005 roku w Krakowie z kulminacją w dniu 20 czerwca na Kopcu Kraka. Był to 50 Obrzęd Dziewięciodniowy odbyty od śmierci Czarodanya. Obrzęd rozpoczyna się każdorazowo – to znaczy raz na 54 lata – na 9 dni i 9 godzin, przed Świętem Kresu, czyli Kupaliami (pełnią księżyca najbliższą dat 20 albo 26 czerwca – kalendarza słonecznego). Kończy się dokładnie w noc Pełni Księżyca Przesilenia Letniego. Co drugi z obrzędów ma bardzo uroczysty charakter, bowiem dwa Koła Wieków – tworzą Wielkie Koło (odpowiada mu różaniec Czarnogłowski, znany też wedaistom i buddystom, złożony ze 108 ogniw)b. W roku 1897 i 2005 odbyły się właśnie Obrzędy Dziewięciodniowe Szczególne – Wielkiego Koła. Za datę śmierci Czarodany uważa się dzień Pełni Księżyca przypadający na czerwiec 105 roku czasu NK (695 roku p.n.e.).  W obrzędzie odtwarzana jest Wojna o Taje, Narodziny Rykawda i Iworody, Śmierć Welańska Czarodany i jej dzieci, Odrodzenie i Śmierć Ziemska – Czarodany oraz jej dzieci, a także narodziny jej wnuka (Drzaka), kolejnego syna Zobiraja Żabikruka – Kraka Bierły II (Abarisa II) i wiele innych epizodów z jej życia.

W XX wieku obrzęd ten odbył się tylko 1 raz, na istniejącym jeszcze wtedy Kopcu Matki Ziemi (tzw. Esterki) na krakowskim Łobzowie, przy Ogrodach Królewskichc będących wtedy we władaniu LWP (Wojska Polskiego). Kulminacyjna uroczystość miała miejsce 18 czerwca 1951 roku (Kupalia Księżycowe)d. Poprzedni miał miejsce z końcem XIX wieku, w roku 1897 (13 czerwca) i był prowadzony przez Stanisława Wyspiańskiego, na Świętym Wzgórzu – Wróżnej Górze (Góra Mokoszy)e.  Góra leży nieopodal domu Lucjana Rydla – Rydlówki –  w Bronowicach Małych pod Krakowem, gdzie odbyło się słynne Wesele opisane przez Stanisława Wyspiańskiegof.

a Obrzęd prowadził Autor.

b 2 x po 54 lata to Wielkie Koło Wieków – złożone z 4 okresów naprzemiennego władania Bogów Działu – Białobogi i Czarnogłowa. Rozpoczyna Wielkie Koło Czarnogłów i jego Trzem a w 27 roku (I Półkole) oddaje władanie Białbodze która, włada do końca 54 roku (I Małe Koło Wieków), kiedy przekazuje znów Czarnogłowowi Berło Wieków i Księgę Czasu, ten włada do końca 81 roku (III Półkole) i przekazuje znów atrybuty czasu Białobodze która zamyka bieg czasu – Wielkie Koło – w 108 roku.

c Dokładnie nad Młynówką Królewską w Ogrodach rodziny Sułkowskich, Uznańskich i Białczyńskich (pozostałość Ogrodów Królewskich Kazimierza Wielkiego)

d Obrzęd był prowadzony w 1951 roku przez Stanisława Pagaczewskiego.

e u stóp Wróżnej Góry, przy zbiegu ulic Pasternika i Tetmajera tryska do dzisiaj Święte Źródło Mokoszy, z którego mieszkańcy Krakowa czerpią wodę o leczniczych właściwościach

f Wesele Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczyk odbyło się w 1900 roku.

[xxxi] Chodzi tu o czakram podwawelski – jeden z siedmiu najważniejszych czakramów Ziemi, czczony przez wyznawców Wedy. Jak wiadomo związki Wedy i Wiedzy Tajemnej, Wiary Przyrodzonej są bardzo stare.

Niektórzy powiadają jednak, że Caroduna leży bardziej na wschód, a nawet że wszystko to działo się nad Donem, gdzie Czarna Ziemia Burów Czarnosiermiężnych. Dopiero potem Nurowie wejść by mieli nad Wisłę. Przekazy te mało są wiarygodne, ale nie raz bywało, że jeden samotny głos na puszczy prawdę prawił wbrew chórom wymądrzałym. Przeto przytaczamy i te poglądy mudrów z Czarnej Ziemi nad Rwdą-Rzwą zwaną też Wołgą, czyli Wielką Rzeką.

Na Wawelu powstał kopiec, potem kącina pogańska, a w końcu zamek królów polskich. Obok tego miejsca, posuwając się dalej z biegiem wijącej się u stóp Góry Wawelskiej rzeki Wisły, znajduje się Skałka, dawne uroczysko święte, ze świętym źródłem, a jeszcze dalej święta góra Lasota z jej pradawną kąciną i Kopiec Kraka (Swaroga, czyli Ognia). Tu na Lasocie był też kiedyś Kopiec Babki Kraka – Chorsiny-Łuny czyli Ksieżyca i Czarnej Królowej. W drugą stronę od Wawelu leży Wzgórze zwane dzisiaj Wzgórzem Bronisławy, które jest okryte Lasem Wolskim (dawniej Welskim) i w czasach przedchrześcijańskich było Górą Welesa. Również tutaj znajdowała się kącina Wiary Przyrodzonej. Góra Welesa, wraz z miejscem zwanym Sowińcem, cieszy się do dzisiaj tak wielką czcią mieszkańców Krakowa, że w XIX i XX wieku usypano tutaj dwa nowe Kopce poświęcone bohaterom narodowym: Kopiec Piłsudskiego i Kopiec Kościuszki. Sam Wawel jest uznawany z powodu czakramu mocy Ziemi znajdującego ujście w skale u podstawy jednej z krypt zamku królewskiego (pod kaplicą Gereona), przez joginów i przedstawicieli religii hinduistycznej a także Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, za jedno z Siedmiu Miejsc Świętych Świata. Wiedza na ten temat pochodzi z Wed – ksiąg Wiary Przyrodzonej, które według wielu poważnych uczonych, a przede wszystkim według praktyków Hinduizmu, Wedy, Jogi i Buddydstów – zawierają wiedzę z okresu Wspólnoty Ariów, czasu nierozerwanej jeszcze więzi słowiańsko-irańsko-indyjskiej. Zwraca uwagę również postać umiejscowionego u Góry Wawel Smoka Strażnika, który zamieszkiwał system jaskiń pod wzgórzem, zwanych Smoczą Jamą. Samo określenie “jama” nawiązuje do podziemnych bóstw indo-irańskich Jama i Jima.

[xxxii] Na XVIII wiecznych austriackich mapach Krakowa można znaleźć więcej kopców niż istnieje obecnie. Do naszych czasów nie przetrwał między innymi drugi, mniejszy kopiec, który usytuowany był niedaleko Kopca Kraka, nazywany Kopcem Babki Kraka (istniał jeszcze w XVII wieku). Także na Górze Wawelskiej był kopiec.

Nazwa Kopiec Babki Kraka wskazuje, że kopiec był poświęcony Czarodanie. Ona wywołała Wojnę o Taje, a w następstwie także narodziny Kruków i Kurki, a więc Kraka I Nura. Ona też była matką Kraka III Zobiraja-Żabikrukaa.

a Większy kopiec nazywany kopcem Kraka najprawdopodobniej był poświęcony Bogu Ognia – Swarogowi a mniejszy bóstwu księżycowemu Chorsowi-Księżycowi lub Chorsinie-Łunie.

[xxxiii] Kruk był biały, lecz sczerniał z klątwą bogów. Był związany pierwotnie z mocami Nieba, ale obecnie jest uważany za związanego z Podziemiem, Zaświatami i Śmiercią. Krakać – źle wróżyć.

W tradycji krakowskiej istnieje podanie o Białym Kruku, jedynym, czczonym na Lasocie, i o Czarnych Krukach, sczernionych przez swój czyn przeciw Bogom Nieba, może Dażbogom, Swarogom, Perunom, i skazanym na rolę padlinożerców i zwiastunów śmierci. Wtedy Lelki miałyby inny rodowód niż z ciała Potwora, albo początkowo służyłyby innemu bóstwu Niebiańskiemu i po zdradzie zostały przypisane Lelijowi. Kruk ma związek z długowiecznością i mądrością – kontaktuje się z bogami – wydziobuje oczy umierającym na polu walki wojom.

[xxxiv] Jest to absolutna prawda, bowiem tylko dzięki temu że w Jądrze Ziemi Skalnik kręci  nieustannie Wiecznym Młynem którego ognistym żarnem jest Światyr-Ałatyr a stępą Ułatyr-Ałatyr (odłamek Światyra), jest stale utrzymywana Warstwa Nieba, którą nauka współczesna nazywa Sferą Magnetyczną. Warstwa ta chroni życie na Ziemi przed śmiercionośnymi promieniowaniami Wszechświata, w tym Słońca.

[xxxv] Obrzędy Czaru Daniny inaczej Czaruduszy (Czartanu) – odbywane są raz na koło wieków czyli 54 lata. Jest to bardzo uroczyte święto Czarodany i ocalenia Zerywanów. Odbywa się ono, jako osobne, doładnie w czasie Kupaliów i niektóre kapiszty je właśnie nazywają Kresem. W Kresie odtwarza się obrzędowo dzieje wszystkich obrazoburczych kobiet-boginek zwanych Czterema Kraśnicami: Swątlnicy-Strzęśli, Wozchorii, Gogółki-Kalii i Czaroduny. Odbywa się wtedy obrzędowe tany odczyniające i zawracające – czarujące dusze, zwane czarduszami. Nazwa tego czarownego świętego tanu przeszła za pośrednictwem Sekieli i Hawarów, a potem Siedmiorodzian i Hungarów na węgierski taniec obrzędowy czardasz. Obrzędy te są wielkim świętem wszystkich kapiszt Chorsa. Mają charakter zamknięty, wewnętrzny dla gromad Wiary Przyrody. Obrzędy zewnętrzne powinny zostać reaktywowane, by przypominać wszystkim ludziom czym jest karoduna i jakie były dzieje Czarodany, oraz co się stanie jeśli przekroczymy dozwolony próg.

[xxxvi] Święto letniego przesilenia w mitologii wschodniosłowiańskiej. Potwierdzone na Rusi w XIII w. – kupalja.  Nazwa oznacza główną osobę i jej uosobienie w kukle – Boga Kupałę (także Kupało, Kupajło), jak również kapłanki – kupałki rozdające kwiaty przy wróżbach kupalnych i całe zgromadzanie świętujących. Główne elementy uroczystości to: rozpalanie ogni (wiertłem ogniowym), taniec w Koło Ognia, skoki nad Ogniem, chodzenie po Ogniu, obrzędowe obmywanie w Wodzie, plecenie wianków, rzucanie wianków na Wodę, pławienie płonących kręgów ognia na Wodzie, poszukiwanie kwiatu Papródzi, Głowy Kupały oraz inne obrzędy płodności związane z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą. Nazwa wiąże się z kąpielą – kąpadlo (prsłw.), ale także kupadlo – od ind-europ. kup- kipieć , pożądać, co znane jest także z łaciny jako Cupido – Kupido. Motyw miłosnego związku brata i siostry jest eksponowany podczas święta Kupałya. Słowianie pili w obrzędzie Kupały napój z Bratków będących roślinnym wcieleniem owego rodzeństwa.

a Patrz KLS K. Moszyńskiego czII, Zeszyt 1 (Kraków 1934).

[xxxvii] Czara-Hara-Gara oraz Czarka-Harka-Garka to to samo co Ara i Arka dwa Święte Dzbany Zerywanów. O rozbiciu pierwszego Dzbana Zerywanów – Czary (Ary), i jego utracie (tak samo jak o rozbiciu II Dzbana kagana Mrukrzy – Karej Czary), pisano w Księdze Tura – Taja 17, a także wcześniej w apokryfie Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki, bogunowie i demonya. W miejsce starego dzbana góryci ze świętego grodu Jama Arki (Czarkajama) wykonali znacznie mniejszą trzecią kopię dzbana nazywaną Czarką-Harką-Garką.

Dzban służył nie tylko jako przechowalnik świętego miodu, ale również do grzania świętego napoju, był odporny na ogień i podkładano pod niego nieustannie żar-gar, po to by wytwarzać ów święty napój. Na Czarce w przeciwieństwie do starej Czary – nie było już wzorów Świata zostawionych osobiście przez Swąta. Wzory, które się na niej znalazły wykonali z pamięci góryci Arkajamscy.

Naczynie nazywa się „Czarą”b – bo służy do przechowywania i wytwarzania czarownego napoju z miodu, który w niej zbierano, „Hara” – bo stary dzban-Czara był wielki jak góra – Hara (Kara Góra). Materiał na szczyt dzbana wożono po pochylniach i noszono wspinając się schodniami oraz po drabinachc. „Gara” – od żar – gar  i ogar – grzaniec oraz gar – sadza na dnie od spodu, a także gor- gorzała, i gor-ogień (gorzeń, gorąco).

Pierwszy Dzban Zerywanów – Święta Czara, symbol Ogniska Domowego w Starej Kolibie za króla-kagana Pirsta (dar od bogów). II Dzban Zerywanów Kara Czara – odbudowany przez kagana Mrukrzę Milicza i dwóch kolejnych królów z rodu Bardzów (Barda-Barza i Bogdara) w Starej Kolibie, utracony i rozbity po przejściu Śmierorza i wybiciu Zerywanów oraz przegnaniu ich niedobitków pod postacią suk i odyńców za Żmijowe Wały – do Nowej Koliby – Lęgu-Waru w Lęgii (Jaskinia War, Lęgiel). III Dzban Nowokolibańczyków Czarka-Arka, odtworzono w Jamie Arki (Arkajamie) w Starych Czasach Nowej Koliby, a jego kopie dano każdemu Ludowi Nowokolibańskiemu (Dziewięciu Ludom narodzonym z Kruków, Kurki i Kąptorgi: Nurom, Budynom, Burom-Czarnosiermiężnym, Serbomazom, Lęgom, Wędom, Istom, Dawanom i Skołotom).

Część podań i niektóre kapiszty przekazują, iż pierwsi królowie Dziewięciu Ludów w Nowej Kolibie otrzymali po jednej stronnicy z Księgi Gołubiej – zawierającej najgłębsze taje Wiedy. Inni uważają, iż te taje wyryte były na ścianach Czarki – a wcześniej Czary – Dzbana Zerywanów i zostały przekazane Ludom wraz z kopiami (Czwarte Dzbany) III Dzbana, już Nowokolibańskiego – Czarki z Czarkajamy.d

a Księga Tura wydanie z roku 2000, Baran & Suszczyński, Kraków –  Taja 17: str. 296-297, 303-308, Księga Tura wydanie pełne z roku 2008, Fundacja Turleja, Kraków, Taja 17: str. 432 – 438, 444 – 445 , Stworze i zdusze wydanie z 1993, Kraina Księżyca, Kraków – str. 9-16.

 

b To władcy Scytów w opisach kronikarzy helleńskich – nosili u złotego pasa symboliczną złotą czarkę. Pasy ze złotą czarką znajdowano też w grobach królów Scytów.

 

c Księga Tura wydanie z roku 2000, Baran & Suszczyński, Kraków –  Taja 17: str. 303-304, Księga Tura wydanie pełne z roku 2008, Fundacja Turleja, Kraków, Taja 17: str. 444 – 445.

d Podanie o boskich złotych narzędziach królewskich Scytów, które spadły z nieba w postaci pługa, jarzma, toporu i czary przekazuje Herodot. Owa boska Czara-Ara to właśnie Dzban Zerywanów. Jej kopia to Mała Czara – Boska Czarka – Boska Arka. Judejczycy nazywają ją w Biblii Arką Przymierza z Bogiem. Podanie być może zaczerpnęli od Skołotów-Scytów, którzy ich niejednokrotnie najeżdżali. Żydzi-Judejczycy nazywali Skołotów Aszkuza i twierdzili że pochodzą oni od syna Jafeta Askeza. Aszkez to zniekształcony zapis imienia kagantyrsa Osieka lub Orzekosza – Orego Kosza – Koszerysa-Kozyrysa. Tego k™óry poprowadził Koszatyrsów na Wschód do Iranu i Indii. Co ciekawe to właśnie Żydzi w swoich przekazach dziejowych zachowali pamieć o tym, że Scyci-Skołoci to nikt inny jak lud nazywany później Słowianami, czyli o ciągłości genetycznej i kulturowej skołocko-słowiańskiej. Nazywali oni Żydami Aszkenazyjskimi tych swoich pobratymców, którzy zamieszkali między Słowianami we wschodniej Europie i nad Morzem Czarnym. [patrz: Wikipedia, hasło Scytowie].

[xxxviii] Haria Czarodany – armia Czarodany, Har-Waci – Wojownicy Wici, Słudzy Hory Witej, czyli świętej – Góry Pałki, Gor-Waci – Strażnicy-Wojowie Ognia, Wać Panowie.

[xxxix] Jaskinia i Góra Kogajon nazywane były Jaskinią Kosza i Górą Kaszyn jeszcze przez Naruszewicza w Historyi narodu polskiegoa

a patrz: Adam Naruszewicz, Historya narodu polskiego, str. 204.

[xl] Pomian, odkrzykło (ros. odkrikło) – to nasze słowiańskie określenia przechowane przez lud – a oznaczające echo – które, to obce, romajskie słowo przyjęli Polacy na określenie tego zjawiska.

Raduga i Kryszeń – Kraszeń (Krasa-RA)

Kryszeń i Rada-Tęcza[i]

- według wołchwów z Gonuru.

Rada – córa Władczyni Wód i boga Słońca Ra-Swarożyca[ii] żyła na Wyspie Słonecznej. Przybył do niej w swaty smok Tryton, syn Morskiego Cara – Wodo-Wełma. Jednak Rada za niego wyjść za mąż nie chciała.

Rak Pustelnik poradził jej jak odstręczyć zalotnika. Dał jej trawę, której Tryton nie znosił. Natarła się nią Rada calusieńka, więc kiedy ją Tryton powąchał natychmiast uszedł do siebie.

Rada była tak piękna, że zaczęto mówić, że ona i od samego jasnego Słoneczka urodziwsza. Dowiedziawszy się o tym, Pan Słońca zawody ze swoją córką przygotował – kto świeci płomienniej. Po zawodach wszyscy uznali, że na niebie jaśniej świeci Słońce, a na Ziemi Rada-Raduga (Tęcza).

O urodzie Rady-Tęczy dowiedział się i Kryszeń, lotny statek sporządził i poleciał na wyspę Słońca Ra. Gdy przyleciał stawił się przed bogiem Ra-Swarożycem i poprosił, aby ten dał mu rękę pięknej Rady. Bóg Ra-Swarożyc odpowiedział, że wpierw Kryszeniowi trzeba wypełnić trzy zadania.

Pierwsze zadanie – Kryszeń miał pokazać bohaterski skok: dolecieć na koniu do Rady siedzącej w wieży wysokiej co dochodziła do samego nieba. Doleciawszy do okienka, winien ściągnąć z palca Rady pierścień i pocałować ją w jasnoczerwone wargi. Łatwo wykonał tę pracę Kryszeń. Do samego nieba wzleciał jako skrzydlaty białogrzywy koń.

Aby drugie zadanie wypełnić, Kryszeń miał w ciągu jednego dnia ujarzmić złotorogiego tura, zaprząc go do pługa, zaorać pole, zasiać żyto, coby wyrosło i zebrać urodzaj, nawarzyć piwa i ugościć nim gości. I z tą pracą Kryszeń dał sobie radę lekko.

Potem bóg Swarożyc-Ra wypróbował Kryszenia i trzeci raz. Trzeba mu było znaleźć klucz zgubiony przez Radę w szczerym polu i rozpleść jej warkocz. Tylko tym kluczem można było otworzyć zamyk, który odgradzał go od warkocza Rady. Tylko po otworzeniu zamyku można było rozpleść warkocz Tęczy[iii].

I Kryszeń znalazł ten klucz, okazał się nim pierwiosnek, “pierwszy kwiat” (Kwiat-Klucz Wiosny)[iv]. Wkrótce Kryszeń i Rada poszli w swadźbę, przyjęli złote wieńce.

Z kwiatów pierwiosnków wieniec spleciony

Na główce miłej Rady-Tęczy

A na Kryszeniu wieniec z lilii.

Wyszli Rada i Kryszeń

Na morski stromy brzeg,

Pod niebem wszem rozjaśnieli,

Jak razem z Tęczą Kryszeń-Swątwola[v].

 


[i] Za: A. I. Asov „Księga Koliady”

[ii] Rada, o której mowa w tej baji to Tęcza-Denga. Nosi ona też przydomek Raduga. Nie należy mylić jej postaci z Radą-Rodzicą, Radoradą – Panią Radunic ani z Radą-Zbożą córką Sporów.

[iii] Rozplecenie warkocza oznaczało wyjście za mąż.

[iv] Pierwiosnek: na wiosnę rozkwitają złocistożółte kwiaty pierwiosnków jak np. pierwiosnek lekarski (Primula veris) czy wyniosły (Primula elatior), wśród ludu znany też jako “kluczyki” lub “klucze świętego Piotra”.

[v] Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą, w tym sensie w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika). Według Księgi Welesa Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń) a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia. Miano kreseń, można traktować jak przydomek opisujący funkcje tego boga. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (kilkudniowe przesilenie zimowe, kiedy dnia jeszcze nie przybywa a nocy wciąż nie ubywa) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu (Kupalia), kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu. U nas Kryszeń jest Mocą Miłości-Koszu uosabianą przez bóstwo żeńskie – Krasę-Krasatinę.
W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszeniab.

 

a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, “błękitny”, jak niebo zimą.

b Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.
W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, “mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.
W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – drzewo Wysznia i Kryszenia); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat.” ” Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiatu Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny…Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i, znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata.”
Przy odtworzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych, o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów) związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich, przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków, (Sankt Petersburg, 1881).
Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Radudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne, we wszystkich tradycjach. Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.
Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: Nieniecki epos, Leningrad 1990; wraz z byliną Ilja Muromiec i idoliszcze.

Pośród indyjskich tekstów 10-ta Pieśń “Śrimad Bhagawatam”, patrz: książka Swami Prabhupady “Źródło wiecznej przyjemności”, a także 3-cia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie” Pindar “Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synu KamieniaSasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

Jan Kochanowski

PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE

PODSTAWA TEKSTU: JAN KOCHANOWSKI, PIEŚNI I WYBÓR INNYCH WIERSZY.
OPRAC. T. SINKO, WROCŁAW 1948.

Gdy słońce Raka zagrzewa,

A słowik więcej nie spiewa,

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi

Sypali się ku ogniowi;

Bąki za raz troje graty

A sady się sprzeciwiały.

Siedli wszyscy na murawie;

Potym wstało sześć par prawie

Dziewek jednako ubranych

I belicą przepasanych.

Wszytki spiewać nauczone,

W tańcu także niezganione;

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały:

Alfons Mucha – Wiosna

Panna I

Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono;

Czemu sobie rąk nie damy,

A społem nie zaspiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody;

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.

Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,

Ojcowski rząd zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przed tym wszędzie.

Święta przed tym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem:

Więc też tylko zarabiamy,

Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą;

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje.

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.

Na tego my wszytko włóżmy,

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć się i dobre lata,

Jeszczeć nie tu koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny

Święćmy jako zwyczaj dawny,

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania!

Alfons Mucha – Wiosna II

Panna II

To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi się uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.

Skokiem taniec nasnadniejszy,

A tym jeszcze pochodniejszy,

Kiedy w bęben przybijają,

Samy nogi prawie drgają.

Teraz masz czas, umiesz li co,

Mój nadobny bębennico!

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło.

Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła?

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy.

Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa najdziesz i w tym rzędzie,

Coć za wszytki płatna będzie.

Ja się nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż się sam spodzieje.

Ale gdzie dobra myśl płuży,

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata.

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

A ty się czuj, czyja kolej,

Nie masz li mię wydać wolej!

Alfons Mucha – Poranek

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia;

Inszy wszelaki źwierz niemy

Nie śmieje się, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskimi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.

Śmiejmy się! Czy nie masz czemu?

Śmiejże się przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego,

Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp’ ty, coś ciągnął kota,

A puść się na chwilę płota!

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal do wody.

Ciągnie go drugi na suszy,

Tobie trzeba aż po uszy;

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił,

Żeś tak srogie źwierzę drażnił?

Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

Ledwe drugi będzie żywy.

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę;

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada.

Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa.

A to jako w nim szacować,

Że umie i praktykować?

A to tak wieszcza bestyja,

Że się zawżdy na deszcz myja.

Więc łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty.

K’temu rzadko uśnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu:

A może być i w tym stadzie,

Co już myśli o zakładzie.

Alfons Mucha – Poranek II

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.

Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi,

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co sobie:

Ani wzgardzisz chucią moją,

Ale mi ją oddasz swoją.

Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę;

Wszytki tu wzrok ostry mają

I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com się ja utroskała.

O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę;

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy!

Alfons Mucha – Słowianki i wianki

Panna V

Zwierzęć się, gromado moja,

Nie mam przed Szymkiem pokoja!

Za trzewik mi zastępuje,

A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka widzisz.

Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę, nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić się już moja śmieje.

I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz,

Drugiej nogę przystępujesz;

Odpuść mi: silnyś przechyra,

A ja z takim nie mam mira.

Nie sprawujże się przez miarę,

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz.

Alfons Mucha – Południe

Panna VI

Gorące dni nastawają,

Suche role się padają;

Polny świercz, co głosu sstaje,

Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.

Żyto się w polu dostawa

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo:

Miej się do sierpa co żywo!

Sierpa trzeba oziminie,

Kosa się zejdzie jarzynie;

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy!

Gospodarzu nasz wybrany,

Ty masz mieć wieniec kłosiany,

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie.

A kiedy z pola zbierzemy,

Tam dopiero odpoczniemy

Dołożywszy z wierzchem broga;

Już więc, dzieci, jedno Boga!

Wtenczas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie,

A jesli ty rad odkładasz,

Mnie do siebie drogę zadasz.

Alfons Mucha – Wiosna III/Lato I

Panna VII

Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole;

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.

Ja też, bym nabarziej chciała,

Trudno bym się zdobyć miała

Na lepszą myśl; bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa.

Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię, gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

Mając charty pogotowi.

A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić się swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę,

Niech za tobą smycz psów wodzę!

Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę

Przy tobie ja wytrwać mogę!

Albo, mój myśliwcze, tedy

Pokwap’ się do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować wszędzie!

Alfons Mucha -Gwiazda Południa

Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

I łąka nieprzepasiona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

I tymczasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec!

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi;

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię za raz pobrać dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona!

Alfons Mucha – Lato

Panna IX

Ja spiewam, a żal zakryty

Mnoży we mnie płacz obfity.

Spiewa więzień okowany

Tając na czas wnętrznej rany.

Spiewa żeglarz w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi spiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

Spiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może!

Nadobnać to dziewka była,

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło,

Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze,

Zbójca własny, nie posłańcze!

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie,

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.

Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmią cię, czegoś godzien;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina.

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy!

A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet przyniesiono;

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy:

“Coć się zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

Zdrajca mój, synowski grobie!”

Porwie się mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama się w jaskółkę wdała,

Oknem, łając, poleciała.

A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra;

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto się kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy

Zjawiły się takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli;

A by dziś nie ludziom k’woli,

Co spiewam, płakać bych miała,

Acz me pieśni płacz bez mała.

Alfons Mucha – Krasatina

Panna X

Owa u ciebie, mój miły,

Me prośby ważne nie były;

Próznom ja łzy wylewała

I żałosnie narzekała.

Przedsięś ty w swą drogę jechał,

A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał

W ciężkim żalu, w którym muszę

Wiecznie trapić moję duszę.

Bodaj wszytkich mąk skosztował,

Kto naprzód wojsko szykował

I wynalazł swoją głową

Strzelbę srogą, piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy:

Szukać śmierci przez bój krwawy!

A ona i tak człowieczy

Upad ma na dobrej pieczy.

Przynamniej by mi w potrzebie

Wolno stanąć wedla ciebie;

Przywykłabych i ja zbroi,

Bodaj przepadł, kto się boi!

Jednak ty tak chciej być śmiałym,

Jakoby się wrócił całym;

A nie daj umrzeć mnie, smutnej,

W płaczu i w trosce okrutnej.

A wiarę, coś mi ślubował,

Pomni, abyś przy tym chował;

Tę mi przynieś a sam siebie;

Dalej nie chcę nic od ciebie!

Alfons Mucha – Dziewanna-Flora

Panna XI

Skrzypku, by w tej pięknej rocie

Usłyszeć co o Dorocie,

Weźmi gęśle, jakoć miła,

A zagraj nie myśląc siła!

Nieprzepłacona Doroto,

Co między pieniędzmi złoto,

Co miesiąc między gwiazdami,

Toś ty jest między dziewkami!

Twoja kosa rozczosana

Jako brzoza przyodziana;

Twarz jako kwiatki mieszane

Lelijowe i różane.

Nos jako sznur upleciony,

Czoło jak marmór gładzony;

Brwi wyniosłe i czarnawe,

A oczy dwa węgla prawe.

Usta twoje koralowe,

A zęby szczere perłowe;

Szyja pełna, okazała,

Piersi jawne, ręka biała.

Serce mi zakwitnie prawie

Przy twej przyjemnej rozprawie;

A kiedy cię pocałuję,

Trzy dni w gębie cukier czuję.

W tańcuś jak jedna bogini,

A co cię skutniejszą czyni:

Nie masz w tobie nic hardości,

Co więc rzadko przy gładkości.

Tymeś ludziom wszytkim miła

I mnieś wiecznie zniewoliła;

Przeto cię me głośne strony

Będą sławić na wsze strony.

Alfons Mucha -  12 Księżyców

Panna XII

Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki

Może wspomnieć za raz wszytki?

Człowiek w twej pieczy uczciwie

Bez wszelakiej lichwy żywię;

Pobożne jego staranie

I bezpieczne nabywanie.

Inszy się ciągną przy dworze

Albo żeglują przez morze,

Gdzie człowieka wicher pędzi,

A śmierć bliżej niż na piędzi.

Najdziesz, kto w płat język dawa,

A radę na funt przedawa,

Krwią drudzy zysk oblewają,

Gardła na to odważają.

Oracz pługiem zarznie w ziemię;

Stąd i siebie, i swe plemię,

Stąd roczną czeladź i wszytek

Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi,

A do gumna wszytko nosi.

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy.

Tam już pieśni rozmaite,

Tam będą gadki pokryte,

Tam trefne plęsy z ukłony,

Tam cenar, [tam] i goniony.

A gospodarz wziąwszy siatkę

Idzie mrokiem na usadkę

Albo sidła stawia w lesie;

Jednak zawżdy co przyniesie.

W rzece ma gęste więcierze,

Czasem wędą ryby bierze;

A rozliczni ptacy wkoło

Ozywają się wesoło.

Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz, siedząc w chłodzie,

Gra w piszczałkę proste pieśni;

A faunowie skaczą leśni.

Zatym sprzętna gospodyni

O wieczerzej pilność czyni,

Mając doma ten dostatek,

Że się obejdzie bez jatek.

Ona sama bydło liczy,

Kiedy z pola idąc ryczy,

Ona i spuszczać pomoże;

Męża wzmaga, jako może.

A niedorośli wnukowie,

Chyląc się ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male,

Wstyd i cnotę chować w cale.

Dzień tu, ale jasne zorze

Zapadłyby znowu w morze,

Niżby mój głos wyrzekł wszytki

Wieśne wczasy i pożytki.

Alfons Mucha – Dziewczyna i Bogowie

2009 – Wierzyca

I jeszcze całkiem na deser

Kwiat Paproci i formuła magiczna z “Nowych przygód Baltazara Gąbki” z przypisem dla wtajemniczonych który może ich bardzo daleko zaprowadzić

Rozdział 17 – Wyprawa po Kwiat Paproci

 

Opuszczali cyrk. Przenosili się całą kompanią poza Warszawę. Znów do Krainy Bociana i to dokładnie tam, gdzie już wcześniej  znalazł się Samborek. Doktor Koyot czuł niepokój. Chmury dziejowej burzy zbierały się nad  światem, mimo, że przez chwilę Władcy Ciemności wytwarzający ten złowrogi cyklon znaleźli się w odwrocie. Czy kolejny ich atak nastąpi właśnie w Krainie Bociana? Doktor Koyot wierzył mocno, że świat da się ocalić. Jeszcze raz sięgnął po kartki z dzieła Laurentego z Rud. Dręczyła go sprawa pierwszego wierszyka, który tak łatwo zlekceważyli ze względu na częstochowskie rymy. Dziecięce rymowanki są starymi czarownymi zaklęciami, on, Koyot, wiedział o tym najlepiej. Trzy  z odczytanych stron Księgi Laurentego składały się na rozwiązanie. A co z czwartą?! Odczytał ten wierszyk jeszcze raz:

Przeciw Liszości i upadłości

Łapki szczurze, kilka kości

Gotuj w włoszczyźnie,

 Niech je żar liźnie

Trochę pierza z nietoperza,

siedem włosów z brody jeża

ósm szprych struganych z wiązu wisielca

dziewięć promieni złap z głowy Cielca…

Strona nazywała się KAT. – Kat zabija ofiarę! – myślał – Śmierć to mór. Czar Mary to zamrożenie, lecz nie zabicie. Mara nie zadaje śmierci. Mara to starość, zapomnienie, choroba, ale i zdrowie, mróz, zmorzenie. Czyżby rzeczywiście, nie wystarczyło zakląć Kwiatu czarem Mary, żeby był raz na zawsze w tej postaci utrwalony?! Czy sposobem na utrwalenie nie okaże się przypadkiem substancja wytworzona według formuły ze strony KAT? NIE plus KAT, to inaczej Nie-mór, Nie-Mara… To życie! Doktor był teraz pewien, że wszystkie cztery części składają się na prawidłowe rozwiązaniem zagadki. Jeszcze raz przeczytał wierszyk, spisując listę potrzebnych składników. Miał je prawie wszystkie w swojej podręcznej apteczce! Nawet włosy z brody jeża. Tylko włoszczyznę trzeba będzie wziąć od Bartoliniego. Promienie z głowy Cielca[1] to oczywiście światło gwiazd, przy którym to wszystko trzeba będzie zmieszać. – Gwiazdozbiór Cielca to znak Byka. Księżyc i jego nów około 20 czerwca!  Zmiana znaków zodiaku też. – pomyślał – Narodziny Księżyca po nowiu obchodzi się czwartego dnia. Dziewięć promieni to cyfra śmierci! Zamiana śmierci na życie dzięki promieniom Cielca. Tak!

I postanowił, że miksturę przyrządzi już w puszczy.


[1] Gwiazdozbiór Cielca jest znany głównie pod nazwą Byka. Jako Cielca utrwalił go w Dziennikach gwiazdowych (Podróż siódma) Stanisław Lem. To tak leży słynna planeta Enteropia, po której hasają kurdle, występuje też niebezpieczny strum (meteorytów) oraz gdzie używa się sepulek do sepulenia. W wierzeniach Słowian jest to gwiazdozbiór Welesa, boga Zaświatów (Weli). Nazywany jest Wołosożarem. W czerwcu nad ranem w gwiazdozbiorze Byka znajduje się Wenus – Gwiazda Zaranna, sprawczyni dużych zmian i odnowy. Słońce opuszcza ten gwiazdozbiór 20 czerwca.

Tylko dla najbardziej wtajemniczonych: O związkach Kraka i Krakowa z Księżycem, krukiem, pełnią i nowiem księżycowym, o związkach Twardowskiego z Księżycem i podaniu o Smoku Wawelskim pisze w swojej książce Polskie Niebo Andrzej Niemojewski, Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska”, Warszawa 1924, str. 4-7, 12 -20.

Przypis specjalny dla absolutnych koneserów Magii:

Kwiat Paproci osiąga pełną moc 1 lipca, na trzy dni przed Pełnią Księżyca. Jest to jeden z dwóch najmocniejszych znaków  chińskiego I-cingu i słowiańskich wróżb z łodyg krwawnika w Wierze Przyrody – „Po spełnieniu”. Znak ten  – 63 – wyraża absolutny ład, składa się z linii 969696 – każda linia jest na prawidłowej pozycji. Następna faza przemiany to według Księgi Przemian znak 64 „Przed spełnieniem” – złożony z linii 696969, żadna z linii nie jest tutaj na swoim miejscu. To jest dojrzałość i rozkład, punkt w którym następuje wyrzut mocy i od którego rozpoczyna się odrodzenie.  Z 3 na 4 lipca Kwiat osiąga Dojrzałość i gdyby go nie utrwalić zacznie umierać. Koniec jest początkiem – nową nadzieją.

I jeszcze Kijów – fragmencik Pieśni o Ziemi Naszej

Rozdział 24 – Na Bielanach był Cyrk

Po tym wspaniałym zwycięstwie balowano hucznie na całej Ziemi. A najbardziej w Kijowie i Warszawie. Z atmosferą roztańczonego Kijowa nic się nie może równać. Kijów to wyjątkowe miasto. „Ponad Dnieprem, między jary, zasiadł dumnie Kijów stary[1]”, tak przedstawił je w „Pieśni o ziemi naszej” jeden z polskich wielkich pisarzy. Kijów ma rzeczywiście powody do dumy, to miasto tysiąca bizantyjskich kopuł i stu tysięcy tajemniczych zaułków. To zapisana w murach i budowlach najdawniejsza historia tej rusińskiej ziemi i jej rusińskich władców. Dobrze ich pamiętał książę Krak XXIV, który panował wtedy w  Harii-Karpatii, Wiślanii i Krakostanie. Był z nimi za pan brat, bo byli rzeczywiście jego braćmi. Nurusja i Harusja-Haria stanowiły w starożytności jeden dom dla wszystkich. Były ich słowiańską  Ojczyzną i Macierzą, legendarną krainą Siedmiu Braci Kruków. Ale to już zupełnie inna opowieść, na inną grubą książkę. Jeśli  będziecie bardzo chcieli, to kiedyś ją dla was zapiszę. Teraz jednak wracamy do pięknej nocy w Kijowie, po zakończonym meczu.

Piłkarze, prezydenci i ich małżonki, doradcy i organizatorzy Mistrzostw Europy oraz zaproszeni  goście spotkali się w uroczej restauracji, specjalnie na ten dzień dla nich wynajętej. Nie podamy jej nazwy. Niech wam wystarczy, że to jeden z tych wspaniałych przybytków na Andrijewskim Uzwisie, a jego nazwa ma związek ze Światłem i Światłością, których zwycięstwo  tego dnia świętowano. Tam to, z widokiem na Dniepr, bawili się do białego rana nasi cyrkowcy. Nad ranem się rozstali, lecz obiecali sobie kolejne spotkanie za rok. Piłkarze odjechali na zasłużony wypoczynek do swojego hotelu. Pan Prezydent z rodziną oraz księciem Krakiem i Samborkiem pod eskortą udał się do przygotowanych rządowych pałaców, wioząc Puchar Europy, Kwiat Paproci i Ruciany Wieniec. Reszta Kompanii ruszyła z powrotem na Stadion Olimpijski, żeby odzyskać latający talerz.


[1] Wincenty Pol (ur. 1807 w Lublinie, zm. 1872 w Krakowie, pochowany na Skałce w Krypcie Zasłużonych). Pieśń o ziemi naszej (wyd. całości 1843)

Kijów – Świętowit

Na koniec abyśmy wiedzieli co rozumiemy przez Polskę, kulturę polską i Wiarę Przyrodzoną Słowian

Pieśń o Ziemi Naszej Wincentego Pola – Strażnika Wiary Słowian ilustrowana obrazami Witolda Pruszkowskiego

PIEŚŃ O ZIEMI NASZEJ

 

 

Paść może i Naród wielki, zniszczeć
nie może, tylko nikczemny!…
Stanisław Staszic

Co to tak się w głowie męci?

Rad bym duszę mą ocucił;

Ach, i z serca czy z pamięci

Coś wysnował i zanucił

Jakoś rzewnie czy miłośnie

I wesoło czy żałośnie,

Coś a bracie czy o bitwie,

O Koronie czy o Litwie?…

 

“Gadu, gadu, stary dziadu!

Pleć, pleciuga, byle długo;

 

Bajże, baju, po zwyczaju

O tym ,naszym polskim kraju!”

 

-W to mi grajcie, panie bracie!

W to mi grajcie, miły swacie!

Tyle szczęścia, co człek prześni,

Tyle życia, co jest w pieśni.

 

Długom błąkał się bez celu

I milczałem, troską blady.

Jak grobowy głaz Wawelu,

Bo nie było z wami rady.

W waśni bracia się rozdarła

I jak wróg mi życie zbrzydło,

Jak w więzieniu pieśń zamarła

I sokole zwisło skrzydło…

 

Dziś – gdy jest znów śpiewać komu,

Gdy was widzę znowu w zgodzie

W wielkopolskim starym domu,

Znów wam brząknę: “Żyj, Narodzie!”

Witold Pruszkowski – Rusałki

*

A czy znasz ty, bracie młody,

Te pokrewne twoje rody?

Tych Górali i Litwinów,

I Żmudź świętą, i Rusinów?

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Twoje ziemie, twoje wody?

Z czego słyną, kędy giną,

W jakim kraju i dunaju?

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Twojej ziemi bujne płody?

Twe kurhany i mogiły,

I twe dzieje, co się śćmiły?

 

A czy wiesz ty, co w nich leży?

O, nie zawsze, o, nie wszędzie,

Młody orle, tak ci będzie,

Jako dzisiaj przy macierzy!

 

Trzeba będzie ważyć, służyć,

Milczeć, cierpieć i wojować!

I niejedno miłe zburzyć,

A inaczej odbudować…

 

Kto tam zgadnie, gdzie osiędziesz,

Jaką wodą w świat popłyniesz,

W której stronie walczyć będziesz

I od czyjej broni zginiesz?…

 

Wyleć ptakiem z tego gniazda,

Miłać będzie taka jazda,

Spojrzyć z góry na twe ziemie

I rodzime twoje plemie…

 

*

Tam na północ! hen, daleko!

Szumią puszcze ponad rzeką,

Tam świat inny, lud odmienny,

Kraj zapadły, równy, senny,

Często mszysty i piaszczysty,

Puszcze czarne, zboża marne,

Nieba bledsze, trawy rzedsze,

Rojsty grząskie, groble wąskie,

Ryby, grzyby i wędliny;

Lny dorodne, huk zwierzyny

I kęs chleba w czoła pocie. -

A na pański stół łakocie:

Lipce stare, łosie chrapy

I niedźwiedzie łapy.

Puszcz i żubrów to kraina,

A dziedzictwo Giedymina! -

Witold Pruszkowski – Po zachodzie słońca

Ćmią się puszcze, mgła się zbiera,

Po pasiekach kraj przeziera,

Wół za rogi orze zgliszcze,

W ostrym zwirze socha świszcze,

A za drogą, gdzieś w postronne,

Ciągną wózki jednokonne.

Koń obłączny w wózkach małych,

Lud w chodakach z łyku szytych,

W chatach dymem ogorzałych,

Dranicami płasko krytych.

 

Gdy na lud ten człek spoziera,

To aż serce żal opłynie

I zapytać chęć go zbiera:

Co ci ta, Litwinie? -

Ale Litwin nie wygada!

Bo w tej duszy hart nie lada!

Lud to cichy, rzewny, skryty,

Jak to mówią: kuty, bity.

Kiedy szczery, jak wosk topnie;

Ale gdy go kto zahaczy:

To i w grobie nie przebaczy

I na końcu swego dopnie! -

 

Choć kraj jego niebogaty,

Radzi sobie, bo oszczędny;

Nie marnuje grosz na szaty,

Bo rozsądny i oględny.

Nie zwykł on się kochać w krasie,

Ale myśli o zapasie

I dobytek w dom gromadzi,

I o jutrze wiecznie radzi.

 

Toteż znajdziesz w każdej porze

W bród wszystkiego, jak w komorze:

Czy w krajance, czy w gomółce,

Jest w serniku ser na półce.

Wiszą kumpie i wędliny,

I półgęski, i świniny;

Obok w długich żerdziach ryby;

Z siatki pachną leśne grzyby.

A kwas czysty miasto wody;

W lochu stoją białe miody,

Wódki starki i nalewki,

I rok cały lód przeleży. -

A już w świrnie wiszą wianki

I rozliczne przyodziewki;

Płótna cienkie, jasne tkanki

I przybory do odzieży.

W kubli stoi ów miód święty,

A dokoła włok rozpięty…

 

Nucąc pieśni o Birucie,

O Perkunie i Kiejstucie,

Przy łuczywie u komina

Przędzie miękki len drużyna;

A w pobliżu dziatwy zdrowej

Toczy kołem wąż domowy.

Krosna stoją w małym oknie

I czółenko pływa w włóknie;

Pieśni płyną, jak uroda,

A wiek schodzi niby woda…

 

Niby w ciężkim zadumaniu

O przeszłości czy kochaniu,

Stoją niemo czarne puszcze;

I rozlały się jeziora…

A po toniach ryba pluszcze,

A na niebie stoi gora:

Puszcze płoną gdzieś z daleka

I w zaścianku pies gdzieś szczeka,

A za głosem z tokowiska,

Czesze gęstwią leśnik śmiały,

Przez jelniki i zawały,

Do rodziny i ogniska.

 

Stanął – słucha – tam dzik ryje,

Uroczyskiem łoś pomyka,

Padła wietrząc wilk gdzieś wyje,

A puszczami żubr poryka…

 

“Da! niech ryje, niechaj wyje,

Niech pomyka, niech poryka,

Na strzał padnie mi przed psami,

Com dziś jeszcze nie zastrzelił,

Byle tylko się barciami

Niedżwiedź ze mną nie podzielił…”

 

Jak lud żyje po bożemu,

Tak i szlachta z sobą wzajem

Dawnym żyje obyczajem;

Na zaściankach po staremu

Czas jej duszy nie wykrzywił,

Nikt cię państwem nie oparzy,

A gdy w Litwie pan się zdarzy,

To pan sobie, jak Radziwiłł!

Witold Pruszkowski – Krajobraz księżycowy

Bracia szlachta powietnicy,

Leśnych włości współdziedzicy,

W niebielonych siedzą dworach;

Tam to kolej do sąsiada

I z wielebnym ojcem rada:

O sejmikach, o wyborach,

Jaka komu padnie gałka,

Kogo wymieść na marszałka?

 

Wówczas z cicha to wybije,

Co się w głębi serca kryje;

A gdy w puszczy pociemnieje

I miód stary pierś rozgrzeje:

To przybędzie i czułości,

Wówczas żywiej i myśl płonie,

A więc radzą o Koronie,

O statucie i przyszłości;

Lub pociesznie drwią z Pinczuka

I z Żmudzina jak z nieuka.

Lud tam jeszcze nie zmięszany,

Wszystko jeszcze jest gniazdowe;

Jak te drogi powiatowe

Każdy swój i każdy znany.

 

Więc też każdy wie, co niesie,

A choć drugim nie pomiecie

Hardy strzelec w swoim lesie,

A brat szlachcic w swym powiecie.

I choć poznać nie da skoro,

Że o sobie wiele sądzi,

Choć w cichości i z pokorą

Ufa twardo, że nie zbłądzi,

Bo dokoła się ogląda

I wie dobrze, czego żąda;

A stąd bywa hart w naradzie -

“Litwin mądry nie po szkodzie”;

I w tym głównie, głównie pono

Góra Litwy nad Koroną…

Lud nie darmo ta myśliwy

I skąpany w jezior łonie!

Bo głęboki jak wód tonie,

A jak łono puszcz, stróżliwy!

W puszczy też go widzieć warto,

Z strzelbą w ręku lub na łodzi;

Jak mu lekko i otwarto,

Jak strzał trafia, wiosło chodzi,

Jak zna dobrze wagę zwierza,

Wszystkie knieje i ostępy;

Kędy jaka rzeka zmierza,

Gdzie mielizny, rappy, kępy!

Toteż wodą czy na ledzie

Całą Litwą się przewiedzie.

 

Póki taje, jechać zdradno;

Lecz gdy w puszczach przyschną brody

Gdy rzekami kry opadną

I powtórne niskie wody:

Lądem, wodą, jadą, płyną,

Telegami i wiciną,

Do Mitawy, do Lipawy,

A Wiliją, Niemnem, Dźwiną

I do Tylży, i do Rygi,

Z kupią swoją na wyścigi.

 

Stamtąd Niemce i najemce

Za dalekie pławią morza,

Maszty; klepki, runo owiec

I niejedną beczkę zboża,

I niejeden lnu bierkowiec;

Litewskimi sycąc płody;

Zamorskiego ludu głody…

 

Jak za morzem Litwa spławna

Z puszcz odwiecznych w świecie sławna;

Tak o miedzę ziemia chlebna

Głodnym ludom jest potrzebna,

Żmudź to święta! Ziemia boża!

Na pół leśne jej obszary,

A na poły strojne w zboża;

Wolny oddech ma do morza

I wszystkiego ma do pary:

Bo lud wierny w ziemi zyznéj

I nieskąpo tej ojczyzny!

 

Od tych prądów świętej rzeki

Aż po morza brzeg daleki

I Łotyszów płone ziemie

Siadło twarde żmudzkie plewie.

 

Tam nie błyszczą pyszne gmachy,

Ale za to duże chaty

I wysokie dobre dachy,

Lud dorodny i bogaty.

Ponad drogą krzyżów pełno

I kapliczek tuż przy domu:

Lud odziany szarą wełną,

Pełen serca, pełen sromu

I zażywny, i niemarny,

Pracowity, gospodarny

I poważny, i nabożny;

Jednej krwi z tym swoim panem,

Jednej wiary z tym kapłanem.

Witold Pruszkowski – Bachantka

Pan nie bywa tam wielmożny,

Nierozrzutny, ani butny:

A ksiądz biskup Boga sławi,

Do dobrego wiedzie ludzi

I jak ojciec błogosławi

Na odpuście “świętej Żmudzi!”

Lud tam żyje po zakonie,

A więc zda się zimny zrazu;

Lecz gdy serce zawre w łonie,

Nie usłyszysz z ust wyrazu;

Lecz łza tryśnie na wpół rzewna,

Na wpół krwawa, na wpół gniewna,

Piersi jękną z tajnej głębi,

Zamiar padnie, niby w studnie,

Lecz czas krwi tej nie wyziębi,

Dusza jego nie wychłódnie

I wypływie na jaw w czynie!

 

*

Gdy chcesz. wiedzieć, co to chowa

Nasza przeszłość w swoim łanie,

Jako stara sława płonie:

To jedź, bracie, do Krakowa.

 

Jeśli poznać chcesz zabawy,

Serce niewiast, świat ochoczy,

Gładkie słówka, piękne oczy:

To jedź, bracie, do Warszawy.

 

Jeśli myśl ci przyjdzie mylna

Zwątpić w przyszłość i w swobodę,

Wówczas, bracie, jedź do Wilna

Poznać z hartem dusze młode.

 

Gdy widoku szukasz złota,

Patrz, gdzie nędza obok błota;

Gdzie człek żyje śród spodlenia,

Znajdziesz ducha poświęcenia.

 

Do rozumu nie ma klucza,

Ale wszędzie jest w odwodzie,

Kędy bieda już dokucza,

Gdzie pracuje człek o głodzie.

 

Lecz gdyś w świecie trochę pożył

I zatęsknisz już do ludzi,

Czystych, jako Bóg ich stworzył,

To się przypatrz im na Żmudzi!

 

A gdy Żmudź ci przyjdzie rzucić,

Nazad Litwą znowu wrócić,

To przed pińską opatrz drogą

Wóz twój dobrze w potrzeb wszelką;

Bo w pustynię wjedziesz wielką,

W ziemię dżdżystą i ubogą.

 

Droga pójdzie ci przez błota,

Po nich długi pomost spłynie,

W oczeretach oko zginie,

A kraj nudny niby słota!

 

Ani ruchu, ani duchu,

Woda stoi, wiatr nie wieje;

Lud po puszczach mało sieje;

Jedno lasem się zabawia:

Dziegieć pali, drzewo spławia,

Drze dranice, gnie obody

I nałożon jest do wody,

Jak tych bobrów leśne plemie,

Co z nim na spół trzyma ziemie.

Witold Pruszkowski – Wiosna

Mnóstwo jezior, rzek niemało

Po kotlinach się rozlało;

Miasto trawy, rokiciny,

Miasto bydła, huk zwierzyny.

 

Lud też strzelcem, póki lody;

Lecz gdy z wiosną ruszą wody,

A po puszczach wzbiorą kały:

To pod wodą jest kraj cały,

A bezpieczen lud na łodzi

Pływa wszystek śród powodzi.

 

*

Gdy wyniesiesz z pińskiej drogi

Z ludźmi twymi całe ziobra,

A z furmanką całe nogi:

Podróż była bardzo dobra!

Lecz pamiętaj gałęź choją,

Poza bryką zatknąć swoją,

Gdy się będziesz na Ruś wdzierać;

Pamiętaj się nie obzierać,

By ci czego bies nie wlepił

I za bryką nie wczepił!

A gdy wjedziesz w Ruś pasznistą,

Równą, suchą, nielesistą,

W lada którym ruskim siole

Krasawice stojąc w kole

“Z puszczy jadą” – wołać będą

I z hałasem wóz obsiędą,

I rozerwą gałęź choją,

I do cerkwi się przystroją.

 

Gdy przypomnisz wówczas sobie

Owe puszcze, patrząc krajem,

Mrówie pójdzie aż po tobie,

A Ruś ci się wyda rajem!

 

Kędy wóz twój, bracie, wbiegnie

Na szerokie czarne drogi,

Tam przed Labą Wołyń legnie

I zapomnisz kraj ubogi.

 

W lewo spłyną czarne role

Ukrainy bujne leże:

Na wprost, aż po Dniestr, Podole;

A wzdłuż Dniestru – Pobereże.

 

Tam już dostać wody zdrowéj,

Tam krynice i dąbrowy,

I brzozowe czyste gaje,

A pług czarną ziemię kraje.

 

Z wolna wznoszą się kopanie,

Rzeki śmielsze nurty wiodą

I tam, kędy łan nadstanie,

Ciągną stawy się za wodą.

Czajki wrzeszczą nad błotami,

Bocian stoi nad żabieńcem,

A rybitwy krążą wieńcem,

Ponad groblą i wodami…

 

Jeśliś, bracie, jest myśliwy,

Na wołyńskie zajedź stawy:

Boś nie słyszał takiej wrzawy

Dzikich ptaków, jakoś żywy.

Podsuń czółnem pod szuwary,

Bo pocieszne ptasze rady,

Tam to sejmy, tam to gwary

I zaloty, i biesiady!

Słysząc krzyki i gwar dziki,

Patrząc na te ptasze zwady,

Tak się dziwnie w myśli plecie,

Tak się tonie w ptaszej wrzawie,

Iż przepomni człek o świecie;

Wstyd to mówić, lecz żal prawie,

Że człek ptakiem sam nie żyje,

Takie szczęsne to bestyje!

Witold Pruszkowski – Welesożar

Pełny oddech ma tam życie

I wszystkiego w bród obficie:

Ryb i zboża, i świniny,

Bydła, koni i zwierzyny,

I konopi, pszczół i miodu,

I niemało też ,narodu!

 

Tam, ku górom midoborskim

Coraz wyżej kraj się wznosi;

Milę jedziesz kranem dworskim,

Ziemia z datkiem aż się prosi!

Lecz człek pracy nie podoła,

Bo choć duże, długie sioła,

Więcej ziemi, więcej trudu

Niż jest szczęścia, niż jest ludu;

Smutna bywa ludu dola,

Bo pan twardy i niewola;

Nie pocieszyć się tym dobrem,

Kędy praca lezie ziobrem.

Otoż kiedy łan obsiewa,

Smutne dumy lud tam śpiewa

I śród wioski niegrodzonej

W wiecznej żyje on tęsknicy…

Ruskie kawki i gawrony

Gwarzą tłumnie na dzwonnicy;

Przy niej stoi dąb odwieczny

Jak śród ludu kniaź bezpieczny.

 

Cerkiew z trzema kopułami,

W niej odprawa – a pokłony,

Przed carskimi stojąc drzwiami,

Bije lud na twardo chrzczony!

 

Na nim kożuch ślni barani

Albo świta domu bita,

Rzemień suty i but kuty,

A bekiesza z sukna na niéj,

A na dziewce wieniec z ruty.

I naówczas wzdłuż krainy

Drzemią łęgi a caryny…

Lecz w dzień budny w polu głośno

I hukanie grzmi donośno,

A gdy cichnie nad wieczorem,

Ścielą mgły się ponad borem;

Z pasowiska wraca stado,

Żuraw skrzypi u krynicy,

A koniuchy na noc jadą;

A ostatni blask wieczoru

Złoci białe szczyty dworu

I potrójny krzyż cerkwicy…

Witold Pruszkowski – Sielanka

Wówczas starzy się gromadzą

I o swoim statku radzą,

Przy kieliszku w karczmie kumy. -

Na potulne wieczornice

Ciągną z śmiechem krasawice,

Stare, ruskie piejąc dumy. -

I matula świeci doma,

Choć już północ. kur ogłosi;

A donieczka, choć się sroma,

Choć się sroma, chłopców prosi,

Aby nie iść do dom samej:

Bo się różnie ludziom zdarza

Na przełazie u smętarza

I u dworskiej, pańskiej bramy.

 

Różnie sobie dziewczę wróży,

Za co jej to chłopak służy?

A za służbę tak użytą

Płaci całus, słodkie myto!

Gdyby matuś nie łajali,

Toby pewno się żegnali

Bez ustanku, aż do ranku,

Bo to nigdy już niesyta

Młoda dusza tego myta…

 

Tyle też to szczęścia, tyle,

Co te nocne dadzą chwile!

Bo o świcie, krwawe życie!

Nie ma kumy, nie ma swata,

Nie usłyszy nikt już śpiewki.

Gdy ataman zakołata:

“Hej, do dwora!” – Nie przelewki! -

Ba tam, kiedy dwór – to wielki!

Kiedy posłuch – to już wszelki!

Kiedy liczą – to miliony!

Kiedy jedzą – to łakotki!

Kiedy biją – to na sotki! -

Kiedy pan – to urodzony

Pewno z księcia albo z króla!

W domu jego dworno, szumno,

A tak straszna jego wola,

Że nieposłuch – chłopu trumną!

 

Tysiąc pługów na obszarze

Orze zagon, gdy pan każe;

I po dawnym tam zwyczaju

Brzęczy złoto przy tokaju.

Koń arabski rży przy żłobie,

Służba panu szczerość kłamie,

A o głodzie i po dobie

Drzy przy koniu kozak w bramie.

Witold Pruszkowski – Kurhany w nocy

Gdy przybędziesz tam nieznany,

Pan cię dumnym .okiem zbada;

Sam zamorską mową gada,

A z błazeńska dwór ubrany.

Na to tylko w dym cię prosi,

By cię dumą upokorzył,

Bo łaskawie ledwo znosi,

Że i ciebie Pan Bóg stworzył…

 

Choć cię w świecie brano w kleszcze,

Choć wyszedłeś już z językiem

Jak to mówią – ze szkół jeszcze,

A z żołnierki szczwanym ćwikiem:

Nie znasz, z czego począć mowę,

Kiedy w taki dom przybędziesz -

Choć do kogo się przysiędziesz,

Takie wszystko czcze, jałowe,

 

Nieużyte, zimne, twarde,

Takie nudne, takie harde,

Jakby nigdy nie słyszeli

Polskiej mowy, brzęku strony;

Nigdy serca nie ujęli,

A w tym sercu krwi czerwonéj!

 

 

Nie po cnocie, lecz po złocie

Poznasz, że ta wnuk hetmański;

Albo tylko po klejnocie,

Co ozdabia dworzec pański.

Już z przeszłości ani cienia;

Ni zwyczaju, ani zbroi,

Państwo tam za wszystko stoi!

Nic polskiego – krom imienia…

 

Nim by z nami los dzielili,

Nim by jeszcze warci byli

Promnickiego kawał chleba

I braterstwa, i swobody:

Ochrzcić by ich jeszcze wprzody

W Wiśle albo w Gople trzeba.

 

Prędzej w duszy tam niewieściéj

Rzewna, prawa myśl zagości

I dzisiejszych tych boleści,

I bezprawia, i przyszłości:

Lecz o panu Ryczywole

(Jak ów mówił) milczeć wolę!

Witold Pruszkowski – Dziady

Jednak – jeśli chcesz z pociechą

Kraj opuścić, to patrz, bracie,

Kędy donn pod niższą strzechą,

Tam przyjęcie czeka na cię.

Tam młódź rzezka i świat inny,

Umysł prawy i niewinny,

Tam się jeszcze tylko chowa

Serce polskie i myśl zdrowa,

A zacisznie i w kąciku,

I w pomiernym tym staniku…

 

*

Gdy wołyńskie łany rzucisz

I na wschód twe konie zwrócisz,

Bez oporu oko zginie

W pogranicznej Ukrainie.

Tam to konie, tam to charty,

Step rozległy, świat otwarty!

Wóz twój wbiegnie na rozdroża,

Wiatr zaleci cię ad morza;

I krew raźniej ruszy w żyłach,

I koń czujniej strzygnie uchem;

Drogę swoję po mogiłach

Liczyć będziesz stepem głuchym.

 

Tam świat bystry, trzeźwy, czujny,

Jak na czatach błysk oszczepu,

Jak młodości umysł bujny,

Tak szeroki oddech stepu!

W jarach kraj ku rzekom spada,

Ziemia głuchym jękiem gada,

Dumka mówi o przeszłości,

A wiatr bieli stare kości…

 

Hej, ku morzu, ku Czarnemu,

Ku limanu szerokiemu,

Na południe Dniepr tam płynie!

A cześć Ławrze! Sława Bogu!

Hulaj, koniu, po rozłogu,

Nam żyć tylko w Ukrainie!

 

Szumi woda porohami,

Od porohów sokół leci,

Wicher wyje mogiłami,

Wilk oczyma nocą świeci,

Burzanami koza dzika,

Oczeretem lis pomyka.

Pędzi tabun, gdy wilk wpadnie,

We mgłach dyszą ciche jary

I mkną mary przez czahary,

I krynica bije na dnie…

A tu czesze stepem; borem,

Z listem Kozak, gdzie pan każe;

I czumackie ciągną maże

Od Limanów w świat taborem;

Po rozdrożach czort je wodzi

I tumany nocne płodzi…

 

Ponad Dnieprem, między jary,

Zasiadł dumnie Kijów stary;

Tam złocone monastery,

A w nich czerńce staro-wiery;

A gościńcem do Kijowa

Płyną maże z miodem, z zbożem;

A po Dnieprze, niby morzem,

Z puszcz poleskich spławy drzewa.

 

Rzeki ciągną się jarami,

A nad nimi długie sioła;

Na lewadach, za sadami,

Bujny lud, jak w ulu pszczoła.

Niby sosna, niby wiosna,

Ukraińska krasawica;

A mołojec każdy wojec,

Raźny, harny, a od lica!

W sercu śmiałym, w żyłach zdrowych

Bije dotąd krew koszowych;

A jak krew ich w żyłach bije,

Tak ich pamięć w pieśni żyje;

Jak stepami Dniepru szumy,

Płyną siołem stare dumy…

A po dworach pusta służba

I koń czerkies, Kozak drużba;

I poszyto, i obuto,

Nie wymyślnie, ale suto!

 

Tu języka Lach nie zbłaźni,

Jak przed wiekiem nieodrodny;

Stały w gniewie i w przyjaźni,

I zuchały, i dorodny;

Nie zwykł w księgach łamać głowy,

Ale z serca idą mowy,

Chwat po prostu! lubi konie,

Węgrzyn stary, krymskie burki,

Charty, łowy, jasne bronie

I bekieszki, i lisiurki.

W męskim ciele serce prawe,

W prostej głowie rozum zdrowy;

A za dobrą jaką sprawę

Zawsze życie dać gotowy.

Bo tak ojciec i dziad czynił,

Więc i syn, i wnuk się kusi:

Niechaj padnie, co paść musi,

Byle człek się nie obwinił…

Witold Pruszkowski – Nimfy wodne

*

Jasne słońce nad Podolem!

Po parowach kraj się zboczył;

Wielkim łukiem czy półkolem

Dniestr ku morzu się zatoczył…

 

Jarem, jarem za towarem;

Obłogami za wołami,

Manowcami za owcami -

Pobereżem na Podole,

A w Podolu jak w stodole!

 

Jak zaległy ziemie boże,

Przebież kraje, przerzuć mole,

Zjedź świat cały, przepłyń morze,

Nie ma kraju nad Podole!

Jak zasięgnie tylko oko

I daleko, i szeroko,

Świat kłosami tylko płynie

I w obszarach oko ginie…

 

Tu kraj cały jednym łanem

I nadany wszelkim płodem;

Płynie mlekiem, płynie miodem;

A lud cały wielkim panem!

 

Ziemie czarme, niepochybne,

Pasze żyzne, wody rybne,

Mało wprawdzie trochę lasa,

Ale za to chleb do pasa!

Z rolą człek się tam nie kłopi,

Słomę pali, nawóz topi

I co zmoże, w skład wyorze,

A jak umie, Boga chwali!

 

Kilkoletnie sterty, brogi

W toku z laty poczerniałe,

Jak miasteczka stoją małe,

Niestrzeżone, na obszarze -

I na polu skot w koszarze,

Co zabiela dniem rozłogi.

A skot bywa szerści siwéj,

A koń bywa gęstej grzywy,

Nóg żelaznych, twardej skóry,

Bez narowu, lecz ponury.

 

Za okopem lub za płatem

Wsie zamknięte kołowrotem;

A choć rzadkie, duże, syte,

Chaty czysto wymuskane,

Strzechy grubo, równo szyte,

Drogi rowem okopane.

 

Kiedy spuścisz się ku wodzie,

Tyś zajechał niby w góry:

Skała żebrem wzrok ubodzie,

Brzegowiska istne mury;

Po nich pnie się zarośl młoda,

Z nich urwisko skał opadło,

Na łotokach szumi wada,

A staw czysty jak zwierzciadło!

Lecz gdy wymkniesz się z parowu,

Skały znikną, szum nastanie,

Jakbyś był na stepie znowu,

Równo, cicho znów na łanie…

 

Cicha – jednak niby ludno:

Wszędy zboża, wszędy krzyże,

Konik polny piosnkę strzyże,

O mogiłę też nie trudno…

 

Kłosy płyną w lekkiej fali,

A gdzieś widne w sinej dali

Brzozy smutne i powiewne,

I dąbrowy starodrzewne…

 

A i ludu wdzięczne lica,

Boć to czysto, biało odzian,

Jak dąb młody rzeski młodzian,

A dzieweczka – jak pszenica!

Witold Pruszkowski – Przy studni

W chacie też to człeka radzi

Bogiem, chlebem witać w progu;

I Bóg gościa spać prowadzi,

I na drogę zlecą Bogu.

 

Stary zwyczaj – dobre plemie -

Człek po Bogu – chleb po ziemie -

Wszystko zgodne – wszystko w cale -

Lecz i tutaj “nie bez ale!”

 

Bo śród bożej tej krainy,

W tło narodu ćma się wprzęgła,

Co z klęsk kraju się wylęgła -

Czeladź podła, wszemu krzywa;

Która wierzchem ludu pływa,

Jak nieczyste szumowiny!

 

Daj ją katu, gospodyniu,

I to zboże czyść z kąkolu!

Gorszy niż pan na Wołyniu

Jest półpanek na Podolu!

 

Wzrośli oni w ziemi naszéj

I rozbojem, i kradzieżą

Za plecyma naprzód Baszy -

A dźwignąwszy się łupieżą,

Z padstarościch na dziedzica,

By tumanem świat złudzili,

W carskie grafy się poszyli -

Resztę dała Targowica…

 

Że ich państwo nowej daty,

Więc co swoje, to im wadzi:

I pod lada stare graty

Podszyć by się chętnie radzi!

A więc świecą blichtrem, szumem,

Drżą przed ludem i rozumem,

I przed Bogiem, i przed Wiarą,

Przed przyszłością i przed karą.

I na ich to kiedyś głowę

Spadną grzechy zaborowe!

Witold Pruszkowski – Świt

Chroń się, bracie, ich widoku,

Bo niemiło cię poruszy.

Co u ciebie w sercu, w oku,

Nie postało to w ich duszy!

Lecz raz jeszcze potocz okiem,

Po tych łąkach, po tych łanach

I po stawie, po szerokim,

I po złotych tych basztanach;

A wypiwszy strzemiennego,

Starym miodem lub wiszniakiem

Z rąk człowieka poczciwego,

Jedź na zachód bitym szlakiem,

Bo od tych to niw, kurhanu

Aż do Bugu, aż do Sanu,

Leży, czarno wyorana,

Ruś czerwona, Ruś hreczana!

 

A od ruskich rzek wybrzeży,

Aż po Tatrów pierś jałową,

Po dziedzinę krakusową,

Tam po Odrę, po Żuławy,

Stara ziemia Piasta leży;

I lud gnieździ starej sławy,

A w pośrodku Wisła bieży!

 

Na południu w jasne chmury

Wystrzeliły sine góry!

Za górami, za lasami

Poszedł Beskid granicami!

Wziął się, kędy Wisły źródła,

A zaginął ,;w Czarnym Lesie”,

Kędy zwierz się w gawrach kudła,

A ku równiom Świeca rwie się.

 

Tam to szumią górskie wody,

Wierzchem ćmią się jaworzyny

I woń ronią połoniny,

I jelenie wieją chłody!

A Beskidem płyną chmury

W czarne lasy, w silne góry…

 

Z Bogiem, ludu, z Bogiem, w Bogu

Od tych źródeł do Rozrogu!

Boć ci dobrze w twoich górach,

Na tym owsie i żętycy!

Orły twoje współdziedzicy

I swobodny ów świat w chmurach.

 

Jak potopu świata fale

Zamrożone w swoim biegu,

Stoją nagie Tatry w śniegu,

By graniczny słup zuchwale!

Biodra Tatrów las osłania,

Ponad nimi stoi chmura,

A po halach wiatr przegania

Uronione orle pióra.

Świat ta chłodny – a Łomnica

Świeci polskiej ziemi do dnia

Nad Tatrami, jak pochodnia,

A na pełni, jak gromnica…

 

Każda skała z Tobą gada;

Wiatr, co w równiach ledwo wieje,

Z nóg tam garnie – deszcz, co pada,

To już w turniach śniegiem sieje.

A powyżej, wyżej jeszcze,

Pływa sobie orle wieszcze.

Gdy wyleci i zawiśnie

Na błękicie bez obłoku

I dokoła okiem błyśnie:

Widne stamtąd jego oku

Okolicznych wieżyc dachy,

Polskie puszcze i ziemice,

Krakowskiego zamku gmachy

I węgierskich gór winnice…

 

Czeladź górska też nie podła;

Lud wysmukły niby jodła,

Niby górski potok szybki,

Jak ptak lekki, jak pręt gibki,

Wiecznie niby młody młodzian!

Strój ma krótko ukasany,

Topor jasno nabijany,

A sam wszystek wełną odzian.

 

Czysty, ludzki, szczeromowny,

Strojny, dbały i budowny,

Zna się dobrze i na ziołach,

I na gwiazdach, na pogodzie,

Śmiały w skałach i na wodzie,

A radniejszy niż lud w dołach.

 

Ziemia jego mało rodzi,

Więc też luźno człek nie chodzi;

Gdy opędzi zimę snopkiem,

Idzie w równie za zarobkiem.

Do topora lud to sprawny,

A do kosy jaki sławny!

Jaki wesół i ochoczy,

Gdy na kośbę w równie rusza!

Jak przyśpiewa i wyskoczy,

Jaka to tam w tańcu dusza!

Witold Pruszkowski – Zmierzch 1

Na świętego; na Wojciecha,

U nas w polu już pociecha;

Ale w górach ledwo taje

I zaledwo jar nastaje.

A na świątki, na Zielone,

Szumią majem świeże lasy,

Owce w góry wypędzone,

W halach schodzą się juhasy -

Stary baca rej im wodzi,

Pies liptowski strzeże owiec,

A przez lato juhas zbrodzi

Każdy potok i manowiec.

 

*

W góry! w góry, miły bracie!

Tam swoboda czeka na cię.

Na szałase do pasterzy,

Gdzie ze źródła woda bieży,

Gdzie się serce z sercem mierzy

I w swobodę człowiek wierzy!

Tutaj silniej świat oddycha,

Tu się szczerzej człek uśmiecha,

Gdy się wiosną śmieją góry.

 

A gdy ponad turnie czasem,

Przegrzmi latem nagła burza,

To zieleńsze potem wzgórza,

Popod hale, ponad lasem,

Świeższe, żywsze, barwy, wonie

I powietrze bywa lżejsze,

Ach, i bole serca mniejsze!

Czystsze czucia w lżejszym łonie…

Trawnik błyszczy w świeższych rosach,

A olbrzymie półobręcze,

Rajskie wstęgi, jasne tęcze

Pną się łukiem po niebiosach!

 

O, te skarby, te obrazy

I natury, i swobody:

Chwytaj, pókiś jeszcze młody,

Póki w sercu jeszcze rano!

Bo nie wrócą ci dwa razy,

A schwycone pozostaną…

Nie wyrywaj się z gościny,

Gdy cię losy tam zawiodą.

A z powrotem puść się wodą,

Na Dunajcu przez Pieniny,

W równie – w równie, gdzie ci tworzyć,

Gdzie ci działać, bez wahania

I w potrzebie żywot złożyć

W dobrej sprawie z przekonania!

 

Bo od gór tych aż po morza

Legła ziemia sławna z zboża,

Z wiary, z męstwa, z gościnności

I z nieładu, i z wolności!.

Wielka krzywdą i cierpieniem,

Święta krwi tej poświęceniem!

 

Bóg, choć dojmie, błogosławi

I dał szczodrą ręką z nieba

Narodowi, co mu trzeba,

Jako ojciec – Staszic prawi:

“Dał mu chleba i stal twardą,

Złota, srebra, jedno w miarę!”

Serce czułe – duszę hardą -

Miękką wolę – silną wiarę -

Kraj otwarty – miłość kraju -

Złych sąsiadów – ramie silne -

Mądrość złożył w obyczaju

I dał czucie nieomylne!

 

Toteż ludzie tam najszczersi!

Tam to polski świat ochoczy,

Serce chłopcom ledwo z piersi,

A krew z lica nie wyskoczy.

Tam to dziewcząt śliczne oczy!

Do taneczka tylko śpiewki,

Stare baby wygadane,

A wesołe i rumiane

U matusi rosną dziewki.

 

Kędy wzgórek, to i dworek,

Kędy wioska, tam i woda,

Kowal pijak i gospoda -

A nad wioską i nad borem,

Nad sadami i nad dworem,

Jasną blachą pobijany

Świeci kościół murowany.

Stare drzewa wieży bronią

I na Anioł Pański dzwonią;

A gołębie krążą stadem

Nad plebanią i nad sadem…

 

Dwór pod lipą stoi biały,

Pod piastowym dębem chata,

Nad nią bocian gniazda splata,

A w niej żyje lud zuchwały.

Po nim gęsta bywa blizna,

Bo po ojcu broń puścizna:

Kord we dworze wisi stary,

W chacie stoi kosa stara,

A lud jednej krwi a wiary,

 

A krew polska i ta wiara!

Po kościołach chwała boska,

Na odpusty naród płynie

I cudowna Częstochowska,

Jak szeroka Polska, słynie!

Rej na godach drużba wiedzie,

A z weselem kulik jedzie!

Tam to druhny, śpiew miluchny

I gospodarz gościom rady;

Tam to tany a biesiady!

A gosposie takie wdzięczne,

Takie lube i urocze

I w przyjęciu takie zręczne,

Iż gdy która cię powita,

Z mazowiecka zaszczebiocze

I ogości, i opyta:

To aż serce żałość chwyta. -

Taka to tam szczera mowa,

Tak serdeczne, proste słowa!

 

Póki zgodnie, póty zgodnie,

To i miło, i swobodnie!

Lecz gdy obcy w bójkę wda się,

Gdzie rzempolą raźno grajki;

Nie policzy kółek w pasie,

Gdy go wezmą na kiłajki!

Tam nie żarty, bójka sroga;

Pod razami trzeszczą kości,

A kosterę wiedzie droga

Suchym lasem do wieczności!

 

Bo to lud, co krew ma w żyłach,

A krew pono nie jest lodem!

Lud to z Pana Boga rodem,

Toteż czuje się na siłach.

Więc do czego się sposobi,

To nie idzie mu już żmudnie

I co robi, to już robi

Z całej duszy nie obłudnie!

 

Gdy pracuje – to już szczerze,

Kiedy sądzi – to z powagą,

Gdy się modli – w dobrej wierze,

A gdy mówi – to rzecz nagą!

Kiedy kocha – to serdecznie!

Lecz nie bardzo tam bezpiecznie,

Gdzie na wroga godzi składnie:

Bo się bije rad gromadnie -

I co pocznie za gromadą

I za wspólną ludzką radą,

Toteż idzie mu i składnie.

 

Więc czy w drodze, czy to w rynkach,

Czy na polu, czy w kościele,

Na dograbkach, na obżynkach,

Wszędzie razem ludu wiele.

Przy zabawie czy przy pracy,

Wszędzie razem, pieśnią, mową,

Wszędzie jedni i jednacy

Czy do pitki, czy do bitki,

Czy do szklanki, czy do tanki,

Czy to przyjdzie do piosenki,

Czy dołożyć przyjdzie ręki,

Czy nałożyć przyjdzie głową!

 

A przy szklance, pogadance,

Jeśli wspomnisz mu o żonie,

O domowym jego progu I ojczystym tym zagonie,

I o dziatwie, i o Bogu:

Toś mu zabrał duszę całą!

To i we łzach się rozpłynie,

I przebaczy lub pominie

Krzywdę wielką, jak rzecz małą.

 

Choć to swoje, człek się kusi

I pochwalić, co się godzi:

Niezła ziemia to być musi,

Kiedy takie ludzie rodzi!

 

Częste, gęste piaski, laski,

Lecz głód rzadki, Bogu dzięki!

Gdy się naród rzuci rojem

I dołoży silnej ręki,

To nie darmo się i znoim:

Gumna, stogi się postroją

I jest dosyć w potrzeb swoją,

I świat karmim chlebem swoim.

Głośno słyną te pszenice

I za morzem ziemie maskie:

Sandomierskie i kujawskie,

I proszowskie okolice!

 

Choć im jedna świeci zorza,

Jednak różne znajdziesz kraje;

Lecz po dworach, aż po morza,

Wszędzie jedne obyczaje:

W stajni konik domorosły,

W domu ściana modrzewiowa,

Umysł hojny i wyniosły,

A cnota domowa!

 

Przy dziedzińcu dom chędogi,

Półtoraczne ławy w ganku,

Sień obszerna, a przy wianku

Wiszą strzelby, smycze, rogi,

Kordy, rzędy, drożne burki

I wyprawne pękiem skórki,

Drzwi na oścież – a w pokoju

Stół dębowy, woskowany,

Pod nim niedźwiedź rozesłany,

Dzban cynowy do napoju,

A na ścianach antenaty,

A na półkach śrebrne blaty.

 

Jak dzień boży, szum na sali,

A z tej sali coraz daléj

W lewo, w prawo, jasne, ciemne,

Opuszczone i przyjemne,

Jawne, strojne i ukryte,

I bielone, i obite,

Zakomórki i kąciki,

I pokoje, pokoiki,

I sioneczki, narożniki!

 

To dla pana, dla jejmości,

To dla panien, to dla gości,

Dla paniczów, pokojowych,

To dla panien respektowych.

 

Co tam schowka, co tam sprzętów,

Dworskiej służby, rezydentów!

A dopieroż spojrzeć wkoło,

Po układzie tym pokojem,

Jak tam dziwnie i wesoło,

Jak tam każde swoim strojem

W swym gniazdeczku się sadowi,

Ktoż sto wszystko wam opowie?! -

 

Wielkie domy za granicą;

A w nich ciasno, choć nie ludno.

U nas mury się nie świécą,

A o kącik nie tak trudno.

Ledwo człek by czasem wierzył,

Dom niewielki – wtem gość wchodzi:

Ot i domek się rozszerzył

I wnet miejsce gdzieś się rodzi.

Przybył drugi i dziesiąty

I nie ciasno jest nikomu:

Wyprzątnięto wszystkie kąty,

Coraz szerzej w małym domu;

Zda się, że pan domu sobie

Ścian i miejsca gdzieś przysporzył,

A on tylko w domu tobie

Drzwi i serce swe otworzył.

I ta strzecha, choć uboga,

Chociaż niska, przecież bliska,

Dla obcego i dla swego

I od Boga aż do wroga

Jest tu miejsce dla każdego.

 

A dopieroż to przyjęcie,

Jakie bywa w polskim domu!

Jak tam każdy goszczom święcie!

Jak nie braknie nic nikomu!

W dzień wesoło, w noc rzęsisto,

Biała, gładko, potoczysto.

Czeladź syta i okryta,

Wszystko w czasie urządzone,

Przymoszczone, osłodzone,

Indyk kruchy, kapłon tłusty,

A do tego dzban nie pusty.

Jest czym serce rozweselić,

Jest się wszystkim czym obdzielić.

Choć przyjęcie najłaskawsze,

Jest mis parę, parę dzbanów,

Zostawianych jeszcze zawsze

Dla “Zagórskich Panów!”

 

Lecz gdy rzucisz stoły hojne

I pominiesz dworską bramę,

Ściany jakby nie te same,

Znowu ciche i spokojne…

Przed świętymi lampa płonie,

Na kominku ogień strzela,

A tym światłem czasem spłonie

Ponad łożem karabela…

 

Gdy za wcześnie do spoczynku,

A Bóg nie dał w dom sąsiada,

Osiwiała para siada

Do mariasza przy kominku:

I jegomość kartę łaje,

A z czterdziestu jejmość zdaje…

Witold Pruszkowski – Zmierzch 2

Wszystko cicho – nic nie szaśnie,

Czasem tylko warta wrzaśnie

Albo kotki załopocą

Lub panienki zachichocą…

 

Bo i coż to tam za żywość

Młodych Polek i uroda!

Tam wstyd szczery, tam poczciwość,

Tam po Bogu dusza młoda!

Boć ta w Cnocie i w szczerocie

W wiejskim domku uchowane,

Wypieszczone, umuskane;

Niby dumne i dostojne,

A potulne, jak trusiątka!

Niby dworne, a pokorne,

Jakieś takie bogobojne

Jakby jakie niebożątka!

 

Myśl ich cicho w życiu świeci,

Pełne życia, jak nadzieje;

Lubią pieśni, tańce, dzieci,

Wiosnę, kwiaty, stare dzieje…

 

Gdy wesołe, istne trzpiotki

I wiewiórki, i szczebiotki!

Lecz gdy w smutku myśl zagrzebie,

Wówczas Polka taka rzewna:

Iż uwierzysz, że jej krewna

Najsmutniejsza z gwiazd na niebie!

Choć człek duszy jej nie zbadał,

Wkoło serca tak tam prawo,

Tak rozkosznie i tak łzawo,

Jakbyś grzechy wyspowiadał.

A gdy uśmiech łzę pokryje

I dla ciebie serce bije:

To cię dojmie tak do żywa,

Iż to cudne, cudne dziwa,

Że się serce nie rozpłynie,

Że od szczęścia człek nie zginie!

Zda się, że to żyjesz społem

Z rajskim dzieckiem czy z aniołem.

Lecz to szczęście, nie tak tanie,

Przeboleje dusza młoda;

Jednak lat i łez nie szkoda,

Boć raz w życiu to kochanie,

A jak ci się która poda

Z całej duszy i statecznie,

To już twoją będzie wiecznie

I w ład pójdzie ci z nią życie,

Bo twej duszy nie wyziębi:

Ona sercem pojmie skrycie,

Co myśl wieku dźwiga z głębi,

Co się w czasie zrywa, waży,

To w rumieńcu na jej twarzy

Jak w zwierciedle się odbije,

Bo w tym łonie przyszłość żyje!

 

A czy chcecie wiedzieć jaka? -

 

Świetna! świetna, jak myśl ona,

Którą natchnie Bóg i bitwa!

Czysta, święta jak modlitwa

Przed skonaniem odmówiona,

A potężna jak lud kmiecy,

Co ją dzwignie swymi plecy! -

 

Wyleć, wyleć, orle młody!

Ponad ziemię, ponad grady

Z myślą, z pieśnią wyleć społem,

Potocz młodą duszę kołem!

Wyleć śmiało i wysoko,

I odetchnij w świat szeroka!

Obleć ziemię skrzydłem gońca,

Opatrz wszystko okiem słońca!

Bo tych twoich borów szumy

I tych łanów złote kłosy,

I tych ludów śpiewne dumy

I wód fale, i niebiosy -

Grają jedną pieśnią zgodną,

Jak Bóg wielką i swobodną!

Pieśnią, której nic nie stłumi!

Temu tylko zrozumiałą,

Kto zrósł z ziemią duszą całą,

Kto za kraj ten zginąć umie…

 

Gdyby wiarze pognębionej

Traf szczęśliwy podał plecy,

A tej szlachcie znarowionej

Gdyby Bóg dał rozum kmiecy:

Cóż za życie pełne cudu!

Co za dola! co za zorza!

Zeszłaby nam z tego morza

I świeciłaby dla ludu!

 

Bo i cóż to tam za dusza,

Co tym ludem skrycie wzrusza!?

I wybija w tych to pieniach,

W hej dzielności na igrzysku;

I w tych męskich uniesieniach

Na pobojowisku! -

 

O, z tym ludem, ojców Boże!

Nim w spoczynku głowę złożę,

Dozwól jeszcze siać i zbierać!

Lub, gdy nie dasz przy nim pożyć,

Dozwól przy nim choć umierać

I strudzone kości złożyć…

Zalesie albo Opole – Ziemica Burowijska (Zaborowia), Czarna Ziemia (Tartaria, Melanchlania) – Kolebka Moskwy, czyli o wpływie Internetu na świadomość narodową

Opublikowany w Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 20 Czerwiec 2012

Oto współczesne, całkiem poważne,  czyli sieriozne, teksty na temat Zaleskiej Rusi, nazywanej też Czarną Ziemią. Cały materiał na temat tego specyficznego ethnosu na jakim było ufundowane Księstwo Moskiewskie przytaczamy, nie tylko żeby przybliżyć czytelnikom znajomość historycznego procesu jaki kształtował Rosję i tę narodowość (grupę etniczną), która określa siebie dzisiaj jako rosyjską, ale między innymi po to by wskazać jaki zamęt panuje po drugiej stronie Buga i jak gorączkowo poszukuje się tam własnych korzeni i niepodważalnej tożsamości.

 

Na obraz płynący z Wikipedii i z kart mediów poświęconych bieżącej polityce i sprawom społecznym, nakładają się siłą rzeczy obrazy wyniesione z You Tubu, gdzie niejednokrotnie autorzy różnych filmików poszukują swoich korzeni w arktycznej Darii, starożytnej Atlantydzie czy nawet  wśród kosmicznych bogów Rassy i Annanukich. Atlantyda (WądLądtyda, Ant-Land czyli Ląd Wenetów – Staroeuropejczyków, de facto leży nadal – jak przez wieki – w północnej, tj. zadunajskiej Europie, ale oni tego nie wiedzą, bo to dla Rosjan najwyraźniej rzecz jeszcze nieodkryta, a ostatnim miejscem gdzie szukaliby sensownych odkryć i koncepcji na swój temat jest Polska.

 

Współczesna nauka (genetyka historyczna, archeologia, lingwistyka) i współczesna technologia przeobrażają na naszych oczach obraz świata i przeorują świadomość. Fazę zmian, jaką obserwujemy, należy określić jako totalny zamęt i permanentny kryzys. Jak opanować ten zamęt i co z niego wyniknie?

 

Na początek zapoznajmy się z tym co we współczesnym kontekście pisze się o Zalesiu (Zaborowii) – Czarnej Ziemi – starożytnej Ziemicy Czarnosiermiężnej (Tartarskiej, Melanchlanskiej), w naszej wersji mitologicznych opowieści nazywanej Burowią, albo Ziemicą Burowijską  – co moim zdaniem najtrafniej oddaje historyczny ciąg nazewniczy związany z tą ziemią i jej ethnosem.

 

Zacznijmy od tego co się pisze, zapoznajmy się z tym co pokazują w Internecie a następnie spróbujmy pozbierać ten materiał i jakoś go na nowo uporządkować w ramach spójnej (w miarę) koncepcji jaką rysuje współczesna wiedza „naukowa”.

 

Wiki pol

Ruś Włodzimiersko-Suzdalska (ros. Владимиро-Су́здальская Русь) – kraina historyczna w Rosji, położona w międzyrzeczu Oki i Wołgi. Od północy graniczy z Rusią Nowogrodzką, od zachodu ze Smoleńszczyzną i Rusią Wierchowską, od południa z Riazańszczyzną i Muromszczyzną, od wschodu z terytoriami zamieszkałymi przez ludność ugrofińską (Mordwini, Maryjczycy, Udmurci, Komi-Permiacy). Głównymi ośrodkami politycznymi Rusi Włodzimiersko-Suzdalskiej były kolejno: Rostów, Suzdal, Włodzimierz nad Klaźmą, Twer i Moskwa.

Ruś Włodzimiersko-Suzdalska odegrała przodującą rolę w formowaniu się państwowości rosyjskiej. Na jej terytorium znajduje się tzw. Złoty Pierścień Rosji – grupa kilkunastu miast o wyjątkowym znaczeniu kulturowym. Po zniszczeniu Kijowa przez Tatarów w roku 1299 oraz przeniesieniu siedziby wielkiego księcia i głowy ruskiego prawosławia do Włodzimierza nad Klaźmą, region ten stał się głównym centrem politycznym i religijnym całej Rusi. Wielki książę włodzimierski posiadał władzę zwierzchnią na pozostałymi księstwami ruskimi. Począwszy od XIV wieku Wielkie Księstwo Włodzimierskie zaczęło funkcjonować jako Wielkie Księstwo Moskiewskie.

Ruś Włodzimiersko-Suzdalska jest subregionem Rusi Północno-Wschodniej, regionu historycznego, do którego obok Rusi Włodzimiersko-Suzdalskiej zalicza się także Ruś Riazańsko-Muromską, Smoleńską i Wierchowską. Ruś Północno-Wschodnia jest z kolei częścią Wielkorusi, obejmującej wszystkie rosyjskie terytoria dawnej Rusi Kijowskiej.

Nazewnictwo

Nazwa Ruś Włodzimiersko-Suzdalska pochodzi od nazw miast Włodzimierza i Suzdalu, będących głównymi ośrodkami politycznymi i kulturowymi w początkowej historii regionu. Region ten nazywany jest niekiedy Rusią Zaleską (ros. Залесская Русь), Zalesiem (ros. Залесье) i Opoliem (ros. Ополье). W latopisach nowogrodzkich występuje pod nazwą ziemia niżowska (ros. Низовская земля) lub ziemia zaleska (ros. Залесская земля).

Historia

Początkowo stanowiła dzielnicę Rusi Kijowskiej jako Księstwo Rostowsko-Suzdalskie. W 1157 roku Andrzej Bogolubski przeniósł stolicę z Suzdala do Włodzimierza. Do największego znaczenia na Rusi księstwo doszło w czasach wielkiego księcia włodzimierskiego Wsiewołoda Wielkie Gniazdo (1176-1212). W 1238 roku Ruś Włodzimiersko-Suzdalska została spustoszone przez Mongołów, którzy pokonali wojska Jerzego Wsiewołodowicza. Sam książę zginął w walce, a kraj uznał zwierzchnictwo Tatarów. W XIII-XIV wieku wielcy książęta włodzimierscy stali się najpotężniejszymi władcami na Rusi północno-wschodniej. W 1328 roku Iwan Kalita przeniósł stolicę księstwa do Moskwy, gdzie też 2 lata wcześniej przeniósł swoją siedzibę zwierzchnik prawosławia na Rusi, metropolita Piotr. Nadal wielcy książęta moskiewscy (od 1340 roku) najpierw obejmowali władzę we Włodzimierzu i tytułowali się wielkimi książętami włodzimierskimi. W drugiej połowie XIV wieku państwo funkcjonowało jako Wielkie Księstwo Moskiewskie.

Edupedia pol

RUŚ WŁODZIMIERSKO-SUZDALSKA, Ruś Zaleska

- dzielnica Rusi Kijowskiej; w X-XI w. gł. ośrodkiem tej ziemi był Rostów, z czasem na czoło wysunął się Suzdal, a po 1169 stołecznym ośrodkiem stał się Władymir; po śmierci wielkiego księcia Wsiewołoda Wielkie Gniezdo w 1212 uległa rozbiciu na dzielnice; wraz z rozpoczęciem się w 1238 panowania Mongołów nominalnym zwierzchnikiem był książę, otrzymujący od chana Złotej Ordy nominację (jarłyk) na tron włodzimierski; od czasów Iwana I Kality otrzymywali ją z reguły książęta moskiewscy; w II poł. XIV w. Księstwo Włodzimierskie, połączone z innymi posiadłościami książąt moskiewskich, utworzyło trzon Wielkiego Księstwa Moskiewskiego.

Wiki eng – Zalesye

Zalesye (Russian: Зале́сье; literally: “place over the woods”) or Opolye (Опо́лье; literally: “place in the fields”) is a historical region of Russia, comprising the north and west parts of Vladimir Oblast, the north-east of Moscow Oblast and the south of Yaroslavl Oblast. As a kernel of the medieval state of Vladimir-Suzdal, this area played a vital part in the development of Russian statehood.

The site of an ancient Meryan sanctuary in Zalesye

The name alludes to the deep woods that used to separate the medieval Principality of Rostov from the Republic of Novgorod and the Dnieper principalities. Before the coming of Slavs in the 9th century, the area was inhabited by Merians, Muroma, and other Finnic tribes. As time went by, Slavs and Finns mixed ethnically and culturally, thus giving birth to the modern Russian nation.

In the twelfth century, this fertile area, being well protected from Turkic incursions by the forests, provided a favourable oasis for Slavic people migrating from the southern borders of Kievan Rus. The population of the area rapidly increased and by 1124 reached the point when Yuri Dolgoruki found it expedient to move his princely seat from Rostov in the Upper Volga region to Suzdal in Zalesye.

Typical Zalesyan landscape

Suzdal was the oldest and most senior town of Opolye. Other important urban centres were established by Yuri in Pereslavl-Zalessky (founded 1152), Yuriev-Polsky (1152), Dmitrov (1154), Starodub-on-the-Klyazma (1152), Vladimir-Zalessky (1108), Ksnyatin (1136), and Yaropolch-Zalessky (1136). The monikers Zalessky (“over the woods”) and Polsky (“in the fields”) were used to distinguish new cities from the eponymous towns now in modern-day Ukraine.

Being perpetually at odds with the powerful Suzdalian boyardom, Yuri even contemplated moving his capital from Suzdal to the new town of Pereslavl-Zalessky. His unexpected death led to the idea being dropped, but Yuri’s son Andrew the Pious finally moved the princely seat to another young town, Vladimir. The old nobility of Rostov and Suzdal, however, arranged Andrew’s assassination and a brief civil war for supremacy in Zalesye followed.

During the Mongol invasion of Russia, when the woods were gradually being cleared and new centres developed in Moscow, Tver, and elsewhere, the strategic importance of Zalesye declined. New urban centres were developed around famous monasteries (e.g., Sergiev Posad, Kirzhach) or royal residences (e.g., Alexandrov, Radonezh).

Sometimes, the term Zalesye is taken to include the whole Upper Volga and Lower Klyazma region. In this sense, Zalesye is equivalent with the territory included within the Golden Ring of Russia.

 Wiki ros – Зале́сье

Зале́сье, или Опо́лье — средневековое название территории, располагавшейся в Волго-Окском междуречье Владимиро-Суздальской земли в XII—XIII веках и включавшей сеть городов: Переславль-Залесский, Ростов, Ярославль, Кострому, Владимир, Боголюбово, Суздаль, Юрьев-Польский, Углич, Стародуб-на-Клязьме. В новейшее время города Залесья образуют Золотое кольцо России.

Название «Залесье» прежде всего географическое, оно подразумевало всё то, что находилось «за лесом» по отношению к киевским землям, от которых Залесье отделяли труднопроходимые Брянские («дебрянские» — от слова «дебри») леса, населённые воинственными вятичами. «Дорога прямоезжая» из Киева в Залесье до XII века, по-видимому, отсутствовала, так как в дошедших до нас источниках того времени нет никаких признаков её существования до похода Андрея Боголюбского на Киев (1169 год), и доминирующей транспортной магистралью, связывавшей столицу Руси с Залесьем, являлся окольный водный днепровско-волжский путь с волоком на Валдае.

Автохтонными «насельниками» Залесья были финно-угорские (меря, мурома, мещера) и, в меньшей степени, — балтские (голядь) племена. На исходе I тысячелетия нашей эры развернулась славянская миграция в Залесье, и в X—XII веках произошла ассимиляция славянскими колонистами автохтонных финно-угров и балтов, их славянизация, христианизация и активное приобщение автохтонов к земледелию. Основная волна славянских колонистов шла с северо-запада — с менее плодородных новгородских и псковских земель. Позже — уже после распада Руси, с появлением «дороги прямоезжей», — к ней добавилась миграция из киевских земель, которая до этого носила, вероятно, преимущественно «административный» характер.

Первым из городов, возникших в Залесье, был Ростов, который упоминается в летописи уже во второй половине IX века («а в Ростове меря»). К началу XII века существовали уже все основные города: Переславль-Залесский, Ярославль, Владимир-на-Клязьме, Суздаль, возникавшие, главным образом, как опорные пункты Руси для контроля над этой территорией. С начала XIII века Залесье включается в понятие Русь.

После распада Руси на удельные княжества (вторая треть XII века) Залесье окончательно обособилось от Киева, и в этом регионе начался интенсивный процесс формирования самостоятельной, «российской» государственности, поэтому Залесье по праву называют «колыбелью России».

Се́веро-Восто́чная Русь

Се́веро-Восто́чная Русь — термин, принятый в современной историографии[1] для обозначения группы русских княжеств в междуречье Волги и Оки в IX—XV веках, составивших ядро современного Российского государства. В строгом смысле — территория Великого княжества Владимирского. В расширительном смысле, в противопоставлении Юго-Западной Руси и Литве, также территории зависимых от него Рязанского, Муромского, Смоленского и части Верховских княжеств.

В научной литературе наряду с названием «Северо-Восточная Русь» используются синонимичные термины. Для периода IX—XI вв. Росто́вская земля, в XI — сер. XII вв Ростово-Су́здальское княжество, с сер. XII — сер. XIII Владимиро-Су́здальское княжество, с сер. XIII — Великое княжество Влади́мирское.

В летописях регион именовался Су́здальская земля (название преобладает до кон. XIII века) и Вели́кое княже́ние Влади́мирское (преобладает в последующее время); в литературных памятниках иногда — Зале́сская земля, Зале́сье (то есть то, что находилось «за лесом» по отношению к киевским землям); в новгородском летописании — Низовская земля.

В составе Киевской Руси

Основная статья: Киевская Русь

В конце I тысячелетия н. э. здесь проживали финно-угорские племена меря и весь. В Повести временных лет под 859 годом есть сообщение, что меря платила дань варягам. В IX—X веках происходит мирная славянская колонизация (следов насилия не обнаружено) в основном кривичами, ильменскими словенами и вятичами с незначительным участием скандинавов (норманнов). Последнее упоминание мери относится к 907 году, далее данная территория упоминается по главным городам как Ростовская, а позднее — Ростово-Суздальская земля, то есть племенное деление сменяется территориальным.

Первым из городов, возникших в Залесье, был Ростов, который упоминается в летописи уже в 862 году. В 911 году Ростов назван в числе пяти крупнейших городов, подвластных киевскому князю Олегу. Сюда сначала новгородские, а после 882 года киевские князья посылали наместников. С 913 по 988 год в летописях ничего не говорится о Ростовской земле.

В 991 году была учреждена Ростовская епархия — одна из старейших на Руси. Первым ростовским князем был сын Владимира Ярослав Мудрый на рубеже X—XI веков.

По завещанию Ярослава Мудрого Ростов наряду с другими городами Северо-Восточной Руси стал владением его сына, переяславского князя Всеволода Ярославича, куда тот посылал наместников. Обособление княжества произошло во время правления Юрия Долгорукого (1113—1157). В 1125 году он перенёс столицу своих владений в Суздаль[2].

Великое княжество

В 1155 году сын Юрия Андрей Боголюбский уехал из Южной Руси от отца вместе с вышгородской иконой Божьей матери во Владимир, который избрал своей резиденцией. План Юрия Долгорукого, по которому его старшие сыновья должны были закрепиться на юге, а младшие — править в Ростове и Суздале[3], остался нереализованным. В 1169 году Андрей Юрьевич организовал успешный поход на Киев, но впервые в древнерусской практике не стал там править, а оставил наместником своего младшего брата Глеба. В историографии XVIII—XIX вв и современной популярной литературе этот эпизод трактуется как перенос столицы Руси из Киева во Владимир, хотя, по современным представлениям, этот процесс был длительным и окончательно завершился после монгольского нашествия. По выражению Ключевского В. О., Андрей «отделил старшинство от места». Старшинство Андрея признавалось во всех русских землях, кроме Чернигова и Галича. В 1157 году, когда по смерти Юрия Долгорукого киевский престол занял Изяслав Давыдович, Переяславское княжество обособилось от Киева и в основном осталось под контролем владимирских князей. Андрей стремился уподобить Владимир Киеву (в частности в масштабном архитектурном строительстве, построив Успенский собор) и даже пытаться добиться учреждения в своём княжестве отдельной митрополии. В его правление Северо-Восточная Русь сформировалась как новый центр объединения русских земель и будущее ядро современного Российского государства.

После гибели Андрея в 1174 году власть в княжестве попытались захватить поддержанные смоленскими и рязанскими князьями Мстислав и Ярополк Ростиславичи, дети старшего сына Юрия Долгорукого, умершего раньше своего отца и потому не правившего, но в конце концов им пришлось подчиниться своим дядьям Михаилу Юрьевичу и Всеволоду Юрьевичу Большое Гнездо, поддержанным Святославом Всеволодовичем Черниговским. Правление Всеволода Юрьевича (1176—1212) было периодом расцвета Северо-Восточной Руси. Его старшинство признавалось во всех русских землях, кроме Чернигова и Полоцка. Рязанские князья жестоко поплатились за помощь его противникам: их земли с конца XII века начали подвергаться периодическим владимирским интервенциям и попали в зависимость от Владимирского княжества.

В начале XIII века произошло разделение Ростово-Суздальской епархии на Ростовскую и Владимиро-Суздальскую (в XIV веке преобразовалась в Суздальскую).

Князья Северо-Восточной Руси начиная с Юрия Долгорукого пытались поставить под свой контроль Новгород, используя его зависимость от подвоза продовольствия из суздальского Ополья, с переменным успехом, пока наконец в 1231 году представители владимирского княжеского дома не утвердили за собой право на представительство в Новгороде на целый век. Летописцы даже начали применять новое словосочетание Великое княжение Владимирское и Великого Новгорода. По смерти Всеволода Большое Гнездо смоленским князьям удалось удачно вмешаться в борьбу за владимирское княжение между его детьми (Липицкая битва 1216), воспользовавшись борьбой младших Всеволодовичей за влияние в Новгороде, но вскоре владимирские князья возглавили борьбу против крестоносцев в северной Прибалтике, а после поражения смоленских князей и их союзников в битве на Калке (1223) вновь усилили свои позиции на Руси.

В 1226—1231 годах произошло столкновение с Черниговским княжеством. Олег Курский вынужден был отказаться от своих претензий под нажимом владимирских войск в пользу шурина Юрия Всеволодовича Владимирского, Михаила Черниговского, а затем самому Михаилу пришлось отказаться от новгородского княжения под военным давлением.

После вмешательства Ярослава Всеволодовича в борьбу за Киев в 1236 году и посажения им на смоленское княжение Всеволода Мстиславича в 1239 году, а также в результате многократных владимирских походов против Литвы (битва под Усвятом 1225, 1235, 1239, 1245, 1248), Смоленское великое княжество оказалось в зависимости от Владимирского.

В феврале 1238 года Северо-Восточная Русь была разорена во время монголо-татарского нашествия после поражения соединённых русских сил в битве под Коломной. Были сожжены 14 городов, включая Владимир, Москву, Суздаль, Ростов, Дмитров, Ярославль, Углич, Переяславль-Залесский, Тверь. 4 марта 1238 года отряд темника Бурундая смог уничтожить вновь набранное владимирским князем Юрия Всеволодовичем войско на стоянке на реке Сити, сам Юрий погиб. После гибели Юрия и всего его потомства владимирским князем стал Ярослав Всеволодович, приехавший из Киева (1238).

[править] Монголо-татарское иго

В 1243 году Ярослав Всеволодович был вызван[4] в Орду и признан монголами старейшим среди всех русских князей («стареи всем князем в Русском языце»)[5]. Это было формальным актом признания зависимости Северо-Восточной Руси от монголов. Усилению позиций владимирских великих князей после монгольского нашествия наряду с этим способствовало и то, что они не участвовали в масштабной южнорусской междоусобице перед ним, что княжество вплоть до рубежа XIV—XV веков не имело общих границ с великим княжеством Литовским, осуществлявшим экспансию на русские земли[6]. Регулярная эксплуатация земель великого владимирского княжения началась после переписи 1257 года. В 1259 году Александр Невский способствовал проведению переписи в неразорённом в ходе монгольского нашествия Новгороде, тем самым усилив в нём и собственные позиции.

В 1262 году во Владимире, Суздале, Ростове, Переяславле, Ярославле и других городах были перебиты татарские сборщики дани. Карательный поход удалось предотвратить отправившемуся в Золотую Орду великому князю владимирскому Александру Невскому, но он умер по дороге домой в 1263 году.

Александр Невский был последним князем, княжившим непосредственно во Владимире. После его смерти Северо-Восточная Русь распалась на полтора десятка фактически самостоятельных удельных княжеств: Галичское, Городецкое, Дмитровское, Костромское, Московское, Переяславское, Ростовское, Стародубское, Суздальское, Тверское, Угличское, Юрьевское, Ярославское. Один из удельных князей получал по ханскому ярлыку великое княжение Владимирское, которое обеспечивало ему перевес над остальными и давало формальное верховенство. Право на великое княжение закрепилось за потомством Ярослава Всеволодовича (потомки старшего брата Ярослава — Константина Всеволодовича правили в Ростове, Ярославле и Угличе и на великое княжение не претендовали). Фактически все великие князья непосредственно подчинялись ханам сначала Монгольской империи, а с 1266 года — Золотой Орды, самостоятельно собирали дань в своих владениях и переправляли её хану. Первым владимирским князем, не переехавшим в столицу, стал Ярослав Ярославич Тверской. При нём была основана Тверская епархия.

В правление Дмитрия Александровича, когда претендентом на великое княжение выступил его младший брат Андрей, а союзником Дмитрия — обособившийся от сарайских ханов тёмник Ногай, произошло три новых разрушительных нашествия в 1281, 1282 и 1293 годах.

В 1299 резиденция митрополита Всея Руси была перенесена во Владимир (перенос кафедры утверждён патриаршим собором 1354 года). После этого впервые в истории образовалась особая от митрополии всея Руси Галицкая митрополия, которая в составе Владимирской, Перемышльской, Луцкой, Туровской и Холмской епархий просуществовала с перерывами до 1347 года.

В 1302 году Переяславль-Залесское княжество было завещано бездетным Иваном Дмитриевичем Даниилу Александровичу Московскому, но после получения ярлыка на великое владимирское Михаилом Тверским вошло в состав великого княжения[7]. Михаил, первым из владимирских князей названных «князем всея Руси», силой привёл своих наместников в Новгород (временно) и одержал победу над Юрием Даниловичем Московским и ордынцами в Бортеневской битве (1317), но вскоре был убит в Орде.

Тверской князь Дмитрий Михайлович Грозные Очи убил Юрия Московского перед ханом (1325). В 1326 году митрополит всея Руси переехал из Владимира в Москву. После заключения Александром Михайловичем Тверским договора с Новгородом в 1327 году Тверь была разгромлена ордынцами, москвичами Ивана Даниловича Калиты и суздальцами Александра Васильевича.

В 1341 году великое княжение владимирское было разделено: Нижний Новгород и Городец были переданы суздальским князьям, начавшим с тех пор титуловаться как «великие». После неудачной попытки Дмитрия Константиновича Суздальского утвердиться на великом княжении владимирском (1359—1363) оно постоянно принадлежало московским князьям, которые также стали титуловаться «великими».

К правлению Дмитрия Ивановича Московского относятся неудачные попытки великого князя литовского Ольгерда взять Москву и Михаила Александровича Тверского — овладеть владимирским княжением. В 1383 году хан Тохтамыш признал владимирское княжение потомственным владением московских князей, одновременно санкционировав независимость Тверского великого княжества[8]. В 1389 году Дмитрий Донской передал великое княжение своему сыну Василию, который 1392 году присоединил к своим владениям Нижегородско-Суздальское великое княжество.

Примечания

↑ Показывать компактно

  1. Территорию средневековой Руси принято делить на «Северо-Западную» (Новгород и Псков), «Северо-Восточную» и «Юго-Западную (Южную)». Первый и последний термины используются реже, тогда как название «Северо-Восточная Русь» является для своего региона основным. В. А. Кучкин объясняет его значение следующим образом:

Хотя термин «(древне) русский Северо-Восток» и тождественный ему термин «Северо-Восточная Русь» употребляются в литературе по истории нашей страны уже много десятков лет, географически они до сих пор точно не определены. Обычно под Северо-Восточной Русью понимают территорию Волго-Окского междуречья. Такое понимание правильно для древнейшего периода, но тогда к этому району не прилагалось понятие «Русь». Последнее вошло в употребление только после монголо-татарского завоевания. См.: Шахматов А. А. Разыскания о древнейших русских летописных сводах. — ЛЗАК. СПб., 1908, вып.20, с.328-329. А к тому времени государственная территория здесь вышла далеко за пределы Волго-Окского междуречья. Следовательно, под термином «Северо-Восточная Русь» в разные периоды должны пониматься различные, хотя и частично совпадающие по территории, географические регионы. Характерной чертой этих регионов была их принадлежность одной определенной династии древнерусских князей, именно Юрию Долгорукому и его потомкам. Поэтому под «Северо-Восточной Русью» следует понимать ту конкретную сравнительно компактную территорию с центром в Волго-Окском междуречье, которой владели в определенные хронологические периоды Юрий Долгорукий или его потомство.

Кучкин В. А. Формирование государственной территории Северо-Восточной Руси в X — XIV вв — С. 3.

  1. Юрий Долгорукий — статья из Большой советской энциклопедии
  2. Лаврентьевская летопись. В лето 6683
  3. Новгородская первая летопись старшего извода
  4. Лаврентьевская летопись
  5. БРЭ, том «Россия», с.278
  6. БРЭ, том «Россия», с.279
  7. БРЭ, том «Россия», с.280

 

Ополье (Владимирское Ополье, Юрьево Ополье) — природный (ландшафтный) район, занимающий большую часть Суздальского и Юрьев-Польского административных районов Владимирской области и Гаврилово-Посадского района Ивановской области, а также небольшие части прилегающих Кольчугинского и Собинского районов Владимирской области. Находится в бассейнах рек Нерль и Колокша. Ополье простирается примерно на 30 км с юга на север и на 70 км с запада на восток, носит характер волнисто-увалистого плато с абсолютными высотами от 120 до 165 м над ур. моря, с многочисленными оврагами.[1]

Основные города — Владимир, Суздаль, Судогда, Юрьев-Польский, Гаврилов Посад. Район древнего земледелия близ города Переславля.[2]

Замосковный край — часть Московского государства, находившаяся в бассейне верхней Волги и по левому берегу Оки, а также её левых притоков — Клязьмы, Москвы-реки и других. Охватывала по большей части Ополье и Ростово-Суздальскую землю. На юге Замосковный край граничил с Рязанской землей, на севере – с Новгородскими пятинами, на востоке – с Поволжьем и Вятским краем, на западе – со Смоленской землей.

Термин «Замосковный край» употреблялся в официальных документах в XVI—XVII веках, тогда это была наиболее заселённая и экономически развитая часть Руси. Наиболее крупный и экономически развитый город — Ярославль (по населению уступал только столице); другие значимые центры — Нижний Новгород, Кострома, Углич, Переславль-Залесский, Коломна, Дмитров, Владимир, Муром, Гороховец.

19.11.2010 07:24 128

Moskale czy Rusini? O tożsamości rosyjskiej i ruskiej.

W ostatnich dniach dyskutowaliśmy na naszym Forum na temat tożsamości współczesnych mieszkańców Rosji. Chiałbym przedstawić jeszcze jeden – moim zdaniem ciekawy – głos w tej dyskusji.

Konrad24pl

*****************************************************************************************************************

Oryginalny artykuł w j.rosyjskim:

Родослав Колосветов. Горькая правда Залесья

Gorzka prawda Zalesia

Wśród wielu projektów opartych na wydzieleniu ruskich [„ruskich” od słowa Ruś – przyp. tłum.] narodowości, takie jak – Ingria (Ingermanlandia), Republika Syberii, Ruś Dalekowschodnia itp. Chciałbym poświęcić trochę uwagi projektowi – Rusi Zaleskiej i jej twórcom. Po przeczytaniu w ostatnich dniach – Deklaracji praw ludu narodu ruskiego Zalesia (Rusi Zaleskiej)  i patrząc na mapę przyszłego Zalesia byłem nieco zaskoczony, a nawet w zszokowany, gdy dowiedziałem się, że moją rodzimą Debriańszczyznę, zuchwali i bezczelni Moskale przypisali do swojego projektu.

Rosja w polskiej niewoli – 1582 – 1648

Polityka zagraniczna Moskwy w XVI wieku skoncentrowana była na wojnie z Litwą o ziemie ukraińskie i białoruskie oraz na walkach z najazdami tatarskimi. Wojna z Litwą w 1507 roku nie zakończyła się pokonaniem Litwy. W 1514 roku Moskwa zajęła Smoleńsk, jednak w tym samym roku wojska polsko-litewskie pokonały Rosjan w bitwie pod Orszą. Moskwa walczyła o Kazań i Astrachań z chanatem krymskim. W 1552 roku udało się Moskwie zdobyć Kazań, cały chanat kazański został jednak podporządkowany Moskwie dopiero w 1557 roku. W 1556 roku zajęto też chanat astrachański a w 1555 roku narzucono zwierzchność feudalną chanatowi syberyjskiemu a w 1598 roku zachodnia Syberia została włączona do Moskwy.

Nie udało się jednak dotrzeć Moskwie do Bałtyku, bowiem w Inflantach Moskwa napotkała na koalicję Polski, Litwy i Szwecji. W wyniku wojen z Polską za czasów Batorego na mocy rozejmu w Jamie Zapolskim w 1582 roku Moskwa straciła na rzecz Polski Połock i Weliż a w wyniku wojny ze Szwecją Moskwa utraciła Narew, Jam i Iwanogród. Porażki na arenie międzynarodowej i polityka opricznina spowodowała, że Moskwa popadła w kryzys polityczny i ekonomiczny. Kraj został spustoszony, wyludniły się jego zachodnie i centralne rejony, chłopi przenosili się na wchód i południe. W celu zapobieżenia temu procesowi wprowadzono tzw. lata zastrzeżone, w czasie których chłopi nie mogli zmieniać miejsca pobytu. Przeprowadzony w latach 1581-1592 spis ziemi miał umożliwić ewidencję chłopów w dobrach, w których przebywali w czasie lat zastrzeżonych. Ukaz z 1597 roku nakazywał wszystkim chłopom, którzy zbiegli po 1592 roku powrót do swych panów. W ciągu pięciu lat panowie mogli szukać i sprowadzać chłopów do swoich majątków.

W 1584 carem został Fiodor zupełnie niezdolny do kierowania państwem, dlatego powstała rada regencyjna na czele z Zacharinem Jurjewem. W jej łonie zaczęło dochodzić od konfliktów i walk o władzę, które wygrał Borys Godunow. Poprzez małżeństwo cara Fiodora ze swą siostrą Irena zyskał wpływ na cara. Stopniowo pozbył się swoich przeciwników politycznych Bielskiego, Mścisławskiego i Szujskich. Ze względu na to, że wielce prawdopodobnym było, iż Fiodor nie będzie mieć dzieci, potencjalnego następcę tronu ostatniego syna Iwana IV Dymitra wraz z matką wysłał Godunow do Uglicza nad Wołgą. W 1591 roku Dymitr zginął w Ugliczu, a powszechna stała się opinia, iż odpowiedzialność za ta śmierć ponosił Godunow. Powołana przez Godunowa do zbadania okoliczności śmierci carewicza specjalna komisja orzekła, że chory na epilepsję Dymitr w trakcie ataku sam nadział się na nóż raniąc się śmiertelnie. Gdy w 1598 roku zmarł bezpotomnie car Fiodor wygasła tym samym na Rusi dynastia Rurykowiczów. Tron carski objął wtedy Borys Godunow a państwo moskiewskie przeżywało kryzys, który zachęcił do działania Polskę i Szwecję. Polska dążyła do podporządkowania sobie Moskwy poprzez zwarcia unii. Realizację tego celu miał przybliżyć plan małżeństwa Zygmunta III wazy z córką Borysa Godunowa Ksenią. Kolejna próba było poselstwo Lwa Sapiehy do Moskwy, który proponował połączenie obu państw unia personalną po śmierci Godunowa lub Zygmunta III. Godunow odrzucił jednak propozycje polskie i jednocześnie niweczył polskie plany zawarcia unii z Moskwą na drodze dyplomatycznej. Dla Zygmunta III tron moskiewski był o tyle cenny, że dałby mu szansę na zdobycie Szwecji. Plany polskie popierało papiestwo, które chciało doprowadzić do unii czyli podporządkowania kościoła prawosławnego Rzymowi nawet drogą zbrojnej interwencji. U źródeł interwencji polskiej w Moskwie leżał też wyz demograficzny i głód ziemi, Moskwę przedstawiano szlachcie jako ziemię obiecaną.

W latach 1601-1603 Moskwę dotknęła klęska głodu. Paradoksalnie państwo posiadało zapasy zboża, które mogłyby zaspokoić głód, jednak stało się ono obiektem spekulacji i ceny jego poszybowały w górę. W rezultacie ludzie umierali z głodu, szerzyła się dżuma a w kraju w każdej chwili mogło dojść do wybuchu niezadowolenia społecznego. Na Ukrainie wybuchło powstanie chłopskie pod wodzą atamana Chłopko. I oto w tej skomplikowanej sytuacji na moskiewskiej scenie politycznej pojawił się Dymitr Samozwaniec podający się za syna Iwana IV. Był to rosyjski mnich Griszka Otrepiew, który zbiegł do Polski. Zyskał on poparcie polskich magnatów kresowych Wiśniowieckich oraz wojewody sandomierskiego Jerzego Mniszecha. Samozwaniec stał się narzędziem polskiej interwencji w Moskwie. W 1604 roku Dymitr Samozwaniec pojawił się w Krakowie, przyjął go na audiencji król Zygmunt III i zgodził się na jego zbrojne poparcie przez polskich magnatów. Dymitr obiecywał, że po przejęciu tronu moskiewskiego odstąpi Polsce ziemię siewierską i smoleńską, zawrze unię i pomoże Zygmuntowi odzyskać tron szwedzki oraz sprowadzi do Szwecji jezuitów. Dymitr nawiązał tez kontakty z jezuitami, przeszedł na katolicyzm i zyskał poparcie ich jak i Stolicy Apostolskiej. We Lwowie zaczęto przygotowywać wyprawę Dymitra na wschód. Rozpoczęła się ona w październiku 1604 roku. Wraz z Dymitrem w tzw. dymitriadzie brał udział Mniszech i inni magnaci oraz 4 tysięczny oddział zbrojny. Warto podkreślić, że poparcie Dymitra Samozwańca nie było powszechne pośród całej szlachty. Zdecydowanie jej przeciwnikami byli Zamoyski, Żółkiewski, Ostroróg, Ostrogski. Poparcie Zygmunta III i jezuitów dla działań Dymitra nigdy nie było wspierane przez całe społeczeństwo polskie. Tymczasem po wkroczeniu na teren państwa moskiewskiego Dymitra poparli bojarzy wrodzy Godunowowi jak i masy mieszczan i chłopów widząc w nim “dobrego cara”. W 1605 roku wojska interwencyjne poniosły klęskę w bitwie pod Dobryniczami a Dymitr ukrył się w Putywlu. Szybko wojska te zdobyły przewagę a w kwietniu zmarł być może otruty Borys Godunow. Jego miejsce zajął syn Fiodor, jednak nie utrzymał się długo na tronie w obliczu zdrady czołowych dowódców i wojska. Najpierw do Moskwy przybyli emisariusze Dymitra wywołując tam powstanie, sam Dymitr pojawił się w Moskwie w czerwcu po tym jak zamordowano Fiodora Godunowa i jego matkę. W lipcu 1605 roku Dymitr koronował się na cara. Wrogo odnoszono się do faktu, iż Dymitr otaczał się Polakami i zaprowadzał zwyczaje polskie. Starał się jednak uniezależnić od Zygmunta III i nawiązał nawet kontakty z opozycjonistami polskimi. Dla pozyskania sobie ludności chłopskiej, która udzieliła mu poparcia wydał akty likwidujące prawo szlachty do ściągania zbiegłych chłopów po upływie pięciu lat. Raziło jednak zamiłowanie Dymitra do zbytku, cudzoziemskich zwyczajów, otaczanie się Polakami. Szybko bojarzy na czele z Szujskimi postanowili pozbyć się Dymitra za sprawą, którego pozbyli się Godunowa. Do powstania doszło w 1606 roku przy okazji ślubu Dymitra z córką Mniszecha Maryną. Pod hasłem mordowania cara i bojarów przez Polaków powstańcy opanowali Kreml i wymordowali przebywających na uroczystościach zaślubin Polaków i samego Dymitra. Jego ciało spalono a prochy wystrzelono z armaty w stronę skąd przybył wraz ze swymi poplecznikami. Carem koronowano Wasyla Szujskiego, zaciętego wroga Samozwańca. Wzmogło to wystąpienia i walki chłopów, którzy widzieli w zamordowanym Dymitrze swego obrońcę. Doszło do wojny domowej w imię wierności Dymitrowi, w którego śmierć nie chciano wierzyć. Na jej czele stanął Bołotnikow, który wsparty oddziałem wojskowym przez wojewodę Putywla ruszył ku Moskwie. Szybko przyłączyły się do niego masy chłopskie, które złożyły się na wielką armię chłopską. Powstanie to było zwrócone nie tylko przeciwko Szujskiemu ale także przeciwko szlachcie i bojarstwu. Rewolta obejmowała coraz większe obszary państwa moskiewskiego, przyłączyli się też do niej Kozacy dońscy. Oblężenie Moskwy jesienią 1606 roku się nie powiodło i armia Błotnikowa cofnęła się do Kaługi, gdzie z kolei doszło do oblężenia przez wojska carskie. Na pomoc Bołotnikowi przyszły oddziały Kozaków, na czele których stanął nazywający siebie carewiczem Piotrem Ilejka Gorczakow. Powstanie zostało stłumione dopiero w 1607 roku, gdy wojska carskie zdobyły Tułę z zamkniętymi w niej oddziałami powstańczymi. Krwawo rozprawiono się z uczestnikami powstania, Gorczakowa i Błotnikowa zamordowano.

Зале́сье

W 1607 roku pojawił się w Polsce drugi Dymitr Samozwaniec, którego tożsamości do dzisiaj nie ustalono. Szybko zyskiwał on zwolenników w a jego obozie znaleźli się Roman Różyński, Jan Sapieha, Samuel Tyszkiewicz. W 1608 roku nowy Samozwaniec rozbił swój obóz pod Moskwą, gdzie wkrótce przybyli wypuszczeni zniewoli Mniszech i Maryna, którzy uznali w nim zmarłego Dymitra. II Dymitr Samozwaniec był zupełnie sterowany przez Polaków a decydujący głos miał Jan Sapieha. Wkrótce oddziały lisowczyków swymi grabieżami zaczęły budzić opór w miejscowej ludności. Jednak obóz II Dymitra zyskiwał coraz większe wsparcie a sytuacja Szujskiego stawała się krytyczna. Zdecydował się wtedy na rokowania ze Szwedami i w zamian na zrzeczenie się pretensji do Inflant oraz obietnicę wieczystego pokoju uzyskał pomoc Karola Sudermańskiego. W 1609 roku połączone wojska carskie i szwedzkie zmusiły obóz Dymitra do wycofania się do Kaługi. Jednak wsparcie Szwedów wywołało reakcję Zygmunta III i oficjalne zaangażowanie państwa polskiego w dymitriadę. W 1609 roku wojska polskie dowodzone przez króla Zygmunta III rozpoczęły oblężenie Smoleńska i jednocześnie nakazano połączenie się z siłami królewskimi obozu Dymitra. Pod Smoleńsk przybyło poselstwo bojarów, którzy zaproponowali, by tron moskiewski objął królewicz Władysław. Podpisano w 1610 roku układ na mocy, którego Władysław został carem i współrządzić miał z dumą bojarską i soborem ziemskim. Na wieść, że na odsiecz Smoleńskowi idą oddziały dowodzone przez Dymitra Szujskiego naprzeciw nim ruszył hetman Żółkiewski, który zadał siłom carskim klęskę w bitwie pod Kłuszynem. Podpisano nowy układ z bojarami o objęciu tronu moskiewskiego przez królewicza Władysława pod warunkiem przyjęcia prze niego prawosławia. Żółkiewski dążył do rozwiązania całej kwestii sposobami jak najbardziej pokojowymi i dyplomatycznymi. W tej sytuacji zbędny stawał się Dymitr Samozwaniec, w listopadzie 1610 roku problem rozwiązał się, ponieważ Dymitr został zamordowany. Inaczej rozwiązanie kwestii państwa moskiewskiego widział Zygmunt III. Chciał on doprowadzić do unii polegającej na inkorporacji państwa moskiewskiego do Polski, jego katolicyzacji i objęcia osobistych rządów. I to królewski punkt widzenia zaczął dominować. W 1611 roku udało się Polakom zając oblegany Smoleńsk. Tymczasem oddziały szwedzkie opanowały Nowogród Wielki i znaczną część północno-zachodniej Rosji i podpisały z lokalnymi władzami układ o objęciu tronu przez szwedzkiego królewicza Karola Filipa. Kryzys państwa moskiewskiego i obce okupacje zaniepokoiły międzynarodową opinię publiczną, która obawiała się zbytniego wzrostu wpływów polskich i jednocześnie utraty własnych.

Stopniowo jednak zaczął rodzić się bunt przeciwko okupantom polskim. Powstanie narodowe dotarło do Moskwy a załoga polska schroniła się wtedy na Kremlu. Jednak wkrótce w obozie pospolitego ruszenia doszło do konfliktów i jego rozpadu. Nie udało się też usunąć na południu okupacji szwedzkiej. Mimo to ruch narodowy, którego ośrodkiem był Niżny Nowogród był już tak silny, że nie mógł ulec zahamowaniu. Na jego czele stanęli Kuźma Minin i Dymitr Pożarski. Zaczęli oni starannie organizować nowe pospolite ruszenie a centrum gromadzenia sił był Niżny Nowogród. Z początkiem 1612 roku pospolite ruszenie wyruszyło z Niżnego Nowogrodu i zatrzymało się na dłużej w Jarosławiu, gdzie zdecydowanie wzmocniło swe siły. Po pokonaniu oddziałów polskich dowodzonych przez Chodkiewicza a idących na odsiecz Polakom na Kremlu, ci ostatni musieli kapitulować w listopadzie 1612 roku. W 1614 roku zamordowano syna II Dymitra Samozwańca i Maryny, a ją samą wtrącono do więzienia. W 1613 roku sobór ziemski wybrał na urząd cara Michała Romanowa. Podstawową sprawą była likwidacja obcej okupacji. Pożarskiemu udało się w 1614 roku rozbić oddziały lisowczyków. Problemem okazało się usunięcie okupacji szwedzkiej z terenów północnych. Po objęciu tronu szwedzkiego przez Gustawa Adolfa Szwedzi w 1615 roku zaczęli oblegać Psków. Ostatecznie w 1617 roku podpisano rosyjsko-szwedzki pokój w Stołbowie, na mocy, którego Szwedzi wycofywali się z ziemi nowogrodzkiej ale zatrzymywali tereny położone wzdłuż Zatoki Fińskiej co oznaczało, że znów Moskwa została odcięta od Bałtyku, musiała też zapłacić Szwedom 20 tysięcy rubli kontrybucji. Po zamknięciu interwencji szwedzkiej ciągle jeszcze istniał problem Polaków, którzy szykowali się do nowej wojny z Moskwą. Wyprawa ruszyła w 1617 roku na czele z królewiczem Władysławem i hetmanem Chodkiewiczem. Początkowo oddziały polskie wsparte przez Kozaków z hetmanem Sahajdacznym odniosły sukcesy, jednak część z nich zostało związane oblężeniem Możajska a część ruszyła pod Moskwę. Ze względu na brak widoków na powodzenie wyprawy oraz na gotowość strony rosyjskiej do rokowań w 1618 roku podpisano w Dywilnie traktat rozejmowy, na mocy którego ziemia siewierska i smoleńska przechodziła w ręce polskie na prawie piętnaście lat. Do kolejnej wojny polsko-rosyjskiej doszło w latach 1632-1634. Rosja pokonana w wojnie zgodziła się na podpisanie pokoju w Polanowie, w którym zrzekała się zajętych przez Polaków ziem siewierskiej, czernihowskiej i smoleńskiej, jednocześnie Władysław IV zrzekał się pretensji do tronu moskiewskiego. W 1647 roku zawarto luźny traktat obronny rosyjsko-polski wymierzony w Krym. W 1648 roku wybuchło przeciwko Polakom powstanie kozackie pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. Gdy w 1651 roku po bitwie pod Beresteczkiem Chmielnicki musiał się zgodzić na ugodę w Białej Cerkwi zaczął myśleć o Rosji jako potencjalnym sojuszniku w walce przeciwko Polsce. Początkowo rząd cara Aleksego patrzył na powstanie Chmielnickiego niechętnie, bowiem obawiał się groźnego także dla Rosji sojuszu tatarsko-kozackiego. Ponadto bano się o rozlanie rozruchów społecznych także na tereny Rosji jak i nie chciano występować przeciwko Polsce, ponieważ miano nadzieję na objęcie tronu polskiego przez dynastię Romanowów. Zwycięstwa Chmielnickiego jak i fiasko polityki dynastycznej przekonało Moskwę do poparcia Kozaków. Sobór ziemski już w 1651 roku opowiedział się za wojną z Polską, jednak pod wpływem zwycięstwa pod Beresteczkiem nie zdecydowano się wtedy na zaangażowanie w wojnę. W 1653 roku sobór przyjął Ukrainę pod protekcje Moskwy a w 1654 roku w Perejesławiu zawarto ugodę z Chmielnickim, było to de facto tożsame z przyłączeniem Ukrainy do Rosji. Wojska rosyjskie dość szybko zajęły ziemię smoleńską, Białoruś i część Litwy. Polakom udało się zwyciężyć w bitwie pod Ochmatowem. W 1654 roku w rezultacie sojuszu moskiewsko-kozackiego układ z Polską zawarli Tatarzy. Pomoc ze strony tatarskiej okazała się być dla strony polskie bardzo cenna. Co prawda w obliczu zagrożenia szwedzkiego zawarto w 1656 roku rozejm rosyjsko-polski, jednak rychło został on zerwany. Tymczasem Chmielnicki mimo, że nie zerwał ugody perejasławskiej z Moskwą zaczął szukać sojuszu ze Szwedami, który byłby wymierzony i w Polskę i w Rosję. Układ z Perejasławia zerwał po śmierci Chmielnickiego jego następca Wyhowski, który najpierw dalej szukał porozumienia ze Szwedami ale ostatecznie zawarł w 1658 roku z Polakami ugodę w Hadziaczu, na mocy której z ziem ukraińskich miano uczynić trzecią część państwa obok Polski i Litwy – Księstwo Ruskie. Ugoda hadziacka nie znalazła poparcia w oczach Kozaków, którzy znowu zwrócili się ku Moskwie, która ugodę hadziacką potraktowała jako nowy powód wojny, która rozgorzała z nową siłą. Polacy pokonali Rosjan w 1660 roku w bitwie pod Połonką i Cudnowem, ale wojna trwała nadal. Ostatecznie skutek przyniosły negocjacje pokojowe toczone od 1664 roku i w 1667 roku zawarto rozejm w Andruszowie. Przesądzał on o podziale Ukrainy na część lewobrzeżną przyłączoną do Polski i prawobrzeżną włączoną do Moskwy. Ostatecznie podpisany w 1686 roku pokój Grzymułtowskiego potwierdzał warunki andruszowskie.

Na początku myślałem, że mają do tego jakieś podstawy historyczne, ale wpisując w wyszukiwanie na Wikipedii – Zalesie, upewniłem się, że podstaw takich nie ma, przy czym dzięki Wikipedii odkryłem wiele ciekawych i przydatnych informacji o Rusi Zaleskiej którymi chciałbym się podzielić z wami, drodzy czytelnicy. Tak więc, pierwsza rzecz, która rzuciła się mi w oczy –

Nazwa “Zalesie” przede wszystkim pod względem geograficznym obejmuje ona wszystko, co było “za lasem” w odniesieniu do ziemi kijowskiej, od których Zalesie oddzielone było przez nieprzebyte briańskie (debriańskie “- od słowa “debri” – puszcza[дебри — места, заросшие густым лесом – przyp. tłum.] ) lasy, zamieszkałe przez wojowniczych Wiatyczy (Wikipedia)

Wzmianka o walecznych Wiatyczach zamieszkujących debriańskie lasy, oczywiście mnie ucieszyła, ale najważniejsze było nie to, a fakt że Debriańszczyzna jak się okazało, była właśnie tym terytorium , które oddzielało Zalesie od Rusi Kijowskiej i które do Zalesia nie należało, a wszystkie roszczenia towarzyszy z Rusi Zaleskiej do mojego Debriańskiego Kraju są daremne i nieuzasadnione.
Czytamy dalej i tutaj muszę wyznać szczerze, byłe bardzo zaskoczony –

Autochtonicznymi “mieszkańcami” Zalesia były plemiona ugrofińskie (Merjanie, Muromcy, Meszczera) oraz w mniejszym stopniu – Bałtowie (Galindowie Wschodni) (Wikipedia)

Okazuje się że Zalesianie, nawet nie są Słowianami. Oczywiście rozumiem Zalesie zostało skolonizowane przez Rusinów i w rezultacie stało się Ruskim –

Od początku XIII wieku Zalesie zawiera się w pojęciu Rusi(Wikipedia)

A wiec tu drodzy czytelnicy, mam nadzieję, rozumiecie, że jeśli Zalesie stało się częścią Rusi, dopiero w XIII wieku, w okresie powszechnej chrystianizacji i kolonizacji chrześcijańskiej, to nic naprawdę ruskiego tam nie było i nie mogło być, brak było jakiejkolwiek ciągłości między pokoleniami, więzi z rodzimą ziemią – utrwalona tradycja i rodzima ruska kultura, u tych ludzi praktycznie nie mogła powstać.

Kolejne wiersze, ostatecznie potwierdziły domysły na temat narodowego charakteru Zalesian, tak bardzo potwierdziły, że czytając zacząłem się krztusić –

Po rozpadzie Rusi na udzielne księstwa (drugie trzydziestolecie XII wieku) Zalesie ostatecznie oddzieliło się od Kijowa i w tym regionie rozpoczął się intensywny proces kształtowania niezależnego, “rosyjskiej” państwowości, dlatego też Zalesie słusznie jest nazywane “kolebką Rosji”.

Wikipedia – Zalesie – http://ru.wikipedia.org/wiki/Залесье

Ostatecznie wychodzi na to, że Moskale działają na swój tradycyjny, sprawdzony sposób a mianowicie, nie mając do tego żadnych podstaw i nikogo o tym nie powiadamiając, dołączyli już, choć wirtualnie, do swojej nowej Moscovii, do swojej “kolebki Rosji”, terytorium centralnych regionów Federacji Rosyjskiej, które nie mają z nimi nic wspólnego i na którym nie ma ani jednego zwolennika Rusi Zaleskiej. Oznacza to dokonanie pewnego rodzaju wirtualnego podboju ziemi, a następnie, na razie jeszcze wirtualnej, kolonizacji i ich przekształcenia w integralną część Zalesia. Które w zasadzie jest prototypem nowej „Rossjanii” [neologizm użyty najprawdopodobniej w celu odróżnienia Rosji od Rusi – przyp. tłum.], ucharakteryzowanej na narodowo-demokratyczną Zaleską Ruś (z „rosjańskim” [neologizm – jak wyżej – przyp. tłum.] zapaszkiem).

A teraz napiszę trochę o pewnej wspaniałej organizacji jakim jest Narodowo-Demokratyczny Alians (NDA), w ramach której jest prowadzony projekt Rusi Zaleskiej.

Alians ten składa się zasadniczo w większości z samych (prawdopodobnie już się domyślacie kogo) – Moskwian, brak jest oddziałów regionalnych NDA poza zaledwie Piterskim Narodowo-Demokratycznym Klubem “Balticum». Zatem, towarzysze z NDA, kiedy rysowali mapę Zalesia, powinni zaznaczyć regiony Moskwy i Petersburga, a nie regiony centralne, gdzie powtarzam, nie mają oni ani jednego oddziału regionalnego. Nie ma NDA – Woroneż, nie ma NDA – Kursk, nie ma NDA – Biełgorod i szczególnie nie ma NDA – Debriansk. Tak więc budowaliby sobie swoją nową Rosję, na podstawie starych szablonów u siebie w Podmoskowiu, lecz oni zgodnie ze swoim moskalskim charakterem narodowym, postanowili capnąć tłustszy kąsek i bezczelnie przy tym oświadczyć, że to jest Zalesie, nie mając do tego żadnych historycznych i prawnych podstaw.

Oprócz Debriańszczyzny do Rusi Zaleskiej przyłączono wielkie obszary Czarnoziemia zastanawiam się czy ktokolwiek w Biełgorodzie i Kursku o tym wie? – W Woroneżu, mój dobry przyjaciel, autor projektu – Republika Czarnoziemia, wie i już przygotowuje wystąpienie na temat powiązany z niniejszym materiałem. Mam nadzieję, że i on napisze, co o tym myśli.
Rodosław Kołoswetow – 27.10.2010.

Palenica ,Trzy Kopce Śląskie z jaskinią oraz Kopany – sanktuaria Światła Świata

Opublikowany w Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 18 Czerwiec 2012

Pomiędzy Palenicą a Kopanym na przełęczy znajduje się ponad 100 kopców o podstawie 1×1 do 4 x4 metrów i wysokości do 1m

Palenica

Jest kilka szczytów nazywanych Palenicą ale tylko jeden jest Świątynią Światła Świata – ten w Beskidzie Śląskim niedaleko Bielska Białej.

Tu z Wikipedii

- gdzie zgodnie z nową modą na niemieckość głupcy podają jej nazwę obowiązującą pod Zaborami, podczas gdy Słowianie zamieszkują to miejsce od 5000 roku p.n.e., a więc i budowle na szczycie z roku około 500 p.n.e. mają charakter słowiański.

Nazwa niemiecka jest oczywiście bezsensowna: Góra Szpiczasta, i od razu po tej nazwie można poznać kto był gospodarzem tej ziemi – Palenica – to nie tylko słowo oznaczające Płomień i Ogień , kult ognia i płomienia jaki tutaj uprawiano. To słowo oznacza, że stały tutaj posagi bóstw – bowiem Pal- Phal-Wan=Bałwan, to Święty Słup rzeźbiony w Świętym Drzewie poświęconym danemu bóstwu.

Palenica (niem. Spitzberg[1]) – szczyt w Beskidzie Śląskim o wysokości 688 m n.p.m.

Szczyt góry należy do Bielska-Białej i tam znajduje się granica z Jaworzem. Palenica wznosi się nad Doliną Wapienicy. Tędy prowadzi niebieski szlak na Błatnią z Wapienicy, szlak tu jest dość stromy i kamienisty. Palenica charakteryzuje się bardzo stromymi zboczami. Na samym szczycie (niedaleko niebieskiego szlaku) znajduje się kamienny wał, któremu przypisywane są cechy starożytnej (ok 500 lat p.n.e.) warowni, w której być może chronił się lud Młyńskiej Kępy. Istnieje również przypuszczenie, że było to miejsce religijnego kultu lub warowna strażnica. Niedaleko tajemniczego kręgu na Palenicy znajduje się kompleks około stu kamiennych kopców. Przypuszczalnie w drugiej połowie XVII w. odbywały się na szczycie góry nabożeństwa ewangelickie (tzw. “Leśne kościoły”)

Palenica

Palenica w serwisie wapienica.eu

Jeden z najbardziej tajemniczych obiektów kryje szczyt góry Palenicy. Góra ta, pomimo stosunkowo niewielkiej wysokości bezwzględnej (688m n.p.m.), stanowi jeden z najbardziej eksponowanych szczytów w północnej partii Beskidu Śląskiego, górując od północy nad Pogórzem Cieszyńskim i od południa nad Doliną Wapienicy. Warto również dodać,
iż w okresie średniowiecznym w pobliżu Palenicy, na obszarze Pogórza Cieszyńskiego, przebiegał ważny szlak handlowy prowadzący z Czech i Moraw do Krakowa, tzw. szlak solny.

Obiekt zlokalizowany na Palenicy określany jest w literaturze archeologicznej mianem kręgu kamiennego. Jego charakter zbliżony jest do założenia grodowego. Składa się z owalnej partii centralnej z pagórkiem o powierzchni 0,5ha, który utożsamia się z miejscem po wieży obserwacyjnej oraz z trzech schodkowato rozmieszczonych na zboczu podgrodzi, każde położone niżej od drugiego o około dziesięć metrów. Część centralna obwiedziona jest pierścieniowatym wałem kamiennym o nierozpoznanej konstrukcji wewnętrznej, osiągającym miejscami wysokość ok. 2m. Walor obronny założenia podkreśla fosa, zabezpieczająca od strony południowej, najłatwiej dostępnej (grzbiet łączący Palenicę z sąsiednim szczytem
o nazwie Kopany). Brak jest jednak jakichkolwiek śladów obecności Słowian wewnątrz grodziska, co w przypadku schronienia się ludności, lub też domniemanej walki jest niedopuszczalne.

Mapa Klimka ze strony Eksploratorzy, gdzie można znaleźć obszerny raport z eksploracji Palenicy i zdjęcia kamiennych kopców

Niewykluczone, iż z kręgiem na Palenicy związany jest zagadkowy kompleks kopców kamiennych, odkrytych niedawno w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Składa się on z ok. 100 kopców kamiennych zlokalizowanych na grzbiecie łączącym szczyt Palenicy z górą Kopany. Kopce zbudowane są z luźno usypanych kamieni piaskowcowych. Mają w rzucie poziomym kształt owalny o zróżnicowanej wielkości, od wymiarów 1m x 1m do 4m x 4m i wysokości ok. 0,5m. Obszar objęty zasięgiem występowania kopców szacuje się na około 1ha.

W obrębie dwóch kopców tego kompleksu przeprowadzono w latach 1991 i 1993 badania wykopaliskowe. Nie dostarczyły one co prawda materiału zabytkowego umożliwiającego datowanie tych zagadkowych obiektów, ale pozwoliły na dokonanie interesujących obserwacji. Stwierdzono, iż kopce poza częścią nadziemnego nasypu zaopatrzone są również w część podziemną w postaci zagłębionej jamy wypełnionej drobnymi kamieniami.

Wypełnisko kopca stanowiły oprócz kamieni różnej wielkości, warstwy glebowe z licznymi szczątkami organicznymi, a także substancji organicznej przypominającej strukturą kość. Dotychczasowe wyniki badań mogły sugerować funkcje kultowe kopców (m.in. stwierdzone ślady palenia ognia na zewnętrznej powierzchni kopca). Prawdopodobnie usypywano kamienne kopce, wewnątrz których ustawiony był drewniany pal, wokół niego pozostawiano Bogom ofiary, które ulegały spaleniu.

Jeszcze ze strony: Święte Góry z WordPressu

Palenica jest szczytem w Beskidzie Śląskim, o wysokości 688m n.p.m., górującym nad Doliną Wapienicy niedaleko Bielska-Białej. Mimo swojej niewielkiej wysokości, jest jedną z najbardziej eksponowanych gór w okolicy. Niewątpliwie należy do gór Polski, której można przypisać miano świętej. Odkrycia archeologiczne ujawniły bowiem nie tylko wiele śladów prehistorycznych osad wokół Palenicy, ale przede wszystkim na samym szczycie znaleziono szczątki kamiennego wału, który sugeruje, że miejsce to mogło stanowić niegdyś centrum religijne okolicznych mieszkańców.

Archeologia

Badania wykopaliskowe przeprowadzone zaraz po wojnie i w latach dziewiećdziesiątych minionego wieku wykazały, że szczyt otoczony był niegdyś kamiennym kręgiem o długości 10 metrów, być może o charakterze grodu. Świadczą o tym wyraźne ślady po wieży obserwacyjnej, podgrodzi i fosy zabezpieczającej dwumetrowej wysokości wał od jego najbardziej dostępnej, czyli południowej strony. Jednakże wewnątrz kręgu nie znaleziono żadnych śladów obecności ludzi, co przeczy domniemaniu, że miejsce to mogłoby być miejscem walk lub schronienia dla lokalnej ludności.

Natomiast na jego religijny charakter wskazywałby kompleks około 100 planowo usypanych kopców kamiennych znalezionych na południowym grzbiecie, łączącym Palenicę z górą Kopany. Kopce o owalnym kształcie zbudowane są z kamieni piaskowcowych i mają zróżnicowaną wielkość – największe mają wymiary 4m x 4m. Kopce rozrzucone są na obszarze około 1 ha. Niestety nie ustalono ich wieku. Co ciekawe, po bardziej szczegółowych badaniach dwóch z nich, odkryto, że mają one także część podziemną, składającą się z jamy oraz wsypanych tam drobnych kamyków oraz gleby ze szczątkami organicznymi. Ten fakt mógłby wskazywać, że niegdyś znajdowały się tu kości. Nasuwa to myśl, niczego jednak nie dowodząc, że było to miejsce rytualnych pochówków. Na zewnętrznych częściach kopców odkryto także ślady ognia, co mogłoby wskazywać na rytualne spalanie ofiar składanych bogom. Ponieważ bardzo podobne ślady znaleziono już na innych górach, takich jak Ślęża czy Chełmno, z pewnością będącymi sanktuariami religijnymi, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Palenica także niegdyś była słowiańskim centrum kultowym.

Istotnym znaleziskiem świadczącym o wieku tego miejsca jest żelazny grot, wykopany niedaleko wejścia do jaskini 100 metrów poniżej grzbietu z kopcami. Datowany na II wiek naszej ery, grot ten jest niezwykle rzadkim znaleziskiem na terenach Beskidów.

Nieopodal, na zboczu góry Trzy Kopce, znaleziono kolejny ślad sugerujący sakralność tego rejonu. Jest to blok kamienny z rytem naskalnym, ustawiony pionowo, zgodnie z czterema stronami świata. Dłuższe boki ustawione są na osi wschód-zachód. Na węższych bokach, znajdują się trzy rysunki – po wschodniej stronie postać człowieka w pozie modlitewnej oraz równoramienny krzyż, a po stronie zachodniej wyryty jest znak X. Znak ten pojawia się w innych miejscach kultu dawnych Słowian, między innymi na posągu w kształcie ryby u podnóża Ślęży oraz na głazach w Sobótce u podnóża góry.

U stóp Palenicy, tam gdzie niegdyś było Stare Bielsko, są ślady grodziska, co dowodzi, że miejsce to tętniło niegdyś życiem. Z drugiej strony pasma, niedaleko Jaworza, w wiosce Młyńska Kępa odnaleziono ślady obecności człowieka z wczesnej epoki żelaza (700-400 r p.n.e.). Kto wie, czy prahistoryczna osada nie miała swego centrum kultowego właśnie na Palenicy.

Między Palenicą a Kopanym

Kopany

Kopany – szczyt w Beskidzie Śląskim o wysokości 690 m n.p.m.

Szczyt graniczny Bielska-Białej. Przez niego przechodzi niebieski szlak na Błatnią, który ciągnie się od Wapienica przez Palenicę i trafia na Kopany. Teren wokół szczytu znajduje się w obrębie bielskiego rezerwatu przyrody Jaworzyna. Z samego szczytu rozciąga się malowniczy widok na Dolinę Wapienicy i okoliczne szczyty, m.in. Cuberniok, Stołów, Trzy Kopce. Do szczytu prowadzi także stroma ścieżka wychodząca od strony pętli za zaporą.

Trzy Kopce

Trzy Kopce – szczyt w Beskidzie Śląskim o wysokości 1082 m n.p.m.[1], położony ok. 750 m na południowy zachód od Klimczoka. Jest zwornikiem dla odgałęziającego się tu w kierunku północno-zachodnim pasemka Błotnego.

Szczyt graniczny między miastem Bielsko-Biała, gminą Brenna a Szczyrkiem. Nazwa, podobnie jak w przypadku Trzech Kopców Wiślańskich, pochodzi od trzech kopców granicznych, jakie ustawiono tu, aby oznaczyć poszczególne obszary. W tym przypadku kopce oznaczały granice trzech wsi: Brennej, Wapienicy i Szczyrku, ale jednocześnie, od XVII w., granice Księstwa Cieszyńskiego i hrabstwa bielskiego należących do Austrii oraz dominium łodygowieckiego leżącego w granicach Polski. Później, do 1950 r., zbiegały się tu granice powiatów cieszyńskiego, bielskiego i bialskiego.

Na południowym skłonie szczytu znajduje się Jaskinia w Trzech Kopcach, kojarzona ze zbójnikami Wojciechem i Mateuszem Klimczokami mającymi ponoć tam kryjówkę. Inna legenda mówi, że istnieje połączenie między tą jaskinią a zamkiem Sułkowskich w Bielsku. Na północnym stoku odkryto kamienne kopczyki, podobne do tych z Palenicy, jeszcze jednak ich nie przebadano.

Jaskinia Trzy Kopce

Jaskinia znajduje  się  w paśmie Beskidów Śląskich. Góra Trzy kopce (1080 m n.p.m.) leży pomiędzy  Klimczokiem  ( 1117 m n.p.m.),   a  Błatnią (917 m n.p.m.).   Wejście  do   jaskini znajduje się na północnym zboczu góry. Na mapie Beskidu Śląskiego nie jest ono zaznaczone.

Jaskinia ma 824m długości, jest największą jaskinią (nie krasową) w Polsce, która powstała na  skutek  przesuwu  mas   skalnych  (krasowe  powstają  na skutek działania skutków erozji, głównie wymywania przez  wodę wapieni ).  Nie  jest  ona  tak  piękna jak jaskinie krasowe w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, nie ma  w  niej stalaktytów, stalagmitów, czy stalagnatów, ale i tak jest interesująca. Położona jest poziomo  wskutek czego nie jest trudna w zwiedzaniu, nie ma tu głębokich kominów, czy lejów, nie jest potrzebna uprząż czy lina. Dlatego nie trzeba taszczyć ze sobą całego tego cholerstwa, a zabawy jest dość. Pełno tu półek, zacisków, miejsc gdzie  trzeba  się  przecisnąć  ew.  przeczołgać.   Czasem  można znaleźć przejścia w najmniej oczekiwanym i niewidocznym miejscu.  

W latach trzydziestych XX wieku na samym szczycie Trzech Kopców powstało prywatne schronisko turystyczne, zniszczone z końcem II wojny światowej. Jego fundamenty są jeszcze widoczne tuż przy żółto oznakowanym szlaku turystycznym z Klimczoka na Błotny.

Po południowo-wschodniej stronie góry biegnie czerwony szlak z Siodła pod Klimczokiem na Przełęcz Salmopolską, zaś przez stoki południowo-zachodnie – czerwono znakowany szlak narciarski z Klimczoka przez Trzy Kopce i przełęcz Karkoszczonkę do Szczyrku.

Ruiny schroniska na Trzech Kopcach

Witkacy a mity słowiańskie i inne wizje

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, sztuka przez bialczynski w dniu 16 Czerwiec 2012

Zapewne zdziwi to was, ale nawet najbardziej zdawałoby się odlegli od zainteresowań mitologicznych  i zaangażowani w tworzenie awangardowych nurtów sztuki artyści nie stronili od prób przekładania owej tematyki na swoje ultranowoczesne środki wyrazu. Oto jeden ze skrajnych przykładów z okresu międzywojennego, Stanisław Ignacy Witkiewicz, czołowa postać awangardy XX-lecia Międzywojennego, wielki psychodeliczny eksperymentator tamtych czasów namalował także obraz zatytułowany „Topielice”, który reprodukujemy poniżej. Obraz powstał, jak wiele innych, cenionych jego prac, jako zapis psychodelicznej wizji autora.

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Topielice, 1921

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Powstanie Świata, 1921

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Fantazja, bajka 1921

Pejzaż jesienny

Malował także obrazy wszechświata:

Kometa Encke

Nova Aurigae

Antares w Skorpionie

Aldebaran i Hyady

Kompozycja astronomiczna

Pomijam oczywiście fakt iż masa obrazów Witkacego ma charakter szamańskich wizji, podobnie jak obrazy Amaringo, ponieważ powstawały pod wpływem szamańskich środków odurzających i są zapisem jego kosmicznej łączności z Matrycą Wszechświata. przykłady poniżej

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Wizje mitologiczno-bajeczne

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy

Stwarzanie Przyszłości Świata

Pojednanie Polska – Rosja, czyli jeszcze o latach 1610 – 1612 oraz o Kontrreformacji

Opublikowany w nauka, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane przez bialczynski w dniu 13 Czerwiec 2012

Hołd carów Rosji Szujskich złożony władcy Polski

Przytaczamy tutaj fragment artykułu zamieszczonego na portalu Racjonalista.pl, w dniu 21 maja 2012 roku i odsyłamy do całości tekstu, TAMŻE. Jest to artykuł niezwykle ważny, który odkłamuje w istotny sposób kwestie historyczne – zwłaszcza tło i przyczyny Rozbiorów Polski, które są przez katolicką naukę od 250 lat pokazywane nie w świetle Reflektora PRAWDY Naukowej (rpn) i analizy faktów (af), lecz w Krzywym Zwierciadle Ideologii Katolickiej (kzik)

Tę flagę rozwiniętą w Warszawie na meczu Polska – Rosja (1:1) 12 czerwca 2012 roku, w czasie futbolowego EURO, w postkomunistycznych masowych mediach polskich nazywa się flagą kibiców rosyjskich. Ufundował ją Związek Kibiców ROSJI  na czele którego stoi neofaszysta, najprawdopodobniej agent KGB – stamtąd pochodzą pieniądze na szycie takich flag. Prowokacja knuta przez specsłużby i media w obu tych “zaprzyjaźnionych demokracjach”  spaliła na panewce – “rozruchy” były próbą bijatyki między dwoma specsłużbami w kolorowych szalikach. Oczywiście nie zapomniano przy okazji wymierzyć kopa reporterowi opozycyjnej “Gazety Polskiej Codziennie”. W wypadku tego kopa w okolicę głowy policja polska zachowała bierność. Skąd my to znamy? Ja jeszcze pamiętam.

Podobne narzędzie kzik , zamiast rpn, stosuje się do przedstawiania roli kk w restaurowaniu “Niepodległej” III RP w 1989 roku – naprawdę gdy oświetlić Reflektorem Prawdy Naukowej owo wydarzenie – mamy do czynienia z udziałem kk w nieformalnym Triumwiracie Konserwy PRL w  wydaniu  PRL BIS  = III RP, tzw złagodzonym, gdzie do władzy dopuszczono koncesjonowaną opozycję katolicko-postępową, katolicko-promoskiewską i socjaldemokratyczno-syndykalną, które de facto były dopuszczone do głosu i oficjalnego bytu w PRL, lecz nie były tam dopuszczone do udziału w sprawowaniu władzy. Oto cała różnica między PRL a III RP. Lecz według kk żyjemy w państwie niepodległym i obywatelskim.

Oto link do artykułu w RACJONALIŚCIE: WWW Racjonalista PL

Pamiętajmy także, że Moskwa skapitulowała po raz drugi przed Polakami  1 marca 1634 roku, w wyniku kolejnej przegranej bitwy o Smoleńsk, ale to już była eskalacja nienawiści wzajemnej  – Tutaj słabo znany obraz Jana Matejki “Król Władysław IV pod Smoleńskiem”

[W XVI i XVII w. Rzeczypospolita Obojga Narodów była potęgą zagrażającą Rosji. Po wygranej hetmana wielkiego polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego pod Kłuszynem w 1610 r. Polacy zajęli Kreml, a po podpisaniu traktatu pokojowego w Dywilinie odebrali tereny należące od XIV w. do Wielkiego Księstwa Litewskiego: ziemie smoleńską, czernihowską i siewierską i ustalili nową granicę wschodnią. Rosja nie mogła się pogodzić z przegraną i po śmierci króla Zygmunta III w 1632 r. podjęła próbę zdobycia Smoleńska. Wybuchła wojna polsko-rosyjska, która trwała do 1634 r. (tzw. wojna smoleńska). Zakończyła się zwycięstwem wojak polsko-litewskich nad wojskami rosyjskimi dowodzonymi przez Michała Szeina. 25 lutego 1634 r. armia rosyjska skapitulowała pod Smoleńskiem, co utorowało Polakom drogę do Moskwy. Nowy król Polski Władysław IV Waza okazał się świetnym wodzem, śledzącym rozwój sztuki wojennej i umiejętnie stosującym nowatorską wówczas taktykę manewrów stosowaną przez wojska szwedzkie pod dowództwem Gustawa Adolfa. Władysław IV podzielił swą armię na trzy części i ruszył w głąb Rosji. Przodem poszły lotne oddziały jazdy polskiej, które dotarły pod Moskwę siejąc zniszczenie i przerażenie. 1 marca Moskwa skapitulowała. Król Władysław IV początkowo sądził, że osadzi na tronie moskiewskim swego brata Jana Kazimierza, aby potem wspólnie z Rosją uderzyć na Szwecję i odzyskać tamtejszy tron. Piętrzące się trudności znacznie osłabiły optymizm króla. Zima i choroby dziesiątkowały armię polsko-litewską, zbliżał się koniec rozejmu ze Szwecją, a na południu groziła wojna ze sprzymierzoną z Rosjanami Turcją, polski monarcha zdecydował się na rokowania. Pokój zawarto w Polanowie. Potwierdzał on ogólne warunki rozejmu z Dywilina: przynależność do Rzeczypospolitej ziem smoleńskiej, czernihowskiej i siewierskiej. Władysław IV zrzekł się tytułu cara Rosji i pretensji do tronu moskiewskiego.]

Władysław IV przyjmuje kapitulację wojsk rosyjskich pod Smoleńskiem w 1634 r. (fot. Maciej Szczepańczyk, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0)

Będziemy pilnie śledzić dalsze części wypowiedzi pana Agnosiewicza w Racjonaliście.pl, bo czas najwyższy zobiektywizować rzeczywistość w Pełnym Jej Spektrum obejmującym wszystkie Aspekty (holistycznie), na potrzeby naszej bieżącej Jej oceny. Bez takiej oceny, bez pełnego obrazu nie stworzymy sobie możliwości racjonalnego  wyboru  Właściwych Narzędzi dla dokonania zmiany tego co nas obecnie otacza.

Wiele się też mówi i pisze – i my będziemy pisać o tym – o związku hitlerowców z magią, okultyzmem, gnozą, antropozofią i teozofią i o faszystowskich nawiązaniach do wiary przyrody oraz o kulcie ciała i fizycznej kultury w Niemczech lat 30-tych XX wieku, ale bardzo mało i niechętnie pisze się o ideowych związkach kościoła i Watykanu z faszyzmem, powiązaniach polskiego kk z nową władzą PRL-owską po 1945 roku i kościelnych koneksjach w zamian za które zgodzono się na likwidację podziemia i konspiracji po  II Wojnie Światowej, czy o związkach cerkwi prawosławnej ze stalinizmem i obecnym totalitarnym reżimem moskiewskim.  Ten temat również w najbliższej przyszłości poruszymy, nie po to żeby kogoś dzielić – lecz żeby mieć jasność na przyszłość, która nadchodzi.

W Polsce próbuje się tzw. Księży Postępowych i Postępowych Katolików ze Znaku, PAXu, Tygodnika Powszechnego i innych pseudo chrześcijańskich organizacji PRL-owskich przedstawiać jako spontaniczny ruch garstki nierozważnych czy też zinwigilowanych – to nie jest prawda. Kościół nie musiał ich tolerować a na dokładkę wspiera ten nurt współpracy z post-specsłużbami PRL w III RP także i obecnie.

Polecam też tekst: “Kościół a Rzeczpospolita”

CB

Wystąpienie Milina – obraz Konstantego Makowskiego

Papiestwo i narodziny nienawiści polsko-rosyjskiej [1]

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

Antypamięci Piotra Skargi

Papież Paweł V (1605-1621), swój pontyfikat rozpoczął popychając Polskę do antyrosyjskich dymitriad, jednego z najgłupszych i najtragiczniejszych epizodów naszej historii, a zakończył go, kiedy jego układ krążenia doznał radosnego przeciążenia w trakcie procesji na cześć pogromu Czechów w Wojnie Trzydziestoletniej.

Udział papiestwa i jezuitów w tragicznych awanturach antyrosyjskich Polski na ogół jest przemilczany. Dla wyłaniającego się mocarstwa rosyjskiego było to wydarzenie historycznie traumatyczne, które położyło się cieniem na całych późniejszych stosunkach polsko-rosyjskich i nigdy nie powinno być pomijane przy rozpamiętywaniu rozbiorów. Kiedy w 2005 r. Rosja zastąpiła swoje dawne święto narodowe upamiętniające wybuch rewolucji październikowej – Dniem Jedności Narodowej, poświęconym pamięci wyzwolenia Moskwy i Rosji od Polaków w roku 1612, wówczas Watykan wyrażał zatroskanie, czy aby nie będzie ono miało charakteru antykatolickiego. Papież musiał się obawiać, czy inwazja Polaków i deptanie przez nich rodzimej kultury, nie będzie okazją do przypominania, że była to wówczas formalna krucjata i najazd mający na celu rekatolicyzację Rosji.

Dymitriady

Polska okupacja Moskwy poprzedzona była dymitriadami, czyli polsko-papieskimi próbami obsadzenia tronu Moskwy przez uzurpatorów, zwanych Dymitrami Samozwańcami. W końcowej fazie dymitriad, miała miejsce polska inwazja i wojna polsko-moskiewska (1609-1618). W projekt ten papież Paweł V zaangażował się tuż po konklawe i odegrał w nim istotną rolę. [ 1 ] Nie wiadomo dokładnie w jakich okolicznościach objawił się w Polsce rzekomy syn cara Iwana Groźnego, ale znamienne, że pierwsza wzmianka o nim pojawia się 1 listopada 1603 w liście nuncjusza Claudio Rangoni do papieża Klemensa VIII. [ 2 ] Sprawa trafiła wówczas do inkwizycji rzymskiej i pracował nad nią Camillo Borghese, który półtora roku później miał zostać nowym papieżem. Kilka miesięcy później Samozwaniec pojawił się przed królem w Krakowie, starając się przekonać Zygmunta III Wazę do wsparcia jego wyprawy na Moskwę. Zgodził się pojąć za żonę a następnie obsadzić na tronie jako carową córkę wojewody sandomierskiego. Inicjatywa ta spotkała się z druzgocącą krytyką polskiego męża stanu Jana Zamoyskiego, który projekt obsadzenia Maryny Mniszchówny jako carowej uznał za godny komedii Plauta. W konsekwencji Sejm jednogłośnie odrzucił pomysł zaangażowania Polski w tę awanturę.

Sprawa pewnie by upadła, gdyby nie zaangażowali się w nią nuncjusz i jezuici. Do spojrzenia na Samozwańca przychylniejszym okiem namawiali króla prymas Jan Tarnowski oraz protektor jezuitów, biskup krakowski i późniejszy prymas, Bernard Maciejowski. [ 3 ] Uzgodniono wówczas konwersję Samozwańca na katolicyzm. Chrztu udzielili mu jezuici 17 kwietnia 1604. 24 kwietnia nuncjusz udzielił nowej owieczce komunii i bierzmowania. Jeszcze tego samego dnia neofita napisał do papieża [ 4 ], obiecując mu katolicyzację Rosji oraz krucjatę na Turków. Wobec odmowy sejmu, wojsko awanturnicze sformował wojewoda sandomierski, ze wsparciem jezuitów jako kapelanów. [ 5 ]

Dymitr Samozwaniec

Kilkanaście dni po konklawe z Rzymu wyszło pismo do nuncjusza z prośbą o obszerny raport o postępach kampanii Dymitra i stosunku do niego polskiego króla. Niedługo później uzurpator triumfalnie wkroczył do Moskwy. Z Rzymu wyszło wówczas pismo z gorącymi gratulacjami i naciskiem, by możliwie szybko rozpoczął przywracanie Rosji katolicyzmowi. Miał obiecany triumfalny fresk w Sala Regia Watykanu. Wkrótce po koronacji nowego cara papież wysłał kilka brewe: do Zygmunta III, kardynała Maciejowskiego i wojewody sandomierskiego, aby udzielili nowemu władcy Rosji wszelkiej niezbędnej pomocy w „przywróceniu Moskali Kościołowi”. Okazało się jednak, że poparcie króla polskiego dla kampanii było mniejsze aniżeli przedstawiali to papieżowi jezuici: król nie chciał bowiem uznać carskiego tytułu Dymitra.

Nowy car Rosji jedynie z Watykanem miał wówczas nawiązane stosunki dyplomatyczne. 11 września 1605 papież wysłał mu pismo gratulacyjne z okazji koronacji, znów przypominając o zadaniu jakie miał do wykonania. W odpowiedzi car odmalował papieżowi swój projekt: chciałby wraz z cesarzem i królem Polski ruszyć na krucjatę przeciwko Turkom. Papież musi jednak przycisnąć króla Polski oraz przysłać kilku ekspertów wojennych. Paweł V obiecał uczynić co w jego mocy.

Po pewnym jednak czasie car stwierdził, że jego misja religijna przekracza jego możliwości. Polscy katolicy zachowywali się w Moskwie jak na podbitym terytorium. Papież zaczął tracić cierpliwość i wzywał już cara, aby sam wypowiedział wojnę Turcji a nuncjusze w całej Europie rozniosą orędzie wojenne. [ 6 ] Po 11 miesiącach rządów bojarzy zawiązali udany spisek na jego życie. Dokonano jednocześnie pogromu kilkuset Polaków. Zwłoki uzurpatora wsadzono do armaty i wystrzelono w kierunku Polski, choć powinien polecieć raczej ku Watykanowi.

Jezuici poczęli wkrótce głosić, że Dymitrowi udało się zbiec, przygotowując tym samym podłoże nowej dymitriady. Nowy nuncjusz papieski w Polsce Simonetta podjął temat. Watykan podtrzymywał tę wiarę. Nowy Dymitr Samozwaniec rozpoczął działalność od lipca 1607, znów wsparty wojskiem z Polski. Mniszchówna publicznie „rozpoznała” w nim swojego męża. Nie było już jednak obietnic nawrócenia Moskali.

Rokosz

W tym czasie w Polsce nad jezuitami zebrały się czarne chmury. Szlachta zawiązała przeciwko królowi rokosz sandomierski, a jedno z jego głównych ostrzy wymierzone zostało w jezuitów. Zarzucano im, że pod ich wpływem król dyskryminuje różnowierców przy nadawaniu dóbr, godności i urzędów, stale blokuje wydanie regulacji wykonawczych do konfederacji warszawskiej wprowadzającej w Polsce tolerancję i nie reaguje na tumulty wyznaniowe, inspirowane zresztą głównie przez samych jezuitów. Szlachtę niepokoił także zwrot w polityce międzynarodowej i zbliżenie z Habsburgami, którzy od kilkunastu lat toczyli pod patronatem „ojca świętego” tzw. Długą Wojnę przeciwko Turcji, co oznaczało zaangażowanie Polski w krucjatę przeciwko Turkom, do czego parło Państwo Kościelne, udzielając dyspensy na ślub króla polskiego z siostrą jego poprzedniej żony, Konstancją Habsburżanką. Papież uznał to małżeństwo za „rzecz arcypożyteczną dla chrześcijaństwa” [ 7 ] i wkrótce Konstancja stała się w Polsce „głównym chorążym wojującego katolicyzmu” (Jasienica), kooperując w tym dziele z Piotrem Skargą, który w 1606 opublikował propagandową broszurkę dla formowania rycerza-chrześcijanina (Żołnierskie nabożeństwo). Późniejsza historia pokazała, że obawy szlachty były zasadne, gdyż po zakończeniu wojny z Moskwą, Polska wplątała się w kosztowną wojnę przeciwko Turcji.

Kolumna Zygmunta III na Placu Zamkowym w Warszawie to jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków stolicy. Król z wielkim krzyżem i mieczem dobrze oddaje politykę monarchy

Nie bez powodów Zygmunt III nazywany był „jezuickim królem”. Główny kierunek jego polityki, wtłaczający w Polsce ostry kurs kontrreformacyjny, przypisywany był jezuitom, w szczególności nadwornemu kaznodziei, przesławnemu Piotrowi Skardze. Papieski dyplomata i jezuita, Antonio Possevino (wspierał pierwszego Dymitra Samozwańca), nie cenił zanadto walorów intelektualnych polskiego władcy, który według niego był „dowcipu i usposobienia nieco ociężałego i nie bardzo pojętnego”. Od samego początku jego panowania opiekę duchową roztoczył nad nim Piotr Skarga jako jego nadworny kaznodzieja, nieustannie podsycając w nim fundamentalizm katolicki.

Katolicka historiografia przedstawia rokosz szlachecki jako ruch na rzecz utrzymania anarchicznej „złotej wolności”, bunt przeciwko wzmocnieniu władzy królewskiej, która mogłaby usprawnić Rzeczpospolitą. Tyle że owo „usprawnienie” oznaczało siłowe zgniecenie protestantyzmu a następnie zaangażowanie w kontrreformacyjną politykę europejską oraz krucjatę antyturecką. Z jednej strony stały „małostkowe” interesy szlachty, a drugiej kontrreformacyjna i krucjatowa polityka papieska. Sam król Zygmunt władzę swą chciał wzmocnić po to, by zdobyć tron rodzinnej Szwecji. „W kraju pozostałby ukoronowany za życia ojca królewicz Władysław oraz rządzący zamiast niego gubernator… w postaci arcyksięcia austriackiego. Szwecja miałaby oczywiście zostać zdobyta i przywrócona do wierności Rzymowi. Pomocy po temu udzielić miała opanowana przez Samozwańca i również do łaciństwa nakłoniona Moskwa. W ten sposób powstałaby wielka liga północna, zdolna do skutecznych działań przeciwko Turkom. Zamiary były ogromne i równie chimeryczne (…) Król Jego Mość ‘narodem naszym kontentować się’ nie chciał. Dążył do totalnego zwycięstwa katolicyzmu w całej Europie, niszcząc w tym celu wypróbowaną od wieków spójność moralną państwa, i do korony szwedzkiej dla siebie. Rzeczpospolita miała się owym wytycznym podporządkować, posłużyć tylko za odskocznię” (Paweł Jasienica). Z taką to tendencją walczyła opozycja antykrólewska.

cd: WWW. Racjonalista.pl

Dzisiaj przekraczamy granicę – 12 06 2012


12 06 2012 lub 12 06 7520 co oznacza czertę 5 tak czy owak. Granica. Odsyłam do Lekcji 5. To właśnie dzisiaj.

ostatnia aktualizacja 23 lipca 2012:

Okazuje się, że między 4 a 11 lipca opublikowano świeże odkrycie, że Ziemia jest połączona portalami magnetycznymi ze Słońcem i jest to rodzaj pępowiny magnetycznej przez którą Słońce transportuje swoje cząstki na Ziemię – czy również nussonową materię eteru – czyli Ciemną Materię?! To chyba oczywiste że tak, ale tego nasza nauka nawet nie jest w stanie “dotknąć”. A co z Ciemną Energią płynącą ze Słońca i galaktyki? – Ten temat nawet się nauce ziemskiej nie marzy.

Efekt ZMIANY będzie odłożony i rozciągnięty w czasie na najbliższe 2 lata. Ale to właśnie się dokonało i wyjdzie wszystkim na zdrowie. Zapowiedź nowego Istu nie jest już zapowiedzią.

Dzisiaj rano zamknąłem – na wszelki wypadek wszystkie swoje sprawy – żeby nic nie zostało rozgrzebane. A więc uporządkowałem i zamknąłem etap. Początek mógł się zatem stać. On oczywiście stałby się czy chcę tego czy nie, ale to wspaniała świadomość kiedy Wszystko , dosłownie wszystko udaje się wkomponować w rytm Świata – przecież sprawy toczą się jak chcą, na większość z nich nie mam teoretycznie wpływu, a jednak zamykają się o czasie.

Dzisiaj o 15.00 w Katowicach Kira broni dyplomu – obroni go doskonale – WIEM – na drugim fakultecie, na ASP – jest to książka Wydana przez Krainę Księżyca – którą zainicjowała ona sama. To już nie moja Kraina Księżyca – to Kraina Księżyca moich córek Kiry i Sawy (Marii i Juany-Janiny – cóż taki sobie jeszcze jeden dziwaczny zbieg okoliczności) i ich wspólna książka.

Dzisiaj rusza Studio Graficzne Sawy -  jej własna firma. Też dzień graniczny, co będzie dalej?!

Ich pierwsze dzieło to postacie i  ilustracje  do Przygód i Nowych Przygód Baltazara Gąbki.

Ten znak Krainy Księżyca – to także Shui (szłej, szołej) – szum – szumieja – szumja – WODA. Woda i Wiatr to Posłańcy Światła (feng shui).

Stworzył go w 1991 roku Marek Pawłowski, grafik krakowski – “Promienisty”, czyli członek wspólnoty artystów zamieszkałych przy Promienistych 9 w Krakowie . Grupę tę stanowiło 8 do 11 osób (jedni się sprowadzali inni wyprowadzali, jeszcze inni jak John Porter mieszkali chwilowo). Marek nie studiował filozofii chińskiej ani I Cingu, tym bardziej jogi, zen (dzyen, dhyana – co po naszemu “dzianie się” – trwanie, “dech” – (ode)-tchnienie), ani nie zajmował się Kala Czakrą  – to oczywiście jeszcze jeden  z przypadków – tyle że te przypadki drwią sobie z praw statystyki – jak zawsze.

Foto Wit Niecodzienny – to kolejny przypadek  – bo  mamy tutaj Kopiec Sowiego – Welańskiego Pana Ostatniej Drogi – na Sowińcu w Krakowie, w lesie Welskim . Jak wiadomo po pobycie w Zaświatach (i po kali- judze [skalanej pół-dziejawie ciemnej, czyli czwartej części Dwu-Dziejawy, Koła Kół, Koła Kółwieka, po czasie kalijugi) następuje Odrodzenie.

Nigdy nie planowałem przyszłości moich dzieci. Chroniłem je jak mogłem przed żywotem artysty, bo to wyjątkowo niewdzięczna robota wciąż balansować na pograniczu Świata Ludzi   i Świata Bogów, na Progu Kosmosu. Lecz Bogowie czynią co chcą z naszym życiem i życiem naszych bliskich – realizują swój własny plan.

Moje ostatnie wizyty wiązały się ze Sarożycem-Sołem (Słońcem), ze Swarogiem Światłem Ognia Niebieskiego (Agnim), ze Ślężą – Ślącą Soł – Światło i  Wodę. Wodę bo Sou-Soła-Souawa – Sawa to Słoneczna i Śląca i Wilgna. Zamieszkałem tam nad Modrym Baniorem pomiędzy SUL-ISTRO-Wicami a SUL-ISTR-OWICZKAMI. Odbyło się spotkanie na szczycie 3 czerwca, Tydzień później, 9 czerwca, pojechałem do Jerzego Przybyła – do SOLI pod Żywcem – Sół – to nie żaden przypadek.


Mezamirze – dzisiaj przeszedłem operację – pamiętasz – rozpoznałeś na  odległość, że moje zdrowie  i życie jest zagrożone i że ten stan koncentruje się w rejonie szyi. Operacja skończyła się biciem dzwonów o 12.00 – kościół katolicki ogłosił że się udała, choć księdzu wydawało się, że jak zwykle dzwoni na “połednie”, czyli w pół Dnia  Jasnego ku chwale Dażboga.

- Tak, tego samego, od którego wziął swoje imię Dzeus: Dzieńboga, DNIAŻ-Boga – Pana Jasności Niebiańskiej.

Jutro kolejny  artykuł z cyklu Polska – Rosja “Pojednanie Polska – Rosja, czyli jeszcze o roku 1612 i kontrreformacji” (jutro a nie dzisiaj).

Za to dzisiaj wieczorem mecz Polska – Rosja w ramach Igrzysk rządowych, czyli istne rozpasanie szowinizmu i nacjonalizmu napędzane przez wszystkie rządowe media; TVP, TVN, Polsat, Gazeta Wyborcza, praktycznie  cała  prasa codzienna i kolorowa – po prostu niczym innym już się nie zajmują tylko igrzyskami EURO 2012 – Ci pseudodemokraci walą z grubej rury gotowi nawet rozpętać wojnę futbolową miedzy kibicami Rosji i Polski na ulicach Warszawy.

Sprowadzono tam podobno oddział karateków z nowego KGB które się nazywa jakoś inaczej (tak czy siak to NAZI Specsłużby Postkomuny) – podobno skopali we Wrocławiu “polskich stewardów” – nie wiedziałem do dzisiaj że steward to facet z pałą i kajdankami w kieszeni, który jest odmianą tajnego policjanta w odświętnym ubranku. Steward to był ktoś na statku – służący. Stewardzi w kelnerskich kamizelkach skopali się więc z tajniakami z Moskwy ubranymi w kolorowe szaliki. Nacjonalistyczna  Histeria z jednej i drugiej strony sięga zenitu. Mecz w Narodowe Święto Rosji a wynik ma spowodować ogłoszenie Narodowego Święta Polaków – wszystko to jakiś niesamowity kicz. Kicze jednak mają to do siebie że realizują się niczym ten kiczowaty wypadek samolotu w Smoleńsku.

Trudno sobie wyobrazić większy blamaż. A jednak on ma miejsce, lecz wbrew zachętom kretynów medialnych walących w nas z rządowych tub – To Będzie Wielkie Święto Przyjaźni Polaków i Rosjan – Dzień Braterstwa – Kolejne Pojednanie, które KTOŚ pracowicie jak kret próbuje zburzyć od bardzo dawna i wkłada wiele sił w tę robotę.

Jutro kolejny dzień  i niby nic – jakby wszystko po staremu, a jednak to właśnie dzisiaj przekroczyliśmy Granicę i nic już nie będzie jakie było.

15 czerwca o północy na Prądniku Czerwonym ląduje Latający Talerz Profesora Gąbki i jego Kompanii – po to by uratować świat.  A więc będzie miało miejsce przesilenie Księżycowej Kwadry, rozpocznie się czas Krainy Księżyca – KK . Tak oto nieuchronnie toczy się Koło Czakry – Koło Czasu, Koło Kołwieków, Koło Kół – KK.

W niedzielę – mam nadzieję – Grecy powiedzą Światowym Złodziejom – NIE!

Walenty Skorochód Majewski (1764 – 1835) – Strażnik Wiary – wykpiony odkrywca związku języka polskiego i sanskrytu

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, nauka, Polska, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 10 Czerwiec 2012

Człowiek który o związkach języka polskiego i sanskrytu mówił i pisał już w 1816 roku. Wyśmiany przez Filomatów, wyśmiany przez “polską” i światową Naukę -Skąd my to znamy – Dzisiaj te bęcwały śmieją się z eksperta NASA od katastrof lotniczych, powszechnie uznawanego na świecie autorytetu naukowego, Taka jak widać Tradycja “polskiej nauki”

– Ż E N A D A!!!

Chwała i Cześć Jego Pamięci!!!

CB

MAJEWSKI-SKOROCHÓD

Walenty (1764-1835)

archiwista, historyk-samouk, sanskrytolog, czł. Tow. Przyjaciół Nauk; autor prac o zależnościach i związkach słowiańsko-staroindyjskich oraz gramatyki sanskrytu.

Walenty Skorochód-Majewski (1764-1835) – orientalista, z zawodu notariusz. Pochodził z podgrodzieńskiego majątku Guzy, w stolicy znalazł się jako piętnastolatek. Był absolwentem kolegium pijarskiego, później również nauczycielem. Uczestniczył w obronie stolicy podczas powstania kościuszkowskiego, dowodząc batalionem milicji. Od 1800 roku pracował w Archiwum Metryk Koronnych, tworząc podwaliny Archiwum Głównego Akt Dawnych. Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, specjalizował się w sanskrytologii oraz indianistyce, wydał m.in. “Gramatykę języka tureckiego”. W swoim mieszkaniu przy ul. Świętojańskiej 21 (kamienica Metrykantów) prowadził pierwszą w Polsce drukarnię sanskrycką. Zaliczany był do grona oryginałów warszawskich ze względu na częste noszenie kontusza i rygorystyczne przestrzeganie staropolskich obyczajów. Zmarł w stolicy.

Spoczywa:
Cmentarz Powązkowski, kwatera 29 wprost, rząd VI, miejsce 3.

Indianistika w Polsce i studia jej pokrewne. [Walenty Skorochód Majewski, Franciszek Xawery Malinowski, Lelewel, Jan Rozwadowski, Leon Mańkowski, Andrzej Gavroński, Stanisław Schayer].

Helena Willman-Grabowska

Walenty Skorochód Majewski – zapomniany archiwista i pasjonat języków wschodnich

Translated Title: Walenty Skorochód Majewski, a forgotten archivist and enthusiast of oriental languages
Publication: LingVaria (13/2012)
Author Name: Podolak, Barbara;
Language: Polish
Subject: Philology / Linguistics
Issue: 13/2012
Page Range: 183-194
No. of Pages: 12
File size: 177 KB
Download Fee:
(only for
non-subscribers)
3 Euro (€)
Summary: Walenty Skorochód Majewski (1764–1835) was a self-educated archivist, scientist, and the author of the first Polish grammars of Sanskrit and Turkish. He was interested in the history of the Slavs and other nations and devoted most of his life to propagating Indian culture, Sanskrit in particular, in Poland. Although his efforts met with the distrust and frequent criticism of the scholarly community, he did not lose heart and went on to publish further works. Taking into account that he tried to introduce his countrymen to completely unfamiliar languages, he deserves the title of the first propagator of the two oriental languages in Poland.Majewski Walenty, W. Majewski-Skorochód, ur. 1764, Skorochód-Guzy (Podlasie), zm. 3 VII 1835, Warszawa, archiwista, historyk i sanskrytolog;

samouk; czł. Tow. Przyjaciół Nauk w Warszawie; autor prac na temat językowych i kulturowych związków słow.-staroind., m.in.: O Słowianach i ich pobratymcach, Gramatyka sanskrytu.

Pierwsza stolica

Zamość był stolicą Polski na długo przed rządami Piastów! Odkrył to Walenty Skorochód Majewski (1764-1835), znany archiwista, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, który do dziś ma swoją ulicę w Warszawie, jest też patronem szkoły. Ten uczony badał historię Sarmatów i Słowian – aż 3 lata pracował nad dziejami Polski. Odkrył, że w III wieku (czyli przed Piastem i Popielem) władcą Słowian był Samos, dziadek króla Kraka. Stolicę swą zbudował tak, by jednakowo blisko mieli do niej Wiślanie, Lędzianie i Mazowszanie – czyli na terenie dzisiejszej Lubelszczyzny. Stolica Samosa nazywała się Samość i z biegiem wieków nazwa przekształciła się w Zamość! Szkoda, że inni nie poznali się na geniuszu Walentego herbu Skorochód ;) Filomata Jan Czeczot tak pisze w liście z Warszawy do Adama Mickiewicza (listopad 1921): Byłem tu na posiedzeniu Towarzystw Przyjaciół Nauk (…) Skorochód Majewski, badacz Słowiańszczyzny, nudził i zdziwił rozwlekłem bajaniem o niesłychanym w dziejach polskich królu Samosie, który poprzedził Krakusa, Wandę etc. etc, a przecież wydobyty aż z III wieku, znalazł dziejarza, który z taką pewnością czyny jego przedstawiał, z jaką pewnością mówić nie śmiemy o Mieczysławach i Bolesławach. Osadził tego Samosa na stolicy w Zamościu, które niegdyś miało się nazywać Samość. O głębocy badacze baśni, ile to wy chleba zjecie, nim z baśni baśnie zrobicie! Trzy lata nad tą pracował rozprawą; ile to wina, rozprawiając przed kamratami o niej, wypił, a za trzy grosze pożytku społeczeństwu nie zrobił.

I jeszcze raz inaczej:

Nie bez kozery zamojski hejnalista, wchodząc w samo południe na ratuszową wieżę, dmie w swą trąbkę w trzy strony świata, pomijając skrzętnie tę, po której znajduje się Kraków. Wątpliwe, by jedyną przyczyną tego były, jak głosi legenda, jakoweś zatargi między założycielem Zamościa a krakowianami. Śmiemy sądzić, że chodzi o sprawę zgoła grubszej wagi. O to, która z polskich stolic była ważniejsza: Kraków czy Zamość.

To bowiem nie Gniezno, jak uczą w całej Polsce na lekcjach historii, było naszą pierwszą stolicą, a Zamość właśnie. I to na długo przed rządami Piastów. Otóż w III albo IV (źródła, do których dotarliśmy, mówią różnie) wieku, a więc jeszcze nawet przed legendarnym opisywanym przez Galla Anonima Popielem, co go myszy zjadły, Słowianami władał niejaki Samos. Ów Samos był człowiekiem niezwykle roztropnym: otóż stolicę swego państwa miał zbudować w takim miejscu, by jednakowo blisko mieli do niej tak Wiślanie, jak i Lędzianie oraz Mazowszanie. Samos nazwał stolicę od własnego imienia: Samość. No a potem, z czasem, Samość zamienił się… w Zamość.

Tak przynajmniej uważał badacz słowiańskich pradziejów, niejaki Walenty Skorochód Majewski. A sprawę na światło dzienne, po tym, jak dwa wieki przeleżała ukryta w mrokach dziejów.

MaMaz

Filomata Jan Czeczot nie popisał się tutaj przenikliwością ani wyobraźnią. Nie dziwi to jako że natykamy się na niego potem jako na szczególnie wrogo nastawionego do idei romantyzmu prezentowanej przez Adama Mickiewicza –  a może jako na osobę nie do końca rozumiejącą konieczności filozoficzne Romantyzmu. W Filomatach Jan Czeczot występuje jako jeden z głównych ideowych przeciwników Mistrza. Jest piewcą bezwzględnym dzieła Jana Kochanowskiego  i głównym przedstawicielem Obozu „Klasycystycznego” Czcicieli Słońca, podczas  gdy romantyzm w pełnym rozwinięciu wymagał wprost zwrócenia się ku Bóstwom Księżycowym, ku siłom Księżyca, ku Przyrodzie i naturze, ku rozpasanym instynktom, czyli zanurzenia się w „id”, który tak bardzo chrześcijanom kojarzy się z niemoralnością, iż bywa przez nich identyfikowany ze „złem czystym” i szatanem.

Poszukiwanie wcześniejszych konotacji niż z osobą Kraka z VIII wieku okazało się zasadne.  Poszukiwanie przez Słowian korzeni w kulturze i tradycji Scytów i Sarmatów jest dzisiaj uznaną przez naukę – jedyną właściwą ścieżką , która na dodatek lokuje naszych przodków w głębokiej starożytności, pośród kultur związanych bardziej ze WSCHODEM NIŻ ZACHODEM.

Z DYSKUSJI POD RAMAJANĄ

Na stronie: http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/post/210367,indie-swiete-teksty-poeci-wstepny-komentarz-do-nasadiya

@noychoH / @publicysta

Skoro już rozmowa idzie o wybitnych polskich indologach, nie można nie wspomnieć o prekursorze polskiej indologii – Walentym Skorochodzie Majewskim.

Walenty Skorochód Majewski 1764–1835, archiwista, historyk, lingwista, sanskrytolog, badacz starożytności słowiańskich i związków słowiańsko-staroindyjskich, profesor szkoły kadetów w Warszawie, jeden z ostatnich metrykantów Rzeczypospolitej, kierownik Południowopruskiego Głównego Archiwum Krajowego, później Metrykant Koronny i Pisarz koronny Królestwa. Od 1809r. członek Towarzystwa Królewsko-Warszawskiego Przyjaciół Nauk, w ramach którego zajmował się tym, co w swym zagajeniu na posiedzeniu TPN, ujął Staszic tak: „Kolega Majewski od wielu lat pracuje nad językami Azyi, szczególnie nad językiem Samskrytu Indyan; z tym dochodzi powinowactwa rozmaitych ludów, pokoleń i plemion.”
W 1815r. uruchomił w Kamienicy Metrykantów Koronnych (kamienica nr 21, ul. Świętojańska) drukarnię sanskrycką, jak sam mówił „pierwszą w Słowiańszczyźnie”, którą kierował Tomasz Piętka. Na użytek tej drukarni, jak pisze Batowski, „ryciny kosztowne przysposabiał, odlewy czcionek z własnej kieszeni(…)”. Sprowadzanie z zagranicy drogich prac orientalistycznych i historycznych oraz prowadzenie drukarni sanskryckiej spowodowało niemały uszczerbek majątku Majewskiego i według jego słów „u rodaków mało sympatyi, żadnej przychylnej pomocy, nawet niejakiego zrażenia, że nie powiem szyderstwa.”
Cóż, taki bywa często los prekursorów…

1828r. – wydał Gramatykę sanskrytu („GRAMMATYKA
MOWY STAROŻYTNYCH SKUTHÓW”), 17 rycin
1830r, – wydał przekład Brahma Vaivarta Purana, tzn.tekst sanskrycki, transkrypcję na j.polski oraz przekład [„Brahma-Waiwarta-Puranam (…) przez Podlasianina na polskie brzmienie wyrazów Samskrytu przepisana i do znaczenia w języku narodowym zbliżona”].
W spuściźnie rękopiśmiennej pozostał przekład fragmentu Ramajany.
Jestem szczęśliwym posiadaczem pierwszego i jedynego wydania Grammatyki mowy starożytnych Skuthów. Edytorsko i graficznie (rozkładane ryciny z tablicami gramatycznymi) dzieło prezentuje się wspaniale.
Urzekające są tytuły dzieł i przekładów Majewskiego :).
Przepisałem w Wordzie tytuł Grammatyki zachowując w przybliżeniu układ i typ czcionek. Strona tytułowa wygląda mniej więcej tak:

Siedziba pierwszej polskiej drukarni sanskryckiej, Kamienica Metrykantów Koronnych (fasada kamienicy, Świętojańska, nr 21)

Kamienica Metrykantów Koronnych (oficyna kamienicy, Piwna, nr 18)

Trzy kamienice dalej(Świętojańska 27/29) od miejsca gdzie była drukarnia sanskrycka mieści się Sklep indyjski, i to jest jedyny ślad ducha przeszłości, bo żadnej tablicy upamiętniającej tę niezwykłą postać, nie ma.
Może napiszę kiedyś notkę o Walentym Skorochodzie Majewskim nawiązującą do jego b.ciekawej autobiografii zawartej we wstępie do Grammatyki.

Z Encyklopedii Staropolskiej o Archiwach

Archiwa polskie. Skarbiec czyli skład pewnej ilości dokumentów i aktów piśmiennych, bądź publicznych, bądź prywatnych, zowie się archiwum. Sam wyraz pochodzi prawdopodobnie od greckiego archeion, które oznaczało ratusz miejski. W łacińskiej postaci brzmiało pierwotnie archium, następnie archivum i w tym kształcie utrzymało się we wszystkich prawie językach europejskich. Co do archiwów polskich, zasługuje przedewszystkiem na uwagę zdanie najuczeńszego znawcy w tym przedmiocie, który osobiście badał prawie wszystkie główniejsze dawne archiwa w Europie i w sądach swoich jest dalekim od wszelkiej chełpliwości narodowej, a jednak pisze: „Jeżeli kiedy przyjdzie do skreślenia dziejów archiwów w Polsce, to się okaże niewątpliwie, że organizacja ich, ład i porządek, które w nich panowały, staranie, jakie łożono około ich utrzymania, nie tylko wyrównywały temu, co współcześnie było na Zachodzie Europy, ale w wielu razach przewyższały tę gałąź administracyi publicznej w państwach ościennych”. To samo, co pisze Pawiński, przyszło nam na myśl, gdyśmy w r. 1870, zwiedzając ratusz toruński, widzieli w zawiadywaniu magistratu niemieckiego ogromną skrzynię, nasypaną bez ładu znaczną ilością dokumentów pergaminowych z wiszącemi przy nich pieczęciami. Zawiązku archiwów w Polsce — mówi dalej uczony nasz Pawiński — szukać należy w kancelarjach królów i książąt. W XIV wieku, po zjednoczeniu w jedną całość różnych dzielnic, stał się Kraków siedliskiem rządów i stolicą państwa. Tam też powstały większe zbiory aktów piśmiennych, dyplomatów, przywilejów i nadań królewskich. Przechowywano te zabytki pergaminowe w skarbcu zamku królewskiego na Wawelu. Tam zapewne trzymano także pod kluczem księgi kancelaryi królewskiej, do których zapisywano w streszczeniu, lub całkowicie, wychodzące pod powagą królewską nadania i przywileje. Były to zawiązki tak zwanej następnie Metryki koronnej, czyli libri regestra metrica. Pawiński przypuszcza z dochowanych po dzień dzisiejszy ksiąg Kazimierza Jagiellończyka, że z doby Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły nie było ksiąg kancelaryi królewskiej więcej nad 20 do 30. Podanie o tem, jakoby te księgi zaginęły w bitwie pod Warną r. 1444 i zostały przez Turków odwiezione do Stambułu nie ma podstawy. Poszukiwania, jakie Pawiński osobiście przedsiębrał w Konstantynopolu, nie naprowadziły na żaden ślad istnienia tam jakichkolwiek ksiąg kancelaryi polskiej. Pod względem liczebnym księgi Metryki królewskiej zaczęły właściwie rozrastać się szybko za Zygmunta I, kiedy się rozwinęła i ugruntowała na szerokich podstawach czynność kancelaryjna dyplomacyi zewnętrznej, zarządu wewnętrznego, administracyi skarbowej i wojskowej, tudzież wyższego sądownictwa królewskiego. Zdaje się, że od połowy XVI wieku rozróżniano dwa rodzaje archiwów królewskich, t. j. archiwum zadworne, które obejmowało, obok ksiąg dawniejszych, księgi z czynnościami bieżącemi, i drugie, dyplomatyczne, Archivum litterarium regni. Mieściło się ono na Wawelu, w skarbcu królewskim, tam, gdzie przechowywano klejnoty koronne i kosztowności. Marcin Kromer korzystał z tych zbiorów i porządkował je. Następnie za Stefana Batorego, Jan Zamojski, kanclerz koronny, otaczał je swoją opieką. Po przerwie, wśród której zakradł się pewien nieład, zwrócił ku nim swe staranie Zygmunt III i pismem z r. 1613 polecił dwum sekretarzom swym, kanonikom Stanisławowi i Maciejowi Łubieńskim, sporządzić opis szczegółowy wszystkich dyplomatów, znajdujących się w szafach na zamku krakowskim. Wywiązując się z zadania, obaj sekretarze przedstawili potem królowi spis wszystkich 3110 aktów pergaminowych, które chronologicznie i przedmiotowo uporządkowali. Na czele mieścił się oddział dyplomatów papieskich, następnie szedł dział cesarski, austrjacki, bawarski, węgierski i t. d. Drugą grupę stanowiły akta i nadania, dotyczące różnych ziem i województw; na czele były tu nadania, listy i przywileje, dotyczące Wielkiej Polski. Sejm koronacyjny w 1764 r. postanowił archiwum wawelskie przewieść do Warszawy i połączyć razem, co w roku następnym uskuteczniono. Przy rewizyi i porównaniu z inwentarzem, sporządzonym w r. 1730, okazało się, iż brakło wielu dokumentóm. Część ich była podobno wzięta przez Zapolskiego, wojskiego ziemi czerskiej, inne usunęła niewiadoma ręka. Takim sposobem na zamku warszawskim powstało ogólne archiwum, składające się z dwuch części, t.&nbspj. z archiwum dyplomatycznego i archiwum zadwornego, które dla tego tak nazywano, że było publicznem, dla wszystkich przystępnem. W tem archiwum mieściły się, oprócz ksiąg kancelaryi koronnej, dekreta w sprawach, podlegających rozpoznaniu samego króla, a więc dekreta sądów asesorskich i referendarskich. Po trzecim podziale Polski w r. 1795, znaczna część archiwum z zamku warszawskiego przewiezioną została do Petersburga, skąd, na żądanie ówczesnego rządu pruskiego, powróciła w uszczuplonej liczbie ksiąg do Warszawy, a mianowicie bez archiwum sekretnego czyli dyplomatycznego i aktów Rady Nieustającej Departamentu interesów zagranicznych. Rząd pruski około r. 1799 znaczną część oryginałów przesłał z archiwum warszawskiego do Berlina, Białegostoku i Wrocławia. Po utworzeniu W. Księstwa Warszawskiego nastały lepsze czasy dla starych dokumentów. Za staraniem Łubieńskiego, ministra sprawiedliwości, powstało z mocy dekretu króla Fryderyka Augusta, Księcia Warszawskiego, z d. 2 września 1808 r., „Archiwum ogólne krajowe”, do którego weszło dawne archiwum zadworne z Metryką koronną, akta odzyskane z Berlina traktatem tylżyckim 1808 r. i zbiory dawnych aktów sądowych, skarbowych i t. p. Po utworzeniu w 1815 r. Królestwa Polskiego, archiwum dostało nazwę: „Archiwum Główne Królestwa”. Z początku mieściło się ono w zamku królewskim, zkąd r. 1820 przeniesiono je do gmachu oo. karmelitów na Krakowskiem-Przedmieściu, a r. 1834 przeznaczono obecne pomieszczenie przy placu Krasińskich, w gmachu, który za Stanisława Augusta mieścił urząd komory celnej. Pierwszym archiwistą za Księstwa Warszawskiego, a następnie kongresówki, był Wincenty Skorochód Majewski. Po nim od r. 1838 był Feliks Bentkowski, trzecim z rzędu Walenty Hubert, który 60 lat strawił na służbie w tem archiwum. Od r. 1875 naczelnikiem „Archiwum Głównego akt dawnych” został profesor uniwersytetu warszawskiego Adolf Pawiński, a po śmierci tegoż, piątym z rzędu archiwistą został Teodor Wierzbowski, także profesor uniwersytetu warszawskiego.

Z Bibliografii Karola Estreichera:

Jeszcze tylko z artykułu o Ignacym Pietraszewskim gdzie na uboczu dwa słowa – Majewski doceniony przez Kajetana Koszowicza na Uniwersytecie w Petersburgu

“… Uderzony nader blizkiem, a niezaprzeczonem, powinowactwem języka Zendzkiego ze słowiańskiemi, a mianowicie z polskim, poświęca się już nauce Zendawesty Zoroastra, czyli, jak on czytał, Zędaszty a jeszcze lepiej Zędawsty t. j. życiodawczej książki — im więcej ją zgłębia, im bliżej zajmuję się językiem Zendzkim, tem mocniej przekonywa się o najważniejszem dla dziejów polskich odkryciu, o użyteczności dla całej słowiańszczyzny. W skutek takiego przekonania wydaje on w r. 1857 w Berlinie dwa sposzyty Zendawesty z transkrypcją, tłumaczeniem na cztery języki; polski, niemiecki, francuzki i turecki i kommentarzem, pod tytułem: “Miano Słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendaweste a Zędaszta to jest życie dawcza książeczka Zoroastra” (drugi takiż tytuł po niemiecku), nie szczędząc ni pracy, ni wielkich kosztów, własnym nakładem, jedynie dla chluby świata Słowiańskiego i w ogólności dla dobra nauki. W ocenieniu tego dzieła, posługiwać się będziemy zdaniem z prawa głębokiego znawcy Sanskrytu i Zendu, naszego ziomka, p. Kajetana Koszowicza, profesora literatury Sanskryckiej przy wydziale języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim. “Jako wydawca Zendawesty, sądzi on, Pietraszewski zdaje się mieć wiele wspólnego z drugim, dawno już zmarłym męczenikiem nauki Słowiańskiej, Walentym Skorochodem Majewskim. Przed 40-tu z górą laty, kiedy w całej Europie li tylko w Paryżu była katedra języka Sanskryckiego, kiedy nikt jeszcze nie podejrzałby najmniejszego powinowactwa Sanakrytu z językami Europy, Majewski pierwszy mową polską wyrzekł o tem powinowactwie i one udowodnił. Licz jakiż wzięło skutek pierwsze odkrycie zasad, któremi słusznie tyle się szczyci filologja porównawcza? oto, że Majewski był zmuszony szczupły swój fundusz obracać na drukowanie swych dzieł, przez nikogo nie czytanych, i że o nim dziś rzadki z rodaków, a za granicą może nikt nie wie.

W przedmowie do “Rozpraw o języku Samskrytskim (1816)” Majewski wołał: “nie żądam jak tylko zwrotu kosztów, pracę zaś i zabiegi z serca szanownym poświęcam współziomkom” koszta jednakowo się niewracały. Z gorzkiem uczuciem wołał on później: “straci autor, to nie będzie zbierał i pisał, a tem samem wiele zyska” (str. LXIV), a jednakże zbierał i pisał i przekazał dzieła swoje, ku uwielbieniu pamięci dostojnego męża, stuleciom przyszłości.

“Pietraszewski pierwszy wskazał niezaprzeczone nader blizkie powinowactwo Zendu z językami słowiańskiemi, a zwłaszcza z polskim. Uczeni sławiańscy pracę jego, pełną zamiłowania i poświęcenia się, pokryli milczeniem, zagraniczni zaś ozwali się o niej z szyderstwem i pogardą bez żadnych udowodnień….

ŚLĘŻA – czyli o Mocy Świętej Góry Słowian, o Słowie i o Wierze Przyrod(zone)y Słowiańskiej, o rodzimowierstwie polskim oraz o Wydawnictwie Slovianskie Slovo

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 6 Czerwiec 2012

Ślęża wysyła Zamysł nowego Istu, to już nie Świat  to Jaśń  (obraz: Joa Maya, tekst: Mak)

Kliknij i powiększ

W niedzielę wieczorem – w czas Pełni Księżyca  (z 3 na 4 czerwca 2012 roku) – wróciłem ze Spotkania na Szczycie, w którym uczestniczyli Autor Kumiru Świętowita, Autor Jego Opisu i Przesłania, Autor Tego Bloga i inne Osoby (nie wymieniamy Ich z miana bo nie czas) .

Sulistrowice – Modry Banior (kto zna Taję 9, ten wie czemu odpowiada to miejsce)

(kliknij – powiększ)

Spotkanie miało miejsce na szczycie  Świętej Góry Słowian, 

na Świętej Górze Polski,

Świętej Górze Narodzin Światła, Przyrody, Rodu i Narodu

Woda, Światło-Niebo, Powietrze, Bór, Bagno-Zaczyn, Matka Ziemia, Ogień i Błysk – Narodziny Nowego

 Ślęża – Najświętsza Góra Polaków

Święta Góra Całej Słowiańszczyzny


- Ślęża -

Emanacja Najgłębszych Wibracji Ducha Ziemi

jest w tych dniach Pępkiem Świata

Ośrodkiem Mocy Przemiany, Ośrodkiem Narodzin Nowego

Oto przesłanie Ślężańskiego Świętowita:

“…Słowiańszczyzna jest jak ocean, aby poczuć jego bezkres, głębię i moc trzeba się w nim zanurzyć i płynąć…

… nakrycie głowy. Rondo kapelusza – Krąg – oznacza że wszystkie aspekty Wizji stanowią Jedń. Kopuła kapelusza oznacza, że ta Jedń objęta jest – zaopiekowana – Umysłem Swąta – Boga.

Trzynastka – najbardziej napiętnowana liczba – jest liczbą Pełni.

Trzynaście miesięcy kalendarza – 13 x 28 dni (cykl miesięczny kobiety) – Dzień Pierwszy tygodnia – Niedziela, zsynchronizowały rytm życia Słowian z pulsem Świata. Wsłuchani w jego cichą melodię, silni Duchem uświęcali wszystko co ich otaczało realizując tym samym Zamysł Boga.

Jeśli to przeczytałeś i zechcesz pokusić się o refleksję – wyjdź wieczorem z domu, wycisz się, spójrz w rozgwieżdżone niebo i spytaj siebie jakiej melodii dziś słuchasz.”

autor: Mak


MOC ŚLĘŻY jest olbrzymia. Kto tam choć raz był WIE, kto nie był powinien koniecznie przybyć i pobyć na niej i z nią – z jej DUCHEM z JEJ MOCĄ, z MOCĄ Światła Świata. Powinien wejść na wierzchołek i poczuć jej działanie, jej energię, jej boską emanację, jej Bogów i przez nich samego Ojca Ojców. Powinien zanurzyć się choćby na sekundę w jej ożywczym Strumieniu i połączyć się z Siłami Wszego Świata, z Jego Światłem – które tutaj spływa z Głębi i sięga do Głębi  każdej żywej istoty.

Każdy Polak powinien spojrzeć ze szczytu na przepiękną Ziemię jaka go otacza – na Naszą Ziemię Rdzenną, Rodzimą i Rodzinną. Wrażenia i głębi odczuć związanych z medytacją i modlitwą na tej górze – nie da się porównać z niczym innym, ani przekazać żadnym wypowiedzianym SŁOWEM. Możecie to poczuć tylko wewnątrz – w Sobie – OWO Słowo – SŁOWO SŁÓW.

Piszę każdy Polak – bo TO Polacy właśnie są spadkobiercami genetycznymi i kulturowymi Lechitów – Lachów – Ślęchów, są Ślęchami i Łużyczanami i Wielkopolanami,  a za ich pośrednictwem także spadkobiercami tejże tradycji, kultury i genów są wszyscy inni Słowianie – w tym szczególnie ci najbliżsi im: Pomorzanie-Koszanie , Pomorzanie-Wieleci, Pomorzanie-Wandale (Wędowie) Pomorzanie Lęgo-Wędowie(Lędo-Winile, Litw-Wini) i Harowie (Horole-Górale, Chorwaci Wielcy – Mało-Polanie, Harusi Czerwoni – Karopanowie z Pod-Karpacia i Poleszucy i Podolanie, czyli Biali i Czerwoni Rusowie i Harusi Czarni (Karusowie-Morawianie) i Szczekowie-Czechowie  i Dawianie – Drzewi-Drawi, Drawidowie-Drzewianie, wnuki Draków (Traków) a także Mazowszany i Serby (potomkowie Serbomazów – Wnukowie Syr-Mati – Syrej Ziemi, czyli Ziemicy Macierzystej Kąptorgi i jej syna Kołaka Wielkiego (Skołoty) oraz ich wszyscy Południowi Następcy  – są spadkobiercami wielkiego Dziedzictwa Lechickiego – Dziedzictwa Lugii – Starożytnej Ślęgii-Lechii-Stolemii – Wielkiej Boranii (Boreaszu, Hiper-Boreji), Storady-JątMeru-Jilmeru, Tartarii, Scytii, Wenetii-Wenedawy, Sarmacji i Siewierzy-Sywerii (Siewier-Warii, War-Warii).

To nasza Ziemia rdzenna-rudymentarna-rodzinna, Ślugijska-Lęchska-Łużycka, lecz nie zapominajmy także że jest to Ziemia Rdzenna i Góra – Wszystkich Słowian – niezależnie gdzie w Świat rzuciły Ich dzieje  oraz z kim ich splotły.

To Ich Wszystkich

Słowian Świata

Święte Światło

i

Świetliste Dziedzictwo

Każdy Polak i Słowianin chociaż jeden raz w życiu powinien stanąć na wierzchołku Ślęży. Chwila obcowania z Mocą Ślęży, zjednoczenie z jej czakrą, zmienia bowiem człowieka wewnętrznie raz na zawsze.

Dziękuję wszystkim za wpisy, jakie pojawiły się w czasie mojej nieobecności na blogu, pod artykułami poświęconymi niszczycielstwu Cenzury

Dziękuję za wspaniałe prezenty dla Naszych Dzieci na Dzień Dziecka,

a przede wszystkim dziękuję Wam za wszystkie pomysły i inicjatywy w celu przełamania impasu w rozwoju sztuki, wiedy i przekazów płynących ze słowiańskich duchowych korzeni, a niosących “zielone światło” i ratownicze przesłanie Naszej Matce: Ziemi-Sjemi (Ziemi Rodzinnej) i Przyrodzie-Rodżanie (Siedlisku Życia).

Innym symbolem Rodów i Matki Rodżany-Przyrody jest Kwiat oraz Ryba

Dziękuję  za głosy w artykule o cenzurze – Jej rola w sektorze kultury jest taka sama jak rola korupcji w gospodarce, jak rola monopolu informacyjnego w dziennikarstwie i społecznym przekazie, jak dominacja Jedynej Idei i jedynej partii w polityce, lub jedynej religii w systemie światopoglądowym społeczeństwa

- to źródła niszczycielstwa zasobów narodowych i inicjatywy indywidualnej – to mechanizm obniżający systematycznie poziom twórczy (myśli, idei, rzeczy) i poziom powstających w Polsce dzieł.

To wyniszczanie Polski i Słowiańszczyzny – dalszy ciąg kolonizacji i wynarodowienia.

Czy ktokolwiek z nas chciałby żeby las składał się z jednego WYBRANEGO gatunku drzew?

Wierzchołek Góry i wieża kościoła pod którego posadzką rozpoczęto badania kolejnych pokładów starych świątyń. Kościół został zamknięty.

Ruch rodzimowierczy, słowiański i ekologiczny rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie i przybywa mu zwolenników.

Zrozumienie, że Ochrona Przyrody musi być oparta o podstawę filozoficzną i zmianę sposobu widzenia Przyrody i Społeczeństwa oraz zmianę sposobu funkcjonowania cywilizacji Człowieka w owej Przyrodzie, staje się coraz powszechniejsze.

Widok na Południe – Góry SOWIE (Gniazdo Sowy, Góry Sowiego, a po ich drugiej stronie Bohania – Czechy, Las Czeski i Brama Mora oraz Morawy Czeskie i Hara-Hov, rzeka Taja-Dyja i Har-Dagon, z którego wziął sobie Dąbrówkę nasz Mieszko z Koszyszków-Koszyszaków Koszebów – Piastowicz Dago). Po naszej stronie Las Harów – Hercyński, Góry Kar-Ko-Nyskie, Las Tajch i Góry Harów – Gorce oraz Harwaty – Karpaty Góry Harwackie. Warto by wszyscy wiedzieli i pamiętali, że tzw. Klub Bohemijski (Bohemian Grove) to żadne Rodzimowierstwo – jest On taką samą podróbką i implantacją (“kradzieżą”) symboliki i pojęć Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej jak wiele innych w różnych systemach religijnych  i wierzeniowych do których te symbole przeniknęły często wprowadzone nieświadomie przez twórców grup i sekt.

Polecam w tym miejscu Niezależną Telewizję

(Niezaleznatelewizja.pl) – ważne zwłaszcza we czwartki wieczorem

i nowe blogi słowiańskie, które rosną niczym grzyby po deszczu, jak:

.nawia.org.pl/

  Slowianin.wordpress.com

Dobrogost

Analityk

stanica-wlkp

czy inne bardzo ważne, jak Opolczyk, slowianskawiara, czy mojaslowianskafilozofia

Zejście z wieży widokowej

 Polecam też wszystkie inne, których tutaj nie wymieniam, ale nie dlatego, że są mniej ważne (np. Najstarsze drzewa ) – są one tak samo ważne – każda jedna i one wszystkie razem, a są już ich dzisiaj dziesiątki, jeśli nie setki.

Powstaje Wydawnictwo “Slovianskie Slovo” – “Księga Ruty” będzie pierwszą wydaną przez nie pozycją. Księga Ruty ma być kołem zamachowym Pierwszego NASZEGO Wydawnictwa – Wydawnictwa Słowian w Polsce, Wydawnictwa Słowianofilów Polskich i Ruchu Zielonego Światła, Wydawnictwa Wiary Przyrody, Wydawnictwa Rozwoju Słowiańskiej Tradycji i Pamięci, Wydawnictwa Światła Świata.

Święty Wielopienny Rombotowy Jawor Ślężański i Niedźwiedź – jeden z kamiennych symboli Rodu Rodów (Przyrody i Wiary Przyrody)

(kliknij – powiększ)

Mam nadzieję, że ta pierwsza książka szybko się “rozejdzie” wśród czytelników i z pozyskanych środków będziemy mogli realizować następne inicjatywy wydawnicze.

Święty Jawor

(kliknij – powiększ)

Po niej przyjdą bowiem – jeśli Bogowie Dozwolą, w co nie wątpię – następne.

Niedźwiedź a nie świnia jak go nazwali Niemcy. 

Ruszy też czasopismo – jak często będzie wychodzić, zobaczymy – jego debiutu spodziewamy się w IV kwartale tego roku.

Widok z wieży na Pąp Rudzi  – Modry Banior w Kłódzi – Pępku, w Sulistrowicach. Suł-Istro-Wice (Sol Ister – Słoneczny Ist Wice – Światło Świata Bis – tak samo jak w nazwie Świętej Rzeki – ISTER-Dunaj, który niósł boski ist ku Ciemnemu Morzu. A zaraz obok miejscowość Sul-Istr-Owiczki – Owieczki Pana Boga – Istu Słońca – Soło-Wianie!!! A pomiędzy jednym i drugim Modry Banior – Woda Wód, Źródło Źródeł. Czy to wszystko mógł uczynić ktoś inny niż Strażnicy Wiary Słowian? Niech to pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Pąp Świata u stóp Góry Świata – Góry Gór – Wierchu Weli, WW – jak w nazwie szklanej Góry Welesa – WąWel-WAWEL, jak w nazwie Babilon-WaWilion – Wa-(W)Ilijon, Jąt – Iliryjsko-Ilmerski, czyli Ilion-Widłuża-Troja? W-oWalu, w Kręgu, W Jaju Świata, W Jedni! W-OWalo-Kitaż-Zworze – jak w słowie sanskryckim (świętoskrytym, sens skrywającym): Awalokiteśwara – WW – (Z)Wara i (S)War – Brama Bram (Brama Brahmana – kreatora Trójcy-Trimutri-TrójMaci, TróMacierzy, TrójMatrycy, TrójMądrości?) – War War – jak w Warwaria – Bar-Barja!

 

Czy ktoś pamięta zatopiony zaginiony Kitaż Gorod?! Dodajmy do tego jeszcze tylko Omfalę-Owal Greków, słynny Pępek i Wyrocznię z Delf (Dziełw) – pochodzącą od północnych dionizyjskich (dziewanijskich, dzeusyjskich – dzień czyniących z nocy) bogów – i będziemy w domu , w Gnieździe, razem z naszą Sową-Ową (owl). Sową do której klepią mantry nic nie rozumiejący, (a może jednak rozumiejący?) spadkobiercy Wiary Przyrody przeniesionej przez Braci Polskich za Ocean.


(kliknij-powiększ)

Pomysł realizowania wydawnictw na zasadzie subskrypcji jest ważny i bardzo cenny. To powrót do szlachetnych zasad honorowych obowiązujących jeszcze w działalności gospodarczej przed II Wojną Światową w Polsce. Wcielimy w życie zarówno system subskrypcji jak i dobrowolnych wpłat na rozwój inicjatyw wydawniczych – Nasze Wydawnictwo musi być Naszą Wspólną Sprawą. Liczymy też, że pojawią się poważni inwestorzy i darczyńcy gotowi wesprzeć tę działalność wydawniczą.

Zejście Szlakiem Tysiąca Schodów [potrójny obrót w prawo]

Pojawiają się także nowe inicjatywy, które mam nadzieję rozwiną się pomyślnie i będziemy mogli niedługo was o nich poinformować.

Poszycie składa się z najszlachetniejszych roślin – paproci, borówek (czarnych jagód), zajęczej kapusty, ziół oraz szlachetnych traw. Tego dnia wszystko tryskało zielenią i niesamowitą świeżością. [potrójny obrót w prawo]

Księga Ruty będzie wydana w jesieni , wkrótce ruszą strony internetowe wydawnictwa i dalsze inicjatywy.

Te skały nie przypominają naturalnego utworu górskiego – lecz ruiny rozrzucone wokół szczytu wybuchem. Różne myśli cisną się człowiekowi do głowy kiedy na to patrzy, kiedy tego dotyka. Czy uderzył w tę samotną górę strumień energii z Głębi Wszechświata? A może to gigantyczny statek kosmiczny wbił się w górę? [potrójny obrót w prawo]

Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz wam dziękuję za pomysły, deklaracje – których nie zamierzamy zmarnować. W planach jest też publikacja poezji i symultanicznej sztuki która łączy literaturę , malarstwo i muzykę, film i wszelkie inne środki artystycznego przekazu. Publikowane także będą odkrywcze badania, opracowania analityczne i prace popularno-naukowe z dziedziny szeroko rozumianej tradycji i kultury Słowian.

Wiekowa tuja przy leśniczówce pod Ślężą [potrójny obrót w prawo]

Pozdrawiam was serdecznie z nadzieją, że także znajdziemy sposób na realizację całej serii wydawnictw dla dzieci  i młodzieży – w tym nie tylko na powieść “Nowe przygody Baltazara Gąbki”, ale także na nową powieść fantasy, na komiks z Nowymi przygodami Baltazara Gąbki, czy na wydanie nowych słowiańskich bajek dla najmłodszych.

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

Kot-Parkingowy – Przewodnik jak z “Mistrza i Małgorzaty”, który to podbiegając przodem, to czekając na nas i idąc bokiem  (jakby zaganiał stado), poprowadził nas od Tui przy leśniczówce do podślężańskiego baru na parkingu. Widząc, ze nie wstąpimy na biwakowisko odprowadził nas smętnym wzrokiem do samochodów.[potrójny obrót w prawo]

O Ślęży -ważne w Niezależnej Telewizji. pl

Pamiętajmy zawsze i wszędzie, że Słowiańska Wiara, Wiara Przyrodzona Słowian – to wiara polegająca na bezpośrednim kontakcie Każdego Wyznawcy, każdego Człowieka z Bogiem/Bogami/Energiami Światła Świata (Wszech-Świata) – bez żadnego pośrednictwa. Wiedunowie (niezależnie z jakiej świątyni się wywodzą i jaką gromadę kapłów/szamanów reprezentują) – mogą dać każdemu z Nas jedynie wskazówki, a odprawiane przez nich zbiorowe, publiczne obrzędy służą  wyłącznie budowaniu pamięci, pielęgnacji tradycji i kształtowania więzi społecznych na bazie wspólnoty przynależności do tej samej Wiary Przodków – Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y.

Ślub – jest wyłącznie sprawą przysięgi między małżonkami, aktem który ma znaczenie dla nich samych i rodzin ich obojga i dla nikogo więcej. Tak samo jak akt pożegnania zmarłego czy obchody comiesiecznych i cotygodniowych świąt – są sprawą indywidualną bądź rodzinną.

Obrzędy Wielkich Świąt – jak Tany z okazji Święta Kresu – Kupaliów, które się właśnie zbliża na Północnej Półkuli Matki – służą w wymiarze publicznym  przesłaniu ku Światłu Świata jednomyślnego zbiorowego znaku wyznawców Wiary – Połączeniu w Jedni – Jednej Myśli wyczarowanej Wspólnym Przeżyciem  Chwili Istu  (TU i TERAZ) – Czasu Stawania się, dziania się, manifestacji Wolnej Woli – Swątbody-Jimieli -  Chwili Urzeczywistniania  Zmiany

Obrzęd publiczny  z tych wszystkich okazji jest manifestacją przywiązania do tradycji i przekazaniem  tradycji kolejnym pokoleniom. Jest także aktem budowania wspólnoty społecznej wokół Wiary. Bądźcie razem – nie zapominajcie o sobie wzajemnie – łączcie interesy i pomagajcie sobie wzajemnie.

http://bogowie.za.pl/

Svantevit – zwiastun płyty

Słowackie Wysokie Tatry – Krywań – “Dziwoziemia zamar(z)ła w czasie” – piękny film i tekst podania