białczyński

Klub Polski Słowiańskiej w Łodzi i Stowarzyszenie Niklot zaprasza na wykład o rodzimowierstwie na Białorusi

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 24 Styczeń 2013

bialo16

Witold Chomicz (1910 – 1984) – Strażnik Wiary Słowian

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 23 Styczeń 2013

w_chomicz_krakow_miasto_tradycji_plakatWitold Chomicz  to jeden z tych Krakowian, który tak naprawdę był Polakiem z Kijowa. Tam się urodził 1 listopada 1910 roku w rodzinie Leonarda Chomicza (rodzonego brata Bolesława Chomicza) i Ewy Święckiej. I tam pewnie byłby tworzył i żył gdyby nie fatalne dzieje naszej ojczyzny. Przyszło mu jednak działać, żyć i tworzyć w Krakowie czego nie żałujemy a raczej z czego bardzo się cieszymy, bo dzięki temu swoim talentem i niejednym dziełem wzbogacił działalność Strażników Wiary I Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata w naszym grodzie.

Witold Chomicz Wanda 1935Wanda, 1935 – To jeden z obrazów poświęconych mitologii i legendom Słowian

Profesor Chomicz to wielki miłośnik książki i folkloru krakowskiego. Muzeum Narodowe w Krakowie w ramach cyklu „Graficy z Krakowa” zaprezentowało w grudniu 2012 roku wystawę poświęconą twórczości Witolda Chomicza – grafika, malarza, miłośnika książki i zasłużonego dla środowiska krakowskiego pedagoga. Od 5 października w Gmachu Głównym można oglądać prace z dziedziny grafiki artystycznej i użytkowej oraz obrazy olejne i projekty witraży, związane głównie z Krakowem i jego tradycjami. Pokaz dopełniają zdjęcia archiwalne dokumentujące życie i drogę artystyczną tego wszechstronnie utalentowanego, a niesłusznie zapomnianego twórcy. Witold Chomicz był mocno zaangażowany w życie kulturalne Krakowa i tworzył dzieła nierozerwalnie związane z tym miastem i jego tradycjami. w_chomicz_dni_krakowa_1938_plakatPrzez kilkadziesiąt lat był związany z Akademią Sztuk Pięknych i intensywnie działał w krakowskim środowisku artystycznym. Swoje zainteresowanie dziejami i kulturą miasta wyrażał w działalności społecznej: zasiadał w jury konkursów szopek krakowskich, organizował wystawy o tematyce regionalnej, projektował ubiory na coroczny pochód Lajkonika, a także druki okolicznościowe z okazji uroczystych obchodów najważniejszych wydarzeń z historii miasta. Wystawę tworzą trzy główne bloki tematyczne, które odpowiadają najważniejszym etapom twórczości Chomicza. Część pierwszą, zatytułowaną „Czasy lubelskie”, wypełniają prace związane z Lublinem, w którym artysta stawiał swoje pierwsze kroki jako grafik i rysownik.

w_chomicz_wawel_zima

W części drugiej, „W cieniu wielkich tradycji”, przedstawione zostały dzieła artysty powstałe głównie w Krakowie, a ukazujące historię, tradycję i folklor tego miasta. Warto przypomnieć, że Chomicz, poza drobiazgowymi studiami architektury miejskiej, często sięgał po tematy inspirowane legendami, zwyczajami i obrzędami ludowymi z terenu Małopolski. Prace, które tworzą część trzecią wystawy, „Kraków nauki, kultury i sztuki”, dotyczą głównie działalności dydaktycznej i społecznej artysty w ramach jego pracy w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

w_chomicz_wjazd_na_wawel_

Ogromna większość z nich bezpośrednio wiąże się z Katedrą Grafiki Książki, w której Witold Chomicz wykładał przez kilkadziesiąt lat, kształcąc wielu znakomitych twórców plakatów, projektantów książek i kierowników artystycznych wiodących wydawnictw polskich (m.in. Romana Cieślewicza, Kazimierza Mikulskiego, Daniela Mroza, Jerzego Panka, Zbigniewa Rychlickiego).

w_chomicz_znaczki_kochanowski_1980Prezentowane prace dotyczą również działalności artysty w rozmaitych organizacjach popularyzujących „piękną książkę”, takich jak Rycerski Zakon Bibliofilski z Kapitułą Orderu Białego Kruka w Krakowie, oraz jego pasji kolekcjonerskiej. Wystawie towarzyszy album przybliżający życie i twórczość Witolda Chomicza oraz sesja naukowa zatytułowana „O miejsce książki w historii sztuki”, która odbędzie się w Krakowie w dniach 5–7 grudnia w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego, w Bibliotece Jagiellońskiej oraz w budynku Akademii Sztuk Pięknych przy ul. Smoleńsk 9. Jej organizatorem jest Oddział Stowarzyszenia Historyków Sztuki w Krakowie we współpracy z Muzeum Narodowym w Krakowie.

Nakład Niewyczerpany o Witoldzie Chomiczu

http://nakladniewyczerpany.blogspot.com/2012/01/cracovia-magica-witolda-chomicza.html

Cracovia magica Witolda Chomicza

 autoportret_640

W często ostatnio omawianej i świetnej skądinąd książce Piotra Rypsona, Nie gęsi. Polskie projektowanie graficzne 1919-1949 (Karakter, Kraków 2011) ani razu nie pojawia się nazwisko grafika i malarza Witolda Chomicza. A szkoda, bo choć jego najbardziej znane i wydawane w milionowych nakładach znaczki i karty pocztowe, druki okolicznościowe oraz ilustracje książkowe czy druki bibliofilskie powstawały w okresie pozostającym poza zasięgiem chronologicznym książki, w latach 50-tych i 60-tych, to projektowane w latach 30-tych plakaty, warte byłyby odnotowania. Choćby plakat „Kraków” z 1935 roku, który, jak pisze w Polskiej sztuce plakatu Szymon Bojko „utrzymany w stylu starego drzeworytu, łączy syntetyczne spojrzenie na bryłę Wawelu z podziwu godną kaligrafią fragmentów, tworzącą mozaikę linii i architektonicznych kształtów. Starannie wydrukowany w 16 wersjach językowych przez Drukarnię Narodową w Krakowie, wielokrotnie wznawiany – zawędrował do biur podróży na całym świecie wówczas, gdy na Wawelu panoszyli się już okupanci hitlerowscy…”.

Plakaty reklamowe związane z Krakowem oraz reklamujące polską sztukę ludową z nawiązaniem do targów kalwaryjskich, plakaty wydawane z okazji Dnia Krakowa przyniosły Witoldowi Chomiczowi kilka nagród na ogólnopolskich konkursach na plakaty turystyczne, a także Nagrodę Prezydenta Miasta Krakowa za całokształt działalności artystycznej, przyznaną w 1938 roku. Dlatego niejako tytułem erraty do książki Rypsona chciałbym nieco przybliżyć postać Witolda Chomicza, na początek opisując jego związki z Krakowem…

Cmentarz Salwatorski i wystawa w Domu Zwierzynieckim (2010)

chomicz_400x400

Cmentarz Salwatorski  to nekropolia, która przyjęła wielu wspaniałych i znamienitych ludzi krakowskiej i polskiej nauki i kultury. Wśród nich także Witold Chomicz, profesor krakowskiej ASP, malarz, grafik, zdobnik – który bezpamięci zakochał się w krakowskim folklorze i zwyczajach. Szczególnie upodobał sobie Zwierzyniec – wielkanocny Emaus, Lajkonika, czy konkursy Szopki krakowskiej. Urodził się w roku „Wielkiego Krakowa” (1910). Zmarł w 1984 r.w_chomicz_ludowa_zabawa_emaus_krakow_1936

Na wystawie Oblicza Zwierzyńca 1910-2010 zobaczycie mnóstwo przepięknych prac Chomicza. Kultowe już dzisiaj wizerunki Lajkonika, drzeworyty krakowskiej Szopki (1938) i Emaus (1968) są znane i lubiane. Poza tym będzie okazja zobaczyć i poznać odręczne projekty strojów orszaku Lajkonika, które obowiązywały do lat 90. XX w.

w_chomicz_miasta_znaczki

Profesor Chomicz w Polskiej kronice Filmowej

http://www.kronikarp.pl/szukaj,42719,tag-689417,strona-6

w_chomicz_mury_florianskie_1946

Witold Chomicz (ur. 1 listopada 1910 w Kijowie, zm. 15 marca 1984 w Krakowie) – malarz, grafik, od 1934 wykładowca w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych, a od 1950 profesor w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Kształcił się w Krakowie, Warszawie i Pradze. Interesowała go przede wszystkim grafika użytkowa, głównie książkowa. Wykształcił wielu wybitnych iluminatorów. Malował również obrazy olejne, tworzył drzeworyty, plakaty i projekty witraży. Inspirował się sztuką ludową i krakowskim folklorem. Był członkiem jury konkursu szopek krakowskich.

w_chomicz_odpust_przy_norbertankach

Był absolwentem II Liceum Ogólnokształcącego im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie. Studiował w Szkole Sztuk Zdobniczych w Krakowie i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 1937 r. został profesorem i kierownikiem Katedry Grafiki Użytkowej w Państwowym Instytucie Sztuk Plastycznych w Krakowie. Po wojnie objął Katedrę Grafiki Książki na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Jedną z jego pasji było bibliofilstwo dlatego właśnie Katedrę Grafiki Książki jego uczniowie nazywali Oficyną Białego Kruka. Malował obrazy olejne, tworzył drzeworyty, plakaty i projekty witraży. Poza tym zajmował się grafiką, projektowaniem znaczków, kowalstwem artystycznym, freskami.

Był przyjacielem domu Witkiewiczów (przyjaźnił się z Kazimierzem Witkiewiczem). Za zasługi dla polskiej książki otrzymał Order Białego Kruka.

w_chomicz_stare_mury_pod_wawelem

„Rodzina Chomiczów, pochodzenia białoruskiego, mieszkała przez wieki w województwie Nowogródzkim. Stąd rozpowszechniła się po polskiej i białoruskiej części Wielkiego Księstwa Litewskiego. Pierwszym Chomiczem, o którym zachowały się pisemne dane jest Jan (Iwan) z końca XIV wieku i Teodor (Fedłko) z pierwszej połowy XV wieku, uczestnik bitwy grunwaldzkiej, krajczy Wielkiego Księcia Świdrygiełły w latach 1446 – 1457 (Boniecki, tom III, str 67). Za te zasługi zostaje mu nadane szlachectwo.

Od roku 1575 rodzina przestaje używać dawnego godła – łuku ze strzałą skierowaną ku dołowi, a pieczętuje się herbem Poraj – białą różą w czerwonym polu z dodanymi później dwoma strzałami z których jedna – cała, druga zaś bez żelaźca co prawdopodobnie miało jakiś związek z Grunwaldem.
Co do herbu Poraj, to pochodzi on z Wielkopolski. Wiadomo, że Bogumił Poraj był arcybiskupem gnieźnieńskim i rządził kościołem do r. 1172 (prof.Sokołowski t.I str 61). Nie wszyscy jednak Chomiczowie zostali przyjęci do herbu Poraj. Niektórzy otrzymali indygienaty później (herby Pobóg i Oksza).w_chomicz_twardowski_pocztowka

Wspomnienie Zbigniewa Chomicza o stryju ze strony Nasza Chomiczówka,

gdzie serdecznie zapraszam: tutaj

[Ważne o tyle iż eksponuje ono pewne watki - jak choćby przywiązanie Witolda Chomicza do "mistrza" Stanisława Wyspiańskiego. Mogę zapewnić że nie było to tylko przywiązanie wynikające z uwielbienia dla ręki mistrza, lecz także daleko dalej idące, bo wynikające z podzielania tych samych wartości. CB]

Minęło 25 lat od śmierci stryja mego Witolda Chomicza. Nie ma już pracowni przy Grodzkiej 60 z oknami wychodzącymi na kościółek św. Idziego i Kurzą Stopkę, nie ma większości ludzi, którzy pamiętają jego barwną, nieco młodopolską postać kiedy zamyślony wędruje ulicami Krakowa, czy to na ul. Smoleńsk do swej ukochanej Katedry Grafiki Książki czy na kawę w Jamy Michalikowej… Zostały po nim jednak obrazy, grafiki i witraże, w dużej mierze związane z Krakowem, została wdzięczna pamięć dawnych studentów ASP, dziś często wybitnych artystów, zostały wspomnienia rodzinne. Do tych ostatnich chciałbym się przede wszystkim odwołać.

Od podwórka ulokowany był gabinet ciotki Sławy, pierwszej żony stryja Witolda, przed wojną i w latach powojennych wziętego laryngologa, osoby o nieprzeciętnej niegdyś urodzie i mocnym charakterze. W poczekalni można było spotkać krakowską socjetę (pacjentem ciotki był m.in. Karol Wojtyła) obok ludzi, których dziś określilibyśmy marginesem, sporą część swoich pacjentów przyjmowała bowiem za darmo…Wszyscy przychodzący na Grodzką i pacjenci i goście (a odbywały się tam przyjęcia na 30-40 osób) znosić musieli bezczelne, rozwielmożnione koty – persy, z trudem dające się spędzić z foteli. Szczególną niechęcią – zresztą wzajemną – darzyły je kolejne gosposie. Były to zazwyczaj góralki z okolic Szczawnicy. Gosposie nie cierpiały kotów przysparzających im roboty, średnią estymą darzyły panią, wielbiły natomiast „pana profesora”, który miał upodobanie do góralszczyzny we wszystkich postaciach, co wywodziło się częściowo z krakowskich artystycznych tradycji, częściowo zaś było emanacją domu rodzinnego. Matka Witolda, Ewa ze Święckich, prowadziła w Kijowie (gdzie miał praktykę lekarską ojciec – Leonard) dom otwarty. Bywali w nim przed pierwszą wojną światową wybitni polscy artyści, wśród nich Stanisław Witkiewicz, który zbudował dla rodziny Chomiczów w podkijowskim Irpeniu daczę w stylu zakopiańskim…

 Witold Chomicz był jedną z charakterystycznych krakowskich postaci, wdzięcznym obiektem dla karykaturzystów, ze swoją fin de sieclową bródką, galicyjską galanterią, staroświecko-artysowskim stylem ubierania się /fontazie, peleryny/. Była to zresztą kreacja świadoma, skomponowana z nutą pewnej autoironii. Bo przecież na pewno nie można mu zarzucić kabotyństwa czy zgrywania się. Stryj, strojący dziecinne niekiedy żarty, był człowiekiem podchodzącym do życia i sztuki bardzo serio, można by rzec – był człowiekiem ciężkiej pracy.
Przykładał tyleż wagi do portretu, co do projektu piórnika z panoramą Krakowa. Starał się wypróbować swój talent w różnych technikach i rodzajach sztuki, podobnie jak jego niedościgły mistrz – Wyspiański. Tym co nadawało spójność twórczości Witolda Chomicza było nawiązywanie do rodzimej tradycji, do polskiego średniowiecznego drzeworytu, do sztuki ludowej , do programu Warsztatów Krakowskich. No i oczywiście jej tematyka – Kraków, jego folklor, jego legendy i współczesność.
witold-chomicz noc kupalna
Noc Kupalnachomicz01
Tryptyk Krakowski

Zakon Rycerski Bibliofilstwa i Kapituła Orderu Białego Kruka

(fragmenty z Alma Mater)

chomicz 1 biały kruk witkiewiczowie chomicz 2 biały kruk chomicz 3 biały kruk druki prekodystyczne chomicz 5a biały kruk wyspiański

Pojednanie Polska – Rosja, Polska – Niemcy: 150 rocznica Powstania Styczniowego 1863 roku – Anatomia Upadku?

Posted in Polska, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 21 Styczeń 2013

398px-January_Uprising.svg

[ostatnia aktualizacja 29 01 2013 w związku z filmem National Geografic]

Fundamentem państwa jest prawda, Prawda i tylko PRAWDA. Prawda o przeszłości, prawda o najdawniejszych dziejach, prawda o dziejach bliższych, tych sprzed kilku pokoleń, oraz o dziejach najnowszych i o współczesności. Państwo pozbawione takiego fundamentu jest marionetkową, bananową republiką. Nie posiadając własnej narracji owych dziejów  i przeszłości błąka się jak ślepy w Teraźniejszości. Nie potrafi ocenić właściwie co jest mu wrogie, co w nie godzi, kto rzeczywiście nad nim panuje, kogo właściwie ma za partnerów, jak się wobec takich partnerów zachowywać, jakie wobec nich podejmować działania a czego nie robić.

Dokładnie 22 stycznia, jutro, mija  150 rocznica Powstania Styczniowego. Jest to powstanie, które dosyć dokładnie opisano już za czasów PRL, a to dzięki elementom „rewolucji społecznej” jaka była zawarta w jego hasłach. Przypominamy tutaj to powstanie jako że, tak jak wielokrotnie podkreślałem, gdyby nie najwyższa ofiara, ofiara krwi , ofiara fizycznego unicestwienia i całkowitego poświęcenia  osobistego, poświecenia życia dla Polski, już by nas dzisiaj nie było, a i prawdopodobnie nie istniałby nawet język polski. Ten jeden z najstarszych języków aryjskich byłby dzisiaj odtwarzany tak jak to ma miejsce z mową Celtów w Walii. O Polsce moglibyśmy poczytać po niemiecku i po rosyjsku (jeśli by kto znał cyrylicę), a ręczę wam że nie byłoby to ani nic dobrego, ani krztyna prawdy. Nazistowski bełkot i kagiebowska propaganda ukształtowałyby tę narację o przeszłości po myśli zwycięzców. Jak wiecie i widzicie na co dzień, mimo że mamy język i mamy swoje państwo królują w nim dzisiaj właśnie te dwie narracje, wzbogacone trzecim rodzajem propagandowego ujadania – watykańskim.

Jednak prawdziwe unicestwienie nam nie grozi, natomiast taki los zagraża narodowi i  językowi łużyckiemu. Wynarodowienie idzie tam pełną parą, Polska zaś w osobie jej Najjaśniejszego Rządu i Parlamentu milczy na ten temat jak zamurowana.

To milczenie i zaniechanie na temat Łużyc i Polaków w Niemczech oraz faktu, że traktuje się ich tam niegodnie, że nie przywraca się im mimo upływu 25 lat od zburzenia Muru Berlińskiego i prawie 70 lat od zakończenia II Wojny Światowej statusu mniejszości narodowej, której status mieli aż do czasów hitlerowskich, to w niemal już 25 letniej historii III RP wstyd i hańba nie do wymazania. Pozostawienie Łużyc samym sobie, przemilczanie sprawy zagłady ich kultury i języka na forum Europy i Parlamentu Europejskiego to jednoznaczne świadectwo intencji dotychczasowych rządów III RP. Także tych, które stanęły w obronie Gruzji czy Czeczenii. 

Równie dziwaczne, musicie to przyznać, z punktu widzenia narodu, który 200 lat był kolonią w Sercu Europy, jest popieranie słowem i czynem zbrojnych interwencji mocarstw w Serbii, Afganistanie, Iraku, Iranie, krajach ARABSKICH, czy gdziekolwiek na świecie. Rządy „polskie”, które stworzyły w Polsce miejsca tortur dla ludzi walczących przeciw światowym mocarstwom o niezawisłość własnej ziemi i własnych pozornie suwerennych, lecz uzależnianych tak jak obecnie Polska od obcego kapitału, państw, wskazują z jakiego rodzaju rządami mamy w Polsce do czynienia. Stwierdzam z przykrością, że na pewno nie reprezentują one Polaków, ani nie działają w ich interesie.

Fundamentem dobrego państwa jest PRAWDA i oddanie Prawdzie. Z tego powodu za Januszem Zagórskim i Niezależną Telewizją, polecam wszystkim koniecznie do zapoznania się, film Anity Gargas „Anatomia Upadku”, dołączony w ubiegłym tygodniu do tygodnika Gazeta Polska. Każdy Polak, każdy patriota powinien zobaczyć ten film. Pokazuje on w sposób zrównoważony, spójny i poświadczony przez świadków to co NAPRAWDĘ stało się w Smoleńsku. Tę prawdę widać również poprzez dokonane przez Rosjan MANIPULACJE przy Raporcie Komisji MAK, i poprzez szereg „czynności” na miejscu katastrofy ewidentnie zmierzających do zatuszowania prawdy i usunięcia dowodów. Ta prawda przebija się jednak dzięki opracowaniom polskich naukowców. Naukowcy polscy wreszcie zajęli się tym tematem zniesmaczeni skalą kłamstwa i ośmieszenia organów Państwa Polskiego w tej sprawie.

Tak jak zachowanie rządzących Polską przez 25 lat w stosunku do Niemiec, wskazuje na neokolonialny charakter naszego państwa, tak i to zachowanie w drugą stronę, w stosunku do Rosji, wskazuje na dokładnie to samo. Ktoś kto obrał taki kurs zdąża do samozagłady. Nie tak buduje się autorytet państwa i jego poważne traktowanie przez innych. Jeżeli ktoś mówi, że Lech Kaczyński swoją postawą sam ściągnął zamach na swoją głowę, to jest durniem. Usiłował się on zachowywać po prostu jak prezydent państwa niepodległego, które ma swoją własną politykę.

Nie popieram w najmniejszym stopniu hunwejbinów katolickich, którzy wymachują bezczelnie białożółtymi sztandarami i zamiast Białego Orła wolą Krzyż oraz dwa klucze, które przypominają żywcem kajdanki. Wykorzystywanie organizacji religijnych do gry politycznej uważam za obrzydliwe i nieetyczne – to jest Manipulacja.  Oglądnijcie jednak koniecznie ten film, także jeśli jesteście przeciwnikami tezy o zamachu. MANIPULACJA i kłamstwo wokół Smoleńska przybrały rozmiary globalne i uświadomienie sobie tego faktu ma niesłychanie ważny dla Polski i Polaków wymiar.

Czy zastanowiliście się co tak naprawdę się wydarzyło między katastrofą a pogrzebem ofiar? Co spowodowało, że deklarujący masowy udział w tym pogrzebie politycy światowi, wycofali się gremialnie z tego udziału? Sygnał do tej hipokryzji dał prezydent USA, a za nim Aniela Merkel, Niemka  pochodząca z Warmii, neofitka germańska, wypełniająca gorliwie Testament Adenauera wielkiego rehabilitatora hitleryzmu i hitlerowców. W ślad za nimi poszli inni. W ślad za nimi poszedł polski rząd, który nie odważył się nawet otworzyć trumien po ich przylocie do kraju i zbadać DNA ofiar, co jest przy identyfikacji procedurą prostą i powszechną w świecie dzisiejszym.

Czego takiego dowiedzieli się Zarządcy Świata, Najważniejsi z Ważnych już po fakcie katastrofy a przed pogrzebem ofiar?! Co takiego zostało ustalone przez tajne służby NATO i USA, że zdecydowano, iż czołowi politycy sojuszniczych krajów Polski nie przybędą na uroczystości pogrzebowe Polskiego Prezydenta?

Ci wszyscy ludzie wzięli i biorą nadal udział w spektaklu kłamstwa, najwyraźniej przerażeni Prawdą. Prawda  bowiem w tej sprawie, zmusiłaby ich najprawdopodobniej do zupełnie innego podejścia do problemu Rosji rządzonej przez Putina.

Prawda w tej sprawie prowadziłaby zapewne do bezpośredniego starcia z Rosją, co najmniej do kolejnej Zimnej Wojny, podczas gdy polityka USA i UE prowadzi dokładnie w przeciwnym kierunku, do „oswojenia” bandyckiego państwa rządzonego przez KGB.

Ta sama prawda o Czeczenii powoduje paraliż UE i USA i w sprawie Czeczenów oraz prowadzi do zgody dla dokonanego tam ludobójstwa. Ta sama prawda o Syrii prowadzi do pata w walce Syryjczyków. Ta sama antysłowiańska polityka doprowadziła do wywołania wojny w Jugosławii. Tak jak w 1939 roku Europa wystawiła nas do wiatru, tak USA i UE wystawiło nas do wiatru także teraz. Nie łudźcie się , że oni mogą być naszym prawdziwym partnerem.

Trzeba powiedzieć, że Józef Piłsudski główny filar międzywojennej Niepodległości i II RP, ale też filar upadku II Rzeczpospolitej Polskiej, który był oczywistym niemieckim agentem, nie posunął się tak  daleko w destrukcji Polski, jak czynią to rządy III RP przez ostatnich 25 lat.  Te rządy nie rządzą Polską lecz realizują obcy plan, są tylko namiestnikami w Polsce. Można dyskutować kto był większym szkodnikiem, czy ci którzy nie pozwolili w II RP rozwinąć lotnictwa i nowoczesnej armii, czy ci którzy rozbrajają armię w III RP, ale znaczenie ma tutaj nie skala działania a sam fakt uprawiania owego oszukańczego, zdradzieckiego procederu.

Pamiętajmy jednak, że obnażenie MANIPULACJI unieważnia ją.

Nie ma nic gorszego niż ułuda, maya – i w sprawach wiary i w sprawach rozpoznania bieżącej Rzeczywistości. Z tym państwem rosyjskim, które istnieje pod zarządem KGB nie ma dla nas oczywiście możliwości pojednania. Nie ma też dla nas możliwości pojednania z USA Baracka Obamy.

Trzeba mieć świadomość, że USA to państwo, które od początku II Wojny Światowej, a właściwie od końca I Wojny dąży do likwidacji Niepodległej Polski.

Użyli instrumentalnie Polski do obalenia ZSRR i używają jej instrumentalnie także dzisiaj do prania własnych brudów w Iraku, Afganistanie, Mali, Kosowie, Iranie. Korzystają po prostu z faktu, że naród polski wciąż jest jeszcze oszołomiony pozorną wolnością po wyjściu z 50 letniego karceru. Jesteśmy jak więzień oślepiony światłem, po wyjściu z ciemnicy, w której przesiedział 50 lat i wydaje nam się, że opuściliśmy więzienie, podczas gdy znaleźliśmy się w korytarzu pomiędzy karcerem a celą zwykłej 200 letniej odsiadki.

Prawdziwy stosunek USA do Polski i Polaków widać po ich 25 letniej polityce wizowej wobec nas. Podczas jednak gdy im wszystkim wydaje się, iż kłamliwe manipulacje i „gra”, jaką tutaj w Sercu Europy wyczyniają nazywając ją „globalną polityką”  wystarczająco nas UBEZWŁASNOWOLNIŁY, zdają się w swojej bucie zapominać o naszym charakterze narodowym, o naszym nieujarzmieniu, o naszym odwiecznym dążeniu do wolności prawdziwej.

Przypominamy im wszystkim zatem dzisiaj, wszystkim tym światowym hipokrytom, a także polskiemu marionetkowemu rządowi obecnego czasu, który wzbrania się święcić 150-tą rocznicę Ofiary Krwi Polaków,  Powstanie Styczniowe, że Polska nie poddaje się nigdy.

poland

Zrozumcie Wrogowie Niepodległej Polski, że Polska może istnieć tylko Niepodległa! Zrozumcie, że bez Niepodległej Polski nie jest możliwy trwały pokój w Europie.  Nie zanosi się niestety na to, aby Rosja wyzwoliła się z zaczadzenia. Czy rosyjscy KGBowcy usiłując postawić na nogi swój kraj czepili się brzytwy i wzięli się wspólnie z USA i Niemcami  za mataczenie w sprawie katastrofy Smoleńskiej? Albo gorzej, czy w akcie desperacji dokonali tam zamachu, albo tuszują tylko własną nieudolność?! Jedno i drugie jest głupie i szkodliwe. Rozwiązaniem w tej sprawie jest tylko prawda!

Czy w tej sytuacji naszymi naturalnymi sojusznikami stają się Indie i Iran, a strategicznym partnerem  Chiny? Jeśli nie będziemy mieć innego wyjścia nie wątpię, że sięgniemy po innych partnerów. Scenariusz wykreowany znacznie wyżej niż w głowach szefów NWO i potomków zbrodniarzy wojennych z Niemiec, Rosji i USA zaczyna się spełniać. Stoją za nami dziesiątki pokoleń naszych Przodków, których geny nosimy i którzy doprowadzili nas w to miejsce w jakim się właśnie teraz znajdujemy. Stoi za nami Niezwyciężona Świadomość, Niepodległy Duch Wolności, stoją wreszcie za nami miliony Ludzkich Istnień, które w ofierze oddały życie, są to miliony krwawych ofiar nieustającej zbrodni Post-Rzymu na Słowiańszczyźnie, w Polsce. To będzie prawdziwa Wojna Dobrego ze Złem, to będzie prawdziwa Wojna Jasności z Ciemnością. Nie mam wątpliwości, że Jasność zwycięży i nie mam wątpliwości, po której stronie jest Ciemność i kto ją uosabia.

Powstanie Styczniowe to akt najwyższej desperacji Polaków, podobnie jak Powstanie Warszawskie. Jedno i drugie przyniosło „złe” i „dobre”. Dobre w Powstaniu Styczniowym, to zniesienie pańszczyzny, czyli bezpośredniego niewolnictwa chłopów w Polsce i Rosji. Pamiętajmy, iż chłopi to było 90% obywateli tych krajów. Przyniosło też ono Polsce „zło”, intensywną rusyfikację i utratę resztek pozornej niezależności. Paradoksalnie to właśnie owo „zło” otrzeźwiło wreszcie do końca Polaków i pozwoliło im zobaczyć całą prawdę na temat położenia ojczyzny. Dzisiaj tę jasność położenia właśnie zyskujemy, totalne matactwo w sprawie Katastrofy Smoleńskiej i zmowa milczenia mocarstw dają nam ową jasnośc naszego położenia. Dzięki owej Jasności Położenia możemy jasno wytyczyć strategiczne cele i dobrać sobie partnerów właściwych do ich realizacji. Są to cele niezmienne, których nie udało się jak widać zrealizować ani w 1980 roku, ani w 1989.

Niemcy nie będą rządzić nigdy Polską. Jeśli Zachód nie zrozumie tego i nie zmieni swojej mentalnej postawy oraz polityki wobec Polski doczeka się tutaj tego samego czego się doczekał w krajach Arabskich, radykalnej rewolucji!

Rosja nigdy nie będzie rządzić Polską. Jeśli Rosja nie zrozumie tego i nie zmieni swojej postawy wobec Polski może być pewna, że doczeka się tego samego co Zachód, tego czego się doczekała w 1980! Tyle, że teraz mamy już jasność.

USA nie wyżywi Polski tak jak nie mogła jej wyżywić Rosja.

Mogą nas próbować zabić, jak tego próbowali Niemcy.

Ale ani Niemcy, ani Rosja, ani USA nie mogą tutaj wygrać i nie wygrają.

Niepodległość i Wolność były mottem i genezą Powstania Styczniowego, tego powstania którego rocznicy Marionetkowy Rząd Polski i Marionetkowy Bananowy Prezydent Polski nie chce czcić.

Nie wątpcie dzisiejsi ciemiężyciele Polaków i  Polski, że po raz kolejny zrobimy co do nas należy.

Jestem przekonany, że Polska rewolucja obejdzie się bez jednego wystrzału. Bajki o tonach materiałów wybuchowych w magazynach Akademii Rolniczej w Krakowie zweryfikowała już Komisja Rektora tej uczelni i całkowicie zdementowała ten fakt. Nigdy nie było 2 ton środków wybuchowych w magazynach tej uczelni.Ta kolejna PROWOKACJA i MANIPULACJA również została więc obnażona. Teraz kolejne „działanie”/prowokacja: zaginęła  teściowa „Zamachowca”, a inny pracownik naukowy Akademii Rolniczej popełnił samobójstwo przez samospalenie. Czy polską rządzi Werwolf, CIA czy KGB?

Oto linki do filmu Anity Gargas. Mówią tu naukowcy polscy, którzy przerwali milczenie i swój współudział w farsie i kłamstwie. Uczynili to z rozsądku zdając sobie sprawę, że dłużej milczeć nie mogą, gdyż oznacza to nie tylko totalne ośmieszenie polskiej nauki, jej totalny blamaż, ale oznacza również ich współuczestnictwo w tym wielkim antypolskim kłamstwie. Uczynili to, bo zmusiła ich do tego sytuacja, zobowiązanie nauki do poszukiwania PRAWDY i tylko PRAWDY. Taka odwaga Polaków, taka determinacja w poszukiwaniu Prawdy i Wolności, odwaga, mimo zagrożenia podstawy bytu, bo przecież oni zależą od Państwa, od Administracji, od „Rządu” (i  właśnie z tego powodu przez dwa lata milczeli) powodują, że Polska była zawsze POLSKĄ. Takie działanie świata polskiej nauki będziemy zawsze w pełni popierać:

Anatomia Upadku 1/5

Miały miejsce wybuchy w powietrzu. Trajektoria lotu po rzekomym ścięciu pancernej brzozy jest niemożliwa do przyjęcia, a więc i cała teoria jest nie do przyjęcia. Wierzę profesorom z AGH, bo wiem, że jeśli coś takiego mówią, to jako pracownicy „państwowi” zależni całkowicie w swoich posadach i dotacjach od Państwa, są do tego absolutnie zmuszeni sytuacją. Nie mogą dalej tolerować ośmieszania polskiej nauki, ani stawiać się w roli „zdrajców” Polski.

Anatomia Upadku 2/5

W tej sprawie nadal giną ludzie. Dlaczego?!

Anatomia Upadku 3/5

W tej sprawie, tak samo jak w poprzedniej Smoleńskiej, jak w sprawie Auschwitz , Europa i USA chowa głowę w piasek. To znany schemat ich zachowania. Bądźmy pewni, że w razie czego zdradzą Polskę po raz kolejny.

Anatomia Upadku 4/5

Nigdy w życiu nie słyszałem takich kuriozalnych wypowiedzi na temat rozpoznania zwłok oraz badania miejsca katastrofy jak prokuratora Rzepy i prokuratora Seremeta na tym filmie.

Anatomia Upadku 5/5

Nigdy nie ułożono samolotu w całość tak jak to  się robi we wszystkich wypadkach lotniczych. To także jedyny wypadek lotniczy na świecie, w którym nie przebadano wraku! Jedyny w całych dziejach lotnictwa!

Skrajnie bezczelne zachowanie marionetkowych władz Polski w sprawie wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy bierze się ze świadomości cichego poparcia dla tego spisku najważniejszych krajów Zachodu: USA. Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji. Użyłem słowa spisek. Tak, bo mogę nazywać tę katastrofę wypadkiem (może to jakieś pary paliwa wybuchły w skrzydle i przy kadłubie, co jednak nie usprawiedliwia matactw), mogę ją nazwać zamachem (bo jednak kilkaset próbek trotylu to dosyć dużo w świetle kontroli z psami „pirotechnikami” BORu przed odlotem), ale zachowanie polityków Europy i USA po tej katastrofie, ich zachowanie przez cały czas aż do dzisiaj, ich niechęć do wyjaśnienia sprawy i odkrycia prawdy o śmierci polskiego prezydenta, muszę nazwać w zgodzie z PRAWDĄ – SPISKIEM. Czy to wam coś przypomina?! Na przykład Katyń? Na przykład Auschwitz? Na przykład Jałtę? Na przykład „angielską” Enigmę? Na przykład Defiladę Zwycięstwa w Londynie? Na przykład międzywojenne kredyty dla Hitlera? Na przykład bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki? Tylko żywotne interesy PANÓW ŚWIATA mogły spowodować, że prawda dotycząca śmierci Niewolników została poświęcona na tym światowym ołtarzu hipokryzji.

Uzupełnienie 27-29 01 2013

Ponieważ życie uzupełnia naszą wiedzę o coraz to nowe odkrycia przedstawiamy nasze zdanie na temat kontrfilmu propagandowego zaprezentowanego na kanale National Geografic w dniu 27 01 2013 roku, którego kulisy co do powiązań i infiltracji przez rosyjskie służby odkrywa Gazeta Codzienna z dnia 29 01 2013. Moje zdanie co do tego wszystkiego załacząm na zakończenie tej sekwencji:

National Geografic i Putin

National Geografic nie jest wyrocznią. Chyba dla każdego dorosłego człowieka jest oczywiste, że jeśli nie bada się wraku i zabudowuje i przeoruje miejsce wypadku i nie przesłuchuje się świadków, którzy mówią na filmie Anity Gargas co widzieli, i nie słucha się analizy naukowej tylko uprawia się propagandę, to to nie może mieć rąk i nóg, i żadnego głębszego sensu poza jednym – matactwem. Kto pamięta tego typu gadki o Katyniu, że to tylko wymysły, że nigdy go nie było, itp itd – przez 50 lat PRLu te gadki słyszeliśmy w  TVP i radiu „polskim” i w polskich gazetach, to powinien ostrożnie podchodzić do “prawdy” rosyjskiej. A kto nie pamięta? Cóż, pozostaje mu słuchać starszych co pamiętają, albo uczyć się na własnych błędach. Film National Geografic – natychmiastowa odpowiedź propagandy opartej wyłącznie na wynikach MAKu! Brawo. To dobre dla Lemingów. Niech ktoś wyjaśni sensownie zeznania świadków, którzy to widzieli i stworzy lepszą teorię niż w filmie Anatomia upadku, bo jeśli idzie o pancerną brzozę, że tak nie było, to naukowo dowiedzione.
Nawet jeśli polegliby tam nasi “wrogowie” to naszym obowiązkiem jest dojść prawdy, a nie mataczyć aż się kurzy. Trzeba być ślepym żeby tego nie widzieć. Logikę i światopogląd naukowy stosujemy zawsze i wszędzie tam, gdzie nauka sięga i badamy naukowo wszystko co się da zbadać przy jej pomocy. Wiarę stosujemy tam gdzie nauka nie sięga i tylko tam.
W tym wypadku PISowcy stosują naukę a Platforma i MAK wiarę, bo ci drudzy naukowych argumentów nie potrafią przedstawić, ba nawet śladów nie potrafią zbadać, DNA ofiar także nie – to jakaś paranoja? Pomroczność Jasna?
Na razie możemy być pewni tyle, że mamy grube polsko-ruskie matactwo i albo wypadek – ale inny niż ten z brzozą, wypadek z wybuchami w skrzydle i wybuchem przy kadłubie – albo zamach. To wszystko. Wersja MAK nie polepszyła się i nie “posklejała lepiej” w związku z tym, że jakiś National Geografic nakręcił film oparty na raporcie MAKu.

Wyjątkowo to nierzetelne, bo skoro znali zeznania z filmu Gargas i obrazy tam przedstawione to powinni robiąc film dokumentalny tam pojechać i to sprawdzić i odnieść się do tego. Gdyby facet, który mówi u Gargas: “TAK WIDZIAŁEM WYBUCHY” – ODSZCZEKAŁ TO U NICH w National Geografic – TO MIELIBYŚMY przynajmniej DOWODY, że gość kręci albo że Gargas nakłamała!!! A TAK MAMY WIARĘ ETNICZNĄ PARU ANGOLI wyprodukowaną ZA FORSĘ PARU MOSKOLI.
Nie słyszałem, żeby tę sprawę badała jakaś międzynarodowa komisja? Chyba, że to komisja National Geografic, pisemka, które twierdzi, że Polskę założyli szwedzcy Wikingowie. Równie wiarygodna teza jak i ten film. No i jeszcze MAK się przedstawiał, że jest “międzynarodowy”, ale on to jest międzynarodowy tylko Między Narodami Sowieckiego Sojuza.
Bądźmy dorośli i nie dajmy się robić w konia cwaniakom od propagandy. Logika i fakty zamiast wiary. Wiara tylko w Boga, ale raczej nie w tego z Watykanu.
To nie jest sprawa Pisowska ani Platformerska, to co tam się stało w Smoleńsku, to nawet nie jest też sprawa polska, to sprawa ludzka, i każdemu hipokrycie z Zachodu powinno także zależeć, żeby się dowiedzieć w jaki sposób naprawdę zginęli ci ludzie, a tym bardziej każdemu, hipokrycie z Polski. Oczywiście każdemu kto jest człowiekiem. Yetisyny nie chcą takich rzeczy wiedzieć.
Gdybyśmy polegali na Autorytecie Zachodu w tych sprawach, to świat do dzisiaj nie wiedziałby, że miał miejsce holocaust w Auschwitz.
Uczcie się, uczmy się wszyscy, mistrzem tych ludzi była propaganda goebelsowska i stalinowska razem wzięte – tam są źródła naukowe tych metod rządzenia.

http://www.youtube.com/watch?v=VkvVVzR3Zu0

Żebyście mieli pojęcie o skali zakłamania przeszłości i teraźniejszości dobrze się jest dowiedzieć czegoś o wiedzy jaką czerpiecie o przeszłości z filmów polskich i z polskiej literatury. To co tutaj jest powiedziane to absolutna prawda o polskim kinie czyli filmie fabularnym w latach 1945 – 2012 oraz o polskiej literaturze i filmie dokumentalnym w latach 1945 – 1990. Literatura po roku 1990 wyzwoliła się, bo wydanie książki jest tańsze niż produkcja filmu fabularnego – filmy fabularne produkowane są nadal wyłącznie przez dotacje Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – instytucji rządowej. Od roku 1990 zaczęły się pojawiać pierwsze filmy dokumentalne bez dotacji , za całkiem prywatne pieniądze. Do dzisiaj są to produkcje bardzo nieliczne. Agencja Crackfilm w której pracowałem jako Dyrektor produkcji Filmowej, zbankrutowała produkując filmy dokumentalne, których TVP nie chciała następnie kupować, bo nie odpowiadały jej „treści” tych filmów. Być może w tej chwili dopiero, kiedy powstanie Telewizja Republika będzie istnieć pierwsza (po Trwam) niezależna telewizja Pozainternetowa.

Mój scenariusz filmu „Trzy dni bez wyroku” w roku 1991 dokładnie przechodził prawie taką samą procedurę o jakiej jest mowa w tym filmie: Kierownictwo Zespołu Oko decydowało, kiedy film będzie skierowany do produkcji – poprawki trwały dokąd nie zaakceptowali ich szefowie.  Do tego stopnia „zmienili cenzorsko” pierwszych 25 minut filmu tzw. ekspozycję, że zmieniło to wymowę tego filmu. Mogłem pisać dalej scenariusze i kręcić filmy pod ich dyktando, dostałem od nich kolejne propozycje na trzy inne produkcje, bo film był bardzo dobry mimo ich ingerencji w scenariusz, ale udział w MANIPULACJI, PROPAGANDZIE i KŁAMSTWIE nie odpowiadał mi.

Te filmy są wciąż pokazywane przez wszystkie kanały telewizyjne i przedstawiane jako dzieła sztuki, są to owszem wielkie dzieła, ale propagandy i manipulacji. One kształtują świadomość młodych Polaków, zakłamują przeszłość. Krzysztof Bosak i Wojciech Has to naprawdę wielkie postacie polskiego kina – wielkie przez uczciwość. Jaką świadomość może ukształtować film „Katyń” Andrzeja Wajdy, czy jego film „Wałęsa”? Żyjemy w PRL BIS!!!

Warto też za dzisiejszą „moją ulubioną” (dopóki nie mamy swojej gazety codziennej jesteśmy zdani na lepiej zorganizowanych) Gazetą Codzienną zważyć kogo słuchamy i co nam mają do powiedzenia ważne autorytety dziennikarstwa w TVN, GW i z innych mediów masowych, czyli nosicielami jakich „ideałów” są:

III RP i jej kadry 1III RP i jej kadry 2

Tym piewcom medialnym „obcych” niepolskich bądź antypolskich poglądów przydałoby się otrzeźwienie, bowiem być może nie mają oni nawet świadomości ( to moja osobista próba wytłumaczenia ich zachowania na ich korzyść, bo każda Świadomość Osobowa jest według mnie bezcenna i należy ją „ratować”), że uprawiają ową propagandę jako Lemingi, mięso armatnie Obcych.  Kontynuują oni dzisiaj kiedy nie są do tego zmuszeni, drogę światopoglądową swoich rodziców i krewnych, którzy być może byli do tego zmuszeni warunkami historycznymi i dramatem wojennym oraz niewolą, jaką nam po II Wojnie zafundowano. Moje drogie dziennikarskie Lemingi, tamte warunki ustały i nadchodzi wolność. Zmądrzejcie! Powyższe konstatacje mają ważną wymowę, o wiele ważniejszą niż to wynika z treści niniejszego artykułu. Prawdziwe motywy ich postępowania (owych dziennikarskich Lemingów i Yetisynów) ukażemy w artykule „Fala Czasu Zero a Jednoczesność i Wieczność”, który się tutaj ukaże 31 stycznia 2013 (31 01 13).

Teraz pora na kilka słów przypomnienia o tym, że Polacy nie cofają się nigdy, nawet w sytuacji kompletnie beznadziejnej, kilka słów o tak „niewygodnym” władzy Powstaniu Styczniowym, równie „niewygodnym” jak Powstanie Warszawskie.

Powstanie nie musi oznaczać harcowania z bronią. Może ono oznaczać powszechny bezterminowy strajk, jak w 1980 roku, może oznaczać też drogę jaką obrał niegdyś Gandhi. Ponieważ wiemy już doskonale Kto jest KTO, będzie to tym razem sposób aż do bólu skuteczny i konsekwentny.

Podział_terytorialny_Rzeczypospolitej_1863Takie państwo i taką administrację widzieli Powstańcy Styczniowi i takie je ustanowili. Zatem nawet przez chwilę nie myślcie kategoriami tej nędznej marionetkowej obecnej Polski. Dziwię się tylko jednemu, że przyszło im do głowy zrobić województwo kijowskie bez Kijowa – kolebki Słowiańskiej Rusi, która według koncepcji miała być częścią Triumwiratu – Rzeczpospolitej Trojga Narodów. Dzisiaj Rzeczpospolita Trojga Narodów jest bliższa realizacji niż się to komuś może wydawać. [kliknij, powiększ]

z Wikipedii:

Powstanie styczniowe

– polskie powstanie narodowe przeciwko Imperium Rosyjskiemu, ogłoszone manifestem 22 stycznia 1863 wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, spowodowane narastającym rosyjskim terrorem wobec polskiego biernego oporu. Wybuchło 22 stycznia 1863 w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 w byłym Wielkim Księstwie Litewskim, trwało do jesieni 1864[c]. Zasięgiem objęło tylko zabór rosyjski: Królestwo Polskie oraz ziemie zabrane – Litwę, Białoruś i część Ukrainy.

Było największym polskim powstaniem narodowym, spotkało się z poparciem międzynarodowej opinii publicznej. Miało charakter wojny partyzanckiej, w której stoczono ok. 1200 bitew i potyczek. Mimo początkowych sukcesów zakończyło się klęską powstańców, z których kilkadziesiąt tysięcy zostało zabitych w walkach, blisko 1 tys. straconych, ok. 38 tys. skazanych na katorgę lub zesłanych na Syberię, a ok. 10 tys. wyemigrowało[2]. Wilno zostało spacyfikowane przez oddziały Murawjowa Wieszatiela.

Po upadku powstania Kraj i Litwa pogrążyły się w żałobie narodowej. W roku 1867 zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, jego nazwę i budżet, w 1869 zlikwidowano Szkołę Główną Warszawską, w latach 1869–1870 setkom miast wspierających powstanie odebrano prawa miejskie doprowadzając je tym samym do upadku, w roku 1874 zniesiono urząd namiestnika, w 1886 zlikwidowano Bank Polski. Skasowano klasztory katolickie w Królestwie, skonfiskowano ok. 1600 majątków ziemskich i rozpoczęto intensywną rusyfikację ziem polskich. Po stłumieniu powstania znaczna część społeczeństwa Królestwa i Litwy uznała dalszą walkę zbrojną z zaborcą rosyjskim za bezcelową i zwróciła się ku pracy organicznej.

Powstanie przyczyniło się do korzystniejszego niż w dwóch pozostałych zaborach uwłaszczenia chłopów. Pozostawiło trwały ślad w polskiej literaturze (Orzeszkowa – Nad Niemnem, Dąbrowska – Noce i dnie, Żeromski – Wierna rzeka) i sztuce (Grottger – Polonia i Lithuania, Matejko – Polonia) XIX i XX wieku w kraju, na Litwie i na Białorusi.

Organizacje spiskowe

Przegrana Rosji w wojnie krymskiej odsłoniła jej wewnętrzną słabość. Skłoniło to cara Aleksandra II Romanowa do przeprowadzenia pewnych reform ustrojowych.

Polacy odczytali to jako objaw słabości rosyjskiego samodzierżawia i rozpoczęli przygotowania do wybuchu nowego powstania. Pierwsze polskie organizacje spiskowe powstawały na terenie prowincji zabranych już od początku 1856. Na Uniwersytecie Kijowskim utworzono tzw. ‚Ogół’, z którego wyłonił się bardziej zakonspirowany Związek Trojnicki. Związek szukał kontaktów z młodzieżą na terenach wszystkich trzech zaborów i opowiadał się za powstaniem. Drugim ośrodkiem, w którym rozwinęły się polskie organizacje konspiracyjne był Petersburg. Najważniejszą komórkę konspiracyjną powołali tam oficerowie studiujący w Akademii Sztabu Generalnego. Koło Oficerów Polskich w Petersburgu założył Zygmunt Sierakowski. Po jego odejściu, kierownictwo przejął Jarosław Dąbrowski. W 1857 powstała w Warszawie Akademia Medyko-Chirurgiczna i od razu wśród jej studentów zaczęły tworzyć się konspiracyjne kółka młodzieżowe. Kółka takie powstały też w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. W maju 1858 do Warszawy przybył z Kijowa Narcyz Jankowski, który założył w środowisku akademickim kilka tajnych kółek, a następnie zaczął je integrować i prowadzić potajemne szkolenia wojskowe. W 1859 zebrała się kapituła organizacji Czerwonych, przygotowując plany wybuchu powstania. W 1861 dzięki staraniom Ludwika Mierosławskiego założono w Genui Polską Szkołę Wojskową, przeniesioną w później do Cuneo, a jej przeszło 200 słuchaczy miało stanowić kadry powstania[3].

Manifestacje patriotyczne i żałoba narodowa

Information icon.svg Osobne artykuły: Pięciu poległych, Manifestacja Jedności Rzeczypospolitej Obojga Narodów w Kownie w 1861 r. i Manifestacja Jedności Rzeczypospolitej Obojga Narodów w Horodle w 1861 r..

11 czerwca 1860 w Warszawie odbyła się pierwsza od 30 lat wielka manifestacja patriotyczna zorganizowana w związku z pogrzebem wdowy po bohaterze powstania listopadowego generale Józefie Sowińskim.

W październiku 1860 w czasie warszawskiego zjazdu monarchów przeszkodzono iluminacjom i balom towarzyszącym konferencji, a na przedstawieniu galowym w Teatrze Wielkim fotele oblano cuchnącym płynem. Akcją tą kierował Franciszek Godlewski.

29 listopada 1860, w rocznicę Nocy Listopadowej zorganizowano kolejną wielką manifestację i odśpiewano pieśń skomponowaną niegdyś przez Alojzego Felińskiego na cześć cara Aleksandra I, zmieniając jej refren na: Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie. Irytującą władze rosyjskie pieśń śpiewano następnie przy okazji wszystkich manifestacji. Wobec nasilających się wystąpień ludności Warszawy, car Aleksander II zdecydowany był zastosować najsurowsze represje i w wypadku większych demonstracji ulicznych miasto miało zostać zbombardowane z Cytadeli.

25 lutego 1861 wojsko rosyjskie rozpędziło demonstrację przeprowadzoną w 30. rocznicę bitwy o Olszynkę Grochowską.

Information icon.svg Osobny artykuł: Masakry w Warszawie 1861.

27 lutego na Krakowskim Przedmieściu od salwy rosyjskiej padło pięciu manifestantów. Wydarzenia te skłoniły obradujące na Zamku Królewskim Towarzystwo Rolnicze do przyjęcia uchwały o uwłaszczeniu chłopów. Zbulwersowane tymi wydarzeniami mieszczaństwo warszawskie utworzyło Delegację Miejską, pod przewodnictwem bankiera Leopolda Kronenberga, która złożyła adres do cara, w którym domagano się poszanowania wolności obywateli Królestwa Polskiego.

2 marca pogrzeb pięciu poległych na Cmentarzu Powązkowskim przeistoczył się w wielką manifestację solidarności wszystkich stanów Królestwa. Wydarzenia w Warszawie odbiły się szerokim echem na prowincji. W wielu miastach ludność przepędziła skorumpowanych urzędników, na co władze nie zawsze mogły reagować, gdyż wojska ściągnięte zostały z prowincji do Warszawy. Organizowano demonstracje i nabożeństwa żałobne za pomordowanych. Chłopi zaprzestali odrabiania pańszczyzny.

27 marca dzięki protekcji prokuratora generalnego neofity Juliusza Enocha margrabia Aleksander Wielopolski został mianowany dyrektorem głównym prezydującym w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Zdecydowany był rozwiązać Towarzystwo Rolnicze i Delegację Miejską oraz podjąć represje wobec konspiracji narodowej przy jednoczesnym równouprawnieniu ludności żydowskiej. W nocy z 7 na 8 kwietnia Aleksander Wielopolski przedłożył do podpisu namiestnikowi gen. Michaiłowi Gorczakowowi opracowaną przez siebie „ustawę o zbiegowiskach”, dopuszczającą użycie siły zbrojnej wobec ludności cywilnej[4].

Już 8 kwietnia na Placu Zamkowym Rosjanie pokazali swoje prawdziwe intencje, gdy ostrzelali bezbronny tłum. Zginęło 100 osób a kilkaset zostało rannych[d]. Pod koniec maja 1861 zmarł na apopleksję namiestnik Królestwa Polskiego gen. Michaił Gorczakow – jego następcą został Nikołaj Suchozanet, który wprowadził jeszcze większe represje. Można było zostać aresztowanym nawet za noszenie stroju narodowego lub śpiewanie pieśni patriotycznych.

Dla pacyfikacji nastrojów car Aleksander II zmuszony był poczynić pewne ustępstwa. 18 czerwca ogłoszono 4 ukazy carskie datowane na 5 czerwca. Reaktywowano Radę Stanu, powoływano pochodzące z wyborów rady miejskie w 28 miastach, powiatowe w każdym z 39 powiatów, tworzono rady gubernialne składające się z członków delegowanych przez rady powiatowe[5].

Przejściowe złagodzenie przez władze represji na okres wyborów przyniosło zwiększenie fali demonstracji patriotycznych. Organizowano je w wielu miejscowościach Królestwa, Litwy, Rusi, Galicji. 12 sierpnia odbyła się wielotysięczna manifestacja w Kownie. 18 sierpnia wojsko rosyjskie siłą rozproszyło demonstrację na przedmieściach Wilna na Pohulance, było wielu rannych. 26 sierpnia ma miejsce demonstracja patriotyczna w Grodnie, w ostatniej chwili uniknięto przelewu krwi. 3 września gubernator Władymir Nazimow wprowadził stan wojenny w kilkunastu powiatach podległych sobie guberni. 23 września rozpoczęły się w Królestwie Polskim wybory samorządowe.[6]. 10 października, w 448 rocznicę podpisania unii horodelskiej, zorganizowano demonstrację w Horodle, w której wzięły udział tłumy zgromadzone na obu brzegach Bugu. W tym samym dniu z udziałem wielu tysięcy ludzi odbył się w Warszawie demonstracyjny pogrzeb arcybiskupa warszawskiego Antoniego Melchiora Fijałkowskiego, który był zwolennikiem ruchu patriotycznego. W kondukcie niesiono herby Polski i Litwy oraz okryte krepą insygnia królewskie: berło i dwie korony[7]. Cesarz Aleksander II wysłał 11 października telegram do namiestnika Lamberta: jeżeli wybory w Warszawie ukończone, nie zwlekając ogłosić stan wojenny[8].

Po serii krwawo stłumionych manifestacji patriotycznych w roku 1861, kościół katolicki ogłosił żałobę narodową.

Organizacja Narodowa czerwonych

W latach 1861–1862 w Królestwie Polskim Polacy coraz bardziej domagali się reform agrarnych, demokratyzacji władzy i niezawisłości państwa od Rosji. W tej sytuacji radykalne ugrupowanie patriotyczne, zwane czerwonymi, opowiadało się za podjęciem otwartej walki i przystąpiło do przygotowywania powstania. W końcu 1862 r. konspiracja czerwonych obejmowała ok. 20–25 tys. członków i planowała przeprowadzenie insurekcji wiosną 1863 roku. Spiskiem kierował Komitet Centralny Narodowy, pod przewodnictwem gen. Jarosława Dąbrowskiego. Na ziemiach Rzeczypospolitej Komitet Centralny Narodowy powołał w lipcu 1862 roku Organizację Narodową, obejmującą zabory: rosyjski, pruski i austriacki, której zadaniem miało być przygotowanie powstania i odbudowa niepodległego państwa polskiego w granicach z 1771 roku[10]. Organizacja Narodowa w Królestwie Polskim liczyła w końcu listopada 1862 roku 20 tysięcy członków zaprzysiężonych, w samej Warszawie 8 tysięcy. Przywrócono podział administracyjny Królestwa Polskiego sprzed 1845 roku na osiem województw: województwo augustowskie, kaliskie, krakowskie, lubelskie, mazowieckie, płockie, podlaskie, sandomierskie. Na czele województw stali naczelnicy wojewódzcy, na czele powiatów naczelnicy powiatowi, okręgiem zarządzał okręgowy. Byli także naczelnicy miast. Kadry konspiracyjne podzielono na dziesiątki i setki jako zalążek przyszłej armii narodowej. Do spisku przystąpiło duchowieństwo rzymskokatolickie. W grudniu 1862 roku utworzono w Komitecie Centralnym Narodowym Komisję Interesów Duchownych i Opieki nad Ludem[11].

Organizacja białych

Odrębnie rozwijała się ogólnokrajowa niepodległościowa konspiracja białych, grupująca ziemiaństwo, arystokrację i bogate warstwy mieszczaństwa. Biali byli zwolennikami pracy organicznej, wymuszania na państwach zaborczych koncesji i praw autonomii, krzewienie oświaty, rozbudzanie świadomości narodowej, walkę zbrojną o niepodległość odkładali na czas sprzyjający.

Korzystając ze współpracy korespondentów i mężów zaufania Towarzystwa Rolniczego utworzyli oni sieć swych placówek w całym Królestwie Polskim, a także na Litwie i Ukrainie. Władze białych pochodziły z wyborów, przeprowadzanych w województwach, powiatach i okręgach. Na czele organizacji stała Dyrekcja Wiejska, która utworzyła stanowiska mianowanych przez siebie komisarzy wojewódzkich, do zadań których należało nadzorowanie działalności członków organizacji białych w terenie. Najwyższą władzą białych był Zjazd Wojewódzki mężów zaufania[12].

po więcej odsyłam do Wikipedii do hasła Powstanie Styczniowe

Pamiętajcie wszyscy chłopi polscy, że to Powstanie ze stycznia 1863 roku doprowadziło do wyzwolenia 90% społeczeństwa Polski i Rosji z Niewoli Pańszczyzny, czyli z niewolniczej pracy na rzecz Panów!

Panów ustanowionych w plemiennym do 966 roku państwie polskim przez feudalizm wniesiony do Polski przez Chrześcijaństwo głównego nosiciela post-rzymskiej idei „porządku społecznego”, czyli systemu Pan – Niewolnik.

Głównym narzędziem i organizacją krzewiącą ten „porządek” był i jest Kościół Katolicki i Kościół Prawosławny, które zadbały by polscy chłopi pozostali przez niemal 1000 lat  N I E P I Ś M I E N N I!

Adam Smoliński – Czy obecni Germanie to też Ariowie?

Posted in nauka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 19 Styczeń 2013

Jeszcze jedna sprawa mnie intryguje i nie daje spokoju.

Zgodnie z zakładaną tezą – udowodnioną przez genetykę i językoznawstwo:

  1. Jeżeli haplogrupa R1a wyodrębniła się około 20 – 18 tys. lat temu, w okolicach Ałtaju.
  2. Jeżeli lud hg R1a, ok. 13 – 10 tys. lat temu, przeszedł środkową Azją w okolice północnych brzegów Morza Czarnego. Tu spotkał ludy Staroeuropejskiej hg I1 i I2 oraz razem z nimi zaczęli tworzyć kulturę Prasłowian oraz język Prasłowiański. Północna Europa – do Karpat, północna Azja – do południowego Uralu, były zajęte lodowcem kontynentalnym.

zasięg zlodowaceniazasieg_zlodowacenia – http://www.wiking.edu.plarticle.phpid=285

Ludy hg R1a + I2 + I1, wspólnie podjęły ekspansję terenów południowej Europy (nie

objętej lądolodem) oraz Małej Azji.

  1. Jeżeli, w tym samym czasie, część ludu hg R1a, z okolic Ałtaju poszła na południe, w kierunku Indii oraz z tamtejszymi ludami rozpoczęli tworzyć kulturę Pradrawidyjską.
  2. Jeżeli, ok. 17 – 16 tys. lat temu, wyodrębniła się w okolicach Ałtaju haplogrupa R1b oraz następnie lud ten poszedł na południe Azji, w kierunku obecnego Iranu. Następnie, lud ten przeszedł przez Małą Azję, Cieśninę Bosfor, południem Alp i dotarł do obecnej Francji (ok. 5 – 4 tys. lat temu). Po drodze i na terenie obecnej Francji, lud hg R1b napotkał ludy Staroeuropejskiej hg I1 i I2 oraz razem z nimi zaczął tworzyć kulturę Praceltów.
  3. Jeżeli ludy haplogrup R1a oraz R1b, na terenie okolic Ałtaju, posługiwały się tym samym językiem oraz język ten zachowały przez długi czas mimo rozejścia się w różne kierunki świata. Prajęzyk ten nazwano Indoeuropejskim, z którego ma się wywodzić większość języków europejskich. Z założeniem, że lud hg I1 i I2, posiadając własny język (nieindoeuropejski), miał ogromny wpływ na tworzenie się języków kultur Prasłowian i Praceltów.
  4. Jeżeli (ok. 9 – 8 tyś. lat temu) ustępujący lądolód, pozwolił ludom hg R1a + I2 + I1 (Prasłowian) na ekspansję w kierunku północnym Europy (Białego Lądu), do Bałtyku (Błotyku) i dalej do Skandynawii (Skonu Nawii – miejsca skonania). W czasie tym, lud ten, osiedlił się na dobre, zajmując środkową, zachodnią oraz część wschodniej Europy. Ekspansja w głąb północnej Azji była jeszcze nie możliwa, lądolód dłużej tam topniał. Następnie, lud ten, na nowych terenach, zaczął tworzyć nowe kultury, lecz nadal oparte na kulturze Prasłowiańskiej, z nad Morza Czarnego.
  5. Jeżeli, ok. 6 tyś. lat temu, ocieplenie klimatu północnej Azji pozwoliło na ekspansję i część ludu hg R1a + I2 (już Prasłowian) wywędrowało ze środka Europy w kierunku północnej i środkowej Azji, tworząc na południu Uralu ośrodki takie, jak Arkaim (Arka Jama – Jama Arki). Lud ten nazywał siebie Ariami – Szlachetnymi. W następstwie zmian klimatu, lud ten przesiedlił się na południe Azji, tworząc takie ośrodki jak Gonur, a następnie rozpoczął ekspansję w kierunku rzeki Indus i drawidyjskich Indii. Nacierający lud, nadal nazywał siebie Ariami (zanotował to język i starożytna literatura Sanskrytu). Do dzisiaj ludność Indii wie, kto to byli i są Ariowie. Znam to z własnego doświadczenia, jakie wrażenie robi miano – Aria.
  6. Jeżeli lud hg R1b wkroczył do Europy południowej i zachodniej, ok. 1000 lat później po ekspansji ludu hg R1a na te tereny oraz już po wyjściu części Prasłowian do Azji. Lud hg R1b napotkawszy w Europie lud hg I1, stworzył z nimi kulturę Celtycką (Skiełtów – Galów).

Sumując:

    1. Jeżeli te powyższe punkty są prawdziwe i są udowodnione oraz udowodnialne przez inne źródła, to obecne nazywanie większości języków europejskich – indoeuropejskimi jest prawidłowe. Języki te posiadają swoje jedno praźródło w postaci prajęzyka haplogrupy R, z nad ałtajskich okolic Azji. Ten prajęzyk rozprzestrzenił się poprzez ekspansję hg R1a, a następnie hg R1b. Prajęzyk hg R, po spotkaniu w Europie z językiem hg I, otrzymał nową jakość w postaci dwóch różnych języków – Prasłowiańskiego oraz Praceltyciego.
    1. Jeżeli tylko grupa ludu hg R1a + I2 (Prasłowian), która wywędrowała ze Środkowej Europy w kierunku Azji Środkowej, nazywała siebie Ariami, to miano Aria było nazwą własną ludu hg R1a + I2 (Prasłowian), głównie z Europy Środkowej.

Zatem, jeżeli w czasie wyjścia części Prasłowian w kierunku Azji, w Europie nie było jeszcze Celtów, to nazywanie Celtów ludem aryjskim jest nie prawidłowe. Celtowie w tym czasie nie znali tej nazwy, a więc sami siebie też tak nie mogli nazywać. Podobnie, rzecz się ma z Germanami (w ujęciu współczesnym). W ujęciu współczesnym, Germanie, jako lud hg R1a + I1 + R1b powstał ok. 1,5 lat po wkroczeniu Celtów do Europy. Można jedynie mówić, że w pewnym sensie, współcześni Germanie powstali ze zmieszania z Aryjczykami.

Zatem jedynym ludem, który ma prawo mówić, że są potomkami Ariów, są Słowianie. Mieszanka hg R1a + I2, posługująca się językiem słowiańskim. Język słowiański jest językiem indoeuropejskim, a jednocześnie językiem Ariów, czyli językiem aryjskim. Inne języki indoeuropejskie niż słowiański, już nie są językami aryjskimi, lecz są tylko z nim spokrewnione.

Zatem, Niemcy, Anglicy, Francuzi, Hiszpanie, Norwedzy, Szwedzi nie są stricte Aryjczykami, a jedynie są z nimi spokrewnieni poprzez zmieszanie.

Pojęcie o aryjskości Germanów (Niemców, Anglików, Norwegów, Szwedów) powstało pod koniec XIX w. i na początku XX w. Nowo powstające państwo niemieckie usilnie poszukiwało mitu założycielskiego. Powracający z Indii geografowie niemieccy, przywieźli informacje o mitach krążących wśród hindusów. Mity i starożytna literatura hinduska informowała, że w zamierzchłych czasach Indie podbił szlachetny lud o imieniu Ariowie.

Lud ten pochodził z dalekiego zachodu i stworzył w Indiach wspaniałą cywilizację. Stworzył on również starożytny język Indii – sanskryt, który powstał na podstawie języka Ariów. Badania językoznawcze szybko potwierdziły zbieżność sanskrytu z językami germańskimi, a zwłaszcza z językiem niemieckim. Języka słowiańskiego w tych badaniach nie brano pod uwagę, w mniemaniu badaczy był to język barbarzyński. Tylko języki germańskie mogły nieść cywilizację.

W tym czasie, największe i najbogatsze ośrodki badawcze, znajdowały się w Berlinie. Propaganda pruska – niemiecka szybko podjęła temat Ariów i wypromowała przekonanie, że Ariami byli Germanie i jest to najszlachetniejsza krew, najszlachetniejsza rasa, Rasa Panów Świata. Dodatkowo propagandę podsyciły doniesienia Heleny Pietrowny Bławackiej o tajemniczej krainie w Tybecie – Szambali.

Temat aryjskości Germanów i wyższości tej rasy panów, podjęła propaganda hitlerowska.

III Rzesza wysyłała do Tybetu i Indii ekspedycje badaczy, które miały potwierdzić powyższą tezę. Anglikom, Norwegom, Szwedom, widzącym siebie jako Germanów, bardzo odpowiadała teza wyższości rasy aryskiej – rasy panów świata. Teza ta zawsze wspierała i uzasadniała wszelkie działania „narodów germańskich”.

Dzięki propagandzie hitlerowskiej, po II wojnie św., wszyscy lgnęli do idei aryjskości narodów germańskich.

Dopiero później okazało się z badań językoznawczych, że język słowiański również jest językiem indoeuropejskim i to językiem najstarszym wśród nich.

Genetyka XXI w. niestety zweryfikowały wszystkie tezy o aryjskości Germanów i o ich rasie panów. Germanie (w rozumieniu współczesnym) okazali się po prostu mieszańcami i to jeszcze z tak przez nich znienawidzoną rasą hebrajskiej hg J. Okazuje się, że coś takiego jak rasa Germanów nigdy nie istniało oraz tym bardziej coś takiego jak lud germański nie był w Tybecie i Indiach jako Ariowie. Genetyka XXI w. wręcz wskazała, iż lud o mianie Ariowie, który podbił Indie, to lud hg R1a – Słowianie.

Zatem, tylko Słowianie, albo przede wszystkim Słowianie mają pełne prawo do aryjskości i miana Ariów. Pomijając oczywiście wszelkie wypociny badaczy niemieckich o wyższości rasy panów.

Pozdrawiam

Adam Smoliński

Tagged with: ,

Warszawska Masakra 2013

Posted in przyroda, przyroda do ochrony, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 17 Styczeń 2013

50f27f831c969_oMiał się tutaj dzisiaj ukazać artykuł Adama Smolińskiego „Czy Germanów można nazywać Ariami?”, ale musi poczekać dwa dni ponieważ w międzyczasie wydarzyło się po raz kolejny coś mocno bulwersującego. Ten tytuł powyżej jest jak najbardziej uzasadniony. W Parku Krasińskich w Warszawie doszło do masakry na niespotykaną skalę. Motorem tej masakry są prywatne interesy urzędników z Ratusza Stołecznego. Wiem o czym piszę i piszę to nie po raz pierwszy, że tego typu zdarzenia, jak wycinka starych drzew są „uzgadniane”  z odpowiednimi urzędami i urzędnikami dużo wcześniej i bardzo starannie, a urzędnicy ci prawdopodobnie biorą w tych zdarzeniach czynny udział, lecz nie w roli obrońców przyrody bynajmniej i naszego wspólnego dobra, lecz w roli Szwarc Charakterów. Mamy w Polsce do czynienia z rozpanoszonym aparatem administracji państwowej, który działa na modłę dawnego aparatu jedynej słusznej partii, PZPR , w poczuciu absolutnej bezkarności i sobiepaństwa. Jest tak, bo też w lwiej części z tego aparatu owa „administracja” się wywodzi, i to już w 4 pokoleniu Prawnuków Ojców założycieli PRL. Ci ludzie mają tak utrwalone wzorce i stereotypy przeniesione z epoki „sobiepaństwa aparatczyków partyjnych”, że nie są w stanie „przeskoczyć” samych siebie mentalnie i raz po raz „mimowolnie” pogrążają się w czarnej dziurze bezdennego szkodnictwa społecznego. Każde takie mimowolne pogrążenie się obnaża trwałość układu, który rządzi Polską bez przerwy od 1945 roku.

Przyłączyłem się do protestu na Facebooku, bo to wszystko co w tym momencie można było zrobić. Mam jednak nadzieję, że tym razem na proteście się nie skończy. Uczyńmy następne kroki, nie odpuszczajmy im! Prasa dysponuje zdjęciami, a też każdy kto tam był i zrobił zdjęcia, ma w ręku dowody rzeczowe, że wycięto zdrowe stare drzewa.

Dopóki nie wymienimy tej klasy politycznej na NASZĄ KLASĘ ten stan rzeczy się nie zmieni, bo zasada ich działania to rodzaj stanu umysłu, nieuleczalne zaczadzenie mentalne. Oni nie widzą zła jakie czynią, zakłamanie tych ludzi jest bezgraniczne, a czyny jak dotąd bezkarne.Nie po raz pierwszy mamy do czynienia z polityką faktów dokonanych, bez konsultacji z organizacjami Zielonymi i społecznością lokalną. Pełna KOMUNA, pełna samowola, w tak zwanym „państwie prawa”, samowola i bezprawie z wszelkimi podkładkami formalnymi w postaci papierków i zgód konserwatorów, za zgodą i aprobatą tego paskudnego gościa, tego hipokryty, URZĘDASA, który zajmuje się Ochroną Przyrody w Warszawie i bierze za to pieniądze z naszych kieszeni, z naszych podatków. Ma posadkę, kosi kasę i bierze czynny udział w koszeniu Starych Drzew. ONI czynią to NISZCZYCIELSTWO za WASZE i MOJE PIENIĄDZE!

Napisałem pełna Komuna, ale to nieprawda. KOMUNA nie robiła przez 50 lat prawie żadnych szkód, poza jedną generalną szkodą zaniechania jakichkolwiek działań! KOMUNY nie było stać finansowo na szkodnictwo. Po prostu nie robiła nic. Tych teraz stać. Będzie pięknie jak w Berlinie. Tym durniom z Magistratu chodzi o taki park od jakiego Niemcy próbują teraz „uciec”: wygolony, „ułożony” pod linijkę, zabudowany kamieniem. I nie jest to „kiepskie” działanie w intencji szlachetnej i społecznie słusznej, upiększenia i ulepszenia, lecz działanie podyktowane interesem prywatnym, możliwością „przewalenia” kasy.

W 1999 roku był u mnie z wizytą znajomy z Niemiec, którego wziąłem na spacer nad naszą lokalną rzeczkę. Na widok dzikiej trawy i pokrzyw powiedział: ” O! Ile to musiało kosztować, żeby tu nasadzić tyle ziół? Nie wiedziałem, że u was tak nowocześnie. U nas coś takiego kosztuje majątek”. To nie był żart, oni wydają majątek na to, żeby w parkach pojawiły się na powrót zarośla złożone ze „szlachetnych chwastów”! Amerykanie doprowadzili do tego, że wyginęły u nich pszczoły, bo nie miały co jeść – wszystkie chwasty zostały wytępione, a na ich miejscu pojawiła się monokultura, intensywnie sztucznie nawożona i opryskiwana. Teraz sadzą chwasty specjalnie od nowa i usiłują odbudować populacje pszczele – poprawiacze natury od siedmiu boleści.To ich koncerny są piewcami GMO i oferują sute łapówki za „przychylność” dla tej idei. Szermuje się hasłem, że bez GMO świata się nie wyżywi, a jednocześnie pędzi się rolników od ziemi, do „usług” (tj. do kas w hipermarketach i na ich zaplecze) do miast i nie pozwala im się produkować pełną parą. Ziemię sprzedaje się obcym (np. w Szczecińskiem, Dolnośląskim i gdzie indziej) i ustanawia się ceny producenckie na pograniczu, lub poniżej poziomu opłacalności. Sznurek pośredników bogaci się na pracy producentów żywności, psuje ją „domieszkami” i „utrwalaczami” (np. solą do posypywania chodników), bogaci się niczego nie wytwarzając, lecz trując konsumentów. To wszystko ma skalę masową, a nazywa się „przetwórstwem żywności”. Jeśłi ktoś kupuje dzisiaj parówki, albo szynkę to musi się dobrze dopytać ile tam jest mięsa w tym wszystkim. W doskonałych parówkach podobno jest go 60-70%. Sady owocowe są na pograniczu opłacalności, w Małopolsce wielu ludzi nie zbiera czereśni, wiśni, jabłek bo to się nie opłaca. Owoce gniją na drzewach lub w trawie, a ceny „przetworów” owocowych nieustannie idą w górę.

Gdzie w sytuacji „Masakry Warszawskiej 2013″ było sławetne Towarzystwo Ochrony Przyrody? Gdzie Główny Naczelny Najszlachetniejszy Ekolog Kraju? Czy wszyscy byli w Dolomitach? Bawią się świetnie za naszą kasę. Z naszej pracy fundują sobie tzw „przyjemności”: np. ogrody według wyobrażenia Gajowego Maruchy i urlopy także, według wyobrażenia z Kiepskich. Gdy sobie fundują prywatny ogród prosto z obrazu Kinkade’a to ich sprawa, ale teraz fundują nam wszystkim parki w niemieckim ordnungu, których tamci się wstydzą i usiłują coś z nimi zrobić żeby wyglądały normalniej. To jest czysty WANDALIZM, jakby 1500 lat „cywilizowania się” nie wystarczało żeby się ucywilizować.

TK abr_thomas_kinkade_sos_2007_calendar_04_the_garden_of_prayer

Teraz widzę, gdy zamieściłem to zdjęcie, że posądzając tych Yetisynów o kinkeadyzm skrzywdziłem Kinkead’a. Chłop przesadzał i przesładzał, ale to jednak zupełnie inne myślenie niż to z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Niestety dla miłośników jego „kiczu” , a na szczęście dla tzw. „krytyki artystycznej” Thomas Kinkade zmarł w roku 2012, rozwiązując tym samym problem czy to są dzieła sztuki, czy koszmary senne.  Założę się, że teraz ci zawistni „krytycy” okrzykną go mistrzem, a z kiczu zrobią dzieło sztuki po to żeby zarobić na nim kasę, bo to są podobni hipokryci do tych z UM. Czekamy na wystawę w Centrum Pompidou.

Wyraźnie widać na zdjęciach z wycinki, że drzewa mają super-zdrowe pnie. Te zdjęcia jako dokumentacja powinny posłużyć w procesie ukarania winnych!

Jest to zwykła “przewalanka”, sport znany mieszkańcom przedwojennej warszawskiej Pragi. Teraz ludzie mniej więcej tego samego pokroju dorwali się do Kasy Unii Europejskiej. Mechanizm jest prosty i dwa lata temu to samo zrobiono w Krakowie w Parku Kaczary na Prądniku Czerwonym, tylko na mniejszą skalę. Miasto mniejsze skala mniejsza, kasa mniejsza, ale szkoda wcale nie mniejsza. Gdyby mój Niemiec, przyjechał do mnie teraz, nie miałby czego podziwiać. Ordnung must sein! Zadanie wykonano za unijną kasę.Pisze się wniosek o dotację, który jakaś prywatna firma któregoś pociotka Magistrackiego składa do Funduszu Unijnego i jako jedyna spełniająca “kryteria” otrzymuje dotację na renowację. Im większa skala tym więcej kasy. Potem połowa tej kasy wędruje do prywatnej kieszeni właściciela firmy i z tej połowy odpala się odpowiedniemu urzędasowi w Magistracie dolę, albo grupie urzędasów „zamieszanych w ten biznes”. To Cosa Nostra – Ich Wspólna Sprawa.

To samo było w Krakowie. Idiotyczna przebudowa skweru, bo to nie park, polegała na wycięciu kilkunastu starych drzew (protesty oczywiście bezskuteczne!), wybrukowaniu połowy zielonego terenu chodnikami z kostki i zainstalowaniu fontanny w samym środku. Po co fontanna? A na czym tu się dało zarobić?! Na fontannie bijącej wodą w niebo, walącej snopami kolorowego światła po oczach! Chlapała oczywiście na ławki ustawione w koło na małym obwodzie, bo jakby zrobili większy obwód kółka to zostałoby trawy jak chustki do nosa. Fontanna z czarnego marmuru, a jakże, z reflektorami ze zbrojonym szkłem.  Byłoby to dobre, ale w Rynku Głównym a nie na skwerku osiedlowym. Ale fontanna biła w niebo tylko przez dwa dni po odbiorze parku. Od dwóch lat fontanna jest nieczynna, bo nie przewidziano, że z rzeczki, która ledwo cieknie, nie da się czerpać wody do fontanny, bo czerpie się muł zamiast wody i od razu pompy szlag trafia. Śmiechu warte. Tylko to jest bardzo smutny śmiech i bolesny, bo w tym czasie, gdy przewalali tę kasę na marmurową fontannę, pobliski zabytkowy młyn się rozleciał, dach się zawalił do środka. Oto ich całe myślenie, o własnej, osobistej kasie. Młyn będzie następnym etapem „przewalanki” za następną dotację, zrobią tu sobie Radę Dzielnicy czyli Pałac Administracji, który postawią na nowo od fundamentów. Projektował to wszystko zapewne oczywiście pociotek Radnego, a cały ten skwer budowała firma pociotka Radnego, albo może kumpla pociotka. Przewalanka kasy w gronie koleżeńskim Rady Miasta. Ludzie to widzą, ale gorsze jest to, że coraz więcej z nich macza w tym palce – jest co robić, są pieniążki, jest praca, jak w Afryce. Gmach Rady Dzielnicy, z tego młyna, powstanie znów za nasze pieniądze z podatków plus fundusze z Unii. Zarobią „w układzie” Oni i ich kumple, na przerobie kumplowskich firm budowlanych. To samo z ONZ. ONZ daje kasę a kacyki się bogacą, zaś ludność mrze bez wody i pokarmu. 50 lat pompowania pieniędzy w Afrykę polega na wspólnej dobrej “zabawie” gości od funduszy z ONZ-u z lokalnymi kacykami – Przewalanka. Cała Polska wygląda tak samo, to jest patent mafijny na „legalną” kasę. Ta „przewalanka” jest częścią polityki UE wobec Polski, bo oni dobrze wiedzą co tutaj się z tą ich forsą dzieje. Przerabiali to w Grecji, Portugalii, Hiszpanii i gdzie indziej np. w Irlandii i na Islandii.

POST-RZYM wykazuje widoczne symptomy rozkładu i upadku.

Tak to wygląda kiedy rządzi Postkomuna i demokracja żadna nie działa – PRL-Bis z dużo większą kasą, a więc dużo bardziej szkodliwy.

Myślę, że tak jak kiedyś napisałem, czas ich wreszcie rozliczyć – nie z pięciu lat, nie z siedmiu, tylko z 25! Ich wszystkich , całą tę tak zwaną „klasę polityczną”. Ludzie czują się niezorganizowani, ludzie czują się bezradni i bezbronni, bo ludzie zachłysnęli się „wolnością” i zostali uśpieni tym haustem „powietrza”. Na szczęście nie jest to sen wieczny. Dzisiaj ludzie przestali ufać wszelkiej maści politykom.

Od czego mamy internet?! Organizujmy się! Wielokrotnie stosowano tę samą metodę faktów dokonanych. Jej skuteczność polega na bezczynności społeczności lokalnej, na tym że każdy ma swoje zawodowe sprawy i nie doprowadza się nigdy do skazania winnych, czy do postawienia ich przed sądem. Dopiero co wycięli dąb pomnik przyrody na krakowskim Łobzowie pod planowaną budowę bloku, a potem całą grupę drzew 300 metrów dalej w tym samym celu. Przy okazji, gdy telewizja nakręciła materiał z owego wandalizmu, zaczęli coś bełkotać, że wstrzymają tę budowę. Myślicie, że coś zrobili?!  Wycięli ludziom kawałek parku pod blok! Bezczelnie, w biały dzień, w tak zwanym państwie prawa. Ile przykładów trzeba pokazać żeby Młodzi Krakowianie, zorganizowali się i wybrali spośród siebie ludzi do rady Miasta zamiast wciąż głosować na tych samych cwaniaków?

Tak rządzi się tylko i wyłącznie MAFIA. Macie w Warszawie czy w  Krakowie, czy gdzie indziej do czynienia z MAFIĄ. Nie w cudzysłowie, ani ze znakiem zapytania. Tylko jedno może ich powstrzymać samo-organizowanie się społeczne. Nie odpuszczajmy im. Tym razem niech URZĘDASY zapłacą za swoje PRZEWALANKI. Skierujmy sprawę do sądu! Przecież nie zachowali procedur jakie są nakazane prawem.  Są dowody, że drzewa były zdrowe i nie zagrażały nikomu!!!z12937147Q,Wycinka-drzew-w-Ogrodzie-Krasinskich

Wciąż dzieją się rzeczy bulwersujące. Takie jakie zapowiadano i przewidywano. Czas Wielkiej Zmiany jest czasem intensyfikacji i eskalacji rzeczy przyjemnych i bardzo, bardzo niefajnych, niemiłych. Będzie się działo dużo i niesłychanie „mocno”.

Organizujmy się w stowarzyszenia, grupy nieformalne, wreszcie w nowe PLEMIONA działające w Realu a nie w Wirtualu! Bardzo przyjemnie zaskoczyła mnie na przykład akcja Stowarzyszenia Gaja: wybór Najpiękniejszego Starego Drzewa roku 2012, na 1-2 Maja na Święto Drzew. Idea Święta Drzew mimo, że spotkała się początkowo z bardziej indywidualnym i formalnym jedynie poparciem niewielkiej grupy osób rozszerza się samoistnie. W 2013 roku zdamy wam relację z kolejnej akcji Święta Drzew jaka szykuje się na Pomorzu Szczecińskim.

Tak jak w sprawie ACTA, możemy zadziałać i w sprawie Parku Krasińskich. W tej sprawie przyjemnym zaskoczeniem jest reakcja mediów masowych, w których jak się okazuje pracują także ludzie uczciwi i wrażliwi, którzy mają dosyć bezrefleksyjnego stosunku Urzędasów do Przyrody i dosyć niszczycielskiej bezkarności tej nowej klasy samej w sobie, która omijając prawo jak tylko się da, myśli jedynie o własnej kabzie! Ich kabza będzie zawsze zbyt cienka i zbyt pusta. mają nienasycone apetyty. Ich wzorce mentalne to osoby amerykańskich, „bajecznych” milionerów, zaś dystans między Amerykańską Kasą a małymi polskimi kasami ludzi na Usługach Panów Wielkiej Kasy nie maleje, lecz powiększa się.

W przyszłych wyborach wybierzmy wreszcie jakichś swoich ludzi, bo myślenia tej klasy, która rządzi od 25 lat nie da się zmienić! To naprawdę nie jest niemożliwe wygrać Wybory, wręcz odwrotnie jeżeli tylko zechcecie BĘDZIE to MOŻLIWE, jest to  PO PROSTU kolejne zadanie do wykonania.

Patrioci RAZEM!!! Zieloni, Rodzimowiercy, Katolicy, Liberałowie, Socjaliści! RAZEM z jednej listy! Nie z którejś z tych, które znamy i które już były.  Chyba, znacie dosyć osób w swoim otoczeniu bezwzględnie poświęconych Zielonej Sprawie,  Przyrodzie, Wolnemu Internetowi, Zdrowej Żywności, Czystej Wodzie, takich które myślą w kategoriach XXI wieku i nie startują z list EstabliszMętu.

Jeśli nie chcemy mieć za chwilę elektrowni atomowej, GMO, koszernych ubojni, jeśli chcemy mieć czystą wodę, czystą żywność, czyste powietrze, być WOLNYMI LUDŹMI których nie śledzą kamery, którzy nie są inwigilowani we własnych domach, którym się przy pomocy „rządowych” hakerów nie włazi w komputery, którzy mówią bez cenzury to co myślą, to MUSICIE WYMIENIĆ TYCH LUDZI, którzy rządzą na całkiem Innych, na naprawdę myślących INACZEJ. Nie Kościół jest najważniejszy, nie krzyż na ścianie sejmu, nie moje i najmojsze i Naszość! Najważniejsze jest mieć uczciwych przedstawicieli, którzy z naszego mandatu zrobią to co nam przyrzekli. A zrobią to tylko ci ludzie, którzy całym swoim dotychczasowym życiem i postępowaniem poświadczyli, że to jest ich życiowy cel i życiowa droga.

Organizujcie się, twórzcie środowiska. Środowiska Lokalne i wokół Spraw Konkretnych (jak drzewa, jak ACTA, jak szczepionki, jak GMO,  jak zdrowa żywność, jak produkcja ekologiczna, jak ruch antyatomowy. Jest naprawdę wiele środowisk, które już istnieją i przecież mają liderów, których powinniście poprzeć, wręcz „kazać” im kandydować. Przecież tacy się znajdą. Wystarczy się zebrać na jednym ZLOCIE i stworzyć Jedną Listę Ogólnopolską. Mamy 2 lata żeby to zrobić, ale zlot powinien się odbyć najdalej tego lata. Jestem gotów na wiosnę uzgodnić z właścicielem miejsce i czas na ten Zlot, w Ośrodku Tradycji i Kultury Słowiańskiej w Białowieży!

Jeśli chcemy być WOLNI w swoim Państwie musimy się ich pozbyć raz na zawsze! Jeśli chcemy pracować w Polsce, u siebie, a nie w wyzysku NEOKOLONIALNYM, albo na zmywakach u Panów zagranicą, to musimy Przejąć Władzę w swoje ręce. Ogłosić program wspólny, który wszyscy zaakceptujemy i po prostu wygrać. Naszym narzędziem komunikacji i propagowania idei niech będzie Internet. Można wykorzystać też istniejące już struktury małych do tej pory i słabych partii politycznych. Proces rejestracji partii tzw Władza może przewlekać praktycznie i przez dwa lata.

Niech to będzie coś autentycznego, nowego, skierowanego w przyszłość, nowoczesnego, niekonwencjonalnego! 

MUSIMY SIĘ ICH POZBYĆ RAZ NA ZAWSZE, bo inaczej zniszczą Wasz/Nasz kraj! A innego nie mamy.

Nikt nie ma prawa wyrzucać młodych Polaków z Polski, co „polskie rządy” nieustannie czynią. Rząd który ma w WASZYM IMIENIU RZĄDZIĆ MA MIEĆ OBOWIĄZEK STWORZYĆ W POLSCE MIEJSCA PRACY DLA WSZYSTKICH I JESZCZE WIĘCEJ! Wierzcie, że Wasza Świadomość Przebuduje Świat.

Patrzcie mocno na ręce ludziom z ONR – nie dajcie się po raz kolejny zmanipulować – Ruch Narodowy jest siłą i może być wielką siłą ALE musi być CZYSTY, uwolniony RAZ NA ZAWSZE od tego co było – żadnych ludzi Giertycha, żadnych Ryszardów Filipskich, generałów z Nowego Ekranu i innych ludzi tego pokroju, którzy stali po stronie Komuny , PRL, czy III RP! LPR rozbijał prawdziwy ruch narodowy np. ONP Ligę Polską, UPR kanalizował ten ruch i obezwładniał go – nie dajcie się dłużej robić w konia. Nowoczesny Patriotyzm i Ruch Narodowy nie ma nic wspólnego z podejściem do tego tematu w stylu rodem z XIX wieku! Organizujcie się sami w Nowe Plemię. Organizujcie się RAZEM z NAMI w Nowe Plemię Wolnych Polaków! Koalicja Anty-ACTA to był i jest naprawdę dobry  początek Nowego Plemienia. Aktywiści Anty-ACTA nie śpijcie, bierzcie sprawy w swoje ręce – 2013 rok to rok dla Organizacji w Nową Siłę.

Twórzcie nowy Ruch – Zielone BRYGADY,

Ruch RAZEM,

Elektro-Eko-Ekumenę

Ruch Wolnych Ludzi!!!

SyLVAN-SERENITY-ipp1

Mogłoby być tak! (©®MARK HENSON – Sylvan Serenity )TREE-INCARNATION-sspMogłoby być tak (©®MARK HENSON -Tree incarnation)

 

dąb napoleon spalony 00U9AK292LR20S-C303

ALE JEST TAK!

dąb władek 4161-8d7c-3f982fb19c16.file

Skończmy z tym raz na zawsze!

0001QQ65VNOF237R-C116-F4

Tu poniżej kilka pozytywnych przykładów z mass mediów:

Siekierą w zwiastun wiosny: tną w Ogrodzie Krasińskich

O Ogrodzie Krasińskich i o dereniu już nigdy nie zapowie wiosny, pisze w liście nasza czytelniczka.

Od 60 lat mieszkam na Muranowie w pobliżu Ogrodu Krasińskich. Wychowało się tu już trzecie pokolenie: dzieci, wnuki, prawnuczki. Najpierw wózeczek, potem rowerek, zimą sanki, teraz jeszcze plac zabaw. Obserwowaliśmy ptaki, kaczki w stawie, krokusy na trawie przed pałacem i różnorodne drzewa, niektóre kwitnące, jak dereń, kasztany czy rajskie jabłonie. Był to do tej pory ogród przyjazny ludziom i młodym, i starym, tym z Muranowa, i gościom z innych dzielnic. Miał pewną elegancję, a równocześnie było w nim trochę swobody, np. można było z dziećmi bawić się piłką na trawie.

I nie był to ogród zapyziały. Zarząd Terenów Zielonych o niego dbał: koszono trawę, sadzono kwiaty na klombach, grabiono liście, wymieniano wodę w stawie. Park wymagał niewielkich inwestycji, jak wymiana zniszczonych ławek, naprawa fontanny, niektórych alejek, murku czy bramy, wycięcie spróchniałych drzew. Zamiast tego zafundowano nam rewolucję. Wycina się masę zdrowych drzew niegodnych tego, by rosły w eleganckim parku. Lekceważy się przywiązanie do niego tysięcy mieszkających tu ludzi, którzy przychodzą tu codziennie. Te więzi zostały przecięte siekierą. Właśnie sprawdziłam, że nie ma już derenia, który w pobliżu stawu pierwszy sygnalizował żółtymi kwiatami nadejście wiosny. Trudno się z tym pogodzić, był śliczny.

Nie wiem, czy była to najpilniejsza inwestycja w Warszawie. Może lepiej było te zmiany wprowadzać stopniowo i nie tak brutalnie? Dyskusyjna jest też sprawa ogrodzenia. Wystarczyłoby skromniejsze. Reprezentacyjny Ogród Saski nie jest ogrodzony, choć w przeszłości był.

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,13075178,Siekiera_w_zwiastun_wiosny__tna_w_Ogrodzie_Krasinskich.html

50e5901a89dd0_o

znicze w Ogrodzie Krasińskich

„Warszawska masakra piłą mechaniczną”

W sobotę w Ogrodzie Krasińskich warszawiacy zapalili znicze i rozwinęli transparent z napisem „Warszawska masakra piłą mechaniczną”. W ten sposób pokazują swój sprzeciw po wycince drzew w tym parku.

- W Ogrodzie Krasińskich w sobotę o 16.00 pojawiło się około 200 osób. Zebrali się w środkowej części parku – relacjonuje dziennikarz tvnwarszawa.pl Andrzej Rejnson. – Zbulwersowani wycinką przyszli, by zapalić znicze w miejscu usuniętych drzew – wyjaśnia.

- Na wielkim pniu, który został po jednym z drzew, pali się kilkadziesiąt zniczy – opisuje Rejnson. – Pojawiły się również transparenty m.in. „Stop wycince” i „Warszawska masakra piłą mechaniczną” – dodaje.

Protest po wycince

O tym, że ponad 300 (z około 1000 drzew) zniknęło z „krasiniaka” pisaliśmy we wtorek.

Część mieszkańców już wcześniej, na etapie konsultacji społecznych i prezentacji projektu rewitalizacji parku, wyrażała niezadowolenie z zapowiadanej wycinki.

Skala tego, co teraz zobaczyli, przelała czarę goryczy. Ich zdaniem park został ogołocony. Dlatego wyszli pikietować.

Urząd wydał oświadczenie

Miejscy urzędnicy tłumaczą, że wycinka była konieczna, a po rewitalizacji zasadzą nowe rośliny.

Decyzje o przeprowadzeniu prac, jak i ich zakresie, były poprzedzone nie tylko wytycznymi konserwatorskimi, opiniami architektów krajobrazu oraz specjalistów z zakresu zabytkowych założeń parkowych, ale również konsultacjami społecznymi. Dotyczy to również wycinki drzew prowadzonej pod czujnym okiem specjalistów, poprzedzonej wydaniem przez Stołecznego Konserwatora Zabytków decyzji na wykonanie wycinki” – takie oświadczenie pojawiło się na stronie internetowej Śródmieścia.

PRZECZYTAJ CAŁE WYJAŚNIENIE.

Do wycinki przeznaczono 336 sztuk, z czego 312 sztuk ze względów zdrowotnych. W wiekszości drzewa owocowe.

W zamian nasadzonych ma być 91 drzew. Będą to m.in. modrzewie, świerki, klony, kasztanowce, brzozy, magnolie, jabłonie, dęby, platany i lipy.

Nowy park za 15 mln zł

Zgodnie z zapowiedziami, park po rewitalizacji będzie ogrodzony. Nie wiadomo jeszcze, czy zarządca będzie go zamykał na noc.

W ramach modernizacji parku odnowiony będzie plac zabaw w środkowej części. Pojawią się też dwa nowe, w okolicy ul. Długiej. Zostanie uruchomiona niedziałająca teraz fontanna przy pałacu. Zmodernizowany będzie staw, a na pobliskiej górce powstanie kaskada wodna.

Modernizacja Ogrodu Krasińskich ma kosztować ok. 15 mln zł.

http://tvnwarszawa.tvn24.pl/print/informacje,news,warszawska-masakra-pila-mechaniczna,73159.html

50f27f7a02fc7_o

Dlaczego w Ogrodzie Krasińskich wycinane są drzewa?

2013-01-04, Aktualizacja: 2013-01-04 14:57

Z Ogrodu Krasińskich znikają drzewa. Kto podjął decyzję o tej bezsensownej wycince?

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Wybraliśmy się obejrzeć ile drzew zostało wyciętych. Od południowej strony parku widok jest straszny. Wycięta została co najmniej połowa drzew, z których jedynie kilka było chorych, a niektóre miały ponad metr średnicy i ponad trzy metry obwodu.

Od pani z przedsiębiorstwa nadzorującego wycinkę usłyszeliśmy, że „teraz będzie taki ładny park”. Czy łyse placki trawników to ładny park? Oceńcie sami. Przy ulicy Długiej spotkaliśmy też pana, który udzielał wywiadu na ulicy dla TVP twierdząc, iż „teraz park będzie miłym miejscem spotkań”. Zupełnie przeciwny biegun prezentował jeden z pilarzy, z którym ucięliśmy sobie krótką rozmowę na osobności i bez świadków. Przyznał, że nie rozumie tak masowej i chaotycznej wycinki, że szkoda drzew, ale on jest tylko pilarzem i nie do niego należą decyzje.

Spotkani w parku ludzie jednogłośnie przyznawali, że tak pojęta „rewitalizacja” bez konsultacji z mieszkańcami jest karygodna, niezrozumiała i krzywdząca całą społeczność mieszkańców Muranowa. Jeżeli możecie podać dalej te zdjęcia, to zróbcie to, żeby jak najwięcej osób zobaczyło dobitny przykład dennego poziomu rządów naszego stołecznego ratusza.

50f27f7e55015_o

Nie dopuśćcie Warszawiacy aby Ruch jaki się zorganizował wokół Parku Krasińskich zamarł i nie doprowadził do skazania winnych! Niech się on stanie częścią Ruchu RAZEM i Eko-Ekumeny.

Ogłośmy wszyscy wspólnie latem tego 2013 roku Rewolucję Społeczno-Ekologiczną.

Na koniec wklejam do artykułu bardzo ważny link otrzymany od Sebastiana Miłkowskiego. Ludzie od ACTA nie zasypiajcie! – Wojna o wolny Internet toczy się nieustannie. Internet będzie głównym celem ataku Yetisynów, tak samo jak są tym celem ataku Drzewostany:

http://nt.interia.pl/internet/news-clean-it-koniec-anonimowosci-i-policyjne-patrole-w-interneci,nId,695976

Clean IT: Koniec anonimowości i policyjne patrole w internecie

Kojarzycie może projekt Clean IT? Nie? Nic dziwnego, bo niewiele uwagi poświęca mu się w mediach. Doniesienia na jego temat pojawiały się już w lutym tego roku, ale później sprawa przycichła, za sprawą ACTA.

Masowe protesty w całej Europie niczego jednak nie nauczyły brukselskich biurokratów – z ujawnionych dokumentów wynika, że Clean IT może stać się jeszcze gorszym kagańcem niż ACTA. Projekt Clean IT został zainicjowany w maju 2010 roku przez Komisję Europejską, ona też przyznała na ten cel 400 tysięcy euro. Biorąc pod uwagę możliwości Komisji – niewiele. Celem programu było opracowanie systemu, dzięki któremu użytkownicy mogliby oznaczyć „terrorystyczną” treść w internecie. Udział w programie miał być dobrowolny ale firmy oferujące swoje usługi w sieci byłyby zachęcane do usuwania oznaczonych w ten sposób materiałów. Jeszcze w sierpniu tego roku But Klaasen, koordynator programu mówił o nim w ten sposób:

„Wydaje nam się, że istnieje przepaść pomiędzy prawem, a tym w jaki sposób funkcjonuje internet. Na przykład firmy hostingowe – takiej firmie trudno jest oceniać czy coś jest nielegalne. Nie możemy oczekiwać, że firma hostingowa będzie oceniała co jest legalne a co nie ale w pewnym momencie łamanie prawa staje się zauważalne. Staramy się pomóc im zauważyć sprawy, w których powinni interweniować”.

Więcej czytajcie w Interii.pl

Arkona – Stonehenge – The Pyramid of Cheops, i.e. a few uncommonly bizarre maps – Slavs, Vikings, Scyths

Posted in niesamowite zagadki, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 15 Styczeń 2013

©® by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

Today, instead of a lengthy article with explanations, I will provide you with a few bizarre maps from which something may result or not. Their oddity is that they show specific straight lines joining distinctive points of Earth. These are the lines that run over long distances and as a matter of fact, cross the spots that are significant to the Faith of Nature and the spots of their peculiar character (as, for instance, the Pyramid of Cheops), or specific geographical points.

linia-stonehenge-kamczatka-nowa-funlandiaENG
[Click- magnify]
Here is the first of them – the oldest possible plan – so called Barbaricum – the area which – according to history school books used by teachers in primary, lower secondary and high schools today – was not reached by ancient civilisation. Megaliths had been before ancient civilisation. The ancient times are understood differentially, however. When I attended primary school in 1960, the idea of cities-states in Sumer was hard to comprehend by educated people. The ancient period was understood as the times of the Roman Empire, Greece, or Egypt. Practically, there was hardly any mention about China in school books. According to the school books, there was probably nothing north of Caucasus and the Danube, and megaliths were presumed to be prehistoric times – the Stone Age. The physical existence of the mythical Troy was still questioned then. Nowadays, we consider these and other issues differently, including chronology and civilsational status – let us say, the culture of the Scyths. For example, Arkaim in Ural is the structure that has existed for the same time or even longer than Troy. Let us have a look at the first of the quaint maps and the first mysterious line. 

iv stonepagesstonehenge1024

The Line Circle Stonehenge – Kamchatka – Newfoundland

The straight line joining Stonehenge with Kamchatka – (its very headland) is 8486 kilometres long. On or near it, not farther than +/- 50-100 km, there are a number of significant or very significant mounts and hills regarded as holy by the Faith of Nature in the past, or recognised as archeological civilisational monuments. It is noticeable that the deflection from the line of 9000 km at approximately +/- 30-70 km can be compared to the deflection at the length of 90 km at 300 – 700 metres, and at the length of 9 km to the deflection of 30 – 70 metres. It is an absolutely astonishing precision for someone who does not have either a theodolite or GPS. There is a distance of 700 km between Łysa Góra and Kiev and the deflection is about 12 km. It is comparable with a deflection of 1200 metres from the line at the distance of 70 km and a deflection from the line of 120 km at the distance of 7 km. What must be also taken into account is the necessity of moving on the line from one altitude point to another – seen from the distance and not among any insignificant bulges of the area. Considering this, various minor side deflections should not undermine the fact that the line is practically straight at the distance of a few to several thousand kilometres. When we pull the line to Newfoundland, then it is 3600 km longer so even a 150–kilometre deflection from it – as it is, for instance, in the case of Arkaim is minor, particularly on such desolation as Siberia and Ural.
Viking_landing
This lenghtened line across the Atlantic Ocean to America somehow strangely goes through Newfoundland in Canada – the place of the historic landing of the Vikings in North America in the IX-X th century AD, identified by archeology. The place is called L’Anse aux Meadows and is situated (depending on interpretation) from 10 – 50 km north of the Line. The settlement and Newfoundland are associated with the legendary Winland of the Vikings and their journeys from about the year 1000 . The settlement dates from 1000. Yet Winląd /pronounced: vinlowd/, according to medieval maps is Buffin Island (as the map drawing of the island is read), so Newfoundland is not Winląd but something totally different. 
800px-Vinland_Map_HiRes
Furthermore, it can be easily noticed that local names scattered all over Europe and Asia which own their win- wene- elements are mostly associated with Veneti-Venedi, the peoples of the Lusatian culture so with Wędowie /pronounced: Vewdovye/ of the Mythology of Slavic people. Thence this may be much older history from the period of the Lusatian culture if not earlier (the Trzciniec culture). Well, we may suppose that ”verbal memory” of the generations dates back further than the found material traces coming from the X th century AD. In North America there are traces as well as found human skeletons dating from even 19.000 year BC. Anyway, one can surely say that people from ancient Asia and Europe travelled to North America and settled there – the furthest about 14.000 years ago.

Ziemia_baffina

                                                           Buffin Island

As we know, Scoloti-Slavic (R1a1) blood and Old European (I1 and I2) blood run in Scandinavian people so they may transfer legends and stories about taking Weneląd /pronounced: venelowd/ from the past of the Trzciniec and the Lusatian cultures to the Middle Ages. The whole world known to the peoples of the North consisted of Three Lands then – Wąda Land /pronunced: vowda/ (Węda /pronounced: vewda/ – America), Lęda Land /pronounced: lewda/ (White and Black which means Europe and Africa) and Mazia Land (Mazia-Tetyda-Tiamat which means Asia) which is reflected in the simplified name today – Atlantyda (Wąd-Ląd-Tyda) /pronounced: Vowd-lowd-tyda).

Tetyda_i_Achilles

                   Tethis and Achilles – by Stanisław Wyspiański

Tethys (in Greek: Θέτις Thétis, in Latin: Thetis) – Nereida in Greek Mythology, was said to have been Nereus and Doris’s daughter and Peleus’s wife, and Achilles’s mother. She was brought up by Hera. The prophecy said that she would give birth to a son who would be stronger than his father, which calmed the enthusiasm of such gods as Zeus or Poseidon for the beautiful goddess. She married Peleus who was mortal. When she gave birth to Achilles, she attempted to make her son immortal so she dipped him in the Styx but as she was holding him by the foot she left the only weak spot. Peleus was against Tethys’s acting. As a result, Tethys broke up their marriage and she and Achilles left home. 

[We interprete this character differently – as Amazonka Maza-Maża-Mazja – auntie (in Polish: ciotka - tetka and Tma - Ćma-Ciemnia-Tiamat, Tyia) – an earthly incarnation of the Ruler of the Land of Silence (silence in Polish means cisza) so Nawia /pronounced: navya/, Nicość (nothing, oblivion), Węda  and Lęda's sister /pronounced: vewda and lewda/ which means the incarnation of the goddess Tya-Nyja /pronounced: nyia/ in the same way as those two were the incarnations of Wąda-Woda /prounced: vowda, voda/ and Łada-Łagoda /pronounced: wada, wagoda/. Tya-Nyja (T'ma-Ćma) is called Tiamat – Tiamat' in the Mythology of Persians. Tiamat' - Ciemność is the goddess of the underworld and afterlife who became the nymph of the Black Sea for the Greeks   - and that sea is the Sea of the Dead. Tiamat'-Ciemność-Tya-Nyja is also Asia-Mazia's mother, the Queen of Euphrates-Nieuwrat - the irretrievable river, the Tigris (in Slavic languages: nieuwrat /prounced: nyeuvrat/ means the one that does not return, the one that does not retrieve. 

We associate the name Peleus –  Pałajusz /pronounced: pawayush/ with Mount Pałki /prounced: pawky/ and the Pałkins' tribe /pronounced: pawkins/ (Pałkins from Mount Peuke) and with settlements as well as Royal graves from the period of 3700 - 1400 BC near the places of Pełczyska /pronounced: pewchyska/ and Słonowice /pronounced: Swonovyce) as well as Bronocice - i.e. with so called the Mount Łysa Complex of Royal Graves and Łysogóry (Łysko-Góry - Święto-Góry ) (the Łysko Mountains = Holy Mountains) C.B.]

This line goes through a number of other, very significant places with their worship, legendary and prehistoric-historic meaning. It is just a few kilometres north off this line that Nebra is situated. The famous Nebra sky disk with the images of the Sun, the Moon, Pleiads and other stars was excavated there. It is the oldest equalising calendar of the solar and lunar cycles (1600 BC). The copper that the disk was made of comes from Austeria and the gold from the Carpathians. What is more, the line goes through the main axis of the Harski (Polish) System of the Holy Mountains: Ślęża Jasna Góra (Mount Luminous) – Łysa Góra (Bald Mountain). Another important thing is that the famous vase with the image of a cart  which is the oldest in the world was excavated in Bronocice, several kilometres from this line and near the line there is a Complex of Royal Graves, which we will come back to. Furthermore, the line goes through Łysa Góra in Kiev, and more precisely – again the line runs just a few kilometres from Łysa Góra and from Perynia, exactly through the place called Vyshhorod. The Slavic nations often called the oldest parts of settlements established in a given place Vyshhorods like, for example, in Prague because they were built on tops.

stonehenge-kamczatka-z-nebrc485ENG
Next, this line practically goes through Arkaim the deflection is really minor taking such a huge distance into consideration. Arkaim is the prehistoric city discovered at the end of the XX th century in the southern slopes of the Stone Mountains (of Ural), and earlier it goes through Murom Mountain and the sacred spot Kulma that lies about 1800 metres from Mount Murom, and next just behind the sacred spot nearly through the known from the Greeks’ records Gelonos-Gleń-Gołuń (the archeological settlement Bielsk). 


Moreover, the line goes to the Golden Mountains (Góry
Złote – Załtaje-Ałtaj) running several kilometres from the Valley of the Czars. Then, it goes exactly through the southern side of Lake Baikal, not mentioning that earlier it goes through the suburbs of Astana the capital city of Kazachstan.  

stonehenge-hortyca-dolina-carc3b3w-gonur-arkaim-bajac582-kapczarankaENG
Relatively far from this line lie also interesting spots that I pinpointed here, like Ryżanówka (150 km to the south) known for the famous Scythian Royal Grave, also several hundred kilometres to the south there is Khortytsia Island (300 km) in Ukraine. Very far to the south lies Turkistan and the Valley of The Red-Haired Mummies on the border of China.  
I pinpointed here only the items which come to my mind, without any long or deep studies. It may seem a bit strange to have gathered so many significant places – particularly densely located in Europe. The very fact that the Stonehenge Line – the Headline of Kamchatka that ideally goes through the system of the Polish Holy Mountains appears to be an amazing coincidence – if not something more. I felt more weird when joining the Arkona Peninsula with the Pyramid of Cheops in Wikimap, I crossed Ślęża Mountain again. The Polish System of Holy Mountains and Hills is perfectly entwined into the both lines: the one from the west to the east as well as the one from the north to the south.

stonehenge-krakow-lysiec-kolomyja-sleza-nebra2-opisany2ENG

The Arkona Line – Ślęża – The Moravian Gate – The Pyramid of Cheops

And now it stops being amusing and funny and it has also ceased to look as a coincidence. However, I still do not exclude simple solutions like the ones that arise on their own, I mean that it is not an accident but, for example, as one of our readers (Artur Wosinek) remarked in his comment – people moved on from one mount to another, they set up settlements on the mounts, they built watchtowres and holy places on the mounts and directed themselves by observing the stars which indicated them itineraries. Nevertheless, it is a fact that acting in this way they created a system of peculiar and outstanding spots. The other truth is that these places are recognised not by people’s merit – Ślęża is the incredibly distinguished mountain. Arkaim is hard to distinguish from its surroundings as there are other well seen and better distinguished mountain peaks than Arkaim which is told about in many quaint stories, fairy tales and legends.

Let us come back to the distinguished places of the Harski-Polish System. As it can be noticed in the picture above, a number of lines make up the internal Polish System which we prefer to call the Harski or Haruski, or Slavic-Irano-Indian System because of its antiquity. The following significant lines go through variable important worship spots not accidently. These considerable spots no other than just Nebra, Weimar and Jeryn (Gheren), such as Kolomyia – Wawel (Krakow) – Chełm Śląski Mountain (the Mountain of Saint Ann) – Ślęża – Kres Sołu Hill (Germany) reach the shore of the Atlantic in the area of Groningen.

arkona-piramida-cheopsa-stonhenge-kijc3b3w-c59blc499c5bca-opisanyENG

I have no idea about the place near Groningen although I have been there and seen that it is unbelievably flat, just like in Holland. The Dutch may have kept some legends and beliefs about the place but I have not heard about them. The Arkona –   the Pyramid of Cheops Line is almost 3100 kilometres, but it is as interesting as the horizontal one to Kamchatka.

linia-piramida-arkona-powiaz-z-linia-c582ysa-gc3b3ra-wawel-horna-poruba1ENG

We can see the association of the Arkona line with the other lines of the Polish System in the picture above. Here, we can see an important marked line which runs through Krakow and a number of its holy hills such as Wawel or Mount Grodzisko in Tyniec as well as the ones that are less known, namely the Skołczanka sanctuary, or the Hill of Morchołd /pronounced: morhowd/ on the Red Prądnik.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mount Chełm Łyskowicki from Paprotników-Mokoszy(Paprocice – Mokoszyn)

This line links Wawel with Mount Łysa in the Świętokrzyskie Mountains going north from Krakow, among others, through Bronocice (which I hve mentioned above) and through Mokosze Hill or through Widełki to Łysa Mountain, and also a step farther – behind it – to Stara Słupia where it seems to end – on Mount Chełm Łyskowicki. The other end of the line aims at the Arkona the Pyramid of Cheops Line exactly on the very spot where Mount Horna Poruba is situated in Slovakia and the village of Vapec at its foot.

Horna-Poruba-a-Vapec - foto BadE z www vivo sk
Horna Poruba with Vapec [photo BadE from http://www.vivo.sk

Another shorter line leads to Krak II’s Mound in Krakuszowice not far from Wieliczka through a number of significant hills, also to the Arkona Line – Cheops. The Krakuszowice (Krakuszowicka) Line ends at the Moravian Gate in the village of Czarnotyn. An undoubtedly interesting thing is that we have another Czarnotyn in Małopolska and the Czarnotyn (Czarnocin) there is also a mound. These two lines cross each other on a mount on the planned Świnna Poręba Lake. The mount is called Wierzchownia – this is a Holy Mountain. Krakuszowicka goes through Mount Łysa under Lanckorona and through Mount Bugai, i.e. Kalwaria Zebrzydowska, through the known monastery and its hermitage – this is the line which I called the Line of Three Lakes for it runs along exactly three water reservoirs that started to be at the foot of the holy Mountains: Mount Dobczycka, Mount Świnna Wierzchownia and Mount Żywiecki Żar. It runs farther to the holy place made up of three mountains: Palenica, Kopany – where there is a stone circle and Three Mounds (with a cave).

linia-gjende-ostoya-ivosojon-chec582m-kosza-krakc3b3w-brama-morza-mora1ENG

It may seem both interesting and weird that pararelly to the Arkona the Pyramid of Cheops Line goes another line Galdhoppigen – Mount Sinai, through Oslo and Ostoya Island as well as through Ivo Lake in Sweden on the Baltic shore and next through Mount Chełmska and its top Krzyżanka in Koszalin (Grodzie Koszów-Koszanów) and farther through Mount Jasna and Wawel through Sarmacka-Dachska (Dacka – Gącka – Gocka) Sermizagetuza – an ancient holy place with a stone circle, known from the Roman records as the Thracian metropolis. The two lines go paralelly in the distance of 150 kilometres from each other.
The Galdhopiggen Line– Synai is almost 4200 kilometres, i.e half of the length of the Stonehenge – Kamchatka Line. Apart from Sermizegetuza, just a few kilometres east from the mountain there is to be found the famous mountain range – Bucegi. In it there was Mount Żalmokszysza (Zalmoksisa) Mount Kagania – Kaganjąt – Kogajon with the cave in which kings and priests of the Thracians were initiated. It was in that cave that Zalmoksis disappeared for 3 years to be reborn as a holy man (shaman) and the Thracians’ commander. Some people think that the cave and Mount Kagan-Jątu (Kaganatu) is situated somewhere near Sarmizegetuza and its holy stone circle. Then it would lie on the same line. Do you know where the name Sarm-izo-Getuza in the Roman chronicles comes from? Not only was it the capital city of the Getae but also of Sarmatians, Sarmaci iz Getami (-tuza). This itself justifies the existence of something more than a loose relationship between the tribes. Anyway, both the Romans and the Greeks called the areas beyond  the Danube the European Sarmatia and east off the Don River they called the Asian Sarmatia, so Sarmatia as well.

One will say that if we drew such lines next to each other sequentially in the distance of 150 kilometres, we would always find on the line a great number of holy mounts and remarkable ancient objects relating to the Faith of Nature and magic places – UNFORTUNATELY IT IS NOT TRUE. Just try to draw them – you will aim direct at the Sahara or at other uninteresting and inignificant places. Surely, if you draw a hundred lines of north-south through Europe with their density of every ten kilometres, they will alwyas go through lots of Christian churches – but not through lots of Pagan Temples of the Faith of Nature. Neither will they go through just a few significant stone circles. There are not so many stone circles lke these in Europe as there seem to be, but they are always in very quaint places which are associated with the main lines presented here.

There is also a very interesting place on the line running through the Holy Mount Chełm in Koszalin and Jasna Góra (Luminous Mount), as well as through Wawel. This place is the Dardanelle Trait where at the gates to the Sea (sea = more, mare) stands the famous Troy, fiercely defended against the Romaiōi people by allied armies of the Scyths. The Troy was not defeated by the Greeks at all. It was ruined by an earthquake and fire according to results of archeological research. But Homer changed that event so beautifully into the Greeks’ trumph.
Galdhøpiggen_-_top

                        Smooth Hopa Top – Galdhopiggen

The Galdhoppigen Line – Mount Sinai

[How faltering are Norwegian etymologies of the names Ostoja, Bronnoja, Utoja and others (read 'j' as 'y'). Till today I have remembered a Russian poem from my childhood about Vitja from  Małoj Bronnoj (małoj /pronounced: mawoy)  (małoj = small). And the noble Ostoya coat of arms and the family line of Scythian-Sarmatian-Slavic became the brand of one of the best hotels in Krakow. Utoja famous for the assassination – do you know the word utka, utoczka /pronounced: utochka/ - in Russian it means a duck. That was not just any duck, but the mythical Utka duck that carried a bunch of clay in the beak at the beginning of the world, the clay that was reached by Czarnogłów /pronounced: charnogwuv/ from the Depth. Utka - as that was the clay made of (make = roll = utoczyć - utka) the one of Czarnogłów, stolen from him, and Utka because it hid the clay - it hid it in the beak (utkała = hid; utknąć = hide), and finally Utokła – for it ran away (utokła, uciekła = escaped, ran away) from angered Czarnogłów with its prey. The Golden Duck is only disguise for Białoboga who fights against Czarnogłów for ruling over the Earth emerging from the Depth.

In the Polish language this archaic, mythological name – the name of the holy duck has not been kept. Utoki Island - lies near Oslo, and Henryk Ibsen wrote a drama ''Wild Duck''. He borrowed the subject for the title from his fellow-countryman Velhalven ''Sea bird''. The poem tells a story about a duck wounded by a reckless hunter. The duck fell down the sea bottom to die there. As one can see, folklore motifs were used in the same way among Norwegian romantic writers as among Polish writers of that time. Also, near lie three islands: Gęsia (Gaesoja) Island (gęsia <adj.> = duck), grown with forest Borowa (Boroya) Island (borowa <adj.> = forest) as well as Grom (Grimsoya) (grom = thunderclap). The fact that these places belong to a very old settlement dating back to about 1000 years BC is proven by discoveries in Bronnoya. Difficulties of the etymological deduction from the Scandinavian languages which you can see below along with the simplicity of deduction from the Slavic languages prove the common - forgotten today - past of the Slavs and local Old Europeans. Ostoja can be derived in a complicated way first from oset (oset = thistle) - chwast (chwast = weed), and then zboże (zboże = grain) - owies (owies = oat). However, the simplest way is to derive it from stajanie /pronounced: stayanye/ and stanie, bycie (= being) - ostoja. C.B.]

Ostøya

Ostøya is an island in the western section of Oslofjord (Vestfjorden), within the borders of the municipality of Bærum. It is the second largest island in the Oslo basin, after Nesøya. It is adjacent to the municipal border with Asker, where Nesøya and Brønnøya are to its northwest and southwest, respectively. Within Bærum, Borøya is to the north, Kjeholmen to the northeast, and Grimsøya to the east. To the south is Gåsøya.[1]

At some point the island was split in two. The island is named after the farm that is situated on it. The etymology of Oust, or Ost is uncertain. O. Rygh claims the etymology is unknown but that the farm derives its name from the island’s original name. Others speculate that it may have an Old Norse origin related to ouste, in the sense of claiming new land.[1][2]

 

Kalkovnen_p_Bronnoya

Brønnøya


Brønnøya

[The number of name possibilities relating to the word bronić (= defend) and brona (= harrow), obrona (= defense) proves a great uncertainty of Norwegian terminology and incomprehensibility of names passed on by verbal tradition, and recorded much later - as late as in the XVI th century].

We will take the names Nysa, Nisza into consideration soon because we will talk about them in the further part.

Przystan

Lake Ivosjon – Iwo Island and Klecka Hill

Lake Ivösjön, southern Sweden

[Also in this case the etymology is uncertain and hard to justify but, after all, we in Poland perfectly know what such flat islands are characteristic of, the islands that are a bit swampy with a little hill. The hill has the name which sounds familiar to us - Klacka - Kłocko - Kłodzko, like in the word Kłodź. Iwa is nothing but willow wood, even not trees but thicket densly growing in such muds. Does the nearby river Morrum Mor ryg - Mor rzek - Mor -rjeka not sound familiar? CB]

The lake is situated in the Skäne region which is one of the most naturally beautiful in Scandinavia. It lies 20 kilometres off the Baltic coast.

m_rrum_najslynniejsza_rzeka

The Morowa /pronounced: morova/ River

W pobliżu leży rzeka łososiowa Mörrum i miasto Mörrum.

Nearby are situated the Mörrum (salmon) River and Mörrum town .

Ivö (ou Ovö) is an island located on the Lake Ivö, the largest one in Scania (SE Sweden).
Historically the province of Scania was a part of Terra Scania (Skåneland in Swedish and Skånelandene in Danish), which together with Jutland and Zealand, the other two Lands of Denmark, formed a Danish state in the 9th century. Scania is separated from both regions by the strait of Sund (Öresund in Swedish, Øresund in Danish).
Following the Treaty of Roskilde in 1658, Scania became a possession of the Swedish Crown.
1 – On the promontory at Ivö Klack, on the northern tip of the island of Ivö, are the remains of china-clay (kaolin) mines worked from the end of the nineteenth century until well into the 1950s. The clay used to be transported by barge across the lake to the Iföverken sanitaryware factory in Bromölla. From these quarries many fossils were collected, especially the brachiopod craniid Crania craniolaris Linnaeus, 1758, as well as another craniid Isocrania egnabergensis (Retzius, 1781) has been recorded here too. Both brachiopod species occur in other outcrops in south of Sweden, i.e., in Balsberg (see below), in Ignaberga near Hässleholms.

http://nydahlsoccident.blogspot.com/2011/04/ivosjon-stillheten.html

Jotunheimen_national_park_02 widok na GaldlhopiggenJotunhaeimen Massif

Jotunheimen – House (Homeland of Giants) – the massif and Norwegians’ national park

has been the site of hunting since before recorded time. Remains of Stone Age hunting camps have been found near the lakes Gjende and Russvatnet. These remains extend through the bronze and Iron Age, up to recorded times. The high pastures have been used as seters for at least 1000 years.
A “Royal Road” decree from the 15th century required that the residents of Lom must keep the mountain crossing passable to the middle of the Sognefjell, allowing folk from the north Gudbrandsdal access to their trading town of the period, Bergen. Caravans carried farm products down the mountains and returned with salt, iron, cloth and lutefisk.
The name Jotunheimen, or “Home of the Giants” is a relatively recent usage. Aasmund Olavsson Vinje (1818–1879), a famous Norwegian poet and journalist who is remembered for his pioneering use of nynorsk, as well as being an exponent of Norwegian romantic nationalism, coined the term in 1862, adopting it from Keilhau’s “Jotunfjellene” or the mountains of the giants. A memorial was raised in 1909 to Aa. O.Vinje at the western end of Lake Bygdin at his dear Eidsbugarden at today’s outskirts of the national park where he had a private hut. Old friends and followers wanted to commemorate his contribution to appreciation of Norwegian nature and strengthening of the Norwegian national identity.

GaldhøpiggenFromFannaråki
[the etymology is as intricate as previously. CB]

(English: Galdhø Peak) is the highest mountain in Norway, Scandinavia and Northern Europe, at 2,469 m (8,100 ft) above sea level. It is located within the municipality of Lom, (in Oppland) in the Jotunheimen mountain area.

Galdhøpiggen means “the peak (piggen) of the mountain Galdhø.” The first element in the name of the mountain is gald m “steep mountain road”, the last element is hø f “(big and) rounded mountain.” An old road between Gudbrandsdalen and Sogn passes beneath the mountain.

Gjende jezioro gięte Gjente Besseggen

 Lake Gjente

 

Gjende – Lake Grzęda <= roost> (Gendir)

[I do not know if you are convinced by the explanations of German etymology because I am not - considering the previous ones. This lake is ''sitting'' on the mountains like a hen on a roost. It is either Grzęda (= roost) or it is Curved / Bent - Lake Zgięte / zgięte = curved, bent/ - Gjente. These are just remains of the Slavic - Old European language which lay at the root of contemporary Scandinavian languages. C.B.]

Gjende (or Gjendin) is a lake in the Jotunheimen mountains in Norway’s Jotunheimen National Park. The proglacial lake shows typical characteristics of glacial formation, being long and narrow—in length 18 km and in breadth 1.5 km at the broadest point with steep walls. Gjende has a characteristic light-green color resulting from the large quantity of rock flour which is discharged into the Gjende by the Muru river. The river Sjoa provides the outlet from Gjende at Gjendesheim, and flows eastward into the Gudbrandsdalslågen river.
Gjende lies in the middle of Jotunheimen National Park and both to the north and south of the lake lie peaks greater than 2,000 m. There are numerous staffed tourist cabins maintained by the Norwegian Mountain Touring Association (DNT); in the west end lies Gjendebu, on the north side lies Memurubu and on the east end lies Gjendesheim. In the summer boats provide transport between these locations.


Name

The name (Old Norse *Gendir) is derived from Norse gandr m ‘staff, stick’. This is referring to the form of the long and narrow lake.
See also Bygdin
Cultural and literary references
Lake Gjende is found in literature and travel books from the 18th century. Together, the Jotunheimen lakes of Gjende and Bygdin play in many such descriptions. For example Henrik Ibsen’s Peer Gynt took his famous wild-reindeer ride along “the Gjendin Ridge”, a reference to either the narrow Besseggen Ridge – or the Knutshø ridge on the other side of lake Gjende.
The official name Gjende is taken from the Gudbrandsdal traditional district dialect used in Lom and Vågå. In the Vang dialect the lake is called Gjendin, which is the form you find in Henrik Ibsen’s name for what is now called Besseggen, formerly Gjendineggen, or Gendineggen in the older orthography. The name Gjende is derived from the old Norse word “gandir” that can be translated into “straight stick”, whereas the lake to the south Bygdin can be translated as “bent stick”, the two names thereby referring to the shape of the lakes.
The lake gave its name to a famous early outdoors man and free thinker, Jo Gjende (1794—1884), who had a cabin at Gjende.

 Bydgin Jezioro Bugryszcze Bytu Boat_on_BygdinBrzeg and bugryszcze on Lake Bydgin

Bygdin – Lake Bytów

[The name Bydgin is said by Norwegians to have come from the word bugr -

Do we know this word? Yes, we do - as bagr - bagno (= swamp), as breg- bereh (= coast, lakeside, edge, shore, bank), but also as a top, a swampy hill sacred to Gods – bugryszcze /pronounced: bugryshche/ . C.B.]

is a lake in the Jotunheimen mountain range. Bygdin is regulated and its normal level lies between 1,048 and 1,057 meters above sea level. It has an area of 46 km². The lake is long 25 km, but is narrow. The greatest depth is 215 m.
Bygdin lies to the southeast in Jotunheim and north of the lake lies an area over 2,000 m. Along the lake there are many tourist huts – on the west end lies Eidsbugarden, on the north side lies Torfinnsbu and on the east side lies Bygdin turisthytte. In the summer these huts are connected by boat and in winter by ski or snowmobile. A memorial was raised in 1909 to the Norwegian poet Aasmund Olavsson Vinje at the western end of Lake Bygdin at Eidsbugarden on the outskirts of Jotunheim National Park where he had a private hut. Friends and followers commemorated his contribution to appreciation of Norwegian nature and strengthening of the Norwegian national identity. Today Eidsbugarden is a rather large mountain tourist centre, with a hotel from 1909 which is being restored to reopen in the summer 2007, a Norwegian Mountain Touring Association (DNT) cabin and approximately 160 private huts.
The Vinsteråni river runs out Bygdin, passes through Vinstervatna and Vinstra lakes and flows into the Gudbrandsdalslågen river.
Name
The name (Old Norse *Bygðir) is derived from Norse bugr m ‘bending, nook, bay’. This is referring to the “bent” form of the lake.

 The Panorama of Amageru with Dragor town, here the panorama [CLICK] from hilla Kalve. Is it again a would-be Catholic kalwaria?

 

If you lengthen The Arkona – The Pyramid of Cheops Line to the north you will unexpectedly find the coast of Denmark. This line will go through Amager Isle and a coastal village – the town of Dragor today and next it will go through Kopenhagen which the Czechs still call familiarly – Kodeń.

Dragør

Dragør is a picturesque Danish town situated on Amager Island on the Sund strait. This fishing settlement was the hub of trade in Baltic herring in the Middle Ages. However, it did not have a harbour so boats were taken to the coast and the name of the place derives from a sandy piece of land. Every summer, thousands of tourists stroll on cobbled streets of Dragør and enjoy the sight of little yellow houses decorated with flowers as well as the bridge joining Denmark with Sweden.

[Here is how the Danes explain the name of the town, but we surely know that draga is a trawl boat (łódź = boat; włoka = trawl) which is trawled along a shallow bottom of a fishing net that is just being pulled onto the coast and dragged along swampy banks, like on the Prypeć (Pripyat) River - it is being dragged (= dragowana) - pulled to another river on which it can sail farther. Hence, the tribe living on the swamps Dregowicze /pronounced: dregovyche/ and the name of the swamp - Draga. And interestingly, the name Dragor can also be associated with the fiery dragon - Ardent Drak (= Gorejący Drak).
Till today, the Czechs have been using the familiar name Kodeń for Kopenhagen. The Slavs called this settlement Kodeń in the distant past. We are familiar with other Slavic Ku-Dans (Ku-Dany) because Dana-Dawana simply means Dażboga - Heavenly Godess (Pani Niebieska; niebieska = blue) - and at the seaside blue water joins the blue sky into one great Heavenly blue - lightness. The other Kodeń  - Gdańsk - Ku-Dańsk is the same as K-Dynia-Gdynia. What is more, we know Kodeń lubelski (Kodeń near Lublin) - today a village but in the past a settlement famous for the worship of Dana-Dawana-Dażboga-Daćboga Heavenly Godess (Heavenly Godess = Pani Niebieska; niebieska = blue) = God's Mother of Kodeń. The Danish Kodeń along with Slavs and Scyths merges something more - the character of the legendary coat of arms Mermaid

(= Syrena) known from Mazovia and the Capital City of Poland - Warsaw (= Warszawa), but the Mazovian-Mazian Mermaid, as befits the Amazonka, is armed C.B.]

kodeń polskiThe photo presents Polish Kodeń

However, let us go on to other elements of this line. Through Jasna Góra (Luminous Mount) and Wawel /pronounced: vavel/, and farther to the Moravian Gate, the northern lines of Arkona – Ślęża merge into the Polish System – with Łysa Góra (Bald Mountain) and its Temple of Nine Circles.

Łysa Góra (Bald Mountain) – The Complex of the Temple of Nine Circles

kompleks-c59bwic485tyni-dziewic499ciu-krc499gc3b3w-i-grobc3b3w-krc3b3lewskich-opisanyENG

This map is very serious for it presents the Temple of Nine Circles – Łysa Góra (Bald Mountain) and eight mountains compounded in it. Each of them is sacred not to a single god only, but to the Place of Deities – the place surrounded by walls. It is sacred to Nine Divine Places on Nine Mountains and also to Nine Circles and Nine Tribes of the SIS Kingdom (of Scolots-Istiowie /pronounced: istyovye/-Slavic, Sistan). But it is not enough as there are not THREE but THREE multiplied by THREE sacrifices which makes Nine so Nine of Nines are encoded, Nine to the power of Nine – simply the top of tops – what can be closed in one word: Dewa-Dew /deva, dev/(Bóg – Bóg Bogów = God – the God of Gods). We will tell about the Nine nines in Lesson 9. To clarify, we will only say that the Three of Nines mentioned above is the Three of Jawia /yavya/ – the Earth of the visibale world.

The Three of Nawia /pronounced: navya/ – the Afterlife – is as follows: Nine Gates of Sowi to the Afterlife, Nine Pilgrimage Trails Lelija through Nawias and Nine as the magic symbol of the number of Death and of the End – the Highest.

The Three of Prawia /pronounced: pravya/ is: The Ninth Highest Incarnation =

the God of Gods (1×9), Nine Fires on Równia /ruvnya/ (równia = level, plane)

and Nine Monsters from which all that is alive was created (2×9) as well as 27 Gods that are worshipped in the Nine Circles (27 = 3×9).

 

At this point we will cite the Book of Rue – Mystery 19 with an annotation to it:
“…Eight is the Number of Completeness. Nine is the Number of the End. One is the Number of Renewal and Unity.

There are Eight Circles on Wela /pronounced: vela/ and the last of them is the Circle of Stworza /stwoʒa/. But each of the Circles of Life, or Wela, Earth, or Heaven overlaps the circles of the other world as if it was absorbing the highest of its circles. The highest Temple of the Faith of Nature is the Temple of Nine Circles because there are eight circles in the world of a given level and the one which is hidden, raised and rising from the lowest level towards the higher worlds. The one that is pulled in and that moves towards the top gives motion to everything, is the source of renewal and endless life of the worlds. This circle is also the source of the unity of the whole World, its bond…


…The first of the peoples in the Sis kingdom – Lęgowie /pronounced: lewgovye/ made sacrifices to Veleses (Nawias /navyas/), in particular to their tribal patrons – Veles and Nyja /nyia/.

The second of the tribes of the Sis kingdom – Budini feted in the holy place of Świstowie /shvystovye/ – they feted especially Strzybog and Stryja /stʒibog; stryia/. The Budini did not make offerings to one god only – Poświst /poshvist/ – the Deity of Mild Breezes. Kings of this tribe regarded themselves as Strzybog’s grandchildren and they were usually called so.

The third tribe of the Sis kingdom  – Wędowie /pronounced: vewdovye/ worshipped Źrzeby / Żrzeby /ʒiʒeby, ʒʒeby/(which means enlivened), particularly Makosz /makosh/ and Mokosz /mokosh/ in the Temple of Nine Circles. The Wędowie continually migrated and Żrzebowie as well as Weniowie /venyovye/ were the gods especially important for trophy journeys. They were particularly helpful during sea journeys as Guardians of Fate Judgement.

The forth tribe – Istowie-Jątowie /pronounced: istovye, yowtovye/, worshipped Sołów /sowuv/ most of all, mainly Zorza /zoʒa/and Daboga-Dobra as their patronesses. Zorza (= aurora) had a special significance in the Faith of Nature of all the Istowie while Znicz Sołów in Szwintorog was the most popular place of pilgrimages to the land of Istowie. Pilgrims from the whole Sis kingdom travelled there.

The fifth tribe – Nurowie /prounced: nurovye/ made sacrifices to Runy as well as to their main guardians Perun and Łysek /wysek/. Hereof, later on Strzybog and Perun were worshipped most all over Nurusja /nurusya/ formed by united Nurowie and Budini.
Burowie /pronounced: burovye/, the sixth tribe of the Sis kingdom glorified Simowie /symovye/, particularly Sim and Skalnik. The Burowie were always srongly attached to the Stone Mountains – Ural, to mining and iron smelting, to the Volga-Rzwa River and the Black Land as well as Black Island (Kara Island).
The seventh tribe of the Sis Kingdom – Skołoci /pronounced: skowotsy/ paid homage to Ubożowie /uboʒovye/, mainly to Bożebogow /boʒebogov/ and Boda, especially in the later times when they set up the Bogotroja /bogotroya/ settlement in Bogtoharia where Bożebóg /boʒebug/ was extolled from among the whole Group of SIS Gods. Finally, Bożebóg became the main god in a dissenting Zarathustrian faith proselytised by Żar-zdusz (Żarduszt) which resulted in Skolots’ breaking off bonds with Miodewowie /myodevovye/ and Persians as well as a long continuation of wars which brought on endless hostility of those nations.

Serbomazowie /pronounced: serbomazovye/, the eigth tribe of the Sis Kingdom, mainly Mazonie /mazonye/ and Mazonki generally worshipped Łady /wady/, mostly Łada-Łagoda and Ładziwa /wadʒyva/with whom they associated the character of Łęda-Łabęda /wewda; wabewda/, the patroness of Lądud /lowdud/. The female Mazons particularly honoured Dziewanna /dʒyevanna/, which kept the tribes of Serbomazowie /serbomazovye/ and Dachowie-Dawowie /dahovye, davovye/ closer to each other.
The ninth tribe of the Sis Kingdom were Dawowie-Dachowie who made sacrifies to Dziewowie /dʒyevovye/and pleaded for their grace. Among the gods, Dawowie-Dachowie especially worshipped Kupała-Dziwienia /kupawa, yvyenya/ and Dziewanna.

As it can be perceived, 20 gods have been specified. From among 9 divine places seven have not been mentioned. Nonetheless, they are written about much later – in the Book of Tany – Mystery 27 [which means number 9].

The Complex of Łyskogórskie Royal Graves – Pełczyska, Słonowice – Góra Pełke (Mount Pełke)

c59bwic499tokrzyski-kompleks-grobc3b3w-krc3b3lewskich-2-pec582ny1ENG

c59bwic499tokrzyski-kompleks-grobc3b3w-krc3b3lewskich-z-opisem1ENG

The Welski Complex– Kraków

wzgc3b3rza-system-krakowski-w-polskim-mapa-odlegc582oc59bci-opisany1ENG

system-kopcc3b3w-krakc3b3w-2-grodzisko-centrumENG

zodiak_krakowski-orion-obrc3b3cony-do-krakowskiego-ukc582aduENGzodiac

kopiec-kraka-babki-kraka-skac582ka-oc59b-wisc582y-wawel-jama1ENG

Here is the completely accidental Line of Krak – Wawel Dragon’s Den at almost accurate intervals of 600-650 metres between significant points. As for such a short distance as 2,4-2,5 kilometres accuracy up to 50 metres, as here, is measurable and attainable using steps – but one must overcome terrain obstacles like a river and quite big area slopes. On Wawel stood a mound – I understand it was the Welski Mound imitating Mount Skon, i.e. the Mount Welska that both Lithuanians and Rusyns knew perfectly in their records and that became Glassy Mountain (Szklana Góra) in legends and fairy tales after introducing Christianity. At its entrance lived a dragon, Guard-Drak. The Lithuanians called the dragon Wizunas. Drakowie /pronounced: drakovye/ are Trakowie – Krakowie /krakovye/, Trakowie /trakovye/– Thracians, Dragon and Viper-Snake Warriors, the Guards of Royal Graves – Czaropanowie /charopanovye/ (Karopanowie /karopanovye/). Well, the Dragon is the symbolic guard at the gates of the Cave leading to the Afterlife (cave = jaskinia) – at the gates of Jaskinia – Jaseł-Skonu (Jas-Końca) /pronounced: yasew skonu; jas konitsa/. It must be an ancient initiation place like the one from Ojców Valley with its cave. In addition, the exit from the system of the caves (today walled and limited just to one cave) which is entered from the top is usually down – at the mountain but if water is high, it lies under the water. The intervals are 650-600- 600-650. It is a very intriguing occurence, isn’t it?

0 Kopiec kraka z Balona DSC00088

I would even say that it can not be an occurence by any chance. Well, let us add that the Line goes through Esterka’s Mound, through the Holy Grove Tonie (Tonie = Duna like in dunaj /pronounced: dunay/) and through the Dog Rock in Jerzmanowice to Jasna Góra (Luminous Mount), and farther on to Lech’s Mount, next to Chełm in Koszalin and farther through Iwo Island and the Morowa /morova/ River, then through Ostoya, Bronnoya, Nesoya, Boroya, Gaesoya as well as Grimoya to the Massif of Giants beyond Oslo – where it ends the known world, the place from which one can see the Seventh or Three-Ninth Sea – the Afterlife with their Northern Lights.

The Complex of Ojców Valley and of the Valley of Bytów Spring – Sirius,Orion, Dog Rocks

dolina-ojcc3b3w-dolina-bytc3b3w-opisy-poprawiona1ENG

You know this map very well from the article about Ojców Valley which I recommend to you so that you get to know the details, but there is a lot of information here in the description.

[Available picture files in the article are licensed by Creative Commons Acknowledgement of authorship – on the same conditions 3.0 niezlokalizowana]

[to be continued - soon]

Tags:Scyths, Slavs, Vikings

The Vandals from ”Księga Popiołów” („The Book of Ashes”)

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Słowianie by bialczynski on 13 Styczeń 2013

 

© by T. S. Marski

© translated by Katarzyna Goliszek

The Vandals

In Europe in the Middle Ages the Polish were generally considered Vandals. For example, Tyrant Dagome (Polish) Mieszko I was called dux Wandalorum – ”the duke of the Vandals”.

Marcin Bielski thought the same and to justify it he quoted the fact of self-awareness of the Polish as, still in his times, the Poles defined themselves as gens Vandalorum (the nation of Vandals) (Marcin Bielski) ~ ‘And even nowadays they still sing in church “Bendic (Wendik-Wenedów) regem cunctorum, conuersa gens Vandalorum”. If five hundred years ago we regarded ourselves as Vandals and one thousand years ago we were called Vandals in Europe, it is difficult to regard this idea as false that till today we have been living in the original territory of the Vandals.

Wandale (Wandals)-Wandalici, Wandali – Wanda – Wanta (west Polish) – Banta (east Croatian) – Wątek (Wontek-Wantek-Wentek), permutation of the word thread-knot-link-vein (to have a knack for something), hence Wenedowie (Veneti), Weni, Veneci, Venets linking, noting down words, our name from the times of the dominance of Słewski Wolin Wizymierz In 406 the Vandals arrived in former Carthage through France and Spain. The evidence that they were of Slavic origin are often wide faces of the local Berbers (Barbarians). There, their name changed from Vandals into Mora’widowie /pronounced: moravydovye/, and in our territories into Mora’wianie (Moravians). Whether it is a suggestion or just an accident, it is known that there was a mission from European Vandals to African Vandals about 450 AD during which the European Vandals demanded that the African Vandals disclaim their rights to property in Poland. Gąsiorzyk did not agree on that. The essential issue the information contains is that 50 years after the immigration at that time of 80 thousand (not including women and children) of our grouping of armed forces, according to ”Secret History”, there was A Sate of Law respecting their right to property in the country of their origin. Consequently, so called Huns of Atilla could not undermine that state at any point. It should be reminded that they could have tried to do so, but after the battle at Nedao (Neda-Nida) so called Huns of Atilla ceased to play a major role in Europe. 

Around 290 AD a conflict broke out between Visigoths (Therwingi) and Taifals from one side and between Vandals and Gepids from another. The long lasting conflicts between the Vandals and Sarmatians as well as Visigoths resulted in the Vandals’ great defeat in 335 AD in which their king Wisumar (Jordanes, Get.113 i n) died. The defeat made the Vandals leave their abode (iuxta flumina Marisia, Miliare et Gilpil et Grisia; according to L. Schmit: Marosza and White, Black  and fast Keresz) and occupy new ones of Pannonia.

(let us pay attention to the name Wizymir – Wizymierz known to us from our chronicles – it is almost the same as the name Wisumar – Prokosz’s chronicle places Wizimir’s rule in almost the same period as Wisumar’s rule)

 

The beginnings of concepts about the origin of Slavic nations from the Vandals are elusive. In VIII-IX th century AD, inhabitants of Pannonia,both Avars and Slavs, were sometimes called Vandals.

Annales Alemanici used this definition for the first time in 709 AD to refer to Polabian Slavs. Similarly Adam of Bremen „a Winulis qui olim dicti sunt Wandali”.

Mieszko I was called „dux Wandalorum” in St Udarlyk’s Life of Augsburg bishop from the end of X th century AD. 

Blessed Wincenty Kadłubek … passed on this legend in Polish tradition for the first time … (Wandalowie/Wandalici (Vandals). 

This concept had numerous followers in Poland and abroad in XIII and XIV th century AD.

Tagged with: Maria Janion, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata (Old Slavic Temple of the World Light) Słowianie (Slavs)

A False German scheme – A common father of the Aryan race is the father of Arab, Slavic, Jewish and German people [ENG]

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 11 Styczeń 2013

© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

 

 

I decided to attach another beautiful tabloid drawing, however absurd, scheme of assigning R1a1 to particular peoples-tribes living on Earth. 

r1acladessnp[click magnify]

Because in today’s strange times some people claim that it is not enough to have a common father and mother in order to make up a family and saving Germans’ blood (whose blood partly runs also in my family’s veins – which I do not conceal – as there are numerous evidence of such mixing of the family Polish-Moravian-Slovak-Austrian-German-Armenian) make the schemes as above, I point out what such reasoning leads to. 

Conclusion I

The child of a particular father and particulare mother – is not their genetic family. Being his / her great grandfather’s great-grandchild you are not his family since too many generations separate you from him to be his family.

 

Conclusion II

If we can not prove by any means that the R1a1 haplogroup was German because it was Slavic-Indo-Iranian, we are falling the genetic tree over (actually we are uprooting it and put it upside down) and then showing where R1a1 entering various civilisational contacts contributed to or participated in forming an ethnos, we can place Germanic nations and Scandinavians into R1a1 (who were formed by R1a1 with I1 i R1b. The final conclusion can be seen in the picture on the right – R1a1 formed not only Germanic nations, but also Tartars, Arabs and the Jewish. And, of course, it formed the Slavic nations and Persians, and Hindu people as well (what a pity that this inconvenient fact can not be blurred somehow or misshaped, but it can be marginalised).

The obvious truth got lost somewhere that the Jewish are of J1 and J2 haplogroups. After all, nowadays this fact is inconvenient for the proven thesis. We do not talk about the language community, either because it is an inconvenient topic. Neither do we talk about the cultural community – because it is inappropriate. It is of course the German noblemen that have Sarmatian signs and seals in their coats of arms because all of a sudden they are relatives of Scyths, whereas Slavs are not – such a thesis. Surely, it can not be Russian, Ukrainian and Polish mothers in Moscow, Kiev, Kraków, but German mothers in Berlin that tell their children bed time stories about the brave Rusłan-Rustam, Krakus-Cyrus, Kirus Kirkudanowicz, Kij-Kej and other brotherly Germanic-Iranian legends.

 

At last, we have the final conclusion here, black on white: Germanic nations and the Jews as R1a1 are the children of the common father and they have the purest ever, the most special Aryan blood. Aryan or Jewish? The Jews and Germans look so much alike, after all, black-haired, dark-eyed, aren’t they? Moreover, they speak the irreproachable Indoeuropean, archaic, common language, don’t they? The Slavs,on the other hand, are the nearest family of Tartars and Arabs – they also look as identical as Arabs and Tartars – they all have dark, almost an olive complexion, raven black curls and slanting eyes. Bravo!

Conclusion III

Now we are looking forward to seeing the same – an uprooted tree in a beautiful drawing – scheme – which will show I1 i I2 – Old Europeans the fathers and mothers of Germanic nations and we are also waiting for another scheme with R1b1 that will show us Celts as the children of the same father as the Jewish and the Chinese. Bravo again.

There is no word about it – hush – that in Poland there are as many M458 as Z280. Well, are the Polish a Slavic nation or Scyths? do they speak Scythian or the Moon language? Does anybody have a dictionary of this ”Iranian” Scythian close at hand? Or do we create it basing on a few names twisted by the Greeks?

In addition, even if I were I1 and I2 and I speak Slavic and I inherited my Slavic ancestors’ spiritual and material culture, I am Slavic, and if I inherited the things after Scyths, I am a Scyth,and if I inherited both of them I say: Yes, it is our past – mine and yours – these are our roots so can I fell a full inheriter of these two peoples?! Or maybe I have no right to feel so because Z284’s father was R1a1 as well. Did he become anybody else because of his being in the north in the ice for a long time?!

Anyboy from the outside can call me as they wish but surely not German though also this blood runs in my veins – which I emphasise one more time. Germans have the right to feel Scyths as they have their descendants among them, the Polish do not have the right to feel so in spite of the fact that among all of R1a1 live 50% Z280. Germans also have numerous M458 among them, particularly east off the Elbe. Well, what will happen if they sudenly want to be Slavic in the way they want to be Scyths now? I dread to think.

In my opinion, there should be definitely more language and cultural community – coats of arms can be taken from the Polish noblemen and changed into German ones – then there will be Sarmatian and Scythian elements there and this way it will be closer!

Why not wear Sarmatian clothes as the Polish noblemen had been doing so till the times when the Polish Republic collapsed and it became fashionable to wear German clothes along with shaving a beard and moustache instead of shaving the head. Some legends and tales which would become common should be made up too. It would be really best, however, to  send the Slavic people somewhere on the orbitof Mercury, or to Pluto’s orbit, yes it would seem best of all – because the problem would disappear then and could be said all around that there were Pra Germanic people in Asia about 6000 BC.

With regards
CB

Tagged with: genealogia, Genealogia Słowian, Germanie, Sarmaci, Scytowie, Słowianie

Gott mit Uns, Nasze Godło, czyli jak w nowym godzie, 2013, pogodzić nowe stare ze starym nowym

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Styczeń 2013

niederlausitzwappen

Godło Dolnych Łużyc – Ten Orzeł  wyłania się z korony, przez którą dobywa się na świat. Ośmiosegmentowa, biała korona, jest jednocześnie ośrodkiem szczytu kwiatu okolonego 8 kwietnymi płatami. Z kwiatu rodzi się Biały Orzeł, „wyrasta” on z kwiatu w którego płaty jest spowity niczym w materię chorągwi (materię Świata – Baję), i którego płaty imitują jego skrzydła. Kwiat-stanica (boska chorągiew) biało-czerwony 8+8 = 8 x 2 = 16 Żywiołów dualnych = 7 = Szczęście. Jest to symboliczny Kwiat-Korona Lugii-Lęgii-Ślęgii-Lechii).

Kwiat Ślęgii-Lugii w tym godle ma także 6 głównych płatów zwisających w dół z korony kwiatowej, a każdy z tych 6-ciu jest podzielony na 4 pod-płatki. Daje to 24 podpłatki, symbolizujące 20 wielkich mocy i wielkich żywiołów (12+8) oraz 4 kiry. Liczba 24 symbolizuje tutaj także 24 małe żywioły oraz 24 małe moce, jak również zawarte w niej symbole związane z czertą 12 i jej krotnościami, takie jak 12 miesięcy-godni, 12 godzin dnia, 12 godzin nocy, 12+12  = doba, czy 24 lata-gody Koła Wieków. 24 gody-lata x 4 = 96 (pełne koło wieków w jednej z miar czasu opartej o „krótszy różaniec” z 96 ogniw).

To wszystko wyrasta z GODŁA – God-vędy (znaku-tamgi gowęda – bydła, podstawy plemiennego bytu, z byka/krowy. Krowę ujęto w „przejściowym” kolorze czerwieni i krwi – rasa polska, ze słonecznymi rogami i ze złotymi kopytami, z ogonem rozwidlonym na kolejne 6 chwostów/kos. Krowa/Byk stoi na trawie, czterema nogami na Trzech Wzgórzach – Trzygławia, Góry Świata i na tle Światła Świata – Jasnego, Białego Nieba (tła herbu-godła).

[Gowinda (w sanskrycie:गोविन्‍द) – jedno z imion (tytułów) hinduskiego boga Kryszny (oraz Wisznu jako awatary). Imię składa się z dwóch słów: go – ma znaczenie krowy, kraj lub zmysły, a winda oznacza opiekun. Imię Gowinda można tłumaczyć jako: Opiekun krów (kraju, zmysłów). U nas w języku słowiańskim na bydło (od być albo nie być = byt-ło) mamy i słowo skot i słowo gowędo (od czego słowo gawiedź - bydło). Krowa, krow-krew. ]

Godło i Zwieńczenie łączy KAGAN/SZŁOM/KIELICH/KOSZ, srebrny odwrócony kielich, tworzący szołm-chełm, ze złotą klatką słońca-kuli-ognia-światła – to symbol Wojów i Wiedunów, Wiary i Wiedy Najgłębszej – tzw graal lub kagan (kogajon, koszająt, koszołm, koszał).

Dział Działów reprezentują tutaj dwa zwierzęta podstawowe z Zodiaku Pierwotnego Krzyża, czyli Zodiaku 4 Kirów – symbole KRESU (czyli Przemiany) – wiosny/lata i jesieni/zimy: Ptak = Łabędź/Orzeł/Bocian = zachód/północ = jesień/zima (odlot) i Byk/Krowa = wiosna/lato, wschód/południe (rozwój). Zwierzęta te (oraz kwiat, zielone wzgórza i złote promienie kaganu-słońca) symbolizują jednocześnie Wiarę Przyrody i Przyrodę w ogóle.

Godło jako całość reprezentuje Matkę Ziemię, Przyrodę [Ród(Roda, Ród Ludzki)+Przyrodę(Rodżanę, Siedlisko Ożywione)] i ukazuje Jedność – Światło Świata (w przemianach, działach i kirach)

© copyright by Czesław Białczyński

To jest kolejna „bajka” jaką mam do opowiedzenia wszystkim ludziom otwartym, nieskostniałym umysłowo, sięgającym w myśleniu o naszej słowiańskiej tradycji dalej niż do roku 966, albo do VI czy nawet IV wieku n.e..

godbog906

Długo nie wiedziałem w jaki sposób poruszyć tak ważny temat jak Bóg i Godło. Godło i Godność. Słowo, Prawo, Jawa, Nawa, God, Bog. Osobiście nie mam za dobrych skojarzeń z takim stawianiem sprawy. „Bóg – honor – ojczyzna!” – to hasło zbyt często powiewa na sztandarach zalanych krwią. Jednocześnie jest wymemłane, przeżute i zawłaszczone przez ludzi „obcej wiary”, którzy ją narzucili Słowianom przemocą i wykorzystują ich od wieków jako tarczę owej wiary, czyli mięso armatnie. Samą tę wiarę wypaczyli, skrzywili i oddali w służbę Systemu Pan-Niewolnik czyli w służbę POST-Rzymu. POST-Rzymu reprezentowanego to przez Niemcy i ich spadkobierców, teraz na przykład z USA, to znów przez imperialną Rosję (III Rzym).

Problemy wiary, boga i godności oraz ojczyzny-macierzy mają jednak wiele aspektów. Niektóre z tych aspektów są godne głębokiego rozważenia, ponieważ gdy je zanalizować ujawniają oszałamiające prawdy. Jest bowiem tak, że ofiara krwi nigdy nie jest bezcelowa, nawet jeśli bierze się z manipulacji czy jest nieświadoma. Ofiara krwi jest zawsze ofiarą najwyższą. Mówiąc o ofierze krwi, mamy na myśli ofiarę złożoną ze świadomego życia. Mówiąc świadome życie, mamy na myśli każde życie.

Ofiara z życia, złożona przez pojedynczego człowieka – Jezusa z Nazaretu, stała się podstawą mitu zapładniającego wiele umysłów na wiele pokoleń. Odmienną rzeczą jest „jak” i „do czego” ten mit został wykorzystany, a odmienną jego przesłanie. To przesłanie nie jest zresztą niczym wcześniej nieznanym. Bo ofiara z życia zawsze miała najwyższą wagę. Nie trzeba być wielkim filozofem aby to zrozumieć. Wystarczy poddać się emocjom, żeby to poczuć sercem. Każde pozbawienie życia istoty świadomej, nawet muchy, budzi w nas choćby drobny wstrząs. Wagę ofiary z życia widać dobrze w podaniach wszystkich mitologii, o wiele starszych od chrześcijaństwa. Jednakże ten chrześcijański mit, popychał ludzi nieświadomie od marzenia o sprawiedliwości w Niebie, sprawiedliwości po Śmierci, do marzenia, które wywołało rewolucję, marzenia o sprawiedliwości na Ziemi i za Życia. To nośność tego mitu uwiodła i omamiła rzesze ludzkie, które poddały się jego urokowi, podczas gdy inni sięgnęli po niego wyłącznie, by osiągnąć władzę nad tymi Rzeszami.

Długo myślałem od czego zacząć ten nadzwyczajny 2013 god (rok), rok/god Wielkiej Zmiany, god/rok naprawdę wielkich, wielkich, wielkich wydarzeń. Rok godny, odświętny, niezwykły, rok/god odmiany w Polsce, zmiany na Świecie, przemiany w Świadomości Ludzi. Będzie to czas Wielkiej Zmiany dla Słowian i Wiary Przyrody – Przyrodzoney Wiary i Wiedy Słowian, czas „przepoczwórzenia” dla wszystkich i wszystkiego.

Przez czas poprzedni zajmowaliśmy się tutaj przywracaniem pamięci. Pamięci owego KORZENIA DRZEWA i treści ZAPISU CZARY – Dzbana Zerywanów – Arki. Niektórzy mieli nam za złe, że przywracając Pamięć Słowian i Słowiańszczyzny przywracamy też Pamięć Wiary Słowiańskiej Przyrodzonej – Wiary i Wiedy PRZYRODY. Jednakże przywrócić korzenie to znaczy przywrócić pamięć SŁOWA, a słowo niesie PRAW-WDĘ, PRAW-WIEDĘ i PRAW WDY (wdy=wdały, udatny, udany, ale i za-wdy = zawsze istny), PRAW(D)Y PRZ(E/Y)KAZ. Prawo zaś i Prawda mówią automatycznie niejako o Starej Wiedzie o Wiedzy Praw – czyli Wierze Przyrody, Wierze Słowian.

Adam Mickiewicz prowadząc 150 lat temu w Paryżu swoje wykłady o romantyzmie, o mitologii Słowian, o języku polskim i o naszej rodzimości zwracał uwagę słuchaczy, że „Kto zgłębi podania słowiańskiego ludu ten dotknie istoty Boga”.

Spowszedniałe słowo MIT, które zabrzmiało w tytule tego artykułu, gdy mu się przyjrzymy uważnie i gdy je powtórzymy głośno kilka razy: mit, „mit”, MIT, mit’, mić = mieć, mić – nić, nabiera niesłychanej głębi!

Słowo MIT = Mieć, oraz MIT = Nić, prowadzi Nas  jak po nitce do kłębka do narodowego „Być albo Nie Być”, do hamletowskiego pytania-klucza, które jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Obawiam się, że skojarzenia te wywołują niejako cały szereg hamletowskich pytań w rodzaju:

Jak pogodzić „nowe” stare ze „starym” nowym? Czy takie pogodzenie w ogóle jest możliwe?! Czy to ma sens dla Polski i Polaków – godzenie tych dwóch rzeczy, tych dwóch wiar, tych dwóch rodzajów Polaków, polskich patriotów?

mitus

Słownik etymologiczny A. Brucknera – odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny – takie znaczenia podaje „polsko-berliński” profesor.

To prawdziwe szaleństwo,uwierzyć,

że jest możliwe zmienić świat przez popularyzację MITU i MITÓW. Zmienić choćby mały fragmencik świata, cząstkę mentalności zbiorowej, ułamek świadomości  narodowej poprzez SŁOWO. Zadanie to wydawało się niewykonalne, niemożliwe, nieprawdopodobne – jeszcze 5 lat temu kiedy zaczynaliśmy aktywność Internetową tego blogu, a jeszcze bardziej nierealne wydawało się to zadanie 20 lat temu,  w 1993 roku kiedy wydawaliśmy w Krainie Księżyca po raz pierwszy „Stworze i zdusze”. Wiara, że poprzez ten zmieniony okruch świadomości, niejako z tym przywróceniem nam Polakom „ułomka pamięci”,  z „odkopaniem” tego na wpół martwego KORZENIA, zagrzebanego przez niegodziwców i niegodziwość w pomroce dziejów, zostanie Nam Wszystkim przywrócona GODNOŚĆ – Godność Osobista i Godność Narodowa, a przede wszystkim Świadomość Samych Siebie, ta wiara niezachwiana dokonała jednak przełomu. Wiara uczyniła cuda!

Gdybyście mogli prześledzić gdzie, na jakich forach w Internecie, toczą się dzisiaj zażarte dyskusje o Słowianach i Słowiańszczyźnie, o naszej starej Wierze Przyrodzonej o naszych mitach i podaniach, o naszych najstarszych dziejach , O NASZYM POCHODZENIU I JĘZYKU, GDYBYŚCIE TO MOGLI PRZEŚLEDZIĆ, TO BYLIBYŚCIE JAK SĄDZĘ, PO PROSTU ZADZIWIENI.  Bylibyście też niesłychanie szczęśliwi. Te dyskusje i kłótnie, to drążenie prawdy, trwa po prostu wszędzie. Dzisiaj kwestie duchowości i przeszłości Słowiańskiej zajmują dosłownie wszystkich, a rozprawy toczą się na wszystkich możliwych poziomach intelektualnych. Ta fala toczy się od stron/blogów kulinarnych i ogrodowych, od stron/blogów o tatuażu i wzorach na jajkach wielkanocnych, od stron/blogów poświęconych koronkarstwu i wyplataniu koszy, przez strony/blogi o ziołolecznictwie, zdrowym życiu i odżywianiu, uprawie ekologicznej warzyw i owoców, o budowie domów i wzorach w drewnie, poprzez strony/blogi o wędkowaniu i rzemiośle rycerskim oraz odtwórstwie historycznym, po najtęższe fora genetyczne, medyczne, historyczne, archeologiczne, antropologiczne,czy językoznawcze.  Od forów poświęconych grom RPG i fantastyce, poprzez kółka dyskusyjne licealistów, lokalne fora regionalne i samorządowe, po fora tęgich profesorskich głów związane z wąskimi specjalizacjami uniwersyteckimi, takimi jak choćby religioznawstwo.

Pamiętam, że ktoś się kiedyś obruszył, iż publikujemy TUTAJ muzykę Lao Che czy Bas Tajpana, a tymczasem DZISIAJ słowiańskość zalała już nie tylko reggae,  czy muzykę eksperymentalną, sięga po rap i hip-hop. A słowiańskość moi drodzy równa się polskość. Tak. Słowiańskość/polskość rozlała się na wszystkie dziedziny sztuki i kultury w naszym kraju, ale też szeroko poza ramy kulturalne, na wszystkie obszary życia społecznego i szeroko poza nasz kraj.

Czy to do nas rzeczywiście należycie mocno dotarło

w 2012 roku?

NA WSZYSTKIE OBSZARY ŻYCIA SPOŁECZNEGO

w POLSCE i szeroko poza nią!!!

Naród przebudził się (oczywiście nie tylko) dzięki naszej aktywności – aktywności nas wszystkich, którzy tutaj jesteśmy obecni i którzy przekładamy potem tę obecność tutaj na aktywne obecności gdzie indziej, na współtworzone czy własne portale, fora, blogi, czy w życie codzienne. Naród przebudził się ponieważ drzemała w nim potrzeba Przebudzenia. Nie ze szczególnej miłości i uwagi cytują nas dzisiaj, powielają i linkują masowe media internetowe jak Nowy Ekran, Wiadomości 24, Wpolityce.pl, Nasza Telewizja, Monitor Polski, Wykop.pl, Eioba.pl, WolneMedia,Liveinternet.ru, Facebook, Goldenline, czy bardziej specjalistyczne jak Rodzima Wiara, Polishforums, Anastazja.org, beskidmaly.pl, albo nwonews i inne liczne strony WWW, lecz dlatego, że potrzeba przebudzenia jest powszechna!

Tylko ta jedna słowiano-rodzimowiercza strona WWW – ten blog – miała w roku 2012 jeden milion dwieście tysięcy (1.200.000) widzów! To oznacza, że każdego dnia wchodziło tutaj 3.500 osób. Spośród tych osób 65 – 70%, a więc około 2.000 każdego dnia, czytało któryś z 600 zamieszczonych tutaj artykułów. Czytało, a nie tylko kopiowało hasła na swoje potrzeby!

Czytelników przybywa z godziny na godzinę. Wczoraj było u nas 5.000 osób z czego czytających 3.700! Sądzę, że w styczniu przekroczymy próg 150.000 odbiorców.

To jest Przebudzenie.Przebudzenie narodu.

W roku 2011 i 2012 obserwowaliśmy niebywałe akty owego przebudzenia demonstrowane na tysiące sposobów i manifestowane w niezwykłych okolicznościach. To przebudzenie było manifestowane powszechnie w tak różnych środowiskach jak skrajnie katolickie związane z PIS i TV Trwam, jak środowisko patriotyczno-narodowe, jak środowisko kibiców piłkarskich, których powszechnie uważano  za bezideowych zadymiarzy i chuliganów, a którzy oprawami meczowymi sprawili władzy nie lada problem, a nawet sprawili, że mieliśmy w Polsce pierwszych więźniów  politycznych i pierwsze przypominające żywcem nawet nie PRL, a ZSRR i Chiny, prewencyjne aresztowania masowe przed Euro 2012.

Przebudzenie zademonstrowali solidarnie prawie wszyscy użytkownicy internetu organizując masowe protesty w sprawie ACTA. Przebudzenie demonstrowali rodzice nie godzący się na zamykanie szkół, aptekarze i lekarze, dyrektorzy szpitali, pielęgniarki, nauczyciele, górnicy, kolejarze, oszukani przez obietnice rządowe Szczecinianie, zbankrutowani na autostradach właściciele małych firm, oszukani przez cwane biura i naciągaczy giełdowych i „pseudobankierów-gangsterów” zwykli ciułacze,  i znów rodzice w sprawie usunięcia lekcji historii.

Przebudzenie świadomości zademonstrowali choćby dwaj podpici szaleńcy, którzy wpadli na płytę Basenu Narodowego popływać sobie przed odwołanym meczem z Anglią. Aktywność zademonstrowały środowiska młodych i starych (np. w sprawie przedłużenia wieku emerytalnego i ustanowienia obowiązku składkowego w bezprecedensowej na świecie długości 40 lat obowiązkowego składkowania!!! – to prawdziwe niewolnictwo, najczystszy feudalizm państwowy!), lewicowe i prawicowe, gospodarcze i ezoteryczne.  Skala tego przebudzenia była dla Panów, dla posiadaczy polskich Niewolników naprawdę przerażająca.

Jak odpowiedzieli? Czy podjęli dialog czy też okazali się do dialogu niezdolni?! Próbowali wyjść społeczeństwu naprzeciw, czy też okopali się w twierdzy, za murem wyobcowania?! Czy buta i oderwanie od codzienności pchnęły ich na drogę forsowania siłowego tego o czym oni zdają się być przekonani stanąwszy ponad narodem?! Narodem, który ONI mają za bandę  oszołomów, a który zademonstrował IM niekłamaną wiarę w swoją podmiotowość i równoprawność własnej świadomej wizji państwa, wiarę w służebność państwa wobec społeczeństwa?! Czy podjęli rozmowę, czy zareagowali pozytywnie na jakąkolwiek sugestię?!

Tak? Wycofali się z ACTa?! Ale czy na pewno?! Od razu rozpoczęli prace i przygotowania do zakneblowania Internetu inną drogą. Teraz, po wymierzonej w wolność społeczną prowokacji z tonami trotylu czy plastiku, składowanymi na akademii rolniczej w Krakowie,  opowiadają o instrukcjach terrorystycznych, jakie się tą droga w Polsce propaguje i o mowie „nienawiści”. Kładzenie tamy mowie nienawiści poprzez CENZURĘ, jest w wykonaniu tych ludzi przemawiających oczywiście esencjonalną mową „miłości”,zabiegiem tak jaskrawo cynicznym, że wzbudza wręcz odruch wymiotny. Ustawę w tej sprawie przygotowuje nam  donosiciel Bezpieki PRL!

Nie widziałem w 2012 roku dialogu Władzy ze Społeczeństwem na żadnej płaszczyźnie. Widziałem cynizm i butę i samozadowolenie rządzących. Widziałem nieustanne potrząsanie szabelką, a raczej pojemnikiem z gazem łzawiącym. Widziałem pogardę dla opozycji, cyniczne przypisywanie wszystkim innym głupoty, ograniczenia umysłowego, niezrównoważenia psychicznego i słyszałem ton wyższości! Słyszałem Jedyną SŁUSZNOŚĆ, której organicznie nienawidzę. Ktoś tę Słuszność słusznie nazwał zresztą NASZOŚCIĄ. Taką samą Naszość mamy na Białorusi, na Ukrainie, w Rosji i w Kazachstanie. Naszość w systemie Pan – Niewolnik powstaje wtedy kiedy Właściciele Niewolników nie mają już żadnych logicznych argumentów na rzecz zachowania status quo i jedynym ich argumentem staje się bat – psychologiczny lub fizyczny, czyli gwałt na Narodzie!

Czy Być albo Nie być – to jest pytanie do Polaków na rok 2013?!

Myślę, że wszyscy, którzy czytają ze zrozumieniem te SŁOWA mają obowiązek w roku 2013 aktywnie chwycić za broń.

Nie za broń, która rozleje krew na nasze chorągwie, na nasze święte stanice, na nasze symbole słowiańskie, nie za broń palną, lecz za każdą dostępną broń  służącą aby upowszechniać owo SŁOWO, ów MIT, owo GODŁO i przywracać nadal GODNOŚĆ jak najszerszym rzeszom Polaków. Wywalczyć Godność dla wszystkich to przede wszystkim przyjąć Godną postawę osobistą i zająć GODNE Miejsce dla Siebie Samego, dla swoich Najbliższych, dla Zadrugi, Rodziny, dla Plemienia, dla Grupy, dla Podmiotu Lokalnego, dla miejscowej Społeczności. Przywracając godność samym sobie przywracamy ją także automatycznie całemu Polskiemu Narodowi. Przywracając godność małym grupom przywracamy ją sobie jako całości.

Odrzucając fałsz i manipulację, budując Pamięć o Korzeniach budujemy nową narodową dumę. Z nią, z dumą  nastaje zaś wolność! Bo wolność jest dzieckiem DUMY i poczucia Bycia Sobą oraz u Siebie.

Do tej pory przywracając TUTAJ, na naszych łamach, godność i korzenie, przypominając dawne mity i podania Wiary, opisując postacie bogów Starej Wiary Słowian, wskazywaliśmy przede wszystkim na przyczyny stanu w jakim się znajdujemy, stanu mentalnego, stanu świadomości czy też nieświadomości, stanu wiedzy bądź niewiedzy. Często jednak te analizy stanu Zbiorowej Świadomości objawiały nam jednocześnie winnych. Winni okazywali się nieodmiennie Rządzący nami od ponad 20 lat ludzie. Są oni przede wszystkim, poprzez działania jakie podjęli i jakich nie podjęli, winni stanu materialno-gospodarczego Polski, stanu publicznego państwa w jakim żyjemy, stanu jego posiadania w każdym wymiarze: granic, demografii, finansów, wewnętrznej organizacji i dezorganizacji, jego mocy i niemocy. U podstaw stanu naszego Państwa leży bowiem STAN PODSTAWOWY, stan umysłowy tak zwanych elit rządzących. To tam, w umysłach elity kształtującej programy na przyszłość jest wpierw potrzebna WIZJA CELU, potem zaś wizja drogi do celu. Ta wizja lub jej brak to paradygmat STANU PODSTAWOWEGO, czyli coś co leży u podstawy naszej Doli i Niedoli, bieżących sukcesów i kłopotów. Myślę, że 25 lat które miną w roku 2014 jest wystarczającym CZASEM jaki społeczeństwo dało III RP na spełnienie swoich marzeń o Sprawiedliwości na Ziemi, za Życia. Myślę, że rok 2013 musi być naszym rozliczeniem się z tą EPOKĄ BEZŁADU przez którą szliśmy pod dyktando LUDZI BEZ CELU.

Skupialiśmy się też przez pięć lat TUTAJ na przywracaniu prawdziwego braterstwa między Polską i Rosją, na wzajemnym zrozumieniu siebie przez Polaków i Rosjan, na wzajemnym ponownym otwarciu państwa na państwo, ludzi na ludzi , na oczyszczeniu się nawzajem i otwarciu – na zasadach RÓWNOŚCI dającej RÓWNOWAGĘ i Moc.

Skupialiśmy się także na wskazywaniu jasno przewin naszych przeciwników i sąsiadów, po to by sobie je uzmysłowić i nigdy nie dopuścić do powtórzenia tego CO BYŁO. Mówiliśmy dużo o propagandzie, germanizacji, nazizmie i faszyzmie, o komunizmie i niewoli, o „komunizmie” i „komunistach”, o tak zwanej demokracji socjalistycznej i manipulacji językiem, o propagandzie i totalitaryzmie sowieckim, także o chrześcijaństwie i jego przewinach.

To dziwne o tyle, że przecież pisaliśmy tutaj w artykułach wyłącznie o mitach, mitologii, o dawnych dziejach, o historii, o języku, Słowianach i Przyrodzie! A to wywoływało mowę na inne tematy i sążniste wpisy i dyskusje. Jak to się stało? Jak do tego doszło, że pisaliśmy o mitologii i pradziejach Słowian a nieustannie docieraliśmy do tematu i mówiliśmy o współczesności, o stanie bieżącym Polski?! Ano właśnie? Warto się przez chwilę zastanowić i nad tym, dlaczego ta tematyka wzbudza tak gorącą polemikę, takie zażarte dyskusje, takie wielkie emocje, właśnie teraz, DZISIAJ. Dlaczego te zdawałoby się nieważne, bo ginące w starożytności kwestie, są takie współcześnie PALĄCE i dla każdego emocjonalnie ważne?!

Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, każdy musi znaleźć osobistą odpowiedź na nie, znaleźć ją głęboko w SOBIE.

Po kilkudziesięciu latach działania w celu odtworzenia prawdziwej wiedzy o Słowianach i Słowiańszczyźnie, wiedzy o ich mitologii, bogach i Wierze Rodzimej dawnej, oraz działania na rzecz  odrodzenia tejże wiary współcześnie chcę powiedzieć, że dokonaliśmy wspólnie, my wszyscy którzy tutaj bywamy, a potem rozchodzimy się wychodząc stąd do naszych codziennych „szarych” zajęć, niebywałego dzieła – Dokonaliśmy owej WIELKIEJ ZMIANY!!!

Dzisiaj Polacy z powodu owego szczególnego MOMENTUM DZIEJOWEGO (Wielkiej Zmiany i Końca Epoki), ale i za przyczyną naszej działalności wytężonej, poczuli wreszcie swoją wartość i odbudowali w sobie godność.

O dziwo jest to poczucie masowe, a jego masowość niesie nam inną ZMIANĘ, zmianę położenia narodu polskiego w swoim państwie oraz pośród innych narodów Ziemi. Ten proces przywracania nam miejsca i rangi u Siebie w domu oraz na Świecie jest nie do powstrzymania. Oto stajemy się po 1000 lat Niewoli Mentalnej i po 200 latach NIEWOLI FIZYCZNEJ (prawdziwego ucisku KOLONIALNEGO) PODMIOTEM, a więc zbiorową OSOBĄ! Znów jesteśmy SOBĄ. Odrodziliśmy wiedzę o Sobie, o Korzeniach, z których wyrasta nasza Mowa, Słowo, Wiara, Wieda, Wartości. Odrodziliśmy wiedzę i zrozumienie własnych gestów, zachowań,czynów, sympatii i antypatii, namiętności i miłości, zrozumienie przywiązania do symboli, emocji często dotychczas niezrozumiałych, a przez to wstydliwych, odrodziliśmy jakże często wyszydzane poczucie przywiązania do macierzy i ojczyzny.

Orzel_Bialy_Godlo_Polski-koszulka

Gott mit Uns – Nasze Godło

Nie bez powodu właśnie te słowa znalazły się w nagłówku Wstępniaka w 2013-tym, w roku Wielkiej Zmiany. Nie samo słowo „mit”, nie samo „god”, ani „uns”, lecz „Gott mit Uns”.

W tym roku uczynimy próbę „pojednania” i „przebaczenia” naszym Zachodnim Sąsiadom. Przebaczenie nie oznacza wcale zbratania się, do tego bardzo daleka droga. Tak samo daleka, a może znacznie dalsza, jak droga do równoprawności i braterstwa w stosunkach Polska – Rosja oraz Polacy -Rosjanie. Gdy idzie o stosunki polsko-rosyjskie sprawa jest o tyle prostsza, że stosunki międzyludzkie, czyli relacje Polacy – Rosjanie, są mniej więcej „normalne”. Nie ma tu wielkich animozji. Wydaje się, że Polacy i Rosjanie nieźle się rozumieją, i nieźle się ze sobą nawzajem czują. Z Niemcami na obu płaszczyznach wciąż jest nam o porozumienie bardzo trudno. Z ideą jest jednak jak z tsunami: pierwszy wstrząs jest niewidoczny, potem rzecz się rozgrywa w cichym ukryciu, a spektakularny efekt widać „za jakiś czas” i w „innym miejscu”. Więc na zbratanie z Niemcami długo jeszcze nie liczcie, ale początek zostanie zrobiony właśnie dzisiaj, w tym artykule.

W tym roku spróbujemy za to zbratać się WEWNĘTRZNIE, zbratać się Sami ZE Sobą, ZBRATAĆ SIĘ NARODOWO, czyli  p o r o z u m i e ć  się SAMI ze Sobą. Na to jest już najwyższy czas i to jest możliwe, a nawet jest to niezbędne.

Zacznijmy jednak od sąsiada, naszego niegdysiejszego ciemiężyciela, który – bez złudzeń – nie zaniechał (i być może nie zaniecha jeszcze długo) prób zdominowania Nas, zawłaszczenia Naszego Domu, zrabowania dorobku Naszej Ojczyzny, wykorzenienia nas z Naszej Macierzy. Pojednanie  i przebaczenie nie odbywa się ani między premierami i prezydentami, ani między parlamentarzystami , ani między biznesmenami ani miedzy biskupami. To że biskupi z biskupami „przebaczyli sobie w 1966 nie spowodowało wcale niczego fajnego we wzajemnych relacjach przeciętnych Polaków i Niemców.  To że drużyna Niemiec w piłce nożnej łupi drużynę Polską przy pomocy „przekupionych” Polaków którzy dla nich strzelają bramki też wcale Polaków do nich nie przekonuje. To że wspólnie z Rosją biorą Polskę w Żelazną Obręcz rurociągiem też nie buduje naszego zaufania. Być może moglibyśmy się poczuć zagrożeni w naszym prawie bycia tutaj gdzie jesteśmy, w tej żelaznej obrączce.

Jednak dzisiaj już wiemy, że nasza MACIERZ (DOMENA i EKUMENA)  rozciąga się od Atlantyku do Pacyfiku i biegnie przez całą Północ i Centrum Europy i Azji (Białego Lądu i Mazji), przez cały pradawny, starożytny Kaganat SIS, sięgając korzeniami Cywilizacji Atlantydy. Wiemy, że jest odwieczna, że ma co najmniej tyle lat ile człowieczeństwo, mniej więcej od 40. do 25.000 lat wstecz. Wiemy też więcej o Rosjanach,naszych potomkach lechickich na Północnym Wschodzie i o samych Niemcach, którzy są w 39% naszymi (R1a+ I1 + I2) potomkami na Zachodzie.

Co lepsze powoli także świat zbliża się do konstatacji prawdy, gdzie leży owa tajemnicza Atlantyda, która dała podwaliny pod cywilizację sumeryjską i pod późniejsze systemy religijne i filozoficzne starożytnego świata. Leży oczywiście na północy Eurazji w obszarze europejskich borów i gór, nad Dunajem i na całej szerokości tzw Wielkiego Stepu.

Świat zbliża się do przyjęcia tego punktu widzenia, że Cywilizacja Poprzednia, którą umownie nazywa się Atlantydą, uległa samozagładzie lub zagładzie w wojnie, albo zagładzie na skutek kataklizmu. Być może to ona sama jest sprawczynią upadku Człowieka i Ciemnych Wieków. Ona to być może nie sprostała i nie oparła się tym, którzy do upadku ją przywiedli. Ale to ona właśnie zrobiła także wszystko co możliwe, aby wiedzę o przeszłości przenieść do teraźniejszości, zaszczepić ją ludziom, odtworzyć przeszłość, rzucić na nią Światło i OTWORZYĆ Światłą Novą Przyszłość przed Nami.

Przebaczyć naprawdę i pojednać się z Kimś

to znaczy Być Pewnym, że z jego strony nic nam nie zagraża, że nie narazimy się okazując zaufanie na atak (jawny bądź skryty). Jak okazać zaufanie skoro byliśmy narażeni na atak prowadzący do fizycznej eliminacji (ze strony Hitlera i Stalina, a wcześniej na atak terytorialny i gospodarczy kolonializm tej samej koalicji  przez 150 lat Rozbiorów). Niemcy zaserwowały nam także długofalowy atak na naszą Toż-SAMOŚĆ, czyli bycie Tymże Samym, Bycie SAMOŚCIĄ, SAMYM w SOBIE, OSOBĄ , OSOBNOŚCIĄ, Bycie Sobą. Bycie Sobą to jedyny CEL, poza obroną życia, godny obrony za wszelką cenę. Przeżywamy tego rodzaju atak ze strony Post-Rzymu nieustannie od 1000 lat.

Być SOBĄ to znaczy być Osobą,  być Bytem Zrodzonym lub Urodzonym, być członkiem Rodziny i Rodu (być częścią Siedliska – Przyrody). A być Zbiorową Osobą, to znaczy być NARODEM, posiadać nad-rodową tożsamość.

Jak pana godność? – pytano dawniej kogoś kogo świeżo poznawano. Bo GODNOŚĆ to Miano, Imię. Mieć Imię znaczyło zaś kiedyś Mieć MIT – Świadomość Przeszłości i Korzeni, MIEĆ MIANO – być podmiotem, MIEĆ DOBRE MIANO (IMIĘ) – Godność, Czci-Godność. Godność – imię, miano, cześć. Gody – święta, lata. God – rok. TY-Godnie – czyli „tenże godzień”, też właśnie „godnie”, „ten” właśnie a nie „inny” czas, czas między dwoma świętami-godami. Świętami, czyli dniami, w których bóg (Światło Świata – Swąt – Świętowit, Światłoświat, Świętowid, Świętuwit) po zakończeniu pracy stwarzania Świata Odpoczywał, godził go – ładził go, dostrajał i przystrajał, uk-ładał, udo-godniał.

godbog9069+0+6 = 15 = 6 = Życie i Sześciopłatkowe Koło – Kwiat Życia.

Te słowa „Gott mit Uns”, które dla niejednego z nas są jak zgrzyt, zwłaszcza zestawione w jedno ze słowami „Nasze Godło”, są jednocześnie Dowodem w Sprawie, dowodem procesowym w dosłownym tego słowa znaczeniu, dowodem na nasz rodowód, na naszą tożsamość, na naszą godność, na naszą niezbywalną i niezniszczalną w istocie niepodległość. God-Deło – Dzieło Boga, Dzieło Bogów Rozwoju – Godów, czyli inaczej Bogów Kiru (Stron, Czasu i Zmiany).

Jestem przekonany, że naród który ma tak wielki wpływ na swego teoretycznie zapiekłego wroga, pokonał już tego wroga. Bowiem Naród, który wprowadził na sztandary wroga swoje hasło i to zapisane w swoim własnym języku narodowym i uczynił to bez przemocy, już zwyciężył.

Chcę wam ogłosić teraz na początku roku/godu 2013, Roku/Godu Nowości, Roku OD-Novy, Roku-Godu Wielkiej Zmiany bardzo, bardzo, bardzo Dobrą Nowinę.

Jak pamiętacie zapewne z ostatnich  artykułów publikowanych przeze mnie w 2012 roku ( z 12 12 2012 i z 20 12 2012) udokumentowaliśmy tam i opisaliśmy dając wiele dowodów wprost oraz dowodów pośrednich, zjawisko samorozwiązania się kościoła katolickiego poprzez między innymi encyklikę  „Fides et ratio”. Ustami swymi Jan Paweł II, który ogłosił równoprawność ROZUMU na drodze do poznania Prawdy i Boga, unieważnił  „logicznie” obalone już od dawna przez Rozum Pismo Święte. Udokumentowaliśmy, że  razem z katolicyzmem tracą rację (RATIO) bytu także inne systemy oparte na Księdze i pośrednictwie pomiędzy człowiekiem a Bogiem, takie jak  chrześcijaństwo, judaizm czy islam.

Oczywiście RELIGIE te istnieją i będą istnieć! Będą istnieć zapewne jeszcze dosyć długi czas. Każde działanie bowiem, jak fala  w wodach oceanu ma swoją dynamikę i inercję. Fala, która dokonała TEGO  przewrotu „wód u dna” i spowodowała narodzenie Nowego, już przetoczyła się przez Świat. Ale zanim całe „wody” owego morza się obrócą i Zmiana wypłynie na „powierzchnię”, musi minąć jakiś czas. Będą zatem te religie obecne dotąd dokąd ktokolwiek (jakakolwiek OSOBA, Tożsamość, Świadomość Indywidualna), ktokolwiek, będzie je wyznawał. Nikogo siłą – tak jak to dawniej bywało –  nie będziemy przekonywać, żeby zmienił zdanie i przestał oddawać się przeszłości, a zwrócił się ku Przyszłości, ku Nieskończonej Świadomości, ku naukowemu światopoglądowi, ku Wiedzie i ku Osobistemu Kontaktowi z Bogiem w Sobie i Bogiem Nieskończonym.

Zatem Kościoły owe będą istniały dla tych, którzy „wierzą”, lecz dla nas, dla WOLNYCH LUDZI, Ludzi którzy odzyskali Miano, Imię, Tożsamość, Ludzi Wiedy i Wiary Przyrody one już istnieć przestały. CZY TO NIE WSPANIAŁE  (a jakże dla całego Świata zaskakujące), że w 1980 roku pokonaliśmy satrapię ZSRR, czyli spadkobierców POST-Rzymu uosobionego przez imperializm stalinowski nazywany komunizmem?! Czyż to nie wspaniałe, że w roku 1998 roku pokonaliśmy Watykan ogłaszając naszemu 1000 letniemu ciemiężycielowi ustami papieża-Polaka, Jana Pawła II, w encyklice „Fides et Ratio”, że chrześcijaństwo jest przeżytkiem, ponieważ jego dogmaty oparte o Wiarę w Księgi Święte nie wytrzymują krytyki ROZUMU?! Pokonanie Watykanu to także pokonanie niemieckiego Post-Rzymu, Niemiec ich 1000 letniej Misji Wschodniej.

To były pierwsze Dobre Nowiny w niedalekiej przeszłości, to były zwiastuny ale i pierwsze efekty nadciągającej Wielkiej Zmiany, Jasności WIDZENIA jaką zyskiwaliśmy pod koniec Kalijugi z każdym kolejnym etapem budowy Wielkiej Krystalicznej Sieci Informatycznej pomiędzy Ludźmi na Ziemi. Teraz czas na kolejne dobre, lecz nie ostatnie, Nowiny:

Gott_mit_uns_1WK

Niemcy zostały ostatecznie i nieodwracalnie pokonane przez Polskę!

Tak twierdzę. Nie tylko ich Misja wschodnia i krucjata, czyli napór fizyczny i ideologiczny został unicestwiony, skończyła się także i to nieodwracalnie ich dominacja mentalno-kulturalna oparta na ideologicznej podstawie chrześcijaństwa i wypływającej z chrześcijaństwa fizycznej i psychicznej przemocy. Kilka osób postuka się pewnie teraz w głowę, a kilkanaście bardzo przestraszy.

- Białczyński zwariował, co już od dawna mówiliśmy!!! – powiedzą jedni.

- No nie, do tej pory było z nim jako tako, ale teraz mu odbiło! – powiedzą inni.

Jeszcze inni napiszą o mnie po raz kolejny: „Nie bierzcie go poważnie. To wariat, taki Stach z Warty tylko, że nam współczesny”. Tak pisywali o mnie kiedyś „przemądrzali i bezczelni” historycy.org, dzisiaj pewnie byłoby im wstyd, przynajmniej mam taką nadzieję, że przez ostatnich 10 lat trochę zmądrzeli. Ale i dzisiaj tak o mnie pisują Kochane Lemingi i Szanowne Yetisyny, na przykład  miłośnicy Krakowa na stronach fotograficznych poświęconych pięknu tego miasta! Dziękuję wam kochani czytelnicy ze SkyscraperCity.com. Nie zasłużyłem jeszcze na tak wielki komplement. Stach z Warty! – No, no, musiałbym długo jeszcze pracować żeby mu dorównać, ale dzięki.

I jedna i druga reakcja jest usprawiedliwiona. Postukać się trzeba żeby dobitniej zrozumieć, lęk zaś mobilizuje. Jest to pozytywna oznaka gotowości organizmu do walki. Walka oczywiście jeszcze przed nami. Walka zapewne nieprosta i zaciekła, walka o uznanie tej prawdy, w Sobie i na zewnątrz, w świecie.

Spróbujmy zrozumieć jasno te słowa:

Gott mit Uns

Owo gott brzmi po prostu god. God znaczy bóg, czyli god ist bog. Ist = jest – nawet nie trzeba tłumaczyć, prawda? God, bog, ist - jest to kilka naszych starych słów!  Przy czym słowo bog u Niemców obrócono w god (gott). Jak już kiedyś zauważyliśmy słowo to zostało odbite w lustrze, a ostatnią/pierwszą literę odbitą przekręcono dodatkowo wzdłuż pionowej osi symetrii. Takie lustrzane odbicie i obrót  to znana nam z opisów w poprzednich artykułach figura ezoteryczna (choćby z OIO – Otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie), tajemna zasada kodowania i przekazu Wiedy,  tajemna zasada Świętego Tanu – Tańca Żurawia, który jest tańcem Śmierci i Odrodzenia z Zaświatów, Tanem  Powtórnych Narodzin. W wymowie słowa „bog” została także przekręcona jedna głoska, ale nie ta ostatnia tylko pierwsza. Ta „sprzedaż”, czy jak to mówią językoznawcy „pożyczka językowa”, jest wyjątkowo zabawna, po prostu bardzo inteligentna i dowcipna. Jak zauważyliście obejmuje ona cały tak zwany świat nordycko-anglosaski. Nie wiem co oni zrobią, kiedy dotrze do nich w pełni wymowa tego faktu, ale coś będą musieli w swojej mentalności głęboko przewartościować, „odwrócić” i „przekręcić”, to jest dla mnie pewne. Mam na myśli oczywiście Anglosasów Myślących, a nie tę „papę” na poziomie Lemingów.zakaz

Tabu czyli dlaczego oni a nie my?

Zwykle to nam Polakom, Słowianom wmawiano żeśmy wszystko od innych zapożyczyli i że to oni nas wszystkiego nauczyli. Teraz zrobimy odwrotnie wmówimy coś IM – Anglosasom (Germanom i Romanom), zwłaszcza że mamy wszechstronne do tego podstawy. Oto w latach 2010- 2012 zostało bowiem złamane TABU, nienaruszalne twierdzenie o „starszeństwie Rasy Panów w Europie” i związanym z nim, Prawie Rasy Panów do spuścizny Cesarstwa Panów, czyli Cesarstwa Rzymskiego. To tabu zabraniało europejskiej nauce XIX i XX wieku mówić, iż Rasa Niewolników Sclave może być od nich starsza oraz że czegokolwiek mogliby się od tej rasy nauczyć. Tymczasem genetyka rozwiązała problem tajemniczej nieobecności Słowian na ARENIE DZIEJÓW i wskazała  jednoznacznie starszeństwo R1a1 w Europie. Wskazała, że ktoś inny a mianowicie ludność o haplogrupie Y-DNA I jest gospodarzem Europy zamieszkującym tutaj od Atlantyku po Morze Śródziemne i Czarne od 25.000 lat. Wykazała jednoznacznie, że to Pra (Proto) Słowianie czyli Scyci (hg Y-DNA R1a1) weszli do Europy w okolicach 10.000 p.n.e. zamieszkali tutaj i zmieszali się z ludnością Staroeuropejską hg Y-DNA I1 i I2. Wykazała, że przynieśli ze sobą rolnictwo, koło, hodowlę konia i krów, piwo i konopie, warzenie sera i mak oraz umiejętność wypieku chleba i najstarsze pismo ryte na kamieniach (Vinca). Genetyka wykazała jednoznacznie i  niepodważalnie że Zachodnio-Europejscy Ariowie (hg Y-DNA R1b1) weszli do Europy w głównej masie stosunkowo późno, przepełzając przez północna Afrykę, gdyż najwyraźniej „lepsza” droga była już zajęta i zagospodarowana przez konglomerat R1a+I1 oraz R1a + I2. Tylko części z nich, z tej sławetnej Rasy Panów udało się przemknąć chyżo przez Małą Azję i Bałkany oraz wzdłuż Dunaju na Zimie Nadatlantyckie – dzisiejszej Francji, Belgii, Holandii i Brytanii.  Okazało się też że trzon Rasy Aryjskiej – Blondynów Niebieskookich, którzy rościli sobie odwieczne prawo do zarządzania całym Światem, którzy współtworzą Niemiecką Rasę Panów to po prostu zakamuflowani Słowianie (R1a1). Wreszcie żeby już zupełnie dokończyć demolkę jaka nastąpiła w wymiarze mentalnym i kulturalnym pośród Rasy Panów stwierdzono, że Rasa Panów nie istnieje ponieważ jest mieszaniną Staroeuropejczyków, Celtów i Słowian.  Ale i to nie był jeszcze ostatni cios w koncepcję rasy panów. Ostatnim było stwierdzenie, że ich język jest kreolskim konglomeratem mowy Słowian, Celtów i tychże kompletnie niearyjskich, a więc zupełnie „niepańskich”, Staroeuropejczyków – w dużym stopniu dzieci uważanego za „podczłowieka” Człowieka z Cromagnon. Zatem nie dziwmy się pożyczkom w ich języku germańskim ze staroaryjskich języków prasłowiańskich (scytyjskich) pewnych słów i pojęć, np. dotyczących boga, oraz nie dziwmy się pewnym „przekręceniom” tychże pojęć. U nich pojęcia i słowa uległy bowiem „przemiałowi”, pomieszały się te ich własne, ze Słowiańskimi i ze Staroeuropejskimi i nieco „powykręcały”. Oto podstawa, na której tutaj dzisiaj łamiemy propagandowe TABU narzucone przez Aglosasów i Niemców  i Franków światu w XIX i XX wieku.

Słowo bog, baga, bagha – jest znane nie tylko Słowianom, Irańczykom czy Hindusom, lecz także Chińczykom, Koreańczykom, Japończykom i Tajom. Jak widać większość Starego Świata używa tego słowa bog, bagha jako synonimu bogactwa i pełni. Już to wystarczyłoby, aby ów stan uznać jako ogólniejszą prawidłowość, a nie tylko „wewnętrzną”,  związaną z jednym etnosem. Mamy tu na myśli powiązanie pojęcia „bogactwa” i „pełni” z pojęciem „boga”. Oczywiście znane są także inne powiązania i źródłosłowy, jak choćby dew, diews - i ten nie jest obcy Słowianom, a także Hindusom, Irańczykom i Grekom czy Rzymianom – deus. Co ciekawe Celtowie przyswoili sobie słowo semickie essus, jesse. I to słowo znane jest Słowianom jako określenie boga.  Oczywiście oni mogą, jak to „Nordyko-Anglosasi”,  jeździć „na odwrót” według zasad ruchu lewostronnego, ale dla „zasad przyrodzonych” uznawanych przez większość ludzkości nie ma znaczenia, że członkowie jednego z etnosów mają w sobie coś co im każe „odbijać i skręcać” w nazwach, albo „odbijać” w ogóle prawoskręt w lewoskręt w fizycznym działaniu. Potwierdza tę ich „przypadłość” przyjęta tam ongi powszechnie w transporcie lądowym zasada lewostronnego ruchu ulicznego. Czy to nie charakterystyczne?! Mało kto pamięta, że takie zasady jazdy po ulicach obowiązywały także jeszcze w XX wieku w Skandynawii. Coś w tym być musi, iż Germanie „odwracają” ogólnie przez ludzi przyjęty ruch prawoskrętny. Dla naszych dalszych rozważań będzie to miało jedynie drugorzedne znaczenie. Dla nich może mieć znaczenie zasadnicze.

Jak wykazaliśmy w jednym z artykułów poprzednich indo-irano-słowiańskie słowo baga – określa to samo pojęcie filozoficzne leżące u podstaw filozofii Przyrody także dla całego świata  języka chińskiego, koreańskiego i japońskiego. Jest to zatem wspólne i spójne pojęcie związane z bogactwem i „dawaniem bogactwa”, dawaniem „pełni” Człowiekowi. Jeśli uznajemy paradygmat Świadomości nad/pod Materią to w większości mamy zapewne „dobry” odbiór – good.   Good – dobry. Także i oni Germanie mają dobry odbiór mimo tego „przekręcania”. Wygląda to zatem tak, jakby w językach germańskich pojęcie boga wywiedziono z postaci Kirów-Godów, władców Pór Roku i Stron Świata. Tak, ci (Kirowie, Godowie – Bogowie Godu – Roku) w istocie są good, gut, i przez Prasłowian nazywani byli Godami – Dawcami Godwęda – bydła czyli Postawy BYTU Władcami Hodowli i Uprawy , bogami Roli czyli Kiru. Oni, Godowie, po prostu są „dobrzy” z „natury”, bo pory roku i doby oraz „zasady rozwoju” i „obumierania” w Przyrodzie oraz kierunki świata –  strony Świata – nie mają żadnych konotacji sprawczo-dawczych,  zawsze są „dobre”.

Jeśli zatem pojęcie to, god,  wśród Germanów nie jest pokręconym „przeszczepem” językowym „sprzedanym” w mowie mówionej przez Słowian i zapisanym „zapożyczonymi” znakami, czy też „przyswojonymi” znakami-runami, to odnosi się do innego poziomu RzeczyIstności. Koncepcja boga jako wyłącznie „dawcy dobra” tzw. Dobry Bóg – to wynalazek zoroastryzmu (pochodzenia scytyjskiego) i chrześcijaństwa (które przejęło je z zoroastryzmu), wynalazek Irańczyków i Semitów. Nie posądzamy Anglosasów o to aby wcześniej nie znali pojęcia „boga” jako „dawcy”, jako „istu”, tzn. Istoty Świata – Światła Świata. Przypuszczamy nawet, że to od Celtów pochodzi semickie pojęcie boga Jesse. Pojęcie zaś god, dobry – gut, gott, wynika być może z powiązania w Skandynawii bogactwa  z porą lata, wiosny, jesieni – jesse i god. Zima była tam zbyt śmiercionośna, sroga.

Nie bierzmy tego wywodu do końca poważnie! Nie przywiązujmy się do niego na razie jak do niepodważalnej PRAWDY, nawet jako do „prawdy mityczno-mitologicznej”. Wszak opowiadam wam tutaj BAJKI. Sam jestem dosyć zaskoczony poczynionymi obserwacjami  i wnioskami do jakich prowadzą. Są to jednak na razie tylko sygnały, sygnały za słabo udokumentowane, aby je przyjmować jako pewnik. Na razie jest to intelektualna prowokacja i spekulacja oraz INTUICJA (czaneling). Dla potwierdzenia oczekiwałbym tu wsparcia językoznawców, etymologów, antropologów. Na razie widzę argumenty wspierające tę tezę ze strony osób deszyfrujących pismo runiczne (kryptologów) i ze strony genetyki.

Traktuję zatem te własne wnioski z przymrużeniem powieki, na wpół poważnie,  ale zaznaczam – to jest połowiczne, to znaczy iż w 50% jestem przekonany o słuszności tej INTUICJI. Mam powody tak sądzić, gdyż inne moje dawne intuicje zostały po ponad 20 latach potwierdzone naukowo, i to w 95%.

SSSSS s-1553

Gott mit uns (God with us) – cóż to znaczy?  Bóg z nami!

Podejdźmy do problemu słowiańskiego/polskiego zwycięstwa nad Niemcami (jako nosicielami idei POST-Rzymu) od strony psychologicznej. Z tym hasłem (Gott mit Uns) niesionym na sztandarach niemieckiej armii  próbował nie tak dawno pan Adolf Hitler  z Rasy Panów, spadkobierca Cesarstwa Rzymskiego, za aprobatą narodu niemieckiego,  „wymordować” Słowiańszczyznę, a szczególnie Polskę i Rosję. O czym zaświadcza ta mordercza „ochota”?

Taki atak, jako niebywały akt agresji byłby w sferze osobowych stosunków międzyludzkich przez każdego psychologa odczytany jako wyładowanie skrajnej bezsilności. Kto myśli że psychologia Jednostki (Osoby, Tożsamości Indywidualnej, Świadomości Jednostkowej) nie przekłada się na świadomość Zbiorową i  psychologię społeczną, na świadomość wyrażaną w konkretnym języku i upublicznianą w postaci informacji (propagandy) w tymże języku, oraz realizowaną następnie przy pomocy aparatu przemocy państwowej, armii, policji i administracji, ten  jest w błędzie. Tego chyba dowodzić nie trzeba, jako że mamy świeżo w pamięci, że mowa nienawiści uprawiana z trybun Sejmu może doprowadzić do politycznego morderstwa.

Powodem anglosaskiego poczucia bezsilności jest oczywiście lęk wynikający z urojonego lub realnego poczucia zagrożenia. Germania zwyczajnie boi się Słowiańszczyzny. Boi się nawet jeśli się do tego głośno nie przyznaje. Germania boi się panicznie Słowiańszczyzny z dwóch powodów o jakich wspomnieliśmy wyżej: zagrożenia swojej fizycznej dominacji i oraz psychologicznej porażki w sferze świadomości, filozofii, idei, wartości, w sferze duchowej. Chciałbym przekonać naszych Zachodnich Przyjaciół aby wyzbyli się tych dwóch lęków ponieważ na obu tych płaszczyznach zostali oni już dawno podbici. Tak, podbici. Nie był to podbój bez jednego wystrzału bo po drodze zostało zburzone Cesarstwo Rzymskie Zachodnie  i Wschodnie, sromotną klęskę ponieśli Krzyżacy i Krzyżowcy, klęski doznał Napoleon Bonaparte a także inny pretendent do tytułu cesarza – Adolf Hitler. Słowiański podbój cywilizacji Zachodu dokonał się jednak nie na drodze wojennej, choć i orężnie trzeba się było wykazać. Dokonał się na drodze podboju mentalnego, cywilizacyjnego, na drodze „sprzedaży” (czy też ‚pożyczki”) Zachodowi filozofii R1a1 (zwanej filozofią Wschodu, która jest Filozofią Wielkiego Stepu)  oraz aparatu pojęciowego do obsługi tejże filozofii, czyli języka.

Zjawisko tej germańskiej porażki mentalnej może nie było tak łatwo dostrzegalne w Kalijudze, która kładła mocny cień na każdej świadomej konstatacji, lecz teraz w świetle odkryć genetyki  i odkryć językoznawstwa porównawczego (lingwistyki porównawczej) jest to chyba oczywiste.

Już tamten atak z 1939  roku świadczył o skrajnym poczuciu wewnętrznego zagrożenia i bezsilności ze strony Niemców zarówno wobec żywiołu żydowskiego jak i żywiołu słowiańskiego.Było to być może nie do końca uświadamiane sobie przez ów Naród Wybrany, ale intuicyjnie i podświadomie akceptowane.

Kiedy patrzę dziś z perspektywy blisko 75 lat, na ów barbarzyński akt i na wynik II Wojny Światowej, to muszę powiedzieć, że jestem zaszokowany nie tylko przebiegiem wojny i jej zakończeniem, ale też rolą Polaków jaką w tym wszystkim odegrali.

Nie będę tutaj przedstawiał znanych powszechnie i wielokrotnie nagłaśnianych spraw takich jak powietrzna Obrona Anglii przez Polaków, jak zdobycie Monte Casino, jak udział we froncie Wschodnim czy w bitwach pustynnych przeciw zagonom Rommla. Nie będę przypominał, że dzięki Polakom dowiedziano się o ludobójstwie niemieckim, o budowie przez nich rakiet V1 i V2 oraz próbach V3. Nie wspomnę też o stałej partyzantce polskiej, która paraliżowała niemieckie dostawy sprzętu i żywności na wschód w newralgicznym czasie oblężenia Stalingradu i Moskwy. Nie będę się rozwodził nad Powstaniem Warszawskim, które mogło wybuchnąć w każdej chwili i stanowiło ciągły straszak dla Niemców, a w końcu zostało wspólnie przez Niemców i Rosjan krwawo stłumione po wielomiesięcznej walce i ośmieszającym Rosjan koczowaniu na lewym brzegu Warszawy, które jest dowodem ich współudziału w tej zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciw ludzkości, jaką było zburzenie Warszawy. To właśnie Powstanie Warszawskie odebrało Rosjanom Sowieckim (nie mylić z Rosjanami prawdziwymi) jakąkolwiek możliwość legitymizacji władzy w Polsce w oczach Polaków i uczyniło ich wrogiem niewątpliwym, wrogiem do „ostatecznego pokonania”, do zwalczania do ostatniej kropli krwi. Wspólne sowiecko-niemieckie zniszczenie Warszawy (i Amerykańskie zniszczenie Drezna, Hiroszimy i Nagasaki) to były akty tak barbarzyńskie, że spowodowały powstanie oenzetowskich definicji zbrodni przeciw ludzkości, zbrodni zniszczenia dziedzictwa materialnego. Wtedy Niemcy niszczyli miasto dom po domu, trudno o bardziej barbarzyńskie zachowanie ponoć cywilizowanego narodu. Nawet Talibowie nie wysadzają w powietrze całych miast tylko pojedyncze posągi i obiekty. Sowieci świadomi (z rosyjskiej perspektywy historycznej) „kłopotu” jaki będą mieli w przyszłości z ujarzmieniem Polski, stali całą potęgą po drugiej stronie rzeki i opóźniali zakończenie II Wojny Światowej, zaprzepaszczając swoje szanse na całkowity tryumf w Europie. Woleli by „ujarzmiono” rękami niemieckimi Polskę, wobec której i oni są kompletnie bezradni i bezsilni. O tym wszystkim nie warto przypominać, bo to fakty znane. Jak zwykle najmniej znany jest fakt najważniejszy, ten mianowicie, że to dzięki Polakom II Wojna Światowa trwała lekko licząc jakieś 3-4 lata krócej.

Ten fakt jest znany tylko tym, którzy dobrze zapoznali się ze sprawą Enigmy i złamania szyfru niemieckiego przez trzech Polskich prekursorów Informatyki Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego.

Ponieważ w grudniu 2012 roku minęła niemal zupełnie niezauważona przez „polskie mass media” 80 rocznica złamania niemieckiego kodu, przytaczamy tutaj krótki fragment na ten temat z jedynego medium jakie ten fakt dostrzegło – Gazeta Codzienna i WWW Niezalezna.pl:

36607-372841356950518

80 lat temu polscy matematycy złamali „Enigmę”

Z Niezalezna.pl:

Pod koniec grudnia 1932 roku Marian Rejewski odczytał pierwsze informacje przesyłane za pośrednictwem niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Współautorami złamania kodu „Enigmy” byli Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Matematycy Rejewski, Różycki i Zygalski, studenci Uniwersytetu Poznańskiego, uczestniczyli w kursie dla kryptologów zorganizowanym na tej uczelni przy współudziale wojska. Po ukończeniu kursu zostali zatrudnieni w 1930 roku w Biurze Szyfrów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Rozpracowywali tajemnicę działania niemieckiej elektromechanicznej maszyny szyfrującej „Enigma”. Skonstruowana w latach 20. XX wieku miała służyć utajnianiu korespondencji handlowej. Szybko jednak wykorzystano ją w niemieckich siłach zbrojnych.

Polacy osiągnęli sukces dzięki zastosowaniu metody matematycznej zamiast lingwistycznej. Na ten pomysł wpadł ppłk Maksymilian Ciężki z Biura Szyfrów.

36607-372851356950518 Trzej matematycy zaprojektowali kopię maszyny szyfrującej. Egzemplarze tego urządzenia powstawały w warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA. Kilka połączonych ze sobą maszyn tworzyło tzw. bombę kryptologiczną, przeznaczoną do automatycznego łamania niemieckiego szyfru.

Latem 1939 roku polskie władze wojskowe przekazały do Francji i Wielkiej Brytanii egzemplarze kopii maszyny „Enigma” wraz z informacjami dotyczącymi złamanego szyfru.

Prace nad łamaniem kolejnych wersji i udoskonaleń szyfru „Enigmy” kontynuowano w brytyjskim ośrodku kryptologicznym w Bletchley Park. Zdaniem historyków dzięki temu, że alianci znali informacje przesyłane przez „Enigmę”, II wojna światowa trwała krócej o 2-3 lata.

W 2000 roku Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski zostali pośmiertnie odznaczeni Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski…”

Tyle gazeta i portal prawicowy. 2-3 lata to skromny szacunek – ja przyjmuję 4 lata.

Enigma i Informatyka

Opracowane podczas tej operacji przez Polaków systemy kodów i urządzenia deszyfrujące stały się następnie prototypami pierwszych komputerów i systemów oprogramowania do komputerów. Udział Polski w  komputeryzacji Świata był przez kilkadziesiąt lat po II Wojnie Światowej trzymany w głębokiej tajemnicy (podobnie jak zbrodnia Katyńska). Bezczelni Anglicy przypisywali sobie wszystkie zasługi związane z Enigmą, wystawiali ją chełpliwie w swoim muzeum jako obiekt tryumfu ich myśli, intelektu, techniki, narzędzie narodowego zwycięstwa nad Niemcami. Dopiero całkiem niedawno zostali zmuszeni do „odszczekania” tych swoich kłamstw i przechwałek.   Świat Anglosaski w ogóle by dzisiaj jako centrum cywilizacyjne nie istniał, gdyby nie ci trzej Polacy. Wyobraźmy sobie jaką bronią dysponowaliby Niemcy, gdyby II Wojna potrwała nie 4 lata dłużej, ale kilkanaście miesięcy. Próby V3 były w toku, prace nad bombą atomową były bardzo poważnie zaawansowane, tak poważnie, że Amerykanie jeszcze w sierpniu 1945 roku, w 7 miesięcy po zakończeniu działań wojennych w Niemczech, korzystając z pomocy przewiezionych do USA naukowców niemieckich zrzucili bomby atomowe na Japonię. Mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę z faktu, że świat o włos uniknął zupełnie innej przyszłości: Przyszłości bez Żydów i bez Słowian! Przyszłości pod rządami tylko jednego Imperium ze stolicą w Berlinie – pod rządami Imperium Jedynego Zła!

To właśnie Polacy uniemożliwili Niemcom ten dziejowy, zbrodniczy „sukces”. Uniemożliwili go całą swoją postawą od początku II Wojny – oporem i wojną na noże, na konie przeciw czołgom, na jednostrzałowe karabiny przeciw CKM-om, na armatki przeciw bombardującym samolotom. Ta wojna nie była wojną samego Hitlera, lecz wspierającego go całą potęgą świata Anglosaskiego, Post-Rzymskiego  (USA, Anglii, Francji, Włoch, Hiszpanii) przeciw Słowiańszczyźnie. Jak mówią dzisiaj niektórzy, ta obrona była niepotrzebna, zbyt kosztowna. Mówią, że należało się z Hitlerem zaprzyjaźnić! Mówią tak jakby nie wiedzieli, że „zaprzyjaźnieni” byli Niemcy z Sowietami, a celem Sowietów było także zniszczenie Słowian (Rosjan, Polaków, Ukraińców, Białorusinów). Mówią, że trzeba być niespełna rozumu, aby rzucić się z motyką na Słońce. Ci ludzie, którzy tak mówią zdają się  nie pamiętać podstawowych faktów np. takich, że to Hitlerowi Anglicy, Żydzi i Amerykanie pożyczali pieniądze na zbrojenia i rozwój, pompowali w Niemcy potężne kapitały i kredyty, a odmawiali uporczywie Polsce jakichkolwiek kredytów i uniemożliwiali, paraliżowali jej rozwój od 1920 roku – przez całe 20 lat do wybuchu II Wojny! Dzisiaj propagują oni też hasło, że to Żydzi byli celem ataku. Jednak gdy podsumujemy etniczne straty okaże się że to na Słowian spadł ówczesny HOLOCAUST!

To ci którzy dzisiaj opowiadają że Polska i Polacy są szaleńcami pozbawionymi rozumu, a opór przeciw hitlerowcom od początku wojny i Powstanie Warszawskie były głupotą i dowodem szaleństwa, sami są niespełna rozumu, szaleni, ogłupieni, albo… Albo świadomie kłamią!

Gdyby nie szaleńczy opór Polski, gdyby nie oddanie Anglikom tajemnic Enigmy altruistycznie, bez żądania niczego w zamian, gdyby nie skierowanie tam Polaków do roboty przy tym szyfrze i maszynach szyfrujących i rozwijaniu nadal informatyki, już w 1945  roku Londyn przestałby istnieć po zrzuceniu nań bomby atomowej. Po nim przestałaby istnieć Moskwa i Stalingrad, potem Warszawa i Nowy Jork, Waszyngton, Chicago i Los Angeles – siedliska Żydów w Ameryce.

Kto opowiada dyrdymały, że nie warto bronić się do ostatniej kropli krwi, kiedy odbierają człowiekowi i jego rodzinie prawo do życia, ten właśnie jest niespełna rozumu, gdyż głosi poglądy sprzeczne z Prawami Przyrody, Prawami Przyrodzonymi Człowiekowi – poglądy sprzeczne z Prawem do Wolności Jednostki Świadomej i jej Prawem do Bytu Niepodległego.

…..

I znów wracamy to potęgi słowa, do kodu, do znaku i znaczenia, do potęgi informacji i dezinformacji – jako głównych sprawców „porządku świata”, ŁADU w jakim żyjemy dzisiaj, „demokracji” jaką ustanowiono po II Wojnie dzięki sile i geniuszowi Trzech Polaków. Oczywiście że do tego ich geniuszu należało dołożyć olbrzymi wysiłek operacyjny i wielki potencjał przemysłowy i setki tysięcy uzbrojonych po zęby żołnierzy, a więc wolę i myśl, organizację i czyn. Ale było to o tyle łatwiejsze, że dzięki złamaniu kodów Enigmy rozpoznano prawdziwe zamiary przeciwnika. A przeciwnik zlekceważył sobie te odkrycia, popadł w PYCHĘ, zgubiła go znana niemiecka arogancja i buta.

Czy to wam nie przypomina czegoś? Czy cała ta historia nie pachnie na kilometr „End of Eternity” („Końcem Wieczności”)?! Czy nie widzicie tutaj „operacji” Minimum Pożądanych Zmian. Trzech facetów dokonuje odkrycia, które przesądza o wyniku II Wojny Światowej, przesądza o tym w ostatniej chwili, dosłownie w chwili gdy tykająca bomba zegarowa dochodzi do kreski oznaczającej „zero”?!

Czy Niemcy mogą wybaczyć Polakom tę „zbrodnię” przeciw narodowi Niemieckiemu, przeciw Rzeszy tegoż Narodu?

Myślę, że mogą jeśli zrozumieją, że „uratowaliśmy ich” od jeszcze większej zbrodni niż ta którą popełnili, od ZBRODNI TOTALNEGO LUDOBÓJSTWA na skalę bezprecedensową w dziejach planety. Niech sobie wyobrażą karmę ilu pokoleń by to splamiło, skoro mniejsza zbrodnia plami karmę piątego pokolenia Niemców po II Wojnie!

Myślę, że powinniśmy oczekiwać z ich strony wyrazów wdzięczności , a nie tylko przeprosin, czy zadośćuczynienia materialnego za dokonane w Naszym Domu Rodzinnym BARBARZYŃSKIE ZBRODNIE. Powinniśmy oczekiwać z ich strony „altruistycznego” wkładu w rozwój Polski, która jest im niezbędna, tak niezbędna jak hamulec w Mercedesie, niezbędna żeby nie pogrążyli się kiedykolwiek w przyszłości, w owej bucie i pysze, a przez nią, w zbrodni. Oczekuję postawienia w Berlinie gigantycznego pomnika Polski i Polaków. Uratowaliśmy Niemcy od Niegodziwości Wszechczasów – czy to nie jest warte jednego pomnika?! Myślę, że wykazujemy naprawdę wielką wolę pogodzenia się i przebaczenia i porozumienia. Czekamy przyjaciele Niemcy na ten jeden jedyny pomnik, jaki winniście nam wystawić w zamian za ocalenie karmy milionów waszych obywateli w kolejnych pokoleniach. To oczywiście prowokacja i żart. Niczego się po nich nie spodziewamy.

Mam też prośbę do tych 39% zakamuflowanych Słowian w Niemczech – Przestańcie być tacy nadęci, tacy sztywni, tacy durno niemieccy! Posłowiańcie sobie!

łabędź-niemy

Ten artykuł miał być poświęcony

- o czym świadczą teraz jedynie zamieszczone tutaj tagi – czterem podstawowym herbom, czyli godłom – GODŁOM a więc Znakom GODÓW (Znakom Zodiaku Niebieskiego – Nieba, a więc PRAWI-Weli) – znakom Kirów, Bogów Pór Godu i jednocześnie Bogów Kierunków Świata, Bogów Czterech Ramion pogańskiego Krzyża,  związanych z Godłem Polski. Jednakże, jak widzicie sami, temat tych związków: Godła Łabędź, Godła Byk-Krowa (Cielec czy Nowina), Godła Odrowąż (Modry Wąż Odry) i wreszcie Godła  Kołodyn (Koło Odyńca lub Kieł Dzika albo Koło Dni – Koledni), będziemy musieli odłożyć do innego artykułu. Mamy tutaj ważniejszą Nowinę i Kolędę do zaśpiewania i wiedzę do przekazania.

Cóż bowiem mówi sama mowa, cóż takiego Sławi Słowo, co „godo” GODka polskiego ludu, znana nawet w Iranie jako „Gądba” Zaratusztry (GAThA).

„…Zacznijmy od wagi Czterech Herbów: Kołodyna (Odyńca), Odrowąża (Modrowęża),Łabędzia (Albisa-Białego) i Byka-Krowy (Nowiny).

 Ta bajka rzuca światło na związki herbów rycerskich z tradycją starożytną, sarmacko-skołocką, tradycją jednocześnie ezoteryczną i tajemną, a zarazem związki z tradycją alchemiczno-świątynną Wiary Przyrodzonej Słowian, która pozwoliła przenieść do współczesności wiedzę o tej wierze i jej nosicielach oraz o prawdziwych dziejach Królestwa SIS i Słowiańszczyzny.

Cztery Herby i Krzyż Pogański

….”

Tak miał wyglądać ten artykuł, ale „poszło tam gdzie chciało”, gdzie iść musiało. Ponieważ jest Dzisiaj ważniejsza Nowina niż ta z herbu Nowiny.

Wracamy  jednak do tematu:

Niemcy są przez nas pokonywane codziennie.

Kiedy ktoś wysłuchał uważnie NASIMA HARAMEINA I SPOSTRZEGŁ JAK SOLENNIE INTERPRETUJE ON ZNAKI HEBRAJSKIEGO PISMA, a także kto słyszał ile razy podkreślał on, że coś takiego jak „przypadek” jego zdaniem nie istnieje, ten zrozumiał potęgę przede wszystkim głosu i głoski (fonemu i morfemu), czyli Godki – gadania – co znaczyło dawnej „zaklinania”. Z tej głoski bierze się znak pisma, który również nie jest przypadkowy – dźwięk i litera mają swoje znaczenie. To nie jest tak jak widzieliśmy u Harameina, że tylko znaki hebrajskiego pisma wpisują się niejako w fizyczne ramy Świętej Geometrii i z niej się wywodzą. Na filmach poświęconych tejże geometrii widzieliśmy  taki sam wywód dla alfabetu greckiego. Sam Haramein pokazuje kodon znaku egipskiego Ozyrysa – nie idzie dalej tym tropem, aby wykazać spójność między Geometrią Świadomości Nieskończonej (Światła Świata)  i wytwarzanej przez nią struktury Materialnej zwanej Wszechświatem. Pokazuje jednak zarówno hebrajskie znaki, egipskie jak i chińskie – wszystko sprowadzone do właściwych proporcji 1, 2, 3, 4, 6, 8, 12, 20 i 64. Widzieliście to oczywiście także na rosyjskich filmach poświęconych znaczeniu głosek i znaków (liter) cyrylicy.

Jeśli ktoś myśli, że dźwięki i alfabet jakim my się posługujemy wywodzą się z próżni, lub że nie mają zahaczenia i znaczenia płynąc ku nam – tak jak znaki egipskiego pisma (w tym Oko Ozyrysa, czy Ra) litera R, dźwięk jakże trudny do wypowiedzenia  dla człowieka i dla niektórych niewypowiadalny „rrr” – z Nieskończonej Świadomość czyli z Istu Macierzy, ten znów błądzi. Możemy mieć problem z dostrzeżeniem tego faktu, ale nie powinniśmy, bowiem wielu ludzi którzy to dostrzegli stara się nam to od dawna pokazać.

Nasza prastara mowa – GOD-tka (którą bogowie Kiru „tkają” i w Człowieka „tchną”, w jego „dech” i „duszę”), mowa Ludów Północy została wpierw zapisana w dwóch systemach: kobami i runami. Koby – węzełki pisma Wici widzimy utrwalone w języku pali i w sanskrycie.  ( i to było nasze pierwotne pismo. Niestety to pismo zostało zagubione. Utrwaliło się inne pismo w znakach runicznych zawarte.

Słowo Waruna wywodzi się od wara znaczącego w sanskrycie rozległość.
Jego imię oznacza tego który wszystko przykrywa i jest powiązane z niebem i wodą.
Taka forma imienia jest etymologicznie tożsama z greckim imieniem Uran(os) (Oυράνος – niebo)
lub tybetańskim/sanskryckim słowem Wawel-niebo.

Ciekawe co oznacza słowo sanskryt,może sens skryty?

“Literatura wedyzmu określa następująco Warunę: bogowie idą za jego wolą, bohater , czarodziej, hojny, król, król, łaskawy, mędrzec, mierzący przestrzenie, miłosierny, niezgłębiony, o cudownej mocy, o nieodpartej mocy, odsunął niebo i słońce, ogromny buhaj, pełen mocy , ponad wszystkim, poznaje ponad niebem i ziemią, przedziwny, przemądry władca, przemyślny, rozpostarł ziemię, rozsnuł podniebne przestworza, rozsnuł ziemię własnym prawem, sławny, spełniający prawo , strzeże prawa , surowy, syn nieskończoności, ugruntował dwa światy, umieścił na niebie słońce, utrwalił niebo, wielki mędrzec, wierny prawu , wieszcz nad wieszcze, włada ludem najświetniejszej rasy, władca ziemi, władca, władczy majestat , wymierza ziemię, wysnuł i dzierży obydwa światy, wyżłobił drogi dla słońca, złotolity, zna drogi wielkiego wichru, zna dwanaście miesięcy”

Dziwne że zna 12 miesięcy skoro pierwotnie wedyzm dzielił rok tylko na 10 miesięcy.

http://www.nama-hatta.pl/news.php?readmore=1674
Od 2:15, 2:37!!!! do 3:24

Waruna jest jednym z asurów, jego pochodzenie wywodzi się z okresu,
gdy asurowie byli jeszcze postrzegani jako mniej demoniczne, a bardziej boskie istoty.

Asura (także: assura, asaura, aszura; san. asu – “oddech Prajapati” lub as – “być”) – w hinduizmie i buddyzmie potężne i złe istoty, przeciwnicy dewów.

W języku awestyjskim słowo ahura (odpowiednik indyjskiego asura) oznacza boga
(np. irański Mitra czy Ahura Mazda), a demona określano terminem daeva.
W zaratusztrianizmie to dewy byli źli, natomiast asurowie byli dobrymi bóstwami.

Tak Asurowie – ASOWIE jak i WANOWIE byli bogami. Waruna – SWAR-RAG, Kowal Niebieski, który ma syna Słońce-SWAROżyca. Słowo sans-skryt ma rzeczywiście znaczenie – sens skryty, ale także świętość – swęs skryt – idąc dalej każdy język mówiony zawiera w głoskach wymawianych magiczną moc i modulowanym głosem stwarza się czary. Słowo skryt (skrynt, skręt, kryt, kret) – znaczy dla nas także labirynt, a labirynt jest symbolem wiedzy tajemnej. Wyspa Skryta to Kreta. Na Skrycie ryto labirynt – skrynt, budował go Dedal, który miał syna Ikara- I-Khara – IHarousa – inaczej Igora – a ich plemieniem było plemię Bierygów – kopaczy Ryjnów – tych samych, z których wywodzili się Indyjscy bogacze Skrytowyrwowie z kaganem Kejkajem. Stąd skryt – znaczy też to samo co Skrzat – skrzysty, skrzętny, skryty – skrzynia itp. Dzisiaj z tego samego rdzenia mamy słowo schron – skron – podziemne ukryte miejsce. A więc sansskryt skrywa w sobie prawdę “ukrytą” w swoich głoskach i dźwiękach i w swoich kobalnych zapisach Dawanu gari – dawangari – Dawać Gar – ogień żer, ofiarny ogień , żar i wreszcie har – horzeć, gorzeć Dawan (jak w dywan splot – pleciona, kobalna mowa-zapis) Harów.

Najbliższe wspólnego aryjskiego – sistańskiego języka skołocko-indo-słowiańskiego są te trzy właśnie. Nasz wspólny język musiał powstać 25.000 lat temu, a nie 5000, nawet nie 10.000, bo wtedy już  Lud ARKI zmieszał się nad Adriatykiem, Dunajem i morzem Czarnym ze Staroeuropejczykami.

Jest kilka wskazówek, które zdają się świadczyć jednak na pierwotną bliższość słowiańskich języków  a nie sanskrytu do wspólnego praindoeuropejskiego. Jedną z takich wskazówek są znaczenia słów – sens powiązany z głoską nie z zapisem, ale z brzmieniem (fonemem i morfemem). Dla nich słowo Hara – przejrzysty, przezroczysty, czysty – ma ewidentnie “wtórne” konotacje w stosunku do jego zapewne najprostszego znaczenia: hara – góra, łysy szczyt odbijający światło, pusty gorejący, jarzący się – czyli i góra i grzać i goreć – tak jak to ma znaczenie u nas. Czysty – także znaczy pusty, jak w czysty umysł, jak w czyste łono – czyli puste, pusty wierzchołek czyli czysty, ale ich pojęcie nie obejmuje także innych takich jak gorzeć, ger, jer, or – jądro, światło, blask.

Nie chodzi w tej zabawie wcale o to żeby przypisać sobie, czyli Słowianom praźródło – chodzi o to żeby ustalić prawdę dla samej PRAWDY.

Nie musimy rozstrzygać starszeństwa, bo Haramein tak samo czyta magiczne sensy z hebrajskiego i z zapisów hebrajskiego, a Rosjanie czytają z głosek cyrylicy i znaczeń wymowy słów rosyjskich, Winicjusz Kossakowski czyta z run słowiańskich zwanych polskimi.

Język zawiera w sobie podwójny znak – Pierwszy w Mowie a drugi w Znaku pisanym – obydwa nie są żadnym przypadkiem. Oto wielokrotnie omawiane przeze mnie słowo bog- którego odwróceniem jest celtyckie god – to lustrzane odbicie słowa bog i w wymowie i w zapisie. Jestem sceptyczny do rekonstruowania wyłącznie z zapisu. To może prowadzić do błędów, trzeba potwierdzać miejsce bóstwa – a właściwie Mocy czy Żywiołu bo to przecież Wieda i Wiara Przyrody, na wszelkie możliwe sposoby – jednym z nich jest poza etymologią filozofia czyli WIEDA.

Kolejna sprawa to pierwotność dźwięku w stosunku do zapisu – lepiej czytać z brzmienia i odtwarzać przeszłość z mowy, bo mowa była przed zapisem – mowa wyraża emocjonalny stan, przeżycie związane ze zjawiskiem. Dlatego war-gar-żar-har – jako gorący, ognisty, świetlisty – jest pierwotniejsze w stosunku do zapisu stąd miejsce Z-WAR-RAGARa (Swaroga) – Z żaru Światła Gorzejący.

Źródłem bezcennym jest dla nas Słowian rzeczywiście sanskryt i stary język pali Wed oraz huno-awar – w którym zapisana jest Gathba-Gadka Zaratusztry Obwiesta-Awesta.

Także zróżnicowanie języków hindi, wiedza nasza o tym że jest on zmieszany z drawidyjskim, i jednorodność języka słowiańskiego który nawet jakby się wysilić nie ma 32 gwar o których jest mowa jako o 32 odrębnych sanskryckich językach.

Ktoś inny napisał do mnie

„…Okres Kalijugi, który zaczął się w 3102 roku pne. jest okresem intensywnego doskonalenia świadomości gatunku ludzkiego.
Odcięcie człowieka od podświadomości było w tym procesie najistotniejszym elementem. Podświadomość to ta część naszego “Ja” która łączy nas z niewidzialnym światem duchów i Boga , jest ona silniejsza od świadomości dlatego musiała być stłumiona dając tym samym możliwość wzrostu logicznego świadomościowego rozumowania itd.
Kościół oraz tajne organizacje kontrolowane przez nich wykonały doskonałą robotę dla naszej ewolucji , należy pamiętać że ich działalność jak wszystko inne ma 100% Bożego przyzwolenia. Naszym obowiązkiem jest zrozumieć Boski aspekt we wszystkim czego doświadczamy. Dotyczy to również rozumienia działalności Iluminatów…”.

To prawda. Było jak być musiało. Jest jak być musi. Drogę przebywa się krok po kroku. Każdy człowiek Świadomy ma swoją rolę do odegrania i misję do spełnienia. Rozwój to nie jest linia prosta ku górze ani wznosząca się krzywa. Obserwujemy jak spójnie obejmuje całą planetę. Jednak wkracza to w fazę, która wymaga szczególnego współdziałania z Matką Ziemią i Przyrodą – Przyrodą czyli Naturą, tym co naturalne, co przyrodzone, co dane przez środowisko i siedlisko.  Wielka Zmiana wymaga czujności na ludzką pychę i ukrócenia zaborczości człowieka. Kalijuga zrobiła swoje, swoje zrobiły kościoły i religie, swoje zrobiła nauka, swoje robimy My, każdy razem z innymi i indywidualnie. I teraz też będzie się działo to co ma się dziać.

Jednak zawsze to wymaga naszego świadomego udziału i wysiłku – działania, woli i zrozumienia – jak najszerszej wiedzy, wiedy i wedy. Teraz Świadomość poprzez każdego z nas musi wykonać swoją „pracę” w „materii”, pracę dla rozwoju, dla człowieka, dla Ziemi. Jest bardzo dużo do zrobienia a materia jest tak delikatna jak pajęczyna – jak Śnieć Pajęcza Żywota, Pojedynczego Bytu, Indywidualnej Świadomości. Każda  najdrobniejsza Świadomość i Istność musi być wykorzystana i wpleciona w Materię Baji – a to znaczy nie tylko w Materię, Materię Świata Widzialnego, ale także w Marzenie Śnione od wieków przez Matkę Ziemię (Matkę Niebieską) i przez Przyrodę (Matkę Zielną) i przez Miłość (Matkę Krasną-Dziewą Dziewannę) oraz przez Ojca Rodu Ludzkiego, Ojców Boru i Wód i Ojca Światła i Jasności (Niebieskiego), Ojca Ognia (Słonecznego) i Ojca Ojców- Nieskończoną Świadomość – Światło Świata.

Te wszystkie alegorie będące wyłącznie opisem poetyckim, literackim opowiedzeniem Nadrzędnych Bytów i Sił (Mocy i Żywiołów) Świata, Działów i Kirów, Emanacji Nieskończonej Świadomości formującej Materię Świata, przemawiają POPRZEZ JEJ DZIECI – ŚWIADOME ISTOTY – jakimi jesteśmy.

Odnaleźć Siebie w Sobie i wziąć odpowiedzialność za swoje PRZYRODZENIE oraz za swoje SIEDLISKO – Przyrodę – to właśnie jest przed nami.

Rozwój idzie po spirali, a zawsze ilość przechodzi w nową jakość. Niezbyt wielu ludzi wciąż jest w stanie wygłosić podobną refleksję. To się właśnie zmienia, to jest Przebudzenie i proces będzie teraz postępował jak lawina.

Doskonalenie jest misją.

Misja nie oznacza jedynie działania na rzecz Jaźni czyli dążenia do zjednoczenia z Jaźnią Najwyższą (Jedyną), Absolutem, Bogiem.

Misja to doskonalenie Całego Świata Jaźni – Światło Oświetlające Świat czyli Jaźń. Zatem dzielenie się wiedzą i pomoc w drodze ku Absolutowi i Światłu jest tą misją.

Całkowite Wyzwolenie kończy misję. To nazywam egoizmem buddyzmu, jogi i wedy.

Nie liczę się JA, liczą się Wszystkie JA, liczy się Ja Matki Ziemi i jakość jej Strukturalnego Istnienia.

Zdążamy tak jak powiedział Terence McKenna od bytu biologicznego poprzez „bycie człowiekiem” do bycia bogiem. Być bogiem to znaczy Istnieć w postaci Zapisu, Informacji, Fali niosącej Wiadomość- Ś-Wiadomość. Nie ma innego miejsca poza Ziemią, gdzie ten proces może być dokończony, zatem dbałość o Ziemię i o Świadomość zgromadzonych tutaj Jaźni będących wypustkami/emanacjami Świadomości Nieskończonej, jest naszą misją.

Jak wielka jest waga SŁOWA i jak wielka jest jego MOC. SŁOWO zabija – czyż nie znacie tego powiedzenia?

Gott mit uns – godło rzymsko-niemieckie,czyli Order Łabędzia a lechickie godło Białego Lądu (Europy)

441px-Herb_Łabędź_1.svgHerb Łabędź – to herb Śląski używany przez Piotra Włosta już w roku 1054.

Gott mit uns („Bóg jest z nami” czy „Z nami Bóg”) – dewiza prastarego Orderu Łabędzia, przejęta w roku 1701 jako dewiza państwowa Królestwa Prus, używana do 1945 w armii niemieckiej i aż do lat 70. XX wieku na sprzączkach pasów sił policyjnych RFN.

Historia

Zaczerpnięta ze Starego Testamentu dewiza pojawiła się w historii Niemiec po raz pierwszy w roku 1440 jako dewiza brandenburskiego orderu Łabędzia z okazji nadania mu statutów. Przy swej proklamacji na „króla w Prusiech” Fryderyk I Pruski wybrał ją jako dewizę nowego królestwa. Używana była na sztandarach wojskowych i w detalach umundurowania armii pruskiej i później niemieckiej, zarówno sił zbrojnych Cesarstwa Niemieckiego, Reichswehry w Republice Weimarskiej jak i Wehrmachtu w III Rzeszy. Widniała także na niektórych pruskich orderach.

Ze zrozumiałych względów nie była używana w siłach zbrojnych NRD, „Nationale Volksarmee” skądinąd niestroniących od niektórych pruskich tradycji. W dawnych Niemczech Zachodnich, po roku 1945, Bundeswehra porzuciła tę dewizę, ale policja w RFN używała jej aż do lat 70. XX wieku.

Bibliografia

  • Georg von Alten, Handbuch für Heer und Flotte, 1 – 10, Berlin 1908-1914

wiki english:

Gott mit uns (meaning God with us) is a phrase commonly used on armor in the German military from the German Empire to the end of the Third Reich, although its historical origins are far older. The Russian Empire’s motto also translates to this.

Origins

Nobiscum deus (‚God with us’) was a battle cry of the late Roman Empire and of the Byzantine Empire, used for the first time in German by the Teutonic Order.[1] In the 17th century, the phrase Gott mit uns was used as a ‚field word’, a means of recognition akin to a password,[2] by the army of Gustavus Adolphus at the battles of Breitenfeld (1631), Lützen (1632) and Wittstock (1636) in the Thirty Years’ War.[3] In 1701, Frederick I of Prussia changed his coat of arms as Prince-Elector of Brandenburg. The electoral scepter had its own shield under the electoral cap. Below, the motto Gott mit uns appeared on the pedestal.

Jak widać niemieckie hasło Gott mit Uns kształtowało się na ziemiach słowiańskich , na podkładzie herbowym Lechickim – Łabędzia i jego symboliki rycerskiej związanej nie tylko ze starym Sarmackim Rytem i Znakiem Tamgi leżącym u podstaw, ale z adaptowanym przez słowiańskie rycerstwo po zdobyciu Rzymu na Nadłabiu i w Lechii, a zmienionym już na potrzeby chrześcijaństwa podaniem i symboliką. Hasło to kształtowało się w Prusach położonych w całości na Ziemiach zagrabionych Słowianom, gdzie jeszcze w XVIII wieku większość ludności miejscowej mówiła po drzewiańsku, wielecku, połabsku i łużycku. Kształtowało się ono  w ziemiach Brandenburgii, która do dzisiaj jest Łużycka. Nic zatem dziwnego, że słowa GOD (Gott) „mit” jak i słowo „uns”  są tak bliskie brzmieniem i nieodległe pojęciowo w obydwu tych językach – słowiańskim (lechickim) i niemieckim .  „Mit”  niemieckie –  „z kimś, „z czymś”, to niemal to samo co słowiańskie „mieć coś” , „mieć kogoś”. „Uns” – „my”, „nami”  to niemal swojskie słowiańskie U-nas, czyli „nasze”.

Pojęcia mitu i mitologii w językach lechickich  są identyczne z mythos i mythologie – niemieckim. Teoretycznie obydwa te pojęcia wywodzą się z greki – według klasycznego językoznawstwa. Tylko że klasyczne językoznawstwo opierało swoje wywody na hierarchii ustalonej przez archeologię, a ta jest arbitralnym zbiorem twierdzeń opartych na ideologicznym postrzeganiu „skorup” przypisywanych arbitralnie do etnosów i grup etnicznych.

Co właściwie znaczy pojęcie mit? Poznaliśmy wywody Aleksandra Brucknera związane z „mitus” a zahaczające o postać Mitry i nawiązania wschodnie perskie, a zatem także indyjskie. Pojęcie mitu nie jest wcale odległe od tego co wyraża spójnik „z”, bowiem jak za chwilę dowiedziemy mit jest właśnie tym: wywodzeniem „z”, wyplataniem, pleceniem baj, splotem-warkoczem, plotem przyrodzonym (naturalnym) – jest opowieścią wypływającą z wnętrza człowieka, z praw Przyrody, ze splotu warkocza-kosy, czyli z łańcucha DNA, ze struktury Kosmosu, z Zapisu jaki nosi w sobie każda żywa istota na Matce Ziemi. Zapis ten jest emitowany przy pomocy mowy i zapisu znaków języka, a jego źródłem jest nasz WEWNĘTRZNY PRZYRODZONY KOD – DNA.

MIT jest „z” NAS a Bóg JEST Z NAMI.

Czy zastanawialiście sie kiedyś nad znaczeniem słowa „Mit”? Skąd ono się bierze, dlaczego ma taki kształt i brzmienie? Z tym słowem jest tak jak z wyrazem „zwierzę”. Dlaczego zwierzę a nie animals?!

Odpowiedź jest prosta i nieprosta. Wpierw mamy słowo mówione a dopiero potem pisane. W zgodzie z teorią iż słowa powstają w kontakcie człowieka z przyrodą i na skutek emocji jakie wywołują „odkrywane” czy „spostrzegane” fakty w taki właśnie sposób musiało powstać i słowo „mit”.

Zwykłe definicje odwołują się jedynie do Greki. Tutaj poniżej:

Mit, z greckiego mythos oznacza opowieść, legendę, baśń. Mity to opowieści o otaczającym ludzkość świecie, opisują historię bogów, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia człowieka.

Mit (stgr. μῦθος mythos – „myśl, zamysł, temat rozmowy, opowieść, baśń”) – opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka.

Mircea Eliade postrzega mit jako opowieść, która w sposób absolutny i nie podawany w wątpliwość wyjaśnia świat człowiekowi kultury tradycyjnej. Mit zawiera w tym ujęciu odpowiedzi na wszelkie pytania i problemy egzystencjalne. Wyjaśnia człowiekowi fenomen śmierci, podziału na płcie, różnorodności obecnej w świecie. Mit jest opowieścią, która nie poddaje się ocenie w dwuwartościowej logice (prawda – fałsz), gdyż stanowiąc fundament wiedzy o świecie danego społeczeństwa jest także podstawą wszelkich kategoryzacji. Poznawczym jądrem mitu jest dostrzeżenie przez człowieka hierofanii, czyli obecności w świecie sacrum.

Słownik etymologiczny A. Brucknera  podaje znaczenia jak następuje: odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny, przyjaźń, układ. Czy to przypadkiem  nie jest ten sam podkład, z którego wywodzi się pojęcie plecenia baji, plątania wątków – jak w tkaniu lnu i konopi jak przy snuciu nici-nieci, jak podczas przekładania na krzyż i zaplatania kobów w dywanach perskich, we wzory i znaki w wątki-wątpia wróżebne – w nieci żywota wplatane przez Bogów w Materię Świata w Baję? Moim zdaniem tak, to ten sam archetyp ukształtował te pojęcia . A jak one się mają do podstawowego „mit” – z czegoś, z kogoś? U nas jest to słowo „z” u Germanów „mit” –  lecz wspólnie sięgają one tego samego korzenia związanego z wyplotem materii, ze  snutymi przy tej czynności wyplotu opowieściami o różnych wątkach i tematycznych niciach – mitów, mitusów, mitusiów. Mitwać – plątać! Czy trzeba nam więcej?

mit (język duński)

wymowa:
znaczenia:

zaimek dzierżawczy, pierwsza osoba lp, rodzaj nijaki

(1.1) mój (zob.: min)

min (język norweski (bokmål))

wymowa:
znaczenia:

zaimek dzierżawczy

(1.1) mój
(1.2) swój
odmiana:
(1) f mi, n mitt, lm mine

min (język szwedzki)

wymowa:
wymowa ?/i
znaczenia:

zaimek dzierżawczy

(1.1) mój

rzeczownik, rodzaj wspólny

(2.1) mina (wyraz twarzy)
odmiana:
(1.1) min, mitt, mina

Zobaczmy jak to działa w drugą stronę. Przyimek czy też spójnik „z” (z kimś, czymś, z kogoś, czegoś) w niemieckim i angielskim ma tysiąc form.

of
z, od, o, na, ze, u
with
z, ze, przy, do, u, mimo
from
z, od, ze, u, według
out of
z, ze
in
w, na, z, we, do, po
at
w, na, przy, z, o, do
for
dla, do, na, za, o, z
by
przez, według, o, w, za, z
through
przez, poprzez, dzięki, za, z, ze
about
o, z, dookoła, ze, po, ku
off
poza, od, z, ze, precz, opodal
down
do, po, z, ze
along
wzdłuż, po, z, ze, przez
in the way of
z, ze
spójnik
and
i, a, z, taj

Widzimy tutaj ile form może przybrać w językach germańskich przyimek/spójnik „z”. Fakt, że w germańskich językach doszło do takich uproszczeń gramatycznych, które pociągnęły za sobą taki zamęt głoskowy jaki obserwujemy w związku z fonemem spójnikowo-przyimkowym „z”, który określa jednoznacznie podstawową zależność względem siebie dwóch podmiotowych składników Rzeczywistych reprezentowanych przez przypisane im słowa i znaki, wskazuje, że są to języki kreolskie, mocno uproszczone. W związku z tym uproszczeniem są to języki nie wyrażające pełnej głębi Rzeczywistości. Są one być może doskonałe do „porozumiewania się na poziomie podstawowym” , na poziomie Cywilizacji Mechanicznej, ale są niewystarczające dla pełnego porozumienia się wewnątrz skomplikowanej Cywilizacji Zaawansowanej – Informatycznej.

Informatyka, Informacja i język jako narzędzie Przyszłej Cywilizacji Nieskończonej Świadomości

http://www.youtube.com/watch?v=Iqpo6bb82Pw

Ten prosty przykład reperkusji „zaśmiecenia” jednego języka wpływem drugiego w sferze konstrukcji i porządku gramatyczno-logicznego wskazuje jednoznacznie, że ludzkość „wybierając” którykolwiek z tych języków na początku Nowej Ery i Wielkiej Zmiany jaką obserwujemy, którykolwiek z tych języków (angielski, niemiecki, francuski, hiszpański) do powszechnej komunikacji popełni karygodny błąd. W miarę komplikacji świata, jaka następuje na naszych oczach, wraz z pogłębieniem „odkryć” w jego materialnym obszarze będziemy bowiem potrzebować coraz bardziej precyzyjnego języka w komunikacji między ludźmi, języka coraz bogatszego i nieograniczającego. Języka możliwego do ciągłej rozbudowy w zasoby słów, lecz jednocześnie niebywale precyzyjnego co do komunikatu i znaków. Język chiński i języki słowiańskie są uznawane za najtrudniejsze na świecie. Nie bez powodu.

Już od lat 20-stych XX wieku czyniono próby wprowadzenia wspólnego języka dla wszystkich. Powstało np. esperanto. Ale esperanto nie wiązało się z niczyją dumą narodową ani też wcale nie było takie łatwe do nauczenia jak angielski. Angielski to język, który był doskonały do porozumiewania się między wszystkimi ludźmi Ziemi i który spełnił swoją rolę w czasach słabo zaawansowanych technologii, w których rozwijano „proste” mechaniczne koncepcje. Nauka współczesna próbuje z uporem używać tego właśnie języka do porozumiewania się w ważnych kwestiach. Czyni to wciąż jeszcze z powodzeniem, ale natrafia już na przeszkody, o których dobrze wiedzą np fizycy teoretyczni, psychologowie, biolodzy, i inni przedstawiciele nauk ścisłych, w tym informatyki.Ten język  zbyt „przekłamuje” rzeczywistość, wykrzywia ją tak jak wykrzywił pojęcie „bog” i upraszcza, aby można było na nim oprzeć dalsze precyzyjne OPISYWANIE RZECZYWISTOŚCI lub też by można było przy jego pomocy „odkrywać” sensy skryte w Materii i Świadomości. Język ten sam w sobie stanowi barierę dla dalszego poznania.

Ktoś kto myśli, że to przypadek, że Polska staje się centrum Informatycznym Świata, że polscy programiści komputerowi i wszelkiego rodzaju specjaliści z tej dziedziny są „przypadkiem” po świecie tak mocno rozchwytywani i pożądani , i poszukiwani oczywiście nie ma racji. To nie jest przypadek, że Polacy wygrywają większość konkursów informatycznych i olimpiad matematycznych. Jak już nie Polacy to wygrywają je na przykład Rosjanie. Nie jest przypadkiem, że jako mistrzowie szachowi (z małymi wyjątkami) liczą się tylko Słowianie i Żydzi. Nie jest przypadkiem wysoka pozycja Słowian w grze w brydża, gdzie 90% sukcesu w rozgrywce polega na precyzyjnej słownej licytacji atutów. Nie jest przypadkiem, że w grach na ograniczonym polu, w których nie decyduje siła fizyczna lecz logika myślenia i rozpoznawania sytuacji Rzeczywistej, jakimi są tenis czy siatkówka, światowa czołówka składa się niemal wyłącznie ze Słowian. Gry są symulacjami sytuacji Rzeczywistych. Mówi się o nich nawet jako o „zastępczych” działaniach wojennych. Gry rozwijają się tak dynamicznie nie dlatego, że ludzkość ma „małpie” korzenie. Gry uczą współpracy i rzeczywiście stanowią symulację skomplikowanych „stanów Rzeczywistych” oraz współzależności w Układzie Zamkniętym. Gry nie nudzą obserwatorów, bo mimo istnienia w nich precyzyjnych reguł (które imitują Prawa Przyrody) każda z nich ma inny przebieg i możliwe są różne rozwiązania, mimo powtarzalnych elementów i skończonej liczby rozwiązań formalnych. Sukcesy w nich są pochodną precyzji języka jakiego się używa do ich opisania.

Który język świata byłby lepszy na miejsce angielskiego i ku któremu ludzkość powinna się zwrócić dysponując komputerowymi programami natychmiastowej translacji języka w czasie rzeczywistym?

Zgadnijcie!

Taka jest kolejna Nowina, którą chcę się z Wami, w 2013 roku, Roku Wielkiej Zmiany, na samym jego początku, podzielić.

Jak po-godzić nowe ” stare”  ze starym „nowym” odpowie nam cały ten rok-god.

A to Godło Łużyckie u szczytu naszego artykułu niech nam będzie w owym 2013 roku  przewodnikiem, bo pokazuje ono Orła który się oto Odradza, pokazuje godność i tradycję i prawdziwą wiarę Słowian.

A oto czego Nam wszystkim w roku 2013 życzę: Za Peterem Russelem

http://www.youtube.com/embed/0C8pn6x07OI

To się dzieje na naszych oczach i to jest w naszych rękach – Nie powinno nam To zająć więcej niż następnych 5-10-15 lat!

 

 

Kraina Księżyca „Niesamowite zagadki” – Światła z Doliny Hessdalen

Posted in Kraina Księżyca, nauka, niesamowite zagadki by bialczynski on 6 Styczeń 2013

H-Kurt-middle- Photo taken by Kurt Anderssen in 1982. It is taken close to the main road in Hessdalen, towards a flashing light above the mountain Finnsåhøgda. Kurt used a camera standing on a tripod, equipped with a 2000 mm lens, which he had borrowed from Arne P.Thomassen. Kurt managed to take a picture just when the light got in the view of the camera.

Niebo nad doliną Hessdalen w środkowej Norwegii jest bez przerwy pod obserwacją od roku 1983. Naukowcy starają się rozwikłać zagadkę tajemniczych świateł pojawiających się tam po zmroku.

Tajemnicze światła i obiekty obserwowane w Wylatowie nie są jedynym takim zjawiskiem podlegającym systematycznej obserwacji. Projekt Hessdalen zaistniał na długo przedtem nim w Wylatowie pojawiły się pierwsze obce ślady. Ponieważ niezwykłe zjawiska w Polsce i Norwegii są w pewien sposób zbieżne, szerzej przedstawiamy Projekt Hessdalen, który można uznać za pierwszą próbę permanentnego monitorowania obecności UFO nad danym obszarem. Projekt Hessdalen wziął swoja nazwę od niewielkiej doliny Hessdalen, która leży na północny-zachód od miasta Roeros w Norwegii. Jeżeli wybierzecie się drogą nr 30, 40 km na północ od Trondheim, traficie do małej wioski Aalen. Stamtąd droga prowadzi do Hessdalen. Dolina jest długa na 15 km i ciągnie się z północy na południe. Na wschodzie są góry Rognefjell oraz Stordalshogda, sięgające 995 metrów n.p.m. Na zachodzie leżą góry Finnsaahoegda, dalej Fjellbekkhogda, a na południu góry Rohovda. Te ostatnie wznoszą się na wysokość 1088 metrów n.p.m. Na południe od doliny leżą dwa jeziora Herssjoen oraz Oyungen. Większość z 170 mieszkańców Hessdalen mieszka w pobliżu drogi, około 700 metrów n.p.m. W grudniu 1981 r. rozpoczęła się w Hessdalen seria obserwacji, która trwała do lata 1984 r. W ciągu zaledwie tygodnia miało miejsce co najmniej 20 obserwacji. Większość obserwacji miała miejsce w dolinie, ale sporo było też w jej okolicach. Nieco ponad 85% obserwacji było zidentyfikowanych jako silne światło. Światła widziano wszędzie.

To, co zostało nazwane fenomenem Hessdalen, czyli serie rozbłysków o zróżnicowanej barwie widoczne na niebie, zaobserwowano po raz pierwszy w latach czterdziestych. Trwała wojna i nikt się wtedy tym nie zainteresował. Dopiero 40 lat później, w latach 1981 – 83, kiedy zjawisko się mocno zintensyfikowało, do doliny ściągnęli obserwatorzy z placówek naukowych i amatorzy-pasjonaci. Światła szybko stały się turystyczną atrakcją regionu. Świateł było dużo. Można je było oglądać codziennie, w szczytowym okresie notowano 20 błysków tygodniowo.   W 1983 ruszył naukowy projekt, którego twórcą był doktor Erling Stand. Obserwacje w ramach projektu Hessdalen przyniosły zaskakujące wyniki, w okresie od 21 stycznia do 26 lutego 1984 roku odnotowano aż 53 przypadki pojawiania się niezwykłych świateł. Obserwacje prowadzone były przez 10 lat. W 1994 zorganizowano kongres naukowy podsumowujący obserwacje. Nie wyciągnięto niestety żadnych wniosków, poza tym że światła mogą być emitowane przez obiekty UFO. W 1999 rozpoczęły się kolejne serie badań. Prowadzili je studenci z Włoch i Norwegii stosując urządzenia do analizy fal radiowych. Zarejestrowano kilkanaście nieopisanych dotąd anomalii w emisji fal radiowych, co oczywiście było szalenie emocjonujące, ale nie przybliżyło obserwatorów ani na jotę do rozwiązania zagadki. Naukowcy upierają się co prawda, że światła w Hessdalen nie są emitowane przez UFO, że są to kuliste skupiska energii emitujące ładunek elektryczny. Pytanie tylko, dlaczego unoszą się akurat nad tą doliną i dlaczego jest ich tak wiele. www.hessdalen.org

Regularność występowania, dziwne cechy i naukowa bezsilność sprawiły, że niektórzy zaczęli uznawać światła za „inteligentnie kontrolowane”. Przypuszczano, że rozwiązanie ich zagadki pozwoli na wyjaśnienie niektórych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających.

Niejasne pochodzenie energii

Na plenum generalnym Europejskiego Unii Nauk o Ziemi (EGU), które odbyło się w kwietniu 2012 r. swoje wnioski przedstawiło kilku uczonych zaangażowanych w badania zjawiska z Hessdalen. Autorami jednego z raportów byli B. G. Hauge z Østfold University College i S. Montebugnoli z Bolońskiego Instytutu Radioastronomii.

Uczeni piszą: „Przejściowe zjawiska świetlne w Dolinie Hessdalen obserwowane są od ok. 200 lat, tj. od 1811 r., kiedy duchowny Jacob T. Krogh wykonał na ich temat pierwszą dokumentację. Sama dolina położona jest w centrum Norwegii i stanowi wyizolowaną przestrzeń o subpolarnym klimacie. W tym byłym górniczym dystrykcie mieszka ok. 140 osób, zaś dawne głębokie kopalne zostały zalane wodą. Obszar znajduje się pod naukowym nadzorem od 1998 r., kiedy oddano do użytku pierwsze automatyczne i zdalnie sterowane obserwatorium. Dziś w trzech placówkach badawczych na terenie doliny pracują norwescy, włoscy i francuscy uczeni. Każdego września w górach zakładane są też obozy, gdzie studenci – wolontariusze i badacze prowadzą 14 – dniowe obserwacje.

Zjawisko z Hessdalen jest niełatwe do wykrycia. Każdego roku dokonuje się ok. 20 obserwacji. Wysiłki ostatnich 14 lat sugerują, że fenomen ten przybiera różne formy, z których do tej pory odnotowano sześć. Są one tak różne, że porównanie ich przychodzi z pewnym trudem. Nowe badania nad fizyką plazmy sugerują, że omawiane zjawisko może mieć podobne pochodzenie, ponieważ zjonizowane ziarna plazmy pyłowej mogą zmieniać stany (od słabo związanych, tj. gazowych, po krystaliczne), a także kształty i formacje, co prowadzi do występowania zróżnicowanych zjawisk. Wyniki spektrometrii optycznej z 2007 r. sugerowały, że zjawisko z Hessdalen składa się z płonącego powietrza i kurzu z doliny. Prace G. S. Paivy i C. A. Tafta wskazywały z kolei, że zjawiska te powoduje rozpad radu w zamkniętych kopalniach.

Sześć wspomnianych stanów świateł z Hessdalen to: ‘dublet’, kula ognia, promień plazmy, chmura pyłu, błysk oraz ‘stan niewidoczny’ [tj. niedostrzegalny gołym okiem, ale wykrywalny przy użyciu aparatury – przyp. aut.]. Badanie atmosfery wewnątrz doliny radarem o niskiej częstotliwości ujawniło istnienie dużych obszarów zjonizowanej materii. Długi czas trwania świetlnych zjawisk, analizy gruntowe oraz pomiary radioaktywności nie wspierają teorii o rozpadzie radu, przez co należy przyjrzeć się innym teoriom na temat jonizacji. Źródło energii tego zjawiska jest wciąż nieznane i nie wiadomo czy ma naturę wewnętrzną czy zewnętrzną.”

Zakłócenia w dolinie

H-a1-middlePhoto taken by Arne P. Thomassen 25 October 1982. It is taken from the mountain Finnsåhøgda south, towards east. Więcej fotografii formacji znaleźć można na stronie hessdalen.org.
Autorami kolejnego opracowania podsumowującego stan wiedzy o Hessdalen byli J. Zlotnicki, P. Yvetot, F. Fauquet (reprezentujący m.in. Francuskie Narodowe Centrum Badań Naukowych), którzy skupili się na badaniu fal radiowych oraz odkrytych w dolinie miejsc występowania zaburzeń pola elektromagnety-cznego.W ich raporcie czytamy: „Østfold University College był pierwszą jednostką, która zaczęła instalację geofizycznego systemu, którego zadaniem było badanie nieznanego pochodzenia świateł. Ich naturę można podsumować następująco: pojawiają się w niższych partiach atmosfery, pozostają nieruchome, a następnie wystrzeliwują w górę z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę lub opadają w dół i znikają w którymś z licznych jezior. Są widoczne od kilku sekund do kilkudziesięciu minut. Mogą mieć kolor biały, żółty, albo pojawiać się jako biało – niebieskie błyskające światło. Mają też różne kształty i rozmiary. Z 80 obserwacji rocznie w latach 80 – tych aktywność zjawiska spadła do ok. 20 przypadków na rok.W 2010 r. francuscy badacze rozpoczęli współpracę z Østfold University College oraz Instytutem Radioastronomii z Bolonii. Celem było badanie emisji radiowych w pasie frekwencji 1 – 5 kHz oraz wyjaśnienie zaburzeń pola elektromagnetycznego, które odnotowano w dwóch miejscach w dolinie. Są one oddalone od siebie o dziesiątki kilometrów i rozmieszczone wzdłuż jej osi.”

Według uczonych źródłem zaburzeń były sztuczne struktury geologiczne i lokalna tektonika. Jak dodali, w czasie kilku obserwacji świateł z lat 2010 – 2011 nie odnotowano żadnych anomalii magnetycznych czy elektrycznych. Światła z Hessdalen mają swój odpowiednik m.in. w widywanych regularnie światłach z Marfy oraz „ognikach” z okolic Tajszetu na Syberii. Te pierwsze w świetle najnowszych badań nie są jednak zjawiskami fizycznymi, lecz najprawdopodobniej rodzajem iluzji.

więcej czytaj też w: Nautilius
Tagged with:
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 625 other followers