białczyński

Liczyrzepa – wywód kulturowo etymologiczny z blogu Najstarsze Drzewa

Posted in Mitologia Słowiańska, Polska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Kwiecień 2013

12_Duch_Gor_Karkonoszwww.bogowiepolscy.net

Na blogu Najstarszedrzewa.blogspot.com znajdujemy jak zwykle bardzo ciekawe zdjęcia oraz dokładny wywód kulturowy (w tym etymologię) postaci Liczyrzepy. Nie chcę tutaj rozwijać dodatkowych wątków, przyjdzie na to czas w Księdze Tanów i Tajach Lęgijskich, ale to będzie kiedyś, a tę etymologię warto poznać już dzisiaj. Dodam, że znajduje się ona na zaprzyjaźnionych z nami „Najstarszych Drzewach” już od jakiegoś czasu. Kto tam nie był nigdy zachęcam, zwłaszcza iż zbliżamy się do kolejnego

Święta Drzew i Święta Boru – 1,2 maja 2013:

nd tond logo 05_09_10 logo Pawlik 1

http://najstarszedrzewa.blogspot.com/2011/07/on-linguistic-origins-of-names-rubezahl.html

Tylko pod powyższym linkiem jest dostępna wersja w pełnej grafice – ze wszystkimi fotografiami, oryginalnymi dokumentami i rycinami

Between Isis & Osiris: A Few Notes on the Linguistic Origins of the Names Rübezahl and Karkonosze

The earliest known form of the name „Rübezahl” (Krkonoš, Karkonosz, Rzepiór, Duch Gór, „Liczyrzepa”) is my namesake Martin Helwig’s 1561 RübenƷal in his Landkarte Schlesiens, accompanied by the now-famous image reproduced below.

Subsequent versions include Rübezal, Rübemzal, Ribezal, Riebenzahl etc.

Today the most widespread spelling is Rübezahl.07_29_11 Ruebezahl 1561Martin Helwig Landkarte Schlesien Oldest Trees Najstarsze Drzewa Rubenczal Karkonosz Krkonos 1

Najwcześniejsza znana forma imienia „Rübezahl” (Krkonoš, Karkonosz, Rzepiór, Duch Gór, „Liczyrzepa”) to RübenƷal na mapie Śląska autorstwa Marcina Helwiga z roku 1561, zawierającej słynny dzisiaj wizerunek.

Inne wersje pisowni to Rübezal, Rübemzal, Ribezal, Riebenzahl itd.

Dzisiaj powszechnie przyjęta pisownia to  Rübezahl.

The exact meaning of the name has long been a source of controversy, but in reality besides the obvious „He Who Counts Turnips” – which to me seems so foolish a name for a demon that I dismiss it right away – the other propositions are based on just two circumstances:

Znaczenie nazwy „Rübezahl” pozostaje niejasne, ale w w gruncie rzeczy poza oczywistym „Liczyrzepa” – które jest tak głupią nazwą dla demona, że od razu ją odrzucam – pozostałe propozycje oparte są na dwóch zasadniczo przesłankach:

1. that Rüben- is derived from Riephen as in Riphaei Montes (Riphean Mountains), a name used by Ptolemy and identified with the Karkonosze / Riesengebirge / Giant Mountains, also known as the AΣKIBOYPΓION OPOΣ (Askiburgion oros) (a nice presentation in Polish here); and that

2. -ʓal has to do with Zagel = tail, or Old German Zabel, implying „devil” or „demon”, as can be seen in the image above.

which suggests a Riphean Devil, or Ripheic Demon.
The explanation Rübe = Rabe (raven) seems too far-fetched.

The German wikipedia gives also:
Hriob Zagel – als aus dem Althochdeutschen und Tschechischen abgeleiteter Begriff für „Rauer Sturm“ ["fierce storm"]
but this also seems far-fetched and otherwise ungrounded.

Nie znalazłem dotąd innych przekonywających – a właściwie żadnych – innych teorii na ten temat. Można by wręcz powiedzieć, że panuje w tej kwestii posucha.

Poniżej zaprezentuję dwa alternatywne wyjaśnienia, jedno autorstwa słynnego pisarza, acz sam argument chyba zupełnie szerokiej publiczności nieznany, drugie mojej inwencji.

I would like now to present two other explanations, one by a famous author but (the proposition) seemingly unknown to the general public, the other by myself. On top of that, I will hint at a possible revolutionary – and interconnected with the previous one! – theory on the name Karkonosze – which may possibly reveal who Rübezahl really is.

07_31_11 Ruebezahl Golowin Magie verbotenen Marchen Rubenczal Karkonosz Krkonos 1.1„Pflanzen der Koenigin Isis”: Sergius Golowin and his theory on the name Rübezahl

[Pit Morell, w/in: S. Golowin, Magie...]

In his 1974 Die Magie der verbotenen Maerchen [Magic of the forbidden fairy tales, all quotes below from the 6. Auflage, Gifkendorf 1989] (thanks to Theater der Zerbrochenen Fenster’s Klaus Eichner in Bluecherstrasse, Sudstern, Kreuzberg, for that), the phenomenal and fundamental Sergius Golowin quotes from H. Zoernig’s Arzneidrogen, Leipzig 1909:

„Neben den Nachtschatten-Gewaechsen treffen wir als Bestandteil der geheimnisvollen Salben, die den Hexen angeblich ihre Seelenreisen in ihr Zauberreich ermoeglichten, vor allem auch den blauen Eisenhut”

[In addition to the nightshade plants, we encounter the mysterious ointments that supposedly allowed the witches to soul-travel around their magic kingdom, especially the blue monkshood (Aconitum)]

and explains:

„In seinem wissenschaftlichen Namen Aconitum nepellus stammt der erste Teil vom Griechischen Wort akone, Gebirge – vom zweiten vernehmen wir: «Napellus ist das Diminutiv von Napus, lateinisch Rübe, das heisst Wurzeln wie kleine Rüben»”.

Golowin łączy następnie „Eisen-” w Eisenhut (tojad) z „mądrą panią  «Eysen»”, skąd przechodzi do Isis (Izydy) – a to z kolei konweniuje interesująco z moimi własnymi przemyśleniami na temat nazwy Izera (gdy słyszę celtyckie isiras, od razu kojarzy mi się zarówno Isis, jak i Oziris – a wierzę w wędrówkę archetypów, zaś hydronimy to, jak wiadomo, jedne z najstarszych słów, jakie przetrwały)…

Then he attributes the Eisen- in Eisenhut to „die weise Frau «Eysen»”, from where he proceeds to Isis - which coincides nicely with my own theories on the origin of the name Izera / Iser (when I hear the name Izera / Jizera / Iser etc. = from Celtic isiras = zacken = jagged, or fast, rushing, I immediately am reminded of both Isis [σιδος] and Osiris [Osiris, /ɔʊˈsaɪrɪs, Isir, Iszir etc.] – and I do believe in the transmigration of archetypes, plus the fact that hydronyms are some of the oldest words that have survived) – to say:

„In den alten Mittelmeerkulturen behauptete man, die Hekate, die grosse Meisterin aller Hexen, habe den gebrauch des Eisenhutes eingefuehrt, und die Zauberin Medea soll ihn im Skythenlande, also bei jenen Voelkern, die nun einmal fuer die Griechen Meister der Drogenkuenste waren, gepflueckt haben” (p. 37).

W kontekście Izery / Isary polecam mało znaną stronę wikipedii: Old European hydronymy (Hydronimia staroeuropejska), która prezentuje opracowaną przez Hansa Krahe w 1964 r. rekonstrukcję najstarszej warstwy hydronimów Europy Zachodniej i Środkowej, pre-germańskiej i pre-celtyckiej, datowanej przez autora na drugie tysiąclecie przed naszą erą:

Izara
(Iz, a ligurian or preceltic root (like Venetic) meaning ‚hollow valley’ and -ara meaning ‚water’):
the Isar (Munich, Germany)
the Ibar (Montenegro and Serbia)
the Ister (modern name Danube)
the Yser (Franco-Belgian river)
the Oise (Roman name Isara)
the Ouse (United Kingdom)
the Isère (France)
the IJssel (Netherlands)
the Vézère (France)
the Zêzere (Portugal)
the Weser (Germany)
the Vesdre (Belgium)
the Werra (Germany)
the Wear (United Kingdom)
the Vis (France)
the Vistula (Poland)


(http://en.wikipedia.org/wiki/Old_European_hydronymyhttp://pl.wikipedia.org/wiki/Hydronimy_staroeuropejskie)

Perhaps it is time to introduce the mighty Aconitum:

07_30_11 bilder atlas der sommer und herbstblumen aconitum 1.1

[Mała Kamienica]

Polska wikipedia podaje:

„W starożytności [tojad] wykorzystywany był jako zabójcza trucizna, w Europie w okresie renesansu był najczęściej stosowaną trucizną.
W średniowieczu używano go do zatruwania strzał i mieczy.
Ludowa nazwa tojadu nawiązująca do jego trujących właściwości to „mordownik”, zaś Pliniusz Starszy, również nawiązując do jego trujących własności nazywa go „arszenikiem roślinnym”.
(…)
Tojadem otruto podobno Arystotelesa, zaś według Dioskurydesa jad tojadu jest tak silny, że zabija skorpiony.
Według mitologii greckiej tojad powstał ze śliny strażnika Hadesu – psa Cerbera o trzech głowach.”

W tym momencie nie mogę sobie odmówić zreprodukowania jednego ze wspaniałych suchorytów Pita Morella ilustrujących tom Golowina:

[Pit Morell, Das Echo, Oeuvre-Verz. 599, in: S. Golowin, Die Magie, op. cit., p. 40]

Continues Golowin:

Rübe ist aber nun einmal fuer die Sprache «die allgemeine Bezeichnung fuer die bekannten Kulturpflanzen mit fleischiger, spitzzulaufender Wurzel, besonders fuer die Wurzel selbst»” (p. 88).

And then, crucially:

„Als «Rübe» verstand man, wie wir schon sehen konnten, sogar den Eisenhut, die magische «Blaue Blume». Ein litauischer Name des Bilsenkrautes lautet pometropes, wobei dieses Wort aus pometis = epileptischer Anfall (also aus einer Anspielung auf die Wirkung dieser Hexendroge) und rope = wiederum Rübe, zusammengesetzt ist [footnoted to M, 2, 928 = H. Marzell, Woerterbuch d. deutschen Pflanzennamen, Leipzig 1943].”

[W prawym dolnym rogu lulek czarny / Hyoscamus niger / Schwarzes Bilsenkraut]

„Die ebenfalls giftige Zaun-Rübe erscheint gar in vielen Mundarten fast wie die Rübe an sich. Wir finden etwa Ausdruecke wie Wilde Rübe, Roemische Rübe, Faule Rübe, Hexenrübe,  in der Schweiz Hag-Rüebli: An Zustaende, hervogerufen durch ihre  Wurzelgraebern und Hexen bekannten, mit denen der Alraune verglichen sehr giftigen Wirkstoffe (also an Tollheit und naerrisches «Rasen»), erinnern Ausdruecke wie Toll-Rübe, Ras-Rübe oder polnisch durna rzepa = Narren-Rübe” [footnoted to M, 1, 684, op. cit.] (Golowin, p. 88).

And indeed, as the Polish wikipedia page on the Datura stramonium states:

„Bieluń dziędzierzawa ma bardzo wiele nazw potocznych i ludowych: pinderynda (kieleckie), dędera (wielkopolska), denderewa (Mazowsze), ogórczak (środkowe Mazowsze), tondera, pindyrynda (Śląsk), cygańskie ziele (białostockie), świńska wesz (sandomierskie), bieluń podwórzowa, dendera, dendrak, durna rzepa. Ze względu na jego narkotyczne i trujące własności dawniej nazywano go także czarcim zielem, diabelskim zielem, trąbą anioła”…

[Datura w prawym dolnym rogu, H. Schumacher, Bilder-Atlas der Sommer- & Herbstblumen, Verlag von Otto Maier, Ravensburg]

Golowin nochmal:

„«Tolle Rübe» (durna ropa) [sic! - a slip? shouldn't it read durna rzepa? - ed.], «Böse Rübe» (pikt-rope) ist bei den Litauern das «Krainer Tollkraut», das Nachtschatten-gewaechs Scopolia carniolica – das von ihnen ebenfalls zu allerlei «Belustigungen» und fuer «rauschartige Zustaende» verwendet wurde” [G. Hegi, Illustrierte Flora v. Mitteleuropa]. Auch die Tollkirsche heisst im Mecklenburgischen Roewerint = ebenfalls in Anlehnung an Röwe, Rübe, und zwar «wegen des dicken walzenfoermigen Wurzelstockes».

Sogar der Märchenname Rapunzel scheint zum lateinischen Wort rapum, Rübe zu gehoren!” – !

As for the Scopolia, we read, true to life, in the English wikipedia: ” It is poisonous as it contains abundant quantities of tropane alkaloids, particularly atropine. The quantity of atropine is the highest in the root”…

Never one to spoil fun, I leave you to locate your own copy of Sergius Golowin’s Magic of the Forbidden Fairy Tales and do your own translations, the conclusions of which may differ from those I imply.

Nonetheless, Golowin seems to suggest that the crucial Rübe refers to medicinal/witch/magic/psychoactive/religious plants which are a lost link in the history of the European civilisation, and that Rübezahl has to do not with turnips but with ancient mind-altering rituals.

Of course, placing this „Master of (Ritual) Plants”, or – perhaps – „Speaker of (Ritual) Plants – because it is not -zal or -zahl but Erzähler! – up in the mountains can only mean one thing: that the mountains are the place where the rituals are held, not where the plants are collected! Who has ever gone up in the high and stern Riesengebirge to collect plants?! Everyone knows that nothing grows there, except mountain pine and stones…

To recapitulate: the root -Rübe- refers to the ritual/magic/psychoactive/mind-altering/witchcraft/medicine plants and Rübezahl is „der beruehmte Kobold, Berggeist, Hexenmeister, Gnomen-Herrscher im Riesengebirge” – the master of the ceremonies, to put it simple.

07_29_11 pit morell ouevre-verz. 599 golowin magie maerchen aconitum nepellus echter eisenhut tojad mocny oldest trees ruebezahl sergius golowin rubezahl verbotenen maerchen 1.1

My theory / Argument mineralogiczny

While I find Golowin’s argument plausible and appealing, I still cannot find in it a CONCLUSIVE  link between the word Rübe and the medicinal plants.

My alternative theory is so simple I’m surprised no one has thought of it yet:
(It’s occurred to me through this site).

The outstanding Polish geologist Michał Sachanbiński writes very clearly in his 1979 Kamienie szlachetne i ozdobne Śląska [The precious and decorative stones of Silesia] (Chapter 4. Śląskie kamienie szlachetne (jubilerskie): 4.1. Korund i jego barwne odmiany (rubin i szafir): 4.1.1. Korundy w złożach pierwotnych):

„Największe pierwotne wystąpienie korundu w Polsce znajduje się w Karkonoszach, gdzie w pegmatytach z okolicy Wilczej Poręby od dawna notowano pojawienie się kilku[-]centymetrowych kryształów korundu. Szczególnie znanym punktem, gdzie w paragenezie z minerałem dumortierytem występowały białe lub bladoniebieskie korundy (szafiry) do 5 cm, są Krucze Skały w Wilczej Porębie”…

(4.1.2. Korundy w złożach okruchowych):

„Szczególnie duże koncentracje minerałów ciężkich notuje się w żwirach doliny Izerki i na Hali Izerskiej, a także w bocznym dopływie Izery – Jagnięcym Potoku. Oprócz izerynów, czerwonych i czarnych spineli, cyrkonów, hiacyntów i in. znajdują się tam również korundy czasem z widocznym zjawiskiem asteryzmu”… (s. 60)

Does it really stretch the imagination to see Rubin – Zahl or, for that matter,
Rubin-Erzähler? Weren’t die Walen / Edelsteinsucher / Venetianer/ Walonowie / Walończycy involved precisely in that – counting precious stones? Just as Hermes / Mercury guarded over Greek merchants and tradesmen in the Aegean, so the Rubin Counter made sure the Askiburgic prospectors like (another namesake of mine)  Laurentius Angelus or their early researchers like Johannes Prätorius were safe and well…

Final and fundamental proposition: onomastic

But this was nothing compared to what I am going to say now.

The starting equation is simple – shattering – revelational – explosive – revolutionary – and so convincing I must say it again: why has no one noticed this yet?!

Here it goes:

Karkonosze / Krkonoše = Cerconossios = Cernunnos!!!

Unconvinced? Look at this:

And check this (the English wikipedia on Cernunnos):

The Proto-Celtic form of the theonym is reconstructed as either Cerno-on-os or Carno-on-os.

Do I hear you saying Krakonoš/ Krkonoš?

[Jerzy Gąssowski, Mitologia Celtów, wydawnictwa artystyczne i filmowe, Warszawa 1979 & 1987]

As we know, Celtic presence is confirmed in the Sudetes as early as in the 4th century BC, and Mount Ślęża is widely believed to have been a major cult centre in the region. Why should we doubt that the Karkonosze played a role in their religious rituals as well? Cernunnos’s Mountains?

This would suggest that Krkonoš is an earlier form than Rübezahl, and that is a proposition I have no problem with: there was certainly greater cultural continuity on the south side of the Sudetes than on the nortth one, which for centuries in the early middle ages remained uninhabited.

So the Czechs got their Krkonoš from their Celtic predecessors’ Cernunnos, while Rübezahl, whole echoing the Celtic god visually, is a later invention, originating either with the Edelsteinsucher / Venetianer / Walen / Walonowie, and derived from „Rubin„, the precious stone, or with the magicians, witches, medicine people, the „Chimici”, and derived from „Rübe„, that is, the poisonous plants used for magic rituals.   

Cernunnos being a „horned god” („Cernunnos der Hirschgott„, bóg-jeleń), the theory – suprise, suprise! – connects just nicely with the name Jelenia Góra / Hirschberg, doesn’t it? Cf. here for example: http://www.eichfelder.de/nibelung/parallel/mythen/cernunno.html

Another trope are the Jelenie Skały / Hirschsteine on the north-western slope of the Tłoczyna (Scheibenberg) in the Grzebiet Kamienicki (Kamienica Ridge). Where, of course, the famous and mythical Pagan Chapel (Pogańska Kaplica, Heidnische Kapelle) reportedly used to stand… But this is a subject for a separate study.

Intuicje na temat związku Cernunnosa z Krkonosem / Rübezahlem / Duchem Gór były wyrażane przez różnych autorów, ale w sposób zasadniczo jednak dość luźny i w oparciu wyłącznie o ikonografię (W ogóle wydaje mi się, że lingwistyka jest nieco w odwrocie – poza paroma wyjątkami w rodzaju nieocenionego Moczulskiego („Narodziny Międzymorza”) mało kto robi dzisiaj w słowiectwie / słowiaństwie / słowstwie…):

„Być może bóg Cernunnos pozostaje w jakimś odległym związku z najstarszym wyobrażeniem karkonoskiego Ducha Gór, który dzierży wszak majestatyczny kostur i również nosi nas głowie jelenie rogi”” – pisze Przemysław Wiater w pracy Walonowie u Ducha Gór – zamieszczając dokładnie ten sam wizerunek Cernunnosa, który przecież znam od dawna…

„Pewnych odległych związków z celtyckim czy też późniejszym starogermańskim totemizmem doszukiwać się można w najstarszym przedstawieniu karkonoskiego Ducha Gór z 1561 r., który ukazuje go jako demona składającego się z połączenia elementów zoomorficznych (łeb gryfa z parą jelenich rogów, tylne odnóża kozła”…

[P. Wiater, Walonowie u Ducha Gór, Jelenia Góra 2010, p. 18]

„Bardzo interesująca wydaje się być podróż do Indii. W głównym ośrodku starożytnej cywilizacji Mohendżo Daro odnaleziono pieczęć z 2000 roku p.n.e. ukazującą boga z rogami siedzącego na tronie ze skrzyżowanymi nogami. Pasjonująca jest relacja łącząca tę pieczęć z wyobrażeniem celtyckiego boga lasów i zwierząt, Cernunnosa, przedstawionym na kotle z Gundestrup powstałym na terenie dzisiejszej Danii ok. II wieku p.n.e. On również ma na głowie rogi ( choć inne – jelenie), a nogi skrzyżowane ma w bardzo podobnej pozycji. Jego cechy możemy porównać z właściwościami Ducha Gór. Być może w drodze kontaktów ze Wschodem przedstawienie celtyckie mogło być inspirowane indyjskim, bowiem podobieństwo między nimi wygląda na nieprzypadkowe. Stąd płynie dość fantastyczny wniosek, że na wygląd XVI wiecznego rysunku śląskiego wpłynąć mogły o trzy i pół tysiąca lat starsze wizerunki bogów indyjskich” – pisze Berenika Różańska w pracy „Wizerunek Rzepióra i jego związki z innymi przedstawieniami postaci mitologicznych lub legendarnych oraz jego przekształcenia na przestrzeni wieków” (Jelenia Góra, 2006)
Intuicje słuszne, ale brakuje rozstrzygającego argumentu etymologicznego:


Cer – nun – nos = [linguistic transition] Kr – k – noš = [visual transition]
RübenƷal

Tym bardziej, że nazwa Krkonoš występuje już w roku 1492 (division of the Manor of  Štěpanice) – spory kawał czasu wcześniej niż Rübezahl u Helwiga. To znaczy, że – z punktu widzenia faktografii – wszelki wywód powinien się zaczynać od Krkonoša, nie od Rübezahla!

Mamy więc kolejno: kult celtyckiego „boga jelenia” zwanego Cernunnos – nazwę Krkonoš – góry Karkonosze – i leżące u ich stóp miasto Jelenia Góra (‚Deer Mountain’, Hirschberg). Czy naprawdę nie jest tu coś na rzeczy?

In other words: Krkonoš is a linguistic derivative of Cernunnos, while Rübezahl is a visual one. 


Jeszcze innymi słowy, Słowianie przechowali w pamięci zbiorowej imię „boga-jelenia”, podczas gdy Germanie zapamiętali jego wizerunek.

I jeszcze piękny fragment z „Mitologii Celtów”:

Gąssowski:

„Tak więc ogier lub klacz, niedźwiedź, dzik i jeleń były totemami u Celtów jeszcze przed wykształceniem się wyżej zorganizowanej religii i pozostały w niej nadal bądź kojarząc się z bóstwami antropomorficznymi [ludziopodobnymi], bądź też schodząc do roli ich atrybutów. Nie tylko jednak zwierzęta pełniły rolę totemów w najdawniejszych wierzeniach celtyckich. Można sądzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż totemami były niektóre rośliny, szczególnie zaś drzewa. Wiemy, że w praktykach liturgicznych druidów ważne miejsce zajmowały zwłaszcza dąb i cis. Wydaje się zresztą, że dąb należy do tych drzew, które czciły wszystkie ludy indoeuropejskie; święte dęby i dąbrowy przetrwały długo także w obrzędowości ludowej Słowian”… (s. 67)
Well, I’ll leave it at that for today. Have fun thinking this over!

[Written to the sound of Wiseman by Desmond Dekker, 1967: "A wise man keepeth his life And the life of his wives and kin A wise man keepeth his life And the life of his wives and kin"...]

And hey, don’t Isis, Osiris and Horus have something to do with horns/antlers?

[Louvre, 850 BCE / pne]

Dzięki uprzejmości Leszka Różańskiego prezentuję poniższą wspaniałą robotę: tablicę Bogowie, stwory mityczne, demony i diabły: protoplaści wizerunku Ducha Gór  (dodatek autorstwa Stanisława Firszta do jego własnego artykuł pt. Kim jest Duch Gór?, „Skarbiec Ducha Gór”, nr 4 (24). 2002):

A oto sam artykuł, w którym na końcu objaśnienia do tablicy:

Jednak tak jak i inni, choć Firszt dopuszcza jako jeden z wielu możliwych związek Ducha Gór / Rübezahla z Cernunnosem, to nie zauważa uderzającego podobieństwa  Krkonoš  = Cernunnos.

[Askiburgion, Berenika Różańska, Duch gór, Eisenhut, Hexen, Karkonosz, korund. Rubinzahl, Krakonoš, Krkonoš, Liczyrzepa, Riefenzabel, Riphaei Montes, rubin, Rübezahl, Sergius Golowin, Stanisław Firszt, Skarbiec Ducha Gór]

Autor: San Martin Txiki o 7/29/2011 07:07:00 PM

Ruebezahl

Mystery 20; Annotation 45 – ”Why are Scolotians (Scyths), Slavs and Veneti the same peoples? – etymological and mythological evidence”


zmij -znuj tajepierwsze wersja 2

The 45th Skołotia – denotes – entirely Z Kołaka, which means coming from the blood and taken from the power of king (king = król)-kagan-tyrs-tzar (czar). It indicates coming from the law of  Kołak  as the first king of New Koliba.

Skołotia – also means – taking its rights, knowledge, rituals, faith and custom as well as  recognising the true ruler, the deputy,  incarnation of god on Earth – all that derives from the roots of Old Koliba. In other words, it means the land taking and  measuring the continuum of faith and law from the old Kołb and Kołbiel-Bauba – first earthy rulers-priests of Zerywani tribe in the Old Koliba.

Skołotia – means from Kołak and Kołb anointed by gods, solely from the gods whom Skołotia can worship and to whom it can give a part – i.e. a share and contributions.  The Part called the share (dział) is the sacrifice for gods in the form of kładziwo (the sacrifice of koło-dział <circle-share>, part and adoration for Koło Dziewsowy and originating from Koło Diewsowy, which means coming from Gods). The part called contribution  denotes  the sacrifice of the part of the share for the ruler. These Gods being in the divine Koło (divine Circle) at Wela are worshipped not only with a gift but  also with a circular dance, i.e. with the Koło (Circle) and they are crowned with koła (circles) made of flowers and herbs – wreaths (wreaths – wienie – wieńce).

Skołotia – implies the land of Native Faith, the land which belongs only to the gods that came from Kołodź, i.e. Kłó Welańska which means Twer Swąt, the House of God of Gods,  Father of Fathers – the Only Creator of the Whole World.

Skołotia is nothing but the later Skołowinia-Skołwinia, which means Skołowenedia (Skołwene) Sołodwia, Soudawia, Sołdowia, Sołowja. Skołoci (Scolotians), pronounced Skouoci and Suouoci (Słowocy – people using the word  <word = słowo>, i.e. people speaking their language which is understandable. These people are known to chronicles of Romaiōi as Scyths / Scythians).

Skolotians, Veneti and Slavs are one and the same – not only in terms of the same people, but also as the same name, denomination. All the names originate from the same Holy Giver of the Laws of  the World, from Kłó, but  they are the names emphasising three slightly dissimilar aspects of the same, and also three different historic events.

The first name, probably the oldest (but not necessarily) yet for sure  recorded earliest of all the three  accentuates  Kłódź as a link and bond derived from here, as well as adoration (faith) and the law educed in this way. The name is Skołoci (Scolotians). It was used in chronicles with respect to  the defined tribe, as the denomination of the community living in south-east and east areas of ancient Europe and the same  south-east lands of the Sis Kingdom (otherwise known as Wielka   Skołotia <Great Skołotia> and later on Wielka Sarmacja <Great Sarmatia> ).

The second name emphasises the roots of faith and the Tree of Trees (Drzewo Drzew – from which comes the meaning of ancient <prastary> – drewy, drzewy and tribal denominations Drzewianie or Derewlanie). The Tree of Trees – Drzewo Drzew – is also the Tree of Gods (Drewo Dewów). This name signifies the Gift of Gods  (Wiano Dewów) and additionally that these people come from, and comply with the laws given to them by givers of wena (dawcy weny)Weny Dawcy, Weni Dawców – givers of air and givers of life (uwene, owini, uwicie – vitalisation, creation) – Uwene Dawów, which again means children of gods (dew-twa {dzia-twa = children}, dew-ło {dzie-ło = creation}, dew-skie {dziew-skie = of God, divine), children of Gods of Kłódź.  Yet, the stress is here more on gods-dewowie and the Tree of Trees (Drzewo Drzew) and Drzewo Drzew ową Wierżbę-Weń (wierżba – willow) from which these people were picked (picked – zerwani), i.e. from which  Zery-wani were born. Zery-wani indicates not only that they were zerwani (picked), but it also  implies that  they arose from  a fiery tree- zeri (s-ger, s-gor, s-har, s-żar) wane and that they came into being from  Wiecha-Wenika, from Swąt’s Branch. Wiano – wene signifies Wenedowiea  (Veneti), but also secondarily, as usual, when holy meanings double, triple or quadruple, from water (od wody) – Wądowie and wiedy (wieda – knowledge, initiation) – Weda the holy Book and  wen – gods’ gift in the form of  volatile thought, and wenia – air, smell of  incense, wen – (włękit) <włękit – błękit – sky-blue colour> of divine blood, noble men’s  and warriors’ blood – ichor. The name Wenedowie (Veneti)  – in relation to specified people was used for ethnic community living  in the areas  mostly situated in the west and north of Slavic-Ist (Ist – Being) Europe.

The third name and, at the same time, the most contemporary one used in records from the Vth century AD and known till present is Słowianie, recorded by Romaiōi as Sklavene (Skłowene). This name combines two previous names into one Skoło-Wene which denotes Skołoto-Wenedowie (Scolotian-Veneti), Słowianie (Slavs), Suo-wene, i.e. Suorożiczi Wene, according to legends – Słońca Wiano (the Sun’s Gift) which means Children of the Sun Swarożyca Wiano (Swarożyc’s <Svarozic’s> Gift). Swoi, Słowi – those who speak, whom people can understand, in other words Sołwianie. The same, Wiano Swąta-Suąta (Suont Wiano) <wiano – gift; the gift of Swąt-Suąt>. The name Słowianie  (Slavs)  is obvious and dervided from the Slavs themselves  and their Native Faith from the oldest stories of the Tale,  beliefs about the Slavs’  own origin as well as about the origin of the world. Such dimensions and meanings of the Faith of Nature contain these words (apart from others which can be deduced from them), and they also express the symolic Slavic wieńce, zwieńczenia, wiechy (wreaths, panicles). This denomination emphasises the time in the history of Slavdom when it moved  its  central  hubs  from Stara Koliba (Old Koliba) to Nowa Koliba (New Koliba) – Lęgia – for the time of  War for the Mystery and after the defeat of Zerywani and  their  marvellous survival in the cave of Lęg by  Gods of Heaven (Sołowie)  and  Swarożyc (Svarozic) – where their name comes from – the Children of Swarożyc, Wiano Swarożyca   the Gift of Swarożyc) and Wiano Słońca (the Gift of the Sun) – Słowianie. The name was used  for  peoples  who were located in the middle,  between  east Scolotians and west  Veneti in the Sis Kingdom. Contemporarily this denomination relates to all the descendants of the Sis Kingdom and their lands.

This is where they originate from, who they were and where they were, and since when they have been and what they represent – today’s Slavs. Here they are – Skołoci (Scolotians), Skołowici, Skłowici, Skłoweni, primarily recorded in the chronicles of Romaiōi as Sclavini (Skławini), and then as Slovene (Słowene) and Venedawe (Venedae) Wenedawie, later Wędowie. The mythical, known to the Romaiōi first ruler of  Scolotians (Scyths / Scythians) – Kolaksais  means Kołak książe (Kołak duke) – Kołak-ksais (lkśniący, łyszczący, ©łyszczący blaskiem księżycowym, ślący promienie, – glistering, radiant, shining with moonlight, sending rays, ), Kołak-ksołs which denotes Syn Kłódzi (the Son of Kłódź), Syn Sołów (the Sun of Sołowie) – of the Gods of Heaven, Syn Sołu (the Son of Soł) – Słońca (of the Sun), Syn Swarożyca (Swarożyc’s Son) – the Sun Shield Bearer, in other words just  Kołak Król  (King), and also – swois – swój (our, their), using the word (word – słowo),  made of gods – of soł, of divine blood, the ruler of Swoiwene – (of Slavs – of Słowianie). Hence, till present there have been such words as soł-tys(soł-tyrs) – a district chief, sołectwo – a district area managed by the local chief.

znuj (GLOWA)

a Wenedowie (Veneti) and any information about Wenedonia, Winidonia, etymologies and lands taken refer to – SSS t. 6 page 369, 372 – 378.

b By careful analysis of  the names and chroniclers’ records,  denominations  in  north Asia  (Asia Minor)  and  the  whole  Europe  (Land)  you  can  study  the  history  of the  Slavs.  You can also make a different theory that the Holy Books of  the  Faith  of Nature give us. All in all, agreeing or disagreeing with the  books, the youngest name – if we accept the variety of the time when the mentioned names started to exist and when they were used – the designation of Słowianie means that they are the people who arose from the intermingling of Scolotians and Veneti, and then the element which was added to that was of Serbo-Mazowie, i.e. Sarmatian-Amazon. Not only is it  consistent  with the chronicles and archeological data, but it also agrees with linguistic facts, linguistics and the data resulting from genetic discoveries in recent years.

Who learned from whom and what did they learn? – Germanic Nations – Scolotians – Serbomazowie-Slavic Nations

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 6 Kwiecień 2013

Germanie_Sarmaci

The Vikings

 

                Old and new – the dynamism of the Vikings’ times

The Vikings’ art in Scandinavia is much linked with the heritage of Germanic peoples. The Vikings owed liking for colourful and nearly abstract patterns to nations  inhabiting Eurasian steppes, like Sarmatians and Scyths from whom Germanic peoples learned to decorate with cloisonne enamel, carving and, most of all, they took over an almost abstract way of presenting animals from them – known as the animal style. This type of abstraction, however, derived from other sources than the modern abstract art which is purposefully cut off from tradition and opposed to conservative art trends. On the contrary, the Vikings’ ”abstract” art persistently and slowly drew on the tradition. The new art styles contained elements taken over from old art works. The aim of the new art was not reflection of nature but arranging of a certain pattern, an official style and tradition. Described in the unit…

 

Everything is believed to originate from the West – either from Ancient Rome, or from England, France, Germany – in the contemporary times. Yet, there is another ,100% true statement that the deepest depth of wisdom was placed in the Middle (in Kitai, Kutai, Czytaj <j = i>, in English pronunciation: ”China”) and it was Scolotians, Serbomazowie, Mongols, Slavs as well as Persians,  Windowie, and later on Turks  (when they had already formed apart).

Above is a small extract as a proof of that flux – the knowledge coming from Scolotia  to the ancient Scandinavian tribes that after moving from Scandinavia on to the Land and intermingling with Celts and Slavs established Germania.

 

I received this extract from Dobrosław Wierzbowski who has already found countless details about intermingling of cultures and manifold silenced bonds.

We can see his passion even in the article included on these webpages – About the Slavic coloured eggs and their corporate Slavic-Scolotian signs which are in the  holy symbols of their common Faith of Nature.

The following extract comes from the book ”The Vikings” by Jonathan Wooding. As it can be perceived, the Vikings used Scolotian (i.e. Slavic) decoration techniques and patterns in their design utilities. They do know it better than we.

For sure, also in the 10th and 11th century, they imported hop from the Sis Kaganat (Chaganat) and learned to make good beer. Storytelling that beer came to the Polish from Germany is a typical German  blowing the trumpet by Baron Munchausen. A similar lie is that porter beer – i.e. ale – came from England with my wife’s great-grandfather Julian Pagaczewski I. Ale was brewed in Slavic territories (in Great Scythia and later on in Great Sarmatia) as early as about 2000 years before Christ. In the 19th century, Julian Pagaczewski brought from London just the technology for the manufacturing process of porter beer brewing and as the first he used it in his own Brewery Pod Machina, opposite the Kraków Barbakan.
chmiel szyszki 1 7258_b

Kto się od kogo i czego nauczył – Germanie – Skołoci – Serbomazowie-Słowianie

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 5 Kwiecień 2013

nadesłane przez Dobrosława Wierzbowskiego

Germanie_Sarmaci

Panuje u nas przekonanie, że wszystko przychodzi z Zachodu – jeżeli nie z Rzymu w Starożytności, to z Anglii, Francji, Niemiec – w czasach nowożytnych. Na 100% prawdziwe jest jednak inne twierdzenie – najgłębsza głębia mądrości ulokowana była w Państwie Środka (Kitaju, Kutaju, Czytaju w angielskiej wymowie “Czajna”), a przebywali w nim i sąsiadowali z nim Skołoci, Serbomazowie, Monżgołowie, Słowianie a także Persowie, Windowie i potem (gdy się już wyodrębnili w Wielkim Stepie) – Turcy.

Oto  – powyżej – drobny fragmencik – dowód tego przepływu – wiedzy płynącej ze Skołotii do starożytnych plemion skańskich, które po przeprowadzce ze Skanii na Ląd i  zmieszaniu się z Kiełtami (Celtami) i Słowianami utworzyły Germanię.

Otrzymałem ten wycinek od Dobrosława Wierzbowskiego, który podobnych szczegółów na temat przenikania się kultur i różnorakich przemilczanych więzi wynalazł już bez liku.

Jego pasję widać chociażby w artykule zamieszczonym na tych stronach – O słowiańskich pisankach i zawartych w nich wspólnych słowiańsko-skołockich znakach, świętych symbolach wspólnej Wiary Przyrody.

Powyższy fragment pochodzi z książki „Wikingowie” Jonathana Woodinga. Jak widać Wikingowie używali skołockich (czyli słowiańskich) technik zdobniczych i wzorów w swoim wzornictwie użytkowym. Oni wiedzą o tym lepiej niż my.

Z całą pewnością też – jeszcze w X i XI wieku importowali z Kaganatu Sis chmiel i uczyli się wyrabiać dobre piwo.  Bajanie, że piwo przyszło do Polaków z Niemiec jest typowo niemieckim dęciem w trąby Barona Munchausena, podobną nieprawdą jest, że piwo porter – czyli ciemne – przywędrowało z Anglii za pomocą pradziadka mojej żony Juliana I Pagaczewskiego. Ciemne piwa ważono na Słowiańszczyźnie (w Wielkiej Scytii a potem Wielkiej Sarmatii)  już na jakieś 2000 lat przed Chrystusem. Julian Pagaczewski przywiózł z Londynu w XIX wieku jedynie technologię przemysłowego procesu warzenia  piwa porter i jako pierwszy zastosował ją w swoim Browarze Pod Machiną naprzeciw krakowskiego Barbakanu.

chmiel szyszki 1 7258_b

Księga Ruty w subskrypcji – wydanie: 13 maja 2013 – jeszcze tylko 10 dni zamawiania z imienną dedykacją. Publikujemy wstęp!


Copyright © by Czesław Białczyński, all right reserved ® by Jerzy Przybył

© ® by Slovianskie Slovo

aktualizacja 22 października 2013 – zobacz poniżej Wstęp do Księgi Ruty

Księga Ruty jest do nabycia w Slovianskim Sklepiku pod tym linkiem: http://sklep1327616.home.pl/pl/c/Slovianskie-Slovo/18

———————————————————— Archiwum poniżej:

Jeszcze tylko przez 10 dni, do 13 kwietnia 2013 można zamówić Księgę Ruty z imienną dedykacją!

Bardzo się cieszę, że mogę wam już dzisiaj zakomunikować termin wydania i zasady nabycia “Księgi Ruty”. Nikt pewnie nie czekał na nią tak niecierpliwie jak ja.

Dazbog1 kompr

To długo oczekiwane pierwsze wydanie “Księga Ruty” znajduje się w chwili obecnej już w drukarni.  Książka zawiera ponad 50 kolorowych reprodukcji obrazów Jerzego Przybyła oraz oprawę graficzną podobną do Księgi Tura. Posiada też identyczny format i układ. Okładka jest z zielonego płótna, ze złotymi tłoczeniami. “Księga Ruty” ma objętość o około 150 stron większą niż tom I. Zawiera też kolorową rozkładówkę Koligacji Bogów Słowian i barwne wyklejki na okładkach. Jest zaopatrzona podobnie jak “złoto-czerwone” wydanie Księgi Tura we wszystkie indeksy i bibliografię. Książkę można już od dzisiaj nabyć w subskrypcji. Ostateczny i nieprzekraczalny termin skierowania do sprzedaży publicznej to 13 maja 2013 roku. Subskrybenci, którzy zamówią i opłacą książkę do 13 kwietnia otrzymają ją zapewne wcześniej, w miarę jak egzemplarze będą schodzić z taśmy produkcyjnej. Otrzymają też indywidualne wpisy dedykowane imiennie, no i wysoki rabat. Po 13 kwietnia imienne dedykacje nie będą mogły być już skierowane do druku.

Zamówienia należy składać poprzez e-mail w Wydawnictwie Slovianskie Slovo. 

Polel sowi Pan ost drogi kompr

Oto link i informacja od Piotra Kudryckiego, ze strony Wydawnictwa Slovianskie Slovo:

Kończą się prace nad książką .
W sprzedaży będzie dostępna od 13 maja.Oprawa twarda w płótnie .  Koszt  w normalnej dystrybucji to 140 zł plus koszty wysyłki.
Przyjmuję przedpłaty na książkę na preferencyjnych warunkach;
Koszt 120 zł
Bezpłatna wysyłka

Konto wydawnictwa pełne dane:
Slovianskie Slowo
Piotr Kudrycki
Muchnice Nowe 15
99-307 Strzelce
Egzemplarze dedykowane dla osób które dokonają przedpłaty do 13 kwietnia
Wpłaty na konto nr 42234000097100240000000509 Polbank z podaniem Imienia i nazwiska oraz z zaznaczeniem przedpłata na Księgę Ruty
Proszę o wysłanie na adres E-mail sirrach@op.pl następujących danych:
Imię i Nazwisko(ew.nazwa firmy)
adres do wysyłki
Dla kogo dedykacja (bez zaznaczenia przyjmuję wpłacającego)
Po 13 kwietnia do 13 maja przyjmuję przedpłaty bez dedykacji ale na preferencyjnych warunkach.
Dziękuję.

Bardzo się cieszę ,że wszystko idzie jak należy.

Uściski dla wszystkich

Piotr

Dodałbym tu jeszcze byście wpisali liczbę zamawianych egzemplarzy

PS. Ponieważ padają liczne zapytania co to za dedykacja będzie w książce, wyjaśniam, że będzie to moja osobista dedykacja z podziękowaniem dla osoby, której imię i nazwisko zostanie wydrukowane na karcie przedtytułowej – dedykacja z odręcznym, datowanym podpisem

CB

Lada kompr

Wstęp do Księgi Ruty

„Taja” – dla przeciętnego współczesnego „łykacza” obrazków telewizyjnych to słowo nieznane, niezrozumiałe, zagadkowe, wręcz obce. Prędzej skojarzy się mu ono z Tai-chi – chińską gimnastyką, niż z dobrze znanym starodawnej słowiańszczyźnie i językowi polskiemu słowem „taja” – czyli tajemnica przez małe „t”, ale i Taja – przez duże „T” – wtajemniczenie. Taić, zataić, tajny, roztajać, tajch. Pod Żywcem jest bór Tajch, w Czechach płynie rzeka Taja nazywana też Dyją, cały olbrzymi, odwieczny bór na północy Rosji nazywa się Tajga – czy rozumiemy jeszcze te nazwy?

 99% Polaków musiałoby przyznać, że nie. Tajch – to nic innego jak tajemny, czyli święty las – Bór Bogów. Rosyjska, słynna w świecie Tajga to nic innego jak wielki tajch – Tajha. Taja zaś – to zapis tajemnicy, podanie bajne – to jest bajeczne. Ale bajeczne to nie znaczy wcale – jak dzisiaj używamy tego słowa – nieprawdziwe. Bają dawniej nazywano pewien rodzaj sutego materiału, bardzo drogiego, ciężkiego, grubego, wystawnego, o ciemnym głębokim kolorze – przeważnie złotym, czarnym, rubinowym lub szafirowym. Wykonywano z niego szlacheckie okrycia wierzchnie, ale nie dla szaraczków, to były płaszcze wielmożów, najzamożniejszych magnatów. Bo baja tkana na krosnach przez człowieka, była ludzkim odpowiednikiem boskiej Czarownej Baji – Materii Świata, sukna z którego Świat Cały był Utkany, a w którą wpisane-wplecione były śnitkami-bajorkami (skrzystymi, boskimi nićmi, splecionymi w warkocze) Dzieje Świata. Dzieje Świata, a z nimi też przeznaczenie ludów i plemion oraz losy wiosek, rodzin i indywidualnych osób, a nawet każde najmniejsze zdarzenie we wszym świecie (Wszech-Świecie). Tak więc Baje – to nie były bajki, bajdurki (durne baje), ani duby smalone, ani baśnie (baje przyśnione we śnie – nieprawdziwe), lecz podania zawierające prawdziwy przekaz wiedzy o świecie, zgromadzonej w skarbnicy zbiorowej pamięci pokoleń. Baja opowiadana była na różne sposoby: przy pomocy pieśni i wierszy, a także długich wielowątkowych opowieści o bohaterskich potyczkach ludzi z bogami i mocami magicznymi – eposu. Opowieści te traktowane były jak najprawdziwsza prawda, z powagą, bo to była prawdziwa wiedza tajemna zawarta w słowach poezji  i epickich legendach o przeszłości. Opowiadały je stare kobiety, nestorki wiosek czy plemion, wszystkowiedzące – wiedźmy, opowiadały młodym kobietom i dziatwie, dziewczętom które miały je przekazać kolejnym pokoleniom, opowiadały je podczas magicznych czynności obróbki lnu i konopi, podczas plecenia nici i zwijania w kłębki, a także podczas rycia tajemnymi znakami powierzchni świątecznych ozdobnych jaj, najważniejszego pokarmu Święta Wiosny i obrzędów grzebalnych, czy rocznicowych Dziadów. Zauważmy, że już w najdawniejszych czasach „edukacją” pokoleń zajmowały się w Słowiańszczyźnie kobiety. To one były owymi wiedźmami – wiedzącymi – kapłankami Wiedzy (Wiedy), którą przekazywały ustnymi opowieściami, rymowankami, pieśniami, przez pokolenia.

 Jednym z najpiękniejszych zabytków opowieści tego rodzaju są zbiory Ruskich Bylin, gdzie bohaterowie mierzą się z bogami i wadzą z całym światem, przechodząc kolejne stopnie wtajemniczenia i odtwarzając prawdziwe zjawiska przyrodnicze, roczny cykl słoneczny, czy prezentując w alegorycznej formie obrzędy agrarne i ryty dawnej wiary, tak mocno splecionej z rytmem Przyrody i cyklem Matki Ziemi. O tym – między innymi – można się dowiedzieć z Księgi Ruty.

Ale tylko między innymi, bo Księga Ruty – najkrócej mówiąc – jest epicką opowieścią mitologiczną o dziejach Słowian. Szczególne wątki i rozdziały poświęca ona przodkom plemion lechickich  i Polaków, ale opowiada dzieje także innych ziem, czasami bardzo odległych. Są to rzecz jasna dzieje mityczne, bajeczne, zanurzone w głębokiej starożytności. Wiele opowieści zawiera piękne opisy nieujarzmionej, dzikiej przyrody pradawnej ziemi, po której wędrowali, i w której się osiedlali, nasi praprzodkowie. To wielkie terytorium eksploracyjne obejmowało głównie dwa kontynenty – Azję i Europę i sięgało  od dalekiej Syberii po Łabę, i od Morza Aralskiego, przez Kaukaz, po Dunaj i Adriatyk.

 Opowieści Księgi Ruty sięgają najdawniejszej starożytności – to jest czasów, gdy bogowie i boginki oraz niebiańskie stworzenia poruszały się swobodnie po Ziemi, a Ludzie (Zerywanie – przodkowie Słowian-Wenetów, Scytów i Sarmatów) zamieszkujący bory i stepy, tajgę oraz wysokie góry, bagna i brzegi mórz, nierzadko spotykali boskich wysłanników – bogunów i boginki, a nawet samych bogów na trasach swoich morskich wypraw, w borach podczas łowów, na karczowiskach i polach podczas uprawy ziemi, w stepach gdzie wypasano bydło, czy podczas wieczornego czuwania u ogniska na handlowych szlakach wiodących po bursztyn, sól, żelazo lub miedź. Poprzez piękne opisy tejże przyrody i miejsc w Słowiańszczyźnie i dzięki przypisaniu do przyrody niejako boskiego waloru, pewnej świętości i nietykalności – książka ta staje się również ważnym narzędziem w kształtowaniu współczesnej proekologicznej postawy w młodym pokoleniu Polaków.

Księga Ruty nie jest pierwszą książką ze słowiańskiego cyklu autorstwa Czesława Białczyńskiego. Poprzedziły ją Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony oraz Księga Tura .

Wszystkie te książki łączy nie tylko magiczna i słowiańska tematyka, ale przede wszystkim głęboka potrzeba odtworzenia naszych słowiańskich korzeni, sięgnięcia do podstaw dawnych mitów i podań, które kształtowały naszą tożsamość rozwijając magiczny język wyobrażeń o świecie i wierzeń religijnych, a na ich bazie także potoczne słownictwo życia codziennego związane z tymże językiem, wypływające niejednokrotnie z wierzeniowego źródła. Wszystkie one są równocześnie próbą odtworzenia magicznej więzi między Człowiekiem współczesnym a Przyrodą, więzi zerwanej przez cywilizację techniczną, urbanizację i wszechpotężną technologię.

Są więc owe trzy tomy, trzy książki, zamkniętymi całościami, ale też stanowią swoisty tryptyk poświęcony ukochanej przez autora Słowiańszczyźnie. Wszystkie razem i każda z osobna stanowią  zamkniętą całość.

Poza tym, iż autor przedstawia  mityczne-bajeczne opowieści zebrane dosłownie z całego rozległego obszaru Słowiańszczyzny i obszarów granicznych, swoją pracą składa hołd naszym przodkom – wszystkim bez wyjątku – bo oni wszyscy dzięki inteligencji, sprytowi, siłom witalnym i odwadze przetrwali przez okresy trudne i niepomyślne, zwalczyli przeciwności przyrody i oparli się najazdom wrogów, doprowadzając słowiańskie kraje i narody do dzisiejszego rozkwitu. Jest ten tryptyk  hymnem pochwalnym piękna naszej ziemi i przyrody, a też wielkim ukłonem i hołdem złożonym językowi polskiemu, którego pełne bogactwo i pełne znaczenia, można poznać tylko, gdy się te wszystkie związki i źródła słów powiąże ze sobą i ukaże w konkretnym kontekście i w dziejowym rozwoju oraz w wielowiekowych przekształceniach.

Księga Ruty zaczyna się od Taji 18, ale niech to nie będzie mylące dla nikogo – ona zaczyna się od początku jak każda z poprzednich książek i kończy na końcu (Tają 24) – chociaż ostatnie strony już zapowiadają i dają przedsmak kolejnej księgi i kolejnej taji  – która powstanie kiedyś, w przyszłości.

Poprzednie książki autora ze słowiańskiego cyklu poświęcone były tematom bardziej ogólnym. Pierwsza,  Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony, zbierała w zwarty leksykon wiedzę na temat tytułowych boginek i demonów, ukształtowaną i przechowaną przez Słowian w tradycji ludowej, etnograficznych zapisach i w historycznych wzmiankach. Druga, Księga Tura, skupiała się na tematyce stworzenia świata, przedstawieniu słowiańskich bogów, ich sposobu działania, ich wpływu na świat, mówiła o wydarzeniach oraz wojnach między bogami na niwach Weli, w Niebie i na Ziemi, czyli na słowiańskim Olimpie – w Prawii, w Zaświatach – w Nawii, i w niezasiedlonym jeszcze ludźmi świecie widzialnym – Jawii , czyli na Ziemi. Dopiero w Tai 17 Księgi Tura poświęcono miejsce legendarnemu plemieniu Ojców Wszystkich Słowian – Zerywanów.

Trzecia, Księga Ruty, ma swoją cechę szczególną – mówi o bogach i ludziach, o Starej Kolibie Zerywanów (w Taji 18 i 19) ale przede wszystkim o Nowej Kolibie i dziejach Słowian po odrodzeniu się w niej życia, po Wielkiej Wojnie o Taje, stoczonej przez Ludzi z Bogami. Sercem tej Nowej Koliby są ziemie rozciągające się po obu brzegach – na wschód i zachód od dawnego Nura, czyli rzeki znanej dzisiaj jako Bug . Tak tę rzekę nazywano bowiem w starożytności, a jej dopływy do dzisiaj nazywają się Nurczyk i Nurzec. Tę ziemię –  Ziemię Nurską, Ziemię Nurów (u Herodota zapisanych jako Neurowie) nazywano Nurusją (Nur-Rusją), a potem Rusią albo Białą Harią, Hawarią, Białą Horią – Wielką Harią, Wharatem, Białą Horwacją, Har-Pątją (Kharpatią – gdzie har, hor – hora, góra, pąty, pącie – ścieżki górskie). Ziemia ta ciągnęła się między Caroduną-Karkoduną – Grodem Kruków i Kraków (króli – kaganów, kagantyrsów) a Grodem Kyjów – Kijowem (kujów – kowali, magów, kaganbogów). Później zamieniła się, zdobyta przez Bolesława Chrobrego (Chrobry, czyli zdobywca Chrobacji-Horwacji, Harwatii), w historyczną już piastowską, a potem jagiellońską prowincję znaną jako Małopolska, a na wschodzie jako Ruś Kijowska.

Jest więc Księga Ruty szczególnie poświęcona w swojej lwiej części bajecznym ( bajnym) dziejom Małopolski i jej stolicy – znanej z rzymskich zapisków Carodunie, Karodunonowi, Karkodunie – Grodowi Czarnej Królowej i odrodzonych władców scytyjsko-słowiańskich Kruków-Kraków.  Przekaz tych dziejów zachował się również w krakowskich legendach o Krukach, Lasocie i Czarnej Królowej – królowej co miała Tyn na Lasocie – opodal Kopca Kraka. Królową tą zwano też Babką Kraka, a jej kopiec stał jeszcze w XVIII wieku po sąsiedzku, obok znanego nam dzisiaj kopca, i jest naniesiony na mapach austriackich – kilkaset metrów w okolicy Parku bednaeskiego, Korony i dzisiejszego Fortu na Lasocie.

Księgę Ruty napisano na trzech poziomach:

 – pierwsza warstwa to czyste podanie, barwna historia z wątkami miłosnymi, bohaterskimi czynami, wojną i starosłowiańską obrzędowością, krwistymi postaciami bóstw i władców.

- druga warstwa to główne przypisy, które objaśniają korzenie słów, związki znaczeniowe, związki postaci, nazwy plemienne i geograficzne, pokazują też postacie w powiązaniu z zachowanymi źródłami. Ten poziom przeznaczony jest dla mocniej zainteresowanych historią i prehistorią, bardziej zaawansowanych w wiedzy mitologicznej.

- trzecia warstwa to odsyłacze do źródeł, dla znawców tematu, wskazanie miejsca skąd pochodzi informacja o postaci, obrzędzie, atrybucie, lub wskazanie źródła wyjściowego do takiej a nie innej interpretacji mitologicznej. Do tych źródeł czytelnik może sięgnąć i na konkretnych stronach sprawdzić stan wiedzy naukowej.

Książka na poziomie pierwszym nie jest jednak pisana z pełną powagą i zadęciem, lecz bardzo beletrystycznie i lekko, miejscami dowcipnie, bywa, że autoironicznie, bo przy tak skąpych podstawach wiele jest „odtworzenia”, a odtworzenie to tylko jedna z możliwych interpretacji. Przez to właśnie książka stanowi doskonałą lekturę dla każdego, a też lekcję polskiego języka. Książka adresowana jest do ludzi młodych, których ten temat bardzo wciąga, którzy są głównymi odbiorcami serii słowiańskiej (jak wynika z badań), którzy jednak bardziej przywykli do obrazu i telewizji – jak powiedziano na wstępie tego wstępu, a mniej do czytania i głębokich studiów.

Zawiera też Księga Ruty jeszcze jeden ukryty, bardzo wysmakowany walor, tym razem czysto literacki. Mianowicie wszędzie tam gdzie kultura scytyjska, sarmacka i słowiańska stykała się bezpośrednio z kulturą perską i grecką powstały greckie i perskie wersje różnych zdarzeń z przeszłości i podania na ten temat, zapisane w greckiej czy irańskiej mitologii. Wbrew pozorom takich miejsc jest wiele; dotyczy to np. Amazonek, Scytów na Krymie i nad Bosforem, władców Traków i Daków, walki ze smokiem (Krak i Ardaszir w Persji), Aleksandra Macedońskiego i jego potyczek za Dunajem, króla Dariusza Wielkiego atakującego Scytów i Sarmatów na ukraińskich stepach, starcia słynnego Cyrusa ze scytyjską władczynią Tomirysą, wojny w Troi, itp. Tutaj – w Księdze Ruty – możemy doświadczyć słowiano-scytyjsko-sarmackiej interpretacji i oglądu tamtych zdarzeń, okiem kronikarza jakby z drugiej strony sceny. Jest to punkt widzenia do tej pory nieobecny w kulturze Zachodu zbudowanej wokół mitologii greckiej i rzymskiej. Stało się tak ponieważ, z jakichś powodów – dosyć nawiasem mówiąc tajemniczych, ani Scytowie, ani Sarmaci ani Słowianie nie używali pisma chociaż je znali i znali określenia takie jak kniga, pisać, czytać, litera (bukwa), cyfra (czerta) – jak twierdzą współcześni badacze.

Księga Tura i Księga Ruty to dzieła krzewiące język polski i polską kulturę o najwyższych walorach – to Ambasador wielowiekowej Tradycji Polskiej we współczesności. Dzieła te w sposób niezwykły przenoszą w przyszłość pamięć kolejnych pokoleń Słowian i Polaków dokumentując i sławiąc przeszłość, będąc świadectwem chwalebnych dziejów, świadectwem pracowitości, odwagi i rozlicznych talentów ludów słowiańskich.

perunic komprPerunic – Jerzy Przybył

Tagged with:

Próba Inwazji – nowe wydanie z Solaris – NIEZŁE!

Posted in Polska, sztuka by bialczynski on 3 Kwiecień 2013

Aktualizacja 02 04 2013

Właśnie otrzymałem autorskie egzemplarze “Próby Inwazji ” z Solaris – książka jest wydana bardzo ładnie graficznie, na niezłym papierze. Jestem zadowolony, naprawdę niezła robota. Następny ma być “Zakaz wjazdu”.  Polecam na stronie internetowej Solaris, do kupienia tylko tam.

pi3 pi2

petecki_messier_13v5

Link do sklepu:
http://solarisnet.pl/fantastyka/143007-proba-inwazji.html

Fragmenty:

“…

NOTA WYDAWNICTWA „AYCASNES”

Valaco 605.3776 c.

Książka, którą oddajemy dziś w ręce naszych czytelników, jest jeszcze jedną próbą wyjaśnie­nia pewnych zagadek związanych z pamiętny­mi wydarzeniami roku 3016, które zainicjowały tzw. Trzecią Rewolucję. Rzecz jasna, jest w tym utworze bardzo wiele fikcji i jeszcze więcej spe­kulacji. Autor nie pokusił się tu o dokładne odtworzenie owych wypadków, nie starał się nam również ukazać skomplikowanej sytuacji ani prawdziwego w każdym szczególe obrazu tamtych, odległych przecież czasów. Historia, jaką przedstawia, dotyczy losów ludzi wpląta­nych mimowolnie w owe wydarzenia, jednostek posuwających się z ich nurtem niejako wbrew swej woli, a częściowo (do pewnego momentu) także i wbrew swoim przekonaniom. Dotychczas wydano wiele prac traktujących o Trzeciej Rewolucji i okolicznościach, jakie doprowadziły do jej wybuchu. Wśród tych bardziej lub mniej udanych pozycji były ścisłe, niemalże naukowe opracowania, ale trafiały się i całkowite fantazje, sprzeczne nawet z podstawowymi faktami znanymi nam z nielicznych zachowa­nych dokumentów czy filmów.

 Wielu wypadków do dziś nie wyświetlono, a jeszcze większa część zdarzeń — otoczonych w owym czasie ścisłą tajemnicą i tworzonymi celo­wo pogłoskami o sprzecznej nieraz treści — w ogóle nie jest znana. Tak więc wszystkie opraco­wania, jakie do tej pory powstały, opierały się głównie na wyobraźni ich twórców, skłonnych do różnych spekulacji i interpretacji.

Wydawnictwo, wychodząc z założenia, że przy takiej mnogości hipotez nic już nie jest w stanie zaciemnić obrazu minionych zdarzeń, postano­wiło dopuścić jeszcze jedną ich wersję w na­dziei, że być może właśnie ona zbliży nas wszy­stkich najbardziej do prawdy.

Geander Mora

recenzent Aycanes-Altal Teryt

Republiki Boyd

 ….

I ten wieczór zapowiadał się spokojnie, lecz bezbarwnie jak setki podobnych wieczorów. Re­dan wstał z ławki i już kierował się w stronę oszklonego pomieszczenia, gdy znów poczuł na­wrót tego dziwacznego, bezpodstawnego strachu ściskającego go za serce, paraliżującego ruchy. Nie miał pojęcia, co to może być, gdyż niczego podejrzanego nie zauważył, jednak czuł wyraźnie, że coś się w otoczeniu zmieniło. Niepokój wzrastał.

— Chyba się starzeję — zauważył na głos, drapiąc się po głowie.

Rozejrzał się uważnie. Na trawniku siedział tupang. Maskotka i ulubieniec wszystkich pra­cowników, dokarmiany przez nich na każdym kroku.

— Ty stary pieszczochu — rzekł do zwierzę­cia, nachylając się nad jego lśniącym, tłustym cielskiem. — Chodź tutaj. Pogłaszczę cię. Wiem, że to lubisz, jak nikt inny.

Podniósł tupanga z ziemi i posadził sobie na kolanach. Znów siedział na ławce, wpatrując się w krzaki. Mierzwił gładką sierść. Zwierzę wydawało ciche pomruki i westchnienia. Było zadowolone. Strach powoli ustępował.

Chyba się starzeję — myślał Redan. — Nie­długo trzeba będzie porzucić to zajęcie. A nuż zdarzy się coś złego… Co wtedy stanie się z małą Itą… Eee, skąd w ogóle przychodzą mi ta­kie myśli.

Tupang przebywał na terenie instytutu chyba od samego początku jego istnienia. Jeszcze w trakcie przeprowadzki przyplątał się skądś, mo­że znad rzeki, gdzie nie mógł znaleźć odpo­wiedniej ilości żarcia? Tutaj nie musiał się tym przejmować. Teraz nie jadał byle czego, najlep­sze kąski czasem mu nie smakowały. Zadomo­wił się w instytucie na dobre, a nawet zdążył zestarzeć. Fala niepokoju powróciła gwałtownie.

Przecież — przemknęło Redanowi przez myśl — pogoda jest zupełnie zwyczajna, a ciągle odzywa się to diabelne serce. Nigdy mi nic nie dolegało. Więc dlaczego dzisiaj…

Nie dokończył. Dojrzał go. Człowiek leżał oparty o mur. Przez kratę widać było tylko czarny kształt dłoni spoczywającej na chodni­ku. Strażnik zastanowił się chwilę. Odbezpie­czył kufę. Może mu się tylko wydaje? W tam­tym miejscu panował półmrok. Nie, nie pomy­lił się, tam na pewno leży człowiek. W dolnym rogu bramki widzi ludzką dłoń. Spuścił tupanga na ziemię. Trzeba to sprawdzić. Ruszył w tam­tą stronę.

Na chodniku leżał mężczyzna. Oczy na wierz­chu, twarz prawie sina. Łapał powietrze z charkotem. Strażnik nachylił się nad nim.

Nie — pomyślał. — Ten nie udaje. Znów kło­pot.

— Co jest? — zagadnął leżącego. — Słabo pa­nu?

Oczy tamtego spoczęły na twarzy strażnika. Redan cofnął się o krok, pod niesamowitym spojrzeniem człowieka. Nieznajomy przewiercił go nim w jednej chwili na wylot, jednocześnie coś zakłuło w sercu mocniej niż poprzednio, strażnik poczuł znów strach, lecz już nie taki jak przedtem. To był strach skondensowany. Nieustępliwy. Strach bliski szaleństwa. Leżący nie spuszczał oczu z pochylonego nad nim czło­wieka.

Za zakrętem rzeki stały trzy czarne drzewa. Tak olbrzymie, że ledwo można je było objąć wzrokiem. Łódź kołysała się nierówno. Wiosła z ledwo uchwytnym pluskiem zanurzały się w ciemnej toni. Po powierzchni pływały tłuste plamy jakichś smarów.

Płynęli w absolutnej ciszy. Na dziobie, pochy­lony nad wodą, prawie ciągnąc po niej nosem, przewodnik. Napięty. Czujnie wsłuchany w oto­czenie. Łowiący każdy szmer, inny od plusku wioseł, w swe niezawodne ucho. Hebanowa skó­ra lśni, grubo namaszczona olejkami hevoi.

Dwaj pozostali wioślarze to tubylcy. Purpurowoskórzy, z przepaskami na biodrach. Mocne mięśnie z wprawą obracają drągi, pchające łódź do przodu po szerokiej rzece. Tubylcy mają błyszczące oczy i lekki, drwiący uśmieszek na ustach. Chcą tym uśmieszkiem dodać sobie otu­chy. Ale to nie takie łatwe. Sytuacja nawet dla nich jest niecodzienna. Nie boją się. To nie strach wyziera z ich ruchów, to nie strach spo­gląda z zachmurzonych lic. Oni są zbyt pry­mitywni. Nie wiedzą, co to strach. Potrafią za to dobrze wiosłować. Wiosłują rzeczywiście do­brze. Najlepiej, jak potrafią. Tak jak przy pod­chodzeniu do rozwścieczonego durandoka, kie­dy gryzie ziemię i łamie potężnym, łuskowatym ogonem drzewa sur. Urodzeni łowcy.

Przewodnik to zbieg. Jego skóra świadczy o tym najlepiej. Niebieskawoczarny, leży teraz wyprężony jak struna, z uchem nad wodą… Ży­cie nauczyło go sztuki nasłuchiwania. Tylko dzięki niej jeszcze żyje i płynie z nimi w łodzi. Brzeg jest porośnięty gęsto i dziko. Można by powiedzieć bujnie. Ale to jakaś dziwna bujność. Ani jednej barwy, do jakiej wzrok przyzwycza­ja się w dżungli. Nic żółtego, pomarańczowego czy czerwonego, ani jednego zielonego kielicha. Nie ma również ta puszcza nic z kniej północ­nych regionów Vollu. Ni jednego zielonego liś­cia czy grama błękitu. Ciągle tylko czerń. Czerń i szarość. Trochę popielatego, zwłaszcza w tra­wach, trochę przyprószanego brunatu.

A jednak w tej czerni, pozorującej śmierć, tai się życie. Nawet nie tai. Ono faktycznie kipi bujnie, lecz jakoś niezauważalnie dla niewpraw­nego w tym pejzażu oka. Łódź przezornie trzy­ma się blisko brzegu. Niemal ocierają głowami o skrzypiące, spopielałe witki arbelozu. Nieba z łodzi prawie nie widać. Przez gęste, zbite ko­rony poprzerastane epifitami przeziera tu i ów­dzie jasnoszary przestwór. Niebo tutaj jest zaw­sze takie. Wioślarze z wprawą utrzymują drew­nianą skorupkę przy brzegu. Wkoło absolutna cisza. Nie słychać w tej dżungli normalnego gwaru, gwizdów aktacamów, pomruków ous, zawodzeń kinteifów, nerwowego tupania aguczamów czy posapywania przedzierającego się z łopotem przez zbitek czerwieni drzew sur bassol bassa. Tutaj panuje cisza. Bezludna, nie­przyjazna. Dzisiaj nawet nie wieje wiatr. To oczywiste. Przewodnik wie, co robi. Nie wypły­nąłby w wiatr. Jeszcze mu głowa miła. Nie po to uciekał z Hy, żeby wpadać na patrol z byle powodu. Każdy głupi wie: „Nie wypływaj w wiatr, choćby w żagle”. Przysłowia nie kła­mią. Tworzyły je pokolenia.

— Czy tutaj kiedykolwiek świeci słońce? — zapytał Off.

Przewodnik zbył go milczeniem. Wioślarze wyszczerzyli zęby w bezrozumnym uśmiechu. Muskuły grały im pod skórą. Wiosła tonęły w ciemnej otchłani z ledwo słyszalnym szmerem. Zbliżali się do kolejnego zakola. Off wiercił się niespokojnie na sękatej ławce. Uwierały go sprzączki szarogranatowego kombinezonu, uwierał skórzany beret. Przebranie piekielnie niewygodne, ale konieczne. Pomyślano nawet o oryginalnej bieliźnie.

— Na wszelki wypadek — powiedział Dager. Teraz Off wiercił się jak na szpilkach. Gryzły go lolronowe kalesony, całe ciało swę­działo. Pilnował się, żeby nie drapać podrażnio­nej skóry.

Gdzieś na brzegu trzasnęła gałązka. Off ro­zejrzał się niespokojnie. Przewodnik nie zare­agował. Łódź płynęła dalej. Równo, miarowym rytmem, rytmem oddechów purpurowoskórych. Trzaski powtórzyły się, tym razem bliżej. Off nerwowo przygryzł wargę. Nie chciał myśleć o wpadce. Taka wizja mogła przyprawić o dreszcze. To zresztą niemożliwe. Ma najlepsze­go przewodnika i najlepszych wioślarzy. Trzeba trzymać na wodzy rozdygotane nerwy.

Czy jeszcze daleko? Jak długo można wytrzy­mać takie napięcie? Skoro przewodnik nie re­aguje, widać nic się nie dzieje. Tym razem trzaski powtórzyły się tuż-tuż. Off czuł, jak oblewa go pot i drętwieją koniuszki palców, kurczowo zaciśniętych na długiej kufie. Wpat­rzył się w zarośla, lecz przez sieć szarych wi­tek nic nie dojrzał…”

Tagged with:

6 kwietnia – Jare Gody 2013 ze Słowiańską Wiarą

Posted in Polska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 1 Kwiecień 2013

Jare_Gody2013

Zapraszam w imieniu Słowiańskiej Wiary, moim własnym i całej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata

SSSSS s-1553

Czesław Białczyński

szczegóły na www.slowianskawiara.info.pl

20 lat „dobrego” sąsiedztwa z Niemcami

Posted in Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 30 Marzec 2013

flaga_polskaPublikujemy niezbyt wesoły, niezbyt rozrywkowy, niezbyt optymistyczny i niezbyt świąteczny artykuł nadesłany przez naszego, od wielu lat, sympatyka. Publikujemy bo to artykuł ważny, zwłaszcza dla osób o krótkiej pamięci lub osób młodych, które nie znają z autopsji sytuacji sprzed 50 czy 25 lat.  Warto się zapoznać z celnymi obserwacjami i spostrzeżeniami, warto się zastanowić, zwłaszcza że mamy kilka chwil wolnych od pracy i można znaleźć czas na refleksję. My Tutaj także obserwujemy dosyć czujnie, za sprawą Jerzego Przybyła, zasypywanego przez RAŚ mailami z przeróżnymi propagandowymi, bzdetowatymi materiałami typu wawelsberdzkich  bredni, produkowanymi w Dreźnie i Lipsku, które są przedrukami goebelsowskich mapek i propagandy hitlerowskiej przedwojennej na temat Śląska, Pomorza, Wielkopolski i Czech, rozwój owej pyszałkowatej ekspansji germańskiej. Jego,  jako Ślązaka Polaka z Żywiecczyzny, b0li szczególnie to co wyprawiają różni Kutze, Klisie i inni ludzie tego pokroju, do których kierujemy po raz kolejny słowa przestrogi, jako do szczególnych hipokrytów, tym razem już po angielsku, bo oni po polsku po prostu nie rozumieją, na Czarnym Pasku w artykule : The text is addressed to hypocrites who ruling practise anti-Polonism…

Obserwujemy działalność tego Werwolfu Jawnego i tego Werwolfu Ukrytego, rozlokowanego od czasu II Wojny Światowej po polskich oddziałach Caritasu i gdzie indziej, nie tylko TUTAJ na tym Blogu, nie tylko my sami. Nie myślcie, że sprytnie przyczajeni w różnych organizacyjkach, po kątach, jesteście niewidoczni! 

CB

flaga_polska

flaga-niemcy             Bytom 27 III 2013

 © by Romaquil

20 lat dobrego sąsiedztwa

Refleksje na temat 20. lecia, ponoć  niezwykle dobrych stosunków z Niemcami – dowody tego mamy obecnie w postaci propagandowego, zakłamanego niemieckiego filmu -Nasze matki nasi ojcowie-, w którym wprost nazywa się AK nacjonalistami, takiego określenia używają także Gorzelik, Kutz i inni rasiowcy w stosunku do Powstańców śląskich i Ślązaków inaczej myślących niż autonomiści. Nic dziwnego, że w Pszczynie ma powstać filia Muzeum Śląskiego, poświęcona I wojnie światowej i wg autora tego przedsięwzięcia Artura Klisia, władcy [Wilhelma II]: „który tu podejmował decyzje o znaczeniu globalnym, mające ogromne znaczenie historyczne albowiem ukształtowały one nasz dzisiejszy, istniejący i znany nam świat” (sic).). Jakże „pięknie się wpisze” Górny Śląsk w dzisiejszą wspólną Europę, gdy do młodego pokolenia dotrze wiadomość i utrwali się za sprawą takich, jak wyżej wspomniałem filmów, że kolebką militaryzmu był on właśnie, że nie w Berlinie, ale w Pszczynie opracowano strategię działań wojennych i barbarzyństwa na dotychczas niespotykaną skalę. Jak wspaniale ta wystawa rozmyje odpowiedzialność za Pruski militaryzm, który w 20 lat później zgotował część drugą golgoty dwudziestego wieku. Czy można się dziwić, że nasi gorliwi naukowcy (w tym także z IPN) piszą polskie obozy koncentracyjne? Wspomniany film już obejrzało ponad 20 mln Niemców; jakże muszą czuć się usatysfakcjonowani, że odium zbrodni z nich zdjęto.

Dwadzieścia lat minęło od podpisania traktatu o dobrosąsiedzkich stosunkach pomiędzy Niemcami a Polską. Wobec tego faktu usiłuję, przynajmniej w krótkim zarysie, dokonać bilansu zysków i strat w oparciu o dostępne źródła propagowane na Górnym Śląsku w celu jego regermanizacji i bieżące wydarzenia widziane oczami Górnoślązaka, któremu bliżej do Polski, niźli do Niemiec.

Ćwierć wieku temu, ziomkostwa podniecone polskimi wydarzeniami były bardzo aktywne, w Polsce ożywiły swoją działalność organizacje mniejszości niemieckiej, kiełkuje myśl ruchu autonomistów na Górnym Śląsku. Dlatego podczas dwustronnych rozmów, aby uspokoić niemiecką opinię społeczną, a zwłaszcza owe ziomkostwa, w Oberschlesische Schriftenreihe (Górnośląskich Zeszytach), Nr 18 znalazła się publikacja „Heimat Oberschlesien (Śląska mała ojczyzna)”, wydana w 1991 r. przez Oberschlesischer Heimatverlag w Dülmen. Ja posłużę się trzecią, niezmienioną (sic) edycją z 1993 r. Na stronach 15-19 jest kalendarium historii ziemi śląskiej. Pod datą 1919-1920, zapisano: „Zwei Aufstände und Poleneinfälle in Oberschlesien. (Dwa powstania i najazdy Polaków na Górny

Śląsk)”. Ciekawe, ale zakłamane spostrzeżenie. Przy roku 1921 podano: „Volksabstimmung (Plebiscyt) i nie omieszkano dodać:  „…trotz polnischer Propaganda und Terror sich mit 60% für den Verbleib bei Deutschland entschieden. Daraufhin 3. «polnischer Aufstand« mit Erstürmung und Befreiung des Annaberges durch deutsche Freiwillige. (/…/ na przekór polskiej propagandzie i terrorowi żeby przyłączyć do siebie [Górny Śląsk], 60% [ludności] zdecydowało się opowiedzieć za pozostaniem przy Niemcach. Pomimo tego, 3 [maja] „polscy powstańcy” przemocą zdobywają Górę Św. Anny [bronioną] przez niemieckich ochotników”). Ci ochotnicy to przeważnie członkowie Kampforganisation (konspiracyjnej organizacji Selbstschutz Oberschlesien finansowanej przez Ministerstwo Reichswery), natomiast polski terror, najprawdopodobniej autor wydawnictwa, v. Herbert Kirstein pomylił ze słowami dowódcy Spezialpolizei, Hauensteina, który przyznał, że: „…w obrębie plebiscytu na Górnym Śląsku zlikwidowała [ta jego organizacja] 200 niewygodnych ludzi”, i dotyczyło to Polaków. Niezwykle lapidarny zapis znajdujemy przy 1939 r.: „Ausbruch des Zweiten Weltkrieges, Ostoberschlesien kommt wieder zu Deutschland (Wybuch drugiej wojny światowej, wschodni Górny Śląsk wraca do Niemiec”). Wśród wyróżniających się pruskich indywidualności mieszkających w prowincji górnośląskiej, na stronie 93 podano także Korfantego, jednak bez imienia, za to z przymiotnikiem: „quertreiber (rozrabiacz”). Brakło nazwiska Ślązaka, prałata Franza Wosnitza (Franciszka Woźnicy), którego władze hitlerowskie w latach 1942-1945 naznaczyły na administratora diecezji katowickiej po wygnaniu bpa Adamskiego. Zapewne, dlatego że dość skutecznie zabiegał (nawet u Hitlera) o uratowanie majątku kościelnego przed rabunkiem i konfiskatą, a po zakończeniu wojny wskazywał bp. Adamskiemu drogi odzyskania funduszu kurialnego, zdeponowanego w bankach niemieckich i w Szwajcarii (dzięki temu dokończono budowę katowickiej katedry). Natomiast po deportacji do Niemiec (1946 r. w ramach tzw. „repolonizacji”), w latach 1949-1972 wydatnie pomagał Górnoślązakom pozostałym w kraju, i wysiedlonym – niejedna matka, zwłaszcza wdowa, przy spowiedzi od księdza otrzymywała 5-10 marek – ponadto stworzył organizację Katholischer Siedlugsdienst (Katolicka Służba Osadnikom), zajmującą się m. in. budową mieszkań dla przesiedlonych z terenów Ziem Odzyskanych. Za to, znalazł swoje miejsce prałat Carl Ulitzka – zajadły hakatysta, w latach 1918-1933 główny przywódca politycznego ruchu antypolskiego. Jednak najbardziej interesujące są wiadomości na stronach 18 i 19. Przy latach 1973/1975, cytuję: „Entscheidung des Bundesverfassungsgerichts: Das Deutsche Reich ist rechtlich nicht untergegangen. Das bedeutet, daß Oberschlesien rechtlich noch zu Deutschland gehört. Dasselbe Gericht bestätigt seine Entscheidung noch einmal im Jahre 1987 (Orzeczenie Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego: Rzesza Niemiecka prawnie nie upadła. Oznacza to, że Górny Śląsk prawnie należy do Niemiec. Ten sam Sąd raz jeszcze potwierdził takie rozstrzygnięcie w 1987 r.”); wobec tego w dalszym ciągu państwo niemieckie uznaje ciągłość prawną Rzeszy, przyp. SO. Przy dacie 1990 r., czytamy: „Gerichtliche Zulassung der Deutschen Freundschaftskreise als Deutsche Sozial-Kulturelle Gesellschaften In der Republik Polen (Dopuszcza się sądownie tworzenie niemieckich Kół Socjalno-Kulturalnych w Republice Polskiej“). Takie powstały na terenie Polski, one, jak również nauka języka niemieckiego finansowane są przez polski rząd, dlatego wielu Ślązaków wpisuje się do niemieckiej mniejszości, aby ich dzieci mogły korzystać z darmowego nauczania, ale w Niemczech, wobec braku statusu mniejszości, na takich prawach działa Związek Polaków w Niemczech i nie korzysta z bezpłatnego nauczania języka polskiego. Przy latach 1990/1991 jest informacja: „Deutsch-polnische Verträge »über die Bestätigung der zwischen ihnen bestehenden  Grenze« und »über gute Nachbarschaft und freundschaftliche Zusammenarbeit« (Niemiecko-polskie układy „potwierdzające granice pomiędzy [umawiającymi się stronami]” oraz o  „dobrosąsiedzkiej współpracy””). Osobiście brak mnie słowa Anerkenung (uznawać), przykładowo za nienaruszalne, gdyż Bestätigung można tłumaczyć: potwierdzać, zatwierdzać. Nie wiadomo, czy przed dwustronnymi rozmowami polsko-niemieckimi w czerwcu 2011 r. Trybunał Konstytucyjny Niemiec uznał za nieważne swoje orzeczenia z lat 1973, 1975 i 1978, może w dobrej wierze przyjęliśmy niemiecki akcept istniejących granic de facto, ale nieobowiązujący de jure w świetle prawa niemieckiego? Dlatego Angela Merkel nie chce przywrócić statusu mniejszości Polakom mieszkającym w Niemczech. Dopiero podczas ubiegłorocznych, czerwcowych rozmów zezwoliła ona na tworzenie polskich organizacji kulturalno-oświatowych w Niemczech, obiecywała nawet dofinansowanie ich działalności. Gdyby uznała: dekret Hitlera z 7 X 1939 r. oraz rozporządzenie Rady Ministrów z 27 II 1940 r. na rzecz obrony Rzeszy i w sprawie organizacji polskiej grupy narodowej (m. in. dot. volkslisty niemieckiej, postanowienie opublikowano 2 III 1940 r. w DZ. U. Rzeszy),za nieważny, nie byłoby ciągłości Rzeszy. Niemcy musiałyby zwrócić zagrabione mienie polskim instytucjom mniejszościowym, działającym na terenach niemieckich do wybuchu II wojny światowej i przekazać obecnie tworzonym. Zatem, tą drogą prawnikom polskiego MSZ i politykom poddaję pod rozwagę, sprawdźcie czy przypadkiem zgodnie z prawem niemieckim, obowiązujące granice nie mają nadal charakteru tymczasowego i autonomiści wchodząc wraz z przedstawicielami mniejszości niemieckiej do polskiego Sejmu, w nim ten fakt nie podniosą? Być może po to przytoczone opracowanie było sprowadzone na Śląsk w setkach egzemplarzy. Hipotetycznie można przyjąć, że polski rząd o tym fakcie wie i właśnie, dlatego jeszcze przed rozpoczęciem czerwcowych rozmów, zrezygnował z żądań przywrócenia Polonii niemieckiej statusu mniejszości w Niemczech, ale mniejszość niemiecka w Polsce taki status ma i ma swoich przedstawicieli w polskim Sejmie. Może…, dlatego w 2011 r. Opel (wbrew żądaniom niemieckich związków zawodowych), wolał zwolnić swoich pracowników w Niemczech i pomimo kryzysowej sytuacji rozwijał produkcję samochodów w Gliwicach?

Drugie rozprowadzane wydawnictwo jest jeszcze bardziej groźne dla mącenia w głowach mieszkańcom Śląskiego, bo w tłumaczeniu polskim. Jakkolwiek dla przeciętnego czytelnika może się ono wydawać niezaangażowaną pracą, to dla znających historię jest ona gloryfikacją rządów pruskich i działań organizacji ziomkowskich w Niemczech, ona w wielu przypadkach mija się z obiektywną prawdą historyczną. Jest to „Krótka historia Śląska” Helmuta Neubacha, w polskim przekładzie Bernarda Kwoki, Bonn 1992. Dla dociekliwych czytelników podaję adres wydawcy: Bund der Vertriebenen – Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände – Godesberger Allee 72-74, 5300 Bonn 2, telefon: (02 28) 81 00 70. Oto kilka historycznych rewelacji tam zawartych. – Podtytuł „Od Kulturkampfu do konfliktu narodowościowego (1871-1918)”, cytuję: „Jeszcze około roku 1870 nie istniała na Górnym Śląsku kwestia śląska. Niemieccy Ślązacy walczyli ramię w ramię z mówiącymi po polsku ziomkami o zwycięstwo Prus”, s. 9. Faktycznie walczyli, tyle tylko, że nikt ich nie pytał, czy chcą iść na wojnę za pruskiego króla? To samo zrobił Hitler powołując Ślązaków do Wehrmachtu ku obronie Tysiącletniej Rzeszy. – Kolejny cytat: „Tzw. ruch polski na Górnym Śląsku nie był ruchem autochtonicznym, był on raczej propagowany tam przez posłańców z zewnątrz (dziennikarzy, prawników, duchownych i lekarzy – przeważnie z prowincji poznańskiej i w mniejszym stopniu z Galicji. /…/ Ślązacy, którzy należeli prawie wyłącznie do warstwy drobnych chłopów lub byli robotnikami (sic), czuli się w zupełności dobrymi Prusakami – do czasu, aż Kulturkampf rozbudził ich polityczne zainteresowania”, s. 11. Pytam, dlaczego w 1765 r. wybuchł najgłośniejszy bunt społeczny (tzw. rabacja chłopska) w Ołdryszowie (powiat Głubczyce). Dlaczego już w 1880 r. robotnicy z Królewskiej Huty złożyli pierwszą skargę do parlamentu na relacje robotnik – właściciel? Po niej kolejne strajki wybuchały aż do 1921 r. Także nie podano, jakich czynów dopuszczali się Prusacy w celu wyniszczenia ekonomicznego ludności autochtonicznej. – Następny absurd: „… chociaż, ze względu na terror znacznie przez Warszawę popieranych Polaków, którzy w dwóch „powstaniach” opanowali dużą część prowincji, trudno było mówić o wolnym głosowaniu [podczas plebiscytu]”, s. 13. Wyżej podałem kto siał terror, o bestialskich mordach na Ślązakach mówiących po polsku nie wspominam imiennie, byli to robotnicy, rolnicy, nauczyciele, lekarze, nawet francuski major Montelegre z kontyngentu Ententy. Jednak, aby przeciąć wszelkie dywagacje na temat przemocy i „wojny bratobójczej”, bo tak obecni, nawet polscy naukowcy, chcąc rozmyć odpowiedzialność zaczęli nazywać tryptyk powstań śląskich, przedstawię incydent januszkowicki z 23 V 1921 r.; opis i fotografie tego bestialstwa obiegły cały świat i znalazły się w gabinetach dyplomatów. Niemcy po wyparciu powstańców z tej miejscowości, 55. letnią wdowę, Polkę, Marię Marklowską wyprowadzili z zagrody. Wykroili jej oko wraz z policzkiem, wybili zęby i szmatą z błotem wypełnili usta, palce prawej reki wyrwali z dłoni, odcięli piersi, skakali po brzuchu do tego stopnia, aż wnętrzności wypłynęły na zewnątrz. W czasie pochówku na cmentarzu w Rokiczu ostrzelali z armat kondukt, jeden pocisk wpadł do grobu i uniemożliwił dokończenie ceremonii. Szkoda, iż polskie władze w 90. rocznicę III powstania przemilczały to wydarzenie; nic dziwnego, że rasiowcy i przedstawiciele mniejszości niemieckiej w śląskim sejmiku, nie głosowali za uchwałą oddającą cześć powstańcom, nie padło z ich ust Verzeihung! (przepraszam), tak często powtarzane przez polskich polityków. Może, polsko-niemiecka komisja historyczna umieści to wydarzenie w podręcznikach szkolnych? Osobiście przerażają mnie drukowane pseudonaukowe opracowania historyczne publikowane w ogólnopolskich periodykach. Przykładowo: „Focus Historia”, maj 2011, ponieważ w tytule jest słowo fokus, to można się spodziewać sztuczek prestydygitatorów, jednak Rafał Geremek w: „Śląski my naród, śląski ród…”, dokonał iście kuglarskich sztuczek historycznych, aby uzasadnić istnienie „śląskiego narodu”.

Dla liberałów zachłystujących się obcymi inwestorami, niszczących polski przemysł i polskie inicjatywy, przytaczam fragment artykułu z „Polski Zachodniej”, 1927 Nr 29, cyt.: „Powiat rybnicki, jeden z najbardziej polskich powiatów Górnego Śląska, /…/ znalazł się pod terrorem gospodarczym przedsiębiorstw, kierowników przemysłowych i urzędników niemieckich, którzy za cenę chleba wymuszają na Polaku, by w Polsce stał się Niemcem.” Oczywiście treść odnosiła się do ówczesnych czasów, a obecnie pracodawcy, zwłaszcza obcy, wymuszają, aby pracobiorcy stawali się niewolnikami, dlatego tyle pełnych inwencji młodych Polaków wyjeżdża za chlebem – dawniej mówiło się „na saksy”, inni strajkują. Niemieckie władze ofiarują polskiej młodzieży, po ukończeniu gimnazjum, bezpłatną naukę zawodu – to niewielki koszt wychowania wyrobnika. Polska pod względem partnerstwa gospodarczego Niemcy stawia na pierwszym miejscu. Niemcy Polaków na dziesiątym, stosunek zaangażowania kapitału wynosi 1:4,5 na korzyść Niemców.

Wielu mieszkańców Śląskiego martwią poczynania śląskich autonomistów idące w kierunku rozbijania jedności narodowej i chęć rozdrobnienia terytorialnego Polski w celu jej osłabienia. Współcześnie perfidny zamiar przybiera realne kształty i to za sprawą tych, którzy kilka miesięcy temu o jakichkolwiek podziałach nie myśleli, i wiele dziesiątków lat temu zapomnieli słowa „Krzyżok” na określenie Ślązaka, a robią to teraz. Obecnie secesyjne nastroje ogarnęły mieszkańców ziemi częstochowskiej. Za pośrednictwem „Dziennika Zachodniego” z 8 VII 2011 (której to gazecie najbardziej na tym zależało), wyjaśniają powody, twierdząc: „Nie dziwmy się temu, a raczej nie dziwcie się wszyscy ci, którzy mieszkacie w Katowicach, Gliwicach itp. (jakże to krzywdzące, dla osób o innej opcji politycznej niż autonomiści, przyp. SO). Ciągle mówi się przecież o autonomii Śląska czy o RAŚ. Mieszkańcy Częstochowy albo Podbeskidzia mogą się czuć odrzuceni”, i o to chodziło liderowi autonomistów, Gorzelikowi. Prawdopodobnie zepchnięcie na drugie miejsce mieszkańców, zwłaszcza Częstochowskiego i Zagłębia to chęć upokorzenia ich za pomoc udzielaną powstańcom. Chociaż, można to odebrać jako zapowiedź tworzenia swoistego rodzaju gett dla polskiej ludności, jeżeli przyszła partia Gorzelika (jest to bardzo prawdopodobne), dojdzie do władzy. Natomiast reprodukcje map z granicami pruskiej regencji śląskiej i transparenty z napisem: Oberschlesien, Horni Slezsko, Górny Śląsk niesione na paradach rasiowców, jako chęć rewizji granic (niektórzy Czesi postrzegają to jako przymiarkę do zagarnięcia Zaolzia).

Niepokoją mnie zwłaszcza ostatnie wydarzenia: kserokopię przekładu Kwoki znalazłem na ławce w Bibliotece Śląskiej – możliwe, iż był to przypadek, ale do podania „narodu śląskiego” wzywały ulotki – natomiast organizowanie przez RAŚ w śląskich miejscowościach plebiscytu: Autonomia: Tak, czy Nie? Przypadkiem nie jest. „Dziennik Zachodni z 1 VII 2011, s. 26) wzywał Ślązaków do stawienia się w Gdyni na 10. edycję Heineken Open´er (zaiste, Niemcy trafnie wybrali miasto), tydzień wcześniej (28 VI), ta sama gazeta drukowała artykuł dolnośląskiego publicysty „Gazety Wrocławskiej”, Jarosława Dudycza, który pisze w sprawie Górnego Śląska o wszystkim i o niczym, za to obskurancki słowotok, kończy: „Bądźcie przykładem dla innych w Polsce. /…/ Wybierzcie siebie. Macie do tego prawo. A nawet i obowiązek”. Te przykłady, jak i swoistego rodzaju lekcje historii prowadzone w Olsztyńskiem przez mistrza Zakonu Krzyżackiego Bruno Plattera sugerują, że fala zbieżnych poczynań o barwach proniemieckich rozlewa się na cały obszar Ziem Odzyskanych przy poparciu obecnego rządu, wbrew interesom państwa polskiego, a przede wszystkim olbrzymiej większości nie tylko śląskiej społeczności. Zgoda rządu na zalew heimatstreuerskiej propagandy w regionalnej prasie, spełniającej rolę dawnej gazety „Kattowitzer Zeitung” oraz w niektórych audycjach radia i telewizji na Górnym Śląsku, jest dla mieszkańców Śląskiego niezwykle krzywdząca, gdyż faktyczny obraz Ślązaków ukazuje w krzywym zwierciadle. I to mnie jako Ślązaka najbardziej boli.

Na tej ziemi przenikały się nawzajem kultury: morawska, czeska, polska – ta z Polski centralnej i ta ze wschodniego pogranicza – także niemiecka, niestety, żydowska za sprawą Niemców zanikła, wszystkie dobrze się sprawdzały, póki do nich nie dobrali się politycy i naukowcy wykorzystujący stopnie naukowe, dla niejasnych, sobie tylko znanych celów. Także w spokoju żyli obok siebie katolicy i ewangelicy, którzy w większości czuli się Polakami (spośród 210 duchownych luterańskich w 1940 r., 120 przyznało się do narodowości polskiej i krwawo za to zapłacili). Jerzy Gorzelik, lider autonomistów, ich twarz – „basztard” (gwarowo) polityczny – Kazimierz Kutz, niezwykle obelżywymi słowami bezkarnie ubliżający Polsce i Polakom oraz Redakcje wydawanych gazet na Górnym Śląsku, powołują się na odmianę bismarckowskiej Kathedersozialisten, obecnie propagując nie zagadnienia ekonomii, lecz „język i narodowość śląską”. Celują w tym profesorowie, zwłaszcza: Jolanta Tambor, Bogusław Wyderka, Marek Szczepański, a przecież ten ostatni jako socjolog powinien najlepiej wiedzieć, jakie są konsekwencje podsycania waśni w stosunkach społecznych.

Po moich wywodach, sami Państwo oceńcie, jaki jest bilans. Osobiście przyznaję, że w ostatnich latach obustronne stosunki są więcej niż poprawne. Rozumiem  wizyty pań Steinbach i Merkel na Pomorzu Gdańskim w 2011 r., że Verlowene Heimet (utracone rodzinne strony) budzą w nich nostalgię. Pani Erika parę dni po lustracji Pomorza wezwała władze polskie do pojednania się z wypędzonymi (sic). Czy kolejne kurtuazyjno-przyjacielskie wizyty premier Angeli są tego zapowiedzią? Może, dlatego polska prasa z wyjątkowym aplauzem i radością przedstawiała prawdopodobne polskie korzenie pani kanclerz. Mnie stale ostrzegawczo brzmią słowa pani kanclerz i Putina, nawiązujące do traktatu wersalskiego w przemówieniach na Westerplatte w 2009 r. – w 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej. W polityce liczą się nie przyjazne gesty, nie uściski, nie słowne obietnice pani Merkel – przykładowo w sprawie rury gazowej w akwenie portu Świnoujście, że: „… gdy będzie [ona] w późniejszej żegludze przeszkadzała, to Niemcy zakopią ją głębiej” – lecz konkrety prawnie umocowane. Może niemieckiej gospodarce w ogóle ten port nie będzie potrzebny?

Kończę niniejsze rozważania słowami Górnoślązaka – Juliusza Ligonia (1823-1889), nawołującego do jedności narodowej:

                        Kaszubi, Staroprusacy,

                        Wielkopolanie, Ślązacy,

                        Wszyscyźmy bracia Polacy.

                        I dalej, pod Karpatami,

                        Też jednym duchem tchną z nami;

                        Na Litwie i Królewiacy,

                        Wszyscyźmy jedni rodacy.

Przykładem tak pojętej jedności mieszkańców województwa śląskiego był pierwszy na Śląsku strajk w „Fazos” (Tarnowskie Góry) w sierpniu 1980 r., o swe prawa i w pełni wolną Polskę upominali się spadkobiercy wszystkich wymienionych kultur, tworzący po II wojnie światowej jednolitą, śląską społeczność. Nasunęła się także dla mnie, jako historyka refleksja, że po 20. latach suwerennej Polski, po wielu reformach szkolnictwa, nie dopracowano się właściwego sposobu nauczania historii; ba, stopniowo się ten przedmiot marginalizuje, wręcz likwiduje – i jest to nie tylko moje zdanie, vide: A. Bobrowicz: Historyczny rozbiór Polski, „Metro”, 15 VI 2011 – aby pozbawić polskie społeczeństwo wiedzy o tożsamości narodowej i patriotyzmu.

Historia pokazała, że nadmierna uległość polityki Becka wobec Niemców, brak stanowczej obrony obywateli polskich w Rzeszy, między innymi przyczyniły się do konfliktu zbrojnego i aneksji Śląska w 1939 r.

Życzę wesołych Świąt Wielkiej Nocy.

flaga-niemcy

flaga_polska

Tagged with: ,

Polska i Cypr, czyli ciąg dalszy Wielkiej Zmiany – Jak okraść Polaków i Słoweńców?!

Posted in Polska, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 28 Marzec 2013

flaga_polska

ostatnia aktualizacja: 05 kwietnia 2013 – patrz na końcu artykułu

Jeśli komuś się zdawało, że Wielka Zmiana zatrzyma się, lub że przestanie o sobie dawać znać w sposób spektakularny, jeśli ktoś myślał że sprawy idą ku „lepszemu” (czyli ku uspokojeniu i błogiemu bezruchowi) a kryzys lada chwila zostanie zażegnany, ten srodze się zawiódł wraz z nadejściem Wiosny w dniach 20 – 26 marca 2013 roku.

Oto źródło kolejnych wstrząsów pojawiło się 2o marca na Cyprze, który po Islandii , Irlandii i Grecji okazuje się kolejnym bankrutem Eurolandu. Tym razem zastosowano tutaj jawnie grabieżczy scenariusz, polegający na kradzieży prywatnych pieniędzy powierzonych bankom przez zwykłych ludzi, którzy założyli na zasadzie gwarantowanej umowy depozyty finansowe w tamtejszych bankach. Okazuje się, że taka umowa nie zobowiązuje banksterów do niczego. Mogą oni po prostu zamknąć banki, jak w komunistycznym ZSRS, albo na „wycastrowanej” Kubie i tygodniami nie pozwalać ludziom korzystać z wypracowanych przez nich i opodatkowanych przez państwo oszczędności.

Po tych tygodniach zaś Eurobanksterzy mogą podjąć decyzję o kradzieży np 40% waszych pieniędzy, bo po prostu ich potrzebują. Na co?! Na łatanie dziur w budżecie, którym BAWILI SIĘ JAK DZIECI OSZUKUJĄC SWOICH WYBORCÓW.

flaga_polska

To cypryjskie doświadczenie, jak już kiedyś pisałem, nie ma korzeni wcale na Cyprze, lecz w Europie Środkowej, w Polsce i na Węgrzech. To stąd popłynęły pierwsze sygnały, że oszustwo na skalę państwa jest możliwe i opłacalne. To tutaj przetestowano scenariusz kradzieży majątku narodowego przez wąskie grupy (post-PZPR w Polsce), gospodarcze oszustwo na skalę państwa jakie zafundowali Węgrom tamtejsi socjaliści, kradzież oszczędności z funduszy emerytalnych z II filara Funduszy Prywatnych w Polsce w zeszłym roku. To tutaj bezsensownie przedłużono wiek emerytalny do 67 lat, przy 15% procentowej skali bezrobocia, która pozostawia bez pracy i zasiłku, czyli bez środków do życia, najwięcej ludzi młodych zaraz po studiach, i ludzi po 50-tce. To tutaj wprowadzono niewolnictwo – 40 lat pracy udokumentowanej umowami i składkami, do emerytury. To stąd wypędzono do nędznej pracy zagranicą 2 miliony młodych ludzi. To tutaj nastąpiła legalizacja na niespotykaną skalę umów śmieciowych. To tutaj planuje się obecnie kolejny zamach na resztki Funduszy Emerytalnych Prywatnych, na kwiecień i maj 2013 roku.

flaga_polska

Te przetestowane w Polsce i na Węgrzech rozwiązania stosuje się następnie w dawnych krajach „demokratycznych” takich jak Grecja czy Cypr, albo Portugalia i Hiszpania.

Ciekawe jest jak rozwinie się ta sytuacja, bo w Polsce 26 marca rozpoczął się Strajk Generalny, który na razie ma formę ostrzegawczą. Zgromadził jednak na starcie ponad 100 tysięcy ludzi w całym kraju, a będzie miał charakter kroczący, aż do ustąpienia obecnego rządu i spełnienia postulatów pracowniczych.  Szykuje się naprawdę gorąca wiosna.

Czy naprawdę myślicie, że wasze pieniądze w polskich bankach są bezpieczne? Przecież w ogóle nie ma już polskich banków! Prxzeież deficyt budżetowy nie przekroczyłw Polsce progu bezpieczeństwa tylko dzięki zamiataniu pod dywan dzięki manipulacjom Ministra finansów. naprawdę on ten próg już przekroczył. Skoro można ukraść wasze oszczędności z prywatnych rachunków w Funduszach Emerytalnych, to dlaczego nie można by ich było ukraść prosto z waszych kont i portfeli?!

flaga_polska

Czy Polska stanie się znów pionierem kolejnych rozwiązań w sferze społecznej dla innych krajów Europy? Ciekaw jestem co się wydarzy wiosną w Niemczech, które już od roku posiadają zapasy na nowo wydrukowanych marek niemieckich, i które mają zamiar wprowadzić je w obieg zaraz po upadku euro.

Kto ma nadzieję, że ten ruch Wielkiej Zmiany się gdzieś zatrzyma, że się rozmyje, że straci impet, że utknie, ten jest w błędzie. Nie ma powrotu do pozornego spokoju z jakim ludzie znosili grabieżczą politykę rządu i jego budżetowe manipulacje.

Obydwa te zjawiska – polski strajk generalny i cypryjska kradzież prywatnych pieniędzy z kont bankowych są sygnałami Wielkiej Zmiany – przyznacie że czegoś takiego nie widzieliście. Ja pamiętam podobny początek wiosny i rozwój wydarzeń z roku 1980. To było 33 lata temu, kiedy wielu z was nie było jeszcze na świecie, lub byliście jeszcze małymi dziećmi.

Nadszedł Czas Młodego Pokolenia, czas zerwania neokolonialnych pęt i czas przywrócenia sprawiedliwości społecznej w Polsce.

flaga_polska

Niebezpieczny precedens w UE? Szymański: to paliwo do buntu

onet.pl 26.03 2013

- Ten precedens to ostrzeżenie dla obywateli i państw członkowskich Unii Europejskiej. Oznacza on, że restrukturyzacja banków, w tym de facto opodatkowanie, będzie mogło być nałożone poza kontrolą parlamentu – mówi Konrad Szymański, komentując próby rozwiązania kryzysu finansowego na Cyprze. – Poziom stresu wszystkich właścicieli depozytów w euro zapewne wzrósł – dodaje w rozmowie z Onetem eurodeputowany PiS.

Fot. PAP/EPA

Fot. PAP/EPA

Sytuacja na dotkniętym kryzysem finansowym Cyprze pozostaje napięta od tygodnia. Tamtejszy rząd zrezygnował wprawdzie z opodatkowania wszystkich depozytów, ale „plan naprawczy” pod auspicjami Unii Europejskiej nadal budzi kontrowersje. W trakcie negocjacji ustalono, że koszty pożyczki wezmą na siebie udziałowcy oraz właściciele depozytów powyżej 100 tys. euro w dwóch największych cypryjskich bankach, z których jeden zostanie następnie zlikwidowany.

„Cypryjski precedens to ostrzeżenie”

REKLAMA

Konrad Szymański twierdzi, że w kryzysie cypryjskim „nie ma dobrych rozwiązań”. – To rozwiązanie jest tylko mniej złe. Daje trochę czasu i trochę spokoju, ale nie likwiduje problemu, jakim jest utrata konkurencyjności Cypru i niezdolność do obsługi swego rosnącego długu – podkreśla eurodeputowany PiS w rozmowie z Onetem. Jak tłumaczy, dług będzie mimo wszystko rósł, tylko wolniej, a Cypr będzie „na permanentnej kroplówce”.

Polski polityk zastanawia się także, czy Cypr, z powodu „ostrej kontroli przepływu kapitału” używa jeszcze „tego samego pieniądza”, co reszta państw eurostrefy. Co gorsza, w jego opinii, „rozmiar bezrobocia i demokratyczne ułomności tych decyzji będą paliwem dla społecznego buntu”.

- Cypryjski precedens pozostaje jednak ostrzeżeniem dla strefy euro, że restrukturyzacja banków pod dyktando Europejskiego Banku Centralnego i Niemiec może być przeprowadzona poza kontrolą parlamentu. Poziom stresu wszystkich właścicieli depozytów w euro zapewne wzrósł – ocenia Szymański. Polityk zwraca jednak uwagę, że plan restrukturyzacji Cypru został „narzucony przy użyciu prawnego tricku”, który pozwolił na jej przeprowadzenie bez dodatkowych głosowań, doszło także do upolitycznienia roli Europejskiego Banku Centralnego.

„Takie decyzje się mszczą”

- Po pierwszym głosowaniu w cypryjskim parlamencie, kiedy to nie znalazł się ani jeden poseł, który popierał pierwszą wersję kuracji, trudno się temu dziwić. Jednak takie decyzje się mszczą. Strefa euro politycznie trzeszczy, przynajmniej na Południu. Będziemy się o tym przekonywali przy okazji kolejnych wyborów, jak we Włoszech – ostrzega polski polityk.

Od kilku dni Rosja naciska na to uwzględnienie jej propozycji w zakresie restrukturyzacji cypryjskiego długu; wynika to z faktu, że w tamtejszych bankach Rosjanie trzymają ponad 20 mld euro. Według Szymańskiego, Moskwa uznaje Cypr za swoje „boczne drzwi” do wspólnego rynku UE.

- Jej obywatele dziś tracą, więc trudno się dziwić, że rosyjski rząd chce wzmocnić swoją pozycję w tym procesie. Rosja będzie grała prolongatą spłaty 2,5 mld euro kredytu, jaki został Cyprowi udzielony wcześniej oraz możliwością pozbycia się swoich rezerw w euro – tłumaczy euro poseł PiS. Jak dodaje, „nie jest to na szczęście problem Polski”, ponieważ nasz kraj nie jest członkiem strefy euro.

(PG)

flaga_polskaStrajk generalny na Śląsku! 26 marca 2013 czeka nas paraliż

 

Związkowcy z Solidarności zdecydowali, że 26 marca 2013 pomiędzy godziną 6.00 a 10.00 przeprowadzony zostanie strajk generalny.

Strajk na Śląsku 26 marca 2013 roku.

Aktualizacja 25 marca.

Podczas strajku generalnego na Śląsku nie będą jeździć tramwaje. Między godziną 3:15 a 4:15 na trasy nie wyjedzie w sumie 49 pociągów , a tym samym nie zrealizowanych zostanie 79 kursów.


W zakładach pracy, których załogi poparły tę formę protestu, będą strajkować we wtorek przez dwie godziny. – Godziny strajku są uzależnione m.in. od tego, w jakim systemie pracują dane zakłady i od specyfiki poszczególnych branż. W większości zakładów przemysłowych akcja strajkowa potrwa od godz. 6.00 do 8.00, ale np. na kolei czy w oświacie od 8.00 do 10.00 – poinformował w komunikacie Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. Jak zapowiadają związkowcy strajkować będą pracownicy blisko 600 zakładów, w tym szpitali, szkół i komunikacji miejskiej.

Całe szczęście związkowcy z Solidarności zwracają uwagę na mieszkańców regionu. Mając na uwadze dojazdy do szkoły, pracy lub na uczelnie, strajk w komunikacji miejskiej zacznie się wraz z pierwszą zmianą, a zakończy około godziny 6.00. Kolejarze będą strajkować między 8.00 a 10.00.

- Apelujemy do wszystkich pracowników, wszystkich mieszkańców naszego regionu o wsparcie naszej akcji. Łączą nas wspólne cele. Ochrona przemysłu i miejsc pracy na Śląsku i w Zagłębiu, obrona regionu przed społeczną i gospodarczą degradacją, walka z nadużywaniem  umów śmieciowych i walka o sprawiedliwy system emerytalny, dążenie do naprawy systemu opieki zdrowotnej w naszym regionie oraz właściwego finansowania systemu szkolnictwa – czytamy w komunikacie związkowców.

Związkowcy z Opolszczyzny poprą strajk generalny na Śląsku

Dodano: 25 marca 2013, 16:36 Autor: Edh

We wtorek w godz. 12.00 – 13.00 pod opolskim urzędem wojewódzkim związkowcy organizują pikietę popierającą strajk na Śląsku.

Organizuje ją opolska „Solidarność”. Będą w niej uczestniczyć także inne organizacje związkowe.

Protestujący oczekują od rządu wycofania się z niekorzystnych dla pracowników zmian w Kodeksie pracy (chodzi m.in. o elastyczny czas pracy, który zdaniem związkowców spowoduje wykorzystywanie pracowników), uchwalenia przez Sejm ustaw ograniczających stosowanie tzw. umów śmieciowych oraz zaniechania likwidacji wcześniejszych emerytur dla pracowników zatrudnionych w warunkach szczególnych i szczególnym charakterze.

- Domagamy się także zaprzestania likwidacji szkół i ukrócenia przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorząd. Żądamy też stworzenia systemu ulg i regulacji dla przedsiębiorstw utrzymujących zatrudnienie w okresie przestoju produkcyjnego – wymienia Grzegorz Adamczyk, zastępca przewodniczącego opolskiej „S” i zachęca wszystkich popierających te żądania do przyłączenia się do pikiety.

Szczecin: Strajk solidarnościowy ze Śląskiem

Dodano: 25 marca 2013, 15:00 Autor: Marek Rudnicki, marek.rudnicki@mediaregionalne.pl

Jutro pod urzędem wojewódzkim o godzinie 10 rozpocznie się pikieta w sprawie poparcia strajku generalnego w regionie śląsko-dąbrowskim. Docelowy cel: odwołanie rządu i samorozwiązanie parlamentu.

Jutrzejsza demonstracja jest na razie tylko wyrazem poparcia dla strajku generalnego na Śląsku. Wojewodzie zostaną wręczone postulaty Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”. Te, których niespełnienie przez rząd było powodem ogłoszenia strajku.

- Postulaty nie dotyczyły jednego regionu, a wszystkich pracujących – mówi Mieczysław Jurek, przewodniczący zarządu regionu zachodniopomorskiego Solidarności. – Chodziło o wycofanie niekorzystnych dla pracowników zmian w kodeksie pracy, uchwalenie przez Sejm ustaw ograniczających stosowanie tzw. umów śmieciowych, zaniechanie likwidacji rozwiązań emerytalnych przysługujących pracownikom zatrudnionym w warunkach szczególnych i szczególnym charakterze.

Ponadto w postulatach znalazło się żądanie zaprzestania likwidacji szkół i przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorządy, a także stworzenie osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw, które utrzymują zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcyjnego.

Dodatkowo zachodniopomorska Solidarność dołoży jeszcze nie spełnione do dziś 4 własne postulaty, które wysunęła 17 grudnia ub.r. Chodzi o brak realizacji porozumień z rolnikami, specjalnego programu rządowego dla naszego regionu, a także programu rewitalizacji przemysłu stoczniowego oraz żądanie zachowania podmiotowości elektrowni Dolnej Odry.

Akcje solidarnościowe 26 marca:

- Białystok, Podlaski Urząd Wojewódzki (u. Mickiewicza 3), godz. 13.30

- Bielsko-Biała, Plac Chrobrego, godz. 15.00

- Bydgoszcz, Kujawsko-Pomorski Urząd Wojewódzki (ul. Jagiellońska 3), godz. 14.00

- Gdańsk, Pomorski Urząd Wojewódzki (ul. Okopowa 21/27), godz. 9.00

- Gorzów Wielkopolski, Lubuski Urząd Wojewódzki (ul. Kazimierza Jagiellończyka 8), godz. 12.00

- Jastrzębie-Zdrój, Biuro Terenowe Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” (ul. Zielona 16a), godz. 8.00

- Katowice, Śląski Urząd Wojewódzki (ul. Jagiellońska 25), godz. 9.00

- Kielce, Świętokrzyski Urząd Wojewódzki (al. IX Wieków Kielc 3), godz. 9.00

- Kraków, Małopolski Urząd Wojewódzki (ul. Basztowa 22), godz. 9.00

- Lublin, Plac Łokietka, godz. 15.45 (potem przemarsz pod Lubelski Urząd Wojewódzki na ul. Spokojnej 4)

- Łódź, Łódzki Urząd Wojewódzki (ul. Piotrkowska 104), godz. 15.30

- Olsztyn, Warmińsko-Mazurski Urząd Wojewódzki (ul. Emilii Plater 1), godz. 9.00

- Opole, Opolski Urząd Wojewódzki (ul. Piastowska 14), godz. 12.00

- Poznań, Wielkopolski Urząd Wojewódzki (al. Niepodległości 16/18), godz. 10.00

- Rybnik, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 3 (ul. Energetyków 46), godz. 9.00

- Rzeszów, Podkarpacki Urząd Wojewódzki (ul. Grunwaldzka 15), godz. 13.30

- Siemianowice Śląskie, Urząd Miasta (ul. Jana Pawła II 10), godz. 9.00

- Sosnowiec, Plac Stulecia („Patelnia”), godz. 9.00

- Szczecin, Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki (ul. Wały Chrobrego 4), godz. 10.00

- Świętochłowice, pod dyrekcją Arcelor Mittal (ul. Metalowców 5), godz. 9.00

- Warszawa, Mazowiecki Urząd Wojewódzki (pl. Bankowy 3/5), godz. 9.00

- Wrocław, Dolnośląski Urząd Wojewódzki (pl. Powstańców Warszawy 1), godz. 12.00

- Zielona Góra, Lubuski Urząd Marszałkowski (ul. Podgórna 7), godz. 9.30

flaga_polska

cypr1

cypr2

cypr3

OFE do likwidacji

Mastalerek na blogu: OFE największy przekręt III RP

35 minut temu

Pomysł izby towarzystw emerytalnych, aby emerytury z OFE wypłacać czasowo, np. tylko przez 10 lat, wywołał polityczną burzę. – OFE to jedno z największych oszustw III RP (…). Stracą miliony Polaków, zarobi kilku cwaniaków.

Czy Jerzy Buzek przeprosi Polaków za to wielkie oszustwo? – pisze na swoim blogu w Onecie Marcin Mastalerek z PiS.

Pomysł skrytykowały praktycznie wszystkie partie obecne w Sejmie, łącznie z rządzącą PO i PSL. Dość ostro wypowiedział się na ten temat Marcin Mastalerek z PiS. Jego partia jest za tym, aby wpłaty do OFE były dobrowolne. Podobnie uważa PSL.

Zdaniem Mastalerka, OFE wpisuje się w szereg afer III RP, takich jak np. afera FOZZ.

- Dzisiaj mamy do czynienia znowu z próbą wielkiego przekrętu. Mam tutaj na myśli funkcjonowanie Otwartych Funduszy Emerytalnych i ostatnie propozycje płynące od nich. Kilkanaście lat temu gdy wprowadzano reformę Polacy byli oszukiwani wizją świetlanej przyszłości na emeryturze – pisze polityk PiS.

Mastalerek w ostrych słowach krytykuje propozycję izby. – Przechodzący na emeryturę w wieku 67 lat, (taki wiek emerytalny zakłada reforma przeforsowana przez rząd Donalda Tuska) otrzymywaliby świadczenia emerytalne przez około 16 lat. Łatwo policzyć, że otrzymywaliby je do 83 roku życia. A co potem? Radź sobie Polaku sam, zdają się mówić przedstawiciele OFE – stwierdza poseł.

Zamiast takich rozwiązań, Mastalerek proponuje, aby cofnąć całą reformę emerytalną, a Polacy mieli wybór lokowania swoich składek w państwowym ZUS-ie „czy chcą grać w ruletkę i powierzać swoje składki hazardzistom z OFE”.

Poseł wskazuje także, komu mamy „dziękować” za OFE. – Warto przypomnieć, kto był premierem, który wprowadzał tzw. reformę emerytalną. Był nim Jerzy Buzek, obecnie prominentny polityk rządzącej Platformy Obywatelskiej. Jej znak eksportowy. OFE to jedno z największych oszustw III RP, kolejny z serii wielkich przekrętów na gigantyczną kasę, za który mają zapłacić miliony Polaków. Stracą miliony Polaków, zarobi kilku cwaniaków. Czy Jerzy Buzek przeprosi Polaków za to wielkie oszustwo? – pyta się polityk i od razu dodaje, że Buzek nie musi się martwić o swoją emeryturę, bo tę ma zapewnioną po zasiadaniu w PE.

- Czy następca Jerzego Buzka i jego kolega partyjny Donald Tusk ulegnie silnemu lobby towarzystw emerytalnych. A może Donald Tusk wymyśli, że trzeba wydłużyć wiek emerytalny do 83 lat. To zapewne spodobałoby się ludziom z OFE – dodaje Marcin Mastalerek.

Propozycja zmian w OFE

Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych zaproponowała niedawno, by emerytury z OFE były wypłacane w formie tzw. wypłaty programowanej w miesięcznych ratach przez określony z góry czas. Wysokość emerytury wynikałaby z podzielenia sumy oszczędności zgromadzonych na koncie w OFE i liczby miesięcy tzw. przeciętnego dalszego trwania życia osoby w wieku emerytalnym. Na przykład dla osoby w wieku 67 lat przeciętny wiek trwania życia wynosi 192,1 miesięcy, czyli około 16 lat. Tak długo OFE wypłacałyby emeryturę.

Zgodnie z propozycję IGTE klient OFE mógłby jednak zdecydować, by emeryturę wypłacać krócej, ale nie krócej niż 10 lat. W przypadku śmierci członka funduszu w trakcie pobierania wypłaty programowej, jego środki podlegałyby dziedziczeniu. Aby zabezpieczyć przyszłych emerytów przed spadkiem wartości ich portfela, na pięć lat przed wiekiem emerytalnym ich oszczędności byłyby przenoszone do funduszu ochrony kapitału. Poziom inwestycji w akcje nie mógłby przekraczać w nim 15 proc.

Czy Banksterzy „kupili” Jerzego Buzka i kilku innych np. z Unii Wolności?

To jest pytanie retoryczne!

30 marca 2013 – Na Wielkanoc dalszy ciąg Wojny Ekonomicznej – Jaka będzie odpowiedź Rosji?

Włączam tekst nadesłany przez Zprowokowanego do artykułu ponieważ sytuacja rozwija się dynamicznie z godziny na godzinę. Za chwilę, banksterskie banki Zachodnie stracą w ogóle rosyjskie aktywa.

http://gazetawarszawska.com/2013/03/25/cypr-wstepnie-straty-rosji-szacowane-na-139-mld-us/

Cypr: Wstępnie straty Rosji szacowane na 139 mld US $
By KSC on 25/03/2013 in Judaizm i islam

Uzgodniono program ratunkowy dla Cypru. Wstępnie straty Rosji szacowane na 139 mld US $Ministrowie finansów strefy euro uzgodnili w nocy z niedzieli na poniedziałek warunki programu pomocy dla zagrożonego bankructwem Cypru. Przewiduje on likwidację jednego z największych banków, Laiki, ze stratami udziałowców i właścicieli dużych depozytów. W wyniku kryzysu na Cyprze Rosji „uciekło” 139 mil. Dolarów.http://www.wnp.pl/wiadomosci/193588.html

Po kryzysie na Cyprze z Rosji „uciekło” 139 mld dol.

W konsekwencji powyższego, w czwartek w dniu 21.03.2013 roku premier Rosji Dmitrij Miedwiediew zapowiedział, że Rosja może stworzyć własne raje podatkowe – na Sachalinie lub na Kurylach na rosyjskim Dalekim Wschodzie. – Jeśli nas wszędzie ścigają, to pora wrócić do tematu stworzenia własnych rajów podatkowych na terenie Rosji, w specjalnych jurysdykcjach, gdzie będą specjalne przepisy podatkowe – stwierdził Miedwiediew.

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896.13622321.Po kryzysie na Cyprze z Rosji ucieklo 139 mld dol .html

Prezydent Władimir Putin nakazał podjąć wszystkie rosyjskie pieniądze z zachodnich banków.

“Hvilya” 23/03/2013 23:43

Prezydent Rosji Władimir Putin rosyjskiemu MSZ dał tajną informację skierowaną do wszystkich rosyjskich ambasad z żądaniem poinformowania obywateli i przedsiębiorstw o konieczności usunięcia wszystkich funduszy z zachodnich banków. Poinformowano przez cypryjskich edition Incyprus. Przedstawiciel strony – w piątek widział jeden z wielu newsletterów, które zostały rozesłane z MSZ FR do ambasad na całym świece, aby wycofywać swoje aktywa z zachodnich banków i instytucji finansowych, “natychmiast”. Z uwagi na obawy Kremla, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone przygotowują się do wielkiej kradzieży prywatnego bogactwa w historii nowożytnej.

http://hvylya.org/news/exclusive/putin-dal-ukazanie-zabirat-vse-rossiyskie-dengi-iz-

zapadnyih-bankov.html

Aneks:

Jesienią 2012 roku na biurko Bundeskanceleriny Angelii Merkel trafił raport niemieckiego wywiadu BND, dotyczący pieniędzy rosyjskich grup biznesowych – osób pranych na Cyprze. Szacował on, że w cypryjskich bankach znajduje się 26 mld euro wyprowadzonych z Rosji przez biznesmenów rosyjskich. Dla porównania: PKB Cypru to zaledwie 17 mld euro. (Agencja Moodys twierdzi natomiast, że z końcem 2012 r. rosyjskie depozyty w cypryjskich bankach wynosiły 31 mld USD, z czego 12 mld uSd przypadało na banki z Rosji, a 19 mld USD na osoby prywatne i spółki.). Pieniądze te, jak i firmy, były niejako zalegalizowanym koniem trojańskim w krwioobiegu finansów europejskich. Okazuje się więc, że Cypr był wygodną platformą prowadzącą do robienia interesów z UE dla biznesmenów z samej Rosji jak też z byłego ZSRR. Ponadto faktem jest, że Cypr stanowi niezmiernie ważne strategicznie ogniwo geopolityczne pozwalające na pełną kontrole nad wybrzeżami Bliskiego Wschodu. Cypr leży dokładnie naprzeciw wybrzeży Syrii i jedynej istniejącej tam do dnia dzisiejszego rosyjskiej bazy marynarki wojennej w Tartusie. Jednocześnie Cypr od północy graniczy z Turcją, która jest stroną w konflikcie syryjskiej wojny domowej. Od południowego wschodu zaś w zasięgu cypryjskiego oddziaływania znajduje się Liban, który również aktywnie uczestniczy w wojnie domowej toczącej się w Syrii. Zaś od południa kontroluje obszar wschodniej części Morza Śródziemnego, gdzie znajdują się wybrzeża Izraela, Autonomii Palestyńskiej i Strefy Gazy, tym sposobem trzymając je w szachu.Stąd też Bruksela i Berlin na zlecenie płynące z USA niszczą ten geopolityczny układ gospodarczy. Jednocześnie rabując cypryjskie banki. Jest to klasyczne działanie łączenia przyjemnego z pożytecznym. Ten, kto będzie kontrolował Cypr, ten również będzie miał pod kontrolą cały obszar zachodniej części Bliskiego Wschodu. Właśnie o to, – o czym piszę powyżej, toczy się obecnie ta gra wobec Cypru.

flaga_polska04 04 Polska  a Cypr

Na Cyprze przynajmniej minister skarbu podał się wczoraj do dymisji w Polsce nawet tego nie ma się co spodziewać. Nic dziwnego skoro polski rząd ma potężnego sojusznika w sutannach.

Jestem zbulwersowany nawoływaniem Kościoła Katolickiego do zaprzestania protestów społecznych w Polsce. Myślałem, że ten czas kiedy kościół grzmiał na KOR i inne demokratyczne organizacje, które chciały wyzwolić Polaków z sowieckiego jarzma, żeby się zmitygowały i nie prowadziły do warcholskiego rozlewu krwi, już się definitywnie skończył i Kościół przystroił się raz na zawsze w piórka obrońcy narodu. Tymczasem arcybiskup Skworc daje swoje  przyzwolenie na dalsze deptanie praw narodu do sprawiedliwości społecznej przez rządzących . Oto potwierdza się raz jeszcze, po której stronie stoją Czarni – razem z Czerwonymi i Różowymi. Oczywiście kościół zjamuje stałe miejsce strategiczne po stronie Posiadaczy, po stronie Panów. Takie jest jego ulokowanie w Systemie Pan -Niewolnik.

Kościół Polski ręka w rękę z Nierządem Polskim.

cypr3

A oto inny tekst z dnia dzisiejszego 03 04 2013, który jasno pokazuje, w jakim miejscu , postępując  w Europie konsekwentnie od dziesiątków lat tak jak to opisaliśmy powyżej, znalazł się obecnie Kościół i cała wiara chrześcijańska.  Czy może być inaczej skoro do wyjaśnienia liturgii kościelnej potrzeba specjalnego słownika, bo ludzie nie rozumieją co księża mówią do nich podczas mszy? Taki sam słownik jest potrzebny niewątpliwie, aby wyjaśnić oportunistyczną postawę kościoła i jego serwilizm wobec rządzących czy to w czasie II Wojny Światowej, czy w erze dyktatur w Ameryce Łacińskiej, czy w czasach komunistycznych rządów w Polsce.

cypr4

Czekamy aż 100% dzieci będzie się rodzić z jak najbardziej PRAWEGO, naturalnego (przyrodzonego) łoża, które jest nieprawym łożem według kościołów chrześcijańskich. Czekamy na te 100% niebawem w Polsce. Wiara Przyrody jak najbardziej pochwala ten sposób rozumowania ludzi wierzących – Ich Wiara jest ich prywatną sprawą, nie potrzeba im żadnych pośredników do kontaktów z bogiem i sankcjonowania przed bogiem ich prywatnych wyborów życiowych, a kabza kościoła nie powinna być nabijana ceremoniałami ślubów, chrztów noworodków i innymi pretekstami do golenia wiernych.

Ciekawe czy kościół ogłosi, że długa zima jest karą za bezbożność Europejczyków, czy też jest może nagrodą dla Kościoła, za wybór na papieża jezuity, przedstawiciela inkwizytorskiego zakonu morderców, który jest winien zagłady cywilizacji Inków, który przyzwalał i przyklaskiwał szwadronom śmierci w Hiszpanii, Chile i Argentynie na ich działalność, który doprowadził do Rozbiorów Polski.

Ta długa zima jest w każdym razie sygnałem niewątpliwej Wielkiej Zmiany. Nie pamiętacie takiej zimy, prawda? Ja też nie pamiętam.

flaga_polska

5 kwietnia – Czyli jak okraść Polaków i Słoweńców!

Następni w kolejce do okradzenia są Słoweńcy i Polacy. Cytujemy naszą “ulubioną” Gazetę Codzienną, która jednakowoż czasami, gdy jej nie zaćmi coś ideologicznie, widzi to czego inne media nie widzą.

cypr7

Tak jak pisaliśmy już wcześniej, niech nikogo nie zmyli źródło inicjatywy kradzieży, prywatnych i opodatkowanych już wielokrotnie przez Państwo Polskie pieniędzy z OFE, które miały młodemu pokoleniu Polaków zapewnić emerytalny Raj na Ziemi. Teraz mówi się im tą samą starą śpiewkę, nuci się im ją wręcz pełnym słodyczy głosem nowego tercetu Czerwone Zawracanie Gitary (skład: Tusk – gitara prowadząca, Rostowski – frontmen, organki ustne i inne instrumenty finansowe, Piechociński – na basach).  Rząd Polski łata dziurę tak samo jak Cypryjski – prywatnymi pieniędzmi okradanych w świetle kamer i jupiterów obywateli.

To się nazywa polskie poszanowanie dla własności prywatnej. No ale skoro można było trzymać i trzyma sie nadal w prywatnych kamienicach lokatorów przymusowych z nadania PZPR po 1945 roku, skoro można było nie oddać właścicielom pieniędzy za majątek rozgrabiony w czasach PRL ani nie oddać tego majątku w jakim by on nie był stanie, to można wejść na prywatne konta w prywatnych Funduszach Emerytalnych i zabrać stamtąd bezkarnie co się chce.

Ja się tak tylko zastanawiam co robi całe to wszawe telewizyjne dziennikarstwo?! Czy oni myślą że rząd nie pojedzie po ich oszczędnościach i ich składkach emerytalnych? Czy może tak bardzo są uzależnieni od pracodawcy i tak się boją stracić pracę,. że realizują bez słowa sprzeciwu kłamliwą propagandę i sprzedają wyłącznie brutalnie ocenzurowane treści, jakich żądają od nich ich pracodawcy z TVN, Polsatu i TVP?!

Przecież wy kochane Lemingi Dziennikarskie stracicie najwięcej, więcej niż ci którzy nie maja nic do stracenia bo pracują od dziesięcioleci na czarno, szaro albo na śmieciowo!

cypr6

Tan Tanów – Święto Świąt czyli Wielka Noc Słowiańskiego Nowego Roku 7522!


biedronka grzegorz kolago p1140107tdMoi drodzy

SSSSS s-1553

Wiele już napisaliśmy o Święcie Świąt czyli Wielkiej Nocy Nowego Roku Słowiańskiego. Opisywaliśmy szczegółowo krok po kroku zwyczaje i obrzędy, opisywaliśmy obchody publiczne we wszystkich krajach Słowian. Nie będziemy tego powtarzać. 

biedronka czarna p1120958d

Dzisiaj tylko w ramach czyszczenia i odkłamywanie rzeczywistości chcę wam zwrócić uwagę, że warto byśmy na przyszłość zdecydowanie odcięli się od dat różnych świąt wyznaczanych czy też sfałszowanych i przerzuconych w różne dziwne miejsca kalendarza przez obce tradycje. Czyta się nieustannie, że powinno się obchodzić jakieś święto wtedy a wtedy, bo to się wiąże z takim a takim chrześcijańskim świętym czy innym świętym, bo według zapisów w kronikach było tak a nie inaczej , bo święto takiego boga, to jest wtedy, a innego już wtedy być nie może itp.

600px-BIEDRONAChcę wam powiedzieć że istnieją tylko cztery zasady:

1. Święto jest zawsze wtedy, kiedy macie swoje wolne dni i jest zawsze w dniach między 20-26 miesiąca po pełni Księżyca lub w czasie pełni Księżyca. Święto może się rozpocząć przed Pełnią, ale musi się skończyć po Pełni. 

Zatem w tym roku Święto Świąt – Wielka Noc Wielkiej Bitwy Niebieskiej między Siłami Ciemności i Jasności przypada w dniach Równonocy Wiosennej od 20 do 26 marca. Teoretycznie rozpoczęła te święta Nowego Roku astronomiczna wiosna w południe 20 marca. Dawniej był to 6-cio dniowy miesiąc wyrównawczy Świcień (inaczej także Kusy, albo Przedmarczyk, albo Krzywy), który był nieustającym świętem Słowiańskiego Nowego Roku wegetacyjnego, rolniczego, gospodarskiego. Był to początek kolejnego Koła Kolędarza – godu.

Jednakże każdy obchodzi święto wtedy kiedy ma swoje dni wolne i kiedy je sobie sam wyznaczy dla siebie i swoich bliskich. Nie ma doktryny, ani jedynej słusznej wiedzy w tym względzie.

r nn swarożyc ra 1276674010_bogra2. Święto może trwać 6 dni lub 1 dzień – to tylko od was zależy jak bardzo uroczyście chcecie obchodzić dane  święto. Oczywiście w Polsce, gdzie nie otrzymujemy dni wolnych jako innowiercy wtedy gdy nam są one potrzebne, musimy się zadowolić narzuconymi nam przemocą przez katolików wolnymi dniami i do nich dostosować swoje obchody. Nic się zatem nie stanie jeśli obchodzić będziecie Nowy Słowiański Rok i Wielką Noc Niebieskiej Bitwy w terminie katolickim, tj. w najbliższą  sobotę- niedzielę- poniedziałek. Nic się też nie stanie jeżeli wyznaczycie sobie inną dogodną datę obchodu. Ważna jest uroczystość, mniej ważna jest data.

Crossed_circle.svg

3. Pamiętajcie, że Cztery Największe Tany związane z dorocznymi Równonocami i Przesileniami są Świętami Wszystkich Bogów – całego Pocztu, całego Wielkiego Kręgu Bogów, są też zawsze Świętami Drzewa Świata (Wierszby-Wiechy-Wiszu, stąd katolickie Palmy). Święta Przesileń/Równonocy są Świętami Czterech Filarów Ziemi czyli Pogańskiego Krzyża – Zodiaku wyznaczonego przez Skarabeusza/Bedrika/Skorpiona, Byka/Krowę, Lwa/Kota/Dzika/Smoka i Wodnego Ptaka – Utkę (Kaczkę)/Orła/Łabędzia (Wodnika). Jest to też Święto Swątlnicy Swawolnicy Boskiego Światła – 89 Ukrytej Bogini Wolnej Woli, Swawoli – nie obawiajcie się więc radować i swawolić do woli. Oddajcie zatem cześć wszystkim bogom słowiańskim w tych dniach i całej przyrodzie.

4. Pamiętajcie że Cztery Największe Tany są zawsze Świętami Dziadów i Bab, i w obrzędach powinniśmy uwzględniać cześć jaką im oddajemy oraz mieć dla nich miejsce w sercu i przy stole, które im poświęcamy.

biedronka złota p1140094-1d

W tym roku, to właśnie dzisiejszej nocy przypada Pełnia Księżyca – 26 marca – A więc życzę Wam z okazji Nowego Słowiańskiego Roku 7521, który tej nocy rozpoczynamy – Wszystkiego Najlepszego! Powodzenia w przedsięwzięciach zbiorowych: dużych, wielkich i całkiem małych! Powodzenia w przedsięwzięciach osobistych i w życiu osobistym!

Życzę wam dużo zdrowia, wielkiego dobrobytu i szczęścia. Życzę wam udanej pracy z bogami,  ze Świadomością Nieskończoną, z boskim pierwiastkiem, który nosicie w sobie jako Iskrę Bożą, bowiem w tej pracy z bogami osiągniecie niesłychane powodzenie wbrew wszystkiemu co się dookoła Nas na Świecie dzieje.

Łączę się z każdym z Was Najdrożsi Przyjaciele, Wspaniali Współplemieńcy, Wolni Ludzie, Słowianie-Polacy, Wyznawcy Wiary Przyrod(zone)y Słowian, w każdym waszym postanowieniu i pragnieniu. Nieskończona Świadomość, z którą jesteśmy złączeni poprowadzi nas wytyczoną drogą ku kolejnym celom, jak prowadziła nas do tej pory – Bez Lęku, Bez Błędu, Bez Wahania. Niezawodnie osiągniemy te Nowe Cele, bo są one zgodne kierunkiem Świadomości Nieskończonej, z Przekształceniem Rzeczywistości, z Wielką Zmianą.

Od jutra zrobi się ciepło i zacznie się prawdziwa wiosna, która będzie postępować z każdym dniem. Wszędzie w Polsce zagości słońce, rozkwitną na nowo miliardy kwiatów. Z wiosną nasze dotychczasowe nadzieje staną się rzeczywistym namacalnym faktem.

mroz nn sporowie Southwick3

W modlitwach podczas tych trzech dni: w sobotę, niedzielę, poniedziałek, gdy je będziecie odprawiać w naszych świętych miejscach – na wzgórzach, przy źródłach, w gajach, wyobraźcie sobie Polskę jako Wielką Złotą Boginię, Złotą Babę – Sporzę-Śreczę, Dawczynię Bogactwa!

Sporza Śrecza clip_image002Wyobraźcie ją sobie przyozdobioną w barwne suknie, w złote chusty i bogate runo, w łańcuchy i pierścienie! Niech jej głowę zdobi złota korona kłosów pełnych ziarna! Niech jej kosze i kobiałki ugną się pod ciężarem owoców, nasion, wypełnią się złotym runem i obfitością wszelakich darów Ziemi oraz Rozumu. Wyobraźcie sobie tę Królową Polski, jak stąpa przez Naszą Ziemię i jak każdego z was , każdego z ludzi drogich waszemu sercu, każdego z Nas  Polaków,  obsypuje owym złotem runa, złotem jasnej myśli, złotem prawdy, złotem oświecenia, owym złocistym ziarnem dobroci, owym bogactwem nieskończonym zrozumienia i niewyczerpanym uczuciem miłości, i jak czyni Wielką Zmianę Między Nami.

Spor kompr

Niech nam Wszystkim Darzy i Sporzy jej Mąż, Pan Szczerozłoty, Złotowąs,  Spor-Gospodar! Hej Darz!!!

Darz Nam Bogocu Gospodarzu!

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 669 obserwujących.