białczyński

Świąteczny Kogel-Mogel c.d.: Żarislav Švický – Modlitwa do Żywii oraz pogańskie kolędy (od Joanny) – Kraczun (od Marka Wójtowicza) – Czas na Zmianę i hudbeczka Beefhearta (ode mnie) – „Szeptuchy …” (hudba od Mezamira), „Kwiaty paproci” (od Barbary Walczak) oraz linki do dwóch bardzo ważnych artykułów (od Znajomego z Warszawskiego Biura i Znajomego Skądinąd)

Posted in przyroda, sztuka, Słowianie by bialczynski on 24 Grudzień 2012

Żywia-Żniwa clip_image002Jerzy Przybył – Żywia-Żywiena

(od Joanny)

Żarislaw  do Żywii – Karmiącej,  Żywiącej, Przekazującej Życiową Siłę [živa!]):

(Následující píseň vnímáme nejen jako výbornou k propojení s planetou a čtyřmi živly, ale také jako vyjádření úcty a poděkování naší planetě Zemi.)

Ochraňuj nás Živa – ŽiariSlav

Ochraňuj nás Živa, daj nám silu hrejivú,
Chráň nás Živa, chráň nás Živa.
Ochraňuj nás Živa, daj nám silu svietivú,
Chráň nás Živa, chráň nás Živa.

Živá je živá voda, živý je vietor – vzduch,
živá je matka Zem, živý je ohňa duch.

Ochraňuj nás Živa, daj nám silu žiarivú,
Chráň nás Živa, chráň nás Živa.
Ochraňuj nás Živa, daj nám silu liečivú,
Chráň nás Živa, chráň nás Živa.

Živá je živá voda, živý je vietor – vzduch,
živá je matka Zem, živý je ohňa duch.

Tutaj jest ona zaśpiewana (pod koniec filmu): http://www.youtube.com/watch?v=DsaYQIos1FQ

KOLĘDA „VOLAME RODA” (po słowacku) – urzekająca, prosta i mocna, od razu wpadająca w ucho.  

 

1)      Należy wejść na stronę: http://www.ved.sk/

2)      Z lewej strony w prostokącie pod czerwonym napisem Prehrávač piesní otworzy się po chwili odtwarzacz muzyki.

3)      Wciskamy PLAY i przewijamy utwory. U mnie kolęda ta pojawiła się jako dziewiąty utwór z kolei. Naprawdę polecam. Jest cudowna.

gazka4

TAJNA DOBA

Melodia do kolędy do pobrania tutaj (można bardziej skocznie zależnie od ochoty)

Domownicy, z nadzieją ale i z niepokojem wyczekujący pojawienia się na niebie Pierwszej Gwiazdki, śpiewają tę kolędę spokojnym, cichym, delikatnie zabarwionym lękiem głosem. My na ten czas pogasimy w domu światła, na stole zostawiając jedynie poświęconą Dziadom miodową świeczkę.

Kolęda jest jednocześnie przeplatanką wątków opowiadających o Dzikich Łowach i przeplatanką czasowo-przestrzenną. Domownicy zgromadzeni przy świątecznym stole uświadamiają sobie, że w innym, boskim wymiarze wcale nie jest tak spokojnie i cicho, że toczy się tam prawdziwa bitwa – przesilenie… Wszak zgodne z wolą Najwyższego to, co się wydarzyło niegdyś, dzieje się co roku…]

 

 

Ref.  Dziś w rodzinnym siedzim kręgu

         tradycją tysięcy lat.

         Wzejdziesz dla nas Pierwsza Gwiazdko,

         czy się skończy zaraz świat?

         Ach, strach…

 

Małe bogi Wielkobogom

wytoczyły straszny bój.

Zamęt wszędzie! Co to będzie?

Wsze stworzenie, bój się, bój!

 

Mnożność chcą mieć bitni młodzi,

Starszym chcą odebrać ją.

Lecz z rodzicem walka taka

Do postępu drogą złą!

 

Ref.  Dziś w rodzinnym siedzim kręgu

         tradycją tysięcy lat.

         Wzejdziesz dla nas Pierwsza Gwiazdko,

         czy się skończy zaraz świat?

         Ach, strach…

 

Przeplątowe są to gusła?

Krwi gorącej ślepy czar?

Niebo trzęsie się od walki,

Wela roi się od mar!

 

Chcą mieć jedni, czego drudzy

Wcale dać nie mogą im.

Już nie poznasz, już nie widzisz,

Kto w tej wojnie wiedzie prym.

 

Ref.  Dziś w rodzinnym siedzim kręgu

         tradycją tysięcy lat.

         Wzejdziesz dla nas Pierwsza Gwiazdko,

         czy się skończy zaraz świat?

         Ach, strach…

 

Tak się biją, tak się kłócą,

Taki robią straszny huk,

Że z swej Kłódzi na świat widny

Wyszedł sam Najwyższy Bóg.

 

Dość miał tego, co się dzieje,

Aż wzburzyła w Nim się krew.

Wszechświat cały zniszczyć może

Taki Boga Bogów gniew!

 

Ref.  Dziś w rodzinnym siedzim kręgu

         tradycją tysięcy lat.

         Wzejdziesz dla nas Pierwsza Gwiazdko,

         czy się skończy zaraz świat?

         Ach, strach…

 

Świętowicie wypuść z Kłódzi

Bodre Światło – bożą skrę!

By jej jasność pokonała,

Mroczniejący strach i ćmę.

 

Poukładałeś na nowo

Bogów dziedziny i Krąg.

Czcząc co było, dziś Cię sławim

Śpiewem i wzniesieniem rąk.

 

Ref.  Dziś w rodzinnym siedzim kręgu

         tradycją tysięcy lat.

         Wzejdziesz dla nas Pierwsza Gwiazdko,

         czy się skończy zaraz świat?

         Ach, strach…

 

Czy świat wciąż jest wart istnienia? –

Z duszy się dobywa jęk.

To w nas wielki strach rozbudza

To w nas wielki budzi lęk.

 

Daruj młode Światło światu,

Bedrika podaruj nam.

Niech zapłonie Pierwsza Gwiazdka –

Rozświetli Ziemię – Twój chram!

 

Ref.  Dziś w rodzinnym siedzim kręgu

         tradycją tysięcy lat.

         Wzejdziesz dla nas Pierwsza Gwiazdko,

         czy się skończy zaraz świat?

         Ach, strach…

 

 

 _______________

[Kiedy na niebie pojawi się wyglądane z utęsknieniem światełko, na tę samą melodię, ale znacznie żywiej, donośnie i z radością, można jeszcze zaśpiewać:]

 

Już rozbłysła Pierwsza Gwiazdka!

Już biesiady nadszedł czas!

Pokłońmy się Światłu Świata,

Pokłońmy się nisko w pas!

Już czas…

 


 

 

gazka4 

 

 

 

 

SŁOWIAŃSKA KOLĘDA

[Jest to w zasadzie kolęda o kolędowaniu, opisująca barwne godowe tradycje, ale i dobra, by opisywane tradycje wcielać w życie.

Śpiewać ją należy energicznie, głośno, z góralskim przytupem na melodię „Hej kolęda, kolęda”: http://www.youtube.com/watch?v=oLrw-J-LIN4]

 

Hej w czas przesilenia
Swarożyca chwalmy,
Jedzmy, pijmy miodu,

Dziadom ognie palmy!
Wesoło śpiewajmy,
Bogom chwałę dajmy.
Hej kolęda, kolęda!

Wpuśćcie nas do izby,
Bo mróz w nosy szczypie!
Gorzałką częstujcie –
W suchych gardłach chrypie!
Wesoło śpiewajmy,
Bogom chwałę dajmy.
Hej kolęda, kolęda!

Turoń kłapie, dzwoni
I na ziemię pada:
Ratować go trzeba,
Wódka się tu nada!
Wesoło śpiewajmy,
Bogom chwałę dajmy.
Hej kolęda, kolęda!

Jabłuszkiem, wstążkami
Żytko ustrojone,
Bogom hołd złożony,
Plony zapewnione!
Wesoło śpiewajmy,
Bogom chwałę dajmy.
Hej kolęda, kolęda!

Domownicy społem
Do kręgu stanęli
I Swarożycowi
Z radością krzyknęli:
Chwała Słońcu, chwała!
Słońcu chwała, chwała!
Hej kolęda, kolęda!

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Joanna

gazka4

7777

Kwiat Novalisa – a właściwie Turkusowa Malwa Pozytywnej Kreacji – Obraz pochodzi ze strony Livia Space: http://liviaspace.com/2012/09/27/energetyczne-kwiaty/

(ode mnie)

2012 Czas na Zmianę

zaproszenie na You Tube – po słowacku i angielsku:  „2012 – Czas na Zmianę”:

http://www.youtube.com/watch?v=YrerKNwioa0

gazka4

oraz

Captain Beefheart

czyli niezwykła fajna buzująca muzyczka, która daje pozytywną energię:

01 – Ice Cream For Crow

540px-Paradiso_Canto_31Obraz pochodzi ze strony Livia Space: http://liviaspace.com/2012/09/27/energetyczne-kwiaty/

(Ten kwiat jest dla Naszych Dziadów i Don Van Vlieta – Captain Beefhearta)

Mija właśnie druga rocznica śmierci Don Van Vlieta (urodzony jako Don Glen Vliet, 15 stycznia 1941 w Glendale w Kalifornii, zm. 17 grudnia 2010 w Arcata w Kalifornii[1][2]) – kompozytora, wokalisty, muzyka, poety i malarza, najlepiej znanego pod pseudonimem Captain Beefheart.

Był niezwykle rozwiniętym dzieckiem, od najwcześniejszych lat wykazującym artystyczny talent; pierwsze jego prace to rzeźby w mydle, tworzone podczas kąpieli w wannie. Tematem były przede wszystkim zwierzęta – i jego miłość do świata natury będzie obecna we wszystkich jego późniejszych działaniach.

W wieku 13 lat Don wygrał 3-letni pobyt w Europie, aby studiować rzeźbiarstwo; miał udać się do Europy po skończeniu 16 roku życia. Jednak do wyjazdu nie doszło z dwóch przyczyn: sam Don był temu niechętny, gdyż musiałby oglądać te wszystkie kościelne obrazy, i z kolei jego rodzice będąc przekonanymi, że wszyscy artyści są homoseksualni, nie zgodzili się na wyjazd. Równocześnie postanowili przerwać kontakty syna z Rodriguezem i przenieśli się do miasteczka Lancaster[5] na pustyni Mojave, w pobliżu Bazy Lotniczej Edwards.

W Lancaster zaczął uczęszczać do szkoły średniej Antelope Valley, co było dla niego niemal traumatycznym wydarzeniem, gdyż nie potrafił skupiać uwagi przez dłuższy czas, poddawać się reżimowi szkolnemu i nie lubił czytać książek[6] W wywiadzie udzielonym Billowi Gubbinsowi[7] w 1974 r. powiedział Nie, nigdy nie chodziłem do szkoły. Dlatego mam kłopoty z czytaniem. Prawdopodobnie jedną z głównych przyczyn dlaczego jestem poetą – jest to, iż nie mogłem zaakceptować takiego języka angielskiego i zmieniłem go.

Jednak domowa atmosfera była znakomita[8] i rodzice Dona Glen i Sue byli przez wszystkich lubiani, traktując wszystkie dzieci jednakowo przyjacielsko. Jednym z pierwszych przyjaciół Dona w Lancaster stał się Jim Sherwood, późniejszy muzyk The Mothers of Invention, który (tak jak i jego starszy brat Chuck) często gościł w domu Dona.

W tym czasie wykrystalizował się już gust muzyczny Dona, który całkowicie prawie odseparował go od innych uczniów szkoły, z wyjątkiem zaledwie kilku. Został porwany przez wiejski blues (country blues) i awangardowy jazz Johna Coltrane’a, Ornette’a Colemana (z którym się później zaprzyjaźni) i Cecila Taylora.

W 1956 r. do Lancaster przeprowadziła się z San Diego rodzina Zappów. Ich syn Frank Zappa miał już za sobą pierwsze doświadczenia muzyczne, jako 14-latek był perkusistą w grupie The Ramblers, która wykonywała głównie utwory Little Richarda. Równocześnie komponował i wykonywał z orkiestrą szkolną awangardowe utwory w stylu swojego mistrza Edgarda Varèse’ego.

Wspólne zainteresowania muzyczne zbliżyły Franka i Dona i wkrótce obaj byli już przyjaciółmi. Spotykali się w domu Dona, który miał dużą kolekcję płyt bluesowych, rhythm and bluesowych i jazzowych. Wspólnie wykonywali także bluesy dla własnej przyjemności, gdyż z powodu niezwykłej nieśmiałości Dona, namówienie go na jakiś występ publiczny czy nawet domowe nagranie, było niemożliwe. Sztuka ta udała się dopiero w 1958 r., gdy szkolnej klasie Don (wokalista), Frank (gitarzysta prowadzący) i Bobby Zappa (gitarzysta akordowy) nagrali utwór Lost in a Whirlpool. Nagranie to ujawnia fenomenalny talent wokalny i niezwykłe możliwości improwizatorskie Dona, który mając dopiero 18 lat brzmi jak stary bluesman.

więcej czytajcie na Wiki: tutaj

gazka4

Kwiat Paproci – inaczej (od Barbary Walczak)

cccCzakramy bioelektryczne – Kwiat – Graal

Kwiat Paproci

To zdjęcie dziś skojarzyłam  z kwiatem paproci. Paproć to kręgosłup a kwiaty schemat czakramów. To zapis fraktalu. Na dziurawiec i różaniec górski trafiłam „przypadkowo” i wiedziałam od razu, że mają związek z kwiatem paproci. Dziś przy uzupełnieniu pojęcia puszka Pandory zrozumiałam, że to specyfiki i napary roślinne uruchamiają uśpione funkcje zmysłów uaktywniające pamięć naszych przodków zapisaną w kodzie genetycznym.

sar_dotpl2          Obraz ze strony Livia Space: Energetyczne kwiaty

Jednak nie tylko uruchomienie tych funkcji mózgu/zmysłów  pozwoli nam na odczytanie wiedzy zapisanej w megalitycznych strukturach i w mikroświecie. Jak się wydaje każdy z nas ma swoją część wiedzy – to działa według zasady nadajnik odbiornik, tej samej co we współczesnych komputerach. Tę wiedzę trzeba sumować.

Rhodiola_rosea_a10

Różeniec górski, Złoty korzeń, Siedem róż, Róża północy  (Rhodiola rosea)

Różeniec górski (Rhodiola rosea L.) – gatunek rośliny należący do rodziny gruboszowatych. Występuje na całym obszarze wokółbiegunowym – w Ameryce Północnej, Europie, Azji. W Polsce występuje wyłącznie w Sudetach i Karpatach, tylko na terenie parków narodowych. Gatunek rodzimy. Inna popularna nazwa złoty korzeń.

Roślina lecznicza: W związku z udowodnieniem bardzo korzystnych własności leczniczych, rozpowszechnia się uprawa różeńca górskiego dla pozyskania surowca.

Surowiec zielarski: kłącze z korzeniami. Zawiera ogromną ilość substancji czynnych: fenoloalkohol, glikozydy salidrozydu, rozarin, rozawin, rozin, liczne flawonoidy, fenolokwasy, kwasy organiczne (bursztynowy, cytrynowy, jabłkowy, szczawiowy), garbniki, tłuszcze, wosk, steryny, oksykumarynę, cukry i wiele innych. Z kłącza i korzeni wytwarza się nalewkę Rhodiolae fluidum i preparat Rodozin. Zioło to wchodzi w skład preparatu Meteo – na dolegliwości pogodowe.
Działanie: pobudzające (podwyższa sprawność organizmu), wzmacniające i adaptogenne (zwiększa wytrzymałość organizmu na stres i inne niekorzystne czynniki środowiska, zwiększa odporność na choroby)
Zbiór i suszenie: u roślin uprawianych w 5-6 roku uprawy wykopuje się kłącze, tnie na drobniejsze kawałki, myje i suszy w temperaturze 50-80 °C[3].

Rhodiola_rosea_a1

Wśród ludów Syberii, Chin i Azji południowo-środkowej różeniec górski uznawany był za ważną roślinę leczniczą. Rosyjscy uczeni potwierdzili jego uzdrawiające własności, podobne do tych, jakie ma korzeń żeń-szeń.
W 1973 r. w górach Ałtaju znaleziono rekordowy okaz, który miał 295 łodyg, w tym 95 kwitnących, a jego kłącze ważyło 3,7kg.
W University of Pennsylvania i Frederiksberg University Hospital prowadzone są badania kliniczne nad zastosowaniem Rhodiola rosea w terapii depresji[4] oraz nad wpływem Rhodiola rosea na ogólną sprawność psycho-fizyczną[5]

dawniej Sedum rosea, (siedem róż) http://ciecinski.eco.pl/rhodiola.html http://www.zdrowysklep.eu/Rozeniec_gorski-k76-0–.html

Rhodiola_rosea_a3

Rhodiola Rosea
(różeniec górski, “róża północy”)
-występowanie: rejony za kołem polarnym w Skandynawii i Syberii, używany w medycynie ludowej Inuitów, Lapończyków, ludów Syberii i Dalekiego Wschodu.
-zawartość: rozawina, rozaryna, rozyna, salidrozyd, a także: bioflawonoidy i terpeny.
-działanie: przeciwdepresyjne, aktywizujące, regenerujące mózg i układ nerwowy. Rhodiola Rosea jest inhibitorem monoaminooksydazy (iMAO), powoduje naturalne zwiększenie poziomu neuroprzekaźników, ale nie ponad stan potrzebny dla mózgu. Od leków syntetycznych różni się tym, że nie zrobi Ci sita z mózgu, nie bombarduje neuronów ogromną ilością neuroprzekaźników.
-wskazanie: choroby neurodegeneracyjne, depresja, objawy nerwicowe.

Poprawia zdolności uczenia się, wspomaga pamięć i koncentrację, pobudza psychiczne, wzmaga twórcze myślenie.

Rhodiola_rosea_a2

Przeciwwskazania i skutki uboczne: nie należy łącznie stosować z: tramadolem, lekami generacji SSRI i SNRI, z klomipraminą (anafranil). Czyli z lekami przeciwdepresyjnymi, ze względu na raporty o występowaniu zespołu serotoninowego – który ekstremalnie wyniszcza organizm.

Hypericum_perforatum

Ziele Świętojańskie (Świętorujańskie)  – Dziurawiec

Świętojańskie ziele – taką miłą nazwę nosiła roślina, której łacińska nazwa Hypericum performatum spolszczona została jako dziurawiec. Bo istotnie, gdy się na jej listki patrzy pod światło, wyglądają jak podziurkowane. I nazwa ta wyparła starą, wywiedzioną od św. Jana (a wcześniej od Ruji-Rajka – Rujewita), gdyż pełnia kwitnienia tego ziela przypada około 24 czerwca.
Dziurawiec to jedna z najbardziej wszechstronnie działających roślin leczniczych, co jak to bywa, odkrywano stopniowo. http://www.poradnia.pl/dziurawiec-zwalcza-depresje-i-stany-lekowe.html

Roślina lecznicza – jedno z najbardziej znanych ziół, szeroko stosowane w ziołolecznictwie

Surowiec zielarski: Ziele dziurawca (Herba Hyperici) – zbiera się i suszy kwiatostany. Zawiera czerwony barwnik hyperycynę, pseudohypericynę, flawonoidy (rutyna, kwercetyna), hiperozyd, bakteriobójcze garbniki, witaminy A i C oraz olejek eteryczny.
Działanie: Zmniejsza objawy łagodnej formy depresji (hamuje rozkład neurotransmiterów w mózgu, hamuje również monoaminooksydazę (MAO) i działa jako inhibitor zwrotnego wychwytu serotoniny). Pomaga przy lekkiej bezsenności, a także przy migrenie. Ma działanie żółciopędne, żółciotwórcze, pobudzające trawienie, przeciwzapalne i dezynfekcyjne (może być stosowany zewnętrznie na rany i do płukania gardła)
Ostrzeżenia: musi być stosowany ostrożnie, gdyż zwiększa wrażliwość skóry na słońce (hiperycyna może spowodować reakcje fototoksyczne). Zdecydowanie nie zalecany dla osób o jasnej karnacji skóry lub ze zmianami skórnymi. Obecnie bada się wpływ dziurawca na rozwój czerniaka złośliwego.
Interakcje z lekami: Należy też uważać z doustnym przyjmowaniem dziurawca podczas stosowania tabletek antykoncepcyjnych – niektórzy producenci zastrzegają, że może on obniżać skuteczność działania preparatu. Nasila również działanie przeciwzakrzepowe antagonistów witaminy K (acenokumarol, warfaryna).
W handlu dostępne są: zioła do zaparzania, nalewka z ziela dziurawca, tabletki. Dziurawiec wchodzi w skład licznych mieszanek ziołowych i preparatów złożonych.
Przyrządzanie: Nalewka z ziela dziurawca – 100 g ziela dziurawca zalać 500 g spirytusu i odstawić na 7 dni. Po tym okresie przecedzić i wycisnąć przez gazę. Wewnętrznie stosować 2 razy dziennie po 1 łyżeczce na pół szklanki wody w chorobach wątroby, przewodu pokarmowego i układu żółciowego. Zewnętrznie stosuje się do nacierania w bólach stawowych.

W rolnictwie, masowo występując na łąkach obniża jakość siana. Czerwony barwnik zawarty w kwiatach barwi mleko krów żywiących się takim sianem. Także negatywnie wpływa na zwierzęta o jasnej skórze, wywołując uczulenie na światło. Zwierzęta karmione paszą z dużą ilością dziurawca mogą cierpieć na stany zapalne skóry.

W dawnych czasach przypisywano dziurawcowi działanie magiczne, wierzono, że roślina chroni przed czartami i złymi czarami.
Dawniej uważano także, że dziurawiec chroni kobiety ciężarne przed dziwożonami – demonami, które im szkodzą.

Hypericum_androsaemum2Dziurawiec barwierski

DZIURAWIEC ZWYCZAJNY:Hypericum perforatum) – dziurawiec pospolity, świętojańskie ziele, ruta polna, ziele św. Jana, krzyżowe ziele, arlika; zwiIeroboj (zw Rosji zwierzobójca).

Łacińska nazwa zioła pochodzi od greckich słów „hyper ” (ponad) oraz „icum ” (obraz). Nawiązuje do tradycji wieszania dziurawca nad obrazami bogów, by odegnać złe moce. Nazywano go też korzeniem Chejrona, centaura-uzdrowiciela. W starożytnym Rzymie jego olejem nacierali się gladiatorzy i zapaśnicy, bo czynił ich, jak wierzono – niewyczerpanymi.

Zioło to produkuje żółto-złote kwiaty, które wydają się szczególnie obfite 24 czerwca. Dzień ten jest tradycyjnie obchodzony jako dzień urodzin Jana Chrzciciela. Dziurawiec zwyczajny jest również nazywany ziołem Św.Jana. Liście i kwiaty dziurawca zwyczajnego, które są używane w leczeniu, zbiera się również w tym czasie. Zioło to pochodzi z Europy; można go również znaleźć na obszarze Stanów Zjednoczonych. Dziurawiec zwyczajny był znany dla takich starożytnych autorytetów medycznych jak Dioscorides czy Hipokrates. Zioło to było opisywane i zalecane jako pomocny lek w starych zielnikach w średniowieczu.

Może być używany w leczeniu nerwobólu (np. nerwoból nerwu trójdzielnego, rwy kulszowej), gośćca mięśniowo-ścięgnistego, bólów pleców, bólów głowy, półpaśca, bólów reumatycznych. Olej z dziurawca zwyczajnego łagodzi i goi oparzenia, rany, owrzodzenia, wrzody. Zioło to łagodzi również zapalenia.

Kolejne skojarzenie – Nie wiem to wszystko wydaje mi się jak z taniego tasiemca:) ale tu wydaje się być część  naszej zagadki http://www.youtube.com/watch?v=Pc0V61tJFyk

Taka liczba wyświetleń 11011 jak otwarłam stronę z tą piosenką

Przesłane przez Aronia72 dnia 12 lis 2010

Zakwita raz, tylko raz, biały kwiat.
Przez jedną noc pachnie tak, ach!
Przez taką noc Królowa Jednej Nocy ogląda świat.
A światło dnia zdmuchuje kwiatu płomień na wiele lat…….

gazka4

Giants_Ring

Tutaj inna hudba od Mezamira Snowida

Życzę wszystkim utrzymania świadomej obecności tu i teraz 24 godziny na dobę,głównie podczas snu i śnienia.
Życzę wszystkim by korzystne dla nas moce Natury i żywiołów chroniły nas nieustannie
przed wrogimi i toksycznymi myślami oraz ludźmi.
 
Życze wszystkim by wiedzieli w jaki sposób żyć aby stać się pożytecznym dla innych żyjących istot.
 
„Oby wszystkie niesprzyjające warunki zostały wyeliminowane
I oby pojawiły się wszystkie sprzyjające okoliczności”.

 
Tak długo jak długo nie wiemy i nie wierzymy w to że coś jest niemożliwe
tak długo mamy szansę tego dokonać.
 
 

 
http://www.youtube.com/watch?v=qh-TPpVjS20&feature=youtu.be


Mezamir Snowid – Szeptuchy i żercy

http://www.sendspace.pl/file/7cd4c482c848c79365ba1dc/1-szeptuchy-i-zercy-ii
 

 
http://www.sendspace.pl/file/remote_player/7cd4c482c848c79365ba1dc

 
 

Tutaj utwór Mezamira w wykonaniu DP44  

http://www.sendspace.pl/file/e00e59841e73097ba0433f7
 
 

http://www.sendspace.pl/file/remote_player/e00e59841e73097ba0433f7
 

 Anons  

Poszukujemy wokalisty/wokalistki,oraz osób piszących dobre teksty najlepiej o tematyce animistycznej,politeistycznej,psycho i socjologicznej. Czarna komedia,kabaret,groteska,absurd i surrealizm również mile widziane.

gazka4

11

Od Znajomego z Warszawskiego Biura – Jak Amerykański reporter widział Polskę w 1938 roku.

Na koniec całkiem na poważnie – – bardzo ważny artykuł porównujący stan II  w 1938 i III RP obecnie. Jak wiecie mój Znajomy z Warszawskiego Biura daje rzadko, ale za to zawsze bardzo wartościowe i ważne teksty. Nie inaczej jest  i w te święta – Nie artykuł własny ale link do strony i artykułu Ahistoria.pl, prowadzonej przez Ziemowita Szczerka. Tekst naprawdę przedni.

Dodałbym jednak też do niego inny link – tak dodam go, bo tam można poczytać o pewnym aspekcie Tej Bidy Polskiej, o którym  w tym artykule się nie mówi. Chodzi mianowicie o to, że Polsce nikt nie chciał pożyczyć pieniędzy jak odzyskała niepodległość – taki zbieg okoliczności – chętnie za to Anglicy i inni Banksterzy pożyczali Hitlerowi, żeby mógł „robić swoje”. To jeden z elementów Układanki która się nazywa II Wojna Światowa i Zagłada Żydów. Ktoś zaraz tutaj wrzuci że to teoria spiskowa, ale wygląda mi to na fakty – przecież sumy pożyczek w latach 1920 – 1939 dla  Niemiec i Hitlera oraz dla Polski z Zachodu, są chyba znane co poniektórym ?!

Link od Znajomego z Warszawy:

http://www.ahistoria.pl/index.php/2010/10/reportaz-z-miedzywojennej-polski/

Reportaż z międzywojennej Polski

4 października 2010, 220 komentarze/y »

Znany amerykański magazyn „Life”, który ukazywał się od 1883 do 2007 roku, udostępnił swoje archiwa w „Google Books”. Z fotoreportażu o Polsce, zamieszczonego w „Life”  29 sierpnia 1938 roku, wyłania się nieco inny kraj, niż ten, który mitologizujemy jako II RP.

Fotoreportaż jest – niestety – anonimowy. Nosi tytuł „Poland: Rich Men, Poor Men in the Land of Fields”, czyli „Bogaci i biedni w Krainie Pól”, a z nagłówka dowiadujemy się, że w „powojennym państwie polskim” dominują „nieszczęście, duma i strach”. Warto zauważyć, że w 1938 roku, 20 lat po odzyskaniu niepodległości, nadal mówiono o naszym kraju jako o „kraju powojennym”, podobnie, jak III RP nadal nazywana jest często „krajem postkomunistycznym”….

gazka4

Link od Znajomego Skądinąd: Polski.blog.ru

http://polski.blog.ru/124729955.html

Lejba Dawidowicz Bronstein ps. Lew Trocki – główny organizator Armii Czerwonej, komisarz ds. wojny i marynarki wojennej, szef Rewolucyjnej Rady Wojennej RFSRR, naczelny wódz wojsk bolszewickich w 1920 r. Лейба Давидович Бронштейн псевд. Лев Троцкий – главный организатор Красной Армии, комиссар по освещению войны и флота, глава Реввоенсовета РСФСР, главный командир большевистских сил в 1920 г.

Dwa „cudy nad Wisłą” – Два „чуда над Вислой” 

Drugi „cud nad Wisłą” polegał właśnie na tym, że Polska wywalczyła swoją suwerenność terytorialną bez utraty suwerenności gospodarczej, a co za tym idzie – bez utraty niezależności politycznej. Второе „чудо над Вислой” состоялo именно в том, что Польша выиграла свой территориальный суверенитет без потери экономического суверенитета, а следовательно – без потери политической независимости.
Gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski herbu Trąby – faktyczny naczelny wódz Wojska Polskiego w bitwie warszawskiej 1920 r., szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego do kwietnia 1921 r. Генерал-майор Тадеуш Иордан-Розвадовский герба Трубы – настоящий Главнокомандующий Войска Польского в битве под Варшавой 1920 г., начальник Генерального штаба Войска Польского дo апреля 1921 г.
Wyzwalanie się Polski spod rozbiorowej niewoli zaczęło się w październiku 1918 roku i trwało ponad dwa lata. Równolegle do walk zbrojnych i zabiegów dyplomatycznych miały miejsce działania zmierzające do odbudowy ziem polskich ze zniszczeń wojennych i zapewnienia normalnego funkcjonowania kraju. Podstawowym problemem była likwidacja strat jakie zastano w przemyśle, rolnictwie i infrastrukturze. Zniszczona była połowa mostów, 2/3 stacji kolejowych i 1,9 mln budynków, głównie na wsi, a straty w przemyśle były ogromne: na terenach byłego Królestwa Polskiego tylko 14 % robotników zatrudnionych przed wojną mogło podjąć na nowo pracę w 1918 roku. W roku następnym produkcja wyrobów przemysłowych sięgała zaledwie poziomu kilkunastu-kilkudziesięciu procent produkcji z roku 1913 (ropa naftowa – 78 %, węgiel – 66 %, lecz stal, surówka żelaza – tylko 3-3,5 %)….
gazka4
Wracajmy jednak do świątecznego nastroju – Radujmy się!
62 Swątlnica w cyklu przemianJerzy Przybył -Bodre Światło – Swątlnica – Przemiany

Wreszcie na Koniec, jako że mamy dzisiaj dzień 24 12 2012 i właśnie konczy się KROJE (Stanie Słońca) a zaczyna się KRACZUN (K-RA-Czyn, K-rak-Czyn, Ka-RA-Czyn, Czar-Czyn, CzarCzyst, Czary Czas i Czarów Czas, CZARKAN, CZARKON, CzarIskon), czyli Dzikie Łowy na Bodre Światło

(od Marka Wójtowicza)

KRACZUN – Oto rodzi się Bodre Światło

Jasna Boża Krówka Swątlnica

Nieci Iskrę Światła Świata

By Ciemność nie ogarnęła serc.

Oczekiwanie – gdy Iskra rozpromieni się

Krówka przemieni się w Białego Orła

A ten – w Święto Jare da znak

by przebudziła się Lęgwa Życia …

Taki to odwieczny porządek!

Polskie_Towarzystwo_Gimnastyczne_Sokol_w_Bedzinie-sztandar

Był czas kiedy tylko potajemnie mogliśmy dawać świadectwo Swojej Przyrodzonej Słowiańskiej Wiary – To „masońsko-słowiański” Sztandar Sokoła (tradycji orężnej Skołotów i Białego Orła) a zarazem Bedrika-Będzika – Towarzystwo Sokół Będzin 1912.

gazka4

Świąteczne Życzenia od SSŚŚŚŚ 24 12 2012 – czyli słodki Kogel Mogel (Koga Moga, albo Kagan Maga)


ll s_b40_22130425

Poszukiwanie Lądownika Sojuza (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Jako, że czas jest niezwykły to i życzenia będą w tym roku nieco niezwykłe i rozłożone w czasie, na kilka „wejść” do końca roku. Zdecydowaliśmy się na życzenia w formie Kogla Mogla, bo zebrało się w czasie dorocznego remanentu trochę lżejszych i drobniejszych tekstów, trochę hudby-muzyki i obrazów, które szkoda byłoby „zatracić w niebycie” nie utrwaliwszy ich jako publikacje. Pewnie dwa lata temu znalazłyby one miejsce na głównej stronie, ale obecnie giną w lawinie poważniejszych tekstów. W nowym, 2013 roku, musimy zadbać o większą równowagę. Nie samą powagą człowiek żyje, przyda się przecież nam wszystkim także coś lżejszego. Wierszyk, jakaś ciekawostka, odrobina rysunkowego humoru, czasami śmieszno-gorzkiej satyry.

las szt joe a mac gown OrganicCosmicLock

Joe Mac Gown – OrganicCosmicLock

Joe MacGown (aka Neogothic-Jam) was born in 1964 in Maine and moved to Mississippi when he was ten.  His interest in art began early and as a child, he spent his time collecting insects, exploring nature, and drawing everything in sight. MacGown attended the Memphis College of Art for a while but it didn’t stick.  Instead, for a few years, he worked the night shift at a grocery store and did some freelance artwork on the side.  Since 1988, MacGown has worked at the Mississippi State Entomological Museum as a scientific illustrator and assistant curator.

Nie każdy wie, że Kogel Mogel, który uciera się z żółtek jaj kurzych dawniej był przyrządzaną z ziół, maści, a czasem pewnie także i żółtek jaj ptasich, czarowną mieszanką ucieraną w moździerzach przez wiedźmy – Osoby „Wiedzące” i „Widzące” Przyszłość.

Kogel Mogel znaczy Kaganek Mocy, Kubeł Magiczny, Kogan Mogtów, lub Koga Moga, czyli inaczej Kagan Magów. Nie każdy też na co dzień ma czas zastanowić się, co właściwie widać naprawdę na Niebie i Ziemi i co rzeczywiście znaczą pewne słowa-miana. Na przykład dlaczego KAGANAT SIS nazywano właśnie kaganatem, czy dlatego, że KAGAN jest Nosicielem Światła Świata, Świętym Gralem-CzARA-dziejem? Połączymy więc tutaj miłe z pożytecznym, trochę się dowiemy trochę pośmiejemy,a czasami uronimy łzę wzruszenia.

las szt joe a mac gown Echinidermatter2

Joe Mac Gown – Echinidermatter 2 [Zachęcam gorąco do poszukiwania i oglądania innych prac tego niezwykłego artysty, bliskiego Wierze przyrody Słowian i Wierze Przyrody w ogóle]

Najpierw krótkie treściwe i „pełne” życzenia dla Wszystkich Ludzi, dla Wszystkiego co Żywe,dla Wszystkich Wierzących, dla Wszystkich Rodzimowierców oraz dla Wszystkich Sympatyków i Członków StaroSłowiańskiej Świątyni Światła Świata:

 joe_macgown-mother_fly  Joe Mac Gown –  Mother Fly

Zdrowia, pomyślności, dobrobytu i szczęścia na Święta Narodzin Światła Świata

galopujące konie w roczny rytm komprJerzy Przybył – Cztery Wierzchowce Kirów  (z Obrzędu dorocznego Dziadów Żywieckich)

[patrz też strona: Grojcowianie]

Prezent od Jerzego Przybyła – razem z życzeniami dla Wszystkich

Drogi Czesławie

Z okazji zbliżających się Godów,Wielkiego Święta Słowiańskiego,Narodzin Bożego Światła-Bożej Krówki Wielkiej Przemiany przesyłam Tobie ,Portalowi ”Bialczynski ”i jego  korespondentom i współpracownikom,  zadrudze; Strażnikom Wiary Przyrodzonej  życzenia wszelkiej pomyślności  nieustępliwości w dochodzeniu do prawdy o naszych przodkach- dziadach Słowianach, a prywatnie -szczęścia osobistego i w rodzinie.

Życzenia wspomagam obrazem, który przedstawia piękne kolorowe postacie 4 koni  wybranych z obrzędu corocznego Dziadów Żywieckich.

Spełniają one magiczne przesłania przez obtańcowywanie domu, gospodyni, gospodarza, dobytku na ten Szczęśliwy Nowy Rok.

Symbolika tego zwyczaju sięga korzeniami  mitologi słowiańskiej. Każdy z tych koni reprezentuje Kirów – Bogów Pór Roku.Wiosnę uosabia Jaruna-Jaryło, lato należy do Ruji- Rajka, jesień zaś do Jeszy-Jesinia, zimą opiekuje się Kostruma-Ostroma. Zmęczone tańcem konie padają, by po pewnym czasie dzięki czarodziejskiej lasce ich opiekuna  odrodzić się – wstają, nabierają sił by dalej tańczyć. Tak jak w Przyrodzie się dzieje……

kolędujący Jerzy Przybył

s_a17_06402377Jen Fish (@JenFishie) asked to see „the most beautiful place you’ve ever been”. I had the good fortune to work as a tour guide in Alaska for several years, and developed a love for Turnagain Arm, part of Cook Inlet, south of Anchorage. Some days, when the weather and timing is just right, you can see unbelievable sunsets, spectacular coastal mountains, possible a Beluga whale or two. It’s the first place that popped to mind when she asked. In this photo, the sun rises over Turnagain Arm, viewed from an airplane, on October 31, 2010. (John Moore/Getty Images)
raduga-1Raduga-Jutryboga-Zoria

Radujmy się, bo jest się z czego cieszyć! Dzień po dniu, poranek po poranku – niech każdy kolejny przyniesie Wam radość!!! Radość – Raduga – to wewnętrzny ogień, który musicie każdego ranka po otwarciu oczu rozpalić w swoim sercu i umyśle. Zróbcie to zanim zabierzecie się do czegokolwiek innego. Pomyślcie o Tęczy i Jutrzence, o ich pięknych, ciepłych kolorach, o ich obecności na Niebie na granicy Nocy i Dnia, albo na Granicy Deszczu i Słonecznej Pogody.

infinity_Joe-MacGownJoe Mac Gown – Infinity

RA-Duga – Słoneczny Wąż, lub Świetlisty, bo duga to „długa” i „tłusta”, bądź „tęga”. Po polsku rzeklibyśmy RaTęga, ale skrótowo mówimy po prostu Tęga-Tęcza. Także tucza, co po rosyjsku znaczy „chmura”, „opasła”, „utuczona”. Utuczona tym co w sobie nosi – „oparami pary” czyli  jeszcze nie skroplonym deszczem, „tocząca” się po Niebie.  Jutrzenka -Zorza w swoim mianie także zawiera te święte dźwięki boskie OR i RA bowiem:

Joe-MacGown-Neogothic-Jam4Joe Mac Gown – Neogothic Jam 4

Z-ORRA – Z-ORZa – to Z or – z jądra, z ziarna, z OR odRA-dzająca Światło/Dzień/Słońce

JutRA, JutRABoga, Jutrznia, UtRAboga, UtRAnka, Jutrzenka, OdRAboga to Pani pORRAnka – or – orzy, ożywający (orzywający), ożywczy (orzywczy), orzeźwiający, wreszcie żywy (rzywy) – nowonARODzony (NowoORRAdzony). RA – Światło/Słońce (jako nosiciel Światła). Po rosyjsku Utro – poranek, rano.  PORRA wstawać!

Joe-MacGown-Neogothic-Jam9Joe Mac Gown – Neogothic Jam 9

RADUGA i ZORZA i JUTRA – czyli Radość Poranka. Jak mówią Czesi – POZOR! – to znaczy uwaga, bo gdy się budzimy i wstajemy  budzi się nasze zoranie-postrzeganie, oraz trzeba się wykazać uwagą – pozorem i przezorem, źrzeć spozierać z uwagą okiem na wszystko co dokoła. Na tym prostym przykładzie widać jak głębokich obserwacji świata Przyrodzonego (Przyrody) dotyka, i z jak głębokich korzeni czerpie, nasz codzienny „zapomniany” Język Atlantów-Ariów.

Pomorski humor słowiański (od Marka Hapona)

Ojciec i rog

Ojciec i róg

 

Praslowianska TV

Prasłowiańska Tivi

 

        Bogini przecinków

Bogini PrzecinkówDam ci ja Odyszku

Ja ci dam Odyszku!Duch święty Duchowy komitet

Duchowy komitet  Klify ciosać    Krzywousty na Pomorzu

To mogli zrobić tylko Rosjanie! Udacznaja Trubka w Mirnym, czyli miasto nad Czarną Dziurą

Trubka Udacznaja (komin kimberlitowy „Szczęśliwa”, (ros. „tрубка Удачная”) – wielkie złoże i kopalnia diamentów w Jakucji, położone 20 kilometrów za kręgiem polarnym w okolicach miejscowości Mirny. Zostało odkryte w 1955 roku.

Jest to jedno z największych złóż diamentów na świecie. Składa się z dwóch warstw diamentonośnych – wschodniej i zachodniej. Kopalnia Trubka Udacznaja, otwarta w 1982 jest jedną z największych odkrywek na świecie – wyrobisko długie na 1600 m, szerokie na 1200 m i głębokie na 530 m. Ze względu na prądy powietrzne, które wywołuje, zabronione jest latanie nad nią helikopterami (miało już miejsce kilka wypadków). Większą część złoża już wydobyto, rozważa się eksploatację pozostałej jego części metodami podziemnymi.ii 3675

Niezła trubka (trąbka) do środka Ziemi. Coś podobnego jednakże na nieporównanie mniejszą skalę można zobaczyć pod Ślężą w Białej, rodzinnym siole Włostów – władców Lęgijskiego przedchrześcijańskiego Śląska z rodu Łabędzi. O Łabędziach i ich herbie jeszcze przed końcem roku napiszemy, gdyż to bardzo ważne jak łączą się rody posługujące się trzema herbami – Kłem Odyńca (Kolistym Kłem Odyna – Kołodynem), Modrym Wężem (Odrowążem) i Łabędziem (Albą-Białą Lędą-Labędą, albo Białą Ładą) właśnie.ii 3676Miasto MIRNY we wschodniej Rosji – zima trwa tu 7 miesięcy, temperatury dochodzą do 70 stopni poniżej zera – to tu zbudowano kopalnię, o której przez ponad pół wieku wiedziało niewielu ludzi. Kopalnię, która jak wiele innych stanowiła o dobrobycie Związku Radzieckiego.
Udacznaja – to największa i najgłębsza kopalnia odkrywkowa w Rosji, daje ok. 80% wydobycia rosyjskich diamentów
Po segregacji i wstępnej obróbce wysyłane są specjalnym samolotem do Moskwy, gdzie przejmuje je jedyny zagraniczny odbiorca południowo-afrykańska De Beers Diamond Company, światowy potentat na diamentowym rynku.

Jeśi ktoś ma się ochotę pośmiać z  Polaków to odsyłam na stronę z której pochodzą zdjęcia i opis Trubki Szczęśliwej pełnej diamentów tutaj tylko kilka polskich rekordów z wymienionej tam setki http://www.zbaszyn.fora.pl/na-kazdy-temat,25/ciekawostki,364-15.html :

Polacy- naród wybrany

1. Jeden z mieszkańców Katowic chciał w lombardzie zastawić swojego syna.

2. Jako pierwsza nacja na świecie, opracowaliśmy sposób na picie denaturatu, płynu borygo, kwasu siarkowego i wody kolońskiej.

3. Janusz Chomontek w tym roku podbił piłkę głową 30 tysięcy razy. Ustanowienie rekordu świata zajęło mu 2 godziny i 22 minuty.

4. Grabarz z Krakowa miał we Krwi 9,5 promila alkoholu i przeżył. Mieszkaniec Wrocławia w 1995 r. osiągnął absolutny medyczny rekord świata – 14,8 promila. Nasz bohaterski rodak przekroczył trzykrotnie śmiertelną dawkę.

8. Marta Rudzka, absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, jest autorką projektu najwyższego budynku świata. Trump World Tower będzie miał 90 pięter wysokości i powstanie na Manhattanie w Nowym Jorku.

9. Anonimowy profesor UJ w Krakowie wymyślił przed wojną reklamę prezerwatywy, która jest wykorzystywana do dziś na całym świecie. Hasło brzmi: Prędzej ci serce pęknie.

(niektóre śmieszne, niektóre gorzkie, inne „takie sobie”, ale każdy najdrobniejszy uśmieszek jest bezcenny)

llo004

POLSKA – ROSJA – i Świętobliwy Issa – czyli co robił przez 18 lat  nieuznany przez Żydów Mesjasz

O Mikołaju Notowiczu wiele sobie nie poczytacie ani po rosyjsku ani po polsku ani po angielsku. Najbardziej jest znane to co odkrył, natomiast o nim samym niewiele wiadomo – do tego stopnia że nieznana jest nawet data jego śmierci – przynajmniej w Wikipedii. Wiadomo, że był Kozakiem, szlachcicem co oznacza że był najprawdopodobniej Polakiem albo Rusinem-Ukraińcem, a nie żadnym Rosjaninem. Jako szlachcic Rosjanin byłby bowiem bojarem.

Dodatkowo cała ta historia wiąże się z terytorium Tybetu – TuBądu/TuBytu i z Ziemią Lodu (Ladakh), która jak wiadomo leży po sąsiedzku z Doliną Hunza (Hunów Hakowników hg Y-DNA R1a1) i z Sistanem współczesnym. Cały ten region zasiedla zaś obficie ludność Haplogrupy Y-DNA R1a1, czyli potomkowie Prasłowian lub Słowian.

Ponieważ bardzo wiele przez stulecia zrobiono by treść książki Mikołaja Notowicza, podobnie jak „Bożyca” Bronisława Trentowskiego, nie przedostała się do publicznej wiadomości, musicie niestety przeczytać jego książkę tutaj poniżej w języku angielskim albo co najwyżej, jeśli nie znacie za dobrze tego języka, skorzystać z pomocy Google-Tłumacza.

Sekwencja tych Świąteczno-Noworocznych Życzeń dotyczaca Jezusa i odkryć Notowicza to prezent dla nas wszystkich od wielu osób, które zbiorowym wysiłkiem, w kilku krajach i w kilku narodach, w kilku językach (i w kilka wieków, jak widać, bo mamy XXI) doprowadziły do publikacji i do wiadomości ogółu owe dziwne dzieje, i ukazały światu ową tajemniczą rozgrywkę między Siłami Słońca i Księżyca (Jasności i Ciemności) zwalczającymi się zapiekle (ładne słowo i właściwe) także w kościele katolickim. Bardzo to pouczające, zwłaszcza, że wciąż mamy z ową blokadą informacyjną do czynienia, w każdym razie z próbami „opóźniania” informacyjnego, co przecież nie jest bez znaczenia.

CB

Φ

Nikołaj Notowicz (1858 –  ? ) – Strażnik Wiary Słowian – Co odkrył na temat pobytu Świątobliwego Męża o imieniu Issa w Windji nad Indusem-Widjuszem i Tubądcie – TybecieNNotovich150

Nikolai Notowicz – to znaczy Mikołaj Notowicz. Taki był z niego Rosjanin jak z Koziej D… Udacznaja Trubka.

Jedyny właściwie i dosyć dobry artykuł znalazłem na stronie Racjonalista.PL

Z Racjonalista.pl

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1748

Jezus w Indiach

Autor tekstu: Wacław Korabiewicz

Przeglądając przebogatą literaturę religioznawczą dostrzega się w niej nieprawdopodobne wprost zaślepienie , a może tendencyjną krótkowzroczność . Najdrobniejsze szczegóły życia Chrystusa są analizowane i studiowane , podczas gdy tak niebywale ważny fakt , jak zniknięcie Jezusa na długie 18 lat i to lat najistotniejszych , bo okresu dojrzewania , lekceważy się . Przechodzi się nad tym do porządku dziennego , jakby chodziło o godzinę a nie o 18 lat .

Wszakże już jako dwunastoletni chłopak zdumiewał On bystrością umysłu . Wdaje się On w dyskurs filozoficzny z kapłanami i zadziwia pytaniami mędrców (Łukasz II,47) . Wykazuje energię i samodzielność odłączając się na trzy dni od rodziców w dużym , obcym dla siebie mieście (Łukasz II,46) . A gdy rodzice go znaleźli , robi im wymówki , że niepokoili się i szukali go ( Łukasz II,49) . I ten oto właśnie wielce zaradny , mądry chłopak , nad rozumem którego wszyscy się zdumiewali ( Łukasz II,47) , nagle znika na osiemnaście lat . Zjawia się już jako dorosły mężczyzna , a przy tym jest już doświadczonym nauczycielem i filozofem . Najdokładniejszy z Ewangelistów , św. Łukasz tę osiemnastoletnią nieobecność zbywa lakonicznym oświadczeniem : …poszedł z nimi (rodzicami) i wrócił do Nazaretu , i był im poddany (Łukasz II,51)

Co to znaczy poddany ? On , taki żywy , pełen inicjatywy , nagle stał się poddanym , synem potulnym i posłusznym ? Czyżby potrafił w ciągu 18 lat poświęcić się bez reszty ciesielskiej pracy ojca i nikt go niczego nie nauczył ?

Rzeczywiście może wygodniej nie poruszać tej dziwnej sprawy , aby nie trafić przypadkowo na jakiegoś nauczyciela . Bo jakżeby Jezus zesłany przez Boga mógł mieć profesora . Widocznie świat Wielkich Wtajemniczonych nie życzy sobie odsłaniania tej tajemnicy . Widocznie wielcy wolą , aby Jezus odszedł na osiemnaście lat donikąd i wrócił znikąd .

himisKlasztor Himis

Tymczasem odkryte nad Morzem Martwym manuskrypty mówią wprawdzie o Mistrzu Sprawiedliwości , ale to nie mógł być Jezus , gdyż nauczyciel o którym mowa żył co najmniej 100 lat przed Jezusem . Zresztą Jezus , kiedy się objawił w roli Mesjasza , swoim postępowaniem , stylem zachowania i ubiorem daleko odbiegał od Qumrańskich mistrzów . Zgodnie ze starymi manuskryptami zachowanymi szczątkowo w klasztorach i zwojami w klasztorach indyjskich wysnuwa nam się zgoła fantastyczny wniosek . Jezus 18 lat swojego życia spędził w Indiach. Trafił tam bardzo łatwo . Jego kuzyn Jan ( zwany później Chrzcicielem )jako jedyny z jego rówieśników odpowiadał mu poziomem inteligencji i duchowości . Jan też pierwszy trafił na Esseńczyków . Między Indiami a Jerozolimą stale kursowały handlowe karawany . Ich woźnice opowiadali przechodniom o jakiś senianinach , czyli wędrujących mędrcach , o sadhu czyli zakonnikach pustelnikach . Kuzyn Jan namawiał Jezusa na udanie do Qumran , ale jezusowi nie odpowiadała surowość tej gminy , to nie była atmosfera miłości i dobra . Tam poszedł Jan , ale Jezus wiedziony ciekawością tych wszystkich opowiadanych cudów indyjskich , zapewne dołączył do jucznej karawany wielbłądów i udał się w poszukiwaniu prawdy do tych co czynią te cuda .

Jedną z pierwszych osób która znalazła jakiekolwiek pisane dowody pobytu Jezusa w Indiach był Rosjanin polskiego pochodzenia Nikołaj Notowicz . W klasztorze Moulbek w trakcie rozmowy z lamą ze zdziwieniem wysłuchał oskarżenia go jako chrześcijanina . Po kilku pytaniach okazało się że , iż lama traktując go jako przedstawiciela chrześcijan , zarzuca mu błąd przyjęcia ich doktryny , ale odseparowania się i wyboru własnego Dalaj Lamy .Dla jasności zacytujmy ich rozmowę :

  • O jakim Dalaj Lamie ojciec mówi pytał Notowicz my mamy Syna Bożego do którego wznosimy modlitwy
  • To nie o to chodzi odpowiedział lama — My także czcimy Jezusa , ale my nie uważamy go za Syna Bożego . W rzeczywistości Budda wcielił się w doskonale wybranego człowieka który sam siebie nazywał Jezus , ale my nazywaliśmy go Issa . Ale ja mówię o waszym ziemskim Dalaj Lamie , którego nazywacie Ojcem Kościoła . Issa był wielkim prorokiem . Większym od wszystkich innych , gdyż posiadał w sobie cząstkę Boga . My , buddyści , cierpimy z powodu tortur jakie zadali mu poganie .

Zaintrygowany Notowicz zaczął rozpytywać a jakieś manuskrypty , notatki . Okazało się że takowe były w każdym większym klasztorze w Nepalu . Po kilku tygodniach poszukiwań dotarł do jednego z najstarszych i nawiększych klasztorów Himis . Po załatwieniu niezbędnych formalności z audiencją u Lamy , Notowicz nie czekając na nic innego zadał pytanie o Jezusa . Na odpowiedź nie czekał długo.

Lama odpowiedział mu mniej więcej tymi słowy :

Imię Jezusa jest wielce szanowane wśród buddystów , ale szczegółowa prawda wiadoma jest tylko starszyźnie lamów , tym , którzy czytają stare księgi . Nasza biblioteka posiada ogromną liczbę rękopisów , a pomiędzy nimi są także opisy życia i nauczania Jezusa w Jerozolimie i Indiach . O jego działalności w swoim czasie krążyło dużo notatek w różnych językach , ale to wszystko jest przetłumaczone na język tybetański i znajduje się w bibliotece Lhassy . Kilkanaście kopii , może więcej , przekazano tutaj , ale niestety w żadnym wypadku nie mogę ich panu udostępnić . Takie jest polecenie Dalaj Lamy .

Rozgoryczony Notowicz opuścił klasztor z niczym . Już nazajutrz przekraczając jakiś jar upadł i złamał nogę . Zaniesiono go więc z powrotem do Himis .

Podczas sześciotygodniowej kuracji pod opieką mnichów , Notowicz zaprzyjaźnił się z przeorem na tyle , iż ten pozwolił mu nie tylko obejrzeć , ale i przetłumaczyć owe manuskrypty .

Dotyczyły one życia i działalności Jezusa . Z tych notatek , pisanych współcześnie Jezusowi powstała wielka księga . Z nagromadzonych pism wynikało , że któregoś dnia ,zjawił się w krainie Jainów dwunastoletni chłopak imieniem Jezus i spędził pod kierunkiem starych Jainów w Dżuggernaut , Radżegrika i Benares długie sześć lat . Stąd przeniósł się do Nepalu , do miasta Dżagannat , gdzie istniała potrzebna mu do dalszych studiów biblioteka dzieł w sanskrycie . Prowadził liczne dysputy z bramińskimi mędrcami usiłując przekonać ich o krzywdzących stosunkach społecznych , panujących w ich kraju .

issa-mapJak się okazuje kluczowe miejsca dla pobytu Jezusa w Indiach to również znana nam Ziemia Lodu – Ladakh w Tybecie-Tubądcie, leżąca na granicy Krainy Kasztrijów- czyli Kaszmiru, dawnego królestwa Kuszanów (Koszetyrsów), a kluczowe zapisy na ten temat tłumaczone są z języka PALI

Wbrew zakazom kontaktowania się z podle urodzonymi wajsiami i jeszcze gorszymi siudrami , Jezus coraz żarliwiej jął uczyć o Bogu , który nie uznaje różnic i jest jeden dla wszystkich , niezależnie od pochodzenia społecznego .

Stosunki społeczne panujące w Indiach oburzały Jezusa do głębi , Jako przybysz z zewnątrz patrzył na to wszystko innymi oczyma . Wziął więc obyczajem miejscowych mędrców , mosiężną miskę w dłonie i ruszył przed siebie wzdłuż rzeki Ganges . Nie zamierzał nikogo podburzać , chciał tylko krzepić ludzkie serca pogodą i życzliwością . Coraz więcej szło za nim uczniów . Nazywano go Issa Wędrowiec , gdyż szedł uparcie przed siebie nie pozwalając sobie na odpoczynek .

Pośród braminów rósł niepokój . Przygotowali zamach , ale uczniowie w porę uprzedzili Jezusa . Uszedł więc do Nepalu , do klasztoru buddyjskiego . Panująca tu atmosfera odpowiadała mu , gdyż znalazł tu spokój którego tak potrzebował . Spędził więc w klasztorze kolejne sześć lat . Gdy ukończył dwadzieścia sześć lat , postanowił wrócić do rodzinnego kraju . Wędrował najkrótszą znaną mu drogą , przez Afganistan i Persję . Którędy szedł , tam starał się nauczać , i wszędzie gdzie przeszedł robił sobie wrogów z kapłanów . Pomimo wszystkich ich podstępów , zamachów i czyhających zewsząd niebezpieczeństw Jezus powoli zbliżał się do Izraela , aż któregoś dnia znalazł się w rodzinnej Galilei . Ukończył wtedy 29 rok życia .

Po zapoznaniu się z treścią manuskryptów , oszołomiony Notowicz , mniemał najzupełniej słusznie że cały świat nauki chrześcijańskiej ucieszy się ogromnie . Pośpieszył więc do swego rodzinnego Kijowa , aby nazajutrz po przybyciu udać się do archimandryty Platona metropolity prawosławnego . Z dumą wręczył mu swoje rosyjskie tłumaczenie , przekonany o niezmiernej wartości tego dokumentu .

Po kilku dniach archimandryta Platon zwrócił mu rękopisy , potwierdził nadzwyczajną wartość zawartych w nich informacji , ale z całego serca poradził nie publikować ich .

Czasy są nieodpowiednie stwierdził Tego rodzaju nowinka może być bardzo niebezpieczna , zresztą ogłoszenie tego może panu poważnie zaszkodzić w karierze . Mogę natomiast rękopis od pana kupić. Proszę o podanie ceny .

Zawiedziony Notowicz milczał cierpliwie cały rok , czekając na poprawę aktualnej , ponoć nienajlepszej sytuacji prawosławia .

Po roku udał się do Rzymu , dopuszczono go jednak tylko przed oblicze rzeczoznawcy kardynała . Ten po przeczytaniu rękopisu odezwał się w te słowa :

Jakiż może być pożytek z opublikowania podobnej rozprawy ? Nikt nie potraktuje pana poważnie , a ponadto zrobi pan sobie wielu wrogów i to potężnych . Jeśli chodzi o pieniądze , to jestem gotów w zamian za rękopis pokryć wszystkie poniesione koszta , a także i zrekompensować stracony czas .

Oburzony Notowicz opuścił Rzym tego samego dnia . Chciał jeszcze spróbować szans w Paryżu , gdzie znał kardynała Rotelliego .

Kardynał Rotelli po zapoznaniu się z rękopisem , powtórzył słowo w słowo argumenty przytoczone przez archimandrytę Platona i kardynała w Rzymie . Stwierdził że publikacja może stać się przyczynkiem do ateistycznych rozruchów . Wobec powyższego Notowicz zdecydował się na przerzucenie całej akcji za środowiska duchowego , na środowisko świeckie . Udał się do znanego filozofa Jules Simona . Ten ogromnie się przejął sprawą , ale skierował Notowicza do wyższego autorytetu , a mianowicie do autora głośnej biografii Jezusa Ernesta Renana . Treść rękopisu niezmiernie poruszyła Renana , który nie podważał jego prawdziwości , a wręcz przeciwnie proponował odczytanie rękopisu na najbliższym spotkaniu Akademii Francuskiej . W pierwszym odruchu Notowicz wyraził zgodę , ale po całonocnym namyśle cofnął ją . Gdyby bowiem Renan z całą swoją sławą i renomą zreferował sprawę Akademii , to prawdziwy odkrywca pozostał by w cieniu . Notowicz postanowił więc sam opracować książkę w języku francuskim . Trwało to cały rok . W tym czasie zmarł profesor Renan . Wkrótce ukazała się książka Notowicza La Vie Inconnue De Jesus Christ (Nieznane życie Jezusa Chrystusa) .

Był rok 1894 . Ku zdumieniu autora i wydawcy cały nakład książki znikł nazajutrz z półek księgarskich . Czyżby książka miała aż takie powodzenie ?

Wydrukowano pośpiesznie kolejny nakład , ale i on następnego dnia znikł z półek . Powtórzono jeden po drugim siedem nakładów . Wszystkie ginęły . Najdziwniejszą stroną tej całej historii jest fakt, że we Francji z siedmiu nakładów nie przechował się do dziś ani jeden egzemplarz . Po prostu wyparowały , znikły … Dwa francuskie egzemplarze są do dziś w British Museum ( jeden egzemplarz wydania czwartego i jeden siódmego ) . Żadnej reakcji w prasie , żadnej recenzjii . Nawet biografowie Chrystusa nie wymieniają tej książki w swoich bibliografiach . Religioznawcze katalogi milczą . Tak jakby ta książka nigdy nie zaistniała .

Notowicz za namową przyjaciół wyprowadza się do Nowego Jorku .

W tym czasie niejaki R.Giovanni zdołał wydać książkę Notowicza w Lizbonie . Ale i tu cały nakład w cudowny sposób znika z półek . Oczywiście bez echa …

W Nowym Jorku Notowicz publikuje książkę pod tytułem Unknown Life of Jesus Christ(1895 r.) W związku z szybkim znikaniem tytułu z półek nakład wznowiono jednocześnie w Chicago i Londynie (1895 r.) . Jednak jak i w poprzednich wypadkach książka znikała z półek i nie pozostawiała po sobie żadnych śladów w prasie i opinii społecznej . Kolejnych wznowień już nie było , autor zakończył życie .

Tak było do roku 1907 , kiedy to Towarzystwo Teozoficzne (udział sekty teozoficznej w tej sprawie może być co najmniej podejrzany, ze względu na to, iż nikomu tak jak im nie mogło zależeć na takim odkryciu — wszak oni łączą chrześcijaństwo z buddyzmem — przyp. Mariusz Agnosiewicz.) w Chicago przypomniało sobie o niej i z przydługim wstępem o psychizmie książkę wydało . Niestety tego wydania także nie można dziś dostać . Po długich poszukiwaniach udało mi się znaleźć jeden , mocno zniszczony egzemplarz .

3819257988_616cab6b98_zEdyta Notowicz przeżyła Auszwitz (foto 1996, Norwegia) tu z członkiem ruchu oporu Odd Olsenem (mąż?), który brał udział w sabotażu na Linię Thamsavn podczas II Wojny Światowej. Rodzina Notowiczów ma swoje Polskie ale też i Żydowskie korzenie. Jest związana ze wschodnią Polską: Lwowem , Rzeszowem i Kolbuszową.

 

Φ

Nicolas Notovitch

From Wikipedia, the free encyclopedia

Nicolas Notovitch (1858-?) was a Russian aristocrat, Cossack officer,[1] spy[2][3] and journalist known for his contention that during the years of Jesus Christ’s life missing from the Bible, he followed travelling merchants abroad into India and the Hemis Monastery in Ladakh,[4][5][6][7][8] India, where he studied Buddhism.

Life of Saint Issa

Notovitch claimed that, at the lamasery or monastery of Hemis, he learned of the „Life of Saint Issa, Best of the Sons of Men.” His story, with the text of the „Life,” was published in French in 1894 as La vie inconnue de Jesus Christ. It was translated into English,[9] German, Spanish, and Italian.

Notovitch’s account of his discovery of the work is that he had been laid up with a broken leg at the monastery of Hemis. There he prevailed upon the chief lama, who had told him of the existence of the work, to read to him, through an interpreter, the somewhat detached verses of the Tibetan version of the „Life of Issa,” which was said to have been translated from the Pali. Notovitch says that he himself afterward grouped the verses „in accordance with the requirements of the narrative.” As published by Notovitch, the work consists of 244 short paragraphs, arranged in fourteen chapters.

The otherwise undocumented name „Issa” resembles the Arabic name Isa (عيسى), used in the Koran to refer to Jesus and the Sanskrit „īśa”, the Lord.

The „Life of Issa” begins with an account of Israel in Egypt, its deliverance by Moses, its neglect of religion, and its conquest by the Romans. Then follows an account of the Incarnation. At the age of thirteen the divine youth, rather than take a wife, leaves his home to wander with a caravan of merchants to India (Sindh), to study the laws of the great Buddhas.

Issa is welcomed by the Jains, but leaves them to spend time among the Buddhists, and spends six years among them, learning Pali and mastering their religious texts. Issa spent six years studying and teaching at Jaganath, Rajagriha, and other holy cities. He becomes embroiled in a conflict with the Kshatriyas (warrior class), and the Brahmins (priestly class) for teaching the holy scriptures to the lower castes (Sudras and Vaisyas, laborers and farmers). The Brahmins said that the Vaisyas were authorized to hear the ‚Vedas’ read only during festivals and especially not to be read to the Sudras at all who are not even allowed to look at them. Rather than abide by their injunction, Issa preaches against the Brahmins and Kshatriyas, and aware of his denunciations, they plot his death. Warned by the Sudras, Issa leaves Jaganath and travels to the foothills of the Himalayas in Southern Nepal (birthplace of the Buddha).

At twenty-nine, Issa returns to his own country and begins to preach. He visits Jerusalem, where Pilate is apprehensive about him. The Jewish leaders, however, are also apprehensive about his teachings yet he continues his work for three years. He is finally arrested and put to death for blasphemy, for claiming to be the son of God. His followers are persecuted, but his disciples carry his message to the world.

In the Notovich translation, the section regarding Pontius Pilate is of particular note; in this version of the events around the death of Jesus, the Sanhedrin go to Pilate and argue to save the life of Jesus, and they are the ones who ‚wash their hands’ of his death, instead of the Roman Pilate. Another point is the role of women that appear to be more free than what most historians think.

Controversy

While Edgar Goodspeed does find evidence that Notovitch was in Ladakh at the time he claims, he judges the essential part of his tale to be a hoax.

Some light was thrown upon the matter by a communication sent to The Nineteenth Century in June 1895 by Professor J. Archibald Douglas of Agra, who was at that time a guest in the Himis monastery, enjoying the hospitality of that very chief lama who was supposed to have imparted the Unknown Life to Notovitch. Douglas found the animal life in the Sind Valley much less picturesque than Notovitch had described, and no memory of any foreigner with a broken leg lingered at Leh or Himis. But Douglas’ inquiries did at length elicit the report that a Russian gentleman named Notovitch had recently been treated for the toothache by the medical officer of Leh hospital. To that extent Notovitch’s narrative seems to have been on firm ground.

But no further. The chief lama indignantly repudiated the statements ascribed to him by Notovitch, and declared that no traveler with a broken leg had ever been nursed at the monastery. He stated with emphasis that no such work as the „Life of Issa” was known in Tibet, and that the statement that he had imparted such a record to a traveler was a pure invention. When Notovitch’s book was read to him he exclaimed with indignation, „Lies, lies, lies, nothing but lies!” The chief lama had not received from Notovitch the presents Notovitch reported having given him–the watch, the alarm clock, and the thermometer. He did not even know what a thermometer was. In short the chief lama made a clean sweep of the representations of Notovitch, and with the aid of Douglas effected what Muller described as his „annihilation.”.[10]

The story of his visit to Hemis seems to be taken from H.P. Blavatsky’s Isis Unveiled.[11] In the original, the traveler with the broken leg was taken in at Mount Athos in Greece and found the text of Celsus’ True Doctrine in the monastery library. But in fact proof was found that Notovitch was in Leh and Hemis. A German dentist residing there had treated him, extracting one of his teeth.[citation needed] There is the written record in his diary which is shown in the book of Holger Kersten.

The idea that Jesus was in India was also inspired by a statement in Isis that he went to the foothills of the Himalayas.[12]

Bart D. Ehrman says that „Today there is not a single recognized scholar on the planet who has any doubts about the matter. The entire story was invented by Notovitch, who earned a good deal of money and a substantial amount of notoriety for his hoax.”[13]

Other authors on the life of Jesus in India

While Notovitch is the first author known to claim Jesus traveled to India, Mirza Ghulam Ahmad (died 1908), who proclaimed himself the awaited Messiah, wrote a more detailed account of Jesus’s time in South Asia. Unlike Notovitch, he claimed that Jesus had traveled towards India post-crucifixion in search of the lost tribes of Israel and there he died a natural death. Ghulam Ahmad founded the Ahmadiyya sect. Others claim to have seen the same manuscripts.

Many other authors have taken this information and incorporated it into their own works. For example, in her book „The Lost Years of Jesus: Documentary Evidence of Jesus’ 17-Year Journey to the East”, Elizabeth Clare Prophet asserts that Buddhist manuscripts provide evidence that Jesus traveled to India, Nepal, Ladakh and Tibet.[14]

During his stay in Ladakh, Notovitch collected several Mani stones on which were engraved sacred Tibetan words which were later donated to the Trocadero Museum in Paris. Also in the Musée de l’Homme in Paris there is a piece of Kashmiri fabric registered under his name. The night between the 3 and 4 November 1887 Notovitch suffered severe toothache, for which he sought the assistance of a German missionary, Dr. Karl Rudolph Marx, who had studied medicine in Edinburgh, and who had been working as the director of the Leh hospital since 1866. Marx belonged to the Moravian brothers. The diary of Dr. Marx correctly reports having treated Notovitch for his toothache.

In 1893, Notovitch’s work was first presented at an international forum in Chicago by Shri Virchand Gandhi, an important delegate to the First Parliament of the World’s Religions. Shri Virchand Gandhi is credited for originally translating and publishing the same work in English in 1894 from an ancient manuscript found in Tibet. This version is available online.

One of the skeptics who personally investigated Notovich’s claim was Swami Abhedananda, who journeyed to the monastery determined to either find a copy of the Himis manuscript or to expose it as a fraud. His book of travels, entitled Kashmir O Tibetti, tells of a visit to the Hemis gompa and includes a Bengali translation of two hundred twenty-four verses essentially the same as the Notovitch text,[15] corroborating the existence of the documents.

In 1925, the Russian philosopher Nicholas Roerich also journeyed to the monastery. He apparently saw the same documents as Notovitch and Abhedananda.

There is a documentary and a book on this subject, by Richard Bock, who seems to believe Notovitch’s claims (book and film 1976-77, DVD released 2007).[16]

An extended publication regarding the years spent by Jesus in India, with extremely detailed historical accounts and pictures, is contained in the best selling book „Jesus lived in India” by Holger Kersten.

Other works

Notovitch published a book in Russian and French, pleading for Russia’s entry into the Triple Entente with France and England. It is entitled in French: La Russie et l’alliance anglaise: étude historique et politique, and was published in 1906. He also wrote biographies of Tsar Nicolas II and Alexander III. (Sources: worldcat.org, books.google.com.) He had also written „Mariage Ideal”; A Travers L’Inde” „La Femme à Travers le Monde” He might have had the dubious honour of being quoted by Adolf Hitler in Mein Kampf, but it has not yet been seen in any of the copies/versions widely available.

Further reading

H. Louis Fader, The Issa Tale That Will Not Die: Nicholas Notovich and His Fraudulent Gospel (University Press of America, 2003). ISBN 978-0-7618-2657-6

Angelo Paratico „The Karma Killers” New York, 2009. This is a novel based on Notovitch stoy, set in modern times with flashbacks to the time of Jesus and to WWII. Most of it is based in Hong Kong and Tibet. It was first printed in Italy under the title Gli Assassini del Karma, Rome 2003.

References

  1. ^ Theosophie, „Meister K.H.” und die Dalip-Singh-Verschwörung, 2. Teil, Kommentar http://www.anthroposophy.com/anthro/blava2.html
  2. ^ India Office Records: Mss Eur E243/23 (Cross)
  3. ^ Public Record Office: FO 78/3998
  4. ^ The unknown life of Jesus Christ by Nickolai Notovich (1894)
  5. ^ The Unknown Life of Jesus Christ by Nicholas; Translated from the French By Virchand R. Gandhi; Revised By G. L. Chistie Notovich and Black/white Illus (1907)
  6. ^ The unknown life of Jesus Christ by Nicolas Notovich (1974)
  7. ^ The Unknown Life of Jesus: The Original Text of Nicolas Notovich’s 1887 Discovery by Nicolas Notovich, J.H Connelly, and L Landsberg (2004)
  8. ^ The Vedic Prophecies: A New Look into the Future by Stephen Knapp (1998) p.12
  9. ^ Notovitch, Nicolas (1890). The Unknown Life of Jesus Christ.
  10. ^ Goodspeed, Edgar J. (1956). Famous Biblical Hoaxes or, Modern Apocrypha. Grand Rapids, Michigan: Baker Book House.. See also [1]
  11. ^ H.P. Blavatsky. Isis Unveiled, Vol. II, part 2, ch. 1, page 52, footnote** http://www.theosociety.org/pasadena/isis/iu2-01.htm
  12. ^ H.P. Blavatsky. Isis Unveiled, Vol. II, part 2, ch. 3, page 164 http://www.theosociety.org/pasadena/isis/iu2-03.htm
  13. ^ Ehrman, Bart D. (February 2011). „8. Forgeries, Lies, Deceptions, and the Writings of the New Testament. Modern Forgeries, Lies, and Deceptions” (EPUB). Forged: Writing in the Name of God—Why the Bible’s Authors Are Not Who We Think They Are. (First Edition. EPub Edition. ed.). New York: HarperCollins e-books. pp. 282–283. ISBN 978-0-06-207863-6. Retrieved September 8, 2011.
  14. ^ Prophet, Elizabeth Clare. The Lost Years of Jesus: Documentary Evidence of Jesus’ 17-Year Journey to the East. p. 468. ISBN 0-916766-87-X.
  15. ^ Ramakrishna Vedanta Math website
  16. ^ http://www.amazon.com/Lost-Years-Jesus-William-Marshall/dp/B000TAPCCC

Φ

Нотович, Николай Александрович

Материал из Википедии — свободной энциклопедии

Перейти к: навигация, поиск

В Википедии есть статьи о других людях с такой фамилией, см. Нотович.

Николай Александрович Нотович

Николай (Шулим) Александрович Нотович (1858 — ?) — российский разведчик, писатель, журналист, дворянин и казак-офицер. Известен написанной по-французски книгой «Неизвестная жизнь Иисуса Христа» (более известной как «Тибетское Евангелие»), якобы содержащей ранние проповеди Иисуса и предполагающей, что Иисус от 12 до 30 лет жил в Индии.

Биография

Его родители были евреями, но он в молодости выкрестился в православие[1][2]. В 1910-х гг. в Петербурге Нотович участвовал в создании акционерного «Товарищества периодических изданий», был директором-распорядителем акционерного общества графических искусств «Дело», редактором-издателем еженедельника «Финансовое обозрение» (1910–17), газеты «Вечерний курьер» (1914) и «Петербургский курьер» (1914–15), издавал еженедельный литературно-художественный журнал «Жемчужина» (1914–15) и газету «Голос» (1915–16), редактировал журнал «Иллюстрированный петербургский курьер» (1914).

Ссылки

  • Николай Нотович: Неизвестная жизнь Иисуса Христа

Библиография

  • Патриотизм. Стихотворения. СПб., 1880
  • Жизнеописание славного русского героя и полководца генерал-адъютанта генерала от инфантерии Михаила Дмитриевича Скобелева. Спб., 1882
  • Кветта и военная железная дорога через перевалы Болан и Гернаи. Тифлис, 1888
  • Где дорога в Индию? М., 1889
  • Правда об евреях. М, 1889
  • Европа накануне войны. М., 1890
  • Неизвестная жизнь Иисуса Христа. Киев, 1904
  • Россия и Англия. Ист.-полит. этюд. СПб., 1907.
  • Проект организации Министерства торговли и промышленности (основы и соображения). Спб., 1907
  • Россия и Англия. Историко-политический этюд. Спб, 1909
  • Наш торговый флот, его экономическое и политическое значение. Н. А. Нотович, учредитель пароходного и страхового общества „Полярная звезда”. СПб, 1912.
  • Nicolas Notovitch. L’Europe et l’Égypte. P. Ollendorff, 1898.
  • Nicolas Notovitch. Livre d’or à la mémoire d’Alexandre III. En vente au siège du Comité patriotique du Livre d’or, 1895.
  • Nicolas Notovitch. L’empereur Nicolas II et la politique russe. P. Ollendorff, 1895.
  • Nicolas Notovitch. La pacification de l’Europe et Nicolas II. Paul Ollendorff, 1899.
  • Nicolas Notovitch. Le tsar, son armée et sa flotte: Ouvrage orné de 80 illustrations. J. Rouam et cie, 1893.
  • La Russie Et L’Alliance Anglaise: Étude Historique Et Politique.

Примечания

  1. Фида М. Хасснайн. В поисках исторического Иисуса. М., 2006. Глава 3
  2. Дудаков С. Ю. Этюды любви и ненависти. М., 2003. С. 277

jezus-sennik-chrystus

The Lost Years of Jesus:
The Life of Saint Issa
Translation by Notovitch

Jesus approaching Ladakh as a youth
Oil painting by J. Michael Spooner

The Best of the Sons of Men

  • Ancient scrolls reveal that Jesus spent seventeen years in India and Tibet
  • From age thirteen to age twenty-nine, he was both a student and teacher of Buddhist and Hindu holy men
  • The story of his journey from Jerusalem to Benares was recorded by Brahman historians
  • Today they still know him and love him as St. Issa. Their ‚buddha’

In 1894 Nicolas Notovitch published a book called The Unknown Life of Christ. He was a Russian doctor who journeyed extensively throughout Afghanistan, India, and Tibet. Notovitch journeyed through the lovely passes of Bolan, over the Punjab, down into the arid rocky land of Ladak, and into the majestic Vale of Kashmir of the Himalayas. During one of his jouneys he was visiting Leh, the capital of Ladak, near where the buddhist convent Himis is. He had an accident that resulted in his leg being broken. This gave him the unscheduled opportunity to stay awhile at the Himis convent.

Notovitch learned, while he was there, that there existed ancient records of the life of Jesus Christ. In the course of his visit at the great convent, he located a Tibetan translation of the legend and carefully noted in his carnet de voyage over two hundred verses from the curious document known as „The Life of St. Issa.”

He was shown two large yellowed volumes containing the biography of St. Issa. Notovitch enlisted a member of his party to translate the Tibetan volumes while he carefully noted each verse in the back pages of his journal.

When he returned to the western world there was much controversy as to the authenticity of the document. He was accused of creating a hoax and was ridiculed as an imposter. In his defense he encouraged a scientific expedition to prove the original tibetan documents existed.

One of his skeptics was Swami Abhedananda. Abhedananda journeyed into the arctic region of the Himalayas, determined to find a copy of the Himis manuscript or to expose the fraud. His book of travels, entitled Kashmir O Tibetti, tells of a visit to the Himis gonpa and includes a Bengali translation of two hundred twenty-four verses essentially the same as the Notovitch text. Abhedananda was thereby convinced of the authenticity of the Issa legend.

Map of Jesus’s eastern travels
Source: Summit University Press

In 1925, another Russian named Nicholas Roerich arrived at Himis. Roerich, was a philosopher and a distinguished scientist. He apparently saw the same documents as Notovitch and Abhedananda. And he recorded in his own travel diary the same legend of St. Issa. Speaking of Issa, Roerich quotes legends which have the estimated antiquity of many centuries.

… He passed his time in several ancient cities of India such as Benares. All loved him because Issa dwelt in peace with Vaishas and Shudras whom he instructed and helped. But the Brahmins and Kshatriyas told him that Brahma forbade those to approach who were created out of his womb and feet. The Vaishas were allowed to listen to the Vedas only on holidays and the Shudras were forbidden not only to be present at the reading of the Vedas, but could not even look at them.

Issa said that man had filled the temples with his abominations. In order to pay homage to metals and stones, man sacrificed his fellows in whom dwells a spark of the Supreme Spirit. Man demeans those who labor by the sweat of their brows, in order to gain the good will of the sluggard who sits at the lavishly set board. But they who deprive their brothers of the common blessing shall be themselves stripped of it.

Vaishas and Shudras were struck with astonishment and asked what they could perform. Issa bade them „Worship not the idols. Do not consider yourself first. Do not humiliate your neighbor. Help the poor. Sustain the feeble. Do evil to no one. Do not covet that which you do not possess and which is possessed by others.”

Many, learning of such words, decided to kill Issa. But Issa, forewarned, departed from this place by night.

Afterward, Issa went into Nepal and into the Himalayan mountains ….

„Well, perform for us a miracle,” demanded the servitors of the Temple. Then Issa replied to them: „Miracles made their appearance from the very day when the world was created. He who cannot behold them is deprived of the greatest gift of life. But woe to you, enemies of men, woe unto you, if you await that He should attest his power by miracle.”

Issa taught that men should not strive to behold the Eternal Spirit with one’s own eyes but to feel it with the heart, and to become a pure and worthy soul….

„Not only shall you not make human offerings, but you must not slaughter animals, because all is given for the use of man. Do not steal the goods of others, because that would be usurpation from your near one. Do not cheat, that you may in turn not be cheated ….

„Beware, ye, who divert men from the true path and who fill the people with superstitions and prejudices, who blind the vision of the seeing ones, and who preach subservience to material things. „…

Then Pilate, ruler of Jerusalem, gave orders to lay hands upon the preacher Issa and to deliver him to the judges, without however, arousing the displeasure of the people.

But Issa taught: „Do not seek straight paths in darkness, possessed by fear. But gather force and support each other. He who supports his neighbor strengthens himself

„I tried to revive the laws of Moses in the hearts of the people. And I say unto you that you do not understand their true meaning because they do not teach revenge but forgiveness. But the meaning of these laws is distorted.”

Then the ruler sent to Issa his disguised servants that they should watch his actions and report to him about his words to the people.

„Thou just man, „said the disguised servant of the ruler of Jerusalem approaching Issa, „Teach us, should we fulfill the will of Caesar or await the approaching deliverance?”

But Issa, recognizing the disguised servants, said, „I did not foretell unto you that you would be delivered from Caesar; but I said that the soul which was immersed in sin would be delivered from sin.”

At this time, an old woman approached the crowd, but was pushed back. Then Issa said, „Reverence Woman, mother of the universe,’ in her lies the truth of creation. She is the foundation of all that is good and beautiful. She is the source of life and death. Upon her depends the existence of man, because she is the sustenance of his labors. She gives birth to you in travail, she watches over your growth. Bless her. Honor her. Defend her. Love your wives and honor them, because tomorrow they shall be mothers, and later-progenitors of a whole race. Their love ennobles man, soothes the embittered heart and tames the beast. Wife and mother-they are the adornments of the universe.”

„As light divides itself from darkness, so does woman possess the gift to divide in man good intent from the thought of evil. Your best thoughts must belong to woman. Gather from them your moral strength, which you must possess to sustain your near ones. Do not humiliate her, for therein you will humiliate yourselves. And all which you will do to mother, to wife, to widow or to another woman in sorrow-that shall you also do for the Spirit.”

So taught Issa; but the ruler Pilate ordered one of his servants to make accusation against him.

Said Issa: „Not far hence is the time when by the Highest Will the people will become purified and united into one family.”

And then turning to the ruler, he said, „Why demean thy dignity and teach thy subordinates to live in deceit when even without this thou couldst also have had the means of accusing an innocent one?”

From another version of the legend, Roerich quotes fragments of thought and evidence of the miraculous.

Near Lhasa was a temple of teaching with a wealth of manuscripts. Jesus was to acquaint himself with them. Meng-ste, a great sage of all the East, was in this temple.

Finally Jesus reached a mountain pass and in the chief city of Ladak, Leh, he was joyously accepted by monks and people of the lower class …. And Jesus taught in the monasteries and in the bazaars (the market places); wherever the simple people gathered–there he taught.

Not far from this place lived a woman whose son had died and she brought him to Jesus. And in the presence of a multitude, Jesus laid his hand on the child, and the child rose healed. And many brought their children and Jesus laid his hands upon them, healing them.

Among the Ladakis, Jesus passed many days, teaching them. And they loved him and when the time of his departure came they sorrowed as children.

Click here to read ‚The Life of Saint Issa’ Translation by Notovitch


Chapters
Introduction | I-V | VI-VIII | IX-XI | XII-XIV

notovitch

Φ

Co się dzieje na NiebieRys 34. Zmiany w ruchu Ziemi po poprzednich kataklizmach

Cykle w Zodiaku Atlantydzkim (aryjskim – egipskim)rys_05_droga_bieguna_poudniowego_797

Zmienne położenie Bieguna Magnetycznego Południowego w dziejachrys_15_zodiak_695

Zodiak (ale jest także Zodiak odwrócony który funkcjonuje jako obraz Cyklu Narodzin Światła Świata

twelvedayfrontcover_354

Oto on – opisałem ten cykl następująco w artykule o Wielkiej Zmianie i Nowym Świętowicie i Nowym Słowie:

Odwrócone  rozmieszczenie czterech Gwiazdozbiorów oraz Żywiołów w Słowiańskim Kole Bogów dla Wielkiej Zmiany:

Bedrik/Skorpion/Skarabeusz – Bór/Woda, Wschód

Lew/Kot – Spor-Bagno/Ziemia, Południe

Byk/Krowa/Wół – Ogień/Błyskawica, Zachód

Wodnik/Orzeł – Wiatr/Niebo, Północ.

Odzwierciedla jednocześnie cykl przemian Światła Świata Schodzący od Szczytu czyli od pozycji Wielkiego Byka/ Krowy Białej/Czarnej na Zachodzie, przez Białego/Czarnego/Czerwonego Orła-Wodnika na Północy do Bedrika Małej Białej/Czarnej Bożej Krówki na Wschodzie i po odwróconego do “góry nogami” Lwa – na Południu, oznaczającego nie Słońce Dnia, lecz Słońce Nocy – Noc (przenoszenie Światła przez Nawie – “dołem, spodem”) – Zamknięcie Cyklu, które jest początkiem Kolejnego  Nowego Cyklu Przemiany.

rys_22_w_ustawieniu_piramid_i_wity_ukryty_jest_szyfr_astronomiczny_130

Nil i Niebo

rys_24_falujcy_ruch_zodiaku1_110

Fluktuacja Zodiaku na osi czasurys_25_w_tym_momencie_orion_dominuje_205A

Orion na Osi Rdzenia (OIO: Orion-Ist-Osi) – Trzy gwiazdy Pasa w Linii Rdzenia Istotyrys_26_obecnie_orion_znajduje_si_na_linii_centralnej_113

Orion i Równik Galaktykirys_32_obraz_nieba_o_zachodzie_21_22_grudnia_2012_roku_119

Gwiazdozbiory Zodiaku i Ekliptyka

Co się dzieje na Niebie i Ziemi

Rys 20. Usytuowanie labiryntuNil jako Zodiak

Rys 33 Trzy gwiazdy z pasa OrionaPas Oriona na Ziemi w Egipciew związku z Piramidą Cheo-PSA  oraz w Teotihuacan (W Polsce, w Krakowie – pokazywaliśmy go w artykule o Świętych Wzgórzach – tam także Orion , Cielec i o Psie)

Co się dzieje na Ziemis_v01_18401562

On March 11, 2012, photographer Andrew Hall captured this fantastic image of Santiaguito, an active lava dome on Guatemala’s Santa María Volcano. Hall: „In the middle of the night, restless in my tent after hiking to the top of Volcan Santa Maria with Quetzaltrekkers, I trudged over to the other side of the summit, wrapped myself in my sleeping bag to fight off the chill at 12,000 feet, and watched alone as Volcan Santiaguito erupted again and again over the hours leading up to sunrise. The town of Retalhuleu, just beginning to awake, lies roughly 15 mi beyond.” (© Andrew Hall) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)
Russia Volcano5

On Russia’s Kamchatka Penensula, Plosky Tolbachnik erupts on November 29, 2012. The volcano located on the peninsula’s eastern coast, is erupting for the first time in 36 years.  (AP Photo/Yuri Demyanchuk) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

s_v12_pelehair
12

Pele’s hair from the lava lake in Halema’uma’u crater, in the caldera of Kīlauea in Hawaii Volcanoes National Park, on May 3, 2012. Pele’s Hair is the name given to volcanic glass threads or fibers formed when small particles of molten material are thrown into the air and spun out by the wind into long hair-like strands. Pele’s hair covers much of the ground in the area immediately downwind of the vent at Halema’uma’u crater. Accumulations about one meter wide are found on the windward sides of the curbs in the Halema’uma’u parking lot. (Matthew Patrick/USGS) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Mvd644758319

Ash and steam spew from Popocatepetl volcano in Panotla community, Mexico, on September 30, 2012.

(Guadalupe Perez/AFP/Getty Images) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)
ECUADOR/30
Ecuador’s Tungurahua volcano spews ash over the nearby town of Banos, on August 21, 2012. (Reuters/Gary Granja)
(zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)
ECUADOR/18

Ecuador’s Tungurahua volcano spews a large cloud of ash over the nearby town of Bilbao, on August 21, 2012. Authorities encouraged residents living near the volcano to evacuate due to increased activity of the volcano, according to local media. Tungurahua has been in an active state since October 1999. (Reuters/Gary Granja) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Italy Volcano

17

Snowcapped mount Etna erupts not far from Zafferana Etnea village, in Italy, on April 12, 2012. The southeastern crater, „born” in 1971, has been the most active in the last few years. In the recent past lava flows have mainly damaged properties, but due to its slow speed lava has not killed human beings. (AP Photo/Salvatore Allegra) (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

(od Joanny)

8897_440748109311991_147390095_n

Prezydent Boliwii Evo Morales, pierwszy i jedyny prezydent Indianin (z ludu Ajmara) we wrześniu tego roku na forum ONZ

oficjalnie wypowiedział się na temat 21 grudnia 2012 jako szczególnej dacie w Kalendarzu Majów.
Powiedział że ten szczególny dzień to koniec „czasu poza czasem” i początek prawdziwego czasu; koniec Macha (męskiej hegemonii) i początek Pacha (odzyskania należnego miejsca dla żeńskiej energii); koniec samolubstwa, początek braterstwa; koniec skrajnego indywidualizmu i początek wspólnoty. Moralez wyznał, że naukowcy dobrze wiedzą, że ta symboliczna data oznacza koniec antropocentryzmu, a początek życia nastawionego biocentrycznie;
Koniec nienawiści, początek miłości, koniec zakłamania, początek życia w prawdzie; koniec smutku, początek radości; koniec podziałów, a początek jedności. Dodał, ze to są tematy, które muszą być rozwijane.
Zaprosił na uroczyste międzynarodowe spotkanie 21 grudnia 2012 r.
Powiedział, że ta data to początek równowagi i harmonii dla Matki Ziemi.
Powiedział, że dużo by tu opowiadać o mądrości jego indiańskich braci z Meksyku, Gwatemali, Ekwadoru i Boliwii, ale nakreślił punkty debaty dotyczącej ich wiedzy.

Sprawa 21 grudnia 2012 r. jest o tyle istotna, że została po raz pierwszy oficjalnie poruszona przez głowę państwa i to na forum ONZ.
Dotychczas traktowano ją trywialnie, jako głupi przesąd, na którym można nawet zarobić lub potraktować go katastroficznie i apokaliptycznie. Żaden z tych punktów widzenia nie oddaje prawdy i tylko ją zaciemnia.
Oczywiście, to co nakreślił Prezydent Morales to są jakości, które nie zrodzą się same z siebie, ale tylko i wyłącznie dzięki nam, naszej pracy i staraniom. Sprzyjać im będzie nowy duch czasu.

[Zatem są i oświeceni politycy na Ziemi - to prawdziwe diamenty, szkoda że nie w Europie ani USA - a tyle osób się łudziło c o do tego ostatniego prezydenta-Lalki Barbie made in USA. Dzięki Joanno CB]

0 64951_6_5_SpicyBeefandPorkNoodleSoup_1203002017

Wężymord, bulwa, łopuch i kucmerka – Polskie jadło, czyli kilka potraw z warzyw o jakich się wam nie śniło

W najstarszej polskiej książce kucharskiej możemy się natknąć na potrawy z topinamburu, pigwy (nie pigwowca, ale właśnie popularnej dawniej pigwy), pasternaku, świerząbka bulwiastego, róży, czy soczewicy. Wśród produktów pochodzenia zwierzęcego natykamy się natomiast na ogromną ilość ryb, raki, żaby, ślimaki, minogi i dzikie ptactwo.

Pierwsza polska książka kucharska jest przy tym przykładem specyficznym: jej autor, opisując kuchnię wielkiego magnata, skupiał się przede wszystkim na niezwykłych i rzadkich produktach egzotycznych.

W wydanej niedawno drukiem, zupełnie do tej pory nieznanej rękopiśmiennej książce kucharskiej z dworu Radziwiłłów powstałej ok. 1686 r. natykamy się już na znacznie większą ilość rzadkich i zapomnianych produktów żywnościowych. Oprócz bardzo popularnej w dawnej kuchni pigwy czy róży w radziwiłłowskich recepturach pojawia się np. zapomniany od stuleci ber (włośnica ber, Setaria italica L.). Ta podobna do prosa roślina, uprawiana w średniowieczu i odchodząca w zapomnienie już w czasach nowożytnych, została w „Modzie bardzo dobrej smażenia różnych konfektów…” przypomniana w recepturze na pierniki, które przyrządzano częściowo z mąki browej, a częściowo pszenicznej.

Nieznany nam z nazwiska autor radziwiłłowskiego zbioru receptur opisał też zapomnianą mannę (tzn. mannę jadalną, Glyceria Fluitans, a nie dzisiejszą kaszkę manną). Lektura tego unikalnego zbioru przynosi nam też bliższe informacje o kulinarnym użyciu barszczu zwyczajnego (Heracleum sphondylium), rośliny z rodziny selerowatych, od której pochodzi nazwa barszcz dla określenia kilku rodzajów zup. Listę tę uzupełniają m. in. berberys, czarny bez, a nawet grzybień, czyli tzw. lilia wodna (grzybień biały – Nymphaea alba).

Tutaj podamy tylko kilka przykładów:

Topinambur – czyli bulwa, bulba, gdula, świński chleb albo świński orzech – Przysmak  ze Śląskatopinambur-k

Najczęściej sadzi się go ze względu na walory ozdobne, gdyż świetnie spełnia funkcję wysokich żywopłotów osłonowych, ale mało kto wie, że jest także źródłem świeżych, delikatnych i zdrowych bulw.

Minisłoneczniki, czyli żółte kwiaty topinambura, pod koniec lata i jesienią są ozdobą naturalistycznych i wiejskich nasadzeń ogrodowych.

Podobnie jak ziemniaki, topinambur tworzy podziemne rozłogi, na końcach których tworzą się jadalne bulwy o białoróżowym lub kremoworóżowym zabarwieniu i nieregularnym kształcie.

Części nadziemne zaczynają zamierać po pierwszych przymrozkach i wtedy można zebrać wartościowe bulwy, czyli od listopada do końca kwietnia, a więc w okresie kiedy trudno o świeże warzywa.

Są przepyszne i smakują wyśmienicie – to raj dla smakosza. Nadają się do pieczenia, gotowania i smażenia, a ich smak po ugotowaniu porównywalny jest do słodkawych ziemniaków. Na surowo mają orzechowy aromat i wykorzystywane są do przyrządzania wykwintnych surówek.

Liście także są jadalne, mogą być przyrządzane podobnie jak szpinak. Wiosną można zbierać także młode pędy topinamburu, które przygotowane podobnie jak szparagi są wielkim rarytasem.

Bulwy topinambura polecane są w diecie diabetyków, bo zawierają inulinę bezpieczną dla cukrzyków.

Bulwy topinamburu spożywane były przez Indian północnoamerykańskich w okresie przedkolumbijskim. Szybko zostały docenione przez kolonistów i zawędrowały do Europy i Azji. Rozpowszechniły się, choć uprawiane były raczej jako warzywo ogrodowe, na ograniczoną skalę, a nie na polach[8]. W XVIII wieku straciły na znaczeniu zastąpione przez ziemniaki[7]. Później bulwy wykorzystywane był głównie jako roślina pastewna, choć okresowo zyskiwały na znaczeniu. Przykładowo podczas II wojny światowej ponownie były popularne we Francji. W okresie przedwojennym były nierzadko uprawiane na Śląsku. Współcześnie bulwy topinamburu traktowane są zwykle jako dość ekskluzywne i rzadko spotykane warzywo.
Jadalną częścią roślin są bulwy, wewnątrz żółte lub białawe, czerwono lub niebiesko nabiegłe, kruche[13]. Mają słodki[21], orzechowy smak[7], przyrównywany do karczocha[33] i orzechów brazylijskich[7]. Zawierają one inulinę, nie trawioną przez ludzi, w związku z czym są one mało pożywne, o ile nie zostaną odpowiednio przetworzone. W wyniku hydrolizy z inuliny powstaje fruktoza, dlatego jest to cenione warzywo w diecie osób chorujących na cukrzycę[13]. Indianie poddawali bulwy fermentacji w kopcach, podczas której inulina ulegała rozkładowi na przyswajalne dla człowieka cukry[33].
Obecnie bulwy spożywane są jako warzywo zwykle po przegotowaniu, gotowaniu na parze lub upieczeniu. Mimo że polecane bywają do spożycia także w stanie surowym, w postaci takiej powodują wzdęcia[24] u niektórych osób[7]. Według części źródeł obróbka cieplna powinna trwać dłużej niż godzinę, przy czym w miarę upływu czasu bulwy stają się coraz słodsze[34]. Inne źródła podają, że podczas gotowania należy uważać, bo łatwo bulwy rozgotować – w takim przypadku w ciągu kilku minut zmieniają się w papkę[7]. Ze względu na to, że najwięcej witamin znajduje się tuż przy powierzchni bulw, nie zaleca się ich obierania[24]. Przed spożyciem wymagają oczyszczenia za pomocą szczoteczki i dokładnego umycia[7]. Zaleca się dodanie octu do wody, w której gotowane są bulwy. Walory smakowe poprawia dodanie do potrawy startej gałki muszkatołowej[24]. We Włoszech i Francji bulwy używane są do przygotowywania zup[15]. Poza tym przyrządzane są podobnie do ziemniaków, włączając w to sporządzanie delikatnych frytek[7], a także chipsów[35]. Polecane są także w marynacie[7] oraz zapiekane z serem cheddar[24].
Poza spożywaniem bulw, wykorzystywane są one do produkcji inuliny oraz fruktozy, a pieczone bulwy mogą być też stosowane jako substytut kawy[4].

W aptekach można spotkać suplementy diety na bazie topinamburu, które mają dobroczynne działanie dla organizmu. Zalecane są w profilaktyce cukrzycy, chorób serca i naczyń, nowotworów i chorób nerek. Wzmacniają także układ odpornościowy i pomagają w stanach przewlekłego zmęczenia.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Polsce z topinamburu produkowany jest lek dla cukrzyków o nazwie Topinulin.

TOPINAMBUR – NA GÓRZE KWIATY…

Słonecznik bulwiasty osiąga imponujące rozmiary. Może urosnąć nawet do 3,5-4 m wysokości. Cała łodyga i duże, owalne liście są szorstko owłosione. Topinambur jest rośliną dnia krótkiego, podobnie jak chryzantemy, co oznacza, że kwitnie późnym latem i jesienią. Niektóre odmiany w naszych warunkach w ogóle nie zakwitają, o czym trzeba pamiętać, projektując rabaty. Kwiaty wyglądają jak małe słoneczniczki i są całkiem dekoracyjne. Topinambur bardzo rzadko jednak zawiązuje nasiona i pestek do pogryzania raczej nie należy się po nim spodziewać. Nie kwiaty są tu jednak ważne, lecz bulwy. Jedna roślina wytwarza ich do kilkudziesięciu, różnej wielkości i kształtu. Z wyglądu mogą przypominać kłącze imbiru. Bywają jajowate, walcowate, wydłużone lub nieregularne, np. gruszkowate. We Francji topinambur nazywany jest nawet ziemną gruszką, a w Anglii ziemnym jabłkiem. Inna angielska nazwa, karczoch jerozolimski, wywodzi się od smaku warzywa, który przypomina nieco w smaku karczocha. Skórka bulw topinambura bywa biała, żółta, kremowa, różowa, czerwona lub głęboko fioletowa. Miąższ jest najczęściej biały lub kremowożółty.

…NA DOLE SKARBY

O wartości warzywa stanowi to, że nie zawiera skrobii, jak ziemniaki, ale inulinę (nawet 20 proc.) – cenny wielocukier bezpieczny dla diabetyków. Inulina obniża poziom glukozy we krwi, używana jest do produkcji leków i słodzików. Prócz białka w bulwach są duże ilości kwasów organicznych, sprzyjającego odchudzaniu błonnika, witamin, potasu, żelaza i rozpuszczalnej krzemionki. W efekcie jedzenie topinambura reguluje trawienie i pomocne jest w leczeniu chorób układu pokarmowego. Stwierdzono, że sprzyja też poprawie i utrzymaniu odporności organizmu. Nie dość, że bulwy mają tak cenne właściwości, to jeszcze zbiera się ich 2-3 razy więcej niż ziemniaków! Bardzo młode, delikatne liście topinambura, niezwykle bogate w witaminę C i karoten, są doskonałe na wiosenne sałatki.

Bulwy topinambura przyrządza się podobnie jak ziemniaki. Są jednak bardziej chrupiące, słodsze i lekko orzechowe w smaku. Można przygotować z nich zupę jarzynową, gotować je, dusić, zapiekać, piec i smażyć.

Topinambur można spożywać również na surowo do sałatek, jak również w zastępstwie ziemniaków. Egzotyczna nazwa rośliny pochodzi od nazwy plemienia Indian Tupinamba z Ameryki Południowej. Do Europy została sprowadzona przez francuskiego badacza Samuela de Champlaina. Został rozpowszechniony na różnych kontynentach jako roślina jadalna, pastewna i ozdobna. Gatunek jest ceniony ze względu na duży potencjał produkcyjny biomasy zielonej oraz jadalnych bulw. Bulwy o oryginalnym smaku są wartościowym warzywem, zwłaszcza w diecie cukrzycowej.

Uwaga: Nie należy go kupować na zapas, najlepiej jeść świeży, szybko traci wodę i marszczy się. Przechowywać w miejscu dla warzyw w chłodziarce – wtedy będzie świeży dłużej.

  6413663

Sałatka z topinamburu  z szalotkami, zieloną pietruszką i czosnkiem.

Uwaga – Nie obierać bulw tylko umyć o i oczyścić z korzonków. Następnie gotować  ok. 10 minut. Ugotowany topinambur pokroić w plastry. Na patelni rozgrzać oliwę i podsmażyć na złoto. Posypać siekanym czosnkiem, szalotką i zieloną pietruszką. Przyprawić solą i pieprzem.4358283138_bc56364628-e1318511703554

 

ZUPA Z TOPINAMBURÓW

40 dag topinamburów sok z 1 małej cytryny 2 szalotki 2 łyżki oliwy 100 ml białego wytrawnego wina litr rosołu z kurczaka 1/2 szklanki śmietanki sól, pieprz

Topinambury obieramy cienko skrobaczką do warzyw, kroimy na plasterki i natychmiast wrzucamy do wody z cytryną, bo szybko ciemnieją. Zostawiamy je w wodzie 5 minut, po czym odcedzamy i osuszamy papierem. Szalotki obieramy i drobno siekamy. W dużym rondlu rozgrzewamy oliwę i smażymy szalotki na małym ogniu przez 5 minut. Dodajemy topinambury i smażymy kolejne 5 minut. Wlewamy do rondla wino i czekamy, aż odparuje. Wlewamy rosół. Doprowadzamy do wrzenia, doprawiamy solą i pieprzem i gotujemy kwadrans, aż topinambury będą miękkie. Zupę miksujemy i przecieramy przez sito. Przetartą wlewamy z powrotem do rondla i doprawiamy śmietanką. Podgrzewamy, uważając, by się nie zagotowała. Podajemy z grzankami usmażonymi na maśle.Helianthus_tuberosus_kz7

Topinambur jako przystawka
Według Indian Cherokee, 6-8 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Umyć bulwy i skruszyć w lodowatej wodzie. Posypać solą i pieprzem do smaku.
Jeść biorąc do ręki jak rzodkiewki.

Zupa z topinambura
Według Indian Cherokee, 6-8 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura ostrożnie umytych
2 pory umyte i pokrajane w plasterki
2 (5,4 grama) paczki rosołu kurzego
6 szklanek wody
2 łyżeczki soli
1/8 łyżeczki pieprzu
2 jajka lekko ubite

Wykonanie:

Podgotować bulwy przez 20 – 25 minut do zmiękczenia i pokroić na plasterki.
Obrać ze skórki i uformować małe, kuliste porcje. Ugniatać je aż do gładkości.
Złożyć uformowane bulwy topinambura, pory, rosoły kurze, sól, pieprz wraz z wodą w dużej brytfannie i gotować razem na wolnym ogniu przez 15 minut.
Wlać trochę gorącej zupy do ubitych jajek i razem mocno utrzeć, po czym przecierkę wlać do zupy. Mieszać około minuty i natychmiast podać.

Topinambur pieczony w gorącym popiele
6 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura
masło, sól i pieprz do smaku

Wykonanie:

Umyć dobrze bulwy topinambura i każdą z osobna owinąć oddzielnie folią aluminiową.
Włożyć w żarzące się węgle. Piec przez 8 minut, obrócić i piec dalsze 8 minut.
Podawać gorące w zastępstwie ziemniaków, z dużą ilością masła, soli i pieprzu.

Topinambur smażony na oliwie z winogronami
6 porcji
Składniki:

0,5 kg bulw topinambura
1/2 szklanki oliwki sałatkowej
2 łyżki posiekanego szczypiorku
2 łyżki posiekanego koperku
1/2 łyżeczki soli
1/8 łyżeczki pieprzu
1/4 szklanki winogron

Wykonanie:

Umyć bulwy i podgotować przez 20 minut. Osączyć.
Włożyć bulwy do dużego, grubego garnka wraz z oliwką m szczypiorkiem i koperkiem.
Przyprawić solą i pierzem. Smaży, mieszając, przez 15 minut.
Dodać winogrona i gotować powoli przez 15 minut. Podawać jako gorącą sałatkę.

Sałatka z bulw topinambura
6 porcji
Składniki:

1/2 kg bulw topinambura, umytych i pokrojonych w kostkę
1/2 szklanki oliwki
1/3 szklanki wina gronowego
1 łyżka posiekanej pory
1 łyżka miodu
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu

Wykonanie:

Włożyć bulwy do dużej, drewnianej miski.
Wymieszać oliwkę z winem, porą, miodem, solą i pieprzem i przybrać tym bulwy topinambura.
Wymieszać i zostawić marynatę na okres 1 godziny w temperaturze pokojowej.
Ponownie wymieszać i podawać.

Więcej przepisów można znaleźć pod adresem http://www.topinambur.orangespace.pl/

Czytaj wiecej: http://www.kuchniaplus.pl/forum/?topic/topinambur_7-659#ixzz2FF2TedZQ

W języku polskim w XIX wieku i w części źródeł z XX wieku często używana jest nazwa „bulwa”. Określenie w liczbie mnogiej (w formie plurale tantum) – „bulwy” pojawiało się rzadziej, m.in. w pracy Karola Majewskiego „Ogrodnictwo” z 1876 i w pracach Józefa Rostafińskiego[32]. Później w publikacjach botanicznych zwykle stosowane jest określenie „bulwy” (np. Szafer, Kulczyński, Pawłowski Rośliny polskie z 1924 i wydania późniejsze; Pawłowski, Jasiewicz (red.) Flora Polska z 1971; Podbielkowski Słownik roślin użytkowych z 1989). Z kolei w literaturze rolniczej konsekwentnie stosowana jest nazwa w liczbie pojedynczej – „bulwa” (np. Kalicki Rośliny pastewne z 1954, Gorczyński Rośliny użytkowe z 1961; Stachak Botanika dla zootechników z 1984). Lokalnie i dawniej stosowano również takie nazwy jak: „bulba” (na Wileńszczyźnie), „gdula ziemna”, „świniak”, „świni chleb” i „świni orzech”. Używano także wziętej z francuskiego nazwy „topinambur”. Nazwa mająca postać zgodną z zasadami nazewnictwa systematycznego roślin, a więc zawierająca określenie rodzaju, dawniej miała postać „słonecznik bulwa” (już w końcu XVIII w.) lub „słonecznik bulwkowy”

Kucmerka – cukrowe korzonki – przysmak Białochorwacki, czyli Harski z Małopolski

    Sium sisarum

Kucmerka łac. Sium Sisarum – kwiaty

Kucmerka to jedna z tych wspaniałych roślin która rośnie wszędzie. Trudność w jej zbieraniu polega na tym, że podobnie jak pasternak czy barszcz zwyczajny można ją pomylić z innymi baldaszkowatymi, a niektóre baldaszkowate są po prostu mocno trujące. Trzeba więc włożyć trochę wysiłku w rozpoznanie i nauczenie się rozpoznawania tej rośliny.

Pożywieniem człowieka w jego wczesnym okresie cywilizacyjnym – w epoce zbieractwa były głównie rośliny, które  stanowią one pokarm niskokaloryczny. Człowiek pierwotny  poświęcał więc sporo czasu na zbieractwo i jedzenie, bezustannie niemal napychał nimi swój żołądek. Ludzie, w poszukiwaniu odpowiedniego pożywienia i wody, ciągle przemieszczali się z miejsca na miejsce. Późną wiosną nasi przodkowie jedli między innymi kwiaty grzybieni. Na wiosnę, po zimowej głodówce, gdy jeszcze nie było żadnych owoców, człowiek zjadał młode listki drzew, trawę, a także większe kwiaty, na przykład koszyczki mniszka lekarskiego, natomiast nieco później kwiaty grzybieni.

W lecie przede wszystkim jadał różne owoce: poziomki, borówki, czereśnie, maliny itp. Pod koniec lata i jesienią pojawiały się orzechy leszczyny, żołędzie, bukiew (owoce buków), ziarniaki traw, jak manny jadalnej czy wydmuchrzycy piaskowej. Pod koniec lata, gdy podziemne części roślin zawierały dużo materiałów zapasowych, rył w ziemi, wygrzebując kłącza, bulwy i cebule, a także korzenie: pasternak, świerząbek bulwiasty, groszek bulwiasty, obrazki plamiste, kaczeniec, ziarnopłon, rdest wężownik, storczyk szerokolistny i plamisty, kozibród, łopian, kucmerkę. W wodach i bagnach znajdował kłącza strzałki wodnej, grzybieni, grążela i łącznia baldaszkowego. Zjadał to na surowo. Czasem miażdżył kamieniami, otrzymując łatwiejszą do spożycia papkę.

Ludzi którzy na okres zimy nie wywędrowali w cieplejsze okolice, czekał ciężki los. Często ginęła przez zimę  nawet połowa populacji, głównie dzieci i starcy.  Zbierano pozostałe na drzewach owoce jarzębiny, szyszkojagody jałowca, zmarznięte owoce tarniny, odgrzebywano śnieg, by dotrzeć do ściółki leśnej, gdzie znajdowały się żołędzie, orzechy laskowe, zmarznięte grzyby i larwy owadów. Z szyszek sosny i świerka człowiek wyłuskiwał nasiona, w spękaniach kory drzew znajdował larwy owadów.

Umiejętność rozniecania ognia  zmieniła życie naszych przodków. Ogień polepszał smak i konsystencję upieczonego mięsa. Na ogniu, a raczej w popiele, przypiekano owoce (jabłka, gruszki) lub grube kłącza i bulwy. Ogień posłużył człowiekowi również do gotowania potraw. Krajano lub miażdżono różne części roślin, dodawano do tego rozmaite nasiona i owoce, zalewano wodą i gotowano, aż zawartość uzyskała odpowiedni smak i konsystencję. W ten sposób powstawała gotowana polewka, pierwowzór zupy jarzynowej.

Innym sposobem przygotowywania pożywienia było sporządzanie papki, przypominającej dzisiejszy szpinak, z różnych roślin (miękkich i soczystych); dodawano też często młode liście pokrzywy i barszczu. Wszystko to drobno krajano, miażdżono i tłuczono. Na przykład z kiszonego barszczu otrzymywano smaczny, nieco upajający (wskutek wydzielania się niewielkiej ilości alkoholu) napój. Grubo mielone lub utłuczone ziarno było używane na kaszę, zaś z mąki przyrządzano bryję (gęstą zupę mączną), papkę lub placki, które pieczono na rozżarzonych kamieniach lub w popiele. Do bryi dodawano często różne produkty roślinne (owoce, nasiona, korzenie), przez co zmieniał się jej smak, a także niekiedy konsystencja. Bryja lub papka były sporządzane także przez rozcieranie lub gniecenie owoców, nasion, kłączy i bukwi. Bryja, polewka, kasza i placek przez długi czas stanowiły podstawę wyżywienia człowieka. Groch i soczewicę przyrządzano podobnie jak kaszę.

Do stałych upraw wprowadzono już w neolicie soczewicę i groch, a także bardzo ceniony i coraz bardziej rozpowszechniony bób (pochodzący z Azji). Poza tym były uprawiane rośliny oleiste, jak rzepik, rzepak, lnicznik, a także znane od neolitu len i mak.

Naszym przodkom bardzo smakowały owoce jabłoni, gruszy, czereśni, lubaszki, tarniny. Nie jest wykluczone, że niektóre z tych drzew i krzewów już wtedy sadzono przy domostwach.

Wracajmy jednak do kucmerki.

SKIRRET-22Kucmerka łac. Sium Sisarum  – korzenie

Kiedy już opanujecie proces jej rozpoznawania pośród innych baldaszkowatych, nie będziecie jej mylić z niczym innym. To samo jest z pasternakiem, i to samo z barszczem zwyczajnym, które raz rozpoznane i zapamiętane nie mylą się z niczym innym i  które wszystkim polecam. Barszcz sporządzony z prawdziwego barszczu a nie z mąki czy z buraków ma lekko odurzające właściwości o czym możecie przeczytać także poniżej w skanie z książki  o historii kuchni polskiej, pisze o tym zresztą już Zygmunt Gloger i wiadomo o tym od dawna.

kucmerka stachys

Kucmerka – Stachys palustris

Z kucmerką jest o tyle trudniej że znane są dwie rośliny, których bulw używano w Małopolsce i które nazywane były niemal identyczną nazwą a mają odmienny wygląd: jedna to Marek kucmerka – łac. Sium Sisarum, a druga Marek kucmerka – łac. Stachys palustris . Oto co pisze na ten temat Marek Łuczaj znay ze strony Survival.pl i przepisów na jadło z dzikich polskich roślin:

Wędrując wśród zaoranych pól, czy to jesienią, zimą czy wczesną wiosną, możemy zauważyć żółtawe bulwiaste kłącza w kształcie segmentowanych larw.

kucmerka marek stachys

Kucmerka – Stachys palustris

Jedne mają kilka centymetrów długości, inne nawet dwadzieścia. Pomimo że chwast ten znany jest osobom, które kiedykolwiek miały w ręku motykę, mało kto wie, że roślina ta odgrywała znaczącą rolę w żywieniu galicyjskich chłopów. Bohaterem tej opowieści jest czyściec błotny Stachys palustris – roślina z rodziny jasnotowatych (wargowych). Kwitnie na fioletowo w lipcu i sierpniu. Na zimę zamiera i przeżywa dzięki podłużnym bulwom.

Czyściec rośnie na mocno zachwaszczonych polach uprawnych, na glebach świeżych i wilgotnych, zarówno w zbożu, jak i wśród roślin okopowych. Jeśli przestaniemy uprawiać pole, możemy być pewni, że po roku będzie go tam mnóstwo. W większym rozproszeniu występuje na wilgotnych łąkach i na brzegach zbiorników wodnych, w miejscach zaburzonych, gdzie woda okresowo niszczy roślinność. Jako pożywienia używano bulw czyśćca, najczęściej zbierano je w okresie zimy lub przedwiośnia, kiedy zaczynało brakować żywności.

Bulwy pokrewnego gatunku dalekowschodniego Stachys affinis (Stachys sieboldii) uprawia się jako warzywo na Dalekim Wschodzie. W Europie (np. we Francji) też są znane – pod nazwą crosne lub chorogi.

U nas bulwy czyśćca nazywano kucmerką. Tym samym słowem określano wcześniej marka kucmerkę (Sium sisarum L.), warzywo uprawiane w Polsce w średniowieczu, a potem zapomniane, które ma słodkie zgrubiałe kłącza, podobne do czyśćca. To podwójne znaczenie słowa kucmerka odkrył znany botanik Józef Rostafiński, gdy pytając o marka kucmerkę w swojej ankiecie z roku 1883 zamieszczonej w 60 polskich czasopismach trzech zaborów, dostał (aż od trzech respondentów) informacje o jedzeniu czyśćca błotnego, poparte jego żywymi okazami.

Bulwy czyśćca – „kucmerki” mogą być jadane na surowo, ale najczęściej je suszono, a potem ucierano na proszek i używano jako składnik podpłomyków i zup. Czyśćca błotnego i nazwy kucmerka na jego określenie używano w środkowej części łuku polskich Karpat i ich przedpolu (mniej więcej od Podhala po okolice Rzeszowa i Krosna). Pomimo że roślina ta występuje pospolicie w całej Polsce i północnej Europie, za pożywienie służyła jedynie polskim chłopom z Karpat. Byłby to więc prawdziwy kandydat na tradycyjny regionalny małopolsko-podkarpacki przysmak.

Kucmerka – baldaszkowata – Sium Sisarum Marek Kucmerka Szerokolistna

Opis botaniczny rośliny jest bardzo ważny ze względu na możłiwość pomylenia z innymi baldaszkowatymi, wśtród których jedną z najbardziej trujących roślin jest szczwół plamisty.

Marek szerokolistny (Sium latifolium L.) – gatunek rośliny z rodziny selerowatych. Rośnie dziko w Europie oraz na Syberii Zachodniej i w Kazachstanie

Pokrój
Bylina dorastająca do wysokości 1,5 m wysokości. Wytwarza rozłogi.
Łodyga
Wewnątrz pusta, gałęzista, bruzdowana.
Liście
Niezanurzone w wodzie pojedynczo pierzaste, o odcinkach lancetowatych i brzegach ostro piłkowanych. Liście najniższe, zanurzone w wodzie, mają odcinki równowąskie.
Kwiaty
Zebrane w duże baldachy zlożone, umieszczone na szczycie pędu głównego i jego rozgałęzieniach. Pokrywy baldachów 5-6-listne, pokrywki baldaszków 5-8-listne.
Owoce
O długości 2-4 mm, na karpofor ze zrośniętym z owocem. Są żeberkowane, przy czym żebra mają taką szerokość, jak bruzdy, lub są szersze.

Jadalny jest tylko korzeń.

Tę euroazjatycką roślinę wysoko cenił cesarz Tyberiusz, łaskawie pozwolił ją sobie składać jako daninę; w  starożytnym Rzymie powszechnie uprawiano ją dla bardzo smacznych jadalnych korzeni. Do północnej Europy dotarła w XVI wieku.

kucmerka rys.  92
Kucmerka, a właściwie dwa jej rodzaje – „marek kucmerka” i „marek szerokolistny” –  jest  trwałą byliną z rodziny baldaszkowatych, niezwykle pospolitą w całej Polsce. Rośnie w  rowach, przy stawach, w szuwarach. Podłużne bulwy korzeniowe o białym miąższu mają długość 1-15 cm, z  licznymi cienkimi jasnobrązowymi korzonkami.

kucmerka przepis

Z bulwy wyrasta mocna, pusta w środku, jasnozielona łodyga, czerwonawa u podstawy.
Z łodygi wyrastają liście złożone z 5 listków  – 4 wąskie spiczaste rosną parami, piąty liść jest liściem szczytowym. Starsze liście zmieniają kolor na czerwony. Malutkie, białe pięciopłatkowe kwiatki, zebrane są w wiązki i otwierają się dopiero wieczorem.

Pędy wykazują działanie odżywcze i oczyszczające; korzenie działają pobudzająco, doskonale oczyszczają organizm z toksyn i flegmy.

Bulwiaste korzenie wykopane jesienią można przechowywać w piasku, lub po oczyszczeniu i zblanszowaniu można zamrozić.

Młode pędy gotuje się, najlepiej na parze i podaje polane masłem lub sosami, można je również smażyć lub dusić w maśle.Z ugotowanych korzeni doskonałe jest puree. Ugotowane lub uduszone bulwy są doskonałym dodatkiem do chińskich smażonych potraw, jarzynowych zapiekanek, sałatek, zimnych mięs. Bulwy można również marynować i podawać do zimnych mięs lub jako dodatek do sałatek.

Można powiedzieć, że pasternak i marek kucmerka to średniowieczne odpowiedniki jadanych współcześnie ziemniaków. Z nich też sporządzano puree i podawano np. z rybami.

Wbrew pozorom, w średniowieczu również jedzono warzywa. Pasternak i marek kucmerka należały do najpopularniejszych. Ale znano też dzikie marchewki (białe i żółte), choć jadano je znacznie rzadziej. Szczególnie ceniono młode korzenie. O marchewkach wiemy na przykład z opisów dworu królowej Jadwigi i Władysława Jagiełły (Jagiełło znany był z zamiłowania do kuchni warzywnej). Białą marchew nazywano w Polsce „biała zielonogłowa” i podawano jak pasternak (gotowana papka).

Co ciekawe, z pasternaku robiono także barszcz. Używano go również jako dodatku do rosołu (oprócz tego dorzucano do takiej zupy garść mąki z prosa, śmietanę i żółtka).

Rada: puree z pasternaku jest bardzo lekkie. Warzywa wystarczy obrać, ugotować do miękkości, a następnie zmiksować twisterem na gładką masę, dodając wcześniej nieco soli, masła lub gęstej śmietany. Pasternak bardzo dobrze smakuje też z gotowanymi liśćmi brokułów lub czosnkiem.

PUREE z Kucmerki

1 kg bulw kucmerki, łyżka śmietany, surowe żółtko, 2 łyżki masła, pół łyżeczki startej gałki muszkatołowej, sól.

Oczyszczone bulwy włożyć do garnka zalać osolonym wrzątkiem ugotować, odcedzić, zmiksować z masłem, startą gałką muszkatołową. Dokładnie rozkłócić śmietanę z żółtkiem, wymieszać ze zmiksowanymi bulwami. Żaroodporne naczynie wysmarować masłem, wyłożyć puree, wstawić na kilka minut do nagrzanego piekarnika, podgrzać.


BULWY Kucmerki MARYNOWANE.

1 kg bulw kucmerki; marynata:  2 szklanki 5 % octu winnego, pół szklanki białego wytrawnego wina, 2 łyżki miodu, 2-3 listki laurowe, otarta skórka z połowy cytryny,  łyżeczka ziarenek kolendry, po pół łyżeczki ziarenek pieprzu i angielskiego ziela, łyżka drobno usiekanego świeżego imbiru, 1-2 goździki, łyżeczka soli.

Połączyć wszystkie składniki marynaty, wymieszać, doprowadzić do wrzenia,  gotować pod przykryciem na niewielkim ogniu ok. 15 minut.
Oczyszczone bulwy kucmerki  wrzucić na 2-3 minuty na lekko osolony wrzątek, odcedzić, przelać zimną wodą, osączyć, pokroić na 3-4 cm kawałki, ułożyć w wyparzonych słoiczkach, zalać gorącą marynatą, zakryć, pasteryzować ok. 5-7 minut.

Znakomity dodatek do wędlin, mięs, serów a także do przygotowywania sałatek i owocowo-jarzynowych szaszłyczków.

kucmerka bulwa1

Marek Kucmerka – czyli Czyściec  błotny Stachys palustris

Osobiście polecam – pisze Marek Łuczaj – dwie potrawy, które są wynikiem już moich własnych kulinarnych poszukiwań. Jedna to czyściec smażony jak frytki (trzeba go tylko umyć, wysuszyć i wrzucić do gorącego oleju). Druga to czyściec kiszony (przepis poniżej). Ta potrawa była inspirowana tradycjami azjatyckimi – bardzo często jada się go tam właśnie w takiej postaci. Czyściec błotny ma też właściwości lecznicze, używano go w dawnych czasach do robienia okładów na trudno gojące się, ropiejące rany.

Kiszonka po chińsku

• bulwy czyśćca • kalafior • 2 papryczki chili • sól • 2 ząbki czosnku
Do wyparzonego litrowego słoja włóż obrany czosnek, całe lub pokrojone papryczki, umyte całe kłącza czyśćca i podzielony na kawałki surowy kalafior (w stosunku 1 : 1). Wsyp 1 łyżkę stołową soli. Zakręć.
Zawartość ukiśnie po 1-2 tygodniach.
Uwaga, podczas fermentowania może wyciekać ze słoika, ale nie należy się tym przejmować.
Podawaj jako surówkę do obiadu.

Łopian Większy, czyli duszony rzep (Łopień, łopuch, łopustka, głowacz, kostropacz, kobierz,rzep)25

Młode liście dodaje się do zup i sosów. Korzenie po uprażeniu i zmieleniu mogą służyć jako namiastka kawy.

Łopień, łopuch, łopustka, głowacz, kostropacz, kobierz i najpopularniejsze chyba – rzep – to regionalne nazwy łopianu większego, zwanego też lekarskim, będącego jednym z najtańszych naturalnych leków na świecie.
Od wieków powszechnie wierzono w jego cudowne właściwości. Jedna ze starych legend mówiła, że gdy ścięto głowę Janowi Chrzcicielowi, wrzucono ją w liście łopianu, a głowa zrosła się z ciałem. Stąd też pewnie powstał zwyczaj ozdabiania domów liśćmi łopianu w wigilię św. Jana, które później namoczone w wodzie lub w wódce przykładano do bolącej głowy.

Łopian obecny w medycynie ludowej od wieków, powszechnie używany za jedno z najważniejszych ziół oczyszczających krew, należy w Polsce do najpopularniejszych niezwykle uciążliwych chwastów – rośnie w zasadzie wszędzie.
Części jadalne to korzeń, młode liście i pędy.

Brunatny, mocny, mięsisty palowy korzeń łopianu o białym miąższu może osiągać długość do 50 cm i najlepiej wykopywać go z młodych roślin, wiosną przed kwitnieniem lub jesienią. Stare korzenie są zdrewniałe a często spróchniałe.

W wielu krajach świeże korzenie łopianu zwane po japońsku „gobo” można kupić w sklepach z azjatycką żywnością, w naszych sklepach jeszcze ich nie widziałam.
W lodówce, po wykopaniu, można je przetrzymywać ok. 3 tygodni.

Co z nim robić?
Należy wybierać korzenie młode długie, niezbyt grube, porządnie wyszorować – obieranie nie jest konieczne gdyż skórka też jest jadalna – pociąć na cienkie plasterki, zanurzyć w wodzie z odrobiną octu aby nie ściemniały.
Cieniutkie plasterki korzenia o smaku słodko-gorzkim, można dusić wraz z innymi jarzynami i gotować w zupie grochowej zamiast kartofli; stosować do dań krótko gotowanych lub duszonych .

W kuchni japońskiej powszechnie używa się korzeni i liści łopianu jako warzywa, a w całej kuchni orientalnej często stosuje się marynowane korzenie łopianu.
Młode liście można przyrządzać jak szpinak, a młode obrane łodygi i pędy – jak szparagi.

ZDROWA ZAPIEKANKA.
Szklanka kaszy jęczmiennej, 3 szklanki wody, sól; duży korzeń łopianu, 1 duża cebula, sól, pieprz, szczypta cukru, łyżka cukru i ćwierć łyżeczki otartej skórki z cytryny, 4-5 łyżek masła, pół szklanki usiekanych orzechów włoskich, szklanka śmietany, pół szklanki bulionu, łyżka mąki, łyżka usiekanych listków łopianu.
Dokładnie umyty pęczak zalać wrzątkiem doprowadzić do wrzenia, dodać sól, gotować ok. 20 minut, wstawić do nagrzanego piekarnika lub zawinąć w koc. Zostawić na 2-3 godziny. (Kaszę można ugotować poprzedniego dnia.)
Obrany , umyty i osuszony korzeń łopianu pokroić w cieniutkie ukośne plasterki (powinno być ok. 1,5 szklanki).
W rondlu stopić 2 łyżki masła, zeszklić drobno pokrojoną cebulę, wrzucić łopian i chwilę smażyć, po czym dodać sól, pieprz, lekko skropić bulionem i dusić kilkanaście minut.
W rondlu stopić 2 łyżki masła, dodać mąkę, zrobić białą zasmażkę, rozprowadzić bulionem, i gotować na małym ogniu mieszając aż sos zgęstnieje, dodać sól, pieprz, cukier, sok i skórkę z cytryny, drobno usiekane listki łopianu, wymieszać ze śmietaną, lekko podgrzać. Żaroodporne naczynie wysmarować masłem, układać warstwami kaszę i uduszony łopian, każdą warstwę przesypując usiekanymi orzechami, polać sosem i stopionym masłem, wstawić do nagrzanego piekarnika zapiekać ok. 15 minut.
Podawać z zieloną sałatą lub pikantnymi surówkami.

DUSZONY KORZEŃ.
1 spory korzeń łopianu, 3 duże cebule, 1 niewielka marchewka, 3 łyżki masła, sól, łyżka soku i łyżeczka otartej skórki z cytryny, szczypta cukru, ćwierć szklanki bulionu.
Oskrobany bądź dokładnie wyszorowany korzeń łopianu zblanszować, pokroić w cieniutkie ukośne plasterki.
W rondlu stopić łyżkę masła, przesmażyć lekko pokrojony łopian, skropić bulionem dusić kilka minut na niewielkim ogniu.
Pokrojoną w cienkie pół plasterki cebulę zeszklić na pozostałym maśle, połączyć z łopianem i pokrojoną w plasterki marchewką, posypać otartą skórką z cytryny i solą dusić ok. 15-20 minut pod przykryciem na niewielkim ogniu, odparować nadmiar sosu, doprawić do smaku sokiem z cytryny cukrem i ewentualnie solą. (Mimo zblanszowania i duszenia łopian będzie zawsze na wpół twardy.)
Podawać jako gorąca wegetariańską przekąskę lub jako dodatek do II dań.

LIŚCIE ŁOPIANU Z IMBIREM.
500 g młodziutkich liści łopianu, łyżka drobno usiekanego świeżego imbiru, mała cebula, 2 ząbki czosnku, 2 łyżki oleju, 2 łyżki soku z cytryny, sól, szczypta cukru.
Młode liście wrzucić na 3-4 minuty na wrzątek, odcedzić, przelać zimną wodą, pokroić.
W rondlu rozgrzać olej, zeszklić na nim drobno pokrojoną cebulę, dodać usiekany czosnek i imbir chwilę smażyć mieszając, dodać liście łopianu, lekko posolić, skropić sokiem z cytryny, ewentualnie doprawić szczyptą cukru, dusić pod przykryciem na małym ogniu ok. 8-10 minut.
Podawać jako dodatek do białych mięs i drobiu.

WEGETARIAŃSKA ZUPA JĘCZMIENNA.
Pół szklanki jęczmienia, duży korzeń łopianu, 1 spora cebula, łyżeczka suszonego lub łyżka świeżego estragonu, , pól szklanki jogurtu, 3 łyżki octu winnego, 6 szklanek wywaru z jarzyn, 2 łyżki oliwy, sól.
Umyty jęczmień osączyć na sicie, wrzucić do garnka, zalać wywarem z jarzyn doprowadzić do wrzenia, po czym gotować na niewielkim ogniu ok. 1,5 godziny.
W rondlu rozgrzać olej zrumienić na nim pokrojoną cebulę, skropić kilkoma łyżkami wywaru i dusić na niewielkim ogniu ok. 20 minut.
Oskrobany i umyty korzeń łopianu pokroić w cienkie plasterki.
Na dużej patelni rozgrzać pozostały olej, wrzucić łopian, wlać ocet i 1-2 łyżki wody, doprowadzić do wrzenia, a później dusić na niewielkim ogniu ok.15 minut, lekko odparować. Do miękkiego jęczmienia dodać cebule, łopian, estragon , wymieszać i chwile gotować razem, doprawić do smaku solą. Wlać jogurt, wymieszać.

BEZMIĘSNA GROCHÓWKA.
Szklanka grochu, 1 duży korzeń łopianu, niewielka cebula, 4-5 szklanek wywaru z warzyw, sól, łyżeczka drobniutko usiekanych listków łopianu; 4 kromki razowego chleba, łyżka masła.
Umyty groch namoczyć na noc.
Następnego dnia odcedzić, włożyć do garnka, zalać wywarem z jarzyn, gotować ok. 30 minut. Dodać wyszorowany i starty na grubej jarzynowej tarce korzeń łopianu i drobno pokrojoną cebulę, doprowadzić do wrzenia i gotować na niewielkim ogniu ok. godziny, posolić, przestudzić zmiksować, przetrzeć przez sito.
Chleb pokroić w drobną kostkę, wrzucić na rozgrzaną patelnię, dodać masło, i potrząsając od czasu do czasu patelnią zrumienić grzanki.
Zupę krem mocno podgrzać, posypać usiekanymi zielonymi listkami podawać z grzankami z razowego chleba.

MARYNOWANE ŁODYGI.
1 kg bardzo młodych łodyg łopianu, 2 szklanki wody, 2 szklanki octu winnego, po 3-4 ziarenka angielskiego ziela i pieprzu, listek laurowy, po pół łyżeczki nasion kolendry i gorczycy, 2 młode pędy bazylii lub garść listków bazylii, łyżka miodu, łyżeczka soli.
Zagotować wodę z miodem i wszystkimi przyprawami, gotować pod przykryciem ok. 10 minut, wlać ocet i doprowadzić do wrzenia.
Obrane i pokrojone na kawałki łodygi łopianu wrzucić na osolony wrzątek, gotować 2-3 minuty, odcedzić, przelać zimną wodą, osuszyć, ułożyć w wyparzonych słoiczkach, zalać przestudzoną marynata, szczelnie zamknąć, pasteryzować ok. 15-20 minut.

KISZONE ŁODYGI.
1 kg młodych łodyg łopianu, 50- 60 g soli, 1 litr wody, łyżeczka nasion gorczycy, niewielki korzeń chrzanu, garść liści czarnej porzeczki, strąk czerwonej papryki, 3-4 ząbki czosnku.
Obrane łodygi łopianu ułożyć na sicie przelać wrzątkiem a następnie zimną wodą, pokroić na 5-6 cm kawałki. Zagotować wodę z solą, lekko przestudzić.
Pozbawioną gniazd nasiennych paprykę umyć, osuszyć, pokroić w paski, obrany chrzan pokroić na kawałki, czosnek obrać.
Słoiki wyparzyć, na dnie każdego słoika ułożyć warstwę porzeczkowych liści, układać ciasno kawałki łopianu, chrzanu i paski papryki.
Do każdego słoika wrzucić po kilka ziarenek gorczycy i po ząbku czosnku, zalać przygotowaną wodą, przykryć, zostawić na 1-2 dni w ciepłym miejscu, po czym szczelnie zamknąć i wynieść w chłodne miejsce.

ORIENTALNE PIKLE.
Mięsiste młode korzenie łopianu, po pół szklanki miso sojowego i ryżowego, łyżka octu winnego.
Dokładnie wyszorowane korzenie łopianu pokroić w cienkie plastry, wrzucać do wody z octem aby nie ściemniały po pokrojeniu wszystkich, odcedzić, wrzucić na wrzątek gotować ok. 5 minut, odcedzić, przelać zimną wodą osączyć.
Dokładnie wymieszać oba gatunki miso. Zblanszowany korzeń łopianu układać warstwami w kamiennym garnku, zalać przygotowanym sosem, przycisnąć, zostawić w chłodnym miejscu na 1-2 tygodnie.
Dobre rezultaty daje piklowanie łopianu w połączeniu z plastrami marchewki, bądź daikonu.

Warto wiedzieć:
Proces piklowania grubych plastrów warzyw często trwa od 3 do 4 miesięcy.
„Miso”- to orientalna ciemna, gęsta masa z soji, nie rafinowanej soli morskiej i sfermentowanego zboża powstała pod wpływem dojrzewania wspólnie wymieszanych składników.
Ten produkt o dyskretnym aromacie jest do nabycia w różnych odcieniach od brązowego poprzez pomarańczowy i czerwony aż do żółtego.
Najczęściej stosowane jest miso jęczmienne – słodkie – o łagodnym smaku i subtelnym aromacie; sojowe – o mocnym smaku i gęstej konsystencji oraz ryżowe – najsłodsze ze wszystkich, ma mocny a jednak łagodny smak

Do przygotowywania orientalnych pikli najlepiej jest mieszać miso sojowe i ryżowe w proporcjach 1:1.

Korzeń łopianu po kamczacku – KINPIRA GOBO

Porcja dla czterech osób do podawania jako przystawka. Przygotowanie 30 minut, plus doba moczenia łopianu.
200 g. korzeni łopianu
100 g. marchwi
1 ostra papryczka
2 łyżeczki białego sezamu
2 łyżki cukru
woda
1 i 1/2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka oleju
Uwaga! Korzenie zbieramy wiosną lub jesienią wykopując rośliny średniej wielkości (o liściach długości 20-30 cm).
Większe rośliny mają korzenie, które, choć duże, są twarde i łykowate.
Korzeń łopianu oczyścić, oskrobać (obieranie niszczy najbardziej aromatyczną część korzenia).
Korzeń dzielimy na cieniusieńkie paseczki (grubości zapałki, długości 4 cm), tak jakbyśmy strugali ołówek,
(moczyć przez dobę w zimnej wodzie z odrobiną octu, zmieniając ją kilkakrotnie – zbiera substancje niesmaczne i niezdrowe),
zalać na krótko wrzątkiem i odcedzić. Wysuszyć na ściereczce.
Łopian można mieszać z marchwią pociętą w ten sam sposób (można też użyć samej marchwi).
Na patelni uprażyć ziarno sezamu, aż zacznie wydzielać zapach.
Na łyżce oleju usmażyć pokrojoną na małe kawałeczki ostrą papryczkę.
Na tym samym tłuszczu usmażyć równomiernie korzeń łopianu. Dodać marchew, dalej smażyć, aż będzie elastyczna, a olej się wchłonie.
Wlać na to sos sojowy, dodać cukier i 2 łyżki wody. Dalej gotować razem, mieszając, aż się sos sojowy dobrze wchłonie.
Można też dodać odrobinę sake. Wsypać ziarno sezamowe, gotować do całkowitego odparowania wody.

450px-Schorseneer_plant_Scorzonera_hispanica

Wężymord (skorzonera, czarny korzeń)

Wężymord, czarny korzeń, czarne korzonki, skorzonera (Scorzonera hispanica L.) – gatunek rośliny warzywnej z rodziny astrowatych. Pochodzi z południowej i środkowej Europy oraz części Azji (Syberia Zachodnia, Kaukaz, Zakaukazie, Dagestan)[2]. Jest uprawiany w niektórych krajach świata.

Brunatny lub czarny korzeń spichrzowy wydzielający sok mleczny jest jadalny, w smaku przypomina szparagi, jednak smak jest mniej delikatny. Jest bardzo sycący i nie posiada włókien. Zawiera sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten, witaminy: E, B1, B2, C oraz kwas nikotynowy. Rośnie w klimacie umiarkowanym, sadzony wiosną dojrzewa w listopadzie. Posiada długie lancetowate liście. Nazwa wężymord pochodzi z czasów, gdy w medycynie ludowej używano tego warzywa jako leku na jad żmij[3].

Skorzonerę uprawia się w cyklach jednorocznym lub dwuletnim. Korzenie są smaczne, czasami nazywa się je szparagami zimowymi, mają długość około 30 cm i średnicę 3-4 cm, skórkę brunatną do czarnej, miąższ natomiast biały i soczysty. Gleba przygotowana pod uprawę powinna być pulchna i głęboka. W ogrodach od dłuższego czasu uprawianych metodami biologicznymi, gdzie stosuje się kompost i ściółkę, gleba zawiera zazwyczaj odpowiednie ilości próchnicy, jesienią można tylko dodać niewielką ilość dodatkowego nawozu organicznego.563px-Scorzonera,_Iduns_kokbok

Jadalną częścią skorzonery jest jej korzeń, którego skóra ma ciemną, niemal że czarną barwę, natomiast miąższ jest czysto biały (trzeba natomiast uważać na sok, który farbuje na czerwono!).
Europejska skorzonera jest często traktowana jako odpowiednik znacznie droższych szparagów. Gotowana skorzonera zawiera sporo wapnia i fosforu. Skorzonera ma dużą wartość odżywczą i odznacza się doskonałym smakiem.

Opędzał się nią Odys przed magią zalotów  Kirke, a Rzymianie nazywali ją pieszczotliwie „zimowymi szparagami”. I nie mylili się. Co więcej, jej smak przypominał im szlachetne ostrygi.

 

Skorzonera zajmuje wysoką pozycję w astrologicznej klasyfikacji roślin, bo dzięki drobnym żółtym kwiatom należy do Słońca. Działa uzdrawiająco, skutecznie zwalcza kaszel, wzmacnia system immunologiczny, a najbardziej przydatna jest diabetykom.

 

Zakonserwowana w słoiku

Najczęściej podziwiamy ją zimą, ale przez szkło, bo pokrojona w małe kawałki dobrze wygląda w postaci zakonserwowanej. I myli się każdy, kto chciałby w niej widzieć tylko przyprawę. To roślina koszyczkowa, rosnąca dziko w środkowej i południowej Europie. Jest coraz powszechniej uprawiana ze względu na jadalny korzeń, dochodzący do trzydziestu centymetrów. Pokryty jest on ciemnobrązową lub czarną skórką, pod którą jest biały miąższ, zawierający sok mleczny. Jak twierdzą ogrodnicy, skorzonera musi być posadzona wczesną wiosną, żeby owocowała bardzo późną jesienią, ale niektórzy pozostawiają ją w ziemi nawet do przymrozków. I to jej korzeń, a nie kwiaty, zawiera niezwykle cenne składniki: potas, magnez, sód, fosfor, żelazo, karoten, wapń i witaminy: E, B1, B2 i C, a także fruktozę.

cd. historii na: http://www.naturaity.pl/apteka-natury/warzywa-i-owoce/item/354-w%C4%99%C5%BCymord-czyli-skorzonera.html

Uwaga zanim przystąpisz do gotowania:

Sok z węzymorda plami na czerwono, plamy są rudne do usunięcia – należy ubrać rękawiczki higieniczne i fartuszek, uważać na podłoże na którym pracujemy. Obrane ze skórki korzenie natychmiast wkładamy do wody – najlepiej kwaśnej, ponieważ utleniaja się i czernieją na powietrzu.

Skorzonera w śmietanie

40 dag skorzonery, ocet, sól, 1/4 szklanki Êmietanki 9%, 3 ∏yżki umytego, drobno posiekanego koperku.

Korzonki skorzonery umyć szczotką i cienko obrać, wkładając od razu do wody zakwaszonej octem lub kwaskiem cytrynowym. Zagotować osoloną wodę, i włożyć do wrzątku skorzonerę pokrajaną na połówki. Ugotować, odcedzić, włożyć do rondelka, dodać smietankę, zagotować. Wyłożyć do salaterki, posypać koperkiem. Podawać jako dodatek do potraw z mięs, ryb i jajek.

Surówka ze skorzonery lub salsefii po francusku

500 g skorzonery lub salsefii
musztarda
miód
chrzan
sól
sok z cytryny

Warzywa wyszorować szczotką pod bieżącą wodą, obrać, opłukać, wkładać do lekko zakwaszonej wody, aby nie sczerniały. Następnie wyjmować po jednej i zetrzeć na tarce o dużych otworach. Skropić sokiem z cytryny, wymieszać z chrzanem, musztardą i miodem, doprawić.

Skorzonera z wody

80 dkg skorzonery, 4 dkg masła, 2 dkg tartej bułki, sól, cukier, ocet (3%)

Skorzonerę – grube korzonki – wyszorować, opłukać, oskrobać, wrzucać do wody zakwaszonej octem jabłkowym lub cytryną. Zalać wrzącą, osoloną i lekko osłodzoną wodą, gotować do miękkości pod przykryciem. Odcedzić, osączyć. Wyłożyć na salaterkę, polać stopionym masłem, zmieszanym ze zrumienioną tartą bułką. Podawać jako dodatek do mięsa lub z sosami. Skorzonerę można zapiekać lub używać do sałatek.

Surówka po wrocławsku ze skorzonery lub salsefii

500 g skorzonery lub salsefii
1/2 szklanki gęstej śmietany
2 łyżki startego chrzanu
2 jaja ugotowane na twardo
sól
pieprz
cukier
sok z cytryny

Warzywa wyszorować szczotką pod bieżącą wodą, obrać, opłukać, wkładać do lekko zakwaszonej wody, aby nie sczerniały. Następnie wyjmować po jednej i zetrzeć na tarce o dużych otworach, skropić sokiem z cytryny. Potem połączyć ze zmielonymi jajami, chrzanem i śmietaną, doprawić.

 

Skorzonera zapiekana w sosie beszamelowym

1/2 kg skorzonery, 1/2 l sosu beszamelowego 3 dkg sera szwajcarskiego lub tylżyckiego, sól, ocet jabłkowym, gałązki zielonej pietruszki

Skorzonerę wyszorować, oskrobać, wrzucić do zakwaszonej wody, aby nie ciemniała. Ugotować w wodzie osolonej i lekko ocukrzonej. Ułożyć na półmisku do zapiekania. Przyrządzić sos beszamelowy. Sosem zalać bulwy, z wierzchu posypać tartym serem, wstawić do nagrzanego piekarnika na 10 minut i zapiec. Podawać na tym samym półmisku, przybrać gałązkami zielonej pietruszki. Potrawę tę można zapiekać także w prodiżu.

 Smażona skorzonera

400 g słodkich korzeni skorzonery
1 jajko
1/2 łyżki mąki pszennej
2 łyżki białego octu
1 łyżka białego wina
1/2 łyżki wazowej oliwy
sól

Skorzonerę dokładnie oczyścií szczoteczką, po czym pociąć jej korzonki na słupki o długości 7 cm każdy. Następnie skorzonerę umieścić w wodzie z dodatkiem octu, po czym odcedzić, a następnie przełożyć do garnka z osoloną wodą i gotować przez 30 minut. Jajko rozbić, a żółtko przelać do miseczki. Do żółtka dodać sól, wino i mąkę; wszystkie składniki dokładnie wymieszać widelcem, aż masa uzyska jednolitą konsystencję. Białko ubić na sztywno i wymieszać z ciastem. Skorzonerę zanurzać w cieście i smażyć w gorącym tłuszczu (180 st. C) na złoty kolor. Usmażone skorzonery rozłożyć na bibule, aby obciekły z tłuszczu. Podawać z innymi smażonymi jarzynami.

Skorzonera po francusku

50 dag skorzonery, 1 łyżka musztardy, 1 łyżka miodu, 1 łyżka chrzanu, szczypta soli, sok z 1 cytryny.

Warzywa oczyścić skrobaczką, włożyć do lekko zakwaszonej wody. Wyjąć i zetrzeć na tarce. Skropić sokiem z cytryny, wymieszać z chrzanem, musztardą i miodem, doprawić.

 

Skorzonera z wody 2

skorzonera 3/4 kg, masło 3 łyżki, mąka 1 łyżka, tarta bułka 2 łyżki, oliwa 1 łyżka, szczypta kwasku cytrynowego, cukru i sóli

Korzonki skorzonery namoczyć 1/2 godziny. Oskrobać o włożyć do zakwaszonej wody. W garnku zagotować wodę, posolić, lekko posłodzić. Wlać mąkę rozmieszaną w wodzie z olejem. Skorzonerę umytą włożyć do garnka i gotować do miękkości. Odcedzić, ułożyć na półmisku, polać bułką zrumienioną na maśle.

Skorzonera smażona i zapiekana pod sosem holenderskim, podana z sałatka z roszponki i koziego polskiego sera pecorino

0,5 kg skorzonery inaczej wężymorda
masło
białe wino
sok z cytryny
4 żółtka
sól / pieprz
dwie garści roszponki
wiórki z pecorino
kilka pomidorków cherry
2 podpłomyki

Czytaj wiecej: http://www.kuchniaplus.pl/kuchnia_przepis_0-0-7876_skorzonera-smazona-i-zapiekana-pod-sosem-holenderskim-podana-z-salatka-z-roszponki-i-koziego-polskiego-sera-pecorino.html#ixzz2FI5eMVza

Skorzonera w sosie śmietanowym

50 dkg skorzonery, sól, cukier, łyżka masła, łyżka mąki, 1 szklanka rosołu z drobiu, pół szklanki śmietany, przyprawa do warzyw, natka pietruszki.

Ugotować oczyszczoną skorzonerę w wodzie, a następnie odcedzić i pokroić w kostkę. Oddzielnie przygotować jasną zasmażkę z mąki i tłuszczu, rozprowadzić ją rosołem, zagotować i podprawić sos śmietaną. Do sosu włożyć pokrajaną skorzonerę i dodać przyprawę do warzyw, a następnie posypać pietruszką. Tak przygotowaną skorzonerę podawać na obiad lub kolację.

 Skorzonera smażona z pecorino 2

 Doskonała i oryginalna pogryzka do piwa czy wina – jeśli chcemy ją podać na przyjęciu koktajlowym, kroimy skorzonerę w mniejsze kawałki, a po usmażeniu trzymamy w ciepłym piekarniku.

1 kg skorzonery (lub salsefii)
trochę octu
1/2 szklanki mąki
2 jajka
100 g sera pecorino
oliwa lub olej do głębokiego smażenia
sok z cytryny

Skorzonerę obieramy z czarnej skórki, odcinamy końce i starannie płuczemy. Kroimy w kawałki o długości 7-8 cm i wkładamy do miski z zimną wodą zakwaszoną octem.
Nastawiamy garnek z osoloną wodą, a kiedy się zagotuje, wrzucamy odcedzoną z kwaśnej wody skorzonerę i gotujemy około 10 minut, aż będzie al dente. Odcedzamy i osuszamy papierem kuchennym.
Mąkę wsypujemy do miski. Jajka wbijamy do drugiej miski i roztrzepujemy widelcem. Ser pecorino ścieramy na drobnej tarce i wsypujemy do trzeciej miski.
Obtaczamy każdy korzonek w mące, potem w roztrzepanym jajku, a na koniec w pecorino.
Skorzonerę smażymy w sporej ilości gorącej oliwy na złoto-brązowo.
Osączamy z nadmiaru tłuszczu, skrapiamy sokiem z cytryny i natychmiast podajemy.

Gir

Było i takie warzywo – podobny do pietruszki a spożywany dopóki kłącze nie wyrośnie – warzywo Małopolskie (Harskie, Białochorwackie). Niestety nie znalazłem nigdzie jego opisów, przepisów ani obrazków

Φ

Śnieżna Zima

ll in-the-forest-at-winter-1885

Zima syberyjska

ll russian-forest-in-winter

Zima syberyjska

ii 00-yuri-sorokin-meshcherka-llriver-in-the-kulikovo-forest-in-lipetsk-oblast-2011

Syberiall 5118638-russian-winter-in-wild-forest Zima syberyjska ll fontain-in-winter-forest-thumb26391227

Kwiat Paproci Syberia 12 12 2012ll b06_31119972

Człon rakiety nośnej Sojuza wygląda jak szamański bęben który spadł na Syberię (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)ll win02

Rosyjska zimall winter_forest

Rosyjska zimall winter_forest_e

Zimall win01

Zima w kraju nazywanym dzisiaj Rosją, który był w dużej części Polską – to polska zimaII bajkonur sojuz s_b32_06081100Sojuz startujący zimą (zdjęcie pochodzi z : http://www.theatlantic.com/)

Jeszcze o Narodzinach Światła Świata

Świadomość Matki Ziemi i Wszechświata –  Kymatica

http://www.youtube.com/watch?v=Q2XfQFv_Y0Y

2. http://www.youtube.com/watch?v=3qOgCNbxsPM

3. http://www.youtube.com/watch?v=tuSdTBZCcj4

4. http://www.youtube.com/watch?v=or8-GdbEVIo

5. http://www.youtube.com/watch?v=v4–7ZwF4Ic

6. http://www.youtube.com/watch?v=xWLaEFONCuo

7. http://www.youtube.com/watch?v=Z0TV4Rmt-z0

8. http://www.youtube.com/watch?v=nHpvIuWTNvc

Święto Światła Świata na Południowej i Północnej Półkuli

w iwanow Czar czerwcowego święta Sienicz Czerwcowa Сенич июньDajemy tutaj Kupalne Światła Świąteczne po to żeby pamiętać, że  na Południowej Półkuli Matki Ziemi w dniach 20 -26 grudnia każdego roku, czcimy w Wierze Przyrodzonej Słowian inne święto niż na Północy – KRES-Kupała święto Dziwieniów: Dziwienia-Kupały-OKRASY, Dziewanny-KRASZNY, Dziwy-KRASATINY-Pani Czerwonej i Dzieldzielji-DzidziLeli-ZieLIJI-Pani Zielonej. Obydwa Święta Łączy CZARKAN – Dzikie Łowy Niebiańskie na Bodre Światło (odradzające się Światło Świata)

biedronka_14kropka2b

Biedronka – Czternastokropka – ze strony:http://chwastowisko.wordpress.com/category/mieszkancy/chrzaszcze/page/5/

 Święto letniego przesilenia w mitologii wschodniosłowiańskiej. Potwierdzone na Rusi w XIII w. – kupalja.  Nazwa oznacza główną osobę i jej uosobienie w kukle – Boga Kupałę (także Kupało, Kupajło), jak również kapłanki – kupałki rozdające kwiaty przy wróżbach kupalnych i całe zgromadzanie świętujących. Główne elementy uroczystości to: rozpalanie ogni (wiertłem ogniowym), taniec w Koło Ognia, skoki nad Ogniem, chodzenie po Ogniu, obrzędowe obmywanie w Wodzie, plecenie wianków, rzucanie wianków na Wodę, pławienie płonących kręgów ognia na Wodzie, poszukiwanie kwiatu Papródzi, Głowy Kupały oraz inne obrzędy płodności związane z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą. Nazwa wiąże się z kąpielą – kąpadlo (prsłw.), ale także kupadlo – od ind-europ. kup- kipieć, pożądać, żądza, kuper- siedlisko żądzy, kuprum/cuprum – pożądany metal z epoki brązu – miedź, co znane jest także z łaciny jako Cupido – Kupido. Motyw miłosnego związku brata i siostry jest eksponowany podczas święta Kupałya. Słowianie pili w obrzędzie Kupały napój z Bratków będących roślinnym wcieleniem owego rodzeństwa. Święto to jest potwierdzone także w Polsce pod nazwą Kresu – w związku z krzesaniem ognia oraz poświęceniem go Kryszeniowi-Krzeszeniowi lub Krzemieniowi-Skalnikowi, a także boginiom Miłości: Dziewannie-Kryszeni i Krasie-Krasatinie, albo Kryszeniowi-Krzeszeniowi-Weselowi, jako uosobieniu nowego rodzącego się „ciemnego” Światła Świata – Bożej Krówki, Kwiatu Kryszenia-Papródzi  (Swątwoli-Kresy). Głównym świętem tego ostatniego Czarnego Bedrika-Kryszenia jest Święto Kroje Słońca (Słońcastanie) pomiędzy 20 a 26 grudniab.

                        a Patrz KLS K. Moszyńskiego czII, Zeszyt 1 (Kraków 1934).

b Patrz: Taja 24, przypis xlvii

biedronka3bBiedronka Chilocorus bipustulatus

Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą w tym sensie, w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika, Ożywającą/Odradzającą się w Łopuchu  Głowę Kupały-Kryszenia-Wesela). Według Księgi Welesa, Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń), a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia. Miano kreseń można traktować jak przydomek opisujący funkcje tego boga. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (kilkudniowe przesilenie zimowe, kiedy dnia jeszcze nie przybywa, a nocy wciąż nie ubywa) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu (Kupalia), kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu. U nas Kryszeń jest Mocą Miłości-Koszu, uosabianą przez bóstwo żeńskie – Krasę-Krasatinę lub Dziewannę-Kryszenię (Kraszenię).

               
W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszeniab.

                         a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, „błękitny”, jak niebo zimą.

                         b Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia, przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.

               
W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, „mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.

               
W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – Wyspowisz, drzewo Wysznia i Kryszeni-Dziewanny lub Kryszenia-Krzesa-Wesela); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia, niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat”. „Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiatu Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny… Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata”.

                 
Przy odtwarzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych – o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów, chodzi tutaj o Wesela-Rampę), związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich (Weda Slovena), przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków (Sankt Petersburg, 1881).

               
Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Radudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne we wszystkich tradycjach. Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.

               
Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

 

                Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: Nieniecki epos, Leningrad 1990; wraz z byliną Ilja Muromiec i idoliszcze.

 

                Pośród indyjskich tekstów 10. Pieśń Śrimad Bhagawatam, patrz: książka Swami Prabhupady „Źródło wiecznej przyjemności”, a także trzecia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie, Pindar „Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synu Kamienia Sasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

biedronka grzegorz kolago p1140107tdPomarańczowy Gielas Dziesięcioplamek – Foto Grzegorz Kolago (wspaniałe zdjęcia także innych chrząszczy na jego stronie: http://kolagen.wordpress.com/category/chrzaszcze/biedronkowate/ (wszystkie zdjęcia biedronek poniżej pochodzą z jego strony na WordPress)

Czcimy wszyscy razem: Narodziny Światła Świata – SWĄTLNICY,  Światła, które jest Swątem i Nicą jednocześnie. Jest także  – Ciemną i Jasną  Bożą Krówką symbolizowaną przez dwa Bytu RADki – BydRAnki – Bydełko Boże (Czerwoną lub Żółtą oraz  Czarną Biedronkę).

600px-BIEDRONA

Wspaniała strona z której pochodzą te zdjęcia – jest ich tam wiele: http://kolagen.wordpress.com/category/chrzaszcze/biedronkowate/

To także Bogini Ukryta 89-ta, którą nazywamy SWĄT-WOLĄ , Wolną Wolą Swawolą – więc okazja do poswawolenia, a nie do umartwiania się.

biedronka złota p1140094-1dWrzeciążka-Wardrik-Wedrik-Bedryg

  Razem także – na Północy i Południu w noc Wigilijną poprzedzającą ten ważny dzień, z uwagą śledzimy Narodziny Pierwszej Gwiazdki – Owej Odrodzonej Iskry Światła-Swąt(l)Nicy, a potem koło północy wspomagamy świętym śpiewem i hudbą-muzyką Narodzoną Iskrę-Biedronkę-Wedrika w jego walce pośród Niebieskich Dzikich Łowów – CZARKANU (Czar-Iskonu, Czar-Konu, Arkanu).

biedronka czarna p1120958d

Dwukropka

Obydwa Święta Kres i Kroje (Gody) łączy też ów Rozkwitający Kwiat – Pąp Ródzi (Kwiat Paproci) – symbol Rodzącego się Światła Świata, Kwiat o Sześciu Płatkach – zapisywany jako sześcioszprychowe koło, symbol samego Życia czyli Roda i Przyrody, ale także Swaroga i Swarożyca Ognia Niebieskiego i Ziemskiego – Dawcy Życia. Łaczy je także poszukiwanie Kryszenia bądź Głowy Kryszenia w Liściu Łopuchu, albo w Sianie (sianko ” na szczęście” – zachowane do dzisiaj pod obrusem wigilijnym u Katolików) – jako symbolu odrodzenia Żądzy i Sił Rozrodczych PRZYRODY – Niezwyciężonej Miłości, nie podlegającej Rozumowi, lecz wyłącznie emocjom/żądzom (koszaniu-kochaniu), czyli Instynktom Przyrodzonym Wszystkim Istotom Żywym.

Rozeta to Kwiat Życia

http://www.swietageometria.info/podstawowe-pojecia?start=6

36 floweroflife2ringsjb8

Odrobinka pieprzu  do tej słodyczy, czyli Pogański Medalik przeciw Odmiennym Toksycznym Duchowościom w Codziennej oraz RORATKA w pewnym Liceum.

Nie chcę psuć nastroju świątecznego tekstami, które wywołują międzywyznaniową nienawiść, są jednak w Polsce osoby, w tym światli redaktorzy np. w Gazecie Codziennej, którzy mają w nosie Święta, czy przykazania chrześcijańskie na temat „Miłuj Bliźniego Swego… itd”.

pogański medalik przeciw odmiennym duchowościom

Są to mistrzowie Słowa Miłości, a ich słowa miłości układają się w przepiękną mowę i brzmią harmonijnie w owej przepięknej „Mowie Miłości” przepojonej miłosierdziem i pojednaniem świątecznym. Brzmią one przeciw wszystkim Innym, którzy Wyznają co innego niż oni. Oni nazywają tych Innych – „Toksycznymi Odmiennymi Duchowościami”.  Gazeta Codzienna wydała ten piękny talizman (to chyba czyste pogaństwo posługiwać się talizmanami, to wręcz czary – magia, a w tym wypadku Czarna Magia, bo wymierzona przeciw „Odmiennym Duchowościom”), przekraczając wszelkie granice poszanowania Odmiennych Wyznań Religijnych w Polsce i przekraczając wszelkie granice podstawowego poczucia gustu i smaku.  Gazeta Codzienna weszła na prostą drogę do reaktywacji Inkwizycji Rozumu i Światopoglądu Średniowiecza.

Przedstawiony tutaj medalik anty-czarom Odmiennych Świadomości i Duchowości jest lansowany przez Kastę kościelnych Egzorcystów pod patronatem Episkopatu Polski i Watykanu oraz samego Papieża.  Ma być narzędziem w walce z ateistami, buddystami, taoistami, poganami Wiary Przyrodzoney Słowian, anglikanami, luteranami, kalwinami, Świadkami Jehowy, Muzułmanami, Gnostykami i Agnostykami, Teozofami – Bioenergoterapeutami i Cyklistami, czyli miłośnikami nie Epicykli, lecz jednokołowych rowerków.

Żeby było śmieszniej ten szczytowy przejaw nietolerancji religijnej i umysłowej , światopoglądowej, sprezentowany wszystkim na święta, to Pogański Krzyż Równoramienny – Symbol Swarożyca – Słońca z obciętymi końcówkami Swastyki. Szczyt ignorancji i lekceważenia historycznej prawdy na temat symboli. Pogańskim krzyżem chcą walczyć z nami Poganami?! Śmiech pusty, ale smutny.Kochane Lemingi i ulubione nasze Yetisyny – z którejkolwiek byście nie byli gazety i telewizji – to nie może być skuteczne, bo to nasz symbol – pogański.Musicie poszukać czegoś innego – jeżeli rzecz jasna macie tam cokolwiek swojego, co nie zostało ukradzione innym.

 „Spokojny” w swoim komentarzu adresowanym do mnie pod artykułem Ta niesamowita Słowiańszczyzna – Wielka Tajemnica i Wielka Mistyfikacja wyraził zdziwienie, że Telewizja Republika, którą hucznie w nagłówku tego samego numeru Gazety Codziennej z 22 12 2012 redakcja proklamuje, jako otwartą na wszelkie inne światopoglądy, które nie miały do tej pory miejsca dla wyrażania swoich opinii w oficjalnych mediach, będzie rzeczywiście OTWARTA. Napisał, że oni spaliliby mnie na stosie prędzej, niż dopuścili do głosu w swojej telewizji (niedokładnie w tych słowach, lecz z tą intencją, to wyraził).

Nazistowski tekst i cała oprawa towarzysząca „podarkowi świątecznemu” w postaci tego medalika, potwierdzają w całej pełni opinię „Spokojnego” i moje najczarniejsze przeczucia co do uczciwości tej oferty.

Postukajcie się w głowy panowie w Gazecie Codziennej zanim uczynicie równie głupi następny krok obrażający 50 % Polaków, którzy nie wierzą w to co wy. Od nas macie tutaj poniżej preznet nie związany z Czarną Magią i Satanizmem acz symboliczny – Skarabeusz z Krainy Księżyca, Joe Mac Gown. Zresztą nie wiem czy to jest skarabeusz czy może Insekt jakiś:

Asian.waterbugSpokojny wątpił, że Wielka Zmiana ma miejsce! A tu proszę, nastał 22 12 2012 i zaczęło się, takie akcje wskazują, że to jest jednak KOLOSALNA ZMIANA. Kiepscy skiepszczają się w błyskawicznym tempie i „złe” spada w „dół” – Sami się dyskredytując wpadają w Czarną Dziurę, w Niebyt, w Małość i Nicość . Niestety cały ten tekst piszę w tonie żałobnym – jakże to przeciwne Inicjatywie Prezydenta Boliwii – piszę na czarno.

W pewnym Liceum i Gimnazjum prywatnym w Krakowie była sobie para Katechetów, którzy jak to katecheci w związku ze Świętami Bożego Narodzenia stworzyli dla dzieci i młodzieży tamże zgromadzonej Gazetkę Świąteczną Szkolną.

Oto co znajdujemy w tejże gazetce – zdjęcie płonącej świecy i objaśnienie RORATY – Roratka:

„Roraty to ciąg nabożeństw które odbywają się świtem. Poprzedzają one Boże Narodzenie. Podczas tych nabożeństw rozpala się i zabiera do domu świece zwane Roratkami. Roratka symbolizuje Matkę Bożą „Jutrzenkę” która poprzedza niepokalane narodzenie Chrystusa „Słońca”.

Kochani moi katecheci z liceum, którego z nazwy nie wymienię, żeby wam nie zaszkodzić. Jesteście o krok od PRAWDY. Życzę wam abyście w Nowym 2013 roku wykonali ten Krok Naprzód i żeby w następnej świątecznej Gazetce znalazło się ostatnie zdanie z przestawionymi cudzysłowami: Roratka symbolizuje Jutrzenkę „Matkę Bożą”, która poprzedza niepokalane narodzenie Słońca „Chrystusa”.

To będzie bowiem prawda, Prawda, PRAWDA a nawet Święta Prawda.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Roratka

Dodam , że słowo RoRaTka samo w sobie zawiera tę PRAWDĘ ŚWIĘTĄ, bowiem: (swa)Ro(g)Ra(d)Tka to w samej istocie jedna z Bogiń Matek – we własnej osobie Jutrzenka. Często mylona z Tęczą i Zorzą Poranną lub Wieczorną. Roratka to zatem nic innego jak, rzeczywiście w sposób NIEPOKALANY, RODząca RA(D) – Światło Świata i TKAjąca Dzień – Bogini Przyrodzonej Słowiańskiej Wiary-Wiedy [Przyrod(zone)y]. Możemy ją utożasamiać z Tęczą-RADUGĄ, JUTRĄ-JUTRZNIĄ-JUTRYBOGĄ ALBO Z ZORZĄ.

Zapalmy zatem wszyscy Swarog-Radkę o poranku w Dzień Narodzin Światła Świata!!! Wszyscy RAZEM!

 

notovitch

Na koniec tej części Kogla Mogla- c d n – 24 12 2012

Jeszcze o dziele Notowicza (dogłębniej – tylko dla miłośników tego tematu)

Nicolas Notovitch

In 1894, the Russian war correspondent Nicolas Notovitch published a book entitled „La vie inconnue de Jésus-Christ”, later translated and published as „The Life of the Holy Issa”. He claimed to have made a sensational manuscript find in a Lamaist monastery in Tibet. The monastery of Himis still exists, near Leh, the capital of Ladakh at the border between Tibet and India. Notovitch claimed to have been taken there after breaking his leg in an accident, and during his recovery to have discovered that the monks worshipped a prophet named Issa. When they read their scrolls about this person to him, he realized that Issa was none other than Jesus.

The scrolls told that in his youth, Jesus had travelled to India and Tibet, years before he began his work in Palestine. He there met with Jainists, Brahmins and Buddhists, learned Pali and studied the holy scriptures of Buddhism. Notovitch wrote down the text as it was read by the abbot and translated for him by an interpreter. According to Notovitch, the Tibetan scrolls were translations of Pali documents which the abbot claiimed were still kept at Lhasa. (In fact, Pali is the language of southern Buddhism and has never been used in Tibet. Most Tibetan translations are from Sanskrit.)

Notovitch’s book „The Life of the Holy Issa” was published in France, Britain and America. But criticism hit hard. None less than Max Müller, the foremost expert on Indian literature in the Western world, pulverized the hoax in a magazine article, pointing to numerous errors and inconsistencies. Further, an English lady travelling in those parts of the world went to the Himis monastery and asked around. She was told that no Russian had visited the monastery for many years and nobody had been treated for any leg injury there, and that they never heard of an „Issa”.

The final judgement on Notovitch’s hoax came two years later from professor Archibald Douglas in Agra. He also went to the monastery and read aloud from Notovitch’s book to the abbot, who was very surprised at the account of what he himself was supposed to have said to Notovitch a few years earlier. Douglas published his interview with the abbot, who claimed to have been abbot there for 15 years and denied every syllable of Notovitch’s story. He also remarked that he could not think of a punishment suitable for scum who invented such lies as Notovitch. The interview was witnessed and signed by Douglas, the abbot and the interpreter, and officially sealed by the abbot.

Notovitch tried for some time to defend his story with various dodges, but finally gave up and returned to being a war correspondent. Unlike most hoaxers, he had no ideological motives for the hoax, just a desire to create a sensation. His thin story would probably not have received much attention at all if it had not been published at the peak of the 19th century Indian romanticism, just after Queen Victoria had been crowned Empress of India.

It’s still going on…

With this, the case should have been closed. But successful lies have a tendency to return. Notovitch’s book was printed again in 1926 by an American publisher who hoped (not without justification) that the debunking of the hoax had been forgotten. Even more, the story has inspired other hoaxers to fantazise about Jesus travelling to the mysterious East. Probably neither „The Gospel of the Holy Twelve” or „The Aquarian Gospel” would have existed without Notovitch’s ideas. Others with similar fantasies are the half-islamic Ahmadiyya sect who believe that Jesus survived the crucifixion and died of old age at Srinagar where he is also said to have been buried. To support this, their founder Hazrat Mirza Ghulam Ahmad quoted another hoax, the „Barnabas gospel”. Modern Ahmadiyya books quote both the „Essene epistle” and the „Life of the Holy Issa” as if they were authentic documents about Jesus.

The story of Notovitch demonstrates the incredible survival power of lies that capture the popular imagination, and the powerlesness of science to eradicate belief in even the most absurd hoaxes. Conclusive proof is apparently not enough. „The world wants to be deceived.”

 esse © by Czesław Białczyński

Some articles on Notovitch, The Unknown Life of Christ.


The Nineteenth Century, 36 (July-December 1894) pp. 515-522

THE ALLEGED SOJOURN OF CHRIST IN INDIA 1

Aeneas Sylvius, afterwards Pope Pius the Second, 1458-64, when on a visit to England, was anxious to see with his own eyes the barnacle geese that were reported to grow on trees, and, being supposed to be vegetable rather than animal, were allowed to be eaten during Lent. He went as far as Scotland to see them, but when arrived there he was told that he must go further, to the Orchades, if he wished to see these miraculous geese. He seemed rather provoked at this, and, complaining that miracles would always flee further and further, he gave up his goose chase (didicimus miracula semper remotius fugere).

Since his time, the number of countries in which miracles and mysteries could find a safe hiding-place has been much reduced. If there were a single barnacle goose left in the Orchades, i.e. the Orkney Islands, tourists would by this time have given a good account of it. There are few countries left now beyond the reach of steamers or railways, and if there is a spot never trodden by a European foot, that is the very spot which is sure to be fixed upon by some adventurous members of the Alpine Club for their next expedition. Even Central Asia and Central Africa are no longer safe, and, hence, no doubt, the great charm which attaches to a country like Tibet, now almost the only country some parts of which are still closed against European explorers. It was in Tibet, therefore, that Madame Blavatsky met her Mahâtmas, who initiated her in the mysteries of Esoteric Buddhism. Mr. Sinnet claims to have followed in her footsteps, but has never described his or her route. Of course, if Madame Blavatsky and Mr. Sinnet had only told us by what passes they entered Tibet from India, at what stations they halted, and in what language they communicated with the Mahâtmas, it would not be courteous to ask any further questions. That there are Mahâtmas in India and Tibet no one would venture to deny. The only doubt is whether these real Mahâtmas know, or profess to know, anything beyond what they can, and what we can, learn from their sacred literature. If so, they have only to give the authorities to which they appeal for their esoteric knowledge, and we shall know at |516 once whether they are right or wrong. Their Sacred Canon is accessible to us as it is to them, and we could, therefore, very easily come to an understanding with them as to what they mean by Esoteric Buddhism. Their Sacred Canon exists in Sanskrit, in Chinese, and in Tibetan, and no Sacred Canon is so large and has at the same time been so minutely catalogued as that of the Buddhists in India, China, or Tibet.

But though certain portions of Tibet, and particularly the capital (Lassa), are still inaccessible, at least to English travellers from India, other portions of it, and the countries between it and India, are becoming more and more frequented by adventurous tourists. It would therefore hardly be safe to appeal any longer to unknown Mahâtmas, or to the monks of Tibetan monasteries, for wild statements about Buddhism, esoteric or otherwise, for a letter addressed to these monasteries, or to English officials in the neighbourhood, would at once bring every information that could be desired. „Where detection was so easy, it is almost impossible to believe that a Russian traveller, M. Notovitch, who has lately published a ‚Life of Christ’ dictated to him by Buddhist priests in the Himis Monastery, near Leh, in Ladakh, should, as his critics maintain, have invented not only the whole of this Vie inconnue de Jésus-Christ, but the whole of his journey to Ladakh. It is no doubt unfortunate that M. Notovitch lost the photographs which he took on the way, but such a thing may happen, and if an author declares that he has travelled from Kashmir to Ladakh one can hardly summon courage to doubt his word. It is certainly strange that letters should have been received not only from missionaries, but lately from English officers also passing through Leh, who, after making careful inquiries on the spot, declare that no Russian gentleman of the name of Notovitch ever passed through Leh, and that no traveller with a broken leg was ever nursed in the monastery of Himis. But M. Notovitch may have travelled in disguise, and he will no doubt be able to prove through his publisher, M. Paul Ollendorf, how both the Moravian missionaries and the English officers were misinformed by the Buddhist priests of the monastery of Leh. The monastery of Himis has often been visited, and there is a very full description of it in the works of the brothers Schlagintweit on Tibet.

But, taking it for granted that M. Notovitch is a gentleman and not a liar, we cannot help thinking that the Buddhist monks of Ladakh and Tibet must be wags, who enjoy mystifying inquisitive travellers, and that M. Notovitch fell far too easy a victim to their jokes. Possibly, the same excuse may apply to Madame Blavatsky, who was fully convinced that her friends, the Mahâtmas of Tibet, sent her letters to Calcutta, not by post, but through the air, letters which she showed to her friends, and which were written, not on Mahâtmic paper and with Mahâtmic ink, but on English paper and |517 with English ink. Be that as it may, M. Notovitch is not the first traveller in the East to whom Brâhmans or Buddhists have supplied, for a consideration, the information and even the manuscripts which they were in search of. Wilford’s case ought to have served as a warning, but we know it did not serve as a warning to M. Jacolliot when he published his Bible dans l’Inde from Sanskrit originals, supplied to him by learned Pandits at Chandranagor. Madame Blavatsky, if I remember rightly, never even pretended to have received Tibetan manuscripts, or, if she had, neither she nor Mr. Sinnet have ever seen fit to publish either the text or an English translation of these treasures.

But M. Notovitch, though he did not bring the manuscripts home, at all events saw them, and not pretending to a knowledge of Tibetan, had the Tibetan text translated by an interpreter, and has published seventy pages of it in French in his Vie inconnue de Jésus-Christ. He was evidently prepared for the discovery of a Life of Christ among the Buddhists. Similarities between Christianity and Buddhism have frequently been pointed out of late, and the idea that Christ was influenced by Buddhist doctrines has more than once been put forward by popular writers. The difficulty has hitherto been to discover any real historical channel through which Buddhism could have reached Palestine at the time of Christ. M. Notovitch thinks that the manuscript which he found at Himis explains the matter in the simplest way. There is no doubt, as he says, a gap in the life of Christ, say from his fifteenth to his twenty-ninth year. During that very time the new Life found in Tibet asserts that Christ was in India, that he studied Sanskrit and Pâli, that he read the Vedas and the Buddhist Canon, and then returned through Persia to Palestine to preach the Gospel. If we understand M. Notovitch rightly, this Life of Christ was taken down from the mouths of some Jewish merchants who came to India immediately after the Crucifixion (p. 237). It was written down in Pâli, the sacred language of Southern Buddhism; the scrolls were afterwards brought from India to Nepaul and Makhada (quaere Magadha) about 200 a.d. (p. 236), and from Nepaul to Tibet, and are at present carefully preserved at Lassa. Tibetan translations of the Pâli text are found, he says, in various Buddhist monasteries, and, among the rest, at Himis. It is these Tibetan manuscripts which were translated at Himis for M. Notovitch while he was laid up in the monastery with a broken leg, and it is from these manuscripts that he has taken his new Life of Jesus Christ and published it in French, with an account of his travels. This volume, which has already passed through several editions in France, is soon to be translated into English.

There is a certain plausibility about all this. The language of Magadha, and of Southern Buddhism in general, was certainly Pâli, and Buddhism reached Tibet through Nepaul. But M. Notovitch ought to |518 have been somewhat startled and a little more sceptical when he was told that the Jewish merchants who arrived in India immediately after the Crucifixion knew not only what had happened to Christ in Palestine, but also what had happened to Jesus, or Issa, while he spent fifteen years of his life among the Brâhmans and Buddhists in India, learning Sanskrit and Pâli, and studying the Vedas and the Tripitaka. With all their cleverness the Buddhist monks would have found it hard to answer the question, how these Jewish merchants met the very people who had known Issa as a casual student of Sanskrit and Pâli in India —-for India is a large term—-and still more, how those who had known Issa as a simple student in India, saw at once that he was the same person who had been put to death under Pontius Pilate. Even his name was not quite the same. His name in India is said to have been Issa, very like the Arabic name Isâ’l Masîh, Jesus, the Messiah, while, strange to say, the name of Pontius Pilate seems to have remained unchanged in its passage from Hebrew to Pâli, and from Pâli to Tibetan. We must remember that part of Tibet was converted to Mohammedanism. So much for the difficulty as to the first composition of the Life of Issa in Pâli, the joint work of Jewish merchants and the personal friends of Christ in India, whether in Sind or at Benares. Still greater, however, is the difficulty of the Tibetan translation of that Life having been preserved for so many centuries without ever being mentioned. If M. Notovitch had been better acquainted with the Buddhist literature of Tibet and China, he would never have allowed his Buddhist hosts to tell him that this Life of Jesus was -well known in Tibetan literature, though read by the learned only. We possess excellent catalogues of manuscripts and books of the Buddhists in Tibet and in China. A complete catalogue of the Tripitaka or the Buddhist Canon in Chinese has been translated into English by a pupil of mine, the Rev. Bunyiu Nanjio, M.A., and published by the Clarendon Press in 1883. It contains no less than 1,662 entries. The Tibetan Catalogue is likewise a most wonderful performance, and has been published in the Asiatic Researches, vol. xx., by Csoma Körösi, the famous Hungarian traveller, who spent years in the monasteries of Tibet and became an excellent Tibetan scholar. It has lately been republished by M. Féer in the Annales du Musée Guimet. This Catalogue is not confined to what we should call sacred or canonical books, it contains everything that was considered old and classical in Tibetan literature. There are two collections, the Kandjur and the Tandjur. The Kandjur consists of 108 large volumes, arranged in seven divisions:

1.  Dulva, discipline (Vinaya).

2.  Sherch’hin, wisdom (Pragnâpâramitâ).

3.  P’hal-ch’hen, the garland of Buddhas (Buddha-avatansaka).

4.  Kon-tségs, mountain of treasures (Ratnakűta).

5. Mdo, or Sűtras, aphorisms (Sűtrânta). |519

6.  Myang-Hdas, or final emancipation (Nirvâna).

7.  Gryut, Tantra or mysticism (Tantra).

‚The Tandjur consists of 225 volumes, and while the Kandjur is supposed to contain the Word of Buddha, the Tandjur contains many books on grammar, philosophy, &c, which, though recognised as part of the Canon, are in no sense sacred.

In the Tandjur, therefore, if not in the Kandjur, the story of Issa ought to have its place, and if M. Notovitch had asked his Tibetan friends to give him at least a reference to that part of the Catalogue where this story might be found, he would at once have discovered that they were trying to dupe him. Two things in their account are impossible, or next to impossible. The first, that the Jews from Palestine who came to India in about 35 a.d. should have met the very people who had known Issa when he was a student at Benares; the second, that this Sutra of Issa, composed in the first century of our era, should not have found a place either in the Kandjur or in the Tandjur.

It might, of course, be said, Why should the Buddhist monks of Himis have indulged in this mystification?—-but we know as a fact that Pandits in India, when hard pressed, have allowed themselves the same liberty with such men as Wilford and Jacolliot; why should not the Buddhist monks of Himis have done the same for M. Notovitch, who was determined to find a Life of Jesus Christ in Tibet? If this explanation, the only one I can think of, be rejected, nothing would remain but to accuse M. Notovitch, not simply of a mauvaise plaisanterie, but of a disgraceful fraud; and that seems a strong measure to adopt towards a gentleman who represents himself as on friendly terms with Cardinal Rotelli, M. Jules Simon, and E. Renan.

And here I must say that if there is anything that might cause misgivings in our mind as to M. Notovitch’s trustworthiness, it is the way in which he speaks of his friends. When a Cardinal at Rome dissuades him from publishing his book, and also kindly offers to assist him, he hints that this was simply a bribe, and that the Cardinal wished to suppress the book. Why should he? If the story of Issa were historically true, it would remove many difficulties. It would show once for all that Jesus was a real and historical character. The teaching ascribed to him in Tibet is much the same as what is found in the Gospels, and if there are some differences, if more particularly the miraculous element is almost entirely absent, a Cardinal of the Roman Catholic Church would always have the tradition of the Church to rest on, and would probably have been most grateful for the solid historical framework supplied by the Tibetan Life.

M. Notovitch is equally uncharitable in imputing motives to the late M. Renan, who seems to have received him most kindly and to have offered to submit his discovery to the Academy. M. Notovitch |520 says that he never called on Renan again, but actually waited for his death, because he was sure that M. Renan would have secured the best part of the credit for himself, leaving to M. Notovitch nothing but the good luck of having discovered the Tibetan manuscript at Himis. Whatever else Renan was, he certainly was far from jealous, and he would have acted towards M. Notovitch in the same spirit with which he welcomed the discoveries which Hamdy Bey lately made in Syria on the very ground which had been explored before by Renan himself. Many travellers who discover manuscripts, or inscriptions, or antiquities, are too apt to forget how much they owe to good luck and to the spades of their labourers, and that, though a man who disinters a buried city may be congratulated on his devotion and courage and perseverance, he does not thereby become a scholar or antiquary. The name of the discoverer of the Rosetta stone is almost forgotten, the name of the decipherer will be remembered for ever.

The worst treatment, however, is meted out to the missionaries in Tibet. It seems that they have written to say that M. Notovitch had never broken his leg or been nursed in the monastery of Himis. This is a point that can easily be cleared up, for there are at the present moment a number of English officers at Leh, and there is the doctor who either did or did not set the traveller’s leg. M. Notovitch hints that the Moravian missionaries at Leh are distrusted by the people, and that the monks would never have shown them the manuscript containing the Life of Issa. Again I say, why not? If Issa was Jesus Christ, either the Buddhist monks and the Moravian missionaries would have seen that they both believed in the same teacher, or they might have thought that this new Life of Issa was even less exposed to objections than the Gospel story. But the worst comes at the end. ‚How can I tell,’ he writes, ‚that these missionaries have not themselves taken away the documents of which I saw the copies at the Himis monastery?’ But how could they, if the monks never showed them these manuscripts? M. Notovitch goes even further. ‚This is simply a supposition of my own,’ he writes, ‚but, if it is true, only the copies have been made to disappear, and the originals have remained at Lassa. … I propose to start at the end of the present year for Tibet, in order to find the original documents having reference to the life of Jesus Christ. I hope to succeed in this undertaking in spite of the wishes of the missionaries, for whom, however, I have never ceased to profess the profoundest respect.’ Any one who can hint that these missionaries may have stolen and suppressed the only historical Life of Christ which is known to exist, and nevertheless express the profoundest respect for them, must not be surprised if the missionaries and their friends retaliate in the same spirit. We still prefer to suppose that M. Notovitch, like Lieutenant Wilford, like M. Jacolliot, like Madame Blavatsky and Mr. Sinnet, was duped. |521 It is pleasanter to believe that Buddhist monks can at times be wags, than that M. Notovitch is a rogue.

All this, no doubt, is very sad. How long have we wished for a real historical life of Christ without the legendary halo, written, not by one of his disciples, but by an independent eye-witness who had seen and heard Christ during the three years of his active life, and who had witnessed the Crucifixion and whatever happened afterwards? And now, when we seemed to have found such a Life, written by an eye-witness of his death, and free as yet from any miraculous accretions, it turns out to be an invention of a Buddhist monk at Himis, or, as others would have it, a fraud committed by an enterprising traveller and a bold French publisher. We must not lose patience. In these days of unexpected discoveries in Egypt and elsewhere, everything is possible. There is now at Vienna a fragment of the Gospel-story more ancient than the text of St. Mark. Other things may follow. Only let us hope that if such a Life were ever to be discovered, the attitude of Christian theologians would not be like that which M. Notovitch suspects on the part of an Italian Cardinal or of the Moravian missionaries at Himis, but that the historical Christ, though different from the Christ of the Gospels, would be welcomed by all who can believe in his teaching, even without the help of miracles.

F. Max Müller.

P.S.—-It is curious that at the very time I was writing this paper I received a letter from an English lady dated Leh, Ladakh, June 29. She writes:

We left Leh two days ago, having enjoyed our stay there so much! There had been only one English lady here for over three years. Two German ladies live there, missionaries, a Mr. and Mrs. Weber—-a girl, and another English missionary. They have only twenty Christians, though it has been a mission-station for seven years. We saw a polo match which was played down the principal street. Yesterday we were at the great Himis monastery, the largest Buddhist monastery up here—-800 Lamas. Did you hear of a Russian who could not gain admittance to the monastery in any way, but at last broke his leg outside, and was taken in? His object was to copy a Buddhist Life of Christ which is there. He says he got it, and has published it since in French. There is not a single word of truth in the whole story! There has been no Russian there. No one has been taken into the Seminary for the past fifty years with a broken leg! There is no Life of Christ there at all! It is dawning on me that people who in England profess to have been living in Buddhist monasteries in Tibet and to have learnt there the mysteries of Esoteric Buddhism are frauds. The monasteries one and all are the most filthy places. The Lamas are the dirtiest of a very dirty race. They are fearfully ignorant, and idolaters pur et simple; no—-neither pure nor simple. I have asked many travellers whom I have met, and they all tell the same story. They acknowledge that perhaps at the Lama University at Lassa it may be better, but no Englishman is allowed there. Captain Bower (the discoverer of the famous Bower MS.) did his very best to get there, but failed. . . . We are roughing it |522 now very much. I have not tasted bread for five weeks, and shall not for two months more. We have ‚chappaties’ instead. We rarely get any butter. We carry a little tinned butter, but it is too precious to eat much of. It was a great luxury to get some linen washed in Leh, though they did starch the sheets. „We are just starting on our 500 miles march to Simla. We hear that one pass is not open yet, about which we are very anxious. We have one pass of 18,000 feet to cross, and we shall be 13,000 feet high for over a fortnight; but I hope that by the time you get this we shall be down in beautiful Kulu, only one month from Simla!


The Nineteenth Century, 39 (January-June 1896) pp. 667-677


THE CHIEF LAMA OF HIMIS ON THE ALLEGED ‚UNKNOWN LIFE OF CHRIST’

It is difficult for any one resident in India to estimate accurately the importance of new departures in European literature, and to gauge the degree of acceptance accorded to a fresh literary discovery such as that which M. Notovitch claims to have made. A revelation of so surprising a nature could not, however, have failed to excite keen interest, not only among theologians and the religious public generally, but also among all who wish to acquire additional information respecting ancient religious systems and civilisations.

Under these circumstances it was not surprising to find in the October (1894) number of this Review an article from the able pen of Professor Max Müller dealing with the Russian traveller’s marvellous ‚find.’

I confess that, not having at the time had the pleasure of reading the book which forms the subject of this article, it seemed to me that the learned Oxford Professor was disposed to treat the discoverer somewhat harshly, in holding up the Unknown Life of Christ as a literary forgery, on evidence which did not then appear conclusive.

A careful perusal of the book made a less favourable impression of the genuineness of the discovery therein described; but my faith in M. Notovitch was somewhat revived by the bold reply which that gentleman made to his critics, to the effect that he is ‚neither a „hoaxer” nor a „forger,” ‚ and that he is about to undertake a fresh journey to Tibet to prove the truth of his story.

In the light of subsequent investigations, I am bound to say that the chief interest which attaches, in my mind, to M. Notovitch’s daring defence of his book is the fact that that defence appeared immediately before the publication of an English translation of his work.

I was resident in Madras during the whole of last year, and did not expect to have an opportunity of investigating the facts respecting the Unknown Life of Christ at so early a date. Removing to the North-West Provinces in the early part of the present year, I |668 found that it would be practicable during the three months of the University vacation to travel through Kashmir to Ladakh, following the route taken by M. Notovitch, and to spend sufficient time at the monastery at Himis to learn the truth on this important question. I may here mention, en passant, that I did not find it necessary to break even a little finger, much less a leg, in order to gain admittance to Himis Monastery, where I am now staying for a few days, enjoying the kind hospitality of the Chief Lama (or Abbot), the same gentleman who, according to M. Notovitch, nursed him so kindly under the painful circumstances connected with his memorable visit.

Coming to Himis with an entirely open mind on the question, and in no way biassed by the formation of a previous judgment, I was fully prepared to find that M. Notovitch’s narrative was correct, and to congratulate him on his marvellous discovery. One matter of detail, entirely unconnected with the genuineness of the Russian traveller’s literary discovery, shook my faith slightly in the general veracity of the discoverer.

Daring his journey up the Sind Valley M. Notovitch was beset on all sides by ‚panthers, tigers, leopards, black bears, wolves, and jackals.’ A panther ate one of his coolies near the village of Haďena before his very eyes, and black bears blocked his path in an aggressive manner. Some of the old inhabitants of Haďena told me that they had never seen or heard of a panther or tiger in the neighbourhood, and they had never heard of any coolie, travelling with a European sahib, who had lost his life in the way described. They were sure that such an event had not happened within the last ten years. I was informed by a gentleman of large experience in big-game shooting in Kashmir that such an experience as that of M. Notovitch was quite unprecedented, even in 1887, within thirty miles of the capital of Kashmir.

During my journey up the Sind Valley the only wild animal I saw was a red bear of such retiring disposition that I could not get near enough for a shot.

In Ladakh I was so fortunate as to bag an ibex with thirty-eight-inch horns, called somewhat contemptuously by the Russian author ‚wild goats;’ but it is not fair to the Ladakhis to assert, as M. Notovitch does, that the pursuit of this animal is the principal occupation of the men of the country. Ibex are now so scarce near the Leh-Srinagar road that it is fortunate that this is not the case. M. Notovitch pursued his path undeterred by trifling discouragements, ‚prepared,’ as he tells us, ‚ for the discovery of a Life of Christ among the Buddhists.’

In justice to the imaginative author I feel bound to say that I have no evidence that M. Notovitch has not visited Himis Monastery. On the contrary, the Chief Lama, or Chagzot, of Himis |669 does distinctly remember that several European gentlemen visited the monastery in the years 1887 and 1888.

I do not attach much importance to the venerable Lama’s declaration, before the Commissioner of Ladakh, to the effect that no Russian gentleman visited the monastery in the years named, because I have reason to believe that the Lama was not aware at the time of the appearance of a person of Russian nationality, and on being shown the photograph of M. Notovitch confesses that he might have mistaken him for an ‚English sahib.’ It appears certain that this venerable Abbot could not distinguish at a glance between a Russian and other European or American traveller.

The declaration of the ‚English lady at Leh,’ and of the British officers, mentioned by Professor Max Millier, was probably founded on the fact that no such name as Notovitch occurs in the list of European travellers kept at the dâk bungalow in Leh, where M. Notovitch says that he resided during his stay in that place. Careful inquiries have elicited the fact that a Russian gentleman named Notovitch was treated by the medical officer of Leh Hospital, Dr. Karl Marks, when suffering not from a broken leg, but from the less romantic but hardly less painful complaint—-toothache.

I will now call attention to several leading statements in M. Notovitch’s book, all of which will be found to be definitely contradicted in the document signed by the Chief Superior of Himis Monastery, and sealed with his official seal. This statement I have sent to Professor Max Müller for inspection, together with the subjoined declaration of Mr. Joldan, an educated Tibetan gentleman, to whose able assistance I am deeply indebted.

A more patient and painstaking interpreter could not be found, nor one better fitted for the task.

The extracts from M. Notovitch’s book were slowly translated to the Lama, and were thoroughly understood by him. The questions and answers were fully discussed at two lengthy interviews before being prepared as a document for signature, and when so prepared were carefully translated again to the Lama by Mr. Joldan, and discussed by him with that gentleman, and with a venerable monk who appeared to act as the Lama’s private secretary.

I may here say that I have the fullest confidence in the veracity and honesty of this old and respected Chief Lama, who appears to be held in the highest esteem, not only among Buddhists, but by all Europeans who have made his acquaintance. As he says, he has nothing whatever to gain by the concealment of facts, or by any departure from the truth.

His indignation at the manner in which he has been travestied by the ingenious author was of far too genuine a character to be feigned, and I was much interested when, in our final interview, he asked me if in Europe there existed no means of punishing a person |670 who told such untruths. I could only reply that literary honesty is taken for granted to such an extent in Europe, that literary forgery of the nature committed by M. Notovitch could not, I believed, be punished by our criminal law.

With reference to M. Notovitch’s declaration that he is going to Himis to verify the statements made in his book, I would take the liberty of earnestly advising him, if he does so, to disguise himself at least as effectually as on the occasion of his former visit. M. Notovitch will not find himself popular at Himis, and might not gain admittance, even on the pretext of having another broken leg.

The following extracts have been carefully selected from the Unknown Life of Christ, and are such that on their truth or falsehood may be said to depend the value of M. Notovitch’s story.

After describing at length the details of a dramatic performance, said to have been witnessed in the courtyard of Himis Monastery, M. Notovitch writes:

A fter having crossed the courtyard and ascended a staircase lined with prayer-wheels, we passed through two rooms encumbered with idols, and came out upon the terrace, where I seated myself on a bench opposite the venerable Lama, whose eyes flashed with intelligence (p. 110).

(This extract is important as bearing on the question of identification; see Answers 1 and 2 of the Lama’s statement: and it may here be remarked that the author’s account of the approach to the Chief Lama’s reception room and balcony is accurate.) Then follows a long résumé of a conversation on religious matters, in the course of which the Abbot is said to have made the following observations amongst others:

We have a striking example of this (Nature-worship) in the ancient Egyptians, who worshipped animals, trees, and stones, the winds and the rain (p. 114).

The Assyrians, in seeking the way which should lead them to the feet of the Creator, turned their eyes to the stars (p. 115).

Perhaps the people of Israel have demonstrated in a more flagrant manner than any other, man’s love for the concrete (p. 115).

The name of Issa is held in great respect by the Buddhists, but little is known about him save by the Chief Lamas who have read the scrolls relating to his life (p. 120).

The documents brought from India to Nepal, and from Nepal to Tibet, concerning Issa’s existence, are written in the Pâli language, and are now in Lassa; but a copy in our language—-that is, the Tibetan—-exists in this convent (p. 123).

Two days later I sent by a messenger to the Chief Lama a present comprising an alarum, a watch, and a thermometer (p. 125).

We will now pass on to the description given by the author of his re-entry into the monastery with a broken leg:

I was carried with great care to the best of their chambers, and placed on a bed of soft materials, near to which stood a prayer-wheel. All this took place under the immediate surveillance of the Superior, who affectionately pressed the hand I offered him in gratitude for his kindness (p. 127).

While a youth of the convent kept in motion the prayer-wheel near my bed, |671 the venerable Superior entertained me with endless stories, constantly taking my alarum and watch from their cases, and putting me questions as to their uses, and the way they should be worked. At last, acceding to my earnest entreaties, he ended by bringing me two large bound volumes, with leaves yellowed by time, and from them he read to me, in the Tibetan language, the biography of Issa, which I carefully noted in my carnet de voyage, as my interpreter translated what he said (p. 128).

This last extract is in a sense the most important of all, as will be seen when it is compared with Answers 3, 4, and 5 in the statement of the Chief Superior of Himis Monastery. That statement I now append. The original is in the hands of Professor Max Müller, as I have said, as also is the appended declaration of Mr. Joldan, of Leh.

The statement of the Lama, if true—-and there is every reason to believe it to be so—-disposes once and for ever of M. Notovitch’s claim to have discovered a Life of Issa among the Buddhists of Ladakh. My questions to the Lama were framed briefly, and with as much simplicity as possible, so that there might be no room for any mistake or doubt respecting the meaning of these questions.

My interpreter. Mr. Joldan, tells me that he was most careful to translate the Lama’s answers verbally and literally, to avoid all possible misapprehension. The statement is as follows:

Question 1. You are the Chief Lama (or Abbot) of Himis Monastery?

Answer 1. Yes.

Question 2. For how long have you acted continuously in that capacity?

Answer 2. For fifteen years.

Question 3. Have you or any of the Buddhist monks in this monastery ever seen here a European with an injured leg?

Answer 3. No, not during the last fifteen years. If any sahib suffering from serious injury had stayed in this monastery it would have been my duty to report the matter to the Wazir of Leh. I have never had occasion to do so.

Question 4. Have you or any of your monks ever shown any Life of Issa to any sahib, and allowed him to copy and translate the same?

Answer 4. There is no such book in the monastery, and during my term of office no sahib has been allowed to copy or translate any of the manuscripts in the monastery.

Question 5. Are you aware of the existence of any book in any of the Buddhist monasteries of Tibet bearing on the life of Issa?

Answer 5. I have been for forty-two years a Lama, and am well acquainted with all the well-known Buddhist books and manuscripts, and I have never heard of one which mentions the name of Issa, and it is my firm and honest belief that none such exists. I have inquired of our principal Lamas in other monasteries of Tibet, and they are not acquainted with any books or manuscripts which mention the name of Issa.

Question 6. M. Nicolas Notovitch, a Russian gentleman who visited |672 your monastery between seven and eight years ago, states that you discussed with him the religions of the ancient Egyptians, Assyrians, and the people of Israel.

Answer 6. I know nothing whatever about the Egyptians, Assyrians, and the people of Israel, and do not know anything of their religions whatsoever. I have never mentioned these peoples to any sahib.

[I was reading M. Notovitch's book to the Lama at the time, and he burst out with, 'Sun, sun, sun, manna mi dug!' which is Tibetan for, 'Lies, lies, lies, nothing but lies!' I have read this to him as part of the statement which he is to sign----as his deliberate opinion of M. Notovitch's book. He appears perfectly satisfied on the matter. J. A. D.]

Question 7. Do you know of any Buddhist writings in the Pâli language?

Answer 7. I know of no Buddhist writings in the Pâli langage; all the writings here, that I know of, have been translated from Sanskrit and Hindi into the Tibetan language.

[From this answer, and other observations of the Lama, it would appear that he is not acquainted with the term 'Pâli.'----J. A. D. ]

Question 8. Have you received from any sahib a present of a watch, an alarum, and a thermometer?

Answer 8. I have never received any such presents from any sahib. I do not know what a thermometer is. I am sure that I have not one in my possession.

[This answer was given after a careful explanation of the nature of the articles in question.----J. A. D.]

Question 9. Do you speak Urdu or English?

Answer 9. I do not know either Urdu or English.

Question 10. Is the name of Issa held in great respect by the Buddhists?

Answer 10. They know nothing even of his name; none of the Lamas has ever heard it, save through missionaries and European sources.

Signed in the Tibetan language by the Chief Lama of Himis, and sealed with his official seal.

In the presence of us
J. Archibald Douglas, Professor, Government College, Agra, N.-W. P.
Shahmwell Joldan, late Postmaster of Ladakh.

Himis Monastery, Little Tibet: June 3, 1895.

(Mr. Joldan’s Declaration)

This is my declaration: That I acted as interpreter for Professor Douglas in his interviews with the Chief Lama of Hiinis Monastery.

I can speak English, and Tibetan is my native language. The questions and answers to which the Chief Lama has appended his seal and signature were thoroughly understood by him, and I have the fullest confidence in his absolute veracity.

Shahmwell Joldan
(Retired Postmaster of Ladakh
under the British Imperial Post Office). 

Leh: June 5, 1895.

This statement and declaration appear conclusive, and they are confirmed by my own inquiries, and by those made in my presence by the Abbot of Hirnis of some of the monks who have been longest resident in the monastery. There is every reason for believing that the conversations with the Lamas of Wokka and Lamayuru originated also in the fertile brain of M. Notovitch.

Neither of these reverend Abbots remembers anything about the Russian traveller, and they know nothing of the religion of Issa (Christianity) or of any Buddhist sacred books or writings which mention his name.

I would here remark that the Lamas of Ladakh are not a garrulous race, and I have never known them indulge in high-flown platitudes on any subject. The casual reader would judge from a perusal of M. Notovitch’s ‚conversations’ with them, that they were as much addicted to pompous generalities as the orators of youthful debating societies. The Lamas I have met are prepared to answer rational inquiries courteously. They do so with brevity, and usually to the point. They confess willingly that their knowledge on religious subjects is limited to their own religion, and that they know nothing whatever of religious systems unconnected with Tibetan Buddhism. They do not read any languages but Sanskrit and Tibetan, and their conversations with foreigners are altogether limited to commonplace topics. The Chief Lama of Himis had never heard of the existence of the Egyptians or of the Assyrians, and his indignation at M. Notovitch’s statement that he had discussed their religious beliefs was so real, that he almost seemed to imagine that M. Notovitch had accused him of saying something outrageously improper.

The exclusiveness of the Buddhism of Lassa seems to have instilled into the minds of the Lamaďstes an instinctive shrinking from foreign customs and ideas.

I would call attention especially to the ninth answer in the Lama’s statement, in which he disclaims all knowledge of the English and Urdu languages.

The question arises, ‚Who was M. Notovitch’s interpreter?’ The Tibetans of Ladakh competent to interpret such a conversation are leading men, certainly not more than three or four in number. Not one of them has ever seen M. Notovitch, to his knowledge. What does our imaginative author tell about this detail? On page |673 35 of the English edition, we are informed that at the village of Groond (thirty-six miles from Srinagar) he took a shikari into his service ‚who fulfilled the rôle of interpreter.’ Of all the extraordinary statements with which this book abounds, this appears to us the most marvellous. A Kashmiri shikari is invariably a simple peasant, whose knowledge of language is limited to his native tongue, and a few words of Urdu and English, relating to the necessities of the road, the camp and sport, picked up from English sportscaen and their Hindu attendants.

Even in his own language no Kashmiri villager would be likely to be able to express religious and philosophical ideas such as are contained in the ‚conversations’ between M. Notovitch and the Lamas. These ideas are foreign to the Kashmiri mode of thought, usually limited to what our author would term ‚things palpable.’

We will take one or two examples:

Part of the spirituality of our Lord (p. 33);
Essential principles of monotheism (p. 51);
An intermediary between earth and heaven (p. 51);

used in the ‚conversation’ with the Abbot of Wokka on the journey to Leh. The conversations at Himis abound in even more magnificent expressions:

Idols which they regarded as neutral to their surroundings (p. 114);
The attenuation of the divine principle (p. 115);
The dominion of things palpable (p. 115);
A canonical part of Buddhism (p. 1:34);

and many others which readers will have no difficulty in finding.

Few things have amused me more, in connexion with this inquiry, than the half-annoyed, half-amused expression of the venerable Lama’s face when Mr. Joldan, after a careful explanation from me, did his best to translate into Tibetan, as elegantly as it deserves, the expression ‚the attenuation of the divine principle.’

Apart, then, altogether from the statement made by the old Abbot, there are ample reasons for doubting the veracity of M. Notovitch’s narrative.

In my last conversation with the Lama we talked of the story of the broken leg. He assured me that no European gentleman had ever been nursed in the monastery while suffering from a broken limb, and then went on to say that no European traveller had ever during his term of office remained at Himis for more than three days. The Abbot called in several old monks to confirm this statement, and mentioned that the hospitality offered by the monastery to travellers is for one night, and is only extended for special reasons by his personal invitation, and that he and his monks would not have forgotten so unusual a circumstance.

That M. Notovitch may have injured his leg after leaving Leh on |674 the road to Srinagar is possible, but the whole story of the broken leg, in so far as it relates to Himis Monastery, is neither more nor less than a fiction.

The Lamaďstes of Ladakh are divided into two great parties: the red monks, or orthodox conservative body; and the yellow monks, a reforming nonconformist sect.

On p. 119 of the Unknown Life of Christ, the Lama of Himis, the Chief Superior under the Dalai Lama of the red or orthodox monks of Ladakh, describes himself and his fellow-monks as ‚we yellow monks,’ in one of those wonderful conversations before alluded to. It would be just as natural for his Grace the Archbishop of Canterbury, discussing the state of the English Church with an unsophisticated foreigner, to describe himself and the whole bench of bishops as ‚we ministers of the Wesleyan Methodist body.’ The Russian traveller might have remembered the dark-red robes and the red wallets of the monks who fill the monastery of Himis, unless it be that the Russian author is colour-blind, as well as blind to a sense of truth. The religious differences of these two religious bodies are described with an inaccuracy so marvellous that it might almost seem to be intentional.

Regarded, then, in the light of a work of the imagination, M. Notovitch’s book fails to please, because it does not present that most fascinating feature of fiction, a close semblance of probability.

And yet, if I am rightly informed, the French version has gone through eleven editions; so M. Notovitch’s effort of imagination has found, doubtless, a substantial reward. In face of the evidence adduced, we must reject the theory generously put forward by Professor Max Müller, that M. Notovitch was the victim of a cunning ‚hoax ‚ on the part of the Buddhist monks of Himis.

I do not believe that the venerable monk who presides over Himis Monastery would have consented to the practice of such a deception, and I do not think that any of the monks are capable of carrying out such a deception successfully. The departures from truth, on other points, which can be proved against M. Notovitch render such a solution highly improbable.

The preface which is attached to the English edition under the form of a letter ‚To the Publishers’ is a bold defence of the truth of M. Notovitch’s story, but it does not contain a single additional argument in favour of the authenticity of the Life of Issa.

A work of brilliant imagination is entitled to respect when it confesses itself as such, but when it is boldly and solemnly asserted again and again to be truth and fact, it is rightly designated by a harsher term. The Life of Issa is not a simple biography. Such a publication, though a literary forgery, might be considered comparatively harmless. This Life of Issa contains two very striking departures from Christian revelation, as accepted by the vast majority of those |675 who confess the faith of Christ. It practically denies the working of miracles, and it also gives a definite denial to the resurrection of Jesus. To the first of these denials is given no less authority than the word’s of our Lord, while the second more important article of faith is explained away very much to the discredit of the Apostles of the Early Church. M. Notovitch must remain, therefore, under the burden of what will be in the eyes of many people a more serious charge than literary forgery, and persistent untruthfulness. He has attempted wilfully to pervert Christian truth, and has endeavoured to invest that perversion with a shield of Divine authority.

I am not a religious teacher, and, great as is my respect for Christian missionaries, I cannot profess any enthusiastic sympathy with their methods and immediate aims. M. Notovitch cannot therefore charge me with ‚missionary prejudice’ or ‚obstinate sectarianism.’

But, in the name of common honesty, what must be said of M. Notovitch’s statement, that his version of the Life of Issa ‚has many more chances of being conformable to the truth than the accounts of the evangelists, the composition of which, effected at different epochs, and at a time ulterior to the events, may have contributed in a large measure to distort the facts and to alter their sense.’

Another daring departure from the New Testament account is that the blame of Christ’s crucifixion is cast on the Roman governor Pilate, who is represented as descending to the suborning of false witnesses to excuse the unjust condemnation of Jesus.

The Jewish chief priests and people are represented as deeply attached to the great Preacher, whom they regarded as a possible deliverer from Roman tyranny, and as endeavouring to save Him from the tyrannical injustice of Pilate. This remarkable perversion of the received account has led several people to ask if the author of the Unknown Life of Christ is of Jewish extraction. Such inquiries as I have been able to make are not, however, in favour of such a supposition.

In many respects it may be said that this ‚Gospel according to M. Notovitch’ bears a resemblance to the Vie de Jésus by Renan, to whom the Russian author states that he showed his manuscripts.

We believe, nevertheless, that the great French author possessed too much perspicacity to be deceived by the ‚discovery,’ and too much honesty to accept support of his views from such a dubious quarter.

The general question as to the probability of the existence of any Life of Issa among the Buddhist manuscripts in the monasteries of Tibet has been already so ably dealt with by so great an authority on these matters as Professor Max Müller, that I feel it would be presumptuous on my part to attempt to deal with a subject in which |676 I am but slightly versed. I will therefore content myself by saying that the statements of the Lama of Himis, and conversations with other Lamas, entirely bear out Professor Max Müller’s contention that no such Life of Issa exists in Thibet.

In conclusion, I would refer to two items of the Russian author’s defence of his work. The first is that in which he boldly invites his detractors to visit Himis, and there ascertain the truth or falsehood of his story; the second that passage in which he requests his critics ‚to restrict themselves to this simple question: Did those passages exist in the monastery of Himis, and have I faithfully reproduced their substance?’

Otherwise he informs the world in general no one has any ‚honest’ right to criticise his discovery. I have visited Himis, and have endeavoured by patient and impartial inquiry to find out the truth respecting M. Notovitch’s remarkable story, with the result that, while I have not found one single fact to support his statements, all the weight of evidence goes to disprove them beyond all shadow of doubt. It is certain that no such passages as M. Notovitch pretends to have translated exist in the monastery of Himis, and therefore it is impossible that he could have ‚faithfully reproduced’ the same.

The general accuracy of my statements respecting my interviews with the Lama of Himis can further be borne out by reference to Captain Chevenix Trench, British Commissioner of Ladakh,2 who is due to visit Himis about the end of the present month, and who has expressed to me his intention of discussing the subject with the Chief Lama.

Before concluding, I desire to acknowledge my sense of obligation to the Wazir of Leh, to the Chief Lama and monks of Himis Monastery, to my excellent interpreter, and to other kind friends in Ladakh, not only for the able assistance which they afforded to me in my investigations, but also for the unfailing courtesy and kind hospitality which rendered so enjoyable my visit to Ladakh.

J. Archibald Douglas.

June 1893.

POSTSCRIPT
BY PROFESSOR MAX MÜLLER

Although I was convinced that the story told by M. Notovitch in this Vie inconnue de Jésus-Christ 3 was pure fiction, I thought it |677 fair, when writing my article in the October number of this Review, 1894, to give him the benefit of a doubt, and to suggest that he might possib]y have been hoaxed by Buddhist priests from whom he professed to have gathered his information about Issa, i.e. Jesus. (Isa is the name for Jesus used by Mohammedans.) Such things have happened before. Inquisitive travellers have been supplied with the exact information which they wanted by Mahŕtmas and other religious authorities, whether in Tibet or India, or even among Zulus and Red Indians. It seemed a long cry to Leh in Ladakh, and in throwing out in an English review this hint that M. Notovitch might have been hoaxed, I did not think that the Buddhist priests in the Monastery of Himis, in Little Tibet, might be offended by my remarks. After having read, however, the foregoing article by Professor Douglas, I feel bound most humbly to apologise to the excellent Lamas of that monastery for having thought them capable of such frivolity. After the conrplete refutation, or, I should rather say, annihilation, of M. Notovitch by Professor A. Douglas, there does not seem to be any further necessity—-nay, any excuse—-for trying to spare the feelings of that venturesome Russian traveller. He was not hoaxed, but he tried to hoax us. Mr. Douglas has sent me the original papers, containing the depositions of the Chief Priest of the Monastery of Him is and of his interpreter, and I gladly testify that they entirely agree with the extracts given in the article, and are-signed and sealed by the Chief Lama and by Mr. Joldan, formerly Postmaster of Ladakh, who acted as interpreter between the priests and Professor A. Douglas. The papers are dated Himis Monastery, Little Tibet, June 3, 1894.

I ought perhaps to add that I cannot claim any particular merit in having proved the Vie inconnue de Jésus-Christ—-that is, the Life of Christ taken from MSS. in the monasteries of Tibet—-to be a mere fiction. I doubt whether any Sanskrit or Pâli scholar, in fact any serious student of Buddhism, was taken in by M. Notovitch. One might as well look for the waters of Jordan in the Brahmaputra as. for a Life of Christ in Tibet.

F. Max Müller.

November 15, 1895.

sub_photic_region_by_joe-macgown-janelle-mckainsub_photic_region_by_joe-macgown-janelle-mckain

Joe-MacGown-Neogothic-Jam3

Joe-MacGown-Neogothic-Jam 3

Ta niesamowita Słowiańszczyzna – Wielka Tajemnica i Wielka Mistyfikacja


Nieprzypadkowo rozpoczynam ten artykuł od cytatu z Marii Janion – „Ta niesamowita Słowiańszczyzna”. Tak, Słowiańszczyzna jest NIESAMOWITA i jest to jedna z największych zagadek, jakie napotyka prędzej czy później każda Istota Świadoma, czyli każdy Myślący Wolny Człowiek na Ziemi – niezależnie od miejsca urodzenia i języka jakim się posługuje.

aa Haplogroup-R1aMapa 1. I should point out that R1a in Europe is heavily connected to Slavic speakers. Though quite high levels in Scandinavia as well, result is that most R1a in Ireland and Scotland is probably connected to Viking age. Other major language areas you see lots of R1a are among Iranic (Persian, Kurdish, Pasthun) and Indic (Hindi, Punjabi, Bengali, Nepali etc.) speakers.

[Powyżej w miarę uczciwa mapa R1a - to rzadkość. Opis, który tutaj fragmentarycznie pod nią zamieszczamy nie był już tak uczciwy, gdyż sugerował, że języki z grupy Kentum są równie źródłowe dla pra-indoeuropejskiego, jak języki satemowe, co jest nieprawdą. Pierwotny język indoeuropejski był językiem satem - możemy go nazywać SCYTYJSKIM lub Prasłowiańskim,  z niego wywodzą się dzisiejsze wszystkie satemowe języki pochodzące od staro-słowiańskiego (języka wspólnego Hg Y-DNA R1a1 czyli Scytów oraz Hg Y-DNA I, czyli Staroeuropejczyków): słowiańskie, albański, rumuński, węgierski, bałtyjskie-istyjskie, perski, hindi, pali i inne. Rzecz jasna są w nich składowe innych genetycznych podkładów co powoduje ich widoczne zróżnicowanie np - w bałtyjskich, czy węgierskim grupa Hg Y-DNA N, w perskim Hg Y-DNA J, w pali i hindi - L, H (Cyganie, którzy egzystują z nami Słowianami w Europie) i R2 (Drawidów). Również wcześniejszy wspólny dla Scytów i Celtów język praindoeuropejski był satemowy.]

Oczywiście my sami jako Słowianie mamy z myśleniem o Słowiańszczyźnie nieporównanie większy kłopot niż inni, którzy  nie czują się ze Słowianami spokrewnieni, ani nimi nie są. Tak przynajmniej teoretycznie powinno być; zewnętrzny ogląd powinien dawać, poprzez dystans emocjonalny, większy obiektywizm. Tak jednak nie jest i Słowianie są powszechnie postrzegani i opisywani, zwłaszcza przez tzw. Zachód, w sposób nieobiektywny i nieuczciwy. Dzieje się tak za sprawą ukształtowanych w  XIX wieku nacjonalizmów i szowinizmów, które ugruntowały, także w dzisiejszym myśleniu różnych nacji, schematy i stereotypy ufundowane na propagandzie tworzącej zręby ich dumy narodowej.

To powoduje, że pokutują i dzisiaj w różnych innych narodach intencjonalne sposobny myślenia o sobie, a także koncepcje ideologiczne na temat etnogenezy narodów i udziału poszczególnych etnosów w budowaniu cywilizacji, deprecjonujące bądź wykluczające z tego procesu inne nacje, oraz naginające fakty do pozornie spójnych,  jednak tworzonych arbitralnie z pominięciem wyników naukowych (przemilczeniem, lub innymi manipulacjami), teorii.

Już samo geograficzne umiejscowienie Słowiańszczyzny w strukturze lądów Matki Ziemi  daje do myślenia i wprawia wielu ludzi w zadziwienie lub konsternację. Można do tego zagadnienia podejść na zasadzie statystycznej – cóż, przypadek dziejowy, przypadek w ogóle – równie dobrze tę północno-środkową i centralno-południową Azję, jak i północ oraz środek i wschód Europy (Serce, Międzymorze – Trójmorze) mogliby zajmować, wedle tego statystycznego punktu widzenia,  Chińczycy, albo Semici, albo Celtowie, albo Aborygeni.


6936Mapa 2. Macierz Słowian – Distribution of Slavs across Eurasia, Haplogroup R1a1.

On the basis of a huge research material geographical cards of areas of moving of Slavs across Eurasia Haplogroup R1a1 [28-49] have been made, cards are constructed by the western scientists. On the strict scientific data the percentage of the Slavic population among the countries of Eurasia [28-49] has been determined. We have processed these figures and have made the table Quantity of Slavs in Eurasia, Haplogroup R1a1 (for 2010). At the end of the table the quantity of Slavs on religions has been determined.

[Ta mała mapa w rogu jest nierzetelna, nie pokrywa brązem północnej Afryki, a wiadomo, że była to jedna z dróg ekspansji R1 do Europy. Ma ona pokazywać zasięg R1 - czyli R1a1 oraz R1b1. Także duża mapa pokazująca Słowian jako R1a1 nie jest rzetelna - możemy tu mówić o Scytach czyli PRASŁOWIANACH, którzy stali się Słowianami dopiero po połączeniu się ze Staroeuropejczykami i ukształtowaniu wspólnego staro-słowiańskiego języka, protoplasty współczesnych języków słowiańskich.

haplogroup_i2a1

Mapa3. Macierz Słowian to obszar łączący zasięg R1a1 + I. Taka mapa pokrywałaby znacznie większy obszar, co widać powyżej na mapie nr 2 "Europy R1a1" (zielony kolor - dochodzi: Skandynawia Południowa oraz część Azjatycka po Indie),  a także obszar pokryty na mapie poniżej (mapa nr 4)  przez Hg Y-DNA I1, która jest stosunkowo późną mutacją HgY-DNA I, nazywaną Skandynawską (W. Brytania - Szkocja, Skandynawia z Finlandią i Islandia). Z oczywistych powodów  Hg Y-DNA I1 (lodowiec) zasiedliła Skandynawię razem z R1a1 dosyć późno w stosunku do zasiedlenia terenów nad Adriatykiem i Dunajem.

haplogroupI1

Mapa 4. Mapa Hg Y-DNA I1. Takich przekłamań, niedopowiedzeń i przekręceń jest niesłychanie wiele w materiałach popularno-naukowych poświęconych genetyce. To dowody nie tyle nierzetelności co "intencjonalności" tworzących i relacjonujących tę wiedzę. O nierzetelności i manipulacjach germanofilskiej Eupedii przypisującej germańskość haplogrupom R1a1 oraz I pisaliśmy w odrębnym artykule - znajduje się on na Czarnym Pasku po prawej: " O pangermańskim szowiniźmie i nacjonaliźmie, o nieustannych próbach naciągania faktów i anglo-niemieckich manipulacjach przy Y-DNA"]

6938Mapa 5. Distribution of Slavs across Eurasia, Haplogroup R1a1.

We have received sensational results. In Russia lives only 66 million Slavs, and with Ukraine and Belarus is about 92 million. In all Western Europe lives approximately 66 million western Slavs (as in Russia). But in Asia perfectly itself feel, not knowing that they Slavs, 650 million person. Appeared that Slavs Haplogroup R1a1 in Eurasia have more than 810 million people, this second place in the world after Chinese Haplogroup O (Han Chinese – 1137 million people – in 2010 y.).

[Mapa jest przekłamana: nie zaznaczono Bułgarii gdzie mieszka 12% R1a1, ani Grecji z 16%, ani Turcji i Iraku (średnio po 8%) - gdzie na terytorium Kurdów jest ponad 20% R1a1. Inny, dużo większy jest zasięg R1a w Iranie i w Indiach. W Niemczech zaznaczono 16% - podczas gdy wschodnie i północne Niemcy to 25-30% , a Łużyce wręcz 63% R1a1. To rozumowanie tutaj zaprezentowane również jest nie całkiem poprawne, ponieważ Słowianie w sensie etno-genetycznym, czyli etnosu językowego i historycznego + zasób rodziny genetycznej współtworzącej ten etnos, to tak naprawdę cała ludność  R1a1  na świecie, a także cała ludność Hg Y-DNA I (I2 + I1), jak również wszyscy przedstawiciele innych haplogrup w słowiańskich państwach, którzy mówią dzisiaj po słowiańsku (J, G, E, R1b itp). Należy zaznaczyć, że dane procentowe zmieniają się dynamicznie w miarę postępu badań.]

populacja Słowian w starym świecie 6943tabela

From this inconceivable quantity of Slavs are only 100 million Orthodox and 57 million Catholics and Protestants. But Moslems is greater – 272 million person. Hinduism it is even more – than 377 million people. Slavs appeared nothing worse Chinese – they the present Mongols who do not have number.

[Tabela nie uwzględnia udziału ludności Hg Y-DNA I w etnosie Słowiańskim, jak również nie uwzględnia udziału ludności innych haplogrup mówiących dzisiaj po słowiańsku, J, G, E, R1b itp. Uwaga: Tabela ta może odbiegać od podawanych w różnych miejscach aktualnych w 2012 roku szacunków jednakże , nie uwzględnia ona niektórych występujących populacji R1a - np w Szwajcarii jest to 1 mln ludzi, w Arabii Saudyjskiej 2 miliony, w Egipcie 2 miliony, w Indonezji 15 mln, we Francji i Anglii 7 mln, itd, generalnie sumarycznie to się jednak mniej więcej zgadza ]

Ten rodzaj myślenia „naukowego”, który tkwi korzeniami w newtonowskim obrazie świata, czyli czysto mechanistycznym jego widzeniu, musimy jednak odrzucić, odkąd dowiedzieliśmy się o istnieniu biologicznej „zasady minimalizmu”, nazywanej wśród biologów „zasadą doboru naturalnego”, a która obowiązuje również w świecie fizyki i matematyki i innych nauk, gdzie nazywana jest Brzytwą Ockhama. Od tego czasu wiemy z całą pewnością, iż w Przyrodzie (Naturze) nic nie dzieje się „przypadkiem”, a wszystko odbywa się po tzw „linii najmniejszego oporu”. Jeśli przyjmiemy ów „naturalny” a zarazem „minimalistyczny” tok myślenia oraz zaakceptujemy twierdzenia i odkrycia Świętej Geometrii o „ukrytym”, bądź „wyższym”/”głębszym” kodzie/planie działającym w konstrukcji i strukturze Wszechświata, a także o istnieniu „przeszywającej” wszystko Siatki Spajającej Wszechświat, czyli eterycznej Podszewki biorącej w sposób „inteligentny” udział w formowaniu bytów materialnych i kształtującej według pewnego „zamiaru” dzieje materii (co postuluje i potwierdza eksperymentalnie współczesna fizyka), to przypadkowość musimy sobie wybić raz na zawsze z głowy.

Wtedy zaś dochodzimy do logicznego wniosku, że Słowianie zajmują tę niszę ekologiczną na planecie Ziemia, która została im przez „naturę” przeznaczona i do zamieszkania której zostali przez Przyrodę/Naturę  najlepiej, jak to tylko możliwe, wyposażeni.

6907Nestor’s Christian swastika in body a cross.

Dane na temat liczebności Hinduistów czyli wyznawców Wiary Przyrodzonej pośród ludu Słowian przedstawione powyżej są znowu przekłamane, ale jakoś tam przybliżają nam właściwy obraz. Dzieje się tak ponieważ nie zaliczono tutaj 28 milionów ludzi o krwi R1a1 z samych tylko Chin, nie wzięto w ogóle pod uwagę „Nowego Świata”, gdzie żyje duży procent ludzi o Hg Y-DNA R1a oraz I.  Nie uwzględniono też ani taoistów ani buddystów. Uwzględniwszy te dane, w krajach dawnego SIStanu, zasiedlanych głównie przez Słowian i pokrewne co do tradycji oraz języka narody okazuje się, że jeśli idzie o wyznawaną religię Słowianie to głównie wyznawcy: Wiary Przyrodzonej – ok. 420 – 440 mln osób, muzułmanie ok. 270 mln i chrześcijanie również ok. 270 mln. Te dane nie uwzględniają oczywiście również ateistów. Pomiędzy prezentowanymi tutaj liczbami a tymi z innych artykułów gdzie podchodziliśmy do tematu liczebności poszczególnych religii na świecie zachodzą spore różnice. Jest to bowiem materia szczególnie zakłamana i ciemna, podlegająca „dziwacznym” praktykom zakazów i nakazów oraz dwoistej moralności ( np. w Polsce według ostatnich danych tylko 16 % katolików przyjmuje w ogóle komunię świętą, a tylko 30% katolików  bierze udział w mszach raz w tygodniu. Wielu z nich chrzci dzieci z konformizmu i bierze śluby kościelne dla świętego spokoju. Taka sytuacja dotyczy całego chrześcijaństwa Zachodniego w znacznie większym stopniu niż polskiego – na Zachodzie ślub jest imprezą komercyjną i zdarzeniem prawnym o charakterze  „kapitałowo-ekonomicznym”, a nie aktem religijnym.)  

 

Ostrzeżenie: Ludzie o głęboko uformowanym światopoglądzie opartym na KANONIE (dogmatach) Świątyni Nauki XIX i XX wieku nie powinni dalej czytać tego artykułu. Ci którzy czytali uważnie podpisy szarym drukiem pod obrazkami wiedzą już na pewno co się tutaj szykuje. Zalecam wycofanie się w celu ocalenia  Gmachu w Którym przebywa Wasza Świadomość – Wieży z Kości Słoniowej Uformowanej na Dogmatach Ery Wczesnego Nacjonalizmu. Ostrzegam Was, że ryzyko wejścia w Alternatywną Rzeczywistość jest w związku z dalszą lekturą tego tekstu bardzo wysokie.

6909

Nestor’s Christian swastika in two head an eagle cross.

Let’s repeat again truisms. The genotype is given on a man’s line, and a phenotype – on female. Therefore it is not necessary to be surprised, that descendants of Slavs from Mongolia and Central Asia in Russia and Europe get white and began to look, as normal Europeans. On the contrary, Slavs in Central Asia, the Inner Mongolia and Hindustan have remained dark as local women have corresponding shape. Besides Slavs in Europe Christians, and in Asia is Moslems and Hinduism.

 

To będzie krótki artykuł. W sumie jest bardzo niewiele do powiedzenia. Każdy kto jest Słowianinem – a do was piszę po polsku, do Wszystkich Słowian – w pewnym sensie jest dotknięty Chorobą Słowiańską – i intuicyjnie czuje że coś z nim jest nie w porządku. Rozpoznaje symptomy owej choroby, choć nie potrafi sobie postawić diagnozy. Będzie TUTAJ diagnoza – więc Kto woli nie wiedzieć co mu naprawdę dolega – niech także zaprzestanie lektury, bo z Owocem Poznania jest tak, że nie da się go wypluć gdy się połknęło, nie da się PRAWDY WYRZYGAĆ i żyć dalej, jak gdyby nigdy nic.

Jeszcze uwaga porządkowa: Tak zwany człowiek wykształcony, a do tego myślący, prędzej czy później  dociera w związku ze swoim naturalnym/przyrodzonym rozwojem, do granicy swojej ukształtowanej (wykształconej) Świadomości i zaczyna stawiać pytania, na które proces kształcenia/kształtowania nie przyniósł zadowalających odpowiedzi. Ten artykuł wykracza poza te „klasyczne” czy też „kanoniczne” granice, do których docierają w kształceniu adeptów różnego rodzaju  szkoły w tym także uniwersytety. Te wszystkie szkoły, jak wiecie są oparte na tzw „programach” zatwierdzanych przez tzw „ministerstwa” i tzw „rady programowe” – tam powstaje pewien kanon, który po pierwsze podporządkowany jest ideologicznie tzw „wiodącej tendencji w nauce”, po drugie podporządkowany jest politycznie rządowi na danym obszarze i jego poglądowi na dzieje (historię) oraz  na wszelkie inne dyscypliny. Stąd w Europie  nie uświadczycie dzisiaj uniwersytetu, który by ucząc biologii kwestionował darwinizm, albo ucząc fizyki kładł u jej podstawy Paradygmat Świadomości czyli filozofię Immanuela Kanta z Królewca.  Mamy tu dokładnie tę samą sytuację co w Średniowieczu, kiedy nie wykładano teorii Kopernika z Torunia, ani nie informowano studentów o odkryciach Galileusza.

Epoka brązu mapa europa afryka mala azja 2000 pneMapa nr 6 – kultur archeologicznych Epoki Brązu – ok. 2000 p.n.e . Widać tutaj kolejną manipulację. Kulturę unietycką dołączono kolorem do Brązowych Kultur Bałkańskich i Apenińskich oraz Małoazjatyckich. Z genetyki jednak wiemy, że ludność haplogrupy  I oraz R1a1 – jest obecna nad Adriatykiem i Dunajem od 8000 p.n.e. (także nad Morzem Czarnym co tutaj widać – jako Corded Ware), a od ok. 3000 p.n.e. jest także obecna i tworzy kultury nad Łabą Wisłą, Odrą i w Skandynawii. Tutaj połączono Prasłowian z Celtami zielonym kolorem i przedzielono kulturą Unietycką sugerując jej specjalną pozycję. Całą tę manipulację obnaża odkrycie grobowca pary królewskiej z roku 2400 p.n.e. w Eulau (na zachód od Lipska (na mapie czerwony kwadracik) – ta para królewska miała Y-DNA haplogrupy R1a1. Ta mapa pokazuje kultury nad Amu Darią jako stepowo-pasterskie podczas gdy były one w Epoce Brązu centralnymi ośrodkami, które budowały olbrzymie miasta i dysponowały wysokim stopniem wytwórczości. Widać to na mapie poniżej z opisem archeologicznym z artykułu

clip_image0021Mapa nr 7. W drugiej połowie III tys. przed naszą erą na terenach między Amu Darią a pasmem gór Koped Dag rozwinął się Baktryjsko-Margiański Zespół Archeologiczny, który był dominującą formacją kulturową w południowej części Azji Środkowej w epoce brązu. Jego cechą charakterystyczną była struktura i architektura dużych osad składających się najczęściej z centralnie położonej cytadeli, często o bardzo złożonej formie fortyfikacji, którą otaczały skromniejsze zabudowania i kolejne pierścienie murów. Cywilizacja Oxus utrzymywała bliskie kontakty handlowe z Cywilizacją Doliny Indusu. W Baktrii istniała nawet faktoria handlowa zamieszkana przez ludność z Doliny Indusu (stanowisko Szortugai, zob.: H. Francfort i inni 1989). Natomiast tereny Margiany przemierzała ze swoimi stadami, pochodząca z północnej części Azji Środkowej, nomadyczna ludność Kultury Andronowskiej, która, jak się przypuszcza, przemieszczała się między Margianą a Chorezmem. Ludność andronowska wywodzona jest z Kultury Trypolskiej, której populacja, zdaniem Ph. Kohla, przeszła transformacje z osiadłego na wędrowny tryb życia. Przypuszcza się, że ludność Cywilizacji Oxus i/lub Kultury Andronowskiej posługiwała się językiem proto-indo-irańskim [Pra-Indo-Europejskim].Więcej: http://archeologiawschodu.wordpress.com/2012/03/11/gonur-depe/

I jeszcze jedno: Nie będziemy się tutaj zajmować innymi nacjami niż „Naród” Słowiański, bo one to nie nasze zmartwienie. Niech się same o siebie martwią i poszukują rozwiązań w ramach swoich możliwości wewnętrznych. My mamy wielki komfort z racji swego „rozprzestrzenienia” po świecie i z racji posługiwania się wspólnym słowiańskim językiem. Ci wszyscy, którzy czują swoją słowiańskość żyjąc w innych narodowościach – inaczej: „w bytach państwowych identyfikujących się z inną kultura i językiem niż słowiańskie” – a są Świadomi, otrzymają potrzebną wiedzę Tutaj i TERAZ – zaraz, natychmiast. Jeśli zależy wam na kimś szczególnie – żeby się załapał – przekażcie mu tę wiedzę  jako kopię mailem, albo jako link – dowie się również natychmiast – jeżeli tylko zechce mu się kliknąć myszą.

I RP pożądna mapa województwMapa 8. [Kliknij i powiększ ]- To wreszcie jakaś porządna mapa I RP – Mnie chodzi tutaj tylko o to żebyście docenili ten obszar polskiej kultury, polskiego etnosu, polskiej tradycji sarmackiej i scytyjskiej. Tak wyglądała Polska kulturalna i państwowa z jej tradycją jeszcze w 1770 roku czyli pod koniec XVIII wieku, po 800 latach od Chrztu. Przesunięta na Wschód przez ekspansję niemiecką nie utraciła wcale wpływów kulturalno-wierzeniowych na Śląsku i Pomorzu oraz w Nadłabiu. To dopiero XIX wieczna germanizacja państwowego aparatu przemocy zabiła język drzewiański i wielecki-połabski, ale nie zdołała do dzisiaj zabić łużyckiego. Mapa ta poświadczyć ma także  o tradycyjnej polskiej różnorodności religijnej. Bowiem cały wschód to prawosławie, a do tego dochodzą Arianie, Kalwini, Ewangelicy, Tatarzy – muzułmanie, Żydzi i cały tzw. Lud Prosty niepiśmienny (chłopstwo), który wyznawał po cichu Wiarę Przyrody.  Tak było do Kontrreformacji, czyli do czasu, który definitywnie przekreślił dalszy byt tego państwa.  Pamiętajcie, że to z tego obszaru kulturowego, który promieniował daleko na wschód na całą Rosję i daleko na południe Europy (do Turcji, Konstantynopola i Italii – Polska Jagiellonów nie mieści się jakoś na żadnej mapie a sięga Adriatyku i obejmuje również Węgry, Wołosze, Centralne Karpaty, Siedmiogrodzie,  Słowację, Morawy i Stepy aż do Morza Czarnego) – wywodzili się dwaj najwięksi odkrywcy wszechczasów : Mikołaj Kopernik  z Torunia – który dokonał Rewolucji Heliocentrycznej, czyli uczynił Słońce centrum układu a Ziemię uczynił Kulą (od czego się zaczyna współczesna astronomia) oraz Immanuel Kant z Królewca, który dokonał rewolucji Świadomościowej kładąc Paradygmat Świadomości u podstaw Fizyki Materialnej. [Nie sugeruję tutaj, że ich odkrycia były pierwszymi na świecie, gdyż na inny sposób odkryli to już Atlanci i opisały później księgi starożytności w Sumerze, Asyrii, Persji i Indiach - lecz dokonali powtórnego odkrycia po Ciemnych Wiekach, na użytek wspólny Cywilizacji Zachodu].

Do rzeczy.

Wiemy że wszystko, ale to dosłownie Wszystko, jest w Rzeczywistości holistycznie (wszechstronnie) powiązane. Także data i godzina i sekunda publikacji tego artykułu Jest Powiązana i nieprzypadkowa. Mam już troszeczkę dosyć ciągłego tłumaczenia Niedowiarkom, którzy traktują Teorię Świadomości i całą filozofię Kanta  jak bajdurzenie bajoka, że Świadomość istnieje i działa ponad (pod/nad) Materią, której jesteśmy fizycznymi wytworami.  Przytaczanie przez „racjonalistów” argumentów o tym że uwierzą, jak sobie trafimy 3 razy z rzędu 6. w Totka jest żałosne i świadczy o nieuważnej lekturze, powierzchownej, tego blogu – „przypadek Totka” został już omówiony, trzeba się cofnąć w lekturze – sam nie pamiętam gdzie – nie tak dawno to było, więc poświećcie trochę czasu żeby zrozumieć,  jak bardzo nietrafny jest ten argument we wszelkiej dyskusji o Nieskończonej Świadomości, a także jak to jest wydumany „dowód” na nieistnienie owej Nieskończonej Świadomości. Jeżeli szkoda wam czasu by grzebać się w materiałach to pal was Licho (ale nie to z katolickich powiedzonek i baśniuszek – to prawdziwe Licho –  Lichesis)…

…Ponieważ kiedyś powiedziałem jednak, że każda Kropla Świadomości w Ocenie Świadomości Nieskończonej a także każda kropelka Świadomości  współtworząca Zbiorową Świadomość Planety – Matki Ziemi jest bezcenna i każdego ukochanego Leminga oraz słodkiego Yetisyna należy wyrwać, jeśli to możliwe, z świata Ułudy Mayi w jakim żyje i po którym biega z klapkami na oczach usiłując  na oślep dorwać i dorżnąć wszystkich innych Yetisynów i Lemingów, kieruję do Tych, którzy w to miejsce tekstu dotarli jeszcze jeden przekaz od Gregga Bradena:

http://vimeo.com/51906396

Jeśli to nie starczyło proponuję jeszcze to: Peter Rusell:

http://www.youtube.com/watch?v=rY7XXdRUK8k

A to żeby było wiadomo kto do was mówił:

http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Russell_%28author%29

„Racjonaliści”, którzy nadal po obejrzeniu tego materiału trzymacie się wciąż  twardo „płaskiej Ziemi”, nie do was jest skierowany ten artykuł, ani nie dla was ta Wieda – Turn off! – Wyłączcie się!

Teraz będzie trochę szokująca pierwsza konstatacja, która pozwoli pójść dalej wszystkim, którzy zechcą i potrafią.

Uznanie istnienia Spajającej Wszystko Niewidzialnej Eterycznej Energii (ciemnej materii i ciemnej materii) powoduje daleko idące reperkusje dla jakiegokolwiek sposobu spostrzegania działania Wszechświata, a co za tym idzie jego dotychczasowych przeszłych dziejów i jednocześnie przyszłości.  Pociąga ono bowiem za sobą uznanie jej „inteligencji” oraz istnienia „planu”, a więc „zamiaru” takiego a nie innego ukształtowania Świata Materialnego. Uznanie istnienia ukrytych w Świętej Geometrii proporcji oraz opartych na tych proporcjach konstrukcji, prowadzi z kolei do logicznego wniosku o holograficznej naturze Wszechświata, która zawiera istotnie zapisy całości w szczegółach (mikrocząstkach) współtworzących tę całość. Uznanie Inteligencji Spoiwa Wszechświata – Eteru (Światła Świata) i  jego rudymentarnego, immanentnego, organicznego związku ze Świadomością: współdrgania, empatii, kształtowania materii w „inteligentnej” odpowiedzi na bodziec myślowy niematerialny, do tego  z natychmiastowością przeczącą teorii względności Einsteina,  jest nie tylko potwierdzeniem słuszności Meta-paradygmatu Świadomości w stosunku do Świata Materii i uznaniem filozofii Immanuela Kanta za prawdziwą. Uznanie tych powyższych faktów pociąga za sobą przewrót w myśleniu i w postrzeganiu całej przeszłości materialnej Ziemi. Narzuca też ono konieczne świeże spojrzenie w planowaniu wspólnej przyszłości Człowieka i Planety, która jest jego Macierzą/Ojczyzną, a jednocześnie wytworem tej samej Świadomości Nieskończonej.

I druga informacja pozornie mniej szokująca, lecz dla niektórych także  trudna do „odkrycia” i „przyjęcia”:

Na świecie żyje i występuje tylko jeden podgatunek człowieka, którego nazywamy Słowianinem – albo Człowiekiem Słowiańskim. Człowiek ten posługuje się językiem słowiańskim lub odsłowiańskim (bliskim, aryjskim innym językiem). Czasami mówi jakimś językiem obcym jako pierwszym tj. od urodzenia, ale ten człowiek ogólnie,  i jako posługujący się językiem obcym, występuje tylko w dwóch  podgatunkach genetycznych, dwóch odmiennych formach genetycznych.  Składa się on z dwóch grup genetycznych pochodzących w linii męskiej od genomu haplogrupy Y-DNA R1a oraz I. Grupy te w dalekiej przeszłości podjęły na skalę całej Planety brzemienną w skutki decyzję o WSPÓŁISTNIENIU i tę decyzję wcieliły w życie tworząc etnos, który dzisiaj znamy jako Słowiańszczyznę. Te dwie grupy ludzkie – dwa Ludy Matki Ziemi utworzyły niegdyś wieloplemienną Wspólnotę.

Pierwszy lud, o Hg Y-DNA R1a1, nazywany jest przez nas dzisiaj Prasłowianami, lub przez część osób, które tej nomenklatury nie przyjmują, określany jest jako Scytowie (lub Scyto-Sarmaci, lub Ariowie, albo Indoeuropejczycy). Pochodzą od niego ludy o języku aryjskim SATEMOWYM. Drugi lud o Hg Y-DNA I, to Staroeuropejczycy, których język dał swój istotny wkład we wspólny język Ariów (Scytów=Prasłowian) tworząc nowy język i etnos – słowiański. W części północno-zachodniej, w Skandynawii jest to bardzo wyraźnie widoczne, w części południowo-wschodniej mniej wyraźne, ale przede wszystkim dlatego, że tak bardzo niewiele zachowało się śladów języka scytyjskiego, iż trudno o wystarczający materiał porównawczy, aby stwierdzić skalę przemian dokonanych w języku scytyjskim przekształconym w starosłowiański pod wpływem Ludu Dawanów-Drzewianów-Draków (Staroeuropejczyków).

Język starosłowiański w toku powtórnej wędrówki do Azji około 1800 – 1500 p.n.e. uległ transformacjom pod wpływem języków semickich z którymi się zetknął i innych – np drawidyjskich i uformował się w Persji i Indiach oraz w innych częściach Azji w ten, który znamy współcześnie: hindi, perski, pali i inne. Gdzieniegdzie np. w zetknięciu z Mongołami i  Turkami wręcz niemalże zaniknął przekazując swój wkład do języka tureckiego, częściowo chińskiego i mongolskiego, oraz ludów syberyjskich.

Przypadek ludów syberyjskich o Hg Y-DNA N – jest bardzo szczególny i ciekawy, bowiem ich język jest tak mocny, że mała populacja tego ludu przekazała go „słowiańskim” w większości genetycznej Węgrom, zachowała go jako nienaruszony pośród mało liczebnych ludów Syberii i Finów, oraz wpłynęła  znacząco na kształt języka Turków i Mongołów. Także grupa Ugro-Fińska w sposób szczególnie jaskrawy wpłynęła na język „słowiańskich” w większości genetycznej Bałtów – którzy stali się odrębną językowo grupą, pośrednią między Finami i Słowianami – tak jak lud turecki stał się pośrednim między Ugro-Finami, Słowianami a Mongołami i Chińczykami.

800px-HaplogroupI2Mapa 9 – Europa Ludność Hg Y-DNA I2

A więc jedna z tych grup które utworzyły wspólnotę kulturową i językową jest aryjska R1a,  a druga jest kompletnie niearyjska, bo staroeuropejska – I. Oczywiście Słowianin ma też swoje charakterystyczne markery matczyne, żeńskie Mt-DNA, podaję tutaj ich nazwy, ale nie będziemy tutaj rozwijać ich genealogii (wywodzą się wszystkie z Mt-DNA N oraz R a są to: gównie Mt-DNA I, J, W, K, U, T oraz X), żeby już nie wprowadzać niepotrzebnego chaosu myślowego – grunt, że są i są tak samo charakterystyczne jak męskie DNA. Ten konglomerat – bardzo ciekawy aryjsko-niearyjski stworzył grupę językową Słowian. Ludzie o Hg Y-DNA R1a1, czyli Scytowie, zdominowali ten układ językowo, drudzy I1 oraz I2 – dołożyli jednak swoją cegiełkę do języka prasłowiańskiego-scytyjskiego i powstało to co znamy i czym się posługujemy w zapisach od 1000 lat.

Wszyscy ludzie na świecie, którzy w sposób naturalny nabyli umiejętność posługiwania się językiem słowiańskim są Słowianami i mówią JEDNYM WSPÓLNYM DLA NICH WSZYSTKICH JĘZYKIEM, mówią po słowiańsku. Znaczy to że nie istnieją żadne sztucznie utworzone w XIX wieku języki tzw narodowe: czeski , słowacki, łużycki, bułgarski czy serbski albo kaszubski – nie istnieją jako odrębne „naturalne” języki.  Są to tylko gwary jednego wspólnego przyrodzonego języka. Zdecydowana większość ludzi haplogrupy R1a oraz I2 posługuje się językiem słowiańskim.

Spójrzmy na mapę jak rozkłada się udział Hg Y-DNA I w populacji Eurazji:   Haplogroup_I_(Y-DNA)

Mapa 10. Ludność Hg Y-DNA I,  Eurazja i Afryka Północna. Skąd znaleźli sie nad Aralem i Bajkałem? Ano przyszli tutaj w powtórnej fali z R1a1 – jest to jeden z dowodów owej Wspólnoty, bo Staroeuropejczycy zamieszkiwali pierwotnie wyłącznie Europę. Także ich wejście do Małej Azji i Afryki wiąże się ze wspólnotą z R1a1 oraz R1b1.

Stwierdzenie, że jest tylko jeden język słowiański dla niektórych ludzi może być odkryciem, zdziwieniem, albo szokiem, ale dla osób przygotowanych na tę wiadomość, choćby krótkimi studiami nad rozwojem i charakterystyką języka mówionego i pisanego, nie będzie to żadna rewelacja.

Słowianie całego Świata mówią Jednym Słowiańskim Językiem – posługując się jego kilkoma gwarami. Istnieją też na świecie grupy – bardzo duże, Hindusi i Irańczycy, którzy posługują się blisko spokrewnionymi językami odsłowiańskimi. To jest tak zwana Liga Satemowa – gdzie  na liczbę 100 mówi się „sto” a nie „cent” (grupa kentumowa) – ja tę tak zwana ligę nazywam Sistanem (a należą do niej także Bałtowie, Węgrzy, Rumuni i Albańczycy i inni).

Weźmy sobie mapę świata i usiądźmy wygodnie żeby się  przyjrzeć rozkładowi R1a1- niestety nie możemy zaprezentować podobnej mapy dla I na świecie.

Haplogroup_R_(Y-DNA)Mapa 11 – Ludność Hg Y-DNA R1. Nie dysponujemy żadną mapą, która pokazuje dystrybucję Hg R1a1 w Ameryce ponieważ taka mapa nie powstała. Zatem reprodukujemy tutaj mapę Hg R1 – ponieważ przypuszczamy, że nawet do 30 % Amerykanów  może być pochodzenia R1a1 + I (I jest składową języka słowiańskiego), a to oznacza, iż prezentowaną powyżej tabelę Ludności „R1a1 na świecie” należy uzupełnić o  około 100 mln ludzi pochodzących z USA, Kanady, Argentyny, Brazylii, Indonezji, Kambodży, Egiptu i innych krajów np. Australii, a także o koło 110 mln ludzi Hg Y-DNA I. Wtedy zaś populację Hg-Y R1a1 na świecie trzeba szacować – bazując na danych z roku 2010 – na 1.1 miliarda, i można ją bez trudu porównać do chińskiej Hg-Y O – która wynosi 1. miliard 100 mln  ludzi (jednakże bez diaspory amerykańskiej i w innych krajach Azji. Z  nią być może 1.3 mld osób – na 2010 rok)

arianie mapa 765px-Religions_in_Poland_1573Mapa 12. Wyznania na terenie I RP bez uwzględnienia Żydów, Muzułmanów i Pogan (Wiara Przyrodzona Słowian). Ośrodki Braci Polskich zakłamane (brak na południu Polski w okolicach Krakowa, a było ich tutaj kilka i to bardzo dużych – całe wsie ariańskie). Śląsk i Pomorze w dużym stopniu powinny być zaznaczone jako luterańskie (ewangelickie) poza granicami państwa, lecz kulturalnie ciążyły ku niemu i były osadzone w jego tradycji dziejowej.

mapa ceramika sznurowa i inne R1a1a1Mapa 13. Zestawienie kultur archeologicznych epoki brązu i haplogrup Y-DNA – przekłamane, gdyż sugeruje mniejszy zasięg Kultury R1a – na Bałkanach, np nie uwzględnia jej na terenie Bułgarii  i Grecji, ani na półwyspie Azji Mniejszej- to nieprawda (kłamstwo). Sugeruje istnienie ośrodka Celtów nad Morzem Czarnym i celtyckość Troi – Troja była Sistańska (Scytyjska) a nie Celtycka. Tak samo duża część dzisiejszej Turcji i Kurdystan – ciągłość R1a1 nie została tam nigdy przerwana. Umieszczono Celtów centralnie nad Dunajem – to kompletny fałsz. Celtowie przeszli nad Dunajem, po jego północnej rzadziej zaludnionej stronie na Zachód i zatrzymali się na terenie zachodnich Niemiec i Francji. Hallstatt i La Tene to epoka żelaza i rozszerzania wpływów celtyckich znad Atlantyku w okolice Alp i Dunaju, od zachodu. To okres o 1000 lat późniejszy. W opisie mapy ograniczono do minimum kultury w których wymienia się R1a  (Yamna i Corded Ware), a na dodatek R1a opisano na mapie jako Proto-Greek. To kuriozalne. Specjalnie oddzielono też Kultury naddunajskie haplogrupy I, aby zasugerować osobność tych kultur. Dodajcie do nich R1a1 – bo tak właśnie było. Dodajcie też R1a do Troi, Hatti i Kura Araxes. Wszędzie tam dołączono R1b1, ale „zapomniano” dopisać R1a1 „udając”,  że go tam nie było. Przypadek? Po dokonaniu tego sprostowania okaże się że R1a1 jest we wszystkich niemal kulturach naddunajskich i Małej Azji. W tym czasie 2800 – 1500 p.n.e.  Scyto-Słowianie współżyli już z Drzewianami (Staroeuropejczykami) nad Adriatykiem i Dunajem od 5.000 lat i zdążyli zająć ziemie do Renu i półwysep Skandynawski co – jakimś cudem tutaj pokazano. Tak manipuluje się mapami.

Z przedstawionych do tej pory w tym artykule liczb i map populacji oraz kultur archeologicznych wynika, że Słowianie zajęli olbrzymi obszar świata, jego najżyźniejsze ziemie rolne (Europa i Azja) oraz największe możliwe pastwiska (Wielki Step). Zajęli niszę ekologiczną klimatu umiarkowanego idealnie nadającą się do życia i zapanowali nad całym tym obszarem. Rozwinęli na tym obszarze hodowlę zwierząt i uprawę roli, osiodłali konia i zaczęli używać go jako środka lokomocji, oswoili bydło, opanowali produkcję przetworów mlecznych, dokonali wynalazków koła, wozu, rydwanu, żaren, opanowali wytop brązu i uszlachetniony wytop żelaza, produkcję dającej przewagę broni, stworzyli sprawne armie zapewniające bezpieczeństwo i taktyki umożliwiające podboje zbrojne, rozwinęli handel, wprowadzili do użytku chleb, makaron, herbatę, tkaniny z lnu i konopi, barwniki, używki, kiszonki, przetwory, opanowali rzemiosło złotnicze, opanowali budownictwo z drewna i kamienia, przy pomocy którego zbudowali liczne miasta z kamienia i z drewna, grody obronne i fortyfikacje, współtworzyli najstarsze kultury archeologiczne Eurazji, byli twórcami najstarszego znanego pisma Vinca i innych rodzajów zapisu, stworzyli opowieści mityczne opowiadające o ułożeniu Świata Przyrodzonego, które dały podstawy wielu mitologiom, wykonywali obserwacje astronomiczne i stworzyli kalendarze oraz systemy liczenia, które dopiero dzisiejsza matematyka i fizyka oraz astronomia dościga z użyciem zaawansowanych technologii np komputerowej (Dysk z Nebry).Scythians_Map

Mapa 14 – pokazuje pozornie ogrom Scytii, lecz jest to już mapa z okresu gdy Scytowie utracili kontrolę nad Partią (stworzoną przez scytyjskich Dakhów-Daków i Parnów) Małą Azją i Drakami-Drakhami-Drzewidami (Tracją-Dacją).  Poniżej wersja z roku 900-800 p.n.e.

scythians_map3

Mapa 15 – prawidłowy zasięg Wielkiej Scytii- bez Ziem Wenedów w Europie. Pamiętajmy, że Turcy w tym czasie podlegali Scytom, a później podnieśli bunt i zaczęli się wyzwalać oraz wspólnie z Mongołami narzucać w Stepie własny ład.

Dokonali tego wszystkiego ponad wszelką wątpliwość. Oni to stworzyli Persję i stali się kastą zarządzającą całym półwyspem Indii, oni i ich Amazonki były postrachem Egiptu, Judei i Grecji. Oni to nie dopuścili zsemityzowanych Persów Dariusza Wielkiego i zafrykanizowanych Greków Aleksandra Macedońskiego za linię Kaukazu i Dunaju. Oni to nie pozwolili na wejście tam później Rzymianom. Wreszcie to oni dokonali podboju Rzymu i wielokrotnie powstrzymywali próby ekspansji i odrodzenia Post-Rzymu opartego na chrześcijaństwie. Oto jest Słowiańszczyzna, która swoje korzenie ma w Północnej Atlantydzie (WątLądTydzie – Kraju Wątów-Wędów-Wenetów), w Wielkiej Tartarii, w Wielkiej Scytii, w Wielkiej Sarmacji, w Kaganacie Hunów i Państwie Awarów, Wielkomorawie, i Królestwie Jagiellonów, w Wielkiej Rosji i współczesnej Słowiańszczyźnie.

800px-450roman-hunnic-empire1764x1116

Mapa 16. Imperium Hunów – Guniów Hakowników Chytuiłły-Hatiłły (Atylli)

Myślę, że każdy kto dotarł do tego miejsca artykułu i przebrnął przez wszystkie dotychczas przedstawione mapy i ich opisy, otrzymał już dosyć dowodów na odwieczność , starożytność, potęgę genetyczną i kulturową oraz integralność człowieka zwanego Słowianinem z resztą Ludzkiego (Człowieczego) Cywilizowanego Świata. Otrzymał także zasób niesłychanie budujących faktów potwierdzających udział Prasłowian (Harów), Scytów, Saków, TokHarów i D-Aryjczyków (znad Oxusu-Darii) a potem Słowian, Istów (Bałtów), Dawanów (Traków, Daków), Indów i Persów we współtworzeniu przez wieki wszelkich możliwych kultur archeologicznych i wszelkich możliwych zdobyczy cywilizacyjnych Eurazji.

Imperium Jagiellonów XVw

Mapa 17 – Porównanie Imperium Hunów i Władztwa Jagiellonów w XV wieku

Myślę, że otrzymał też wiedzę, która rozświetla mroki Tajemnicy wokół pochodzenia i rozwoju Słowiańszczyzny w głębokiej przeszłości, mroki co do jej ciągłości kulturowej i ciągłości tradycji. Myślę, że posiadł wiedzę, która pozwala mu się wyleczyć z kłopotów tożsamości i „choroby” zwanej Chorobą Słowiańską – czyli z uporczywym brakiem zakorzenienia i poczucia ciągłości  oraz kompleksem niższości wynikającym z wbitego nam w głowy przeświadczenia, że Słowianie wyłonili się z bagien i puszcz około X wieku i zostali ucywilizowani przez misjonarzy „Światłego Imperium Post-Rzymskiego Narodu Niemieckiego” poprzez chrzest powszechny. Nie wierzcie też, że spadli na Ziemię w VII wieku z Awarami, albo że przybyli w V wieku z Hunami ani w to, że Cywilizację Wielkiego Stepu stworzyli KOCZOWNICY i BARBARZYŃCY.Jagiellon_countries_1490 2

Mapa 18. Państwa we władaniu Jagiellonów w 1490 roku, ponad 2.000.000 km2 – [kliknij powiększ] – poszczególne stolice podkreślone na czerwono.

Myślę, że pozwala ta wiedza spojrzeć wreszcie prawidłowo na własny rozwój Słowian, na ich miejsce w Świecie, którego nie osiągnęli żadnym cudem, ani przypadkiem, lecz jest im ono przynależne z samej zasady, przyrodzone i potwierdzone przyrodniczo na podstawie wielowiekowego zasiedzenia i wielowiekowej ciężkiej pracy naszych Dziadów, na tym obszarze który otrzymali od Matki Przyrody pod swoją opiekę jako miejsce do życia. Przez naszych dziadów z krwi których pochodzimy – co nie jest możliwe do zaprzeczenia ani zaklęcia na zasadzie żadnej propagandy i faszystowsko-nazistowskiej teorii wyższościowej Post-Rzymu.

Nasi Dziadowie, którzy to wszystko zostawili nam w spuściźnie, poświęcili całe życie by przetrwać na tym przydzielonym im przez Bogów fragmencie Lądu Białego i Mazji. Wiele pokoleń pracowało w pocie czoła by zbudować w tym fragmencie świata cywilizację, którą bez wstydu można nazwać Północną Kulturą Wielkiego Stepu i Wielkiego Boru. Ta cywilizacja oparta była na plemiennym wzorcu, była decentralistyczna i nie zawierała zasadniczo modelu Pan-Niewolnik aż do okresu chrześcijaństwa. Było to społeczeństwo wolnych współobywateli.

Myślę, że pokazaliśmy także poprzez tych kilka map, że współczesna Kultura Słowiańska ma swoje korzenie w Polsce, która była po Starej Kolibie Zerywanów nad Morzem Aralskim i na Syberii oraz po Drugiej Nowej Kolibie Naddunajsko-Adriatyckiej Trzecią Kolebką Słowiańszczyzny – tej Słowiańszczyzny, która odbyła drogę powrotną do Mazji i stworzyła Persję Parnów oraz Indie Kszatrijów, a potem stworzyła też Wielką Rosję.

Myślę, że nasi Dziadowie, wszystkie te niezliczone pokolenia przodków, które wydały nas ze swego Pnia, z Pnia DNA, z PNIA Świadomości Nieskończonej, z Pnia tego Nieskończonego Drzewa Świata, jako swoje współczesne Najlepsze pod Słońcem Owoce, oczekiwaliby od nas, że tego DZIEDZICTWA – MY ICH DZIECI, nie roztrwonimy.  Myślę, że nasi Dziadowie życzyliby sobie abyśmy zawsze pamiętali o korzeniach tego Drzewa, czyli o nich i ich pracy, i nie zapomnieli nigdy o tym kim jesteśmy oraz co posiadaliśmy i jaki wkład w życie i rozwój cywilizacji Człowieka wnieśliśmy.

Myślę, że każdy kto dobrnął do tego miejsca jednocześnie też posiadł wiedzę na temat Wielkiej Mistyfikacji z jaką mamy do czynienia względem Słowiańszczyzny od początku rozwoju epoki NAUKI, aż do współczesności, w której pokutują relikty nierozerwalnego związku nauk humanistycznych z propagandą nacjonalistyczną.

Dlaczego świat z uporem maniaka powtarza, że Słowiańszczyzna to dziki niecywilizowany kawałek świata. To gorsza część Europy i azjatycka dzicz?! Dzieje się to za sprawą nauki i w majestacie nauki sprzężonej z aparatem przemocy państwa i schyłkową strukturą społeczną feudalną, Systemem Pan-Niewolnik, zwanym dzisiaj kapitalizmem. Nauka powtarza te propagandowe twierdzenia Zachodu, powiela je i  nadaje im status prawd, gdyż nadal tkwi w pierworodnym błędzie materialnym, który doprowadził do pokawałkowania Wiedzy, defragmentacji Świata na poszczególne dyscypliny i zamknął owe dyscypliny arbitralnymi granicami. W ten sposób humanizm przestał stosować w swoich rozumowaniach, przy formułowaniu teorii i w dowodzeniu racji, narzędzia spoza kręgu humanizmu takie jak matematyka, a dzisiaj genetyka. Dziedziny takie jak historia czy archeologia stały się zlepkami faktów i domniemań, dowolnych interpretacji i polem manipulacji propagandowych podporządkowanych ośrodkom posiadającym pieniądze oraz władzę. Powiedzenie, że historię piszą zwycięzcy jest idealnym potwierdzeniem tego zwyrodnienia nauki. Współczesna nauka humanistyczna jest wyrosłą z nacjonalizmów zdeformowaną przez tezy propagandowe płynną zbieraniną faktów i półprawd oraz całkowitych zmyśleń nie opartych na żadnych dowodach. Jest zbiorem hipotez i teorii wyssanych z palca lub opartych na kruchych podstawach i logice, którą możemy łatwo dzisiaj zakwestionować.

Na przykład dominujący w rozumowaniu nauk archeologicznych czy etymologii obraz rozpowszechniania zdobyczy kulturalnych i cywilizacyjnych w drodze PODBOJU (jako głównego bądź jedynego narzędzia rozpowszechniania nowinek i innowacji) był obrazem obwiązującym w XIX wieku, kiedy formowały się nauki humanistyczne. Dzisiaj wiemy, że podbój , zbrojna forma opanowania jakiegoś terenu, nie jest wcale głównym narzędziem upowszechniania się nowości. Widać to dobrze współcześnie, kiedy nowinki są adaptowane równie dobrze w komunistycznych Chinach przez samych Chińczyków, a nie pod wpływem brytyjsko-amerykańskiego kolonializmu. Ten obraz świata ufundowany przez XIX wieczną naukę jest nieprawdziwy o czym wielokrotnie już tutaj pisaliśmy i mówiliśmy.

Skoro tak jest, zapyta ktoś, to dlaczego nie uczy się nas o tym w szkołach?!

Zapytajcie o to tych których wybiera się do Sejmu, a którzy podobno mają nas reprezentować. Zapytajcie dlaczego w ogóle nie chcą uczyć historii? Zapytajcie jakiej historii wciąż uczą? Zapytajmy ich wspólnie co zrobili żeby odkłamać obraz przeszłości i przywrócić Polakom (Słowianom) godność oraz poczucie zakorzenienia?! Zapytajmy ich czy przyłożyli kiedykolwiek rękę do rozpowszechnienia w świecie tej wiedzy, którą tutaj rozpowszechniamy?! Czy dali choć złotówkę na którąkolwiek książkę o mitologii Słowian, o Wierze Przyrodzonej Słowiańskiej o Wierze Przyrody?! Czy podarowali z dóbr państwa Polskiego hojną ręką chociaż jeden kawałek ziemi pod Świątynię Światła Świata, pod jakąkolwiek Świątynię Wiary Rodzimej?! A przecież tak lekko rozdają naszą własność POSPOLITĄ (Wspólną) kościołowi z Pustyni?! Zapytajmy ich czy propagują słowiańską rodzimą kulturę i obyczajowość?!

Myślę, że znamy odpowiedzi na te pytania. Oni nie chcą byśmy się odrodzili jako „Naród” Słowiański. Oni są zapiekłymi wrogami NARODU POLSKIEGO, NARODU SŁOWIAŃSKIEGO, Wrogami Przyrody, wrogami Wiary Przyrody. Nawet jeśli deklarują się jako myślący „ekologicznie” to w głębi duszy są wrogami ekologii i wszystkiego co Zielone, wszystkiego co prowadzi do poszanowania Przyrody. Przykład z wczoraj z Krakowa: Po 20  latach dyskusji nad wymianą żarówek w Magistracie na ekologiczne, znów zadecydowali, że będą sobie świecić starymi żarówkami, bo są ładniejsze. Znów okazało się w odpowiedzi na Internetowo zorganizowaną Petycję w Sprawie Ogrzewania Niewęglowego, że nie mają planu, jak wyprowadzić z Krakowa węglowy opał, który truje ludzi! Znów zadecydowali, że urządzą sobie kolejną Olimpiadę tym razem Zimową w 2022 roku zamiast zbudować spalarnie i przejść na ekologiczne ogrzewanie domów, albo utrzymać kilka szkół podstawowych, albo wprowadzić bodźce by ludzie chcieli mieć dzieci!!!

Nie pora tutaj jednak na załamywanie rąk nad stanem Ich umysłów, bowiem ich dni są policzone. Pomyślmy raczej pozytywnie o tym co wynika z przedstawionych w tym artykule filmów, z tego co tam powiedziano, z tego na co wskazuje fizyka współczesna, z tego co czujemy, z tego co wynika z Wielkiej Zmiany 21 12 2012! Pomyślmy jakich narzędzi użyć by dokonać zasadniczych zmian w otoczeniu i jak zastosować praktycznie całą tę wiedzę.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć, jeśli uznajemy taki obraz świata i dziejów Słowian, jaki przedstawiono powyżej. Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć jeśli uznajemy nową Teorię Meta-Paradygmatu, czyli Nieskończonej Świadomości, która kształtuje poprzez naszą zbiorowość- Słowiańszczyznę i poprzez nas indywidualnie, przez Słowian, materialny świat wokół nas?

Pierwszy wniosek wydaje się prosty i oczywisty, lecz będzie znów szokujący.

Jesteśmy tym kim jesteśmy i znajdujemy się w takiej fazie rozwoju w jakiej się znajdujemy oraz zajmujemy taki obszar jaki zajmujemy oraz stanowimy taką część światowej populacji Ludzi jaką stanowimy dlatego, że TAKA jest NASZA ZBIOROWA  i INDYWIDUALNA ŚWIADOMOŚĆ NAS SAMYCH – SAMOŚWIADOMOŚĆ GRUPOWA. To znaczy że Stan Ogólny Naszej Świadomości Słowiańskiej pozwolił nam znaleźć się w tym właśnie miejscu Świata i jego Cywilizacji w jakim jesteśmy.

Drugi wniosek.

Świadomym oddziałaniem niewielkich grup stanowiących 1 promil populacji możemy zmieniać świat Materialny wokół nas. Zobaczmy jak wielki wpływ na świat miały jednostki wyrosłe w naszej kulturze – pojedyncze osoby, takie jak Mikołaj Kopernik, jak Immanuel Kant, jak odkrywczyni RAdonu Maria Skłodowska-Curie, jak słowiańscy wynalazcy i naukowcy, a także artyści, którzy dali światu wiele kulturalnych przełomów (byłyby to dziesiątki nazwisk, które musiałbym tutaj wymienić, nazwisk formatu Chopina czy Strawińskiego).

Wniosek Trzeci.

Każdy z nas naprawdę posiada poprzez własną Świadomość i użycie jej jako narzędzia wpływ bardzo wielki na kształt Materialny Środowiska wokół nas i na realizację własnych indywidualnych celów. To nasze środowisko to nie mała zaściankowa Polska wykrojona przez Stalina, lecz całe nasze dziedzictwo od Kamczatki do Atlantyku, cały świat w którym żyjemy – to dzisiejszy obszar naszego Słowiańskiego Plemienia – to mamy zagospodarować. Same połacie azjatycko-syberyjskie wystarczą na pokolenia, a przecież nasza Ziemia jest tam wszędzie, gdzie są Polacy(Słowianie) i ich własność.

Czwarty wniosek.

Powinniśmy zrobić wszystko aby upowszechnić tę wiedzę jaką posiadamy pośród wszystkich Słowian na Świecie, wszystkich ludzi o słowiańskim pochodzeniu, o słowiańskich korzeniach – we wszystkich językach jakimi się dzisiaj nasi genetyczni pobratymcy posługują (pali, hindi, angielskim, niemieckim i innych).

Wniosek piąty – Granica.

Wspólnota języka mówionego która w zasadzie sięga Niemiec, Skandynawii, Bałtów, Rumunów, Węgrów, Iranu i Indii, USA i innych krajów, a na pewno obejmuje wszystkie języki mówione Słowian – ta wspólnota językowa ułatwia nam formułowanie wspólne myślokształtów, bo myślokształty (myślowe obrazy) mają dwie składowe Słowo-Dźwięk (Głoskę i Melodię)oraz Obraz. Nasze SŁOWA są wspólne w bardzo wielkim podstawowym zakresie i wypowiadając myśl, emanując ją posługujemy się tym samym zakresem dźwięków i tym samym obrazem – w obszarze 1 miliarda istnień ludzkich. Ten stan rzeczy ułatwia także przekazywanie sobie wiedzy bezpośrednio od świadomości do świadomości. Nie korzystamy przy tym z języka angielskiego , który jest teraz powszechnie używany do porozumiewania się werbalnego, korzystamy z języka wewnętrznego przyrodzonego naszemu duchowi. NIECH TAK PO WSZE CZASY ZOSTANIE. Przekazujmy sobie wiedzę i informacje każdą możliwą drogą.

Wniosek Szósty – Życie.

Nasz Język jest naszym skarbem narodowym. Skarbem narodowym jest też Wiara PRZYRODZONA Słowian którą propagujemy. Dlaczego? Bo ona uczy nas w jaki sposób rozmawiać z Bogami/Energiami/Świadomością Nieskończoną/ Światłem Świata, którego jesteśmy częścią. Uczy nas poznawać siebie bez ograniczeń, uczy rozmawiać Samemu ze Sobą, uczy nas jak Być Cząstką Boga i być samym Bogiem jak dotrzeć do Samego Siebie do swojej Najwyższej Części Rdzenia Istoty Świadomej.

Wniosek Siódmy – Szczęście (Zdążanie).

Organizujmy wielką wspólnotę i wspólnie dotrzyjmy do jak największej liczby Słowian z wiedzą, którą tutaj przedstawiamy, uczyńmy wszystko by powstały liczne wydawnictwa, telewizja, radia, czasopisma, portale upowszechniające tę wiedzę – twórzmy Kulturę Słowiańską, oryginalną nie naśladującą Zachód – Naszą Którą od nas będą brać inni.

Wniosek Ósmy – Spełnienie

Przy pomocy Wspólnych Aktów Świadomości, przy pomocy wspólnoty informacyjnej i wspólnoty wiedzy, dokonajmy Wielkiej Zmiany Polski, działajmy wspólnie dla naszego bieżącego dobra i dla PRZYSZŁOŚCI. W ten sposób przez akty Świadome i Działanie świadome jesteśmy w stanie zmienić wszystko jak zechcemy i nadać krajowi pożądany, pomyślany przez nas kształt – Ziemi Wolnej od DESTRUKCJI OBECNEJ POLITYKI i OBECNEGO NEGATYWNEGO ŚWIATOPOGLĄDU, od KULTU Śmierci!!!

Czy tych wszystkich konstatacji jakie znalazły się tutaj we wnioskach nie słyszeliśmy już kiedyś, i czy  są to rzeczywiście całkiem nam obce słowa?! Ja jakbym to już słyszał tysiące razy. Nie, nie są nowe, rzeczywiście mówimy o tym i powtarzamy te sekwencje od dawna. Rzecz w tym,  że na te postulaty bardzo dobrze znane – musimy spojrzeć inaczej, od strony SPRAWCZEJ SIŁY NASZEJ INDYWIDUALNEJ, OSOBISTEJ ŚWIADOMOŚCI

Φ

Na koniec przytoczymy dwa artykuły i fragmenty dyskusji, które wnoszą do naszej wiedzy tę istotną wartość, iż potwierdzają, że przede wszystkim Słowianie mają problem ze swoją Słowiańskością i z jej umiejscowieniem w strukturze dziejów Świata oraz w odpowiednim miejscu współczesnej układanki tego świata. Potwierdzają też one wspólne nam wszystkim poczucie manipulacji PRAWDĄ w przeszłości i obecnie. Potwierdzają naszą obserwację, która nie jest tylko naszą specyficzną obserwacją Rodzimowierców, ludzi mających rzekome poczucie „mniejszości”, a w związku z tym spojrzenie ksenofobiczne i upatrujące zagrożeń tam gdzie ich nie ma.Te artykuły potwierdzają także, że Polska i Polacy nie potrafią się odnaleźć w zawierusze dziejów i szczególnie mocno odczuwają „Słowiańską chorobę” polegającą na braku poczucia „przynależności” do określonego kręgu tradycji i ciągłości dziejowej. Potwierdzają konieczność integracji ruchu narodowego wokół kwestii przywracania Poczucia Zakorzenienia wśród Polaków i szerzej Słowian. Potwierdzają istotność pracy jaką tutaj dokonujemy dla krzewienia wiedzy o Słowianach i ich roli, miejscu i dziejach oraz prawdziwej rdzennej Wierze Przyrodzonej Słowian.  Wreszcie artykuły te i dyskusje potwierdzają, że każdy kto dotyka tematu Słowiańszczyzny musi się liczyć z zapiekłym kontratakiem tzw „europejczyków” i tzw „ludzi o korzeniach sięgających roku 966″.  Potwierdzają też, że dyskusje jakie się u nas na blogu toczą, toczą się także gdzie indziej przy okazji takich artykułów – nie są naszą specyfiką Blogu Wiary Przyrodzoney Słowian, ani naszego ruchu rodzimowierczego.

Pamiętajmy że Wiarę Przyrody wyznaje co najmniej 420 milionów Słowian – Potomków i Nosicieli krwi o haplogrupie Y-DNA R1a1 oraz I. Nie jesteśmy żadną mniejszością, a nasza Słowiańska Wiara odrzucając pośrednictwo kapłanów i przyjmując światopogląd naukowy, może stanowić wzorzec nowoczesnego podejścia do kontaktu Człowieka z Bogiem, Boga w Człowieku z Bogiem Nieskończonym  i Człowieka z Człowiekiem samym w sobie.

Artykuł z 2.`10 2011 Nowy Ekran

Poskrob Ruska, a znajdziesz Polaka

Rzecz o wpływie badań genetycznych na kwestię pochodzenia Polaków.

„Tytuł artykułu jest cytatem z wypowiedzi jednego z badaczy genetyki Igora Rożańskiego”

Genetyka stanowi jedną z najmłodszych nauk. Sekwencjonowanie ludzkiego genomu dało początek rewolucyjnym odkryciom, których większość dopiero przed nami. Jednym z najciekawszych zastosowań genetyki jest archeologia. Archeologia genetyczna stanowi swego rodzaju „Świętego Graala” badań nad prehistorią. Od czasu pierwszych prac opartych na analizie DNA w latach 90ych rozwiązano więcej zagadek archeologicznych aniżeli przez ostatnie 100 lat. Badania prowadzone są cały czas. Z dnia na dzień pojawiają się nowe fakty, nowe wyniki badań zmieniających dotychczasowe postrzeganie prehistorii.

Jednym z najciekawszych elementów badań archeologii genetycznej są badania nad pochodzeniem Słowian. Przez dwieście lat toczono spory na temat historii ludu, który zajął pół Europy. Przełomowe w tym zakresie były prace A. Klyosowa oraz P.A. Underhilla z lat 2008-2011. Jak widać badania te są bardzo świeże, jednak już zmieniły całkowicie postrzeganie naszej historii na całym świecie. Na całym świecie oprócz Polski i Niemiec oczywiście. (Warto zastanowić się, dlaczego polscy „naukowcy” nie przyjmują do wiadomości, że tezy, którymi nadal karmią swoich studentów zostały całkowicie obalone. Nie mniej, nie jest to temat tego artykułu.)

Analiza haplogrup Y-DNA stanowi obecnie najskuteczniejszą metodę określania pochodzenia danej społeczności i jej korzeni prehistorycznych. Ludność słowiańska zaliczana jest do grupy Indo-europejskiej, określanej szeroko haplogrupami R1. R1a1 – ludy słowiańskie, R1b1 – ludy celtyckie. Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a
image

Mapa 19 – Ludność Hg Y-DNA R1a1 w Europie i Azji Mniejszej. Ta mapa nie jest zbyt dokładna ponieważ nie zamalowano na różowo Peloponezu gdzie mamy historycznie poświadczoną ponad 400 letnią dominację Słowian, którzy tworzyli tam krainy plemienne niezależne od Bizancjum stosunkowo niedawno – są to czasy od około 550 do 950 roku n.e. To samo dotyczy Krety gdzie Haplogrupa Y-DNA R1a1 jest obecna w sporym procencie, także na granicy Turcji  i Iraku jej obecność sięga ponad 20%, a ponad 10% udział jest w całym obszarze Turcji. Nie pokazano tutaj  dalszych związków słowiano-tureckich w Azji Centralnej, które obejmują wschód aż po Chiny i Indie.  Gdyby zakreślić tutaj linię 10% udziału R1a1 w Europie, zasięg powiększyłby się o jeszcze inne obszary, np. Sycylię, i sięgnąłby dalej na zachód – np. objąłby Francję, Północne Włochy i Bawarię, która jak wiadomo przez Boj-Awarów była związana po kolei z Wenetią, Lęgią-Lugią (Ślęgią), Harusją i Caroduną (czyli Białą Chorwacją), a potem z Hunalandem, Awarią i Wielką Morawą. 

Jak widać, największe zagęszczenie ludności tej szerokiej grupy występuje w Polsce. Warto zwrócić uwagę na fakt, że pośród Serbów Łużyckich współczynnik ten jest jeszcze wyższy. Obecnie badacze toczą spór o kolebkę tych ludów. Jak wiadomo, zarówno R1a1, jak i R1b1 wywodząc się z bardzo rzadko dziś spotykanej haplogrupy R i jej następcy R1. Spór toczy się pomiędzy zwolennikami ałtajskiej oraz irańskiej kolebki tych ludów. Ważną informacją jest fakt, że haplogrupa R wykształciła się 20 000-34 000 lat temu, natomiast R1 około 18 000 lat temu. Haplogrupy R1a1 oraz R1b1 są niewiele młodsze od R1. Jak wiadomo, jest to okres ostatniego większego zlodowacenia. Jest wysoce prawdopodobne, że niewielka ilość osób posiadających R1 świadczy o gwałtownym zmniejszeniu się populacji ludzkiej w tamtym rejonie. Duża ilość osób z R1a1 oraz R1b1 zdaje się natomiast sugerować emigrację tych w cieplejsze rejony. Anatole Klyosow przedstawił niedawno swoją teorię dotyczącą migracji społeczności R1a1. Świat nauki przywykł już czujnie słuchać tez Klyosowa ponieważ jego wcześniejsze teorie, całkowicie sprzeczne z powszechnie panującymi znalazły potwierdzenie w twardych dowodach.(Jedna z jego teorii mówiła, że ludność R1b1 przybyła do Europy 4000-5000 lat temu, wypierając na zachodzie Europy prawie całkowicie ludy wcześniej zasiedlające te obszary. Na chwilę obecną poważni naukowcy przyjmują to jako udowodniony fakt.) Klyosow, w swoich pracach suponuje, że ludność słowiańska przybyła do Europy ze stepów ałtajskich przez bliski wschód (osada Catal Hoyuk) oraz Bałkany. Stwierdza on, że kultura Vinca (twócy pierwszego pisma na świecie!!!) była tworzona przez ludność słowiańską uciekającą przed potopem, który zalał wybrzeża Morza Czarnego 5600 lat przed naszą erą. Powszechnie uważa się, że kultura Vinca dała początek kulturom naddunajskim z kulturą Ceramiki Sznurowej(Corded Ware) jako ich apogeum w 3 tysiącleciu przed naszą erą.
image

Mapa 20. Rzut zasięgu kultur archeologicznych – warto porównać z mapami zasięgu haplogrup Y-DNA gdyż ludność o tych haplogrupach przebywa na tych terenach nieprzerwanie od około 10.000 p.n.e. a w wypadku Staroeuropejczyków od 25.000 lat.

Twarde dowody na tę tezę możemy wskazać dzięki poświadczonym przypadkom genomu R1a1 osób przypisywanych tej kulturze.

Bardzo ciekawe są również fakty związane z haplogrupą R1a1a1g oraz R1a1a1g2, zwanymi do niedawna R1a1a7. Grupy te są bardzo charakterystyczne dla społeczności zachodzich Słowian (na południu Polski ponad 30% samej tej podgrupy). Rozkład przedstawiam poniżej.
image

Mapa 21. Ta mapa uzmysławia najlepiej sytuację językową – Mimo dużego udziału genetycznego Słowian, z powodu germanizacji, w Niemczech nie mówią oni w swoim języku. Na Węgrzech mała procentowo grupa Madziarów haplogrupy N – narzuciła język 60 % reprezentacji R1a1, w Grecji 15% udział okazał się za mały aby narzucić język słowiański. Duży udział Słowian nie doprowadził do całkowitej slawizacji Rumunów, 15% udział Słowian wystarczył by wykluczyć język tureckich Bułgarów (mapa nie pokazuje na fioletowo Bułgarii – nie wiadomo czemu.  Nie zaznaczono też Czarnogóry na fioletowo i części Azerbejdżanu oraz ziem zachodnich Niemiec, północnej Francji, północnych Włoch gdzie udział R1a1 = 10%.

Wstępnie datuje się powstanie tej haplogrupy na 2000 lat przed naszą erą. Najstarsze odmiany możemy znaleźć w Serbii i Chorwacji (małopolskę utożsamia się z tzw Białą Chorwacją natomiast Łużyce z Białą Serbią). Bardzo ciekawym faktem dotyczącym dotyczącym genomów z grupy R1a1 jest informacja, że w wariancja tego genu u społeczności Polskiej jest większa aniżeli dla całej populacji europejskiej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że najprawdopodobniejszym rejonem, w którym nastąpił gwałtowny wzrost tej populacji jest Polska. Naukowcy na świecie są na chwilę obecną prawie całkowicie zgodni, że ludność słowiańska zaludniła tereny zachodniej Rosji z terytoriów Polski. Najazdy Scytów i Sarmatów stanowiły emigrację wsteczną ludności przybyłej na stepy z Polski.

Teza odnośnie prypeckich korzeni ludności słowiańskiej w dzisiejszych czasach uznawana jest za praktycznie obaloną. Istnieje zbyt wiele dowodów przeczących takiej wersji wydarzeń. Począwszy od kronik, skończywszy na badaniach DNA. Próbki z tego obszaru wskazują na obecność mutacji, które najpierw nastąpiły na terenach Polski, natomiast późniejsze (nawet dzisiejsze) próbki z Polski nie zawierają mutacji z bagien prypeckich. Jako istotną ciekawostkę przytoczę też fakt, że wśród społeczności brahminów hinduskich (którzy wywodzą swoje pochodzenie od Aryów) dominującym genomem jest R1a1, lecz nie R1a1a7 (R1a1a1g ani R1a1a1g2). Niektórych może martwić, że nie pochodzimy od nacji, która podbiła Indie i zaprowadziła tam swoje porządki (Sanskryt jest językiem satemowym, polskiemu bliżej do sanskrytu aniżeli np do angielskiego), ponieważ w momencie gdy wyruszali oni z Europy (lub północnego Kaukazu, badania trwają, niedługo poznamy odpowiedź) u nas żyli już ludzie z R1a1a7. Pocieszające jest natomiast to, że kultura łużycka była już typowo polska, (nawet krowy hodowali polskie ;) ) jednak to jest już temat na inny artykuł.

fragment dyskusji

  • Pierwsza fala nie mogła być celtycka. Jest na to bardzo wiele dowodów w postaci badań genetycznych. R1b1 czyli celtowie bardzo długo siedzieli w Anatolii i stamtąd około 2500-3000 lat p.n.e. migrowali na zachód, przez bałkany, gdzie bardzo intensywne było już osadnictwo grupy słowiańskiej (R1a1), lub drogą morską przez wyspy. Podobnie nijak się ma późna migracja Polan ze wschodu na zachód. Na wschodzie R1a1a7 nie występuje, wykształciła się ona gdzieś na terenach Polski/Łużyc/Słowacji prawdopodobnie w czasie gdy celtowie dopiero się osiedlali w Europie. Różnice względem Twoich przekonań są takie, że było dokładnie na odwrót. Obawiam się, że spojrzałeś tylko na mapkę, a nie przeczytałeś tekstu.
    Andarian 02.10.2011 21:05:26
  • @Andarian
    Dziwna wydaje się wędrówka z Anatolii przez Bałkany – czy pozostały jakieś ślady?
    Czy nie bardziej przekonująca jest droga lądowa na północ od M. Czarnego?Nie jestem biegły w tych sprawach; pytanie: jak to się ma do do takiego słowiańskiego zwyczaju, jak Wieczerza Wigilijna, który pochodzi z Iranu obecnego, a powstał już po migracji indyjskiej?
    Krzysztof J. Wojtas 02.10.2011 22:01:26
  • @Krzysztof J. Wojtas
    Koncepcja migracji na północ od M. Czarnego stanowi wersję alternatywną jednak brak na nią dowodów archeologicznych. Osobiście skłaniam się ku wersji o morskiej drodze kolonizacji celtyckiej lub też przez Egipt, Libię, Sycylię i Italię. Wersję tę wydaje się potwierdzać badanie DNA Tutenchamona (R1b1). Kwestia wieczerzy jest ciekawa i postaram się zagłębić w ten temat. Skąd pochodzą dane, że jest to zwyczaj młodszy aniżeli 1500 lat p.n.e. ? Od kiedy w Iranie panują takie obyczaje?
    Andarian 02.10.2011 22:22:59
  • @Andarian
    Bardzo ciekawie wygląda obecność polskiego R1a1a7 na południowym wybrzeżu Szwecji i na wschodnim wybrzeżu Danii, jak równiez samego R1a, na długo przed wytworzeniem się zjawiska Vikingów, którzy musza zatem być w bardzo znacznej częsci elementem słowiańskim, co choćby pokazuje obecność R1a na Islandii zasiedlonej całkiem niedawno uwzględniając skale czasową z notki.”Obawiam się” że już niedługo padnie argument o szwedzkim/skandynawskim pochodzeniu założycieli Rusi, jak również okaże się, że ‚szwedzcy” vikingowie tak bardzo sprawnie pływali po rzekach na terenach słowiańskich, bo z łatwościa mogli porozumiec się z miejscowymi władcami i wynegocjowywać dobre warunki na przemiesczanie się.

A co do Wieczerzy wigilijnej. Dla mnie to równie ważny ślad jak te potwierdzone badania DNA. Co więcej, zwyczaje są kulturowe i nie związane z genotypem. Czyli wpływ współżycia razem, a nie zasada plemienna.
Przy migracjach – zawsze jest możliwość kontaktów międzyplemiennych. I są to zazwyczaj inspiracje rozwojowe. Takie jednostki – mają szansę, przez zwą odmienność, uzyskać znaczącą rolę w plemieniu. To zwykle przekłada się na ilość „śladów genetycznych”.
Warto to rozważać.

Święto Yalda – odpowiednik wieczerzy wigilijnej jest świętem narodzin Mitry. Mitra w zaratuszianiźmie stanowił najpotężniejszą emanację Ahury Mazdy. Ponieważ w czasie najazdu Aryów w Iranie panował mazdaizm, Mitra był jednym z przyczynków do zreformowania mazdaizmu w zaratuszianizm. Mitra stanowi punkt wspólny wierzeń hinduistycznych z zaratuszianizmem.

niederlausitzwappen    Przepiękny Herb Łużyc

Wigilię zaś należy utożsamić z najważniejszym z gahambrów – świąt zaratusztriańskich – Now Ruz. Now Ruz był obchodzony przy równonocy wiosennej. Chodzi o wigilię Now Ruz – dzień i noc poświęcona ducom przodków . I porównać to z naszą wigilią i zwyczajami.

To, że kalendarz „pojechał” – to inna sprawa. Z czasem rzeczywiście był przy przesileniu zimowym. Gody – to godzenie się na służbę. Istnieją również Jare Gody – zgodne kalendarzowo z Now Ruz. Nowy Rok w zaratuszianizmie ma miejsce w dniu równonocy wiosennej. Pośród wielu elementów tego święta można wskazać malowanie jajek, chowanie słodyczy w ogrodzie i wiosenne porządki, które i u Nas są praktykowane tyle, że na Wielkanoc. Owszem, wiele zwyczajów z Now Ruz my praktykujemy w Wigilię, ale nie oznacza to, że święto to przybyło do nas ze wschodu.
Wieczerza; brak śladów tej formy w hinduizmie – na pewno nie w tej formie. Są natomiast opisy podobnych zwyczajów w Asyrii i na terenach Iranu. Zatem zwyczaj jest późniejszy.
Wiele przemawia, że powstał już w ramach zoroastryzmu, acz tu trzeba chyba odrzucić wersję Eliade, że Zaratusztra żył „500 lat” przed Aleksandrem (Macedońskim).
Raczej należy sądzić, że Zaratusztra żył około 1200 lat przed Chrystusem.
Niemniej zwyczaj zdaje się powstał około 1000 lat p.Ch. – co pozwoliło na jego utrwalenie i rozpowszechnienie wśród plemion słowiańskich ostatniej fali migracyjnej.
Uważam, że teza o naddunajskim pochodzeniu słowiańskiej kultury i rozwinięciu jej na ziemiach polskich niedługo nawet w Polsce będzie powszechnie uznawana jako właściwą, ponieważ popartą największą liczbą dowodów.mapoflusatia

Mapa 22. Oto co nam Słowianom z Nadłabia pozostało, same Łużyce okrojone do minimum. Napis Sakska – pokazuje nam zgermanizowanych stosunkowo wcześnie Saksonów, potomków Scytyjskich Saków. Ten genetyczny związek jest wprost zawarty w nazwie plemienia i kraju Sak-sonia (Saka-son, po scytyjsku-prasłowiańsku zapisano by to Saka-sais). Tradycję Scytyjską i Słowiańską nazywania syna po ojcu zachowaną dobrze do dzisiaj w Rosji przyjęli od nas Skandynawowie, gdzie częste sa nazwiska typu Lars-son, Gunar-son itd.

Nie zgadzam się z teorią, że Słowianie przybyli na ziemie Polskie ze wschodu w VI wieku. Nie zgadzam się z twierdzeniami, że była to dzicz pozbawiona obyczajów, przyjmująca wszystko co im podsunięto pod nos. Nie zgadzam się również z teorią, że Słowianie ukształtowali swój etnos i zwyczaje na wschodzie, skąd przybyli wypełniając pustkę pogermańską. To wszystko są teorie wysysane z palca na polecenie politbiur i gabinetów propagandy. Przytoczyłem bardzo konkretne argumenty obalające te tezy. W swoim artykule, w komentarzach do pańskich odpowiedzi, a także we wcześniejszym tekście „Lech, Czech i … polityka historyczna”.
Argumenty te w błyskawicznym skrócie to:
z powyższego artykułu:
1.Brak na wschodzie genu r1a1a7 wykształconego 4000 lat temu.
2.Najwyższa wariancja dla genów r1a1 u polskiej społeczności.
3.Twardy materiał dowodowy łączący kultury naddunajskie (Ceramiki Sznurowej w szczególności) z genomem r1a1
4.Zbieżność świąt słowiańskich z aryjskimi ( samo w sobie nie definiuje kierunków migracji ).
5.Słowiańskie imiona przywódców wojujących z Rzymianami (Radogost, Ariowit)
6.Kronika Nestora jasno mówi skąd przybyli Słowianie (z terenów Panonii)
7.Wskazanie u Tacyta, że ludy Suevów (wg mnie byli to Słowianie) posługiwali się wspólnym językiem, różnym niż pozostali Germanie.

Mogę także wskazać wiele innych argumentów, jak np zbieżność technologii budowy umocnień między Słowianami w VI-XII wieku, a technologią kultury łużyckiej.
Pan przytoczył jedynie argument o współwystępowaniu zwyczajów świątecznych w Polsce, Iranie i Białorusi, który sam w sobie nie określa kierunku migracji (chociaż niektórzy etnolodzy by polemizowali, że w społecznościach emigrujących tradycje utrzymywane są silniej).

@Andarian
Myślę też, że trzeba też ułozyć scenariusz zasiedlenia terenów Polski i środkowej Europy po zejściu lodowca. Lodowiec ostatecznie schodzi około16 tys a temu, dalej (b.krótki lub długi) interwał w którym ziemia powoli staje sie przydatną do uprawy, i dalej scenariusz migracji według haplogrup…
To dla pólnocnej Poslki…
Scenariusz dla innych częsci Polski będzie identyczny ale przesuniety czasowo…
Coś mi sie zdaje, że to nie będzie „scenariusz dla naszych sasiadów” korzystny, bo wydaje się oczywistym, logicznym i zdroworozsądkowym, że ludzie podążali za ustepującym lodowcem, czyli z południa a północ.Natomiast szybkość dostepności ziemi do uprawy jest zgodna z mapą wystepowania poszczególnych zlodowaceń, czyli mapy zasiedleń powinny być jej negatywem dla czasowego określenia zasiedlania ziem.Posiłkuje sie brykiem:)
http://edudu.pl/print-sciaga-zlodowacenie-polski,5ae12bd18488bc579b30Lodowiec nie przekroczył Karpat, zatem ziemie naddunajskie były naturalnym i najblizszym rezerwuarem imigrantów.
Co o tym sądzisz?
nadużycie link skomentuj
OHV 05.10.2011 10:43:41

@OHV
Niestety nie posiadamy żadnych dowodów na tak wczesne rozwinięcie się rolnictwa, chociaż ostatnio i tak drastycznie wydłużono historię upraw ziemi. Do niedawna przyjmowano, że rolnictwo rozwinęło się 4-5 tys lat p.n.e. Na chwilę obecną przypuszcza się, że pierwsi rolnicy zamieszkiwali okolice Gobekli Tepe 11-9 tys. lat p.n.e. Potwierdzają to badania okolicznej dzikiej pszenicy, która zdaje się być przodkiem dzisiejszej pszenicy hodowlanej. Gobekli Tepe swoją drogą jest chyba największą zagadką archeologiczną współczesnych (megalityczna świątynia kilka tysięcy lat starsza od piramid !!! świadomie zasypana przeszło 7 tys. lat p.n.e.). W okresie po ostatnim zlodowaceniu (ostatni okres zimny 11,6 tys lat temu) istniały świetne warunki do życia u wybrzeży jeziora Czarnego (do 5600 p.n.e. był to zamknięty akwen słodkowodny). Tak więc rolnictwo chociaż powstało zaraz po ostatnim zlodowaceniu, rozprzestrzeniło się dopiero 2-3 tysiące lat później. Ma to swoje rozsądne wytłumaczenie. Zarówno genetycy, jak i archeologowie są zgodni, że ostatni glacjał stanowił wąską szyjkę butelki dla wszystkich ludzi na świecie. Populacja ludzka zmniejszyła się w tym czasie wielokrotnie. Zanim odbudowano populację do tego stopnia, że musiała szukać nowych miejsc do zasiedlenia minęło trochę czasu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że również 12000 lat temu miał miejsce ostatni okres bardzo dużej aktywności wulkanicznej (właśnie zaczyna się następny). Także pierwszymi ludźmi, którzy zasiedlili nasze ziemie po lodowcu były społeczności zbieraczo-łowieckie, które nie miały jednak tak dużego przyrostu naturalnego by zasiedlić te ziemie. Większe zasiedlenie miało miejsce właśnie przez rolników-prasłowian z kultury KCWR po „potopie” nad Morzem Czarnym, która przekształciła się w kulturę Ceramiki Sznurowej.
@Andarian
Szkoda że takie ciekawe kwestie, są prezentowane w oparciu głównie o stronę której autor nagina rzeczywistość do swojej wizji (R1a1-Słowianie, R1b1-Celtowie – w paleolicie biegający za mamutami – właściwie rozumiem? Przecież tego nikt na poważnie brać nie może, a jeśli czytający nie ma żadnej wiedzy na ten temat to jak może wyłuskac z tego tekstu fakty, bo i takie się pojawiają?)A teraz co jest z grubsza faktem.
R1a-M458 (R1a1a1g) z jej subkladem R1a-L260 (R1a1a1g2) wywodzi się z terenów Polski, i jest ona ścisle związana ze Słowianami.
A skoro tak to:
a.) nie było żadnej pustki (po prostu skądś sie ci Słowianie musieli brać zaludniając szczególnie Czechy, Słowacje, Wegry, mniej Bałkany, a później np. tereny Rosji czy Białorusi)
b.) Słowianie musieli żyć na naszym terenie okresie Imperium Rzymskiego, ale skoro ta nazwa nie była wówczas znana, pojawiali się pod innymi nazwamiR1a – jest związane z Indoeuropejczykami (Y-DNA archeologiczne w postaci R1a!), to jedyny łącznik w postaci konkretnej haplogrupy Y-DNA, z tym że najważniejsza jest tutaj R1a1a1-M417. Nie chodzi o to że starsze R1a nie mogło jej towarzyszyć – bo mogło, ale to ona stanowi 99,9% R1a i to ona jest u Słowian jak i Hindusów, itd.
Skandynawskie vel germańskie R1a jest własciwie nieobecne u nas.Sprostuje kilka rzeczy.>>>>>”Tytuł artykułu jest cytatem z wypowiedzi jednego z najwybitniejszych badaczy archeologii genetycznej Igora Rożańskiego”To raczej powtórzenie tytułu wywiadu, jaki ukazał się w rosyjskiej prasie z faktycznym NAUKOWCEM.
Link do wywiadu -> http://www.gazeta.ru/science/2008/01/14_a_2552231.shtml
Tu praca której tyczył się wywiad -> http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0002929707000250
Faktycznie tytuł dobry. Po pierwsze obalono bzdury o (etnicznych) Rosjanach, że są to tylko zeslawizowani Tatarzy/Ugrofinowie. Po drugie rzeczywiście w Rosji, czyli w wiekszosci to teren średniowiecznej ekspansji Słowian, często widać konotacje z terenami Polski. W innych badaniach DNA, Rosjanie albo są tak blisko Polaków jak Ukraincy, albo bliżej. Natomiast Bałtowie umieszczani są za Rosjanami, i bliżej Ugrofinów.Co to za dziedzina archeologia genetyczna?Wykopujemy czyjeś szczątki sprzed tys. lat i badamy jego DNA?
Rożański się niczym takim nie zajmuje, więc jednym z „najwybitniejszych” badaczy tej dziedziny być nie może.
On po prostu, amatorsko próbuje wydzielić na podstawie publicznie dostepnych haplotypów danych haplogrup (tu ściśle R1a1a1) jej części składowe (haplogrupa po prostu słabo zbadana), i określić na tej podstawie skoro brak znanych dzisiaj SNP, pokrewieństwo jednych z drugimi, co w związku z najnowszymi (to nie żart – z wczoraj, i z zeszłego tygodnia) wynikami prywatnych badań, można to już dzisiaj powiedzieć – słabo mu wychodziło (mieszał gałęzie odrębnych subkladów: Z284 i Z280).>>>>>”Ludność słowiańska zaliczana jest do grupy Indo-europejskiej, określanej szeroko haplogrupami R1. R1a1 – ludy słowiańskie, R1b1 – ludy celtyckie. Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a”Proponowałbym mniej lektury strony ks. Pietrzaka – a więcej naukowych badań ;)
Jak wszyscy doskonale wiedzą – zachód Europy (tak – tam własnie dominuje R1b) jeszcze w starożytności zamieszkiwały ludy (chyba nie ma potrzebyw wymieniać?) nie-Indoeuropejskie, zastała po nich np. topo-, hydronimia, przekazy, czasem pismo. I właściwie indoeuropeizacja do dnia dzisiejszego się nie zakończyła – bo mamy taki lud jak Baskowie – jedni z rekordzistów jeśli idzie o częstotliwość R1b-M269 (R1b1a2). Ta haplogrupa w Europie występuje głównie pod dwiema postaciami – R1b-U106 (R1b1a2a1a1a) popularniejsza w północnym obszarze wystepowania, jak i R1b-S116 (R1b1a2a1a1b) w południowym.
Inne (indoeuropejskie? :D) R1b-V88 (R1b1c) mamy np w Kamerunie – http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n7/full/ejhg2009231a.html, właściwie ściśle związane jest z jedną z grup jezyków afroazjatyckich ( dawniej pod nazwą chamito-semickich http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n7/extref/ejhg2009231x3.xls ), a których ślady mamy np. w niektórych celtyckich, czy germańskich. Jeszcze inne R1b-M73 (R1b1b1) mamy w Azji, dzisiaj dość ściśle związane z grupą językową turecką, ale tu jako ciekawostkę można podać że jeśli badano daną grupę, to własciwie w każdym wypadku wychodził jej młody wiek u tej grupy (np. Baszkirzy) z silnym tzw. efektem założyciela – i właściwie można lokować jej rozwój u poszczególnych grup – dopiero od momentu wejścia Turków(-utów) na arene historyczną (swoją drogą często w przypadku różnych haplogrup, jest tak u tureckojęzycznych, ze stepu i wschodniej Azji). Z tym że R1b-M73 jako haplogrupa oczywiście jest starsza. I w przypadku R1b na tym tutaj zakończe.>>>>>>”Poniżej przedstawiam obecny rozkład haplogrupy R1a” – ja jednak korzystałbym z rozkładu zalinkowanej wcześniej rosyjskiej pracy. Ma więcej wspólnego z rzeczywistością (choć np. nie widać wartości z Małopolski czy Pomorza (Kraków-64%, Lublin-62,5%, Gdańsk 60% – ale tu zapewnę średnią podnieśli Kaszubi) .
http://www.sciencedirect.com/cache/MiamiImageURL/1-s2.0-S0002929707000250-gr3.jpg/0?wchp=dGLbVlk-zSkzS>>>>>>”Obecnie badacze toczą spór o kolebkę tych ludów. Jak wiadomo, zarówno R1a1, jak i R1b1 wywodząc się z bardzo rzadko dziś spotykanej haplogrupy R i jej następcy R1Nie znam przypadku, aby o kimś dzisiaj można było z całą stanowczością powiedzieć że posiada „R*” bez dalszych znanch dzisiaj mutacji, określających kolejne haplogrupy. Zmieniło to (w zeszłym roku) odkrycie SNP – M479, który definiuje dzisiaj haplogrupę „R2″ (Indie, Pakistan i okolice, dawne R* u ludów np mongolskich to właśnie R2-R2-M124 http://malyarchuk-bor.narod2.ru/JHG_11.pdf ). I chyba podobnie jest z R1*. Ponieważ (o ile to robiono) testowano zazwyczaj dwa SNPy okreslający R1b – M343, i SRY10831.2 (lub cześciej M17) a one okreslają nie R1a*, a R1a1* i R1a1a* – więc co kryje się w pracach naukowych pod pozycją R1* nie bardzo da się odpowiedzieć.>>>>>>” Spór toczy się pomiędzy zwolennikami ałtajskiej oraz irańskiej kolebki tych ludów.”Co takiego?
Co z Europą?>>>>>>”Ważną informacją jest fakt, że haplogrupa R wykształciła się 20 000-34 000 lat temu, natomiast R1 około 18 000 lat temu. Haplogrupy R1a1 oraz R1b1 są niewiele młodsze od R1. Jak wiadomo, jest to okres ostatniego większego zlodowacenia.”

W sporej mierze to te daty, to tak troche patykiem po wodzie.

Ale nie o to chodzi. Najbliższym krewniakiem haplogrupy „R” jest haplogrupa Q (np. Indianie), w przypadku „ugro-fińsko-bałtyckiego” „N” jest to „chińskie” „O” itd. – ale to oczywiście czasy lodowców, mamutów itp.

Gdzie urodziło się R* i R1* – pewnie Azja (Bliski wschód to obszar narodzin R1b, R2 w okolicach Iranu/Pakistanu, Q to Indianie, cmentarze Xiongnu, u l. tureckich itd.)
Gdzie urodziło się R1a*-M420? Tego nikt nie wie (posiadacze tej haplogrupy wystepują od W.Brytyjskich po Iran, w Indiach brak) – a więc mogło w Azji, a mogło w Europie z przybyłego R1*
R1a1*-SRY1532.2 też jest szeroko rozrzucona ( np. Szwecja, Polska)
R1a1a*-M17 podobnie

Ale to wszystko to moze promil lub mniej (0,01%?) w stosunku do najważniejszej haplogrupy pod postacią R1a1a1*-M417 pochodzącej najprawdopodobniej z czasów neolitu. A którą mozemy przypisać Indoeuropejczykom.
I która wreszcie zaczyna się dzielić (a ściśle odkrywany jest jej podział – szczególnie dzieki http://www.1000genomes.org/about) na kolejne.
Dzisiaj wygląda to tak.
Przedstawie dane pewne.
Dominująca w Skandynawi (i na Wyspach) R1a1a1 – M417+ Z284+
Dominująca w Europie kontynentalnej R1a1a1 – M417+, Z280+
Dominująca na wschodzie (Azja) R1a1a1 – M417+,Z93+
Oprócz tego R1a1a1g-M458 która na pewno jest Z93-, Z280- w przypadku SNP Z284 wyniki testów są oczekiwane na dniach.
Z tym że grupy Z284+ i Z280+ powinny być związane SNP – Z282 ( i M458 jeśli nie będzie posiadała Z284) a te powinny być związane kolejnym (Z645) z Z93+. A krewniakiem tej całej grupy będzie – europejskie (a scisle północno-zachodnioeuropejskie) R1a1a1*-M417 (a w tej grupie R1a1a1-L664)
W postaci drzewka wygląda to mniej więcej tak -> http://www.box.net/shared/buv3hsglnv1gb0sj4p0y

Tłumacząc to na polski. ;)
Haplogrupa R1a1a1*-M417 powstała w Europie (całkiem możliwe że w środkowej). To stąd rozprzestrzeniła się np. na wschód, do Azji (i Indii). Potwierdzenie 100% dadzą tego stwierdzenia oczywiscie badania archeologicznego Y-DNA.

„Anatole Klyosow przedstawił niedawno swoją teorię dotyczącą migracji społeczności R1a1″ – którą rzeczywistość błyskawicznie obaliła (wykopki Haaka w przypadku KCWR – F*, G2a3). Pomysł na droge R1a (no właśnie o jakie konkretnie mu chodziło?) Z Ałtaju via Catal Hoyuk via Bałkany to jedna z większych bzdur z jaką się można spotkać w tych kwestiach (chociaż jest większa tycząca się R1b, autorstwa… Klyosowa)

„R1a1a1g…. Najstarsze odmiany możemy znaleźć w Serbii i Chorwacji (Małopolskę utożsamia się z tzw Białą Chorwacją natomiast Łużyce z Białą Serbią).”

Co można znaleźć???

„..że w wariancja tego genu u społeczności Polskiej jest większa aniżeli dla całej populacji europejskiej. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że najprawdopodobniejszym rejonem, w którym nastąpił gwałtowny wzrost tej populacji jest Polska” – oznacza to coś innego. Że na naszym obszarze się rozwijała, jak i z naszego – najprawdopodobniej – obszaru pochodzi. Polecam pracę na ten temat http://www.nature.com/ejhg/journal/v18/n4/full/ejhg2009194a.html

SNP – nie jest genem; polecam definicje. SNP to mutacja punktowa, a więc nie może być zróżnicowana ponieważ wówczas mielibyśmy do czynienia z innym SNP. Zróżnicowany jest haplotyp danej haplogrupy.

>>>> „ponieważ w momencie gdy wyruszali oni z Europy (lub północnego Kaukazu, badania trwają, niedługo poznamy odpowiedź) u nas żyli już ludzie z R1a1a7.”

Inne R1a wyparowało z terenów Polski? Skąd ten Kaukaz?

Jeśli np. Indoeuropejczycy wykształcili się w Europie (środkowej? wschodniej?) to rozprzestrzeniając się, nie wędrowali zwartą masą (całościowo) z jednego miejsca w drugie, tylko kolejne grupy oddzielały się gdy reszta pozostawała w ojczyznie – o ile ją jakieś klęski nie wygnały czy zniszyły to trwała, ewoluowała językowo, a te kolejne oderwane grupy wchodziły w interakcje z obcymi grupami językowymi, co sprzyjało zmianie języka i powastawaniu odrębności (jednym z pierszych osiągnieć indoeuropeistyki było odkrycie że celtyckie to też IE), oraz w trakcie tego rozprzestrzenia się dochodziło do powstawania potomnych haplogrup. Logiczne jest że jeśli dany SNP, powstał u potomstwa w innym miejscu, i czasie to nie mógł być obecny w „gnieżdzie”.

A teraz pytanie – skąd pewnosc że R1a1a1g-M458 już istniało? Może gdy grupa Indoeuropejczyków która nazwała się później Ariami, wchodziła do Azji to ta mutacja albo istniała na niewielkim obszarze i liczbie, kariere robiąc o wiele później, albo dopiero ta mutacja pojawiła się, albo miała się pojawiać u jakiegoś mieszkańca dorzecza Odry lub Wisły? Więc jak jednocześnie można było być właściwie na dwóch kontynentach, w tym samym czasie?

________________

ps.
Pod wczesniejszym wątkiem Pirx napisał:

„świadomość narodową, niezależnie od płci, przyjmuje się raczej po linii żeńskiej.”

A to jakieś fakty?
Bo te tyczące się Słowian, nie posiadających własnego państwa, a żyjący w obrębie organizmu państwowego innej nacji to mówią coś przeciwnego. Łużyczanie posiadaja R1a 63,4%, R1b-8,9% (a i proporcje pozostałych haplogrup są właściwie podobne do Małopolski R1a-64%, R1b-8% mniej więcej w bo w tym R1b może być.. zawarte starsze R1a), za to tuż za miedzą w granicach tego samego państwa bo Lipsk (ziemie wcześniej słowiańskie) sytuacja wygląda tak 27,1 % R1a (nawet sporo w porównaniu do rdzennych ziem germańskich np. Moguncja 8,4%-R1a 44,2%-R1b) a R1b-43,1% – już wiadomo dlaczego w Lipsku mówi się inaczej niż rodzima grupa etniczna?
Chętnie poznałbym badania ludności Śląska mówiącej (i która ją zachowała) po polsku z terenów które utraciliśmy na kilka stuleci. Bo Kaszubi R1a również mają ponad 60%. Natomiast jeśli znasz badania mtDNA tych trzech/czterech grup to się chetnie zapoznam, aby sprawdzić jak to po stronie „matczynej”. I którym grupom bliżej do siebie.

„a na przykład w prawie talmudycznym – wyłącznie.” – W przypadku tej nacji niesie to spore konsekwencje w przypadku Y-DNA, cały euroazjatycki bukiet haplogrup, zazwyczaj z młodymi, ale rozbudowanymi liczebnie kladami w tym i R1a-(głównie Z93+, L342+)

 

Artykuł w Nowym Ekranie z lipca 2012:

Praźródło.

Jeśli mam cień racji, grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo.

Oto moja, cokolwiek naciągana hipoteza, proszę nie brać jej zbyt dosłownie.

Wolałbym nie mieć cienia racji, bo:

Powiedzmy, że we wczesnych latach siedemdziesiątych, grupa wpływowych biznesmenów, pochodzenia, hmm, eskimoskiego, lub Czukczów, postanowiła zostać sponsorami ogromnej akcji badawczej.

Chodziło bowiem, o ostateczną rozprawę z bredniami wygenerowanymi przez program badawczy Trzeciej Rzeszy, poszukującej korzeni Rasy Panów, oraz z „odkryciami” grupy Ahnenerbe .

Wszystko ubrano w nazwę „program poszukiwania mapy genomu człowieka” i miało chodzić rzekomo wyłącznie o badanie praprzodków Homo Sapiens oraz tras wędrówek poszczególnych ludów.

Zanim badania zaczeły przynosić wyniki, minęło ponad dwadzieścia lat.

Nauka poczyniła znaczne postępy, dobrano się do Mapy Genomu.

Można było precyzyjnie określić czas i, nawet w przyblizeniu, miejsce powstania poszczególnych mutacji oraz róznicowania plemion.

Wreszcie, dzięki archeologom, językoznawcom, etnologom i genetykom, zweryfikowano ostatecznie dotychczasowe teorie na temat Wędrówek Ludów.

Wyniki, okazały się szokiem dla konserwatywnych środowisk naukowych, wywróciły dotychczasowy stan wiedzy o 180 stopni.

A sponsorzy, przerazili się, szokującego odkrycia, którego elementy  tu i ówdzie już opublikowano.

Trzeba było ograniczyć popularyzację wyników akcji, którą wcześniej z takim hukiem przeprowadzano.

Jednocześnie, nabrali pewności, co do natychmiastowej konieczności dezintegracji pewnej grupy genetycznej, która mogłaby odebrać im zawłaszczony status Narodu Wybranego.

Zwłaszcza, że, po latach niewoli, zaczęła ona powoli, odzyskiwać samoświadomość.

I wyrastać na lidera wśród podobnych sobie.

Pojawił się przywódca, zdolny przeciwstawić się hegemonii lokalnego imperium.

Sytuacja się zagęściła, po wydarzeniach w Gruzji.

Należało teraz działać bardzo szybko i zdecydowanie…

„Straszny Film Osiem”, powie któryś Troll.

A jeśli mam choć cień racji.

To grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo, lub los Aborygenów.

Wszystkim.

fragment z dyskusji pod artykułem na pewnym forum

„… Jeśli cała akcja badań Genotypu i Wędrówek Ludów nie była humbugiem, obliczonym na wydojenie budżetów i wypranie kolosalnej kasy, to cisza nad wynikami jest zadziwiająca.
Wygląda, że sponsorzy akcji przerazili się czegoś, niekoniecznie akurat związanego z moimi mrzonkami.
Ale, gdyby…
Grozi nam wtedy eliminacja, nie tylko fizyczna, lecz akcja na miarę wymazywania imienia Echnatona i kultu Atona, obliczona na stulecia.
Nienawiść do Polaków i Polskości zyskuje nagle(nie wiem, czy tak „nagle”) udokumentowane naukowo, podłoże rasistowskie.
Polskie Obozy zyskują nowe znaczenie.
Wstyd z bycia Polakiem, staje się pożądanym orężem przeciw Odmieńcom.
A może taki status nam przeznaczono.
Nasza, procentowo największa jednorodność genetyczna, mimo lat wojen, gwałtów i mieszania krwi, może być postrzegana jako zagrożenie dla dzisiejszej Rasy Panów.
Dziś, gdy w nieoczekiwany sposób, zdobyli dowody na własne, tysiącletnie oszustwo, nie mogą dopuścić ich do powszechnej świadomości.
Wyszłoby wtedy, że jeden naród, samym swym istnieniem, zagraża całemu, już realizowanemu NWO.
Czy jestem Polskim szowinistą?
Uważam, że dla nas to kwestia fizycznego przetrwania….”

Mogę tylko przypuszczać.
Być może, haplogrupa R1a1a1, została potraktowana, jako potencjalni zdobywcy i dominatorzy, vide sukces i panowanie kasty Braminów w Indiach.
A nasz Nieprzyjaciel planuje na pokolenia naprzód.
Zadziwiająca jest też jedna okoliczność:
Polska to, jak ktoś powiedział, wycieraczka Europy.
Dawno powinniśmy skundleć, stać się mieszańcami, jak Niemcy.
Mimo to, geny zachowały się w wysokiej zawartości procentowej, podobna jest tylko w Indiach w kaście bramińskiej.
Być może są to geny dominujące.
Dlatego trzeba nas zlikwidować.
Pamiętasz słowa pieśni „Ludu Kapłański, Ludu Królewski, Zgromadzenie Święte, Ludu Boży, Śpiewaj Swemu Panu”.

Jeśli oni zdobyli na to dowody, jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Mamy przeciw sobie i ludzi i Przeciwnika.

Na dzień dzisiejszy, wynika z tego wyjaśnienie korzeni nienawiści, którą budzimy np. w Niemcach, Żydach Chazarskich czy innych nacjach nie mających obecnie własnego kraju.
Dawni Germanie nie byli genetycznie i terytorialnie tym , czym dzisiejsi Niemcy.
Dawni Żydzi nie byli genetycznie i terytorialnie tym, czym są dzisiejsi mieszańcy, podający się za Żydów.
Jako spadkobiercy starożytnej kultury i mieszkańcy tych ziem od czasów przedbiblijnych(jeśli brać dosłownie datowanie Starego Testamentu) powinniśmy odbudowywać narodową dumę.
Ostatnie odkrycia wskazują na to, ze cywilizacja rozwinięta w Środkowej Europie, powstała na długo przed Sumerem.
Jeśli Niemcy, potrafili wzbudzić w sobie dumę z bycia Aryjczykami, nie będąc nimi, cóż my?
Iran, obecnie państwo teokratyczne, ma wokół samych wrogów, głównie z powodu błogosławieństwa złóż naturalnych, na których jest położony.
Czy sytuacja z łupkami nie jest podobna?
Nie obudziliśmy się z tysiącletniego snu, a już chcą nas zniszczyć.
Dopóki nie jest za późno- ŚPIĄCY MUSI SIĘ OBUDZIĆ.
Analogia z „Diuną” Herberta, nieprzypadkowa.
Tam, rdzenni, dziesiątkowani mieszkańcy, mieli wielki skarb wody, którego nie mogli użyć.
Jednak wygrali, dzięki swej wyjątkowości i charyzmatycznemu przywódcy.
Także, dzięki przebudzeniu duchowości, którą pogardzali najeźdźcy.
Śpiący musi się obudzić.
Tak nam dopomóż Bóg.

Wandale z Księgi Popiołów

Wandale

W średniowieczu w Europie powszechnie uważano Polaków za Wandali np. Tyran Dagome(Polski) Mieszko I nazwany był dux Wandalorum ~ ‚księciem Wandali’.

Tak też uważał Marcin Bielski i przytaczał na to fakt samoświadomości Polaków, bo jeszcze w jego czasach Polacy tak się sami określali gens Vadalorum (naród Wandali) (Marcin Bielski) ~ ‚A nawet ieszcze y dziś w kościele spiewaią „Bendic (Wendik-Wenedów) regem cunctorum, conuersa gens Vandalorum”. Skoro pięćset lat temu uważaliśmy się za Wandali i tysiąc lat temu w Europie nazywano nas Wandalami to trudno uznać by ten pogląd był fałszywy zwłaszcza, że do dziś zamieszkujemy pierwotne terytorium Wandali.

Wandale-Wandalici, Wandali – Wanda – Wanta (zachodniopolskie) – Banta (wschodnie Chorwackie) – Wątek (Wontek-Wantek-Wentek), permutacja słowa sznurek-węzełek-żyłka (mieć wenęsmykałkężyłkę do czegoś), stąd Wenedowie, Weni, Veneci, wiążący notujący słowa, nasze imię z czasów dominacji Słewskiego Wolinu Wizymierza, Wandale w 406 poprzez Francję – Hiszpanię dotarli do byłej Kartaginy, że to z pochodzenia Słowianie świadczą do dzisiaj często szerokie twarze tamtejszych Berberów (Barbarzyńcy), też nastąpiła u nich zmiana imienia z Wandali na (al)Mora’widów, a u nas na Mora’wian czy to sugestia czy przypadek, znana jest sprawa poselstwa od Wandali europejskich do Wandali afrykańskich, ok. 450 roku w którym domagali się od tych ostatnich zrzeczenia praw do majątków w Polsce, Gąsiorzyk się na to nie zgodził, istotne jest w tej informacji to, że 50 lat po wywędrowaniu dużego według „Historii Sekretnej” ówcześnie 80 tysięcznego (nie licząc kobiet i dzieci) ugrupowania naszych sił zbrojnych, istniało Państwo prawa respektujące ich prawa majątkowe w kraju ich pochodzenia, co za tym idzie tzw. Hunowie Atylli nie mogli tego państwa w najmniejszym stopniu zachwiać. Trzeba tu przypomnieć, że być może próbowali ale po bitwie nad Nedao (Nedą-Nidą) tzw. Huni Atylli przestali odgrywać większą rolę w Europie.

Słowinik Starożytności Słowianskich (SSS) str313 hasło Wandalowie:

Fragmenty hasła…

Około 290 roku doszło do konfliktu pomiędzy Wizgotami (Therwingi) i Tajfalami z jednej, a z Wandalami i Gepidami z drugiej strony. W rezultacie długotrwałych konfliktów pomiedzy Wandalami a Sarmatami i Wizygotami około 335 roku Wandalowie poniesli wielką klęskę, w której poległ ich król Wisumar (Jordanes, Get.113 i n). Z powodu klęski Wandalowie musieli opuścić swoje dotychczasowe siedziby (iuxta flumina Marisia, Miliare et Gilpil et Grisia; wg L. Schmita: Marosza oraz Biały, Czarny i Szybki Keresz) i zająć nowe w Panonii.

(zwróćmy uwagę na znane z naszych kronik imię Wizymira – Wizymierza prawie identycznie z imieniem Wisumara, kronika Prokosza sytuuje panowanie Wizimira prawie na ten sam okres co panowanie Wisumara)

”Nieuchwytne są początki średniowiecznych koncepcji wywodzenia Słowian (lub wręcz Polaków) od Wandali. W wieku VIII-IX nazwą Wandali oznaczano niekiedy mieszkańców Panonii, zarówno Awarów jak i Słowian.

Annales Alemanici pod rokiem 790 użyły tego określenia po raz pierwszy w stosunku do Słowian połabskich. Podobnie Adam z Bremy: ”a Winulis qui olim dicti sunt Wandali”.

W żywocie św. Udalryka bpa augsburskiego z końca X w., Mieszko I został nazywany ”dux Wandalorum”.

Mistrz Wincenty Kadłubek … pierwszy w polskiej tradycji przekazał tą legendę… (Wandalowie/Wandalici=Polacy).

Koncepcja ta w XIII i XIV wieku znalazła licznych zwolenników w Polsce i zagranicą.”

Adam Smolinski – Why did the Romans find it so hard to cross the Danube? and links to the Brood of Vipers (Żmijowe Plemię) and the issues concerning the Wawel Dragon. [ENG]


scyt nn 0055_t8252_maxiThis is our ancestors’ – Scyths’ – ancient art – indeed.

©© by Czesław Białczyński, Adam Smoliński

© translated by Katarzyna Goliszek

Here, we quote Adam Smoliński’s entry from under the article about Viper Embankments (Żmijowe Wały) and Viper Boroughs (Żmigrody) as once again it turns out to be serious for various general discussions. In the text, among other things, we will focus our attention on whether any historians seriously wonder how possible it was that, and what the reason was for which the Romans did not move farther than the Danube, and the Persian kings – Darius and his successors, or Alexander the Great of Macedonia did not cross the border of the Danube – Caucasus, either, and if they had already done so, they were simply defeated either by Tomirysa-Tamara, or by other Scyths. We write extensively about it in the Book of Rue, and here we are just making a remark about it, which we believe should have made researchers consider for a long time.

It was Scyths-Slavic-Indo-Iranians who ruled the Medes and the Medes ruled Persians, and

when the Persians got free and wanted to attack the Scyths, they were defeated, and Cyrus’s

head bathed in its blood, in a sack (leather bag), cut off by TAMARA – Tomirisa – the queen

of the Saka.

scythian-art

Also here there is a link to a good article “All the truth about the Wawel Dragon”, which continues the issue of the Slavic-Scyths’ relationships. Author: ERBA.

http://krakow.net.pl/forum/watek-krakow-Prawda-o-smoku-wawelskim-Kraku-i-smoczej-jamie-wzg%C3%B3rze-wawelskie

 

It is really a good and complex article, although it does not take into account the fact that the Scyths mean the same as the Slavs – they are the Slavs’ ancestors who Persia was very scared of and never took their land. Those who know ancient history are familiar with that. Those who know it poorly, should really read the book of Rue as because it is a version of the Greek myths in reverse –  from the point of view of the Scyths (the Slavic-Indo-Iranians) – of our ancestors. Judea called them a brood of vipers, the greatest enemy of their god –  Yahweh (which is written in the Bible). In this context it is puzzling that Christianity made up satan from Luciferus – the Light of the World (Światło Świata – Światłowit).

When we take the new genetic discoveries into consideration it will turn out to be really

 preserved memory but the memory of the presence of the Scyths-Slavs also on the Vistula

 River dating from 3000 BC. The Slavic tribes, among them Lęgowie-Lęchici (Lugiowie) and

 Harowie (Harwaci – Harwatos) did fight with Celts and Rome, though it was laughed at by

 Adam Naruszewicz – a leading Jesuit carefully shaped by the greatest demagogues of the

 Vatican as well as by numebrs of Catholic ”scientists” shaped by the XIX th century

pseudoscience that arose after the annexation of Poland’s territories, and by hordes of their

 followers from the XX th century (A. Bruckner and other enlightened though wandering,

 along with deeply affected by the Marxist materialism K. Godłowski). Now we have the XXI

 st century and let us go ahead boldly – it is a pity that Piotr Makuch’s scientific work does not

 take into account the genetic knowledge, but only linguistic.

 

Yet, we have lived up to the first scientific studies concerning the name and mythological relationships between Wawel Castle and the Tower of Babel or between Krak Krakus and Persian Cyrus. I can see that researchers from respective institutes of Jagiellonian university are at last beginning to advance with their fresh concepts. We had to wait nearly 40 years to develop Maria Składankowa’s thought from Iranian Mythology, but we have lived up to that.

Scythian_Art

Here are links to Piotr Makuch’s scientific work printed out in AlmaMater:

Wawel and Babel:

http://www2.almamater.uj.edu.pl/104/17.pdf

It is a pity, however, that the author’s thought did not go in two ways –  also to read as a proper connotation: Wawel-Wąwel (W ową Wel) i Wawel-Wel-Wela (Zaświaty Słowian – Slavic Afterlife ). Well – in order to do that one needs to know Slavic Mythology and comparative anthropology about the ritual of rebirth by going down the vaults, to the Afterlife, from the top of the mountain to a cave. The Wawel cave is rarity – with entrance from the top of Welska (Szklana – Glass, Onawielna) Mountain  – into Wawel and to Welskie Nawie, and exit from the cave straight in Naw Założna –  Wodna (Water), into the Vistula water, and sometimes the exit was just under the water. The system of the caves under the mount, as ERBA writes, was once vast, they are walled, and one of the vaults from this system is placed in a crypt with the stone of Chakra.

To know that we would need to have knowledge of shamanic rituals as well. But we are not fussy – we are happy and we thank.


Krakus – Kirkous – Kirus Kirkudanowicz – Kirus – Cyrus:

http://www2.almamater.uj.edu.pl/109/35.pdf


More thorough work in Pressje.org:

http://www.pressje.org.pl/assets/articles/article_17_issue10.pdf

We thank Piotr Makuch for the articles above, and on this occasion we also thank Scott Simpson – the organiser of pagan scientific conferences in Krakow (under the patronage of Jacek Majchrowski) – for continuous activity for paganism, but first and foremost for carrying out reliable research on the innate faith – the faith of nature – in the community of Krakow AlmaMater.
CB

archeos.pl

Gnaeus Pompey the Great (Gnaeus PompeiusMagnus), a great enemy of Julius Caesar, an excellent Roman leader – Why was such great power scared of going beyond the Danube – Was it enough for them to be in trouble with Thracians, that is to say with Scyths-Thracians – in other words with Slavic-Illyrians (1a + I2) so as –  also using records of chronicles of the Greeks about the Amazons and other kings of Scyths and Sarmatians – to abandon such an attempt?

Adam Smoliński – Why did the Romans find it so hard to cross the Danube?

In this article about the Viper Embarkments, I would like to mention another name relating to the Fiery Viper. It was a kind of battle tactic led by Slavic tribes. The Fiery Dragon means the Fiery Viper. One of the methods of Slavs’ tactical fight was a night riding attack with lighted torches. Most peoples of ancient Europe, different from Slavic peoples, led their battles during the day. A night attack was always a bewilderment to them. They rather could not fight at night. The Slavs made up special groups of warriors trained only to fight at night, dealing a decisive blow and ending the battle at night. The tactic was famous among other European peoples.

It was terrifying for them. They imagined the attacking Slavic warriors as demons against whom they had no defense. Is it likely that information about dragons blowing with fire in fairy tales and legends of other tribes comes from this? It is also possible that the Slavic warriors used flamethrowers during battles. They must have known the properties of oil which was to be found in natural puddles in the Bieszczady Mountains still in the times when Łukasiewicz lived. Maybe so called ”Greek fire” was not the Greeks’ invention at all, was it? Another tactic was to simulate escape from the battlefield, and thus drawing in a pre-planned ambush. Many armies were taken in by this trick done by Slavic warriors, even in the XX th century. The echoes of the Fiery Dragon and terror it induced can be seen in the film “The 13th warrior”, made by John McTiernan in 1999 based on the novel of Michael Crichton – ”Eaters of the Dead”. It is not a fantasy novel, at all. It is rather a reminder of some historic facts which did not take place on the Black Sea but somewhere in north-west Europe where both Celto-Germans and Slavo-Venedi (Wądowie) met. Of course, the Slavs are shown from the point of view of the German propaganda.One can see how perfidiously we are presented as terrifying Vendols (Wendole), like rats living in burrows, eating leftovers and dead bodies of the members of our tribe –  cannibals. Showing someone as a cannibal always brings aversion, just in the way propaganda does. Well, the Celto-Germans are, of course, presented as brave and civilised heroes who will defeat repulsive Vendols.
The hostile propaganda, however, demonstrates another aspect of the matter, namely how much they must have been scared of us Slavic people that they slander us like that, it is normal in general. Some truths can be found in between the lies in the film. For example, the figure of Mokosh (Mokosz) is assigned to the Vendols, that is to the Slavs.

In all this discussion about history of Europe, among the Slavic people, Germans and Romajowie – Romani (the name Romani is a Greek equivalent of a Latin word and denotes Romans: primarily citizens of Rome and, after the Edict of Caracalla, of all free inhabitanats of the Roman empire, including Greeks/Hellenes;  between allochthonists and autochthonists, it is necessary to ask one basic question. – If the great Greeks made such a great empire and ruled Little Asia and Persia; if the great Romans who made even more powerful empire occupied north Africa, territories of today’s France, Spain, Greece, Little Asia; why did they all not cross the Danube, Caucasus and today’s Afghanistan; to the north? Why did the powerful Romans take great pains to sail across the scary trait and take rather not fertile island of the Brits? Why did they attack so called friendly Celts and Germans but they somehow did not cross the Danube although it was closer? After all, they knew that there were rich forests, green meadows and cultivable fields there. They knew well the value of amber which was often as valuable as gold. They knew where the amber was mined. They also knew that there were huge tin ore, copper, lead, iron and gold resources north of the Danube. They could be satisfied with just buying those goods. No rush made either the Greeks or the Romans go beyond the Danube River, to the north so as to join those land to the empire. I am asking why? Was the Danube a wide river of boiling lava impossible to get through? The Danube was called a limes – an impassable border. Nothing but fear seems to have been the barrier.

Solo-Vene means Slavic people (Sokoło -Wędowie, Skoloto-Veneti): History, Culture, Tradition, Great Change [ENG]

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 18 Grudzień 2012

Buk Carrie Nichols DSC01235

We all are the children of one tree – all that is Slavic – let us not cut the tree at its fabulous roots just with an ordinary lack of interest and following others

[Photo. Carrie Nichols]

© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

 

On these pages you will find everything that may seem interesting to a lover of all that is Slavic. Therefore we offer you not only topics directly referring to Slavic mythology, but also knowledge about Slavic people. The knowledge that we are going to present to you is updated and compatible with the latest scientific discoveries about the Slavs. We are also going to display information about Slavonic monuments, relics and contemporary reflections of cultural events organised by enthusiasts of Slavic culture, as well as Slavic art created under the influence of pure Slavophile passion. These pages have been made with a purpose of drawing your attention to the historical outline of fabulous Slavic people – prehistoric and coming from early history –  that constitute a certain, unified concept, provide us with an image of the historic events which is different from the hyper critical and anti Slavic historical science which is based on prejudices and chauvinisms of the XX th century, especially on German and West European chauvinism.

Here we will present the concept of Slavonic history which does not come from the tradition of the West but which is native, rooted in the common heritage of the Slavic nations, Ists (Balts), Scoloti (Scythians / Scyths), Serbomazowie (Sarmatians), Venedi (Venethi) and Dawowie-Dachowie called by the Greek and Roman chroniclers as Venethi, Dacians, and Thracians.

Besides, we would like to present art, painting, audio (e-book records) and films made in the spirit of Slavonic images about the world – that part of the artistic references to Slavic culture perhaps best demonstrates how vital, contemporary and timeless it is.

We hope that these pages will help us save all that makes up our – Slavic nations’     – separate identity in the contemporary mess.

Snowidziadło z kołdry spadło,spadło na kamycki potłukło se… – zebrał Mezamir Snowid

Posted in nauka, przyroda, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 15 Grudzień 2012

Wykłady Rudolfa Steinera

Wykład I
Londyn 2 sierpnia 1923

Dopóki rozpatruje się wszystko co nas otacza tutaj w świecie fizycznym,w ziemskim bycie
i co zostaje wniesione w ziemski byt przez naszą własną pracę
dopóty uwagę trzeba oczywiście przywiązywać głównie do czasu jaki człowiek spędza w ziemskim bycie podczas czuwania.

Ale wspomniałem już że dla ludzkiego bytu,choćby dla tego ,czym człowiek może być również w ziemskim bycie
jeszcze ważniejsze jest to co dzieje się z człowiekiem w czasie który przesypia podczas ziemskiego bytu.

Jeśł w jakimkolwiek punkcie naszego ziemskiego życia spojrzymy wstecz na to o czym możemy sobie przypomnieć
to właściwie zawsze pomijamy czas który przespaliśmy,natomiast bierzemy pod uwagę wszystko
czego dokonaliśmy za dnia w czasie czuwania,tworząc z tego niejako powiązaną całość.

Nie byłoby to jednak możliwe gdyby nie przeplatanie czuwania stanem snu.

Właśnie wtedy gdy chce się poznać prawdziwą istotę człowieka
trzeba zwrócić uwagę na te stany snu bowiem człowiek łatwo mógłby powiedzieć:
przecież nic nie wiem o tym co dzieje się podczas snu.

Tak to prawdopodobnie wygląda dla zewnętrznej świadomości ale w rzeczywistości jest to nieprawdą.
Dlatego jeszcze ważniejszy od tych zmieniających się z dnia na dzień stanów snu jest czas
który przesypiamy jako małe dzieci,bowiem oddziaływanie tego snu pozostaje w nas na całe życie
a my niejako dołączamy do tego jedynie to co każda noc dodaje nam podczas późniejszych stanów snu.

Bylibyśmy automatami gdybyśmy jako dzieci wkraczali w świat czuwając
gdybyśmy pozostawali w stanie czuwania i nigdy nie spali.
Bylibyśmy tylko automatami lecz w ramach tego stanu automatyzmu nie moglibyśmy też czynić czegokolwiek
w sposób świadomy,tego co zrobilibyśmy automatycznie,nie traktowalibyśmy jako czegoś co nas dotyczy.

Jeśli patrzymy wstecz i stany snu zawsze wypadają z naszej pamięci
to właściwie patrząc na nicość,na te okresy czasu gdy spaliśmy
w taki czy inny sposób widzimy zdarzenia które przeżyliśmy w stanie czuwania.

Jeśli jednak patrzymy wstecz na te chwile  w których spaliśmy
to w rzeczywistości nie widzimy wtedy niczego.

Jeśli macie państwo przed sobą białą ścianę i w pewnym miejscu nie ma na niej żadnego koloru
lecz tylko czarne koło ( czarny to też kolor :) ciekawe co widać gdy nie widać ŻADNEGO koloru -Mez)
to równiez niczego państwo nie widzicie.
Widzicie ciemność(a więc jednak coś,ciemność czyli światło i kolory których nie widzimy takimi jakie są,wydaja się czernią-Mez)

bądź też jeśli nie jest to czarne koło ale otwór za którym nie ma żadnego światła(widzialnego dla naszych oczu,bo ciemność to też światło-Mez) to widzicie państwo otwór,widzicie ciemność.

Tak samo w swoim życiu widzicie ciemność gdy spoglądacie wstecz.
Te chwile które przespaliście jawią się wam w życiu jako ciemność
i do tych ciemności mówicie państwo”Ja”.
Nie mielibyście państwo żadnej świadomości jaźni gdybyście nie widzieli tych ciemności.

Tego że możecie państwo powiedzieć o sobie”Ja”,nie zawdzięczacie temu że od rana do wieczora
wciąż pracowaliście;to,że możecie mówić do siebie”Ja” zawdzięczacie temu że spaliście.
Albowiem jaźń tak jak ujmujemy ją w ziemskim bycie,jest zrazu ciemnością życia, pustką, bytm nicości.

Kiedy spojrzymy na nasze w prawidłowy sposób to w odniesieniu do naszej samoświadomości
nie możemy powiedzieć że zawdzięczamy ją dniu lecz że zawdzięczamy ją nocy
bo właściwie dopiero poprzez noc stajemy się tym co czyni nas prawdziwymi ludźmi
bo bez tego bylibyśmy automatami.

Można zatem powiedzieć:
Naszej właściwej wewnętrznej jaźni właściwie w ogóle nie zabieramy ze sobą z duchowego świata do fizycznego ziemskiego.
Zostawiamy ją zawsze w świecie duchowym.
Ona była w świecie duchowym zanim zstąpiliśmy do bytu ziemskiego
i jest znowu w świecie duchowym między zaśnięciem a obudzeniem,ona zawsze pozostaje w świecie duchowym.
Gdy jako człowiek mamy podczas dnia obecną świadomość i nazywamy siebie”Ja”
to słowo”Ja” wskazuje na coś co nie znajduje się w świecie fizycznym
lecz w świecie fizycznym posiada jedynie swój obraz.

I nie patrzymy na siebie prawidłowo gdy mówimy:
Jestem tym krzepkim człowiekiem na Ziemi,stoję tu swoją prawdziwą istotą
Prawidłowo patrzymy na siebie wtedy gdy mówimy:
To co jest z nas tutaj na Ziemi,to obraz,odbicie naszej prawdziwej istoty.

Tego co jest tutaj na Ziemi nie należy postrzegać jako właściwego człowieka
lecz jako obraz właściwego człowieka.

(Powiedziałbym że nasze ziemskie życie jest jak odbicie w lustrze
lustro to Ziemia,my na Ziemi  jesteśmy odbiciem
a nasze prawdziwe Ja stoi przed lustrem-Mez)

Ten obraz stanie się bardziej jasny jeśli wyobrazimy sobie rzecz następującą.
Załóżmy że śpimy.
Jaźń jest poza ciałem fizycznym i eterycznym i ciało astralne jest poza ciałem fizycznym i eterycznym
ale jaźń oddziałuje we krwi i w ruchach człowieka.
Potem przestaje ona oddziaływać ponieważ w czasie snu nie ma tam jaxni;ale to co jest we krwi działa dalej.

Wystarczy tylko spojrzeć na ciało fizyczne żeby powiedzieć:jak to jest włąściwie z tym ciałem gdy śpimy?
Przecież wtedy też coś musi w jakiś sposób przenikać krew tak  jak za dnia w czasie czuwania przenika ją jaźń.
Tak samo ciało astralne które żyje wciąż w całym procesie oddychania.
W nocy opuszcza ono proces oddychania ale działa tak jak za dnia działo ciało astralne.
Podczas snu nasze ciało astralne opuszcza w nas te narządy które są np narządami oddychania.

Nasza jaźń opuszcza siłę pulsowania krwi.
Cóż zatem robi jaźń i ciało astralne w nocy?
Gdy człowiek pozostaje w łóżku a jego jaźń opuszcza siły pulsowania krwi
to do tych sił wkraczają jestestwa pierwszej wyższej hierarchii[ponad człowiekiem]
Wtedy w tych samych narządach w których za dnia w stanie czuwania żyje jaźń
żyją  Anioły,Archanioły i Archaje.

W narządach oddychania które opuściliśmy dlatego że wystąpiło z nas ciało astralne
działają w nocy jestestwa następnej wyższej hierarchii:
Exusiai, Dynamis i Kyriotetes.

W polskim nazewnictwie dla określenia tych wyższych duchowych hierarchii
używa się też innych nazw.
Exusiai określane są jako Potęgi albo Duchy Formy.
Dynamis jako Mocarstwa albo Duchy Ruchu
a Kyriotetes jako Panowania albo Duchy Mądrości

Gdy zatem wieczorem przy zasypianiu wychodzimy naszą jaźnią i ciałem astralnym z naszej dziennej cielesności
wnikają w nas Anioły,Archanioły oraz wyższe duchowe byty i nadal utrzymują przy życiu nasze narządy
od zaśnięcia do przebudzenia.

W odniesieniu do ciała eterycznego nigdy podczas dziennej świadomości nie jesteśmy w stanie uczynić tego
co powinno być tam dokonane.
Musi ono zostać przeniknięte przez jestestwa najwyższej hierarchii
przez Serafiny,Cherubiny i Trony,również wtedy gdy jesteśmy w stanie czuwania
one pozostają tam przez cały czas.

Hebrajski rzeczownik שרף (saraf) zwykle łączony jest z czasownikiem להישרף (lehisaref) oznaczającego spalać się się, płonąć. W ten sposób sugerowano, że serafini to istoty mające jakiś związek z ogniem (powstały z bezdymnego ognia). Serafini (i pokrewni im cheruby) nie pełniły funkcji posłańców Bożych (aniołów)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Serafin_(anio%C5%82)

Karuda
Karuda

1980799_kania-ruda
Kania Ruda

ros-now-korolkow-poslaniec-peruna-pacdagzwik-0_2c8c7_7b95da39_xl

Raraszek

Raróg, Raraszek – w mitologii Słowian demoniczny duch ognia, objawiający się pod postacią drapieżnego ptaka (najczęściej sokoła), ognistego smoka lub ognistego wichru.
Wierzono, że raróg może wykluć się z jaja, które przez 9 dni będzie wysiadywał człowiek.
Najprawdopodobniej postać raroga była wcieleniem Swaroga, na co wskazuje podobieństwo teonimu oraz podobny motyw przedstawiania demiurga pod postacią ptaka, występujący m.in. w mitologii bałtyjskiej czy fińskiej[1].
W kulturze ludowej raróg przetrwał pod postacią malutkiego demona (potrafiącego zmieścić się w kieszeni), który przynosił ludziom szczęście[2].
W rosyjskich baśniach raróg przybrał postać Żar ptaka.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rar%C3%B3g_(mitologia)

Feniks (gr. φοίνιξ (foinix), łac. phoenix) − mityczny ptak, uznawany za symbol Słońca oraz wiecznego odradzania się życia.

Fenghuang (chiń. ?凰, pinyin: Fènghuáng; jap.: ?凰 hōō; kor.: ?? bonghwang; wiet.: Phượng Hoàng); w języku polskim:Chiński feniks.
Mityczny ptak pochodzący z mitologii chińskiej. Feniksy chińskie były przedstawiane jako władcy wszystkich ptaków. Feniksy rodzaju męskiego nazywano Feng, natomiast żeńskiego Huang. Współcześnie jednak nie czyni się takiego rozróżnienia i wszystkim feniksom przypisuje się rodzaj żeński (Huang), co umożliwia połączenie ich w parę ze smokiem chińskim, będącym rodzaju męskiego. Chińczycy Han często używają terminu Potomkowie Smoka dla określania swej tożsamości narodowej. Fenghuang znany jest też jako „Dostojny Kogut” (??, pinyin: yùnjī lub kūnjī). W kulturze Zachoduzazwyczaj nazywany jest „Chińskim feniksem”, a czasami „Ptakiem Ho-ho” (od japońskiej nazwy hō-ō).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Fenghuang

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/29/smoki-mezamir/

  ♦

„Gdybyśmy sami musieli troszczyć się o wszystko co w naszym ciele fizycznym rozgrywa się jako wspaniałe potężne procesy,

to nie tylko robilibyśmy to źle lecz w ogóle nie wiedzielibyśmy jak się do tego zabrać
bo jesteśmy pod tym względem zupełnie bezradni.
To co o ciele fizycznym mówi anatomia nie mogłoby wprawić w ruch nawet jednego atomu naszego ciała.
Z tym związane są zupełnie inne moce.
Są to właśnie te moce które od pradawnych czasów(na długo przed pojawieniem się judaizmu i jego odnóg-Mez).

Nazywane są mocami Trójcy. (W neojudaizmie zwanymi-Mez)mocami Ojca Syna i Ducha,mocami właściwej trójcy żyjącej w naszym ciele fizycznym.

Trójca nie jest wynalazkiem neojudaizmu.

Określenie to mówi o trójcy bóstw, popularnej zwłaszcza na Wschodzie jak panteony kananejskie i babilońsko-asyryjski oraz w Egipcie. Najbardziej popularne triady bóstw występowały w miastach syryjskich i fenickich. Przykładem może być Ugarit-ob., Ras Szamra inaczej El, Baal, Aszera, Tyrze-ob., Sur to Melkart, Asztarte, Baal i Sydonie-ob, Sajda inaczej Baal, Asztarte, Eszmun. W Mezopotamii najbardziej znaną triadą bóstw tworzyli Elil, An i Enki, zaś w Egipcie Amon-Re, Mut i Chonsu oraz Ozyrys, Izyda, Horus.
Triada bóstw znane były również w Rzymie, jak chociażby triada bóstw związanych z urodzajem i wegetacją, w skład której wchodzili Ceres, Liber i Liberia. W hinduizmie Trimurti: Brahma, Wisznu, Siwa.
http://www.historia.net.pl/news,375.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Trimurti

Trójca Rzymian to: Jupiter, Netpun i Pluton.

Fenicką trójcę tworzyli Ulomus, Ulosuros i Elium;

Na tatarskiej monecie widnieje obraz człowieka z trzema głowami, który reprezentuje ich trójcę, zgodnie z treścią napisu umieszczonego na odwrotnej stronie.

W skład trójcy irlandzkiej

wchodziły bóstwa: Kriosan, Biosena i Sira;

Skandynawską starodawna trójcę

tworzyły bóstwa:

Thor, Wodan i Frikko;
pogańskich Germanów reprezentowali: Odyn, Thor i Frija.

Dawni Indianie w Ameryce Północnej i Południowej

nazywali swoich trzech w jednym bogu Tangalonga (jeden w trzech i trzech w jednym) i Trinimaaka (trójca).

Buddyjskie wizerunki potrójnego bóstwa.

Według szkół buddyzmu Wielkiej Drogi (Mahajana) Budda Siakjamuni obrócił Kołem Dharmy trzykrotnie udzielając w ten sposób trzech zestawów różnych nauk. Nauki Mahajany opisują postać Buddy nie tylko jako historyczną, ale przede wszystkim jako trzy ciała Buddy Siakjamuni.

Do greckiej trójcy

należeli Zeus, Posejdon i Pluton ale trójcę również Apollo, Latona, Artemida oraz Demeter, Tryptolemos, Persefona.

Trójca w Indiach (Trimurte),

Brahma, Wisznu i Sziwa, jest czczona jako trzy osoby, chociaż pierwotnie Brahma był jeden jako boski pierwiastek. Jedno ze świętych pism oświadcza: “Ta wielka jedność ma być wyraźnie rozpoznawana jako trzej bogowie w jednej osobie”. Jeden z jej hymnów podaje: “Są trzy bóstwa; jednakże jest tylko jedno bóstwo, ta wielka dusza”.

Trójcę bóstw Egipcjan

tworzyli Horusa, Ozyrysa i Izydy ale również Amon, Ptah i Ozyrys. Jako że faraon był uznawany jako ucieleśnienie boga tworzono również trójce królewskie takie jak Amon-Ra, Ramzes II i Mut czy tzw. trójca Mykerinosa.

Trójca babilońska przedstawiona jest w trzech obrazach w świątyni Bala

Isztar, Sin, Szamasz
Nanna, Nannar – sumeryjski bóg Księżyca.

Nazywany też był Suen, Zuen
Anu (sumer. An – niebo) – w mitologii sumeryjskiej bóg nieba

Utu – sumeryjski bóg słońca,
Enki w mitologii sumeryjskiej (Ea w mitologii babilońskiej) – bóg słodkich wód, bóg mądrości, stwórca człowieka, czczony w Eridu. Razem z bogiem nieba Anu i bogiem Enlilem tworzył również wielką triadę głównych bóstw sumeryjskich.
Ea – jeden z najważniejszych bogów asyryjsko-babilońskich.
Tzw. wyrocznia chaldejska oświadcza: “Jedność zrodziła Dwoistość, która przebywa z nią i wydaje światło intelektualne; z nich pochodzi Trójca”. Imiona trójcy chaldejskiej to: Anu, Enlil i Ea.

Roger Penrose uważa, że świat idei jest jak najbardziej realny. Ze świata idei matematycznych (ale nie tylko matematycznych) bierze się cały Świat fizyczny. To znaczy, część matematyki występuje w świecie fizycznym. Umysł bierze się ze świata fizycznego w całości ale matematyka z części umysłu. Takie zapętlenie.

Eklektyczne judeochrześcijaństwo w tym neojudaizm/katolicyzm kształtowało się stopniowo przez stulecia, wchłaniając poszczególne kulty.

W II czy III wieku nie było kultu maryjnego czy obchodzenia Bożego Narodzenia (a już zwłaszcza w zimowe przesilenie).
Paweł poddał chrześcijaństwo Hellenizacji (zakaz obrzezania, likwidacja koszerności, nakaz monogamii)
Origenes wprowadził alegoryczne czytanie Biblii (jak u pogańskich Greków)
w późniejszych czasach wprowadzono Trójcę… i tak dalej.

1 Wielka bogini Egiptu Izis urodziła Horusa także jako dziewica, jej statuę z niemowlęciem na ręku obnoszono przez parę pokoleń w uroczystych procesjach.
2 W Denderach, świątyni boga Hetora widniało malowidło przedstawiające kobietę z dzieckiem w ramionach (dziś w Paryżu). Napis głosił, że jest to dziewica-matka
3 Na murach egipskiego Luxoru widnieje napis, że jej budowniczy, faraon Amenefis III, urodził się z dziewicy.
4 Kult matki-dziewicy istniał w bardzo wielu krajach, tylko imiona matek były różne. W Turkiestanie na przykład występuje dziewica-matka Kariti”, w Chinach – Kuan-Y-in”, w Japonii – Kwaunon”.
5 Najciekawszą analogię znajdziemy w Indiach, gdzie w roli matki bożej” występuje królowa Devaki, rysowana i rzeźbiona zazwyczaj z małym Kriszną na ręku. To Kriszna właśnie jako niemowlę, przechowywany w ubogiej stajence, w koszyku z sianem, cudownie uniknął śmierci, gdyż pastuszka Nana, słysząc o zarządzonej rzezi niemowląt podmieniła swą martwo urodzoną córeczkę na żywego Krisznę. Co nam to przypomina?
Rzeź niewiniątek opisana w Biblii to fikcja,w ogóle nie miało miejsca takie wydarzenie
„Rzeź niewiniątek” nie jest znana z innych źródeł niż jEwangelie.
Józefa Flawiusz, historyk żyjący w tamtym okresie,nie przepadał za Herodem
i w swoich pismach zamieścił obszerną listę zbrodni króla. Nic jednak nie wspomniał o owej rzezi.
Gdyby do takiej rzezi doszło,na pewno nikomu nie umknąłby ten fakt.
6 Wśród cudownie urodzonych dzieci są: Herkules, Dionizos, Jowisz, Pitagoras, Pluton, no i… Cezar August.
i wielu innych.
7 – Bóg Athis także przyszedł na świat z dziewicy zapłodnionej zjedzeniem kawałka granatu -nieźle!
8 Matka Buddy Maya „zwiastowana” została przez bramina w identyczny sposób jak Maria przez Gabriela. Kuzyn zaś Buddy Akanda (patrz Jan Chrzciciel!) urodził się z „niepłodnej staruszki” (patrz Elżbieta!).
Gdy Maya rodziła, wskaźnikiem jej miejsca pobytu była rgwiazda przewodnia”.
(O buddzie szczególnie czwartym historycznym Gotamie- to już w ogóle obszerne opisy i legendy powstały na ten temat…)
9 Twórca religii Iranu – Zaratustra (Zoroastra) urodzony został, gdy matka wypiła napój zapładniający „koma”.

KULT MATKI BOGÓW w judeochrześcijaństwie był długo nie znany podczas gdy świat znał go od dawna!
Pierwszą świątynie kultu Maryjnego ( bo o tym mowa) wzniesiona została dopiero w
IV w w Efezie. ( sobór Efezki)

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=6n0YQcPrZ-o

Możemy więc powiedzieć że przez całe nasze ziemskie życie,nasze ciało fizyczne nie jest nasze

Dzięki nam nie mogłoby się ono rozwijać(nawet ruszać i żyć-Mez)
Jest ono jak mówiono w dawnych czasach prawdziwą świątynią boskości
potrójnie objawiającą się boskością.
Nasze ciało eteryczne jest miejscem zamieszkiwania hierarchii Serafinó,Cherubów i Tronów.
A o narządy fizyczne i eteryczne które w nocy opuszczone zostają przez ciało astralne
musi się troszczyć druga hierarchia,Kyriotetes,Dynamis i Exusiai.
Natomiast o narządy które muszą być opuszczone przez jaźń
troszczą się Anioły,Archanioły i Archaje.
Zatem w człowieku nieustannie zachodzi działanie które nie pochodzi bezpośrednio od niego.
Człowiek ma w tym swoim organizmie jakby tylko wynajęte mieszkanie na czas trwania czuwania
w tym samym czasie ten jego organizm jest świątynią i miejscem zamieszkiwania duchów wyższych hierarchii.

Na zewnętrzną postać człowieka patrzymy prawidłowo jedynie wtedy kiedy mówimy sobie że jest ona obrazem
Obrazem oddziaływania wszystkich hierarchii duchowych.One są w nim.
Gdy spoglądamy na wszystkie szczegóły uformowanej ludzkiej głowy
na resztę uformowanego ciała,to postrzegamy je prawidłowo nie wtedy mówimy że jest ono taką czy inną istotą
lecz wtedy gdy mówimy że jest ona obrazem oddziaływania wszystkich hierarchii duchowych.

Jedną z metod na uzyskanie świadomego snu jest tzw “test rzeczywistości”. Zwyczajowo wykonuje się go w ciągu dnia, by wyrobić sobie nawyk, który zadziała też we śnie. Polega na sprawdzeniu, czy w rzeczywistości, w której aktualne przebywa nasze JA funkcjonują znane nam prawa natury, fizyki. To co na co dzień jest niemożliwe – latanie, zmiana przedmiotu w inny, telekineza, teleportacja, zmiana własnej postaci, przechodzenie przez ściany itd, w snach jest zupełnie realne i tylko wiara śniącego jest tu ograniczeniem. Bytof opisuje też zjawisko, które nazywa “Znakami Snu”. Są to zjawiska, które występują tylko we śnie. W swoim wprowadzeniu do śnienia (“Oneironautyka. Sztuka Świadomego Snu”, wyd oryg. 1996) dzieli je na cztery kategorie: stan wewnętrzny, forma, działanie i kontekst. Chcę tu wspomnieć o znaku z kategorii “działania”. Często omawianym i spotykanym zjawiskiem w snach jest niedziałający wyłącznik światła. racjonalnie można to wytłumaczyć tym, iż w rzeczywistości jawy wyłącznik jest częścią układu elektrycznego i zamykając obwód sprawiamy iż przez żarówkę przepływa prąd. W rzeczywistości jawy jaką znamy jest to konieczne, by żarówka świeciła. Nasza podświadomość jednak nie musi martwić się o takie szczegóły, więc wyłączniki światła, żarówki, źródła oświetlenia są tylko i wyłącznie nawykiem przeniesionym ze świata jawy do świata snów. Takie wyłączniki są jak atrapy. Równie łatwo możemy zdjąć Księżyc z nieba jak i zapalić Słońce, nie mówiąc o żarówce. Mimo wszystko śniący trzymają się reguły wyłącznika. Efektem jest właśnie niedziałający wyłącznik. Do tej pory sądziłem, iż jet to reguła. Powszechnie przyjmuje się, iż w snach wyłączniki nie działają. Tę zasadę przedstawiono m.in. w filmie “Waking Life” (w poniższym YT czas – 6:15 i wcześniejsza rozmowa głównego bohatera).

http://chomikuj.pl/Labanga/Film/Waking+life

Dziś jednak przekonałem się, że nie jest to żelazna reguła mogą być wyjątki. We śnie pokazywałem dzieciom swoje tatuaże. Dość ciekawe rytualne wzory, prymitywne wykonanie (niemal więzienny styl), proste kreski. Na lewej stopie kilka linii, wzdłuż nich kropki, jakby szwy. Wiedziałem, że sam wykonałem te tatuaże. Na prawej kostce drugi wzór w formie kresek – fraktalne drzewo. Ten wzór również łączył się dalej z innymi poprzez linie, aż do ramienia. Na wysokości barku, tuż nad prawą pachą wzór zwiniętego węża (spirala), a dalej wzdłuż ramienia pies lub lis. Dalej już nie widziałem, bo miałem na sobie ubrania a akurat coś odwróciło moją uwagę. Ktoś wszedł do pokoju i próbował włączyć światło. Za nim druga  i trzecia osoba – to samo. Niby zasada wyłącznika działa, prawda? Mógłbym w tym momencie wykonać test na rzeczywistość, by upewnić się że to sen, gdybym miał wątpliwości. Mógłbym, gdybym ćwiczył. Ale nie ćwiczę. Dlaczego? Dlatego, że w moim przypadku to nie działa. Nie działa, bo moje rozumienie rzeczywistości nie jest stereotypowe tak jak w przypadku przeciętnego człowieka. Gdybym np w tym momencie zaczął lewitować, nie zdziwiłbym się. Nie wierzę w to, ale nie wierzę też, że to nie możliwe. W przypadku testów na rzeczywistość takie myślenie dyskwalifikuje technikę. We śnie wiedziałem, dlaczego wyłącznik nie działa – bo wyłączyłem światło. Wstałem i… włączyłem normalnie światło. Jaki z tego wniosek? Ano taki, iż podobnie jak w przypadku wszelkiej dziedziny wiedzy, warto czasem samemu coś sprawdzić, zanim będziemy powielać obiegową opinię.
Mam nadzieję, że temu m.in. będzie służyć nowa platforma…
http://kruczysen.wordpress.com/2012/01/20/fraktalne-testy-rzeczywistosci-snu-wylacznik-swiatla-dziala/

http://dragontn.blog.pl/2012/12/01/szamanski-rytual-snu/
http://dragontn.blog.pl/2012/11/29/mialm-a-indianskie-praktyki-snu-sposoby-transformacji-snow-na-szamanskiej-sciezce/
http://dragontn.blog.pl/2012/11/28/mialm-a-indianskie-praktyki-snu/
http://dragontn.blog.pl/2012/11/30/indianskie-praktyki-snu-moja-praktyka/
http://dragontn.blog.pl/2012/12/01/wakan-kaga-indianskie-zwiazki-sniacych/
http://dragontn.blog.pl/2012/12/01/ondinnonk-%E2%80%93-skryte-pragnienia-duszy-ujawnione-we-snie/
http://dragontn.blog.pl/2012/12/03/uzdrawiajace-sny/
yume_dream_by_carmenharada-d329oyc

YUME/Sny (1990)

Film składa się z ośmiu krótkich opowieści opartych na snach samego Kurosawy.

Każdy z nich przedstawia inną prawdę o człowieku i świecie w którym żyjemy.
Niezależnie od tego czy będzie to wizja nuklearnej zagłady
wiszącej nad Japonią czy sielankowy obraz wsi odciętej z dala od cywilizacji, to mamy do czynienia z obrazem pełnym symboliki i wizjonerstwa.

Akira Kurosawa w swoich „Snach” opowiada nam 8 krótkich historii. Mowią one o ludzkich pragnieniach i strachach. Japoński reżyser najpierw przedstawia chęć poznania świata przez dziecko, aby w nastepnych kilku epizodach pokazać bezsens ludzkiej brutalności, która przyjmuje ogromne rozmiary dzięki postępowi technicznemu. Ukazanie zagłady atomowej możemy uważać za preludium do jego następnego filmu – „Sierpniowej Rapsodii”.

http://www.filmweb.pl/film/Sny-1990-118819

Fragment

WIEŚ MŁYNÓW

Jak nazywa się ta wieś?
Nie ma nazwy.Nazywamy ją po prostu „Wieś”.
Niektórzy zwą ją Wsią Młynów.

Wszyscy wieśniacy żyją tutaj?

Nie.Żyją w innych miejscach.

Nie ma tu elektryczności?

Nie potrzeba.Ludzie za bardzo przywykli do wygód.
Myślą, że udogodnienia są lepsze.Porzucają to co jest naprawdę dobre.
Ale co ze światłem?

Mamy świece i kaganki.

Ale co gdy noce są zbyt ciemne?

Tak. Taka właśnie powinna być noc.
Dlaczego noc miałaby być tak jasna jak dzień?
Nie lubiłbym nocy tak jasnych,że nie byłoby widać gwiazd.

Macie pola uprawne anie macie traktorów do ich uprawiania?

Nie potrzebujemy.Mamy krowy i konie.

Czego używacie jako paliwa?

Przeważnie drewno opałowe.
Nie czujemy się dobrze,ścinając drzewa, ale…
starcza drzew, które same padają.
Rąbiemy je wtedy na opał i jeśli robi się węgiel z drewna…
to parę drzew może dać tyle ciepła co cały las.

Tak, i krowi gnój to także dobre paliwo.
Próbujemy żyć jak człowiek kiedyś żył.To naturalna droga życia.
Ludzie dziś zapomnieli…że są tylko częścią natury.
Niedługo ją zniszczą…a to od niej zależy nasze życie.
Oni ciągle myślą,że mogą coś zrobić lepiej.
W szczególności naukowcy.
Oni mogą być mądrzy…ale większość nie rozumie serca natury.
Oni tylko wymyślają rzeczy,które czynią człowieka nieszczęśliwym.
Są dumni ze swoich wynalazków.
Co gorsza, większość ludzi jest dumna.Dostrzegają w nich…cudotwórców.
Uwielbiają ich.
Nie wiedzą tego,ale niszczą naturę.
Nie widzą, że sami się gubią.

Najważniejszymi rzeczamidla człowieka są
czyste powietrze i czysta woda…
i drzewa i trawa, która je produkują.
Wszystko to zaczyna być zanieczyszczone…
Skażone na zawsze.
Brudne powietrze, brudna woda…
Szarzejące ludzkie serca.

Gdy tutaj szedłem, widziałem dzieci układające kwiaty na kamieniu obok mostu.

Po co to robią?

Aaa, to.
Mój ojciec opowiedział mi kiedyś.
Dawno temu chory podróżnik umarł przy moście.
Wieśniak się zlitował|i pochował go tam.
Na jego grobie położył wielki kamień…
a na nim kwiaty.
To stało się zwyczajem by kłaść tam kwiaty.
Nie tylko dzieci to robią.
Wszyscy mieszkańcy kładą tam kwiaty gdy przechodzą obok…
Pomimo, że większość nie wie dlaczego.

Dziś jest dzień świąteczny?

Nie, to pogrzeb.
Wydaje Ci się to  dziwne?
Miły, szczęśliwy pogrzeb.To dobrze ciężko pracować…
długo żyć i dziękować za to.
Nie potrzebujemy tutj kaplicy czy księdza.
Wszyscy mieszkańcy niosą umarłego na cmentarne wzgórze.
Nie lubimy gdy dorośli czy dzieci umierają.
Ciężko świętować taką stratę.
Na szczęście mieszkańcy tej wioski prowadzą życie zgodne z naturą.
Dożywają sędziwego wieku.
Kobieta, którą dziś chowamy dożyła 99 lat.
Musisz mi teraz wybaczyć…
ale idę dołączyć do procesji.

Prawdę mówiąc…ona była moją pierwszą miłością
ale złamała mi serce i zostawiła mnie dla innego…
Hahahaa

Swoją drogą, ile pan ma lat?

Ja?
100 plus 3.
Dobry wiek by przestać żyć.
Niektórzy mówią, że życie jest ciężkie ale to tylko takie gadanie.
Tak naprawdę,to dobrze jest żyć.
To takie ciekawe.

****************

Promieniowanie je dopadnie.
Chmury…
Czerwone…
to Plutonium-239.
Dziesięciomilionowa część grama powoduje raka.
Te żółte to strontium-90.
Gdy cię dostanie zachorujesz na białaczkę.
Te purpurowe to cesium-137.
Powoduje reprodukcję.Tworzą się mutacje.
Powstaną monstra.Ludzka głupota jest niewiarygodna.

Promieniowanie było niewidzialne i z powodu jego zagrożenia, pokolorowali je.
Ale to tylko pozwala dostrzec,co cię zabija.
Można nazwać rodzaj śmierci.
Do zobaczenia.

Poczekaj!

Promieniowanie nie zabije cię od razu.

Co z tego?
Powolna śmierć jest jeszcze gorsza.
Nie zgadzam się na powolną śmierć,|niech dorośli umierają…
żyli już długo
ale dzieci nie spróbowały jeszcze życia.To nie w porządku.
Czekanie na śmierć to nie życie.

Mówili nam, że te elektrownie są bezpieczne.
Błędy ludzkie są niebezpieczeństwem,nie elektrownia sama w sobie.
„Żadnych wypadków, żadnego niebezpieczeństwa”-Tak nam mówili.
Kłamcy!
Jeśli nie zawisną za to sama ich zabiję.

Nie martw się.Promieniowanie cię wyręczy.

Tak mi przykro.

Jestem jednym z tych,którzy zasłużyli na śmierć.

PŁACZĄCY POTWÓR Kolejny sen…

Człowiek, prawda?Co się stało?
Jesteś potworem?
Tak sądzę ale kiedyś byłem człowiekiem.
Co za świat.Tak głupi!
Dawno temu…
w tym miejscu była piękna łąka pełna kwiatów..
Wtedy te bomby atomowe,te pociski…
Zamieniły ją w tą pustynię.
Teraz…
Przez ten radioaktywny osad wyrosły dziwne kwiaty.
Dmuchawce.

Dmuchawce?

Dmuchawce monstra.
To jest róża.
Łodyga wyrasta z kwiatu i dziwny pączek u góry.
To wszystko przez promieniowanie.
Ono stworzyło te mutacje.
Kwiaty-kaleki.
Nie tylko kwiaty.
Ludzie także. Spójrz na mnie.
To robota durnej ludzkości.
Zamienili naszą planetę w śmietnik toksycznych odpadów.
Natura zniknęła z powierzchni ziemi… natura, którą się cieszyliśmy.
Straciliśmy ptaki, zwierzęta, ryby.
akiś czas temu…
Widziałem dwugłowego zająca…
Ptaka z jednym okiem…
I owłosioną rybę.

Więc co jesz?

Tu nie ma pożywienia!
Żywiliśmy się sobą nawzajem.
Najsłabsi padają pierwsi.
Teraz nadeszła moja kolej.
Nawet tutaj mamy hierarchię.
Jednorogie mutanty jak ja, zawsze zostają zjedzone przez te
które mają dwa lub trzy rogi.
Wcześniej były potężne i pretensjonalne.
A teraz poszerzają swoją władzę naszym kosztem.
Więc, niech im będzie.
Niech mają te wszystkie rogi.
Niech żyją w cierpieniu szukając wyjścia.
To piekło.
Gorsze niż śmierć.
Nie mogą umrzeć, nawet gdyby chcieli.
To ich kara…
Nieśmiertelność.

Torturowani przez własne błedy…
Muszą cierpieć w nieskończoność.
Niedługo mnie zjedzą. Będę wyzwolony.

Ale ja nie chcę być zjedzony.

Dlatego właśnie uciekam.
Ale wtedy poczułem głód…
Brzydzę się samym sobą.
Byłem rolnikiem, gdy byłem człowiekiem.
Wylewałem galony mleka do rzeki by utrzymać ceny.
Przekopałem ziemniaki i kapustę swoim buldożerem.
Co ta głupota!

Słyszałeś?
Kiedy nadchodzi noc…
Te słynne potwory wyją z bólu.
Ich rogi bolą je bardziej niż rak.
Modlą się o śmierć, ale są potępione na wieki.
Nikt ich nie zabije więc już tylko wyją.
Chodź, pokażę ci.
Zobaczysz jak płaczą.
Mój róg też zaczyna boleć.

Odejdź.

Odejść gdzie?

Chcesz się także stać potworem?

Londyn 2 sierpnia 1923 ciąg dalszy

Mówi się że ten fizyczny świat nie jest rzeczywistością lecz ułuda,mają,a rzeczywistość jest poza nim
ale nie można od tego zaczynać,jest to tylko ogólna prawda.
Podobnie gdy mówi się ze na łące rosną kwiaty.
Tak jak można od tego rozpocząć dopiero wtedy gdy się wie jak kwiaty rosną na łące
tak samo dopiero wtedy można szczegółowo wskazać na to jak zachodzi oddziaływanie tych wyższych jestestw
w tym co zewnętrznie  przejawia się jako obraz,jako maja,jako odblask w przejawie fizyczno-zmysłowym.

Tak więc człowiek jako całość związany jest swoim dziennym życiem ziemskim a także nocnym
nie tylko z tym co otacza go zmysłowo-fizycznie w bycie ziemskim
lecz również ze światem wyższej duchowości.
Tak jak to co tu na Ziemi oddziałuje jako pewna niższa duchowość przez królestwo przyrody
królestwo mineralne,roślinne,zwierzęce-tak samo to co działa na człowieka jako wyższa duchowość
oddziałuje przez świat gwiazd.

Tak jak człowiek jako całość,poprzez swój fizyczny byt posiada na Ziemi pewien związek z roślinami
zwierzętami,wodą i powietrzem
tak samo posiada on również jako całość pewien związek ze swiatm gwiazd
który jest również jego obrazem,przejawem tego co istnieje właściwie w rzeczywistości.

A w rzeczywistości istnieją tam właśnie te jestestwa wyższych hierarchii.
Gdy człowiek spogląda ku gwiazdom to w gruncie rzeczy spogląda na duchowe jestestwa
które zsyłają mu tylko trochę symbolicznego światła swojego bytu.

Przez co również dla fizycznego bytu jest to pewnym wskazaniem na to
co w gruncie rzeczy wszędzie wypełnia wszechświat jako duchowość.

Niewiele brakowało, a towarzyszący nam w pogodne wieczory obraz rozgwieżdżonego nieba, na którym króluje Księżyc, moglibyśmy jedynie oglądać na starych fotografiach oraz filmach. Srebrny Glob planowali zniszczyć Amerykanie, którzy mimo upływu wielu lat wciąż milczą na temat sprawy. Przedsięwzięcie miało być jedną z operacji, którą Amerykanie chcieli przeprowadzić w ramach zimnowojennej rywalizacji ze Związkiem Radzieckim.

Informacje ujawnione przez jednego z naukowców, który stał na czeleprojektu, nie pozostawiają wątpliwości. Amerykanie w ramach jednej z najbardziej nieprawdopodobnych misji w dziejach ludzkości planowali – dosłownie – wysadzić Księżyc. W czasach, kiedy świat przedzielony był żelazną kurtyną, a pomiędzy Zachodem a sowietami trwał wyścig zbrojeń, którego część wykraczała poza granice stratosfery, Amerykanie mieli plan, jak utrzeć nos Związkowi Radzieckiemu – przypomniał dziennik „Daily Mail”.

http://niewiarygodne.pl/kat,1031987,title,Amerykanie-planowali-wysadzic-Ksiezyc,wid,15129085,wiadomosc.html?smgajticaid=6fa1a

 Londyn 2 sierpnia 1923 ciąg dalszy

I tak jak tu na Ziemi odczuwamy tęsknotę za tym by poznać rzekę,zwierzę,roślinę
tak powinniśmy już włąściwie odczuwać też tęsknotę za tym by uczyć się poznawać prawdę na temat gwiazd
a świat gwiazd jest naprawdę duchowy.

Dźjotisz (sanskryt: ज्योतिष, ang. jyotisha ) – system astrologii i astronomii praktykowany od czasów starożytnych w Indiach, a obecnie na całym świecie. Dźjotisz w języku angielskim określa się jako:

  • hinduska astrologia i astronomia,
  • indyjska astrologia i astronomia
  • wedyjska astrologia i astronomia.

W hinduizmie dźjotisz jest okiem w symbolicznym ciele Boga. Dźjotisz jest nazwą piątej Wedy napisanej podczas treta jugi. Jest nauką postrzegania wpływu indywidualnych układów, oraz innych punktówhoroskopu, na istotę ludzką i Wszechświat. Dźjotisz historycznie stanowi integralną część życia Hindusów.

Nazwa sanskrycka Nazwa polska Symbol Płeć Guna Powiązania
Surja (सूर्य) Słońce Sy lub Su M Sattwa dusza, Król, ojciec.
Ćandra (चंद्र) Księżyc Ch lub Mo Ż Sattwa Umysł, królowa, matka.
Mangala (मंगल) Mars Ma M Tamas Działanie, siła, ego
Budha (बुध) Merkury Bu lub Me N Radźas Komunikacja, inteligencja
Bryhaspati (बृहस्पति) Jowisz Gu lub Ju M Sattwa Szczęście, nauczyciel
Śukra (शुक्र) Wenus Sk lub Ve Ż Radźas Bogactwo, sztuka i płodność
Śani (शनि) Saturn Sa N Tamas Kariera, długowieczność, karma
Rahu (राहु) Ascendent/Północny węzeł księżycowy Ra Ż Tamas Chaos
Ketu (केतु) Descendent/Południowy węzeł księżycowy Ke M Tamas Unikalność

Ćandra (dewanagari चंद्र , księżyc) – w hinduizmie spersonifikowane bóstwo Księżyca. Pojęcie ma wiele ezoterycznych konotacji w tantryzmie i w jodze.
W kulturze wedyjskiej każdej planecie,oraz księżycowi i gwiazdom przypisuje się posiadanie boskiej Duszy (Jaźni) uważając, że są to byty duchowe mające materialne ciała. Stąd personifikowanie planet, Księżyca i Słońca oraz ważniejszych gwiazd. Skutkiem takiego pojmowania przyrody i kosmosu jest pogląd, iż cała planeta jest żyjącą istotą, duszą, a wszystkie formy życia są ze sobą powiązane jako żyjące w świadomości Logosu planety, duszy czy ducha planety. Następstwem jest bogata mistyka i mitologia istot planetarnych i kosmicznych.
W ezoteryce tantrycznej, w tak zwanej jodze planet, także w astrologii wedyjskiej, wykonuje się pewne formuły modlitewne i mantry z użyciemhinduistycznego różańca modlitewnego (mali), dla przezwyciężenia niekorzystnych wpływów bóstwa księżycowego na los człowieka.
Mantry

 

  • Om Ćandrāya Namah!
  • Om Ćandramase Namah!
  • Om Śram Śrim Śraum Sah Ćandramase Namah!

Surja (sanskr. सूर्य sūrya = słońce) – solarne bóstwo wedyjskie, personifikacja słońca występujące również w późniejszych tekstach mitologii indyjskiej . Bóg Surja przemierza przestrzeń wokół góry Meru w swym rydwanie w okresie doby.

http://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%BAjotisz

http://www.umysl.pl/astrolog/weda/astroweda.html

 Londyn 2 sierpnia 1923 ciąg dalszy – Rudolf Steiner

„W Penmaenmawr wspominałem trochę o duchowości Księżyca

Tak jak patrząc na Księżyc właściwie nigdy jego samego nie widzimy
a co najwyżej pewne słabe zaznaczenie jako dalszą część oświetlonego sierpa
tak jak zawsze widzimy po prostu tylko odbite światło słoneczne a nigdy samego Księżyca.
Tak samo odbite od Księżyca siły wszechświata które dochodzą do na na Ziemię
nie są tym co żyje na samym Księżycu
Jest to jedynie część-i to najmniejsza część-tego co należy do Księżyca
gdy odbija on nam światło słoneczne na Ziemię.

Tak naprawdę odbija on do nas jak lustro wszystkie fizyczne i duchowe impulsy
które oddziałują na niego z wszechświata.
Tak jak nie widzi się tego co jest za lustrem,tak samo nigdy nie widzi się wnętrza samego Księżyca
ale to wnętrze zamieszkują rzeczywiste duchowe jestestwa wraz z wysokimi wiodącymi mocami.
Te wzniosłe wiodące moce oraz inne jestestwa zamieszkujące Księżyc były niegdyś na Ziemi
jednak w pewnym okresie ziemskiego rozwoju przeniosły się z Ziemi na Księżyc.
Wcześniej Księżyc nie zsyłał „w dół” na Ziemię po prostu światła słonecznego
lecz wplatał swoją własną istotę w to słoneczne światło.
Oczywiście to nie musi nas interesować ale powinno nas interesować to
że Księzyc jest dzisiaj jakby twierdzą wszechświata i w tej twierdzy żyją istoty
które już ponad 15 tyś lat temu zakończyły ludzki los i przeniosły się na Księżyc wraz z istotami
które były przewodnikami ludzi.

Jan Twardowski na Księżycu

Puścił więc diabeł Twardowskiego, on zaś zamiast spaść na ziemię, wylądował na księżycu.
Niemieccy badacze uważają że Jan Twardowski był Niemcem i studiował w Wittenberdze najprawdopodobniej magię (która w tych czasach była nauką równorzędną do wszystkich innych, a nawet stojącą ponad nimi).
Jan Twardowski pozostawił po sobie dwie księgi, pracę o magii oraz encyklopedię nauk, z których żadna jednak nie przetrwała do dnia dzisiejszego. Przedmiotem utożsamianym z postacią Twardowskiego jest zwierciadło magiczne tzw. Lustro Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pan_Twardowski_(posta%C4%87)
http://www.legendy.pl/651-pan-twardowski.php
http://www.krakow.travel/przewodnik/legendy-1/action,get,id,456,title,Legenda-o-Panu-Twardowskim.html
Wszyscy niemal znamy legendę Ikarze i Dedalu, którzy wzlecieli w powietrze uciekając z Krety po skutecznym wyeliminowaniu Minotaurusa. Polecieli oni na skrzydłach wykonanych z ptasich piór posklejanych woskiem wykonując pierwszy przelot nad wyspami Samos, Paros, Delos i nad Ikarią gdzie tragicznie swój lot na skutek młodzieńczej brawury skończył syn Dedalosa. W świetle starochońskich legend także cesarz Shun latał na uskrzydlonych smokach. Potrafił też wykorzystać dwa słomiane kapelusze w roli spadochronu, skacząc z wysokiej płonącej stodoły. Na czarnym lądzie legendarne latanie nosi już nutkę wojenną, bo oto wojowniczy Kibanga z Ugandy nie dość, że potrafił latać ale z powietrza raził wroga unoszonym z sobą kamiennym ładunkiem. Salomon latał na zielonym jedwabnym dywanie obszywanym złotem, podobnie zresztą jak i książę Persji – Housain. W folklorze słowiańskim znana jest czarownica Baba Jaga, która w charakterze statku powietrznego wykorzystywała latający moździerz. Nasze rodzime, polskie podwórko w tej dziedzinie zresztą nie odstaje od światowej czołówki, bo przecież wiedzmy made in Poland opanowały sztukę przemieszczania się w locie na miotłach. Znany powszechnie Imć Pan Twardowski latał na kogucie, a w Pieninach żył mnich Cyprian co z Czerwonego Klasztoru nad Dunajcem do samego sztyftu Trzech Koron doleciał.Wiecej: http://www.eioba.pl/a/20kz/zanim-polecieli-bracia-wright#ixzz2DvNaGhHr

Cd wykładu

Ci wielcy nauczyciele i wychowawcy ludzkości którzy niegdyś przynieśli ludziom na Ziemię pradawną mądrość
której jedynie podźwiękiem są Wedy i Wedanta,żyją dzisiaj wewnątrz Księżyca
i zsyłają w dół na Ziemię tylko to co żyje poza Księżycem we wszechświecie.

A przecież na Ziemi pozostało coś z tych sił księżycowych
Są to siły rozrodcze człowieka i zwierzęcia”.

Podobieństwa między dawną kulturą słowiańską a wedyjską

http://nama-hatta.pl/articles.php?article_id=212

http://bialczynski.files.wordpress.com/2009/12/w-korolkow-czislobog-podag-27-1.jpg

Na  obrazku widzimy człowieka który trzyma w ręce coś co wyglada jak łapka na muchy
To coś nazywa sie Namka – występuje w Bon
oraz jako ozdoba świąteczna w niektórych naszych wsiach…to takie jakby oko boga/opatrzności.

Związki z Bonem na tym się nie kończą,Wawel oznacza Niebo w języku tybetańskim.

„ Kim jest ten, który się odradza?”
„Na pewno jest to księżyc, który nieustannie się odnawia i obdarzony jest mocą życiodajną.”
http://kazwid.w.interia.pl/wedyzm.htm

„Zaś ci, którzy w wioskach czczą ofiarę, czyny i dary,
Wchodzą w dym, z dymu w noc,
Z nocy w połowę miesiąca o malejącym księżycu,
….Z tych miesięcy do świata przodków,
Ze świata przodków w przestworza, z przestworzy na księżyc,
….Tam przebywają tak długo,
Jak wielka jest pozostałość ich czynów,  
I tą samą drogą, którą tam przybyli, stamtąd powracają
Wracają w przestworza, z przestworzy w wiatr,
Stając się wiatrem, stają się dymem,
Stając się dymem, stają się mgłą.
Stając się mgłą, stają się chmurą,
Stając się chmurą, spływają z deszczem”…

http://kazwid.w.interia.pl/upaniszady.htm

Tenzin Wangyal Rinpoche, tybetański lama bon, urodził się w Amritsar, w Indiach, gdzie uciekli jego rodzice przed inwazją Chin na Tybet. Otrzymywał nauki od mistrzów zarówno buddyjskich, jak i bon i uzyskał tytuł gesze – najwyższy tybetański stopień naukowy.
Od 1991 roku Rinpoche przebywa w Stanach Zjednoczonych, gdzie udzielał licznych nauk, [Rinpoche] nauczał również w Europie i Meksyku. Jest założycielem i prezesem Instytutu Ligmincha w Charlottesville, który powstał dla zachowania nauk, przekazów i tradycji bon.
Rinpoche jest jedynym lamą bon, który mieszka w Stanach Zjednoczonych, jest również autorem książki: „Cuda naturalnego umysłu”. Rinpoche opowiedział o swojej nowej książce: „Tybetańska joga snu i śnienia” swojej uczennicy – Cindy Loew 24 czerwca 1998 r.


Cindy (C): Czemu Rinpoche napisał tę książkę?
Tenzin Wangyal Rinpoche (R): Od kiedy byłem mały interesowałem się snami, a gdy dorastałem, często słyszałem, jak moja matka i nauczyciele rozmawiali o swoich snach, o tym, w jaki sposób śnili i jaki miały one związek z nimi samymi. Byłem tym zafascynowany. Kiedy przyjechałem na Zachód, zrozumiałem, że i tu sny są uważane za bardzo istotne, a szczególnie ich analizowanie. Wiedziałem, że tybetańskie spojrzenie na kwestę marzeń sennych, ich rozumienia i praktykowania jest odmienne [od zachodniego]. Pomyślałem zatem, że ważne jest, aby moi zachodni przyjaciele: psychologowie, terapeuci i uczniowie dowiedzieli się tych różnicach. To jest powód, dla którego napisałem tę książkę.
C: Czy ten temat był już wcześniej opisywany?
R: Powstało kilka książek, ale sądzę, że prawdopodobnie ta najszczegółowiej omawia tybetańską jogę snu i śnienia.
C: Kto nauczył Rinpoche jogi śnienia i od jak dawna Rinpoche ją praktykuje?
R: Uczyłem się [jej] od moich nauczycieli: Lopona Sandzie Tenzina i Lopona Tenzina Namdaka. Praktykuje ją tak sumienniej od 10 lat.
C: Dlaczego powinno się praktykować jogę śnienia? Dlaczego jest ona istotna?
R: Każdy praktykujący stara się bardziej rozwijać duchowo, aby ostatecznie osiągnąć stan Buddy. Jednym z głównych utrudnień dla ludzi Zachodu jest brak czasu na praktykę. Ale nigdy nie powiedzą oni: „Jestem zbyt zajęty, mam ważne spotkanie, więc nie pójdę dziś spać”. Każdy człowiek potrzebuje snu. Ma się wtedy „wolny czas”, a jest to bardzo dobry czas na praktykę. Ponadto przesypiamy jedną trzecią swojego życia, jeśli ktoś żyje 60 lat, 20 lat przesypia. To jest szalenie istotne dla praktykującego, aby rozumiał, co się z nim dzieje w ciągu tych dwudziestu lat. Marzenia senne są ważne również dlatego, że są jednym z najlepszych sposobów na dotarcie do najgłębszych zakamarków nas samych. To także jedna z ważniejszych metod uzdrawiania.
C: W jaki sposób sen jest istotny w kwestii uzdrawiania?
R: Każdy sen jest uzdrawiający sam w sobie, jeśli nie zostanie zakłócony przez pojawienie się marzeń sennych i ich obrazów i „fabuły”. Jeżeli ktoś ma przejrzysty sen, to znaczy sen, podczas którego jest on świadomy faktu, ze śni, [sam] naturalnie się uzdrawia.
C: Które z aspektów jogi śnienia są najważniejsze dla kogoś, kto dopiero zaczyna tę praktykę?
R: Myślę, że najważniejsze jest, aby nie zaczynać jogi śnienia, dopiero gdy idzie się spać, ale by zacząć ją na jawie. Staraj się być świadomym; zdać sprawę z tego jak czasem jesteś bezradny, gdy ogarniają cię emocje. Gdy zdasz sobie z tego sprawę, ważne jest abyś na jawie próbował wykształcić pewną stabilność umysłu. Stabilność ta może być wspierana doświadczaniem radości, no wiesz, dostrzeganiem piękna życia, czy pozytywnych wydarzeń wokół ciebie. Zwykle wszystkie doświadczenia naszego umysłu i duszy, które zbieramy w ciągu dnia gdzieś się rozpraszają. W jakiś sposób zanim pójdziemy spać stajemy się „pokawałkowani”. Jeśli tacy „pokawałkowani” udamy się na spoczynek, nie będziemy mieć dobrych doświadczeń podczas snu. Należy zatem próbować utrzymywać pewną uważność [umysłu], postarać się zebrać te wszystkie kawałki i stać się jednością.
C: Ale jak tego dokonać?
R: Postaraj się poczuć te wszystkie zebrane w ciągu dnia doświadczenia i rozpuścić je, a potem stać się jednym w tej właśnie chwili. Spróbuj poczuć to zanim zaśniesz.
C: Należy zatem starać się rozpuścić [wszystko] i stać się uspokojonym?
R: Tak, uspokojonym, a potem skupić się na tym spokoju. Żeby skupić się na spokoju, można modlić się. W każdej duchowej tradycji, w jakiej ktoś praktykuje. Można prosić o pomoc strażników, czy anioły. W cokolwiek się wierzy.
C: Czyli ludzie, którzy nie są buddystami, mogą modlić się do własnych bóstw?
R: Tak, oczywiście. Nie ważne jakiego kto jest wyznania, wszyscy jesteśmy czującymi istotami. Czująca istota, to taka, która ma umysł, a jeśli ktoś ma umysł, zawsze, dopóki będzie w samsarze, będzie miał kłopoty z kontrolą nad nim. Powinno się używać takiego wsparcia, które rzeczywiście pomaga skupić umysł. Wszyscy mogą spróbować wykształcić umiejętność nie poddawania się swoim emocjom. Postaraj się codziennie kontrolować swoje emocje. To jest ważne w rozwijaniu praktyk snu i śnienia.
C: Czyli praktykowanie jogi śnienia pozytywnie wpływa na nasze zdrowie oraz pomaga rozwijać poczucie wewnętrznego spokoju, równowagi i przejrzystości?
R: Tak.
C: Co dokładnie można robić na jawie, aby wspomóc praktykę podczas śnienia?
R: To, co robimy na jawie jest bardzo ważne. W praktyce podczas śnienia nie chodzi o to, by coś robić, gdy się śpi, czy śni, ale oto jak używać umysłu na jawie. Jeżeli [nasz] dzień został spędzony w rozproszeniu i w pułapce wytworów konceptualnego umysłu, bardzo prawdopodobne jest, że tak samo będzie podczas snu. Jeżeli natomiast jesteśmy bardziej obecni w [tym, co robimy] w naszym życiu, również podczas snu odnajdziemy tę obecność.
W jodze śnienia wyróżniamy cztery podstawowe praktyki, które wykonuje się na jawie. Pierwsza dotyczy naszego postrzegania zmysłowego: wszystko, co widzicie słyszycie, czujecie, dotykacie, wąchacie, doświadczajcie jako sen. Powtarzajcie sobie: „To tylko sen” W ten sposób uczymy umysł nowego nawyku: postrzegania zjawisk, jako niesubstancjalnych, przelotnych i ostatecznie wypływających jedynie z projekcji naszego umysłu. Kiedy zjawiska są postrzegane jako ulotne i pozbawione esencji, nie chwyta się ich tak bardzo. To pomaga robić to samo, gdy śnimy i prowadzi do rozpoznania snu jako snu, oraz rozwijania jego przejrzystości. Nie ma skuteczniejszej metody wprowadzanie spójnej przejrzystości do snu, niż nieustanne pozostawanie przejrzyście obecnym w ciągu dnia. To jest pierwszy krok: postrzegać całość naszego życia jako sen.
Druga podstawowa praktyka ma na celu jeszcze bardziej zmniejszyć chwytanie i niechęć, gdy nie śpimy. Podczas, gdy pierwszą praktykę stosujemy w momencie zetknięcia się z jakimś zjawiskiem, zanim jeszcze pojawi się reakcja, to drugą praktykę wykorzystujemy już po pojawieniu się reakcji. Idealnie, praktyka ta powinna być zastosowana, kiedy tylko wobec jakiegoś przedmiotu, czy sytuacji pojawia się w nas chwytanie, lub niechęć. Chwytający umysł może zamanifestować swoją reakcję jako pożądanie, gniew, zazdrość, duma, żal, rozpacz, radość, niepokój, depresja, strach, nuda itd. Kiedy pojawia się reakcja, przypomnij sobie, że ty, przedmiot tej reakcji i ona sama jest snem.
Trzecia podstawowa praktyka wymaga, abyśmy przed zaśnięciem przyjrzeli się jeszcze raz minionemu dniu, oraz abyśmy wzmocnili intencję praktykowania w nocy. Kiedy przygotowujesz się do snu, pozwól, by pojawiły się wspomnienia z całego dnia. Cokolwiek nie przyjdzie ci na myśl, rozpoznaj to jako sen. Potem złóż silne postanowienie, że tak jak dostrzegasz, iż dzień jest w swej naturze niczym sen, rozpoznasz również nocne marzenia senne, jako to, czym są. Niech będzie to najsilniejsza intencja, że śniąc, będziesz wiedział dokładnie, że śnisz, Taka intencja jest niczym strzała, za którą może podążyć świadomość, jest strzałą prowadzoną przez przejrzystość we śnie. Pomódl się przed zaśnięciem o przejrzysty sen.
Czwartą podstawową praktyką jest radowanie się i wdzięczność za przejrzysty sen, gdy ci się powiedzie. Powiedz: ” To jest wspaniałe”. Jeśli zaś praktyka się nie uda, dostrzeż to i nie zniechęcaj się. Zamiast tego [spróbuj], by twoja intencja była jeszcze silniejsza. Na koniec, postanów sobie rankiem, że wytrwasz w praktyce przez cały dzień. I nie zapomnij modlić się z całego serca o powodzenie. Modlitwa jest jak magiczna moc, którą wszyscy dysponujemy, ale zapominamy jej używać.

http://www.seremet.org/dzogczen02.html

Wastu. Starożytne metody budowania i urządzania domów

[Feng Shui i Wastu (Vastu) cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Systemy te sprawdzają się w praktyce. Wiele zasad oryginalnie wywodzi się z tych samych źródeł. Mistrzowie Wastu (Feng Shui) tacy jak mistrz Bhoganatha znani sa także w Chinach. W tym wypadku chodzi o mistrza Bo-Yang czyli Lao Tsy, który w Indii znany jest jako Bhogar. 

Dwa najbardziej znane systemy aranżacji domostwa, Feng Shui i Wastu mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, a pozorne nieznaczne różnice pojawiają się głównie z powodu niezrozumienia ich filozofii, klimatu czy kultury u ludzi Zachodu. Feng Shui (jap. Fu Sui) dosłownie znaczy "Wiatr Woda", czyli dwa czynniki mające największy wpływ na środowisko. W dawnych Chinach wiedza Feng Shui była pilnie strzeżona i służyła cesarzowi, jego rodzinie oraz bardzo bogatej arystokracji. Dopiero z czasem zaczęła docierać do szerszych warstw społeczeństwa ale na zawsze pozostała czymś szczególnym i bardzo kosztownym. Podobnie w Indii system Wastu służył najbardziej braminom i królewskiej arystokracji acz wiele jego porad było w praktyce szeroko stosowanych w budownictwie.

CB]1569

Sthapatja Weda Maharishiego jest najstarszym, kompletnym systemem architektury, który oferuje, jak zbudować dom, wioskę lub miasto, aby mieszkańcy byli zdrowi iszczęśliwi oraz cieszyli się pomyślnością. Sanskryckie słowo „Sthapan” oznacza ustanawiać a „Weda” wiedzę o Prawie Naturalnym. Zatem Sthapatja Weda jest wiedzą o ustanawianiu (budowaniu) w zgodzie z Prawem Naturalnym.
Jest to jedyny na świecie system architektury, który ma swoją podstawę w fundamentalnym i skoncentrowanym polu inteligencji Natury.
Sthapatja Weda Maharishiego dostarcza uniwersalnych reguł i zasad, precyzyjnych wzorów matematycznych, równań i proporcji – by projektować domy i biura, osiedla i miasta tak, żeby mieszkający i pracujący tam ludzie odczuwali korzyści we wszystkich dziedzinach swojego życia.
Wastu jest tym aspektem Prawa Naturalnego, które łączy indywidualną inteligencję z inteligencją kosmosu.

Architektura Sthapatja Weda Maharishiego jest jedyną nauką na świecie, posiadającą precyzyjną wiedzę i sprawdzone przez czas formuły, które pozwalają wyznaczyć właściwy kierunek, właściwe usytuowanie pokoi oraz właściwe proporcje dla każdego budynku.
Najpotężniejszy wpływ Prawa Naturalnego na ziemi pochodzi od słońca, które ustanawia rytmy dnia i pór roku dla wszystkich form życia.
1. Właściwy kierunek
Główne wejście do budynku powinno być skierowane na wschód. Energia pochodząca od słońca jest wtedy największa i najbardziej życiodajna.
Drugi dopuszczalny kierunek odpowiedni dla wejścia do budynku to północ. Każdy inny kierunek wywiera negatywny wpływ. Np. bardzo niepomyślne są południowe wejścia i zaleca się zaniechanie takich wejść.
2. Właściwe usytuowanie pokoi
W miarę jak słońce porusza się po niebie, promieniuje ono różne rodzaje energii, wytwarzając określony wpływ na poszczególne części domu. W architekturze Sthapatja Wedy Maharishiego budynki są zaprojektowane tak, że rozmieszczenie pokoi w budynku jest zgodne z oddziaływaniem tych energii. Zgodnie z tym istnieje idealne miejsce na wejście, salon, kuchnię, jadalnię i sypialnię. Jest bardzo ważne, aby usytuować każdy pokój w domu we właściwym miejscu, zależnie od jego funkcji, tak abyśmy nie stawali się śpiący w jadalni lub głodni w pracowni.
3. Właściwe proporcje
Wszystko w Naturze ma właściwe proporcje zależnie od swojej funkcji. Na przykład każda część ludzkiego ciała jest nie tylko właściwie umiejscowiona, lecz również ma precyzyjne proporcje a dowolne odchylenie może spowodować nierównowagę i problemy.
Istnieją również idealne proporcje dla każdego pokoju w domu i biurze.
4. Zdrowe, ekologiczne materiały budowlane

http://www.wastu.pl/images/stories/uk.jpg
Tylko 2 z 8 kierunków świata wytwarzają pomyślny wpływ wspierający życie
Budynki, które są zwrócone w jakimkolwiek innym kierunku niż dokładnie na wschód lub na północ, oddziaływują negatywnie i niepomyślnie na właściciela i mieszkańców (patrz na rysunek po lewej).
Ten niebezpieczny wpływ architektury powstaje z łamania Prawa Naturalnego. Może on być jeszcze wzmocniony przez nieodpowiedni kierunek nachylenia działki, jej kształt, otoczenie, umiejscowienie wody (stawy, rzeki, jeziora) na działce i w okolicy oraz przez wiele innych czynników.
Według Sthapatja Wedy Maharishiego, w każdym istniejącym mieście na ziemi około 75% wszystkich budynkow posiada niepomyślnie zorientowane główne wejście.
Zła orientacja budunku może przyczynić się do niepokoju, chorób, braku kreatywności, niepowodzeń w życiu rodzinnym i zawodowym, zachowań antyspołecznych, a nawet tendencji przestępczych.
Sthapatja Weda Maharishiego wyraźnie mówi, że nasz mózg funkcjonuje optymalnie, gdy nasz dom jest zorientowany na wschód – w kierunku wschodzącego słońca.

Ukierunkowanie jest połączone ze strukturą Kosmosu 

Najnowsze odkrycia w neurologii wykazały, że słońce, księżyc i planety mają dokładny związek z różnymi częściami ludzkiego mózgu: podstawowym zwojem nerwowym, wzgórzem i podwzgórzem. Z naturalnej tendencji do funkcjonowania w harmonii z Kosmosem wypływa wedyjska zasada orientowania budynków w kierunku wschodnim, tak aby zyskać pełne wsparcie wschodzącego słońca.

http://www.wastu.pl/

Wastu, hinduska sztuka aranżacji przestrzeni.
 
Ze wstępu:
„Architektura to jeden z najwspanialszych sposobów człowieka na uczczenie naszego miejsca w naturalnym świecie. To świadomy i racjonalny wysiłek stworzenia harmonii. Uznany zostaje duch świata, nawet wtedy gdy wznosi się budowle, by łatwiej czynić go sobie poddanym. Architektura to także zjawisko życia miejskiego. Dom wiejski jest zbyt blisko przyrody, by próbował j ą sobie podporządkować, lecz miasto, duże czy małe, wykorzystuje architekturę w akcie samookreślenia wbrew surowym realiom przyrody.
Indie mogą rościć sobie prawo do posiadania najstarszych miejskich osiedli kiedykolwiek znanych ludzkości – miast na równinach Harappa sprzed około 3000 lat p.n.e., a także kultury, która wychwalała i wielbiła przyrodę. Jednym określeniem – naganka – nazywano zarówno mieszkańca miasta, jak i ludzką istotę obdarzoną kulturą. Dlatego też architektura w Indiach od samego zarania miała silne posady.
Na szczęście kultura hinduska zawsze ceniła transcendentalne i kosmiczne aspekty sztuki. Stąd wyjątkowość, idiosynkratyczna oryginalność vaastu shastra, hinduskiej sztuki aranżacji przestrzeni. Wastu szastra sięga we wszechświat nawet wtedy, kiedy jednocześnie narzuca mu strukturę. Jest to dziwny amalgamat nauki i religii, projektowania i instynktu… może nieunikniony dla sztuki, która przetrwała dwa tysiąclecia i dopiero teraz została zdjęta z listy sztuk zagrożonych wyginięciem. Wastu zajmuje się subtelnymi złożonościami systemu energetycznego, którym jest istota ludzka w powiązaniu zarówno ze środowiskiem naturalnym, jak i zaprojektowanym. Jej powiązania z geomancją są szczególnie silne, a fundamentalna filozofia jest spójna z feng shui, chociaż obie sztuki różnią się od siebie w detalach. Ujmując to prosto, wastu jest tworzeniem form, które pozostają w harmonii z naturalnymi prawami kosmosu.
W najbardziej praktycznym ujęciu wastu określa pewne zasady, które orientują i planująkażdy element budynku, począwszy od ogólnego ujęcia dotyczącego kształtu i rozmiaru, aż do szczegółów takich jak umiejscowienie okien i drzwi. W tradycyjnych Indiach budowa domu nie była po prostu inwestycją na przyszłość. Był to także akt religijny, ślubowanie złożone przez pana młodego pannie młodej. Ona go przyjmuje pod warunkiem, że wzniesie budowle dla dobra publicznego… przydrożne schronienie, świątynię lub gospodę. Prywatne i publiczne sfery życia osoby nigdy nie były traktowane jako oddzielne aspekty. Indywidualne wyrażanie siebie, manifestowane budową domu, zawsze było tonowane przez zachowanie tradycyjnej mądrości i jej zasad. Taka równowaga miała przynosić zamożność i zadowolenie ze wzbogaconego życia publicznego. Bowiem, jak opisuje Rig Weda, wastu powstało ze zwrotu vasanti praminae yatra, „miejsce zamieszkiwane przez żywe istoty”. Ukształtowanie domu na wzór kosmosu było zatem próbą uczynienia życia pełniejszym.
Niniejsza książka stara się utrzymać przy życiu ducha wastu. Wiedza nie jest ograniczona historią, czasem ani kulturą.”- Rohit Arya

Spis treści

1. Historia wastu 13
2. Kluczowe elementy wastu 35
3. Znaczenie środowiska 43
4. Właściwe położenie 51
5. Właściwy dom 67
6. Wastu przemysłowe i komercyjne 87
7. Sprzyjające pory 99
8. Wastu a feng shui – porównanie 107
9. Odnośniki 119
Wnioski 125
Suplement
Wastu dla kraju 129
Źródła 131

domek2

Wastu. Starożytne metody budowania i urządzania domów

Marcus Schmieke

Wastu to starożytna wiedza o kształtowaniu przestrzeni mieszkalnych, tak aby przynosiły one szczęście i dobrobyt.
Jest metoda równoległą do chińskiego Feng Shui. Podobnie jak ono, Wastu liczy sobie tysiące lat, a mimo to sprawdza się do dziś.

http://sirikathavastu.blogspot.com/2010/10/vastu-purusha-mandala.html

http://www.youtube.com/watch?v=zNfk__Aw6LY

 

Dodatek nadzwyczajny

http://sphotos-g.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/382165_10151412733262573_466648302_n.jpg
Przypuśćmy, że jesteście oficerem obcego wywiadu poszukującym doskonałej, niewykrywalnej trucizny, przy pomocy której chcecie zniszczyć wroga, tak aby nie padł na was choćby cień podejrzenia. Przypuśćmy, że wasi uczeni odkryli działającą na niskim alpoziomie, powolną truciznę – płynny metal, nieradioaktywny i najbardziej śmiercionośny pierwiastek w całym układzie okresowym. Toksyna ta ze szczególnym upodobaniem atakuje mózg oraz tkankę neurologiczną, a zwłaszcza otoczkę powlekającą neurony, poprzez które przekazywane są procesy myślowe w mózgu.

Początki klinicznych symptomów są tak zdradzieckie, że lekarze nie potrafią określić etiologii dolegliwości pacjenta. U jednej osoby może rozwinąć się schizofrenia, u innej drżenie lub Alzheimer, ponieważ trucizna zawsze atakuje najsłabszy organ i gen. Gdybyście zdołali nakłonić dentystów waszego wroga, aby umieszczali tę diabelską truciznę w jamie ustnej swoich pacjentów – w odległości „dwóch cali od mózgu” – obejmując tą działalnością 85 procent populacji, spowodowalibyście poważne rozdarcie w materii tamtego społeczeństwa.

Setki tysięcy jego obywateli trafiłyby za waszą sprawą do szpitali psychiatrycznych. Bylibyście w stanie zniszczyć całe rodziny. Ludzie chorzy są mało wydajni jako pracownicy, stwarzają kłopoty. Pobierają zasiłki. Trafiają do więzień. Możecie sprawić, że setki miliardów dolarów pochodzących z podatków zostaną wydane na utrzymanie psychicznie chorych oraz uwięzionych. Moglibyście spowodować, aby wasz wróg wydał biliony dolarów na niezbędną opiekę medyczną nad zatrutymi pacjentami, zanim ci w końcu rozstaliby się z życiem. A do tego, chorzy, nie w pełni wykorzystani pracownicy nie są w stanie zapłacić podatków. Najlepsze zaś w tym wszystkim jest to, że dentysta byłby ostatnią osobą, którą chorzy podejrzewaliby o podkładanie trucizny.

Gdyby powyższy scenariusz okazał się prawdziwy, gdyby jakiś naród skazał dziesiątki milionów1 naszych obywateli na zagładę, z pewnością wypowiedzielibyśmy mu wojnę, a moment odkrycia takiego faktu zyskałby miano „Dnia Niesławy”. Niestety, jedyna niezgodność z przedstawionym schematem polega na tym, że nie ma żadnego oficera obcego wywiadu. Bardzo bym chciał, żeby takowy istniał, gdyż dalsze informacje byłyby wówczas łatwiejsze do przełknięcia.
A oto, co przed nami ukrywano:

I. Podstawowa przyczyna Alzheimera ma charakter jatrogenny 2. Chorobę tę wywołują lekarze za pośrednictwem „srebrnych” wypełnień stomatologicznych, które zatruwają mózg oraz system nerwowy. Rtęć ze srebrnych wypełnień atakuje tkankę mózgową i z łatwością przenika barierę krew-mózg. Jony par rtęci są zbyt małe, aby system immunologiczny mógł je rozpoznać. Dopiero gdy nagromadzi się ich więcej w osłonkach nerwowych otaczających synapsy, nasz system obronny zaczyna traktować te tkanki jak ciała obce i atakuje osłonki nerwowe, jak gdyby były one obcymi intruzami.

II. Jeśli chory na Alzheimera jest w stanie prowadzić na poły zrozumiałą pięciominutową rozmowę, nie pozwólcie, aby jakiś niedouczony lekarz wmawiał wam, że Alzheimer jest nieodwracalny. Pewien anestezjolog po lekturze m1

Beating Alzheimer’s przez sześć miesięcy konsultował moje informacje z dentystami i lekarzami, a potem usunął trzynaście kanałów korzeniowych. Wyleczył się z Alzheimera w ciągu dwóch godzin. Co chwilę ktoś łapie mnie za rękaw w sklepie lub restauracji i mówi, że uratowałem mu życie.
Nie da się ustalić, ile milionów ludzi zmarło w wyniku schorzeń neurologicznych o nieznanej etiologii. Prawidłowa nazwa Alzheimera powinna brzmieć „Chroniczne zatrucie rtęcią na niskim poziomie”. Zatrucie rtęcią ze „srebrnych” wypełnień stomatologicznych stanowi czynnik sprawczy u większości osób, u których wykryto Alzheimera. I w tym miejscu oskarżam ADA (American Dental Association; w skrócie ADA)  o ukrywanie swojej winy w taki sam sposób, jak to czynią producenci papierosów lub Dow Chemical wytwarzająca silikonowe implanty piersi, którzy zaprzeczają związkowi swoich produktów z chorobą.

Ci spośród nas, których życie zostało przewrócone do góry nogami na skutek zatrucia rtęcią, mogą żyć ze świadomością, że nasi dentyści popełnili kardynalny błąd, nie zwracając wcześniej uwagi na toksyczność rtęci. Nie możemy jednak tolerować faktu, że ADA zrobiło wszystko, co w jego mocy, aby pacjenci nie dowiedzieli się, iż byli zatruwani przez „srebrne” wypełnienia. Dopuściło, aby ponad dziesięć milionów „srebrnych” amalgamatowych wypełnień znalazło się w naszych ustach, zaledwie dwa cale od mózgu, po tym jak znaleziono dowody potwierdzające występowanie poważnych problemów na skutek zatrucia spowodowanego przez „srebrny” amalgamat. ADA usiłowało ochraniać swoje zyski oraz reputację, a nie pacjentów. W tym czasie tysiące odwiedzających stomatologa osób zapadły na katastrofalną chorobę, której mogły uniknąć. Jeżeli trudno wam uwierzyć, że nasi dentyści ukrywają fakt zatrucia co najmniej 12 procent populacji, przeczytajcie notatkę na szarym tle poniżej.
Skoro lekarze wiedzieli, że rtęć jest trucizną, dentyści musieli to także wiedzieć. Przecież to proste. Od roku 1830 hierarchowie – starzy dobrzy koledzy z ADA oraz nasi profesorowie stomatologii – musieli wiedzieć, że dentyści umieszczają w ustach swoich pacjentów truciznę. Okłamywali studentów stomatologii. Okłamywali nas. W kulturalnym towarzystwie kłamstwo określane bywa terminem „błędna nazwa”. Dentyści amalgamat rtęci nazwali „srebrnym” amalgamatem. Srebrne wypełnienie jest błędną nazwą. Mamy tutaj do czynienia z klasyczną zasłoną dymną – kamuflażem. To znaczy z oszustwem.
ADA przyznało, że 5 procent pacjentów wykazało objawy alergii na „srebrny” amalgamat. W tym miejscu nie ma mowy o jakiejkolwiek alergii. ADA próbuje wykazać, że trucizna nie jest trucizną. W wydanej w roku 1990 The Pharmacological Basis of Therapeutics (Farmakologiczna podstawa terapeutyki) Goodman i Gilman piszą: „Poza nielicznymi wyjątkami zatrucie rtęcią nie jest diagnozowane u pacjentów ze względu na zdradziecki rozwój schorzenia, niejasny charakter wczesnych objawów klinicznych, a także słabą znajomość tego typu przypadków wśród lekarzy”.

m2

Nie da się ustalić, ile milionów ludzi zmarło na skutek przewlekłych chorób wywołanych przez zatrucie rtęcią. Według ADA zaledwie pięć procent 3 (13 milionów) pacjentów stomatologów miało uczulenie na „srebrny” amalgamat. Stan taki utrzymywał się tylko do momentu, gdy Centrum Zwalczania Chorób stwierdziło, że z definicji mamy do czynienia z epidemią. Wtedy ADA zmniejszyło swoje szacunki do zaledwie jednego procenta. Nawet w takim przypadku daje to jednak 2600000 pacjentów, którzy ulegli zatruciu. Ostatnio słyszałem, że ADA określiła w swoich wypowiedziach liczbę zatruć jako nieznaczną – mniej niż sto przypadków.

W końcu nawet największe media miały tego wszystkiego dość. Specjalne wydanie emitowanego przez CBS programu 60 Minutes (60 minut) nosiło tytuł „Czy masz w ustach truciznę?” Nadano je na antenie ogólnokrajowej 16 grudnia 1990 roku. W programie omówiono między innymi przypadki niezwykłych uzdrowień po usunięciu wypełnień z amalgamatu. „Czy masz w ustach truciznę?” okazał się najbardziej oglądanym programem telewizyjnym, jaki kiedykolwiek wyprodukowano w cyklu 60 minut. Panorama CBC wyemitowała „Truciznę w twoich ustach” w Londynie. Te dwa programy zniszczyły wiarygodność przemysłu stomatologicznego. ADA wiedziało, że jeśli nie zdoła podważyć rewelacji ujawnionych w telewizji, jego dni będą policzone.

POLOWANIE NA CZAROWNICE 

W dwóch stanach, Kolorado i Minnesota, izby stomatologiczne wykorzystały Biuro Prokuratora Generalnego oraz miliony dolarów podatników, aby odebrać licencje stomatologom i lekarzom, którzy informują swoich pacjentów, że amalgamat rtęci jest odpowiedzialny za nękającą ich chorobę. Biuro Prokuratora Generalnego w Kolorado wydało 4 miliony dolarów w ciągu dwudziestu dwóch lat na śledztwo w sprawie dra Hala Hugginsa, aby ostatecznie zwrócić mu licencję. Zanim Hal uznał, że dalsza walka nie ma sensu, wydał przeszło 700 tysięcy dolarów na pokrycie kosztów sądowych. AMA (Amerykańskie Towarzystwo Medyczne) odebrało dr Sandrze Denton licencję na teren Kolorado, ponieważ utrzymywała kontakty z drem Hugginsem. Dr Sandra Denton należy do najbystrzejszych, najbardziej zaangażowanych lekarzy, jakich kiedykolwiek miałem okazję poznać. Została zwyczajnie wrobiona. Nie zrobiła nic złego. Izba Lekarska Stanu Kolorado cofnęła jej licencję, aby pozbawić dra Hugginsa wsparcia ze strony społeczności lekarskiej.

Znam wielu ciężko chorych pacjentów, którym dr Denton pomogła. Pewna młoda kobieta była bliska śmierci. Inni lekarze nie potrafili wyjaśnić jej stanu, nie rozumieli też podłoża jej choroby. Dr Denton dokonała prawidłowej diagnozy, a potem odwołała połowę wizyt w ciągu następnych dwóch tygodni, aby starannie zaopiekować się tą jedną, ubogą pacjentką. Poleciła swoim pielęgniarkom, aby nieustannie nad nią czuwały. Dostępni w okolicy chirurdzy nie chcieli jej operować, ponieważ była bliska śmierci. Dr Denton załatwiła samolot, który przewiózł chorą z Seattle do Colorado Springs. Dwaj chirurdzy szczękowi usunęli tytanowe implanty z dolnej szczęki pacjentki, a także wszystkie „srebrne” wypełnienia. Śmiali się przy tym z dr Denton. Mówili Sandrze, że jej pacjentka umrze na stole.
Młoda kobieta zaczęła wracać do zdrowia już w dwie godziny po zabiegu. Sześć miesięcy później ponownie wszczepiono jej dwa tytanowe bolce w dolną szczękę, aby utrzymać w odpowiednim położeniu uzębienie i wówczas błyskawicznie wpadła w schizofrenię. Dr Denton musiała błagać chirurgów, aby usunęli jej implanty, a kiedy to nastąpiło, kobieta szybko doszła do siebie. Od tamtych wydarzeń minęło kilka lat i dzisiaj pacjentka Sandry prowadzi normalne życie.

Dr Denton przeniosła się do Anchorage na Alasce, gdzie odegrała istotną rolę w zmianie prawa stanowego, tak aby utrudnić izbom lekarskim unieważnienie licencji lekarza stosującego w swojej praktyce odmienne od tradycyjnych metody leczenia. Tak bardzo cenię jej doświadczenie, że przed kilku laty pojechałem w grudniu z Seattle w stanie do Anchorage na Alasce, aby wziąć udział w jej programie alergicznego odczulania. Od tego momentu nie muszę już odwiedzać alergologów, nie zdarzają mi się także krótkotrwałe zaniki pamięci. Mózgowe reakcje alergiczne na ulubione pożywienie oraz wrażliwość na substancje chemiczne, określane przez lekarzy środowiskowych jako „brain-fag” i „brain-fog”, występują również w chorobie Alzheimera. 4 

m3

Tak wielu lekarzy popadło w konflikt ze swoimi izbami lekarskimi za wskazanie chronicznego zatrucia rtęcią na niskim poziomie jako przyczyny schorzenia swoich pacjentów, że na spisanie ich przeżyć potrzeba kilku tomów. Jeszcze więcej tomów zapełniłyby relacje o zatrutych pacjentach dentystów, którzy wrócili do zdrowia po usunięciu z zębów „srebrnych” wypełnień. Były prezes Towarzystwa Toksykologicznego w rozmowie ze mną powiedział:
— Wiemy, że rtęć jest trucizną. Uczymy o tym naszych studentów. Stosowanie „srebrnych” wypełnień stomatologicznych to decyzja ekonomiczno-polityczna. Nie wiń o nią lekarzy.

Przypisy: 

1. Dla osoby niepoinformowanej „dziesiątki milionów” wydają się zapewne liczbą niedorzecznie wysoką. Zważywszy że przez 180 lat dentyści stosowali amalgamat rtęci do wypełnień stomatologicznych, powyższe przybliżenie jest właściwie bardzo ostrożne. Siedem procent naszej populacji podlega hospitalizacji w instytucjach zdrowia psychicznego, niekiedy nawet na całe życie. Dziś 7 procent naszego społeczeństwa to 18 milionów ludzi. Podstawowym, subklinicznym objawem zatrucia rtęcią jest depresja endogenna. Amalgamat rtęci został ostatnio w sposób jednoznaczny powiązany z wieloma schorzeniami neurologicznymi. Jeśli środek ten stanowi bezpośrednią przyczynę choroby zaledwie połowy pacjentów szpitali psychiatrycznych, uzyskamy liczbę 9 milionów osób, których życie zostało zrujnowane przez rodzinnych dentystów. Ponadto w Stanach Zjednoczonych żyją 4 miliony chorych na Alzheimera. Opierając się na doświadczeniach z przeszłości, należy oczekiwać, że ADA uczyni wszystko, co w jego mocy, aby zdyskredytować Adolph Coors Human Study Results, które zostaną opublikowane w roku 1997. Badania te – pierwsze tego typu na świecie – obejmują usunięcie amalgamatu, jego wymianę i ponowne usunięcie, a także efekt wywierany przez „srebrny” amalgamat na procesy chemiczne zachodzące we krwi. Ich rezultaty dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że chroniczne zatrucie rtęcią na niskim poziomie z tak zwanych „srebrnych” wypełnień stomatologicznych stanowi podłoże wielu przewlekłych chorób, których przyczyn, jak dotąd, nasi lekarze nie potrafią wyjaśnić.

2. Jatrogenia – stan chorobowy wywołany przez lekarza. – Przyp. red.

3. Dr Alfred Zamm uważa, że dokładniejszą liczbą jest 12 procent. 12 procent to ponad 30 milionów Amerykanów, których system autoimmunologiczny został narażony ma zatrucie rtęcią.

4. Mózgowe reakcje alergiczne na ulubione pożywienie oraz wrażliwość na substancje chemiczne wywołujące brain-fag oraz brain-fog są elementami patologii choroby Alzheimera. Brain-fag przypomina stan, w jakim znajduje się rozkapryszone senne dziecko, które potrzebuje drzemki. Brain-fog najbardziej przypomina stan narkotycznego odurzenia.

Bibliografia: 

• Hahn i inni, „Dental Silver Tooth Fillings: A Source of Mercury Exposure Revealed by Whole-body Image Scan and Tissue Analysis”, Uniwersytet Calgary, Alberta, Kanada, 3 sierpnia 1990, 2641-2646.
• Hahn i inni, „Whole-body Imaging of the Distribution of Mercury Released from Dental Fillings in Monkey Tissues”, Uniwersytet Calgary, Alberta, Kanada, 3 sierpnia 1990, 2641-2646.
• W.R. Markesbery, „Trace Elements in Isolated Subcellular Fractions of Alzheimer’s Disease Brains”, Brain Research 533, 1990, 125-131.
• Wenstrup i inni, „Trace Element Imbalances in Isolated Subcellular Fractions of Alzheimer’s Disease Brains”, Brain Research 533, 28 sierpnia 1989, 123-189.
• Alfred V. Zamm, „Dental Mercury: A Factor that Aggravates and Induces Xenobiotic Intolerance”, Journal of Orthomolecular Medicine, drugi kwartał, 1991, vol. 6, nr 2.

http://www.bochenia.pl/nasze-zdrowie/2012/styczen/przyczyna-choroby-alzheimera.html

Bentonit

Zwany również „żywą glinką”.
Nazwa pochodzi od złóż w okolicach Fort Bentona w stanie Wyoming (USA). Glinka bentonitowa otrzymywana jest z wiekowego popiołu wulkanicznego, wydobywanego z głębi ziemi. Wydobyte pokłady zastygłego popiołu są suszone na słońcu i odpowiednio rozdrabniane. Składnik ten używany jest w przemyśle farmaceutycznym, kosmetycznym i chemicznym. Jest na tyle bezpieczny, że poleca się go także wewnętrznie jako kurację „detox” – ma silne właściwości wiążące. Glina bentonitowa używana była i jest przez INDIAN jako wewnętrzne i zewnętrzne oczyszczanie organizmu.
Medycyna naturalna potwierdza jej działanie jako silnie odtruwające, przeciwzapalne, przeciwbiegunkowe, a także wydalające fale po napromieniowaniu. Wiąże metale, toksyny i środki narkotyczne, a następnie uwalnia od nich ludzki organizm. W kosmetyce, stosowana zewnętrznie – działa wygładzająco, odtłuszczająco, pomaga oczyścić i zwęzić pory skóry. Glinka bentonitowa nie rozpuszcza się w wodzie, natomiast po zmieszaniu z wodą pęcznieje – nałożona na skórę w postaci maski jak porowata gąbka wchłania nadmiar tłuszczu, nieczystości oraz obumarłe komórki naskórka.
Ma kolor jasnoszary. Zawiera wiele minerałów takich jak: krzemian, aluminium, żelazo, sód, magnez, wapń, tytan, potas i inne. Ma wysokie pH 8,5-9,1. Jest glinką o sporych właściwościach leczniczych, stosuje się ją zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie.
Właściwości lecznicze Bentonitu w stosowaniu wewnętrznym:
• oczyszczanie organizmu z wszelkiego rodzaju toksyn i trucizn,
• skuteczne w leczeniu alergii,
• pomaga w walce z bakteriami,
• działa jak katalizator stymulujący procesy syntezy,
• zapobiega w rozmnażaniu mikroorganizmów,
• oczyszcza nerki i układ moczowy,
• wspomaga organizm w pozbywaniu się pasożytów,
• w problemach żołądkowo-jelitowych.
Stosowana zewnętrznie w postaci okładów pomocna jest w leczeniu dolegliwości takich jak:
• oparzenia,
• egzemy,
• bóle głowy,
• przepuklina,
• lumbago,
• bolesne miesiączki,
• półpasiec,
• żylaki,
• urazy stawów,
• rany, skaleczenia, wrzody.
Właściwości kosmetyczne:
• wygładza,
• odtłuszcza,
• oczyszcza pory,
• delikatnie złuszcza martwy naskórek,
• mineralizuje i odżywia,
• działa gojąco i łagodząco,
• poprawia koloryt skóry.
W kosmetykach występuje również w postaci oleju dodawanego w celach zagęszczających lub ściągających – jako substancja czynna. Skutecznie wiąże wodę w skórze i wykazuje działanie nawilżające.

http://www.sekretyurody.eu, www.bazarek.pl

http://www.nowenowe.pl/kosmopedia/haslo/id,66.html

Taka sobie bajka – czyli 12. 12. 2012 – Nowy Świat, Nowy Świętowit i Nowe Słowo

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 12 Grudzień 2012

Jedność – Pojednanie/Zjednoczenie pierwiastka  żeńskiego i męskiego (księżycowego i słonecznego – dwóch filarów Światła Świata w Jedń). Pierwiastek żeński przejmuje inicjatywę. 

[Niniejszy artykuł ukazuje się symultanicznie z prezentacją publiczną Trywidu Ślężańskiego we Wrocławiu po raz Trzeci i ostatni w czas Wielkiej Zmiany. W trakcie prezentacji zostanie przedstawiona również Druga Nowa i Trzecia Nowa (prekognityczna) Wersja Zapisu Słupa Świętowita, czyli Pal-Wanu Zbruczańskiego. To spotkanie, zapowiadane na naszych stronach, rozpoczęło się o godzinie 20.00. Publikacja niniejszego komunikatu 12.12.2012 - 20.20 przedstawia ten ZAPIS NOWY i przybliża jego dzieje. Jest też poświęcona wyjaśnieniu Procesu Wielkiej Zmiany. Prezentacje symultaniczne (wielowymiarowe) są typowym narzędziem sztuki kodystycznej, a Trywid Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza jest trójmedialną (malarstwo, poezja, muzyka) prezentacją artystyczną Idei Wielkiej Zmiany.  Tutaj prezentujemy także Trywid Wielkiej Zmiany - w formach: analitycznego eseju, prezentacji rzeźb Bartosza Wilczkiewicza i poprzez animację połączoną z muzyką zespołu Jar. CB]

©copyright by Czesław Białczyński, ® all right reserved by Bartosz Wilczkiewicz, by Jar

„NIERACJONALIŚCI” WSZYSTKICH KRAJÓW ŚWIATA ŁĄCZCIE SIĘ!!!

(dziś  „nieracjonalizm” to prawdziwy racjonalizm, a tak zwany materialistyczny  „racjonalizm” jest niczym innym jak pieśnią przeszłości, czyli irracjonalizmem)

Zatem prośba do racjonalistów materialistycznych i ateistów – Nie czytajcie tego tekstu – Po co macie sobie szarpać nerwy. To was nie dotyczy i jeśli chcecie by tak pozostało przerzućcie się na jakieś ciekawsze portale np. … No dobra, nie polecę żadnego ciekawego adresu, ale ostrzegam: TURN OFF! ….

Ostrzegałem, a teraz zaczynamy…

Wygląda na to, że cały świat oszalał na punkcie daty 21 12 2012. Czy nie uważacie, że to trochę dziwne, gdy  setki tysięcy było nie było dorosłych osób, a nawet bardzo bardzo dorosłych,w tym także tych od dawna  skostniałych w umysłowym uwiądzie starczym, zaczynają pisać, a setki milionów osób mówić o jednym i tym samym?

Czy to nie dziwne, że ludzie racjonalnie dotychczas myślący, np. poważni naukowcy poświęcają czas bredni, gorzej stwierdzają nawet, że odczuwają ZMIANĘ, nie bardzo ogarniają co właściwie się dzieje, mają jednak pewność, że to ma miejsce?! Część z nich przestrzega nawet, że możliwa jest poważna katastrofa! Inna część przeczy temu zdecydowanie. Takie sprzeczne bądź enigmatyczne oświadczenia muszą budzić niepokój w tych wszystkich, którzy pokładali nadzieję w nauce, jako uniwersalnym narzędziu wiedzy i wierzyli ślepo w jej zdolności do znajdywania twardych odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania.

Czy to nie zaskakujące, że kiedy naukowcy ci próbują wytłumaczyć obserwowane ZJAWISKO okazuje się, że tylko sieją coraz większy niepokój, bo nie potrafią podać przekonywujących argumentów naukowych „przeciw” ani „za”, mogą tylko położyć na szali swój autorytet i wygłosić swoje prywatne dosyć pogmatwane teorie.Część z nich po prostu a priori zaprzecza Zmianie i możliwości Katastrofy, a ich argumentem jest: Nie, bo nie, i już! Zupełnie jak w piaskownicy podczas kłótni małych dziewczynek o lalkę.

Coś takiego musi  potęgować poczucie KOŃCA u zwykłych ludzi ufających dotychczas ślepo „rozumowi” i „materializmowi” oraz „racjonalizmowi”.  Wydaje się, że żadna z dziedzin nauki nie ma nic „twardego” do powiedzenia na temat zjawiska, jakie właśnie ma miejsce. Nie poddaje się ono dotychczasowej klasyfikacji, nie poddaje się opisowi z punktu widzenia  psychologicznego, socjologicznego, statystycznego, ekonomicznego, politycznego, astronomicznego, fizycznego, czy jakiego tam jeszcze chcecie, np. dziennikarskiego czy literackiego – Czegoś takiego po prostu nigdy jeszcze nie było!

NASA raz po raz odkrywa coś czego astronomowie nigdy jeszcze nie widzieli i nie rozumieją – np. koronalny wyrzut plazmy, który zawraca na powierzchnię Słońca, zamiast się oderwać w przestrzeń, jak to dotąd setki tysięcy razy obserwowano. Nie potrafią powiedzieć nic na temat tego wydarzenia, stają przed nim kompletnie bezradni, jak małe dzieci na widok pioruna podczas pierwszej obserwowanej  w życiu burzy.

„Na Merkurym jest woda. Lód kryje też lotne związki organiczne.”

Powyższy tytuł pochodzi z Onet.pl – z 30 listopada.

„Na Marsie jest woda, ale życia na razie nie ma – Kiedy będzie, może już jutro?”

3 grudnia uraczono nas rewelacjami z Marsa,w których potwierdzono istnienie tam wody kiedyś i dzisiaj. Kiedyś w postaci rzek, dzisiaj w formie lodu. Nie potwierdzono rewelacji sprzed niedawnego czasu, że jest tam życie organiczne. Za to znaleziono życie na Merkurym. Być może życie na Marsie zostanie odkryte w przyszłym tygodniu, a może za miesiąc. A może w innym „wygodniejszym” dla NASA momencie, kiedy trzeba będzie powalczyć o budżet z kasy amerykańskich podatników?   Jeszcze 5 lat temu słyszałem wypowiedzi „naukowców”, że poza Ziemią nie znajdziemy, ani planet, ani życia – 20 lat temu była to opinia wygłaszana przez „naukowców” powszechnie. Życie i Człowiek wciąż jeszcze w zgodzie z Biblią – miały to być twory wyjątkowe.Tych co mówili inaczej nazywano fantastami i naśmiewano się z Daenikenów, którzy opowiadali jakieś głodne kawałki o Kosmitach na Ziemi. Dalej jeszcze próbuje się z tego rechotać i robić sobie „jaja”, ale gdy ktoś znajduje piramidę sprzed 25.000 lat to zaczyna być to śmiech cienki – cieniuchny, jak rechot eunucha, któremu właśnie coś odcięto- czyżby niski fraktal umysłu?

Dwa miesiące wcześniej uraczono nas „planetą krążącą pomiędzy gwiazdami w systemie dwóch podwójnych słońc” – czego nauka nie przewiduje, bo taka planeta musiałby zostać rozerwana, ale ta nic sobie nie robi z doskonale wyliczonych matematycznych i fizycznych teorii. W dniach 2 – 7 czerwca 2012 obwieszczono o owej burzy słonecznej z kuriozalnym koronalnym niewypałem, jeszcze wcześniej ogłoszono odkrycie gwiazdy niezwykłej wielkości 300 Słońc, itp itd, bez końca … Nie ma co wymieniać dalej, bo jest to nieskończony ciąg zaskoczeń dla świata naukowego, a co dopiero dla szarych zjadaczy chleba.

Raczy się nas różnymi rzeczami – podkreślam słowo RACZY  od rzeczownika RAK.  W powodzi tych raczeń znikają niepostrzeżenie wiadomości ważne i plączą się z nieważnymi. Na przykład temat bezboleśnie przechwyconego przez Irańczyków amerykańskiego super-drona spadł gdzieś do trzeciej ligi bzdeciarstwa. Nieudany eksperyment z amerykańską superrakietą co miała być w minutę w Korei  Płn. utopił się w szambie nagich biustów z pierwszych stron „informacyjnych” portali. Co jest ważne a co nie? –  zadaje sobie pytanie przeciętny Kowalski.

Joanna Maciejowska

Kiedy 11. listopada byłem na Ślęży spotkałem tam dosłownie pół Polski. Droga z Tąpadeł na górę przypominała molo w Sopocie w środku lata, miejsce w hoteliku dostaliśmy tylko po znajomości. Wszyscy mówili o jednym – o snach, energiach, magnetyzmie, przesileniach itp. Wiele osób opowiadało sobie  o niesamowitym objawieniu energii w postaci wiru, wywołanym przez grupę około 100 osób, medytującą w Kraskowie 21 września tego roku. To wyładowanie atmosferyczne było obserwowane przez bardzo wielu ludzi – także z daleka od Kraskowa, jako trąba powietrzna, a spowodowało ono zmiany fizyczne u kilku uczestników kręgu np. – przerwało stany chorobowe, zlikwidowało uczulenia itp. Nie mówiąc o tym, że wielu uczestników przeżyło wstrząs i zmianę świadomości. Nic dziwnego, nie był to bowiem tylko szokujący „zbieg okoliczności”, medytowało tam wiele doświadczonych osób a posiadały one jasno sprecyzowany cel owej medytacji. Na 11 11 2012  w okolicy Ślęży i na samej górze zaplanowano spotkania licznych grup  zajmujących się Świadomością, poszukiwaniem graala, prekognicją, energio- i bioterapią, ekologicznym trybem życia, zdrowym odżywianiem, ziołolecznictwem, magnetyzmem, okultyzmem, ekonomią, przewidywaniem pogody, geofizyką, geodezją, badaniem wnętrza góry. W tych dniach odbyły się oficjalne sympozja  na te tematy, zgromadzenia religijne i całkiem prywatne spotkania osób, które wykonywały medytacje, rytuały i poszukiwania. Kościół Katolicki uznał za stosowne pomiędzy 3 czerwca a 11 listopada postawić drogę krzyżową na Ślężę z solidnych krzyży – jakby próbował naprędce zawłaszczyć znowu górę dla siebie – dziwaczna inicjatywa, ale znamienna. Wielkie krzyże stacji, wyciosane z drewna, rażą swoją świeżością na tle wiekowego starodrzewu i urągają tym żywym drzewom, które je otaczają. Stwarzają wrażenie sztuczności, wciśniętej TUTAJ na siłę, ręką oszalałego egoisty, sztuczności oblężonej TU przez Naturalną Odwieczną Świątynię.

I dobrze – NIECH TE KRZYŻE STOJĄ – NIC LEPIEJ NIE PODKREŚLA KONTRASTU MIĘDZY ŻYWĄ I ZIELONĄ WIARĄ PRZYRODZONĄ SŁOWIAN – WIARĄ PRZYRODY, A RELIGIĄ PRZYBYŁĄ Z WYPALONEJ OGNIEM PUSTYNI. TO DWIE KRAŃCOWO RÓŻNE ŚWIĄTYNIE – SŁOWIAŃSKA – ŚWIĄTYNIA ŻYCIA I PRZYRODY, ŚWIĄTYNIA, KTÓRA OTACZA NAS WSZĘDZIE, KAŻDEGO DNIA. PUSTYNNA, TO ŚWIĄTYNIA CZCI ŚMIERCI, ZAMKNIĘTA W BETONOWYCH KOŚCIOŁACH-KATAKUMBACH.

Postronny człowiek, który przybył tam tego dnia jako turysta, siłą rzeczy musiał sobie zadawać pytanie – Co tu się dzieje? O co chodzi? Musiał też wyjechać stąd mocno zaniepokojony, tym co przypadkiem usłyszał w drodze na górę, lub w drodze na dół.

Ostatnio obejrzałem reportaż TVN z „warsztatów świadomości” Grupy Cheopsa, który w zamierzeniu młodocianych lemingów i starych yetisinów z kierownictwa, miał być jajcarskim materiałem po(d)glądowym na temat SEKTY, plus seria ośmieszających JĄ mini wywiadzików z uczestnikami, podlana tłustym sosem komentarza w duchu mowy „miłości” (czytaj: NIENAWIŚCI) – kompletna klapa. KLAPA,KLAPA,KLAPA. Nikt nie chciał im powiedzieć nic „śmiesznego”, nic „głupkowatego”, nic co by się dało wykorzystać „przeciw” – w końcu musieli wykonać dokrętki, i sami porobić sobie „nienawistne” jaja. Efekt? – zrobili je owszem, ale z samych siebie.

W tych dniach obserwuje się też, zaskakująco nieudolne, jak na znaną powszechnie sprawność realizacyjną przemysłu reklamowego, próby wykorzystania daty 21 12 2012 do zwiększenia konsumpcji i sprzedaży bzdeto-zabawek. Taka jest np. ostatnia „prorządowa” reklama Media Markt, w stylu pseudoamerykańskim – z ABW, BBN i prezydentem w roli „ratowników narodu” przed zagrożeniem 21 12 2012, a z finałem jako wielka „wyprz” 21 grudnia. Wszyscy wiemy, że pan prezydent został wykreowany, z wysokim stopniem prawdopodobieństwa, przez służby specjalne, nawet poniekąd był/jest? ich „cząstką”, ale kogo według Media Markt ta reklama miała kupić? Powszechną klientelę czy ABW z BBN? Czy może Tylko Idiotów?

Bracia Wachowscy nakręcili specjalny film w Hollywood na okoliczność 21 12 2012, poświęcony problematyce reinkarnacji, karmiczności wszelakich czynów i przenoszenia się ich skutków do kolejnych żyć i kolejnych wcieleń. Film mówi o relacjach pomiędzy Starymi Cywilizacjami a ich następcami, zerwanej ciągłości dziejów oraz tzw  „kluczowych momentach” (czytaj: Wielkich Zmianach) na Ziemi oraz we Wszechświecie. Film powiada też o mocy jednostki, jako siły sprawczej i roli jednostki, jako inicjatora procesu ZMIANY.

Pomijam fakt, że „Atlas Chmur” to film raczej nieudany i za długi. Kiedy się go ogląda ma się poczucie, że jesteśmy oto w „baśniowej” (fantasy) wersji „Matrixa”. W realnym życiu tymczasem mamy jednak nieodparte wrażenie, że dzieje się coś odwrotnego, następuje wyzwolenie duchowości i wyzwolenie fizyczne, społeczne, wielopłaszczyznowa rewolucja –  oto ludzkość, jak się zdaje, zrywa pęta i wychodzi właśnie z Niewoli Matrixa.

Film pokazuje RzeczyIstność jako mechanistyczną powtarzalność – a to zupełna nieprawda. Każde zdarzenie jest Niepowtarzalne, a akt Wyzwolenia nie jest automatyczny.

Takie odwrócenie o 180 stopni „trafności opisu i aktualności diagnozy” może oznaczać kompletną klęskę przesłania i wizji. To jak brak wyczucia dystansu u boksera – nokaut wydaje się  nieunikniony. Czy tak się stanie z tym filmem, który niesie poniekąd wartościowe treści i prawdy? Zobaczymy. Ja myślę, że uratuje go fakt, iż dla wielu milionów lemingów i yetisinów  jego przesłanie i „prawdy” muszą być prawdziwym odkryciem. To  taka szparka w kurtynie ciemności jaka otacza ich umysły, szparka przez którą przesącza się Światło. O tyle właśnie jest to dzieło pożyteczne [podobną rolę "otwieracza" na inną percepcję świata spełnił "Awatar"].

Atlas Chmur

Kto ma świadomość, że film Matrix nie był pomysłem Wachowskich, lecz plagiatem „Anioła przemocy”, „Robota” i innych książek Adama Snerga-Wiśniewskiego (np. „Według łotra”), ten rozumie dlaczego nie potrafią się oderwać od tamtego schematu i powielają go coraz bardziej nieudolnie. Ludzie jednak walą do kina, sala na moim seansie – 26 listopada br. – pękała w szwach. Zainteresowanie tematyką 21 12 2012, Wielką Zmianą, karmą i reinkarnacją jest zatem niebotyczne, ale rozczarowanie było spore. Wiedza widzów na sali na ten temat zdawała się mocno przerastać poziom oferty braci Wachowskich.

http://www.true.kgb.pl/mplag.html

[Ważna Uwaga na uboczu: Używam określenia lemingi - na ludzi wciąż zamkniętych i nie widzących rzeczywistości, żyjących w mayi - ułudzie zasłaniającej Rzeczy Istność. Używam określenia yetisyny - zgodnie z kategoryzacją S. Szukalskiego - nieludzie w ludzkiej formie, zdeformowane drapieżniki bez żadnego systemu ludzkich wartości. Używam tych określeń żeby oddać stan prawdziwy ich ducha, by napiętnować ten stan i czyny wynikające z ich stanu, ale nie po to żeby ich poniżyć.  Każdy człowiek, każdy byt, każda świadomość jest bezcenna i chciałbym ażeby oni - żeby Wszyscy Ludzie - załapali się na Wielką Zmianę i zmienili siebie i świat na lepsze. Oni ze swoją świadomością niewolniczą mogą być tylko niewolnikami Systemu Pan-Niewolnik, albo Niewolnikami Mayi. Jeśli nie zmienią stanu świadomości nie poradzą sobie w Nowym Świecie, będą mrzeć jak muchy, bo największy stres wywołuje poczucie, że jest się nikomu na nic niepotrzebnym, a stres jest powodem 95% chorób i śmierci.  Dla Niewolników nie ma miejsca w tym co jest Po Wielkiej Zmianie. Po Drugiej Stronie Lustra niewolnicy nie znajdą dla siebie żadnej "niewolniczej" roli - pokarm z lemingów nikomu tam nie będzie potrzebny. Yetisyny nie znajdą tam dla siebie paliwa, nie będzie miejsca na yetisyńskie interesy, biznesy, kanty, przekręty, na yetisyński styl życia. Każdy z nas musi zrobić wszystko żeby i oni otworzyli oczy, żeby i oni odnaleźli swoją drogę! Ci którzy nie zechcą -  trudno - zostaną po TEJ (Kiepskiej) Stronie, w krwawej jatce, w towarzystwie wyłącznie siebie samych - pomiędzy yetisynami i lemingami - we własnym krwistym sosie.Ta bratobójcza jatka skończy się bardzo szybko i rozdział ten, lemingo-yetisyński zostanie zamknięty raz na zawsze.]

Inny przykład ZJAWISKA:

W dniu 28 listopada 2012 Telewizja National Geografic zaczęła publikować serię filmów o UFO nad Europą.  Dla wielu osób o światopoglądzie naukowym twardo stąpających po Ziemi, nie wierzących nadal w istnienie UFO będzie ta seria dużym zaskoczeniem. Czy potrafią po tym wydarzeniu otworzyć oczy?

Przyzwyczajono nas przez ostatnich 40 lat do wyśmiewania się z UFO, a jedyne pytania jakie padały z ekranów, powtarzane jak mantra, to: Czy UFO istnieje czy nie, oraz czy ci co je widzieli są zdrowi na rozumie czy kompletnie kopnięci?

Jednak autorzy tej serii filmowej nie zadają tego wyświechtanego pytania, lecz zupełnie inne. Według nich UFO istnieje. Istnieje w zasadzie nie według nich, ale według naukowców, którzy lekceważąc ostracyzm środowiska zdecydowali się to ZJAWISKO zbadać, np. w norweskiej dolinie Hessdalen, gdzie się je widuje regularnie od 30 lat! Okazuje się, że dokumentacja ponad wszelką wątpliwość potwierdza obserwowanie UFO w Europie. Z ekranu padają zgoła inne pytania: Czym jest UFO? Czym jest?! A nie czy ISTNIEJE!!! Wahanie dotyczy tylko tego czy to jest zjawisko naturalne czy technologiczne. Czym jest jeśli jest naturalne, bądź skąd – od kogo pochodzi – jeśli ma charakter technologiczny? Padają pytania czy przypadkiem nie jest to dowód kosmicznego kontaktu i inwigilacji Obcej Cywilizacji. A więc żarty z UFO na kanałach popularno-naukowych skończyły się bezpowrotnie na skutek zebranej dokumentacji. Fakty, których badania środowisko naukowe unikało przeczuwając ich ekstremalny charakter, potwierdziły się. Pytanie co z tym teraz zrobić?

Kto tej ZMIANY nie przyjmuje do wiadomości niestety stacza się do kategorii leminga.

To właśnie jest Wielka Zmiana, w ostatnich dniach listopada i na początku grudnia 2012. Wydarzenia gonią wydarzenia – niepokój się wzmaga, bezradność rośnie.

A oto inny  sygnał z tych dni. Pochodzi z Plemiennej społeczności zwanej LinkedIn. 29 listopada systemem mailowym LinkedIn rozesłało następującą wiadomość:

The End Of The Smartphone Era Is Coming

Oto link do artykułu

http://www.businessinsider.com/the-end-of-the-smartphone-era-is-coming-2012-11

Zatem era smartfonu jeszcze się nie zaczęła a już się skończyła!

To właśnie jest Wielka Zmiana.

Hollywoodzki kicz, kampanie reklamowe, informacje głównych dzienników telewizyjnych o zamknięciu przez wojsko francuskie Bugarach w dniach 20 – 26 12 2012, ciągłe nawiązania dziennikarzy w rozmowach o ekonomii i polityce do tej daty i w ogóle do końca jakiejś epoki, komentarze sportowe typu – No jeśli dojdzie do przyszłorocznych mistrzostw świata bo przecież przed nami 21 12 2012!”  – to tylko cząstka tego co obserwujemy.

r1a1_700

Widzimy na tym rysunku oczywiście pewne manipulacje – jak na przykład nazywanie  jednej linii od Z 93 Aszkenazi Jewisz – to właśnie ta grupa Scytów, o których wspominałem kiedyś w artykule, którzy przeszli na judaizm, między innymi Chazarowie. Genetycznie coś takiego jak Jewisch nie istnieje – to mieszanina genetyczna różnego pochodzenia złączona wyłącznie religią, tradycją i pismem oraz być może Mt-DNA, haplogrupą matczyną.

Ci którzy usiłują zatrzeć wrażenie Zmiany urobili pojęcie „końca świata” związane z tą datą. „Koniec Świata” to ma być wytrych do ośmieszenia Wielkiej Zmiany i potraktowania jej w podobny sposób, jak przedstawione powyżej zjawiska UFO czy śladów zaginionych cywilizacji lub cywilizacji kosmicznych na Ziemi. To ośmieszenie ma spowodować, że owo zjawisko na długo – podobnie jak hipoteza iż Słowianie są w Europie od 10.000 lat – będzie zmarginalizowanym tematem, „niebadalnym” przez naukę, tematem co najwyżej do podśmiechasów – takich jakich obiektem było UFO. Tryumfalne obśmianie rozpocznie się 22 12 2012, a właściwie już trwa (vide reklama Media Markt). Ci którzy opowiadają o Końcu Świata to yetisyny. Yetisyny (nazywane też przez wielu ludzi Banksterami), które straszą tą opowiastką poprzez swoich yetysyńskich medialnych sługów i służebne yetisyńskie media lemingi, a jednocześnie usiłują chronić swój „stan posiadania” oraz „ład-nieład”, czyli System Pan – Niewolnik. „Koniec Świata” jest bajką yetisinów przeznaczoną dla lemingów. Yetisyny i Lemingi trochę się bawią tą wieścią a trochę się straszą i boją. Kochane Yetisyny i ukochane Lemingi, Wielka Zmiana, owszem, jest końcem pewnego czasu i sposobu życia, Wielka Zmiana nie jest za to na pewno „końcem świata” – wręcz odwrotnie, jest Nowym Początkiem , Nowym rozdaniem – warto spróbować to wykorzystać dla siebie.

Wydaje się, że co wrażliwsi ludzie mocno odczuwają ZMIANĘ jaka zaszła w ich otoczeniu. Choćby taki artykuł w Gazecie Wyborczej o myślących i świadomych zwierzętach, 5 albo 2 lata temu, byłby nie do pomyślenia. Nie słyszałem też przez ostatnich 20 lat u postmarksistowskich dyżurnych komentatorów, tekstów typu: „Wyniki wyborów prezydenckich w USA mogą być dowolne, albo takie, albo takie, ponieważ wyborcy są irracjonalni?” –  Gdzie? W najświatlejszym społeczeństwie świata, w najdoskonalszej demokracji wszechświata?

Czy to ma znaczyć, że jednak wśród tychże komentatorów, tychże speców od medialnych oszustw, i marketingowców od politycznego pudru i lukru panuje przekonanie, że polityków wybierają bezmyślne, zmanipulowane medialnie, debilne  masy? Przecież taki komentarz kwestionuje po prostu sens demokracji, którą dopiero co zachwalali oraz rykoszetem kwestionuje także sens ich własnego bytu. Jak widać każdy na swój sposób próbuje sobie wytłumaczyć co się właściwie dzieje i co się Zmieniło, a przy okazji tych tłumaczeń gotów jest nie tylko strzelić sobie prosto w stopę, ale nawet w głowę.

Gdyby podsumować liczbę stron internetowych poświęconych we wszystkich językach świata Wielkiej Zmianie, problematyce nowych odkryć, które burzą naukowy ład, ezoteryce i duchowości, nowej świadomości i podaniom mitologicznym, albo ekologii, zdrowej żywności, technikom alternatywnego leczenia, alternatywnej ekonomii czy odkryciom naukowym, które rewolucjonizują nasz dotychczasowy materialistyczny obraz świata, byłaby to liczba idąca w dziesiątki tysięcy.

Ciemne Siły z filmu Wachowskich (było nie było BlackBlueardów)

To co zamierzam opowiedzieć zabrzmi jak niesamowita bajka.Opowieść dotyczy dokładnie tego co wszyscy widzimy, czujemy i czym żyjemy – Wielkiej Zmiany. Jest ona relacją z tylko jednego z rozlicznych wątków, tych  zazębiających się  wszechstronnie wydarzeń jakie nas otaczają.

Po pierwsze uświadommy sobie – to bardzo ważne – że jeszcze 5-10 lat temu przed udostępnieniem technologii prostych aplikacji blogerskich i utworzeniem portali społecznościowych oraz forów dyskusyjnych – nie mielibyśmy możliwości podzielić się relacją na temat tego ciągu wydarzeń i wątku o jakim będzie mowa.

Po drugie zapewniam wszystkich czytelników, że spróbuję też na koniec wyciągnąć jakieś wnioski, które objaśnią Obserwowany Proces – nie obiecuję, że będą całkiem „sensowne,” „racjonalne”, „przekonywujące”, albo że rzeczywiście coś wszystkim „wyjaśnią”. Ale kto wie, jak wielu osobom spośród nas „coś” ta opowieść objaśni, albo pomoże zrozumieć?

Jak wiadomo wyznawcom Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, BAJKA jest Małą Świętą Wicią-Wawilionem, wątkiem-wątpiem, czyli częścią Wielkiej Baji – Materii Wszego Świata.

A więc bajka to nie są żadne banialuki, jak się powszechnie znaczenie tego słowa rozumie, a poniższa bajda to wręcz super-sensacyjny thriller rozgrywający się w realu, a nie żadna wirtualna bujda.

Kiedy rozumne, gromowładne czoło

Zgiąłem przed Panem jak chmurę przed słońcem:

Pan je wzniósł w niebo, jako tęczy koło,

I umalował promieni tysiącem.

 

I będzie błyszczyć na świadectwo wierze,

Gdy luną klęski z niebieskiego stropu:

I gdy mój naród zlęknie się potopu,

Spojrzy na tęczę i wspomni przymierze.

 

Panie! mą pychę duch pokory wzniecił;

Choć górnie błyszczę na niebios błękicie,

Panie! jam blaskiem nie swoim zaświecił,

Mój blask jest słabe twych ogniów odbicie!

 

Przejrzałem niskie ludzkości obszary

Z różnych jej mniemań i barwą, i szumem:

Wielkie i mętne, gdym patrzył rozumem,

Małe i jasne przed oczyma wiary.

 

I was dostrzegłem, o dumni badacze,

Gdy wami burza jak śmieciem pomiata,

Zamknięci w sobie, jak w konchy ślimacze,

Chcieliście, mali, obejrzeć krąg świata.

 

Konieczność – rzekli – wedle ślepej woli

Panuje światu, jako księżyc morzu.

A drudzy rzekli: Przypadek swawoli

W ludziach, jak wiatry w nadziemskim przestworzu.

 

Jest Pan, co objął oceanu fale

I ziemię wiecznia kazał mu zamącać;

Ale granicę wykował na skale,

O którą wiecznie będzie się roztrącać.

 

Darmo chce powstać z ziemnego pogrzebu;

Ruchomy wiecznie, ruchem swym nie władnie:

Im wyżej buchnął, tym głębiej upadnie,

Wznosząc się wiecznie, nie wzniesie ku niebu.

 

A promień światła, który słońce rzuci,

Na szumnej morza igrając topieli

Nie tonie, tylko w tęczę się rozdzieli

I znowu w niebo, skąd wyszedł, powróci.

 

Rozumie ludzki! tyś mały przed Panem,

Tyś kroplą w Jego wszechmogącej dłoni;

Świat cię niezmiernym zowie oceanem

I chce ku niebu na twej wzlecieć toni.

 

Zdajesz się tykać brzegów widnokręga;

Daremnie z żaglem nawa leci chyża:

Opływa ziemię, niebios nie dosięga;

Twa fala nigdy ku niebu nie zbliża.

 

Wzdymasz się, płaszczysz, czernisz się i błyskasz,

Otchłanie ryjesz i w górę się ciskasz,

Powietrze ciemnisz chmurami mokremi

I spadasz z gradem – tyś zawsze na ziemi!

 

A promień Wiary, którą Niebo wznieca,

Topi twe krople, zapala twe gromy

I twe pogodne zwierciadła oświeca;

Ach! ty bez Wiary byłbyś niewidomy.

Rozum i wiara – Adam Mickiewicz

 

„Kto zgłębi Wiarę Słowiańską z podań ludu wysnutą, ten dotknie Istoty Światła i Boga”

Te obrazy boga i wiary zawarte w wykładach i utworach Adama Mickiewicza nie mają wiele wspólnego z kościelnym wykładem na temat Jezusa i tradycyjnym obrazem chrześcijańskiego boga, ani pobożnością maluczkich. Nie mają one tym bardziej nic wspólnego z wizją kościoła na temat miejsca człowieka w świecie i jego postawy względem/wobec boga.

Weźmy pierwsze dwa akapity:

„Kiedy rozumne, gromowładne czoło

Zgiąłem przed Panem jak chmurę przed słońcem…”

1. Autor – podmiot liryczny wiersza uważa swe czoło – wypełnione rozumem za gromowładne.

2. Czy zgiął  owo czoło  rzeczywiście przed Panem? 

Skoro czoło i tak jest, jak by nie patrzeć, w pionie czy w poziomie, po prostu naturalnie zgięte, to chyba jednak nie. Zgiąć mógłby kark, wtedy pochyliłby głowę. Czyli nie oddaje bogu czci. Do tego ma się za równego bogu – jest rozumem gromowładny, a gromowładne czoło gnie jak chmurę przed słońcem. Chmura jednakże przed Słońcem się nie ugina – jest mu równa – Chmura to Perperuna – żona/siostra Peruna Gromowładnego – Ten Żywioł jest w stanie całkowicie zaćmić Słońce! Odciąć je od Ziemi aż ta nie zamarznie a życie na niej nie wyginie. Tak oto Adam Mickiewicz zaćmił katolicką cenzurę kontrreformacką i przemycił nam, okrzyknięty przez kato-naród wieszczem, treść właściwą – tę którą myślał i tę którą chciał. Zainteresowanych szerzej i szczegółowiej ogółem treści przekazywanych przez naszego wieszcza, który był reprezentantem Księżycowego Nurtu (Księżycowej Kolumny) w Świątyni Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y i jednym z twórców Promienistych, odsyłam do analiz Joanny Salamon np. w „Lusterku Gombrowicza”, tam setki dowodów na takie właśnie, a nie inne umocowanie religijne Wielkiego Mistrza Lóż i Towiańczyków i wybitnego polskiego poety.

Tyle interpretacja dosłowna – każda inna to naciąganie, naginanie tych wieszczych słów do „katolickości”, do „chrześcijaństwa” albo „laickości” czy gdziekolwiek – po prostu do strawności narodowej, strawności katolickiej lub lewackiej. Bo mamy tutaj ponad wszelką wątpliwość udokumentowaną, z dwóch tylko wersów jego twórczości, osobistą deklarację ideową Adama Mickiewicza jako Rodzimowiercy,  Czciciela Boga Niechrześcijańskiego, POGANINA który widzi siebie jako cząstkę boga – jako kogoś  pierwiastkowo równego bogu. 

Ten wiersz to wyraźnie część Przyrodzonej Słowiańskiej Baji, a nie watykański wykład religii. Te słowa to słowa obrazoburcze, wizja boga rodzimowiercy – człowieka „równego” bogu. Pierwiastkowo równego, to znaczy co do „materii pochodzenia”, choć nie co do zasobu świadomości, co wieszcz wyraźnie podkreśla w dalszej części wiersza („jam tylko twoje słabe odbicie” – odbicie a nie uległy Niewolnik, sługa). Autor pokazuje siebie, jako niepodległego i wyzwolonego poprzez wiarę, ponad zwyczajną miarę człowieczeństwa. Widzi siebie, jako człowieka wolnego, nie  poddanego władzy jakiegokolwiek innego człowieka – papieża czy kościoła. Adam Mickiewicz stawia się, jako podmiot liryczny tego utworu, ponad zwyczajnymi ludźmi, pomiędzy bogiem a nimi – jako jego wybraniec i pośrednik – który zawarł przymierze i został przez Boga pomazany – oznaczony, jako Tęcza Narodu. Cała reszta „ludzi zwyczajnych” jest skazana, jak ocean, na wieczne trwanie w wyznaczonych ramach, bo rozum uczonych czy zwykłych ludzi nigdy nie wyrwie się ponad ziemski horyzont, poza ramy wyznaczone przez prawa naturalne. Uczynić to może tylko rozum naznaczony przez boga i natchniony wiarą, ROZUM, KTÓRY NIE MYŚLI LECZ CZUJE. (Zen? Oświecenie?)

Pamiętajmy cały czas, iż mówimy tutaj o WIERZE indywidualnej, a nie o jakiejś zdoktrynowanej, „małpiej” religii (sfałszowanej re-lęgii, re-lekcji), mówimy o Wiedzie Przyrod(zone)y Słowian, a nie „wierze” w sensie bezrozumnego powtarzania religijnych dogmatów jakiegokolwiek tak zwanego „wyznania”.

Cokolwiek pesymistyczna dla „zwykłych ludzi”  jest ta prognoza – a czucie Adama Mickiewicza oraz jego natchnienie były przecież MISTRZOWSKIE, bezbłędne, podłączone ponad wszelką wątpliwość do Świadomości Nieskończonej – do Macierzy/Macicy (Rdzenia Nieskończonej Świadomości – Mającej-RAd [MA-ROD, zarad, zaród]). Czy rzeczywiście jest to prognoza trafna? Na szczęście nie, bo odnosi się ona do czasu w jakim Adam Mickiewicz żył i czuł i zapisywał swoje czucia.  Tak, to było 200 lat temu, niech będzie 150. Wtedy miał prawo czuć się samotną wyspą Wizji i Wierzenia, Kontaktu i Nowej Wiary. Tak, był wtedy samotną wyspą, a ocean wciąż nieodmiennie krążył pomiędzy skałami NIEWOLI, w Ciemności, w reptiliańskim/yetisyńskim skrzywieniu. Dzisiaj Ocean ten sięga Gwiazd, sięga wprost Nieskończonej Świadomości, a sięgnął JEJ przez Ciernie (Per aspera ad astra – taki napis nosiłem na swoich hippisowskich kurtkach).

W tym miejscu poproszę Wierzących Katolików/Chrześcijan Patriotów, a także wyznawców Judaizmu, o to, aby się nie nadymali i nie obrażali, bo to nie jest atak na wyłącznie ich religię i „wierzenia”, to w ogóle nie jest atak, a próba przedstawienia RzeczyIstności Takiej Jaka Ona Jest – bez Zasłony Mayi-Ułudy. Ten opis dotyczy w gruncie rzeczy – Pamiętajmy o Tym WSZYSCY – wszystkich religii objawionych i wszystkich tych, w których istnieje Instytucja Pośrednika między Osobą a Bogiem – czyli kasta kapłanów – okłamywaczy i zakłamywaczy – działających w intencji utrzymania własnej pozycji i władzy nad tak zwanymi WIERNYMI, którzy nie Uprawiają WIARY i WIERZENIA, lecz wmawiany im od wieków zabobonny proceder niewolniczego posłuchu dla Ksiąg. Zajmujemy się tutaj chrześcijaństwem a nie buddyzmem tylko dlatego, że to ono jako religia dominuje w naszym świecie Zachodniej (Północnej) Cywilizacji.

Zestawmy te słowa wieszcza ze słowami znanej powszechnie z nazwy, ale jak sądzę znacznie rzadziej z treści, jednej z ostatnich encyklik papieża Jana Pawła II „Fides et ratio” („Wiara i rozum”). Już pierwsze słowa rysują nie tylko pokrewieństwo Mistrza i Ucznia, ale i wymowny obraz:

„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. Oba skrzydła muszą zatem działać, aby duch wzniósł się ku wyżynom, które Papież nazywa „kontemplacją prawdy”. Zaraz też tłumaczy: „Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie samego Boga”. Istotne jest przy tym, aby człowiek, poznając prawdę o Bogu, „mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”.

A ja myślałem, że Bóg za pragnienie poznania prawdy przez Człowieka – Adama pogniewał się śmiertelnie na niego i na wszystkie jego dzieci? I wygnał go z Raju?! – tak mnie uczono do I komunii w 1960 roku. To się nazywało Grzech Pierworodny, albo Grzech Pychy!

Czy Jan Paweł II nie posuwa się dalej niż Adam Mickiewicz?

Powiada Jan Paweł II: „Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie samego Boga”. W dalszej części wywodu papież nie zaleca ludziom żadnego rodzaju pokory, ani nie doradza powstrzymania się przed dalszym zrywaniem owoców z Drzewa Wiadomości/Poznania (zwanego dawniej Drzewem Dobrego i Złego).

Papież godzi się z ludzkim pragnieniem poznania!

Po 2 tysiącleciach, przez które chrześcijaństwo głosiło prymat Ślepej Wiary nad wszelkimi innymi przymiotami człowieczeństwa – w tym nad rozumem, nagle kapituluje i przyzwala Rozumowi, a więc pragnieniu poznania, na równoprawność z wiarą, czyniąc z rozumu drugie skrzydło „kontemplacji prawdy”.  Gdybym był złośliwy powiedziałbym w tym miejscu: „lepiej późno niż wcale”, ale czy ta kapitulacja nie ma implikacji tak daleko idących, że jest w istocie w ogóle kapitulacją chrześcijaństwa wobec światopoglądu naukowego? Czyż to nie ta sama buńczuczna herezja wygnała Adama i Ewę z Raju?

WSZAK ROZUM OBALA TEZY I ZAPRZECZA TWIERDZENIOM OŚWIECONEJ KSIĘGI ZWANEJ BIBLIĄ I TESTAMENTEM NOWYM. RELIGIA OBJAWIONA OPIERA SIĘ NA OBJAWIONYM PIŚMIE. CÓŻ TO ZATEM JEST? AKT SAMOROZWIĄZANIA CHRZEŚCIJAŃSTWA I JUDAIZMU? Akt ogłoszony ustami nieomylnego namiestnika pana Boga na Ziemi?

Czy papież Jan Paweł II ogłosił jakąś Nową Wiarę Chrześcijan? Czy niepostrzeżenie nie ogłosił jakiejś antyreligii – satanizmu? Wszak Luci-Sferus – Światło Świata – to Oświecająca Wszystko Świadomość.

Rozum obalił już wszystkie podstawowe „fakty” biblijne: o centralnym miejscu Ziemi we Wszechświecie, o ruchu Słońca, o pochodzeniu Człowieka, o początkach życia na Ziemi, o związku Człowieka z PRZYRODĄ, o pochodzeniu zaziemskim Jezusa, o dzieworództwie wśród kobiet ziemskich (w tym Maryi), o długości trwania cywilizacji na Ziemi i jej pochodzeniu, o micie bożonarodzeniowym, itp itd.

Udział ROZUMU w poszukiwaniu Boga idzie teraz dalej – Idzie ku Wierze Przyrody –  otwiera WROTA do SŁOWA (Wrati Slawia), otwiera ponownie Wiarę Przyrodzoną Słowian – ją „wybiera” i czyni narzędziem porozumiewania się z Bogiem/Bogami/Energiami/Świadomością Nieskończoną. Rozum opiera te poszukiwania obecne na podstawie naukowej, wspierając się jej – nauki – odkryciami i twierdzeniami. Gdzie ona (nauka, rozum) nie sięga tam sięga Wiara Przyrodzona – i tak Dwa SKRZYDŁA MA TEN SKRZYSTY/SKRZYDLATY ORZEŁ/LWICA/KROWA/BEDROŃ – WIARĘ I ROZUM – MA JE OD TYSIĄCLECI. ONE oba – Wiara i Rozum – współtworzą jedność zwaną Wiedą Przyrodzoną Słowian lub Wiarą Przyrodzoną Słowiańską.

rys_15_zodiak_695Cztery Skrzydlate  Zwierzęta symbole Czterokrotnej Przemiany Światła Świata (Przepoczwórzenia) to najdawniejsza podstawa Zodiaku – Cztery Podstawowe Znaki odpowiadające Czterem Żywiołom  i Czterem Kirom – gdzie:

Lwica/Kocica/Łasica=Lew (Północ, Niebo/Wiatr),

Krowa=Byk (Wschód, Bór/Woda),

Orzeł/Orz = Wodnik (Południe, Zaczyn-Spor/Ziemia)

Biedronka-Bedrik/Skarabeusz/Żuk = Skorpion (Zachód, Ogień/Błyskawica),

twelvedayfrontcover_354

Odwrócone  rozmieszczenie czterech Gwiazdozbiorów oraz Żywiołów w Słowiańskim Kole Bogów dla Wielkiej Zmiany:

Bedrik/Skorpion/Skarabeusz – Bór/Woda, Wschód

Lew/Kot – Spor-Bagno/Ziemia, Południe

Byk/Krowa/Wół – Ogień/Błyskawica, Zachód

Wodnik/Orzeł – Wiatr/Niebo, Północ.

Odzwierciedla jednocześnie cykl przemian Światła Świata Schodzący od Szczytu czyli od pozycji Wielkiego Byka/ Krowy Białej/Czarnej na Zachodzie, przez Białego/Czarnego/Czerwonego Orła-Wodnika na Północy do Bedrika Małej Białej/Czarnej Bożej Krówki na Wschodzie i po odwróconego do „góry nogami” Lwa – na Południu, oznaczającego nie Słońce Dnia, lecz Słońce Nocy – Noc (przenoszenie Światła przez Nawie – „dołem, spodem”) – Zamknięcie Cyklu, które jest początkiem Kolejnego  Nowego Cyklu Przemiany.

HerbWroclawia_kMostuSikorskiegoHerbowe Zwierzęta Wrocławia – Masoński Anioł-Skrzydlaty Dziad z Nawi/Zachodu w zastępstwie Bedrika/Skarabeusza, a Litera W  w zastępstwie Byka/Krowy/Woła (jednocześnie symbol Wrota Słowa:  Wrotu Słowa Wiary Słowian i Wrotu Słowian na swoje Włości (Włastów-Włostowiców herbu Łabędź)- Nawiańskiej Bramy Bram – odwrócone „M”)

– Czy  w 1998 roku, kiedy te słowa padły nie dotarliśmy do „odwróconej” wersji chrześcijaństwa, które gryzie własne dogmaty po ogonie?

Adam Mickiewicz – duchowy „bliski przyjaciel” Jana Pawła II, nie odważył się jednak w swoich XIX wiecznych heretyckich deklaracjach, zakorzenionych głęboko w filozofii przyrody i Przyrodzonej Wierze Słowiańskiej, iść aż tak  daleko w koncepcji poszukiwania owoców Prawdy z Drzewa Dobrego i Złego. Uważał, że tylko jednostka wybrana i naznaczona przez boga może z nim prowadzić dialog i może go osobistym doświadczeniem poznać – reszta ludzkości nie ma takiej możliwości. TU MICKIEWICZ SIĘ MYLIŁ – KAŻDY CZŁOWIEK MOŻE WIARĄ SIĘGNĄĆ PO KONTAKT BEZPOŚREDNI Z BOGIEM/BOGAMI/ENERGIAMI RZECZYISTNOŚCI. Herb_wroclaw.svg

Inna odmiana masońska Herbu Wrot-Sławia z Gralem – Ściętą Głową na tacy – symbolicznych Pięć Zmysłów i Ludzki Rozum (Graal)

Te twierdzenia Adama Mickiewicza były tak niesłychaną herezją w XIX wieku, że  wszystkich Towiańczyków uznano za heretyków. Mickiewicz w sprawie poznania przy pomocy ROZUMU nie był aż takim optymistą, jak Jan Paweł II. Nie był też optymistą jeśli chodzi o wiarę ludzi. Zdawało mu się, że nie są oni w stanie dokonać rewolucji Świadomościowej. Nie mylił się – wtedy rewolucja Świadomościowa była niemożliwa, a kontakt był dla Wybranych. Mylił się myśląc, że tak będzie już zawsze. Dzisiaj dzięki odkryciom nauki i rewolucji naukowo-technologicznej obalono mechanistyczny model Wszechświata i  kontakt jest możliwy dla wszystkich, którzy ten przewrót świadomościowy przeszli, ale jest możliwy wyłącznie bez dogmatów, bez doktryny i bez kościelnych pośredników, a więc po odrzuceniu Pisma Świętego i wszelkich innych Objawień. Z nimi jest zupełnie niemożliwy, bo to proces indywidualny, a nie proces sztywno zapakowany w ramy wyznaczone przez Nawiedzonych, czy Wszystkowiedzących.

To tylko jeden z dziesiątków przykładów Zmiany, które pokazują jak rozpaczliwie próbuje się dziś dostosować doktrynę do zmieniających się warunków świata i świadomości społecznej. Dzisiaj, słowa dalej idące niż 150 lat temu padały z ust heretyka, wygłasza sam namiestnik Boga na Ziemi i nakazuje wiernym ich przestrzegać – to znaczy nakazuje im „samorozwiazać się”, zlekceważyć Słowo z Księgi.

HIPERHEREZJA?! Przeoczenie?! 

Upadek dotyczy nie tylko jednej doktryny religijnej i jednego kościoła – chrześcijańskiego, dotyczy wszystkich religii doktrynalnych, także wszystkich w których obecne jest kapłańskie pośrednictwo między wyznawcą a Bogiem/Bogami . W mniejszym stopniu doktryn opartych na przyrodzonym systemie wiary – taoizmu i hinduizmu czy buddyzmu, ale ich także – bo i tam powstały księgi uniformizujące i rytuały bezwzględnie konieczne i pośrednicy – mnisi, którzy czerpią korzyści z tego „kim” są w systemie społecznym Pan – Niewolnik.

Upadek nie dotyczy tylko tej wiary, która posługuje się na równi Nauką oraz Intuicyjnym Doświadczeniem (ROZUMEM i WIARĄ), nie jest ograniczona żadną barierą w postaci doktryny czy dogmatów i nie uznaje żadnego pośrednictwa między Człowiekiem a Bogiem. Nie dotyczy zatem Wiary/Wiedy Przyrod(zone)y Słowian.

Czy po tych słowach myśliciela i filozofa katolickiego – Jana Pawła II, Nieomylnego Ojca Kościoła ten kościół katolicki, a także kościoły pochodne (judaizm, islam, protestantyzm, prawosławie, anglikanizm) oparte na Księdze – mają jakikolwiek sens istnienia? Te inne wyznania mogą oczywiście postąpić odrębnie i ogłosić, iż Rozum w dalszym ciągu jest „nieważny” w procesie poznania Prawdy, a liczy się nadal tylko Ślepa Wiara. Tylko czy to zmieni rzeczywiście ich położenie, czy też stanie się tylko kolejną Zasłoną Dymną i próbą wmówienia ludziom nieprawdy służącej utrzymaniu władzy kasty kapłanów.

Jak to się dzieje, że te słowa obraca się i miele na jęzorach w kręgach kościelnych i w ustach świeckich katolików i nie rozumie się ich treści i nie zauważa się ich prawdziwego znaczenia?Jak to się dzieje, że inni chrześcijanie nie komentują tej encykliki w duchu zrozumienia i „kontemplacji PRAWDY”? Nie chcą wracać do sytuacji prymatu Wiary nad Rozumem, a więc do epoki Inkwizycji Rozumu, w której żyli dziesiątki wieków?!

Aszera – małżonka Jahwe?

Persowie wierzyli

w odwieczną walkę dobra ze złem, czcili anioły, swemu najważniejszemu bogu o imieniu Ahura Mazda nie stawiali posągów ani ołtarzy. Nic dziwnego, że w swej prowincji Jehud popierali monoteistyczny jahwizm. Pod protektoratem perskim kapłan i \”znawca Prawa Boga niebios\” Ezdrasz dokonał kolejnej reformy religijnej (około 450 r. p.n.e. lub raczej początek IV w. p.n.e.), tępił obce kulty i surowo egzekwował zakaz małżeństw mieszanych, które \”splamiły ziemię od końca do końca\”. W tej rzeczywistości Jahwe nie mógł już mieć małżonki, towarzyszki czy chociażby hipostazy wywodzącej się z Ugarit. Oczywiście Ezdrasz i jego zwolennicy dokonali kolejnych zmian i uzupełnień w księgach biblijnych.

czytaj: http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/aszera-malzonka-jahwe

Dogmaty Biblii i Pisma Świętego zostały przez naukę, przez rozum, jak pokazaliśmy, obalone już dawno. Część z nich obalił Kopernik, dalsze Newton i następcy, jak Kant, a ostatnie obala się dzisiaj. A może to, co tam sobie ukochany papież Polaków, JP II paplał, dla nich się tak naprawdę nie liczy?! Może oni wierzą w coś innego, niż te ich Judeo-Chrześcijańskie Pisma głoszą?! Wierzą w swoją Ma(r)yę, w obraz rzucony im przez Mąda-Mikołę, a w głowach mają zamęt, a na jego dnie wcale nie „świetlisty dyjament”?

Czy to nie efekt owej Zasłony Dymnej roztaczanej przez Watykan i jego Episkopaty, o jakiej dopiero co wspomnieliśmy?

Na razie urwiemy ten wątek i powrócimy do niego we właściwym czasie, bo jest on istotnym elementem konkluzji na temat Wielkiej Zmiany.

Dla nas Rodzimowierców słowo „baja”, „bajka” czy „banialuka” (banialuk) ma dużo poważniejsze znaczenie, niż miano „baśń” czy „opowieść”. Te dwa ostatnie pojęcia określają jedynie wymyśloną, fantastyczną, wyśnioną „baję” – baję nie zakotwiczoną w rzeczywistości realnej i sakralnej, czy też „wieść-wić” niesioną ustnie od słuchacza do słuchacza, każdą rzecz mówioną – „opo-wieść”, albo wieść opowiadaną sobie z ucha na ucho, z drugiej ręki – „po-wieść”.

Rosyjska wyszywka – Letnie Święto SłońceWrota – Kupała. Na południowej półkuli, obecni tam Słowianie (Polacy i inni), obchodzić będą w dniach 20 – 26 grudnia właśnie to święto. Pozdrawiam z tej okazji ICH Wszystkich, także szczególnie wszystkich Polaków, którzy przebywają po tamtej stronie Równika. W tym bardzo bardzo gorąco mego duchowego brata Rafała Święckiego z jego Indiańską (Inti) Rodziną – w Peru i Ekwadorze.

U nas obchodzimy w tych dniach Zimowe Święto SłońceStania i Narodziny Światła Świata. Przez 3 dni Słońce Stoi w tej samej pozycji, nie przybywa dnia ani go nie ubywa. Słońce – Swarożyc (Sowarażyc- SuaRAżicz) Syn Niebieskiego Kowala, Pana Niebieskiego Ognia – SwaRAga/Hammona czeka na Narodziny Światła Świata,  a potem na wynik Dzikich Łowów na Bedrik (BedbRAnę, Bydronę – Bytełko-Bydełko Boże, Biedronę, Bedrig –  Bytu/Będu Ryg  – Wedrig – Wedy Ryg (ryg/ryk - ziarno, nasienie, okrzyk żądzy/rozkoszy-ruji, reg/rek – zboże, ryż, żyto, rzeka, ręka, ręko-wieść, poręka,  rag/rak – promień, czerwień, czerwony znak, rak,  pełzanie-cofanie, chcieć-raczyć, ucztować, rog/rok – róg, kąt, zamknięta przestrzeń, czas zamknięty, rig/rik –  wyrzut, wytrysk, narodziny, rug/ruk – ruja, rój, wydalenie-rugowanie, ruga, ukaranie – ruganie, wejście gdzieś w szyku – wmarsz), Wędryk – Wędrowiec.

Baja to opowieść o rzeczywistym ułożeniu Świata, o jego konstrukcji, o jego dziejach, to zapis  przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, to zapis wszystkich istności jakie istnieją, to Zapis Pełny Całej Materii Wszego Świata (tej widzialnej i tej niewidzialnej). Składają się na nią wszystkie możliwe wątki, wici i bajki – podania mityczne – wawiliony. Odwzorowaniem Rzeczywistej Baji/Materii Świata jest ziemski zapis zwany Tają, lub po prostu Zapisem – boskim podaniem danym do wierzenia, zakodowanym w znakach przyrodzonych – takich jak język, obraz, dźwięk, gędźba,pieśń, wiersz, ryt, tan.

Z tego podania – Taji/Zapisu – każdy członek Wiary Przyrodzonej Słowian, bierze dla siebie do wierzenia to, co na swoim etapie rozwoju chce/może przyswoić, chce/może zrozumieć, to co ma ochotę, co chce/może, co potrafi – włączyć w swój osobisty system wierzenia przyrodzonego.

Skoro wyjaśniliśmy czym jest bajka i Baja, która z bajek się składa, wyjaśnijmy też znaczenie pojęcia i miana „bania-luka” (banialuk). To miano także pochodzi z Wiary Przyrodzonej Słowian, od słowiańskiego przedchrześcijańskiego mitu (bajki, będącej częścią Baji). Bania Luka bowiem, to Bańska Łąka – Łąka Mokoszy.

„Bańska” czyli pełna „baniek” – oczek wodnych wypełnionych wodą żywą  – bań, baniek, baniaczków, baniorów i baniorków.  Banior, jak wiadomo, to także i dzisiaj określenie  oczka wodnego o baniastym kształcie – głębokiego, dawniej także oczka źródlanego. Bania, wiadomo dzisiaj, tylko ruska gorąca łaźnia, ale za pierwszych Piastów i Jagiellonów to Polska pełna była bań – taka łaźnia pospólna praktycznie działała w każdej większej wiosce. Gorąca woda, terma – wylęgarnia życia.

Bańskie Łąki pełne były zatem źródeł wody stanowiącej nośnik życia – być może wody termalnej, gorącej, bądź ciepłej, a może tylko  mineralnej, krystalicznej, zimnej, lub głębinowej – w każdym razie wody „bańkującej”, czyli bąblującej.

Taka woda bańkująca to  w pojęciu baju (bajki) wylęgarnia ożywionych bytów, zarodków oraz przędzalnia nieci żywota i przeznaczenia – Śnitek Wyroków Bogów Przeznaczenia.To tam na łące, pośród oczek wodnych i mgieł, w obłokach wodnej pary, plotą Mokoszowe Pajączki Bytu, z owych Śnitek, swoją Nieć Żywota. To te Nieci Żywota zbiera Mokosz z Dodolą i nawijają je na motki, aby potem Wid-Wij i Makosz -Źrzeb (Źrejący swą Źrenicą na Baję i w Zręb Baji Nieci Plotący) pospołu, razem z nimi, wpletli je w Materię Wszego Świata.

Trzy boginki Rodzanice dostarczają część owej Nieci, jako Wierg-Wyrok, nowonarodzonemu, nanizaną na Trzy Deszczułki/Patyczki (pątyczki – dróżki) zapisu owego Wiergu (wyroku).

Nieć Żywota rozpalają Rodowie (Rod  i Przyroda-Rodżana) a gasi ją swoim gasidłem Lelij-Smęt, bądź inni bogowie (zależy to od rodzaju śmierci: np. na polu chwały, od wróżdy, ze starości, przy zarazie, z otrucia, przy porodzie, w powodzi, trzęsieniu ziemi, od uderzenia piorunem, czy z jeszcze innych powodów).

Łąka Bańska Mokoszy, śnieci-nieci Mokoszych Pajączków  [foto Szymon Narożniak - okolica Strękowej Góry nad Narwią ]

Cała Niwa Mokoszów to jedna wielka  łąka – Łąka Bańska. Miano Banja Luka – Bańska Łąka nadano stolicy Serbii – (dzisiaj jest to, podobnie jak stara stolica Polski – Kraków, drugie co do wielkości miasto, ale już nie w Serbii). Nadanie tego miana plemiennej stolicy Serbów to nie żaden przypadek. Tu  i na Kosowym Polu  – gdzie znajdowały się pogańskie Święte Wzgórza i Święte Gaje oraz kąciny Bogów Kosu-Losu (Plątowe-Kosowe), miało się decydować Przeznaczenie Serbii – los całego kraju. Miano to zostało nadane grodowi z pełną świadomością jego znaczenia i z pełną wiarą w czarowną rzeczywistą moc tego miejsca. Tak samo było z Kosowym Polem. Dzisiaj Bania Luka jest bośniackim miastem, a Kosowe Pole należy do Albańczyków. Taki jest plon sprzeniewierzenia się przez Serbów starej Słowiańskiej Wierze Przyrodzoney.

Banja Luka – zamek Tvrdaja – czyli Twer – jak Twer albo Twarz – Twarz i Twornica i Twierdza Swąta, na Weli czyli Kłodź-Owal na szczycie Weli i rzeka Vrbas – Warbas – Wrząca i Wierzbowa – Vierszbowa jak na Wierchu Weli. Serce Bańskiej Łąki Serbów – żywe odwzorowanie Baji – mitu.

Słowo banialuka sprowadzone przez chrześcijańskich misjonarzy do pojęcia „bzdura”, „brednia” – jest więc sakralnym prastarym wierzeniowym, przyrodzonym określeniem, które „Nowe” religie spostponowały i poniżyły, wdeptały „w glebę”, sięgając po swoje uzurpatorskie rządy nad słowiańskim Światem.

Bania-luki – opowieści z Bańskiej Łąki – łąki gdzie kształtuje się przeznaczenie, przeznaczenie każdego ożywionego bytu, gdzie plecie się nieć ludzkiego żywota i żywota każdego stworzenia, i nieć całego Rodu – Plemienia/Ludu, czyli Zręb (Źrzeb) Żywota  – to nie były ” byle bzdurki”, lecz  przepowiednie przyszłości. Były one ujawniane przez jasnowidzów i wieszczów -przez kobiety wróżki – mokoszki (Mające Kos, Ma-kosz-ki, mające wiedzę o kosie-kusie-losie, znające Mo[c]Kosu ludzkiego i każdego innego bytu), na prośbę rodziców nowo narodzonego dziecka, lub każdej osoby zainteresowanej własną przyszłością, czy władców zainteresowanych przyszłością Ludu.

Tym się zajmują i dzisiejsze wróżki  – wróżeniem –  zwane tak wszak od słowa – wierg – wyrok – wyrokują one i wróżą/wrożą o przyszłości, osobom potrzebującym tej wiedzy, których w Polsce wciąż nie brakuje.

Pod Banja Luką Jezioro Manjaczi. W okolicy jest ich więcej. Jest tutaj wiodoczna góra Manjaczi. Na górze Banja Brdo postawiono pomnik bohaterów II wojny. Jest tych jeziorek i baniorów z gorącą wodą  w okolicy pełno- bo Banja Luka to znane uzdrowisko, oblegane  już od XIX wieku.

Wróżba nie jest wcale czynnością zabobonną, jak ją przedstawiają monopoliści od czarów spod znaku religii objawionych, lecz jest czynnością sprawczą dla tych, którzy w nią wierzą. W najbardziej ateistycznej, materialistycznej wersji, wróżba to dla wahającego się człowieka moment przełomowy, element wspomagający (choćby losowo) podjęcie decyzji. Czas od wejścia w posiadanie wiedzy na jakiś temat do jej użycia czyli podjęcia decyzji – to czas naszej ludzkiej, tak zwanej Wolnej Woli (Swątboda-Swawola), cały jej „pełny” zakres – potem działa już determinizm.

Kliknij i powiększ – Baja – Materia Świata – Aksamitna, Szlachetna Materia Niebieska – Granatowa. Widoczny jest wschodzący Mars i Orion – Credit & Copyright: Wally Pacholka of Astropics.com

Więc ta bajka, którą teraz opowiem  jest częścią Baji – Materii Świata – tej Baji, która była zapisana na boskim Owalu Światła Świata,  gdy Uwijany był Świat. Jest także częścią banialuki – opowieści Bańskiej Łąki. Jest też i baśniuszką – Bają Snu – przez sen po części  przekazaną i przez sen zobaczoną Rzeczy Istnością (podświadomą i zaświatową- zaświadomą oraz  nadświadomą).

Jest tymi wszystkimi bytami. Z pewnością nie jest zaś brednią ani oszukańczą manipulacją. Jest to prawda najprawdziwsza – opis faktycznego zdarzenia, które ma udokumentowane swoje konkretne daty, w które są wpisane dziesiątki konkretnych osób, które ma swoich świadków i swoje świadectwo prawdziwości. Jednak gdy sam sobie opowiadam tę historię nie mogę wyjść z podziwu nad jej wielowymiarową niesamowitością i bajecznością. To mimo wszystko fakty a nie s-f, fantasy czy komiks.

Stary Zapis Pal-Wana Zbruczańskiego – Świętowita. Nie dajcie się nikomu zbałamucić to jest wizerunek prasłowianskiego-scytyjskiego Boga Bogów. Tutaj przechyla się ku upadkowi nieuchronnemu – odrodził się tylko na chwilę w swoim starym kształcie byśmy mogli pojąć i zrozumieć jego wszystkie ryty i taje.

Ta bajka, którą tutaj opowiadamy, jest częścią Baji – Materii Świata, na której Wszystko Jest Zapisane – Co Było, Co Jest i Co Będzie – jest bajką o Nowym Świętowicie – rzeźbie. O nowym Słupie Palu Świata – Pal-Wanie.Ta bajka była zapisana na Owalu od zawsze, od samego początku.

Świętowit – jak wiadomo –  to bóg przedstawiony w różnych zabytkach i w różnych wersjach, lecz znany jest powszechnie przede wszystkim z głównego wizerunku, który nazywamy Słupem ze Zbrucza. Słup ten jest symbolem najważniejszym Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej – przedstawieniem najwyższego boga – Boga Bogów – Światła Świata – a z nim Zapisu, na czterech bocznych ścianach, całego porządku owego świata.

Powiększ i znajdź Carodunę oraz Gród Kyja na mapie Nurusji. Te dwa grody łączy szczególna więź – Więź Światła Świata. Podobny związek braterski zachodzi między Ślęgijskim Wrati-Slawiem i Harską Brati-Slawią.

Zapis ze Świętowita Zbruczańskiego ma różne swoje interpretacje i ma swoich interpretatorów, którzy rozwiązywali zagadkę tego zapisu i rozwijali rozpoznane jego znaczenie, według swojej aktualnej wiedzy. Trwa to  od czasu gdy go wydobyto z rzeki. Rzeźba ma ponad tysiąc lat i już sam fakt, że ocalała i że została odnaleziona w całości – jest pierwszym „cudem” lub „czarem” w tej bajce. Nie poświęcimy tutaj czasu na opis „czarownego” przybycia Pal-wanu Zbruczańskiego do Krakowa-Caroduny – prastarej Stolicy Nurusji (stolicy Ziemi Nurów i Harów-Harusów), z innej stolicy tejże Nurusji – Grodu Kyja-Kuja (stolicy Ziemicy Budynów) – to osobna niewiarygodna przecież a faktycznie zaistniała dziejowa baja.

Lilit-Lamia-Lassota-Czarodana-Caroduna – Czarna Królowa

Czy przyciągnął tutaj, ów Pal-Wan, magnetyczną siłą sam Bajbajoc – Stanisława Szukalskiego z „Kraka syna Ludoli”, czy też  Krak I, czy Czaroduna-Lilith/Lamija – Czarna Królowa z Lasoty-Krzemionek? Czy może „zaklął” ów pal-wan i „wezwał” do przybycia sam mistrz Jan Twardowski (co miał pracownię czarodziejską na Krzemionkach, a był dobrym znajomym studenta UJ, Jana Kochanowskiego) – czarownik Zygmunta Augusta? A może pal-wan został tu ściągnięty po prostu przez sam Wielki (Welski) Magiczny Kamień – Czakram (Mogtyczny Kamień – Kamień Mocy – Cz-ARKA-m Ziemi, Cz-ARKAN), na którym postawiono Gród Kraka – czyli Wawelska Skała. Tego pośrednio, acz trafnie, dowodzi, poprzez wskazanie związków czakramu krakowskiego z czarami, alchemią (al-Hammona- boga Młota, Kowala Niebieskiego – SwARA-ga), kabałą, astrologią i astronomią oraz Księżycem-Łuną, w swojej, wydanej w 1924 roku, książce ” Polskie Niebo”  Andrzej Niemojewski. Całkiem możliwe, że przybył tutaj ze wszystkich tych powodów na raz. A może dlatego, że tutaj działali spadkobiercy Łabędzi (po kądzieli, co u Łabędzi najważniejsze dla ich herbowości i czystej linii krwi, według bajki o G-RA-alu), Kołodynów i Odrowążów oraz inni Strażnicy Wiary? Niewykluczone, ale o tym kiedy indziej.

Według Wiki-pol: Prekognicja (późnołac. præcognition-, præcognitio, od łac. præcognoscere, „wiedzieć wcześniej”; od præ-, „przed, wcześniej, pra-” i cognoscere, „wiedzieć, być zaznajomionym z”, od co-, „z, razem; całkowicie, dokładnie, gruntownie” i gnoscere, noscere, gr. γιγνώσκειν gignōskein, „dowiedzieć się”) – w parapsychologii zjawisko paranormalne oznaczające wiedzę o zdarzeniach w przyszłości, której nie można wywieść z bieżącego stanu wiedzy (co odróżnia je od przewidywania, czy prognozowania)[1]. Pojęcie jest związane z jasnowidzeniem, jednakże nie powinno się go z nim utożsamiać (gdyż we współczesnej parapsychologii jasnowidzenie traktuje się bardziej jako wiedzę o tym co dzieje się w innej przestrzeni, lecz w tym samym czasie, a prekognicja oprócz psychotronicznej „podróży” w przestrzeni, daje dostęp do wiedz o przyszłych zdarzeniach)[2].

Podobnie jak wszystkie zagadnienia parapsychologiczne, prekognicja jest zagadnieniem kontrowersyjnym i jest odrzucana przez środowiska naukowe, a budzi wątpliwości nawet wśród osób zajmujących się parapsychologią. Kwestionuje się istnienie tego zjawiska, a także prawdziwość, bądź interpretację doświadczeń związanych z prekognicją. Nie istnieją wiarygodne źródła naukowe potwierdzające istnienie tego zjawiska i badanie go jest przykładem pseudonauki. Poniżej opisane jest stanowisko parapsychologii, z którym nie zgadza się większość naukowców.

Parapsychologia zjawisko prekognicji dzieli na dwa poziomy:osobisty – związany z przyszłością konkretnej osoby, ponadosobisty – dotyczący zjawisk społecznych, politycznych, gospodarczych, przyrodniczych itp. Ponadto zdolność prekognicji dzieli się na:natychmiastową – tj. polegającą na umiejętności przewidzenia zdarzeń, które nastąpią w bardzo krótkim czasie (rzędu kilku sekund),oddaloną w czasie – tj. polegającą na umiejętności przewidzenia zdarzeń odległych w czasie (np. mających nastąpić za rok).

Kwestia istnienia ludzi posiadających zdolność prekognicji jest bardzo kontrowersyjna z naukowego punktu widzenia. Jakkolwiek istnieje wiele relacji historycznych i współczesnych osób, które miały „wizje” przyszłych zdarzeń, wszystkie one mają charakter post-factum i jako takie nie mogą być traktowane jako przekonujący dowód na istnienie tego fenomenu.

[Komentuję tę definicję na użytek osób oświeconych, tj. myślących i widzących świat całościowo (holistycznie): Naukowcy rzeczywiście w swej masie i większości nie zgadzają się na istnienie prekognicji. Opis prekognicji przedstawiony w polskiej Wiki, a zwłaszcza ostatni jego akapit, jest typowym ateistycznym bredzeniem/brodzeniem w Ciemności. Gdyby któryś z tych naukowców naprawdę chciał zbadać ten problem mogę dostarczyć dowody wprost i to drukiem z powieści "Śmierć buntownika", na temat tzw. "wybuchu gazu w Rotundzie Warszawskiej PKO". Takich udokumentowanych  prekognicji jest oczywiście więcej, nie tylko w moim życiu. Są o tym na You Tube filmy amerykańskich eksperymentatorów, którzy przez ostatnie 30 lat pracowali dla US ARMY I OBJĘTE BYŁY ICH PRACE tajemnicą obronności USA. O tym właśnie mówimy w niniejszym artykule. Rzecz nie kończy się na samej  prekognicji w przestrzeni jaźni, lecz od niej się zaczyna a kończy na przedmiotach nie myślowych a rzeczywistych  - prekognitach - artefaktach z zapisem przyszłości - takich choćby, jak Świętowit Joanny Maciejowskiej, Świętowit Bartosza Wilczkiewicza, czy "Nowe przygody Baltazara Gąbki - na tropie Czarnej Dziury" CB]. 

Nowy Świętowit pojawił się jako przekaz  już w kwietniu 2011 roku w pewnym miejscu na Ziemi, pośród Słowiańskiego Ludu. Lecz poza małą grupką przyjaciół nikt o nim nie wiedział, ani o nim nie słyszał. Wykonał go w glinie pewien młody człowiek – Bartosz, pasjonat Słowiańszczyzny i Rodzimowierca. Wykonał go spontanicznie nie zastanawiając się dlaczego zmienia wygląd jego bocznych ścian, ani dlaczego zmienia te ściany w taki a nie inny sposób. Widać tak miały być wykonane. Załóżmy, że RzeczyIstność nie jest ciągła – wynikowa, lecz jest synchroniczna, a nade wszystko jest Nieskończoną Świadomością.Takie wydarzenia jak to właśnie, powodują, że przyjmuję do wiadomości, iż  istnienie Nieskończonej Świadomości rozciągniętej także poza wymiarem obserwowanego przez nas na Ziemi Czasu, stanowi najprostsze i najprawdopodobniejsze wyjaśnienie nieustannego manifestowania się prekognitów (przedwydarzeń/przedtworów) oraz  zjawisk synchronicznych co do czasu, a także „odkryć”/”wizji” aktywujących się w rożnych istotach/osobach i miejscach przestrzeni oraz materializujących się na różne sposoby, w  tym samym momencie czasu.

Andrzej Niemojewski Polskie Niebo (fragment)

[polecam gorąco dla przypomnienia tym, którzy to już czytali, ale w kontekście nabywanej nowej Wiedy, tekst układa się zupełnie inaczej i jest inaczej zrozumiały. Widać, że czasami niektórzy autorzy wywalają otwarte drzwi np. na niektórych portalach, gdzie dużo jest analizy "naukowej" różnych związków pomiędzy religiami czy pojeciami mitologicznymi. Tutaj na przykład, u Andrzeja Niemojewskiego jasno widać, że to co niektórzy Racjonaliści na Racjonalista.pl odkrywają jako rewelację (np. Prace Heraklesa jako droga zodiakalna, Zodiak oparty na podstawie krzyża i 8 żywiołów, Taniec Żurawia i Zasada Lustra albo Znaczenie Labiryntu i Wzgórza-Wieży/Góry/Hary Wawel/Babel, zapisu-wawilionu - że to jest znane Strażnikom Wiary Słowian od dawna i nigdy nie zaginęło. Nie trzeba tego odkrywać na nowo, wystarczy tylko uwierzyć temu co oni przekazują.

Czas się skupić na POZYTYWIE - czyli zdemaskować przekręcenia takie jak np. kolejność Prac Heraklesa-Perprzechwały i dojść co z tej kolejności wynika dla dziejów prawdziwych Świata, dla Zodiaku , dla Ładu Nieba, a nie wciąż odkrywać "pokręcone" w mitach greckich  znane już związki. To samo dotyczy 44, słowa bog-baga, Kotła Dagdy, czARKi Skołockich Kaganów, Świętego Grala, czy 3-dniowego SłońceStania w grudniu itp. Czas poznać PRAWDĘ na temat ich znaczenia, a nie wciąż powtarzać, że ta PRAWDA Istnieje. To spostrzeżenie nie dotyczy tych osób, które skupiają się na analizie i poznawaniu faktów, bo wciąż jeszcze nie wierzą. One podążając za takimi wywodami (naukami) zmierzają dopiero ku Wierze. CB]

W jaki sposób, jak nie poprzez takie wydarzenia (prekognicje – wyprzedzające fakty w czasie i prekognity – obiekty będące dowodami dla „racjonalistów”) moglibyśmy się inaczej w ogóle dowiedzieć o zasadzie synchroniczności Rzeczywistości i Kreatywności Świadomości w sferze materii? Tylko jeśli Rzeczy Istność  jest synchroniczna i kreatywna  nowy Zapis Pal-Wana mógłby powstać kiedykolwiek i gdziekolwiek (w dowolnym czasie i miejscu). Jednak nie było to kiedykolwiek tylko w kwietniu 2011 roku, ani nie było gdziekolwiek tylko w Europie Słowiańskiej, w „chwilowym” domu Bartosza – poza Polską, ale to było też w tym samym czasie w Krakowie, było na Ślęży, pod Kutnem, w Białymstoku i Nurcu, i w innych miejscach.Prekognicje i prekognity są bowiem komunikatami RzeczyIstności (Nieskończonej Świadomości) skierowanymi do Istot Świadomych. Dlatego muszą być skorelowane w czasie i przestrzeni. Prekognity – takie jak np. mapa Piri Reisa są skorelowane z odpowiednim zasobem wiedzy Istot Świadomych. Ta mapa nie mogła zdziwić nikogo w XVII wieku, bo wiedza geograficzno-astronomiczna tamtego okresu była zbyt niska. Dysk z Nebry nie mógłby przemówić do nikogo w wieku XIX kiedy wiedza astronomiczna była zbyt nikła aby go jednoznacznie zinterpretować, piramida Visoko nie powiedziałaby nic nikomu przed epoką znacznikowania węglem C14. Ale są też prekognity sięgające bardzo niedalekiej przyszłości i pojawiające się na krótko przed jej spełnieniem się. O nich tutaj mowa.

Cały wielki ciąg dziwnych wydarzeń zaczął się rozgrywać mniej więcej w tym samym czasie, a wiele rozproszonych i niemożliwych wtedy do połączenia wątków zaczęło prowadzić ku jednemu centralnemu (ośrodkowemu) wydarzeniu. Oczywiście bajka ta jak wszystkie inne wawiliony jest wpleciona w D(A/y)-wan – Baję Świata, a więc poprzez różnorodne sploty sięga samego Rdzenia Istoty, a także innych wątków i innych początków.Można by jej poczęcie przesunąć dowolnie w czasie, bo jeśli ktoś przeczytał uważnie wiadomości na Czarnym Pasku (po prawej) to widzi, iż Strażnicy Wiary Przyrodzoney Słowian działali nieprzerwanie od starożytności, w tym także intensywnie przez Ciemne Wieki (Średniowiecze) aż do dzisiaj, a więc przez czas, gdy Wiarę Przyrody wypalano wśród Słowian „ogniem i mieczem”.

Można by jej współczesnego „wznowienia” upatrywać w upublicznieniu zbioru Wiedy  na temat Boginek, Bogunów – czyli Stworzy oraz Demonów – czyli  bytów Z-Dusz Powstałych, „Stworze i Zdusze” w roku 1993 w Krakowie. Albo w roku 2000, kiedy upubliczniono „Księgę Tura” (spoczywającą do wydania w wydawnictwie Baran & Suszczyński od 1998 roku), wokół której skupiła się następnie znaczna liczba osób. W roku 2000 – nieco później także T.S. Marski opublikował swoją Księgę Popiołów. Dzisiaj, kiedy genetyka zadała taki paskudny cios historykom i archeologom rżącym z jego, z moich, i z profesora Kostrzewskiego teorii, ogarnia mnie dziwny wewnętrzny chichot – chociaż jest to chichot nieco smutny, lecz jednak tryumfalny! Ta sytuacja,  walki z wiatrakami kilku kompletnie wyśmianych „Don Kichotów”, powinna natchnąć nadzieją wszystkich tych, którzy samotnie stają przeciw powszechnym sądom. Warto! Pokazał to także Kopernik i Galileusz i wielu innych, którzy nie poddali się owczemu pędowi za samcami alfa, stosującymi nawet fizyczne wykluczenie na stosach Inkwizycji Rozumu.

Albo może powinien to być rok 2001, kiedy zapada decyzja o powtórnym wydaniu Księgi Tura, pojawia się radiowe nagranie odcinków Księgi wykonane przez Romanę Bobrowską i Ewę Kolasińską, ma miejsce spotkanie ze Zbigniewem Turlejem (po jego powrocie z Los Angeles) i z jego Fundacją oraz z Jerzym Przybyłem, a też podeujmuje się decyzję o tym, że powstaną rzeźby i obrazy tworzące ikonografię Księgi oraz że zostanie uruchomiona nowa strona internetowa Mitologii Słowian. Można by ten czas skojarzyć także z rokiem 1995 – i rejestracją Słowiańskiej Wiary jako związku wyznaniowego (RKP – Lecha Emfazego Stefańskiego), ale można by go przesunąć równie dobrze wstecz, do czasu Koła Czcicieli Światowida i dalej do początków Szczepu Rogate Serce albo do Zadrugi – w lata 20-ste i 30-ste XX wieku. Początek pracy nad książką „Stworze i Zdusze” i „Księgą Tura” (SSŚŚŚŚ) to rok 1981, a ostatnia inicjatywa rejestracyjna Koła Czcicieli dokonana przez Franciszka Kołodzieja to rok 1978. Słowiańska swadźba w rodzinach Białczyńskich i Pagaczewskich to 20  sierpnia (zrękowiny 20 czerwiec – Kupała-Kres)  1972 roku. Oficjalna inicjacja pokrewnego Wierze Przyrody Buddyzmu Zen w Krakowie to rok 1976. A Wyspiański, Trentowski, a Chodakowski, a Kochanowski, a Rej z Nagłowic? A Bracia Polscy, Mickiewicz, Słowacki, Norwid i Promieniści?!

Tak, tym sposobem można by się cofać w nieskończoność, aż do Piotra Włosta i Jaksy z Kopanicy. I do Bolesława Zapomnianego oraz Masława – nie zapominając o Bolesławie Śmiałym (od jakiegoś czasu nazywanym po faryzeuszowsku Szczodrym, który jak udowodnił Strażnik Wiary Tadeusz Wojciechowski, wykonał zasłużony wyrok śmierci na biskupie Stanisławie w świętych ogrodach Skałki – w dawnym Świętym Gaju i miejscu kultu, gdzie Źródło Święte Pogan – za zdradę, za knowania z Niemcami i Watykanem przeciw królowi i Polsce Piastów), o królu Władysławie Łokietku (który odnowił Polskę z dzielnicowej ruiny wychodząc z Ziemi Ojców i Jaskini Ojcowskiej – Ojca Ojców, z MACIERZY, z Groty, z Macicy MATKI ZIEMI), o Janie Twardowskim, Kazimierzu Auguście, Kazimierzu Wielkim co stawiał Kopiec Matki Ziemi, zwany Kopcem Esterki i o Władysławie Jagielle znanym czarowniku-burtniku z Litwy i o całym wydziale Al-Hammona i sztuk wyzwolonych (alchemii i wiedy pitagorejskiej) z Uniwersytetu Jagiellońskiego Królowej Jadwigi. Moglibyśmy ciągnąć ów wątek-wawilion w najdalszą dal, ale poprzestaniemy na współczesności.

Najistotniejszy dla Związku Osób występujących w tym wydarzeniu, dla tego Wątku-Wawilionu Baji wydaje się rok 2008-2009, a dla wątku Nowego Pal-Wana Świętowita i jego Taji-Zapisu kwiecień-czerwiec roku 2011. Tak się dziwnie składa, iż niektórzy twierdzą, że czerwiec 2011 roku to czas poważnego odcięcia pierwszych najniższych poziomów fraktalnych Ducha w procesie Wielkiej Zmiany. Zbieg okoliczności? To czas, kiedy „źródło” drążące „skałę” wytrysnęło już tęgim gejzerem, rozświetlając mroki spowijające materię Słowiańszczyzny i Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y jasnymi i mocnymi promieniami Światła Świata.

Świętowit Wielkiej Zmiany: Joanna Maciejowska – Wielka Zmiana.

Ten obraz przedstawia Świętowita o pustych ścianach.   Na obrazie Joanny z pustych segmentów rozkawałkowanych w przestrzeni i czasie, wyrastają kwiaty w kolorach życia i miłości: czerwieni i zieleni. W pełni się zgadzam z interpretacją tego obrazu prezentowaną 1-2 września na Tąpadłach przez Tadeusza Owsianko, a wcześniej w Naszej Telewizji.

Takie samo wyobrażenie Świętowita Zbruczańskiego (Pal-Wana)  jako rzeźbę „pustego”  Świętowita Wielkiej Zamiany wykonał Bartosz Wilczkiewicz, w tym samym okresie w Norwegii, kwiecień- czerwiec 2012 roku. W tym czasie oni oboje oczywiście jeszcze się nie znali, ani nawet o swoim istnieniu nawzajem nie mieli pojęcia.

Tak więc Świętowit Wielkiej Zmiany pokazał się dwukrotnie, w dwóch niejako formach i dwóch odsłonach , w dwóch miejscach Europy w tym samym czasie – wykonany niezależnie przez dwoje nie znających się artystów. Dlaczego dwie formy i dwie osoby? Przecież mogło ich powstać 5, 10, 15. Dlaczego właśnie takie – przecież mogły być rożne, choćby takie jak ten z kwietnia 2011 roku? O tym  za chwilę, bo to także ma głęboki sens.

Z Bartoszem Wilczkiewiczem spotkaliśmy się po raz pierwszy 1-2 września, wtedy dołączył do nas na Tąpadłach, podczas dużego spotkania grupy około 200 osób. Przybył pokonując liczne przeszkody, prosto ze Słowenii, w ostatniej chwili, wieczorem pierwszego dnia spotkania, pociągiem z Gdańska do Wrocławia i dalej sobie tylko znanym sposobem. Trzeba było – przyznacie – dużej motywacji i napędu – żeby odbyć taką podróż, musiał mieć głęboką potrzebę bycia tam i być zdeterminowanym.

W 2009 roku, od Góry Ślęży zaczęły emanować wyjątkowo mocne energie, które zgromadziły wokół niej społeczność Wolnych Ludzi, a także zwróciły uwagę osób żyjących w większym oddaleniu od Ślęży. Wtedy już od kilku lat tryskało też Wawelskie Źródło  Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Jego aktywność nie wynika z obecności tutaj żadnych konkretnych osób- oczywiście manifestuje się poprzez konkretne osoby, lecz to obecność tutaj tych osób wynika z aktywności tutejszego Źródła Mocy – Czar-kramu Wawelu (Wą-Welu), a nie na odwrót. Jak gdzieś chyba wspominałem, ja w tym źródle krakowskiego czakramu jestem skąpany po uszy od urodzenia, nawet go nie czuję jako jakiejś niezwykłości. Ci którzy przeszli przemianę i widzą już świat całościowo, dostrzegają bez trudu aktywność tego źródła. Manifestuje się ona wyjątkowym nagromadzeniem czarownej mocy w tym grodzie, osadzonym wokół CZAR-KANU (kany czaru, czakr-ramy, czar-kramu, czar-kranu, czAR-kanu) Wąwelskiego (Wą- wewnątrz Welskiego – welego-wielkiego-welańskiego). Moc ta uruchamia od wieków inicjatywy organizacyjne i przekazy wiedy Wiary Przyrodzonej Słowian oraz przyciąga wciąż na nowo licznych wiernych, którzy nie zaprzestają praktyk ani obrzędów pogańskich oraz dokumentują swoją aktywność i obecność odwieczną zostawiając nienaruszalne znaki owej obecności Kultu Przyrody i Wiary Przyrodzonej Słowian w Krakowie i okolicy. 

indeks21

Krystaliczna Siatka Ziemi – ze strony Livii Ether – Livia Space

Niekiedy pojawiają się głosy kwestionujące zarówno moc Czakramu Wawelskiego i w ogóle jego istnienie, jak i podważające istnienie i moc i ośrodkowe znaczenie Czakramu Ślęży. Musimy tutaj sprecyzować jasno i dobitnie, że istnienie bądź nieistnienie czakramu to nie jest jakaś sprawa Zapisu w Świętych Księgach, ani arbitralnych decyzji tzw „autorytetów” z krajów anglosaskich, czy z Indii – czyli ludzi, którzy zgoła nic o Polsce nie wiedzą, lub słyszeli piąte przez dziesiąte, albo są znawcami Kabały czy Nowego Testamentu. To jest kwestia zupełnie racjonalna – radiestezyjna, geologiczna, geo-magnetyczna a nie inna – np. kronikarska, czy tajemna. Coś działa i ma moc, albo nie działa i nie ma mocy. Jeśli leży w Siatce Krystalicznej Matki Ziemi to najprawdopodobniej działa – mocniej lub słabiej – lecz działa. Takie są prawa fraktalne i to wynika po prostu ze Świętej Geometrii – więcej dowodów nie potrzeba. Ci którzy kwestionują w ogóle bioenergię, radiestezję, bioenergoterapię, akupunkturę, magię i inne manifestacje Nieskończonej Świadomości, będą musieli zmienić zdanie wraz z ujawnianiem coraz nowych faktów przez Świat Nauki, za którym chętnie po małpiemu powtarzają swoje sądy. Ten świat nauki podaje im do wiadomości wiedzę zdezaktualizowaną, pochodzącą jeszcze z XIX lub XVIII wieku, albo zakłamaną o 50 lat wstecz. Jest tak, zwłaszcza gdy chodzi o technologie i odkrycia mogące mieć zastosowanie wojenne, przez to, iż są one objęte tajnością. Wystarczy popatrzeć na mapę poniżej żeby zobaczyć,  iż te punkty leżą w Siatce i są w niej mocno osadzone. Linia Galdhoppigen – Kosz (Koszalin) – Gniezdno – Jasna Góra – Kraków – Serabit – Góra Synaj (Hathor) jest idealnie równoległa do Linii Nyse – Ślęża – Cheops – Amarna. Mało tego Linia Góra Nyse – Arkona – Ślęża – Piramida Cheopsa – Amarna (Mornyja) – jest linią identyczną z sygnalizowanym przez Starożytnych torem komety wymienianej przez Sumerów i Asyryjczyków. Do tego Ślęża leży na równoleżnikowej linii z L’ARK Hill na Kamczatkę do jej cypla z wieloma ważnymi węzłami Siatki Krystalicznej po drodze (choćby Jasną Górą i Świętym Krzyżem-Łyścem czyli  Świątynią Dziewięciu Kręgów, a także Górą Kuja-Kyja Kijowską).

eurazjaPodboje Widnura 3 Uzupeł

Te linie równoleżnikowe, południkowe i skośne, pod kątem 45 stopni linie, nie są przypadkowe – to geo-elektro-magnetyczna Siatka Ziemi [koniecznie kliknij i powiększ]

W postaci pisma (druku) Źródło Krakowskie tryskało Wiedą Tajemną Wiary Przyrodzonej niejeden raz w ciągu wieków, można powiedzieć wręcz, iż nieustannie tryska odkąd zaczęto stosować powszechniej pismo. Rozkwit tego rodzaju druków miał miejsce nie przypadkiem za Jagiellonów, ale i później znajdowano protektorów dochowania tajemnicy Wiary Rodzimej w zapisach,Strażników Wiary Przyrodzoney Słowian – jak choćby Czartoryscy, Odrowąże i wiele innych rodów szlachty, godnie niosących Światło Świata przez wieki i głoszących Wiedę Wiary i poświadczających jej nieprzerwany ciąg. Ostatnie wzmożenie aktywności drukarskiej w tym względzie to 1993 rok, który przez wydanie książki „Stworze i Zdusze” i jej promocję w Muzeum Etnograficznym w Warszawie dzięki Janowi Sulidze oraz przez cykle artykułów w Gazecie Wyborczej w sierpniu bodajże o(o ile dobrze pamiętam) a następnie październiku 1993 roku (lub coś koło tego), uczynił pierwszy wielki wyłom w Murze Milczenia na temat Wiary Przyrodzoney Słowian.

Pierwsza elektroniczna internetowa publikacja złożona z tekstów Stworzy i Zduszy pojawiła się w roku 1995 w Los Angeles – siedzibie Stanisława Szukalskiego i  Szczepu Rogate Serce - na stronie Iwony Szymańskiej – jednej z pierwszych wiedunek SSŚŚŚ: http://www.Najmici.net„O Wielkim Dzbanie Zerywanów”. Związek między Źródłem Krakowskim a tymi w Nowym Świecie: w Los Angeles (przez S. Szukalskiego, przez Z. Turleja), w San Francisco (przez Allena Ginsberga, przez Najmitów) i w Chicago oraz Nowym Jorku, a także z Toronto, gdzie byłem korespondentem z Polski „Gazety” i jej dodatku literackiego „List Oceaniczny” w latach 1991-1995, kiedy przymierałem w Polsce głodem z zakazem druku po „Polskim łączniku” (Gazeta Krakowska 1991) – jest bardzo mocny, i trwa przez cały czas naszego działania na rzecz i w imieniu SSŚŚŚ.

W postaci wirtualno-elektronicznej, internetowej trysnęło onoż Źródło Krakowskie, po raz pierwszy publicznie w roku 1998 – 3 lata po stronie WWW amerykańskiej – jako strona-portal Patrenzia Princites – Kraina Księżyca, Black-Blue-Art i kodyzmu polskiego. Działała pod tym szyldem do roku 2005. W 2002 z serwera Kei.pl, ruszyło kolejne Źródło jako Portal Księgi Tura i Czwórksięgu Słowian w Fundacji, która dokonała drugiego wydania księgi. Jarzyło się ono monotonnym światełkiem aż do końca roku 2009. Wtedy to tamta fundacja upadła, a SSŚŚŚ rozbłyska po raz trzeci w sierpniu 2009, z siłą Nową (NOVĄ) a raczej z siłą Supernowej, z nowego portalu – Portalu Światła Świata.

Z czasów pierwszego portalu PP/KK włączono tutaj teksty o BlackBlueardach, o Eko-Ekumenie, o Świętach Wielkanocnych: „Tan 3 Wielki – Starosłowiańskie Święto Wiosny (Święto Świąt), czyli Wielka Noc Nowego Roku„, „O Wielkim Dzbanie Zerywanów”, o Wielkich Bitwach Niebieskich i Dzikich Łowach oraz „Stworze i zdusze” (uzupełnione i rozwinięte), a także „Kodyzm i kodyści polscy, kiedyś i dziś – sztuka eksperymentalna”  wraz z dużą częścią tego działu – czyli utworami kodystycznymi. Znalazła się tutaj też część materiałów o Naszej Rodzinie i  Zadrudze np. o Stanisławie Pagaczewskim.

Z drugiego  Portalu, Fundacji Turleja znalazły się na tym blogu także liczne artykuły, takie jak:  Wstęp – pt „Co to za strony„, artykuł „Słowianie najbardziej tajemniczy lud na Ziemi”, „Księga Tura do posłuchania – w hołdzie Romanie Bobrowskiej, czyta Ewa Kolasińska”   (uzupełnione o epitafium pośmiertne dla Romany Boborowskiej), „Polska wizja Słowiańskiej Baji – Jerzego Przybyła”, fragmenty kilku taj z Księgi Tura, profesora Witolda Mańczaka „Zachodnia praojczyzna Słowian”,  oraz Dobrosława Wierzbowskiego, niezmordowanego słowianofila, artysty i miłośnika kultury scytyjskiej,mam nadzieję nadal  sympatyka  SSŚŚŚ –  ” Dekoracja starosłowiańskich pisanek, ich symbolika i znaczenie”. Ten ostatni artykuł jest jednym z popularniejszych na portalu nieprzerwanie od samego początku – już od czterech lat.

historia-polski

Jeden z rozlicznych prekognitów. Publikacja w Przekroju nr 2191 z dnia 7 czerwca 1987 roku. Jak widać na obrazku, w tamtych czasach ciężkiej Cenzury Jaruzelskiego, można było w czasopiśmie cenzurowanym zamieścić taki utwór jak powyżej  – zwany „Syntetyczna Mała  Historia Polski”. Zamieszczono go tam jako fragment powieści „Stworzenie pustyni” , której Cenzura nigdy nie zezwoliła wydać i nikt jej nie wydał także w III RP do dzisiaj, bo mówi ona prawdę o schyłkowym PRLu – jest zbyt dosadną lekcją poglądową dla młodego pokolenia, które od 20 lat nie dostało żadnej porządnej literatury na temat tamtego okresu. W utworze widać ciąg „powstań narodowych” przeciw Komunie w okresie powojennym, zaczynającym się od II Wojny i tzw „Wyzwolenia” : 1939-1945-1956-1968-1976-1970-1980-1981.  1981 to Stan Wojenny, który kończył tamtą epokę historyczną. Lecz co zostało zapisane na koniec? – 198? – W 1987 roku zostało zapisane, że kolejny Przełom i rewolta nastąpi najdalej w 1989 – znak zapytania – „?” wyraźnie przypomina „9” – nie została tam wstawiona  „7”, „8” – ani żadna inna data np 199? – To właśnie prekognit, bardzo podobny do tego na temat „wysadzenia” Warszawskiej Rotundy ze „Śmierci buntownika”. Jeżeli któryś z „naukowców” chce większych i twardszych dowodów prekognicji  to zapraszam do współpracy – chętnie przedstawię. Przekrój nr 2191 do wglądu we wszystkich porządnych bibliotekach publicznych w Polsce. Dokładne omówienie zawartości utworu jest tutaj: http://bialczynski.wordpress.com/powiesci-poezja-sztuka-eksperymentalna/kodyzm-i-kodysci-polscy-kiedys-i-dzis-sztuka-eksperymentalna/syntetyczna-historia-polski-z-roku-1987/

Rok 2009 jest zdecydowanie przez wszystkich uczestników tego procesu prekognicyjnego związanego z Wielką Zmianą określany jako zwrotny w ich wewnętrznym rozwoju i myśleniu o świecie. Wtedy byliśmy odizolowani od siebie, osamotnieni w Mateczniku Polskim, lecz wrzały w nas już wewnętrzne płomienie i trwała wewnętrzna praca, z której jasno wynikały kolejne inicjatywy i działania. Iskra zamieniła się w ogniska rozsiane po Polsce. Ale już w roku 2008 Wojciech Świętobor Mytnik, dla mnie nieodmiennie członek naszej Zadrugi, Koła i Szczepu, wydaje jako Zerivana świetną płytę Velesvarun, inspirowaną Księgą Tura, a potem publikuje doskonałe słowiano-rodzimowiercze wiersze.

Z końcem roku 2008 Słowiańska Wiara (Związek Wyznaniowy Zachodniosłowiański) przyznaje Czesławowi Białczyńskiemu Słowiańskie Dęby. Jest to impuls do spotkania, które odbywa się pod Wierzycą (Wieżycą) 21 marca 2009 roku. Spotkanie gromadzi około 250 osób, odbywają się obrzędy wiosenne. Obrzędy zupełnie czarowne, przy czystym rozgwieżdżonym niebie, dokładnie w I kwadrę Księżyca, z ogniskami i topieniem Marzanny w źródle u stóp wąwozu. Z przelotem Skylabu nad głowami zebranych, z niesamowitym wzruszeniem, jakie towarzyszyło mi gdy zdałem sobie sprawę, że o czymś takim marzyłem – Marzyłem żeby dożyć chwili kiedy odżyją całkiem serio Publiczne Obrzędy Przyrodzonej Wiary-Wiedy Słowian! To wydarzenie miało wspaniały rozmach, zgromadziło masę osób, przede wszystkim młodych, było tak czyste, pozbawione jakiejkolwiek polityczności czy ideowości – poza jedyną treścią, treścią wierzeniową – To Było Prawdziwe Święto Odrodzenia Słowiańskiej Wiary, WIARY PRZYRODY. Wspaniała atmosfera, ognisko rytualne, pochodnie, przepyszne stroje żerców, barwne stanice bogów i drużyn wojów, ubiory słowiańskie, radość, spontaniczność, odtworzony cały ryt – a potem spotkanie wieczorne, kolacja itp. Czuliśmy się z Anną w tej gościnie obrzędowej i na tym spotkaniu, jak u siebie w domu, jak w „Wielkiej” Małejpolsce (Galicji, Białej Chorwacji) – jak za czasów naszych Dziadów – zawieszeni pomiędzy Budziszynem a Budapesztem, Pragą a Lwowem, Kijowem a Wilnem, pomiędzy Krakowem a Wrocławiem – bo Wrocławianie to ludzie z całej DAWNEJ Polski Wielkiej, z dawnej Galicji, potomkowie Wygnańców z Ukrainy i Łemków i innych Małopolan spod Kijowa, z Grodna i z całej Białorusi,potomkowie Polaków z Litwy, z Wilna i z innych miast i miasteczek i wsi, z Inflant i z Królewca, ze Słowacji, Uhorza-Nadbołotonia, Wołoszy i Pokucia – potomkowie wspaniałych ludzi i wielcy patrioci. To także dzieci i wnuki repatriantów z Kazachstanu i Syberii. Patrioci choćby z racji tego, co przeszły, co przeżyły w dziejach ich rodziny i zadrugi, i ich społeczności plemienne.

Jeśli chodzi o kontakty ze Ślężą i Śląskiem byliśmy wtedy, ja i moja żona, Czystą Kartą. POCZULIŚMY SIĘ TUTAJ – Na STARYM ŚLĄSKU Lęgijskim ZUPEŁNIE DOSKONALE. Wtedy mimo, iż podjęliśmy drogę na Ślężę nie dotarliśmy jednak wcale do niej. Skończyliśmy drogę na Wierzycy (Wieżycy). Wkrótce rozpoczęła się też bliska współpraca owego Związku Słowiańskiej Wiary i SSŚŚŚ, ruszył ich portal i rozpoczęły się wzajemne przedruki artykułów oraz wspólne inicjatywy. Dzisiaj przypuszczam, iż nie dotarliśmy tam, na Ślężę, bo nie wszystko było jeszcze „gotowe”. Nie było tam repliki Świętowita, Pal-Wanu ze Zbrucza, wykonanego ręką polskiego rzeźbiarza w nowym tworzywie – tworzywie nietrwałym, które zwraca naszą uwagę ku PRZYRODZIE i MATCE ZIEMI.

IMAG0675Świętowit Wielkiej Zmiany wykonany w Norwegii przez Bartosza, w kwietniu 2012 roku

Co się dzieje potem? W lecie 2010 roku pod Wawelem pojawia się Wysłannik Ślęży, z wieścią o konieczności i naglącej potrzebie natychmiastowej współpracy i skupienia się wokół Słowiańskich Korzeni. Przywozi dobrą wieść o tym, że Księga Ruty musi być wydana i będzie wydana choćby się miało walić i palić. Ale to jeszcze  nic, to dopiero początek.

Praca nad Księgą Ruty została ostatecznie zakończona nad Jeziorem Rożnowskim w Tabaszowej 26 sierpnia 2010 roku w 58 urodziny Autora.  Po powrocie do Krakowa na Portalu Światła Świata Autor znajduje wpis Posłańca Ślęży, o konieczności spotkania w sprawie wydania Księgi Ruty (skończonej kilka dni wcześniej i wtedy jeszcze publikowanej zaledwie ułamkowo na Portalu  SSŚŚŚ), z numerem telefonu i nazwiskiem. Dochodzi do rozmowy telefonicznej i w chwilę potem,  w 2-3 tygodnie, do spotkania w kawiarni Loża, która staje się od tego czasu miejscem stałych spotkań uczestników SSŚŚŚ w ważnych sprawach. Kwestia druku nie jest jeszcze wtedy przesądzona, choć zasygnalizowana i pada deklaracja. Pada kwestia organizowania ruchu środowiskowego wokół portalu Światła Świata, ale żadne formalne ramy nie są rozpatrywane. Tym bardziej, nie została poruszona kwestia Wielkiej Zmiany. Oczywiście wtedy już chyba od dobrych kilku miesięcy szukałem ponownego wydawcy „Stworzy i Zduszy”, „Księgi Tura” i „Księgi Ruty” ponieważ były te książki mocno poszukiwane i zupełnie niedostępne a ceny jakie osiągały na aukcjach były wygórowane. Oczywiście takich wydawców nie znajdowałem. Natomiast wraz z uruchomieniem Portalu pojawiły się dziwaczne inicjatywy „opóźniające” i podejrzane osoby „pachnące” niezbyt przyjemnie tak zwanymi Służbami. Podrzucano mi różne „kuszące” propozycje – łącznie z próbą dokooptowania współautora i wydania Mitologii Słowian przez wydawnictwo NIEMIECKIE, związane z konglomeratem Czerwonych Mediów Postkomunistycznych. Dokooptowanie współautora to rzecz wiadoma – ubezwłasnowolnienie w kwestii dysponowania prawami autorskimi! Takich metod imają się Siły Ciemności, gdy są śmiertelnie zagrożone. Niemiecka Nazistowska Propaganda, wszelkie partyjniactwo, wywiady i kontrwywiady, łącznicy z Moskwy i Berlina, matacze biznesowi, politrucy i cenzorzy – słowem Yetisyny zawsze gotowe do działania i zawsze czujne i dysponujące kasą. Mógłbym ich wymienić z imienia i nazwiska, ale tego nie zrobię, bo by mnie utopili w procesach o zniesławienie – wszyscy oni wszak przechodzą przez lustrację jak Chrystus przez lustro wody – Przezro-czyści.

Posłaniec otrzymał dary od Autora a Autor od Posłańca – 5 litrowy baniak wspaniałego soku jabłkowego bez konserwantów, z Jego, Posłańca, Rajskiego Ogrodu Jabłoni, tłoczonego specjalną eko-technologią, razem z pestkami. Sok ten ma „dyskretne” halucynogenne właściwości materializujące się w piękne, barwne obrazy we śnie.

Nie. To co tutaj piszę nie zostało napisane pod wpływem owego soku!

Piszę o nim Posłaniec, a nie żaden Wysłannik, Łącznik, czy coś w tym rodzaju. Posłaniec – bo to słowo oznacza Po-Słańca, Wysłannika od Słonecznego SoU-ARAga (Swaraga – Kowala Niebieskiego – stwórcy A-RA – Łodzi Sounca – Łodzi SouAR-Rożyca – Swarożyca), Tego Który Przybywa na Promieniach Słonecznej Arki. Mowa tutaj o Posłańcu Piotrze Kudryckim.  Posłaniec to nie tylko Przekaziciel Wiedy – to przede wszystkim Ten Który Ściele Posłanie – czyli wije-usyła (uściela, uwija) Siedlisko współgrając z Przyrodą (Rodżaną) i Słońcem (Swarożycem) oraz Ogniem Niebieskim – Wielkim -Welskim Kowalem-Ogniem (Swarogiem). Dokładnie taką osobą jest Piotr zanurzony w swoich Zielonych Sadach, we współbrzmieniu z Przyrodzonymi Siłami Matki Ziemi, zbratany z Drzewem – rzekłbym, iż to właśnie jest prawdziwy Drzewid – drzewidzi z takich rodów się wywodzą. On właśnie jest Drzewidem Świątyni Światła Świata Starosłowiańskiej, najprawdziwszym z prawdziwych. Jego pasja to także rzeźba w drewnie. On to właśnie w swoich włościach w Muchnicach pod Kutnem, w roku 2009 wykonuje dokładną replikę w drewnie Pal-Wanu Zbruczańskiego – Świętowita ze starym rytem. On zakłada Wydawnictwo Slovianskie Slovo, by złamać narzucony monopol milczenia wokół Wiary Przyrodzonej i tradycji oraz wiedzy o prawdziwych dziejach, o Słowiańszczyźnie. On też będzie miał wizje podobne do zapisu na bocznych ścianach Nowego „Świętowita Słoweńskiego” (obraz zstępującej ku centrum spirali obecnej w słońcu Bartosaa oraz obraz Drzewa z Korzeniami),  pierwszego Świętowita Bartosza Wilczkiewicza, tego z kwietnia 2011 roku, który to Pal-Wan będziemy nazywać Świętowitem „Po Wielkiej Zmianie”.

Tak więc to ręką Piotra Kudryckiego powstaje pierwszy prekognit – zwiastun Wielkiej Zmiany – Nowy Świętowit ze starym rytem. Piszę Nowy – bo on jest nowy z kilku powodów. Zapisy na ścianach ma co prawda stare (takie mają być, bezpośrenio kontynuujące we współczesności Wiarę Odwieczną i odwieczną Tradycję Słowian), ale tworzywo jest nowe – to drewno! Nowością jest także Czop-Trzop –  Czapa-Kopuła – Wogół-Wokół, obleczony głębokim Niebieskim Aksamitem – kojarzącym się jednoznacznie z „żywym” Naskórkiem,  Miękkością a jednocześnie z Kosmosem, Niebem i Kopułą Niebios. Ktoś kto nie zrozumiał tej idei naśmiewał się z tego pomysłu, po publikacji zdjęć ze Ślęży, dając tym samym dowody swojej ograniczoności. Czasem estetyzm warto poświęcić dla treści – to także nowość jaka wynika z Wielkiej Zmiany.

IMG_6149

Rzeźba samym swoim tworzywem prowadzi nas do Drzewa jako braterskiej duszy, jako dawcy własnego ciała, jako istoty żywej, prowadzi nas ku Przyrodzie-Rodżanie. Ten Pal-Wan (przypominam tutaj że pal-wan to w sanskrycie słup święty ze świętego boru-lasu, z drewna a nie z kamienia) wiedzie nas prosto w Krainę Przyrody, w Wiedę Przyrodzoną Słowian. Po wykonaniu u siebie rzeźby Piotr Kudrycki pojawił się z nią na Harmonii Kosmosu pod Ślężą, gdzie spotkał Marka Wójtowicza i inne osoby z tej Bajki. Początkowo rzeźbę umieścił w Muzeum pod Ślężą, tam przygarnięta przez dyrektora placówki przebywała prawie przez rok. W jesieni 2010 roku, przy wtórze błyskawic, w ulewnym deszczu Pal-Wan zostaje przetransportowany na szczyt góry i postawiony w Schronisku na Ślęży, powstaje też skreślony ręką Marka Wójtowicza i Piotra tekst, który do dzisiaj tam się znajduje, a który zacytowaliśmy w artykule: Światowid-Świętowit na Ślęży – Marek Wójtowicz i Piotr Kudrycki, to Świętowit niezwykle ważny, o którym pisaliśmy też w artykule ŚLĘŻA – czyli o Mocy Świętej Góry Słowian, o Słowie i o Wierze Przyrod(zone)y Słowiańskiej, o rodzimowierstwie polskim oraz o Wydawnictwie Slovianskie Slovo.

IMG_3904

Dlaczego ten Świętowit jest tak ważny – on pierwszy zwrócił naszą uwagę na zachodzącą Zmianę, na współtworzący się wokół niej i wokół portalu  Światła Świata Nowy Ruch. On także objął władanie nad Ślężą po tysiącletniej nieobecności świątyni zburzonej przez chrześcijaństwo, które na jej ruinach – tak jak na Łyścu w Górach Łyskowickich (Światłoświatowych „przechrzczonych” na Świętokrzyskie) – postawiło kościół. Ten Świętowit  polany w dniu 21 września 2010 roku Niebiańskim Deszczem, wychłostany Wichurą, „namaszczony” Gromami niezwyczajnej Burzy przez Gromowładnego Peruna, oblepiony liśćmi Boru, „pomazany” świętą Ziemią Ślężańską dotarł na szczyt w porze Yessy-Jesieni, Jasnego Pana, dokładnie o godzinie 12.00, w całkowitym ułożeniu-układności z siłami Przyrody. Ten Świętowit wyciosany z umarłego drzewa, które dało Pal-Wanowi Zbruczańskiemu nowe życie (także w sensie nowej przekazywanej przezeń idei) przedłużając niejako swoją własną martwą już cielesność, jest symbolem poświęcenia jednej istoty dla drugiej. Tu Istoty Drzewa dla Istoty Człowieka. Jest symbolem przemiany materii żywej w nieożywioną. Jest symbolem ducha danego przez odchodzące życie przedmiotowi, który staje się przez to święty – to jest godny czci. Ten Pierwszy Nowy Świętowit jest symbolicznym powrotem do przekazu Dziadów, ale powrotem twórczym a nie odtwórczym, niesie nowe współczesne przesłanie. On, mimo zmiany już niebawem rytów Zapisów na bocznych ścianach, pozostanie dla Ludzi wiecznie aktualny: po pierwsze do czasu osiągnięcia przez Wolnych Ludzi Celu Wielkiej Zmiany – Wie-Czystości. Po drugie, kiedy Wolni Ludzie osiągną swój Cel on pozostanie dla Nas świadectwem odbytej Drogi – Drogi ku Nieskończonej Świadomości, ku odkryciu Boskości w Sobie i ku Źródłu Źródeł owej boskości będącej naraz Ojczyzną i Macierzą – Jednią.

W kwietniu 2011 roku kiedy Piotr zjawił się ponownie w Krakowie zostało przesądzone, że powstanie wydawnictwo. Jego status nie był wtedy jasny, do jesieni miały trwać wciąż poszukiwania i rozmowy z innymi wydawcami o ewentualnej współpracy i współfinansowaniu. Wtedy właśnie pojawili się „mąciciele”, którzy opóźnili cały proces, o których wspomniałem wcześniej. Przepychanki trwały prawie rok – do wiosny 2012 roku, kiedy sprawa wydawnictwa została ostatecznie przesądzona, po ujawnieniu ostatniej mistyfikacji „wydawniczej” Ciemnych Sił, które jak z rękawa wytrzepały kilka różnych „atrakcyjnych” ofert.Było ich, jak liczę 6 albo i 7?! Zaiste obfitość niezwykła, ale jedynie obliczona na pochłonięcie kolejnych miesięcy upływających na pustych dywagacjach i bezpłodnych rozmowach oraz ofertach i fałszywych przygotowaniach. Ten rodzaj „kupowania” czasu przez owych reprezentantów Ciemności (Yetisynów i Banksterów) poznałem bardzo dobrze za czasów PRL.

Ten rok nie był jednak czasem straconym – czuwano nad nami z góry, był to czas potrzebny na okrzepnięcie i rozwój, na rozpęd. Przez ten rok na Portalu Światła Świata pojawiło się wiele ciekawych osób, które zaczęły publikować tutaj niezwykle oryginalne i interesujące teksty oraz dzieła sztuki. Przedstawialiśmy w tym czasie grafikę, malarstwo, rzeźbę, film, muzykę, poezję, opowiadania, eseje, teksty analityczne. Nie będę ich wymieniał z imion i nazwisk – Wszystkich Naszych Twórców macie na Czarnym Pasku Po Prawej. Pojawili się ludzie gotowi tłumaczyć na języki obce, a nawet zbudować fizyczną namacalną Świątynię Światła Świata – miejsce dla Ośrodka Tradycji i Wiary Słowiańskiej. Był to rok dojrzewania. W październiku 2011 roku przesądzone zostało, że także KSIĄŻKI DLA DZIECI, POEZJA  I CZASOPISMO BĘDZIE WYDAWANE PRZEZ SLOVIANSKIE SLOVO.

W kwietniu 2011 roku, w tym samym czasie, kiedy Piotr gościł w Krakowie po raz drugi i kiedy kształtowały się „Nowe Przygody Baltazara Gąbki”, pod wpływem już nabrzmiewającej Wielkiej Zmiany, w odległym miejscu, w zaciszu, powstaje ów posążek w glinie, który jest dokładnym zapisem i opisem Drogi „Po Wielkiej Zmianie”. On przedstawia zapis nie samej Wielkiej Zmiany lecz, tej Drogi którą teraz wspólnie mamy do pokonania aby Wielka Zmiana w Pełni się Urzeczywistniła W ŚWIECIE MATERIALNYM, NA NASZEJ MATCE ZIEMI. Gdy tego dokonamy  zapis na Pal-Wanie będzie mógł przybrać wreszcie obraz ostateczny, obraz Wielkiej Zmiany – zamanifestowany w dwóch kolejnych niezależnych wizjach Joanny i Bartosza – Zapis ‚Pusty” –  Czystej Wie-Czystości (Wieczności).

Mówi Bartosz: „… Dwa lata temu postanowiliśmy przeprowadzić się do Słowenii. Mieszkaliśmy tam około pół roku. Na początku mieszkaliśmy w Dolenjskih Toplicah i to właśnie na przełomie marca/kwietnia 2011 roku powstał Świętowit Nowego. Został wypalony u zaprzyjaźnionych garncarzy Vesni i Vita, którzy mieli swój sklepik z pamiątkami. Trafiliśmy w ciężkie czasy dla Słowenii i musieliśmy wracać do Polski i od razu niemalże do Norwegii żeby się pozbierać finansowo…  W Gdańsku mieszkamy od lipca 2012. Uznaliśmy, że to dla nas najlepsze miasto w Polsce. Najbardziej odpowiada nam obojgu klimat, powietrze i woda (bliskość morza a także jakość wody pitnej). Zdążyliśmy już poznać wielu przyjaciół i znajomych…”.

Jak widzicie Świętowit Nowego – „Po Wielkiej Zmianie” wykonany został ręką Polaka, lecz powstał w Słowenii, w okolicy znanej z licznych bańkujących źródeł – na Mokoszej Łące (Bańskiej Łące – BanjaLuce Słoweni) Łące Doleńskich Toplic, w domku w którym mieszkali nasi bohaterowie, w otoczeniu tryskających małych gejzerów owej bąblującej wody bańskiej. Na działce obok której przepływa tamtejsza rzeka, naprzeciw osadzonego na gejzerach Toplickiego SPA. Został też przez twórcę podarowany naszym Słoweńskim Braciom. Jak wielka jest energia bio-elektro-magnetyczna tamtego miejsca świadczy fakt, że do prawidłowego „osadzenia” zdjęcia w Internecie trzeba je było obracać, bo implantowało się tak jak zdjęcia ze Ślęży „położone na boku”.

[Wyłącznie dla Nieracjonalistów!

- Wy "Racjonaliści-Ateiści" jeśłi mimo ostrzeżeń dotarliście aż tutaj nie czytajcie tego objaśnienia, bo jego percepcja może wam poważnie zaszkodzić, jeśli idzie o spójność światopoglądową i zdolność kredytową w przyszłości.

Od czerwca i naszego pobytu na Ślęży obserwuję zjawisko, którego nie potrafię wytłumaczyć. Zdjęcia wykonuję od 2 lat komórką - tą samą - Sony E. W ogóle umieściłem na blogu w galeriach ok. 3000 zdjęć, w tym ok. 1000 własnych.  Po raz pierwszy zdarzyło się w artykule o Ślęży, po pierwszym naszym pobycie na górze w dniu 3 czerwca 2012 , że część wykonanych tam zdjęć w ogóle nie została w aparacie foto -komórki zapisana (6 zdjęć ze szczytu). Pozostałe zdjęcia - zapisane pionowo podczas zejścia ze szczytu, po "przerzuceniu" do pamięci stacjonarnego komputera (po zrzucie z komórki) miały prawidłową postać "pionową".  Przy implantacji do artykułu na WordPress uparcie zapisywały się jednak w artykule jako leżące na boku. Musiałem je obracać 3x w pionie - czyli położyć je w moim komputerze na odpowiednim "boku", tylko tak  wchodziły do artykułu prawidłowo w pionie - nie leżące czy "do góry nogami".

Ta sprawa nie dotyczyła kilku zdjęć wykonanych z wieży widokowej na Ślęży, które implantują się prawidłowo. Wieża jest wykonana ze zbrojonego stalą cementu, tzw. żelbetu,  a więc, jak się domyślam, ekranuje promieniowanie elektromagnetyczne. Cała ta sprawa dotyczyła więc w tym momencie tylko zachowanych w komórce zdjęć wykonanych podczas zejścia. Na dole na przełęczy, zdjęcia wiekowej tui czy z kotem były prawidłowe. Także zdjęcia wykonane we Wrocławiu następnego dnia implantują się prawidłowo. Żeby było śmieszniej dotyczy to jak się wkrótce okazało także komórki mojej żony, która wykonała mi tam kilka zdjęć na szczycie (dokumentacja w linkowanym w niniejszym tekście artykule na temat Ślęży).

Moglibyśmy to zjawisko przypisać wyłącznie Ślęży gdyby nie fakt, że w ten sam sposób w późniejszych artykułach trzeba było implantować zdjęcia z innych Miejsc Mocy: najpierw ze Skały Krzywy Sąd, potem z Płaszowa-Libanu, potem spod Świętej Lipy na Rąbkowej i spod Dębów w Rożnowie (ale już zdjęcie z wozem straży pożarnej, około 150 metrów od dębów jest "wrzucone" w WordPress bez kłopotu - tak jak zapisano na aparacie). Moglibyśmy oskarżyć o przekłamania sprzęt Sony E. Jednak szczytem tej "piramidalnie niewiarygodnej sytuacji" jest to, że również zdjęcia Świętowita wykonane przez Bartosza w pobliżu gejzerków w Toplicach  trzeba było obracać 3x w prawo, żeby je prawidłowo implantować. Problem pojawia sie więc przy transmisji - na linii internetowej pomiędzy moim komputerem a serwerem WordPress - ale dotyczy tylko "wybranych zdjęć" - które jak sądzę muszą mieć jakiś niuansowy feler zapisu powodowany zakłóceniem elektromagnetycznym w chwili zapisu? To dla mnie nie do wytłumaczenia w kategoriach praw fizyki.]

W tym samym czasie, kwiecień 2011 pod wpływem Samborka – późniejszego bohatera powieści – rodzi się też w pierwszym zarysie myślowym ogólna koncepcja magicznej powieści dla dzieci, którą koniecznie należy napisać – takie mam nagłe przeświadczenie w kwietniu 2011 roku – aby wreszcie polskie dzieci miały swoją opartą na słowiańskich podaniach opowieść o Krainie Czarów i wielką dziecięcą przygodę z językiem przodków oraz ich wierzeniami  i tradycją. 

Wielokrotnie wcześniej podchodziłem do tego tematu. „Baltazar Gąbka i jego kompania” z powieści mojego teścia Stanisława Pagaczewskiego wydawali się idealnymi bohaterami dla takiej nowej opowieści, pełnej wątków ekologicznych i pełnej czarów, magii, książki skąpanej w słowiańskości. Impuls do napisania był tym razem niezrozumiale silny, a cała opowieść (począwszy od „niewiarygodnej” i brawurowej koncepcyjnie, acz właśnie absolutnie bajecznej sceny lądowania Latającego Talerza w pokoju małego chłopca, w bloczysku na osiedlu jakich tysiące w Polsce, na krakowskim Prądniku, aż do samego jej zakończenia scenami stadionowymi z Euro 2012 w Kijowie) zaczęła się układać obraz po obrazie, scena po scenie, praktycznie sama – pisana w mojej głowie, ale jakby „nie moim” językiem, z „nie moim” dowcipem i sposobem obrazowania, według „nie mojego” poczucia humoru. Nie zamierzam się tutaj skupiać na wątku „Nowych przygód Baltazara Gąbki” – jest on istotny bo związany ze Ślężą i Wyprawą bohaterów po Kwiat Paproci dla Ratowania Świata przed Zagładą, podczas EURO 2012 w Polsce i na Ukrainie (czyli w czerwcu 2012 roku). Pisząc sceny książki od czerwca 2011 roku do końca sierpnia tamtego roku w Tabaszowej i przygotowując książkę do entuzjastycznie w tamtej chwili nastawionego do jej wydania Wydawnictwa Literackiego, gdzie złożyłem w czerwcu kilka pierwszych rozdziałów, a we wrześniu 2011 roku całość, byłem absolutnie nieświadomy związku tej książki ze Ślężą. Sceny wyprawy po Kwiat mają miejsce wręcz w Dolinie Rospudy – ale kto przeczyta obraz jaki tam został zapisany zrozumie z jeszcze większą siłą i oczywistością, iż Nieskończona Świadomość a w niej Świadomości Naszych Dziadów  i Nasza Własna Świadomość Indywidualna oraz Zbiorowa to JEDNOŚĆ – i sami jesteśmy owymi Bogami, z którymi łączymy się otwierając pozamaterialne kanały.  W roku 2011 nie byłem jeszcze na Ślęży – trafiłem tam po raz pierwszy w życiu, w czerwcu 2012 roku – 3 czerwca w rok niemal po zakończeniu pisania książki – już wiedząc, że w październiku 2011 Wydawnictwo Literackie przeszło w sprawie wydania powieści „metamorfozę” i zażądało kuriozalnych poprawek wycinających całą magię i 50% treści. Zainteresowani głębiej tym wątkiem mogą poczytać o tym w artykule „Komunistyczna i Kościelna Cenzura” oraz przeczytać 6 pierwszych rozdziałów tutaj.

W książce jest opis, kiedy bohaterowie  będąc w Litewskiej Puszczy nizinnej, nagle znajdują się w czarownym lesie górskim, na stromym stoku, w starodawnym borze, wychodzą na polanę nad przeczystym źródłem gdzie Bóg-Król Boru sam Borowy przekazuje bohaterom Kwiat Paproci. Tenże bóg ma przy tym postać Raka! Okazało się później, że jest to wypisz wymaluj obraz źródła na Ślęży i to z czasów, gdy Bór jeszcze nie porastał samego wierzchołka! Ale dlaczego Władca Boru ma w opisie postać Raka? To zrozumiałem dopiero w listopadzie 2012 roku, kiedy zjawiła się u mnie BW  i zdecydowałem się po ów Kwiat Paproci, w Towarzystwie Znakomitych Magów, na Ślężę w dniu 11 11 2012 roku, osobiście przyjechać. To jednak jest inny wątek – skupmy się na tym związanym z Pal-Wanem.

NWGąbka krol_gotowy_kompr Ilustracja do „Nowych przygód Baltazara” – scena z Królem Boru Rakiem-Niebo-Borakiem (ilustr. Kira Białczyńska)

Gratuluję tym znawcom tematu i spostrzegawczym osobom, którym udało się połączyć fakt, że ratowanie świata przez Baltazara Gąbkę w Noc Świętorujańską, w tygodniu Nowiu Księżycowego, 20-26 czerwca 2012 roku, to jednocześnie przejście ze znaku Bliźniąt do znaku RAKA – ja tego nie kojarzyłem aż do listopada br. Władca Boru pod postacią RAKA NIE-BORAKA(Niebo-Boraka) to, sami przyznacie, absurdalny pomysł, którego żaden autor, ani scenarzysta sam z siebie by nie wymyślił. Ja wymyśliłem – ktoś powie „podświadomie”, ja powiadam „NADŚWIADOMIE” – bo tę książkę poprzez moją osobę pisał Dziadek Staś – jak nazywała go moja Kira – mój teść.

Poświęcę kiedyś temu prekognitowi osobny artykuł, ponieważ książka ta ma nie tylko związek z Wielką Zmianą, to już chyba po tych kilku słowach widać.Takich prekognitycznych miejsc jest w jej treści bardzo wiele. Niektóre są zupełnie błahe ale dosadnie dokumentują ową kwestionowaną przez „materializm” prekognicję.

Wracajmy jednak już na serio, do Pal-Wanu Zbruczańskiego i jego Przesłania oraz Zapisów. Jesienne spotkanie w 2011 roku z Posłańcem w Krakowie przesądziło, jak wspomniałem o powstaniu Wydawnictwa, wydaniu Księgi Ruty właśnie w nim oraz o tym, że spotkamy się  w gronie najbliższych osób pod Ślęża w 2012 roku.  Chcieliśmy aby były tam wtedy wszystkie osoby ważne z naszego punktu widzenia. Wiadomo, że nie jest łatwo znaleźć wspólny termin takiego spotkania podczas gdy każdy ma swoje zajęcia i rytm pracy, szczególnie gdy to dotyczy 9 osób z różnych stron Polski. Przeważnie termin takiego wydarzenia jest wypadkową możliwości wszystkich zainteresowanych. Cały ten ciąg wydarzeń to inicjatywa Marka Wójtowicza, który od początku naszych kontaktów twierdził, że muszę wejść na Ślężę i na Radunię. Od jesieni 2011 roku współtworzył on słowem razem z Joanną Maciejowską (obrazy) Trywida Śleżańskiego, którego to utworu mitologiczno-kodystycznego do czerwca były gotowe 2 części, a trzecia trwała wciąż w zawieszeniu i okazała się gotowa dopiero na 1 -2 września 2012 roku, kiedy ją na Tąpadłach zaprezentowali. Ostatnim obrazem jaki powstał do Ślężańskiego Trywidu był Świętowit Wielkiej Zmiany.

Wybraliśmy na to spotkanie jedyny termin jaki okazał się możliwy: 2 oraz 3 czerwca 2012 roku. To wtedy spotkaliśmy się pod Ślężą i na Ślęży – co zostało opisane w stosownym artykule (tutaj)  – wtedy po raz pierwszy wszedłem na Śleżę i wykonaliśmy razem z Anną serię zdjęć, które okazały się „dziwne”. Mieliśmy też okazję zobaczyć inne „dziwne” zdjęcia stamtąd, także z ważnego zdarzenia jakim była Harmonia Kosmosu podczas której pojawił się tutaj Piotr i jego Świętowit, a także z ceremonii Pojednania Pierwiastka Męskiego i Żeńskiego na Raduni. Wierzcie lub nie, ale ładunek energii elektromagnetycznej, jaki otrzymaliśmy 3 czerwca na Górze Ślęży był tak potężny, że odczuwaliśmy niezwykłe pobudzenie aż do jesieni – do września tego roku. W drodze moja żona przełączała stacje radiowe w samochodzie nie dotykając radia – przez zbliżenie palców do klawisza na odległość milimetrów. To się nie zdarzyło ani nigdy przed ani potem, choć nie ukrywam, że jest ona „elektryzującą” osobą i „magnetyczną” i zdarza jej się zakłócić pracę niejednego urządzenia opartego o pole elektryczne i fale elektromagnetyczne.

Według Marka Wójtowicza to nasze spotkanie czerwcowe miało być przełomowe i bardzo ważne. On parł do tego żeby to doszło do skutku i organizował wszystko co z tym związane, jak również całe późniejsze wydarzenie z 1-2 września 2012 roku na Tąpadłach, Ślęży i Raduni. Były to dwa potężne impulsy energetyczne i impulsy Świadomości wygenerowane przez owe spotkania. Tak się jakoś „składa”, że to czerwiec  i tamto spotkanie – kiedy wszyscy widzieliśmy się wreszcie po raz pierwszy w realu, mimo że utrzymywaliśmy kontakty pośrednie i wirtualne od dłuższego czasu, przesądził konsekwentnie o rejestracji wydawnictwa i dalszej sekwencji wydarzeń. Wtedy zapadła decyzja, że „Nowe przygody Baltazara” i dawną trylogię o Profesorze Gąbce będzie wydawać także Nasze Wydawnictwo, a nie kto inny, ktoś kto do tej pory robił na tym od lat świetny interes, ale w ogóle nie troszczył się o nic innego poza własną kasą (a nawet i o tę kasę dbał słabo nie kładąc nacisku na promocję i organizację marketingu, czy rozszerzanie wizerunku postaci poza dotychczasowe ramy wydawnicze).  Tłukł po prostu kasę, którą przeznaczał na finansowanie publikacji jakich byśmy osobiście w życiu nigdy nie poparli,  nie zakupili do swoich bibliotek, ani nawet nie wypożyczyli do przeczytania. Nadszedł czas, żeby zgodnie z intencją mojego zmarłego teścia ta książka, która miała dotychczas wydania w 6 językach obcych i wyszła w nakładzie łącznym 2.500.000 egzemplarzy (tak 2,5 mln), zaczęła „pracować” dla tej idei, której została przez autora poświęcona – dla Prawdy, Prawości i Prawi, dla Czystości, Cnoty, i Czczi Przyrody, dla Słowiańskiej Wiary Rodzimej.

Nie tylko ja, lecz wiele niezależnych osób, właściwie prawie wszyscy, których znam i którzy zajmują się czy też uważnie śledzą Proces Wielkiej Zmiany mają to przeświadczenie, że tak naprawdę początek samego Wydarzenia, jakie określamy Wielką Zmianą – tego swoistego finału symbolicznego, ale i  fizyczno-astronomicznego wydarzenia, polegającego na niespotykanej kosmicznej konfiguracji czaso-przestrzenno-świadomościowej, miał miejsce właśnie w czerwcu 2012 roku. Czerwiec jest czasem absolutnie granicznym dla owego Wydarzenia i dla całego toczącego się Procesu. Nie miałem świadomości tego faktu jeszcze we wrześniu 2011, kiedy kładłem pod „Nowymi Przygodami Baltazara” napis „koniec”, umieszczając w powieści PRZEŁOM dla „ratowania świata” właśnie w tej dacie, ale pisząc o finale tego procesu jednak w grudniu 2012. Ci którzy otrzymali książkę w całości do wglądu – redaktorzy w mainstreamowych(yetisyńskich) wydawnictwach (jest ich około 10) oraz Przyjaciele i osoby, które pracują obecnie nad wydaniem tej książki, mają pełną możliwość przeprowadzenia porównania tego co tu piszę z treścią książki już w tej chwili. Żałuję, że z powodu oportunizmu redaktorów i zarządu Wydawnictwa Literackiego w Krakowie nie doszło do publikacji tej książki w czerwcu 2012 roku. Jednakże, jak widać, tak miało być i dzisiaj jestem przekonany, że dobrze iż tak się stało, a nawet szczęśliwy jestem z tego powodu, że „jakieś nieznane mi siły” nie dopuściły wtedy do tej publikacji. Domyślam się jakie to były siły materialne, te inicjujące działania Cenzury Czarnej jak i Czerwonej, ale podłoże tego wydarzenia było zgoła inne, niematerialne.  Przesądzający był tutaj koniec października 2011 roku i znów przez „przypadek” zapewne ten okres wiąże się powszechnie z kolejnym poważnym odcięciem Dolnych Fraktali Umysłu na planecie Ziemia.

Jak by nie było,  jakie by to nie były siły (tylko materialne czy też głównie niematerialne) zyskuje na tym nasza inicjatywa wydawnicza Slovianskie Slovo. Tak czy owak ta książka zostanie opublikowana najdalej w lecie 2013 roku i wtedy już z całą pewnością każdy kto zechce, będzie miał pełny wgląd w ostatnią „cegiełkę”, ostatni prekognit procesu jaki tu w tym opisie wszyscy obserwujemy.  Zapewniam Was, że rok 2013 przyniesie gigantyczne Zmiany – zmiany na lepsze. Jesteśmy już po SŁOWIE w sprawie Ośrodka Tradycji, Dziejów i Wiary Przyrodzonej Słowian w Białowieży i sprawę tę sfinalizujemy na wiosnę 2013 roku właśnie. Będzie to rok Wielkich Zmian nie tylko dla Wiary Przyrody i jej wyznawców, lecz dla wszystkich Polaków i dla całego Świata.

Czerwcowe spotkanie na Ślęży uruchomiło oczywiście lawinę dalszych wydarzeń.  Zaraz potem otrzymałem od Winicjusza Kossakowskiego wiadomość z Białegostoku, że istnieje możliwość nawiązania współpracy i chęć udostępnienia wspaniałego terenu w Białowieży dla Ośrodka Tradycji i Kultury oraz Słowiańskiej Wiary. Ten sam, o którym wspominam powyżej. Ruszyły też prace wydawnicze i tłumaczenie stron internetowych. Odbyło się wiele owocnych spotkań i działań.

Z początkiem sierpnia Marek Wójtowicz zainicjował kolejne spotkanie, tym razem zaplanowane już jako Zlot Osób Zainteresowanych Zmianą wewnętrzną i zewnętrzna i Przygotowanych na Zmianę. I znów termin tego spotkania był jedynym możliwym jaki udało sie uzgodnić, a jednak nieprzypadkowym – 1-2 września 2012.

Gdyby nie cały ten ciąg wydarzeń i determinacja jaką wykazał Bartosz Wilczkiewicz przyjeżdżając tam do nas wtedy, prosto ze Słowenii przez Gdańsk i Wrocław dosłownie w ostatniej chwili, na prezentację Trywidu Ślężańskiego i wyprawę na Ślężę oraz Radunię, to ta bajka, którą tutaj czytacie w ogóle by nie zaistniała. I tak o swojej rzeźbie zawiadomił mnie mailem dwa tygodnie później, po wyjeździe spod Ślęży i przysłał ją w załączniku na jednej fotografii. Ta fotografia wprawiła mnie w osłupienie, ale pokazywała tylko część bocznych ścian.

Na tę bajkę składają się i współtworzą ją dziesiątki, setki wspaniałych osób towarzyszących rozwojowi Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata i temu portalowi, piszących tutaj i zawzięcie dyskutujących, wspierających rozwój wszelkich inicjatyw powstających na około, tworzących swoje własne inicjatywy i realnie działających na rzecz Przyrody oraz Wiary Przyrody Słowiańskiej teraz jak  i w przeszłości. Przypomina mi się tutaj na przykład człowiek tak ważny jak choćby Andrzej Żwawa, długoletni wydawca zeszytów Zielonych Brygad – tam opublikowałem po raz pierwszy Tan 3 – bardzo bardzo dawno temu, w 1995? Takich osób jest naprawdę wiele w tej bajce – są to osoby o wielkiej mocy – wręcz postacie heroiczne.  Być może, że odbudowę Przekazu Zapomnianego od Tysiącleci mogą przeprowadzić tylko ludzie o determinacji żelaznej, mocnych charakterach i wyjątkowo silnej woli. Dziękuję za to wszystkim żywym, szczególnie tym których tutaj nie wymieniam, ale przecież bardzo doceniam ich wkład,  i wszystkim Dziadom Naszym, którzy przyłożyli do tego wawilionu rękę.

Spotkanie 1 i 2 września, które skupiło w sumie ponad 200 osób, a wiem że wiele innych nie mogło po prostu być z nami z osobistych powodów i z powodu sytuacji zewnętrznych, jakie tę nieobecność uwarunkowały, było niesamowitym, niemalże rodzinnym świętem. Wiem, że te osoby nieobecne, były z nami obecne mentalnie, całym duchem, całą mocą swoją niezłomną, w najważniejszych chwilach jakie tam się wydarzyły. Wszyscy, którzy tam byliśmy zdecydowanie przyczyniliśmy się do dalszego rozwoju naszego Ruchu Wolnych Ludzi i do powstania realnej prawdziwej, nowej siły w życiu społecznym (plemiennym) Polski i Słowiańszczyzny, Europy i Świata. Przyczyniliśmy się wszyscy zdecydowanie do Wielkiej Zmiany i to jest droga, z której żadna siła, żadna ciemna moc, nie może nas już zawrócić.

Tam na Tąpadłach poznałem Andrzewa i zostałem zaproszony na Konwergencję na 21 września. Z wielkim żalem nie byłem tam obecny fizycznie w to Święto Zrównania, które w tym roku wyjątkowo było jednak Dniem Przesilenia – sygnałem zbliżającej się kolejnej Fali. Wierzcie mi jednak, że byłem tam obecny duchem przez cały czas, czego dowodem są nie tylko ogłoszenia zamieszczane na naszej stronie internetowej, ale przede wszystkim artykuł poświęcony pojawieniu się OIO i Flagi oraz znaku Wiary Przyrodzonej Słowian (tutaj). Tenże artykuł owocuje jakże ważnym kontaktem i dialogiem ze Svaragiem VażVagiem, o którym może kiedyś jeszcze usłyszycie.

Odbyłem po tym wydarzeniu cały szereg ważnych podróży i spotkań, które przyniosą, jestem przekonany, okazałe owoce.  Byłem w Białowieży i w Białymstoku i wróciłem stamtąd przywożąc zupełnie niespodziewane nowe plany wróżące dalszy olbrzymi rozwój Nowego. Dlaczego mam pewność doskonałych, słodkich, soczystych, ożywczych Owoców? Bo ustanowiliśmy i odnowiliśmy już wystarczająco mocne Słowiańskie Korzenie naszego Plemiennego Drzewa, które w 2012 roku zakwitło, jak mawiają Chińczycy Tysiącem Kwiatów. Cykl jego owocowania jest dłuższy niż ten Przyrodzony dla krajów Północy, ale na początek tak musi być. 

Nie byłem obecny fizycznie ani na Harmonii Kosmosu ani na Konwergencji Harmonicznej w Kraskowie – ale w obu tych miejscach byłem Osobiście – tak, uczestniczyłem w tych wydarzeniach całym duchem.

Radunia Ślęża pentagram-i-12Mocy

Nie mniej ważna od wszystkiego co miało do dzisiaj miejsce jest inicjatywa BW – poszukiwania SŁOWA. Dopiero inicjatywa BW (tutaj użyję tylko inicjałów, bo nie jestem upoważniony do niczego innego), która pojawiła się z początkiem listopada lub końcem października w związku z historycznymi osobami Piotra Włosta władcy Śląska z rodu Łabędzi oraz Jana Matejki – obu bardzo znaczących  Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian, wyjaśniła mi jednak w pełni oraz spięła ostateczną klamrą  przekazy wszystkich prekognicji i prekognitów Wielkiej Zmiany z jakimi się do tej pory zetknąłem. Przyczyniły się do tego wybitnie spotkane wtedy na Tąpadłach osoby, których tutaj wymieniać nie jestem upoważniony. W czasie pobytu na Ślęży 11.11. 2012  o godzinie 11.11 (czasu zimowego czyli także o 12.12 czasu letniego) oraz w czasie pobytu w Białej 12. 11. 2012  o godzinie 11.11 (12.12), kiedy powitał nas wystrzał a wręcz salut  odpału w kamieniołomie,  zamknęliśmy tak naprawdę w czasie Koło Zdarzeń naszego Wątku związanego z Wielką Zmianą. Mam poczucie, że to się wtedy dokonało. Teraz, w dalszym ciągu już tylko będzie się wypełniać nowymi, pożądanymi przez nas treściami. Mogę powiedzieć, iż przywiozłem z tej wyprawy do Krakowa dosłownie i w przenośni ów Kwiat Paproci, którego usilnie poszukiwałem, a który miał uratować/zbawić/ocalić Świat.

Myślę, że najwyższy czas przejść do przedstawienia Nowego Zapisu na ścianach Pal-Wanu Zbruczańskiego i czas powoli kończyć tę Bajkę, Wawilion, Wątek Wielkiej Baji Słowian oraz Zapis Dawanu Materii Świata. Czas na Grand Finale – Wielki Finał  tej nieprawdopodobnej historii.

Nowe ściany 1 i 2

Oto fragmenty korespondencji na temat  Świętowita „Po Wielkiej Zmianie” – Słoweńskiego:

do Bartosza ode mnie
> > > > > Dnia 27-09-2012 o godz. 8:49 bialczynski napisał(a):
> > > > > > Bartoszu
> > > > > > Świetny Świętowit
> > > > > >
> > > > > > Widzę że ma nowy oryginalny twój własny zapis na ścianach
> > > > > > środkowych i chyba na dolnej też pod drzewem? Co jest na pozostałych
> > > > > > ścianach, czy możesz przysłać mi widok z drugiej strony – albo
> > > > > > wszystkich ścian po kolei. To jest nowy zapis na Świętowicie.
> > > > > > Kiedy go wykonałeś?
> > > > > > Fantastyczna sprawa taki właśnie zapis na ścianach – w kontekście
> > > > > > tego  o czym była mowa pod Ślężą.  Dlaczego Słońce i Drzewo? – to
> > > > > > idealne, jeśli idzie o przekaz na przyszłość – najważniejsze co
> > > > > > jest na pozostałych ścianach – To słońce i drzewo nadają
> > > > > > Świętowitowi rysy uniwersalnej figury – bo jest to takie
> > > > > > majowsko-azteckie.
> > > > > >
> > > > > > Super
> > > > > >
> > > > > > Pozdrowienia
> > > > > >
> > > > > > Napisz mi o tym jak najszybciej
> > > > > >
> > > > > > CB

…”

„…W dniu 2012-09-27 10:00:49 użytkownik Bartosz …@wp.pl> napisał:
> > > > > Rzeźbe wykonałem w Słowenii w kwietniu ubiegłego roku dla
> > > > przyjaciela. .. Dwie pozostałe strony
> > > > przedstawiają Welesa który podtrzymuje światy w harmonii, to co nad
> > > > nim to symbol Peruna, a raczej mocy nadającej życie (wyładowanie
> > > > eletryczne, woda)
> > > > > Następna ścianka to kobieta. Na innej jest mężczyzna. Nad kobietą
> > > > jest koń, którego symbolika ma wiele znaczeń.
> > > > >
> > > > > Przyznam że wszystkie motywy robiłem bez zaplanowania, wręcz
> > > > spontanicznie. Co ciekawe, figurę wykonałem jeszcze nie znając
> > > > słoweńskich Rodowierców, a po poznaniu się z nimi okazało się że
> > > > wszystkie 4 twarze są bardzo podobne do zapoznanej później czwórki
> > > > przyjaciół Matjaza, Bojany, jej brata i Nejca
> > > > >
> > > > >
> > > > > Bojana Cibej i jej brat stworzyli ostatnio teledysk do swojego duetu….

Ode mnie do Wspólnoty oraz jednocześnie ten sam mail do Bartosza 27 09 2012:

„…Rzeźba nie była przemyślana lecz spontaniczna i została nam dana …

> > –
> > > > Nam Wszystkim  praktycznie w święto Zrównania Jesienne – Jaśni-
> > > > Jeszy-Jasienia
> > > >
> > > > Uważam to za nieprzypadkowe. Proces tworzenia dzieła sztuki w sposób
> > > > szczególny o czym dobrze wszyscy jako twórcy wiemy podlega
> > > > łączności z nadświadomością i czerpie wprost poprzez
> > > > nadwrażliwość artysty z zasobów Prawi – Nieba.Rzeźba została
> > > > wykonana pod wpływem impulsu w kwietniu – na wiosną już rok
> > > > wcześniej, ale spotkaliśmy się w wyniku akcji Marka Wójtowicza pod
> > > > Ślężą1-2 września, a przedstawiona została mnie 26 września a
> > > > przeze mnie Wspólnocie całej 27 . Cała sprawę zamyka niedzielna
> > > > Pełnia (30 września – faktyczne swięto zrównania)…”

Napiszę o tej rzeźbie i pokażę ją – prawdopodobnie w październiku
> > > > – jest genialna symbolicznie i artystycznie całkiem udana – z talentem
> > > > -
> > > >

> > > > Pozdrawiam
> > > >
> > > > CB

Ściany 1 i 2 – zbliżenie

A teraz Nowy Zapis, porównanie ze „starym” i jego objaśnienie

cd maila z 27 września 2012

Dnia 27-09-2012 o godz. 21:14 bialczynski napisał(a):
> > > > Obraz rzeźby dotarł do mnie 26 09 2012 a okres świąteczny obejmuje
> > > > czas 20 – 26 ,a tym razem wyjątkowo do 30 września, bo wtedy jest
> > > > faktyczna Pełnia Księżyca. Otwieram rano plik i widzę że
> > > > Świętowit jest już opisany na nowo – powstał w kwietniu 2011.
> > > > Figura ma całkiem nowe opisanie centralnych pól na bokach. Na górze
> > > > jest oczywiście Świętowit – tak jak ma być – ale i tu
> > > >
> > > > Modyfikacja –

…Modyfikacja –

STARA ŚCIANA 1 a WŁAŚCIWA NOVA 1

Koło Życia

Życie odradza się w Jawi – bo to jest życie (ściana 1) Świadomości a nie ciała (ściana 1- Narodziny – czerta 6) – tworzy nieprzerwany pobytem Świadomości w Nawi (Bardo) krąg Życia w Jawi i Prawi.

Oprócz tego mamy – Narodziny, pod nim Weles podtrzymujący strop Nawi, nad nim Świętowit z Jajem Nowego Świata – nie ma tu żadnej postaci męskiej czy kobiecej przypisanej do aktu narodzin cielesnych – Narodziny stają się bezpośrednio związane z Nadświadomością Świętowitem Ojcem Ojców.  Mamy tutaj zatem nie narodziny istoty żywej lecz Świadomości przechodzącej – wprost z Jawi a nie z Nawi od Welesa postaci  pod ochroną Ojca z Jajem Świata – Zarodkiem – Orzechem – CzARKĄ NOVEGO – nie mającej rodziców ziemskich – To Świadomość Człowiecza złączona ze Świadomością Kosmiczną Wszechświata Światła Świata – To jest ściana nowa druga a nie pierwsza – CZERTA 7 – ROZWÓJ

Nowe ściany 2 i 3

STARA ŚCIANA 2 a WŁAŚCIWA NOVA 2

Słońce Świata

Słońce  nad postacią męską – co dobrze oddaje Dział Męski – Czarnogłowa i pełnię życia

Ale to nie jest zwykłe Słońce – ono ma w sobie wir-jak labirynt spiralny – to wir życia wieczny wir – to jest nie słońce Ziemi lecz Słońce Świata oddające Światło Ludzkości i oczywiście nad tym Świętowit z rogiem obfitości  – jako Spor bóg Bogactwa symbol bogactwa i dobrobytu  ludzkości – To doskonale oddaje Pełnię Życia – Pełnię Świadomości – Pełnię Novego POLEGAJĄCĄ na Spełnianiu się (7 – Szczęście). To jest nowa ściana 2 – czerta 7 – Szczęście – Spełnianie się

W starym przedstawieniu w tym miejscu była kobieta  na poziomie środkowym . Słońce ma 16 promieni – co symbolizuje albo 2×8 żywiołów a więc zjednanie pierwiastka męskiego i żeńskiego, albo może oznaczać nowy podział i nowy interwał – na 16 energii a nie 20 tak jak było dotychczas  (8+12) oraz brak podziału na Moce i Żywioły co mogłoby znaczyć wejście całej ludzkości na wyższy poziom duchowy – wyjście spod działania Mocy przypisanych do poziomu Ziemi. 16 = 7 – Spełnianie się (Szczęście). Męska postać stoi w rozkroku z rozłożonymi rękami, otwartymi dłońmi  – gest przyjmowania energii a także dawania  i obejmowania w posiadanie, powitania – postać ta bezpośrednio sąsiaduje z Welesem rogatym klęczącym  i z Korzeniami  Drzewa a znajduje się naprzeciw  postaci kobiety stojącej  ze złożonymi rękami na podołku i złączonymi prosto nogami  – w pozycji zwykłej modlitewnej przyjmowania  energii – pozycja modlitewna stojąca według klasycznej jogi, w siedzącej jest to pozycja lotosu

Ściana 4

STARA ŚCIANA 4 a WŁAŚCIWIE NOVA 3

Drzewo Świata

Świętowit Ten który miał w oryginale ręce puste, a pod nim był mężczyzna i Puste Nawie z symbolem Zimowego Odrodzenia  – Tutaj Świętowit  ma w nich siekierkę i jest umieszczony nad Drzewem Świata – a w Nawiach są jego Korzenie – czyli drzewo wyrastające z Nawi spaja Nawię z Jawią – w Wieczność i podtrzymuje Prawię = Świętowita z toporem – symbolem PRAWDY i PRAW – To duża zmiana, od tej chwili Najwyższy dzierży Prawidła Świata i Prawa Świata w swoich rękach i sprawuje Osąd (jest jednocześnie Perunem a może też Rodem – jakie Moce zanikają a jakie się przekształcają w Żywioły i jakie Żywioły zanikają w Nowej rzeczywistości to kwestia dalszej analizy tego przekazu).  – Jest nowa ściana cyklu ale jej wymowa jest inna – po niej nie ma znaku odrodzenia w Nawi na samym dole  – lecz koń – Droga która Nadal Trwa – TO JEST Nowa CZERTA 8 Pełnia –  Świętowit i Drzewo Świata sięgające do Nawi.

Animacja do hudby (gądźby, muzyki i piosenki) zespołu Jar – Z wojny

STARA ŚCIANA 3 a WŁAŚCIWIE NOVA 4

Bieg – Kobieta-Wódz prowadzi do Odrodzenia

Postać Konia  w biegu – nad Kobietą ze złożonymi rękami na łonie – Żeńskość nowego Typu powiązana z drogą przez życie – zmierzaniem ku celowi – być może jest to też symbol nowej roli kobiety – jako kierującej biegiem zdarzeń – przywódczyni – w oryginale starym jest tutaj Świętowit z Mieczem i postać męska  w Kręgu ludzi na środkowym poziomie. Nad kobietą mamy tu Konia i Świętowita z mieczem (harapem) w tym miejscu – jako symbolem władzy a właściwie PRAWA i PRAWI  – Jest to kobieta skojarzona z kierowaniem, wojowaniem i władzą-prawem z Prawdą Prawi i drogą życia. Ta Ściana to czerta  9 – ale czerta 9 nie jest skojarzona ze śmiercią – Kobieta jest Wodzem-Prawodawcą a droga trwa (koń)  – prowadząc wprost do symbolu Odrodzenia Życia   – to  już Nova ściana 1.

Powtórzę: Rzeźba nie była przemyślana lecz spontaniczna i została nam dana – Nam Wszystkim  praktycznie w święto Zrównania Jesienne – Jaśni- Jeszy-Jasienia, Jasnego Pana.

Uważam to za nieprzypadkowe. Proces tworzenia dzieła sztuki w sposób szczególny, o czym dobrze wszyscy jako twórcy wiemy, podlega łączności z nadświadomością i czerpie wprost poprzez nadwrażliwość artysty z zasobów Prawi – Nieba. Rzeźba została wykonana pod wpływem impulsu w kwietniu – na wiosnę, już rok wcześniej, ale spotkaliśmy się w wyniku akcji Marka Wójtowicza pod Ślężą 1-2 września, a przedstawiona została mnie 26 września, a przeze mnie Wspólnocie całej 27 . Całą sprawę zamyka niedzielna Pełnia (30 września – faktyczne Święto Zrównania)

IMAG0676Rzeźba Bartosza – Norwegia , wiosna-lato 2012 – jej głowa była 3-krotnie niszczona i odtwarzana – tylko głowa nic więcej. Jego pojawienie się i ostateczne ukończenie w lecie 2012 roku, wtedy kiedy powstał także obraz Joanny wskazuje że właśnie TO JEST OBRAZ ku KTÓREMU ZMIERZAMY – Naszym Celem jest CZYSTOŚĆ, CZEŚĆ i WIECZYSTOŚĆ – NASZYM CELEM Jest Jaśń Jaźni – JEDNOŚĆ WSZYSTKIEGO ŻYWEGO – Bez żadnej DOKTRYNY, DOGMATU, BEZ POTRZEBY POŚREDNICTWA. Kazdy z nas sam dla siebie musi ZAPISAĆ TE ŚCIANY – swoim własnym niepowtarzalnym zapisem obrazów. Wpierw jednak musimy przejść Wspólną Drogę – według wskazania Świętowita Nowego – „Po Wielkiej Zmianie”.

To jeszcze nie koniec

Podczas naszego pobytu pod Ślężą w dniach 1 – 2 września 2012 po raz pierwszy widzieliśmy obraz namalowany przez Joannę Maciejowską jako ostatni z cyklu. Jest to  „Świętowit bez żadnych zapisów” – wszystkie cztery ściany – po prostu oprócz twarzy/głowy – puste. Widzieliśmy ten obraz podczas pokazu Trywida Ślężańskiego i potem w trakcie wystawy w Willi Zbyszko i Jagienka – w gronie około 200 osób. To była jego pierwsza publiczna prezentacja.  I ten Świętowit „pusty” Bartosza został wykonany równocześnie, po raz pierwszy w marcu 2012  roku w Norwegii – i tam zostawiony  – dokładnie taki, jak na obrazie Joanny – z czterema pustymi ścianami (obraz Joanny prezentujemy na początku artykułu):

fragment korespondencji:

Date: Wed, Oct 3, 2012 19:59

Witam

A kiedy powstał ten Światowit w Norwegii?

Pozdr
CB

W dniu 2012-10-03 11:09:12 użytkownik Bartosz …@wp.pl> napisał:

„….
>
> Każde zdjęcie, jeżeli jest przydatne może Pan śmiało udostępniać.
>
> Właśnie przypomniałem sobie, że w Norwegii zostawiłem nieskończoną rzeźbę Świętowita – taką samą jaka była przedstawiona na spotkaniu na Ślęży! Zostawiłem ją podzieloną na 4 segmenty… czystą

>
> Wyjeżdżam do Norwegii … Przywiozę ją. Górna część Świętowita została dwa razy uszkodzona przez przez dziecko … I dwa razy naprawiona :)
>
>
> Pozdrawiam
>
>
> Bartosz

Tutaj muszę przytoczyć dla tych, którzy to Zrozumieją,

dla tych którzy w pełni pojęli sens Lekcji z Czarnego Paska i systematycznych wpisów w ubiegłym roku, znów zupełnie „nieracjonalny” komentarz złożony wyłącznie z ciągu dat:

03.06 2012 = 5, 12. 06 2012 = 5, 21 06 2012 = 5, 30.06 2012 = 5

01.09. 2012 = 6

02.09.2012 = 7

21. 09 2012 = 8

11.11. 2012 = 9

Jaki jest początek  tego cyklu, a raczej procesu i jaki jest koniec łatwo sobie wyobrazić. Symboliczne daty 12.12.2012 =11 oraz 21 12 2012  = 11. Kto woli może tutaj sobie podstawić rok słowiański 7520 jaki mamy, bo my tutaj w Polsce w odróżnieniu od Rosjan nowy rok rozpoczynamy  po prostu 1 stycznia, a w ostateczności 21 marca. Ta data także wpisuje się w ten sam ciąg numeryczny – niczego w nim nie zmienia.

Oczywiście te sekwencje z „racjonalnego” punktu widzenia i z punktu widzenia logiki materialistycznej nie mają ani znaczenia, ani najmniejszego sensu.Chcę uspokoić wszystkich twardo stąpających po Ziemi, a raczej po ziemi, bo po tym oni stąpają, wszystko wskazuje, że nie postradałem zmysłów i nadal mieszczę się w tzw. „normie” zdrowia psychicznego. Nie mam problemów z załatwianiem interesów oraz z percepcją rzeczywistości. Rozpocząłem pisanie kolejnej książki, która powstawała i powstaje w cieniu tego wielkiego wydarzenia jakim jest Wielka Zmiana. Po „Nowych przygodach Baltazara Gąbki  – Na tropie Czarnej Dziury” skierowanej do dzieci małych, średnich i całkiem dużych, przyszedł czas na książkę Ku Pokrzepieniu – jak to wielokrotnie już sobie mówiliśmy, dla wszystkich Polaków i dla wszystkich wyznawców Wiary-Wiedy Przyrod(zone)y Słowian – ona właśnie powstaje, a jej tytuł i temat także wydaje mi się „nie-mój” acz bardzo znaczący: „Tomirysa i Czar(n)opanowie”. Bohaterka nie jest przypadkowa, to postać znamienita, lecz postrzegana przez dziesiątki wieków fałszywie poprzez pryzmat notatek dziejopisów wrogich Wielkiemu Kaganatowi Sistanu, przeciwnych Królestwu SIS, wrogich Scytom Istom i Słowianom.

Te wspomniane powyżej sekwencje numeryczne – mają sens tylko i wyłącznie jeśli założymy, iż to Świadomość leży u podstawy ukształtowania ciągów zdarzeń w wymiarze materialnym RzeczyIstności. Innego wytłumaczenia trudno nam się będzie tutaj doszukać. Cała sekwencja zdarzeń o jakich tutaj napisaliśmy jest udokumentowana na Czarnym Pasku kolejnymi artykułami i ma swoją dokumentację dodatkową w tzw Wpisach, czyli artykułach publikowanych na Stronie Głównej systematycznie, przez miesiące w ciągu czasu, wzbogacone także fotografiami i innymi materiałami.

I parę słów o miejscu gdzie Novy Świętowit przebywa

„…Miejscowość nazywa się Dolenjske Toplice. Zdjęcie zostało zrobione nad rzeczką Suszica, na podwórku za naszym domkiem, w którym wynajmowaliśmy mieszkanie. Dom znajduje się po drugiej stronie ulicy naprzeciwko kompleksu spa i basenów. Zdjęcia domu i okolicy w zalączniku. Dolenjske Toplice słyną przede wszystkim z gorących źródeł, które wypływają w różnych miejscach spod ziemi albo do tej właśnie rzeki. Także przy miejscu w którym zrobiłem zdjęcie, było ujście z gorącą wodą. Mieszkaliśmy prawie u stóp góry Cvinger. Na szczycie pośród lasu znajdują się ruiny kamiennego grodziska. Jak twierdzą słoweńscy archeolodzy powstało ono w późnej epoce żelaza….

… Pozdrawiam,

Bartosz”

Co się działo między 29 maja a 12 czerwca 2012 roku:

3 czerwca

Kartka z kalendarza na 3 czerwca 2012 r.

Czerwiec
3
Niedziela
Cecyliusz, Ferdynand, Klotylda, Konstantyn, Leszek, Owidia, Owidiusz, Paula, Tamara
155 dzień roku, do końca pozostaje 211 dni
Do końca kalendarzowej wiosny pozostaje 17 dni
Wschód słońca: 4:19
Zachód słońca: 20:49
Dzień trwa: 16 godz. 30 min
Znak zodiaku urodzonych czerwca to Bliźnięta
Faza Księżyca: pełnia
Jasność: 99% ↑  Wiek: 14 dni
Najbliższa pełnia: 4 czerwca (pn.)

George Soros: strefa euro ma trzy miesiące na uratowanie euro

Rządy strefy euro mają około trzech miesięcy na uratowanie wspólnej waluty – powiedział na konferencji ekonomicznej we Włoszech amerykański miliarder i inwestor George Soros, którego cytują media brytyjskie. – Znajdujemy się w punkcie…

Izrael zbroi okręty podwodne w głowice nuklearne

Izrael uzbraja dostarczone przez Niemcy okręty podwodne w rakiety samosterujące, wyposażone w głowice nuklearne – informuje w najnowszym wydaniu niemiecki tygodnik „Der Spiegel”. Jak pisze, rząd RFN zapewne o tym wie, chociaż… więcej

Niecodzienna parada w Londynie. Największa od 350 lat

Elżbieta II dołączyła po południu do największej od 350 lat parady około tysiąca statków, łodzi, kutrów, holowników i kajaków, będącej główną atrakcją obchodów 60-lecia panowania brytyjskiej królowej. W towarzystwie… więcej

Z opolskiego zoo zniknęło siedem małp

W opolskim zoo w nocy z soboty na niedzielę zniknęło siedem małp – tamaryn cesarskich. Brak zwierząt zauważyli w niedzielę rano pracownicy ogrodu zoologicznego, sprawę zgłosili policji. więcej

Iran kończy nowy kosmodrom do wystrzeliwania satelitów

Iran kończy budowę nowego kosmodromu, który pozwoli mu wkrótce na wysyłanie na orbitę wokółziemską dalszych satelitów krajowej produkcji – oświadczył minister obrony, generał Ahmad Wahidi. Irańskie ambitne plany w dziedzinie podboju… więcej

Wielka Rafa Koralowa coraz bardziej zagrożona

Ekolodzy ostrzegają: Wielka Rafa Koralowa stoi w obliczu coraz większych zagrożeń. ONZ rozważa umieszczenie jej na oficjalnej liście obiektów znajdujących się w niebezpieczeństwie. Specjalny raport w tej sprawie opublikowała agencja ONZ… więcej

Nigeria: ugrupowanie Boko Haram przyznało się do zamachu w kościele

Islamistyczna grupa Boko Haram wzięła na siebie odpowiedzialność za samobójczy zamach na wiernych w kościele, do którego doszło w niedzielę w Yelwa na obrzeżach Bauchi w Nigerii. Na miejscu zginęło 40 osób, a 15 trafiło do szpitala. więcej

Burza słoneczna 3 – 7 czerwca 2012

Burza słoneczna z 7 czerwca trwała około trzech godzin i był to umiarkowany (klasy M) rozbłysk słoneczny, ale szczególnie interesujący, ponieważ wyemitowany został koronalny wyrzut masy (CME), z tym że wyrzucony materiał zamiast wydostać się w przestrzeń kosmiczną, w większości spadł z powrotem na powierzchnię Słońca.

- Dlaczego tak się stało, zamiast zwykłego procesu wyrzucenia w przestrzeń, wciąż pozostaje niewiadomą. Wciąż próbujemy to zrozumieć – powiedział agencji Space.com astrofizyk Chamberlin. – Taka jest nauka. Nie wiem.Zabiło nam to klina.

Kolega Chamberlina, również z Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda, sformułował to nieco dramatyczniej:

- Nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy – powiedział Alex Young […]. – Jakby połowa Słońca rozpadała się w drobny mak.

- W kategoriach samej siły, jest to naprawdę średniej mocy eksplozja – mówi Young – wyglądała jednak wyjątkowo dramatycznie przez cały ten ciemno-atramentowy [wyrzucony] materiał. Zazwyczaj tego nie widzimy.

[...] Fizyk słoneczny, Angelos Vourlidas z Laboratorium Badawczego Marynarki Wojennej w Waszyngtonie, nazywa to „ciemnymi fajerwerkami”.

- Wybuch był wywołany przez niestabilne włókna magnetyczne w pobliżu powierzchni Słońca – wyjaśnia. – Włókna zawierały plazmę, która wybuchła rozpryskując ciemne kleksy i wstęgi.

Bąble plazmy były duże jak planety, o wiele większe niż Ziemia. Wznosiły się i opadały niczym pociski balistyczne, poruszając się pod wpływem grawitacji Słońca jak piłki rzucane w powietrze i eksplodując „jak bomby”, kiedy spadały na powierzchnię gwiazdy.

Jednak niektóre bąble bardziej przypominały kierowane pociski rakietowe.

- Na filmach możemy zobaczyć, jak materiał jest “chwytany” przez pola magnetyczne i pchany w kierunku grup plam słonecznych setki tysięcy kilometrów dalej – mówi Young.

Obejrzyjcie te spektakularne ujęcia, a zrozumiecie, o czym mówimy:

[...]

Niezależnie od mechanizmu powodującego te zmiany i ewentualnej roli hipotetycznej gwiazdy towarzyszącej, najważniejsze jest to, że duże zmiany są już w toku. Ta myśl zdecydowanie pomaga nam zwracać uwagę na znaki, na wypadek gdyby okazało się, że nie są to jedynie czcze spekulacje.

Prawdopodobnie myślicie – i słusznie – że powyższe rozważania nie wyjaśniają słonecznych fajerwerków, jakie mieliśmy na początku czerwca. W tej kwestii też chcielibyśmy zaproponować pewną hipotezę. Jak wyjaśniał Ryan X w jednym z ostatnich artykułów Sott.net Focus, opierając się na teorii słonecznego kondensatora Jamesa McCanneya i pracy Johna H. Nelsona o ustawieniach planet, „okazuje się, że planety i komety są jak przewody elektryczne, przenoszące ładunki od Słońca w zewnętrzne rejony Układu Słonecznego – jak ścieżki elektryczne, czy swego rodzaju kable”. Ryan X wspomina też o zaobserwowaniu faktu, iż 11-letni cykl plam słonecznych związany jest z ustawieniem się Jowisza i Saturna w jednej linii ze Słońcem. Spekuluje ponadto, że

gdy planety wewnętrzne Układu Słonecznego zrównują się z jakąś planetą zewnętrzną (tj. kiedy ich „przewody” się łączą), istnieje większa szansa na „rozładowanie słonecznego kondensatora”, w myśl teorii McCanneya, a tym samym większe prawdopodobieństwo wystąpienia plam, rozbłysków, CME, itd. Myślenie o Układzie Słonecznym jako rozbudowanym obwodzie elektrycznym może być użyteczną i wartą rozważenia analogią [...] Ponieważ wszystkie planety są podłączone do Słońca, oznacza to, że gdy Słońce zaczyna się rozładowywać, wszystkie planety, z Ziemią włącznie, otrzymują wstrząs elektryczny, czy też zakłócone zostaje w jakimś zakresie ich normalne elektromagnetyczne połączenie ze Słońcem.

Wszystkie specyficzne ustawienia obejmujące Słońce – koniunkcje, kwadratury i opozycje – okazują się zwiększać prawdopodobieństwo rozbłysków. Ryan X zauważa, że około 2 czerwca Merkury i Wenus były w koniunkcji z Jowiszem, podczas gdy 7 czerwca pojawił się węzeł wstępujący Merkurego, a 6 czerwca węzeł zstępujący Wenus. Aktywność na Słońcu zaczęła narastać 29 maja, kilka dni przed zrównaniem między Merkurym a naszym nowym przyjacielem, kometą Elenin. Mimo że do 2 czerwca nie było żadnych widocznych przejawów aktywności słonecznej, dwa dni później planetarny indeks k (k-index, miara aktywności geomagnetycznej) podskoczył do około 7 (niska aktywność to zazwyczaj 3 lub poniżej).

Ten nagły wzrost aktywności geomagnetycznej, jaki nastąpił 4 czerwca, przyniósł zorze polarne znacznie dalej na południe niż zazwyczaj, bo aż po stan Wisconsin w USA. Ze wszystkich raportów o CME, jakie widzieliśmy, był to jak dotąd największy taki czerwcowy skok. Co ciekawe, tego samego dnia, kiedy dotarła do nas ta słoneczna burza, wybuchły chilijski wulkan Puyehue i meksykański Popocatepetl, uwalniając ogromne ilości energii (więcej o tym poniżej). Jak już wspominaliśmy w poprzednich artykułach na SOTT, podejrzewamy istnienie korelacji między pozycjami planet, aktywnością geomagnetyczną i zjawiskami takimi jak trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów i silne burze.

© Sott.net – Pozycje planet do Jowisza z 2 czerwca 2011

Jeśli zrównanie Jowisza, Saturna i jakiejś wewnętrznej planety ze Słońcem może wywołać zwykłą aktywność słoneczną, to co by się stało, gdyby w pobliżu Układu Słonecznego pojawił się towarzyszący Słońcu brązowy karzeł? Wygląda na to, że mamy tu pewien paradoks. Chociaż wbrew oczekiwaniom aktywność Słońca zdaje się utrzymywać na niskim poziomie, to pokazy zjawisk elektrycznych na różnych planetach nasilają się jak nigdy dotąd. Jakby zmienił się rozkład sił w Układzie Słonecznym. Czy przyczyną tych zmian może być brązowy towarzysz Słońca, a jeśli tak, to co jeszcze nam przyniesie?

Trudno zaprzeczyć temu, że na Ziemi zachodzą poważne anomalie pogodowe. Ale jeśli, jak sugerują prace Jamesa McCanneya, zjawiska atmosferyczne mają charakter elektryczny, to czy wyjaśnia to także dużą liczbę eksplozji transformatorów od początku roku? Jeśli utrzyma się obecna częstotliwość, to ilość takich wypadków do końca roku da wynik dwukrotnie wyższy w porównaniu z rokiem 2010, sądząc po doniesieniach w mediach.

Czy myślicie, że naszym spotkaniem w Pełnię Księżyca  3 czerwca na Ślęży wywołaliśmy Niewypał Koronalny i Burzę na Słońcu?A może wyzwoliliśmy Deklarację Naukowców o Świadomości Zwierząt z dnia 7 lipca 2012?

A może ta burza i ten dziwaczny wyrzut koronalny są tylko sygnałem ważności tamtego spotkania?A może to one nas „napromieniowały”? A może to wtedy nussonowa, eteryczna „ciemna” materia i energia „przesnuła” się przez nas tryskając przez Okno-Słońce koncentryczną strugą wprost z Galaktycznego Rdzenia i z Wszechświatowej Istoty Świadomości Nieskończonej, z Jądra, Jaśni i Jaźni oraz z Jedni Światła Świata?

A może po prostu wszystko jest powiązane ze wszystkim – i wreszcie zaczynamy to WIDZIEĆ?!

 

deklaracja świadomościDeklaracja Świadomości Zwierząt sygnowana przez naukowców z Cambridge  7 lipca 2012!!! Brawo. To nas utwierdza, że słuszne są nasze sądy SSŚŚŚŚ na ten temat. Szkoda, że nie wiedziałem o takiej deklaracji w chwili gdy tutaj toczyły się dysputy, czy zwierzęta są świadome!

I na tym koniec – ot i cała, Taka Sobie Bajka.

Dzisiaj dotarła do mnie reklama kosmetyków – konkretnie kremu nawilżającego dla kobiet, która mówi iż, cyt.: „…21 12 2012 w to Magiczne Święto Przesilenia „Kupiec Zapachów” pojechał do Prowansji odnowić swą witalność w Źródle tryskającym spod  pnia Tysiącletniego Oliwnego Drzewa”. Twierdzę, że w Prowansji był to raczej Tysiącletni Dąb, a może nawet i Tysiącletnia albo i znacznie starsza Wierzba-Wierszba, lub Wisznia-Wiśnia, Axis Mundi, Drzewo Drzew, Światło Świata. Nie mamy jednak zupełnie nic przeciwko Drzewu Oliwnemu, Oliwie i Oliwkom.

A co dzieje się teraz?

piramidy3

np 30 listopada podano, że :

„Stan zdrowia Władimira Putina jest zły”

Ω

3 grudnia 2012 w nocy

przed wschodem słońca planety Merkury, Wenus i Saturn w jednej linii, idealnie nad piramidami w Gizie.

Ω

 „Hiperfizyka w 12 minut.”

Hiperfizyka wyjaśnia nam to, czym jest czas, przestrzeń, wiedza, informacja, czy istota itd., czyli to, co do tej pory było dla ludzkości w pewnym stopniu abstrakcją. I na tej bazie niemal w pełni oddaje budowę wszechświata. Oczywiście w takim zakresie na ile jest to możliwe na dzień dzisiejszy.

Ważną kwestią pozostają w tym wszystkim wzorce poznawcze, poza tym przekład szeroko rozumianej „informacji” na słowa, już sam w sobie jest „wąskim gardłem” spłycając przekaz. Słowa nie są dobrymi nośnikami informacji, są zaburzeniem czystych myśli.

Ω

5 grudnia: „Putin i Ławrow połamani” – donosi prasa

laicyzacja europy

6. grudnia: Musimy zapobiec Laicyzacji EUROPY

– nawołuje polski biskup Stefan Cichy.

9 grudnia, w 15 lat od „Fides et ratio” Jana Pawła II  w TV Trwam kardynał Stefan Nagy cytuje kolejnego papieża, Benedykta XVI – który stwierdza, że Wiara w Europie (ma na myśli wiernych religii chrześcijańskich) osiągnęła poziom  PUSTYNI.

Ω

Na Onet.pl prezent od Yetisynów dla Lemingów

Co stanie się 21 grudnia? Mroczna przepowiednia dla świata

Onet 5 gru, 10:52

Przepowiednia o końcu świata ma przerażający wpływ na ludzi. Prawda o jej skutkach zaczyna wychodzić na jaw. Narasta niepokój i panika. Prawdziwe zagrożenie dla ludzkości tkwi jednak zupełnie gdzie indziej. Co stanie się 21 grudnia?

czytaj: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/co-stanie-sie-21-grudnia-mroczna-przepowiednia-dla,1,5323138,kiosk-wiadomosc.html

A oto prezent od Lemingów dla Lemingów z Interia.pl

moglibyśmy się pośmiać gdyby to nie było w gruncie rzeczy zatrważająco smutne

„Końca świata nie będzie”. Oświadczenie premiera Rosji

7.12. 2012 – 33 minuty temu

Końca świata nie będzie – oświadczył Dmitrij Miedwiediew. Szef rosyjskiego rządu zapowiedział jednocześnie walkę z korupcją, pijanymi kierowcami i paleniem papierosów.

http://fakty.interia.pl/raport/srodek-wschod/news/konca-swiata-nie-bedzie-oswiadczenie-premiera-rosji,1870959

Negatyw, Negatyw, Negatyw i wiecznie Negatyw – ręce można załamać nad poziomem tych osób, które rozpowszechniają tego typu zalew negatywnych informacji, próbując uzyskać rezonans STRACHU!

Ω

Słowiański RAP tryumfuje: Donatan RÓWNONOC „Słowiańska krew”

słowianska noc

Donatan RÓWNONOC „Z dziada-pradziada” Trzeci Wymiar

Tak, dokładnie tak, Korzenie, Korzenie, Korzenie! Nie pozwolimy się od nich odciąć nigdy i nikomu, bo Królestwo SIS – Wielki Kaganat Północy – Królestwo Słowian, Istów i Skołotów nigdy nie wybacza krzywd i odbiera nawet po stu pokoleniach wszystko co kiedykolwiek było Jego!

Donatan RÓWNONOC „Budź się” Pezet Gural Pih

Niech się obudzą nieobudzeni!!! Taka inicjatywa jak Równonoc to naprawdę coś co potrzebne jest nam jak powietrze! Więcej to, więcej, szybciej, jeszcze! To jest jak zastrzyk tlenu, który rozpala ogień w duszach i głowach! To bardzo Wielka Zmiana, przyznacie sami.

Ω

Wielki Zderzacz Hadronów zakończy kluczowy eksperyment w dzień końca kalendarza Majów

admin, pt., 2012-12-07 16:38
Large Hadron Collider – Źródło: CERN

Naukowcy pracujący nad znalezieniem dowodu na istnienie bozonu Higgsa, mają nadzieje wytworzyć nowe cząstki, które mogą pojawić się w wyniku eksperymentów wykonywanych w Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC). Okazuje się, że LHC działa teraz z coraz większą mocą i już wkrótce, 21 grudnia 2012 dojdzie tam do kluczowego eksperymentu.

CERN uruchamia nową serię eksperymentów, w nadziei na uzyskanie wyników, które pomogą doprowadzić do końca „Model Standardowy” i umożliwią naukowe podstawy do poradzenia sobie z problemem nieskończonej masy. Naukowcy prowadzą raczej obserwacje w formie opisów mateamtycznych wyników kolizji.

Zatem zderzacz zostanie uruchomiony w ciągu najbliższych kilku dni i będzie działał na pełnej mocy aż do piątku, 21 grudnia 2012. W tym czasie zostanie wykonana seria kolizji protonów rozpędzonych w akceleratorze z nukleonami różnych pierwiastków, na przykład ołowiu lub złota. Z tych doświadczeń, naukowcy mają nadzieję dowiedzieć się więcej również o takich rzeczach jak ciemna materia a nawet Wielki Wybuch.

Aktualne grudniowe prace w LHC to ostatnie prace przed tym, gdy LHC zostanie wyłączone na 20 miesięcy celem aktualizacji i dołożenia mocy. Praca akceleratora zostanie wznowiona w 2014 roku. LHC budzi sporo kontrowersji w środowisku naukowym i wielu specjalistów twierdzi, że eksperymenty wykonywane tam przy tak dużych mocach mogą prowadzic do powstawania osobliwości kwantowych. Już teraz fizycy sa tam w stanie wytworzyć temperaturę typową dla gwiazdy. Któregoś razu kolejny eksperyment z wykorzystaniem wysokich energii może doprowadzić do tego, że powstanie nie koniecznie to czego oczekują specjaliści.

Przypadkiem zdarzy się tak, że Wielki Zderzacz Hadronów będzie wykonywał swoje najważniejsze dotąd doświadczenie dokładnie w dzień końca kalendarza Majów. Wzbudziło to już niemałą sensację w środowisku zwolenników teorii apokalipsy w 2012. Niewątpliwie LHC to największe źródło pola magnetycznego na Ziemi i gdy tylko jest włączany to na pewno musi dochodzić do jakichś fluktuacji między ziemskim polem magnetycznym i polem magnetycznym LHC….

czytaj w Zmianynaziemi.pl

Oczywiście Apokalipsa jest wizją Yetisynów przeznaczoną dla Lemingów.

Ω

9 grudnia – Człowiek ze Świdnicy na Jasnej Górze

rzuca żarówkami z czarną farbą w święty Obraz Maryji Dziewicy (Czarnej Madonny) z Dzieciątkiem. Desperacki akt szaleńca, który jednak nie wzbudza naszego zdziwienia. Potępiamy zdecydowanie ten akt, nie tędy droga! Niech każdy kontynuuje swoją ścieżkę duchową, tak jak chce, i którędy chce. Chce trwać przy swoim niech trwa. Co nam to może przeszkadzać, poza tym że szkoda tych ludzi? Na siłę nic nie zrobimy – to byłoby bezsensowne.

profanacjaHipokryci?

Jednakże dla sprawiedliwości warto porównać dwa czyny – rzucenie farbą w obraz, który i tak jest za szkłem i nic mu się nie stało, oraz spalenie 500 letniego drzewa – Żywej Istoty  – Świętego Dębu czyjejś Wiary Przyrodzoney-  w tym roku 2012 Dębu  Cygańskiego, w 2011 – Dębu na Łobzowie Krakowskim, w 2010 roku – Dębu Bartek – we wszystkich tych trzech wypadkach SPRAWCY SĄ NIEZNANI, a szkodliwość czynu zapewne niewielka.  Negatyw, negatyw , negatyw!

Mówią że coś podobnego zdarzyło się w Polsce tylko raz, w roku 1430. Dobrze, że Kmicic się powstrzymał przed tym co planował z Radziwiłłem.

Ω

10 grudnia

Chińczycy popadają w chorobliwą pychę – Nowa Wieża Babel

Firma Broad Group ogłosiła, że zamierza wybudować nową najwyższą wieżę na Ziemi, Sky City One. Budynek stanie w południowo-środkowych Chinach w mieście Changsha. Jeśli władze zaakceptują plany inwestora, padną dwa rekordy: Broad Group wzniesie rekordzistę wysokości zaledwie w 3 miesiące!

Budynek Sky City One będzie liczył 220 kondygnacji. Na powierzchni liczącej 1,2 mln metrów kwadratowych będzie mogło zamieszkać 17,5 tys. osób. Prawie drugie tyle znajdzie tam pracę. W wieży oprócz mieszkań mają znaleźć się również biura, hotele, restauracje a nawet szkoły i szpitale. Na poziomych powierzchniach dachowych będą ogrody i lądowiska dla helikopterów. Między ziemią a niebem będzie kursowało ponad 100 wind.

Dotychczasowym liderem wyścigu o najwyższą Wieżę Babel jest Wieża Dubaju (Burdż Chalifa), której szczyt wznosi się 828 m nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Widać ją 95 km od Dubaju. Wieża ma 169 pięter, powstała w 5 lat kosztem 1,1 mld euro.

Ω

5-12 grudnia 2012: „Koniec”  największej mistyfikacji piolityczno-medialnej w Polsce

A właściwie  proces obnażania kłamstwa Prokuratury i Prorządowych Mediów Poskomunistycznych. 5 grudnia kuriozalne posiedzenie Komisji Sprawiedliwości w Sejmie transmitowane przez TVN 24. Polsat przerywa transmisję w połowie posiedzenia, TVP przerywa zanim producent urządzeń zastosowanych w Smoleńsku do badania wraku z całą stanowczością stwierdza, że jego urządzenia (te same których użyła Prokuratura do szukania śladów trotylu w Smoleńsku) stosowane na lotniskach całego świata (w 60 krajach – między innymi w USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Polsce i Izraelu)  pokazują natychmiast i jednoznacznie każdą cząstkę trotylu obecną w próbce nawet po 1000 lat od chwili, gdy się tam znalazła. Urządzenia – powiada Zastępca Prokuratora Generalnego – pokazały napis TNT – a nie nic innego. Ryszard Kalisz zrywa posiedzenie Komisji przed sformułowaniem końcowego komunikatu! TVP pokazuje swoje antypubliczne i antyspołeczne oblicze – transmisja trwa tam tylko na SATELITARNEJ wersji TVP INFO,  w naziemnej idą bzdety, w innych kanałach WIELKIE NIC. Tylko TVN 24 transmitował to do końca – potem wprowadził odpowiedniego „komentatora” (pan DERESZ oraz dyżurny politruk TVN) ze służb specjalnych, żeby na „gorąco” wykręcić kota ogonem. Niesłychanie impertynencki i arogancki pokaz Manipulacji Medialno-Politycznej.

Dalej rozpoczął się już spektakl absolutnego obnażenia tzw. „demokracji” polskiej i tak zwanej tutaj nad Wisłą „wolności słowa” i „bezstronności informacyjnej”.  Manipulacje „Rzeczpospolitą” i „Uważam Rze” – charakterystyczne tytuły – zauważcie – czy powiecie, że te tytuły zamieszane w skandal oraz takie nazwisko z nimi związane jak HAJDA to tylko zbiegi okoliczności? Toż to jaskrawe aż do rozśmieszenia manifestacje Wielkiej Zmiany i Nieskończonej Świadomości. Te skandale i obnażenia zamordyzmu polskiego nie mogły mieć miejsca w innej gazecie niż Rzeczpospolita oraz w tej, która używa kodystycznego tytułu „Uważam Rze”. Taka jest właśnie „prawda” podawana przez te i inne media oficjalne polskiej Klasy Posiadającej – można powiedzieć o niej brzydko, że to „g….prawda”, albo delikatnie „nieprawda” , albo prześmiewczo „praFda” lub po kodystycznemu „prawda”. Taka jest Rzeczpospolita w wydaniu tychże Klas Posiadających – spospolitowana – zdeptana i ośmieszona, post-komusza, zniewolona przez Sługusów Obcych.

A więc w rezultacie 12 12 2012 potwierdzono, że dziennikarz Gmyz z Rzeczpospolitej napisał prawdę, a jego wyrzucenie to hucpa i manipulacja, Prokuratura zaś Kłamie – zamiast poszukiwać PRAWDY – szczyt wszystkiego!

gp prokuratura

Katolicy?

W tej sprawie Prokuratura kłamie od samego początku. Począwszy od sprawy identyfikacji zwłok w Moskwie, które rzekomo odbywały się pod jej  nadzorem. To szczyt wszystkiego, że Urząd Poszukiwania Prawdy i Wykrywania Oszustw – kłamie i oszukuje. To przecież nie jest Ministerstwo Propagandy III Rzeszy tylko Urząd Państwa III RP. Obojętne czy Coś znaleziono w Smoleńsku czy nie znaleziono – powinien rzetelnie informować Społeczeństwo lub milczeć jak grób, dla dobra śledztwa, a nie paplać na polityczne zamówienie „szefuńcia”.  To kompromitacja jednego z Najwyższych Polskich Urzędów. Czy trotyl o czymś świadczy, czy też nie świadczy o niczym, to zupełnie inna sprawa. Zatajając fakt jego wykrycia Prokuratura dowiodła, że jest NIEWIARYGODNA – i to nie pierwsza, lecz setna już chyba taka sprawa, obnażająca istotę Systemu Pan – Niewolnik. Czarna seria wciąż trwa, lecz czas już dobiega końca. To koniec końców panowie.

gpc prok 2

Wrak polskiego samolotu rządowego leżący w Smoleńsku jest pokryty „w paru miejscach” TROTYLEM!!!

Ω

12.12 – 20.12 2012 – Planetoida Toutatis przeleci bardzo blisko Ziemi

Ta nazwa jakoś bardzo przypomina mi bardzo Tatooine i pewien film o Wiecznej Młodości zesłanej staruszkom z domu starców przez Kosmitów.

Planetoida 4179 Toutatis została po raz pierwszy zauważona w roku 1934. Wkrótce potem, wraz z oddalaniem się od Ziemi, jej blask osłabł i zniknęła ona z zasięgu ówczesnych teleskopów. – Ponowne odkrycie nastąpiło w roku 1989 i dopiero wówczas okazało się, z jak ciekawym obiektem mamy do czynienia. Toutatis ma nieregularny, podwójny kształt i rozmiary 4.5 x 2.4 x 1.9 km.

Do największego zbliżenia Toutatis do Ziemi dojdzie 12 grudnia. Jej jasność będzie ponad 50 razy słabsza od najsłabszych gwiazd widocznym gołym okiem. W następnych dniach jasność Toutatis będzie jednak rosnąć i maksimum osiągnie w dniach 15-18 grudnia. – Nawet wtedy, aby ją dojrzeć musimy dysponować sporą lornetką, lunetą lub teleskopem – dodał dr Olech.

W okolicach 11-15 grudnia Toutatis będzie się przemieszczać się przez konstelacje Wieloryba i Ryb. 16 grudnia Toutatis przejdzie do konstelacji Byka i zacznie zbliżać się do Jowisza i Aldebarana. Prawie dokładnie pomiędzy nimi znajdzie się w okolicach 20 grudnia, świecąc wtedy niespełna dwa stopnie od Aldebarana – najjaśniejszej gwiazdy gwiazdozbioru Byka.

Oto tylko drobny wybór, wyciąg, przekrój wydarzeń

jakie miały miejsce w dniach 2-12 czerwca 2012 roku oraz w dniach 2 – 12 grudnia 2012. Po co je tutaj zebraliśmy?

Po to żeby uświadomić sobie i każdemu kto czyta ten tekst – na czym polega Wielka Zmiana. Ma ona charakter Informacyjny i Informatyczny, ma charakter Elektromagnetycznej Fali i eterycznego zjawiska z kręgu „ciemnych” materii oraz energii, to Zjawisko Nussonowe, a zarazem całkowicie wymierne, fizyczne. Zbiorowa Świadomość tworzy coraz to nowe krystaliczne, energetyczne i eteryczne połączenia i pokrywa Matkę Ziemię Kolejną Siatką Czynnych Węzłów Świadomości.  Sieć obecnych na Ziemi od miliardów lat Węzłów elektro-magnetycznych, które nazywamy Miejscami Mocy, albo Czakramami Ziemi, została w latach 90-tych XX wieku pokryta elektroniczną Siecią Informacyjną Internetu i zainaugurowano tym samy epokę Zbiorowej Świadomości. Część zasobów elektro-informatycznych wiedzy osobistej, którą magazynowaliśmy do tamtego czasu we własnym mózgu, została wyniesiona z naszej pamięci na zewnątrz – do komputerów osobistych w latach 80-tych XX wieku. Następnie z upowszechnieniem internetu i cyfryzacją zasobów Bibliotek oraz upowszechnieniem technik komunikacji multimedialnej, została w latach 90-tych udostępniona ogółowi Ludzkości. Z początkiem XXI wieku nastąpił kolejny skok – pojawiły się strony WWW i Blogi umożliwiające indywidualną komunikację światopoglądową każdej Osoby Ludzkiej, która ma dostęp do Sieci Internetu ze wszystkimi innymi osobami. Upadła także bariera językowa – w znacznym stopniu, lecz nie całkowicie.

Jednostronnie do tej pory propagowany przez media publiczne i prywatne będące w rękach Właścicieli (Panów działających w Systemie Pan – Niewolnik, Yetisyn – Leming, Bankster – Pracownik Najemny) model kultury i organizacji życia społecznego (film, drukowane książki, kolorowa prasa, dzienniki) przestał być JEDYNYM, a system blokowania INNYCH Światopoglądów i Modeli Społecznych przestał być skuteczny. Zaczęły się rozpowszechniać inne Modele Społeczne, które do tej pory marginalizowano. Nagle powstało pojęcie tzw Mainstreamu – czyli Modelu Rzekomej Większości. Teraz po mniej więcej 20 latach, których przebieg tutaj powyżej jakoś tam niezgrabnie w przybliżeniu opisaliśmy jeśli chodzi o nasze Plemię Słowiańskich Wyznawców Wiary-Wiedy Przyrod(zone)y, Model Mainstreamu  upada. Przewagę zdobywa Światopogląd tzw „Nieracjonalistów”, który w istocie jest jedynym Racjonalnym Światopoglądem i nośnym Modelem Społecznym propagującym zmianę sposobu bycia i życia oraz koegzystencję z Matką Ziemią i Jej Przyrodą. Model ten propaguje Zasadę Plemienności, propaguje miłość między Wszystkimi Ludźmi na Świecie oraz miłość i wdzięczność dla Wszechświata realizowane przez poszanowanie i cześć tejże Matki Ziemi i Matki Siedliska Ludzkiego – Przyrody-Rodżany. Propaguje wciąż niezrealizowane Marzenia Ludzi o pokoju, ładzie i szczęściu na Ziemi. Na Ziemi a nie po śmierci.

To co obserwujemy dzięki Nowej Sieci, to emanująca Zbiorowa Świadomość i emanujące Świadomości Plemienne zgromadzone wokół Modeli Społecznych, którym one hołdują, którym są skłonne poświecić swój czas, energię i zaangażowanie. Zaangażowanie nie dla zabawy i nie wirtualne, lecz realne, przeniesione ze sfery teoretycznej i sfery Myślowej Zbiorowej Świadomości (Sieci Związków Internetowych Opartych o Idee) do sfery materialnej, Sfery Czynu, Sfery Wspólnego Działania, Tworzenia Wspólnoty – prawdziwego – niewirtualnego plemienia, prawdziwych, żywych relacji międzyludzkich, prawdziwych nowych miejsc na Ziemi, Ośrodków Realizacji Programu Świadomości Nieskończonej.

To co obserwujemy jako przyspieszenie, i co niektórych z nas przeraża, jako lawina zdarzeń, jest wykładniczym postępem informatyzacji i przekazywania coraz nowych zasobów Zbiorowej Pamięci (całych Bibliotek Wiedzy Ludzkości) do zbiorowego użytku. Przekazanie tych bibliotek powoduje znów wzrost szybkości i pomnożenie prezentowanych poglądów i koncepcji i wizji Świata i wizji Ładu Świata i wizji Postulowanego Nowego Ładu Świata.  To jest Gigantyczny PROCES ROZŚWIETLENIA MROKU, TO  JEST JEDNOCZEŚNIE PROCES WYZWOLENIA WSZYSTKICH ŚWIADOMYCH JEDNOSTEK LUDZKICH SPOD RZĄDÓW JAKICHKOLWIEK DOGMATÓW I DOKTRYN – TO PRAWDZIWA WOLNOŚĆ.  Nie wszędzie na Ziemi niestety, ale w wielu jej krajach rozwiniętych Wolność Intelektualna idzie w parze z coraz większą niezależnością materialną, gdyż postęp społeczny spowodował możliwość egzystencji na „niskim” i „średnim” poziomie posiadania środków do życia, nawet ludziom bez pracy, nie posiadającym pieniędzy zarabianych w systemie Pan-Niewolnik (w systemie kreacji pustego pieniądza).

Na naszych oczach za pośrednictwem wielu inicjatyw np. Społeczności Wiary Przyrodzonej Słowian – Rodzimowierców Zielonych, powstają Systemy Niezależne, np. Bezpośredniej  Wymiany Dóbr produkowanych przez poszczególnych członków społeczności, czy wymiany usług oraz wymiany świadczenia pracy w zamian za wyprodukowane dobra. Przykłady? Np BUFOR-Z, ale także zwłaszcza inicjatywy zaopatrywania się w żywność tylko ekologiczną tylko w lokalnym środowisku znanych nam producentów. Te inicjatywy pojawiają się teraz lawinowo na świecie i są błyskawicznie przenoszone w środowiska lokalne. Dzieje się to na zasadzie tego samego mechanizmu jaki powoduje pojawienie się lawiny portali i stron internetowych poświęconych zagadnieniom, o których tutaj mówimy.

Ludzi, którzy przeszli ów Proces Oświecenia i Wyzwolenia tworzących dzisiaj Novą Społeczność – Po Wielkiej Zmianie – Społeczność Wolnych Ludzi – Społeczność Elektro-Eko-Ekumeny Polskiej i Rodzimowierczej Polski Plemiennej na Całej Ziemi, są już w tej chwili całe zastępy. Liczba ta będzie teraz lawinowo rosnąć, a społeczność Wiary Przyrodzoney Słowiańskiej będzie tworzyć coraz mocniejszy własny wewnętrzny świat – obieg kulturalny, obieg wartości i wzorców, obieg sympatii  i związków, obieg życia społecznego – Plemienną Społeczność ze wszystkimi atrybutami Organizmu Państwowego, z pełną niezależnością od Nowotworów Politycznych, jakie wciąż jeszcze obserwujemy i które z racji swego ogromu wydają się nam niezniszczalne, a będą pękać jak mydlane bańki – jeden po drugim.

Aby Wielka Zmiana zapisana na dwóch Modelach Świętowitów – tego „Śląskiego” Joanny Maciejowskiej i tego „Norweskiego” modelu Bartosza Wilczkiewicza – czyli Świętowita Wielkiej Zmiany, czyli CZYSTOŚĆ Ziemi, CZEŚĆ Ziemi i WIECZYSTOŚĆ Pokoju na Ziemio raz  Jedń, Jaśń, Jaźń mogły się przerodzić w Wieczne Życie – w tryumf Wieczności na Ziemi i w pełną indywidualność CZYSTEJ KARTY – TABULA RASA, którą każda Istota Świadoma zapełnia tylko dla siebie, Swoimi Własnymi RYTAMI, aby ta wizja mogła się  zrealizować, musimy wpierw RAZEM przejść do Modelu Świętowita Po Wielkiej Zmianie – tego „Słoweńskiego” z kwietnia 2011 roku.

Dwukrotność manifestacji prekognitu jakim są te Świętowity Czyste ma sens oczywisty. Nasza Zbiorowa Świadomość będąca częścią Indywidualnej Świadomości Każdego z Nas i jednocześnie częścią BOGA- Świadomości Nieskończonej – czyli także nas samych, ale w formie pozamaterialnej, wyzwolonej z ciała fizycznego, pokazała nam Go Jako CEL. Twierdzę tak nie tylko dlatego, że powstały one później niż ten kwietniowy z 2011 roku, ale także przez to że RzeczyIstność wyeksponowała nam go w dwóch miejscach Ziemi, poprzez dwoje twórców niezależnych w jednym i tym samym czasie. Jest to kobieta i mężczyzna, oboje są Polakami, a dzieła powstały w miejscach, które są przez swoje dzieje PRZESŁANIEM DLA CAŁEJ ZIEMI, Białego Lądu (Europy) i dla całej Słowiańskiej Wspólnoty – niezależnie od tego w jakim miejscu Świata znajdują się jej przedstawiciele.

Zasady na jakich powinniśmy organizować od teraz nasze życie indywidualne i społeczne – zostały zapisane na Słoweńskim Świętowicie – jestem o tym przekonany.

 

jp2

Encyklika papieża Jana Pawła II – Wiara i Rozum, a NOWE SŁOWO

Czas na powrót do tematu drażliwego acz koniecznego, bo wiele osób w Polsce, poprzez zaszłości dziejowe ugrzęzło w pewnym miejscu swojego duchowego rozwoju i nie potrafi uczynić kolejnego zasadniczego kroku.

Udokumentowaliśmy poprzednio źródło encykliki „Fides et ratio” i jej zakorzenienie w Wierze Przyrodzonej – Wierze Przyrody. Udokumentowaliśmy też uprzednio pogański, czyli naturalny charakter Ładu Świata (porządku) zaproponowanego przez tę encyklikę – czyli Dwa Skrzydła – Rozum i Wiara – jako narzędzia Kontemplacji Prawdy (Boga).

Ta encyklika to niejako powrót do korzeni i zgoda na funkcjonowanie ROZUMU na równych prawach z Wiarą rozumianą po kościelnemu. My rozumiemy tę zgodę szerzej – jako „rozbrojenie” Wojującej Wiary, nawracającej na jedyny słuszny pogląd – w imię zastosowania Rozumu, jako narzędzia argumentacji i wyrokowania o Stanie RzeczyIstności (Stanie Świata Materialnego i Niematerialnego – Jedności Holistycznej) w wymiarze INDYWIDUALNYM (Jednostkowym, Osobowym).

Oznacza to czerpanie pełnymi garściami z Rajskiego Drzewa, Drzewa Poznania (Drzewa Dobrego i Złego) – które jest pogańskim Drzewem Świata – Axis Mundi – Wierszbą (Zwieńczeniem Świata) wyrastającą na Wierchu Weli Virszbą-Wierzbą-Wisznią (Wirem/Wiarusem – fraktalem-materialnym Nieskończonej Świadomości) przeszywającym wszystkie poziomy Świata – Nawię, Jawię, Prawię oraz sam Rdzeń i Istotę  Świadomości – SŁAWIĘ – Źródło Źródeł – SamoŚwiadomość – Światło Świata.

Naturalny, pogański,  właściwy człowiekowi, sposób postrzegania i opisywania RzeczyIstności, który można określić jako Światopogląd Naukowy + Holistyczna Wizja Świata, jest jedynym akceptowalnym sposobem rozpoznawania świata zewnętrznego i funkcjonowania człowieka w Naturalnym Środowisku. Ten drugi człon to niezbędne uzupełnienie Światopoglądu Naukowego, aby nie skostniał i nie stał się zbiorem dogmatów – czyli kolejną RELIGIĄ, a pozostał „wiarą”, albo inaczej WIEDĄ –  czyli  skutecznym narzędziem pozwalającym badać świat Materialny i Niematerialny oraz na bazie tego badania Rozwijać Świadomość. To jest właśnie rewolucja, która się toczy – obserwowana Wielka Zmiana, proces przebudowy Zbiorowej Świadomości i budowania nowej wspólnoty i nowego porządku opartego na owej Nowej Świadomości.

Żeby Wielka Zmiana mogła się w nas i w świecie w pełni dokonać musimy jasno i prawidłowo określić charakter dotychczasowych religii. My Polacy jako przedstawiciele Cywilizacji Północy  (Wschodniej i Zachodniej) powinniśmy dobrze zrozumieć doniosłą rolę Judaizmu i Chrześcijaństwa w budowaniu dotychczasowej Cywilizacji tzw Zachodniej , która jest w zasadzie Północną (i tak ją określamy). Obie te religie spełniły swoją dziejową misję, która polegała na właściwym uporządkowaniu ludzkiego świata idei i wartości w stosunku do możliwości gospodarczo-technologicznych Cywilizacji Człowieka i jego Miejsca w Środowisku – na tym etapie Rozwoju jaki miał miejsce.

U schyłku Epoki Rzymskiej te dwie religie zespolone w judeo-chrześcijaństwo podbiły świat a z nimi podbił świat postrzymski porzadek feudalny – System Pan-Niewolnik. Było to niezbędne skoro się wydarzyło – bo dzieje się na świecie tylko to co ma Ewolucyjne Uzasadnienie – zwycięża Ład Momentu Odpowiedni do Chwili Dziejowej. To samo dzieje się teraz – Wielka Zmiana jest kresem dla wszystkich systemów filozoficznych (religijnych) uznających Ład Hierarchiczny, jako zasadę organizacyjną dla Ludzkiej Cywilizacji.

To KONIEC EPOKI PAN – NIEWOLNIK.

Chrześcijaństwo było wewnątrz-judejską rewolucją światopoglądową, a miało być rewolucją społeczną. Żydzi jednak odrzucili tę rewolucję, okrzyknęli Jezusa uzurpatorem i pozostali w systemie Pan-Niewolnik. Nie ze złej woli, lecz z dziejowej konieczności.

jezus-sennik-chrystus

Jezus głosił bezwzględną miłość, braterstwo i wybaczenie. Te same hasła przewijają się przez wszystkie późniejsze rewolucje, co pokazuje jak bardzo nadają się one – jako wciąż niespełniona idea i nadzieja ludzkości, Marzenie Ludzi – na sztandary różnorakich „przewrotów”. To rzeczywiście była nowość.

Reprezentantów, którzy wzięli tę nowość na serio i chcieli ją wprowadzać w czyn, bezwzględnie jednak wybijano i eliminowano innymi sposobami. W miejsce tego „czystego jezusowego nurtu” wprowadzano po cichu nurt niewolenia i ogłupienia, który ma korzenie w Starym Testamencie. Wczesne chrześcijaństwo głosiło Miłość i Poświęcenie dla Bliźniego – i tym rozbrojono Barbarzyński system plemienny i pokonano wszelkie inne Wiary Przyrodzone – funkcjonujące ówcześnie.

Chrześcijaństwo we wszystkich późniejszych formach – protestanckie, katolickie i w innych odmianach – islam – kompletnie zlekceważyło i „odrzuciło” naukę Jezusa, albo wypaczyło ją, doprowadzając do kultu mnichów klasztornych umartwiających się i biczujących w procesjach za winy starotestamentowe. Purytanizm katował ciało i żądze naturalne.

Wciąż walczono z Człowiekiem w człowieku.

Dlatego kiedyś napisałem na tym blogu, że chrześcijaństwo zostało bezwzględnie wykorzystane, i użyte instrumentalnie, a następnie zużyte aż do wyczerpania wewnętrznego paliwa „biblijno-nowotestamentowego” w służbie systemu Pan – Niewolnik (feudalizmu – który wciąż trwa).

Wszelkie diagnozy społeczne ogłoszone przez różnych filozofów okresu „nauki” (oświecenia, pozytywizmu i późniejsze) są błędne w diagnozie – że feudalizm się kiedykolwiek skończył. Kapitalizm jest krańcową formą feudalizmu.

Dzieje były jakie były. Chrześcijaństwo jako nośne przez ideę prezentowaną w okresie wczesnej fazy post-rzymskiej pozwoliło wprowadzić feudalizm wszędzie gdzie się pojawiało, głosząc fałszywie ideę równości przed Bogiem – ale nie na Ziemi.

Widać było to narzędzie właściwe w tej fazie rozwoju cywilizacji, kiedy plemiennemu chaosowi idei, bogów, wieców, sądów, wyroczni, wróżbitów, watażków itp, przeciwstawiono żelazną organizację opartą na wybrańcach i pomazańcach – pojedynczych osobach – ustanowionych przez papieża jako władców dla rozległych organizacji państwowych. Jednocześnie oparte było na trzymaniu ludu w ciemnocie i strachu przed „karą” – oparte to było na krzewieniu zabobonów a nie Wiedzy i Wiedy. Dlatego nie nauczono mas pisać ani czytać i nie udostępniono im bibliotek ani książek. Utrzymywano ten stan rzeczy prawie 2000 lat.

To że komuniści rozprawili się z analfabetyzmem w 20 lat pokazuje w bezwzględny sposób Zasadę Główną chrześcijaństwa: rząd dusz nad ogłupiałym tłumem, nie uczyć lecz karać odstępstwo od „wiary” czyli kanonu który określa Najwyższy Rangą Pomazaniec w Watykanie – centrali – czyli Ślepa Wiara. To że komuniści tak łatwo nauczyli ludzi pisać i czytać nie świadczy o ich wspaniałomyślności, lecz o fazie rozwoju cywilizacji, analfabetyzm stał się nieakceptowalny dla zasad organizacji gospodarki na tym stopniu rozwoju. Dalszy postęp gospodarczy wymagał wiedzy i nauki.

Widać ten proces współcześnie w Indiach, które nie przeszły „rewolucji” komunistycznej, podczas gdy Chiny go przeszły. Kto rozwija się lepiej i szybciej – oczywiście Chiny. Oświata STAŁA SIĘ PRIORYTETEM Indii po wyzwoleniu. Tam również widać pięknie oręże Kolonializmu, które stosowano w Polsce i nadal się stosuje – dezinformację i ogłupianie. Ogłupiano i Hindusów a nie uczono ich „prawdy”, zmuszano do podporządkowania się „nowej cywilizacji”.  Brytyjczycy wcale nie zmniejszyli analfabetyzmu, tylko korzystali z systemu niewolniczego i eksploatowali ten kraj. Indie okazały się, tak jak Chiny, niepodatne na przeszczep chrześcijaństwa.Nie udało się ich w związku z tym całkowicie podporządkować tzw. Zachodowi. Odwrotnie niż w Ameryce.

Wiara Przyrody – Przyrodzona była w okresie późnorzymskim także już dogmatyczna i kanoniczna, a przede wszystkim posiadała warstwę „pasożytów” – kapłanów – pośredników. Dlatego jako znana i posiadająca określone słabości, przegrała konfrontację z „nowym” – chrześcijaństwem rewolucyjnym, które potem zastąpiono judeo-chrześcijaństwem, z jego kompleksem Winy, jako centralnym punktem porządku Pan-Niewolnik (Pan Bóg – Człowiek w sensie filozoficznym).

Nie ocalała żadna doktryna ani żadne kasty kapłańskich-pośredników jedynie Wiary Przyrodzoney Słowian.

Ten stan rzeczy – SYSTEM PAN – NIEWOLNIK – bezwzględnie się kończy. To jest – między innymi – Wielka Zmiana, którą obserwujemy.

„…Jest napisane: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo, Ew. Jana 1,1. Ta podstawowa cegiełka nazywana jest Stwórcą, gdyż „Wszystko przez nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” Jan 1,2. Możemy również przeczytać, że „Bóg jest Duchem” Jan 4,24…”

Potraktujcie to co napisane tak jak na to zasługuje – To NIC ŚWIĘTEGO – PRAWDĄ jest to co w Każdym z NAS.

„…Drugi szkodliwy myślokształt ma również swoje korzenie w religii. Jest to przekonanie, że jesteśmy w jakiś sposób oddzieleni od naszego Wyższego Ja, naszej Boskości, Bóstwa lub jakkolwiek to nazwiecie. Końcowym skutkiem takiego myślokształtu jest to, że jesteśmy wypędzeni z królestwa światła i ducha przez nasze własne potępienie.

Nie ma oddzielenia pomiędzy nami a naszymi Niebiańskimi duszami, naszymi Wyższymi Ja, lub naszą Boskością . Nie potrzebujemy pośredników pomiędzy nami a naszą boską naturą. A utrzymywanie/utrwalanie tego przekonania o naszej bezwartościowości, niegodności, by otrzymać dary królestwa światła, w rzeczywistości powstrzymuje nas od otrzymywania łaski i uzdrowienia, które są naszym prawem przysługującym od urodzenia. Ten rodzaj łaski uzdrowienia z królestwa światła płynie do nas z innego aspektu nas samych, a nie od siły poza nami….”

Na koniec tej analizy Wielkiej Zmiany, Słowo o Przyrodzie.

Coś jeszcze, głównie dla tych osób odwiedzających tę stronę/blog/portal, które nie chcą przyjąć do wiadomości, iż zwierzęta mają świadomość taką samą jak ludzie i powinny mieć prawa dokładnie takie same jak ludzie.

Jest to pewien sugestywny wykład naszego pobratymca z USA Gary’ego Yurofskiego –  Takich ludzi nam potrzeba, jak najwięcej, tutaj na miejscu!!! Właśnie PSL pod nowym wodzem prze do legalizacji uboju rytualnego bydła. Argument: bo nam masa KASY ucieknie, kiedy inni dookoła będą nasze bydło wywozili  i je u siebie rytualnie tłukli.

A niech sobie tłuką i biorą na swoje sumienia tę zbrodnię i tę kasę! Chcecie takich brudnych pieniędzy? Hipokryci z PSLu! Równie dobrze możecie handlować bronią z Koreą Północną, ku naszemu „wspólnemu dobru i dobrobytowi Polski”. Nazwać takich wszami to zbyt obraźliwe dla wszy.

Inny przykład:

Pożar w opolskim zoo. Spłonęły zwierzęta

Nie udało się uratować większości płazów i gadów z pawilonu w opolskim zoo, gdzie w niedzielę późnym wieczorem wybuchł pożar.

Co się dzieje z tym ZOO – najpierw kradzież 7 małp – według scenariusza filmowego, a teraz pożar – Czy to dalszy ciąg tego samego filmu z Brucem Willisem i tego samego myślokształtu? Tamtych małp było bodajże 12.

Wracając do kwestii jedzenia mięsa lub nie. Kto chce może jeść mięso, to może być trudne odzwyczaić się, ale nie trudniejsze niż przestać palić papierosy. Jeśli już jesz, miej świadomość, iż to najwyższa ofiara i poświęcenie innej istoty żywej i świadomej. Weganizm nie zwalnia nikogo od tego sposobu myślenia. Miejmy zawsze świadomość, także zjadając marchewkę, iż to jest najwyższa ofiara. Nigdy nie rób tego NIEPOTRZEBNIE, PONAD MIARĘ, to doskonała motywacja dla trzymania rozsądnej diety a ciała w dobrym zdrowiu. 

Z DWOJGA ZŁEGO ZDROWSZE SĄ ZIARNA, ORZECHY, OWOCE I JARZYNY. Mamy WYBÓR więc piszę te końcowe słowa nie na czarno-żałobnie, ale na Zielono z Dużą Nadzieją na Przyszłość.

Marek Wójtowicz – Na koniec czasów – ku pokrzepieniu słów kilka

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Grudzień 2012

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Odpowiedź na pytanie: czy we Wszechświecie istnieje Życie? Brzmi… We Wszechświecie istnieje Wyłącznie Życie!

Nieustający ruch energii zasilany wolą ŹRÓDŁA-OJCA, nacechowany jest możliwościami nieograniczonego przejawu i kreacji zdarzeń. Czasoprzestrzeń, w której przebiega ŻYCIE nosi miano DZIEJE. Aktywne uczestnictwo DUCHA w DZIEJACH czyni go zdążającym ku SŁOWU. SŁOWO-WIEDZA powoduje, że DUCH staje się świadomy. Dalsze nieustanne dążenie do SŁOWA owocuje rozbłyskiem samoświadomości. DUCH rozjaśnia się i wiedziony Ścieżką JAŚNI może rozpocząć wzlot- powrót do domu ŹRÓDŁA-OJCA.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

         Wszystko co istnieje i jest dziełem Zamysłu Stworzenia jest żywe i podlega prawu konieczności rozwoju. Planety są świadomymi istotami kulistymi, słońca są świadomymi istotami, oknami- portalami dla swoich układów, galaktyki są świadomymi istotami spiralnymi posiadającymi swoje centralne słońca-okna i rdzeń. To wszystko zawiera się w świadomych istotach bąblowych zwanych kosmosami, a te z kolei tworzą Wszechświat ze swoim centralnym słońcem i rdzeniem. Cały ten Zamysł jest bytem zanurzonym w niebycie. Niebyt jest źródłem nieskończonej energii, którą nazwałem WOLĄ OJCA. Byt ma naturę fraktalną, co oznacza że cała jego struktura jest zbudowana  według tych samych zasad. I tak np. budowę ludzkiego ciała można w pełni odnieść do budowy kosmosu. Natura fraktalności bytu stwarza możliwość wszech komunikacji. Wszystko co żyje może się ze sobą komunikować! I tu dochodzimy do trzech ZASAD według których funkcjonuje Wszechświat:

-SPÓJNOŚĆ- wszystkiego ze wszystkim

- WIEDZA – SŁOWO

-WAŻNOŚĆ – cel

Dzięki spójności wszystko zmierza ku sobie po SŁOWO, w celu rozwoju świadomości- SŁAWY, co umożliwia powrót do ŹRÓDŁA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zadaniem poszczególnych żywych istot jest wspieranie całego Stworzenia według roli jaką przypisał im Stwórca. I tak np. Planeta – oprócz własnego rozwoju- zobowiązana jest zapewnić optymalne warunki rozwoju [duchowego] wszystkim istotom, które na niej żyją. Istoty żyjące na Planecie mają obowiązek pozostawania w harmonii z jej naturą i ze sobą nawzajem. W dwunastowymiarowym strumieniu ŻYCIA warunki i zjawiska, które zapewniają istotom wszystko co potrzebne do rozwoju, noszą miano PRZYRODA. Oczywiście PRZYRODA to nie tylko istoty pierwszego drugiego i trzeciego wymiaru takie jak: minerały, rośliny, zwierzęta czy też ludzie w swoim trzeciowymiarowym przejawie [ciało]. Wiele pokory trzeba by poznać prawa przyrody i tak z niej korzystać, by dawała nam oparcie i wsparcie.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To właśnie Słowianom powierzono rolę strażników i krzewicieli Wiedy Przyrodzonej.

 

W ZAMYŚLE ŹRÓDŁA OJCA powstał CZŁOWIEK- duchowa istota przejawiająca się w dwunastu wymiarach, obdarzona MOCĄ i możliwościami których nie posiadają żadne istoty w Stworzeniu. Potem pojawili się ci którzy dołożyli wszelkich starań by CZŁOWIEK uwierzył, że jest kimś kim nie jest.

I tu się kryje wielka tajemnica!

Człowiek nigdy nie utracił swej MOCY, bo jest to niemożliwe. Jednak zwiedziony fałszywym obrazem samego siebie uznał go i tym samym użył własnej MOCY przeciwko sobie!!!

Mająca nastąpić niebawem emanacja rdzenia galaktycznego- zgodnie z zasadą wzajemnego wspierania się w rozwoju- skoryguje wszelki fałsz tej zboczonej cywilizacji. I pamiętajmy, że wszystko czego potrzeba do Wzlotu jest w NAS.

To co przyjdzie z zewnątrz to tylko sygnał aktywacyjny. To co ciągle jeszcze nazywamy ,,życiem” jest również wynikiem naszego błędnego wyobrażenia o sobie.

         Cofnij się myślami do swego dzieciństwa i zobacz czy czegoś nie zagubiłeś i …i chyba jednak zostań tam bo budzi się w tobie WIECZNE DZIECKO NIESKOŃCZONEJ ŚWIADOMOŚCI –  stamtąd łatwiej podasz Mu rękę.

Niekończąca się przygoda zwana ŻYCIEM dopiero się zaczyna…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KOŃCA ŚWIATA NIE BĘDZIE!!!

           Lecz kto ze złotek po cukierkach

         Zbudował szopkę i zamieszkał

         I potem ,,światem” ją okrzyknął

         I DUCHA swego w nim ugrzęził

        Ten ujrzy wnet jak DRZEWO ŻYCIA

        Uschniętej zbywa się gałęzi!!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Marek Wójtowicz

Slavic nations originate from the Danube and the Vistula Rivers and the Don, the Rzwa (Rwa/Rawa/Ra)–Volga Rivers as well as from Lake Orol (Aral)

Posted in Mitologia Słowiańska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Grudzień 2012

© by Czesław Białczyński

© translation by Katarzyna Goliszek

I quote the following information with no comment. The latest work proves that I was right in ”Aurochs’s Book” („Księga Tura”) – the Slavic nations are not younger brothers of Celts, Greeks and Persians, but they are as old as them and they originate from the very heart of Europe, which they just called a Land – from the Vistula and the Danube Rivers. They did not come suddenly from nowhere, ready for confrontation with the Celts, the power of Rome and Byzantium or with the Scandinavian-Germanic nation. Nor did Slavic people multiply very fast, faster than other nations in the way rabbits multiply, just to tame and colonise nearly all Europe and half of Asia (Masia – Mazia). They were all the time in the same place in the heart of Europe and on steppes, and were known by other names of particular tribes – they were called and written about as Veneti / Venethi (Wenetowie), Scyths (Skołoci), Sarmatians (Sarmaci, Serbomazowie), Nurowie / Neurowie (according to Herodotus’s written  records), or Budynowie (from Herodotus wrote about them as Budinoi), Czarnosiermiężni (called Melanchlanoi by Herodotus), Harowie (Mountain people – from Harat: hara / góra – mountain; in the Czech language Harat means a land of mountains), Oraczowie (Herodotus called them Gelonians), also  Hyperboreans (Hiperborejczycy), or Gargareans (Gargarianie) and Amazons (Amazonki).

You will learn about their oldest times from Volume Two of Slavic Mythology – Ksiega Ruty (The Book of Rue).  You will have a possibility to read an extract from this book on THESE WEBSITES.   

This extract is aboutthe oldest times of Slavic Nations(Veneti – Wenetowie), Ists (Istowie), (Balts –Bałtowie), and Scyths (Skołoci)  who made a community throughages, probably not a state, but an area ruled by a common centre of authoritywith one system of values – Faith of Nature, also making up a common community. The area that we call Ziemica Sis was called varaibly at various moments of history: Venetia (Wenetia), Great Scythia (Wielka Scytia), Sarmatia (Sarmacja), Sistan. In fact, it was the Kingdom of Sis, Sistan – the land of Slavic nations, Ists and Scolots.

We will also present here a description of events relating to Veneti’s fight at Troy and the collapse of Troy-Widłuża –Troja-Widłuża – (Wilusa, Ilion) supported bythe wholeScolotiaandHyperboreya (Hiperboreja), and Small Masia (Mała Mazja). The collapse of Troy had a totally different causes that the ones described by Homer.

Soon, I will also publish here an extract of the Book of Rue (Ksiega Ruty) telling about the oldest history of the tribes of Mazonki and Mazons as well as Harowie –Gargareans and, first of all, Serbs with whom they established one nation of Serbomazowie.The Serbomazowie were known to Greeks as Sarmatians andMazones (Mazonki) as Amazones (Amazonki).

For the time being, let us have a close look at a relatively objective and latest view on the origin of Slavic nations below.

Hypotheses concerning the origin of the Slavic nations.

Since 1745, when Johann Christoph Jordan published his book in Vienna ”De originibus slavicis”, there have been lively discussions about the birthplace of the Slavic peoples and about when the they started to immigrate from there.

Although linguists’ concepts fundamentally differ, they usually agree with the one: Slavic languages were formed as a result of a break-up of the primary pre-Slavic language. There is not an agreed standpoint, however, as to when and where the pre-Slavic language existed and when it broke up. Basically, attitudes in this matter can be divided into two:

  1. the pre-Slavic linguistic community existed in distant times (II nd millenium BC is often mentioned here)
  2. the pre-Slavic linguistic community lasted in the times close to the occurence of Slavic nations in written antique sources, so probably even as late as about the half of the I st millenium AD.

Furthermore, most linguists presume that there had been a Balto-Slavic community before the pre-Slavic language existed.

Apart from the dispute about the chronology of linguistic changes, there is an argument concerning the location of initial places of Slavic nations. As far as this issue is concerned, two standpoints can be distinguished:

  • the indigenous concept which posits that before the stage of their migrations, the Slavic tribes inhabited the areas of central Europe, particularly the area of today’s Poland, between the Odra (Oder) and the Bug Rivers;
  • the allochthonous concept which states that before the stage of their migrations the Slavic peoples had lived in the area situated beyond central Europe; usually East Europe is regarded as their primary place.

The discussion about the indigenous and allochthonous concepts was impeded during the last 250 years on account of frequent involvement in politics and ideology. For instance, the question of indigenousness of Slavic nations on the areas of Poland had a significant meaning for the Polish during the times of annexation of their territories; in the period of arising of national socialism in Germany and in the Nazi’s times German archeologists often emphasised proof confirming the allochthonous concept, but, again, after World War II Polish researchers often emphasised archeological evidence about Slavic nations’ indigenousness and about the pre-Slavic character of so called Regained Territories. Up to the present this discussion has not become free from emotions.

Among variable detailed concepts, except for those which do not have any evidence in research data, we can mention, as an example, the following recently suggested locations of the ”pre birthplace” of the Slavic tribes:

ñ on the territory of Poland, or in Volhynia and Podole as well (the concept of archeologists: Józef Kostrzewski, Witold Hensel, Konrad Jażdżewski, or a linguist – Witold Mańczak and also  Jerzy Nalepa, a medievalist and an onomast)

* the latest anthropological research (carried out between 2002 –2004 at the University of Adam Mickiewicz) on the level of anthropological diversity of human populations inhabiting the basin of the Odra and the Vistula Rivers in the period of Roman influences and in the early Middle Ages, shows the truth of the indigenous concept. [1] The research also proved earlier presumptions made by J. Czekanowski, W. Kóčka, and A. Wierciński.

ñ In Central Poddnieprze (the concept of Kazimierz  Moszyński, or archeologists Kazimierz  Godłowski and Michał Parczewski),

ñ this theory is confirmed by the analysis of DNA (YHG3) [2]  which excludes a possibility of placing the aboriginal abode of Slavic nations on the territories of Poland and emphasises the basic role of Central Naddnieprze

ñ according to a linguist Zbigniew Gołąb 

         * aboriginal abode in the upper basin of the Don River from 1000 BC

         * stay on the central Dnieper River

         * after the Scyths’ invasion (700 BC) from the Odra as far as the                     Don

ñ according to Martynov’s concept:

         * the proto-Slavic stage in the western part of the Balkans’ territory            (XII th century BC),

         * interactions of an Italic substratum, formation of the culture of                Lusatia,

         * the pre-Slavic stage: Iranian interactions (V th century BC)

         * reaching the western border on the Odra (V th -VIII th century                BC) contacts with the Celtic nations around the areas of Wroclaw

         (III rd century BC)

         * beginnings of our era: expanding of the Slavic area as far as the              Pripiat (Prypeć) River

ñ according to Trubaczov:

         * Slavic peoples’ aboriginal  abode on the central Danube

Additionally, it is sometimes postulated that:

  • tribal groups of Sarmatian nomads (probably the tribes of  Antes, Serbs and Croatians) exercised sovereignty (e.g. by protection against other nomads and taking tribute for that) joined the Slavic nations (who were farmers, infantry) which resulted in formation of an intermingled culture whose relationships were similar to the ones between Fulbe and Hansa in Africa. The pre-Slavic language was to be, in their views, a creolised form.
  • no (recognised) Slavic peoples from before AD 400 means that they used to be one of the Baltic groups, most probably extremely southern; In ancient times, the Dnieper basin was inhabited by variable groups speaking Baltic languages  (“Borysthenes”- ”Borystenidzi” ) and their southern periphery was intermingled with Sarmatians about 300-400 AD and a new expansive ethnos known as Slavic nations was formed.

It is noticeable that different concepts have their variable historic depth. It is right to take South Europe as the oldest birthplace of the unequivocally identified ancestors of the Slavic tribes. There, in South Europe, results of the carried out research on genetic genealogy indicated by the R1a1 haplogroup of chromosome Y date back to 10.000 years. It does seem worth mentioning that these are the latest data from the XXI st century, which were unknown at all to earlier historians who could just suppose. Falsification of genetic data is practically impossible beacuse of little likelihood of random crosses of mutations in Y-DNA-.  

Also recently carried out genetic research, which are a genetic curiosity[3],giveevidence for relations between the Polish and the Hungarians. Both the Polish and the Hungarians (also the Serbo-Lusatians) have the highest frequency of the geneticindicator of R1a1 in Europe which flactuates and makes up from 5 to 60%. Furthermore, according to the research both nations have the same factor of the chromosome Y being an indication pointing that it originates from the same father and was formed about 10.000 years ago. 

Sources to the history of the Slavic peoples

One can learn about  the history of the Slavic ethnos from written, genetic, paleoanthropological, legendary, ethnographic, linguistic and archeological sources.

The oldest written sources that tell about tribes who can possibly be identified with the Slavic nations come from the I st century AD and are the works of Greek and Roman ancient historians. Namely, they mention peoples called Venedi or Venethi living, among others, on territories identified with the territory of today’s Poland. Tacitus in his work Germania mentions Venethi among dwellers of East Europe (east of the Vistula), Gaius Plinius Secundus in his work of Natural History, mentions Venedi who inhabit territories between the Baltic and the Black Sea. In the II nd century AD, Ptolemy from Alexandria in his work of Geographia mentions Venedi as those who inhabit Sarmatia, near the Gulf of Veneti (identified with the Gulf of Gdańsk) and in the east of the Vistula River.

Much later, in the middle of the VI th century AD, a Gothic historian Jordanes in his work of Getica, stated that the Slavic nations had been called Venethi before. Basing on that, many scholars have identified Venedi/Venethi with Slavic peoples and that association became the core argument for the indigenous theory.

The oldest records that can be undoubtedly linked to the Slavic nations, contain works of Gothic, Byzantine, Arabic and other historians, starting from the VI th century – among others of Jordanes, Procopius from Caesarea, Pseudo-Maurice, Theophylaktos Simokattes, Teofanes, Konstantine VII Porphyrogenitus, Ibrâhîm ibn Ya`qûb  – and considering the west – of English King Alfred, or so called Bavarian Geographer. One of the first of them, Jordanes, refers to the names of two groups of Slavic peoples: Antes and  Sclaveni or Sclavini (adding that earlier all Slavic peoples had been called Venethi). In Ptolemy’s Geographia there are some references about a nation called  Σουοβενοι (Suobenoi), living in the Volga basin and also sometimes identified with Pre-Slavic peoples.

Trywid Ślężański – 12. 12. 2012

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka by bialczynski on 6 Grudzień 2012

12.12.2012 roku to ostatnia w tym roku szansa żeby posłuchać i zobaczyć Trywida . Zapraszam na to spotkanie z Wielką Zmianą

W trakcie spotkania odbędzie się także prezentacja Odczytania Nowego Zapisu Świętowita, wykonanego przez Bartosza Wilczkiewicza. Tego samego dnia opis ten zamieścimy na naszym blogu.

Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz zapraszam

Tagged with: